background image

SALLY WENTWORTH

BURZLIWA PODRÓŻ

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Pół tuzina włączonych wentylatorów nie przynosiło orzeźwienia. Zwisały jedynie z 

sufitu   i   mieszały   powietrze   ciężkie   od   dymu   papierosów   i   zapachu   ostrych   potraw.   Nie 

chłodziły sali w lokalu nocnym, w którym temperatura przekraczała zapewne 35°C.

Sara tańczyła,  czując jak zalewający ją pot wsiąka  w skąpy strój. Ubrana była  w 

obcisły,   elastyczny   kostium   z   cekinami,   które   zakrywały   intymne   miejsca,   i   z 

przytwierdzonymi z tyłu piórami. Gdyby nie postawiła na swoim i nie odmówiła Marcelowi - 

jej ubiór byłby jeszcze uboższy. Ale za największymi nawet namowami nie zgodziłaby się 

obnażyć piersi przed oczami miejscowych Arabów i marynarzy licznie odwiedzających lokal. 

Maxime, ich główna tancerka, występująca poprzednio w Paris Follies, zgodziła się na to bez 

skrupułów. Tańczyła jednak od dłuższego czasu i za swego obrońcę miała Marcela. Sara zaś 

była sama i dopiero co przyjechała z Anglii.

Taniec   skończył   się   i   pięć   dziewcząt   wybiegło   ze   sceny,   aby   zmienić   stroje.   Ich 

miejsce  zajął  Marcel,  który zaczął  śpiewać  starą  francuską  balladę.  Na szczęście  kolejne 

wyjście było  już ostatnim punktem w programie tego wieczoru. Był  to “Karnawał” - ich 

wielki finał. Wbiegły na scenę w strojach zrobionych kiedyś dla Paris Follies, które Maxime 

kupiła parę lat temu. Używały ich potem różne dziewczyny, cztery razy dziennie, sześć dni w 

tygodniu, w lokalach, które zmieniały się w zależności od pory roku. Nic więc dziwnego, że 

przy tak intensywnym używaniu, kolorowe, pokryte piórami stroje były obszarpane. Tancerki 

wyglądały w nich jak wynędzniałe i wypłowiałe rajskie ptaki.

Gdy z aktorskim uśmiechem  na ustach  wbiegały na scenę, ze strony publiczności 

odezwały się tylko nieliczne brawa. Goście byli znużeni, albo też niedostatecznie pijani, by 

zdobyć się na entuzjazm. Przyszli raczej gapić się na dziewczyny niż na ich występ. Sara 

starała się nie wyobrażać sobie, co myślą wodzący za nią oczami mężczyźni. Muzyka z taśmy 

nabrała tempa i w jej finalnym momencie dziewczęta zatańczyły kankana.

Dochodziła trzecia trzydzieści nad ranem. Rozpoczął się ruch w garderobie. Sara i jej 

współmieszkanka,   Francuzka   Danielle,   przebrały   się   w   spodnie   i   bluzki.   Dwie   inne 

dziewczyny   założyły   stroje   wieczorowe   i   powróciły   na   salę,   aby  dotrzymać   towarzystwa 

klientom.

Rozległo się stukanie do drzwi i usłyszały zniecierpliwiony głos Marcela:

- Jesteście gotowe?

Chociaż według zawartej umowy zobowiązany był odprowadzać je do hotelu, czynił 

to z wyraźną niechęcią. Wolał przebywać w lokalu, gdzie czekało na niego towarzystwo i 

background image

darmowe napoje. Jednakże dwie młode dziewczyny nie mogłyby o tej porze przejść ulicami 

Oranu bez ochrony.

Marcel   wyprowadził   je   tylnymi   drzwiami,   ponaglając   i   nie   dając   czasu   nawet   na 

zmycie makijażu, nie mówiąc już o prysznicu. Powietrze na zewnątrz przyniosło prawdziwą 

ulgę. Sara zrobiła kilka głębokich wdechów. Poczuła delikatny powiew od strony morza, 

który napełnił ją dziwnym uczuciem wielkiej tęsknoty. Może to pragnienie przygody, które 

tkwi gdzieś głęboko w mojej duszy, a może to po prostu tylko z braku świeżego powietrza, 

pomyślała.

Ich hotel mieścił się w kompleksie starych, wysokich budynków blisko nadbrzeża, 

którego bliskość była dla Sary zaletą. Hotel był stary, głośny, pełen niemiłych zapachów. 

Jednakże z pokoju, który Sara dzieliła z Danielle, roztaczał się wspaniały widok na port.

Widok ten fascynował Sarę. Każdego dnia, po przebudzeniu, siadała na krześle przy 

oknie, wspierała głowę na rękach i obserwowała zmieniającą się scenerię. W oddali widać 

było oświetlone gorącym słońcem statki ładujące i rozładowujące towary. Płynęły do Grecji 

lub   Turcji,   albo   jeszcze   dalej   przez   Kanał   Sueski   na   Morze   Czerwone.   Były   to   statki 

handlowe. Oran nie był  na tyle  atrakcyjny,  aby przyciągnąć liniowce pasażerskie. Wielka 

szkoda, pomyślała Sara z westchnieniem, jeśli tylko udałoby mi się znaleźć pracę na statku 

pasażerskim, opuściłabym Oran bez zmrużenia oka.

Gdy Sara obudziła się i wstała z łóżka, Danielle wciąż jeszcze spała. Było już koło 

południa.  Podeszła  do okna i otworzyła  okiennice.  Na morzu  widać było  w  oddali kilka 

statków. Słońce odbijało się od fal tak mocno, że Sara musiała przymrużyć oczy. Zaintrygo-

wał   ją   punkt   po   lewej   stronie   horyzontu.   Wpatrywała   się   weń   i   dostrzegła   zarys 

staroświeckiego statku żaglowego, który pod pełnymi żaglami płynął w kierunku portu. Gdy 

statek się przybliżył, włączono silnik spalinowy i żagle zostały ściągnięte, odsłaniając trzy 

wysokie maszty.

Sara westchnęła, ogarnięta przypływem nostalgii, i dalej obserwowała statek, który 

manewrował zręcznie w basenie portowym,  omijając inne jednostki. W końcu przybił  do 

brzegu w pewnym oddaleniu od głównych nabrzeży przeładunkowych. Danielle już wstała i 

krzątała się po pokoju. Dziewczyny wzięły prysznic, ubrały się i wyszły coś zjeść. Następnie 

Danielle udała się w odwiedziny do swoich francusko - algierskich przyjaciół. Sara zaś, po 

dokonaniu drobnych zakupów, poszła do portu, aby bliżej przyjrzeć się żaglowcowi.

Nazywał   się   “Duch   Wiatru”.   Zgrzana   po   długim   spacerze   Sara   oparła   się   o   mur 

otaczający  port   i  popatrzyła   na  statek   przycumowany  na   przystani.   Działo  się   tam   wiele 

rzeczy. Koło statku zatrzymała się karetka pogotowia i po trapie na dół znoszono człowieka 

background image

na noszach. Umieszczono go w karetce. Zbici w gromadę członkowie załogi obserwowali, jak 

odjeżdża, lecz prawie natychmiast zostali przywołani do pracy przez wysokiego mężczyznę w 

czapce   żeglarskiej   i   marynarce.   Był   jedynym   członkiem   załogi,   który   nosił   coś,   co 

przypominało mundur. Większość ubrana była jedynie w krótkie  - spodenki. Następnie do 

statku podjechała taksówka i wysoki mężczyzna, który wyglądał na szefa, wsiadł do niej i 

odjechał. Sara sądziła, że jego odjazd spowoduje zwolnienie tempa pracy, lecz ku jej zdziwie-

niu, inny z kolei mężczyzna, niższy wzrostem, z kędzierzawą rudą brodą przejął jego funkcje, 

i marynarze pracowali tak żwawo, jak przedtem. Krzątali się przy ożaglowaniu i, podając 

sobie z rąk do rąk paczki oraz puste skrzynki, przenosili je ze statku na pomost.

Jeden ż członków załogi, młody człowiek o bielszej od innych cerze, który wyglądał 

na   dwadzieścia   parę   lat,   zauważył,   że   Sara  ich   obserwuje  i   pomachał   w   jej   stronę.  Ona 

zawahała się przez moment. Odpowiedziała mu skinieniem dłoni, a następnie odwróciła się i 

poszła   z   powrotem   do   miasta.   Po   drodze   wielu   przechodniów   przyglądało   jej   się   z 

zaciekawieniem.   Była   jedną   z   nielicznych   blondynek,   jakie   można   było   spotkać   wśród 

przeważnie   czarnowłosych   i   ciemnoskórych   tutejszych   kobiet.   Ponadto   szła   sama.   Już 

wcześniej parę razy zaczepiano ją w porcie.  Dlatego też tak rzadko tu zaglądała, mimo, że 

lubiła to miejsce pełne krzątaniny i gwaru.

Danielle czekała na nią w umówionym miejscu i razem poszły do hotelu, a następnie 

do lokalu. Ten wieczór był taki sam jak inne. Pierwsze dwa występy oglądało niewiele osób. 

Sala wypełniła się dopiero około godziny jedenastej. Podczas trzeciego występu grupa sześciu 

mężczyzn, których wczoraj nie widziała, zasiadła w jej rewirze. Byli na tyle blisko, że do nich 

to właśnie powinna była podejść w części występu, w której  miała udawać flirt z kimś z 

publiczności. Należało wówczas bardzo uważać, aby nie wybrać kogoś, kto był pijany. Tak 

łatwo można było bowiem narazić się na nieprzyjemne objęcia albo dotyk.

Podchodząc do stołu, Sara uśmiechnęła się profesjonalnie, po aktorsku, i rzekła do 

najbliższego mężczyzny:

- Bonjour, cheri.

W odpowiedzi mężczyzna uśmiechnął się, zaś ktoś siedzący obok niego zawołał po 

angielsku:

- Halo, jak się masz. Czy mnie pamiętasz? Rozpoznała młodego marynarza ze statku 

żaglowego.

- Jesteś z Anglii - uśmiechnęła się do niego zwyczajnie. - Ja również.

Po czym odeszła z wdziękiem do następnego stolika, przy którym siedział Arab ze 

złamanym nosem i wpatrywał się w nią z pożądaniem. Sara uciekła od niego szybko i wróciła 

background image

z powrotem do tańca.

Grupa   marynarzy   została   jeszcze   na   następny   występ   i   dołączyła   do   programu, 

śpiewając z entuzjazmem, choć bez specjalnej umiejętności, stare londyńskie piosenki. Gdy 

było  już po wszystkim  i przebierały się w garderobie,  nadszedł  Marcel. Waląc  do drzwi 

powiedział:

- Ktoś z publiczności chce się napić z Sarą. Taka propozycja nie była w zwyczaju, 

toteż Sara uchyliła tylko nieco drzwi i chcąc się upewnić, czy nie pochodzi przypadkiem od 

młodego marynarza, zapytała:

- Kto to?

- Bardzo ważna figura lokalna - rozwiał jej wątpliwości Marcel.

Sara miała już gotową odpowiedź, ale na wszelki wypadek zapytała z ciekawością:

- A gdzie siedzi?

- Po lewej. Drugi stół koło podium. Zapamiętała lubieżne spojrzenie Araba ze złama-

nym nosem. Wzruszyła ramionami.

- Znasz moją zasadę. Nie piję z klientami.

- Cóż, tym razem musisz - stanowczo powiedział Marcel, zmieniając się kompletnie 

na twarzy. - Właścicielowi lokalu zależy na dobrych stosunkach z tym facetem.

- Tym gorzej dla niego. Zgłosiłam się tutaj, aby tańczyć, a nie po to, by zaspakajać 

zachcianki klientów. Poproś Marię lub Elaine.

- On nie chce Marii ani Elaine. Chce ciebie.

- Powiedz mu, że się nie zgadzam.

Sara chciała zamknąć drzwi, ale Marcel udaremnił to, wkładając but w szparę.

- Jeśli się z nim nie napijesz, może zaszkodzić właścicielowi. To zaś zaszkodzi nam 

wszystkim. Chcesz, abyśmy wszyscy zostali zwolnieni z pracy? On chce się tylko z tobą 

napić.

- Nie! - odparła Sara stanowczo, wiedząc, że po kieliszku następują inne propozycje. - 

Zabierz swoją nogę, bo ci ją zgniotę!

Marcel popatrzył na nią gniewnie.

- Zwolnię cię, jak tylko kogoś znajdę. Nie potrzebuję dziewcząt, które nie umieją być 

miłe dla klientów.

Sara nie pozostała mu dłużna.

- Nie jestem zdziwiona. Zajęcie alfonsa jest dokładnie na twoim poziomie!

Szybko zatrzasnęła drzwi.

Odegrał   się   natychmiast   i   nie   odprowadził   jej   i   Danielle   do   domu.   Musiały   więc 

background image

wydać część swoich ciężko zarobionych pieniędzy na taksówkę. Gdy taksówka ruszyła, w 

ślad za nią zaczęła podążać duża limuzyna. Sara zauważyła ją i obserwowała nerwowo cały 

czas. Zatrwożyła się poważnie, widząc, jak limuzyna zatrzymuje się za nimi przed hotelem.

- Zapłać - powiedziała szybko do Danielle. - Biegnę do hotelu.

Otworzyła drzwi taksówki i szybko przebiegła chodnikiem do drzwi wejściowych. Nie 

zwracała  uwagi na krzyk,  jaki dobiegł  za nią z limuzyny.  W recepcji ujrzała  właściciela 

hotelu. Był nim olbrzymi, dobrze zbudowany Francuz, zwolniony z wojska po wypadku, w 

wyniku którego doznał kontuzji nogi. Popatrzył na nią, gdy wbiegała.

- Kłopoty? - zapytał.

- Jakiś samochód nas śledził.

Utykając   wygramolił   się   zza   lady.   Jego   potężna   sylwetka   dawała   poczucie 

bezpieczeństwa. Do hotelu weszła Danielle.

- To Arab, który był w lokalu. Chce z tobą mówić.

- Nie - powiedziała Sara zdecydowanie.

- Zostawcie to mnie. Powiem mu.

Właściciel pokuśtykał na zewnątrz, a dziewczyny udały się na górę do pokoju.

- Przepraszam, że zostawiłam cię samą - powiedziała Sara, kiedy były już bezpieczne 

w środku.

Danielle wzruszyła ramionami.

-   Powinnaś   była   z   nim   porozmawiać.   Tak   to   jedynie   wzbudziłaś   tylko   jego 

zainteresowanie i będzie ci się tak długo naprzykrzał, aż zdobędzie, co chce.

- Jeżeli chce mnie, to nic z tego! - odpowiedziała Sara stanowczo.

Danielle zaśmiała się.

- Mężczyźni tacy jak on, zawsze zdobywają to, co chcą.

Ziewnęła.

- Jestem zmęczona. Dobranoc. - I położyła się, nie zmywając nawet makijażu.

Sara podeszła do okna. Miasto i port pogrążone były w ciszy. Patrząc w kierunku, 

gdzie zacumowany był Duch Wiatru, dostrzegła jakby światełka na masztach. Zastanawiała 

się, jak długo statek zatrzyma się w Oranie i czy go jeszcze zobaczy, gdy obudzi się rano.

Był   na   swoim   miejscu.   Była   to   pierwsza   rzecz,   którą   Sara   sprawdziła,   gdy   rano 

otworzyła   okiennice.   Poczuła   niedorzeczną   przyjemność,   widząc   żaglowiec   wciąż 

zacumowany na przystani. Postanowiła, że pójdzie jeszcze raz zobaczyć go z bliska, jak tylko 

zrobi zakupy. Miała do odebrania od szewca parę butów.

Zajście zeszłej nocy było nieprzyjemne, lecz Sara nie pamiętałaby już o tym, gdyby 

background image

nie właściciel hotelu, który zawołał ją, gdy zeszła na dół.

- Mężczyzna, który podążał w ślad za panią zeszłej nocy,  zostawił coś dla pani - 

pokazał jej małe pudełeczko.

Sara pokręciła przecząco głową.

- Nie chcę nic od niego. Czy nie powiedział mu pan, że nie jestem zainteresowana?

Zamiast   odpowiedzieć   jej   wprost,   właściciel   hotelu   odezwał   się   do   niej 

nieprzyjemnym, burkliwym głosem:

- Nazywa się Ali Messaad. Jest właścicielem ziemskim i bardzo wpływową osobą w 

Oranie.

Popatrzyła na niego uważnie, zdając sobie nagle sprawę, że nie może już liczyć na 

jego pomoc.  Poczuła   się  jak  w  pułapce.  Następnie,   odpędzając  od siebie   ponury nastrój, 

pomyślała, że w końcu są w mieście inne hotele, do których mogłaby się przenieść.

- Nie chcę tego. Proszę odesłać mu to z powrotem - powiedziała.

- Poproszono mnie, aby pani pokazać. Otworzył pudełeczko, w którym znajdowała się 

para złotych, misternie wykonanych kolczyków. Pokręciła przecząco głową.

- Proszę to odesłać. Nie jestem zainteresowana.

Wyszła   z   hotelu.   Zatrzymała   się   na   chwilę   by   poprawić   okulary   słoneczne,   i 

zauważyła, że w cieniu przeciwległej bramy jakiś ubrany w białe szaty Arab, drzemiący na 

stojąco, nagle wyprostował się. Udała się szybko w kierunku dzielnicy handlowej, oglądając 

po   drodze   wystawy.   Gdy   przystanęła,   aby   przyjrzeć   się   jednej  z  nich,   w   odbiciu   szyby 

dostrzegła,   że   Arab   podąża   za   nią.   Skręciła   w   boczną   ulicę,   zastanawiając   się   co   robić. 

Dotarła   do   zakładu   szewskiego,   gdzie   musiała   chwilę   poczekać,   gdyż   szewc   kłócił   się 

zażarcie  z jakąś klientką.  Wreszcie  odebrała  buty i wyszła.  W  pierwszym  momencie  nie 

dostrzegła śledzącego ją Araba. Stał w pewnym oddaleniu na krawędzi ulicy przy czarnej 

limuzynie i rozmawiał żywo z kimś, kto siedział wewnątrz. Gestykulował i wskazywał ręką 

na witrynę warsztatu szewskiego. Nie trzeba było wiele inteligencji, aby zgadnąć, kto siedział 

w   limuzynie.   Sara   skręciła   szybko   w   wąską   uliczkę,   dobiegła   do   ulicy   równoległej   i 

wskoczyła   do   autobusu   odjeżdżającego   w   kierunku   hotelu   i   portu.   Ukryła   się   w   tłumie 

pasażerów.

Po raz pierwszy poczuła się rzeczywiście nieswojo. Kimkolwiek był Ali Messaad, nie 

należał do ludzi, którzy łatwo dawali za wygraną. Dojechała autobusem na daleki koniec 

portu i wyskoczyła z niego w momencie, kiedy miał właśnie odjeżdżać.

Pewna,   że   zgubiła   pogoń,   podążyła   instynktownie   w   kierunku   znajomego   jej 

żaglowca. Gdy spojrzała na statek z oddali, wydawało się jej, że na pokładzie nikogo nie ma. 

background image

Dopiero po chwili dostrzegła dwóch członków załogi. Leżeli i opalali się.

Podeszła bliżej do statku i zawołała:

- Hej tam!

Zza burty wychyliła  się głowa. Był  to ten sam młody marynarz,  którego spotkała 

wczoraj.

-   Cześć!   Poczekaj.   Już   przychodzę   -   w   jego   głosie   dało   się   odczuć   wielkie 

zadowolenie, połączone z zaskoczeniem.

Po chwili zszedł  po trapie  i podszedł  do niej. Miał na sobie postrzępione  krótkie 

spodnie z dżinsu i białą podkoszulkę z napisem “Duch Wiatru”.

- Cześć! - powtórzył pozdrowienie.

- Cześć! Przyszłam, żeby obejrzeć statek.

- A ja myślałem, że przyszłaś, żeby się ze mną zobaczyć - powiedział z zabawnym 

wyrazem twarzy, po czym uśmiechnął się. - Powinienem był się tego spodziewać. Ten statek 

przyciąga każdego. Chodź na pokład.

- Czy można? - Sara zawahała się.

- Tak. Przyszłaś w dobrą porę. Jesteśmy tylko ja i Mack. Reszta poszła do szpitala w 

odwiedziny. Nasi kucharz jest chory.

Sara przypomniała sobie scenę z karetką.

- Co się z nim stało? - zapytała, gdy wchodzili po trapie burtowym.

- Dostał zapalenia ślepej kiszki. Dlatego zawinęliśmy do portu. Nie mieliśmy tego w 

planie, ale kiedy zachorował, kapitan podjął decyzję, aby jak najszybciej przekazać go do 

szpitala. Mieliśmy problemy z pogodą, ale daliśmy sobie radę. To wspaniały statek - dodał z 

dumą.

- Wygląda na to - zgodziła się Sara, rozglądając się wokoło.

- Oprowadzę cię. Nazywam się Tony, a jak tobie na imię?

- Sara.

Oprowadził   ją   po   pokładzie   żaglowca,   pokazując   wszystko   i   objaśniając   z 

entuzjazmem   dziecka.   Był   miłym   chłopcem   i   z   pewnością   sprawiało   mu   przyjemność 

oprowadzanie ładnej dziewczyny. Przedstawił ją drugiemu członkowi załogi, który uścisnął 

jej rękę i zaprowadził pod pokład, pokazując kuchnię i kajuty marynarzy.

Pomieszczenia dla załogi wydawały się bardzo zatłoczone. Jedynie kapitan i kucharz 

mieli oddzielne kabiny. Inni spali na piętrowych, potrójnych kojach. Łącznie z kucharzem, 

było ośmiu członków załogi.

- Jak długo będziecie stać w porcie? - zapytała Sara. Wzruszył ramionami.

background image

- Niedługo. Nie powinniśmy byli w ogóle tu zawijać.

- Nie poczekacie, aż wyzdrowieje kucharz? Tony zaprzeczył głową.

- Nie mamy tyle czasu. Będzie musiał sam wrócić do domu. Spieszymy się na Rodos, 

gdzie bierzemy udział w filmie. Thor nie może się doczekać, kiedy tam będziemy.

- Thor?

- Thor Cameron. To nasz kapitan.

Sara rozejrzała się po pokładzie, myśląc, jak cudownie byłoby popłynąć tym pięknym 

statkiem   przez   błękitne   wody   Morza   Śródziemnego.   Zwierzyła   się   z   tego   Tony'emu. 

Uśmiechnął się do niej.

- To nie jest statek pasażerski.

- A kiedy statek staje się pasażerski? próbowała się z nim przekomarzać.

- Gdybym to ja wiedział. Chodźmy do kawiarni na kawę.

Poszła, trzymając się blisko niego, aby wszyscy widzieli, że są razem. Uśmiechała się 

do   siebie.   Od   dawna   nie   miała   kontaktu   z   kimś,   kto   wydawał   się   tak   młody   i 

nieskomplikowany,   chociaż   przy   jej   dwudziestu   dwóch   latach,   mógł   być   przecież   jej 

rówieśnikiem. Chyba się starzeję, pomyślała.

W kawiarni prowokowała Tony'ego, aby mówił o sobie. Opowiedział jej, że rozpoczął 

studia na wydziale fizyki, ale zdecydował, że zrobi przerwę na kilka miesięcy.

- Zarobki są niewielkie - zdradził w zaufaniu. - Ale co za wspaniałe przeżycie znaleźć 

się na morzu, szczególnie wtedy, gdy się jest pod żaglami.

- Wyobrażam sobie - zaśmiała się, widząc jego entuzjazm. - Uważaj tylko, abyś się 

zbytnio nie przywiązał. Inaczej lata studiów pójdą na marne.

- Właściwie nie miałbym nic przeciwko temu - odpowiedział z melancholią w głosie. - 

Thor ma naprawdę klawe życie.

- Kapitan? Czy jest też właścicielem statku? Tony nachmurzył się.

-   Nie   sądzę.   “Duch   Wiatru”   należy   do   firmy,   która   ma   całą   flotyllę   żaglowców. 

Wypożycza je wytwórniom filmowym i telewizji. Trudni się też reklamą.

Rozmawiali jeszcze przez pewien czas, po czym Sara powiedziała:

- Muszę już iść.

- Czy pracujesz w nocnym lokalu?

Skinęła głową i westchnęła.

- Niestety, tak.

- Nie lubisz swojej pracy?

- Nie cierpię jej - powiedziała szczerze.

background image

- Dlaczego więc jej nie rzucisz?

-   Zrobiłabym   to,   gdybym   tylko   mogła   odparła,   po   czym   opowiedziała   mu   swoją 

historię.

- Wraz z koleżanką wybrałyśmy się do turystycznej miejscowości Sousse w Tunezji, 

żeby tańczyć w jednym z lokali rozrywkowych. Nie pracowałyśmy długo, gdyż mama Carol 

zachorowała i dziewczyna musiała wracać do domu. Miałyśmy tylko na jeden bilet lotniczy. 

Ona poleciała, ja zostałam. Wkrótce zwolniono mnie z pracy, bo byłam bez partnerki. Kiedy 

brakło mi już pieniędzy,  dowiedziałam się o pracy w Oranie, w zespole Marcela. Marcel 

pożyczył mi na bilet kolejowy. Tańczę co wieczór. Udało mi się już zwrócić za bilet. Teraz 

zbieram na powrót do Anglii.

-  Może   ci   pomóc?  Mam   ze  sobą  kilka   funtów.  -  ..  Sara  szybko  wysunęła  dłoń   i 

dotknęła jego ręki.

-  Dziękuję,   Tony.   To   bardzo   miło   z   twojej   strony.   Uzbierałam   już   prawie   całą 

potrzebną kwotę. Zresztą i tak będę musiała wkrótce odjechać. Naprzykrza mi się jakiś Arab.

- Czy będziesz wieczorem w lokalu? - spytał Tony.

- Tak. Dziś wypłacają pobory. - Wstała i uścisnęła mu rękę. - Cieszę się, Tony, że cię 

poznałam. Dziękuję za pokazanie statku. Zazdroszczę ci.

Tego wieczoru w lokalu pojawiło się znów kilku członków załogi żaglowca. Pośród 

nich Sara dostrzegła  wysokiego  blondyna  o błękitnych  oczach,  który wydał  się jej skądś 

znajomy. Zorientowała się po chwili, że jest to ten sam mężczyzna, który kierował pracą na 

pokładzie, kiedy obserwowała statek po raz pierwszy.

Załoga usadowiła się po drugiej stronie podium, nie miała więc tym razem żadnego 

pretekstu, żeby do nich podejść.

Ali   Messaad   też   był   obecny  na   sali.   Usiadł   przy  tym   samym   stoliku   co   wczoraj, 

dokładnie   w   jej   rewirze.   Cały   czas,   kiedy   Sara   tańczyła,   czuła   na   sobie   jego   lubieżne 

spojrzenie.

W   pewnym   momencie   występu,   ubrana   w   bardzo   obcisły   i   kusy   kostium   z 

błyszczącego materiału oraz słomkowy kapelusz, miała przejść między publicznością, udając, 

że sprzedaje kwiaty. Próbowała ominąć Araba, lecz on schwycił ją boleśnie za przegub dłoni i 

przyciągnął gwałtownie ku sobie. Wymamrotał coś, czego nie zrozumiała, włożył jej jakieś 

zawiniątko za stanik i pomacał za pierś. Następnie puścił ją. Mężczyźni wokół niego śmiali 

się do rozpuku, podczas gdy twarz Sary zapłonęła z gniewu i wstydu. Wyciągnęła podarek 

zza stanika i nie patrząc nań, rzuciła go śmiejącemu  się Arabowi prosto w twarz. Ten gest 

rozgniewał go. W jego oczach zobaczyła wściekłość.

background image

Sara oddaliła, się tańcząc dalej. Serce jej waliło mocno. Wiedziała, że zrobiła źle. 

Trzeba to było wziąć i grać na zwłokę, pomyślała, zamiast otwarcie okazywać mu wrogość. 

Widziała, jak Messaad wstał od stolika i podszedł do właściciela lokalu. Rozmawiali chwilę, 

wręcz kłócąc się i mocno gestykulując. Następnie, Arab i towarzyszący mu mężczyźni wyszli 

z sali. Sara westchnęła z ulgą.

Czując się znacznie lepiej po wyjściu Messaada, Sara włożyła w swoją partię znacznie 

więcej energii i entuzjazmu. Opuszczając scenę po ostatnim występie, zamachała wesoło do 

stolika, gdzie siedzieli marynarze. Gdy się przebrała i była gotowa do wyjścia, dostrzegła 

brak swojej torebki. Przeszukała całą garderobę, lecz na nic. Torebkę ktoś ukradł. Blada na 

twarzy powiedziała o tym Marcelowi.

- Czy którejś z dziewcząt zginęła jeszcze torebka?

- Nie, tylko mnie.

Popatrzył na nią dziwnym wzrokiem, wzruszył ramionami i powiedział:

- Powiem właścicielowi, a on zawiadomi policję. Nie daję jednak wielkich szans na 

odnalezienie. Miałaś w niej dużo pieniędzy?

- Nie. Ale była tam karta kredytowa, książeczka czekowa oraz mój paszport.

-   Możesz   sobie   zamienić   na   nowe   -   powiedział   szorstko.   -   A   teraz,   jeżeli   jesteś 

gotowa, to idziemy.

- A moja pensja? Marcel zmrużył oczy.

- Nie miałem czasu dzisiaj pójść do banku. Wypłacę ci jutro.

- Banki są jutro zamknięte! - przypomniała Sara, nieco unosząc głos.

- To zapłacę ci pojutrze. Idziesz czy nie?

- Muszę mieć pieniądze na zapłacenie rachunku w hotelu. Nie mogę zapłacić czekiem, 

bo został skradziony.

- To twoja sprawa - powiedział niecierpliwie i nie bez złośliwości. Odwrócił się. - Idę 

teraz odprowadzić Danielle, bez względu na to, czy idziesz z nami czy zostajesz.

Sara   nie   miała   wyboru.   Musiała   pójść   z   nim.   Nie   miała   już   pieniędzy   nawet   na 

taksówkę. Szła obok niego w ponurym nastroju, powstrzymując gniew i domyślając się, że to, 

co ją spotkało, jest wynikiem podłej intrygi Ali Messaada.

Myślała o zwróceniu się o pomoc do policji. Ale co by to dało, pomyślała, skoro ma 

do czynienia z lokalną grubą rybą. Policja zignorowałaby ją jako osobę bez znaczenia i nie 

dałaby jej ochrony. Czy w Oranie był konsulat brytyjski, do którego mogłaby się zwrócić? 

Nie wiedziała  i  nie miała  pieniędzy,  żeby zadzwonić  i dowiedzieć  się. Ale nawet gdyby 

znalazła   konsulat,   sprawdzenie   jej   danych   osobistych   oraz   uzyskanie   nowego   paszportu 

background image

zajęłoby wiele dni. A bez paszportu nie mogła pobrać pieniędzy z banku.

Marcel zostawił je przy wejściu do hotelu. Gdy weszły do środka, właściciel zawołał 

je i poprosił, aby uregulowały rachunek. Nigdy tego wcześniej nie czynił. Danielle zapłaciła 

swoją część i udała się na górę. Sara zaś zaczęła tłumaczyć, że ukradziono jej torebkę. - Jeżeli 

nie ma pani pieniędzy, musi pani opuścić hotel - powiedział nieprzyjemnym tonem.

- W porządku, spakuję się jutro rano.

- Teraz.

Popatrzyła na niego, ale odwróciła wzrok nie mogąc spojrzeć mu w oczy.

- Nie może pan wyrzucić mnie na ulicę w środku nocy. Nie pójdę!

Opierając się o bok recepcji, pochyliła się do przodu i powiedziała po cichu szczerym 

głosem:

- Wiem, że zmuszono pana do tego. Ale ma pan przecież córki. Czy wydałby pan 

którąś z nich takiemu facetowi?

Zafrasował się i przyłożył dłonie do twarzy. Naciągnął palcami skórę na obwisłych 

policzkach.

- Zabiją mnie, ale w porządku, może pani zostać do jutra. Lecz jutro rano musi pani 

odejść.

Sara skinęła głową. Była prawie odurzona ulgą, której nagle doznała.

- Dziękuję.

Zawahała się przez chwilę, a następnie zapytała.

- Czy mogę skorzystać z telefonu?

Lecz tego było już za wiele. W odpowiedzi usłyszała: “Jest zepsuty”.

W pokoju zastała Danielle. Sara zatrzymała się w progu ze zdumieniem, widząc, że 

Danielle szybko pakuje swoje rzeczy. Weszła do środka i zamknęła drzwi.

- Dokąd idziesz?

- Odchodzę. Idę do przyjaciół. Nie chcę już z tobą mieszkać.

- Nie możesz mnie przecież tak zostawić - powiedziała Sara bardziej zdziwiona niż 

zagniewana.

- Odchodzę, kiedy chcę - odpowiedziała Danielle z uporem.

- Trudno. Pożyczysz mi przynajmniej trochę pieniędzy?

- Nie. Bo nigdy ich nie odzyskam.

- Zabierz mnie więc do swoich przyjaciół, choć na dwa dni - błagała Sara - zanim 

znajdę sobie inne miejsce.

- Nie. Nie będą ciebie chcieli.

background image

- Nie możesz mnie oddać w ręce tego faceta. Nie opuściłabym  cię w ten sposób, 

gdybyś mnie potrzebowała.

Cokolwiek jednak Sara by powiedziała, Danielle pozostawała głucha na jej słowa. 

Spakowała swoje rzeczy i wyszła.

Sara zastanawiała się co począć dalej.

Ali Messaad musiał być wpływowym człowiekiem, jeżeli udało mu się tak szybko 

wszystko   zaaranżować   w   akcie   zemsty   za   to,   że   odrzuciła   jego   podarunek.   Musiał   być 

mściwy i złośliwy.

Sara nagle poczuła strach. Nawet jeśli spełniłaby jego życzenie, na tym by się nie 

skończyło. Słyszała wiele przerażających historii o białych dziewczynach sprzedawanych na 

Wschód  do domów   publicznych.   Jeżeli  coś   takiego   by się  jej  zdarzyło,   jej  życie   byłoby 

skończone.

Spojrzała tęsknie w kierunku, gdzie stał przycumowany “Duch Wiatru”. Na pokładzie 

byli Anglicy,  którzy mogliby ją obronić, o ile udałoby się jej do nich dotrzeć. Ich statek 

wkrótce miał odpłynąć z Oranu.

Jeżeli tylko przedarłabym się na statek, myślała, kapitan mógłby zatrudnić mnie jako 

członka załogi i przewieźć do następnego portu.

Serce Sary napełniło się nadzieją. Pewna, że znalazła wyjście, zaczęła się zastanawiać, 

jak dyskretnie opuścić hotel i dotrzeć do statku. Była wysportowana i szczupła. Bardzo to jej 

pomogło, gdy spuszczała się na dół z małego okienka hotelowego na parterze, z tyłu budynku. 

Kiedy   skoczyła   z   niewielkiej   wysokości   w   dół,   odszukała   po   omacku   zawiniątko,   które 

zrzuciła najpierw. Było w nim parę niezbędnych ciuchów i buty do tańca. Nie odważyła się 

wziąć niczego więcej.

Stała w mroku do chwili, aż oczy przyzwyczaiły się do ciemności. Wydawało się jej, 

że u wylotu uliczki ktoś stoi. Ta droga była więc dla niej zamknięta. Tak wiele czasu spędziła 

wyglądając przez okno, że doskonale pamiętała rozkład budynków dookoła. Trzymając się 

cienia, przedostała się na podwórko sąsiedniego domu i przechodząc przez płot, dotarła do 

równoległej uliczki. Jakiś kot umknął jej spod nóg, wywołując w niej paniczny strach. Stała 

cicho, wsparta o płot i nadsłuchiwała. Dopiero gdy była  pewna, że nie zwróciła niczyjej 

uwagi, ruszyła w dalszą drogę bocznymi ulicami. Dochodząc do głównej ulicy, zarzuciła na 

siebie jaszmak, zasłonę na twarz i szyję noszoną przez tutejsze kobiety arabskie. Kupiła ją 

sobie kiedyś na pamiątkę, nie spodziewając się, że kiedykolwiek jej użyje.

Była   prawie   pewna,   że   żaglowiec   jeszcze   nie   odpłynął,   gdyż   inaczej   załoga   nie 

przyszłaby   na   występ.   Odczuła   jednakże   wielką   ulgę,   gdy   zobaczyła   go   w   promieniach 

background image

brzasku. Wodziła  oczami  po pokładzie,  wypatrując  osoby stojącej  na wachcie.  Następnie 

rozejrzała się dookoła i zbiegła schodkami z muru portowego na nabrzeże. Pędem ruszyła ku 

statkowi, bojąc się panicznie, że ktoś może ją jeszcze zatrzymać. Dotarła do trapu i wbiegła 

po nim na pokład.

Strach skierował jej kroki do schodków biegnących na dół. Nim do nich dobiegła, 

zatrzymała   się   gwałtownie,   słysząc   “stop!”,   wymówione   tonem,   który   zmuszał   do 

posłuszeństwa. Odwróciła  się i zobaczyła  wysokiego  mężczyznę.  Był  to, jak prawidłowo 

zgadła, kapitan statku, Thor Cameron. Podszedł do niej, schwycił ją za ramię i sądząc, że ma 

do czynienia z miejscową kobietą, zapytał po francusku:

- Co tutaj robisz?

- Jestem Angielką - odpowiedziała Sara po angielsku. - Proszę mi pomóc. Jestem w 

stra...

- Kim pani jest? - przerwał jej gwałtownie.

-   Nazywam   się   Sara   Beaumont.   Przyszłam   poprosić,   aby   zabrał   mnie   pan, 

dokądkolwiek pan płynie. Muszę natychmiast opuścić Oran. Jeden mężczyzna...

- Podejdźmy do światła.

Pociągnął ją w kierunku latarni umieszczonej na górnej części trapu, lecz Sara opierała 

się, wciąż bojąc się, że zostanie rozpoznana.

- Proszę, czy moglibyśmy pójść do kabiny?  Kapitan zawahał się przez chwilę, po 

czym skinął głową. Wciąż trzymając ją za ramię, poprowadził pod pokład do głównej kabiny 

i włączył światło. Sara zdjęła z siebie jaszmak, odwiązała chustkę i jej długie, złociste włosy 

opadły na ramiona.

- Tak myślałem - powiedział. - Jest pani dziewczyną z lokalu nocnego.

- Tak. To prawda, ja...

Lecz on nie dał jej skończyć. Mięśnie na jego twarzy napięły się.

- Nie myśl tylko o tym, by darmo odbyć podróż naszym statkiem. Nie przyjmujemy 

pasażerów.

- Ale ja z chęcią będę pracować. Wasz kucharz jest w szpitalu. Mogłabym zająć się 

gotowaniem. Umiem gotować.

Roześmiał się szyderczo.

- Bardzo w to wątpię. Ale kto ci powiedział, że nasz kucharz jest w szpitalu.

- Wiem od Tony'ego. Proszę mnie zabrać. Ja muszę się stąd wydostać.

- Nie na tym statku - powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu. - I w przyszłości 

trzymaj się z dala od moich ludzi. Weź swoje rzeczy i zejdź na brzeg.

background image

- Ale pan niczego nie rozumie. Jeden z mężczyzn, Arab, który nie należy do tych, co 

łatwo dają za wygraną, napastował mnie w lokalu. Muszę stąd wyjechać.

- A więc proszę wyjechać pociągiem, autobusem, albo polecieć samolotem.

- Nie mam pieniędzy, ja...

- I dlatego pomyślałaś, że najłatwiej będzie, jeśli popłyniesz za darmo z nami. W 

żadnym   wypadku.   Na   statku   są   sami   mężczyźni   i   nie   chcę,   żeby   jakakolwiek   kobieta 

wprowadzała tu zamęt.

- Ale ja nie będę. Będę stosowała się do pana poleceń i wysiądę w pierwszym porcie - 

powiedziała błagalnie.

Jego twarz przybrała nieubłagany wyraz.

