background image

 

 

OSHO 

TECHNIKI MEDYTACYJNE 

PORADNIK PRAKTYCZNY 

 

WPROWADZENIE 

Niniejsza  ksiazka  jest  zbiorem  technik  medytacyjnych,  które  Osho  przekazywal  w 

ciagu  wielu  lat;  sa  tu  tez  fragmenty  i  cytaty  z  ksiazek  zawierajacych  jego  poranne 
wyklady i wieczorne darshany. 

Niektóre  z  podanych  tu  technik  (Vipassana,  Nadabrahma,  wirowanie)  od  wieków 

znane  sa  medytujacym  wielu  tradycji.  Inne  (medytacja  dynamiczna,  Kundalini, 
Gourishankar)  odzwierciedlaja  i  madrosc  tych  tradycji  i  odkrycia  wspólczesnej 
psychologii;  stanowia  niepowtarzalna  recepte  Osho  sluzaca  zaspokojeniu  potrzeb 
czlowieka  wspólczesnego.  Razem  tworzy  to  rzadka  okazje  spozytkowania  przez  nas 
wszystkich naszych wysilków w docieraniu do tu i teraz i odnajdywaniu siebie. 

Zdaniem  Osho,  tak  jak  i  zdaniem  wszystkich  buddów  na  przestrzeni  wieków, 

stajemy sie naprawde medytujacymi dopiero wtedy, gdy te wszystkie techniki staja sie 
bezuzyteczne i dopiero wtedy, gdy caly wysilek dobiega kresu - wtedy widzimy, ze to 
odlegle tu i teraz jest po prostu tutaj, teraz. 

A  do  tej  pory  tancz!  Smiej  sie  i  spiewaj,  biegaj,  skacz  i  krzycz,  siedz  i  patrz 

nieruchomym  wzrokiem,  zyj,  kochaj  i  módl  sie  przy  tych  pieknych  medytacjach,  od 
switu  do  nocy.  I  nie  pozwól,  by  codzienne  czynnosci  byly  wymówka,  by  w  nie 
wchodzic i nie eksperymentowac. Uklad ksiazki zgodny jest z porami zalecanymi przez 
Osho, ale to tylko sugestia, nie sztywno ustalone ramy. Nieporównanie lepiej jest robic 
medytacje dynamiczna wieczorem niz wcale jej nie robic. A jesli praca ci na to pozwala, 
mozesz spiewac i tanczyc przez caly dzien! 

Traktuj  medytacje  jako  przygode,  a  ta  ksiazka  niech  bedzie  dla  ciebie  w  niej 

background image

przewodnikiem. 

SLOWO WSTEPNE 

Osho  opracowal  zapewne  wiecej  technik  sluzacych  przebudzeniu  czlowieka  na 

wlasna wewnetrzna nature niz jakikolwiek inny Mistrz. Niniejsza ksiazka, zawierajaca 
techniki medytacyjne, jest znaczaca, choc niewielka, czescia jego metod. Osho dysponuje 
niezwyklym  drygiem  do  przemieniania  zwyczajnych,  codziennych  sytuacji  -  zycia, 
pracy, relacji z ludzmi - w takie, w których mozemy stac sie bardziej swiadomi. 

Ale techniki moga doprowadzic nas tylko do pewnego miejsca. Bez wzgledu na to, 

jakich metod uzywaja Mistrzowie, to zywa obecnosc Mistrza, jego wglad, przenikliwosc 
jego postrzegania, sprawiaja, ze dana metoda dziala. Mistrz widzi czy jakas metoda jest 
dla  kogos  odpowiednia  -  czas,  sytuacje.  Gdy  Mistrz  nie  zyje,  albo  gdy  inni  próbuja 
imitowac  metody  Mistrza,  staja  sie  one  pustymi  rytualami,  zabalsamowanymi 
zwlokami odrobine tylko przypominajacymi zycie. 

I Mistrz nie tylko widzi czy jakas metoda jest odpowiednia, jest w tym cos jeszcze. 

Kiedy  spotykamy  oswieconego  Mistrza,  nastepuje  pewna  alchemia  -  rodzi  sie  w  nas 
intuicyjne  poznanie,  ze  -  tak,  ten  czlowiek  przedstawia  soba  kulminacje  naszych 
wlasnych  najwyzszych  mozliwosci,  ze  mozemy  byc  tym,  czym  on  jest.  Mistrz  dziala 
wiec jak katalizator majacy przebudzic w nas ufnosc w nasz wlasny rozkwit. Ta ufnosc 
wystarcza, bysmy wyruszyli na sciezke. 

W istocie rzeczy nie ma jednej tylko sciezki, choc cel jest taki sam. Kazdy z nas jest 

niepowtarzalny i dla kazdego z nas istnieje inna metoda sluzaca wejsciu do wewnatrz. 

Wielkim  wkladem  Osho  jest  to,  ze  mozemy  dzialac  z  totalnym  rozumieniem 

zlozonosci czlowieka dwudziestego wieku. Dal nam on perspektywe, z której mozemy 
wybierac  sposród  mnóstwa  metod.  Nie  ma  u  niego  dogmatycznych  ram,  do  których 
wszystko  musi  pasowac.  Wykorzystuje  sie  wszystko,  co  tylko  dziala,  co  tylko 
powieksza nasza swiadomosc - jakies pradawne cwiczenia jogiczne, najnowsze terapie z 
Kalifornii, czy tez jego wlasne, niepowtarzalne metody. 

Osho stwierdzil: 
Cale  to  zycie  jest  wyzwaniem  dla  wzrastania.  Jest  to  prawdziwa  religia  a  tez  i 

prawdziwa  psychologia  -  bo  prawdziwa  religia  nie  moze  byc  niczym  innym,  jak 
prawdziwa psychologia. Nazywam te psychologie „psychologia buddów”. Rzuci ci ona 
wielkie  wyzwanie  stania  sie  czyms  wiecej  niz  jestes.  Da  ci  boskie  niezadowolenie. 
Rozpali  cie  pragnieniem  wznoszenia  coraz  wyzej  i  wyzej  -  nie  wyzej  od  innych,  ale 
wyzej od samego siebie. 

NAJWIEKSZA RADOSC W ZYCIU 

Co to jest medytacja? 

Medytacja  to  stan  nie-umyslu.  Medytacja  to  stan  czystej  swiadomosci  bez  zadnej 

zawartosci.  Zazwyczaj  swiadomosc  jest  zapelniona  smieciami,  przypomina  lustro 
okryte  kurzem.  Umysl  to  ciagly  ruch  -  poruszaja  sie  mysli,  poruszaja  sie  pragnienia, 
poruszaja sie wspomnienia, poruszaja sie ambicje - nieprzerwany ruch! Dzien po dniu. 

background image

Umysl  funkcjonuje  nawet  gdy  spisz  -  sni.  Wciaz  mysli,  wciaz  jest  w  zmartwieniach  i 
niepokojach. Przygotowuje sie do nastepnego dnia, tocza sie podziemne przygotowania. 

To  nie  jest  stan  medytacji.  Medytacja  jest  cos  dokladnie  odwrotnego.  Gdy  nie  ma 

ruchu i myslenie ustalo, nie porusza sie zadna mysl, nie wzbudza sie zadne pragnienie, 
gdy  jestes  calkowicie  wyciszony  -  to  wyciszenie  jest  medytacja,  i  w  tym  wyciszeniu 
poznaje sie prawde, nigdy inaczej. Medytacja to stan nie-umyslu. 

A  do  medytacji  nie  dotrzesz  przez  umysl,  gdyz  umysl  sam  siebie  napedza.  Do 

medytacji mozna dotrzec tylko odstawiajac umysl na bok, bedac spokojnym, obojetnym, 
nieutozsamionym  z  umyslem;  widzac  przechodzacy  umysl,  ale  nie  utozsamiajac  sie  z 
nim, nie myslac, ze „ja nim jestem”. 

Medytacja  jest  swiadomoscia  „ja  to  nie  umysl”.  Gdy  ta  swiadomosc  wejdzie  coraz 

glebiej,  powoli,  powoli,  pojawia  sie  chwile  -  chwile  wyciszenia,  chwile  czystej 
przestrzeni, chwile przezroczystosci, chwile, gdy nic sie w tobie nie wzbudza i wszystko 
jest  nieruchome.  W  tych  chwilach  ciszy  poznasz  kim  jestes  -  i  poznasz  tajemnice  tej 
egzystencji. 

Przychodzi  pewien  dzien,  dzien  wielkiego  blogoslawienstwa,  gdy  medytacja  staje 

sie dla ciebie stanem naturalnym. 

Umysl  to  cos  nienaturalnego  -  nigdy  nie  bedzie  twoim  stanem  naturalnym.  Ale 

medytacja  to  stan  naturalny  -  który  zatracilismy.  Jest  to  raj  utracony,  ale  raj,  który 
mozna odzyskac. Spojrzyj w oczy dziecka - spojrzyj, a zobaczysz ogromne wyciszenie, 
niewinnosc. Kazde dziecko przychodzi w stanie medytacji, ale musi byc wprowadzone 
w zwyczaje spoleczenstwa - musi byc nauczone myslenia, kalkulowania, rozumowania, 
argumentowania; musi byc nauczone slów, jezyka, koncepcji, i powoli, stopniowo, traci 
kontakt  ze  swoja  niewinnoscia.  Staje  sie  skazone,  zanieczyszczone  spoleczenstwem. 
Staje sie wydajna maszyna; juz nie jest czlowiekiem. 

Jedynym, czego potrzeba, jest odzyskanie tej przestrzeni. Juz jej zaznales, gdy wiec 

po  raz  pierwszy  zaznasz  medytacji,  bedziesz  zaskoczony  -  pojawi  sie  w  tobie  wielkie 
odczucie  jakbys juz to znal. I to  odczucie  jest prawdziwe  - juz  to znasz. Zapomniales. 
Diament zagubil sie w stercie smieci. Ale jesli zdolasz go odkryc, znajdziesz ten diament 
ponownie - jest twój. 

Tak naprawde nie mozna go utracic, mozna go tylko zapomniec. Rodzimy sie jako 

ludzie  medytujacy,  ale  potem  uczymy  sie  nawyków  umyslu.  Ale  nasza  prawdziwa 
natura  pozostaje  ukryta  gdzies  w  glebi,  niczym  podziemny  strumien.  Któregos  dnia  - 
wystarczy nieco kopania - stwierdzisz, ze to zródlo wciaz bije, zródlo swiezych wód. A 
znalezienie go jest najwieksza radoscia w zyciu. 

Medytacja to nie koncentracja 

Medytacja to nie koncentracja. W koncentracji jest jazn, która sie koncentruje, i jest 

przedmiot  koncentracji.  Jest  dualizm.  W  medytacji  nie  ma  nikogo  wewnatrz  i  nie  ma 
niczego na zewnatrz. To nie jest koncentracja. Nie ma podzialu na wnetrze i zewnetrze. 
Wnetrze plynie w zewnetrzu, zewnetrze plynie we wnetrzu. Przestaje istniec rozdzial, 
granica,  kres.  Wnetrze  jest  na  zewnatrz,  zewnetrze  jest  wewnatrz;  jest  to  swiadomosc 
nie-dualistyczna. 

background image

Koncentracja  jest  swiadomoscia  dualistyczna.  Dlatego  koncentracja  powoduje 

zmeczenie,  dlatego  gdy  sie  koncentrujesz,  czujesz  sie  wyczerpany.  A  nie  mozesz 
koncentrowac  sie  przez  24  godziny,  musisz  skorzystac  z  wakacji,  odpoczac. 
Koncentracja  nie  moze  stac  sie  twoja  natura.  Medytacja  nie  meczy,  medytacja  nie 
wyczerpuje.  Medytacja  moze  stac  sie  czyms  na  cala  dobe  -  dzien  w  dzien,  rok  w  rok. 
Moze stac sie wiecznoscia. Sama w sobie jest odprezeniem. 

 
Pierwsza rzecza jest poznanie medytacji. Wszystko inne jest wtórne. Nie moge ci powiedziec,   

ze  powinienes  medytowac,  moge  ci  tylko  wyjasnic  co  to  jest.  Jesli  mnie  zrozumiesz  jestes  w 
medytacji - nie ma w tym zadnego nakazu. Jesli mnie nie zrozumiesz nie bedziesz w medytacji. 

 
Koncentracja  to  dzialanie,  dzialanie  woli.  Medytacja  to  stan  bez  woli,  stan 

nie-dzialania. To odprezenie. Po prostu zapadasz sie we wlasne istnienie, a to istnienie 
jest  tym  samym  co  bycie  Wszystkim.  W  koncentracji  umysl  funkcjonuje  na  podstawie 
wniosku  -  cos  robisz.  Koncentracja  wynika  z  przeszlosci.  W  medytacji  nie  kryje  sie 
zaden wniosek. Nie robisz nic konkretnego, po prostu jestes. Nie ma w tym przeszlosci, 
jest  to  nieskazone  przeszloscia.  Nie  ma  w  tym  przyszlosci,  jest  to  czyste  od  wszelkiej 
przyszlosci,  I  to  Lao  Tzu  nazywa  wei-wu-wei  -  dzialaniem  przez  nie-dzialanie.  Tak 
mówia mistrzowie zenu - siedze w ciszy, nic nie robie, przychodzi wiosna i trawa sama 
rosnie. Pamietaj: sama - niczego sie nie robi. Nie wyciagasz trawy - wiosna przychodzi i 
trawa  sama  rosnie.  Ten  stan  -  gdy  pozwalasz  zyciu  plynac  wlasnym  nurtem,  gdy  nie 
chcesz kierowac, gdy w zaden sposób nie chcesz go kontrolowac, gdy nie manipulujesz, 
gdy  nie  narzucasz  zadnej  dyscypliny  -  ten  stan  czystej  niezdyscyplinowanej 
spontanicznosci to wlasnie medytacja. 

Medytacja  jest  w  terazniejszosci,  czystej  terazniejszosci.  Medytacja  jest 

natychmiastowoscia. Nie mozesz medytowac, w medytacji mozesz byc. Nie mozesz byc 
w koncentracji, mozesz sie koncentrowac. Koncentracja to cos ludzkiego, medytacja to 
cos boskiego. 

Wybieranie medytacji 

Od samego poczatku znajdz cos, co do ciebie przemawia. 
Medytacja  nie  powinna  byc  narzuconym  wysilkiem.  Jesli  bedzie  narzucona,  od 

samego  poczatku  skazana  jest  na  niepowodzenie.  Cos  narzuconego  nie  uczyni  cie 
naturalnym.  Nie  potrzeba  tworzyc  zbednego  konfliktu.  Trzeba  to  zrozumiec,  gdyz 
umysl  ma  naturalna  sklonnosc  do  medytowania  -  jesli  dasz  mu  cos,  co  do  niego 
przemawia jesli jestes ukierunkowany na cialo, sa sposoby dotarcia do Boga przez cialo, 
poniewaz cialo równiez nalezy do Boga. Jesli czujesz, ze jestes ukierunkowany na serce - 
modlitwa. Jesli czujesz, ze jestes ukierunkowany na intelekt - medytacja. 

Ale moje medytacje sa w pewnej mierze odmienne. Staralem sie opracowac metody, 

które moga byc wykorzystywane przez wszystkie trzy typy. Wiele sie w nich korzysta z 
ciala, wiele z serca i wiele z inteligencji. Wszystkie trzy elementy sa ze soba polaczone i 
na róznych ludzi w rózny sposób oddzialywuja. 

Cialo,  serce,  umysl  -  wszystkie  moje  medytacje  ida  w  tym  samym  kierunku. 

background image

Zaczynaja od ciala, ida przez serce, docieraja do umyslu, a potem wykraczaja dalej. 

Zawsze pamietaj - to, co lubisz, moze wejsc w ciebie gleboko; tylko to moze wejsc w 

ciebie  gleboko.  Lubienie  oznacza  po  prostu,  ze  to  cos  ci  odpowiada.  Rytm  tego  jest  z 
toba w harmonii; miedzy toba i ta metoda jest jakas subtelna harmonia. Gdy polubisz 
jakas  metode,  nie  stawaj  sie  wobec  niej  skapy  -  wejdz  w  nia  na  tyle,  na  ile  zdolasz. 
Mozesz  robic  ja  raz  dziennie,  lub  -  o  ile  to  mozliwe  -  dwa  razy  dziennie.  Im  wiecej 
bedziesz ja robil, tym bardziej ja polubisz. Porzucaj dana metode dopiero gdy zniknie 
radosc  -  wtedy  to,  co  miala  ona  zrobic,  zostalo  zrobione.  Szukaj  innej  metody.  Zadna 
metoda  nie  moze  doprowadzic  do  samego  konca.  W  tej  podrózy  wiele  razy  bedziesz 
musial  przesiadac  sie  z  pociagu  na  pociag.  Dana  metoda  doprowadzi  cie  tylko  do 
jednego stanu. Poza nim nie bedzie przydatna, juz sie spelnila. 

O dwóch rzeczach trzeba wiec pamietac - gdy polubisz jakas metode, wejdz w nia 

tak  gleboko,  jak  jest  to  mozliwe,  ale  nigdy  nie  stawaj  sie  od  niej  uzalezniony,  bo 
pewnego dnia bedziesz i ja musial porzucic. Jesli za bardzo sie od niej uzaleznisz, stanie 
sie czyms w rodzaju narkotyku - nie mozesz jej zostawic. Przestanie cie cieszyc - nic ci 
nie daje, a stala sie nawykiem. Wtedy mozna w niej trwac, ale krecisz sie w kólko; dalej 
nie moze cie ona poprowadzic. 

Niech wiec radosc bedzie tym wyznacznikiem. Jesli jest radosc, trwaj w niej, trwaj 

do ostatniej drobiny radosci. Trzeba wycisnac ja do samego konca. Nie wolno zostawic 
ani  odrobiny  tego  soku...  ani  jednej  kropli.  A  potem  zdobadz  sie  na  porzucenie  jej. 
Wybierz  jakas  inna  metode,  która  znów  daje  ci  radosc.  Wiele  razy  trzeba  bedzie 
dokonywac takich zmian. Zalezy to od czlowieka, a bardzo rzadko zdarza sie tak, zeby 
jedna  metoda  wystarczyla  na  cala  podróz  Nie  potrzeba  robic  wielu  medytacji,  gdyz 
mozesz robic cos, co wprowadzi zamieszanie, co jest sprzeczne, i pojawi sie ból. 

Wybierz dwie medytacje i trzymaj sie ich. A tak naprawde chce, zebys wybral jedna 

- tak byloby najlepiej. Lepiej jest powtarzac wiele razy to jedno, co ci odpowiada. Wtedy 
wejdzie  to  coraz  glebiej.  Próbujesz  tylu  rzeczy  -  jednego  dnia  próbujesz  jednego, 
drugiego dnia czegos innego, i wymyslasz cos swojego - a wtedy mozesz wprowadzic 
wiele  zamieszania.  W  ksiedze  tantry  jest  sto  dwanascie  medytacji.  Mozna  zwariowac! 
Juz jestes zwariowany! 

Medytacje to nie zabawa. Czasem moga byc niebezpieczne. Bawisz sie z subtelnym, 

bardzo  subtelnym  mechanizmem  umyslu.  Czasem  cos  drobnego,  co  robiles,  a  z czego 
nie  zdawales  sobie  sprawy,  moze  stac  sie  niebezpieczne.  Dlatego  nie  próbuj  niczego 
wymyslac  i  nie  rób  swoich  wlasnych  pomieszanych  medytacji.  Wybierz  dwie  i  po 
prostu próbuj ich przez kilka tygodni. 

Stwarzanie przestrzeni do medytacji 

Jesli zdolasz stworzyc jakies specjalne miejsce - mala swiatynie czy zakatek domu - 

gdzie mozesz medytowac codziennie, nie uzywaj tego zakatka do zadnego innego celu, 
poniewaz kazdy cel ma wlasna wibracje. Wykorzystuj ten zakatek tylko do medytacji i 
niczego innego. Ten zakatek naladuje sie i bedzie co dnia czekal na ciebie. Ten zakatek 
bedzie  cie  wspieral,  to  otoczenie  stworzy  pewna  wibracje,  szczególna  atmosfere,  w 
której  z  wieksza  latwoscia  mozesz  wchodzic  coraz  glebiej.  To  dlatego  tworzono 

background image

swiatynie,  koscioly  i  meczety  -  po  to  wlasnie,  by  miec  miejsce  istniejace  tylko  dla 
modlitwy i medytacji. 

Jezeli  mozesz  wybrac  do  medytacji  stala  pore,  to  takze  bedzie  wielka  pomoca,  bo 

cialo, umysl, to mechanizm. Jesli jadasz co dzien o tej samej porze, o tej wlasnie porze 
cialo  zaczyna  wolac  jesc.  Czasem  mozesz  nawet  robic  mu  numery.  Jesli  jadasz  o 
pierwszej i na zegarze jest akurat pierwsza, jestes glodny  - nawet jesli zegar wskazuje 
niewlasciwa  godzine  i  jest  dopiero  jedenasta  czy  dwunasta.  Patrzysz  na  zegar 
wskazujacy pierwsza i nagle czujesz w srodku glód. Twoje cialo to mechanizm. 

 
Gdy  mówie  „medytuj”,  wiem  ze  przez  medytacje  nikt  nie  dociera;  ale  przez  medytacje 

docierasz do miejsca, gdzie zadna medytacja nie jest mozliwa

 
Takze twój umysl jest mechanizmem. Medytuj codziennie w tym samym miejscu, o 

tej samej porze, a stworzy to w ciele i umysle glód medytacji. Codziennie o tej wlasnie 
porze  twoje  cialo  i  umysl  beda  domagac  sie,  abys  wszedl  w  medytacje.  Bedzie  to 
pomocne. Tworzy sie w tobie przestrzen, która staje sie glodem, pragnieniem. 

Na  poczatku  jest  to  bardzo  dobre.  Póki  nie  jestes  tu,  gdzie  medytacja  stala  sie 

naturalna i mozesz medytowac gdziekolwiek, w dowolnym miejscu, o dowolnej porze - 
dotad wykorzystuj te mechaniczne srodki ciala i umyslu jako pomoc. 

Daje ci to pewien klimat - gasisz swiatlo, w pokoju palisz jakies kadzidlo, zakladasz 

okreslony  strój,  jestes  na  pewnej  wysokosci,  masz  pewna  miekkosc,  masz  dywan 
jednego  rodzaju,  przyjmujesz  jakas  pozycje.  Wszystko  to  pomaga,  ale  niczego  nie  jest 
powodem.  Jesli  ktos  inny  zachowa  sie  tak  samo,  moze  to  byc  przeszkoda.  Kazdy 
powinien  znalezc  swój  wlasny  rytual.  Rytual  ma  ci  tylko  pomóc  w  rozluznieniu  sie  i 
czekaniu. A kiedy jestes rozluzniony i czekasz, (o sie dzieje; tak, jak sen - Bóg do ciebie 
przychodzi. Tak, jak milosc - Bóg do ciebie przychodzi. Nie mozesz sprawic tego wola, 
nie mozesz tego wymusic. 

 
Badz rozluzniony i naturalny 
Mozna byc obsesyjnie opetanym przez medytacje, i obsesja jest problemem  - byles 

opetany  pieniedzmi,  teraz  jestes  opetany  medytacja.  Pieniadze  nie  sa  problemem, 
obsesyjne  opetanie  jest  problemem.  Byles  opetany  przez  handel,  teraz  jestes  opetany 
przez Boga. Nie handel jest problemem, ale obsesja. Trzeba byc luznym i naturalnym, 
przez  nic  nie  opetanym,  ani  przez  umysl,  ani  przez  medytacje.  Tylko  wtedy  -  kiedy 
jestes bez zajecia, bez obsesji, gdy plyniesz - zdarza sie to Najwyzsze. 

 
 

SWIT 

smiech, ruch, katharsis 

Medytacja smiechu 

Kazdego  ranka,  po  przebudzeniu,  zanim  otworzysz  oczy,  przeciagnij  sie  jak  kot. 

background image

Rozciagnij  kazde  wlókienko  ciala.  Po  3-4  minutach,  nadal  z  zamknietymi  oczami, 
zacznij sie smiac. Przez piec minut po prostu sie smiej. Poczatkowo bedziesz to robil, ale 
wkrótce odglosy twoich usilowan wywolaja szczery smiech. Zatrac sie w tym smiechu. 
Moze  minie  kilka  dni  zanim  nastapi  to  naprawde,  tak  bardzo  jestesmy 
nieprzyzwyczajeni do tego zjawiska. Ale szybko stanie sie to spontaniczne i zmieni caly 
twój dzien. 

Tym  którzy  maja  trudnosci  z  totalnym  smiechem,  lub  czuja  ze  ich  smiech  jest 

falszywy, Osho sugeruje prosta technike: 

Rankiem,  wczesnie,  przed  zjedzeniem  czegokolwiek,  wypij  prawie  wiadro  wody  - 

cieplej, z rozpuszczona sola. Wypij ja, i zrób to szybko, inaczej nie zdolasz duzo wypic. 
Potem  pochyl  sie  i  wyplucz  gardlo  tak,  by  woda  poplynela  z  powrotem.  Bedzie  to 
wymiotowanie woda - i oczysci ci przelyk. Nie trzeba nic innego. W przelyku jest blok, 
taki, ze gdy tylko chcesz sie smiac, on na to nie pozwala. 

W  jodze  jest  to  niezbedna  procedura,  która  trzeba  przejsc.  Nazywana  jest 

„oczyszczeniem  koniecznym”.  Oczyszcza  silnie  i  daje  bardzo  czysty  przelyk  - 
rozpuszczaja  sie  wszystkie  bloki.  Bedzie  cie  to  bawic  i  przez  caly  dzien  bedziesz 
odczuwac te czystosc. Smiech i lzy, a nawet mowa, wychodzic beda z bardzo glebokiego 
srodka. 

Rób to przez dziesiec dni, a wkrótce bedziesz mial najlepszy smiech w okolicy! 

Medytacja zlotego swiatla 

Jest  to  prosta  metoda  przemieniania  energii  i  prowadzenia  jej  do  góry.  Proces  ten 

nalezy powtarzac przynajmniej dwa razy dziennie. 

Najlepsza  pora  jest  wczesny  ranek,  tuz  przed  wstaniem  z  lózka.  Kiedy  tylko 

poczujesz,  ze  jestes  czujny,  przebudzony,  rób  to  przez  20  minut.  Rób  to  od  razu, 
natychmiast, bo gdy wychodzisz ze snu, jestes bardzo, bardzo delikatny, przyjmujacy. 
Gdy wychodzisz ze snu, jestes bardzo swiezy i to dzialanie wejdzie bardzo gleboko. To 
wtedy, gdy wychodzisz ze snu, jestes mniej w umysle niz kiedykolwiek - stad pojawiaja 
sie  przerwy,  którymi  ta  metoda  przeniknie  do  twojego  najglebszego  rdzenia.  A 
wczesnym rankiem, gdy sie budzisz, i gdy budzi sie cala ziemia, na calym swiecie jest 
wielka fala energii przebudzenia - skorzystaj z tej fali, nie przegap okazji. 

Wszystkie dawne religie mówia o modleniu sie wczesnie rano, gdy wzeszlo slonce, 

gdyz  wschód  slonca  jest  wzejsciem  wszystkich  energii  w  egzystencji.  W  takiej  chwili 
mozesz unosic sie na narastajacej fali energii - bedzie to latwiejsze. Wieczorem bedzie to 
trudne,  energie  beda  opadac  -  wtedy  bedziesz  zmagal  sie  plynac  pod  prad.  Rankiem 
plyniesz z pradem. 

Polóz sie tak, jak lezysz w lózku, na plecach. Oczy miej zamkniete. Gdy wdychasz, 

wizualizuj  wielkie  swiatlo  wchodzace  do  ciala  przez  glowe,  jakby  to  slonce  wzeszlo 
gdzies  w  poblizu  twojej  glowy,  jestes  pusty  w  srodku  i  to  zlote  swiatlo  wlewa  sie  do 
glowy, i idzie, idzie, gleboko, gleboko, i wychodzi przez palce stóp. Gdy wdychasz, rób 
to z ta wizualizacja. To zlote swiatlo bedzie pomocne. Oczysci cale twoje cialo i uczyni je 
absolutnie pelnym twórczych mozliwosci, jest to meska energia. 

A  gdy  wydychasz,  wizualizuj  cos  innego  -  ciemnosc  wchodzaca  przez  palce  stóp, 

background image

wielka,  ciemna  rzeke  wchodzaca  palcami  stóp,  podchodzaca  do  góry  i  wychodzaca 
przez  glowe.  Oddychaj  wolno,  gleboko,  abys  mógl  prowadzic  wizualizacje,  jest  to 
zenska energia. Uspokoi cie, uczyni cie przyjmujacym, wyciszy, da odpoczynek. Rób to 
bardzo  wolno  -  a  zaraz  po  snie  mozesz  oddychac  bardzo  gleboko  i  wolno,  poniewaz 
cialo jest wypoczete, odprezone. 

 
Umysl to ciern,    a wszystkie techniki to ciernie sluzace wydobyciu tego    pierwszego ciernia. 
 
Druga  najlepsza  pora  jest  czas  gdy  idziesz  spac,  wieczorem.  Polóz  sie  na  lózku, 

odprez  sie  przez  kilka  minut.  Gdy  zaczniesz  czuc,  ze  wahasz  sie  miedzy  snem  i 
czuwaniem,  wlasnie  posrodku,  znów  zacznij  ten  proces.  Rób  to  przez  20  minut.  Jesli 
zasniesz w trakcie, bedzie to najlepsze, gdyz to dzialanie pozostanie w podswiadomosci 
i bedzie stale wywierac wplyw. 

Jesli bedziesz stosowac te prosta metode przez trzy miesiace, bedziesz zaskoczony - 

nie ma potrzeby tlumienia, przemiana juz zaczela sie dziac. 

Czekanie na wschód slonca 

Na 15 minut przed wschodem slonca, gdy niebo staje sie nieco jasniejsze, po prostu 

czekaj  i  patrz  tak,  jak  wyczekuje  sie  umilowanej  -  z  takim  napieciem,  w  tak  glebokim 
czekaniu, z taka nadzieja i ekscytacja  -  a mimo  to spokojny. A  slonce  niech wschodzi, 
obserwuj  je.  Nie  trzeba  patrzec  usilnie  otwartymi  oczyma,  mozesz  mrugac.  Odczuwaj 
jak równoczesnie wschodzi tez cos wewnatrz ciebie. 

Gdy  slonce  pojawi  sie  na  horyzoncie,  zacznij  odczuwac,  ze  jest  blisko  twojego 

pepka. Podchodzi do niego, i tu, w pepku, wznosi sie, wznosi sie, powoli. Wznosi sie 
slonce, i wznosi sie tez ten wewnetrzny punkt swiatla. Dziesiec minut wystarczy. Potem 
zamknij oczy. Gdy najpierw widzisz slonce z otwartymi oczyma, tworzy to negatyw, a 
wiec gdy zamkniesz oczy, mozesz ujrzec slonce swiecace wewnatrz. 

I zmieni cie to nadzwyczajnie. 

Chwala wschodzacemu sloncu 

Wstan o piatej rano, przed wschodem slonca, i przez pól godziny po prostu spiewaj, 

mrucz,  jecz,  stekaj.  Te  dzwieki  nie  musza  miec  zadnego  sensu.  Musza  byc 
egzystencjalne,  nic  nie  znaczace.  Maja  cie  cieszyc,  to  wszystko  -  to  jest  ich  znaczenie. 
Kolysz  sie.  Niech  stanie  sie  to  wychwalaniem  wschodzacego  slonca  i  zaprzestan  tego 
dopiero gdy slonce juz wzejdzie. 

Utrzyma  to  w  tobie  rytm  na  caly  dzien.  Juz  od  rana  bedziesz  w  harmonii  i 

stwierdzisz,  ze  dzien  jest  inny;  jestes  bardziej  kochajacy  bardziej  troskliwy,  bardziej 
wspólczujacy, bardziej przyjacielski - mniej gwaltowny, mniej w zlosci, mniej ambitny, 
mniej egoistyczny. 

 
Pierwszym, co nalezy robic, jest smiech, gdyz wprowadza to nastawienie na caly dzien. Jesli 

obudzisz  sie  ze  smiechem,  wkrótce  zaczniesz  czuc  jak  absurdalne  jest  to  zycie.  Nic  nie  jest 
powazne - nawet z twoich rozczarowan mozna sie smiac, nawet z twojego bólu mozna sie smiac, 

background image

nawet z ciebie mozna sie smiac. 

Bieganie, jogging i plywanie 

Zachowywanie czujnosci w ruchu jest latwe i naturalne. Gdy siedzisz w wyciszeniu, 

zasniecie jest naturalne. Gdy lezysz na lózku, bardzo trudno jest zachowac czujnosc, bo 
cala  sytuacja  sprzyja  zasnieciu.  Ale  w  ruchu,  rzecz  jasna,  nie  mozesz  zasnac, 
funkcjonujesz  uwazniej.  Jedynym  problemem  jest  to,  ze  ruch  moze  stac  sie 
mechaniczny. 

Naucz sie stapiac w jedno cialo, umysl i dusze. Znajdz sposoby, w których mozesz 

funkcjonowac jako pewna jednosc. 

Biegajacym  zdarza  sie  to  wiele  razy.  Pewnie  nie  myslales,  ze  bieganie  moze  byc 

medytacja,  ale  biegajacy  czasami  doznaja  ogromnego  przezycia  medytacji,  i  sa 
zaskoczeni,  bo  tego  nie  szukali  -  kto  by  pomyslal,  ze  biegnacy  czlowiek  doswiadczy 
Boga? A tak sie dzieje. A teraz bieganie coraz bardziej staje sie nowa forma medytacji. 

Moze  to  nastapic  podczas  biegu.  Jesli  kiedys  biegales,  jesli  radowalo  cie  bieganie 

wczesnie rano, gdy powietrze jest swieze i mlode, i caly swiat wraca ze snu, budzi sie - 
biegles,  i  cialo  wspaniale  funkcjonowalo,  swieze  powietrze,  nowy  swiat,  na  nowo 
zrodzony z ciemnosci nocy, wszystko wkolo spiewalo, czules sie zywy... przychodzi ta 
chwila  gdy  biegnacy  znika  i  zostaje  tylko  biegniecie.  Cialo,  umysl  i  dusza  zaczynaja 
dzialac razem - nagle wyzwolony jest wewnetrzny orgazm. 

 
Medytacja  to  lek.  To  jedyny  lek.  Zapomnij  wiec  o  swoich  problemach  po  prostu  wejdz  w 

medytacje. 

 
Biegajacy  czasem  przypadkowo  napotykaja  doznanie  czwartego,  turiya,  ale 

przegapiaja je - mysla, ze ich radowanie sie ta chwila bylo tylko skutkiem biegniecia - ze 
to cudowny dzien, zdrowe cialo i taki piekny swiat, i ze byl to tylko jakis nastrój. Nie 
zauwazaja  tego  -  ale  sadze,  ze  gdyby  to  zauwazali,  biegajacy  moze  zblizyc  sie  do 
medytacji tak bardzo jak nikt inny. 

Jogging  moze  byc  ogromna  pomoca,  plywanie  moze  byc  ogromna  pomoca. 

Wszystko to trzeba przemienic w medytacje. 

Porzuc  te  stare  wyobrazenia  o  medytacji,  ze  medytacja  jest  tylko  siedzenie  pod 

drzewem w jakiejs pozycji jogi. To tylko jeden ze sposobów, i dla paru osób jest on moze 
odpowiedni, ale nie nadaje sie dla wszystkich. Dla malego dziecka nie jest to medytacja, 
jest  to  tortura.  Ola  mlodego  czlowieka,  który  jest  pelen  zycia,  wibrujacy,  jest  to 
tlumienie, nie medytacja. 

Rankiem zacznij bieg. Zacznij od polowy kilometra, potem jeden kilometr, w koncu 

dojdz do przynajmniej pieciu kilometrów. Biegnac uzywaj calego ciala. Nie biegnij tak, 
jakbys byl w kaftanie bezpieczenstwa. Biegnij jak male dziecko, uzywajac calego ciala - 
dloni  i  stóp  -  i  biegnij.  Oddychaj  gleboko,  brzuchem.  Potem  siadz  pod  drzewem, 
odpocznij, poc sie, niech przyjdzie chlodny wietrzyk; odczuwaj spokój. Bedzie to bardzo 
gleboka pomoca. 

Czasem  po  prostu  stan  na  ziemi,  bez  butów,  i  czuj  chlód,  miekkosc,  cieplo. 

background image

Cokolwiek ziemia gotowa jest dac w tej chwili, odczuwaj to i pozwól temu przez siebie 
przeplywac, i pozwól swej energii splywac do ziemi. Badz polaczony z ziemia. 

Gdy  jestes  polaczony  z  ziemia,  jestes  polaczony  z  zyciem.  Gdy  jestes  polaczony  z 

ziemia,  jestes  polaczony  z  cialem.  Gdy  jestes  polaczony  z  ziemia,  stajesz  sie  bardzo 
wrazliwy i scentrowany - i to tego wlasnie potrzeba. 

 
To  jest  cala  sztuka  medytacji  -  jak  byc  gleboko  w  dzialaniu,  jak  wyrzec  sie  myslenia  i  jak 

przeksztalcic te energie, która porusza sie w mysleniu, w swiadomosc. 

 
Nigdy  nie  stan  sie  ekspertem  od  biegania  -  badz  amatorem,  aby  mozna  bylo 

zachowac  czujnosc.  Jesli  odczujesz,  ze  bieganie  stalo  sie  automatyczne,  porzuc  je  - 
spróbuj plywania. Jesli to stanie sie automatyczne, wtedy tanczenie. Pamietac nalezy o 
tym,  ze  ruch  jest  jedynie  sytuacja  sluzaca  stworzeniu  swiadomosci.  Dopóki  stwarza 
swiadomosc - dobrze. Gdy przestanie stwarzac swiadomosc, przestanie byc przydatny, 
zmien go na inny ruch, w którym znów bedziesz musial byc czujny. Nigdy nie pozwól, 
aby jakakolwiek aktywnosc stala sie automatyczna. 

