background image

 

OSHO 

TECHNIKI MEDYTACYJNE 

PORADNIK PRAKTYCZNY 

 

WPROWADZENIE 

Niniejsza ksiazka jest zbiorem technik medytacyjnych, które Osho przekazywal w ciagu 

wielu  lat;  sa  tu  tez  fragmenty  i  cytaty  z  ksiazek  zawierajacych  jego  poranne  wyklady  i 
wieczorne darshany. 

Niektóre z podanych tu technik (Vipassana, Nadabrahma, wirowanie) od wieków znane 

sa  medytujacym  wielu  tradycji.  Inne  (medytacja  dynamiczna,  Kundalini,  Gourishankar) 
odzwierciedlaja  i  madrosc  tych  tradycji  i  odkrycia  wspólczesnej  psychologii;  stanowia 
niepowtarzalna recepte Osho sluzaca zaspokojeniu potrzeb czlowieka wspólczesnego. Razem 
tworzy  to  rzadka  okazje  spozytkowania  przez  nas  wszystkich  naszych  wysilków  w 
docieraniu do tu i teraz i odnajdywaniu siebie. 

Zdaniem Osho, tak jak i zdaniem wszystkich buddów na przestrzeni wieków, stajemy sie 

naprawde  medytujacymi  dopiero  wtedy,  gdy  te  wszystkie  techniki  staja  sie  bezuzyteczne  i 
dopiero wtedy, gdy caly wysilek dobiega kresu - wtedy widzimy, ze to odlegle tu i teraz jest 
po prostu tutaj, teraz. 

A do tej pory tancz! Smiej sie i spiewaj, biegaj, skacz i krzycz, siedz i patrz nieruchomym 

wzrokiem,  zyj,  kochaj  i  módl  sie  przy  tych  pieknych  medytacjach,  od  switu  do  nocy.  I  nie 
pozwól, by codzienne czynnosci byly wymówka, by w nie wchodzic i nie eksperymentowac. 
Uklad ksiazki zgodny jest z porami zalecanymi przez Osho, ale to tylko sugestia, nie sztywno 
ustalone ramy. Nieporównanie lepiej jest robic medytacje dynamiczna wieczorem niz wcale 
jej nie robic. A jesli praca ci na to pozwala, mozesz spiewac i tanczyc przez caly dzien! 

Traktuj  medytacje  jako  przygode,  a  ta  ksiazka  niech  bedzie  dla  ciebie  w  niej 

przewodnikiem. 

SLOWO WSTEPNE 

Osho  opracowal  zapewne  wiecej  technik  sluzacych  przebudzeniu  czlowieka  na  wlasna 

wewnetrzna  nature  niz  jakikolwiek  inny  Mistrz.  Niniejsza  ksiazka,  zawierajaca  techniki 
medytacyjne, jest znaczaca, choc niewielka, czescia jego metod. Osho dysponuje niezwyklym 
drygiem do przemieniania zwyczajnych, codziennych sytuacji - zycia, pracy, relacji z ludzmi - 
w takie, w których mozemy stac sie bardziej swiadomi. 

Ale techniki moga doprowadzic nas tylko do pewnego miejsca. Bez wzgledu na to, jakich 

metod  uzywaja  Mistrzowie,  to  zywa  obecnosc  Mistrza,  jego  wglad,  przenikliwosc  jego 
postrzegania, sprawiaja, ze dana metoda dziala. Mistrz widzi czy jakas metoda jest dla kogos 
odpowiednia  -  czas,  sytuacje.  Gdy  Mistrz  nie  zyje,  albo  gdy  inni  próbuja  imitowac  metody 
Mistrza,  staja  sie  one  pustymi  rytualami,  zabalsamowanymi  zwlokami  odrobine  tylko 
przypominajacymi zycie. 

I Mistrz nie tylko widzi czy jakas metoda jest odpowiednia, jest w tym cos jeszcze. Kiedy 

background image

spotykamy  oswieconego  Mistrza,  nastepuje  pewna  alchemia  -  rodzi  sie  w  nas  intuicyjne 
poznanie, ze - tak, ten czlowiek przedstawia soba kulminacje naszych wlasnych najwyzszych 
mozliwosci,  ze  mozemy  byc  tym,  czym  on  jest.  Mistrz  dziala  wiec  jak  katalizator  majacy 
przebudzic w nas ufnosc w nasz wlasny rozkwit. Ta ufnosc wystarcza, bysmy wyruszyli na 
sciezke. 

W  istocie  rzeczy  nie  ma  jednej  tylko  sciezki,  choc  cel  jest  taki  sam.  Kazdy  z  nas  jest 

niepowtarzalny i dla kazdego z nas istnieje inna metoda sluzaca wejsciu do wewnatrz. 

Wielkim wkladem Osho jest to, ze mozemy dzialac z totalnym rozumieniem zlozonosci 

czlowieka  dwudziestego  wieku.  Dal  nam  on  perspektywe,  z  której  mozemy  wybierac 
sposród  mnóstwa  metod.  Nie  ma  u  niego  dogmatycznych  ram,  do  których  wszystko  musi 
pasowac. Wykorzystuje sie wszystko, co tylko dziala, co tylko powieksza nasza swiadomosc - 
jakies  pradawne  cwiczenia  jogiczne,  najnowsze  terapie  z  Kalifornii,  czy  tez  jego  wlasne, 
niepowtarzalne metody. 

Osho stwierdzil: 
Cale to zycie jest wyzwaniem dla wzrastania. Jest to prawdziwa religia a tez i prawdziwa 

psychologia - bo prawdziwa religia nie moze byc niczym innym, jak prawdziwa psychologia. 
Nazywam te psychologie „psychologia buddów”. Rzuci ci ona wielkie wyzwanie stania sie 
czyms  wiecej  niz  jestes.  Da  ci  boskie  niezadowolenie.  Rozpali  cie  pragnieniem  wznoszenia 
coraz wyzej i wyzej - nie wyzej od innych, ale wyzej od samego siebie. 

NAJWIEKSZA RADOSC W ZYCIU 

Co to jest medytacja? 

Medytacja  to  stan  nie-umyslu.  Medytacja  to  stan  czystej  swiadomosci  bez  zadnej 

zawartosci.  Zazwyczaj  swiadomosc  jest  zapelniona  smieciami,  przypomina  lustro  okryte 
kurzem.  Umysl  to  ciagly  ruch  -  poruszaja  sie  mysli,  poruszaja  sie  pragnienia,  poruszaja  sie 
wspomnienia, poruszaja sie ambicje - nieprzerwany ruch! Dzien po dniu. Umysl funkcjonuje 
nawet gdy spisz - sni. Wciaz mysli, wciaz jest w zmartwieniach i niepokojach. Przygotowuje 
sie do nastepnego dnia, tocza sie podziemne przygotowania. 

To nie jest stan medytacji. Medytacja jest cos dokladnie odwrotnego. Gdy nie ma ruchu i 

myslenie  ustalo,  nie  porusza  sie  zadna  mysl,  nie  wzbudza  sie  zadne  pragnienie,  gdy  jestes 
calkowicie wyciszony - to wyciszenie jest medytacja, i w tym wyciszeniu poznaje sie prawde, 
nigdy inaczej. Medytacja to stan nie-umyslu. 

A do medytacji nie dotrzesz przez umysl, gdyz umysl sam siebie napedza. Do medytacji 

mozna  dotrzec  tylko  odstawiajac  umysl  na  bok,  bedac  spokojnym,  obojetnym, 
nieutozsamionym  z  umyslem;  widzac  przechodzacy  umysl,  ale  nie  utozsamiajac  sie  z  nim, 
nie myslac, ze „ja nim jestem”. 

Medytacja jest swiadomoscia „ja to nie umysl”. Gdy ta swiadomosc wejdzie coraz glebiej, 

powoli,  powoli,  pojawia  sie  chwile  -  chwile  wyciszenia,  chwile  czystej  przestrzeni,  chwile 
przezroczystosci, chwile, gdy nic sie w tobie nie wzbudza i wszystko jest nieruchome. W tych 
chwilach ciszy poznasz kim jestes - i poznasz tajemnice tej egzystencji. 

Przychodzi pewien dzien, dzien wielkiego blogoslawienstwa, gdy medytacja staje sie dla 

ciebie stanem naturalnym. 

Umysl to cos nienaturalnego - nigdy nie bedzie twoim stanem naturalnym. Ale medytacja 

to  stan  naturalny  -  który  zatracilismy.  Jest  to  raj  utracony,  ale  raj,  który  mozna  odzyskac. 
Spojrzyj  w  oczy  dziecka  -  spojrzyj,  a  zobaczysz  ogromne  wyciszenie,  niewinnosc.  Kazde 
dziecko  przychodzi  w  stanie  medytacji,  ale  musi  byc  wprowadzone  w  zwyczaje 

background image

spoleczenstwa  -  musi  byc  nauczone  myslenia,  kalkulowania,  rozumowania, 
argumentowania;  musi  byc  nauczone  slów,  jezyka,  koncepcji,  i  powoli,  stopniowo,  traci 
kontakt ze swoja niewinnoscia. Staje sie skazone, zanieczyszczone spoleczenstwem. Staje sie 
wydajna maszyna; juz nie jest czlowiekiem. 

Jedynym, czego potrzeba, jest odzyskanie tej przestrzeni. Juz jej zaznales, gdy wiec po raz 

pierwszy  zaznasz  medytacji,  bedziesz  zaskoczony  -  pojawi  sie  w  tobie  wielkie  odczucie 
jakbys juz to znal. I to odczucie jest prawdziwe - juz to znasz. Zapomniales. Diament zagubil 
sie w stercie smieci. Ale jesli zdolasz go odkryc, znajdziesz ten diament ponownie - jest twój. 

Tak naprawde nie mozna go utracic, mozna go tylko zapomniec. Rodzimy sie jako ludzie 

medytujacy, ale potem uczymy sie nawyków umyslu. Ale nasza prawdziwa natura pozostaje 
ukryta gdzies w glebi, niczym podziemny strumien. Któregos dnia - wystarczy nieco kopania 
- stwierdzisz, ze to zródlo wciaz bije, zródlo swiezych wód. A znalezienie go jest najwieksza 
radoscia w zyciu. 

Medytacja to nie koncentracja 

Medytacja  to  nie  koncentracja.  W  koncentracji  jest  jazn,  która  sie  koncentruje,  i  jest 

przedmiot koncentracji. Jest dualizm. W medytacji nie ma nikogo wewnatrz i nie ma niczego 
na  zewnatrz.  To  nie  jest  koncentracja.  Nie  ma  podzialu  na  wnetrze  i  zewnetrze.  Wnetrze 
plynie w zewnetrzu, zewnetrze plynie we  wnetrzu. Przestaje istniec rozdzial, granica, kres. 
Wnetrze jest na zewnatrz, zewnetrze jest wewnatrz; jest to swiadomosc nie-dualistyczna. 

Koncentracja jest swiadomoscia dualistyczna. Dlatego koncentracja powoduje zmeczenie, 

dlatego gdy sie koncentrujesz, czujesz sie wyczerpany. A nie mozesz koncentrowac sie przez 
24  godziny,  musisz  skorzystac  z  wakacji,  odpoczac.  Koncentracja  nie  moze  stac  sie  twoja 
natura. Medytacja nie meczy, medytacja nie wyczerpuje. Medytacja moze stac sie czyms na 
cala  dobe  -  dzien  w  dzien,  rok  w  rok.  Moze  stac  sie  wiecznoscia.  Sama  w  sobie  jest 
odprezeniem. 

 
Pierwsza rzecza jest poznanie medytacji. Wszystko inne jest wtórne. Nie moge ci powiedziec,  ze 

powinienes medytowac, moge ci tylko wyjasnic co to jest. Jesli mnie zrozumiesz jestes w medytacji - nie 
ma w tym zadnego nakazu. Jesli mnie nie zrozumiesz nie bedziesz w medytacji. 

 
Koncentracja to dzialanie, dzialanie woli. Medytacja to stan bez woli, stan nie-dzialania. 

To odprezenie. Po prostu zapadasz sie we wlasne istnienie, a to istnienie jest tym samym co 
bycie  Wszystkim.  W  koncentracji  umysl  funkcjonuje  na  podstawie  wniosku  -  cos  robisz. 
Koncentracja wynika z przeszlosci. W medytacji nie kryje sie zaden wniosek. Nie robisz nic 
konkretnego, po prostu jestes. Nie ma w tym przeszlosci, jest to nieskazone przeszloscia. Nie 
ma w tym przyszlosci, jest to czyste od wszelkiej przyszlosci, I to Lao Tzu nazywa wei-wu-
wei  -  dzialaniem  przez  nie-dzialanie.  Tak  mówia  mistrzowie  zenu  -  siedze  w  ciszy,  nic  nie 
robie,  przychodzi  wiosna  i  trawa  sama  rosnie.  Pamietaj:  sama  -  niczego  sie  nie  robi.  Nie 
wyciagasz trawy - wiosna przychodzi i trawa sama rosnie. Ten stan - gdy pozwalasz zyciu 
plynac  wlasnym  nurtem,  gdy  nie  chcesz  kierowac,  gdy  w  zaden  sposób  nie  chcesz  go 
kontrolowac,  gdy  nie  manipulujesz,  gdy  nie  narzucasz  zadnej  dyscypliny  -  ten  stan  czystej 
niezdyscyplinowanej spontanicznosci to wlasnie medytacja. 

Medytacja 

jest 

terazniejszosci, 

czystej 

terazniejszosci. 

Medytacja 

jest 

natychmiastowoscia.  Nie  mozesz  medytowac,  w  medytacji  mozesz  byc.  Nie  mozesz  byc  w 
koncentracji,  mozesz  sie  koncentrowac.  Koncentracja  to  cos  ludzkiego,  medytacja  to  cos 
boskiego. 

background image

Wybieranie medytacji 

Od samego poczatku znajdz cos, co do ciebie przemawia. 
Medytacja  nie  powinna  byc  narzuconym  wysilkiem.  Jesli  bedzie  narzucona,  od  samego 

poczatku  skazana  jest  na  niepowodzenie.  Cos  narzuconego  nie  uczyni  cie  naturalnym.  Nie 
potrzeba  tworzyc  zbednego  konfliktu.  Trzeba  to  zrozumiec,  gdyz  umysl  ma  naturalna 
sklonnosc  do  medytowania  -  jesli  dasz  mu  cos,  co  do  niego  przemawia  jesli  jestes 
ukierunkowany  na  cialo,  sa  sposoby  dotarcia  do  Boga  przez  cialo,  poniewaz  cialo  równiez 
nalezy do Boga. Jesli czujesz, ze jestes ukierunkowany na serce - modlitwa. Jesli czujesz, ze 
jestes ukierunkowany na intelekt - medytacja. 

Ale moje medytacje sa w pewnej mierze odmienne. Staralem sie opracowac metody, które 

moga byc wykorzystywane przez wszystkie trzy typy. Wiele sie w nich korzysta z ciala, wiele 
z serca i wiele z inteligencji. Wszystkie trzy elementy sa ze soba polaczone i na róznych ludzi 
w rózny sposób oddzialywuja. 

Cialo, serce, umysl - wszystkie moje medytacje ida w tym samym kierunku. Zaczynaja od 

ciala, ida przez serce, docieraja do umyslu, a potem wykraczaja dalej. 

Zawsze pamietaj - to, co lubisz, moze wejsc w ciebie gleboko; tylko to moze wejsc w ciebie 

gleboko.  Lubienie  oznacza  po  prostu,  ze  to  cos  ci  odpowiada.  Rytm  tego  jest  z  toba  w 
harmonii; miedzy toba i ta metoda jest jakas subtelna harmonia. Gdy polubisz jakas metode, 
nie  stawaj  sie  wobec  niej  skapy  -  wejdz  w  nia  na  tyle,  na  ile  zdolasz.  Mozesz  robic  ja  raz 
dziennie, lub - o ile to mozliwe - dwa razy dziennie. Im wiecej bedziesz ja robil, tym bardziej 
ja  polubisz.  Porzucaj  dana  metode  dopiero  gdy  zniknie  radosc  -  wtedy  to,  co  miala  ona 
zrobic,  zostalo  zrobione.  Szukaj  innej  metody.  Zadna  metoda  nie  moze  doprowadzic  do 
samego konca. W tej podrózy wiele razy bedziesz musial przesiadac sie z pociagu na pociag. 
Dana metoda doprowadzi cie tylko do jednego stanu. Poza nim nie bedzie przydatna, juz sie 
spelnila. 

O  dwóch  rzeczach  trzeba  wiec  pamietac  -  gdy  polubisz  jakas  metode,  wejdz  w  nia  tak 

gleboko, jak jest to mozliwe, ale nigdy nie stawaj sie od niej uzalezniony, bo pewnego dnia 
bedziesz i ja musial porzucic. Jesli za bardzo sie od niej uzaleznisz, stanie sie czyms w rodzaju 
narkotyku  -  nie  mozesz  jej  zostawic.  Przestanie  cie  cieszyc  -  nic  ci  nie  daje,  a  stala  sie 
nawykiem.  Wtedy  mozna  w  niej  trwac,  ale  krecisz  sie  w  kólko;  dalej  nie  moze  cie  ona 
poprowadzic. 

Niech  wiec  radosc  bedzie  tym  wyznacznikiem.  Jesli  jest  radosc,  trwaj  w  niej,  trwaj  do 

ostatniej  drobiny  radosci.  Trzeba  wycisnac  ja  do  samego  konca.  Nie  wolno  zostawic  ani 
odrobiny tego soku... ani jednej kropli. A potem zdobadz sie na porzucenie jej. Wybierz jakas 
inna metode, która znów daje ci radosc. Wiele razy trzeba bedzie dokonywac takich zmian. 
Zalezy to od czlowieka, a bardzo rzadko zdarza sie tak, zeby jedna metoda wystarczyla na 
cala  podróz  Nie  potrzeba  robic  wielu  medytacji,  gdyz  mozesz  robic  cos,  co  wprowadzi 
zamieszanie, co jest sprzeczne, i pojawi sie ból. 

Wybierz dwie medytacje i trzymaj sie ich. A tak naprawde chce, zebys wybral jedna - tak 

byloby najlepiej. Lepiej jest powtarzac wiele razy to jedno, co ci odpowiada. Wtedy wejdzie to 
coraz glebiej. Próbujesz tylu rzeczy - jednego dnia próbujesz jednego, drugiego dnia czegos 
innego,  i  wymyslasz  cos  swojego  -  a  wtedy  mozesz  wprowadzic  wiele  zamieszania.  W 
ksiedze tantry jest sto dwanascie medytacji. Mozna zwariowac! Juz jestes zwariowany! 

Medytacje  to  nie  zabawa.  Czasem  moga  byc  niebezpieczne.  Bawisz  sie  z  subtelnym, 

bardzo  subtelnym  mechanizmem  umyslu.  Czasem  cos  drobnego,  co  robiles,  a  z  czego  nie 
zdawales sobie sprawy, moze stac sie niebezpieczne. Dlatego nie próbuj niczego wymyslac i 
nie rób swoich wlasnych pomieszanych medytacji. Wybierz dwie i po prostu próbuj ich przez 

background image

kilka tygodni. 

Stwarzanie przestrzeni do medytacji 

Jesli zdolasz stworzyc jakies specjalne miejsce - mala swiatynie czy zakatek domu - gdzie 

mozesz medytowac codziennie, nie uzywaj tego zakatka do zadnego innego celu, poniewaz 
kazdy cel ma wlasna wibracje. Wykorzystuj ten zakatek tylko do medytacji i niczego innego. 
Ten zakatek naladuje sie i bedzie co dnia czekal na ciebie. Ten zakatek bedzie cie wspieral, to 
otoczenie  stworzy  pewna  wibracje,  szczególna  atmosfere,  w  której  z  wieksza  latwoscia 
mozesz  wchodzic  coraz  glebiej.  To  dlatego  tworzono  swiatynie,  koscioly  i  meczety  -  po  to 
wlasnie, by miec miejsce istniejace tylko dla modlitwy i medytacji. 

Jezeli mozesz  wybrac do medytacji stala pore, to takze bedzie wielka pomoca, bo cialo, 

umysl, to mechanizm. Jesli jadasz co dzien o tej samej porze, o tej wlasnie porze cialo zaczyna 
wolac jesc. Czasem mozesz nawet robic mu numery. Jesli jadasz o pierwszej i na zegarze jest 
akurat pierwsza, jestes glodny - nawet jesli zegar wskazuje niewlasciwa godzine i jest dopiero 
jedenasta  czy  dwunasta.  Patrzysz  na  zegar  wskazujacy  pierwsza  i  nagle  czujesz  w  srodku 
glód. Twoje cialo to mechanizm. 

 
Gdy mówie „medytuj”, wiem ze przez medytacje nikt nie dociera; ale przez medytacje docierasz do 

miejsca, gdzie zadna medytacja nie jest mozliwa

 
Takze  twój  umysl  jest  mechanizmem.  Medytuj  codziennie  w  tym  samym  miejscu,  o  tej 

samej  porze,  a  stworzy  to  w  ciele  i  umysle  glód  medytacji.  Codziennie  o  tej  wlasnie  porze 
twoje cialo i umysl beda domagac sie, abys wszedl w medytacje. Bedzie to pomocne. Tworzy 
sie w tobie przestrzen, która staje sie glodem, pragnieniem. 

Na poczatku jest to bardzo dobre. Póki nie jestes tu, gdzie medytacja stala sie naturalna i 

mozesz  medytowac  gdziekolwiek,  w  dowolnym  miejscu,  o  dowolnej  porze  -  dotad 
wykorzystuj te mechaniczne srodki ciala i umyslu jako pomoc. 

Daje  ci  to  pewien  klimat  -  gasisz  swiatlo,  w  pokoju  palisz  jakies  kadzidlo,  zakladasz 

okreslony  strój,  jestes  na  pewnej  wysokosci,  masz  pewna  miekkosc,  masz  dywan  jednego 
rodzaju, przyjmujesz jakas pozycje. Wszystko to pomaga, ale niczego nie jest powodem. Jesli 
ktos  inny  zachowa  sie  tak  samo,  moze  to  byc  przeszkoda.  Kazdy  powinien  znalezc  swój 
wlasny  rytual.  Rytual  ma  ci  tylko  pomóc  w  rozluznieniu  sie  i  czekaniu.  A  kiedy  jestes 
rozluzniony i czekasz, to sie dzieje; tak, jak sen - Bóg do ciebie przychodzi. Tak, jak milosc - 
Bóg do ciebie przychodzi. Nie mozesz sprawic tego wola, nie mozesz tego wymusic. 

 
Badz rozluzniony i naturalny 
Mozna  byc  obsesyjnie  opetanym  przez  medytacje,  i  obsesja  jest  problemem  -  byles 

opetany pieniedzmi, teraz jestes opetany medytacja. Pieniadze nie sa problemem, obsesyjne 
opetanie  jest  problemem.  Byles  opetany  przez  handel,  teraz  jestes  opetany  przez  Boga.  Nie 
handel jest problemem, ale obsesja. Trzeba byc luznym i naturalnym, przez nic nie opetanym, 
ani przez umysl, ani przez medytacje. Tylko wtedy - kiedy jestes bez zajecia, bez obsesji, gdy 
plyniesz - zdarza sie to Najwyzsze. 

 
 

background image

SWIT 

smiech, ruch, katharsis 

Medytacja smiechu 

Kazdego  ranka,  po  przebudzeniu,  zanim  otworzysz  oczy,  przeciagnij  sie  jak  kot. 

Rozciagnij kazde wlókienko ciala. Po 3-4 minutach, nadal z zamknietymi oczami, zacznij sie 
smiac.  Przez  piec  minut  po  prostu  sie  smiej.  Poczatkowo  bedziesz  to  robil,  ale  wkrótce 
odglosy twoich usilowan wywolaja szczery smiech. Zatrac sie w tym smiechu. Moze minie 
kilka  dni  zanim  nastapi  to  naprawde,  tak  bardzo  jestesmy  nieprzyzwyczajeni  do  tego 
zjawiska. Ale szybko stanie sie to spontaniczne i zmieni caly twój dzien. 

Tym którzy maja trudnosci z totalnym smiechem, lub czuja ze ich smiech jest falszywy, 

Osho sugeruje prosta technike: 

Rankiem, wczesnie, przed zjedzeniem czegokolwiek, wypij prawie wiadro wody - cieplej, 

z rozpuszczona sola. Wypij ja, i zrób to szybko, inaczej nie zdolasz duzo wypic. Potem pochyl 
sie i wyplucz gardlo tak, by woda poplynela z powrotem. Bedzie to wymiotowanie woda - i 
oczysci ci przelyk. Nie trzeba nic innego. W przelyku jest blok, taki, ze gdy tylko chcesz sie 
smiac, on na to nie pozwala. 

W jodze jest to niezbedna procedura, która trzeba przejsc. Nazywana jest „oczyszczeniem 

koniecznym”.  Oczyszcza  silnie  i  daje  bardzo  czysty  przelyk  -  rozpuszczaja  sie  wszystkie 
bloki. Bedzie cie to bawic i przez caly dzien bedziesz odczuwac te czystosc. Smiech i lzy, a 
nawet mowa, wychodzic beda z bardzo glebokiego srodka. 

Rób to przez dziesiec dni, a wkrótce bedziesz mial najlepszy smiech w okolicy! 

Medytacja zlotego swiatla 

Jest to prosta metoda przemieniania energii i prowadzenia jej do góry. Proces ten nalezy 

powtarzac przynajmniej dwa razy dziennie. 

Najlepsza pora jest wczesny ranek, tuz przed wstaniem z lózka. Kiedy tylko poczujesz, ze 

jestes  czujny,  przebudzony,  rób  to  przez  20  minut.  Rób  to  od  razu,  natychmiast,  bo  gdy 
wychodzisz  ze  snu,  jestes  bardzo,  bardzo  delikatny,  przyjmujacy.  Gdy  wychodzisz  ze  snu, 
jestes  bardzo  swiezy  i  to  dzialanie  wejdzie  bardzo  gleboko.  To  wtedy,  gdy  wychodzisz  ze 
snu, jestes mniej w umysle niz kiedykolwiek - stad pojawiaja sie przerwy, którymi ta metoda 
przeniknie  do  twojego  najglebszego  rdzenia.  A  wczesnym  rankiem,  gdy  sie  budzisz,  i  gdy 
budzi sie cala ziemia, na calym swiecie jest wielka fala energii przebudzenia - skorzystaj z tej 
fali, nie przegap okazji. 

Wszystkie dawne religie mówia o modleniu sie wczesnie rano, gdy wzeszlo slonce, gdyz 

wschód  slonca  jest  wzejsciem  wszystkich  energii  w  egzystencji.  W  takiej  chwili  mozesz 
unosic  sie  na  narastajacej  fali  energii  -  bedzie  to  latwiejsze.  Wieczorem  bedzie  to  trudne, 
energie  beda  opadac  -  wtedy  bedziesz  zmagal  sie  plynac  pod  prad.  Rankiem  plyniesz  z 
pradem. 

Polóz  sie  tak,  jak  lezysz  w  lózku,  na  plecach.  Oczy  miej  zamkniete.  Gdy  wdychasz, 

wizualizuj wielkie swiatlo wchodzace do ciala przez glowe, jakby to slonce wzeszlo gdzies w 
poblizu  twojej  glowy,  jestes  pusty  w  srodku  i  to  zlote  swiatlo  wlewa  sie  do  glowy,  i  idzie, 
idzie, gleboko, gleboko, i wychodzi przez palce stóp. Gdy wdychasz, rób to z ta wizualizacja. 
To  zlote  swiatlo  bedzie  pomocne.  Oczysci  cale  twoje  cialo  i  uczyni  je  absolutnie  pelnym 
twórczych mozliwosci, jest to meska energia. 

A gdy wydychasz, wizualizuj cos innego - ciemnosc wchodzaca przez palce stóp, wielka, 

ciemna  rzeke  wchodzaca  palcami  stóp,  podchodzaca  do  góry  i  wychodzaca  przez  glowe. 

background image

Oddychaj wolno, gleboko, abys mógl prowadzic wizualizacje, jest to zenska energia. Uspokoi 
cie, uczyni cie przyjmujacym, wyciszy, da odpoczynek. Rób to bardzo wolno - a zaraz po snie 
mozesz oddychac bardzo gleboko i wolno, poniewaz cialo jest wypoczete, odprezone. 

 

Umysl to ciern,  a wszystkie techniki to ciernie sluzace wydobyciu tego  pierwszego ciernia. 
 
Druga najlepsza pora jest czas gdy idziesz spac, wieczorem. Polóz sie na lózku, odprez sie 

przez  kilka  minut.  Gdy  zaczniesz  czuc,  ze  wahasz  sie  miedzy  snem  i  czuwaniem,  wlasnie 
posrodku, znów zacznij ten proces. Rób to przez 20 minut. Jesli zasniesz w trakcie, bedzie to 
najlepsze, gdyz to dzialanie pozostanie w podswiadomosci i bedzie stale wywierac wplyw. 

Jesli bedziesz stosowac te prosta metode przez trzy miesiace, bedziesz zaskoczony  - nie 

ma potrzeby tlumienia, przemiana juz zaczela sie dziac. 

Czekanie na wschód slonca 

Na 15 minut przed wschodem slonca, gdy niebo staje sie nieco jasniejsze, po prostu czekaj 

i  patrz  tak,  jak  wyczekuje  sie  umilowanej  -  z  takim  napieciem,  w  tak  glebokim  czekaniu,  z 
taka nadzieja  i ekscytacja  - a mimo  to spokojny. A  slonce  niech wschodzi,  obserwuj je. Nie 
trzeba  patrzec  usilnie  otwartymi  oczyma,  mozesz  mrugac.  Odczuwaj  jak  równoczesnie 
wschodzi tez cos wewnatrz ciebie. 

Gdy  slonce  pojawi  sie  na  horyzoncie,  zacznij  odczuwac,  ze  jest  blisko  twojego  pepka. 

Podchodzi  do  niego,  i  tu,  w  pepku,  wznosi  sie,  wznosi  sie,  powoli.  Wznosi  sie  slonce,  i 
wznosi sie tez ten wewnetrzny punkt swiatla. Dziesiec minut wystarczy. Potem zamknij oczy. 
Gdy najpierw widzisz slonce z otwartymi oczyma, tworzy to negatyw, a wiec gdy zamkniesz 
oczy, mozesz ujrzec slonce swiecace wewnatrz. 

I zmieni cie to nadzwyczajnie. 

Chwala wschodzacemu sloncu 

Wstan  o  piatej  rano,  przed  wschodem  slonca,  i  przez  pól  godziny  po  prostu  spiewaj, 

mrucz, jecz, stekaj. Te dzwieki nie musza miec zadnego sensu. Musza byc egzystencjalne, nic 
nie znaczace. Maja cie cieszyc, to wszystko - to jest ich znaczenie. Kolysz sie. Niech stanie sie 
to wychwalaniem wschodzacego slonca i zaprzestan tego dopiero gdy slonce juz wzejdzie. 

Utrzyma to w tobie rytm na caly dzien. Juz od rana bedziesz w harmonii i stwierdzisz, ze 

dzien jest inny; jestes bardziej  kochajacy bardziej troskliwy, bardziej  wspólczujacy, bardziej 
przyjacielski - mniej gwaltowny, mniej w zlosci, mniej ambitny, mniej egoistyczny. 

 
Pierwszym,  co  nalezy  robic,  jest  smiech,  gdyz  wprowadza  to  nastawienie  na  caly  dzien.  Jesli 

obudzisz sie ze smiechem, wkrótce zaczniesz czuc jak absurdalne jest to zycie. Nic nie jest powazne - 
nawet z twoich rozczarowan mozna sie smiac, nawet z twojego bólu mozna sie smiac, nawet z ciebie 
mozna sie smiac. 

Bieganie, jogging i plywanie 

Zachowywanie  czujnosci  w  ruchu  jest  latwe  i  naturalne.  Gdy  siedzisz  w  wyciszeniu, 

zasniecie jest naturalne. Gdy lezysz na lózku, bardzo trudno jest zachowac czujnosc, bo cala 
sytuacja  sprzyja  zasnieciu.  Ale  w  ruchu,  rzecz  jasna,  nie  mozesz  zasnac,  funkcjonujesz 
uwazniej. Jedynym problemem jest to, ze ruch moze stac sie mechaniczny. 

Naucz  sie  stapiac  w  jedno  cialo,  umysl  i  dusze.  Znajdz  sposoby,  w  których  mozesz 

funkcjonowac jako pewna jednosc. 

Biegajacym  zdarza  sie  to  wiele  razy.  Pewnie  nie  myslales,  ze  bieganie  moze  byc 

background image

medytacja, ale biegajacy czasami doznaja ogromnego przezycia medytacji, i sa zaskoczeni, bo 
tego nie szukali - kto by pomyslal, ze biegnacy czlowiek doswiadczy Boga? A tak sie dzieje. A 
teraz bieganie coraz bardziej staje sie nowa forma medytacji. 

Moze to nastapic podczas biegu. Jesli kiedys biegales, jesli radowalo cie bieganie wczesnie 

rano, gdy powietrze jest swieze i mlode, i caly swiat wraca ze snu, budzi sie - biegles, i cialo 
wspaniale  funkcjonowalo,  swieze  powietrze,  nowy  swiat,  na  nowo  zrodzony  z  ciemnosci 
nocy, wszystko wkolo spiewalo, czules sie zywy... przychodzi ta chwila gdy biegnacy znika i 
zostaje tylko biegniecie. Cialo, umysl i dusza zaczynaja dzialac razem - nagle wyzwolony jest 
wewnetrzny orgazm. 

 
Medytacja to lek. To jedyny lek. Zapomnij wiec o swoich problemach po prostu wejdz w medytacje. 
 
Biegajacy czasem przypadkowo napotykaja doznanie czwartego, turiya, ale przegapiaja je 

- mysla, ze ich radowanie sie ta chwila bylo tylko skutkiem biegniecia - ze to cudowny dzien, 
zdrowe cialo i taki piekny swiat, i ze byl to tylko jakis nastrój. Nie zauwazaja tego - ale sadze, 
ze gdyby to zauwazali, biegajacy moze zblizyc sie do medytacji tak bardzo jak nikt inny. 

Jogging moze byc ogromna pomoca, plywanie moze byc ogromna pomoca. Wszystko to 

trzeba przemienic w medytacje. 

Porzuc te stare wyobrazenia o medytacji, ze medytacja jest tylko siedzenie pod drzewem 

w jakiejs pozycji jogi. To tylko jeden ze sposobów, i dla paru osób jest on moze odpowiedni, 
ale nie nadaje sie dla wszystkich. Dla malego dziecka nie jest to medytacja, jest to tortura. Ola 
mlodego czlowieka, który jest pelen zycia, wibrujacy, jest to tlumienie, nie medytacja. 

Rankiem zacznij bieg. Zacznij od polowy kilometra, potem jeden kilometr, w koncu dojdz 

do przynajmniej pieciu kilometrów. Biegnac uzywaj calego ciala. Nie biegnij tak, jakbys byl w 
kaftanie  bezpieczenstwa.  Biegnij  jak  male  dziecko,  uzywajac  calego  ciala  -  dloni  i  stóp  -  i 
biegnij.  Oddychaj  gleboko,  brzuchem.  Potem  siadz  pod  drzewem,  odpocznij,  poc  sie,  niech 
przyjdzie chlodny wietrzyk; odczuwaj spokój. Bedzie to bardzo gleboka pomoca. 

Czasem  po  prostu  stan  na  ziemi,  bez  butów,  i  czuj  chlód,  miekkosc,  cieplo.  Cokolwiek 

ziemia  gotowa  jest  dac  w  tej  chwili,  odczuwaj  to  i  pozwól  temu  przez  siebie  przeplywac,  i 
pozwól swej energii splywac do ziemi. Badz polaczony z ziemia. 

Gdy jestes polaczony z ziemia, jestes polaczony z zyciem. Gdy jestes polaczony z ziemia, 

jestes  polaczony  z  cialem.  Gdy  jestes  polaczony  z  ziemia,  stajesz  sie  bardzo  wrazliwy  i 
scentrowany - i to tego wlasnie potrzeba. 

 
To  jest  cala  sztuka  medytacji  -  jak  byc  gleboko  w  dzialaniu,  jak  wyrzec  sie  myslenia  i  jak 

przeksztalcic te energie, która porusza sie w mysleniu, w swiadomosc. 

 
Nigdy  nie  stan  sie  ekspertem  od  biegania  -  badz  amatorem,  aby  mozna  bylo  zachowac 

czujnosc.  Jesli  odczujesz,  ze  bieganie  stalo  sie  automatyczne,  porzuc  je  -  spróbuj  plywania. 
Jesli to stanie sie automatyczne, wtedy tanczenie. Pamietac nalezy o tym, ze ruch jest jedynie 
sytuacja  sluzaca  stworzeniu  swiadomosci.  Dopóki  stwarza  swiadomosc  -  dobrze.  Gdy 
przestanie  stwarzac  swiadomosc,  przestanie  byc  przydatny,  zmien  go  na  inny  ruch,  w 
którym  znów  bedziesz  musial  byc  czujny.  Nigdy  nie  pozwól,  aby  jakakolwiek  aktywnosc 
stala sie automatyczna. 

„Opracowalem pewien sposób...” 