- Odpowiedź brzmi: nie. Weź swoje rzeczy i odejdź! A gdy Sara nie wykonała na te 

słowa żadnego ruchu, podniósł z podłogi zawiniątko, wcisnął jej w ręce, a następnie chwycił 

za ramię i począł ją ciągnąć do drzwi.

- Nie! Proszę! - Sara opierała się, bliska płaczu.

- Słyszałaś mnie przecież. Nie popłyniesz tym statkiem.

Sara uczepiła się framugi i krzyknęła.

- Tony! Na pomoc!

- Dlaczego, ty mała... - Kapitan popchnął ją, podniósł i przerzucił przez plecy.

- Wołałeś mnie, kapitanie! - Rozczochrana głowa Tony'ego wynurzyła się w przejściu.

- Nie wołałem. Wracaj z powrotem do kajuty.

- Tony, to ja! - zakrzyknęła Sara. - Nie pozwól mu wyrzucić mnie na brzeg.

Sara próbowała się wyrwać z uchwytu kapitana, ale jego uścisk był zbyt mocny.

- Sara, co tutaj robisz?

- Pomóż mi. Mam wielkie kłopoty.

- Twoje będą jeszcze większe, jeżeli nie wrócisz do swojej kajuty - kapitan próbował 

postraszyć Tony'ego. Minął go i wyniósł Sarę na pokład.

Sara biła go pięściami po plecach. Walczyła zaciekle.

- Nie masz prawa tego  robić - krzyczała. - Jesteś Brytyjczykiem. Powinieneś mnie 

bronić.

Jednakże, nie zważając na jej opór, kapitan przeniósł ją bezceremonialnie na płytę 

nabrzeża.

- A teraz ruszaj się - powiedział.

- Ty świnio!

Sara kopnęła go mocno w łydkę.

background image

- Czy wiesz, na co mnie skazujesz? Podszedł do nich pośpiesznie Tony.

- Kapitanie? - zapytał. - Co się dzieje?

- Podaj jej rzeczy!

Zdziwiony, wykonał polecenie. Sara wzięła od niego jaszmak i pośpiesznie się nim 

okryła. Dniało i niedaleko stali ludzie. Niektórzy z nich przyglądali się im z ciekawością.

- Nie rozumiem. Co tu się dzieje? - Tony dopominał się o odpowiedź.

- Wracaj na pokład.

- Lecz ja...

Kapitan stanął tuż przed nim.

- Powiedziałem, wracaj na pokład i trzymaj się z daleka od tej kobiety.

Przez chwilę Tony wahał się, w końcu jednak kiwnął głową i wrócił z powrotem na 

statek. Kapitan zaś zwrócił się z kolei do Sary.

- Jeśli spróbujesz jeszcze raz tutaj wejść, zadzwonię na policję i oni cię wyprowadzą. 

A teraz odejdź stąd.

Odwrócił się i śladem Tony'ego wszedł na statek.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Sara stała na brzegu. Trzymała zawiniątko w dłoniach i wpatrywała się w sylwetkę 

Thora   Camerona,   stojącego   na   mostku   kapitańskim.   Nie   mogła   w   to   uwierzyć,   ze   tak 

brutalnie odrzucił jej błagania o pomoc. Podeszła z powrotem do muru portowego, oparła się 

o niego i nagle poczuła się kompletnie wyczerpana.

Gdy w wielkim napięciu nerwowym uciekała z hotelu, wierzyła, że na statku czekają 

ocalenie. Nigdy by nie przypuszczała, że kapitan może jej odmówić. A teraz, co właściwie 

miała zrobić?

Mogłaby   wrócić   do   miasta   i   dowiedzieć   się,   czy   znajduje   się   tu   jakieś 

przedstawicielstwo brytyjskie. Nie znała jednak arabskiego, po francusku także mówiła słabo. 

Mogłaby udać się do następnego miasta. Powinna to zrobić jak najszybciej, póki nie odkryto 

jeszcze jej ucieczki z hotelu.

Sara nachyliła się, aby podnieść zawiniątko i już chciała odejść, gdy nagle dostrzegła 

w jednym z iluminatorów postać Tony'ego. Machał do niej i pokazywał kartkę, na której 

wielkimi literami było napisane: “IDŹ DO KAWIARNI”. Sara kiwnęła znacząco głową, Tony 

zaś, podnosząc do góry kciuk, wyraził, że życzy jej powodzenia - i zniknął.

Odrobina nadziei napełniła jej duszę. Weszła powoli na schodki muru portowego i 

podążyła w kierunku kawiarni. Było to jedno z tych miejsc, które nigdy się nie zamykały. 

Stoły stały na zewnątrz pod wystawionymi już parasolami. Poranne powietrze przesycone 

było zapachem świeżej kawy. Aromatyczny zapach wzbudził w Sarze wielkie pragnienie. Nie 

miała jednak pieniędzy. Znalazła więc sobie miejsce w cieniu i czekała na przyjście Tony'ego, 

modląc się w duchu, aby przyszedł jak najszybciej i wymyślił coś, co mogłoby jej pomóc.

Tony zjawił się po trzech godzinach, przetrzymany na statku przez kapitana, jak się 

domyślała. W ręku; trzymał jakieś listy. Stanął przed kawiarnią i zaczął się rozglądać.

- Tony, tutaj! - zawołała Sara. Podszedł do niej żwawym krokiem.

- Chyba  nie czekałaś na mnie cały czas w tym  miejscu? Dlaczego nie poszłaś do 

kawiarni? - powiedział.

- Nie mam pieniędzy. Bądź taki dobry i kup mi colę. Jestem bardzo spragniona.

Weszli do środka i usiedli przy stole na samym końcu kawiarni, w miejscu, z którego 

mogli widzieć wszystkich wchodzących.

-   Mówiłaś   wczoraj,   że   masz   wystarczającą   ilość   pieniędzy   -   powiedział   Tony, 

stawiając szklanki z napojami.

- Tak było, ale wczoraj w nocy ukradziono mi torebkę. Była w niej moja książeczka 

background image

czekowa i karta kredytowa. Bez nich nie mogę podjąć gotówki.

- Zgłosiłaś to na policji?

- Nie mogłam tego zrobić - odparła i zaczęła opowiadać mu całą historię.

- Czy to ten Arab, który wczoraj w lokalu wciągnął cię na swoje kolana - przerwał jej 

w pewnej chwili.

Gdy Sara kiwnęła głową potwierdzająco, powiedział:

- Widziałem, jak czymś w niego rzuciłaś. Nie rozumiałem, co się dzieje. Wydaje mi 

się, że mu się to nie podobało.

- To prawda. Jestem pewna, że to za jego sprawą moja torebka została ukradziona, a ja 

wyrzucona z hotelu.

- Do tego też doprowadził?

- Tak.

Sara opowiedziała Tony'emu jak wydostała się z hotelu.

-   Na   szczęście   miałam   jaszmak.   Dzięki   temu   przemknęłam   się   na   statek   nie 

rozpoznana. Przepraszam, że sprawiłam ci kłopot, ale naprawdę nie wiedziałam dokąd pójść. 

To było głupie z mojej strony, ale myślałam, że wystarczy jedynie poprosić, a kapitan zgodzi 

się,   abym   popłynęła   z   wami   do   najbliższego  portu.   Jesteśmy   przecież   Brytyjczykami, 

prawda?

- Czy powiedziałaś o tym wszystkim kapitanowi?

- Próbowałam, ale on nie chciał mnie słuchać. Sądzę, że nie wierzył w to, co mówię.

Tony wstał gwałtownie.

- Pójdę i porozmawiam z nim. Kiedy dowie się o szczegółach twojej sprawy, będzie 

musiał pozwolić ci popłynąć z nami.

Sara położyła mu rękę na ramieniu.

- Dziękuję, Tony, ale to się na nic nie zda. Powie, że okłamałam cię i wymyśliłam tę 

całą historię.

- Cóż, może mógłbym ci jakoś inaczej pomóc? Usiadł i zaczął się zastanawiać.

- Pojedziemy taksówką na lotnisko. Zapłacę za twój bilet swoją kartą kredytową, a ty 

mi oddasz, kiedy twoja sytuacja finansowa się poprawi.

Sara uśmiechnęła się, odzyskując znów wiarę w dobroć ludzką.

-   Dziękuję,   Tony.   Jestem   ci   bardzo   wdzięczna.   Niestety,   nie   będę   mogła   z   tego 

skorzystać. W torebce był mój paszport. Nie mając paszportu, nie mogę oficjalnie opuścić 

tego kraju. Zdecydowałam się już, że pójdę pieszo do następnego miasta.

- Nie możesz tego zrobić. - Tony przerwał jej ostro. - To kawał drogi. A nawet jeżeli 

background image

tam dotrzesz, będziesz samotna jak palec.

-   Ale   jeżeli   pożyczyłbyś   mi   trochę   pieniędzy,   mogłabym   pojechać   autobusem   do 

Algieru. Zgłosiłabym się po pomoc do Ambasady Brytyjskiej.

-   Znasz   arabski   albo   francuski?   -   Nie.   Ale  jakoś   sobie   poradzę.   Pokręcił   z 

niecierpliwością głową.

- Poczekaj, niech pomyślę.

Sara umilkła, odczuwając coraz dotkliwiej głód i zmęczenie po nieprzespanej nocy. Po 

chwili rozmyślań, Tony pochylił się nad stołem i zbliżając się do niej, powiedział szeptem:

- Będę musiał przeszmuglować cię na statek. Sara otworzyła szeroko oczy.

Mógłbyś coś takiego zrobić?

- Tak, mam pomysł.

- Ale kapitan?

- Wyjdzie na brzeg na początku wieczornego przypływu. Zanim odpłyniemy, musi 

załatwić sprawy w Kapitanacie Portu i w Urzędzie Celnym.

Sara patrzyła na niego. Oczy jej zajaśniały nadzieją.

- Czy jesteś pewien? Co będzie, gdy inni członkowie załogi mnie zauważą?

Tony zamyślił się znowu.

- Pod jaszmakiem  masz  dżinsy,  czy nie? Jeżeli  założysz  luźny sweter i schowasz 

włosy pod czapkę, będziesz mogła przemknąć się na statek podczas ostatniego załadunku.

- Tony, jesteś genialny - powiedziała Sara z uznaniem. Oczy błyszczały jej z emocji.

Ten nastrój udzielił się Tony'emu. Uśmiechnął się.

- Myślę, że nam się uda. Sara nagle sposępniała.

- Nie. To nie jest dobry plan. To wspaniałe, co zaproponowałeś, ale ja nie mogę na to 

pozwolić. Gdy kapitan się o tym dowie, będziesz miał poważne kłopoty. Może nawet kazać ci 

odejść ze statku.

Tony wciągnął brzuch i napiął mięśnie.

- Cóż, jest to ryzyko, które biorę na siebie. Przynajmniej będę ź tobą, gdy nas wyrzuci, 

i będzie to już w innym porcie. Gotów jestem zaryzykować, jeśli jesteś na to gotowa.

[ Sara uśmiechnęła się, dając za wygraną.

- W porządku, zaryzykujmy. Przyrzeknij mi jednak, że gdyby mnie znaleźli, powiesz, 

że o niczym nie wiesz ostrzegła. - Nie ma sensu pakować się w niepotrzebne kłopoty.

Omówili   szczegóły   dalszego   działania.   W   pobliskim   sklepie   Tony   kupił   jej   duży 

sweter i czapkę żeglarską, a następnie wrócił na statek, bojąc się, aby kapitan nie podejrzewał 

go przypadkiem o spotkanie z dziewczyną. Dał jej też trochę pieniędzy. Sara kupiła sobie coś 

background image

do jedzenia i wysłała jego listy. Znalazła toaletę damską bez obsługi. W niej przeczekała aż 

do wieczora.

Było   już   prawie   ciemno,   kiedy   Sara   opuściła   swoją   kryjówkę.   Zdjęła   jaszmak   i 

nałożyła sweter. Włosy podgarnęła pod czapkę. Przyciemniła nieco twarz i ręce, smarując je 

ziemią. Następnie zaś, z bijącym sercem, poszła wzdłuż muru do schodków na nadbrzeże. Na 

pokładzie dostrzegła kilku ludzi, między innymi Tony'ego i kapitana. Nie zauważyła jednak 

ciężarówki   z   zaopatrzeniem.   Strwożona,   że   może   ciężarówka   już   odjechała,   usiadła,   by 

jeszcze trochę poczekać.

Rozległ   się   odgłos   silnika.   Wielka   ciężarówka   z   plandeką   jechała   powoli   wzdłuż 

nadbrzeża.   Zatrzymała   się   koło   statku.   Natychmiast   kapitan   wydał   rozkaz   przeniesienia 

zapasów  do  ładowni.   Obserwował  początek   pracy.  Następnie  zaś  nałożył  kurtkę   i  zszedł 

trapem w dół. Zamiast jednak udać się nadbrzeżem do Kapitanatu Portu, poszedł prosto w 

kierunku schodków na murze, gdzie ukrywała się Sara. W popłochu rzuciła się do ucieczki. 

Przebiegła kilkanaście metrów wzdłuż ściany i przywarła do ziemi. Słyszała, jak Thor Came-

ron wbiegł na kamienne schodki muru. Przez chwilę, będąc na ich szczycie, zastanawiał się, 

w którą stronę pójść, po czym skręcił w przeciwnym kierunku i szybko odszedł.

Sara odetchnęła z ulgą. Zdawała sobie jednak sprawę, że wciąż czekają najcięższe 

zadanie - musi przedostać się na statek. Okazało się to w końcu prostsze, niż sądziła.

Korzystając   z   zapadających   ciemności,   zbiegła   niezauważona   po   schodkach   do 

ciężarówki.   Przeczekała   przy   niej   do   chwili,   kiedy   była   sama.   Narzuciła   sobie   na   plecy 

skrzynkę z czymś, co pachniało jak pomarańcze i wniosła ją na pokład, zasłaniając ramieniem 

twarz. Tony czekał w umówionym miejscu. Szybko zaprowadził ją do niedużej kajuty obok 

kuchni, którą poprzednio zajmował kucharz. Zostawił ją tam i wrócił do pracy. Jego krótka 

nieobecność nie została zauważona.

W  kajucie  było  ciemno   i  wilgotno.  Sara  nie  odważyła  się  jednak  zapalić  światła. 

Poruszając się po omacku, wsunęła się skurczona pod koję. Dochodziły do niej hałasy z 

pokładu. Słyszała, jak odjeżdża ciężarówka. Leżała w napięciu, chcąc, aby statek odpłynął jak 

najszybciej.  Nagle otworzyły się drzwi i w progu stanął ktoś, oświetlony z tyłu światłem z 

korytarza. Nie był to kapitan. Na gęsto owłosionych nogach miał stare tenisówki. To musi być 

pierwszy oficer, pomyślała, człowiek, który opalał się wraz z Tony'm, kiedy po raz pierwszy 

odwiedziła   statek.   Próbując   opanować   strach,   skuliła   się   jeszcze   bardziej.   On   jednak, 

dokonując zapewne tylko rutynowej inspekcji, rzucił jedynie okiem do wnętrza. Zamknął 

drzwi i odszedł. Po chwili usłyszała odgłos pracujących maszyn.

Statek  płynął  poruszany silnikiem  przez  około pół  godziny.  Następnie  postawiono 

background image

żagle. Słychać było skrzypienie drzewców omasztowania i fale uderzające o burtę. Podłoga 

przechylała się to w tę, to w tamtą stronę.

Największe   napięcie   minęło   i   Sarze   nawet   udało   się   zasnąć.   Zbudził   ją   głód   i 

pragnienie. Tony mówił, że musi pozostać w ukryciu przez co najmniej dwanaście godzin. 

Potem za późno już będzie na powrót do Oranu. Sara postanowiła jednak, że będzie ukrywać 

się tak długo, aż przybiją do następnego portu, i tam wymknie się dyskretnie ze statku. Nie 

chciała narażać Tony'ego na nieprzyjemności.

Zapewne nie spała długo. Na zewnątrz było  wciąż ciemno.  Nie mogąc  już dłużej 

znieść  niewygody,  wygramoliła  się spod łóżka. Otworzyła  ostrożnie  drzwi, przemknęła  z 

kajuty do kuchni, chwyciła puszkę coca - coli i powróciła z nią do miejsca swego ukrycia. 

Czując się bezpieczniej, położyła się na koi i twardo zasnęła. Gdy obudziła się ponownie, był 

już dzień.

Musiała koniecznie pójść do toalety. Wsłuchiwała się w odgłosy dochodzące z kuchni. 

Poczuła zapach gotowanego jedzenia. Po pewnym czasie zaczęła dolatywać woń spalenizny. 

Ktokolwiek próbował gotować, nie popisał się. Załoga wydawała się potwierdzać tę opinię. 

Przez ścianę słyszała ich narzekania, kiedy przyszli spożywać posiłek. Gdy znów było cicho, 

Sara otworzyła drzwi i wyszła z kajuty.

Kuchnia była pusta. Przeszła przez nią na palcach w kierunku pryszniców i ubikacji, 

które znajdowały się w przedniej części statku, niedaleko kuchni. Na szczęście nie musiała 

przechodzić obok innych kajut, aby do nich dotrzeć. Gdy Sara załatwiła już swoją potrzebę, 

zamarzyła o kąpieli. Co tam, pomyślała i wskoczyła pod najbliższy prysznic, zostawiając swe 

ubranie na zewnątrz.

Woda była zimna jak lód. W pierwszej chwili Sarze zabrakło tchu, ale zaraz odczuła 

wielką przyjemność, zmywając swe spieczone słońcem i zakurzone ciało. Znalazła mydło, 

którym namydliła się od stóp do głów. Następnie zamknęła oczy i odchyliła do tyłu głowę. 

Nagle usłyszała głos.

- Czyż nie wydałem polecenia, że nie mą kąpieli w dzień? Nie wydaję poleceń dla 

żartu. Ja...

Kółeczka   kurtyny   zasłaniającej   prysznic   zabrzęczały   na   skutek   gwałtownego 

szarpnięcia. Sara znalazła się nagle naprzeciw kapitana, który zdumiony wlepił wzrok w jej 

nagie ciało.

Sara gwałtownie wyrwała kurtynę, zasłoniła się nią, na ile mogła, i krzyknęła:

- Odejdź stąd!

- Co, u diabła, tu robisz? - huknął kapitan.

background image

Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. Wreszcie on przemówił pierwszy.

- Mogłem się tego domyślić. Wyjdź stąd i ubierz się!

- Nie w pana obecności! Parsknął szyderczo.

- Jesteś już nieco za stara, by zachowywać się pruderyjnie.

Odwrócił się jednak i poszedł do kuchni. Sara zakręciła prysznic i stała jeszcze przez 

chwilę, drżąc na całym ciele. Modliła się w duchu, aby przypadkiem kapitan nie zawrócił 

statku i nie wysadził jej w Oranie. Usłyszała jego głos:

- Pospiesz się!

- Już idę!

Rozejrzała się wokoło.

- Panie Cameron, kapitanie, czy ma pan może ręcznik?

Usłyszała jakieś przekleństwo, lecz po chwili przyszedł z ręcznikiem.

- Teraz pospiesz się - rozkazał, mówiąc przez zaciśnięte zęby.

W ciągu pięciu minut Sara wytarła się, ubrała i poszła z wahaniem do mesy. Patrząc 

na tego wysokiego, opalonego mężczyznę z zadbaną brodą i błękitnymi oczami, w których 

malowała  się złość, Sara odczuła strach. Jawił się w jej oczach  przez  chwilę jak groźny 

wiking, oświetlony promieniami  słońca prześwitującymi  przez szklany dach mesy.  Chcąc 

odsunąć od siebie ten obraz, Sara uśmiechnęła się do niego, na próbę, i powiedziała:

- Cześć!

Próba się nie powiodła. Spojrzał na nią jeszcze bardziej spode łba i powiedział:

- Czy wiesz, jaka jest kara za nielegalne wdarcie się na statek?

- Nie chciałam się wdzierać. To była pańska wina. Pan zmusił mnie do tego.

Spojrzał na nią zdziwiony.

- Ja ciebie zmusiłem?

- Tak.  Jeżeli posłuchałby pan tego, co mówię i wziął firnie na pokład jako członka 

załogi, nie musiałabym prześlizgiwać się ukradkiem na statek i ukrywać się odpowiedziała 

Sara szczerze.

- Ze wszystkich bezczelnych osób, ty jesteś niezrównana - powiedział ze złością. - 

Podejrzewam, że Tony przemycił cię na pokład za moimi plecami. Mam zamiar rozmówić się 

z tym chłopcem.

- Jest pan w błędzie - wtrąciła Sara. - Tony mi nie pomógł. Dostałam się sama na 

statek podczas załadunku zapasów.

- Czy chcesz, abym w to uwierzył? - kapitan roześmiał się.

- To prawda! - zaprotestowała Sara, krzyżując palce za plecami. - Nie potrzebowałam 

background image

żadnej pomocy. To było proste.

- Gdzie się ukryłaś, kiedy dostałaś się na pokład? Kapitan spoglądał na nią uważnie i 

Sara wiedziała, że musi być ostrożna. Nie chciała, aby Tony ucierpiał z jej powodu.

- W kajucie kucharza.

- Instynkt ci powiedział, gdzie się znajduje?

- Nie - odpowiedziała zrównoważonym tonem. - Byłam na statku wcześniej. Tony 

oprowadził mnie. Na pokładzie był jeszcze ktoś, chyba pierwszy oficer. Może pan go o to 

zapytać, jeżeli mi pan nie wierzy.

- To dziwne, ale nie wierzę. Jak mogłaś wiedzieć, kiedy przyjdzie dostawa zapasów, 

jeśli Tony ci nie powiedział?

- Byłam w porcie cały dzień, czekając na odpowiednią okazję - odpowiedziała Sara, 

trzymając się prawdy tak blisko, jak tylko mogła.

- Jeżeli dojdę do tego, kto pomógł ci dostać się na statek, wyrzucę go na ląd razem z 

tobą w najbliższym porcie. Jasne?

Kiwnęła głową twierdząco, z uczuciem ulgi, że nie zawróci do Oranu.

- Tak, dziękuję - powiedziała. Chyba odczytał jej myśli, gdyż rzekł:

- Gdyby nie to, że straciliśmy już cztery dni przez chorobę kucharza, z przyjemnością 

wróciłbym do Oranu, aby oddać cię w ręce władz. Nie wiem, co ci się tam przytrafiło, lecz 

mój statek nie jest przytułkiem dla przestępców.

- Nie jestem przestępcą - zaprotestowała Sara.

- A więc kim? Zwykłą dziwką? Jej twarz zapłonęła gniewem.

- Jak pan śmie nazywać mnie w ten sposób! Nie ma pan prawa mnie obrażać!

Podszedł do niej i spoglądając na nią z góry, rzekł:

- Na tym statku mam prawo mówić, co mi się żywnie podoba. Nie zapominaj o tym. 

Twierdzę, że zawróciłaś w głowie Tony'emu, żeby pomógł ci dostać się na statek.

- Nie uwiodłam go - Sara zaprzeczyła gwałtownie. - Ani też mi nie pomógł. Jedyną 

osobą, do której zwróciłam się o pomoc, był pan i pan nie dał mi tego, o co tak rozpaczliwie 

zabiegałam.

Najlepszą metodą obrony jest atak, który i tutaj okazał się skuteczny. Wpatrując się w 

jej rozgniewaną twarz, kapitan cofnął się o pół kroku, przyłożył rękę do ust i pogładził nią 

swoją krótką, zadbaną brodę.

- W porządku. Muszę teraz zdecydować, co z tobą zrobić. Jak się nazywasz?

- Sara, Sara Beaumont.

- Będziesz w kajucie kucharza - powiedział szorstko. - I radzę ci trzymać się z dala od 

background image

załogi, a w szczególności od Tony'ego.

- Tak, zrozumiałam.

- Daj mi swój paszport.

- Nie mam paszportu. Mówiłam, że...

- Nie masz czego? - Popatrzył na nią niedowierzająco.

- Został ukradziony wraz z moją torebką. Były tam też pieniądze i karta kredytowa. 

Próbowałam o tym wczoraj rano panu powiedzieć, ale pan nie chciał słuchać - powiedziała z 

goryczą.

- Gdzie są twoje rzeczy?

- W kabinie, lecz ja...

Thor Cameron odwrócił się i żwawym krokiem podążył korytarzem do jej kabiny. 

Otworzył drzwi i wszedł do środka. Schwycił jej zawiniątko i wysypał zawartość na łóżko.

- Hej! - zaprotestowała Sara, widząc, jak rozrzuca jej rzeczy. - Proszę uważać. To jest 

wszystko, co mi zostało.

Kapitan   jednak  dalej   kontynuował  przeszukiwanie,  aby  sprawdzić,  czy  czegoś  nie 

ukryła. Kiedy skończył, odwrócił się do niej z ponurym wyrazem twarzy.

- Czy zdajesz sobie sprawę, że bez paszportu możesz być uznana za bezpaństwowca. 

Bezpaństwowcom nie wolno schodzić na brzeg. Mogę więc mieć cię na głowie przez całe 

lata, zanim sprawa się nie wyjaśni.

Sara zarumieniła się, lecz z wysuniętym dumnie do przodu podbródkiem powiedziała:

- Proszę, niech pan nie przedstawia tego aż w tak czarnych kolorach. Myśl o tym, że 

mogłabym przebywać z panem dłużej, nie pociąga mnie zbytnio. Jak tylko dopłyniemy do 

portu, z wielką przyjemnością opuszczę statek.

- Ale tymczasem mam cię na głowie.

- Tak - uśmiechnęła się z ulgą. - Przykro mi, ale na razie tak.

Kapitan rzucił jej nienawistne spojrzenie i odwrócił się, aby odejść, gdy Sara spytała:

- Przepraszam, a dokąd płyniemy? Zatrzymał się.

- Tony na pewno ci powiedział. Płyniemy na Rodos.

- Słyszałam o tym, ale jaki jest nasz pierwszy przystanek po drodze?

-   Nie   ma   “przystanków”,   jak   je   nazywasz.   Straciliśmy   już   tak   wiele   czasu,   że 

będziemy tam płynąć bez zawijania po drodze do jakiegokolwiek portu.

Po tych słowach odwrócił się i odszedł, aby, jak domyślała się Sara, znaleźć Tony'ego 

i poddać go przesłuchaniu. Miała nadzieję, że Tony nie złamie się. Na razie, ponieważ czuła 

się głodna, zrobiła sobie kanapkę i dużą kawę.

background image

Po   posiłku   Sara   zdecydowała   się   wyczyścić   kuchnię,   która   zarzucona   była 

niedoszorowanymi  garnkami i brudnymi patelniami. Gdy wszystko było już nieskazitelnie 

czyste, podeszła do schodów i zaczęła się zastanawiać, czy będzie w porządku, jeśli wyjdzie 

na   pokład.  Thor   kazał   jej   siedzieć   w   kajucie,   lecz   z   pewnością   nie   mógł   jej   skazać   na 

przebywanie   pod   pokładem   przez   cały   okres   podróży.   Decydując,   że   jeżeli   ma   złamać 

przepisy, to lepiej od razu na początku, Sara wbiegła schodami na górę i wyszła na pokład.

Popołudniowe   słońce   oświetlało   statek   długimi,   ciepłymi   promieniami.   Wiatr   był 

czysty i orzeźwiający. To zupełnie odmienny świat niż zaduch i nieznośne gorąco Oranu, 

pomyślała Sara. To zupełnie odmienne życie niż nocny lokal i groźby Ali Messaada. Zrobiła 

głęboki wdech. Pomyślała, że nigdzie indziej nie pragnęłaby obecnie się znaleźć.

Tony powiedział jej, że członków załogi jest siedmiu. Wszyscy oni, oprócz kapitana, 

byli na pokładzie. Rozmawiali ze sobą i śmiali się, lecz zamilkli raptownie, gdy ją zobaczyli. 

Większość z nich Sara widziała w lokalu. Podeszła do rudego mężczyzny, który był pierw-

szym oficerem i wyciągnęła do niego rękę.

-   Cześć,   jestem   Sara   Beaumont.   Mam   nadzieję,   że   nie   miał   pan   wielkich 

nieprzyjemności z powodu mojego pojawienia się na statku.

Wahał się przez chwilę, wreszcie uśmiechnął się do niej kwaśno.

- Przeżyłem już większe awantury. Potrząsnął jej rękę.

-   Jestem   James   Mackenzie,   lecz   nazywają   mnie   Mack   -   powiedział   ze   szkockim 

akcentem. - Tony opowiedział nam o twojej historii. Chodź, poznam cię z innymi wilkami 

morskimi.

Był tam mechanik, Ken, i drugi oficer, Arne Huss ze Szwecji. Obydwaj przywitali ją 

szerokimi uśmiechami. Podobnie uczynili Tony i dwóch innych marynarzy, Steve Johnson z 

Anglii i Pete Keats z Australii. Thor, Mack, Ken, Arne, Steve, Pete i Tony - powtarzając sobie 

imiona   członków   załogi,   Sara   poczuła   się   jak   Królewna   Śnieżka   wśród   siedmiu 

krasnoludków.

Mężczyźni otoczyli ją, lecz wkrótce rozeszli się do swoich prac, po tym jak Mack 

powiedział ostrzegająco:

- Kapitan.

Thor Cameron wszedł schodami na pokład i podszedł do Sary. Wśród członków załogi 

wyróżniał się olbrzymim wzrostem.

- Sądziłem, że mówiłem ci wyraźnie, abyś tu nie wchodziła - powiedział.

-   Potrzebowałam   trochę   świeżego   powietrza.   Chyba   nie   oczekiwał   pan,   że   będę 

przebywała cały czas w zamkniętym pomieszczeniu? - odparła spokojnym głosem, aby go nie 

background image

prowokować.

On jednak nachmurzył się i rzekł:

-   Opracowałem   dla   ciebie   rozkład   dnia,   uwzględniający   kąpiel   pod   prysznicem   i 

gimnastykę. Chodź do mojej kabiny, to ci go dam.

Kabina kapitana była nieduża, ale dobrze zagospodarowana i czysto utrzymana. Stało 

tam   starannie   zaścielone   łóżko.   Przy  ścianie   działowej   stał   duży   stół   z   rozłożonymi   nań 

mapami   i   radiostacja   pokładowa.   Obok   wchodziło   się   do   wnęki   z   prysznicem.   Było   też 

wąskie biurko z umieszczonymi pod blatem półkami na książki. Obok łóżka znajdowały się 

dwa fotele, gdzie kapitan mógł jeść posiłki, o ile chciał być sam.

Thor   wziął   blok   papieru   z   biurka,   oderwał   pierwszą   stronę   i   wręczył   ją   Sarze. 

Przeczytała i zmarszczyła brwi.

- Tylko jeden prysznic dziennie w takie gorąco?

- Słodka woda to najcenniejszy artykuł na statku. Załoga bierze prysznic raz dziennie, 

i to samo dotyczy ciebie.

- Rozumiem.

Czytała   dalej,   dochodząc   do   miejsca,   gdzie   zostało   podkreślone,   że   nie   może 

opuszczać kajuty podczas wacht nocnych.

- Co to jest wachta nocna? - zapytała z ciekawością.

- Czas na statku podzielony jest na wachty - wyjaśnił kapitan. - Jest to okres, podczas 

którego pełni służbę jedna zmiana załogi, a inni odpoczywają, jedzą lub śpią. Na naszym 

statku wachty są czterogodzinne. Po wachcie zmiana ma cztery godziny przerwy.

- A więc każdy pracuje dwanaście godzin dziennie? Skinął głową.

- Słusznie.

- A pan?

- Ja stale jestem na wachcie - poinformował ją, mrużąc nieco oczy. - Nie myśl więc, że 

możesz wślizgnąć się za moimi plecami do którejś z kajut zajmowanych przez załogę.

Sara nerwowo zgniotła kartkę, którą trzymała. Powiedziała z gniewem:

- Ma pan kompletnie błędne wyobrażenie o mnie. Jeżeli byłabym łatwą kobietą, to 

dlaczego miałabym uciekać z Oranu? Dałabym Arabowi to, czego chciał i problem byłby 

zakończony.

Thor popatrzył na nią sceptycznie, wciąż nie będąc przekonany.

- Twierdzisz więc, że jesteś niewinna? Sara oblała się rumieńcem.

- Twierdzę, że się nie sprzedaję! Spojrzał na nią ironicznie.

- Uwiodłaś Tony'ego, aby pomógł ci wślizgnąć się na statek.

background image

- Nie uwiodłam go. Wcale mi nie pomógł.

Jego oczy, błękitne jak morze, wpatrywały się w nią badawczo przez dłuższą chwilę. 

Sara   próbowała   wytrzymać   jego   spojrzenie.   Lecz   w   końcu   zamrugała   oczami   i   spuściła 

wzrok.

Zaśmiał się krótko, tak, jakby znajdując potwierdzenie dla swego przypuszczenia.

- Będziesz musiała zapracować na swój przejazd - powiedział.

- Już się zaoferowałam.

Nie zwracając uwagi na jej słowa, mówił dalej:

- Jak jest napisane na kartce, co rano masz czyścić i ubikacje i prysznice, po tym, jak 

załoga się już wymyje  i usiądzie  do śniadania.  Po śniadaniu będziesz codziennie czyścić 

kuchnię. To samo po obiedzie i po kolacji. Możesz wyjść na pokład na jedną godzinę rano i 

jedną wieczorem.

Sara spoglądała na papier. Zmarnował czas wypisując to wszystko, pomyślała. Nie 

zamierzała stosować się do tych zaleceń. Pracę wykona chętnie, ale w żadnym wypadku nie 

będzie pozostawać cały dzień w zamknięciu.

- Zrobi się, wodzu - powiedziała z odrobiną ironii i zasalutowała.

Thor zmarszczył brwi i ostrzegł ją z wyraźną złością:

- Tylko uważaj. Mogę bowiem uczynić twoje życie na tym statku bardziej nieznośne, 

niż było w Oranie.

-   Przepraszam,   w   jaki   więc   sposób   powinnam   się   zwracać?   -   Powiedziała   Sara 

posłusznie.

Zawahał się przez chwilę, po czym rzekł: “Tak jest, kapitanie”.

Odwrócił się do biurka. Wziął z niego notatnik i długopis, a następnie, zwracając się 

ponownie przodem do niej, powiedział:

- Chcę, abyś podyktowała mi dane z twojego paszportu: twoje dane osobiste, imię i 

nazwisko najbliższej osoby z rodziny i, o ile pamiętasz, datę i miejsce wydania paszportu.

- W porządku - odpowiedziała.

-   Dasz   mi   te   dane   jutro   po   śniadaniu,   a   ja   wyślę   je   przez   radio   do   Konsulatu 

Brytyjskiego na Rodos i poproszę ich o wydanie nowego paszportu.

Statek kołysał się na fali. Nie bez pewnych trudności Sara wydostała się wąskimi 

schodami z powrotem na pokład. Myślała o tym, by porozmawiać z Tony'm, a i on myślał 

chyba podobnie, bo pod drzwiami znalazła karteczkę z notatką:

“Trzymałem się naszej wersji i twierdziłem, że nic ci nie pomogłem. Był zły, ale nie 

zagroził mi zwolnieniem. Chyba nam się udało. Tony”

background image

Sara podarła kartkę i wyrzuciła do toalety. Steve walił do jej drzwi, oznajmiając, że 

wszyscy już skończyli posiłek. Gdy weszła do kuchni, zastała ją w okropnym stanie. Ken, 

który został oddelegowany w zastępstwie do gotowania, nawet nie zadbał, aby pozmywać. 

Jest więc przynajmniej jedna osoba zadowolona z mojego pobytu na statku,  rozmyślała z 

uśmiechem Sara, kiedy sprzątała pomieszczenie. Następnie zrobiła sobie omlet.

Myślała   o  tym,   by  pójść   na  pokład   i  popatrzeć   na   gwiazdy.   Zamiast   tego   wzięła 

czasopismo i usiadła, aby poczytać. Słyszała, jak ktoś z załogi poszedł do kuchni po kawę, po 

czym znów zapanowała cisza. Sara zgasiła światło i położyła się na łóżku, myśląc o tym, że 

właśnie dziewczyny w lokalu rozpoczynają drugi występ.

Nie odczuwała tęsknoty za tańcem. Świat rozrywki, do którego została wepchnięta 

przez ambicje matki, wydawał się jej płytki i trywialny. Doszła do tego już wcześniej, lecz nie 

miała przed sobą innych możliwości. Obecnie jednak postanowiła, że gdy wróci do Anglii, 

spróbuje czegoś sensowniejszego.

Była tak zamyślona, że nie usłyszała, jak z tyłu za nią powoli otwierają się drzwi. 

Dopiero gdy doszło do niej światło z korytarza, odwróciła się i zawołała:

- Tony! Co tutaj robisz? Zwariowałeś!

- Znalazłaś moją karteczkę?

- Tak. Postąpiłeś bardzo nierozsądnie, że zostawiłeś ją pod drzwiami. Wracaj do swej 

kajuty.

- Myślałem, że chciałaś ze mną porozmawiać - powiedział Tony jakoś nieskładnie. - 

Co mówiłaś Thorowi?

Usiadła.

- To, co uzgodniliśmy, ale nie sądzę, by mi wierzył. Może próbować ciebie zapędzić w 

kozi róg, a więc uważaj. Pierwsza rzecz, idź lepiej do swojej kajuty.

Po ciemku nie widziała jego twarzy. Czuła jednak pewne napięcie i zastanawiała się, 

czy przypadkiem koledzy nie namówili go, aby do niej poszedł.

- Idź już - powtórzyła.

Zamiast posłuchać, Tony usiadł na łóżku i próbował ją objąć. Zalatywało od niego 

whisky.

- Chciałem tylko ucałować cię na dobranoc - mamrotał, próbując przyciągnąć ją do 

siebie.

Sara usiłowała go odepchnąć, lecz on obstawał przy swoim.  W końcu rozjątrzona 

powiedziała:

- W porządku. Jeden pocałunek za twoją pomoc, ale obiecasz mi, że potem pójdziesz.

background image

Próbowała ucałować go lekko, lecz Tony objął ją oburącz i przegiął na poduszkę. Z 

obawy, aby jej nie udusił, starała się go odepchnąć, aż nagle gwałtownie się od niej odsunął. 

Wciągnęła   głęboko   powietrze   i   usiadła.   Rozbłysło   światło   i   wtedy   dopiero   zauważyła 

kapitana, który ciągnął Tony'ego za kołnierz. Nic nie powiedział. Wyciągnął Tony'ego z ka-

juty i zatrzasnął drzwi.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Kapitan trzymał Sarę w zamknięciu aż do rana. Od dłuższego czasu już nie spała. 

Słyszała przez ścianę głosy marynarzy jedzących śniadanie. Czekała, siedząc na łóżku, aż 

kapitan otworzy drzwi, i denerwowała się coraz bardziej. Wreszcie usłyszała kroki i ktoś 

przekręcił   klucz   w   zamku.   W   drzwiach   stanął   Thor   Cameron.   Spojrzał   na   nią   zimno   i 

powiedział kategorycznym tonem:

- W mojej kabinie za dziesięć minut!

Odwrócił się i wyszedł. Sara umyła się szybko i została jej jeszcze minuta. Czekała 

pod drzwiami kapitana. Obok niej stał Tony. Wyglądał okropnie. Miał podkrążone oczy. Jego 

twarz była blada i wynędzniała. Stał, opierając się o ścianę, tak jakby nie mógł utrzymać się 

na nogach. Włosy i ubranie miał zupełnie mokre.

- Co się stało? - zapytał nieprzytomnie. - Nic nie pamiętam.

- Byłeś pijany - powiedziała Sara bez ogródek. - Musisz chyba pamiętać, że wczoraj 

piłeś.

- Wypiłem tylko dwa piwa - zaprotestował Tony.

- Plus whisky - powiedziała oschle. Spojrzał na nią oszołomiony. - Aleja nie...

Przerwał   w   pół   słowa,   gdyż   drzwi   się   otwarły   i   kapitan   poprosił   ich   do   środka. 