„Opracowalem pewien sposób...” 

Umysl jest bardzo powazny, a medytacja jest absolutnie niepowazna. Gdy to mówie, 

mozesz byc zdezorientowany, bo ludzie ciagle z wielka powaga mówia o medytacji. Ale 
medytacja  to  nic  powaznego.  Przypomina  zabawe  -  niepowazna.  Szczera,  ale 
niepowazna. Nie jest czyms takim, jak praca, bardziej przypomina zabawe. Zabawa nie 
jest  aktywnoscia.  Nawet  gdy  jest  aktywna,  nie  jest  aktywnoscia.  Zabawa  to  sama 
przyjemnosc.  Taka  aktywnosc  do  nikad  nie  zmierza;  nie  ma  zadnej  motywacji.  Jest  to 
raczej sama czysta, plynaca energia. 

Ale jest to trudne, bo tak bardzo jestesmy zajeci aktywnosciami. Zawsze bylismy tak 

aktywni, ze aktywnosc stala sie gleboko zakorzeniona obsesja. Nawet we snie jestesmy 
aktywni.  Jestesmy  aktywni  nawet  wtedy,  kiedy  myslimy  o  odprezeniu.  Nawet  z 
odprezenia czynimy aktywnosc; aby sie odprezyc, czynimy wysilki. To absurdalne! Ale 
tak sie dzieje na skutek mechanicznych nawyków umyslu. 

 
Kiedys  tak  sie  zdarzylo,  ze  dwa  psy  obserwowaly  ludzi  robiacych  medytacje  dynamiczna. 

Jeden z nich mówi drugiemu: ‘kiedy to robie mój pan daje mi pigulki na robaki’” 

 
Co  wiec  robic?  Tylko  nie-aktywnosc  doprowadza  do  wewnetrznego  centrum,  ale 

umysl nie potrafi wyobrazic sobie nie-aktywnosci. Co wiec robic? 

Opracowalem pewien sposób. A polega on na tym, zeby byc aktywnym do takiego 

stopnia,  ze  aktywnosc  po  prostu  ustaje  -  badz  aktywny  do  szalenstwa,  tak,  ze  umysl, 
który  pragnie  byc  aktywnym,  zostaje  wyrzucony  z  organizmu.  Dopiero  wtedy  -  po 
glebokim  katharsis  -  mozesz  zapasc  w  nie-aktywnosc  i  miec  przeblysk  tego  swiata, 
który nie jest swiatem wysilku. 

Gdy  poznasz  ten  swiat,  mozesz  w  niego  wchodzic  bez  zadnego  wysilku.  Gdy  go 

poczujesz - jak byc po prostu tu i teraz, nic nie robiac - mozesz w kazdej chwili w niego 

background image

wchodzic;  gdziekolwiek  jestes,  mozesz  w  nim  pozostawac.  W  koncu  mozesz  byc  na 
zewnatrz aktywny, a wewnatrz w glebokiej nie-aktywnosci. 

Metody oparte na katharsis sa wynalazkiem wspólczesnosci. Za czasów Buddy nie 

byly  potrzebne,  poniewaz  ludzie  nie  byli  tak  stlumieni.  Ludzie  byli  naturalni,  zyli 
prymitywnie  -  zyciem  niecywilizowanym,  spontanicznym.  Dlatego  vipassana  - 
vipassana  oznacza  wglad  -  dawana  byla  przez  Budde  ludziom  wprost.  Ale  teraz  nie 
mozesz  od  razu  wejsc  w  vipassane.  A  nauczyciele,  którzy  nadal  nauczaja  vipassany 
bezposrednio, nie naleza do tego stulecia - sa w tyle o dwa tysiace lat. Owszem, czasem 
moga pomóc jednej czy dwóm osobom na sto, ale to niewiele, ja wprowadzam metody 
oparte na katharsis, by najpierw zostalo zneutralizowane to, co cywilizacja ci uczynila - 
abys  znów  stal  sie  prymitywny.  Z  tej  prymitywnosci,  z  tej  pierwotnej  niewinnosci, 
wglad staje sie latwo dostepny. 

MEDYTACJA DYNAMICZNA 

praktykowana w osrodkach Osho codziennie rano 

Gdy  konczy  sie  sen,  cala  przyroda  ozywia  sie;  noc  minela,  nie  ma  juz  ciemnosci, 

slonce wstaje i wszystko staje sie swiadome i czujne, jest to medytacja, w której musisz 
byc  ciagle  czujny,  swiadomy,  uwazny  -  cokolwiek  robisz.  Pozostawaj  obserwatorem. 
Nie zgub sie. 

Latwo  jest  zgubic  sie.  Oddychajac,  mozesz  zapomniec.  Mozesz  tak  bardzo  stac  sie 

jednym  z  oddychaniem,  ze  zapomnisz  o  obserwatorze.  A  wtedy  przegapiasz  cel  tej 
praktyki. Oddychaj najszybciej, najglebiej, jak to mozliwe, wlóz w to cala swa energie, 
ale nadal pozostawaj obserwatorem. Obserwuj to, co sie dzieje jakbys byl widzem, jakby 
to wszystko dzialo sie komus innemu, jakby wszystko dzialo sie w ciele, a swiadomosc 
jest po prostu scentrowana i obserwujaca. To bycie obserwatorem musi byc zachowane 
we wszystkich trzech fazach. A gdy wszystko sie zatrzyma i w czwartej fazie staniesz 
sie calkowicie bierny, nieruchomy, ta uwaznosc siegnie szczytu. 

Medytacja  dynamiczna  trwa  godzine,  sklada  sie  z  pieciu  czesci.  Mozna  ja  robic 

samemu,  ale  energia  bedzie  potezniejsza  gdy  praktykuje  sie  ja  w  grupie.  Jest  ona 
doznaniem indywidualnym, dlatego nie zwracaj uwagi na ludzi wokolo i caly czas miej 
oczy zamkniete, a najlepiej zasloniete przepaska. Najlepiej robic ja z pustym zoladkiem i 
w luznym wygodnym stroju. 

Jesli  miejsce  nie  pozwala  na  halasowanie,  mozesz  robic  cicha  odmiane  -  zamiast 

wyrzucac  dzwieki  z  siebie,  niech  hatharsis  w  drugiej  czesci  zachodzi  calkowicie  w 
ruchach ciala. W trzeciej czesci dzwiek „hu” moze byc wybijany w ciszy, wewnatrz, a 
piata czesc moze stac sie tancem pelnym ekspresji. 

 
Czesc pierwsza - 10 minut   
Oddychaj  chaotycznie  nosem,  koncentrujac  sie  stale  na  wydechu.  Wdechem  cialo 

zajmie  sie  samo.  Rób  to  najszybciej  i  najmocniej  jak  to  jest  mozliwe  -  a  potem  jeszcze 
nieco mocniej, az doslownie staniesz sie oddychaniem. Dla wspomozenia gromadzenia 
energii  wykorzystuj  naturalne  ruchy  ciala.  Poczuj  jak  energia  gromadzi  sie,  ale  nie 

background image

puszczaj jej w czasie tej pierwszej czesci. 

Czesc druga - 10 minut 
Wybuchnij!  Pusc  wszystko,  co  tylko  potrzebuje  byc  wyrzuconym  na  zewnatrz. 

Oszalej totalnie, wrzeszcz, krzycz, placz, skacz, trzes sie, tancz, spiewaj, smiej sie, rzucaj 
sie na wszystkie strony. Niczego nie powstrzymuj, cale cialo utrzymuj w ruchu. Czesto 
na poczatku pomaga odrobina udawania. Nigdy nie pozwól, zeby umysl ingerowal w 
to, co sie dzieje. Badz totalny. 

Czesc trzecia - 10 minut 
Z  podniesionymi  rekami  podskakuj  i  mozliwie  najglebiej  wykrzykuj  mantre  „HU! 

HU!  HU!”  Przy  kazdym  opadnieciu  na  ziemie,  na  podeszwy  stóp,  niech  dzwiek  ten 
wbija sie gleboko w osrodek seksu. Daj z siebie wszystko, wyczerpuj sie totalnie. 

Czesc czwarta - 15 minut 
Stop! Zatrzymaj sie w bezruchu, w takiej pozycji, w jakiej jestes. W zaden sposób nie 

ukladaj  ciala.  Kaszlniecie,  poruszenie  -  cokolwiek  -  rozproszy  przeplyw  energii  i  caly 
wysilek pójdzie na marne. Badz obserwatorem wszystkiego, co sie z toba dzieje. 

Czesc piata - 15 minut 
Swietuj  i  raduj  sie  razem  z  muzyka  i  tancem,  wyrazaj  wdziecznosc  wszystkiemu. 

Zachowaj to szczescie w sobie przez caly dzien. 

Ktos  powiedzial,  ze  medytacja,  która  tutaj  robimy,  zdaje  sie  byc  czystym 

szalenstwem.  Tak  jest.  I  jest  tak  z  pewnego  powodu.  W  tym  szalenstwie  jest  metoda, 
zostala ona dobrana swiadomie. 

Pamietaj  -  z  wlasnej  woli  nie  mozesz  oszalec.  Szalenstwo  toba  owladnie.  Tylko 

wtedy  mozesz  oszalec.  A  jesli  wchodzisz  w  szalenstwo  z  wlasnej  woli,  jest  to  cos 
zupelnie  innego.  Kontrolujesz  wszystko,  a  kto  potrafi  kontrolowac  nawet  swoje 
szalenstwo, ten nigdy nie oszaleje. 

 
Drwal,    kamieniarz - nie potrzebuja robic medytacji opartej na katharsis - robia ja przez caly 

dzien. Ale dla czlowieka wspólczesnego wszystko sie zmienilo. 

   
Osho mówi o niektórych reakcjach mogacych nastapic w ciele na skutek glebokiego 

katharsis medytacji dynamicznej. 

Jesli odczujesz ból, zwróc na niego uwage i nie rób nic. Uwaga to potezny miecz  - 

tnie wszystko. Po prostu zwróc uwage na ten ból. 

Siedzisz chociazby cicho w ostatniej czesci medytacji, bez ruchu, tyle doznan czujesz 

w  ciele.  Czujesz,  ze  martwieje  ci  noga,  jakies  swedzenie  w  dloni,  czujesz  mrówki 
wedrujace  po  ciele.  Wiele  razy  spogladasz,  ale  mrówek  nie  ma.  To  mrowienie  jest 
wewnatrz, nie na zewnatrz. Co masz zrobic? Czujesz, ze martwieje ci noga? Obserwuj, 
cala  uwage  skup  na  niej.  Czujesz  swedzenie?  Nie  drap  sie.  To  nie  pomoze.  Po  prostu 
zwróc  na  to  uwage.  Nie  otwieraj  oczu.  Zwróc  uwage  do  wewnatrz  i  tylko  czekaj  i 
obserwuj.  Po  paru  sekundach  swedzenie  zniknie.  Cokolwiek  sie  dzieje  -  nawet  jesli 
czujesz ból, ostry ból w brzuchu czy glowie. Dzieje sie tak, gdyz w medytacji zmienia sie 
cale cialo. Zmienia sie jego chemia. Dzieje sie cos nowego i cialo jest w chaosie. Czasem 
podziala to na brzuch, gdyz w brzuchu stlumiles wiele emocji, i wszystkie one zostaly 

background image

pobudzone. Czasem przyjdzie ci ochota wymiotowac, poczujesz sie niedobrze. Czasem 
odczujesz ostry ból w glowie, gdyz medytacja zmienia wewnetrzna strukture mózgu. W 
trakcie medytacji jestes w prawdziwym chaosie. Wkrótce wszystko sie uspokoi. Ale na 
razie wszystko jest w nieladzie. 

Co  masz  wiec  robic?  Po  prostu  zobacz  ten  ból  w  glowie,  obserwuj  go.  Badz 

obserwatorem.  Po  prostu  zapomnij,  ze  to  robisz  -  i  stopniowo  wszystko  ucichnie,  i 
ucichnie  tak  pieknie  i  z  takim  wdziekiem,  ze  nie  uwierzysz  jesli  tego  nie  doznasz. 
Zniknie nie tylko ból glowy - bo energia, która stwarzala ten ból, jesli jest obserwowana, 
znika - ta sama energia staje sie przyjemnoscia. Energia jest ta sama. 

 
Medytacja zaczyna sie katharsis a konczy swietowaniem. 
 
Ból  i  przyjemnosc  to  dwa  wymiary  tej  samej  energii.  Jesli  zdolasz  pozostac  w 

wyciszonym  siedzeniu  i  zwracac  bedziesz  uwage  na  to,  co  cie  rozprasza,  wszystkie 
rozproszenia  znikna.  A  gdy  znikna  wszystkie  rozproszenia,  nagle  uswiadomisz  sobie, 
ze zniklo cale cialo. 

Osho przestrzega przed przeksztalceniem obserwowania bólu w kolejny fanatyzm. 

Jesli  nieprzyjemne  symptomy  fizyczne  -  bolesci  i  bóle  czy  nudnosci  -  utrzymuja  sie 
dluzej niz 3-4 dni codziennej medytacji, nie ma potrzeby byc masochista - zwróc sie o 
porade do lekarza. Odnosi sie to do wszystkich medytacji Osho. Baw sie! 

MANDALA 

Jest  to  inna  potezna  technika  oparta  na  katharsis,  która  stwarza  krag  energii 

prowadzacych  do  naturalnego  scentrowania.  Sklada  sie  ona  z  czterech  czesci  po  15 
minut kazda. 

Czesc pierwsza - 15 minut 
Z  otwartymi  oczami  biegnij  w  miejscu,  zaczynajac  powoli  i  stopniowo 

przyspieszajac  coraz  bardziej.  Unos  kolana  najwyzej  jak  zdolasz.  Równe  i  glebokie 
oddychanie  poruszy  energie  wewnatrz  ciebie.  Zapomnij  o  umysle  i  zapomnij  o  ciele. 
Trwaj w tym biegu. 

Czesc druga - 15 minut 
Usiadz  z  zamknietymi  oczami,  otwartymi  ustami  i  szczeka  luzno  opuszczona. 

Lagodnie zacznij krazenia ciala od pasa, jak trzcina poruszajaca sie na wietrze. Poczuj 
wiatr kolyszacy cie z boku na bok, do przodu i do tylu, wkolo i wkolo. Doprowadzi to 
twoje przebudzone energie do osrodka pepka. 

 
Nie moge stworzyc dla ciebie nieba. To dlatego wszystkie moje techniki medytacyjne najpierw 

stwarzaja pieklo. 

 
Czesc trzecia - 15 minut 
Polóz sie na plecach, otwórz oczy i z nieruchoma glowa zacznij wirowac oczami w 

kierunku  zgodnym  z  kierunkiem  ruchu  wskazówek  zegara.  Poruszaj  nimi  po  calym 
okregu, jakby sledzily minutowa wskazówke wielkiego zegara, ale rób to najszybciej jak 

background image

to  mozliwe.  Wazne  jest,  by  usta  byly  otwarte,  a  szczeka  rozluzniona.  Oddech  ma  byc 
lagodny i równy. Doprowadzi to scentrowane energie do trzeciego oka. 

Czesc czwarta - 15 minut 
Zamknij oczy i lez nieruchomo. 

Potrzeba katharsis 

Codziennie  na  60  minut  po  prostu  zapomnij  o  swiecie.  Niech  caly  swiat  zniknie  z 

ciebie i ty zniknij ze swiata. Zrób zwrot w tyl, zwrot o 180 stopni, i po prostu wejrzyj do 
wewnatrz.  Na  poczatku  zobaczysz  tylko  chmury.  Nie  przejmuj  sie  -  twoje  stlumienia 
stworzyly te chmury. Natkniesz sie na zlosc, nienawisc, chciwosc i wszelkiego rodzaju 
czarne dziury. Stlumiles je, sa wiec. A  twoje tak zwane religie nauczyly cie tlumienia, 
przypominaja wiec one rany. Ukrywales je. 

Stad  mój  nacisk  najpierw  na  katharsis.  jesli  nie  przejdziesz  wielkiego  katharsis, 

musial  bedziesz  przejsc  wiele  chmur.  Bedzie  to  meczace,  a  ty  mozesz  byc  tak 
niecierpliwy, ze wrócisz do swiata, i powiesz: „Nic tam nie ma. Nie ma lotosu i nie ma 
aromatu, sam smród, smieci”. 

Wiesz to. Co napotykasz, gdy zamykasz oczy i zaczynasz wchodzic do wewnatrz? 

Nie trafiasz na te piekne krainy, o których mówia buddowie. Napotykasz piekla, agonie, 
stlumione  i  czekajace  na  ciebie.  Zlosc,  gromadzaca  sie  z  wielu  zywotów.  Wszystko  w 
balaganie, chce sie wiec pozostawac poza tym. Wolisz isc do kina, do klubu, spotkac sie 
z  ludzmi  i  plotkowac.  Wolisz  pozostac  czyms  zajety  az  do  zmeczenia  i  zasniecia.  Tak 
zyjesz, taki jest styl twojego zycia. 

Gdy  wiec  zaczynasz  patrzec  do  wewnatrz,  naturalnie,  jestes  bardzo  zdumiony. 

Buddowie  opowiadaja  o  wielkim  dobrodziejstwie,  wielkim  aromacie,  o  tym,  ze 
napotkasz  kwitnace  kwiaty  lotosu  -  i  o  aromacie,  który  jest  wieczny.  A  kolor  tych 
kwiatów pozostaje taki sam, nie zmienia sie. Mówia o tym raju, mówia o tym królestwie 
bozym, które jest w tobie. A gdy ty wchodzisz do wewnatrz, napotykasz tylko pieklo. 

Widzisz  nie  krainy  buddów,  ale  obozy  koncentracyjne  Adolfa  Hitlera.  Naturalnie, 

zaczynasz myslec, ze to wszystko bzdura, ze lepiej pozostac na zewnatrz, i po co bawic 
sie tymi ranami? To tez boli. I z ran zaczyna wyplywac ropa, i jest to brudne. 

Ale katharsis pomaga. Jesli wejdziesz w katharsis, jesli przejdziesz przez medytacje 

chaotyczne,  wszystkie  chmury  wyrzucisz  na  zewnatrz,  wszystkie  te  ciemnosci 
wyrzucisz na zewnatrz, a wtedy swiadomosc umyslu staje sie latwiejsza. 

I  wlasnie  dlatego  klade  nacisk  najpierw  na  medytacje  chaotyczne,  a  potem  na 

medytacje  wyciszenia,  najpierw  medytacje  aktywne,  potem  medytacje  bierne.  W 
biernosc  mozna  wejsc  tylko  wtedy,  gdy  wszystko  to,  co  przypominalo  smieci,  zostalo 
wyrzucone.  Zlosc  zostala  wyrzucona,  chciwosc  zostala  wyrzucona...  warstwa  na 
warstwie,  wszystko  tam  jest.  A  gdy  to  wyrzucisz,  z  latwoscia  mozesz  wsliznac  sie  do 
wnetrza. Nic nie stoi na przeszkodzie. 

I  nagle  -  jasne  swiatlo  krainy  buddów.  I  nagle  jestes  w  totalnie  innym  swiecie  - 

swiecie Prawa Lotosu, swiecie Dharmy, swiecie Tao. 

background image

Bicie poduszek 

Kiedy  czujesz  w  sobie  zlosc,  nie  potrzeba  zloscic  sie  na  kogos;  po  prostu  badz  w 

zlosci.  Niech  bedzie  to  medytacja.  Zamknij  pokój,  siadz  w  samotnosci  i  pozwól 
wyplynac takiej zlosci, jaka tylko zdola sie pojawic, jesli masz ochote bic, bij poduszke. 

Rób  wszystko  to,  na  co  masz  ochote;  poduszka  nie  bedzie  sie  sprzeciwiac.  Jesli 

chcesz zabic poduszke, wez nóz i zabij ja! To pomaga, nadzwyczajnie pomaga. Nie masz 
pojecia jak pomocna moze byc poduszka. Po prostu bij ja, bij ja, rzucaj nia. Jesli jestes zly 
na kogos, napisz jego imie na poduszce albo przyklej jego zdjecie. 

Poczujesz  sie  smiesznie,  glupio,  ale  to  zlosc  jest  smieszna  -  nic  z  tym  nie  zrobisz. 

Niech  wiec  tak  bedzie,  a  ty  ciesz  sie  tym  jako  zjawiskiem  energetycznym.  Jest  to 
zjawisko energetyczne. Jesli nikomu nie wyrzadzasz krzywdy, nie ma w tym nic zlego. 
Gdy  spróbujesz,  przekonasz  sie,  ze  mysl  o  wyrzadzaniu  komus  krzywdy  stopniowo 
znika. 

Uczyn  z  tego  praktyke  codzienna  -  co  rano  20  minut.  Potem  obserwuj  caly  dzien. 

Bedziesz  spokojniejszy,  gdyz  energia,  która  stala  sie  trucizna,  zostaje  wyrzucona  z 
organizmu. Rób to co najmniej przez dwa tygodnie, a po tygodniu zaskoczy cie, ze bez 
wzgledu na sytuacje, w której jestes, zlosc sie nie pojawia. Po prostu spróbuj. 

Ziajaj jak pies 

Trudno jest pracowac ze zloscia wprost, bo moze ona byc gleboko stlumiona. Pracuj 

wiec z nia posrednio. Bieganie pomoze w odparowaniu sporej ilosci zlosci i sporej ilosci 
leku.  Gdy  przez  dluzszy  czas  biegniesz  i  oddychasz  gleboko,  umysl  przestaje 
funkcjonowac i cialo przejmuje prowadzenie. 

I  takie  drobne  cwiczenie  bedzie  bardzo  pomocne.  Kiedy  ktos  nie  schodzi  ponizej 

zoladka, ponizej brzucha, gdy jest nieco powierzchowny, niech chodzi i ziaja jak pies. 
Moze wysunac jezyk na zewnatrz - zwiesic go, i krazyc jak pies i ziajac. 

Caly  przelyk  zostanie  otwarty.  Gdy  ktos  ma  tam  jakis  blok,  ziajanie  moze  byc 

bardzo wazne. Jesli bedzie ziajal przez pól godziny, jego zlosc poplynie bardzo pieknie. 
Znajdzie sie w niej cale cialo. 

Mozesz  wiec  spróbowac  tego  czasami  w  swoim  pokoju.  Mozesz  wziac  lustro  i 

szczekac  i  warczec  na  nie.  W  ciagu  trzech  tygodni  poczujesz,  ze  to  wchodzi  bardzo, 
bardzo gleboko. Kiedy zlosc zostanie uwolniona, zniknie, poczujesz sie wolny. 

RANEK 

swietowanie, praca i zabawa 

Muzyka i taniec 

Muzyka  jest  medytacja  -  medytacja  skrystalizowana  w  pewnym  wymiarze. 

Medytacja jest muzyka - muzyka roztapiajaca sie w bezwymiarowosci. Nie sa to dwie 
rózne rzeczy. 

Jesli kochasz muzyke, kochasz ja tylko dlatego, ze przy niej odczuwasz roztaczajaca 

sie w jakis sposób medytacje. Pochlania cie ona, upajasz sie nia. Cos nieznanego zaczyna 
zstepowac  i  obejmowac  cie...  Bóg  zaczyna  szeptac.  Twoje  serce  bije  innym  rytmem, 

background image

zgodnym  z  melodia  wszechswiata.  Nagle  znajdujesz  sie  w  glebokim  orgazmie  z 
caloscia.  Subtelny  taniec  wkracza  do  twego  istnienia,  a  drzwi,  które  na  zawsze  byly 
zamkniete,  zaczynaja  sie  otwierac.  Przenika  cie  nowy  powiew  -  zdmuchniety  zostaje 
kurz stuleci. Czujesz sie tak, jakbys wzial kapiel, duchowa kapiel; byles pod prysznicem 
- czysty, swiezy, dziewiczy. 

Muzyka  jest  medytacja;  medytacja  jest  muzyka,  jest  to  dwoje  drzwi,  przez  które 

mozna dojsc do tego samego. 

Tance sufickie 

Jesli czlowiek bedacy w zlosci wezmie udzial w tancu sufickim, jego taniec bedzie 

zawieral  zlosc.  Mozesz  obserwowac  ludzi  a  zobaczysz,  ze  ich  tance  sa  rózne.  Czyjs 
taniec jest rodzajem wscieklosci; zlosc przenika jego taniec, jego gesty. W czyims tancu 
jest wdziek, plynie w nim milosc, jest swego rodzaju elegancja. W tancu kogos innego 
jest  wspólczucie.  W  tancu  kogos  innego  jest  ekstaza.  Taniec  kogos  jeszcze  jest  jedynie 
przemeczony i posepny - wykonuje on tylko puste gesty, nikogo w nich nie ma; jest to 
mechaniczne.  Obserwuj.  Skad  ta  róznica?  Stad,  ze  w  tych  ludziach  sa  rózne  warstwy 
stlumienia 

Gdy tanczysz, jezeli jest w tobie zlosc, to ona bedzie tanczyc. Gdzie ma sie podziac? 

Im  bardziej  ty  bedziesz  tanczyl,  tym  bardziej  ona  bedzie  tanczyc.  Jesli  jestes  pelen 
milosci,  kiedy  zaczynasz  tanczyc,  twoja  milosc  zacznie  wyplywac  -  bedzie  tanczyc 
wokól ciebie, w calej przestrzeni. Twój taniec bedzie tancem ciebie, bedzie zawieral to 
wszystko,  co  sie  w  tobie  zawiera.  Jesli  jestes  stlumiony  seksualnie,  gdy  tanczysz,  seks 
wyplynie na powierzchnie. 

Musisz  przejsc  katharsis,  nie  mozesz  isc  wprost.  Dopiero  wtedy,  gdy  znikna 

wszystkie  trucizny  i  zniknie  dym,  bedziesz  w  stanie  zyskac  wglad  czy  blogosc  w 
metodach takich jak tance sufickie. 

NATARAJ 

Nataraj to taniec jako totalna medytacja. Sklada sie z trzech czesci trwajacych lacznie 

65 minut. 

Czesc pierwsza - 40 minut 
Z  zamknietymi  oczami  tancz  jak  opetany.  Niech  twoja  nieswiadomosc  zawladnie 

calkowicie.  Nie  kontroluj  swoich  ruchów,  ani  nie  badz  swiadkiem  tego,  co  sie  dzieje. 
Badz jedynie totalnie w tancu. 

Czesc druga - 20 minut 
Z zamknietymi oczami natychmiast sie polóz. Badz w ciszy, nieruchomy. 
Czesc trzecia - 5    minut 
Tancz celebrujac i ciesz sie tym. 
Zapomnij o tanczacym, centrum ego; stan sie tancem. To jest medytacja. Tancz tak 

gleboko,  az  zapomnisz  zupelnie,  ze  to  ty  tanczysz,  i  zaczniesz  czuc,  ze  jestes  tancem. 
Ten podzial musi zniknac - wtedy staje sie to medytacja. Jezeli ten podzial pozostanie, 
bedzie to cwiczenie - dobre, zdrowe, ale nie mozna o nim powiedziec, zeby to bylo cos 
duchowego. Jest to tylko zwyczajny taniec. Taniec sam w sobie jest dobry - jako taki jest 

background image

dobry.  Potem  bedziesz  czuc  sie  swiezo,  mlodo.  Ale  nie  jest  to  jeszcze  medytacja. 
Tanczacy musi zniknac, az pozostanie tylko taniec. 

 
Jesli  nie  wykorzystasz  zwyczajnego  zycia  jako  medytacji,  twoja  medytacja  musi  stac  sie 

czyms w rodzaju ucieczki. 

 
Co wiec robic? Badz totalnie w tancu, bo ten podzial moze istniec tylko wtedy, gdy 

nie  jestes  w  nim  totalnie.  Jezeli  staniesz  z  boku  i  bedziesz  patrzyl  na  wlasny  taniec, 
podzial  pozostanie  -  ty  jestes  tanczacym,  i  to  ty  tanczysz.  Wtedy  tanczenie  jest  tylko 
czynem, czyms, co robisz; nie jest to twoje istnienie. Zaangazuj sie wiec totalnie; roztop 
sie w tancu. Nie stój z boku, nie badz obserwatorem. Wez udzial! 

Niech taniec plynie wlasna droga - nie wymuszaj go. Raczej idz za nim, pozwól mu 

zaistniec.  Nie  jest  to  dzialanie,  ale  zdarzenie,  które  nastepuje.  Pozostan  w  nastroju 
swietowania. Nie robisz nic takiego powaznego; ot, bawisz sie, bawisz sie swoja energia 
zyciowa, bawisz sie swoja bioenergia, pozwalajac jej na taki ruch, jakiego ona chce. Tak, 
jak wiejacy wiatr i plynaca rzeka - i ty plyniesz i wiejesz. Poczuj to. 

I baw sie. Zawsze pamietaj te slowa - baw sie. Przy mnie sa one podstawa. W tym 

kraju, to, co stworzyl Bóg, nazywamy leela - zabawa Boga. Bóg nie stworzyl tego swiata; 
jest to jego zabawa. 

KIRTAN 

Nie  traktuj  religii  powaznie.  Mozesz  w  niej  spiewac  i  tanczyc,  nie  potrzeba 

smutnych min. Zbyt dlugo juz zylismy ze smutnymi minami. Jezeli spojrzysz na stara 
twarz Boga, zobaczysz, ze jest smutna. To jest powodem znudzenia. Potrzebny jest nam 
teraz Bóg, który potrafi tanczyc i smiac sie. 

Kirtan jako technika medytacji sklada sie z trzech czesci. 
Czesc pierwsza - 20 minut 
Zamknij oczy - tancz, spiewaj i klaskaj. Badz w tym    totalnie. 
Czesc druga - 20 minut 
Polóz sie, badz w ciszy i bezruchu. 
Czesc trzecia - 20 minut 
Znów tancz i spiewaj w totalnym oddaniu. Zatrac sie. 

Zyj ta chwila 

W miare jak wchodzisz glebiej w medytacje, czas znika. Kiedy medytacja naprawde 

rozkwitnie,  nie  znajdziesz  czasu.  Dzieje  sie  to  równoczesnie  -  gdy  znika  umysl,  znika 
czas. Dlatego przez cale stulecia mistycy powiadali, ze czas i umysl to tylko dwie strony 
tej samej monety. Umysl nie moze zyc bez czasu i czas nie moze zyc bez umyslu. Czas 
daje umyslowi mozliwosc istnienia. 

Dlatego  wszyscy  buddowie  nalegaja:  „Zyj  ta  chwila”.  Zycie  w  tej  chwili  to 

medytacja; samo bycie tu i teraz to medytacja. Ci, którzy sa tu i teraz, w tej chwili, ze 
mna, sa w medytacji Oto jest medytacja - kukulka wola z oddali i samolot przelatuje i 
gawrony i  ptaki i wszystko jest w ciszy i w umysle nie ma  poruszenia. Nie myslisz o 

background image

przeszlosci, i nie myslisz o przyszlosci. Czas sie zatrzymal. Swiat sie zatrzymal. 

Zatrzymanie swiata - to cala sztuka medytacji. A zyc ta chwila - to zyc w wiecznosci. 

Posmakowanie  tej  chwili,  bez  zadnej  mysli,  bez  umyslu,  to  posmakowanie 
niesmiertelnosci. 

TECHNIKI W ZYCIU CODZIENNYM 

Stop! 

Zacznij robic te bardzo prosta metode przynajmniej szesc razy dziennie. Za kazdym 

razem  zajmuje  ona  tylko  pól  minuty,  razem  sa  to  wiec  trzy  minuty  w  ciagu  dnia.  To 
najkrótsza medytacja w swiecie! Ale musisz robic ja nagle - to jest cale jej sedno. 

Idac  ulica  -  nagle  przypomnij  sobie.  Zatrzymaj  sie,  zatrzymaj  sie  calkowicie,  bez 

zadnego ruchu. Przez pól minuty tylko badz obecny. Bez wzgledu na sytuacje zatrzymaj 
sie  calkowicie  i  tylko  badz  obecny  dla  tego  wszystkiego,  co  sie  dzieje.  Potem  znów 
zacznij isc. Szesc razy dziennie. Mozesz robic wiecej, ale nie mniej - to spowoduje silne 
otwarcie. Trzeba to robic nagle. 

 
Miliony  ludzi  przegapiaja  medytacje,  gdyz  medytacja  przybrala  niewlasciwa  konotacje. 

Wyglada  bardzo  powaznie,  wyglada  posepnie,  ma  w  sobie  cos  z  kosciola  -  wyglada,  jakby  byla 
tylko dla tych, którzy sa martwi  lub  prawie martwi, którzy sa  posepni,  powazni, maja smutne 
miny - którzy    utracili swietowanie, ucieche, zabawe, celebrowanie. 

 
Jesli  nagle  staniesz  sie  po  prostu  obecny  zmieni  sie  cala  energia.  Ustanie  ciaglosc, 

która  trwala  w  umysle,  i  jest  to  tak  nagle,  ze  umysl  nie  zdola  tak  szybko  wytworzyc 
jakiejs nowej mysli. Potrzeba na to czasu - umysl jest glupi. 

Gdziekolwiek  gdy  tylko  sobie  przypomnisz,  po  prostu  wstrzasnij  calym  swoim 

istnieniem  i  zatrzymaj  sie.  Nie  tylko  ty  staniesz  sie  swiadomy.  Wkrótce  poczujesz,  ze 
inni  ludzie  staja  sie  swiadomi  twojej  energii  -  ze  cos  sie  stalo;  wkracza  w  ciebie  cos  z 
nieznanego. 

Praca jako medytacja 

Kiedy poczujesz, ze nie jestes w dobrym nastroju i nie czujesz sie dobrze w pracy, 

przed rozpoczeciem pracy, przez piec minut, wykonuj glebokie wydechy. Poczuj, ze z 
wydechem  wyrzucasz  na  zewnatrz  swój  ciemny  nastrój  -  bedziesz  zaskoczony,  ze  po 
pieciu  minutach  wrócisz  nagle  do  normy  i  zdolowanie  zniknelo,  ciemnosc  przestala 
istniec.   

Jesli  zdolasz  przemienic  swoja  prace  w  medytacje,  bedzie  to  najlepsze.  Wtedy 

medytacja  nigdy  nie  jest  w  konflikcie  z  twoim  zyciem.  Cokolwiek  robisz,  badz 
medytujacy.  Medytacja  nie  jest  czyms  oddzielnym,  jest  czescia  zycia.  Jest  jak 
oddychanie. Tak, jak oddychasz, wdech i wydech - tak samo i medytuj. 

I  jest  to  tylko  pewne  przeniesienie  nacisku,  niewiele  trzeba  robic.  To,  co  robiles 

nieuwaznie,  zacznij  robic  uwaznie.  To,  co  robiles  chcac  uzyskac  jakis  rezultat,  chocby 
pieniadze... Jest to w porzadku, ale mozesz zyskac z tego jeszcze cos wiecej. Pieniadze sa 

background image

w porzadku i jesli twoja praca daje ci pieniadze, dobrze - czlowiek potrzebuje pieniedzy, 
ale nie sa one wszystkim. A jesli tuz obok mozesz zebrac o wiele wiecej przyjemnosci, 
czemu masz je przegapiac? Sa za darmo. 

 
Po tym mozna poznac medytacje - czlowiek naprawde medytujacy jest pelen radosci; zycie 

jest dla niego uciecha, zycie jest leela - zabawa. Cieszy sie nim ogromnie, nie jest powazny, jest 
odprezony. 

 
Bedziesz  wykonywal  swoja  prace  bez  wzgledu  na  to  czy  ja  kochasz  czy  nie,  wiec 

wprowadzenie do niej milosci wywola wiele wiecej rzeczy, które w innym przypadku 
przegapilbys. 

Ktokolwiek zajmuje sie praca twórcza, moze ze swojego zycia uczynic medytacje, w 

taki sposób, jak Osho opisuje tu w odpowiedzi na pytanie zadane przez malarza. 

Sztuka  jest  medytacja;  kazda  aktywnosc  staje  sie  medytacja  jesli  w  niej  zatracasz 

siebie, nie badz wiec tylko technikiem. Jesli bedziesz tylko technikiem, malowanie nigdy 
nie  stanie  sie  medytacja.  Musisz  byc  w  nim  do  szalenstwa,  do  opetania,  zupelnie 
zatracony, nie wiedzac dokad zmierzasz, nie wiedzac co robisz, nie wiedzac kim jestes. 

Ten  stan  niewiedzenia  bedzie  medytacja  -  niech  nastapi.  Obraz  nie  powinien  byc 

malowany, a powinno sie pozwolic mu sie zdarzyc - i nie mam tu na mysli tego, ze ty 
tylko bedziesz leniwy, nie - wtedy nigdy sie nie zdarzy. Musi to toba kierowac, musisz 
byc bardzo, bardzo aktywny, a jednak nie robic tego. To jest cala umiejetnosc, to jest cale 
sedno - musisz byc aktywny, a jednak nie byc tym, który to robi. 

Podejdz  do  plótna.  Przez  kilka  minut  tylko  medytuj,  ot,  siadz  tam  w  ciszy,  przed 

plótnem. Ma to przypominac pismo automatyczne. Bierzesz dlugopis do reki i siedzisz 
w ciszy i nagle stwierdzasz drgniecie w dloni i to nie ty je spowodowales, wiesz, ze to 
nie  ty  je  spowodowales.  Po  prostu  na  nie  czekales.  To  drgniecie  przychodzi  i  dlon 
zaczyna sie poruszac, cos zaczyna sie dziac. 

