background image

Jayne Ann 

Krentz 

 
 
 

Światło 

Prawdy 

 
 

 
 
 

background image

 

Rozdział 1 
 
 

Ethan Truax nie cierpiał spraw, które kończyły się tak, jak 

ta.  Zamknął  segregator,  położył  dłonie  płasko  na  małym 
okrągłym  stoliku  i  spojrzał  na  mężczyznę,  który  siedział 
naprzeciw niego w nieco za małym hotelowym   fotelu. 

Jest  pan  pewien,  że  te  dane  są  wiarygodne?  -  spytał 

obojętnie. 

Absolutnie.  -  Dexter  Morrow  odpowiedział  mu 

uspokajającym  uśmiechem  doradcy  inwestycyjnego,  ale  jego 
oczy    zimne  i  wyrachowane.  -  Ściągnąłem  je  wprost  z 
osobistego laptopa Katherine wczoraj wieczorem, kiedy poszła 
już spać. 

Istotnie, wspominał pan, że jest blisko z szefową. 

Morrow  zachichotał.  Był  to  ten  rodzaj  znaczącego, 

męskiego  śmiechu,  jaki  często  można  usłyszeć  w  barach  i 
przydrożnych motelach. 

Bardzo blisko. Wiem z doświadczenia, że jest równie 

dobra w łóżku, jak w zarządzaniu  firmą. 

Ethan zdołał  nad sobą zapanować, choć nie było to łatwe. 

Przyszedł tu jednak, aby załatwić sprawę swojej klientki, a nie 
po to, by bronić jej honoru. 

Za oknem słońce Arizony oświetlało wyłożony błękitnymi 

płytkami  basen  i  hol.  Dzień  był  jasny  i  ciepły,  jeden  z  tych, 
które  rozsławiły  ten  stan.  Jednak  w  hotelowym  pokoju  czuło 
się  chłód  i  nie  była  temu  winna  sprawnie      działająca   
klimatyzacja. 

Morrow swobodnie założył nogę na nogę, opierając kostkę 

na  kolanie.  Kołnierzyk  jego  drogiej  kremowej  koszulki  polo 
był  wykończony  cienkim  czarnym  paseczkiem.  Koszulka 
została  idealnie  dobrana  do  markowych  spodni  i  eleganckich 

background image

 

skórzanych  mokasynów.  Na  jego  nadgarstku  połyskiwał  
dyskretnie   szwajcarski   zegarek.  

Dexter  Morrow  należał  do  tych,  którym  się  powiodło. 

Pracował  w  kosztownie  urządzonym  biurze,  grał  w  golfa  w 
środku  tygodnia  i  podejmował  swoich  klientów  w  drogich 
restauracjach,  takich  jak  Desert  View  Country  Club.  Tu,  w 
Whispering Springs, był człowiekiem sukcesu. 

A Ethan miał zamiar mu to wszystko odebrać. 

W  porządku  -  powiedział.  Miał  już  wielką  ochotę 

zakończyć tę grę. - Więc  umowa stoi. 

Morrow  spojrzał  w  stronę  teczki  o  bokach  z  aluminium, 

która stała przy krześle Ethana. 

Przyniósł pan gotówkę? 

Niskie  nominały,  zgodnie  z  ustaleniami.  -  Ethan 

opuścił  rękę,  ujął  uchwyt  teczki  i  pchnął  ją  po  dywanie  w 
stronę Morrowa. 

W  czasach,  gdy  pieniądze  można  w  mgnieniu  oka 

przenosić  z  jednego  krańca  globu  na  drugi  za  pomocą 
systemów  komputerowych,  ci,  którzy  nie  chcą  zostawiać  za 
sobą  żadnych  elektronicznych  śladów,  ciągle  wolą  żywą 
gotówkę. 

Morrow  podniósł  teczkę  i  położył  ją  na  stoliku.  Usiłował 

zachować obojętność,  ale Ethan  widział,  że  nie  bardzo mu  się 
to  udawało.  Jego  palce  drżały  lekko,  kiedy  otwierał  zamki. 
Tak, facet był mocno podekscytowany. 

Mężczyzna otworzył teczkę i  spojrzał na spoczywające w 

niej,  starannie  powiązane  pliki  banknotów.  Cała  jego  postać 
emanowała  gorączkowym  podnieceniem,  które  w  przypadku 
kogoś innego można by wziąć za chorobliwą   seksualną żądzę. 

Chce je pan przeliczyć? - spytał Ethan cicho. 

Nie,  to  by  za  długo  trwało.  Muszę  wracać  do  biura. 

Nie chcę, żeby ktoś zaczął o mnie pytać. - Sięgnął do teczki. - 
Sprawdzę tylko kilka banknotów, na chybił trafił. 

background image

 

Ethan  wstał  i  odsunął  się  nieco  od  stolika.  Nigdy  nie 

wiadomo,  jak  zareaguje  taki  facet,    kiedy  zorientuje  się,  że 
został zapędzony w kozi róg. 

Morrow  przejrzał  plik  równo  przyciętych  kartek  białego 

papieru,  ukryty  pod  pojedynczym  dwudziestodolarowym 
banknotem. Wydawało się, że w pierwszej chwili nie pojął, co 
się stało. Potem zrozumiał i jego opalona twarz nabiegła krwią. 
Odwrócił się i spojrzał na Ethana. 

Co tu się dzieje, do cholery? - warknął. 

Drzwi  łazienki  otworzyły  się  i  stanęła  w  nich  Katherine 

Compton. 

Właśnie  miałam  ci  zadać  to  samo  pytanie,  Dex  - 

powiedziała  głosem  stłumionym  od  powstrzymywanego 
gniewu.  Jej  ładna twarz była  ściągnięta i  nieruchoma.  -  Ale to 
byłaby  strata  czasu,  prawda?  Już  znam  odpowiedź.  Właśnie 
próbowałeś sprzedać poufne dane firmy panu Truaksowi. 

 W oczach Morrowa błysnęła panika. 

Przedstawił się jako  Williams. 

Naprawdę nazywam się Truax - odparł Ethan. - Ethan 

Truax z Truax Investigations. 

Morrow  bezwiednie  zaciskał  i  rozprostowywał  palce 

dłoni.  Sprawiał  wrażenie,  jakby  ciągle  nie  umiał  powiązać 
wszystkich faktów w logiczną całość. 

Jest pan  prywatnym   detektywem? 

Tak - odparł Ethan. 

Osłupienie  Morrowa trochę  go  zaskoczyło.  Facet  miał  na 

swoim  koncie  kilka  podobnych  przekrętów.  Powinien 
wiedzieć, że nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem. Nie 
znaczyło  to  co  prawda,  że  kiedykolwiek  groziło  mu  jakieś 
realne  niebezpieczeństwo.  Pracodawcy  prawie  nigdy  nie 
kierowali takich spraw do sądu. Nie życzyli sobie rozgłosu. 

Wynajęłam  Ethana  w  ubiegłym  tygodniu,  kiedy 

nabrałam  pewnych  podejrzeń  co  do  ciebie,  Dex  -  powiedziała 
Katherine. 

background image

 

Morrow błagalnie wyciągnął ręce w jej  stronę. 

Kochanie, nic nie rozumiesz... 

Niestety,  rozumiem  doskonale  -  odparła.  -  Udało  ci 

się zrobić ze mnie idiotkę, ale to już koniec. 

Morrow  spojrzał  na  Ethana  pociemniałymi  od  gniewu 

oczami, po czym znowu zwrócił się do Katherine. 

To nie tak, jak myślisz. Popełniasz duży błąd. 

Nie sądzę - odparła Katherine. 

Posłuchaj, wiedziałem, że jest przeciek, i wiedziałem, 

że  to  ktoś  z  twojego  najbliższego  otoczenia.    Więc 
postanowiłem,  że  spróbuję  przyłapać  drania,  który  cię 
oszukuje. 

Ty jesteś tym  draniem. 

To  nieprawda.  Kocham  cię.  Chciałem  cię  chronić. 

Kiedy 

Truax 

zaczął 

rozpuszczać 

pogłoski, 

że 

jest 

zainteresowany kupnem tych danych, pomyślałem, że wreszcie 
dotrę  do  tego,  kto  sprzedaje  tajemnice  firmy.  Jestem  tu,  bo 
chciałem  wyciągnąć  od  niego  jakieś  informacje.  Miałem 
zamiar go  podejść. 

Nie  martw  się  -  powiedziała  Katherine  -  nie  pozwę 

cię  do  sądu.  To  mogłoby  zaszkodzić  firmie.  Compton 
Investments 

zostało 

zbudowane 

na 

zaufaniu 

długoterminowych 

kontraktach 

uśmiechnęła 

się 

sarkastycznie. - Ale ty przecież o tym wiesz, prawda, Dex? W 
końcu pracowałeś dla mnie ponad rok. 

Katherine, to wszystko nie tak... 

Możesz już iść. W biurze czeka na ciebie ochroniarz. 

Będzie  ci  towarzyszył  podczas  pakowania  rzeczy,  weźmie 
twoje klucze,    a następnie odprowadzi cię do wyjścia.  Wiesz, 
jak to się odbywa. Standardowa procedura. Nikt się nie dowie, 
dlaczego  zostałeś  zwolniony.  Oczywiście  wszyscy  w  firmie 
wiedzą,  że  coś  nas  łączyło.  Będą  więc  podejrzewać,  że 
zerwaliśmy  ze sobą.  Kiedy  coś takiego  ma  miejsce,  to  zawsze 
niższy rangą odchodzi z firmy, prawda? 

background image

 

Katherine, nie możesz nam tego zrobić. 

Nie robię tego nam.  Robię to tobie.  A skoro mowa o 

kluczach,  oddaj  mi  ten  do  mojego  domu,  który dałam  ci kilka 
miesięcy  temu.  Nie  będzie  ci  już  potrzebny.    -  Wyciągnęła 
przed siebie otwartą dłoń. 

Mówię ci, popełniasz poważny błąd. - Glos Morrowa 

brzmiał teraz ochryple. 

Nie,  raczej  naprawiam  błąd,  który  popełniłam,  kiedy 

się z tobą związałam. Oddaj klucz. No, już - dodała ostro. 

Morrow  zbladł.  Ethan  był  pod  wrażeniem  szybkości,  z 

jaką  Morrow  wyciągnął  z  kieszeni  pęk  kluczy  na  złotym 
łańcuszku. Jeden z nich zdjął z kółka i rzucił Katherine. 

Na  wszelki  wypadek  zmienię  zamki.  -  Katherine 

włożyła  klucz  do  torebki.  -  Dziś  rano  spakowałam  twoje 
rzeczy.  Maszynkę  do  golenia,  zapasowe  koszule  i  takie  tam. 
Zostawiłam je po drodze w twoim mieszkaniu. 

Twarz  Morrowa  zadrgała  z  wściekłości.    Spojrzał  na 

Ethana. 

To  twoja  wina,  ty  sukinsynu.  Pożałujesz  tego,  

obiecuję. 

Ethan  wyjął  z  kieszeni    dyktafon.      Wszyscy  troje  

spojrzeli  na malutkie urządzenie, które trzymał w dłoni. Ethan 
wyłączył je bez słowa. 

Morrow zacisnął zęby, kiedy pojął, że jego groźba została 

nagrana. W milczeniu chwycił teczkę, z taką siłą, że aż zbielały 
mu kostki. Potem podszedł do drzwi, otworzył je i wyszedł. 

Zapadła  cisza.  Wydawało  się,  że  cały  pokój  odetchnął  z 

ulgą. 

Katherine nie odrywała oczu od drzwi. 

Myślisz, że kiedy ci groził, mówił poważnie? 

Nie  przejmuj  się  tym.  -  Ethan  podszedł  do  stolika  i 

wrzucił plik kartek udających  banknoty z powrotem do teczki. 
-  Faceci  tego typu  rzadko  uciekają się do  przemocy.  Wolą nie 
ryzykować.  Kiedy  zostaną  przyłapani  na  gorącym  uczynku, 

background image

 

zwykle  znikają  tak  szybko,  jak  tylko  się  da.  Jutro  o  tej  porze 
nie  będzie  go  już  w  mieście.  Najdalej  pojutrze.  A  za  kilka 
tygodni  zahaczy  się  gdzie  indziej  i  zacznie  przygotowywać 
kolejny przekręt. Katherine skrzywiła się lekko. 

Nie wyświadczam    światu  przysługi,     puszczając  go 

wolno,  prawda? 

Wyświadczanie  światu  przysług  nie  jest  twoim 

zadaniem  –  odparł  spokojnie  Ethan.  -  Musisz  pamiętać  o 
swojej firmie i jej klientach. To trudny   wybór?  

Nie  -  powiedziała  bez  wahania.  -  Dobro  firmy  liczy 

się dla mnie najbardziej. Jesteśmy w trakcie bardzo delikatnych 
negocjacji.  Ich  wynik  będzie  miał  wpływ  na  ponad 
pięćdziesięciu  pracowników  trzech  filii  Compton  Investments 
tu,  w  Whispering  Springs  oraz  w  rejonie  Phoenix  i  setki 
klientów.   Mam wobec nich wszystkich zobowiązania. 

Mówi  jak  prawdziwy  przedsiębiorca,  pomyślał  Ethan. 

Katherine  potrząsnęła  głową.  Teraz,  kiedy  było  już  po 
wszystkim, wyglądała na znużoną. 

Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek dam się nabrać 

jakiemuś  facetowi.  Zawsze  ufałam  swojej  intuicji.  Byłam 
pewna, że umiem rozpoznać oszusta. 

I rozpoznałaś go. - Ethan zatrzasnął teczkę. - Właśnie 

dlatego  podniosłaś  pewnego  dnia  słuchawkę  i  zadzwoniłaś  do 
mnie, pamiętasz? 

Wydawała się zaskoczona tą uwagą. Przez chwilę myślała 

o  tym.  co  powiedział,  a  potem  kiwnęła  głową,  jakby 
przyznawała mu rację. 

Tak, 

zadzwoniłam 

do 

ciebie. 

Podeszła 

zdecydowanie  do  drzwi.  -  Dziękuję,  że  mi  o  tym 
przypomniałeś.  W  całym  tym  zamieszaniu  zapomniałam,  że 
Dexter Morrow wydał mi się w końcu zbyt wspaniały, by mógł 
być  prawdziwy. 

Ethan wyszedł za nią na korytarz i zamknął drzwi. 

Intuicja cię nie zawiodła. 

background image

 

Wiesz,    naprawdę  myślałam,    żeby  za  niego  wyjść. 

Ethan kiwnął głową. 

Byłoby  to  moje  drugie  małżeństwo  -  dodała.  Znowu 

przytaknął. Zatrzymał się przy windach i wcisnął guzik. 

Mój  pierwszy  mąż  ożenił  się  ze  mną,  bo  chciał 

położyć  ręce  na  firmie  mojego  ojca  -  ciągnęła  Katherine.  -  
Kiedy  zrozumiał,  że  to  ja  odziedziczę  Compton  Investments  i 
że mam zamiar sama nią zarządzać, wystąpił o rozwód. 

Ethan  modlił  się  w  duchu  do  wszystkich  hotelowych 

bóstw,  by  winda  przyjechała  jak  najszybciej.  Rozumiał,  że  po 
wszystkim  klient  musi  się  wygadać  i  zazwyczaj  był  gotów 
cierpliwie  go  wysłuchać.  Uważał  to  za  część  swoich 
zawodowych  obowiązków.  Ale  dziś  chciał  się  jak  najszybciej 
pożegnać. Czuł się śmiertelnie zmęczony. 

Tym razem pomyślnemu doprowadzeniu sprawy do końca 

nie  towarzyszyło  radosne  podniecenie.  Może  dlatego,  że 
ostatnio kiepsko sypiał. 

Znał  przyczynę  swojej  bezsenności.  Był  listopad,  co  dla 

niego oznaczało czas koszmarów. Jeśli ostatnie dwa lata uznać 
za miarodajne, nie wyśpi się aż do grudnia. 

W końcu drzwi rozsunęły się i Katherine pierwsza weszła 

do windy.  

Byłeś kiedyś żonaty? - spytała. 

O tak - odparł Ethan.  

Uniosła jedną brew. 

Rozwiodłeś  się? 

Trzy  razy.  

Zmarszczyła  brwi.  Nie  zaskoczyło  go  to.  W  dzisiejszych 

czasach nikogo nie dziwi jeden rozwód czy nawet dwa. Można 
to  jakoś  usprawiedliwić.  Ale  trzy  rozwody  budzą  już 
podejrzenia, że z człowiekiem jest coś nie tak. 

A teraz jesteś  żonaty? 

Pomyślał  o  Zoe,  która  czekała  na  niego  w  domu. 

Przypomniał  sobie,  jak  siedziała  naprzeciw  niego  tego  ranka 

background image

 

przy  śniadaniu,  ożywiona  i  radosna,  w  piżamie  koloru 
ametystu.  Sączące  się  przez  okno  promienie  słońca 
rozświetlały  jej  ciemno  kasztanowe  włosy,  gdy  patrzyła  na 
niego  swoimi  tajemniczymi,    szarymi  oczyma.    Jego  kobieta, 
jego żona. 

Noszony  w  pamięci  obraz  Zoe  był  talizmanem,  który 

pomagał  mu  w  zmaganiach  z  ciemnymi  mocami  listopada, 
które  sprzęgły  się  przeciw  niemu.  Ale  w  głębi  duszy  bał  się 
przyszłości, bo był pewny, że moce te wcześniej   czy  później   
zatriumfują i   odbiorą mu ją. 

Wcisnął guzik z oznaczeniem parteru. 

W pewnym  sensie - powiedział. 

 
 

Rozdział 2 

 
To  był  dobry  dzień.  Na  swojej  drodze  nie  napotkała  dziś 

żadnych „krzyczących   ścian". 

Dla  większości  dekoratorów  wnętrz  „krzyczące  ściany" 

oznaczały  niefortunny  wybór  koloru  farby  albo  fatalną 
dekorację  okna.  Ale  w  przypadku  dekoratorki  o  zdolnościach 
paranormalnych,  wrażliwej  na  niewidzialną  aurę,  jaką 
pozostawiają  w  pomieszczeniach  sceny  przemocy  czy 
gwałtownej  namiętności,  termin  ten  należało  rozumieć 
dosłownie. 

Nalewając  wina  do  dwóch  kieliszków,  Zoe  przypomniała 

sobie,  że  nie  zawsze  chciała  być  dekoratorką  wnętrz.  Kiedyś 
miała  zamiar  zostać  mecenasem  sztuki.  Ale  morderstwo  jej 
pierwszego męża zmieniło całe jej życie. 

Musiała przyznać, że po śmierci Prestona długo nie mogła 

dojść  do  siebie.  Cóż  można  powiedzieć?  Była  zrozpaczona. 
Policja doszła do wniosku, że Preston został zastrzelony przez 
przypadkowych  włamywaczy.  Ale  kiedy  Zoe  po  raz  pierwszy 
weszła  do  letniego  domku,  w  którym  dokonano  morderstwa, 

background image

 

10 

natychmiast  poczuła  ,  że  zaszło  tam  coś  innego.  Ściany 
krzyczały o  krwawym, zaplanowanym mordzie. 

Pragnąc, by sprawiedliwości stało się zadość, Zoe mówiła 

każdemu,  kto  tylko  chciał  słuchać,  że  Preston  został  zabity 
przez  kogoś,  kogo  dobrze  znał.  Był  to  błąd,  który  mógł  ją 
kosztować  życie.  Rozpaczliwie  próbując  przekonać  rodzinę 
męża,  że  to  jeden  z  jej  członków  jest  za  to  odpowiedzialny, 
powiedziała  im,  że  wyczuwa  wściekłość  mordercy,  która 
wsiąkła w  ściany domku. 

Okazało się to fatalne w skutkach. 
Jej paranormalne zdolności dostarczyły teściom pretekstu, 

którego  potrzebowali,  by  zamknąć  ją  w  ekskluzywnej 
prywatnej  klinice  psychiatrycznej.  Zoe  wiedziała,  że  nie  jest 
szalona,  kiedy  przekraczała  próg  szpitala,  ale  czas,  który  tam 
spędziła, niemal zmienił fałszywą diagnozę w prawdę. Do dziś 
miała  w  nocy  koszmarne  sny,  w  których  przemierzała 
korytarze Candle Lake Manor. 

Zoe  postawiła  dwa  kieliszki  wina  na  tacy  obok  sera  i 

krakersów,  po  czym  zaniosła  wszystko    do  saloniku  swojego 
małego mieszkania. 

Ethan siedział na kanapie, pochylony do przodu, opierając 

łokcie  na  kolanach.  Miał  na  sobie  czarną  koszulę  i  spodnie  w 
kolorze khaki. W jednej ręce trzymał pilota i leniwie przerzucał 
kanały, 

na 

których 

nadawano 

właśnie 

popołudniowe 

wiadomości. 

Zoe przyszedł na myśl ten pamiętny październikowy dzień 

sprzed  sześciu  tygodni,  kiedy  weszła  do  mieszczącego  się  na 
drugim  piętrze  biura  Ethana  przy  Cobalt  Street.  Jako 
dekoratorką  wnętrz  od  pierwszej  chwili  wiedziała,  że  ten 
człowiek  ma  wiele  wspólnego  ze  swoimi  staroświeckimi 
meblami,  które  były  już  trochę  zużyte  i  podniszczone,  ale 
dzięki przedniej jakości materiału i solidnej  konstrukcji ciągle 
nieźle się prezentowały. 

background image

 

11 

Tak,  to  był  człowiek,  który  rozpoczęte  sprawy 

doprowadza  do  końca,  jeden  z  tych,  którzy  niczego  nie 
przerywają  w  połowie.  Aby  go  powstrzymać,  trzeba  by  go 
zabić, a to na pewno nie było łatwe. 

Zoe  podobały  się  jego  siła,  solidność,  odpowiedzialność. 

Tym,  co  ją  na  początku  niepokoiło,  byty  jego  oczy. 
Bursztynowe,  nieodgadnione  i  inteligentne.  Oczy  łowcy, 
drapieżnika. 

Szybki  ślub  w  Las  Vegas  został  zaplanowany  tylko  jako 

część  planu,  który  miał  ją  chronić  przed  bogatymi  krewnymi. 
Mieli  oni  istotny  finansowy  motyw,  by  życzyć  sobie  jej 
śmierci.  Decyzja,  by  potraktować  małżeństwo  poważnie, 
została  podjęta  później,  kiedy  emocje  związane  z  nieudanym 
zabójstwem trochę opadły. 

Postanowili,  że  podejdą  do  tego  na  luzie.  Byli  świadomi 

faktu, że oboje wchodzą w to małżeństwo obarczeni pokaźnym 
bagażem doświadczeń.  

Z  pewnością  każdy  dobry  terapeuta  odradzałby  im 

małżeństwo i to nie tylko ze względu na pośpiech, z jakim się 
na nie zdecydowali. 

Zoe  nie  miałaby  zresztą  o  to  pretensji  do  specjalistów. 

Szanse,  że  uciekinierka  ze  szpitala  psychiatrycznego  i 
trzykrotny  rozwodnik  stworzą  udany  związek,    były  bliskie 
zeru. 

W  dodatku  Ethan  był  dość  sceptycznie  nastawiony  do 

osób  obdarzonych  zdolnościami  paranormalnymi.  Stracił  do 
nich  zaufanie  po  śmierci  brata,  kiedy  pewien  szarlatan, 
powołując  się  na  swe  rzekome  wizje,  przekonał  szwagierkę 
Ethana,  Bonnie,  że  jej  mąż  nadal  żyje,  czym  przysporzył  jej 
dodatkowych  cierpień.  Ethan  wpadł  wtedy  w  furię.  Bonnie 
zwierzyła  się  nawet  Zoe,  że  trudno  jej  uwierzyć,  iż  oszust 
zdołał ujść z życiem. 

A  przy  tym  wszystkim  Ethan  miał  na  swoim  koncie 

bardzo złe doświadczenie z pewnym dekoratorem wnętrz. 

background image

 

12 

Jednak  mimo  że  wszystko  zdawało  się  sprzysiąc  przeciw 

nim,  Ethan  i  Zoe  postanowili  nie  zważać  na  nic  i  podjąć 
ryzyko.  Prawdopodobnie  dlatego,  że  oboje  mieli  spore 
doświadczenie w tym względzie. 

Do  pierwszego  listopada  Zoe  nabrała  przekonania,  że 

wygrają tę walkę, że im się uda. Zainwestowała nawet w nowy 
serwis obiadowy w kolorze  czerwonej   papryki. 

W  ciągu  pierwszych  tygodni  tego  dziwnego  małżeństwa 

szybko  przyzwyczaili  się  do  nowego  stylu  życia,  który  Zoe 
określiłaby  jako  „domowy",  gdyby  nie  fakt,  że  bardzo  trudno 
byłoby  użyć  tego  słowa  w  odniesieniu  do  Ethana.  Ten 
mężczyzna  miał  wiele  zalet,  był  inteligentny,  seksowny  i 
wiedział,  czego  chce,  ale z pewnością  nie przywodził  na  myśl 
przytulnych,  pełnych  ciepła  skojarzeń,  jakie  budzi  słowo 
„domowy". 

Mimo  że  Zoe  zatrzymała  swoje  mieszkanie  w  Casa  de 

Oro,  oboje  spędzali  razem  wszystkie  noce  zazwyczaj  w 
Nightwinds,  domu  Ethana,  utrzymanym  w  koszmarnych 
odcieniach różu. Wszystko układało się znakomicie. Uczyli się, 
jak  wspólnie  przygotowywać  posiłki  w  kuchni.  Odkryli,  że 
oboje  należą  do  rannych  ptaszków.  Żadne  z  nich  nie  rzucało 
ubrań  na  podłogę.  Oboje  codziennie  brali  prysznic.  Czego 
więcej można sobie życzyć u progu wspólnego życia? 

Ale  wiele  się zmieniło,  gdy  nastał  listopad.  Zoe wyczuła, 

że Ethan się od niej odsuwa, że zwiększa dzielący ich dystans. 
Wydawał  się  niespokojny  i  zmienny  w  nastrojach.  Wiedziała, 
że  źle  sypia.  Cisza,  która  teraz  zapadała  czasem  między  nimi, 
nie była już pełna zrozumienia, wyczuwało się w niej napięcie. 
I  zdarzało  się  to  coraz  częściej.  Na  pytania  Ethan  odpowiadał 
wymijająco,  unikając rozmów o tym, co go gnębi. 

Zoe wydawało się czasem, że to, co ich łączy, przypomina 

bardziej  romans  niż  małżeństwo.  Romans  zmierzający  do 
tragicznego końca. 

background image

 

13 

 Może  jednak  za  szybko  postanowili  przeprowadzić 

remont  w  Nightwinds.  Decyzja,  by  przemalować  wnętrza, 
zmusiła  ich  do  wyprowadzenia  się  z  przestronnego  domu  i 
zamieszkania  w  maleńkim  mieszkanku  Zoe.  Tu  była  tylko 
jedna łazienka i zbyt mało miejsca, by mogli choć przez chwilę 
być z dala od siebie. 

Zoe szybko doszła do wniosku, że na tej małej, zagraconej 

przestrzeni  Ethan  jest  jak  lew  trzymany  w  klatce  ogrodu 
zoologicznego. Należało oczekiwać   problemów. 

Jak  Katherine  Compton  poradziła  sobie  dziś  po 

południu? - spytała, stawiając tacę na stoliku  do kawy. 

Nie  była  zachwycona  faktem,  że  jej  podejrzenia 

okazały  się  słuszne,  ale  podeszła  do  tego  dość  spokojnie.  - 
Ethan wyłączył telewizor, położył pilot obok tacy i wziął jeden 
z kieliszków. - Najtrudniej było jej pogodzić się z tym, że dała 
się  nabrać  Dexterowi  Morrowowi.  Wyznała  mi,  że  czuje    się 
jak  skończona idiotka. 

Zoe  zwinęła  się  w  rogu  kanapy,  kładąc  jedno  ramię  na 

oparciu. 

Rozumiem ją doskonale.   Co jej   powiedziałeś? 

Ethan wzruszył ramionami. 

Przypomniałem  jej,  że  to  ona  zadzwoniła  do  mnie  i 

poprosiła,  żebym  sprawdził  Morrowa.  Cokolwiek  by 
powiedzieć,  Katherine  Compton  na  pewno  nie  jest  idiotką. 
Zajęło  jej  trochę  czasu,  by  spojrzeć  prawdzie  w  oczy,  ale  w 
końcu  wzięła  sprawy  w  swoje  ręce,  jak  przystało  na  silną 
kobietę interesu,  którą jest. Poradzi sobie. 

A  ty? 

Ethan  miał  właśnie  zamiar  upić  łyk  wina,  ale  nagle  jego 

dłoń z kieliszkiem zatrzymała się kilka centymetrów od ust. 

Co ja? 

Zdaje  się,  że  ta  sprawa  poszła  dość  gładko.  Sam 

mówiłeś, że to rutyna. 

background image

 

14 

Bo  tak  jest.  -  Upił  trochę  wina  i  opuścił  kieliszek.  - 

Morrow  to  chciwy  kretyn.    Kiedy  zwęszył  pieniądze,  stał  się 
nieostrożny. 

Skoro  wszystko  jest  takie    proste,    dlaczego  tak  się 

przejmujesz? 

Przez  chwilę  myślała,  że  Ethan  nie  ma  zamiaru  w  ogóle 

odpowiedzieć na jej   pytanie. 

Sam chciałbym to wiedzieć - powiedział w końcu.  

Zoe uśmiechnęła się lekko. 

Wiesz,   co myślę? 

Nie, ale zaraz mi powiesz, prawda? 

Oczywiście.  Uważam  to  za  swój    obowiązek,  jako 

twoja żona, a wiesz, jaką wagę przywiązuję  do komunikacji w 
małżeństwie. 

Ho, ho.  

Myślę,  że  w  głębi  serca  jesteś  romantykiem  - 

stwierdziła łagodnie. 

 Ethan skrzywił się lekko. 

Bzdura. 

Ta  sprawa  dręczyła  cię,  bo  wiedziałeś,  że  w  końcu 

twoja klientka zostanie zraniona. 

Bezustannie  przekazuję  moim  klientom  złe  wieści. 

Katherine nie jest ani pierwsza, ani ostatnia. 

Wiem,  ale  to  nie  znaczy,  że  lubisz  ten  aspekt  swojej 

pracy, ani że jest ci z tym łatwo. 

Ethan  pociągnął  kolejny  łyk  wina  i  rozparł  się  w  drugim 

rogu kanapy. 

Chcesz powiedzieć, że źle wybrałem  sobie zawód? 

Zoe omal nie upuściła krakersa, którego właśnie wkładała 

do ust. W pierwszej chwili pomyślała, że on żartuje, ale potem 
spojrzała mu w oczy. 

Nie  -  odparła.  -  Sądzę,  że  urodziłeś  się,  by 

wykonywać ten zawód, że to jedyna rzecz, jaką możesz robić. 

Taaak? 

background image

 

15 

Masz do tego powołanie, Ethan.  

Mimo  ponurego  nastroju,  w kącikach  jego ust pojawił  się 

cień uśmiechu. 

Chyba  nikt  jeszcze  na  całym  świecie  nie  nazwał 

roboty prywatnego detektywa powołaniem. 

W twoim przypadku to prawda. Opowiedz mi, co się 

dzisiaj wydarzyło. 

Ethan  przełknął  krakersa  z  serem,  popił  winem  i  zaczął 

mówić.  Zoe  słuchała,  jak  zwabił  Morrowa  do  pokoju 
hotelowego i  jak Katherine Compton uparła się, że schowa się 
w łazience, choć jej to odradzał. 

Najbardziej  bałem  się,  że  Morrow  zechce  skorzystać 

z  toalety,  zanim  puści  farbę  -  powiedział  Ethan.  -  Ale 
rozumiałem,  dlaczego  chciała  tam  być,  więc  pozwoliłem  jej 
czekać  w  łazience.  Na  szczęście  wszystko  poszło  gładko.  Jak 
już  mówiłem,  Morrow  jest  chciwy.  Nie  chciał  tracić  czasu.  A 
ja oczywiście nie zaproponowałem mu niczego do picia. 

Bardzo rozsądnie. 

Dzięki. Byłem dumny z tego planu. 

Mówił  jeszcze  przez  chwilę  i  w  końcu  poszedł  za  nią  do  

kuchni,  by dokończyć swoją historię.   Stał w drzwiach, pijąc 
wino  i  patrząc,  jak  Zoe  kończy      przygotowywać      warzywne   
curry. 

Jak prawdziwy mąż, pomyślała. To podniosło ją na duchu. 
Jednak coś w opowiadaniu Ethana zaniepokoiło ją. 

Jesteś  pewny,  że  Morrow  nie  będzie  stwarzał 

problemów?  -  spytała,  przesypując  ryż z  garnka  do czerwonej 
miski. - Musi być na ciebie wściekły za to, że zniweczyłeś jego 
plany.  

Powiedziałem  Katherine,  że  faceci  tego  typu  szybko 

czmychają,  kiedy  powinie  im  się  noga,  i  to  jest  prawda. 
Schowa ogon pod siebie i już go nie będzie. 

Ethan usiadł przy  stole i przyjrzał się ustawionym na nim 

naczyniom  z  niekłamanym  zachwytem.  Zoe  poweselała. 

background image

 

16 

Bonnie  przysięgała,  że  droga  do  serca  mężczyzny  wiedzie 
przez żołądek. Może istotnie miała rację. 

Ustawiła miskę ryżu i aromatyczne curry na stole. 

Myślisz,  że  Morrow  w  ogóle  darzył  Katherine 

Compton jakimś uczuciem? 

Cokolwiek do niej czuł, nie było to dość silne, by nie 

chciał jej w końcu zdradzić  dla kilkuset tysięcy dolarów. 

Najwyraźniej.  -  Zoe  wyjęła  sałatkę  z  lodówki, 

postawiła  ją  obok  czary  i  usiadła  po  drugiej  stronie  stołu.  - 
Szkoda, że ona naprawdę go kochała. 

Tak,  ale  to  nie  była  ślepa  miłość.  -  Ethan  wziął 

opróżnioną  już  do  połowy  butelkę  wina  i  napełnił  kieliszki.  - 
Kiedy zorientowała się,  co jest grane, zrobiła to, co należało. 

Domyślam  się,  dlaczego  jest  tak  skuteczna  w 

zarządzaniu swoją firmą. 

Owszem.  -  Ethan  nałożył  nieco  curry  na  kupkę  ryżu 

na swoim talerzu  i  wziął  trochę orzeszków,  rodzynek  i sosu  z 
salaterek  stojących  na  stole.  -Katherine  jest  też  moim 
pierwszym poważnym klientem tu, w Whispering  Springs,   za 
co jestem jej wielce zobowiązany. 

Przepraszam  bardzo,  ale  to  ja  byłam  twoim 

pierwszym  poważnym  klientem.  -  Zoe  teatralnie  zmarszczyła 
brwi. - Jestem niepocieszona, że mogłeś o tym zapomnieć. 

Ty  byłaś  moją  pierwszą  prywatną  klientką.    To 

wielka różnica. 

Jesteś   pewny? 

Oczywiście, uwierz mi, niczego nie zapomniałem. 

Pewnie  trudno  byłoby  zapomnieć  sprawę,  która 

zakończyła się ślubem z klientką. 

To prawda. 

Zoe  nie  wiedziała,  dokąd  zmierza  ta  rozmowa. 

Uświadomiła  sobie  też,  że  już  po  raz  drugi  w  ciągu  ostatniej 
godziny  znalazła  sposób,    by  napomknąć  w  rozmowie  o  ich 
małżeństwie.    Najpierw  powiedziała,    że  jako  żona  ma 

background image

 

17 

obowiązek    informować    go      o  swoich  przemyśleniach,      a 
teraz  wyjechała  z  tą  niezbyt  subtelną  uwagą  o      ślubie    z 
klientką. Ethan spojrzał na nią zamyślony. 

Dziwne.  

Zoe zmartwiała. 

Curry? 

Nie  ,  curry  jest  doskonałe.  Chciałem  powiedzieć,  że 

czuję  się  dziwnie,  kiedy  mówię  o  sprawie,  która  dobiegła  już 
końca, tak jak teraz. 

Zoe patrzyła na niego w napięciu, gotowa w każdej chwili 

się wycofać. 

Nie musisz o tym mówić, jeśli nie chcesz. 

Nie  o  to  chodzi,  naprawdę.  Po  prostu  nie  jestem  do 

tego przyzwyczajony,   to  wszystko. 

Zoe odprężyła się trochę. 

Ethan,  małżeństwa  rozmawiają  ze  sobą  o  takich 

rzeczach. 

Naprawdę?  -  uśmiechnął  się  kpiąco.  -  Ja  nigdy  o 

takich rzeczach nie rozmawiałem z moimi byłymi. 

Dlaczego? 

Prawdopodobnie  dlatego,  że  żadnej  z  nich  to  nie 

interesowało. Spójrzmy prawdzie w oczy, większość spraw jest 
dość  nudna.  Dziewięćdziesiąt  procent  czasu  w  pracy  spędzam 
przy komputerze albo rozmawiając przez telefon. 

Ale ciebie to nie nudzi, prawda? 

Nie, ale to moja praca. 

Skoro ciebie to nie nudzi - powiedziała Zoe cierpliwie 

- mnie także nie. 

Jesteś   pewna? 

Absolutnie. 

W  porządku,  to  tyle  o  mnie.  -  Ethan  dołożył  sobie 

curry. - A jak tobie minął dzień? 

background image

 

18 

Zdecydowanie  mniej  ciekawie.  Poranek spędziłam  w 

mojej  bibliotece  w  Designers'  Dream  Home.  Myślę,  że  wiem 
już, jak się do tego zabrać. 

Zaproszenie do udziału w dorocznym projekcie Designers' 

Dream  Home  było  wyzwaniem  dla  jej  jednoosobowej  firmy, 
Enhanced  Interiors.  Komisja  wybrała  nowo  wybudowaną 
rezydencję,  położoną  w  najlepszej  dzielnicy  Whispering 
Springs,  na  modelowy  dom.  Ta  sama  komisja  wyszukała  też 
kilku najlepszych  miejscowych dekoratorów do pracy  nad tym 
projektem.  Zoe należała do grona szczęśliwców. 

Każdemu  z  dekoratorów  zostało  przydzielone  jedno 

pomieszczenie,  nad  którym  miał  pracować.  Zoe  dostała 
bibliotekę. 

Urządzenie  tego  pokoju  zajęło  jej  znacznie  więcej  czasu, 

niż  się  spodziewała,  ale  powtarzała  sobie,  że  trud  się  opłaci. 
Designers'  Dream  Home  nie  tylko  sponsorowało  wiele  akcji 
charytatywnych  w  Whispering  Springs,  ale  także  otaczało 
opieką  dekoratorów,  którzy  z  nimi  współpracowali.  Po 
zakończeniu  prac  planowano  spotkania  z  prasą  i  otwarcie 
rezydencji  dla  publiczności.  Wszystkie  pomieszczenia  wraz  z 
dekoratorami,  którzy  je  stworzyli,  miały  być  sfotografowane 
dla  jednego  z  większych  magazynów  południowego    zachodu 
zajmujących  się  dekoracją wnętrz.  

Lindsey Voyle nie przysporzyła ci więcej kłopotów? - 

spytał Ethan. 

Lindsey  Voyle,  dekoratorka,  która  otworzyła  niedawno 

swoje  biuro  w  mieście,  była  dla  Zoe  jedyną  skazą  w  całym 
projekcie.  Jej  styl  różnił  się diametralnie  od stylu  Zoe,  ale  nie 
to  było  najważniejsze.  Głównym  problemem  był  fakt,  że  od 
chwili  kiedy  zostały  sobie  przedstawione,  Lindsey  Voyle 
traktowała  Zoe    z  niewytłumaczalną,    zakamuflowaną 
wrogością. 

Zoe  zmarszczyła  nos,  wiedząc,  że  Ethan  uważa  jej 

rywalizację z Lindsey za trochę  śmieszną. 

background image

 

19 

Spotkałam  ją  tam  dzisiaj  -  powiedziała,  sięgając  po 

miseczkę z sosem z mango. - Miała czelność udzielać mi porad 
dotyczących  mojej  techniki  feng  shui.  Stwierdziła,  że 
stworzyłam  we  wnętrzu  zły  przepływ  energii,  wykorzystując 
zbyt wiele   intensywnych   kolorów. 

Zły przepływ energii?   Brzmi przerażająco. 

Zoe przypomniała sobie, że Ethan uznał ideę tworzenia w 

pokoju  czy  biurze  odpowiednich  przepływów  energii  za 
niesłychanie zabawną. 

Lindsey twierdzi, że zaliczyła warsztaty z feng shui w 

Los Angeles i wie wszystko na ten temat. 

Co jej   powiedziałaś? 

Na  pewno  nie  to,  co  miałam  ochotę  jej  powiedzieć. 

Wytłumaczyłam jej tylko, że mój styl nie opiera się jedynie na 
feng  shui,  że  w  mojej  pracy  wykorzystuję  elementy  różnych 
idei  dotyczących  dekoracji  wnętrz  –  bardzo  starych  i  całkiem 
nowych  -  by  stworzyć  w  pomieszczeniu  pozytywny  przepływ 
energii. - Zoe nałożyła na curry kolejną łyżkę sosu. – Dałam jej 
jasno  do  zrozumienia,  że  polegam  na  własnym  wyczuciu 
przestrzeni,  czerpię  inspiracje  z  różnych  źródeł  i  nie  trzymam 
się niewolniczo zasad żadnej konkretnej szkoły. 

Ethan uniósł brwi. 

A  wspomniałaś  jej,      że  wierzysz  w  swoje 

paranormalne zdolności? 

Oczywiście,  że  nie.  Ona  i  tak  uważa  mnie  za 

niedowarzoną amatorkę bez wyczucia stylu i koloru. Nie chcę, 
żeby zaczęła rozpowiadać, że jestem   stuknięta. 

Ethan pokiwał głową. 

Tak, to mogłoby się negatywnie odbić na interesie. 

Czasem  tylko  cienka  linia  oddziela  modnego 

projektanta,  który  korzysta  z  zasad  feng  shui,  od  szarlatana, 
któremu kompletnie odbiło. 

Rozumiem. 

background image

 

20 

Ale  dość  o  Lindsey  Voyle.  Im  mniej  o  niej  myślę, 

tym  lepiej.  A  dobra  wiadomość  jest  taka,  że  zadzwoniła  do 
mnie dzisiaj Tabitha Pine. 

Skoro  mowa  o  tych,  którym  kompletnie  odbiło  - 

mruknął Ethan z ustami pełnymi sałatki.  

Zoe zmarszczyła brwi. 

Nauczanie technik medytacji nie oznacza, że ktoś jest 

szalony.  Wielu  ludziom  takie  zajęcia  pomagają  zredukować 
poziom  stresu.  Są  naukowe  dowody  na  to,    że  medytacje  
obniżają ciśnienie  i  likwidują napięcia. 

Ja  wolę  pozostać  przy  mojej  własnej,  wypróbowanej 

metodzie redukcji   stresu. 

Co masz na myśli? 

Seks. 

Cóż,  bez  względu  na  to,  jaka  jest  twoja  opinia  na 

temat  terapii  medytacyjnej,  tak  się  składa,  że  nauczanie  tych 
technik  może  być  bardzo  dochodowe.  Tabitha  Pine  kupiła 
niedawno  bardzo  dużą,  ekskluzywną  rezydencję  tuż  za 
miastem.  Chce  całkowicie  zmienić  wystrój  wnętrz,  aby 
zwiększyć w  domu przepływ  pozytywnej   energii. 

To coś dla ciebie. Gratuluję. Widzę teraz, Zoe Truax, 

że  jesteś  faworytką  wszystkich  możliwych  guru.      Pine  to  
idealna klientka dla ciebie. 

Niezupełnie  -  westchnęła  Zoe.  -  W  każdym  razie 

jeszcze nie. Wygląda na to, że chce poprosić o ofertę nie tylko 
mnie, ale jeszcze jednego dekoratora, zanim podejmie decyzję. 

Mam złe przeczucia. 

Zgadnij,  kto jest tym drugim dekoratorem. 

Lindsey Voyle? 

Owszem. 

O rany, to się może źle skończyć - powiedział Ethan. 

–  Możemy  stać  się  świadkami  mrożącego  krew  w  żyłach 
pojedynku między dekoratorkami. W samo południe, na środku 

background image

 

21 

Fountain  Square.  Co  by  to  mogło  być?  Mierzenie  tapet  na 
czas? Walka na karnisze? 

Cieszę się, że tak cię to bawi. 

Ethan zachichotał. 

Kochanie,  stawiam  na  ciebie.  Tam,  gdzie  w  grę 

wchodzi tworzenie pozytywnej   energii,  nikt cię nie przebije. 

Nie  wymądrzaj  się,  Truax.  To,  że  ty  nie  wierzysz  w 

świadome  kształtowanie  swojego  otoczenia,  nie  znaczy 
jeszcze, że ludzie, którzy w to wierzą,   są bandą przygłupów. 

Ethan przybrał pozę człowieka głęboko obrażonego. 

Nigdy  nie  nazwałbym  ludzi,  którzy  płacą  spore 

pieniądze  za  przywrócenie  w  swoich  domach  pozytywnego 
przepływu energii, bandą przygłupów. 

Więc jak byś  ich nazwał? 

Klientami  -  odparł  gładko.  Zoe  z  aprobatą  kiwnęła 

głową. 

Dobra odpowiedź. 

Szybko się uczę - powiedział  i spoważniał. -  Ale czy 

jesteś  pewna,  że  naprawdę  chcesz  projektować  dom  Tabithy 
Pine?  Skoro  sama  jest  guru  w  dziedzinie  przepływu  energii, 
zapewne  ma  na  ten  temat  wyrobione  zdanie.    Praca  dla  niej 
może się okazać bardzo frustrująca. 

Lubię klientów, którzy wiedzą, co im się podoba, a co 

nie.  Bardzo  często  ich  opinie  rzucają  na  wszystko  nowe 
światło.  Praca  dla  takich  osób  to  wyzwanie  dla  dekoratora  i 
możliwość nauczenia czegoś nowego. 

Ja  też  mam  wyrobione  zdanie  na  temat  tego,  co 

zaplanowałaś  zrobić  z  naszym  domem,  ale  ty  nigdy  nie 
potraktowałaś  tego  jako  wyzwanie.  Zazwyczaj      się  ze  mną 
kłócisz. 

Zoe  przypomniała  sobie  ich  ostatnią  rozmowę  dotyczącą 

Nightwinds.  Stary  dom  był  pomalowany  na  jaskrawy  róż 
hollywoodzką  wersją  śródziemnomorskiej  willi.  Ethan  w 
pewnym  sensie  odziedziczył  go  po  swoim  wuju,  ponieważ 

background image

 

22 

żadne  biuro  handlu  nieruchomościami  w  mieście  nie  było  w 
stanie go sprzedać. 

Nieprawda.  -  Zoe uśmiechnęła się swoim  najbardziej 

uprzejmym,  profesjonalnym  uśmiechem,  który  rezerwowała 
dla  trudnych,  wymagających  szczególnej  troski  klientów.  - 
Jako klient zawsze jesteś dla mnie wyzwaniem. 

Ale? 

Ale  gdybym  pozwoliła  ci  wprowadzić  w  czyn  twoje 

pomysły, cały dom zostałby pomalowany na biało, a w każdym 
kącie stałyby kanapy. 

Gruba  przesada.  -  W  oczach  Ethana  pojawił  się 

złośliwy błysk. -Nie potrzebuję kanapy w łazience. 

Jesteś      pewny?  Ethan  zawahał  się,  a  jego  brązowe 

oczy pojaśniały rozbawieniem. 

Cóż, właściwie, teraz, kiedy o tym wspomniałaś...  

Zoe podniosła ręce w obronnym geście 

Nie zaczynaj, Truax.  

Wzruszył ramionami. 

Prawdopodobnie i tak by się tam nie zmieściła. 

Prawdopodobnie. 

Zoe  patrzyła,  jak  Ethan  je  curry  z  sałatką  i  doszła  do 

wniosku,  że  trochę  się  odprężył.  Ale  ciągle  wyczuwała  coś 
mrocznego, co czaiło się gdzieś w głębi jego duszy. Cokolwiek 
go  dręczyło,  była  pewna,  że  to  coś  więcej  niż  tylko  niezbyt 
szczęśliwe zakończenie sprawy Dextera Morrowa. 

Kiedy 

przechodziła 

koło 

łazienki, 

dobiegło 

ją 

przytłumione  buczenie  elektrycznej  golarki  Ethana.  Wcześniej 
słyszała szum prysznica. Przystanęła na środku korytarza, żeby 
pomyśleć.  Potem  podjęła  decyzję.  Owinęła  się  ciaśniej 
szlafrokiem  i  otworzyła  drzwi.  Powietrze  w  łazience  było 
ciepłe  i  wilgotne.  Ethan  stał  przed  lustrem  z  ręcznikiem 
niedbale owiniętym wokół bioder. Nagle zapragnęła przesunąć 
dłońmi po jego umięśnionych plecach. 

background image

 

23 

Spojrzał  na  jej  odbicie  w  zamglonym  lustrze.  Serce  Zoe 

stanęło na moment, kiedy zauważyła, że w jego oczach znowu 
czai się mroczny, nieodgadniony cień. 

Nie  musisz  się  już  więcej  golić  przed  pójściem  do 

łóżka  -  powiedziała,  starając  się,  by  zabrzmiało  to  lekko.  - 
Jesteśmy teraz małżeństwem, pamiętasz? 

No  tak,  czy  to  już  czwarty  raz  tego  wieczoru 

wypowiedziała  słowo  na  „  M  "  ,  czy  dopiero  trzeci?  Straciła 
rachubę. 

Ethan  wyłączył  maszynkę  do  golenia  i  bardzo  uważnie 

położył ją na blacie koło umywalki. 

Pamiętam. 

Zoe  mogłaby  przysiąc,  że  temperatura  w  małym 

pomieszczeniu podniosła się o kilka stopni. Nagle znalazła się 
w tropikach. Całe jej ciało ogarnęła fala gorąca. 

Biorąc  pod  uwagę  nastrój  Ethana,  chyba  lepiej  zrobiłaby 

nie wchodząc do łazienki. 

Ale było za późno, by się rozmyślić. Ethan zbliżał się już 

do  niej  w  kłębach  pary,  emanując  subtelną,  kontrolowaną 
energią, tak dla niego charakterystyczną. 

Podszedł do Zoe i ujął  jej twarz w dłonie. Zanurzył palce 

w jej włosach. Zbliżył usta do jej warg, a ona zadrżała pod ich 
dotykiem. 

Pocałunek  był  namiętny,  gwałtowny.  Zmienił  lekkie 

mrowienie,  które  czuła,  w  dreszcz  ogarniający  całe  jej  ciało. 
Zapalił  wszystkie  zmysły.  Zoe  miała  nadzieję,  że  nie  zaczęła 
świecić własnym światłem. 

Ethan włożył w ten pocałunek całego siebie, smakując ją i 

domagając  się  od  niej  reakcji,  jakiej  oczekiwał  -  nie,  jakiej 
pragnął.  Jego  silne  dłonie  przesunęły  się  w  dół,  ku  jej  talii. 
Rozwiązał  pasek  i  zsunął  szlafrok  z  jej  ramion.  Opadł  na 
podłogę u jej stóp. Następna była koszulka nocna. 

background image

 

24 

Kiedy  była  naga,  objął  ją  ramionami  i  przyciągnął  do 

siebie, trzymając w uścisku tak mocnym, że prawie nie mogła 
się ruszyć. Czuła, jak ogarnia ją podniecenie. 

Z  cichym  pomrukiem  przyjemności  i  oczekiwania 

przylgnęła  do  niego,  wbijając  palce  w  jego  smukłe,  silne 
ramiona i przytulając się do jego owłosionej   piersi. 

Ręcznik,  którym  owinął  biodra,  zniknął.  Zoe  czuła  teraz 

jego  twardą  męskość  na  swoim  udzie.  Mimo  rosnącego 
podniecenia odczuła nagły niepokój.  

Coś było nie tak. 
Choć  nastrój  Ethana  wyraźnie  poprawił  się  podczas 

kolacji, teraz znowu widziała w jego oczach mrok. Świadomie 
czy  nie,  próbował  rozładować  napięcie  spowodowane 
dręczącymi go koszmarami, zaciągając ją do łóżka. 

Nie  po  raz  pierwszy  kochał  się  z  nią  w  tym 

niebezpiecznym  nastroju  w  ciągu  kilku  ostatnich  dni.  Co  on 
takiego powiedział przy kolacji? Coś o seksie,  który redukuje 
poziom stresu. 

Być może „niebezpieczny" nie jest najlepszym słowem na 

określenie tego płomienia, który go trawił. Zoe z pewnością nie 
bała się o siebie. Ethan  nigdy  by  jej  nie skrzywdził. Wiedziała 
jednak,  że  używał  seksu  jako  antidotum  na  truciznę,  która 
atakowała jego duszę. 

Niestety  miała  pewność,  że  kilka  dobrych  orgazmów 

nigdy  nie  będzie  lekiem  na  dręczącą  chorobę,  jakakolwiek  by 
ona była. 

Ethan  chwycił  ją  w  pasie  i  uniósł.  Sądziła,  że  ma  zamiar 

zanieść  ją  d  o  sypialni,  ale  on  odwrócił  się  i  posadził  ją  na 
blacie koło umywalki. 

Drgnęła,  kiedy  jej  pośladki  dotknęły  zimnych  kafelków, 

ale  zanim  zdążyła  się  zorientować,  że  Ethan  nie  chce  wcale 
wynieść jej z łazienki, on znalazł się między jej nogami. 

Czuła  teraz  pożądanie,  które  falami  ogarniało  całe  jej 

ciało, jak gorący pustynny  wiatr. 

background image

 

25 

Prysznic  i  golenie  miały  tylko  trochę  ostudzić  mój 

zapał.  -  Wsunął  dłoń  między  jej  uda  i  delikatnie  pocierał  jej 
najczulsze miejsce. - Nie trzeba mi było przeszkadzać. 

W porządku. - Już  była wilgotna. Ujęła palcami jego 

męskość.  -Nie  musi  być  powoli.  Nie  zawsze.    Czasem  dobrze 
jest szybko. 

Może  dla  mnie,  ale  nie  dla  ciebie.  A  ja  chcę,  żeby 

było ci dobrze. 

Ethan,  wszystko  w  porządku.  -  Przyciągnęła  go  do 

siebie,  pocierając  wierzchołkiem  jego  męskości  o  swoje 
gotowe  ciało.  -  Nie  musisz  się  zawsze  kontrolować.  Nie  ze 
mną. 

Ethan  jęknął.  Zoe  poczuła,  jak  napinają  się  wszystkie 

mięśnie jego ciała. 

Zoe. 

Chwycił  ją  za  biodra  i  wszedł  w  nią,  szybko  i  głęboko. 

Zoe  oplotła  go  w  pasie  nogami,  podczas  gdy  on  nieuchronnie 
zmierzał  ku  tym  krótkim  chwilom  złudnego  spokoju,  jakie 
przynosiły mu rozładowanie. 

  

Rozdział 3 
 
 

Arcadia  Ames  obudziła  się  gwałtownie,  czując  nagłe 

uderzenie  adrenaliny  we  krwi.  Otworzyła  oczy  i  przez  chwilę 
w  napięciu  wsłuchiwała  się  w  ciszę,  drżąc  na  całym  ciele. 
Serce  waliło  jej  jak  młotem.  Starała  się  oddychać  powoli,  ale 
nie potrafiła. Potrzebowała powietrza. 

W  ciemnej  sypialni  nikogo  poza  nią  nie  było.  W  świetle 

księżyca widziała wyraźnie, że nikt nie czai się w kącie pokoju. 
Nikt  nie  stał  nad  jej  łóżkiem.  Żadna  złowroga  postać  nie 
pojawiła  się  w  drzwiach.  Ani  w  salonie,  ani  w  kuchni  nie 
słychać było skradających się kroków. 

background image

 

26 

Wyglądało 

na 

to, 

że 

nikt 

nie 

złamał 

szyfru 

najnowocześniejszego  systemu  alarmowego,  który  Harry 
zainstalował w jej mieszkaniu. Była tu zupełnie sama. 

Ale  uczucie,  że  ktoś  ją  obserwuje,  okazało  się  zbyt  silne, 

by mogła je zignorować. Ogarnęły ją przerażenie i frustracja. 

Co się z nią dzieje? W ciągu kilku ostatnich dni parę razy 

dopadło  ją  to  dziwne  uczucie,  a  tej  nocy  naprawdę  się 
wystraszyła.  Może  jednak  miesiące,  które  spędziła  w  klinice 
psychiatrycznej  Candle  Lake  Manor,  zostawiły  w  jej psychice 
ślady głębsze, niż się spodziewała. 

Sama  zgodziła  się  na  pobyt  w  tym  szpitalu.  Miał  to  być 

pierwszy  etap  planu,  który  opracowała,  by  ukryć  się  przed 
mężem. Grant chciał  jej  śmierci.  W końcu doszła do wniosku, 
że  nigdy  nie  przyjdzie  mu  do  głowy  szukać  jej  w  prywatnej 
klinice psychiatrycznej. 

Okazało  się  jednak,  że  Candle  Lake  Manor  było 

najgorszym  rozwiązaniem.  Prowadził  ją  skorumpowany 
administrator,  który  po  godzinach  pozwalał swoim  bandyckim 
podwładnym robić wszystko, na co mieli ochotę. 

Zazwyczaj  ich  nocna  działalność  była  stosunkowo 

niegroźna.  Niektórzy  sprzedawali  leki  ze  szpitalnej  apteczki. 
Inni używali  ich  jako  narkotyków.  Większość spała.  Ale kilku 
brutali zabawiało się, gwałcąc  bezbronne, oszołomione lekami 
pacjentki. 

Jedynym  pozytywnym  efektem  pobytu  w  Candle  Lake 

była  przyjaźń  z  Zoe.  Razem  uknuły  plan  ucieczki.  Zostały 
zmuszone  do  wprowadzenia  go  w  życie  znaczniej  wcześniej, 
niż  miały  zamiar,  bo  pewnej  nocy  dwóch  zdemoralizowanych 
pracowników  kliniki  przyszło  do  Arcadii.  Zadrżała  na 
wspomnienie  próby  gwałtu.  Gdyby  Zoe  nie  usłyszała,  jak 
wloką ją korytarzem do sali zabiegowej... 

Nie. To już koniec. Ze strony  Candle Lake Manor nie ma 

się  czego  obawiać.  Ethan  postarał  się,  by  szpital  praktycznie 
zniknął z powierzchni ziemi w ubiegłym miesiącu. 

background image

 

27 

Teraz może się bać tylko Granta. 
Drań ponoć zginął w Szwajcarii podczas jazdy na nartach, 

ale Arcadia znała go zbyt dobrze, by uwierzyć w ten wypadek. 
Jego  ciała  nigdy  nie  odnaleziono,  uważano  więc,  że  zostało 
przywalone  tonami  śniegu.  Ale  intuicja  podpowiadała  jej,  że 
sfingował  swoją  śmierć  i  żył  teraz  gdzieś  pod  przybranym 
nazwiskiem. 

Tak samo jak ona. 
Bardzo  powoli  sięgnęła  w  dół  i  znalazła  rewolwer,  który 

trzymała  pod  łóżkiem  zawsze,  kiedy  Harry  wyjeżdżał.  Dotyk 
broni  dodał  jej  nieco  otuchy.  Po  ucieczce  z  kliniki  ona  i  Zoe 
postarały  się  o  to,  by  już  nigdy  nie  stracić  poczucia 
bezpieczeństwa. Zoe zapisała się nawet na kurs samoobrony. 

Wiedząc,  że  Grant  może  pewnego  dnia  powrócić  zza 

grobu,  Arcadia  postanowiła  kupić  rewolwer  i  nauczyć  się,  jak 
go używać. 

Z  bronią  w  dłoni  wyciągnęła  nogi  spod  kołdry,  wstała  i 

podeszła  do  drzwi,  by  zajrzeć  do  holu.  Światło,  które  zawsze 
paliło  się  w  salonie,  rzucało  miękki  odblask  na  biały  dywan  i 
jasne meble. Nikogo tu nie było. 

Ostrożnie  ruszyła  przed  siebie.  Była  ubrana  jedynie  w 

srebrnoszarą  koszulę  nocną.  Dotarła  do  włącznika  i  zapaliła 
wszystkie  lampy  naraz,  oświetlając  każde  pomieszczenie, 
łącznie z łazienką. 

Metodycznie  sprawdziła  zamki  i  alarmy  w  oknach  oraz 

przy  drzwiach  wejściowych.  Kiedy  była  już  pewna,  że  jest 
bezpieczna,  zgasiła  światła  i  podeszła  do  okna.  Celowo 
wybrała  mieszkanie  na  drugim  piętrze.  Nie  tylko  dlatego,  że 
utrudniłoby  to  wtargnięcie  do  domu  przez  okno,  ale  także  po 
to,  by  mieć  lepszy  widok  na  basen  i  ogród,  położone  w 
centrum kompleksu. 

Wyjrzała w ciemną, pustynną noc. Podobnie jak Sedona i 

kilka  innych  miast  Arizony,  Whispering  Springs  nie  miało 
wielu  ulicznych  latarni.  Według  oficjalnej  wersji  dlatego,  że 

background image

 

28 

zbyt  jasne  oświetlenie  rezydencji  i  centrów  handlowych  nie 
pozwoliłoby  mieszkańcom  i  turystom  cieszyć  się  wspaniałym 
widokiem  nocnego  nieba.  Arcadia  sądziła  jednak,  że  to  tylko 
wymówka.  Podejrzewała,  że  lokalne  samorządy  chciały  w  ten 
sposób  zaoszczędzić  na  rachunkach  za  elektryczność.  Dobrzy 
ludzie  z  Arizony  nie  przepadali  za  płaceniem  podatków. 
Wspólnota  mieszkaniowa,  do  której  należała  Arcadia, 
postawiła  kilka  niskich  lamp  wzdłuż  chodników  i  wokół 
ogrodzenia  otaczającego  basen,  ale  światło  słabych  żarówek 
nie  sięgało  daleko.  Poza  nim  widziała  głębokie,  chybotliwe 
cienie. 

Patrzyła  w  dół  przez  dłuższy  czas,  jak  polujący  kot, 

oczekując, że dostrzeże jakiś ruch, ale niczego nie zauważyła. 

Drgnęła, kiedy rozległ się dzwonek telefonu. Serce znowu 

zaczęło  jej  mocniej  bić.  Zirytowana  własną  reakcją  przeszła 
przez  pokój  i  po  chwili  wahania  podniosła  słuchawkę.  Do 
diabła, nie pozwoli, by nerwy odebrały jej panowanie nad sobą. 

Halo? 

Wszystko  w  porządku?  -  spytał  Harry  Stagg  bez 

zbędnych wstępów. Była zdumiona ulgą, jaką odczuła, słysząc 
jego  głos.  Teraz  dopiero  zorientowała  się,  że  cały  czas 
wstrzymywała powietrze. 

W  słuchawce  usłyszała  przytłumioną  muzykę  rockową  i 

prawie  się  uśmiechnęła.  Harry  nie  był  fanem  rocka.  Podobnie 
jak ona uwielbiał jazz. 

Tak  -  powiedziała,  siadając  w  jednym  z  dwóch 

obitych białą skórą foteli stojących przy stoliku do kawy. 

Chyba  jednak  nie  -  odparł  Harry.  -  Słyszę  w  twoim 

głosie  napięcie.  Obudziłem  cię?  Myślałem,  że  jeszcze  nie 
śpisz. 

Oboje  należeli  do  nocnych  marków.  Była  to  jedna  z  ich 

wielu  wspólnych  cech.  Arcadia  nie  chciała  wyjaśniać,  że  nie 
sypia  dobrze,  odkąd  wyjechał,  i  że  chciała  odrobić  zaległości, 
kładąc się tego wieczoru wcześniej niż zwykle. 

background image

 

29 

Nie spałam. - Położyła rewolwer na stoliku i podeszła 

z telefonem do okna. - Jak się rozwija twoja sprawa? 

Nigdy  wcześniej  nie  spotkała  mężczyzny  takiego  jak 

Harry  Stagg.  Daleko  mu  było  do  zadbanych,  bogatych  oraz 
wpływowych  finansistów  i  inwestorów  zaludniających  świat, 
w którym kiedyś żyła. Był przeciwieństwem Granta. 

Poznała  Harry'ego  w  ubiegłym  miesiącu,  kiedy  Ethan 

sprowadził go z Kalifornii. Miał ją chronić w czasie, gdy Ethan 
i Zoe musieli poradzić sobie z groźbami jej teściów. 

Z  wyglądu  Harry  przypominał  chodzący  szkielet.  Kiedy 

się  uśmiechał,  przywodził  na  myśl  głowę  zrobioną  z  dyni  na 
święto  Halloween.  Ale  w  ciągu  tych  kilku  tygodni  Arcadia 
doszła do wniosku, że ten mężczyzna jest jej pokrewną duszą. 

Dokumenty 

Harry'ego 

zaświadczały, 

że 

jest 

on 

konsultantem  do  spraw  bezpieczeństwa.  Z  tego,  co  wiedziała, 
termin  ten  mógł  oznaczać  wiele  różnych  zajęć.  W  tym 
przypadku jednak był po prostu eufemizmem, za którym kryło 
się słowo „ochroniarz".  W ubiegłym tygodniu Harry wyjechał, 
by  przez  krótki  czas  czuwać  nad  nastoletnią  córką  pewnego 
biznesmena  z  Teksasu.  Dziewczyna  była  w  ostatniej  klasie 
szkoły średniej. Pojechała na zachodnie wybrzeże, by zwiedzić 
uniwersyteckie  ośrodki  Kalifornii.  Miała  w  tym  czasie  zebrać 
informacje, które pomogą jej wkrótce podjąć decyzję, na której 
z wyższych uczelni chciałaby studiować. Ale z tego, co mówił 
Harry,  interesowały  ją  głównie  zakupy  i  gapienie  się  na 
gwiazdy filmowe. 

Rutynowo - powiedział. - Mała kupiła dzisiaj kolejne 

trzy pary  butów, parę torebek i skąpą sukienkę, w której może 
pokazywać  kolczyk  w  pępku.  I  dżinsy,  tak  obcisłe,  że  nie 
wiem, jak zdoła je założyć. 

Nie powinieneś zauważać takich rzeczy, Harry. Jesteś 

profesjonalistą, pamiętasz? 

background image

 

30 

Profesjonalistom  płacą  za  to,  by  zauważali  każdy 

szczegół.  Kiedy  ją  zobaczyłem  w  tej  szczątkowej  sukience, 
nabrałem pewności, że dała sobie powiększyć biust. 

W jej wieku? 

Mam  wrażenie,  że  wszystkie  dziewczyny  w  jej 

wieku, których rodzice mają dochody tego rzędu, co jej ojciec, 
fundują  sobie  silikonowe  wkładki.  Jest  to  dla  nich  równie 
naturalne, jak noszenie aparatów ortodontycznych. 

Czy ona w ogóle odwiedziła jakiś kampus? 

Udało  nam  się  spędzić  całe  piętnaście  minut  w 

Pomonie  i  jakieś  pół  godziny  w  University  Southern 
California. 

To  dobre  szkoły.  Czy  ona  ma  aby  dość  wysokie 

oceny? 

Tego  nie  wiem,  ale  tatko  ma  dość  forsy,  żeby  jej 

kupić miejsce na każdym uniwersytecie, jaki jej się zamarzy. 

Muzyka w tle stała się jeszcze głośniejsza. 

Gdzie jesteś? - spytała Arcadia. 

W jakimś klubie dla nastolatków. Prawdopodobnie po 

tej imprezie będę musiał sobie sprawić aparat słuchowy. 

Długo to jeszcze potrwa? 

Impreza czy zlecenie?  

Arcadia uśmiechnęła się lekko. 

Zlecenie. 

Cóż,  omal  nie  zemdlałem,  kiedy  oznajmiła  mi  dziś 

rano,  że  chce  przedłużyć  tę  podróż  do  końca  miesiąca.  Na 
szczęście  zadzwonił  tatuś  i  kazał  jej  wracać  do  Teksasu  za 
dziesięć dni. 

Masz tam z nią polecieć? 

Nie.  Tatuś  wyśle  po  nią  ochroniarza  z  agencji,  która 

dla  niego  pracuje,  i  to on  odstawi  ją do  Dallas.  Wynajął  mnie 
do  tej  roboty  tylko  dlatego,  że  chciał  kogoś,  kto  zna 
południową Kalifornię. 

Więc za dziesięć dni będziesz już w domu? 

background image

 

31 

Po drugiej stronie zapadła długa cisza. Arcadia pomyślała, 

że połączenie zostało przerwane, ale zaraz zdała sobie sprawę, 
że w tle ciągle słychać głośną rockową muzykę. 

Harry? 

Jestem - odparł dziwnie obojętnym głosem.  

Wydawało mi się, że coś nam przerwało. Czy coś się 

stało? Musisz już kończyć? 

Nie.  Tylko  właśnie  sobie  uświadomiłem,  że  nigdy 

dotąd  nie  myślałem  o  Whispering  Springs  jako  o  domu,  to 
wszystko. 

Och. 

Nie  wiedziała  co  powiedzieć.  Prawda  była  taka,  że  choć 

sama  mieszkała  tu  już  od  ponad  roku,  dopiero  niedawno 
zaczęła uważać to miasto za swój dom. Nie była nawet pewna, 
kiedy  to  się  stało.  Chyba  wkrótce  po  tym,  jak  poznała 
Harry'ego. 

Ale czymkolwiek  było dla niej to miejsce, to nie był  jego 

dom.  Harry  mieszka  w  San  Diego.  Nie  wolno  jej  o  tym 
zapominać. 

Tak - powiedział  Harry głosem, który nie był  już ani 

trochę obojętny. Arcadia zdała sobie sprawę, że straciła wątek. 

Co „tak"? 

Tak,  wracam  do  domu  za  dziesięć  dni,  jak  tylko 

zapakuję tę małą do samolotu - powiedział Harry spokojnie. 

Jego  słowa  podziałały  na  nią  jak  dawka  jakiegoś 

cudownego leku antydepresyjnego. 

To dobrze - odparła. 

Jej  wcześniejsze  zdenerwowanie  i  lęk  ustąpiły  miejsca 

uldze i radości. 

Kiedy  wkrótce  potem  zakończyła  rozmowę,  czuła  się 

spokojniejsza, pewniejsza. Już nie bała się ciemności. 

 
 
 

background image

 

32 

Rozdział 4 
 
 

Ethan  poruszył  się  bardzo  ostrożnie,  ale  Zoe  nie  spała  i 

słyszała, jak wychodzi z łóżka. 

Odczekała  kilka  sekund,  chcąc  się  upewnić,  że  nie  idzie 

do  łazienki.  Człowiek  może  mieć  w  końcu  ważny  powód,  by 
udać się do toalety w środku nocy. Nie zrobi sceny, jeśli Ethan 
nie zacznie się ubierać. 

Otworzyła  oczy  i  zobaczyła,  że  idzie  w  stronę  szafy. 

Otworzył ją i sięgnął do środka. Po chwili zobaczyła, że trzyma 
w ręce spodnie. 

Mógłbyś  zbić  fortunę  jako  włamywacz.  -  Usiadła  na 

łóżku  obejmując  kolana  ramionami.  -  Potrafisz  się  dyskretnie 
wymknąć z damskiej sypialni. 

Ethan znieruchomiał, po czym zaczął wkładać spodnie. 

Przepraszam. Nie chciałem cię obudzić. 

Zauważyłam. 

Zoe... 

Powiesz mi, co się dzieje, Ethan? 

Nie  mogłem  zasnąć.  -  Wciągnął  przez  głowę  świeży 

czarny  podkoszulek.  -  Pomyślałem,  że  pewnie  wolałabyś, 
żebym  nie  łaził  w kółko  po  salonie,  więc postanowiłem wyjść 
na spacer. 

Wyjść na spacer?  

No... 

W środku nocy? 

Pomyślałem, że świeże powietrze dobrze mi zrobi. 

Bzdura. - Zoe odrzuciła kołdrę i zerwała się na równe 

nogi. - Chciałeś ode mnie odejść, tak? 

O czym ty, u diabła, mówisz? 

Miałeś  zamiar  odejść  ode  mnie.  W  środku  nocy!  - 

Uświadomiła sobie nagle, że wymachuje rękami.  Nie cierpiała 

background image

 

33 

tego. Założyła  je więc  na piersi,  jakby  chciała zatrzymać swój 
gniew  i  ból  tylko  dla  siebie.  -  Nie  mogę  w  to  uwierzyć.  Nie 
spodziewałam się tego po tobie, Ethan. 

Wyjaśnijmy sobie coś. - Ethan zapiął spodnie jednym 

szybkim, oszczędnym  ruchem. -Nie miałem zamiaru od ciebie 
odejść, tylko wyjść na spacer. To duża różnica. 

Nie  wierzę  ci.  Od  kilku  tygodni  zachowujesz  się 

bardzo  dziwnie.  Podejrzewam,  że  zmieniłeś  zdanie  co  do 
naszego  małżeństwa  -  rzuciła  ze  łzami  w  oczach.  -  Zmieniłeś 
zdanie i nie miałeś odwagi mi o tym powiedzieć, prawda? 

Nie, to nieprawda. 

Nie  chcesz  małżeństwa.  O  to  chodzi?  Wołałbyś 

romans. Żeby  móc w każdej chwili odejść, kiedy  się znudzisz. 
Przyznaj się. 

Cholera, przestań mi  mówić, co myślę. - Podszedł do 

niej, robiąc dwa wielkie kroki i chwycił ją za ramiona. - Wcale 
nie chcę uciec od tego małżeństwa. 

Nie? 

Nie.  

Zoe uniosła głowę. 

Więc  dlaczego  zachowujesz  się  jak  ktoś,  kto  szuka 

wyjścia z pułapki? 

Nie  szukam  wyjścia  -  powiedział  szorstko.  -  Ale 

może istotnie byłoby lepiej, gdybym na pewien czas wrócił do 
Nightwinds. 

Wiedziałam. 

Nie, nic nie wiesz. Tylko tak ci się wydaje. To nie ma 

nic wspólnego z tobą ani z naszym małżeństwem.  

To nieprawda. Cokolwiek się tu dzieje, ma bardzo zły 

wpływ na nasze małżeństwo. 

Zoe, nie jestem teraz najlepszym kompanem. 

Zoe położyła mu dłonie na ramionach. 

background image

 

34 

My  nie  chodzimy  ze  sobą,  jesteśmy  małżeństwem, 

pamiętasz? To znaczy, że nie musisz się przejmować tym, czy 
jesteś akurat dobrym kompanem, czy też nie. 

Tak?  -  uśmiechnął  się  dość  ponuro.  -  Z  moich 

doświadczeń, a mam ich sporo, wynika coś zupełnie innego. 

Nie  będziemy  teraz  roztrząsać  twoich  małżeńskich 

doświadczeń. Nie były... normalne. 

Nie  były  normalne,  co?  Ciekawe,  co  w  nich  było 

nienormalnego. 

Ty znosisz moje złe sny. - Zoe potrząsnęła nim lekko, 

ale  Ethan  nawet  nie drgnął.  -  Ja wytrzymuję z tobą,  kiedy  nie 
jesteś najlepszym kompanem. O to w tym wszystkim chodzi. 

Zoe... 

Powiedz mi, co cię dręczy. Wiem, że coś jest nie tak. 

Porozmawiaj o tym ze mną, Truax. 

Ethan puścił ją i cofnął się o krok. 

O  tej  porze  roku  jestem  trochę  niespokojny,  to 

wszystko. 

Ale  o  co  chodzi?  O  pogodę?  -  Nie  wydało  jej  się  to 

prawdopodobne.  Owszem,  był  listopad,  ale  listopad  w 
Arizonie.  Od  kilku  tygodni  utrzymywała  się  piękna  pogoda.  - 
O  to,  że  dni  są  teraz  krótsze?  Cierpisz  na  ten  syndrom 
spowodowany brakiem światła? 

Nie. Nie chodzi o pogodę ani o światło. - Spojrzał na 

nią, stojącą we wpadającym przez okno świetle księżyca. - Od 
kilku  lat  dzieje się ze  mną  coś takiego  o tej  porze roku.  Drew 
został porwany i zamordowany w listopadzie. 

Więc  to  rocznica  śmierci  twojego  brata.  -  Nagle 

wszystko stało się  jasne.  Zoe ogarnęła fala ulgi  i  współczucia. 
Podeszła  szybko  do  Ethana  i  objęła  go  ramionami.  - 
Oczywiście. Powinnam się była domyślić. Sama miałam przez 
kilka dni depresję w sierpniu tego roku. Nie wiedziałam, co się 
ze mną dzieje, dopóki sobie nie uświadomiłam, że to właśnie w 
sierpniu zmarł Preston. 

background image

 

35 

Śmierć  męża  zapoczątkowała  serię  dramatycznych 

wydarzeń,  w  tym  także  koszmar  pobytu  w  szpitalu 
psychiatrycznym.  Sierpień  zawsze  będzie  wzbudzał  smutne 
wspomnienia.  A  dla  Ethana  listopad  na  pewno  nie  będzie 
miłym miesiącem. 

Ethan przytulił ją do siebie. 

Bonnie i chłopcy co roku przechodzą przez to samo.  

Zoe  pomyślała  o  posiłkach,  które  jadali  wspólnie  ze 

szwagierką  Ethana  w  ciągu  kilku  ostatnich  tygodni  i  zdała 
sobie sprawę, że towarzyszyło im pewne napięcie. 

Bonnie  wydawała  się  trochę  milcząca  na  początku 

listopada, a Jeff i Theo ciągle się kłócili - powiedziała. 

Bonnie i Theo radzą sobie w tym roku lepiej, ale Jeff 

ciągłe  bardzo  to  przeżywa.  -  Ethan  potarł  dłonią  kark.  -  Ja 
chyba też. 

Kiedy kończy się dla ciebie najgorszy czas? 

Pod  koniec  miesiąca.  -  Ethan  zawahał  się  i  dodał:  - 

Zaraz po dniu, kiedy Simon Wendover miał wypadek na łódce. 
Zginął niemal dokładnie dwa lata po Drew. 

Rozumiem. 

Zoe wiedziała, że Simon Wendover był odpowiedzialny za 

śmierć  Drew  Truaksa.  Ethan  śledził  go  przez  pewien  czas  i 
zebrał  obciążające  go  dowody.  Jednak  machina  wymiaru 
sprawiedliwości pracowała nie tylko bardzo powoli, ale i mało 
skutecznie. Wendover wyszedł z sądu jako wolny człowiek. 

Krótko  cieszył  się  wolnością.  Miesiąc  po  ostatniej 

rozprawie zginął w wypadku na łodzi. 

Zoe stała w świetle księżyca, obejmując Ethana tak długo, 

aż poczuła, że napięcie zaczyna go opuszczać. Potem ujęła jego 
dłoń. 

Chodź -  wyprowadziła go  z sypialni.  -  Pójdziemy  do 

kuchni. Napijesz się ciepłego mleka. 

Podgrzewam je dla ciebie, kiedy dręczą cię złe sny. 

To niezły sposób, prawda? 

background image

 

36 

Myślę,  że  mnie  przydałoby  się  raczej  coś 

mocniejszego. 

Dostaniesz  wszystko,  na  co  masz  ochotę  - 

uśmiechnęła się Zoe. 

Ethan wszedł za nią do kuchni. Zoe wyciągnęła z kredensu 

butelkę  brandy,  nalała  trochę  do  szklanki  i  usiadła  przy  stole, 
czekając,  aż  Ethan  skończy  pić.  Potem  poszli  do  ciemnej 
sypialni, gdzie Ethan zdjął ubranie, już po raz drugi tej nocy. 

Zoe ziewnęła i wgramoliła się do łóżka. 

Jeśli znowu nie będziesz mógł zasnąć, idź do pokoju i 

poczytaj  sobie  albo  coś  w  tym  rodzaju.  Tylko  obiecaj  mi,  że 
nie  będziesz  już  próbował  wymykać  się  na  samotne  nocne 
spacery. 

Dobrze. 

Wszedł do łóżka i wtulił się w jej ciało, opierając się o nie 

całym ciężarem. 

Po chwili już spał. 
Zoe nie zasnęła od  razu.  Leżała obok jeszcze przez długą 

chwilę, rozmyślając o tym, co od niego usłyszała. Była pewna, 
że  mówił  prawdę.  Nie  próbował  jej  okłamać.  Zoe  wiedziała, 
jak brzmią kłamstwa. Sama wypowiedziała ich wiele od czasu, 
kiedy  opuściła  klinikę  Candle  Lake  Manor  i  musiała  przyjąć 
nową tożsamość. 