Obserwował   w  milczeniu,   jak  wchodzą   i  stają   przed  biurkiem.  Jesteśmy   jak  niegrzeczne 

szkolne dzieci w gabinecie dyrektora, pomyślała Sara z oburzeniem.

Thor   zaczął   krążyć   po   pokoju.   Z   pogardą   spoglądał   to   na   Sarę,   to   na   Tony'ego. 

Zamiast poprosić ich o wyjaśnienie, zaatakował bez pardonu:

- Pewne jest, że oboje kłamaliście. Przerażająco zimnym wzrokiem spojrzał na Sarę.

- Nie mogłaś sama dostać się na pokład i Tony udzielił ci pomocy, tak jak się tego 

wcześniej domyślałem. Wysadzę was oboje ze statku, jak tylko dopłyniemy do Rodos.

- To nieuczciwe - zaprotestowała Sara. - Tony był...

Thor rzucił jej tak chłodne spojrzenie, że przerwała.

- Nie obchodzi mnie - powiedział - kto zbałamucił kogo. Nie chcę was obojga na 

moim statku. Nie potrzebuję, żeby “Duch Wiatru” przesiąknął plugastwem takim jak wy.

Słowa   te   były   tak   obraźliwe,   że   Sara   aż   zbladła   i   otworzyła   oczy   ze   zdziwienia. 

Ogarnęła ją fala gniewu. Zrobiła krok naprzód i z piorunami w oczach krzyknęła:

- Chwileczkę! Kim ty u diabła jesteś, żeby nas sądzić. To, że jesteś kapitanem tej 

łajby, nie czyni cię jeszcze Wszechmocnym Bogiem, nawet jeżeli sądzisz, że tak jest.

background image

- Saro! - Tony schwycił ją za ramię i próbował powstrzymać.

Thor osłupiał.  Prawdopodobnie przez lata  nikt do niego w  ten sposób nie mówił. 

Najbardziej jednak dotknęła go uwaga o statku. Pochylił się do przodu, oparł na biurku i 

spoglądał na Sarę z wściekłością.

- Ten statek jest jednym z najlepszych żaglowców na świecie. Jedynie taki włóczykij 

jak ty może nie dostrzegać piękna, gdy je widzi.

Nie panując nad oburzeniem, Sara odcięła się natychmiast:

- A jedynie taki chłopiec pokładowy jak ty może nie rozpoznać prawdy, gdy ją słyszy.

-   Saro!   -   Tony   jęknął   i   próbował   odciągnąć   ją   do   tyłu,   lecz   ona   odepchnęła   go 

zdecydowanie.

- Chłopiec pokładowy! Ty... - Thor wyszedł zza biurka i miał już podejść do niej, gdy 

rozległo się głośne pukanie i Mack, pierwszy oficer, wszedł do środka.

- Czego u diabła chcesz? - zapytał Thor ze złością.

- Przepraszam, kapitanie, ale jest coś, o czym powinieneś wiedzieć.

- Potem.

Odważnie łamiąc rozkaz, Mack powiedział:

- To dotyczy Tony'ego. Odkryłem, że dodano mu wczoraj whisky do piwa.

Thor odwrócił się do niego i zmarszczył brwi.

- Jesteś tego pewien?

- Tak. Tony nie ma zwyczaju się upijać, przeprowadziłem więc dochodzenie.

- Kto to zrobił?

- Wolałbym nie mówić. Miał to być kawał.

- Nie powiesz?

Thor wpatrywał się w niego przenikliwie, aż w końcu dał za wygraną.

- W porządku, przyjdź za pół godziny.

-   Tak   jest,   kapitanie!   -   Mack   odwrócił   się   i   odszedł,   starając   się   nie   patrzeć   na 

Tony'ego i Sarę.

Thor   przez   chwilę   stał   przy   oknie   i   spoglądał   w   morze.   Było   to   prawdziwe 

kwadratowe okno, a nie jeden z okrągłych iluminatorów, które umieszczone były w kajutach 

załogi. Sara poczuła odrobinę nadziei. Kiedy odwrócił się do nich z powrotem, nie było już 

wściekłości na jego twarzy. Patrząc na Tony'ego powiedział:

- Wydaje się, że dwukrotnie padłeś ofiarą. Najpierw podstępu tej dziewczyny, potem 

humoru swoich kolegów. Ponieważ jednak okłamywałeś mnie, więc to, czy wysadzę cię w 

Rodos,   czy   nie,   zależeć   będzie   wyłącznie   od   twojego   dalszego   zachowania.   Tymczasem 

background image

dostaniesz najcięższe prace do wykonania na pokładzie. Masz coś do powiedzenia?

- Nie - Tony westchnął z ulgą. - Przepraszam, kapitanie. Nie będzie już powodu, żeby 

na mnie narzekać.

- Tak byłoby najlepiej. W porządku. Możesz odejść. Tony zawahał się, spoglądając na 

Thora i na Sarę.

- Kapitanie, to nie była wina Sary. Ona...

- Powiedziałem, że możesz już iść! - odparł Thor rozkazująco.

- Tak jest, kapitanie! - Tony odwrócił się i odszedł. Thor stanął za biurkiem i spojrzał 

na Sarę, która już przeczuwała, że teraz nastąpi atak. Miała rację. Odezwał się do niej z 

gniewem:

- Od samego początku wiedziałem, że będzie z tobą kłopot. Dlatego też odmówiłem 

wzięcia cię na pokład. I nie myliłem się. Nie upłynęły dwa dni, a już postawiłaś całą załogę 

na nogi.

- To nie była moja wina. Ja...

- Oczywiście, że to twoja wina! - wrzasnął na nią, aż podskoczyła. - Jesteś kobietą i 

jesteś pociągająca. To wystarczy dla kogoś tak młodego i zielonego, jak Tony. Nie zwalajmy 

więc winy na niego.

Zamilkł,  patrząc  na nią przenikliwie,  lecz  Sara nie  miała  już nic do powiedzenia. 

Część z tego, co powiedział, było prawdą. Będąc w rozpaczliwej sytuacji, musiała posłużyć 

się Tony'm. Siedziała naprzeciw kapitana w milczeniu, zachowując postawę pełną dumy.

- Będziesz się trzymała harmonogramu i listy twoich obowiązków, który ode mnie 

otrzymałaś - powiedział kapitan. - W nocy będziesz zamknięta w kajucie.

Sara wciągnęła z lekka powietrze.

- Tak nie można. A co będzie, jeżeli zachoruję albo coś podobnego?

- Trudno.

- A co się ze mną stanie, jeżeli statek będzie tonął? . Zaśmiał się ironicznie.

- Obiecuję, że wyratuję cię wówczas wraz z kotem okrętowym - powiedział z drwiną 

w głosie. - A teraz idź już i pamiętaj, jeżeli dokonasz następnego wykroczenia, będziesz 

zamknięta w kajucie do końca podróży. I nie myśl, że nie jestem zdolny do tego - dodał w 

momencie, kiedy Sara otwierała usta. - Na tym statku mogę robić to, co mi się podoba.

Czując   jego   niewzruszoną   wolę,   Sara   zrezygnowała   z   dalszej   dyskusji   i   opuściła 

kabinę. W kuchni oczekiwał na nią Tony.

- Co powiedział? - zapytał.

Na twarzy Sary pojawił się grymas.

background image

- A co sądzisz? Będzie mnie zamykać na noc w mojej kajucie, abyście nie mogli się do 

mnie dostać, żeglarze rozpustnicy. Będę się czuć jak zwierzę w klatce.

Tony zaczerwienił się.

- Przepraszam, Saro. Jeżeli nie namówiliby mnie do picia, nie miałbym... sama wiesz.

- Nie odważyłbyś się - zakończyła za niego i zaraz pożałowała tych słów, widząc, że 

boleśnie go nimi dotknęła. - No, nie martw się już - powiedziała. - To nie była twoja wina.

Tony usiadł na ławce i przyłożył dłonie do skroni.

- Boże, czuję się strasznie - westchnął żałośnie.

- Masz kaca?

Przytaknął z wyrazem boleści na twarzy.

- Głowa mi pęka. Sara uśmiechnęła się.

- A może chciałbyś śniadanie?

- Nie mógłbym teraz niczego zjeść.

- Nonsens - odpowiedziała żywo. - Po jedzeniu poczujesz się znacznie lepiej.

Przyrządziła   omlety   z   serem   i   podała   je   wraz   z   lekko   przypieczonym   chlebem 

razowym. Kiedy ustawiała talerz przed Tony'm, nagle odzyskał apetyt. Sara usiadła przy stole 

naprzeciwko i już miała wziąć się do jedzenia, gdy do kuchni wszedł Mack.

- Jest kawa?

- Zrobię ci - zaofiarowała się Sara.

-  Dziękujemy   za   wybawienie   nas   -  powiedział   Tony  żywo.   -  -   Inaczej   na   Rodos 

kapitan wysłałby mnie do domu.

Mack skinął głową i popatrzył na talerze.

- To wygląda znakomicie.

Skosztuj mojego - zaproponowała dyplomatycznie Sara. - Mogę sobie zrobić następny 

omlet.

Nie musiała go zachęcać. W mgnieniu oka zjadł omlet i do sucha wytarł chlebem 

talerz.

-   To   najlepszy   posiłek,   odkąd   wypłynęliśmy   z   Oranu.   Wszyscy   jesteśmy 

beznadziejnymi kucharzami, a Ken chyba najgorszym.

Spojrzał na nią.

- Nie chcesz przypadkiem zająć się gotowaniem?

- Zaproponowałam to kapitanowi - odpowiedziała Sara, siadając przy stole. Przed sobą 

ustawiła   talerz   z   nowym   omletem.   -   Kapitan   powiedział:   “Nie”.   Nie   mogę   się   mu 

przeciwstawiać.

background image

- Nie, nie chcielibyśmy tego - Mack przyłożył rękę do policzka, a następnie zaczął 

gładzić brodę.

- Mam więc pomysł. Kiedy Ken będzie gotował, możesz mu pomagać. Co ty na to?

-   Pomyślane   bardzo   dyplomatycznie.   -   Sara   uśmiechnęła   się   i   spojrzała   na   niego 

niewinnie. - Może jednak byłoby lepiej, gdyby Ken w dalszym ciągu przyrządzał posiłki dla 

kapitana?

- O tak. Rozumiem, co masz na myśli - powiedział Mack z wahaniem i wzruszył 

ramionami. - Zobaczymy, jak to się ułoży - dodał i wyszedł z kuchni na pokład.

- Chyba powinienem już pójść do pracy - powiedział Tony bez entuzjazmu. - Muszę 

wyczyścić zęzy.

- Czytałam o tym, to ohydne.

- W istocie - powiedział Tony.

- Może to chyba poczekać z dziesięć minut. Napijmy się jeszcze kawy.

Nalała jemu i sobie.

- Jak długo jesteś na statku?

- Tylko dwa miesiące. Wcześniej byliśmy we Francji i pracowaliśmy nad reklamą dla 

telewizji komercyjnej. Teraz płyniemy, aby wziąć udział w filmie kręconym na Rodos.

- Powiedz mi coś o kapitanie.

- Jest kapitanem od wielu lat. Czasami dowodzi innymi jednostkami, które należą do 

naszego przedsiębiorstwa. Nie znam go jednak dobrze. Powinnaś zapytać Macka. On zna go 

najlepiej.

- Cameron - Sara zadumała się. - To nie jest typowe angielskie nazwisko.

- Nie jest Anglikiem. Ojciec jego był Szkotem, a matka Dunką.

- Rozumiem. To wszystko wyjaśnia - powiedziała Sara, mając na myśli wzrost Thora i 

jego blond włosy.

- Jego pewność siebie i autorytet... o to ci chodzi? - zapytał Tony.

Sara pomyślała, że Thor zapewne mógł mieć te cechy, lecz przez większość czasu 

widziała go w złości, i dlatego nie mogła ich dostrzec.

- Czy go lubisz? - zapytała z ciekawością. Tony zawahał się z odpowiedzią.

- Naturalnie. Zna się na swojej pracy i jest z niego porządny facet. Wiem, że go nie 

lubisz, ale na statku kapitan musi być surowy.

- Surowość nie powinna przeszkadzać mu postępować po ludzku.

- Jest ludzki przez większość czasu - odpowiedział Tony. Uśmiechnął się. - A może 

jest mizoginistą?

background image

- Wcale nie byłabym zdziwiona - odrzekła Sara. - Nie jest żonaty?

- Nikt z nas nie jest. Mack był, lecz jego żona rozwiodła się z nim, ponieważ ciągle 

przebywał na morzu.

- Dlaczego więc nie porzucił pracy na statku? Tony wzruszył ramionami.

- Morze wciąga. Wchodzi ci w krew.

- A więc dlatego jesteś taki mokry! Uśmiechnął się.

- Stroisz sobie ze mnie żarty, a ja czuję się tak fatalnie.

Westchnął.

- Idę się przebrać i zabieram się za te zęzy.

Wstał od stołu i wyszedł.

Po zrobieniu porządku w kuchni, Sara spojrzała na listę swoich obowiązków. Należało 

wysprzątać   wszystkie   kajuty   i   zmienić   pościel.   Czy   również   w   kabinie   kapitana?   - 

zastanawiała się. Dochodząc do wniosku, że lepiej będzie trzymać  się od niego z daleka, 

rozpoczęła pracę od dwóch kajut z przodu statku.

W   pomieszczeniach   panował   zaduch,   więc   Sara   otworzyła   iluminatory.   Pościel, 

ręczniki i wszystkie walające się części garderoby zaniosła do prania. Śpiwory wzięła ze sobą 

na pokład, aby się wywietrzyły.

Australijczyk,  Pete Keats, który właśnie stał przy sterze, pozdrowił ją uniesieniem 

ręki.  Na  szczycie   grotmasztu,  w  bocianim  gnieździe,   siedział  Steve   Johnson. Niebo  było 

prawie bezchmurne. Otaczało ich bezkresne morze. Nie było widać skrawka lądu ani żadnych 

innych jednostek.

- Sądziłam, że na morzu zobaczę wiele statków. Tak dużo było ich w porcie w Oranie 

- powiedziała Sara, gdy podeszła do Pete'a ze śpiworami.

- Mają silniki i idą prostym kursem - odpowiedział Pete. - My zaś musimy żeglować, 

dostosowując się do wiatru i prądów powietrznych.

- Jak długo zajmie nam podróż na Rodos?

- Około trzech tygodni, przy dobrej pogodzie i korzystnym wietrze.

Sara wprost nie mogła uwierzyć.

- Tak długo?!

Wziął jej okrzyk za wyraz zniecierpliwienia.

- Nie martw się. Wkrótce znajdziesz się na suchym lądzie. Poruszamy się z szybkością 

pięciu węzłów. To nieźle jak na “Ducha Wiatru”.

Trzy   tygodnie,   pomyślała   Sara.   Podróż   morska   w   słońcu   i   przy   orzeźwiającym 

wietrze. Niestety, ten idylliczny stan zakłócała postawa kapitana. Gdyby zobaczył, jak przed 

background image

chwilą rozmawiała z Pete'm, gotów byłby pewnie ją posądzić o próbę uwiedzenia również i 

jego.

Rozejrzała się po pokładzie. Szukała miejsca do rozwieszenia śpiworów. W końcu 

zdecydowała się powiesić je na linie pomiędzy dwoma masztami. Przewiesiła linę podwójnie 

i umocowała je dobrze, tak aby nie porwał ich wiatr. Następnie, zadowolona z siebie poszła 

na dół, żeby dokończyć sprzątanie kabin.

Mniej więcej godzinę później Sara usłyszała pełen wściekłości głos kapitana i od razu 

domyśliła się, że znowu czekają ją kłopoty. Miała rację. Za chwilę pojawił się Mack, który 

oznajmił, że kapitan woła ją na górę. Wydawało się jej, że z trudem powstrzymuje śmiech.

Thor spacerował nerwowo po pokładzie. Większość członków załogi kręciła się w 

pobliżu, udając obojętność. Kapitan obrócił się na pięcie i w chwili gdy Sara wchodziła do 

góry schodami, popatrzył na nią przenikliwie.

- Co to jest, u diabła! - wykrzyknął, wskazując ręką.

- Śpiwory - odparła spokojnie.

Thor podszedł bliżej, oparł ręce na biodrach i spojrzał na nią z drwiną.

- Wiem, co to jest. Ja...

- Dlaczego więc pan mnie pyta? - przerwała mu Sara.

- Słuchaj. - Zmrużył groźnie oczy. - Co, u licha, robią tu na pokładzie!

- Sądziłam, że to oczywiste. Wietrzą się.

- Wietrzą?

- Tak. One śmierdzą. Kajuty też. Cała łódka śmierdzi.

-   Statek,   nie   łódka!'   -   poprawił   ją   Thor,   wyraźnie   zaskoczony   jej   zdecydowanym 

tonem.

Ktoś z załogi roześmiał się głośno. Thor spojrzał w tamtą stronę.

- Jeżeli nie macie nic do roboty, wkrótce coś wam znajdę.

Mężczyźni odsunęli się na bezpieczną odległość i każdy z nich chwycił się jakiegoś 

zajęcia. Thor obrzucił ich uważnym spojrzeniem i ponownie odezwał się do Sary.

- Co dokładnie masz na myśli?

- W kabinach panuje okropny zaduch.

- Chcesz przez to powiedzieć, że marynarze nie utrzymują ich w należytej czystości?

Zdając sobie sprawę, że wszyscy się im przysłuchują, Sara odparła wymijająco:

- Kabiny są małe i nie mają właściwej wentylacji. Suszą się w nich mokre ubrania. 

Potrzebują odświeżenia i to wszystko.

- Kobieca ręka - odezwał się Thor ironicznie.

background image

- Co w tym złego? - odparła żywo.

- Nic. Nie spodziewałem się tego po kobiecie, która nie należy do gatunku gospodyń 

domowych.

Sara odgadła ukrytą aluzję i oblała się rumieńcem.

- Korzysta pan z każdej okazji, żeby mi ubliżyć.

- Czego się spodziewasz, jeśli prowadzisz takie życie?

Czuła w sobie narastający gniew, lecz postanowiła nie dać się sprowokować.

-   Chce   pan   więc,   abym   wysprzątała   kajuty,   czy   nie?   -   powiedziała   głosem 

zdradzającym napięcie.

Kapitan przypatrywał się jej przez chwilę w milczeniu, następnie skinął głową.

- Wysprzątaj  je, lecz  najpierw  zabierz  stąd te śpiwory.  Nie urządzaj  mi  pralni na 

pokładzie.

- A więc jak mam je przewietrzyć? Spojrzał na nią z wściekłością.

- Rusz głową. A jeśli to będzie za trudne, poproś o pomoc pierwszego oficera.

Odwrócił się i zszedł schodami w dół. Do Sary podszedł Mack.

- Daj, zwinę za ciebie linę - powiedział, uśmiechając się od ucha do ucha.

- Co w tym takiego śmiesznego? - zapytała.

- Wybacz mi - Mack próbował przybrać poważny wyraz twarzy, ale nie mógł. - Wciąż 

mam przed oczami twarz kapitana, kiedy zobaczył śpiwory zwisające na linie.

- Mam wrażenie, że cię to rozbawiło.

- No cóż. Jesteś na statku zaledwie dwa dni, a już udało ci się ożywić naszą podróż.

Westchnęła.

- Wydawało mi się, że w dzisiejszych czasach statki mają mieszane załogi.

- Niektóre tak, ale kapitan życzy sobie teraz, aby na naszym byli sami mężczyźni.

- Teraz? - Sara zapytała z zaciekawieniem. - Czy były przedtem kobiety na statku?

Mack zawahał się, a następnie kiwnął potwierdzająco głową.

- W przeszłości spotkały go pewne kłopoty.

- Naprawdę? Co się stało? Mack wzruszył lekko ramionami.

- Nie byłem z nim wówczas w rejsie. Lepiej zejdź na dół i zajmij się już pracą.

Sara posłuchała go, zeszła pod pokład i powróciła do sprzątania. Myślała o tym, że 

chociaż Mack mógł nie być podczas rejsu z Thorem, na pewno wiedział o jego “kłopotach”. 

Cokolwiek by to nie było, musiało mocno dotknąć kapitana, skoro odtąd zabronił kobietom 

wstępu   na   pokład.   Zaintrygowana,   postanowiła   dowiedzieć   się   o   tym   czegoś   więcej,   od 

Macka lub innego członka załogi.

background image

Sara skończyła sprzątanie kabiny, która pachniała już lepiej i której wygląd znacznie 

się poprawił. Porozrzucane wszędzie ubrania poukładała starannie w szafie ściennej. Książki i 

czasopisma ułożyła  na półkach. Buty postawiła równo obok siebie. Płaszcze i sztormiaki 

porozwieszała na wieszakach. Z dumą popatrzyła na wynik swojej pracy, a następnie udała 

się do kuchni, gdzie zaczęła przygotowywać kanapki dla załogi. Kiedy już prawie kończyła, 

do kuchni wpadł zziajany Ken. Gdy zobaczył talerze napełnione po brzegi kanapkami, wydał 

z siebie westchnienie ulgi.

- Wspaniale wykrzyknął. Pracowałem cały czas przy silniku i nie zauważyłem, że jest 

już tak późno. Zaniosę kanapki do mesy.

- Poczekaj! - powiedziała Sara. Masz przecież przyrządzić posiłek Thorowi.

- Aha! - Na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. - Możesz zrobić to za 

mnie?

- Nie. Znasz przecież naszą umowę.

- W porządku więc. Podaj mi chleb.

Wziął   od   niej   bochenek   i   rozpoczął   krajanie   nierównych   kromek.   Jedną   z   nich 

posmarował obficie masłem, położył na niej kawał sera, który musiał ważyć chyba ze sto 

gramów, przyłożył go drugą kromką, a następnie wszystko umieścił na malutkim talerzyku.

- Czy to jest właśnie to? Sara patrzyła z niedowierzaniem.

Jej   kanapki,   choć   słusznych   rozmiarów,   wydawały   się   delikatne   w   porównaniu   z 

dziełem Kena.

- Czy twoje kanapki zwykle wyglądają w ten sposób?

- Spieszyłem się odparł. Wziął puszkę piwa i tackę.

- Idę zanieść to kapitanowi - powiedział i wypadł pędem z kuchni.

Marynarze, którzy nie mieli wachty na pokładzie, zeszli na obiad do mesy. Na stole 

zastali rozłożone talerze, kubki, półmiski wypełnione surówkami i inne przystawki. Wiecznie 

głodni, rzucili się na jedzenie. Wkrótce przyłączył się do nich Ken.

- Saro, gdybym był kapitanem, zawarłbym z tobą długoletni kontrakt - powiedział ze 

swym ciężkim, szwedzkim akcentem Arne Huss, drugi oficer.

Siedzieli w mesie i rozmawiali wesoło. Następnie Sara zrobiła świeże kanapki dla 

drugiej zmiany. Najpierw przyszedł Tony. Był brudny od pracy przy czyszczeniu zęz. Sara 

kazała mu się umyć i przebrać. Spojrzał na nią niechętnie, lecz nie odważył się odmówić. 

Zadowolony zasiadł przy stole, widząc jak stawia przed nim talerz z kanapkami.

Sara   zostawiła   marynarzy   siedzących   w   mesie   i   poszła   sprzątać   następną   kajutę. 

Zatrzymała się w progu tej, którą niedawno wysprzątała i ogarnęło ją zdumienie. Mieszkali 

background image

tam Steve i Tony. Niedługo po tym jak ją wyczyściła, Tony wszedł do kajuty. Rzucił na pod-

łogę swoje brudne ubranie robocze. W poszukiwaniu czystych rzeczy wyrzucił z szafki różne 

części garderoby. Zdążył już zostawić ślady rąk na białej poduszce i czystym ręczniku. Do 

tego jeszcze porozrzucał równo ustawione buty na podłodze. W ciągu kilku minut zrujnował 

pracę, której poświęciła cały ranek. Sara stała w progu oniemiała. Dlaczego, pomyślała, męż-

czyźni, szczególnie młodzi, wolą żyć w bałaganie?

- Miałaś przecież wysprzątać tę kajutę. Jest zaświniona!

Sara   usłyszała   głos   kapitana   za   plecami   i   nie   mogła   uwierzyć   własnym   uszom. 

Odwróciła się i czując się pokrzywdzona jego uwagą, powiedziała:

- Wysprzątałam ją do czysta pół godziny temu.

- Kobieca ręka - powtórzył pogardliwie. - Wyczyść ją, ale tym razem zrób to dobrze!

Odszedł, pozostawiając Sarę kipiącą gniewem. Nie miała jednak wyboru, jak tylko się 

uspokoić i wysprzątać kabinę od nowa. Potem zabrała się z kolei za kajutę należącą do Macka 

i Arne'a. Kiedy skończyła sprzątać swoją, trzeba już było zabrać się za kolację. Dzięki pracy 

uspokoiła się i w pogodnym nastroju zasiadła wraz z innymi do stołu. Posiłek Thora przy-

gotował, jak zwykle nieudolnie, Ken, i zaniósł kapitanowi do kabiny. Patrząc na jego dzieło, 

Sara   pomyślała,   że   nie   musi   obmyślać   lepszej   zemsty,   skoro   kapitan   zmuszony   jest 

codziennie do spożywania takich posiłków.

Po kolacji marynarze odpoczywali w mesie. Sara wysprzątała kuchnię i przyłączyła 

się do nich. Grali w pokera.

- Chcesz popatrzeć? - zapytał Arne i zrobił jej miejsce na ławce.

- Zagrałabym, ale nie mam pieniędzy.

- Umiesz grać w pokera?

Sara uśmiechnęła się i skinęła głową.

- To niesamowite, czego można się nauczyć w przerwach między przedstawieniami.

- Pożyczę ci trochę - Arne przesunął w jej stronę kilka monet.

- Nie będę mogła ich zwrócić, gdy przegram. Wzruszył ramionami.

- Może będziesz miała szczęście.

Włączyli ją do gry i rozdali karty. Sara zauważyła, że Arne używał szwedzkich monet, 

Pete - australijskich, Steve i Ken - brytyjskich.  Gdy stawiali  zakłady,  mieszali wszystkie 

monety razem. Sara lubiła grać w karty. Przyglądała się twarzom graczy, próbując odgadnąć, 

kto blefuje. Wkrótce dostrzegła, że Ken pocierał ręką nos, jeżeli przytrafiła mu się dobra 

karta. Pete zaś zdradzał się, przybierając z pozoru obojętny wyraz twarzy. Arne i Steve byli 

bardziej opanowanymi graczami i na podstawie ich mimiki trudno było odgadnąć, co mają w 

background image

kartach. Stawki były bardzo niskie. Sara zaczęła wygrywać i powoli zgromadziła przed sobą 

stos   monet   -   znacznie   więcej,   niż   pożyczyła   od   Arne'a.   Nie   miało   to   jednak   większego 

znaczenia, nie chciała bowiem wziąć od nich tych pieniędzy i planowała zwrócić im wszystko 

po zakończeniu gry.

- Ty masz szczęście! - wykrzyknął Ken, gdy znów go przebiła. - Udało ci się w ten 

sposób po raz czwarty.

- Niezupełnie. To dlatego, że ty... - przerwała, widząc, jak Thor wkracza do mesy.

Kapitan zatrzymał się na chwilę, popatrzył na nich i poszedł do kuchni. Sara słyszała, 

jak   otwierał   drzwi   od   lodówki.   Z   satysfakcją   pomyślała,   że   szuka   czegoś   godziwego   do 

zjedzenia.

Kolejne rozdanie należało do Sary. Zauważyła, że Ken pociera ręką nos. Skupiła się 

na kartach i nie dostrzegła Thora, który stanął za jej plecami i począł obserwować grę. Ken 

rzucił karty na stół i wydał jęk, widząc, że Sara znów wygrała.

- To niesamowite - wykrzyknął. - Wygrywasz ze mną za każdym razem. - Popatrzył 

na zmniejszającą się przed nim ilość pieniędzy. - Jeżeli nie dopisze mi szczęście, wkrótce 

znajdę się poza grą.

- Wyjdź z kuchni, jeżeli jest ci za gorąco - zadrwił z niego Steve, a następnie dodał, 

gdy Sara zbierała wygraną:

- Zawsze wiesz, kiedy ma dobrą kartę. Musisz być doświadczonym graczem.

Sara roześmiała się.

- Niezupełnie. To raczej tobie i Kenowi brakuje wprawy. Czy wiesz, że...

Przerwała,  czując  dotknięcie  ręki na swoim ramieniu.  Obróciła  głowę i zobaczyła 

stojącego nad nią Thora.

- Chcę z tobą porozmawiać. Chodź na pokład - rozkazał krótko.

Trzymając karty w ręku, Sara popatrzyła na niego i zaczęła zastanawiać się, o co teraz 

mu chodzi. Obecność marynarzy w mesie dawała jej poczucie bezpieczeństwa, którego nie 

chciała się pozbyć. Otworzyła usta, aby zapytać “dlaczego?”, lecz zanim coś powiedziała, 

Thor ponaglił:

- Ruszaj się.

Odłożyła karty i wstała natychmiast. Thor szedł za nią schodami na górę. Gdy dotarli 

na pokład schwycił ją za ramię i poprowadził na dziób, daleko od miejsca gdzie stał sternik. 

Obrócił ją twarzą ku sobie i powiedział z wściekłością:

- Odkrywasz przed nami swe nowe zdolności, jeżeli je tak można nazwać.

- Nie wiem, o co chodzi - zaprotestowała Sara.

background image

- Poza tym boli mnie ramię.

- W porządku. - Schwycił ją jeszcze mocniej.

- Do twoich występków dodać można oszukiwanie w kartach.

Wstrzymała oddech ze zdziwienia.

- Niech pan nie żartuje.

- Nie? A więc jak mogłaś wygrać tyle razy, i to z kartą, z którą nikt przy zdrowych 

zmysłach nie odważyłby się zagrać? Nie zaprzeczaj. Obserwowałem cię z tyłu.

- Blefowałam Kena i to wszystko. On...

- Kłamiesz! Rozdawałaś karty i wiedziałaś, co ma. Jesteś nędzną dziwką, a w dodatku 

oszustką.

- Nie jestem oszustką - odparła Sara z furią.

- Tu na pewno nie będziesz miała takiej okazji. Nie uda ci się wystrychnąć mnie na 

dudka.

Popchnął ją.

- A teraz idź na dół i oddaj wszystkie pieniądze, a jeśli zatrzymasz coś dla siebie, 

pożałujesz.

Nie było sensu się sprzeczać. Sara spojrzała na niego z nienawiścią, odwróciła się i 

odeszła   najdostojniejszym   krokiem,   na   jaki   można   było   się   zdobyć   na   pokładzie 

rozkołysanego statku. Zatrzymała się na chwilę na schodach, aby odzyskać spokój, po czym 

weszła do mesy, gdzie wszyscy nadal siedzieli przy kartach.

Zmienionym głosem oznajmiła:

- Jestem zmęczona. Pójdę już. Przesunęła na środek stołu całą swą wygraną.

- Podzielcie to między siebie.

- Ale tak nie można - zaprotestował Pete. - To nie jest w porządku.

- Wiem, ale to wasze pieniądze. Nie miałam zamiaru ich zatrzymać. Dobranoc.

Odeszła, zanim ktoś zdążył coś powiedzieć. Przed udaniem się na spoczynek wzięła 

prysznic. W kilka minut po tym, jak wróciła do kajuty, rozległo się głośne stukanie do drzwi.

- Tak! - powiedziała.

Thor nie odpowiedział jej jednak. Przekręcił jedynie klucz w zamku i odszedł.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Przez następne dwa dni udało się Sarze uniknąć spotkania z Thorem. Od Tony'ego 

dowiedziała się, jak wygląda jego rutynowy rozkład zajęć. Starała się przebywać tam, gdzie 

go akurat nie było. Kapitan codziennie dokonywał drobiazgowej inspekcji. W towarzystwie 

Macka przeglądał wszystkie części jednostki, od bocianiego gniazda do maszynowni, patrząc, 

czy   wszystko   znajduje   się   w   należytym   porządku.   Sprawdzał,   jak   utrzymane   są   kajuty, 

prysznice, no i oczywiście kuchnia. Wiedział więc, że Sara wykonuje zleconą jej pracę. Nie 

spotkał jej jednak, gdyż wymykała się przed nim jak duch. Znikała na jednych schodach, 

podczas gdy Thor schodził drugimi na dół.

Zadowolona, że znalazła sposób na trzymanie się z dala od kłopotów, Sara skierowała 

swą uwagę na inny palący problem, mianowicie, w co się ubrać. Wzięła ze sobą jedynie kilka 

rzeczy i nosiła codziennie dżinsy, które pobrudziły się i straciły fason na skutek ciągłego 

używania.  Były  także  zbyt  ciepłe.  Tony dał jej  podkoszulkę,  nie musiała  więc cały czas 

chodzić  w  swetrze. Miała  też  ze sobą zmianę  bielizny.  Ciągłe  chodzenie w dżinsach nie 

dawało jej jednak spokoju. Z zazdrością patrzyła na pięknie opalone ciała marynarzy, którzy 

mieli na sobie zazwyczaj tylko slipki kąpielowe lub krótkie spodenki. Zauważyła, że nawet 

kapitan,   będąc   na   pokładzie,   zdejmował   swą   białą   koszulę   z   krótkimi   rękawami.   W 

przeciwieństwie do kolorowo ubranych marynarzy nosił zawsze nieskazitelnie białe spodnie.

Pewnego gorącego dnia, Sara zgrzała się tak bardzo podczas pracy, że zrobiło się jej 

wręcz niedobrze.

Zrozpaczona   zaczęła   gorączkowo   poszukiwać   lżejszego   ubrania   i   natknęła   się   na 

szafkę, w której schowane były flagi sygnalizacyjne. Przebierając między nimi, znalazła jedną 

właściwego rozmiaru i szybko przerobiła ją na majtki typu bikini, z końcami zawiązanymi na 

biodrach. Ulga była olbrzymia. Sara odetchnęła z zadowoleniem i wrzuciła dżinsy do pralki 

Pete zagwizdał na jej widok. Tony i Steve również spojrzeli na nią z uznaniem.

Na jej nieszczęście, następnego dnia Thor zaczął inspekcję statku godzinę wcześniej 

niż zazwyczaj. Wraz z Mackiem wszedł do kuchni, kiedy zajęta była gotowaniem. Ubrana w 

fartuch   zawiązywany   w   pasie,   Sara   przygotowywała   jarzyny   do   obiadu.   Odwróciła   się   z 

uśmiechem   w   odpowiedzi   na   pozdrowienie   Macka.   Lecz   widząc   stojącego   obok   niego 

kapitana,   z   wrażenia   wypuściła   z   rąk   torebkę   z   mrożonym   groszkiem.   Torebka   pękła   i 

ziarenka rozsypały się po całej kuchni.

Thor rzucił jej takie spojrzenie, jakby była skończonym niedorajdą. Podniósł brwi i 

widząc, że jeszcze stoi w miejscu, powiedział:

background image

- Nie stój tak. Schyl się i pozbieraj wszystko.

- Zro...bię to za chwilę. Pil...nuję, żeby nie wyparowała woda.

Thor zmrużył oczy.

- Mówię, zrób to teraz. Nie chcę, żeby ktoś pośliznął się na grochu i złamał sobie 

nogę.

Sara skinęła głową. Szafka, w której była miotełka i śmietniczka, znajdowała się z tyłu 

za nią. Nie było więc możliwości wydostania ich, bez odwracania się tyłem do kapitana. 

Wiedząc, że nie uniknie kolejnej awantury, podeszła do szafki i pochyliła się, aby wyciągnąć 

miotełkę i śmietniczkę. Przez chwilę panowała cisza, po czym Mack nie wytrzymał i parsknął 

gromkim śmiechem. Sara odwróciła się szybko. Dostrzegła Macka opierającego się o ścianę i 

śmiejącego   się   do   rozpuku.   Nawet   Thor   miał   wielki   uśmiech   na   twarzy.   Starała   się   nie 

poddawać temu nastrojowi i patrzeć na nich z powagą. Thor także robił wysiłki, aby się nie 

śmiać. Odwrócił się gwałtownie i wyszedł z kuchni. Za nim podążył Mack.

Kompletnie  zdezorientowana  Sara nie  wiedziała,  co ma  o tym  wszystkim  myśleć. 

Powinna być zadowolona, że Thor nie zrobił dziś awantury. Nie podobało się jej jednak, że 

się z niej śmieje. Odwróciła głowę, aby zobaczyć, co mogło ich tak rozbawić. Bikini było 

jednak w porządku. Przeklinając brak dużego lustra na statku, Sara poszła do łazienki, gdzie 

stary miednice, a nad nimi umieszczone były lustra. Stanęła na skrzynce, odwracając się tak, 

aby obejrzeć się z tyłu. Jedna skrzynka nie wystarczała. Ustawiła na pierwszej kolejną. Kiedy 

się obracała, próbując zobaczyć swoje odbicie, do łazienki wszedł Tony.

- Co ty wyprawiasz?

- Czy jest coś śmiesznego w moim bikini?

Tony rzucił na nią okiem ze wszystkich stron, a następnie rzekł:

- Nie widzę nic szczególnego.

- Nic szczególnego, lecz coś szczególnie śmiesznego. Tony spojrzał raz jeszcze.

- Nie. Wszystko wydaje się w porządku.

- Dlaczego więc, u licha...

Przerwała w pół zdania, gdyż do łazienki wszedł Thor.

Jego   twarz   przybrała   wyraz   zupełnej   obojętności,   gdy   zobaczył   ją   stojącą   na 

skrzynkach. San była przekonana, że znów powstrzymuje się od śmiechu. Spojrzała na niego 

z oburzeniem. Tony wymknął się tchórzliwie z łazienki.

- Co w tym takiego śmiesznego? - zapytała.

- Czy poświęciłaś flagę, żeby zmienić ją w tę rzecz? - odpowiedział pytaniem na 

pytanie.

background image

Jego słowa były ostre, lecz  wypowiedział  je bez złości.  Sara była  przekonana, że 

walczy   ze   śmiechem.   Było   to   dla   niej   niespodziewane   odkrycie,   że   Thor   ma   poczucie 

humoru.

- Jedynie to znalazłam. Musiałam się w coś ubrać. Nie mogłam już wytrzymać w tych 

dżinsach.

Wyraz rozbawienia znikł z jego twarzy.

- Nie masz innych ubrań?

- Nie. Musiałam wszystko zostawić, kiedy uciekałam z hotelu w Oranie.

- Ponieważ nie zapłaciłaś za hotel?

- Mówiłam już. Ponieważ ukradziono mi torebkę i nie mogłam pobrać pieniędzy z 

konta.

Było jasne, że Thor w dalszym ciągu jej nie wierzy. Nie skomentował jednak tym 

razem jej wypowiedzi, lecz rzekł:

- Zobaczę, czy nie znajdę czegoś dla ciebie. Umiesz szyć?

- Owszem - odpowiedziała.

Wyciągnął do niej rękę, tak, jakby chciał jej pomóc zejść ze skrzynek, lecz szybko ją 

cofnął. Zeszła sama. Odwrócił się i chciał odejść. Sara zatrzymała go jednak.

- Kapitanie!

- Tak?

- Co było takiego śmiesznego? Jego usta zadrżały.

- Musisz się nauczyć odczytywać flagi sygnalizacyjne.

Odwrócił się i odszedł.

Mniej więcej w godzinę później do kuchni przyszedł Mack i przyniósł dla niej rzeczy.

- Prezent od kapitana - powiedział. - Kilka ubrań będzie na ciebie pasować. Jest też 

materiał, z którego możesz coś uszyć. Użyj maszyny, którą Arne reperuje żagle. Poproś, aby 

pokazał ci, jak się ją obsługuje.

- Wspaniale.

Sara wzięła rzeczy i zaczęła je przeglądać. Były tam materiały w kolorze białym i 

niebieskim, dwa podkoszulki z wydrukowaną nazwą statku, sarong i letnia damska sukienka.

- Kapitan pozwolił ci przerobić te rzeczy, jeśli zechcesz.

- W porządku. Dziękuję. Mack? Ty umiesz chyba odczytywać flagi sygnalizacyjne?