Tak  wlasnie  powinienes  zaczynac  malowanie.  Kilka  minut  medytacji,  po  prostu 

bycia  otwartym  i  przyjmujacym.  Cokolwiek  bedzie  sie  dzialo,  pozwolisz  temu  sie 
zdarzyc. Wprowadzisz cale swoje doswiadczenie w przyzwolenie temu zdarzeniu sie. 

 
Jaki jest pozytek z medytacji? Ile mozesz na niej zarobic? Jaki jest pozytek z tanca?… Zaden. 

Taniec  nie  da  ci  jedzenia,  nie  da  ci  picia,  nie  da  ci  schronienia.  Zdaje  sie  byc  bezuzyteczny. 
Wszystko co piekne i prawdziwe jest bezuzyteczne. 

 
Wez  pedzel  i  zacznij.  Na  poczatku  powoli,  tak,  bys  nie  wprowadzil  w  to  siebie. 

Poruszaj sie powoli. Niech obiekt malowania zacznie przez ciebie plynac sam z siebie, a 
potem zatrac sie w nim. I nie mysl o niczym innym. Sztuka musi byc dla sztuki, wtedy 
jest  medytacja.  Nie  wolno  dopuscic,  aby  pojawila  sie  w  niej  jakas  motywacja,  i  nie 
mówie, ze masz nie sprzedawac swoich obrazów czy ich nie wystawiac - jest to zupelnie 
w  porzadku,  ale  jest  to  produkt  uboczny.  Nie  jest  to  motywacja.  Czlowiek  potrzebuje 
jedzenia,  sprzedaje  wiec  obraz,  ale  to,  ze  go  sprzedaje,  boli  -  niemal  tak,  jakbys 
sprzedawal  swoje  dziecko.  Ale  czlowiek  tego  potrzebuje,  wiec  jest  to  w  porzadku. 

background image

Czujesz  smutek,  ale  nie  bylo  to  motywacja  -  nie  malowales  po  to,  zeby  sprzedawac. 
Zostal  sprzedany  -  to  cos  innego  -  ale  nie  jest  to  motywacja,  bo  gdyby  tak  bylo 
pozostaniesz tylko technikiem. 

Powinienes  sie  w  tym  zatracic.  Nie  musisz  byc,  powinienes  calkowicie  zniknac  w 

malowaniu,  w  tancu,  w  oddychaniu,  w  spiewaniu.  Cokolwiek  robisz,  powinienes 
zupelnie zniknac w nie-kontrolowaniu. 

Medytacja dla podrózujacych samolotami 

Nie  mozna  znalezc  lepszej  okazji  do  medytowania  niz  latanie  na  duzych 

wysokosciach.  Im  wyzsza  wysokosc,  tym  latwiejsza  medytacja.  Dlatego  przez  cale 
stulecia medytujacy wedrowali w góry w poszukiwaniu duzych wysokosci. 

Kiedy  grawitacja  jest  mniejsza  i  ziemia  jest  bardzo  odlegla,  oddala  sie  wiele 

przyciagan  ze  strony  ziemi,  jestes  z  dala  od  tego  zepsutego  spoleczenstwa 
zbudowanego  przez  czlowieka.  Otaczaja  cie  chmury  i  gwiazdy  i  ksiezyc  i  slonce  i 
ogromna przestrzen... Rób wiec to: zacznij odczuwac jednosc z tym ogromem, i rób to w 
trzech etapach. 

Etap  pierwszy  -  przez  kilka  minut  mysl  tylko  o  tym,  ze  stajesz  sie  wiekszy... 

wypelniasz  caly  samolot.  Potem  etap  drugi  -  zacznij  odczuwac,  ze  stajesz  sie  jeszcze 
wiekszy, wiekszy niz samolot, wlasciwie to samolot jest w tobie, i etap trzeci - poczuj, ze 
rozszerzyles sie na cale niebo. Teraz te chmury, które sie poruszaja, i ksiezyc i gwiazdy - 
poruszaja sie w tobie; jestes olbrzymi, nieograniczony. 

To  uczucie  stanie  sie  twoja  medytacja,  i  poczujesz  sie  calkowicie  odprezony  i  bez 

napiecia. 

oto jest sekret: Porzuc automatyzm 
Jesli  zdolamy  odautomatyzowac  nasze  dzialania,  cale  zycie  stanie  sie  medytacja, 

wtedy  jakikolwiek  drobiazg,  wziecie  prysznicu,  jedzenie  posilku,  rozmowa  z 
przyjacielem - staje sie medytacja. Medytacja jest pewna cecha - mozna ja wprowadzic 
do wszystkiego. Nie jest to jakis konkretny czyn. Ludzie mysla w ten sposób, mysla, ze 
medytacja  jest  jakims  konkretnym  czynem,  jesli  siedzisz  twarza  ku  wschodowi, 
powtarzasz  jakies  mantry,  palisz  kadzidlo,  robisz  to  czy  tamto  o  okreslonej  porze,  w 
okreslony  sposób,  okreslonym  gestem.  Medytacja  nie  ma  nic  wspólnego  z  tym 
wszystkim. Wszystko to sa sposoby jej zautomatyzowania, a medytacja jest przeciwna 
automatyzacji. 

Jesli  wiec  zdolasz  utrzymac  czujnosc,  kazde  dzialanie  jest  medytacja,  kazdy  ruch 

ogromnie ci pomoze. 

Palenie papierosów - medytacja 

Przyszedl  do  mnie  kiedys  pewien  czlowiek.  Byl  nalogowym  palaczem  od 

trzydziestu lat, byl chory, a lekarze powiedzieli mu: „Nigdy nie wyzdrowiejesz jesli nie 
rzucisz palenia”. Ale on palil nalogowo, nie mógl sie temu oprzec. Próbowal - nie bylo 
tak,  zeby  nie  próbowal  -  usilnie  próbowal  i  w  tym  usilowaniu  wiele  wycierpial.  Ale 
udawalo mu sie tylko na dzien, dwa, potem ta potrzeba znów przychodzila z taka moca, 
ze go po prostu pochlaniala, i znowu wpadal w to samo rutynowe zachowanie. 

background image

Z  powodu  palenia  utracil  wszelka  wiare  w  siebie  -  wiedzial,  ze  nie  potrafi  zrobic 

czegos tak drobnego - ze nie potrafi rzucic palenia. W swych wlasnych oczach stal sie 
bezwartosciowy,  uwazal  siebie  za  najbardziej  bezwartosciowego  czlowieka  w  swiecie. 
Nie mial dla siebie zadnego szacunku. Przyszedl do mnie. 

Co moge zrobic? Jak mam przestac palic? - zapytal. 
Nikt nie jest w stanie przestac palic. Musisz to zrozumiec. Palenie nie jest teraz tylko 

kwestia  twojej  decyzji.  Weszlo  do  swiata  twoich  nawyków,  zapuscilo  korzenie. 
Trzydziesci  lat  to  duzo  czasu.  Zapuscilo  korzenie  w  twoim  ciele,  w  twojej  chemii, 
rozprzestrzenilo  sie  na  wszystkie  strony.  Nie  jest  to  tylko  kwestia  postanowienia 
dokonanego  przez  twoja  glowe  -  twoja  glowa  nic  tu  nie  poradzi.  Glowa  jest  bezsilna, 
moze  zaczynac  rózne  rzeczy,  ale  nie  moze  ich  zaprzestac  tak  samo  latwo.  Gdy  cos 
zaczniesz  i  praktykujesz  to  przez  tak  dlugi  okres  czasu,  stajesz  sie  wielkim  joginem  - 
trzydziesci lat praktyki palenia! Stalo sie to autonomiczne, musisz to odautomatyzowac 
- powiedzialem. 

A on spytal: „Co rozumiesz przez odautomatyzowanie?” 
A na tym wlasnie polega cala medytacja - odautomatyzowanie. 
Zrób jedno - zapomnij o rzuceniu palenia, i tak nie ma takiej potrzeby. Palisz 

trzydziesci lat i zyjesz, jasne, bylo to cierpieniem, ale i do tego sie przyzwyczailes. A co 
za róznica czy umrzesz kilka godzin wczesniej niz gdybys umarl nie palac? I co bedziesz 
robil? Co zrobiles? Co to za róznica - czy umrzesz w poniedzialek, wtorek, czy niedziele, 
w tym roku, czy w tamtym - co to ma za znaczenie? - wyjasnilem. 

Tak, to prawda, nie ma to znaczenia - przyznal. 
Zapomnij o tym, w ogóle nie rzucimy palenia - ja mu na to. - Raczej spróbujemy je 

zrozumiec. Nastepnym razem uczyn wiec z tego medytacje. 

Z palenia papierosów medytacje? - zapytal. 
Oczywiscie - odrzeklem. - Skoro ludzie zen moga z picia herbaty uczynic medytacje 

i zrobic z tego ceremonie, czemu nie? Palenie papierosów moze byc równie piekna 
medytacja. 

Co ty mówisz? - spytal. Wygladal na poruszonego. Ozywil sie! - Medytacje? jak to 

zrobic? No, powiedz mi, nie moge sie doczekac! 

Dalem mu te medytacje. 
Zrób jedno - powiedzialem. - Kiedy wyjmujesz paczke papierosów z kieszeni, 

poruszaj sie powoli. Ciesz sie tym, nie ma pospiechu. Badz swiadomy, uwazny, czujny - 
wyjmuj ja powoli, z pelnia uwaznosci. 

 
Medytacja to zycie. Nie byc w medytacji to nie byc zywym. 
 
Potem z pudelka wyjmij z pelnia uwaznosci jednego papierosa, powoli - nie tak, jak 

dawniej,  w  pospiechu,  nieswiadomie,  mechanicznie.  Potem  zacznij  opukiwac  tego 
papierosa  -  ale  z  pelnia  uwagi.  Sluchaj  dzwieku  tak,  jak  ludzie  zen  czynia  to,  gdy 
samowar  zaczyna  spiewac  i  herbata  zaczyna  sie  gotowac...  i  ten  aromat.  Potem 
powachaj papierosa i odczuj jego piekno... 

Co ty mówisz? - przerwal mi. - Piekno? 

background image

Tak, jest on piekny. Tyton jest tak samo boski, jak wszystko inne. Powachaj go - to 

zapach Boga. 

Tez cos! - wygladal na nieco zaskoczonego. - Zartujesz? 
Nie, nie zartuje. 
Nawet kiedy zartuje, nie zartuje, jestem bardzo powazny. 
Potem wlóz go do ust, z pelnia uwaznosci, zapal go z pelnia uwaznosci. Ciesz sie 

kazda  czynnoscia,  i  podziel  to  na  jak  najmniejsze  czynnosci,  tak,  abys  stal  sie  coraz 
bardziej uwazny.   

Potem  zaciagnij  sie  pierwszy  raz  -  Bogiem  w  postaci  dymu.  Hindusi  powiadaja 

Annam  Brahm  -  „jedzenie  jest  Bogiem”.  Czemu  nie  dym?  Wszystko  jest  Bogiem. 
Napelnij  gleboko  pluca,  jest  to  pewnego  rodzaju  pranayam.  Daje  ci  tu  nowa  joge  dla 
nowego  wieku!  Potem  wypusc  ten  dym,  odprez  sie,  zaciagnij  sie  ponownie  -  i  rób  to 
bardzo powoli. 

Jesli  zdolasz  to  uczynic,  bedziesz  zaskoczony,  wkrótce  zobaczysz  cala  glupote 

palenia.  Nie  dlatego,  ze  inni  powiedzieli,  ze  jest  to  glupie,  nie  dlatego,  ze  inni 
powiedzieli,  ze  jest  to  cos  zlego.  Ty  to  zobaczysz,  i  to  zobaczenie  bedzie  nie  tylko 
intelektualne. Wyjdzie ono z calego twojego istnienia, bedzie wizja twojej totalnosci. A 
potem,  pewnego  dnia,  jesli  palenie  odpadnie,  odpadnie,  jesli  bedzie  trwalo  nadal, 
bedzie trwalo. Nie potrzebujesz sie tym przejmowac. 

Po trzech miesiacach przyszedl i powiada: „Ale ono odpadlo”. 
Teraz - powiedzialem - spróbuj tego i na innych sprawach. 
 
Jednym  z  okreslen  medytacji,  jakich  uzywaja  ludzie  zen,  jest  wu-shi.  Oznacza  ono  ‘nic 

specjalnego’ , albo ‘nic wielkiego’. 

 
To jest tajemnica, jedyna tajemnica - porzuc automatyzm. Idac, idz powoli, uwaznie. 

Patrzac, patrz uwaznie, a zobaczysz, ze drzewa sa zielensze niz kiedykolwiek dotad, a 
róze sa bardziej rózane niz kiedykolwiek dotad. Sluchaj! Ktos mówi, plotkuje, sluchaj, 
sluchaj  uwaznie.  Niech  cale  twe  dzialanie  w  stanie  czuwania  bedzie 
odautomatyzowane. 

Zwyczajna herbata - smakuj ja 

Zyj  z  chwili  na  chwile.  Przez  trzy  tygodnie  próbuj  -  cokolwiek  robisz,  rób  to  tak 

totalnie  jak  jest  to  mozliwe,  miluj  to  i  ciesz  sie  tym.  Moze  wyglada  to  glupio.  Kiedy 
pijesz herbate zbytnie cieszenie sie nia jest glupie - to przeciez tylko zwyczajna herbata. 

Ale zwyczajna herbata moze stac sie niezwykle piekna - jest to wspaniale doznanie, 

jesli  cieszysz  sie  nia.  Ciesz  sie  nia  z  glebokim  poszanowaniem.  Uczyn  ceremonial  - 
robisz herbate... sluchasz czajnika i jego dzwieku, potem nalewasz herbate... czujesz jej 
aromat, próbujesz te herbate i czujesz sie szczesliwy. 

Martwi ludzie nie potrafia pic herbaty, tylko bardzo zywi. W tej chwili jestes zywy! 

W tej chwili pijesz herbate. Odczuwaj wdziecznosc! I nie mysl o przyszlosci - nastepna 
chwila sama o siebie zadba. Nie mysl o jutrze - przez trzy tygodnie zyj ta chwila. 

background image

Siedz w ciszy i czekaj 

Czasem dzieje sie tak, ze medytacja jest blisko, ale ty jestes zajety innymi rzeczami. 

Ten  delikatny  glos  jest  w  tobie,  a  ty  jestes  pelen  halasu,  zobowiazan,  zajec, 
odpowiedzialnosci.  A  medytacja  przychodzi  jak  szept,  nie  przychodzi  jak  krzyk 
sloganu,  przychodzi  bardzo  cicho.  Nie  czyni  halasu.  Nawet  kroków  nie  slychac.  Jesli 
wiec jestes zajety, czeka i odchodzi. 

 

Nauka potrzebuje teraz wielkich medytujacych - inaczej Ziemia skazana jest na zaglade. 
 
Dolóz wiec staran, przynajmniej godzine co dnia, aby po prostu siedziec w ciszy i 

czekac na medytacje. Nic nie rób, tylko siedz w ciszy z zamknietymi oczami, w wielkim 
czekaniu, z czekajacym sercem, z otwartym sercem. Po prostu czekaj - jesli cos nastapi, 
bedziesz  gotowy,  by  to  przyjac.  Jesli  nic  nie  nastapi,  nie  czuj  sie  sfrustrowany.  Nawet 
samo siedzenie przez godzine, gdy nic sie nie dzieje, jest dobre, odpreza. Uspokaja cie, 
wycisza,  czyni  cie  bardziej  scentrowanym  i  ugruntowanym.  Ale  coraz  bardziej  bedzie 
sie  zblizac  -  i  powoli,  powoli  powstanie  pewne  zrozumienie  miedzy  toba  i  tym 
medytacyjnym stanem - o okreslonej godzinie, w okreslonym pokoju, o okreslonej porze 
czekasz,  bedzie  przychodzic  coraz  bardziej  i  bardziej.  Nie  jest  to  cos,  co  przychodzi  z 
zewnatrz,  przychodzi  to  z  twego  najglebszego  rdzenia.  Ale  kiedy  wewnetrzna 
swiadomosc  wie,  ze  zewnetrzna  swiadomosc  na  nia  czeka,  mozliwosc  spotkania  jest 
wieksza. 

Usiadz  po  prostu  pod  drzewem.  Wiatr  wieje  i  liscie  drzewa  szeleszcza.  Wiatr  cie 

dotyka,  krazy  wokolo,  przechodzi.  Ale  nie  pozwól  mu  ot,  tak  cie  mijac,  pozwól,  aby 
poruszal  sie  w  tobie  i  przechodzil  przez  ciebie.  Zamknij  wiec  oczy  i  gdy  wieje  on  w 
drzewie  i  slychac  szelest  lisci,  czuj,  ze  ty  tez  jestes  jak  drzewo,  otwarty,  a  wiatr  wieje 
przez ciebie, nie obok ciebie, ale wlasnie przez ciebie. 

Czasami mozesz po prostu zniknac 

Siedzac pod drzewem, nie myslac o przeszlosci i przyszlosci, po prostu bedac, gdzie 

jestes? Gdzie jest ja? Nie czujesz go, nie ma go. 

 
Medytacja nie jest próznia w czasie czy przestrzeni, ale natychmiastowym przebudzeniem. 
 
Ego nie istnieje w terazniejszosci. Przeszlosci juz nie ma, przyszlosc dopiero bedzie - 

nie  ma  ani  jednego,  ani  drugiego.  Przeszlosc  zniknela,  przyszlosc  jeszcze  sie  nie 
pojawila - jest tylko terazniejszosc. A w terazniejszosci nie mozna znalezc czegokolwiek, 
co przypomina ego. 

W  niektórych  klasztorach  Tybetu  nadal  stosuje  sie  jedna  z  najstarszych  medytacji. 

Medytacja  ta  oparta  jest  na  prawdzie,  która  ci  tu  przekazuje.  Ucza  tam,  ze  czasem 
mozesz po prostu zniknac. Kiedy siedzisz w ogrodzie zacznij po prostu odczuwac, ze 
znikasz.  Zobacz  jak  wyglada  swiat  gdy  odszedles  ze  swiata,  gdy  juz  cie  nie  ma,  gdy 
stales sie absolutnie przezroczysty. Na jedna sekunde spróbuj po prostu nie byc. 

We wlasnym domu badz jakby cie nie bylo. jest to naprawde piekna medytacja. W 

background image

ciagu  24  godzin  mozesz  jej  próbowac  wiele  razy  -  wystarczy  chocby  pól  sekundy.  Na 
pól  sekundy  po  prostu  zatrzymaj  sie  -  nie  ma  cie,  a  swiat  trwa  dalej.  Kiedy  coraz 
bardziej staniesz sie uwazny tego, ze bez ciebie swiat swietnie trwa dalej, bedziesz mógl 
nauczyc sie jeszcze jednej czesci swego istnienia, która byla pomijana od dawna, przez 
cale zywoty, i to jest nastrój przyjmowania. Po prostu pozwalasz, stajesz sie drzwiami. 
Wszystko dzieje sie bez ciebie. 

Medytacja gilotyny 

Jedna  z  najpiekniejszych  medytacji  tantrycznych  -  idac,  mysl,  ze  nie  masz  glowy, 

tylko  cialo.  Siedzac,  mysl,  ze  nie  masz  glowy.  Stale  pamietaj,  ze  nie  masz  glowy. 
Wyobrazaj sobie siebie bez glowy. Zrób powiekszone zdjecie siebie bez glowy, patrz na 
nie. Opusc lustro w lazience, tak, ze kiedy patrzysz, nie widzisz glowy - tylko cialo. 

Kilka  dni  pamietania  i  poczujesz,  ze  ogarnia  cie  takie  poczucie  braku  ciezaru,  tak 

ogromna cisza - gdyz to glowa jest problemem. Jesli zdolasz wyobrazic sobie siebie bez 
glowy - a mozna to zrobic, nie ma z tym klopotu - coraz bardziej bedziesz scentrowany 
na sercu. 

W  tej  wlasnie  chwili  mozesz  wyobrazic  sobie  siebie  bez  glowy.  Zrozumiesz 

natychmiast o czym mówie. 

„To nie ja” 

Umysl to smieci! Nie jest tak, ze ty masz  smieci, a ktos inny  nie. To smieci, a jesli 

zaczniesz  wyrzucac  smieci  na  zewnatrz,  mozesz  to  robic  i  robic  -  nigdy  nie 
doprowadzisz tego do takiej chwili, gdy to sie konczy. Sa to smieci, które same siebie 
napedzaja, nie sa wiec martwe, sa dynamiczne. Rosna i zyja wlasnym zyciem. Jesli wiec 
je podetniesz, liscie znów sie pojawia. 

Wyrzucenie tego na zewnatrz nie oznacza, ze staniesz sie pusty. Uczyni cie to tylko 

swiadomym tego, ze ten umysl, o którym myslales, ze jest toba, z którym dotad byles 
utozsamiony,  nie  jest  toba.  Wyciagajac  go  na  wierzch,  staniesz  sie  swiadomy  tego 
rozdzielenia,  przepasci,  miedzy  toba  a  nim.  Smieci  pozostaja,  ale  ty  nie  jestes  z  nimi 
utozsamiony, to wszystko. Stajesz sie oddzielny, wiesz, ze jestes oddzielny. 

Masz  wiec  robic  tylko  jedno  -  nie  próbuj  walczyc  ze  smieciami,  i  nie  próbuj  ich 

zmieniac. Tylko obserwuj i pamietaj tylko to jedno - „to nie ja”. Niech to bedzie mantra - 
„to nie ja”. Pamietaj to i stan sie uwazny i patrz co sie dzieje. 

Natychmiast nastepuje zmiana. Smieci beda, ale nie sa juz czescia ciebie. Pamietanie 

o tym staje sie ich wyrzeczeniem. 

Spisuj swoje mysli 

Któregos dnia zrób to - taki drobny eksperyment. Zamknij drzwi i usiadz w pokoju i 

po prostu zacznij spisywac mysli - cokolwiek przyjdzie ci do glowy. Nie zmieniaj ich, bo 
nie potrzebujesz pokazywac tego kawalka papieru nikomu! Przez dziesiec minut tylko 
pisz, a potem przyjrzyj sie temu. Takie jest twoje myslenie. Kiedy przyjrzysz sie temu, 
pomyslisz, ze to dzielo jakiegos szalenca. Jesli pokazesz ten kawalek papieru swojemu 
najblizszemu przyjacielowi, on tez popatrzy na ciebie i pomysli: „Zwariowales?” 

background image

 
Wszystko, co umysl moze uczynic, nie jest medytacja - jest ona czyms poza umyslem. Umysl 

jest w tym absolutnie bezradny, umysl nie jest w stanie przeniknac medytacji. Tam, gdzie umysl 
sie konczy, zaczyna sie medytacja. 

Strojenie min 

Wiele jest starych medytacji korzystajacych ze strojenia min. Mozesz uczynic z tego 

medytacje - w Tybecie jest to jedna z najstarszych tradycji. 

Znajdz  duze  lustro.  Stan  nago,  strój  miny,  rób  cos  zabawnego  i  obserwuj,  jesli 

bedziesz  to  robil  i  obserwowal  przez  15-20  minut,  bedziesz  zaskoczony.  Zaczniesz 
odczuwac, ze jestes czyms oddzielnym od tego. Gdybys nie byl oddzielny, jak móglbys 
robic to wszystko? A cialo jest po prostu w twoim reku, jest tylko czyms w twoim reku. 
Mozesz bawic sie nim to tak, to tak. 

Wynajduj  nowe  sposoby  przybierania  zabawnych  min,  zabawnych  figur.  Rób 

wszystko, co tylko mozesz, a przyniesie ci to wielkie rozluznienie i zaczniesz patrzec na 
siebie nie jako na cialo, nie jako na twarz, ale jako na swiadomosc. Bedzie to pomocne. 

Po prostu patrz na niebo 

Medytuj z niebem i kiedy tylko masz czas, po prostu polóz sie, patrz na niebo. Niech 

bedzie to twoja kontemplacja, jezeli chcesz sie modlic, módl sie do nieba, jezeli chcesz 
medytowac, medytuj z niebem, czasem z otwartymi oczami, czasem z zamknietymi. Bo 
niebo jest tez w tobie - takie wielkie, jak na zewnatrz, takie samo jest wewnatrz. Stoimy 
na  samej  granicy  nieba  wewnetrznego  i  nieba  zewnetrznego  i  sa  one  dokladnie 
proporcjonalne.  Tak,  jak  niebo  zewnetrzne  jest  nieskonczone,  takie  jest  i  niebo 
wewnetrzne. 

Stoimy na samej granicy - w którakolwiek strone pójdziesz, rozplyniesz sie. I sa to 

dwie drogi wiodace do rozplyniecia sie. 

 
Nie mówie, ze medytacja rozwiaze problemy twego zycia. Mówie tylko tyle, ze gdy jestes w 

stanie medytacji, problemy znikna - nie beda rozwiazane. Nie potrzeba rozwiazywac problemów. 
Problem powstaje przede wszystkim wskutek istnienia napietego umyslu. 

 
Gdy rozplywasz sie w niebie zewnetrznym, jest to modlitwa; gdy rozplywasz sie w 

niebie wewnetrznym, jest to medytacja, ale w koncu sprowadza sie to do tego samego - 
rozplywasz sie. A te dwa nieba nie sa dwoma niebami. Sa dwoma tylko ze wzgledu na 
ciebie  -  ty  jestes  linia  dzielaca.  Gdy  znikasz,  znika  ta  dzielaca  linia,  wtedy  to,  co  jest 
wewnatrz, jest na zewnatrz, a to, co jest na zewnatrz, jest wewnatrz. 

Aromat kwiatu 

Jesli masz dobry wech, zbliz sie do jakiegos kwiatu, niech aromat cie napelni. Potem 

stopniowo,  bardzo  powoli,  odsuwaj  sie  od  kwiatu,  ale  caly  czas  zwracaj  uwage  na 
zapach, aromat. W miare oddalania sie ten aromat bedzie stawal sie coraz subtelniejszy, 
a  ty  bedziesz  potrzebowal  wiecej  uwaznosci  dla  jego  odczucia.  Stan  sie  nosem. 

background image

Zapomnij  o  calym  ciele,  a  cala  energie  sprowadz  do  nosa,  tak,  jakby  tylko  nos  istnial. 
Jesli zgubisz zapach, podejdz kilka kroków, pochwyc zapach ponownie i odsuwaj sie, 
cofaj sie dalej. 

Powoli  bedziesz  w  stanie  wyczuc  zapach  kwiatu  z  bardzo  duzej  odleglosci.  Nikt 

inny nie zdola poczuc tego kwiatu z tak daleka. Ciagle poruszaj sie w bardzo subtelny 
sposób - czynisz ten przedmiot subtelnym - i przyjdzie taka chwila, gdy nie bedziesz w 
stanie  poczuc  zapachu.  Teraz  wachaj  nieobecnosc  miejsca,  gdzie  jeszcze  przed  chwila 
byl pewien aromat, juz go nie ma. 

jest  to  druga  czesc  jego  istnienia  -  czesc  nieobecna,  czesc  ciemna.  Jezeli  zdolasz 

poczuc  wechem  nieobecnosc  zapachu,  jezeli  zdolasz  odczuc,  ze  jest  w  tym  pewna 
róznica,  to  o  wszystkim  zadecyduje.  Wtedy  ten  przedmiot  staje  sie  bardzo  subtelny. 
Teraz jest to zblizanie sie do bezmyslowego stanu samadhi. 

Nawiaz kontakt z ziemia 

Czasem spróbuj takiego prostego eksperymentu  - stan gdzies rozebrany do naga  - 

na plazy, nad rzeka - stan w sloncu rozebrany do naga i zacznij podskakiwac, biegac, i 
odczuj jak twoja energia przeplywa do ziemi przez stopy, przez nogi. Biegnij i odczuwaj 
jak twoja energia splywa przez nogi do ziemi. Potem, po kilku minutach biegu, stan po 
prostu  w  milczeniu,  zakorzeniony  w  ziemi,  i  odczuj  polaczenie  stóp  z  ziemia.  Nagle 
poczujesz sie bardzo, bardzo ukorzeniony, ugruntowany, stabilny. Poczujesz, ze ziemia 
nawiazuje  kontakt,  poczujesz,  ze  twoje  stopy  nawiazuja  kontakt.  Powstaje  dialog 
miedzy ziemia i toba. 

Po prostu rozluznij oddychanie 

Kiedy  tylko  znajdziesz  troche  czasu,  przez  kilka  minut  po  prostu  odprez  uklad 

oddechowy,  nic  innego  -  nie  ma  potrzeby  odprezania  calego  ciala.  Gdy  siedzisz  w 
pociagu, samolocie czy samochodzie, nikt nie bedzie wiedzial, ze cos robisz. Po prostu 
odprez uklad oddechowy. Niech funkcjonuje naturalnie. Potem zamknij oczy i obserwuj 
oddech, który wchodzi, wychodzi, wchodzi. 

Nie  koncentruj  sie.  Gdy  sie  koncentrujesz,  stwarzasz  klopoty,  poniewaz  wtedy 

wszystko  staje  sie  zaklóceniem.  Gdy  spróbujesz  skoncentrowac  sie  gdy  siedzisz  w 
samochodzie,  halas  samochodu  stanie  sie  zaklóceniem,  czlowiek  siedzacy  obok  ciebie 
stanie sie zaklóceniem. 

Medytacja  nie  jest  koncentracja,  jest  prosta  uwaznoscia.  Ot,  tylko  odprez  sie  i 

obserwuj oddychanie. W tym obserwowaniu nic nie jest odsuwane. Samochód szumi - 
swietnie,  akceptuj  to.  Trwa  ruch  uliczny  -  doskonale,  jest  to  czesc  zycia.  Inny  pasazer 
chrapie  obok  -  akceptuj  to.  Nic  nie  zostaje  odrzucone.  Tylko  medytacja  moze 
zneutralizowac twoje uwarunkowania. 

„Pokój temu czlowiekowi”. 

Gdy  ktos  do  ciebie  przychodzi  czy  spotyka  sie  z  toba,  osiadz  po  prostu  w  sobie, 

wycisz sie. Gdy ta osoba wchodzi, w glebi siebie odczuj do niego pokój. Poczuj: „Pokój 
temu  czlowiekowi”.  Nie  mów  tego,  odczuj  to.  Nagle  stwierdzisz  w  tym  czlowieku 

background image

zmiane, jakby do jego istnienia wkroczylo cos nieznanego. Bedzie totalnie inny. Spróbuj! 

Osho  dal    te  technike  pracy  z  napieciem  tym,  którzy  uswiadomili  sobie  trwale 

utrzymujacy sie wzorzec frustracji i zlosci w swoich sprawach codziennych. 

Codziennie przez pietnascie minut, o takiej porze, gdy dobrze sie czujesz, zamknij 

pokój i stan sie pelny zlosci - ale jej z siebie nie wyrzucaj. Wymuszaj to dalej... niemal 
oszalej od tej zlosci, ale jej nie wyrzucaj na zewnatrz - nie wyrazaj jej, nawet poduszki 
nie uderzaj. Stlum to jak tylko mozesz - rozumiesz o czym mówie? Jest to dokladnym 
przeciwienstwem katharsis. 

Gdy  odczujesz,  ze  w  zoladku  narasta  napiecie,  jakby  cos  mialo  eksplodowac, 

wciagnij brzuch - uczyn go tak napietym, jak tylko zdolasz, jesli czujesz, ze barki staja 
sie napiete, uczyn je jeszcze bardziej napietymi. Niech cale cialo stanie sie jak najbardziej 
napiete  - niemal tak, jak wulkan, w srodku wrzace,  ale bez uwolnienia. O tym nalezy 
pamietac  -  bez  uwolnienia,  bez  ekspresji.  Nie  krzycz,  bo  wtedy  brzuch  zostanie 
rozluzniony. Niczego nie uderzaj, bo wtedy rozluznia sie barki i stana sie odprezone. 

Przez  pietnascie  minut  stawaj  sie  coraz  bardziej  rozgoraczkowany,  jakbys  mial 

temperature  stu  stopni.  Przez  pietnascie  minut  pracuj  az  do  samego  szczytu.  Ustaw 
budzik, a gdy rozlegnie sie dzwiek, spróbuj to uczynic najmocniej, jak tylko potrafisz. A 
gdy  dzwiek  ustanie,  usiadz  w  ciszy,  zamknij  oczy  i  tylko  obserwuj  to,  co  sie  dzieje. 
Odprez cialo. 

To rozgrzanie ukladu wymusi stopienie twoich wzorców. 

Kontempluj to, co przeciwne 

Jest to piekna metoda. Bedzie bardzo przydatna. Na przyklad - co masz zrobic, gdy 

czujesz sie bardzo niezadowolony? Kontempluj to, co przeciwne. 

Gdy czujesz sie niezadowolony, kontempluj zadowolenie. Czym jest zadowolenie? 

Wprowadz równowage. Gdy twój umysl jest w zlosci, wprowadz wspólczucie, pomysl 
o  wspólczuciu  -  i  natychmiast  energia  ulegnie  zmianie,  gdyz  oba  te  stany  sa  tym 
samym. Przeciwienstwo jest ta sama energia. Gdy je wprowadzisz, zostaje przyswojone, 
jest zlosc - kontempluj wspólczucie. 

Zrób  taka  rzecz  -  przechowuj  posazek  Buddy,  gdyz  ten  posazek  jest  gestem 

wspólczucia.  Zawsze  gdy  czujesz  w  sobie  zlosc,  wejdz  do  pokoju,  spojrzyj  na  Budde, 
usiadz  tak,  jak  Budda,  i  odczuj  wspólczucie.  Nagle  stwierdzisz,  ze  nastepuje  w  tobie 
przemiana. Zlosc sie zmienia - nie ma juz ekscytacji, pojawia sie wspólczucie, i nie jest to 
jakas inna energia. Jest to ta sama energia - ta sama energia, co i zlosc - która zmienia 
swa jakosc, wznosi sie. Spróbuj! 

„Nie dwa” 

To  jedna  z  najstarszych  mantr.  Zawsze  gdy  czujesz  sie  podzielony,  zawsze  gdy 

odczuwasz,  ze  powstaje  jakis  dualizm,  powiedz  sobie  wewnatrz  -  „nie  dwa”.  Ale 
powiedz to w pelni uwaznosci,  nie powtarzaj tego mechanicznie. Zawsze gdy czujesz 
jak pojawia sie milosc, powiedz ,,nie dwa”, inaczej czyhac bedzie nienawisc - te stany sa 
jednoscia. Gdy czujesz powstajaca nienawisc, powiedz „nie dwa”. Zawsze gdy czujesz 
kurczowe  trzymanie  sie  zycia,  powiedz  „nie  dwa”,  zawsze  gdy  czujesz  lek  przed 

background image

smiercia, powiedz „nie dwa”. Istnieje tylko jednosc. 

I  to  mówienie  winno  byc  twoim  zrozumieniem.  Powinno  byc  pelne  inteligencji, 

wszechprzenikajacej  jasnosci  -  a  nagle  odczujesz  w  sobie  odprezenie.  W  chwili 
wypowiadania  „nie  dwa”  -  jesli  mówisz  to  ze  zrozumieniem,  nie  powtarzasz 
mechanicznie - nagle odczujesz iluminacje. 

Sluchaj „tak” 

Przez jeden miesiac sluchaj „tak” idz sciezka, która mówi „tak”. Przez jeden miesiac 

nie idz sciezka, która powiada „nie”. Udziel wiecej wsparcia temu „tak” - z tego miejsca 
zacznie dziac sie twoja jednosc. „Nie” nigdy nie pomaga w uzyskaniu jednosci. Zawsze 
to  „tak”  jest  pomoca,  poniewaz  „tak”  jest  akceptacja,  „tak”  jest  ufnoscia,  „tak”  jest 
modlitwa. Byc zdolnym do mówienia „tak” to byc religijnym. 

Po  drugie  -  nie  nalezy  tlumic  „nie”.  Jesli  je  stlumisz,  bedzie  sie  ono  stawac  coraz 

silniejsze  i  któregos  dnia  eksploduje  i  zniszczy  twoje  „tak”.  Dlatego  nigdy  nie  tlum 
„nie”, po prostu je ignoruj. 

 

Medytacja  nie  jest  doznaniem,  jest  staniem  sie  swiadomym  swiadka.  Patrz  -  tylko  patrz  i 

pozostan scentrowany w tym patrzeniu, a wszystko jest totalne. Inaczej nic nie jest totalne. A   
potem wszystko daje spelnienie, inaczej nic nie daje spelnienia. Medytuj z twarza ukochanej. Jesli 
kochasz kwiaty, medytuj z róza, medytuj z ksiezycem albo czymkolwiek, co lubisz. Jesli kochasz 
jedzenie, medytuj z jedzeniem. 

 
A  jest  wielka  róznica  miedzy  tlumieniem  a  ignorowaniem.  Wiesz,  ze  cos  jest  i 

widzisz to. Mówisz: „Tak, wiem, ze tu jestes, ale ja bede sluchal tak”. Nie tlumisz tego, 
nie  walczysz  z  tym,  nie  mówisz:  „Wynos  sie,  znikaj,  nie  chce  miec  z  toba  nic 
wspólnego”. Nie mówisz niczego w zlosci na to, nie chcesz tego odpychac, nie chcesz 
wrzucac  tego  do  piwnicy  wlasnej  nieswiadomosci  w  ciemnosciach  umyslu.  Nie,  nic  z 
tym  nie  robisz,  po  prostu  stwierdzasz,  ze  to  jest.  Ale  ty  sluchasz  „tak”,  bez  zalu,  bez 
narzekania,  bez  zlosci.  Po  prostu  sluchaj  „tak”,  nie  przyjmujac  wobec  tego  zadnego 
nastawienia. 