Umysl  jest  bardzo  powazny,  a  medytacja  jest  absolutnie  niepowazna.  Gdy  to  mówie, 

background image

mozesz  byc  zdezorientowany,  bo  ludzie  ciagle  z  wielka  powaga  mówia  o  medytacji.  Ale 
medytacja  to  nic  powaznego.  Przypomina  zabawe  -  niepowazna.  Szczera,  ale  niepowazna. 
Nie jest czyms takim, jak praca, bardziej przypomina zabawe. Zabawa nie jest aktywnoscia. 
Nawet gdy jest aktywna, nie jest aktywnoscia. Zabawa to sama przyjemnosc. Taka aktywnosc 
do nikad nie zmierza; nie ma zadnej motywacji. Jest to raczej sama czysta, plynaca energia. 

Ale  jest  to  trudne,  bo  tak  bardzo  jestesmy  zajeci  aktywnosciami.  Zawsze  bylismy  tak 

aktywni,  ze  aktywnosc  stala  sie  gleboko  zakorzeniona  obsesja.  Nawet  we  snie  jestesmy 
aktywni. Jestesmy aktywni nawet wtedy, kiedy myslimy o odprezeniu. Nawet z odprezenia 
czynimy aktywnosc; aby sie odprezyc, czynimy wysilki. To absurdalne! Ale tak sie dzieje na 
skutek mechanicznych nawyków umyslu. 

 
Kiedys tak sie zdarzylo, ze dwa psy obserwowaly ludzi robiacych medytacje dynamiczna. Jeden z 

nich mówi drugiemu: ‘kiedy to robie mój pan daje mi pigulki na robaki’” 

 
Co wiec robic? Tylko nie-aktywnosc doprowadza do wewnetrznego centrum, ale umysl 

nie potrafi wyobrazic sobie nie-aktywnosci. Co wiec robic? 

Opracowalem  pewien  sposób.  A  polega  on  na  tym,  zeby  byc  aktywnym  do  takiego 

stopnia, ze aktywnosc po prostu ustaje - badz aktywny do szalenstwa, tak, ze umysl, który 
pragnie  byc  aktywnym,  zostaje  wyrzucony  z  organizmu.  Dopiero  wtedy  -  po  glebokim 
katharsis  -  mozesz  zapasc  w  nie-aktywnosc  i  miec  przeblysk  tego  swiata,  który  nie  jest 
swiatem wysilku. 

Gdy  poznasz  ten  swiat,  mozesz  w  niego  wchodzic  bez  zadnego  wysilku.  Gdy  go 

poczujesz  -  jak  byc  po  prostu  tu  i  teraz,  nic  nie  robiac  -  mozesz  w  kazdej  chwili  w  niego 
wchodzic; gdziekolwiek jestes, mozesz w nim pozostawac. W koncu mozesz byc na zewnatrz 
aktywny, a wewnatrz w glebokiej nie-aktywnosci. 

Metody oparte na katharsis sa wynalazkiem wspólczesnosci. Za czasów Buddy nie byly 

potrzebne, poniewaz ludzie nie byli tak stlumieni. Ludzie byli naturalni, zyli prymitywnie - 
zyciem  niecywilizowanym,  spontanicznym. Dlatego vipassana  - vipassana  oznacza wglad  - 
dawana byla przez Budde ludziom wprost. Ale teraz nie mozesz od razu wejsc w vipassane. 
A nauczyciele, którzy nadal nauczaja vipassany bezposrednio, nie naleza do tego stulecia - sa 
w tyle o dwa tysiace lat. Owszem, czasem moga pomóc jednej czy dwóm osobom na sto, ale 
to  niewiele,  ja  wprowadzam  metody  oparte  na  katharsis,  by  najpierw  zostalo 
zneutralizowane  to,  co  cywilizacja  ci  uczynila  -  abys  znów  stal  sie  prymitywny.  Z  tej 
prymitywnosci, z tej pierwotnej niewinnosci, wglad staje sie latwo dostepny. 

MEDYTACJA DYNAMICZNA 

praktykowana w osrodkach Osho codziennie rano 

Gdy konczy sie sen, cala przyroda ozywia sie; noc minela, nie ma juz ciemnosci, slonce 

wstaje i wszystko staje sie swiadome i czujne, jest to medytacja, w której musisz byc ciagle 
czujny, swiadomy, uwazny - cokolwiek robisz. Pozostawaj obserwatorem. Nie zgub sie. 

Latwo jest zgubic sie. Oddychajac, mozesz zapomniec. Mozesz tak bardzo stac sie jednym 

z  oddychaniem,  ze  zapomnisz  o  obserwatorze.  A  wtedy  przegapiasz  cel  tej  praktyki. 
Oddychaj  najszybciej,  najglebiej,  jak  to  mozliwe,  wlóz  w  to  cala  swa  energie,  ale  nadal 
pozostawaj obserwatorem. Obserwuj to, co sie dzieje jakbys byl widzem, jakby to wszystko 
dzialo  sie  komus  innemu,  jakby  wszystko  dzialo  sie  w  ciele,  a  swiadomosc  jest  po  prostu 
scentrowana  i  obserwujaca.  To  bycie  obserwatorem  musi  byc  zachowane  we  wszystkich 
trzech fazach. A gdy wszystko sie zatrzyma i w czwartej fazie staniesz sie calkowicie bierny, 

background image

nieruchomy, ta uwaznosc siegnie szczytu. 

Medytacja dynamiczna trwa godzine, sklada sie z pieciu czesci. Mozna ja robic samemu, 

ale  energia  bedzie  potezniejsza  gdy  praktykuje  sie  ja  w  grupie.  Jest  ona  doznaniem 
indywidualnym, dlatego nie zwracaj uwagi na ludzi wokolo i caly czas miej oczy zamkniete, 
a  najlepiej  zasloniete  przepaska.  Najlepiej  robic  ja  z  pustym  zoladkiem  i  w  luznym 
wygodnym stroju. 

Jesli miejsce nie pozwala na halasowanie, mozesz robic cicha odmiane - zamiast wyrzucac 

dzwieki  z  siebie,  niech  hatharsis  w  drugiej  czesci  zachodzi  calkowicie  w  ruchach  ciala.  W 
trzeciej czesci dzwiek „hu” moze byc wybijany w ciszy, wewnatrz, a piata czesc moze stac sie 
tancem pelnym ekspresji. 

 
Czesc pierwsza - 10 minut  
Oddychaj chaotycznie nosem, koncentrujac sie stale na wydechu. Wdechem cialo zajmie 

sie samo. Rób to najszybciej i najmocniej jak to jest mozliwe - a potem jeszcze nieco mocniej, 
az doslownie staniesz sie oddychaniem. Dla wspomozenia gromadzenia energii wykorzystuj 
naturalne  ruchy  ciala.  Poczuj  jak  energia  gromadzi  sie,  ale  nie  puszczaj  jej  w  czasie  tej 
pierwszej czesci. 

Czesc druga - 10 minut 
Wybuchnij!  Pusc  wszystko,  co  tylko  potrzebuje  byc  wyrzuconym  na  zewnatrz.  Oszalej 

totalnie,  wrzeszcz,  krzycz,  placz,  skacz,  trzes  sie,  tancz,  spiewaj,  smiej  sie,  rzucaj  sie  na 
wszystkie strony. Niczego nie powstrzymuj, cale cialo utrzymuj w ruchu. Czesto na poczatku 
pomaga  odrobina  udawania.  Nigdy  nie  pozwól,  zeby  umysl  ingerowal  w  to,  co  sie  dzieje. 
Badz totalny. 

Czesc trzecia - 10 minut 
Z  podniesionymi  rekami  podskakuj  i  mozliwie  najglebiej  wykrzykuj  mantre  „HU!  HU! 

HU!”  Przy  kazdym  opadnieciu  na  ziemie,  na  podeszwy  stóp,  niech  dzwiek  ten  wbija  sie 
gleboko w osrodek seksu. Daj z siebie wszystko, wyczerpuj sie totalnie. 

Czesc czwarta - 15 minut 
Stop!  Zatrzymaj  sie  w  bezruchu,  w  takiej  pozycji,  w  jakiej  jestes.  W  zaden  sposób  nie 

ukladaj ciala. Kaszlniecie, poruszenie - cokolwiek - rozproszy przeplyw energii i caly wysilek 
pójdzie na marne. Badz obserwatorem wszystkiego, co sie z toba dzieje. 

Czesc piata - 15 minut 
Swietuj  i  raduj  sie  razem  z  muzyka  i  tancem,  wyrazaj  wdziecznosc  wszystkiemu. 

Zachowaj to szczescie w sobie przez caly dzien. 

Ktos  powiedzial,  ze  medytacja,  która  tutaj  robimy,  zdaje  sie  byc  czystym  szalenstwem. 

Tak jest. I jest tak z pewnego powodu. W tym szalenstwie jest metoda, zostala ona dobrana 
swiadomie. 

Pamietaj  -  z  wlasnej  woli  nie  mozesz  oszalec.  Szalenstwo  toba  owladnie.  Tylko  wtedy 

mozesz oszalec. A jesli wchodzisz w szalenstwo z wlasnej woli, jest to cos zupelnie innego. 
Kontrolujesz  wszystko,  a  kto  potrafi  kontrolowac  nawet  swoje  szalenstwo,  ten  nigdy  nie 
oszaleje. 

 
Drwal,  kamieniarz - nie potrzebuja robic medytacji opartej na katharsis - robia ja przez caly dzien. 

Ale dla czlowieka wspólczesnego wszystko sie zmienilo. 

  
Osho  mówi  o  niektórych  reakcjach  mogacych  nastapic  w  ciele  na  skutek  glebokiego 

katharsis medytacji dynamicznej. 

background image

Jesli odczujesz ból, zwróc na niego uwage i nie rób  nic.  Uwaga to potezny miecz  - tnie 

wszystko. Po prostu zwróc uwage na ten ból. 

Siedzisz chociazby cicho w ostatniej  czesci medytacji, bez ruchu, tyle doznan czujesz w 

ciele. Czujesz, ze martwieje ci noga, jakies swedzenie w dloni, czujesz mrówki wedrujace po 
ciele.  Wiele  razy  spogladasz,  ale  mrówek  nie  ma.  To  mrowienie  jest  wewnatrz,  nie  na 
zewnatrz. Co masz zrobic? Czujesz, ze martwieje ci noga? Obserwuj, cala uwage skup na niej. 
Czujesz swedzenie? Nie drap sie. To nie pomoze. Po prostu zwróc na to uwage. Nie otwieraj 
oczu.  Zwróc  uwage  do  wewnatrz  i  tylko  czekaj  i  obserwuj.  Po  paru  sekundach  swedzenie 
zniknie. Cokolwiek sie dzieje - nawet jesli czujesz ból, ostry ból w brzuchu czy glowie. Dzieje 
sie  tak,  gdyz  w  medytacji  zmienia  sie  cale  cialo.  Zmienia  sie  jego  chemia.  Dzieje  sie  cos 
nowego i cialo jest w chaosie. Czasem podziala to na brzuch, gdyz w brzuchu stlumiles wiele 
emocji,  i  wszystkie  one  zostaly  pobudzone.  Czasem  przyjdzie  ci  ochota  wymiotowac, 
poczujesz  sie  niedobrze.  Czasem  odczujesz  ostry  ból  w  glowie,  gdyz  medytacja  zmienia 
wewnetrzna  strukture  mózgu.  W  trakcie  medytacji  jestes  w  prawdziwym  chaosie.  Wkrótce 
wszystko sie uspokoi. Ale na razie wszystko jest w nieladzie. 

Co  masz  wiec  robic?  Po  prostu  zobacz  ten  ból  w  glowie,  obserwuj  go.  Badz 

obserwatorem. Po prostu zapomnij, ze to robisz - i stopniowo wszystko ucichnie, i ucichnie 
tak pieknie i z takim wdziekiem, ze nie uwierzysz jesli tego nie doznasz. Zniknie nie tylko ból 
glowy - bo energia, która stwarzala ten ból, jesli jest obserwowana, znika  - ta sama energia 
staje sie przyjemnoscia. Energia jest ta sama. 

 
Medytacja zaczyna sie katharsis a konczy swietowaniem. 
 
Ból i przyjemnosc to dwa wymiary tej samej energii. Jesli zdolasz pozostac w wyciszonym 

siedzeniu i zwracac bedziesz uwage na to, co cie rozprasza, wszystkie rozproszenia znikna. A 
gdy znikna wszystkie rozproszenia, nagle uswiadomisz sobie, ze zniklo cale cialo. 

Osho przestrzega przed przeksztalceniem obserwowania bólu w kolejny fanatyzm. Jesli 

nieprzyjemne symptomy fizyczne - bolesci i bóle czy nudnosci - utrzymuja sie dluzej niz 3-4 
dni codziennej medytacji, nie ma potrzeby byc masochista  - zwróc sie o porade do lekarza. 
Odnosi sie to do wszystkich medytacji Osho. Baw sie! 

MANDALA 

Jest  to  inna  potezna  technika  oparta  na  katharsis,  która  stwarza  krag  energii 

prowadzacych  do  naturalnego  scentrowania.  Sklada  sie  ona  z  czterech  czesci  po  15  minut 
kazda. 

Czesc pierwsza - 15 minut 
Z  otwartymi  oczami  biegnij  w  miejscu,  zaczynajac  powoli  i  stopniowo  przyspieszajac 

coraz  bardziej.  Unos  kolana  najwyzej  jak  zdolasz.  Równe  i  glebokie  oddychanie  poruszy 
energie wewnatrz ciebie. Zapomnij o umysle i zapomnij o ciele. Trwaj w tym biegu. 

Czesc druga - 15 minut 
Usiadz z zamknietymi oczami, otwartymi ustami i szczeka luzno opuszczona. Lagodnie 

zacznij krazenia ciala od pasa, jak trzcina poruszajaca sie na wietrze. Poczuj wiatr kolyszacy 
cie z boku  na bok, do przodu i do tylu, wkolo i wkolo. Doprowadzi to twoje przebudzone 
energie do osrodka pepka. 

 
Nie  moge  stworzyc  dla  ciebie  nieba.  To  dlatego  wszystkie  moje  techniki  medytacyjne  najpierw 

stwarzaja pieklo. 

background image

 
Czesc trzecia - 15 minut 
Polóz  sie  na  plecach,  otwórz  oczy  i  z  nieruchoma  glowa  zacznij  wirowac  oczami  w 

kierunku zgodnym z kierunkiem ruchu wskazówek zegara. Poruszaj nimi po calym okregu, 
jakby sledzily minutowa wskazówke wielkiego zegara, ale rób to najszybciej jak to mozliwe. 
Wazne jest, by usta byly otwarte, a szczeka rozluzniona. Oddech ma  byc lagodny i równy. 
Doprowadzi to scentrowane energie do trzeciego oka. 

Czesc czwarta - 15 minut 
Zamknij oczy i lez nieruchomo. 

Potrzeba katharsis 

Codziennie na 60 minut po prostu zapomnij o swiecie. Niech caly swiat zniknie z ciebie i 

ty zniknij ze swiata. Zrób zwrot w tyl, zwrot o 180 stopni, i po prostu wejrzyj do wewnatrz. 
Na  poczatku  zobaczysz  tylko  chmury.  Nie  przejmuj  sie  -  twoje  stlumienia  stworzyly  te 
chmury.  Natkniesz  sie  na  zlosc,  nienawisc,  chciwosc  i  wszelkiego  rodzaju  czarne  dziury. 
Stlumiles  je,  sa  wiec.  A  twoje  tak  zwane  religie  nauczyly  cie  tlumienia,  przypominaja  wiec 
one rany. Ukrywales je. 

Stad  mój  nacisk  najpierw  na  katharsis.  jesli  nie  przejdziesz  wielkiego  katharsis,  musial 

bedziesz  przejsc  wiele  chmur.  Bedzie  to  meczace,  a  ty  mozesz  byc  tak  niecierpliwy,  ze 
wrócisz do swiata, i powiesz: „Nic tam nie ma. Nie ma lotosu i nie ma aromatu, sam smród, 
smieci”. 

Wiesz  to.  Co  napotykasz,  gdy  zamykasz  oczy  i  zaczynasz  wchodzic  do  wewnatrz?  Nie 

trafiasz  na  te  piekne  krainy,  o  których  mówia  buddowie.  Napotykasz  piekla,  agonie, 
stlumione  i  czekajace  na  ciebie.  Zlosc,  gromadzaca  sie  z  wielu  zywotów.  Wszystko  w 
balaganie,  chce  sie  wiec  pozostawac  poza  tym.  Wolisz  isc  do  kina,  do  klubu,  spotkac  sie  z 
ludzmi  i  plotkowac.  Wolisz  pozostac  czyms  zajety  az  do  zmeczenia  i  zasniecia.  Tak  zyjesz, 
taki jest styl twojego zycia. 

Gdy wiec zaczynasz patrzec do wewnatrz, naturalnie, jestes bardzo zdumiony. Buddowie 

opowiadaja  o  wielkim  dobrodziejstwie,  wielkim  aromacie,  o  tym,  ze  napotkasz  kwitnace 
kwiaty lotosu - i o aromacie, który jest wieczny. A kolor tych kwiatów pozostaje taki sam, nie 
zmienia sie. Mówia o tym raju, mówia o tym królestwie bozym, które jest w tobie. A gdy ty 
wchodzisz do wewnatrz, napotykasz tylko pieklo. 

Widzisz  nie  krainy  buddów,  ale  obozy  koncentracyjne  Adolfa  Hitlera.  Naturalnie, 

zaczynasz myslec, ze to wszystko bzdura, ze lepiej pozostac na zewnatrz, i po co bawic sie 
tymi ranami? To tez boli. I z ran zaczyna wyplywac ropa, i jest to brudne. 

Ale  katharsis  pomaga.  Jesli  wejdziesz  w  katharsis,  jesli  przejdziesz  przez  medytacje 

chaotyczne, wszystkie chmury wyrzucisz na zewnatrz, wszystkie te ciemnosci wyrzucisz na 
zewnatrz, a wtedy swiadomosc umyslu staje sie latwiejsza. 

I wlasnie dlatego klade nacisk najpierw na medytacje chaotyczne, a potem na medytacje 

wyciszenia, najpierw medytacje aktywne, potem medytacje bierne. W biernosc mozna wejsc 
tylko  wtedy,  gdy  wszystko  to,  co  przypominalo  smieci,  zostalo  wyrzucone.  Zlosc  zostala 
wyrzucona, chciwosc zostala wyrzucona... warstwa na warstwie, wszystko tam jest. A gdy to 
wyrzucisz, z latwoscia mozesz wsliznac sie do wnetrza. Nic nie stoi na przeszkodzie. 

I nagle - jasne swiatlo krainy buddów. I nagle jestes w totalnie innym swiecie  - swiecie 

Prawa Lotosu, swiecie Dharmy, swiecie Tao. 

background image

Bicie poduszek 

Kiedy czujesz w sobie zlosc, nie potrzeba zloscic sie na kogos; po prostu badz w zlosci. 

Niech  bedzie  to  medytacja.  Zamknij  pokój,  siadz  w  samotnosci  i  pozwól  wyplynac  takiej 
zlosci, jaka tylko zdola sie pojawic, jesli masz ochote bic, bij poduszke. 

Rób  wszystko  to,  na  co  masz  ochote;  poduszka  nie  bedzie  sie  sprzeciwiac.  Jesli  chcesz 

zabic poduszke, wez nóz i zabij ja! To pomaga, nadzwyczajnie pomaga. Nie masz pojecia jak 
pomocna  moze  byc  poduszka.  Po  prostu  bij  ja,  bij  ja,  rzucaj  nia.  Jesli  jestes  zly  na  kogos, 
napisz jego imie na poduszce albo przyklej jego zdjecie. 

Poczujesz sie smiesznie, glupio, ale to zlosc jest smieszna  - nic z tym nie zrobisz. Niech 

wiec  tak  bedzie,  a  ty  ciesz  sie  tym  jako  zjawiskiem  energetycznym.  Jest  to  zjawisko 
energetyczne.  Jesli  nikomu  nie  wyrzadzasz  krzywdy,  nie  ma  w  tym  nic  zlego.  Gdy 
spróbujesz, przekonasz sie, ze mysl o wyrzadzaniu komus krzywdy stopniowo znika. 

Uczyn z tego praktyke codzienna - co rano 20 minut. Potem obserwuj caly dzien. Bedziesz 

spokojniejszy, gdyz energia, która stala sie trucizna, zostaje wyrzucona z organizmu. Rób to 
co najmniej przez dwa tygodnie, a po tygodniu zaskoczy cie, ze bez wzgledu na sytuacje, w 
której jestes, zlosc sie nie pojawia. Po prostu spróbuj. 

Ziajaj jak pies 

Trudno jest pracowac ze zloscia wprost, bo moze ona byc gleboko stlumiona. Pracuj wiec 

z nia posrednio. Bieganie pomoze w odparowaniu sporej ilosci zlosci i sporej ilosci leku. Gdy 
przez  dluzszy  czas  biegniesz  i  oddychasz  gleboko,  umysl  przestaje  funkcjonowac  i  cialo 
przejmuje prowadzenie. 

I takie drobne cwiczenie bedzie bardzo pomocne. Kiedy ktos nie schodzi ponizej zoladka, 

ponizej brzucha, gdy jest nieco powierzchowny, niech chodzi i ziaja jak pies. Moze wysunac 
jezyk na zewnatrz - zwiesic go, i krazyc jak pies i ziajac. 

Caly  przelyk  zostanie  otwarty.  Gdy  ktos  ma  tam  jakis  blok,  ziajanie  moze  byc  bardzo 

wazne. Jesli bedzie ziajal przez pól godziny, jego zlosc poplynie bardzo pieknie. Znajdzie sie 
w niej cale cialo. 

Mozesz wiec spróbowac tego czasami w swoim pokoju. Mozesz wziac lustro i szczekac i 

warczec  na  nie.  W  ciagu  trzech  tygodni  poczujesz,  ze  to  wchodzi  bardzo,  bardzo  gleboko. 
Kiedy zlosc zostanie uwolniona, zniknie, poczujesz sie wolny. 

RANEK 

swietowanie, praca i zabawa 

Muzyka i taniec 

Muzyka jest medytacja - medytacja skrystalizowana w pewnym wymiarze. Medytacja jest 

muzyka - muzyka roztapiajaca sie w bezwymiarowosci. Nie sa to dwie rózne rzeczy. 

Jesli kochasz muzyke, kochasz ja tylko dlatego, ze przy niej odczuwasz roztaczajaca sie w 

jakis sposób medytacje. Pochlania cie ona, upajasz sie nia. Cos nieznanego zaczyna zstepowac 
i obejmowac cie... Bóg zaczyna szeptac. Twoje serce bije innym rytmem, zgodnym z melodia 
wszechswiata. Nagle znajdujesz sie w glebokim orgazmie z caloscia. Subtelny taniec wkracza 
do twego istnienia, a drzwi, które na zawsze byly zamkniete, zaczynaja sie otwierac. Przenika 
cie  nowy  powiew  -  zdmuchniety  zostaje  kurz  stuleci.  Czujesz  sie  tak,  jakbys  wzial  kapiel, 
duchowa kapiel; byles pod prysznicem - czysty, swiezy, dziewiczy. 

Muzyka jest medytacja;  medytacja  jest muzyka, jest to dwoje drzwi, przez które mozna 

dojsc do tego samego. 

background image

Tance sufickie 

Jesli  czlowiek  bedacy  w  zlosci  wezmie  udzial  w  tancu  sufickim,  jego  taniec  bedzie 

zawieral zlosc. Mozesz obserwowac ludzi a zobaczysz, ze ich tance sa rózne. Czyjs taniec jest 
rodzajem  wscieklosci;  zlosc  przenika  jego  taniec,  jego  gesty.  W  czyims  tancu  jest  wdziek, 
plynie w nim milosc, jest swego rodzaju elegancja. W tancu kogos innego jest wspólczucie. W 
tancu kogos innego jest ekstaza. Taniec kogos jeszcze jest jedynie przemeczony i posepny  - 
wykonuje on tylko puste gesty, nikogo w nich nie ma; jest to mechaniczne. Obserwuj. Skad ta 
róznica? Stad, ze w tych ludziach sa rózne warstwy stlumienia 

Gdy tanczysz, jezeli jest w tobie zlosc, to ona bedzie tanczyc. Gdzie ma sie podziac? Im 

bardziej ty bedziesz tanczyl, tym bardziej ona bedzie tanczyc. Jesli jestes pelen milosci, kiedy 
zaczynasz  tanczyc,  twoja  milosc  zacznie  wyplywac  -  bedzie  tanczyc  wokól  ciebie,  w  calej 
przestrzeni.  Twój  taniec  bedzie  tancem  ciebie,  bedzie  zawieral  to  wszystko,  co  sie  w  tobie 
zawiera. Jesli jestes stlumiony seksualnie, gdy tanczysz, seks wyplynie na powierzchnie. 

Musisz  przejsc  katharsis,  nie  mozesz  isc  wprost.  Dopiero  wtedy,  gdy  znikna  wszystkie 

trucizny i zniknie dym, bedziesz w stanie zyskac wglad czy blogosc w metodach takich jak 
tance sufickie. 

NATARAJ 

Nataraj to taniec jako totalna medytacja. Sklada sie z trzech czesci trwajacych lacznie 65 

minut. 

Czesc pierwsza - 40 minut 
Z  zamknietymi  oczami  tancz  jak  opetany.  Niech  twoja  nieswiadomosc  zawladnie 

calkowicie.  Nie  kontroluj  swoich  ruchów,  ani  nie  badz  swiadkiem  tego,  co  sie  dzieje.  Badz 
jedynie totalnie w tancu. 

Czesc druga - 20 minut 
Z zamknietymi oczami natychmiast sie polóz. Badz w ciszy, nieruchomy. 
Czesc trzecia - 5  minut 
Tancz celebrujac i ciesz sie tym. 
Zapomnij  o  tanczacym,  centrum  ego;  stan  sie  tancem.  To  jest  medytacja.  Tancz  tak 

gleboko,  az  zapomnisz  zupelnie,  ze  to  ty  tanczysz,  i  zaczniesz  czuc,  ze  jestes  tancem.  Ten 
podzial musi zniknac - wtedy staje sie to medytacja. Jezeli ten podzial pozostanie, bedzie to 
cwiczenie - dobre, zdrowe, ale nie mozna o nim powiedziec, zeby to bylo cos duchowego. Jest 
to  tylko  zwyczajny  taniec.  Taniec  sam  w  sobie  jest  dobry  -  jako  taki  jest  dobry.  Potem 
bedziesz czuc sie swiezo, mlodo. Ale nie jest to jeszcze medytacja. Tanczacy musi zniknac, az 
pozostanie tylko taniec. 

 

Jesli nie wykorzystasz zwyczajnego zycia jako medytacji, twoja medytacja musi stac sie czyms w 

rodzaju ucieczki. 

 
Co wiec robic? Badz totalnie w tancu, bo ten podzial moze istniec tylko wtedy, gdy nie 

jestes  w  nim  totalnie.  Jezeli  staniesz  z  boku  i  bedziesz  patrzyl  na  wlasny  taniec,  podzial 
pozostanie - ty jestes tanczacym, i to ty tanczysz. Wtedy tanczenie jest tylko czynem, czyms, 
co robisz; nie jest to twoje istnienie. Zaangazuj sie wiec totalnie; roztop sie w tancu. Nie stój z 
boku, nie badz obserwatorem. Wez udzial! 

Niech  taniec  plynie  wlasna  droga  -  nie  wymuszaj  go.  Raczej  idz  za  nim,  pozwól  mu 

zaistniec.  Nie  jest  to  dzialanie,  ale  zdarzenie,  które  nastepuje.  Pozostan  w  nastroju 
swietowania.  Nie  robisz  nic  takiego  powaznego;  ot,  bawisz  sie,  bawisz  sie  swoja  energia 

background image

zyciowa, bawisz sie swoja bioenergia, pozwalajac jej na taki ruch, jakiego ona chce. Tak, jak 
wiejacy wiatr i plynaca rzeka - i ty plyniesz i wiejesz. Poczuj to. 

I baw sie. Zawsze pamietaj te slowa - baw sie. Przy mnie sa one podstawa. W tym kraju, 

to, co stworzyl Bóg, nazywamy leela - zabawa Boga. Bóg nie stworzyl tego swiata; jest to jego 
zabawa. 

KIRTAN 

Nie  traktuj  religii  powaznie.  Mozesz  w  niej  spiewac  i  tanczyc,  nie  potrzeba  smutnych 

min.  Zbyt  dlugo  juz  zylismy  ze  smutnymi  minami.  Jezeli  spojrzysz  na  stara  twarz  Boga, 
zobaczysz, ze jest smutna. To jest powodem znudzenia. Potrzebny jest nam teraz Bóg, który 
potrafi tanczyc i smiac sie. 

Kirtan jako technika medytacji sklada sie z trzech czesci. 
Czesc pierwsza - 20 minut 
Zamknij oczy - tancz, spiewaj i klaskaj. Badz w tym  totalnie. 
Czesc druga - 20 minut 
Polóz sie, badz w ciszy i bezruchu. 
Czesc trzecia - 20 minut 
Znów tancz i spiewaj w totalnym oddaniu. Zatrac sie. 

Zyj ta chwila 

W  miare  jak  wchodzisz  glebiej  w  medytacje,  czas  znika.  Kiedy  medytacja  naprawde 

rozkwitnie,  nie  znajdziesz  czasu.  Dzieje  sie to  równoczesnie  -  gdy  znika  umysl,  znika  czas. 
Dlatego przez cale stulecia mistycy powiadali, ze czas i umysl to tylko dwie strony tej samej 
monety. Umysl nie moze zyc bez czasu i czas nie moze zyc bez umyslu. Czas daje umyslowi 
mozliwosc istnienia. 

Dlatego  wszyscy  buddowie  nalegaja:  „Zyj  ta  chwila”.  Zycie  w  tej  chwili  to  medytacja; 

samo  bycie  tu  i  teraz  to  medytacja.  Ci,  którzy  sa  tu  i  teraz,  w  tej  chwili,  ze  mna,  sa  w 
medytacji Oto jest medytacja - kukulka wola z oddali i samolot przelatuje i gawrony i ptaki i 
wszystko jest w ciszy i w umysle nie ma poruszenia. Nie myslisz o przeszlosci, i nie myslisz o 
przyszlosci. Czas sie zatrzymal. Swiat sie zatrzymal. 

Zatrzymanie  swiata  -  to  cala  sztuka  medytacji.  A  zyc  ta  chwila  -  to  zyc  w  wiecznosci. 

Posmakowanie tej chwili, bez zadnej mysli, bez umyslu, to posmakowanie niesmiertelnosci. 

TECHNIKI W ZYCIU CODZIENNYM 

Stop! 

Zacznij  robic  te  bardzo  prosta  metode  przynajmniej  szesc  razy  dziennie.  Za  kazdym 

razem  zajmuje  ona  tylko  pól  minuty,  razem  sa  to  wiec  trzy  minuty  w  ciagu  dnia.  To 
najkrótsza medytacja w swiecie! Ale musisz robic ja nagle - to jest cale jej sedno. 

Idac ulica - nagle przypomnij sobie. Zatrzymaj sie, zatrzymaj sie calkowicie, bez zadnego 

ruchu. Przez pól minuty tylko badz obecny. Bez wzgledu na sytuacje zatrzymaj sie calkowicie 
i tylko badz obecny dla tego wszystkiego, co sie dzieje. Potem znów zacznij isc. Szesc razy 
dziennie.  Mozesz  robic  wiecej,  ale  nie  mniej  -  to  spowoduje  silne  otwarcie.  Trzeba  to  robic 
nagle. 

 
Miliony ludzi przegapiaja medytacje, gdyz medytacja przybrala niewlasciwa konotacje. Wyglada 

bardzo  powaznie,  wyglada  posepnie,  ma  w  sobie  cos  z  kosciola  -  wyglada,  jakby  byla  tylko  dla  tych, 

background image

którzy sa martwi lub prawie martwi, którzy sa posepni, powazni, maja smutne miny - którzy  utracili 
swietowanie, ucieche, zabawe, celebrowanie. 

 
Jesli nagle staniesz  sie po prostu obecny zmieni sie cala energia.  Ustanie ciaglosc,  która 

trwala w umysle, i jest to tak nagle, ze umysl nie zdola tak szybko wytworzyc jakiejs nowej 
mysli. Potrzeba na to czasu - umysl jest glupi. 

Gdziekolwiek  gdy  tylko  sobie  przypomnisz,  po  prostu  wstrzasnij  calym  swoim 

istnieniem  i  zatrzymaj  sie.  Nie  tylko  ty  staniesz  sie  swiadomy.  Wkrótce  poczujesz,  ze  inni 
ludzie staja sie swiadomi twojej energii - ze cos sie stalo; wkracza w ciebie cos z nieznanego. 

Praca jako medytacja 

Kiedy poczujesz, ze nie jestes w dobrym nastroju i nie czujesz sie dobrze w pracy, przed 

rozpoczeciem pracy, przez piec minut, wykonuj glebokie wydechy. Poczuj, ze z wydechem 
wyrzucasz  na  zewnatrz  swój  ciemny  nastrój  -  bedziesz  zaskoczony,  ze  po  pieciu  minutach 
wrócisz nagle do normy i zdolowanie zniknelo, ciemnosc przestala istniec.  

Jesli zdolasz przemienic swoja prace w medytacje, bedzie to najlepsze. Wtedy medytacja 

nigdy nie jest w konflikcie z twoim zyciem. Cokolwiek robisz, badz medytujacy. Medytacja 
nie jest czyms oddzielnym, jest czescia zycia. Jest jak oddychanie. Tak, jak oddychasz, wdech 
i wydech - tak samo i medytuj. 

I  jest  to  tylko  pewne  przeniesienie  nacisku,  niewiele  trzeba  robic.  To,  co  robiles 

nieuwaznie,  zacznij  robic  uwaznie.  To,  co  robiles  chcac  uzyskac  jakis  rezultat,  chocby 
pieniadze... Jest to w porzadku, ale mozesz zyskac z tego jeszcze cos wiecej. Pieniadze sa w 
porzadku i jesli twoja praca daje ci pieniadze, dobrze - czlowiek potrzebuje pieniedzy, ale nie 
sa one wszystkim. A jesli tuz obok mozesz zebrac o wiele wiecej przyjemnosci, czemu masz je 
przegapiac? Sa za darmo. 

 
Po tym mozna poznac medytacje - czlowiek naprawde medytujacy jest pelen radosci; zycie jest dla 

niego uciecha, zycie jest leela - zabawa. Cieszy sie nim ogromnie, nie jest powazny, jest odprezony. 

 
Bedziesz  wykonywal  swoja  prace  bez  wzgledu  na  to  czy  ja  kochasz  czy  nie,  wiec 

wprowadzenie  do  niej  milosci  wywola  wiele  wiecej  rzeczy,  które  w  innym  przypadku 
przegapilbys. 

Ktokolwiek zajmuje sie praca twórcza, moze ze swojego zycia uczynic medytacje, w taki 

sposób, jak Osho opisuje tu w odpowiedzi na pytanie zadane przez malarza. 

Sztuka  jest  medytacja;  kazda  aktywnosc  staje  sie  medytacja  jesli  w  niej  zatracasz  siebie, 

nie badz wiec tylko technikiem. Jesli bedziesz tylko technikiem, malowanie nigdy nie stanie 
sie medytacja. Musisz byc w nim do szalenstwa, do opetania, zupelnie zatracony, nie wiedzac 
dokad zmierzasz, nie wiedzac co robisz, nie wiedzac kim jestes. 

Ten  stan  niewiedzenia  bedzie  medytacja  -  niech  nastapi.  Obraz  nie  powinien  byc 

malowany, a powinno sie pozwolic mu sie zdarzyc - i nie mam tu na mysli tego, ze ty tylko 
bedziesz leniwy, nie - wtedy nigdy sie nie zdarzy. Musi to toba kierowac, musisz byc bardzo, 
bardzo aktywny, a jednak nie robic tego. To jest cala umiejetnosc, to jest cale sedno - musisz 
byc aktywny, a jednak nie byc tym, który to robi. 

Podejdz  do  plótna.  Przez  kilka  minut  tylko  medytuj,  ot,  siadz  tam  w  ciszy,  przed 

plótnem.  Ma  to  przypominac  pismo  automatyczne.  Bierzesz  dlugopis  do  reki  i  siedzisz  w 
ciszy i nagle stwierdzasz drgniecie w dloni i to nie ty je spowodowales, wiesz, ze to nie ty je 
spowodowales.  Po  prostu  na  nie  czekales.  To  drgniecie  przychodzi  i  dlon  zaczyna  sie 
poruszac, cos zaczyna sie dziac. 

background image

Tak  wlasnie  powinienes  zaczynac  malowanie.  Kilka  minut  medytacji,  po  prostu  bycia 

otwartym  i  przyjmujacym.  Cokolwiek  bedzie  sie  dzialo,  pozwolisz  temu  sie  zdarzyc. 
Wprowadzisz cale swoje doswiadczenie w przyzwolenie temu zdarzeniu sie. 

 

Jaki  jest  pozytek  z  medytacji?  Ile  mozesz  na  niej  zarobic?  Jaki  jest  pozytek  z  tanca?…  Zaden. 

Taniec nie da ci jedzenia, nie da ci picia, nie da ci schronienia. Zdaje sie byc bezuzyteczny. Wszystko co 
piekne i prawdziwe jest bezuzyteczne. 