Nie,  Ethan  nie  kłamał.  Ale  też  nie  powiedział  jej  całej 

prawdy. Nie wiedziała tylko, co zachował dla siebie i dlaczego 
to zrobił. 

 
 

Rozdział 5 

 
 
Shelley Russell wytrząsnęła zdjęcia z koperty i położyła je 

na biurku.  

background image

 

37 

Czy  to  wystarczy?  Potężnie  zbudowany  mężczyzna 

wziął  je  do  ręki  i  zaczął  przeglądać.  Była  naprawdę  dumna  z 
tych zdjęć. Spędziła w Whispering Springs całe trzy dni,  by  je 
zrobić,  ale  sądziła,  że  usatysfakcjonują  Johna  Brancha  i  jego 
tajemniczego pracodawcę. 

Patrzyła na Brancha, który uważnie oglądał odbitki. Miała 

wprawdzie osiemdziesiąt dwa lata, a on był tuż po trzydziestce, 
ale nie uważała, że to wystarczający powód, by nie miała sobie 
pozwolić  na  kilka  interesujących  fantazji  na  jego  temat,  a 
Branch  zdecydowanie  nadawał  się  na  bohatera  fantazji, 
oczywiście jeśli ktoś lubi typ krótko ostrzyżonych, żołnierskich 
macho. 

Osobiście  zawsze  miała  słabość  do  mężczyzn  w 

mundurze.  Do  diabła,  poślubiła  dwóch  takich.  Jednego 
pochowała, z drugim się rozwiodła. 

Branch był przystojniakiem o szczękach ze stali,  zimnych 

oczach i kościach policzkowych, z których byłby dumny każdy 
wiking.  Jego  podobizna  mogłaby  widnieć  na  plakatach 
ogłaszających  rekrutację  do  jakiejś  elitarnej  jednostki 
wojskowej.  Shelley  nie  była  zaskoczona,  kiedy  dowiedziała 
się,  że  w  przeszłości  służył  przez  pewien  czas  w  służbach 
specjalnych. 

Najwyraźniej 

bardzo 

dbał 

kondycję 

fizyczną. 

Świadczyły  o  tym  mięśnie,  uwypuklające  jego  ubranie  we 
wszystkich  właściwych  miejscach.  To  było  ich  drugie 
spotkanie,  na  które  przyszedł  odziany  podobnie,  jak  za 
pierwszym  razem.  Miał  na  sobie  dżinsy,  tak  wąskie,  że 
zakrawało  na  cud,  iż  jeszcze  nie  popękały  w  szwach.  Szary 
pulower  z  krótkimi  rękawami  ciasno  opinał  jego  klatkę 
piersiową  tak,  że  widać  było  każdy  rysujący  się  pod  nim 
mięsień. 

Ale  nawet  gdyby  była  czterdzieści  czy  pięćdziesiąt  lat 

młodsza, poprzestałaby  na fantazjach. Całe życie pracowała w 
tym biznesie i wiedziała, że lepiej nie mieszać życia osobistego 

background image

 

38 

z zawodowym. Chociaż w tym przypadku nie chodziło tylko o 
etykę  zawodową.  W  końcu  parę  razy  złamała  zasady  i 
przespała się z kilkoma klientami, a świat się jakoś nie zawalił. 

Ale  John  Branch  był  inny.  Dostrzegała  w  jego 

wojskowym  obejściu  jakąś  niepokojącą  przesadę.  Chwilami 
zachowywał się niemal jak robot, co było trochę przerażające. 

Doskonałe  zdjęcia,  pani  Russell  -  powiedział  krótko, 

odmierzając  słowa  z  wojskową  precyzją.  -  Wykonała  pani 
kawał dobrej roboty. 

Cieszę  się,  że  jest  pan  zadowolony.  -  Krzesło 

zaskrzypiało  cienko,  kiedy  jej  plecy  dotknęły  oparcia. 
Skrzypiało tak już od dwudziestu  lat. W końcu będzie musiała 
oddać  je  do  reperacji.  -  Jest  pan  pewien,  że  to  kobieta,  której 
szukacie? 

Cel ufarbowała włosy  i  ubiera się w innym  stylu, ale 

nie  wszystko  można  zmienić.  Ta  kobieta  odpowiada  opisowi, 
który pani podałem. 

Kilka  razy  widziałam  ją  z  bardzo  bliska.  Ten  sam 

wzrost, budowa, oczy. Jest może tylko trochę szczuplejsza. 

Pokażę te zdjęcia szefowi, który zajmie się ostateczną 

identyfikacją.  -Branch  zaczął  układać  zdjęcia  na  biurku  w 
idealnie  równej  linii.  -  Udało  się  pani  zidentyfikować 
wszystkich z jej najbliższego otoczenia? 

Tak.  -  Shelley  wręczyła  Branchowi  dwie  strony 

notatek  sporządzonych  na  laptopie.  -  Wszyscy  sana  tym 
zdjęciu  zrobionym  przed  pizzerią.  Te  dwie  kobiety  po  prawej 
to  Bonnie  Truax  i  Zoe  Truax.  Zoe  nazywała  się  kiedyś  Sara 
Cleland. Przez prawie cały  ubiegły rok używała nazwiska  Zoe 
Luce,  później  wyszła  za  człowieka,  który  nazywa  się  Ethan 
Truax. 

Branch szybko podniósł głowę. 

Dlaczego zmieniła nazwisko? 

Zapewne chciała w ten sposób ukryć fakt, że spędziła 

jakiś czas w szpitalu psychiatrycznym. 

background image

 

39 

Branch zmarszczył brwi. 

A ci chłopcy? 

To  dzieci  Bonnie.  Ich  ojciec  nie  żyje,  został 

zamordowany mniej więcej trzy lata temu w Los Angeles. 

Branch  skupił  teraz  uwagę  na  widniejących  na  zdjęciu 

mężczyznach. 

Kim  jest  ten  łysy  w  dżinsach?  Ten,  który  wygląda, 

jakby należał do gangu motorowego? 

Nazywa się Singleton Cobb. - Rozbawił ją komentarz 

Brancha.  -Pozory  często  mylą  jak  to  się  mówi.  Cobb  ma 
antykwariat  w  Whispering  Springs.  Zajmuje  się  handlem 
starymi i rzadkimi wolumenami. 

Branch  poruszył  kilka  razy  głową  jak  android  usiłujący 

przyswoić  dane,  które  nie  są  kompatybilne  z  jego  systemem 
komputerowym. 

Nie wygląda na sprzedawcę książek.  

Fakt - zgodziła się Shelley. 

Wie pani o nim coś jeszcze? 

Nie dał mi pan dość czasu na zagłębienie się w temat, 

jeśli chodzi o tych  ludzi - przypomniała mu. - Powiedział pan, 
że szef chce jak najszybciej zidentyfikować tę kobietę. 

Branch postukał palcem w zdjęcie. 

Sądzi  pani,  że  Cobba  łączy  z  celem  coś  osobistego? 

Shelley wzruszyła ramionami. 

Z  tego,  co  widziałam,  to  tylko  przyjaciel.  Mam  się 

koło niego zakręcić? 

Na  razie  nie.  Dowiem  się,  czy  mój  szef  potrzebuje 

więcej  informacji  na  jego  temat  -  odparł  Branch  i  skierował 
uwagę na drugiego z mężczyzn. - A ten? 

To  Ethan  Truax,  mąż  Zoe.  Jest  prywatnym 

detektywem. Ma małe biuro w Whispering Springs. 

Detektyw?  -  Branch  zesztywniał.  Mięśnie  jego 

barków i szyi napięły się nieznacznie. - Mój szef będzie chciał 
wiedzieć, po co cel kontaktuje się z prywatnym detektywem. 

background image

 

40 

Bez żadnego szczególnego powodu, sądząc z tego, co 

widziałam.  Truax  na  pewno  dla  niej  nie  pracuje.  Wygląda  na 
to, że to tylko przyjaciel, podobnie jak Cobb. I z pewnością nie 
ma romansu z eee... celem. 

Branch wpatrywał się jeszcze przez chwilę w Truaksa, po 

czym wskazał kolejne zdjęcie. 

Cel jest właścicielką tego sklepu? 

Tak.  To  galeria  Euphoria,  która  znajduje  się  w 

centrum  handlowym  Fountain  Square  w  Whispering  Springs. 
Kosztowne  drobiazgi,  nadające  się  na  prezenty.  Ręcznie 
wykonywana  biżuteria,  ceramika,  dzieła  sztuki,  takie  tam 
rzeczy. 

Cel diametralnie zmieniła branżę - mruknął Branch. - 

Kiedyś zajmowała się finansami. 

Czy  jest  pan  pewny,  że  to  istotnie  kobieta,  której 

szuka  wasza  agencja?  Przyznaję,  że  odpowiada  opisowi  pod 
względem fizycznym, ale prawdę mówiąc nic poza tym się nie 
zgadza.  Sprawdziłam  ją  znacznie  dokładniej  niż  innych. 
Arcadia Ames wydaje się zupełnie inną osobą. 

Kupiła sobie  nową tożsamość.  Może nawet niejedną. 

To nie takie trudne w dzisiejszych czasach. 

Wiem  -  odparła  Shelley  cierpliwie.  -  Ale  jeśli  to 

rzeczywiście  ona,  to  udało  jej  się  dostać  naprawdę  bardzo 
dobry  pakiet.  Siedzę  w  tej  branży  od  wielu  lat,  ale  nigdy 
jeszcze  nie widziałam,  żeby  ktoś kupił  sobie całkowicie  nowy 
życiorys.  Prześledziłam  dokładnie  całą  jej  przeszłość,  studia, 
szkołę  średnią  i  podstawową,  wszystko.  Mogę  panu 
powiedzieć,  kiedy  była  szczepiona  na  choroby  wieku 
dziecięcego.  Rzadko  można  dotrzeć  do  takich  szczegółów  w 
przypadku ludzi, którzy żyją pod fałszywymi nazwiskami. 

Ta  kobieta  zbiła  fortunę  na  praniu  brudnych 

pieniędzy,  pochodzących  z  handlu  bronią  i  narkotykami  - 
powiedział Branch spokojnie. - Stać ją na to, co najlepsze. 

background image

 

41 

Chcę  tylko  mieć  absolutną  pewność,  że  jest  osobą 

której  szuka  pański  szef,  to  wszystko.  W  takiej  sytuacji 
zapewne wolelibyście nie popełnić żadnej pomyłki. 

Nie  ma  obaw,  pani  Russell.  Mój  szef  nie  wykona 

żadnego ruchu, dopóki się nie upewni, że to właściwa osoba. 

A co się z nią stanie potem? 

Nie wolno mi udzielać takich informacji. 

Nigdy  nie  zaszkodzi  zapytać.  Jestem  tylko  ciekawa, 

to wszystko. Federalni rzadko korzystają z usług takich małych 
biur, jak moje - urwała na chwilę. - Nie, żebym narzekała. 

Brwi Brancha zbiegły się w jedną linię. Shelley wiedziała, 

że  zastanawia  się,  ile  jej  powiedzieć.  Federalni  unikali 
odpowiedzi  na pytania cywilów. Nigdy  nie  mówili więcej,  niż 
to było absolutnie konieczne. 

Whispering  Springs  to  stosunkowo  małe  miasto  - 

powiedział  w końcu Branch. - Mój  szef  nie chciał ryzykować, 
przysyłając  tu  swoich  ludzi  na  wstępne  dochodzenie.  Cel 
mógłby  coś  zauważyć.  Uważał,  że  mało  znany  prywatny 
detektyw,  pracujący  tradycyjnymi  metodami,  będzie  się  mniej 
rzucał w oczy. 

Shelley  udała,  że  nie  dostrzega  obraźliwego  wydźwięku 

jego  słów.  Do  diabła,  była  profesjonalistką.  Pracowała  jako 
prywatny  detektyw  na  długo  przed  tym,  jak  Branch  przyszedł 
na  świat.  Musiała  mu  jednak  przyznać  rację  co  do  jednego. 
Wiedziała, jak nie rzucać się w oczy. 

W  Whispering  Springs  jest  spore  prywatne  biuro 

detektywistyczne  -  powiedziała.  -  Radnor  Security  Systems. 
Dlaczego pański szef nie zwrócił się do nich? 

Z  tych  samych  powodów.  -  Branch  wstał  i  zaczął 

zbierać  zdjęcia  z  biurka.  -  W  takich  małych  społecznościach, 
gdzie  wszyscy  się  znają,  nie  jest  dobrze  korzystać  z  usług 
największej  lokalnej  firmy.  Ktoś  mógłby  coś  zauważyć  i 
zacząć  mówić. Ceł szybko zorientowałby się, że jest śledzony, 
i znów zniknął. 

background image

 

42 

Pański szef jest bardzo przewidujący. 

Owszem. 

Shelley  miała  zamiar  zadać  jeszcze  kilka  pytań 

dotyczących  tajemniczego  szefa,  choć  czuła,  że  przeciąga 
strunę, ale przeszkodził jej cichy, miarowy dźwięk. 

Branch zmarszczył brwi. 

Co to? 

Mój  zegarek.  Przepraszam.  -  Zirytowana,  wcisnęła 

mały  guziczek.  -Czas  na  moje  pigułki.  Kiedy  będzie  pan  w 
moim wieku, też zacznie pan żałować, że nie kupił udziałów w 
kilku firmach farmaceutycznych. 

Branch kiwnął głową, usatysfakcjonowany odpowiedzią. 
Patrzyła,  jak  wyrównuje  brzegi  pliku  zdjęć  i  starannie 

wkłada je do koperty. W jego ruchach było coś niepokojącego, 
jakby  zwijał  spadochron  albo  czyścił  karabin.  Jakby  chciał 
mieć pewność,  że wszystko  zapięte  jest  na  ostatni  guzik,  a on 
gotowy  do  ataku.  Można  by  pomyśleć,  że  od  tego,  czy  włoży 
zdjęcia równo do koperty, zależy jego życie. 

Czułą  że  dla  tego  człowieka  nie  ma  nic  ważniejszego  od 

porządku i precyzji. 

Doceniamy  pani  pomoc,  pani  Russell.  Rząd  jest pani 

wdzięczny.  -Branch  włożył  pod  pachę  kopertę  ze  zdjęciami  i 
teczkę, którą mu podała. - Czy jestem pani jeszcze coś winien? 

Nie.  Zaliczka,  którą  otrzymałam,  pokryła  koszty 

mojej  pracy  i  zdjęć.  -Nie  policzyła  mu  drugiego  zestawu 
odbitek,  które  zamówiła  do  swojego  archiwum.  Potraktowała 
to jako swój wkład w spłatę długu narodowego. 

Branch  skłonił  się  krótko, odwrócił  na  pięcie  i  wyszedł  z 

biura. 

Kiedy zamknął za sobą drzwi, Shelley wstała, podeszła do 

okna  i  patrzyła,  jak  wsiada  do  nieoznakowanej  białej 
furgonetki. 

Wyjechał  z  parkingu  i  włączył  się  w  uliczny  ruch  w  taki 

sposób, jakby był to dokładnie opracowany wojskowy manewr. 

background image

 

43 

Shelley  stała 

jeszcze  przez  chwilę  przy  oknie, 

rozmyślając,  aż  znowu  rozległ  się  alarm  jej  zegarka. 
Westchnęła,  poszła  do  łazienki,  służącej  jej  także  za  składzik, 
otworzyła  szufladę  pod  urny  walką  i  wyciągnęła  plastykowy 
pojemnik,  w  którym  przechowywała  tabletki  na  cały  tydzień. 
Pojemnik  był  podzielony  na  siedem  przegródek,  po  jednej  na 
każdy  dzień.  Każda  z  nich  dzieliła  się  z  kolei  na  mniejsze 
przegródki,  oznakowane  słowami  „rano",  „południe"  i 
„wieczór". Przegródki były po brzegi wypełnione tabletkami na 
wszystko, od  artretyzmu,  przez chorobę wieńcową  i  problemy 
z ciśnieniem krwi, po zgagę. 

Tyle  pigułek,  pomyślała,  ale  żadna  nie  da  jej  tego,  co 

najbardziej by się jej przydało: dobrze przespanej nocy. 

Kiedy  połknęła  już  wszystkie  tabletki  z  właściwej 

przegródki, wróciła do biura. Usiadła przy biurku i wyciągnęła 
mały  notesik,  w  którym  zapisywała  swoje  spostrzeżenia 
dotyczące Johna Brancha i jego tajemniczego pracodawcy. 

Patrzyła  przez  dłuższą  chwilę  na  jedno  słowo,  które 

napisała po tym,  jak Branch pokazał jej  swoją legitymację, po 
czym podkreśliła je dwa razy. Federalni. 
 

  

Rozdział 6 

 
 

Nie  martwię  się  o  te  dwie  przyjaciółki  -  powiedział 

Grant Loring do telefonu. - Wygląda na to, że żadna z nich nie 
powinna nam przysporzyć większych problemów. 

Tak  jest.  Zgadzam  się  z  panem  -  przytaknął  John 

Branch po drugiej stronie. 

Grant  musiał  wytężyć  słuch,  by  zrozumieć  jego  słowa. 

Hałas panujący w centrum handlowym utrudniał rozmowę. 

To  śmieszne,  że  musi  załatwiać  interesy  przez  publiczny 

telefon w centrum  handlowym, pomyślał. Było to też męczące 

background image

 

44 

i  nieefektywne.  W  ciągu  kilku  ostatnich  dni  zmarnował 
mnóstwo  cennego  czasu,  jeżdżąc  taksówkami  od  jednego 
centrum  handlowego  do  drugiego  i  zwiedzając  kurorty 
Scottsdale w poszukiwaniu aparatów telefonicznych. 

A  problemy  nie  kończyły  się  na  trudnościach  z 

komunikacją.  Kazał  Branchowi  przykleić  odbitki  i  resztę 
materiałów  do  spodniej  części  sedesu  w  męskiej  toalecie, 
ponieważ przesłanie danych za pomocą komputera byłoby zbyt 
ryzykowne.  Był  zmuszony  za  wszystko  płacić  gotówką,  co 
traktował jako bardzo uciążliwe. A najgorsze, że musiał zlecać 
swoje  sprawy  trzeciorzędnym  firmom  usługowym,  takim  jak 
biuro tej staruszki. 

Wiedział jednak, że w czasach, gdy rozmowy telefoniczne 

można  monitorować  z  odległości  setek  tysięcy  kilometrów,  a 
transakcje  przeprowadzane  za  pomocą  kart  kredytowych  bez 
trudu  da  się  wytropić  w  Internecie,  tylko  w  ten  sposób  mógł 
uniknąć  ściągnięcia  na  siebie  uwagi  wroga.  Dwa  lata  temu 
wszystkie swoje interesy załatwiał online i omal nie przypłacił 
tego życiem. 

Zaczekał,  aż  minie  go  grupka  hałaśliwych  nastolatek,  i 

wrócił do przerwanej rozmowy. 

Jak  już  powiedziałem,  te  dwie  kobiety  nie  stanowią 

dla  nas  zagrożenia.  Z  raportu  Russell  wynika,  że  jedna  z  nich 
to 

wariatka, 

która 

spędziła 

jakiś 

czas 

szpitalu 

psychiatrycznym,  a  druga  to  samotna  matka,  pracująca  na  pół 
etatu w bibliotece. 

Tak jest - odparł Branch. 

Jeśli Arcadia  Ames  nagle zniknie, wszystko, co będą 

mogły  zrobić,  to  zgłosić  jej  zaginięcie  na  policji  -  ciągnął 
Grant,  mówiąc  bardziej  do  siebie  niż  do  Brancha.  -  Nikt  nie 
zwraca  większej  uwagi  na  takie  zgłoszenia.  Każdego  roku 
zgłaszanych jest wiele tysięcy zaginięć i nic z tego nie wynika.  

background image

 

45 

Ale ten prywatny detektyw, Truax, może narobić nam 

kłopotów.  Kiedy  Ames  zniknie,  niewykluczone,  że  on 
postanowi ją odnaleźć. I będzie wiedział, co robić. 

Zgodnie z raportem Russell kobieta o imieniu Zoe , ta 

wariatka, jest jego żoną. 

Tak jest. 

Dziwne.  Jaki detektyw  byłby dość głupi,  by poślubić 

uciekinierkę z zamkniętej kliniki psychiatrycznej? 

Przykro  mi  -  powiedział  Branch  poważnie  -  ale  nie 

znam odpowiedzi na to pytanie. 

Grant miał ochotę walnąć słuchawką w ścianę. Branch był 

użyteczny, ale miał swoje ograniczenia. Nie posiadał specjalnie 
lotnego  umysłu.  Grant  zaczął  go  w  duchu  nazywać  Dziwny 
John. 

Mało wiemy o tym Truaksie  i to mi  się  nie podoba - 

powiedział. 

Russell  zaproponowała,  że  sprawdzi  go  dokładniej. 

Mogę do niej zadzwonić. 

Grant myślał o tym przez chwilę. 

Nie, nie będziemy jej w to włączać. Ona i tak za dużo 

już  wie.  Jeśli  Truax  ma  swoje  biuro,  nie  będzie  trudno  go 
rozpracować. Zajmę się tym osobiście. 

Tak jest. 

Gdzie teraz jesteś? 

U siebie - odparł Branch. - Miałem zamiar iść dzisiaj 

na siłownię. Czy mam siedzieć przy telefonie? 

Ten facet ma obsesję na punkcie siłowni, pomyślał Grant. 

Zdecydowanie coś z nim jest nie tak. 

Niekoniecznie -  odparł.  -  To  zajmie  mi trochę czasu. 

Zadzwonię do ciebie o wpół do szóstej. Wtedy powinienem już 
wiedzieć, czy ten Truax może nam narobić kłopotów. 

Tak jest. 

Grant odłożył słuchawkę i ruszył do najbliższego wyjścia. 

Kolejne opóźnienie.  Tylko  tego teraz potrzebował.  Ale  musiał 

background image

 

46 

wiedzieć,  co  robi.  Teraz  nie  mógł  sobie  pozwolić  na  żaden 
błąd.  Osoba  Truaksa  wzbudziła  pewne  wątpliwości,  które 
należy  rozwiać,  zanim  można  będzie  przystąpić  do  realizacji 
planu. 

Wyszedł  z  centrum  handlowego  i  wsiadł  do  taksówki. 

Branch  zakładał,  że  Grant  jest  szefem  agencji  rządowej  tak 
tajnej,  że  oficjalnie  nieistniejącej.  Częściowo  miał  rację, 
pomyślał  Grant.  Agencja  rzeczywiście  nie  istnieje.  Sam  ją 
wymyślił,  wykorzystując  przy  tym  swoje  stare  dokumenty,  na 
użytek Dziwnego Johna. 

  
Uprzedzono  go,  że  choć  Branch  nie  unika  zabijania,  ma 

własny  kodeks  etyczny.  Uważa  się  za  patriotycznego 
bojownika.  Odbiera  innym  życie  tylko  w  imię  prawdy, 
sprawiedliwości i Ameryki. 

Grant był pewny, że zebranie podstawowych informacji na 

temat  Truaksa  nie zabierze  mu  dużo  czasu.  Potrzebował tylko 
komputera,  który  nie  wzbudzi  niczyich  podejrzeń.  I  wiedział, 
gdzie go szukać: w najbliższej filii biblioteki publicznej. 

Szybko  otrzymał  odpowiedzi  na  swoje  pytania,  niestety, 

wszystkie  bardzo  mu  się  nie  podobały.  Musiał  zmodyfikować 
plan. 

O  piątej  trzydzieści  znajdował  się  już  w  innym  centrum 

handlowym, przy innej budce telefonicznej. 

Branch  też  był  tam,  gdzie  miał  być.  Grant  wyobraził  go 

sobie,  siedzącego  przy  aparacie  w  małym  wynajętym 
mieszkaniu.  Jedno  trzeba  mu  przyznać.  Dokładnie  wypełnia 
rozkazy.  Prawdę  mówiąc,  dla  Brancha  wypełnianie  rozkazów 
było czymś w rodzaju religii. Grant miał przeczucie, że właśnie 
to pozwala mu zachować resztki zdrowia psychicznego. 

Truax  stanowi  dla  nas  poważne  zagrożenie  - 

powiedział.  -  To,  czego  się  dowiedziałem  dziś  po  południu, 
rzuca na całą operację nowe światło. 

Słucham pana. 

background image

 

47 

Mój  informator  z  Los  Angeles  doniósł  mi,  że  Truax 

był  tam  zamieszany  w  pranie  brudnych  pieniędzy.  Nie  byli  w 
stanie  niczego  mu  udowodnić,  ale  jest  pewne,  że  załatwiał 
wiele  spraw  dla  swojego  brata,  Drew  Truaksa,  który  kierował 
bardzo  dużą  operacją.  Ethan  wykonywał  całą  brudną  robotę, 
spotykał  się  z  handlarzami  narkotyków  i  terrorystami. 
Organizował transfery za granice kraju i deponował gotówkę w 
różnych bankach. 

I co się stało? 

W  Los  Angeles  uważają,  że  wewnątrz  przestępczej 

organizacji  wybuchła  walka  o  władzę.  -  Grant  ciągnął 
wymyśloną  wcześniej  historię.  -W  wyniku  tego  Drew  Truax 
zginął. 

Człowiek, 

który 

zlecił 

to 

morderstwo, 

to 

najprawdopodobniej  niejaki  Simon  Wendover.  Po  śmierci 
Truaksa  organizacja  zaczęła  się  rozpadać.  Wygląda  na  to,  że 
Ethan  postanowił  odciąć  wszystkie  powiązania  i  wyjechać  z 
Dodge. Najwyraźniej jednak najpierw pozbył się Wendovera. 

Załatwił go? 

Oficjalnie  Simon  Wendover  utonął  w  wypadku  na 

łodzi.  Nie  było  świadków,  a  zatem  i  dowodów  obciążających 
Truaksa. Nigdy nie przedstawiono mu zarzutów. 

Co Truax robi w Whispering Springs? 

Chyba  można  powiedzieć,  że  wrócił  na  łono 

rodzinnej firmy. 

Pranie brudnych pieniędzy?  

Zgadza się. - Grant przerwał na chwilę, by zwiększyć 

napięcie. -Na podstawie tych zdjęć można przypuszczać, że ma 
nową wspólniczkę. 

Arcadię Ames? 

Tak.  To  wszystko  jest  bardziej  skomplikowane,  niż 

mogło  się  z  początku  wydawać.  Truax  to  poważny  problem. 
Ale  mam  plan,  który  pozwoli  nam  upiec  dwie  pieczenie  przy 
jednym ogniu. - Przedstawił w skrócie nowy plan, upraszczając 
pewne  kwestie  ze  względu  na  umysłowe  ograniczenia 

background image

 

48 

Dziwnego  Johna.  -  Zajmiesz  się  tą  nową...  misją?  -  spytał, 
kiedy  skończył.  Dziwny  John  był  bardzo  czuły  na  słowo 
„misja".  Dla  niego  było  to  coś  w  rodzaju  poszukiwania 
Świętego Graala. 

Tak jest. Misja zostanie wypełniona. 

To  musi  wyglądać  na  wypadek  -  podkreślił  Grant.  - 

Jasne? 

Tak jest. 

Grant  odłożył  słuchawkę  i  poszedł  napić  się  kawy,  choć 

tak naprawdę miał ochotę na martini. Po rozmowie z Branchem 
był spięty i zdenerwowany. 

Musiał  skorzystać  ze  starych  znajomości,  żeby  znaleźć 

kogoś  do  tej  roboty,  nie  mógł  więc  być  specjalnie  wybredny. 
Musiał  brać  to,  co  mu  zaoferowano,  żeby  okazja  nie  przeszła 
mu koło nosa. 

Suka  nieświadomie  dostarczyła  mu  tej  okazji.  W  końcu 

wpadła  w  jedyną  zasadzkę,  jaką  mógł  na  nią  zastawić.  Od 
prawie  dwóch  lat  obserwował  konto  bankowe,  które  założyła 
na inne nazwisko, czekając na jakiś ruch z jej strony. Po roku i 
kilku  miesiącach,  kiedy  nic  się  nie  działo,  zaczął  się 
zastanawiać, czy ona istotnie nie zginęła tamtej nocy. 

Ale drugiego listopada ktoś przelał z ukrytego konta osiem 

tysięcy  dolarów  i  Grant  musiał  spojrzeć  w  oczy  koszmarnej 
prawdzie. 

Ona żyje i ma ten cholerny plik. 
Zrobił to, w czym zawsze był najlepszy. Śledził pieniądze 

aż do Whispering Springs w stanie Arizona. 

 
 
 
 
 
 
 

background image

 

49 

Rozdział 7 
 
 

Następnego  ranka  Zoe  podała  Ethanowi  na  śniadanie 

nowy rodzaj płatków zbożowych. Zauważył to dopiero po tym, 
jak  posłusznie  połknął  tabletkę  wapna  i  pigułkę  witaminową 
wzbogaconą  w  minerały  i  antyoksydanty,  które  położyła  na 
stole 

obok 

szklanki 

świeżo 

wyciśniętego 

soku 

pomarańczowego. 

 Podniósł łyżkę i uważnie przyjrzał się jej zawartości. 

Co to jest? - spytał łagodnie. 

Muesli.  Pomyślałam,  że  może  wolałbyś  jakąś 

odmianę. - Zoe nalała herbatę do swojej filiżanki. - Składa się z 
ziaren  trzech  różnych  zbóż  i  kilku  rodzajów  suszonych 
owoców  i  orzechów.  Zmieszałam  to  z  jogurtem  zawierającym 
żywe kultury bakterii i dodałam trochę mleka. 

Żywe  kultury  bakterii?  No,  nie  wiem.  Zazwyczaj 

wolę, kiedy to, co jem, jest całkiem martwe. Wiesz, wydaje mi 
się, że tak jest bezpieczniej. 

Przecież 

jesteś 

prywatnym 

detektywem. 

Niebezpieczeństwo jest wpisane w twoją pracę. 

No tak,  masz  rację.  Zupełnie zapomniałem.  -  Włożył 

łyżkę do ust. 

Zoe wstrzymała oddech. 
Ethan  przełknął  muesli  i  już  bez  dalszych  komentarzy 

zajął  się  jedzeniem.  Otworzył  poranne  wydanie  „Whispering 
Springs Herald" i zaczął przeglądać nagłówki. 

Odetchnęła.  Zaakceptował  nowe  płatki  tak  samo,  jak 

włączenie  do  swojego  menu  witamin  i  antyoksydantów  - 
przechodząc  nad  tym  szybko  do  porządku  dziennego.  Zoe 
zauważyła, że podchodził tak do większości spraw. 

Początek małżeństwa nie jest prawdopodobnie najlepszym 

czasem  na wprowadzanie w życie  mężczyzny zasad zdrowego 

background image

 

50 

żywienia,  ale  Zoe  nie  mogła  się  powstrzymać.  Ostatnio  w 
supermarkecie coraz więcej czasu spędzała w dziale ze zdrową 
żywnością,  a  w  aptekach  uważnie  przeglądała  półki  z 
witaminami  i  preparatami  do  skóry  zawierającymi  filtry 
ochronne. 

Nowa obsesja coraz bardziej się nasilała. 
Trzy  dni  wcześniej  kupiła  Ethanowi  specjalny  łańcuszek 

do  kluczy w  sklepie przy  Fountain  Square.  Do łańcuszka  była 
przymocowana  mała  latarka  i  gwizdek  alarmowy.  Następnego 
dnia  wróciła  do  tego  sklepu  i  nabyła  jeszcze  krótkofalówkę 
uruchamianą  za  pomocą  korbki  -  na  wypadek,  gdyby  w 
Whispering rozszalało się tornado i miasto zostało pozbawione 
prądu. 

Po śniadaniu Ethan pocałował  ją na pożegnanie, co zajęło 

mu sporo czasu, po czym wyszedł do biura, uzbrojony w nowy 
łańcuszek do kluczy. 

Zoe  podejrzewała,  że  mężczyzna  taki  jak  Ethan  wolałby 

zapewne, żeby kobieta nie robiła wokół  niego tyle szumu. Ale 
ostatnio  nie  była  w  stanie  oprzeć  się  żadnej  reklamie,  która 
zawierała słowa, takie jak „bezpieczeństwo", „nagły wypadek", 
„zdrowie", „witaminy" czy „antyoksydanty". 

Drzwi administratora budynku uchyliły się w chwili, kiedy 

Zoe  mijała  je  w  drodze  na  parking,  a  w  szparze  pojawiła  się 
głowa Robyn Duncan.  

Dzień dobry, pani Truax. Wydawało mi się, że słyszę 

panią  na  schodach.  Ma  pani  chwilkę?  -  spytała  Robyn 
energicznie. 

Robyn Duncan w ogóle była bardzo energiczna. Zoe miała 

ochotę  zazgrzytać  zębami.  Nowa  administratorka  przywodziła 
jej na myśl wziernik doodbytniczy. 

Była niewysoka, drobna i miała ostre rysy twarzy. Zbliżała 

się  do  trzydziestki.  Jej  brązowe,  krótko  ścięte  i  artystycznie 
wystrzępione  włosy  zdobiły  liczne  jasne  pasemka,  co 
podkreślało jej bystre spojrzenie i spiczaste jak u elfa uszy. 

background image

 

51 

Zoe  i  inni  mieszkańcy  Casa  de  Oro  szybko  odkryli,  że 

energiczna Robyn  ma bardzo pryncypialny stosunek do swojej 
pracy. Ściśle przestrzegała wszystkich zasad. Niektórzy, jak na 
przykład Hooper  z apartamentu  IB,  za jej  plecami  nazywali  ją 
sierżant Duncan. 

Idę  na  ważne  spotkanie.  -  Zoe  uśmiechnęła  się  z 

przymusem. - Czy to nie może zaczekać? 

Raczej  nie.  -  Robyn  z  żalem  potrząsnęła  głową, 

zdecydowana wypełnić swój  obowiązek.  -  Obawiam się,  że to 
dość  pilna  sprawa.  -  Rozejrzała  się  po  holu,  jakby  chciała  się 
upewnić,  że  w  pobliżu  nie  ma  nikogo  innego.  -  Może  pani 
wejść na chwilę do mojego biura? 

Cholera.  Tylko  tego  brakowało.  Zoe  miała  dość  spraw, 

które  powinna  załatwić  tego  dnia.  Spojrzała  znacząco  na 
zegarek. 

Wolałabym  nie.  Czy  chodzi  o  nowe  miejsce  na 

parkingu? 

Obawiam się, że tak. - Robyn wzięła głęboki oddech. 

-  Problem  polega  na  tym,  że  nie  mogę  przyznać  panu  I 
maksowi  miejsca  na  parkingu,  ponieważ  nie  należy  on  do 
najemców. 

Słucham? 

Umowa  najmu  jest  na  pani  nazwisko,  pani  Truax.  A 

dokładniej  na  pani  dawne  nazwisko,  Zoe  Luce.  I  zgodnie  z  tą 
umową  tylko  jedna  osoba  może  stale  zajmować  pani 
mieszkanie. Oczywiście od czasu do czasu ktoś może spędzić u 
pani noc, ale zdaje się, że pan Truax wprowadził się do pani na 
dobre. 

Wprowadził się, ponieważ wzięliśmy ślub - wyjaśniła 

Zoe spokojnie. - Może pani o tym nie wie, ale ludzie, którzy są 
małżeństwem, często zajmują jedno mieszkanie. 

Robyn zacisnęła usta. 

Owszem, wiem o tym. 

background image

 

52 

Tak czy inaczej, to tylko przejściowa sytuacja. Mamy 

dom, który jest w trakcie odnawiania. Przeprowadzimy się tam, 
kiedy remont się skończy. 

Rozumiem. 

Robyn 

najwyraźniej 

nie 

była 

zachwycona  tą  informacją,  ale  szybko  doszła  do  siebie.  -  Nie 
wiedziałam,  że  ma  pani  zamiar  wypowiedzieć  umowę.  Kiedy 
to nastąpi?  

To zależy - odparła Zoe. 

Od  tego,  kiedy  Trecher,  malarz  wynajęty  do  odnawiania 

domu,  weźmie  się  w  końcu  do  roboty,  dodała  w  duchu. 
Próbowała  go  do  tego  zmusić  od  dwóch  tygodni,  ale  na  razie 
na  rychłe  rozpoczęcie  prac  nie  wskazywało  nic  poza  zwojami 
folii, które pokrywały podłogi. 

Obowiązuje panią  miesięczny  termin wypowiedzenia 

- przypomniała jej Robyn. 

Wiem o tym. 

Cóż,  problem  w  tym,  że  pani  osobista  sytuacja  i 

zmiana stanu cywilnego nie mają wpływu na warunki umowy. 

Więc  co  mam  zrobić?  -  spytała  Zoe,  zrozpaczona.  - 

Podpisać nową umowę? 

Wystarczy dodać załącznik do tej, która już istnieje. 

Świetnie.  W takim razie proszę go przygotować, a ja 

wstąpię z mężem wieczorem, żeby go podpisać - rzuciła Zoe  i 
odwróciła się, żeby odejść. 

Zdaje  sobie  pani  sprawę  z  faktu,  że  będzie  się  to 

wiązać z podwyżką czynszu? 

A więc o to chodzi. Zoe odwróciła się znowu, oburzona. 

Nie może pani podwyższyć mi czynszu tylko dlatego, 

że takie jest pani widzimisię. 

To  wcale  nie  jest  moje  widzimisię,  pani  Truax  - 

uśmiechnęła się Robyn. - Mogę mówić do pani po imieniu? 

Nie - warknęła Zoe przez zaciśnięte zęby. 

Cóż,  jak  pani  sobie  życzy.  -  Robyn  wyglądała  na 

dotkniętą.  -  Znajdzie  pani  wszystko  w  umowie,  pani  Truax. 

background image

 

53 

Jeśli  zada  pani  sobie  trud  przeczytania  paragrafu  9A,  zobaczy 
pani, że zameldowanie kolejnej osoby w mieszkaniu wiąże się 
ze wzrostem czynszu o sto pięćdziesiąt dolarów miesięcznie. 

Po moim trupie! Prędzej zamieszkam w kartonie przy 

Fountain  Square,  niż  zapłacę  pani  dodatkowe  sto  pięćdziesiąt 
dolarów  na  miesiąc.  To  mieszkanie  nie  jest  warte  nawet  tyle, 
ile teraz za nie płacę. 

To nie mnie pani płaci - odparła Robyn wyniośle. - Ja 

tylko  pobieram  czynsz  i  przekazuję  pieniądze  właścicielom 
budynku. 

Zoe  miała  wielką  ochotę  chwycić  Robyn  za  jej  spiczaste 

uszy  i  wrzucić  ją  do  kontenera  na  śmieci,  stojącego  na 
podwórku. 

Nie  jestem  idiotką  -  powiedziała  zamiast  tego.  - 

Doskonale  wiem,  że  budynek  należy  do  małżeństwa  o 
nazwisku  Shipley.  Ale  przez  cały  czas,  odkąd  tu  mieszkam, 
żadne z nich  nie pofatygowało się ani razu, żeby  zobaczyć, co 
się  tu  dzieje.  W  ogóle  nie  inwestują  w  ten  dom.  Nie 
wprowadzają  żadnych  ulepszeń.  Nie  zasługują  na  dodatkowe 
sto  pięćdziesiąt  dolarów  miesięcznie  i  może  im  to  pani  ode 
mnie powtórzyć. 

Shipleyowie  wynajmują  wiele  nieruchomości  w 

okolicach  Phoenix.  Są  zbyt  zajęci,  żeby  każdej  doglądać 
osobiście. Ale rozmawiałam z nimi kilka razy na temat naszych 
potrzeb  i  zapewniam  panią,  że bardzo  przychylnie odnieśli się 
do moich planów dotyczących Casa de Oro. 

Nalegam,  by  skontaktowała  się  pani  z  nimi, 

gdziekolwiek są, i... 

Mieszkają  w  Scottsdale  -  wtrąciła  Robyn,  zawsze 

gotowa spieszyć z pomocą. 

Doskonale.  Więc  proszę  się  z  nimi  skontaktować  i 

poinformować  ich,  że  ja  i  Ethan  jesteśmy  małżeństwem,  a nie 
współlokatorami.  Proszę  im  też  przypomnieć,  że  mieszkam  tu 
od ponad roku i nigdy nie stwarzałam żadnych problemów. 

background image

 

54 

Robyn chrząknęła znacząco. 

Cóż, niezupełnie. 

Co?  Jak  pani  śmie  sugerować,  że  nie  byłam 

wzorowym lokatorem? 

Przeglądałam  ostatnio  dokumenty  i  zauważyłam,  że 

w  ubiegłym  miesiącu  wydarzył  się  w  pani  mieszkaniu 
wypadek, w wyniku którego została wezwana policja. 

To nie była moja wina! Byłam niewinną ofiarą próby 

porwania. 

Robyn współczująco pokiwała głową. 

Tak, tak,  czytałam  o  tym  w gazecie.  To  musiało  być 

dla pani okropne przeżycie. 

Owszem. 

Jednak 

państwo 

Shipleyowie 

uznali 

to 

za 

niepokojące.  

Zoe naszły złe przeczucia. 

Niepokojące? - powtórzyła bardzo powoli. 

Państwo  Shipley  wyrazili  pewne  obawy  dotyczące 

zawodu pana Truaksa. 

Obawy? 

Tak,  niepokoją  się,  że  profesja,  jaką  para  się  pan 

Truax,  może  zwiększyć  możliwość  występowania  takich 
incydentów  w  przyszłości,  jeśli  rozumie  pani,  co  mam  na 
myśli. 

Nie, nie rozumiem. - Zoe z trudem opanowała gniew. 

-  Praca  mojego  męża  nie  miała  nic  wspólnego  z  tym 
incydentem,  jak  to  pani  nazywa.  Ta  sprawa  dotyczyła  tylko 
mnie. Proszę to wyjaśnić państwu Shipley. 

Robyn zesztywniała. 

Chce  pani  powiedzieć,  że  pani  osoba  może  wpłynąć 

na wzrost przestępczości w Casa de Oro? 

Nie,  niczego  takiego  nie  chcę  powiedzieć.  Sprawa 

została  załatwiona  i  nie  stanowi  już  żadnego  zagrożenia  na 
przyszłość.  Zechce  pani  wyjaśnić  to  Shipleyom.  I  proszę  dać 

background image

 

55 

im jasno do zrozumienia, że nie mam zamiaru płacić wyższego 
czynszu tylko dlatego, że wyszłam za mąż. 

Porozmawiam z nimi. 

Proszę to zrobić. 

Naprawdę,  nie  ma  powodu  do  zdenerwowania,  pani 

Truax. Wykonuję tylko moją pracę. 

Jasne,  jasne. - Zoe wyciągnęła kluczyli z torebki  i po 

raz drugi  tego  ranka ruszyła w stronę drzwi.  -  Wiem tylko,  że 
poprzedni administrator był dużo bardziej elastyczny. 

Właśnie dlatego jest byłym administratorem. - Robyn 

konfidencjonalnie  zniżyła  głos.  -  Shipleyowie  dali  mi  do 
zrozumienia, że miał problem z alkoholem. 

To  wyjaśnia  kilka rzeczy,  pomyślała Zoe,  między  innymi 

to,  że  Casa  de  Oro  było  zawsze  tak  zaniedbane.  Może  jednak 
przestrzeganie zasad jest u administratorów zaletą. 

Nie miała jednak ochoty podzielić się tym spostrzeżeniem 

z  Robyn  Spiczaste  Uszy.  Wyszła  z  budynku  i  wsiadła  do 
samochodu. 

Ciągle  jeszcze  była  zła,  kiedy  dwie  godziny  później 

Tabitha  Pine,  zwiewna  i  eteryczna  w  swojej  sukni,  która 
wyglądała tak, jakby uszyto ją z dziesiątek drogich jedwabnych 
szalików, wpłynęła do jej biura. Malutkie dzwoneczki, którymi 
obszyty był dół sukni, brzęczały cicho przy każdym ruchu. 

Zoe,  kochanie,  mam  nadzieję,  że  nie  przeszkadzam 

ci, przychodząc tak bez zapowiedzenia. - Tabitha uśmiechnęła 
się,  pewna,  że  spotka  się  z  miłym  przyjęciem.  - 
Zadzwoniłabym,  ale  musiałam  pojechać  rano  do  miasta  na 
zakupy,  więc  pomyślałam,  że  może  cię  tu  zastanę.  Zabiorę  ci 
tylko chwilkę. 

Oczywiście, 

nie 

przeszkadzasz 

mi. 

Zoe 

błyskawicznie  przestawiła  się  na  ton,  jakiego  używała  w 
rozmowach  z  klientami.  -  Następne  spotkanie  mam  dopiero  o 
jedenastej. Usiądź, proszę. 

background image

 

56 

Dziękuję.  -  Tabitha  przysiadła  na  jednym  z  dwóch 

krzeseł  stojących  po  drugiej  stronie  biurka.  Szaliki powiewały 
jeszcze  przez  chwilę,  aż  w  końcu  znieruchomiały.  -  Od  razu 
powiem,  o  co  chodzi.  Ubiegłej  nocy  miałam  jedną  ze  swoich 
wizji.  Poczułam  wyraźnie,  że  powinnam  jak  najszybciej 
skontaktować  się  z  tobą  i  Lindsey  Voyle,  żeby  wam  o  tym 
opowiedzieć. 

Rozumiem. 

Zoe przypomniała sobie, że nie wolno  jej powątpiewać w 

wizje  Tabithy.  Niemniej  jednak  trudno  jej  było  traktować 
poważnie  kobietę,  która  w  wieku  sześćdziesięciu  lat  ubierała 
się jak hipiska z drugiej połowy ubiegłego stulecia. Najbardziej 
przyciągały  uwagę  jej  włosy.  Srebrnopopielate,  opadały  jej  na 
ramiona  i  plecy  długimi  pasmami.  Zoe  słyszała  kiedyś,  że  im 
kobieta jest starsza, tym krótszą fryzurę powinna nosić. Tabitha 
najwyraźniej w to nie wierzyła. 

Zastanawiałam  się,  jak  wytłumaczyć  tobie  i  Lindsey 

Voyle,  na czym  polega  mój  indywidualny  styl  i  jakie  są  moje 
oczekiwania  co  do  przepływu  energii  w  pomieszczeniach. 
Chciałabym 

dostarczyć 

wam 

wszystkich 

informacji 

niezbędnych do opracowania projektów. 

Och. - Zoe bardzo chciała powiedzieć coś więcej, ale 

jakoś  nic  nie  przyszło  jej  do  głowy.  Nagle  ogarnęły  ją  złe 
przeczucia. 

W  mojej  wizji widziałam ciebie i Lindsey  na jednym 

z  moich  seminariów  medytacyjnych  -  powiedziała  Tabitha.  -1 
natychmiast  zrozumiałam,  że  to  jedyny  sposób,  byście  obie 
mogły w pełni pojąć, na czym polegają moje potrzeby. 

Ach, tak. - Zoe miała nadzieję, że udało jej  się ukryć 

niezadowolenie.  Podejrzewała,  że  seminaria  medytacyjne 
Tabithy nie należą do najtańszych. 

Czy  byłby  to  dla  ciebie  problem,  kochanie?  Zoe 

uśmiechnęła się z przymusem. 

Nie, oczywiście, że nie. To znakomity pomysł. 

background image

 

57 

Cudownie.  Więc  oczekuję,  że  spotkamy  się  na  kilku 

sesjach  w  najbliższym  czasie.  -  Tabitha  wstała  i  położyła  na 
biurku  kartkę  papieru.  -  To  harmonogram  zajęć  i  cennik  - 
powiedziała  i  odpłynęła  w  stronę  drzwi.  -  Pokój  z  tobą,  moja 
droga. 

Pokój... 

Zoe spojrzała na harmonogram. Przeczucia jej  nie  myliły. 

Seminaria były bardzo kosztowne. Zabębniła palcami po blacie 
biurka,  po  czym  podniosła  słuchawkę  telefonu  i  wystukała 
numer Ethana. 

Truax Investigations. 

Tabitha  Pine  właśnie  u  mnie  była.  Dała  mi  jasno  do 

zrozumienia,  że  mój  projekt  nie  będzie  miał  żadnych  szans, 
jeśli  nie  zaliczę  kilku  z  jej  sesji  medytacyjnych.  Są  bardzo 
drogie, ale czuję, że Lindsey Voyle zapisze się na cały kurs, jak 
tylko  zrozumie,  że  od  tego  będzie  zależało,  czy  dostanie  to 
zlecenie. 

Takie 

są 

koszty 

prowadzenia 

działalności 

powiedział  Ethan  filozoficznie.  -  Nie  oczekuj  ode  mnie 
współczucia.  Bonnie  właśnie  dzwoniła.  Chce,  żeby  Truax 
Investigations 

przyjęło 

zlecenie 

od 

Towarzystwa 

Historycznego Whispering Springs. 

Jakie zlecenie? 

Nie  mam  pojęcia.  Rano  spotkam  się z  burmistrzem  i 

pewnie dowiem się, o co chodzi.  

Nie  żebym  chciała  zmienić  temat,  ale...  Dzisiaj  rano 

znowu  odbyłam  rozmowę  ze  Spiczastymi  Uszami.  Grozi  nam 
podwyżka czynszu, bo teraz oboje zajmujemy mieszkanie. 

Poradzisz sobie z nią. 

Łatwo ci mówić. 

 
 
 
 

background image

 

58 

Rozdział 8 
 
 

Stała  na  środku  małego  biura,  zmagając  się  z  burzą,  jaka 

rozszalała się w jej mózgu. 

Znowu. Och, nie. Nie tak szybko... 
Muszę  się  opanować.  Nie  mogę  się  poddać.  Nie  tu. 

Strażnik  mógłby  zauważyć,  że  drzwi  nie  są  zamknięte  na 
klucz,  i  sprawdzić,  czy  nie  było  włamania.  Nie  może  mnie  tu 
zastać. 

Ale 

znajome 

uczucie, 

że 

wszystko 

ogarnia 

nieprzenikniona ciemność, nasilało się z każdą chwilą. Ułamek 
sekundy  później  zapadła  czarna,  głucha  noc.  Osunęła  się  na 
podłogę. 

Kiedy  było  już  po  wszystkim,  czuła  się  wyczerpana.  Jak 

zawsze. 

Rzuciła okiem  na stojący  na  biurku  zegarek  i zrozumiała, 

że minęło tylko kilka minut. Ciągle jeszcze miała czas. 

Wstała i ruszyła w stronę szafki.  Coś zachrzęściło pod jej 

stopami.  Przerażona  dźwiękiem,  który  w  cichym  biurze 
wydawał  się  jeszcze głośniejszy,  skierowała  latarkę w dół  i  w 
jej świetle dostrzegła połamany długopis. Kolorowy przedmiot 
ozdobiony malutką figurką Elvisa. Tani  i tandetny. Nie drogie 
pióro, którego brak właściciel zaraz by zauważył. 

Z ulgą podniosła długopis i schowała do kieszeni. 
Musi  się  skupić.  Nie  przyszła  tu  bez  powodu.  Tak,  musi 

się skoncentrować. 

 
 
 
 
 
 

background image

 

59 

Rozdział 9 
 
 

Ethan  położył  dłonie  na  biurku  i  spojrzał  na  panią 

burmistrz 

przepraszającym 

uśmiechem, 

który 

miał 

jednocześnie  dać  jej  do  zrozumienia,  że  jego  decyzja  jest 
nieodwołalna.  

To  prawda,  rozwiązywanie zagadek  historycznych  to 

moje  hobby,  pani  Santana.  Ale  mogę  to  robić  tylko  między 
jedną sprawą a drugą. A w tej chwili jestem zbyt zajęty. 

Paloma Santana lekko uniosła ciemne, pięknie zarysowane 

brwi. 

Bonnie wspomniała mi o tym, ale powiedziała też, że 

w takiej sytuacji na pewno zrobi pan wyjątek. 

Ethan  spojrzał  spod  oka  na  szwagierkę,  siedzącą  na 

drugim krześle. 

Tak powiedziała? 

Był  niemal  pewien,  że wie,  o  czym  w tej  chwili  myślała. 

Zazwyczaj doskonale się rozumieli. 

Polubił  Bonnie od  chwili,  kiedy  jego  brat  przedstawił  mu 

ją  jako  swoją  narzeczoną.  Wydawała się  idealną  partnerką dla 
Drew i było widać, że kochała go całym sercem. 

Po  śmierci  Drew  Ethan  i  Bonnie  jeszcze  bardziej  się  do 

siebie zbliżyli. Wspólna troska o synów Drew sprawiła, że stali 
się  dla  siebie  jak  brat  i  siostra.  I  jak  to  zazwyczaj  bywa  w 
takich  przypadkach,  „siostra"  czasami  trochę  denerwowała 
Ethana. 

Bonnie pochyliła się do przodu, a jej ładna buzia wyrażała 

szczere zaangażowanie. 

Ethan,  rozwiązanie  zagadki  tego  morderstwa  bardzo 

nam  pomoże.  Planujemy  wiele  uroczystości  w  związku  z 
otwarciem  domu  Kirwana.  Towarzystwo  Historyczne  pracuje 

background image

 

60 

nad  tym  projektem  od  dwóch  lat.  To  będzie  wielka  atrakcja 
turystyczna. 

Widział,  jak  bardzo  jej  zależy,  żeby  wziął  udział  w  tym 

projekcie.  Może  i  nie  był  to  taki  zły  pomysł.  W  końcu  oboje 
chcieli zapuścić korzenie w Whispering Springs. 

Odwrócił  się  do  Palomy.  Pani  burmistrz  miała  około 

czterdziestu  lat  i  była  piękną  kobietą  o  ciemnych  oczach  i 
klasycznym profilu. Miała na sobie eleganckie beżowe spodnie 
i kremową jedwabną bluzkę. 

Bonnie  udzieliła  mu  już  kilku  informacji  poprzedniego 

dnia,  kiedy  zadzwoniła  do  niego,  pełna  zapału,  żeby  umówić 
go  na  spotkanie  z  panią  burmistrz.  „Whispering  Springs 
Herald"  uznało  Palomę  Santanę  za  najlepszego  burmistrza 
ostatnich  lat.  Jej  rodzina  od  dawna  zamieszkiwała  okolice 
miasta.  Paloma  wyszła  za  dobrze  prosperującego  dewelopera. 
Oboje obracali się wśród miejscowych elit. 

Krótko mówiąc, pani Santana była doskonałym kontaktem 

zawodowym. 

Proszę  mi  opowiedzieć  o  sprawie  Kirwana  - 

powiedział. 

Paloma odchyliła się na oparcie krzesła i założyła nogę na 

nogę. 

Walter  Kirwan  był znakomitym, uznanym pisarzem  i 

dość ekscentrycznym człowiekiem, który mieszkał i tworzył w 
Whispering  Springs  jakieś  sześćdziesiąt  lat  temu.  Czy  tytuł 
Długie, zimne lato coś panu mówi?  

Ethan 

dokonał 

myślach 

szybkiego 

przeglądu 

wiadomości,  jakie  zachował  w  pamięci  z  czasów  swojej 
krótkiej i dość ograniczonej kariery szkolnej. 

Uniwersytet  -  powiedział.  -  Pierwszy  rok.  Literatura. 

Mówimy o tym Walterze Kirwanie? 

Tak.  Jak  Bonnie  już panu  powiedziała,  Towarzystwo 

Historyczne  właśnie  ukończyło  remont  jego  domu.  Śmierć 

background image

 

61 

Kirwana  wstrząsnęła  literackimi  kręgami  tamtych  czasów,  a 
później stała się legendą. 

Mówi pani, że został zamordowany? 

To  część  zagadki.  Nikt  tak  naprawdę  nie  wie,  co  się 

stało.  W  gazetach  pisano,  że  Kirwan  i  jego  gospodyni,  Maria 
Torres, byli w domu sami w dniu  jego śmierci. Maria zeznała, 
że  nic  tego  wieczoru  nie  odbiegało  od  normy.  Po  kolacji 
Kirwan  udał  się  do  gabinetu,  by  pracować  nad  rękopisem. 
Maria poszła spać. Znalazła jego ciało w gabinecie następnego 
ranka. Siedział na krześle. 

Przyczyna śmierci? 

Uznano, że był to atak serca. Ale niemal natychmiast 

pojawiły  się  plotki,  że  to  gospodyni  go  otruła.  Do  dziś  wielu 
ludzi tak uważa. Większość historyków literatury zakłada, że to 
ona jest morderczynią. 

Ethan  poczuł,  jak  ogarnia  go  znajoma,  zawodowa 

ciekawość. 

Dlaczego ją o to podejrzewano? 

Kirwan spisał testament - Paloma lekko zesztywniała 

- w którym zapisał jej dom. 

Chęć  zdobycia  go  stałaby  się  więc  motywem 

morderstwa? 

Tak.  To  była  kobieta  z  bardzo  ubogiej  rodziny. 

Ledwo  wiązali  koniec  z  końcem,  ten  dom  byłby  dla  nich 
wszystkich darem z nieba. 

Coś  w  jej  głosie  sprawiło,  że  Ethan  podniósł  wzrok  znad 

swoich notatek. 

Niech zgadnę. Nie dostała go, prawda? 

Tak  -  odparła  Paloma.  -  Krewni  Kirwana  z  Bostonu 

nie  mieli  zamiaru  pozwolić,  by  gospodyni  odziedziczyła 
posiadłość.  Przywieźli  swoich  prawników  i  bez  problemu 
obalili testament. 

Ethan przez chwilę zastanawiał się nad tym, co usłyszał. 

W jaki sposób Maria miała zamordować Kirwana? 

background image

 

62 

Mówili,  że  otruła  go  substancją,  która  wywołuje 

objawy podobne do ataku serca. 

Hm...  -  Ethan  powoli  położył  długopis  na  biurku.  - 

Muszę  pani  powiedzieć,  że  raczej  nie  uda  nam  się  dojść 
prawdy, chyba że zdecyduje się pani na trud i koszty związane 
z  ekshumacją  i  przeprowadzeniem  stosownych  badań.  Ale 
nawet  jeśli  to  zrobimy,  szanse,  że  po  tylu  latach  uda  się 
zidentyfikować truciznę, są znikome.  

Ekshumacja nie wchodzi w grę - powiedziała Paloma. 

-  Krewni  Kirwana  zabrali  ciało  do  Bostonu.  Ich  potomkowie 
nie mają powodu, by z nami współpracować. 

Będę  z  panią  szczery.  Sądzę,  że  nic,  co  mógłbym 

zrobić,  nie  da  pani  jednoznacznej  odpowiedzi  -  stwierdził 
Ethan. 

Nie  chodzi  tylko  o  to,  czy  Kirwan  został 

zamordowany,  czy  nie  -wtrąciła  się  Bonnie.  -  Jest  jeszcze 
kwestia  zaginionego  rękopisu.  Zniknął  tej  samej  nocy,  kiedy 
zmarł  Kirwan,  więc  wszyscy  zakładali,  że  te  dwa  fakty  są  ze 
sobą związane. 

Ethan  oparł  łokcie  na  poręczach  swojego  fotela  i  złączył 

palce. 

Chodzi o tekst, który Kirwan zabrał tego wieczoru do 

gabinetu? 

Tak - powiedziała Paloma. - Ludzie, którzy twierdzą, 

że Maria Torres otruła Kirwana, uważają też, że to ona skradła 
jego kolejną książkę. 

Po co miałaby to zrobić? 

Walter  Kirwan  był  już wówczas znanym pisarzem,  a 

od  czasu,  kiedy  ukazała  się  jego  poprzednia  powieść,  minęło 
pięć  lat.  Ostatni  rękopis  byłby  wart  bardzo  dużo,  z  czego 
gospodyni musiała zdawać sobie sprawę. 

Są  jakieś  teorie  na  temat  tego,  co  się  z  nim  stało?  - 

spytał Ethan. 

background image

 

63 

Przypuszczano,  że trafił  na  rynek  kolekcjonerski,  ale 

nikt nigdy o nim nie słyszał. Zniknął bez śladu. 

Ethan poruszył palcami. 

Czy  ktoś  pytał  Marię  Torres  o  śmierć  Kirwana  i 

zaginiony rękopis? 

Oczywiście.  -  Paloma  wzruszyła  ramionami.  -  Maria 

zmarła  dwa  lata  później,  w  wieku  osiemdziesięciu  dziewięciu 
lat  i  przez  cały  ten  czas  kolekcjonerzy  i  historycy  wypytywali 
ją o ten tekst. 

Co im mówiła? 

To samo, co powiedziała swojej rodzinie i wszystkim 

innym,  którzy  ją  o  to  pytali  -  że  Kirwan  był  bardzo 
niezadowolony  z  tego  rękopisu,  tak  samo,  jak  z  j  e  g  o 
pierwotnej wersji. Twierdziła, że tamtego wieczoru był  bardzo 
ponury.  Podobno  zanim  zamknął  się  w  swoim  gabinecie, 
powiedział  jej,  że  ma  zamiar  wrzucić  go  do  kominka,  tak  jak 
poprzedni. 

Ethan zmarszczył brwi. 

Czy powiedział jej, że chce go spalić? 

Tak. 

Cóż,  to  by  wyjaśniało  sprawę  -  zauważył  Ethan 

łagodnie. 

Niezupełnie  -  odparła  Paloma.  -  Była  pełnia  lata, 

bardzo  gorąca  noc.  Maria  powiedziała  swojej  rodzinie,  że 
następnego  ranka  palenisko  było  czyste.  Nic  nie  wskazywało 
na to, że Kirwan rozpalił ogień. 

Hm. 

Bonnie pokiwała głową. 

Jest  jeszcze  kilka  szczegółów,  które  mogą  ci  się 

wydać interesujące. Byłam już w bibliotece i przejrzałam stare 
egzemplarze  „Whispering  Springs  Herald".  Maria  twierdziła, 
że  następnego  ranka  drzwi  do  gabinetu  Kirwana  były 
zamknięte od wewnątrz  na klucz.  Musiała znaleźć drugi, żeby 
dostać się do środka. 

background image

 

64 

Co jeszcze? 

W  dniu  śmierci  Walter  Kirwan  miał  gościa.  Był  to 

George  Ex  ford.  Według  Marii  kłócili  się  głośno  o  to,  czy 
książka  jest  gotowa  do  druku.  Exford  wyszedł  wściekły, 
ponieważ Kirwan nie pozwolił mu zabrać rękopisu. 

Kim był ten Exford? 

Agentem  Kirwana.  Miał  swój  interes  w  tym,  by 

książka  została  oddana  do  wydawnictwa.  W  grę  wchodziła 
spora suma pieniędzy. 

Hmm - mruknął znowu Ethan. 

Paloma spojrzała na Bonnie. 

Nie martw się - powiedziała Bonnie. - On zawsze tak 

mruczy, kiedy sprawa zaczyna go wciągać. 

Ethan  nie  zwrócił  uwagi  na  jej  słowa.  Spojrzał  w  oczy 

Palomie. 

Odnoszę  wrażenie,  że 

jest  pani  tą  sprawą 

zainteresowana  osobiście.  Dlaczego  sądzi  pani,  że  Maria 
Torres mówiła prawdę? 

Maria  była  moją  babką  -  odparła  chłodno  Paloma.  - 

Dla dobra całej rodziny chciałabym oczyścić jej dobre imię. 

 
 

Rozdział 10 

 
 
Siedziały  razem  w  ogródku  jednej  z  kawiarni  przy 

Fountain  Square.  Arcadia  zamówiła  espresso,  Zoe  wybrała 
gorącą  herbatę.  Było  wczesne  popołudnie  i  temperatura 
wyraźnie się podniosła. Choć ranek należał do chłodnych, Zoe 
jak  zwykle  użyła  kremu  z  filtrem  ochronnym.  Mieszkała  w 
Whispering  Springs  dość  długo,  by  wiedzieć,  jak  intensywne 
jest pustynne słońce. 

Zoe  zawsze  fascynowały  kontrasty  i  głębokie,  nasycone 

barwy,  nie  spodziewała  się  jednak,  że  spotka  ich  tak  wiele  w 

background image

 

65 

tym  surowym  rejonie  kraju.  Pustynia  Sonora  upajała 
bogactwem  skrajności  i  różnorodnością  zmieniających  się 
bezustannie  odcieni.  Kraina,  która  na  pierwszy  rzut  oka 
wydawała  się  zupełnie  nieprzyjazna  życiu,  zdumiewała 
obfitością flory i fauny.  

A  światło  było  tu  wprost  niesamowite.  Oślepiało  oczy, 

tworząc  rozedrgane,  zwodnicze  cienie.  Wspaniałe  odcienie 
żółci,  fioletu  i  złota  zalewające  ziemię  o  świcie,  w  południe 
ustępowały  miejsca  nieubłaganej  światłości  rozgrzanego  do 
białości słońca, która z kolei powoli roztapiała się w miękkich, 
łagodnych  tonach  zmierzchu.  Ta  odbywająca  się  co  dnia 
metamorfoza była dla niej źródłem fascynacji. 

Zoe  upiła  łyk  herbaty,  postawiła  filiżankę  na  stoliku  i 

spojrzała na Arcadię. 

Powiesz mi, co się stało? 

Nic się nie stało. 

Arcadia, to ja, Zoe, pamiętasz? To ze mną uciekłaś ze 

Złego Snu.  

Zły  Sen  był  ich  prywatnym  określeniem  szpitala  Candle 

Lake  Manor.  Nazwa  ta  dobrze  oddawała  surrealistyczną 
atmosferę tego miejsca. 

Wszystko w porządku, Zoe, naprawdę. 

Zoe podniosła dłonie. 

Przestań 

natychmiast. 

Jestem  twoją 

najlepszą 

przyjaciółką,  może  poza  Harrym,  a  jego  tu  teraz  nie  ma.  I 
wyraźnie widzę, że coś jest nie tak. 

Arcadia skrzywiła się lekko. 

W  tym  tygodniu  miałam  problemy  ze  snem.  Czułam 

się dziwnie niespokojna. Ale już wszystko w porządku. 

Co się dzieje z ludźmi w listopadzie, zastanawiała się Zoe. 

Wyglądało  na  to,  że  prawie  wszyscy  mają  w  tym  miesiącu 
jakieś  problemy.  Dla  Ethana,  Bonnie  i  chłopców  jest  to 
rocznica  śmierci  Drew,  ona  zamartwia  się  zmiennym  i 
nastrojami  Ethana  i  przyszłością  ich  małżeństwa,  a  teraz 

background image

 

66 

okazuje  się,  że  jej  najlepsza  przyjaciółka także przeżywa  jakiś 
kryzys. 

Arcadia  ujęła  maleńką  filiżankę  espresso  w  obie  dłonie. 

Jej paznokcie, pomalowane na odcień pasujący do jej krótkich 
platynowych włosów, zalśniły w słońcu. Tylko ktoś, kto znał ją 
już  dość  długo,  zauważyłby  u  niej  objawy  stresu,  pomyślała 
Zoe. Arcadia bardzo dobrze skrywała swoje emocje. 

Zoe  przypuszczała,  że  Arcadia  ma  niewiele  ponad 

czterdzieści  lat,  ale  cała  jej  postać  przywodziła  na  myśl 
ponadczasową elegancję gwiazd filmu z lat trzydziestych. Poza 
tym  wydawała  się  nieco  wyniosła  i  roztaczała  wokół  siebie 
atmosferę  luksusu  i  światowego  obycia,  która  dopełniała 
wizerunek.  Tego  dnia  ubrała  się  w  swoje  ulubione  chłodne, 
pastelowe  barwy.  Wysoka  i  smukła,  miała  na  sobie  długie 
jedwabne spodnie w odcieniu bladego turkusu i białą jedwabną 
tunikę, którą nosiła z wdziękiem Grety Garbo. 

Zoe  rozłożyła  serwetkę  na  kolanach,  ale  Arcadia  nie 

zawracała  sobie  głowy  takimi  rzeczami.  Piła  kawę  i  skubała 
croissanta  z  zapierającą  dech  w  piersiach  nonszalancją. 
Okruchy  nigdy  nie  spadały  przypadkowo  na  jej  kosztowne 
stroje. 

Powiesz mi, dlaczego nie możesz spać? - spytała Zoe. 

-  Wiem,  że  nie  chodzi  o  szalony  seks  do  białego  rana.  Harry 
jeszcze nie wrócił. 

Obawiam  się,  że  to  właśnie  może  być  problem  - 

powiedziała Arcadia bardzo poważnie. 

Brak szalonego seksu? 

Nie, fakt, że Harry jeszcze nie wrócił.  

Zoe  oderwała  kawałek  croissanta  i  posmarowała  go 

masłem. 

Chyba nie nadążam. 

Chyba przyzwyczaiłam się do jego obecności. 

No  i  co  z  tego?  Zdaje  się,  że  on  bardzo  lubi  twoje 

towarzystwo. Gdzie tu problem? 

background image

 

67 

Arcadia zacisnęła palce na swojej filiżance. 

Problem  jest  w  tym,  że  chyba  trochę  się  od  niego... 

uzależniłam.  

Zoe przełknęła kawałek croissanta. 

To znaczy? 

Zaczęłam  mieć  kłopoty  z  zasypianiem  wkrótce  po 

tym,  jak  Harry  przyjął  to  zlecenie  i  wyjechał.  -  Arcadia 
zmrużyła przejrzyste niebieskie oczy. - Nagle zaczęłam bać się 
ciemności. Trzy dni temu było ze mną naprawdę źle. 

Opowiedz mi o tym. 

Cały  dzień  byłam  dziwnie  rozdrażniona.  Bardzo 

długo nie mogłam zasnąć. A potem nagle się obudziłam i przez 
chwilę  byłam kompletnie zdezorientowana.  Wydawało  mi  się, 
że znowu jestem w Złym Śnie. 

To  zupełnie  zrozumiałe,  przynajmniej  dla  mnie  - 

powiedziała szybko Zoe. - Ilekroć śni mi się to miejsce, budzę 
się zlana zimnym potem. 

Arcadia potrząsnęła głową. 

Rzecz  w  tym,  że  nie  śnił  mi  się  szpital.  Po  prostu 

obudziłam  się  i  ogarnął  mnie  paraliżujący  lęk.  Wydawało  mi 
się, że ktoś wszedł do mieszkania. 

Zoe znieruchomiała. 

Ale nie było żadnych śladów włamania? 

Oczywiście,  że  nie.  Zawołałabym  Ethana,  gdyby 

cokolwiek  wskazywało  na  to,  że  ktoś  mógł  majstrować  przy 
tym  nowym  systemie  alarmowym,  który  założył  Harry.  Ale 
czułam się bardzo dziwnie do czasu, kiedy... 

Kiedy co?  

Arcadia uśmiechnęła się kpiąco. 

Kiedy Harry zadzwonił.  

Zoe odprężyła się trochę. 

I potem poczułaś się dużo lepiej? 

O tak. 

background image

 

68 

Sądzisz,  że  przyczyną  twoich  nocnych  lęków  jest 

fakt, że pozwoliłaś  Harry'emu  za  bardzo  się do siebie zbliżyć, 
prawda? 

Wiem  tylko,  że  nie  miałam  problemów  ze  snem, 

zanim  go  poznałam  -  powiedziała  Arcadia  z  wahaniem.  - 
Myślę, że Harry wyczuł moje zdenerwowanie. Zaczął do mnie 
dzwonić dwa razy dziennie, a nie tylko wieczorem. 

I  nagle  znowu  zaczęłaś  lepiej  sypiać?  -  uśmiechnęła 

się Zoe. 

Znacznie lepiej. 

Więc  obawiasz  się,  że  mogłaś  się  uzależnić  od 

Harry'ego Stagga. 

Od  dawna  nie  zaufałam  żadnemu  mężczyźnie  - 

powiedziała  Arcadia.  -  N  a  samą  myśl  o  tym  czuję  się 
nieswojo. 

Nie  bez powodu.  -  Zoe lekko  poklepała  ją po ręce.  - 

Ale Harry Stagg to nie Grant Loring. 

Wiem. 

Arcadia uspokoiła się wyraźnie i dopiła swoją kawę. 
 
 

Rozdział 11 
 
 

Ethan włożył do ust kawałek pizzy  z papryką i oliwkami, 

a  jego  uważni  słuchacze  musieli  zaczekać,  aż  go  pogryzie  i 
połknie.  Odszukał  spojrzenie  Zoe.  Zaproszenie  całego 
towarzystwa na kolację tego wieczoru było j e j pomysłem. 

Sam  nie  wiedział,  kiedy  zaczęli  tworzyć  „towarzystwo", 

ale zauważył, że w ciągu ostatnich tygodni wszyscy bardzo się 
do siebie zbliżyli. Dziś brakowało tylko jednej osoby. 

Poza  nim  i  Zoe  znaleźli  się  tu  Bonnie  i  bratankowie 

Ethana, Jeff i Theo. Arcadia i Singleton Cobb także należeli do 

background image

 

69 

tej  dziwnej  grupy.  Harry  Stagg,  najbardziej  zdumiewający  jej 
członek,  był  jedynym  nieobecnym.  Nie  wrócił  jeszcze  z  Los 
Angeles. 

Ethan przełknął kawałek pizzy i spojrzał na przyjaciół. 

To  klasyczna  zagadka  zamkniętego  pokoju  - 

powiedział. 

Co  to  jest  klasyczna  zagadka  zamkniętego  pokoju, 

wujku? - spytał Theo, kopiąc krzesło. 

Jeff  prychnął  pogardliwie.  Miał  osiem  lat,  o  dwa  lata 

więcej 

niż 

Theo, 

przybierał 

pozę 

starszego, 

wszechwiedzącego brata, ilekroć nadarzyła się okazja.  

To znaczy, że pokój, w którym znaleźli  Kirwana, był 

zamknięty na klucz, głupku. 

Nie  nazywaj  mnie  głupkiem,  dupku  -  odpalił  Theo. 

Bonnie spojrzała na nich groźnie. 

Nie  życzę  sobie  więcej  słyszeć  takich  słów. 

Zrozumiano? 

„Głupek" to nie jest brzydkie słowo - odparł Jeff. - To 

tylko znaczy, że on nie jest zbyt mądry. 

„Dupek"  znaczy  mniej  więcej  to  samo  -  oznajmił 

Theo z miną uciśnionej niewinności. - Nie ma w tym nic złego. 

Czyja wyglądam  jak SO? - Bonnie uniosła brwi -Nie 

mam zamiaru  dyskutować  na temat  brzydkich słów.  Wydałam 
wam polecenie. 

Co to jest SO? - spytał Jeff z pełnymi ustami. 

Słownik oksfordzki - odparł Singleton. 

Jaki słownik? - Jeff był wyraźnie zaintrygowany. – Są 

w nim brzydkie słowa? W szkolnym słowniku ich nie ma. 

Ethan spojrzał na niego. 

Sprawdzałeś? 

Jasne.  

Bonnie przewróciła oczami. 

Dociekliwe umysły - mruknęła Arcadia. 

background image

 

70 

Słownik  oksfordzki  zawiera  niemal  wszystkie  słowa, 

jakie występują w języku angielskim - powiedział Singleton - a 
więc także te brzydkie. Mam wszystkie tomy w antykwariacie, 
więc  jeśli  chcecie...  -  urwał,  widząc  ostrzegawcze  spojrzenie 
Bonnie.  -    Zresztą,  jest  wielki  i  ciężki.  Mnóstwo  tomów 
drobnym  drukiem.  Nie  jest  to  lektura  do  poduszki.  Nie 
przypuszczam, żeby was zainteresował. 

Jeff  i  Theo  natychmiast  się  ożywili.  Ethan  był  pewny,  że 

zaraz wyjaśnią Singletonowi,  jak  bardzo  interesują  ich  lektury 
poważne, jeśli cel jest tego wart, ale Bonnie szybko wtrąciła się 
do rozmowy. 

Mówiliśmy  o  sprawie  Kirwana,  Ethan -  powiedziała. 

- Czego się dotąd dowiedziałeś? 

Niewiele 

przyznał. 

Ale 

jestem 

trochę 

zaintrygowany, 

choć 

jedyną 

książką 

Kirwana, 

jaką 

przeczytałem, było Długie, zimne lato. 

O czym to jest ? - spytał Theo.  

Jeff westchnął teatralnie. 

Prawdopodobnie  o  długim,  zimnym  lecie,  głupku. 

Bonnie zmarszczyła brwi. 

Jeff,  ja nie żartuję. Jeśli  nie będziesz się zachowywał 

jak należy, zaraz pójdziemy do domu. 

Jeff  otworzył  usta,  żeby  coś  powiedzieć,  ale  dostrzegł 

wzrok Ethana i bez słowa zajął się swoim kawałkiem pizzy.  

Bonnie  spojrzała  na  Ethana.  Zauważyła  niepokój  na  jego 

twarzy  i  wiedziała,  co  jest  jego  źródłem.  Jeff  był  ostatnio 
nieznośny.  W  przeciwieństwie  do  Theo,  który  chyba  przeżył 
rocznicę  śmierci  ojca  w  miarę  spokojnie,  Jeff  wyraźnie  sobie 
nie radził. 

Tak  jak  ja,  mój  chłopcze,  pomyślał  Ethan.  Ale  czasem 

trzeba to w sobie zdusić i zachowywać się tak, jakby nigdy nic. 

Jak chcesz się do tego zabrać? - spytała Zoe. 

background image

 

71 

charakterystyczny 

dla 

mnie, 

doskonale 

profesjonalny  sposób  -odparł  Ethan.  -  Zgromadzę  fakty  a 
potem będę z nadzieją czekał na natchnienie. 

Singleton dokończył swój kawałek pizzy. 

Wyjaśnijmy  to  sobie  dokładnie.  To  dochodzenie  ma 

udowodnić, że gospodyni była niewinna, tak? 

Paloma  Santana  na  pewno  na  to  liczy  -  powiedziała 

Bonnie. - Na otwarciu domu  Kirwana będzie prasa i telewizja. 
Pani  burmistrz  chciałaby  wtedy  oznajmić,  że  zagadka 
zaginionego  rękopisu 

została  rozwiązana.  Uważa,  że 

odnalezienie  go  pomoże  wskazać  innego  podejrzanego  o 
zamordowanie Kirwana. 

Ponieważ  w  ten  sposób  stanie  się  jasne,  że  to  nie 

Maria Torres go ukradła? - spytała Arcadia. 

Zgadza się. - Ethan spojrzał na Singletona. - Ty jesteś 

specem od wyszukiwania białych kruków. Masz czas, żeby mi 
pomóc przy tej sprawie? 

Jasne.  -  Singleton  kiwnął  głową,  -  To  brzmi 

interesująco.  Ale  co  będzie,  jeśli  to,  co  odkryjesz,  nie  spełni 
oczekiwań  Palomy  Santany?  Jeśli  zdobędziesz  niepodważalne 
dowody na to, że to jednak gospodyni zabiła Kirwana i skradła 
rękopis? 

Ethan wzruszył ramionami. 

Jeśli Paloma Santana  będzie  nalegała,  przekażę  jej  tę 

informację prywatnie, a ona sama zdecyduje, co dalej. Nie ma 
powodu,  by  to  podawać  do  publicznej  wiadomości.  Wszyscy, 
którzy  mieli  jakiś  związek  z  tą  sprawą,  od  dawna  nie  żyją, 
łącznie  z  Marią  Torres.  Udowodnienie,  że  rzeczywiście 
zamordowała Kirwana, nie miałoby teraz żadnego znaczenia. 

Ale,  wujku  -  odezwał  się  Jeff.  -  Chyba  chcesz,  żeby 

pisali  o  tym  w  gazetach  i  mówili  w  telewizji?  Mama 
powiedziała, że to byłaby dla ciebie świetna reklama. 

No - przytaknął Theo. - A poza tym ty i mama zawsze 

powtarzacie, że trzeba mówić prawdę. 

background image

 

72 

Powiem  prawdę  Palomie  Santanie,  bo  jest  moją 

klientką.  Ale  to  nie  znaczy,  że  należy  to  później  ogłosić  w 
wieczornych wiadomościach.  

Właściwie - powiedziała Arcadia do chłopców z miną 

mądrej ciotki, dzielącej się z młodzieżą tajemnicami życia - w 
gazetach i telewizji najtrudniej znaleźć prawdę. 

Singleton zachichotał. 

Potrafisz być bardzo cyniczna. 

To  jedna  z  moich  największych  zalet -  zapewniła  go 

Arcadia. 

Co to znaczy „cyniczna"? - spytał Theo. 

Singleton  uwikłał  się  w  szczegółowe  wyjaśnienia, 

starannie dobierając słowa. Bonnie dorzuciła od siebie co nieco 
o  niebezpieczeństwach,  jakie  pociąga  za  sobą  taka  postawa. 
Arcadia  zaś  broniła  się,  mówiąc  o  mądrości,  jaka  kryje  się  w 
cynizmie. Jeff i Theo mieli wiele pytań. 

W  samym  środku  tej  ożywionej  debaty  Zoe  uśmiechnęła 

się  do  Ethana.  To  ciche,  intymne  porozumienie,  jakie  ich 
łączyło,  dotykało  jakiejś  struny  w  głębi  jego  duszy.  Teraz  też 
poczuł ten dotyk. 