Ignorowanie  „nie”  jest  najwieksza  sztuka  jego  zabijania.  Jezeli  bedziesz  z  nim 

walczyl,  juz  stales  sie  ofiara,  bardzo  subtelna  ofiara  -  to  „nie”  juz  cie  pokonalo.  Gdy 
walczysz  z  „nie”,  mówisz  „nie”  temu  „nie”.  W  taki  sposób  owladnelo  ono  toba 
wchodzac tylnymi drzwiami. Nie mów „nie” nawet wobec „nie” - po prostu je ignoruj. 

Przez  jeden  miesiac  sluchaj  „tak”  i  nie  walcz  z  „nie”.  Bedziesz  zaskoczony,  ze 

stopniowo  staje  sie  ono  coraz  slabsze  i  watlejsze,  gdyz  jest  wyglodzone  -  a  pewnego 
dnia nagle stwierdzisz, ze juz go nie ma. A gdy juz go nie bedzie, cala energia w nim 
zawarta  zostaje  uwolniona  i  ta  uwolniona  energia  uczyni  twoje  „tak”  wielkim 
strumieniem. 

Zaprzyjaznij sie z drzewem 

Podejdz  do  drzewa,  rozmawiaj  z  drzewem,  dotykaj  drzewa,  obejmuj  drzewo, 

odczuwaj  drzewo,  po  prostu  usiadz  pod  drzewem,  pozwól,  by  drzewo  poczulo,  ze 

background image

jestes dobrym czlowiekiem, i ze nie jest twoim zamiarem zranienie go. 

Powoli,  stopniowo,  powstanie  przyjazn,  i  zaczniesz  odczuwac,  ze  kiedy 

przychodzisz,  natychmiast  zmienia  sie  jakosc  tego  drzewa.  Poczujesz  to  -  gdy  sie 
zblizasz,  na  korze  drzewa  odczujesz  poruszajaca  sie  ogromna  energie.  Gdy  dotykasz 
drzewa,  jest  szczesliwe  jak  dziecko,  jak  ukochana  osoba.  Gdy  siedzisz  pod  drzewem, 
odczujesz  wiele  rzeczy,  i  wkrótce  bedziesz  w  stanie  odczuc,  ze  gdy  jestes  smutny  i 
podchodzisz do drzewa, twój smutek po prostu znika w obecnosci drzewa 

Dopiero  wtedy  bedziesz  w  stanie  zrozumiec,  ze  jestes  wspólzalezny.  Mozesz 

uczynic to  drzewo szczesliwym, a to  drzewo moze  ciebie uczynic szczesliwym, a cale 
zycie jest wspólzaleznoscia. Ta wspólzaleznosc nazywam Bogiem. 

 
Medytacja nie jest srodkiem sluzacym wyzwoleniu twej inteligencji. Im bardziej medytujesz, 

tym  stajesz  sie  inteligentniejszy.  Ale  pamietaj  -  mówiac  o  inteligencji  nie  mam  na  mysli 
intelektualnosci. Intelektualnosc nalezy do glupoty. 

 

„Jestes tutaj?” 

Wypowiedz swe wlasne imie - rankiem, noca, w poludnie. Gdy czujesz sie spiacy, 

wypowiedz swoje  imie. I nie tylko je  wypowiedz - odpowiedz na nie i to  glosno. Nie 
obawiaj  sie  innych  ludzi.  Dosc  juz  sie  obawiales  innych  ludzi,  lekiem  juz  cie 
dostatecznie  zamordowali.  Nie  bój  sie,  nawet  na  targowisku  musisz  o  tym  pamietac. 
Wypowiedz swoje imie - „Teertha, jestes tutaj?” I odpowiedz - „Jestem”. 

 
Medytacja nie jest czyms, co robisz rankiem i masz to za soba  - medytacja to cos, co masz 

robic  i  przezywac  w  kazdej  chwili swojego  zycia.  Idac,  spiac,  siedzac, rozmawiajac,  sluchajac  - 
musi sie to stac pewnego rodzaju klimatem. Czlowiek odprezony w nim pozostaje. Ten, kto stale 
porzuca przeszlosc, pozostaje w medytacji. Nigdy nie dzialaj kierujac sie wnioskami; te wnioski to 
twoje  uwarunkowania,  to  twoje  uprzedzenia,  twoje  pragnienia,  twoje  leki  i  cala  reszta.  Krótko 
mówiac - ty jestes! 

Ty oznacza twoja przeszlosc. Ty oznacza wszystkie twoje przezycia z przeszlosci. Nie pozwól 

temu,  co  martwe,  panowac  nad  tym,  co  zywe,  nie  pozwól,  by  przeszlosc  wywierala  wplyw  na 
terazniejszosc,  nie  pozwól,  by  smierc  zawladnela  twoim  zyciem  -  na  tym  wlasnie  polega 
medytacja. Krótko mówiac, w medytacji ciebie nie ma. To, co martwe, nie kieruje tym, co zyje. 

POLUDNIE 

siedzenie, patrzenie i sluchanie 

W medytacji nie ma celu 

Medytacja  pojawia  sie  dopiero  wtedy,  gdy  przenikasz  do  glebi  wszystkich 

motywacji i stwierdzasz, ze ich nie ma,  gdy przeszedles  przez cala runde motywacji i 
zrozumiales ich falszywosc. Zobaczyles, ze te motywacje prowadza do nikad, ze mozesz 
ciagle i ciagle krecic sie w kólko - a ty pozostajesz taki sam. Motywacje trwaja i trwaja i 
prowadza  cie,  kieruja  toba,  doprowadzaja  cie  niemal  do  szalenstwa,  stwarzajac  nowe 

background image

pragnienia  -  a  nigdy  nic  nie  zostaje  osiagniete.  Dlonie  pozostaja  tak  samo  puste  jak 
zawsze. Kiedy to zostanie zrozumiane, kiedy wejrzysz w swoje zycie i stwierdzisz, ze 
wszystkie motywacje odpadaja... 

Zadna motywacja nigdy nie prowadzi do sukcesu, zadna motywacja nigdy nikomu 

nie przyniosla zadnego blogoslawienstwa. Motywacje jedynie obiecuja - to, co obiecane, 
nigdy  nie  zostaje  spelnione,  jedna  motywacja  zawodzi  i  wkracza  inna  motywacja  i 
znowu ci obiecuje... a ty znowu ulegasz temu omamowi. Raz po raz jestes oszukiwany 
przez motywacje, i wreszcie któregos dnia nagle uswiadamiasz sobie - nagle widzisz to 
wszystko,  i  to  widzenie  jest  poczatkiem  medytacji.  Nie  ma  w  tym  zadnego  nasienia, 
zadnej motywacji, jezeli medytujesz po to, by cos osiagnac, tak naprawde koncentrujesz 
sie  -  nie  medytujesz.  Wtedy  nadal  jestes  w  tym  swiecie  -  twój  umysl  nadal  jest 
zainteresowany  tanimi  rzeczami,  banalami.  Wtedy  jestes  z  tego  swiata.  Nawet  jesli 
medytujesz  na  osiagniecie  Boga,  jestes  z  tego  swiata.  Nawet  jesli  medytujesz  aby 
osiagnac nirwane, jestes z tego swiata - poniewaz w medytacji nie ma celu. 

Medytacja jest to wglad stwierdzajacy, ze wszystkie cele sa falszywe. Medytacja jest 

to zrozumienie, ze wszelkie pragnienia prowadza do nikad. 

Siedzenie 

Medytacja  oznacza  przeznaczenie  paru  minut  na  brak  aktywnosci.  Na  poczatku 

bedzie  to  bardzo  trudne  -  na  poczatku  bedzie  to  najtrudniejsza  rzecz  w  swiecie,  a  na 
koncu - najlatwiejsza. Jest to tak latwe - i dlatego jest takie trudne. 

Gdy  powiesz  komus,  zeby  tylko  usiadl  i  nic  nie  robil,  zacznie  sie  wiercic,  zacznie 

czuc  mrowienie  w  nodze,  albo  poczuje,  ze  cos  dzieje  sie  w  ciele.  Staje  sie  tak 
niespokojny,  gdyz  zawsze  byl  czyms  zajety.  Przypomina  samochód  z  wlaczonym 
zaplonem, z pracujacym silnikiem, samochód, który jednak nigdzie nie jedzie - ale silnik 
huczy i staje sie coraz bardziej goracy. Zapomniales jak sie wylacza zaplon. Tym wlasnie 
jest medytacja - sztuka wylaczania zaplonu. 

Oddech - najglebsza mantra 

Oddech wchodzi - niech twe istnienie odzwierciedli to, ze oddech wchodzi. Oddech 

wychodzi - niech twe istnienie odzwierciedli to, ze oddech wychodzi, a ty odczuwasz 
jak  splywa  na  ciebie  ogromna  cisza,  jesli  zdolasz  zobaczyc  oddech  wchodzacy  i 
wychodzacy  wchodzacy  i  wychodzacy  -  oto  najglebsza  mantra,  jaka  kiedykolwiek 
wymyslono. 

Oddychasz  tu  i  teraz.  Nie  mozesz  oddychac  jutro  i  nie  mozesz  oddychac  wczoraj. 

Musisz  oddychac w tej  chwili, ale mozesz myslec  o jutrze i mozesz  myslec o wczoraj. 
Dlatego  cialo  pozostaje  w  terazniejszosci,  a  umysl  stale  skacze  miedzy  przeszloscia  i 
przyszloscia  -  jest  rozdwojenie  miedzy  cialem  i  umyslem.  Cialo  wchodzi  w 
terazniejszosc,  a  umysl  nigdy  nie  jest  w  terazniejszosci  i  nigdy  sie  one  nie  spotykaja. 
Nigdy  nie  natykaja  sie  na  siebie,  i  z  powodu  tego  rozdwojenia  powstaje  niepokój, 
napiecie  i  ból.  Czlowiek  jest  napiety,  a  to  napiecie  jest  zmartwieniem.  (Umysl  musi 
zostac sprowadzony do terazniejszosci, poniewaz nie ma innego czasu. 

background image

Osho mówi o vipassanie 

Siedzac w milczeniu po prostu obserwuj swój oddech. Najlatwiejsze do obserwacji 

jest wejscie powietrza do nosa. Gdy oddech wchodzi, odczuj dotyk oddechu u wejscia 
do  nosa  -  tam  go  obserwuj.  Dotyk  bedzie  latwiejszy  w  obserwowaniu,  oddech  bylby 
zbyt  subtelny  -  na  poczatku  obserwuj  sam  dotyk.  Oddech  wchodzi,  a  ty  czujesz,  ze 
wchodzi  -  obserwuj  go.  A  potem  idz  za  nim,  idz  razem  z  nim.  Stwierdzisz,  ze 
przychodzi chwila, gdy oddech sie zatrzymuje. Gdzies w poblizu twego pepka oddech 
sie zatrzymuje  - na jedna malenka chwile, na jedna pal, zatrzymuje sie. Potem znowu 
wedruje na zewnatrz, a ty idz za nim - znów odczuj ten dotyk, oddechu wychodzacego 
przez  nos.  Idz  za  nim,  razem  z  nim  wyjdz  na  zewnatrz  -  znów  dotrzesz  do  pewnego 
punktu, gdy oddech zatrzymuje sie na jeden bardzo malenki moment, i znów ten cykl 
sie zaczyna. 

 
„Najpierw musisz tanczyc, aby w tancu pancerz opadl. Najpierw musisz krzyczec w radosci 

i  spiewac,  aby  twoje  zycie  stalo  sie  bardziej  ozywione.  Najpierw  musisz  przejsc  katharsis,  aby 
wszystko to, co stlumiles, zostalo wyrzucone i twoje cialo zostalo oczyszczone z toksyn i trucizn, 
a  twoja  psychika  takze  zostala  oczyszczona  ze  stlumionych  urazów  i  ran.  Gdy  to  nastapi  i 
bedziesz mógl smiac sie    i staniesz sie zdolny do milosci - wtedy vipassana”. 

 
Wdech,  przerwa,  wydech,  przerwa,  wdech,  przerwa.  Ta  przerwa  jest  najbardziej 

tajemniczym zjawiskiem w tobie. Gdy oddech wchodzi i ustaje i nie ma ruchu, to jest 
miejsce, w którym mozna spotkac Boga. Albo gdy oddech wychodzi i zatrzymuje sie i 
nie ma ruchu. 

Pamietaj  -  nie  masz  go  zatrzymywac,  on  ustaje  sam  z  siebie.  Jesli  go  zatrzymasz, 

wszystko przegapisz, bo wlaczy sie ten, kto to robi i bycie swiadkiem zniknie. Nic z nim 
nie rób. Masz nie zmieniac oddechu, masz nie wdychac, ani nie wydychac. To nie jest 
pranayam z jogi, gdzie zaczynasz manipulowac oddechem - nie o to chodzi. W ogóle nie 
dotykasz  oddechu  -  przyzwalasz  na  jego  naturalnosc,  jego  naturalny  przebieg.  Gdy 
wychodzi, idziesz za nim, gdy wchodzi, idziesz za nim. 

I wkrótce staniesz sie swiadom istnienia dwóch przerw. W tych dwóch przerwach 

tkwia drzwi, i w tych dwóch przerwach zrozumiesz, przekonasz sie, ze sam oddech nie 
jest zyciem - moze jest pokarmem dla zycia, jak i inne pokarmy, ale nie jest zyciem jako 
takim. Poniewaz wtedy, gdy oddychanie sie zatrzymuje, jestes, jestes doskonale - jestes 
doskonale swiadomy, calkowicie swiadomy, i oddech sie zatrzymal, oddychania juz nie 
ma, a ty jestes. 

I  gdy  bedziesz  trwal  w  tej  obserwacji  oddechu  -  Budda  nazywa  to  yipassana  albo 

anapanasati yog - gdy bedziesz obserwowal, obserwowal, obserwowal, powoli, powoli 
zaczniesz  widziec,  ze  przerwa  sie  powieksza  i  rosnie.  W  koncu  jest  tak,  ze  przez  cale 
minuty  ta  przerwa  sie  utrzymuje,  jeden  oddech  wchodzi,  i  przerwa...  i  przez  cale 
minuty  oddech  nie  wychodzi.  Wszystko  sie  zatrzymalo.  Swiat  sie  zatrzymal,  czas  sie 
zatrzymal,  myslenie  sie  zatrzymalo.  Bo  gdy  oddech  sie  zatrzymuje,  myslenie  nie  jest 
mozliwe.  A  gdy  oddech  sie  zatrzymuje,  na  cale  minuty,  myslenie  jest  absolutnie 
niemozliwe  -  poniewaz  proces  myslowy  potrzebuje  ciaglego  doplywu  tlenu,  a  proces 

background image

myslowy i oddychanie sa ze soba wzajemnie gleboko powiazane. 

Gdy  jestes  w  zlosci,  twój  oddech  ma  inny  rytm;  gdy  jestes  pobudzony  seksualnie, 

masz  inny  rytm  oddechu;  kiedy  jestes  wyciszony,  znów  jest  inny  rytm  oddechu.  Gdy 
jestes  szczesliwy,  jest  inny  rytm  oddechu;  gdy  jestes  smutny,  znowu  jest  inny  rytm 
oddechu.  Twoje  oddychanie  zmienia  sie  wraz  ze  zmianami  nastrojów  umyslu,  i 
odwrotnosc  tego  tez  jest  prawda  -  gdy  zmienia  sie  oddech,  zmieniaja  sie  nastroje 
umyslu. A gdy oddech ustaje, umysl sie zatrzymuje. 

W tym zatrzymaniu umyslu zatrzymuje sie caly swiat - gdyz to umysl jest swiatem, i 

w  tym  zatrzymaniu  po  raz  pierwszy  poznajesz  czym  jest  oddech  wewnatrz  oddechu, 
zycie wewnatrz zycia. To doznanie jest czyms wyzwalajacym. To doznanie sprawia, ze 
stajesz sie swiadomy Boga - a Bóg nie jest jakas osoba, ale samym doznaniem zycia. 

Vipassana - medytacja wgladu 

Usiadz w pozycji, która bedzie wygodna na 45-60 minut. Pomaga siadania co dzien 

o  tej  samej  porze  i  w  tym  samym  miejscu,  i  nie  musi  to  byc  miejsce  ciche. 
Eksperymentuj, az znajdziesz sytuacje, w której czujesz sie najlepiej. Mozesz siadac raz 
lub dwa razy dziennie, ale nie siadaj przynajmniej na godzine po posilku i przed snem.   

Wazne  jest  by  siedziec  z  wyprostowanymi  plecami  i  glowa.  Oczy  powinny  byc 

zamkniete, a cialo nieruchome, jak to mozliwe. Pomocna moze byc lawka do medytacji 
lub krzeslo z prostym oparciem, czy tez jakikolwiek ulozenie poduszek. 

Nie  ma  zadnej  specjalnej  techniki  oddychania  -  zwyczajnie,  naturalne  oddychanie 

jest  odpowiednie.  Vippasana  polega  na  uwaznosci  oddechu,  dlatego  nalezy 
obserwowac  wznoszenie  sie  i  opadanie  kazdego  oddechu  tam,  gdzie  doznania 
odczuwasz najwyrazniej - w nosie lub okolicy zoladka lub splotu slonecznego. 

 
Medytacja  jest  po  prostu  rozkoszowaniem  sie  wlasna  obecnoscia.  Medytacja  jest  rozkosza 

wlasnego istnienia. 

 
Vipassana  nie  jest  koncentracja,  a  jej  celem  nie  jest  pozostawanie  w  obserwacji 

oddychania przez godzine. Gdy pojawia sie mysli, uczucia lub doznania, albo gdy zdasz 
sobie sprawe z jakiegos dzwieku, zapachów i powiewów powietrza z zewnatrz, pozwól 
po prostu uwadze powedrowac ku nim. Cokolwiek sie pojawi, moze byc obserwowane 
tak,  jak  chmury  plynace  na  niebie  -  ani  sie  tego  kurczowo  nie  chwytasz,  ani  tego  nie 
odrzucasz. Zawsze gdy mozliwy jest wybór co masz obserwowac, wracaj do uwaznosci 
oddychania. 

Pamietaj - nic specjalnego nie ma sie tu dziac. Nie ma ani porazki ani sukcesu - nie 

ma  tez  zadnego  postepu  wzgledem  poprzednich  sesji.  Nie  ma  nic  co  nalezaloby 
wymyslac  lub  analizowac,  ale  moga  pojawic  sie  wglady  w  rózne  sprawy.  Pytania  i 
problemy mozna widziec po prostu jako tajemnice, którymi nalezy sie cieszyc. 

Osho  mówi  o  przyplywie  energii,  jaki  czesto  odczuwaja  ludzie  zaczynajacy 

vipassane. 

W  vipassanie  czasem  moze  sie  zdarzyc  tak,  ze  poczujesz  duze  uwrazliwienie 

zmyslów  -  gdyz  jestes  tak  wyciszony,  a  energia  nie  jest  rozpraszana.  Zwykle  wiele 

background image

energii jest rozpraszanej i jestes wyczerpany. Gdy tylko siedzisz, nic nie robisz, stajesz 
sie  cichym  zbiornikiem  energii,  i  ten  zbiornik  staje  sie  coraz  wiekszy  i  wiekszy  i 
wiekszy.  Dochodzi  niemal  do  takiego  punktu,  ze  zaczyna  sie  przelewac...  a  wtedy 
czujesz  uwrazliwienie  zmyslów.  Odczuwasz  nowa  wrazliwosc,  zmyslowosc,  nawet 
seksualnosc  -  jakby  wszystkie  zmysly  staly  sie  swieze,  mlodsze,  zywe,  jakby  opadl  z 
ciebie kurz i jakbys wzial kapiel, i oczyscil sie pod prysznicem. Tak sie zdarza. 

 
Tylko medytacja moze pomóc ci totalnie, poniewaz nie robisz tego pod katem kogos innego, 

robisz  to  przed  wlasnym  istnieniem.  Mozesz  byc  absolutnie  wolny.  Nie  musisz  sie  obawiac  co 
pomysla inni ludzie. 

 
Dlatego ludzie - zwlaszcza buddyjscy mnisi, którzy od stuleci praktykuja vipassane 

- jedza niewiele. Nie potrzebuja. Jedza raz  - i to bardzo umiarkowany posilek, bardzo 
maly,  co  najwyzej  mozesz  nazwac  go  sniadaniem  -  raz  dziennie.  Nie  spia  wiele, 
poniewaz  sa  pelni  energii,  i  nie  sa  eskapistami  -  ciezko  pracuja.  Nie  jest  tak,  ze  nie 
pracuja. Rabia drewno i pracuja w ogrodzie, w polu, na farmie - pracuja caly dzien. Ale 
cos sie z nimi stalo, i teraz ta energia juz nie jest rozpraszana. 

I  pozycja  siedzenia  bardzo  sprzyja  zachowaniu  energii.  Pozycja  lotosu,  w  której 

siadaja buddysci, jest taka, ze wszystkie krance ciala stykaja sie ze soba - stopa ze stopa, 
dlon z dlonia. Sa to punkty, z których energia porusza sie na zewnatrz i wyplywa, bo 
aby  energia  mogla  wyplywac  na  zewnatrz,  potrzeba  ostrego  zakonczenia.  Dlatego 
meski narzad seksualny ma ostre zakonczenie - gdyz musi przekazywac wiele energii. 
Przypomina prawie zawór bezpieczenstwa. Gdy jest zbyt wiele energii wewnatrz, i nic 
nie mozesz zrobic, rozladowujesz ja w seksie. 

W  akcie  seksualnym  kobieta  nigdy  nie  uwalnia  energii.  Stad  kobieta  moze  kochac 

sie  z  wieloma  osobami  w  ciagu  jednej  nocy,  a  mezczyzna  nie.  Kobieta  moze  nawet 
gromadzic energie, o ile wie jak to robic - moze nawet otrzymywac energie. 

Przez  glowe  energia  nie  jest  uwalniana  na  zewnatrz.  Natura  stworzyla  glowe  w 

ksztalcie kuli. Dlatego mózg nigdy nie traci energii, zachowuje ja - bo jest najwazniejszy, 
stanowi  centrum  zarzadzania  calym  cialem.  Musi  byc  chroniony  -  dlatego  chroni  go 
kulista czaszka. 

Energia nie moze wyplywac z przedmiotów kulistych. Stad planety - ziemia i slonce 

i  ksiezyc  i  gwiazdy  -  wszystkie  sa  kuliste.  Gdyby  bylo  inaczej,  tracilyby  energie  i 
umieraly. 

Gdy  tak  siadasz,  przyjmujesz  ksztalt  kuli  -  dlon  dotyka  dloni.  Gdy  jedna  dlon 

uwalnia  energie,  przeplywa  ona  do  drugiej  dloni.  Stopa  dotyka  stopy...  tak  siedzac 
stajesz sie niemal kregiem. Energia krazy wewnatrz ciebie. Nie wyplywa na zewnatrz. 
Gromadzisz ja - stopniowo stajesz sie zbiornikiem. Stopniowo zaczniesz czuc w brzuchu 
napelnienie. Mozesz byc pusty, moze nic nie jadles, ale odczuwasz pewne na pelnienie, i 
wtedy pojawia sie naplyw wyostrzonej zmyslowosci. Ale to dobry znak, bardzo, bardzo 
dobry znak. Ciesz sie wiec z tego. 

 
Jestes  swoim  wlasnym  wytworem,  jestes  bariera.  Medytacja  jest  wtedy,  gdy  nie  ma 

background image

medytujacego! 

Astronauta wewnetrznej przestrzeni 

Wiele razy w glebokiej medytacji nagle zauwazysz, ze grawitacja zniknela. Teraz nic 

cie  nie  sciaga  do  dolu,  teraz  od  ciebie  zalezy  czy  chcesz  sie  wznosic  czy  nie.  Teraz  to 
zalezy od ciebie - jesli chcesz, mozesz po prostu wzleciec do nieba. Cale niebo nalezy do 
ciebie. Ale gdy otwierasz oczy, nagle jest cialo, jest ziemia, jest grawitacja. Gdy miales 
zamkniete oczy, medytowales i zapomniales o ciele, wszedles w inny wymiar - wymiar 
laski. 

Ciesz sie tym, pozwól na to, bo gdy zaczniesz myslec, ze jest to cos zwariowanego, 

powstrzymasz to i to powstrzymanie zaklóci medytacje. Ciesz sie tym tak, jakbys latal 
we snie. Zamknij oczy. W medytacji wedruj tam, gdzie tylko chcesz, wznos sie wyzej i 
wyzej  do  nieba,  a  wkrótce  wiele  nowych  rzeczy  bedzie  dla  ciebie  mozliwych,  I  nie 
obawiaj  sie.  jest  to  najwieksza  przygoda,  wieksza  niz  podróz  na  ksiezyc  -  stanie  sie 
astronauta wewnetrznej przestrzeni jest najwieksza przygoda. 

Osho  podsuwa  te  piekna  technike  tym,  którzy  odczuwaja  zaklócenia  fizycznej, 

niestabilnosci i unoszenia sie. 

Usiadz  w  lózku  na  piec  do  dziesieciu  minut  i  zamknawszy  oczy  wizualizuj... 

odczuwaj,  ze  twoje  cialo  staje  sie  wieksze,  wieksze,  wieksze,  wieksze.  Uczyn  je  tak 
wielkim, jak tylko zdolasz - tak wielkim, ze niemal zaczyna dotykac scian pokoju. 

Zacznij  odczuwac,  ze  teraz  nie  mozesz  poruszyc  dlonmi  -  jest  to  trudne...  glowa 

dotykasz  sufitu.  Najpierw  przez  dwa,  trzy  dni  odczuwaj  tylko  tyle,  potem  zacznij 
wychodzic  poza  pokój.  Wypelnij  caly  dom  -  i  poczuj,  ze  pokój  jest  wewnatrz  ciebie. 
Potem wyjdz poza dom - napelnij soba cala okolice, i odczuwaj cala te okolice w sobie. 
A potem wypelnij soba cale niebo, i odczuwaj, ze slonce i ksiezyc i gwiazdy poruszaja 
sie w tobie. 

Rób to przez dziesiec, dwanascie dni. Stopniowo, powoli, napelnij soba cale niebo. 

W dniu, w którym napelnisz soba cale niebo, zacznij proces odwrotny. Znów przez dwa 
dni  -  stawaj  sie  maly.  W  procesie  odwrotnym  usiadz  i  zacznij  sobie  wyobrazac,  ze 
stajesz sie bardzo malenki. Po prostu idz w przeciwnym kierunku. Twoje cialo nie jest 
takie  wielkie,  jak  sie  wydaje  -  ma  ledwie  trzydziesci  centymetrów  wzrostu. 
Przypominasz  zabawke  -  i  poczujesz  to.  jesli  zdolasz  wyobrazic  sobie  ogrom, 
wyobrazisz  sobie  i  malosc.  Potem  jeszcze  mniejszy  -  tak  maly,  ze  sam  siebie  mozesz 
zmiescic w dloni. Potem jeszcze mniejszy... potem jeszcze mniejszy, i w ciagu dwunastu 
dni doprowadz to do takiego punktu, ze nie mozesz siebie odnalezc. Stales sie tak maly 
jak atom - niemozliwe jest stwierdzenie gdzie jestes. 

Uczyn  siebie  tak  wielkim  jak  cala  przestrzen  kosmiczna,  a  potem  uczyn  siebie  tak 

malym  jak  niewidzialny  atom  -  dwanascie  dni  jedno,  potem  dwanascie  dni  drugie. 
Bedziesz  czul  sie  tak  swietnie,  tak  szczesliwie,  tak  scentrowany,  ze  nie  jestes  w  stanie 
tego sobie wyobrazic. 

„Jednosc” 

Pierwszy etap - po prostu odprez sie siedzac na krzesle, usiadz tak, aby calemu cialu 

background image

bylo wygodnie. Drugi etap - zamknij oczy. Trzeci etap - odprez oddychanie. Uczyn je 
jak  najbardziej  naturalnym.  Z  kazdym  wychodzacym  oddechem  mów  „jednosc”.  Gdy 
oddech  wychodzi,  mów  „jednosc”  -  przy  wdechu  nic  nie  mów.  Zatem  przy  kazdym 
wychodzacym  oddechu  po  prostu  mów  „jednosc...  jednosc...  jednosc”,  i  nie  tylko  to 
mów, ale i czuj, ze cala egzystencja jest jednoscia, jest jedna caloscia. Nie powtarzaj tego, 
po  prostu  miej  to  poczucie  -  a  mówienie  „jednosc”  tu  pomoze.  Rób  to  co  dzien  przez 
dwadziescia minut.   

 
Medytacja  tak  naprawde  wcale  nie  jest  poszukiwaniem  oswiecenia.  Oswiecenie  przychodzi 

bez zadnego poszukiwania. 

 
Dopilnuj, by nikt nie przeszkadzal ci wtedy, gdy to robisz. Mozesz otworzyc oczy i 

spojrzec na zegar, ale nie nastawiaj budzika. Cokolwiek, co by cie moglo wytracic, jest 
niewskazane, dlatego w pokoju, w którym to robisz, nie powinno byc telefonu, i nikt nie 
powinien  do  niego  pukac.  Przez  tych  dwadziescia  minut  masz  byc  calkowicie 
odprezony. Jesli na zewnatrz jest zbyt wielki halas, wlóz do uszu stopery. 

Mówienie „jednosc” przy kazdym wydechu uczyni cie tak wyciszonym i spokojnym 

i skupionym w sobie - nie jestes w stanie tego sobie wyobrazic. Zrób to za dnia, nigdy 
wieczorem, poniewaz sen moze zostac zaklócony - bedzie to takim odprezeniem, ze nie 
bedzie  ci  sie  chcialo  spac.  Poczujesz  sie  swiezy.  Najlepsza  pora  jest  ranek,  takze  i 
popoludnie, ale nigdy wieczór. 

Wewnetrzny usmiech 

Zawsze gdy siedzisz i nie masz  nic do robienia, po  prostu odprez  dolna szczeke  i 

otwórz  nieco  usta.  Zacznij  oddychac  ustami,  ale  nie  za  gleboko.  Niech  tylko  cialo 
oddycha,  aby  byl  to  plytki  oddech  i  stawal  sie  coraz  plytszy.  A  kiedy  poczujesz,  ze 
oddychanie stalo sie bardzo plytkie i usta sa otwarte i szczeka jest rozluzniona, cale cialo 
bedzie bardzo odprezone. 

W  tej  chwili  zacznij  odczuwac  usmiech  -  nie  na  twarzy,  a  w  calym  swoim 

wewnetrznym istnieniu... i zdolasz to uczynic. Nie jest to usmiech, który pojawia sie na 
ustach - jest to egzystencjalny usmiech, który rozprzestrzenia sie w samym wnetrzu. 

Spróbuj, a przekonasz sie czym on jest... bo nie mozna tego objasnic. Nie potrzeba 

usmiechac sie ustami, twarza, bedzie to tak, jakbys usmiechal sie z brzucha - brzuch sie 
usmiecha,  i  jest  to  usmiech,  nie  smiech,  jest  wiec  bardzo,  bardzo  lagodny,  delikatny, 
wrazliwy  -  przypomina  maly  kwiat  rózy,  który  rozwija  sie  w  brzuchu,  a  jego  aromat 
rozprzestrzenia sie w calym ciele. 

Gdy poznasz ten usmiech, mozesz pozostac szczesliwy dwadziescia cztery godziny 

na dobe. A zawsze gdy czujesz, ze brak ci tego szczescia, tylko zamknij oczy i pochwyc 
ten  usmiech,  a  ono  sie  pojawi.  A  w  ciagu  dnia  jest  wiele  okazji  do  chwytania  go.  On 
zawsze jest. 

„Osho” 

Z  kazdym  wychodzacym  oddechem  po  prostu  powiedz  w  sobie  „Osho”  -  niezbyt 

background image

glosno,  ledwie  szeptem,  ale  wewnatrz,  tak,  abys  to  slyszal.  Gdy  oddech  wchodzi  do 
wewnatrz,  tylko  czekaj.  Gdy  oddech  wychodzi,  wypowiadaj  to  slowo,  a  gdy  oddech 
wchodzi, pozwól, abym ja wszedl. Nic nie rób - po prostu czekaj. Twoja praca trwa wiec 
tylko wtedy, gdy oddech wychodzi. 

Gdy oddech wychodzi, wyjdz do wszechswiata. Oddech wychodzacy przypomina 

upuszczenie wiadra do studni. A gdy oddech wchodzi, wiadro jest wyciagane ze studni. 
Rób  to  tylko  przez  20  minut.  Zatem  przez  cztery,  piec  minut  wchodz  w  to,  a  potem 
pozostan w tym przez dwadziescia minut. Razem najwyzej dwadziescia piec minut. 

Mozesz to robic o dowolnej porze. Mozesz to robic w ciagu dnia, w nocy. 

Zazen 

W  osrodkach  grupy  Zazen  siadaja  na  jedna  godzine,  a  nowoprzybylym  zaleca  sie 

leczenie  wydechów  przez  pierwszych  5-10  minut  -  dla  spowodowania  odprezenia 
„uwaznosci bez wybierania”. 

Mozesz  siedziec  gdziekolwiek,  ale  to,  na  co  patrzysz,  nie  powinno  byc  zbytnio 

ekscytujace.  Przykladowo,  przedmioty  te  nie  powinny  sie  zbytnio  poruszac.  Staja  sie 
wtedy rozproszeniem uwaznosci. Mozesz obserwowac drzewa - nie jest to problemem, 
bo  nie  poruszaja  sie  one  i  sceneria  pozostaje  stala.  Mozesz  obserwowac  niebo,  albo 
siedziec po prostu w rogu pokoju i obserwowac sciane. 

Druga rzecz - nie patrz na nic konkretnego - jedynie na pustke, gdyz oczy istnieja po 

to, by patrzec na cos, ale ty masz nie patrzec na nic konkretnego. Nie skupiaj sie i nie 
koncentruj sie na niczym - ot, rozmyty obraz. To bardzo odpreza. 

Trzecie - odprez oddychanie. Nie rób tego, niech ono samo sie dzieje. Niech bedzie 

naturalne, a to odprezy cie jeszcze bardziej. 

Czwarte - niech twoje cialo pozostanie mozliwie najbardziej nieruchome. Najpierw 

znajdz  wygodna  pozycje  -  mozesz  siedziec  na  poduszce  lub  materacu,  albo  na 
czymkolwiek, co ci odpowiada, ale gdy juz usiadziesz, zostan w bezruchu, bo gdy cialo 
sie nie porusza, umysl automatycznie zapada w cisze. W poruszajacym sie ciele umysl 
stale sie porusza, poniewaz cialo-umysl to nie sa dwa oddzielne systemy. Sa jednoscia... 
jest to jedna energia. 

Na poczatku bedzie sie to wydawalo nieco trudne, ale po paru dniach bedziesz sie 

tym ogromnie cieszyl. Zobaczysz, stopniowo, jak umysl, warstwa po warstwie, zaczyna 
odpadac. Przyjdzie taka chwila, gdy jestes po prostu bez umyslu. 

Bodhidharma przez 9 lat siedzial twarza do sciany, nic nie robil - przez 9 lat tylko 

siedzial. Tradycja powiada, ze jego nogi obumarly. Dla mnie jest to symbol. Oznacza po 
prostu, ze wszystkie ruchy wymarly, poniewaz wymarla wszelka motywacja. Do nikad 
nie zmierzal. Nie bylo pragnienia wedrowania, nie bylo celu, który nalezalo osiagnac - a 
on osiagnal cel najwiekszy z mozliwych. Jest jedna z najrzadziej spotykanych dusz, jakie 
stapaly  po  tej  ziemi.  A  wszystko  osiagnal  tylko  siedzac  przed  sciana  -  nic  nie  robil, 
zadnej techniki, zadnej metody, nic. To byla jedyna technika. 

Gdy  nie  ma  nic,  co  nalezaloby  zobaczyc,  stopniowo  zanika  twoje  zainteresowanie 

patrzeniem. Poprzez samo siedzenie przed monotonna sciana wewnatrz ciebie powstaje 
analogiczna pustka i monotonnosc. Równolegle do tamtej sciany powstaje inna sciana - 

background image

sciana nie-mysli. 

Odczuwaj przyjmowanie 

Pozycja dloni zlozonych na ksztalt kielicha, na ksztalt pucharu, jest bardzo znaczaca. 

Sprawia,  ze  stajesz  sie  przyjmujacy,  pomaga  ci  byc  przyjmujacym.  Jest  to  jedna  ze 
starych,  dawnych  pozycji  -  wszyscy  buddowie  jej  próbowali.  Zawsze,  gdy  jestes 
otwarty, albo gdy chcesz byc otwarty, ta pozycja ci pomoze. 

„Zazen  jest  glebokim  byciem  bez  zajecia  -  nie  jest  nawet  medytacja,  bo  gdy 

medytujesz,  usilujesz  cos  zrobic  wspominajac  Boga  czy  nawet  wspominajac  siebie.  Te 
wysilki powoduja powstawanie zmarszczek na powierzchni wody”. 

Usiadz w ciszy i czekaj. Badz naczyniem, krancem przyjmujacym. Tak, jak czekasz 

przy  telefonie  -  zadzwoniles,  czekasz  przy  sluchawce.  Dokladnie  w  takim  samym 
nastroju  po  prostu  czekaj,  a  w  ciagu  dwóch,  trzech  minut  stwierdzisz,  ze  otacza  cie 
totalnie  inna energia,  napelnia twe  wnetrze... splywa na ciebie jak deszcz  padajacy na 
ziemie i przenikajacy glebiej i glebiej, i ziemia nim nasiaka. 

Pozycje sa bardzo istotne. Jesli ludzie nie uczynia z nich fetyszy, sa bardzo istotne. 

