background image

OSHO

TECHNIKI MEDYTACYJNE

PORADNIK PRAKTYCZNY

WPROWADZENIE

Niniejsza ksiazka jest zbiorem technik medytacyjnych, które Osho przekazywal w ciagu 

wielu lat; sa tu tez fragmenty i cytaty z ksiazek  zawierajacych  jego poranne wyklady  i 
wieczorne darshany.

Niektóre z podanych tu technik (Vipassana, Nadabrahma, wirowanie) od wieków znane 

sa   medytujacym   wielu   tradycji.   Inne   (medytacja   dynamiczna,   Kundalini,   Gourishankar) 
odzwierciedlaja   i   madrosc   tych   tradycji   i   odkrycia   wspólczesnej   psychologii;   stanowia 
niepowtarzalna recepte Osho sluzaca zaspokojeniu potrzeb czlowieka wspólczesnego. Razem 
tworzy   to   rzadka   okazje   spozytkowania   przez   nas   wszystkich   naszych   wysilków   w 
docieraniu do tu i teraz i odnajdywaniu siebie.

Zdaniem Osho, tak jak i zdaniem wszystkich buddów na przestrzeni wieków, stajemy sie 

naprawde medytujacymi dopiero wtedy, gdy te wszystkie techniki staja sie bezuzyteczne i 
dopiero wtedy, gdy caly wysilek dobiega kresu - wtedy widzimy, ze to odlegle tu i teraz jest 
po prostu tutaj, teraz.

A do tej pory tancz! Smiej sie i spiewaj, biegaj, skacz i krzycz, siedz i patrz nieruchomym 

wzrokiem, zyj, kochaj i módl sie przy tych pieknych medytacjach, od switu do nocy. I nie 
pozwól, by codzienne czynnosci byly wymówka, by w nie wchodzic i nie eksperymentowac. 
Uklad ksiazki zgodny jest z porami zalecanymi przez Osho, ale to tylko sugestia, nie sztywno 
ustalone ramy. Nieporównanie lepiej jest robic medytacje dynamiczna wieczorem niz wcale 
jej nie robic. A jesli praca ci na to pozwala, mozesz spiewac i tanczyc przez caly dzien!

Traktuj   medytacje   jako   przygode,   a   ta   ksiazka   niech   bedzie   dla   ciebie   w   niej 

przewodnikiem.

SLOWO WSTEPNE

Osho opracowal zapewne wiecej technik sluzacych przebudzeniu czlowieka na wlasna 

wewnetrzna   nature   niz   jakikolwiek   inny   Mistrz.   Niniejsza   ksiazka,   zawierajaca   techniki 
medytacyjne, jest znaczaca, choc niewielka, czescia jego metod. Osho dysponuje niezwyklym 
drygiem do przemieniania zwyczajnych, codziennych sytuacji - zycia, pracy, relacji z ludzmi - 
w takie, w których mozemy stac sie bardziej swiadomi.

Ale techniki moga doprowadzic nas tylko do pewnego miejsca. Bez wzgledu na to, jakich 

metod   uzywaja   Mistrzowie,   to   zywa   obecnosc   Mistrza,   jego   wglad,   przenikliwosc   jego 
postrzegania, sprawiaja, ze dana metoda dziala. Mistrz widzi czy jakas metoda jest dla kogos 

background image

odpowiednia - czas, sytuacje. Gdy Mistrz nie zyje, albo gdy inni próbuja imitowac metody 
Mistrza,   staja   sie   one   pustymi   rytualami,   zabalsamowanymi   zwlokami   odrobine   tylko 
przypominajacymi zycie.

I Mistrz nie tylko widzi czy jakas metoda jest odpowiednia, jest w tym cos jeszcze. Kiedy 

spotykamy oswieconego Mistrza, nastepuje pewna alchemia - rodzi sie w nas intuicyjne 
poznanie, ze - tak, ten czlowiek przedstawia soba kulminacje naszych wlasnych najwyzszych 
mozliwosci, ze mozemy byc tym, czym on jest. Mistrz dziala wiec jak katalizator majacy 
przebudzic w nas ufnosc w nasz wlasny rozkwit. Ta ufnosc wystarcza, bysmy wyruszyli na 
sciezke.

W istocie rzeczy nie ma jednej tylko sciezki, choc cel jest taki sam. Kazdy z nas jest 

niepowtarzalny i dla kazdego z nas istnieje inna metoda sluzaca wejsciu do wewnatrz.

Wielkim wkladem Osho jest to, ze mozemy dzialac z totalnym rozumieniem zlozonosci 

czlowieka   dwudziestego   wieku.   Dal   nam   on   perspektywe,   z   której   mozemy   wybierac 
sposród mnóstwa metod. Nie ma u niego dogmatycznych ram, do których wszystko musi 
pasowac. Wykorzystuje sie wszystko, co tylko dziala, co tylko powieksza nasza swiadomosc - 
jakies pradawne  cwiczenia jogiczne, najnowsze terapie  z Kalifornii, czy tez jego  wlasne, 
niepowtarzalne metody.

Osho stwierdzil:
Cale to zycie jest wyzwaniem dla wzrastania. Jest to prawdziwa religia a tez i prawdziwa 

psychologia - bo prawdziwa religia nie moze byc niczym innym, jak prawdziwa psychologia. 
Nazywam te psychologie „psychologia buddów”. Rzuci ci ona wielkie wyzwanie stania sie 
czyms wiecej niz jestes. Da ci boskie niezadowolenie. Rozpali cie pragnieniem wznoszenia 
coraz wyzej i wyzej - nie wyzej od innych, ale wyzej od samego siebie.

NAJWIEKSZA RADOSC W ZYCIU

Co to jest medytacja?

Medytacja   to   stan   nie-umyslu.   Medytacja   to   stan   czystej   swiadomosci   bez   zadnej 

zawartosci.   Zazwyczaj   swiadomosc   jest   zapelniona   smieciami,   przypomina   lustro   okryte 
kurzem. Umysl to ciagly ruch - poruszaja sie mysli, poruszaja sie pragnienia, poruszaja sie 
wspomnienia, poruszaja sie ambicje - nieprzerwany ruch! Dzien po dniu. Umysl funkcjonuje 
nawet gdy spisz - sni. Wciaz mysli, wciaz jest w zmartwieniach i niepokojach. Przygotowuje 
sie do nastepnego dnia, tocza sie podziemne przygotowania.

To nie jest stan medytacji. Medytacja jest cos dokladnie odwrotnego. Gdy nie ma ruchu i 

myslenie ustalo, nie porusza sie zadna mysl, nie wzbudza sie zadne pragnienie, gdy jestes 
calkowicie wyciszony - to wyciszenie jest medytacja, i w tym wyciszeniu poznaje sie prawde, 
nigdy inaczej. Medytacja to stan nie-umyslu.

A do medytacji nie dotrzesz przez umysl, gdyz umysl sam siebie napedza. Do medytacji 

mozna   dotrzec   tylko   odstawiajac   umysl   na   bok,   bedac   spokojnym,   obojetnym, 
nieutozsamionym z umyslem; widzac przechodzacy umysl, ale nie utozsamiajac sie z nim, 
nie myslac, ze „ja nim jestem”.

Medytacja jest swiadomoscia „ja to nie umysl”. Gdy ta swiadomosc wejdzie coraz glebiej, 

powoli, powoli, pojawia sie chwile - chwile wyciszenia, chwile czystej przestrzeni, chwile 
przezroczystosci, chwile, gdy nic sie w tobie nie wzbudza i wszystko jest nieruchome. W tych 

background image

chwilach ciszy poznasz kim jestes - i poznasz tajemnice tej egzystencji.

Przychodzi pewien dzien, dzien wielkiego blogoslawienstwa, gdy medytacja staje sie dla 

ciebie stanem naturalnym.

Umysl to cos nienaturalnego - nigdy nie bedzie twoim stanem naturalnym. Ale medytacja 

to stan naturalny - który zatracilismy. Jest to raj utracony, ale raj, który mozna odzyskac. 
Spojrzyj w oczy dziecka - spojrzyj, a zobaczysz ogromne wyciszenie, niewinnosc. Kazde 
dziecko   przychodzi   w   stanie   medytacji,   ale   musi   byc   wprowadzone   w   zwyczaje 
spoleczenstwa   -   musi   byc   nauczone   myslenia,   kalkulowania,   rozumowania, 
argumentowania;   musi   byc   nauczone   slów,   jezyka,   koncepcji,   i   powoli,   stopniowo,   traci 
kontakt ze swoja niewinnoscia. Staje sie skazone, zanieczyszczone spoleczenstwem. Staje sie 
wydajna maszyna; juz nie jest czlowiekiem.

Jedynym, czego potrzeba, jest odzyskanie tej przestrzeni. Juz jej zaznales, gdy wiec po raz 

pierwszy  zaznasz medytacji,  bedziesz  zaskoczony  - pojawi sie  w tobie  wielkie odczucie 
jakbys juz to znal. I to odczucie jest prawdziwe - juz to znasz. Zapomniales. Diament zagubil 
sie w stercie smieci. Ale jesli zdolasz go odkryc, znajdziesz ten diament ponownie - jest twój.

Tak naprawde nie mozna go utracic, mozna go tylko zapomniec. Rodzimy sie jako ludzie 

medytujacy, ale potem uczymy sie nawyków umyslu. Ale nasza prawdziwa natura pozostaje 
ukryta gdzies w glebi, niczym podziemny strumien. Któregos dnia - wystarczy nieco kopania 
- stwierdzisz, ze to zródlo wciaz bije, zródlo swiezych wód. A znalezienie go jest najwieksza 
radoscia w zyciu.

Medytacja to nie koncentracja

Medytacja   to   nie   koncentracja.   W   koncentracji   jest   jazn,   która   sie   koncentruje,   i   jest 

przedmiot koncentracji. Jest dualizm. W medytacji nie ma nikogo wewnatrz i nie ma niczego 
na zewnatrz. To nie jest koncentracja. Nie ma podzialu na wnetrze i zewnetrze. Wnetrze 
plynie w zewnetrzu, zewnetrze plynie we wnetrzu. Przestaje istniec rozdzial, granica, kres. 
Wnetrze jest na zewnatrz, zewnetrze jest wewnatrz; jest to swiadomosc nie-dualistyczna.

Koncentracja jest swiadomoscia dualistyczna. Dlatego koncentracja powoduje zmeczenie, 

dlatego gdy sie koncentrujesz, czujesz sie wyczerpany. A nie mozesz koncentrowac sie przez 
24 godziny, musisz skorzystac z wakacji, odpoczac. Koncentracja nie moze stac sie twoja 
natura. Medytacja nie meczy, medytacja nie wyczerpuje. Medytacja moze stac sie czyms na 
cala   dobe   -   dzien   w   dzien,   rok   w   rok.   Moze   stac   sie   wiecznoscia.   Sama   w   sobie   jest 
odprezeniem.

Pierwsza rzecza jest poznanie medytacji. Wszystko inne jest wtórne. Nie moge ci powiedziec,  ze 

powinienes medytowac, moge ci tylko wyjasnic co to jest. Jesli mnie zrozumiesz jestes w medytacji - 
nie ma w tym zadnego nakazu. Jesli mnie nie zrozumiesz nie bedziesz w medytacji.

Koncentracja to dzialanie, dzialanie woli. Medytacja to stan bez woli, stan nie-dzialania. 

To odprezenie. Po prostu zapadasz sie we wlasne istnienie, a to istnienie jest tym samym co 
bycie Wszystkim. W koncentracji umysl funkcjonuje na podstawie wniosku - cos robisz. 
Koncentracja wynika z przeszlosci. W medytacji nie kryje sie zaden wniosek. Nie robisz nic 
konkretnego, po prostu jestes. Nie ma w tym przeszlosci, jest to nieskazone przeszloscia. Nie 
ma w tym przyszlosci, jest to czyste od wszelkiej przyszlosci, I to Lao Tzu nazywa wei-wu-

background image

wei - dzialaniem przez nie-dzialanie. Tak mówia mistrzowie zenu - siedze w ciszy, nic nie 
robie, przychodzi wiosna i trawa sama rosnie. Pamietaj: sama - niczego sie nie robi. Nie 
wyciagasz trawy - wiosna przychodzi i trawa sama rosnie. Ten stan - gdy pozwalasz zyciu 
plynac   wlasnym   nurtem,   gdy   nie   chcesz   kierowac,   gdy   w   zaden   sposób   nie   chcesz   go 
kontrolowac, gdy nie manipulujesz, gdy nie narzucasz zadnej dyscypliny - ten stan czystej 
niezdyscyplinowanej spontanicznosci to wlasnie medytacja.

Medytacja   jest   w   terazniejszosci,   czystej   terazniejszosci.   Medytacja   jest 

natychmiastowoscia. Nie mozesz medytowac, w medytacji mozesz byc. Nie mozesz byc w 
koncentracji,   mozesz   sie   koncentrowac.   Koncentracja   to   cos   ludzkiego,   medytacja   to   cos 
boskiego.

Wybieranie medytacji

Od samego poczatku znajdz cos, co do ciebie przemawia.
Medytacja nie powinna byc narzuconym wysilkiem. Jesli bedzie narzucona, od samego 

poczatku skazana jest na niepowodzenie. Cos narzuconego nie uczyni cie naturalnym. Nie 
potrzeba   tworzyc   zbednego   konfliktu.   Trzeba   to   zrozumiec,   gdyz   umysl   ma   naturalna 
sklonnosc   do   medytowania   -   jesli   dasz   mu   cos,   co   do   niego   przemawia   jesli   jestes 
ukierunkowany na cialo, sa sposoby dotarcia do Boga przez cialo, poniewaz cialo równiez 
nalezy do Boga. Jesli czujesz, ze jestes ukierunkowany na serce - modlitwa. Jesli czujesz, ze 
jestes ukierunkowany na intelekt - medytacja.

Ale moje medytacje sa w pewnej mierze odmienne. Staralem sie opracowac metody, które 

moga byc wykorzystywane przez wszystkie trzy typy. Wiele sie w nich korzysta z ciala, wiele 
z serca i wiele z inteligencji. Wszystkie trzy elementy sa ze soba polaczone i na róznych ludzi 
w rózny sposób oddzialywuja.

Cialo, serce, umysl - wszystkie moje medytacje ida w tym samym kierunku. Zaczynaja od 

ciala, ida przez serce, docieraja do umyslu, a potem wykraczaja dalej.

Zawsze pamietaj - to, co lubisz, moze wejsc w ciebie gleboko; tylko to moze wejsc w ciebie 

gleboko. Lubienie  oznacza po  prostu, ze to cos  ci odpowiada. Rytm  tego  jest z toba w 
harmonii; miedzy toba i ta metoda jest jakas subtelna harmonia. Gdy polubisz jakas metode, 
nie stawaj sie wobec niej skapy - wejdz w nia na tyle, na ile zdolasz. Mozesz robic ja raz 
dziennie, lub - o ile to mozliwe - dwa razy dziennie. Im wiecej bedziesz ja robil, tym bardziej 
ja polubisz. Porzucaj dana metode dopiero gdy zniknie radosc - wtedy to, co miala ona 
zrobic, zostalo zrobione. Szukaj innej metody. Zadna metoda nie moze doprowadzic do 
samego konca. W tej podrózy wiele razy bedziesz musial przesiadac sie z pociagu na pociag. 
Dana metoda doprowadzi cie tylko do jednego stanu. Poza nim nie bedzie przydatna, juz sie 
spelnila.

O dwóch rzeczach trzeba wiec pamietac - gdy polubisz jakas metode, wejdz w nia tak 

gleboko, jak jest to mozliwe, ale nigdy nie stawaj sie od niej uzalezniony, bo pewnego dnia 
bedziesz i ja musial porzucic. Jesli za bardzo sie od niej uzaleznisz, stanie sie czyms w rodzaju 
narkotyku  - nie  mozesz  jej  zostawic.  Przestanie   cie  cieszyc  -  nic  ci  nie  daje,   a stala  sie 
nawykiem. Wtedy  mozna w niej trwac, ale krecisz sie w kólko; dalej nie moze cie ona 
poprowadzic.

Niech wiec radosc bedzie tym wyznacznikiem. Jesli jest radosc, trwaj w niej, trwaj do 

ostatniej drobiny radosci. Trzeba wycisnac ja do samego konca. Nie wolno zostawic ani 

background image

odrobiny tego soku... ani jednej kropli. A potem zdobadz sie na porzucenie jej. Wybierz jakas 
inna metode, która znów daje ci radosc. Wiele razy trzeba bedzie dokonywac takich zmian. 
Zalezy to od czlowieka, a bardzo rzadko zdarza sie tak, zeby jedna metoda wystarczyla na 
cala podróz  Nie  potrzeba  robic  wielu  medytacji,   gdyz mozesz robic  cos,  co   wprowadzi 
zamieszanie, co jest sprzeczne, i pojawi sie ból.

Wybierz dwie medytacje i trzymaj sie ich. A tak naprawde chce, zebys wybral jedna - tak 

byloby najlepiej. Lepiej jest powtarzac wiele razy to jedno, co ci odpowiada. Wtedy wejdzie to 
coraz glebiej. Próbujesz tylu rzeczy - jednego dnia próbujesz jednego, drugiego dnia czegos 
innego,   i  wymyslasz   cos   swojego   -   a  wtedy   mozesz   wprowadzic   wiele   zamieszania.  W 
ksiedze tantry jest sto dwanascie medytacji. Mozna zwariowac! Juz jestes zwariowany!

Medytacje  to  nie zabawa. Czasem  moga byc niebezpieczne.  Bawisz sie z subtelnym, 

bardzo subtelnym mechanizmem umyslu. Czasem cos drobnego, co robiles, a z czego nie 
zdawales sobie sprawy, moze stac sie niebezpieczne. Dlatego nie próbuj niczego wymyslac i 
nie rób swoich wlasnych pomieszanych medytacji. Wybierz dwie i po prostu próbuj ich przez 
kilka tygodni.

Stwarzanie przestrzeni do medytacji

Jesli zdolasz stworzyc jakies specjalne miejsce - mala swiatynie czy zakatek domu - gdzie 

mozesz medytowac codziennie, nie uzywaj tego zakatka do zadnego innego celu, poniewaz 
kazdy cel ma wlasna wibracje. Wykorzystuj ten zakatek tylko do medytacji i niczego innego. 
Ten zakatek naladuje sie i bedzie co dnia czekal na ciebie. Ten zakatek bedzie cie wspieral, to 
otoczenie   stworzy   pewna   wibracje,   szczególna   atmosfere,   w   której   z   wieksza   latwoscia 
mozesz wchodzic coraz glebiej. To dlatego tworzono swiatynie, koscioly i meczety - po to 
wlasnie, by miec miejsce istniejace tylko dla modlitwy i medytacji.

Jezeli mozesz wybrac do medytacji stala pore, to takze bedzie wielka pomoca, bo cialo, 

umysl, to mechanizm. Jesli jadasz co dzien o tej samej porze, o tej wlasnie porze cialo zaczyna 
wolac jesc. Czasem mozesz nawet robic mu numery. Jesli jadasz o pierwszej i na zegarze jest 
akurat pierwsza, jestes glodny - nawet jesli zegar wskazuje niewlasciwa godzine i jest dopiero 
jedenasta czy dwunasta. Patrzysz na zegar wskazujacy pierwsza i nagle czujesz w srodku 
glód. Twoje cialo to mechanizm.

Gdy mówie „medytuj”, wiem ze przez medytacje nikt nie dociera; ale przez medytacje docierasz do  

miejsca, gdzie zadna medytacja nie jest mozliwa.

Takze twój umysl jest mechanizmem. Medytuj codziennie w tym samym miejscu, o tej 

samej porze, a stworzy to w ciele i umysle glód medytacji. Codziennie o tej wlasnie porze 
twoje cialo i umysl beda domagac sie, abys wszedl w medytacje. Bedzie to pomocne. Tworzy 
sie w tobie przestrzen, która staje sie glodem, pragnieniem.

Na poczatku jest to bardzo dobre. Póki nie jestes tu, gdzie medytacja stala sie naturalna i 

mozesz   medytowac   gdziekolwiek,   w   dowolnym   miejscu,   o   dowolnej   porze   -   dotad 
wykorzystuj te mechaniczne srodki ciala i umyslu jako pomoc.

Daje ci to pewien klimat - gasisz swiatlo, w pokoju palisz jakies kadzidlo, zakladasz 

okreslony strój, jestes na pewnej wysokosci, masz pewna miekkosc, masz dywan jednego 
rodzaju, przyjmujesz jakas pozycje. Wszystko to pomaga, ale niczego nie jest powodem. Jesli 

background image

ktos inny zachowa sie tak samo, moze to byc przeszkoda. Kazdy powinien znalezc swój 
wlasny  rytual.  Rytual ma ci tylko  pomóc  w rozluznieniu sie i czekaniu.  A kiedy  jestes 
rozluzniony i czekasz, (o sie dzieje; tak, jak sen - Bóg do ciebie przychodzi. Tak, jak milosc - 
Bóg do ciebie przychodzi. Nie mozesz sprawic tego wola, nie mozesz tego wymusic.

Badz rozluzniony i naturalny
Mozna   byc   obsesyjnie   opetanym   przez   medytacje,   i   obsesja   jest   problemem   -   byles 

opetany pieniedzmi, teraz jestes opetany medytacja. Pieniadze nie sa problemem, obsesyjne 
opetanie jest problemem. Byles opetany przez handel, teraz jestes opetany przez Boga. Nie 
handel jest problemem, ale obsesja. Trzeba byc luznym i naturalnym, przez nic nie opetanym, 
ani przez umysl, ani przez medytacje. Tylko wtedy - kiedy jestes bez zajecia, bez obsesji, gdy 
plyniesz - zdarza sie to Najwyzsze.

SWIT

smiech, ruch, katharsis

Medytacja smiechu

Kazdego   ranka,   po   przebudzeniu,   zanim   otworzysz   oczy,   przeciagnij   sie   jak   kot. 

Rozciagnij kazde wlókienko ciala. Po 3-4 minutach, nadal z zamknietymi oczami, zacznij sie 
smiac. Przez  piec minut po prostu sie smiej. Poczatkowo bedziesz to  robil, ale wkrótce 
odglosy twoich usilowan wywolaja szczery smiech. Zatrac sie w tym smiechu. Moze minie 
kilka   dni   zanim   nastapi   to   naprawde,   tak   bardzo   jestesmy   nieprzyzwyczajeni   do   tego 
zjawiska. Ale szybko stanie sie to spontaniczne i zmieni caly twój dzien.

Tym którzy maja trudnosci z totalnym smiechem, lub czuja ze ich smiech jest falszywy, 

Osho sugeruje prosta technike:

Rankiem, wczesnie, przed zjedzeniem czegokolwiek, wypij prawie wiadro wody - cieplej, 

z rozpuszczona sola. Wypij ja, i zrób to szybko, inaczej nie zdolasz duzo wypic. Potem pochyl 
sie i wyplucz gardlo tak, by woda poplynela z powrotem. Bedzie to wymiotowanie woda - i 
oczysci ci przelyk. Nie trzeba nic innego. W przelyku jest blok, taki, ze gdy tylko chcesz sie 
smiac, on na to nie pozwala.

W jodze jest to niezbedna procedura, która trzeba przejsc. Nazywana jest „oczyszczeniem 

koniecznym”. Oczyszcza silnie i daje bardzo czysty przelyk - rozpuszczaja sie wszystkie 
bloki. Bedzie cie to bawic i przez caly dzien bedziesz odczuwac te czystosc. Smiech i lzy, a 
nawet mowa, wychodzic beda z bardzo glebokiego srodka.

Rób to przez dziesiec dni, a wkrótce bedziesz mial najlepszy smiech w okolicy!

Medytacja zlotego swiatla

Jest to prosta metoda przemieniania energii i prowadzenia jej do góry. Proces ten nalezy 

powtarzac przynajmniej dwa razy dziennie.

Najlepsza pora jest wczesny ranek, tuz przed wstaniem z lózka. Kiedy tylko poczujesz, ze 

jestes czujny, przebudzony, rób to przez 20 minut. Rób to od razu, natychmiast, bo gdy 

background image

wychodzisz ze snu, jestes bardzo, bardzo delikatny, przyjmujacy. Gdy wychodzisz ze snu, 
jestes bardzo swiezy i to dzialanie wejdzie bardzo gleboko. To wtedy, gdy wychodzisz ze 
snu, jestes mniej w umysle niz kiedykolwiek - stad pojawiaja sie przerwy, którymi ta metoda 
przeniknie do twojego najglebszego rdzenia. A wczesnym rankiem, gdy sie budzisz, i gdy 
budzi sie cala ziemia, na calym swiecie jest wielka fala energii przebudzenia - skorzystaj z tej 
fali, nie przegap okazji.

Wszystkie dawne religie mówia o modleniu sie wczesnie rano, gdy wzeszlo slonce, gdyz 

wschód   slonca   jest   wzejsciem   wszystkich   energii   w   egzystencji.   W   takiej   chwili   mozesz 
unosic sie na narastajacej fali energii - bedzie to latwiejsze. Wieczorem bedzie to trudne, 
energie beda opadac - wtedy bedziesz zmagal sie plynac pod prad. Rankiem plyniesz z 
pradem.

Polóz sie tak, jak lezysz w lózku, na plecach.  Oczy  miej zamkniete.  Gdy  wdychasz, 

wizualizuj wielkie swiatlo wchodzace do ciala przez glowe, jakby to slonce wzeszlo gdzies w 
poblizu twojej glowy, jestes pusty w srodku i to zlote swiatlo wlewa sie do glowy, i idzie, 
idzie, gleboko, gleboko, i wychodzi przez palce stóp. Gdy wdychasz, rób to z ta wizualizacja. 
To zlote swiatlo bedzie pomocne. Oczysci cale twoje cialo i uczyni je absolutnie pelnym 
twórczych mozliwosci, jest to meska energia.

A gdy wydychasz, wizualizuj cos innego - ciemnosc wchodzaca przez palce stóp, wielka, 

ciemna rzeke wchodzaca palcami stóp, podchodzaca do góry i wychodzaca przez glowe. 
Oddychaj wolno, gleboko, abys mógl prowadzic wizualizacje, jest to zenska energia. Uspokoi 
cie, uczyni cie przyjmujacym, wyciszy, da odpoczynek. Rób to bardzo wolno - a zaraz po snie 
mozesz oddychac bardzo gleboko i wolno, poniewaz cialo jest wypoczete, odprezone.

Umysl to ciern,  a wszystkie techniki to ciernie sluzace wydobyciu tego  pierwszego ciernia.

Druga najlepsza pora jest czas gdy idziesz spac, wieczorem. Polóz sie na lózku, odprez sie 

przez kilka minut. Gdy zaczniesz czuc, ze wahasz sie miedzy snem i czuwaniem, wlasnie 
posrodku, znów zacznij ten proces. Rób to przez 20 minut. Jesli zasniesz w trakcie, bedzie to 
najlepsze, gdyz to dzialanie pozostanie w podswiadomosci i bedzie stale wywierac wplyw.

Jesli bedziesz stosowac te prosta metode przez trzy miesiace, bedziesz zaskoczony - nie 

ma potrzeby tlumienia, przemiana juz zaczela sie dziac.

Czekanie na wschód slonca

Na 15 minut przed wschodem slonca, gdy niebo staje sie nieco jasniejsze, po prostu czekaj 

i patrz tak, jak wyczekuje sie umilowanej - z takim napieciem, w tak glebokim czekaniu, z 
taka nadzieja i ekscytacja - a mimo to spokojny. A slonce niech wschodzi, obserwuj je. Nie 
trzeba   patrzec   usilnie   otwartymi   oczyma,   mozesz   mrugac.   Odczuwaj   jak   równoczesnie 
wschodzi tez cos wewnatrz ciebie.

Gdy slonce pojawi sie na horyzoncie, zacznij odczuwac, ze jest blisko twojego pepka. 

Podchodzi do niego, i tu, w pepku, wznosi sie, wznosi sie, powoli. Wznosi sie slonce, i 
wznosi sie tez ten wewnetrzny punkt swiatla. Dziesiec minut wystarczy. Potem zamknij oczy. 
Gdy najpierw widzisz slonce z otwartymi oczyma, tworzy to negatyw, a wiec gdy zamkniesz 
oczy, mozesz ujrzec slonce swiecace wewnatrz.

I zmieni cie to nadzwyczajnie.

background image

Chwala wschodzacemu sloncu

Wstan o piatej rano, przed wschodem slonca, i przez pól godziny po prostu spiewaj, 

mrucz, jecz, stekaj. Te dzwieki nie musza miec zadnego sensu. Musza byc egzystencjalne, nic 
nie znaczace. Maja cie cieszyc, to wszystko - to jest ich znaczenie. Kolysz sie. Niech stanie sie 
to wychwalaniem wschodzacego slonca i zaprzestan tego dopiero gdy slonce juz wzejdzie.

Utrzyma to w tobie rytm na caly dzien. Juz od rana bedziesz w harmonii i stwierdzisz, ze 

dzien jest inny; jestes bardziej kochajacy bardziej troskliwy, bardziej wspólczujacy, bardziej 
przyjacielski - mniej gwaltowny, mniej w zlosci, mniej ambitny, mniej egoistyczny.

Pierwszym, co nalezy robic, jest smiech, gdyz wprowadza to nastawienie na caly dzien. Jesli 

obudzisz sie ze smiechem, wkrótce zaczniesz czuc jak absurdalne jest to zycie. Nic nie jest powazne -  
nawet z twoich rozczarowan mozna sie smiac, nawet z twojego bólu mozna sie smiac, nawet z ciebie  
mozna sie smiac.

Bieganie, jogging i plywanie

Zachowywanie czujnosci w ruchu jest latwe i naturalne. Gdy siedzisz w wyciszeniu, 

zasniecie jest naturalne. Gdy lezysz na lózku, bardzo trudno jest zachowac czujnosc, bo cala 
sytuacja   sprzyja   zasnieciu.   Ale   w   ruchu,   rzecz   jasna,   nie   mozesz   zasnac,   funkcjonujesz 
uwazniej. Jedynym problemem jest to, ze ruch moze stac sie mechaniczny.

Naucz sie stapiac w jedno  cialo, umysl i dusze. Znajdz sposoby, w których mozesz 

funkcjonowac jako pewna jednosc.

Biegajacym   zdarza   sie   to   wiele   razy.   Pewnie   nie   myslales,   ze   bieganie   moze   byc 

medytacja, ale biegajacy czasami doznaja ogromnego przezycia medytacji, i sa zaskoczeni, bo 
tego nie szukali - kto by pomyslal, ze biegnacy czlowiek doswiadczy Boga? A tak sie dzieje. A 
teraz bieganie coraz bardziej staje sie nowa forma medytacji.

Moze to nastapic podczas biegu. Jesli kiedys biegales, jesli radowalo cie bieganie wczesnie 

rano, gdy powietrze jest swieze i mlode, i caly swiat wraca ze snu, budzi sie - biegles, i cialo 
wspaniale funkcjonowalo, swieze powietrze, nowy swiat, na nowo zrodzony z ciemnosci 
nocy, wszystko wkolo spiewalo, czules sie zywy... przychodzi ta chwila gdy biegnacy znika i 
zostaje tylko biegniecie. Cialo, umysl i dusza zaczynaja dzialac razem - nagle wyzwolony jest 
wewnetrzny orgazm.

Medytacja to lek. To jedyny lek. Zapomnij wiec o swoich problemach po prostu wejdz w medytacje.

Biegajacy czasem przypadkowo napotykaja doznanie czwartego, turiya, ale przegapiaja je 

- mysla, ze ich radowanie sie ta chwila bylo tylko skutkiem biegniecia - ze to cudowny dzien, 
zdrowe cialo i taki piekny swiat, i ze byl to tylko jakis nastrój. Nie zauwazaja tego - ale sadze, 
ze gdyby to zauwazali, biegajacy moze zblizyc sie do medytacji tak bardzo jak nikt inny.

Jogging moze byc ogromna pomoca, plywanie moze byc ogromna pomoca. Wszystko to 

trzeba przemienic w medytacje.

Porzuc te stare wyobrazenia o medytacji, ze medytacja jest tylko siedzenie pod drzewem 

w jakiejs pozycji jogi. To tylko jeden ze sposobów, i dla paru osób jest on moze odpowiedni, 
ale nie nadaje sie dla wszystkich. Dla malego dziecka nie jest to medytacja, jest to tortura. Ola 

background image

mlodego czlowieka, który jest pelen zycia, wibrujacy, jest to tlumienie, nie medytacja.

Rankiem zacznij bieg. Zacznij od polowy kilometra, potem jeden kilometr, w koncu dojdz 

do przynajmniej pieciu kilometrów. Biegnac uzywaj calego ciala. Nie biegnij tak, jakbys byl w 
kaftanie bezpieczenstwa. Biegnij jak male dziecko, uzywajac calego ciala - dloni i stóp - i 
biegnij. Oddychaj gleboko, brzuchem. Potem siadz pod drzewem, odpocznij, poc sie, niech 
przyjdzie chlodny wietrzyk; odczuwaj spokój. Bedzie to bardzo gleboka pomoca.

Czasem po prostu stan na ziemi, bez butów, i czuj chlód, miekkosc, cieplo. Cokolwiek 

ziemia gotowa jest dac w tej chwili, odczuwaj to i pozwól temu przez siebie przeplywac, i 
pozwól swej energii splywac do ziemi. Badz polaczony z ziemia.

Gdy jestes polaczony z ziemia, jestes polaczony z zyciem. Gdy jestes polaczony z ziemia, 

jestes  polaczony  z cialem. Gdy  jestes  polaczony  z ziemia, stajesz sie  bardzo  wrazliwy  i 
scentrowany - i to tego wlasnie potrzeba.

To   jest   cala   sztuka   medytacji   -   jak   byc   gleboko   w   dzialaniu,   jak   wyrzec   sie   myslenia   i   jak 

przeksztalcic te energie, która porusza sie w mysleniu, w swiadomosc.

Nigdy nie stan sie ekspertem od biegania - badz amatorem, aby mozna bylo zachowac 

czujnosc. Jesli odczujesz, ze bieganie stalo sie automatyczne, porzuc je - spróbuj plywania. 
Jesli to stanie sie automatyczne, wtedy tanczenie. Pamietac nalezy o tym, ze ruch jest jedynie 
sytuacja   sluzaca   stworzeniu   swiadomosci.   Dopóki   stwarza   swiadomosc   -   dobrze.   Gdy 
przestanie   stwarzac   swiadomosc,   przestanie   byc   przydatny,   zmien   go   na   inny   ruch,   w 
którym znów bedziesz musial byc czujny. Nigdy nie pozwól, aby jakakolwiek aktywnosc 
stala sie automatyczna.

„Opracowalem pewien sposób...”