Mack uśmiechnął się.

- Tak, ale tobie nie powiem.

- Mack! To nie jest fair. Roześmiał się głośno.

background image

- Poproś Arne'a, żeby ci pokazał, jak działa maszyna.

Gdy odszedł, Sara zabrała rzeczy do swej kajuty. Zastanawiała się, skąd na statku 

wzięła się letnia sukienka. Przymierzyła ją, lecz była za duża. Należało ją zwęzić. Ubrała się 

więc w sarong i ściągnęła z siebie flagę, która posłużyła jej jako bikini. Popatrzyła na nią ze 

wszystkich stron, próbując odgadnąć, co może oznaczać, lecz nie była  nawet pewna, czy 

patrzy z właściwej strony.

Zazwyczaj   Thor   jadł   sam   w   swojej   kabinie.   Tego   wieczoru   jednak   przyszedł   na 

kolację do mesy. Musiał powiedzieć coś Kenowi na temat przypalania posiłków, gdyż ten tym 

razem podał kapitanowi zraz wieprzowy, tak niedopieczony, że miał barwę jasnoróżową. Na 

deser otrzymał zrobiony przez niego budyń. Reszta załogi rzuciła się z apetytem na duszoną 

wołowinę z jarzynami i młodymi ziemniakami oraz na budyń z bitą śmietaną, przyrządzoną 

przez Sarę.

Kapitan patrzył, jak: Sara odniosła do kuchni pusty półmisek po mięsie. Ponieważ 

przez dłuższy czas nie wracała, zawołał ją. Przyszła szybko, spodziewając się, że zada jej 

jakieś pytanie dotyczące jedzenia. On jednak zwrócił się do niej wyjątkowo uprzejmie:

- Nie widzę przy stole miejsca przygotowanego dla ciebie.

- Jem zazwyczaj dopiero wtedy, gdy wszyscy skończą - odparła.

- To, że wślizgnęłaś się na pokład “Ducha Wiatru”, nie czyni z ciebie naszej służącej. 

Jak długo więc jesteś na statku, masz prawa członka załogi i jesteś na równi z innymi. Idź po 

talerz i siadaj z nami.

- Tak jest, kapitanie! - powiedziała Sara i wykonała jego polecenie.

Na ławce było miejsce obok Thora, lecz Sara wślizgnęła się między Tony'ego i Pete'a.

- Muszę być blisko kuchni - oznajmiła na swoje usprawiedliwienie.

Sądziła,   że   obecność   kapitana   podziała   na   załogę   onieśmielająco.   Oni   jednak 

rozmawiali i żartowali jak zwykle. Gdy jedli, Sara zauważyła, że statek zaczyna kołysać się 

bardziej niż zazwyczaj. Z trudem udało się jej zachować równowagę, gdy obchodziła stół, 

podając   bitą   śmietanę.   W   pewnym   momencie   ““Duch   Wiatru”“   przechylił   się   i   trochę 

śmietany spadło na stół. Popatrzyła na kapitana, oczekując uwagi na temat jej niezdarności, 

lecz on nic nie powiedział, tylko nadal wpatrywał się w budyń, który przygotował mu Ken.

W pewnym momencie odsunął od siebie miseczkę, nie tknąwszy budyniu, i odezwał 

się do Macka:

- Wiatr się wzmaga. Chyba zbliża się do nas burza, którą zapowiadali.

- Mam stanąć przy sterze, kapitanie?

- Nie, jest jeszcze wiele czasu. Skończ jedzenie. Patrzył, jak Mack oblewa obficie swój 

background image

budyń bitą śmietaną i spojrzał na Kena.

- To nie ty zrobiłeś bitą śmietanę - odezwał się surowo.

Ken przełknął łyk kawy.

- O... nie. Pozwoliłem Sarze. Potrzebuje praktyki. Paru mężczyzn zachichotało na te 

słowa. Inni próbowali ukryć uśmiech. Thor popatrzył na Kena z ironią.

- Wydaje się, że praktykuje z wielkim sukcesem.

Jak zwykle taktowny, Mack zmienił temat rozmowy, zadając kapitanowi pytanie o 

aktorów mających grać w filmie, w którym i oni mieli wziąć udział.

- Sądzę, że tacy sami jak zwykle - odparł Thor. - Mają dokonać paru zmian na statku i 

upodobnić   go   do   szesnastowiecznej   jednostki.   Zajmie   to   kilka   dni.   Musimy   uważać   na 

stolarzy, aby niczego nie zniszczyli.

- O czym będzie ten film? - zapytała Sara z ciekawością.

- Zdobycie Rodos przez Sulejmana Wspaniałego - odparł. - Będzie to chyba historia 

rycerzy, którzy bronili się przed nim w fortecy.

Jego szklanka przesunęła się wzdłuż stołu, w chwili, gdy statek podskoczył na kolejnej 

fali. Złapał ją i wstał z miejsca.

- Przepraszam, ale nadszedł czas, żebym wyszedł na pokład.

Na rozbujanym statku posprzątanie mesy i kuchni zmieniło się niemalże w zabawę. 

Sara napełniła tackę naczyniami i czekała, aż statek przechyli  się w jedną stronę, wpadła 

ślizgiem do kuchni i szybko położyła tackę, zanim nastąpił przechył w stronę przeciwną.

Mężczyźni, którzy nie byli na wachcie, siedzieli w mesie, wśród nich Tony, który 

wyraźnie pobladł na twarzy.

- Myślałem, że nie ma burz na Morzu Śródziemnym - powiedział.

Mack roześmiał się.

- To jeszcze nie burza, a jedynie lekkie kołysanie. Powinieneś przeżyć z nami jeden ze 

sztormów na Atlantyku.

Podniósł się i położył dłoń na jego ramieniu.

- Nie martw się. Wkrótce przyzwyczaisz się do kołysania.

Popatrzył, jak Sara uwija się z tacką.

- Wygląda na to, że nauczyłaś się kroku marynarskiego.

Roześmiała się:

- Wolałabym, żeby burza poczekała, aż zbiorę naczynia.

Statek przechylił się znowu. Tony jęknął i trzymając się ściany poszedł do toalety. 

Sara patrzyła w ślad za nim z sympatią. Była po raz pierwszy na morzu i nie wiedziała, czy 

background image

nadaje się na żeglarza. Z przyjemnością stwierdziła, że chyba tak.

Gdy  skończyła  sprzątanie  kuchni,  postanowiła  udać  się  na  pokład  pod  pretekstem 

wyrzucenia   śmieci.   Nie   było   jeszcze   wcale   późno,   lecz   niebo   stało   się   tak   szare   i 

zachmurzone, że zrobiło się prawie zupełnie ciemno. Wiatr był silny i porywisty. Nie padało 

jednak i nie było zimno.

Kiedy   Sara   wyszła   na   pokład,   postanowiła   dostać   się   najpierw   do   nadburcia. 

Oszacowała siłę wiatru i oparła się o poręcz, aby wyrzucić zawartość wiadra w morze. W tym 

momencie   czyjeś   ręce   objęły   ją   w   pasie   i   pociągnęły   gwałtownie.   Tracąc   równowagę, 

znalazła się prosto w ramionach mężczyzny.

W pierwszej chwili myślała, że to Mack, lecz po wzroście mężczyzny, o którego się 

opierała, odgadła, że jest nim Thor. Postawił ją na ziemi, lecz wciąż mocno trzymał ją za 

ramię.

- Niemądra. Mogłaś wypaść za burtę - próbował przekrzyczeć wycie wiatru.

Pociągnął   ją   za   sobą   i   przez   główny   luk   weszli   na   pokład   do   pomieszczenia 

nawigacyjnego, które mieściło się między kuchnią a jego kabiną.

- Czy nie masz rozumu w głowie, żeby przechylać się przez poręcz w czasie porywów 

takich, jak teraz? Nie, oczywiście,  że nie masz.  Powinienem był  przewidzieć, że możesz 

zrobić coś tak głupiego. Nie wychodź więcej na pokład.

-   Nie   mogę   ciągle   siedzieć   na   dole   -   zaprotestowała   Sara.   -   Potrzebuję   świeżego 

powietrza.

- W czasie burzy nie potrzebujesz - ofuknął ją.

- Pozwalasz być na pokładzie mężczyznom.

- To inna sprawa. Są członkami załogi.

Widząc przed sobą możliwość argumentacji, Sara rzekła zwycięsko:

-  Ale   w   czasie   kolacji   powiedziałeś,   że   będę   traktowana   jak   członek   załogi,   i   na 

równej stopie.

- Typowa kobieta - odparł. - Daj jej palec, a poprosi o rękę.

- Ale przecież sam to powiedziałeś.

-   To   dotyczyło   wyłącznie   posiłków.   Zrozum,   marynarze   zostali   przeszkoleni,   jak 

zachowywać się na pokładzie Znają każdy żagiel, każdą część omasztowania i olinowania. 

Wiedzą także, jak przywiązać się do statku w czasie burzy. Powiem brutalnie. Jeżeli wypad-

łabyś za burtę, nie byłoby dla ciebie ratunku. Nie zdążylibyśmy spuścić łodzi i znaleźć cię na 

czas w takich warunkach.

- Przepraszam - powiedziała. - Chciałam tylko wyrzucić śmieci prosto do morza, aby 

background image

wiatr nie porwał ich z powrotem na pokład.

- Kto cię tego nauczył? Uśmiechnęła się.

- Dużo wiem na temat żaglowców. Przeczytałam wiele książek żeglarskich.

Thor wydawał się rozbawiony tą odpowiedzią.

- Teoria i praktyka są oddalone od siebie o dwieście lat. Nie znasz reguł, Saro, a więc 

musisz...

- Niech więc mnie pan nauczy - przerwała mu głosem pełnym zapału - i pozwoli mi 

rzeczywiście być częścią załogi. Nie choruję, tak jak Tony. Mogłabym zastąpić go na wachcie 

- próbowała argumentować.

On jednak zdecydowanie pokręcił przecząco głową.

- Jesteś tylko dziewczyną. Nie masz siły, by sprostać sile wiatru, a co tu mówić o 

ciągnięciu liny. A poza tym - przerwał, aby podkreślić wagę swych słów - po cóż miałbym cię 

szkolić. Wysadzę cię na brzeg, jak tylko dopłyniemy do Rodos.

Zapał znikł z twarzy Sary. Spuściła oczy.

- Tak, oczywiście.

Miała już wyjść, gdy Thor powiedział: - Saro! - Tak?

Podniosła głowę, mając cichą nadzieję, że zmienił zdanie, lecz on spoglądał na nią z 

drwiną w oczach.

- Co zrobiłaś z wiadrem?

- Z wiadrem... Och! - zarumieniła się. - Musiało mi wypaść za burtę.

- Wiesz teraz, co mam na myśli - zadrwił z niej wyraźnie.

Rozgniewała się.

- To twoja wina. Wypadłoby  każdemu,  kogo byś  schwycił  w  taki  sposób. Proszę 

odliczyć je z moich poborów - powiedziała wyniośle i wyszła.

Czterej marynarze grali w mesie w karty, ale Sara nie miała ochoty przyłączać się do 

nich, nawet gdyby jej zezwolono. Poszła prosto do swojej kajuty i położyła się na koi.

Nie   wiedziała   dokładnie,   dlaczego   prosiła   kapitana,   aby   ją   nauczył   rzemiosła 

żeglarskiego, ale czuła, że to ma jakiś sens.

W nocy burza przybrała na sile. Następnego ranka mocno padało. Mężczyźni, którzy 

przyszli na śniadanie, mieli na sobie sztormiaki i rzuciliby je na podłogę, gdyby Sara nie 

kazała im zawiesić ich pod prysznicami. Tony nie pojawił się na śniadaniu. Sara znalazła go 

w kajucie, gdzie leżał na koi i użalał się nad sobą samym, żałując, że się zaciągnął na statek.

- Pomyśleć, że mógłbym być w domu pod opieką mamy - powiedział żałośnie. - Nie 

chciała, bym wypływał w morze.

background image

- Ach, pleciesz dyrdymałki - powiedziała Sara nieprzyjemnym tonem. - Założę się, że 

jesteś jedynakiem.

Poczuł się dotknięty.

- Tak, jestem. A ty? Sara skinęła głową.

- Tak. Na moje nieszczęście. Tony spojrzał na nią ze zdziwieniem.

- Nie mam nic przeciwko byciu jedynakiem. Chociaż jestem, być może, rozpieszczony 

- dodał z zadumą w głosie. - Chciałabyś mieć brata albo siostrę?

- Jeżeli oznaczałoby to, że moja matka mogłaby na kogoś innego przenieść swoje 

niespełnione ambicje, to tak, chciałabym.

- A co powiesz o swym ojcu?

- Opuścił dom, kiedy byłam jeszcze bardzo mała i nawet go nie pamiętam.

Tony spojrzał na nią ze zdumieniem.

- Nie masz więc z nim żadnego kontaktu?

Sara zrobiła przeczący ruch głową, czując, że on nie jest w stanie tego pojąć.

- Nie, nigdy go nie widziałam ani też nie miałam od niego wiadomości od tego czasu.

Błyskawicznie zmieniła temat rozmowy.

- Chcesz pójść na śniadanie?

Wzmianka o jedzeniu przypomniała mu o mdłościach. Jęknął.

- Nie. Po stokroć nie. Pozostanę tu do końca burzy i zejdę ze statku natychmiast po 

dopłynięciu do portu.

- Spędzisz więc tutaj długi czas. Słyszałam, jak Mack mówił, że burza może trwać 

nawet tydzień. - Sara naigrywała się z jego niedołęstwa bez litości. Następnie zostawiła go w 

kajucie i poszła zająć się swoją pracą.

Jak dotąd, sprzątała pomieszczenia wszystkich członków załogi z wyjątkiem kabiny 

kapitana. Domyślała się, że należy zająć się i nią, lecz czuła do tego wyraźną niechęć. Kabina 

kapitana wydawała się jej czymś bardzo prywatnym. Nie chciała czuć się w niej jak intruz i 

wchodzić bez zezwolenia. Chcąc nie chcąc, musiała więc odnaleźć Thora, żeby spytać go o 

zgodę.

Kapitan był na pokładzie. Stał obok Arne'a, który sterował. Wzdłuż statku zostały 

rozpięte liny. Marynarze mogli się do nich przywiązać, co zabezpieczało ich przed zmyciem 

przez falę. Pamiętając o wczorajszej naganie, Sara przepasała się nylonową liną i przymo-

cowała do jednej z  lin biegnących przez pokład. Od Tony'ego pożyczyła żółty sztormiak. 

Jedynie twarz i ręce miała odsłonięte.

Przez kilka minut stała na pokładzie. Przyglądała się chwiejącym się masztom, które 

background image

wyglądały   tak,   jak   gdyby   miały   w   każdej   chwili   zostać   wyrwane   przez   wiatr.   Statek 

podskoczył i wielka fala przelała się przez pokład, zbijając ją niemal z nóg. Sara schwyciła się 

kurczowo liny i roześmiała się. Pasjonowała ją siła i piękno żywiołu. W sztormiaku było jej 

ciepło   i   sucho.   Popatrzyła   na   szare,   spienione   morze,   które   jeszcze   dwa   dni   temu   było 

spokojne i intensywnie niebieskie. Fale znów uderzyły z furią. Statek, który wydawał się jej 

przedtem   całkiem   duży,   teraz   był   jak   łupinka   na   bezkresnym   i   głębokim   morzu.   Sara 

odwróciła się i zgięta, aby sprostać sile wiatru, udała się na mostek kapitański.

- Kto to? - Thor nachylił się i krzyknął jej do ucha. - Sara? Co, u diabła, tutaj robisz?

- Jestem przywiązana na linie. Skinął głową.

- W porządku. Czego chcesz?

- Czy mogę posprzątać twoją kabinę?

-   Przyszłaś   tutaj,   aby   o   to   zapytać?   -   Pokręcił   głową   ze   zdziwieniem,   -   Tak, 

oczywiście.

Skinęła głową i miała już odejść, zatrzymał ją jednak gestem ręki.

- Czy dobrze się czujesz? Nie chorujesz?

- Czuję się świetnie - krzyknęła w odpowiedzi i niespodziewanie posłała mu piękny 

uśmiech.

Kabina Thora była utrzymana we wzorowym porządku. Tylko kilka jego rzeczy leżało 

na   wierzchu:   przybory   do   mycia   i   golenia   w   jego   prywatnej   łazience   oraz   kilka   tomów 

powieści, które stały na półce obok podręczników żeglarskich. Nie miał na półkach żadnych 

fotografii.   Obrazy,   które   wisiały   na   ścianach,   przedstawiały   żaglowce.   Człowiek 

zaangażowany

w swoją pracę, kochający ją, a jednocześnie bardzo samotny, pomyślała Sara. 

Wszyscy   inni   członkowie   załogi   umieszczali   na   ścianach   kajut   podobizny   swoich 

najbliższych lub przynajmniej kolorowe plakaty dla ozdoby. U kapitana nie było niczego, co 

wykraczałoby poza życie zawodowe, tak, jakby nie miał innego życia. Zastanawiała się, co 

robi, gdy “Duch Wiatru” wraca do macierzystego portu. Schodzi na ląd czy też dalej mieszka 

na statku? Próbowała wyobrazić go sobie prowadzącego normalne, miejskie życie, ale nie 

mogła. Udawało się jej jedynie wyobrazić Thora takim, jakim go znała, stojącego na mostku i 

prowadzącego statek bezpiecznie przez burzę.

Sara wzięła się za sprzątanie. Była na kolanach, wycierając kurz pod łóżkiem, gdy 

nagle statek przechylił się tak gwałtownie, że straciła równowagę i potoczyła się po podłodze, 

zatrzymując się dopiero na biurku. Schwyciła rozpaczliwie za rączkę jednej z szuflad, aby nie 

upaść,   gdy   nastąpił   przechył   w   drugą   stronę.   Na   nic   się   to   nie   zdało.   Kolejny   przechył 

pociągnął ją za sobą wraz z szufladą, której zawartość wysypała się na podłogę.

background image

Sara westchnęła z przerażeniem i szybko zaczęła wkładać przedmioty z powrotem do 

szuflady.   Byłoby   to   straszne,   pomyślała,   gdyby   Thor   wszedł   do   kabiny   właśnie   teraz   i 

posądził ją, że grzebie mu w jego rzeczach. Na podłodze leżały koperty, blok do pisania, stare 

księgi okrętowe. Był tam też stos korespondencji. Podnosząc listy z podłogi, Sara zauważyła, 

że   zaadresowane   były   kobiecym   pismem   i   miały   duński   znaczek.   Ułożyła   wszystko   z 

powrotem w szufladzie i wsunęła ją do biurka.

Od kogo mogły być te listy, rozmyślała. Pamiętała, że matka Thora była Dunką, toteż 

listy   mogły   być   od   niej.   Próbowała   walczyć   z   ogarniającą   ją   pokusą.   W   końcu   nie 

wytrzymała. Wysunęła szufladę i wzięła z niej jeden z listów. Napisany był w obcym języku, 

prawdopodobnie po duńsku. Podpis był nieczytelny, nie przypominał jednak w niczym słowa 

“mama”.   Usłyszała   głosy  na   korytarzu.   Szybko   wsunęła   list   z   powrotem   i   zatrzasnęła 

szufladę. Chwyciła za miotełkę i śmietniczkę, i pobiegła do kuchni nie oglądając się za siebie.

Burza ściągnęła ich z kursu. Thor rozkazał włączyć silnik, co oznaczało, że Ken zajęty 

będzie   w   maszynowni.   Sara   przygotowała   tosty   z   kiełbaskami   i   poprosiła   Arne'a,   żeby 

zawiadomił kapitana, że obiad jest już gotowy Wkrótce potem kapitan przyszedł do mesy. Był 

ubrany w lekki sweter z podwiniętymi rękawami, który nałożył na koszulę. Patrząc na niego, 

Sara pomyślała, że wyglądał dokładnie tak, jak w jej wyobrażeniach musieli wyglądać kiedyś 

wikingowie.

Tony nie przyszedł na obiad. Znaczyło to, że czuje się wciąż źle. Tylko choroba mogła 

powstrzymać go od jedzenia. Ken był na dole przy swoich ulubionych maszynach. Arne i 

Steve poszli odpocząć. Mack i Pete pełnili wachtę na pokładzie. Sara została więc w mesie 

sama z Thorem Kapitan jadł tosta w milczeniu i Sara nie przerywała mu posiłku.

- Chcesz jeszcze jednego? - zapytała, kiedy skończył.

- Proszę. Robisz dobre kanapki - powiedział. - Wysprzątałaś też ładnie moją kabinę. 

Dziękuję.

Sarze zadrżały ręce i omalże nie upuściła kiełbasek. Na szczęście była odwrócona do 

niego tyłem i nie zauważył, jak oblała się rumieńcem.

- Jak... jak długo trwać będzie jeszcze burza - próbowała coś powiedzieć.

-   Co   najmniej   dwanaście   godzin   -   odpowiedział.   -   Rzadko   kiedy   trwa   tak   długo. 

Mamy   jednak   zwariowaną   pogodę   tego   lata.   -   Uśmiechnął   się.   -   Przynajmniej   odstraszy 

krążące po morzu statki wycieczkowe.

- Czy masz  coś przeciwko  statkom wycieczkowym?  Thor  zrobił  minę  wyrażającą 

dezaprobatę.

-   To   nic   innego,   jak   pływające   hotele   i   kasyna   gry,   gdzie   mężczyźni   chorują   z 

background image

przejedzenia i przepicia, kobiety zaś ubierają się szałowo, aby pozować do zdjęcia na balu 

kapitańskim.

Sara uśmiechnęła się, słysząc ten opis i przewróciła kiełbaski na drugą stronę.

- Domyślam się, że nie chciałby pan zostać kapitanem jednego z nich.

- Boże broń! - odparł. - Najlepiej czuję się na żaglowcu.

-   W   tej   chwili   używamy   silnika   -   zauważyła   Sara.   Thor   zorientował   się,   że 

powiedziała to z odrobiną żartobliwej przekory i jego oczy rozbłysły.

-   Rzeczywiście.   Jesteśmy   jednak   już   spóźnieni   na   spotkanie   na   Rodos   i   musimy 

wrócić na właściwy kurs. Co z Tony'm?

- Ma się lepiej. Musiał zjeść coś, co mu zaszkodziło - powiedziała Sara taktownie.

- Nasz wilk morski jest więc chory - powiedział Thor krótko. - I, jak sądzę, w ogóle 

żałuje, że zaciągnął się na ten statek. Złożę mu wizytę później. Czas, aby wstał i wrócił do 

pracy. Potrzebuję trzech ludzi na każdej wachcie.

- Mogę go zastąpić - powiedziała z zapałem Sara i ugryzła się w język. Wiedziała już 

przecież, co Thor sądzi o jej pomyśle i narażała się w ten sposób na kolejną bezwzględną 

odmowę. Położyła swoją kanapkę na talerzu i spuściła wzrok.

Thor spojrzał na nią uważnie.

- Czyżbyś naprawdę tak bardzo chciała? Pokręcił przecząco głową.

- Spotkałem dziewczyny, które pragnęły tak samo gorąco jak ty, lecz nie dały rady. 

Zbaczały z kursu.

- Och! W jaki sposób? - spytała zaintrygowana Sara. Spojrzał na nią z ironią.

- Zakochiwały się, flirtowały z marynarzami  i doprowadzały do niesnasek między 

członkami załogi.

- Czy dlatego właśnie nie chcesz kobiet na statku?

- To jeden z powodów.

Sara zastanawiała się, jakie mogą być inne powody.

- Jeżeli dam gwarancję, że nie będę flirtować ani że się nie zakocham, to pozwolisz mi 

zastąpić Tony'ego do czasu, kiedy poczuje się lepiej?

Thor roześmiał się głośno.

- Żadna kobieta nie może tego zagwarantować. Za chwilę ściągnę Tony'ego z łóżka.

Thor skończył jeść i poszedł do kajuty, gdzie leżał Tony. Zawołał stamtąd Sarę, żeby 

przyniosła mu apteczkę.

- Z nim jest rzeczywiście źle - powiedział do niej. - Dam mu zastrzyk, który powinien 

pomóc. Będzie musiał jednak leżeć tak długo, aż wiatr się uspokoi. Czy mogę cię prosić? - 

background image

spojrzał na nią pytająco.

- Tak, oczywiście.

- W porządku. Trzymaj równo rękę Tony'ego. Tony był tak chory, że nie zwracał już 

uwagi na to, co się wokół niego dzieje. Thor zawiązał mu przepaskę na ręce i szukał żyły, aby 

zrobić zastrzyk. Nie było to łatwe zadanie na kołyszącym się statku.

- W porządku, stary - powiedział do Tony'ego dobrotliwie. - Wkrótce znów będziesz 

na nogach.

Thor wstał i zwrócił się do Sary:

- Opatul go porządnie. Kropla koniaku też mu dobrze zrobi. Idę do pomieszczenia 

nawigacyjnego ustalić naszą pozycję i wysłuchać najnowszej prognozy pogody.

Sara zadbała, żeby Tony'emu było ciepło. Dała mu się napić łyk koniaku z butelki, 

którą   znalazła   obok   apteczki   w   kabinie   Thora.   Gdy   odnosiła   butelkę,   zerknęła   do 

pomieszczenia nawigacyjnego. Kapitana tam już nie było. Wyszedł na pokład.

Służba na pokładzie była tak męcząca, że wachty zostały skrócone do dwóch godzin. 

Gdy Mack i Pete zakończyli swoją wachtę, zeszli do kuchni na kubek kawy z rumem i poszli 

natychmiast spać do swych kabin.

Sara ugotowała gęstą zupę z ostrymi przyprawami i postawiła ją w wazie, aby każdy 

mógł sobie nałożyć. Poza tym nie miała w tym momencie niczego do roboty. Od czasu do 

czasu zachodziła do Tony'ego. Dbała też o to, żeby w łazience czekały na przychodzących z 

pokładu mężczyzn suche ręczniki.

Pomieszczenie   nawigacyjne   mieściło   się   zaraz   obok   kuchni   i   w   pewnej   chwili 

usłyszała stamtąd jakiś dźwięk. Gdy otworzyła drzwi, zobaczyła migające światło neonówki. 

Radioodbiornik wydawał długi pulsujący sygnał świetlny i dźwiękowy. Nie znała się w ogóle 

na radiu. Pomyślała, że jakiś statek jest w niebezpieczeństwie i wysyła sygnał SOS. Szybko 

pobiegła obudzić Macka.

- Pędź do kapitana - rozkazał Mack.

Sara nałożyła znowu sztormiak Tony'ego i wyszła na pokład. Fale przelewały się bez 

przerwy przez pokład. Niebo było szare i wokół panowała ciemność. Jedynie na masztach 

świeciły się światełka pozycyjne. Thor wspiął się kilka metrów w górę po grotmaszcie. Zszedł 

natychmiast, gdy zobaczył Sarę.

- Posyła mnie Mack. Ktoś próbuje połączyć się z nami przez radio.

- W porządku, już idę.

Popatrzył  na Pete'a stojącego u steru i spojrzał na nią tak, jakby nie miał  innego 

wyjścia.

background image

- Nie mogę zostawić go samego - krzyknął, - Zostaniesz z nim na chwilę?

Skinęła energicznie głową.

- Czy mam wejść na maszt?

- Broń Boże! Bądź w pobliżu na wypadek, gdyby chciał posłać po mnie. Niedługo 

wracam.

Pobiegł na dół, utrzymując się pewnie na nogach nawet na śliskim i chybotliwym 

pokładzie. Sara stanęła obok Pete'a. Była bezpiecznie przepasana liną i na wszelki wypadek 

trzymała się stermasztu. Niemożliwa była obserwacja morza z pokładu przy takiej pogodzie. 

Raz   statek   unosił   się   do   góry   na   grzbiecie   fali;   raz   opadał   na   dół   pod   kątem   chyba 

dziewięćdziesiąt stopni i rozbijał się w dolinie między falami. Oglądanie tego widowiska 

napawało   Sarę   grozą,   a   z   drugiej   strony   było   pasjonujące.   Przylgnęła   do   masztu   i 

wstrzymywała  oddech, kiedy wydawało się, że już idą na dno, by za chwilę w cudowny 

sposób się wynurzyć.

Wielka fala uderzyła w statek z ogromną siłą. Masy wody przelały się przez pokład. 

Pete stracił równowagę i woda porwała go kilka metrów za sobą. Koło sterowe wypadło mu z 

rąk. Zaczęło się nagle tak szybko obracać, jak koło ruletki. Statek drgnął i zaczął wykonywać 

zwrot. Sara podbiegła do steru. Zanim udało się jej złapać jedno z ramion koła sterowego, 

odczuła potężne uderzenie po plecach. W końcu chwyciła ster, ale nawet wtedy nie była 

pewna, w którą stronę ma nim pokręcić.

- Wszystko z tobą w porządku? - krzyknęła do Pete'a.

Powoli jakoś się podniósł. Był lekko zamroczony. Podszedł do niej na kołyszących 

nogach. Miał zgiętą prawą rękę. Przyciskał ją kurczowo do piersi. Pracując razem, on lewą 

ręką, ona prawą, udało im się znów naprowadzić statek na właściwy kurs.

W chwilę potem na pokładzie pojawił się Thor. Zorientował się od razu w sytuacji i 

odesłał Pete'a na dół.

- Oddaj mi ster - popatrzył na Sarę poważnie. - Obawiam się, że będę musiał cię 

poprosić, abyś została ze mną na pokładzie.

Wytarła sól zasychającą jej na rzęsach.

- Czy to był sygnał wzywający pomocy?

- Tak. Zajął się tym inny statek. My możemy dalej trzymać się kursu.

Sara skinęła głową i zajęła miejsce po jego lewej stronie. Gdy tylko lekko się obróciła, 

mogła zobaczyć ostro zarysowany profil jego twarzy. Stał przy sterze walcząc z groźnym 

żywiołem i całkowicie panował nad sytuacją. Dziwne uczucie zadowolenia ogarnęło Sarę. 

Uśmiechnęła się. Było to jakby nie na miejscu. Burza wciąż szalała wokół nich.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Burza,   która   wydawała   się   jednym   długim,   wściekłym   i   nie   mającym   końca 

wybuchem  żywiołu  nagle   ucichła,   tracąc  jakby  całą  swą moc.  Deszcz  ustał.  Szare  niebo 

poczęło   się   rozjaśniać,   ale   że   zbliżał   się   już   wieczór,   znów   pociemniało.   Nadeszła 

bezchmurna i gwiaździsta noc.

- Mamy to za sobą - z zadowoleniem rzekł Thor, spoglądając na niebo. - Zejdź na dół i 

każ   Mackowi   przysłać   tutaj   dwóch   ludzi   do   postawienia   żagli.   Kenowi   powiedz,   żeby 

wyłączył maszyny.

- Tak jest, kapitanie! - Sara poczęła odczepiać linę, którą była przepasana.

- Lepiej miej ją na sobie - poradził Thor. - Pokład jest wciąż śliski. Saro!

-   Słucham?   -   Oparła   rękę   o   maszt   i   odwróciła   się   do   niego   twarzą,   drugą   ręką 

usuwając sól zaschniętą na rzęsach.

- Spisywałaś się dzielnie - rzekł prawie szorstko. - Idź na dół i spróbuj wypocząć. Na 

pewno jesteś zmęczona.

- Ty również - odparła. - Od początku burzy nie zmrużyłeś oka.

Thor wzruszył lekko ramionami.

- Jestem do tego przyzwyczajony. Poproś Macka, żeby zobaczył, jak się ma Pete i daj 

mi znać, co się z nim dzieje.

- W porządku.

Sara z przyjemnością podążyła na dół. Burza podnieciła jej zmysły. Ale teraz, kiedy 

było   już   po   wszystkim,   czuła   się   wyczerpana.   W   pomieszczeniu   nawigacyjnym   spotkała 

Macka, który nasłuchiwał radia.

- Czy statek, który był w niebezpieczeństwie, został uratowany? - zapytała. Skinął 

głową.

- Załoga musiała go opuścić. Zostali wyłowieni przez jakiś drobnicowiec. Czy kapitan 

mnie potrzebuje?

- Tak. Chce, abyś wysłał dwóch ludzi do postawienia żagli i chce wiedzieć, jak się 

czuje Pete.

-   Pete   ma   uszkodzoną   rękę.   Nie   wiem,   czy   to   jest   złamanie.   Żeby   się   czegoś 

dowiedzieć, musimy poczekać, aż dopłyniemy do Rodos.

- Ależ to okropne! Powinniście mieć na statku doktora - wykrzyknęła Sara.

Mack roześmiał się.

- Nie starczyłoby lekarzy na każdy statek, który wypływa w morze.

background image

Wyłączył radio, a następnie udał się na poszukiwanie pomocnika do stawiania żagli. 

Sara zrzuciła z siebie mokrą pelerynę i poszła przekazać Kenowi polecenie kapitana.

W kuchni nie było już zupy, ale przynajmniej została jeszcze kawa w ekspresie. Sara 

nalała trochę do kubka i szybko wypiła. Od razu poczuła się lepiej. Następnie sprawdziła, co 

się dzieje z Tonym i Pete'em. Zastała ich obu śpiących. Pete spał z ręką na temblaku. Tony, 

rozmyślała, poczułby się teraz lepiej, wiedząc, że burza już ucichła. Pete zaś nie przestanie się 

niepokoić o swą rękę, dopóki jej nie prześwietli i nie upewni się, że nie jest złamana.

Usmażyła jajecznicę na szynce i zaniosła do kabiny Thora. Zapukała. Jego: “Proszę 

wejść!” było wypowiedziane głosem niecierpliwym, w którym dało się odczuć wyczerpanie. 

Siedział przy biurku i pisał coś w dzienniku okrętowym.

- Sądziłam, że możesz być głodny - powiedziała. - Nic nie jadłeś od obiadu.

Uniósł brwi na znak zdziwienia.

- Dziękuję, to bardzo ładnie z twojej strony.

Zrobił miejsce na biurku, a Sara pochyliła się, aby postawić tam kawę. Musiał dopiero 

co wziąć prysznic. Pachniał świeżo i ładnie. Jego jasne włosy błyszczały. Sara poczuła nagłe, 

dokuczliwe pragnienie, aby pogłaskać pasmo skręconych włosów, które opadały na czoło, 

musnąć palcami delikatne wargi...

Wyprostowała się gwałtownie, zaskoczona tym nagłym odkryciem. Trzymając przy 

sobie zaciśnięte dłonie, powiedziała:

- Tony i Pete śpią.

- Tak, wiem - odparł. - Byłem u nich. Ty też? Sara skinęła głową, przełknęła ślinę i 

matowym głosem wyrzekła:

- No cóż, dobranoc, kapitanie.

- Dobranoc, Saro, i jeszcze raz dziękuję.

Za co on mi dziękuje, za posiłek? - pomyślała, udając się do swojej kajuty. A może za 

to, że wytrwałam na pokładzie podczas burzy? Z pewnością jednak nie podziękowałby mi, 

gdyby wiedział o namiętności, która tak nagle mnie ogarnęła.

Rozmyślała   o   nim.   Pożądanie,   które   nagle   się   w   niej   obudziło,   przywiodło   ją   do 

mężczyzny,  który wcale nie był nią zainteresowany.  Z całej załogi najprzystojniejszy był 

chyba   dobrze   ułożony,   czarnowłosy   i   czarnooki   Pete.   Na   nią   podziałała   jednak   męska   i 

niepospolita   uroda   Thora.   Ale   może   to   nie   było   to.   Może   przyciągała   ją   ku  niemu   jego 

nieprzystępność? Może zaintrygowało ją jego niechętne nastawienie do kobiet? Fakt, że jej 

nie lubił i szorstkość w stosunku do niej stały się wyzwaniem dla jej kobiecości. Pochłonięta 

myślami o Thorze, zasnęła natychmiast.

background image

Następnego dnia niebo było bezchmurne, lazurowe. Morze wydawało się tak spokojne 

i ciche, jak gdyby burzy nigdy nie było.

Sara spała głęboko i zbudziła się dopiero wówczas, kiedy słońce prześwitując przez 

okienko  kajuty  padło  na  jej  twarz.  Jej   pierwszą  myślą   było   przygotowanie  śniadania   dla 

załogi, lecz kiedy się ubrała i udała do kuchni, spotkała już tam Macka, smażącego jajecznicę.

- Spóźniłam się. Przepraszam.

- Nic nie szkodzi - powiedział swobodnie. - Każdy z nas przyrządza dziś śniadanie dla 

siebie. Czy dobrze się czujesz?

- Tak, oczywiście.

-   Kapitan   był   zadowolony   z   twego   zachowania.   Kazał   ci   powiedzieć,   że   możesz 

chodzić na pokład, kiedy tylko zechcesz.

- Doprawdy? - Twarz Sary zarumieniła się. - Miło mi - odparła zdawkowo.

- Czy chcesz jajecznicy?

- Proszę. Ale czy starczy dla Tony'ego i Pete'a?

- Są jeszcze w swoich kajutach. Możesz zrobić im śniadanie później.

Dosłownie w tej samej chwili wynurzył się Tony. Żołądek przestał mu już dokuczać, 

gotowy do nadrobienia strat. Mack poszedł do Pete'a, żeby pomóc mu się ubrać i wkrótce on 

też był na śniadaniu.

- Co z twoją ręką? - spytała Sara.

- Jeszcze pożyję - odparł w swym australijskim dialekcie. - Nie bardzo mnie boli, 

sądzę, że nie jest złamana. Kapitan powiedział, żeby na wszelki wypadek założyć temblak i 

nie   wykonywać   żadnych  prac.   -  Uśmiechnął  się  od  ucha   do  ucha.  -  Tak   więc,  będę   się 

wylegiwał na pokładzie i patrzył jak wy, przyjaciele, wykonywać będziecie wszystkie prace.

Na te słowa posypało się kilka uszczypliwych uwag i kiedy już wszyscy śmiali się, do 

mesy   żwawym   krokiem   wkroczył   Thor.   Nie   było   po   nim   widać   śladu   wczorajszego 

zmęczenia.  Uśmiechnął  się widząc  Tony'ego  i Pete'a, Sara  pragnęła  go znowu zobaczyć, 

postanawiając jednocześnie nie okazywać swoich uczuć ani też ciekawości. Wytrzymała w 

tym stanie przez trzydzieści sekund - do czasu, kiedy się uśmiechnął. Wtedy jej serce zabiło 

mocno i musiała szybko się odwrócić, udając, że jest bardzo zajęta gotowaniem.

1   Tego   ranka   Sara   wykonała   drobne   prace   porządkowe,   a   potem   wypożyczyła 

maszynę  do szycia, aby zwęzić letnią sukienkę i uszyć dwuczęściowy kostium plażowy - 

biustonosz oraz krótkie spodenki z materiału, który otrzymała od Thora. Po obiedzie wyszła 

w nowym ubraniu na pokład. Załoga była w doskonałym nastroju. Wszyscy przebywali na 

pokładzie, usadowieni koło sternika. Ci, którzy mieli służbę, wykonywali drobne prace. Inni 

background image

wygrzewali się na słońcu zadowoleni, że przeszli przez burzę bez  większych strat i szkód. 

Mack zobaczył Sarę na schodach i pomachał jej ręką.

- Zróbcie miejsce dla Sary! - wykrzyknął. W zwinnych rękach trzymał postrzępioną 

linę, którą właśnie naprawiał.

Oczy   mężczyzn   zwróciły   się   ku   Sarze   i   niektórzy,   a   w   szczególności   Tony, 

przypatrywali   się   jej   przez   chwilę.   Wkrótce   jednak   przyzwyczaili   się   do   jej   obecności   i 

poczęli ją traktować jak członka załogi. Wszyscy wiedzieli o jej odwadze, jaką wykazała w 

czasie burzy, i to spowodowało, że stała się jakby członkiem załogi.

- Jak nazywają się poszczególne żagle? - zapytała naiwnie i natychmiast znalazło się 

pół tuzina ekspertów gotowych do udzielenia jej lekcji.