Pomagaja w ustanowieniu pewnego przebiegu energii ciala. Na przyklad z ta pozycja 
bardzo trudno jest wpasc w zlosc. Z zacisnieta piescia i zebami bardzo latwo jest byc w 
zlosci.  Gdy  cale  cialo  jest  odprezone,  bardzo  trudno  jest  byc  agresywnym,  pelnym 
przemocy, a bardzo latwo jest byc pelnym modlitwy. 

Patrzenie 

Medytacja to nic innego jak tylko sztuka otwierania oczu, sztuka oczyszczania oczu, 

sztuka porzucania kurzu, który zebral sie na lustrze twej swiadomosci. Jest to naturalne 
-  kurz  sie  gromadzi.  Czlowiek  przez  tysiace  zywotów  wedruje  i  wedruje  -  kurz  sie 
gromadzi. Wszyscy jestesmy wedrowcami, wiele kurzu sie zebralo - tak wiele, ze lustro 
calkiem  znikne.  Jest  tylko  kurz  na  kurzu,  warstwa  kurzu  na  warstwie,  i  nie  mozna 
dojrzec lustra. Ale to lustro nadal jest - nie mozna go stracic, gdyz stanowi twoja nature. 
Gdyby  mozna  bylo  je  utracic,  nie  byloby  twoja  natura.  Nie  jest  to  tak,  ze  masz  jakies 
lustro - ty jestes tym lustrem. Wedrujacy jest tym lustrem. Nie moze go stracic, moze o 
nim tylko zapomniec - co najwyzej, zapomnienie. 

 
Medytacja jest otwieraniem oczu, medytacja jest patrzeniem. 
 
Ta egzystencjalna chwila jest dokladnie teraz. Spojrzyj po prostu, i to jest medytacja - 

to  spojrzenie  jest  medytacja.  Samo  widzenie  faktu  istnienia  jakiegos  przedmiotu, 
jakiegos stanu, jest medytacja. Medytacja nie ma motywacji, stad nie ma w niej zadnego 
centrum. A poniewaz nie ma motywacji i nie ma centrum, nie ma w niej zadnej jazni. W 
medytacji  nie  funkcjonujesz  z  jakiegos  centrum  -  dzialasz  z  nicosci.  Odpowiedz 
wyplywajaca z nicosci jest tym, na czym polega medytacja. 

Umysl skoncentrowal dzialania z przeszlosci. Medytacja dziala w terazniejszosci, z 

terazniejszosci. Jest to czysta odpowiedz na terazniejszosc, nie jest to reakcja. Dziala nie 
w oparciu o jakies wnioski, dziala widzac to, co egzystencjalne. 

background image

Patrzenie bez slów 

W drobiazgach spróbuj nie wlaczac umyslu. Patrzysz na kwiat - po prostu patrz. Nie 

mów  „piekny”  „brzydki”.  Nic  nie  mów.  Nie  wprowadzaj  slów,  nie  werbalizuj.  Tylko 
patrz. Umysl bedzie czul sie nieswojo, niemilo. Umysl chcialby cos powiedziec. Ty po 
prostu powiedz umyslowi: „Badz cicho, daj mi popatrzec, tylko bede patrzec”. 

Na  poczatku  bedzie  to  trudne,  ale  zacznij  od  rzeczy,  w  które  nie  jestes  zbyt 

zaangazowany. Trudno jest patrzec na swa zone bez wypowiadania jakichs slów. jestes 
zbyt  zaangazowany,  zbytnio  przywiazany  emocjonalnie.  W  zlosci  czy  w  milosci  -  ale 
zbytnio zaangazowany. 

Patrz  na  to,  co  jest  neutralne  -  skale,  kwiat,  drzewo,  wschodzace  slonce,  ptaka  w 

locie, chmure przesuwajaca sie po niebie. Patrz tylko na te rzeczy, z którymi czujesz sie 
oddzielony, wobec których mozesz pozostac obojetny. Zacznij od rzeczy neutralnych, a 
dopiero potem przejdz do sytuacji pelnych emocji. 

Kolor ciszy 

Zawsze, gdy widzisz cos blekitnego - blekit nieba, blekit rzeki - po prostu usiadz w 

milczeniu  i  patrz  w  ten  blekit,  a  poczujesz  bardzo  glebokie  zharmonizowanie  z  nim. 
Zawsze, gdy medytujesz na kolorze blekitnym, zstepuje na ciebie wielka cisza. 

Blekit  jest  jednym  z  najbardziej  duchowych  kolorów,  gdyz  jest  to  kolor  ciszy, 

bezruchu, jest to kolor wyciszenia, odpoczynku, odprezenia. Dlatego zawsze, gdy jestes 
naprawde  odprezony,  poczujesz  nagle  w  sobie  blekitna  swietlistosc.  A  jezeli  zdolasz 
odczuc  blekitna  swietlistosc,  natychmiast  poczujesz  sie  odprezony.  Dziala  to  w  obie 
strony. 

Wejrzyj we wlasny ból glowy 

Gdy  nastepnym  razem  bedziesz  mial  ból  glowy,  spróbuj  tej  drobnej  techniki 

medytacyjnej  -  ot,  tak  na  próbe  -  potem  mozesz  przejsc  do  wiekszych  chorób  i 
wiekszych objawów. 

Gdy  bedziesz  mial  ból  glowy,  spróbuj  po  prostu  takiego  malego  eksperymentu. 

Usiadz  w  ciszy  i  obserwuj  go,  ogladaj  go  -  nie  tak,  jakbys  patrzyl  na  wroga,  nie.  Jesli 
bedziesz patrzyl na niego jak na wroga, nie zdolasz patrzec wlasciwie. Bedziesz unikal - 
nikt  nie  patrzy  na  wroga  wprost,  czlowiek  wtedy  unika,  ma  sklonnosc  do  unikania. 
Patrz na niego jak na przyjaciela. To twój przyjaciel - sluzy ci. Mówi: „Cos jest nie tak - 
przyjrzyj sie temu”. Po prostu usiadz w milczeniu i przyjrzyj sie temu bólowi glowy, nie 
majac  pomyslu  na  jego  zatrzymanie,  nie  majac  pragnienia,  aby  on  zniknal,  bez 
konfliktu, bez walki, bez antagonizmu. Po prostu go ogladaj, to, czym on jest. 

Obserwuj, aby - jesli bedzie jakies wewnetrzne przeslanie - ten ból glowy mógl ci je 

przekazac. Jest w nim jakas zakodowana wiadomosc. A kiedy bedziesz patrzyl w ciszy, 
bedziesz  zaskoczony.  Kiedy  patrzysz  w  ciszy,  dzieja  sie  trzy  rzeczy.  Pierwsza  -  im 
bardziej w niego patrzysz, tym ostrzejszy sie staje, i wtedy bedziesz nieco zaskoczony: 
„Jak ma to pomóc, skoro ból staje sie ostrzejszy?” Staje sie ostrzejszy, poniewaz unikales 
go.  Byl,  ale  ty  go  unikales,  juz  go  tlumiles  -  nawet  bez  aspiryny  go  tlumiles.  Gdy  w 
niego patrzysz, to tlumienie znika. Ból glowy dojdzie do swej naturalnej ostrosci. Wtedy 

background image

slyszysz go bez za tyczek w uszach, bez waty w uszach. 

 
Medytacja  jest  przygoda,  najwieksza  przygoda,  jaka  zdolny  jest  podjac  ludzki  umysl. 

Medytacja to samo bycie, nie robienie niczego - zadnego dzialania, zadnej mysli, zadnej emocji. 
Po prostu jestes i jest to czysta rozkosza. Skad bierze sie ta rozkosz gdy niczego nie robisz? Bierze 
sie znikad, albo zewszad. Nie ma przyczyny, poniewaz egzystencja zbudowana jest z materialu 
zwanego radoscia. 

 
Pierwsze  -  stanie  sie  on  ostry,  jesli  staje  sie  ostry,  mozesz  byc  zadowolony,  ze 

patrzysz wlasciwie. Jesli nie staje sie ostry, jeszcze nie patrzysz - nadal unikasz. Patrz w 
niego - staje sie ostry. To pierwszy sygnal, ze - owszem - znalazl sie on w twoim polu 
widzenia. 

Drugie jest to, ze stanie sie on bardziej punktowy - nie bedzie rozprzestrzeniony na 

duzym terenie. Najpierw myslales: „Boli mnie cala glowa”. Teraz widzisz, ze to nie cala 
glowa, a tylko jeden maly punkcik. To tez jest wskazaniem, ze patrzysz w niego glebiej. 
Uczucie  rozprzestrzenienia  bólu  jest  gra  -  to  jeden  ze  sposobów  jego  unikania,  jesli 
znajdzie sie on w jednym punkcie, bedzie ostrzejszy. Dlatego stwarzasz iluzje, ze to cala 
glowa  boli.  Rozprzestrzen  ból  po  calej  glowie,  a  nigdzie  nie  bedzie  tak  intensywny. 
Takie sa te gierki, w które gramy. 

Patrz  w  niego,  a  drugi  etap  bedzie  taki,  ze  stanie  sie  on  mniejszy  i  mniejszy  i 

mniejszy,  i  przychodzi  taka  chwila,  gdy  jest  on  samym  koniuszkiem  igly  -  bardzo 
ostrym,  ogromnie  ostrym,  bardzo  bolesnym.  Nigdy  nie  doznales  takiego  bólu  w  swej 
glowie. Ale jest on znaczaco zawezony do malej przestrzeni. Patrz w niego dalej. 

I  potem  nastepuje  to  trzecie  i  najbardziej  istotne.  Kiedy  bedziesz  patrzyl  w  ten 

punkt,  gdy  jest  on  bardzo  ostry  i  pomniejszony  i  skupiony  w  jednym  miejscu, 
wielokrotnie stwierdzisz, ze znika. Kiedy twoje patrzenie jest doskonale, on zniknie. A 
gdy zniknie, bedziesz mial przeblysk tego, skad sie wzial - co jest jego przyczyna. Gdy 
skutek znika, widzisz przyczyne. Wiele razy bedzie tak sie dzialo, i znów bedzie. Twoje 
spojrzenie  nie  jest  juz  tak  czujne,  tak  skoncentrowane,  tak  uwazne  -  powróci.  Zawsze 
wtedy, gdy spojrzenie naprawde jest, ból znika, a gdy znika ból, za nim ukryta jest jego 
przyczyna, i bedziesz zaskoczony - twój umysl jest gotowy ujawnic co jest ta przyczyna. 

A  tych  przyczyn  moga  byc  tysiace.  Ten  sam  alarm  jest  wlaczany,  bo  ten  system 

alarmowy jest prosty. Nie ma w twoim ciele zbyt wielu systemów alarmowych. Rózne 
przyczyny  wlaczaja  ten  sam  alarm.  Moze  ostatnio  byles  w  zlosci  i  tego  nie  wyraziles. 
Nagle,  jak  objawienie,  pojawi  sie  to  przed  toba.  Zobaczysz  cala  zlosc,  która  nosisz, 
nosisz... jak rope w ciele. Teraz jest tego juz zbyt wiele, i ta zlosc chce byc uwolniona. 
Potrzebuje katharsis. Katharsis! - i natychmiast widzisz jak zniknal ból glowy, i nie bylo 
trzeba aspiryny, nie byla potrzebna zadna kuracja. 

 
„Medytacja jest twoim pierwotnym prawem! Ona jest, czeka abys odprezyl sie odrobine, aby 

mogla zaspiewac, stac sie tancem”. 

background image

Sluchanie 

Pozostan  bierny  -  nic  nie  rób,  tylko  sluchaj.  A  sluchanie  nie  jest  dzialaniem.  Aby 

czegos sluchac nic nie musisz robic - twoje uszy sa zawsze otwarte. Aby widziec musisz 
otworzyc  oczy  -  przynajmniej  tyle  trzeba  uczynic.  Aby  sluchac  nawet  tyle  nie  trzeba 
robic - uszy zawsze sa otwarte. Zawsze sluchasz. Po prostu nic nie rób i sluchaj. 

Sluchanie z sympatia 

Sluchanie  jest  glebokim  wspóluczestnictwem  ciala  i  duszy  i  dlatego 

wykorzystywane jest jako jedna z najpotezniejszych metod medytacji - poniewaz laczy 
dwie nieskonczonosci - materialna i duchowa. 

I  niech  to  bedzie  twoja  medytacja  -  pomoze  ci  to.  Zawsze,  gdy  siedzisz,  sluchaj 

wszystkiego, co sie dzieje. Jest to targowisko, i tyle halasu i ruchu, i pociag i samolot - 
sluchaj tego bez odrzucania w umysle, ze to halas. Sluchaj tak, jakbys sluchal muzyki, z 
sympatia,  i  nagle  stwierdzisz,  ze  zmienia  sie  jakosc  tego  halasu.  Nie  jest  on  juz 
rozproszeniem,  nie  jest  juz  zaklóceniem.  Przeciwnie  -  stal  sie  bardzo  kojacy.  Jesli 
bedziesz wlasciwie sluchal, nawet targowisko staje sie melodia. 

Zatem nie jest istotne czego sluchasz. Istotne jest ze sluchasz, a nie tylko slyszysz. 
Nawet  gdy  sluchasz  czegos,  o  czym  nigdy  nie  myslales,  ze  jest  warte  sluchania, 

sluchaj tego z wielka radoscia, jakbys sluchal sonaty Beethovena. I nagle stwierdzisz, ze 
dokonales  przemiany  jakosci  tego  dzwieku.  Staje  sie  on  piekny,  i  w  tym  sluchaniu 
zniknie twoje ego. 

Slup energii 

Gdy stoisz w ciszy, natychmiast wstepuje w ciebie pewne wyciszenie. Spróbuj tego 

w kacie swojego pokoju. Po prostu stan w kacie, stan w milczeniu, nic nie rób. Nagle i 
energia wewnatrz ciebie stanie. Siedzac odczuwasz wiele zaklócen w umysle, poniewaz 
siedzenie jest pozycja mysliciela. Gdy stoisz, energia plynie jak slup i jest równomiernie 
rozprowadzana po calym ciele. Stanie jest piekne. 

Spróbuj tego - bo dla niektórych z was bedzie to bardzo, bardzo piekne, jesli zdolasz 

stac  przez  godzine,  bedzie  to  po  prostu  wspaniale.  Tylko  stojac  i  nic  nie  robiac,  nie 
poruszajac sie, stwierdzisz, ze cos sie w tobie stabilizuje, staje sie wyciszone, nastepuje 
scentrowanie i poczujesz sie jak slup energii. Cialo znika. 

Odczuj cisze lona 

Niech cisza stanie sie twoja medytacja. Zawsze, gdy masz czas, po prostu zapadnij 

sie  w  ciszy  -  i  dokladnie  to  mam  na  mysli  -  zapadnij  sie,  tak,  jakbys  byl  malym 
dzieckiem  w  lonie  matki.  Usiadz  w  ten  sposób  i  stopniowo  zaczniesz  odczuwac,  ze 
chcesz polozyc glowe na podlodze. Wtedy polóz glowe na podlodze. Przybierz pozycje 
dziecka zwinietego w lonie matki, a natychmiast odczujesz nadchodzaca cisze, te sama 
cisze, która byla w matczynym lonie. Gdy siedzisz w lózku, wejdz pod koc i zwin sie w 
klebek i pozostan tak w calkowitym wyciszeniu, nic nie robiac. 

Czasami przyjda jakies mysli - niech przeleca - badz obojetny, w ogóle sie nimi nie 

zajmuj, jesli przychodza, dobrze; jesli nie przychodza, dobrze. Nie walcz, nie odpychaj 

background image

ich. Gdy walczysz, stajesz sie zaburzony, gdy je odpychasz, staja sie one natretne, jesli 
ich  nie  chcesz,  beda pojawiac  sie  bardzo  uparcie.  Po prostu  nie  zajmuj  sie nimi,  niech 
beda,  na  skraju,  tak,  jak  dzwiek  ruchu  ulicznego.  A  jest  to  prawdziwy  dzwiek  ruchu 
ulicznego - mózgowego ruchu milionów komórek usilujacych porozumiec sie ze soba, 
energii poruszajacej sie i elektrycznosci przeskakujacej z jednej komórki do drugiej, jest 
to brzeczenie wielkiej machiny, niech wiec bedzie. 

Stan sie calkowicie obojetny na to, nie obchodzi cie to, nie jest to twoim problemem - 

moze  kogos  innego,  ale  nie  twoim.  Co  masz  z  tym  zrobic?  Bedziesz  zaskoczony  - 
przyjda chwile, gdy ten halas zniknie, zniknie zupelnie, a ty pozostaniesz w calkowitej 
samotnosci. 

Nie badz masochista 

Nigdy nie badz masochista. Nie torturuj siebie w imie czegokolwiek. Ludzie bardzo 

torturuja siebie w imie religii, a to imie jest takie piekne, ze mozesz stale sie torturowac. 

Pamietaj  wiec  -  ja  ucze  szczescia,  nie  tortury!  Gdy  czasem  czujesz,  ze  cos  staje  sie 

ciezkie,  staje  sie  oporne,  trzeba  to  zmienic.  Wiele  razy  bedziesz  musial  to  zmieniac. 
Stopniowo  dotrzesz  do  miejsca,  gdzie  zadna  zmiana  nie  bedzie  potrzebna.  Wtedy 
wszystko bedzie doskonale pasowalo - nie tylko do twojego umyslu, do twojego ciala, 
ale i do twojej duszy. 

WIECZÓR 

trzes sie, tancz i spiewaj 

KUNDALINI 

Medytacja praktykowana zwykle 
Czesc pierwsza - 15 minut 
Rozluznij sie, pozwól  calemu cialu  trzasc sie, odczuwaj energie poruszajaca sie od 

stóp w góre. Rozluznij sie calkowicie i stan sie tym drzeniem. Oczy moga byc otwarte 
lub zamkniete. 

Czesc druga - 15 minut 
Tancz...  tak,  jak  poczujesz,  i  niech  cale  cialo  porusza  sie  zgodnie  ze  swoimi 

potrzebami. 

Czesc trzecia - 15 minut 
Zamknij oczy i badz nieruchomy, siedzac lub stojac... badz swiadkiem wszystkiego 

tego, co dzieje sie wewnatrz i na zewnatrz. 

Czesc czwarta - 15 minut 
Z zamknietymi oczami polóz sie i lez nieruchomo. 
Gdy  robisz  medytacje  Kundalini,  przyzwól  drzeniu,  nie  twórz  go.  Stój  w  ciszy, 

odczuj jak nadchodzi, a gdy cialo zacznie juz drzec, pomóz mu, ale nie rób tego. Ciesz 
sie,  odczuwaj  w  tym  blogosc,  pozwól  na  to,  przyjmij  to,  powitaj  z  radoscia,  ale  nie 
wymuszaj tego sila woli. 

Jesli bedziesz wymuszal, stanie sie to cwiczeniem fizycznym, cwiczeniem fizycznym 

dla ciala, i bedzie drzenie, ale tylko na powierzchni, nie przeniknie ono do twoich glebi. 

background image

Pozostaniesz  zastygly,  jak  kamien,  jak  skala  -  pozostaniesz  manipulujacym, 
wykonawca,  a  cialo  bedzie  cie  tylko  sluchalo.  Cialo  nie  jest  tu  istotne  -  ty  jestes  tu   
istotny. 

Gdy mówie „drzyj”, mam na mysli to, ze powinno drzec twoje zastygniecie, twoje 

skalopodobne istnienie - powinny drzec do samych fundamentów, aby staly sie ciecza, 
plynne, stopily sie, zaczely plynac. A gdy skalopodobne istnienie staje sie plynne, cialo 
zaczyna  isc  za  nim  w  slad.  Wtedy  nie  ma  ruchów  drzen,  tylko  aktywnosc  drzenia. 
Wtedy nikt tego nie robi, to sie po prostu dzieje. Wtedy nie ma wykonawcy. 

Medytacja  Dynamiczna,  Kundalini  lub  Nadabrahma  tak  naprawde  nie  sa 

medytacjami.  Po  prostu  harmonizujesz  sie.  Przypomina  to...  moze  widziales 
klasycznych  muzyków  hinduskich  podczas  gry.  Przez  pól  godziny,  czasem  nawet 
dluzej,  tylko  stroja  instrumenty.  Poruszaja  galkami,  rozluzniaja  i  napinaja  struny,  a 
grajacy na bebenku ciagle sprawdza swój bebenek - czy jego dzwiek jest doskonaly czy 
nie. Robia to przez pól godziny. Nie jest to muzyka, tylko przygotowanie. 

Kundalini  tak  naprawde  nie  jest  medytacja,  jest  tylko  przygotowaniem. 

Przygotowujesz  swój  instrument.  Gdy  jest  gotowy  -  stoisz  w  ciszy,  zaczyna  sie 
medytacja. Wtedy jestes totalnie. Obudziles sie skaczac, tanczac, oddychajac, krzyczac - 
wszystko  to  sa  sposoby  uczynienia  cie  nieco  czujniejszym  niz  zwykle.  Gdy  juz  jestes 
czujny, wtedy czekanie. 

Czekanie  jest  medytacja.  Czekanie  z  pelna  uwaznoscia.  A  potem  to  przychodzi, 

ogarnia  cie,  gra  wokolo  ciebie,  tanczy  wokolo  ciebie,  omywa  cie,  oczyszcza  cie, 
przemienia cie. 

Kolysanie 

Czesc pierwsza - 20 minut 
Usiadz  ze  skrzyzowanymi  nogami  i  zamknij  oczy.  Delikatnie  zacznij  sie  kolysac, 

najpierw w lewo, potem w prawo. Kolysanie nie musi objac calego ciala, ale przechylaj 
sie  najdalej,  jak  mozesz  -  dopóki  jest  to  jeszcze  wygodne.  Gdy  dotrzesz  do  najdalej 
wychylonego  punktu,  wypusc  z  siebie  dzwiek  „hu”  -  zrób  to  z  sila,  z  silnym  i 
gwaltownym ruchem ciala. Zrób to na samym koncu kolysania, na obie strony. 

Czesc druga - 20 minut 
Siedz w ciszy, bez ruchu. 
Czesc trzecia - 20 minut 
Stan w rogu pokoju, absolutnie nieruchomy. 
 
Medytacja to bycie ze soba, zas wspólczucie to oplakiwanie w nadmiar takiego bycia. 

Tancz 

Gdy ruch staje sie ekstatyczny jest to taniec. Gdy ruch jest tak totalny ze nie ma ego, 

jest to taniec. 

A powinienes wiedziec, ze taniec pojawil sie w swiecie jako technika medytacji. Na 

poczatku taniec nie mial byc tancem, mial sluzyc osiagnieciu ekstazy, w której tanczacy 
zostaje zagubiony, tylko taniec pozostaje - nie ma ego, nikt nie manipuluje, cialo plynie 

background image

spontanicznie. 

Nie  ma  potrzeby  znajdywania  jakiejkolwiek  innej  medytacji.  Taniec  sam  w  sobie 

staje sie medytacja gdy tanczacy znika. Sednem jest - jak zgubic siebie, jak to robisz, albo 
gdzie, nie jest istotne. Po prostu zgub siebie. Przychodzi taka chwila, gdy ciebie nie ma, 
a wszystko trwa dalej... jakbys zostal opetany. 

Taniec  jest  jednym  z  najpiekniejszych  zjawisk,  jakie  moga  przydarzyc  sie 

czlowiekowi.  Nie  mysl  wiec  o  medytacji  jako  o  czyms  oddzielnym.  Medytacja  jest 
potrzebna  jako  cos  oddzielnego  ludziom,  którzy  nie  maja  bardzo  glebokiej  twórczej 
energii, nie maja ukierunkowania dla swej energii, dzieki któremu mogliby tak gleboko 
sie zaangazowac, ze zagubiliby sie w tym. 

Ale  tanczacy,  malarz,  rzezbiarz,  nie  potrzebuja  zadnej  innej  medytacji,  jedynym 

czego  im  potrzeba,  jest  uczynienie  swego  wymiaru  tak  gleboko  przenikliwym,  ze 
przychodzi chwila transcendencji. A nic innego nie moze sie równac z tancem... 

Zatem  codziennie  co  najmniej  na  godzine  zapomnij  o  wszelkich  technikach. 

Dopilnuj, by tylko tanczyc dla Boga. Nie ma wiec potrzeby pilnowania techniki - bo On 
nie jest egzaminatorem. Po prostu tancz tak, jak male dziecko... jako modlitwa. Wtedy 
taniec  bedzie  mial  dla  ciebie  zupelnie  inna  jakosc.  Po  raz  pierwszy  poczujesz,  ze 
wykonujesz kroki, jakich nigdy dotad nie wykonywales, ze poruszasz sie w wymiarach, 
których nigdy jeszcze nie znales. Wkraczasz na tereny nieznane i niepoznane. 

Stopniowo,  w  miare  jak  coraz  bardziej  bedziesz  sie  harmonizowal  z  tym,  co 

nieznane, wszystkie techniki znikna. A bez technik, gdy taniec jest czysty i prosty, jest 
doskonaly. 

Tancz tak, jakbys byl w glebokiej milosci ze wszechswiatem, jakbys tanczyl ze swoja 

ukochana. Niech Bóg bedzie twoja ukochana. 

Tanczcie razem 

Mozesz  zebrac  grupe  przyjaciól,  którzy  beda  razem  tanczyc.  Bedzie  to  lepsze, 

bardziej pomocne. Czlowiek jest tak slaby, ze samemu trudno jest robic cokolwiek przez 
dluzszy  czas.  Dlatego  potrzebne  sa  szkoly.  Dlatego  jesli  nie  masz  ochoty  robic  czegos 
jednego dnia, a sa tu inni ludzie, ich energia cie poruszy. Innego dnia ktos inny nie ma 
na to ochoty, ale ty jestes - i twoja energia przenika go. 

Pozostawiony samemu sobie, czlowiek jest slaby i bez woli. Jednego dnia robisz to, a 

innego  czujesz,  ze  jestes  zmeczony  i  masz  inne  rzeczy  do  zrobienia.  Medytacje  daja 
efekty tylko wtedy, gdy wykonywane sa systematycznie. Wtedy to w ciebie zapada. 

Przypomina to kopanie dolu. Jednego dnia kopiesz w jednym miejscu, drugiego w 

innym  miejscu,  i  tak  mozesz  kopac  przez  cale  zycie,  ale  studnia  nigdy  nie  bedzie 
gotowa. Musisz ciagle kopac w tym samym miejscu. 

Dopilnuj wiec, aby robic to codziennie o tej samej porze. A jesli jest to mozliwe w 

tym  samym  miejscu  -  bardzo  dobrze.  Ta  sama  sala,  ta  sama  atmosfera,  pal  to  samo 
kadzidlo... niech cialo stopniowo sie nauczy i umysl stopniowo pochwyci to odczucie. Z 
chwila  wejscia  do  sali  jestes  gotowy  do  tanczenia.  Pokój  jest  naladowany,  pora  jest 
naladowana. 

background image

Tancz jak drzewo 

Po prostu unies rece i poczuj, ze jestes drzewem na wiejacym silnym wietrze. Tancz 

jak  drzewo  w  deszczu  i  wietrze.  Niech  cala  twoja  energia  stanie  sie  energia  tanczaca, 
kolysz sie i poruszaj razem z wiatrem, po prostu czuj jak wiatr cie przenika. Zapomnij, 
ze masz ludzkie cialo - jestes drzewem, utozsam sie z drzewem. 

Jezeli  jest  to  mozliwe,  wyjdz  na  swieze  powietrze,  stan  posród  drzew,  stan  sie 

drzewem  i  niech  wiatr  cie  przenika.  Odczucie  utozsamienia  z  drzewem  jest  ogromnie 
wzmacniajace,  odzywcze.  Czlowiek  bardzo  latwo  wchodzi  wtedy  w  pierwotna 
swiadomosc.  Drzewa nadal istnieja  - rozmawiaj z drzewami,  obejmuj drzewa, a nagle 
poczujesz,  ze  wszystko  wrócilo.  A  jesli  wyjscie  na  zewnatrz  nie  jest  mozliwe,  stan  po 
prostu na srodku pokoju, wyobraz sobie, ze jestes drzewem i zacznij tanczyc. 

Tancz dlonmi 

Usiadz  w  ciszy  i  pozwól  palcom  poruszac  sie  tak,  jak  chca.  Poczuj  ten  ruch  od 

wewnatrz.  Nie  staraj  sie  ogladac  go  z  zewnatrz,  oczy  miej  wiec  zamkniete.  Niech 
energia splywa coraz bardziej do dloni. 

Dlonie  sa  gleboko  polaczone  z  mózgiem  -  prawa  dlon  z  lewa  strona  mózgu,  lewa 

dlon  z  prawa  strona  mózgu,  jesli  pozwolisz  palcom  na  totalna  swobode  ekspresji, 
rozladowanych  bedzie  wiele,  wiele  napiec  nagromadzonych  w  mózgu,  jest  to 
najlatwiejszy  sposób  uwolnienia  mechanizmu  mózgu,  jego  stlumien,  jego 
niewykorzystywanej energii. Twoje dlonie doskonale sobie z tym poradza. 

Czasem stwierdzisz, ze lewa dlon dominuje, czasem, ze dominuje prawa dlon. Nie 

wymuszaj  zadnego  szablonu  ruchu  -  jakakolwiek  potrzebe  ma  energia,  taka  forme 
przybierze. Gdy lewa strona mózgu chce uwolnic energie, przyjmie pewna forme. Gdy 
prawa strona mózgu jest zbyt obciazona energia, pojawi sie inna gestykulacja. 

Poprzez  ruchy  dloni  mozesz  wejsc  gleboko  w  medytacje.  Dlatego  usiadz  w  ciszy, 

baw sie, pozwól dloniom na ruch, a bedziesz zaskoczony - to czary. Nie potrzeba skakac 
i biegac i robic tylu medytacji chaotycznych. Same dlonie wystarcza. 

Przebudzenie warstw subtelnych 

Jesli  przez  dluzszy  czas  wykonujesz  ruchy  cialem  i  nigdy  nie  siedzisz  w  spokoju, 

równiez  cos  przegapisz.  Gdy  energia  zaczela  sie  poruszac,  trzeba  wejsc  w  absolutne 
wyciszenie,  w  przeciwnym  razie  ruchy  pozostana  powierzchowne.  Ruch  ciala  jest 
czyms dobrym, ale jest ruchem powierzchownym, a gdy cala energia pozostaje w ruchu 
powierzchownym, nie dojdzie do ruchów subtelnych. 

 
Rób moje medytacje ale nie sila woli. Nie wymuszaj ich, raczej niech same nastapia. Plywaj 

w  nich  oddaj  sie  im,  niech  cie  wchlona,  ale  nie  postanowieniem  woli.  Nie  manipuluj,  bo  gdy 
manipulujesz, jestes podzielony, rozdwajasz sie na manipulujacego i to, czym manipulujesz. A 
gdy jestes w    rozdwojeniu, natychmiast powstaja niebo i pieklo. Wtedy jest ogromna odleglosc 
miedzy toba a prawda. Nie manipuluj. Pozwól, by wszystko samo sie dzialo. 

 
Trzeba dojsc do takiego punktu, gdy cialo jest zupelnie nieruchome, jak posag, gdy 

background image

wszystkie powierzchowne ruchy ustaly* ale energia jest gotowa do ruchu - a nie ma dla 
niej ujscia poprzez cialo. Szuka ona nowego ujscia wewnatrz, które nie nalezy do ciala. 
Zaczyna sie poruszac w warstwach subtelnych. 

Ale najpierw potrzebny jest ruch. Gdy energia sie nie porusza, mozesz siedziec jak 

kamien  i  nic  sie  nie  bedzie  dzialo.  Pierwsza  rzecza  jest  wspomozenie  energii  w  tym 
ruchu,  a  druga  jest  zatrzymanie  ciala  wtedy,  gdy  juz  faktycznie  sie  ona  porusza.  Gdy 
energia  tetni  tak  bardzo  i  gotowa  jest  do  ruchu,  bedzie  musiala  wejsc  w  warstwy 
subtelne, poniewaz powierzchniowych juz nie ma. 

Dlatego  najpierw  niech  bedzie  to  dynamiczne,  a  potem  niech  cialo  bedzie 

nieruchome,  aby  ta  dynamika  weszla  glebiej,  do  samych  korzeni,  do  samego  rdzenia 
twego  istnienia,  i  Dokonaj  syntezy  -  dwadziescia  minut  ruchu  ciala,  a  po  dwudziestu 
minutach nagle stop. Mozesz nastawic budzik, a kiedy sie on wlaczy, nagle stop. Cialo 
jest  pelne  energii,  ale  teraz,  gdy  cialo  zatrzymalo  sie  w  bezruchu,  energia  zaczyna 
znajdywac nowe szlaki. Taka jest ta metoda pracy wewnatrz. 

WIROWANIE 

Wirowanie sufich to jedna z najstarszych technik, jedna z najpotezniejszych. Jest tak 

gleboka,  ze  nawet  jedno  jej  doznanie  uczyni  cie  totalnie  innym.  Wiruj  z  otwartymi 
oczami, tak, jak wiruja male dzieci, jakby twoje wewnetrzne istnienie stalo sie centrum, 
a cale cialo stalo sie kolem - porusza sie - jak garncarskie kolo - porusza sie. Ty jestes w 
centrum, ale cale cialo jest w ruchu. 

 
Medytacja to totalna wrazliwosc zmyslów. 
 
Zaleca  sie  nie  jesc  i  nie  pic  na  trzy  godziny  przed  wirowaniem.  Najlepiej  jest  byc 

boso,  w  luznym  ubraniu.  Medytacja  ta  sklada  sie  z  dwóch  czesci  -  wirowania  i 
odpoczynku.  Nie  ma  ustalonego  czasu  wirowania  -  moze  to  trwac  godzinami  -  ale 
wskazane jest, by trwalo najmniej godzine, po to, abys mógl wejsc gleboko w odczucie 
wiru energii.     

Wirowanie  wykonuje  sie  w  jednym  miejscu,  w  lewo  -  prawa  reke  trzyma  sie 

wysoko,  spodem  dloni  zwrócona  do  góry,  lewa  jest  opuszczona,  spodem  dloni 
skierowana  ku  dolowi.  Kto  odczuwa  jakas  niewygode  w  wirowaniu  w  lewo,  moze 
wirowac  w  prawo.  Niech  cialo  bedzie  lagodne,  oczy  pozostaja  otwarte,  ale  nie  sa 
skupione, tak, by widzenie bylo rozmyte i plynne. Pozostan w ciszy. 

Przez  pierwszych  15  minut  wiruj  powoli.  Potem,  przez  nastepnych  30  minut, 

stopniowo nabieraj predkosci, az wirowanie zawladnie toba i staniesz sie wirem energii 
- peryferia beda sztormem ruchu, ale swiadek w centrum jest w ciszy i bezruchu. 

Gdy bedziesz wirowal tak, szybko, ze nie mozesz utrzymac pionowej pozycji, cialo 

samo  upadnie.  Nie  decyduj  kiedy  masz  upasc,  nie  próbuj  tez  przygotowywac  tego 
upadku  z  góry  -  gdy  cialo  jest  lagodne  i  rozluznione,  upadnie  miekko,  a  ziemia 
wchlonie twa energie. 

Gdy lezysz, zaczyna sie druga czesc medytacji. Natychmiast przewróc sie na brzuch, 

by  odkryty  pepek  znalazl  sie  w  kontakcie  z  ziemia.  Jesli  ktos  odczuwa  wielka 

background image

niewygode w takim lezeniu, powinien polozyc sie na plecach. Poczuj jak cialo stapia sie 
w  jedno  z  ziemia,  jak  male  dziecko  przycisniete  do  piersi  matki.  Zamknij  oczy  i 
pozostan mierny i w ciszy przynajmniej przez 15 minut. 

 
Medytacja nie ma nic wspólnego z powaga. Medytacja to uciecha. Dlatego tak tu nalegam, by 

bylo wiecej tanczenia, wiecej spiewania. 

 
Po medytacji badz tak cichy i w takiej nieaktywnosci, jak to jest tyko mozliwe. 
Podczas  wirowania  niektórzy  odczuwaja  sklonnosci  do  wymiotów,  ale  to  uczucie 

powinno  zniknac  w  ciagu  dwóch,  trzech  dni.  Przerwij  praktyke  tylko  wtedy,  gdy  to 
odczucie utrzymuje sie nadal. 

Spiewaj 

Spiewanie jest czyms boskim, jest jedna z boskich aktywnosci. Równac sie mu moze 

tylko  tanczenie,  bliskie  jest  ono  tylko  tanczeniu.  A  czemu  spiewanie  i  tanczenie  sa 
boskimi  aktywnosciami?  Bo  sa  to  takie  aktywnosci,  w  których  mozesz  calkowicie  sie 
zatracic.  Mozesz  zanurzyc  sie  w  spiewaniu  tak  bardzo,  ze  zniknie  spiewajacy,  tylko 
spiew  pozostanie,  albo  zniknie  tanczacy,  tylko  taniec  pozostanie,  i  to  jest  chwila 
metamorfozy,  przemiany  -  gdy  nie  ma  spiewajacego  i  jest  tylko  spiew.  Gdy  twoja 
totalnosc stala sie spiewem lub tancem, to jest modlitwa. 

Jaka  piosenke  spiewasz  nie  jest  istotne  -  nie  musi  to  byc  piesn  religijna,  ale  gdy 

spiewasz ja totalnie, staje sie ona czyms swietym, i na odwrót - mozesz spiewac jakas 
religijna  piesn,  uswiecona  wiekami,  ale  jezeli  nie  jestes  w  niej  totalnie,  jest  ona 
profanacja. Tresc piosenki nie jest istotna, tym, co sie liczy, jest jakosc, która wnosisz do 
spiewania - totalnosc, intensywnosc, ogien. 