 
Wez pedzel i zacznij. Na poczatku powoli, tak, bys nie wprowadzil w to siebie. Poruszaj 

sie powoli. Niech obiekt malowania zacznie przez ciebie plynac sam z siebie, a potem zatrac 
sie w nim. I nie mysl o niczym innym. Sztuka musi byc dla sztuki, wtedy jest medytacja. Nie 
wolno  dopuscic,  aby  pojawila  sie  w  niej  jakas  motywacja,  i  nie  mówie,  ze  masz  nie 
sprzedawac swoich obrazów czy ich nie wystawiac - jest to zupelnie w porzadku, ale jest to 
produkt uboczny. Nie jest to motywacja. Czlowiek potrzebuje jedzenia, sprzedaje wiec obraz, 
ale to, ze go sprzedaje, boli - niemal tak, jakbys sprzedawal swoje dziecko. Ale czlowiek tego 
potrzebuje,  wiec  jest  to  w  porzadku.  Czujesz  smutek,  ale  nie  bylo  to  motywacja  -  nie 
malowales  po  to,  zeby  sprzedawac.  Zostal  sprzedany  -  to  cos  innego  -  ale  nie  jest  to 
motywacja, bo gdyby tak bylo pozostaniesz tylko technikiem. 

Powinienes  sie  w  tym  zatracic.  Nie  musisz  byc,  powinienes  calkowicie  zniknac  w 

malowaniu,  w  tancu,  w  oddychaniu,  w  spiewaniu.  Cokolwiek  robisz,  powinienes  zupelnie 
zniknac w nie-kontrolowaniu. 

Medytacja dla podrózujacych samolotami 

Nie mozna znalezc lepszej okazji do medytowania niz latanie na duzych wysokosciach. 

Im  wyzsza  wysokosc,  tym  latwiejsza  medytacja.  Dlatego  przez  cale  stulecia  medytujacy 
wedrowali w góry w poszukiwaniu duzych wysokosci. 

Kiedy grawitacja jest mniejsza i ziemia jest bardzo odlegla, oddala sie wiele przyciagan ze 

strony ziemi, jestes z dala od tego zepsutego spoleczenstwa zbudowanego przez czlowieka. 
Otaczaja cie chmury i gwiazdy i ksiezyc i slonce i ogromna przestrzen... Rób wiec to: zacznij 
odczuwac jednosc z tym ogromem, i rób to w trzech etapach. 

Etap pierwszy - przez kilka minut mysl tylko o tym, ze stajesz sie wiekszy... wypelniasz 

caly samolot. Potem etap drugi - zacznij odczuwac, ze stajesz sie jeszcze wiekszy, wiekszy niz 
samolot, wlasciwie to samolot jest w tobie, i etap trzeci - poczuj, ze rozszerzyles sie na cale 
niebo. Teraz te chmury, które sie poruszaja, i ksiezyc i gwiazdy - poruszaja sie w tobie; jestes 
olbrzymi, nieograniczony. 

To uczucie stanie sie twoja medytacja, i poczujesz sie calkowicie odprezony i bez napiecia. 
oto jest sekret: Porzuc automatyzm 
Jesli  zdolamy  odautomatyzowac  nasze  dzialania,  cale  zycie  stanie  sie  medytacja,  wtedy 

jakikolwiek drobiazg, wziecie prysznicu, jedzenie posilku, rozmowa z przyjacielem - staje sie 
medytacja.  Medytacja  jest pewna cecha  - mozna ja wprowadzic do wszystkiego. Nie jest to 
jakis  konkretny  czyn.  Ludzie  mysla  w  ten  sposób,  mysla,  ze  medytacja  jest  jakims 
konkretnym  czynem,  jesli  siedzisz  twarza  ku  wschodowi,  powtarzasz  jakies  mantry,  palisz 
kadzidlo,  robisz  to  czy  tamto  o  okreslonej  porze,  w  okreslony  sposób,  okreslonym  gestem. 
Medytacja  nie  ma  nic  wspólnego  z  tym  wszystkim.  Wszystko  to  sa  sposoby  jej 
zautomatyzowania, a medytacja jest przeciwna automatyzacji. 

Jesli  wiec  zdolasz  utrzymac  czujnosc,  kazde  dzialanie  jest  medytacja,  kazdy  ruch 

ogromnie ci pomoze. 

background image

Palenie papierosów - medytacja 

Przyszedl do mnie kiedys pewien czlowiek. Byl nalogowym palaczem od trzydziestu lat, 

byl chory, a lekarze powiedzieli mu: „Nigdy nie wyzdrowiejesz jesli nie rzucisz palenia”. Ale 
on palil nalogowo, nie mógl sie temu oprzec.  Próbowal  - nie bylo tak, zeby nie próbowal  - 
usilnie próbowal i w tym usilowaniu wiele wycierpial. Ale udawalo mu sie tylko na dzien, 
dwa,  potem  ta  potrzeba  znów  przychodzila  z  taka  moca,  ze  go  po  prostu  pochlaniala,  i 
znowu wpadal w to samo rutynowe zachowanie. 

Z powodu palenia utracil wszelka wiare w siebie - wiedzial, ze nie potrafi zrobic czegos 

tak  drobnego  -  ze  nie  potrafi  rzucic  palenia.  W  swych  wlasnych  oczach  stal  sie 
bezwartosciowy,  uwazal  siebie  za  najbardziej  bezwartosciowego  czlowieka  w  swiecie.  Nie 
mial dla siebie zadnego szacunku. Przyszedl do mnie. 

Co moge zrobic? Jak mam przestac palic? - zapytal. 
Nikt  nie  jest  w  stanie  przestac  palic.  Musisz  to  zrozumiec.  Palenie  nie  jest  teraz  tylko 

kwestia  twojej  decyzji.  Weszlo  do  swiata  twoich  nawyków,  zapuscilo  korzenie.  Trzydziesci 
lat to duzo czasu. Zapuscilo korzenie w twoim ciele, w twojej chemii, rozprzestrzenilo sie na 
wszystkie  strony.  Nie  jest  to  tylko  kwestia  postanowienia  dokonanego  przez  twoja  glowe  - 
twoja  glowa  nic  tu  nie  poradzi.  Glowa  jest  bezsilna,  moze  zaczynac  rózne  rzeczy,  ale  nie 
moze  ich  zaprzestac  tak  samo  latwo.  Gdy  cos  zaczniesz  i  praktykujesz  to  przez  tak  dlugi 
okres  czasu,  stajesz  sie  wielkim  joginem  -  trzydziesci  lat  praktyki  palenia!  Stalo  sie  to 
autonomiczne, musisz to odautomatyzowac - powiedzialem. 

A on spytal: „Co rozumiesz przez odautomatyzowanie?” 
A na tym wlasnie polega cala medytacja - odautomatyzowanie. 
Zrób jedno - zapomnij o rzuceniu palenia, i tak nie ma takiej potrzeby. Palisz trzydziesci 

lat i zyjesz, jasne, bylo to cierpieniem, ale i do tego sie przyzwyczailes. A co za róznica czy 
umrzesz kilka godzin wczesniej niz gdybys umarl nie palac? I co bedziesz robil? Co zrobiles? 
Co to za róznica - czy umrzesz w poniedzialek, wtorek, czy niedziele, w tym roku, czy w 
tamtym - co to ma za znaczenie? - wyjasnilem. 

Tak, to prawda, nie ma to znaczenia - przyznal. 
Zapomnij o tym, w ogóle nie rzucimy palenia - ja mu na to. - Raczej spróbujemy je 

zrozumiec. Nastepnym razem uczyn wiec z tego medytacje. 

Z palenia papierosów medytacje? - zapytal. 
Oczywiscie - odrzeklem. - Skoro ludzie zen moga z picia herbaty uczynic medytacje i 

zrobic z tego ceremonie, czemu nie? Palenie papierosów moze byc równie piekna medytacja. 

Co ty mówisz? - spytal. Wygladal na poruszonego. Ozywil sie! - Medytacje? jak to zrobic? 

No, powiedz mi, nie moge sie doczekac! 

Dalem mu te medytacje. 
Zrób jedno - powiedzialem. - Kiedy wyjmujesz paczke papierosów z kieszeni, poruszaj sie 

powoli. Ciesz sie tym, nie ma pospiechu. Badz swiadomy, uwazny, czujny - wyjmuj ja 
powoli, z pelnia uwaznosci. 

 

Medytacja to zycie. Nie byc w medytacji to nie byc zywym. 
 
Potem  z  pudelka  wyjmij  z  pelnia  uwaznosci  jednego  papierosa,  powoli  -  nie  tak,  jak 

dawniej, w pospiechu, nieswiadomie, mechanicznie. Potem zacznij opukiwac tego papierosa - 
ale  z  pelnia  uwagi.  Sluchaj  dzwieku  tak,  jak  ludzie  zen  czynia  to,  gdy  samowar  zaczyna 
spiewac i herbata zaczyna sie gotowac... i ten aromat. Potem powachaj papierosa i odczuj jego 
piekno... 

background image

Co ty mówisz? - przerwal mi. - Piekno? 
Tak, jest on piekny. Tyton jest tak samo boski, jak wszystko inne. Powachaj go - to zapach 

Boga. 

Tez cos! - wygladal na nieco zaskoczonego. - Zartujesz? 
Nie, nie zartuje. 
Nawet kiedy zartuje, nie zartuje, jestem bardzo powazny. 
Potem wlóz go do ust, z pelnia uwaznosci, zapal go z pelnia uwaznosci. Ciesz sie kazda 

czynnoscia, i podziel to na jak najmniejsze czynnosci, tak, abys stal sie coraz bardziej uwazny.  

Potem zaciagnij sie pierwszy raz - Bogiem w postaci dymu. Hindusi powiadaja Annam 

Brahm  -  „jedzenie  jest  Bogiem”.  Czemu  nie  dym?  Wszystko  jest  Bogiem.  Napelnij  gleboko 
pluca,  jest  to  pewnego  rodzaju  pranayam.  Daje  ci  tu  nowa  joge  dla  nowego  wieku!  Potem 
wypusc ten dym, odprez sie, zaciagnij sie ponownie - i rób to bardzo powoli. 

Jesli  zdolasz  to  uczynic,  bedziesz  zaskoczony,  wkrótce  zobaczysz  cala  glupote  palenia. 

Nie dlatego, ze inni powiedzieli, ze jest to glupie, nie dlatego, ze inni powiedzieli, ze jest to 
cos  zlego.  Ty  to  zobaczysz,  i  to  zobaczenie  bedzie  nie  tylko  intelektualne.  Wyjdzie  ono  z 
calego twojego istnienia, bedzie wizja twojej totalnosci. A potem, pewnego dnia, jesli palenie 
odpadnie,  odpadnie,  jesli  bedzie  trwalo  nadal,  bedzie  trwalo.  Nie  potrzebujesz  sie  tym 
przejmowac. 

Po trzech miesiacach przyszedl i powiada: „Ale ono odpadlo”. 
Teraz - powiedzialem - spróbuj tego i na innych sprawach. 
 
Jednym z okreslen medytacji, jakich uzywaja ludzie zen, jest wu-shi. Oznacza ono ‘nic specjalnego’ 

, albo ‘nic wielkiego’. 

 
To  jest  tajemnica,  jedyna  tajemnica  -  porzuc  automatyzm.  Idac,  idz  powoli,  uwaznie. 

Patrzac, patrz uwaznie, a zobaczysz, ze drzewa sa zielensze niz kiedykolwiek dotad, a róze sa 
bardziej  rózane  niz  kiedykolwiek  dotad.  Sluchaj!  Ktos  mówi,  plotkuje,  sluchaj,  sluchaj 
uwaznie. Niech cale twe dzialanie w stanie czuwania bedzie odautomatyzowane. 

Zwyczajna herbata - smakuj ja 

Zyj z chwili na chwile. Przez trzy tygodnie próbuj - cokolwiek robisz, rób to tak totalnie 

jak  jest  to  mozliwe,  miluj  to  i  ciesz  sie  tym.  Moze  wyglada  to  glupio.  Kiedy  pijesz  herbate 
zbytnie cieszenie sie nia jest glupie - to przeciez tylko zwyczajna herbata. 

Ale zwyczajna herbata moze stac sie niezwykle piekna - jest to wspaniale doznanie, jesli 

cieszysz  sie  nia.  Ciesz  sie  nia  z  glebokim  poszanowaniem.  Uczyn  ceremonial  -  robisz 
herbate...  sluchasz  czajnika  i  jego  dzwieku,  potem  nalewasz  herbate...  czujesz  jej  aromat, 
próbujesz te herbate i czujesz sie szczesliwy. 

Martwi ludzie nie potrafia pic herbaty, tylko bardzo zywi. W tej chwili jestes zywy! W tej 

chwili pijesz herbate. Odczuwaj wdziecznosc! I nie mysl o przyszlosci - nastepna chwila sama 
o siebie zadba. Nie mysl o jutrze - przez trzy tygodnie zyj ta chwila. 

Siedz w ciszy i czekaj 

Czasem dzieje sie tak, ze medytacja jest blisko, ale ty jestes zajety innymi rzeczami. Ten 

delikatny glos jest w tobie, a ty jestes pelen halasu, zobowiazan, zajec, odpowiedzialnosci. A 
medytacja przychodzi jak szept, nie przychodzi jak krzyk sloganu, przychodzi bardzo cicho. 
Nie czyni halasu. Nawet kroków nie slychac. Jesli wiec jestes zajety, czeka i odchodzi. 

 
Nauka potrzebuje teraz wielkich medytujacych - inaczej Ziemia skazana jest na zaglade. 

background image

 
Dolóz wiec staran, przynajmniej godzine co dnia, aby po prostu siedziec w ciszy i czekac 

na medytacje. Nic nie rób, tylko siedz w ciszy z zamknietymi oczami, w wielkim czekaniu, z 
czekajacym sercem, z otwartym sercem. Po prostu czekaj - jesli cos nastapi, bedziesz gotowy, 
by  to  przyjac.  Jesli  nic  nie  nastapi,  nie  czuj  sie  sfrustrowany.  Nawet  samo  siedzenie  przez 
godzine, gdy nic sie nie dzieje, jest dobre, odpreza. Uspokaja cie, wycisza, czyni cie bardziej 
scentrowanym  i  ugruntowanym.  Ale  coraz  bardziej  bedzie  sie  zblizac  -  i  powoli,  powoli 
powstanie  pewne  zrozumienie  miedzy  toba  i  tym  medytacyjnym  stanem  -  o  okreslonej 
godzinie,  w  okreslonym  pokoju,  o  okreslonej  porze  czekasz,  bedzie  przychodzic  coraz 
bardziej  i  bardziej.  Nie  jest  to  cos,  co  przychodzi  z  zewnatrz,  przychodzi  to  z  twego 
najglebszego rdzenia. Ale kiedy wewnetrzna swiadomosc wie, ze zewnetrzna swiadomosc na 
nia czeka, mozliwosc spotkania jest wieksza. 

Usiadz po prostu pod drzewem. Wiatr wieje i liscie drzewa szeleszcza. Wiatr cie dotyka, 

krazy wokolo, przechodzi. Ale nie pozwól mu ot, tak cie mijac, pozwól, aby poruszal sie w 
tobie i przechodzil przez ciebie. Zamknij wiec oczy i gdy wieje on w drzewie i slychac szelest 
lisci, czuj, ze ty tez jestes jak drzewo, otwarty, a wiatr wieje przez ciebie, nie obok ciebie, ale 
wlasnie przez ciebie. 

Czasami mozesz po prostu zniknac 

Siedzac  pod  drzewem,  nie  myslac  o  przeszlosci  i  przyszlosci,  po  prostu  bedac,  gdzie 

jestes? Gdzie jest ja? Nie czujesz go, nie ma go. 

 
Medytacja nie jest próznia w czasie czy przestrzeni, ale natychmiastowym przebudzeniem. 
 
Ego nie istnieje w terazniejszosci. Przeszlosci juz nie ma, przyszlosc dopiero bedzie - nie 

ma  ani  jednego,  ani  drugiego.  Przeszlosc zniknela,  przyszlosc  jeszcze  sie nie  pojawila  -  jest 
tylko  terazniejszosc.  A  w  terazniejszosci  nie  mozna  znalezc  czegokolwiek,  co  przypomina 
ego. 

W  niektórych  klasztorach  Tybetu  nadal  stosuje  sie  jedna  z  najstarszych  medytacji. 

Medytacja ta oparta jest na prawdzie, która ci tu przekazuje. Ucza tam, ze czasem mozesz po 
prostu zniknac. Kiedy siedzisz w ogrodzie zacznij po prostu odczuwac, ze znikasz. Zobacz 
jak  wyglada  swiat  gdy  odszedles  ze  swiata,  gdy  juz  cie  nie  ma,  gdy  stales  sie  absolutnie 
przezroczysty. Na jedna sekunde spróbuj po prostu nie byc. 

We wlasnym domu badz jakby cie nie bylo. jest to naprawde piekna medytacja. W ciagu 

24 godzin mozesz jej próbowac wiele razy - wystarczy chocby pól sekundy. Na pól sekundy 
po  prostu  zatrzymaj  sie  -  nie  ma  cie,  a  swiat  trwa  dalej.  Kiedy  coraz  bardziej  staniesz  sie 
uwazny tego, ze bez ciebie swiat swietnie trwa dalej, bedziesz mógl nauczyc sie jeszcze jednej 
czesci  swego  istnienia,  która  byla  pomijana  od  dawna,  przez  cale  zywoty,  i  to  jest  nastrój 
przyjmowania. Po prostu pozwalasz, stajesz sie drzwiami. Wszystko dzieje sie bez ciebie. 

Medytacja gilotyny 

Jedna  z  najpiekniejszych  medytacji  tantrycznych  -  idac,  mysl,  ze  nie  masz  glowy,  tylko 

cialo. Siedzac, mysl, ze nie masz glowy. Stale pamietaj, ze nie masz glowy. Wyobrazaj sobie 
siebie bez glowy. Zrób powiekszone zdjecie siebie bez glowy, patrz na nie. Opusc lustro w 
lazience, tak, ze kiedy patrzysz, nie widzisz glowy - tylko cialo. 

Kilka  dni  pamietania  i  poczujesz,  ze  ogarnia  cie  takie  poczucie  braku  ciezaru,  tak 

ogromna  cisza  -  gdyz  to  glowa  jest  problemem.  Jesli  zdolasz  wyobrazic  sobie  siebie  bez 

background image

glowy - a mozna to zrobic, nie ma z tym klopotu  - coraz bardziej bedziesz scentrowany na 
sercu. 

W tej wlasnie chwili mozesz wyobrazic sobie siebie bez glowy. Zrozumiesz natychmiast o 

czym mówie. 

„To nie ja” 

Umysl  to  smieci!  Nie  jest  tak,  ze  ty  masz  smieci,  a  ktos  inny  nie.  To  smieci,  a  jesli 

zaczniesz  wyrzucac  smieci  na  zewnatrz,  mozesz  to  robic  i  robic  -  nigdy  nie  doprowadzisz 
tego do takiej chwili, gdy to sie konczy. Sa to smieci, które same siebie napedzaja, nie sa wiec 
martwe, sa dynamiczne. Rosna i zyja wlasnym zyciem. Jesli wiec je podetniesz, liscie znów 
sie pojawia. 

Wyrzucenie  tego  na  zewnatrz  nie  oznacza,  ze  staniesz  sie  pusty.  Uczyni  cie  to  tylko 

swiadomym  tego,  ze  ten  umysl,  o  którym  myslales,  ze  jest  toba,  z  którym  dotad  byles 
utozsamiony,  nie  jest  toba.  Wyciagajac  go  na  wierzch,  staniesz  sie  swiadomy  tego 
rozdzielenia,  przepasci,  miedzy  toba  a  nim.  Smieci  pozostaja,  ale  ty  nie  jestes  z  nimi 
utozsamiony, to wszystko. Stajesz sie oddzielny, wiesz, ze jestes oddzielny. 

Masz wiec robic tylko jedno - nie próbuj walczyc ze smieciami, i nie próbuj ich zmieniac. 

Tylko obserwuj i pamietaj tylko to jedno - „to nie ja”. Niech to bedzie mantra  - „to nie ja”. 
Pamietaj to i stan sie uwazny i patrz co sie dzieje. 

Natychmiast  nastepuje  zmiana.  Smieci  beda,  ale  nie  sa  juz  czescia  ciebie.  Pamietanie  o 

tym staje sie ich wyrzeczeniem. 

Spisuj swoje mysli 

Któregos dnia zrób to - taki drobny eksperyment. Zamknij drzwi i usiadz w pokoju i po 

prostu  zacznij  spisywac  mysli  -  cokolwiek  przyjdzie  ci  do  glowy.  Nie  zmieniaj  ich,  bo  nie 
potrzebujesz  pokazywac  tego  kawalka  papieru  nikomu!  Przez  dziesiec  minut  tylko  pisz,  a 
potem przyjrzyj sie temu. Takie jest twoje myslenie. Kiedy przyjrzysz sie temu, pomyslisz, ze 
to  dzielo  jakiegos  szalenca.  Jesli  pokazesz  ten  kawalek  papieru  swojemu  najblizszemu 
przyjacielowi, on tez popatrzy na ciebie i pomysli: „Zwariowales?” 

 
Wszystko, co umysl moze uczynic, nie jest medytacja - jest ona czyms poza umyslem. Umysl jest w 

tym absolutnie bezradny, umysl nie jest w stanie przeniknac medytacji. Tam, gdzie umysl sie konczy, 
zaczyna sie medytacja. 

Strojenie min 

Wiele  jest  starych  medytacji  korzystajacych  ze  strojenia  min.  Mozesz  uczynic  z  tego 

medytacje - w Tybecie jest to jedna z najstarszych tradycji. 

Znajdz duze lustro. Stan nago, strój miny, rób cos zabawnego i obserwuj, jesli bedziesz to 

robil  i  obserwowal  przez  15-20  minut,  bedziesz  zaskoczony.  Zaczniesz  odczuwac,  ze  jestes 
czyms  oddzielnym  od  tego.  Gdybys  nie  byl  oddzielny,  jak  móglbys  robic  to  wszystko?  A 
cialo jest po prostu w twoim reku, jest tylko czyms w twoim reku. Mozesz bawic sie nim to 
tak, to tak. 

Wynajduj nowe sposoby przybierania zabawnych min, zabawnych figur. Rób wszystko, 

co tylko mozesz, a przyniesie ci to wielkie rozluznienie i zaczniesz patrzec na siebie nie jako 
na cialo, nie jako na twarz, ale jako na swiadomosc. Bedzie to pomocne. 

Po prostu patrz na niebo 

Medytuj  z  niebem  i  kiedy  tylko  masz  czas,  po  prostu  polóz  sie,  patrz  na  niebo.  Niech 

background image

bedzie  to  twoja  kontemplacja,  jezeli  chcesz  sie  modlic,  módl  sie  do  nieba,  jezeli  chcesz 
medytowac, medytuj z niebem, czasem z otwartymi oczami, czasem z zamknietymi. Bo niebo 
jest tez w tobie - takie wielkie, jak na zewnatrz, takie samo jest wewnatrz. Stoimy na samej 
granicy nieba  wewnetrznego i nieba zewnetrznego i sa one dokladnie proporcjonalne.  Tak, 
jak niebo zewnetrzne jest nieskonczone, takie jest i niebo wewnetrzne. 

Stoimy na samej granicy - w którakolwiek strone pójdziesz, rozplyniesz sie. I sa to dwie 

drogi wiodace do rozplyniecia sie. 

 
Nie mówie, ze medytacja rozwiaze problemy twego zycia. Mówie tylko tyle, ze gdy jestes w stanie 

medytacji,  problemy  znikna  -  nie  beda  rozwiazane.  Nie  potrzeba  rozwiazywac  problemów.  Problem 
powstaje przede wszystkim wskutek istnienia napietego umyslu. 

 
Gdy rozplywasz sie w niebie zewnetrznym, jest to modlitwa; gdy rozplywasz sie w niebie 

wewnetrznym, jest to medytacja, ale w koncu sprowadza sie to do tego samego - rozplywasz 
sie. A te dwa nieba nie sa dwoma niebami. Sa dwoma tylko ze wzgledu na ciebie - ty jestes 
linia  dzielaca.  Gdy  znikasz,  znika  ta  dzielaca  linia,  wtedy  to,  co  jest  wewnatrz,  jest  na 
zewnatrz, a to, co jest na zewnatrz, jest wewnatrz. 

Aromat kwiatu 

Jesli  masz  dobry  wech,  zbliz  sie  do  jakiegos  kwiatu,  niech  aromat  cie  napelni.  Potem 

stopniowo,  bardzo  powoli,  odsuwaj  sie  od  kwiatu,  ale  caly  czas  zwracaj  uwage  na  zapach, 
aromat. W miare oddalania sie ten aromat bedzie stawal sie coraz subtelniejszy, a ty bedziesz 
potrzebowal wiecej uwaznosci dla jego odczucia. Stan sie nosem. Zapomnij o calym ciele, a 
cala  energie  sprowadz  do  nosa,  tak,  jakby  tylko  nos  istnial.  Jesli  zgubisz  zapach,  podejdz 
kilka kroków, pochwyc zapach ponownie i odsuwaj sie, cofaj sie dalej. 

Powoli bedziesz w stanie wyczuc zapach kwiatu z bardzo duzej odleglosci. Nikt inny nie 

zdola  poczuc  tego  kwiatu  z  tak  daleka.  Ciagle  poruszaj  sie  w  bardzo  subtelny  sposób  - 
czynisz ten przedmiot subtelnym - i przyjdzie taka chwila, gdy nie bedziesz w stanie poczuc 
zapachu. Teraz wachaj nieobecnosc miejsca, gdzie jeszcze przed chwila byl pewien aromat, 
juz go nie ma. 

jest  to  druga  czesc  jego  istnienia  -  czesc  nieobecna,  czesc  ciemna.  Jezeli  zdolasz  poczuc 

wechem  nieobecnosc  zapachu,  jezeli  zdolasz  odczuc,  ze  jest  w  tym  pewna  róznica,  to  o 
wszystkim zadecyduje. Wtedy ten przedmiot staje sie bardzo subtelny. Teraz jest to zblizanie 
sie do bezmyslowego stanu samadhi. 

Nawiaz kontakt z ziemia 

Czasem  spróbuj  takiego  prostego  eksperymentu  -  stan  gdzies  rozebrany  do  naga  -  na 

plazy, nad rzeka - stan w sloncu rozebrany do naga i zacznij podskakiwac, biegac, i odczuj 
jak twoja energia przeplywa do ziemi przez stopy, przez nogi. Biegnij i odczuwaj jak twoja 
energia  splywa  przez  nogi  do  ziemi.  Potem,  po  kilku  minutach  biegu,  stan  po  prostu  w 
milczeniu,  zakorzeniony  w  ziemi,  i  odczuj  polaczenie  stóp  z  ziemia.  Nagle  poczujesz  sie 
bardzo, bardzo ukorzeniony, ugruntowany, stabilny. Poczujesz, ze ziemia nawiazuje kontakt, 
poczujesz, ze twoje stopy nawiazuja kontakt. Powstaje dialog miedzy ziemia i toba. 

Po prostu rozluznij oddychanie 

Kiedy  tylko  znajdziesz  troche  czasu,  przez  kilka  minut  po  prostu  odprez  uklad 

oddechowy, nic innego - nie ma potrzeby odprezania calego ciala. Gdy siedzisz w pociagu, 
samolocie czy samochodzie, nikt nie bedzie wiedzial, ze cos robisz. Po prostu odprez uklad 

background image

oddechowy.  Niech  funkcjonuje  naturalnie.  Potem  zamknij  oczy  i  obserwuj  oddech,  który 
wchodzi, wychodzi, wchodzi. 

Nie koncentruj sie. Gdy sie koncentrujesz, stwarzasz klopoty, poniewaz wtedy wszystko 

staje sie zaklóceniem. Gdy spróbujesz skoncentrowac sie gdy siedzisz w samochodzie, halas 
samochodu stanie sie zaklóceniem, czlowiek siedzacy obok ciebie stanie sie zaklóceniem. 

Medytacja  nie  jest  koncentracja,  jest  prosta  uwaznoscia.  Ot,  tylko  odprez  sie  i  obserwuj 

oddychanie.  W  tym  obserwowaniu  nic  nie  jest  odsuwane.  Samochód  szumi  -  swietnie, 
akceptuj to. Trwa ruch uliczny - doskonale, jest to czesc zycia. Inny pasazer chrapie obok  - 
akceptuj  to.  Nic  nie  zostaje  odrzucone.  Tylko  medytacja  moze  zneutralizowac  twoje 
uwarunkowania. 

„Pokój temu czlowiekowi”. 

Gdy ktos do ciebie przychodzi czy spotyka sie z toba, osiadz po prostu w sobie, wycisz 

sie.  Gdy  ta  osoba  wchodzi,  w  glebi  siebie  odczuj  do  niego  pokój.  Poczuj:  „Pokój  temu 
czlowiekowi”. Nie mów tego, odczuj to. Nagle stwierdzisz w tym czlowieku zmiane, jakby 
do jego istnienia wkroczylo cos nieznanego. Bedzie totalnie inny. Spróbuj! 

Osho  dal    te  technike  pracy  z  napieciem  tym,  którzy  uswiadomili  sobie  trwale 

utrzymujacy sie wzorzec frustracji i zlosci w swoich sprawach codziennych. 

Codziennie przez pietnascie minut, o takiej porze, gdy dobrze sie czujesz, zamknij pokój i 

stan sie pelny zlosci - ale jej z siebie nie wyrzucaj. Wymuszaj to dalej... niemal oszalej od tej 
zlosci, ale jej nie wyrzucaj na zewnatrz - nie wyrazaj jej, nawet poduszki nie uderzaj. Stlum to 
jak tylko mozesz - rozumiesz o czym mówie? Jest to dokladnym przeciwienstwem katharsis. 

Gdy  odczujesz,  ze  w  zoladku  narasta  napiecie,  jakby  cos  mialo  eksplodowac,  wciagnij 

brzuch  -  uczyn  go  tak  napietym,  jak  tylko  zdolasz,  jesli  czujesz,  ze  barki  staja  sie  napiete, 
uczyn je jeszcze bardziej napietymi. Niech cale cialo stanie sie jak najbardziej napiete - niemal 
tak,  jak  wulkan,  w  srodku  wrzace,  ale  bez  uwolnienia.  O  tym  nalezy  pamietac  -  bez 
uwolnienia,  bez  ekspresji.  Nie  krzycz,  bo  wtedy  brzuch  zostanie  rozluzniony.  Niczego  nie 
uderzaj, bo wtedy rozluznia sie barki i stana sie odprezone. 

Przez  pietnascie  minut  stawaj  sie  coraz  bardziej  rozgoraczkowany,  jakbys  mial 

temperature stu stopni. Przez pietnascie minut pracuj az do samego szczytu. Ustaw budzik, a 
gdy rozlegnie sie dzwiek, spróbuj to uczynic najmocniej, jak tylko potrafisz. A  gdy dzwiek 
ustanie, usiadz w ciszy, zamknij oczy i tylko obserwuj to, co sie dzieje. Odprez cialo. 

To rozgrzanie ukladu wymusi stopienie twoich wzorców. 

Kontempluj to, co przeciwne 

Jest  to  piekna  metoda.  Bedzie  bardzo  przydatna.  Na  przyklad  -  co  masz  zrobic,  gdy 

czujesz sie bardzo niezadowolony? Kontempluj to, co przeciwne. 

Gdy  czujesz  sie  niezadowolony,  kontempluj  zadowolenie.  Czym  jest  zadowolenie? 

Wprowadz  równowage.  Gdy  twój  umysl  jest  w  zlosci,  wprowadz  wspólczucie,  pomysl  o 
wspólczuciu  -  i  natychmiast  energia  ulegnie  zmianie,  gdyz  oba  te  stany  sa  tym  samym. 
Przeciwienstwo  jest  ta  sama  energia.  Gdy  je  wprowadzisz,  zostaje  przyswojone,  jest  zlosc  - 
kontempluj wspólczucie. 

Zrób taka rzecz - przechowuj posazek Buddy, gdyz ten posazek jest gestem wspólczucia. 

Zawsze  gdy  czujesz  w  sobie  zlosc,  wejdz  do  pokoju,  spojrzyj  na  Budde,  usiadz  tak,  jak 
Budda,  i  odczuj  wspólczucie.  Nagle  stwierdzisz,  ze  nastepuje  w  tobie  przemiana.  Zlosc  sie 
zmienia - nie ma juz ekscytacji, pojawia sie wspólczucie, i nie jest to jakas inna energia. Jest to 
ta sama energia - ta sama energia, co i zlosc - która zmienia swa jakosc, wznosi sie. Spróbuj! 

background image

„Nie dwa” 

To  jedna  z  najstarszych  mantr.  Zawsze  gdy  czujesz  sie  podzielony,  zawsze  gdy 

odczuwasz, ze powstaje jakis dualizm, powiedz sobie wewnatrz - „nie dwa”. Ale powiedz to 
w  pelni  uwaznosci,  nie  powtarzaj  tego  mechanicznie.  Zawsze  gdy  czujesz  jak  pojawia  sie 
milosc,  powiedz  ,,nie  dwa”,  inaczej  czyhac  bedzie  nienawisc  -  te  stany  sa  jednoscia.  Gdy 
czujesz powstajaca nienawisc, powiedz „nie dwa”. Zawsze gdy czujesz kurczowe trzymanie 
sie  zycia,  powiedz  „nie  dwa”,  zawsze  gdy  czujesz  lek  przed  smiercia,  powiedz  „nie  dwa”. 
Istnieje tylko jednosc. 

I  to  mówienie  winno  byc  twoim  zrozumieniem.  Powinno  byc  pelne  inteligencji, 

wszechprzenikajacej  jasnosci  -  a  nagle  odczujesz  w  sobie  odprezenie.  W  chwili 
wypowiadania „nie dwa” - jesli mówisz to ze zrozumieniem, nie powtarzasz mechanicznie - 
nagle odczujesz iluminacje. 

Sluchaj „tak” 

Przez jeden miesiac sluchaj „tak” idz sciezka, która mówi „tak”. Przez jeden miesiac nie 

idz sciezka, która powiada „nie”. Udziel wiecej wsparcia temu „tak” - z tego miejsca zacznie 
dziac sie twoja jednosc. „Nie” nigdy nie pomaga w uzyskaniu jednosci. Zawsze to „tak” jest 
pomoca,  poniewaz  „tak”  jest  akceptacja,  „tak”  jest  ufnoscia,  „tak”  jest  modlitwa.  Byc 
zdolnym do mówienia „tak” to byc religijnym. 

Po drugie - nie nalezy tlumic „nie”. Jesli je stlumisz, bedzie sie ono stawac coraz silniejsze 

i któregos dnia eksploduje i zniszczy twoje „tak”. Dlatego nigdy nie tlum „nie”, po prostu je 
ignoruj. 

 
Medytacja nie jest doznaniem, jest staniem sie swiadomym swiadka. Patrz - tylko patrz i pozostan 

scentrowany w tym patrzeniu, a wszystko jest totalne. Inaczej nic nie jest totalne. A  potem wszystko 
daje  spelnienie,  inaczej  nic  nie  daje  spelnienia.  Medytuj  z  twarza  ukochanej.  Jesli  kochasz  kwiaty, 
medytuj  z  róza,  medytuj  z  ksiezycem  albo  czymkolwiek,  co  lubisz.  Jesli  kochasz  jedzenie,  medytuj  z 
jedzeniem. 

 
A jest wielka róznica miedzy tlumieniem a ignorowaniem. Wiesz, ze cos jest i widzisz to. 

Mówisz: „Tak, wiem, ze tu jestes, ale ja bede sluchal tak”. Nie tlumisz tego, nie walczysz z 
tym,  nie  mówisz:  „Wynos  sie,  znikaj,  nie  chce  miec  z  toba  nic  wspólnego”.  Nie  mówisz 
niczego w zlosci na to, nie chcesz tego odpychac, nie chcesz wrzucac tego do piwnicy wlasnej 
nieswiadomosci w ciemnosciach umyslu. Nie, nic z tym nie robisz, po prostu stwierdzasz, ze 
to jest. Ale ty sluchasz „tak”, bez zalu, bez narzekania, bez zlosci. Po prostu sluchaj „tak”, nie 
przyjmujac wobec tego zadnego nastawienia. 

Ignorowanie „nie” jest najwieksza sztuka jego zabijania. Jezeli bedziesz z nim walczyl, juz 

stales  sie  ofiara,  bardzo  subtelna  ofiara  -  to  „nie”  juz  cie  pokonalo.  Gdy  walczysz  z  „nie”, 
mówisz „nie” temu „nie”. W taki sposób owladnelo ono toba wchodzac tylnymi drzwiami. 
Nie mów „nie” nawet wobec „nie” - po prostu je ignoruj. 

Przez jeden miesiac sluchaj „tak” i nie walcz z „nie”. Bedziesz zaskoczony, ze stopniowo 

staje  sie  ono  coraz  slabsze  i  watlejsze,  gdyz  jest  wyglodzone  -  a  pewnego  dnia  nagle 
stwierdzisz, ze juz go nie ma. A gdy juz go nie bedzie, cala energia w nim zawarta zostaje 
uwolniona i ta uwolniona energia uczyni twoje „tak” wielkim strumieniem. 

Zaprzyjaznij sie z drzewem 

Podejdz do drzewa, rozmawiaj z drzewem, dotykaj drzewa, obejmuj drzewo, odczuwaj 

background image

drzewo,  po  prostu  usiadz  pod  drzewem,  pozwól,  by  drzewo  poczulo,  ze  jestes  dobrym 
czlowiekiem, i ze nie jest twoim zamiarem zranienie go. 