W  jej  oczach  dostrzegł  zrozumienie.  Tylko  ona  spośród 

wszystkich  ludzi  w  jego  życiu  wiedziała,  dlaczego  spędzał 
wolny  czas,  badając  stare,  zapomniane  już  sprawy.  Inni 
uważali  to  za  hobby,  ale  Zoe  wiedziała,  że  to  coś  więcej.  Od 
samego początku rozumiała, że po prostu musi to robić. 

Sam  nigdy  nie  nazwał  tego  przymusem,  zrobiła  to  Zoe. 

Kiedy  odkrywasz  prawdę,  oddajesz  komuś  sprawiedliwość. 
Gdzieś tam wyrównują się szale niewidzialnej wagi. 

Łączące  ich  porozumienie  rosło  z  każdym  dniem. 

Zdumiewało  go  to,  a  czasem  niemal  przerażało.  Choć  byli  ze 
sobą  zaledwie  kilka  tygodni,  Zoe  udało  się  do  niego  zbliżyć 
bardziej  niż  komukolwiek  innemu.  Może  za  bardzo.  Widziała 
to,  czego nie odkryła żadna z  jego trzech poprzednich żon  ani 
nikt  z  członków  jego  rodziny.  Jeśli  przyjrzy  mu  się  jeszcze 

background image

 

73 

uważniej  tymi  swoimi  tajemniczymi  oczami,  może  zobaczyć 
rzeczy, które nie wyglądały najlepiej w świetle dnia. 

Znowu  ogarnęło  go  przeczucie  nadciągającej  katastrofy. 

Nigdy dotąd nie zaangażował się w żaden związek tak głęboko. 
Oczywiście  nie  zawsze  wszystko  układało  się  gładko, 
przypomniał sobie. Od czasu do czasu pojawiały się problemy. 
Ale  z  każdym  dniem  Ethan  nabierał  pewności,  że  gdyby  Zoe 
od niego odeszła, on znalazłby się na prostej drodze do piekła. 

Po kolacji Ethan i Singleton zabrali Jeffa i Theo na wideo 

po  drugiej  stronie  Fountain  Square.  Zoe  siedziała  na  zielonej 
ławce  z kutego  żelaza razem  z  Arcadia  i Bonnie. Wieczór  był 
chłodny,  jak  to  często  bywa  na  pustyni,  ale  patio,  na  którym 
stały ławki, było ogrzewane wielkimi, promieniującymi złotym 
światłem  grzejnikami.  Setki  malutkich  białych  światełek, 
zwiastujących  rychłe  nadejście  Jesiennego  Festiwalu,  zdobiły 
sklepy  i  drzewa.  Organizowana  co  roku  uroczystość  była 
początkiem trwającego aż do świąt Bożego Narodzenia sezonu 
zakupów. 

Arcadia  patrzyła,  jak  chłopcy  w  towarzystwie  dwóch 

mężczyzn znikają po drugiej stronie patio. 

Czy Singleton już się z tobą umówił, Bonnie? 

Bonnie  nie  poruszyła  się  ani  nie  oderwała  wzroku  od 

wejścia do pawilonu wideo. 

Nie. 

Hm... - mruknęła Arcadia. - Ciekawe, dlaczego? 

Dlaczego  sądzisz,  że  interesuję  go  bardziej  niż 

powinna przyjaciółka? - spytała Bonnie cicho. 

Zoe szybko odwróciła głowę. 

Żartujesz? Nie widziałaś, jak on na ciebie patrzy? 

Nie  chce  się  spieszyć  -  powiedziała  Arcadia.  -  Nie 

chce  wywierać  na  tobie  presji.  Woli  się  najpierw  upewnić,  że 
nie jest ci obojętny. 

Zoe kiwnęła głową. 

Jest raczej ostrożny. 

background image

 

74 

Bonnie  prychnęła,  co  mogło  być  wyrazem  zarówno 

rozbawienia, jak i rozpaczy. 

Co  jest?  Postanowiłyście  zostać  swatkami,  bo  akurat 

obie macie udane życie seksualne? 

Możliwe  -  przyznała  Zoe.  Arcadia  wymownie 

wzruszyła ramionami. 

Tylko dzielimy się naszymi spostrzeżeniami.  

Bonnie uderzyła dłońmi o kolana. 

Singleton  jest  zupełnie  inny  niż  Drew.  Na  chwilę 

zapadła cisza. 

Może to  i  dobrze -  odezwała  się w końcu Zoe.  - Nie 

będzie  cię  kusiło,  żeby  ich  porównywać.  Pozwolisz  mu  być 
sobą. 

Tak jest z tobą i Ethanem? - spytała Bonnie. 

Tak.  -  Zoe  patrzyła  na  grę  światła  w  kroplach 

fontanny.  -  Ethan  w  niczym  nie  przypomina  Prestona.  Moje 
pierwsze  małżeństwo  było...  -  urwała,  szukając  właściwego 
określenia - nieskomplikowane. 

A  Ethan  jest  skomplikowany  -  powiedziała  Bonnie. 

Było to stwierdzenie faktu. 

Bardzo.  -  Zoe  założyła  nogę  na  nogę  i  lekko 

poruszała  stopą,  rozmyślając  o  swoim  małżeństwie.  -  Nie 
przeszkadza  mi  to.  Ze  mną  też  nie  łatwo  wytrzymać.  Ale 
zaczynam  się  zastanawiać,  czy  Ethan  naprawdę  chce,  żebym 
była częścią jego życia. On tak niewiele mówi. 

Arcadię wyraźnie to rozbawiło. 

A który mężczyzna mówi wiele? 

Daj  mu trochę czasu - powiedziała Bonnie. - Nie jest 

przyzwyczajony do tego, że ktoś interesuje się skomplikowaną 
stroną jego natury. Bóg jeden wie, że żadnej z jego byłych nie 
przyszło  do  głowy  lepiej  go  poznać.  Wystarczało  im  to,  co 
widać gołym okiem. 

Arcadia pokiwała głową. 

background image

 

75 

Mężczyzna  taki  jak  on  potrafi  zadbać  o  siebie  i  tę 

drugą osobę także. 

Owszem  -  przyznała  Bonnie  -  ale  żadna  z  nich  nie 

miała  zamiaru  zadbać  o  niego,  w  każdym  razie  nie  pomyślała 
by zrobić cokolwiek w tym kierunku. 

Może Ethanowi się to podobało - mruknęła Zoe. 

Bonnie rozmyślała o tym przez chwilę. 

Może  masz  rację.  W  ten  sposób  mniej  ryzykował. 

Mogę 

ci 

jednak 

powiedzieć, 

że 

jego 

problemy 

porozumiewaniem się zaczęły się nasilać po śmierci Drew. 

Ethan  na  pewno  ma  duże  poczucie  winy  - 

powiedziała  Zoe.  -  Był  jego  starszym  bratem.  Zawsze  będzie 
uważał, że nie zrobił tego, co powinien: nie ochronił Drew. 

Dobrze wiedziała, co czuje Ethan. Ona także nigdy już nie 

uwolni się od podobnego poczucia winy. Ona i Preston obiecali 
sobie,  że  będą  się  sobą  nawzajem  opiekować.  Ale  jej  się  nie 
udało go uratować. 

Kobietę,  która  jest  z  Ethanem,  czeka  ciężka  praca.  - 

Bonnie  potrząsnęła  głową  i  uśmiechnęła  się  złośliwie.  - 
Kocham  go  jak  rodzonego  brata  i  zawsze  będę  mu  głęboko 
wdzięczna  za  to,  jak  zajął  się  mną  i  chłopcami  po  śmierci 
Drew. Ale prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie, że mogłabym 
być jego żoną. 

Więc wracamy do Singletona - odezwała się Arcadia. 

- Założę się, że ten facet się w tobie durzy. 

Zoe uniosła lekko jedną brew. 

Durzy? 

Zawsze  chciałam  użyć  tego  słowa  -  powiedziała 

Arcadia. Bonnie westchnęła głęboko. 

Durzy się czy nie, nie znam go na tyle, żeby myśleć o 

małżeństwie. 

Ale? - spytała Zoe wyczekująco. 

Ale  chłopcy  za  nim  przepadają.  Uważają  go  za 

drugiego wujka. 

background image

 

76 

I? 

I  myślę  -  uśmiechnęła  się  Bonnie  -  że  chciałabym 

poznać go lepiej. Znacznie lepiej. 

Świetnie - oznajmiła Zoe. - Bardzo mnie to cieszy. 

No  ,  dość  już  o  mnie  i  o  tobie,  Zoe  -  zaśmiała  się 

Bonnie.  -  Co  słychać  u  ciebie,  Arcadio?  Domyślam  się,  że 
Harry Stagg także jest bardzo skomplikowanym mężczyzną?  

Zoe  niecierpliwie  czekała  na  odpowiedź  przyjaciółki. 

Niewiele  osób  ośmieliłoby  się  zadać  jej  wprost  tak  osobiste 
pytanie. W Arcadii było coś, co powstrzymywało innych przed 
wtrącaniem się w jej życie prywatne. 

Harry nie jest skomplikowany - powiedziała Arcadia. 

- Jest, jaki jest. 

Zoe potrząsnęła głową. Była to odpowiedź bardzo w stylu 

Arcadii. 

Rozumiem, że różni się od twojego zmarłego męża? - 

Bonnie nie dała za wygraną. 

Niestety, obawiam się, że Grant Loring nie jest moim 

zmarłym mężem - odparła Arcadia. - Coś mi mówi, że on żyje, 
a  jeśli  tak  jest,  to  w  świetle  prawa  nadal  jesteśmy 
małżeństwem.  Ale  odpowiedź  na  twoje  pytanie  brzmi  „tak". 
Harry  jest  zupełnie  inny  niż  Grant.  Mój  mąż,  na  przykład, 
próbował mnie zabić. 

Bonnie otworzyła usta ze zdumienia. 

Dobry Boże. 

Zoe  była  równie  zdumiona,  choć  z  innego  powodu. 

Arcadia powiedziała jej prawdę o Grancie wkrótce po tym, jak 
uciekły razem z Candle Lake Manor. Ale z tego, co wiedziała, 
Arcadia  nikomu  innemu  się  z  tego  nie  zwierzyła,  może  z 
wyjątkiem Harry'ego Stagga. Bonnie szybko doszła do siebie. 

Zauważyłam,  że  nigdy  nie  mówiłaś  o  tym,  jak 

wyglądało  twoje  życie,  zanim  trafiłaś  do  Candle  Lake  i 
podejrzewałam,  że  wiąże  się  z  tym  jakaś  tajemnica,  ale  nie 
zdawałam sobie sprawy... 

background image

 

77 

Upozorowałam  swoją  śmierć  w  nadziei,  że  Grant 

uwierzy,  iż  udało  mu  się  mnie  zabić  -  powiedziała  cicho 
Arcadia.  -  Potem  postarałam  się  o  przyjęcie  do  Candle  Lake 
pod  innym  nazwiskiem,  żeby  zejść  ludziom  z  oczu  na  jakiś 
czas. Pomyślałam sobie, że szpital psychiatryczny jest ostatnim 
miejscem, w jakim Grant mógłby mnie szukać - gdyby istotnie 
chciał  to  zrobić.  Po  naszej  ucieczce  kupiłam  sobie  nową 
tożsamość, żeby jeszcze dokładniej zatrzeć za sobą ślady. 

Gdzie jest teraz Loring? - zapytała Bonnie. 

Nie mam pojęcia. Według oficjalnej wersji zginął pod 

lawiną  w  jakimś  europejskim  kurorcie  górskim.  Ale  mam 
przeczucie,  że  on  żyje  gdzieś  pod  innym  nazwiskiem,  tak  jak 
ja. 

Bonnie zadrżała lekko. 

Przerażająca myśl. 

Czasami - przyznała Arcadia. 

Ethan,  Singleton  i  chłopcy  wyszli  z  pawilonu  wideo  po 

drugiej  stronie patio. Jeff  i Theo skakali wokół obu mężczyzn, 
rozprawiając  o  tym,  co  przed  chwilą  widzieli.  Zoe  dostrzegła 
zachwyt  w  ich  oczach.  Młodzi  chłopcy  tak  bardzo  potrzebują 
odpowiednich męskich wzorców, pomyślała.  

Ethan  i  Singleton  świetnie  się  bawili.  Ale  choć 

przekomarzali  się  z  chłopcami  i  co  chwilę  wybuchali 
śmiechem,  sprawiali  wrażenie  czujnych  i  odpowiedzialnych. 
Na takich mężczyzn można liczyć w trudnych chwilach. 

Rozumiem,  dlaczego  powiedziałaś,  że  Harry  Stagg 

jest inny niż Loring - szepnęła Bonnie. Ciągle jeszcze była pod 
wrażeniem tego, czego się dowiedziała. 

O  tak  -  odparła  Arcadia  spokojnie.  -  Gdyby  Harry 

chciał mnie zabić, na pewno by mu się udało. 

 

 
 

background image

 

78 

Rozdział 12 
 
 

Tym  razem  tylko  krótki  błysk  światła  na  obrzeżach  jej 

pola  widzenia  ostrzegł  ją  przed  tym,  co  miało  się  zaraz  stać. 
Znajoma  aura  zwiastowała  nadejście  burzy  i  nieprzeniknionej 
ciemności, która po niej następowała. 

Najpierw ogarnęło ją przerażenie. 
Nie. Musi się opanować. 
Burza  uderzyła  gwałtownie,  zmiatając  z  jej  umysłu 

wszystko, łącznie ze strachem. 

Doszła  do  siebie  kilka  chwil  później,  osłabiona  i 

roztrzęsiona.  Pierwszy  wrócił  do  niej  lęk.  Ostatnio  burze 
nachodziły ją coraz częściej. 

Usiadła  powoli  i  rozejrzała  się  dookoła.  Potknęłam  się  o 

stołek i upadlam. Mogło być gorzej. Mogłam uderzyć głową w 
kant stołu i stracić przytomność albo zostawić ślady krwi, które 
ktoś odkryłby tu rano. 

To byłaby katastrofa. 
Latarka upadła na dywan koło fotela, a snop światła padał 

w  poprzek  biblioteki,  oświetlając  czerwony  kubek  stojący  na 
stoliku. 

Schyliła  się  po  latarkę  i  dostrzegła  mały  ostry  przedmiot 

leżący  na  dywanie  obok  stolika.  Był  to  kawałek  szkła. 
Zaniepokojona,  skierowała  snop  światła  na  stolik  i  zobaczyła, 
że stojący na nim wcześniej wazon zniknął. Leżał teraz rozbity 
na podłodze. 

Musiałam  go  zrzucić,  kiedy  się przewróciłam,  pomyślała. 

W  porządku.  To  tylko  mary  wazonik.  Ona  uzna,  że  rozbił  go 
któryś z robotników. 

Wskazówki  wiszącego  na  ścianie  zegara  wskazywały,  że 

minęły zaledwie trzy minuty. Strażnik będzie przejeżdżał przed 
wejściem do Designers' Dream Home dopiero za kwadrans. 

background image

 

79 

Miała  czas,  by  wybrać  sobie  pamiątkę.  Nie  mogła  stąd 

wyjść z pustymi rękami. 

 
Rozdział 13 
 
 

Podjeżdżając  pod  Designers'  Dream  Home  następnego 

ranka,  Zoe  myślała  o  Ethanie,  który  tego  dnia  przy  śniadaniu 
wydawał  się  bardziej  ożywiony  i  mniej  humorzasty,  co 
prawdopodobnie  miało  związek  ze  sprawą  Kirwana.  Może 
rozrywka, jaką było dla niego rozwiązywanie starych zagadek, 
pomoże mu przetrwać trudne dni listopada. 

Na  podjazd  wjechał  srebrny  jaguar  i  zatrzymał  się  tuż  za 

jej  samochodem.  We  wstecznym  lusterku  Zoe  zobaczyła 
Lindsey  Voyle  wysiadającą  od  strony  kierowcy  w  całej  swej 
stylowej, minimalistycznej chwale. 

Była  to  atrakcyjna,  pewna  siebie  kobieta  koło 

czterdziestki. Miała dobrze ostrzyżone i dyskretnie ufarbowane 
ciemne włosy,  bez śladu siwizny.  Zoe zawsze czuła się trochę 
skrępowana  pod  spojrzeniem  orzechowych  oczu  Lindsey. 
Wydawało  jej  się,  że  śledzą  ją  niczym  źrenice  postaci  z 
obrazów  starych  mistrzów.  Jakby  Lindsey  miała  ją  na  ekranie 
swojego wewnętrznego radaru. 

Lindsey  tak  często  ubierała  się  na  czarno,  że  można  by 

sądzić,  iż przyjechała  z Nowego  Jorku,  okazało się  jednak,  że 
do  niedawna  mieszkała  w  Los  Angeles.  Tego  dnia  miała  na 
sobie  czarny  sweterek  z  cieniutkiej  bawełny  oraz  spodnie  i 
sandałki  w  tym  samym  kolorze.  W  ręce  trzymała  czarną 
skórzaną  teczkę.  Jedynym  barwnym  akcentem  jej  stroju  był 
niezwykły  srebrny  naszyjnik  z  turkusami.  Zoe  rozpoznała  go 
natychmiast.  Był  to  unikatowy  wyrób  artystyczny,  który 
Lindsey kupiła u Arcadii, w galerii Euphoria. 

background image

 

80 

Zoe  poczuła  się  nagle  dziwnie  nieswojo  w  ubraniu,  które 

składało  się  z  długiej  sukienki  bez  rękawów  w  głębokim 
odcieniu lila i jeszcze dłuższej kamizelki z zielonej gazy, która 
miękko  opływała  jej  kostki.  Rano  w  lustrze  kreacja  ta 
wydawała  jej  się  bardzo  udana,  barwna  i  pogodna.  Teraz 
jednak Zoe miała wrażenie, że przy eleganckiej czerni Lindsey 
przypomina strój cyrkowego clowna. 

Zoe zauważyła, że style, w jakich się ubierały, różniły się 

tak,  jak  te,  w  jakich  urządzały  wnętrza.  Sypialnia,  którą 
projektowała Lindsey w Designers' Dream Home, była surowa 
i  minimalistyczna,  cała  w  bieli  i  najjaśniejszych  gatunkach 
drewna. 

W  bibliotece,  nad  którą  pracowała  Zoe,  dominowały 

głębokie,  nasycone  barwy  i  kontrastowe  zestawienia  faktur, 
nadając wnętrzu eklektyczny charakter. 

Zoe wysiadła z samochodu i wyciągnęła leżącą na tylnym 

siedzeniu  dużą,  czerwoną  torbę.  Miała  sześć  takich  toreb,  w 
różnych kolorach.  

W środku znajdowało się wszystko, czego potrzebowała w 

swojej  pracy,  w  tym  także  aparat  fotograficzny,  centymetr, 
terminarz,  szkicownik,  podręczny  zestaw  narzędzi  oraz 
komplet  kolorowych  flamastrów.  W  osobnej  przegródce 
mieścił  się  ciężki  wzornik  terakoty  i  kawałki  tkanin,  które 
miała  zamiar  wykorzystać  przy  pracy  nad  innym  projektem. 
Ostatnią  rzeczą  była  zabytkowa  mosiężna  gałka  do  drzwi, 
której Zoe używała jako breloczka do kluczy. 

Dekoracja  wnętrz  nie  jest  zajęciem  dla  słabeuszy, 

pomyślała,  po  czym  zebrała  się  w  sobie  i  zaprezentowała 
przyjazny - taką przynajmniej miała nadzieję - uśmiech. 

Dzień  dobry,  Lindsey.  -  Zarzuciła  sobie  torbę  na 

ramię,  zatrzasnęła  drzwi  samochodu  i  ruszyła  w  stronę 
schodów prowadzących do wejścia. -Piękny dzień, prawda? 

Owszem  -  odparła  Lindsey  obojętnie  i  dodała:  - 

Odwiedziła mnie niedawno Tabitha Pine. 

background image

 

81 

Mnie  także.  Zdaje  się,  że  będziemy  musiały  odbyć 

kilka  z  jej  sesji  medytacyjnych,  zanim  przedstawimy  swoje 
projekty. 

To  chyba  dobry  pomysł  -  stwierdziła  Lindsey.  - 

Zapisałam się na cały kurs. Dwadzieścia spotkań. 

Zoe  jęknęła  w  duchu.  Planowała,  że  pojawi  się  na  jednej 

czy  dwóch  sesjach.  Cały  kurs  kosztował  pewnie  coś  koło 
dwóch  tysięcy  dolarów.  Drzwi  pokazowego  domu  były 
zamknięte. 

Wygląda  na  to,  że  jesteśmy  dzisiaj  pierwsze  - 

zauważyła Zoe. 

Każdy  z  projektantów  miał  własny  klucz.  Sięgnęła  do 

torby, żeby go poszukać. 

Ja otworzę. - Lindsey już trzymała swój klucz w ręce. 

Włożyła go do zamka, przekręciła i pchnęła drzwi. 

Dzięki. 

Skuteczność  Lindsey  była,  zdaniem  Zoe,  jedną  z  jej 

najbardziej irytujących cech. 

Zoe  przeszła  przez  próg  bez  wahania,  ponieważ  w  ciągu 

ostatnich  kilku  tygodni  była  już  w  tym  budynku  wiele  razy. 
Nie  musiała  więc  przygotowywać  się  na  spotkanie  z 
nieznanym. 

Kiedy  była  młodsza,  sądziła,  że  wszyscy  odbierają 

energię,  która  utrzymuje  się  w  miejscach,  gdzie  ludzie  żyli, 
kochali, śmiali się czy umierali. Dopiero z czasem zrozumiała, 
że  to,  co  wyczuwa,  różni  się  zasadniczo  od  doświadczanego 
czasami przez  innych  wrażenia déjà  vu.  Szybko  też pojęła,  że 
dla  większości  ludzi  jej  odmienność  oznacza  rodzaj  obłędu. 
Nauczyła  się  więc  dobrze  skrywać  swoją  wrażliwość  na 
energię,  która  czaiła  się  czasem  w  ścianach  budynków.  Tak 
dobrze,  że  zdołała  ukryć  ją  nawet  przed  swoim  pierwszym 
mężem. Kochała Prestona całym sercem i wiedziała, że i on ją 
kocha.  Ale  w  głębi  duszy  czuła,  że  gdyby  wyznała  mu  swoją 

background image

 

82 

tajemnicę,  zacząłby  się  poważnie  obawiać  o  stan  jej  umysłu. 
Jego stosunek do niej na pewno by się zmienił. 

Nie  miałaby  mu  tego  za  złe.  Czasami  sama  zastanawiała 

się,  czy  nie  jest  szalona,  zwłaszcza  w  czasie  tych  strasznych 
miesięcy, które spędziła w Candle Lake Manor. 

Najbardziej  zdumiewający  w  jej  stosunkach  z  Ethanem 

był fakt, że choć powiedziała mu o swoim szóstym zmyśle, on 
specjalnie się tym nie przejął. Był to dobry znak. 

Zoe była jednak prawie pewna, że przyjął jej wyznanie tak 

spokojnie,  bo  tak  naprawdę  nie  wierzył  w  jej  paranormalne 
zdolności.  Jego  zdaniem  Zoe  miała  po  prostu  wyjątkową 
intuicję. Jako prywatny detektyw, często polegający na własnej 
intuicji, potrafił zaakceptować takie wyjaśnienie. 

Lindsey  szła  przed  nią  korytarzem  w  stronę  szerokich 

schodów wiodących na drugi poziom budynku. 

Wczoraj  przed  wyjściem  zajrzałam  do  twojej 

biblioteki  –  powiedziała  do  Zoe  przez  ramię.  -  Widzę,  że 
jednak  zdecydowałaś  się  na  te  ciemno  czerwone  regały.  Nie 
sądzisz, że to zbyt  intensywny kolor do tego pomieszczenia? I 
tak dużo się tam już dzieje. 

Oddychaj  głęboko,  powiedziała  sobie  Zoe  w  duchu. 

Żadnych defensywnych reakcji. 

Efekt  będzie  zupełnie  inny,  kiedy  na  półkach  znajdą 

się książki. 

Cóż, to twoje wnętrze. - Lindsey zaczęła wchodzić na 

schody, ściskając w dłoni swoją teczkę. - Ale zastosowałaś tam 
już  wiele  barw.  Ochra,  terakota  i  tak  dalej.  Bardzo  ciepłe 
kolory, zwłaszcza w tym gorącym klimacie. 

Zoe zacisnęła zęby i milczała. Lindsey nie czekała zresztą 

na  odpowiedź.  U  szczytu  schodów  skręciła  w  stronę  głównej 
sypialni. 

Zoe  powstrzymała  cisnące  się  jej  na  usta  przekleństwa  i 

ruszyła do biblioteki. 

background image

 

83 

Lindsey  nie  ma  racji,  myślała.  Rytm  czerwonych  półek 

ciągnących się od podłogi do sufitu  będzie stanowił doskonałe 
obramowanie  dla  książek  i  dzieł  sztuki  wyeksponowanych  na 
tle  żółtawych  ścian,  współgrając  jednocześnie  z  kolory  styka 
dywanów  i  terakoty.  Lindsey  myli  się  także,  twierdząc,  że  te 
barwy  są  zbyt  ciepłe  w  pustynnym  klimacie.  Nie  wydają  się 
ciepłe,  przeciwnie,  stanowią  przeciwwagę  dla  rozgrzanego  do 
białości słońca. Najlepszym dowodem na to, że głębokie barwy 
sprawdzają  się  w  gorącym  klimacie,  jest  niesłabnąca  od  lat 
popularność 

hiszpańskiego 

stylu 

kolonialnego 

śródziemnomorskiego.  

To biel  nie nadaje się na pustynię,  myślała Zoe, skręcając 

za 

kolejny 

róg. 

Zwłaszcza 

zastosowana 

na 

dużych 

powierzchniach,  tak  jak  w  sypialni  projektowanej  przez 
Lindsey. Tam, gdzie słońce świeci tak ostro jak tu, biel odbija 
światło niczym lustro. 

Oczywiście  od  każdej  zasady  są  wyjątki.  Arcadia  może 

mieszkać w swoim  białym apartamencie, ponieważ Arcadia to 
Arcadia.  Blade  odcienie  pasują  do  jej  osobowości  i  tworzą 
odpowiedni dla niej  przepływ energii.  Ale przepływ energii  w 
sypialni Lindsey będzie pozostawiał wiele do życzenia. 

Zoe  stanęła  w  drzwiach  biblioteki  i  rozejrzała  się  po 

pomieszczeniu. Z  jakiegoś nieznanego sobie powodu zabierała 
się  do  tego  projektu  z  wizją  rodziny  w  głowie.  Widziała  w 
swojej  bibliotece  mamę,  tatę  i  dwoje  dzieci.  Dzieci  miały 
ciemne włosy i bursztynowe oczy Ethana. 

Powtarzała  sobie,  że  to  tylko  wyobrażenie,  które  pomoże 

jej znaleźć jakiś punkt zaczepienia. Zazwyczaj kierowała się w 
pracy  potrzebami  klienta,  ale  w  tym  przypadku  wnętrze  nie 
miało  prawdziwego  właściciela o  konkretnych  wymaganiach  i 
osobowości. Stworzyła więc tę rodzinę na swój użytek, starając 
się  nie  myśleć  zbyt  wiele  o  tym,  dlaczego  należące  do  niej 
dzieci są tak bardzo podobne do Ethana. 

background image

 

84 

Była  zadowolona  z  efektu,  jaki  udało  jej  się  osiągnąć. 

Pokój był wygodny i przytulny. W każdym kącie kryło się coś 
intrygującego i przyciągającego uwagę. 

Przeszła  się  powoli  po  bibliotece,  otwierając  zmysły  na 

płynącąw  niej  energię,  by  się  upewnić,  że  wszystko  jest  w 
porządku.  Pod  wieloma względami  było to  dość staroświeckie 
wnętrze, 

przywodzące 

na 

myśl 

dziewiętnastowieczne 

biblioteki, w których  nie było  miejsca na telewizory ani  sprzęt 
grający. Na szczęście o zaprojektowanie sali telewizyjnej, która 
znajdowała się na dole, poproszono innego dekoratora. 

Ten  pokój  został  urządzony  z  myślą  o  kontemplacji, 

lekturze  i  czasie  wolnym  od  pracy.  Zoe  chciała,  aby  każdy  z 
członków jej wyimaginowanej rodziny mógł się tu schronić, by 
czytać i marzyć. 

Zatrzymała  się  przy  małych  krzesełkach  i  stoliku,  które 

ustawiła  dla  dzieci,  i  poruszyła  globusem.  Potem  podeszła  do 
dużego  biurka  i  przystanęła,  aby  sprawdzić,  czy  każdy,  kto 
przy nim usiądzie, będzie widział z okna fontannę w ogrodzie. 

Zawsze  starała  się,  by  z  okien  urządzanych  przez  nią 

pokoi  było  widać  wodę.  Woda  dodawała  wnętrzom  swojej 
energii.  Podobnie  jak  rośliny.  Dlatego  właśnie  Zoe  ustawiła 
kilka po  drugiej  stronie pokoju.  Rośliny oczyszczają  nie tylko 
powietrze,  ale  także  energię,  która  przepływa  przez 
pomieszczenie.  

Dotknęła 

palcem 

ramki 

zdjęcia 

wiszącego 

nad 

kominkiem.  Fotografia  przedstawiała  kanion  Nightwinds  o 
świcie.  Zoe  zrobiła  ją  sama  pod  koniec  ubiegłego  miesiąca. 
Ethan wstawał razem z nią w nocy przez cztery kolejne dni, by 
dotrzymać jej towarzystwa na skraju kanionu, podczas gdy ona 
robiła zdjęcie za zdjęciem, czekając na odpowiednie światło. 

Odwróciła  się  i  ruszyła  w  stronę  pierwszego  z  dużych 

foteli,  chcąc  wyczuć  wibracje  energii  unoszące  się  w 
powietrzu.  Była  zaledwie  kilka  kroków  od  fotela,  kiedy  jej 
wyczulony szósty zmysł natknął się na coś mrocznego. Niemal 

background image

 

85 

krzyknęła z przerażenia. Miała wrażenie, że nagle zaplątała się 
w niewidzialną lepką pajęczynę. Drgnęła i cofnęła się szybko. 
Drżąc  na  całym  ciele,  z  mocno  bijącym  sercem,  usiłowała 
zamknąć  otwarte  szeroko  bramy  swojego  umysłu.  Co  się  tu 
dzieje? 

Wspomnienie  pewnej  szczególnie  koszmarnej  nocy  w 

Candle  Lake  powstało  z  mroków  jej  pamięci.  Odsunęła  je  od 
siebie  szybko.  To  jest  jej  pokazowa  biblioteka,  nie  szpital 
psychiatryczny. 

W  porządku,  zacznijmy  jeszcze  raz.  Może  trochę 

przesadziła. 

Czasami 

wyobraźnia, 

sprzężona 

jej 

paranormalnymi zdolnościami, płatała jej różne figle. 

Przypomniała sobie jednak, że takie odczucia nigdy jej nie 

mylą. Ostrożnie otworzyła swój umysł ponownie i zrobiła krok 
do przodu. 

Niewidzialna pajęczyna oplotła ją znowu, przyprawiając o 

dreszcz  grozy.  Coś  tam  było,  tuż  obok  fotela.  Już  kiedyś 
doświadczyła czegoś podobnego, a teraz na samo wspomnienie 
tamtej  chwili  oblał  ją  zimny  pot.  To  nie  jest  szpital 
psychiatryczny. 

Powtarzała  te  słowa  w  duchu  jak  zaklęcie,  ale  zaczęły  ją 

ogarniać  mdłości  i  zrobiło  jej  się  trochę  słabo.  Zebrała 
wszystkie siły. Musi się dowiedzieć, o co tu chodzi. 

Niewidzialne macki muskały powierzchnię jej umysłu, tak 

lekko, że ledwo mogła je wyczuć, wiedziała jednak, że tam są. 

Niemożliwe. Była tu dwa dni  wcześniej, żeby  wykończyć 

to wnętrze. Wtedy nie wyczuła tu niczego niezwykłego. Co się 
tu dzieje? 

Uspokój  się  i  pomyśl.  Widziałaś  dość  miejsc,  w  których 

wcześniej kogoś zamordowano, i wiesz, co wtedy czujesz. Ten 
pokój nie wydziela energii tego rodzaju. Ściany nie krzyczą tak 
jak wtedy, kiedy między nimi rozlano czyjąś krew. 

Energia w bibliotece była słaba, ale niezwykle mroczna, w 

przeciwieństwie do większości doznań psychicznych,  jakich w 

background image

 

86 

przeszłości  doświadczała.  Zazwyczaj  odbierała  ślady  silnych 
uczuć, na ogół dość prymitywnych. Wyczuwała fundamentalne 
emocje:  gniew,  strach,  panikę,  nienawiść,  żądzę  i  różne 
obsesje, które zostawiają po sobie czystą wyraźną aurę. 

Ale to... to było coś innego, coś przerażającego. 
Macki  pajęczyny  zdawały  się wypływać z obszaru wokół 

fotela.  Zoe  przyjrzała  mu  się  uważnie.  Wydawało  się,  że  od 
czasu,  kiedy  była tu ostatni  raz,  nic się  nie zmieniło.  Nie  było 
żadnych śladów przemocy czy zniszczenia. 

Nie, to nieprawda. 
Koło podnóżka lśnił w słońcu odłamek szkła. Zoe schyliła 

się i wzięła go do ręki. Kolor wydał jej się znajomy. Spojrzała 
na  mały  stolik  przy  fotelu.  Wazonik,  który  tam  stał,  zniknął. 
Został rozbity. 

Było  jeszcze coś,  co  jej  się  nie zgadzało, ale w  pierwszej 

chwili  nie  uświadomiła  sobie,  co  to  jest.  Potem  odwróciła  się 
powoli,  sprawdzając  wzrokiem  każdy  kąt  biblioteki.  Kiedy 
dotarła do niskiego stolika w kąciku dla dzieci, znieruchomiała. 

Ostatnio  ustawiła  na  nim  kilka  przedmiotów.  Jeff  dał  jej 

małego  dinozaura  ze  swojej  kolekcji,  a  Theo  malutki  model 
motocykla. Ona sama dodała do tego jeden ze swoich nowych 
kubków  w  kolorze  czerwonej  papryki,  ponieważ  pasował  do 
koloru półek. 

Kubka nie było. 
 
 

Rozdział 14 
 
 

Tej  nocy  śniła  o  Xanadu.  Wstała  z  wąskiego  łóżka  i 

narzuciła  na  siebie  szpitalny  szlafrok.  Był  teraz  na  nią 
zdecydowanie  za  luźny.  Pasował,  kiedy  ją  przyjmowano  do 
Candle Lake Manor, ale od tego czasu sporo straciła na wadze. 

background image

 

87 

Leki,  którymi  faszerowała  ją  doktor  McAllister  w  nadziei,  że 
nakłoni ją w ten sposób do współpracy, odbierały jej apetyt. 

Nauczyła  się  w  końcu  pozbywać  niektórych  tabletek  tak, 

żeby nikt tego nie zauważył, nie była jednak w stanie robić tak 
ze  wszystkimi.  Nawet  w  te  rzadkie  dni,  kiedy  jej  umysł 
pracował względnie jasno, nie miała apetytu. Wysiłek,  jakiego 
wymagało  opanowywanie  następujących  po  sobie  fal  złości, 
strachu  i  frustracji,  wyczerpywał  ją  do  tego  stopnia,  że  nie 
miała ochoty na jedzenie. 

To  musi  się  zmienić,  pomyślała.  Potrzebuje  kalorii,  by 

odbudować  nadwątlone  siły.  Nigdy  nie  zdoła  stąd  uciec,  jeśli 
nie zacznie się odpowiednio odżywiać. 

Podeszła  do  małego  zakratowanego  okna.  Jej  pokój 

znajdował  się  na  trzecim  piętrze,  skąd  widziała  otaczające 
szpital  wysokie  ogrodzenie  i  jezioro.  Na  jego  wodach 
połyskiwało  złowrogo  zimne  światło  księżyca.  Czasami 
wydawało  jej  się,  że  jedyną  drogą  ucieczki  jest  wypłynąć  na 
środek jeziora i pójść na dno. 

Tego  ranka  udało  jej  się  uniknąć  trucizny  doktor 

McAllister,  więc  wieczorem  czuła  się  przytomniejsza  niż 
kiedykolwiek  i  nie  miała  ochoty  rozmyślać  o  zniknięciu  na 
wieki pod powierzchnią wody. 

Potrzebuje  celu.  Musi  zacząć  obmyślać  plan  ucieczki. 

Musi dać sobie nadzieję. Z całą pewnością nikt inny tutaj tego 
nie zrobi. 

Odwróciła  się  od  okna,  podeszła  do  drzwi  i  spróbowała 

przekręcić  gałkę,  co  zawsze  robiła  w  nadziei,  że  ktoś 
zapomniał  zamknąć  pokój  na  klucz.  Drzwi  ustąpiły.  Jeden  z 
pracowników szpitala nie dopełnił swojego obowiązku. Nie po 
raz  pierwszy.  Personel  Candle  Lake  Manor  nie  składał  się 
raczej z oddanych swojej pracy profesjonalistów. 

Doktor  Harper,  dyrektor  tej  bardzo  drogiej  prywatnej 

kliniki,  nie  brał  pieniędzy  za  leczenie  swoich  pacjentów.  Jego 
klienci płacili mu zawrotne sumy za to, że chętnie trzymał  ich 

background image

 

88 

obłąkanych 

krewnych 

pod 

kluczem. 

Wyszła 

przypominającego więzienną celę pokoju i ruszyła przed siebie 
korytarzem.  Czuła  się  jak  duch  oddzielony  od  rzeczywistości 
cienką  gazą.  Wszystko  wydawało  jej  się  trochę  nierealne. 
Przypomniała  sobie,  że  niektóre  leki  ciągle  jeszcze  działają  w 
jej organizmie. 

Lampy  na  korytarzach  były  przygaszone,  jak  zawsze  w 

nocy.  Nigdy  nie  wyłączano  ich  całkowicie.  Nocą  jarzyły  się 
słabym  neonowym  blaskiem.  Musi  się  nauczyć  poruszać  po 
tym miejscu. Musi mieć w głowie dokładną mapę, żeby, kiedy 
nadejdzie czas, szybko znaleźć właściwą drogę. 

Minęła kilkanaście zamkniętych pokoi  i zatrzymała się na 

skrzyżowaniu  dwóch  korytarzy.  Mgliście  pamiętała,  że  kiedy 
prowadzono ją do  gabinetu  doktor  McAllister,  skręcała w tym 
miejscu w lewo. Tym razem więc postanowiła pójść w prawo. 
Tej części szpitala nie znała. 

Przeszła  jeden  korytarz,  potem  drugi,  skręciła ponownie  i 

znalazła  się  przed  wahadłowymi  drzwiami,  za  którymi 
zaczynał  się  kolejny  korytarz  pełen  zamkniętych  na  klucz 
pokoi. Czerwone i czarne litery na ścianie układały się w napis: 
„Oddział H". 

Pchnęła  drzwi  i  znalazła  się  na  korytarzu,  wyglądającym 

tak  samo  jak  ten,  w  którym  znajdował  się  jej  pokój,  ale  tu 
panowała  zupełnie  inna  aura.  Wyczuwała  słabe,  niepokojące 
fluidy,  ale  nie  była  w  stanie  ich  rozpoznać.  Nie przypominały 
innych silnych emocji, które wniknęły w ściany szpitala.  

Instynkt  podpowiadał  jej,  że  jeśli  wpadnie  w  te  lepkie 

macki, zostanie w nich uwięziona na zawsze. 

Energia  zdawała  się  emanować  z  jednego  z  zamkniętych 

pokoi.  Ostrożnie ruszyła  w tym  kierunku.  Niewidzialne  fluidy 
stały się bardziej intensywne. 

Zatrzymała się, niezdolna zrobić ani jednego kroku więcej 

w stronę drzwi. 

Ogarnął ją nieopanowany strach. Posunęła się za daleko. 

background image

 

89 

Niewidzialne  promieniowanie  otoczyło  jąze  wszystkich 

stron,  oddziałując  na  wzrok,  słuch,  dotyk,  smak,  a  nawet 
powonienie.  A  najbardziej  odczuwała  je  swoim  szóstym 
zmysłem, tym, który odróżniał ją od innych. 

Ciemna chmura zamknęła się wokół niej. 
Wydawało jej się, że zaraz zemdleje. 
Musi się stąd wydostać. 
Udało jej się zrobić krok do tyki. Kręciło jej się w głowie, 

trudem 

utrzymywała 

równowagę. 

Chwyciła 

się 

przytwierdzonej do ściany poręczy. 

Macki ciemności przylgnęły do niej, nie chciały wypuścić 

swojej ofiary. 

Panika  dodała  jej  sił.  Kurczowo  trzymając  się  poręczy, 

cofnęła  się  o  kolejny  krok.  Uścisk  ciemności  zelżał  trochę. 
Kolejny krok i była wolna. 

Odwróciła się i pobiegła do swojego pokoju. 
Wiele już przeszła w Candle Lake Manor, ale to, co kryło 

się  za  tymi  drzwiami,  przeraziło  ją  bardziej  niż  cokolwiek 
innego. 

Ostatni  powiew  mroku  musnął  jej  kark.  Miała  wrażenie, 

że rozpięta za nią niewidzialna pajęczyna drży,  jakby poruszył 
nią czyhający w ciemności pająk. 

Zbudziła się z więznącym w gardle krzykiem. 

Zoe. - Ethan nachylał się nad nią, przytrzymując ją za 

nadgarstki. - Obudź się! Wszystko w porządku. Obudź się. 

Widok  przytulnej  sypialni  i  silne,  ciepłe  ciało  Ethana 

zastąpiły koszmarną wizję ze snu. Odetchnęła z ulgą. 

Przepraszam  -  jej  głos  brzmiał  dziwnie  ochryple.  - 

Nie chciałam cię zbudzić. 

Nie spałem. 

Spojrzała 

na 

niego 

niepokojem, 

który 

zatarł 

wspomnienie strachu, jakiego doświadczyła za sprawą snu. 

Znowu cierpisz na bezsenność? 

Myślałem o czymś.  

background image

 

90 

Akurat. Wiedziała, że kłamie. Nie mógł zasnąć. Znowu. 

Wszystko w porządku? - zapytał. 

Tak.  -  Starała  się  oddychać  głęboko.  -  Od  jakiegoś 

czasu nie śniły mi się żadne koszmary. Już myślałam, że się od 
nich uwolniłam. Powinnam była wiedzieć, że to niemożliwe. 

Ethan  usiadł,  objął  ją  ramionami  i  mocno  przytulił, 

delikatnie  gładząc  dłonią  jej  ramię,  jakby  starał  się  uspokoić 
przerażone zwierzątko. 

Spójrz na to od innej strony - powiedział. - Fakt, że te 

koszmary nachodzą cię coraz rzadziej, to dobry znak. 

Chyba  tak.  -  Chciała  się  odprężyć,  ale  serce  biło  jej 

bardzo  szybko.  Nadal  czuła strach,  który  ogarnął  ją we  śnie.  - 
Daj mi tylko trochę czasu. Zaraz dojdę do siebie. 

Wiem.  Poradzisz  sobie  z  tym.  Jak  zawsze.  -  Nie 

przestawał  jej  do  siebie  tulić  i  głaskać  jej  ramienia.  -  Tym 
razem było bardzo źle? 

Tak. 

Chcesz o tym porozmawiać? 

Znowu  ogarnęła  ją  panika.  Opowiedzieć  mu  o  śnie? 

Spróbować  wyjaśnić,  dlaczego  tak  bardzo  się  przeraziła?  Nie. 
To nie jest dobry pomysł. Zdecydowanie nie. 

Powiedziała 

Ethanowi 

wielu 

przerażających 

doświadczeniach  z  Candle  Lake  Manor.  Opowiedziała  mu  o 
tym,  jak  skorumpowany  dyrektor  szpitala,  doktor  Ian  Harper, 
na  życzenie  jej  teściów  nafaszerował  ją  lekami  i  uwięził  w 
klinice wbrew jej woli. 

Opowiedziała  mu  o  Venetii  McAllister,  lekarce,  która 

prowadziła  dodatkową  lukratywną  działalność  biegłego 
sądowego. 

McAllister 

uważała, 

że 

Zoe 

naprawdę 

posiada 

paranormalne  zdolności  i  próbowała  ją  zmusić  do  współpracy 
na miejscach zbrodni.  

Opowiedziała Ethanowi o ucieczce z Xanadu. 

background image

 

91 

Odkryła przed nim więcej sekretów niż przed kimkolwiek 

innym,  łącznie  z  Arcadia  ale  nie  miała  odwagi  wyznać  mu 
swojej  najstraszniejszej,  najgłębiej  skrywanej  tajemnicy.  Nie 
miała  odwagi  opowiedzieć  mu  o  paraliżującym  lęku,  jakiego 
doświadczyła,  kiedy  na  jednym  z  korytarzy  Candle  Lake 
natknęła się na tę koszmarną pajęczynę. 

Śniłam  o  czymś,  co  zdarzyło  się pewnej  nocy,  kiedy 

udało  mi  się  wyjść  z  pokoju  i  chodzić  po  szpitalu  - 
powiedziała,  starannie  dobierając  słowa.  -  Byłam  trochę 
otumaniona  przez  leki,  ale  zdołałam  wreszcie  zebrać  myśli. 
Jeden  z  pracowników  szpitala  zapomniał  zamknąć  drzwi 
mojego pokoju na klucz. 

I co się wtedy stało? 

Chodziłam...  chodziłam  trochę po  korytarzach,  chcąc 

się zorientować, jaki jest rozkład pomieszczeń w budynku. 

Przygotowywałaś się do ucieczki? 

Tak. 

Ethan  nie  przestawał  głaskać  jej  po  ramieniu,  starając  się 

dodać jej otuchy. 

Rozumiem, dlaczego to wspomnienie mogło wywołać 

taki sen. 

Tamtej  nocy  szpital  był  jak  labirynt.  Pewnie dlatego, 

że  ciągle  byłam  oszołomiona  lekami.  Bałam  się,  że  nigdy  nie 
zdołam znaleźć wyjścia. 

Ale  znalazłaś  wyjście  razem  z  Arcadią,  kiedy 

nadszedł właściwy moment. 

Tak. 

Teraz  jesteś  już  wolna.  -  Pocałował  ją  w  czubek 

głowy. - Powinnaś o tym pamiętać. 

Tak. 

Wiem  -  uśmiechnął  się  smutno.  -  Łatwo  powiedzieć, 

prawda? 

Potaknęła. 

background image

 

92 

Poruszył  nogą dotykając pod  kołdrą  jej  uda.  Zoe  drgnęła. 

Dłoń Ethana na jej ramieniu znieruchomiała. 

To  musiał  być  naprawdę  zły  sen.  Jesteś  taka  spięta. 

Ledwie nad tym panujesz. 

Zamknęła  na  chwilę  oczy.  Nie  była  nawet  w  stanie 

powiedzieć  mu,  jak  fatalnego  użył  określenia,  biorąc  pod 
uwagę okoliczności. 

Chcesz trochę ciepłego  mleka? - spytał. -  Wydaje  mi 

się, że pomaga ci się rozluźnić. 

Owszem - skrzywiła się lekko. - Ale tak naprawdę, to 

nie znoszę ciepłego mleka. 

takim 

razie 

może 

wypróbujemy 

masaż 

egzotyczny? - Ethan znacząco zacisnął dłoń na jej biodrze. 

Wiedziała,  że  chce  poprawić  jej  nastrój,  sugerując 

radosny,  beztroski  seks.  I  wiedziała,  że  to  dobry  pomysł. 
Rozpaczliwie 

potrzebowała 

teraz 

jego 

miłości. 

Już, 

natychmiast.  Nie  pamiętała,  by  kiedykolwiek  w  życiu  tak 
bardzo czegoś potrzebowała. 

Naprawdę  wiesz,  jak  się  robi  masaż  egzotyczny?  - 

spytała tym samym, lekkim, znaczącym tonem. 

Tak  się  składa,  że  spędziłem  wiele  czasu  na 

dogłębnych  studiach  tego  przedmiotu.  -  Włożył  dłoń  pod  jej 
krótką  koszulkę  nocną.  -  Masz  ochotę  na  mały  pokaz  moich 
umiejętności? 

Zoe  przekręciła  się  lekko  w  jego  ramionach  i  delikatnie 

dotknęła stopą jego nogi. 

Zależy, co chcesz mi pokazać. 

Myślę, że zaczniemy od tego...  

Wsunął  rękę  między  jej  uda  i  bardzo  delikatnie przesunął 

kciukiem  po  znajdującym  się  tam  wrażliwym  miejscu.  Zoe 
była  zaskoczona  podnieceniem,  jakie  natychmiast  odczuła. 
Może powodem  tego  był  podwyższony  poziom adrenaliny  we 
krwi,  spowodowany  złym  snem.  Cokolwiek  to  było,  nagle 
poczuła, że jest wilgotna. 

background image

 

93 

Czyżby  nie  spodobała  ci  się  ta  technika?  -  spytał 

Ethan z ustami przy jej wargach. 

Zoe odetchnęła głęboko, drżąc pod jego dotykiem. 

Tak, działa fantastycznie. Znasz jeszcze inne? 

Owszem. Na przykład taką... 

Położył się na niej, przesuwając rękami wzdłuż jej bioder i 

ud.  Zoe  zdała  sobie  sprawę,  że  jest  już  gotowy.  Uniósł  jej 
kolana i zrobił coś nieprawdopodobnego swoim językiem. 

Ethan... 

Nie odrywając od  niej  ust,  wsunął  w  nią palce  i  odszukał 

to szczególne miejsce tuż przy wejściu. 

Jej  ciało  zareagowało  jak  naładowany  rewolwer  po 

naciśnięciu cyngla. Zacisnęła palce na jego włosach, dygocząc 
tak  gwałtownie,  że  nie  mogła  złapać  oddechu.  Fala  rozkoszy 
zmyła  z  powierzchni  jej  świadomości  wszystko,  łącznie  ze 
wspomnieniem koszmarnego snu. 

Wszedł  w  nią  zaraz  potem,  wypełniając  sobą  całe  jej 

drżące  ciało.  Zoe  miała  wrażenie,  że  zaraz  rozpadnie  się  na 
kawałki.  Kiedy  oboje  osiągnęli  spełnienie,  z  całych  sił  objęła 
go  ramionami,  jakby  chciała  się  w  ten  sposób  zakotwiczyć  w 
rzeczywistości. 

Później leżeli spleceni w wilgotnej od potu pościeli. 

Cokolwiek  by  powiedzieć  -  mruknął  Ethan  w 

poduszkę  -  chyba  właśnie  udowodniliśmy  ponad  wszelką 
wątpliwość,  że  masaż  egzotyczny  zdecydowanie  przewyższa 
ciepłe mleko. 

Jeśli chodzi o złe sny? - uśmiechnęła się Zoe. 

Pod każdym względem.  

Odwróciła się na bok. 

Zaśniesz teraz? 

Tego  nie  wiem  -  wymruczał  Ethan.  -  Ale  jeśli  nie 

masz nic przeciwko temu, na chwilę stracę przytomność. 

background image

 

94 

Obejmowała  go,  kiedy  zasypiał,  słuchając  jego  równego 

oddechu.  Dzięki  niech  będą  namiętności,  którą  tak  łatwo 
rozpalić między nimi. Obojgu dawała chwilowe wytchnienie. 

Wiedziała  jednak,  że  strach  wzbudzony  przez  koszmarny 

sen nie opuścił jej na długo. Radziła sobie nieźle z większością 
lęków  wiążących  się  z  pobytem  w  Candle  Lake  Manor,  ale  o 
tym  jednym  nie  chciała  nawet  myśleć.  Pogrzebała  to 
wspomnienie  w  najciemniejszym  zakamarku  swojego  umysłu. 
Dziś wstało z grobu. 

Musi  zniszczyć  czającego  się  w  ciemności  pająka,  bo  w 

przeciwnym razie będzie ją dręczył do końca życia.  

Rozmawiała z Ethanem  niemal o wszystkim, z wyjątkiem 

tej  jednej  rzeczy.  Tak  naprawdę  on  przecież  nawet nie  wierzy 
w  jej  paranormalne  zdolności.  Jak  miałaby  mu powiedzieć,  że 
najbardziej  boi  się  tego,  iż  właśnie  ten  szósty  zmysł  może 
kiedyś zrujnować jej zdrowie psychiczne? 

Pewnego dnia może się okazać, że jej teściowie i wszyscy 

w Candle Lake Manor, którzy twierdzili, że jest szalona,  mieli 
jednak rację. 

 
 

Rozdział 15 
 
 

Obudziła  się  następnego  ranka  ze  świadomością  że  musi 

opracować  strategię,  by  uwolnić  się  od  mrocznej  siły,  której 
działania  doświadczyła  w  bibliotece  Designers'  Dream  Home. 
Dziś  stworzy  plan  działania.  Podjęcie  tej  decyzji  dodało  jej 
energii i poprawiło nastrój. Ethan zauważył to przy śniadaniu. 

Widzę,  że  czujesz  się  już  lepiej?  -  powiedział, 

nalewając sobie kawy. 

Znacznie lepiej. 

Żadnego kaca po nocnym koszmarze? 

background image

 

95 

Po  twoim  masażu  egzotycznym  jestem  już  zupełnie 

nową kobietą - zapewniła go. 

A już zaczynałem się przyzwyczajać do tej dawnej. 

Zmiany dodają życiu pikanterii. 

Lubię  zmiany  w  pracy,  ale  wolę,  jeśli  nie  dotyczą 

innych aspektów mojego życia - odparł dziwnie poważnie. 

Zoe  nie  pozwoliła  sobie  na  uwagę,  że  trzy  małżeństwa 

dowodzą  chyba  czegoś  przeciwnego.  To  nie  byłoby  w 
porządku.  Bonnie  wspomniała  jej  kiedyś,  że  żaden  z  trzech 
rozwodów nie był pomysłem Ethana. Ethan zawsze dotrzymuje 
danego  słowa,  dodała.  Problem  w  tym,  że  żadna  z  trzech 
kobiet,  które  poślubił,  nie  traktowała swoich  przyrzeczeń  zbyt 
poważnie. 

No  dobrze,  może  nie  jestem  całkiem  nową  kobietą  - 

przyznała. -Tylko tak się czuję. 

To  świetnie  -  uśmiechnął  się  i  wstał,  żeby  ją 

pocałować. - Cieszę się, że mogłem pomóc. 

Jestem  ci,  oczywiście,  bardzo  wdzięczna  -  odparła, 

kiedy znowu mogła mówić. 

Przyjmuję  wyrazy  wdzięczności.  -  Błysnął  swoim 

najbardziej  zmysłowym  uśmiechem,  który  przyprawiał  ją  o 
dreszcz ekscytacji. - Zawsze do usług.  

Twoja szlachetność wprost odbiera mi mowę. 

Tak? 

więc 

moja 

szlachetność 

została 

wynagrodzona -  uśmiechnął  się trochę złośliwie  i  podszedł do 
drzwi. - Ja też dobrze spałem tej nocy. 

Cieszę  się,  kochanie.  -  Podeszła  do  niego, 

zadowolona. 

Zdaje  się,  że  zaplanowaliśmy  na  dzisiaj  jedno  z 

naszych inspirujących spotkań? 

Wiesz,  że  musimy  podjąć  kilka  decyzji  co  do 

wystroju Nightwinds. 

Jasne. 

background image

 

96 

Sam  powiedziałeś,  że  masz  już  dość  tych  różowych 

ścian. 

Zgadza  się.  Tylko  nie  jestem  pewny,  czy  żółte  będą 

lepsze. 

Nie  proponuję  koloru  nowojorskich  taksówek,  na 

litość  boską.  Myślę  o  takim  ciepłym,  spłowiałym,  lekko 
złotawym  odcieniu  z  dodatkiem  ochry,  na  jaki  często 
pomalowane są śródziemnomorskie wille. 

Nigdy  nie  widziałem  żadnej  śródziemnomorskiej 

willi. A w ogóle co to jest ochra? 

Nieważne.  Pokażę  ci  próbki  farb,  jak  pójdziemy  do 

Nightwinds. 

Dobrze,  o  ile  najpierw  pójdziemy  coś  zjeść.  Nie 

jestem  w  stanie  skupić  się  na  wystroju  wnętrz,  jeśli  się 
najpierw  porządnie  nie  najem.  –  Urwał  i  spojrzał  ze 
zdumieniem  na  coś,  co  leżało  obok  jego  kluczy  na  stoliku  w 
holu. - A to skąd się tu, u licha, wzięło? 

Zoe chrząknęła nerwowo. 

To takie rakiety, które się odpala w razie wypadku. 

Wiem,  co  to  jest.  -  Ethan  wziął  klucze  na  nowym 

łańcuszku  i  paczkę rakiet  do  ręki.  -  Zastanawiam  się tylko,  co 
one tu robią. 

Pomyślałam,  że  mógłbyś  je  mieć  w  samochodzie.  - 

Czuja,  że  robi  się  czerwona  na  twarzy.  -  Na  wypadek,  gdyby 
coś ci się przytrafiło. 

Była niemal pewna, że jego usta zadrgały lekko. 

Dobry  pomysł  -  powiedział  tylko,  kiwając  głową.  - 

Nigdy nie wiadomo, kiedy trzeba będzie wystrzelić rakietę. 

O dziwo, wychodząc, pogwizdywał wesoło pod nosem. 
Zoe,  opuszczając  dom  wkrótce  potem,  nie  miała  ochoty 

pogwizdywać.  Szła  szybko  przez  parking  w  stronę  swojego 
nowego miejsca, obmyślając plan uwolnienia się z tajemniczej, 
mrocznej pajęczyny, na którą natknęła się w bibliotece. 

background image

 

97 

Była  tak  skupiona,  że  zauważyła  Hoopera  z  apartamentu 

1B  dopiero  wtedy,  kiedy  się  z  nią  zderzył,  upuszczając  na 
chodnik kilka kartonowych pudeł. 

Och,  przepraszam,  Zoe  -  mruknął.  -  Nie  widziałem 

cię. 

Hooper  był  niski  i  krępy.  Należał  do  mężczyzn,  którzy 

wcześnie  zaczynają  łysieć.  Tego  dnia  miał  na  sobie  swoje 
ulubione  spodnie  z  błyszczącego  poliestru,  zaprojektowane  z 
myślą  o  kimś  znacznie  wyższym,  i  wygniecioną  sportową 
koszulę bez rękawów, która wyglądała tak, jakby przed chwilą 
wyciągnięto ją z kosza na brudną bieliznę. 

Hooper był uzależniony od nowinek technologicznych. Do 

paska  miał  przytroczone  mnóstwo  gadżetów,  które  razem 
musiały  ważyć  z  dziesięć  kilo.  Zoe  rozpoznała  wśród  nich 
telefon  i  elektroniczny  organizator,  ale  reszta  przedmiotów 
dyndających wokół jego bioder była dla niej tajemnicą. 

Nic  się  nie  stało.  -  Spojrzała  na  pudła  i  zauważyła 

logo znajomej firmy. - Nowy komputer? 

Tak. - Hooper schylił się, by podnieść jedno z pudeł. - 

Wczoraj  go  dostarczyli.  Prawdziwe  cacko.  Wieczorem  go 
rozpakowałem i do dziesiątej surfowałem po Internecie. Dzisiaj 
pomyślałem,  że  pozbędę  się  w  końcu  tych  kartonów.  - 
Wyprostował  się.  -  Hej,  słyszałem,  że  wkrótce  się 
wyprowadzasz. Nie przydałoby ci się parę mocnych pudeł? 

Nie, dziękuję. 

Hooper  wzruszył  ramionami  i  spojrzał  na  duży  metalowy 

pojemnik na 

śmieci  stojący  pod  ścianą.  Był  już  niemal  po  brzegi 

wypełniony  gazetami,  plastykowymi  butelkami  i  innymi 
rupieciami.  Nad  pojemnikiem  widniał  świeżo  powieszony 
napis: PUDŁA SKŁADAĆ PŁASKO. Hooper zmrużył oczy. 

No,  no.  Zdaje  się,  że  sierżant  Duncan  ma  dla  nas 

nowe  przepisy.  Pudła  składać  płasko,  co?  Już  się  z  nią  parę 

background image

 

98 

razy  ściąłem.  Jak  chce  mieć  płaskie  pudła,  to  może  je  sobie 
sama spłaszczać. 

Wrzucił  kartony  na  wystającą  z  pojemnika  górę  śmieci, 

zasłaniając  dokładnie  tabliczkę  z  napisem.  Zakończywszy  ten 
pokaz  niesubordynacji,  zwycięskim  gestem  wzniósł  zaciśnięte 
pięści nad głowę. 

Chrzań się, sierżancie. 

Zoe  nie  wzięła  w  obronę  administratorki,  zauważyła 

jednak,  że teraz w  pojemniku  nie zmieści  się  już nic więcej, a 
śmieci zostaną wywiezione dopiero następnego dnia. 

Przypomniała sobie szybko, że ma inne problemy, wsiadła 

do samochodu, zapaliła i wyjechała z parkingu. 

Wkrótce potem otworzyła swoje biuro i podeszła do półek 

z  książkami.  Singleton  pomagał  jej  w  zdobyciu  pozycji 
dotyczących dekoracji wnętrz. Dzięki niemu jej biblioteka stale 
się powiększała. 

Idea  projektowania  przestrzeni  w  taki  sposób,  by 

wzmacniać 

pozytywną 

energię, 

nie 

była 

wytworem 

współczesnej  filozofii  New  Age.  Przeciwnie,  powstała  tysiące 
lat  temu.  Przez  stulecia  wielu  myślicieli  spędziło  mnóstwo 
czasu,  badając  wpływ,  jaki  ma  na  ludzi  otoczenie,  w  którym 
przebywają.  Niektóre  z  ich  teorii  powstały  w  oparciu  na 
odwiecznych  zasadach  religijnych,  inne  czerpały  z  reguł 
matematyki i astrologii. 

W  bibliotece  Zoe  znajdowało  się  kilka  tomów 

poświęconych teoriom, których twórcami byli mędrcy należący 
do dawno wymarłych cywilizacji. 

Badania  nad  sztuką  kreowania  przestrzeni  nadal  trwają, 

choć obecnie dominuje w  nich  bardziej  naukowe podejście do 
tematu.  Zoe  miała  w  swoich  zbiorach  opracowania  licznych 
doświadczeń 

psychologicznych, 

przedstawiających 

szczegółowo  wpływ  koloru  ścian  na  osoby  przebywające  w 
więzieniach,  szkołach  i  szpitalach,  oraz  dane  dotyczące 

background image

 

99 

terapeutycznego  działania  roślin  i  akwariów,  znajdujących  się 
w domach i gabinetach lekarskich. 

Ludzie  od  dawna  intuicyjnie  wyczuwali  pozytywny  albo 

negatywny wpływ wnętrz, w których mieszkali i pracowali. 

Zoe położyła stertę książek na biurku i usiadła. Tego ranka 

nie planowała żadnych spotkań. Przy odrobinie szczęścia może 
uda  jej  się  spędzić  kilka  godzin  na  szukaniu  informacji  o  złej 
energii, czającej się w ścianach. 

Kilka  godzin  później  podniosła  wzrok  znad  kopii 

średniowiecznego  rękopisu,  dokładnie  opisującego  technikę 
pozbywania  się  z  wnętrz  złych  duchów,  i  z  przerażeniem 
odkryła,  że  jest  już  południe.  O  wpół  do  pierwszej  miała  się 
spotkać z Ethanem na lunchu i pokazać mu próbki farb. 

Zapisała  ostatnie  uwagi  w  leżącym  na  biurku  notatniku  i 

powoli  wstała  z  krzesła.  Po  wielu  godzinach  siedzenia  bez 
ruchu  była  całkiem  zesztywniała,  a  co  gorsza  także 
przygnębiona brakiem efektów swojej pracy. 

Doszła do wniosku, że potrzebuje świeżego powietrza. 
Chwyciła zieloną torbę, zamknęła biuro i ruszyła w stronę 

Truax Investigations. 

Biuro  Ethana  znajdowało  się  zaledwie  kilka  przecznic 

dalej,  przy  Cobalt  Street,  ale  jego  otoczenie  różniło  się 
znacznie od  modnej,  zadbanej  dzielnicy,  w której  miała swoją 
siedzibę  firma  Zoe.  Ethan  pracował  w  jednej  ze  starszych 
dzielnic  miasta,  która  bardzo  jej  się  podobała.  Owszem,  ząb 
czasu  nadszarpnął  już  mocno  niskie  budynki  w  stylu 
kolonialnym.  Ale  ich  spłowiałe  od  słońca  ściany,  czerwone 
dachówki  i  łukowate  bramy  miały  swój  charakter,  tak  jak 
Ethan. 

Zoe dotarła do  numeru  49  przy  Cobalt Street  i  weszła do 

chłodnego,  mrocznego  przedsionka.  Spojrzała  na  schody 
prowadzące  do  biura  Ethana,  po  czym  skręciła  i  otworzyła 
drzwi  jedynego  sklepu,  jaki  się  tam  znajdował,  antykwariatu 
Single-Minded Books. 

background image

 

100 

Na  tyłach  księgarni  dostrzegła  gładko  ogoloną  głowę 

Singletona,  która  lśniła  w  świetle  rzucanym  przez  ekran 
komputera. 

Zaraz przyjdę - zawołał. 

Nie spiesz się. 

Zoe?  -  Singleton  wynurzył  się  z  nory  na  zapleczu, 

którą nazywał swoim biurem. - Co słychać? 

Właśnie  wybieram  się  na  lunch  z  Ethanem.  Idziemy 

potem do Nightwinds zastanowić się nad wystrojem domu. 

Singleton zachichotał. 

A  dlaczego  wyglądasz,  jakbyś  szła  na  pogrzeb?  Na 

pewno miałaś już klientów trudniejszych niż Ethan. 

Niewykluczone, ale jakoś ich nie pamiętam. 

No,  był  na  przykład  ten  facet,  który  zabił  żonę  kilka 

miesięcy temu. 

To  zupełnie  co  innego  -  odparła  wyniośle.  -  David 

Mason  może  i  był  mordercą  ale  na  pewno  nie  był  trudnym 
klientem. Bardzo dobrze mi się z nim pracowało. 

Singleton założył ręce na piersi i oparł się o ladę. 

Więc  jaki  masz  problem  z  Ethanem?  Chodzi  o 

kanapę? 

Obsesja na tym punkcie to małe piwo. Problem raczej 

w tym, że brak mu wyczucia koloru. 

To nieprawda. Nie lubi różowego. 

Nie  jestem  pewna.  Podejrzewam,  że  gdybyście  ty  i 

Harry  nie  powiedzieli  mu,  że  długotrwałe  oddziaływanie  tego 
koloru  powoduje  degenerację  mózgu,  nigdy  nie  zgodziłby  się 
na malowanie. 

Ale  zgodził  się  -  zauważył  Singleton.  -  Wygląda  na 

to, że jesteś nam coś winna. 

Ethan zgodził się na malowanie - przyznała - ale kłóci 

się  ze  mną  o  każdy  pokój,  jeśli  chodzi  o  kolory.  W  końcu 
przekonałam  go  do  kuchni,  ale  teraz  sprzeczamy  się  o  salon. 

background image

 

101 

Wydaje mi się, że gdybym mu zostawiła wolną rękę, cały dom 
zostałby pomalowany na biało, z zewnątrz i od środka. 

A  on  mówi,  że  gdyby  zostawił  wolną  rękę  tobie, 

każdy pokój byłby innego koloru. 

Przesadza.  Nie  chcę  tylko,  żeby  było  nudno.  Zresztą 

nie  mam  wielkiego  wyboru.  Ethan  trzyma  się  ustalonego 
budżetu, który jest dość niski, a malowanie to najtańszy sposób 
na osiągnięcie bardziej kontrastowego efektu. 

Mężczyźni  na  ogół  nie  znają  się  na  kontrastowych 

efektach - zamyślił się Singleton. 

Nie  wiem,  jacy  mężczyźni  są  na  ogół,  ale  odkryłam 

już,  że  faceci  tacy  jak  Ethan  są  bardzo  niechętni  wszelkim 
zmianom  w  swoim  życiu.  Pewnie  chcą  mieć  nad  wszystkim 
kontrolę.  

Albo  po  prostu  się  boją.  -  Singleton  wzruszył 

ramionami.  -  Nie  zapominaj,  że  Ethan  miał  już  jedno  bolesne 
doświadczenie z tą projektantką w Los Angeles. 

Ta  nieszczęsna  projektantka,  kimkolwiek  była,  nie 

miała nic wspólnego z jego bankructwem. 

Wiem,  ale  wydaje  mi  się,  że  Ethan  w  jakiś  dziwny 

sposób łączy wszystkie te kosztowne meble, które kupił pod jej 
wpływem,  z  katastrofą  finansową,  jaka  zaraz  potem  nastąpiła. 
Powiedział mi, że na licytacji dostał za nie grosze. 

Zoe machnęła ręką. 

To już nie wina projektantki. 

Twierdziła,  że  wszystkie  te  kanapy  i  stoliki  to  dobra 

inwestycja... 

Zoe zmarszczyła brwi. 

Na  pewno  chodziło  jej  o  to,  że  stworzą  odpowiedni 

wizerunek firmy, 

A Ethan pewnie myślał, że z upływem czasu zyskają 

na wartości. 

Meble rzadko zyskują na wartości. 

Cóż, pewnie nie wyraziła się dość jasno. 

background image

 

102 

Wiem  tylko,  że  każda  nasza  rozmowa  o  urządzaniu 

domu kończy się sprzeczką-jęknęła Zoe. 

Jak  już powiedziałem, to pewnie tylko typowy męski 

lęk. 

Hm  -  mruknęła  Zoe.  -  A  skoro  mowa  o  męskich 

lękach... 

Tak? 

Zoe  udała,  że  z  uwagą  przegląda  dziewiętnastowieczny 

słownik leżący na szklanej ladzie. 

Wiem,  że to  nie  moja sprawa,  ale zastanawiałam  się, 

czy  nie  masz  zamiaru  umówić  się  z  Bonnie  w  najbliższym 
czasie. 

Singleton nawet nie drgnął. 

Myślę o tym. 

Och.  -  Zoe  czekała  na  dalsze  wyjaśnienia,  ale 

Singleton najwyraźniej nie miał zamiaru jej oświecić. - Bardzo 
się cieszę. Obawiałam się, że zwlekasz, bo boisz się, że ona nie 
odniesie się pozytywnie do twojej propozycji, a jestem pewna, 
że tak będzie. To znaczy, że odniesie się pozytywnie. 

Na  pewno  zaproponuję  jej  coś  dopiero  wtedy,  kiedy 

minie trochę czasu od rocznicy śmierci jej męża. 

Zoe  była  zaskoczona  nie  tylko  jego  słowami,  ale  i 

delikatnością która się za nimi kryła. 

Masz  rację.  Nie  pomyślałam  o tym.  To  rzeczywiście 

nie  jest  najlepszy  moment.  Ale  cieszę  się,  że  masz  zamiar 
zrobić coś w tym kierunku.  

Naprawdę sądzisz, że ona zechce się ze mną umówić? 

Chyba nie jestem w jej typie. 

Kto to może wiedzieć? - odparła Zoe poważnie - Weź 

Ethana  i  mnie,  na przykład.  Na pewno  nikomu nie przyszłoby 
do głowy, że moglibyśmy być razem. 

Prawda.  Mówimy  o  krańcowych  przeciwieństwach. 

Ty, z twoim artystycznym zacięciem  i wiarą w feng shui, oraz 

background image

 

103 

Ethan,  twardo  stąpający  po  ziemi.  Nie,  sądzę,  że  żadna 
szanująca się swatka nie próbowałaby was skojarzyć, to pewne. 

Opinia  Singletona  nie  poprawiła  jej  nastroju.  Zoe 

pożałowała  nagle,  że  zaczęła  mówić  o  przeciwieństwach. 
Singleton  natomiast  wyraźnie  poweselał.  Uśmiechnął  się  do 
niej promiennie. 

Dzięki, Zoe. Dałaś mi nadzieję. 

Bardzo się cieszę - odparła szczerze. 

Ethan  usłyszał  jej  kroki  na  skrzypiących  schodach.  W 

samą  porę.  Kilka  minut  wcześniej  widział  ją  na  ulicy,  ale 
pogawędka z Singletonem zabrała trochę czasu.  Był ciekaw, o 
czym rozmawiali. 

Siedział  przy  biurku,  patrząc  w  lustro  zawieszone  na 

ścianie w taki sposób, by  mógł widzieć każdego, kto wchodził 
do  pierwszego  pokoju.  Zoe  nie  podobało  się,  że  lustro  wisi  w 
tym miejscu, ponieważ jej zdaniem zaburzało przepływ energii 
w  biurze.  Nie  podobały  jej  się  też  krzesła  stojące  po  drugiej 
stronie  biurka.  Uważała,  że  są  za  duże  i  przytłaczające.  Ethan 
jednak  nie  miał  żadnych  zastrzeżeń  do  przepływu  energii  w 
pomieszczeniu,  lubił  też,  kiedy  jego  klienci  czuli  się  trochę 
przytłoczeni.  Dawało  mu  to  lekkie  poczucie  wyższości,  które 
często okazywało się bardzo pomocne. 

W  lustrze  pojawiło  się  odbicie  Zoe.  Ciemne,  rudawe 

włosy  związała  w  gładki  węzeł  na  karku.  Kiedy  wychodził 
rano  do  pracy,  była  w  koszulce  nocnej.  Teraz  miała  na  sobie 
cienki  turkusowy  sweter  z  rękawami  sięgającymi  tuż  poniżej 
łokci i spódnicę w ciemniejszym odcieniu tego samego koloru. 
Lekki  materiał wdzięcznie  opływał  jej  łydki.  Ethan poczuł,  że 
serce zaczyna mu bić szybciej. Prezentowała się wspaniale. Ale 
ona we wszystkim wyglądała dobrze. A najlepiej wtedy, kiedy 
nic na sobie nie miała. 

Wspomnienie  ostatniej  nocy  sprawiło,  że  znowu 

gwałtownie jej zapragnął. Często marzył o tym, by znaleźć się 
znowu w  jej  ramionach,  gdyż  łącząca  ich  namiętność  była  jak 

background image

 

104 

narkotyk,  przynoszący  mu  cudowne,  choć  tylko  chwilowe 
zapomnienie.  Kiedy  leżeli  razem  w  wilgotnej  pościeli,  mógł 
nie myśleć o niepewnym jutrzejszym dniu. Potrafił też udawać, 
że nie ma przeszłości  

Ethan?  

Tutaj. - Wstał i wyszedł zza biurka. 

Zoe stanęła w drzwiach. 

Gotowy do wyjścia? 

Uśmiechała  się,  ale  w  jej  oczach  czaił  się  cień.  Ethana 

dręczyła  świadomość,  że  koszmarny  sen,  który  zbudził  ją  w 
środku  nocy,  nie  daje  jej  spokoju  także  za  dnia.  Ogarnął  go 
gniew,  opanował  go  jednak,  wiedząc,  że  nic  nie  może  zrobić. 
Oddałby  wszystko,  by  móc  cofnąć  czas  i  oszczędzić  jej  tych 
strasznych  miesięcy  w  Candle  Lake  Manor.  Ale  co  się  stało, 
już się nie odstanie. Wiedział o tym lepiej niż ktokolwiek inny. 

Owszem,  zjadłbym  coś  -  odparł.  Podszedł  do  niej, 

przytulił  do  siebie  i  namiętnie  pocałował,  chcąc  rozproszyć 
cień  smutku  w  jej  oczach.  Kiedy  przylgnęła  do  niego, 
zarzucając mu ręce na szyję, podniósł głowę. - Chociaż sam nie 
wiem, na co mam w tej chwili ochotę. 

Myślałam o restauracji Montoya. 

Ethan  przesunął  kciukiem  po  linii  jej  policzka,  z 

przyjemnością dotykając jej gładkiej skóry. 

A ja myślałem o tobie. Na moim biurku. 

Zoe cofnęła się szybko. 

Mowy  nie  ma.  Musimy  wybrać  kolor  do  naszej 

sypialni. Nie możemy tego dłużej odkładać. 

Jak  możesz  myśleć  o  farbie,  kiedy  proponuję  ci 

gorący seks na biurku? 

Jestem  profesjonalistką.  Wiem,  jak  nie  dać  się 

zdekoncentrować. 

Po  lunchu  wsiedli  do  samochodu  i  ruszyli  w  stronę 

Nightwinds.  Nie  długo  potem  wjechali  na  podjazd  przed 
starym domem. 

background image

 

105 

Zoe  była  trochę  spięta,  ale  rzuciła  Ethanowi  swój 

najbardziej profesjonalny, olśniewający uśmiech. 

Wiesz,  nie  musimy  się  kłócić,  kochanie.  Mógłbyś 

zaufać swojej projektantce wnętrz. 

Kotku, oddałbym całe swoje życie w twoje ręce. 

Ale nie puszkę farby? 

Z farbami trzeba się obchodzić bardzo ostrożnie. 

Jaskraworóżowe  drzwi  wielkiego  domu  były  szeroko 

otwarte,  a  tuż  przed  nimi  stała  biała  furgonetka  z  napisem 
USŁUGI MALARSKIE. WŁAŚCICIEL ERNEST HULL. 

Zoe natychmiast się rozpogodziła. 

Malarz  -  powiedziała.  -  Nareszcie.  A  więc  Treacher 

zmienił  zdanie  i  jednak  przysłał  kogoś  w  tym  tygodniu  do 
pomalowania  kuchni.  Chodź,  zobaczymy,  co  się  tam  dzieje. 
Wolę  się  upewnić,  że  otrzymał  wszystkie  instrukcje  co  do 
północnej ściany. 

Otworzyła  drzwiczki  i  wyskoczyła  z  samochodu,  zanim 

Ethan zdążył wyjąć kluczyk ze stacyjki. Patrzył, jak wbiega na 
schody i znika we wnętrzu domu. 

Moja  nieustraszona  dekoratorka  wnętrz  rusza  do  akcji, 

pomyślał.  Zdumiewające,  jak  szybko  potrafi  chodzić,  kiedy  w 
pobliżu pojawi się malarz. 

Wysiadł  z  samochodu  i  statecznym  krokiem  podszedł  do 

drzwi.  Obecność  malarza  oznaczała,  że  trzeba  będzie  podjąć 
decyzję, choć dziwnie nie miał ochoty tego robić. 

Ale do diabla z tym. Ten dom  stal się dla niego czymś w 

rodzaju  symbolu  ich  małżeństwa.  Dopóki  nie  podjęli  żadnej 
decyzji  dotyczącej  jego  odnowienia,  mógł  udawać,  że  nic  się 
nie  zmieni,  że  wszystko  zostanie  tak,  jak  jest.  Że  nie  będzie 
musiał myśleć o przyszłości. 

Mijając  furgonetkę,  zajrzał  do  środka.  Na  konsolce  od 

strony  kierowcy  leża!  plastykowy  pojemnik  zawierający  jakiś 
środek  gwarantujący  przyrost  masy  mięśniowej,  wzrost 
poziomu  energii  i  sil  witalnych.  W  sześciopaku  na  podłodze 

background image

 

106 

tkwiło pięć identycznych,  nieotwartych  jeszcze pojemników, a 
na  siedzeniu  pasażera  leżała  duża  papierowa  torba  z  logo 
sklepu ze zdrową żywnością. 

Ethan  doszedł  do  wniosku,  że  malarz  z  taką  troską 

odnoszący  się  do  swojej  kondycji  fizycznej  zasługuje  na 
najwyższy  szacunek.  Zaczął  się  nawet  zastanawiać,  czy  nie 
powinien  czuć  się  winny  z  powodu  podwójne  j  porcji 
enchilady, którą skonsumował z apetytem jakiś czas wcześniej. 

Przyjrzał  się  uważnie  napisom  na  furgonetce.  Były  to 

jedne  z  tych  magnetycznych  liter,  które  można  łatwo  zdjąć  z 
karoserii, gdyby zaszła taka potrzeba. 

Wszedł  na  wiodące  do  wejścia  schody  umieszczone 

między  różowymi  kamiennymi  filarami.  Wnętrze  domu  nie 
było  już  tak  całkowicie  różowe,  jak  kiedyś,  gdyż  podłogi  z 
różowego  marmuru  i  dywany  zdobione  wzorem  z  wielkich 
różowych magnolii zostały zasłonięte ochronną folią. To samo 
odnosiło  się  do  mebli.  Niestety  ciągle  jeszcze  można  było 
podziwiać  różowe  ściany  i  wysokie  sufity  w  tym  samym 
kolorze. 

Zobaczył  Zoe,  która  dopadła  nieszczęsnego  malarza  tuż 

koło  szafy  na  ubrania.  Nie  sprawiała  już  wrażenia 
zachwyconej. Przeciwnie, wyglądała na poirytowaną. 