Nie powtarzaj niczyjej piesni, bo to nie jest twoje serce, i nie jest to tak, jak ty mozesz 

wylac  swoje  serce  u  boskich  stóp.  Niech  powstanie  twoja  wlasna  piesn.  Zapomnij  o 
rytmice  i  gramatyce.  Bóg  nie  jest  zbyt  dobrym  gramatykiem  i  nie  przejmuje  sie  tym, 
jakich slów uzywasz. Bardziej interesuje go twoje serce. 

Mantra 

jesli masz dobry sluch muzyczny jesli masz uszy, które potrafia zrozumiec muzyke - 

nie tylko zrozumiec, a i poczuc - wtedy pomoca bedzie mantra, gdyz wtedy mozesz stac 
sie jednym z tymi wewnetrznymi dzwiekami, wtedy mozesz  wedrowac razem z tymi 
dzwiekami  ku  coraz  subtelniejszym  warstwom.  Wtedy  przychodzi  chwila,  gdy 
wszystkie dzwieki ustaja i pozostaje tylko dzwiek wszechswiata, jest to aum. 

„Aum” 

Postaraj  sie  przez  co  najmniej  dwadziescia  minut  rankiem  i  dwadziescia  minut 

wieczorem  siedziec  w  ciszy,  z  oczami  na  wpól  otwartymi,  i  tylko  patrzec  ku  dolowi. 
Oddychanie  powinno  byc  wolne,  cialo  nieruchome.  Zacznij  nucic  „aum”  wewnatrz 
siebie.  Nie  ma  potrzeby  wydobywac  go  na  zewnatrz  -  bedzie  ono  bardziej  przenikac, 
gdy usta masz zamkniete, nawet jezyk nie powinien sie poruszac. Nuc „aum” szybko - 

background image

aum aum aum aum. Szybko i glosno, ale wewnatrz siebie. Odczuwaj tylko, ze wibruje 
ono w calym ciele, od stóp do glowy, od glowy do stóp. Kazde „aum” zapada w twojej 
swiadomosci  tak,  jak  skala  wpada  do  stawu,  i  pojawiaja  sie  zmarszczki  na  wodzie  i 
biegna  do  samych  jej  kresów.  Zmarszczki  rozbiegaja  sie  coraz  dalej  i  dotykaja  calego 
ciala. 

Gdy  bedziesz  to  robil,  pojawia  sie  takie  chwile  -  a  beda  to  najpiekniejsze  chwile  - 

gdy nie bedziesz juz powtarzal i wszystko ustanie. Nagle zdasz sobie sprawe z tego, ze 
nie nucisz i wszystko ustalo. Ciesz sie tym. Jesli zaczna pojawiac sie jakies mysli, znów 
zacznij nucic. 

A  gdy  robisz  to  wieczorem,  rób  to  przynajmniej  na  dwie  godziny  przed  snem,  bo 

jezeli bedziesz to robil tuz przed polozeniem sie do lózka, nie zdolasz zasnac  - uczyni 
cie to tak swiezym, ze nie bedzie ci sie chcialo spac. Bedziesz sie czul tak, jakby to byl 
poranek, a ty swietnie wypoczales - a tego nie trzeba. 

Znajdz  swoje  wlasne  tempo.  Po  dwóch,  trzech  dniach  bedziesz  wiedzial  co  ci 

odpowiada,  jednym  ludziom  odpowiada  bardzo  szybkie  nucenie  -  aum  aum  auma  - 
nieomal  z  nakladaniem  sie  dzwieków  na  siebie.  Innym  bardziej  odpowiada  bardzo 
wolne tempo - wszystko to zalezy od ciebie. A ty rób tak, jak bedzie ci to odpowiadalo. 

 
Muzyka  stwarza  taka  harmonie,  ze  nawet  Bóg  zaczyna  potakiwac,  mówic  ci  „tak”. 

Muzyka…  nagle  niebo  zaczyna  cie  dotykac  -  jestes  wchloniety  przez  to,  co  poza.  A  gdy  to,  co 
poza, jest blizej ciebie, gdy slyszysz kroki tego, co poza, cos w tobie podejmuje wyzwanie, staje sie 
ciche, spokojniejsze, lagodniejsze, chlodne, uspokojone. 

 

Imie Jezusa 

Jesli  porusza  cie  imie  Jezusa,  siadz  w  ciszy  i  niech  to  imie  cie  poruszy.  Czasem 

powiedz  w  sobie  „Jezus”  i  czekaj.  To  bedzie  twoja  mantra.  W  taki  sposób  rodzi  sie 
prawdziwa mantra. Nikt nie moze dac ci mantry - ty sam musisz ja znalezc, to, co do 
ciebie przemawia, co cie porusza, co wywiera wielki wplyw na twa dusze. Jesli Jezus” - 
wspaniale.  Czasami,  gdy  siedzisz  w  ciszy,  tylko  powtarzaj  „Jezus”  i  czekaj  i  niech  to 
imie  wejdzie  gleboko,  glebiej  do  zakamarków  twojego  istnienia  -  niech  wejdzie  do 
samego rdzenia, i pozwól na to! Jesli zaczniesz tanczyc - dobrze. Jesli zaczniesz plakac - 
dobrze. Jesli zaczniesz smiac sie - dobrze. Cokolwiek z tego wyniknie, niech tak bedzie. 
Niech  tak  bedzie,  nie  przeszkadzaj  temu,  nie  manipuluj.  Pójdz  za  tym,  a  doznasz 
pierwszych  przeblysków  modlitwy  i  medytacji  i  pierwszych  przeblysków  Boga. 
Pierwsze promyki zaczynaja wnikac do ciemnej nocy twej duszy. 

Odpowiedni  jest  kazdy  dzwiek,  który  odczuwasz  jako  estetyczny  i  piekny,  kazdy 

dzwiek,  który  powoduje  w  sercu  drzenie  i  radosc.  Nawet  jesli  nie  ma  go  w  zadnym 
jezyku, w ogóle nie jest to istotne - moze znajdziesz same czyste dzwieki, które wchodza 
jeszcze glebiej do wnetrza. Bo kiedy uzywasz jakiegos slowa, ma ono pewne znaczenia - 
te  znaczenia  tworza  ograniczenia.  Gdy  uzywasz  czystego  dzwieku,  nie  ma  w  tym 
ograniczen, jest on nieskonczony. 

background image

Mruczenie 

Mruczenie  moze  byc  ogromna  pomoca,  a  mozesz  je  robic  o  do  wolnej  porze... 

Przynajmniej raz dziennie, a jesli mozesz - dwa razy, bedzie to dobre. Jest to taka wielka 
wewnetrzna muzyka, ze wnosi ona pokój do calego twojego istnienia - i sprzeczne jego 
czesci zaczynaja sie harmonizowac i stopniowo w twoim ciele powstaje pewna subtelna 
muzyka, która mozesz uslyszec. Po trzech, czterech miesiacach bedziesz tylko siedzial w 
ciszy  i  bedziesz  slyszal  subtelna  muzyke,  harmonie  wewnatrz,  pewien  rodzaj 
mruczenia.  Wszystko  funkcjonuje  tak  wspaniale,  jak  swietnie  dzialajacy  samochód,  w 
którym slychac pracujacy silnik. 

Dobry kierowca wie gdy cos sie dzieje niewlasciwego. Pasazerowie moga nie byc tak 

czujni, ale dobry kierowca natychmiast poznaje  gdy zmienia sie dzwiek pracy silnika. 
Wtedy ten dzwiek przestaje byc harmonijny. Dochodzi jakis nowy odglos. Nikt inny nie 
zdaje sobie z tego sprawy, ale kto kocha prowadzenie samochodu, natychmiast pozna, 
ze dzieje sie cos niewlasciwego. Silnik nie pracuje tak, jak powinien. 

Czlowiek, który wlasciwie mruczy, stopniowo zacznie odczuwac gdy dzieje sie cos 

niewlasciwego, jesli zjadles zbyt wiele, stwierdzisz, ze zniknela wewnetrzna harmonia i 
po jakims czasie bedziesz musial wybrac - albo zjesc za duzo, albo byc w wewnetrznej 
harmonii.  A  wewnetrzna  harmonia  jest  tak  cenna,  tak  boska,  jest  taka  blogoscia,  kto 
mialby wiec ochote jesc wiecej? 

I  bez  zadnego  usilnego  odchudzania  stwierdzisz,  ze  jesz  posilki  w  bardziej 

zrównowazony  sposób.  Wtedy  mruczenie  wchodzi  jeszcze  glebiej,  i  zdolasz  odróznic 
pokarmy, które zaklócaja twoje mruczenie. Zjesz cos ciezkiego i pozostaje to tak dlugo 
w organizmie - i mruczenie nie jest tak doskonale. 

Gdy  mruczenie  samo  zacznie  powstawac,  poznasz  kiedy  seks  narasta,  a  kiedy  nie 

narasta,  i  zaskoczy  cie  jak  wielka  harmonia  powstaje  miedzy  dwoma  osobami  i  jak 
stopniowo nabieraja one intuicji, jak zaczynaja odczuwac kiedy druga osoba jest smutna 
- gdy maz i zona oboje mrucza. Nie ma potrzeby mówic o tym - gdy maz jest zmeczony, 
zona wie to instynktownie, poniewaz oboje funkcjonuja na fali o tej samej dlugosci. 

NADABRAHMA 

Nadabrahma jest stara tybetanska technika, pierwotnie praktykowana o wczesnych 

godzinach rannych. Mozna ja robic o dowolnej porze dnia, samemu lub z innymi - miej 
pusty  zoladek  i  przez  co  najmniej  15  minut  po  niej  pozostan  bez  zadnej  aktywnosci. 
Medytacja trwa godzine i sklada sie z trzech czesci. 

Czesc pierwsza - 30 minut 
Usiadz wygodnie, zamknij oczy i usta. Zacznij mruczec, na tyle glosno, by slyszeli 

cie  inni,  i  by  stworzyc  w  ciele  wibracje.  Mozesz  wizualizowac  pusta  rure  lub  puste 
naczynie,  wypelnione  tylko  wibracjami  tego  mruczenia.  Nadejdzie  chwila,  gdy 
mruczenie  samo  bedzie  sie  dzialo,  a  ty  bedziesz  tego  sluchac.  Nie  ma  zadnego 
specjalnego  oddychania.  Jesli  masz  na  to  ochote,  mozesz  zmieniac  ton  glosu  albo 
lagodnie i powoli poruszac cialem. 

Czesc druga - 15 minut 
Druga  czesc  sklada  sie  z  dwóch  etapów  po  siedem  i  pól  minuty  kazdy.  W 

background image

pierwszym  wykonujesz  ruch  dlonmi  -  wnetrzem  zwróconymi  ku  górze  -  po  kole  na 
zewnatrz. Ruch zaczyna sie od pepka, obie dlonie wedruja do przodu, gdzie rozchodza 
sie na boki i kresla dwa kola, w lewo i w prawo, symetryczne wzgledem siebie. Ruch ma 
byc  tak  wolny,  ze  czasem  bedzie  sie  zdawalo  jakby  go  w  ogóle  nie  bylo.  Odczuj,  ze 
dajesz energie wszechswiatu. Po siedmiu i pól minucie obróc dlonie wnetrzem do dolu i 
zacznij poruszac je w przeciwnym kierunku. Teraz dlonie lacza sie u pepka i rozchodza 
sie  z  boku  ciala.  Odczuj,  ze  wchlaniasz  energie.  Tak,  jak  w  pierwszej  czesci,  nie 
powstrzymuj zadnych lagodnych, powolnych ruchów pozostalych czesci ciala. 

Czesc trzecia - 15 minut 
Siedz w    absolutnej ciszy i bezruchu. 

Nadabrahma dla par 

Osho dal piekna odmiane tej techniki dla par: 
Partnerzy  siedza  twarzami  do  siebie,  okryci  przescieradlem,  trzymaja  sie  za  rece, 

które  sa  skrzyzowane.  Najlepiej  robic  to  bez  zadnego  ubrania.  Niech  pokój  oswietlaja 
tylko  cztery  male  swiece,  zapal  kadzidlo  o  zapachu  przeznaczonym  tylko  dla  tej 
medytacji. 

Zamknijcie  oczy  i  30  minut  mruczcie  razem.  Gdy  po  jakims  czasie  odczujecie 

zlaczenie energii, badzcie jednoscia i polaczcie sie. 

 
Gdy  muzyka  otacza  cie,  zalewa  cie,  i  medytacja  zaczyna  w  tobie  wzrastac,  jest  to  jedno  z 

najpiekniejszych  doznac  zycia  -  gdy  nastepuje  spotkanie  medytacji  i  muzyki,  gdy  nastepuje 
spotkanie swiata i Boga, gdy nastepuje spotkanie materii i swiadomosci. To  jest unio mystica - 
mistyczne zlaczenie. 

Osho, a moskity? 

Moskity  to  pradawni  medytujacy,  którym  sie  nie  powiodlo.  Dlatego  sa  one 

przeciwne kazdemu, kto odnosi powodzenie w medytacji. Sa bardzo zazdrosne. Dlatego 
zawsze,  gdy  chcesz  medytowac,  pojawiaja  sie,  aby  ci  przeszkadzac,  odciagac  twoja 
uwage. 

To  nic  nowego,  zawsze  tak  bylo.  Mówia  o  tym  wszystkie  dawne  swiete  pisma! 

Zwlaszcza swiete pisma jainów, bo mnich jainów zyje nago. Pomysl tylko - nagi mnich 
jainów, Indie i moskity! Mahavir musial dawac szczególowe  instrukcje o nastawieniu, 
jakie trzeba miec wobec moskitów. Mówil uczniom, ze kiedy moskity atakuja, masz to 
akceptowac.  One  sa  najwiekszym  rozproszeniem  uwagi.  Jezeli  zdolasz  je 
przezwyciezyc, nic juz nie bedzie trudne, nie bedzie wiekszej trudnosci. A jesli on tak 
mówi, tak jest! Zycie w Indiach nago jest trudne. 

Bylem  kiedys  w  Sarnath,  gdzie  Budda  poruszyl  kolem  dhammy,  gdzie  Budda 

wyglosil  pierwsze  kazanie,  najwazniejsze  kazanie,  które  dalo  poczatek  nowej  tradycji. 
Przebywalem u mnichów buddyjskich. 

Widzialem moskity, ale zadne nie dorównuja moskitom z Sarnath. Moskity z Poony 

to  po  prostu  nic!  Cieszcie  sie  z  tego!  Macie  szczescie,  ze  nie  jestem  w  Sarnath.  Tamte 
moskity byly naprawde wielkie! 

background image

Nawet  w  czasie  dnia  siedzielismy  pod  moskitierami.  W  jednym  lózku,  pod 

moskitiera, siadal jakis mnich buddyjski, w drugim lózku, pod moskitiera, siedzialem ja 
- i rozmawialismy. 

Juz nigdy tu nie przyjade - mówilem, gdyz on prosil, zebym wrócil i zostal. - Nigdy, 

nigdy! To moja pierwsza i ostatnia wizyta. 

To mi przypomina - on na to - ze przez cale wieki my, mnisi buddyjscy, smialismy 

sie z tego i zartowalismy czemu Budda nigdy juz nie wrócil do Sarnath. Przybyl tu tylko 
jeden raz - wyglosil pierwsze kazanie i uciekl! 

Budda wiele razy byl w róznych miejscach. Przynajmniej ze trzydziesci razy byl w 

Shravasti,  co  najmniej  czterdziesci  razy  byl  w  Rajgir,  i  tak  dalej,  i  tak  dalej.  Kazde 
miejsce, które odwiedzil, odwiedzal raz po raz. Ale w Sarnath byl tylko jeden raz. Nigdy 
juz tam nie wrócil. 

A  to  z  powodu  tych  moskitów  -  rzekl  mnich.  -  i  ty  tez  mówisz,  ze  juz  tu  nie 

przyjedziesz. 

Przynajmniej w tym jednym jestem zgodny z Budda - odpowiedzialem. - W innych 

sprawach nie moge isc jego sladami - musze byc swiatlem dla samego siebie - ale w tym 
niech on bedzie swiatlem! 

Wiem, ze to trudne, bardzo trudne, ale musisz sie tego nauczyc. Nie daj rozproszyc 

swej uwagi. Nie oznacza to, ze masz pozwolic, aby moskity cie wykorzystywaly! Chron 
sie na wszelkie mozliwe sposoby - ale bez zlosci, bez rozdraznienia. Chron sie, unikaj 
moskitów,  odrzucaj  je,  strzasaj  je  z  siebie  -  ale  bez  rozdraznienia.  One  robia  swoja 
robote, i przynajmniej tyle trzeba zaakceptowac. One nie sa przeciwne tobie. Ktos musi 
zjesc  sniadanie,  obiad,  czy  kolacje,  badz  wiec  wyrozumialy.  Masz  wszelkie  prawo 
chronic  sie,  ale  nie  ma  potrzeby  wpadac  w  rozdraznienie.  Rozdraznienie  przeszkodzi 
medytacji,  nie  moskitom.  Mozesz  strzasnac  z  siebie  moskita  w  bardzo  medytacyjny 
sposób, z wielka uwaznoscia, w pelni czujny, bez rozdraznienia. Spróbuj! 

Prawdziwy  problem  nigdy  nie  bierze  sie  z  zewnatrz,  prawdziwy  problem  zawsze 

wynika z wewnatrznego rozdraznienia. Na przyklad - psy szczekaja na zewnatrz, a ty 
medytujesz.  Natychmiast  wpadasz  w  zlosc  -  ,Je  glupie psy!”  Ale one  w  zadne  sposób 
nie  przeszkadzaja  ci  w  medytacji,  po  prostu  ciesza  sie  zyciem!  Moze  zobaczyly 
policjanta,  listonosza  albo  sannyasina!  Psy  bardzo  nie  lubia  mundurów,  sa  bardzo 
przeciwne  ujednoliceniu.  Gdy  tylko  zobacza  jakis  mundur,  zaczynaja  szczekac.  Nie 
wierza  w  mundury,  i  maja  prawo  miec  wlasne  zdanie.  Ale  one  nie  staraja  sie 
przeszkadzac wlasnie tobie. 

Moskity  robia  to,  co  maja  do  zrobienia.  Musisz  sie  chronic,  musisz  robic  to,  co  ty 

masz  do  zrobienia  -  ale  nie  wpadaj  w  rozdraznienie.  Tylko  rozdraznienie  jest 
problemem.  A  kiedy  nie  bedzie  mozna  cie  rozdraznic,  kiedy  nie  dasz  sie  rozproszyc 
calym  tym  zgielkiem,  jaki  tworza  moskity  wokolo  ciebie,  poczujesz  do  nich  nawet 
wdziecznosc - daly ci tajemny klucz. 

Jesli  moskity  nie  rozprosza  twojej  uwagi,  nic  nie  moze  jej  rozproszyc.  Dotarles  do 

bardzo stabilnego stanu medytacji. 

NOC 

background image

fantazja, modlitwa i milosc 

Stan sie pustym bambusem 

Medytacja  to  sposób  na  zgode  z  wlasnym  osamotnieniem,  spotkanie  wlasnego 

osamotnienia - zamiast od niego uciekac, zanurzasz sie w nim gleboko i patrzysz jakie 
dokladnie  jest.  A  wtedy  czeka  cie  niespodzianka.  Jesli  wejdziesz  w  swe  osamotnienie, 
bedziesz zaskoczony - w samym jego centrum wcale nie jest samotnie. Tam spoczywa 
samotnosc, która jest zjawiskiem totalnie innym. 

Osamotnienie  tworzy  peryferia,  a  centrum  sklada  sie  z  samotnosci.  Samotnictwo 

tworzy  peryferia,  zas  centrum  to  bycie  w  samotnosci.  A  gdy  poznasz  piekno 
samotnosci,  bedziesz  totalnie  innym  czlowiekiem  -  nigdy  nie  poczujesz  sie 
osamotniony. Nawet w górach czy na pustyni, gdy jestes absolutnie sam, nie odczujesz 
osamotnienia  -  bo  w  swej  samotnosci  poznasz  Boga,  który  jest  w  tobie.  W  swej 
samotnosci jestes tak gleboko zakorzeniony w Bogu, ze kogo obchodzi czy jest ktos na 
zewnatrz czy nie? jestes w srodku tak pelny, tak bogaty w srodku... 

Teraz  nawet  w  tlumie  jestes  osamotniony.  A  ja  powiadam  -  gdy  poznasz  swa 

samotnosc, nawet w osamotnieniu nie bedziesz osamotniony. Wtedy czlowiek zaczyna 
sie przelewac jak fontanna. Z tej samotnosci emanuje aromat milosci, i z tej samotnosci 
wynika  twórcze  dzialanie  -  bo  z  tej  samotnosci  Bóg  zaczyna  wyplywac.  Stajesz  sie 
pustym bambusem... On zaczyna spiewac. Ale to zawsze jest jego piesn. 

Medytuj ze swiatlem 

Im  wiecej  bedziesz  medytowal  ze  swiatlem,  tym  bedziesz  bardziej  zaskoczony,  ze 

cos wewnatrz zaczyna sie otwierac - jakby pak sie rozwijal i stawal sie kwiatem. 

 

Medytacja to nic innego jak tylko powrót do domu, by nieco odpoczac wewnatrz. Nie polega 

na  nuceniu  jakiejs  mantry,  nie  jest  nawet  modlitwa  -  jest  po  prostu  powrotem  do  domu  i 
odpoczynkiem.  Nie    wedrowanie  do  nikad  jest  medytacja,  samo  bycie  tu,  gdzie  jestes  -  nie  ma 
innego „gdzies” - samo bycie tu, gdzie jestes, samo zajmowanie, tylko tej przestrzeni, w    której 
jestes… 

 
Medytacja ze swiatlem jest jedna z najstarszych medytacji. We wszystkich wiekach, 

we wszystkich krajach, we wszystkich religiach, podkreslano ja z pewnego powodu - bo 
gdy  medytujesz  ze  swiatlem,  cos  wewnatrz  ciebie,  co  dotad  bylo  pakiem,  zaczyna 
rozwijac platki. Sama medytacja ze swiatlem stwarza przestrzen dla tego otwarcia. 

Niech  wiec  bedzie  to  twoja  medytacja.  Gdy  tylko  masz  czas,  zamknij  oczy  - 

wizualizuj swiatlo. Zawsze, gdy widzisz swiatlo, harmonizuj sie z nim. Nie ignoruj go. 
Czcij je. Moze to byc wschód slonca, moze to byc tylko swieczka w pokoju - badz pelen 
modlitwy wzgledem niego, a wiele zyskasz. 

Wielkie jest blogoslawienstwo, gdy czlowiek harmonizuje sie ze swiatlem. 

Tratak - technika nieruchomego patrzenia 

Gdy  przez  dluzszy  czas  -  przez  pare  miesiecy,  godzine  dziennie  -  patrzysz  na 

background image

plomien, trzecie oko zaczyna doskonale funkcjonowac. 

Slowo  tratak  pochodzi  od  rdzenia,  który  oznacza  lzy  -  musisz  wiec  patrzec  na 

plomien  tak  dlugo,  az  lzy  zaczna  plynac  ci  z  oczu.  Patrz  bez  przerwy,  nie  mrugaj,  a 
trzecie oko zacznie wibrowac. 

Technika nieruchomego patrzenia tak naprawde nie dotyczy tego, na co patrzysz - 

dotyczy  samego  patrzenia.  Bo  patrzac  nieruchomym  wzrokiem  i  nie  mrugajac 
powiekami,  stajesz  sie  skupiony,  a  natura  umyslu  jest  bycie  w  ciaglym  ruchu.  Kiedy 
patrzysz  naprawde  nieruchomym  wzrokiem,  bez  zadnego  ruchu,  umysl  musi  znalezc 
sie w klopotach. 

Natura  umyslu  jest  przemieszczanie  sie  z  przedmiotu  na  przedmiot,  ciagly  ruch. 

Gdy  patrzysz  nieruchomo  w  ciemnosc  albo  swiatlo  albo  cos  innego,  jesli  patrzysz 
naprawde nieruchomo, ruch umyslu ustaje. Gdyby umysl ciagle sie poruszal, nie byloby 
nieruchomego spojrzenia, nie zauwazalbys przedmiotu, na który patrzysz. Gdy umysl 
powedruje  gdzies  indziej,  zapomnisz,  nie  zdolasz  sobie  przypomniec  na  co  patrzyles. 
Ten  przedmiot  fizycznie  bedzie,  ale  nie  bedzie  go  dla  ciebie,  gdyz  ciebie  nie  ma  - 
wszedles w mysli. 

Patrzenie bez ruchu - tratak - oznacza nie pozwalanie na ruch wlasnej swiadomosci. 

A gdy nie pozwalasz umyslowi na ruch, na poczatku walczy on, usilnie walczy, ale gdy 
bedziesz  dalej  praktykowal  nieruchome  spojrzenie,  stopniowo  umysl  przegrywa  te 
walke. Na chwile zatrzymuje sie. A gdy umysl zatrzymuje sie, nie ma umyslu, bo umysl 
moze  istniec  tylko w ruchu, myslenie moze  istniec tylko w ruchu. Gdy nie ma  ruchu, 
myslenie  znika,  nie  mozesz  myslec,  gdyz  myslenie  oznacza  ruch  -  poruszanie  sie  od 
mysli do mysli. Jest to proces. 

Gdy  patrzysz  nieruchomo  na  jeden  przedmiot,  w  pelni  swiadomy  i  uwazny...  bo 

mozna  patrzec  nieruchomo  martwymi  oczami,  i  wtedy  mozesz  myslec  -  tylko  oczy, 
martwe  oczy  nie  patrza.  Oczami  martwego  czlowieka  mozesz  patrzec,  ale  twój  umysl 
bedzie  wedrowal.  Nic  to  nie  pomoze.  Patrzenie  nieruchomym  wzrokiem  oznacza  nie 
tylko oczy, ale i totalnosc umyslu skupiona poprzez oczy. 

Obojetne  wiec  jaki  to  przedmiot  -  zalezy  -  jesli  chcesz  swiatlo,  dobrze,  jesli  chcesz 

ciemnosc, dobrze. Obojetne jaki to przedmiot, tak naprawde nie jest to istotne - chodzi o 
calkowite  zatrzymanie  umyslu  w  tym  nieruchomym  spojrzeniu,  skupienie  go,  tak,  by 
ustaly  wewnetrzne  ruchy,  wiercenie  sie,  by  ustalo  wewnetrzne  chwianie.  Tylko 
patrzysz,  nic  nie  robisz.  Takie  glebokie  patrzenie  calkowicie  cie  zmieni.  Stanie  sie 
medytacja. 

Patrzenie w lustro 

Zamknij  drzwi  pokoju  i  postaw  przed  soba  duze  lustro.  Pokój  musi  byc 

zaciemniony. A potem zapal swieczke przy lustrze, tak ustawiona, zeby nie bylo jej w 
nim widac. W lustrze widac tylko twoja twarz, nie plomien. Potem patrz nieruchomym 
wzrokiem  we  wlasne  oczy  w  lustrze.  Nie  mrugaj  powiekami,  jest  to  eksperyment  na 
czterdziesci minut, a po dwóch, trzech dniach bedziesz mógl patrzec bez mrugania. 

Nawet  jesli  pojawia  sie  lzy,  niech  plyna,  ale  wytrwaj  i  nie  mrugaj  i  ciagle  patrz 

nieruchomo we wlasne oczy. Nie zmieniaj spojrzenia. Stale patrz nieruchomo w oczy, 

background image

wlasne  oczy,  a  po  dwóch,  trzech  dniach  staniesz  sie  swiadomy  bardzo  dziwnego 
zjawiska. Twoja twarz zacznie przybierac nowe ksztalty. Moze nawet cie to przestraszy. 
Twarz  w  lustrze  zacznie  sie  zmieniac.  Czasem  bedzie  to  calkiem  inna  twarz,  której 
nigdy dotad nie znales. 

Ale tak naprawde wszystko to sa twoje twarze. Teraz umysl podswiadomy zaczyna 

eksplodowac. Te twarze, maski, sa twoje. Czasami moze sie nawet pojawic twarz, która 
pochodzi  z  któregos  poprzedniego  zycia.  Po  tygodniu  nieruchomego  patrzenia, 
czterdziesci minut dziennie, twoja twarz zacznie plynac, bedzie przypominac film. Stale 
bedzie  przychodzilo  i  odchodzilo  wiele  twarzy.  Po  trzech  tygodniach  nie  bedziesz 
pamietac,  która  twarz  jest  twoja.  Nie  bedziesz  pamietac  swojej  wlasnej  twarzy,  gdyz 
widziales tyle twarzy przychodzacych i odchodzacych. 

jezeli  bedziesz  to  robic  dluzej,  pewnego  dnia,  po  trzech  tygodniach,  nastepuje  to 

najdziwniejsze - nagle w lustrze nie ma twarzy. Lustro jest puste, patrzysz w pustke. W 
ogóle nie ma tam twarzy. To jest ta chwila - zamknij oczy i wyjdz na spotkanie temu, co 
nieswiadome. 

Bedziesz nagi - calkowicie nagi, taki jaki jestes. Wszystkie uludy odpadna. 

Patrz nieruchomo na istnienie Buddy 

Postaw w swoim pokoju statuetke Buddy i gdy tylko masz czas, po prostu patrz na 

te statuetke. 

Posag  Buddy  nie  zostal  stworzony  tylko  jako  wizerunek,  zostal  stworzony  jako 

przedmiot  sluzacy  do  medytacji.  Nie  przedstawia  prawdziwego  Buddy  -  on  tak  nie 
wygladal.  Jest  to  metafora.  Nie  przedstawia  fizycznych  ksztaltów  Buddy,  ale  jego 
wewnetrzny wdziek. Nie mial on dokladnie takich samych ksztaltów fizycznych - takiej 
samej  twarzy,  takiego  samego  nosa  i  oczu  -  w  ogóle  nie  o  to  chodzi.  Nie  jest  to 
realistyczne  -  jest  surrealistyczne.  Mówi  cos  o  realistycznosci  poza  tak  zwana 
rzeczywistoscia,  jest  wiec  to  yantra.  Przez  samo  patrzenie  na  niego  mozna  zapasc  w 
medytacje. Dlatego powstaly tysiace posagów buddyjskich - zaden czlowiek nie ma tylu 
posagów,  co  Budda.  Sa  swiatynie,  które  -  w  jednej  swiatyni  -  maja  dziesiec  tysiecy 
posagów  Buddy,  po  to  wlasnie,  aby  stworzyc  atmosfere  bycia  w  medytacji.  Gdzie 
spojrzysz, widzisz Budde, wszedzie wokolo, ksztalty Buddy, istnienie Buddy, ta cisza, 
ten  wdziek,  te  przymkniete  oczy,  ta  nieruchoma  poza,  ta  równowaga,  ta  symetria.  Te 
posagi Buddy sa muzyka w marmurze, kazaniami w kamieniach. 

Shiva Netra 

Ta  medytacja  trzeciego  oka  sklada  sie  z  dwóch  czesci  powtarzanych  trzykrotnie  - 

lacznie jest szesc czesci po 10 minut kazda. 

Czesc pierwsza - 10 minut 
Siedz idealnie nieruchomo, lagodnie skupiony wzrokiem patrz na blekitne swiatlo. 
Czesc druga - 10 minut 
Zamknij oczy i powoli i lagodnie kolysz sie z boku na bok. 

background image

Wpusc do srodka gwiazde 

Wchodz w coraz wieksza harmonie z gwiazdami. Zawsze gdy noca sa gwiazdy, a 

noc jest przejrzysta, polóz sie na ziemi i patrz na gwiazdy. Jesli poczujesz przyciaganie 
do którejs z gwiazd, skoncentruj sie na niej. Koncentrujac sie na niej mysl o sobie jako o 
malym  jeziorze  i  o  tym,  ze  gleboko  w  tobie  odbija  sie  ta  gwiazda.  Patrz  wiec  na  te 
gwiazde na zewnatrz i ujrzyj ja odbita wewnatrz siebie. Stanie sie to twoja medytacja i 
wyzwoli  w  tobie  wielka  radosc.  Gdy  zharmonizujesz  sie  juz  z  nia,  mozesz  po  prostu 
zamknac oczy i widziec te gwiazde, swoja gwiazde - ale najpierw musisz ja odnalezc. 

Na wschodzie jest takie podanie, ze kazdy czlowiek ma swoja gwiazde. Nie jest tak, 

ze wszystkie gwiazdy sa dla wszystkich ludzi - kazdy ma jakas jedna gwiazde. Piekne 
jest to podanie. 

Wracajac do medytacji - mozesz znalezc jedna gwiazde, która nalezy do ciebie, i do 

której ty nalezysz. Powstanie pewna bliskosc miedzy toba i ta gwiazda, gdyz jestesmy 
zbudowani  ze  swiatla,  jak  gwiazdy.  Wibrujemy  jako  swiatlo,  jak  gwiazdy.  Zawsze 
mozesz znalezc jakas gwiazde, z która czujesz sie po prostu zharmonizowany, która ma 
te sama dlugosc fali. To jest twoja gwiazda - medytuj z nia. Coraz bardziej wpuszczaj ja 
do siebie. Patrz na nia, potem zamknij oczy i zobacz ja wewnatrz. Otwórz oczy - patrz 
na  nia.  Zamknij  oczy  -  zobacz  ja  wewnatrz.  Wkrótce  stwierdzisz,  ze  jest  ona  w  tobie. 
Wtedy zawsze, gdy tylko zamkniesz oczy, znajdziesz ja tam. 

A  gdy  zaczniesz  czuc  ja  wewnatrz,  poczuj  ja  tuz  kolo  pepka  -  piec  centymetrów 

ponizej  pepka.  Zlóz  ja  tam  -  skladaj  ja  tam  i  wkrótce  zaczniesz  czuc  powstajace 
wewnatrz  wielkie  swiatlo,  jakby  gwiazda  naprawde  wybuchla,  i  nie  tylko  ty  to 
poczujesz, inni ludzie tez zaczna to czuc  - ze twoje cialo zaczal otaczac pewien rodzaj 
swiatla,  twoja  twarz  nim  sie  stala.  Tylko  patrz  przez  kilka  nocy,  a  zdolasz  odnalezc 
swoja gwiazde. 

Medytacja lunatyka 

Gdy nastepnym razem bedzie zblizac sie pelnia, zacznij robic to trzy dni wczesniej. 

Wyjdz  na  otwarta  przestrzen,  spogladaj  na  ksiezyc  i  zacznij  sie  kolysac.  Czuj  sie  tak, 
jakbys  wszystko  oddal  ksiezycowi  -  stan  sie  opetany.  Patrz  na  ksiezyc,  odprez  sie  i 
powiedz  mu,  ze  jestes,  i  popros,  zeby  ksiezyc  uczynil  cokolwiek  zechce.  Potem, 
cokolwiek bedzie sie dzialo, pozwól na to. 

jezeli masz ochote kolysac sie, kolysz sie, a jezeli masz ochote tanczyc lub spiewac, 

rób to. Ale wszystko ma dziac sie tak, jakbys byl opetany - nie ty to robisz - to sie samo 
dzieje, jestes tylko instrumentem, na którym grana jest melodia. 

Rób  to  na  trzy  dni  przed  pelnia,  a  gdy  ksiezyc  bedzie  stawal  sie  coraz  pelniejszy, 

zaczniesz  odczuwac  coraz  wiecej  energii.  Bedziesz  czul  sie  coraz  bardziej  opetany.  W 
czasie  pelni  bedziesz  zupelnie  szalony.  Ledwie  po  godzinie  tanczenia  i  szalenstwa 
bedziesz czul sie tak odprezony, jak nigdy dotad. 

Zasnij jako wszechswiat 

Siedzac  w  ciszy,  medytuj,  ze  nie  masz  granic,  ze  granice  wszechswiata  sa  twymi 

granicami. Czuj, jak sie powiekszasz, wszystko zawrzyj w tym odczuciu - w tobie slonce 

background image

wschodzi,  w  tobie  gwiazdy  wedruja,  drzewa  rosna  i  swiaty  pojawiaja  sie  i  znikaja  -  i 
czuj  ogromna  blogosc  w  tym  stanie  poszerzonej  swiadomosci,  i  stanie  sie  to  twoja 
medytacja.  Zawsze  wiec,  gdy  masz  czas  i  nic  nie  robisz,  po  prostu  usiadz  w  ciszy  i 
poczuj,  ze  jestes  powiekszony.  Porzuc  granice.  Wyskocz  poza  granice.  Na  poczatku 
przez kilka dni wygladac to bedzie szalenie, poniewaz za bardzo przyzwyczailismy sie 
do granic. W rzeczywistosci granic nie ma. To ograniczenie jest ograniczeniem umyslu. 
Poniewaz wierzymy, ze tak jest - tak jest. 

Odczuwaj to oceaniczne poszerzenie tak czesto, jak to mozliwe, a wkrótce zaczniesz 

sie z nim harmonizowac. Potem tylko lekki ruch i juz jest. Co wieczór gdy kladziesz sie 
spac, zasypiaj z ta poszerzona swiadomoscia. Zasypiaj tak, jakby gwiazdy poruszaly sie 
w tobie, swiaty powstawaly i znikaly w tobie. Zasypiaj jako wszechswiat. Rankiem, w 
pierwszej chwili, kiedy jestes swiadomy, ze sen juz odszedl, znowu przypomnij sobie to 
poszerzenie i wyjdz z lózka jako wszechswiat. A takze w ciagu dnia, tak czesto, jak to 
tylko mozliwe, przypominaj to sobie. 

Fantazja - wszystko jest nierealne 

Czasem próbuj tego w kinie. To dobra medytacja. Po prostu spróbuj pamietac, ze to, 

co sie dzieje, jest nierealne, ze jest to nierealne... stale pamietaj, ze to jest nierealne i ze 
ekran  jest  pusty,  i  bedziesz  zaskoczony  -  na  kilka  sekund  pamietasz,  potem  znowu 
zapominasz, znów staje sie to rzeczywistoscia. Zawsze gdy zapominasz sie, sen staje sie 
rzeczywistoscia.  Zawsze  gdy  przypomnisz  sobie  siebie  -  ja  jestem  rzeczywisty  - 
potrzasnij  soba,  ekran  staje  sie  nierzeczywisty  i  wszystko,  co  sie  dzieje,  staje  sie 
nierzeczywiste. 