Umysl jest bardzo powazny, a medytacja jest absolutnie niepowazna. Gdy to mówie, 

mozesz byc zdezorientowany, bo ludzie ciagle z wielka powaga mówia o medytacji. Ale 
medytacja to nic powaznego. Przypomina zabawe - niepowazna. Szczera, ale niepowazna. 
Nie jest czyms takim, jak praca, bardziej przypomina zabawe. Zabawa nie jest aktywnoscia. 
Nawet gdy jest aktywna, nie jest aktywnoscia. Zabawa to sama przyjemnosc. Taka aktywnosc 
do nikad nie zmierza; nie ma zadnej motywacji. Jest to raczej sama czysta, plynaca energia.

Ale jest to trudne, bo tak bardzo jestesmy zajeci aktywnosciami. Zawsze bylismy tak 

aktywni,   ze   aktywnosc   stala   sie   gleboko   zakorzeniona   obsesja.   Nawet   we   snie   jestesmy 
aktywni. Jestesmy aktywni nawet wtedy, kiedy myslimy o odprezeniu. Nawet z odprezenia 
czynimy aktywnosc; aby sie odprezyc, czynimy wysilki. To absurdalne! Ale tak sie dzieje na 
skutek mechanicznych nawyków umyslu.

Kiedys tak sie zdarzylo, ze dwa psy obserwowaly ludzi robiacych medytacje dynamiczna. Jeden z 

nich mówi drugiemu: ‘kiedy to robie mój pan daje mi pigulki na robaki’”

Co wiec robic? Tylko nie-aktywnosc doprowadza do wewnetrznego centrum, ale umysl 

nie potrafi wyobrazic sobie nie-aktywnosci. Co wiec robic?

Opracowalem  pewien  sposób.  A polega on  na tym, zeby  byc  aktywnym  do  takiego 

stopnia, ze aktywnosc po prostu ustaje - badz aktywny do szalenstwa, tak, ze umysl, który 

background image

pragnie   byc   aktywnym,   zostaje   wyrzucony   z  organizmu.   Dopiero   wtedy   -  po   glebokim 
katharsis - mozesz zapasc w nie-aktywnosc i miec  przeblysk  tego swiata, który  nie jest 
swiatem wysilku.

Gdy   poznasz   ten   swiat,   mozesz   w   niego   wchodzic   bez   zadnego   wysilku.   Gdy   go 

poczujesz - jak byc po prostu tu i teraz, nic nie robiac - mozesz w kazdej chwili w niego 
wchodzic; gdziekolwiek jestes, mozesz w nim pozostawac. W koncu mozesz byc na zewnatrz 
aktywny, a wewnatrz w glebokiej nie-aktywnosci.

Metody oparte na katharsis sa wynalazkiem wspólczesnosci. Za czasów Buddy nie byly 

potrzebne, poniewaz ludzie nie byli tak stlumieni. Ludzie byli naturalni, zyli prymitywnie - 
zyciem niecywilizowanym, spontanicznym. Dlatego vipassana - vipassana oznacza wglad - 
dawana byla przez Budde ludziom wprost. Ale teraz nie mozesz od razu wejsc w vipassane. 
A nauczyciele, którzy nadal nauczaja vipassany bezposrednio, nie naleza do tego stulecia - sa 
w tyle o dwa tysiace lat. Owszem, czasem moga pomóc jednej czy dwóm osobom na sto, ale 
to   niewiele,   ja   wprowadzam   metody   oparte   na   katharsis,   by   najpierw   zostalo 
zneutralizowane   to,   co   cywilizacja   ci   uczynila   -   abys   znów   stal   sie   prymitywny.   Z   tej 
prymitywnosci, z tej pierwotnej niewinnosci, wglad staje sie latwo dostepny.

MEDYTACJA DYNAMICZNA

praktykowana w osrodkach Osho codziennie rano

Gdy konczy sie sen, cala przyroda ozywia sie; noc minela, nie ma juz ciemnosci, slonce 

wstaje i wszystko staje sie swiadome i czujne, jest to medytacja, w której musisz byc ciagle 
czujny, swiadomy, uwazny - cokolwiek robisz. Pozostawaj obserwatorem. Nie zgub sie.

Latwo jest zgubic sie. Oddychajac, mozesz zapomniec. Mozesz tak bardzo stac sie jednym 

z   oddychaniem,   ze   zapomnisz   o   obserwatorze.   A   wtedy   przegapiasz   cel   tej   praktyki. 
Oddychaj   najszybciej,  najglebiej,  jak  to   mozliwe,   wlóz  w  to   cala  swa  energie,  ale   nadal 
pozostawaj obserwatorem. Obserwuj to, co sie dzieje jakbys byl widzem, jakby to wszystko 
dzialo sie komus innemu, jakby wszystko dzialo sie w ciele, a swiadomosc jest po prostu 
scentrowana i obserwujaca.  To bycie obserwatorem  musi byc zachowane we wszystkich 
trzech fazach. A gdy wszystko sie zatrzyma i w czwartej fazie staniesz sie calkowicie bierny, 
nieruchomy, ta uwaznosc siegnie szczytu.

Medytacja dynamiczna trwa godzine, sklada sie z pieciu czesci. Mozna ja robic samemu, 

ale   energia   bedzie   potezniejsza   gdy   praktykuje   sie   ja   w   grupie.   Jest   ona   doznaniem 
indywidualnym, dlatego nie zwracaj uwagi na ludzi wokolo i caly czas miej oczy zamkniete, 
a   najlepiej   zasloniete   przepaska.   Najlepiej   robic   ja   z   pustym   zoladkiem   i   w   luznym 
wygodnym stroju.

Jesli miejsce nie pozwala na halasowanie, mozesz robic cicha odmiane - zamiast wyrzucac 

dzwieki z siebie, niech hatharsis w drugiej czesci zachodzi calkowicie w ruchach ciala. W 
trzeciej czesci dzwiek „hu” moze byc wybijany w ciszy, wewnatrz, a piata czesc moze stac sie 
tancem pelnym ekspresji.

Czesc pierwsza - 10 minut 
Oddychaj chaotycznie nosem, koncentrujac sie stale na wydechu. Wdechem cialo zajmie 

sie samo. Rób to najszybciej i najmocniej jak to jest mozliwe - a potem jeszcze nieco mocniej, 

background image

az doslownie staniesz sie oddychaniem. Dla wspomozenia gromadzenia energii wykorzystuj 
naturalne  ruchy  ciala.  Poczuj  jak  energia   gromadzi  sie,  ale  nie  puszczaj  jej  w  czasie  tej 
pierwszej czesci.

Czesc druga - 10 minut
Wybuchnij! Pusc wszystko, co tylko potrzebuje byc wyrzuconym na zewnatrz. Oszalej 

totalnie, wrzeszcz,  krzycz, placz, skacz, trzes  sie, tancz, spiewaj, smiej sie, rzucaj  sie na 
wszystkie strony. Niczego nie powstrzymuj, cale cialo utrzymuj w ruchu. Czesto na poczatku 
pomaga odrobina udawania. Nigdy nie pozwól, zeby umysl ingerowal w to, co sie dzieje. 
Badz totalny.

Czesc trzecia - 10 minut
Z podniesionymi rekami podskakuj i mozliwie najglebiej wykrzykuj mantre „HU! HU! 

HU!” Przy kazdym opadnieciu na ziemie, na podeszwy stóp, niech dzwiek ten wbija sie 
gleboko w osrodek seksu. Daj z siebie wszystko, wyczerpuj sie totalnie.

Czesc czwarta - 15 minut
Stop! Zatrzymaj sie w bezruchu, w takiej pozycji, w jakiej jestes. W zaden sposób nie 

ukladaj ciala. Kaszlniecie, poruszenie - cokolwiek - rozproszy przeplyw energii i caly wysilek 
pójdzie na marne. Badz obserwatorem wszystkiego, co sie z toba dzieje.

Czesc piata - 15 minut
Swietuj   i   raduj   sie   razem   z   muzyka   i   tancem,   wyrazaj   wdziecznosc   wszystkiemu. 

Zachowaj to szczescie w sobie przez caly dzien.

Ktos powiedzial, ze medytacja, która tutaj robimy, zdaje sie byc czystym szalenstwem. 

Tak jest. I jest tak z pewnego powodu. W tym szalenstwie jest metoda, zostala ona dobrana 
swiadomie.

Pamietaj - z wlasnej woli nie mozesz oszalec. Szalenstwo toba owladnie. Tylko wtedy 

mozesz oszalec. A jesli wchodzisz w szalenstwo z wlasnej woli, jest to cos zupelnie innego. 
Kontrolujesz wszystko, a kto potrafi kontrolowac nawet swoje szalenstwo, ten nigdy nie 
oszaleje.

Drwal,  kamieniarz - nie potrzebuja robic medytacji opartej na katharsis - robia ja przez caly dzien. 

Ale dla czlowieka wspólczesnego wszystko sie zmienilo.

 
Osho  mówi o  niektórych  reakcjach  mogacych  nastapic w ciele  na skutek  glebokiego 

katharsis medytacji dynamicznej.

Jesli odczujesz ból, zwróc na niego uwage i nie rób nic. Uwaga to potezny miecz - tnie 

wszystko. Po prostu zwróc uwage na ten ból.

Siedzisz chociazby cicho w ostatniej czesci medytacji, bez ruchu, tyle doznan czujesz w 

ciele. Czujesz, ze martwieje ci noga, jakies swedzenie w dloni, czujesz mrówki wedrujace po 
ciele.   Wiele   razy   spogladasz,   ale   mrówek   nie   ma.   To   mrowienie   jest   wewnatrz,   nie   na 
zewnatrz. Co masz zrobic? Czujesz, ze martwieje ci noga? Obserwuj, cala uwage skup na niej. 
Czujesz swedzenie? Nie drap sie. To nie pomoze. Po prostu zwróc na to uwage. Nie otwieraj 
oczu. Zwróc uwage do wewnatrz i tylko czekaj i obserwuj. Po paru sekundach swedzenie 
zniknie. Cokolwiek sie dzieje - nawet jesli czujesz ból, ostry ból w brzuchu czy glowie. Dzieje 
sie tak, gdyz w medytacji zmienia sie cale cialo. Zmienia sie jego chemia. Dzieje sie cos 
nowego i cialo jest w chaosie. Czasem podziala to na brzuch, gdyz w brzuchu stlumiles wiele 

background image

emocji,   i   wszystkie   one   zostaly   pobudzone.   Czasem   przyjdzie   ci   ochota   wymiotowac, 
poczujesz sie niedobrze. Czasem odczujesz ostry ból w glowie, gdyz medytacja zmienia 
wewnetrzna strukture mózgu. W trakcie medytacji jestes w prawdziwym chaosie. Wkrótce 
wszystko sie uspokoi. Ale na razie wszystko jest w nieladzie.

Co   masz   wiec   robic?   Po   prostu   zobacz   ten   ból   w   glowie,   obserwuj   go.   Badz 

obserwatorem. Po prostu zapomnij, ze to robisz - i stopniowo wszystko ucichnie, i ucichnie 
tak pieknie i z takim wdziekiem, ze nie uwierzysz jesli tego nie doznasz. Zniknie nie tylko ból 
glowy - bo energia, która stwarzala ten ból, jesli jest obserwowana, znika - ta sama energia 
staje sie przyjemnoscia. Energia jest ta sama.

Medytacja zaczyna sie katharsis a konczy swietowaniem.

Ból i przyjemnosc to dwa wymiary tej samej energii. Jesli zdolasz pozostac w wyciszonym 

siedzeniu i zwracac bedziesz uwage na to, co cie rozprasza, wszystkie rozproszenia znikna. A 
gdy znikna wszystkie rozproszenia, nagle uswiadomisz sobie, ze zniklo cale cialo.

Osho przestrzega przed przeksztalceniem obserwowania bólu w kolejny fanatyzm. Jesli 

nieprzyjemne symptomy fizyczne - bolesci i bóle czy nudnosci - utrzymuja sie dluzej niz 3-4 
dni codziennej medytacji, nie ma potrzeby byc masochista - zwróc sie o porade do lekarza. 
Odnosi sie to do wszystkich medytacji Osho. Baw sie!

MANDALA

Jest   to   inna   potezna   technika   oparta   na   katharsis,   która   stwarza   krag   energii 

prowadzacych do naturalnego scentrowania. Sklada sie ona z czterech czesci po 15 minut 
kazda.

Czesc pierwsza - 15 minut
Z otwartymi oczami biegnij w miejscu, zaczynajac powoli i stopniowo przyspieszajac 

coraz bardziej. Unos kolana najwyzej jak zdolasz. Równe i glebokie oddychanie poruszy 
energie wewnatrz ciebie. Zapomnij o umysle i zapomnij o ciele. Trwaj w tym biegu.

Czesc druga - 15 minut
Usiadz z zamknietymi oczami, otwartymi ustami i szczeka luzno opuszczona. Lagodnie 

zacznij krazenia ciala od pasa, jak trzcina poruszajaca sie na wietrze. Poczuj wiatr kolyszacy 
cie z boku na bok, do przodu i do tylu, wkolo i wkolo. Doprowadzi to twoje przebudzone 
energie do osrodka pepka.

Nie moge stworzyc dla ciebie nieba. To dlatego wszystkie moje techniki medytacyjne najpierw 

stwarzaja pieklo.

Czesc trzecia - 15 minut
Polóz sie na plecach, otwórz oczy i z nieruchoma glowa zacznij wirowac oczami w 

kierunku zgodnym z kierunkiem ruchu wskazówek zegara. Poruszaj nimi po calym okregu, 
jakby sledzily minutowa wskazówke wielkiego zegara, ale rób to najszybciej jak to mozliwe. 
Wazne jest, by usta byly otwarte, a szczeka rozluzniona. Oddech ma byc lagodny i równy. 
Doprowadzi to scentrowane energie do trzeciego oka.

background image

Czesc czwarta - 15 minut
Zamknij oczy i lez nieruchomo.

Potrzeba katharsis

Codziennie na 60 minut po prostu zapomnij o swiecie. Niech caly swiat zniknie z ciebie i 

ty zniknij ze swiata. Zrób zwrot w tyl, zwrot o 180 stopni, i po prostu wejrzyj do wewnatrz. 
Na poczatku  zobaczysz  tylko   chmury.  Nie  przejmuj  sie  - twoje  stlumienia  stworzyly  te 
chmury. Natkniesz sie na zlosc, nienawisc, chciwosc i wszelkiego rodzaju czarne dziury. 
Stlumiles je, sa wiec. A twoje tak zwane religie nauczyly cie tlumienia, przypominaja wiec 
one rany. Ukrywales je.

Stad mój nacisk najpierw na katharsis. jesli nie przejdziesz wielkiego katharsis, musial 

bedziesz  przejsc   wiele  chmur.  Bedzie   to  meczace,   a  ty   mozesz   byc  tak   niecierpliwy,  ze 
wrócisz do swiata, i powiesz: „Nic tam nie ma. Nie ma lotosu i nie ma aromatu, sam smród, 
smieci”.

Wiesz to. Co napotykasz, gdy zamykasz oczy i zaczynasz wchodzic do wewnatrz? Nie 

trafiasz   na   te   piekne   krainy,   o   których   mówia   buddowie.   Napotykasz   piekla,   agonie, 
stlumione   i   czekajace   na   ciebie.   Zlosc,   gromadzaca   sie   z   wielu   zywotów.   Wszystko   w 
balaganie, chce sie wiec pozostawac poza tym. Wolisz isc do kina, do klubu, spotkac sie z 
ludzmi i plotkowac. Wolisz pozostac czyms zajety az do zmeczenia i zasniecia. Tak zyjesz, 
taki jest styl twojego zycia.

Gdy wiec zaczynasz patrzec do wewnatrz, naturalnie, jestes bardzo zdumiony. Buddowie 

opowiadaja o wielkim dobrodziejstwie, wielkim aromacie, o tym, ze napotkasz kwitnace 
kwiaty lotosu - i o aromacie, który jest wieczny. A kolor tych kwiatów pozostaje taki sam, nie 
zmienia sie. Mówia o tym raju, mówia o tym królestwie bozym, które jest w tobie. A gdy ty 
wchodzisz do wewnatrz, napotykasz tylko pieklo.

Widzisz   nie   krainy   buddów,   ale   obozy   koncentracyjne   Adolfa   Hitlera.   Naturalnie, 

zaczynasz myslec, ze to wszystko bzdura, ze lepiej pozostac na zewnatrz, i po co bawic sie 
tymi ranami? To tez boli. I z ran zaczyna wyplywac ropa, i jest to brudne.

Ale   katharsis   pomaga.   Jesli   wejdziesz   w   katharsis,   jesli   przejdziesz   przez   medytacje 

chaotyczne, wszystkie chmury wyrzucisz na zewnatrz, wszystkie te ciemnosci wyrzucisz na 
zewnatrz, a wtedy swiadomosc umyslu staje sie latwiejsza.

I wlasnie dlatego klade nacisk najpierw na medytacje chaotyczne, a potem na medytacje 

wyciszenia, najpierw medytacje aktywne, potem medytacje bierne. W biernosc mozna wejsc 
tylko wtedy, gdy wszystko to, co przypominalo smieci, zostalo wyrzucone. Zlosc zostala 
wyrzucona, chciwosc zostala wyrzucona... warstwa na warstwie, wszystko tam jest. A gdy to 
wyrzucisz, z latwoscia mozesz wsliznac sie do wnetrza. Nic nie stoi na przeszkodzie.

I nagle - jasne swiatlo krainy buddów. I nagle jestes w totalnie innym swiecie - swiecie 

Prawa Lotosu, swiecie Dharmy, swiecie Tao.

Bicie poduszek

Kiedy czujesz w sobie zlosc, nie potrzeba zloscic sie na kogos; po prostu badz w zlosci. 

Niech bedzie to medytacja. Zamknij pokój, siadz w samotnosci i pozwól wyplynac takiej 
zlosci, jaka tylko zdola sie pojawic, jesli masz ochote bic, bij poduszke.

Rób wszystko to, na co masz ochote; poduszka nie bedzie sie sprzeciwiac. Jesli chcesz 

background image

zabic poduszke, wez nóz i zabij ja! To pomaga, nadzwyczajnie pomaga. Nie masz pojecia jak 
pomocna moze byc poduszka. Po prostu bij ja, bij ja, rzucaj nia. Jesli jestes zly na kogos, 
napisz jego imie na poduszce albo przyklej jego zdjecie.

Poczujesz sie smiesznie, glupio, ale to zlosc jest smieszna - nic z tym nie zrobisz. Niech 

wiec   tak   bedzie,   a   ty   ciesz   sie   tym   jako   zjawiskiem   energetycznym.   Jest   to   zjawisko 
energetyczne.   Jesli   nikomu   nie   wyrzadzasz   krzywdy,   nie   ma   w   tym   nic   zlego.   Gdy 
spróbujesz, przekonasz sie, ze mysl o wyrzadzaniu komus krzywdy stopniowo znika.

Uczyn z tego praktyke codzienna - co rano 20 minut. Potem obserwuj caly dzien. Bedziesz 

spokojniejszy, gdyz energia, która stala sie trucizna, zostaje wyrzucona z organizmu. Rób to 
co najmniej przez dwa tygodnie, a po tygodniu zaskoczy cie, ze bez wzgledu na sytuacje, w 
której jestes, zlosc sie nie pojawia. Po prostu spróbuj.

Ziajaj jak pies

Trudno jest pracowac ze zloscia wprost, bo moze ona byc gleboko stlumiona. Pracuj wiec 

z nia posrednio. Bieganie pomoze w odparowaniu sporej ilosci zlosci i sporej ilosci leku. Gdy 
przez dluzszy czas biegniesz i oddychasz gleboko, umysl przestaje funkcjonowac i cialo 
przejmuje prowadzenie.

I takie drobne cwiczenie bedzie bardzo pomocne. Kiedy ktos nie schodzi ponizej zoladka, 

ponizej brzucha, gdy jest nieco powierzchowny, niech chodzi i ziaja jak pies. Moze wysunac 
jezyk na zewnatrz - zwiesic go, i krazyc jak pies i ziajac.

Caly przelyk zostanie otwarty. Gdy ktos ma tam jakis blok, ziajanie moze byc bardzo 

wazne. Jesli bedzie ziajal przez pól godziny, jego zlosc poplynie bardzo pieknie. Znajdzie sie 
w niej cale cialo.

Mozesz wiec spróbowac tego czasami w swoim pokoju. Mozesz wziac lustro i szczekac i 

warczec na nie. W ciagu trzech tygodni poczujesz, ze to wchodzi bardzo, bardzo gleboko. 
Kiedy zlosc zostanie uwolniona, zniknie, poczujesz sie wolny.

RANEK

swietowanie, praca i zabawa

Muzyka i taniec

Muzyka jest medytacja - medytacja skrystalizowana w pewnym wymiarze. Medytacja jest 

muzyka - muzyka roztapiajaca sie w bezwymiarowosci. Nie sa to dwie rózne rzeczy.

Jesli kochasz muzyke, kochasz ja tylko dlatego, ze przy niej odczuwasz roztaczajaca sie w 

jakis sposób medytacje. Pochlania cie ona, upajasz sie nia. Cos nieznanego zaczyna zstepowac 
i obejmowac cie... Bóg zaczyna szeptac. Twoje serce bije innym rytmem, zgodnym z melodia 
wszechswiata. Nagle znajdujesz sie w glebokim orgazmie z caloscia. Subtelny taniec wkracza 
do twego istnienia, a drzwi, które na zawsze byly zamkniete, zaczynaja sie otwierac. Przenika 
cie nowy powiew - zdmuchniety zostaje kurz stuleci. Czujesz sie tak, jakbys wzial kapiel, 
duchowa kapiel; byles pod prysznicem - czysty, swiezy, dziewiczy.

Muzyka jest medytacja; medytacja jest muzyka, jest to dwoje drzwi, przez które mozna 

dojsc do tego samego.

background image

Tance sufickie

Jesli   czlowiek   bedacy   w   zlosci   wezmie   udzial   w   tancu   sufickim,   jego   taniec   bedzie 

zawieral zlosc. Mozesz obserwowac ludzi a zobaczysz, ze ich tance sa rózne. Czyjs taniec jest 
rodzajem wscieklosci; zlosc przenika jego taniec, jego gesty. W czyims tancu jest wdziek, 
plynie w nim milosc, jest swego rodzaju elegancja. W tancu kogos innego jest wspólczucie. W 
tancu kogos innego jest ekstaza. Taniec kogos jeszcze jest jedynie przemeczony i posepny - 
wykonuje on tylko puste gesty, nikogo w nich nie ma; jest to mechaniczne. Obserwuj. Skad ta 
róznica? Stad, ze w tych ludziach sa rózne warstwy stlumienia

Gdy tanczysz, jezeli jest w tobie zlosc, to ona bedzie tanczyc. Gdzie ma sie podziac? Im 

bardziej ty bedziesz tanczyl, tym bardziej ona bedzie tanczyc. Jesli jestes pelen milosci, kiedy 
zaczynasz tanczyc, twoja milosc zacznie wyplywac - bedzie tanczyc wokól ciebie, w calej 
przestrzeni. Twój taniec bedzie tancem ciebie, bedzie zawieral to wszystko, co sie w tobie 
zawiera. Jesli jestes stlumiony seksualnie, gdy tanczysz, seks wyplynie na powierzchnie.

Musisz przejsc katharsis, nie mozesz isc wprost. Dopiero wtedy, gdy znikna wszystkie 

trucizny i zniknie dym, bedziesz w stanie zyskac wglad czy blogosc w metodach takich jak 
tance sufickie.

NATARAJ

Nataraj to taniec jako totalna medytacja. Sklada sie z trzech czesci trwajacych lacznie 65 

minut.

Czesc pierwsza - 40 minut
Z   zamknietymi   oczami   tancz   jak   opetany.   Niech   twoja   nieswiadomosc   zawladnie 

calkowicie. Nie kontroluj swoich ruchów, ani nie badz swiadkiem tego, co sie dzieje. Badz 
jedynie totalnie w tancu.

Czesc druga - 20 minut
Z zamknietymi oczami natychmiast sie polóz. Badz w ciszy, nieruchomy.
Czesc trzecia - 5  minut
Tancz celebrujac i ciesz sie tym.
Zapomnij   o   tanczacym,   centrum   ego;   stan   sie   tancem.   To   jest   medytacja.   Tancz   tak 

gleboko, az zapomnisz zupelnie, ze to ty tanczysz, i zaczniesz czuc, ze jestes tancem. Ten 
podzial musi zniknac - wtedy staje sie to medytacja. Jezeli ten podzial pozostanie, bedzie to 
cwiczenie - dobre, zdrowe, ale nie mozna o nim powiedziec, zeby to bylo cos duchowego. Jest 
to  tylko  zwyczajny  taniec.  Taniec  sam  w sobie  jest  dobry  - jako  taki jest  dobry. Potem 
bedziesz czuc sie swiezo, mlodo. Ale nie jest to jeszcze medytacja. Tanczacy musi zniknac, az 
pozostanie tylko taniec.

Jesli nie wykorzystasz zwyczajnego zycia jako medytacji, twoja medytacja musi stac sie czyms w  

rodzaju ucieczki.

Co wiec robic? Badz totalnie w tancu, bo ten podzial moze istniec tylko wtedy, gdy nie 

jestes w nim totalnie. Jezeli staniesz z boku i bedziesz patrzyl na wlasny taniec, podzial 
pozostanie - ty jestes tanczacym, i to ty tanczysz. Wtedy tanczenie jest tylko czynem, czyms, 
co robisz; nie jest to twoje istnienie. Zaangazuj sie wiec totalnie; roztop sie w tancu. Nie stój z 

background image

boku, nie badz obserwatorem. Wez udzial!

Niech taniec plynie wlasna droga - nie wymuszaj go. Raczej idz za nim, pozwól mu 

zaistniec.   Nie   jest   to   dzialanie,   ale   zdarzenie,   które   nastepuje.   Pozostan   w   nastroju 
swietowania. Nie robisz nic takiego powaznego; ot, bawisz sie, bawisz sie swoja energia 
zyciowa, bawisz sie swoja bioenergia, pozwalajac jej na taki ruch, jakiego ona chce. Tak, jak 
wiejacy wiatr i plynaca rzeka - i ty plyniesz i wiejesz. Poczuj to.

I baw sie. Zawsze pamietaj te slowa - baw sie. Przy mnie sa one podstawa. W tym kraju, 

to, co stworzyl Bóg, nazywamy leela - zabawa Boga. Bóg nie stworzyl tego swiata; jest to jego 
zabawa.

KIRTAN

Nie traktuj religii powaznie. Mozesz w niej spiewac i tanczyc, nie potrzeba smutnych 

min. Zbyt dlugo juz zylismy ze smutnymi minami. Jezeli spojrzysz na stara twarz Boga, 
zobaczysz, ze jest smutna. To jest powodem znudzenia. Potrzebny jest nam teraz Bóg, który 
potrafi tanczyc i smiac sie.

Kirtan jako technika medytacji sklada sie z trzech czesci.
Czesc pierwsza - 20 minut
Zamknij oczy - tancz, spiewaj i klaskaj. Badz w tym  totalnie.
Czesc druga - 20 minut
Polóz sie, badz w ciszy i bezruchu.
Czesc trzecia - 20 minut
Znów tancz i spiewaj w totalnym oddaniu. Zatrac sie.

Zyj ta chwila

W miare  jak wchodzisz glebiej  w medytacje,  czas  znika. Kiedy  medytacja naprawde 

rozkwitnie, nie znajdziesz czasu. Dzieje sie to równoczesnie - gdy znika umysl, znika czas. 
Dlatego przez cale stulecia mistycy powiadali, ze czas i umysl to tylko dwie strony tej samej 
monety. Umysl nie moze zyc bez czasu i czas nie moze zyc bez umyslu. Czas daje umyslowi 
mozliwosc istnienia.

Dlatego wszyscy buddowie nalegaja: „Zyj ta chwila”. Zycie w tej chwili to medytacja; 

samo bycie tu i teraz to medytacja. Ci, którzy sa tu i teraz, w tej chwili, ze mna, sa w 
medytacji Oto jest medytacja - kukulka wola z oddali i samolot przelatuje i gawrony i ptaki i 
wszystko jest w ciszy i w umysle nie ma poruszenia. Nie myslisz o przeszlosci, i nie myslisz o 
przyszlosci. Czas sie zatrzymal. Swiat sie zatrzymal.

Zatrzymanie swiata - to cala sztuka medytacji. A zyc ta chwila - to zyc w wiecznosci. 

Posmakowanie tej chwili, bez zadnej mysli, bez umyslu, to posmakowanie niesmiertelnosci.

TECHNIKI W ZYCIU CODZIENNYM

Stop!

Zacznij robic te bardzo prosta metode przynajmniej szesc razy dziennie. Za kazdym 

razem   zajmuje   ona   tylko   pól   minuty,   razem   sa   to   wiec   trzy   minuty   w   ciagu   dnia.   To 
najkrótsza medytacja w swiecie! Ale musisz robic ja nagle - to jest cale jej sedno.

Idac ulica - nagle przypomnij sobie. Zatrzymaj sie, zatrzymaj sie calkowicie, bez zadnego 

background image

ruchu. Przez pól minuty tylko badz obecny. Bez wzgledu na sytuacje zatrzymaj sie calkowicie 
i tylko badz obecny dla tego wszystkiego, co sie dzieje. Potem znów zacznij isc. Szesc razy 
dziennie. Mozesz robic wiecej, ale nie mniej - to spowoduje silne otwarcie. Trzeba to robic 
nagle.

Miliony ludzi przegapiaja medytacje, gdyz medytacja przybrala niewlasciwa konotacje. Wyglada 

bardzo powaznie, wyglada posepnie, ma w sobie cos z kosciola - wyglada, jakby byla tylko dla tych, 
którzy sa martwi lub prawie martwi, którzy sa posepni, powazni, maja smutne miny - którzy  utracili  
swietowanie, ucieche, zabawe, celebrowanie.

Jesli nagle staniesz sie po prostu obecny zmieni sie cala energia. Ustanie ciaglosc, która 

trwala w umysle, i jest to tak nagle, ze umysl nie zdola tak szybko wytworzyc jakiejs nowej 
mysli. Potrzeba na to czasu - umysl jest glupi.

Gdziekolwiek   gdy   tylko   sobie   przypomnisz,   po   prostu   wstrzasnij   calym   swoim 

istnieniem i zatrzymaj sie. Nie tylko ty staniesz sie swiadomy. Wkrótce poczujesz, ze inni 
ludzie staja sie swiadomi twojej energii - ze cos sie stalo; wkracza w ciebie cos z nieznanego.

Praca jako medytacja

Kiedy poczujesz, ze nie jestes w dobrym nastroju i nie czujesz sie dobrze w pracy, przed 

rozpoczeciem pracy, przez piec minut, wykonuj glebokie wydechy. Poczuj, ze z wydechem 
wyrzucasz na zewnatrz swój ciemny nastrój - bedziesz zaskoczony, ze po pieciu minutach 
wrócisz nagle do normy i zdolowanie zniknelo, ciemnosc przestala istniec. 

Jesli zdolasz przemienic swoja prace w medytacje, bedzie to najlepsze. Wtedy medytacja 

nigdy nie jest w konflikcie z twoim zyciem. Cokolwiek robisz, badz medytujacy. Medytacja 
nie jest czyms oddzielnym, jest czescia zycia. Jest jak oddychanie. Tak, jak oddychasz, wdech 
i wydech - tak samo i medytuj.

I   jest   to   tylko   pewne   przeniesienie   nacisku,   niewiele   trzeba   robic.   To,   co   robiles 

nieuwaznie,   zacznij   robic   uwaznie.   To,   co   robiles   chcac   uzyskac   jakis   rezultat,   chocby 
pieniadze... Jest to w porzadku, ale mozesz zyskac z tego jeszcze cos wiecej. Pieniadze sa w 
porzadku i jesli twoja praca daje ci pieniadze, dobrze - czlowiek potrzebuje pieniedzy, ale nie 
sa one wszystkim. A jesli tuz obok mozesz zebrac o wiele wiecej przyjemnosci, czemu masz je 
przegapiac? Sa za darmo.

Po tym mozna poznac medytacje - czlowiek naprawde medytujacy jest pelen radosci; zycie jest dla 

niego uciecha, zycie jest leela - zabawa. Cieszy sie nim ogromnie, nie jest powazny, jest odprezony.

Bedziesz   wykonywal   swoja   prace   bez   wzgledu   na   to   czy   ja   kochasz   czy   nie,   wiec 

wprowadzenie   do   niej   milosci   wywola   wiele   wiecej   rzeczy,   które   w   innym   przypadku 
przegapilbys.

Ktokolwiek zajmuje sie praca twórcza, moze ze swojego zycia uczynic medytacje, w taki 

sposób, jak Osho opisuje tu w odpowiedzi na pytanie zadane przez malarza.

Sztuka jest medytacja; kazda aktywnosc staje sie medytacja jesli w niej zatracasz siebie, 

nie badz wiec tylko technikiem. Jesli bedziesz tylko technikiem, malowanie nigdy nie stanie 
sie medytacja. Musisz byc w nim do szalenstwa, do opetania, zupelnie zatracony, nie wiedzac 

background image

dokad zmierzasz, nie wiedzac co robisz, nie wiedzac kim jestes.

Ten   stan   niewiedzenia   bedzie   medytacja   -   niech   nastapi.   Obraz   nie   powinien   byc 

malowany, a powinno sie pozwolic mu sie zdarzyc - i nie mam tu na mysli tego, ze ty tylko 
bedziesz leniwy, nie - wtedy nigdy sie nie zdarzy. Musi to toba kierowac, musisz byc bardzo, 
bardzo aktywny, a jednak nie robic tego. To jest cala umiejetnosc, to jest cale sedno - musisz 
byc aktywny, a jednak nie byc tym, który to robi.

Podejdz   do   plótna.   Przez   kilka   minut   tylko   medytuj,   ot,   siadz   tam   w   ciszy,   przed 

plótnem. Ma to przypominac pismo automatyczne. Bierzesz dlugopis do reki i siedzisz w 
ciszy i nagle stwierdzasz drgniecie w dloni i to nie ty je spowodowales, wiesz, ze to nie ty je 
spowodowales.   Po   prostu   na   nie   czekales.   To   drgniecie   przychodzi   i   dlon   zaczyna   sie 
poruszac, cos zaczyna sie dziac.

Tak wlasnie powinienes zaczynac malowanie. Kilka minut medytacji, po prostu bycia 

otwartym   i   przyjmujacym.   Cokolwiek   bedzie   sie   dzialo,   pozwolisz   temu   sie   zdarzyc. 
Wprowadzisz cale swoje doswiadczenie w przyzwolenie temu zdarzeniu sie.