Malarz patrzył na nią ze zrozpaczoną miną. Miał na sobie 

nieskazitelnie biały kombinezon roboczy. Jasne, przystrzyżone 
z  wojskową  precyzją  włosy  wystawały  spod  nowiutkiej  białej 
czapeczki.  Wzmacniające  koktajle  proteinowe  rzeczywiście 
działają  zauważył  Ethan  w  duchu.  Facet  był  potężny,  miał 
ponad  metr  osiemdziesiąt  wzrostu.  Szeroka  klatka  piersiowa  i 
umięśniony  kark  zdradzały  wytężoną  pracę  na  siłowni. 
Górował  nad  Zoe,  ona  jednak  zdawała  się  tego  nie  zauważać. 
Była zbyt zajęta robieniem awantury. 

Co  to  znaczy,  że  przyjechał  pan  tylko  zostawić 

rzeczy?  -  spytała,  blokując  mu  drogę  do  frontowych  drzwi.  - 
Treacher na pewno przysłał pana do pomalowania kuchni. 

background image

 

107 

Przykro mi, proszę pani. 

Malarz  spojrzał  na  Ethana  ponad  jej  głową,  błagając  go 

wzrokiem o zrozumienie i pomoc. Ethan założył ręce na piersi, 
oparł się ramieniem o różową ścianę i  lekko potrząsnął głową. 
Było  mu  żal  tego  faceta,  nie  na  tyle  jednak,  by  miał  ochotę 
włączyć się do tej wymiany zdań. 

Spojrzenie  malarza  stwardniało,  kiedy  pojął,  że  nie  może 

liczyć na pomoc ze strony Ethana. Zmarszczył brwi, zwracając 
się do Zoe, która stała przed nim niewzruszona jak skała. 

Proszę  posłuchać,  wiem  tylko,  że  mój  szef  kazał  mi 

wstąpić tu po drodze z lunchu i zostawić drabinę i spryskiwacz. 
-  Wskazał  dłonią  leżące  na  podłodze  przedmioty.  -  To 
wszystko.  Nie  mogę  tu  dzisiaj  zostać.  Po  południu  pracuję 
gdzie indziej. 

To znaczy gdzie? - spytała Zoe, spoglądając na niego 

podejrzliwie.  -W  domu  przy  Desert  View  czy  na  Arroyo 
Grande? 

Eee... przy Desert View. 

Ha. Wiedziałam. Treacher mnie okłamał. Powiedział, 

że  nie  może  zacząć  prac  w  Nightwinds  w  tym  tygodniu  tylko 
dlatego,  że  musi  najpierw  skończyć  mój  projekt  na  Arroyo 
Grande.  A  naprawdę  potajemnie  wysyła  swoich  pracowników 
na Desert View. To projekt Lindsey Voyle, czyż nie? 

Nie  mam  pojęcia,  proszę  pani.  -  Malarz  podjął 

nieudaną próbę ominięcia jej i ucieczki z domu. 

Zoe  stanowczo  zagrodziła  mu  drogę,  opierając  ręce  na 

biodrach. 

Jeszcze zobaczymy. Mam umowę. 

Nie  wiem,  jaki  jest  plan  prac,  proszę  pani.  Wiem 

tylko,  że  chyba  się  spóźnię.  Hull  mnie  zwolni,  jeśli  zaraz  nie 
będę na miejscu. 

Cóż,  proszę  powiedzieć  Hullowi  i  Treacherowi,  że 

mówiłam  poważnie,  rozmawiając  z  nimi  przez  telefon.  Jeśli 

background image

 

108 

będą mnie tak traktować, sprowadzę wykonawców z Phoenix  i 
już nigdy nie skorzystam z ich usług. 

Oczywiście,  proszę  pani.  -  Malarz  wyminął  ją  w 

końcu i spiesznie ruszył w stronę drzwi. - Wszystko powtórzę. 

Czy  Lindsey  Voyle  zaoferowała  mu  premię,  żeby 

skończył jej projekt wcześniej? - zawołała za nim Zoe. - Założę 
się,  że  o  to  tutaj  chodzi.  To  nielegalne.  Pozwę  was  do  sądu, 
jeśli zajdzie taka potrzeba.  

Malarz nie zwrócił uwagi na jej słowa, ale przed wyjściem 

przystanął na chwilę koło Ethana. 

Pan jest właścicielem tego domu? 

Owszem - odparł Ethan. 

Rozumiem,  dlaczego  chce  pan  go  przemalować. 

Wszystko różowe. 

Zauważył to pan? 

Taa... Może szef przyśle mnie tu pod koniec tygodnia. 

Dobrze by było. Jak pan widzi, moja dekoratorka jest 

bardzo niezadowolona. 

Malarz  podniósł  ręce,  chwycił  daszek  swojej  czapki  i 

naciągnął ją mocniej na głowę. 

Tak, proszę pana. To widać. 

Nie opłaca się denerwować profesjonalistów. 

Malarz wyszedł z domu, zbiegł po schodach, wskoczył do 

białej furgonetki i szybko odjechał. 

Ethan spojrzał  na Zoe, próbując się zorientować, w jakim 

jest  nastroju.  Gotowała  się  ze  złości.  Uświadomił  sobie,  że 
odnowienie  Nightwinds  stało  się  dla  niej  rodzajem  obsesji. 
Sam nie wiedział, czy to dobrze, czy źle. 

A więc... - zagaił neutralnym tonem. 

Dwulicowy, kłamliwy kretyn. 

Najwyraźniej neutralny ton nie zdał egzaminu. 

Mówisz  o  Hullu,  Treacherze,  malarzu,  który  właśnie 

nas pożegnał, czy o mnie? 

O Treacherze. 

background image

 

109 

Racja.  -  Ethan  opuścił  ręce  i  odsunął  się od ściany.  - 

A  teraz,  kiedy  już  to  ustaliliśmy,  może  pokażesz  mi  te  próbki 
farb? 

 
 

Rozdział 16 
 
 

Singleton  podniósł  głowę;  kiedy  Bonnie  stanęła  w 

drzwiach  tuż  po  pierwszej  po  południu.  W  księgarni  nagle 
zrobiło się jaśniej. 

Zazwyczaj lubił panujący tu półmrok, tworzący atmosferę, 

która  bardzo  odpowiadała  jemu  i  jego  zbiorom  starych  i 
rzadkich  książek.  Ostatnio  jednak  wnętrze  wydawało  mu  się 
ciemniejsze  niż  dawniej,  bo  kiedy  przychodziła  Bonnie, 
wszystko  się  nagle  rozjaśniało.  Jakby  wnosiła  ze  sobą  światło 
pustynnego słońca.  

Dostałam  twoją  wiadomość  -  powiedziała,  kładąc  na 

ladzie  swoją  torebkę  i  plastykowy  pojemnik.  -  Nie  mogę 
uwierzyć,  że  naprawdę  udało  ci  się  zdobyć  tę  prywatnie 
wydaną historię Whispering Springs. 

Znalazłem  j  ą  w  Internecie.  -  Singleton  wyciągnął 

spod lady małą oprawioną w skórę książeczkę i otworzył ją na 
stronie  tytułowej.  –Historia  założenia  miasta  Whispering 
Springs w Arizonie, spisana przez J.L. Creeka. 

Cudownie.  -Bonnie,  podekscytowana,  pochyliła  się 

nad książką i zaczęła ostrożnie przewracać strony. - Słyszałam, 
że Towarzystwo  Przyjaciół  Biblioteki  od  lat poszukiwało  tego 
wydania.  Wszyscy  będą  zachwyceni.  To  będzie  wspaniałe 
uzupełnienie zbioru rzadkich ksiąg i manuskryptów. 

Cała przyjemność po mojej stronie. 

Ile kosztowała? 

Daj spokój. - Singleton wzruszył ramionami. 

background image

 

110 

Podniosła na niego wzrok i zmarszczyła brwi. 

Nigdy  nie  przyszło  mi  do  głowy,  że  mógłbyś  ją 

ofiarować  bibliotece.  Zdaję  sobie  sprawę,  że  musiała  być 
bardzo droga. Towarzystwo zapłaci ci za tę książkę. 

Singleton położył dłonie na ladzie. 

Potraktuj  to  jako  mój  udział  we  wspieraniu  lokalnej 

społeczności. 

Jesteś bardzo hojny - uśmiechnęła się Bonnie. 

Hej,  od  czasu  do  czasu  stać  mnie  na  obywatelski 

uczynek. 

Cóż, mam  nadzieję, że przyjmiesz ten kawałek ciasta 

cytrynowego,  jako  symbol  wdzięczności  biblioteki publicznej. 
- Bonnie przesunęła plastykowy pojemnik w stronę Singletona. 

Ciasto  cytrynowe?  Jedno  z  moich  ulubionych.  - 

Podniósł wieczko i wciągnął w nozdrza apetyczny aromat. - O 
rany. To jeden z najpiękniejszych widoków we wszechświecie. 
Jestem w pełni usatysfakcjonowany rewanżem za książkę. 

Bonnie wydawała się zadowolona. 

Trzymaj je w lodówce, dopóki nie przyjdzie ci na nie 

ochota. 

Och,  mam  dla  ciebie  dobrą  wiadomość.  Chyba  nie 

zdążę włożyć tych pyszności do lodówki. 

Sięgnął  pod  ladę,  wyciągnął  jeden  z  plastykowych 

widelczyków, które zostały z zamawianych na wynos potraw, i 
odkroił  nim  wielki  kawał  ciasta.  Jadł  powoli,  delektując  się 
jego smakiem. 

Przepyszne - oznajmił, kiedy już przełknął. 

Dziękuję.  Wiesz,  Jeff  i  Theo  nigdy  nie  okazują 

zachwytu  w  taki  sposób.  Zazwyczaj  najpierw  wydłubują 
kawałki  owoców  z  wierzchu  i  próbują  używać  ich  jako 
amunicji, a dopiero potem zjadają resztę.  

Daj im kilka lat. Ich kubki smakowe nie są jeszcze w 

pełni rozwinięte. 

background image

 

111 

Więc  twoim  zdaniem  jest  nadzieja,  że  nauczą  się 

kiedyś jeść jak cywilizowane istoty ludzkie? 

Tego nie wiem, na pewno w końcu dojdą do wniosku, 

że owoce powinny trafiać do buzi razem z ciastem. 

Już nie mogę się doczekać tej chwili, a na razie cieszę 

się, że ciasto ci smakuje. - Spojrzała na zegarek. - Ethan jest na 
górze? 

Niestety,  niedawno  wyszedł.  -  Singleton  wbił 

widelczyk  w  ciasto.  -  Pojechał  do  Nightwinds  ze  swoją 
projektantką wnętrz. 

Aha.  -  Bonnie  zrobiła  zabawną  minę.  -  Może  i 

dobrze, że go nie zastałam. Zawsze jest trochę drażliwy przed i 
po tych spotkaniach z Zoe. 

Zoe  też  się  denerwuje,  kiedy  mają  rozmawiać  o 

wystroju  domu.  Twierdzi,  że  Ethan  jest  uparty  i  nie  znosi 
zmian,  nie  mówiąc  już  o  tym,  że  chce  na  wszystkim 
oszczędzać. 

Wiem, że lubi trzymać się raz ustalonego budżetu, ale 

Zoe  ma  duże  doświadczenie.  Jestem  pewna,  że  wie,  jak 
obniżyć koszty. 

Singleton odkroił sobie kolejny kawałek ciasta. 

Nie  sądzę,  żeby  Ethan  naprawdę  przejmował  się 

budżetem. Podejrzewam, że to tylko wymówka. 

To znaczy? 

Powiedziałem  Zoe,  że  moim  zdaniem  Ethanowi 

pomysł  odnowienia  domu  kojarzy  się  z  jego  bankructwem  w 
Los Angeles. 

A  to  z  kolei  już  zawsze  będzie  mu  przypominało  o 

śmierci  Drew  -  westchnęła  Bonnie.  -  Do  tego  właśnie  minęła 
trzecia rocznica dnia,  w którym  odkrył  miejsce,  gdzie  zabójca 
zakopał  ciało  mojego  męża.  Nic  dziwnego,  że  jest  taki 
nerwowy.  Może  to  nie  był  najlepszy  pomysł,  żeby  odnawiać 
dom właśnie w listopadzie. 

background image

 

112 

Lepiej  by  było,  gdyby  zaczekali  z  tym  do  nowego 

roku. Ale pewnie sądzili, że to im dobrze zrobi. Mają coś, w co 
mogą się wspólnie zaangażować. Ale zamiast tego bez przerwy 
się kłócą. 

Bonnie szeroko otworzyła oczy. 

Myślisz,  że  to  projekcja?  Że  dla  nich  obojga  remont 

domu  symbolizuje  wszystkie  wątpliwości  i  lęki  związane  z 
małżeństwem? 

Nie jestem psychiatrą, ale to możliwe. 

Spojrzał smętnie na resztki ciasta, które przylgnęły do dna 

pojemnika, i doszedł do wniosku, że są zbyt małe, by można je 
było  wyjąć  widelcem.  Zaczął  się  zastanawiać,  co  też 
pomyślałaby o nim Bonnie, gdyby polizał palec i w ten sposób 
wydostał ostatnie okruchy. Pewnie nie byłaby zachwycona. 

Od  śmierci  Drew  listopad  jest  dla  nas  wszystkich 

ciężkim  miesiącem  -  powiedziała  Bonnie  w  zamyśleniu.  -  A 
naprawdę  sądziłam,  że  w  tym  roku  będzie  już  lepiej.  I  jest 
lepiej,  dla  mnie  i  dla  Theo.  Ale  Ethan  ma  znowu  te  huśtawki 
nastrojów,  a  Jeff  zachowuje  się  jeszcze  gorzej  niż  w  zeszłym 
roku. 

Singleton z żalem zamknął pojemnik po cieście. 

Jeff nie pogodził się z tym, co się stało? 

Bonnie kiwnęła głową. 

Na początku miesiąca poprosił mnie, żebym pokazała 

mu  jeden z albumów ze zdjęciami ojca. Zabrał go do swojego 
pokoju.  Kiedy  tam  weszłam,  siedział  wpatrzony  w  jedną  z 
fotografii.  Zapytałam  go,  czy  nie  chce  porozmawiać  o  swoim 
tacie. 

Co ci odpowiedział? 

Że nie i zamknął  album. - Potrząsnęła głową. - Sama 

nie  wiem.  Może  przeprowadzka  do  Whispering  Springs  była 
dla niego zbyt dużym stresem. 

Podobno przeprowadzki zawsze są stresujące. 

background image

 

113 

Wiem  -  urwała.  -  Ale  dalej  uważam,  że  decyzja,  by 

rozpocząć  tu  nowe  życie,  była  słuszna.  Wszyscy  musieliśmy 
się wynieść z Los Angeles, łącznie z Ethanem. 

Każdy  z  naszej  paczki  przyjechał  tu,  żeby  zacząć  od 

nowa. Ty, chłopcy, Ethan, Zoe i Arcadia. Nawet Harry i ja. 

Bonnie uniosła brwi ze zdumienia. 

Ty także? 

Oczywiście. 

A dlaczego? 

Cóż, moja żona doszła do wniosku, że nie chce mieć 

dzieci. Odeszła ode mnie i poślubiła innego faceta, który lepiej 
rozumiał  jej  potrzeby.  W  tym  samym  czasie  zarząd  firmy,  w 
której  pracowałem,  postanowił  zwiększyć  zyski,  zlecając  mi 
wykonanie  usług  na  rzecz  klienta,  który  mógł  sporo  zapłacić, 
chociaż  ten  rodzaj  badań  zupełnie  mnie  nie  interesował.  -
Wzruszył  ramionami.  -  Pomyślałem  więc,  że  pora  zmienić 
otoczenie. 

I  wylądowałeś  w  Whispering  Springs.  Ta  część 

zachodu  zawsze  była  dobrym  miejscem,  by  zacząć  wszystko 
od początku. 

Tak.  Wszyscy  mamy  ten  zamiar.  I  uda  nam  się  to.  - 

Wręczył  jej  Historię  Whispering  Springs.  -  Nie  martw  się  o 
Jeffa.  Pewnego  dnia  i  on  będzie  gotów  pogrzebać  złe 
wspomnienia. 

Jej pałce musnęły jego dłoń, kiedy brała książkę do ręki. 

Dziękuję. 

Singleton  pokiwał  głową  i  patrzył,  jak  wychodzi  z 

księgarni.  Kiedy  zamknęła  za  sobą  drzwi,  znowu  zrobiło  się 
ciemno. 

 
 
 
 
  

background image

 

114 

Rozdział 17 

 
 
Schody  prowadzące  do  biura  Truax  Investigations,  które 

służyły  jako  swego  rodzaju  system  wczesnego  ostrzegania, 
zaskrzypiały  tuż  przed  dziesiątą  następnego  ranka.  Ethan 
nasłuchiwał  uważnie.  Zawsze  dla  zabawy  analizował  kroki 
osoby  wchodzącej  do  jego  biura.  Uważał,  że  to  dobre 
ćwiczenie dla kogoś z jego branży. 

Jego  zdaniem  obecnie  detektywi  za  bardzo  polegają  na 

Internecie  i  zdobyczach  technologii.  Staroświeckim  metodom 
rodem 

opowiadań 

Sherlocku 

Holmesie 

groziło 

zapomnienie. 

Ktoś powinien podtrzymywać tradycję. 
Kroki,  którym  się  teraz  przysłuchiwał,  nie  były  krótkie, 

lekkie  i  szybkie,  więc  nie  była  to  Zoe.  Nie  słyszał  też  tupotu 
sportowych  butów,  które  zwykle  zwiastowały  pojawienie  się 
Jeffa  i  Theo.  Nie  był  to  również  miękki,  posuwisty  chód 
Bonnie. 

Mężczyzna,  bez  wątpienia.  Stanowczy.  Zdecydowany. 

Jeden  z  tych,  którzy  zawsze  wiedzą,  czego  chcą  i  zwykle  to 
osiągają. Listonosz albo nowy klient. 

Ethan nie oczekiwał żadnej przesyłki. 
Odłożył  żółty  zeszyt,  w  którym  zapisywał  uwagi 

dotyczące sprawy Kirwana, i zdjął stopy z biurka. Lepiej, żeby 
wchodzący  nie odniósł  wrażenia,  że trafił  na detektywa,  który 
o dziesiątej rano w środku tygodnia nie ma nic do roboty. 

W  lustrze,  strategicznie  umieszczonym  na  ścianie, 

pojawiło  się  odbicie  wysokiego  mężczyzny,  który  właśnie 
wszedł  do  pierwszego  pokoju.  Miał  szpakowate,  krótko 
ostrzyżone  włosy.  Nie  nosił  brązowego  uniformu,  więc  na 
pewno  nie  był  to  listonosz.  Jego  spodnie  i  sportowa  koszula 
wyglądały na bardzo drogie. 

Jest w końcu asem wśród detektywów, no nie? 

background image

 

115 

Ethan wstał i podszedł do drzwi. Mężczyzna stał tyłem do 

niego,  patrząc  w  stronę  dużego  biurka  pod  oknem.  Pewnie 
zdążył już zauważyć, że nie siedzi za nim sekretarka. 

Powiedziałbym  panu,  że  moja  sekretarka  wyszła 

właśnie  na  kawę,  ale  prawda  jest  taka,  że  jeszcze  nikogo  nie 
zatrudniłem na to stanowisko. W czym mogę panu pomóc? 

Mężczyzna  odwrócił  się  szybko  i  zlustrował  Ethana 

spojrzeniem chłodnych, ciemnych oczu. 

Pan Truax, jak sądzę? 

Ethan Truax. - Ethan wyciągnął rękę.  

Doug Valdez. - Doug uścisnął dłoń Ethana z tą samą 

stanowczością, z jaką wchodził na schody. 

To pan jest prezesem CEO i Valdez Electronics? 

Tak. 

Ethan  miał  ochotę  zagwizdać.  Doug  Valdez  należał  do 

śmietanki  miejscowego  biznesu.  W  tym  roku  wybrano  go  też 
na  przewodniczącego  Zrzeszenia  Producentów  Whispering 
Springs. 

Innymi słowy, klient, o jakim można marzyć. 
Ethan miał, prawdę mówiąc, wielu takich klientów, kiedy 

pracował w Los Angeles. Ale to nie było Los Angeles, a Ethan 
nie 

prowadził 

już 

dużej 

firmy 

świadczącej 

usługi 

detektywistyczne,  która  przyciągała  ludzi  pokroju  Douga 
Valdeza. 

W  Whispering  Springs  tacy  klienci  zwykle  wybierali 

Radnora. 

Więc co właściwie Valdez tu robi? 

Poleciła  mi  pana  Katherine  Compton  -  powiedział 

Valdez. 

A  więc  przyszedł  z  polecenia.  W  tym  biznesie 

najwyraźniej nic się nie zmieniło. 

Proszę wejść i usiąść. - Ethan odsunął się od drzwi. 

background image

 

116 

Doug  wszedł  do  biura  i  usiadł  na  jednym  z dwóch  foteli. 

Nie  był  zbyt  rosłym  mężczyzną  ale  wbrew  opinii  Zoe,  wielki 
fotel wcale go nie przytłoczył. 

Doug rozejrzał się po pokoju i uśmiechnął się. 

Zupełnie jak w starej powieści kryminalnej. No, może 

z wyjątkiem komputera. 

Odziedziczyłem  to  biuro  po  moim  wuju  Victorze, 

który  otworzył  tu  interes  kilkadziesiąt  lat  temu,  w  innym 
stuleciu.  Obawiam  się,  że  miał  on  bardzo  romantyczne 
spojrzenie na tę profesję. 

Doug uniósł jedną brew. 

Pan ma inne spojrzenie, jak rozumiem? 

Nie  stać  mnie  na  romantyzm.  Muszę  się  z  tego 

utrzymać. Takie podejście raczej wyklucza sentymenty. - Ethan 
usiadł za biurkiem. - Co mogę dla pana zrobić? 

Mam problemy z moim działem transportu i odbioru. 

W  ciągu  ostatnich  trzech  miesięcy  ponieśliśmy  większe  straty 
niż  dotychczas.  Nie  są  olbrzymie,  ale  ta  tendencja  się 
utrzymuje. Moja ochrona nie umie wyjaśnić tego, co się dzieje. 
Chciałbym,  żeby  pan  trochę się tam  rozejrzał.  Może panu uda 
się to odkryć. 

Mogę  spróbować  -  odparł  Ethan.  -  Ale  zanim 

przejdziemy do szczegółów, chciałbym zadać panu pytanie. 

Chce pan wiedzieć, dlaczego nie poszedłem z tym do 

Radnora? 

Wydawało  mi  się,  że  to  oni  opracowali  dla  pana 

system ochrony. 

Ma  pan  rację.  Eksperci  od  Radnora  dokonali 

szczegółowej  analizy  operacji  mojej  firmy,  spisali  swoje 
spostrzeżenia,  a  następnie  opracowali  bardzo  długą  listę 
kosztownych zaleceń, do których się stosujemy. 

Rozumiem  -  powiedział  Ethan  i  umilkł.  Czasami 

przedłużająca się cisza skłaniała ludzi do wynurzeń. 

background image

 

117 

Ale  Doug  nie  należał  do  osób  podatnych  na  tę  taktykę. 

Bardzo  ostrożnie  dobiera!  słowa,  zastanawiając  się,  ile  i  jak 
powiedzieć. 

Chcę, żeby zajął się tym ktoś spoza firmy. 

Rozumiem.  -  Ethan  otworzył  szufladę,  wyjął  z  niej 

nowy  notatnik  i  wziął  do  ręki  długopis.  -  Innymi  słowy  sądzi 
pan, że ktoś z ochrony jest w to zamieszany. 

Tak mi się wydaje. A biorąc pod uwagę, że to Radnor 

wybrał  i  sprawdził  dla  nas  pracowników  ochrony,  wolałbym 
nie zwracać się do nich z tym problemem. 

Więc chodzi panu o audyt systemu ochrony. 

Audyt.  -  Doug  był  wyraźnie  zadowolony,  słysząc  to 

słowo.  -  Tak,  właśnie  o  to  mi  chodzi.  Może  jedna  osoba  z 
zewnątrz  dostrzeże  coś,  co  umyka  uwadze  zorganizowanego 
zespołu,  zwłaszcza  jeśli  ten  zespół  nie  jest  zainteresowany 
wyszukiwaniem  problemów,  które  mogłyby  źle  świadczyć  o 
usługach Radnor. 

Czterdzieści  minut  później  Doug  wypisał  czek,  uścisnął 

dłoń Ethana po raz drugi i wyszedł z biura. 

Ethan  odprowadził  go  do  drzwi  i  wrócił  do  swojego 

biurka.  Siedział  tam  przez  chwilę,  wpatrując  się  w  czek, 
opiewający  na  bardzo  interesującą  kwotę.  Była  to  największa 
sprawa,  jaką  dostał,  odkąd  przeprowadził  się  do  Whispering 
Springs. 

Podniósł  słuchawkę telefonu.  Zoe odebrała po  pierwszym 

sygnale. 

Enhanced  Interiors.  -  Była  uprzejma  i  profesjonalna, 

ale wydawała się trochę roztargniona. - Mówi Zoe Truax. 

Zoe Truax. Podobało mu się brzmienie tych słów. 

Doug  Valdez  z  Valdez  Electronics  wszedł  przed 

chwilą do  mojego  biura  i  wręczył  mi  bardzo wysoką zaliczkę. 
Chce, żebym zajął się problemami w jego dziale transportu. 

Ethan,  to  cudownie  -  odparła  entuzjastycznie. 

Roztargnienie zniknęło z jej głosu. - Gratuluję. 

background image

 

118 

Zawdzięczam  to  Katherine  Compton.  To  ona  mu 

mnie poleciła. 

Zrobiła  to,  co  należało  -  powiedziała  Zoe  lojalnie.  - 

Wykonałeś dla  niej  kawał  dobrej  roboty,  a co  więcej, zrobiłeś 
to bardzo dyskretnie. Żadne krępujące szczegóły nie dostały się 
do publicznej wiadomości. Biorąc pod uwagę, że sypiała z tym 
okropnym  Morrowem,  mogłoby  to  być  dla  niej  upokarzające. 
Na pewno jest ci bardzo wdzięczna. 

Prawdę  mówiąc,  zastanawiałem  się,  czy  nie  będzie 

chciała zabić posłańca, który przyniósł jej złe wieści. 

Najwyraźniej  nie  ma  do  ciebie  pretensji  o  to,  że  tak 

źle oceniła tego człowieka. Pewnie właśnie dlatego, że uczy się 
na  swoich  błędach,  tak  sprawnie  zarządza  firmą.  Wiesz  co? 
Trzeba to  uczcić.  Chodźmy  dzisiaj  na kolację.  Tym razem  nie 
całą paczką. Tylko my dwoje. 

Ethan  nagle  poczuł  się  jeszcze  lepiej  niż  kilka  minut 

wcześniej,  kiedy  Valdez  wypisywał  czek.  Wyjście  na  kolację 
we  dwoje  dla  uczczenia  drobnego  osobistego  osiągnięcia  to 
coś, co robią małżeństwa. 

Dobra myśl - powiedział. - Ale jest jeden problem. 

Jaki? 

Jeszcze nie rozwiązałem  tej  sprawy. -  Ethan zastukał 

brzegiem czeku  o  blat  biurka.  -  Nawet  nie zacząłem śledztwa. 
Uroczysta kolacja byłaby chyba trochę przedwczesna. 

Bzdura.  Rozwiążesz  tę  sprawę.  Zawsze  ci  się  udaje, 

pamiętasz?  Więc  idziemy  dzisiaj  na  kolację.  Ty  stawiasz, 
oczywiście, bo to ty dostałeś czek. 

W  porządku  -  uśmiechnął  się  Ethan.  -  Ale  w  takim 

razie to ja wybieram restaurację. 

Jasne.  Byleby  to  nie 

była  pizzeria.  Kiedy 

wychodzimy z całą paczką, zawsze jemy pizzę. 

To  dlatego,  że  Jeff  i  Theo  są  od  niej  uzależnieni. 

Uważają  że  pizza  zawiera  wszystkie  składniki  niezbędne  do 
podtrzymania życia. 

background image

 

119 

Nie  ośmieliłabym  się  polemizować  z  takimi 

ekspertami w dziedzinie żywienia, ale myślę, że czasem można 
sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa. Chodźmy gdzieś, gdzie 
dają prawdziwe serwetki. 

Interesujący  pomysł.  Niech  pomyślę.  To  ważna 

decyzja. 

Czekam na niespodziankę. 

Ethan  odłożył  słuchawkę  i  spojrzał  na  czek.  Miło  móc 

zadzwonić  w  środku  dnia  do  żony  i  podzielić  się  z  nią  dobrą 
wiadomością. 

Jeszcze  przyjemniej  słyszeć  w  jej  głosie  entuzjazm  i 

pewność,  kiedy  mówi:  „Rozwiążesz  tę  sprawę.  Zawsze  ci  się 
udaje.”  Dobrze  wiedzieć,  że  Zoe  w  niego  wierzy  -  a 
przynajmniej w jego zawodowe kompetencje. 

Wyciągnął  cienką  książkę  telefoniczną  Whispering 

Springs i odszukał restauracje. Małe miasto, gdzie niewiele się 
dzieje.  Lista  restauracji,  w  których  obok  nakrycia  kładą 
serwetki z materiału, była raczej krótka. 

Przeglądając  ją  uświadomił  sobie,  że  tak  naprawdę  szuka 

takiego  miejsca,  gdzie zabiera  się kobietę,  żeby  zrobić  na  niej 
wrażenie. 

  
 

Rozdział 18 

 
 
Wybrał  restaurację  w  Las  Estrellas.  Można  by  się 

wprawdzie  spierać  oto,  czy  mają  tam  najlepszą  kuchnię,  ale 
jeśli chodzi o klasę i elegancką atmosferę, żadna nie mogła się 
z  nią  równać.  Ceny  zdawały  się  to  potwierdzać.  Ale  co  tam, 
pomyślał, za tę kolację zapłaci Doug Valdez. 

Wytworne wnętrze jaśniało od białych jak śnieg obrusów, 

lśniących  kryształów  i  srebrnej  zastawy.  Lniane  serwetki 
zostały  zwinięte  w  fantazyjne  kształty  egzotycznych  kwiatów. 

background image

 

120 

W  tle  słychać  było  przyciszoną  muzykę.  W  przyćmionym 
świetle krążyli kelnerzy w eleganckich czarno-białych strojach. 

Zajął stolik przy oszklonej ścianie, za którą rozciągało się 

okryte  teraz  mrokiem  nocy  pole  golfowe,  a  za  nim  góry.  Po 
zmierzchu  nie  było  oczywiście  widać  ani  zieleni  golfowej 
darni,  ani  wystrzępionych  szczytów  na  horyzoncie.  Chodziło 
jednak  o  zasadę.  Wszyscy  wiedzieli,  że  pole  i  góry  są  gdzieś 
tam  w  oddali,  i  za  samą  tę  świadomość  trzeba  było  słono 
zapłacić. 

Takie rzeczy robi się na prawdziwych randkach, takich, na 

jakie  Ethan  i  Zoe  nie  mieli  czasu  przed  swoim  ślubem  w  Las 
Vegas.  Pośpiech  pozbawi!  ich  fazy  zalotów,  należącej  do 
tradycyjnego rytuału przedmałżeńskiego. 

Zoe zamknęła menu i spojrzała na Ethana. 

Wezmę pasta niçoise i sałatkę romańską. A ty? 

Ethan nie był w stanie oderwać od niej wzroku. W świetle 

świec  wyglądała  tajemniczo,  uwodzicielsko 

bardzo 

szykownie.  Włożyła  na  tę  okazję  czerwoną  sukienkę 
odsłaniającą  ramiona,  a włosy  zebrała w elegancki  kok.  W  jej 
uszach migotały złote kolczyki. 

Zmusił się w końcu do przeczytania menu. 

Nie  mam  ochoty  na  pasta  niçoise.  Nie  wygląda  na 

coś, czym żywią się wytrawni detektywi. 

Ale pewnie jest lepsze niż quiche. 

Tak, ale brzmi niepoważnie. 

Może.  -  Zoe  upiła  mały  łyk  swojego  chardonnay  i 

postawiła  kieliszek  na  stoliku.  -  Mam  nadzieję,  że  nie  masz 
ochoty na stek. 

Dlaczego  nie?  To  Arizona,  nie  Kalifornia.  Tutaj 

można  jeść  czerwone  mięso,  nie  wywołując  paniki  w  całej 
restauracji. 

Ja  na  pewno  wpadłabym  w  panikę.  Czytałeś  ten 

artykuł  o  zagrożeniach,  jakie  niesie  ze  sobą  spożywanie  zbyt 

background image

 

121 

dużych  ilości  czerwonego  mięsa?  Wycięłam  go  dla  ciebie  z 
gazety i podkreśliłam ważniejsze części. 

Ethan  pomyślał  o  wycinku,  który  znalazł  kilka  dni  temu 

wsunięty pod notatnik na swoim biurku.  

Oczywiście.  Umieściłem  go  nawet  w  swoim 

archiwum, na wypadek gdybym go jeszcze potrzebował. 

W oczach Zoe błysnęły iskierki rozbawienia. 

Przypomnij  mi, żebym sprawdziła zawartość twojego 

kosza na śmieci.  

Ethan  pozostawił  jej  słowa  bez  odpowiedzi  i  zamknął 

menu. 

Spokojnie,  nie mam  zamiaru zamówić steku. Wezmę 

rybę z grilla. 

Dobry wybór. 

Przy  stoliku  pojawił  się  kelner.  Przyjął  zamówienie, 

niczego nie notując. Kelnerzy z dobrą pamięcią także świadczą 
o klasie restauracji, pomyślał Ethan. 

Zoe  podniosła  kieliszek  i  stuknęła  nim  lekko  o  kieliszek 

Ethana. 

Za twojego nowego klienta. 

Chętnie wypiję jego zdrowie. 

Oboje  wypili  nieco  wina  i  odstawili  kieliszki  na  stolik. 

Zoe lekko zmarszczyła brwi. 

Nie sądzisz, że Nelson Radnor będzie wściekły, kiedy 

się  dowie,  że  masz  przeprowadzić  audyt  systemu  ochrony, 
który stworzył? 

Nie  będzie  zachwycony,  ale  to  profesjonalista,  a 

biznes to biznes. 

Tym  się  zajmowałeś  w  Los  Angeles,  prawda? 

Systemami ochrony dla dużych firm. 

Owszem.  -  Ethan  wziął  kawałek  chrupiącego 

ciemnego  chleba,  który  kelner  postawił  na  stole.  -  Prawdę 
mówiąc,  specjalnie  za  tym  nie  tęsknię  i  nie  mam  zamiaru 
konkurować  z  Radnorem.  W  tym  mieście  nie  ma  miejsca  na 

background image

 

122 

dwie duże firmy zajmujące się tą samą branżą. Ale od czasu do 
czasu  klient  pokroju  Katherine  Compton  czy  Douga  Valdeza 
będzie mile widziany. 

Tak,  to  dobrze  wpłynie  na  wizerunek  Truax 

Investigations i stan konta. 

Uhm. 

Ethan  czuł,  że  Zoe  nie  uważa  go  za  osobę,  która  wkłada 

wystarczająco 

dużo energii w odniesienie sukcesu. W Los Angeles przez 

jakiś  czas  zarabiał  większe  pieniądze,  ale  działalność  jego 
firmy  skończyła  się  katastrofą.  Podobnie  jak  jego  trzy 
poprzednie małżeństwa. 

Zdawał  sobie  sprawę  z  faktu,  że  pierwszy  mąż  Zoe 

pochodził  z  bogatej,  wpływowej  rodziny.  I  chociaż  nie  była 
ona  w  najlepszych  stosunkach  ze  swoimi  teściami,  posiadała 
spory pakiet akcji Cleland Cage Inc. Jeśli ta firma utrzyma się 
na  dotychczasowym  poziomie  jeszcze  przez  kilka  lat,  Zoe 
będzie miała szansę zbić pokaźny majątek. 

Jemu  natomiast  Truax  Investigations  może  przynosić 

przyzwoity dochód, ale nic poza tym. Prawdopodobieństwo, że 
będzie kiedyś bogaty, praktycznie równało się zeru.  

Kiedy  na  stole  pojawiły  się  przystawki,  Zoe  chwyciła 

widelec i z entuzjazmem zabrała się do swojej sałatki. 

Wiesz - powiedziała - najbardziej podziwiam w tobie 

to, że umiałeś zdecydować, co jest dla ciebie ważne, a co nie. 

Słowo  „podziwiam"  trochę  go  zaniepokoiło.  Wyrażało 

szacunek,  ale  i  pewien  dystans.  Podziwia się oddanych  swojej 
pracy lekarzy, nauczycieli i piłkarzy - z daleka. 

Tak, no cóż, czasami po prostu nie miałem wyboru. 

Zoe potrząsnęła głową. 

Niezupełnie.  Mógłbyś  konkurować  z  Radnorem, 

gdybyś  naprawdę  tego  chciał.  Ale  zarządzając  tak  dużą  firmą 
nie mógłbyś mieć nad wszystkim kontroli. 

Ethan wzruszył ramionami. Miała rację. 

background image

 

123 

Ty masz teraz inne cele i priorytety - dodała. 

Ethan skrzywił się lekko. 

Nie powinienem tego mówić, bo nie bardzo licuje to z 

wizerunkiem  człowieka  z  wizją  ale  prawda  jest  taka,  że 
zazwyczaj nie myślę w kategoriach celów i priorytetów. 

Wiem. Ty po prostu robisz co trzeba. 

Ethan  nie  był  pewny,  czy  to  przypadkiem  nie  znaczy,  że 

brak mu wyobraźni. 

W  porządku,  zgodzę  się  z  tym,  że  robię  swoje,  krok 

po  kroku,  od  początku  do  końca,  ale  wiesz,  nie  wszyscy 
możemy być błyskotliwymi projektantami wnętrz. 

Zoe  nie  zwróciła  uwagi  na  ten  kiepski  żart.  Siedziała, 

obracając  w  dłoni  kieliszek  z  winem  i  przyglądając  się  grze 
światła w rżniętym krysztale. 

Podejmujesz  zobowiązania  i  dotrzymujesz  ich,  bez 

względu na cenę, jaką musisz za to zapłacić. 

Ethan  nie  miał  pojęcia,  dokąd  zmierza  ta  rozmowa,  i  był 

pewien, że nie chce się tego dowiedzieć. To miała być randka. 
Ostatnią  rzeczą  jakiej  sobie  życzył,  było  ujawnienie  faktu,  że 
brak  mu  długoterminowych  celów  zawodowych.  Nadszedł 
czas, by skierować rozmowę na inne tory. 

Wybrał bezpieczny temat. 

Jak ci idzie w bibliotece? - zapytał. 

Nagle  wydało  mu  się,  jakby  pojawiła  się  między  nimi 

zasłona. Spojrzał Zoe w oczy i zrozumiał, że ona ma przed nim 
sekrety. Na chwilę serce przestało  mu  bić. Gdyby to była inna 
kobieta, zacząłby podejrzewać, że ma romans. Ale to była Zoe. 

Dobrze - odparła trochę zbyt lekko. - Jak po maśle. 

Zdecydowanie  coś  tu  było  nie  tak.  Może  miało  to  jakiś 

związek z jej przeszłością.  

Postanowił spróbować bardziej subtelnego podejścia. 

Brakuje  ci  czasem  twojej  dawnej  pracy?  -  spytał 

ostrożnie. 

background image

 

124 

W  muzeum?  -  Potrząsnęła  głową.  -  Nie.  Ale  wiele  z 

tego,  czego  się  tam  nauczyłam  o  wystawianiu  dzieł  sztuki  i 
antyków,  bardzo  mi  się  teraz  przydaje.  Większość  moich 
klientów to  kolekcjonerzy.  Często  chcą żeby przedmioty z  ich 
zbiorów były częścią wystroju domów. 

To  tyle  jeśli  chodzi  o  subtelność.  Najwyraźniej  nie  miała 

ochoty zwierzyć mu się ze swoich tajemnic. A on  może wcale 
nie chciał ich poznać. 

Wiedział  jednak,  że w końcu będzie zmuszony rozwiązać 

zagadkę,  która  kryła  się  w  jej  oczach,  nawet  gdyby  dla  niego 
miało to oznaczać katastrofę. Krok za krokiem, od początku do 
końca. 

Jeszcze  chwilę  siedzieli  przy  kawie.  Tuż  po  dziesiątej 

Ethan sięgnął po swój portfel i wyciągnął kartę kredytową. 

Opuścili  restaurację  i  mijając  bar  oraz  przestronny 

hotelowy  hol,  zanurzyli  się  w  chłodne,  nocne  powietrze 
pustyni.  Kiedy  tylko  wyszli  z  kręgu  światła,  czarne  niebo 
rozjarzyło się gwiazdami. 

Zoe otuliła ramiona szalem. 

To  był  cudowny  wieczór.  Wiesz,  naprawdę 

powinniśmy robić to częściej. 

Zabawne,  że  o  tym  wspomniałaś.  -  Ethan  wyjął  z 

kieszeni  kluczyki  do  samochodu. -  Myślałem  dokładnie o tym 
samym. Właściwie nigdy nie chodziliśmy na randki. 

Usłyszał szybkie ciężkie kroki za plecami na chwilę przed 

tym, jak Dexter Morrow wrzasnął: 

Truax! Ty sukinsynu! 

Cudowny  wieczór  dobiegł  końca.  Odwrócił  się  i  spojrzał 

na zbliżającego się do nich mężczyznę. 

Nie  mieszaj  się  do  tego  -  powiedział  do  Zoe,  nie 

odrywając  wzroku  od  Morrowa.  -  Cokolwiek  się  stanie,  nie 
próbuj  się  wtrącać.  Jeśli  sytuacja  wymknie  się  spod  kontroli, 
wracaj do hotelu. 

Znasz go? - spytała Zoe szeptem. 

background image

 

125 

Pozwól, że ci przedstawię Dextera Morrowa. 

Morrow  najwyraźniej  spędził  większą  część  wieczoru  w 

barze.  Zionął  oparami  alkoholu  na  odległość  kilku  kroków. 
Niestety,  nie  zalał  się  w  trupa,  pomyślał  Ethan.  Za  to  wypił 
tyle, żeby mu odbiło. 

Widzę, że jednak nie opuścił pan miasta - powiedział 

do niego. 

Dexter  zatrzymał  się  tuż  przed  Ethanem  z  rękami 

zaciśniętymi  w  pięści.  Jego  twarz,  wykrzywiona  grymasem 
wściekłości,  była  prawdopodobnie  czerwona  jak  burak,  ale  w 
ciemnościach nocy nie było tego dokładnie widać. 

  

Nigdzie  nie  pojadę,  dopóki  mi  nie  przyjdzie  na  to 

ochota  -  wysapał.  -  Na  pewno  nie  pozwolę  ci  się  wykurzyć  z 
tego  miasta.  Wydaje  ci  się,  że  kim  jesteś,  ty  draniu?  Jakim 
prawem rujnujesz moje życie? 

Zrujnowałem  tylko  twoje  plany  oskubania  Katherine 

Compton  -  powiedział  Ethan  spokojnie.  -  Obaj  o  tym  wiemy. 
To  już  koniec.  W  takiej  chwili  odcinasz  się  od  przeszłości  i 
szukasz sobie innego celu, pamiętasz? Tu jesteś już skończony. 

Skończę, jak będę tego chciał. - Dexter podniósł głos. 

- Słyszysz? To jeszcze nie jest koniec. 

Jesteś  pijany,  Morrow.  Wracaj  do  hotelu  i  wezwij 

taksówkę. 

Przestań mi rozkazywać, ty pieprzony łazęgo! 

Jeśli chcesz o tym porozmawiać, możesz przyjść jutro 

do mojego biura. 

Nie  mów  mi,  co  mogę,  a  czego  nie!  Wszystko 

spieprzyłeś. Nie miałeś prawa. 

Słuchaj, Morrow... 

Kochałem  ją  a  ty  wszystko  spieprzyłeś.  Przez  ciebie 

zwróciła  się  przeciwko  mnie.  Mówię  ci,  jeszcze  mi  za  to 
zapłacisz. 

background image

 

126 

Zatoczył  się  i  zamachnął  pięścią.  Ethan  uniknął  ciosu, 

przesuwając  się  nieznacznie  w  bok.  Morrow,  który  ledwo 
trzymał  się  na  nogach,  stracił  równowagę.  Oparł  się  o 
stojącego  obok  mercedesa  i  potrząsnął  głową  jakby  próbując 
zrozumieć, co się stało. 

To  nie  był  dobry  pomysł  -  powiedział  Ethan.  Kątem 

oka dostrzegł, że Zoe ruszyła w stronę hotelu, żeby sprowadzić 
pomoc. - Nie, Zoe. Jeszcze nie. 

Zoe zawahała się i przystanęła. 

Ethan, on może być niebezpieczny. 

Drań! - Morrow odepchnął się od samochodu i ruszył 

w stronę Ethana, szykując się do zadania kolejnego ciosu. 

Tym razem Ethan pozwolił mu się zbliżyć, po czym złapał 

go za prawe ramię i wykorzystując ciężar jego ciała, pociągnął 
go do przodu. Morrow potknął się i runął ciężko na chodnik. 

Ethan? - spytała Zoe wyczekująco. 

Nie - powiedział znowu. 

Posłuchała,  wierząc,  że  dobrze  ocenił  sytuację,  ale 

widział, że nie bardzo jej się to podobało. 

Morrow  usiadł  i  próbował  się  podnieść,  ale  bez 

powodzenia. Po dłuższej chwili zdołał stanąć na czworakach. 

Kiedy  doszedłeś do  wniosku,  że  ją  kochasz? -  spytał 

Ethan spokojnie. 

Zamknij się - mruknął Morrow przez zaciśnięte zęby.  

Podejrzewam,  że  tamtego  dnia  w  hotelu,  kiedy  twój 

plan legł w gruzach. Gdy zrozumiałeś, że ten przekręt może cię 
bardzo dużo kosztować. 

Ja naprawdę ją kocham - wyjęczał Morrow. 

Może tak - powiedział Ethan - a może nie. Ale coś ci 

powiem, Morrow. Jej  naprawdę na tobie zależało. Dostałeś od 
życia  coś  dobrego,  ale  sam  to  spieprzyłeś.  Nie  mogłeś  oprzeć 
się pokusie. Ciężko zerwać ze starymi nawykami, co? 

Morrow zaczął łkać. 

background image

 

127 

Chciałem  z  tego  zrezygnować,  wszystko  odwołać. 

Ale  wtedy  ty  się  pojawiłeś.  Proponowałeś  kupę  forsy  za  te 
dane. Pomyślałem, że cię wystawię i wyjdę na bohatera. 

To  ładna  historia.  Na  pewno  teraz,  patrząc  wstecz, 

chciałbyś, żeby była prawdziwa. Może nawet zdołałeś to sobie 
wmówić. Ale to fikcja, Morrow. Ja to wiem i ty to wiesz. 

Nie! 

Chcesz  coś  zrobić  dla  Katherine?  Jeśli  tak,  wyjedź  z 

miasta,  żeby  nie  musiała  się  bać,  że  wpadnie  na  ciebie  w 
jakiejś knajpie.  Zniknij  z  jej  życia.  Tylko tyle  możesz dla  niej 
zrobić. 

Morrow  zdołał  się  wreszcie  podnieść.  Stal  przez  chwilę, 

chwiejąc się niepewnie, po czym bez słowa ruszył przed siebie. 
Jego przygarbione plecy mówiły same za siebie. 

Zoe ciaśniej otuliła się szalem. 

Myślisz,  że  wezwie  taksówkę?  Chyba  nie  może 

prowadzić w tym stanie. 

Nie, nie sądzę, żeby miał zamiar wezwać taksówkę. - 

Ethan,  zrezygnowany,  wziął  Zoe  za  rękę  i  zawrócił  w  stronę 
hotelu.  -  Lepiej  poproszę  kogoś,  żeby  to  zrobił.  Cholera.  Nie 
znoszę spraw, które kończą się w ten sposób. 

Zoe uścisnęła jego dłoń. 

Rozumiem.  On  jest  naprawdę  niebezpieczny.  Może 

jednak powinieneś zgłosić to policji. 

Ethan tylko spojrzał na nią przeciągle. 

W  porządku  -  powiedziała.  -  Zawracanie  głowy 

policji  każdym  pijanym  idiotą  jest  niezgodne  z  kodeksem 
prywatnego detektywa. 

Kodeks jest oczywiście bardzo istotny - odparł Ethan. 

-  Ale  jest  jeszcze  ważniejsza  kwestia.  Katherine  Compton 
wynajęła mnie, bo chciała załatwić tę sprawę dyskretnie. 

A  zgłoszenie  tego  incydentu  pociągnęłoby  za  sobą 

zainteresowanie  prasy  i  cała  ta  sprawa  znalazłaby  się  jutro  w 
gazetach. 

background image

 

128 

Kotku,  urodziłaś  się,  by  zostać  żoną  prywatnego 

detektywa. Doskonale rozumiesz sytuację. 

A jeśli on znowu spróbuje na ciebie napaść? 

Wątpię.  Tym  razem  po  prostu  znaleźliśmy  się  w 

niewłaściwym  miejscu  w  niewłaściwym  czasie.  Morrow  cały 
wieczór  pił  w  tym  barze,  a  my  mieliśmy  pecha,  że  akurat  tu 
wybraliśmy się na kolację. Pewnie zobaczył, jak wychodzimy z 
restauracji  i  stąd  to  wszystko.  Jutro  zacznie  nad  tym  myśleć  i 
dojdzie  do  wniosku,  że  i  tak  miał  dużo  szczęścia.  Nie,  na  nic 
więcej się nie odważy. 

Zoe nie wyglądała na przekonaną, ale nie zaprzeczyła. 

Myślisz, że on ją naprawdę kochał? - spytała. 

Nie.  Myślę,  że  użala  się  nad  sobą  i  sam  zaczął 

wierzyć, że nie miał zamiaru okraść Katherine, bo rzeczywiście 
coś do niej czuł. 

Dlatego o wszystko może obwiniać ciebie. 

Zgadza się. Zoe ciągle wyglądała na zaniepokojoną. 

Obiecaj mi, że będziesz ostrożny. 

Rano wezmę dodatkową tabletkę witamin. 

 
Singleton wystawił głowę przez drzwi księgami  w chwili, 

gdy  Ethan  wyciągał  listy  ze  skrzynki  Truax  Investigations, 
wiszącej w wąskim korytarzyku. 

Jak ci się udała randka? - spytał. 

Było  wspaniale,  dopóki  nie  wyszliśmy  z  restauracji. 

Dexter  Morrow  poszedł  za  nami  z  silnym  postanowieniem 
wdeptania mnie w ziemię. 

Jezu,  tego  właśnie  nie  znoszę  w  tych  współczesnych 

randkach.  Zakładasz  krawat,  bierzesz  pożyczkę  na  pokrycie 
kosztów  kolacji,  a  potem  jakiś  kretyn  rujnuje  romantyczną 
atmosferę,  próbując  ci  obić  twarz  na  oczach  twojej 
dziewczyny. 

Muszę  przyznać,  że  Morrow  istotnie  zdołał  zepsuć 

nam  wieczór  -  odparł  Ethan,  przeglądając  wyciągnięte  ze 

background image

 

129 

skrzynki katalogi i ulotki reklamowe. - Dobrze, że jesteśmy po 
ślubie,  bo  w  przeciwnym  razie  pewnie  wróciłbym  do  domu 
sam. 

Singleton przyjrzał mu się uważnie. 

Ale  wygląda  na  to,  że  nie  wyrządził  ci  większej 

krzywdy. 

Był  tak  pijany,  że  ledwo  trzymał  się  na  nogach. 

Recepcjonista wysłał go do domu taksówką. 

Dzisiaj  pewnie  nie  jest  usposobiony  do  ciebie 

przyjaźniej  niż  wczoraj  wieczorem.  -  Singleton  zmarszczył 
brwi w wyrazie zatroskania. - Lepiej uważaj. 

Ethan  wyrzucił  do  śmieci  wszystko,  poza  katalogiem 

sprzętu ogrodniczego, i zaczął wchodzić po schodach. 

Faceci  w  typie  Morrowa  to  oportuniści.  Na  ogól 

unikają  fizycznego  zagrożenia.  Wątpię  więc,  żeby  znowu 
chciał  mnie  zaatakować,  ale  gdyby  tak  się  stało,  jestem 
przygotowany. 

To  znaczy? Ethan  potrząsnął  łańcuszkiem  do  kluczy, 

który dostał od Zoe. 

Dmuchnę  gwizdkiem  i  zaświecę  mu  w  oczy  moją 

nową latarką. 

Tak,  to  powinno  zadziałać  -  powiedział  Singleton.  - 

Wiesz, chyba sam kupię sobie coś takiego. 

 
 

Rozdział 19 
 
 

Po  południu  na  basenie  Zoe  wyciągnęła  ramiona  wzdłuż 

obramowania  wanny  z  jacuzzi  i  zanurzyła  się  w  spienionej 
wodzie. 

Chyba mi to nie wychodzi. 

background image

 

130 

Co  tym  razem?  -  spytała  Bonnie.  -  Znowu  kupiłaś 

jakiś  gadżet  dla  Ethana?  Sznurową  drabinkę,  którą  można 
spuścić z okna w razie pożaru? 

W oczach Arcadii błysnęło rozbawienie. 

A może jeden z tych portfeli  na szyję, które w czasie 

podróży można schować pod koszulą? 

Zoe, upokorzona, zanurzyła się w wodzie aż po brodę. 
Tylko  Arcadia  należała  do  tego  ekskluzywnego  klubu 

fitness,  ale  wydawało  się,  że  mogła  zapraszać  do  niego 
nieograniczoną  liczbę  gości.  Korzystała  z  tego  prawa  często, 
zabierając ze sobą Bonnie i Zoe. 

Nie  o  to  chodzi  -  powiedziała  Zoe.  -  Rano  zrobiłam 

sobie przerwę i poszłam do drogerii. 

Ach  tak  -  mruknęła  Arcadia  ze  zrozumieniem.  - 

Kupiłaś  mu krem  z  wyższym  filtrem  słonecznym,  prawda?  W 
ubiegłym  tygodniu  to  była  trzydziestka  piątka,  o  ile  sobie 
przypominam. Jaki wzięłaś tym razem? 

Czterdzieści  osiem  -  wyznała  Zoe.  -  Daje 

stuprocentową ochronę przed szkodliwym promieniowaniem, a 
poza tym jest wodoodporny. 

Arcadia wzniosła oczy do nieba. 

Lekarze  uważają  że  na  co  dzień  zupełnie  wystarcza 

piętnastka albo trzydziestka. 

Zwłaszcza  w  listopadzie  -  dodała  Bonnie  sucho.  – 

Zresztą Ethan nie przepada za opalaniem. 

Wiem  -  mruknęła  Zoe.  -  Na  pewno  myśli,  że  mam 

obsesję na tym punkcie. I chyba tak jest, prawda?  

Może  -  odparła  Arcadia.  -  Ale  to  całkowicie 

zrozumiałe w tych okolicznościach. 

Zoe zmarszczyła brwi. 

W jakich okolicznościach? 

Wyszłaś  za  człowieka,  który  czasem  ryzykuje 

własnym życiem. - Arcadia leniwie poruszyła dłonią w wodzie. 
-  Martwisz  się  o  niego,  więc  kompensujesz  to  sobie,  starając 

background image

 

131 

się  zapewnić  mu  maksymalną  ochronę  tam,  gdzie  tylko 
możesz. To naturalne. 

Racja - przyznała Bonnie. - Ja jestem taka sama, jeśli 

chodzi  o  chłopców.  Przejmuję  się  wszystkim  i  robię  za  dużo 
szumu. 

Tak  jak ja - westchnęła Zoe. - Robię za dużo szumu. 

Ethan w końcu będzie miał tego dość. 

Bonnie spojrzała na nią w zamyśleniu. 

Nie  byłabym  tego taka pewna.  Do tej pory  nikt się o 

niego nie troszczył. Jego trzy poprzednie żony zupełnie się nim 
nie przejmowały, wiem coś o tym. Może nawet sprawia mu to 
przyjemność. 

Na  pewno  wyznaczy  jakieś  granice,  kiedy  balsam 

przeciwsłoneczny zaleje mu broń - dodała Arcadia. 

 
 

Rozdział 20 

 
 

Głupia  gra.  -  Jeff  wyłączył  komputer.  -  Głupia, 

kretyńska  gra.  Nienawidzę  jej.  -  Odsunął  klawiaturę,  wstał  i 
ruszył  wzdłuż  półek  ze  starymi  książkami.  Zatrzymał  się  w 
drzwiach małego biura i spojrzał gniewnie na Singletona. - Nie 
masz innych? 

Obawiam  się,  że  nie.  -  Singleton  oderwał  wzrok  od 

internetowego  katalogu  antykwarycznego,  w  którym  miał 
nadzieję znaleźć zaginiony rękopis Kirwana. - Ale jeśli istotnie 
tak  bardzo  się  nudzisz,  możesz  zacząć  odrabiać  zadanie 
domowe. 

Nie cierpię zadań domowych. Chcę do domu. 

Dochodzi  czwarta.  Twoja  mama  wkrótce  wyjdzie  z 

klubu i przyjedzie tu po ciebie. 

Żałuję,  że nie  poszedłem  z Theo  i wujkiem  Ethanem 

zobaczyć, jak mechanicy zmieniają olej w samochodzie. 

background image

 

132 

Sam chciałeś tu zostać. 

Bo  wymiana  oleju  wydawała  mi  się  nudna.  -  Jeff 

nachmurzył się jeszcze bardziej. - Ale tu też jest nudno.  

To  już  trzeci  czy  czwarty  raz  w  tym  tygodniu  Jeff  wolał 

spędzić  popołudnie  w  księgarni,  podczas  gdy  Bonnie 
załatwiała  swoje  sprawy  na  mieście.  Zazwyczaj  dzielił  wtedy 
swój czas sprawiedliwie między nękanie Ethana na górze i gry 
komputerowe  na  dole.  Ostatnio  jednak  coraz  rzadziej  biegał 
między  dwoma  biurami,  dłużej  przesiadując  u  Singletona. 
Zupełnie jakby unikał Ethana, pomyślał Singleton i wstał. 

Chodźmy na spacer. 

Nie chcę iść na spacer. 

Cóż, ja mam ochotę się przejść, a ty musisz pójść ze 

mną bo mam zamiar zamknąć sklep. 

Jeff  skrzywił  się  niechętnie,  ale  nic  nie  powiedział. 

Rozkaz  to  rozkaz.  Wzruszył  ramionami,  wyrażając  w  ten 
sposób najwyższy stopień młodzieńczego znudzenia życiem. 

A, zresztą... - mruknął pod nosem. 

Włóż czapkę. 

Nie chcę czapki. 

Twoja  mama  mówi,  że  masz  wkładać  czapkę,  kiedy 

wychodzisz na słońce. 

Ale mamy tu nie ma. 

To bez znaczenia. 

Singleton  zdjął  z  wieszaka  miękki  płócienny  kapelusz  i 

nasadził  go  sobie  na  głowę.  Nie  chodziło  tylko  o  to,  żeby 
dawać  dobry  przykład.  Człowiek,  który  goli  resztki  włosów, 
jakie  mu  pozostały,  powinien  zachowywać  pewne  środki 
ostrożności,  kiedy  wychodzi  na  pustynne  słońce,  nawet  w 
listopadzie. 

Jeff  chwycił  swoją  płócienną  czapkę  i  wyszedł, 

przewracając  oczami,  a  Singleton  zamknął  drzwi  i  schował 
klucze do kieszeni. 

background image

 

133 

Ruszyli  w  stronę  małego,  zaniedbanego  parku,  który 

znajdował się przy końcu ulicy. Jeff milczał. 

Ścigajmy się - zaproponował Singleton. 

Co? 

Słyszałeś.  Ścigajmy  się  do  tej  starej  fontanny  w 

parku. Ten, kto przegra, kupuje coś do picia. 

Dobra. 

Jeff  skoczył  do  przodu,  jakby  pękła  jakaś  przytrzymująca 

go  sprężyna,  w  kierunku  niewielkiego  skrawka  zieleni.  Cała 
jego postać emanowała dziką, gniewną energią. 

Singleton  szedł  za  nim,  nie  zmieniając  tempa,  i 

zastanawiał  się,  co  powinien  teraz  zrobić.  Dzieciak 
najwyraźniej  potrzebował  rozmowy  z  ojcem,  a  ojca  nie  miał. 
Miał wuja, który robił wszystko co w jego mocy, żeby zastąpić 
chłopcu  tatę,  ale  z  jakiegoś  powodu  Jeff  nie  zwracał  się  ze 
swoimi problemami do Ethana. 

Więc  zostaję  ja,  pomyślał  Singleton.  Niestety,  nie  miał 

doświadczenia w postępowaniu z dziećmi. 

Jeff  czekał  na  niego  przy  fontannie,  zdyszany  i 

zarumieniony z wysiłku. Ciągle był zły. 

Nawet nie próbowałeś - rzucił oskarżycielsko. 

Singleton usiadł na krawędzi kamiennej fontanny, która od 

wielu lat nie działała. Na popękanym dnie leżały zeschłe liście 
i pustynny piasek. 

To  ty  powinieneś  dzisiaj  pobiegać  -  odparł.  -  Nie  ja. 

Jeff popatrzył na niego, zdumiony. 

Niby dlaczego powinienem dzisiaj pobiegać? 

Bo tak właśnie robią mądrzy faceci, kiedy są wściekli 

-  wyjaśnił,  starannie  dobierając  słowa.  -  Wychodzą  z  domu  i 
biegają albo idą na siłownię i ćwiczą. 

Jeff  przekrzywił  głowę  i  spojrzał  na  niego  z  ukosa  spod 

daszka swojej czapki. 

A po co? 

background image

 

134 

Bo  jak  się  człowiek  wścieknie,  to  tak,  jakby  miał 

zwarcie w mózgu. I z mądrego faceta robi się półgłówek. Jeśli 
się  w  porę  nie  zlikwiduje  zwarcia,  to  na  pewno  zrobi  coś 
głupiego. 

Na przykład co? 

Powie coś, czego tak naprawdę wcale nie myśli, albo 

będzie miał ochotę kogoś pobić. 

A co w tym głupiego? 

Kiedy ktoś robi takie rzeczy,  inni patrzą na niego  jak 

na  świra,  bo  widzą  że  nad  sobą  nie  panuje.  Przestają  go 
szanować. Kiedy człowiek głupio się zachowuje, wcześniej czy 
później musi się skompromitować. 

I dlatego trzeba biegać czy coś w tym rodzaju? 

Tak  robią  ci,  którzy  są  mądrzy.  A  ci  inni  w  końcu 

zawsze robią z siebie durnia. 

A jeśli ktoś chce być wściekły? - spytał Jeff ponuro. - 

Jeśli ktoś właśnie ma na to ochotę? 

Nie  ma  nic  złego  w  tym,  że  ktoś  jest  wściekły. 

Wszystkim  się  to  czasem  zdarza.  Różnica  między  mądrym 
człowiekiem  a  głupim  jest  taka,  że  mądry  od  razu  zaczyna 
likwidować  zwarcie,  bo  tylko  w  ten  sposób  może  zacząć 
znowu  logicznie  myśleć.  Może  dalej  być  zły,  ale  spokojnie 
podchodzi do tego, co go złości, rozumiesz? Więc nie zachodzi 
obawa, że zrobi coś głupiego i wyjdzie na idiotę. 

A  co,  jeśli  zlikwiduje  zwarcie  i  dalej  jest  wściekły? 

Co musi wtedy zrobić?  

Zastanawia  się,  dlaczego  jest  wściekły,  i  stara  się 

rozwiązać problem.  

Jeff podniósł kamyk i wrzucił go do fontanny 

A jeśli nic nie może zrobić? Co wtedy? 

To zależy. Może na przykład pogadać o tym ze swoją 

mamą. 

Nie  -  powiedział  Jeff  stanowczo  i  cisnął  kolejny 

kamyk na dno fontanny. - Co ma zrobić, jeśli to nie działa? 

background image

 

135 

Może  o  tym  pogadać  z  innym  facetem.  Na  przykład 

ze swoim wujem. 

Jeff potrząsnął głową i z zakłopotaniem przełknął ślinę. 

Cóż  -  powiedział  Singleton  powoli,  czując,  że  zbliża 

się do osiągnięcia celu. - Może też pogadać z przyjacielem. 

A co to da? 

Nie  wiem.  Ale  czasem  ktoś  inny  może  ci  podsunąć 

jakiś pomysł. 

Ale  to  bez  sensu,  skoro  nikt  nic  nie  może  zrobić,  no 

nie? 

Singleton  doszedł  do  wniosku,  że  czas  skończyć  z 

subtelnościami.  Sam  nie  wiem,  co  tu  robię,  pomyślał.  Mogę 
równie dobrze chwycić byka za rogi. 

Posłuchaj,  Jeff,  wiem,  że  ty  i  twoja  rodzina 

przechodzicie  teraz  ciężki  okres.  Wiem,  że  straciłeś  tatę  o  tej 
porze  roku  i  w  listopadzie  przeżywasz  to  wszystko  od  nowa. 
Może jesteś zły, bo taty już nie ma. W porządku. Masz prawo. 
Może częściowo jesteś zły na mamę i wuja. 

Nie  jestem  zły  na  mamę  i  wujka Ethana -  rzucił  Jeff 

gniewnie. Był to już jakiś postęp. 

W porządku, więc dlaczego się tak złościsz? 

Na siebie.  

Singleton milczał. 

Jestem  zły  na  siebie  -  powiedział  Jeff  łamiącym  się 

głosem  .  –  Nie  pamiętam  go.  Był  moim  tatą  a  ja  już  go  nie 
pamiętam. Jak syn może zapomnieć swojego ojca? 

Zaczął  płakać.  Jego  drobne  ramiona  trzęsły  się  od 

hamowanego szlochu. Łzy płynęły  mu po twarzy. Próbował  je 
wycierać  wierzchem  dłoni,  ale  nie  był  w  stanie  ich 
powstrzymać. 

Singleton  zastanawiał  się,  co  powinien  teraz  zrobić.  Nic 

nie przychodziło mu do głowy, więc tylko stał i czekał. 

Po chwili Jeff się uspokoił. 
Nastała cisza. 

background image

 

136 

Nigdy  go  nie  zapomnisz  -  powiedział  w  końcu 

Singleton. - W głębi duszy zawsze będziesz go pamiętał i tylko 
to się liczy. 

Już  zapomniałem.  -  Jeff  wytarł  oczy  rękawem 

koszuli. - Nie pamiętam  jak wyglądał. Mama  ma jego zdjęcia. 
Oglądam  je.  ale  to  tak,  jakbym  patrzył  na  kogoś,  kogo  nigdy 
nie znałem. 

Pamiętać  można  na  różne  sposoby.  To,  jak  wyglądał 

twój tata, nie ma znaczenia. 

Ma. 

Nie. - Singleton odwrócił wzrok i spojrzał na drzewa. 

- To jest interesujące, ale nie naprawdę ważne. Liczy się to, że 
jest częścią ciebie. Nie zmienisz tego, nawet gdybyś chciał. 

Więc dlaczego nie mogę go sobie przypomnieć? 

W  pewnym  sensie  go  pamiętasz.  Nosisz  go,  na 

przykład,  w swoich  genach.  Uczyłeś  się w szkole  o  genetyce? 
O tym, że dziedziczysz pewne cechy po swoich rodzicach? 

Wiem, że jestem podobny do ojca, jeśli o to ci chodzi. 

Mama ciągle  mi  to  powtarza.  I  wujek Ethan.  Ale kiedy  patrzę 
w lustro, nie widzę taty. 

Tu  nie  chodzi  tylko  o  takie  powierzchowne  rzeczy, 

jak  kolor  oczu  i  włosów.  Dziedziczysz  też  inne  cechy.  Na 
przykład  inteligencję.  Ethan  mówi,  że  jesteś  tak  bystry,  jak 
twój  tata,  kiedy  był  w  twoim  wieku,  i  że  pewnie  pójdziesz  w 
jego ślady.  Kiedy  następnym razem znowu najlepiej  napiszesz 
sprawdzian  w  szkole,  pomyśl,  że  zawdzięczasz  to  między 
innymi genom, jakie dał ci twój tata. 

Jeff myślał o tym przez chwilę. 

A jak sprawdzian mi nie pójdzie? 

Dobre  pytanie  -  uśmiechnął  się  Singleton.  - 

Inteligentne.  Twój  tata  na  pewno  też  by  je  zadał.  Odpowiedź 
jest dość skomplikowana. 

Dlaczego? 

background image

 

137 

Chodzi  o  to,  jak  działają  geny.  Nikt  nie  dostaje  w 

prezencie  idealnego  zestawu.  Dostajesz  trochę dobrych genów 
i  trochę  słabszych.  Liczy  się  to,  co  z  nimi  zrobisz.  Nawet 
najlepsze geny nic ci nie pomogą jeśli nie będziesz się uczył. 

Jeff skrzywił się lekko. 

Więc jeśli zawalę sprawdzian, to moja wina? 

Tak.  Ale  to  działa  w  obie  strony.  Jeśli  dostaniesz 

szóstkę,  możesz  sobie  powiedzieć,  że  to  tylko  twoja  zasługa, 
bo ciężko na to zapracowałeś. 

Aha. 

Są  jeszcze  inne  rzeczy,  które  pamiętasz  o  swoim 

tacie. Takie, które nie mają nic wspólnego z genetyką. 

Na przykład jakie? 

Że był dobrym człowiekiem i że bardzo cię kochał. 

Ale mówiłem ci już, że ja tego nie pamiętam. 

Nie 

martw 

się, 

masz 

to 

zakodowane 

podświadomości.  Między  innymi  dlatego  jesteś  teraz  takim 
wspaniałym chłopcem. 

A jeśli ktoś ma ojca, który go nie kocha?  

Wtedy  ktoś  inny  musi  go  nauczyć,  jak  być 

wspaniałym  dzieckiem.  Na  przykład  mama.  -  Singleton 
przywołał  parę  zblakłych  obrazków  ze  swojego  życia,  które 
przechowywał  w  zakamarkach  pamięci,  i  przyszło  mu  do 
głowy jeszcze kilka osób. - Albo dziadkowie. 

Jeff przysiadł na brzegu fontanny. 

Nie rozumiem. 

Widzisz,  to  jest  właśnie  w  tym  wszystkim 

najpiękniejsze.  Nie  musisz  rozumieć.  Musisz  tylko  wiedzieć, 
że  cokolwiek  się  stanie,  nigdy  nie  zapomnisz  swojego  taty. 
Dorastając,  będziesz  o  nim  często  myślał.  Będziesz  o  nim 
myślał  nawet  po  wielu  latach,  kiedy  sam  będziesz  miał  już 
syna. 

Tak?  -  Jeff  zmarszczył  brwi.  -  Ale  o  czym  będę 

myślał? 

background image

 

138 

O  pytaniach,  które  mógłbyś  mu  zadać,  i  czasem 

będzie  ci  trochę  smutno,  że  nie  miałeś  okazji  tego  zrobić.  A 
najczęściej będziesz się zastanawiał, czy byłby z ciebie dumny. 
Wszyscy  się  nad  tym  zastanawiamy.  Nikt  z  nas  nigdy  nie 
otrzyma  odpowiedzi  na  pytania,  które  chcielibyśmy  zadać 
naszym ojcom. 

Nastąpiła długa chwila ciszy. 

Myślisz, że mój ojciec byłby ze mnie dumny? - spytał 

w końcu Jeff. 

O tak. W to nie wątpię. 

Ty też chciałbyś zapytać o coś swojego tatę? 

Jasne. 

Więc czemu tego nie zrobisz? 

Z  tego  samego  powodu,  dla  którego  ty  nigdy  nie 

zadasz już żadnego pytania swojemu tacie. Mój ojciec nie żyje. 

Och.  -  Jeff  szurał  w żwirze czubkiem stopy.  -  Co on 

robił? 

Był  oficerem  marynarki.  Wszyscy,  którzy  go  znali, 

twierdzili, że był bardzo mądry i odważny. 

Co się z nim stało? 

Zginął w akcji na miesiąc przed moimi narodzinami.  

Jeff spojrzał na niego, wstrząśnięty. 

Więc nigdy go nie widziałeś? Ani razu? 

Ani razu. 

Nigdy  go  nie  widziałeś..,  -  wyszeptał  Jeff  w 

zamyśleniu. 

Wszystko, co mi po nim zostało, to kilka zdjęć. 

Ale ciągle go pamiętasz? 

Nie  mógłbym  go  zapomnieć  -  odparł  Singleton  z 

prostotą. – Był moim tatą. 

Jeff rozmyślał o tym przez chwilę. 

Jesteś taki sam jak on, prawda? 

Singleton  miał  wrażenie,  że  nagle  uderzył  głową  w 

kamienny  mur.  Przez  całe  życie  towarzyszyła  mu  bolesna 

background image

 

139 

świadomość,  że  wyrósł  na  człowieka  zupełnie  niepodobnego 
do  swojego ojca.  Nie  miał  w  sobie  nic  z  bohatera wojennego, 
wręcz  przeciwnie.  Wybrał  życie  samotnika,  któremu  do 
szczęścia wystarczał komputer i stare książki. 

Nie wydaje mi się - powiedział. 

O  tak,  jesteś  taki  sam  -  stwierdził  Jeff  stanowczo.  - 

Jesteś  naprawdę  mądry  i  bardzo  odważny,  jak  twój  tata. 
Uratowałeś  Zoe,  kiedy  napadli  na  nią  ci  ludzie,  i  musisz  być 
bardzo  inteligentny,  skoro  mama  mówi,  że  pracowałeś  kiedyś 
w tym miejscu, gdzie wymyśla się kody komputerowe. 

Think tank* - powiedział Singleton z roztargnieniem, 

zaskoczony obrotem, jaki przyjęła ich rozmowa. 

Tak,  w  think  tank.  -  Jeff  wydawał  się  teraz  dziwnie 

zadowolony.  -Twój  tata  byłby  z  ciebie  naprawdę  dumny, 
gdyby mógł cię teraz zobaczyć. 

I  pomyśleć,  że  przyszedł  tu,  żeby  się  dowiedzieć,  co 

gryzie  tego  dzieciaka  i  podnieść  go  trochę  na  duchu.  To  jest 
właśnie w życiu takie interesujące. Nigdy  nie wiadomo, czego 
się jeszcze nauczysz. 

Dzięki  -  powiedział  i  wstał.  -  Chciałbyś  się  teraz 

czegoś napić? 

Jasne. 

 
 

Rozdział 21 
 
 

Galeria 

Euphoria 

znajdowała 

się 

najbardziej 

ekskluzywnej części  Fountain Square.  Wejście do niej  zdobiły 
artystycznie ułożone donice z bujną roślinnością. W witrynach 
ustawiono ręcznie wyrabianą biżuterię i dzieła sztuki lokalnych 
artystów.  Całość  emanowała  atmosferą  wyszukanego  luksusu. 
Zupełnie jak jej właścicielka, pomyślała Zoe. 

background image

 

140 

Mały  dzwoneczek  zadźwięczał  dyskretnie,  kiedy  pchnęła 

oszklone  drzwi.  Arcadia,  chłodna  i  elegancka  w  kostiumie 
koloru cytrynowego sorbetu, obsługiwała właśnie klientkę. Zoe 
doszła do wniosku, że kobieta po drugiej stronie lady na pewno 
jest turystką. Miała na sobie czerwoną koszulkę polo z napisem 
UZDROWISKO LAS ESTRELLAS. 

Arcadia  zauważyła  Zoe,  skinęła  jej  głową  i  wróciła  do 

pokazywania turystce srebrnych bransoletek. 

Zoe  leniwie  przyglądała  się  małym  figurkom  zwierząt  z 

brązu.  Był  wśród  nich  żółw,  kojot  i  kameleon.  Pomyślała,  że 
smukły  kameleon  spodobałby  się  Ethanowi  i  już  wyciągała 
rękę  w  jego  stronę,  kiedy  kątem  oka  dostrzegła  turkusowy 
naszyjnik leżący obok w szklanej kasetce. 

Porzuciła brązowe figurki i zajęła się biżuterią ułożoną na 

czarnym  aksamicie.  Wzory  wydały  jej  się  znajome.  Ich 
autorem  był  artysta,  który  stworzył  też  niezwykły  naszyjnik, 
jaki niedawno miała na sobie Lindsey Voyle. 

Dzwoneczek  nad  drzwiami  zabrzęczał  cicho,  kiedy 

klientka Arcadii opuściła galerię. 

Arcadia zamknęła kasetkę z bransoletkami na kluczyk. 

Znalazłaś coś, co ci się podoba?  

Zoe zawahała się. 

Lindsey Voyle ma naszyjnik tego artysty. 

Wiem.  Była  tu  znowu  wczoraj  i  obejrzała  jeszcze 

kilka  jego  rzeczy.  Zamówiła  bransoletkę.  Powinni  ją  wkrótce 
przysłać. 

Jak dobrze ją znasz? 

Lindsey? Wiem tylko, że ma bardzo dobry gust. Jeśli 

chcesz  dowiedzieć  się  o  niej  więcej,  lepiej  poproś  Ethana.  W 
takich sprawach jest ekspertem. 

Wiem.  Jestem  tylko  ciekawa,  to  wszystko.  - 

Poproszenie  o  pomoc  Ethana  było  rzeczywiście  dobrym 
pomysłem.  Problem  w  tym,  że  Ethan  spytałby  ją  do  czego 
potrzebne jej są informacje na temat Lindsey, a ona nie chciała 

background image

 

141 

mu  mówić  o  koszmarze,  jaki  przeżyła  w  bibliotece.  Bardzo 
spokojnie  podchodził  do  jej  paranormalnych  zdolności,  ale 
gdyby  mu  opowiedziała,  co  ją  tam  spotkało,  zacząłby  się 
niepokoić. 

Ale  dlaczego  nie?  Sama  ciągle  zastanawiała  się  nad  tym, 

co  jest  źródłem  tej  negatywnej  energii,  której  działania 
doświadczyła, chociaż starała się zbyt wiele o tym  nie myśleć. 
Jej poszukiwania nie przyniosły na razie żadnych efektów. 

Arcadia przyglądała się Zoe z troską. 

Czy coś się stało? 

Zachowuj się normalnie, upominała się. Nie miała ochoty 

o tym rozmawiać, nawet z najlepszą przyjaciółką. 

Nie  -  uśmiechnęła  się  z  przymusem.  -  Jestem  tylko 

trochę  zestresowana,  to  wszystko.  Od  dłuższego  czasu. 
Przyszłam zapytać, czy w ubiegłym tygodniu nie zostawiłam tu 
przypadkiem zdjęć. Pamiętam, że miałam je w swojej zielonej 
torbie,  kiedy  ci  je  pokazywałam,  ale  teraz  nie  mogę  ich 
znaleźć. 

Są  tutaj.  Położyłaś  je  w  moim  biurze  na  szafce  z 

segregatorami. Miałam zamiar ci o tym powiedzieć. 

To  dobrze.  Mam  teraz  na  głowie  bibliotekę  w 

Designers'  Dream  Home  oraz  projekt  dla  Tabithy  Pine  i 
szczerze mówiąc, jestem trochę roztargniona.  

Nie  tylko  tobie  zdarza  się  ostatnio  zapominać,  gdzie 

zostawiłaś  swoje  rzeczy.  -  Arcadia  weszła  do  swojego 
maleńkiego  biura.  -  Ja  nie  mogę  znaleźć  tego  długopisu  z 
Elvisem, który dostałam od Harry'ego. 

Oszklone  drzwi  otworzyły  się  i  do  galerii  wszedł 

człowiek, wyglądający jak żywy szkielet. 

Cześć, Harry - pozdrowiła go Zoe. - Szybko wróciłeś. 

Co się stało? 

Mój klient doszedł do wniosku, że jego córka zrobiła 

już dość zakupów - odparł Harry. -  Wysłał  swoich ludzi, żeby 
zabrali  ją  do  Teksasu.  Nie  była  tym  zachwycona,  ale  mnie 

background image

 

142 

bardzo  to  ucieszyło.  Do  końca  życia  nie  będę  miał  ochoty 
wejść do żadnego sklepu.  Harry!  -  W  drzwiach  biura  stanęła 
Arcadia. - Wróciłeś. Harry rozpromienił się na jej widok. 

Taaa... I co ty na to?  

Arcadia  zaczęła  niemal  świecić  własnym  światłem. 

Zdumiewające,  pomyślała  Zoe.  Kto  by  pomyślał,  że  wyniosła 
Arcadia Ames zakocha się w takim człowieku? 

Arcadia położyła torebkę koło kasy, obeszła szybko ladę i 

rzuciła  się  Harry'emu  w  objęcia,  a  on  przycisnął  ją  do  siebie 
kościstymi ramionami. 