- Jedynym  sposobem nauczenia  Sary jest oprowadzenie jej po statku - powiedział 

Mack. Steve i Tony podchwycili tę myśl, organizując dla niej zwiedzanie statku i ucząc ją 

nazw   poszczególnych   żagli   i   masztów.   Pomimo   iż   z   entuzjazmem   i   najszczerszą   chęcią 

chciała przyswoić sobie tę porcję wiedzy, po chwili wszystko się jej poplątało. Nie wiedziała 

już, który z żagli to bramżagiel, który sztaksel, a który spinaker.

Po usłyszeniu tej ostatniej nazwy, zawołała:

- Chyba sobie ze mnie żartujecie!

- Dlaczego mielibyśmy z ciebie żartować - odpowiedział Steve urażonym tonem.

- Chyba stroicie sobie ze mnie żarty. Nie wierzę wam.

-  Tym razem on nie żartował. - Na dobiegający z tyłu głos Thora, Sara szybko się 

odwróciła.

- Ten żagiel rzeczywiście nazywa się spinaker.

- Te nazwy wydają mi się takie niedorzeczne - odparła.

- Są proste do zapamiętania. Musisz tylko do nich przywyknąć. Może pomogłoby ci 

rzucenie okiem na plan żagli. Mam go chyba u siebie w kajucie. Interesujesz się tym? - W 

jego głosie brzmiała autentyczna wątpliwość.

- Tak. Chciałabym go zobaczyć.

- Możesz poświęcić mi trochę czasu? - spytał.

- Słucham, kapitanie?

- Powiedz mi raz jeszcze, co przydarzyło ci się w Oranie.

Rzuciła   mu   krótkie   spojrzenie,   zastanawiając   się,   dlaczego   o   to   pyta,   i   dlaczego 

właśnie teraz. Doszli do dziobu i zatrzymali się. Krótko powtórzyła swoją historię, trzymając 

się głównych faktów. Patrzyła na morze, żeby uniknąć jego wzroku. - Kiedy skończyła, Thor 

powiedział   żywo:   -   Chcę,   żebyś   napisała,   kiedy   ukradziono   ci   torebkę   i   dała   mi   dane 

background image

dotyczące twojego konta bankowego oraz karty kredytowej. Czy zgłosiłaś kradzież na policji?

Sara zaprzeczyła.

- Nie było sensu. Arab, który się mną interesował, sprawuje w mieście wysoki urząd.

- Podaj mi jednak te dane, które pamiętasz.

- Zgoda. Ale dlaczego chcesz je teraz, a nie dopiero po dopłynięciu do Rodos?

- Przekażę je przez radio do właściwych władz, a kiedy dopłyniemy, przy odrobinie 

szczęścia, już będzie czekać na ciebie nowy paszport i nowa karta kredytowa. A nawet jeśli 

dokumenty nie zostaną jeszcze wystawione, przyśpieszy to całą procedurę.

W ten sposób pozbędzie się mnie jak najszybciej, pomyślała Sara ze smutkiem.

Lecz Thor mówił dalej.

- Wydaje  mi  się, że twoi rodzice nie wiedzą, że opuściłaś  Oran i nie zdają sobie 

sprawy, gdzie jesteś! Na pewno martwią się o ciebie. Jeśli dasz mi swój adres, przekażę im 

wiadomość przez radio.

Wychylając   się   lekko   za   burtę,   Sara   mogła   obserwować,   jak   statek   przecina 

połyskujące w słońcu grzebienie fal, zostawiając po sobie falujący, długi ślad.

- To bardzo miło z twojej strony, że chcesz mi pomóc, ale nie ma potrzeby wysyłania 

wiadomości. - odpowiedziała po namyśle.

- Nie masz rodziców?

. - O tak. Cóż... mam mamę. Sądzę jednak, że lepiej będzie, gdy się z nią skontaktuję 

dopiero po dopłynięciu do Rodos.

- Czy nie będzie się niepokoić brakiem wiadomości od ciebie?

Twarz Sary spochmurniała.

-   Martwi   się   tylko   wówczas,   gdy   myśli,   że   porzuciłam   taniec.   Pewnie   wolałaby, 

żebym tańczyła w Oranie, bez względu na okoliczności, niż była tutaj na morzu.

Niebieskie oczy Thora przypatrywały się badawczo jej napiętej twarzy. Nie odważył 

się już więcej pytać.

- W porządku - powiedział. - Ale jeśli zmienisz zdanie, daj mi znać. Nie ma problemu 

z nadaniem wiadomości.

Mówił tak, jakby chciał już zakończyć rozmowę. Jednakże Sara nie chciała, aby ta ich 

pierwsza swobodna rozmowa, została w ten sposób zakończona. Powiedziała więc szybko:

- Zapewne objechałeś cały świat.

Obawiała się, że Thor może łatwo zbyć to pytanie. On jednak odparł:

- Tak. Byłem w wielu miejscach.

- Na tym statku?

background image

- Na tym i na innych.

- Ale jesteś z Bristolu?

- Tak, z Bristolu. - Uśmiechnął się  lekko. - To port macierzysty naszego statku i 

dlatego nazywam go domem.

-   Myślałam,   że   może   pochodzisz   z   Danii   -   napomknęła   Sara,   usiłując   zachować 

pogodny ton głosu. - Ktoś powiedział mi, że jesteś w połowie Duńczykiem.

Thor położył ręce na poręczy nadburcia i wpatrzony w horyzont, powiedział:

- Tak. Moja matka była Dunką, ale ja nigdy tam na stałe nie mieszkałem.

- Była?

- Zmarła prawie dziesięć lat temu. - Wyprostował się. - Podaj mi teraz dane dotyczące 

twojego konta bankowego.

- Oczywiście. Znaczy się... tak jest, kapitanie! - Sara odwróciła się i poszła na dół.

Znalazłszy pióro i papier, usiadła przy stole w pustej mesie i zaczęła pisać, ale wkrótce 

jej dłoń zastygła w bezruchu. Sara wpatrywała się bezmyślnym wzrokiem w papier. Skoro 

matka  Thora  umarła  tak  dawno, rozmyślała,  listy,  które zobaczyła  w  jego kabinie,  z  ze-

szłoroczną datą, nie mogły być od niej. Może pochodziły od innego członka rodziny albo od 

dawnej sympatii? Sara poczuła nagle taki przypływ zazdrości, że aż sama się przestraszyła. 

Tak nie może być! Pochyliła się nad papierem.

Po   tej   historii   Sara   próbowała   unikać   Thora.   Niemożliwe   było   jednak   uniknięcie 

spotkania wieczorem, kiedy cała załoga zebrała się w mesie na kolacji. Wszyscy wiedzieli, że 

posiłek został przygotowany przez Sarę. Kenowi udała się jedynie naiwna mistyfikacja, kiedy 

po nałożeniu w kuchni potrawy na talerz podał ją następnie Thorowi.

Thor zobaczywszy, że nie jest przypalona, uniósł brwi, oblizał się ze smakiem i rzekł 

do Kena oschle:

- Coraz lepiej ci idzie.

- To tylko kwestia praktyki - odpowiedział Ken wesoło.

Thor zmierzył go ironicznym wzrokiem.

- Sądzę, że również właściwej nauki.

- Nie krytykuj, kapitanie - wtrącił się Mack. - Cieszmy się, że jest co jeść.

Sara przyszła w końcu do mesy, żeby im towarzyszyć. Przy stole było dużo wolnego 

miejsca. Thor ruchem ręki zaprosił ją jednak, aby usiadła przy nim. Wolno, unosząc swój 

talerz,  wcisnęła się  na ławkę obok niego.  Thor wyciągnął  z  kieszeni  plan ożaglowania  i 

pokazał go jej zgodnie z obietnicą.

- Popatrz - rzekł. - To doprawdy bardzo proste. Musisz pamiętać, który maszt jest 

background image

który i do nazwy masztu dodać nazwę odpowiednich żagli. Tak więc masz fokbramżagiel, 

grotbramżagiel, bezanbramżagiel i tak dalej.

- Ale ten? - zaoponowała Sara. - Nazywa się apsel.

-   A   tak  -   przyznał   Thor,   uśmiechając   się.   -   Znalazłaś   wyjątek   od   tej   reguły. 

Technicznie powinien się nazywać bezansztaksel, ale zawsze nazywamy go apsel. - Rozejrzał 

się dookoła. - Czy wszyscy wiedzą dlaczego?

Każdy twierdząco skinął głową i dyskusja na temat terminologii spotykanej na morzu 

potoczyła się dalej. Nie wiedząc nic na ten temat, Sara nie mogła uczestniczyć w rozmowach. 

Atmosfera   spotkania   spodobała   się   jej   jednak.   Poczuła,   że   została   zaakceptowana. 

Jednocześnie, starała się nie reagować na bliskość Thora, siedzącego tuż obok niej. Próbowała 

wstrzymać drżenie dłoni, kiedy przypadkowo, sięgając w tej samej chwili co on po kawałek 

chleba, dotknęła jego ręki.

- Przepraszam - powiedział Thor i popatrzył na nią, ale szybko odwróciła wzrok.

Myśląc o tym, co mogłaby powiedzieć, rozejrzała się rozpaczliwie dookoła. W końcu 

rzekła:

-   Wasze   brody   są   coraz   dłuższe.   Ciekawa   jestem,   jak   będziecie   wyglądać,   kiedy 

ogolicie się pod koniec podróży.

- Dlaczego uważasz, że je zgolimy zapytał Pete. - Ja swoją zachowam. - I pogładził 

rzeczywiście   atrakcyjnie   wyglądającą   brodę.   -   Dziewczyny   szaleją   za   brodatymi 

mężczyznami dodał.

- Nie sądzę, żeby moja matka  pozwoliła mi zachować moją - zauważył  Tony,  co 

natychmiast wywołało żartobliwe uwagi. Nazwano go mamisynkiem.

- Ogolę się natychmiast po zakończeniu filmu - powiedział Ken. - Moja dziewczyna 

twierdzi, że broda postarza. - Zwrócił się do Sary. - A ty co o tym sądzisz?

- Co mogę powiedzieć?. Nie widziałam ciebie bez brody - zaprotestowała.

- Nie o to chodzi. Miałem na myśli mężczyzn w ogóle.

Popatrzyła   dookoła   stołu,   wiodąc   wzrokiem   od   twarzy   do   twarzy.   Wszyscy   w 

skupieniu oczekiwali jej werdyktu. W końcu spojrzała na Thora, w którego oczach znać było 

wyraźne rozbawienie. Zatrzymała wzrok na nim dłużej, niż powinna. W końcu zamrugała 

oczami i powiedziała wymijająco:

- Wydaje mi się, że to zależy od tego, co kryje się pod brodą.

Rozległ się gromki wybuch śmiechu, po czym wypowiedziano kilka uwag na temat jej 

taktownego zachowania. Sara śmiała się, ale wkrótce, gdy rozmowa przeszła na inne tory, 

znów stała się cicha, prawie nie słysząc, co się wokół niej dzieje. Myśli miała zwrócone ku 

background image

mężczyźnie, który siedział tak blisko niej.

Thor opuścił mesę po kolacji i nie wrócił. Sara grała w karty z marynarzami, którzy 

byli na służbie. Wkrótce jednak ogarnęło ją zmęczenie i postanowiła udać się na spoczynek.

Większość załogi chodziła w podkoszulkach i krótkich spodenkach. Oficerowie zaś 

nosili białe mundury.

Ubrani byli tak zawsze, z wyjątkiem dni, w których Tony zajmował się praniem. Miał 

wyjątkowy   talent   do   prania   ich   śnieżnobiałych   ubrań   razem   z   czymś,   co,   jak   na   złość, 

farbowało. Prasował je później w ten sposób, że wszędzie pojawiały się załamki. Tym razem, 

chcąc uniknąć kłopotów, z przerażoną miną przyszedł w tej sprawie do Sary.

- Popatrz na te ubrania. Nie mogę oddać ich w tym stanie kapitanowi i Mackowi.

- Powinieneś prać je oddzielnie.

- Ktoś pozostawił w pralce farbujący granatowy ręcznik - spojrzał na Sarę błagalnie. - 

Saro, mogłabyś mi pomóc? Kapitan będzie potrzebował munduru na jutrzejsze nabożeństwo.

- Cóż, będziesz musiał prać je tak długo, aż odzyskają kolor, no i nie obejdzie się bez 

wybielacza. Uważaj jednak, żeby do końca ich nie zniszczyć.

- Nie dam sobie z tym rady. Pomóż mi. Czy pamiętasz, jak pomogłem ci dostać się na 

statek?

Sara obrzuciła go chłodnym wzrokiem.

- Rzeczywiście, pomogłeś mi. Zgoda więc, ale niech to będzie ostateczne wyrównanie 

naszych rachunków. Nie próbuj mnie już w ten sposób szantażować, dobrze?

Twarz Tony'ego rozpogodziła się natychmiast.

- Dziękuję, Saro. Jesteś wspaniała - powiedział. Po czym pocałował ją w policzek i 

wręczył jej rzeczy do prania.

-   Ach   ci   mężczyźni!   -   powiedziała   do   siebie   cicho   Sara,   widząc,   jak   śpiesznie 

odchodzi.

Doprowadzenie mundurów do stanu pierwotnego zabrało jej dobrych kilka godzin. 

Było już po północy, gdy wysuszone i uprasowane wisiały na wieszakach. Należało je jeszcze 

odnieść   do   kajut.   Mack   był   na   pokładzie,   pełnił   wachtę.   Nie   było   więc   kłopotu   z   zo-

stawieniem   ubrania   w   jego   kajucie,   którą  dzielił   z   Arne'em.   Kajuta   Thora   była   jednak 

zamknięta, co oznaczało, że był w środku. Sara stała przed drzwiami, zastanawiając się, co 

ma zrobić. Pod progiem nie prześwitywało światło, kapitan więc prawdopodobnie spał. Nie 

chciała w żadnym wypadku go obudzić. Przy sprzątaniu poznała rozkład kajuty i pamiętała, 

że po drugiej stronie drzwi jest hak. Jeżeli uchyliłaby drzwi, mogłaby wsunąć do środka rękę i 

zawiesić ubrania na haku. Tak myśląc, wolno przekręciła klamką i powoli otworzyła drzwi.

background image

W kabinie panował półmrok. Zasłony były uchylone i prześwitujące przez okienko 

światło księżyca padało na śpiącą postać. Wstrzymując oddech, Sara wyciągnęła rękę, aby 

sięgnąć do haka, ale znajdował się wyżej, niż sądziła. Sięgnęła ręką dalej, otwarła drzwi 

szerzej i zrobiła krok do przodu. Zabłysło światło. Thor poderwał się błyskawicznie i usiadł 

na łóżku.

- Co, u licha, tutaj robisz? - wykrzyknął.

- Przepraszam. Nie chciałam cię zbudzić. - Sara zawróciła do drzwi. W obu rękach 

trzymała kurczowo wieszak z ubraniem. Policzki poczerwieniały jej na widok jego nagiego 

ciała.

- Czekaj! Wejdź i zamknij drzwi! - Thor zdał sobie sprawę ze swojej nagości. - A 

teraz   odwróć   się!   -   rozkazał.   Sara   zrobiła,   co   kazał.   Słychać   było,   jak   się   ubiera.   -   W 

porządku. Możesz się odwrócić.

- A więc, co tu robisz, wślizgując się po ciemku? - zapytał surowym tonem.

Drżącą ręką Sara wyciągnęła przed siebie wieszak.

- Przy... noszę uprany mundur.

- Dlaczego ty? Dałem polecenie Tony'emu. - Tak. Cóż... on jest teraz zajęty, no to ja 

przyniosłam.

- O tej porze!?

- Wiedziałam, że będzie potrzebny rano, więc ... Thor wpatrywał się w jej twarz.

- Tony bał się pewnie, że otrzyma naganę, gdyby mundur nie był gotów na czas. Czy 

to z tego powodu przysłał ciebie tutaj?

- Nie, nie. On nic nie wie. Ja ... - Sara przerwała, zdając sobie sprawę z pułapki, w jaką 

wpada. - To znaczy... poprosił mnie, żebym przyniosła mundur wcześniej, ale zapomniałam.

Kapitan spojrzał na nią przenikliwie.

- A może on sam zapomniał przynieść, a ty zrobiłaś to za niego, próbując mu pomóc? 

- Wybuchnął urywanym śmiechem. - Z pewnością darzysz Tony'ego sympatią. W porządku 

więc.  Zostaw  mundur  i  nie próbuj  się tutaj  więcej  wślizgiwać  po nocy.  Życie  na  morzu 

przyzwyczaiło mnie do bardzo lekkiego snu. Słyszę nawet najmniejszy hałas. Idź już.

- Przepraszam. Dobranoc! - Sara wypadła z kabiny Thora i pobiegła do swojej kajuty, 

chcąc udać się na spoczynek. Podenerwowana tym, co się jej wydarzyło, długo nie mogła 

usnąć.

Następnego   dnia   była   niedziela   i   Thor   odprawiał   nabożeństwo   na   pokładzie   dla 

wszystkich   chętnych;   Było   to   nabożeństwo   uniwersalne,   nie   podporządkowane   żadnemu 

określonemu   wyznaniu,   toteż   większość   załogi   brała   w   nim   udział.   Stanowiło   ono   nie-

background image

wątpliwie   urozmaicenie   monotonii   podróży.   Tuż   przed   nabożeństwem   rozeszła   się 

wiadomość,   że   Tony   przefarbował   biały   mundur   kapitana   na   niebiesko.   Jakież   było 

zdziwienie   wszystkich,   kiedy   Thor   wyszedł   na   pokład   w   śnieżnobiałym,   pięknie 

wyprasowanym   mundurze.   Rozległo   się   parę   gwizdów   wyrażających   podziw   i   pomruk 

niezadowolenia.

Thor uniósł brwi. Jego oczy obiegły zebranych, spoczęły na Sarze i zatrzymały się na 

Tony'm, który stał obok niej ze spuszczoną głową. Na ustach kapitana pojawił się ironiczny 

uśmiech. Nie powiedział jednak nic i rozpoczął nabożeństwo.

Odgadł, pomyślała Sara. Raz tylko spojrzał na nas i już wiedział. Była zaniepokojona 

myślą, że on tak łatwo potrafi czytać  z twarzy.  Niepokoiło ją to szczególnie z uwagi na 

uczucia, które w stosunku do niego żywiła i które pragnęła zachować w tajemnicy. Ze złością 

myślała   o   tym,  jak   pozbyć   się   tych   uczuć.   Gdyby   tak   rozpoczęła   flirt   z   kimś   innym,   z 

pewnością   zapomniałaby   o   Thorze   po   jakimś   czasie.   Kiedy   jednak   dokonała   w   myślach 

przeglądu obecnych mężczyzn, doszła do wniosku, że nie ma ochoty na nawet najbardziej 

niewinny flirt z którymkolwiek z nich.

Po zakończonej modlitwie wszyscy unieśli głowy, aby zaśpiewać hymn “Dla tych, 

którzy zginęli na morzu”. Większość znała hymn na pamięć, lecz Sara śpiewała go z kartki, 

którą   podsunął   jej   Mack.   Niektórzy   śpiewali   naprawdę   dobrze.   Inni   zaś   wydzierali   się, 

kojarząc widocznie dobry śpiew z podnoszeniem głosu. Głos Sary utonął w ogólnym zgiełku.

Ktoś potrącił ją z tyłu łokciem. Był to Tony, który w takt melodii hymnu powiedział:

- Jak sądzisz, co się stanie w związku z mundurem?

Zamiast udzielić odpowiedzi, Sara wzruszyła ramionami, wyrażając zniecierpliwienie. 

Popatrzyła do góry na Thora. Był tak wysoki, że nie potrzebował podium, aby go dobrze 

widziano. Stał naprzeciwko zgromadzonych. Z uwagi na nabożeństwo, nie miał na głowie 

czapki. Jasne włosy rozwiewał mu wiatr. Był pięknie opalony. Oczy miał tak niebieskie jak 

błękit morza. Wielki ból przeszył nagle serce Sary, gdy tak wpatrywała się w Thora. Ręce jej 

zadrżały i głos zamarł. Ich oczy spotkały się na moment, który wydawał się wiecznością, po 

czym   Sara   spuściła   wzrok   na   kartkę   z   hymnem.   Nie   mogła   już   dalej   śpiewać   ani 

skoncentrować   uwagi.   Doznała   nagłego   olśnienia.   To   nie   było   przelotne   zauroczenie   ani 

pożądanie. To była miłość - wielka miłość, 

Q

 której dotąd jedynie czytała i o której marzyła, a 

teraz to się stało. Nawet jeśli podróż dobiegnie końca i nie spotka Thora więcej, jej życie nie 

będzie   już   takie   samo.   Nigdy   nie   zapomni   o   człowieku,   w   którym   tak   bez   reszty   się 

zakochała.

Nie   zauważyła,   że   nabożeństwo   się   zakończyło.   Thor   rzekł   “Amen”,  

a

  następnie 

background image

powiedział:

- Tony, Sara, przyjdźcie do mojej kabiny.

Stała nieruchomo, trzymając w ręku kartkę. Podszedł do niej Mack.

-   Nie   martw   się,   dziewczyno   -   powiedział   wpatrując   się   w   jej   bladą   twarz.   - 

Porozmawiam z kapitanem.

Sara nie mogła wydobyć z siebie słowa.

- Nie musisz iść, Saro. Powiem kapitanowi, że to była moja wina. - Zaproponował 

Tony.

- Lepiej pójdźcie razem, skoro Thor wydał taki rozkaz - rzekł Mack. Spojrzał na Sarę 

z  niezadowoloną  miną  i następnie  poprowadził  ich  schodami  na  dół do kabiny kapitana. 

Drzwi były otwarte. Mack krótko zastukał i wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi.

- Czy dobrze się czujesz? - zapytał Tony. - Nie wyglądasz najlepiej.

- Wszystko w porządku - odparła bezwiednie Sara. Stała oparta o ścianę, marząc o 

tym, by znaleźć się gdziekolwiek, byle tylko uniknąć spotkania twarzą w twarz z Thorem. 

Chciała być sama, aby w samotności przeżywać to wielkie szczęście, a zarazem niepokój, 

który napełniał jej duszę.

Miała wciąż bladą twarz, kiedy Mack wyszedł z kabiny i Thor ich zawołał. Kapitan 

patrzył przenikliwie. Zanim jednak cokolwiek powiedział, rozległ się głos Tony'ego:

- To wszystko moja wina.

Thor spojrzał na niego ironicznie.

- Tak myślałem. Powiedz więc, co się siało?

-   Ktoś   zostawił   niebieski   ręcznik   w   pralce.   Dlatego   mundury   się   zafarbowały. 

Poprosiłem Sarę, żeby pomogła mi je odbarwić.

- Rozumiem - rzekł Thor. - Ktoś zrobił to naumyślnie. Myślał, że będzie to zapewne 

dobry dowcip zostawić w pralce ręcznik, który farbuje.

- Tak?! - Tony wydawał się zarówno zdziwiony, jak i rozgniewany. Słowa kapitana 

przyniosły mu jednak ulgę.

Kapitan rzucił mu zimne spojrzenie.

- Przekaż załodze, że jeżeli chcą płatać figle, to niech tego nie robią kosztem innych. 

Naprawa twojego błędu musiała Sarę kosztować wiele pracy. Odejść!

- Tak jest, kapitanie!

Zmierzali do wyjścia, kiedy Thor powiedział:

- Saro, poczekaj.

Zwróciła się ku niemu powoli, z ociąganiem. Obrzuciła go szybkim spojrzeniem, a 

background image

potem spuściła wzrok.

- Tak, kapitanie? Twarz Thora spoważniała.

- Wyglądasz na zmęczoną. Powinnaś była wcześniej pójść spać. Nie pozwól Tony'emu 

już więcej się w ten sposób wykorzystywać.

- To nie z tego powodu jestem zmęczona. Nie spałam dobrze.

Thor spochmurniał.

- Mam nadzieję, że nie wprawiłem cię wczoraj w zakłopotanie?

- O, nie! - Policzki Sary oblały się rumieńcem.

-   Chyba   nie   obawiałaś   się   kary   z   mojej   strony   za   pomoc   Tony'emu.   Staram   się 

postępować uczciwie. Nie karzę nikogo, kto na to nie zasługuje.

- Naprawdę? - Sara uniosła głowę i spojrzała mu prosto w oczy.

-   Masz   na   myśli   to,   że   nie   uwierzyłem   w   twoją   historię,   kiedy   po   raz   pierwszy 

przyszłaś   ze   mną   porozmawiać?   -   Wzruszył   ramionami.   -   Tak.   Przyznaję,   że   źle   z   tobą 

postąpiłem. Ale jeśli postawisz się w mojej sytuacji, musisz przyznać, że...

- W porządku - przerwała Sara gwałtownie. - Czy mogę już odejść?

-   Co   się   z   tobą   dzieje?   Gzy   mogę   ci   w   czymś   pomóc?   Wolałaby   raczej   zostać 

skarcona. Łatwiej było znieść jego gniew niż łagodność.

-   Nie   -   odparła   zdecydowanie.   Roześmiała   się   krótkim,   ironicznym   śmiechem,   w 

którym pobrzmiewał ból. - W niczym nie możesz mi pomóc. Czy mogę już odejść?

Skinął głową i poważnym głosem powiedział:

- Pamiętaj. Jestem zawsze tutaj. Przyjdź, jeżeli zmienisz zdanie. To, co mi powiesz, 

zostanie między nami.

Spojrzała mu prosto w oczy. Ciekawe, co by powiedział, gdybym wyznała mu prawdę, 

pomyślała. Co by było, gdybym powiedziała mu, że jest dla mnie jedynym mężczyzną na 

świecie   i   że   tylko   jego   będę   kochała.   Czy   śmiałby   się   ze   mnie   wówczas?   Czy   byłby 

rozgniewany albo też zakłopotany?

Sara udała się do swojej kajuty - do jedynego miejsca na statku, gdzie mogła być 

absolutnie sama. Siadła na łóżku. Podciągnęła kolana pod brodę i ukryła twarz w dłoniach. 

Próbowała   zachować   spokój.   Jeszcze   raz   analizowała   wydarzenia.   Romans   z   kimś   o   tak 

tajemniczej osobowości jak Thor mógłby być interesujący. Sara usiłowała wyobrazić sobie, 

jakich to kobiecych  sztuczek  użyłaby,  aby wzbudzić jego zainteresowanie.  Gdyby  się jej 

udało, zabawa byłaby przednia; gdyby nie, nie byłoby wielkiej straty. Teraz jednak wszystko 

wyglądało inaczej. To już nie była zabawa ani przygoda miłosna, lecz coś naprawdę ważnego. 

Nie mogłaby znieść odtrącenia. Może więc nie próbować? Lecz nie próbować i pozwolić na 

background image

to, aby jej życiowa szansa na prawdziwe szczęście przeszła obok niej, tego jeszcze bardziej 

nie mogłaby znieść.

Targana   wewnętrznymi   sprzecznościami   i   nieco   oszołomiona,   Sara   rozpoczęła 

przygotowania do uroczystego, niedzielnego posiłku.

Założyła tego dnia letni kostium, który otrzymała od Thora. Była pięknie opalona. 

Miała naturalnie ciemne brwi, które nie wymagały malowania. Doskonale kontrastowały z 

jasnym kolorem jej włosów.

Thor zasiadł na czołowym miejscu przy długim stole. Po obu stronach zajęła miejsce 

załoga. Tony pomógł Sarze wnieść przystawki, ona sama wniosła do mesy pieczeń na dużym 

półmisku i postawiła ją przed Thorem do pokrojenia. Nie patrzyła na niego. Wiedziała, że 

spogląda   na   jej   strój.   Czyżby   myślał   o   dziewczynie,   do   której   poprzednio   należał?   Sara 

próbowała odsunąć nękające ją myśli. Zajęła miejsce  daleko na drugim końcu stołu, obok 

Pete'a, chcąc mu pomóc przy jedzeniu.

Thor odmówił modlitwę, a następnie umiejętnie pokroił i podzielił pieczeń. Wkrótce 

wszyscy  zajęli  się jedzeniem.  Sara pomagała  Pete'owi  pokroić mięso  na drobne kawałki. 

Poczuła jednak, że sama nie ma apetytu ani chęci włączenia się w rozmowę.

- Nie jesteś głodna? - spytał Thor.

Popatrzyła   na   niego   i   próbowała   się   uśmiechnąć.   Utrzymując   beztroski   ton   głosu 

powiedziała:

- Cóż, przygotowanie posiłku dla wszystkich może zniechęcić do jedzenia.

- Zazwyczaj nie jesteś zniechęcona - zauważył Pete, ze śmiechem. - Powiedziałbym, 

że masz zawsze bardzo dobry apetyt.

- Ty również, szczególnie wtedy, gdy Sara przygotowuje jedzenie - odezwał się Mack. 

- Jesz jak wieprz.

Sara była zadowolona, że ich rubaszna, a zarazem pogodna konwersacja pozwala jej 

zachować milczenie. Kiedy skończyli pierwsze danie, posprzątała talerze i postawiła na stole 

wielką misę z ciepłym budyniem oraz dzban z bitą śmietaną. Następnie wyszła do kuchni, aby 

włożyć naczynia do zmywarki. Mack zawołał ją do stołu.

-   Dziękuję,   jestem   na   diecie   -   odkrzyknęła.   Wymknęła   się   ukradkiem   z   kuchni   i 

wyszła na pokład. Przy sterze stał Arne. Steve stał obok masztu na wachcie. Słońce już zaszło 

i o minionym dniu świadczyła jedynie złota poświata na zachodzie. Ten dzień zapamiętam na 

całe życie, pomyślała. Oparła się o poręcz nadburcia przy dziobie. Stała tak oparta przez 

chwilę, pogrążona w myślach. Znowu zaczęły nią targać sprzeczne uczucia. Przez moment 

wydawała się pełna nadziei, aby za chwilę ulec rozpaczy tak wielkiej, że łzy napłynęły jej do 

background image

oczu.

Usłyszała za sobą kroki. Zanim zdążyła otrzeć załzawione oczy, stanął przy niej Thor, 

który delikatnie wymówił jej imię..

- Tak? - Musiała się odwrócić. Wpatrywał się w jej twarz.

- Załoga dziękuje ci za posiłek. Była to najlepsza kolacja, jaką dotąd mieliśmy na tym 

statku.

- Miło mi to słyszeć. Cieszę się, że smakowała.

- Czy czujesz się dobrze, Saro?

Skinęła potwierdzająco głową i usiłowała przybrać pogodny wyraz twarzy.

- Tak, oczywiście.

Thor uczynił gest wyrażający zrozumienie, ale wyraźnie nie był przekonany.

- Wspaniale przerobiłaś kostium - powiedział.

- Dobrze w nim wyglądasz.

Miał to być niewinny komplement, ale Sara odczuła to jako przykrość. Uniosła głowę 

i zapytała:

- Do kogo należał wcześniej? Twarz Thora wyrażała zdziwienie.

- Do dziewczyny, która kiedyś z nami podróżowała - odpowiedział.

- Jako pasażer czy jako członek załogi?

- Oczywiście, że jako pasażer - roześmiał się.

- Czy to była dziewczyna kogoś z załogi, czy może twoja?

Thor spojrzał na nią tak zimnym wzrokiem, że poczuła, jak ciarki przebiegają jej po 

plecach.

- Dlaczego tak bardzo się tym interesujesz? Skrzyżowała ręce na piersiach i skuliła się. 

Podnosząc głos, powiedziała:

- Tak sobie. Chciałam tylko wiedzieć, czyj to był strój, to wszystko. Przepraszam. - 

Zerwała się, przebiegła pokład i schodami zbiegła w dół.

Thor zaczął ją gonić, przeskakując po parę stopni. Kiedy znalazła się na korytarzu pod 

pokładem, był już tylko kilka kroków za nią. Korytarz był pusty. Załoga wciąż siedziała w 

mesie.

- Saro, poczekaj - powiedział.

Zatrzymała się i stanęła odwrócona do niego tyłem, ale on położył jej rękę na ramieniu 

i   wolno   obrócił   twarzą   ku   sobie.   Drżała   na   całym   ciele,   serce   waliło   jej   mocno.   Thor 

nachmurzył się.

- Przepraszam, jeśli sprawiłem ci przykrość. Nie chciałem.

background image

Nie odpowiedziała. Stała patrząc na niego, miotana sprzecznymi uczuciami.

- Saro, czy ty się mnie boisz? - spytał nagle. Przez dłuższą chwilę nie odpowiadała. 

Wpatrywała się w jego twarz błyszczącymi od łez oczami, a następnie rzekła:

- Tak, boję się ciebie.

- Nie potrzebujesz się mnie bać. - Aby ją uspokoić położył dłonie na jej ramionach. - 

Kapitan musi być wymagający, ale nie chciałem cię przestraszyć. Naprawdę nie chciałem.

Czuła ucisk jego dłoni na swoich ramionach. Pod wpływem tego dotyku poczuła nagły 

przypływ pożądania.

- Czy tak? - szepnęła rozchylając zmysłowo usta.

- Tak, ja. . - Thor przerwał nagle, widząc pożądanie w jej oczach. Jeszcze mocniej 

ścisnął ją za ramiona, ale była obojętna na ból. Pragnęła jego ust i z utęsknieniem czekała na 

pocałunek. Przybliżyła się ku niemu, uniosła ręce i położyła mu je na piersiach. Wciągnął 

głęboko powietrze i już jego rozpalone usta całowały jej usta, dając upust nieskrępowanej 

namiętności.   Sara  wydała   z   siebie   pomruk   wyrażający   rozkosz,   której   nagle   doznała.   Jej 

radość   sięgnęła   zenitu,   kiedy   obejmując   go   rękami   za   szyję,   przylgnęła   do   niego   całym 

ciałem. Nagle gwałtownym ruchem odepchnął ją od siebie.

- Ty lisico!  - wykrzyknął.  Wpatrywał  się w nią, dysząc  ciężko. Zacisnął  pięści. - 

Miałem rację co do ciebie - wykrzyknął dzikim głosem. Zmieniony na twarzy oddalił się 

pospiesznie, zostawiając oszołomioną Sarę samą w jej nagle zdruzgotanym świecie.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Najłatwiej byłoby spędzić cały dzień w kajucie, udając chorobę. Sara była jednak zbyt 

dumna, aby tak zrobić. Wstała o zwykłej porze i zabrała się do przygotowywania śniadania 

dla   załogi.   Na   jej   twarzy   malował   się   pogodny   nastrój.   Z   tego   powodu   nikt   nawet   nie 

zauważył, że ma podkrążone oczy i nieco rozdrażniony głos.

Tego dnia nie odważyła się jednak zanieść śniadania Thorowi. Poprosiła o to Kena. 

Czym   innym   było   bowiem   udawanie   przed   załogą,   że   nic   się   nie   stało,   a   czym   innym 

spotkanie twarzą w twarz z Thorem. Byłoby to ponad jej siły.

Płynęli często uczęszczanym szlakiem. Thor towarzyszył sternikowi na pokładzie lub 

też dokonywał obserwacji radaru w pomieszczeniu nawigacyjnym. Dzięki temu natknęła się 

na niego dopiero po południu. Wyszła na pokład, aby wyrzucić za burtę odpadki z kuchni. W 

momencie, kiedy opróżniała wiadro, statek zakołysał się na skutek zmiany kursu i zamiast za 

burtę resztki jabłek i pomidorów wysypały się na pokład. Sara schyliła się, aby je podnieść. 

Dostrzegła wówczas Thora, który stał obok niej.

- Nie nauczyłaś się jeszcze rozpoznawać, z której strony wieje wiatr? - powiedział 

ostrym głosem. - Usuń te śmieci i wysprzątaj pokład.

Sara spojrzała na niego i natychmiast zaczęła wykonywać polecenie. Starała się nie 

przywiązywać   wagi   do   złośliwej   pogardy,   jaką   zobaczyła   w   jego   oczach.   Kiedy   już 

posprzątała i zeszła na dół, podszedł do niej Steve.

- Kapitan twierdzi, że nie wyczyściłaś dobrze pokładu. Musisz zrobić to jeszcze raz. - 

Spojrzał na nią wymownie. - Co do mnie, wydaje mi się w porządku.

-   Musiałam   czegoś   nie   zauważyć   -   powiedziała   Sara.   Następnie   wzięła   szczotkę, 

uklękła i powtórzyła całą pracę.

Gdy   skończyła,   podszedł   do   niej   Thor.   Uważnie   spojrzał   na   pokład.   Nie   mogąc 

znaleźć niczego więcej, z niechęcią w głosie powiedział.

- W porządku. Wystarczy.

Tego wieczoru, przy kolacji, Thor znalazł sobie kolejny powód do narzekań. Placek z 

mięsem, który przygotowała Sara, przypominał raczej jedną z potraw Kena. Zapomniała także 

na czas włożyć chleb do piekarnika. Nie był więc wystarczająco spieczony. Thor wytknął jej 

te przewinienia ze złością. Sara wysłuchała go w milczeniu. Siedziała przy stole z pochyloną 

głową, wpatrzona w swój talerz.

Po   kolacji   Thor   udał   się   do   kuchni.   Rozejrzał   się   dookoła   i   polecił   Sarze   zrobić 

porządek.

background image

- Tu jest obrzydliwie - wykrzyknął. - Dziwię się, że nie dostaliśmy jeszcze bólów 

żołądka. Nie zakończysz służby, zanim nie zniknie stąd ten brud.

Siedzący w mesie członkowie załogi słyszeli, co powiedział Thor. Słyszeli także jego 

uwagi podczas posiłku. Kiedy Thor udał się do swej kabiny, do kuchni weszli Tony i Pete.

- Co się dzieje z szefem? - zapytał Pete. - Zachowuje się jak niedźwiedź z bolącą 

głową.

Sara wzruszyła ramionami.

- Przypaliłam placek.

- Ken przypalał każdy posiłek, a kapitan nigdy nie zwrócił mu uwagi w ten sposób. 

Czym go tak ubodłaś?

-  Skąd   mogę   wiedzieć   -   powiedziała   Sara   z   irytacją.   -   Pozwólcie,   że   zajmę   się 

sprzątaniem, bo jak tego nie zrobię, to znowu się do mnie przyczepi.

- Pomogę ci - zaofiarował się Tony.

Sara z trudem zdobyła się na uśmiech.

- Dziękuję, ale to nie jest praca dla dwóch osób. Nie martw się, dam sobie radę.

Zabrała   się   do   pracy.   Skrobała   i   czyściła   kuchnię,   aż   rozbolały   ją   ręce.   Kiedy 

skończyła   -   pomieszczenie   lśniło   czystością.   Spojrzała   dokoła   z   dumą   i   udała   się   na 

spoczynek. Praca miała jedną zaletę. Dzięki niej natychmiast zasnęła.

Zbudziło ją walenie do drzwi. W półśnie wstała z łóżka. Jej włosy były w nieładzie. 

Jedwabny szlafrok, jaki miała na sobie, przylepiony był do spoconego ciała. Otworzyła drzwi 

i zapytała:

- Co się dzieje? Toniemy?

- Nie!

Thor spojrzał na nią ponuro.

- Kto ci pozwolił pójść do łóżka przed zakończeniem pracy? - powiedział ze złością.

- Wyczyściłam przecież kuchnię - zaprotestowała.

- Może według ciebie jest czysta, ale dla mnie nie. Ubieraj się. Oczekuję cię za pięć 

minut.

Im dłużej patrzyła na niego, na jego twarde rysy twarzy, tym bardziej wzbierał w niej 

gniew.   Ogarnęło   ją   znów   uczucie   wyczerpania,   a   także   współczucia   nad   swoją   niedolą. 

Podporządkowując się mu powiedziała:

- W porządku.

- Co powiedziałaś? - wykrzyknął.

- Powiedziałam, w porządku.

background image

Zatrzymała się w pół słowa. Nie patrząc mu w oczy, dodała:

- Znaczy, tak jest, kapitanie!

- Teraz lepiej - odparł.

Wyciągnął patelnie z szafki i szuflady z piekarnika. Odsunął też piecyk mikrofalowy, 

aby odszukać miejsca, o których zapomniała.

-   Powiedziałem,   że   ma   tu   nie   być   śladu   brudu.   Do   roboty!   Przyjdę   jeszcze,   aby 

sprawdzić.