Jaki jest pozytek z medytacji? Ile mozesz na niej zarobic? Jaki jest pozytek z tanca?… Zaden.  

Taniec nie da ci jedzenia, nie da ci picia, nie da ci schronienia. Zdaje sie byc bezuzyteczny. Wszystko co 
piekne i prawdziwe jest bezuzyteczne.

Wez pedzel i zacznij. Na poczatku powoli, tak, bys nie wprowadzil w to siebie. Poruszaj 

sie powoli. Niech obiekt malowania zacznie przez ciebie plynac sam z siebie, a potem zatrac 
sie w nim. I nie mysl o niczym innym. Sztuka musi byc dla sztuki, wtedy jest medytacja. Nie 
wolno   dopuscic,   aby   pojawila   sie   w   niej   jakas   motywacja,   i   nie   mówie,   ze   masz   nie 
sprzedawac swoich obrazów czy ich nie wystawiac - jest to zupelnie w porzadku, ale jest to 
produkt uboczny. Nie jest to motywacja. Czlowiek potrzebuje jedzenia, sprzedaje wiec obraz, 
ale to, ze go sprzedaje, boli - niemal tak, jakbys sprzedawal swoje dziecko. Ale czlowiek tego 
potrzebuje,   wiec   jest   to   w   porzadku.   Czujesz   smutek,   ale   nie   bylo   to   motywacja   -   nie 
malowales   po   to,   zeby   sprzedawac.   Zostal   sprzedany   -   to   cos   innego   -   ale   nie   jest   to 
motywacja, bo gdyby tak bylo pozostaniesz tylko technikiem.

Powinienes   sie   w   tym   zatracic.   Nie   musisz   byc,   powinienes   calkowicie   zniknac   w 

malowaniu, w tancu, w oddychaniu, w spiewaniu. Cokolwiek robisz, powinienes zupelnie 
zniknac w nie-kontrolowaniu.

Medytacja dla podrózujacych samolotami

Nie mozna znalezc lepszej okazji do medytowania niz latanie na duzych wysokosciach. 

Im   wyzsza   wysokosc,   tym   latwiejsza   medytacja.   Dlatego   przez   cale   stulecia   medytujacy 
wedrowali w góry w poszukiwaniu duzych wysokosci.

Kiedy grawitacja jest mniejsza i ziemia jest bardzo odlegla, oddala sie wiele przyciagan ze 

strony ziemi, jestes z dala od tego zepsutego spoleczenstwa zbudowanego przez czlowieka. 
Otaczaja cie chmury i gwiazdy i ksiezyc i slonce i ogromna przestrzen... Rób wiec to: zacznij 
odczuwac jednosc z tym ogromem, i rób to w trzech etapach.

Etap pierwszy - przez kilka minut mysl tylko o tym, ze stajesz sie wiekszy... wypelniasz 

caly samolot. Potem etap drugi - zacznij odczuwac, ze stajesz sie jeszcze wiekszy, wiekszy niz 
samolot, wlasciwie to samolot jest w tobie, i etap trzeci - poczuj, ze rozszerzyles sie na cale 

background image

niebo. Teraz te chmury, które sie poruszaja, i ksiezyc i gwiazdy - poruszaja sie w tobie; jestes 
olbrzymi, nieograniczony.

To uczucie stanie sie twoja medytacja, i poczujesz sie calkowicie odprezony i bez napiecia.
oto jest sekret: Porzuc automatyzm
Jesli zdolamy odautomatyzowac nasze dzialania, cale zycie stanie sie medytacja, wtedy 

jakikolwiek drobiazg, wziecie prysznicu, jedzenie posilku, rozmowa z przyjacielem - staje sie 
medytacja. Medytacja jest pewna cecha - mozna ja wprowadzic do wszystkiego. Nie jest to 
jakis   konkretny   czyn.   Ludzie   mysla   w   ten   sposób,   mysla,   ze   medytacja   jest   jakims 
konkretnym czynem, jesli siedzisz twarza ku wschodowi, powtarzasz jakies mantry, palisz 
kadzidlo, robisz to czy tamto o okreslonej porze, w okreslony sposób, okreslonym gestem. 
Medytacja   nie   ma   nic   wspólnego   z   tym   wszystkim.   Wszystko   to   sa   sposoby   jej 
zautomatyzowania, a medytacja jest przeciwna automatyzacji.

Jesli   wiec   zdolasz   utrzymac   czujnosc,   kazde   dzialanie   jest   medytacja,   kazdy   ruch 

ogromnie ci pomoze.

Palenie papierosów - medytacja

Przyszedl do mnie kiedys pewien czlowiek. Byl nalogowym palaczem od trzydziestu lat, 

byl chory, a lekarze powiedzieli mu: „Nigdy nie wyzdrowiejesz jesli nie rzucisz palenia”. Ale 
on palil nalogowo, nie mógl sie temu oprzec. Próbowal - nie bylo tak, zeby nie próbowal - 
usilnie próbowal i w tym usilowaniu wiele wycierpial. Ale udawalo mu sie tylko na dzien, 
dwa, potem ta potrzeba znów przychodzila z taka moca, ze go po prostu pochlaniala, i 
znowu wpadal w to samo rutynowe zachowanie.

Z powodu palenia utracil wszelka wiare w siebie - wiedzial, ze nie potrafi zrobic czegos 

tak   drobnego   -   ze   nie   potrafi   rzucic   palenia.   W   swych   wlasnych   oczach   stal   sie 
bezwartosciowy, uwazal siebie za najbardziej bezwartosciowego czlowieka w swiecie. Nie 
mial dla siebie zadnego szacunku. Przyszedl do mnie.

Co moge zrobic? Jak mam przestac palic? - zapytal.
Nikt nie jest w stanie przestac palic. Musisz to zrozumiec. Palenie nie jest teraz tylko 

kwestia twojej decyzji. Weszlo do swiata twoich nawyków, zapuscilo korzenie. Trzydziesci 
lat to duzo czasu. Zapuscilo korzenie w twoim ciele, w twojej chemii, rozprzestrzenilo sie na 
wszystkie strony. Nie jest to tylko kwestia postanowienia dokonanego przez twoja glowe - 
twoja glowa nic tu nie poradzi. Glowa jest bezsilna, moze zaczynac rózne rzeczy, ale nie 
moze ich zaprzestac tak samo latwo. Gdy cos zaczniesz i praktykujesz to przez tak dlugi 
okres   czasu,   stajesz   sie   wielkim   joginem   -   trzydziesci   lat   praktyki   palenia!   Stalo   sie   to 
autonomiczne, musisz to odautomatyzowac - powiedzialem.

A on spytal: „Co rozumiesz przez odautomatyzowanie?”
A na tym wlasnie polega cala medytacja - odautomatyzowanie.
Zrób jedno - zapomnij o rzuceniu palenia, i tak nie ma takiej potrzeby. Palisz trzydziesci 

lat i zyjesz, jasne, bylo to cierpieniem, ale i do tego sie przyzwyczailes. A co za róznica czy 
umrzesz kilka godzin wczesniej niz gdybys umarl nie palac? I co bedziesz robil? Co zrobiles? 
Co to za róznica - czy umrzesz w poniedzialek, wtorek, czy niedziele, w tym roku, czy w 
tamtym - co to ma za znaczenie? - wyjasnilem.

Tak, to prawda, nie ma to znaczenia - przyznal.
Zapomnij o tym, w ogóle nie rzucimy palenia - ja mu na to. - Raczej spróbujemy je 

background image

zrozumiec. Nastepnym razem uczyn wiec z tego medytacje.

Z palenia papierosów medytacje? - zapytal.
Oczywiscie - odrzeklem. - Skoro ludzie zen moga z picia herbaty uczynic medytacje i 

zrobic z tego ceremonie, czemu nie? Palenie papierosów moze byc równie piekna medytacja.

Co ty mówisz? - spytal. Wygladal na poruszonego. Ozywil sie! - Medytacje? jak to zrobic? 

No, powiedz mi, nie moge sie doczekac!

Dalem mu te medytacje.
Zrób jedno - powiedzialem. - Kiedy wyjmujesz paczke papierosów z kieszeni, poruszaj sie 

powoli. Ciesz sie tym, nie ma pospiechu. Badz swiadomy, uwazny, czujny - wyjmuj ja 
powoli, z pelnia uwaznosci.

Medytacja to zycie. Nie byc w medytacji to nie byc zywym.

Potem z pudelka wyjmij z pelnia uwaznosci jednego papierosa, powoli - nie tak, jak 

dawniej, w pospiechu, nieswiadomie, mechanicznie. Potem zacznij opukiwac tego papierosa - 
ale z pelnia uwagi. Sluchaj dzwieku tak, jak ludzie zen czynia to, gdy samowar zaczyna 
spiewac i herbata zaczyna sie gotowac... i ten aromat. Potem powachaj papierosa i odczuj jego 
piekno...

Co ty mówisz? - przerwal mi. - Piekno?
Tak, jest on piekny. Tyton jest tak samo boski, jak wszystko inne. Powachaj go - to zapach 

Boga.

Tez cos! - wygladal na nieco zaskoczonego. - Zartujesz?
Nie, nie zartuje.
Nawet kiedy zartuje, nie zartuje, jestem bardzo powazny.
Potem wlóz go do ust, z pelnia uwaznosci, zapal go z pelnia uwaznosci. Ciesz sie kazda 

czynnoscia, i podziel to na jak najmniejsze czynnosci, tak, abys stal sie coraz bardziej uwazny. 

Potem zaciagnij sie pierwszy raz - Bogiem w postaci dymu. Hindusi powiadaja Annam 

Brahm - „jedzenie jest Bogiem”. Czemu nie dym? Wszystko jest Bogiem. Napelnij gleboko 
pluca, jest to pewnego rodzaju pranayam. Daje ci tu nowa joge dla nowego wieku! Potem 
wypusc ten dym, odprez sie, zaciagnij sie ponownie - i rób to bardzo powoli.

Jesli zdolasz to uczynic, bedziesz zaskoczony, wkrótce zobaczysz cala glupote palenia. 

Nie dlatego, ze inni powiedzieli, ze jest to glupie, nie dlatego, ze inni powiedzieli, ze jest to 
cos zlego. Ty to zobaczysz, i to zobaczenie bedzie nie tylko intelektualne. Wyjdzie ono z 
calego twojego istnienia, bedzie wizja twojej totalnosci. A potem, pewnego dnia, jesli palenie 
odpadnie,   odpadnie,   jesli   bedzie   trwalo   nadal,   bedzie   trwalo.   Nie   potrzebujesz   sie   tym 
przejmowac.

Po trzech miesiacach przyszedl i powiada: „Ale ono odpadlo”.
Teraz - powiedzialem - spróbuj tego i na innych sprawach.

Jednym z okreslen medytacji, jakich uzywaja ludzie zen, jest wu-shi. Oznacza ono ‘nic specjalnego’  

, albo ‘nic wielkiego’.

To jest tajemnica, jedyna tajemnica - porzuc automatyzm. Idac, idz powoli, uwaznie. 

Patrzac, patrz uwaznie, a zobaczysz, ze drzewa sa zielensze niz kiedykolwiek dotad, a róze sa 

background image

bardziej   rózane   niz   kiedykolwiek   dotad.   Sluchaj!   Ktos   mówi,   plotkuje,   sluchaj,   sluchaj 
uwaznie. Niech cale twe dzialanie w stanie czuwania bedzie odautomatyzowane.

Zwyczajna herbata - smakuj ja

Zyj z chwili na chwile. Przez trzy tygodnie próbuj - cokolwiek robisz, rób to tak totalnie 

jak jest to mozliwe, miluj to i ciesz sie tym. Moze wyglada to glupio. Kiedy pijesz herbate 
zbytnie cieszenie sie nia jest glupie - to przeciez tylko zwyczajna herbata.

Ale zwyczajna herbata moze stac sie niezwykle piekna - jest to wspaniale doznanie, jesli 

cieszysz   sie   nia.   Ciesz   sie   nia   z   glebokim   poszanowaniem.   Uczyn   ceremonial   -   robisz 
herbate... sluchasz czajnika i jego dzwieku, potem nalewasz herbate... czujesz jej aromat, 
próbujesz te herbate i czujesz sie szczesliwy.

Martwi ludzie nie potrafia pic herbaty, tylko bardzo zywi. W tej chwili jestes zywy! W tej 

chwili pijesz herbate. Odczuwaj wdziecznosc! I nie mysl o przyszlosci - nastepna chwila sama 
o siebie zadba. Nie mysl o jutrze - przez trzy tygodnie zyj ta chwila.

Siedz w ciszy i czekaj

Czasem dzieje sie tak, ze medytacja jest blisko, ale ty jestes zajety innymi rzeczami. Ten 

delikatny glos jest w tobie, a ty jestes pelen halasu, zobowiazan, zajec, odpowiedzialnosci. A 
medytacja przychodzi jak szept, nie przychodzi jak krzyk sloganu, przychodzi bardzo cicho. 
Nie czyni halasu. Nawet kroków nie slychac. Jesli wiec jestes zajety, czeka i odchodzi.

Nauka potrzebuje teraz wielkich medytujacych - inaczej Ziemia skazana jest na zaglade.

Dolóz wiec staran, przynajmniej godzine co dnia, aby po prostu siedziec w ciszy i czekac 

na medytacje. Nic nie rób, tylko siedz w ciszy z zamknietymi oczami, w wielkim czekaniu, z 
czekajacym sercem, z otwartym sercem. Po prostu czekaj - jesli cos nastapi, bedziesz gotowy, 
by to przyjac. Jesli nic nie nastapi, nie czuj sie sfrustrowany. Nawet samo siedzenie przez 
godzine, gdy nic sie nie dzieje, jest dobre, odpreza. Uspokaja cie, wycisza, czyni cie bardziej 
scentrowanym i ugruntowanym. Ale coraz bardziej bedzie sie zblizac - i powoli, powoli 
powstanie   pewne   zrozumienie   miedzy   toba   i   tym   medytacyjnym   stanem   -   o   okreslonej 
godzinie,   w   okreslonym   pokoju,   o   okreslonej   porze   czekasz,   bedzie   przychodzic   coraz 
bardziej   i   bardziej.   Nie   jest   to   cos,   co   przychodzi   z   zewnatrz,   przychodzi   to   z   twego 
najglebszego rdzenia. Ale kiedy wewnetrzna swiadomosc wie, ze zewnetrzna swiadomosc na 
nia czeka, mozliwosc spotkania jest wieksza.

Usiadz po prostu pod drzewem. Wiatr wieje i liscie drzewa szeleszcza. Wiatr cie dotyka, 

krazy wokolo, przechodzi. Ale nie pozwól mu ot, tak cie mijac, pozwól, aby poruszal sie w 
tobie i przechodzil przez ciebie. Zamknij wiec oczy i gdy wieje on w drzewie i slychac szelest 
lisci, czuj, ze ty tez jestes jak drzewo, otwarty, a wiatr wieje przez ciebie, nie obok ciebie, ale 
wlasnie przez ciebie.

Czasami mozesz po prostu zniknac

Siedzac pod drzewem, nie myslac o przeszlosci i przyszlosci, po prostu bedac, gdzie 

jestes? Gdzie jest ja? Nie czujesz go, nie ma go.

background image

Medytacja nie jest próznia w czasie czy przestrzeni, ale natychmiastowym przebudzeniem.

Ego nie istnieje w terazniejszosci. Przeszlosci juz nie ma, przyszlosc dopiero bedzie - nie 

ma ani jednego, ani drugiego. Przeszlosc zniknela, przyszlosc jeszcze sie nie pojawila - jest 
tylko terazniejszosc. A w terazniejszosci nie mozna znalezc czegokolwiek, co przypomina 
ego.

W   niektórych   klasztorach   Tybetu   nadal   stosuje   sie   jedna   z   najstarszych   medytacji. 

Medytacja ta oparta jest na prawdzie, która ci tu przekazuje. Ucza tam, ze czasem mozesz po 
prostu zniknac. Kiedy siedzisz w ogrodzie zacznij po prostu odczuwac, ze znikasz. Zobacz 
jak wyglada swiat gdy odszedles ze swiata, gdy juz cie nie ma, gdy stales sie absolutnie 
przezroczysty. Na jedna sekunde spróbuj po prostu nie byc.

We wlasnym domu badz jakby cie nie bylo. jest to naprawde piekna medytacja. W ciagu 

24 godzin mozesz jej próbowac wiele razy - wystarczy chocby pól sekundy. Na pól sekundy 
po prostu zatrzymaj sie - nie ma cie, a swiat trwa dalej. Kiedy coraz bardziej staniesz sie 
uwazny tego, ze bez ciebie swiat swietnie trwa dalej, bedziesz mógl nauczyc sie jeszcze jednej 
czesci swego istnienia, która byla pomijana od dawna, przez cale zywoty, i to jest nastrój 
przyjmowania. Po prostu pozwalasz, stajesz sie drzwiami. Wszystko dzieje sie bez ciebie.

Medytacja gilotyny

Jedna z najpiekniejszych medytacji tantrycznych - idac, mysl, ze nie masz glowy, tylko 

cialo. Siedzac, mysl, ze nie masz glowy. Stale pamietaj, ze nie masz glowy. Wyobrazaj sobie 
siebie bez glowy. Zrób powiekszone zdjecie siebie bez glowy, patrz na nie. Opusc lustro w 
lazience, tak, ze kiedy patrzysz, nie widzisz glowy - tylko cialo.

Kilka   dni   pamietania   i   poczujesz,   ze   ogarnia   cie   takie   poczucie   braku   ciezaru,   tak 

ogromna cisza - gdyz to glowa jest problemem. Jesli zdolasz wyobrazic sobie siebie bez 
glowy - a mozna to zrobic, nie ma z tym klopotu - coraz bardziej bedziesz scentrowany na 
sercu.

W tej wlasnie chwili mozesz wyobrazic sobie siebie bez glowy. Zrozumiesz natychmiast o 

czym mówie.

„To nie ja”

Umysl to smieci!  Nie jest tak, ze ty  masz smieci, a ktos inny  nie. To smieci, a jesli 

zaczniesz wyrzucac smieci na zewnatrz, mozesz to robic i robic - nigdy nie doprowadzisz 
tego do takiej chwili, gdy to sie konczy. Sa to smieci, które same siebie napedzaja, nie sa wiec 
martwe, sa dynamiczne. Rosna i zyja wlasnym zyciem. Jesli wiec je podetniesz, liscie znów 
sie pojawia.

Wyrzucenie tego na zewnatrz nie oznacza, ze staniesz sie pusty. Uczyni cie to tylko 

swiadomym   tego,  ze  ten   umysl, o  którym  myslales, ze  jest  toba,  z  którym   dotad  byles 
utozsamiony,   nie   jest   toba.   Wyciagajac   go   na   wierzch,   staniesz   sie   swiadomy   tego 
rozdzielenia,   przepasci,   miedzy   toba   a   nim.   Smieci   pozostaja,   ale   ty   nie   jestes   z   nimi 
utozsamiony, to wszystko. Stajesz sie oddzielny, wiesz, ze jestes oddzielny.

Masz wiec robic tylko jedno - nie próbuj walczyc ze smieciami, i nie próbuj ich zmieniac. 

Tylko obserwuj i pamietaj tylko to jedno - „to nie ja”. Niech to bedzie mantra - „to nie ja”. 
Pamietaj to i stan sie uwazny i patrz co sie dzieje.

background image

Natychmiast nastepuje zmiana. Smieci beda, ale nie sa juz czescia ciebie. Pamietanie o 

tym staje sie ich wyrzeczeniem.

Spisuj swoje mysli

Któregos dnia zrób to - taki drobny eksperyment. Zamknij drzwi i usiadz w pokoju i po 

prostu zacznij spisywac mysli - cokolwiek przyjdzie ci do glowy. Nie zmieniaj ich, bo nie 
potrzebujesz pokazywac tego kawalka papieru nikomu! Przez dziesiec minut tylko pisz, a 
potem przyjrzyj sie temu. Takie jest twoje myslenie. Kiedy przyjrzysz sie temu, pomyslisz, ze 
to   dzielo   jakiegos   szalenca.   Jesli   pokazesz   ten   kawalek   papieru   swojemu   najblizszemu 
przyjacielowi, on tez popatrzy na ciebie i pomysli: „Zwariowales?”

Wszystko, co umysl moze uczynic, nie jest medytacja - jest ona czyms poza umyslem. Umysl jest  

w tym absolutnie bezradny, umysl nie jest w stanie przeniknac medytacji. Tam, gdzie umysl sie  
konczy, zaczyna sie medytacja.

Strojenie min

Wiele  jest   starych   medytacji   korzystajacych  ze   strojenia  min.  Mozesz  uczynic   z  tego 

medytacje - w Tybecie jest to jedna z najstarszych tradycji.

Znajdz duze lustro. Stan nago, strój miny, rób cos zabawnego i obserwuj, jesli bedziesz to 

robil i obserwowal przez 15-20 minut, bedziesz zaskoczony. Zaczniesz odczuwac, ze jestes 
czyms oddzielnym od tego. Gdybys nie byl oddzielny, jak móglbys robic to wszystko? A 
cialo jest po prostu w twoim reku, jest tylko czyms w twoim reku. Mozesz bawic sie nim to 
tak, to tak.

Wynajduj nowe sposoby przybierania zabawnych min, zabawnych figur. Rób wszystko, 

co tylko mozesz, a przyniesie ci to wielkie rozluznienie i zaczniesz patrzec na siebie nie jako 
na cialo, nie jako na twarz, ale jako na swiadomosc. Bedzie to pomocne.

Po prostu patrz na niebo

Medytuj z niebem i kiedy tylko masz czas, po prostu polóz sie, patrz na niebo. Niech 

bedzie   to   twoja   kontemplacja,   jezeli   chcesz   sie   modlic,   módl   sie   do   nieba,   jezeli   chcesz 
medytowac, medytuj z niebem, czasem z otwartymi oczami, czasem z zamknietymi. Bo niebo 
jest tez w tobie - takie wielkie, jak na zewnatrz, takie samo jest wewnatrz. Stoimy na samej 
granicy nieba wewnetrznego i nieba zewnetrznego i sa one dokladnie proporcjonalne. Tak, 
jak niebo zewnetrzne jest nieskonczone, takie jest i niebo wewnetrzne.

Stoimy na samej granicy - w którakolwiek strone pójdziesz, rozplyniesz sie. I sa to dwie 

drogi wiodace do rozplyniecia sie.

Nie mówie, ze medytacja rozwiaze problemy twego zycia. Mówie tylko tyle, ze gdy jestes w stanie 

medytacji, problemy znikna - nie beda rozwiazane. Nie potrzeba rozwiazywac problemów. Problem  
powstaje przede wszystkim wskutek istnienia napietego umyslu.

Gdy rozplywasz sie w niebie zewnetrznym, jest to modlitwa; gdy rozplywasz sie w niebie 

wewnetrznym, jest to medytacja, ale w koncu sprowadza sie to do tego samego - rozplywasz 
sie. A te dwa nieba nie sa dwoma niebami. Sa dwoma tylko ze wzgledu na ciebie - ty jestes 

background image

linia   dzielaca.   Gdy   znikasz,   znika   ta   dzielaca   linia,   wtedy   to,   co   jest   wewnatrz,   jest   na 
zewnatrz, a to, co jest na zewnatrz, jest wewnatrz.

Aromat kwiatu

Jesli masz dobry wech, zbliz sie do jakiegos kwiatu, niech aromat cie napelni. Potem 

stopniowo, bardzo powoli, odsuwaj sie od kwiatu, ale caly czas zwracaj uwage na zapach, 
aromat. W miare oddalania sie ten aromat bedzie stawal sie coraz subtelniejszy, a ty bedziesz 
potrzebowal wiecej uwaznosci dla jego odczucia. Stan sie nosem. Zapomnij o calym ciele, a 
cala energie sprowadz do nosa, tak, jakby tylko nos istnial. Jesli zgubisz zapach, podejdz 
kilka kroków, pochwyc zapach ponownie i odsuwaj sie, cofaj sie dalej.

Powoli bedziesz w stanie wyczuc zapach kwiatu z bardzo duzej odleglosci. Nikt inny nie 

zdola poczuc tego kwiatu z tak daleka. Ciagle poruszaj sie w bardzo subtelny sposób - 
czynisz ten przedmiot subtelnym - i przyjdzie taka chwila, gdy nie bedziesz w stanie poczuc 
zapachu. Teraz wachaj nieobecnosc miejsca, gdzie jeszcze przed chwila byl pewien aromat, 
juz go nie ma.

jest to druga czesc jego istnienia - czesc nieobecna, czesc ciemna. Jezeli zdolasz poczuc 

wechem nieobecnosc zapachu, jezeli zdolasz odczuc, ze jest w tym pewna róznica, to o 
wszystkim zadecyduje. Wtedy ten przedmiot staje sie bardzo subtelny. Teraz jest to zblizanie 
sie do bezmyslowego stanu samadhi.

Nawiaz kontakt z ziemia

Czasem spróbuj takiego prostego eksperymentu - stan gdzies rozebrany do naga - na 

plazy, nad rzeka - stan w sloncu rozebrany do naga i zacznij podskakiwac, biegac, i odczuj 
jak twoja energia przeplywa do ziemi przez stopy, przez nogi. Biegnij i odczuwaj jak twoja 
energia splywa przez nogi do ziemi. Potem, po kilku minutach biegu, stan po prostu w 
milczeniu, zakorzeniony w ziemi, i odczuj polaczenie stóp z ziemia. Nagle poczujesz sie 
bardzo, bardzo ukorzeniony, ugruntowany, stabilny. Poczujesz, ze ziemia nawiazuje kontakt, 
poczujesz, ze twoje stopy nawiazuja kontakt. Powstaje dialog miedzy ziemia i toba.

Po prostu rozluznij oddychanie

Kiedy   tylko   znajdziesz   troche   czasu,   przez   kilka   minut   po   prostu   odprez   uklad 

oddechowy, nic innego - nie ma potrzeby odprezania calego ciala. Gdy siedzisz w pociagu, 
samolocie czy samochodzie, nikt nie bedzie wiedzial, ze cos robisz. Po prostu odprez uklad 
oddechowy. Niech funkcjonuje naturalnie. Potem zamknij oczy i obserwuj oddech, który 
wchodzi, wychodzi, wchodzi.

Nie koncentruj sie. Gdy sie koncentrujesz, stwarzasz klopoty, poniewaz wtedy wszystko 

staje sie zaklóceniem. Gdy spróbujesz skoncentrowac sie gdy siedzisz w samochodzie, halas 
samochodu stanie sie zaklóceniem, czlowiek siedzacy obok ciebie stanie sie zaklóceniem.

Medytacja nie jest koncentracja, jest prosta uwaznoscia. Ot, tylko odprez sie i obserwuj 

oddychanie.   W   tym   obserwowaniu   nic   nie   jest   odsuwane.   Samochód   szumi   -   swietnie, 
akceptuj to. Trwa ruch uliczny - doskonale, jest to czesc zycia. Inny pasazer chrapie obok - 
akceptuj   to.   Nic   nie   zostaje   odrzucone.   Tylko   medytacja   moze   zneutralizowac   twoje 
uwarunkowania.

background image

„Pokój temu czlowiekowi”.

Gdy ktos do ciebie przychodzi czy spotyka sie z toba, osiadz po prostu w sobie, wycisz 

sie.   Gdy   ta   osoba   wchodzi,   w   glebi   siebie   odczuj   do   niego   pokój.   Poczuj:   „Pokój   temu 
czlowiekowi”. Nie mów tego, odczuj to. Nagle stwierdzisz w tym czlowieku zmiane, jakby 
do jego istnienia wkroczylo cos nieznanego. Bedzie totalnie inny. Spróbuj!

Osho   dal     te   technike   pracy   z   napieciem   tym,   którzy   uswiadomili   sobie   trwale 

utrzymujacy sie wzorzec frustracji i zlosci w swoich sprawach codziennych.

Codziennie przez pietnascie minut, o takiej porze, gdy dobrze sie czujesz, zamknij pokój i 

stan sie pelny zlosci - ale jej z siebie nie wyrzucaj. Wymuszaj to dalej... niemal oszalej od tej 
zlosci, ale jej nie wyrzucaj na zewnatrz - nie wyrazaj jej, nawet poduszki nie uderzaj. Stlum to 
jak tylko mozesz - rozumiesz o czym mówie? Jest to dokladnym przeciwienstwem katharsis.

Gdy odczujesz, ze w zoladku narasta napiecie, jakby cos mialo eksplodowac, wciagnij 

brzuch - uczyn go tak napietym, jak tylko zdolasz, jesli czujesz, ze barki staja sie napiete, 
uczyn je jeszcze bardziej napietymi. Niech cale cialo stanie sie jak najbardziej napiete - niemal 
tak,   jak   wulkan,   w   srodku   wrzace,   ale   bez   uwolnienia.   O   tym   nalezy   pamietac   -   bez 
uwolnienia, bez ekspresji. Nie krzycz, bo wtedy brzuch zostanie rozluzniony. Niczego nie 
uderzaj, bo wtedy rozluznia sie barki i stana sie odprezone.

Przez   pietnascie   minut   stawaj   sie   coraz   bardziej   rozgoraczkowany,   jakbys   mial 

temperature stu stopni. Przez pietnascie minut pracuj az do samego szczytu. Ustaw budzik, a 
gdy rozlegnie sie dzwiek, spróbuj to uczynic najmocniej, jak tylko potrafisz. A gdy dzwiek 
ustanie, usiadz w ciszy, zamknij oczy i tylko obserwuj to, co sie dzieje. Odprez cialo.

To rozgrzanie ukladu wymusi stopienie twoich wzorców.

Kontempluj to, co przeciwne

Jest to piekna metoda. Bedzie bardzo przydatna. Na przyklad - co masz zrobic, gdy 

czujesz sie bardzo niezadowolony? Kontempluj to, co przeciwne.

Gdy   czujesz   sie   niezadowolony,   kontempluj   zadowolenie.   Czym   jest   zadowolenie? 

Wprowadz równowage. Gdy twój umysl jest w zlosci, wprowadz wspólczucie, pomysl o 
wspólczuciu - i natychmiast energia ulegnie zmianie, gdyz oba te stany sa tym samym. 
Przeciwienstwo jest ta sama energia. Gdy je wprowadzisz, zostaje przyswojone, jest zlosc - 
kontempluj wspólczucie.

Zrób taka rzecz - przechowuj posazek Buddy, gdyz ten posazek jest gestem wspólczucia. 

Zawsze gdy czujesz w sobie zlosc, wejdz do pokoju, spojrzyj na Budde, usiadz tak, jak 
Budda, i odczuj wspólczucie. Nagle stwierdzisz, ze nastepuje w tobie przemiana. Zlosc sie 
zmienia - nie ma juz ekscytacji, pojawia sie wspólczucie, i nie jest to jakas inna energia. Jest to 
ta sama energia - ta sama energia, co i zlosc - która zmienia swa jakosc, wznosi sie. Spróbuj!

„Nie dwa”

To   jedna   z   najstarszych   mantr.   Zawsze   gdy   czujesz   sie   podzielony,   zawsze   gdy 

odczuwasz, ze powstaje jakis dualizm, powiedz sobie wewnatrz - „nie dwa”. Ale powiedz to 
w pelni uwaznosci, nie powtarzaj tego mechanicznie. Zawsze gdy czujesz jak pojawia sie 
milosc, powiedz ,,nie dwa”, inaczej czyhac bedzie nienawisc - te stany sa jednoscia. Gdy 
czujesz powstajaca nienawisc, powiedz „nie dwa”. Zawsze gdy czujesz kurczowe trzymanie 
sie zycia, powiedz „nie dwa”, zawsze gdy czujesz lek przed smiercia, powiedz „nie dwa”. 

background image

Istnieje tylko jednosc.

I   to   mówienie   winno   byc   twoim   zrozumieniem.   Powinno   byc   pelne   inteligencji, 

wszechprzenikajacej   jasnosci   -   a   nagle   odczujesz   w   sobie   odprezenie.   W   chwili 
wypowiadania „nie dwa” - jesli mówisz to ze zrozumieniem, nie powtarzasz mechanicznie - 
nagle odczujesz iluminacje.

Sluchaj „tak”

Przez jeden miesiac sluchaj „tak” idz sciezka, która mówi „tak”. Przez jeden miesiac nie 

idz sciezka, która powiada „nie”. Udziel wiecej wsparcia temu „tak” - z tego miejsca zacznie 
dziac sie twoja jednosc. „Nie” nigdy nie pomaga w uzyskaniu jednosci. Zawsze to „tak” jest 
pomoca,   poniewaz   „tak”   jest   akceptacja,   „tak”   jest   ufnoscia,   „tak”   jest   modlitwa.   Byc 
zdolnym do mówienia „tak” to byc religijnym.

Po drugie - nie nalezy tlumic „nie”. Jesli je stlumisz, bedzie sie ono stawac coraz silniejsze 

i któregos dnia eksploduje i zniszczy twoje „tak”. Dlatego nigdy nie tlum „nie”, po prostu je 
ignoruj.

Medytacja nie jest doznaniem, jest staniem sie swiadomym swiadka. Patrz - tylko patrz i pozostan  

scentrowany w tym patrzeniu, a wszystko jest totalne. Inaczej nic nie jest totalne. A  potem wszystko 
daje spelnienie, inaczej nic nie daje spelnienia. Medytuj z twarza ukochanej. Jesli kochasz kwiaty, 
medytuj z róza, medytuj z ksiezycem albo czymkolwiek, co lubisz. Jesli kochasz jedzenie, medytuj z 
jedzeniem.

A jest wielka róznica miedzy tlumieniem a ignorowaniem. Wiesz, ze cos jest i widzisz to. 

Mówisz: „Tak, wiem, ze tu jestes, ale ja bede sluchal tak”. Nie tlumisz tego, nie walczysz z 
tym, nie mówisz: „Wynos sie, znikaj, nie chce miec z toba nic wspólnego”. Nie mówisz 
niczego w zlosci na to, nie chcesz tego odpychac, nie chcesz wrzucac tego do piwnicy wlasnej 
nieswiadomosci w ciemnosciach umyslu. Nie, nic z tym nie robisz, po prostu stwierdzasz, ze 
to jest. Ale ty sluchasz „tak”, bez zalu, bez narzekania, bez zlosci. Po prostu sluchaj „tak”, nie 
przyjmujac wobec tego zadnego nastawienia.

Ignorowanie „nie” jest najwieksza sztuka jego zabijania. Jezeli bedziesz z nim walczyl, juz 

stales sie ofiara, bardzo subtelna ofiara - to „nie” juz cie pokonalo. Gdy walczysz z „nie”, 
mówisz „nie” temu „nie”. W taki sposób owladnelo ono toba wchodzac tylnymi drzwiami. 
Nie mów „nie” nawet wobec „nie” - po prostu je ignoruj.