Zoe  z  przyjemnością  obserwowała  tę  intymną  scenę. 

Przeszły  razem  wiele,  ale  Zoe  nigdy  nie  widziała  przyjaciółki 
naprawdę szczęśliwej,  aż do dnia, kiedy kilka tygodni temu w 
jej życiu pojawił się Harry Stagg. 

W  biurze zadzwonił telefon.  Arcadia niechętnie podniosła 

głowę z ramienia Harry'ego. 

Ja  odbiorę  -  powiedziała  szybko  Zoe.  -  Przy  okazji 

wezmę swoje zdjęcia. 

Dzięki  -  odparła  Arcadia.  -  Ktokolwiek  to  jest, 

powiedz  mu,  że  dzisiaj  już  mnie  tu  nie  będzie.  Moja 
asystentka,  Molly,  wkrótce  wróci  z  lunchu  i  wszystkim  się 
zajmie. 

Harry zachichotał. 

Zrozumiałam - powiedziała Zoe. 

Wśliznęła się za ladę, weszła do małego schludnego biura 

i  znalazła  się  nagle  w  samym  środku  niewidzialnej,  lepkiej 
pajęczyny.  Z  przerażenia  serce  podeszło  jej  do  gardła.  Miała 
ochotę krzyczeć, ale nie była w stanie. 

Och, nie. Nie tutaj. To niemożliwe. 
Chwyciła się krawędzi biurka, żeby nie upaść. Zawołałaby 

kogoś,  gdyby  mogła  nabrać  powietrza  w  płuca.  Ale  w  tej 
strasznej chwili nie potrafiła normalnie oddychać. 

Wiedziała  tylko  jedno.  Był  to  ten  sam  rodzaj  energii,  na 

którą natknęła się w bibliotece.  

background image

 

143 

Niewidzialna  sieć  oplotła  ciasno  jej  zmysły,  zamazując 

pole  widzenia  i  zniekształcając  rzeczywistość.  Wspomnienie 
złego snu wróciło, porażając ją jak prąd elektryczny. Ogarnęła 
ją panika. Co się z nią dzieje? 

Telefon  dzwonił.  Jego  ostry  dźwięk  rozdzierał  mrok. 

Skupiła na  nim  całą swoją uwagę,  jakby  był  jej ostatnią deską 
ratunku, rozpaczliwie usiłując wyrwać się spod wpływu energii 
przenikającej całe pomieszczenie. 

Udało jej się to w końcu, przynajmniej częściowo i znowu 

zaczęła oddychać. Zawroty głowy ustały. 

Kiedy  dzwonek  telefonu  rozległ  się  po  raz trzeci,  zdołała 

podnieść słuchawkę. 

Galeria Euphoria - rzuciła bez tchu do słuchawki. 

Zoe? To ty? 

Osłabła  z  ulgi.  Silny,  zdecydowany  głos  Ethana  był  jak 

kotwica w czasie sztormu. Chwyciła się jej z całych sił. 

Jestem w galerii. - Tak lepiej. Panowała nad głosem. - 

Arcadia jest w sklepie z Harrym. 

Sądziłem, że Stagg wróci dopiero jutro albo pojutrze. 

Najwyraźniej  młoda  dama,  którą  się  opiekował, 

spędzała  za  dużo  czasu  w  centrach  handlowych,  a  za  mało  w 
uniwersyteckich kampusach. Tatuś stracił w końcu cierpliwość. 
-  Urwała,  bo  nagle  uderzyła  ją  pewna  myśl.  -  Dlaczego  tu 
dzwonisz? 

Szukałem cię. Nie odbierałaś komórki. 

Nie  słyszałam  jej.  -  Zaskoczona,  zdjęła  torbę  z 

ramienia,  postawiła  ją  na  biurku,  otworzyła  i  zajrzała  do 
środka.  Telefon  znajdował  się  dokładnie tam,  gdzie powinien, 
w specjalnej kieszonce. Był wyłączony. - No tak. 

Zostawiłaś ją w domu? 

Nie,  jest  tutaj.  -  Wyciągnęła  telefon.  -  Zapomniałam 

ją  rano  włączyć.  Ta  idiotyczna  notka,  którą  Spiczastoucha 
zostawiła  za  wycieraczką  mojego  samochodu,  zupełnie 
wytrąciła mnie z równowagi. 

background image

 

144 

Sierżant Duncan znowu atakuje? 

Wczoraj 

wieczorem 

chyba 

zaparkowałam 

na 

niewłaściwym miejscu. Twój samochód stał zaraz obok. Tobie 
też zostawiła liścik? 

A  czemu  miałaby  to  robić?  Jestem  gościem  i 

zostawiłem auto na miejscu przeznaczonym dla gości. 

Zoe wiedziała, że Ethan się uśmiecha. 

Nie wiem, dlaczego do ciebie nie napisała. Myślę, że 

nie miała odwagi, bo ją onieśmielasz. 

Skąd.  To  ty  jesteś  na  liście  najemców,  więc 

skoncentrowała się na tobie. 

Ta kobieta doprowadzi mnie do szaleństwa. 

 Doprowadzi  mnie  do  szaleństwa.  Oblał  ją  zimny  pot. 

Przestawała  nad  sobą  panować.  Niewidzialna  sieć  znowu 
zaczęła oplatać jej zmysły. 

Wzięła głęboki oddech, chcąc zebrać myśli. Energetyczne 

macki  cofnęły  się  trochę.  Skoncentrowała  uwagę  na 
osłoniętych zasłoną drzwiach biura i uspokoiła się trochę. 

Poradzisz sobie ze Spiczastouchą - powiedział Ethan. 

- Jestem tego pewny. Słuchaj, dzwonię, żeby ci powiedzieć, że 
wybieram się do domu Kirwana. Chcę się tam trochę rozejrzeć. 
Pomyślałem  sobie,  że,  jeśli  nie  jesteś  umówiona  z  żadnym  ze 
swoich klientów, mogłabyś tam ze mną pojechać. 

Tak.  -  Wszystko  jest  lepsze  od  siedzenia  w  pustym 

biurze przez resztę dnia. - Chętnie. Zaraz wracam do biura. 

Przyjadę tam po ciebie. 

Odłożyła słuchawkę, chwyciła czerwoną torbę i rzuciła się 

do drzwi. 

Umówiłam  się z Ethanem  -  powiedziała do  Arcadii  i 

Harry'ego, wychodząc spiesznie z galerii. - Do zobaczenia. 

Żadne z nich nie zwróciło na nią najmniejszej uwagi. Byli 

zbyt zajęci patrzeniem sobie w oczy. 

Na zewnątrz, w cieple pustynnego słońca,  łatwiej było jej 

zebrać myśli. 

background image

 

145 

W  połowie  drogi  do  biura  uspokoiła  się  na  tyle,  by 

porównać dwa ostatnie spotkania z tajemniczą złą energią. Bez 
wątpienia oba  miały  ze sobą wiele wspólnego.  W  pobliżu obu 
miejsc, gdzie utrzymywała się ta aura, bywała ostatnio Lindsey 
Voyle. 

 
 

Rozdział 22 

 
 
Wkrótce potem  Zoe wysiadła z samochodu  przed domem 

Kirwana.  Ethan  dołączył  do  niej  i  razem  ruszyli  przez  świeżo 
wyasfaltowany  parking  w  stronę  wejścia  do  dużego, 
odnowionego domu w stylu  hacjendy. Na parkingu stało tylko 
kilka  samochodów,  bo  dom  nie  został  jeszcze  otwarty  dla 
publiczności. 

Bonnie  mówiła,  że  Towarzystwo  Historyczne  nie 

żałowało  środków  na  remont,  i  chyba  miała  rację.  -  Zoe 
wskazała dom ręką. - Jest wspaniały, prawda? 

O,  tak  -  przytaknął  Ethan.  -  I  nie  jest  ani  trochę 

różowy. 

Ani trochę - powiedziała Zoe cicho. - Jest piękny. 

Hacjenda  wybudowana  przez  Kiwana  była  bez  wątpienia 

warta  każdego  centa,  jaki  został  wydany  na  jej  odnowienie. 
Proporcjonalną  elegancką  bryłę  domu  pomalowano  na  ciepły 
odcień  złocistego  brązu.  Wzdłuż  całego  frontu  ciągnęła  się 
zadaszona  weranda,  która  kiedyś  służyła  zapewne  jako 
przedłużenie  salonu  w  ciepłe  letnie  wieczory.  Na  ścianie 
wisiały ozdobne lichtarze z kutego żelaza. 

Wiesz  -  powiedziała  Zoe.  -  Ten  odcień  jest  podobny 

do  koloru,  na  jaki  chciałabym  pomalować  Nightwinds  z 
zewnątrz.  Mówiłeś,  że  nie potrafisz  sobie wyobrazić,  jak twój 
dom  będzie  wyglądał,  kiedy  nie  będzie  różowy.  -  Wyciągnęła 
przed siebie rękę. - To powinno ci pomóc. Co o tym myślisz? 

background image

 

146 

Ethan  powoli  zdjął  okulary  przeciwsłoneczne  i  uważnie 

przyjrzał się hacjendzie. 

Niezłe.  

Zoe założyła ręce na piersi. 

To bardzo ładny kolor. Przyznaj, że ci się podoba.  

Ethan  milczał  przez  chwilę.  Zoe  wiedziała,  że  to  jej  się 

teraz przygląda, nie hacjendzie Kiwana. 

W porządku - powiedział w końcu. 

Zaskoczona jego naglą kapitulacją Zoe opuściła ramiona i 

odwróciła się do niego gwałtownie. 

Jesteś  pewny?  Moim  zdaniem  kolor  Nightwinds 

powinien bardziej wpadać w ochrę. 

Ethan wzruszył ramionami. 

Nie  umiem  sobie  wyobrazić  koloru,  który  „bardziej 

wpada w ochrę". Ale jeśli tak uważasz, to tak go pomalujemy. 
Do diabła, wszystko będzie lepsze od tego wściekłego różu. 

Zoe posłała mu promienny uśmiech. 

Dziękuję. Będzie pięknie, obiecuję ci to.  

Ethan uśmiechnął się trochę krzywo. 

Zawsze mówiłem, że najważniejsze, to ufać swojemu 

projektantowi. 

Jestem pewna, że mówisz to po raz pierwszy w życiu, 

ale niech ci będzie. 

Podeszła  do  niego  i  wspięła  się  na  palce.  Miała  zamiar 

tylko  lekko  go  pocałować,  ale  zanim  zdążyła  się  odsunąć, 
Ethan objął ją ramieniem i przycisnął do siebie. 

Nie  wspominałaś,  że  jeśli  zgodzę  się  na  wybór 

projektanta, czeka mnie nagroda - powiedział. 

Pocałował  ją  namiętnie.  Kiedy  oderwał  usta  od  jej  warg, 

poczuła, że zmiękły jej kolana. 

Wyjaśnijmy sobie jedno - powiedziała bez tchu. - Nie 

miałam zamiaru przekupić cię za pomocą seksu.  

Nie ma problemu. Seks działa. Widzę teraz wyraźnie, 

że w wielu sprawach łatwo będzie nam osiągnąć kompromis. 

background image

 

147 

Hm. 

Ethan  ujął  ją  za  rękę  i  poprowadził  do  szerokich, 

łukowatych  drzwi.  Zoe  zawahała  się,  jak  zawsze  przed 
wejściem  do  budynku,  w  którym  nigdy  wcześniej  nie  była. 
Ethan  nie  skomentował  tego,  nie  próbował  jej  też  na  siłę 
wciągnąć do środka. Czekał cierpliwie. 

Pamiętając o  dwóch  koszmarnych  doświadczeniach,  jakie 

ją  niedawno  spotkały,  Zoe  była  ostrożniejsza  niż  zazwyczaj. 
Ale  w  hacjendzie  wyczuła  tylko  przytłumiony  energetyczny 
szum,  typowy  dla  starych  domów.  W  ściany  latami  wnikały 
ludzkie  emocje,  ale  wszystkie  były  łatwe  do  rozpoznania, 
czytelne, normalne. 

Przeszła przez próg za Ethanem, ignorując unoszącą się w 

powietrzu  stłumioną,  wyblakłą  energię  w  taki  sam  sposób,  w 
jaki zazwyczaj nie zwracała uwagi na uliczny hałas. 

W  środku  duże  okna  rzucały  miękkie  światło  na  wysoki, 

belkowany  sufit.  Pokój,  który  kiedyś  zapewne  służył  jako 
główny salon, zdobiły obrazy i dzieła sztuki z kolekcji Kiwana. 
Przy  końcu  tej  długiej  sali  Paloma  Santana  rozmawiała  z 
dwoma mężczyznami w kombinezonach roboczych. 

Pani  burmistrz  spojrzała  w  stronę  wejścia  i  pozdrowiła 

gości  skinieniem  dłoni.  Powiedziała  coś  jeszcze  do 
robotników, po czym ruszyła w stronę Zoe i Ethana. Obcasy jej 
markowych  sandałków  stukały  dźwięcznie  po  wyłożonej 
terakotą podłodze. 

Ethan,  tak  się  cieszę,  że  udało  ci  się  przyjechać,  aby 

obejrzeć dom. 

Badając  stare  sprawy,  rzadko  mam  okazję  zobaczyć 

na własne oczy miejsce zbrodni. To moja żona, Zoe. 

W  jego  głosie  wyraźnie  brzmiała  duma.  Zoe  poczuła,  że 

się rumieni. 

Bardzo  mi  miło,  pani  burmistrz  -  powiedziała, 

wyciągając rękę. 

background image

 

148 

Paloma.  Mówmy  sobie  po  imieniu.  Wiem,  że  jesteś 

dekoratorką  wnętrz,  Zoe.  Co  sądzisz  o  tym,  jak  odnowiliśmy 
dom? 

Jest  piękny  -  powiedziała  Zoe  szczerze.  -  Będzie 

wspaniałą atrakcją dla mieszkańców miasta i turystów. 

Zgadzam  się.  Nam  wszystkim  także  bardzo  się 

podoba.  -  Paloma  spojrzała  na  Ethana  -  Sądzę,  że  chcesz 
zobaczyć gabinet Kirwana? 

Jeśli to możliwe - odparł Ethan. 

Oczywiście. Proszę za mną. 

Paloma poprowadziła ich przez salon, odnowioną jadalnię 

i  kuchnię  do  długiego  pokoju  pełnego  książek.  Wielki, 
masywny kominek zajmował jedną ze ścian.  

Zoe  znowu  się  zawahała  przed  wejściem  do  gabinetu, 

przygotowując  się  na  to,  co  ją  tam  czekało.  Odkryła  jednak  z 
ulgą że jej szósty zmysł nie wyczuł niczego niezwykłego. Tego 
dnia miała już dość silnych wrażeń. 

Jednym  z naszych  celów było  odtworzenie  biblioteki 

Kirwana  -  powiedziała  Paloma,  wchodząc  do  gabinetu.  -  Na 
szczęście  zachował  się  katalog  jego  zbiorów.  Zdołaliśmy 
zebrać prawie wszystkie książki, jakie posiadał. 

Zoe  widziała,  jak  w  Ethanie  budzi  się  ciekawość 

odkrywcy. Chodził powoli po pokoju, przyglądając się półkom 
pełnym  książek,  biurku  i  masywnemu  kominkowi.  W  końcu 
zatrzymał  się  na  środku  i  spojrzał  na  nią.  Zorientowała  się,  że 
czeka  na  nią  zastanawiając  się,  czy  wejdzie  do  gabinetu. 
Zawahała się znowu i przekroczyła próg. Poczuła unoszące się 
wokół  niej  słabe  energetyczne  wibracje,  ale  nie  było  wśród 
nich  pozostałości  po  żadnych  silnych,  gwałtownych  czy 
niepokojących emocjach. 

Jak ci idzie śledztwo? - spytała Paloma. 

Na  tym  etapie  ciągle  jeszcze  zbieram  dane  -  odparł 

Ethan.  -  Przeczytałem  kilka  artykułów  o  śmierci  Kirwana, 
które ukazały się w różnych gazetach. Singleton Cobb pomógł 

background image

 

149 

mi dotrzeć do listów biografa Kirwana,  jego agenta, Exforda  i 
kilku  jego  przyjaciół.  Z  tego  wszystkiego  wynika,  że  Kirwan 
był trudnym, porywczym człowiekiem. 

Paloma skinęła głową 

Moja  babka  była  podobnego  zdania.  Ale  zawsze 

mówiła, że wie, jak z nim postępować. A Exford? Udało ci się 
go odnaleźć? 

Zginął  w  wypadku  samochodowym  kilka  lat  po 

śmierci Kirwana. Miał poważny problem z alkoholem. 

Domyślam  się,  że  nie  udało  ci  się  ustalić,  czy  to  on 

zabrał rękopis? 

Nadal sprawdzam tę wersję zdarzeń - odparł Ethan.  

Zoe  skryła  uśmiech,  słysząc  zawodowy  żargon.  Na 

parkingu wsiadła do samochodu i zapięła pas. 

Sprawdzasz tę wersję zdarzeń? 

Tak  należy  odpowiedzieć  klientowi,  kiedy  się  nie 

wie,  w  jakim  kierunku  zmierza  dochodzenie.  Założę  się,  że 
dekoratorzy wnętrz znają podobne zwroty. 

Mój  ulubiony  to:  „Sądziłam,  że  to  zrozumiałe,  iż 

realizacja  specjalnych  zamówień  z  Włoch  może  trwać  około 
czterech miesięcy". 

Przypomnij  mi,  żebym  nigdy  nie  zamawiał  żadnych 

włoskich  mebli.  -  Ethan  przekręcił  kluczyk  w  stacyjce.  -  No  i 
co? Wyczułaś coś w tym pokoju? 

Spojrzała na niego, zaskoczona tym pytaniem. 

Zaraz,  zaraz,  przecież  ty  nie  wierzysz  w  moje 

zdolności? 

Wiesz,  że  mam  wielki  szacunek dla  twojej  intuicji.  - 

Ethan ruszył w stronę bramy. - Odkryłaś tam coś? 

Nic,  co  mogłoby  ci  się  przydać  -  przyznała.  -  Ale 

mówiłam  ci  już,  że  wyczuwam  tylko  bardzo  silne  emocje, 
pamiętasz? Gniew, strach, żądzę. 

Wszystko, co najciekawsze. 

background image

 

150 

Tak...  Cóż,  myślałam  o  tym  i  nie  wydaje  mi  się, 

żebym  była  w  stanie  wyczuć  cokolwiek,  co  miałoby  jakiś 
związek ze śmiercią przez otrucie. 

Dlaczego? 

Zoe  myślała  przez chwilę  nad  tym,  jak wytłumaczyć coś, 

czego sama do końca nie rozumiała. 

W  takiej  sytuacji  niekoniecznie  musi  dojść  do 

wybuchu  gwałtownych  emocji.  Kirwan  mógł  się  nawet  nie 
zorientować,  że  został  otruty.  Po  prostu  źle  się  poczuł,  stracił 
przytomność  i  spokojnie  umarł.  Jeśli  morderca  nie  stał  nad 
nim,  triumfując  czy  przeżywając  inne  silne  uczucia,  bardzo 
niewiele mogłabym wyczuć, zwłaszcza, że minęło wiele lat. 

Krótko mówiąc, nie jesteś w stanie powiedzieć mi, co 

tam się stało. 

Spójrz na to z jaśniejszej  strony. Moje konsultacje są 

całkowicie bezpłatne. 

O tak, i są warte swojej ceny. 

No  dobrze,  wielki  panie  detektywie,  więc  co  twoim 

zdaniem zaszło w tym gabinecie? 

Cóż,  przede  wszystkim  jestem  prawie  pewny,  że 

Maria nie ukradła rękopisu. 

To ją zastanowiło. 

Nie powiedziałeś tego Palomie. 

Bo na razie nie jestem w stanie tego udowodnić. 

Ale dlaczego sądzisz, że Maria nie wzięła książki? 

Gdyby  zabiła  Kirwana  i  skradła  rękopis,  wcześniej 

czy  później  gdzieś  by  wypłynął.  Był  zbyt  cenny,  by  ktoś 
ukrywał go przez tyle lat. 

Może spaliła go tamtej nocy? 

Ethan potrząsnął głową. 

Po  co  miałaby  to  robić?  Długo  pracowała  dla 

Kirwana.  Dość  długo,  by  wiedzieć,  że  rękopis  ma  wielką 
wartość. Prawdopodobnie słyszała kłótnię Kirwana z agentem, 
miała więc już jednego potencjalnego kupca. 

background image

 

151 

Wydawcę? 

Tak. 

A ten agent? Myślisz, że to on zabił Kirwana i zabrał 

rękopis? 

Nie. Z tego samego powodu, dla którego uważam, że 

nie zrobiła tego Maria. Exford miał kłopoty finansowe. Gdyby 
zabrał  rękopis,  sprzedałby  go  albo  doprowadził  do  jego 
wydania. 

Zoe zastanawiała się nad tym przez chwilę. 

Wiesz, jesteś naprawdę dobry, jeśli chodzi o logiczne 

myślenie. 

Dzięki. Na pewno posiadanie szóstego zmysłu byłoby 

bardziej  ekscytujące,  ale  nauczyłem  się  jakoś  sobie  radzić, 
korzystając ze zdrowego rozsądku i logiki. 

Każdy ma swój mały dar. 

Ethan roześmiał  się głośno. Po raz pierwszy od kilku dni. 

Z jakichś powodów ten śmiech podniósł Zoe na duchu. 

 
 

Rozdział 23 

 
 
Tego  wieczoru  poszli  do  Last  Exit,  by  uczcić  powrót 

Harry'ego.  Arcadia  siedziała  tuż  przy  nim,  dotykając  jego 
ramienia, jakby chciała się ogrzać płynącym od niego ciepłem. 
W  pustawym  nocnym  klubie  leniwie  płynęły  przyciszone 
dźwięki Lush Life Billy'ego Strayhorna. 

Było  już  dobrze  po  północy.  Jazz  brzmiał  wspaniale. 

Arcadia  wolno  popijała  martini.  Harry  wrócił  do  domu,  cały  i 
zdrowy.  Od  dawna  życie  nie  wydawało  się  tak  idealne.  Więc 
dlaczego nie potrafiła się odprężyć? 

Wróciłeś  wcześniej  ze  względu  na  mnie,  prawda?  - 

spytała. 

background image

 

152 

Nie.  -  Harry  przeżuwał  orzeszki  stojące  na  stoliku.  - 

Mówiłem ci, klient doszedł do wniosku, że córka zwiedziła już 
dość sklepów. 

Kłamczuch.  -  Arcadia  zdjęła  oliwkę  z  małej 

czerwonej  szpadki  i  włożyła  ją  do  ust.  -  Przyjechałeś 
wcześniej, bo niepokoiłeś się o mnie. Przyznaj się. 

Harry upił łyk piwa. 

Byłem  cały  szczęśliwy,  kiedy  to  się  skończyło.  Ta 

mała doprowadzała mnie do szału. 

Wiedziałam. Zrobiłeś to dla mnie. 

Więc  może  -  powiedział  Harry,  opierając  się  o  obitą 

pluszem ścianę - powiesz mi, co się stało? 

Zawahała się. 

Właściwie  nic  się  nie  stało.  Byłam  trochę  nerwowa 

przez  kilka  dni  po  twoim  wyjeździe,  to  wszystko.  -  Upiła  łyk 
martini. - Teraz już wszystko jest w porządku. Ale... 

Ale? 

Tęskniłam za tobą Harry. 

Harry  nie  odpowiedział.  Czekał,  cierpliwy  i  milczący  jak 

grób.  

Arcadia  wzięła  głęboki  oddech  i  powoli  wypuściła 

powietrze. 

No  dobrze,  powiem  ci  to,  co  powiedziałam  Zoe. 

Wkrótce  po  twoim  wyjeździe  kilka  razy  miałam  dziwne 
przeczucie. Wydawało  mi  się, że ktoś mnie obserwuje czy coś 
w tym stylu. 

Harry'emu nawet powieka nie drgnęła. 

Tak? 

Ale  parę  dni  temu  wszystko  wróciło  do  normy  - 

dodała szybko. 

Coś jeszcze? 

Arcadia  położyła  dłonie  po  obu  stronach  swojego 

kieliszka. 

background image

 

153 

Zgubiłam  gdzieś  ten  długopis  z  Elvisem,  który 

dostałam  od  ciebie.  Szukałam  go  wszędzie,  ale  go  nie 
znalazłam. 

Nie ma sprawy. To tylko długopis. 

Podobał mi się. To był mój ulubiony długopis.  

Harry myślał o tym przez chwilę. 

Czy  coś  jeszcze  zginęło  z  twojego  biura?  Arcadię 

przerażała myśl, że mogłaby wyartykułować swoje skryte lęki. 

Nie,  nic.  Wierz  mi,  sprawdziłam  to.  Biorąc  pod 

uwagę  moją  przeszłość,  paranoja  to  normalny  stan  mojego 
umysłu. Zajrzałam do wszystkich szuflad. Nic się nie zmieniło. 

Fachowiec  nie  zostawiłby  żadnych  śladów  -  myślał 

głośno  Harry.  -W  biurze  nie  masz  takiego  systemu 
alarmowego,  jaki zainstalowaliśmy w domu.  Ktoś, kto wie, co 
robić,  nie  miałby  najmniejszych  problemów  z  wejściem  do 
środka. 

Arcadia zmarszczyła brwi. 

Naprawdę sądzisz, że ktoś mógł włamać się do galerii 

tylko po to, żeby zabrać długopis z Elvisem? To bez sensu. 

Zaginięcie  długopisu  mogło  być  wypadkiem  albo 

pomyłką -  machnął ręką Harry. - Do diabła,  może w ogóle nie 
ma  się  czym  przejmować.  Sprzątaczka  mogła  na  niego 
nadepnąć i wyrzucić go do śmieci. 

To prawda. - Arcadia uśmiechnęła się z przymusem. - 

W  takim  razie  nie  mam  powodu  przypuszczać,  że  ktoś  był  w 
moim  biurze  po  godzinach  otwarcia  galerii.  Znowu  poniosła 
mnie wyobraźnia, Harry. Teraz jestem tego pewna. 

Ale Harry nie odpowiedział jej uśmiechem. 

A  wcześniej,  kiedy  wydawało  ci  się,  że  ktoś  cię 

obserwuje, przyjrzałaś się ludziom dookoła? 

Oczywiście.  Ale  nie  zauważyłam  nikogo,  kto  byłby 

choć trochę podobny do... do niego. 

Nie  musiała  wyjaśniać,  kogo  miała  na  myśli.  Harry 

wiedział, że mówiła o Grancie.  

background image

 

154 

Widziałaś kogoś więcej niż raz? 

Arcadia  zastanawiała  się  chwilę  nad  tym  pytaniem. 

Przypomniała  sobie  starszą  kobietę  z  torbą  na  zakupy  i 
aparatem fotograficznym. 

Na  Fountain  Square  było  w  tym  tygodniu  dość 

tłoczno.  Wszędzie  kręciło  się  mnóstwo  turystów.  Widziałam 
kilka osób więcej niż raz, ale nikt nie wydał mi się podejrzany. 

A samochody? 

Kto patrzy na samochody? 

Ja  -  odparł  Harry.  -  Pomyśl  o  tym,  kochanie.  Twoje 

przeczucia  mają  związek  z  czymś,  co  widziałaś,  nawet  jeśli 
tego nie pamiętasz. To tak właśnie działa. 

Co tak działa? 

Przeczucia. Masz je, bo dostrzegłaś kątem oka coś, co 

ci  się  nie  spodobało.  Możesz  o  tym  nie  myśleć,  ale  twoja 
podświadomość to wychwytuje. 

Harry  wie,  co  mówi,  pomyślała  Arcadia,  próbując  sobie 

przypomnieć  samochody,  które  ostatnio  zauważyła.  Ale  po 
kilku minutach musiała się poddać. 

Nie  mam  chyba  pamięci  do  samochodów  - 

powiedziała przepraszająco. 

Spróbuj przypomnieć sobie ludzi. 

Znowu  przyszła  jej  do  głowy  ta  starsza  kobieta,  którą 

widziała przez okno galerii. 

Była  pewna  kobieta  -  powiedziała  powoli.  - 

Widziałam ją dwa, może trzy razy. 

Opisz ją. 

O to  właśnie chodzi.  Nie wiem,  dlaczego utkwiła  mi 

w pamięci.  Nie  wyglądała  na kogoś,  kto  mógłby  mi zagrażać. 
Musiała  mieć  z  osiemdziesiąt  lat.  Miała  na  sobie  kapelusz  od 
słońca  z  szerokim  rondem  i  te  wielkie  ciemne  okulary,  które 
ludzie  zakładają  na szkła korekcyjne.  To na pewno była tylko 
turystka, Harry. 

Co jeszcze? 

background image

 

155 

Facet umie przesłuchiwać, pomyślała niechętnie. Naciskał 

bez  litości.  Upiła  łyk  martini  i  spróbowała  się  skupić.  Kiedyś 
zarabiała na życie w napędzanym adrenaliną świecie finansów. 
W  świecie,  gdzie  ryzykowała  miliony  dolarów,  ilekroć 
podejmowała  decyzję.  W  tym  świecie  potrafiła  bezbłędnie 
dostrzec  tendencje  i  wzory.  Nauczyła  się  zauważać 
najdrobniejsze  sygnały,  wskazujące  na  to,  że  firma  pójdzie  na 
dno.  Umiała  obserwować  wahania  przepływów  pieniężnych, 
zwiastujące  problemy  w  zarządach  wielkich  korporacji. 
Potrafiła  dostrzec  to  wszystko,  zanim  ktokolwiek  inny  zaczął 
coś podejrzewać. 

To  właśnie  zdolność  wychwytywania  drobnych  anomalii 

w  zmieniających  się  ciągle  strumieniach  danych  pozwoliła  jej 
w  porę  przejrzeć  zamiary  Granta.  Może  powinna  teraz  zrobić 
użytek ze swoich umiejętności. 

Widziałam  ją przynajmniej dwa razy, a właściwie jej 

odbicie  w  szybie  sklepu.  Zauważyłam,  że  miała  bardzo  dobry 
aparat,  niejeden  z  tych  turystycznych  jednorazowych 
gadżetów.  Za  każdym  razem  trzymała  tę  samą  torbę,  biało-
niebieską  reklamówkę  z  tego  sklepu  z  damskimi  ubraniami 
przy Fountain Square. 

Harry milczał przez chwilę. 

W porządku.  

Arcadia uniosła brwi. 

W porządku? 

W porządku, teraz pogadamy z Truaksem. 

Jest  wpół  do  drugiej  nad  ranem.  Ethan  i  Zoe  na 

pewno od dawna śpią. 

To już nie  nasza wina, że prowadzą taki dziwny tryb 

życia. 

 
Ethan  zdołał  zasnąć,  ale  spał  niespokojnie  i  śnił  o 

Nightwinds. 

background image

 

156 

Szedł  przez  wielki  dom,  otwierając  wszystkie  drzwi, 

sprawdzając każdy  pokój.  Ale  Zoe nie było w żadnym  z  nich. 
Wiedział  jednak,  że  ona  musi  tu  być.  Na  myśl  o  tym,  że 
mógłby jej nie znaleźć, ogarniało go przerażenie. 

Wołał  ją chcąc wszystko wyjaśnić i  błagać o wybaczenie. 

Ale  odpowiadało  mu  tylko  echo  odbijające  się  głucho  od 
różowych ścian korytarza. 

W  końcu  dotarł  do  małej  salki  kinowej,  tej,  w  której 

kiedyś doszło do morderstwa. Było to jedyne pomieszczenie w 
całym domu, które wzbudzało niepokój Zoe. 

Powoli  otworzył  drzwi,  przygotowując  się  na  to,  co 

czekało na niego w ciemności. 

Zoe  stała  w  cieniu  przy  niewielkim  marmurowym  barze. 

W  jednym  z  pluszowych  foteli,  twarzą  do  ekranu,  siedział 
Simon Wendover. Spojrzał przez ramię na Ethana i uśmiechnął 
się szeroko. 

Ty nie żyjesz - powiedział Ethan. 

Wendover roześmiał się głośno. 

To  twój  problem,  nie  mój.  Obaj  wiemy,  że  będziesz 

mnie widywał w swoich snach do końca życia. 

Ethan odwrócił się i spojrzał na Zoe. 

Chodź ze mną.  

Potrząsnęła głową. 

Nie. 

Odejdzie od ciebie, tak jak trzy poprzednie - oznajmił 

Wendover pogodnie. - Tak to już z tobą jest. Zawsze tak było. 
Ratujesz je, a one zaraz potem mówią ci „żegnaj".  

Ethan nie odrywał wzroku od Zoe. 

Ty jesteś inna. 

Naprawdę? - spytała.  

Wendover zachichotał. 

Chyba  nie  sądzisz,  że  mogłaby  kochać  faceta  z  taką 

przeszłością? Jesteś nieudacznikiem, Truax. Nie zdołałeś ocalić 
brata.  Nie  udało  ci  się  utrzymać  żadnego  z  twoich  trzech 

background image

 

157 

małżeństw.  Nie  potrafiłeś  uchronić  przed  bankructwem  firmy, 
którą  zbudowałeś  od  podstaw.  Deptałeś  mi  po  piętach  całymi 
miesiącami, ale w końcu przegrałeś w sądzie. 

Ethan wiedział, że musi zabrać Zoe z tego pokoju. Chciał 

wejść  do  środka,  ale  nie  był  w  stanie.  Jakby  natknął  się  na 
niewidzialną  szklaną  ścianę.  Zoe  obserwowała  go  swoimi 
tajemniczymi oczami. 

Przykro  mi,  Ethan.  To  bariera  psychiczna.  Nie 

możesz przez nią przejść, bo nie wierzysz w duchy. 

Śmiech Wendovera brzmiał głucho w ciemnościach. 

Ethan.  Ethan,  obudź  się.  Jej  głos.  Tak  blisko.  Tuż 

obok.  Otworzył  oczy.  Zoe  pochylała  się  nad  nim, 
zaniepokojona. 

Już  dobrze.  -  Chwyciła go  za ramię.  -  Już dobrze,  to 

tylko zły sen. 

Możesz  to  powtórzyć?  -  Potarł  twarz  dłonią  i 

odetchnął głęboko. 

Kiedy  był  już pewny, że nad sobą panuje, usiadł  i  spuścił 

stopy na podłogę. 

Zoe uklękła za nim i zaczęła masować mu ramiona. 

Mam  nadzieję,  że  nie  zaraziłeś  się  tą  skłonnością  do 

złych snów ode mnie. Myślisz, że to możliwe? 

Wątpię. 

Miło  było  czuć  jej  dłonie  na  plecach.  Marzył  o  tym,  aby 

odprężyć się pod tym kojącym dotykiem, ale ciągle był spięty. 

Opowiesz  mi  swój  sen?  -  spytała Zoe cicho.  Wydało 

mu się, że słyszy w mroku stłumiony śmiech Wendovera. 

Był skomplikowany - odparł ostrożnie.  

Jej  dłonie  znieruchomiały.  Czuł,  że  zaczęła  się 

wycofywać. Przez chwilę sądził, że się od niego odsunie. 

To  mi  nie  przeszkadza  -  powiedziała.  Jej  dłonie 

znowu zaczęły się poruszać. 

Ethan odetchnął z ulgą 

Ethan? 

background image

 

158 

Byliśmy  oboje  w  Nightwinds,  ale  dom  wydawał  się 

dużo  większy  -powiedział  cicho.  -  Korytarze  ciągnęły  się  bez 
końca. 

Pewnie myśl, że wszystkie te pokoje trzeba odnowić, 

wywołała ten koszmar. 

Niewykluczone.  -  Wiedział,  że  Zoe  chce  rozluźnić 

atmosferę,  ale  próba  się  nie  powiodła.  Był  zbyt  zmarznięty  i 
wyczerpany.  Powinien  na  tym  poprzestać,  pomyślał.  Nie  ma 
sensu  opowiadać  jej  całej  reszty.  Ale  jakaś  siła  kazała  mu 
mówić  dalej.  -  Ty  też  gdzieś  tam  byłaś,  ale  nie  mogłem  cię 
znaleźć. 

No  tak,  umykający  dekorator  wnętrz,  który  nie 

odpowiada na telefony - mruknęła Zoe. 

W  końcu  znalazłem  cię  w  kinie.  -  Zawahał  się  i 

wzruszył ramionami. - Wtedy mnie zbudziłaś. 

Rzucałeś  się  przez  sen.  Jakbyś  chciał  się  przez  coś 

przedrzeć.  

Ethan zmartwiał. 

Uderzyłem cię niechcący? 

Nie,  tylko  zbudziłeś.  -  Ciągle  masowała  jego  barki.  - 

Na pewno nic więcej się w tym śnie nie wydarzyło? 

Gdzieś  w  ciemnościach  nocy  Wendover  chichotał 

upiornie. 

Zadzwonił  telefon.  Zoe  znieruchomiała  z  rękami  na 

ramionach  Ethana,  który  spojrzał  na  zegarek.  Była  za 
dwadzieścia  pięć  druga.  Telefon  o  tej  porze  rzadko  przynosi 
dobre wieści. 

Ja odbiorę. - Podniósł słuchawkę. - Truax. 

Mówi  Stagg  -  powiedział  Harry.  -  Mamy  problem. 

Jesteśmy przed Casa de Oro. Wpuścisz nas? 

 
 

 
 

background image

 

159 

Rozdział 24 

 
 
Ethan  siedział  na  kanapie,  patrząc  na  Zoe,  która  właśnie 

wniosła  herbatę  dla  nich  wszystkich.  Zebrała  włosy  w  luźny 
węzeł  i  włożyła  czarne  pantofle,  które  wyglądały  jak  buciki 
baletnicy.  Ciemnoniebieski  szlafrok  ciasno  związała  w  talii 
paskiem. 

Ethan włożył spodnie i sportową koszulkę. Ponieważ jego 

nowy  zwyczaj  golenia  się  przed  pójściem  do  łóżka  niepokoił 
Zoe,  nie  zrobił  tego  tym  razem,  w  związku  z  czym  wyglądał 
teraz trochę nieporządnie. 

Natomiast  Arcadia  i  Harry  byli  jakby  stworzeni  do 

nocnego  życia.  O  wpół  do  drugiej  na  ranem  wyglądali 
zdumiewająco  elegancko.  Arcadia  jak  zwykle  przypominała 
królową śniegu w długiej, wąskiej sukience koloru pustynnego 
świtu.  Harry  także  sprawiał  zaskakująco  dobre  wrażenie  w 
sportowej  koszuli  z  krótkimi  rękawami  zdobnej  we  wzór 
składający się z desek surfingowych i palmowych drzew. 

A więc - Ethan pochylił się do przodu, oparł łokcie na 

kolanach  i  złączył  palce  obu  dłoni  -  w  ciągu  dwóch  dni  dwa 
razy  widziałaś  tę  samą  starszą  damę  w  kapeluszu  i  okularach 
przeciwsłonecznych,  a ponadto  zginął  długopis,  który  dostałaś 
od Harry'ego, tak? 

Chyba  nie  ma  się  czym  przejmować,  prawda?  - 

powiedziała  Arcadia przepraszająco. - Tak mi przykro, że was 
niepokoimy w środku nocy. To był pomysł Harry'ego. 

Bardzo dobry pomysł - powiedziała Zoe stanowczo. - 

Tym  bardziej  że  pamiętam,  jak  wspominałaś  mi  w  ubiegłym 
tygodniu,  że  miałaś  złe  przeczucia.  To  wszystko  razem  może 
budzić podejrzenia. 

Ethan zmarszczył brwi. 

Nikt  mi  nie  powiedział,  że  Arcadia  czymś  się 

niepokoiła. 

background image

 

160 

Pomyślałam, że po prostu jestem trochę nerwowa, bo 

Harry wyjechał i... - Arcadia podniosła swoją filiżankę do ust. - 
Cóż, niepokój minął, więc nie chciałam o nim wspominać. 

Moim  zdaniem ten aparat  jest najbardziej podejrzany 

-  stwierdziła  Zoe.  -  Z  twojego  opisu  wynika,  że  był  to  drogi 
profesjonalny  sprzęt.  Starsi  turyści  na  ogół  wybierają  inne 
aparaty. 

Zgubiony długopis może nie mieć żadnego znaczenia 

- powiedział Harry. -  Ale jeśli ktoś obserwuje Arcadię,  można 
zakładać, że przeszukał  jej  biuro. Może chciał za jego pomocą 
włamać się do szuflady albo szafki z dokumentami i złamał go 
niechcący. Uznał więc, że lepiej będzie się go pozbyć. 

To był tani długopis - dodała Zoe. - Zakładał pewnie, 

że nikt nawet nie zauważy jego braku. 

Ethan spojrzał na Arcadię. 

Nic innego nie zginęło z twojego biura albo było nie 

tam, gdzie to zostawiłaś? Nic się tam nie zmieniło? 

Zoe  znieruchomiała  nagle  za  plecami  Ethana.  Nic  nie 

powiedziała, ale on dostrzegł kątem oka, że filiżanka w jej ręce 
lekko zadrżała. O co tu, do diabła, chodzi? 

Nie  -  odparła  Arcadia.  -  Sprawdziłam  dokładnie, 

możesz mi wierzyć. Ethan odwrócił się do Harry'ego. 

A w mieszkaniu?  

Wszystko  w  porządku  -  zapewnił  go  Harry.  - 

Zorientowałbym  się,  gdyby  ktoś  majstrował  przy  systemie 
alarmowym. 

Dobrze.  -  Ethan  wziął  notatnik  i  długopis,  leżące  na 

stoliku. - Oto, co wiemy. Ktoś może obserwować Arcadię. Jeśli 
tak jest, może to mieć związek z Grantem Loringiem.  

Który ponoć nie żyje, ale ja ani przez chwilę w to nie 

wierzyłam 

powiedziała 

Arcadia 

spokojnie. 

To 

zdecydowanie najgorszy scenariusz. Ale jest też możliwe, że to 
federalni wpadli na mój ślad. 

Harry spojrzał na nią. 

background image

 

161 

Jak bardzo federalni chcą cię dopaść? 

Arcadia wzięła głęboki oddech. 

Naprawdę  nie  przypuszczałam  dotąd,  że  byłam  dla 

nich  kimś  istotnym.  Ale  podejrzewam,  iż  mogli  dojść  do 
przekonania,  że  jeśli  Grant  żyje,  ja  będę  ich  mogła  do  niego 
doprowadzić. 

Tylko  że  nie  możesz  -  powiedziała  Zoe.  -  Nie  masz 

pojęcia,  gdzie  on  jest.  Poza  tym,  według  tego  scenariusza, 
federalni nie wierzą już w jego śmierć. 

Arcadia w milczeniu wzruszyła ramionami. 

W  porządku,  zatrzymajmy  się  tutaj.  -  Ethan  zapisał 

coś  w  notatniku.  -  W  najlepszym  przypadku  są  to  federalni. 
Problem jednak w tym, że to nie wygląda jak ich operacja. 

Harry uniósł brwi. 

Starsza pani z aparatem fotograficznym? 

Tak. To nie w ich stylu. Jeśli chodzi o sprzęt, są dużo 

bardziej  zaawansowani.  Wiedzą,  jak  zakładać  podsłuchy  i 
aranżować rozmowy, które chcą nagrać. - Spojrzał na Arcadię. 
-  Zakładam,  że  ostatnio  nikt  nie  próbował  skłonić  cię  do 
zwierzeń na temat twojej przeszłości? 

Nie.  -  Arcadia  zmarszczyła  brwi.  -  Masz  rację.  To 

prawdopodobnie nie są federalni. Więc zostaje nam Grant albo 
jeden z jego dawnych wspólników. 

Na  szczęście  masz  prawdziwego  przyjaciela,  który 

jest  też  asem  wśród  ochroniarzy  -  powiedział  Ethan.  -  I 
drugiego,  który  jest  wybitnym  detektywem.  Podzielimy 
zadania  między  siebie.  Harry  będzie  miał  cię  na  oku,  a  ja 
zacznę  szukać  odpowiedzi  na  kilka  pytań.  Przyda  nam  się  też 
pomoc Singletona, który może znajdzie coś w Internecie. 

Zoe popatrzyła na Ethana. 

Nie  sądzisz,  że  na  ten  czas  Harry  powinien  zabrać 

Arcadię z miasta? 

To jedna z możliwości - powiedział spokojnie. 

background image

 

162 

Nie  -  wtrąciła  się  Arcadia  stanowczo.  -  Jeśli  Grant 

znalazł  mnie  tutaj  mimo  nowej  tożsamości,  znajdzie  mnie 
wszędzie.  Mogę  zniknąć  znowu,  ale  to  tylko  opóźni 
konfrontację.  Wolę  rozprawić  się  z  nim  teraz  i  skończyć  z  tą 
sprawą. 

Harry kiwnął głową. 

Zwłaszcza  że  Whispering  Springs  to  stosunkowo 

niewielkie miasto. 

Poza  tym  to  nasz  teren,  nie  Loringa.  Wiemy  o  nim 

znacznie więcej niż on.  

A  w  ciągu  ostatnich  tygodni  wiele  się  zmieniło  - 

dodała Arcadia. -Teraz znasz już lokalną policję, Ethan, i ludzi 
z Radnora. 

To  wszystko  na niewiele się  zda,  jeśli  Loring  zechce 

ci  wpakować  kulkę  -  odparł  Ethan  chłodno.  -  Harry  to 
fachowiec, ale nikt nie jest doskonały. 

Arcadia  ujęła  filiżankę  w  obie  dłonie  i  patrzyła  w  swoją 

herbatę jak wieszczka w szklaną kulę. 

Nie  mam  całkowitej  pewności  -  powiedziała  z 

namysłem - ale nie sądzę, żeby Grant chciał mnie zastrzelić. 

Wszyscy na nią spojrzeli. 

Dlaczego? - spytał Ethan. 

Z  dwóch  powodów.  Po  pierwsze,  Grant  myśli 

strategicznie.  Tak  było,  kiedy  prowadził  swoje  finansowe 
imperium,  i nie sądzę, żeby się od tego czasu zmienił. Zawsze 
planował  wszystko  z  obsesyjną  dokładnością.  A  musicie 
pamiętać,  że  ma  teraz  wiele  powodów  do  ostrożności.  Z 
pewnością  nie  będzie  chciał,  by  federalni  czyjego  dawni 
wspólnicy  w  interesach  zaczęli  podejrzewać,  że  jednak  nadal 
żyje. 

Racja - przytaknęła Zoe. 

Wypadek  samochodowy  czy  tajemniczy  pożar  byłby 

bardziej w jego stylu. 

background image

 

163 

Ethan  zauważył,  że  Harry  zamyka  i  rozprostowuje  palce 

dłoni. Nic poza tym miarowym ruchem ręki nie wskazywało na 
to, o czym musiał w tej chwili myśleć. 

A  drugi  powód,  dla  którego  nie  będzie  chciał 

zastrzelić cię z bezpiecznej odległości? - zapytał Ethan. 

Kiedy postanowiłam zniknąć, załatwiłam sobie coś w 

rodzaju polisy ubezpieczeniowej. 

Co  chcesz  przez  to  powiedzieć?  -  Ethan  spojrzał  na 

nią uważnie. 

Mam  coś,  czego  on  chce.  -  Arcadia  postawiła 

filiżankę na spodeczku. - Tylko ja mogę mu powiedzieć, gdzie 
to jest. 

Nikt  się  nie  odezwał.  Siedzieli  wszyscy  w  milczeniu, 

czekając  na  wyjaśnienia.  Ethan  dostrzegł  zaskoczenie  na 
twarzy  Zoe  i  zrozumiał,  że  przyjaciółka  nie  powierzyła  jej 
wszystkich swoich tajemnic. 

Kiedy pojęłam, że najbezpieczniej będzie, jeśli zniknę 

-  powiedziała  Arcadia  cicho  -  załatwiłam  kilka  spraw. 
Zdeponowałam  pieniądze  na  kilku  różnych  kontach  pod 
różnymi  nazwiskami  i  postarałam  się  o  przyjęcie  do  Candle 
Lake  Manor,  co  miało  zmylić  trop.  Kiedy  uciekłam  stamtąd z 
Zoe, po raz drugi zmieniłam tożsamość. 

Mów dalej - powiedział Harry. 

Zrobiłam  coś  jeszcze.  Grant  miał  wszystko,  co  było 

dla niego najważniejsze w ukrytym komputerze. Sądził, że nie 
wiem o  jego  istnieniu.  Były  tam  głównie dane dotyczące  jego 
finansów - z rodzaju tych, za które mógłby trafić do więzienia, 
i to na długo. Później zorientowałam się, że przechowywał tam 
także inne, bardziej niebezpieczne informacje. Krótko mówiąc, 
odkryłam  hasło  dostępu  i  skopiowałam  cały  plik,  a  kopię 
ukryłam. 

Co to za informacje? - spytał Ethan. 

Dotyczą  kilku  oszustw,  jakich  Grant  dopuścił  się  w 

stosunku  do  osób,  które  nie  podchodzą  do  defraudacji  tak 

background image

 

164 

spokojnie,  jak  federalni.  -  Arcadia  zadrżała  lekko.  -  Dość 
późno  zorientowałam  się,  że  mój  mąż  oskubał  kilku  bardzo 
niebezpiecznych ludzi. Jeśli oni kiedykolwiek odkryją że Grant 
żyje  i  że  ukradł  im  ogromne  sumy  pieniędzy,  na  pewno 
postanowią się zemścić. 

Harry zagwizdał przeciągle. 

Jeśli  Loring  rzeczywiście  żyje,  zrobi  wszystko,  żeby 

zniszczyć tę kopię. 

Jak już mówiłam - ciągnęła Arcadia - ukryłam ją. Ale 

nie powiedziałam Grantowi, że to zrobiłam. Sądziłam, że mam 
czas.  Chciałam  się  zastanowić,  co  dalej.  Ale  wtedy  on 
próbował mnie zamordować. 

Jak? - spytał Ethan. 

Miało  to  wyglądać  na  wypadek.  Mówiłam  wam,  to 

jego ulubiona metoda. Pewnego wieczoru byłam umówiona na 
spotkanie  z  klientem,  który  mieszkał  w  górach  za  miastem. 
Grant  wiedział,  że  będę  jechać  wzdłuż  brzegu  jeziora.  Czekał 
tam  na  mnie.  Z  najwyższego  punktu  zepchnął  mój  samochód 
do wody. 

Dobry Boże. - Zoe ujęła Arcadię za rękę. 

Harry był blady jak ściana. 
Ethan milczał, zapisując coś w notatniku. 

Było ciemno i padał ulewny deszcz - podjęła Arcadia 

po chwili. - Na szczęście samochód spadł do jeziora w miejscu, 
gdzie  było  stosunkowo  płytko.  Udało  mi  się  wydostać  przez 
okno, wypłynąć na powierzchnię i ukryć pod zwisającymi  nad 
wodą gałęziami drzew. To prawdopodobnie ocaliło mi życie. 

Ethan na chwilę przestał pisać. 

Loring nie zdołał cię dojrzeć? 

Nie.  Zobaczyłam,  że  to  on,  kiedy  wysiadł  z 

samochodu i stanął w świetle reflektorów. Miał latarkę. Szukał 
mnie  na  powierzchni  wody,  ale  ja  byłam  schowana  pod 
gałęziami.  W  końcu  odjechał,  ale  do  tego  czasu  omal  nie 
umarłam z wyziębienia. 

background image

 

165 

Harry' położył dłoń na jej kolanie i lekko je ścisnął. 

Kiedy  odjechał,  wyszłam  z  wody.  Noc  spędziłam  w 

opuszczonej  chacie,  a  rano  doszłam  do  wniosku,  że  muszę 
zniknąć do czasu, aż policja dobierze się Grantowi do skóry. 

Co się nie stało - uzupełnił Harry. 

Nie, ponieważ następnego ranka Grant uciekł z kraju. 

Dwa tygodnie  później  dowiedziałam  się,  że zginął w Europie, 
jeżdżąc na nartach. 

Dlaczego  nie  poszłaś  z  tym  do  federalnych?  -  spytał 

Ethan. 

Szczerze  mówiąc,  nie  bardzo  wierzyłam,  że  zdołają 

ochronić  mnie  przed  Grantem.  Ale  poinformowałam  ich  o 
pliku, który ukryłam. 

Jak to zrobiłaś? - spytał Harry. 

Za  pomocą  poczty  elektronicznej  wysłałam  krótką 

notkę  do  prasy  finansowej.  Napisałam  w  niej,  że  żona  Granta 
Loringa  przed  śmiercią  skopiowała  prywatne  dane  męża  i 
ukryła  je.  Niestety,  zabrała  swoją  tajemnicę  do  grobu  na  dnie 
jeziora. 

Harry przekrzywił głowę. 

Do grobu na dnie jeziora? Arcadia uniosła brwi. 

Myślisz, że to zbyt naciągane dla prasy finansowej? 

Nie. Myślę, że to doskonałe. Grób na dnie jeziora. To 

mi się podoba. Założę się, że to kupili. 

Owszem  -  potwierdziła  Arcadia.  -  Inne  media  także. 

Właśnie o to mi chodziło. Wiedziałam, że Grant, gdziekolwiek 
jest, czyta gazety i korzysta z Internetu, by się dowiedzieć, czy 
odnaleziono  moje  ciało,  i  przekonać  się,  czyjego  mistyfikacja 
się  powiodła.  Wiedziałam,  że  ta  kopia  nie  zapewni  mi 
całkowitego  bezpieczeństwa,  ale  pomyślałam  sobie,  że  będzie 
mogła  posłużyć  jako  karta  przetargowa,  jeśli  Grant  zacznie 
mnie szukać. 

Ethan przeglądał swoje notatki. 

background image

 

166 

Dobrze.  Oto,  co  zrobimy.  Przyjmiemy  założenie,  że 

Grant żyje i zagraża Arcadii, ponieważ istnieje taka możliwość. 
Musimy jednak pamiętać, że możemy się mylić. 

Myślisz,  że  wyciągamy  pochopne  wnioski?  -  spytała 

Zoe. 

Ethan wzruszył ramionami. 

To możliwe. 

Zoe chrząknęła. 
Ethan  jęknął  w  duchu.  Wiedział,  że  robiła  to  zawsze, 

kiedy  miała  zamiar  powiedzieć  mu  coś,  czego  nie  chciał 
słyszeć. 

Spojrzał na nią spod oka. 

O co chodzi? 

Nie wiem sama co to jest - powiedziała, ważąc słowa. 

- Ale chyba jest coś, o czym powinieneś wiedzieć. 

Nie  trzymaj  mnie  w  niepewności  -  mruknął  Ethan.  - 

Nie zniosę tego napięcia.  

Zoe, milcząc, zerknęła na Arcadię. Ethan nie miał pojęcia, 

co  znaczyło  to  spojrzenie,  dostrzegł  jednak,  że  Arcadia  je 
podchwyciła  i  zrozumiała.  Zoe  założyła  ręce  na  piersi  i 
popatrzyła na niego poważnie. 

Dzisiaj po południu wyczułam coś w biurze Arcadii. 

Zoe.  -  Arcadia  odwróciła  się  do  niej  gwałtownie.  - 

Dlaczego mi nie powiedziałaś? 

Trudno to wytłumaczyć - przyznała Zoe. 

Harry spojrzał na nią z zainteresowaniem. 

W porządku - powiedział Ethan. - Zamieniamy się w 

słuch. Co ci podpowiada intuicja? 

O  to  właśnie  chodzi  -  wyszeptała  Zoe.  -  Nie  jestem 

pewna,  co  mi  podpowiada.  Dlatego  właśnie  nic  nie 
powiedziałam  Arcadii.  Ale  wiem  jedno,  to  samo  czułam 
wczoraj w mojej bibliotece. 

Mów dalej - zachęcił ją Ethan. 

background image

 

167 

To było  bardzo słabe - wzruszyła ramionami. - Słabe 

ślady czyjejś energii. Ale... przeraziłam się, bo doświadczyłam 
już kiedyś tej samej energii. 

Kiedy? - spytał Harry. 

Pewnej  nocy,  kiedy  chodziłam  po  Candle  Lake 

Manor. -  Zoe patrzyła  na  Arcadię.  -  Jej  źródło znajdowało  się 
na oddziale zamkniętym. 

O cholera - mruknęła Arcadia cicho. 

Ethan spojrzał na Harry'ego, który w milczeniu potrząsnął 

głową.  Najwyraźniej  on  też  nic  z  tego  nie  rozumiał.  Ethan 
odwrócił się znowu do Zoe i Arcadii. 

Czy  któraś  z  was  powie  nam,  dlaczego  oddział 

zamknięty był tak przerażający? 

Mamy bardzo dociekliwe umysły - dodał Harry. 

Zoe  wzięła  głęboki  oddech.  Ethan  czuł,  że  przygotowuje 

się do skoku na głęboką wodę. 

Wiecie,  że  Candle  Lake  to  ekskluzywna  prywatna 

klinika  -  powiedziała.  -  Została  założona  po  to,  by  bogaci 
ludzie  mogli  umieszczać  tam  swoich  niezrównoważonych 
psychicznie krewnych. 

Ethan kiwnął głową. 

To już wiemy. Mów dalej. 

Może  się  to  wydawać  dziwne  -  ciągnęła  Zoe  -  ale 

bogacze  często  mają  także  poważnie  chorych  krewnych,  jak 
wszyscy  inni.  W  Candle  Lake  takich  pacjentów  trzymano 
właśnie na oddziale zamkniętym. 

Poważnie chorych? - powtórzył Ethan. - To nie brzmi 

dobrze. 

Zoe  chodzi  o  pacjentów,  którzy  mogą  być 

niebezpieczni  dla  otoczenia  -  wyjaśniła  Arcadia.  -  Trzymano 
tam  prawdziwych  świrów,  których  bał  się  nawet  personel 
szpitala. 

background image

 

168 

 - 

No,  no,  coś  podobnego  -  mruknął  Harry.  -  Więc 

bogacze tak bardzo się od nas  nie różnią.  Ale o co chodzi z tą 
energią, którą wyczułaś w biurze Arcadii i w bibliotece, Zoe? 

Zaczynam  przypuszczać,  że  to  energia  pozostawiona 

przez Lindsey Voyle - powiedziała Zoe. 

Świetnie.  Tego  mi  jeszcze  trzeba  -  rzucił  Ethan.  - 

Projektantki wnętrz z piekła rodem. 

 
 

Rozdział 25 

 
 
Singleton  siedział  w  swoim  maleńkim  biurze,  wpatrując 

się  w  ekran  komputera,  kiedy  do  księgarni  weszła  Bonnie, 
wnosząc ze sobą poranne słońce. 

Singleton? 

Tutaj.  -  Singleton  próbował  stłumić  radość,  która  go 

ogarnęła  na dźwięk  jej  głosu.  Spokojnie,  stary,  pomyślał.  Ona 
traktuje  cię  jak  przyjaciela,  nic  więcej.  Nie  chcesz  chyba 
wszystkiego spieprzyć. 

Odsunął się od komputera, zdjął okulary i wstał. 

Na  pewno  jesteś  wykończony.  -  Bonnie  stanęła  w 

drzwiach.  -  Wiem,  że  Ethan  zbudził  cię  o  trzeciej  nad  ranem, 
żebyś zaczął pracować nad sprawą Arcadii. - Bonnie podniosła 
duży  papierowy  kubek  z  logo  baru  przy  Fountain  Square.  - 
Pomyślałam więc, że o tej porze przyda ci się trochę kofeiny. 

I  miałaś  rację.  -  Singleton  wziął  kubek,  zdjął 

przykrywkę  i  upił  duży  łyk  kawy,  po  czym  westchnął  z 
zadowoleniem.  -  Dzięki.  Tego  było  mi  trzeba.  Rzeczywiście, 
twój szwagier zadzwonił o trzeciej. Ma szczęście, że jest moim 
przyjacielem, a od czasu do czasu także klientem. 

Nie powiedział jej, że kiedy podniósł słuchawkę i usłyszał 

pełen  napięcia  głos  Ethana,  ogarnęła  go  panika.  W  pierwszej 
chwili  pomyślał,  że  coś  złego  przytrafiło  się  Bonnie  albo 

background image

 

169 

któremuś  z  jej  synów.  Wydawało  mu  się,  że  cały  jego  świat 
rozsypuje się na kawałki. 

Kiedy  dowiedział  się,  że  złe  wieści  nie  dotyczą  Bonnie, 

Jeffa  ani  Theo,  odczuł  taką  ulgę,  że  zaraz  potem  ogarnęły  go 
wyrzuty  sumienia.  W  końcu  bardzo  lubił  Arcadię.  Była  jego 
przyjaciółką.  Przestraszył  się,  słysząc,  że  znalazła  się  w 
niebezpieczeństwie, 

ale 

nie 

było 

to 

obezwładniające 

przerażenie,  które  wzbudziłaby  w  nim  wiadomość,  że  coś 
zagraża Bonnie albo jej synom. 

 Spójrz prawdzie w oczy, Cobb. Źle z tobą. 
Bonnie wyjęła z papierowej torby plastykowy pojemnik. 
Singleton przyjrzał mu się z zainteresowaniem. 

Co to jest? 

Kanapka z tuńczykiem. Singleton otworzył pojemnik. 

Chleb pełnoziarnisty. Mój ulubiony. 

Zawsze  tak  mówisz  -  roześmiała  się  Bonnie.  —  Bez 

względu  na  to,  co  ci  przynoszę,  zawsze  twierdzisz,  że  to 
właśnie najbardziej lubisz. 

Singleton  wyjął  z  pojemnika  połowę  równo  przekrojonej 

kanapki i wbił w nią zęby. 

Dlatego, że to prawda. 

Bonnie  uśmiechnęła  się  i  patrzyła  z  zadowoleniem,  jak 

pochłania chleb z tuńczykiem. 

Słyszałam,  że  rozmawiałeś  z  Jeffem  -  powiedziała, 

kiedy przerwał jedzenie, żeby napić się kawy. 

Jeff ci powiedział? 

Tak.  Podobno  wyjaśniłeś  mu,  że  nawet  jeśli  nie 

pamięta  dokładnie,  jak  wyglądał  Drew,  nie  musi  się  tym 
przejmować. Że i tak nigdy nie zapomni swojego ojca. 

Singletona  nagle  ścisnęło  w  żołądku.  Wiedział,  że  nie 

mato  nic  wspólnego  z  tuńczykiem.  To  na  widok  poważnej 
miny  Bonnie  zaczął  tracić apetyt.  Pomyślał,  że rozmawiając z 
Jeffem o ojcu, posunął się jednak za daleko. 

background image

 

170 

Może  nie  powinienem  nic  mówić.  -  Włożył 

niedokończoną  kanapkę  do  pojemnika.  -  Posłuchaj,  Bonnie, 
przepraszam.  Nie  chciałem  się  wtrącać  w  wasze  życie 
rodzinne. 

Nie  przepraszaj.  Nie  o  to  mi  chodziło.  -  Bonnie 

zbliżyła  się  do  niego  i  dotknęła  jego  ramienia.  -  Jestem  ci 
bardzo  wdzięczna.  Nie  miałam  pojęcia,  co  go  gryzie  w  tym 
roku.  Sądziłam,  że  jest  taki  nieznośny,  bo  cofnął  się  do  tego 
strasznego  listopada,  kiedy  zginął  Drew.  Psycholog  uprzedził 
mnie, że coś takiego może nastąpić. 

Singleton  spojrzał  na  jej  dłoń,  leżącą  na  jego 

przedramieniu,  tuż  pod  zawiniętym  do  łokcia  rękawem 
dżinsowej  koszuli.  Kiedy  była  tak  blisko,  prawie  zapominał 
oddychać. 

Chłopcu  w  jego  wieku  trudno  zrozumieć,  co 

przeżywa - powiedział. - Do diabła, w każdym wieku trudno to 
zrozumieć. 

Wiem.  Wydaje ci się, że znasz swoje dzieci, ale one, 

jak wszyscy, mają swoje tajemnice. Przeżywają lęki, o których 
nie chcą z nikim rozmawiać. Nigdy  nie przyszło mi do głowy, 
że Jeff boi się, iż może zapomnieć ojca. 

Singleton  bez  zastanowienia  nakrył  rękę  Bonnie  swoją 

dużą dłonią. 

Na  litość  boską,  Bonnie,  nie obwiniaj  się o to,  że  od 

razu  nie  domyśliłaś  się,  co  dręczy  Jeffa.  Wydaje  ci  się,  że 
powinnaś  rozwiązywać  za  niego  wszystkie  problemy,  ale 
prawda jest taka, że on dorasta i do pewnych rzeczy musi dojść 
sam. 

On ma dopiero osiem lat. 

Tak, ale powoli staje się mężczyzną i w głębi duszy o 

tym  wie.  Ma  też  bardzo  wysokie  wymagania  w  stosunku  do 
siebie. 

Wymagania? 

background image

 

171 

Wzorem  dla  niego  był  ojciec,  a  teraz  także  Ethan. 

Bonnie  przymknęła  oczy.  Kiedy  je  otworzyła,  wydawało  się, 
że wszystko nagle stało się dla niej jasne. 

Tak, wiem o co ci chodzi. 

Jeff  chce  im  dorównać.  Zmaga  się  teraz  z  istotnymi 

problemami. 

Ze stratą ojca? Tak, wiem, ale... 

Nie - łagodnie przerwał jej Singleton. - Nie tylko o to 

chodzi.  Widzisz,  Jeff  ma  też  inny  problem.  Tak  naprawdę 
najbardziej  boi  się  tego,  że  jeśli  zapomni  ojca,  zdradzi  w 
pewien sposób ciebie i Ethana, dwoje dorosłych ludzi, których 
najbardziej kocha. 

Bonnie przez chwilę patrzyła na niego w milczeniu. 

Zdrada 

to 

dość 

skomplikowane 

pojęcie 

dla 

ośmiolatka. 

Wiem.  Rzecz  jednak  w  tym,  że  Jeff  zaczyna  teraz 

tworzyć własny  kodeks  etyczny,  według  którego będzie  żył w 
przyszłości.  Zdradzić  ludzi,  których  się  kocha,  to  zło  ,  i  on  o 
tym  wie.  Był  więc  przerażony,  kiedy  się  okazało,  że  może  to 
właśnie niedługo zrobi, a nie miał pojęcia, jak temu zapobiec. 

Ale on nas przecież nie zdradził. 

Tak, ale on tego nie rozumie. Potrzebował rozmowy z 

kimś, kto zdołałby  mu to wytłumaczyć, ale tylko z kimś, kogo 
nie mógłby zranić. 

Z  tobą.  -  Bonnie  zamrugała,  czując  łzy  pod 

powiekami. - Nie wiem, jak ci dziękować, Singleton. 

Singleton  poczuł,  że  na  twarz  wypływa  mu  krępujący 

rumieniec. 

Hej, nie ma sprawy - powiedział jowialnie. - Jesteśmy 

przyjaciółmi, prawda? 

Ku jego zdumieniu, twarz Bonnie przygasła. 

No  tak.  Jesteśmy  przyjaciółmi.  -  Wyjęła  rękę  z  jego 

dłoni i ruszyła w stronę drzwi. - Lepiej już pójdę. Powodzenia - 
powiedziała i wyszła. 

background image

 

172 

Kiedy  zamknęły  się  za  nią  drzwi,  w  księgarni  znowu 

zapanował mrok. 

  
Ethan  słuchał  kroków,  które  rozlegały  się  na  schodach. 

Ciężkie,  stanowcze,  odbijały  się  głuchym  echem  od  ścian 
korytarza. Mężczyzna, pomyślał. I nie jest w dobrym nastroju. 

Odłożył  notatki,  które  zrobił  pół  godziny  temu  po 

rozmowie z Singletonem, położył dłonie na biurku i czekał. 

Kroki  umilkły  na  moment  tuż  przed  drzwiami  Truax 

Investigations. Ethan czuł, że ten, kto tam przystanął, zaczął się 
wahać. 

Rasowy biznesmen wstałby w tej chwili, otworzy! drzwi i 

uśmiechnął  się  zachęcająco.  Ale  Ethan  miał  teraz  pełne  ręce 
roboty,  więc  nie  ruszył  się  zza  biurka.  Kto  wie,  może 
potencjalny klient sam zrezygnuje ze spotkania. 

Drzwi otworzyły się jednak. 
No tak. Gorzej już być nie mogło. 
Przybysz  wszedł  do  pierwszego  pokoju.  Ethan widział go 

wyraźnie  w  lustrze.  Atletyczna  budowa,  kwadratowe  szczęki, 
krótko  ostrzyżone,  jasne  włosy  i  drogie,  sportowe  ubranie: 
świetnie  skrojone  spodnie,  koszulka  polo,  zamszowe 
mokasyny.  Wyglądał  na  kogoś,  kto  w  szkole  średniej  był 
kapitanem  drużyny  rugby.  Z  pewnością  na  bal  maturalny 
zaprosił  szkolną  królową  piękności,  po  czym  bez  problemu 
zdołał  ją  namówić,  żeby  zdjęła  majtki.  Na  uniwersytecie 
prawdopodobnie  wstąpił  do  jakiejś  studenckiej  organizacji, 
został  jej  przewodniczącym  i  chodził  na  randki  z  mnóstwem 
biuściastych blondynek z ostatniego roku. 

Nelson  Radnor,  prezes  konkurencyjnej  firmy,  Radnor 

Security Systems. 

Ethan rozparł się w swoim fotelu i położył stopy na brzegu 

biurka. 

Co mogę dla ciebie zrobić, Radnor? 

background image

 

173 

Nelson  stanął  w  drzwiach  i  rozejrzał  się  po  gabinecie 

Ethana z wyrazem rozbawienia na twarzy. 

Sądziłem, że twoja żona jest dekoratorem wnętrz. 

Owszem. Ale nie pozwalam jej zbliżać się do mojego 

biura. 

To widać. 

Człowiek  musi  ustanowić  jakieś  granice,  jeśli chodzi 

o wystrój wnętrz. Siadaj. 

Nelson  wszedł  do  pokoju.  Spojrzał  na  dwa  fotele 

przygotowane  dla  klientów,  ale  nie  usiadł  w  żadnym  z  nich. 
Zamiast tego podszedł do okna. 

Słyszałem,  że  zabrałeś  mi  jednego  z  głównych 

klientów.  –  Nelson  patrzył  na  ulicę,  jakby  spodziewał  się,  że 
zaraz stanie się tam coś bardzo interesującego. 

Nie,  nie po to tu  przyszedł,  pomyślał  Ethan.  Nie  wygląda 

na wystarczająco wściekłego. 

Gwoli  ścisłości  -  powiedział  -  nie  zabrałem  ci 

Valdeza.  Nie  jestem  w stanie zapewnić kompleksowej  obsługi 
tak  dużej  firmie,  i  on  o  tym  wie.  Poprosił  mnie  tylko  o 
niezależny audyt.  

Jasne.  Więc  masz  zamiar  sprawdzić  nasz  system  i 

napisać w raporcie, że coś umknęło uwadze moich ludzi, tak? 

A tak było? 

Może.  A  może  ktoś,  kogo  zatrudniliśmy,  kiedy  był 

czysty jak śnieg, nie oparł się jednak pokusie. - Nelson spojrzał 
na  Ethana  przez  ramię.  Jego  twarz  był  dziwnie  ściągnięta  i 
ponura. - Jakkolwiek by było, nie postawi nas to w korzystnym 
świetle. 

Nie  na  długo.  W  tym  mieście  praktycznie  nie  macie 

konkurencji.  Wszyscy  o  tym  wiedzą.  Ja  znalazłem sobie tylko 
niszę na tym rynku. 

W Los Angeles nie zawracałeś sobie głowy niszami. - 

Twarz  Nelsona  była  nieprzenikniona.  -  Byłeś  w  pierwszej 
lidze. Może ciągle masz takie ambicje. 

background image

 

174 

Mam  ambicje  -  Ethan  oparł  się  wygodniej  i  spojrzał 

na czubki swoich butów - ale nie należy do nich konkurowanie 
z  Radnor.  Zależy  mi  na  drobnych  sprawach,  które  wymagają 
mojego  osobistego  zaangażowania.  Obaj  wiemy,  że  ciebie  to 
zupełnie nie interesuje. 

Radnor znowu odwrócił się do okna. Milczał przez chwilę, 

potem poruszył ramionami, jakby chciał rozluźnić mięśnie. 

Zabawne,  że  wspomniałeś  o  drobnych  zleceniach, 

wymagających osobistego zaangażowania - powiedział ponuro, 
ale zdecydowanie – bo mam dla ciebie taką sprawę. 

Ethan  nie  wiedział,  o  co  mu  chodzi,  ale  czuł,  że  będzie 

ciężko.  Miał  teraz  dość  pracy.  Ostatnią  rzeczą  jakiej  sobie 
życzył, było kolejne dochodzenie. 

Dziękuję,  że  o  mnie  pomyślałeś  -  powiedział.  -  Ale 

tak się składa, że jestem teraz trochę zajęty. 

Nie  mam  wielkiego  wyboru  -  mruknął  Nelson.  - 

Potrzebuję  usługi  z  twojej  branży.  W  tym  mieście  nie  ma 
nikogo innego, do kogo mógłbym się zwrócić. 

Z  pewnością  ktoś  z  twoich  ludzi  mógłby  się  tym 

zająć. 

Nie  życzę  sobie,  żeby  ktokolwiek  z  nich  o  tym 

wiedział  -  przerwał  mu  Nelson  gwałtownie.  -  Dlatego 
przyszedłem z tym do ciebie. 

Jak już powiedziałem, doceniam to, ale... 

Sądzę, że moja żona  ma romans - powiedział Nelson 

głucho. 

Cholera. 

Dlaczego 

ze 

wszystkich 

prywatnych 

detektywów,  którzy  działają  w  tym  mieście,  musiałeś  wybrać 
akurat  mnie?  Ale to rzeczywiście  mógł  być problem, przyznał 
Ethan  w  duchu.  W  Whispering  Springs  były  tylko  dwie  takie 
firmy. 

Chcąc  zyskać  na  czasie,  bardzo  powoli  zdjął  stopy  z 

biurka  i  wyprostował  plecy,  zastanawiając  się,  co  mógłby 
powiedzieć.  Niestety  nic  stosownego  nie  przychodziło  mu  do 

background image

 

175 

głowy. Wiedział z własnego doświadczenia, że niewiele można 
powiedzieć w takiej sytuacji. 

Cóż, znam to uczucie - powiedział w końcu. 

Nelson  odwrócił  się  szybko,  z  wyrazem  niekłamanego 

zdumienia na twarzy. 

Naprawdę?  Jezu,  człowieku,  kiedy  ty  się  ożeniłeś? 

Sześć tygodni temu? 

Ethan  zrozumiał,  że  Nelson  myśli  o  Zoe.  Na  moment 

wszystko  wokół  zniknęło  w  strasznej,  czerwonej  mgle. 
Poraziła  go  wizja  Zoe  odchodzącej  z  innym  mężczyzną.  Miał 
wrażenie,  że  rozstąpiła  się  pod  nim  ziemia  i  zaczął  spadać  w 
czarną jak noc czeluść bez dna. 

Opanował  się  nadludzkim  wysiłkiem  i  wrócił  do 

rzeczywistości. 

Nie  mówię  o  Zoe  -  wyjaśnił.  -  Chodziło  mi  o... 

poprzedni związek. 

No tak. - Nelson kiwnął głową. - Czytałem gdzieś, że 

byłeś żonaty już trzy czy cztery razy. 

Ethan spojrzał na niego uważnie. 

Czytałeś? 

No  wiesz,  sprawdziłem  cię  trochę,  zanim  tu 

przyszedłem.  -  Nelson  zaczął  krążyć  bez  celu  po  gabinecie, 
zatrzymując  się  od  czasu  do  czasu,  żeby  coś  obejrzeć. 
Przystanął  przed  oprawionym  w  ramki  obrazkiem  Theo, 
przedstawiającym  Nightwinds.  -  Znalazłem  informacje  o 
twoich trzech żonach, ale nic na temat dzieci. 

Prawdopodobnie  dlatego,  że  ich  nie  mam  -  odparł 

Ethan spokojnie. - To rysunek mojego siostrzeńca. 

Nelson podszedł do biblioteczki  i zdjął z półki pierwszą z 

brzegu  książkę.  Ethan  rozpoznał  czarno-czerwoną  okładkę. 
Była  to  historia  morderstw  dokonanych  w  San  Francisco  w 
pierwszej połowie dziewiętnastego wieku. 

Nelson od niechcenia przerzucał kartki. 

Która żona cię zdradzała? 

background image

 

176 

Jeśli chodzi o ścisłość, Ethana na pewno zdradzały dwie z 

trzech  małżonek,  co  do  pierwszej,  też  miał  swoje podejrzenia. 
Guru  religijnej  sekty,  z  którym  wyjechała,  nie  sprawiał 
wrażenia  świątobliwego  mnicha.  Ale  Ethan  wolał  nie  drążyć 
tego tematu. Nie miał ochoty nawiązywać z Nelsonem męskiej 
przyjaźni opartej na podobnych doświadczeniach. 

Powiedziałem,  że  wiem,  przez  co  przechodzisz.  - 

Podniósł  kubek  i  przyjrzał  się  zimnej  kawie.  -  Nie 
obiecywałem, że opowiem ci historię swojego życia. - Doszedł 
do  wniosku,  że  nie  ma  ochoty  na  kawę,  i  postawił  kubek  na 
biurku. - Lepiej od razu przejdź do rzeczy. Zaoszczędzi nam to 
wiele czasu. 

W porządku. - Nelson zamknął książkę i odłożył ją na 

półkę. - Chcę, żebyś się dowiedział, z kim ona się widuje.  

Nie. 

 Nelson odwrócił się do niego, zirytowany. 

Do  diabła,  nie  proszę  o  przysługę.  Zapłacę  ci  twoją 

zwykłą stawkę. 

Nie. 

W  porządku,  zapłacę  ci  moją  zwykłą  stawkę.  Ile  to 

będzie? Dwa, trzy razy więcej? Podaj cenę. Pieniądze nie grają 
roli. 

Mowy nie ma. 

Wychodzi  regularnie -  rzucił  Nelson  przez zaciśnięte 

zęby.  -  Zorientowałem  się  w  ubiegłym  tygodniu.  Zawsze  we 
wtorki  i  czwartki  po  południu.  Sprawdziłem  jej  konto 
bankowe. Od miesiąca wyciąga z niego większe sumy. 

Nie. Mówię poważnie. 

Nelson  podszedł  do  biurka  trzema  wielkimi  krokami  i 

położył dłonie płasko na jego blacie. 

Nie mogę wziąć do tego nikogo z moich ludzi, bo po 

dwóch minutach w całej firmie huczałoby od plotek. Chcę tego 
uniknąć. 

background image

 

177 

Nie  wezmę  tej  sprawy.  Nie  cierpię  rozwodowej 

szarpaniny. To zawsze jest przykre, a staje się znacznie gorsze, 
kiedy  klient  jest  jednocześnie  przyjacielem  albo  wspólnikiem 
w interesach. 

Nie ma w tym nic osobistego. To tylko biznes. 

Zbieranie  dowodów  do  spraw  rozwodowych  nigdy 

nie  jest  jedynie  biznesem  -  odparł  Ethan.  -  Wiesz  równie 
dobrze  jak  ja,  że  bez  względu  na  to,  jak  bardzo  klient  chce 
poznać  prawdę,  nigdy  nie  jest  zachwycony,  kiedy  ją  w  końcu 
usłyszy. 

Ja 

nie 

jestem 

zwykłym 

klientem. 

Jestem 

profesjonalistą  Nie  będę  miał  do  ciebie  pretensji,  jeśli  podasz 
mi nazwisko drania, z którym spotyka się moja żona. 

Oczywiście,  że  będziesz  miał  pretensje.  Co  więcej, 

nigdy  mi  nie  wybaczysz,  że  zrobiłem  zdjęcia  twojej  żonie, 
kiedy wchodziła do pokoju hotelowego z innym facetem. 

Nelson,  wyraźnie  wstrząśnięty,  patrzył  na  niego  w 

milczeniu, otwierając i zamykając usta. Opanował się w końcu 
i wyprostował plecy. 

Dramatyzujesz - mruknął pod nosem.  

Wyglądał jak ktoś, komu pęka serce. Radnor kochał żonę. 

Pytałeś ją, gdzie chodzi we wtorki i czwartki? - spytał 

Ethan ostrożnie. 

Nie.  -  Nelson  potrząsnął  głową.  -  Wymyśliłaby 

pewnie  historyjkę  o  fryzjerze  albo  aerobiku.  Nie  chcę  tego 
słuchać. Muszę znać prawdę. 

Ethan zrozumiał, że Radnor boi się pytać. 

Posłuchaj  -  powiedział  tak  łagodnie,  jak  tylko 

potrafił.  -  Mam  zamiar  mieszkać  i  pracować  w  Whispering 
Springs  długi,  długi  czas.  To  oznacza,  że  będziemy  często  na 
siebie  wpadać.  Z  pewnością  pojawią  się  inne  konflikty,  takie 
jak  ten,  który  dotyczy  Valdeza.  Będziemy  się  przypadkiem 
spotykać w restauracjach i na stacjach benzynowych. 