Wachta zmieniła się o północy. Marynarze, którzy przed zmianą przyszli do kuchni, 

aby napić się kawy, zastali ją skrobiącą brud za piekarnikiem. Steve natychmiast podszedł do 

niej i chciał wziąć szczotkę, którą trzymała.

- Pozwól mi to zrobić - powiedział.

- Zostaw. To praca dla dziewczyny - powiedział Thor, który nagle wynurzył się zza 

jego pleców.

- Sara ledwo się trzyma na nogach, kapitanie.

- Jeżeli kiedykolwiek zostaniesz kapitanem marynarki, w co bardzo wątpię, będziesz 

mógł  wydawać  rozkazy.  Ale teraz to ja tu rozkazuję. Weźcie  kawę i opuśćcie  kuchnię - 

ofuknął go Thor cierpko.

- Co za diabeł wstąpił w kapitana? - powiedział Steve, kiedy Thor już się oddalił. Nikt 

jednak nie odpowiedział. Sara zaś odwróciła wzrok i wzięła się do dalszej pracy.

-   Dziękuję   ci   za   dobre   intencje   -   powiedziała.   Kiedy   Thor   zjawił   się   w   kuchni 

ponownie,   udało   mu   się   znaleźć   nieco   kurzu   koło   sufitu.   Patrząc   Sarze   prosto   w   oczy, 

rozkazał  jej to wyczyścić.  Nie chcąc niczym  go sprowokować, wspięła się bez słowa na 

skrzynkę, aby wykonać jego polecenie. Oczy zamykały się jej ze zmęczenia. W pewnej chwili 

statek   podskoczył   niespodziewanie   na   jakiejś   wysokiej   fali   i   Sara   spadła   ze   skrzynki, 

uderzając się dotkliwie łokciem o zlew. Przez kilka minut leżała na podłodze w bólu. Powoli 

wstała i skończyła pracę lewą ręką.

Gdy   Thor   przyszedł   ponownie   do   kuchni,   zastał   Sarę   opartą   o   ścianę.'   Stała   ze 

zgiętymi rękami, podpierając lewą dłonią stłuczony łokieć. Jej twarz wyrażała determinację. 

Postanowiła   nie   ulec   słabości   i   wstrzymać   się   od   płaczu.   Thor,   pochylony,   dokonywał 

inspekcji   każdego   centymetra   kwadratowego   kuchni.   W   końcu   wyprostował   się.   Nie   był 

zadowolony. Palniki i szuflady lśniły tak, że można było się w nich przeglądać. Nie mógł już 

więc do niczego się przyczepić.

- W porządku. Możesz iść. Pilnuj tylko, aby kuchnia była zawsze taka czysta.

Spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami.

background image

- Powiedziałem, możesz iść - powtórzył.

- Rozkazujesz mi? Skrzywił się szyderczo.

-   Chyba,   że   chcesz   tu   pozostać   i   czyścić   od   nowa.   Nie   odpowiedziała.   Kiedy 

odchodził,   na   jej   twarzy   pojawił   się   smutny   uśmiech.   Skóra   na   obolałych   rękach   była 

popękana. Czuła dotkliwy ból w łokciu. Gdy dotarła do swej kajuty, nie miała już siły zdjąć z 

siebie ubrania. Położyła się na łóżku i natychmiast zasnęła.

W ciągu następnych dni Thor zachowywał się podobnie. Dopatrywał się uchybień we 

wszystkim, co robiła, i karał ją bezlitośnie. Nakazywał jej powtarzać tę samą pracę po dwa, 

trzy razy.

Sara domyślała się, dlaczego był na nią tak zły. Wyładowywał całą swą złość i mścił 

się za swoją słabość. Czy pocałunkiem zdradził kobietę, którą kochał? Czy była to kobieta, 

która pisała do niego z Danii?

Gdy marynarze słyszeli, co Thor do niej mówił i widzieli, co z nią czynił, ogarniało 

ich bezgraniczne zdziwienie. Nie widzieli go jeszcze w takim stanie. Gdy próbowali pomóc 

Sarze, otrzymywali polecenie, by zostawić ją w spokoju. Napięcie na statku rosło. Atmosfera 

zmieniała się na coraz gorszą.

Sara  ze   stoickim   spokojem  przyjmowała   wszystkie   prace,   jakie   narzucał  jej  Thor. 

Jednakże, z powodu braku ochronnych, gumowych rękawiczek, na jej delikatnych dłoniach 

pojawiły się wkrótce zadrapania. Jej paznokcie krwawiły. Próbowała to ukryć. Któregoś dnia 

do kuchni niespodziewanie wszedł Mack i dostrzegł, jak próbowała zabezpieczyć  ręce za 

pomocą woreczków plastikowych.

- Co u licha robisz?

- Nic. - Sara ukryła dłonie za sobą.

- Pokaż.

- To nic,  naprawdę - powiedziała,  próbując  się uśmiechnąć.  - To  zwykła  kobieca 

próżność.

On jednak chwycił ją delikatnie za rękę, odwrócił i popatrzył na jej dłoń.

- O rety, Saro! - wykrzyknął. Twoje palce krwawią. Musisz je natychmiast przemyć i 

zabandażować. Poczekaj, ja...

- Nie! Nic mi nie jest.

- Mówisz głupstwa. Musi cię to strasznie boleć. Idź natychmiast do kapitana i...

Przerwał, widząc przestrach w jej oczach.

- Saro, co zaszło między tobą a kapitanem? Przez ostatni tydzień traktuje cię, jakbyś 

była nikim. Co zrobiłaś, że jest na ciebie taki cięty?

background image

- To nie ma znaczenia - odparła.

- Z pewnością ma. Nie może cię w ten sposób traktować. Pójdę i przemówię mu do 

rozumu - powiedział ze złością.

Odwrócił się, aby odejść, lecz Sara chwyciła go za ramię.

- Nie trzeba, Mack. Tylko pogorszysz sprawę. Będzie myślał, że cię wysłałam.

- Ale tak dalej nie może być! Nie wytrzymasz dłużej takiego traktowania!

- Wytrzymam - odparła gwałtownie. - Wytrzymam wszystko. Nie poddam mu się.

Mack popatrzył na nią.

- A więc chodzi o związek miedzy wami. Czy to masz na myśli?

- Myślę, że tak.

Odwróciła wzrok, żałując, że powiedziała tak dużo. Mack jednak musiał wysnuć z 

tego jakiś wniosek, gdyż powiedział krótko:

- W takim razie musisz sama zdecydować. Tak dalej być nie może.

- Do końca podróży pozostało mniej niż tydzień. Do tego czasu wszystko się samo 

jakoś ułoży.

Zaśmiał się szyderczo.

- Wątpię. Ale teraz musisz zrobić coś z rękami. Nie bój się, pójdę do kabiny kapitana 

po apteczkę. Jeżeli będzie się o coś pytał, powiem, że poparzyłaś sobie dłonie.

Wrócił szybko z powrotem z apteczką.

- Wszystko w porządku. Nie było go. Rozpoczął bandażowanie jej dłoni.

- Nie jestem w tym dobry - powiedział. - Kapitan to prawdziwy ekspert. Tylko on zna 

się na medycynie na tym statku.

-   Czuję   się   lepiej.   Dziękuję.   Czy   mógłbyś   mi   teraz   nałożyć   na   ręce   woreczki 

plastikowe? Muszę jeszcze wyczyścić ubikację i prysznice.

- Nie powinnaś tego robić.

- Ktoś musi. Przymocuj woreczki taśmą elastyczną. Mack uczynił tak, jak prosiła, 

chociaż bez przekonania.

- Woreczki długo nie wytrzymają. Spróbuję znaleźć ci coś lepszego.

- Jesteś kochany. - Wspięła się na palce i pocałowała go w policzek.

- A więc to tak!

Nagły skurcz przeszedł serce Sary, ale odetchnęła z ulgą, gdy ujrzała, że to tylko Pete.

- Widzę, że romansujemy z oficerami - powiedział Pete rozbawionym głosem.

- Sara i ja tworzymy towarzystwo wzajemnej adoracji, dostępne tylko dla wyższych 

szarży - odpowiedział mu Mack z uśmiechem. - A jak ma się twoje ramię?

background image

- Boli jak diabli. Saro, dlaczego masz worki na rękach?

- To najnowszy krzyk mody - odpowiedziała. Pete westchnął.

- Na głupie pytanie...

Podszedł do ekspresu, aby nalać sobie kawy.

- Ale już tak na serio, dlaczego...

Odwrócił się i momentalnie umilkł, widząc, jak Thor wkracza do kuchni.

Oczy kapitana zatrzymały się natychmiast na apteczce, która wciąż stała otwarta na 

stole.

- Kto jest ranny? - zapytał Macka.

- Nikt odpowiedział spokojnie Mack. - Sprawdzamy opatrunek Pete'a i to wszystko.

Pete otworzył  szeroko oczy ze zdziwienia, ale udało mu się zachować powagę na 

twarzy, podczas gdy Sara ukryła dłonie za sobą. Thor skinął głową. Obrzucił Sarę zimnym 

spojrzeniem i rzekł:

- Sądziłem, że powiedziałem ci dosyć wyraźnie, abyś wyczyściła prysznice. Idź tam 

natychmiast, zamiast zabierać czas innym.

Podszedł do ekspresu, aby nalać sobie kawy. Sara wzięła wiadro i wymknęła się z 

kuchni za jego plecami.

Reszta dnia upłynęła raczej spokojnie. Było tak przede wszystkim dlatego, że Thor 

prawie nie wychodził. Posilał się zamknięty w swojej kabinie. W końcu jednak, pod wieczór, 

zdecydował się zejść do mesy na kolację.

Sara   przyrządziła   w   tym   dniu   duszone   mięso   z   jarzynami.   Nie   chcąc,   aby   Thor 

zauważył, że coś jej się stało z rękami, zdjęła opatrunki. Załoga skończyła zimną przekąskę i 

czekała,   aż   przyniesie   drugie   danie.   Gdy   zdejmowała   potrawę   z   palnika,   poczuła   prze-

szywający ból. Strumień gorąca przedostał się przez szmatkę, przez którą trzymała garnek, i 

poraził jej chore palce. Krzyknęła. Garnek z mięsem wysunął się jej z rąk. Instynktownie 

próbowała go jeszcze złapać, pokrywka zsunęła się i gorąca potrawa wylała się na jej prawą 

dłoń. Krzyczała z bólu, podczas  gdy mężczyźni, jak jeden mąż, rzucili się do kuchni na 

pomoc.

Sara stała oparta o szafkę, próbując walczyć z bólem. W kuchni znalazła się prawie 

cała załoga. Nadszedł Thor.

- Odejść! Nie ma tutaj miejsca dla was wszystkich - krzyknął. Spojrzał na Sarę. - A ty 

przyrządź nam teraz coś innego do jedzenia i posprzątaj to wszystko.

- Ale przecież ona się poparzyła - oświadczył Steve.

- To ją nauczy nie być taką niedojdą na przyszłość. Thor odwrócił się, aby pójść z 

background image

powrotem do mesy.

Drogę jednak zastąpili mu mężczyźni. Patrzyli na niego ze zdumieniem i ze złością. Z 

tłumu wyłonił się Mack.

- Dlaczego, u diabła, nie znajdziesz sobie kogoś swojego wzrostu, kapitanie? A może 

wyobrażasz sobie, że ta bezbronna dziewczyna jest godnym ciebie przeciwnikiem?

Odwrócił się nagle i schwycił Sarę za rękę, popychając ją jednocześnie do przodu.

- Nie! - zakrzyknęła. Próbowała się opierać, ale on trzymał ją za nadgarstki i wykręcił 

jej ręce dłońmi do góry.

- Popatrz na jej dłonie. Ona nie jest mężczyzną. Nie nadaje się do prac, które jej 

zlecasz. Ale ty przyczepiłeś się do niej i zrobiłeś z niej swoją ofiarę. Nie wiem dlaczego. 

Zresztą nie obchodzi mnie powód. Interesuje mnie, że to, co z nią robisz, przechodzi już 

wszelkie granice.

Thor słuchał, wpatrując się w dłonie Sary. Próbowała wyrwać się z uścisku Macka. 

Była zdenerwowana i zła, że zaradził jej tajemnicę.

- Nic mi nie jest - wyszeptała.

-   To   nieprawda   -   odparł   Mack.   -   Sparzyłaś   się.   Twoje   dłonie   trzeba   jeszcze   raz 

zabandażować. Steve, przynieś szybko apteczkę - powiedział rozkazującym tonem.

Steve natychmiast wykonał jego polecenie. Thor podniósł głowę, popatrzył na ludzi 

stojących w przejściu i na Macka. Jego twarz wydawała się dziwnie blada i wyczerpana.

- Jest apteczka - zakomunikował Steve. Mack zaprowadził Sarę do mesy.

- Usiądź - powiedział. - Zrobię ci opatrunek. Steve, znajdź maść na oparzenia.

W tym momencie Thor wyciągnął przed siebie rękę, aby go powstrzymać.

- Ja to zrobię - powiedział. - Ken, przyrządź nam coś do zjedzenia.  Reszta niech 

wyczyści kuchnię.

Mężczyźni popatrzyli na siebie pytająco. Nie minęła chwila, a było już po buncie. 

Zastosowali się do jego poleceń.

Posłuchał go również Mack. Z pewnym wahaniem odstąpił mu miejsce przy Sarze 

Stał jednak w pobliżu i obserwował.

- Powinnaś była opatrzyć je już wcześniej - rzekł Thor ostro, spoglądając na jej dłonie.

- Miała ręce zabandażowane, ale zdjęła opatrunek, abyś niczego nie zauważył - wtrącił 

się Mack. - Jest dumna i uparta. Jeżeli chcesz znać moje zdanie, jesteście tak samo szaleni.

- Nie pytałem cię o zdanie - odpowiedział Thor. - Idź na pokład i obejmij dowództwo 

statku.

Mack wahał się tym razem dłużej. W końcu rzekł do Sary, wyraźnie cedząc słowa:

background image

- Poślij po mnie, jeżeli będziesz potrzebowała pomocy. Gdy Mack odszedł, Thor rzekł 

szorstko.

- Niemądra, dlaczego mi nic nie powiedziałaś? Przez moment ich oczy spotkały się. W 

jego oczach widać było  złość. Gdy tak patrzył  na nią, stopniowo zarysowało  się w nich 

zaciekawienie.

-   Nie   rozumiem   cię   powiedział   krótko.   -   Czasem   zachowujesz   się   jak   łatwa 

dziewczynka. Innym razem z kolei - popatrzył na jej spracowane ręce jesteś dumna i uparta 

do tego stopnia, że możesz doprowadzić się do takiego stanu.

- Nawet łatwe dziewczynki mają swoją dumę - powiedziała Sara przekornie.

- Jeżeli byłyby dumne, nie byłyby dziewczynkami - Thor zachmurzył się, zdając sobie 

nagle sprawę z tego, co powiedział. - Niczego już więcej nie dodawaj.

- Może nie jesteś dobry z arytmetyki - powiedziała z odrobiną zuchwałości.

Nadszedł Ken z koszykiem butelek.

- Udało nam się ocalić większą część kolacji - powiedział radośnie. - Ziemniaki i chleb 

są w porządku. Możemy rozpocząć posiłek, kapitanie.

-  Na   razie   opatrunek   powinien   wystarczyć   -  powiedział   Thor.   -   Oparzenia   nie   są 

poważne. Nie mocz rąk w wodzie. Jutro zobaczę, jak się goją.

- Dziękuję - odpowiedziała Sara machinalnie.

Było to niełatwe zawieszenie broni. Sara nie musiała już więcej wykonywać ciężkich 

prac. Dzięki temu jej ręce zaczęły się goić. Nie była jednak pewna, czy poprawa ich stanu jest 

korzystna dla niej, czy nie. Każdego bowiem ranka, po śniadaniu, udawała się do kabiny 

Thora, aby zmienić opatrunek. Już na pół godziny przed tym zabiegiem ogarniały ją zmienne 

uczucia. Czekała z napięciem na te spotkania, a jednocześnie bała się. Dawały jej one szanse 

bycia z nim sam na sam. Mogła odczuć jego dotyk i bliskość. Z drugiej strony, Thor odnosił 

się do niej chłodno. Z dużą sprawnością smarował jej ręce maścią i opatrywał je bandażem. 

Nie   okazywał   przy   tym   śladu   żadnych   uczuć.   Nie   mówił   do   niej   nic,   poza   tym,   co 

bezpośrednio wiązało się ze zmianą opatrunku.

Pewnego dnia Mack przyniósł jej własnoręcznie zrobioną parę rękawiczek.

-   Och,   Mack!   Dziękuję.   Bardzo   mi   się   przydadzą.   Ale   czy   przypadkiem   nie 

poświęciłeś na nie swojego sztormiaka?

Mack pokręcił przecząco głową.

- Kapitan dał mi swoją zapasową kurtkę przeciwdeszczową.

Sara wypowiedziała jedynie “och” i zaniemówiła, nie mogąc w pierwszym momencie 

pozbierać myśli.

background image

Zwolnienie z dotychczasowych  obowiązków dawało Sarze dużo wolnego czasu na 

przemyślenie   wszystkich   spraw.   Większość   czasu   spędzała   na   pokładzie,   opalając   się. 

Usiłowała czytać książkę, ale myślami była wciąż przy Thorze.

.   Mijały   dni.   Godziny,   które   zostały   do   zakończenia   podróży,   stawały   się   coraz 

bardziej drogocenne. Thor nie ukrywał, że z przyjemnością wysadzi ją na ląd, gdy tylko 

dobiją   do   Rodos.   Czasami   Sara   sama   pragnęła   już   tam   być.   Widzieć   go   na   co   dzień,   a 

jednocześnie nie być z nim, to było dla niej bardzo bolesne. Jednakże świadomość, że już go 

nigdy więcej nie zobaczy, stawała się również nie do zniesienia.

Pragnęła   wówczas,   aby   czas   się   zatrzymał.   Chciała   spoglądać   na   jego   pięknie 

zbudowane ciało i rozmyślać, co mogłoby się stać, gdyby ją pokochał.

- Nie wiedziałem, że jest ci tak samo dobrze z góry, jak z dołu - skomentował Pete, 

rozciągnięty na pokładzie obok niej. Jego głos wyrwał ją z zamyślenia.

- Co masz na myśli? - spytała nieco zakłopotana. Przybliżył się do niej i wziął jej z 

ręki książkę.

- Od dłuższego czasu czytasz ją odwróconą.

- Och - zaczerwieniła się. - Musiałam się zdrzemnąć - powiedziała szeptem.

- Jasne, że śnisz na jawie. Czy chcesz, żebym posmarował ci plecy olejkiem?

- Proszę.

Sara miała na sobie bikini. Była pięknie opalona. Słońce śródziemnomorskie stawało 

się   jednak   coraz   silniejsze.   Musiała   więc   uważać,   aby   się   nie   spalić.   Pete   zabrał   się   do 

smarowania jej pleców. Wkrótce jego niezgrabne zabiegi i fakt, że na dwie osoby posiadali 

jedynie jedną zdrową rękę, rozbawiły ich oboje. Wybuchnęli śmiechem.

W pewnej odległości od nich stał na pokładzie Thor, który pokazywał Stevowi, jak 

wyznaczyć pozycję statku za pomocą sekstansu. Ich śmiech wyprowadził go na moment z 

równowagi. Patrząc na nich, zapomniał nagle o wszystkim dokoła. Po chwili jednak odwrócił 

się gwałtownie i kontynuował pokaz.

- Szkoda, że nie możesz mi się odwzajemnić i nasmarować mi pleców - powiedział 

Pete ze śmiechem w głosie.

- Nie potrzebujesz. Twoja skóra jest gruba, jak u hipopotama.

- Aha. Dziękuję.

Pete przyzwyczaił się, że z niego żartowano i nawet to lubił. Zapytał Sarę:

- Co zrobisz, gdy dopłyniemy do Rodos?

-   Gdybym   to   ja   wiedziała   -   odparła.   -   Mam   nadzieję,   że   otrzymam   nową   kartę 

kredytową. Dzięki temu będę mogła pobrać trochę gotówki z konta. Nie sądzę jednak, aby mi 

background image

starczyło na powrót do Anglii. Będę musiała znaleźć sobie pracę w Rodos. Mozę rozpocznę 

pracę w hotelu albo na statku pasażerskim.

- Przyjedź do Australii!

- Do Australii? To chyba za daleka podróż dla samotnej kobiety. Poza tym nie mam 

pieniędzy.

- Możesz pojechać ze mną.

Pete zdziwił Sarę tą nagłą propozycją.

- Przecież ty nie musisz opuszczać statku. Kapitan zezwoli ci na dalszą służbę, nawet 

jeżeli twoja ręka okaże się złamana. Czy tak?

- Oczywiście. Nie zamierzam jednak zostawać tu na zawsze. Zaciągnąłem się, aby 

poznać kawałek Europy. W Australii czeka mnie praca na stacji mojego ojca.

- Będziesz pracował na kolei? Pete roześmiał się.

- Nie, głupia. Na stacji hodowlanej. Hodujemy owce. Na pewno będzie ci się u nas 

podobać.

- Ale czy zostanę zaakceptowana? - powiedziała Sara z uśmiechem. - Czy artyści i 

owce pasują do siebie?

-   Wydaje   mi   się,   że   będzie   ci   się   powodziło,   gdziekolwiek   się   udasz.   Jesteś 

dziewczyną z ikrą.

Jak na Pete'a był to prawdziwy komplement. Sara pochyliła się i dotknęła lekko jego 

obnażonych pleców, wyrażając mu tym samym swoją wdzięczność.

- Dziękuję, Pete. Ja...

Padł na nich cień. Thor i Steve przybliżyli się i stanęli w pobliżu. Sara podniosła się z 

wdziękiem.

- Przepraszam - powiedziała. - Muszę już iść. Inaczej Ken przypali obiad.

Odchodząc,   widziała,   jak   Thor   spoglądał   na   nią   szyderczo.   Z   łatwością   mogła 

odczytać, co myśli. Myślał, że teraz z kolei próbuje uwieść Pete'a.

Upłynęły trzy tygodnie od dnia, w którym Sara dostała się na pokład, kiedy wpłynęli 

do portu na wyspie Rodos. Było to nad ranem. Dopłynęli do wyspy od strony zachodniej. 

Słońce oświetlało w pełni ich żagle, tak, że przybrały barwę szczerozłotą. Thor wydał polece-

nie   wywieszenia   flag   narodowych   tych   państw,   które   były   reprezentowane   na   pokładzie. 

Dzięki temu statek wyglądał okazale.

Podpłynęli do wyspy tak blisko, że widać już było ludzi machających im z brzegu. 

Wreszcie ujrzeli potężny mur z wieżami obronnymi i bramą fortecy Rycerzy Świętego Jana z 

Jerozolimy, która górowała nad portem.

background image

Sara była urzeczona widokiem. Statek wpływał do starego portu Madraki przez wąski 

przesmyk,   nad   którym   stał   ponoć   w   starożytności   legendarny   posąg   kolosa   z   Rodos. 

Starożytny port i szereg wiatraków tworzyły malowniczą linię brzegu.

Przybili zgrabnie do nadbrzeża w basenie portowym, gdzie czekał na nich już tłum 

ludzi. Opuszczono trap i na pokład wszedł kapitan portu oraz celnik. Gdy Sara ich zobaczyła, 

opuścił ją nagle błogi nastrój, w który została wprowadzona wspaniałym widokiem portu. 

Thor   zaprosił   urzędników   na   dół,   do   swojej   kabiny   i   mogła   się   domyślać,  że   jednym   z 

punktów ich narady będzie sprawa wysadzenia jej na ląd.

Widząc, że jest zasmucona, Tony zbliżył się do niej i szturchnął dobrotliwie w plecy.

- Nie martw się - powiedział. - Już niedługo będziesz w domu.

- W domu? - uśmiechnęła się gorzko. - Tak naprawdę, to nie mam domu. Nie mam 

dokąd się udać i nigdzie mnie nie ciągnie.

- Nam również przykro byłoby ciebie zostawić - powiedział Tony z sympatią w głosie. 

- Czy tak, przyjaciele?

- Co się dzieje?

Zbliżyli się do nich Ken, Arne i Steve.

- Mówiłem, że nie chcielibyśmy, aby Sara odeszła.

-   Oczywiście,   że   nie   -   powiedział   Ken   stanowczo.   -   Któż   zająłby   się   za   mnie 

gotowaniem?

- Musielibyśmy znowu rozkoszować się twoimi daniami - z ust Arne wydarł się jęk. - 

Dlaczego nie poprosisz kapitana, aby zezwolił ci na pełnienie obowiązków członka załogi 

podczas naszego postoju na Rodos? W ten sposób zarobisz trochę pieniędzy i pozostaniesz 

wśród przyjaciół.

- Bardzo bym chciała. Ale to na nic się nie zda. Kapitan chce się mnie pozbyć. Moje 

bagaże są już spakowane. Jestem gotowa do drogi.

- Tak nie może być - ostro zareagował Tony. - Chcemy,  aby Sara została. Jest tu 

potrzebna. Kapitan nie może jej tak po prostu wyrzucić na ląd i nie troszczyć się o jej dalszy 

los. Nie można pozwolić na to, by sama udała się w podróż samolotem do Anglii.

- Pozwolił mi pozostać na pokładzie - powiedziała szybko Sara. - To wszystko, na co 

się zgodził. Od początku wiedziałam, że jak dopłyniemy, muszę opuścić statek.

- A więc to tak! - skomentował Arne. Mężczyźni odeszli do miejsca, gdzie stali Mack 

i   Pete,   i   zaczęli   się   naradzać.   W   tym   momencie   na   pokładzie   pojawił   się   Thor   wraz   z 

miejscowymi urzędnikami. Podszedł wpierw do Pete'a i powiedział:

- Załatwiliśmy ci prześwietlenie. Tu jest adres szpitala i pieniądze na taksówkę. Jeżeli 

background image

ramię   jest   złamane   i   nie   będzie   cię   dłużej,   zadzwoń   do   Kapitanatu   Portu.   Prześlą   nam 

wiadomość.

Pete wziął pieniądze i kartkę z adresem.

- Tak jest, kapitanie. Dziękuję. Przebiorę się i wychodzę.

Thor skinął głową i zwrócił się z kolei do Sary:

- Czy możesz udać się do mojej kabiny? Próbując stłumić emocje, Sara podążyła za 

nim.

Weszli do środka.

- Rozmawiałem ze strażą graniczną - powiedział nagle. - Twój paszport jeszcze nie 

nadszedł. Będę musiał wybrać się do konsulatu brytyjskiego, by dowiedzieć się, co się stało. 

Mam za to dla ciebie list z banku.

Wręczył Sarze list. Wzięła go, lecz nie otworzyła koperty.

- Wyjaśniłem twoją sytuację. Powiedziano mi, że jak tylko będziesz miała paszport, 

będziesz mogła opuścić Rodos. Niestety, jak długo paszportu nie ma, musisz pozostać na 

statku. Myślę, że uda się wszystko  załatwić jeszcze dzisiaj i zejdziesz na brzeg. A teraz 

możesz iść.

Głos Thora wydawał jej się teraz bardziej twardy i nieubłagany niż zazwyczaj. Prawie 

nie patrzył w jej stronę, gdy do niej mówił. To nie była przecież jej wina, że przez moment 

uległ własnej słabości i poddał się namiętnościom. Z podniesioną głową Sara powiedziała 

wyraźnie:

- Powinnam podziękować ci za to, że pozwoliłeś mi pozostać na pokładzie. Gotowa 

jestem opuścić statek, kiedy tylko zechcesz.

Słysząc to, podniósł głowę i na moment twarz mu złagodniała. W jego oczach widać 

było cierpienie. Po chwili jednak odwrócił wzrok i tylko napięte mięśnie zdradzały, że jest 

zdenerwowany. Skinął szybko głową.

- Dam ci znać, kiedy przyjdzie twój paszport - powiedział.

Sara wyszła z kabiny na chwiejnych nogach. Weszła do mesy, usiadła i spojrzała na 

kopertę, którą trzymała w rękach. Nawet jeżeli Thor czuł coś do niej, swoim zachowaniem 

wyraźnie pokazał, że nie podda się swemu uczuciu. Nie wiadomo dlaczego postanowił nie 

angażować się w ten związek. Nie pozostawało nic innego, jak odejść i zapomnieć o nim.

Patrzyła pustym wzrokiem przed siebie, czując wyczerpanie. Siedziała tak do chwili, 

gdy pojawił się Pete.

- Sara?

Zamrugała oczami i popatrzyła na niego.

background image

- Tak?

- Schodzę na brzeg i idę do szpitala - powiedział. - Przedtem chciałem się pożegnać. 

Schodzisz także?

Sara pokręciła przecząco głową.

- Mój paszport jeszcze nie nadszedł. Kapitan powiedział, że odbierze go dzisiaj po 

południu. Wtedy odejdę.

- Chcesz odejść?

Spuściła wzrok i wzięła ze stołu kopertę. Chwyciła ją tak mocno, że aż się pogniotła.

- Będzie lepiej, gdy odejdę. Kapitan nie lubi kobiet na pokładzie.

- Czy to list od matki? - zapytał Pete.

- Ten? Nie, to z banku.

Rozcięła   kopertę,   wyjęła   list   i   po   cichu   przeczytała.   Wybuchnęła   histerycznym 

śmiechem.

- Tylko tego mi brakowało!

- Co takiego?

Zanim zdążyła mu odpowiedzieć, Pete wziął list i przeczytał.

- Piszą, że twoje konto jest puste. Wszystkie pieniądze zostały pobrane w Oranie.

Sara zaśmiała się gorzko.

-   W   ten   sposób   Alt   Messaad   odwdzięczył   mi   się   za   to,   że   nie   wpadłam   w   jego 

ramiona.

- To wyjaśnia sytuację - wyszeptał Pete. - Nie możesz opuścić statku bez pieniędzy.

- Oczywiście, że mogę. Sara wzięła od niego list.

- Jestem obywatelką brytyjską. Pójdę do konsulatu, pożyczę trochę pieniędzy i znajdę 

sobie pracę. Nie ma problemu.

Pete otworzył usta, a ona dodała szybko:

- Przypadkiem nie wpadnij na pomysł, aby mi coś pożyczyć, Pete. Nie przyjmę. Jesteś 

moim przyjacielem. Od przyjaciół nie pożyczam.

Znowu otworzył usta.

- I nie mów o tym kapitanowi. Zaofiarował mi przejazd i to wszystko. Nie mamy w 

stosunku do siebie żadnych długów. Chciałabym, aby tak pozostało.

Spojrzała na niego badawczo.

- Przyrzeknij mi, że nic nie powiesz.

Wstał. Na jego twarzy widać było wzburzenie.

- Czy mogę teraz coś powiedzieć? Jeżeli chcesz tak postąpić, to twoja sprawa. Daj mi 

background image

przynajmniej  znać,  gdzie się zatrzymasz.  Obiecujesz?  Byliśmy  dobrymi  kumplami.  Chcę, 

abyśmy byli w kontakcie.

Uśmiechnęła się do niego ciepło.

- Owszem, będziemy. Wyzdrowiej jak najszybciej. Puścił do niej oczko.

- Sądzę, że to tylko zwichnięcie.

Gdy   Sara   wyszła   na   pokład,   dowiedziała   się,   że   Thor   poszedł   się   spotkać   z 

producentem filmu, do którego statek został zaangażowany Część załogi również zeszła na 

brzeg.   Sara   posmutniała,   że   nie   będzie   mogła   ich   pożegnać.   Jednak   spokojnie 

przygotowywała obiad dla załogi.

Na   głos   klaksonu   podeszła   do   iluminatora   i   wyjrzała   na   zewnątrz.   Zobaczyła 

taksówkę, którą przyjechał Pete. Był uśmiechnięty. Na ręce miał założony temblak. Podniósł 

prawą dłoń, odwrócił się i pomachał w kierunku nabrzeża. Sara widziała innych mężczyzn 

podążających w kierunku statku. Kiedy wyjrzała drugi raz, nadjechała kolejna taksówka, z 

której wysiadł Thor. Pełna napięcia, z wypiekami na twarzy, udała się na górę, aby odebrać 

swój paszport.

Thor odwrócił się, widząc, jak Sara wchodzi na pokład.

- Idź na dół, do mojej kabiny - powiedział. Wtedy wystąpił do przodu Mack.

- Chwileczkę, kapitanie. Sądzę, że wszyscy tutaj chcielibyśmy wiedzieć, co stanie się 

z Sarą.

- To jej sprawa - odrzekł.

- Nasza też, jako załogi.

Thor objął bacznym spojrzeniem stojących wokół ludzi.

- Saro? To zależy od ciebie - powiedział. Zaskoczona zaistniałą sytuacją, odparła:

- Nie mam przed nimi żadnych tajemnic.

- W porządku więc - Thor wzruszył  ramionami.  - Ambasada  w Atenach  wyda  ci 

paszport po uzupełnieniu pewnych danych. Jednakże udało mi się przekonać lokalne władze, 

aby wydały ci dokument tymczasowy, dzięki któremu możesz bez przeszkód zejść na ląd. Nie 

będziesz   mogła   na   razie   opuścić   Rodos   i   będziesz   musiała   meldować   się   codziennie   na 

policji. Zrozumiałaś?

- Tak. Dzię... dziękuję. - Sara poczuła się nieco zamroczona.

- Chciałem podziękować ci za pracę, którą wykonałaś - dodał Thor niespodziewanie. - 

Przyjmij,   proszę,   zapłatę,   która   odpowiadałaby   twojemu   wynagrodzeniu,   gdybyś   była 

regularnym członkiem załogi.

Podał jej pieniądze, a Sara spoglądała na nie, zastanawiając się, czy duma pozwala jej 

background image

to wziąć.

-   Chwileczkę,   kapitanie   -   Mack   wysunął   się   do   przodu.   -   W   dalszym   ciągu 

potrzebujemy kucharza. Dlaczego nie mielibyśmy zatrzymać Sary jako członka załogi?

Odezwał   się   za   nim   pomruk   poparcia   ze   strony   stojących   mężczyzn,   lecz   Thor 

przerwał krótko:

- Zamierzam zatrudnić nowego kucharza.

- Dlaczego zatrudniać kogoś nowego, skoro Sara świetnie sobie radzi? Robi najlepsze 

potrawy pod słońcem.

- Mówiłem już wam. Ja...

- Faktem jest - przerwał Mack - że ludzie nie chcą nikogo innego.

Thor zmarszczył brwi.

- Co mówisz?

- Przeprowadziliśmy małą naradę i zdecydowaliśmy, że chcemy, aby Sara pozostała. 

A jeżeli rzeczywiście wolisz, aby odeszła... Cóż, nie będzie dobrej strawy na statku, nic nam 

więc nie pozostanie, jak zejść na ląd na parę tygodni.

- Nie muszę wam przypominać, że zawarliście umowę na czas kręcenia filmu.

- W umowie jest mowa o właściwym wyżywieniu. Sara chciała się wtrącić, ale Mack 

wzniósł rękę i powstrzymał ją. Następnie powiedział stanowczo:

-   Tylko   do   końca   filmu,   kapitanie   Nie   możemy   pracować   bez   właściwego 

wyżywienia.

Jego zimne, niebieskie oczy obiegły ich, jednego po drugim. Niektórzy zbledli, ale 

wszyscy wytrzymali jego wzrok. Wiedząc, kiedy należy ustąpić, Thor rzekł krótko:

- W porządku więc. Zostaje do końca filmu.

- Dziękujemy, kapitanie. - Mack uśmiechnął się szeroko do Sary, a Thor odwrócił się i 

odszedł.

Popatrzyła na Macka z wdzięcznością, nie mogąc wykrztusić z siebie słowa. Wtem 

usłyszała wołanie Thora. Stał przy schodkach biegnących z pokładu. Podeszła do niego. W 

ręku trzymał pieniądze.

- Twoja pensja. Wahała się, ale on nalegał.

- Weź.

Powoli wyciągnęła rękę i wzięła zapłatę. Ich oczy spotkały się. Głosem, w którym 

można było odczuć prawdziwy gniew, powiedział:

- Czy już nigdy się ciebie nie pozbędę?

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

- Saro! Co on ci powiedział?

Wciągnęła  głęboko powietrze i dzięki temu udało się jej jakoś utrzymać  siebie w 

ryzach. Na jej bladej twarzy pojawił się uśmiech.

- To bardzo ładnie z waszej strony, że chcieliście, abym została. Nie wypadało jednak 

stawiać Thora w takiej sytuacji. Będzie na was zły i...

- Nie, nie będzie - odparł Mack. - A my wyłącznie przedstawiliśmy mu naszą sugestię. 

To prawda, że przywykliśmy do twojej obecności.

- Jestem wam wdzięczna.

- Myślimy wyłącznie o naszych żołądkach - powiedział Pete i roześmiał się.

- Czy w ten sposób podbiłam wasze serca? - odrzekła Sara z uśmiechem, który jednak 

szybko zniknął z jej twarzy, gdy tylko mężczyźni odeszli. Podeszła do poręczy nadburcia. 

Ledwo mogła się utrzymać na nogach.

- Co się z tobą dzieje, Saro! - podszedł do niej Mack.

- Mack, to wspaniale,  że ty i reszta  załogi mnie  poparła, ale mimo  to powinnam 

odejść. On, to znaczy kapitan, nie chce mnie na pokładzie.

- Dziewczyno, nie masz pieniędzy, ani dokąd się udać. Tu nie ma miejsca na fochy.

- Poradzę sobie.

Zezwolenie   na   dalszy   pobyt   na   statku   było   jednak   dla   Sary   olbrzymią   ulgą. 

Rozpakowała   bagaże   i   siedziała   na   koi.   Liczyła   pieniądze,   które   otrzymała   od   Thora. 

Nagrodził ją hojnie. Starczyłoby jej na zamieszkanie w hotelu przez parę tygodni lub nawet 

dłużej na kwaterze prywatnej. Zastanawiała się, czy Thor wiedział, że została okradziona. 

Prosiła Pete'a, aby nikomu nic nie mówił, ale Mack już wiedział i zapewne reszta załogi 

również. Sara westchnęła, rozważając, czy nie byłoby lepiej odejść. Z pewnością tak byłoby 

mądrzej, wiedziała jednak, że nie chce tego, bo nie miałaby szansy na bycie blisko Thora.

Tak   się   złożyło,   że   przez   następne   parę   dni   prawie   go   nie   widziała.   Stolarze, 

dekoratorzy   i   inni   pracownicy   zespołu   filmowego   weszli   na   pokład   i   opanowali   statek, 

przekształcając go w turecki okręt wojenny z szesnastego wieku. Thor był na pokładzie przez 

cały   dzień,   pilnując,   aby   nic   nie   uległo   zniszczeniu.   Jednocześnie   zajmował   się 

przygotowaniem żywności na podróż.

Wytwórnia filmowa zatrudniła całą załogę na miesiąc, jako statystów. Znaczyło to, że 

oprócz wynagrodzeń wypłacanych przez armatora, każdy otrzyma dodatkowe pieniądze. Sara 

nie spodziewała się, że weźmie udział w filmie. Przedstawiciel wytwórni wpisał ją jednak na 

background image

listę   wraz   z   innymi.   Powiedziano   jej,   żeby   ukryła   włosy   pod   turbanem,   dano   luźny, 

maskujący piersi strój i powierzono rolę chłopca okrętowego.

Działy się rzeczy nowe i podniecające. Podobnie jak reszta załogi, Sara miała wciąż 

pełno   roboty.   Chodziła   na   rynek,   gdzie   kupowała   świeże   owoce   i   warzywa.   Uzupełniała 

zapasy w spiżarni i lodówce. Uczyła się, jak przyrządzać miejscowe potrawy, z których wielu 

wcale nie znała. Te zajęcia oderwały ją od jej problemów. Praca jest panaceum na wszystkie 

choroby, rozmyślała. Podczas tych dni miała zbyt mało czasu, aby zwiedzić wyspę, ale udało 

się jej napisać list do mamy, w którym oznajmiła jej, że znalazła pracę w filmie, chcąc ją w 

ten sposób zadowolić.