Powoli,  stopniowo,  powstanie  przyjazn,  i  zaczniesz  odczuwac,  ze  kiedy  przychodzisz, 

natychmiast zmienia sie jakosc tego drzewa. Poczujesz to - gdy sie zblizasz, na korze drzewa 
odczujesz  poruszajaca  sie  ogromna  energie.  Gdy  dotykasz  drzewa,  jest  szczesliwe  jak 
dziecko, jak ukochana osoba. Gdy siedzisz pod drzewem, odczujesz wiele rzeczy, i wkrótce 
bedziesz  w  stanie  odczuc,  ze  gdy  jestes  smutny  i  podchodzisz  do  drzewa,  twój  smutek  po 
prostu znika w obecnosci drzewa 

Dopiero wtedy bedziesz w stanie zrozumiec, ze jestes wspólzalezny. Mozesz uczynic to 

drzewo  szczesliwym,  a  to  drzewo  moze  ciebie  uczynic  szczesliwym,  a  cale  zycie  jest 
wspólzaleznoscia. Ta wspólzaleznosc nazywam Bogiem. 

 
Medytacja nie jest srodkiem sluzacym wyzwoleniu twej inteligencji. Im bardziej medytujesz, tym 

stajesz sie inteligentniejszy. Ale pamietaj - mówiac o inteligencji nie mam na mysli intelektualnosci. 
Intelektualnosc nalezy do glupoty. 

 

„Jestes tutaj?” 

Wypowiedz  swe  wlasne  imie  -  rankiem,  noca,  w  poludnie.  Gdy  czujesz  sie  spiacy, 

wypowiedz swoje imie. I nie tylko je wypowiedz - odpowiedz na nie i to glosno. Nie obawiaj 
sie  innych  ludzi.  Dosc  juz  sie  obawiales  innych  ludzi,  lekiem  juz  cie  dostatecznie 
zamordowali.  Nie  bój  sie,  nawet  na  targowisku  musisz  o  tym  pamietac.  Wypowiedz  swoje 
imie - „Teertha, jestes tutaj?” I odpowiedz - „Jestem”. 

 

Medytacja nie jest czyms, co robisz rankiem i masz to za soba - medytacja to cos, co masz robic i 

przezywac w kazdej chwili swojego zycia. Idac, spiac, siedzac, rozmawiajac, sluchajac - musi sie to stac 
pewnego  rodzaju  klimatem.  Czlowiek  odprezony  w  nim  pozostaje.  Ten,  kto  stale  porzuca  przeszlosc, 
pozostaje w medytacji. Nigdy nie dzialaj kierujac sie wnioskami; te wnioski to twoje uwarunkowania, 
to twoje uprzedzenia, twoje pragnienia, twoje leki i cala reszta. Krótko mówiac - ty jestes! 

Ty oznacza twoja przeszlosc. Ty oznacza wszystkie twoje przezycia z przeszlosci. Nie pozwól temu, 

co martwe, panowac nad tym, co zywe, nie pozwól, by przeszlosc wywierala wplyw na terazniejszosc, 
nie pozwól, by smierc zawladnela twoim zyciem - na tym wlasnie polega medytacja. Krótko mówiac, w 
medytacji ciebie nie ma. To, co martwe, nie kieruje tym, co zyje. 

POLUDNIE 

siedzenie, patrzenie i sluchanie 

W medytacji nie ma celu 

Medytacja  pojawia  sie  dopiero  wtedy,  gdy  przenikasz  do  glebi  wszystkich  motywacji  i 

stwierdzasz,  ze  ich  nie  ma,  gdy  przeszedles  przez  cala  runde  motywacji  i  zrozumiales  ich 
falszywosc. Zobaczyles, ze te motywacje prowadza do nikad, ze mozesz ciagle i ciagle krecic 
sie w kólko - a ty pozostajesz taki sam. Motywacje trwaja i trwaja i prowadza cie, kieruja toba, 
doprowadzaja cie niemal do szalenstwa, stwarzajac nowe pragnienia - a nigdy nic nie zostaje 
osiagniete. Dlonie pozostaja tak samo puste jak zawsze. Kiedy to zostanie zrozumiane, kiedy 
wejrzysz w swoje zycie i stwierdzisz, ze wszystkie motywacje odpadaja... 

Zadna  motywacja  nigdy  nie  prowadzi  do  sukcesu,  zadna  motywacja  nigdy  nikomu  nie 

przyniosla  zadnego  blogoslawienstwa.  Motywacje  jedynie  obiecuja  -  to,  co  obiecane,  nigdy 
nie  zostaje  spelnione,  jedna  motywacja  zawodzi  i  wkracza  inna  motywacja  i  znowu  ci 

background image

obiecuje...  a  ty  znowu  ulegasz  temu  omamowi.  Raz  po  raz  jestes  oszukiwany  przez 
motywacje, i wreszcie któregos dnia nagle uswiadamiasz sobie - nagle widzisz to wszystko, i 
to widzenie  jest poczatkiem medytacji. Nie ma  w tym zadnego nasienia, zadnej  motywacji, 
jezeli  medytujesz  po  to,  by  cos  osiagnac,  tak  naprawde  koncentrujesz  sie  -  nie  medytujesz. 
Wtedy nadal jestes w tym swiecie  - twój umysl nadal jest zainteresowany tanimi rzeczami, 
banalami.  Wtedy  jestes  z  tego  swiata.  Nawet  jesli  medytujesz  na  osiagniecie  Boga,  jestes  z 
tego swiata. Nawet jesli medytujesz aby osiagnac nirwane, jestes z tego swiata - poniewaz w 
medytacji nie ma celu. 

Medytacja  jest  to  wglad  stwierdzajacy,  ze  wszystkie  cele  sa  falszywe.  Medytacja  jest  to 

zrozumienie, ze wszelkie pragnienia prowadza do nikad. 

Siedzenie 

Medytacja oznacza przeznaczenie paru minut na brak aktywnosci. Na poczatku bedzie to 

bardzo  trudne  -  na  poczatku  bedzie  to  najtrudniejsza  rzecz  w  swiecie,  a  na  koncu  - 
najlatwiejsza. Jest to tak latwe - i dlatego jest takie trudne. 

Gdy  powiesz  komus,  zeby  tylko  usiadl  i  nic  nie  robil,  zacznie  sie  wiercic,  zacznie  czuc 

mrowienie  w  nodze,  albo  poczuje,  ze  cos  dzieje  sie  w  ciele.  Staje  sie  tak  niespokojny,  gdyz 
zawsze  byl  czyms  zajety.  Przypomina  samochód  z  wlaczonym  zaplonem,  z  pracujacym 
silnikiem,  samochód,  który  jednak  nigdzie  nie  jedzie  -  ale  silnik  huczy  i  staje  sie  coraz 
bardziej  goracy.  Zapomniales  jak  sie  wylacza  zaplon.  Tym  wlasnie  jest  medytacja  -  sztuka 
wylaczania zaplonu. 

Oddech - najglebsza mantra 

Oddech  wchodzi  -  niech  twe  istnienie  odzwierciedli  to,  ze  oddech  wchodzi.  Oddech 

wychodzi  -  niech  twe  istnienie  odzwierciedli  to,  ze  oddech  wychodzi,  a  ty  odczuwasz  jak 
splywa  na  ciebie  ogromna  cisza,  jesli  zdolasz  zobaczyc  oddech  wchodzacy  i  wychodzacy 
wchodzacy i wychodzacy - oto najglebsza mantra, jaka kiedykolwiek wymyslono. 

Oddychasz tu i teraz. Nie mozesz oddychac jutro i nie mozesz oddychac wczoraj. Musisz 

oddychac w tej chwili, ale mozesz myslec o jutrze i mozesz myslec o wczoraj. Dlatego cialo 
pozostaje  w  terazniejszosci,  a  umysl  stale  skacze  miedzy  przeszloscia  i  przyszloscia  -  jest 
rozdwojenie  miedzy  cialem  i  umyslem.  Cialo  wchodzi  w  terazniejszosc,  a  umysl  nigdy  nie 
jest  w  terazniejszosci  i  nigdy  sie  one  nie  spotykaja.  Nigdy  nie  natykaja  sie  na  siebie,  i  z 
powodu  tego  rozdwojenia  powstaje  niepokój,  napiecie  i  ból.  Czlowiek  jest  napiety,  a  to 
napiecie jest zmartwieniem. (Umysl musi zostac sprowadzony do terazniejszosci, poniewaz 
nie ma innego czasu. 

Osho mówi o vipassanie 

Siedzac  w  milczeniu  po  prostu  obserwuj  swój  oddech.  Najlatwiejsze  do  obserwacji  jest 

wejscie powietrza do nosa. Gdy oddech wchodzi, odczuj dotyk oddechu u wejscia do nosa - 
tam go obserwuj. Dotyk bedzie latwiejszy w obserwowaniu, oddech bylby zbyt subtelny - na 
poczatku obserwuj sam dotyk. Oddech wchodzi, a ty czujesz, ze wchodzi  - obserwuj go. A 
potem  idz  za  nim,  idz  razem  z  nim.  Stwierdzisz,  ze  przychodzi  chwila,  gdy  oddech  sie 
zatrzymuje. Gdzies w poblizu twego pepka oddech sie zatrzymuje - na jedna malenka chwile, 
na  jedna  pal,  zatrzymuje  sie.  Potem  znowu  wedruje  na  zewnatrz,  a  ty  idz  za  nim  -  znów 
odczuj  ten  dotyk,  oddechu  wychodzacego  przez  nos.  Idz  za  nim,  razem  z  nim  wyjdz  na 
zewnatrz - znów dotrzesz do pewnego punktu, gdy oddech zatrzymuje sie na jeden bardzo 
malenki moment, i znów ten cykl sie zaczyna. 

background image

 
„Najpierw  musisz  tanczyc,  aby  w  tancu  pancerz  opadl.  Najpierw  musisz  krzyczec  w  radosci  i 

spiewac, aby twoje zycie stalo sie bardziej ozywione. Najpierw musisz przejsc katharsis, aby wszystko 
to,  co  stlumiles,  zostalo  wyrzucone  i  twoje  cialo  zostalo  oczyszczone  z  toksyn  i  trucizn,  a  twoja 
psychika takze zostala oczyszczona ze stlumionych urazów i ran. Gdy to nastapi i bedziesz mógl smiac 
sie  i staniesz sie zdolny do milosci - wtedy vipassana”. 

 
Wdech,  przerwa,  wydech,  przerwa,  wdech,  przerwa.  Ta  przerwa  jest  najbardziej 

tajemniczym zjawiskiem w tobie. Gdy oddech wchodzi i ustaje i nie ma ruchu, to jest miejsce, 
w którym mozna spotkac Boga. Albo gdy oddech wychodzi i zatrzymuje sie i nie ma ruchu. 

Pamietaj - nie masz go zatrzymywac, on ustaje sam z siebie. Jesli go zatrzymasz, wszystko 

przegapisz, bo wlaczy sie ten, kto to robi i bycie swiadkiem zniknie. Nic z nim nie rób. Masz 
nie  zmieniac  oddechu,  masz  nie  wdychac,  ani  nie  wydychac.  To  nie  jest  pranayam  z  jogi, 
gdzie zaczynasz manipulowac oddechem - nie o to chodzi. W ogóle nie dotykasz oddechu - 
przyzwalasz  na  jego  naturalnosc,  jego  naturalny  przebieg.  Gdy  wychodzi,  idziesz  za  nim, 
gdy wchodzi, idziesz za nim. 

I wkrótce staniesz sie swiadom istnienia dwóch przerw. W tych dwóch przerwach tkwia 

drzwi, i w tych dwóch przerwach zrozumiesz, przekonasz sie, ze sam oddech nie jest zyciem 
- moze jest pokarmem dla zycia, jak i inne pokarmy, ale nie jest zyciem jako takim. Poniewaz 
wtedy, gdy oddychanie sie zatrzymuje, jestes, jestes doskonale - jestes doskonale swiadomy, 
calkowicie swiadomy, i oddech sie zatrzymal, oddychania juz nie ma, a ty jestes. 

I  gdy  bedziesz  trwal  w  tej  obserwacji  oddechu  -  Budda  nazywa  to  yipassana  albo 

anapanasati  yog  -  gdy  bedziesz  obserwowal,  obserwowal,  obserwowal,  powoli,  powoli 
zaczniesz widziec, ze przerwa sie powieksza i rosnie. W koncu jest tak, ze przez cale minuty 
ta przerwa sie utrzymuje, jeden oddech wchodzi, i przerwa... i przez cale minuty oddech nie 
wychodzi.  Wszystko  sie  zatrzymalo.  Swiat  sie  zatrzymal,  czas  sie  zatrzymal,  myslenie  sie 
zatrzymalo.  Bo  gdy  oddech  sie  zatrzymuje,  myslenie  nie  jest  mozliwe.  A  gdy  oddech  sie 
zatrzymuje, na cale minuty, myslenie jest absolutnie niemozliwe - poniewaz proces myslowy 
potrzebuje  ciaglego  doplywu  tlenu,  a  proces  myslowy  i  oddychanie  sa  ze  soba  wzajemnie 
gleboko powiazane. 

Gdy jestes w zlosci, twój oddech ma inny rytm; gdy jestes pobudzony seksualnie, masz 

inny  rytm  oddechu;  kiedy  jestes  wyciszony,  znów  jest  inny  rytm  oddechu.  Gdy  jestes 
szczesliwy, jest inny rytm oddechu; gdy jestes smutny, znowu jest inny rytm oddechu. Twoje 
oddychanie  zmienia  sie  wraz  ze  zmianami  nastrojów  umyslu,  i  odwrotnosc  tego  tez  jest 
prawda - gdy zmienia sie oddech, zmieniaja sie nastroje umyslu. A gdy oddech ustaje, umysl 
sie zatrzymuje. 

W tym zatrzymaniu umyslu zatrzymuje sie caly swiat - gdyz to umysl jest swiatem, i w 

tym  zatrzymaniu  po  raz  pierwszy  poznajesz  czym  jest  oddech  wewnatrz  oddechu,  zycie 
wewnatrz zycia. To doznanie jest czyms wyzwalajacym. To doznanie sprawia, ze stajesz sie 
swiadomy Boga - a Bóg nie jest jakas osoba, ale samym doznaniem zycia. 

Vipassana - medytacja wgladu 

Usiadz w pozycji, która bedzie wygodna na 45-60 minut. Pomaga siadania co dzien o tej 

samej  porze  i  w  tym  samym  miejscu,  i  nie  musi  to  byc  miejsce  ciche.  Eksperymentuj,  az 
znajdziesz sytuacje, w której czujesz sie najlepiej. Mozesz siadac raz lub dwa razy dziennie, 
ale nie siadaj przynajmniej na godzine po posilku i przed snem.  

Wazne  jest  by  siedziec  z  wyprostowanymi  plecami  i  glowa.  Oczy  powinny  byc 

zamkniete, a cialo nieruchome, jak to mozliwe. Pomocna moze byc lawka do medytacji lub 

background image

krzeslo z prostym oparciem, czy tez jakikolwiek ulozenie poduszek. 

Nie  ma  zadnej  specjalnej  techniki  oddychania  -  zwyczajnie,  naturalne  oddychanie  jest 

odpowiednie.  Vippasana  polega  na  uwaznosci  oddechu,  dlatego  nalezy  obserwowac 
wznoszenie sie i opadanie kazdego oddechu tam, gdzie doznania odczuwasz najwyrazniej - 
w nosie lub okolicy zoladka lub splotu slonecznego. 

 
Medytacja jest po prostu rozkoszowaniem sie wlasna obecnoscia. Medytacja jest rozkosza wlasnego 

istnienia. 

 
Vipassana  nie  jest  koncentracja,  a  jej  celem  nie  jest  pozostawanie  w  obserwacji 

oddychania  przez  godzine.  Gdy  pojawia  sie  mysli,  uczucia  lub  doznania,  albo  gdy  zdasz 
sobie sprawe z jakiegos dzwieku, zapachów i powiewów powietrza z zewnatrz, pozwól po 
prostu uwadze powedrowac ku nim. Cokolwiek sie pojawi, moze byc obserwowane tak, jak 
chmury  plynace  na  niebie  -  ani  sie  tego  kurczowo  nie  chwytasz,  ani  tego  nie  odrzucasz. 
Zawsze gdy mozliwy jest wybór co masz obserwowac, wracaj do uwaznosci oddychania. 

Pamietaj - nic specjalnego nie ma sie tu dziac. Nie ma ani porazki ani sukcesu - nie ma tez 

zadnego  postepu  wzgledem  poprzednich  sesji.  Nie  ma  nic  co  nalezaloby  wymyslac  lub 
analizowac, ale moga pojawic sie wglady w rózne sprawy. Pytania i problemy mozna widziec 
po prostu jako tajemnice, którymi nalezy sie cieszyc. 

Osho mówi o przyplywie energii, jaki czesto odczuwaja ludzie zaczynajacy vipassane. 
W vipassanie czasem moze sie zdarzyc tak, ze poczujesz duze uwrazliwienie zmyslów - 

gdyz  jestes  tak  wyciszony,  a  energia  nie  jest  rozpraszana.  Zwykle  wiele  energii  jest 
rozpraszanej  i  jestes  wyczerpany.  Gdy  tylko  siedzisz,  nic  nie  robisz,  stajesz  sie  cichym 
zbiornikiem  energii,  i  ten  zbiornik  staje  sie  coraz  wiekszy  i  wiekszy  i  wiekszy.  Dochodzi 
niemal  do  takiego  punktu,  ze  zaczyna  sie  przelewac...  a  wtedy  czujesz  uwrazliwienie 
zmyslów.  Odczuwasz  nowa  wrazliwosc,  zmyslowosc,  nawet  seksualnosc  -  jakby  wszystkie 
zmysly  staly  sie  swieze,  mlodsze,  zywe,  jakby  opadl  z  ciebie  kurz  i  jakbys  wzial  kapiel,  i 
oczyscil sie pod prysznicem. Tak sie zdarza. 

 
Tylko medytacja moze pomóc ci totalnie, poniewaz nie robisz tego pod katem kogos innego, robisz 

to przed wlasnym istnieniem. Mozesz byc absolutnie wolny. Nie musisz sie obawiac co pomysla inni 
ludzie. 

 
Dlatego  ludzie  -  zwlaszcza  buddyjscy  mnisi,  którzy  od  stuleci  praktykuja  vipassane  - 

jedza niewiele. Nie potrzebuja. Jedza raz - i to bardzo umiarkowany posilek, bardzo maly, co 
najwyzej  mozesz  nazwac  go  sniadaniem  -  raz  dziennie.  Nie  spia  wiele,  poniewaz  sa  pelni 
energii,  i  nie  sa  eskapistami  -  ciezko  pracuja.  Nie  jest  tak,  ze  nie  pracuja.  Rabia  drewno  i 
pracuja w ogrodzie, w polu, na farmie - pracuja caly dzien. Ale cos sie z nimi stalo, i teraz ta 
energia juz nie jest rozpraszana. 

I  pozycja  siedzenia  bardzo  sprzyja  zachowaniu  energii.  Pozycja  lotosu,  w  której  siadaja 

buddysci,  jest  taka,  ze  wszystkie  krance  ciala  stykaja  sie  ze  soba  -  stopa  ze  stopa,  dlon  z 
dlonia. Sa to punkty, z których energia porusza sie na zewnatrz i wyplywa, bo aby energia 
mogla  wyplywac  na  zewnatrz,  potrzeba  ostrego  zakonczenia.  Dlatego  meski  narzad 
seksualny ma ostre zakonczenie - gdyz musi przekazywac wiele energii. Przypomina prawie 
zawór  bezpieczenstwa.  Gdy  jest  zbyt  wiele  energii  wewnatrz,  i  nic  nie  mozesz  zrobic, 
rozladowujesz ja w seksie. 

W akcie seksualnym kobieta nigdy nie uwalnia energii. Stad kobieta moze kochac sie  z 

wieloma  osobami  w  ciagu  jednej  nocy,  a  mezczyzna  nie.  Kobieta  moze  nawet  gromadzic 

background image

energie, o ile wie jak to robic - moze nawet otrzymywac energie. 

Przez glowe energia nie jest uwalniana na zewnatrz. Natura stworzyla glowe w ksztalcie 

kuli.  Dlatego  mózg  nigdy  nie  traci  energii,  zachowuje  ja  -  bo  jest  najwazniejszy,  stanowi 
centrum zarzadzania calym cialem. Musi byc chroniony - dlatego chroni go kulista czaszka. 

Energia  nie  moze  wyplywac  z  przedmiotów  kulistych.  Stad  planety  -  ziemia  i  slonce  i 

ksiezyc i gwiazdy - wszystkie sa kuliste. Gdyby bylo inaczej, tracilyby energie i umieraly. 

Gdy  tak  siadasz,  przyjmujesz  ksztalt  kuli  -  dlon  dotyka  dloni.  Gdy  jedna  dlon  uwalnia 

energie, przeplywa ona do drugiej dloni. Stopa dotyka stopy... tak siedzac stajesz sie niemal 
kregiem.  Energia  krazy  wewnatrz  ciebie.  Nie  wyplywa  na  zewnatrz.  Gromadzisz  ja  - 
stopniowo stajesz sie zbiornikiem. Stopniowo zaczniesz czuc w brzuchu napelnienie. Mozesz 
byc  pusty,  moze  nic  nie  jadles,  ale  odczuwasz  pewne  na  pelnienie,  i  wtedy  pojawia  sie 
naplyw wyostrzonej zmyslowosci. Ale to dobry znak, bardzo, bardzo dobry znak. Ciesz sie 
wiec z tego. 

 
Jestes swoim wlasnym wytworem, jestes bariera. Medytacja jest wtedy, gdy nie ma medytujacego! 

Astronauta wewnetrznej przestrzeni 

Wiele razy w glebokiej medytacji nagle zauwazysz, ze grawitacja zniknela. Teraz nic cie 

nie sciaga do dolu, teraz od ciebie zalezy czy chcesz sie wznosic czy nie. Teraz to zalezy od 
ciebie - jesli chcesz, mozesz po prostu wzleciec do nieba. Cale niebo nalezy do ciebie. Ale gdy 
otwierasz  oczy,  nagle  jest  cialo,  jest  ziemia,  jest  grawitacja.  Gdy  miales  zamkniete  oczy, 
medytowales i zapomniales o ciele, wszedles w inny wymiar - wymiar laski. 

Ciesz  sie  tym,  pozwól  na  to,  bo  gdy  zaczniesz  myslec,  ze  jest  to  cos  zwariowanego, 

powstrzymasz  to  i  to  powstrzymanie  zaklóci  medytacje.  Ciesz  sie  tym  tak,  jakbys  latal  we 
snie. Zamknij oczy. W medytacji wedruj tam, gdzie tylko chcesz, wznos sie wyzej i wyzej do 
nieba, a wkrótce wiele nowych rzeczy bedzie dla ciebie mozliwych, I nie obawiaj sie. jest to 
najwieksza  przygoda,  wieksza  niz  podróz  na  ksiezyc  -  stanie  sie  astronauta  wewnetrznej 
przestrzeni jest najwieksza przygoda. 

Osho  podsuwa  te  piekna  technike  tym,  którzy  odczuwaja  zaklócenia  fizycznej, 

niestabilnosci i unoszenia sie. 

Usiadz w lózku na piec do dziesieciu minut i zamknawszy oczy wizualizuj... odczuwaj, 

ze  twoje  cialo  staje  sie  wieksze,  wieksze,  wieksze,  wieksze.  Uczyn  je  tak  wielkim,  jak  tylko 
zdolasz - tak wielkim, ze niemal zaczyna dotykac scian pokoju. 

Zacznij odczuwac, ze teraz nie mozesz poruszyc dlonmi - jest to trudne... glowa dotykasz 

sufitu.  Najpierw  przez  dwa,  trzy  dni  odczuwaj  tylko  tyle,  potem  zacznij  wychodzic  poza 
pokój. Wypelnij caly dom - i poczuj, ze pokój jest wewnatrz ciebie. Potem wyjdz poza dom - 
napelnij  soba  cala  okolice,  i  odczuwaj  cala  te  okolice  w  sobie.  A  potem  wypelnij  soba  cale 
niebo, i odczuwaj, ze slonce i ksiezyc i gwiazdy poruszaja sie w tobie. 

Rób  to  przez  dziesiec,  dwanascie  dni.  Stopniowo,  powoli,  napelnij  soba  cale  niebo.  W 

dniu, w którym napelnisz soba cale niebo, zacznij proces odwrotny. Znów przez dwa dni  - 
stawaj  sie  maly.  W  procesie  odwrotnym  usiadz  i  zacznij  sobie  wyobrazac,  ze  stajesz  sie 
bardzo malenki. Po prostu idz w przeciwnym kierunku. Twoje cialo nie jest takie wielkie, jak 
sie  wydaje  -  ma  ledwie  trzydziesci  centymetrów  wzrostu.  Przypominasz  zabawke  -  i 
poczujesz to. jesli zdolasz wyobrazic sobie ogrom, wyobrazisz sobie i malosc. Potem jeszcze 
mniejszy - tak maly, ze sam siebie mozesz zmiescic w dloni. Potem jeszcze mniejszy... potem 
jeszcze  mniejszy, i w ciagu dwunastu  dni  doprowadz to do  takiego punktu, ze nie mozesz 
siebie odnalezc. Stales sie tak maly jak atom - niemozliwe jest stwierdzenie gdzie jestes. 

background image

Uczyn siebie tak wielkim jak cala przestrzen kosmiczna, a potem uczyn siebie tak malym 

jak niewidzialny atom - dwanascie dni jedno, potem dwanascie dni drugie. Bedziesz czul sie 
tak swietnie, tak szczesliwie, tak scentrowany, ze nie jestes w stanie tego sobie wyobrazic. 

„Jednosc” 

Pierwszy etap - po prostu odprez sie siedzac na krzesle, usiadz tak, aby calemu cialu bylo 

wygodnie.  Drugi  etap  -  zamknij  oczy.  Trzeci  etap  -  odprez  oddychanie.  Uczyn  je  jak 
najbardziej  naturalnym.  Z  kazdym  wychodzacym  oddechem  mów  „jednosc”.  Gdy  oddech 
wychodzi, mów „jednosc” - przy wdechu nic nie mów. Zatem przy kazdym wychodzacym 
oddechu po prostu mów „jednosc... jednosc... jednosc”, i nie tylko to mów, ale i czuj, ze cala 
egzystencja jest jednoscia, jest jedna caloscia. Nie powtarzaj tego, po prostu miej to poczucie - 
a mówienie „jednosc” tu pomoze. Rób to co dzien przez dwadziescia minut.  

 
Medytacja  tak  naprawde  wcale  nie  jest  poszukiwaniem  oswiecenia.  Oswiecenie  przychodzi  bez 

zadnego poszukiwania. 

 
Dopilnuj,  by  nikt  nie  przeszkadzal  ci  wtedy,  gdy  to  robisz.  Mozesz  otworzyc  oczy  i 

spojrzec  na  zegar,  ale  nie  nastawiaj  budzika.  Cokolwiek,  co  by  cie  moglo  wytracic,  jest 
niewskazane,  dlatego  w  pokoju,  w  którym  to  robisz,  nie  powinno  byc  telefonu,  i  nikt  nie 
powinien  do  niego  pukac.  Przez  tych  dwadziescia  minut  masz  byc  calkowicie  odprezony. 
Jesli na zewnatrz jest zbyt wielki halas, wlóz do uszu stopery. 

Mówienie  „jednosc”  przy  kazdym  wydechu  uczyni  cie  tak  wyciszonym  i  spokojnym  i 

skupionym  w  sobie  -  nie  jestes  w  stanie  tego  sobie  wyobrazic.  Zrób  to  za  dnia,  nigdy 
wieczorem,  poniewaz  sen  moze  zostac  zaklócony  -  bedzie  to  takim  odprezeniem,  ze  nie 
bedzie ci sie chcialo spac. Poczujesz sie swiezy. Najlepsza pora jest ranek, takze i popoludnie, 
ale nigdy wieczór. 

Wewnetrzny usmiech 

Zawsze gdy siedzisz i nie masz nic do robienia, po prostu odprez dolna szczeke i otwórz 

nieco usta. Zacznij oddychac ustami, ale nie za gleboko. Niech tylko cialo oddycha, aby byl to 
plytki oddech i stawal sie coraz plytszy. A kiedy poczujesz, ze oddychanie stalo sie bardzo 
plytkie i usta sa otwarte i szczeka jest rozluzniona, cale cialo bedzie bardzo odprezone. 

W tej chwili zacznij odczuwac usmiech - nie na twarzy, a w calym swoim wewnetrznym 

istnieniu...  i  zdolasz  to  uczynic.  Nie  jest  to  usmiech,  który  pojawia  sie  na  ustach  -  jest  to 
egzystencjalny usmiech, który rozprzestrzenia sie w samym wnetrzu. 

Spróbuj,  a  przekonasz  sie  czym  on  jest...  bo  nie  mozna  tego  objasnic.  Nie  potrzeba 

usmiechac  sie  ustami,  twarza,  bedzie  to  tak,  jakbys  usmiechal  sie  z  brzucha  -  brzuch  sie 
usmiecha, i jest to usmiech, nie smiech, jest wiec bardzo, bardzo lagodny, delikatny, wrazliwy 
- przypomina maly kwiat rózy, który rozwija sie w brzuchu, a jego aromat rozprzestrzenia sie 
w calym ciele. 

Gdy  poznasz  ten  usmiech,  mozesz  pozostac  szczesliwy  dwadziescia  cztery  godziny  na 

dobe.  A  zawsze  gdy  czujesz,  ze  brak  ci  tego  szczescia,  tylko  zamknij  oczy  i  pochwyc  ten 
usmiech, a ono sie pojawi. A w ciagu dnia jest wiele okazji do chwytania go. On zawsze jest. 

„Osho” 

Z kazdym wychodzacym oddechem po prostu powiedz w sobie „Osho” - niezbyt glosno, 

ledwie szeptem, ale wewnatrz, tak, abys to slyszal. Gdy oddech wchodzi do wewnatrz, tylko 
czekaj. Gdy oddech wychodzi, wypowiadaj to slowo, a gdy oddech wchodzi, pozwól, abym 

background image

ja  wszedl.  Nic  nie  rób  -  po  prostu  czekaj.  Twoja  praca  trwa  wiec  tylko  wtedy,  gdy  oddech 
wychodzi. 

Gdy  oddech  wychodzi,  wyjdz  do  wszechswiata.  Oddech  wychodzacy  przypomina 

upuszczenie wiadra do studni. A gdy oddech wchodzi, wiadro jest wyciagane ze studni. Rób 
to tylko przez 20 minut. Zatem przez cztery, piec minut wchodz w to, a potem pozostan w 
tym przez dwadziescia minut. Razem najwyzej dwadziescia piec minut. 

Mozesz to robic o dowolnej porze. Mozesz to robic w ciagu dnia, w nocy. 

Zazen 

W osrodkach grupy Zazen siadaja na jedna godzine, a nowoprzybylym zaleca sie leczenie 

wydechów  przez  pierwszych  5-10  minut  -  dla  spowodowania  odprezenia  „uwaznosci  bez 
wybierania”. 

Mozesz  siedziec  gdziekolwiek,  ale  to,  na  co  patrzysz,  nie  powinno  byc  zbytnio 

ekscytujace. Przykladowo, przedmioty te nie powinny sie zbytnio poruszac. Staja sie wtedy 
rozproszeniem  uwaznosci.  Mozesz  obserwowac  drzewa  -  nie  jest  to  problemem,  bo  nie 
poruszaja  sie  one  i  sceneria  pozostaje  stala.  Mozesz  obserwowac  niebo,  albo  siedziec  po 
prostu w rogu pokoju i obserwowac sciane. 

Druga rzecz - nie patrz na nic konkretnego - jedynie na pustke, gdyz oczy istnieja po to, 

by patrzec na cos, ale ty masz nie patrzec na nic konkretnego. Nie skupiaj sie i nie koncentruj 
sie na niczym - ot, rozmyty obraz. To bardzo odpreza. 

Trzecie  -  odprez  oddychanie.  Nie  rób  tego,  niech  ono  samo  sie  dzieje.  Niech  bedzie 

naturalne, a to odprezy cie jeszcze bardziej. 

Czwarte - niech twoje cialo pozostanie mozliwie najbardziej nieruchome. Najpierw znajdz 

wygodna  pozycje  - mozesz  siedziec na poduszce  lub  materacu, albo na czymkolwiek, co ci 
odpowiada, ale gdy juz usiadziesz, zostan w bezruchu, bo gdy cialo sie nie porusza, umysl 
automatycznie zapada w cisze. W poruszajacym sie ciele umysl stale sie porusza, poniewaz 
cialo-umysl to nie sa dwa oddzielne systemy. Sa jednoscia... jest to jedna energia. 

Na poczatku bedzie sie to wydawalo nieco trudne, ale po paru dniach bedziesz sie tym 

ogromnie cieszyl. Zobaczysz, stopniowo, jak umysl, warstwa po warstwie, zaczyna odpadac. 
Przyjdzie taka chwila, gdy jestes po prostu bez umyslu. 

Bodhidharma  przez  9  lat  siedzial  twarza  do  sciany,  nic  nie  robil  -  przez  9  lat  tylko 

siedzial.  Tradycja  powiada,  ze  jego  nogi  obumarly.  Dla  mnie  jest  to  symbol.  Oznacza  po 
prostu, ze wszystkie ruchy wymarly, poniewaz wymarla wszelka motywacja. Do nikad nie 
zmierzal.  Nie  bylo  pragnienia  wedrowania,  nie  bylo  celu,  który  nalezalo  osiagnac  -  a  on 
osiagnal cel najwiekszy z mozliwych. Jest jedna z najrzadziej spotykanych dusz, jakie stapaly 
po tej ziemi. A wszystko osiagnal tylko siedzac przed sciana - nic nie robil, zadnej techniki, 
zadnej metody, nic. To byla jedyna technika. 

Gdy  nie  ma  nic,  co  nalezaloby  zobaczyc,  stopniowo  zanika  twoje  zainteresowanie 

patrzeniem.  Poprzez  samo  siedzenie  przed  monotonna  sciana  wewnatrz  ciebie  powstaje 
analogiczna pustka i monotonnosc. Równolegle do tamtej sciany powstaje inna sciana - sciana 
nie-mysli. 

Odczuwaj przyjmowanie 

Pozycja  dloni  zlozonych  na  ksztalt  kielicha,  na  ksztalt  pucharu,  jest  bardzo  znaczaca. 

Sprawia,  ze  stajesz  sie  przyjmujacy,  pomaga  ci  byc  przyjmujacym.  Jest  to  jedna  ze  starych, 
dawnych  pozycji  -  wszyscy  buddowie  jej  próbowali.  Zawsze,  gdy  jestes  otwarty,  albo  gdy 
chcesz byc otwarty, ta pozycja ci pomoze. 

background image

„Zazen jest glebokim byciem bez zajecia - nie jest nawet medytacja, bo gdy medytujesz, 

usilujesz cos zrobic wspominajac Boga czy nawet wspominajac siebie. Te wysilki powoduja 
powstawanie zmarszczek na powierzchni wody”. 

Usiadz w ciszy i czekaj. Badz naczyniem, krancem przyjmujacym. Tak, jak czekasz przy 

telefonie  -  zadzwoniles,  czekasz  przy  sluchawce.  Dokladnie  w  takim  samym  nastroju  po 
prostu czekaj, a w ciagu dwóch, trzech minut stwierdzisz, ze otacza cie totalnie inna energia, 
napelnia twe wnetrze... splywa na ciebie jak deszcz padajacy na ziemie i przenikajacy glebiej i 
glebiej, i ziemia nim nasiaka. 

Pozycje  sa  bardzo  istotne.  Jesli  ludzie  nie  uczynia  z  nich  fetyszy,  sa  bardzo  istotne. 

Pomagaja w ustanowieniu pewnego przebiegu energii ciala. Na przyklad z ta pozycja bardzo 
trudno jest wpasc w zlosc. Z zacisnieta piescia i zebami bardzo latwo jest byc w zlosci. Gdy 
cale cialo jest odprezone, bardzo trudno jest byc  agresywnym, pelnym  przemocy, a bardzo 
latwo jest byc pelnym modlitwy. 

Patrzenie 

Medytacja  to  nic  innego  jak  tylko  sztuka  otwierania  oczu,  sztuka  oczyszczania  oczu, 

sztuka  porzucania  kurzu,  który  zebral  sie  na  lustrze  twej  swiadomosci.  Jest  to  naturalne  - 
kurz sie gromadzi. Czlowiek przez tysiace zywotów wedruje i wedruje - kurz sie gromadzi. 
Wszyscy jestesmy wedrowcami, wiele kurzu sie zebralo - tak wiele, ze lustro calkiem znikne. 
Jest tylko kurz na kurzu, warstwa kurzu na warstwie, i nie mozna dojrzec lustra. Ale to lustro 
nadal jest - nie mozna go stracic, gdyz stanowi twoja nature. Gdyby mozna bylo je utracic, nie 
byloby twoja natura. Nie jest to tak, ze masz jakies lustro - ty jestes tym lustrem. Wedrujacy 
jest  tym  lustrem.  Nie  moze  go  stracic,  moze  o  nim  tylko  zapomniec  -  co  najwyzej, 
zapomnienie. 