I co z tego? 

background image

 

178 

Dla żadnego z nas nie będzie to problemem,  jeśli nie 

przekroczymy  pewnej  granicy.  Jak  sam  powiedziałeś,  obaj 
jesteśmy  profesjonalistami.  Konkurencja  to  normalna  rzecz. 
Ale  jeśli  potwierdzę  twoje  najgorsze  podejrzenia  co  do 
romansu  żony,  wszystko  nabierze  osobistego  wymiaru  i  może 
się zrobić naprawdę nieprzyjemnie. 

Nelson patrzył na Ethana przez dłuższą chwilę. 

Mówisz  poważnie,  prawda?  -  powiedział  w  końcu.  - 

Nie weźmiesz tej sprawy. 

Tak. 

Nelson  ponownie  rozejrzał  się  po  gabinecie  z  wyrazem 

niesmaku na twarzy. 

Sądząc  po  twoim  biurze,  przydałoby  ci  się  duże 

zlecenie. 

Może. - Ethan wzruszył ramionami. - Ale i bez niego 

nie umrę z głodu. 

Oczywiście,  że  nie.  Mam  wrażenie,  że  potrafisz  o 

siebie  zadbać  -  rzucił  Nelson  chłodno.  -  Ciekaw  jestem,  czy 
Zoe podoba się, że chcesz być płotką? 

Pytanie to zaskoczyło Ethana. 

Chyba  mówiłem  już,  że wolę określenie  „działalność 

niszowa". 

Owszem  -  zgodził  się  Nelson  -  działalność  niszowa. 

Więc  Zoe  nie  ma  nic  przeciwko  temu,  że  nie  jesteś  już  w 
pierwszej lidze, tak jak kiedyś w Los Angeles? 

Zoe uważa, że moja praca to powołanie. 

Bardzo romantyczne spojrzenie. 

Chyba tak. 

Ja  też  patrzyłem  tak  na  swoją  pracę.  -  Nelson 

podszedł  do  drzwi,  zatrzymał  się  i  jeszcze  raz  rozejrzał  po 
pokoju. - Kiedy zaczynałem, myślałem, jak fajnie byłoby mieć 
biuro takie jak to. I może jeszcze ładną,, wygadaną sekretarkę. 
Czekać,  aż  w  drzwiach  stanie  kolejna  piękna,  tajemnicza 
klientka. I może się z nią później przespać. 

background image

 

179 

Sypianie z klientkami to zazwyczaj błąd. 

Co  ty  powiesz?  A  sądzisz,  że  jak  poznałem  moją 

żonę?  Ale  ty  chyba  sam  wiesz,  jak  się  kończą  romanse  z 
klientkami,  prawda?  Doszły  mnie  plotki,  że  tak  właśnie 
poznałeś Zoe. 

Ethan milczał. 
Nelson  zresztą  nie  oczekiwał  odpowiedzi.  Wyszedł  z 

gabinetu, przeszedł szybko przez drugi pokój i zamknął za sobą 
drzwi. 

Ethan  siedział  bez  ruchu,  słuchając  ciężkich  kroków 

Radnora  na  schodach  i  rozmyślał  o  tym,  jak  obaj  pogwałcili 
najistotniejszą zasadę obowiązującą w ich profesji. 

Gdyby  mógł cofnąć czas, czy przespałby się z Zoe, kiedy 

była  tylko  jego  klientką?  Czy  wymyśliłby  pretekst,  żeby 
skłonić ją do małżeństwa? Czy później starałby się tak bardzo, 
by dać temu małżeństwu realną szansę? 

Trzy razy tak. 
 
 

Rozdział 26 
 
 

O piątej trzydzieści tego popołudnia wstał, przeciągnął się, 

wziął  swój  notes  i  zszedł  na  dół,  aby  ponownie  skonsultować 
się ze swoim doradcą. 

Wszedł  do  księgarni  i  znalazł  Singletona  zgarbionego 

przed ekranem komputera w małym biurze. 

Drzemiesz czy naprawdę pracujesz? - Ethan oparł się 

ramieniem  o  framugę  drzwi  -  Nie  płacę  ci  za  przysypianie  w 
pracy. 

To  stary  zwyczaj  konsultantów.  -  Singleton  zdjął 

okulary  i  zaczął  masować  skronie  palcami.  -  Myślałem,  że  o 

background image

 

180 

tym  wiesz.  Do  diabła,  ile  razy  wchodzę  do  twojego  gabinetu, 
siedzisz z nogami na stole. 

To znak, że głęboko nad czymś myślę. 

Głęboko?  Zapamiętam  to  sobie.  -  Singleton  odsunął 

się od komputera i odwrócił krzesło tak, żeby mógł patrzeć na 
Ethana.  -  Czy  te  głębokie  przemyślenia  przy  noszą  jakieś 
owoce? 

Ethan otworzył notatnik. 

Wygląda na to, że Lindsey Voyle jest osobą, za którą 

się  podaje.  Ma  trzydzieści  dziewięć  lat.  Była  żoną  prezesa 
dużej  stacji  telewizyjnej,  który  rozwiódł  się  z  nią  w  ubiegłym 
roku, żeby poślubić ambitną aktoreczkę, o połowę młodszą od 
siebie. 

Rany, a to niespodzianka. 

Ethan nie zwrócił na to uwagi. 

Lindsey  i  jej  mąż  wiedli  światowe  życie.  Przyjęcia, 

premiery filmowe, imprezy charytatywne. 

Whispering Springs musi jej się wydawać nudne. Czy 

ona rzeczywiście pracuje jako dekorator? 

Tak.  -  Ethan  przewrócił  kolejną  kartkę  swojego 

notatnika.  -  Zaczęła  już  w  Los  Angeles.  Projektowała  wystrój 
biur  i  rezydencji  kilku  wielkich  gwiazd.  Zdaje  się,  że  rozwód 
był  trudny  i  głośny,  nawet  jak  na  Hollywood,  ale  Lindsey 
dostała  dość  pieniędzy,  żeby  kupić  dom  w  Desert  View  i 
otworzyć  nową  firmę.  Nienotowana.  Żadnych  białych  plam  w 
życiorysie. 

To  było  dość  proste,  prawda?  -  Singleton  zabębnił 

palcami o blat biurka. - Ja miałem trudniejsze zadanie. 

Dostajesz  trudne  zadania,  bo  jesteś  ekspertem,  który 

dostaje za to kupę forsy. Co zdziałałeś? 

Skontaktowałem  się  z  naszym  starym  kumplem 

Merchantem. 

background image

 

181 

Ethan 

drgnął, 

podekscytowany. 

Merchant 

był 

tajemniczym internetowym pośrednikiem. To on sprzedał Zoe i 
Arcadii ich nowe tożsamości, kiedy uciekły ze szpitala. 

No i? - zapytał niecierpliwie. 

Przysięga,  że  nikt  się  nie  włamał  do  jego  systemu. 

Mówi,  że  jeśli ktoś odnalazł  Arcadię,  nie dostał  informacji od 
niego. - Singleton urwał. 

Domyślam się, że jest jakieś ale. 

Singleton wziął głęboki oddech. 

Merchant  jest  bardzo  dobry,  ale  zawsze  znajdzie  się 

ktoś,  kto  jest  lepszy.  Fałszywa  tożsamość  nigdy  nie  jest 
perfekcyjna. Potwierdzają to przypadki osób, którym nie udało 
się przeżyć, mimo rządowego programu ochrony świadków. 

To  prawda  -  mruknął  Ethan.  Podekscytowanie 

minęło.  Ale  z  drugiej  strony,  co  on  sobie  wyobrażał? 
Oczywiście,  że  nie  mogło  być  aż  tak  łatwo.  -  Można  znaleźć 
szukaną  osobę  innymi  sposobami,  nie  tylko  włamując  się  do 
systemu faceta, który sprzedał jej fałszywą tożsamość. 

Właśnie, sam wiesz. Na tym polega twoja praca. 

Grant  Loring  zarabiał  na  różnych  przekrętach 

finansowych  -  powiedział  Ethan  powoli.  -  Tacy  faceci  muszą 
wiedzieć,  jak  zdobyć  potrzebne  informacje.  Możemy  założyć, 
że jeśli on żyje, wie o finansowych sekretach Arcadii znacznie 
więcej, niż jej się wydaje. 

Jest  też  dobra  wiadomość  -  dodał  Singleton.  - 

Merchant  uważa,  że  jest  mi  winien  przysługę  po  tym,  co  się 
stało,  kiedy  parę  tygodni  temu  zginął  plik  z  danymi  Zoe. 
Obiecał  mi,  że  zajmie  się  tą  sprawą,  a  biorąc  pod  uwagę  jego 
dokonania,  sądzę,  że  ma  dostęp  do  źródeł,  o  których  istnieniu 
ja nie mam pojęcia. 

Ethan  w  roztargnieniu  stukał  rogiem  notesu  o  framugę 

drzwi. 

background image

 

182 

To  nie  tak,  że  nie  mamy  punktu  zaczepienia.  Dzięki 

Arcadii  wiemy  o  Loringu  bardzo  dużo.  Jeśli  pojawi  się  na 
naszym terenie, wpadniemy na jego ślad. 

Arcadia mówiła, że Grant jest bardzo ostrożny. 

Na  pewno  nie  zatrzymał  się  w  żadnym  hotelu  ani 

motelu tutaj, w mieście. Sprawdziłem to rano. 

Więc zostaje  nam Phoenix. - Singleton skrzywił się  i 

założył  ręce  za  głowę.  -  Dobrze  że,  jak  powiedziałeś,  dzięki 
Arcadii  sporo  o  nim  wiemy.  Rozmawiałem  z  nią  dziś  rano. 
Podała  mi  całą  listę  jego  nawyków  i  dziwactw,  nie  tylko 
zawodowych.  Wiem,  co  lubi  jeść  i  jakie  nosi  ubrania,  znam 
jego ulubione wina i marki samochodów. 

Kobieta,  która  mieszkała  z  mężczyzną  pod  jednym 

dachem, wie o nim znacznie więcej, niż mu się zdaje. 

Pewnie  dlatego,  że  kobiety  przywiązują  wagę  do 

drobiazgów,  którymi  mężczyźni  na  ogół  nie  zawracają  sobie 
głowy.  To  żona  martwi  się  twoim  poziomem  cholesterolu  i 
przypomina ci o badaniach prostaty. 

Hm - zamyślił się Ethan. - Żadna z moich byłych żon 

nie  martwiła  się  nigdy  moim  zdrowiem.  Twoim  zdaniem  to 
oznacza, że nie traktowały tych związków poważnie? 

Może.  Czy  Zoe  wspominała  już  coś  o  twojej 

prostacie? 

Nie.  Ale zauważyłem  niedawno, że kupiła mi krem z 

jeszcze wyższym filtrem przeciwsłonecznym. 

Singleton gwizdnął przeciągle. 

Więc stąd ta promienna, młodzieńcza cera. 

Jeszcze  jedna  taka  uwaga,  a  nie  dam  ci  się  pobawić 

moją nową latarką. - Ethan odsunął się od drzwi i odwrócił do 
wyjścia, ale nagle coś mu  się przypomniało. - Tak przy okazji 
Jeff powiedział mi, że odbył z tobą długą rozmowę. Widać, że 
poczuł się lepiej. Dzięki. 

Ta  rozmowa  przydała  się  nam  obu.  -  Singleton 

wpatrywał  się  w  ekran  komputera,  jakby  zobaczył  tam  coś 

background image

 

183 

niezwykle  interesującego.  -  Ja  wyciągnąłem  z  niej  tyle  samo 
korzyści, co on. 

Cieszę  się.  Więc  kiedy  masz  zamiar  umówić  się  z 

Bonnie? 

Nie powinieneś już wracać do pracy? 

Prawdę  mówiąc,  powinienem  wracać  do  domu.  - 

Ethan  spojrzał  na  zegarek  i  ruszył  do  drzwi.  -  Zoe  na  mnie 
czeka. 

Szczęściarz z ciebie - mruknął Singleton. 

Powiedział  to  tak  cicho,  że  Ethan  ledwo  dosłyszał  jego 

słowa. 

Zastał  Zoe  na  parkingu  przed  domem.  Próbowała 

wyciągnąć z bagażnika swój czarny worek i dwie wielkie torby 
z  zakupami.  Była  zgięta  wpół  i  pochylona  do  przodu,  co 
pozwoliło  mu  podziwiać  jej  niezwykle zgrabną pupę.  Wysiadł 
z samochodu. 

Zoe  umieściła  jedną  torbę  w  zagięciu  łokcia  i  sięgała 

właśnie po drugą, kiedy się do niej zbliżył. 

Ja  je  wezmę  -  powiedział.  Zoe  drgnęła  i  omal  nie 

uderzyła głową w klapę bagażnika. 

Ethan! Nie słyszałam cię. 

Pewnie  dlatego,  że  potrafię  poruszać  się  zupełnie 

bezszelestnie. 

Naprawdę?  -  Zoe  spojrzała  na  jego  stopy.  -  A  ja 

myślałam, że to dlatego, że masz na nogach adidasy. 

To nie są adidasy. - Ethan zdjął worek z jej ramienia. 

-  To  wyprodukowane  z  najnowocześniejszych  materiałów 
obuwie sportowe. 

Rozumiem. To wszystko wyjaśnia. 

Ethan  wyjął  drugą  torbę  z  bagażnika  i  zaczekał,  aż  Zoe 

zatrzaśnie klapę. Potem razem ruszyli w stronę zielonej bramy 
z kutego żelaza. 

background image

 

184 

No  i  co?  -  Zoe  wyciągnęła  klucze  z  torebki  i 

otworzyła  bramę.  -  Jak  ci  dzisiaj  poszło?  Znalazłeś  coś  na 
temat Lindsey Voyle? 

Wiem,  że  nie  będziesz  chciała  tego  słuchać,  ale 

wygląda  na  to,  że  ona  jest  dokładnie  tą  osobą,  za  jaką  się 
podaje  -  niedawno  rozwiedzioną  dekoratorką  wnętrz  z  Los 
Angeles,  która  właśnie  otworzyła  interes  w  Whispering 
Springs. 

Nie  wydaje  ci  się  dziwne,  że  ktoś  z  Los  Angeles 

chciał przeprowadzić się do tego miasta, żeby zacząć wszystko 
od nowa? 

Ethan  tylko  popatrzył  na  nią  w  milczeniu.  Zoe 

zmarszczyła brwi. 

W porządku, ty jesteś z Los Angeles i przyjechałeś tu 

zacząć  wszystko  od  początku.  Widzisz?  To  tylko  potwierdza 
moją teorię. Twoje życie nie jest całkiem normalne. 

A tak się staram. 

Nie traktujesz Lindsey Voyle poważnie, prawda? 

Kochanie,  przysięgam,  że  dokładnie  ją  sprawdziłem. 

Do czasu, kiedy się tu przeprowadziła, urządzała domy gwiazd 
filmowych i piła szampana ze sławnymi i bogatymi ludźmi. W 
jej życiu nie ma żadnej tajemnicy. 

Ale... 

Nie  mam  żadnych  niezwykłych  psychicznych 

zdolności,  ale  sama  mówiłaś,  że  w  takich  sprawach  zwykle 
można polegać na mojej intuicji. 

Zoe poddała się niechętnie. 

Chyba tak. 

Ethan ujął  ją dłonią pod brodę i  musnął jej  usta wargami. 

Kiedy poczuł, że trochę się rozluźniła, podniósł głowę. 

Chciałbym,  żebyś  miała  trochę  zaufania  do  swojego 

prywatnego detektywa. Dobrze? 

Zoe uśmiechnęła się lekko. 

Dobrze.  

background image

 

185 

Przeszli przez bramę. 

Nie  mam  żadnych  ekscytujących  wiadomości  o 

Lindsey  Voyle,  ale  za  to  właściciel  konkurencyjnej  firmy 
złożył mi dziś interesującą wizytę. 

Nelson  Radnor?  -  Zoe  zmarszczyła  brwi,  znowu 

zatroskana.  -  Chodziło  o  Valdeza?  Obawiałam  się,  że  będzie 
wściekły. 

Nie  na  tyle,  żeby  nie  złożyć  mi  bardzo  intratnej 

propozycji. 

Znowu proponował ci  pracę u siebie? -  skrzywiła się 

Zoe. - To mnie nie dziwi. Byłbyś świetnym nabytkiem dla jego 
firmy. Zakładam, że mu odmówiłeś?   - 

Właściwie  to  chciał,  żebym  śledził  jego  żonę. 

Podejrzewa, że ona ma romans. 

Och,  nie.  -  Zoe  zatrzymała  się  i  spojrzała  na  niego 

przerażona. - Odmówiłeś mu, prawda? 

Oczywiście.  Fakt,  że  pochodzę  z  południowej 

Kalifornii,  nie  oznacza  jeszcze,  że  mam  móżdżek  surfera. 
Powiedziałem  mu,  że  raczej  nie  zajmuję  się  zbieraniem 
dowodów do  spraw rozwodowych  i  że  na pewno  nie podejmę 
się tego dla kogoś, kto sam pracuje w tej branży. 

Zoe wzdrygnęła się i ruszyła przed siebie. 

To by cię postawiło w wyjątkowo paskudnej sytuacji. 

Sprawa 

Katherine 

Compton 

tego 

Morrowa 

była 

wystarczająco  ciężka.  Wyobraź  sobie  tylko,  jak  by  było, 
gdybyś wziął tę sprawę i odkrył, że żona Radnora rzeczywiście 
ma  romans.  Na  pewno  nie  podziękowałby  ci  za  taką 
wiadomość. 

Wytłumaczyłem  mu  mój  punkt  widzenia.  Nie  był 

zadowolony, ale chyba zrozumiał. 

Zatrzymali się przed wejściem do budynku. Zoe otworzyła 

drzwi swoim kluczem. 

Dokładnie w tej  samej  chwili  uchyliły  się też drzwi  biura 

administratorki  i  stanęła  w  nich  Robyn  Duncan.  Ethan 

background image

 

186 

dostrzegł,  że  jej  pewność  siebie  przygasła  trochę  na  jego 
widok. Robyn skoncentrowała więc swoją uwagę na Zoe. 

Ethan  nawet  nie  zwolnił.  Od  razu  zaczął  wchodzić  na 

schody. Nie wtrącaj się Truax, nic tu po tobie, pomyślał. 

Czekałam na panią, Zoe - szybko powiedziała Robyn. 

- Mam mały problem z zamkiem w pani drzwiach. 

Ethan zmartwiał. Stanął i odwrócił się gwałtownie. 

Nie  ma  żadnego  problemu  -  odparła  Zoe,  nie 

zatrzymując się. 

Owszem,  jest  -  powiedziała  Robyn.  -  Nie  mogę  go 

otworzyć moim kluczem. 

To  dlatego,  że  zmieniłam  zamek.  -  Zoe  zaczęła 

wchodzić na drugie piętro.  

Minęła Ethana, który stał tam, gdzie się zatrzymał. 

Zgodnie z regulaminem  budynku,  administrator musi 

mieć  dostęp  do  wszystkich  mieszkań  -  stwierdziła  Robyn.  - 
Takie są zasady bezpieczeństwa i higieny. 

Poprzedni administrator nie miał nic przeciwko temu, 

że zmieniłam zamek. 

Poprzedni  administrator  już  tu  nie  pracuje.  -  Robyn 

odchrząknęła.  -  Biorąc  pod  uwagę  jego  stosunek  do  pracy, 
pewnie nawet o tym nie wiedział. 

Prawda, pomyślał Ethan. Ale rozsądek podpowiedział mu, 

żeby trzymać usta zamknięte. 

Wynajęłam 

mieszkanie 

od 

poprzedniego 

administratora,  więc  jak  sądzę,  obowiązują  mnie  ustalenia,  na 
które  się  wtedy  zgodziłam.  -  Zoe  zatrzymała  się  w  połowie 
schodów  i  z  góry  zimno  spojrzała  na  Robyn.  -Jakiekolwiek 
próby  zmian  zawartej  wówczas  ustnej  umowy  uznam  za 
pogwałcenie  moich  praw  jako  najemcy.  Jeśli  będzie  pani 
nalegać, skonsultuję się z prawnikiem. 

Nie ma takiej potrzeby - powiedziała Robyn szybko. - 

Jestem  pewna,  że  dojdziemy  do  porozumienia.  Może  pani 
zatrzymać ten nowy zamek, aleja muszę dostać klucz. 

background image

 

187 

Mowy nie ma. 

Ostatnią rzeczą, na jaką Ethan miał ochotę, było wtrącenie 

się do tej wymiany zdań, ale w tej chwili nie miał już wyjścia. 
Spojrzał na Robyn. 

Mogę  zapytać,  jak  to  się  stało,  że  zauważyła  pani 

dzisiaj zmianę zamka w drzwiach Zoe? 

Robyn  zesztywniała,  przybierając  postawę  jednocześnie 

defensywną i waleczną. 

Zauważyłam  to,  kiedy  chciałam wpuścić do waszego 

mieszkania fachowca. Chociaż wolałabym, żeby w przyszłości 
informowali  mnie  państwo  o  planowanych  naprawach  i 
dostawach do  waszego  mieszkania.  W  ten sposób  będę  mogła 
zapobiec ewentualnym konfliktom z innymi lokatorami. 

Ethan zauważył, że Zoe nagle zacisnęła dłoń na poręczy z 

taką  siłą,  że  aż  zbielały  jej  kostki.  Spojrzała  na  niego, 
przerażona.  Ethan  natomiast  spojrzał  uważnie  na  Robyn 
Duncan. 

Chce  pani  powiedzieć,  że  ktoś  prosił  panią  dzisiaj  o 

wpuszczenie go do mieszkania Zoe? 

Właśnie  to  chcę  powiedzieć.  Jak  już  wspomniałam, 

mimo  że  nie  była  to  planowana  naprawa,  chciałam 
wyświadczyć  państwu  przysługę  i  wpuścić  tego  człowieka. 
Wtedy właśnie odkryłam, że mój klucz nie otwiera zamka.  

Kto to był? - spytał Ethan. 

Robyn zmarszczyła brwi. 

Powiedział, że przyszedł naprawić telewizor. To było 

koło południa.  Miał  dużo  szczęścia,  że w ogóle zastał  mnie  w 
biurze.  Na  drzwiach  jest  informacja,  w  jakich  godzinach  tam 
jestem.  Zazwyczaj  między  dwunastą  a  pierwszą  wychodzę  na 
lunch. Ale rozmawiałam akurat przez telefon, więc... 

Nie  wzywaliśmy  nikogo  do  naprawy  telewizora  - 

powiedział Ethan. 

Robyn  urwała  wpół  zdania.  Przez  chwilę  tylko  mrugała 

oczami, potem zdołała się opanować.  

background image

 

188 

Na  pewno  go  wezwaliście.  Miał  prawidłowo 

wypełniony formularz. 

Miała  pani  zamiar  wpuścić  zupełnie  obcego 

człowieka do mojego mieszkania? - Zoe gotowała się ze złości. 
- Co z pani za administrator? 

Robyn sprawiała wrażenie głęboko urażonej. 

Nigdy  nie  wpuszczam  nikogo  samego  do  mieszkań 

lokatorów.  Ustaliłam  szczegółowe  zasady  dotyczące  napraw  i 
dostaw.  Jeśli  najemcy  nie  ma  w  domu,  ja  towarzyszę  takiej 
osobie  przez  cały  czas.  Dlatego  to  takie  ważne,  by  uprzednio 
mnie o tym informować. 

Proszę  opisać  tego  człowieka  -  powiedział  Ethan, 

starając  się  nadać  głosowi  miły,  spokojny  ton.  Nie  było  to 
łatwe. 

Robyn  zamrugała  oczami.  W  końcu  zaczęła  rozumieć,  że 

coś tu było nie tak. 

Cóż,  wyglądał  jak...  jak ktoś,  kto  przyszedł  naprawić 

telewizor - powiedziała. - Był w kombinezonie. Miał skrzynkę 
z narzędziami i formularz. 

Jakie miał włosy? - spytała Zoe ostro. - Był niski czy 

wysoki? 

W jakim był mniej więcej wieku? - dodał Ethan. 

Włosy?  -  Robyn  cofnęła  się  nerwowo  w  stronę 

swojego biura -Nie zauważyłam. 

Długie czy krótkie? - naciskał Ethan.  

Krótkie.  -  Robyn  zrobiła kolejny krok  w tył.  Jej  usta 

zaczęły  drżeć.  -  Chyba.  Nie  jestem  pewna.  Miał  czapkę  na 
głowie. 

Podał pani swoje nazwisko? - spytał Ethan. 

Nie. - Robyn  nerwowo przełknęła ślinę. - Wydaje  mi 

się, że miał je napisane na kombinezonie, ale nie pamiętam go. 
Było długie. 

Nazwa firmy? - Zoe nie dawała za wygraną. 

background image

 

189 

Nie  pamiętam  -  wyszeptała  Robyn.  Jej  oczy  zaczęły 

podejrzanie błyszczeć. 

Cholera, zaraz się rozpłacze, pomyślał Ethan. To nam nie 

pomoże. 

Spokojnie.  Chcemy  po  prostu  wiedzieć,  kto  to  był. 

Wygląda  na to,  że mógł  to  być złodziej,  który wiedział,  iż nie 
ma nas w domu. Próbował skłonić panią do wpuszczenia go do 
naszego mieszkania, żeby ukraść telewizor albo komputer. 

Robyn oblała się rumieńcem. 

Nigdy bym na to nie pozwoliła. 

Przyjrzała się pani jego samochodowi? - spytał Ethan 

bez nadziei. 

Nie - szepnęła Robyn. 

Teraz pani rozumie, dlaczego wolę nie zostawiać pani 

zapasowego klucza. - Zoe odwróciła się i zaczęła wchodzić na 
schody. - Chodźmy, Ethan. Muszę się czegoś napić. 

Jeśli przypomni się pani coś na temat tego człowieka, 

proszę zostawić dla mnie notkę, dobrze? 

Po co? - spytała Robyn trochę nieprzytomnie. 

Ponieważ chciałbym  go odszukać -  wyjaśnił Ethan.  - 

I  zapytać,  dlaczego  do  diabła  chciał  wejść  do  naszego 
mieszkania. 

Może to nie był złodziej - powiedziała Robyn. - Może 

po prostu pomylił adres. 

Nigdy  nie wiadomo. - Ethan ruszył schodami w górę 

za Zoe. - Jeśli jednak był to złodziej, może spróbować wejść do 
innego  mieszkania  jutro  albo  za  tydzień.  W  końcu  teraz  już 
wie, że pani otworzy mu drzwi. 

Robyn  wybuchnęła  płaczem,  odwróciła  się  na  pięcie, 

wbiegła do biura i zatrzasnęła za sobą drzwi. 

Zoe  zatrzymała  się  na  podeście,  odwróciła  i  spojrzała  na 

zamknięte drzwi biura Robyn. Ogarnęły ją wyrzuty sumienia. 

Potraktowaliśmy  ją  dość  surowo,  nie  sądzisz?  Może 

powinnam pójść z nią porozmawiać. 

background image

 

190 

Nawet  o  tym  nie  myśl.  -  Ethan  dotarł  do  szczytu 

schodów i wszedł na korytarz. - Zasłużyła sobie na to. 

Chyba masz rację. - Zoe ruszyła za nim. - Ethan? 

Tak? 

Myślisz  to  samo  co  ja,  prawda?  Że  może  to  nie  był 

zwykły złodziej? Że to może mieć związek z Arcadią? 

To  możliwe,  owszem.  -  Ethan  zaczekał,  aż  Zoe 

otworzyła drzwi. - Zadzwonię do Harry'ego i Arcadii i powiem 
im, co zaszło. 

Weszli  do  mieszkania.  Ethan  postawił  zakupy  na 

kuchennym blacie i wyciągnął telefon. 

Ale  jeśli  chodzi  o  Arcadię  -  powiedziała  Zoe.  - 

Dlaczego  ten  człowiek  próbował  się  dostać  do  naszego 
mieszkania? 

Może wie, że jesteście sobie bliskie. Może postanowił 

zebrać więcej informacji  na jej temat i doszedł do wniosku, że 
najłatwiej będzie mu je uzyskać od jej najlepszej przyjaciółki.  

Zoe  sięgnęła  do  jednej  z  toreb  i  wyciągnęła  z  niej  karton 

mleka. Spojrzała na Ethana w zamyśleniu. 

Tym razem mężczyzna. Już nie kobieta w kapeluszu i 

z aparatem fotograficznym. Jeśli istotnie kryje się za tym Grant 
Loring, to ma wielu wspólników. Przynajmniej dwóch. 

Chyba  że  tym  facetem  od  telewizora  był  Loring  w 

przebraniu. 

O  Boże,  nie  pomyślałam  o  tym.  Gdyby  tylko 

Spiczastoucha była w stanie go opisać. 

Typowy świadek. Na nic nie zwracała uwagi. - Ethan 

przyłożył telefon do ucha. - Czemu zresztą miałaby to robić? 

Zoe prychnęła z pogardą. 

Interesowało  ją  tylko  to,  że  nie  przestrzegałam  jej 

uświęconego regulaminu. 

Ethan  patrzył,  jak  wkłada  karton  z  mlekiem  do  lodówki. 

Etykieta nie wyglądała znajomo. 

Co to jest, do diabła? 

background image

 

191 

Mleko  sojowe.  -  Zoe  odwróciła  się,  żeby  wyjąć  z 

torby  brokuły.  -  Podobno  obniża  poziom  cholesterolu  i  ma 
dobry wpływ na prostatę. 

Naprawdę?  -  Nagle  zaczął  patrzeć  w  przyszłość  z 

większym optymizmem. Zoe martwi się o jego zdrowie. To na 
pewno dobry znak. 

Kiedy Harry odebrał  wreszcie telefon, Ethan ciągle się do 

siebie uśmiechał. 

 
 

Rozdział 27 
 
 

Później,  kiedy  sprzątnęli  ze stołu  i  poukładali  naczynia w 

zmywarce,  Zoe nalała  brandy  do  dwóch  szklanek  i  zaniosła  je 
do pokoju 

Ethan  znowu  rozmawiał  przez  telefon,  tym  razem  z 

Singletonem.  Była  to  już  piąta  czy  szósta  rozmowa 
telefoniczna tego wieczoru. 

Zoe  postawiła  szklanki  na  stoliku  i  spojrzała  na  męską, 

inteligentną  twarz  Ethana.  Był  bardzo  skupiony  i  mówił  do 
Singletona tym  spokojnym,  obojętnym  tonem,  jakiego  używał 
zawsze, kiedy pracował nad jakąś sprawą. W całej jego postaci 
kryły  się  wielka  siła  i  energia,  nad  którymi  całkowicie 
panował. 

Zoe  podziwiała  jego  wytrwałość.  Musiał  być  bardzo 

zmęczony. Po nocnej wizycie Harry'ego i Arcadii żadne z nich 
nie  wróciło  już  do  łóżka.  Ale  podczas  gdy  Zoe  spędziła 
większość  dnia,  martwiąc się  o  Arcadię  i próbując dopasować 
osobę  Lindsey  Voyle  do  całej  tej  łamigłówki,  Ethan 
nieprzerwanie pracował. 

background image

 

192 

Przyszło  jej  do  głowy,  że  może  Ethan  rzucił  się  w  wir 

pracy,  by  oderwać  się  od  swoich  smutnych  listopadowych 
wspomnień. 

...Racja.  Zgadzam  się.  Zadzwoń,  kiedy  dowiesz  się 

czegoś  nowego.  -  Ethan  przerwał  połączenie,  a  potem 
zanotował  coś na kartce papieru.  Odłożył  długopis  i  zauważył 
szklankę z brandy. - Dziękuję. 

Proszę  bardzo.  -  Zoe  usiadła  na  kanapie  naprzeciw 

niego  i  podciągnęła  nogi  pod  siebie.  -  Co  ci  powiedział 
Singleton? 

Merchant  się  z  nim  skontaktował.  -  Ethan  podniósł 

szklankę, rozparł się wygodnie w fotelu i rozprostował  nogi. - 
Twierdzi,  że  znalazł  faceta,  który  prawdopodobnie  sprzedał 
Loringowi nową tożsamość. 

To  wspaniała  wiadomość.  Jeśli  poznamy  nowe 

nazwisko Loringa, będzie nam znacznie łatwiej go odnaleźć. 

Niekoniecznie.  Mógł  je  znowu  zmienić.  -  Ethan  upił 

łyk  brandy  i  opuścił  szklankę.  -  Ale  taka  informacja  może  się 
przydać, to pewne. 

Co o tym wszystkim myślisz? 

Ethan odchylił głowę na oparcie fotela. 

Cóż, wychodzimy z założenia, że Loring gdzieś się tu 

czai,  czekając  na  dogodny  moment,  żeby  dopaść  Arcadię.  A 
jeśli to założenie jest błędne? 

Sam mówiłeś, że to najbardziej logiczna teoria. 

Jeśli istotnie tak jest, musimy się na to przygotować. - 

Spojrzał  jej  w  oczy.  -  Ale  są  też  inne  możliwości.  -  Obracał 
powoli szklankę w dłoniach. - A co do tego dziwnego uczucia, 
które miałaś w bibliotece i w biurze Arcadii... 

Zoe  zesztywniała.  Szklanka  w  jej  ręce  zadrżała  lekko. 

Bardzo ostrożnie postawiła ją na stoliku. 

Co  mam  ci  powiedzieć,  Ethan?  Że wszystko to tylko 

sobie wyobraziłam? 

background image

 

193 

Nie.  -  Ethan  upił  nieco  brandy.  -  Nie,  chyba  że 

rzeczywiście wszystko to sobie wyobraziłaś. 

Nie - odparła stanowczo. 

Wierzę ci.  Nie wiem,  co  tak cię zaniepokoiło w tych 

miejscach, ale nie  mam zamiaru deprecjonować twojej... eee... 
intuicji. 

Zoe  nie  odpowiedziała.  Była  zbyt  wyczerpana,  by  kłócić 

się o to, czy posiada paranormalne zdolności, czy też nie. Ostra 
wymiana  zdań  była  ostatnią  rzeczą,  na  jaką  oboje  mieli  w  tej 
chwili ochotę. 

Przez  pewien  czas  milczeli.  Pili  brandy  w  zupełnej  ciszy. 

Po chwili Zoe postanowiła zmienić temat i wrócić do rozmowy 
przerwanej przez Robyn Duncan.  

Ciągle  nie  mogę  uwierzyć,  że  Nelson  Radnor  chciał 

cię  wynająć  do  śledzenia  jego  żony  -  powiedziała.  -  Ma  cały 
tłum własnych detektywów. 

Nie chciał brać do tej roboty żadnego ze swoich ludzi, 

żeby uniknąć plotek w firmie. 

Rozumiem,  byłoby  to  dość  krępujące  -  westchnęła 

Zoe.  -  Ale  to  mimo  wszystko  dziwne,  że  w  ogóle  chciał  to 
komuś  zlecić.  No  wiesz,  to  jego  żona,  a  on  jest  świetnie 
wyszkolonym  detektywem.  Czemu  sam  nie  chciał  się  tym 
zająć? Po co mieszać do tak intymnej sprawy osoby trzecie? 

Ethan rozkoszował się brandy. 

Nelson  chce  poznać  prawdę  -  powiedział  w  końcu.  - 

Nie  znaczy  to  jednak,  że  miałby  ochotę  widzieć  na  własne 
oczy,  jak  jego  żona  wychodzi  z  hotelowego  pokoju  z  innym 
facetem.  To  byłoby...  -  urwał  na  moment  -  trudne  do 
wytrzymania dla każdego mężczyzny. 

Zoe  wyczuła  podtekst  kryjący  się  za  tymi  słowami  i 

pomyślała  o  trzech  poprzednich  małżeństwach  Ethana.  Było 
więcej  niż  prawdopodobne,  że  rozpad  któregoś  spośród  nich 
nastąpił  z  powodu  romansu  jednego  z  małżonków.  A  tego,  że 
to nie Ethan zdradził, Zoe była pewna na sto procent. 

background image

 

194 

Jak  na  człowieka,  który  był  żonaty  już  po  raz  czwarty, 

Ethan  miał  bardzo  staroświeckie  poglądy  na  kwestie  honoru, 
wierności i uczciwości. 

A  gdyby  odwrócić  role?  -  powiedziała  Zoe  cicho.  - 

Jestem  pewna,  że  kobiecie  równie  ciężko  byłoby  patrzeć  na 
męża wychodzącego z pokoju hotelowego z kimś innym. 

Są  ludzie,  którzy  muszą  znać  prawdę.  -  Ethan 

postawił  pustą  szklankę  na  stoliku.  —  Więc  wynajmują 
prywatnych detektywów, żeby ją odkryli. 

Myślę,  że  ty  byś  tego  nie  zrobił.  Gdybyś  chciał 

poznać  prawdę,  odkryłbyś  ją  sam.  Nie  wynająłbyś  nikogo, 
żeby odwalił za ciebie brudną robotę. 

Tak - zgodził się Ethan. - Ja nikogo bym nie wynajął. 

W tej krótkiej odpowiedzi było coś mrocznego, gorzkiego. 

Zoe nie wiedziała dokładnie, co to było, ale zaniepokoiło ją to. 
O  co  tu  chodzi?  Po  kilku  sekundach  ciężkiej,  pełnej  napięcia 
ciszy, Zoe pojęła nagle, w czym rzecz i omal nie zakrztusiła się 
brandy. 

Ethan? 

Tak? 

Nie przyszło ci do głowy to, co myślę, że ci przyszło, 

prawda? Nie przypuszczasz chyba... - urwała. Nie była w stanie 
tego wyrazić. Z wielkim trudem zmusiła się do wypowiedzenia 
tych słów. - Nie sądzisz chyba, że ja mam z kimś romans? 

W  pierwszej  chwili  Ethan  wydawał  się  tym  pytaniem 

zaskoczony,  zdezorientowany,  jakby  kazała  mu  w  jednym 
zdaniu  wyjaśnić  pochodzenie  wszechświata.  Opanował  się 
jednak szybko i spojrzał na nią chłodno i spokojnie. 

Nie - powiedział tylko. 

Zoe  doszła  do  wniosku,  że  zabrzmiało  to  bardzo 

jednoznacznie. 

Co  za  ulga.  -  Wzięła  szklankę  i  dla  wzmocnienia 

pociągnęła  łyk  brandy.  -  Przez  chwilę  wydawało  mi  się,  że 
wizyta Radnora obudziła w tobie pewne podejrzenia. 

background image

 

195 

Ty byś mnie nie oszukiwała. 

Wzruszyła ją niezachwiana pewność w jego głosie. 

A  ty  nie  oszukiwałbyś  mnie.  Mamy  jednak  ze  sobą 

coś wspólnego, prawda? 

O tak, przynajmniej tyle. 

Drugi  raz  w  czasie  pięciu  minut  serce  podeszło  Zoe  do 

gardła.  O  co  mu  teraz  chodzi?  Czuła  się  tak,  jak  na 
niebezpiecznej  kolejce  w  wesołym  miasteczku.  Odchrząknęła 
nerwowo. 

Podobne  zasady  moralne  to  podstawa  udanego 

związku. 

Cholera. 

Zabrzmiało 

to 

jak 

cytat 

poradnika 

psychologicznego.  Dziesięć  prostych  zasad  doskonałego 
małżeństwa doktor Zoe. 

W oczach Ethana błysnęła iskierka rozbawienia. 

Wierz  mi  lub  nie,  ale  sam  do  tego  doszedłem.  Zoe 

miała już tego dosyć. 

Ethan,  o  co  ci  właściwie  chodzi?  Zachowujesz  się 

dziwnie. 

Przepraszam.  -  Ethan  potarł  kark  dłonią.  -  To  był 

bardzo długi dzień.  

Zoe postawiła stopy na podłodze. 

Ustaliliśmy,  że  nie  podejrzewasz  mnie  o  romans. 

Więc o co ci chodzi? Czuję, że to ma związek z  nami, a nie z 
Arcadią ani twoim bratem. 

Powiedz mi. 
Ethan spojrzał na nią przeciągle. 

Czasem lepiej jest nie pytać. 

Pytaj, 

Ethan. 

Proszę. 

Nie 

wytrzymuję 

tej 

niepewności. Nie wtedy, kiedy dotyczy ciebie. 

Przez chwilę sądziła, że odmówi. 

W  porządku  -  powiedział  w  końcu.  -  Zastanawiam 

się, czy żałujesz, że za mnie wyszłaś. 

Co?! 

background image

 

196 

Pomyślałem,  że  może czujesz  się  zobowiązana,  żeby 

wytrwać w tym małżeństwie. To ja zmusiłem cię do obietnicy, 
że  spróbujesz  dać  mi  prawdziwą  szansę.  A  należysz  do  osób, 
które dotrzymują obietnic. 

Zoe  była  tak  zaskoczona,  że  tylko  patrzyła  na  niego  w 

milczeniu.  Była  to  ostatnia  rzecz,  jaką  spodziewała  się 
usłyszeć.  

Skąd przyszło ci do głowy, że mogę czegoś żałować? 

- wyszeptała. 

Czasami  mam  wrażenie,  że  wycofujesz  się  gdzieś  w 

głąb  siebie  i  oddalasz  ode  mnie.  -  Patrzył  wprost  na  nią,  ale 
jego  twarz  była  nieprzenikniona.  -  Ostatnio  robisz  to  coraz 
częściej.  Zwłaszcza  wtedy,  kiedy  rozmawiamy  o  tym,  co 
czujesz, wchodząc do pewnych pomieszczeń. 

Ethan... - zaczęła Zoe i urwała. Nie miała pojęcia, co 

powinna  powiedzieć.  Miał  rację,  była  coraz  bardziej 
sfrustrowana faktem, że nie wierzył w jej zdolności. 

Ale czyż miała prawo zmuszać go, by uwierzył w coś, co 

większość 

racjonalnie 

myślących, 

inteligentnych 

ludzi 

uznałaby za uleganie złudzeniom w najlepszym przypadku, a w 
najgorszym za rozmyślne oszustwo? 

Mam  wrażenie,  że  jeśli  nie  uwierzę  w  twój  szósty 

zmysł, nie będziesz w stanie znosić mnie jako swojego męża - 
powiedział Ethan spokojnie. - Mam rację? 

Zoe ogarnęła panika. To nie był właściwy czas ani miejsce 

na taką rozmowę. Mieli teraz dość innych problemów. 

W  porządku,  pomyślała,  miałam  zamiar  odsunąć  tę 

rozmowę  na  potem.  Rozpocząć  ją  w  bliżej  nieokreślonej 
przyszłości.  Sama  jestem  sobie  winna.  Nie  chcę  stracić  tego 
człowieka. Kocham go. 

Ethan nie należał do ludzi, którzy mają w zwyczaju unikać 

tego, co nieuniknione. 

background image

 

197 

Zoe  zebrała  się  w  sobie  i  objęła  kolana  ramionami. 

Musiała  dwa  razy  przełknąć  ślinę,  zanim  była  w  sianie 
przemówić. 

Obawiam  się,  że  jeśli  nie  nauczysz  się  w  końcu 

akceptować tej  części  mojej  osobowości -  powiedziała cicho  - 
nie  będziesz  w  stanie  ze  mną  żyć.  W  każdym  razie  jako  mąż. 
Gdybyśmy  byli  tylko  kochankami,  może  byłoby  inaczej.  Ale 
małżeństwo to inna sprawa. 

Inna sprawa? 

Zoe  poczuła  tępy  ból  w  okolicy  serca.  Spojrzała  w  dół  i 

zobaczyła,  iż tak mocno splotła palce, że aż zbielały jej kostki 
obu dłoni. 

Ethan, byłam już w małżeństwie, w którym musiałam 

ukrywać  prawdę  o  sobie.  Bardzo  kochałam  Prestona,  ale 
wiedziałam, że on nigdy nie byłby w stanie zrozumieć tego, co 
się  czasami  ze  mną  dzieje.  Obawiałby  się  o  moje  zdrowie 
psychiczne.  Prawdopodobnie  próbowałby  skłonić  mnie  do 
wizyt u  niezliczonych specjalistów. Cały ten stres stałby się w 
końcu nie do zniesienia. 

Więc nigdy mu nie powiedziałaś? 

Zoe potrząsnęła głową. 

Nie chciałam go tym obciążać, bo wiedziałam, jak by 

to  przeżył.  I  wiedziałam,  jak  sama  bym  to  przeżyła.  Ale 
udawanie,  że  jestem...  normalna  wiele  mnie  kosztowało. 
Później,  po  jego  śmierci,  budziłam  się  czasem  przed  świtem  i 
zastanawiałam,  czy...  czy...  -  zamknęła  oczy,  czując 
wzbierające w nich łzy. 

Zastanawiałaś  się,  czy  gdyby  Preston  żył,  wasze 

małżeństwo przetrwałoby to, co uważasz za prawdę o sobie. 

Zoe  kiwnęła  głową.  Łzy  zaczęły  jej  spływać  po 

policzkach.  Cholera,  cholera,  cholera.  Nie  teraz.  Akurat  w  tej 
chwili  nie  chciała  się  rozkleić.  Nie  był  to odpowiedni  czas  na 
wielką scenę. 

background image

 

198 

Zirytowana,  rozplotła  palce  i  otarła  łzy  wierzchem  dłoni. 

Oddychaj.  Zachowuj  się  normalnie.  Udawaj.  Robiłaś  to  całe 
życie. 

Ale przy Ethanie nie chciała niczego udawać. 
Kiedy  się  już  trochę  opanowała  otworzyła  oczy  i 

zobaczyła, że Ethan uważnie jej się przygląda. 

I czułaś się winna - skończył za nią. 

Myślę,  że  wcześniej  czy  później  musiałabym 

powiedzieć Prestonowi  prawdę -  przyznała.  -  Nie  da się takiej 
tajemnicy ukryć na zawsze. Nie przed własnym mężem. 

Ethan wstał, podszedł do kanapy, schylił się i wziął Zoe w 

objęcia. 

Na  wypadek  gdybyś  nie  zauważyła,  istnieje  jedna 

zasadnicza  różnica  między  twoim  pierwszym  małżeństwem  a 
naszym  -  pociągnął  ją  do  góry.  -  Fakt,  że  posiadasz  pewne 
psychiczne zdolności, nie jest dla mnie tajemnicą, pamiętasz? 

Wiem,  ale  to  na  jedno  wychodzi,  bo  ty  mi  nie 

wierzysz. 

Nie,  to  wcale  nie to  samo.  Wiem,  jesteś przekonana, 

że  masz  te  paranormalne  zdolności.  Osobiście  uważam,  że  po 
prostu masz  znacznie większą intuicję niż inni  ludzie.  Ale  bez 
względu  na  to,  jak  każde  z  nas  to  interpretuje,  wyjaśnijmy 
sobie  jedno.  Ja  nie  uważam,  że  powinnaś  iść  do  lekarza.  Nie 
jesteś szalona. 

Ethan... 

Pocałował  ją  szybko,  zmuszając  do  milczenia.  Ten 

pocałunek zaparł jej dech w piersiach. 

Miałaś  kilka  nieprzyjemnych  doświadczeń  z powodu 

swojej intuicji - powiedział spokojnie. - Więc wydaje ci się, że 
nie jesteś normalna. 

Zoe zacisnęła dłonie. 

Bo taka jest prawda. Nie jestem normalna. 

Do  diabła,  ja też nie  jestem  normalny. Powiedziałem 

ci kiedyś, że jestem dokładnym przeciwieństwem mojego brata 

background image

 

199 

Drew.  Jemu  wszystko  się udawało.  Potrafił  sprostać wszelkim 
wyzwaniom.  Był  najlepszy,  od  przedszkola  do  potężnej 
korporacji,  której  był  prezesem.  Po  drodze  znalazł  czas,  by 
poślubić  wspaniałą  kobietę  i  mieć  z  nią  dwóch  cudownych 
synów. 

Wiem,  co  chcesz  przez  to  powiedzieć  -  wyszeptała 

Zoe. - Ale to nie jest konieczne. 

Mnie natomiast nie udawało się nic - ciągnął Ethan z 

goryczą.  -  Zostałem  usunięty  ze  studiów.  Mam  za  sobą  trzy 
rozwody i bankructwo. A to tylko kilka faktów z mojego życia, 
które jest historią klęsk i porażek. 

Przestań. - Zoe chwyciła go za nadgarstki. - Nie mów 

tak. To nieprawda. 

Nie uważam,  że  jesteś  szalona,  bo wierzysz w swoje 

zdolności. - Ethan ujął jej twarz w dłonie. 

Ethan? 

Pragnę 

cię 

bardziej 

niż 

kogokolwiek 

czy 

czegokolwiek innego w całym swoim życiu. 

Zanim  zdążyła  odpowiedzieć,  znowu  zaczął  ją  całować. 

Tym  razem  nie  chciał  już  tylko  zamknąć  jej  ust.  W  tym 
pocałunku  była  pierwotna,  dzika  żądza.  Całe  jego  ciało 
emanowało  pożądaniem.  W  jego  ogniu  rozpacz  i  desperacja, 
jakie  czuła  jeszcze  przed  chwilą,  zniknęły.  Zoe  wiedziała,  że 
namiętność,  którą  dzielą,  nie  rozwiąże  wszystkich  ich 
problemów,  była  jednak  potężnym  narkotykiem.  Używali  go, 
by odsunąć na jakiś czas myśli o niepewnej przyszłości. 

Ethan wsunął język między jej wargi, czekając na reakcję. 

Wyraźnie czuła jego erekcję. Świadomość, że ma nad nim taką 
władzę, podniecała ją, sprawiała, że czuła się silna. 

Zarzuciła  mu  ręce  na  szyję,  szukając  znowu  jego  ust. 

Ethan chwycił  jej głowę jedną ręką i przesunął wargami po jej 
szyi,  tak,  by  poczuła  na  skórze  dotyk  jego  zębów.  Udaje 
niebezpiecznego  kochanka,  pomyślała.  Nie . .  .  nie gra  żadnej 
roli. Czaił się w nim prawdziwy drapieżnik. 

background image

 

200 

Było  to  bardzo  podniecające  uczucie.  Wiedziała,  że  choć 

w głębi  serca Ethan  jest  łowcą,  drapieżnikiem,  należy  do  niej. 
Ufała  mu  tak,  jak  nigdy  dotąd  nie  ufała  nikomu  w  całym 
swoim życiu. 

Wsunęła dłonie pod jego czarny podkoszulek i przejechała 

paznokciami  po  wypukłych  mięśniach  jego  klatki  piersiowej. 
Ethan  na  moment  wstrzymał  oddech,  a  potem  wypuścił 
powietrze z cichym jękiem, nie kryjąc pożądania. 

Świat  zawirował  wokół  niej,  a  kiedy  znowu  stanął, 

odkryła,  że  leży  na  dywanie.  Ethan  nachylał  się  nad  nią, 
przytrzymując  ją  jedną ręką.  Drugą  rozpiął  jej  bluzkę  i stanik. 
Potem  zaczął  rozpinać  jej  spodnie,  zsuwając  je  razem  z 
majtkami. Ubranie zatrzepotało w powietrzu i spadło w mrok. 

Wsunął  kolano  między  jej  nogi  i  przesuwał  je  powoli  w 

górę, aż dotknął nim zwieńczenia jej ud. Wiedziała, że jest już 
wilgotna, i była pewna, że on czuje to przez materiał spodni. 

Musnęła  dłońmi  linię  jego  żeber  pod  koszulką.  Ethan 

nachylił się i wziął w usta jeden z jej sutków. A potem wsunął 
w nią pałce. 

Ruch jego ręki i ust na jej piersi to było więcej, niż mogła 

wytrzymać.  Uniosła  biodra,  próbując  osłabić  napięcie,  ale 
wtedy zaczęła je odczuwać jeszcze intensywniej. 

Ogarnęła ją fala gorącej,  niespokojnej energii, przynosząc 

ze  sobą  pragnienie  dekadenckiego  zapomnienia.  Ethan 
wyzwolił ją pod wieloma względami. Mogła się z nim kłócić o 
to,  czy  posiada  paranormalne  zdolności.  Mogła  też  dać  wyraz 
swojej  śmiałej,  zmysłowej  naturze.  Dopóki  nie  spotkała 
Ethana,  nie  podejrzewała  nawet  istnienia  tej  części  swojej 
osobowości. 

Uświadomiła  sobie,  że  dzieli  swoje  życie  seksualne  na 

dwa etapy-przed Ethanem i razem z nim. 

Przed  Ethanem  seks  był  przyjemnym,  zazwyczaj 

pogodnym  doznaniem,  brakowało  mu  jednak  prawdziwego 
ognia.  Natomiast  to,  co  zdarzyło  się  po  spotkaniu  z  Ethanem, 

background image

 

201 

zmusiło ją do zmiany zdania na temat miłości fizycznej. Seks z 
Ethanem  był  intensywnym, wyczerpującym doświadczeniem o 
temperaturze wrzenia. 

To  właśnie  on  uświadomił  jej,  że  ma  tak  zdumiewająco 

namiętną  naturę.  Odkrycie  to  było  jeszcze  bardziej 
zaskakujące,  niezwykłe  i  cudowne  niż  jej  psychiczne 
zdolności, które towarzyszyły jej przez całe życie. 

Ethan delikatnie pieścił ją palcami. Zoe drżała, wyprężając 

całe  ciało.  Dotknął  ustami  jej  warg.  Sięgnęła  w  dół,  rozpięła 
mu spodnie i wzięła do ręki twardą, nabrzmiałą męskość. 

Chcę,  żebyś  we  mnie  wszedł  -  wyszeptała  nagląco, 

próbując nakierować go w odpowiednią stronę. - Teraz. Już. 

Jego cichy śmiech drażnił jak język wielkiego drapieżnego 

kota na jej skórze. 

Jeszcze  nie  -  powiedział  z  ustami  przy  jej  szyi.  - 

Najpierw  musisz  mi  pokazać,  jak  szybko  i  mocno  mam  to 
zrobić. 

Uśmiechnęła  się  do  niego.  W  jego  ramionach  czuła  się 

nieskończenie tajemnicza i uwodzicielska. 

Ach,  właśnie  o  to  chodzi.  Czasem  lubię  powoli  i 

spokojnie. Jego oczy błysnęły w ciemności. 

Potrafię się dostosować.  

Wygięła  się  w  łuk  pod  dotykiem  jego  palców, 

zdecydowana dostać to, czego chciała. Poruszała  się miarowo, 
czując  narastające  stopniowo  napięcie  gdzieś  w  podbrzuszu. 
Ethan  pocierał  kciukiem  jej  najwrażliwszy  punkt.  Kiedy  nie 
była  w  stanie  dłużej  tego  wytrzymać,  oplotła  go  nogami  i 
ścisnęła uda. Poczuła, że Ethan traci panowanie nad sobą.  

Szeptał  jej  do  ucha  ostre,  prowokujące  słowa,  które 

doprowadzały ją do szaleństwa. 

Czuła, że to już koniec. 
Pchnęła  go  silnie,  teraz  już  absolutnie  zdeterminowana. 

Położył  się  bez  sprzeciwu  na  wznak,  jego  oczy  lśniły  w 

background image

 

202 

oczekiwaniu najintensywniejszej przyjemności. Usiadła na nim 
powoli. 

Ethan  chwycił  ją  za  pośladki  i  uniósł  biodra,  mocno  i 

gwałtownie. Zadrżała. Ogarnęła ją fala rozkoszy. 

Zoe. 

Zacisnął palce, całe jego ciało zesztywniało. Poruszał się z 

dziką, rytmiczną furią, aż oboje osiągnęli stan zapomnienia. 

Długi czas potem poszli do sypialni. Zoe nie miała siły, by 

włożyć  piżamę.  Wsunęła  się  pod  kołdrę,  a  Ethan  położył  się 
obok i przytulił ją mocno. 

Wiedziała,  że  zasnął  natychmiast.  Jego  ulubiony  lek  na 

bezsenność ponownie zadziałał. 

W  jej  przypadku  nie  był  aż  tak  skuteczny.  Mimo 

wyczerpania,  leżała  jeszcze  długo,  rozmyślając o przeszłości  i 
przyszłości. 

Tej  nocy  nie  rozwiązali  żadnego  problemu.  Ethan  nadal 

nie wierzył w jej zdolności. Z drugiej jednak strony nie uważał 
jej  za  wariatkę  tylko  dlatego,  że  ufała  swojemu  szóstemu 
zmysłowi. Nie była pewna, co o tym myśleć. 

Nie tylko seks  był  inny  z Ethanem.  Z  nim wszystko  było 

inne. 

Przysunęła  się  bliżej  do  niego,  rozkoszując  się  siłąi 

ciepłem jego ciała. 

Po chwili i ona zapadła w sen. 
To była dobra noc. 
Nic się jej nie przyśniło. 
 
 

Rozdział 28 

 
 
O wpół do siódmej  następnego ranka wlała mleko sojowe 

do  dużej  miseczki  wypełnionej  muesli  i  postawiła  ją  przed 

background image

 

203 

Ethanem,  który  nie  odrywał  wzroku  od  leżącego  na  stole 
otwartego notatnika. 

Usiadła  naprzeciw  niego,  wytrząsając  z  pojemnika  jego 

dzienną dawkę witamin.  

Jaki jest plan A na dzisiejszy dzień? 

Taki sam jak wczoraj. Szukać dalej.  

Zoe otworzyła buteleczkę zawierającą tabletki wapna. 

Mam pewien pomysł. 

Tak?  -  Ethan  wziął  do  ręki  łyżkę,  ciągle  patrząc  w 

swoje notatki. 

Lindsey  Voyle ciągle  jest  niewiadomą w tej  sprawie, 

prawda? Ethan znieruchomiał z łyżką w ręce. Podniósł głowę i 
spojrzał na nią uważnie. 

Mówiłem  ci,  sprawdziłem  ją  bardzo  dokładnie, 

kochanie.  Jest  czysta.  Nic  jej  nie  łączy  z  Grantem  Loringiem 
ani z  żadną  inną  osobą z  listy  wspólników  i  wrogów Loringa, 
którą dała nam Arcadia. 

Jego  spokojny,  rozsądny  ton  zirytował  Zoe.  Jeśli  to 

małżeństwo  ma przetrwać,  Ethan  będzie  musiał  zrozumieć,  że 
jedna  upojna  noc  nie  wystarczy,  by  jego  żona  zapomniała  o 
własnym zdaniu. 

Moja  paranormalna  intuicja  wyczuła  coś  w  dwóch 

różnych miejscach, w których  bywała ostatnio Lindsey Voyle. 
Myślę,  że  to  nie  może  być  zwykły  zbieg  okoliczności.  -  Zoe 
czuła, że jest uparta, ale postanowiła, że nie podda się łatwo. 

Paranormalna intuicja? - uśmiechnął się Ethan. -  Tak 

będziesz to teraz nazywać? 

Pomyślałam  sobie,  robiąc  przed  chwilą  śniadanie,  że 

to odpowiednie określenie. I jest rodzajem kompromisu. 

Aha.  Cóż,  cokolwiek  się  za  nim  kryje,  nie  pomoże 

nam  przy  tej  sprawie.  Nie  znalazłem  niczego,  co  łączyłoby 
Lindsey Voyle z tym, co przydarzyło się Arcadii. 

Wiem. Ale może mnie uda się coś odkryć. -- Czułem, 

że to powiesz. Zoe uśmiechnęła się słodko. 

background image

 

204 

Więc może i ty masz jakieś paranormalne zdolności. 

Nie. 

Nie, nie masz takich zdolności? Ethan spojrzał na nią 

groźnie spod zmrużonych powiek. 

Nie,  nie  zrobisz  tego,  co  sobie  zaplanowałaś  - 

cokolwiek to jest - w domu Lindsey Voyle. 

Miałam zamiar tylko trochę się tam rozejrzeć. 

Nie. 

Mogę  tam  bez  problemu  wejść,  nie  łamiąc  prawa. 

Lindsey  jest  jedną  ze  stałych  klientek  Arcadii.  Arcadia  na 
pewno  pomogłaby  mi  wymyślić  jakiś  pretekst,  żebym  mogła 
odwiedzić Lindsey w domu. Niczego nie ryzykuję. 

Ani trochę w to nie wierzę. 

Zoe zjadła trochę płatków. 

Mówię  poważnie,  Zoe.  To  ja  prowadzę  to  śledztwo. 

Co oznacza, że to ja decyduję, co robimy. Zrozumiano? 

Nie sądzisz czasem, że boisz się stracić kontrolę? Nie 

martwi cię to? - spytała Zoe. 

Owszem,  boję  się  tego,  ale  ani  trochę  mnie  to  nie 

martwi.  Lubię  wszystko  kontrolować.  -  Ethan  nabrał  na  łyżkę 
muesli  i  włożył  ją  do  ust.  Zaczął  przeżuwać,  ale  nagle 
znieruchomiał i z niedowierzaniem spojrzał w swoją miseczkę. 

Co to jest, do diabła? 

Pewnie chodzi ci o mleko sojowe - odparła Zoe. - Ma 

trochę inny smak. 

Ethan  szybko  przełknął  to,  co  miał  w  ustach,  chwycił 

szklankę  z  sokiem  pomarańczowym  i  jednym  haustem 
wychylił  jej  zawartość.  Potem  odstawił  szklankę  i  pochylił  się 
nad miseczką z muesli, jakby badał jakąś obcą formę życia. 

Dobre na prostatę i cholesterol, tak? 

Czytałam  artykuł  na  ten  temat.  Ethan  pogrzebał  w 

miseczce łyżką. 

Nie  można  wierzyć  we  wszystko,  co  wypisują  w 

gazetach. 

background image

 

205 

Spróbuj, może za kilka dni przyzwyczaisz się do tego 

smaku  -  ponagliła  go  Zoe.  -  A  jeśli  nie,  wrócimy  do 
normalnego mleka. 

Ethan nabrał muesli na łyżkę. 

Nie  obawiam  się  specjalnie  o  mój  poziom 

cholesterolu, ale, do diabła, dla prostaty zrobię wszystko. 

Kiedy Zoe, tuż po ósmej, schodziła po schodach, spotkała 

Robyn Duncan, która już na nią czekała. 

Dzień  dobry  -  powiedziała  Robyn  kwaśno.  -  Czy 

mogłabyś wstąpić na chwilę do mojego biura? 

Przykro  mi.  -  Zoe  zmierzała  prosto  do  drzwi, 

przyciskając do siebie torbę. - Jestem umówiona. 

To  zajmie  tylko  minutkę  -  powiedziała  szybko 

Robyn. - Mam bardzo ważną sprawę. 

Naprawdę nie mam czasu. 

Chodzi  o  skargę  -  w  głosie  Robyn  zabrzmiała 

złowroga  nuta.  Zoe  zatrzymała  się  tuż  przed  drzwiami  i 
odwróciła powoli. 

Jaką skargę? Robyn odchrząknęła. 

Wczoraj  późnym  wieczorem  zadzwonił  do  mnie  pan 

Hooper. Powiedział, że obudziły go jakieś hałasy dochodzące z 
góry.  Pan  Hooper  mieszka w IB,  to  mieszkanie dokładnie  nad 
waszym... 

Doskonale wiem, gdzie mieszka Hooper. 

Z  początku  sądził,  że państwo  przesuwacie  meble,  w 

końcu  jednak  doszedł  do  wniosku,  że  dźwięki,  które  słyszy 
wskazują na coś bardziej... intymnego. 

Rozumiem. Hooper tak to określił? 

Był  zszokowany  -  powiedziała  Robyn.  -  Żądał, 

żebym  natychmiast  coś  z  tym  zrobiła,  bo  nie  mógł  spać.  Nie 
chciałam  przeszkadzać  wam  o  tak  późnej  porze,  więc 
obiecałam mu, że porozmawiam z panią rano. 

A więc tak wygląda sąsiedzka lojalność. 

background image

 

206 

Hooper  ma  tupet,  żeby  zgłaszać  skargę  z  powodu 

kilku dźwięków, które usłyszał wieczorem? 

Jako  lokator  tego  budynku  ma  pełne  prawo  do  ciszy 

nocnej. 

Mam  gdzieś  jego  prawa.  Może  jeszcze  się  pani  nie 

zorientowała, ale to on wyrzuca te wielkie kartonowe pudła do 
śmieci przed domem. 

Robyn  opadła  szczęka.  Patrzyła  na  Zoe  zupełnie 

zaskoczona. 

Jest  pani  pewna?  -  spytała.  -  Ze  wszystkich  usunięto 

adres,  więc  nie  byłam  w  stanie  dowiedzieć  się,  kto  je  tam 
wyrzucił.  Ale  trudno  mi  uwierzyć,  że  to  pan  Hooper.  Jako 
lokator  jest  taki  schludny  i  zawsze  zachowuje  porządek.  Płaci 
w terminie czynsz. Nigdy nikt się na niego nie skarżył. 

Zoe  ogarnęły  wyrzuty  sumienia.  Nie  należy  donosić  na 

sąsiadów, przypomniała sobie. Była to podstawowa zasada. 

Cóż, może to zresztą nie on - wybąkała. - To znaczy, 

pomyślałam,  że  to  on,  bo  to  były  pudła  po  komputerze,  ale 
może to jednak ktoś inny je wyrzucił. 

Robyn opanowała się i wyprostowała plecy. 

Zaraz porozmawiam z panem Hooperem i wyjaśnię tę 

sprawę. 

Cholera, pomyślała Zoe. Zło już się stało. 

Dobry  pomysł.  -  Odwróciła się  na pięcie  i  otworzyła 

drzwi.  -  Proszę  mu  też  powiedzieć,  że  nie  wydałabym  go, 
gdyby on  pierwszy  na  mnie  nie  doniósł.  -      -  Na  litość boską, 
mówi pani tak, jakby to było więzienie. 

Cóż, w końcu mamy tu strażnika. 

Wyjaśniałam już kilkakrotnie, że ja usiłuję tylko... 

Wykonywać swoją pracę. Owszem, wspominała pani 

o tym przy każdej okazji. 

Regulamin  istnieje po to,  by  wszyscy  lokatorzy czuli 

się dobrze w Casa de Oro... 

background image

 

207 

Zoe  wyszła,  zatrzaskując  za  sobą  drzwi  tak  głośno,  jak 

zdołała.  Jutro  zapewne  w  regulaminie  pojawi  się  nowy  punkt, 
dotyczący zamykania drzwi. 

  
Telefon  w  biurze  Ethana  zadzwonił  tuż  przed  dziewiątą. 

Ethan szybko podniósł słuchawkę. 

Truax Investigations. 

Chciałbym rozmawiać z panem Truaksem. To ważne. 

To ja. 

Ach  tak.  Moje  nazwisko  Branch.  Pracuję  w  firmie 

remontowej  pana  Hulla.  Mój  szef  wykonuje  pewne  prace  na 
zlecenie  Treachera.  Spotkaliśmy  się  jakiś  czas  temu,  kiedy 
przyjechał  pan  z  żoną  do  domu.  Byłem  tam,  żeby  zostawić 
sprzęt. 

Ethan przypomniał sobie potężnie zbudowanego malarza. 

Pamiętam. 

Cóż, przykro mi to mówić, ale wygląda na to, że coś 

się tam stało. 

Ethan  doszedł  do  wniosku,  że  dekoracja  wnętrz  jest  na 

ostatnim  miejscu  listy  spraw  do  załatwienia  tego  dnia. 
Człowiek musi znać swoje priorytety. 

Moja  żona  zajmuje  się  odnawianiem  domu  - 

powiedział. - Jeśli ma pan jakieś pytania, proszę zwrócić się do 
niej. 

Nie o  to  chodzi  -  odparł  Branch.  -  Jest poważniejszy 

problem. 

To znaczy? 

Wstąpiłem  tam  po  spray,  który  wtedy  zostawiłem. 

Treacher chce, żebyśmy go użyli w innym domu. 

Zoe  nie  będzie  zadowolona,  słysząc,  że  Treacher 

postanowił zabrać spray, zanim zdążył go użyć w Nightwinds, 
pomyślał Ethan. 

I co w związku z tym? - zapytał niecierpliwie. 

background image

 

208 

Włożyłem klucz do zamka i zobaczyłem, że drzwi  są 

otwarte.  Z  początku  Sądziłem,  że  mój  szef  przysłał  po  spray 
kogoś innego i ten ktoś zapomniał zamknąć drzwi. 

Ethan wstał powoli, czując że oblewa go zimny pot. 

Do rzeczy, Branch. 

Tak,  no  więc,  nie  jestem  pewny,  bo  wszystko  jest 

poprzykrywane  i  dlatego  nie  wiem,  czy  coś  zginęło,  ale 
możliwe, że ktoś się tam włamał. 

Gdzie pan teraz jest? 

Siedzę w furgonetce przed domem. 

Niech pan nie wchodzi do środka. 

Już  tam  byłem  i  rozejrzałem  się  trochę.  Jak  już 

mówiłem,  z  początku  wydawało  mi  się,  że  wszystko  jest  w 
porządku.  A  teraz  właściwie  nie  ma  się  czego  obawiać.  Jeśli 
ktoś tam był, zdążył uciec. 

Proszę zostać przed domem i niczego nie dotykać. 

Dobrze. Wie pan, nie jestem pewny, czy to włamanie. 

Może po prostu ktoś zapomniał zamknąć drzwi. 

Będę tam za piętnaście minut. 

Jasne. Zostanę tu, dopóki pan nie przyjedzie. 

Dziękuję.  

Ethan  odłożył  słuchawkę  i  ruszył  do  drzwi.  Na  dole 

zatrzymał się przy wejściu do księgarni. 

Jadę  do  Nightwinds  -  powiedział  do  Singletona.  - 

Dzwonił  jeden  z  malarzy.  Sądzi,  że ktoś się włamał do  domu, 
chociaż nie jest pewny. 

Singleton spojrzał na niego znad okularów. 

Mam pojechać z tobą? 

Nie,  poradzę  sobie.  Pewnie  to  nic  takiego,  ale  lepiej 

sprawdzić.  Pracuj  nad  Loringiem.  I  zadzwoń  do  mnie,  jak  się 
czegoś dowiesz. 

Jasne. 

background image

 

209 

Ethan 

wyszedł, 

przeciął 

patio 

wskoczył 

do 

zaparkowanego  przy  krawężniku  samochodu.  To  pewnie 
dzieciaki, pomyślał. Dzięki Bogu, przykrył basen. 

Dojechał  do  Nightwinds  w  niecały  kwadrans  i  zatrzymał 

samochód tuż za furgonetką. Brancha w niej nie było. 

Drzwi frontowe były szeroko otwarte. Wbiegł na schodki i 

zajrzał  do  holu.  Branch  miał  rację,  nie  było  żadnych 
widocznych  śladów  włamania.  Wszystko  przykrywała  folia, 
tak jak wtedy, kiedy był tu po raz ostatni. 

Branch? 

Tutaj,  koło  basenu  -  odkrzyknął  malarz.  -  Znalazłem 

tu kilka puszek po piwie. 

Cholera. W każdym drzemie detektyw amator. 
Ethan  przeszedł  przez  hol  i  salon.  Jedno  skrzydło 

oszklonych  drzwi  było  otwarte.  Branch  był  na  zewnątrz,  stał 
tuż nad brzegiem basenu. 

Coś tu jest nie tak. 
Krystalicznie błękitna woda basenu migotała w słońcu. 
W  porządku,  to  problem  numer  jeden,  pomyślał  Ethan. 

Przed przekazaniem domu w ręce malarzy zabezpieczył basen. 
Teraz jednak ciężka plastykowa płachta leżała na patio. 

Branch  stał  nad  głębszą  częścią  basenu.  Miał  na  sobie 

czysty,  biały  kombinezon  i  czapkę  z  daszkiem,  tak  jak wtedy. 
Jego  muskularne  ciało  zdradzało  pewne  napięcie.  W  jednej 
dłoni ściskał wielki malarski wałek. 

Na  białym  uniformie  nie  było  ani  jednej  plamki.  Ethan 

poczuł, że robi mu się zimno. 

Rozejrzał się dookoła. 
Różowe  krzesła  ogrodowe  i  leżaki  stały  tam,  gdzie 

zawsze,  pod  szerokim  spadzistym  dachem.  Drzwiczki 
niewielkiej  szopy,  w  której  znajdowała  się  pompa,  były 
zamknięte.  

Branch  patrzył  na  Ethana,  spoza  basenu,  z  krzywym 

uśmiechem na ustach. 

background image

 

210 

Sądziłem,  że  miał  pan  zaczekać  przed  domem  - 

powiedział Ethan. 

Pomyślałem,  że  nie  zaszkodzi,  jeśli  trochę  się  tu 

rozejrzę.  Wygląda  na  to,  że  jakieś  dzieciaki  chciały  sobie 
popływać. 

Różowa  krawędź  basenu  była  sucha,  poza  jednym 

miejscem.  Ethan  przyjrzał  się  plamie  wilgoci,  idąc  wolno  w 
stronę Brancha. Zatrzymał się kilka kroków od niego. 

Sądzę, że to nie były dzieci. 

Pomyślał o rewolwerze, który został w jego biurze. To nie 

był  najmądrzejszy  pomysł.  Spojrzał  na  ręce  Brancha.  Na 
szczęście widział je obie. 

U stóp  Ethana woda  marszczyła  się  i  falowała.  Powietrze 

było  czyste  i  przejrzyste  aż  do  bólu.  Nie  po  raz  pierwszy 
doświadczył  takiego  surrealistycznego  wrażenia;  że  jeśli  ktoś 
odezwie  się  za  głośno  albo  poruszy  zbyt  szybko,  pod 
powierzchnią czystej wody nastąpi potężna eksplozja. 

Malarz zacisnął palce na uchwycie wałka. 

Przepraszam za ten fałszywy alarm. 

Co ty właściwie kombinujesz, Branch? 

Branch zesztywniał.  Wszystkie  mięśnie jego ciała napięły 

się  pod  ubraniem.  Ethan  zdziwił  się,  że  biały  uniform  nie 
zaczął pękać w szwach. 

Branch zmarszczył brwi, zaskoczony tym pytaniem. 

O czym pan mówi? 

Pracujesz dla Loringa? 

Branch nawet nie drgnął na dźwięk tego nazwiska. 

Nie  znam  nikogo  o  tym  nazwisku.  Mówiłem  już, 

pracuję dla Hulla, jednego z podwykonawców Treachera. 

Więc  może  zadzwonimy  do  Hulla,  żeby  to 

potwierdził? 

Branch  zaatakował  bez  uprzedzenia.  Zrobił  to  tak 

błyskawicznie,  że  detektyw  nie  miał  wątpliwości,  iż  został 
dobrze  przeszkolony.  Zamachnął  się  wałkiem,  zamierzając 

background image

 

211 

uderzyć  Ethana  w  żołądek.  Ale  ten  zauważył  ruch  jego  ręki  i 
rzucił  się  na  ziemię,  z  impetem  uderzając  o  twardy  różowy 
beton.  Ułamek  sekundy  później  wałek  przeciął  powietrze  w 
miejscu, gdzie przedtem stał. Gdyby  Branch trafił, zepchnąłby 
go do basenu. 

Fałszywy  malarz  zachwiał  się,  ale  natychmiast  ze 

zwinnością 

baletnicy 

odzyskał 

utraconą 

na 

moment 

równowagę. 

Ethan  nawet  nie  próbował  się  podnieść.  Przetoczył  się  w 

stronę  Brancha,  chcąc  podciąć  mu  nogi.  Ten  przeskoczył  nad 
nim, odwrócił  się  i  podniósł  wałek,  szykując  się  do kolejnego 
ciosu. Ethan uniósł ręce, przekręcił się na brzuch i wałek trafił 
go w bark, a nie w gardło. Branch podniósł go znowu i uderzył 
Ethana  w  odsłonięte  w  tej  chwili  żebra.  Detektyw,  oślepiony 
bólem,  przez  moment  nie  był  w  stanie  złapać  tchu.  Przekręcił 
się  znowu,  chcąc  uniknąć  kolejnego  ciosu  i  zyskać  trochę  na 
czasie.  Zatrzymał  się  na  krawędzi  basenu.  Błękitna  woda 
syczała złowrogo. 

Branch  najwyraźniej  doszedł  do  wniosku,  że  wałek  tylko 

mu  przeszkadza.  Odrzucił  go  i  podbiegł  do  Ethana,  który 
zdążył  się  już  podnieść  na  kolana.  Mimo  uniku,  ciężki  but 
Brancha trafił go w ramię i przewrócił na ziemię. Palce Ethana 
musnęły nogawkę spodni przeciwnika. 

Branch  odwrócił  się,  chcąc  wymierzyć  kolejnego 

kopniaka.  Ethan  uniósł  się  i  schwycił  nogawkę  białego 
kombinezonu.  Branch  zachwiał  się  i  zamachał  ramionami,  ale 
tym  razem  stracił  równowagę.  Detektyw  zebrał  się  w  sobie  i 
resztką  sił  chwycił  go  drugą  ręką  za  kolano.  Przeciwnik 
balansował  przez  chwilę  na  krawędzi  basenu,  krzycząc  i 
wymachując  rozpaczliwie  rękami.  Umilkł  natychmiast,  gdy 
uderzył  w  powierzchnię  wody.  Zadrgał  konwulsyjnie  i 
znieruchomiał, unosząc się na wodzie twarzą w dół. 

background image

 

212 

Ethan  zerwał  się  na  równe  nogi  i  pobiegł  do  szopy. 

Adrenalina  chwilowo  znieczulała  tępy,  pulsujący  ból  żeber  i 
ramienia. 

Drzwi szopy nie były zamknięte na klucz. Nie zaskoczyło 

go  to.  Wbiegł  do  środka  i  zobaczył,  że  drzwiczki  szafki,  w 
której znajdował się transformator, są otwarte. 

To także go nie zdziwiło. 
Wcisnął  główny  wyłącznik  prądu,  odcinając  jego  dopływ 

do  pomp,  instalacji  grzewczej  i  podwodnego  oświetlenia,  po 
czym, kulejąc, wrócił nad basen. 

Ze zdumieniem odkrył, że telefon komórkowy ciągle tkwi 

w  kieszeni  jego  koszuli.  Wyciągnął  go  i  wystukał  numer 
pogotowia ratunkowego 

Chcę  zgłosić  wypadek  na  basenie  -  powiedział, 

wiedząc,  że  wywoła  to  mniej  pytań  niż  długa  historia 
usiłowania zabójstwa. 

Spojrzał  na  basen  i  zobaczył  nieruchome  ciało  Brancha, 

unoszące się twarzą w dół tuż przy schodkach. 

Włożył  telefon  do  kieszeni,  nie  zwracając  uwagi  na 

gorączkowe  pytania  pracownika  pogotowia,  sięgnął  w  dół  i 
złapał  Brancha  za  kombinezon  na  plecach.  Wiedział,  że  prąd 
został wyłączony, bo sam o to zadbał, ale mimo tego odetchnął 
z ulgą, kiedy nic się nie stało. 

Człowiek  nie  zwraca  uwagi  na  elektryczność,  dopóki  nie 

stanie  się  coś  takiego,  pomyślał.  Teraz  na  pewno  zacznie 
doprowadzać wszystkich do szału obsesją na punkcie zagrożeń 
związanych z prądem. 

Branch wydał  mu  się ciężki  i  bezwładny  jak trup, którym 

być  może  już  był.  Ethan  postawił  stopę  na  najwyższym 
schodku, zaparł się i wyciągnął go na brzeg.  

Był  prawie  pewny,  że  to  bez  sensu,  spróbował  jednak 

przywrócić mu oddech metodą usta-usta. 

Zauważył maleńki tatuaż tuż pod obojczykiem Brancha w 

chwili, kiedy karetka pogotowia podjechała pod dom. 

background image

 

213 

Rozdział 29 

 
 

Branch  żyje,  ale  lekarze  mówią,  że  jest  w  głębokiej 

śpiączce.  -  Ethan  oparł  się  o  poduszki,  które  Zoe  ułożyła  na 
swojej  wysłużonej  kanapie.  -  A  to  oznacza,  że  nic  nam  nie 
powie. 

Siedzieli  wszyscy  -  Zoe,  Arcadia  i  Harry  -  w  małym 

saloniku.  Zoe  miała  podkrążone  oczy.  Arcadia  wydawała  się 
zblazowana  bardziej  niż  zwykle,  ale  Ethan  wiedział,  że  pod 
maską znudzenia jest równie spięta i niespokojna, jak Zoe. 

Harry  wyglądał  tak,  jak  zawsze,  to  znaczy  jak  człowiek, 

który zarabia na życie kopaniem grobów. 

Co  o  tym  sądzisz?  -  spytał  Harry.  -  Myślisz,  że 

chodziło o ciebie? Nie o Arcadię? 

Nie  mam  pewności,  ale  nie  przychodzi  mi  do  głowy 

żaden inny powód, dla którego Branch próbował mnie załatwić 
w moim własnym basenie. 

Dlaczego  w  ogóle  ktoś  miałby 

chcieć  cię 

zamordować? - zapytała Arcadia. 