Przez jeden miesiac sluchaj „tak” i nie walcz z „nie”. Bedziesz zaskoczony, ze stopniowo 

staje   sie   ono   coraz   slabsze   i   watlejsze,   gdyz   jest   wyglodzone   -   a   pewnego   dnia   nagle 
stwierdzisz, ze juz go nie ma. A gdy juz go nie bedzie, cala energia w nim zawarta zostaje 
uwolniona i ta uwolniona energia uczyni twoje „tak” wielkim strumieniem.

Zaprzyjaznij sie z drzewem

Podejdz do drzewa, rozmawiaj z drzewem, dotykaj drzewa, obejmuj drzewo, odczuwaj 

drzewo, po prostu usiadz pod drzewem, pozwól, by drzewo  poczulo, ze jestes  dobrym 
czlowiekiem, i ze nie jest twoim zamiarem zranienie go.

Powoli, stopniowo, powstanie przyjazn, i zaczniesz odczuwac, ze kiedy przychodzisz, 

natychmiast zmienia sie jakosc tego drzewa. Poczujesz to - gdy sie zblizasz, na korze drzewa 

background image

odczujesz   poruszajaca   sie   ogromna   energie.   Gdy   dotykasz   drzewa,   jest   szczesliwe   jak 
dziecko, jak ukochana osoba. Gdy siedzisz pod drzewem, odczujesz wiele rzeczy, i wkrótce 
bedziesz w stanie odczuc, ze gdy jestes smutny i podchodzisz do drzewa, twój smutek po 
prostu znika w obecnosci drzewa

Dopiero wtedy bedziesz w stanie zrozumiec, ze jestes wspólzalezny. Mozesz uczynic to 

drzewo   szczesliwym,   a   to   drzewo   moze   ciebie   uczynic   szczesliwym,   a   cale   zycie   jest 
wspólzaleznoscia. Ta wspólzaleznosc nazywam Bogiem.

Medytacja nie jest srodkiem sluzacym wyzwoleniu twej inteligencji. Im bardziej medytujesz, tym 

stajesz sie inteligentniejszy. Ale pamietaj - mówiac o inteligencji nie mam na mysli intelektualnosci. 
Intelektualnosc nalezy do glupoty.

„Jestes tutaj?”

Wypowiedz   swe   wlasne   imie   -   rankiem,   noca,   w   poludnie.   Gdy   czujesz   sie   spiacy, 

wypowiedz swoje imie. I nie tylko je wypowiedz - odpowiedz na nie i to glosno. Nie obawiaj 
sie   innych   ludzi.   Dosc   juz   sie   obawiales   innych   ludzi,   lekiem   juz   cie   dostatecznie 
zamordowali. Nie bój sie, nawet na targowisku musisz o tym pamietac. Wypowiedz swoje 
imie - „Teertha, jestes tutaj?” I odpowiedz - „Jestem”.

Medytacja nie jest czyms, co robisz rankiem i masz to za soba - medytacja to cos, co masz robic i  

przezywac w kazdej chwili swojego zycia. Idac, spiac, siedzac, rozmawiajac, sluchajac - musi sie to stac  
pewnego rodzaju klimatem. Czlowiek odprezony w nim pozostaje. Ten, kto stale porzuca przeszlosc,  
pozostaje w medytacji. Nigdy nie dzialaj kierujac sie wnioskami; te wnioski to twoje uwarunkowania,  
to twoje uprzedzenia, twoje pragnienia, twoje leki i cala reszta. Krótko mówiac - ty jestes!

Ty oznacza twoja przeszlosc. Ty oznacza wszystkie twoje przezycia z przeszlosci. Nie pozwól  

temu,   co   martwe,   panowac   nad   tym,   co   zywe,   nie   pozwól,   by   przeszlosc   wywierala   wplyw   na 
terazniejszosc, nie pozwól, by smierc zawladnela twoim zyciem - na tym wlasnie polega medytacja. 
Krótko mówiac, w medytacji ciebie nie ma. To, co martwe, nie kieruje tym, co zyje.

POLUDNIE

siedzenie, patrzenie i sluchanie

W medytacji nie ma celu

Medytacja pojawia sie dopiero wtedy, gdy przenikasz do glebi wszystkich motywacji i 

stwierdzasz, ze ich nie ma, gdy przeszedles przez cala runde motywacji i zrozumiales ich 
falszywosc. Zobaczyles, ze te motywacje prowadza do nikad, ze mozesz ciagle i ciagle krecic 
sie w kólko - a ty pozostajesz taki sam. Motywacje trwaja i trwaja i prowadza cie, kieruja toba, 
doprowadzaja cie niemal do szalenstwa, stwarzajac nowe pragnienia - a nigdy nic nie zostaje 
osiagniete. Dlonie pozostaja tak samo puste jak zawsze. Kiedy to zostanie zrozumiane, kiedy 
wejrzysz w swoje zycie i stwierdzisz, ze wszystkie motywacje odpadaja...

Zadna motywacja nigdy nie prowadzi do sukcesu, zadna motywacja nigdy nikomu nie 

przyniosla zadnego blogoslawienstwa. Motywacje jedynie obiecuja - to, co obiecane, nigdy 

background image

nie   zostaje   spelnione,   jedna   motywacja   zawodzi   i   wkracza   inna   motywacja   i   znowu   ci 
obiecuje...   a   ty   znowu   ulegasz   temu   omamowi.   Raz   po   raz   jestes   oszukiwany   przez 
motywacje, i wreszcie któregos dnia nagle uswiadamiasz sobie - nagle widzisz to wszystko, i 
to widzenie jest poczatkiem medytacji. Nie ma w tym zadnego nasienia, zadnej motywacji, 
jezeli medytujesz po to, by cos osiagnac, tak naprawde koncentrujesz sie - nie medytujesz. 
Wtedy nadal jestes w tym swiecie - twój umysl nadal jest zainteresowany tanimi rzeczami, 
banalami. Wtedy jestes z tego swiata. Nawet jesli medytujesz na osiagniecie Boga, jestes z 
tego swiata. Nawet jesli medytujesz aby osiagnac nirwane, jestes z tego swiata - poniewaz w 
medytacji nie ma celu.

Medytacja jest to wglad stwierdzajacy, ze wszystkie cele sa falszywe. Medytacja jest to 

zrozumienie, ze wszelkie pragnienia prowadza do nikad.

Siedzenie

Medytacja oznacza przeznaczenie paru minut na brak aktywnosci. Na poczatku bedzie to 

bardzo   trudne   -   na   poczatku   bedzie   to   najtrudniejsza   rzecz   w   swiecie,   a   na   koncu   - 
najlatwiejsza. Jest to tak latwe - i dlatego jest takie trudne.

Gdy powiesz komus, zeby tylko usiadl i nic nie robil, zacznie sie wiercic, zacznie czuc 

mrowienie w nodze, albo poczuje, ze cos dzieje sie w ciele. Staje sie tak niespokojny, gdyz 
zawsze   byl   czyms   zajety.   Przypomina   samochód   z   wlaczonym   zaplonem,   z   pracujacym 
silnikiem, samochód, który  jednak  nigdzie  nie jedzie  - ale  silnik  huczy  i staje  sie  coraz 
bardziej goracy. Zapomniales jak sie wylacza zaplon. Tym wlasnie jest medytacja - sztuka 
wylaczania zaplonu.

Oddech - najglebsza mantra

Oddech wchodzi - niech twe istnienie odzwierciedli to, ze oddech  wchodzi. Oddech 

wychodzi - niech twe istnienie odzwierciedli to, ze oddech wychodzi, a ty odczuwasz jak 
splywa na ciebie ogromna cisza, jesli zdolasz zobaczyc oddech wchodzacy i wychodzacy 
wchodzacy i wychodzacy - oto najglebsza mantra, jaka kiedykolwiek wymyslono.

Oddychasz tu i teraz. Nie mozesz oddychac jutro i nie mozesz oddychac wczoraj. Musisz 

oddychac w tej chwili, ale mozesz myslec o jutrze i mozesz myslec o wczoraj. Dlatego cialo 
pozostaje w terazniejszosci, a umysl stale skacze miedzy przeszloscia i przyszloscia - jest 
rozdwojenie miedzy cialem i umyslem. Cialo wchodzi w terazniejszosc, a umysl nigdy nie 
jest w terazniejszosci i nigdy sie one nie spotykaja. Nigdy nie natykaja sie na siebie, i z 
powodu tego rozdwojenia powstaje  niepokój, napiecie  i ból. Czlowiek jest napiety, a to 
napiecie jest zmartwieniem. (Umysl musi zostac sprowadzony do terazniejszosci, poniewaz 
nie ma innego czasu.

Osho mówi o vipassanie

Siedzac w milczeniu po prostu obserwuj swój oddech. Najlatwiejsze do obserwacji jest 

wejscie powietrza do nosa. Gdy oddech wchodzi, odczuj dotyk oddechu u wejscia do nosa - 
tam go obserwuj. Dotyk bedzie latwiejszy w obserwowaniu, oddech bylby zbyt subtelny - na 
poczatku obserwuj sam dotyk. Oddech wchodzi, a ty czujesz, ze wchodzi - obserwuj go. A 
potem idz za nim, idz razem z nim. Stwierdzisz, ze przychodzi chwila, gdy oddech sie 
zatrzymuje. Gdzies w poblizu twego pepka oddech sie zatrzymuje - na jedna malenka chwile, 

background image

na jedna pal, zatrzymuje sie. Potem znowu wedruje na zewnatrz, a ty idz za nim - znów 
odczuj ten dotyk, oddechu wychodzacego przez nos. Idz za nim, razem z nim wyjdz na 
zewnatrz - znów dotrzesz do pewnego punktu, gdy oddech zatrzymuje sie na jeden bardzo 
malenki moment, i znów ten cykl sie zaczyna.

„Najpierw musisz tanczyc, aby w tancu pancerz opadl. Najpierw musisz krzyczec w radosci i 

spiewac, aby twoje zycie stalo sie bardziej ozywione. Najpierw musisz przejsc katharsis, aby wszystko 
to, co stlumiles, zostalo wyrzucone i twoje cialo zostalo oczyszczone z toksyn i trucizn, a twoja 
psychika takze zostala oczyszczona ze stlumionych urazów i ran. Gdy to nastapi i bedziesz mógl smiac  
sie  i staniesz sie zdolny do milosci - wtedy vipassana”.

Wdech,   przerwa,   wydech,   przerwa,   wdech,   przerwa.   Ta   przerwa   jest   najbardziej 

tajemniczym zjawiskiem w tobie. Gdy oddech wchodzi i ustaje i nie ma ruchu, to jest miejsce, 
w którym mozna spotkac Boga. Albo gdy oddech wychodzi i zatrzymuje sie i nie ma ruchu.

Pamietaj - nie masz go zatrzymywac, on ustaje sam z siebie. Jesli go zatrzymasz, wszystko 

przegapisz, bo wlaczy sie ten, kto to robi i bycie swiadkiem zniknie. Nic z nim nie rób. Masz 
nie zmieniac oddechu, masz nie wdychac, ani nie wydychac. To nie jest pranayam z jogi, 
gdzie zaczynasz manipulowac oddechem - nie o to chodzi. W ogóle nie dotykasz oddechu - 
przyzwalasz na jego naturalnosc, jego naturalny przebieg. Gdy wychodzi, idziesz za nim, 
gdy wchodzi, idziesz za nim.

I wkrótce staniesz sie swiadom istnienia dwóch przerw. W tych dwóch przerwach tkwia 

drzwi, i w tych dwóch przerwach zrozumiesz, przekonasz sie, ze sam oddech nie jest zyciem 
- moze jest pokarmem dla zycia, jak i inne pokarmy, ale nie jest zyciem jako takim. Poniewaz 
wtedy, gdy oddychanie sie zatrzymuje, jestes, jestes doskonale - jestes doskonale swiadomy, 
calkowicie swiadomy, i oddech sie zatrzymal, oddychania juz nie ma, a ty jestes.

I   gdy   bedziesz   trwal   w   tej   obserwacji   oddechu   -   Budda   nazywa   to   yipassana   albo 

anapanasati   yog   -   gdy   bedziesz   obserwowal,   obserwowal,   obserwowal,   powoli,   powoli 
zaczniesz widziec, ze przerwa sie powieksza i rosnie. W koncu jest tak, ze przez cale minuty 
ta przerwa sie utrzymuje, jeden oddech wchodzi, i przerwa... i przez cale minuty oddech nie 
wychodzi. Wszystko sie zatrzymalo. Swiat sie zatrzymal, czas sie zatrzymal, myslenie sie 
zatrzymalo. Bo gdy oddech sie zatrzymuje, myslenie nie jest mozliwe. A gdy oddech sie 
zatrzymuje, na cale minuty, myslenie jest absolutnie niemozliwe - poniewaz proces myslowy 
potrzebuje ciaglego doplywu tlenu, a proces myslowy i oddychanie sa ze soba wzajemnie 
gleboko powiazane.

Gdy jestes w zlosci, twój oddech ma inny rytm; gdy jestes pobudzony seksualnie, masz 

inny   rytm   oddechu;   kiedy   jestes   wyciszony,   znów   jest   inny   rytm   oddechu.   Gdy   jestes 
szczesliwy, jest inny rytm oddechu; gdy jestes smutny, znowu jest inny rytm oddechu. Twoje 
oddychanie zmienia sie wraz ze zmianami nastrojów umyslu, i odwrotnosc tego tez jest 
prawda - gdy zmienia sie oddech, zmieniaja sie nastroje umyslu. A gdy oddech ustaje, umysl 
sie zatrzymuje.

W tym zatrzymaniu umyslu zatrzymuje sie caly swiat - gdyz to umysl jest swiatem, i w 

tym zatrzymaniu po raz pierwszy poznajesz czym jest oddech wewnatrz oddechu, zycie 
wewnatrz zycia. To doznanie jest czyms wyzwalajacym. To doznanie sprawia, ze stajesz sie 
swiadomy Boga - a Bóg nie jest jakas osoba, ale samym doznaniem zycia.

background image

Vipassana - medytacja wgladu

Usiadz w pozycji, która bedzie wygodna na 45-60 minut. Pomaga siadania co dzien o tej 

samej porze i w tym samym miejscu, i nie musi to byc miejsce ciche. Eksperymentuj, az 
znajdziesz sytuacje, w której czujesz sie najlepiej. Mozesz siadac raz lub dwa razy dziennie, 
ale nie siadaj przynajmniej na godzine po posilku i przed snem. 

Wazne   jest   by   siedziec   z   wyprostowanymi   plecami   i   glowa.   Oczy   powinny   byc 

zamkniete, a cialo nieruchome, jak to mozliwe. Pomocna moze byc lawka do medytacji lub 
krzeslo z prostym oparciem, czy tez jakikolwiek ulozenie poduszek.

Nie ma zadnej specjalnej techniki oddychania - zwyczajnie, naturalne oddychanie jest 

odpowiednie.   Vippasana   polega   na   uwaznosci   oddechu,   dlatego   nalezy   obserwowac 
wznoszenie sie i opadanie kazdego oddechu tam, gdzie doznania odczuwasz najwyrazniej - 
w nosie lub okolicy zoladka lub splotu slonecznego.

Medytacja jest po prostu rozkoszowaniem sie wlasna obecnoscia. Medytacja jest rozkosza wlasnego 

istnienia.

Vipassana   nie   jest   koncentracja,   a   jej   celem   nie   jest   pozostawanie   w   obserwacji 

oddychania przez godzine. Gdy pojawia sie mysli, uczucia lub doznania, albo gdy zdasz 
sobie sprawe z jakiegos dzwieku, zapachów i powiewów powietrza z zewnatrz, pozwól po 
prostu uwadze powedrowac ku nim. Cokolwiek sie pojawi, moze byc obserwowane tak, jak 
chmury plynace na niebie - ani sie tego kurczowo nie chwytasz, ani tego nie odrzucasz. 
Zawsze gdy mozliwy jest wybór co masz obserwowac, wracaj do uwaznosci oddychania.

Pamietaj - nic specjalnego nie ma sie tu dziac. Nie ma ani porazki ani sukcesu - nie ma tez 

zadnego   postepu  wzgledem  poprzednich  sesji.  Nie   ma  nic   co  nalezaloby  wymyslac   lub 
analizowac, ale moga pojawic sie wglady w rózne sprawy. Pytania i problemy mozna widziec 
po prostu jako tajemnice, którymi nalezy sie cieszyc.

Osho mówi o przyplywie energii, jaki czesto odczuwaja ludzie zaczynajacy vipassane.
W vipassanie czasem moze sie zdarzyc tak, ze poczujesz duze uwrazliwienie zmyslów - 

gdyz   jestes   tak   wyciszony,   a   energia   nie   jest   rozpraszana.   Zwykle   wiele   energii   jest 
rozpraszanej   i   jestes   wyczerpany.   Gdy   tylko   siedzisz,   nic   nie   robisz,   stajesz   sie   cichym 
zbiornikiem energii, i ten zbiornik staje sie coraz wiekszy i wiekszy i wiekszy. Dochodzi 
niemal   do   takiego   punktu,   ze   zaczyna   sie   przelewac...   a   wtedy   czujesz   uwrazliwienie 
zmyslów. Odczuwasz nowa wrazliwosc, zmyslowosc, nawet seksualnosc - jakby wszystkie 
zmysly staly sie swieze, mlodsze, zywe, jakby opadl z ciebie kurz i jakbys wzial kapiel, i 
oczyscil sie pod prysznicem. Tak sie zdarza.

Tylko medytacja moze pomóc ci totalnie, poniewaz nie robisz tego pod katem kogos innego, robisz 

to przed wlasnym istnieniem. Mozesz byc absolutnie wolny. Nie musisz sie obawiac co pomysla inni 
ludzie.

Dlatego ludzie - zwlaszcza buddyjscy mnisi, którzy od stuleci praktykuja vipassane - 

jedza niewiele. Nie potrzebuja. Jedza raz - i to bardzo umiarkowany posilek, bardzo maly, co 
najwyzej mozesz nazwac go sniadaniem - raz dziennie. Nie spia wiele, poniewaz sa pelni 

background image

energii, i nie sa eskapistami - ciezko pracuja. Nie jest tak, ze nie pracuja. Rabia drewno i 
pracuja w ogrodzie, w polu, na farmie - pracuja caly dzien. Ale cos sie z nimi stalo, i teraz ta 
energia juz nie jest rozpraszana.

I pozycja siedzenia bardzo sprzyja zachowaniu energii. Pozycja lotosu, w której siadaja 

buddysci, jest taka, ze wszystkie krance ciala stykaja sie ze soba - stopa ze stopa, dlon z 
dlonia. Sa to punkty, z których energia porusza sie na zewnatrz i wyplywa, bo aby energia 
mogla   wyplywac   na   zewnatrz,   potrzeba   ostrego   zakonczenia.   Dlatego   meski   narzad 
seksualny ma ostre zakonczenie - gdyz musi przekazywac wiele energii. Przypomina prawie 
zawór   bezpieczenstwa.   Gdy   jest   zbyt   wiele   energii   wewnatrz,   i   nic   nie   mozesz   zrobic, 
rozladowujesz ja w seksie.

W akcie seksualnym kobieta nigdy nie uwalnia energii. Stad kobieta moze kochac sie z 

wieloma osobami w ciagu jednej nocy, a mezczyzna nie. Kobieta moze nawet gromadzic 
energie, o ile wie jak to robic - moze nawet otrzymywac energie.

Przez glowe energia nie jest uwalniana na zewnatrz. Natura stworzyla glowe w ksztalcie 

kuli. Dlatego mózg nigdy nie traci energii, zachowuje ja - bo jest najwazniejszy, stanowi 
centrum zarzadzania calym cialem. Musi byc chroniony - dlatego chroni go kulista czaszka.

Energia nie moze wyplywac z przedmiotów kulistych. Stad planety - ziemia i slonce i 

ksiezyc i gwiazdy - wszystkie sa kuliste. Gdyby bylo inaczej, tracilyby energie i umieraly.

Gdy tak siadasz, przyjmujesz ksztalt kuli - dlon dotyka dloni. Gdy jedna dlon uwalnia 

energie, przeplywa ona do drugiej dloni. Stopa dotyka stopy... tak siedzac stajesz sie niemal 
kregiem.   Energia   krazy   wewnatrz   ciebie.   Nie   wyplywa   na   zewnatrz.   Gromadzisz   ja   - 
stopniowo stajesz sie zbiornikiem. Stopniowo zaczniesz czuc w brzuchu napelnienie. Mozesz 
byc pusty, moze nic nie jadles, ale odczuwasz pewne na pelnienie, i wtedy pojawia sie 
naplyw wyostrzonej zmyslowosci. Ale to dobry znak, bardzo, bardzo dobry znak. Ciesz sie 
wiec z tego.

Jestes swoim wlasnym wytworem, jestes bariera. Medytacja jest wtedy, gdy nie ma medytujacego!

Astronauta wewnetrznej przestrzeni

Wiele razy w glebokiej medytacji nagle zauwazysz, ze grawitacja zniknela. Teraz nic cie 

nie sciaga do dolu, teraz od ciebie zalezy czy chcesz sie wznosic czy nie. Teraz to zalezy od 
ciebie - jesli chcesz, mozesz po prostu wzleciec do nieba. Cale niebo nalezy do ciebie. Ale gdy 
otwierasz  oczy, nagle jest cialo, jest ziemia, jest grawitacja. Gdy miales  zamkniete  oczy, 
medytowales i zapomniales o ciele, wszedles w inny wymiar - wymiar laski.

Ciesz sie tym, pozwól na to, bo gdy zaczniesz myslec, ze jest to cos zwariowanego, 

powstrzymasz to i to powstrzymanie zaklóci medytacje. Ciesz sie tym tak, jakbys latal we 
snie. Zamknij oczy. W medytacji wedruj tam, gdzie tylko chcesz, wznos sie wyzej i wyzej do 
nieba, a wkrótce wiele nowych rzeczy bedzie dla ciebie mozliwych, I nie obawiaj sie. jest to 
najwieksza przygoda, wieksza niz podróz na ksiezyc - stanie sie astronauta wewnetrznej 
przestrzeni jest najwieksza przygoda.

Osho   podsuwa   te   piekna   technike   tym,   którzy   odczuwaja   zaklócenia   fizycznej, 

niestabilnosci i unoszenia sie.

Usiadz w lózku na piec do dziesieciu minut i zamknawszy oczy wizualizuj... odczuwaj, 

ze twoje cialo staje sie wieksze, wieksze, wieksze, wieksze. Uczyn je tak wielkim, jak tylko 

background image

zdolasz - tak wielkim, ze niemal zaczyna dotykac scian pokoju.

Zacznij odczuwac, ze teraz nie mozesz poruszyc dlonmi - jest to trudne... glowa dotykasz 

sufitu. Najpierw przez dwa, trzy dni odczuwaj tylko tyle, potem zacznij wychodzic poza 
pokój. Wypelnij caly dom - i poczuj, ze pokój jest wewnatrz ciebie. Potem wyjdz poza dom - 
napelnij soba cala okolice, i odczuwaj cala te okolice w sobie. A potem wypelnij soba cale 
niebo, i odczuwaj, ze slonce i ksiezyc i gwiazdy poruszaja sie w tobie.

Rób to przez dziesiec, dwanascie dni. Stopniowo, powoli, napelnij soba cale niebo. W 

dniu, w którym napelnisz soba cale niebo, zacznij proces odwrotny. Znów przez dwa dni - 
stawaj sie maly. W procesie odwrotnym usiadz i zacznij sobie wyobrazac, ze stajesz sie 
bardzo malenki. Po prostu idz w przeciwnym kierunku. Twoje cialo nie jest takie wielkie, jak 
sie   wydaje   -   ma   ledwie   trzydziesci   centymetrów   wzrostu.   Przypominasz   zabawke   -   i 
poczujesz to. jesli zdolasz wyobrazic sobie ogrom, wyobrazisz sobie i malosc. Potem jeszcze 
mniejszy - tak maly, ze sam siebie mozesz zmiescic w dloni. Potem jeszcze mniejszy... potem 
jeszcze mniejszy, i w ciagu dwunastu dni doprowadz to do takiego punktu, ze nie mozesz 
siebie odnalezc. Stales sie tak maly jak atom - niemozliwe jest stwierdzenie gdzie jestes.

Uczyn siebie tak wielkim jak cala przestrzen kosmiczna, a potem uczyn siebie tak malym 

jak niewidzialny atom - dwanascie dni jedno, potem dwanascie dni drugie. Bedziesz czul sie 
tak swietnie, tak szczesliwie, tak scentrowany, ze nie jestes w stanie tego sobie wyobrazic.

„Jednosc”

Pierwszy etap - po prostu odprez sie siedzac na krzesle, usiadz tak, aby calemu cialu bylo 

wygodnie.   Drugi   etap   -   zamknij   oczy.   Trzeci   etap   -   odprez   oddychanie.   Uczyn   je   jak 
najbardziej naturalnym. Z kazdym wychodzacym oddechem mów „jednosc”. Gdy oddech 
wychodzi, mów „jednosc” - przy wdechu nic nie mów. Zatem przy kazdym wychodzacym 
oddechu po prostu mów „jednosc... jednosc... jednosc”, i nie tylko to mów, ale i czuj, ze cala 
egzystencja jest jednoscia, jest jedna caloscia. Nie powtarzaj tego, po prostu miej to poczucie - 
a mówienie „jednosc” tu pomoze. Rób to co dzien przez dwadziescia minut. 

Medytacja tak naprawde wcale nie jest poszukiwaniem oswiecenia. Oswiecenie przychodzi bez  

zadnego poszukiwania.

Dopilnuj, by nikt nie przeszkadzal ci wtedy, gdy to robisz. Mozesz otworzyc oczy i 

spojrzec  na zegar,   ale  nie  nastawiaj  budzika.  Cokolwiek, co   by  cie  moglo   wytracic,   jest 
niewskazane, dlatego w pokoju, w którym to robisz, nie powinno byc telefonu, i nikt nie 
powinien do niego pukac. Przez tych dwadziescia minut masz byc calkowicie odprezony. 
Jesli na zewnatrz jest zbyt wielki halas, wlóz do uszu stopery.

Mówienie „jednosc” przy kazdym wydechu uczyni cie tak wyciszonym i spokojnym i 

skupionym   w   sobie   -  nie   jestes   w   stanie   tego   sobie   wyobrazic.   Zrób   to   za   dnia,   nigdy 
wieczorem, poniewaz sen moze zostac zaklócony - bedzie to takim odprezeniem, ze nie 
bedzie ci sie chcialo spac. Poczujesz sie swiezy. Najlepsza pora jest ranek, takze i popoludnie, 
ale nigdy wieczór.

Wewnetrzny usmiech

Zawsze gdy siedzisz i nie masz nic do robienia, po prostu odprez dolna szczeke i otwórz 

background image

nieco usta. Zacznij oddychac ustami, ale nie za gleboko. Niech tylko cialo oddycha, aby byl to 
plytki oddech i stawal sie coraz plytszy. A kiedy poczujesz, ze oddychanie stalo sie bardzo 
plytkie i usta sa otwarte i szczeka jest rozluzniona, cale cialo bedzie bardzo odprezone.

W tej chwili zacznij odczuwac usmiech - nie na twarzy, a w calym swoim wewnetrznym 

istnieniu... i zdolasz to uczynic. Nie jest to usmiech, który pojawia sie na ustach - jest to 
egzystencjalny usmiech, który rozprzestrzenia sie w samym wnetrzu.

Spróbuj,   a   przekonasz   sie   czym   on   jest...   bo   nie   mozna   tego   objasnic.   Nie   potrzeba 

usmiechac sie ustami, twarza, bedzie to tak, jakbys usmiechal sie z brzucha - brzuch sie 
usmiecha, i jest to usmiech, nie smiech, jest wiec bardzo, bardzo lagodny, delikatny, wrazliwy 
- przypomina maly kwiat rózy, który rozwija sie w brzuchu, a jego aromat rozprzestrzenia sie 
w calym ciele.

Gdy poznasz ten usmiech, mozesz pozostac szczesliwy dwadziescia cztery godziny na 

dobe. A zawsze gdy czujesz, ze brak ci tego szczescia, tylko zamknij oczy i pochwyc ten 
usmiech, a ono sie pojawi. A w ciagu dnia jest wiele okazji do chwytania go. On zawsze jest.

„Osho”

Z kazdym wychodzacym oddechem po prostu powiedz w sobie „Osho” - niezbyt glosno, 

ledwie szeptem, ale wewnatrz, tak, abys to slyszal. Gdy oddech wchodzi do wewnatrz, tylko 
czekaj. Gdy oddech wychodzi, wypowiadaj to slowo, a gdy oddech wchodzi, pozwól, abym 
ja wszedl. Nic nie rób - po prostu czekaj. Twoja praca trwa wiec tylko wtedy, gdy oddech 
wychodzi.

Gdy   oddech   wychodzi,   wyjdz   do   wszechswiata.   Oddech   wychodzacy   przypomina 

upuszczenie wiadra do studni. A gdy oddech wchodzi, wiadro jest wyciagane ze studni. Rób 
to tylko przez 20 minut. Zatem przez cztery, piec minut wchodz w to, a potem pozostan w 
tym przez dwadziescia minut. Razem najwyzej dwadziescia piec minut.

Mozesz to robic o dowolnej porze. Mozesz to robic w ciagu dnia, w nocy.

Zazen

W osrodkach grupy Zazen siadaja na jedna godzine, a nowoprzybylym zaleca sie leczenie 

wydechów przez pierwszych 5-10 minut - dla spowodowania odprezenia „uwaznosci bez 
wybierania”.

Mozesz   siedziec   gdziekolwiek,   ale   to,   na   co   patrzysz,   nie   powinno   byc   zbytnio 

ekscytujace. Przykladowo, przedmioty te nie powinny sie zbytnio poruszac. Staja sie wtedy 
rozproszeniem   uwaznosci.   Mozesz   obserwowac   drzewa   -  nie   jest   to   problemem,   bo   nie 
poruszaja sie one i sceneria pozostaje stala. Mozesz obserwowac niebo, albo siedziec po 
prostu w rogu pokoju i obserwowac sciane.

Druga rzecz - nie patrz na nic konkretnego - jedynie na pustke, gdyz oczy istnieja po to, 

by patrzec na cos, ale ty masz nie patrzec na nic konkretnego. Nie skupiaj sie i nie koncentruj 
sie na niczym - ot, rozmyty obraz. To bardzo odpreza.

Trzecie - odprez oddychanie. Nie rób tego, niech ono samo sie dzieje. Niech bedzie 

naturalne, a to odprezy cie jeszcze bardziej.

Czwarte - niech twoje cialo pozostanie mozliwie najbardziej nieruchome. Najpierw znajdz 

wygodna pozycje - mozesz siedziec na poduszce lub materacu, albo na czymkolwiek, co ci 
odpowiada, ale gdy juz usiadziesz, zostan w bezruchu, bo gdy cialo sie nie porusza, umysl 

background image

automatycznie zapada w cisze. W poruszajacym sie ciele umysl stale sie porusza, poniewaz 
cialo-umysl to nie sa dwa oddzielne systemy. Sa jednoscia... jest to jedna energia.

Na poczatku bedzie sie to wydawalo nieco trudne, ale po paru dniach bedziesz sie tym 

ogromnie cieszyl. Zobaczysz, stopniowo, jak umysl, warstwa po warstwie, zaczyna odpadac. 
Przyjdzie taka chwila, gdy jestes po prostu bez umyslu.

Bodhidharma przez 9 lat siedzial twarza do sciany, nic nie robil - przez 9 lat tylko 

siedzial. Tradycja powiada, ze jego nogi obumarly. Dla mnie jest to symbol. Oznacza po 
prostu, ze wszystkie ruchy wymarly, poniewaz wymarla wszelka motywacja. Do nikad nie 
zmierzal. Nie bylo pragnienia wedrowania, nie bylo celu, który nalezalo osiagnac - a on 
osiagnal cel najwiekszy z mozliwych. Jest jedna z najrzadziej spotykanych dusz, jakie stapaly 
po tej ziemi. A wszystko osiagnal tylko siedzac przed sciana - nic nie robil, zadnej techniki, 
zadnej metody, nic. To byla jedyna technika.

Gdy   nie   ma   nic,   co   nalezaloby   zobaczyc,   stopniowo   zanika   twoje   zainteresowanie 

patrzeniem.   Poprzez   samo   siedzenie   przed   monotonna   sciana   wewnatrz   ciebie   powstaje 
analogiczna pustka i monotonnosc. Równolegle do tamtej sciany powstaje inna sciana - sciana 
nie-mysli.

Odczuwaj przyjmowanie

Pozycja dloni zlozonych na ksztalt kielicha, na ksztalt pucharu, jest bardzo znaczaca. 

Sprawia, ze stajesz sie przyjmujacy, pomaga ci byc przyjmujacym. Jest to jedna ze starych, 
dawnych pozycji - wszyscy buddowie jej próbowali. Zawsze, gdy jestes otwarty, albo gdy 
chcesz byc otwarty, ta pozycja ci pomoze.

„Zazen jest glebokim byciem bez zajecia - nie jest nawet medytacja, bo gdy medytujesz, 

usilujesz cos zrobic wspominajac Boga czy nawet wspominajac siebie. Te wysilki powoduja 
powstawanie zmarszczek na powierzchni wody”.

Usiadz w ciszy i czekaj. Badz naczyniem, krancem przyjmujacym. Tak, jak czekasz przy 

telefonie - zadzwoniles, czekasz przy sluchawce. Dokladnie w takim samym nastroju po 
prostu czekaj, a w ciagu dwóch, trzech minut stwierdzisz, ze otacza cie totalnie inna energia, 
napelnia twe wnetrze... splywa na ciebie jak deszcz padajacy na ziemie i przenikajacy glebiej i 
glebiej, i ziemia nim nasiaka.

Pozycje  sa  bardzo   istotne.  Jesli  ludzie  nie  uczynia  z nich   fetyszy, sa bardzo   istotne. 

Pomagaja w ustanowieniu pewnego przebiegu energii ciala. Na przyklad z ta pozycja bardzo 
trudno jest wpasc w zlosc. Z zacisnieta piescia i zebami bardzo latwo jest byc w zlosci. Gdy 
cale cialo jest odprezone, bardzo trudno jest byc agresywnym, pelnym przemocy, a bardzo 
latwo jest byc pelnym modlitwy.