 
Medytacja jest otwieraniem oczu, medytacja jest patrzeniem. 
 
Ta egzystencjalna chwila jest dokladnie teraz. Spojrzyj po prostu, i to jest medytacja - to 

spojrzenie jest medytacja. Samo widzenie faktu istnienia jakiegos przedmiotu, jakiegos stanu, 
jest  medytacja.  Medytacja  nie  ma  motywacji,  stad  nie  ma  w  niej  zadnego  centrum.  A 
poniewaz nie ma motywacji i nie ma centrum, nie ma w niej zadnej jazni. W medytacji nie 
funkcjonujesz z jakiegos centrum - dzialasz z nicosci. Odpowiedz wyplywajaca z nicosci jest 
tym, na czym polega medytacja. 

Umysl  skoncentrowal  dzialania  z  przeszlosci.  Medytacja  dziala  w  terazniejszosci,  z 

terazniejszosci.  Jest  to  czysta  odpowiedz  na  terazniejszosc,  nie  jest  to  reakcja.  Dziala  nie  w 
oparciu o jakies wnioski, dziala widzac to, co egzystencjalne. 

Patrzenie bez slów 

W  drobiazgach  spróbuj  nie  wlaczac  umyslu.  Patrzysz  na  kwiat  -  po  prostu  patrz.  Nie 

mów „piekny” „brzydki”. Nic nie mów. Nie wprowadzaj slów, nie werbalizuj. Tylko patrz. 
Umysl  bedzie  czul  sie  nieswojo,  niemilo.  Umysl  chcialby  cos  powiedziec.  Ty  po  prostu 
powiedz umyslowi: „Badz cicho, daj mi popatrzec, tylko bede patrzec”. 

Na  poczatku  bedzie  to  trudne,  ale  zacznij  od  rzeczy,  w  które  nie  jestes  zbyt 

zaangazowany. Trudno jest patrzec na swa zone bez wypowiadania jakichs slów. jestes zbyt 
zaangazowany,  zbytnio  przywiazany  emocjonalnie.  W  zlosci  czy  w  milosci  -  ale  zbytnio 
zaangazowany. 

Patrz  na  to,  co  jest  neutralne  -  skale,  kwiat,  drzewo,  wschodzace  slonce,  ptaka  w  locie, 

background image

chmure przesuwajaca sie po niebie. Patrz tylko na te rzeczy, z którymi czujesz sie oddzielony, 
wobec  których  mozesz  pozostac  obojetny.  Zacznij  od  rzeczy  neutralnych,  a  dopiero  potem 
przejdz do sytuacji pelnych emocji. 

Kolor ciszy 

Zawsze,  gdy  widzisz  cos  blekitnego  -  blekit  nieba,  blekit  rzeki  -  po  prostu  usiadz  w 

milczeniu i patrz w ten blekit, a poczujesz bardzo glebokie zharmonizowanie z nim. Zawsze, 
gdy medytujesz na kolorze blekitnym, zstepuje na ciebie wielka cisza. 

Blekit jest jednym z najbardziej duchowych kolorów, gdyz jest to kolor ciszy, bezruchu, 

jest  to  kolor  wyciszenia,  odpoczynku,  odprezenia.  Dlatego  zawsze,  gdy  jestes  naprawde 
odprezony,  poczujesz  nagle  w  sobie  blekitna  swietlistosc.  A  jezeli  zdolasz  odczuc  blekitna 
swietlistosc, natychmiast poczujesz sie odprezony. Dziala to w obie strony. 

Wejrzyj we wlasny ból glowy 

Gdy nastepnym razem bedziesz mial ból glowy, spróbuj tej drobnej techniki medytacyjnej 

- ot, tak na próbe - potem mozesz przejsc do wiekszych chorób i wiekszych objawów. 

Gdy bedziesz mial ból glowy, spróbuj po prostu takiego malego eksperymentu. Usiadz w 

ciszy i obserwuj go, ogladaj go - nie tak, jakbys patrzyl na wroga, nie. Jesli bedziesz patrzyl na 
niego jak na wroga, nie zdolasz patrzec wlasciwie. Bedziesz unikal - nikt nie patrzy na wroga 
wprost, czlowiek wtedy unika, ma sklonnosc do unikania. Patrz na niego jak na przyjaciela. 
To twój przyjaciel - sluzy ci. Mówi: „Cos jest nie tak - przyjrzyj sie temu”. Po prostu usiadz w 
milczeniu  i  przyjrzyj  sie  temu  bólowi  glowy,  nie  majac  pomyslu  na  jego  zatrzymanie,  nie 
majac pragnienia, aby on zniknal, bez konfliktu, bez walki, bez antagonizmu. Po prostu go 
ogladaj, to, czym on jest. 

Obserwuj,  aby  -  jesli  bedzie  jakies  wewnetrzne  przeslanie  -  ten  ból  glowy  mógl  ci  je 

przekazac.  Jest  w  nim  jakas  zakodowana  wiadomosc.  A  kiedy  bedziesz  patrzyl  w  ciszy, 
bedziesz zaskoczony. Kiedy patrzysz w ciszy, dzieja sie trzy rzeczy. Pierwsza - im bardziej w 
niego  patrzysz,  tym  ostrzejszy  sie  staje,  i  wtedy  bedziesz  nieco  zaskoczony:  „Jak  ma  to 
pomóc, skoro ból staje sie ostrzejszy?” Staje sie ostrzejszy, poniewaz unikales go. Byl, ale ty 
go  unikales,  juz  go  tlumiles  -  nawet  bez  aspiryny  go  tlumiles.  Gdy  w  niego  patrzysz,  to 
tlumienie  znika.  Ból  glowy  dojdzie  do  swej  naturalnej  ostrosci.  Wtedy  slyszysz  go  bez  za 
tyczek w uszach, bez waty w uszach. 

 
Medytacja jest przygoda, najwieksza przygoda, jaka zdolny jest podjac ludzki umysl. Medytacja to 

samo bycie, nie robienie niczego - zadnego dzialania, zadnej mysli, zadnej emocji. Po prostu jestes i jest 
to czysta rozkosza. Skad bierze sie ta rozkosz gdy niczego nie robisz? Bierze sie znikad, albo zewszad. 
Nie ma przyczyny, poniewaz egzystencja zbudowana jest z materialu zwanego radoscia. 

 
Pierwsze  -  stanie  sie  on  ostry,  jesli  staje  sie  ostry,  mozesz  byc  zadowolony,  ze  patrzysz 

wlasciwie. Jesli nie staje sie ostry, jeszcze nie patrzysz - nadal unikasz. Patrz w niego - staje 
sie ostry. To pierwszy sygnal, ze - owszem - znalazl sie on w twoim polu widzenia. 

Drugie  jest  to,  ze  stanie  sie  on  bardziej  punktowy  -  nie  bedzie  rozprzestrzeniony  na 

duzym  terenie.  Najpierw  myslales:  „Boli  mnie  cala  glowa”.  Teraz  widzisz,  ze  to  nie  cala 
glowa,  a  tylko  jeden  maly  punkcik.  To  tez  jest  wskazaniem,  ze  patrzysz  w  niego  glebiej. 
Uczucie rozprzestrzenienia bólu jest gra - to jeden ze sposobów jego unikania, jesli znajdzie 
sie on w jednym punkcie, bedzie ostrzejszy. Dlatego stwarzasz iluzje, ze to cala glowa boli. 
Rozprzestrzen ból po calej glowie, a nigdzie nie bedzie tak intensywny. Takie sa te gierki, w 
które gramy. 

background image

Patrz w niego, a drugi etap bedzie taki, ze stanie sie on mniejszy i mniejszy i mniejszy, i 

przychodzi  taka  chwila,  gdy  jest  on  samym  koniuszkiem  igly  -  bardzo  ostrym,  ogromnie 
ostrym,  bardzo  bolesnym.  Nigdy  nie  doznales  takiego  bólu  w  swej  glowie.  Ale  jest  on 
znaczaco zawezony do malej przestrzeni. Patrz w niego dalej. 

I potem nastepuje to trzecie i najbardziej istotne. Kiedy bedziesz patrzyl w ten punkt, gdy 

jest on bardzo ostry i pomniejszony i skupiony w jednym miejscu, wielokrotnie stwierdzisz, 
ze  znika.  Kiedy  twoje  patrzenie  jest  doskonale,  on  zniknie.  A  gdy  zniknie,  bedziesz  mial 
przeblysk tego, skad sie wzial - co jest jego przyczyna. Gdy skutek znika, widzisz przyczyne. 
Wiele razy bedzie tak sie dzialo, i znów bedzie. Twoje spojrzenie nie jest juz tak czujne, tak 
skoncentrowane,  tak  uwazne  -  powróci.  Zawsze  wtedy,  gdy  spojrzenie  naprawde  jest,  ból 
znika, a gdy znika ból, za nim ukryta jest jego przyczyna, i bedziesz zaskoczony - twój umysl 
jest gotowy ujawnic co jest ta przyczyna. 

A tych przyczyn moga byc tysiace. Ten sam alarm jest wlaczany, bo ten system alarmowy 

jest  prosty.  Nie  ma  w  twoim  ciele  zbyt  wielu  systemów  alarmowych.  Rózne  przyczyny 
wlaczaja  ten  sam  alarm.  Moze  ostatnio  byles  w  zlosci  i  tego  nie  wyraziles.  Nagle,  jak 
objawienie, pojawi sie to przed toba. Zobaczysz cala zlosc, która nosisz, nosisz... jak rope w 
ciele.  Teraz  jest  tego  juz  zbyt  wiele,  i  ta  zlosc  chce  byc  uwolniona.  Potrzebuje  katharsis. 
Katharsis! - i natychmiast widzisz jak zniknal ból glowy, i nie bylo trzeba aspiryny, nie byla 
potrzebna zadna kuracja. 

 
„Medytacja jest twoim pierwotnym prawem! Ona jest, czeka abys odprezyl sie odrobine, aby mogla 

zaspiewac, stac sie tancem”. 

Sluchanie 

Pozostan bierny - nic nie rób, tylko sluchaj. A sluchanie nie jest dzialaniem. Aby czegos 

sluchac nic nie musisz robic - twoje uszy sa zawsze otwarte. Aby widziec musisz otworzyc 
oczy  -  przynajmniej  tyle  trzeba  uczynic.  Aby  sluchac  nawet  tyle  nie  trzeba  robic  -  uszy 
zawsze sa otwarte. Zawsze sluchasz. Po prostu nic nie rób i sluchaj. 

Sluchanie z sympatia 

Sluchanie jest glebokim wspóluczestnictwem ciala i duszy i dlatego wykorzystywane jest 

jako  jedna  z  najpotezniejszych  metod  medytacji  -  poniewaz  laczy  dwie  nieskonczonosci  - 
materialna i duchowa. 

I  niech  to  bedzie  twoja  medytacja  -  pomoze  ci  to.  Zawsze,  gdy  siedzisz,  sluchaj 

wszystkiego, co sie dzieje. Jest to targowisko, i tyle halasu i ruchu, i pociag i samolot - sluchaj 
tego bez odrzucania w umysle, ze to halas. Sluchaj tak, jakbys sluchal muzyki, z sympatia, i 
nagle stwierdzisz, ze zmienia sie jakosc tego halasu. Nie jest on juz rozproszeniem, nie jest juz 
zaklóceniem.  Przeciwnie  -  stal  sie  bardzo  kojacy.  Jesli  bedziesz  wlasciwie  sluchal,  nawet 
targowisko staje sie melodia. 

Zatem nie jest istotne czego sluchasz. Istotne jest ze sluchasz, a nie tylko slyszysz. 
Nawet gdy sluchasz czegos, o czym nigdy nie myslales, ze jest warte sluchania, sluchaj 

tego z wielka radoscia, jakbys sluchal sonaty Beethovena. I nagle stwierdzisz, ze dokonales 
przemiany jakosci tego dzwieku. Staje sie on piekny, i w tym sluchaniu zniknie twoje ego. 

Slup energii 

Gdy  stoisz  w  ciszy,  natychmiast  wstepuje  w  ciebie  pewne  wyciszenie.  Spróbuj  tego  w 

kacie swojego pokoju. Po prostu stan w kacie, stan w milczeniu, nic nie rób. Nagle i energia 
wewnatrz ciebie stanie. Siedzac odczuwasz wiele zaklócen w umysle, poniewaz siedzenie jest 

background image

pozycja mysliciela. Gdy stoisz, energia plynie jak slup i jest równomiernie rozprowadzana po 
calym ciele. Stanie jest piekne. 

Spróbuj tego - bo dla niektórych z was bedzie to bardzo, bardzo piekne, jesli zdolasz stac 

przez godzine, bedzie to po prostu wspaniale. Tylko stojac i nic nie robiac, nie poruszajac sie, 
stwierdzisz,  ze  cos  sie  w  tobie  stabilizuje,  staje  sie  wyciszone,  nastepuje  scentrowanie  i 
poczujesz sie jak slup energii. Cialo znika. 

Odczuj cisze lona 

Niech cisza stanie sie twoja medytacja. Zawsze, gdy masz czas, po prostu zapadnij sie w 

ciszy - i dokladnie to mam na mysli - zapadnij sie, tak, jakbys byl malym dzieckiem w lonie 
matki.  Usiadz  w  ten  sposób  i  stopniowo  zaczniesz  odczuwac,  ze  chcesz  polozyc  glowe  na 
podlodze.  Wtedy  polóz  glowe  na  podlodze.  Przybierz  pozycje  dziecka  zwinietego  w  lonie 
matki,  a  natychmiast  odczujesz nadchodzaca  cisze,  te  sama  cisze,  która  byla  w  matczynym 
lonie. Gdy siedzisz w lózku, wejdz pod koc i zwin sie w klebek i pozostan tak w calkowitym 
wyciszeniu, nic nie robiac. 

Czasami  przyjda  jakies  mysli  -  niech  przeleca  -  badz  obojetny,  w  ogóle  sie  nimi  nie 

zajmuj,  jesli  przychodza,  dobrze;  jesli  nie  przychodza,  dobrze.  Nie  walcz,  nie  odpychaj  ich. 
Gdy  walczysz,  stajesz  sie  zaburzony,  gdy  je  odpychasz,  staja  sie  one  natretne,  jesli  ich  nie 
chcesz, beda pojawiac sie bardzo uparcie. Po prostu nie zajmuj sie nimi, niech beda, na skraju, 
tak, jak dzwiek ruchu ulicznego. A jest to prawdziwy dzwiek ruchu ulicznego - mózgowego 
ruchu  milionów  komórek  usilujacych  porozumiec  sie  ze  soba,  energii  poruszajacej  sie  i 
elektrycznosci  przeskakujacej  z  jednej  komórki  do  drugiej,  jest  to  brzeczenie  wielkiej 
machiny, niech wiec bedzie. 

Stan  sie  calkowicie  obojetny  na  to,  nie  obchodzi  cie  to,  nie  jest  to  twoim  problemem  - 

moze  kogos  innego,  ale  nie  twoim.  Co  masz  z  tym  zrobic?  Bedziesz  zaskoczony  -  przyjda 
chwile, gdy ten halas zniknie, zniknie zupelnie, a ty pozostaniesz w calkowitej samotnosci. 

Nie badz masochista 

Nigdy  nie  badz  masochista.  Nie  torturuj  siebie  w  imie  czegokolwiek.  Ludzie  bardzo 

torturuja siebie w imie religii, a to imie jest takie piekne, ze mozesz stale sie torturowac. 

Pamietaj wiec - ja ucze szczescia, nie tortury! Gdy czasem czujesz, ze cos staje sie ciezkie, 

staje  sie  oporne,  trzeba  to  zmienic.  Wiele  razy  bedziesz  musial  to  zmieniac.  Stopniowo 
dotrzesz  do  miejsca,  gdzie  zadna  zmiana  nie  bedzie  potrzebna.  Wtedy  wszystko  bedzie 
doskonale pasowalo - nie tylko do twojego umyslu, do twojego ciala, ale i do twojej duszy. 

WIECZÓR 

trzes sie, tancz i spiewaj 

KUNDALINI 

Medytacja praktykowana zwykle 
Czesc pierwsza - 15 minut 
Rozluznij sie, pozwól calemu cialu trzasc sie, odczuwaj energie poruszajaca sie od stóp w 

góre. Rozluznij sie calkowicie i stan sie tym drzeniem. Oczy moga byc otwarte lub zamkniete. 

Czesc druga - 15 minut 
Tancz... tak, jak poczujesz, i niech cale cialo porusza sie zgodnie ze swoimi potrzebami. 
Czesc trzecia - 15 minut 
Zamknij oczy i badz nieruchomy, siedzac lub stojac... badz swiadkiem wszystkiego tego, 

background image

co dzieje sie wewnatrz i na zewnatrz. 

Czesc czwarta - 15 minut 
Z zamknietymi oczami polóz sie i lez nieruchomo. 
Gdy robisz medytacje Kundalini, przyzwól drzeniu, nie twórz go. Stój w ciszy, odczuj jak 

nadchodzi, a gdy cialo zacznie juz drzec, pomóz mu, ale nie rób tego. Ciesz sie, odczuwaj w 
tym blogosc, pozwól na to, przyjmij to, powitaj z radoscia, ale nie wymuszaj tego sila woli. 

Jesli bedziesz wymuszal, stanie sie to cwiczeniem fizycznym, cwiczeniem fizycznym dla 

ciala,  i  bedzie  drzenie,  ale  tylko  na  powierzchni,  nie  przeniknie  ono  do  twoich  glebi. 
Pozostaniesz  zastygly,  jak  kamien,  jak  skala  -  pozostaniesz  manipulujacym,  wykonawca,  a 
cialo bedzie cie tylko sluchalo. Cialo nie jest tu istotne - ty jestes tu  istotny. 

Gdy  mówie  „drzyj”,  mam  na  mysli  to,  ze  powinno  drzec  twoje  zastygniecie,  twoje 

skalopodobne  istnienie  -  powinny  drzec  do  samych  fundamentów,  aby  staly  sie  ciecza, 
plynne,  stopily  sie,  zaczely  plynac.  A  gdy  skalopodobne  istnienie  staje  sie  plynne,  cialo 
zaczyna isc za nim w slad. Wtedy nie ma ruchów drzen, tylko aktywnosc drzenia. Wtedy nikt 
tego nie robi, to sie po prostu dzieje. Wtedy nie ma wykonawcy. 

Medytacja  Dynamiczna,  Kundalini  lub  Nadabrahma  tak  naprawde  nie  sa  medytacjami. 

Po  prostu  harmonizujesz  sie.  Przypomina  to...  moze  widziales  klasycznych  muzyków 
hinduskich  podczas  gry. Przez  pól godziny, czasem nawet dluzej, tylko stroja instrumenty. 
Poruszaja galkami, rozluzniaja i napinaja struny, a grajacy na bebenku ciagle sprawdza swój 
bebenek  -  czy  jego  dzwiek  jest  doskonaly  czy  nie.  Robia  to  przez  pól  godziny.  Nie  jest  to 
muzyka, tylko przygotowanie. 

Kundalini tak naprawde nie jest medytacja, jest tylko przygotowaniem. Przygotowujesz 

swój  instrument.  Gdy  jest  gotowy  -  stoisz  w  ciszy,  zaczyna  sie  medytacja.  Wtedy  jestes 
totalnie.  Obudziles  sie  skaczac,  tanczac,  oddychajac,  krzyczac  -  wszystko  to  sa  sposoby 
uczynienia cie nieco czujniejszym niz zwykle. Gdy juz jestes czujny, wtedy czekanie. 

Czekanie jest medytacja. Czekanie z pelna uwaznoscia. A potem to przychodzi, ogarnia 

cie, gra wokolo ciebie, tanczy wokolo ciebie, omywa cie, oczyszcza cie, przemienia cie. 

Kolysanie 

Czesc pierwsza - 20 minut 
Usiadz ze skrzyzowanymi nogami i zamknij oczy. Delikatnie zacznij sie kolysac, najpierw 

w lewo, potem w prawo. Kolysanie nie musi objac calego ciala, ale przechylaj sie najdalej, jak 
mozesz  -  dopóki  jest  to  jeszcze  wygodne.  Gdy  dotrzesz  do  najdalej  wychylonego  punktu, 
wypusc z siebie dzwiek „hu” - zrób to z sila, z silnym i gwaltownym ruchem ciala. Zrób to na 
samym koncu kolysania, na obie strony. 

Czesc druga - 20 minut 
Siedz w ciszy, bez ruchu. 
Czesc trzecia - 20 minut 
Stan w rogu pokoju, absolutnie nieruchomy. 
 
Medytacja to bycie ze soba, zas wspólczucie to oplakiwanie w nadmiar takiego bycia. 

Tancz 

Gdy ruch staje sie ekstatyczny jest to taniec. Gdy ruch jest tak totalny ze nie ma ego, jest to 

taniec. 

A  powinienes  wiedziec,  ze  taniec  pojawil  sie  w  swiecie  jako  technika  medytacji.  Na 

poczatku  taniec  nie  mial  byc  tancem,  mial  sluzyc  osiagnieciu  ekstazy,  w  której  tanczacy 

background image

zostaje  zagubiony,  tylko  taniec  pozostaje  -  nie  ma  ego,  nikt  nie  manipuluje,  cialo  plynie 
spontanicznie. 

Nie ma potrzeby znajdywania jakiejkolwiek innej medytacji. Taniec sam w sobie staje sie 

medytacja gdy tanczacy znika. Sednem jest - jak zgubic siebie, jak to robisz, albo gdzie, nie 
jest istotne. Po prostu zgub siebie. Przychodzi taka chwila, gdy ciebie nie ma, a wszystko trwa 
dalej... jakbys zostal opetany. 

Taniec  jest  jednym  z  najpiekniejszych  zjawisk,  jakie  moga  przydarzyc  sie  czlowiekowi. 

Nie  mysl  wiec  o  medytacji  jako  o  czyms  oddzielnym.  Medytacja  jest  potrzebna  jako  cos 
oddzielnego  ludziom,  którzy  nie  maja  bardzo  glebokiej  twórczej  energii,  nie  maja 
ukierunkowania dla swej energii, dzieki któremu  mogliby tak gleboko sie zaangazowac, ze 
zagubiliby sie w tym. 

Ale tanczacy, malarz, rzezbiarz, nie potrzebuja zadnej innej medytacji, jedynym czego im 

potrzeba,  jest  uczynienie  swego  wymiaru  tak  gleboko  przenikliwym,  ze  przychodzi  chwila 
transcendencji. A nic innego nie moze sie równac z tancem... 

Zatem codziennie co najmniej na godzine zapomnij o wszelkich technikach. Dopilnuj, by 

tylko  tanczyc  dla  Boga.  Nie  ma  wiec  potrzeby  pilnowania  techniki  -  bo  On  nie  jest 
egzaminatorem. Po prostu tancz tak, jak male dziecko... jako modlitwa. Wtedy taniec bedzie 
mial dla ciebie zupelnie inna jakosc. Po raz pierwszy poczujesz, ze wykonujesz kroki, jakich 
nigdy  dotad  nie  wykonywales,  ze  poruszasz  sie  w  wymiarach,  których  nigdy  jeszcze  nie 
znales. Wkraczasz na tereny nieznane i niepoznane. 

Stopniowo,  w  miare  jak  coraz  bardziej  bedziesz  sie  harmonizowal  z  tym,  co  nieznane, 

wszystkie techniki znikna. A bez technik, gdy taniec jest czysty i prosty, jest doskonaly. 

Tancz  tak,  jakbys  byl  w  glebokiej  milosci  ze  wszechswiatem,  jakbys  tanczyl  ze  swoja 

ukochana. Niech Bóg bedzie twoja ukochana. 

Tanczcie razem 

Mozesz  zebrac  grupe  przyjaciól,  którzy  beda  razem  tanczyc.  Bedzie  to  lepsze,  bardziej 

pomocne. Czlowiek jest tak slaby, ze samemu trudno jest robic cokolwiek przez dluzszy czas. 
Dlatego potrzebne sa szkoly. Dlatego jesli nie masz ochoty robic czegos jednego dnia, a sa tu 
inni ludzie, ich energia cie poruszy. Innego dnia ktos inny nie ma na to ochoty, ale ty jestes - i 
twoja energia przenika go. 

Pozostawiony  samemu  sobie,  czlowiek  jest  slaby  i  bez  woli.  Jednego  dnia  robisz  to,  a 

innego  czujesz,  ze  jestes  zmeczony  i  masz  inne  rzeczy  do  zrobienia.  Medytacje  daja  efekty 
tylko wtedy, gdy wykonywane sa systematycznie. Wtedy to w ciebie zapada. 

Przypomina to kopanie dolu. Jednego dnia kopiesz w jednym miejscu, drugiego w innym 

miejscu,  i  tak  mozesz  kopac  przez  cale  zycie,  ale  studnia  nigdy  nie  bedzie  gotowa.  Musisz 
ciagle kopac w tym samym miejscu. 

Dopilnuj  wiec,  aby  robic  to  codziennie  o  tej  samej  porze.  A  jesli  jest  to  mozliwe  w  tym 

samym  miejscu  -  bardzo  dobrze.  Ta  sama  sala,  ta  sama  atmosfera,  pal  to  samo  kadzidlo... 
niech cialo stopniowo sie nauczy i umysl stopniowo pochwyci to odczucie. Z chwila wejscia 
do sali jestes gotowy do tanczenia. Pokój jest naladowany, pora jest naladowana. 

Tancz jak drzewo 

Po prostu unies rece i poczuj, ze jestes drzewem na wiejacym silnym wietrze. Tancz jak 

drzewo w deszczu i wietrze. Niech cala twoja energia stanie sie energia tanczaca, kolysz sie i 
poruszaj razem z wiatrem, po prostu czuj jak wiatr cie przenika. Zapomnij, ze masz ludzkie 
cialo - jestes drzewem, utozsam sie z drzewem. 

background image

Jezeli jest to mozliwe, wyjdz na swieze powietrze, stan posród drzew, stan sie drzewem i 

niech  wiatr  cie  przenika.  Odczucie  utozsamienia  z  drzewem  jest  ogromnie  wzmacniajace, 
odzywcze. Czlowiek bardzo latwo wchodzi wtedy w pierwotna swiadomosc. Drzewa nadal 
istnieja - rozmawiaj z drzewami, obejmuj drzewa, a nagle poczujesz, ze wszystko wrócilo. A 
jesli wyjscie na zewnatrz nie jest mozliwe, stan po prostu na srodku pokoju, wyobraz sobie, 
ze jestes drzewem i zacznij tanczyc. 

Tancz dlonmi 

Usiadz w ciszy i pozwól palcom poruszac sie tak, jak chca. Poczuj ten ruch od wewnatrz. 

Nie staraj sie ogladac go z zewnatrz, oczy miej wiec zamkniete. Niech energia splywa coraz 
bardziej do dloni. 

Dlonie sa gleboko polaczone z mózgiem - prawa dlon z lewa strona mózgu, lewa dlon z 

prawa  strona  mózgu,  jesli  pozwolisz  palcom  na  totalna  swobode  ekspresji,  rozladowanych 
bedzie  wiele,  wiele  napiec  nagromadzonych  w  mózgu,  jest  to  najlatwiejszy  sposób 
uwolnienia  mechanizmu  mózgu,  jego  stlumien,  jego  niewykorzystywanej  energii.  Twoje 
dlonie doskonale sobie z tym poradza. 

Czasem  stwierdzisz,  ze  lewa  dlon  dominuje,  czasem,  ze  dominuje  prawa  dlon.  Nie 

wymuszaj  zadnego  szablonu  ruchu  -  jakakolwiek  potrzebe  ma  energia,  taka  forme 
przybierze. Gdy lewa strona mózgu chce uwolnic energie, przyjmie pewna forme. Gdy prawa 
strona mózgu jest zbyt obciazona energia, pojawi sie inna gestykulacja. 

Poprzez ruchy dloni mozesz wejsc gleboko w medytacje. Dlatego usiadz w ciszy, baw sie, 

pozwól  dloniom  na  ruch,  a  bedziesz  zaskoczony  -  to  czary.  Nie  potrzeba  skakac  i  biegac  i 
robic tylu medytacji chaotycznych. Same dlonie wystarcza. 

Przebudzenie warstw subtelnych 

Jesli przez dluzszy czas wykonujesz ruchy cialem i nigdy nie siedzisz w spokoju, równiez 

cos  przegapisz.  Gdy  energia  zaczela  sie  poruszac,  trzeba  wejsc  w  absolutne  wyciszenie,  w 
przeciwnym  razie  ruchy  pozostana  powierzchowne.  Ruch  ciala  jest  czyms  dobrym,  ale  jest 
ruchem  powierzchownym,  a  gdy  cala  energia  pozostaje  w  ruchu  powierzchownym,  nie 
dojdzie do ruchów subtelnych. 

 
Rób moje medytacje ale nie sila woli. Nie wymuszaj ich, raczej niech same nastapia. Plywaj w nich 

oddaj  sie  im,  niech  cie  wchlona,  ale  nie  postanowieniem  woli.  Nie  manipuluj,  bo  gdy  manipulujesz, 
jestes  podzielony,  rozdwajasz  sie  na  manipulujacego  i  to,  czym  manipulujesz.  A  gdy  jestes  w  
rozdwojeniu, natychmiast powstaja niebo i pieklo. Wtedy jest ogromna odleglosc miedzy toba a prawda. 
Nie manipuluj. Pozwól, by wszystko samo sie dzialo. 

 
Trzeba  dojsc  do  takiego  punktu,  gdy  cialo  jest  zupelnie  nieruchome,  jak  posag,  gdy 

wszystkie powierzchowne ruchy ustaly* ale energia jest gotowa do ruchu - a nie ma dla niej 
ujscia poprzez cialo. Szuka ona nowego ujscia wewnatrz, które nie nalezy do ciala. Zaczyna 
sie poruszac w warstwach subtelnych. 

Ale  najpierw  potrzebny  jest  ruch.  Gdy  energia  sie  nie  porusza,  mozesz  siedziec  jak 

kamien i nic sie nie bedzie dzialo. Pierwsza rzecza jest wspomozenie energii w tym ruchu, a 
druga jest zatrzymanie ciala wtedy, gdy juz faktycznie sie ona porusza. Gdy energia tetni tak 
bardzo  i  gotowa  jest  do  ruchu,  bedzie  musiala  wejsc  w  warstwy  subtelne,  poniewaz 
powierzchniowych juz nie ma. 

Dlatego  najpierw  niech  bedzie  to  dynamiczne,  a  potem  niech  cialo  bedzie  nieruchome, 

background image

aby  ta  dynamika  weszla  glebiej,  do  samych  korzeni,  do  samego  rdzenia  twego  istnienia,  i 
Dokonaj  syntezy  -  dwadziescia  minut  ruchu  ciala,  a  po  dwudziestu  minutach  nagle  stop. 
Mozesz nastawic budzik, a kiedy sie on wlaczy, nagle stop. Cialo jest pelne energii, ale teraz, 
gdy  cialo  zatrzymalo  sie  w  bezruchu,  energia  zaczyna  znajdywac  nowe  szlaki.  Taka  jest  ta 
metoda pracy wewnatrz. 

WIROWANIE 

Wirowanie  sufich  to  jedna  z  najstarszych  technik,  jedna  z  najpotezniejszych.  Jest  tak 

gleboka,  ze  nawet  jedno  jej  doznanie  uczyni  cie  totalnie  innym.  Wiruj  z  otwartymi  oczami, 
tak, jak wiruja male dzieci, jakby twoje wewnetrzne istnienie stalo sie centrum, a cale cialo 
stalo sie kolem - porusza sie - jak garncarskie kolo - porusza sie. Ty jestes w centrum, ale cale 
cialo jest w ruchu. 

 
Medytacja to totalna wrazliwosc zmyslów. 
 
Zaleca sie nie jesc i nie pic na trzy godziny przed wirowaniem. Najlepiej jest byc boso, w 

luznym ubraniu. Medytacja ta sklada sie z dwóch czesci - wirowania i odpoczynku. Nie ma 
ustalonego  czasu  wirowania  -  moze  to  trwac  godzinami  -  ale  wskazane  jest,  by  trwalo 
najmniej godzine, po to, abys mógl wejsc gleboko w odczucie wiru energii.   

Wirowanie  wykonuje  sie  w  jednym  miejscu,  w  lewo  -  prawa  reke  trzyma  sie  wysoko, 

spodem dloni zwrócona do góry, lewa jest opuszczona, spodem dloni skierowana ku dolowi. 
Kto  odczuwa  jakas  niewygode  w  wirowaniu  w  lewo,  moze  wirowac  w  prawo.  Niech  cialo 
bedzie lagodne, oczy pozostaja otwarte, ale nie sa skupione, tak, by widzenie bylo rozmyte i 
plynne. Pozostan w ciszy. 

Przez pierwszych 15 minut wiruj powoli. Potem, przez nastepnych 30 minut, stopniowo 

nabieraj predkosci, az wirowanie zawladnie toba i staniesz sie wirem energii - peryferia beda 
sztormem ruchu, ale swiadek w centrum jest w ciszy i bezruchu. 

Gdy bedziesz wirowal tak, szybko, ze nie mozesz utrzymac pionowej pozycji, cialo samo 

upadnie. Nie decyduj kiedy masz upasc, nie próbuj tez przygotowywac tego upadku z góry - 
gdy cialo jest lagodne i rozluznione, upadnie miekko, a ziemia wchlonie twa energie. 

Gdy lezysz, zaczyna sie druga czesc medytacji. Natychmiast przewróc sie na brzuch, by 

odkryty  pepek  znalazl  sie  w  kontakcie  z  ziemia.  Jesli  ktos  odczuwa  wielka  niewygode  w 
takim lezeniu, powinien polozyc sie na plecach. Poczuj jak cialo stapia sie w jedno z ziemia, 
jak  male  dziecko  przycisniete  do  piersi  matki.  Zamknij  oczy  i  pozostan  mierny  i  w  ciszy 
przynajmniej przez 15 minut. 

 

Medytacja nie ma nic wspólnego z powaga. Medytacja to uciecha. Dlatego tak tu nalegam, by bylo 

wiecej tanczenia, wiecej spiewania. 

 
Po medytacji badz tak cichy i w takiej nieaktywnosci, jak to jest tyko mozliwe. 
Podczas  wirowania  niektórzy  odczuwaja  sklonnosci  do  wymiotów,  ale  to  uczucie 

powinno zniknac w ciagu dwóch, trzech dni. Przerwij praktyke tylko wtedy, gdy to odczucie 
utrzymuje sie nadal. 

Spiewaj 

Spiewanie jest czyms boskim, jest jedna z boskich aktywnosci. Równac sie mu moze tylko 

tanczenie,  bliskie  jest  ono  tylko  tanczeniu.  A  czemu  spiewanie  i  tanczenie  sa  boskimi 
aktywnosciami? Bo sa to takie aktywnosci, w których mozesz calkowicie sie zatracic. Mozesz 

background image

zanurzyc  sie  w  spiewaniu  tak  bardzo,  ze  zniknie  spiewajacy,  tylko  spiew  pozostanie,  albo 
zniknie tanczacy, tylko taniec pozostanie, i to jest chwila metamorfozy, przemiany - gdy nie 
ma spiewajacego i jest tylko spiew. Gdy twoja totalnosc stala sie spiewem lub tancem, to jest 
modlitwa. 

Jaka piosenke spiewasz nie jest istotne - nie musi to byc piesn religijna, ale gdy spiewasz 

ja totalnie, staje sie ona czyms swietym, i na odwrót - mozesz spiewac jakas religijna piesn, 
uswiecona wiekami, ale jezeli nie jestes w niej totalnie, jest ona profanacja. Tresc piosenki nie 
jest  istotna,  tym,  co  sie  liczy,  jest  jakosc,  która  wnosisz  do  spiewania  -  totalnosc, 
intensywnosc, ogien. 

Nie  powtarzaj  niczyjej  piesni,  bo  to  nie  jest  twoje  serce,  i  nie  jest  to  tak,  jak  ty  mozesz 

wylac swoje serce u boskich stóp. Niech powstanie twoja wlasna piesn. Zapomnij o rytmice i 
gramatyce.  Bóg  nie  jest  zbyt  dobrym  gramatykiem  i  nie  przejmuje  sie  tym,  jakich  slów 
uzywasz. Bardziej interesuje go twoje serce. 

Mantra 

jesli masz dobry sluch muzyczny jesli masz uszy, które potrafia zrozumiec muzyke - nie 

tylko  zrozumiec,  a  i  poczuc  -  wtedy  pomoca  bedzie  mantra,  gdyz  wtedy  mozesz  stac  sie 
jednym  z  tymi  wewnetrznymi  dzwiekami,  wtedy  mozesz  wedrowac  razem  z  tymi 
dzwiekami  ku  coraz  subtelniejszym  warstwom.  Wtedy  przychodzi  chwila,  gdy  wszystkie 
dzwieki ustaja i pozostaje tylko dzwiek wszechswiata, jest to aum. 