Dexter Morrow - powiedziała Zoe ponuro. - Może to 

on postanowił się jednak zemścić. 

Nie.  -  Ethan  niczego  nie  był  wprawdzie  pewny,  ale 

intuicja podpowiadała  mu,  że to  nie Morrow.  - Nie wątpię,  że 
ciągle  jest  na  mnie  wkurzony,  ale  nie  sądzę,  żeby  aż  tak 
ryzykował  tylko  dlatego,  iż  pokrzyżowałem  jego  plany 
dotyczące Katherine Compton. 

Zoe machnęła ręką. 

Ciągle  powtarzasz,  że  on  nie  stanowi  żadnego 

zagrożenia,  a  jednak  zaatakował  cię  wtedy  przed  restauracją. 
Więc może być niebezpieczny. 

Wtedy  znaleźliśmy  się  po  prostu  w  niewłaściwym 

miejscu i niewłaściwym czasie - powiedział Ethan cierpliwie. - 
Morrow  był  pijany,  zauważył  mnie  i  krew  uderzyła  mu  do 

background image

 

214 

głowy.  Tym  razem  było  inaczej.  To  wszystko  zostało  bardzo 
starannie zaplanowane. 

Ethan  ma  rację -  rzucił  Harry  dość  lekko.  -  Ta  akcja 

przy basenie wygląda bardziej na zabójstwo na zlecenie.  

Zoe zmartwiała. 

Chcesz  powiedzieć,  że  ktoś  wynajął  Brancha,  żeby 

zamordował Ethana? 

Nie  przejmuj  się  tak,  kochanie  -  powiedział  Ethan 

uspokajająco,  rzucając  Harry'emu  ostrzegawcze  spojrzenie.  - 
Tak się tylko mówi. Nie zrozumiałaś... 

Z  całą  pewnością zrozumiałam.  -  Zoe zerwała  się  na 

równe  nogi,  oparła  dłonie  na  biodrach  i  zmarszczyła  brwi, 
patrząc na Harry'ego. - Jak myślisz, o co tu chodzi? 

Harry  spojrzał  bezradnie  na  Ethana,  który  tylko  wzruszył 

ramionami.  Było  za  późno,  by  załagodzić  sytuację.  Co  się 
stało, już się nie odstanie. 

Chyba  nie  możemy  wykluczyć  możliwości, że to,  co 

się  stało,  ma  związek  ze  śledztwem,  które  prowadził  Ethan  w 
sprawie  śmierci  brata  -  powiedział  Harry  z  zaskakującą 
delikatnością. 

Zoe nerwowo przełknęła ślinę. 

To  bez  sensu.  Ethan,  przecież  mówiłeś,  że  Simon 

Wendover  nie  żyje,  tak  jak  zabójca,  którego  wynajął,  żeby 
zabił twojego brata. 

Prawda - zgodził się Ethan. 

Harry rozparł się w swoim fotelu i wyciągnął przed siebie 

długie chude nogi. 

Rzecz  w  tym,  że  w  trakcie  swojego  dochodzenia 

Ethan wkurzył kilku ludzi. 

Myślisz, że ktoś z nich chce się teraz na nim zemścić? 

- spytała Zoe ostro. 

Harry rozłożył ręce. 

background image

 

215 

Istnieje  taka  możliwość.  Chociaż  znając  moich 

byłych  pracodawców,  wątpię,  by  któryś  z  nich  chciał  go 
zamordować z zemsty. 

Arcadia spojrzała na niego pytająco. 

Dlaczego? 

To  biznesmeni  -  odparł  Harry.  -  Doprowadzili  do 

bankructwa  firmę  Ethana,  co  nie  kosztowało  ich  ani  centa.  Po 
co mieliby jeszcze ryzykować morderstwo? 

I  po  co  mieliby  teraz  w  ogóle  zawracać  sobie  mną 

głowę, zwłaszcza że nic by na tym nie zarobili? - dodał Ethan. 

Arcadia założyła nogę na nogę. 

Nie  chciałabym  psuć  dramatycznej  atmosfery,  ale 

chyba powinniśmy pamiętać, że policja nie wie jeszcze, co się 
dzisiaj  stało.  Śledztwo trwa.  Możliwe,  że  Branch to  po  prostu 
świr, który postanowił zabić Ethana z powodów, których może 
nigdy nie poznamy. 

Zoe rozpogodziła się nieco. 

Masz  rację.  Może  ten  Branch  to  tylko  jakiś  wariat. 

Tłumaczyłoby to te złe wibracje energetyczne, które wyczułam 
w twoim biurze i w bibliotece Designers' Dream Home. 

Tak?  -  powiedział  Harry  z  powątpiewaniem.  -  A  co 

on niby tam robił, skoro chodziło mu o Ethana? 

Dobre pytanie. - Zoe znowu posmutniała. 

Wariaci z definicji są szurnięci - zauważyła Arcadia. - 

Nie  myślą racjonalnie.  Są  niewolnikami  swoich  obsesji.  Może 
Branch chciał dowiedzieć się więcej o tobie, Zoe, bo wiedział, 
że jesteś żoną Ethana. 

Ethan znowu poczuł, że robi mu się zimno. 

Takie 

spekulacje 

donikąd 

nie 

prowadzą. 

Wyprostował się ostrożnie, próbując nie zwracać uwagi na ból 
żeber. - Trzymajmy się tego, co wiemy. 

Wiemy  -  powiedział  Harry  -  że  Branch  chciał  cię 

zabić. Postarał się też zrobić to w taki sposób, żeby wyglądało 
to na wypadek. Wariat nie działałby tak metodycznie. 

background image

 

216 

Arcadia wzruszyła ramionami. 

Kto wie, jak myślą i działają wariaci. 

Ramirez podzielił się ze  mną kilkoma interesującymi 

uwagami  -powiedział  Ethan.  -  To  znaczy,  kiedy  już  się 
uspokoił i przestał mnie ochrzaniać. 

Jakby  to  była  twoja  wina  -  rzuciła  Zoe  gniewnie.  - 

Detektyw  Ramirez  uważa  chyba,  że  sam  to  wszystko 
zaaranżowałeś, żeby utrudnić mu życie. 

Cóż,  musimy  spojrzeć  na  tę  sytuację  z  jego  punktu 

widzenia - odparł Ethan. - W końcu od tego incydentu, w który 
byliśmy  zamieszani,  minęło  zaledwie  kilka  tygodni.  Ramirez 
jest pewnie ciągle zestresowany. 

On  jest  zestresowany?  A  my?  To  my  omal  nie 

zginęliśmy, nie on. 

Bez wątpienia miała rację. Uderzyło go, że nie pomyślał o 

tym  wcześniej,  choć  było  to  tak  oczywiste.  Powinien  był 
wiedzieć, że to, co się wydarzyło w ubiegłym miesiącu, odbiło 
się na niej bardziej, niż oboje sądzili. 

Zoe  była  twarda,  ale  każdy  ma  swoje  granice 

wytrzymałości.  Kilka  tygodni  temu  omal  nie  została  zabita. 
Coś takiego zostawia trwały ślad w ludzkiej psychice. 

Może  przekonanie,  że  wyczuła  coś  dziwnego  w  biurze 

Arcadii  i  swojej  bibliotece,  było  opóźnioną  reakcją  na  to 
traumatyczne przeżycie. Bardzo możliwe, biorąc pod uwagę jej 
wiarę  w  swoje  paranormalne  zdolności,  że  wyobraźnia  Zoe 
przetworzyła  ten  stres  w  metafizyczne  doświadczenie  złych 
wibracji energetycznych.  

Odsunął  tę  myśl  na  później  i  wrócił  do  sprawy,  którą  się 

teraz zajmowali. 

Ramirez uznał  za ważne to  -  ciągnął -  że przerwanie 

obiegu  prądu  nie  daje  gwarancji  porażenia,  zwłaszcza  ze 
skutkiem  śmiertelnym.  Aleja  sądzę,  że  Branch  dokładnie 
zaplanował swój eksperyment. 

Co chcesz przez to powiedzieć? - spytała Zoe. 

background image

 

217 

Jutro  rano  przyjdzie  elektryk  sprawdzić  przewody 

doprowadzające  prąd  do  lamp  w  basenie.  Czuję,  że  Branch 
wykonał na nich małą operację. 

To by wskazywało na profesjonalną robotę - mruknął 

Harry. 

Ethan  niechętnie  kiwnął  głową.  Zoe  na  kilka  sekund 

zacisnęła  powieki,  ale  kiedy  otworzyła  oczy,  jej  spojrzenie 
było jasne i zdecydowane. 

Arcadia poruszyła przełożoną przez kolano nogą. 

Myślisz,  że  ta  starsza  kobieta,  którą  widziałam,  ta  z 

aparatem fotograficznym, naprawdę była tylko turystką? 

Może  -  odparł  Ethan.  —  A  może  nie.  Jeśli  istotnie 

chodzi  tu  o  zabójstwo  na  zlecenie,  niewykluczone,  że  Branch 
wynajął ją, żeby zebrała trochę informacji na mój temat, zanim 
zabierze  się  do  rzeczy.  Być  może  miała  dowiedzieć  się  też 
czegoś o ludziach, z którymi się spotykam. 

Zoe wzdrygnęła się lekko. 

W  takim  przypadku  ta  kobieta  ma  zdjęcia  nas 

wszystkich. 

Może  z  wyjątkiem  Harry'ego  -  powiedział  Ethan  z 

namysłem. - Nie było go w mieście przez prawie dwa tygodnie. 

Zapadła krótka cisza. Wszyscy patrzyli na Stagga. 

I co? - Harry uniósł jedną brew. 

Wydaje  mi  się  -  powiedział  Ethan  powoli  -  że  jeśli 

Branch  polega  na  informacjach  zebranych  przez  tę  kobietę  i 
jeśli ona nie wpadła na twój ślad, bo nie było cię tutaj, ten, kto 
za  tym  wszystkim  stoi,  może  nic  o  tobie  nie  wiedzieć,  Harry. 
Przynajmniej na razie. 

Harry błysnął zębami w swoim uśmiechu grabarza. 

Więc jestem twoim asem w rękawie? 

Może. 

Chcesz,  żebym  pogadał  z  paroma  osobami  z  Los 

Angeles  i  sprawdził,  czy  któryś  z  moich  dawnych 
współpracowników nie mógłby podać mi nazwiska człowieka, 

background image

 

218 

który  naprawdę  mocno  się wkurzył  tym,  co robiłeś  po śmierci 
Drew? 

Tak,  dzięki.  -  Ból  w  żebrach  nasilał  się  z  każdą 

chwilą. Ethan wyciągnął rękę, chcąc wziąć ze stolika pojemnik 
z tabletkami przeciwbólowymi. 

Nie ruszaj się. - Zoe poderwała się z miejsca - Podam 

ci je. 

Otworzyła  pojemnik  i  wytrząsnęła  na  dłoń  dwie  pigułki 

przeciwzapalne. Ethan posłusznie włożył je do ust i popił wodą 
ze  szklanki,  którą  mu  podała.  Zoe  poprawiła  poduszki  na 
kanapie. 

Dziwne  uczucie,  mieć  taką  troskliwą  żonę,  pomyślał. 

Musiał przyznać, że bardzo mu to odpowiada. A będzie jeszcze 
lepiej. Sińce  nie  nabrały  przecież kolorów.  Dopiero jutro  rano 
Zoe obejrzy je w całej okazałości. 

Próbował  sobie  wyobrazić,  jakie  środki  ostrożności 

wymyśli  jego  żona  po  wypadku  na  basenie.  Może  następnym 
razem  przed  wyjściem  do  pracy  zostawi  mu  w  przedpokoju 
kask i ochraniacze na kolana. 

Ale  mimo  przyjemności,  jaką  sprawiała  mu  jej  troska, 

ciągle czuł niepokój. Nie potrafił go zdusić. Wypadki tego dnia 
i adrenalina trochę go przytłumiły, ale Ethan»wiedział, że tylko 
chwilowo.  Kiedy  wszystko  wróci  do  normy,  zbudzi  się 
pewnego  dnia  i  odkryje,  że  nic  się  nie  zmieniło.  Miecz 
Damoklesa ciągle będzie wisiał nad jego głową. 

Arcadia opadła na oparcie fotela. 

Doceniam  twoją  troskę  o  mnie,  Ethan,  ale  teraz  jest 

już  chyba  jasne,  że  to  ty  jesteś  celem.  To  ty  potrzebujesz 
ochrony. Harry powinien chronić ciebie, a nie mnie. 

Doskonały pomysł - powiedziała Zoe entuzjastycznie. 

Najwyraźniej  doszła  do  wniosku,  że  Harry  będzie  lepszy 

niż  mleko  sojowe  i  filtr  przeciwsłoneczny  razem  wzięte, 
pomyślał Ethan. I nie myliła się. Harry ponuro pokiwał głową. 

Panie mają trochę racji. 

background image

 

219 

Może  -  zgodził  się  Ethan  -  ale  nie  możesz  być 

jednocześnie moim ochroniarzem i moją tajną bronią. Musimy 
trzymać cię w ukryciu, dopóki nie dowiemy się, co się dzieje. 

To jest chyba jasne - stwierdził Harry. - Ktoś usiłował 

cię zabić. Należy oczekiwać, że spróbuje ponownie. 

Ale  zapewne  nie  od  razu.  Branch  jest  w  śpiączce, 

więc  ktokolwiek  go  na  mnie  nasłał,  będzie  musiał  wymyślić 
coś nowego. 

Harry kiwnął głową. 

Zgadza się. Może mamy trochę czasu. 

Ale  czy  możemy  być  tego  pewni?  -  spytała  Zoe, 

wpychając, kolejną poduszkę pod plecy Ethana. 

Harry wzruszył ramionami. 

Cóż,  wynajęcie  kolejnego  płatnego  zabójcy  zajmie 

trochę czasu. Zoe znieruchomiała i zbladła, jakby nagle źle się 
poczuła. Arcadia zmarszczyła brwi. 

Jesteś tego pewny, Harry? 

W przeciwieństwie do tego, co pokazują w filmach – 

powiedział  Harry  spokojnie -  faceci  tacy  jak  Branch  nie rosną 
na drzewach. 

Nastąpiła chwila pełnej napięcia ciszy. 

Co?  -  spytał  Harry.  -  Myśleliście,  że  nie  mam 

poczucia humoru?  

Arcadia czule poklepała go po ręce. 

Ciągle mnie zaskakujesz. 

To naprawdę interesująca kwestia - powiedział Ethan, 

Chodzi  ci  o  to,  że trudno  wynająć  kogoś takiego  jak 

Branch? - spytała Zoe. 

Nie,  do  licha.  Na  świecie  są  tysiące  psychopatów, 

którzy  z  radością  zabiliby  kogoś  za  parę  dolarów  -  odparł 
Ethan.  -  Ale  znalezienie  kogoś,  kto  wie,  jak  zabić  tak,  żeby 
wyglądało to na wypadek, kto został dobrze przeszkolony i jest 
profesjonalistą- to nie będzie takie proste. 

O czym myślisz? - zapytał Harry. 

background image

 

220 

O tym, że dobrze byłoby dowiedzieć się nieco więcej 

o  Branchu.  -  Ethan  sięgnął  po  swój  notatnik  i  natychmiast 
pożałował,  iż w ogóle  się ruszył.  Zauważył,  że  Zoe przygląda 
mu  się  z  troską,  więc  spróbował  wykrzywić  usta  w  uśmiechu 
Johna  Wayne'a.  -  Myślę  też,  że  nie  ma  sensu  siedzieć  tu  i 
czekać, aż policja rozwiąże tę sprawę. 

Harry był wyraźnie zaintrygowany. 

Jak  chcesz  sprawdzić  Brancha?  Mówiłeś,  że  miał 

przy sobie tylko fałszywe prawo jazdy z jakimś nieistniejącym 
adresem w Phoenix. 

Owszem,  ale  na  ramieniu  miał  też  dość  niezwykły 

tatuaż. Przerysowałem go dla Singletona, który próbuje znaleźć 
coś  w  Internecie.  I  widziałem  więcej  tych  koktajli 
proteinowych  w  furgonetce.  Na  torbie  był  adres  sklepu  w 
Phoenix. Pomyślałem, że od tego zacznę. 

 
 

Rozdział 30 
 
 

Szukał  jej,  błądząc  po  korytarzach  Nightwinds.  Otworzył 

drzwi  małego kina, ale tam  jej  nie było. Wyszedł  na zewnątrz, 
w  mrok  nocy.  Stała  na  krawędzi  basenu  i  patrzyła  w  wodę. 
Kiedy  go  zobaczyła,  uśmiechnęła  się  smutno  i  potrząsnęła 
głową. 

Nie  możesz  tu  podejść  -  powiedziała.  -  Nie  możesz 

przekroczyć tej granicy. 

Tym  razem  nie  pozwolił,  by  go  to  powstrzymało.  Ruszył 

w jej stronę i przystanął dopiero na brzegu. 

Ta granica nie ma znaczenia - powiedział. 

Ma. Nie wyczuwasz jej, bo w nianie wierzysz, ale dla 

mnie ona ma znaczenie. 

background image

 

221 

Podwodne  światła  były  włączone.  Widział  Simona 

Wendovera,  który  unosił  się,  twarzą  do  góry,  na  powierzchni 
lekko  falującej  wody.  Wendover zaśmiał się głucho śmiechem 
umarłych. 

Może zostanie z tobą przez jakiś czas, ale w końcu ją 

stracisz, tak jak wszystkie inne - powiedział. 

Nie dbam o inne - odparł Ethan. - Chcę tylko Zoe. 

Wendover uśmiechnął się krzywo. 

Nie  bój  się,  nie  będziesz  samotny.  Wpadnę od czasu 

do  czasu  dotrzymać  ci  towarzystwa.  Nigdy  się  ode  mnie  nie 
uwolnisz. 

Obudził  się  gwałtownie  i  oprzytomniał  natychmiast,  tak 

jak  wtedy,  kiedy  we  śnie  usłyszał  niepokojące  dźwięki 
dochodzące  gdzieś  z  innego  pokoju.  Przez  chwilę  leżał  bez 
ruchu,  nasłuchując.  Wiedział  jednak,  że  obudził  go  sen,  a  nie 
czyjeś skradające się po domu kroki. 

Zoe  poruszyła  się  lekko.  Poczuł  dotyk  jej  bosej  stopy  na 

nodze.  Miał  ochotę  objąć  ją  i  przyciągnąć  do  siebie,  bał  się 
jednak, że ją zbudzi. Gdyby zorientowała się, że znowu męczył 
go zły sen, zaczęłaby zadawać pytania. 

Po  chwili  zdał  sobie  sprawę,  że  niepokój,  jaki  obudził  w 

nim  sen,  nie  minie  tak  szybko.  Adrenalina  krążyła  w  jego 
żyłach, sprawiając, że czuł się spięty i zdenerwowany. Musi się 
ruszyć, musi wyjść z łóżka. 

Odrzucił kołdrę i wstał, starając się nie zbudzić Zoe. 
W ciemności znalazł spodnie i podszedł do drzwi. 

Ethan? - odezwała się Zoe.  

Zatrzymał się. 

Idę się napić wody. Śpij. Zaraz wrócę.  

Ona jednak nie posłuchała go, jak zwykle. Usłyszał szelest 

pościeli,  kiedy  wstawała  z  łóżka,  a  zaraz  potem  kroki  jej 
bosych stóp za swoimi plecami. 

O co chodzi? - spytała, zdejmując szlafrok wiszący na 

haczyku i ruszając za nim do kuchni. - Znowu coś ci się śniło? 

background image

 

222 

Tak. 

Wszedł  do  kuchni,  wciągnął  spodnie  i,  nie  zapalając 

światła, podszedł do kuchennego blatu. Księżyc świecił prosto 
w okno, oblewając pomieszczenie upiorną poświatą. 

Otworzył kredens, wyjął szklankę i odkręcił kurek. 

Może  powinniśmy  porozmawiać  o  twoich  snach  - 

powiedziała  Zoe  łagodnie,  ale  w  jej  głosie  była  nuta  uporu, 
którą nauczył się już rozpoznawać. Wiedział, że tym razem nie 
da  się  zbyć.  Zapewne  jest  potępiony  na  wieki.  Simon 
Wendover śmiał się cicho gdzieś w ciemności. 

Ethan  usiadł  przy  stole,  zastanawiając  się,  co  zrobić.  Nie 

miał wielkiego wyboru. Mógł wymyślić jakieś kłamstwo, które 
uspokoiłoby ją na pewien czas, albo powiedzieć jej prawdę.  

Nigdy nie umiał dobrze kłamać. 

Śniłaś mi się ty i Simon Wendover. 

Zoe  usiadła  naprzeciw  niego.  W  srebrnym  świetle 

księżyca jej twarz wydawała się nieprzenikniona. 

Byliśmy razem? W twoim śnie? Co nas łączyło? 

Sam nie wiem. - Ethan ujął szklankę w obie dłonie. - 

Wendover śni mi się czasami, zwłaszcza w listopadzie. Wraca, 
żeby  mi  przypomnieć,  że  to  przez  niego  przekroczyłem 
granicę. 

Zoe milczała, czekając na dalszy ciąg. 

Kiedy coś takiego się stanie, nie uda ci się wrócić do 

normalności. 

Nic już nigdy nie będzie takie samo. 
Zoe  oderwała  jedną  z  jego  rąk  od  szklanki  i  ujęła  ją  w 

swoje ciepłe dłonie. 

To  była  obsesja.  Moja  żona  twierdziła,  że  jestem 

szalony,  i  miała  rację.  Przysięgam  ci,  szczerze  wierzyłem,  że 
muszę  się  zemścić,  by  zostać  przy  zdrowych  zmysłach.  Ale 
teraz  wiem,  że  tak  naprawdę  pragnąłem  odpuszczenia, 
rozgrzeszenia  za  to,  że  nie  zdołałem  ochronić  mojego  brata. 
Nie muszę ci mówić, że nigdy go nie dostałem. 

background image

 

223 

Zoe zacisnęła palce na jego ręce. 

Już  wtedy  wiedziałem,  że  zemsta  nie  przyniesie  mi 

spokoju ducha - dodał po chwili. 

Gdybyś mógł cofnąć czas, odstąpiłbyś od zemsty? 

Ethan  myślał  przez  chwilę  o  tym,  co  czuł,  kiedy  Simon 

Wendover, uśmiechając się tryumfalnie, opuszczał gmach sądu 
jako wolny człowiek. 

Nie - odparł w końcu. -  Ale muszę uporać się z tym, 

że Wendover został uniewinniony,  bo nie potrafiłem utrzymać 
przy  życiu  wynajętego  przez  niego  zabójcy  dość  długo,  by 
zdążył  złożyć  zeznania.  Spieprzyłem  to  i  cały  proces  szlag 
trafił. 

To policja miała chronić tego człowieka, nie ty. 

To  bez  znaczenia.  Wendover  go  dostał  i  to  był 

koniec.  -  Czuł  ciepło  płynące  z  jej  dłoni.  -  Do  diabła,  nie 
chciałem  ci  tego  mówić.  Nigdy  nie  miałem  zamiaru  obciążać 
cię w taki sposób. 

I  tak  się  tego  domyślałam  -  powiedziała  Zoe  z 

prostotą.  -  Od  czasu,  kiedy  Bonnie  powiedziała  mi  o 
tajemniczej śmierci Wendovera. 

Ścisnął  jej  rękę  konwulsyjnie,  z  taką  siłą,  że  omal  nie 

połamał jej palców. 

Nigdy nic nie mówiłaś. 

Ethan,  zrozum  mnie,  proszę.  Wiem,  ile  cię 

kosztowało,  by  zrobić  to,  co  zrobiłeś.  Wiem  też,  że  musiałeś 
doprowadzić  do  tego,  by  sprawiedliwości  stało  się  zadość.  Ze 
względu  na  brata.  Zrobiłbyś  to  samo  dla  Jeffa,  Theo,  Bonnie 
czy  dla  mnie.  Taki  po  prostu  jesteś.  Wydaje  mi  się,  że 
wiedziałam to wszystko od samego początku. Boli mnie tylko, 
że musisz żyć z tymi strasznymi wspomnieniami, że męczą cię 
koszmary. 

Z  tym  mogę  żyć  -  powiedział,  decydując  się  na 

absolutną szczerość. - To nie to mnie tak przeraża. 

Zoe zrobiło się zimno, ale nie wysunęła dłoni z jego rąk. 

background image

 

224 

Więc co cię gnębi? 

Przeraża  mnie  fakt,  że  już  nigdy  nie  będę  tym 

dobrym,  niewinnym  człowiekiem,  którego  pokochałaś.  Nigdy 
nie  będę drugim  Prestonem  Clelandem.  Nigdy  nie uwolnię się 
od przeszłości. 

Nie  dbam  o  to.  -  Zoe  pochyliła  się  w  jego  stronę, 

ściskając teraz jego palce z taką samą siłą, z jaką on trzymał jej 
ręce. - Nie tylko ciebie zmieniła przeszłość. Ja też jestem teraz 
inna  niż  kiedyś.  Zdziwaczałam.  Do  diabła,  wierzę,  że  mam 
nadprzyrodzone  zdolności,  pamiętasz?  Myślisz,  że  tylko  tobie 
kiedyś  odbiło?  Cóż,  ja  mam  gruby  plik  wyników  badań 
medycznych, z których jasno wynika, że jestem obłąkana. 

Zoe... 

Wierz  mi,  po  tym,  co  przeszłam  w  Candle  Lake 

Manor,  nie  jestem  już  tą  samą  kobietą,  która  wyszła  za 
Prestona. A kobieta, którą jestem dzisiaj, kocha ciebie, Ethan. 

Noc  zamknęła  się  wokół  nich.  Ethan  słuchał  jej  słów, 

pozwalając  im  zapaść  głęboko  w  swoją  duszę.  Po  chwili 
głuchy śmiech Wendovera umilkł w ciemnościach. 

 
 

Rozdział 31 
 
 

Elektryk nazywał się Jim. Był to silny, mocno zbudowany 

mężczyzna  odznaczający  się  swobodną  pewnością  siebie 
kogoś, kto dobrze zna swój fach. 

Stał  z  Ethanem  na  krawędzi  basenu.  Razem  oglądali 

zapieczętowaną  wodoszczelną  lampkę,  którą  Jim  wyjął  zjej 
podwodnego  gniazdka.  Z  jednej  strony  lampki  zwisał  długi 
kabel. 

Jak na to wpadłeś? - spytał Jim z zainteresowaniem. 

background image

 

225 

Coś mi się tu nie podobało - odparł Ethan. Jim uniósł 

brwi. 

To znaczy? 

Założyłem  pokrywę  na  basen  i  zamknąłem  ją  na 

kluczyk.  Mam  małych  siostrzeńców,  więc  zawsze  bardzo 
uważam, żeby nie wpadli w jakieś kłopoty. Kiedy zobaczyłem, 
że pokrywa została zdjęta,  zacząłem  się zastanawiać,  co  się tu 
dzieje.  Fakt, że był tu znowu ten  malarz, sam, też  mnie trochę 
zaniepokoił. 

A  skąd  przyszło  ci  do  głowy,  że  majstrował  przy 

oświetleniu? 

Zauważyłem  mokry ślad na krawędzi  basenu przy tej 

instalacji.  -  Ethan  spojrzał  na  lampkę.  -  Poza  tym  wszystko 
było zupełnie suche. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego tylko w 
tym  jednym  miejscu  była  wilgotna.  Kiedy  dzieciaki  wskakują 
do basenu, wszystko dookoła jest zalane wodą. 

Domyślam  się,  że  w  twojej  branży  nazywa  się  to 

wskazówką - zaśmiał się Jim. 

Zgadza  się.  Takie  wskazówki  nie  pojawiają  się 

często, więc jeśli coś zauważę, staram się to wykorzystać. 

Dobrze,  że  to  dostrzegłeś.  -  Jim  podniósł  kabel  i 

pokazał  mu  nacięcie  w  grubej  warstwie  izolacyjnej.  -  To 
świeże  nacięcie.  Przewód  stykał  się  z  wodą,  co  spowodowało 
spięcie.  Kiedy  włączono  prąd,  cały  basen  znalazł  się  pod 
napięciem. 

Ethan uważnie przyjrzał się nacięciu. 

Jak  mogę  udowodnić  policji,  że  to  zostało  zrobione 

niedawno? 

Miedziany  drut,  który  znajduje  się  pod  izolacją,  nie 

zaczął jeszcze korodować. -Jim zgiął kabel, ukazując lśniący w 
środku  metal.  -  W  chlorowanej  wodzie  bardzo  szybko 
zmieniłby kolor na zielony. 

No tak, oczywiście. - Ethan  był pod wrażeniem. - To 

logiczne. 

background image

 

226 

Elektrycy wiedzą takie rzeczy - uśmiechnął się Jim. 

 
Singleton  podszedł  do  drzwi  księgarni,  słysząc  kroki 

Ethana na schodach. 

Jedziesz do Phoenix? - zapytał. 

Tak. - Ethan spojrzał na zegarek. - Razem z Zoe. Nie 

chcę  jej  zostawiać  samej,  a  ty  i  Harry  macie  teraz  pełne  ręce 
roboty. 

Sprawy się komplikują. 

Zauważyłem. 

 
 

Rozdział 32 

 
 
Zoe  siedziała  na  przednim  siedzeniu  samochodu,  bębniąc 

palcami po obiciu  fotela,  i czekała  na Ethana, który wszedł do 
sklepu  ze  zdrową  żywnością.  Przez  okno  widziała,  jak 
rozmawia z młodym sprzedawcą, który wyglądał tak, jakby na 
śniadanie, obiad i kolację przyjmował głównie sterydy. 

Wyjechali  z  Whispering  Springs  wkrótce  po  tym,  jak 

elektryk  potwierdził  podejrzenia  Ethana.  Podróż  do  Phoenix 
trwała  godzinę,  następne  trzydzieści  minut  zajęło  im 
przepychanie  się  przez  miasto  w  stronę  niewielkiego  centrum 
handlowego, w którym znajdował się sklep. 

Zoe  miała  nieprzyjemne  uczucie,  że  czas  ucieka.  Była 

pewna, że Ethan czuje dokładnie to samo. 

Ethan  sięgnął  po  portfel.  Dobry  znak,  pomyślała. 

Sprzedawca  musiał  udzielić  mu  jakichś  interesujących 
informacji. 

Chwilę  później  Ethan  wyszedł  ze  sklepu  i  wskoczył  do 

samochodu. 

Co ci powiedział? - spytała. - Znał jego adres? 

background image

 

227 

Nie. - Ethan przekręcił kluczyk w stacyjce i wyjechał 

z  parkingu.  -  To  by  było  zbyt  proste.  Powiedział  mi  tylko,  że 
Branch  płacił  gotówką  i  nigdy  nie  podał  swojego  nazwiska. 
Ale sprzedawca rozpoznał go natychmiast z mojego opisu. 

Więc  nie  dowiedzieliśmy  się  niczego  nowego.  Ethan 

uśmiechnął się z satysfakcją. 

Czegoś się jednak dowiedziałem. 

Czego? 

Sprzedawca podał mi nazwy miejscowych siłowni. W 

tej części miasta nie ma ich wiele. 

Skąd  wiesz,  że  Branch  chodził  do  miejscowej 

siłowni? 

Nie  mam  pewności,  ale  wydaje  się  logiczne,  że 

ćwiczył  tam,  gdzie  miał  najbliżej.  Nie  znał  miasta.  Po  co 
miałby dojeżdżać gdzieś daleko, skoro mógł tego uniknąć? 

Dobry  Boże,  naprawdę  sądzisz,  że  Branch  zawracał 

sobie  głowę  ćwiczeniami  na  siłowni,  kiedy  planował 
morderstwo? 

Tacy faceci dostają szału, kiedy coś przeszkodzi im w 

pracy nad muskulaturą. 

Tak, to  by  pasowało  do  jej  nowej  teorii.  To  John  Branch 

mógł  być  źródłem  przerażającej  energii,  na  którą  się  ostatnio 
natknęła. 

 
Naglące pikanie zegarka dotarło w końcu do świadomości 

Shelley  Russell.  Niechętnie  odsunęła  się  od  komputera.  Czas 
na lunch i tabletki. 

Dobrze  już,  dobrze,  słyszałam.  -  Kliknęła  ikonkę  z 

oznaczeniem „zapisz", zdjęła okulary i wstała z krzesła. 

Skrzywiła  się,  czując  jak  odzywa  się  ból  w  ramionach  i 

kolanach.  Reumatyzm  jej  dzisiaj  nie  oszczędzał.  Dał  jej 
popalić.  Nic  dziwnego,  skoro  spędziła  tyle  czasu  nieruchomo, 
zgarbiona przed komputerem. Powinna w końcu sprawić sobie 
jakieś ergonomiczne meble do swojego biura. 

background image

 

228 

Weszła do małego składziku służącego jej także za toaletę, 

stanęła  przed  lustrem  i  przyjrzała  się  krytycznie  swojemu 
odbiciu.  Włosy,  zupełnie  proste,  zwisały  smętnie  po  bokach. 
Ondulacja  należała  już  do  przeszłości.  Po  południu,  jak  tylko 
skończy  notatki  dotyczące  tej  sprawy  z  Whispering  Springs, 
pójdzie do fryzjera. 

Otworzyła  szufladę  i  wyciągnęła  pojemnik,  w  którym 

trzymała  tabletki  na  cały  tydzień.  Wytrząsnęła  kilka 
przeznaczonych  na  ten  dzień  z  przegródki  podpisanej 
„południe" i nalała wody do szklanki. 

Połknęła  pigułki,  wyjęła  kanapkę  z  serem  z  malutkiej 

lodówki i wróciła do biurka. 

W tej sprawie było coś dziwnego. Ostatnio pracowała nad 

nią tak intensywnie, że prawie nie sypiała. 

Do diabła, właściwie od lat nie była w stanie porządnie się 

wyspać.  Ale  to,  co  się  z  nią  teraz  działo,  nie  miało  nic 
wspólnego  z  bezsennością,  jaka  często  nęka  osoby  w 
podeszłym wieku. Budziła się bardzo wczesnym rankiem tylko 
wtedy, kiedy podświadomie czuła, że przeoczyła coś istotnego. 

Wróciła do biura i zaparzyła dzbanek kawy. Czekają długi 

dzień  i  zapewne  jeszcze  dłuższy  wieczór.  Nie  pierwszy  raz 
spędzi noc w biurze. 

Usiadła przy  biurku  i  zaczęła  jeść  kanapkę,  wpatrując  się 

w  ekran  komputera.  Czego  zaniedbała,  a  co  zrobiłaby  z 
pewnością, gdyby Branch nie był agentem federalnym? 

Wielu  rzeczy.  Przede  wszystkim  sprawdziłaby  dokładniej 

wszystkich, którzy mieli związek z tą sprawą. 

Przerażające,  jak  szybko  człowiek  przestaje  zadawać 

pytania.  Wystarczy,  że  faceci  podający  się  za  agentów 
rządowych  pomachają  mu  przed nosem  swoimi  dokumentami. 
Patriotyzm  to  piękna  idea,  dobrze  jednak,  jeśli  kontroluje  go 
zdrowy rozsądek. 

Kiedy skończyła czytać stare artykuły o Ethanie Truaksie, 

które  wydrukowano  w  gazetach  Los  Angeles,  na  ekranie 

background image

 

229 

komputera  pojawiła  się  notka  z  ostatniego  wydania 
internetowej edycji „Whispering Springs Herald". 

...Mężczyzna  zidentyfikowany  jako  John  Branch  został 

wczoraj po południu porażony prądem w basenie znajdującym 
się  na  terenie  domu  należącego  do  Ethana  Truaksa.  Policja 
prowadzi  dochodzenie  w  tej  sprawie.  Obecnie  Branch,  w 
głębokiej śpiączce, znajduje się w Whispering Springs Medical 
Center.  Lekarze  określają  jego  stan  jako  krytyczny.  Ich 
zdaniem  uniknął  śmierci  dzięki  właścicielowi  domu,  który 
wyciągnął go z wody i sprawnie udzielił pierwszej pomocy.  

Okoliczności sprawy wydają się niejasne... 
Branch  w  śpiączce?  Porażony  prądem  w  domu  Ethana 

Truaksa? Co się tu, do diabła, dzieje? Shelley wpatrywała się w 
ekran, usiłując coś z tego  zrozumieć.  Było  to trudne,  bo czuła 
się skrajnie wyczerpana. Naprawdę powinna więcej sypiać. 

Przypomniała sobie o kawie. Nie wypiła jeszcze ani jednej 

filiżanki. Przyda jej się trochę kofeiny. 

Ale kiedy odwróciła się, żeby spojrzeć w stronę ekspresu, 

odniosła wrażenie, że znajduje się on bardzo daleko. Oparła się 
ciężko  o  poręcze  fotela  i  wstała.  Kiedy  znajdowała  się  mniej 
więcej  na  środku  pokoju,  ogarnęły  ją  mdłości.  Nie 
zwymiotowała, ale niewiele brakowało. 

Niedobrze.  Czy  te  mdłości  nie  są  przypadkiem  objawem 

ataku serca? 

Nudności  minęły.  Shelley  odetchnęła  z  ulgą.  Może 

majonez  był  nieświeży.  Nie  przypominała  sobie,  kiedy  go 
kupiła. W każdym razie dawno temu. 

Zdołała nalać sobie kawy do kubka, ale ledwo doniosła go 

do  swojego  biurka.  Ręka  drżała  jej  tak  silnie,  że  omal  nie 
wylała kawy na klawiaturę komputera. 

Coś  jest  ze  mną  nie  tak.  Tak  samo,  jak  z  tą  sprawą.  Czy 

istnieje tu jakiś związek? Nie. Niemożliwe. 

Nagle  ogarnęła  ją  panika.  Notatki.  Musi  je  jeszcze  raz 

przejrzeć. 

background image

 

230 

Do  diabła  z  notatkami.  Potrzebuje  pomocy.  Podniosła  się 

chwiejnie, usiłując rozproszyć mgłę, która spowijała jej umysł. 
Powinna zadzwonić na pogotowie, to chyba 911. Nagle wydało 
jej się to zbyt skomplikowane. Może potrzebuje tylko długiego 
snu. 

Podniosła  notes  zawierający  jej  zapiski  i  spróbowała  się 

skupić.  W tę sprawę zamieszany  jest  inny  prywatny detektyw. 
Z tego, czego zdołała dowiedzieć się o Truaksie, wynikało, że 
jest  on  człowiekiem  zdolnym  poświęcić  małżeństwo  i 
przynoszącą duże dochody firmę, by ukarać mordercę swojego 
brata.  Nekrolog  Simona  Wendovera,  który  przeczytała,  mógł 
świadczyć o tym, że Truax posunął się w swojej  zemście dość 
daleko. 

Była w stanie to zrozumieć. 
Poczuła  nagle,  że  drętwieją  jej  stopy.  Czy  umiera? 

Pomyślała  o  tabletkach,  które  niedawno  połknęła.  Czyżby 
pomylili  coś  w  aptece?  Wydali  jej  niewłaściwy  lek?  Słyszała, 
że takie wypadki zdarzają się bardzo często. 

Zadzwoń na pogotowie. 
Ale najpierw  schowaj  notatki. Bo  jeśli to nie wina apteki, 

to  należy  wziąć  pod  uwagę  dwie  inne  możliwości,  z  których 
żadna nie jest zbyt optymistyczna.  

Pierwsza  możliwość  była  taka,  że  nadszedł  jej  czas  i  nie 

pomoże  jej  już  żadna tabletka.  A druga,  że ktoś postanowił  ją 
załatwić. 

Jeśli  Truax  przyjdzie  tu  po  wyjaśnienia,  gdzie  będzie 

szukał? 

Myśl  jak  staroświecki  prywatny  detektyw.  Może  to  także 

jego sposób myślenia. 

Znalazła  właściwe  miejsce,  schowała  notatnik  i  z  trudem 

zrobiła  krok  w  stronę  telefonu.  Wiedziała  jednak,  że  tam  nie 
dotrze. 

Powinnam  była  posłuchać  córki  i  sprawić  sobie  jeden  z 

tych  alarmowych  guzików,  które  nosi  się  na  szyi,  pomyślała. 

background image

 

231 

Ale  nie  chciałam  się  przyznać,  że  coś  takiego  może  być  mi 
potrzebne. Jeszcze nie. 

A  może  to  syn  miał  rację.  Może  powinna  była  odejść  na 

emeryturę w ubiegłym roku. 

Osunęła  się  na  kolana.  Telefon  równie  dobrze  mógł 

znajdować się na innej planecie. 

Drzwi  biura  otworzyły  się  i  Shelley  zobaczyła  zbliżającą 

się  do  niej  postać.  Była  tak  oszołomiona,  że  nie  wiedziała 
nawet, czy to mężczyzna, czy kobieta. 

Pomocy. Potrzebuję pomocy...-wyszeptała. 

Wiem,  ale  nie  po  to  przyszedłem.  Wpadłem  tylko 

zabrać  komputer.  Wykonała  pani  kawał  dobrej  roboty,  pani 
Russell.  Jaka  szkoda,  że  wkrótce  rozstanie  się  pani  z  tym 
światem. Chętnie zarekomendowałbym pani usługi innym. 

Ostatnią 

rzeczą, 

jaką 

zobaczyła, 

zanim 

straciła 

przytomność, była ręka zamykająca laptop. Później dzień nagle 
zmienił się w noc i Shelley zapadła w najgłębszy sen w swoim 
życiu. 

 
Krótko  po  pierwszej  po  południu  Zoe  i  Ethan  wyszli  z 

piątej siłowni, jaka znajdowała się na ich liście. Zoe zaczynała 
tracić  nadzieję.  Znowu  pudło.  Nikt  w  recepcji  nigdy  nie 
widział nikogo odpowiadającego opisowi Brancha. 

Cholera, cholera, cholera - mruczała Zoe w drodze na 

parking. - To nas chyba doprowadzi donikąd. 

Nie  jestem  zaskoczony,  że  Branch  tu  nie  bywał  - 

stwierdził  Ethan  filozoficznie.  -  To  nie  jest  miejsce,  w  jakim 
można spotkać kogoś jego pokroju. 

Naprawdę?  -  Zoe  spojrzała  na  atrakcyjną  młodą 

kobietę  w  sukience,  która  nadawała  nowe  znaczenie  słowu 
„krótki".  Jej  jasny  koński  ogon  podskakiwał  przy  każdym 
kroku, kiedy znikała za szerokimi drzwiami z mlecznego szkła. 
- Skąd to przekonanie? 

background image

 

232 

Nabrałem  go  chyba  wtedy,  kiedy  zobaczyłem 

harmonogram  zajęć  wiszący  na  ścianie.  Od  rana  do  wieczora 
aerobik.  -  Ethan  otworzył  samochód.  -  Wątpię,  by  Branch 
ćwiczył z osobami, których głównym celem jest utrata wagi. 

Punkt  dla  ciebie.  -  Zoe  przypomniała  sobie 

umięśnione  ciało  Brancha.  Wsiadła  do  samochodu  i  zapięła 
pas. - On miał chyba obsesję na punkcie swojej muskulatury. 

Ma. - Ethan przekręcił kluczyk w stacyjce. 

Co „ma"? - spytała Zoe zdezorientowana. 

Branch  ma  obsesję.  Czas  teraźniejszy.  On  żyje. 

Przynajmniej na razie. 

Dzięki tobie - powiedziała Zoe miękko. 

Ethan  nie odpowiedział.  Patrzył  przed  siebie,  czekając  na 

odpowiedni moment, by włączyć się w uliczny ruch. 

Nie  musiałeś  go  wyciągać  z  wody  -  dodała  Zoe  po 

chwili.  -  I  na  pewno  nie  musiałeś  mu  robić  sztucznego 
oddychania. W końcu ten człowiek próbował cię zabić.   

Martwy  do  niczego  by  mi  się  nie  przydał.  A  jeśli 

przeżyje, może uda mi się coś z niego wyciągnąć. 

Nie  musisz  mówić  do  mnie  jak  prywatny  detektyw. 

Jestem  twoją  żoną,  pamiętasz?  Wyciągnąłeś  go  z  wody,  żeby 
uratować mu życie. Po prostu taki już jesteś. 

Ethan  zacisnął  palce  na  kierownicy.  Nie  odrywał  wzroku 

od drogi. 

Nie zawsze. Nie za każdym razem. 

Nie  zawsze  -  zgodziła  się.  -  Ale  prawie  zawsze,  a 

tylko to się liczy. 

Następna  na  liście  była  siłownia  Bernard's  Gym.  Kiedy 

tylko do niej weszli, Zoe zrozumiała, że znaleźli się w zupełnie 
innym świecie. To miejsce nie przypominało żadnej z siłowni, 
które do tej pory odwiedzili. 

Tutaj  roiło  się  od  umięśnionych  mężczyzn  i  kobiet  w 

strojach, które wydawały się kilka rozmiarów za małe. Stojące 

background image

 

233 

w  rzędach  ciężkie,  lśniące  przyrządy  do  ćwiczeń  sprawiały 
wrażenie armii robotów z innej planety. 

Zoe rozglądała się dookoła dyskretnie, podczas gdy Ethan 

rozmawiał  cicho  z  potężnie  zbudowanym  człowiekiem  w 
obcisłym  szarym  podkoszulku,  który  siedział  za  biurkiem  w 
recepcji. 

Kilka  minut  później  dwa  banknoty  zmieniły  właściciela. 

Ethan  odwrócił  się  i  ruszył  do  wyjścia  z  wyrazem  twarzy 
drapieżnika,  który  zwietrzył  zwierzynę.  Otworzył  drzwi  przed 
Zoe i wyszedł za nią na parking, 

Nie  lubię  być  swoim  własnym  klientem  -  mruknął, 

chowając portfel do kieszeni. 

Robi  się  nieprzyjemnie,  kiedy  łapówek  nie  można 

wpisać  w  koszty,  co?  Cóż,  ode  mnie  nie  możesz  oczekiwać 
współczucia.  Pamiętam,  ile  mnie  kosztowało  tych  parę 
dodatkowych pozycji na moim rachunku w zeszłym miesiącu. 

Nigdy  nie  odpuszczasz,  prawda?  Mówiłem  ci, 

informacje  są  drogie.  To,  co  dostaniesz,  zależy  od  tego,  ile 
zapłacisz. 

Jasne,  jasne.  -  Zoe  wsiadła  do  samochodu  i 

zatrzasnęła drzwiczki. - I co? Dowiedziałeś się tu czegoś? 

Może. - Ethan włożył kluczyk do stacyjki i przekręcił. 

To znaczy? 

To  znaczy,  że  facet,  z  którym  rozmawiałem, 

rozpoznał  Brancha,  kiedy  go  opisałem.  Powiedział,  że  Branch 
przychodził tu regularnie przez mniej więcej dwa tygodnie, ale 
od  dwóch  dni  go  nie  było.  Za  każdym  razem  płacił  gotówką. 
Powiedział w recepcji, że nie chce karty kwartalnej ani rocznej, 
bo nie zamierza długo zabawić w tej okolicy. 

Myślisz, że gdzieś tu wynajmuje pokój? 

Liczę na to. - Ethan otworzył plan Phoenix  i  spojrzał 

na  obszar,  który  wcześniej  zaznaczył  czerwonym  kółkiem.  - 
Teraz dopiero zaczynają się schody. 

background image

 

234 

Nie  mów,  sama  zgadnę.  Będziemy  rozmawiać  z 

kierownikami  wszystkich  moteli,  hoteli  i  pensjonatów  w 
okolicy, prawda? 

Niezupełnie.  Dowiedziałem  się  czegoś  jeszcze. 

Recepcjonista powiedział,  że pewnego  dnia Branch zapomniał 
jakiegoś  przyrządu  do  ćwiczeń.  Zaoferowano  mu  sprzęt 
należący  do  siłowni,  ale  odmówił,  twierdząc,  że  woli  własny. 
Pojechał  do  siebie,  wziął  to,  czego  zapomniał,  i  wrócił  na 
siłownię  w  niecały  kwadrans.  To  było  wcześnie  rano,  przed 
godziną szczytu. 

Więc  ten  hotel  czy  mieszkanie  nie  może  być  daleko 

stąd. 

Wychodzę z takiego właśnie założenia. 

Co teraz? 

Teraz  weźmiemy  telefony  i  zaczniemy  dzwonić  do 

wszystkich  moteli  i  agencji  oferujących  mieszkania  pod 
wynajem, które znajdują się w pobliżu. 

To dlatego musiałam dzisiaj z tobą pojechać, prawda? 

-  Zoe  wyciągnęła  z  torby  komórkę.  -  Żeby  zabrało  to  mniej 
czasu. 

Świetnie  to  wydedukowałaś,  skarbie.  -  Ethan 

otworzył  książkę  telefoniczną,  którą  miał  w  samochodzie.  - 
Masz zadatki na prawdziwego detektywa. 

Czterdzieści  pięć  minut  później  do  Zoe  uśmiechnęło  się 

szczęście.  Wkrótce  potem  stali  w  niewielkim  biurze 
administratora Tropical Para-dise Apartments. 

Stary,  jednopiętrowy  budynek  miał  kształt  litery  U,  w 

środku  której  znajdował  się  basen  wielkości  znaczka 
pocztowego.  Ze  ścian  pod  oknami  wystawały  zardzewiałe 
klimatyzatory.  Spękany  chodnik  porastały  chwasty.  Nad 
basenem  rosły  trzy  rachityczne  drzewka  i  stało  kilka  donic  z 
kaktusami. 

background image

 

235 

Tropical  Paradise  wyglądał  tak,  jakby  od  początku  był 

bardzo  tanim  motelem,  a  zaraz  potem  zaczął  stopniowo 
podupadać. 

Tak,  mieszka  u  nas  Branch.  -  Administrator,  który 

przedstawił  się  jako  Joe,  z  roztargnieniem  podrapał  się  po 
głowie porośniętej rzadkimi,  farbowanymi  na czarno włosami. 
-  Mówił,  że  zabawi  tu  miesiąc.  Nie  widziałem  go  od 
wczorajszego ranka. Mówicie, że miał wypadek? 

Jest w szpitalu w Whispering Springs - odparł Ethan z 

głęboką troską. - Mam  numer telefonu, gdyby chciał pan się z 
nim  skontaktować,  ale  obawiam  się,  że  nie  będzie  w  stanie 
rozmawiać. Ciągle jest w śpiączce. 

W śpiączce? 

Wypadek  zdarzył  się  u  mnie  w  domu,  a  ponieważ 

jestem  jedyną  osobą,  jaką  tu  zna,  czułem,  że  moim 
obowiązkiem  jest  wziąć  kilka  jego  rzeczy  i  zawieźć  mu  do 
szpitala. 

Ale on nie dał panu klucza? 

Klucz  zaginął,  kiedy  przewoziliśmy  go  do  szpitala  - 

odparł  Ethan  gładko,  wyciągając  portfel  z  kieszeni.  - 
Chciałbym  też  oczywiście  pokryć  koszty  jego  pobytu  w  tym 
motelu.  Nie  darowałbym  sobie,  gdyby  stracił  pokój  tylko 
dlatego, że jest w śpiączce. 

Administrator uśmiechnął się po raz pierwszy. 
Pięć  minut  później  Ethan  zatrzymał  się  przed  drzwiami 

opatrzonymi  numerem  27.  Wyją!  z  kieszeni  dwie  pary 
rękawiczek  chirurgicznych.  Jedną  z  nich  wręczył  Zoe,  drugą 
naciągnął  na dłonie, wsunął klucz, który dostał od kierownika, 
w zamek i otworzył drzwi. 

Z mrocznego wnętrza doleciał ich zapach stęchlizny. 
Ethan przeszedł przez próg. 
Zoe  zadrżała,  trochę  z  niepokoju,  a trochę  z  podniecenia. 

Zawahała się przed drzwiami, zaglądając do ciemnego pokoju. 

background image

 

236 

Zobaczyła tylko część łóżka i kawałek zniszczonego, zielonego 
dywanu. 

Wyciągnęła głowę, czekając, aż wyczuje coś niezwykłego. 

Przypomniała  sobie,  że  ostatnio  dwa  razy  została  bardzo 
nieprzyjemnie zaskoczona. Jeśli jej najnowsza teoria, zgodnie z 
którą  źródłem  energii,  którą  wyczuła  w  bibliotece  i  u  Arcadii, 
jest  Branch,  powinna  wyczuć  ją  też  w  pokoju,  gdzie  spędził 
niedawno sporo czasu. 

Do diabła - powiedział Ethan bardzo cicho. 

Co  się  stało?  -  spytała.  -  Proszę,  powiedz  mi,  że  nie 

ma tam żadnego trupa. 

Nie  ma.  Ale  teraz  możemy  już  z  całą  pewnością 

stwierdzić, że chodzi o mnie. 

Zoe  po  omacku  zrobiła  krok  w  głąb  ciemnego  pokoju. 

Nie, 

ściany 

nie 

krzyczały. 

Nie 

wyczuła 

żadnych 

energetycznych  pajęczyn.  Unosiły  się  tu  resztki  energii  osób, 
które  w  ciągu  wielu  lat  zamieszkiwały  ten  pokój,  co  było 
trochę przygnębiające, ale nic poza tym. 

W  innych  okolicznościach  przyjęłaby  to  z  ulgą.  Ale  tym 

razem było inaczej. Nagle zdała sobie sprawę, jak wielką miała 
nadzieję, że w tym pokoju wyczuje to samo, co w bibliotece i u 
Arcadii.  Dałoby  to  odpowiedź  na  kilka  bardzo  niepokojących 
pytań. 

Już  miała  wyciszyć  stare,  słabe  wibracje,  kiedy  wyczuła 

nagłe coś mrocznego i silnego. Nie, nie była to ta przerażająca; 
lepka  pajęczyna.  To  było  coś  innego  -  rozpaczliwe, 
niezaspokojone  pragnienie,  błyskające  w  ciemnym  pokoju  jak 
zepsuty neon. 

On  bardzo  czegoś  chciał  -  wyszeptała.  -  Było  mu  to 

potrzebne jak narkotyk. 

Najwyraźniej chciał mojej śmierci. 

Zoe  odwróciła  się  gwałtownie.  Ethan  stał  przy  jedynym 

stole w pokoju, przeglądając plik kopii ksero. 

Co to jest? - spytała. 

background image

 

237 

Sama zobacz. 

Podeszła  do  niego  i  stanęła  przy  stole.  Były  to  kopie 

artykułów z różnych  gazet.  Niektóre  z nich pochodziły sprzed 
trzech  lat,  inne  były  znacznie  nowsze.  Wszystkie  artykuły 
zostały  opublikowane  w  gazetach  ukazujących  się  w  Los 
Angeles. Zoe spojrzała na pierwszy z nich i zmartwiała. 

SIMON WENDOVER ZGINĄŁ W WYPADKU NA ŁODZI 
Ciało  Simona  Wendovera,  prezesa  dużej  prywatnej  firmy 

inwestycyjnej, znaleziono w wodzie przy brzegu Santa Barbara 
dzisiaj  wczesnym  rankiem.  Policja  uważa,  że  wypadł  za  burtę 
swojego jachtu dwa lub trzy dni wcześniej. 

Urzędnicy  z  przystani,  w  której  Wendover  trzyma!  swój 

jacht,  twierdzą,  że  miał  w  zwyczaju  wypływać  samotnie  na 
morze, zwłaszcza w księżycowe noce. 

W  ubiegłym  miesiącu  Wendover  został  oczyszczony  z 

wszelkich  zarzutów  dotyczących  morderstwa  Drew  Truaksa, 
prezesa  Trace&Stone  Industries.  Jego  proces  bacznie 
obserwowało  środowisko  przedsiębiorców  działających  w 
południowej Kalifornii ze względu na ujawnienie sensacyjnych 
faktów 

dotyczących 

transakcji 

finansowych 

zawartych 

niedawno przez Wendovera. 

Skandal,  jaki  wybuchł  z  tego  powodu,  odbił  s  i  ę 

negatywnie na przedsięwzięciach kilku z głównych inwestorów 
i zachwiał zaufaniem akcjonariuszy... 

Zoe  podniosła  inny  artykuł,  przeczytała  go  pobieżnie  i 

zatrzymała się przy ostatnim paragrafie. 

...policja  podaje,  że  autopsja  wykazała  obecność 

narkotyków... 

Spojrzała na Ethana, który przyglądał jej się uważnie. 

Wendover  nie  tylko  handlował  narkotykami  - 

powiedział spokojnie - ale też je zażywał.  

Kiwnęła głową. 

Rozumiem.  Cóż,  wszyscy  wiedzą,  że  to  bardzo 

ryzykowna działalność. 

background image

 

238 

Wzięła do ręki kolejny artykuł. 
...policja twierdzi, że śmierć Wendovera mogła nastąpić w 

wyniku  zażycia  narkotyków.  Nic  nie  wskazuje  na  zamierzone 
działania  osób  trzecich...
  Ethan  przejrzał  kilka  kolejnych 
artykułów. 

Rozmawiali ze mną, ale miałem żelazne alibi. 

Oczywiście. 

Ethan nie był głupi, tego Zoe była pewna. 

Policja  zresztą  niespecjalnie  chciała  robić  z  tego 

sprawę. Wiedzieli równie dobrze jak ja, że Wendover miał parę 
osób na sumieniu. 

Zoe położyła artykuł na stole i wzięła do ręki kolejny plik 

papierów.  Wszystkie  były  kopiami  zdjęć  Ethana,  które 
publikowały  różne  gazety.  Na  kilku  z  nich  wchodził  do  sądu, 
czasem  w  towarzystwie  Bonnie.  Na  innych  siedział  za 
kierownicą 

srebrnego 

bmw. 

Niektóre 

ukazywały 

go 

opuszczającego  nowoczesny  biurowiec,  opatrzony  złożonym  z 
połyskujących metalicznie liter napisem TRUAX SECURITY. 

Przez cały  czas trwania procesu reporterzy kręcili się 

koło sądu -powiedział Ethan. - Kilku z nich nachodziło mnie w 
biurze. Próbowali też dostać się do domu Bonnie. 

To musiał być koszmar dla was wszystkich. 

Owszem. - Ethan odwrócił się i rozejrzał po pokoju. - 

Ale  po  śmierci  Wendovera  wydawało  mi  się,  że  jest  już  po 
wszystkim. Wygląda na to, że się myliłem. 

Jeśli  ktoś  próbuje  się  na  tobie  zemścić  i  jeśli  ty  i 

Harry  macie  rację,  twierdząc,  że  nie  jest  to  żaden  ze 
wspólników Wendovera, to musi być sprawa osobista. 

Wiem. 

Może  to  ktoś  z  rodziny  Wendovera?  Ktoś,  kto  wini 

cię za jego śmierć. Może przyjaciel? 

O to właśnie chodzi, że nikt nie był z nim tak blisko. - 

Ethan  kucnął,  żeby  przyjrzeć  się  podłodze  pod  nocnym 
stolikiem.  -  Określenie  „samotnik"  doskonale  pasuje  do 

background image

 

239 

Simona  Wendovera.  Wierz  mi,  sprawdziłem  go  bardzo 
dokładnie,  prześledziłem  całą  jego  przeszłość,  aż  do  dnia 
narodzin.  Jego  matka  była  narkomanką.  Zmarła,  kiedy  miał 
trzy  lata.  Wychowywał  się  w  kilku  rodzinach  zastępczych. 
Żadnych przyjaciół, zwierząt domowych ani dzieci. 

A żony? Kochanki? 

Wendover  zawsze  pokazywał  się  z  pięknymi 

kobietami  u  boku,  ale żaden  z tych  związków nie  trwał  dłużej 
niż kilka miesięcy. Nigdy się nie ożenił. 

  
Ethan  wstał  i  podszedł  do  małego  biurka.  Szybko 

sprawdził zawartość szuflad. Nic. 

Otworzył  drzwi  szafy.  Zoe  zobaczyła  kilka  par  spodni  i 

koszul,  ułożonych  w  środku  z  żołnierską  precyzją.  Na  dolnej 
półce leżał marynarski worek w kolorze khaki. 

Wygląda  na  to,  że  Branch  jest  bardzo  schludny  i 

poukładany. 

Nauczył się tego w wojsku, jak sądzę. 

Skąd wiesz, że był w wojsku? 

Coś  w  jego  chodzie  może  o  tym  świadczyć.  Ethan 

przeszukał szybko kieszenie ubrań, ale wszystkie były puste. 

Kucnął  znowu  i  otworzył  worek.  Zoe  zajrzała  mu  przez 

ramię i zobaczyła, że w worku też nic nie było. 

Hm...  -  mruknął  Ethan  w  zamyśleniu.  -  Dziwne,  że 

zostawił ubrania w szafie, a w worku jest pusto. 

Wstał i  wszedł  do  małej  łazienki, gdzie stał przez chwilę, 

rozglądając się dookoła. 

Hm... 

Zoe  wiedziała,  co  to  znaczy.  Pomrukiwał  tak  zawsze, 

kiedy uważał, że coś jest nie tak, jak być powinno. Podeszła do 
niego  i  stanęła  w drzwiach.  Na umywalce  stało kilka  męskich 
przyborów toaletowych, ale nie było w nich  nic szczególnego. 
Golarka, krem do golenia i pasta do zębów mogły pochodzić z 
każdej drogerii w kraju. 

background image

 

240 

Chyba  nie  chciał  zostawiać  za  sobą  śladów  - 

powiedziała. 

Jest  tu  czysto,  to  fakt.  -  Ethan  zajrzał  do  kosza  na 

śmieci. - Może nawet trochę za czysto. 

To znaczy? 

W  koszu  nie  ma  ani  jednego  papierka,  ani  jednej 

butelki  po  tych  preparatach  proteinowych,  od  których  jest 
najwyraźniej  uzależniony.  Wszystko  tutaj  i  w  szafie  wygląda 
tak,  jakby  zostało  ułożone  przez  robota.  Wszystko  na  swoim 
miejscu. Biurko jest puste. 

Ale? - spytała, kiedy umilkł. 

Ethan minął ją i wszedł do pokoju. 

Ale te artykuły leżały porozrzucane na stole. Ktoś tak 

obsesyjnie dbający o porządek poukładałby je staranniej. 

Zoe  przypomniała  sobie  ślady  obsesyjnego  pragnienia, 

które wyczuła w pokoju. 

Może  chciał  jeszcze  raz  zanurzyć  się  w  sprawę 

Wendovera, zanim  cię zaatakuje. Może przeglądał te artykuły, 
żeby się do tego psychicznie przygotować. 

Może  -  powiedział  Ethan  bez  przekonania.  -  Nie 

wiem  też,  gdzie  w  tym  wszystkim  znajduje  się  ta  kobieta  z 
aparatem  fotograficznym.  Jeśli  wysłał  ją  do  Whispering 
Springs, żeby mnie sprawdziła, to gdzie są jej zdjęcia? 

Dobre  pytanie.  Jeśli  ona  naprawdę  jest  w  to 

zamieszana, te zdjęcia powinny leżeć na stole, tak jak artykuły. 

Chyba  że  ktoś  wysprzątał  ten  pokój  po  wyjściu 

Brancha i zabrał fotografie. 

Zoe zadrżała. 

Myślisz, że ktoś był tu przed nami? 

Nie  mam  pewności,  ale  wydaje  mi  się,  że  ten  pokój 

został przygotowany do oglądania. 

Przez kogo? 

Prawdopodobnie  przez  tego,  kto  zapłacił  Branchowi 

za to, żeby mnie sprzątnął, kimkolwiek on jest. 

background image

 

241 

Zoe skrzywiła się 

Wolałabym, żebyś nie mówił tego tak lekko. 

Ethan  krążył  po  pokoju,  przesuwając  meble.  Zajrzał  pod 

materac  i  ramę  łóżka.  Odsunął  nawet  od  ściany  ciężkie 
wezgłowie. 

Zoe  wróciła  do  biurka  i  jeszcze  raz  wysunęła  szuflady  w 

nadziei,  że  odkryje  coś,  co  przeoczył  Ethan.  Nie  była  jednak 
zaskoczona,  kiedy  znalazła tam  tylko  ołówek  i  czysty  bloczek 
papieru.  Na  pierwszej  kartce  nie  odcisnęły  się  żadne  słowa 
pisane na poprzedniej stronie. 

Ethan  chwycił  małą  nocną  szafkę,  odsunął  ją  od  ściany  i 

na dywan spadła koperta. Oboje na nią spojrzeli. 

Kto wie? - Ethan schylił się, żeby ją podnieść. - Może 

właśnie dostaliśmy jakąś wskazówkę. 

Wygląda jak koperta z laboratorium fotograficznego - 

powiedziała Zoe, bardzo podekscytowana. 

I  tak  jest.  Niestety,  w  środku  nic  nie  ma.  -  Ethan 

spojrzał  na  nazwę  i  adres  laboratorium  wydrukowany  na 
kopercie. - Ale i tak mamy szczęście. To lokalna firma. 

 
 

Rozdział 33 
 
 

Kobieta  miała  przyczepioną  do  bluzki  plakietkę  z 

imieniem  Margaret.  Była  dobrze  po  sześćdziesiątce  i  należała 
zapewne  do  tysięcy  emerytów  w  regionie,  którzy  z  powodu 
nudy  bądź  niemożności  wyżycia  z  zasiłku  opieki  społecznej, 
zdecydowali się podjąć na część etatu nisko opłacaną pracę za 
ladą.  

Zdjęcia  wysokiej  kobiety  o  krótkich,  platynowych 

włosach?  -  rozpromieniła  się  Margaret.  -  Oczywiście,  że  je 
pamiętam. Ona wyglądała jak jedna z tych aktorek, które grały 

background image

 

242 

w  starych  filmach.  Pomyślałam  nawet,  że  to  ktoś  sławny. 
Spytałam o to Shelley, ale powiedziała  mi, że nie  może o tym 
rozmawiać. Mówiła, że to poufne. Domyśliłam się, że to jedna 
z jej spraw rozwodowych. 

Kto to jest Shelley? - spytał Ethan lekko, opierając się 

o ladę. 

Zoe,  która  stała  za  nim,  zdobyła  się  na  słaby  uśmiech. 

Podziwiała  jego  spokój.  Zachowywał  się  tak,  jakby  mieli 
mnóstwo czasu. Sama była potwornie zdenerwowana. 

Shelley  Russell  to  nasza  stała  klientka  -  odparła 

Margaret  z  dumą.  -  Jest  prywatnym  detektywem.  Odkąd 
pamiętam,  zawsze  wywoływaliśmy  jej  filmy  -  urwała  i 
zmarszczyła brwi. - Ja już pana gdzieś widziałam. - Przeniosła 
wzrok na Zoe. - Panią też. Byliście na zdjęciach Shelley. 

Możliwe  -  powiedział  Ethan  spokojnie.  Margaret 

wydawała się trochę zakłopotana. 

Chyba nie jest pan mężem ani nikim takim, co? 

Jest moim  mężem  -  odezwała się Zoe chłodno. - Nie 

tej kobiety o platynowych włosach. 

Och,  to  dobrze.  -  Margaret  wyraźnie  ulżyło  -  Przez 

chwilę sądziłam, że... Zresztą nieważne. 

Czy  Shelley  Russell  ma  tu  gdzieś  biuro?  -  spytała 

Zoe, zanim Margaret zaczęła snuć dalsze domysły. 

Tak, oczywiście, to kilka przecznic dalej. 

Dziękuję  -  powiedział  Ethan  i  wyprostował  plecy.  - 

Może do niej wstąpimy. 

Och... A po co? - Margaret znowu nabrała podejrzeń. 

Czytam  mnóstwo  kryminałów  -  odparł  Ethan  z 

uśmiechem.  -  Zawsze  chciałem  zobaczyć  biuro  prawdziwego 
prywatnego detektywa. 

Na  zewnątrz  wszystkie  barwy  wydały  się  Zoe  bardziej 

jaskrawe.  Niebo  było  bardziej  niebieskie.  Słońce  świeciło 
jaśniej. Zadrżała lekko. Czy takiego właśnie dreszczyku emocji 
szukał  Ethan  w  swojej  pracy?  Dreszczyk  ten  przypominał  jej 

background image

 

243 

trochę  to,  co  czuła,  doświadczając  szczególnie  silnej  energii, 
która utrzymywała się w niektórych pomieszczeniach. 

Wsiadając  do  samochodu,  Ethan  spojrzał  na  nią  spod 

uniesionych brwi. 

Co? 

Zawsze  chciałeś  zobaczyć  biuro  prawdziwego 

prywatnego detektywa? - spytała sucho. 

Kto  wie?  -  Ethan  uśmiechnął  się  szeroko.  -  Może 

przyjdzie  mi  do  głowy  jakiś  świetny  pomysł  na  zmianę 
wystroju? 

Akurat. - Zoe zapięła pas. - To było bardzo sprytne z 

twojej  strony,  żeby  zapytać  tę  kobietę,  czy  ktoś  nie  oddał 
ostatnio  do  wywołania  zdjęć  kobiety  o  platynowych  włosach, 
która wygląda tak, jakby była kiedyś modelką. 

Wiemy,  że  ktoś  robił  Arcadii  zdjęcia,  wyszedłem 

więc z założenia, że ona będzie na niektórych z nich. Poza tym 
Arcadia zwraca uwagę swoim wyglądem. 

Pięć  minut  później  stanęli  przed  starym,  jednopiętrowym 

biurowcem.  Dwa  z  trzech  biur  od  frontu  były  puste, 
najwyraźniej od dłuższego czasu. Na szybie w oknie trzeciego 
widniała  nazwa  firmy:  RUSSELL  INVESTIGATIONS, 
namalowana wyblakłą czarną farbą. 

Rolety  w  oknach  były  spuszczone,  a  na  drzwiach  wisiała 

od środka tabliczka z napisem ZAMKNIĘTE. 

Co teraz? - spytała Zoe. 

Ethan  wyjął  telefon  z  kieszeni  i  wystukał  numer,  który 

przepisał z książki telefonicznej. 

Automatyczna  sekretarka  -  oznajmił  kilka  sekund 

później 

spojrzał 

na 

zegarek. 

Dochodzi 

piąta. 

Niewykluczone,  że był  mały  ruch  i  Russell postanowiła wyjść 
wcześniej. 

Więc? 

Ethan ponownie włączył silnik 

background image

 

244 

Więc  jeśli  chcę  zobaczyć,  jak  wygląda  biuro 

prawdziwego  prywatnego  detektywa,  będę  je  musiał  zwiedzić 
bez przewodnika. 

Zoe odwróciła się szybko. 

Chcesz  się  tam  włamać?  Nie,  Ethan,  to  zbyt 

ryzykowne.  Ona  jest  detektywem,  na  litość  boską.  Na  pewno 
ma tu jakiś system alarmowy. 

Może  tak,  a  może  nie.  -  Ethan  skręcił  i  zaparkował 

samochód w uliczce za biurowcem. 

Posłuchaj.  -  Zoe  z  każdą  chwilą  była  bardziej 

zdenerwowana.  -  Nie  możesz  dać  się  teraz  aresztować. 
Pamiętaj, co się dzieje w Whispering Springs. 

Będę  bardzo  ostrożny  -  powiedział,  wysiadając  z 

samochodu.  -  Nawet  jeśli  włączy  się  alarm,  będziemy  mieli 
mnóstwo czasu, żeby stąd zwiać, zanim zjawią się gliny. 

Zoe rozpięła pas. 

Idę z tobą. 

Chyba będzie lepiej, jeśli zostaniesz tutaj. 

Ale jeśli pójdę z tobą, może wyczuję coś, na co ty nie 

zwrócisz uwagi. 

Ethan  zmarszczył  brwi,  zastanawiając  się  nad  tym,  co 

powiedziała. Przez chwilę Zoe spodziewała się kąśliwej uwagi 
o  nawiedzonych  konsultantkach,  w  końcu  jednak  kiwnął 
głową.  

Dobrze. Każda pomoc może się przydać. 

Kilka  samochodów  minęło  wlot  uliczki,  w  której  stali, 

poza  tym  było  zupełnie  pusto.  W  tej  okolicy  ludzie  zapewne 
kupowali  żelazne  kraty  do  okien.  Zoe  nie  była  zaskoczona, 
widząc  taką  kratę  w  wychodzącym  na  tył  okienku  biura 
Shelley Russell. 

Mówiłam ci - powiedziała. 

Jeśli  ciągle  będziesz  tak  negatywnie  nastawiona,  nie 

pozwolę  ci  więcej  być  moją  asystentką.  -  Ethan  nacisnął 
klamkę drzwi. Ustąpiła lekko. 

background image

 

245 

Zoe wytrzeszczyła oczy. 

Niewiarygodne.  Jak  to  możliwe,  żeby  prywatny 

detektyw zapomniał zamknąć drzwi na klucz? 

Każdy  może  mieć  gorszy  dzień  -  powiedział  Ethan 

dziwnie poważnie. 

Zoe  poczuła,  że  jej  serce  zaczyna  bić  szybciej.  Patrzyła, 

jak  Ethan  otwiera  drzwi  i  wchodzi  do  małego,  ciemnego 
korytarzyka.  Poszła  za  nim  niepewnie,  przygotowując  się  na 
spotkanie  z  nieznaną  energią.  Dotarły  do  niej  słabe  wibracje 
energetyczne,  ale  nie  było  w  nich  nic  szczególnie 
niepokojącego.  Wyciszyła  je  i  ruszyła  za  Ethanem  wąskim 
korytarzem,  mijając  po  drodze  coś,  co  wyglądało  na  łazienkę. 
Po chwili znalazła się w biurze. 

Ethan  skręcił  za  róg  i  zatrzymał  się  tak  gwałtownie,  że 

Zoe  omal  na  niego  nie  wpadła.  Oboje  stali,  patrząc  na  postać 
starszej kobiety leżącej na podłodze. 

Dobry Boże. - Zoe zrobiło się niedobrze. 

Zdaje  się,  że  Shelley  Russell  istotnie  miała  gorszy 

dzień - stwierdził Ethan, przyklękając przy nieruchomym ciele. 
Przyłożył dwa palce do gardła kobiety. 

Zoe podeszła bliżej. 

Czy ona...? 

Nie. Jeszcze nie, w każdym razie. Oddycha, ale jest w 

kiepskim stanie. Nie widzę żadnych śladów przemocy. Może to 
wylew. 

Wyciągnął komórkę i wystukał numer pogotowia. 
Zoe uklękła przy nieprzytomnej kobiecie i ujęła jedną z jej 

bezwładnych  rąk.  Zauważyła,  jak  krucha  i  delikatna  jest  ta 
starcza  dłoń,  o  powykręcanych  artretyzmem  palcach.  Patrzyła 
na silną, pooraną zmarszczkami twarz, słuchając tego, co Ethan 
mówi do telefonu. 

Kiedy skończył rozmawiać, podniosła na niego wzrok. 

To staruszka, Ethan. 

Mam wrażenie, że to bardzo twarda staruszka. 

background image

 

246 

Wstał,  sięgnął  do  kieszeni  i  wyciągnął  nową  parę 

chirurgicznych rękawiczek, których miał chyba niewyczerpane 
zapasy.  Zoe  była  ciekawa,  czy  kupuje  je  w  hurtowni 
medycznej. 

Wiedziała,  że  sama  nie  może  nic  zrobić  dla  Shelley 

Russell,  czekając  na  pogotowie.  Mogła  tylko  trzymać  ją  za 
rękę. Czytała gdzieś, że ludzie, którzy są nieprzytomni, czasem 
reagują na ludzki głos. 

Zostań  ze  mną,  Shelley  -  mówiła  stanowczym, 

władczym tonem.  Masowała chude, węźlaste palce, usiłując je 
trochę  rozgrzać.  –  Trzymaj  się.  Pogotowie  już  jest  w  drodze. 
Wszystko będzie dobrze, Shelley. 

Mówiła  bez  przerwy,  podczas  gdy  Ethan  spiesznie 

przeszukiwał biuro. 

Wiesz, czego szukać? - spytała. 

Czegokolwiek,  co  pomoże  nam  odkryć,  kto  ją 

wynajął.  -  Ethan  przeglądał  zawartość  szuflad  -  Nie  widzę  tu 
akt z nazwiskiem Truax. To byłoby chyba zbyt proste. 

Pewnie  tak.  A  nic  tu  nie  jest  proste.  -  Zoe  miarowo 

ściskała  rękę  Shelley.  -  Musisz  z  nami  zostać,  Shelley,  żeby 
pomóc  nam  rozwiązać  tę  sprawę.  Wy,  detektywi,  to  właśnie 
lubicie  najbardziej,  prawda?  Rozwiązywać  sprawy.  Zostań,  a 
razem z Ethanem odkryjecie w końcu, co tu jest grane. 

Wygląda  na  to,  że  specjalizowała  się  w  sprawach 

rozwodowych  i  poszukiwaniu  osób  zaginionych  -  mruknął 
Ethan, grzebiąc w szufladzie. 

To  biuro  nie  jest  zbyt  nowoczesne.  Zastanawiam  się, 

dlaczego ktoś wynajął akurat Shelley, żeby zrobiła te zdjęcia? 

Ludzie,  którzy  zajmują  się  zbieraniem  dowodów  do 

spraw rozwodowych, zazwyczaj dobrze sobie radzą z aparatem 
fotograficznym  -  wyjaśnił  Ethan.  -  Klienci  zawsze  domagają 
się zdjęć. 

Tak,  ale  myślę,  że  twoi  wrogowie  z  Los  Angeles 

wynajęliby  raczej  jakieś  znane  biuro.  -  Zoe  nieprzerwanie 

background image

 

247 

głaskała dłonie Shelley.  -  Sam  mówiłeś,  że to  bardzo bogaci  i 
wpływowi  ludzie.  Nie  mogę  uwierzyć,  że  wynajęli  Shelley 
Russell. 

Może  ten,  kto  ją  wynajął,  uznał,  że  łatwo  będzie  się 

jej  pozbyć,  kiedy  przestanie  być  potrzebna.  Śmierć  starej, 
schorowanej kobiety nie wzbudziłaby żadnych podejrzeń. 

O Boże, myślisz, że ktoś chciał ją... 

Ethan wzruszył ramionami. 

Ona  jest  świadkiem.  -  Zamknął  szufladę  i  rozejrzał 

się po pokoju, jakby czegoś szukał. 

O co chodzi? - spytała Zoe. 

Nie ma komputera. 

Wydawało  mi  się,  że  jesteś  bardzo  staroświecki  jak 

na detektywa. Ale zdaje się, że Shelley bije cię na głowę. 

Ona  wcale  nie  jest  staroświecka  -  powiedział  Ethan 

cicho. 

Zoe odwróciła głowę i zobaczyła, że Ethan trzyma w ręce 

kartkę papieru. 

Co to jest? 

Raport,  który  ostatnio  napisała.  Mąż  klientki 

najwyraźniej  bliżej  poznał  kobietę,  którą  spotkał  w  hotelu  w 
Scottsdale. 

No i co z tego? 

To,  że  ten  raport  ma  trzy  miesiące  i  został  napisany 

na  komputerze.  -  Ethan  otworzył  komodę.  -  Jest  drukarka.  - 
Zamknął drzwiczki i stanął na środku pokoju. - Gdzie w takim 
razie, do diabła, jest komputer? 

Może zostawiła go w domu.  

Ethan potrząsnął głową. 

Nie sądzę. Wydaje mi się, że ona praktycznie mieszka 

w tym biurze. Podszedł do biurka, zapalił lampę, zmrużył oczy 
i uważnie przyjrzał się powierzchni blatu. 

Komputer  tu  był  -  powiedział.  -  Widzę  wyraźnie, 

gdzie stał. Poza tym jednym miejscem wszędzie jest kurz. 

background image

 

248 

Zostawił  biurko  i  wyszedł  do  holu.  Zoe  usłyszała,  że 

otwiera drzwi łazienki. 

W  porządku,  Shelley,  wszystko  będzie  dobrze  - 

powiedziała. - Już słychać syreny. Pogotowie zaraz tu będzie. 

Znalazłem  jej  torebkę  -  zawołał  Ethan.  Po  chwili 

rozległ  się  stłumiony  grzechot.  -  I  tabletki.  Wygląda  na  to,  że 
regularnie  przyjmowała  mnóstwo  leków.  Mogłoby  to 
wyjaśniać stan, w którym  się obecnie znajduje. Ale wątpię, by 
zapaść  w  tym  momencie  dochodzenia  była  tylko  zbiegiem 
okoliczności. 

Dźwięk  syren  rozlegał  się coraz bliżej.  Parking  oświetliły 

błyskające  rytmicznie  światła  karetki.  Nareszcie,  pomyślała 
Zoe.  Shelley  oddychała coraz płycej.  Jej puls też  wydawał  się 
coraz słabszy. 

Nie odchodź, Shelley. Nie pozwól, żeby drań, który ci 

to zrobił, był górą. 

Cholera - mruknął Ethan. 

Co znowu? 

Znalazłem  rachunki,  ale  nie  ma  tu  faktury  dla  Johna 

Brancha.  Nie  ma  też  kwitów,  z  których  by  wynikało,  że  jej 
płacił. 