Medytacja w medytacji 

Noca zgas swiatla, usiadz w lózku i zamknij oczy. Wyobraz sobie, ze jestes w lesie... 

wielkie,  zielone  drzewa,  dzikie.  Wyobraz  sobie,  ze  tam  stoisz,  potem  zaczynasz  isc. 
Niech  to  dzieje  sie  samo,  niczego  nie  wymuszaj.  Nie  mów  „chcialbym  podejsc  do 
drzewa”  -  nie,  po  prostu  pozwól  sobie  na  ruch.  Gdy  bedziesz  szedl  lasem,  po  pieciu, 
siedmiu minutach dojdziesz do    jaskini. 

 
Medytacja  jest  twoja  wewnetrzna  natura  -  jest  toba.  Jest  twoim  istnieniem.  Nie  ma  nic 

wspólnego  z  twoimi  dzialaniami.  Nie  mozesz  jej  miec,  nie  mozesz  jej  nie  miec,  nie  mozesz  jej 
posiadac, nie jest ona rzecza - jest toba,    jest twoim istnieniem.   

 
Wszystko  czuj  w  szczególach  -  ziemie  pod  nogami,  dotknij  dlonmi  kamiennych 

scian jaskini, odczuj fakture powierzchni, chlód. Przy jaskini jest wodospad... Znajdz go. 
Maly wodospad... i dzwiek spadajacej wody. Sluchaj go, i ciszy lasu, i ptaków. Pozwól 
sobie na cale doznanie. Potem siadz w jaskini i zacznij medytowac. Jest to medytacja w 
medytacji. Czy widziales chinskie pudelka? Pudelko w pudelku w pudelku... 

Badz zwierzeciem! 

Wieczorem  zacznij  taka  oto  medytacje.  Poczuj,  ze  w  ogóle  nie  jestes  czlowiekiem. 

background image

Wybierz dowolne zwierze, jakie tylko chcesz. Jesli chcesz kota - dobrze, jesli chcesz psa - 
dobrze... albo tygrysa; samca, samice, cokolwiek chcesz. Po prostu wybierz, ale potem 
juz nie zmieniaj. Stan sie tym zwierzeciem. Chodz po pokoju na czworaka i stan sie tym 
zwierzeciem. 

Przez  pietnascie  minut  baw  sie  ta  fantazja  jak  tylko  zdolasz,  jesli  jestes  psem, 

szczekaj,  i  rób  to,  co  psy  robia  -  i  rób  to  naprawde!  I  nie  kontroluj,  bo  pies  nie  moze 
kontrolowac tego, co robi. Pies oznacza absolutna wolnosc, cokolwiek wiec dzieje sie w 
tej  chwili,  rób  to.  W  tej  chwili  nie  wlaczaj  ludzkiego  czynnika  kontrolowania.  Badz 
uparcie psem. Przez pietnascie minut wedruj po pokoju... szczekaj, skacz. 

To  pomoze.  Potrzebujesz  nieco  wiecej  zwierzecej  energii.  Jestes  zbyt  wyszukany, 

zbyt  cywilizowany,  i  to  cie  okalecza.  Zbyt  wiele  cywilizacji  jest  czyms  paralizujacym, 
jest  to  dobre  w  malej  dawce,  ale  gdy  jest  tego  zbyt  wiele,  jest  niebezpieczne.  Trzeba 
zawsze  móc  stac  sie  zwierzeciem.  Twoje  zwierze  musi  zostac  uwolnione,  jesli  zdolasz 
nauczyc sie byc nieco dziki, znikna wszystkie twoje problemy. Zacznij od dzis - i baw 
sie tym. 

Badz tak negatywny jak tylko zdolasz 

Próbuj tej metody co wieczór przez 60 minut. Na 40 minut stan sie tylko negatywny 

-  tak  negatywny,  jak  tylko  zdolasz.  Zamknij  drzwi,  rozlóz  poduszki  w  calym  pokoju. 
Wylacz  telefon  i  powiedz  wszystkim,  aby  ci  nie  przeszkadzano  przez  najblizsza 
godzine.  Na  drzwiach  powies  kartke  z  napisem,  ze  przez  godzine  masz  byc 
pozostawiony calkowicie w totalnej samotnosci. Wszystko uczyn mozliwie najbardziej 
przycmionym.  Wlacz  jakas  przygnebiajaca  muzyke,  i  poczuj,  ze  umierasz.  Usiadz  i 
odczuwaj te negatywnosc. Jako mantre powtarzaj slowo „nie”. 

Wyobraz sobie sceny z przeszlosci - gdy byles bardzo przygnebiony i zmartwialy, i 

chciales popelnic samobójstwo, i nie bylo checi zycia - i przejaskraw to. Stwórz cala ta 
sytuacje wokolo siebie. Twój umysl bedzie cie rozpraszal. Powie: „Co ty robisz? Noc jest 
taka piekna, i ksiezyc jest w pelni!” Nie sluchaj umyslu. Powiedz mu, ze moze wlaczyc 
sie  pózniej,  ale  ten  czas  przeznaczasz  calkowicie  na  negatywnosc.  Badz  religijnie 
negatywny.  Placz,  lkaj,  krzycz,  wrzeszcz,  klnij,  rób  wszystko,  na  co  masz  ochote,  ale 
jedno pamietaj - nie stan sie szczesliwy, nie dopusc zadnego szczescia, jesli sie na tym 
zlapiesz,  natychmiast  daj  sobie  klapsa!  Przywróc  siebie  do  negatywnosci  i  zacznij  bic 
poduszki,  walczyc  z  nimi,  skakac.  Badz  paskudny!  I  stwierdzisz,  ze  bardzo,  bardzo 
trudno  jest  byc  negatywnym  przez  tych  czterdziesci  minut.  Jest  to  jedno  z 
podstawowych praw umyslu - cokolwiek robisz swiadomie, nie mozesz tego robic. Ale 
zrób to - a gdy robisz to swiadomie, poczujesz pewne oddzielenie. Robisz to, ale jednak 
jestes swiadkiem - nie zatracasz sie w tym. Powstaje pewien dystans, i ten dystans jest 
ogromnie  piekny.  Ale  ja  nie  mówie  zebys  stwarzal  ten  dystans.  Jest  on  produktem 
ubocznym - nie musisz sie o niego martwic. 

Po  czterdziestu  minutach  nagle  wyskocz  z  negatywnosci.  Odrzuc  poduszki,  wlacz 

swiatlo, pusc jakas piekna muzyke, i przez dwadziescia minut tancz. Mów tylko „Tak! 
Tak! Tak!” - niech to bedzie twoja mantra. A potem wez solidny prysznic. Wykorzeni to 
cala negatywnosc i da ci nowy przeblysk mówienia „tak”. A dotarcie do mówienia „tak” 

background image

jest samym sednem religii. Wycwiczono nas mówic „nie” - i tak cale spoleczenstwo stalo 
sie brzydkie. 

Zatem oczysci cie to calkowicie. Masz energie, ale wszedzie wokól tej energii masz 

negatywne skaly, i one nie pozwalaja jej wydostac sie na zewnatrz. Gdy te skaly zostana 
usuniete, bedziesz wspaniale plynal. To juz jest, gotowe do wyjscia, ale najpierw musisz 
wejsc gleboko w negatywnosc. Bez glebokiego wejscia w „nie” nikt nie moze dotrzec do 
szczytu „tak”. Musisz zaczac mówic „nie” potem „tak” samo z tego wyniknie. 

„Tak, tak, tak” 

Uczyn mantre ze slowa „tak”. Co noc, zanim pójdziesz spac, powtarzaj „tak, tak” i 

zharmonizuj sie z nim - kolysz sie w jego rytm, niech ogarnie ono cale twoje istnienie, 
od stóp do glowy. Niech cie przeniknie. Powtarzaj „tak, tak, tak”. Niech przez dziesiec 
minut  wieczorem  bedzie  to  twoja  modlitwa,  a  potem  idz  spac.  A  wczesnym  rankiem 
znów  przynajmniej  na  trzy  minuty  siadz  w  lózku.  Pierwsza  rzecza,  która  masz  robic, 
jest  powtarzanie  „tak”  i  wejscie  w  to  odczucie.  W  ciagu  dnia,  gdy  tylko  zaczniesz 
odczuwac  negatywnosc,  natychmiast  zatrzymaj  sie  na  swej  drodze.  Jesli  mozesz 
wypowiedziec na glos „tak, tak” - dobrze. Jesli nie, przynajmniej w sobie mozesz mówic 
„tak, tak”. 

Krótkie, ostre drgniecie 

Wylacz swiatlo i stan w ciemnosci. Potem zacznij drzec, poczawszy od glowy, sama 

glowa. Baw sie tym drzeniem i poczuj jak je odczuwasz wewnatrz. Potem zacznij trzasc 
górna czescia ciala - glowa, rekami, tulowiem - nie trzas dolna czescia. 

Gdy to poczujesz i bawisz sie tym, zacznij potrzasac dolna czescia. Gdy to poczujesz 

i bedzie cie to bawilo, potrzasaj calym cialem. A wiec trzy czesci - w pierwszej glowa, 
sama glowa, w drugiej tulów, w trzeciej cale cialo. 

Zacznij  od  glowy,  gdyz  na  poczatku  tam  poczujesz  to  znacznie  latwiej  -  bo 

swiadomosc jest bardzo blisko i bycie swiadkiem jest latwiejsze - i baw sie tym. 

Gdy drzysz juz calym cialem, znajdz taka poze ciala, która zdaje sie miec najwiecej 

wdzieku, w której czujesz, ze jestes bardzo, bardzo piekny. Po trzech minutach przyjmij 
te poze... moze to byc dowolna poza - rece uniesione, cialo pochylone w przód albo na 
bok, albo jakkolwiek - i stan w niej nieruchomo na cztery minuty. 

Jest  to  medytacja  na  dziesiec  minut  -  jedna  minuta  trzesienia  glowa,  dwie  minuty 

trzesienia  tulowiem,  trzy  minuty  trzesienia  calym  cialem  i  cztery  minuty  samego 
bezruchu, tak, jakbys stal sie posagiem. 

Wejdz w odczucia wszystkich czterech czesci. Gdy drzysz, czuj pobudzenie energii... 

potem cale cialo staje sie wirem energii, cyklonem. Odczuj to - jakbys znajdowal sie w 
samym  cyklonie.  A  potem  nagle  zatrzymaj  sie  w  bezruchu  i  badz  posagiem  -  wtedy 
poczujesz centrum. Zatem do centrum docierasz poprzez cyklon. 

Zdejmij pancerz 

Gdy wieczorem kladziesz sie spac, zdejmij ubranie, a zdejmujac je wyobraz sobie, ze 

zdejmujesz nie tylko ubranie, zdejmujesz tez swój pancerz. Zrób to naprawde. Zdejmij 

background image

go i odetchnij gleboko - a potem zasnij bez pancerza, gdy nic nie masz na ciele i nic cie 
nie ogranicza. 

„Oh” 

Przed  polozeniem  sie  do  lózka  wylacz  swiatla,  usiadz  w  lózku,  zamknij  oczy  i 

gleboko  wydychaj  powietrze  ustami  wydajac  dzwiek  „oh”.  Brzuch  zostaje  wciagniety 
powietrze wychodzi na zewnatrz, a ty twórz dzwiek „oh”. Pamietaj - nie mówie „aum” 
mówie tylko „oh”. Stanie sie on „aum” automatycznie, nie musisz z niego robic „aum”. 
Wtedy bedzie to falszywe. Stwarzaj tylko dzwiek „oh”. 

Bedziesz  odprezal  sie  coraz  bardziej,  a  twój  sen  bedzie  mial  inne  wlasciwosci  - 

zupelnie inne. A twój sen trzeba zmienic. Dopiero wtedy mozesz stac sie bardziej czujny 
i uwazny. Zaczniemy wiec od zmieniania snu. 

Gdy wydychasz tylko ustami, stwarzajac dzwiek „oh” i czujesz, ze dalszy wydech 

nie  jest  mozliwy,  gdy  oddech  juz  wyszedl,  zatrzymaj  sie  na  chwile.  Nie  wdychaj,  nie 
wydychaj. Stop! W tym zatrzymaniu jestes boskoscia. W tym zatrzymaniu nic nie robisz, 
nawet  nie  oddychasz.  W  tym  zatrzymaniu  jestes  w  oceanie.  Czas  nie  istnieje,  bo  czas 
porusza sie wraz z oddechem. Wyglada to tak, jakby razem z toba zatrzymala sie cala 
egzystencja.  W  tym  zatrzymaniu  mozesz  stac  sie  czujny  najglebszych  zródel  swego 
istnienia i energii. Wiec na jedna chwile - stop. 

Potem  wez  wdech  przez  nos.  Ale  nie  czyn  zadnych  wysilków  by  dokonac  tego 

wdechu.  Pamietaj  -  dokladaj  wszelkich  staran  z  wydechem,  ale  nie  rób  zadnych 
wysilków  dla  dokonania  wdechu.  Po  prostu  pozwól  cialu  wdychac.  Tylko  rozluznij 
swoje napiecia, i niech cialo samo dokona wdechu. Ty niczego nie robisz. 

Zycie  samo  oddycha,  samo  wedruje  wlasna  droga,  jest  rzeka  -  ty  niepotrzebnie  je 

popychasz. Zobaczysz, ze cialo dokonuje wdechu. Twój wysilek nie jest potrzebny twoje 
ego  nie  jest  potrzebne,  ty  nie  jestes  potrzebny.  Po  prostu  stan  sie  obserwatorem.  Po 
prostu zobacz jak cialo dokonuje wdechu. Odczujesz gleboka cisze. 

Gdy cialo dokona pelnego wdechu, znów na chwile zatrzymaj sie. Znów obserwuj. 

Te  dwie  chwile  sa  totalnie  rózne.  Gdy  calkowicie  wydychales  i  zatrzymales  sie,  to 
zatrzymanie  przypomina  smierc.  Gdy  totalnie  wdychales  i  zatrzymales  sie,  to 
zatrzymanie jest kulminacja zycia. Pamietaj - wdech jest odpowiednikiem zycia, wydech 
jest odpowiednikiem smierci. 

Odczuj to! Poczuj obie te chwile. To dlatego mówie, bys dwakroc sie zatrzymal - raz 

gdy dokonales wydechu, a potem znów, po wdechu - bys mógl odczuc i zycie i smierc. 
Gdy juz poznasz, ze „to” jest zycie, a „to” jest smierc, wykroczyles ponad jedno i drugie. 

Swiadek  nie  jest  ani  zyciem  ani  smiercia.  Swiadek  nigdy  sie  nie  rodzi  i  nigdy  nie 

umiera. Tylko cialo umiera - mechanizm. Ty stajesz sie tym trzecim. 

Rób te medytacje przez 20 minut, a potem polóz sie i zasnij. 

Medytacja zycia i smierci 

Wieczorem,  nim  pójdziesz  spac,  zrób  te  pietnastominutowa  medytacje,  jest  to 

medytacja  smierci.  Polóz  sie  i  odprez  cialo.  Poczuj  jak  umierasz  i  ze  nie  mozesz 
poruszyc  ciala,  gdyz  jestes  martwy.  Stwórz  poczucie,  ze  znikasz  z  ciala.  Rób  to  przez 

background image

dziesiec, pietnascie minut, a w ciagu tygodnia zaczniesz to odczuwac. Tak medytujac, 
zasnij. Nie przerywaj tego. Niech ta medytacja zamieni sie w sen, a gdy sen cie ogarnie, 
wejdz w niego. 

Rano, w chwili, gdy poczujesz, ze jestes juz przebudzony  - nie otwieraj oczu - rób 

medytacje zycia. Poczuj, ze stajesz sie coraz bardziej zywy, ze zycie powraca i cale cialo 
pelne jest zywotnosci i energii. Zacznij sie poruszac, z zamknietymi oczami kolysz sie w 
lózku. Po prostu poczuj jak zycie plynie w tobie. Poczuj, ze to cialo ma w sobie wielka, 
plynaca energie - dokladne przeciwienstwo medytacji smierci. Zatem medytacja smierci 
wieczorem, przed zasnieciem, i medytacja zycia tuz przed wstaniem z lózka. 

Przy  medytacji  zycia  mozesz  gleboko  oddychac.  Poczuj  sie  pelny  energii...  zycie 

wchodzi  razem  z  oddechem.  Poczuj  sie  pelny  i  bardzo  szczesliwy,  zywy.  Potem,  po 
pietnastu minutach, wstan. 

Butelka ze smoczkiem 

Co wieczór, przed snem, wez butelke, butelke z mlekiem dla dzieci, wlóz smoczek 

do  ust.  Zwin  sie  w  klebek,  jak  male  dziecko,  i  zacznij  ssac  piers.  Cos  w  glebi  ciebie 
zostanie bardzo zaspokojone. 

W obliczu wlasnych leków 

Osho  dal  kilka  technik,  które  moga  pomóc  nam  w  przyjrzeniu  sie  lekowi  bez 

wzgledu na to, w jakiej postaci wyplynie on na powierzchnie - i zaakceptowaniu go. 

Wejdz w swój lek 

Co wieczór przez czterdziesci minut przezywaj swój lek. Po prostu usiadz w pokoju, 

wylacz  swiatlo,  i  zacznij  sie  bac.  Mysl  o  wszelkich  mozliwych  strasznych  rzeczach, 
duchach i demonach, o czymkolwiek, co mozesz  sobie wyobrazic. Stwórz je, wyobraz 
sobie,  ze  wszystkie  zle  moce  tancza  wokól  ciebie  i  próbuja  cie  pochwycic.  Naprawde 
stan sie poruszony swoja wlasna wyobraznia i wejdz w ekstremum wyobrazni - zabijaja 
cie,  usiluja  cie  zgwalcic,  dusza  cie.  I  nie  jedna  czy  dwie  postacie  -  mnóstwo,  z  kazdej 
strony  cos  ci  robia.  Wejdz  w  ten  lek  najglebiej  jak  to  mozliwe  i  cokolwiek  sie  dzieje, 
przejdz przez to. 

I  drugie  -  w  ciagu  dnia,  albo  o  dowolnej  innej  porze,  gdy  tylko  pojawia  sie  lek, 

akceptuj go. Nie odrzucaj go. Nie mysl, ze jest to cos zlego, co musisz pokonac - jest to 
cos naturalnego. Gdy go zaakceptujesz i wyrazisz go wieczorem, wszystko zacznie sie 
zmieniac. 

 

Wszystkie  medytacje  które  tu  robisz  to  nic  innego,  jak  tylko  starania  sluzace  przerwaniu 

twego snu. 

 

Wejdz w swoja pustke 

Dopilnuj, by co wieczór przed polozeniem sie do snu, zamknac oczy i na 20 minut 

wejsc we wlasna pustke. Zaakceptuj ja, niech trwa. Powstaje lek - niech i on trwa. Drzyj 

background image

z leku, ale nie odrzucaj tej przestrzeni, która sie rodzi. W ciagu dwóch, trzech tygodni 
poczujesz  jej  piekno,  poczujesz  jej  blogoslawienstwo.  Gdy  juz  dotkniesz  tego 
blogoslawienstwa, lek sam z siebie zniknie. Nie walcz z nim. W ciagu trzech tygodni, 
pewnego  dnia,  stwierdzisz  powstanie  takiego  blogoslawienstwa,  takiego  naplywu 
energii, takiej radosnej cechy swojego istnienia, jakby noc sie skonczyla i slonce pojawilo 
sie na horyzoncie. 

Wejdz z powrotem do lona matki 

Zanim pójdziesz spac, usiadz w lózku, usiadz w wygodnej pozycji i zamknij oczy. 

Czuj  jak  cialo  sie  odpreza...  Jesli  cialo  zacznie  pochylac  sie  do  przodu,  pozwól  na  to  - 
moze  pochylac  sie  do  przodu.  Moze  bedzie  chcialo  przyjac  pozycje  dziecka  w  lonie 
matki, jesli masz taka chec, po prostu przyjmij pozycje dziecka w lonie matki, stan sie 
malym dzieckiem w lonie matki. 

Potem sluchaj swego oddychania, niczego innego. Po prostu tego sluchaj  - oddech 

wchodzi,  oddech  wychodzi,  oddech  wchodzi,  oddech  wychodzi.  Nie  mówie,  ze  masz 
tak mówic - tylko odczuwaj jak on wchodzi, a gdy wychodzi, odczuwaj jak wychodzi. 

Po  prostu  to  odczuwaj,  a  w  tym  odczuciu  doznasz  powstawania  ogromnej  ciszy  i 

jasnosci. 

Jest to praktyka na dziesiec do dwudziestu minut - minimum dziesiec, maksimum 

dwadziescia - potem polóz sie spac. 

 

Tylko medytacja moze zneutralizowac twoje uwarunkowania. 
 

Wypuszczanie z siebie glosów 

Gdy  twoja  energia  zostanie  uwolniona  w  medytacji,  znajdzie  sobie  wiele  róznych 

sposobów  ekspresji.  Zalezy  to  od  talentów  jakimi  dysponujesz,  jesli  jestes  malarzem  i 
medytacja  uwolni  energie,  bedziesz  wiecej  malowal  bedziesz  malowal  jak  szalony, 
zapomnisz o wszystkim, o calym swiecie. Cala twoja energia zostanie wprowadzona w 
malowanie. Jesli jestes tancerka, medytacja uczyni cie tancerka o bardzo wielkiej glebi. 
Zalezy to od mozliwosci, talentu, indywidualnosci, osobowosci. Dlatego nikt nie wie co 
sie stanie. Czasem nastepuja nagle zmiany. Ktos, kto byl bardzo cichy, kto nigdy nie byl 
gadatliwy, nagle staje sie gadatliwy. Moze bylo to tlumione, moze nigdy nie pozwalano 
mu mówic. Gdy energia narasta i wyplywa, moze on zaczac mówic. 

Co  wieczór,  przed  snem,  na  czterdziesci  minut  siadz  twarza  do  sciany  i  zacznij 

mówic - mów glosno. Baw sie tym... badz w tym. Gdy stwierdzisz, ze przemawiaja dwa 
glosy,  mów  jednym  i  drugim.  Wspieraj  jeden,  potem  odpowiedz  drugim  i  zobacz  jak 
tworzysz piekny dialog. 

Nie  próbuj  tym  manipulowac  -  bo  nie  mówisz  do  kogos  innego.  Jesli  ma  to  byc 

zwariowane, niech takie bedzie. Nie próbuj niczego wycinac czy cenzurowac, poniewaz 
wtedy caly sens zostaje zatracony. Rób to co najmniej dziesiec dni. Wlóz w to cala swa 
energie. 

background image

Gibberish 

Jest to bardzo katarktyczna technika, wyzwalajaca ekspresyjne ruchy ciala. Nalezy ja 

odróznic od lagodnej Devavani opisanej dalej. 

W samotnosci albo w grupie zamknij oczy i zacznij wypowiadac slowa nie majace 

zadnego  znaczenia  -  paplanina.  Na  pietnascie  minut  wejdz  totalnie  w  paplanine. 
Pozwól sobie wyrazic wszystko, co w tobie potrzebuje byc wyrazone. Wyrzuc wszystko 
na  zewnatrz.  Umysl  mysli  -  zawsze  -  slowami.  Paplanina  pomaga  przelamac  ten 
wzorzec  ciaglej  werbalizacji.  Nie  tlumiac  mysli,  mozesz  je  wyrzucic  -  w  paplaninie. 
Niech twoje cialo takze zachowuje sie ekspresyjnie. 

Potem przez 15 minut lez na brzuchu i czuj zlaczenie z matka-Ziemia. Przy kazdym 

wydechu odczuwaj, ze laczysz sie z podlozem pod soba. 

Modlitwa 

Nie ma nikogo, kto by wysluchiwal twoich modlitw. Twoja modlitwa jest po prostu 

monologiem - modlisz sie do pustego nieba. Nikt nie wynagrodzi cie za twoje modlitwy 
- pamietaj o tym. jezeli naprawde poznasz czym jest modlitwa, sama w sobie modlitwa 
staje  sie  nagroda.  Nie  ma  nikogo,  kto  by  cie  wynagrodzil  -  tej  nagrody  nie  ma  w 
przyszlosci, w jakims zyciu po smierci. 

Ale  modlenie  sie  samo  w  sobie  jest  tak  pieknym  zjawiskiem,  ze  kogo  obchodzi 

przyszlosc i kogo obchodzi jakas nagroda? To chciwosc - ta mysl o nagrodzie. Modlitwa 
sama  w  sobie  jest  takim  swietowaniem,  przynosi  taka  wielka  radosc  i  ekstaze,  ze 
czlowiek modli sie dla samej modlitwy. Czlowiek nie modli sie powodowany lekiem i 
czlowiek  nie  modli  sie  powodowany  chciwoscia.  Czlowiek  modli  sie,  poniewaz  to  go 
cieszy. Nawet nie przejmuje sie tym, czy Bóg istnieje, czy nie. 

Gdy  cieszysz  sie  tancem,  nie  pytasz  czy  Bóg  istnieje,  czy  nie.  Gdy  cieszysz  sie 

tancem, po prostu tanczysz - nie obchodzi cie czy ktos patrzy na ten taniec z nieba, czy 
nie. Nie obchodzi cie czy gwiazdy i slonce i ksiezyc maja cie wynagrodzic za twój taniec, 
czy nie. Taniec sam w sobie jest wynagrodzeniem. Jesli kochasz spiewanie, spiewaj - nie 
chodzi o to, czy ktos slucha, czy nie. 

Tak samo jest z modlitwa, jest ona tancem, jest piesnia - jest muzyka, jest miloscia. 

Cieszysz  sie  nia  i  na  tym  koniec.  Modlitwa  jest  srodkiem  i  modlitwa  jest  celem.  Cel  i 
srodek nie sa czyms odrebnym - dopiero wtedy poznajesz co to jest modlitwa. 

Mówiac „modlitwa”, mam na mysli otwarcie na Boga. Nie chodzi o to, ze musisz cos 

mówic, nie chodzi o to, ze musisz o cos prosic - samo otwarcie, takie, ze jesli On chce cos 
ci  dac,  jestes  gotowy.  Glebokie  wyczekiwanie,  ale  bez  pragnienia  -  tego  ci  wlasnie 
potrzeba. Usilne wyczekiwanie  - jakby w kazdej chwili cos mialo sie stac. Porusza cie 
mozliwosc dotkniecia tego nieznanego, ale nie masz zadnego pragnienia. Nie mówisz, 
ze cos powinno sie stac albo, ze nie powinno sie stac. Gdy zaczynasz zadac, modlitwa 
zostaje zepsuta. 

Gdy  nie  zadasz,  gdy  po  prostu  pozostajesz  w  ciszy,  ale  otwarty,  gotowy  isc 

dokadkolwiek,  gotowy  nawet  umrzec,  gdy  po  prostu  jestes  w  stanie  przyjmowania, 
biernym, z radoscia witajacym stanie - wtedy dzieje sie modlitwa. 

Modlitwa nie jest czyms, co mozna robic - nie ma nic wspólnego z dzialaniem. Nie 

background image

jest to jakies dzialanie czy jakas aktywnosc - jest to pewien stan umyslu. 

Jesli chcesz mówic, mów, ale pamietaj - twoje mówienie nie wplynie na egzystencje. 

Wplynie na ciebie, i to moze bedzie dobre, ale modlitwa nie zmieni umyslu Boga. Moze 
zmienic ciebie, ale jezeli cie nie zmienia, jest tylko wybiegiem. Mozesz modlic sie calymi 
latami, ale jesli to cie nie zmienia, porzuc to, wyrzuc to, sa to smieci - nie nos tego dalej 
ze soba. 

Modlitwa nie zmieni Boga. A ty zawsze myslisz, ze jesli sie pomodlisz, Bóg zmieni 

zdanie. Ze bedzie ci bardziej sprzyjal, skloni sie bardziej na twoja strone. Nie ma nikogo, 
kto by cie sluchal. To rozlegle niebo nie potrafi sluchac. To rozlegle niebo moze byc z 
toba tylko wtedy, gdy ty jestes z nim - nie ma innej mozliwosci modlitwy. 

Mówie  takze,  zeby  modlic  sie,  ale  modlenie  sie  powinno  byc  jedynie  zjawiskiem 

energetycznym - nie zjawiskiem typu wierny-Bóg, ale zjawiskiem energetycznym. 

Medytacja modlitwy 

Najlepiej  jest  praktykowac  te  modlitwe  wieczorem,  w  zaciemnionym  pokoju,  i 

natychmiast  potem  polozyc  sie  spac.  Mozna  tez  robic  to  rano,  ale  potem  trzeba 
przeznaczyc  pietnascie  minut  na  wypoczynek.  Ten  wypoczynek  jest  konieczny,  w 
przeciwnym razie bedziesz sie czul jak pijany, otepialy. 

To zlaczenie z energia jest modlitwa. To cie zmienia. A gdy ty sie zmieniasz, zmienia 

sie cala egzystencja. 

Wznies  obie  rece  ku  niebu,  wnetrzem  dloni  zwrócone  do  góry,  glowe  trzymaj 

wyprostowana i po prostu odczuwaj plynaca w sobie egzystencje. Gdy energia bedzie 
splywac  wzdluz  ramion,  poczujesz  delikatne  drzenie  -  badz  jak  lisc  na  wietrze,  drzyj. 
Pozwól  na  to,  pomóz  temu.  Potem  niech  cale  cialo  -  wibruje  ta  energia,  i  pozwól,  by 
dzialo sie wszystko to, co sie dzieje. 

Odczujesz  nastepnie  plyniecie  do  ziemi.  Ziemia  i  niebo,  na  górze  i  na  dole,  yin  i 

yang, element meski i zenski - unosisz sie, wtapiasz sie, calkowicie sie porzucasz. Nie 
ma cie. Stajesz sie jednoscia... stapiasz sie w jednosc. Po dwóch, trzech minutach, albo 
wtedy, gdy poczujesz sie calkowicie napelniony, pochyl sie ku ziemi i pocaluj ja. Stan sie 
srodkiem, poprzez który boska energia laczy sie z energia ziemska. 

Te dwa etapy nalezy powtórzyc jeszcze szesc razy, aby kazda czakra mogla zostac 

odblokowana.  Mozna  robic  to  wieksza  ilosc  razy,  ale  jezeli  zrobisz  mniej,  mozesz 
poczuc sie niespokojny i nie bedziesz mógl zasnac. 

W tym stanie modlitwy wejdz w sen. Po  prostu zasnij, a ta energia bedzie z toba. 

Bedziesz  z  nia  plynal,  zasypial.  Bardzo  to  pomoze,  poniewaz  ta  energia  otaczac  cie 
bedzie  przez  cala  noc  i  dalej  bedzie  dzialala.  Rankiem  poczujesz  sie  swiezszy  niz 
kiedykolwiek  dotad.  Nowe  elan,  nowe  zycie  zacznie  cie  przenikac,  i  przez  caly  dzien 
bedziesz czul sie pelen nowej energii - nowego tetnienia, nowej piesni w twym sercu, i 
nowego tanca w twym kroku. 

Latihan 

Stan w rozluznionej pozycji i czekaj na Boga, na Calosc, aby zaczely w tobie dzialac. 

Potem w nastroju glebokiej modlitwy rób to, co tylko chcesz robic - Twoja wola” - i po 

background image

prostu odprez sie. 

Przypomina to sytuacje powstawania pisma automatycznego. Ludzie tylko trzymaja 

pióro  w  dloni  i  czekaja.  Nagle  jakas  energia  zawlada  ich  reka  i  dlon  zaczyna  sie 
poruszac. Sa zaskoczeni - ich wlasna dlon porusza sie, a to nie oni nia poruszaja! Czekaj 
wlasnie  w  taki  sposób,  a  po  trzech,  czterech  minutach  nagle  stwierdzisz,  ze  do  ciala 
dochodzi kilka drzen, i energia w ciebie wstepuje. Nie przestrasz sie - bo to jest bardzo 
pelne leku. Ty tego nie robisz. W istocie rzeczy jestes jedynie swiadkiem - to dzieje sie 
samo. 

 
Tylko medytacja moze zabic umysl - nic innego. 
 
Wejdz w to. Cialo zacznie przybierac wiele pozycji - poruszac sie, tanczyc, kolysac 

sie, drzec, trzasc sie - wiele rzeczy bedzie sie dzialo. Pozwalaj na to, nie tylko pozwalaj, 
ale i wspóldzialaj. Wtedy dojdziesz dokladnie do tego, co nazywamy sahaj yoga. 

Latihan nie jest niczym nowym. To slowo jest nowe. Subud nie jest niczym nowym, 

jest  to  jedynie  nowa  odmiana  sahaj  yogi  -  jogi  spontanicznej.  Wszystko  pozostawiasz 
temu,  co  boskie,  bo  umysl  jest  sprytny.  Wkrótce  zobaczysz  róznice,  gdyz  ty  bedziesz 
tylko obserwatorem. Bedziesz zaskoczony, poniewaz twoja dlon bedzie sie poruszala, a 
ty jej w ogóle nie bedziesz poruszal. Po kilku dniach odprezania sie w tym, nawet gdy 
bedziesz  chcial  przestac,  nagle  nie  bedziesz  w  stanie  tego  dokonac  -  stwierdzisz,  ze 
jestes opetany. 

Dlatego trzeba na poczatku modlic sie mówiac: „Przez dwadziescia minut zawladnij 

moim istnieniem i rób wszystko, co chcesz robic - badz wola Twoja, przyjdz królestwo 
Twoje”. Niech bedzie takie nastawienie, a ty po prostu odprez sie. Bóg zacznie w tobie 
tanczyc i bedzie przybieral wiele róznych pozycji. Potrzeby ciala zostana zaspokojone, 
ale nie tylko to - cos wyzszego niz cialo, wiekszego niz cialo, jakies glebokie potrzeby 
swiadomosci, zostana zaspokojone. 

Medytacja Gourishankar 

Technika ta sklada sie z czterech czesci trwajacych po 15 minut kazda. Pierwsze dwie czesci 

przygotowuja medytujacego do spontanicznego latihanu czesci trzeciej. Osho stwierdzil, ze gdy 
w  pierwszej  czesci  oddycha  sie  prawidlowo,  dwutlenek  wegla  powstaly  we  krwi  sprawi,  ze 
poczujesz sie, jakbys wzlecial na wysokosc Gourishankar (Mount Everest). 

Czesc pierwsza - 15 minut 
Usiadz  z  zamknietymi  oczami.  Nabierz  powietrze  gleboko  nosem,  napelnij  pluca. 

Wstrzymaj  oddech  na  tak  dlugo,  jak  tylko  zdolasz,  potem  lagodnie  wykonaj  wydech 
ustami  i  zatrzymaj  pluca  puste  tak  dlugo,  jak  tylko  zdolasz.  Oddychaj  tak  przez  cala 
pierwsza czesc. 

Czesc druga - 15 minut 
Powróc  do  normalnego  oddychania  i  lagodnie  patrz  nieruchomym  wzrokiem  na 

plomien swiecy lub migocace blekitne swiatlo. Cialo pozostaje nieruchome. 

Czesc trzecia - 15 minut 
Wstan i z zamknietymi oczami pozwól cialu na rozluznienie i otwarcie. Poczujesz, 

background image

ze subtelne energie poruszaja cialem poza twa zwykla kontrola. Pozwól, by latihan dzial 
sie sam. To nie (y wykonujesz te ruchy - niech ruchy dzieja sie same z siebie, lagodnie i z 
wdziekiem. 

Czesc czwarta - 15 minut 
Polóz sie z zamknietymi oczami, wyciszony i nieruchomy. 
Pierwsze  trzy  czesci  powinny  byc  wykonywane  przy  akompaniamencie  równego, 

miarowego  rytmu,  najlepiej  polaczonego  z  kojaca  muzyka  w  tle.  Ten  rytm  powinien 
byc, o ile to mozliwe, siedem razy czestszy od bicia serca. Jesli to mozliwe, nalezy tez 
podlaczyc migajace w takim samym rytmie    swiatlo. 

Medytacja Devavani 

Devavani - to Boski Glos przemawiajacy przez medytujacego, który staje sie pustym 

naczyniem, kanalem. Medytacja ta jest latihanem jezyka. Odpreza umysl swiadomy tak 
gleboko,  ze  gdy  jest  wykonywana  jako  ostatnia  czynnosc  wieczorem,  z  pewnoscia 
zakonczy sie glebokim snem. Obejmuje cztery czesci po 15 minut kazda. Caly czas miej 
oczy zamkniete. 

Czesc pierwsza - 15 minut 
Usiadz w ciszy, najlepiej w tle lagodnej muzyki. 
 

Noca  -  dokladnie  odwrotnie  jak  o  poranku  -  badz  zupelnie  nieswiadomy;  niczym  sie  nie 

przejmuj.  Noc  nadeszla,  slonce  zaszlo,  teraz  wszystko  wkracza  w  nieswiadomosc.  Wejdz  w 
nieswiadmosc. 

 
Czesc druga -    15 minut 
Zacznij tworzyc dzwieki nie majace zadnego sensu, na przyklad „la... la... la” i rób to 

tak dlugo, az zaczna pojawiac sie takie dzwieki, których nie znasz. Dzwieki te powinny 
przyjsc z tej nieznajomej czesci mózgu, która byla uzywana gdy byles dzieckiem, zanim 
nauczyles  sie  slów.  Pozwól  na  lagodna,  konwersacyjna  intonacje  -  nie  placz,  ani  nie 
krzycz, nie smiej sie, ani nie wrzeszcz. 