Patrzenie

Medytacja to nic innego jak tylko sztuka otwierania oczu, sztuka oczyszczania oczu, 

sztuka porzucania kurzu, który zebral sie na lustrze twej swiadomosci. Jest to naturalne - 
kurz sie gromadzi. Czlowiek przez tysiace zywotów wedruje i wedruje - kurz sie gromadzi. 
Wszyscy jestesmy wedrowcami, wiele kurzu sie zebralo - tak wiele, ze lustro calkiem znikne. 
Jest tylko kurz na kurzu, warstwa kurzu na warstwie, i nie mozna dojrzec lustra. Ale to lustro 
nadal jest - nie mozna go stracic, gdyz stanowi twoja nature. Gdyby mozna bylo je utracic, nie 
byloby twoja natura. Nie jest to tak, ze masz jakies lustro - ty jestes tym lustrem. Wedrujacy 

background image

jest   tym   lustrem.   Nie   moze   go   stracic,   moze   o   nim   tylko   zapomniec   -   co   najwyzej, 
zapomnienie.

Medytacja jest otwieraniem oczu, medytacja jest patrzeniem.

Ta egzystencjalna chwila jest dokladnie teraz. Spojrzyj po prostu, i to jest medytacja - to 

spojrzenie jest medytacja. Samo widzenie faktu istnienia jakiegos przedmiotu, jakiegos stanu, 
jest   medytacja.   Medytacja   nie   ma   motywacji,   stad   nie   ma   w   niej   zadnego   centrum.   A 
poniewaz nie ma motywacji i nie ma centrum, nie ma w niej zadnej jazni. W medytacji nie 
funkcjonujesz z jakiegos centrum - dzialasz z nicosci. Odpowiedz wyplywajaca z nicosci jest 
tym, na czym polega medytacja.

Umysl   skoncentrowal   dzialania   z   przeszlosci.   Medytacja   dziala   w   terazniejszosci,   z 

terazniejszosci. Jest to czysta odpowiedz na terazniejszosc, nie jest to reakcja. Dziala nie w 
oparciu o jakies wnioski, dziala widzac to, co egzystencjalne.

Patrzenie bez slów

W drobiazgach spróbuj nie wlaczac umyslu. Patrzysz na kwiat - po prostu patrz. Nie 

mów „piekny” „brzydki”. Nic nie mów. Nie wprowadzaj slów, nie werbalizuj. Tylko patrz. 
Umysl  bedzie  czul   sie   nieswojo,  niemilo.  Umysl  chcialby   cos  powiedziec.   Ty   po  prostu 
powiedz umyslowi: „Badz cicho, daj mi popatrzec, tylko bede patrzec”.

Na   poczatku   bedzie   to   trudne,   ale   zacznij   od   rzeczy,   w   które   nie   jestes   zbyt 

zaangazowany. Trudno jest patrzec na swa zone bez wypowiadania jakichs slów. jestes zbyt 
zaangazowany, zbytnio przywiazany emocjonalnie. W zlosci czy w milosci - ale zbytnio 
zaangazowany.

Patrz na to, co jest neutralne - skale, kwiat, drzewo, wschodzace slonce, ptaka w locie, 

chmure przesuwajaca sie po niebie. Patrz tylko na te rzeczy, z którymi czujesz sie oddzielony, 
wobec których mozesz pozostac obojetny. Zacznij od rzeczy neutralnych, a dopiero potem 
przejdz do sytuacji pelnych emocji.

Kolor ciszy

Zawsze, gdy widzisz cos blekitnego - blekit nieba, blekit rzeki - po prostu usiadz w 

milczeniu i patrz w ten blekit, a poczujesz bardzo glebokie zharmonizowanie z nim. Zawsze, 
gdy medytujesz na kolorze blekitnym, zstepuje na ciebie wielka cisza.

Blekit jest jednym z najbardziej duchowych kolorów, gdyz jest to kolor ciszy, bezruchu, 

jest to kolor wyciszenia, odpoczynku, odprezenia.  Dlatego  zawsze, gdy jestes  naprawde 
odprezony, poczujesz nagle w sobie blekitna swietlistosc. A jezeli zdolasz odczuc blekitna 
swietlistosc, natychmiast poczujesz sie odprezony. Dziala to w obie strony.

Wejrzyj we wlasny ból glowy

Gdy nastepnym razem bedziesz mial ból glowy, spróbuj tej drobnej techniki medytacyjnej 

- ot, tak na próbe - potem mozesz przejsc do wiekszych chorób i wiekszych objawów.

Gdy bedziesz mial ból glowy, spróbuj po prostu takiego malego eksperymentu. Usiadz w 

ciszy i obserwuj go, ogladaj go - nie tak, jakbys patrzyl na wroga, nie. Jesli bedziesz patrzyl na 
niego jak na wroga, nie zdolasz patrzec wlasciwie. Bedziesz unikal - nikt nie patrzy na wroga 

background image

wprost, czlowiek wtedy unika, ma sklonnosc do unikania. Patrz na niego jak na przyjaciela. 
To twój przyjaciel - sluzy ci. Mówi: „Cos jest nie tak - przyjrzyj sie temu”. Po prostu usiadz w 
milczeniu i przyjrzyj sie temu bólowi glowy, nie majac pomyslu na jego zatrzymanie, nie 
majac pragnienia, aby on zniknal, bez konfliktu, bez walki, bez antagonizmu. Po prostu go 
ogladaj, to, czym on jest.

Obserwuj, aby - jesli bedzie jakies wewnetrzne przeslanie - ten ból glowy mógl ci je 

przekazac. Jest w nim jakas zakodowana wiadomosc. A kiedy bedziesz patrzyl w ciszy, 
bedziesz zaskoczony. Kiedy patrzysz w ciszy, dzieja sie trzy rzeczy. Pierwsza - im bardziej w 
niego  patrzysz, tym  ostrzejszy  sie staje, i wtedy  bedziesz  nieco  zaskoczony: „Jak  ma to 
pomóc, skoro ból staje sie ostrzejszy?” Staje sie ostrzejszy, poniewaz unikales go. Byl, ale ty 
go unikales, juz go tlumiles - nawet bez aspiryny go tlumiles. Gdy w niego patrzysz, to 
tlumienie znika. Ból glowy dojdzie do swej naturalnej ostrosci. Wtedy slyszysz go bez za 
tyczek w uszach, bez waty w uszach.

Medytacja jest przygoda, najwieksza przygoda, jaka zdolny jest podjac ludzki umysl. Medytacja to 

samo bycie, nie robienie niczego - zadnego dzialania, zadnej mysli, zadnej emocji. Po prostu jestes i jest 
to czysta rozkosza. Skad bierze sie ta rozkosz gdy niczego nie robisz? Bierze sie znikad, albo zewszad. 
Nie ma przyczyny, poniewaz egzystencja zbudowana jest z materialu zwanego radoscia.

Pierwsze - stanie sie on ostry, jesli staje sie ostry, mozesz byc zadowolony, ze patrzysz 

wlasciwie. Jesli nie staje sie ostry, jeszcze nie patrzysz - nadal unikasz. Patrz w niego - staje 
sie ostry. To pierwszy sygnal, ze - owszem - znalazl sie on w twoim polu widzenia.

Drugie jest to, ze stanie sie on bardziej punktowy - nie bedzie rozprzestrzeniony na 

duzym terenie. Najpierw myslales: „Boli mnie cala glowa”. Teraz widzisz, ze to nie cala 
glowa, a tylko jeden maly punkcik. To tez jest wskazaniem, ze patrzysz w niego glebiej. 
Uczucie rozprzestrzenienia bólu jest gra - to jeden ze sposobów jego unikania, jesli znajdzie 
sie on w jednym punkcie, bedzie ostrzejszy. Dlatego stwarzasz iluzje, ze to cala glowa boli. 
Rozprzestrzen ból po calej glowie, a nigdzie nie bedzie tak intensywny. Takie sa te gierki, w 
które gramy.

Patrz w niego, a drugi etap bedzie taki, ze stanie sie on mniejszy i mniejszy i mniejszy, i 

przychodzi taka chwila, gdy jest on samym koniuszkiem igly - bardzo ostrym, ogromnie 
ostrym,   bardzo   bolesnym.   Nigdy   nie   doznales   takiego   bólu   w   swej   glowie.   Ale   jest   on 
znaczaco zawezony do malej przestrzeni. Patrz w niego dalej.

I potem nastepuje to trzecie i najbardziej istotne. Kiedy bedziesz patrzyl w ten punkt, gdy 

jest on bardzo ostry i pomniejszony i skupiony w jednym miejscu, wielokrotnie stwierdzisz, 
ze znika. Kiedy twoje patrzenie jest doskonale, on zniknie. A gdy zniknie, bedziesz mial 
przeblysk tego, skad sie wzial - co jest jego przyczyna. Gdy skutek znika, widzisz przyczyne. 
Wiele razy bedzie tak sie dzialo, i znów bedzie. Twoje spojrzenie nie jest juz tak czujne, tak 
skoncentrowane, tak uwazne - powróci. Zawsze wtedy, gdy spojrzenie naprawde jest, ból 
znika, a gdy znika ból, za nim ukryta jest jego przyczyna, i bedziesz zaskoczony - twój umysl 
jest gotowy ujawnic co jest ta przyczyna.

A tych przyczyn moga byc tysiace. Ten sam alarm jest wlaczany, bo ten system alarmowy 

jest prosty. Nie ma w twoim  ciele  zbyt wielu  systemów alarmowych. Rózne przyczyny 
wlaczaja   ten   sam   alarm.   Moze   ostatnio   byles   w   zlosci   i   tego   nie   wyraziles.   Nagle,   jak 

background image

objawienie, pojawi sie to przed toba. Zobaczysz cala zlosc, która nosisz, nosisz... jak rope w 
ciele. Teraz jest tego juz zbyt wiele, i ta zlosc chce byc uwolniona. Potrzebuje katharsis. 
Katharsis! - i natychmiast widzisz jak zniknal ból glowy, i nie bylo trzeba aspiryny, nie byla 
potrzebna zadna kuracja.

„Medytacja jest twoim pierwotnym prawem! Ona jest, czeka abys odprezyl sie odrobine, aby mogla 

zaspiewac, stac sie tancem”.

Sluchanie

Pozostan bierny - nic nie rób, tylko sluchaj. A sluchanie nie jest dzialaniem. Aby czegos 

sluchac nic nie musisz robic - twoje uszy sa zawsze otwarte. Aby widziec musisz otworzyc 
oczy - przynajmniej tyle trzeba uczynic. Aby sluchac nawet tyle nie trzeba robic - uszy 
zawsze sa otwarte. Zawsze sluchasz. Po prostu nic nie rób i sluchaj.

Sluchanie z sympatia

Sluchanie jest glebokim wspóluczestnictwem ciala i duszy i dlatego wykorzystywane jest 

jako jedna z najpotezniejszych metod medytacji - poniewaz laczy dwie nieskonczonosci - 
materialna i duchowa.

I   niech   to   bedzie   twoja   medytacja   -   pomoze   ci   to.   Zawsze,   gdy   siedzisz,   sluchaj 

wszystkiego, co sie dzieje. Jest to targowisko, i tyle halasu i ruchu, i pociag i samolot - sluchaj 
tego bez odrzucania w umysle, ze to halas. Sluchaj tak, jakbys sluchal muzyki, z sympatia, i 
nagle stwierdzisz, ze zmienia sie jakosc tego halasu. Nie jest on juz rozproszeniem, nie jest juz 
zaklóceniem. Przeciwnie - stal sie bardzo kojacy. Jesli bedziesz wlasciwie sluchal, nawet 
targowisko staje sie melodia.

Zatem nie jest istotne czego sluchasz. Istotne jest ze sluchasz, a nie tylko slyszysz.
Nawet gdy sluchasz czegos, o czym nigdy nie myslales, ze jest warte sluchania, sluchaj 

tego z wielka radoscia, jakbys sluchal sonaty Beethovena. I nagle stwierdzisz, ze dokonales 
przemiany jakosci tego dzwieku. Staje sie on piekny, i w tym sluchaniu zniknie twoje ego.

Slup energii

Gdy stoisz w ciszy, natychmiast wstepuje w ciebie pewne wyciszenie. Spróbuj tego w 

kacie swojego pokoju. Po prostu stan w kacie, stan w milczeniu, nic nie rób. Nagle i energia 
wewnatrz ciebie stanie. Siedzac odczuwasz wiele zaklócen w umysle, poniewaz siedzenie jest 
pozycja mysliciela. Gdy stoisz, energia plynie jak slup i jest równomiernie rozprowadzana po 
calym ciele. Stanie jest piekne.

Spróbuj tego - bo dla niektórych z was bedzie to bardzo, bardzo piekne, jesli zdolasz stac 

przez godzine, bedzie to po prostu wspaniale. Tylko stojac i nic nie robiac, nie poruszajac sie, 
stwierdzisz,   ze   cos   sie   w   tobie   stabilizuje,   staje   sie   wyciszone,   nastepuje   scentrowanie   i 
poczujesz sie jak slup energii. Cialo znika.

Odczuj cisze lona

Niech cisza stanie sie twoja medytacja. Zawsze, gdy masz czas, po prostu zapadnij sie w 

ciszy - i dokladnie to mam na mysli - zapadnij sie, tak, jakbys byl malym dzieckiem w lonie 
matki. Usiadz w ten sposób i stopniowo zaczniesz odczuwac, ze chcesz polozyc glowe na 

background image

podlodze. Wtedy polóz glowe na podlodze. Przybierz pozycje dziecka zwinietego w lonie 
matki, a natychmiast odczujesz nadchodzaca cisze, te sama cisze, która byla w matczynym 
lonie. Gdy siedzisz w lózku, wejdz pod koc i zwin sie w klebek i pozostan tak w calkowitym 
wyciszeniu, nic nie robiac.

Czasami przyjda jakies mysli - niech  przeleca - badz obojetny, w ogóle sie nimi nie 

zajmuj, jesli przychodza, dobrze; jesli nie przychodza, dobrze. Nie walcz, nie odpychaj ich. 
Gdy walczysz, stajesz sie zaburzony, gdy je odpychasz, staja sie one natretne, jesli ich nie 
chcesz, beda pojawiac sie bardzo uparcie. Po prostu nie zajmuj sie nimi, niech beda, na skraju, 
tak, jak dzwiek ruchu ulicznego. A jest to prawdziwy dzwiek ruchu ulicznego - mózgowego 
ruchu   milionów   komórek   usilujacych   porozumiec   sie   ze   soba,   energii   poruszajacej   sie   i 
elektrycznosci   przeskakujacej   z   jednej   komórki   do   drugiej,   jest   to   brzeczenie   wielkiej 
machiny, niech wiec bedzie.

Stan sie calkowicie obojetny na to, nie obchodzi cie to, nie jest to twoim problemem - 

moze kogos innego, ale nie twoim. Co masz z tym zrobic? Bedziesz zaskoczony - przyjda 
chwile, gdy ten halas zniknie, zniknie zupelnie, a ty pozostaniesz w calkowitej samotnosci.

Nie badz masochista

Nigdy nie badz masochista. Nie torturuj  siebie  w imie czegokolwiek. Ludzie  bardzo 

torturuja siebie w imie religii, a to imie jest takie piekne, ze mozesz stale sie torturowac.

Pamietaj wiec - ja ucze szczescia, nie tortury! Gdy czasem czujesz, ze cos staje sie ciezkie, 

staje   sie   oporne,   trzeba   to   zmienic.   Wiele   razy   bedziesz   musial   to   zmieniac.   Stopniowo 
dotrzesz do miejsca, gdzie zadna zmiana nie bedzie  potrzebna.  Wtedy  wszystko bedzie 
doskonale pasowalo - nie tylko do twojego umyslu, do twojego ciala, ale i do twojej duszy.

WIECZÓR

trzes sie, tancz i spiewaj

KUNDALINI

Medytacja praktykowana zwykle
Czesc pierwsza - 15 minut
Rozluznij sie, pozwól calemu cialu trzasc sie, odczuwaj energie poruszajaca sie od stóp w 

góre. Rozluznij sie calkowicie i stan sie tym drzeniem. Oczy moga byc otwarte lub zamkniete.

Czesc druga - 15 minut
Tancz... tak, jak poczujesz, i niech cale cialo porusza sie zgodnie ze swoimi potrzebami.
Czesc trzecia - 15 minut
Zamknij oczy i badz nieruchomy, siedzac lub stojac... badz swiadkiem wszystkiego tego, 

co dzieje sie wewnatrz i na zewnatrz.

Czesc czwarta - 15 minut
Z zamknietymi oczami polóz sie i lez nieruchomo.
Gdy robisz medytacje Kundalini, przyzwól drzeniu, nie twórz go. Stój w ciszy, odczuj jak 

nadchodzi, a gdy cialo zacznie juz drzec, pomóz mu, ale nie rób tego. Ciesz sie, odczuwaj w 
tym blogosc, pozwól na to, przyjmij to, powitaj z radoscia, ale nie wymuszaj tego sila woli.

Jesli bedziesz wymuszal, stanie sie to cwiczeniem fizycznym, cwiczeniem fizycznym dla 

background image

ciala,   i   bedzie   drzenie,   ale   tylko   na   powierzchni,   nie   przeniknie   ono   do   twoich   glebi. 
Pozostaniesz zastygly, jak kamien, jak skala - pozostaniesz manipulujacym, wykonawca, a 
cialo bedzie cie tylko sluchalo. Cialo nie jest tu istotne - ty jestes tu  istotny.

Gdy   mówie   „drzyj”,   mam   na   mysli   to,   ze   powinno   drzec   twoje   zastygniecie,   twoje 

skalopodobne   istnienie   -   powinny   drzec   do   samych   fundamentów,   aby   staly   sie   ciecza, 
plynne, stopily sie, zaczely  plynac. A gdy skalopodobne istnienie staje sie plynne, cialo 
zaczyna isc za nim w slad. Wtedy nie ma ruchów drzen, tylko aktywnosc drzenia. Wtedy nikt 
tego nie robi, to sie po prostu dzieje. Wtedy nie ma wykonawcy.

Medytacja Dynamiczna, Kundalini lub Nadabrahma tak naprawde nie sa medytacjami. 

Po   prostu   harmonizujesz   sie.   Przypomina   to...   moze   widziales   klasycznych   muzyków 
hinduskich podczas gry. Przez pól godziny, czasem nawet dluzej, tylko stroja instrumenty. 
Poruszaja galkami, rozluzniaja i napinaja struny, a grajacy na bebenku ciagle sprawdza swój 
bebenek - czy jego dzwiek jest doskonaly czy nie. Robia to przez pól godziny. Nie jest to 
muzyka, tylko przygotowanie.

Kundalini tak naprawde nie jest medytacja, jest tylko przygotowaniem. Przygotowujesz 

swój instrument.  Gdy jest gotowy - stoisz w ciszy, zaczyna sie medytacja. Wtedy  jestes 
totalnie.   Obudziles   sie   skaczac,   tanczac,   oddychajac,   krzyczac   -   wszystko   to   sa   sposoby 
uczynienia cie nieco czujniejszym niz zwykle. Gdy juz jestes czujny, wtedy czekanie.

Czekanie jest medytacja. Czekanie z pelna uwaznoscia. A potem to przychodzi, ogarnia 

cie, gra wokolo ciebie, tanczy wokolo ciebie, omywa cie, oczyszcza cie, przemienia cie.

Kolysanie

Czesc pierwsza - 20 minut
Usiadz ze skrzyzowanymi nogami i zamknij oczy. Delikatnie zacznij sie kolysac, najpierw 

w lewo, potem w prawo. Kolysanie nie musi objac calego ciala, ale przechylaj sie najdalej, jak 
mozesz - dopóki jest to jeszcze wygodne. Gdy dotrzesz do najdalej wychylonego punktu, 
wypusc z siebie dzwiek „hu” - zrób to z sila, z silnym i gwaltownym ruchem ciala. Zrób to na 
samym koncu kolysania, na obie strony.

Czesc druga - 20 minut
Siedz w ciszy, bez ruchu.
Czesc trzecia - 20 minut
Stan w rogu pokoju, absolutnie nieruchomy.

Medytacja to bycie ze soba, zas wspólczucie to oplakiwanie w nadmiar takiego bycia.

Tancz

Gdy ruch staje sie ekstatyczny jest to taniec. Gdy ruch jest tak totalny ze nie ma ego, jest to 

taniec.

A powinienes  wiedziec,  ze taniec pojawil sie w swiecie  jako  technika medytacji.  Na 

poczatku taniec nie mial byc tancem, mial sluzyc osiagnieciu ekstazy, w której tanczacy 
zostaje zagubiony, tylko taniec pozostaje - nie ma ego, nikt nie manipuluje, cialo plynie 
spontanicznie.

Nie ma potrzeby znajdywania jakiejkolwiek innej medytacji. Taniec sam w sobie staje sie 

medytacja gdy tanczacy znika. Sednem jest - jak zgubic siebie, jak to robisz, albo gdzie, nie 

background image

jest istotne. Po prostu zgub siebie. Przychodzi taka chwila, gdy ciebie nie ma, a wszystko trwa 
dalej... jakbys zostal opetany.

Taniec jest jednym z najpiekniejszych zjawisk, jakie moga przydarzyc sie czlowiekowi. 

Nie mysl wiec o medytacji jako o czyms oddzielnym. Medytacja jest potrzebna jako cos 
oddzielnego   ludziom,   którzy   nie   maja   bardzo   glebokiej   twórczej   energii,   nie   maja 
ukierunkowania dla swej energii, dzieki któremu mogliby tak gleboko sie zaangazowac, ze 
zagubiliby sie w tym.

Ale tanczacy, malarz, rzezbiarz, nie potrzebuja zadnej innej medytacji, jedynym czego im 

potrzeba, jest uczynienie swego wymiaru tak gleboko przenikliwym, ze przychodzi chwila 
transcendencji. A nic innego nie moze sie równac z tancem...

Zatem codziennie co najmniej na godzine zapomnij o wszelkich technikach. Dopilnuj, by 

tylko   tanczyc   dla   Boga.   Nie   ma   wiec   potrzeby   pilnowania   techniki   -   bo   On   nie   jest 
egzaminatorem. Po prostu tancz tak, jak male dziecko... jako modlitwa. Wtedy taniec bedzie 
mial dla ciebie zupelnie inna jakosc. Po raz pierwszy poczujesz, ze wykonujesz kroki, jakich 
nigdy dotad nie wykonywales, ze poruszasz sie w wymiarach, których nigdy jeszcze nie 
znales. Wkraczasz na tereny nieznane i niepoznane.

Stopniowo, w miare jak coraz bardziej bedziesz sie harmonizowal z tym, co nieznane, 

wszystkie techniki znikna. A bez technik, gdy taniec jest czysty i prosty, jest doskonaly.

Tancz tak, jakbys byl w glebokiej milosci ze wszechswiatem, jakbys tanczyl ze swoja 

ukochana. Niech Bóg bedzie twoja ukochana.

Tanczcie razem

Mozesz zebrac grupe przyjaciól, którzy beda razem tanczyc. Bedzie to lepsze, bardziej 

pomocne. Czlowiek jest tak slaby, ze samemu trudno jest robic cokolwiek przez dluzszy czas. 
Dlatego potrzebne sa szkoly. Dlatego jesli nie masz ochoty robic czegos jednego dnia, a sa tu 
inni ludzie, ich energia cie poruszy. Innego dnia ktos inny nie ma na to ochoty, ale ty jestes - i 
twoja energia przenika go.

Pozostawiony samemu sobie, czlowiek jest slaby i bez woli. Jednego dnia robisz to, a 

innego czujesz, ze jestes zmeczony i masz inne rzeczy do zrobienia. Medytacje daja efekty 
tylko wtedy, gdy wykonywane sa systematycznie. Wtedy to w ciebie zapada.

Przypomina to kopanie dolu. Jednego dnia kopiesz w jednym miejscu, drugiego w innym 

miejscu, i tak mozesz kopac przez cale zycie, ale studnia nigdy nie bedzie gotowa. Musisz 
ciagle kopac w tym samym miejscu.

Dopilnuj wiec, aby robic to codziennie o tej samej porze. A jesli jest to mozliwe w tym 

samym miejscu - bardzo dobrze. Ta sama sala, ta sama atmosfera, pal to samo kadzidlo... 
niech cialo stopniowo sie nauczy i umysl stopniowo pochwyci to odczucie. Z chwila wejscia 
do sali jestes gotowy do tanczenia. Pokój jest naladowany, pora jest naladowana.

Tancz jak drzewo

Po prostu unies rece i poczuj, ze jestes drzewem na wiejacym silnym wietrze. Tancz jak 

drzewo w deszczu i wietrze. Niech cala twoja energia stanie sie energia tanczaca, kolysz sie i 
poruszaj razem z wiatrem, po prostu czuj jak wiatr cie przenika. Zapomnij, ze masz ludzkie 
cialo - jestes drzewem, utozsam sie z drzewem.

Jezeli jest to mozliwe, wyjdz na swieze powietrze, stan posród drzew, stan sie drzewem i 

background image

niech wiatr cie przenika. Odczucie utozsamienia z drzewem jest ogromnie wzmacniajace, 
odzywcze. Czlowiek bardzo latwo wchodzi wtedy w pierwotna swiadomosc. Drzewa nadal 
istnieja - rozmawiaj z drzewami, obejmuj drzewa, a nagle poczujesz, ze wszystko wrócilo. A 
jesli wyjscie na zewnatrz nie jest mozliwe, stan po prostu na srodku pokoju, wyobraz sobie, 
ze jestes drzewem i zacznij tanczyc.

Tancz dlonmi

Usiadz w ciszy i pozwól palcom poruszac sie tak, jak chca. Poczuj ten ruch od wewnatrz. 

Nie staraj sie ogladac go z zewnatrz, oczy miej wiec zamkniete. Niech energia splywa coraz 
bardziej do dloni.

Dlonie sa gleboko polaczone z mózgiem - prawa dlon z lewa strona mózgu, lewa dlon z 

prawa strona mózgu, jesli pozwolisz palcom na totalna swobode ekspresji, rozladowanych 
bedzie   wiele,   wiele   napiec   nagromadzonych   w   mózgu,   jest   to   najlatwiejszy   sposób 
uwolnienia   mechanizmu   mózgu,   jego   stlumien,   jego   niewykorzystywanej   energii.   Twoje 
dlonie doskonale sobie z tym poradza.

Czasem   stwierdzisz,   ze   lewa   dlon   dominuje,   czasem,   ze   dominuje   prawa   dlon.   Nie 

wymuszaj   zadnego   szablonu   ruchu   -   jakakolwiek   potrzebe   ma   energia,   taka   forme 
przybierze. Gdy lewa strona mózgu chce uwolnic energie, przyjmie pewna forme. Gdy prawa 
strona mózgu jest zbyt obciazona energia, pojawi sie inna gestykulacja.

Poprzez ruchy dloni mozesz wejsc gleboko w medytacje. Dlatego usiadz w ciszy, baw sie, 

pozwól dloniom na ruch, a bedziesz zaskoczony - to czary. Nie potrzeba skakac i biegac i 
robic tylu medytacji chaotycznych. Same dlonie wystarcza.

Przebudzenie warstw subtelnych

Jesli przez dluzszy czas wykonujesz ruchy cialem i nigdy nie siedzisz w spokoju, równiez 

cos przegapisz. Gdy energia zaczela sie poruszac, trzeba wejsc w absolutne wyciszenie, w 
przeciwnym razie ruchy pozostana powierzchowne. Ruch ciala jest czyms dobrym, ale jest 
ruchem   powierzchownym,   a  gdy   cala  energia   pozostaje   w   ruchu   powierzchownym,  nie 
dojdzie do ruchów subtelnych.

Rób moje medytacje ale nie sila woli. Nie wymuszaj ich, raczej niech same nastapia. Plywaj w nich 

oddaj sie im, niech cie wchlona, ale nie postanowieniem woli. Nie manipuluj, bo gdy manipulujesz,  
jestes   podzielony,   rozdwajasz   sie   na   manipulujacego   i   to,   czym   manipulujesz.   A   gdy   jestes   w 
rozdwojeniu,   natychmiast   powstaja   niebo   i   pieklo.   Wtedy   jest   ogromna   odleglosc   miedzy   toba   a  
prawda. Nie manipuluj. Pozwól, by wszystko samo sie dzialo.

Trzeba  dojsc do takiego  punktu, gdy  cialo jest zupelnie  nieruchome, jak  posag, gdy 

wszystkie powierzchowne ruchy ustaly* ale energia jest gotowa do ruchu - a nie ma dla niej 
ujscia poprzez cialo. Szuka ona nowego ujscia wewnatrz, które nie nalezy do ciala. Zaczyna 
sie poruszac w warstwach subtelnych.

Ale   najpierw   potrzebny   jest   ruch.   Gdy   energia   sie   nie   porusza,   mozesz   siedziec   jak 

kamien i nic sie nie bedzie dzialo. Pierwsza rzecza jest wspomozenie energii w tym ruchu, a 
druga jest zatrzymanie ciala wtedy, gdy juz faktycznie sie ona porusza. Gdy energia tetni tak 

background image

bardzo   i   gotowa   jest   do   ruchu,   bedzie   musiala   wejsc   w   warstwy   subtelne,   poniewaz 
powierzchniowych juz nie ma.

Dlatego najpierw niech bedzie to dynamiczne, a potem niech cialo bedzie nieruchome, 

aby ta dynamika weszla glebiej, do samych korzeni, do samego rdzenia twego istnienia, i 
Dokonaj syntezy - dwadziescia minut ruchu ciala, a po dwudziestu minutach nagle stop. 
Mozesz nastawic budzik, a kiedy sie on wlaczy, nagle stop. Cialo jest pelne energii, ale teraz, 
gdy cialo zatrzymalo sie w bezruchu, energia zaczyna znajdywac nowe szlaki. Taka jest ta 
metoda pracy wewnatrz.

WIROWANIE

Wirowanie sufich to jedna z najstarszych  technik, jedna z najpotezniejszych. Jest tak 

gleboka, ze nawet jedno jej doznanie uczyni cie totalnie innym. Wiruj z otwartymi oczami, 
tak, jak wiruja male dzieci, jakby twoje wewnetrzne istnienie stalo sie centrum, a cale cialo 
stalo sie kolem - porusza sie - jak garncarskie kolo - porusza sie. Ty jestes w centrum, ale cale 
cialo jest w ruchu.

Medytacja to totalna wrazliwosc zmyslów.

Zaleca sie nie jesc i nie pic na trzy godziny przed wirowaniem. Najlepiej jest byc boso, w 

luznym ubraniu. Medytacja ta sklada sie z dwóch czesci - wirowania i odpoczynku. Nie ma 
ustalonego   czasu   wirowania   -  moze   to   trwac   godzinami   -  ale   wskazane   jest,   by   trwalo 
najmniej godzine, po to, abys mógl wejsc gleboko w odczucie wiru energii.  

Wirowanie wykonuje sie w jednym miejscu, w lewo - prawa reke trzyma sie wysoko, 

spodem dloni zwrócona do góry, lewa jest opuszczona, spodem dloni skierowana ku dolowi. 
Kto odczuwa jakas niewygode w wirowaniu w lewo, moze wirowac w prawo. Niech cialo 
bedzie lagodne, oczy pozostaja otwarte, ale nie sa skupione, tak, by widzenie bylo rozmyte i 
plynne. Pozostan w ciszy.

Przez pierwszych 15 minut wiruj powoli. Potem, przez nastepnych 30 minut, stopniowo 

nabieraj predkosci, az wirowanie zawladnie toba i staniesz sie wirem energii - peryferia beda 
sztormem ruchu, ale swiadek w centrum jest w ciszy i bezruchu.

Gdy bedziesz wirowal tak, szybko, ze nie mozesz utrzymac pionowej pozycji, cialo samo 

upadnie. Nie decyduj kiedy masz upasc, nie próbuj tez przygotowywac tego upadku z góry - 
gdy cialo jest lagodne i rozluznione, upadnie miekko, a ziemia wchlonie twa energie.

Gdy lezysz, zaczyna sie druga czesc medytacji. Natychmiast przewróc sie na brzuch, by 

odkryty pepek znalazl sie w kontakcie z ziemia. Jesli ktos odczuwa wielka niewygode w 
takim lezeniu, powinien polozyc sie na plecach. Poczuj jak cialo stapia sie w jedno z ziemia, 
jak male dziecko przycisniete do piersi matki. Zamknij oczy i pozostan mierny i w ciszy 
przynajmniej przez 15 minut.

Medytacja nie ma nic wspólnego z powaga. Medytacja to uciecha. Dlatego tak tu nalegam, by bylo  

wiecej tanczenia, wiecej spiewania.

Po medytacji badz tak cichy i w takiej nieaktywnosci, jak to jest tyko mozliwe.
Podczas   wirowania   niektórzy   odczuwaja   sklonnosci   do   wymiotów,   ale   to   uczucie 

background image

powinno zniknac w ciagu dwóch, trzech dni. Przerwij praktyke tylko wtedy, gdy to odczucie 
utrzymuje sie nadal.

Spiewaj

Spiewanie jest czyms boskim, jest jedna z boskich aktywnosci. Równac sie mu moze tylko 

tanczenie,   bliskie   jest   ono   tylko   tanczeniu.   A   czemu   spiewanie   i   tanczenie   sa   boskimi 
aktywnosciami? Bo sa to takie aktywnosci, w których mozesz calkowicie sie zatracic. Mozesz 
zanurzyc sie w spiewaniu tak bardzo, ze zniknie spiewajacy, tylko spiew pozostanie, albo 
zniknie tanczacy, tylko taniec pozostanie, i to jest chwila metamorfozy, przemiany - gdy nie 
ma spiewajacego i jest tylko spiew. Gdy twoja totalnosc stala sie spiewem lub tancem, to jest 
modlitwa.

Jaka piosenke spiewasz nie jest istotne - nie musi to byc piesn religijna, ale gdy spiewasz 

ja totalnie, staje sie ona czyms swietym, i na odwrót - mozesz spiewac jakas religijna piesn, 
uswiecona wiekami, ale jezeli nie jestes w niej totalnie, jest ona profanacja. Tresc piosenki nie 
jest   istotna,   tym,   co   sie   liczy,   jest   jakosc,   która   wnosisz   do   spiewania   -   totalnosc, 
intensywnosc, ogien.

Nie powtarzaj niczyjej piesni, bo to nie jest twoje serce, i nie jest to tak, jak ty mozesz 

wylac swoje serce u boskich stóp. Niech powstanie twoja wlasna piesn. Zapomnij o rytmice i 
gramatyce.  Bóg  nie jest  zbyt dobrym  gramatykiem  i nie  przejmuje  sie tym, jakich  slów 
uzywasz. Bardziej interesuje go twoje serce.

Mantra

jesli masz dobry sluch muzyczny jesli masz uszy, które potrafia zrozumiec muzyke - nie 

tylko zrozumiec, a i poczuc - wtedy pomoca bedzie mantra, gdyz wtedy mozesz stac sie 
jednym   z   tymi   wewnetrznymi   dzwiekami,   wtedy   mozesz   wedrowac   razem   z   tymi 
dzwiekami ku coraz subtelniejszym warstwom. Wtedy przychodzi chwila, gdy wszystkie 
dzwieki ustaja i pozostaje tylko dzwiek wszechswiata, jest to aum.