„Aum” 

Postaraj sie przez co najmniej dwadziescia minut rankiem i dwadziescia minut wieczorem 

siedziec  w  ciszy,  z  oczami  na  wpól  otwartymi,  i  tylko  patrzec  ku  dolowi.  Oddychanie 
powinno  byc  wolne,  cialo  nieruchome.  Zacznij  nucic  „aum”  wewnatrz  siebie.  Nie  ma 
potrzeby  wydobywac  go  na  zewnatrz  -  bedzie  ono  bardziej  przenikac,  gdy  usta  masz 
zamkniete, nawet jezyk nie powinien sie poruszac. Nuc „aum” szybko - aum aum aum aum. 
Szybko i glosno, ale wewnatrz siebie. Odczuwaj tylko, ze wibruje ono w calym ciele, od stóp 
do  glowy,  od  glowy  do  stóp.  Kazde  „aum”  zapada  w  twojej  swiadomosci  tak,  jak  skala 
wpada  do  stawu,  i  pojawiaja  sie  zmarszczki  na  wodzie  i  biegna  do  samych  jej  kresów. 
Zmarszczki rozbiegaja sie coraz dalej i dotykaja calego ciala. 

Gdy bedziesz to robil, pojawia sie takie chwile - a beda to najpiekniejsze chwile - gdy nie 

bedziesz juz powtarzal i wszystko ustanie. Nagle zdasz sobie sprawe z tego, ze nie nucisz i 
wszystko ustalo. Ciesz sie tym. Jesli zaczna pojawiac sie jakies mysli, znów zacznij nucic. 

A gdy robisz to wieczorem, rób to przynajmniej na dwie godziny przed snem, bo jezeli 

bedziesz  to  robil  tuz  przed  polozeniem  sie  do  lózka,  nie  zdolasz  zasnac  -  uczyni  cie  to  tak 
swiezym, ze nie bedzie ci sie chcialo spac.  Bedziesz sie czul tak,  jakby to byl poranek,  a ty 
swietnie wypoczales - a tego nie trzeba. 

Znajdz swoje wlasne tempo. Po dwóch, trzech dniach bedziesz wiedzial co ci odpowiada, 

jednym  ludziom  odpowiada  bardzo  szybkie  nucenie  -  aum  aum  auma  -  nieomal  z 
nakladaniem  sie  dzwieków  na  siebie.  Innym  bardziej  odpowiada  bardzo  wolne  tempo  - 
wszystko to zalezy od ciebie. A ty rób tak, jak bedzie ci to odpowiadalo. 

 
Muzyka  stwarza  taka  harmonie,  ze  nawet  Bóg  zaczyna  potakiwac,  mówic  ci  „tak”.  Muzyka… 

nagle  niebo  zaczyna  cie  dotykac  -  jestes  wchloniety  przez  to,  co  poza.  A  gdy  to,  co  poza,  jest  blizej 
ciebie, gdy slyszysz kroki tego, co poza, cos w tobie podejmuje wyzwanie, staje sie ciche, spokojniejsze, 
lagodniejsze, chlodne, uspokojone. 

 

background image

Imie Jezusa 

Jesli porusza cie imie Jezusa, siadz w ciszy i niech to imie cie poruszy. Czasem powiedz w 

sobie „Jezus” i czekaj. To bedzie twoja mantra. W taki sposób rodzi sie prawdziwa mantra. 
Nikt nie moze dac ci mantry  - ty sam musisz ja znalezc, to, co do ciebie przemawia, co cie 
porusza,  co  wywiera  wielki  wplyw  na  twa  dusze.  Jesli  Jezus”  -  wspaniale.  Czasami,  gdy 
siedzisz w ciszy, tylko powtarzaj „Jezus” i czekaj i niech to imie wejdzie gleboko, glebiej do 
zakamarków  twojego  istnienia  -  niech  wejdzie  do  samego  rdzenia,  i  pozwól  na  to!  Jesli 
zaczniesz tanczyc - dobrze. Jesli zaczniesz plakac - dobrze. Jesli zaczniesz smiac sie - dobrze. 
Cokolwiek z tego wyniknie, niech tak bedzie. Niech tak bedzie, nie przeszkadzaj temu, nie 
manipuluj.  Pójdz  za  tym,  a  doznasz  pierwszych  przeblysków  modlitwy  i  medytacji  i 
pierwszych  przeblysków  Boga.  Pierwsze  promyki  zaczynaja  wnikac  do  ciemnej  nocy  twej 
duszy. 

Odpowiedni jest kazdy dzwiek, który odczuwasz jako estetyczny i piekny, kazdy dzwiek, 

który powoduje w sercu drzenie i radosc. Nawet jesli nie ma go w zadnym jezyku, w ogóle 
nie  jest  to  istotne  -  moze  znajdziesz  same  czyste  dzwieki,  które  wchodza  jeszcze  glebiej  do 
wnetrza. Bo kiedy uzywasz jakiegos slowa, ma ono pewne znaczenia  - te znaczenia tworza 
ograniczenia.  Gdy  uzywasz  czystego  dzwieku,  nie  ma  w  tym  ograniczen,  jest  on 
nieskonczony. 

Mruczenie 

Mruczenie  moze  byc  ogromna  pomoca,  a  mozesz  je  robic  o  do  wolnej  porze... 

Przynajmniej  raz  dziennie,  a  jesli  mozesz  -  dwa  razy,  bedzie  to  dobre.  Jest  to  taka  wielka 
wewnetrzna muzyka, ze wnosi ona pokój do calego twojego istnienia - i sprzeczne jego czesci 
zaczynaja  sie  harmonizowac  i  stopniowo  w  twoim  ciele  powstaje  pewna  subtelna  muzyka, 
która  mozesz  uslyszec.  Po  trzech,  czterech  miesiacach  bedziesz  tylko  siedzial  w  ciszy  i 
bedziesz slyszal subtelna muzyke, harmonie wewnatrz, pewien rodzaj mruczenia. Wszystko 
funkcjonuje  tak  wspaniale,  jak  swietnie  dzialajacy  samochód,  w  którym  slychac  pracujacy 
silnik. 

Dobry  kierowca  wie  gdy  cos  sie  dzieje  niewlasciwego.  Pasazerowie  moga  nie  byc  tak 

czujni, ale dobry kierowca natychmiast poznaje gdy zmienia sie dzwiek pracy silnika. Wtedy 
ten dzwiek przestaje byc harmonijny. Dochodzi jakis nowy odglos. Nikt inny nie zdaje sobie 
z tego sprawy, ale kto kocha prowadzenie samochodu, natychmiast pozna, ze dzieje sie cos 
niewlasciwego. Silnik nie pracuje tak, jak powinien. 

Czlowiek,  który  wlasciwie  mruczy,  stopniowo  zacznie  odczuwac  gdy  dzieje  sie  cos 

niewlasciwego,  jesli  zjadles  zbyt  wiele,  stwierdzisz,  ze  zniknela  wewnetrzna  harmonia  i  po 
jakims czasie bedziesz musial wybrac - albo zjesc za duzo, albo byc w wewnetrznej harmonii. 
A wewnetrzna harmonia jest tak cenna, tak boska, jest taka blogoscia, kto mialby wiec ochote 
jesc wiecej? 

I  bez  zadnego  usilnego  odchudzania  stwierdzisz,  ze  jesz  posilki  w  bardziej 

zrównowazony  sposób.  Wtedy  mruczenie  wchodzi  jeszcze  glebiej,  i  zdolasz  odróznic 
pokarmy,  które  zaklócaja  twoje  mruczenie.  Zjesz  cos  ciezkiego  i  pozostaje  to  tak  dlugo  w 
organizmie - i mruczenie nie jest tak doskonale. 

Gdy mruczenie samo zacznie powstawac, poznasz kiedy seks narasta, a kiedy nie narasta, 

i  zaskoczy  cie  jak  wielka  harmonia  powstaje  miedzy  dwoma  osobami  i  jak  stopniowo 
nabieraja  one  intuicji,  jak  zaczynaja  odczuwac  kiedy  druga  osoba  jest  smutna  -  gdy  maz  i 
zona  oboje  mrucza.  Nie  ma  potrzeby  mówic  o  tym  -  gdy  maz  jest  zmeczony,  zona  wie  to 
instynktownie, poniewaz oboje funkcjonuja na fali o tej samej dlugosci. 

background image

NADABRAHMA 

Nadabrahma  jest  stara  tybetanska  technika,  pierwotnie  praktykowana  o  wczesnych 

godzinach rannych. Mozna ja robic o dowolnej porze dnia, samemu lub z innymi - miej pusty 
zoladek i przez co najmniej 15 minut po niej pozostan bez zadnej aktywnosci. Medytacja trwa 
godzine i sklada sie z trzech czesci. 

Czesc pierwsza - 30 minut 
Usiadz  wygodnie,  zamknij  oczy  i  usta.  Zacznij  mruczec,  na  tyle  glosno,  by  slyszeli  cie 

inni,  i  by  stworzyc  w  ciele  wibracje.  Mozesz  wizualizowac  pusta  rure  lub  puste  naczynie, 
wypelnione tylko wibracjami tego mruczenia. Nadejdzie chwila, gdy mruczenie samo bedzie 
sie dzialo, a ty bedziesz tego sluchac. Nie ma zadnego specjalnego oddychania. Jesli masz na 
to ochote, mozesz zmieniac ton glosu albo lagodnie i powoli poruszac cialem. 

Czesc druga - 15 minut 
Druga  czesc  sklada  sie  z  dwóch  etapów  po  siedem  i  pól  minuty  kazdy.  W  pierwszym 

wykonujesz  ruch  dlonmi  -  wnetrzem  zwróconymi  ku  górze  -  po  kole  na  zewnatrz.  Ruch 
zaczyna sie od pepka, obie dlonie wedruja do przodu, gdzie rozchodza sie na boki i kresla 
dwa  kola,  w  lewo  i  w  prawo,  symetryczne  wzgledem  siebie.  Ruch  ma  byc  tak  wolny,  ze 
czasem  bedzie  sie  zdawalo  jakby  go  w  ogóle  nie  bylo.  Odczuj,  ze  dajesz  energie 
wszechswiatu. Po siedmiu i pól minucie obróc dlonie wnetrzem do dolu i zacznij poruszac je 
w przeciwnym kierunku. Teraz dlonie lacza sie u pepka i rozchodza sie z boku ciala. Odczuj, 
ze  wchlaniasz  energie.  Tak,  jak  w  pierwszej  czesci,  nie  powstrzymuj  zadnych  lagodnych, 
powolnych ruchów pozostalych czesci ciala. 

Czesc trzecia - 15 minut 
Siedz w  absolutnej ciszy i bezruchu. 

Nadabrahma dla par 

Osho dal piekna odmiane tej techniki dla par: 
Partnerzy siedza twarzami do siebie, okryci przescieradlem, trzymaja sie za rece, które sa 

skrzyzowane.  Najlepiej  robic  to  bez  zadnego  ubrania.  Niech  pokój  oswietlaja  tylko  cztery 
male swiece, zapal kadzidlo o zapachu przeznaczonym tylko dla tej medytacji. 

Zamknijcie  oczy  i  30  minut  mruczcie  razem.  Gdy  po  jakims  czasie  odczujecie  zlaczenie 

energii, badzcie jednoscia i polaczcie sie. 

 
Gdy  muzyka  otacza  cie,  zalewa  cie,  i  medytacja  zaczyna  w  tobie  wzrastac,  jest  to  jedno  z 

najpiekniejszych doznac zycia - gdy nastepuje spotkanie medytacji i muzyki, gdy nastepuje spotkanie 
swiata  i  Boga,  gdy  nastepuje  spotkanie  materii  i  swiadomosci.  To  jest  unio  mystica  -  mistyczne 
zlaczenie. 

Osho, a moskity? 

Moskity  to  pradawni  medytujacy,  którym  sie  nie  powiodlo.  Dlatego  sa  one  przeciwne 

kazdemu,  kto  odnosi  powodzenie  w  medytacji.  Sa  bardzo  zazdrosne.  Dlatego  zawsze,  gdy 
chcesz medytowac, pojawiaja sie, aby ci przeszkadzac, odciagac twoja uwage. 

To nic nowego, zawsze tak bylo. Mówia o tym wszystkie dawne swiete pisma! Zwlaszcza 

swiete pisma jainów, bo mnich jainów zyje nago. Pomysl tylko - nagi mnich jainów, Indie i 
moskity!  Mahavir  musial  dawac  szczególowe  instrukcje  o  nastawieniu,  jakie  trzeba  miec 
wobec  moskitów.  Mówil  uczniom,  ze  kiedy  moskity  atakuja,  masz  to  akceptowac.  One  sa 
najwiekszym  rozproszeniem  uwagi.  Jezeli  zdolasz  je  przezwyciezyc,  nic  juz  nie  bedzie 
trudne, nie bedzie wiekszej trudnosci. A jesli on tak mówi, tak jest! Zycie w Indiach nago jest 

background image

trudne. 

Bylem  kiedys  w  Sarnath,  gdzie  Budda  poruszyl  kolem  dhammy,  gdzie  Budda  wyglosil 

pierwsze kazanie, najwazniejsze kazanie, które dalo poczatek nowej tradycji. Przebywalem u 
mnichów buddyjskich. 

Widzialem moskity, ale zadne nie dorównuja moskitom z Sarnath. Moskity z Poony to po 

prostu nic! Cieszcie sie z tego! Macie szczescie, ze nie jestem w Sarnath. Tamte moskity byly 
naprawde wielkie! 

Nawet  w  czasie  dnia  siedzielismy  pod  moskitierami.  W  jednym  lózku,  pod  moskitiera, 

siadal  jakis  mnich  buddyjski,  w  drugim  lózku,  pod  moskitiera,  siedzialem  ja  -  i 
rozmawialismy. 

Juz  nigdy  tu  nie  przyjade  -  mówilem,  gdyz  on  prosil,  zebym  wrócil  i  zostal.  -  Nigdy, 

nigdy! To moja pierwsza i ostatnia wizyta. 

To mi przypomina - on na to - ze przez cale wieki my, mnisi buddyjscy, smialismy sie z 

tego i zartowalismy czemu Budda nigdy juz nie wrócil do Sarnath. Przybyl tu tylko jeden raz 
- wyglosil pierwsze kazanie i uciekl! 

Budda  wiele  razy  byl  w  róznych  miejscach.  Przynajmniej  ze  trzydziesci  razy  byl  w 

Shravasti,  co  najmniej  czterdziesci  razy  byl  w  Rajgir,  i  tak  dalej,  i  tak  dalej.  Kazde  miejsce, 
które odwiedzil, odwiedzal raz po raz. Ale w Sarnath byl tylko jeden raz. Nigdy juz tam nie 
wrócil. 

A to z powodu tych moskitów - rzekl mnich. - i ty tez mówisz, ze juz tu nie przyjedziesz. 
Przynajmniej  w  tym  jednym  jestem  zgodny  z  Budda  -  odpowiedzialem.  -  W  innych 

sprawach nie moge isc jego sladami - musze byc swiatlem dla samego siebie - ale w tym niech 
on bedzie swiatlem! 

Wiem, ze to trudne, bardzo trudne, ale musisz sie tego nauczyc. Nie daj rozproszyc swej 

uwagi.  Nie  oznacza  to,  ze  masz  pozwolic,  aby  moskity  cie  wykorzystywaly!  Chron  sie  na 
wszelkie  mozliwe  sposoby  -  ale  bez  zlosci,  bez  rozdraznienia.  Chron  sie,  unikaj  moskitów, 
odrzucaj je, strzasaj je z siebie - ale bez rozdraznienia. One robia swoja robote, i przynajmniej 
tyle trzeba zaakceptowac. One nie sa przeciwne tobie. Ktos musi zjesc sniadanie, obiad, czy 
kolacje,  badz  wiec  wyrozumialy.  Masz  wszelkie  prawo  chronic  sie,  ale  nie  ma  potrzeby 
wpadac  w  rozdraznienie.  Rozdraznienie  przeszkodzi  medytacji,  nie  moskitom.  Mozesz 
strzasnac  z  siebie  moskita  w  bardzo  medytacyjny  sposób,  z  wielka  uwaznoscia,  w  pelni 
czujny, bez rozdraznienia. Spróbuj! 

Prawdziwy problem nigdy nie bierze sie z zewnatrz, prawdziwy problem zawsze wynika 

z wewnatrznego rozdraznienia.  Na przyklad  - psy szczekaja  na zewnatrz, a ty medytujesz. 
Natychmiast wpadasz w zlosc - ,Je glupie psy!” Ale one w zadne sposób nie przeszkadzaja ci 
w  medytacji,  po  prostu  ciesza  sie  zyciem!  Moze  zobaczyly  policjanta,  listonosza  albo 
sannyasina! Psy bardzo nie lubia mundurów, sa bardzo przeciwne ujednoliceniu. Gdy tylko 
zobacza jakis mundur, zaczynaja szczekac. Nie wierza w mundury, i maja prawo miec wlasne 
zdanie. Ale one nie staraja sie przeszkadzac wlasnie tobie. 

Moskity robia to, co maja do zrobienia. Musisz sie chronic, musisz robic to, co ty masz do 

zrobienia - ale nie wpadaj w rozdraznienie. Tylko rozdraznienie jest problemem. A kiedy nie 
bedzie mozna cie rozdraznic, kiedy nie dasz sie rozproszyc calym tym zgielkiem, jaki tworza 
moskity wokolo ciebie, poczujesz do nich nawet wdziecznosc - daly ci tajemny klucz. 

Jesli moskity nie rozprosza twojej uwagi, nic nie moze jej rozproszyc. Dotarles do bardzo 

stabilnego stanu medytacji. 

NOC 

background image

fantazja, modlitwa i milosc 

Stan sie pustym bambusem 

Medytacja  to  sposób  na  zgode  z  wlasnym  osamotnieniem,  spotkanie  wlasnego 

osamotnienia  -  zamiast  od  niego  uciekac,  zanurzasz  sie  w  nim  gleboko  i  patrzysz  jakie 
dokladnie  jest.  A  wtedy  czeka  cie  niespodzianka.  Jesli  wejdziesz  w  swe  osamotnienie, 
bedziesz  zaskoczony  -  w  samym  jego  centrum  wcale  nie  jest  samotnie.  Tam  spoczywa 
samotnosc, która jest zjawiskiem totalnie innym. 

Osamotnienie tworzy peryferia, a centrum sklada sie z samotnosci. Samotnictwo tworzy 

peryferia,  zas  centrum  to  bycie  w  samotnosci.  A  gdy  poznasz  piekno  samotnosci,  bedziesz 
totalnie innym czlowiekiem - nigdy nie poczujesz sie osamotniony. Nawet w górach czy na 
pustyni,  gdy  jestes  absolutnie  sam,  nie  odczujesz  osamotnienia  -  bo  w  swej  samotnosci 
poznasz Boga, który jest w tobie. W swej samotnosci jestes tak gleboko zakorzeniony w Bogu, 
ze kogo obchodzi czy jest ktos na zewnatrz czy nie? jestes w srodku tak pelny, tak bogaty w 
srodku... 

Teraz nawet w tlumie jestes osamotniony. A ja powiadam - gdy poznasz swa samotnosc, 

nawet w osamotnieniu nie bedziesz osamotniony. Wtedy czlowiek zaczyna sie przelewac jak 
fontanna.  Z  tej  samotnosci  emanuje  aromat  milosci,  i  z  tej  samotnosci  wynika  twórcze 
dzialanie  - bo z tej samotnosci Bóg zaczyna wyplywac. Stajesz  sie pustym  bambusem... On 
zaczyna spiewac. Ale to zawsze jest jego piesn. 

Medytuj ze swiatlem 

Im  wiecej  bedziesz  medytowal  ze  swiatlem,  tym  bedziesz  bardziej  zaskoczony,  ze  cos 

wewnatrz zaczyna sie otwierac - jakby pak sie rozwijal i stawal sie kwiatem. 

 
Medytacja  to nic innego  jak tylko powrót  do domu,  by  nieco odpoczac wewnatrz. Nie polega na 

nuceniu jakiejs mantry, nie jest nawet modlitwa - jest po prostu powrotem do domu i odpoczynkiem. 
Nie  wedrowanie do nikad jest medytacja, samo bycie tu, gdzie jestes - nie ma innego „gdzies” - samo 
bycie tu, gdzie jestes, samo zajmowanie, tylko tej przestrzeni, w  której jestes… 

 
Medytacja  ze  swiatlem  jest  jedna  z  najstarszych  medytacji.  We  wszystkich  wiekach,  we 

wszystkich  krajach,  we  wszystkich  religiach,  podkreslano  ja  z  pewnego  powodu  -  bo  gdy 
medytujesz ze swiatlem, cos wewnatrz ciebie, co dotad bylo pakiem, zaczyna rozwijac platki. 
Sama medytacja ze swiatlem stwarza przestrzen dla tego otwarcia. 

Niech  wiec  bedzie  to  twoja  medytacja.  Gdy  tylko  masz  czas,  zamknij  oczy  -  wizualizuj 

swiatlo. Zawsze, gdy widzisz swiatlo, harmonizuj sie z nim. Nie ignoruj go. Czcij je. Moze to 
byc wschód slonca, moze to byc tylko swieczka w pokoju - badz pelen modlitwy wzgledem 
niego, a wiele zyskasz. 

Wielkie jest blogoslawienstwo, gdy czlowiek harmonizuje sie ze swiatlem. 

Tratak - technika nieruchomego patrzenia 

Gdy przez dluzszy czas  - przez pare miesiecy, godzine dziennie  - patrzysz na plomien, 

trzecie oko zaczyna doskonale funkcjonowac. 

Slowo  tratak  pochodzi  od  rdzenia,  który  oznacza  lzy  -  musisz  wiec  patrzec  na  plomien 

tak dlugo, az lzy zaczna plynac ci z oczu. Patrz bez przerwy, nie mrugaj, a trzecie oko zacznie 
wibrowac. 

Technika  nieruchomego  patrzenia  tak  naprawde  nie  dotyczy  tego,  na  co  patrzysz  - 

dotyczy  samego  patrzenia.  Bo  patrzac  nieruchomym  wzrokiem  i  nie  mrugajac  powiekami, 

background image

stajesz sie skupiony, a natura umyslu jest bycie w ciaglym ruchu. Kiedy patrzysz naprawde 
nieruchomym wzrokiem, bez zadnego ruchu, umysl musi znalezc sie w klopotach. 

Natura  umyslu  jest  przemieszczanie  sie  z  przedmiotu  na  przedmiot,  ciagly  ruch.  Gdy 

patrzysz  nieruchomo  w  ciemnosc  albo  swiatlo  albo  cos  innego,  jesli  patrzysz  naprawde 
nieruchomo, ruch umyslu ustaje. Gdyby umysl ciagle sie poruszal, nie byloby nieruchomego 
spojrzenia,  nie  zauwazalbys  przedmiotu,  na  który  patrzysz.  Gdy  umysl  powedruje  gdzies 
indziej, zapomnisz, nie zdolasz sobie przypomniec na co patrzyles. Ten przedmiot fizycznie 
bedzie, ale nie bedzie go dla ciebie, gdyz ciebie nie ma - wszedles w mysli. 

Patrzenie  bez  ruchu  -  tratak  -  oznacza  nie  pozwalanie  na  ruch  wlasnej  swiadomosci.  A 

gdy  nie  pozwalasz  umyslowi  na  ruch,  na  poczatku  walczy  on,  usilnie  walczy,  ale  gdy 
bedziesz dalej praktykowal nieruchome spojrzenie, stopniowo umysl przegrywa te walke. Na 
chwile zatrzymuje sie. A gdy umysl zatrzymuje sie, nie ma umyslu, bo umysl moze istniec 
tylko w ruchu, myslenie moze istniec tylko w ruchu. Gdy nie ma ruchu, myslenie znika, nie 
mozesz  myslec,  gdyz  myslenie  oznacza  ruch  -  poruszanie  sie  od  mysli  do  mysli.  Jest  to 
proces. 

Gdy patrzysz nieruchomo na jeden przedmiot, w pelni swiadomy i uwazny... bo mozna 

patrzec nieruchomo martwymi oczami, i wtedy mozesz myslec - tylko oczy, martwe oczy nie 
patrza. Oczami martwego czlowieka mozesz patrzec, ale twój umysl bedzie wedrowal. Nic to 
nie pomoze. Patrzenie nieruchomym wzrokiem oznacza nie tylko oczy, ale i totalnosc umyslu 
skupiona poprzez oczy. 

Obojetne  wiec  jaki  to  przedmiot  -  zalezy  -  jesli  chcesz  swiatlo,  dobrze,  jesli  chcesz 

ciemnosc,  dobrze.  Obojetne  jaki  to  przedmiot,  tak  naprawde  nie  jest  to  istotne  -  chodzi  o 
calkowite zatrzymanie umyslu w tym nieruchomym spojrzeniu, skupienie go, tak, by ustaly 
wewnetrzne  ruchy,  wiercenie  sie,  by  ustalo  wewnetrzne  chwianie.  Tylko  patrzysz,  nic  nie 
robisz. Takie glebokie patrzenie calkowicie cie zmieni. Stanie sie medytacja. 

Patrzenie w lustro 

Zamknij drzwi pokoju i postaw przed soba duze lustro. Pokój musi byc zaciemniony. A 

potem zapal swieczke przy lustrze, tak ustawiona, zeby nie bylo jej w nim widac. W lustrze 
widac tylko twoja twarz, nie plomien. Potem patrz nieruchomym wzrokiem we wlasne oczy 
w  lustrze.  Nie  mrugaj  powiekami,  jest  to  eksperyment  na  czterdziesci  minut,  a  po  dwóch, 
trzech dniach bedziesz mógl patrzec bez mrugania. 

Nawet  jesli  pojawia  sie  lzy,  niech  plyna,  ale  wytrwaj  i  nie  mrugaj  i  ciagle  patrz 

nieruchomo we wlasne oczy. Nie zmieniaj spojrzenia. Stale patrz nieruchomo w oczy, wlasne 
oczy,  a  po  dwóch,  trzech  dniach  staniesz  sie  swiadomy  bardzo  dziwnego  zjawiska.  Twoja 
twarz  zacznie  przybierac  nowe  ksztalty.  Moze  nawet  cie  to  przestraszy.  Twarz  w  lustrze 
zacznie sie zmieniac. Czasem bedzie to calkiem inna twarz, której nigdy dotad nie znales. 

Ale  tak  naprawde  wszystko  to  sa  twoje  twarze.  Teraz  umysl  podswiadomy  zaczyna 

eksplodowac.  Te  twarze,  maski,  sa  twoje.  Czasami  moze  sie  nawet  pojawic  twarz,  która 
pochodzi z któregos poprzedniego zycia. Po tygodniu nieruchomego patrzenia, czterdziesci 
minut  dziennie,  twoja  twarz  zacznie  plynac,  bedzie  przypominac  film.  Stale  bedzie 
przychodzilo i odchodzilo wiele twarzy. Po trzech tygodniach nie bedziesz pamietac, która 
twarz  jest  twoja.  Nie  bedziesz  pamietac  swojej  wlasnej  twarzy,  gdyz  widziales  tyle  twarzy 
przychodzacych i odchodzacych. 

jezeli  bedziesz  to  robic  dluzej,  pewnego  dnia,  po  trzech  tygodniach,  nastepuje  to 

najdziwniejsze - nagle w lustrze nie ma twarzy. Lustro jest puste, patrzysz w pustke. W ogóle 
nie  ma  tam  twarzy.  To  jest  ta  chwila  -  zamknij  oczy  i  wyjdz  na  spotkanie  temu,  co 

background image

nieswiadome. 

Bedziesz nagi - calkowicie nagi, taki jaki jestes. Wszystkie uludy odpadna. 

Patrz nieruchomo na istnienie Buddy 

Postaw  w  swoim  pokoju  statuetke  Buddy  i  gdy  tylko  masz  czas,  po  prostu  patrz  na  te 

statuetke. 

Posag Buddy nie zostal stworzony tylko jako wizerunek, zostal stworzony jako przedmiot 

sluzacy  do  medytacji.  Nie  przedstawia  prawdziwego  Buddy  -  on  tak  nie  wygladal.  Jest  to 
metafora.  Nie  przedstawia  fizycznych  ksztaltów  Buddy,  ale  jego  wewnetrzny  wdziek.  Nie 
mial on dokladnie takich samych ksztaltów fizycznych - takiej samej twarzy, takiego samego 
nosa i oczu - w ogóle nie o to chodzi. Nie jest to realistyczne - jest surrealistyczne. Mówi cos o 
realistycznosci poza tak zwana rzeczywistoscia, jest wiec to yantra. Przez samo patrzenie na 
niego  mozna  zapasc  w  medytacje.  Dlatego  powstaly  tysiace  posagów  buddyjskich  -  zaden 
czlowiek  nie  ma  tylu  posagów,  co  Budda.  Sa  swiatynie,  które  -  w  jednej  swiatyni  -  maja 
dziesiec tysiecy posagów Buddy, po to wlasnie, aby stworzyc atmosfere bycia w medytacji. 
Gdzie spojrzysz, widzisz Budde, wszedzie wokolo, ksztalty Buddy, istnienie Buddy, ta cisza, 
ten wdziek, te przymkniete oczy, ta nieruchoma poza, ta równowaga, ta symetria. Te posagi 
Buddy sa muzyka w marmurze, kazaniami w kamieniach. 

Shiva Netra 

Ta medytacja trzeciego oka sklada sie z dwóch czesci powtarzanych trzykrotnie - lacznie 

jest szesc czesci po 10 minut kazda. 

Czesc pierwsza - 10 minut 
Siedz idealnie nieruchomo, lagodnie skupiony wzrokiem patrz na blekitne swiatlo. 
Czesc druga - 10 minut 
Zamknij oczy i powoli i lagodnie kolysz sie z boku na bok. 

Wpusc do srodka gwiazde 

Wchodz w coraz wieksza harmonie z gwiazdami. Zawsze gdy noca sa gwiazdy, a noc jest 

przejrzysta, polóz sie na ziemi i patrz na gwiazdy. Jesli poczujesz przyciaganie do którejs z 
gwiazd, skoncentruj sie na niej. Koncentrujac sie na niej mysl o sobie jako o malym jeziorze i o 
tym, ze gleboko w tobie odbija sie ta gwiazda. Patrz wiec na te gwiazde na zewnatrz i ujrzyj 
ja odbita wewnatrz siebie. Stanie sie to twoja medytacja i wyzwoli w tobie wielka radosc. Gdy 
zharmonizujesz  sie  juz  z  nia,  mozesz  po  prostu  zamknac  oczy  i  widziec  te  gwiazde,  swoja 
gwiazde - ale najpierw musisz ja odnalezc. 

Na wschodzie jest takie podanie, ze kazdy czlowiek ma swoja gwiazde. Nie jest tak, ze 

wszystkie  gwiazdy  sa  dla  wszystkich  ludzi  -  kazdy  ma  jakas  jedna  gwiazde.  Piekne  jest  to 
podanie. 

Wracajac do medytacji - mozesz znalezc jedna gwiazde, która nalezy do ciebie, i do której 

ty nalezysz. Powstanie pewna bliskosc miedzy toba i ta gwiazda, gdyz jestesmy zbudowani 
ze swiatla, jak gwiazdy. Wibrujemy jako swiatlo, jak gwiazdy. Zawsze mozesz znalezc jakas 
gwiazde, z która czujesz sie po prostu zharmonizowany, która ma te sama dlugosc fali. To 
jest twoja gwiazda - medytuj z nia. Coraz bardziej wpuszczaj ja do siebie. Patrz na nia, potem 
zamknij  oczy  i  zobacz  ja  wewnatrz.  Otwórz  oczy  -  patrz  na  nia.  Zamknij  oczy  -  zobacz  ja 
wewnatrz.  Wkrótce  stwierdzisz,  ze  jest  ona  w  tobie.  Wtedy  zawsze,  gdy  tylko  zamkniesz 
oczy, znajdziesz ja tam. 

A gdy zaczniesz czuc ja wewnatrz, poczuj ja tuz kolo pepka - piec centymetrów ponizej 

background image

pepka.  Zlóz  ja  tam  -  skladaj  ja  tam  i  wkrótce  zaczniesz  czuc  powstajace  wewnatrz  wielkie 
swiatlo, jakby gwiazda naprawde wybuchla, i nie tylko ty to poczujesz, inni ludzie tez zaczna 
to czuc - ze twoje cialo zaczal otaczac pewien rodzaj swiatla, twoja twarz nim sie stala. Tylko 
patrz przez kilka nocy, a zdolasz odnalezc swoja gwiazde. 

Medytacja lunatyka 

Gdy nastepnym razem bedzie zblizac sie pelnia, zacznij robic to trzy dni wczesniej. Wyjdz 

na otwarta przestrzen, spogladaj na ksiezyc i zacznij sie kolysac. Czuj sie tak, jakbys wszystko 
oddal ksiezycowi - stan sie opetany. Patrz na ksiezyc, odprez sie i powiedz mu, ze jestes, i 
popros, zeby ksiezyc uczynil cokolwiek zechce. Potem, cokolwiek bedzie sie dzialo, pozwól 
na to. 

jezeli masz ochote kolysac sie, kolysz sie, a jezeli masz ochote tanczyc lub spiewac, rób to. 

Ale wszystko ma dziac sie tak, jakbys byl opetany - nie ty to robisz - to sie samo dzieje, jestes 
tylko instrumentem, na którym grana jest melodia. 

Rób  to  na  trzy  dni  przed  pelnia,  a  gdy  ksiezyc  bedzie  stawal  sie  coraz  pelniejszy, 

zaczniesz odczuwac coraz wiecej energii. Bedziesz czul sie coraz bardziej opetany. W czasie 
pelni bedziesz zupelnie szalony. Ledwie po godzinie tanczenia i szalenstwa bedziesz czul sie 
tak odprezony, jak nigdy dotad. 

Zasnij jako wszechswiat 

Siedzac  w  ciszy,  medytuj,  ze  nie  masz  granic,  ze  granice  wszechswiata  sa  twymi 

granicami.  Czuj,  jak  sie  powiekszasz,  wszystko  zawrzyj  w  tym  odczuciu  -  w  tobie  slonce 
wschodzi,  w  tobie  gwiazdy  wedruja,  drzewa  rosna  i  swiaty  pojawiaja  sie  i  znikaja  -  i  czuj 
ogromna  blogosc  w  tym  stanie  poszerzonej  swiadomosci,  i  stanie  sie  to  twoja  medytacja. 
Zawsze  wiec,  gdy  masz  czas  i  nic  nie  robisz,  po  prostu  usiadz  w  ciszy  i  poczuj,  ze  jestes 
powiekszony. Porzuc granice. Wyskocz poza granice. Na poczatku przez kilka dni wygladac 
to  bedzie  szalenie,  poniewaz  za  bardzo  przyzwyczailismy  sie  do  granic.  W  rzeczywistosci 
granic nie ma. To ograniczenie jest ograniczeniem umyslu. Poniewaz wierzymy, ze tak jest - 
tak jest. 

Odczuwaj to oceaniczne poszerzenie tak czesto, jak to mozliwe, a wkrótce zaczniesz sie z 

nim  harmonizowac.  Potem  tylko  lekki  ruch  i  juz  jest.  Co  wieczór  gdy  kladziesz  sie  spac, 
zasypiaj z  ta poszerzona swiadomoscia. Zasypiaj tak, jakby gwiazdy poruszaly sie w  tobie, 
swiaty  powstawaly  i  znikaly  w  tobie.  Zasypiaj  jako  wszechswiat.  Rankiem,  w  pierwszej 
chwili, kiedy jestes swiadomy, ze sen juz odszedl, znowu przypomnij sobie to poszerzenie i 
wyjdz  z  lózka  jako  wszechswiat.  A  takze  w  ciagu  dnia,  tak  czesto,  jak  to  tylko  mozliwe, 
przypominaj to sobie. 

Fantazja - wszystko jest nierealne 

Czasem próbuj tego w kinie. To dobra medytacja. Po prostu spróbuj pamietac, ze to, co sie 

dzieje,  jest  nierealne,  ze  jest  to  nierealne...  stale  pamietaj,  ze  to  jest  nierealne  i  ze  ekran  jest 
pusty, i bedziesz zaskoczony - na kilka sekund pamietasz, potem znowu zapominasz, znów 
staje sie to rzeczywistoscia. Zawsze gdy zapominasz sie, sen staje sie rzeczywistoscia. Zawsze 
gdy  przypomnisz  sobie  siebie  -  ja  jestem  rzeczywisty  -  potrzasnij  soba,  ekran  staje  sie 
nierzeczywisty i wszystko, co sie dzieje, staje sie nierzeczywiste. 

Medytacja w medytacji 

Noca  zgas  swiatla,  usiadz  w  lózku  i  zamknij  oczy.  Wyobraz  sobie,  ze  jestes  w  lesie... 

background image

wielkie, zielone drzewa, dzikie. Wyobraz sobie, ze tam stoisz, potem zaczynasz isc. Niech to 
dzieje  sie  samo,  niczego  nie  wymuszaj.  Nie  mów  „chcialbym  podejsc  do  drzewa”  -  nie,  po 
prostu  pozwól  sobie  na  ruch.  Gdy  bedziesz  szedl  lasem,  po  pieciu,  siedmiu  minutach 
dojdziesz do  jaskini. 

 
Medytacja jest twoja wewnetrzna natura - jest toba. Jest twoim istnieniem. Nie ma nic wspólnego 

z twoimi dzialaniami. Nie mozesz jej miec, nie mozesz jej nie miec, nie mozesz jej posiadac, nie jest ona 
rzecza - jest toba,  jest twoim istnieniem.  

 
Wszystko  czuj  w  szczególach  -  ziemie  pod  nogami,  dotknij  dlonmi  kamiennych  scian 

jaskini,  odczuj  fakture  powierzchni,  chlód.  Przy  jaskini  jest  wodospad...  Znajdz  go.  Maly 
wodospad... i dzwiek spadajacej wody. Sluchaj go, i ciszy lasu, i ptaków. Pozwól sobie na cale 
doznanie.  Potem  siadz  w  jaskini  i  zacznij  medytowac.  Jest  to  medytacja  w  medytacji.  Czy 
widziales chinskie pudelka? Pudelko w pudelku w pudelku... 