Czesc trzecia - 15 minut 
Wstan  i  mów  dalej,  pozwalajac  cialu  na  lagodne  poruszanie  sie  w  harmonii  z 

dzwiekami.  Gdy  cialo  jest  odprezone,  subtelne  energie  wywolaja  latihan  poza  twoja 
kontrola. 

Czesc czwarta - 15 minut   
Polóz sie, badz wyciszony i nieruchomy. 
Jedynym, co nalezy pamietac, jest to, ze te dzwieki czy slowa nie moga nalezec do 

zadnego  znanego  ci  jezyka,  jesli  znasz  angielski,  niemiecki  i  wloski,  nie  powinny 
pochodzic z wloskiego, niemieckiego czy angielskiego. Moze to byc kazdy inny jezyk, 
którego  nie  znasz  -  tybetanski,  chinski,  japonski!  A  jesli  znasz  japonski,  nie  wolno  go 
uzywac - wtedy wloski jest doskonaly! Mów kazdym jezykiem, którego nie znasz. Tylko 
pierwszego dnia przez kilka chwil bedziesz mial klopot, bo jak masz mówic jezykiem, 
którego  nie  znasz?  Mozna  tak  mówic,  a  gdy  to  sie  zacznie,  przyjda  slowa,  slowa  bez 
zadnego  sensu,  które  maja  tylko  odsunac  swiadomosc  i  pozwolic  nieswiadomosci  na 

background image

mówienie. 

Gdy  przemawia  nieswiadomosc,  nieswiadomosc  nie  zna  zadnego  jezyka,  jest  to 

bardzo,  bardzo  stara  metoda.  Pochodzi  ze  Starego  Testamentu.  W  tamtych  czasach 
nazywano ja glosolalia. Niektóre koscioly w Ameryce nadal ja wykorzystuja. Nazywaja 
to  „mówieniem  jezykami”.  A  jest  to  wspaniala  metoda,  jedna  z  najglebszych  i 
najbardziej przenikajacych do nieswiadomosci. 

Nie czyn tego goraczkowym, niech bedzie to gleboka, gleboka energia dajaca dobre 

samopoczucie, odzywienie, lekkosc. Ciesz sie, kolysz sie, jesli chcesz tanczyc - tancz. Ale 
wszystko  musi  byc  z  wielkim  wdziekiem  -  o  tym  musisz  pamietac.  Nie  moze  stac  sie 
katarktyczne. 

Milosc 

Medytacja to zapadniecie sie w serce, a gdy zapadasz sie w serce, powstaje milosc. 

Milosc  zawsze  przychodzi  po  medytacji,  i  odwrotna  sytuacja  tez  jest  prawdziwa,  jesli 
zakochasz  sie,  przyjdzie  medytacja.  Istnieja  one  razem.  Sa  jedna  forma  energii,  nie 
dwiema.  Medytuj,  a  staniesz  sie  wielkim  kochankiem,  wokól  ciebie  plynac  bedzie 
wielka  milosc,  bedziesz  tryskal  nadmiarem  milosci  -  albo  zacznij  od  zakochania  sie,  a 
znajdziesz te ceche swiadomosci, nazywana medytacja, w której znikaja mysli, w której 
myslenie nie przycmiewa juz twojego istnienia, w której nie ma juz tej mgly snu, która 
cie otacza. Nadszedl ranek, jestes przebudzony, stales sie budda. 

Iluzoryczna milosc zniknie... 

Kiedy wyruszasz na wewnetrzna pielgrzymke, energie zwracaja sie do wewnatrz - 

te same energie, które poruszaly sie na zewnatrz - i nagle stwierdzasz, ze jestes samotny 
jak wyspa. Powstaje problem, bo tak naprawde nie interesuje cie bycie z kimkolwiek w 
jakiejkolwiek  relacji.  Bardziej  interesuje  cie  bycie  soba,  a  wszelkie  relacje  z  ludzmi 
wygladaja  jak  uzaleznienie,  zwiazanie.  Ale  jest  to  faza  przejsciowa  -  nie  czyn  z  niej 
trwalego  nastawienia.  Wczesniej  czy  pózniej,  gdy  znowu  bedziesz  wewnetrznie 
ustabilizowany,  bedziesz  mial  nadmiar  energii  i  znowu  bedziesz  chcial  wejsc  w  jakas 
relacje z innym czlowiekiem. 

Dlatego,  gdy  umysl  po  raz  pierwszy  staje  sie  medytujacy,  milosc  przypomina 

niewole,  i  w  pewnej  mierze  jest  to  prawda,  bo  umysl,  który  nie  jest  medytujacy,  nie 
moze  byc  prawdziwie  w  milosci.  Ta  milosc  jest  falszywa,  iluzoryczna  -  bardziej 
przypomina  zadurzenie,  mniej  jest  miloscia.  Ale  dopóki  nie  nastapi  ta  rzeczywista 
milosc, nie masz nic, z czym móglbys to porównac. Dlatego, gdy zaczyna sie medytacja, 
milosc iluzoryczna stopniowo, stopniowo rozplywa sie, znikal. Nie zniechecaj sie - to po 
pierwsze. A po drugie - nie czyn z tego jakiegos trwalego nastawienia. Takie sa te dwie 
mozliwosci. 

 
Sa  dwie  drogi  odkrywania.  Jedna  jest  medytacja  -  bez  innego  czlowieka  poszukujesz  glebi. 

Druga jest milosc - razem z innym czlowiekiem poszukujesz glebi. 

 
Jesli sie zniechecisz, bo twoje zycie w milosci znika, a ty kurczowo sie go trzymasz, 

background image

stanie  sie  to  przeszkoda  w  wewnetrznej  podrózy.  Zaakceptuj  to  -  ze  teraz  ta  energia 
poszukuje  nowej  sciezki  i  przez  pare  dni  nie  bedzie  jej  dla  ruchu  na  zewnatrz,  dla 
aktywnosci. 

Jesli  ktos  jest  czlowiekiem  twórczym  i  medytuje,  wszelka  twórcza  aktywnosc 

zniknie  na  jakis  czas.  Jesli  jestes  malarzem,  nagle  stwierdzisz,  ze  cie  w  tym  nie  ma. 
Mozesz  dalej  malowac,  ale  stopniowo  bedziesz  tracil  energie  i  entuzjazm,  jesli  jestes 
poeta,  poezja  ustanie.  Jesli  jestes  czlowiekiem,  który  byl  zakochany,  ta  energia  ot, 
zniknie. Gdy spróbujesz zmusic sie do wejscia w relacje z innym czlowiekiem, byc swoja 
dawna postacia, to zmuszanie bedzie czyms bardzo, bardzo groznym. Wtedy robisz cos 
sprzecznego - z jednej strony próbujesz wejsc do wewnatrz, a z drugiej próbujesz wyjsc 
na zewnatrz. 

Przypomina to sytuacje, gdy jedziesz samochodem, naciskasz pedal przyspieszania i 

równoczesnie  naciskasz  hamulec.  Moze  to  spowodowac  katastrofe,  bo  robisz  dwie 
sprzeczne ze soba rzeczy na raz. 

Medytacja jest przeciwna tylko falszywej milosci. Falszywa milosc zniknie, a jest to 

podstawowy  warunek  zaistnienia  milosci  prawdziwej.  Falszywa  milosc  musi  odejsc, 
falszywa milosc musi calkowicie cie opuscic - dopiero wtedy milosc prawdziwa moze 
do ciebie dotrzec. 

Po drugie - to tez jest wielkie zagrozenie - mozesz z tego uczynic styl zycia. Wielu 

ludziom  to  sie  zdarzylo.  Sa  oni  w  klasztorach  -  starzy  mnisi,  ortodoksyjni,  religijni 
ludzie,  którzy  z  nie  bycia  w  pelnej  milosci  relacji  z  innym  czlowiekiem  uczynili  styl 
zycia. Mysla, ze milosc jest przeciwna medytacji, a medytacja jest przeciwna milosci - to 
nie jest prawda. Medytacja jest przeciwna falszywej milosci, ale jest w totalnej zgodzie z 
miloscia prawdziwa. 

 
Dla ludzi, którzy nigdy nie kochali, medytacja jest bardzo, bardzo trudna. 
 
Gdy  bedziesz  ustabilizowany,  gdy  dalej  do  wnetrza  nie  mozesz  wejsc,  gdy  juz 

dotarles do rdzenia swojego istnienia, do samego dna, wtedy jestes scentrowany. Nagle 
masz energie, ale teraz nie ma dokad isc. Zewnetrzna podróz zakonczyla sie wtedy, gdy 
zaczales medytowac, a teraz i wewnetrzna podróz jest skonczona. Jestes ugruntowany, 
dotarles do domu pelny energii, niczym wielki zbiornik - co teraz zrobisz? 

Ta energia zacznie sie przelewac. Jest to ruch totalnie innego rodzaju, jego jakosc jest 

inna,  gdyz  nie  ma  w  nim  motywacji.  Przedtem  kierowales  sie  ku  innym  ludziom 
powodowany jakas motywacja - teraz nie ma zadnej motywacji. Bedziesz kierowal sie 
ku innym ludziom dlatego tylko, ze masz tyle tego, czym mozesz sie podzielic. 

Przedtem zachowywales sie jak zebrak, teraz zachowujesz sie jak król. Nie szukasz 

przyjazni u kogos - masz ja. Teraz tego szczescia jest zbyt wiele. Chmura jest tak pelna, 
ze chce opasc deszczem. Kwiat jest tak pelny, ze chce jako aromat unosic sie z wiatrem i 
wedrowac po same krance swiata. Jest to dzielenie sie. Powstala relacja nowego rodzaju. 
Nazywanie  jej  relacja  nie  jest  wlasciwe,  poniewaz  nie  jest  to  juz  relacja  -  jest  to  raczej 
stan istnienia. Nie kochasz - jestes miloscia. 

background image

Emanuj miloscia 

Praktykuj  milosc.  Siedzac  w  samotnosci  w  swoim  pokoju,  badz  pelen  milosci. 

Emanuj  miloscia.  Caly  pokój  napelnij  energia  swojej  milosci.  Odczuwaj  wibrowanie 
nowa  czestotliwoscia,  odczuwaj  kolysanie,  jakbys  znajdowal  sie  w  oceanie  milosci. 
Stwórz wokól siebie wibracje energii milosci, i natychmiast zaczniesz odczuwac, ze cos 
sie dzieje - zmienia sie cos w twojej aurze, zmienia sie cos wokól twojego ciala. Wokól 
twojego ciala powstaje pewne cieplo... cieplo niczym gleboki orgazm. Stajesz sie bardziej 
ozywiony. Znika cos jak sen. Powstaje cos w rodzaju uwaznosci. Kolysz sie razem z tym 
oceanem. Tancz, spiewaj, i niech caly pokój napelni sie miloscia. 

 
Gdy zdarza  sie medytacja, milosc musi nastapic. Jesli nie nastepuje  milosc, pokazuje  to po 

prostu tyle, ze medytacja jeszcze sie nie    zdarzyla. 

 
Na poczatku wydaje sie to bardzo dziwaczne. Gdy po raz pierwszy zdolasz napelnic 

pokój energia milosci, swoja wlasna energia, która odbijajac sie od scian opada na ciebie 
i czyni cie tak bardzo szczesliwym, zaczynasz czuc: „Czy ja sam siebie hipnotyzuje? Czy 
ulegam zludzeniom? Co sie dzieje?” - gdyz zawsze myslales, ze milosc przychodzi od 
kogos innego. Matka jest potrzebna, zeby cie kochac, ojciec, brat, maz, zona, dziecko  - 
ale ktos inny. 

Milosc,  która  jest  uzalezniona  od  kogos  innego,  jest  uboga  miloscia.  Milosc,  która 

powstaje w tobie, milosc, która tworzysz ze swojego wlasnego istnienia, jest rzeczywista 
energia. Wtedy idz dokadkolwiek, otoczony tym oceanem, a stwierdzisz, ze kazdy, kto 
zbliza sie do ciebie, nagle znajduje sie w innej energii. 

Ludzie  patrzec  beda  na  ciebie  szerzej  otwartymi  oczami.  Bedziesz  ich  mijal,  a  oni 

stwierdza, ze minal ich wietrzyk jakiejs nieznanej energii - poczuja sie swiezej. Chwyc 
kogos  za  dlon,  a  cale  jego  cialo  zacznie  wibrowac.  Zbliz  sie  tylko  do  kogos,  a  ten 
czlowiek zacznie czuc sie bardzo szczesliwy w ogóle bez zadnego powodu. Mozesz to 
obserwowac.  Wtedy  stajesz  sie  gotowy  do  dzielenia  sie.  Wtedy  znajdz  kochanka,  lub 
kochanke, wtedy znajdz dla siebie wlasciwego odbiorce. 

Osho  dal  taka  oto  medytacje  parom,  które  czuja,  ze  ugrzezly  w  swoim  zwiazku  - 

osobom, których energie nalezy uwolnic i zlaczyc w jednosc: 

Usiadzcie wieczorem twarzami do siebie, i trzymajcie sie za rece, skrzyzowawszy je. 

Przez dziesiec minut patrzcie sobie w oczy, a gdy cialo zacznie sie poruszac i kolysac, 
pozwólcie na to. Mozecie mrugac powiekami, ale dalej patrzcie sobie w oczy. Gdy cialo 
zacznie  sie  kolysac  -  bedzie  sie  kolysalo  -  pozwólcie  na  to.  Nie  puszczajcie  dloni, 
cokolwiek bedzie sie dzialo. Tego nie nalezy zapomniec. 

Po dziesieciu minutach oboje zamknijcie oczy i przez dalszych 10 minut pozwólcie 

na  kolysanie.  Potem  wstancie  i  kolyszcie  sie  razem,  trzymajac  sie  za  dlonie,  przez 
dalszych dziesiec minut. Spowoduje to bardzo glebokie zmieszanie waszych energii. 

Potrzeba nieco wiecej zlaczenia... zlaczenia w jednosc. 

Powierz sie milosci 

W  relacji  opartej  na  milosci  powinienes  byc  opetany  -  nie  powinienes  próbowac 

background image

kogos obejmowac w posiadanie. W relacji opartej na milosci powinienes sie powierzyc, i 
nie  powinienes  sprawdzac  kto  jest  góra.  Dlatego  przestan  myslec.  A  gdy  tylko 
stwierdzisz, ze myslisz, zlap sie na tym, i porzadnie potrzasnij swoja glowa - porzadnie 
potrzasnij,  tak,  zeby  wszystko  przewrócilo  sie  do  góry  nogami.  Niech  to  bedzie  staly 
nawyk,  a  po  paru  tygodniach  stwierdzisz,  ze  to  potrzasniecie  pomaga.  Nagle  staniesz 
sie bardziej uwazny. 

W  klasztorach  zen  mistrz  chodzi  z  kijem  i  gdy  tylko  widzi  jakiegos  ucznia,  który 

drzemie, mysli, na twarzy ma przelatujace marzenia, natychmiast mocno uderza go w 
glowe.  Przenika  to  kregoslup  niczym  wstrzas  i  -  w  ulamku  sekundy  -  nagle  powstaje 
uwaznosc. 

ja nie moge chodzic za toba z kijem. Sam potrzasnij soba, porzadnie, a jesli ludzie 

pomysla, ze jestes nieco szalony, nie przejmuj sie. jest tylko jedno szalenstwo, a jest nim 
szalenstwo  umyslu.  Zbyt  wiele  myslenia  to  jedyne  szalenstwo.  Wszystko  inne  jest 
piekne. Umysl jest choroba. 

Niech kochanie sie przyjdzie samo z siebie 

Zanim wejdziecie w milosc, przez pietnascie minut tylko siedzcie w ciszy, trzymajac 

sie  skrzyzowanymi  rekoma.  Siedzcie  w  ciemnosci  lub  przy  bardzo  przycmionym 
swietle i czujcie siebie. Zharmonizujcie sie ze soba. Sposobem jest oddychanie razem. Ty 
robisz wydech, i ona robi wydech; ty robisz wdech, i ona robi wdech. W ciagu dwóch, 
trzech minut wejdziecie w to. Oddychajcie tak, jakbyscie byli jednym organizmem - nie 
dwoma  cialami,  a  jednym,  i  patrzcie  sobie  w  oczy,  spojrzeniem  nie  agresywnym,  a 
bardzo delikatnie. Swobodnie cieszcie sie soba. Bawcie sie swoimi cialami. 

Nie  wchodzcie  w  kochanie  póki  taka  chwila  nie  przyjdzie  sama  z  siebie.  Nie 

kochacie  sie,  a  nagle  stwierdzacie,  ze  jestescie  w  trakcie  kochania  sie.  Czekajcie  na  to. 
jesli to nie przychodzi, nie ma potrzeby wymuszania. To jest dobre. Polózcie sie spac - 
nie potrzeba kochac sie. Czekajcie na te chwile przez jeden dzien, dwa, trzy. Któregos 
dnia  ona  przyjdzie.  A  gdy  ta  chwila  przyjdzie,  milosc  wejdzie  bardzo  gleboko  i  nie 
stworzy  takiego  szalenstwa,  jakie  teraz  stwarza.  Bedzie  to  bardzo,  bardzo  ciche, 
oceaniczne odczucie. Ale czekajcie na te chwile, nie wymuszajcie jej. 

Milosc  jest  czyms,  co  nalezy  robic  tak,  jak  medytacje,  jest  czyms,  co  nalezy 

celebrowac, smakowac bardzo powoli, aby wniknela gleboko w twe istnienie i stala sie 
takim obejmujacym doznaniem, ze przestajesz istniec, i nie kochasz sie - jestes miloscia. 
Milosc staje sie wieksza energia, która roztacza sie wokolo ciebie. Wykracza ponad was 
oboje... oboje zatracacie sie w niej. Ale na to bedziecie musieli poczekac. 

Czekajcie  na  te  chwile,  a  wkrótce  zlapiecie  ten  dryg.  Niech  energia  gromadzi  sie  i 

niech dzieje sie to samo z siebie. Stopniowo staniecie sie swiadomi tego, kiedy ta chwila 
nadchodzi. Zaczniecie widziec jej symptomy, wczesne symptomy, i nie bedzie zadnych 
trudnosci. 

Milosc jest jak Bóg - nie mozna nia manipulowac. Zdarza sie wtedy, gdy sie zdarza, 

jesli sie nie zdarza, nie ma sie czym przejmowac. 

background image

Nie próbuj sam siebie oszukiwac 

Bycie swiadkiem jest zródlem podstawowym. 
Ale  w  akcie  seksualnym  bycie  swiadkiem  jest  trudne  jezeli  nie  bedziesz  próbowal 

byc  swiadkiem  w  innych  dzialaniach  swojego  zycia.  Próbuj  wiec  przez  caly  dzien, 
inaczej bedziesz sam siebie ludzil. Jesli nie mozesz byc swiadkiem idac droga, nie próbuj 
sam  siebie  oszukiwac  -  nie  mozesz  stac  sie  swiadkiem  podczas  kochania  sie.  Bo  idac 
tylko  droga  -  taki  prosty  proces,  a  ty  nie  potrafisz  byc  swiadkiem,  stajesz  sie  w  tym 
nieswiadomy - jak mozesz stac sie swiadkiem podczas kochania sie? Ten proces jest tak 
gleboki... zapadniesz w nieswiadomosc. 

 
Ja nie moge najpierw otworzyc wrót do niebios, a ty nie mozesz stac sie wyciszony. Najpierw 

badz totalnie szalony. 

 
Idac  droga  zapadasz  w  nieswiadomosc.  Spróbuj  -  nawet  przez  kilka  sekund  nie 

bedziesz  w  stanie  pamietac.  Spróbuj  -  idac  droga,  spróbuj  -  „bede  pamietal,  ide,  ide, 
ide”.  Po  kilku  sekundach  zapominasz,  cos  innego  wpadlo  ci  do  glowy.  Poszedles  w 
innym kierunku, zupelnie zapomniales, i nagle przypominasz sobie - „zapomnialem”, 
jezeli  wiec  taki  drobny  akt  jak  spacerowanie  nie  moze  byc  swiadomy,  uczynienie  z 
kochania sie swiadomej medytacji bedzie trudne. 

Spróbuj  wiec  z  prostymi  rzeczami,  prostymi  aktywnosciami.  jedzac,  spróbuj  tego. 

Idac,  spróbuj  tego.  Mówiac,  sluchajac,  spróbuj  tego.  Spróbuj  czegokolwiek.  Uczyn  to 
ciaglym wewnetrznym wpajaniem - niech cale cialo i umysl wiedza, ze czynisz starania, 
by byc uwaznym. Dopiero wtedy któregos dnia nastapi to bycie swiadkiem w milosci. A 
gdy  to  nastapi,  ekstaza  ci  sie  zdarzyla  -  zstapil  na  ciebie  pierwszy  przeblysk  tego,  co 
boskie. 

JEDYNA DROGA 

Nie ma drogi na skróty 

Jedno trzeba pamietac o medytacji - jest to dluga podróz i nie ma drogi na skróty. 

Kazdy, kto mówi, ze jest jakis skrót, wprowadza cie w blad. 

Jest to dluga podróz, poniewaz ta zmiana jest bardzo gleboka i osiaga sie ja po wielu 

zywotach  -  wielu  zywotach  rutynowych  nawyków,  myslenia,  pragnienia,  i  struktury 
umyslu,  która  poprzez  medytacje  trzeba  porzucic.  W  gruncie  rzeczy  jest  to  prawie 
niemozliwe - ale tak sie dzieje. 

Stanie sie czlowiekiem medytujacym jest najwieksza odpowiedzialnoscia w swiecie. 

Nie  jest  to  latwe.  Nie  moze  to  nastapic  w  jednej  chwili.  Dlatego  od  poczatku  nie 
zaczynaj  oczekiwac  za  wiele,  a  potem  nie  bedziesz  sfrustrowany.  Zawsze  bedziesz 
szczesliwy, gdyz wszystko bedzie wzrastalo bardzo powoli. 

Medytacja  to  nie  kwiat  sezonowy,  który  pojawia  sie  w  ciagu  szesciu  tygodni.  Jest 

bardzo, bardzo wielkim drzewem. Potrzebuje czasu na zapuszczenie korzeni. 

Gdy medytacja rozkwita, nie ma nikogo, kto by to zauwazyl, nie ma nikogo, kto by 

to wskazal i wyróznil, nie ma nikogo, kto by powiedzial „Tak, to nastapilo”. W chwili, 

background image

gdy powiesz „Tak, to nastapilo” juz zostalo to zgubione. 

Gdy medytacja jest naprawde, cisza przenika wszystko - bez zadnego dzwieku tetni 

blogosc, bez zadnych granic jest harmonia. Ale nie ma nikogo, kto by to zauwazyl. 

 
Wszystkie  medytacje,  które  tu  robimy,  sa  jedynie  przygotowaniem  na  te  chwile.  Nie  sa  to 

prawdziwe  medytacje,  a  jedynie  przygotowania  do  tego,  abys  pewnego  dnia  mógl  po  prostu 
usiasc, nic nie robiac, niczego nie pragnac. 

 
Gdy twe wysilki opadna, nagle jest medytacja - jej dobrodziejstwo, jej blogosc, jej chwala. Jest 

niczym obecnosc - swietlista - otacza ciebie i otacza wszystko. Wypelnia cala ziemie i cale niebo. 
Tej medytacji nie moze stworzyc ludzki wysilek, ludzki wysilek jest zbyt ograniczony. Ta blogosc 
jest tak nieskonczona, nie mozesz nia manipulowac. Moze ona nastapic tylko wtedy, gdy jestes w 
glebokim  powierzeniu.  Gdy  ciebie  nie  ma,  dopiero  wtedy  moze  nastapic.  Gdy  jestes  nie-jaznia, 
nie-pragnieniem,  do  nikad  nie  zmierzasz,  gdy  jestes  po  prostu  tu  i  teraz,  nie  robisz  niczego 
szczególnego, po prostu jestes  - dziej sie. A przychodzi ona falami  i  te fale  nabieraja ogromnej 
mocy. Przychodzi jak sztorm i zabiera cie w totalnie nowa rzeczywistosc. 

OSHO 

Wiekszosc  z  nas  spedza  zycie  w  swiecie  czasu,  we  wspomnieniach  przeszlosci  i 

oczekiwaniach  przyszlosci.  Bardzo  rzadko  dotykamy  Bezczasowego,  wymiaru 
terazniejszosci  -  w  chwilach  naglego  piekna,  naglego  zagrozenia,  w  spotkaniu  z 
ukochana  osoba,  czy  w  zaskoczeniu  tym,  co  nieprzewidziane.  Bardzo  niewielu  ludzi 
wychodzi poza swiat czasu i umyslu, jego ambicje i konkurencyjnosc, i zaczyna zyc w 
swiecie  bezczasowego.  A  z  nich  jedynie  nieliczni  starali  sie  dzielic  swym  doznaniem. 
Lao  Tzu,  Gautama  Budda,  Bodhidharma...  a  niedawno  Georgi  Gurdzijew,  Raman 
Maharishi, J. Krishnamurti... Wspólczesni uwazaja ich za ekscentryków albo wariatów; 
po smierci nazywa sie ich „filozofami”. A po jakims czasie staja sie legenda - nie ludzmi 
z  krwi  i  kosci,  a  czyms  w  rodzaju  mitologicznych  reprezentacji  naszego  zbiorowego 
pragnienia wyrosniecia ponad malosc i blahostki, ponad bezsens naszego codziennego 
zycia. 

Osho  jest  jednym  z  tych,  którzy  odkryli  drzwi  do  przezycia  tego  zycia  w 

bezczasowym  wymiarze  terazniejszosci  -  sam  nazwal  siebie  „prawdziwym 
egzystencjalista” - i poswiecil swe zycie na prowokowanie innych do poszukiwania tych 
samych  drzwi,  do  wyjscia  poza  swiat  przeszlosci  i  przyszlosci  i  odkrycia  dla  samych 
siebie swiata wiecznosci. 

Od wczesnego dziecinstwa Osho jasne bylo, ze nie bedzie on postepowal zgodnie z 

konwencjami  otaczajacego  go  swiata.  Pierwszych  siedem  lat  spedzil  z  dziadkami  ze 
strony  matki,  którzy  dali  mu  taka  wolnosc  bycia  soba,  jaka  ciesza  sie  nieliczne  dzieci. 
Byl  samotnikiem,  wolal  spedzac  dlugie  godziny  siedzac  w  ciszy  nad  jeziorem  albo 
samemu  eksplorujac  otoczenie.  Smierc  dziadka  -  mówi  -  wywarla  gleboki  wplyw  na 
jego  zycie,  wyzwalajac  w  nim  determinacje  odkrycia  w  zyciu  tego,  co  niesmiertelne. 
Gdy wrócil do powiekszajacej sie rodziny swych rodziców i poszedl do szkoly, byl juz 
mocno  utwierdzony  w  poczuciu  jasnosci  i  sensu  co  do  siebie  -  dalo  mu  to  odwage 

background image

stawiania  czola  wszystkim  usilowaniom  ksztaltowania  jego  zycia  przez  starszych, 
zgodnie z ich wlasnymi wyobrazeniami kim on powinien byc. 

Nigdy  nie  unikal  kontrowersji.  Dla  Osho  prawda  nie  zna  kompromisów  -  albo 

przestaje byc prawda. A prawda nie jest jakims wierzeniem, ale przezyciem. Osho nigdy 
nie  zada  od  ludzi,  by  wierzyli  w  to,  co  mówi,  a  raczej  sami  eksperymentowali  i 
sprawdzili  czy  to,  co  mówi,  jest  prawda  czy  nie.  Równoczesnie  Osho  nie  ustaje  w 
wynajdywaniu  sposobów  i  srodków  odkrywania  czym  naprawde  sa  wierzenia  - 
marnymi  pocieszeniami  majacymi  zlagodzic  nasze  leki  w  obliczu  nieznanego,  i 
barierami uniemozliwiajacymi spotkanie z tajemnicza i niezbadana rzeczywistoscia. 

Po oswieceniu, którego dostapil majac 21 lat, Osho zakonczyl studia i przez kilka lat 

nauczal  filozofii  na  uniwersytecie  w  Jabalpur.  W  tym  czasie  podrózowal  po  calych 
Indiach,  wyglaszal  przemówienia,  w  publicznych  debatach  kwestionowal 
ortodoksyjnych  przywódców  religijnych,  spotykal  sie  z  ludzmi  z  wszystkich  dziedzin 
zycia.  Wiele  czytal  -  wszystko,  co  moglo  poglebic  jego  rozumienie  systemów  wiary  i 
psychologie czlowieka wspólczesnego. Pod koniec lat 60-tych Osho zaczal rozwijac swe 
niepowtarzalne  techniki  medytacji  dynamicznej.  Wspólczesny  czlowiek  (twierdzi)  jest 
tak pelny przestarzalych tradycji przeszlosci i niepokojów zycia w dzisiejszym swiecie, 
ze  musi  przejsc  gleboki  proces  oczyszczania  zanim  bedzie  mógl  miec  nadzieje  na 
odkrycie  bezmyslowego,  odprezonego  stanu  medytacji.  Zaczal  prowadzic  obozy 
medytacyjne w róznych miejscach Indii, wyglaszac wyklady dla uczestników i osobiscie 
kierowac sesjami medytacji, które opracowal. 

Na poczatku lat 70-tych o Osho uslyszeli pierwsi ludzie z Zachodu, którzy dolaczyli 

do wzrastajacego grona Hindusów inicjowanych przez niego do neosannyasu. W 1974 
roku wokól Osho powstala komuna mieszczaca sie w Poonie (Indie). Wkrótce strumyk 
gosci  z  Zachodu  stal  sie  obfita  powodzia.  Wielu  z  tych,  którzy  przybyli,  bylo 
terapeutami, którzy stwierdzili, ze znalezli sie w obliczu ograniczen terapii zachodnich i 
szukali  takiego  podejscia,  które  moglo  dotrzec  do  znacznie  glebszych  pokladów 
ludzkiej  psychiki  i  dokonac  ich  przemiany.  Osho  zachecil  ich,  aby  wlaczyli  swoje 
umiejetnosci w prace komuny i scisle z nimi wspólpracowal w rozwijaniu ich terapii w 
kontekscie medytacji. 

Problemem  terapii  stworzonych  na  Zachodzie  -  mówi  -  jest  to,  ze  zawezaja  sie  do 

leczenia  umyslu  i  jego  psychologii,  podczas  gdy  Wschód  dawno  juz  pojal,  ze 
problemem  jest  sam  umysl,  czy  raczej  nasze  utozsamienie  z  nim.  Terapie  moga  byc 
uzyteczne  -  chocby  katarktyczne  fazy  medytacji,  które  Osho  opracowal  -  w  zrzuceniu 
brzemienia stlumionych emocji i leków, oraz w pomozeniu ludziom w wyrazniejszym 
zobaczeniu  siebie  samych.  Ale  dopóki  nie  zaczniemy  oddzielac  sie  od  mechanizmu 
umyslu  i  jego  projekcji,  pragnien  i  leków,  bedziemy  wychodzic  z  deszczu  naszych 
wlasnych wytworów, po to, by wpadac pod inna rynne. 

Dlatego terapia musi biec równolegle z procesem odtozsamienia i bycia swiadkiem, 

który znany jest pod nazwa medytacji. 

Pod  koniec  lat  70-tych  komuna  w  Poonie  stanowila  najwiekszy  osrodek  terapii  i 

rozwoju  w  swiecie.  Tysiace  ludzi  przybywaly,  by  brac  udzial  w  grupach 
terapeutycznych  i  medytacjach,  siedziec  przy  Osho  podczas  jego  codziennych 

background image

porannych wykladów i wnosic swój wklad w zycie komuny, po czym wrócic do swego 
kraju i tam zakladac osrodki medytacyjne. 

W latach 1981-1985 eksperyment komuny kontynuowano w Stanach Zjednoczonych 

na  pustynnym  obszarze  Oregonu  powierzchni  330  km\  Glównym  celem  zycia  w 
komunie  byla  praca  przy  budowie  miasta  Rajneeshpuram  -  „oazy  na  pustyni”.  W 
zdumiewajaco krótkim czasie komuna zbudowala kwatery dla 5.000 osób i zaczela cofac 
wieloletni  proces  zniszczen  nadmiernie  spustoszonej  ziemi,  przywracajac  bieg 
strumieni,  budujac  jeziora,  zbiorniki  wody,  rozwijajac  samowystarczalne  rolnictwo  i 
sadzac tysiace drzew. 

Programy  medytacji  i  terapii  w  Rajneeshpuram  nadzorowal  Miedzynarodowy 

Uniwersytet  Medytacji  Rajneesha  (RIMU).  Nowoczesne  budynki  i  wyposazenie 
zorganizowane dla potrzeb uniwersytetu wraz ze starannie chronionym srodowiskiem 
naturalnym umozliwily dotarcie do takich glebi, i takie rozbudowanie programów, jakie 
wczesniej  nie  byly  mozliwe.  Opracowano  dluzej  trwajace  kursy  i  szkolenia,  co 
przyciagnelo wieksza grupe uczestników, posród których wielu juz bylo ludzmi dobrze 
sytuowanymi  w  swiecie  i  chcialo  poglebic  swe  umiejetnosci  zawodowe  i  rozumienie 
siebie. 

Pod  koniec  1985  roku  opozycja  lokalna  i  rzadowa  wymierzona  przeciw  Osho  i 

komunie  uniemozliwily  dalsze  kontynuowanie  tego  eksperymentu.  Komuna  zostala 
rozwiazana,  zas  Osho  wyruszyl  w  podróz  dookola  swiata,  podczas  której  udzielal 
wywiadów  prasie,  prowadzil  wyklady  dla  uczniów  zebranych  w  Himalajach,  Grecji  i 
Urugwaju, az wreszcie w polowie 1986 roku wrócil do Indii. 

W  styczniu  1987  roku  Osho  ponownie  osiadl  w  Poonie,  gdzie  dwa  razy  dziennie 

prowadzil  wyklady.  W  ciagu  kilku  miesiecy  komuna  w  Poonie  uruchomila  pelny 
program  dzialalnosci  i  rozrosla  sie  ponad  swój  pierwotny  zakres.  Standard 
nowoczesnych,  klimatyzowanych  pomieszczen  zostal  przyjety  w  Ameryce.  Osho 
wyraznie  stwierdzil,  ze  nowa  komuna  w  Poonie  ma  byc  oaza  XXI  wieku,  nawet  w 
zacofanych  technologicznie  Indiach.  Coraz  wiecej  ludzi  przybywalo  ze  Wschodu  - 
zwlaszcza  z  Japonii  -  a  ich  obecnosc  wniosla  odpowiednie  wzbogacenie  programów 
sztuk uzdrawiania i walki. Rozkwitly tez sztuki wizualne i ruchowe, równolegle z nowa 
„Szkola Tajemnego”. To zróznicowanie i rozszerzenie programu znalazlo swe odbicie w 
nazwie  wybranej  przez  Osho  jako  ogólne  okreslenie  wszystkich  programów  - 
Multiwersytet. 

Bardziej wzmógl sie nacisk kladziony na medytacje; w wykladach Osho byl to temat 

stale powracajacy. On sam stworzyl kilka nowych grup medytacyjnych - miedzy innymi 
No-Mind, Mistyczna Róza, Narodzony na Nowo. 

Od  polowy  1987  roku  Osho  zaczal  stopniowo  wycofywac  sie  z  dzialalnosci 

publicznej.  Jego  delikatne  zdrowie  czesto  nie  pozwalalo  mu  wyglaszac  wykladów,  a 
okresy jego nieobecnosci stawaly sie coraz dluzsze. W polowie 1988 roku do wykladów 
Osho  wlaczyl  nowy  element:  pod  koniec  kazdego  wykladu  prowadzil  sluchaczy  w 
trzyczesciowej medytacji. W kwietniu 1989 roku wyglosil ostatni wyklad, odpowiadajac 
na pytania i komentujac sutry Zen. W nastepnych miesiacach, gdy tylko pozwalalo mu 
zdrowie, pojawial sie wieczorem, by siedziec razem ze swymi uczniami i przyjaciólmi w 

background image

medytacji  muzyki  i  ciszy,  po  czym  wracal  do  swego  pokoju,  a  zgromadzeni  ogladali 
którys z jego wykladów nagranych na tasmie video. 

19 stycznia 1990 roku Osho opuscil cialo. Ledwie kilka tygodni wczesniej, zapytany 

co stanie sie z jego dzielem, gdy odejdzie, odrzekl: 

Moja ufnosc wobec egzystencji jest absolutna. 
Jesli  w  tym,  co  mówie,  jest  jakas  prawda,  przetrwa  ona…  Ludzie,  którzy  nadal  beda 

zainteresowani  moja  praca,  po  prostu  beda  niesli  pochodnie,  ale  nikomu  niczego  nie  beda 
narzucac… 

Pozostane zródlem inspiracji dla moich ludzi. I to wlasnie odczuje wiekszosc sannyasinów. 

Chce, aby sami wzrastali - by rozwijali cechy takie jak milosc, wokól której zadnego kosciola nie 
mozna stworzyc, jak swiadomosc, która nie jest niczyim monopolem, jak swietowanie, radowanie 
sie, i zachowanie swiezych, dziecinnych oczu… 

Chce, aby moi ludzie poznawali siebie, nie byli takimi, jak ktos inny tego chce. A droga do 

tego prowadzi przez wnetrze. 

Okolo  dziewiec  miesiecy  przed opuszczeniem  ciala  Osho  podyktowal  napis,  który 

mial  byc  wykuty  w  jego  samadhi  -  krypcie  okrytej  marmurem  i  lustrami,  w  której 
znalazly sie jego prochy. Brzmi on: 

OSHO 

Nigdy sie nie urodzil - Nigdy nie umarl 

Jedynie odwiedzil 

te Planete Ziemie 

w czasie 11 grudnia 1931 - 19 stycznia 1990