„Aum”

Postaraj sie przez co najmniej dwadziescia minut rankiem i dwadziescia minut wieczorem 

siedziec   w   ciszy,   z   oczami   na   wpól   otwartymi,   i   tylko   patrzec   ku   dolowi.   Oddychanie 
powinno   byc   wolne,   cialo   nieruchome.   Zacznij   nucic   „aum”   wewnatrz   siebie.   Nie   ma 
potrzeby   wydobywac   go   na   zewnatrz   -   bedzie   ono   bardziej   przenikac,   gdy   usta   masz 
zamkniete, nawet jezyk nie powinien sie poruszac. Nuc „aum” szybko - aum aum aum aum. 
Szybko i glosno, ale wewnatrz siebie. Odczuwaj tylko, ze wibruje ono w calym ciele, od stóp 
do glowy, od glowy do stóp. Kazde „aum” zapada w twojej swiadomosci tak, jak skala 
wpada do  stawu, i pojawiaja sie zmarszczki na wodzie i biegna do  samych jej kresów. 
Zmarszczki rozbiegaja sie coraz dalej i dotykaja calego ciala.

Gdy bedziesz to robil, pojawia sie takie chwile - a beda to najpiekniejsze chwile - gdy nie 

bedziesz juz powtarzal i wszystko ustanie. Nagle zdasz sobie sprawe z tego, ze nie nucisz i 
wszystko ustalo. Ciesz sie tym. Jesli zaczna pojawiac sie jakies mysli, znów zacznij nucic.

A gdy robisz to wieczorem, rób to przynajmniej na dwie godziny przed snem, bo jezeli 

bedziesz to robil tuz przed polozeniem sie do lózka, nie zdolasz zasnac - uczyni cie to tak 
swiezym, ze nie bedzie ci sie chcialo spac. Bedziesz sie czul tak, jakby to byl poranek, a ty 

background image

swietnie wypoczales - a tego nie trzeba.

Znajdz swoje wlasne tempo. Po dwóch, trzech dniach bedziesz wiedzial co ci odpowiada, 

jednym   ludziom   odpowiada   bardzo   szybkie   nucenie   -   aum   aum   auma   -   nieomal   z 
nakladaniem  sie dzwieków na siebie. Innym bardziej  odpowiada bardzo  wolne tempo - 
wszystko to zalezy od ciebie. A ty rób tak, jak bedzie ci to odpowiadalo.

Muzyka stwarza taka harmonie, ze nawet Bóg zaczyna potakiwac, mówic ci „tak”. Muzyka… 

nagle niebo zaczyna cie dotykac - jestes wchloniety przez to, co poza. A gdy to, co poza, jest blizej  
ciebie, gdy slyszysz kroki tego, co poza, cos w tobie podejmuje wyzwanie, staje sie ciche, spokojniejsze, 
lagodniejsze, chlodne, uspokojone.

Imie Jezusa

Jesli porusza cie imie Jezusa, siadz w ciszy i niech to imie cie poruszy. Czasem powiedz w 

sobie „Jezus” i czekaj. To bedzie twoja mantra. W taki sposób rodzi sie prawdziwa mantra. 
Nikt nie moze dac ci mantry - ty sam musisz ja znalezc, to, co do ciebie przemawia, co cie 
porusza, co wywiera wielki wplyw na twa dusze. Jesli Jezus” - wspaniale. Czasami, gdy 
siedzisz w ciszy, tylko powtarzaj „Jezus” i czekaj i niech to imie wejdzie gleboko, glebiej do 
zakamarków twojego istnienia - niech  wejdzie do samego rdzenia, i pozwól na to! Jesli 
zaczniesz tanczyc - dobrze. Jesli zaczniesz plakac - dobrze. Jesli zaczniesz smiac sie - dobrze. 
Cokolwiek z tego wyniknie, niech tak bedzie. Niech tak bedzie, nie przeszkadzaj temu, nie 
manipuluj.   Pójdz   za   tym,   a   doznasz   pierwszych   przeblysków   modlitwy   i   medytacji   i 
pierwszych przeblysków Boga. Pierwsze promyki zaczynaja wnikac do ciemnej nocy twej 
duszy.

Odpowiedni jest kazdy dzwiek, który odczuwasz jako estetyczny i piekny, kazdy dzwiek, 

który powoduje w sercu drzenie i radosc. Nawet jesli nie ma go w zadnym jezyku, w ogóle 
nie jest to istotne - moze znajdziesz same czyste dzwieki, które wchodza jeszcze glebiej do 
wnetrza. Bo kiedy uzywasz jakiegos slowa, ma ono pewne znaczenia - te znaczenia tworza 
ograniczenia.   Gdy   uzywasz   czystego   dzwieku,   nie   ma   w   tym   ograniczen,   jest   on 
nieskonczony.

Mruczenie

Mruczenie   moze   byc   ogromna   pomoca,   a   mozesz   je   robic   o   do   wolnej   porze... 

Przynajmniej raz dziennie, a jesli mozesz - dwa razy, bedzie to dobre. Jest to taka wielka 
wewnetrzna muzyka, ze wnosi ona pokój do calego twojego istnienia - i sprzeczne jego czesci 
zaczynaja sie harmonizowac i stopniowo w twoim ciele powstaje pewna subtelna muzyka, 
która   mozesz   uslyszec.   Po   trzech,   czterech   miesiacach   bedziesz   tylko   siedzial   w   ciszy   i 
bedziesz slyszal subtelna muzyke, harmonie wewnatrz, pewien rodzaj mruczenia. Wszystko 
funkcjonuje tak wspaniale, jak swietnie dzialajacy samochód, w którym slychac pracujacy 
silnik.

Dobry kierowca wie gdy cos sie dzieje niewlasciwego. Pasazerowie moga nie byc tak 

czujni, ale dobry kierowca natychmiast poznaje gdy zmienia sie dzwiek pracy silnika. Wtedy 
ten dzwiek przestaje byc harmonijny. Dochodzi jakis nowy odglos. Nikt inny nie zdaje sobie 
z tego sprawy, ale kto kocha prowadzenie samochodu, natychmiast pozna, ze dzieje sie cos 

background image

niewlasciwego. Silnik nie pracuje tak, jak powinien.

Czlowiek,   który   wlasciwie   mruczy,   stopniowo   zacznie   odczuwac   gdy   dzieje   sie   cos 

niewlasciwego, jesli zjadles zbyt wiele, stwierdzisz, ze zniknela wewnetrzna harmonia i po 
jakims czasie bedziesz musial wybrac - albo zjesc za duzo, albo byc w wewnetrznej harmonii. 
A wewnetrzna harmonia jest tak cenna, tak boska, jest taka blogoscia, kto mialby wiec ochote 
jesc wiecej?

I   bez   zadnego   usilnego   odchudzania   stwierdzisz,   ze   jesz   posilki   w   bardziej 

zrównowazony   sposób.   Wtedy   mruczenie   wchodzi   jeszcze   glebiej,   i   zdolasz   odróznic 
pokarmy, które zaklócaja twoje mruczenie. Zjesz cos ciezkiego i pozostaje to tak dlugo w 
organizmie - i mruczenie nie jest tak doskonale.

Gdy mruczenie samo zacznie powstawac, poznasz kiedy seks narasta, a kiedy nie narasta, 

i   zaskoczy   cie   jak   wielka   harmonia   powstaje   miedzy   dwoma   osobami   i   jak   stopniowo 
nabieraja one intuicji, jak zaczynaja odczuwac kiedy druga osoba jest smutna - gdy maz i 
zona oboje mrucza. Nie ma potrzeby mówic o tym - gdy maz jest zmeczony, zona wie to 
instynktownie, poniewaz oboje funkcjonuja na fali o tej samej dlugosci.

NADABRAHMA

Nadabrahma   jest   stara   tybetanska   technika,   pierwotnie   praktykowana   o   wczesnych 

godzinach rannych. Mozna ja robic o dowolnej porze dnia, samemu lub z innymi - miej pusty 
zoladek i przez co najmniej 15 minut po niej pozostan bez zadnej aktywnosci. Medytacja trwa 
godzine i sklada sie z trzech czesci.

Czesc pierwsza - 30 minut
Usiadz wygodnie, zamknij oczy i usta. Zacznij mruczec, na tyle glosno, by slyszeli cie 

inni, i by stworzyc w ciele wibracje. Mozesz wizualizowac pusta rure lub puste naczynie, 
wypelnione tylko wibracjami tego mruczenia. Nadejdzie chwila, gdy mruczenie samo bedzie 
sie dzialo, a ty bedziesz tego sluchac. Nie ma zadnego specjalnego oddychania. Jesli masz na 
to ochote, mozesz zmieniac ton glosu albo lagodnie i powoli poruszac cialem.

Czesc druga - 15 minut
Druga czesc sklada sie z dwóch etapów po siedem i pól minuty kazdy. W pierwszym 

wykonujesz ruch dlonmi - wnetrzem zwróconymi ku górze - po kole na zewnatrz. Ruch 
zaczyna sie od pepka, obie dlonie wedruja do przodu, gdzie rozchodza sie na boki i kresla 
dwa kola, w lewo i w prawo, symetryczne wzgledem siebie. Ruch ma byc tak wolny, ze 
czasem   bedzie   sie   zdawalo   jakby   go   w   ogóle   nie   bylo.   Odczuj,   ze   dajesz   energie 
wszechswiatu. Po siedmiu i pól minucie obróc dlonie wnetrzem do dolu i zacznij poruszac je 
w przeciwnym kierunku. Teraz dlonie lacza sie u pepka i rozchodza sie z boku ciala. Odczuj, 
ze wchlaniasz energie. Tak, jak w pierwszej czesci, nie powstrzymuj zadnych lagodnych, 
powolnych ruchów pozostalych czesci ciala.

Czesc trzecia - 15 minut
Siedz w  absolutnej ciszy i bezruchu.

Nadabrahma dla par

Osho dal piekna odmiane tej techniki dla par:
Partnerzy siedza twarzami do siebie, okryci przescieradlem, trzymaja sie za rece, które sa 

skrzyzowane. Najlepiej robic to bez zadnego ubrania. Niech pokój oswietlaja tylko cztery 

background image

male swiece, zapal kadzidlo o zapachu przeznaczonym tylko dla tej medytacji.

Zamknijcie oczy i 30 minut mruczcie razem. Gdy po jakims czasie odczujecie zlaczenie 

energii, badzcie jednoscia i polaczcie sie.

Gdy   muzyka   otacza   cie,   zalewa   cie,   i   medytacja   zaczyna   w   tobie   wzrastac,   jest   to   jedno   z 

najpiekniejszych doznac zycia - gdy nastepuje spotkanie medytacji i muzyki, gdy nastepuje spotkanie 
swiata i Boga, gdy nastepuje spotkanie materii i swiadomosci. To jest unio mystica - mistyczne 
zlaczenie.

Osho, a moskity?

Moskity to pradawni medytujacy, którym sie nie powiodlo. Dlatego sa one przeciwne 

kazdemu, kto odnosi powodzenie w medytacji. Sa bardzo zazdrosne. Dlatego zawsze, gdy 
chcesz medytowac, pojawiaja sie, aby ci przeszkadzac, odciagac twoja uwage.

To nic nowego, zawsze tak bylo. Mówia o tym wszystkie dawne swiete pisma! Zwlaszcza 

swiete pisma jainów, bo mnich jainów zyje nago. Pomysl tylko - nagi mnich jainów, Indie i 
moskity! Mahavir musial dawac szczególowe instrukcje o nastawieniu, jakie trzeba miec 
wobec moskitów. Mówil uczniom, ze kiedy moskity atakuja, masz to akceptowac. One sa 
najwiekszym   rozproszeniem   uwagi.   Jezeli   zdolasz   je   przezwyciezyc,   nic   juz   nie   bedzie 
trudne, nie bedzie wiekszej trudnosci. A jesli on tak mówi, tak jest! Zycie w Indiach nago jest 
trudne.

Bylem kiedys w Sarnath, gdzie Budda poruszyl kolem dhammy, gdzie Budda wyglosil 

pierwsze kazanie, najwazniejsze kazanie, które dalo poczatek nowej tradycji. Przebywalem u 
mnichów buddyjskich.

Widzialem moskity, ale zadne nie dorównuja moskitom z Sarnath. Moskity z Poony to po 

prostu nic! Cieszcie sie z tego! Macie szczescie, ze nie jestem w Sarnath. Tamte moskity byly 
naprawde wielkie!

Nawet w czasie dnia siedzielismy pod moskitierami. W jednym lózku, pod moskitiera, 

siadal   jakis   mnich   buddyjski,   w   drugim   lózku,   pod   moskitiera,   siedzialem   ja   -   i 
rozmawialismy.

Juz nigdy tu nie przyjade - mówilem, gdyz on prosil, zebym wrócil i zostal. - Nigdy, 

nigdy! To moja pierwsza i ostatnia wizyta.

To mi przypomina - on na to - ze przez cale wieki my, mnisi buddyjscy, smialismy sie z 

tego i zartowalismy czemu Budda nigdy juz nie wrócil do Sarnath. Przybyl tu tylko jeden raz 
- wyglosil pierwsze kazanie i uciekl!

Budda   wiele   razy   byl   w   róznych   miejscach.   Przynajmniej   ze   trzydziesci   razy   byl   w 

Shravasti, co najmniej czterdziesci razy byl w Rajgir, i tak dalej, i tak dalej. Kazde miejsce, 
które odwiedzil, odwiedzal raz po raz. Ale w Sarnath byl tylko jeden raz. Nigdy juz tam nie 
wrócil.

A to z powodu tych moskitów - rzekl mnich. - i ty tez mówisz, ze juz tu nie przyjedziesz.
Przynajmniej w tym jednym jestem  zgodny z Budda - odpowiedzialem. - W innych 

sprawach nie moge isc jego sladami - musze byc swiatlem dla samego siebie - ale w tym niech 
on bedzie swiatlem!

Wiem, ze to trudne, bardzo trudne, ale musisz sie tego nauczyc. Nie daj rozproszyc swej 

uwagi. Nie oznacza to, ze masz pozwolic, aby moskity cie wykorzystywaly! Chron sie na 

background image

wszelkie mozliwe sposoby - ale bez zlosci, bez rozdraznienia. Chron sie, unikaj moskitów, 
odrzucaj je, strzasaj je z siebie - ale bez rozdraznienia. One robia swoja robote, i przynajmniej 
tyle trzeba zaakceptowac. One nie sa przeciwne tobie. Ktos musi zjesc sniadanie, obiad, czy 
kolacje, badz wiec wyrozumialy. Masz wszelkie prawo chronic sie, ale nie ma potrzeby 
wpadac   w   rozdraznienie.   Rozdraznienie   przeszkodzi   medytacji,   nie   moskitom.   Mozesz 
strzasnac z siebie moskita w bardzo  medytacyjny sposób, z wielka uwaznoscia, w pelni 
czujny, bez rozdraznienia. Spróbuj!

Prawdziwy problem nigdy nie bierze sie z zewnatrz, prawdziwy problem zawsze wynika 

z wewnatrznego rozdraznienia. Na przyklad - psy szczekaja na zewnatrz, a ty medytujesz. 
Natychmiast wpadasz w zlosc - ,Je glupie psy!” Ale one w zadne sposób nie przeszkadzaja ci 
w   medytacji,   po   prostu   ciesza   sie   zyciem!   Moze   zobaczyly   policjanta,   listonosza   albo 
sannyasina! Psy bardzo nie lubia mundurów, sa bardzo przeciwne ujednoliceniu. Gdy tylko 
zobacza jakis mundur, zaczynaja szczekac. Nie wierza w mundury, i maja prawo miec wlasne 
zdanie. Ale one nie staraja sie przeszkadzac wlasnie tobie.

Moskity robia to, co maja do zrobienia. Musisz sie chronic, musisz robic to, co ty masz do 

zrobienia - ale nie wpadaj w rozdraznienie. Tylko rozdraznienie jest problemem. A kiedy nie 
bedzie mozna cie rozdraznic, kiedy nie dasz sie rozproszyc calym tym zgielkiem, jaki tworza 
moskity wokolo ciebie, poczujesz do nich nawet wdziecznosc - daly ci tajemny klucz.

Jesli moskity nie rozprosza twojej uwagi, nic nie moze jej rozproszyc. Dotarles do bardzo 

stabilnego stanu medytacji.

NOC

fantazja, modlitwa i milosc

Stan sie pustym bambusem

Medytacja   to   sposób   na   zgode   z   wlasnym   osamotnieniem,   spotkanie   wlasnego 

osamotnienia - zamiast od niego uciekac,  zanurzasz sie w nim gleboko i patrzysz jakie 
dokladnie   jest.   A   wtedy   czeka   cie   niespodzianka.   Jesli   wejdziesz   w   swe   osamotnienie, 
bedziesz   zaskoczony   -   w   samym   jego   centrum   wcale   nie   jest   samotnie.   Tam   spoczywa 
samotnosc, która jest zjawiskiem totalnie innym.

Osamotnienie tworzy peryferia, a centrum sklada sie z samotnosci. Samotnictwo tworzy 

peryferia, zas centrum to bycie w samotnosci. A gdy poznasz piekno samotnosci, bedziesz 
totalnie innym czlowiekiem - nigdy nie poczujesz sie osamotniony. Nawet w górach czy na 
pustyni,  gdy   jestes   absolutnie   sam,  nie   odczujesz   osamotnienia   -  bo   w  swej  samotnosci 
poznasz Boga, który jest w tobie. W swej samotnosci jestes tak gleboko zakorzeniony w Bogu, 
ze kogo obchodzi czy jest ktos na zewnatrz czy nie? jestes w srodku tak pelny, tak bogaty w 
srodku...

Teraz nawet w tlumie jestes osamotniony. A ja powiadam - gdy poznasz swa samotnosc, 

nawet w osamotnieniu nie bedziesz osamotniony. Wtedy czlowiek zaczyna sie przelewac jak 
fontanna.   Z   tej   samotnosci   emanuje   aromat   milosci,   i   z   tej   samotnosci   wynika   twórcze 
dzialanie - bo z tej samotnosci Bóg zaczyna wyplywac. Stajesz sie pustym bambusem... On 
zaczyna spiewac. Ale to zawsze jest jego piesn.

background image

Medytuj ze swiatlem

Im wiecej bedziesz medytowal ze swiatlem, tym bedziesz bardziej zaskoczony, ze cos 

wewnatrz zaczyna sie otwierac - jakby pak sie rozwijal i stawal sie kwiatem.

Medytacja to nic innego jak tylko powrót do domu, by nieco odpoczac wewnatrz. Nie polega na 

nuceniu jakiejs mantry, nie jest nawet modlitwa - jest po prostu powrotem do domu i odpoczynkiem.  
Nie  wedrowanie do nikad jest medytacja, samo bycie tu, gdzie jestes - nie ma innego „gdzies” - samo  
bycie tu, gdzie jestes, samo zajmowanie, tylko tej przestrzeni, w  której jestes…

Medytacja ze swiatlem jest jedna z najstarszych medytacji. We wszystkich wiekach, we 

wszystkich krajach, we wszystkich religiach, podkreslano ja z pewnego powodu - bo gdy 
medytujesz ze swiatlem, cos wewnatrz ciebie, co dotad bylo pakiem, zaczyna rozwijac platki. 
Sama medytacja ze swiatlem stwarza przestrzen dla tego otwarcia.

Niech wiec bedzie to twoja medytacja. Gdy tylko masz czas, zamknij oczy - wizualizuj 

swiatlo. Zawsze, gdy widzisz swiatlo, harmonizuj sie z nim. Nie ignoruj go. Czcij je. Moze to 
byc wschód slonca, moze to byc tylko swieczka w pokoju - badz pelen modlitwy wzgledem 
niego, a wiele zyskasz.

Wielkie jest blogoslawienstwo, gdy czlowiek harmonizuje sie ze swiatlem.

Tratak - technika nieruchomego patrzenia

Gdy przez dluzszy czas - przez pare miesiecy, godzine dziennie - patrzysz na plomien, 

trzecie oko zaczyna doskonale funkcjonowac.

Slowo tratak pochodzi od rdzenia, który oznacza lzy - musisz wiec patrzec na plomien 

tak dlugo, az lzy zaczna plynac ci z oczu. Patrz bez przerwy, nie mrugaj, a trzecie oko zacznie 
wibrowac.

Technika   nieruchomego   patrzenia   tak   naprawde   nie   dotyczy   tego,   na   co   patrzysz   - 

dotyczy samego patrzenia. Bo patrzac nieruchomym wzrokiem i nie mrugajac powiekami, 
stajesz sie skupiony, a natura umyslu jest bycie w ciaglym ruchu. Kiedy patrzysz naprawde 
nieruchomym wzrokiem, bez zadnego ruchu, umysl musi znalezc sie w klopotach.

Natura umyslu jest przemieszczanie sie z przedmiotu na przedmiot, ciagly ruch. Gdy 

patrzysz  nieruchomo  w  ciemnosc  albo   swiatlo  albo   cos   innego,  jesli patrzysz  naprawde 
nieruchomo, ruch umyslu ustaje. Gdyby umysl ciagle sie poruszal, nie byloby nieruchomego 
spojrzenia, nie zauwazalbys przedmiotu, na który patrzysz. Gdy umysl powedruje gdzies 
indziej, zapomnisz, nie zdolasz sobie przypomniec na co patrzyles. Ten przedmiot fizycznie 
bedzie, ale nie bedzie go dla ciebie, gdyz ciebie nie ma - wszedles w mysli.

Patrzenie bez ruchu - tratak - oznacza nie pozwalanie na ruch wlasnej swiadomosci. A 

gdy   nie   pozwalasz   umyslowi   na   ruch,   na   poczatku   walczy   on,   usilnie   walczy,   ale   gdy 
bedziesz dalej praktykowal nieruchome spojrzenie, stopniowo umysl przegrywa te walke. Na 
chwile zatrzymuje sie. A gdy umysl zatrzymuje sie, nie ma umyslu, bo umysl moze istniec 
tylko w ruchu, myslenie moze istniec tylko w ruchu. Gdy nie ma ruchu, myslenie znika, nie 
mozesz myslec, gdyz myslenie oznacza ruch - poruszanie sie od mysli do mysli. Jest to 
proces.

Gdy patrzysz nieruchomo na jeden przedmiot, w pelni swiadomy i uwazny... bo mozna 

background image

patrzec nieruchomo martwymi oczami, i wtedy mozesz myslec - tylko oczy, martwe oczy nie 
patrza. Oczami martwego czlowieka mozesz patrzec, ale twój umysl bedzie wedrowal. Nic to 
nie pomoze. Patrzenie nieruchomym wzrokiem oznacza nie tylko oczy, ale i totalnosc umyslu 
skupiona poprzez oczy.

Obojetne   wiec   jaki   to   przedmiot   -   zalezy   -   jesli   chcesz   swiatlo,   dobrze,   jesli   chcesz 

ciemnosc, dobrze. Obojetne jaki to przedmiot, tak naprawde nie jest to istotne - chodzi o 
calkowite zatrzymanie umyslu w tym nieruchomym spojrzeniu, skupienie go, tak, by ustaly 
wewnetrzne ruchy, wiercenie sie, by ustalo wewnetrzne chwianie. Tylko patrzysz, nic nie 
robisz. Takie glebokie patrzenie calkowicie cie zmieni. Stanie sie medytacja.

Patrzenie w lustro

Zamknij drzwi pokoju i postaw przed soba duze lustro. Pokój musi byc zaciemniony. A 

potem zapal swieczke przy lustrze, tak ustawiona, zeby nie bylo jej w nim widac. W lustrze 
widac tylko twoja twarz, nie plomien. Potem patrz nieruchomym wzrokiem we wlasne oczy 
w lustrze. Nie mrugaj powiekami, jest to eksperyment na czterdziesci minut, a po dwóch, 
trzech dniach bedziesz mógl patrzec bez mrugania.

Nawet   jesli   pojawia   sie   lzy,   niech   plyna,   ale   wytrwaj   i   nie   mrugaj   i   ciagle   patrz 

nieruchomo we wlasne oczy. Nie zmieniaj spojrzenia. Stale patrz nieruchomo w oczy, wlasne 
oczy, a po dwóch, trzech dniach staniesz sie swiadomy bardzo dziwnego zjawiska. Twoja 
twarz zacznie przybierac nowe ksztalty. Moze nawet cie to przestraszy. Twarz w lustrze 
zacznie sie zmieniac. Czasem bedzie to calkiem inna twarz, której nigdy dotad nie znales.

Ale tak naprawde wszystko to sa twoje twarze. Teraz umysl podswiadomy zaczyna 

eksplodowac. Te twarze, maski, sa twoje. Czasami moze sie nawet pojawic twarz, która 
pochodzi z któregos poprzedniego zycia. Po tygodniu nieruchomego patrzenia, czterdziesci 
minut   dziennie,   twoja   twarz   zacznie   plynac,   bedzie   przypominac   film.   Stale   bedzie 
przychodzilo i odchodzilo wiele twarzy. Po trzech tygodniach nie bedziesz pamietac, która 
twarz jest twoja. Nie bedziesz pamietac swojej wlasnej twarzy, gdyz widziales tyle twarzy 
przychodzacych i odchodzacych.

jezeli   bedziesz   to   robic   dluzej,   pewnego   dnia,   po   trzech   tygodniach,   nastepuje   to 

najdziwniejsze - nagle w lustrze nie ma twarzy. Lustro jest puste, patrzysz w pustke. W ogóle 
nie   ma   tam   twarzy.   To   jest   ta   chwila   -   zamknij   oczy   i   wyjdz   na   spotkanie   temu,   co 
nieswiadome.

Bedziesz nagi - calkowicie nagi, taki jaki jestes. Wszystkie uludy odpadna.

Patrz nieruchomo na istnienie Buddy

Postaw w swoim pokoju statuetke Buddy i gdy tylko masz czas, po prostu patrz na te 

statuetke.

Posag Buddy nie zostal stworzony tylko jako wizerunek, zostal stworzony jako przedmiot 

sluzacy do medytacji. Nie przedstawia prawdziwego Buddy - on tak nie wygladal. Jest to 
metafora. Nie przedstawia fizycznych ksztaltów Buddy, ale jego wewnetrzny wdziek. Nie 
mial on dokladnie takich samych ksztaltów fizycznych - takiej samej twarzy, takiego samego 
nosa i oczu - w ogóle nie o to chodzi. Nie jest to realistyczne - jest surrealistyczne. Mówi cos o 
realistycznosci poza tak zwana rzeczywistoscia, jest wiec to yantra. Przez samo patrzenie na 
niego mozna zapasc w medytacje. Dlatego powstaly tysiace posagów buddyjskich - zaden 

background image

czlowiek nie ma tylu posagów, co Budda. Sa swiatynie, które - w jednej swiatyni - maja 
dziesiec tysiecy posagów Buddy, po to wlasnie, aby stworzyc atmosfere bycia w medytacji. 
Gdzie spojrzysz, widzisz Budde, wszedzie wokolo, ksztalty Buddy, istnienie Buddy, ta cisza, 
ten wdziek, te przymkniete oczy, ta nieruchoma poza, ta równowaga, ta symetria. Te posagi 
Buddy sa muzyka w marmurze, kazaniami w kamieniach.

Shiva Netra

Ta medytacja trzeciego oka sklada sie z dwóch czesci powtarzanych trzykrotnie - lacznie 

jest szesc czesci po 10 minut kazda.

Czesc pierwsza - 10 minut
Siedz idealnie nieruchomo, lagodnie skupiony wzrokiem patrz na blekitne swiatlo.
Czesc druga - 10 minut
Zamknij oczy i powoli i lagodnie kolysz sie z boku na bok.

Wpusc do srodka gwiazde

Wchodz w coraz wieksza harmonie z gwiazdami. Zawsze gdy noca sa gwiazdy, a noc jest 

przejrzysta, polóz sie na ziemi i patrz na gwiazdy. Jesli poczujesz przyciaganie do którejs z 
gwiazd, skoncentruj sie na niej. Koncentrujac sie na niej mysl o sobie jako o malym jeziorze i o 
tym, ze gleboko w tobie odbija sie ta gwiazda. Patrz wiec na te gwiazde na zewnatrz i ujrzyj 
ja odbita wewnatrz siebie. Stanie sie to twoja medytacja i wyzwoli w tobie wielka radosc. Gdy 
zharmonizujesz sie juz z nia, mozesz po prostu zamknac oczy i widziec te gwiazde, swoja 
gwiazde - ale najpierw musisz ja odnalezc.

Na wschodzie jest takie podanie, ze kazdy czlowiek ma swoja gwiazde. Nie jest tak, ze 

wszystkie gwiazdy sa dla wszystkich ludzi - kazdy ma jakas jedna gwiazde. Piekne jest to 
podanie.

Wracajac do medytacji - mozesz znalezc jedna gwiazde, która nalezy do ciebie, i do której 

ty nalezysz. Powstanie pewna bliskosc miedzy toba i ta gwiazda, gdyz jestesmy zbudowani 
ze swiatla, jak gwiazdy. Wibrujemy jako swiatlo, jak gwiazdy. Zawsze mozesz znalezc jakas 
gwiazde, z która czujesz sie po prostu zharmonizowany, która ma te sama dlugosc fali. To 
jest twoja gwiazda - medytuj z nia. Coraz bardziej wpuszczaj ja do siebie. Patrz na nia, potem 
zamknij oczy i zobacz ja wewnatrz. Otwórz oczy - patrz na nia. Zamknij oczy - zobacz ja 
wewnatrz. Wkrótce stwierdzisz, ze jest ona w tobie. Wtedy zawsze, gdy tylko zamkniesz 
oczy, znajdziesz ja tam.

A gdy zaczniesz czuc ja wewnatrz, poczuj ja tuz kolo pepka - piec centymetrów ponizej 

pepka. Zlóz ja tam - skladaj ja tam i wkrótce zaczniesz czuc powstajace wewnatrz wielkie 
swiatlo, jakby gwiazda naprawde wybuchla, i nie tylko ty to poczujesz, inni ludzie tez zaczna 
to czuc - ze twoje cialo zaczal otaczac pewien rodzaj swiatla, twoja twarz nim sie stala. Tylko 
patrz przez kilka nocy, a zdolasz odnalezc swoja gwiazde.

Medytacja lunatyka

Gdy nastepnym razem bedzie zblizac sie pelnia, zacznij robic to trzy dni wczesniej. Wyjdz 

na otwarta przestrzen, spogladaj na ksiezyc i zacznij sie kolysac. Czuj sie tak, jakbys wszystko 
oddal ksiezycowi - stan sie opetany. Patrz na ksiezyc, odprez sie i powiedz mu, ze jestes, i 
popros, zeby ksiezyc uczynil cokolwiek zechce. Potem, cokolwiek bedzie sie dzialo, pozwól 

background image

na to.

jezeli masz ochote kolysac sie, kolysz sie, a jezeli masz ochote tanczyc lub spiewac, rób to. 

Ale wszystko ma dziac sie tak, jakbys byl opetany - nie ty to robisz - to sie samo dzieje, jestes 
tylko instrumentem, na którym grana jest melodia.

Rób   to   na   trzy   dni   przed   pelnia,   a   gdy   ksiezyc   bedzie   stawal   sie   coraz   pelniejszy, 

zaczniesz odczuwac coraz wiecej energii. Bedziesz czul sie coraz bardziej opetany. W czasie 
pelni bedziesz zupelnie szalony. Ledwie po godzinie tanczenia i szalenstwa bedziesz czul sie 
tak odprezony, jak nigdy dotad.

Zasnij jako wszechswiat

Siedzac   w   ciszy,   medytuj,   ze   nie   masz   granic,   ze   granice   wszechswiata   sa   twymi 

granicami. Czuj, jak sie powiekszasz, wszystko zawrzyj w tym odczuciu - w tobie slonce 
wschodzi, w tobie gwiazdy wedruja, drzewa rosna i swiaty pojawiaja sie i znikaja - i czuj 
ogromna blogosc w tym stanie poszerzonej swiadomosci, i stanie sie to twoja medytacja. 
Zawsze wiec, gdy masz czas i nic nie robisz, po prostu usiadz w ciszy i poczuj, ze jestes 
powiekszony. Porzuc granice. Wyskocz poza granice. Na poczatku przez kilka dni wygladac 
to bedzie szalenie, poniewaz za bardzo przyzwyczailismy sie do granic. W rzeczywistosci 
granic nie ma. To ograniczenie jest ograniczeniem umyslu. Poniewaz wierzymy, ze tak jest - 
tak jest.

Odczuwaj to oceaniczne poszerzenie tak czesto, jak to mozliwe, a wkrótce zaczniesz sie z 

nim harmonizowac. Potem tylko lekki ruch i juz jest. Co wieczór gdy kladziesz sie spac, 
zasypiaj z ta poszerzona swiadomoscia. Zasypiaj tak, jakby gwiazdy poruszaly sie w tobie, 
swiaty powstawaly i znikaly w tobie. Zasypiaj jako wszechswiat. Rankiem, w pierwszej 
chwili, kiedy jestes swiadomy, ze sen juz odszedl, znowu przypomnij sobie to poszerzenie i 
wyjdz z lózka jako wszechswiat. A takze w ciagu dnia, tak czesto, jak to tylko mozliwe, 
przypominaj to sobie.

Fantazja - wszystko jest nierealne

Czasem próbuj tego w kinie. To dobra medytacja. Po prostu spróbuj pamietac, ze to, co sie 

dzieje, jest nierealne, ze jest to nierealne... stale pamietaj, ze to jest nierealne i ze ekran jest 
pusty, i bedziesz zaskoczony - na kilka sekund pamietasz, potem znowu zapominasz, znów 
staje sie to rzeczywistoscia. Zawsze gdy zapominasz sie, sen staje sie rzeczywistoscia. Zawsze 
gdy   przypomnisz   sobie   siebie   -   ja   jestem   rzeczywisty   -   potrzasnij   soba,   ekran   staje   sie 
nierzeczywisty i wszystko, co sie dzieje, staje sie nierzeczywiste.

Medytacja w medytacji

Noca zgas swiatla, usiadz w lózku i zamknij oczy. Wyobraz sobie, ze jestes w lesie... 

wielkie, zielone drzewa, dzikie. Wyobraz sobie, ze tam stoisz, potem zaczynasz isc. Niech to 
dzieje sie samo, niczego nie wymuszaj. Nie mów „chcialbym podejsc do drzewa” - nie, po 
prostu   pozwól   sobie   na   ruch.   Gdy   bedziesz   szedl   lasem,   po   pieciu,   siedmiu   minutach 
dojdziesz do  jaskini.