Badz zwierzeciem! 

Wieczorem zacznij taka oto medytacje. Poczuj, ze w ogóle nie jestes czlowiekiem. Wybierz 

dowolne zwierze, jakie tylko chcesz. Jesli chcesz kota - dobrze, jesli chcesz psa - dobrze... albo 
tygrysa; samca, samice, cokolwiek chcesz. Po prostu wybierz, ale potem juz nie zmieniaj. Stan 
sie tym zwierzeciem. Chodz po pokoju na czworaka i stan sie tym zwierzeciem. 

Przez pietnascie minut baw sie ta fantazja jak tylko zdolasz, jesli jestes psem, szczekaj, i 

rób to, co psy robia - i rób to naprawde! I nie kontroluj, bo pies nie moze kontrolowac tego, co 
robi.  Pies  oznacza  absolutna  wolnosc,  cokolwiek  wiec  dzieje  sie  w  tej  chwili,  rób  to.  W  tej 
chwili  nie  wlaczaj  ludzkiego  czynnika  kontrolowania.  Badz  uparcie  psem.  Przez  pietnascie 
minut wedruj po pokoju... szczekaj, skacz. 

To  pomoze.  Potrzebujesz  nieco  wiecej  zwierzecej  energii.  Jestes  zbyt  wyszukany,  zbyt 

cywilizowany, i to cie okalecza. Zbyt wiele cywilizacji jest czyms paralizujacym, jest to dobre 
w malej dawce, ale gdy jest tego zbyt wiele, jest niebezpieczne. Trzeba zawsze móc stac sie 
zwierzeciem. Twoje zwierze musi zostac uwolnione, jesli zdolasz nauczyc sie byc nieco dziki, 
znikna wszystkie twoje problemy. Zacznij od dzis - i baw sie tym. 

Badz tak negatywny jak tylko zdolasz 

Próbuj tej metody co wieczór przez 60 minut. Na 40 minut stan sie tylko negatywny - tak 

negatywny,  jak  tylko  zdolasz.  Zamknij  drzwi,  rozlóz  poduszki  w  calym  pokoju.  Wylacz 
telefon  i  powiedz  wszystkim,  aby  ci  nie  przeszkadzano  przez  najblizsza  godzine.  Na 
drzwiach powies kartke z napisem, ze przez godzine masz byc pozostawiony calkowicie w 
totalnej  samotnosci.  Wszystko  uczyn  mozliwie  najbardziej  przycmionym.  Wlacz  jakas 
przygnebiajaca  muzyke,  i  poczuj,  ze  umierasz.  Usiadz  i  odczuwaj  te  negatywnosc.  Jako 
mantre powtarzaj slowo „nie”. 

Wyobraz  sobie  sceny  z  przeszlosci  -  gdy  byles  bardzo  przygnebiony  i  zmartwialy,  i 

chciales  popelnic  samobójstwo,  i  nie  bylo  checi  zycia  -  i  przejaskraw  to.  Stwórz  cala  ta 
sytuacje wokolo siebie. Twój umysl bedzie cie rozpraszal. Powie: „Co ty robisz? Noc jest taka 
piekna, i ksiezyc jest w pelni!” Nie sluchaj umyslu. Powiedz mu, ze moze wlaczyc sie pózniej, 
ale ten czas przeznaczasz calkowicie na negatywnosc. Badz religijnie negatywny. Placz, lkaj, 
krzycz,  wrzeszcz,  klnij,  rób  wszystko,  na  co  masz  ochote,  ale  jedno  pamietaj  -  nie  stan  sie 
szczesliwy,  nie  dopusc  zadnego  szczescia,  jesli  sie  na  tym  zlapiesz,  natychmiast  daj  sobie 
klapsa! Przywróc siebie do negatywnosci i zacznij bic poduszki, walczyc z nimi, skakac. Badz 
paskudny!  I  stwierdzisz,  ze  bardzo,  bardzo  trudno  jest  byc  negatywnym  przez  tych 

background image

czterdziesci  minut.  Jest  to  jedno  z  podstawowych  praw  umyslu  -  cokolwiek  robisz 
swiadomie, nie mozesz tego robic. Ale zrób to - a gdy robisz to swiadomie, poczujesz pewne 
oddzielenie. Robisz to, ale jednak jestes swiadkiem - nie zatracasz sie w tym. Powstaje pewien 
dystans, i ten dystans jest ogromnie piekny. Ale ja nie mówie zebys stwarzal ten dystans. Jest 
on produktem ubocznym - nie musisz sie o niego martwic. 

Po  czterdziestu  minutach  nagle  wyskocz  z  negatywnosci.  Odrzuc  poduszki,  wlacz 

swiatlo, pusc jakas piekna muzyke, i przez dwadziescia minut tancz. Mów tylko „Tak! Tak! 
Tak!”  -  niech  to  bedzie  twoja  mantra.  A  potem  wez  solidny  prysznic.  Wykorzeni  to  cala 
negatywnosc  i  da  ci  nowy  przeblysk  mówienia  „tak”.  A  dotarcie  do  mówienia  „tak”  jest 
samym  sednem  religii.  Wycwiczono  nas  mówic  „nie”  -  i  tak  cale  spoleczenstwo  stalo  sie 
brzydkie. 

Zatem  oczysci  cie  to  calkowicie.  Masz  energie,  ale  wszedzie  wokól  tej  energii  masz 

negatywne  skaly,  i  one  nie  pozwalaja  jej  wydostac  sie  na  zewnatrz.  Gdy  te  skaly  zostana 
usuniete,  bedziesz  wspaniale  plynal.  To  juz  jest,  gotowe  do  wyjscia,  ale  najpierw  musisz 
wejsc  gleboko  w  negatywnosc.  Bez  glebokiego  wejscia  w  „nie”  nikt  nie  moze  dotrzec  do 
szczytu „tak”. Musisz zaczac mówic „nie” potem „tak” samo z tego wyniknie. 

„Tak, tak, tak” 

Uczyn  mantre  ze  slowa  „tak”.  Co  noc,  zanim  pójdziesz  spac,  powtarzaj  „tak,  tak”  i 

zharmonizuj sie z nim - kolysz sie w jego rytm, niech ogarnie ono cale twoje istnienie, od stóp 
do  glowy.  Niech  cie  przeniknie.  Powtarzaj  „tak,  tak,  tak”.  Niech  przez  dziesiec  minut 
wieczorem  bedzie  to  twoja  modlitwa,  a  potem  idz  spac.  A  wczesnym  rankiem  znów 
przynajmniej  na  trzy  minuty  siadz  w  lózku.  Pierwsza  rzecza,  która  masz  robic,  jest 
powtarzanie  „tak”  i  wejscie  w  to  odczucie.  W  ciagu  dnia,  gdy  tylko  zaczniesz  odczuwac 
negatywnosc, natychmiast zatrzymaj sie na swej drodze. Jesli mozesz wypowiedziec na glos 
„tak, tak” - dobrze. Jesli nie, przynajmniej w sobie mozesz mówic „tak, tak”. 

Krótkie, ostre drgniecie 

Wylacz  swiatlo  i  stan  w  ciemnosci.  Potem  zacznij  drzec,  poczawszy  od  glowy,  sama 

glowa. Baw sie tym drzeniem i poczuj jak je odczuwasz wewnatrz. Potem zacznij trzasc górna 
czescia ciala - glowa, rekami, tulowiem - nie trzas dolna czescia. 

Gdy  to  poczujesz  i  bawisz  sie  tym,  zacznij  potrzasac  dolna  czescia.  Gdy  to  poczujesz  i 

bedzie cie to bawilo,  potrzasaj  calym cialem.  A  wiec  trzy czesci  - w pierwszej glowa,  sama 
glowa, w drugiej tulów, w trzeciej cale cialo. 

Zacznij od glowy, gdyz na poczatku tam poczujesz to znacznie latwiej - bo swiadomosc 

jest bardzo blisko i bycie swiadkiem jest latwiejsze - i baw sie tym. 

Gdy  drzysz  juz  calym  cialem,  znajdz  taka  poze  ciala,  która  zdaje  sie  miec  najwiecej 

wdzieku,  w  której  czujesz,  ze  jestes  bardzo,  bardzo  piekny.  Po  trzech  minutach  przyjmij  te 
poze... moze to byc dowolna poza - rece uniesione, cialo pochylone w przód albo na bok, albo 
jakkolwiek - i stan w niej nieruchomo na cztery minuty. 

Jest  to  medytacja  na  dziesiec  minut  -  jedna  minuta  trzesienia  glowa,  dwie  minuty 

trzesienia tulowiem, trzy minuty trzesienia calym cialem i cztery minuty samego bezruchu, 
tak, jakbys stal sie posagiem. 

Wejdz  w  odczucia  wszystkich  czterech  czesci.  Gdy  drzysz,  czuj  pobudzenie  energii... 

potem cale cialo staje sie wirem energii, cyklonem. Odczuj to - jakbys znajdowal sie w samym 
cyklonie.  A  potem  nagle  zatrzymaj  sie  w  bezruchu  i  badz  posagiem  -  wtedy  poczujesz 
centrum. Zatem do centrum docierasz poprzez cyklon. 

background image

Zdejmij pancerz 

Gdy  wieczorem  kladziesz  sie  spac,  zdejmij  ubranie,  a  zdejmujac  je  wyobraz  sobie,  ze 

zdejmujesz nie tylko ubranie, zdejmujesz tez swój pancerz. Zrób to naprawde. Zdejmij go i 
odetchnij  gleboko  -  a  potem  zasnij  bez  pancerza,  gdy  nic  nie  masz  na  ciele  i  nic  cie  nie 
ogranicza. 

„Oh” 

Przed  polozeniem  sie  do  lózka  wylacz  swiatla,  usiadz  w  lózku,  zamknij  oczy  i  gleboko 

wydychaj  powietrze  ustami  wydajac  dzwiek  „oh”.  Brzuch  zostaje  wciagniety  powietrze 
wychodzi  na  zewnatrz,  a  ty  twórz  dzwiek  „oh”.  Pamietaj  -  nie  mówie  „aum”  mówie  tylko 
„oh”. Stanie sie on „aum” automatycznie, nie musisz z niego robic „aum”. Wtedy bedzie to 
falszywe. Stwarzaj tylko dzwiek „oh”. 

Bedziesz odprezal sie coraz bardziej, a twój sen bedzie mial inne wlasciwosci - zupelnie 

inne.  A  twój  sen  trzeba  zmienic.  Dopiero  wtedy  mozesz  stac  sie  bardziej  czujny  i  uwazny. 
Zaczniemy wiec od zmieniania snu. 

Gdy wydychasz tylko ustami, stwarzajac dzwiek „oh” i czujesz, ze dalszy wydech nie jest 

mozliwy, gdy oddech juz wyszedl, zatrzymaj sie na chwile. Nie wdychaj, nie wydychaj. Stop! 
W  tym  zatrzymaniu  jestes  boskoscia.  W  tym  zatrzymaniu  nic  nie  robisz,  nawet  nie 
oddychasz. W tym zatrzymaniu jestes w oceanie. Czas nie istnieje, bo czas porusza sie wraz z 
oddechem.  Wyglada  to  tak,  jakby  razem  z  toba  zatrzymala  sie  cala  egzystencja.  W  tym 
zatrzymaniu  mozesz  stac  sie  czujny  najglebszych  zródel  swego  istnienia  i  energii.  Wiec  na 
jedna chwile - stop. 

Potem wez wdech przez nos. Ale nie czyn zadnych wysilków by dokonac tego wdechu. 

Pamietaj  -  dokladaj  wszelkich  staran  z  wydechem,  ale  nie  rób  zadnych  wysilków  dla 
dokonania wdechu. Po prostu pozwól cialu wdychac. Tylko rozluznij swoje napiecia, i niech 
cialo samo dokona wdechu. Ty niczego nie robisz. 

Zycie  samo  oddycha,  samo  wedruje  wlasna  droga,  jest  rzeka  -  ty  niepotrzebnie  je 

popychasz. Zobaczysz, ze cialo dokonuje wdechu. Twój wysilek nie jest potrzebny twoje ego 
nie jest potrzebne, ty nie jestes potrzebny. Po prostu stan sie obserwatorem. Po prostu zobacz 
jak cialo dokonuje wdechu. Odczujesz gleboka cisze. 

Gdy  cialo  dokona  pelnego  wdechu,  znów  na  chwile  zatrzymaj  sie.  Znów  obserwuj.  Te 

dwie chwile sa totalnie rózne. Gdy calkowicie wydychales i zatrzymales sie, to zatrzymanie 
przypomina smierc. Gdy totalnie wdychales i zatrzymales sie, to zatrzymanie jest kulminacja 
zycia. Pamietaj - wdech jest odpowiednikiem zycia, wydech jest odpowiednikiem smierci. 

Odczuj to! Poczuj obie te chwile. To dlatego mówie, bys dwakroc sie zatrzymal - raz gdy 

dokonales wydechu, a potem znów, po wdechu - bys mógl odczuc i zycie i smierc. Gdy juz 
poznasz, ze „to” jest zycie, a „to” jest smierc, wykroczyles ponad jedno i drugie. 

Swiadek nie jest ani zyciem ani smiercia. Swiadek nigdy sie nie rodzi i nigdy nie umiera. 

Tylko cialo umiera - mechanizm. Ty stajesz sie tym trzecim. 

Rób te medytacje przez 20 minut, a potem polóz sie i zasnij. 

Medytacja zycia i smierci 

Wieczorem, nim pójdziesz spac, zrób te pietnastominutowa medytacje, jest to medytacja 

smierci.  Polóz  sie  i  odprez  cialo.  Poczuj  jak  umierasz  i  ze  nie  mozesz  poruszyc  ciala,  gdyz 
jestes martwy. Stwórz poczucie, ze znikasz z ciala. Rób to przez dziesiec, pietnascie minut, a 
w ciagu tygodnia zaczniesz to odczuwac. Tak medytujac, zasnij. Nie przerywaj tego. Niech ta 
medytacja zamieni sie w sen, a gdy sen cie ogarnie, wejdz w niego. 

background image

Rano,  w  chwili,  gdy  poczujesz,  ze  jestes  juz  przebudzony  -  nie  otwieraj  oczu  -  rób 

medytacje zycia. Poczuj, ze stajesz sie coraz bardziej zywy, ze zycie powraca i cale cialo pelne 
jest zywotnosci i energii. Zacznij sie poruszac, z zamknietymi oczami kolysz sie w lózku. Po 
prostu poczuj jak zycie plynie w tobie. Poczuj, ze to cialo ma w sobie wielka, plynaca energie 
-  dokladne  przeciwienstwo  medytacji  smierci.  Zatem  medytacja  smierci  wieczorem,  przed 
zasnieciem, i medytacja zycia tuz przed wstaniem z lózka. 

Przy medytacji zycia mozesz gleboko oddychac. Poczuj sie pelny energii... zycie wchodzi 

razem  z  oddechem.  Poczuj  sie  pelny  i  bardzo  szczesliwy,  zywy.  Potem,  po  pietnastu 
minutach, wstan. 

Butelka ze smoczkiem 

Co wieczór, przed snem, wez butelke, butelke z mlekiem dla dzieci, wlóz smoczek do ust. 

Zwin sie w klebek, jak male dziecko, i zacznij ssac piers. Cos w glebi ciebie zostanie bardzo 
zaspokojone. 

W obliczu wlasnych leków 

Osho dal kilka technik, które moga pomóc nam w przyjrzeniu sie lekowi bez wzgledu na 

to, w jakiej postaci wyplynie on na powierzchnie - i zaakceptowaniu go. 

Wejdz w swój lek 

Co  wieczór  przez  czterdziesci  minut  przezywaj  swój  lek.  Po  prostu  usiadz  w  pokoju, 

wylacz swiatlo, i zacznij sie bac. Mysl o wszelkich mozliwych strasznych rzeczach, duchach i 
demonach,  o  czymkolwiek,  co  mozesz  sobie  wyobrazic.  Stwórz  je,  wyobraz  sobie,  ze 
wszystkie  zle  moce  tancza  wokól  ciebie  i  próbuja  cie  pochwycic.  Naprawde  stan  sie 
poruszony swoja wlasna wyobraznia i wejdz w ekstremum wyobrazni - zabijaja cie, usiluja 
cie zgwalcic, dusza cie. I nie jedna czy dwie postacie - mnóstwo, z kazdej strony cos ci robia. 
Wejdz w ten lek najglebiej jak to mozliwe i cokolwiek sie dzieje, przejdz przez to. 

I drugie - w ciagu dnia, albo o dowolnej innej porze, gdy tylko pojawia sie lek, akceptuj 

go.  Nie  odrzucaj  go.  Nie  mysl,  ze  jest  to  cos  zlego,  co  musisz  pokonac  -  jest  to  cos 
naturalnego. Gdy go zaakceptujesz i wyrazisz go wieczorem, wszystko zacznie sie zmieniac. 

 
Wszystkie  medytacje  które  tu  robisz  to  nic  innego,  jak  tylko  starania  sluzace  przerwaniu  twego 

snu. 

 

Wejdz w swoja pustke 

Dopilnuj, by co wieczór przed polozeniem sie do snu, zamknac oczy i na 20 minut wejsc 

we wlasna pustke. Zaakceptuj ja, niech trwa. Powstaje lek - niech i on trwa. Drzyj z leku, ale 
nie  odrzucaj  tej  przestrzeni,  która  sie  rodzi.  W  ciagu  dwóch,  trzech  tygodni  poczujesz  jej 
piekno, poczujesz jej blogoslawienstwo. Gdy juz dotkniesz tego blogoslawienstwa, lek sam z 
siebie  zniknie.  Nie  walcz  z  nim.  W  ciagu  trzech  tygodni,  pewnego  dnia,  stwierdzisz 
powstanie takiego blogoslawienstwa, takiego naplywu energii, takiej radosnej cechy swojego 
istnienia, jakby noc sie skonczyla i slonce pojawilo sie na horyzoncie. 

Wejdz z powrotem do lona matki 

Zanim pójdziesz spac, usiadz w lózku, usiadz w wygodnej pozycji i zamknij oczy. Czuj 

jak  cialo  sie  odpreza...  Jesli  cialo  zacznie  pochylac  sie  do  przodu,  pozwól  na  to  -  moze 
pochylac  sie  do  przodu.  Moze  bedzie  chcialo  przyjac  pozycje  dziecka  w  lonie  matki,  jesli 

background image

masz taka chec, po prostu przyjmij pozycje dziecka w lonie matki, stan sie malym dzieckiem 
w lonie matki. 

Potem  sluchaj  swego  oddychania,  niczego  innego.  Po  prostu  tego  sluchaj  -  oddech 

wchodzi,  oddech  wychodzi,  oddech  wchodzi,  oddech  wychodzi.  Nie  mówie,  ze  masz  tak 
mówic - tylko odczuwaj jak on wchodzi, a gdy wychodzi, odczuwaj jak wychodzi. 

Po prostu to odczuwaj, a w tym odczuciu doznasz powstawania ogromnej ciszy i jasnosci. 
Jest  to  praktyka  na  dziesiec  do  dwudziestu  minut  -  minimum  dziesiec,  maksimum 

dwadziescia - potem polóz sie spac. 

 
Tylko medytacja moze zneutralizowac twoje uwarunkowania. 
 

Wypuszczanie z siebie glosów 

Gdy  twoja  energia  zostanie  uwolniona  w  medytacji,  znajdzie  sobie  wiele  róznych 

sposobów  ekspresji.  Zalezy  to  od  talentów  jakimi  dysponujesz,  jesli  jestes  malarzem  i 
medytacja  uwolni  energie,  bedziesz  wiecej  malowal  bedziesz  malowal  jak  szalony, 
zapomnisz  o  wszystkim,  o  calym  swiecie.  Cala  twoja  energia  zostanie  wprowadzona  w 
malowanie. Jesli jestes tancerka, medytacja uczyni cie tancerka o bardzo wielkiej glebi. Zalezy 
to  od  mozliwosci,  talentu,  indywidualnosci,  osobowosci.  Dlatego  nikt  nie  wie  co  sie  stanie. 
Czasem  nastepuja  nagle  zmiany.  Ktos,  kto  byl  bardzo  cichy,  kto  nigdy  nie  byl  gadatliwy, 
nagle staje sie gadatliwy. Moze bylo to tlumione, moze nigdy nie pozwalano mu mówic. Gdy 
energia narasta i wyplywa, moze on zaczac mówic. 

Co wieczór, przed snem, na czterdziesci minut siadz twarza do sciany i zacznij mówic - 

mów glosno. Baw sie tym... badz w tym. Gdy stwierdzisz, ze przemawiaja dwa glosy, mów 
jednym  i  drugim.  Wspieraj  jeden,  potem  odpowiedz  drugim  i  zobacz  jak  tworzysz  piekny 
dialog. 

Nie  próbuj  tym  manipulowac  -  bo  nie  mówisz  do  kogos  innego.  Jesli  ma  to  byc 

zwariowane,  niech  takie  bedzie.  Nie  próbuj  niczego  wycinac  czy  cenzurowac,  poniewaz 
wtedy  caly  sens  zostaje  zatracony.  Rób  to  co  najmniej  dziesiec  dni.  Wlóz  w  to  cala  swa 
energie. 

Gibberish 

Jest  to  bardzo  katarktyczna  technika,  wyzwalajaca  ekspresyjne  ruchy  ciala.  Nalezy  ja 

odróznic od lagodnej Devavani opisanej dalej. 

W  samotnosci  albo  w  grupie  zamknij  oczy  i  zacznij  wypowiadac  slowa  nie  majace 

zadnego  znaczenia  -  paplanina.  Na  pietnascie  minut  wejdz  totalnie  w  paplanine.  Pozwól 
sobie wyrazic wszystko, co w tobie potrzebuje byc wyrazone. Wyrzuc wszystko na zewnatrz. 
Umysl  mysli  -  zawsze  -  slowami.  Paplanina  pomaga  przelamac  ten  wzorzec  ciaglej 
werbalizacji. Nie tlumiac mysli, mozesz je wyrzucic - w paplaninie. Niech twoje cialo takze 
zachowuje sie ekspresyjnie. 

Potem  przez  15  minut  lez  na  brzuchu  i  czuj  zlaczenie  z  matka-Ziemia.  Przy  kazdym 

wydechu odczuwaj, ze laczysz sie z podlozem pod soba. 

Modlitwa 

Nie  ma  nikogo,  kto  by  wysluchiwal  twoich  modlitw.  Twoja  modlitwa  jest  po  prostu 

monologiem  -  modlisz  sie  do  pustego  nieba.  Nikt  nie  wynagrodzi  cie  za  twoje  modlitwy  - 
pamietaj o tym. jezeli naprawde poznasz czym jest modlitwa, sama w sobie modlitwa staje 
sie nagroda. Nie ma  nikogo, kto by cie wynagrodzil  - tej nagrody nie ma  w przyszlosci, w 

background image

jakims zyciu po smierci. 

Ale modlenie sie samo w sobie jest tak pieknym zjawiskiem, ze kogo obchodzi przyszlosc 

i kogo obchodzi jakas nagroda? To chciwosc - ta mysl o nagrodzie. Modlitwa sama w sobie 
jest  takim  swietowaniem,  przynosi  taka  wielka  radosc  i  ekstaze,  ze  czlowiek  modli  sie  dla 
samej  modlitwy.  Czlowiek  nie  modli  sie  powodowany  lekiem  i  czlowiek  nie  modli  sie 
powodowany chciwoscia. Czlowiek modli sie, poniewaz to go cieszy. Nawet nie przejmuje 
sie tym, czy Bóg istnieje, czy nie. 

Gdy cieszysz sie tancem, nie pytasz czy Bóg istnieje, czy nie. Gdy cieszysz sie tancem, po 

prostu tanczysz - nie obchodzi cie czy ktos patrzy na ten taniec z nieba, czy nie. Nie obchodzi 
cie czy gwiazdy i slonce i ksiezyc maja cie wynagrodzic za twój taniec, czy nie. Taniec sam w 
sobie jest wynagrodzeniem. Jesli kochasz spiewanie, spiewaj - nie chodzi o to, czy ktos slucha, 
czy nie. 

Tak  samo  jest  z  modlitwa,  jest  ona  tancem,  jest  piesnia  -  jest  muzyka,  jest  miloscia. 

Cieszysz sie nia i na tym koniec. Modlitwa jest srodkiem i modlitwa jest celem. Cel i srodek 
nie sa czyms odrebnym - dopiero wtedy poznajesz co to jest modlitwa. 

Mówiac  „modlitwa”,  mam  na  mysli  otwarcie  na  Boga.  Nie  chodzi  o  to,  ze  musisz  cos 

mówic, nie chodzi o to, ze musisz o cos prosic - samo otwarcie, takie, ze jesli On chce cos ci 
dac,  jestes  gotowy.  Glebokie  wyczekiwanie,  ale  bez  pragnienia  -  tego  ci  wlasnie  potrzeba. 
Usilne  wyczekiwanie  -  jakby  w  kazdej  chwili  cos  mialo  sie  stac.  Porusza  cie  mozliwosc 
dotkniecia tego nieznanego, ale nie masz zadnego pragnienia. Nie mówisz, ze cos powinno 
sie stac albo, ze nie powinno sie stac. Gdy zaczynasz zadac, modlitwa zostaje zepsuta. 

Gdy  nie  zadasz,  gdy  po  prostu  pozostajesz  w  ciszy,  ale  otwarty,  gotowy  isc 

dokadkolwiek, gotowy nawet umrzec, gdy po prostu jestes w stanie przyjmowania, biernym, 
z radoscia witajacym stanie - wtedy dzieje sie modlitwa. 

Modlitwa nie jest czyms, co mozna robic - nie ma nic wspólnego z dzialaniem. Nie jest to 

jakies dzialanie czy jakas aktywnosc - jest to pewien stan umyslu. 

Jesli  chcesz  mówic,  mów,  ale  pamietaj  -  twoje  mówienie  nie  wplynie  na  egzystencje. 

Wplynie  na  ciebie,  i  to  moze  bedzie  dobre,  ale  modlitwa  nie  zmieni  umyslu  Boga.  Moze 
zmienic  ciebie,  ale  jezeli  cie  nie  zmienia,  jest  tylko  wybiegiem.  Mozesz  modlic  sie  calymi 
latami, ale jesli to cie nie zmienia, porzuc to, wyrzuc to, sa to smieci  - nie nos tego dalej ze 
soba. 

Modlitwa  nie  zmieni  Boga.  A  ty  zawsze  myslisz,  ze  jesli  sie  pomodlisz,  Bóg  zmieni 

zdanie. Ze bedzie ci bardziej sprzyjal, skloni sie bardziej na twoja strone. Nie ma nikogo, kto 
by cie sluchal. To rozlegle niebo nie potrafi sluchac. To rozlegle niebo moze byc z toba tylko 
wtedy, gdy ty jestes z nim - nie ma innej mozliwosci modlitwy. 

Mówie  takze,  zeby  modlic  sie,  ale  modlenie  sie  powinno  byc  jedynie  zjawiskiem 

energetycznym - nie zjawiskiem typu wierny-Bóg, ale zjawiskiem energetycznym. 

Medytacja modlitwy 

Najlepiej  jest  praktykowac  te  modlitwe  wieczorem,  w  zaciemnionym  pokoju,  i 

natychmiast potem polozyc sie spac. Mozna tez robic to rano, ale potem trzeba przeznaczyc 
pietnascie  minut  na  wypoczynek.  Ten  wypoczynek  jest  konieczny,  w  przeciwnym  razie 
bedziesz sie czul jak pijany, otepialy. 

To zlaczenie z energia jest modlitwa. To cie zmienia. A gdy ty sie zmieniasz, zmienia sie 

cala egzystencja. 

Wznies  obie  rece  ku  niebu,  wnetrzem  dloni  zwrócone  do  góry,  glowe  trzymaj 

wyprostowana  i  po  prostu  odczuwaj  plynaca  w  sobie  egzystencje.  Gdy  energia  bedzie 

background image

splywac wzdluz ramion, poczujesz delikatne drzenie - badz jak lisc na wietrze, drzyj. Pozwól 
na  to,  pomóz  temu.  Potem  niech  cale  cialo  -  wibruje  ta  energia,  i  pozwól,  by  dzialo  sie 
wszystko to, co sie dzieje. 

Odczujesz  nastepnie  plyniecie  do  ziemi.  Ziemia  i  niebo,  na  górze  i  na  dole,  yin  i  yang, 

element  meski  i  zenski  -  unosisz  sie,  wtapiasz  sie,  calkowicie  sie  porzucasz.  Nie  ma  cie. 
Stajesz  sie  jednoscia...  stapiasz  sie  w  jednosc.  Po  dwóch,  trzech  minutach,  albo  wtedy,  gdy 
poczujesz  sie  calkowicie  napelniony,  pochyl  sie  ku  ziemi  i  pocaluj  ja.  Stan  sie  srodkiem, 
poprzez który boska energia laczy sie z energia ziemska. 

Te  dwa  etapy  nalezy  powtórzyc  jeszcze  szesc  razy,  aby  kazda  czakra  mogla  zostac 

odblokowana. Mozna robic to wieksza ilosc razy, ale jezeli zrobisz mniej, mozesz poczuc sie 
niespokojny i nie bedziesz mógl zasnac. 

W tym stanie modlitwy wejdz w sen. Po prostu zasnij, a ta energia bedzie z toba. Bedziesz 

z nia plynal, zasypial. Bardzo to pomoze, poniewaz ta energia otaczac cie bedzie przez cala 
noc  i  dalej  bedzie  dzialala.  Rankiem  poczujesz  sie swiezszy  niz  kiedykolwiek  dotad.  Nowe 
elan,  nowe  zycie  zacznie  cie  przenikac,  i  przez  caly  dzien  bedziesz  czul  sie  pelen  nowej 
energii - nowego tetnienia, nowej piesni w twym sercu, i nowego tanca w twym kroku. 

Latihan 

Stan  w  rozluznionej  pozycji  i  czekaj  na  Boga,  na  Calosc,  aby  zaczely  w  tobie  dzialac. 

Potem w nastroju glebokiej modlitwy rób to, co tylko chcesz robic - Twoja wola” - i po prostu 
odprez sie. 

Przypomina  to  sytuacje  powstawania  pisma  automatycznego.  Ludzie  tylko  trzymaja 

pióro w dloni i czekaja. Nagle jakas energia zawlada ich reka i dlon zaczyna sie poruszac. Sa 
zaskoczeni - ich wlasna dlon  porusza sie, a to nie oni nia poruszaja! Czekaj wlasnie w taki 
sposób, a po trzech, czterech minutach nagle stwierdzisz, ze do ciala dochodzi kilka drzen, i 
energia w ciebie wstepuje. Nie przestrasz sie - bo to jest bardzo pelne leku. Ty tego nie robisz. 
W istocie rzeczy jestes jedynie swiadkiem - to dzieje sie samo. 

 
Tylko medytacja moze zabic umysl - nic innego. 
 
Wejdz  w  to.  Cialo  zacznie  przybierac  wiele  pozycji  -  poruszac  sie,  tanczyc,  kolysac  sie, 

drzec,  trzasc  sie  -  wiele  rzeczy  bedzie  sie  dzialo.  Pozwalaj  na  to,  nie  tylko  pozwalaj,  ale  i 
wspóldzialaj. Wtedy dojdziesz dokladnie do tego, co nazywamy sahaj yoga. 

Latihan nie jest niczym nowym. To slowo jest nowe. Subud nie jest niczym nowym, jest to 

jedynie  nowa  odmiana  sahaj  yogi  -  jogi  spontanicznej.  Wszystko  pozostawiasz  temu,  co 
boskie,  bo  umysl  jest  sprytny.  Wkrótce  zobaczysz  róznice,  gdyz  ty  bedziesz  tylko 
obserwatorem.  Bedziesz  zaskoczony,  poniewaz  twoja  dlon  bedzie  sie  poruszala,  a  ty  jej  w 
ogóle  nie  bedziesz  poruszal.  Po  kilku  dniach  odprezania  sie  w  tym,  nawet  gdy  bedziesz 
chcial przestac, nagle nie bedziesz w stanie tego dokonac - stwierdzisz, ze jestes opetany. 

Dlatego  trzeba  na  poczatku  modlic  sie  mówiac:  „Przez  dwadziescia  minut  zawladnij 

moim  istnieniem  i  rób  wszystko,  co  chcesz  robic  -  badz  wola  Twoja,  przyjdz  królestwo 
Twoje”.  Niech  bedzie  takie  nastawienie,  a  ty  po  prostu  odprez  sie.  Bóg  zacznie  w  tobie 
tanczyc i bedzie przybieral wiele róznych pozycji. Potrzeby ciala zostana zaspokojone, ale nie 
tylko to - cos wyzszego niz cialo, wiekszego niz cialo, jakies glebokie potrzeby swiadomosci, 
zostana zaspokojone. 

Medytacja Gourishankar 

Technika  ta  sklada  sie  z  czterech  czesci  trwajacych  po  15  minut  kazda.  Pierwsze  dwie  czesci 

background image

przygotowuja  medytujacego  do  spontanicznego  latihanu  czesci  trzeciej.  Osho  stwierdzil,  ze  gdy  w 
pierwszej czesci oddycha sie prawidlowo, dwutlenek wegla powstaly we krwi sprawi, ze poczujesz sie, 
jakbys wzlecial na wysokosc Gourishankar (Mount Everest). 

Czesc pierwsza - 15 minut 
Usiadz  z  zamknietymi  oczami.  Nabierz  powietrze  gleboko  nosem,  napelnij  pluca. 

Wstrzymaj oddech na tak dlugo, jak tylko zdolasz, potem lagodnie wykonaj wydech ustami i 
zatrzymaj pluca puste tak dlugo, jak tylko zdolasz. Oddychaj tak przez cala pierwsza czesc. 

Czesc druga - 15 minut 
Powróc do normalnego oddychania i lagodnie patrz nieruchomym wzrokiem na plomien 

swiecy lub migocace blekitne swiatlo. Cialo pozostaje nieruchome. 

Czesc trzecia - 15 minut 
Wstan  i  z  zamknietymi  oczami  pozwól  cialu  na  rozluznienie  i  otwarcie.  Poczujesz,  ze 

subtelne  energie  poruszaja  cialem  poza  twa  zwykla  kontrola.  Pozwól,  by  latihan  dzial  sie 
sam.  To  nie  (y  wykonujesz  te  ruchy  -  niech  ruchy  dzieja  sie  same  z  siebie,  lagodnie  i  z 
wdziekiem. 

Czesc czwarta - 15 minut 
Polóz sie z zamknietymi oczami, wyciszony i nieruchomy. 
Pierwsze  trzy  czesci  powinny  byc  wykonywane  przy  akompaniamencie  równego, 

miarowego rytmu, najlepiej polaczonego z kojaca muzyka w tle. Ten rytm powinien byc, o ile 
to  mozliwe,  siedem  razy  czestszy  od  bicia  serca.  Jesli  to  mozliwe,  nalezy  tez  podlaczyc 
migajace w takim samym rytmie  swiatlo. 

Medytacja Devavani 

Devavani  -  to  Boski  Glos  przemawiajacy  przez  medytujacego,  który  staje  sie  pustym 

naczyniem,  kanalem.  Medytacja  ta  jest  latihanem  jezyka.  Odpreza  umysl  swiadomy  tak 
gleboko, ze gdy jest wykonywana jako ostatnia czynnosc wieczorem, z pewnoscia zakonczy 
sie glebokim snem. Obejmuje cztery czesci po 15 minut kazda. Caly czas miej oczy zamkniete. 

Czesc pierwsza - 15 minut 
Usiadz w ciszy, najlepiej w tle lagodnej muzyki. 
 
Noca - dokladnie odwrotnie jak o poranku - badz zupelnie nieswiadomy; niczym sie nie przejmuj. 

Noc nadeszla, slonce zaszlo, teraz wszystko wkracza w nieswiadomosc. Wejdz w nieswiadmosc. 

 
Czesc druga -  15 minut 
Zacznij tworzyc dzwieki nie majace zadnego sensu, na przyklad „la... la... la” i rób to tak 

dlugo, az zaczna pojawiac sie takie dzwieki, których nie znasz. Dzwieki te powinny przyjsc z 
tej nieznajomej czesci mózgu, która byla uzywana gdy byles dzieckiem, zanim nauczyles sie 
slów. Pozwól na lagodna, konwersacyjna intonacje  - nie placz, ani nie krzycz, nie smiej sie, 
ani nie wrzeszcz. 

Czesc trzecia - 15 minut 
Wstan i mów dalej, pozwalajac cialu na lagodne poruszanie sie w harmonii z dzwiekami. 

Gdy cialo jest odprezone, subtelne energie wywolaja latihan poza twoja kontrola. 