Kiedy już “Duch Wiatru” został przygotowany do odegrania swojej roli, wypłynięto w 

morze. Kamerzyści filmowali statek z motorówki. Cała załoga założyła kostiumy. Większość 

marynarzy była obnażona do pasa i nosiła obszerne szarawary. Thor otrzymał strój wyższego 

oficera.   Miał   na   sobie   długi,   rozcięty   surdut,!   jedwabną   koszulę   i   spodnie.   Do   pasa 

przytwierdzono mu turecką szablę. Na głowie nosił turban. W tym stroju wywoływał gromki 

śmiech   i   gwizdy   ze   strony   swoich   podkomendnych,   ale   w   oczach   Sary   prezentował   się 

wspaniale.

Po kilku dniach  spędzonych  na Rodos, przyjemnie  było  znowu wsłuchiwać  się w 

uderzenia fal i skrzypienie masztów, zamiast słuchać zgiełku ulicznego i odgłosów miasta. 

Tym razem Sara szybko przystosowała się do morskich warunków. Tak jak inni członkowie 

załogi  biegała  chyżo  po pokładzie  i ciągnęła  za szoty podczas  zmiany kursu. Mężczyźni 

próbowali przyzwyczaić się do swoich turbanów i luźnych spodni. Było z tego powodu wiele 

śmiechu. Do Thora zaś jego strój pasował jak ulał. Sara wyobraziła sobie przez moment, że 

jest jego branką w odległych czasach i dreszcz podniecenia przebiegł jej po plecach.

Zrobiono przerwę na obiad. Statek zarzucił kotwicę w cichej zatoce na wschodnim 

wybrzeżu wyspy. Motorówka zespołu filmowego podpłynęła do burty i filmowcy weszli na 

pokład.   Sara   zeszła   na   dół,   żeby   przygotować   zakąskę,   lecz   zanim   weszła   do   kuchni, 

zatrzymała się w mesie, aby zdjąć turban. Podniosła go do góry i włosy opadły jej na ramiona. 

Usłyszała jakiś dźwięk i odwróciła się szybko. W przejściu stał Thor w koszuli rozpiętej do 

pasa. Przez kilka sekund patrzyli na siebie wzrokiem pełnym  tęsknoty i pożądania. Potem 

Thor, wydając z siebie głębokie westchnienie, odszedł szybkim krokiem.

Pod wpływem tego spotkania odzyskała znowu iskierkę nadziei. Może, myślała, jest 

jakaś szansa. Może spróbuję go przywabić. W końcu co mam do stracenia? Thor nie może 

mnie już bardziej zlekceważyć niż przedtem. A może jego wysiłki, aby się mnie pozbyć nie 

wynikały wyłącznie z pogardy, ale z tego, że nie wierzy sobie, gdy jestem w pobliżu.

background image

Przygotowując sałatę i chleb, Sara zaczęła sobie śpiewać, po raz pierwszy od kilku 

tygodni.  Jeden z filmowców  wsunął głowę przez drzwi. - Przepraszam,  czy mogę  prosić 

trochę lodu? Odzyskany optymizm spowodował, że na jej twarzy pojawił się piękny uśmiech, 

na   który   z   pewnością   nie   zasłużył   pytający   filmowiec.   -   Tutaj   jest   wiadro.   Lód   jest   w 

lodówce.

- Dziękuję.

Podszedł i otworzył drzwi do lodówki.

- Ma pani taki piękny głos. Obrzucił ją spojrzeniem.

- Nie wygląda pani na galernika.

- Z zawodu jestem tancerką.

- Taak? Jak to się stało, że rozpoczęła pani pracę na statku? Jest pani żoną któregoś z 

członków załogi?

- Nie. To długa historia.

Sara odwróciła się, żeby wziąć talerze z szafki.

- A więc co? Jest pani dziewczyną kapitana? Powiedział to zwyczajnym głosem i z 

pewnością nie miał nic szczególnego na myśli. Sara wyprostowała się, próbując nie dopuścić 

do głosu emocji. Odwracając się ku niemu, powiedziała:

- Nie, ja jestem...

Zatrzymała się w pół słowa na widok Thora, który wrócił i stał za nieznajomym.

- Jestem rozbitkiem dokończyła. - Rozbiłam się u brzegu Oranu, a kapitan był na tyle 

uprzejmy, że zgodził się wziąć mnie na pokład.

Nieznajomy,   nie   zdając   sobie   sprawy   z   obecności   Thora,   obrzucił   ją   taksującym 

spojrzeniem.

- Taak? Taka ładna dziewczyna jak ty? Założę się, że zaplanowałaś sobie podróż w 

jego łóżku. A może masz układ z całą załogą?

- Jeżeli wziąłeś już, co ci potrzeba, dlaczego się stąd nie zmyjesz wraz ze swoimi 

głupimi insynuacjami? - rzekł Thor dobitnie, powodując, że filmowiec poderwał się z miejsca 

i opuścił kuchnię w pośpiechu, trzymając wiadro lodu w rękach.

-  Przepraszam   -   powiedział   Thor   podobnym   tonem   -   Jeżeli   nadal   będzie   się 

zachowywał po chamsku, daj mi znać.

- Tak, dzięki - patrzyła mu prosto w oczy. - Czy dlatego nie chciałeś, abym pozostała, 

bo ludzie mogliby w ten sposób myśleć?

Milczał przez chwilę. Na jego skroni widać było uderzający puls. Po czym powiedział:

- Nie, to nie dlatego.

background image

- Cieszę się - odwróciła wzrok.

- Czy ty...? - Thor zawahał się. - Może nie powinienem o to pytać, ale czy często 

zdarza ci się usłyszeć coś podobnego?

- Dosyć często - odparła. - Mężczyźni sądzą, że dziewczyna, która tańczy w lokalu, 

jest łatwa i że mogą jej powiedzieć cokolwiek im się podoba. Myślą, że mają prawo mówić 

nieprzyzwoite dowcipy, dotknąć ją, objąć ramieniem bez jej przyzwolenia.

Im   dłużej   mówiła,   tym   bardziej   ton   jej   głosu   stawał   się   gorzki,   na   skutek 

powracających, nieprzyjemnych wspomnień.

W końcu jednak opamiętała się i podniosła głowę.

- A właściwie, to po co przyszedłeś?

- Po co? Ach, aby powiedzieć ci, abyś  nie przygotowywała kolacji. Otrzymaliśmy 

właśnie zaproszenie, przez radio na przyjęcie z udziałem reżysera i producenta filmu.

Skinęła głową.

- W porządku, kapitanie. Thor zamilkł, a następnie rzekł:

- Jesteś członkiem załogi, jesteś więc zaproszona. Zarumieniła się.

- Dzięki.

Wspaniałe   uczucie   towarzyszyło   jej   tylko   przez   chwilę.   Gdy  odszedł,   zdała   sobie 

sprawę, że nie ma co na siebie włożyć. Miała jednak pieniądze, które otrzymała od Thora, a 

sklepy na Rodos zamykano bardzo późno.

Jak tylko przycumowali do brzegu, wskoczyła na trap i pobiegła do miasta. Były tu 

piękne sklepy z odzieżą, gdzie bogaci turyści mogli nabyć najnowsze fasony mody włoskiej i 

francuskiej. Widziała ubrania, które pasowałyby jej wspaniale. Problem w tym, że były za 

drogie. Czas upływał. Sara zatrzymała na ulicy bardzo elegancko wyglądającą, młodą kobietę 

i zapytała, gdzie można nabyć niedrogą, ale dobrą odzież. We wskazanym przez nią sklepie, 

na bocznej ulicy, znalazła dokładnie to, czego szukała. Był to prosty, lecz dobrze skrojony 

kostium, w kolorze koralowym, żakiet podkreślał talię i biodra, na których wspaniale układała 

się   długa   spódnica.   Strój   był   bardzo   kobiecy.   Oprócz   kostiumu   Sara   kupiła   jeszcze   parę 

pasujących do niego pantofli i pośpieszyła z powrotem.

Na   przyjęcie   marynarze   ubrali   się   elegancko,   w   najlepsze   wyjściowe   ubrania. 

Mężczyźni losowali, którzy z nich zostaną na statku. Los padł na Steve'a i Arne'a.

- Za dwie godziny przyślę Tony'ego i Pete'a, aby was zmienili - przyrzekł Thor w 

chwili, gdy Sara weszła na pokład za jego plecami.

- Rety!

Długim gwizdem Pete wyraził swój podziw.

background image

- Wyglądasz jak milionerka!

Marynarze   obrócili   się   natychmiast   w   jej   stronę,   podczas   gdy   Thor   odwrócił   się 

wolniej, jakby pod presją.

- Wyglądasz bombowo! - wykrzyknął Tony.

- Swym wyglądem dodajesz nam splendoru - dorzucił Mack.

Pozostali także wypowiadali swoje komplementy. Jedynie Thor milczał. Wpatrywał 

się w nią. Dostrzegł, że dobrze zrobiony makijaż dyskretnie podkreślał jej delikatną urodę. 

Spoglądał na jej nową, bardzo oryginalną fryzurę, na jej zgrabną figurę o odznaczających się 

kobiecych kształtach i na jej delikatną, opaloną skórę na dekolcie.

- Wszyscy wyglądacie wspaniale - Sara odwzajemniła się uśmiechem.

- Czy wyruszamy, kapitanie? - Zapytał Mack pogrążonego w milczeniu Thora.

- Tak, oczywiście. Zamówiłem dwie taksówki - powiedział niepotrzebnie, gdyż widać 

je było czekające na brzegu.

Rozpoczęły się zawody o to, kto pomoże Sarze zejść po wąskim trapie na wysokich 

obcasach i o miejsce przy niej w taksówce. W końcu, zajęła miejsce obok Tony'ego i Pete'a, 

podczas   gdy   Ken   i   oficerowie   pojechali   drugą   taksówką.   Przyjęcie   odbywało   się   w 

mieszczącym   się   na   północy   wyspy   hotelu,   w   całości   niemal   zajętym   przez   wytwórnię 

filmową.

Gospodarze   przyjęcia   wyszli,   aby   ich   powitać.   Thor   przedstawił   wszystkich   po 

imieniu.   Nastąpiły   uściski   dłoni.   Przedstawiciele   biznesu   filmowego   zainteresowani   byli 

przede   wszystkim   spotkaniem   z   Thorem.   Zaprosili   go   wraz   z   Mackiem   na   spotkanie   z 

aktorami. Do pozostałych podszedł asystent reżysera i zwrócił się jowialnie:

- Czujcie się jak u siebie w domu.

Było to wielkie przyjęcie w sali balowej hotelu. Szybko zorientowali się, że zostało 

zaproszonych wiele osób z Rodos. Podeszli do baru i wzięli kieliszki z napojami.

- Myślałem, że to party tylko dla nas - zauważył Tony.

- Myślałeś, że pierwsza dama legnie u twych stóp - zażartował z niego Pete.

Schwycił Sarę za rękę.

- Chodź, zatańczymy. Mamy tylko dwie godziny do powrotu na statek.

- Hola, ten taniec do mnie należy - zaoponował Tony. - To ja pomogłem Sarze dostać 

się na statek.

Lecz Pete już zdążył wciągnąć ją na parkiet i rozpoczął energiczne, choć pozbawione 

polotu obroty.

- Z kim po raz ostatni tańczyłeś? Czy przypadkiem nie był to kangur? - powiedziała 

background image

Sara, gdy po raz drugi nadepnął jej na nogę.

Wkrótce Pete opadł  z sił i poszedł się czegoś  napić, a Sara tańczyła  z Tonym,  a 

później z Kenem. Kiedy tańczyli podszedł do nich Mack i poprosił o następny taniec.

- O ile nie będzie taki szybki. Na rock and roll'a jestem za stary - powiedział.

Tak też się stało. Tańczyli razem powoli, co dawało Sarze możliwość zerkania ponad 

ramieniem Macka w stronę Thora. Stał wraz z grupą osób w rogu sali, w miejscu dyskretnie 

wydzielonym   dla   aktorów,   dyrektorów   wytwórni   filmowej   i   innych   najważniejszych 

osobistości.

Mack pobiegł oczami za jej spojrzeniem i powiedział:

- Nie wydaje się obcy w tym otoczeniu.

- Kto? - Sara udała, że nie rozumie. - Masz na myśli kapitana? Rzeczywiście, chyba 

nie. Patrzyłam na różne ważne osobistości. Dostrzegłam kilku znanych aktorów. Czy nasz 

statek wziął udział w wielu filmach?

-   W   kilku.   Mamy   za   sobą   także   dwa   seriale   telewizyjne   i   wiele   produkcji 

reklamowych. Zapytaj się o to Thora. Powie ci więcej na ten temat.

- Z niecierpliwością oczekuję, kiedy rozpoczną zdjęcia - powiedziała z entuzjazmem.

- Ja nie. Filmowcy zachowują się wówczas tak, jak gdyby statek do nich należał.

- Cóż, w końcu wynajmują go. Nie bądź taki...

- Sara!

Odwróciła się ze zdziwieniem, słysząc, jak kobieta tańcząca obok wypowiedziała jej 

imię.

- Tina! Jak się masz? Co tu robisz?

- Gram w filmie. Jestem tancerką trzecią od lewej. Wykonujemy taniec brzucha. Ale 

skoro ty również  jesteś  w  filmie,  to jak to  możliwe,  że wcześniej  ciebie  nie spotkałam? 

Myślałam, że poznałam już wszystkie tancerki.

- Nie, ja nie gram w filmie, przynajmniej jako tancerka - Sara zaśmiała się, - Robimy 

sztuczny tłok. Zobaczymy się przy barze.

- Koleżanka? - zapytał Mack.

- Kiedyś byłyśmy razem w chórze. Potem spotykałyśmy się od czasu do czasu, na 

przesłuchaniach wokalnych.

- Co za przypadek to spotkanie!

- Z pewnością, chociaż tancerki to w sumie mała rodzina. W większości się znamy.

Gdy muzyka  ucichła, Mack poprowadził ją do baru, podał jej napój i zostawił na 

plotkach   wraz   z   Tiną.   Po   pewnym   czasie,   podeszli   do   nich   Tony,   Pete   i   Ken.   Chcieli 

background image

zatańczyć i poprosili, aby ich przedstawiła.

- Oto moi koledzy ze statku - oświadczyła Sara.

- Czy rzeczywiście pracujesz na statku? Nie mogę w to uwierzyć! - wykrzyknęła Tina.

- Przyjdź do portu, oprowadzimy cię. Weź ze sobą przyjaciół - powiedział otwarcie 

Pete.

- Mam przyprowadzić inne tancerki? Chcecie je poznać?

Stół   z   zakąskami   był   ustawiony   w   pokoju   sąsiadującym   z   salą   balową.   Tina 

zaprowadziła   ich   tam   i   poznała   nie   tylko   z   innymi   tancerkami,   lecz   także   z   niektórymi 

pracownikami   technicznymi,   pracującymi   w   filmie.   Stali   całą   grupą   jedząc,   pijąc, 

rozmawiając i dowcipkując.

W pewnej chwili do pokoju wszedł Thor, stanął na progu i zaczął się rozglądać. Sara 

dostrzegła,   że   Tina   zwróciła   natychmiast   na   niego   uwagę.   Z   kolei   inna   dziewczyna 

uśmiechnęła się do niego ślicznie, widząc, jak zbliża się ku nim. Jej uśmiech wkrótce jednak 

przygasł,   gdy   Thor   podszedł   i   rzekł   krótko:   “Przepraszam”,   a   następnie   zwrócił   się   do 

Tony'ego i Pete'a:

- Już czas, abyście powrócili na statek zmienić Steve'a i Arne'a. Weźcie taksówkę i 

powiedzcie, żeby tu przyjechali.

Thor uniósł brwi, ale zanim udało mu się odejść, Tina powiedziała:

- Saro, czy mnie przedstawisz?

-   Oczywiście.   Thor   Cameron,   kapitan   “Ducha   Wiatru”.   Kapitanie,   to   moja   stara 

przyjaciółka, Tina Tremaine.

- Witam - Tina obdarzyła Thora pięknym uśmiechem. - Niezmiernie mi miło poznać 

kapitana prawdziwego statku żaglowego. Musi pan mieć do przekazania wiele ciekawych 

morskich opowieści.

- Nie, ja...

Tina przerwała, kładąc mu rękę na ramieniu.

- Wygląda pan jak prawdziwy żeglarz ze swymi błękitnymi oczami i wspaniałą brodą.

Thor sprawiał wrażenie złapanego w pułapkę.

- Dziękuję. Prószę wybaczyć, ja...

- Może pan opowiedzieć mi o swych przygodach podczas tańca - rzekła Tina głosem 

pełnym powabu, patrząc mu prosto w oczy i uśmiechając się.

Och  nie, pomyślała Sara ze smutkiem. Teraz będzie myślał, że wszystkie tancerki 

zachowują się wyzywająco, gdy zobaczą mężczyznę, który im się podoba.

Lecz Thor zupełnie zaskoczył ją w tym momencie.

background image

- Przepraszam najmocniej powiedział - ale nadszedł czas, abym zatańczył z Sarą.

Podniósł rękę w geście wyrażającym zaproszenie i rzekł:

- Zatańczymy?

Nawet podejrzewając, że to tylko pretekst, aby opędzić się od Tiny, Sara nie mogła 

obronić się przed taką pokusą. Uśmiechnęła się do swej koleżanki.

- Przyjdź nas odwiedzić na statku. Miło mi było znowu cię spotkać.

Następnie pozwoliła Thorowi poprowadzić się do sali balowej.

Parkiet   był  pełen   tańczących   par.  Miejscowi  greccy  urzędnicy  tańczyli  ze   swoimi 

żonami   o   oliwkowej   karnacji   i   ciemnych   włosach.   Aktorki,   manikiurzystki   i   fryzjerki 

wyglądały na znużone lub podniecone, w zależności od swego partnera. Aktorzy przytulali się 

do swych pięknych i pięknie ubranych, najnowszych sympatii. W takim tłumie Thor i Sara 

pozostaliby niezauważeni bez względu na to, czy tańczyliby czy nie. Zwracając się ku niemu, 

Sara powiedziała:

- Wiem przecież, że naprawdę to nie masz ochoty tańczyć, więc nie musisz...

Na wysokich obcasach była znacznie wyższa niż zazwyczaj. Thor spojrzał jej prosto w 

oczy.

- Jesteś w błędzie - powiedział dziwnym głosem. - Chcę z tobą zatańczyć.

-   Och   -   wyszeptała   Sara,   nie   mogąc   znaleźć   słów   i   czując,   że   nagle   słabnie   w 

kolanach. Thor zaś wziął ją pod ramię i wprowadził na parkiet.

Na szczęście pierwszy taniec był powolny. Thor objął ją, a ona oparła rękę na jego 

ramieniu. Trzymał ją delikatnie i zachowywał dystans. Sara uważała, aby luźno trzymać rękę 

w jego dłoni. Oczy miała na wysokości jego ust.

Jego górna warga była wąska i stanowcza, dolna miała pełniejszy kształt i zapewne 

wyglądałaby zmysłowo, gdyby nie broda. Sara była zadowolona, że oprócz brody nie nosi 

wąsów, których nie lubiła. Próbowała wyobrazić go sobie bez brody, myśleć o czymkolwiek, 

byleby tylko zagłuszyć emocje.

Inna   para   przybliżyła   się   do   nich   i   Thor   przyciągnął   ją   do   siebie,   aby   uniknąć 

zderzenia. Ich ciała zetknęły się i odczuła gwałtowny przypływ tęsknoty, któryś napełnił ją 

drżeniem. Próbując to ukryć i nie mogąc pozbierać myśli, powiedziała:

- Mam nadzieję, że Tina nie...

- Kim jest twoja przyjaciółka? - zapytał jednocześnie Thor.

Sara odsunęła się nieco i udało się jej wziąć w garść.

- Naprawdę to nie jest moją przyjaciółką. Poznałam ją kiedyś podczas występów.

- Wydawała się bardzo przyjazna - powiedział z ironią.

background image

Popatrzył na nią i tym samym tonem rzekł:

- Wyglądasz dzisiaj bardzo kobieco.

Nie wiedząc, jak ma się do tego ustosunkować, zapytała:

- To dobrze czy źle?

Przelotny uśmiech rozpogodził mu twarz.

- Po prostu inaczej niż na pokładzie, w koszulce i krótkich spodenkach. Inaczej niż w 

klubie nocnym w Oranie. Po prostu, inna Sara. Nie mogę cię poznać!

- Ale przecież ty nie znasz mnie dobrze. Podniósł brwi.

- Może rzeczywiście nie.

- Może nawet wyciągnąłeś na mój temat nieprawdziwe wnioski.

Ale to już było za dużo.

- Wątpię - powiedział chłodno. - Ty i twoja przyjaciółka wydajecie mi się bardzo 

podobne.

Sara cofnęła się o krok i odepchnęła go. W jej szarych oczach widać było gniew.

- To nie jest fair i ty dobrze o tym wiesz. Znasz Tinę nawet mniej ode mnie.

- Pokazała wyraźnie, jaką jest kobietą - odpowiedział Thor.

- Nie. Pokazała jedynie, że się jej podobasz i że chciałaby poznać cię lepiej. Czy to 

przestępstwo? Nie bądź tak bardzo pruderyjny. Jeżeli dziś kobiecie podoba się mężczyzna, 

jest przyjęte, że może mu to okazać. W końcu mężczyźni czynili tak od tysięcy lat - dodała 

zjadliwie.

Thor rzucił jej zdziwione spojrzenie i zdał sobie sprawę, że ludzie wokół patrzyli na 

nich. Wziął ją pod ramię i poprowadził na skraj parkietu.

-   Chcesz   powiedzieć,   że   uczyniłabyś   na   jej   miejscu   to   samo   i   że   pochwalasz   jej 

zachowanie?

Spojrzała na niego z gniewem. Następnie jednak spuściła wzrok i pokręciła przecząco 

głową.

- Nie, nie uczyniłabym tego, przynajmniej nie w ten sposób. Była zbyt nachalna.

- Cieszy mnie, że się tutaj zgadzamy. Zastanów się, jeśli mężczyzna zachowałby się w 

stosunku do ciebie w taki, nazwijmy to, natarczywy sposób, zatańczyłabyś z nim?

Sara uśmiechnęła się lekko.

Ich oczy spotkały się. Przez chwilę myślała, że on się uśmiechnie, lecz w końcu z 

wyrazem zniecierpliwienia powiedział:

- Mam dosyć tego przyjęcia. Idę na statek. Możesz tu zostać, jak długo tylko zechcesz.

Ukłonił się z lekka i odszedł.

background image

Po odejściu Thora przyjęcie straciło swój blask. Sara wyszła na taras wznoszący się 

ponad ogrodem.  Dochodził tam szum morza. Stojąc w półmroku, zdała sobie sprawę, że 

odgłos fal przybijających do brzegu jest jej milszy niż głośna muzyka zespołu rozrywkowego. 

Teren   hotelu   otoczony   był   wysokim   płotem.   Była   za   nim   droga,   rozjaśniona   nielicznym 

lampami, a potem plaża i morze. Świat dzieli się na to, co wewnątrz i co na zewnątrz tego 

ogrodzenia,   pomyślała   Sara.   Wewnątrz   są   potrawy,   napoje,   muzyka   i   wykwintne,   lecz 

sztuczne   życie;   na zewnątrz   zaś   prostota:  wiatr,  morze,  słońce  i  czas  rozciągający  się  w 

nieskończoność. Poczuła się jak w klatce. Zrobiła półobrót, aby wyjść na zewnątrz. W oddali 

dostrzegła nagle wysoką postać w białym stroju, która szła w poprzek plaży. Bez wątpienia 

był to Thor. Zatrzymał się, wpatrując się w przybijające fale, a następnie poszedł wzdłuż 

brzegu w kierunku portu. Gdy zniknął z oczu, Sara  odwróciła się i weszła z powrotem do 

hotelu.

Arne i Steve już byli. Czekali, aby z nią zatańczyć. Do północy więc, kiedy odeszli, 

Sara nie miała już okazji być samotna. Towarzyszyła jej Tina i jeszcze kilką osób.

- Chodźmy do lokalu - zaproponował ktoś.

-  Znam dobre miejsce, które nazywa się Joker. Jest tam muzyka i dzieje się wiele 

rzeczy.

Wszyscy przyjęli propozycję z entuzjazmem, z wyjątkiem Sary. Podeszła do Macka, 

który obejmował czule jedną z manikiurzystek.

- Czas, abym położyła się spać, Mack. Wracam na statek.

- Czujesz się dobrze? Chcesz, abym cię odprowadził?

- Głowa mi pęka. Może moglibyście mnie wysadzić w porcie.

Kiedy   wysiadła   z   taksówki,   po   bulwarze   nadmorskim   spacerowało   jeszcze   wielu 

spóźnionych turystów. Było cicho. Sara pomachała na pożegnanie i poszła w kierunku statku. 

Widok portu o tej porze, a przede wszystkim oświetlonych z rzadka murów starej twierdzy, 

wywołał w niej wrażenie podróży w głąb czasu.

Na statku nie zauważyła  nikogo. Dopiero gdy wdrapała się po trapie  na pokład i 

stanęła w świetle lampy zwisającej na grotmaszcie, z cienia wynurzył się Thor. Był w białych 

spodniach i koszuli z krótkimi rękawami. - Jesteś sama? - Tak, reszta poszła do lokalu. - Nie 

poszłaś z nimi? Sara wzruszyła ramionami.

- Mam już na całe życie dosyć nocnych lokali - wyznała z niezamierzoną goryczą w 

głosie.

Thor zmarszczył czoło.

- Pozwolili ci samej wrócić?

background image

- Nie. Podrzucili mnie do końca bulwaru. Powiedziałam im, że stamtąd sama pójdę do 

domu.

- Do domu? Czy traktujesz statek jako swój dom?

- spytał Thor ze zdumieniem.

- Dlaczego nie. Naturalnie. A ty nie?

Nie odpowiedział jej, lecz rzekł raczej oschle:

- Powinni byli cię odprowadzić.

Sara zrobiła parę kroków w kierunku zaciemnionej części pokładu i zapytała:

- Gdzie są Pete i Tony?

- Pozwoliłem im pójść spać. Za dużo wypili. Nie byłoby z nich żadnego pożytku na 

wachcie.

Kiwnęła głową i podeszła do schodów, aby zejść na dół. Usłyszała za sobą głos Thora.

- Nie odchodź jeszcze... chyba, że jesteś zmęczona.

- Nie jestem zmęczona - wolno odwróciła się ku niemu.

Thor podszedł do niej i przez chwilę wpatrywał się w jej twarz. Wydawało się, że 

wałczy ze sobą. W końcu wyksztusił z siebie chropawym głosem:

- Nie rozumiem cię.

- A chciałbyś mnie zrozumieć? - serce Sary zabiło mocno.

- Tak - rzekł po chwili. - Myślę, że chciałbym.

- Czy zmieniłeś więc o mnie zdanie?

- Bez przerwy zmieniam zdanie o tobie - powiedział jakby ze skruchą. - Gdy tylko 

dojdę do jakiegoś wniosku, ty robisz coś, co zmienia całe moje dotychczasowe spojrzenie.

- Czy to cię dręczy? - Sara przybliżyła się ku niemu.

-   Tak   -   powiedział   zdławionym   głosem.   -   Nie   cierpię   mieć   fałszywych   opinii   o 

ludziach... Kiedy po raz pierwszy poprosiłaś mnie o schronienie na pokładzie, miałem cię za 

zwykłą   włóczęgę.   Kiedy   posłużyłaś   się   Tony'm,   by   wśliznąć   się   na   statek,   to   jedynie 

utwierdziło mnie w mojej opinii. Lecz potem twój wdzięk, twoje zachowanie, twoja odwaga 

podczas burzy....

Potrząsnął głową i schwycił dłonią zwisającą linę.

- Zacząłem cię lubić, więcej, szanować cię. Myślałem, że się w stosunku do ciebie 

pomyliłem, że byłem niesprawiedliwy...

Zamilkł na chwilę, a następnie kontynuował ochrypłym głosem:

- Boże, ty nawet zaczęłaś mi się podobać! Pomimo tego, że kiedyś przysięgałem nigdy 

więcej nie zwrócić uwagi na kobietę!

background image

Zamilkł i pokręcił głową.

- Zacząłem nawet rozmyślać, że może z czasem... Zaśmiał się przeraźliwie głośno.

- Ale ty wówczas dałaś dowód, że jesteś gotowa już dziś! Nawet nie wiesz, jakie to 

było   wielkie   rozczarowanie   wobec   tego,   w   co   zaczynałem   wierzyć.   Znów   pojawiłaś   się 

przede   mną   jako   włóczęga   i   strasznie   mnie   to   zgniewało.   Musiałem   ten   gniew   na   tobie 

wyładować.

- Wymiar kary z pewnością nie odpowiadał skali przestępstwa - zauważyła Sara.

- Fakt, że tak to przyjmowałaś, że wykonywałaś moje polecenia bez słowa sprzeciwu, 

pomimo że twe biedne ręce musiały cię nieznośnie boleć, spowodował, że znowu zacząłem 

myśleć, że pomyliłem się w stosunku do ciebie.

- A teraz - powiedziała Sara delikatnie, czując w sercu odrobinę nadziei.

Ku jej rozczarowaniu, Thor potrząsnął głową i rzekł szorstko.

- Wolałbym,  abyś  była  włóczęgą. Wolałbym  dalej tobą pogardzać i pragnąć, abyś 

opuściła statek przy najbliższej sposobności.

- Ale dlaczego? - powiedziała Sara równie szorstkim tonem. - Czy dlatego, że łatwiej 

jest nienawidzić mnie? Czy dlatego?

- Tak. To byłoby o wiele prostsze.

Thor popatrzył na nią. Jego twarz była napięta. Następnie położył jej rękę na ramieniu.

- Ale nie mogę! Wyglądałaś tak ślicznie dzisiaj. Kiedy tańczyliśmy, kiedy dotknąłem 

cię...

Zadrżał. Jego głos stał się głęboki i chropowaty.

- Chcę ciebie. Pragnę cię już od dawna. Próbowałem z tym walczyć, ale jest to jak ból, 

który głęboko tkwi w moim ciele, jak żarzący się ogień, który nie chce zgasnąć.

- Próbowałeś walczyć? Czy to dlatego, że miałeś mnie za włóczęgę?

- Częściowo tak, ale, zdałem sobie również sprawę, że moje marzenia są dziecinne i 

niemożliwe do zrealizowania.

- Ale dlaczego? Dlaczego niemożliwe?

Sara zawahała się przez chwilę i zapytała.

- Thor, czy masz dziewczynę, narzeczoną? Czy to ona pisze do ciebie z Danii?

- Nie, to moja ciotka. Ale dlaczego pytasz?

- Myślałam, że masz wyrzuty sumienia, ponieważ pragnąc mnie nadużyłeś czyjegoś 

zaufania.

Pokręcił przecząco głową.

- Nie. Nadużyłem jedynie zaufania do samego siebie. Złamałem postanowienie, żeby 

background image

już nigdy się nie angażować. Statek nie jest miejscem dla kobiety, a morze zawsze zostanie 

częścią mojego życia. Oto powód.

Wykonał nerwowy gest, tak, jakby chciał uwolnić się od tych myśli.

- To zresztą nie ma znaczenia. Myślę, że chciałem po prostu przeprosić cię za złe 

traktowanie.   Straciłem   głowę   i   poczucie   sprawiedliwości.   Mój   gniew   na   siebie   samego 

skierowałem przeciwko tobie.

- Tak, wiem. Dostrzegłam to.

Sara spojrzała na jego bladą twarz, która wydała się chudsza i bardziej ascetyczna w 

półmroku.

- Ale dokąd nas to zaprowadzi? - zapytała.

- Nie wiem - odpowiedział i wzruszył lekko ramionami.

- Masz przecież jakiś powód, żeby mi to wszystko powiedzieć.

- Aby ciebie przeprosić.

-   I   powiedzieć   mi,   że   mnie   pragniesz?   Spojrzał   jej   w   oczy   wzrokiem   pełnym 

pożądania. - Tak.

Sara westchnęła i uśmiechnęła się.

- Cokolwiek bym nie zrobiła, będzie źle, nieprawdaż? Jeśli powiem “nie”, pomyślisz, 

że chcę cię ukarać. Jeśli powiem “tak”, znów weźmiesz mnie za włóczęgę.

Próbował coś powiedzieć, lecz Sara powstrzymała go gestem dłoni.

- Czy ty sobie myślisz, że zaryzykuję i oddam ci się, a ty z kolei potraktujesz mnie, jak 

gdybym była nikim?

Nigdy. Nie mam wiele, lecz mam jeszcze odrobinę dumy i honoru.

Thor wyprostował się. .W jego twarzy widać było napięcie.

- Zasługiwałem na to. Oczekiwałem, że tak będzie. Oczy Sary rozbłysły gniewem.

- Nieprawda, wcale tego nie oczekiwałeś. Sądziłeś, że wpadnę ci w ramiona. Jesteś 

mężczyzną, czy tak? Wszyscy jesteście tacy sami.

Ku jej zaskoczeniu, roześmiał się.

- Wydaje mi się, że odnajduję Sarę, którą kiedyś znałem, tę, która odesłała mnie do 

diabła.

Jego twarz zmieniła się.

-   Dopiero   wtedy,   gdy   się   nie   broniłaś,   zacząłem   zdawać   sobie   sprawę,   że   cię 

krzywdzę. Lecz w ten sposób przynajmniej chciałem wzbudzić twoje zainteresowanie. Gdy 

więc mówiłem, że cię pragnę, miałem nadzieję, że powiesz “tak”.

- Nie. usłyszysz tego - powiedziała i odwróciła się. Jestem zmęczona. Idę do swojej 

background image

kajuty.

Nie zatrzymywał jej już więcej.

W kajucie było gorąco i duszno. Sara wzięła prysznic, nałożyła na siebie szlafrok, 

uczesała włosy i położyła się do łóżka. Noc była cicha. Nie mogła jednak zasnąć. Słyszała 

mężczyzn powracających z miasta. Tony i Steve wstali, aby objąć wachtę. Potem na statku 

znowu zapanowała cisza.

Wstała.   Boso   przeszła   ciemnym   korytarzem   w   stronę   kabiny   Thora   i   delikatnie 

otworzyła drzwi. Nie spał. Usiadł na łóżku i wyciągnął do niej dłoń. Sara zamknęła drzwi. I 

oddała mu się. Miłość zwyciężyła dumę.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Promień słońca, który padł na twarz Sary, zbudził ją późnym rankiem. Obróciła się na 

drugi bok, zastanawiając się, dlaczego czuje się tak błogo, a jednocześnie jest tak wyczerpana 

- i przypomniała sobie. Otworzyła szybko oczy i rozejrzała się wokoło, szukając Thora. Była 

jednak sama w swojej kajucie. Nie pamiętała nawet dokładnie, jak się tu znalazła. Wydawało 

się jej, że Thor, o brzasku, wniósł ją do kajuty na rękach. Tych kilka wcześniejszych godzin 

nocnych, pomyślała, pozostanie na zawsze w mojej pamięci.

Położyła się na plecach, spoglądając w sufit i oddała się wspomnieniom cudownych 

chwil,   jakie   z   nim   spędziła.   Zbliżenie   wywołało   w   nich   niesamowity   wręcz   przypływ 

namiętności. Tak wielka namiętność mogłaby ruszyć z posad cały świat, pomyślała. Czuła się 

szczęśliwa i w pełni zaspokojona..

Leżała tak jeszcze chwilę, chcąc jak najdłużej zatrzymać się w zaczarowanym świecie, 

lecz  powoli odgłosy zwykłego,  powszedniego dnia zaczęły dobiegać do jej świadomości. 

Słychać było  syrenę  promu, który wpływał  właśnie do portu i skrzypienie  dźwigów por-

towych. Na statku rozpoczął się ruch. Ktoś pogwizdywał w kuchni. Rozległy się nagle jakieś 

stuki i huki. Załadowywano  coś na pokład. Powinnam już wstać, pomyślała  z niechęcią. 

Jedynie   myśl,   że   gdy   wstanie,   zobaczy   znowu   Thora,   była   dla   niej   wystarczająco   silną 

motywacją, aby wyjść z łóżka.

Wzięła prysznic i nałożyła górną część kostiumu kąpielowego oraz szorty, w których 

chodziła zazwyczaj. Więcej czasu, niż zwykle, poświęciła toalecie.

Dokładnie uczesała włosy, zostawiając je rozpuszczone i zrobiła makijaż. Nie mogę 

go   rozczarować,   pomyślała.   Kiedy   jednak   wreszcie   wyszła   na   pokład,   na   stanowisku 

dowodzenia   zamiast   Thora   zastała   Macka.   Podeszła   do   niego   i   powitała   radosnym 

uśmiechem.

- Cześć! Wygląda na to, że przeszedł ci już wczorajszy ból głowy - powiedział.

Sara zaśmiała się.

- Za to ty chyba dzisiaj na to cierpisz.

Kiwnął niemrawo głową, tak jakby miał zbyt ciężką, aby ją unieść. . - Kiedy poszłaś, 

to dopiero zaczął się ubaw.

Rozejrzała się wokoło. Steve i Tony wtaczali beczkę z paliwem. Poza nimi nikogo 

więcej nie było na pokładzie.

- Gdzie reszta? - zapytała, w głębi serca myśląc tylko o jednym z nich.

- Większość jeszcze śpi - odparł. Zarumieniła się.

background image

- Nawet Thor?

- O nie. Kapitan zszedł ze statku jakieś  dwie godziny temu. - Mack popatrzył  na 

zegarek. - Chyba pójdę po Arne,  żeby mnie zastąpił.

- Czy mogę ci w czymś pomóc? A może chciałbyś śniadanie?

Wzruszył ramionami.

- Dziękuję. Jedzenie to ostatnia rzecz, o której teraz myślę.

Większość załogi czuła się podobnie. W związku z tym  Sara nie przygotowywała 

śniadania, lecz usiadła na pokładzie i zabrała się do czytania książki. Jednocześnie pilnie 

obserwowała, czy nie pojawi się na brzegu wysoka postać Thora. Chciała zobaczyć go jak 

najszybciej, choć czuła się jakoś dziwnie nieśmiała. Wszystko uległo tak gwałtownej zmianie. 

Zbliżyli się do siebie tak, jak tylko kobieta i mężczyzna zbliżyć się mogą. Życie otworzyło się 

przed nią nagle, jak rozkwitający kwiat nadziei.

Słonce wzeszło wyżej. Trudno już było przebywać na nieosłoniętym pokładzie. Sara 

zeszła na dół i rozpoczęła przygotowywanie obiadu. Znajdowała się w kuchni, kiedy Thor 

wreszcie powrócił na statek. Słyszała jego głos, gdy mówił coś do Arne'a. Po chwili weszli 

razem do mesy. W kuchni był wraz z nią Tony. Ken wyjmował piwo z lodówki. Ona sama 

zajęta   była  pracą.   Chwila,   na   którą   czekała,   stała   się   jedynie   przelotnym   spojrzeniem. 

Popatrzyli na siebie, w momencie kiedy Thor zajmował swoje miejsce przy stole.

-   Otrzymałem   harmonogram   pierwszego   tygodnia   zdjęć   -   powiedział.   -   Grupa 

filmowców wejdzie na pokład jutro wcześnie rano. Popłyniemy z nimi do wyspy Symi, gdzie 

zbudowano kopię średniowiecznego portu.

- Dlaczego budują kopię, skoro mają tutaj oryginał - spytał Mack.

-   Nie   ma   hałasu,   gapiów   i   ruchu   -   odpowiedział   Thor   krótko   i   dodał:   - 

Prawdopodobnie wrócimy jutro wieczorem, ale może się zdarzyć, że będziemy tam nocować.

Spojrzał na Sarę wzrokiem, który nic nie wyrażał, i rzekł:

- Potrzebujemy zapasów na drogę. Zajmij się tym dzisiaj.

- Tak jest, kapitanie! - odpowiedziała.