Medytacja jest twoja wewnetrzna natura - jest toba. Jest twoim istnieniem. Nie ma nic wspólnego  

z twoimi dzialaniami. Nie mozesz jej miec, nie mozesz jej nie miec, nie mozesz jej posiadac, nie jest ona 

background image

rzecza - jest toba,  jest twoim istnieniem. 

Wszystko czuj w szczególach - ziemie pod nogami, dotknij dlonmi kamiennych scian 

jaskini, odczuj fakture powierzchni, chlód. Przy jaskini jest wodospad... Znajdz go. Maly 
wodospad... i dzwiek spadajacej wody. Sluchaj go, i ciszy lasu, i ptaków. Pozwól sobie na cale 
doznanie. Potem siadz w jaskini i zacznij medytowac. Jest to medytacja w medytacji. Czy 
widziales chinskie pudelka? Pudelko w pudelku w pudelku...

Badz zwierzeciem!

Wieczorem zacznij taka oto medytacje. Poczuj, ze w ogóle nie jestes czlowiekiem. Wybierz 

dowolne zwierze, jakie tylko chcesz. Jesli chcesz kota - dobrze, jesli chcesz psa - dobrze... albo 
tygrysa; samca, samice, cokolwiek chcesz. Po prostu wybierz, ale potem juz nie zmieniaj. Stan 
sie tym zwierzeciem. Chodz po pokoju na czworaka i stan sie tym zwierzeciem.

Przez pietnascie minut baw sie ta fantazja jak tylko zdolasz, jesli jestes psem, szczekaj, i 

rób to, co psy robia - i rób to naprawde! I nie kontroluj, bo pies nie moze kontrolowac tego, co 
robi. Pies oznacza absolutna wolnosc, cokolwiek wiec dzieje sie w tej chwili, rób to. W tej 
chwili nie wlaczaj ludzkiego czynnika kontrolowania. Badz uparcie psem. Przez pietnascie 
minut wedruj po pokoju... szczekaj, skacz.

To pomoze. Potrzebujesz nieco wiecej zwierzecej energii. Jestes zbyt wyszukany, zbyt 

cywilizowany, i to cie okalecza. Zbyt wiele cywilizacji jest czyms paralizujacym, jest to dobre 
w malej dawce, ale gdy jest tego zbyt wiele, jest niebezpieczne. Trzeba zawsze móc stac sie 
zwierzeciem. Twoje zwierze musi zostac uwolnione, jesli zdolasz nauczyc sie byc nieco dziki, 
znikna wszystkie twoje problemy. Zacznij od dzis - i baw sie tym.

Badz tak negatywny jak tylko zdolasz

Próbuj tej metody co wieczór przez 60 minut. Na 40 minut stan sie tylko negatywny - tak 

negatywny, jak tylko zdolasz. Zamknij drzwi, rozlóz poduszki w calym pokoju. Wylacz 
telefon   i   powiedz   wszystkim,   aby   ci   nie   przeszkadzano   przez   najblizsza   godzine.   Na 
drzwiach powies kartke z napisem, ze przez godzine masz byc pozostawiony calkowicie w 
totalnej   samotnosci.   Wszystko   uczyn   mozliwie   najbardziej   przycmionym.   Wlacz   jakas 
przygnebiajaca   muzyke,  i  poczuj,  ze   umierasz.   Usiadz  i  odczuwaj   te  negatywnosc.  Jako 
mantre powtarzaj slowo „nie”.

Wyobraz sobie sceny z przeszlosci - gdy byles  bardzo  przygnebiony i zmartwialy, i 

chciales  popelnic  samobójstwo, i nie bylo checi zycia - i przejaskraw to. Stwórz cala ta 
sytuacje wokolo siebie. Twój umysl bedzie cie rozpraszal. Powie: „Co ty robisz? Noc jest taka 
piekna, i ksiezyc jest w pelni!” Nie sluchaj umyslu. Powiedz mu, ze moze wlaczyc sie pózniej, 
ale ten czas przeznaczasz calkowicie na negatywnosc. Badz religijnie negatywny. Placz, lkaj, 
krzycz, wrzeszcz, klnij, rób wszystko, na co masz ochote, ale jedno pamietaj - nie stan sie 
szczesliwy, nie dopusc zadnego szczescia, jesli sie na tym zlapiesz, natychmiast daj sobie 
klapsa! Przywróc siebie do negatywnosci i zacznij bic poduszki, walczyc z nimi, skakac. Badz 
paskudny!   I   stwierdzisz,   ze   bardzo,   bardzo   trudno   jest   byc   negatywnym   przez   tych 
czterdziesci   minut.   Jest   to   jedno   z   podstawowych   praw   umyslu   -   cokolwiek   robisz 
swiadomie, nie mozesz tego robic. Ale zrób to - a gdy robisz to swiadomie, poczujesz pewne 
oddzielenie. Robisz to, ale jednak jestes swiadkiem - nie zatracasz sie w tym. Powstaje pewien 

background image

dystans, i ten dystans jest ogromnie piekny. Ale ja nie mówie zebys stwarzal ten dystans. Jest 
on produktem ubocznym - nie musisz sie o niego martwic.

Po   czterdziestu   minutach   nagle   wyskocz   z   negatywnosci.   Odrzuc   poduszki,   wlacz 

swiatlo, pusc jakas piekna muzyke, i przez dwadziescia minut tancz. Mów tylko „Tak! Tak! 
Tak!” - niech to bedzie twoja mantra. A potem wez solidny prysznic. Wykorzeni to cala 
negatywnosc i da ci nowy przeblysk mówienia „tak”. A dotarcie do mówienia „tak” jest 
samym sednem religii. Wycwiczono nas mówic „nie” - i tak cale spoleczenstwo stalo sie 
brzydkie.

Zatem   oczysci  cie   to   calkowicie.   Masz   energie,   ale   wszedzie   wokól   tej   energii   masz 

negatywne skaly, i one nie pozwalaja jej wydostac sie na zewnatrz. Gdy te skaly zostana 
usuniete, bedziesz wspaniale plynal. To juz jest, gotowe do wyjscia, ale najpierw musisz 
wejsc gleboko w negatywnosc. Bez glebokiego wejscia w „nie” nikt nie moze dotrzec do 
szczytu „tak”. Musisz zaczac mówic „nie” potem „tak” samo z tego wyniknie.

„Tak, tak, tak”

Uczyn  mantre ze slowa „tak”. Co  noc, zanim  pójdziesz spac, powtarzaj „tak, tak” i 

zharmonizuj sie z nim - kolysz sie w jego rytm, niech ogarnie ono cale twoje istnienie, od stóp 
do   glowy.   Niech   cie   przeniknie.   Powtarzaj   „tak,   tak,   tak”.   Niech   przez   dziesiec   minut 
wieczorem   bedzie   to   twoja   modlitwa,   a   potem   idz   spac.   A   wczesnym   rankiem   znów 
przynajmniej   na   trzy   minuty   siadz   w   lózku.   Pierwsza   rzecza,   która   masz   robic,   jest 
powtarzanie „tak” i wejscie w to odczucie. W ciagu dnia, gdy tylko zaczniesz odczuwac 
negatywnosc, natychmiast zatrzymaj sie na swej drodze. Jesli mozesz wypowiedziec na glos 
„tak, tak” - dobrze. Jesli nie, przynajmniej w sobie mozesz mówic „tak, tak”.

Krótkie, ostre drgniecie

Wylacz swiatlo i stan w ciemnosci. Potem zacznij drzec, poczawszy od glowy, sama 

glowa. Baw sie tym drzeniem i poczuj jak je odczuwasz wewnatrz. Potem zacznij trzasc górna 
czescia ciala - glowa, rekami, tulowiem - nie trzas dolna czescia.

Gdy to poczujesz i bawisz sie tym, zacznij potrzasac dolna czescia. Gdy to poczujesz i 

bedzie cie to bawilo, potrzasaj calym cialem. A wiec trzy czesci - w pierwszej glowa, sama 
glowa, w drugiej tulów, w trzeciej cale cialo.

Zacznij od glowy, gdyz na poczatku tam poczujesz to znacznie latwiej - bo swiadomosc 

jest bardzo blisko i bycie swiadkiem jest latwiejsze - i baw sie tym.

Gdy drzysz juz calym cialem, znajdz taka poze ciala, która zdaje  sie miec  najwiecej 

wdzieku, w której czujesz, ze jestes bardzo, bardzo piekny. Po trzech minutach przyjmij te 
poze... moze to byc dowolna poza - rece uniesione, cialo pochylone w przód albo na bok, albo 
jakkolwiek - i stan w niej nieruchomo na cztery minuty.

Jest   to   medytacja   na   dziesiec   minut   -   jedna   minuta   trzesienia   glowa,   dwie   minuty 

trzesienia tulowiem, trzy minuty trzesienia calym cialem i cztery minuty samego bezruchu, 
tak, jakbys stal sie posagiem.

Wejdz w odczucia wszystkich czterech czesci. Gdy drzysz, czuj pobudzenie energii... 

potem cale cialo staje sie wirem energii, cyklonem. Odczuj to - jakbys znajdowal sie w samym 
cyklonie. A  potem  nagle  zatrzymaj sie w bezruchu  i badz  posagiem  - wtedy  poczujesz 
centrum. Zatem do centrum docierasz poprzez cyklon.

background image

Zdejmij pancerz

Gdy wieczorem kladziesz sie spac, zdejmij ubranie, a zdejmujac je wyobraz sobie, ze 

zdejmujesz nie tylko ubranie, zdejmujesz tez swój pancerz. Zrób to naprawde. Zdejmij go i 
odetchnij gleboko - a potem zasnij bez pancerza, gdy nic nie masz na ciele i nic cie nie 
ogranicza.

„Oh”

Przed polozeniem sie do lózka wylacz swiatla, usiadz w lózku, zamknij oczy i gleboko 

wydychaj   powietrze   ustami   wydajac   dzwiek   „oh”.   Brzuch   zostaje   wciagniety   powietrze 
wychodzi na zewnatrz, a ty twórz dzwiek „oh”. Pamietaj - nie mówie „aum” mówie tylko 
„oh”. Stanie sie on „aum” automatycznie, nie musisz z niego robic „aum”. Wtedy bedzie to 
falszywe. Stwarzaj tylko dzwiek „oh”.

Bedziesz odprezal sie coraz bardziej, a twój sen bedzie mial inne wlasciwosci - zupelnie 

inne. A twój sen trzeba zmienic. Dopiero wtedy mozesz stac sie bardziej czujny i uwazny. 
Zaczniemy wiec od zmieniania snu.

Gdy wydychasz tylko ustami, stwarzajac dzwiek „oh” i czujesz, ze dalszy wydech nie jest 

mozliwy, gdy oddech juz wyszedl, zatrzymaj sie na chwile. Nie wdychaj, nie wydychaj. Stop! 
W   tym   zatrzymaniu   jestes   boskoscia.   W   tym   zatrzymaniu   nic   nie   robisz,   nawet   nie 
oddychasz. W tym zatrzymaniu jestes w oceanie. Czas nie istnieje, bo czas porusza sie wraz z 
oddechem. Wyglada to tak, jakby razem  z toba zatrzymala sie cala egzystencja. W tym 
zatrzymaniu mozesz stac sie czujny najglebszych zródel swego istnienia i energii. Wiec na 
jedna chwile - stop.

Potem wez wdech przez nos. Ale nie czyn zadnych wysilków by dokonac tego wdechu. 

Pamietaj   -   dokladaj   wszelkich   staran   z   wydechem,   ale   nie   rób   zadnych   wysilków   dla 
dokonania wdechu. Po prostu pozwól cialu wdychac. Tylko rozluznij swoje napiecia, i niech 
cialo samo dokona wdechu. Ty niczego nie robisz.

Zycie   samo   oddycha,   samo   wedruje   wlasna   droga,   jest   rzeka   -   ty   niepotrzebnie   je 

popychasz. Zobaczysz, ze cialo dokonuje wdechu. Twój wysilek nie jest potrzebny twoje ego 
nie jest potrzebne, ty nie jestes potrzebny. Po prostu stan sie obserwatorem. Po prostu zobacz 
jak cialo dokonuje wdechu. Odczujesz gleboka cisze.

Gdy cialo dokona pelnego wdechu, znów na chwile zatrzymaj sie. Znów obserwuj. Te 

dwie chwile sa totalnie rózne. Gdy calkowicie wydychales i zatrzymales sie, to zatrzymanie 
przypomina smierc. Gdy totalnie wdychales i zatrzymales sie, to zatrzymanie jest kulminacja 
zycia. Pamietaj - wdech jest odpowiednikiem zycia, wydech jest odpowiednikiem smierci.

Odczuj to! Poczuj obie te chwile. To dlatego mówie, bys dwakroc sie zatrzymal - raz gdy 

dokonales wydechu, a potem znów, po wdechu - bys mógl odczuc i zycie i smierc. Gdy juz 
poznasz, ze „to” jest zycie, a „to” jest smierc, wykroczyles ponad jedno i drugie.

Swiadek nie jest ani zyciem ani smiercia. Swiadek nigdy sie nie rodzi i nigdy nie umiera. 

Tylko cialo umiera - mechanizm. Ty stajesz sie tym trzecim.

Rób te medytacje przez 20 minut, a potem polóz sie i zasnij.

Medytacja zycia i smierci

Wieczorem, nim pójdziesz spac, zrób te pietnastominutowa medytacje, jest to medytacja 

smierci. Polóz sie i odprez cialo. Poczuj jak umierasz i ze nie mozesz poruszyc ciala, gdyz 

background image

jestes martwy. Stwórz poczucie, ze znikasz z ciala. Rób to przez dziesiec, pietnascie minut, a 
w ciagu tygodnia zaczniesz to odczuwac. Tak medytujac, zasnij. Nie przerywaj tego. Niech ta 
medytacja zamieni sie w sen, a gdy sen cie ogarnie, wejdz w niego.

Rano,  w   chwili,  gdy   poczujesz,   ze   jestes   juz   przebudzony   -  nie   otwieraj   oczu   -  rób 

medytacje zycia. Poczuj, ze stajesz sie coraz bardziej zywy, ze zycie powraca i cale cialo pelne 
jest zywotnosci i energii. Zacznij sie poruszac, z zamknietymi oczami kolysz sie w lózku. Po 
prostu poczuj jak zycie plynie w tobie. Poczuj, ze to cialo ma w sobie wielka, plynaca energie 
- dokladne przeciwienstwo medytacji smierci. Zatem medytacja smierci wieczorem, przed 
zasnieciem, i medytacja zycia tuz przed wstaniem z lózka.

Przy medytacji zycia mozesz gleboko oddychac. Poczuj sie pelny energii... zycie wchodzi 

razem   z   oddechem.   Poczuj   sie   pelny   i   bardzo   szczesliwy,   zywy.   Potem,   po   pietnastu 
minutach, wstan.

Butelka ze smoczkiem

Co wieczór, przed snem, wez butelke, butelke z mlekiem dla dzieci, wlóz smoczek do ust. 

Zwin sie w klebek, jak male dziecko, i zacznij ssac piers. Cos w glebi ciebie zostanie bardzo 
zaspokojone.

W obliczu wlasnych leków

Osho dal kilka technik, które moga pomóc nam w przyjrzeniu sie lekowi bez wzgledu na 

to, w jakiej postaci wyplynie on na powierzchnie - i zaakceptowaniu go.

Wejdz w swój lek

Co wieczór przez czterdziesci minut przezywaj swój lek. Po prostu usiadz w pokoju, 

wylacz swiatlo, i zacznij sie bac. Mysl o wszelkich mozliwych strasznych rzeczach, duchach i 
demonach,   o   czymkolwiek,   co   mozesz   sobie   wyobrazic.   Stwórz   je,   wyobraz   sobie,   ze 
wszystkie   zle   moce   tancza   wokól   ciebie   i   próbuja   cie   pochwycic.   Naprawde   stan   sie 
poruszony swoja wlasna wyobraznia i wejdz w ekstremum wyobrazni - zabijaja cie, usiluja 
cie zgwalcic, dusza cie. I nie jedna czy dwie postacie - mnóstwo, z kazdej strony cos ci robia. 
Wejdz w ten lek najglebiej jak to mozliwe i cokolwiek sie dzieje, przejdz przez to.

I drugie - w ciagu dnia, albo o dowolnej innej porze, gdy tylko pojawia sie lek, akceptuj 

go.   Nie   odrzucaj   go.   Nie   mysl,   ze   jest   to   cos   zlego,   co   musisz   pokonac   -   jest   to   cos 
naturalnego. Gdy go zaakceptujesz i wyrazisz go wieczorem, wszystko zacznie sie zmieniac.

Wszystkie medytacje które tu robisz to nic innego, jak tylko starania sluzace przerwaniu twego  

snu.

Wejdz w swoja pustke

Dopilnuj, by co wieczór przed polozeniem sie do snu, zamknac oczy i na 20 minut wejsc 

we wlasna pustke. Zaakceptuj ja, niech trwa. Powstaje lek - niech i on trwa. Drzyj z leku, ale 
nie odrzucaj tej przestrzeni, która sie rodzi. W ciagu dwóch, trzech tygodni poczujesz jej 
piekno, poczujesz jej blogoslawienstwo. Gdy juz dotkniesz tego blogoslawienstwa, lek sam z 
siebie   zniknie.   Nie   walcz   z   nim.   W   ciagu   trzech   tygodni,   pewnego   dnia,   stwierdzisz 

background image

powstanie takiego blogoslawienstwa, takiego naplywu energii, takiej radosnej cechy swojego 
istnienia, jakby noc sie skonczyla i slonce pojawilo sie na horyzoncie.

Wejdz z powrotem do lona matki

Zanim pójdziesz spac, usiadz w lózku, usiadz w wygodnej pozycji i zamknij oczy. Czuj 

jak cialo sie odpreza... Jesli cialo zacznie pochylac sie do przodu, pozwól na to - moze 
pochylac sie do przodu. Moze bedzie chcialo przyjac pozycje dziecka w lonie matki, jesli 
masz taka chec, po prostu przyjmij pozycje dziecka w lonie matki, stan sie malym dzieckiem 
w lonie matki.

Potem   sluchaj   swego   oddychania,   niczego   innego.   Po   prostu   tego   sluchaj   -   oddech 

wchodzi, oddech wychodzi, oddech wchodzi, oddech wychodzi. Nie mówie, ze masz tak 
mówic - tylko odczuwaj jak on wchodzi, a gdy wychodzi, odczuwaj jak wychodzi.

Po prostu to odczuwaj, a w tym odczuciu doznasz powstawania ogromnej ciszy i jasnosci.
Jest   to   praktyka   na   dziesiec   do   dwudziestu   minut   -   minimum   dziesiec,   maksimum 

dwadziescia - potem polóz sie spac.

Tylko medytacja moze zneutralizowac twoje uwarunkowania.

Wypuszczanie z siebie glosów

Gdy   twoja   energia   zostanie   uwolniona   w   medytacji,   znajdzie   sobie   wiele   róznych 

sposobów   ekspresji.   Zalezy   to   od   talentów   jakimi   dysponujesz,   jesli   jestes   malarzem   i 
medytacja   uwolni   energie,   bedziesz   wiecej   malowal   bedziesz   malowal   jak   szalony, 
zapomnisz o  wszystkim, o  calym   swiecie.  Cala  twoja  energia  zostanie  wprowadzona  w 
malowanie. Jesli jestes tancerka, medytacja uczyni cie tancerka o bardzo wielkiej glebi. Zalezy 
to od mozliwosci, talentu, indywidualnosci, osobowosci. Dlatego nikt nie wie co sie stanie. 
Czasem nastepuja nagle zmiany. Ktos, kto byl bardzo cichy, kto nigdy nie byl gadatliwy, 
nagle staje sie gadatliwy. Moze bylo to tlumione, moze nigdy nie pozwalano mu mówic. Gdy 
energia narasta i wyplywa, moze on zaczac mówic.

Co wieczór, przed snem, na czterdziesci minut siadz twarza do sciany i zacznij mówic - 

mów glosno. Baw sie tym... badz w tym. Gdy stwierdzisz, ze przemawiaja dwa glosy, mów 
jednym i drugim. Wspieraj jeden, potem odpowiedz drugim i zobacz jak tworzysz piekny 
dialog.

Nie   próbuj   tym   manipulowac   -   bo   nie   mówisz   do   kogos   innego.   Jesli   ma   to   byc 

zwariowane, niech  takie bedzie.  Nie próbuj  niczego  wycinac czy  cenzurowac,  poniewaz 
wtedy caly sens zostaje zatracony. Rób to co najmniej dziesiec dni. Wlóz w to cala swa 
energie.

Gibberish

Jest to bardzo  katarktyczna technika, wyzwalajaca ekspresyjne ruchy ciala. Nalezy ja 

odróznic od lagodnej Devavani opisanej dalej.

W   samotnosci   albo   w   grupie   zamknij   oczy   i   zacznij   wypowiadac   slowa   nie   majace 

zadnego znaczenia - paplanina. Na pietnascie minut wejdz totalnie w paplanine. Pozwól 
sobie wyrazic wszystko, co w tobie potrzebuje byc wyrazone. Wyrzuc wszystko na zewnatrz. 

background image

Umysl   mysli   -   zawsze   -   slowami.   Paplanina   pomaga   przelamac   ten   wzorzec   ciaglej 
werbalizacji. Nie tlumiac mysli, mozesz je wyrzucic - w paplaninie. Niech twoje cialo takze 
zachowuje sie ekspresyjnie.

Potem przez 15 minut lez na brzuchu i czuj zlaczenie z matka-Ziemia. Przy kazdym 

wydechu odczuwaj, ze laczysz sie z podlozem pod soba.

Modlitwa

Nie ma nikogo, kto by wysluchiwal twoich modlitw. Twoja modlitwa jest po prostu 

monologiem - modlisz sie do pustego nieba. Nikt nie wynagrodzi cie za twoje modlitwy - 
pamietaj o tym. jezeli naprawde poznasz czym jest modlitwa, sama w sobie modlitwa staje 
sie nagroda. Nie ma nikogo, kto by cie wynagrodzil - tej nagrody nie ma w przyszlosci, w 
jakims zyciu po smierci.

Ale modlenie sie samo w sobie jest tak pieknym zjawiskiem, ze kogo obchodzi przyszlosc 

i kogo obchodzi jakas nagroda? To chciwosc - ta mysl o nagrodzie. Modlitwa sama w sobie 
jest takim swietowaniem, przynosi taka wielka radosc i ekstaze, ze czlowiek modli sie dla 
samej   modlitwy.   Czlowiek   nie   modli   sie   powodowany   lekiem   i   czlowiek   nie   modli   sie 
powodowany chciwoscia. Czlowiek modli sie, poniewaz to go cieszy. Nawet nie przejmuje 
sie tym, czy Bóg istnieje, czy nie.

Gdy cieszysz sie tancem, nie pytasz czy Bóg istnieje, czy nie. Gdy cieszysz sie tancem, po 

prostu tanczysz - nie obchodzi cie czy ktos patrzy na ten taniec z nieba, czy nie. Nie obchodzi 
cie czy gwiazdy i slonce i ksiezyc maja cie wynagrodzic za twój taniec, czy nie. Taniec sam w 
sobie jest wynagrodzeniem. Jesli kochasz spiewanie, spiewaj - nie chodzi o to, czy ktos slucha, 
czy nie.

Tak samo jest z modlitwa, jest ona tancem, jest piesnia - jest muzyka, jest miloscia. 

Cieszysz sie nia i na tym koniec. Modlitwa jest srodkiem i modlitwa jest celem. Cel i srodek 
nie sa czyms odrebnym - dopiero wtedy poznajesz co to jest modlitwa.

Mówiac „modlitwa”, mam na mysli otwarcie na Boga. Nie chodzi o to, ze musisz cos 

mówic, nie chodzi o to, ze musisz o cos prosic - samo otwarcie, takie, ze jesli On chce cos ci 
dac, jestes gotowy. Glebokie wyczekiwanie, ale bez pragnienia - tego ci wlasnie potrzeba. 
Usilne wyczekiwanie - jakby w kazdej chwili cos mialo sie stac. Porusza cie mozliwosc 
dotkniecia tego nieznanego, ale nie masz zadnego pragnienia. Nie mówisz, ze cos powinno 
sie stac albo, ze nie powinno sie stac. Gdy zaczynasz zadac, modlitwa zostaje zepsuta.

Gdy   nie   zadasz,   gdy   po   prostu   pozostajesz   w   ciszy,   ale   otwarty,   gotowy   isc 

dokadkolwiek, gotowy nawet umrzec, gdy po prostu jestes w stanie przyjmowania, biernym, 
z radoscia witajacym stanie - wtedy dzieje sie modlitwa.

Modlitwa nie jest czyms, co mozna robic - nie ma nic wspólnego z dzialaniem. Nie jest to 

jakies dzialanie czy jakas aktywnosc - jest to pewien stan umyslu.

Jesli chcesz mówic, mów, ale pamietaj - twoje mówienie nie wplynie na egzystencje. 

Wplynie na ciebie, i to moze bedzie dobre, ale modlitwa nie zmieni umyslu Boga. Moze 
zmienic ciebie, ale jezeli cie nie zmienia, jest tylko wybiegiem. Mozesz modlic sie calymi 
latami, ale jesli to cie nie zmienia, porzuc to, wyrzuc to, sa to smieci - nie nos tego dalej ze 
soba.

Modlitwa nie zmieni Boga. A ty zawsze myslisz, ze jesli sie pomodlisz, Bóg  zmieni 

zdanie. Ze bedzie ci bardziej sprzyjal, skloni sie bardziej na twoja strone. Nie ma nikogo, kto 

background image

by cie sluchal. To rozlegle niebo nie potrafi sluchac. To rozlegle niebo moze byc z toba tylko 
wtedy, gdy ty jestes z nim - nie ma innej mozliwosci modlitwy.

Mówie   takze,   zeby   modlic   sie,   ale   modlenie   sie   powinno   byc   jedynie   zjawiskiem 

energetycznym - nie zjawiskiem typu wierny-Bóg, ale zjawiskiem energetycznym.

Medytacja modlitwy

Najlepiej   jest   praktykowac   te   modlitwe   wieczorem,   w   zaciemnionym   pokoju,   i 

natychmiast potem polozyc sie spac. Mozna tez robic to rano, ale potem trzeba przeznaczyc 
pietnascie   minut   na  wypoczynek.  Ten   wypoczynek   jest   konieczny,   w  przeciwnym   razie 
bedziesz sie czul jak pijany, otepialy.

To zlaczenie z energia jest modlitwa. To cie zmienia. A gdy ty sie zmieniasz, zmienia sie 

cala egzystencja.

Wznies   obie   rece   ku   niebu,   wnetrzem   dloni   zwrócone   do   góry,   glowe   trzymaj 

wyprostowana   i   po   prostu   odczuwaj   plynaca   w   sobie   egzystencje.   Gdy   energia   bedzie 
splywac wzdluz ramion, poczujesz delikatne drzenie - badz jak lisc na wietrze, drzyj. Pozwól 
na to, pomóz temu. Potem niech cale cialo - wibruje ta energia, i pozwól, by dzialo sie 
wszystko to, co sie dzieje.

Odczujesz nastepnie plyniecie do ziemi. Ziemia i niebo, na górze i na dole, yin i yang, 

element meski i zenski - unosisz sie, wtapiasz sie, calkowicie sie porzucasz. Nie ma cie. 
Stajesz sie jednoscia... stapiasz sie w jednosc. Po dwóch, trzech minutach, albo wtedy, gdy 
poczujesz sie calkowicie napelniony, pochyl sie ku ziemi i pocaluj ja. Stan sie srodkiem, 
poprzez który boska energia laczy sie z energia ziemska.

Te   dwa   etapy   nalezy   powtórzyc   jeszcze   szesc   razy,   aby   kazda   czakra   mogla   zostac 

odblokowana. Mozna robic to wieksza ilosc razy, ale jezeli zrobisz mniej, mozesz poczuc sie 
niespokojny i nie bedziesz mógl zasnac.

W tym stanie modlitwy wejdz w sen. Po prostu zasnij, a ta energia bedzie z toba. Bedziesz 

z nia plynal, zasypial. Bardzo to pomoze, poniewaz ta energia otaczac cie bedzie przez cala 
noc i dalej bedzie dzialala. Rankiem poczujesz sie swiezszy niz kiedykolwiek dotad. Nowe 
elan, nowe zycie zacznie cie przenikac, i przez caly dzien bedziesz czul sie pelen nowej 
energii - nowego tetnienia, nowej piesni w twym sercu, i nowego tanca w twym kroku.

Latihan

Stan w rozluznionej pozycji i czekaj na Boga, na Calosc, aby zaczely w tobie dzialac. 

Potem w nastroju glebokiej modlitwy rób to, co tylko chcesz robic - Twoja wola” - i po prostu 
odprez sie.

Przypomina   to   sytuacje   powstawania   pisma   automatycznego.   Ludzie   tylko   trzymaja 

pióro w dloni i czekaja. Nagle jakas energia zawlada ich reka i dlon zaczyna sie poruszac. Sa 
zaskoczeni - ich wlasna dlon porusza sie, a to nie oni nia poruszaja! Czekaj wlasnie w taki 
sposób, a po trzech, czterech minutach nagle stwierdzisz, ze do ciala dochodzi kilka drzen, i 
energia w ciebie wstepuje. Nie przestrasz sie - bo to jest bardzo pelne leku. Ty tego nie robisz. 
W istocie rzeczy jestes jedynie swiadkiem - to dzieje sie samo.

Tylko medytacja moze zabic umysl - nic innego.

background image

Wejdz w to. Cialo zacznie przybierac wiele pozycji - poruszac sie, tanczyc, kolysac sie, 

drzec, trzasc sie - wiele rzeczy bedzie sie dzialo. Pozwalaj na to, nie tylko pozwalaj, ale i 
wspóldzialaj. Wtedy dojdziesz dokladnie do tego, co nazywamy sahaj yoga.

Latihan nie jest niczym nowym. To slowo jest nowe. Subud nie jest niczym nowym, jest to 

jedynie nowa odmiana sahaj yogi - jogi spontanicznej. Wszystko  pozostawiasz temu,  co 
boskie,   bo   umysl   jest   sprytny.   Wkrótce   zobaczysz   róznice,   gdyz   ty   bedziesz   tylko 
obserwatorem. Bedziesz zaskoczony, poniewaz twoja dlon bedzie sie poruszala, a ty jej w 
ogóle nie bedziesz poruszal. Po kilku dniach odprezania sie w tym, nawet gdy bedziesz 
chcial przestac, nagle nie bedziesz w stanie tego dokonac - stwierdzisz, ze jestes opetany.

Dlatego trzeba na poczatku modlic sie mówiac: „Przez  dwadziescia minut zawladnij 

moim istnieniem  i rób wszystko, co chcesz robic - badz wola Twoja, przyjdz królestwo 
Twoje”. Niech bedzie takie nastawienie, a ty po prostu odprez sie. Bóg zacznie w tobie 
tanczyc i bedzie przybieral wiele róznych pozycji. Potrzeby ciala zostana zaspokojone, ale nie 
tylko to - cos wyzszego niz cialo, wiekszego niz cialo, jakies glebokie potrzeby swiadomosci, 
zostana zaspokojone.

Medytacja Gourishankar

Technika ta sklada sie z czterech czesci trwajacych po 15 minut kazda. Pierwsze dwie czesci 

przygotowuja medytujacego do spontanicznego latihanu czesci trzeciej. Osho stwierdzil, ze gdy w 
pierwszej czesci oddycha sie prawidlowo, dwutlenek wegla powstaly we krwi sprawi, ze poczujesz sie, 
jakbys wzlecial na wysokosc Gourishankar (Mount Everest).

Czesc pierwsza - 15 minut
Usiadz   z   zamknietymi   oczami.   Nabierz   powietrze   gleboko   nosem,   napelnij   pluca. 

Wstrzymaj oddech na tak dlugo, jak tylko zdolasz, potem lagodnie wykonaj wydech ustami i 
zatrzymaj pluca puste tak dlugo, jak tylko zdolasz. Oddychaj tak przez cala pierwsza czesc.

Czesc druga - 15 minut
Powróc do normalnego oddychania i lagodnie patrz nieruchomym wzrokiem na plomien 

swiecy lub migocace blekitne swiatlo. Cialo pozostaje nieruchome.

Czesc trzecia - 15 minut
Wstan i z zamknietymi oczami pozwól cialu na rozluznienie i otwarcie. Poczujesz, ze 

subtelne energie poruszaja cialem poza twa zwykla kontrola. Pozwól, by latihan dzial sie 
sam. To nie (y wykonujesz te ruchy - niech ruchy dzieja sie same z siebie, lagodnie i z 
wdziekiem.

Czesc czwarta - 15 minut
Polóz sie z zamknietymi oczami, wyciszony i nieruchomy.
Pierwsze   trzy   czesci   powinny   byc   wykonywane   przy   akompaniamencie   równego, 

miarowego rytmu, najlepiej polaczonego z kojaca muzyka w tle. Ten rytm powinien byc, o ile 
to  mozliwe, siedem  razy  czestszy  od bicia serca.  Jesli to mozliwe, nalezy tez podlaczyc 
migajace w takim samym rytmie  swiatlo.

Medytacja Devavani

Devavani - to Boski Glos przemawiajacy przez medytujacego, który staje sie pustym 

naczyniem,   kanalem.   Medytacja   ta   jest   latihanem   jezyka.   Odpreza   umysl   swiadomy   tak 
gleboko, ze gdy jest wykonywana jako ostatnia czynnosc wieczorem, z pewnoscia zakonczy 

background image

sie glebokim snem. Obejmuje cztery czesci po 15 minut kazda. Caly czas miej oczy zamkniete.

Czesc pierwsza - 15 minut
Usiadz w ciszy, najlepiej w tle lagodnej muzyki.

Noca - dokladnie odwrotnie jak o poranku - badz zupelnie nieswiadomy; niczym sie nie przejmuj.  

Noc nadeszla, slonce zaszlo, teraz wszystko wkracza w nieswiadomosc. Wejdz w nieswiadmosc.

Czesc druga -  15 minut
Zacznij tworzyc dzwieki nie majace zadnego sensu, na przyklad „la... la... la” i rób to tak 

dlugo, az zaczna pojawiac sie takie dzwieki, których nie znasz. Dzwieki te powinny przyjsc z 
tej nieznajomej czesci mózgu, która byla uzywana gdy byles dzieckiem, zanim nauczyles sie 
slów. Pozwól na lagodna, konwersacyjna intonacje - nie placz, ani nie krzycz, nie smiej sie, 
ani nie wrzeszcz.

Czesc trzecia - 15 minut
Wstan i mów dalej, pozwalajac cialu na lagodne poruszanie sie w harmonii z dzwiekami. 

Gdy cialo jest odprezone, subtelne energie wywolaja latihan poza twoja kontrola.