Czesc czwarta - 15 minut  
Polóz sie, badz wyciszony i nieruchomy. 
Jedynym,  co  nalezy  pamietac,  jest  to,  ze  te  dzwieki  czy  slowa  nie  moga  nalezec  do 

zadnego znanego ci jezyka, jesli znasz angielski, niemiecki i wloski, nie powinny pochodzic z 
wloskiego, niemieckiego czy angielskiego. Moze to byc kazdy inny jezyk, którego nie znasz - 
tybetanski, chinski, japonski! A jesli znasz japonski, nie wolno go uzywac - wtedy wloski jest 

background image

doskonaly!  Mów  kazdym  jezykiem,  którego  nie  znasz.  Tylko  pierwszego  dnia  przez  kilka 
chwil  bedziesz  mial  klopot,  bo  jak  masz  mówic  jezykiem,  którego  nie  znasz?  Mozna  tak 
mówic,  a  gdy  to  sie  zacznie,  przyjda  slowa,  slowa  bez  zadnego  sensu,  które  maja  tylko 
odsunac swiadomosc i pozwolic nieswiadomosci na mówienie. 

Gdy przemawia nieswiadomosc, nieswiadomosc nie zna zadnego jezyka, jest to bardzo, 

bardzo  stara  metoda.  Pochodzi  ze  Starego  Testamentu.  W  tamtych  czasach  nazywano  ja 
glosolalia.  Niektóre  koscioly  w  Ameryce  nadal  ja  wykorzystuja.  Nazywaja  to  „mówieniem 
jezykami”. A jest to wspaniala metoda, jedna z najglebszych i najbardziej przenikajacych do 
nieswiadomosci. 

Nie  czyn  tego  goraczkowym,  niech  bedzie  to  gleboka,  gleboka  energia  dajaca  dobre 

samopoczucie,  odzywienie,  lekkosc.  Ciesz  sie,  kolysz  sie,  jesli  chcesz  tanczyc  -  tancz.  Ale 
wszystko  musi  byc  z  wielkim  wdziekiem  -  o  tym  musisz  pamietac.  Nie  moze  stac  sie 
katarktyczne. 

Milosc 

Medytacja to zapadniecie sie w serce, a gdy zapadasz sie w serce, powstaje milosc. Milosc 

zawsze przychodzi po medytacji, i odwrotna sytuacja tez jest prawdziwa, jesli zakochasz sie, 
przyjdzie  medytacja.  Istnieja  one  razem.  Sa  jedna  forma  energii,  nie  dwiema.  Medytuj,  a 
staniesz sie wielkim kochankiem, wokól ciebie plynac bedzie wielka milosc, bedziesz tryskal 
nadmiarem  milosci  -  albo  zacznij  od  zakochania  sie,  a  znajdziesz  te  ceche  swiadomosci, 
nazywana medytacja, w której znikaja mysli, w której myslenie nie przycmiewa juz twojego 
istnienia,  w  której  nie  ma  juz  tej  mgly  snu,  która  cie  otacza.  Nadszedl  ranek,  jestes 
przebudzony, stales sie budda. 

Iluzoryczna milosc zniknie... 

Kiedy  wyruszasz  na  wewnetrzna  pielgrzymke,  energie  zwracaja  sie  do  wewnatrz  -  te 

same  energie,  które  poruszaly  sie  na  zewnatrz  -  i  nagle  stwierdzasz,  ze  jestes  samotny  jak 
wyspa.  Powstaje  problem,  bo  tak  naprawde  nie  interesuje  cie  bycie  z  kimkolwiek  w 
jakiejkolwiek relacji. Bardziej interesuje cie bycie soba, a wszelkie relacje z ludzmi wygladaja 
jak  uzaleznienie,  zwiazanie.  Ale  jest  to  faza  przejsciowa  -  nie  czyn  z  niej  trwalego 
nastawienia.  Wczesniej  czy  pózniej,  gdy  znowu  bedziesz  wewnetrznie  ustabilizowany, 
bedziesz  mial  nadmiar  energii  i  znowu  bedziesz  chcial  wejsc  w  jakas  relacje  z  innym 
czlowiekiem. 

Dlatego, gdy umysl po raz pierwszy staje sie medytujacy, milosc przypomina niewole, i w 

pewnej mierze jest to prawda, bo umysl, który nie jest medytujacy, nie moze byc prawdziwie 
w milosci. Ta milosc jest falszywa, iluzoryczna - bardziej przypomina zadurzenie, mniej jest 
miloscia.  Ale  dopóki  nie  nastapi  ta  rzeczywista  milosc,  nie  masz  nic,  z  czym  móglbys  to 
porównac.  Dlatego,  gdy  zaczyna  sie  medytacja,  milosc  iluzoryczna  stopniowo,  stopniowo 
rozplywa  sie,  znikal.  Nie  zniechecaj  sie  -  to  po  pierwsze.  A  po  drugie  -  nie  czyn  z  tego 
jakiegos trwalego nastawienia. Takie sa te dwie mozliwosci. 

 

Sa dwie drogi odkrywania. Jedna jest medytacja - bez innego czlowieka poszukujesz glebi. Druga 

jest milosc - razem z innym czlowiekiem poszukujesz glebi. 

 
Jesli sie zniechecisz, bo twoje zycie w milosci znika, a ty kurczowo sie go trzymasz, stanie 

sie  to  przeszkoda  w  wewnetrznej  podrózy.  Zaakceptuj  to  -  ze  teraz  ta  energia  poszukuje 
nowej sciezki i przez pare dni nie bedzie jej dla ruchu na zewnatrz, dla aktywnosci. 

background image

Jesli ktos jest czlowiekiem twórczym i medytuje, wszelka twórcza aktywnosc zniknie na 

jakis  czas.  Jesli  jestes  malarzem,  nagle  stwierdzisz,  ze  cie  w  tym  nie  ma.  Mozesz  dalej 
malowac, ale stopniowo bedziesz tracil energie i entuzjazm, jesli jestes poeta, poezja ustanie. 
Jesli jestes czlowiekiem, który byl zakochany, ta energia ot, zniknie. Gdy spróbujesz zmusic 
sie do wejscia w relacje z innym czlowiekiem, byc swoja dawna postacia, to zmuszanie bedzie 
czyms  bardzo,  bardzo  groznym.  Wtedy  robisz  cos  sprzecznego  -  z  jednej  strony  próbujesz 
wejsc do wewnatrz, a z drugiej próbujesz wyjsc na zewnatrz. 

Przypomina  to  sytuacje,  gdy  jedziesz  samochodem,  naciskasz  pedal  przyspieszania  i 

równoczesnie naciskasz hamulec. Moze to spowodowac katastrofe, bo robisz dwie sprzeczne 
ze soba rzeczy na raz. 

Medytacja  jest  przeciwna  tylko  falszywej  milosci.  Falszywa  milosc  zniknie,  a  jest  to 

podstawowy  warunek  zaistnienia  milosci  prawdziwej.  Falszywa  milosc  musi  odejsc, 
falszywa  milosc  musi  calkowicie  cie  opuscic  -  dopiero  wtedy  milosc  prawdziwa  moze  do 
ciebie dotrzec. 

Po  drugie  -  to  tez  jest  wielkie  zagrozenie  -  mozesz  z  tego  uczynic  styl  zycia.  Wielu 

ludziom  to  sie  zdarzylo.  Sa  oni  w  klasztorach  -  starzy  mnisi,  ortodoksyjni,  religijni  ludzie, 
którzy z nie bycia w pelnej milosci relacji z innym czlowiekiem uczynili styl zycia. Mysla, ze 
milosc  jest  przeciwna  medytacji,  a  medytacja  jest  przeciwna  milosci  -  to  nie  jest  prawda. 
Medytacja jest przeciwna falszywej milosci, ale jest w totalnej zgodzie z miloscia prawdziwa. 

 
Dla ludzi, którzy nigdy nie kochali, medytacja jest bardzo, bardzo trudna. 
 
Gdy bedziesz ustabilizowany, gdy dalej do wnetrza nie mozesz wejsc, gdy juz dotarles do 

rdzenia swojego istnienia, do samego dna, wtedy jestes scentrowany. Nagle masz energie, ale 
teraz nie ma dokad isc. Zewnetrzna podróz zakonczyla sie wtedy, gdy zaczales medytowac, a 
teraz  i  wewnetrzna  podróz  jest  skonczona.  Jestes  ugruntowany,  dotarles  do  domu  pelny 
energii, niczym wielki zbiornik - co teraz zrobisz? 

Ta energia zacznie sie przelewac. Jest to ruch totalnie innego rodzaju, jego jakosc jest inna, 

gdyz  nie  ma  w  nim  motywacji.  Przedtem  kierowales  sie  ku  innym  ludziom  powodowany 
jakas motywacja - teraz nie ma zadnej motywacji. Bedziesz kierowal sie ku innym ludziom 
dlatego tylko, ze masz tyle tego, czym mozesz sie podzielic. 

Przedtem  zachowywales  sie  jak  zebrak,  teraz  zachowujesz  sie  jak  król.  Nie  szukasz 

przyjazni  u  kogos  - masz  ja. Teraz tego szczescia jest zbyt wiele. Chmura jest tak pelna, ze 
chce  opasc  deszczem.  Kwiat  jest  tak  pelny,  ze  chce  jako  aromat  unosic  sie  z  wiatrem  i 
wedrowac  po  same  krance  swiata.  Jest  to  dzielenie  sie.  Powstala  relacja  nowego  rodzaju. 
Nazywanie  jej  relacja  nie  jest  wlasciwe,  poniewaz  nie  jest  to  juz  relacja  -  jest  to  raczej  stan 
istnienia. Nie kochasz - jestes miloscia. 

Emanuj miloscia 

Praktykuj  milosc.  Siedzac  w  samotnosci  w  swoim  pokoju,  badz  pelen  milosci.  Emanuj 

miloscia.  Caly  pokój  napelnij  energia  swojej  milosci.  Odczuwaj  wibrowanie  nowa 
czestotliwoscia,  odczuwaj  kolysanie,  jakbys  znajdowal  sie  w  oceanie  milosci.  Stwórz  wokól 
siebie wibracje energii milosci, i natychmiast zaczniesz odczuwac, ze cos sie dzieje - zmienia 
sie  cos  w  twojej  aurze,  zmienia  sie  cos  wokól  twojego  ciala.  Wokól  twojego  ciala  powstaje 
pewne  cieplo...  cieplo  niczym  gleboki  orgazm.  Stajesz  sie  bardziej  ozywiony.  Znika  cos  jak 
sen. Powstaje cos w rodzaju uwaznosci. Kolysz sie razem z tym oceanem. Tancz, spiewaj, i 
niech caly pokój napelni sie miloscia. 

background image

 
Gdy zdarza sie medytacja, milosc musi nastapic. Jesli nie nastepuje milosc, pokazuje to po prostu 

tyle, ze medytacja jeszcze sie nie  zdarzyla. 

 
Na  poczatku  wydaje  sie  to  bardzo  dziwaczne.  Gdy  po  raz  pierwszy  zdolasz  napelnic 

pokój  energia  milosci,  swoja  wlasna  energia,  która  odbijajac  sie  od  scian  opada  na  ciebie  i 
czyni  cie  tak  bardzo  szczesliwym,  zaczynasz  czuc:  „Czy  ja  sam  siebie  hipnotyzuje?  Czy 
ulegam zludzeniom? Co sie dzieje?” - gdyz zawsze myslales, ze milosc przychodzi od kogos 
innego. Matka jest potrzebna, zeby cie kochac, ojciec, brat, maz, zona, dziecko - ale ktos inny. 

Milosc,  która  jest  uzalezniona  od  kogos  innego,  jest  uboga  miloscia.  Milosc,  która 

powstaje  w  tobie,  milosc,  która  tworzysz  ze  swojego  wlasnego  istnienia,  jest  rzeczywista 
energia. Wtedy idz dokadkolwiek, otoczony tym oceanem, a stwierdzisz, ze kazdy, kto zbliza 
sie do ciebie, nagle znajduje sie w innej energii. 

Ludzie  patrzec  beda  na  ciebie  szerzej  otwartymi  oczami.  Bedziesz  ich  mijal,  a  oni 

stwierdza, ze minal ich wietrzyk jakiejs nieznanej energii - poczuja sie swiezej. Chwyc kogos 
za dlon, a cale jego cialo zacznie wibrowac. Zbliz sie tylko do kogos, a ten czlowiek zacznie 
czuc  sie  bardzo  szczesliwy  w  ogóle  bez  zadnego  powodu.  Mozesz  to  obserwowac.  Wtedy 
stajesz sie gotowy do dzielenia sie. Wtedy znajdz kochanka, lub kochanke, wtedy znajdz dla 
siebie wlasciwego odbiorce. 

Osho dal taka oto medytacje parom, które czuja, ze ugrzezly w swoim zwiazku - osobom, 

których energie nalezy uwolnic i zlaczyc w jednosc: 

Usiadzcie  wieczorem  twarzami  do  siebie,  i  trzymajcie  sie  za  rece,  skrzyzowawszy  je. 

Przez  dziesiec  minut  patrzcie  sobie  w  oczy,  a  gdy  cialo  zacznie  sie  poruszac  i  kolysac, 
pozwólcie  na  to.  Mozecie  mrugac  powiekami,  ale  dalej  patrzcie  sobie  w  oczy.  Gdy  cialo 
zacznie sie kolysac - bedzie sie kolysalo - pozwólcie na to. Nie puszczajcie dloni, cokolwiek 
bedzie sie dzialo. Tego nie nalezy zapomniec. 

Po  dziesieciu  minutach  oboje  zamknijcie  oczy  i  przez  dalszych  10  minut  pozwólcie  na 

kolysanie.  Potem  wstancie  i  kolyszcie  sie  razem,  trzymajac  sie  za  dlonie,  przez  dalszych 
dziesiec minut. Spowoduje to bardzo glebokie zmieszanie waszych energii. 

Potrzeba nieco wiecej zlaczenia... zlaczenia w jednosc. 

Powierz sie milosci 

W  relacji  opartej  na  milosci  powinienes  byc  opetany  -  nie  powinienes  próbowac  kogos 

obejmowac  w  posiadanie.  W  relacji  opartej  na  milosci  powinienes  sie  powierzyc,  i  nie 
powinienes  sprawdzac  kto  jest  góra.  Dlatego  przestan  myslec.  A  gdy  tylko  stwierdzisz,  ze 
myslisz, zlap sie na tym, i porzadnie potrzasnij swoja glowa - porzadnie potrzasnij, tak, zeby 
wszystko przewrócilo sie do góry nogami. Niech to bedzie staly nawyk, a po paru tygodniach 
stwierdzisz, ze to potrzasniecie pomaga. Nagle staniesz sie bardziej uwazny. 

W klasztorach zen mistrz chodzi z kijem i gdy tylko widzi jakiegos ucznia, który drzemie, 

mysli, na twarzy ma przelatujace marzenia, natychmiast mocno uderza go w glowe. Przenika 
to kregoslup niczym wstrzas i - w ulamku sekundy - nagle powstaje uwaznosc. 

ja  nie  moge  chodzic  za  toba  z  kijem.  Sam  potrzasnij  soba,  porzadnie,  a  jesli  ludzie 

pomysla,  ze  jestes  nieco  szalony,  nie  przejmuj  sie.  jest  tylko  jedno  szalenstwo,  a  jest  nim 
szalenstwo  umyslu.  Zbyt  wiele  myslenia  to  jedyne  szalenstwo.  Wszystko  inne  jest  piekne. 
Umysl jest choroba. 

background image

Niech kochanie sie przyjdzie samo z siebie 

Zanim wejdziecie w milosc, przez pietnascie minut tylko siedzcie w ciszy, trzymajac sie 

skrzyzowanymi  rekoma.  Siedzcie  w  ciemnosci  lub  przy  bardzo  przycmionym  swietle  i 
czujcie  siebie.  Zharmonizujcie  sie  ze  soba.  Sposobem  jest  oddychanie  razem.  Ty  robisz 
wydech, i ona robi wydech; ty robisz wdech, i ona robi wdech. W ciagu dwóch, trzech minut 
wejdziecie w to. Oddychajcie tak, jakbyscie byli jednym organizmem - nie dwoma cialami, a 
jednym,  i  patrzcie  sobie  w  oczy,  spojrzeniem  nie  agresywnym,  a  bardzo  delikatnie. 
Swobodnie cieszcie sie soba. Bawcie sie swoimi cialami. 

Nie wchodzcie w kochanie póki taka chwila nie przyjdzie sama z siebie. Nie kochacie sie, 

a  nagle  stwierdzacie,  ze  jestescie  w  trakcie  kochania  sie.  Czekajcie  na  to.  jesli  to  nie 
przychodzi,  nie  ma  potrzeby  wymuszania.  To  jest  dobre.  Polózcie  sie  spac  -  nie  potrzeba 
kochac sie. Czekajcie na te chwile przez jeden dzien, dwa, trzy. Któregos dnia ona przyjdzie. 
A gdy ta chwila przyjdzie, milosc wejdzie bardzo gleboko i nie stworzy takiego szalenstwa, 
jakie teraz stwarza. Bedzie to bardzo, bardzo ciche, oceaniczne odczucie. Ale czekajcie na te 
chwile, nie wymuszajcie jej. 

Milosc  jest  czyms,  co  nalezy  robic  tak,  jak  medytacje,  jest  czyms,  co  nalezy  celebrowac, 

smakowac  bardzo  powoli,  aby  wniknela  gleboko  w  twe  istnienie  i  stala  sie  takim 
obejmujacym doznaniem, ze przestajesz istniec, i nie kochasz sie - jestes miloscia. Milosc staje 
sie  wieksza  energia,  która  roztacza  sie  wokolo  ciebie.  Wykracza  ponad  was  oboje...  oboje 
zatracacie sie w niej. Ale na to bedziecie musieli poczekac. 

Czekajcie na te chwile, a wkrótce zlapiecie ten dryg. Niech energia gromadzi sie i niech 

dzieje sie to samo z siebie. Stopniowo staniecie sie swiadomi tego, kiedy ta chwila nadchodzi. 
Zaczniecie widziec jej symptomy, wczesne symptomy, i nie bedzie zadnych trudnosci. 

Milosc jest jak Bóg - nie mozna nia manipulowac. Zdarza sie wtedy, gdy sie zdarza, jesli 

sie nie zdarza, nie ma sie czym przejmowac. 

Nie próbuj sam siebie oszukiwac 

Bycie swiadkiem jest zródlem podstawowym. 
Ale  w  akcie  seksualnym  bycie  swiadkiem  jest  trudne  jezeli  nie  bedziesz  próbowal  byc 

swiadkiem  w  innych  dzialaniach  swojego  zycia.  Próbuj  wiec  przez  caly  dzien,  inaczej 
bedziesz sam siebie ludzil. Jesli nie mozesz byc swiadkiem idac droga, nie próbuj sam siebie 
oszukiwac - nie mozesz stac sie swiadkiem podczas kochania sie. Bo idac tylko droga - taki 
prosty proces, a ty nie potrafisz byc swiadkiem, stajesz sie w tym nieswiadomy - jak mozesz 
stac  sie  swiadkiem  podczas  kochania  sie?  Ten  proces  jest  tak  gleboki...  zapadniesz  w 
nieswiadomosc. 

 

Ja nie moge najpierw otworzyc wrót do niebios, a ty nie mozesz stac sie wyciszony. Najpierw badz 

totalnie szalony. 

 
Idac droga zapadasz w nieswiadomosc. Spróbuj - nawet przez kilka sekund nie bedziesz 

w  stanie  pamietac.  Spróbuj  -  idac  droga,  spróbuj  -  „bede  pamietal,  ide,  ide,  ide”.  Po  kilku 
sekundach  zapominasz,  cos  innego  wpadlo  ci  do  glowy.  Poszedles  w  innym  kierunku, 
zupelnie zapomniales, i nagle przypominasz sobie - „zapomnialem”, jezeli wiec taki drobny 
akt  jak  spacerowanie  nie  moze  byc  swiadomy,  uczynienie  z  kochania  sie  swiadomej 
medytacji bedzie trudne. 

Spróbuj  wiec  z  prostymi  rzeczami,  prostymi  aktywnosciami.  jedzac,  spróbuj  tego.  Idac, 

spróbuj  tego.  Mówiac,  sluchajac,  spróbuj  tego.  Spróbuj  czegokolwiek.  Uczyn  to  ciaglym 

background image

wewnetrznym  wpajaniem  -  niech  cale  cialo  i  umysl  wiedza,  ze  czynisz  starania,  by  byc 
uwaznym.  Dopiero  wtedy  któregos  dnia  nastapi  to  bycie  swiadkiem  w  milosci.  A  gdy  to 
nastapi, ekstaza ci sie zdarzyla - zstapil na ciebie pierwszy przeblysk tego, co boskie. 

JEDYNA DROGA 

Nie ma drogi na skróty 

Jedno trzeba pamietac o medytacji - jest to dluga podróz i nie ma drogi na skróty. Kazdy, 

kto mówi, ze jest jakis skrót, wprowadza cie w blad. 

Jest  to  dluga  podróz,  poniewaz  ta  zmiana  jest  bardzo  gleboka  i  osiaga  sie  ja  po  wielu 

zywotach - wielu zywotach rutynowych nawyków, myslenia, pragnienia, i struktury umyslu, 
która poprzez medytacje trzeba porzucic. W gruncie  rzeczy jest to prawie  niemozliwe  - ale 
tak sie dzieje. 

Stanie sie czlowiekiem medytujacym jest najwieksza odpowiedzialnoscia w swiecie. Nie 

jest  to  latwe.  Nie  moze  to  nastapic  w  jednej  chwili.  Dlatego  od  poczatku  nie  zaczynaj 
oczekiwac  za  wiele,  a  potem  nie  bedziesz  sfrustrowany.  Zawsze  bedziesz  szczesliwy,  gdyz 
wszystko bedzie wzrastalo bardzo powoli. 

Medytacja to nie kwiat sezonowy, który pojawia sie w ciagu szesciu tygodni. Jest bardzo, 

bardzo wielkim drzewem. Potrzebuje czasu na zapuszczenie korzeni. 

Gdy  medytacja  rozkwita,  nie  ma  nikogo,  kto  by  to  zauwazyl,  nie  ma  nikogo,  kto  by  to 

wskazal  i  wyróznil,  nie  ma  nikogo,  kto  by  powiedzial  „Tak,  to  nastapilo”.  W  chwili,  gdy 
powiesz „Tak, to nastapilo” juz zostalo to zgubione. 

Gdy  medytacja  jest  naprawde,  cisza  przenika  wszystko  -  bez  zadnego  dzwieku  tetni 

blogosc, bez zadnych granic jest harmonia. Ale nie ma nikogo, kto by to zauwazyl. 

 
Wszystkie  medytacje,  które  tu  robimy,  sa  jedynie  przygotowaniem  na  te  chwile.  Nie  sa  to 

prawdziwe medytacje, a jedynie przygotowania do tego, abys pewnego dnia mógl po prostu usiasc, nic 
nie robiac, niczego nie pragnac. 

 
Gdy  twe  wysilki  opadna,  nagle  jest  medytacja  -  jej  dobrodziejstwo,  jej  blogosc,  jej  chwala.  Jest 

niczym obecnosc - swietlista - otacza ciebie i otacza wszystko. Wypelnia cala ziemie i cale niebo. Tej 
medytacji nie moze stworzyc ludzki wysilek, ludzki wysilek jest zbyt ograniczony. Ta blogosc jest tak 
nieskonczona,  nie  mozesz  nia  manipulowac.  Moze  ona  nastapic  tylko  wtedy,  gdy  jestes  w  glebokim 
powierzeniu. Gdy ciebie nie ma, dopiero wtedy moze nastapic. Gdy jestes nie-jaznia, nie-pragnieniem, 
do nikad nie zmierzasz, gdy jestes po prostu tu i teraz, nie robisz niczego szczególnego, po prostu jestes 
- dziej sie. A przychodzi ona falami i te fale nabieraja ogromnej mocy. Przychodzi jak sztorm i zabiera 
cie w totalnie nowa rzeczywistosc. 

OSHO 

Wiekszosc  z  nas  spedza  zycie  w  swiecie  czasu,  we  wspomnieniach  przeszlosci  i 

oczekiwaniach przyszlosci. Bardzo rzadko dotykamy Bezczasowego, wymiaru terazniejszosci 
-  w  chwilach  naglego  piekna,  naglego  zagrozenia,  w  spotkaniu  z  ukochana  osoba,  czy  w 
zaskoczeniu  tym,  co  nieprzewidziane.  Bardzo  niewielu  ludzi  wychodzi  poza  swiat  czasu  i 
umyslu,  jego  ambicje  i  konkurencyjnosc,  i  zaczyna  zyc  w  swiecie  bezczasowego.  A  z  nich 
jedynie  nieliczni  starali  sie  dzielic  swym  doznaniem.  Lao  Tzu,  Gautama  Budda, 
Bodhidharma...  a  niedawno  Georgi  Gurdzijew,  Raman  Maharishi,  J.  Krishnamurti... 
Wspólczesni  uwazaja  ich  za  ekscentryków  albo  wariatów;  po  smierci  nazywa  sie  ich 

background image

„filozofami”.  A  po  jakims  czasie  staja  sie  legenda  -  nie  ludzmi  z  krwi  i  kosci,  a  czyms  w 
rodzaju  mitologicznych  reprezentacji  naszego  zbiorowego  pragnienia  wyrosniecia  ponad 
malosc i blahostki, ponad bezsens naszego codziennego zycia. 

Osho jest jednym z tych, którzy odkryli drzwi do przezycia tego zycia w bezczasowym 

wymiarze  terazniejszosci  -  sam  nazwal  siebie  „prawdziwym  egzystencjalista”  -  i  poswiecil 
swe  zycie  na  prowokowanie  innych  do  poszukiwania  tych  samych  drzwi,  do  wyjscia  poza 
swiat przeszlosci i przyszlosci i odkrycia dla samych siebie swiata wiecznosci. 

Od  wczesnego  dziecinstwa  Osho  jasne  bylo,  ze  nie  bedzie  on  postepowal  zgodnie  z 

konwencjami  otaczajacego  go  swiata.  Pierwszych  siedem  lat  spedzil  z  dziadkami  ze  strony 
matki,  którzy  dali  mu  taka  wolnosc  bycia  soba,  jaka  ciesza  sie  nieliczne  dzieci.  Byl 
samotnikiem,  wolal  spedzac  dlugie  godziny  siedzac  w  ciszy  nad  jeziorem  albo  samemu 
eksplorujac  otoczenie.  Smierc  dziadka  -  mówi  -  wywarla  gleboki  wplyw  na  jego  zycie, 
wyzwalajac  w  nim  determinacje  odkrycia  w  zyciu  tego,  co  niesmiertelne.  Gdy  wrócil  do 
powiekszajacej sie rodziny swych rodziców i poszedl do szkoly, byl juz mocno utwierdzony 
w  poczuciu  jasnosci  i  sensu  co  do  siebie  -  dalo  mu  to  odwage  stawiania  czola  wszystkim 
usilowaniom  ksztaltowania  jego  zycia  przez  starszych,  zgodnie  z  ich  wlasnymi 
wyobrazeniami kim on powinien byc. 

Nigdy nie unikal kontrowersji. Dla Osho prawda nie zna kompromisów - albo przestaje 

byc prawda. A prawda nie jest jakims wierzeniem, ale przezyciem. Osho nigdy nie zada od 
ludzi,  by  wierzyli  w  to,  co  mówi,  a  raczej  sami  eksperymentowali  i  sprawdzili  czy  to,  co 
mówi,  jest  prawda  czy  nie.  Równoczesnie  Osho  nie  ustaje  w  wynajdywaniu  sposobów  i 
srodków  odkrywania  czym  naprawde  sa  wierzenia  -  marnymi  pocieszeniami  majacymi 
zlagodzic  nasze  leki  w  obliczu  nieznanego,  i  barierami  uniemozliwiajacymi  spotkanie  z 
tajemnicza i niezbadana rzeczywistoscia. 

Po  oswieceniu,  którego  dostapil  majac  21  lat,  Osho  zakonczyl  studia  i  przez  kilka  lat 

nauczal filozofii na uniwersytecie w Jabalpur. W tym czasie podrózowal po calych Indiach, 
wyglaszal  przemówienia,  w  publicznych  debatach  kwestionowal  ortodoksyjnych 
przywódców  religijnych,  spotykal  sie  z  ludzmi  z  wszystkich  dziedzin  zycia.  Wiele  czytal  - 
wszystko,  co  moglo  poglebic  jego  rozumienie  systemów  wiary  i  psychologie  czlowieka 
wspólczesnego.  Pod  koniec  lat  60-tych  Osho  zaczal  rozwijac  swe  niepowtarzalne  techniki 
medytacji  dynamicznej.  Wspólczesny  czlowiek  (twierdzi)  jest  tak  pelny  przestarzalych 
tradycji przeszlosci i niepokojów zycia w dzisiejszym swiecie, ze musi przejsc gleboki proces 
oczyszczania  zanim  bedzie  mógl  miec  nadzieje  na  odkrycie  bezmyslowego,  odprezonego 
stanu medytacji. Zaczal prowadzic obozy medytacyjne w róznych miejscach Indii, wyglaszac 
wyklady dla uczestników i osobiscie kierowac sesjami medytacji, które opracowal. 

Na poczatku lat 70-tych o Osho uslyszeli pierwsi ludzie z Zachodu, którzy dolaczyli do 

wzrastajacego  grona  Hindusów  inicjowanych  przez  niego  do  neosannyasu.  W  1974  roku 
wokól  Osho  powstala  komuna  mieszczaca  sie  w  Poonie  (Indie).  Wkrótce  strumyk  gosci  z 
Zachodu  stal  sie  obfita  powodzia.  Wielu  z  tych,  którzy  przybyli,  bylo  terapeutami,  którzy 
stwierdzili,  ze  znalezli  sie  w  obliczu  ograniczen  terapii  zachodnich  i  szukali  takiego 
podejscia, które moglo dotrzec do znacznie glebszych pokladów ludzkiej psychiki i dokonac 
ich przemiany. Osho zachecil ich, aby wlaczyli swoje umiejetnosci w prace komuny i scisle z 
nimi wspólpracowal w rozwijaniu ich terapii w kontekscie medytacji. 

Problemem terapii stworzonych na Zachodzie - mówi - jest to, ze zawezaja sie do leczenia 

umyslu  i  jego  psychologii,  podczas  gdy  Wschód  dawno  juz  pojal,  ze  problemem  jest  sam 
umysl,  czy  raczej  nasze  utozsamienie  z  nim.  Terapie  moga  byc  uzyteczne  -  chocby 
katarktyczne  fazy  medytacji,  które  Osho  opracowal  -  w  zrzuceniu  brzemienia  stlumionych 

background image

emocji i leków, oraz w pomozeniu ludziom w wyrazniejszym zobaczeniu siebie samych. Ale 
dopóki  nie  zaczniemy  oddzielac  sie  od  mechanizmu  umyslu  i  jego  projekcji,  pragnien  i 
leków, bedziemy wychodzic z deszczu naszych wlasnych wytworów, po to, by wpadac pod 
inna rynne. 

Dlatego terapia musi biec równolegle z procesem odtozsamienia i bycia swiadkiem, który 

znany jest pod nazwa medytacji. 

Pod koniec lat 70-tych komuna w Poonie stanowila najwiekszy osrodek terapii i rozwoju 

w  swiecie.  Tysiace  ludzi  przybywaly,  by  brac  udzial  w  grupach  terapeutycznych  i 
medytacjach,  siedziec  przy  Osho  podczas  jego  codziennych  porannych  wykladów  i  wnosic 
swój  wklad  w  zycie  komuny,  po  czym  wrócic  do  swego  kraju  i  tam  zakladac  osrodki 
medytacyjne. 

W  latach  1981-1985  eksperyment  komuny  kontynuowano  w  Stanach  Zjednoczonych  na 

pustynnym obszarze Oregonu powierzchni 330 km\ Glównym celem zycia w komunie byla 
praca  przy  budowie  miasta  Rajneeshpuram  -  „oazy  na  pustyni”.  W  zdumiewajaco  krótkim 
czasie komuna zbudowala kwatery dla 5.000 osób i zaczela cofac wieloletni proces zniszczen 
nadmiernie  spustoszonej  ziemi,  przywracajac  bieg  strumieni,  budujac  jeziora,  zbiorniki 
wody, rozwijajac samowystarczalne rolnictwo i sadzac tysiace drzew. 

Programy  medytacji  i  terapii  w  Rajneeshpuram  nadzorowal  Miedzynarodowy 

Uniwersytet  Medytacji  Rajneesha  (RIMU).  Nowoczesne  budynki  i  wyposazenie 
zorganizowane  dla  potrzeb  uniwersytetu  wraz  ze  starannie  chronionym  srodowiskiem 
naturalnym  umozliwily  dotarcie  do  takich  glebi,  i  takie  rozbudowanie  programów,  jakie 
wczesniej nie byly mozliwe. Opracowano dluzej trwajace kursy i szkolenia, co przyciagnelo 
wieksza grupe uczestników, posród których wielu juz bylo ludzmi dobrze sytuowanymi w 
swiecie i chcialo poglebic swe umiejetnosci zawodowe i rozumienie siebie. 

Pod koniec 1985 roku opozycja lokalna i rzadowa wymierzona przeciw Osho i komunie 

uniemozliwily  dalsze  kontynuowanie  tego  eksperymentu.  Komuna  zostala  rozwiazana,  zas 
Osho  wyruszyl  w  podróz  dookola  swiata,  podczas  której  udzielal  wywiadów  prasie, 
prowadzil wyklady dla uczniów zebranych w Himalajach, Grecji i Urugwaju, az wreszcie w 
polowie 1986 roku wrócil do Indii. 

W  styczniu  1987  roku  Osho  ponownie  osiadl  w  Poonie,  gdzie  dwa  razy  dziennie 

prowadzil  wyklady.  W  ciagu  kilku  miesiecy  komuna  w  Poonie  uruchomila  pelny  program 
dzialalnosci  i  rozrosla  sie  ponad  swój  pierwotny  zakres.  Standard  nowoczesnych, 
klimatyzowanych  pomieszczen  zostal  przyjety  w  Ameryce.  Osho  wyraznie  stwierdzil,  ze 
nowa  komuna  w  Poonie  ma  byc  oaza  XXI  wieku,  nawet  w  zacofanych  technologicznie 
Indiach. Coraz wiecej ludzi przybywalo ze Wschodu  - zwlaszcza z Japonii - a ich obecnosc 
wniosla  odpowiednie  wzbogacenie  programów  sztuk  uzdrawiania  i  walki.  Rozkwitly  tez 
sztuki  wizualne  i  ruchowe,  równolegle  z  nowa  „Szkola  Tajemnego”.  To  zróznicowanie  i 
rozszerzenie  programu  znalazlo  swe  odbicie  w  nazwie  wybranej  przez  Osho  jako  ogólne 
okreslenie wszystkich programów - Multiwersytet. 

Bardziej wzmógl sie nacisk kladziony na medytacje; w wykladach Osho byl to temat stale 

powracajacy. On sam stworzyl kilka nowych grup medytacyjnych - miedzy innymi No-Mind, 
Mistyczna Róza, Narodzony na Nowo. 

Od  polowy  1987  roku  Osho  zaczal  stopniowo  wycofywac  sie  z  dzialalnosci  publicznej. 

Jego  delikatne  zdrowie  czesto  nie  pozwalalo  mu  wyglaszac  wykladów,  a  okresy  jego 
nieobecnosci  stawaly  sie  coraz  dluzsze.  W  polowie  1988  roku  do  wykladów  Osho  wlaczyl 
nowy  element:  pod  koniec  kazdego  wykladu  prowadzil  sluchaczy  w  trzyczesciowej 
medytacji.  W  kwietniu  1989  roku  wyglosil  ostatni  wyklad,  odpowiadajac  na  pytania  i 

background image

komentujac sutry Zen. W nastepnych miesiacach, gdy tylko pozwalalo mu zdrowie, pojawial 
sie  wieczorem,  by  siedziec  razem  ze  swymi  uczniami  i  przyjaciólmi  w  medytacji  muzyki  i 
ciszy,  po  czym  wracal  do  swego  pokoju,  a  zgromadzeni  ogladali  którys  z  jego  wykladów 
nagranych na tasmie video. 

19  stycznia  1990  roku  Osho  opuscil  cialo.  Ledwie  kilka  tygodni  wczesniej,  zapytany  co 

stanie sie z jego dzielem, gdy odejdzie, odrzekl: 

Moja ufnosc wobec egzystencji jest absolutna. 
Jesli w tym, co mówie, jest jakas prawda, przetrwa ona… Ludzie, którzy nadal beda zainteresowani 

moja praca, po prostu beda niesli pochodnie, ale nikomu niczego nie beda narzucac… 

Pozostane zródlem inspiracji dla moich ludzi. I to wlasnie odczuje wiekszosc sannyasinów. Chce, 

aby  sami  wzrastali  -  by  rozwijali  cechy  takie  jak  milosc,  wokól  której  zadnego  kosciola  nie  mozna 
stworzyc,  jak  swiadomosc,  która  nie  jest  niczyim  monopolem,  jak  swietowanie,  radowanie  sie,  i 
zachowanie swiezych, dziecinnych oczu… 

Chce,  aby moi  ludzie poznawali  siebie,  nie  byli takimi,  jak  ktos  inny tego  chce.  A  droga  do  tego 

prowadzi przez wnetrze. 

Okolo  dziewiec  miesiecy  przed  opuszczeniem  ciala  Osho  podyktowal  napis,  który  mial 

byc wykuty w jego samadhi - krypcie okrytej marmurem i lustrami, w której znalazly sie jego 
prochy. Brzmi on: 

OSHO 

Nigdy sie nie urodzil - Nigdy nie umarl 

Jedynie odwiedzil 

te Planete Ziemie 

w czasie 11 grudnia 1931 - 19 stycznia 1990