Oto jak wygląda rozmowa kochanków! Sara uśmiechnęła się do siebie na myśl, jak 

mało romantyczna jest codzienność w stosunku do marzeń. Ale na szczęście, snuła myśli, 

nadejdzie noc i znów będą razem. Będą leżeli blisko siebie na wąskim łóżku, w kabinie 

Thora. Oczami poszukała jego wzroku,  lecz on zajęty był  rozmową z Mackiem na temat 

przypływów i jutrzejszego rejsu.

Tego popołudnia Sara zajęła się sprzątaniem. Pod pokładem było chłodno. Była to 

więc praca w sam raz, jak na upalny dzień. Sara pragnęła jednak jak najszybciej ją zakończyć, 

background image

by móc znowu być na pokładzie. Gdy skończyła, sporządziła listę owoców i warzyw. Następ-

nie poszła szukać Thora, aby dał jej pieniądze na zakupy. Ale nawet wtedy, kiedy go spotkała, 

nie miała okazji być z nim sam na sam, ponieważ gościli u niego w kabinie  członkowie 

zespołu filmowego. Podał jej w milczeniu pieniądze i jedynie ich oczy spotkały się przez 

ułamek sekundy po raz drugi. Opuściła jego kabinę sfrustrowana.

Wieczorem dwóch filmowców przyszło na kolację. Opowiadali niestworzone historie 

o filmach, w których brali udział, anegdoty o znanych aktorach i dowcipy, tak prymitywne, że 

Sara wyszła do kuchni, aby ich nie słuchać. Pragnąc być z Thorem, o dziesiątej wyszła z 

kuchni i przeszła przez mesę. Powietrze  było ciemne od dymu papierosowego i pachniało 

piwem. Wszystko wskazywało na to, że filmowcy zadomowili się na dobre i będą jeszcze na 

statku przez parę godzin. Spojrzała na Thora wymownie i dała mu znać głową, że idzie na 

górę.

W kilka minut później Thor wszedł na pokład. Sara z trudem powstrzymała się od 

rzucenia mu się na szyję. W pobliżu, oparci o poręcz nadburcia, stali Arne i Ken. Zaśmiała się 

radośnie, gdy podszedł do niej i wyciągnęła ku niemu rękę.

- Wreszcie! - powiedziała. Czekałam na ciebie przez cały długi dzień.

- Nie jesteśmy sami - ostrzegł ją, ale podniósł jej rękę i ucałował.

Sara roześmiała się.

- W twojej czy mojej kabinie? - zapytała podnieconym głosem.

Thor wyprostował się.

- W żadnej. Wysadzam cię na ląd. Zmarszczyła brwi, wyraźnie nie mogąc zrozumieć 

tego, co usłyszała.

- Co masz na myśli?

- Chcę, abyś spakowała swoje rzeczy. Znalazłem dla ciebie mieszkanie w mieście.

- Ale dlaczego? - W jej głosie można było odczuć strach i zdziwienie.

Thor położył jej rękę na ramieniu i oddalił się wraz z nią od stojących na pokładzie 

marynarzy.

- Wydawało mi się, że to jasne.

-   Dla   mnie   nie.   Dlaczego   chcesz,   abym   odeszła   teraz,   kiedy   wreszcie   się 

odnaleźliśmy?

-   Z   jednego   i   najważniejszego   powodu.   Saro,   czy   nie   rozumiesz?   Nie   pozwalam 

chłopcom, żeby przyprowadzali dziewczyny na pokład. Nie mogę więc sam łamać przepisów.

- Ale ja już jestem na statku. Poza tym, możemy wszystko utrzymać w tajemnicy, o ile 

tego pragniesz.

background image

Roześmiał się krótko z ironią w głosie.

-   Czy   wierzysz,   że   można   zachować   tajemnicę   na   statku?   To   niemożliwe.   Jeśli 

wczoraj załoga nie byłaby zwalona z nóg, wiedzieliby już dzisiaj.

Podniosła dumnie głowę.

- Nie boję się prawdy. Nie było między nami nic, czego musielibyśmy się wstydzić. W 

każdym razie, nie było nic wstydliwego dla mnie.

W jej głosie dawało się wyczuć zarówno wyzwanie, jak i prośbę. Thor podniósł dłoń i 

palcem począł gładzić delikatnie jej wargi.

- Dla mnie również nie ma w tym nic wstydliwego - powiedział - lecz jako kapitan 

muszę stanowić prawo, a nie łamać je. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby ktoś dostrzegł nas 

przemykających się w nocy z jednej kajuty do drugiej.

- A więc schodzę na ląd. - Tak.

- Odwiedzisz mnie?

- Dobry pomysł.

- Więc załoga i tak się dowie.

- Tak, lecz w ten sposób zachowamy odrobinę dyskrecji.

- Ale co z moją pracą na statku? Podpisałam kontrakt z wytwórnią filmową.

- Nie musisz pracować, jeśli nie chcesz. Ten pomysł nie podobał się jej również.

- Chcę pracować!

- W takim razie przychodź na statek rano i pracuj jak poprzednio.

- To wydaje się niemądre. Poza tym, lubię ten statek. Jest dla mnie domem.

- Przepraszam, ale tak już musi pozostać, o ile chcesz, abyśmy byli razem.

- Wiesz, że chcę - powiedziała stanowczo. - Jak możesz w to wątpić.

-   Dobrze   więc   -   Thor   pochylił   się   i   lekko   ją   ucałował.   -   Miałem   nadzieję,   że   to 

powiesz. Idź więc po swoje rzeczy, a ja odprowadzę cię na miejsce.

- Czy zostaniesz ze mną?

Uśmiechnął się szczerze jak dziecko, co spowodowało, że przez chwilę wyglądał tak 

młodo jak Tony.

- Spróbuj mi przeszkodzić.

- A co powiesz innym?

- Po prostu, że spędzę noc na brzegu.

- Domyśla się.

- Sama powiedziałaś, że nie ma się czego wstydzić.

- To prawda. Ale co z tobą? Będą o nas plotkować. Uśmiechnął się.

background image

- Będą z pewnością bardzo zazdrośni. Są także pewne korzyści... .

Powiedział to tak bardzo sugestywnie, że skłoniła głowę pytająco w jedną stronę.

- Och. Cóż to za korzyści? Położył rękę na jej biodrze.

- Będzie bardziej intymnie i łóżko będzie szersze.

- Polubiłam twoje łóżko.

- Trzeszczy.

- Nie zwróciłam na to uwagi. Pochylił się nad nią i szepnął jej do ucha.

-   Naprawdę,   to   jeszcze   niczego   nie   doznałaś,   pani.   Jego   głos   nabrał   barwy 

zdradzającej bliską zażyłość.

Sara poczuła wzbierające w niej podniecenie.

- Nie mogę się doczekać - szepnęła.

- Ja również. Dlatego idź i spakuj rzeczy. Pójdę i przegonię to towarzystwo z mesy, bo 

inaczej gotowi są spędzić tam całą noc. Spotkamy się za dziesięć minut.

Pakowanie   nie   zajęło   jej   dużo   czasu.   Sara   nie   wyszła   jednak   od   razu   z   kajuty. 

Poczekała, aż filmowcy opuszczą statek, a załoga ułoży się do snu. Potem, gdy się uciszyło, 

wyszła   na   pokład.   Czekał   tam   już   na   nią   Thor.   Ubrany   był   po   cywilnemu,   w   dżinsy   i 

granatowy sweter. Wziął od niej torbę i zwrócił się do Arne'a.

- Odprowadzam Sarę. Będzie odtąd mieszkała w mieście.

- Tak jest, kapitanie - odparł Arne wyraźnie zdziwiony.

- Mam sprawę do załatwienia. Nie będzie mnie  do rana - dodał Thor głosem nie 

tolerującym sprzeciwu.

- O, la la! - wykrzyknął Ken, podczas gdy Arne, lepiej wychowany, jedynie skinął 

głową.

Kwatera, którą Thor znalazł dla Sary, znajdowała się w starej części miasta, w bliskiej 

odległości   od   statku.   Było   to   niewielkie   mieszkanie,   składające   się   z   łazienki,   sypialni   i 

pokoju wychodzącego na plac z turecką fontanną. Do mieszkania wchodziło się po stromych 

schodach, znajdujących się na zewnątrz budynku. Na stopniach ustawione były doniczki z 

kwiatami. Było już zbyt ciemno, aby je rozpoznać.

Thor przekręcił klucz w zaniku i zapalił światło. Położył jej bagaż na podłodze, uniósł 

ją   na   rękach   i   ramieniem   otworzył   drzwi   do   sypialni.   Miał   rację,   pomyślała.   Stało   tam 

znacznie szersze łóżko niż to trzeszczące w jego sypialni.

Ich zbliżenie  miało  tym  razem  inny stopień natężenia. Może dlatego, że pierwszą 

miłością zaspokoili już wstrzymywaną długo namiętność, a może dlatego, że mieli przed sobą 

całą noc.

background image

Wczesnym rankiem Thor obudził ją pocałunkiem. Był już ubrany.

- Muszę wracać na statek - powiedział. - Wkrótce nadejdą ludzie z zespołu filmowego. 

Poleź jeszcze trochę. Nie wypływamy przed ósmą.

- Która jest?

- Piąta trzydzieści. Westchnęła.

- Musisz już iść?

- Wiesz, że muszę.

- Czy kapitanowie mają kiedykolwiek wakacje?

- Może będziemy mogli zrobić kilkudniową przerwę, jak skończymy zdjęcia.

Sara objęła go za szyję, pocałowała i próbowała wciągnąć znowu do łóżka. Roześmiał 

się. Opierał się jej, lecz był zadowolony z tych żartów.

- Zostań chociaż na chwilę - prosiła.

- Saro, ja... Hej, przestań. Ty kokietko.

W końcu udało mu się wydostać z jej uścisków. Gdy wyszedł, Sara wylegiwała się 

jeszcze przez chwilę. Potem wstała, wzięła prysznic i ubrała się. Poczuła straszny głód. W 

domu nie było jednak nic do jedzenia. Otworzyła drzwi na zewnątrz. Kwiaty, które tworzyły 

kolorową kaskadę na schodach, okazały się czerwonymi  pelargoniami.  Zamknęła  drzwi i 

włożyła klucz do kieszeni. Zbiegła  schodami w dół i podążyła ulicami Rodos w kierunku 

portu. Miała na sobie letnią sukienkę. Życie w mieście już się rozpoczęło. Ludzie, których 

mijała, uśmiechali się, widząc radość na jej twarzy.

Jej radosny nastrój nieco przygasał, w miarę jak zbliżała się do statku. Ogarnął ją 

niepokój. Była świadoma, że cała załoga już wie, że ona i Thor są ze sobą. Nie miała nic 

przeciwko temu, żeby wiedzieli. Obawiała się tylko, że mogą zacząć inaczej ją traktować. 

Dotychczas, poza pierwszą nocą, kiedy Tony się upił, traktowali ją jak kumpla - jako jednego 

z nich. Teraz jednak mogą zmienić swój stosunek do niej. Decydując się, że najlepiej będzie 

zachowywać się wobec nich tak jak poprzednio, Sara weszła na pomost.

Martwiła się na zapas. Obok statku stały dwie furgonetki. Cała załoga była  zajęta 

przeładowywaniem na statek znajdującego się w nich sprzętu filmowego. Byli tak pochłonięci 

przenoszeniem reflektorów, kabli, kamer i innych urządzeń potrzebnych do zdjęć, że poza 

zdawkowym “dzień dobry” nie mieli czasu odezwać się do niej słowem. Thor stał na mostku i 

kierował   przeładunkiem.   Nie   zauważył,   jak   weszła   na   pokład.   Sara   przemknęła   się 

niepostrzeżenie do kuchni i podśpiewując zaczęła przygotowywać śniadanie.

Tego   dnia   nie   zakończyli   zdjęć,   toteż   spędzili   noc   na   kotwicy   u   brzegów   Symi. 

Kobiety spały w pomieszczeniu gościnnym  na dziobie, a mężczyźni  na rufie. Jeżeli ktoś 

background image

przemykał się w nocy z kajuty do kajuty, to nie był to z pewnością Thor. Całą noc pozostał w 

swojej kabinie, tak jak się tego Sara spodziewała. Za to, gdy wrócili do Rodos, każdej nocy 

przychodził do jej niedużego mieszkanka na starym mieście. Załoga nie wyrażała sądów na 

ten temat, przynajmniej do Sary. Tylko Mack zaskoczył ją raz cierpką uwagą: “Najwyższy 

czas”.

Był to najszczęśliwszy czas w życiu Sary, a ponieważ była szczęśliwa, chciała, aby 

inni czuli się podobnie. Gdy więc któregoś dnia Mack wziął ją na stronę i powiadomił o 

zbliżających się urodzinach Steve'a, zdecydowała, że to świetna okazja dla zorganizowania 

zabawy.

- Możemy zaprosić tancerki z filmu i muzyków - powiedziała entuzjastycznie.

- Myślałem tylko o torcie urodzinowym - Mack uśmiechnął się.

- Nie. Zrobimy prawdziwą zabawę.

- Lepiej zapytaj o to wpierw kapitana - ostrzegł. Sara roześmiała się, wiedząc, że Thor 

nie odmówi jej takiej drobnej zachcianki. I rzeczywiście, nie odmówił. Nie był już w stanie 

odmówić   jej   czegokolwiek.   Grono   zaproszonych   gości   powiększało   się.   Według 

początkowych założeń, mieli być obecni jedynie członkowie załogi, kilka dziewcząt i muzyk. 

W końcu jednak przyszła dodatkowo większość członków zespołu filmowego, pięcioosobowa 

kapela i wielu innych starych bywalców tego rodzaju imprez. Sara i jeszcze dwie dziewczyny 

przygotowały program artystyczny. Zbierając olbrzymie brawa wykonały taniec, w którym 

Sara występowała wcześniej w nocnym lokalu. Potem wykonały jeszcze jeden taniec, który 

przypominał balet współczesny. Dział dekoracji i kostiumów uszył im specjalnie na tę okazję 

odpowiednie   stroje.   Podczas   swego   drugiego   występu   dziewczyny   ubrane   były   w   czarne 

kostiumy, przylegające ściśle do ciała, ze złotymi nitkami, które podkreślały ich ruchy.

- Byłyście wspaniałe!

Zewsząd podchodzili ludzie, aby im pogratulować.

-   To   najlepsze   urodziny,   jakie   miałem   -   powiedział   Steve   upojony   atmosferą   i 

alkoholem, po czym ucałował ją z dubeltówki.

Sara poszła się przebrać do swojej starej kajuty, mając nikłą nadzieję, że przyjdzie do 

niej Thor. Nie przyszedł jednak, toteż wróciła na górę, aby odszukać go na pokładzie. Zabawa 

trwała dalej. Goście niechętnie opuszczali statek, lecz byli delikatnie kierowani na pomost i 

do   taksówek   przez   Thora   i   Arne'a.   Kiedy   Sara   podeszła   do   Thora,   ten   spojrzał   na   nią 

przenikliwie.

- Idź już do domu. Nie mogę zejść ze statku, zanim nie opuszczą go ostatni goście - 

powiedział.

background image

- Dobrze. Do zobaczenia wkrótce!

Sara pojechała do domu taksówką i zasnęła, zanim Thor zdążył wrócić. Przytuliła się 

do   niego,   kiedy   położył   się   obok   niej   w   łóżku.   Pocałował   ją   delikatnie   i   oparł   głowę   o 

poduszkę. Nie próbował się z nią kochać.

- Jesteś zmęczony? - szepnęła Sara.

Objął   ją   ramieniem,   lecz   nie   odpowiedział.   Sara   zasnęła   wkrótce   znowu,   zbyt 

zmęczona,   aby   nad   czymkolwiek   się   zastanawiać.   Kiedy   obudziła   się   -   już   go   nie   było, 

pomimo że tego dnia statek nie wypływał w morze.

Wzięła prysznic i powoli się ubrała. Następnie wyszła. Nie spiesząc się podążała w 

kierunku   statku,   zatrzymując   się   tu   i   ówdzie,   żeby   zrobić   zakupy.   Gdy   przyszła,   załoga 

powitała ją z entuzjazmem, dziękując za udaną zabawę.

Tak bardzo ich polubiła! Czuła się, jak gdyby stanowili jedną wielką rodzinę, jak 

gdyby miała licznych braci - no i jednego kochanka. Chciałaby, żeby był jej mężem, lecz 

Thor nie wspominał o tym, a ona zbyt cieszyła się chwilą obecną, by myśleć o przyszłości. 

Marzyła jedynie o tym, aby ta chwila trwała wiecznie.

Wydarzenia tego dnia spowodowały jednak, że została zmuszona do zastanowienia się 

nad przyszłością. Dziewczyny, z którymi tańczyła poprzedniej nocy, zjawiły się na statku, 

aby zabrać swoje kostiumy. Kiedy weszły do mesy, gdzie Sara popijała kawę wraz z Thorem i 

innymi członkami załogi, zaczęły mówić jedna przez drugą.

- Saro, mamy dla ciebie wspaniałe wiadomości. Znasz Jonathana? Jest choreografem. 

Był wczoraj na przyjęciu i bardzo mu się podobał nasz nowy taniec.

-   Tak   -   wtrąciła   druga.   -   Zaofiarował   się   popracować   nad   nim   trochę   z   nami   i 

powiedział, że jeżeli stworzymy zespół i będziemy trzymać się razem, pomoże nam znaleźć 

pracę po zakończeniu filmu.

- Ciekawe, ale... - Sara próbowała coś powiedzieć.

- To nie wszystko - nie dopuszczały jej do głosu. - Zaproponował tobie rolę w firmie. 

To praca tylko na dwa - trzy tygodnie, a z pewnością zarobisz dużo więcej niż teraz.

- Bardzo ładnie z jego strony - odparła Sara. - Ja jednak czuję się doskonale na statku. 

A jeżeli chodzi o pracę z wami po zakończeniu filmu, to bardzo mi przykro, ale ja ...

- Myślę, że powinnaś wziąć tę rolę, Saro - wtrącił się Thor: - Przyda ci się dodatkowa 

suma pieniędzy po zakończeniu filmu.

Sara popatrzyła na niego nieufnie. Jego głos i zachowanie wydawały się dziwne.

- Tak sądzisz? zapytała.

- Tak - milczał przez chwilę, po czym z namysłem dodał. - Dałyście wczoraj bardzo 

background image

dobre przedstawienie. To chyba dobry pomysł, byście pracowały razem, kiedy powrócicie do 

Anglii.

Sarę   zamurowało.   Mimo   to   udało   się   jej   uśmiechnąć   do   dziewcząt   i   powiedzieć 

dyplomatycznie:

- Dziękuję, że przyszłyście mi o tym powiedzieć. Dam wam znać, jak się zastanowię.

Wstała z miejsca.

-  Przepraszam   na   moment.   Kapitanie,   czy  możemy   porozmawiać   przez   chwilę   na 

temat... na temat zapasów?

Poszli razem na pokład. Odwróciła się do Thora i powiedziała:

- Powiedz, co to wszystko miało znaczyć?

- Myślałem o twojej przyszłości. Będziesz musiała pracować, kiedy wrócisz do domu.

Popatrzyła na niego szeroko otwartymi oczami i czuła, jak ogarnia ją trwoga.

- Gdziekolwiek ty jesteś, tam jest i mój dom. Jego wargi zacisnęły się i przybrały 

uparty wyraz, który miała już okazję poznać.

- Wiesz, jaki jest mój pogląd na temat kobiet na statku. Gdy opuścimy Rodos, nie 

popłyniesz już dalej z nami.

- Nie zależy ci na mnie?

- Wiesz, że tak - odpowiedział krótko.

- Dlaczego więc, u licha, tak mówisz? Musisz zabrać mnie ze sobą.

- Nie ma miejsca na kochankę na pokładzie. Rozwijając ten wątek, powiedziała:

- A żony, czy dla nich również nie ma miejsca? Thor położył jej ręce na ramionach i 

popatrzył szczerze w oczy.

- Statek to nie miejsce dla kobiety. A ślub z marynarzem to nie jest dla niej życie.

- Dlaczego nie, na Boga?

- Ponieważ mężczyźni są na morzu przez długie miesiące. Ponieważ nie widują swych 

dzieci. Ponieważ ich żony są zmuszone do samodzielnego prowadzenia gospodarstwa i do 

polegania wyłącznie na samych sobie. W końcu - dodał z zastygłą twarzą - ponieważ kochają 

morze bardziej niż swoje kobiety.

Sara poczerwieniała na twarzy.

-   Próbujesz   się   wymigać.   Zawsze   uważałam,   że   zaszło   coś   w   twoim   życiu,   co 

zniechęciło cię do kobiet. Sądzę, że mam prawo o tym wiedzieć.

Thor zdjął ręce z jej ramion i wyprostował się. W pierwszej chwili myślała, że jej nie 

powie, lecz on zawahał się chwilę i zaczął mówić:

-   W   porządku,   a   więc   gdy   byłem   młody,   miałem   dziewczynę.   Byłem   wówczas 

background image

zwykłym majtkiem. Widywałem ją za każdym razem, kiedy wracałem z rejsu. Marynarze nie 

zarabiają wiele, toteż obiecała mi, że będzie czekać tak długo, aż będę w stanie się z nią 

ożenić i założyć rodzinę. Ale słowa nie dotrzymała. Wyszła za jakiegoś urzędnika.

- I to zniechęciło cię do kobiet? - zapytała Sara z niedowierzaniem.

Thor pokręcił przecząco głową.

- Tylko na pewien czas. Kilka lat temu statek, na którym pracowałem, należał do 

dwóch wspólników. Jeden z nich miał córkę, w której się bardzo zakochałem. Przekonała 

ojca, aby pozwolił jej popłynąć ze mną w rejs. Był to pierwszy rejs pod moją komendą. Nie-

które kobiety - wycedził - na morzu zapominają o wszelkich hamulcach. A może jedynie mi 

się wydawało, że takie posiadała. Dosyć, że morze podziałało na nią jak afrodyzjak. Była 

jedyną kobietą na statku. Nikt nie mógł się obronić przed jej urokiem. Kiedy staliśmy w 

porcie, pozwalała sobie nawet zapraszać obcych mężczyzn na pokład. W końcu wyrzuciłem 

ją ze statku. Naturalnie, udawała niewiniątko i poskarżyła się swemu ojcu. Przez to straciłem 

pracę. Niewiele już zostało żaglowców, toteż bardzo trudno było mi potem znaleźć nową 

posadę. Wtedy to złożyłem przysięgę, że nie będzie już więcej kobiet w moim życiu.

W jego głosie odczuć można było gorycz i złość. Sara mogła się jedynie domyślać, jak 

wiele lat ciężkiej pracy kosztowała go naprawa tej pierwszej, wielkiej porażki, którą odniósł 

w swym życiu zawodowym. To wiele tłumaczyło. On, który wydawał się tak bardzo pewny 

siebie niemal we wszystkim co robił, stawał się bezbronny wobec kobiety,  na której mu 

zależało.

- Thor - powiedziała Sara. Nie jestem nią, jestem sobą. Musisz już chyba wiedzieć, że 

cię kocham i nigdy nie chciałabym cię opuścić.

Patrzyli na siebie. Sara starała się, by jaśniejąca w jej oczach miłość przekonała go o 

jej szczerości. Zdała sobie jednak sprawę ze swojego niepowodzenia, kiedy szybko odwrócił 

wzrok.

- To nie dla ciebie. Masz szanse na zrobienie kariery wraz z innymi dziewczynami. 

Powinnaś z tego skorzystać. Pragnęłaś przecież zawsze być tancerką.

- Nieprawda. Moja mama tego chciała. Będę szczęśliwa, mogąc spędzić resztę życia 

przy tobie, na statku.

- To nie miejsce dla kobiety - powtórzył uparcie.

- Czy nie możesz zaryzykować i dać mi szansę?

Pozostawał niewzruszony. Jego twarz była jak z kamienia. Sara, wpadając w gniew, 

wykrzyknęła w końcu z goryczą w głosie:

- Nie zasługujesz na mnie! Idź do diabła! Odwróciła się i wybiegła na pomost. Była 

background image

zbyt dumna, by pozwolić sobie na to, żeby oglądał ją we łzach.

Życie Sary wiele razy układało się okropnie, ale nigdy chyba przedtem nie czuła się aż 

tak   nieszczęśliwa.   Nie   zamknęła   drzwi   do   mieszkania,   mając   nadzieję,   że   Thor   jeszcze 

przyjdzie i że będą znów razem. Leżała, nie śpiąc i czekając na niego przez pół nocy, ale nie 

przyszedł. Pragnęła związku z Thorem bardziej niż czegokolwiek innego na świecie, ale nie 

umiała przezwyciężyć jego uporu i rozczarowania kobietami.

Jeżeli jej miłość i oddanie nie mogły go do niej przekonać, to co mogłoby? Musiała 

walczyć z jego lękiem przed zaangażowaniem się i z jego miłością do morza, którą zawsze 

będzie stawiał na pierwszym miejscu. Wiedziała, że nie jest w stanie jej pokonać.

Następnego dnia powiedziała choreografowi, że przyjmuje rolę tancerki w filmie. Rola 

nie była trudna i nauka nie zajęła jej wiele czasu. Następnie udała się na statek. Nieco wysiłku 

kosztowało   ją   poinformowanie   wszystkich,   że   odchodzi.   Uściskała   każdego,   z   trudem 

wstrzymując łzy. Spoglądali na nią ze zdumieniem, a zarazem ze współczuciem - zgadywali 

bowiem, co zaszło. Kilku kolegów obrzuciło gniewnym spojrzeniem Thora, kiedy podeszła 

do niego, stojącego samotnie na rufie.

- Chciałabym zatrzymać mieszkanie, aż do końca filmu - powiedziała. - Chyba że 

chcesz, aby ktoś inny tam zamieszkał - dodała zgryźliwie.

- Nie bądź niemądra - odpowiedział krótko. Uniosła głowę i popatrzyła mu w oczy.

- Drzwi będą zawsze otwarte, o ile zmienisz  zdanie. Pobladł na twarzy i zacisnął 

wargi.

- Wybacz, Saro. Chciałbym, abyś wiedziała, że był to najszczęśliwszy okres w moim 

życiu.

Nie odezwała się już do niego, chociaż na ustach miała oczywiste pytanie: “I cóż z 

tego?”. Skinęła jedynie głową i wyszła.

Odzyskanie równowagi zajęło jej dwa, trzy dni. Po przemyśleniu wszystkiego podjęła 

decyzję, że nie da tak łatwo za wygraną. To jest zapewne, rozmyślała, moja ostatnia szansa na 

szczęście   i   ciążyć   będzie   na   mnie   przekleństwo,   jeżeli   oddam   ją   bez   walki.   Kiedy   nie 

pracowała   nad   filmem,   spędzała   większość   czasu   na   myśleniu   o   sposobach,   za   pomocą 

których  mogłaby  przekonać  Thora,   że  można   być   razem  nawet  na  morzu.  Każdego  dnia 

wspinała   się  na  stary  mur   obronny  blisko  pomostu  i   z  oddali   spoglądała  na  statek.  Gdy 

patrzyła na niego z utęsknieniem w Oranie, symbolizował dla niej drogę ucieczki. Teraz stał 

się symbolem ziszczenia jej marzeń.

Któregoś   dnia  wszyscy   członkowie   załogi  przyszli   do  niej   z  wizytą   i  prosili,   aby 

wróciła na statek. Nie pytała o Thora. Oni również nic nie powiedzieli konkretnego, odniosła 

background image

jednak wrażenie, że jest z nim coś nie w porządku i że znów zaczyna zachowywać się jak 

ranny niedźwiedź.

Nie widziała go już prawie do końca pracy nad filmem, kiedy potrzeba było więcej 

statystów.   Tancerki   zostały   ucharakteryzowane   jako   branki   z   wyspy   opanowanej   przez 

Saracenów.   Siłą   miały   być   zmuszone   do   wejścia   na   turecki   statek   i   sprzedane   jako   nie-

wolnice.  Sara  przebrana  została  w  czarne  długie  szaty,   jakie   wciąż  nosi  wiele  kobiet  na 

południu wyspy Symi, i wraz z innymi dziewczynami przybyła na pomost. Odbyły kilka prób 

scen przemocy z bijącymi je  okrutnie janczarami. Po czym, po przerwie, nastąpiła kolejna 

seria zdjęć.

Był to jeden z tych pechowych dni, w których nic nie wychodziło. Niebo chmurzyło 

się.   Zbierało   się   na   tropikalną   burzę.   Byli   gotowi   do   wypłynięcia   znacznie   później,   niż 

zaplanowali. ““Duch Wiatru”“ miał wypłynąć z portu w morze na odległość około dwóch mil. 

Wiatr   był   jednak   zbyt   silny.   Sara   słyszała,   jak   Thor   radził   asystentowi   reżysera,   który 

kierował zdjęciami, aby odłożyć je do jutra. W odpowiedzi filmowiec wybuchnął:

- Jesteśmy już dwa tygodnie spóźnieni. W porządku, może nabawimy się choroby 

morskiej, ale wypływamy tylko na bliską odległość. Domagam się wypłynięcia w morze!

Thor wzruszył ramionami, tak jakby mu na tym nie zależało i odpowiedział.

- W porządku, jeśli tego chcecie.

Wydał rozkaz odwiązania lin cumowniczych i wypłynął tylko na niektórych żaglach. 

Fale   uderzyły   w   nich,   gdy  tylko   opuścili   port.   Niebo   pociemniało   i   zrobiło   się   straszne. 

Załoga, ubrana w kolorowe kostiumy,  biegała po pokładzie i obsługiwała żagle, próbując 

ominąć po drodze zalegający na pokładzie  sprzęt i przestraszone kobiety,  które z trudem 

utrzymywały się na nogach.

Sara bała się, że sprzęt może wypaść za burtę. Pomimo fali i wiatru dotarli jednak do 

scen, które reżyser sfilmował. Thor wydał polecenie sternikowi, aby zmienił kierunek i Sara 

poczęła   już   wierzyć,   że   wyszli   z   kłopotów   obronną   ręką.   Nagle   jednak   rozpoczęła   się 

prawdziwa   nawałnica.   Burza   wybuchnęła   niespodziewanie   z   niesamowitą   siłą,   gradem, 

przeraźliwymi grzmotami i piorunami.

- Kobiety pod pokład! - Thor próbował przekrzyczeć nawałnicę. - Arne, schodź na 

dół! - wołał do majtka siedzącego na bocianim gnieździe. Lecz Arne albo nie słyszał, albo też 

uważał,  że   schodzenie   po  maszcie   wśród  szalejącej  wichury,   na  podrzucanym   przez   fale 

statku może być zbyt ryzykowne.

Mack zszedł na dół, aby pokrzepić na duchu przestraszone kobiety. Sara zdjęła czarną 

woalkę,   która   zakrywała   jej   twarz,   i   stała   z   boku,   podekscytowana   sztormem   oraz 

background image

zaciekawiona nagłą zmianą sytuacji.

- Saro, co u licha, tu robisz?

Wykrzyknęła mu coś w odpowiedzi, lecz nic nie było słychać, gdyż piorun z wielkim 

hukiem uderzył  w grotmaszt,  łamiąc  jego wierzchołek  jak zapałkę i wyrzucając Arne'a z 

bocianiego gniazda do wody. Sara wrzasnęła i pobiegła na pokład. Koła ratunkowe zostały 

usunięte z pokładu, aby upodobnić statek do historycznego żaglowca. Sara schwyciła więc 

linę,   rzuciła   jeden   z   jej   końców   w   morze,   drugi   zaś   przywiązała   do   poręczy   nadburcia. 

Zobaczyła, jak nagle jakaś postać wskoczyła na poręcz i wykonała skok do wody.

- Thor! - krzyknęła z rozpaczą, lecz nic nie mogło go powstrzymać.

- Spuścić szalupę! - rozkazał Mack. - Z drogi, Saro!

Ale ona wdrapała się do łodzi wraz z innymi  i to ona pierwsza, wychylając się i 

wpatrując w rozkołysane morze, przesłonięte strugami deszczu, dostrzegła w otchłani wód 

dwie głowy.

- Tam są, po prawej!

Thor go odszukał. Dzięki Bogu!

- Na prawo, chłopcy! Przygotować się!

Używali   wioseł,   gdyż   silnik   był   prawie   nieużyteczny   w   takich   warunkach.   Mack 

ściągnął Sarę w dół, toteż Thor jej nie zauważył, gdy wdrapał się do łódki, pomógłszy wpierw 

wciągnąć   Arne'a.   Zbliżyli   się   do   statku.   Sara   była   tak   wyczerpana   akcją   ratunkową,   że 

brakowało jej sił, aby samej wspiąć się na pokład. Wciągnięta została na linie.

Przeczekali na pełnym morzu najgorszą nawałnicę. Z pomocą silnika rozpoczęli drogę 

powrotną na Rodos. Powrót pasażerowie przyjęli z ulgą. Wielu z nich było chorych. Mack 

przyszedł na dół powiedzieć, że z Arne jest wszystko w porządku. Napił się tylko dużo wody. 

Sara skinęła głową. Zdjęła z  siebie mokry strój i ubrała się w szorty oraz koszulkę, które 

pożyczyła od Tony'ego.

- Gdzie jest Thor?

- W kabinie.

- Dziękuję.

Z wyrazem zdecydowania na twarzy, Sara pomaszerowała w kierunku kabiny Thora.

Mack, wielce zaintrygowany, popatrzył w ślad za nią.

Weszła do kabiny bez pukania. Thor miał na sobie suche spodnie i zmieniał właśnie 

koszulę, kiedy ją dostrzegł. Odwrócił się ze zdziwieniem, które przeszło w stan kompletnego 

zaskoczenia.

- Sara! Co ty tu...?

background image

- Mam już ciebie zupełnie dosyć! - krzyknęła na niego z wściekłością. - Nie dość, że 

jesteś kompletnym idiotą, który nie wie, co dobre, to jeszcze ryzykujesz życiem! A co by 

było, gdybyś  utonął? Mogłeś przecież popłynąć razem z nami szalupą. Lecz nie. Wolałeś 

udawać bohatera!

Thor patrzył na nią wytrzeszczając oczy.

- Mam ci jeszcze coś do powiedzenia - dodała z mocą. - Jesteś ograniczony. Jeżeli 

kochałabym morze, tak jak ty, uczyniłabym wszystko, aby stać się posiadaczem własnego 

statku. Jesteś zaślepionym głupcem, gdyż nie widzisz, że można kochać morze i kobietę, i że 

kobieta może tak bardzo ciebie kochać, że zgodzi się na wszystkie twoje warunki.

Sara uniosła głowę, w jej oczach widać było wzburzenie.

- Miałam rację, kiedy powiedziałam, że nie zasługujesz na mnie. Nie jesteś dla mnie 

wystarczająco męskim facetem. Pielęgnuj swoje przesądy. Będzie ci z nimi ciepło i samotnie 

w łóżku.

Odwróciła się na pięcie, wymaszerowała z kabiny i wtedy zorientowała się, że na 

korytarzu  zgrupowała się cała załoga  i bezwstydnie  przysłuchiwała  się temu,  co mówiła. 

Przywitali ją uśmiechami i oklaskami. Zagrodzili drogę Thorowi, kiedy wyskoczył z kabiny 

za nią.

- Saro, poczekaj!

Lecz ona odeszła z miną wyrażającą oburzenie.

Thor przyszedł wieczorem do jej mieszkania, lecz tam jej nie zastał. Nie było jej też w 

hotelu, opuszczonym już przez ekipę filmową. Tancerki nie wiedziały, gdzie jest.

- Chyba już wyjechała do Anglii. Wiele osób, które nie zdecydowały się na udział w 

zabawie pożegnalnej, odleciało już dzisiaj.

- Zabawa pożegnalna?

-   To   wielkie   przyjęcie   na   cześć   zakończenia   pracy   nad   filmem.   Będzie   jutro 

wieczorem. Czy przyjdzie pan?

- Sam nie wiem. Ale załoga na pewno będzie miała chęć przyjść.

Sceny   filmu   ze   statkiem   zostały   zakończone.   Marynarze   spędzili   cały   dzień   nad 

reperacją masztu i przygotowaniem statku do wyjścia w morze. Pracą kierował Mack. Thor 

spędził zaś cały dzień na poszukiwaniu Sary. Wrócił wczesnym ranem, czując się pokonany. 

Ze smętnym wyrazem twarzy siadł przy stole w mesie naprzeciw Macka, sączącego kawę.

- Straciłem ją, Mack - wyznał. - Nie mogę jej nigdzie odszukać.

- Zasługiwałeś na to - odpowiedział Mack bez współczucia. - Idziemy się bawić.

Thor wyciągnął rękę i schwycił go za przegub dłoni.

background image

- Jeżeli tam będzie, obiecujesz, że dasz mi znać? Mack popatrzył na niego z wahaniem 

i odparł:

- W porządku, jeśli tam będzie. Arne zostaje na wachcie. Nie ma dziś ochoty na picie.

Wiadomość, że Sara jest na przyjęciu, nie nadeszła, i o północy załoga wróciła na 

statek. “Duch Wiatru” odbił od nabrzeża i w nocy wypłynął z portu na pełne morze. Thor stał 

oparty o poręcz 1 obserwował, jak światła portu oddalały się. W końcu zupełnie zmalały i 

zniknęły. Powoli odwrócił się i ciężkim krokiem poszedł do swej kabiny.

Sara   leżała   na   jego   łóżku,   przeglądając   tygodnik   ilustrowany.   Podniosła   wzrok   i 

popatrzyła na niego, kiedy wchodził.

- Myślałam,  że nigdy już nie  przyjdziesz.  Popatrzył  na nią  zdumiony  i twarz mu 

zajaśniała radością.

- Jak długo tutaj jesteś?

- W twojej kabinie czy na statku?

- Byłaś tutaj cały czas? - zapytał z niedowierzaniem.

- Naturalnie, a gdzie miałabym być? Thor zamknął drzwi.

- Czy wiesz, że poszukując ciebie obszedłem całe Rodos? Myślałem, że wróciłaś do 

Anglii i że już nigdy ciebie nie odnajdę.

Usiadł na łóżku.

- Nie próbuj mówić, że dobrze mi tak. Już to słyszałem. To prawda.

Wziął tygodnik z jej rąk i odsunął na bok. W jego oczach malowało się nowe uczucie - 

nadzieja i ulga połączona z radością.

- Czy mam przez to rozumieć, że znów jesteś pasażerem na gapę?

- Owszem i muszę cię ostrzec, że jeśli spróbujesz mnie zabrać z powrotem na Rodos, 

załoga stanie po mojej stronie.

- Dobrze mi tak.

Uniósł koc i odkrył, że nie miała na sobie niczego.

- Czy wyjdziesz za ślepego głupca, Saro?

- Tylko wtedy, jeżeli sprawi sobie i żonie swój własny statek.

Thor uśmiechnął się.

- Załatwiam właśnie sprawy związane z zakupem tego.

- Naprawdę?

Oczy Sary zajaśniały, ale próbowała dalej udawać obojętność.

- To wyjaśnia sprawę. Kocham ten statek!

- Bardziej niż mnie?

background image

Zaczął ją gładzić po plecach. Jego niebieskie oczy patrzyły pytająco.

- Tak bardzo, jak bardzo kocham morze - odparła delikatnie i zagadkowo.

- A więc nie tak bardzo, jak ja kocham ciebie - powiedział Thor z absolutną pewnością 

w głosie.

Roześmiała się.

- A więc wszystko w porządku. Dlaczego nie wejdziesz do łóżka?

- Natychmiast, pani.

Momentalnie rozebrał się i położył się obok niej. Natychmiast mocno ją przytulił.

Sara westchnęła z radości i uniosła dłoń, aby delikatnie pogładzić go po twarzy. Nagle 

coś sobie przypomniała.

Thor, czy pamiętasz, jak się śmiałeś, gdy zrobiłam sobie bikini z flagi? Dlaczego? 

Zachichotał.

- Oznaczała: “Witamy na pokładzie!” Parsknęła śmiechem, a następnie przysunęła się 

do niego, aby go pocałować.

- Jestem gotowa objąć stanowisko pod twoją komendą, kapitanie!