Czesc czwarta - 15 minut 
Polóz sie, badz wyciszony i nieruchomy.
Jedynym, co nalezy  pamietac, jest to, ze te dzwieki czy  slowa nie moga nalezec  do 

zadnego znanego ci jezyka, jesli znasz angielski, niemiecki i wloski, nie powinny pochodzic z 
wloskiego, niemieckiego czy angielskiego. Moze to byc kazdy inny jezyk, którego nie znasz - 
tybetanski, chinski, japonski! A jesli znasz japonski, nie wolno go uzywac - wtedy wloski jest 
doskonaly! Mów kazdym jezykiem, którego nie znasz. Tylko pierwszego dnia przez kilka 
chwil bedziesz mial klopot, bo jak masz mówic jezykiem, którego nie znasz? Mozna tak 
mówic, a gdy to sie zacznie, przyjda slowa, slowa bez zadnego sensu, które maja tylko 
odsunac swiadomosc i pozwolic nieswiadomosci na mówienie.

Gdy przemawia nieswiadomosc, nieswiadomosc nie zna zadnego jezyka, jest to bardzo, 

bardzo stara metoda. Pochodzi ze Starego Testamentu. W tamtych czasach nazywano ja 
glosolalia. Niektóre koscioly w Ameryce nadal ja wykorzystuja. Nazywaja to „mówieniem 
jezykami”. A jest to wspaniala metoda, jedna z najglebszych i najbardziej przenikajacych do 
nieswiadomosci.

Nie czyn  tego  goraczkowym, niech  bedzie  to  gleboka,  gleboka energia  dajaca  dobre 

samopoczucie, odzywienie, lekkosc. Ciesz sie, kolysz sie, jesli chcesz tanczyc - tancz. Ale 
wszystko   musi   byc   z   wielkim   wdziekiem   -   o   tym   musisz   pamietac.   Nie   moze   stac   sie 
katarktyczne.

Milosc

Medytacja to zapadniecie sie w serce, a gdy zapadasz sie w serce, powstaje milosc. Milosc 

zawsze przychodzi po medytacji, i odwrotna sytuacja tez jest prawdziwa, jesli zakochasz sie, 
przyjdzie medytacja. Istnieja one razem. Sa jedna forma energii, nie dwiema. Medytuj, a 
staniesz sie wielkim kochankiem, wokól ciebie plynac bedzie wielka milosc, bedziesz tryskal 
nadmiarem milosci - albo zacznij od zakochania sie, a znajdziesz te ceche swiadomosci, 
nazywana medytacja, w której znikaja mysli, w której myslenie nie przycmiewa juz twojego 
istnienia,   w   której   nie   ma   juz   tej   mgly   snu,   która   cie   otacza.   Nadszedl   ranek,   jestes 

background image

przebudzony, stales sie budda.

Iluzoryczna milosc zniknie...

Kiedy wyruszasz na wewnetrzna pielgrzymke, energie zwracaja sie do wewnatrz - te 

same energie, które poruszaly sie na zewnatrz - i nagle stwierdzasz, ze jestes samotny jak 
wyspa.   Powstaje   problem,   bo   tak   naprawde   nie   interesuje   cie   bycie   z   kimkolwiek   w 
jakiejkolwiek relacji. Bardziej interesuje cie bycie soba, a wszelkie relacje z ludzmi wygladaja 
jak   uzaleznienie,   zwiazanie.   Ale   jest   to   faza   przejsciowa   -   nie   czyn   z   niej   trwalego 
nastawienia.   Wczesniej   czy   pózniej,   gdy   znowu   bedziesz   wewnetrznie   ustabilizowany, 
bedziesz   mial   nadmiar   energii   i   znowu   bedziesz   chcial   wejsc   w   jakas   relacje   z   innym 
czlowiekiem.

Dlatego, gdy umysl po raz pierwszy staje sie medytujacy, milosc przypomina niewole, i w 

pewnej mierze jest to prawda, bo umysl, który nie jest medytujacy, nie moze byc prawdziwie 
w milosci. Ta milosc jest falszywa, iluzoryczna - bardziej przypomina zadurzenie, mniej jest 
miloscia. Ale dopóki nie nastapi ta rzeczywista milosc, nie masz nic, z czym móglbys to 
porównac. Dlatego, gdy zaczyna sie medytacja, milosc iluzoryczna stopniowo, stopniowo 
rozplywa sie, znikal. Nie zniechecaj sie - to po pierwsze. A po drugie - nie czyn z tego 
jakiegos trwalego nastawienia. Takie sa te dwie mozliwosci.

Sa dwie drogi odkrywania. Jedna jest medytacja - bez innego czlowieka poszukujesz glebi. Druga 

jest milosc - razem z innym czlowiekiem poszukujesz glebi.

Jesli sie zniechecisz, bo twoje zycie w milosci znika, a ty kurczowo sie go trzymasz, stanie 

sie to przeszkoda w wewnetrznej podrózy. Zaakceptuj to - ze teraz ta energia poszukuje 
nowej sciezki i przez pare dni nie bedzie jej dla ruchu na zewnatrz, dla aktywnosci.

Jesli ktos jest czlowiekiem twórczym i medytuje, wszelka twórcza aktywnosc zniknie na 

jakis   czas.   Jesli   jestes   malarzem,   nagle   stwierdzisz,   ze   cie   w   tym   nie   ma.   Mozesz   dalej 
malowac, ale stopniowo bedziesz tracil energie i entuzjazm, jesli jestes poeta, poezja ustanie. 
Jesli jestes czlowiekiem, który byl zakochany, ta energia ot, zniknie. Gdy spróbujesz zmusic 
sie do wejscia w relacje z innym czlowiekiem, byc swoja dawna postacia, to zmuszanie bedzie 
czyms bardzo, bardzo groznym. Wtedy robisz cos sprzecznego - z jednej strony próbujesz 
wejsc do wewnatrz, a z drugiej próbujesz wyjsc na zewnatrz.

Przypomina  to   sytuacje,   gdy   jedziesz   samochodem,  naciskasz  pedal   przyspieszania  i 

równoczesnie naciskasz hamulec. Moze to spowodowac katastrofe, bo robisz dwie sprzeczne 
ze soba rzeczy na raz.

Medytacja   jest   przeciwna   tylko   falszywej   milosci.   Falszywa   milosc   zniknie,   a   jest   to 

podstawowy   warunek   zaistnienia   milosci   prawdziwej.   Falszywa   milosc   musi   odejsc, 
falszywa milosc musi calkowicie cie opuscic - dopiero wtedy milosc prawdziwa moze do 
ciebie dotrzec.

Po drugie - to tez jest wielkie zagrozenie - mozesz z tego uczynic styl zycia. Wielu 

ludziom to sie zdarzylo. Sa oni w klasztorach - starzy mnisi, ortodoksyjni, religijni ludzie, 
którzy z nie bycia w pelnej milosci relacji z innym czlowiekiem uczynili styl zycia. Mysla, ze 
milosc jest przeciwna medytacji, a medytacja jest przeciwna milosci - to nie jest prawda. 
Medytacja jest przeciwna falszywej milosci, ale jest w totalnej zgodzie z miloscia prawdziwa.

background image

Dla ludzi, którzy nigdy nie kochali, medytacja jest bardzo, bardzo trudna.

Gdy bedziesz ustabilizowany, gdy dalej do wnetrza nie mozesz wejsc, gdy juz dotarles do 

rdzenia swojego istnienia, do samego dna, wtedy jestes scentrowany. Nagle masz energie, ale 
teraz nie ma dokad isc. Zewnetrzna podróz zakonczyla sie wtedy, gdy zaczales medytowac, a 
teraz i wewnetrzna podróz jest skonczona. Jestes ugruntowany, dotarles do domu pelny 
energii, niczym wielki zbiornik - co teraz zrobisz?

Ta energia zacznie sie przelewac. Jest to ruch totalnie innego rodzaju, jego jakosc jest inna, 

gdyz nie ma w nim motywacji. Przedtem kierowales sie ku innym ludziom powodowany 
jakas motywacja - teraz nie ma zadnej motywacji. Bedziesz kierowal sie ku innym ludziom 
dlatego tylko, ze masz tyle tego, czym mozesz sie podzielic.

Przedtem   zachowywales   sie   jak   zebrak,   teraz   zachowujesz   sie   jak   król.   Nie   szukasz 

przyjazni u kogos - masz ja. Teraz tego szczescia jest zbyt wiele. Chmura jest tak pelna, ze 
chce opasc deszczem.  Kwiat jest tak  pelny, ze chce  jako aromat unosic sie z wiatrem  i 
wedrowac po same krance swiata. Jest to dzielenie sie. Powstala relacja nowego rodzaju. 
Nazywanie jej relacja nie jest wlasciwe, poniewaz nie jest to juz relacja - jest to raczej stan 
istnienia. Nie kochasz - jestes miloscia.

Emanuj miloscia

Praktykuj milosc. Siedzac w samotnosci w swoim pokoju, badz pelen milosci. Emanuj 

miloscia.   Caly   pokój   napelnij   energia   swojej   milosci.   Odczuwaj   wibrowanie   nowa 
czestotliwoscia, odczuwaj kolysanie, jakbys znajdowal sie w oceanie milosci. Stwórz wokól 
siebie wibracje energii milosci, i natychmiast zaczniesz odczuwac, ze cos sie dzieje - zmienia 
sie cos w twojej aurze, zmienia sie cos wokól twojego ciala. Wokól twojego ciala powstaje 
pewne cieplo... cieplo niczym gleboki orgazm. Stajesz sie bardziej ozywiony. Znika cos jak 
sen. Powstaje cos w rodzaju uwaznosci. Kolysz sie razem z tym oceanem. Tancz, spiewaj, i 
niech caly pokój napelni sie miloscia.

Gdy zdarza sie medytacja, milosc musi nastapic. Jesli nie nastepuje milosc, pokazuje to po prostu  

tyle, ze medytacja jeszcze sie nie  zdarzyla.

Na poczatku wydaje sie to bardzo dziwaczne. Gdy po raz pierwszy zdolasz napelnic 

pokój energia milosci, swoja wlasna energia, która odbijajac sie od scian opada na ciebie i 
czyni cie tak bardzo  szczesliwym, zaczynasz czuc: „Czy ja sam siebie hipnotyzuje? Czy 
ulegam zludzeniom? Co sie dzieje?” - gdyz zawsze myslales, ze milosc przychodzi od kogos 
innego. Matka jest potrzebna, zeby cie kochac, ojciec, brat, maz, zona, dziecko - ale ktos inny.

Milosc,   która   jest   uzalezniona   od   kogos   innego,   jest   uboga   miloscia.   Milosc,   która 

powstaje w tobie, milosc, która tworzysz ze swojego wlasnego istnienia, jest rzeczywista 
energia. Wtedy idz dokadkolwiek, otoczony tym oceanem, a stwierdzisz, ze kazdy, kto zbliza 
sie do ciebie, nagle znajduje sie w innej energii.

Ludzie   patrzec   beda   na   ciebie   szerzej   otwartymi   oczami.   Bedziesz   ich   mijal,   a   oni 

stwierdza, ze minal ich wietrzyk jakiejs nieznanej energii - poczuja sie swiezej. Chwyc kogos 
za dlon, a cale jego cialo zacznie wibrowac. Zbliz sie tylko do kogos, a ten czlowiek zacznie 

background image

czuc sie bardzo szczesliwy w ogóle bez zadnego powodu. Mozesz to obserwowac. Wtedy 
stajesz sie gotowy do dzielenia sie. Wtedy znajdz kochanka, lub kochanke, wtedy znajdz dla 
siebie wlasciwego odbiorce.

Osho dal taka oto medytacje parom, które czuja, ze ugrzezly w swoim zwiazku - osobom, 

których energie nalezy uwolnic i zlaczyc w jednosc:

Usiadzcie wieczorem twarzami do siebie, i trzymajcie sie za rece, skrzyzowawszy je. 

Przez  dziesiec  minut  patrzcie  sobie w oczy, a gdy  cialo  zacznie  sie  poruszac i kolysac, 
pozwólcie na to. Mozecie mrugac powiekami, ale dalej patrzcie sobie w oczy. Gdy cialo 
zacznie sie kolysac - bedzie sie kolysalo - pozwólcie na to. Nie puszczajcie dloni, cokolwiek 
bedzie sie dzialo. Tego nie nalezy zapomniec.

Po dziesieciu minutach oboje zamknijcie oczy i przez dalszych 10 minut pozwólcie na 

kolysanie. Potem wstancie i kolyszcie sie razem, trzymajac sie za dlonie, przez dalszych 
dziesiec minut. Spowoduje to bardzo glebokie zmieszanie waszych energii.

Potrzeba nieco wiecej zlaczenia... zlaczenia w jednosc.

Powierz sie milosci

W relacji opartej na milosci powinienes byc opetany - nie powinienes próbowac kogos 

obejmowac   w   posiadanie.   W   relacji   opartej   na   milosci   powinienes   sie   powierzyc,   i   nie 
powinienes sprawdzac kto jest góra. Dlatego przestan myslec. A gdy tylko stwierdzisz, ze 
myslisz, zlap sie na tym, i porzadnie potrzasnij swoja glowa - porzadnie potrzasnij, tak, zeby 
wszystko przewrócilo sie do góry nogami. Niech to bedzie staly nawyk, a po paru tygodniach 
stwierdzisz, ze to potrzasniecie pomaga. Nagle staniesz sie bardziej uwazny.

W klasztorach zen mistrz chodzi z kijem i gdy tylko widzi jakiegos ucznia, który drzemie, 

mysli, na twarzy ma przelatujace marzenia, natychmiast mocno uderza go w glowe. Przenika 
to kregoslup niczym wstrzas i - w ulamku sekundy - nagle powstaje uwaznosc.

ja   nie   moge   chodzic   za   toba   z   kijem.   Sam   potrzasnij   soba,   porzadnie,   a   jesli   ludzie 

pomysla, ze jestes nieco szalony, nie przejmuj sie. jest tylko jedno szalenstwo, a jest nim 
szalenstwo umyslu. Zbyt wiele myslenia to jedyne szalenstwo. Wszystko inne jest piekne. 
Umysl jest choroba.

Niech kochanie sie przyjdzie samo z siebie

Zanim wejdziecie w milosc, przez pietnascie minut tylko siedzcie w ciszy, trzymajac sie 

skrzyzowanymi   rekoma.   Siedzcie   w   ciemnosci   lub   przy   bardzo   przycmionym   swietle   i 
czujcie   siebie.   Zharmonizujcie   sie   ze   soba.   Sposobem   jest   oddychanie   razem.   Ty   robisz 
wydech, i ona robi wydech; ty robisz wdech, i ona robi wdech. W ciagu dwóch, trzech minut 
wejdziecie w to. Oddychajcie tak, jakbyscie byli jednym organizmem - nie dwoma cialami, a 
jednym,   i   patrzcie   sobie   w   oczy,   spojrzeniem   nie   agresywnym,   a   bardzo   delikatnie. 
Swobodnie cieszcie sie soba. Bawcie sie swoimi cialami.

Nie wchodzcie w kochanie póki taka chwila nie przyjdzie sama z siebie. Nie kochacie sie, 

a   nagle   stwierdzacie,   ze   jestescie   w   trakcie   kochania   sie.   Czekajcie   na   to.   jesli   to   nie 
przychodzi, nie ma potrzeby wymuszania. To jest dobre. Polózcie sie spac - nie potrzeba 
kochac sie. Czekajcie na te chwile przez jeden dzien, dwa, trzy. Któregos dnia ona przyjdzie. 
A gdy ta chwila przyjdzie, milosc wejdzie bardzo gleboko i nie stworzy takiego szalenstwa, 
jakie teraz stwarza. Bedzie to bardzo, bardzo ciche, oceaniczne odczucie. Ale czekajcie na te 

background image

chwile, nie wymuszajcie jej.

Milosc jest czyms, co nalezy robic tak, jak medytacje, jest czyms, co nalezy celebrowac, 

smakowac   bardzo   powoli,   aby   wniknela   gleboko   w   twe   istnienie   i   stala   sie   takim 
obejmujacym doznaniem, ze przestajesz istniec, i nie kochasz sie - jestes miloscia. Milosc staje 
sie wieksza energia, która roztacza sie wokolo ciebie. Wykracza ponad was oboje... oboje 
zatracacie sie w niej. Ale na to bedziecie musieli poczekac.

Czekajcie na te chwile, a wkrótce zlapiecie ten dryg. Niech energia gromadzi sie i niech 

dzieje sie to samo z siebie. Stopniowo staniecie sie swiadomi tego, kiedy ta chwila nadchodzi. 
Zaczniecie widziec jej symptomy, wczesne symptomy, i nie bedzie zadnych trudnosci.

Milosc jest jak Bóg - nie mozna nia manipulowac. Zdarza sie wtedy, gdy sie zdarza, jesli 

sie nie zdarza, nie ma sie czym przejmowac.

Nie próbuj sam siebie oszukiwac

Bycie swiadkiem jest zródlem podstawowym.
Ale w akcie seksualnym bycie swiadkiem jest trudne jezeli nie bedziesz próbowal byc 

swiadkiem   w   innych   dzialaniach   swojego   zycia.   Próbuj   wiec   przez   caly   dzien,   inaczej 
bedziesz sam siebie ludzil. Jesli nie mozesz byc swiadkiem idac droga, nie próbuj sam siebie 
oszukiwac - nie mozesz stac sie swiadkiem podczas kochania sie. Bo idac tylko droga - taki 
prosty proces, a ty nie potrafisz byc swiadkiem, stajesz sie w tym nieswiadomy - jak mozesz 
stac   sie   swiadkiem   podczas   kochania   sie?   Ten   proces   jest   tak   gleboki...   zapadniesz   w 
nieswiadomosc.

Ja nie moge najpierw otworzyc wrót do niebios, a ty nie mozesz stac sie wyciszony. Najpierw badz 

totalnie szalony.

Idac droga zapadasz w nieswiadomosc. Spróbuj - nawet przez kilka sekund nie bedziesz 

w stanie pamietac. Spróbuj - idac droga, spróbuj - „bede pamietal, ide, ide, ide”. Po kilku 
sekundach   zapominasz,   cos   innego   wpadlo   ci   do   glowy.   Poszedles   w   innym   kierunku, 
zupelnie zapomniales, i nagle przypominasz sobie - „zapomnialem”, jezeli wiec taki drobny 
akt   jak   spacerowanie   nie   moze   byc   swiadomy,   uczynienie   z   kochania   sie   swiadomej 
medytacji bedzie trudne.

Spróbuj wiec z prostymi rzeczami, prostymi aktywnosciami. jedzac, spróbuj tego. Idac, 

spróbuj   tego.   Mówiac,   sluchajac,   spróbuj   tego.   Spróbuj   czegokolwiek.   Uczyn   to   ciaglym 
wewnetrznym wpajaniem - niech cale cialo i umysl wiedza, ze czynisz starania, by byc 
uwaznym. Dopiero wtedy któregos dnia nastapi to bycie swiadkiem w milosci. A gdy to 
nastapi, ekstaza ci sie zdarzyla - zstapil na ciebie pierwszy przeblysk tego, co boskie.

JEDYNA DROGA

Nie ma drogi na skróty

Jedno trzeba pamietac o medytacji - jest to dluga podróz i nie ma drogi na skróty. Kazdy, 

kto mówi, ze jest jakis skrót, wprowadza cie w blad.

Jest to dluga podróz, poniewaz ta zmiana jest bardzo gleboka i osiaga sie ja po wielu 

zywotach - wielu zywotach rutynowych nawyków, myslenia, pragnienia, i struktury umyslu, 

background image

która poprzez medytacje trzeba porzucic. W gruncie rzeczy jest to prawie niemozliwe - ale 
tak sie dzieje.

Stanie sie czlowiekiem medytujacym jest najwieksza odpowiedzialnoscia w swiecie. Nie 

jest   to   latwe.   Nie   moze   to   nastapic   w   jednej   chwili.   Dlatego   od   poczatku   nie   zaczynaj 
oczekiwac za wiele, a potem nie bedziesz sfrustrowany. Zawsze bedziesz szczesliwy, gdyz 
wszystko bedzie wzrastalo bardzo powoli.

Medytacja to nie kwiat sezonowy, który pojawia sie w ciagu szesciu tygodni. Jest bardzo, 

bardzo wielkim drzewem. Potrzebuje czasu na zapuszczenie korzeni.

Gdy medytacja rozkwita, nie ma nikogo, kto by to zauwazyl, nie ma nikogo, kto by to 

wskazal i wyróznil, nie ma nikogo, kto by powiedzial „Tak, to nastapilo”. W chwili, gdy 
powiesz „Tak, to nastapilo” juz zostalo to zgubione.

Gdy medytacja jest naprawde, cisza przenika wszystko - bez zadnego dzwieku tetni 

blogosc, bez zadnych granic jest harmonia. Ale nie ma nikogo, kto by to zauwazyl.

Wszystkie   medytacje,   które   tu   robimy,   sa   jedynie   przygotowaniem   na   te   chwile.   Nie   sa   to 

prawdziwe medytacje, a jedynie przygotowania do tego, abys pewnego dnia mógl po prostu usiasc, nic  
nie robiac, niczego nie pragnac.

Gdy twe wysilki opadna, nagle jest medytacja - jej dobrodziejstwo, jej blogosc, jej chwala. Jest  

niczym obecnosc - swietlista - otacza ciebie i otacza wszystko. Wypelnia cala ziemie i cale niebo. Tej  
medytacji nie moze stworzyc ludzki wysilek, ludzki wysilek jest zbyt ograniczony. Ta blogosc jest tak 
nieskonczona, nie mozesz nia manipulowac. Moze ona nastapic tylko wtedy, gdy jestes w glebokim  
powierzeniu. Gdy ciebie nie ma, dopiero wtedy moze nastapic. Gdy jestes nie-jaznia, nie-pragnieniem,  
do nikad nie zmierzasz, gdy jestes po prostu tu i teraz, nie robisz niczego szczególnego, po prostu jestes  
- dziej sie. A przychodzi ona falami i te fale nabieraja ogromnej mocy. Przychodzi jak sztorm i zabiera 
cie w totalnie nowa rzeczywistosc.

OSHO

Wiekszosc   z   nas   spedza   zycie   w   swiecie   czasu,   we   wspomnieniach   przeszlosci   i 

oczekiwaniach przyszlosci. Bardzo rzadko dotykamy Bezczasowego, wymiaru terazniejszosci 
- w chwilach naglego piekna, naglego zagrozenia, w spotkaniu z ukochana osoba, czy w 
zaskoczeniu tym, co nieprzewidziane. Bardzo niewielu ludzi wychodzi poza swiat czasu i 
umyslu, jego ambicje i konkurencyjnosc, i zaczyna zyc w swiecie bezczasowego. A z nich 
jedynie   nieliczni   starali   sie   dzielic   swym   doznaniem.   Lao   Tzu,   Gautama   Budda, 
Bodhidharma...   a   niedawno   Georgi   Gurdzijew,   Raman   Maharishi,   J.   Krishnamurti... 
Wspólczesni   uwazaja   ich   za   ekscentryków   albo   wariatów;   po   smierci   nazywa   sie   ich 
„filozofami”. A po jakims czasie staja sie legenda - nie ludzmi z krwi i kosci, a czyms w 
rodzaju   mitologicznych   reprezentacji   naszego   zbiorowego   pragnienia   wyrosniecia   ponad 
malosc i blahostki, ponad bezsens naszego codziennego zycia.

Osho jest jednym z tych, którzy odkryli drzwi do przezycia tego zycia w bezczasowym 

wymiarze terazniejszosci - sam nazwal siebie „prawdziwym egzystencjalista” - i poswiecil 
swe zycie na prowokowanie innych do poszukiwania tych samych drzwi, do wyjscia poza 
swiat przeszlosci i przyszlosci i odkrycia dla samych siebie swiata wiecznosci.

background image

Od wczesnego dziecinstwa Osho jasne bylo, ze nie bedzie  on postepowal zgodnie z 

konwencjami otaczajacego go swiata. Pierwszych siedem lat spedzil z dziadkami ze strony 
matki,   którzy   dali   mu   taka   wolnosc   bycia   soba,   jaka   ciesza   sie   nieliczne   dzieci.   Byl 
samotnikiem, wolal spedzac  dlugie godziny  siedzac  w ciszy  nad jeziorem  albo samemu 
eksplorujac   otoczenie.   Smierc   dziadka   -   mówi   -   wywarla   gleboki   wplyw   na   jego   zycie, 
wyzwalajac w nim determinacje odkrycia w zyciu tego, co niesmiertelne. Gdy wrócil do 
powiekszajacej sie rodziny swych rodziców i poszedl do szkoly, byl juz mocno utwierdzony 
w poczuciu jasnosci i sensu co do siebie - dalo mu to odwage stawiania czola wszystkim 
usilowaniom   ksztaltowania   jego   zycia   przez   starszych,   zgodnie   z   ich   wlasnymi 
wyobrazeniami kim on powinien byc.

Nigdy nie unikal kontrowersji. Dla Osho prawda nie zna kompromisów - albo przestaje 

byc prawda. A prawda nie jest jakims wierzeniem, ale przezyciem. Osho nigdy nie zada od 
ludzi, by wierzyli w to, co mówi, a raczej sami eksperymentowali i sprawdzili czy to, co 
mówi, jest prawda czy nie. Równoczesnie Osho nie ustaje w wynajdywaniu sposobów i 
srodków   odkrywania   czym   naprawde   sa   wierzenia   -   marnymi   pocieszeniami   majacymi 
zlagodzic   nasze   leki   w   obliczu   nieznanego,   i   barierami   uniemozliwiajacymi   spotkanie   z 
tajemnicza i niezbadana rzeczywistoscia.

Po oswieceniu, którego dostapil majac 21 lat, Osho zakonczyl studia i przez kilka lat 

nauczal filozofii na uniwersytecie w Jabalpur. W tym czasie podrózowal po calych Indiach, 
wyglaszal   przemówienia,   w   publicznych   debatach   kwestionowal   ortodoksyjnych 
przywódców religijnych, spotykal sie z ludzmi z wszystkich dziedzin zycia. Wiele czytal - 
wszystko,   co   moglo   poglebic   jego   rozumienie   systemów   wiary   i   psychologie   czlowieka 
wspólczesnego. Pod koniec lat 60-tych Osho zaczal rozwijac swe niepowtarzalne techniki 
medytacji   dynamicznej.   Wspólczesny   czlowiek   (twierdzi)   jest   tak   pelny   przestarzalych 
tradycji przeszlosci i niepokojów zycia w dzisiejszym swiecie, ze musi przejsc gleboki proces 
oczyszczania zanim bedzie mógl miec nadzieje na odkrycie bezmyslowego, odprezonego 
stanu medytacji. Zaczal prowadzic obozy medytacyjne w róznych miejscach Indii, wyglaszac 
wyklady dla uczestników i osobiscie kierowac sesjami medytacji, które opracowal.

Na poczatku lat 70-tych o Osho uslyszeli pierwsi ludzie z Zachodu, którzy dolaczyli do 

wzrastajacego grona Hindusów inicjowanych przez niego do neosannyasu. W 1974 roku 
wokól Osho powstala komuna mieszczaca sie w Poonie (Indie). Wkrótce strumyk gosci z 
Zachodu stal sie obfita powodzia. Wielu z tych, którzy przybyli, bylo terapeutami, którzy 
stwierdzili,   ze   znalezli   sie   w   obliczu   ograniczen   terapii   zachodnich   i   szukali   takiego 
podejscia, które moglo dotrzec do znacznie glebszych pokladów ludzkiej psychiki i dokonac 
ich przemiany. Osho zachecil ich, aby wlaczyli swoje umiejetnosci w prace komuny i scisle z 
nimi wspólpracowal w rozwijaniu ich terapii w kontekscie medytacji.

Problemem terapii stworzonych na Zachodzie - mówi - jest to, ze zawezaja sie do leczenia 

umyslu i jego psychologii, podczas gdy Wschód dawno juz pojal, ze problemem jest sam 
umysl,   czy   raczej   nasze   utozsamienie   z   nim.   Terapie   moga   byc   uzyteczne   -   chocby 
katarktyczne fazy medytacji, które Osho opracowal - w zrzuceniu brzemienia stlumionych 
emocji i leków, oraz w pomozeniu ludziom w wyrazniejszym zobaczeniu siebie samych. Ale 
dopóki nie zaczniemy  oddzielac sie od mechanizmu umyslu i jego  projekcji, pragnien  i 
leków, bedziemy wychodzic z deszczu naszych wlasnych wytworów, po to, by wpadac pod 
inna rynne.

background image

Dlatego terapia musi biec równolegle z procesem odtozsamienia i bycia swiadkiem, który 

znany jest pod nazwa medytacji.

Pod koniec lat 70-tych komuna w Poonie stanowila najwiekszy osrodek terapii i rozwoju 

w   swiecie.   Tysiace   ludzi   przybywaly,   by   brac   udzial   w   grupach   terapeutycznych   i 
medytacjach, siedziec przy Osho podczas jego codziennych porannych wykladów i wnosic 
swój   wklad   w   zycie   komuny,   po   czym   wrócic   do   swego   kraju   i   tam   zakladac   osrodki 
medytacyjne.

W latach 1981-1985 eksperyment komuny kontynuowano w Stanach Zjednoczonych na 

pustynnym obszarze Oregonu powierzchni 330 km\ Glównym celem zycia w komunie byla 
praca przy budowie miasta Rajneeshpuram - „oazy na pustyni”. W zdumiewajaco krótkim 
czasie komuna zbudowala kwatery dla 5.000 osób i zaczela cofac wieloletni proces zniszczen 
nadmiernie   spustoszonej   ziemi,   przywracajac   bieg   strumieni,   budujac   jeziora,   zbiorniki 
wody, rozwijajac samowystarczalne rolnictwo i sadzac tysiace drzew.

Programy   medytacji   i   terapii   w   Rajneeshpuram   nadzorowal   Miedzynarodowy 

Uniwersytet   Medytacji   Rajneesha   (RIMU).   Nowoczesne   budynki   i   wyposazenie 
zorganizowane   dla   potrzeb   uniwersytetu   wraz   ze   starannie   chronionym   srodowiskiem 
naturalnym umozliwily dotarcie do takich glebi, i takie rozbudowanie programów, jakie 
wczesniej nie byly mozliwe. Opracowano dluzej trwajace kursy i szkolenia, co przyciagnelo 
wieksza grupe uczestników, posród których wielu juz bylo ludzmi dobrze sytuowanymi w 
swiecie i chcialo poglebic swe umiejetnosci zawodowe i rozumienie siebie.

Pod koniec 1985 roku opozycja lokalna i rzadowa wymierzona przeciw Osho i komunie 

uniemozliwily dalsze kontynuowanie tego eksperymentu. Komuna zostala rozwiazana, zas 
Osho   wyruszyl   w   podróz   dookola   swiata,   podczas   której   udzielal   wywiadów   prasie, 
prowadzil wyklady dla uczniów zebranych w Himalajach, Grecji i Urugwaju, az wreszcie w 
polowie 1986 roku wrócil do Indii.

W   styczniu   1987   roku   Osho   ponownie   osiadl   w   Poonie,   gdzie   dwa   razy   dziennie 

prowadzil wyklady. W ciagu kilku miesiecy komuna w Poonie uruchomila pelny program 
dzialalnosci   i   rozrosla   sie   ponad   swój   pierwotny   zakres.   Standard   nowoczesnych, 
klimatyzowanych pomieszczen zostal przyjety w Ameryce. Osho wyraznie stwierdzil, ze 
nowa   komuna   w  Poonie   ma   byc   oaza   XXI   wieku,   nawet   w  zacofanych   technologicznie 
Indiach. Coraz wiecej ludzi przybywalo ze Wschodu - zwlaszcza z Japonii - a ich obecnosc 
wniosla odpowiednie wzbogacenie programów sztuk uzdrawiania i walki. Rozkwitly tez 
sztuki wizualne i ruchowe, równolegle z nowa „Szkola Tajemnego”. To zróznicowanie i 
rozszerzenie programu znalazlo swe odbicie w nazwie wybranej przez Osho jako ogólne 
okreslenie wszystkich programów - Multiwersytet.

Bardziej wzmógl sie nacisk kladziony na medytacje; w wykladach Osho byl to temat stale 

powracajacy. On sam stworzyl kilka nowych grup medytacyjnych - miedzy innymi No-Mind, 
Mistyczna Róza, Narodzony na Nowo.

Od polowy 1987 roku Osho zaczal stopniowo wycofywac sie z dzialalnosci publicznej. 

Jego   delikatne   zdrowie   czesto   nie   pozwalalo   mu   wyglaszac   wykladów,   a   okresy   jego 
nieobecnosci stawaly sie coraz dluzsze. W polowie 1988 roku do wykladów Osho wlaczyl 
nowy   element:   pod   koniec   kazdego   wykladu   prowadzil   sluchaczy   w   trzyczesciowej 
medytacji.   W   kwietniu   1989   roku   wyglosil   ostatni   wyklad,   odpowiadajac   na   pytania   i 
komentujac sutry Zen. W nastepnych miesiacach, gdy tylko pozwalalo mu zdrowie, pojawial 

background image

sie wieczorem, by siedziec razem ze swymi uczniami i przyjaciólmi w medytacji muzyki i 
ciszy, po czym wracal do swego pokoju, a zgromadzeni ogladali którys z jego wykladów 
nagranych na tasmie video.

19 stycznia 1990 roku Osho opuscil cialo. Ledwie kilka tygodni wczesniej, zapytany co 

stanie sie z jego dzielem, gdy odejdzie, odrzekl:

Moja ufnosc wobec egzystencji jest absolutna.
Jesli w tym, co mówie, jest jakas prawda, przetrwa ona… Ludzie, którzy nadal beda zainteresowani 

moja praca, po prostu beda niesli pochodnie, ale nikomu niczego nie beda narzucac…

Pozostane zródlem inspiracji dla moich ludzi. I to wlasnie odczuje wiekszosc sannyasinów. Chce, 

aby sami wzrastali - by rozwijali cechy takie jak milosc, wokól której zadnego kosciola nie mozna  
stworzyc,   jak   swiadomosc,   która   nie   jest   niczyim   monopolem,   jak   swietowanie,   radowanie   sie,   i 
zachowanie swiezych, dziecinnych oczu…

Chce, aby moi ludzie poznawali siebie, nie byli takimi, jak ktos inny tego chce. A droga do tego 

prowadzi przez wnetrze.

Okolo dziewiec miesiecy przed opuszczeniem ciala Osho podyktowal napis, który mial 

byc wykuty w jego samadhi - krypcie okrytej marmurem i lustrami, w której znalazly sie jego 
prochy. Brzmi on:

OSHO

Nigdy sie nie urodzil - Nigdy nie umarl

Jedynie odwiedzil

te Planete Ziemie

w czasie 11 grudnia 1931 - 19 stycznia 1990