Pogotowie  już  tu  jest,  dzięki  Bogu.  Ethan  wyszedł  z 

łazienki, notując coś spiesznie w swoim notesie. 

Przepisałem 

jej 

adres 

prawa 

jazdy. 

Ma 

osiemdziesiąt dwa lata. Ciekawe, czy będąc w jej wieku, ciągle 
będę pracował w tej branży. 

Nie  zrezygnujesz  z  tego  nawet  wtedy,  kiedy 

skończysz sto dwa lata. - Zoe ścisnęła dłoń Shelley, czując, że 
starsza kobieta słabnie z każdą  chwilą.  -  Trzymaj  się,  Shelley, 
pogotowie już jest. Wszystko będzie dobrze. 

Ethan otworzył drzwi, żeby wpuścić sanitariuszy. 
 
Lekarz, wyglądający na bardzo zmęczonego, zatrzymał się 

w drzwiach izby przyjęć.  

background image

 

249 

Sądzę,  że  pani  Russell  z  tego  wyjdzie,  dzięki  wam  - 

powiedział.  -  Szybko  traciła  siły.  Gdybyście  jej  nie  znaleźli, 
zmarłaby przed północą. 

Gdzie ona teraz jest? - spytała Zoe. 

Była niemal tak wyczerpana, jak lekarz. Bolały ją ramiona 

i  mięśnie  karku,  napięte  z  wysiłku.  Cały  czas  usiłowała 
wyciszyć  energetyczny  krzyk  bólu  i  przerażenia,  jakim 
nasiąknięte były ściany szpitalnej poczekalni. 

Została  przewieziona  na  oddział  intensywnej  terapii. 

Jej  stan  jest  stabilny.  Wydaje  się  bardzo  silna,  jak  na  tak 
schorowaną osobę w jej wieku 

Jest przytomna? - spytał Ethan. 

Nie, a nawet gdyby  była,  i tak nie pozwoliłbym wam 

z nią rozmawiać - powiedział  lekarz z wahaniem. - Jesteście z 
jej rodziny? 

Nie,  jesteśmy  przyjaciółmi  -  odparła  Zoe  gładko.  - 

Recepcjonista  mówił,  że  ona  nie  ma  żadnych  krewnych  w 
Phoenix.  Zawiadomił  jej  córkę  i  syna,  ale  oboje  mieszkają  w 
innym stanie i będą tu dopiero jutro po południu. 

Lekarz kiwnął głową. 

Jak  już  powiedziałem,  jeśli  nie  pojawią  się 

komplikacje,  powinna  z  tego  wyjść.  Ciągle  mamy  tu  takie 
przypadki. Starszym ludziom często się zdarza. 

Co? - spytał Ethan. 

Pomyłkowe 

przedawkowania. 

Przyjęcie 

niewłaściwych  leków.  Nieprzewidziane  interakcje  różnych 
preparatów.  Organizm  jest  osłabiony  wiekiem,  a  musi  radzić 
sobie  z  dużymi  ilościami  często  bardzo  silnych  leków.  Nic 
dziwnego, że takie sytuacje sana porządku dziennym. 

Myśli  pan,  że  to  jej  się  właśnie  przytrafiło?  -  spytał 

Ethan  obojętnie.  -  Przez  pomyłkę  przyjęła  zbyt  dużą  dawkę 
leku? 

Lekarz wzruszył ramionami. 

background image

 

250 

Cóż, 

to 

nie 

zawsze 

jest 

przypadek. 

Zoe 

znieruchomiała. Wyczuła, że Ethan także wzmógł czujność. 

To  nie  zawsze  jest  przypadek?  -  powtórzył  bardzo 

powoli. 

Na  pewno  wiecie,  że  starsi  ludzie  często  cierpią  na 

depresję - powiedział lekarz. - Są zmęczeni lekami. Zaczyna im 
się  wydawać,  że  życie  wymaga  zbyt  wielkiego  zachodu.  Są 
samotni. Czasami mają już tego wszystkiego dość. 

Samobójstwo?  -  Zoe  potrząsnęła  głową.  -  Naprawdę 

nie sądzę... -urwała wpół zdania, kiedy Ethan  lekko trącił  ją w 
ramię i odchrząknęła. - A z drugiej strony... Kto wie? 

Właśnie - odparł  lekarz. - Kiedy się obudzi, zapewne 

nie będzie pamiętała wiele z tego, co się wydarzyło. Na pewno 
zbada  ją  psychiatra,  ale  jeśli  celowo  wzięła  zbyt  dużą  dawkę 
leku, nie oczekujcie, że się do tego przyzna. To też jest typowe. 
Starsze  osoby  niechętnie  przyznają  się  do  problemów 
psychicznych. Dla nich to ciągle piętno.  

Nie  tylko  dla  nich  -  stwierdziła  Zoe  spokojnie.  - 

Wiem coś o tym. 

Musiała to powiedzieć bardzo znacząco, bo lekarz spojrzał 

na nią uważnie. 

Trzymaj buzię na kłódkę, skarciła się w duchu. 
Za  nimi  korytarzem  przejechał  wózek  z  chorym.  Salowy, 

który  go  pchał,  prawie  biegł.  Obok  pędziła  pielęgniarka  z 
woreczkiem  kroplówki  w  wyciągniętej  do  góry  ręce.  Zoe 
zauważyła  na prześcieradle  wielką plamę krwi.  Zrobiło  jej  się 
słabo.  W  ściany  szpitala  znowu  wnikał  bezgłośny  krzyk 
przerażenia. Jak ci ludzie to wytrzymują? 

Lekarz także spojrzał na wózek i nagle oprzytomniał. 

Muszę iść - oznajmił. - Ktoś z personelu pokaże wam, 

gdzie jest oddział intensywnej terapii. 

Dziękuję - powiedział Ethan, ale lekarza już nie było. 

Zoe popatrzyła na Ethana, który wyciągał z kieszeni komórkę. 

Co teraz? 

background image

 

251 

Dochodzi siódma, a my od lunchu nie mieliśmy nic w 

ustach. Zjedzmy coś i wracajmy do biura Shelley. 

Dobrze.  Po  drugiej  stronie  ulicy  jest  jakiś  bar.  -  Zoe 

szybko  ruszyła  w  stronę  drzwi.  Miała  ochotę  biegiem  uciec  z 
tego miejsca, ale postanowiła, że nie zrobi z siebie idiotki. 

Zaczekaj - zawołał Ethan,  idąc za nią. - Pomyślałem, 

że moglibyśmy coś przekąsić w szpitalnej kafejce. 

Nie -  odparła Zoe bardzo  stanowczo. -  Nie chcę  jeść 

w szpitalu. 

Nie  miała  zamiaru  spędzić  w  tym  miejscu  więcej  czasu, 

niż  było  to  absolutnie  konieczne.  Ból,  strach,  rozpacz  i 
nadzieja,  latami  wsiąkające  w  te  ściany,  coraz  natarczywiej 
wdzierały się w jej świadomość. To był bardzo męczący dzień. 
Czuła, że więcej nie wytrzyma. 

Wszystko w porządku? - spytał Ethan z niepokojem. 

Zaraz  będzie.  -  Zoe  pchnęła  oszklone  drzwi  i 

odetchnęła z ulgą. - Nie lubię szpitali. 

A kto lubi? 

Ale nie próbował jej namówić, by wróciła do środka. Idąc 

za  nią  przez  parking,  zajął  się  wystukiwaniem  numeru  na 
komórce. 

Nie wierzył  w  jej  paranormalne zdolności, ale postanowił 

zmienić  plan,  bo  powiedziała  mu,  że  źle  czuła  się  w  szpitalu. 
Nie  po  raz  pierwszy  zrobił  coś  takiego,  przypomniała  sobie. 
Kiedy  analizowała  swoje  krótkie  małżeństwo,  musiała 
przyznać,  że  zawsze  brał  pod  uwagę  jej  życzenia,  nawet  jeśli 
sądził, że wynikają tylko z jej wybujałej wyobraźni. 

Tolerował to, co większość ludzi uznałaby za irracjonalne 

kaprysy,  jakby  jej  przekonanie  o  własnych  psychicznych 
zdolnościach było tylko niegroźnym dziwactwem.  

Czy  ten  człowiek  jest  w  stanie  iść  przez  życie,  nie 

zwracając uwagi na drobiazgi? 

Może już czas, żeby i ona się tego nauczyła. 

background image

 

252 

Od  kilku  tygodni  czuła  się  coraz  bardziej  sfrustrowana 

faktem,  że  nie  chciał  zaakceptować  tej  strony  jej  psychiki. 
Powtarzała sobie, że jeśli to się nie zmieni, ucierpi na tym  ich 
związek. Była przekonana, że powinien przyjąć to w końcu do 
wiadomości. 

A  teraz  zaczęła  się  zastanawiać,  czy  to  istotnie  jest  takie 

konieczne.  Ethan  akceptował  ją  taką,  jaką  była.  Nie  zadawał 
pytań. W jej życiu był to rzadki i cudowny dar. 

Jej  rozmyślania  zostały  przerwane,  kiedy  Harry  odebrał 

telefon. Ethan w skrócie przedstawił mu sytuację. 

Zgadzam  się,  sprawy  się  komplikują-  powiedział 

Ethan,  wsiadając  do  samochodu.  -  Ale  ty  nadal  szukaj 
kontaktów  w  Los  Angeles.  Wszystko  wskazuje  na  to,  że to  ja 
jestem celem, nie Arcadia. Wygląda też na to, że nikt nic o niej 
nie wie, tak jak mówił Merchant. 

Zoe zapięła pas, walcząc z ogarniającą ją paniką.  Arcadia 

była bezpieczna, ale Ethan znalazł się w opałach. 

Nie, zostaniemy w Phoenix jeszcze przez jakiś czas. - 

Ethan  przekręcił  kluczyk  w  stacyjce.  -  Wracamy  do  biura 
Shelley  Russell.  Lekarze  uważają,  że  przez  przypadek  wzięła 
zbyt  dużą  dawkę  leku,  ale  z  jej  biurka  zniknął  komputer  i  nie 
ma żadnych notatek na mój temat. 

Przez chwilę panowała cisza, w czasie której Harry mówił 

coś do telefonu. Zoe poczuła, jak oblewają zimny pot. 

Nie.  Nie  znalazłem  też  nic  na  temat  Arcadii  - 

powiedział Ethan. -Ale Russell musi być tą kobietą z aparatem 
fotograficznym,  którą  Arcadia  zauważyła  w  Whispering 
Springs.  Tak,  będziemy  w  kontakcie.  -  Zakończył  rozmowę  i 
natychmiast wystukał inny numer. 

No,  Cobb,  odbierz  telefon...  -  umilkł  na  moment.  - 

Gdzie  byłeś,  do  diabła?  Naprawdę?  Cholera.  Przepraszam. 
Przez pewien czas miałem wyłączony aparat. W szpitalach  nie 
wolno  rozmawiać  przez  komórkę...  Nie,  z  nami  wszystko  w 

background image

 

253 

porządku. To długa historia. Wyjaśnię ci później. Masz coś dla 
mnie? 

Zoe  siedziała  sztywno,  w  napięciu  słuchając  tego,  co 

mówił Ethan. Kiedy skończył rozmawiać, odwróciła głowę. 

No i co? - spytała. 

Cobb  wszedł  na  czat  militarystów  i  spytał  o  tatuaż 

Brancha.  Dowiedział  się,  że  to  symbol  bardzo  elitarnej,  tajnej 
jednostki rozpoznawczej należącej do służb specjalnych. 

Więc  miałeś  rację  -  powiedziała  Zoe.  -  Branch  jest 

wojskowym. 

Niezupełnie.  Już  nie.  Singleton  zdołał  włamać  się  do 

ich  bazy  danych  i  znalazł  tam  kartotekę Brancha.  Wygląda  na 
to, że był jednym z tych, którzy mogli zacząć wstępny trening, 
ale odpadł już po pierwszym miesiącu. 

Dlaczego? 

Singleton  mówi,  że  informacje  na  ten  temat  były 

bardzo  skąpe,  ale  zdaje  się,  iż  Branch  przeszedł  załamanie 
nerwowe.  Skończyło  się  na  kilkumiesięcznym  pobycie  na 
oddziale  psychiatrycznym  szpitala  wojskowego.  W  końcu 
został zwolniony ze służby. 

Szaleniec  -  wyszeptała  Zoe.  Przypomniała  sobie  to, 

co  czuła  w  pokoju  Brancha  -  obsesyjne  pragnienie,  które 
można  porównać  tylko  do  żądzy.  -  Czułam,  że  on  bardzo 
czegoś chce. 

Singleton  powiedział  mi,  że  po  wyjściu  ze  szpitala 

Branch  wyjechał  z  kraju  i  pracował  przez  kilka  lat  jako 
najemnik. Osiem miesięcy temu wrócił do Stanów. Tu ślad się 
urywa. 

Może  powinniśmy  pójść  na  policję  i  porozmawiać  z 

nimi o Shelley Russell. 

I  co  im  powiemy?  Jak  na  razie  mamy  tylko  starszą 

panią, która zdaniem lekarzy pomieszała tabletki. Wątpię, żeby 
ktoś się tym zainteresował. 

A zdjęcia, które wywoływała w tym laboratorium? 

background image

 

254 

Russell  nie  złamała  prawa,  robiąc  te  zdjęcia.  Do 

diabła, nie udowodnimy nawet, że to ona je zrobiła. 

 
Zapadł  zmrok  i  biurowiec,  w  którym  mieściła  się  firma 

Shelley Russell  był pogrążony w ciemnościach. Ethan włączył 
latarkę  i  oświetlił  stojącego  przed  nim  starego  forda.  W 
samochodzie  nie  znalazł  jednak  nic  interesującego,  zawrócił 
więc w stronę budynku. 

W biurze stał przez chwilę, bez ruchu, bez słowa, chłonąc 

atmosferę  pomieszczenia.  Zoe  czekała  w  milczeniu.  Widziała 
już  ten  rytuał  przy  innych  okazjach.  Zastanawiała  się,  czy 
Ethan  podświadomie  w  ten  sposób  otwiera  się  na  wibracje 
psychicznej  energii  unoszące  się  w  przestrzeni.  Jeśli  tak,  była 
ciekawa, czy kiedykolwiek się do tego przyzna. Kiedy zapytała 
go, co czuje, kiedy bada w ten sposób otoczenie, odpowiedział 
po prostu, że szuka czegoś, co może się wydać nie na miejscu. 

Po  chwili  zaczął  powoli  przechadzać  się  po  pokoju. 

Zatrzymał  się  przy  biurku  i  spojrzał  na  kubek  pełny  zimnej 
kawy. 

Zaparzyła  sobie  dzbanek  kawy  -  powiedział.  -  Nie 

jest to coś, co robi osoba, która zamierza ze sobą skończyć. 

Rzeczywiście - przyznała Zoe. - Dzbanek jest prawie 

pełny. Nalała sobie jeden kubek i nie upiła nawet łyka. 

Musiała  upaść  zaraz  po  tym,  jak  nalała  kawy  do 

kubka.  Pełny  dzbanek  wskazuje,  że  chciała  jeszcze  jakiś  czas 
pracować. - Ethan podszedł do starego ekspresu i przyjrzał mu 
się uważnie. - Jest wyłączony.  

Zmieniła plany? Postanowiła iść do domu? 

Więc  po  co  nalała  kawy  do  kubka?  -  Ethan  nie 

odrywał  wzroku  od  ekspresu.  -  W  porządku,  parzy  kawę, 
nalewa  trochę  do  kubka  i  zanosi  go  na  biurko.  Ale  upadła  na 
środku  pokoju.  To  znaczy,  że  z  jakiegoś  powodu  postanowiła 
wrócić i wyłączyć płytę pod dzbankiem. Po co jednak miałaby 
to robić? 

background image

 

255 

O co chodzi z tą kawą? 

To  jedyna rzecz,  która  nie pasuje do całości. -  Ethan 

podniósł dzbanek i postawił go obok ekspresu. Potem podniósł 
ekspres  i  gwizdnął  przeciągle.  -  Tak  jak  myślałem.  Shelley 
Russell, jesteś dużo twardsza, niż się wydajesz. 

Zoe podeszła do niego szybko. 

Co  znalazłeś?  Ethan  podniósł  przedmiot,  który 

wyciągnął spod ekspresu. 

Jej notatnik. 

Rany.  I  kto  mówi,  że  nie  masz  nadprzyrodzonych 

zdolności? 

 
 

Rozdział 34 
 
 

Uniform  był  brudny,  a  czapka  pachniała  cudzym  potem, 

ale jedno i drugie powinno wystarczyć. 

Grant  Loring  stał  w  wąskim,  ciemnym  korytarzyku 

oddzielającym  księgarnię  od  butiku  z  odzieżą,  skąd 
obserwował wejście do Galerii Euphoria. 

Było  pięć  po  ósmej.  Trwał  Festiwal  Jesienny.  Wieczór 

okazał się koszmarem. Grant został zmuszony do wysłuchania 
kilku  grup  dzieci  śpiewających  na  zbudowanej  na  wolnym 
powietrzu  scenie.  Ich  wysokie,  piskliwe  głosy  przyprawiły  go 
w końcu o ból głowy. Tłumy roześmianych, krzykliwych ludzi 
kręcące  się po centrum  handlowym  jeszcze bardziej podnosiły 
poziom  decybeli.  Czuł,  że  jeśli  miniaturowa  lokomotywa 
ciągnąca  wagoniki  pełne  piszczących  z  uciechy  dzieci 
przejedzie koło niego jeszcze raz, wysadzi cały pociąg. 

Nie odrywał wzroku od okien galerii. Dziwka pokazywała 

klientce  jakiś  naszyjnik.  Jej  asystentka,  postawna  kobieta  o 
krótkich ciemnych włosach, zajmowała się innym klientem. 

background image

 

256 

Drzwi  galerii  nie  zamykały  się  przez  cały  wieczór.  Zdaje 

się,  że  jego  żona  osiągała  tu  niezłe  dochody.  Jedno  trzeba  jej 
było  przyznać –  miała  wrodzony  talent  do robienia pieniędzy. 
Właśnie dlatego w przeszłości była dla niego tak użyteczna. 

Jego  plany  wreszcie  miały  przynieść  owoce.  Owszem, 

Branchowi nie udało się załatwić detektywa, ale cel i tak został 
osiągnięty.  Byłoby  oczywiście  lepiej,  gdyby  Truax  zginął,  ale 
fakt, że zajmował się teraz własnymi sprawami w Phoenix, był 
równie  korzystny.  Jeśli  Truax  zdołał  dotrzeć  do  mieszkania 
Brancha,  trop  powinien  doprowadzić  go  do  Los  Angeles.  A 
jeśli  zdołał  także  odszukać  biuro  Shelley  Russell,  nie  znalazł 
tam nic, poza starszą panią, która wzięła za dużo leków. 

Czas  załatwić  swoje  sprawy  i  spadać  stąd.  Grant 

zrewidował  swoje  plany  i  wybrał  dzisiejszy  wieczór  ze 
względu na festyn. Chciał skryć się w tłumie. 

Teraz wystarczy mu już tylko parę minut sam na sam z tą 

dziwką.  Miał  nadzieję,  że  uda  mu  się  ją  dorwać  pół  godziny 
wcześniej,  kiedy  wyszła  do  toalety,  znajdującej  się  po  drugiej 
stronie Fountain Square. Ale ten żywy trup odprowadził ją pod 
same  drzwi,  a  potem  czekał  na  nią,  żeby  odeskortować  ją  z 
powrotem do galerii. 

Grant  był  bardzo  niezadowolony  z  faktu,  że  Shelley 

Russell  nie  dostarczyła  mu  żadnych  zdjęć  tego  szkieletu  w 
sportowej koszuli. Okazała się jednak niekompetentna. 

Dobrze przynajmniej, że facet nie wyglądał  na kogoś, kto 

mógłby  przysporzyć  mu  większych  problemów.  To  zapewne 
jakiś  kiepsko  opłacany  księgowy  albo  kierownik  zakładu 
pogrzebowego. Poza krótkim spacerem do toalety, który odbył 
razem  z  jego  kochaną  żoneczką,  przez  cały  wieczór  siedział 
przed  drzwiami  galerii,  rozmawiając  przez  telefon.  Odbył 
mnóstwo rozmów telefonicznych. 

Ta szmata najwyraźniej zmieniła swoje upodobania co do 

mężczyzn.  Albo  wybrała  na  swojego  kochanka  faceta,  który 
był  dokładnym  przeciwieństwem  facetów,  jacy  kiedyś  się  jej 

background image

 

257 

podobali, w tym samym celu, w jakim zmieniła nazwisko i styl 
ubierania.  Głupia  baba  próbowała  stworzyć  się  od  nowa,  bo 
czuła, że on żyje i pewnego dnia może zacząć jej szukać. 

Robiło się późno. To ostatnia szansa, żeby ją dorwać. Nie 

może czekać dłużej. Czas zabrać się do roboty. 

Myślał tylko o tym, żeby skończyć to, co zaczął, i zniknąć 

ponownie. 

Ethan  usiadł  na  krześle  Shelley  Russell  i  natychmiast 

poczuł  się  jak  u  siebie,  co  go  zresztą  nie  zaskoczyło. 
Skrzypiało  jak  należy.  Russell  miała  w  szufladzie  zapas 
żółtych  bloczków  i  mnóstwo  ołówków.  Na  biurku  wszystko 
było starannie poukładane. 

Chyba  macie ze sobą sporo wspólnego - powiedziała 

Zoe  sucho.  -  Nawet  jej  notatki  przypominają  trochę  twoje.  - 
Zajrzała mu przez ramię. - Hieroglify.  

Każdy, kto dużo notuje, wypracowuje sobie w końcu 

własny  rodzaj  stenografii  -  odparł  Ethan  z  roztargnieniem.  - 
Ale  bardzo  dokładnie  zapisywała  nazwiska  i  cyfry.  Widzisz? 
Tu jest numer rejestracyjny tej furgonetki, którą jeździł Branch. 

Po co spisała numer rejestracyjny swojego klienta? 

Ja  też  tak  robię.  Standardowa  procedura.  Nigdy  nie 

wiesz o kliencie zbyt wiele. 

Niezbyt  zachęcające.  -  Zoe  przysiadła  na  brzegu 

biurka.  -  Gdybym  o  tym  wiedziała,  zanim  zdecydowałam  się 
skorzystać z twoich usług, zapewne poszłabym do Radnora. 

No  tak,  ale  pomyśl  o  tym  wspaniałym  seksie,  który 

by cię wtedy ominął. 

Punkt dla ciebie. 

Pod  nazwiskiem  Brancha  i  numerem  rejestracyjnym  jego 

samochodu 

widniało 

dwukrotnie 

podkreślone 

słowo 

„federalny". 

Powiedział  jej,  że  jest  tajnym  agentem  rządowym  – 

stwierdził  Ethan.  -  Pewnie  sądził,  że  ze  względu  na  to  nie 
będzie zadawała pytań. 

background image

 

258 

Zoe przełknęła ślinę. 

Myślisz,  że  to  federalni  cię  śledzą?  Może  właśnie 

dlatego  ktoś  chce  cię  zabić.  Żebyś  nie  zdążył  im  nic 
powiedzieć. 

Uspokój się - powiedział Ethan. - Gdyby tak było, już 

mielibyśmy  na  karku  całą  hordę  federalnych.  -  Tak  mi  się 
przynajmniej  wydaje,  dodał  w  duchu.  -  Wygląda  na  to,  że 
Branch  nie  spieszył  się  z  poinformowaniem  jej,  dlaczego 
postanowił ją wynająć. Sprawdzał ją, jakby chciał się upewnić, 
czy może na niej polegać i liczyć na jej dyskrecję. 

 

Dzięki za informacje, Carl. - Harry stał z jedną stopą 

na ławce z kutego żelaza oraz łokciem opartym o udo i patrzył 
na  Arcadię  przez  okno  galerii.  Rozmawiał  ze  swoim  dawnym 
współpracownikiem  z  Los  Angeles.  -  Zgodnie  z  ustaleniami, 
już  nie  pamiętam,  kto  wyświadczył  mi  tę  przysługę,  ale  z 
pewnością się zrewanżuję. 

Wyłączył komórkę, ani na moment nie odrywając wzroku 

od Arcadii. 

Sześć tygodni wcześniej, zanim przyjechał do Whispering 

Springs,  żeby  pomóc  Truaksowi,  nigdy  by  nie  uwierzył,  że 
będzie miał tyle szczęścia. Wiele się w tym mieście wydarzyło. 
Jego życie już nigdy nie będzie takie samo. 

Po  drugiej  stronie  szyby  Arcadia  uśmiechała  się  do 

klienta.  Harry  poczuł  dziwne  ciepło  w  okolicy  serca,  ciepło, 
które ciągłe było cudownym, niezwykłym doznaniem. 

Przeniósł  wzrok  na  ludzi  krążących  po  centrum, 

przyglądając  się  uważnie  i  tym,  którzy  zwracali  na  siebie 
uwagę, i tym, którzy jakby zbyt łatwo wtapiali się w tło.  

Chwilę  patrzył  na  ochroniarza,  który  właśnie  wchodził  w 

wąski  korytarzyk  między  dwoma  sklepami.  Miał  czapkę 
wciśniętą  głęboko  na  oczy  a  na  plecach  jego  kurtki  widniał 
napis  RADNOR  SECURITY  SYSTEMS.  Już  trzeci  raz  w 
ciągu godziny znikał w mroku tego korytarza. 

background image

 

259 

Ochroniarze zawsze denerwowali Harry'ego. Po pierwsze, 

łatwo  ich  przeoczyć.  A  po  drugie,  większość  z  nich  łaziła 
wszędzie z pękami kluczy na kółkach. 

Spojrzał znowu w okna galerii Euphoria. 
Arcadia  i  jej  asystentka  obsługiwały  grupkę  turystów. 

Zadowolony,  zdjął  nogę  z  ławki  i  powoli  ruszył  alejką  do 
wyjścia. 

Po  jego  prawej  stronie  rozległ  się  gwizd  miniaturowej 

kolejki. 

Jedziemy!  -  Kierowca,  potężny  mężczyzna,  który 

wyglądał  tak,  jakby  ktoś  siłą  wepchnął  go  do  malutkiego 
wagoniku,  uśmiechał  się  złośliwie.  -  Miejsce  dla  Fountain 
Square Express. 

Harry  cofnął  się  szybko,  ledwo  unikając  zderzenia  z 

nadjeżdżającym pociągiem.  Kierowca uśmiechnął się drwiąco. 
Dzieci piszczały i klaskały w ręce. 

Kiedy  przetoczył  się  ostatni  wagonik  wypełniony 

chichoczącymi,  przekrzykującymi  się  dziećmi,  Harry  spojrzał 
w  stronę  ochroniarza,  który  zdążył  j  u  ż  skryć  się  w  mroku 
korytarza. 

Coś w tym człowieku nie dawało mu spokoju. 
Podszedł  spiesznie  do  korytarzyka,  zatrzymał  się  przy 

wejściu  i  zajrzał  do  ciemnego  wnętrza.  Nie  docierało  tam 
światło  neonów,  więc  przez  chwilę  prawie  nic  nie  widział. 
Potem  dostrzegł  przed  sobą  jakiś  ruch.  Ochroniarz  podniósł 
rękę. Harry zobaczył zarys przedmiotu w jego dłoni. 

Zadzwonił telefon. Arcadia spojrzała na najbliższy aparat i 

zobaczyła, że to jej prywatna linia. Popatrzyła na Molly, która 
rozmawiała z klientką o  zaletach  ręcznie wyrabianej  ceramiki. 
Trzy  czy  cztery  inne  osoby  kręciły  się  po  galerii,  czekając  na 
swoją kolej. 

Uśmiechnęła  się  do  kobiety,  która  właśnie  kupiła  drogi 

pierścionek, i wręczyła jej elegancką srebrną torebkę. 

background image

 

260 

Dziękuję  i  zapraszam  ponownie  -  powiedziała.  - 

Będzie pani zadowolona z tego zakupu. 

Telefon znowu zaczął dzwonić. 

Na pewno - odparła kobieta. Wzięła torebkę i odeszła 

w stronę drzwi. 

Telefon  dzwonił.  Bardzo  mało  osób  znało  ten  numer  - 

przede wszystkim była to Zoe, a Zoe była w Phoenix. Może ma 
jakieś wiadomości. 

Nie chciała odbierać telefonu przy klientach, obeszła więc 

spiesznie ladę, skręciła i otworzyła drzwi biura.  

Ktoś zakrył jej usta dłonią. W tej samej chwili poczuła na 

szyi  lufę  rewolweru.  Mężczyzna  przekrzywił  głowę  i  pod  za 
dużą czapką zobaczyła znajomą twarz. Grant ją odnalazł. 

Arcadię ogarnęła panika. Zaczęła drżeć na całym ciele. 

Spróbuj  się  tylko  ruszyć,  kochana  żoneczko,  a 

zastrzelę pierwszą osobę, która stanie w tych drzwiach. 

Ani przez chwilę nie wątpiła, że naprawdę to zrobi. 

Znam  cię,  ty  dziwko  -  powiedział  z  zimną 

satysfakcją.  -  Nie  pozwolisz,  żeby  ktoś  niewinny  rozstał  się  z 
życiem,  jeśli  możesz  temu  zapobiec,  co?  Wyjdziemy  tyłem.  - 
Zakleił  jej  usta  kawałkiem  szerokiej  taśmy.  -  Piśnij  słowo,  a 
podpiszesz  wyrok  na  każdego,  kto  się  tu  pojawi.  Tak  przy 
okazji, mam tłumik. 

Arcadia  pomyślała  o  rewolwerze,  który  kupiła  na  taką 

okazję.  Był  w  domu,  a  więc  teraz  na  nic  nie  mógł  się  jej 
przydać. 

Grant  pchnął  ją  do  wyjścia  i  po  chwili  znaleźli  się  na 

chodniku  prowadzącym  na  parking  dla  dostawców,  wokół 
którego  rosły  gęste  krzewy  oleandrów.  Arcadii  wróciła 
nadzieja.  Na  parkingu  prawie  nigdy  nie  było  całkiem  pusto, 
nawet  późnym  wieczorem  sprzedawcy  przychodzili  tam  na 
papierosa,  a  pracujące  w  pobliskich  restauracjach  szybkiej 
obsługi  nastolatki  spotykały  się  czasami  przy  śmietniku,  w 
celach,  które  z  pewnością  przeraziłyby  ich  rodziców. 

background image

 

261 

Miejscowe  lumpy  często  grzebały  w  stertach  śmieci  albo  piły 
obok nich tanie wino. 

Usłyszała  przyciszone  głosy  dobiegające  zza  krzaków  i 

poczuła słaby zapach marihuany. Czy Grant naprawdę sądzi, że 
uda mu sieją stąd zabrać i nikt tego nie zauważy? 

Wtedy  zobaczyła  wózek  stojący  u  wylotu  chodnika.  Z 

boku  wózka  sterczał  zestaw  mioteł,  szczotek  i  mopów.  Po 
drugiej  stronie,  na  niewielkiej  platformie,  stało  wielkie 
kartonowe pudło. 

Wejdziesz do pojemnika na śmieci i kucniesz na dnie 

–  rozkazał  Grant.  -  Nie  zabiję  cię,  chyba  że  nie  dasz  mi 
wyboru.  Wolałbym  mieć  cię  żywą,  bo  musimy  dobić  targu. 
Chcę  odzyskać  dane,  które  ukryłaś.  Ale  jeśli  nie  będę  miał 
wyjścia, załatwię cię bez wahania, przysięgam. 

Arcadia  podeszła  do  wózka,  rozpaczliwie  usiłując  coś 

wymyślić.  Grant  zdjął  z  wózka wiadro, odwrócił  je  i  postawił 
na ziemi. 

Wejdź po tym. I pospiesz się, do cholery. 

Arcadia  weszła  na  wiadro  i  spojrzała  w  dół.  Pusty 

pojemnik  był  dość  głęboki,  by  mogła  się  w  nim  schować 
szczupła dorosła osoba. 

Ogarnęła  ją  rozpacz.  Nikt  nie  zwróci  uwagi  na  wózek 

sprzątacza, pomyślała.  

Właź do środka - warknął Grant. 

Arcadia  spojrzała  na pudło  stojące  na  bocznej platformie. 

Nie miało pokrywy, a w środku dostrzegła kilka rolek papieru 
toaletowego. 

Z  nerwowym  drżeniem,  które  tylko  częściowo  było 

udawane,  przełożyła  jedną  nogę  nad  krawędzią  pojemnika. 
Zachwiała  się  lekko,  jakby  próbowała  złapać  równowagę  i 
przeciągnęła  nad  brzegiem  pojemnika drugą  nogę.  Jej stopa w 
srebrnym sandałku uderzyła w pudło, które spadło z platformy. 
Rolki  papieru  toaletowego  wytoczyły  się  na  chodnik.  Kilka  z 
nich zatrzymało się dopiero pod krzakami oleandrów. 

background image

 

262 

Głupia dziwka. Złaź na dół - podniósł głos. - No, już! 

Nie był tak spokojny, jak sądziła, co bardzo ją zaskoczyło. 

Grant  był  zawsze  taki  pewny  siebie.  Ale  teraz  jego  głos 
brzmiał  tak,  jakby  stał  nad  brzegiem  bardzo  głębokiej 
przepaści. 

Uklękła  na  dnie  pojemnika.  Grant  przykrył  go  płachtą  i 

Arcadia  znalazła  się  w  ciemności.  Smród  starych  śmieci  w 
połączeniu ze strachem przyprawił ją o mdłości. 

Chwilę  później  wózek  ruszył.  W  Arcadię  znowu  wstąpił 

cień nadziei. Grant się spieszy. Nie miał czasu, żeby pozbierać 
papier toaletowy. 

Kiedy Harry zacznie jej szukać? 
Usłyszała głosy dwóch osób stojących przy śmietnikach. 

Lepiej  wracajmy do pracy - powiedziała jedna z nich 

cicho.  -  Wiesz,  jak  Larry  się  wścieka,  kiedy  wracamy  z 
przerwy choćby minutę później. 

Druga  osoba  coś  odpowiedziała,  ale  Arcadia  nie 

dosłyszała słów. Wózek skręcił na podjazd. 

 
 

Rozdział 35 
 
 

Ethan czytał skrótowe notatki Shelley Russell.  
-  Była  bardzo  zniecierpliwiona  wszystkimi  tymi 

niedomówieniami  i  naciskiem  na  absolutną  tajność  całej 
sprawy. Nie mogła się doczekać, aż Branch wydusi w końcu z 
siebie, o co mu naprawdę chodzi. - Przewrócił kartkę notatnika 
i zmartwiał na widok zapisanego tam nazwiska. -O cholera. 

Wyciągnął telefon z kieszeni i wystukał numer Harry'ego. 

Co jest? - Zoe zerwała się na równe nogi i podbiegła 

do biurka. -Wiesz już dla kogo pracował Branch? 

Nie. Ale wiem już, kto jest celem. 

background image

 

263 

  

Odłóż to  -  rozkazał  Harry,  kryjąc  się za rogiem  przy 

wejściu do korytarzyka - Już! 

Hej,  pssze  pana,  chciałem  się  tylko  trochę  napić,  to 

wsszystko... 

Ochroniarz  wydawał  się  pijany,  ale  z  drugiej  strony 

nietrudno  naśladować  zamazaną  wymowę  człowieka,  który 
nadużywał alkoholu. 

Rzuć to i wyjdź stamtąd z rękami za głową. 

Kurwa... Jesteś gliną czy kimś w tym stylu? 

Kimś w tym stylu. 

Ochroniarz ruszył w jego stronę. 

Tajniak?  Co  jest?  Doniesiesz  na  mnie  do  szefa? 

Człowieku,  nie  rób  tego.  Proszę.  Naprawdę  potrzebuję  tej 
pracy. 

Rzuć to! 

Dobra,  dobra,  spokojnie.  Już  idę.  -  Ochroniarz rzucił 

trzymany w ręce przedmiot na ziemię. 

Rozległ  się  brzęk  tłuczonego  szkła,  a  wąski  korytarzyk 

wypełnił silny zapach taniego wina. 

Co  za  marnotrawstwo  -  wybełkotał  ochroniarz 

ponuro. 

Zadzwoniła  komórka  Harry’ego.  Ogarnęły  go  złe 

przeczucia. Miał wrażenie, że czuje na plecach czyjś oddech. 

Wyjął  telefon  z  kieszeni.  Odwrócił  się  i  ruszył  w  stronę 

galerii,  zostawiając  zdezorientowanego  ochroniarza  samemu 
sobie. 

Stagg - warknął do telefonu. 

Gdzie jesteś? 

Harry  rozpoznał  ten  obojętny,  jakby  zbyt  spokojny  głos 

Ethana, który zazwyczaj oznaczał poważne kłopoty. 

Ciągle  na  Fountain  Square  -  odparł.  -  Co  słychać? 

Wiecie już, kto nasłał na ciebie Brancha? 

background image

 

264 

Nie  wiem,  o  co  właściwie  chodziło  wtedy  przy 

basenie, ale zdaje się, że to Arcadia  jest celem. Cały  czas nim 
była. 

Cholera. Loring. 

Na to wygląda. 

Harry  zaczął  spiesznie  przeciskać  się  przez  tłum.  Po 

chwili widział  już wyraźnie okna galerii Euphoria. Molly stała 
za  ladą.  Dwie  czy  trzy  osoby  chodziły  po  sklepie,  oglądając 
wystawione w gablotkach przedmioty. 

Nic nie odbiegało od normy. 
Nagle Harry zauważył, że w galerii nie było Arcadii. 
Spokojnie. Pewnie poszła po coś do biura. 

Zadzwonię, kiedy  ją znajdę - powiedział do telefonu, 

rozłączył się i rzucił biegiem w stronę galerii. 

Wszyscy  w  galerii  spojrzeli  na  niego  ze  zdumieniem, 

kiedy  z  impetem  otworzył  drzwi  i  wpadł  do  środka,  ciężko 
dysząc. Skupił się na Molly. 

Gdzie ona jest? 

Arcadia?  -  Molly  patrzyła  na  niego  w  osłupieniu.  - 

Eee...  poszła  do  biura  parę  minut  temu,  żeby  odebrać  telefon. 
To była jej prywatna linia, więc zapewne... 

Ale  Harry  już  nie  słuchał.  Kilkoma  wielkimi  krokami 

przebiegł sklep i znalazł się w biurze. 

Pokój był pusty. 
Po raz pierwszy od wielu lat poczuł prawdziwy strach. 
Uspokój  się,  pomyślał.  W  takim  stanie  na  nic  jej  się  nie 

przydasz. Minęło najwyżej kilka minut. 

Rozsunął  zasłony,  za  którymi  znajdowało  się  zaplecze,  i 

włączył  światło.  Tylne  drzwi  były  zamknięte,  ale  już  nie  na 
klucz. 

Na zaplecze weszła Molly. 

Coś się stało? - spytała niespokojnie. 

Tak.  Zawołaj  ochronę.  Powiedz  im,  że  szukamy 

mężczyzny, który ma Arcadię. Potem zadzwoń na policję. 

background image

 

265 

O Boże. 

Idź dzwonić. No, już. 

Molly odwróciła się i pobiegła do biura. 
Harry podszedł do tylnych drzwi, otworzył je i wyszedł na 

wąski,  pusty  chodnik  prowadzący  na  podjazd  dla  dostawców. 
W  świetle  padającym  przez  drzwi  zobaczył  kilka  białych, 
walcowatych przedmiotów leżących na ziemi. 

Papier toaletowy. 
Nikt  nie  zwraca  uwagi  na  ludzi  w  uniformach.  Jeśli  to 

prawda w przypadku ochroniarzy, to tym bardziej w przypadku 
sprzątaczek i śmieciarzy. 

Harry  wybiegł  na  słabo  oświetlony  podjazd.  Tylko  jedna 

latarnia  stała  przy  wjeździe  na  parking  dla  samochodów 
dostawczych. 

Usłyszał  daleki,  stłumiony  terkot  wózka  dobiegający  z. 

parkingu. Zrzucił buty, w obawie, że Loring usłyszy uderzenia 
obcasów o chodnik. 

Boso  podbiegł  do  najbliższego  z  dwóch  wielkich 

pojemników  na  śmieci  i  skrył  się  w  jego  cieniu.  Stąd  widział 
już fragment słabo oświetlonego parkingu. Człowiek w czapce 
na głowie ciągnął wózek ze śmieciami w stronę furgonetki. 

To  musi  być  Loring.  Ale  jeśli  to  jednak  nie  on?  Jeśli  to 

tylko  uczciwy,  ciężko  pracujący  sprzątacz,  który  wraca  do 
domu  po  całym  dniu  harówki?  Może  ma  żonę  i  dwójkę  albo 
nawet trójkę dzieci. 

Trzymając rewolwer przy nodze, wyszedł z cienia i zaczął 

iść  cicho  w  stronę  furgonetki,  korzystając  z  osłony,  jaką 
stanowiły zaparkowane rzędem samochody. 

Loring! - krzyknął. 

Śmieciarz  drgnął  i  odwrócił  się,  podnosząc  rękę.  To  nie 

musi  być  Loring,  pomyślał  Harry.  Na  pustym,  ciemnym 
parkingu  każdy  by  się  wystraszył,  słysząc  krzyk  obcego 
człowieka. 

background image

 

266 

W  mdłym  świetle  latarni  w  dłoni  sprzątacza  zalśniła  lufa 

rewolweru. 

Płachta przykrywająca wózek uniosła się i z pojemnika na 

śmieci,  jak  bogini  zemsty,  powstała  Arcadia.  Milczała,  ale 
Harry  dostrzegł,  że  usiłuje  zarzucić  płachtę  na  rękę,  w  której 
Loring trzymał broń. 

Drań  zareagował  błyskawicznie.  Odskoczył,  odwrócił  się 

w stronę Harry'ego i wystrzelił. Harry usłyszał, jak kule trafiają 
w samochód po jego lewej stronie. 

Teraz,  nareszcie,  wszystko  wokół  znieruchomiało,  jak 

zawsze wtedy, gdy następował kryzys. Harry nie czuł już nic - 
ani gniewu, ani przerażenia. 

Robił, co do niego należało. 
Podniósł rewolwer i pociągnął za cyngiel. 
Loring  zachwiał  się  i  upadł  na  chodnik.  Więcej  się  nie 

poruszył. 

 
 

Rozdział 36 
 
 

Czterdzieści  osiem  godzin  później  Ethan  oparł  się  o 

poręcz  szpitalnego  łóżka  i  spojrzał  na  Shelley  Russell.  Zoe 
stała naprzeciw niego, a Harry i Arcadia - w nogach łóżka. 

Ethan uważał, że Shelley jest w dobrym stanie, biorąc pod 

uwagę, przez co przeszła. Powiedziała im, że następnego ranka 
wypiszą  ją  ze  szpitala,  ale  nie  mogła  się  już  doczekać  chwili, 
kiedy usłyszy całą historię. Ethan dobrze ją rozumiał. Sam  był 
detektywem. 

Loring nie żyje? - spytała Shelley ostro. 

Zmarł  w  karetce,  w  drodze  do  szpitala  -  odparła 

Arcadia  cicho.  -Ale  rozmawiał  ze  mną  i  Harrym  na  parkingu, 

background image

 

267 

kiedy  czekaliśmy  na  pogotowie.  Wiedział,  że  nie  przeżyje, 
więc nie miał nic do stracenia. 

Jak cię odnalazł? 

Arcadia westchnęła. 

Niestety,  wiedział  więcej  o  moich  sprawach 

finansowych,  niż  sądziłam.  Znał  numer  jednego  z  moich  kont 
bankowych  i  miał  je  na  oku.  Miesiąc  temu  po  raz  pierwszy 
przelałam z tego konta pewną sumę na inny rachunek.  

Shelley kiwnęła głową 

I wtedy uderzył. 

Tak,  ale  Arcadia  ukrywała  się  pod  świetnie 

spreparowaną  nową  tożsamością-  powiedział  Ethan.  -  Chciał 
się  upewnić,  że  to  właściwa  osoba,  zanim  zrobi  jakiś  ruch. 
Chciał  też  mieć  pełny  obraz  obecnego  życia  Arcadii. 
Dowiedzieć  się,  kim  są  jej  przyjaciele,  współpracownicy  i  tak 
dalej.  Nie  odważył  pojawić  się  w  pobliżu,  dopóki  nie  był 
absolutnie pewny, że to ona. 

Więc  kazał  Branchowi  wynająć  mnie  do  zrobienia 

tych zdjęć. 

Miał  zamiar  wkroczyć  do  akcji  w  ostatniej  chwili  - 

wyjaśniła Zoe. 

Grant  ma  wielu  wrogów  -  powiedziała  Arcadia  -  do 

których należy też FBI. Nie chciał ryzykować, że ktoś zauważy 
go w Stanach, zwłaszcza że mógł tego uniknąć. 

Rozumiem,  dlaczego  wysłał  mnie  do  Whispering 

Springs, żebym zrobiła zdjęcia - powiedziała Shelley powoli. - 
Chciał  się  upewnić,  że  istotnie  jesteś  jego  żoną.  Ale  po  co 
kazał Branchowi załatwić ciebie, Ethan? 

Na  początku  według  jego  planu  Branch  miał  porwać 

Arcadię - odparł Harry. - Ale kiedy zobaczył zdjęcia, zaczął się 
obawiać, że Truax może stwarzać problemy. 

To  jedna  z  zawodowych  umiejętności  Ethana  - 

powiedziała Zoe z dumą. 

Ethan skromnie wzruszył ramionami. Arcadia chrząknęła. 

background image

 

268 

Grant  dowiedział  się,  że  Ethan  jest  detektywem  i 

postanowił  zmodyfikować  swój  plan.  Zawsze  potrafił  szybko 
dostosować  się  do  nowej  sytuacji.  Doszedł  do  wniosku,  że 
pozbycie  się  Ethana  rozwiąże  dwa  problemy.  Po  pierwsze, 
usunąłby  osobę,  która  mogłaby  zacząć  go  szukać  po  moim 
zniknięciu.  A  po  drugie,  zwróciłby  uwagę  wszystkich  w 
zupełnie inną stronę. 

A co z Branchem? - spytała Shelley. 

Odzyskał przytomność dziś rano - powiedział Harry. - 

Na początku podawał tylko swoje nazwisko, rangę i numer. W 
końcu jednak detektyw Ramirez przekonał go, że znalazł się w 
poważnych  kłopotach,  i  Branch  zaczął  sypać.  Zdaje  się,  że 
naprawdę wierzył,  iż pracuje dla supertajnej agencji rządowej. 
Nigdy  nie  zaakceptował  faktu,  że  został  wydalony  z  tej 
elitarnej  jednostki,  do  której  usiłował  się  dostać.  Obsesyjnie 
chciał udowodnić, że potrafi wypełnić misję. 

Grant  miał  zamiar  pozbyć  się  was  obojga,  ciebie, 

Shelley,  i  Brancha,  żeby  zatrzeć  za  sobą  ślady  -  powiedziała 
Arcadia. 

Cóż,  prawie  mu  się  udało  w  moim  przypadku  - 

skrzywiła się Shelley. - Lekarze doszli w końcu do wniosku, że 
ktoś  musiał  opróżnić  kapsułki  z  lekami  i  wypełnić  je 
mieszanką  jakichś  narkotyków,  które  w  połączeniu  z  innymi 
lekami  na  pewno  by  mnie  załatwiły,  gdyby  Zoe  i  Ethan  nie 
odnaleźli mnie w porę.  

Zoe poklepała ją po ręce. 
Shelley  spojrzała  na  palce  Zoe  na  swojej  dłoni  i  w 

zamyśleniu zmarszczyła brwi. 

Pamiętam  mgliście  dziwny  sen,  który  miałam,  kiedy 

byłam nieprzytomna. Ktoś powtarzał moje imię, bez przerwy, i 
mówił, że mam się trzymać. 

To była Zoe - powiedział Ethan, spoglądając na żonę. 

background image

 

269 

Widział,  że  przebywanie  w  szpitalu  zaczyna  ją  męczyć. 

Była  bardzo  spięta.  Musi  ją  stąd  szybko  zabrać.  Shelley 
spojrzała na Arcadię. 

Co  masz  zamiar  zrobić  z  danymi,  które  ukryłaś? 

Wygląda na to, że ciągle mogą być niebezpieczne. 

Oddała je federalnym dziś rano - powiedział Harry. 

Harry  uważał,  że  tak  będzie  najlepiej  -  dodała 

Arcadia.  -  Chciałam  je  mieć  na wypadek,  gdyby  Grant  jednak 
żył.  Teraz,  kiedy  zginął,  nie  mam  po  co  ich  trzymać.  Będę 
musiała przejść pewne prawne procedury, żeby odzyskać część 
pieniędzy i odpowiedzieć na kilka pytań, ale to wszystko. 

Nic, z czym nie moglibyśmy sobie poradzić z pomocą 

dobrego prawnika - powiedział Harry lekko. 

Cieszę  się  -  westchnęła  Shelley.  -  Przykro  mi,  że 

przyczyniłam  się  do  waszych  problemów.  Przeze  mnie  omal 
nie zginąłeś, Ethan. 

Ale to twoje notatki pomogły nam uratować Arcadię -

- odparł. 

Żałuję tylko,  że nie domyśliłam  się prawdy  szybciej. 

Kiedyś  nie  dałabym  się  tak  łatwo  zwieść  fałszywym 
dokumentom rządowym. 

Kiedy zaczęłaś coś podejrzewać? - spytała Zoe. 

Prawdę mówiąc, Branch od początku wydawał mi się 

trochę  podejrzany.  Czasami  ma  się  przeczucie,  patrząc  na 
klienta. - Shelley spojrzała na Ethana. - Wiesz o czym mówię? 

Jasne. Coś było nie tak. 

Właśnie. W każdym razie, kiedy dowiedziałam się, że 

Branch  jest  w śpiączce po tym,  jak został  porażony prądem  w 
twoim  basenie,  zrozumiałam,  że  mam  poważny  problem. 
Miałam  zamiar  się z wami  skontaktować,  ale wtedy  poczułam 
się naprawdę źle. 

Wiedziałaś, że zostałaś otruta? - spytał Harry. 

Na  początku  nie  zdawałam  sobie  z  tego  sprawy,  ale 

później przyszło mi do głowy, że to jedna z możliwości. 

background image

 

270 

I  ukryłaś  notatnik  -  powiedział  Ethan.  -  Dobre 

posunięcie, Shelley. 

W  drzwiach  pokoju  stanęły  dwie  osoby,  mężczyzna  i 

kobieta.  Oboje  w  osłupieniu  patrzyli  na  zebrane  przy  łóżku 
chorej towarzystwo. 

Co  państwo  tu  robią?  -  spytała  kobieta.  -  Mama 

powinna odpoczywać. 

Mężczyzna spojrzał na Ethana i zmarszczył brwi. 

Na  drzwiach  jest  napisane,  że  chory  może 

przyjmować tylko dwie osoby naraz. 

Poznajcie  moją  córkę,  Julie,  i  mojego  syna,  Craiga  - 

odezwała  się  Shelley.  -  Uważają,  że  powinnam  już  przejść  na 
emeryturę. 

Ethan spojrzał na Julie i Craiga. 

Mam  nadzieję,  że  mama  nie  wycofa  się  z  branży. 

Miałbym  dobry  kontakt  w  Phoenix,  bo  to  wysokiej  klasy 
profesjonalistka. 

Shelley uśmiechnęła się szeroko. 

Poznał swój swego. 

 
 

Rozdział 37 
 
 

Trio  grające  na  małej  scenie  składało  się  z  gitary, 

kontrabasu  i  fortepianu.  Grali  Sweet  Lorraine,  kawałek  Nat 
King  Cole'a  i  robili  to  jak  należy.  Muzyka  płynęła,  lekka  i 
tęskna, ale nie zdołała go porwać. 

Przełknął łyk piwa i zagłębił się w poduszki. W barze Last 

Exit  nie  było  tym  razem  wielkiego  tłoku.  Harry  i  Arcadia 
siedzieli tam, gdzie zawsze. 

Żałujesz, że to wszystko się stało? - spytał. 

background image

 

271 

Tak naprawdę miał ochotę zapytać: „Żałujesz, że sypiasz z 

kimś takim jak ja, zamiast z jednym z tych eleganckich gości, z 
którymi  się  spotykałaś  w  przeszłości?".  Ale  bał  się 
wypowiedzieć to  pytanie  na głos.  Nie  chciał  przypierać  jej  do 
muru. Wiedział z własnego doświadczenia, że trzeba czekać na 
odpowiedni  moment  i  nie  wybiegać  myślami  za  daleko  w 
przyszłość. 

Spojrzała  mu  w  oczy  znad  kieliszka  martini.  Harry 

natychmiast zrozumiał, że domyśliła się, co chciał powiedzieć. 
Czasami miał wrażenie, że potrafią czytać w swoich myślach. 

Nie  -  odparła.  -  Ani  trochę.  -  Postawiła  szklankę  na 

stoliku, pochyliła się do przodu i musnęła ustami jego wargi. - 
Ty  jesteś  najlepszą  rzeczą,  jaka  przytrafiła  mi  się  w  życiu, 
Harry. 

Ogarnęło  go  uczucie,  którego  nie  sposób  wyrazić 

słowami.  

Kocham  cię.  -  Te  dwa  wyrazy  miały  posmak  rdzy. 

Nie pamiętał, kiedy ich ostatnio użył. Może nigdy. 

Arcadia dotknęła jego policzka. 

Ja  też  cię  kocham.  Jesteś  moją  pokrewną  duszą, 

Harry. 

Muzyka w końcu zdołała go porwać i unieść aż do nieba. 
Doszedł do wniosku, że to nowe uczucie ma jednak swoją 

nazwę.  Tak  właśnie  czują  się  ludzie,  kiedy  mówią,  że  są 
szczęśliwi. 

Wyciągnął  rękę  nad  stolikiem  i  ujął  dłoń  Arcadii.  Ich 

palce splotły się ciasno. Siedzieli tak długo, słuchając słodkich 
dźwięków muzyki. 

 

 
 
 
 

background image

 

272 

Rozdział 38 

 
 
Dexter 

Morrow 

wyjechał 

Whispering 

Springs 

następnego dnia. Kiedy Ethan upewnił się co do tego, podniósł 
słuchawkę i zadzwonił do biura Zoe. 

Firma  zajmująca  się  organizacją  przeprowadzek 

skończyła  pakować  jego  rzeczy.  Podał  im  adres  na  Florydzie. 
Sprawdziłem  go  i  rzeczywiście,  wynajął  mieszkanie  pod 
Miami. Zdecydowanie wynosi się z naszego miasta. 

A  gdzie  jest  teraz  Morrow?  W  tej  chwili?  -  spytała 

Zoe. 

Kotku,  nie  powinnaś  być  tak  podejrzliwa  wobec 

ludzi. 

A ty? 

Ja muszę być podejrzliwy. Taka praca. Ale jeśli to cię 

uspokoi,  sprawdziłem wszystko dokładnie.  Morrow kupił  bilet 
w jedną stronę do Miami. Wierz mi, tu go nie ma. 

Jesteś pewny? 

Trochę 

zaufania. 

Jestem 

licencjonowanym 

detektywem. 

No dobrze. Jeśli jesteś pewny. 

Jestem  pewny.  Więc  może  umówimy  się  na  kolejną 

randkę,  skoro  wiemy,  że  tym  razem  nie  będę  miał  okazji 
popsuć  nastroju,  wdając  się  w  bójkę  na  parkingu  przed 
restauracją. 

Zoe zawahała się, co trwało zaledwie ułamek sekundy, ale 

wystarczyło, żeby go zaniepokoić. 

Świetnie - powiedziała. 

Jej entuzjazm wydawał się wymuszony, ale Ethan udał, że 

tego nie zauważył. 

Dziś wieczorem?  

Dobrze.  Ale  dzisiaj  idę  na  pierwszą  medytację  u 

Tabithy Pine, więc mogę wrócić do domu trochę później. 

background image

 

273 

Zarezerwuję stolik na siódmą. 

Odłożył  słuchawkę  i  siedział  bez  ruchu  długą  chwilę, 

zadając sobie pytania, na które nie znał odpowiedzi. 

Na ulicy przed rezydencją Tabithy Pine stał sznur drogich 

samochodów.  Zoe  dostrzegła  wśród  nich  jaguara  Lindsey 
Voyle. 

Drzwi  otworzyła  pokojówka  w  uniformie.  Zoe  weszła  do 

środka,  ociągając  się  bardziej  niż  zwykle,  niepewna,  czego 
może się spodziewać w domu należącym do guru od medytacji. 

Ale  ściany  nie  krzyczały.  Wyczuła  tylko  zwykłą,  bardzo 

słabą energię, typową dla nowych budynków, nic więcej. 

Została  wprowadzona  do  wielkiego  białego  pokoju  o 

oknach  wychodzących  na  góry.  Naliczyła  dwadzieścia  osób, 
które  siedziały  w  rzędach  na  równo  ułożonych  białych 
poduszkach.  W  pierwszym  rzędzie  siedziała  Lindsey  Voyle. 
Spojrzała na Zoe chłodno. 

Zoe 

natychmiast 

zorientowała 

się, 

że 

przyszła 

nieodpowiednio  ubrana.  Wszyscy  inni  mieli  na  sobie  białe 
stroje  skrojone  na  wschodnią  modłę.  W  swoich  czarnych 
legginsach i fioletowym podkoszulku odstawała od całej reszty 
jak bolący palec. 

Jedyną  osobą,  która  nie  ubrała  się  na  biało,  była  Tabitha 

Pine,  spowita  w  złote  i  srebrne  jedwabie.  Długie  siwe  włosy 
miała  misternie  ułożone  w  kok  przypominający  fryzury,  jakie 
można  zobaczyć  u  kobiet  na  starych  rzymskich  monetach. 
Siedziała na niskim, białym pozłacanym fotelu. 

Uśmiechnęła się do Zoe promiennie. 

Witam  w  naszej  grupie  poszukiwaczy  prawdy,  Zoe. 

Tak się cieszę, że udało ci się dzisiaj przyjść. 

Dziękuję. 

Jakbym miała wybór, dodała Zoe w duchu. 
Zauważyła, że jest jedyną osobą w pokoju, która stoi, więc 

opadła  spiesznie  na  pierwszą  Wolną  poduszkę,  tuż  obok 
atrakcyjnej blondynki o modnie ostrzyżonych włosach. 

background image

 

274 

Kobieta nachyliła się do niej. 

Jesteś tu pierwszy raz? - spytała cicho. 

Tak.  -  Zoe  dostrzegła  właśnie,  że  wszyscy  inni  nie 

mają na nogach  butów. Zrzuciła sandały  i  skrzyżowała nogi. - 
A ty? 

Przychodzę  tu  już  od  miesiąca.  To  bardzo 

rozwijające. 

Tabitha zadzwoniła małym kryształowym dzwoneczkiem i 

w sali zapadła cisza.  

Zebraliśmy się tu dzisiaj, by otworzyć się na prawdę i 

poszerzyć 

horyzonty 

percepcji 

zaczęła 

Tabitha 

namaszczeniem.  -  Razem  pójdziemy  drogą  wiodącą  ku 
oświeceniu, ucząc się od siebie nawzajem i od tych, którzy szli 
tą  drogą  przed  nami.  Umiejętności,  które  sobie  przyswajamy, 
mogą  wydawać  się  proste,  ale  to  co  najprostsze,  najczęściej 
wymyka się naszemu poznaniu. Taka jest natura wszechświata. 
- Tabitha położyła ręce, dłońmi do góry na kolanach. Wszyscy 
zrobili  to  samo.  -  Zamknijcie  oczy  i  pozwólcie  waszym 
zmysłom  otworzyć  się  na  nowe  doznania.  Odnajdźcie  to 
szczególne  miejsce  w  waszych  umysłach,  gdzie  światło  jest 
czyste i ciepłe. 

Niech  miejsce  to  stanie  się  waszym  schronieniem,  gdzie 

nie  ma  wstępu  stres,  gdzie  nie  musicie  o  niczym  myśleć, 
niczego odczuwać ani planować... 

Zoe  posłusznie  zamknęła  oczy,  próbując  wczuć  się  w 

nastrój, ale mniej więcej po pięciu minutach zaczęła się nudzić. 

Teraz  tylko  istniejecie,  świadomi  jedynie  chwili 

obecnej... 

Zoe uchyliła lekko powieki i zobaczyła, że Lindsey Voyle 

koncentruje  się  niemal  do  bólu.  Najwyraźniej  nie  potrafiła  się 
odprężyć nawet w trakcie ćwiczeń relaksacyjnych. 

Zoe  rozglądała  się  ukradkiem  po  pokoju,  wyczuwając 

naturalne  prądy  energetyczne  i  rozważając  różne  pomysły  na 
ustawienie mebli. 

background image

 

275 

Zapomnijcie  o  przeszłości  i  przyszłości.  Płyńcie 

swobodnie  na  fali,  jaką  jest  ta  chwila.  Jesteście  częścią 
wielkiego kosmicznego oceanu... 

Zoe  doszła  do  wniosku,  że  w  rezydencji  Tabithy 

najtrudniej 

będzie 

udekorować 

okna. 

Dom 

został 

zaprojektowany  z  myślą  o  rozciągających  się  za  oknami 
widokach.  Największym  problemem  będzie  ostre  światło, 
wpadające  w  lecie  przez  wielkie,  niczym  niezasłonięte  okna. 
Architekt  najwyraźniej  nie  wziął  pod  uwagę  tego,  że  słońce 
będzie  nadmiernie  ogrzewać  pokoje,  lub  postanowił  polegać 
głównie na klimatyzacji. 

Dajcie  się  unieść  tej  fali,  płyńcie  na  niej  w  stronę 

horyzontu,  jak  w  statku  kosmicznym.  Tu  zmienia  się  nasza 
percepcja... 

Dom  był  wielki.  Tabitha  z  pewnością  będzie  się  upierać 

przy bieli. Może jednak da się ją przekonać do innych jasnych 
kolorów, które latem nie będą tak bardzo odbijać światła. 

Stajemy się jednością ze wszechświatem... 

Czterdziestopięciominutowa 

sesja 

ciągnęła 

się 

nieskończoność. 

Wreszcie  jednak  Tabitha  pozwoliła  kursantom  wrócić  do 

swoich ciał i otaczającej je rzeczywistości. 

Wykorzystaliśmy dziś więcej psychicznej energii, niż 

wam  się  zdaje  -  powiedziała  Tabitha,  podnosząc  się  z 
wdziękiem  ze  swojego  fotela.  -  Zapraszam  więc  do 
pokrzepienia  się  herbatą  ziołową,  która  została  dla  was 
przygotowana. To moja specjalna mieszanka.  

Kobieta siedząca obok uśmiechnęła się do Zoe, wstając. 

I jak? - spytała entuzjastycznie. - Jak ci się podobało? 

Chyba  nie  bardzo  nadaję  się  do  medytacji  - 

powiedziała  Zoe,  zastanawiając  się  w  duchu,  dlaczego 
zabrzmiało to tak przepraszająco. 

To wymaga praktyki, jak wszystko inne. Biorę udział 

w  tych  spotkaniach  od  miesiąca  i  czuję,  że  zrobiłam  duży 

background image

 

276 

postęp.  Zawsze  wszystkim  martwiłam  się  na  zapas,  ale 
medytacja pomaga mi się odprężyć i akceptować wszystko, c o 
niesie ze sobą życie . 

To wspaniale. 

Muszę jeszcze  się dużo nauczyć. - Kobieta skrzywiła 

się  lekko.  -  Ciągle,  na  przykład,  nie  umiem  powiedzieć 
mężowi, że zapisałam się na ten kurs, bo wiem, że on nigdy by 
tego  nie  zaakceptował.  To  dobry  człowiek,  ale  myśli  bardzo 
linearnie, jeśli wiesz, co chcę przez to powiedzieć. 

Wszystko wydaje mu się podejrzane, dopóki sam nie 

zbada sprawy? 

Właśnie.  A  wszystko,  co choćby  luźno jest  związane 

z metafizyką, dla niego jest z definicji oszustwem, szarlatanerią 
albo wytworem chorej wyobraźni. 

Mój mąż ma podobne przekonania - powiedziała Zoe 

sucho. - Ale muszę przyznać, że w pewnym sensie pogodził się 
z faktem, że mam... eee... pewne związki z metafizyką. 

Szczęściara z ciebie. 

Wiem, że to nie moja sprawa - powiedziała Zoe - ale 

jeśli  nie przyznasz  się mężowi, że chodzisz  na ten kurs, to jak 
wyjaśnisz mu jego koszt? To dość droga impreza. 

W  naszym  małżeństwie  to  ja  zajmuję  się  finansami. 

Tak  było  od  chwili,  kiedy  się  pobraliśmy,  bo  mój  mąż  jest 
bardzo  zajęty  pracą.  Nie  śmiej  się,  ale  w  ciągu  ostatnich 
tygodni  sama  wypisywałam  sobie  czeki,  a  potem  dawałam 
Tabicie  gotówkę,  więc  nie  zostawiłam  żadnych  śladów  na 
papierze.  W  końcu  będę  musiała  mu  się  przyznać,  ale  bardzo 
się tego boję. Wiem, że będzie potężna awantura. 

Ślady na papierze? 

Cóż, w końcu jestem żoną detektywa. Kiedy żyjesz z 

kimś takim przez jakiś czas, zaczynasz uczyć się żargonu. Tak 
przy okazji, chyba się jeszcze nie przedstawiłam. Jestem Daria 
Radnor. 

Zoe zaczęła się śmiać. 

background image

 

277 

Co cię tak rozbawiło? 

Co  za  zbieg  okoliczności.  -  Zoe  wyciągnęła  rękę.  - 

Zoe Truax. Jestem żoną Ethana Truaksa. Truax Investigations? 

Oczywiście!  Tak  się cieszę,  że cię poznałam.  Nelson 

wspominał  parę  razy  o  twoim  mężu.  Zdaje  się,  że  trochę  ze 
sobą  rywalizują,  ale  szczerze  mówiąc,  sądzę,  iż  mój  mąż 
zazdrości  Ethanowi,  że  udało  mu  się  uciec  od  tego  wyścigu 
szczurów.  Zanim  Zoe  zdążyła  odpowiedzieć,  podpłynęła  do 
nich Tabitha. 

Zoe,  to  cudownie,  że  udało  ci  się  dzisiaj  przyjść. 

Bardzo  chciałam,  żebyś  wzięła  udział  w  kilku  z  moich  sesji, 
zanim  zaczniesz  pracować  nad  projektem.  Tylko  tak  możesz 
się  zorientować,  jaki  rodzaj  energii  chciałabym  stworzyć  w 
tych pomieszczeniach. 

To  doświadczenie  będzie  bardzo  pomocne  -  odparła 

Zoe  uprzejmie.  Wiedziała,  że  Lindsey  Voyle  obserwuje  je  z 
drugiego końca pokoju. 

Tabitha  zmrużyła  oczy  i  przyjrzała  się  Zoe  bardzo 

uważnie. 

Tak  często  ograniczamy  się  do  postrzegania  świata 

tylko  z  jednej,  wąskiej  perspektywy.  Nie  pozwala  nam  to 
otworzyć się na inne możliwości. 

To prawda - przytaknęła Daria. 

Mam  pewną teorię.  -  Tabitha dotknęła ramienia  Zoe, 

ale zaraz cofnęła palce,  jakby  się oparzyła. Otworzyła szeroko 
oczy,  a  potem  przełknęła  ślinę  i  rzuciła  jej  dziwnie  znaczący 
uśmiech.  -  Sądzę,  że  to  strach  każe  nam  unikać  patrzenia  na 
świat  z  innej  perspektywy.  Musimy  go  przezwyciężyć,  jeśli 
chcemy poznać odpowiedzi na nasze pytania. 

Po  raz  pierwszy  tego  popołudnia  Zoe  wyczuła  w  tym 

wielkim  pokoju  ślad  dziwnej  psychicznej  energii.  Trwało  to 
tylko krótką chwilę, potem wszystko wróciło do normy. 

Tabitha 

odwróciła 

się 

odpłynęła, 

szeleszcząc 

jedwabiami, w stronę innej grupki ludzi. 

background image

 

278 

Zoe  nagle  zakręciło  się  w  głowie.  Poczuła  mrowienie  w 

końcach palców. 

To  strach  każe  nam  unikać  patrzenia  na  świat  z  innej 

perspektywy. 

 

Żartujesz. - Ethan znieruchomiał z widelcem w dłoni. 

- Daria Radnor uczęszcza na kurs medytacji? 

Zoe,  która  siedziała  naprzeciw  niego  przy  stole, 

uśmiechnęła się z nieskrywaną satysfakcją. 

Chodzi  tam  od  miesiąca,  w  każdy  wtorek  i  czwartek 

po południu. 

Cholera.  -  Ethan  pomyślał  o  udrękach,  jakie  w 

związku  z  tym  przechodził  Nelson.  -  Biedny  facet  sądzi,  że 
jego żona ma romans. 

Nie  wiedziałam,  co  zrobić.  Nie  byłam  w  stanie 

powiedzieć, że jej mąż chciał cię wynająć, żebyś odkrył, z kim 
się spotyka. Więc postanowiłam trzymać buzię na kłódkę. 

To  zwykle  jest  dobra  decyzja.  -  Ethan  włożył  do  ust 

kawałek  sałaty.  -  W  ten  sposób  nigdy  nie  powiesz  za  dużo. 
Zawsze tak uważałem. 

A więc? Co masz zamiar z tym zrobić? 

Ja?  

Tak, ty, Truax. Musisz coś zrobić. 

Ethan  z  roztargnieniem  wsłuchiwał  się  w  przytłumiony 

szmer głosów. 

W  małej,  kameralnej  restauracji  było  tego  wieczoru  dość 

tłoczno.  To  Singleton  zaproponował  to  miejsce,  kiedy  Ethan 
wyznał  mu,  że  wolałby  nie  zabierać  Zoe  do  Las  Estrellas 
niedługo po niefortunnym incydencie na parkingu. 

Co właściwie powinien zrobić? 

Chyba  nie  będę  się  wtrącał.  Ona  na  pewno  sama 

powie mu w końcu, dokąd wychodzi. 

W końcu. To  może znaczyć, że jeszcze bardzo długo 

mu  o  tym  nie  powie.  Może  zrobi  to  dopiero  za  kilka  tygodni. 

background image

 

279 

Daria najwyraźniej  nie ma pojęcia, że  jej mąż cierpi. Kto wie, 
jaki wpływ na ich związek mogą mieć jego podejrzenia. 

No dobrze, kochanie, ale to naprawdę nie jest... 

Tabitha  Pine  powiedziała  dziś  coś  o  tym,  że  nasze 

lęki  nie  pozwalają  nam  patrzeć  na  świat  z  innej  perspektywy. 
Myślę,  że  miała  rację.  Nelson  spodziewa  się  najgorszego.  Nie 
widzi innych możliwości. 

Na  ogół  lepiej  nie  wtrącać  się  w  czyjeś  prywatne 

sprawy. 

Bez  urazy,  Ethan,  ale  ciągle  to  robisz.  Zarabiasz  na 

chleb, ingerując w życie innych ludzi. 

Ethan westchnął ciężko. 

No tak. - Przez chwilę zastanawiał się nad sytuacją. - 

Myśl, że żona ma z kimś romans, naprawdę dręczy Nelsona. 

Zoe spojrzała na niego poważnie. 

A  gdybyś  ty  był  w  sytuacji  Radnora,  czego  byś  od 

niego oczekiwał?  

Ethan zmartwiał. 

Nie  prosiłbym  nikogo  innego,  żeby  dowiedział  się 

prawdy. 

Więc  co  byś  zrobił?  Ethan  wzruszył  ramionami  i 

sięgnął po kromkę chleba. 

Zapytałbym ciebie. Jego odpowiedź zaskoczyła Zoe. 

Mnie? 

Wiem,  że  byś  mnie  nie  okłamała.  -  Odprężył  się 

trochę  pod  wpływem  własnego  logicznego  rozumowania.  -  A 
to oznacza, że przede wszystkim ty byś mnie nie zdradzała. 

Oczywiście. 

A  więc  to  czysto  hipotetyczne  pytanie.  Zmieńmy 

temat. 

W  porządku.  Wiesz,  muszę  ci  powiedzieć,  że  masz 

całkiem  fajną  pracę.  Poczułam  się  dzisiaj  świetnie,  kiedy 
mogłam zamknąć sprawę Radnora.  

background image

 

280 

Czasami  wszystko  dobrze  się  kończy,  co?  - 

uśmiechnął się Ethan. 

Dlatego warto to robić, prawda? 

Tak. 

Co  mi  przypomina  -  Zoe  sięgnęła  pod  krzesło  i 

chwyciła torebkę - że kupiłam ci mały prezent. 

O, Jezu. 

Zoe  wyjęła  z  torebki  małą,  starannie  zapakowaną 

paczuszkę  i  podała  mu  ją  nad  stołem.  Ethan  otworzył  ją 
niespiesznie i uśmiechnął się szeroko na widok etykietki. 

Pieprz w sprayu. Zawsze chciałem mieć coś takiego. 

 
 

Rozdział 39 

 
 
Arcadia zanurzyła się powoli w bulgoczącej cicho wodzie 

i usiadła naprzeciw Zoe i Bonnie. 

Muszę  wam  coś  wyznać  -  powiedziała.  -  Już  nigdy 

nie  będę  nabijać  się  z  ciebie,  Zoe,  że  kupujesz  Ethanowi  te 
obronne  gadżety  i  witaminy.  Wczoraj  po  południu  kupiłam 
Harry'emu preparat witaminowy i krem z filtrem. 

Bardzo  rozsądnie,  zważywszy  na  okoliczności  - 

zapewniła ja Bonnie. 

Ilekroć  pomyślę  o  waszym  spotkaniu  z  Loringiem, 

dostaję dreszczy -wzdrygnęła się Zoe. 

Ja też - przyznała Arcadia. 

Nie  potrafię  sobie  wyobrazić,  co  czułaś,  siedząc  w 

tym pojemniku na śmieci - powiedziała Bonnie. 

To  było  okropne.  Ale  najgorszą  chwilę  przeżyłam, 

kiedy  usłyszałam  głos  Harry'ego.  Zdałam  sobie  sprawę,  że  on 
nie jest przekonany, czy to Loring, i chce się upewnić, wołając 
go  po  nazwisku.  Przeraziłam  się,  że  Grant  natychmiast  go 
zabije. 

background image

 

281 

Więc  wyskoczyłaś  z  pojemnika,  żeby  odwrócić 

uwagę  Loringa.  -  Zoe  wzdrygnęła  się  znowu.  -  Byłaś  bardzo 
odważna. Grant równie dobrze mógł strzelić do ciebie. 

Obie zrobiłybyście to samo  na moim  miejscu. Ciągle 

nie mogę uwierzyć, że Loring na dobre zniknął z mojego życia. 
Mam  wrażenie,  że  po  raz  pierwszy  od  wieków  oddycham 
swobodnie. 

Co  masz  zamiar  teraz  zrobić?  -  spytała  Bonnie  - 

Wrócisz do swojego dawnego życia?  

Nie.  Mam  teraz  nowe  życie,  które  dużo  bardziej  mi 

odpowiada. Zostanę tutaj. 

Wiem.  co  masz  na  myśli  -  powiedziała  Zoe  z 

przekonaniem.  Arcadia  przekrzywiła  lekko  głowę  i  przyjrzała 
jej się uważnie. 

A co u ciebie? Natknęłaś się ostatnio na jakąś dziwną 

energię? 

Nie,  dzięki  Bogu.  Ale  teraz  jestem  już  pewna,  że  to, 

co  wyczułam  w  twoim  biurze  i  w  bibliotece,  nie  było  energią 
pozostawioną  przez  Brancha.  Myślę,  że  gdyby  tak  było, 
wyczułabym coś także w jego mieszkaniu. 

Co teraz? - spytała Bonnie ciekawie. Zoe spojrzała na 

przyjaciółki z powagą. 

Jest  jeszcze  jedna  możliwość,  którą  chcę  sprawdzić. 

Lindsey Voyle. 

Bonnie  i  Arcadia  patrzyły  na  nią  w  milczeniu.  Z  troską, 

jak jej się wydawało. Z wielką troską. 

Jak masz zamiar ją sprawdzić? - zapytała Arcadia. 

Cóż, opracowałam pewien plan. 

Tego się obawiałam - mruknęła Bonnie. 

Opowiedz  nam o tym planie - powiedziała Arcadia z 

rezygnacją. 

Zoe nachyliła się ku nim w spienionej wodzie. 

Myślałam  o  dwóch  miejscach,  w  których  wyczułam 

tę energię. Miały ze sobą jeszcze coś wspólnego. 

background image

 

282 

To znaczy? - spytała Bonnie. 

Z  obu  miejsc  zginęły  jakieś  przedmioty  albo  zostały 

zniszczone. - Spojrzała na Arcadię. - Znalazłaś swój długopis z 
Elvisem? 

Arcadia potrząsnęła głową. 

Nie. 

Wczoraj  przejrzałam  zdjęcia,  które  zostawiłam  w 

twoim  biurze.  Zamówiłam  po  dwie  odbitki  z  każdej  kliszy. 
Jednego  zdjęcia,  tego  zrobionego  przez  Theo,  na  którym 
jesteśmy razem, brakuje. 

Tylko tyle? - spytała Bonnie powątpiewająco. 

Niezupełnie. W bibliotece stłukł się wazon i nie udało 

mi się znaleźć czerwonego kubka, który tam zostawiłam. 

Arcadia myślała przez chwilę. 

Myślisz, że to ma znaczenie? 

Nie wiem  -  przyznała  Zoe.  -  Ale  jestem  przekonana, 

że te fakty  są  ze  sobą powiązane.  Jak  mówiłam,  wykluczyłam 
Johna  Brancha,  ale  zostaje  jeszcze  Lindsey  Voyle,  jako 
potencjalne  źródło  tej  energii.  Będę  potrzebowała  twojej 
pomocy. Arcadio. 

Nie  sądzisz,  że  powinnaś  najpierw  poradzić  się 

Ethana? Jest profesjonalistą, prawda? 

Nie  -  odparła  Zoe.  -  Nie  chcę  go  do  tego  mieszać. 

Jeszcze nie. 

  
Ethan  zatrzymał  się  przy  lśniącym  blacie  i  spojrzał  na 

recepcjonistę. 

Witaj, Jason. 

Pan Truax. Chce się pan widzieć z panem Radnorem? 

Tak. Powiedz mu, że to zabierze tylko chwilę. 

Jason  podniósł  słuchawkę  i  odłożył  ją  po  krótkiej 

rozmowie. 

Tędy, proszę. 

background image

 

283 

Ethan  szedł  za  nim  przez  kosztownie  urządzone  wnętrza 

siedziby  Radnor  Security  Systems,  mijając  rzędy  biurek,  przy 
których 

siedzieli 

bardzo 

profesjonalnie 

wyglądający 

pracownicy.  Na  każdym  biurku  stał  nowoczesny  komputer. 
Wchodząc tu, Ethan zawsze doznawał wrażenia déjà vu. Biura 
Truax  Investigations  w  Los  Angeles  wyglądały  podobnie. 
Zastanawiał się nawet, czy Nelson nie padł przypadkiem ofiarą 
tej samej dekoratorki. 

Jason  zapukał  krótko  i  otworzył  drzwi  prywatnego  biura 

Nelsona Radnora. 

Nelson  podniósł  wzrok  znad  leżących  przed  nim 

papierów. W ciągu ostatniego tygodnia postarzał się o dobrych 
kilka lat, pomyślał Ethan. 

Jestem trochę zajęty, Truax. O co chodzi? 

Ethan  spojrzał  na  drzwi,  by  upewnić  się,  że  zostały 

zamknięte. Potem usiadł w jednym ze skórzanych foteli. 

Może  zainteresuje  cię  fakt,  że  moja  żona  spotkała 

wczoraj po południu twoją. 

Nelson nie poruszył się, ale Ethan zauważył, że znaczenie 

tych słów nie uszło jego uwagi. Wczoraj był czwartek. 

Gdzie? - spytał Nelson ochryple. 

Chodzą  razem  na  zajęcia  z  technik  medytacyjnych, 

które odbywają się w domu kobiety o nazwisku Pine. Zoe była 
tam po raz pierwszy, ale zdaje się, że twoja żona zapisała się na 
cały kurs. Od miesiąca chodzi tam w każdy wtorek i czwartek. 

W każdy wtorek i czwartek. 

Po  południu.  Płaci  gotówką,  bo  sądziła,  że na pewno 

by ci się to nie spodobało i zrobiłbyś jej z tego powodu scenę. 

Nelson zamknął czytany  przed chwilą dokument z wielką 

starannością i potarł palcem grzbiet nosa. 

Nie wiem co powiedzieć. Ale idiota ze mnie. 

Tak,  no  cóż,  nie  bądź  dla  siebie  zbyt  surowy.  Ja  też 

przestaję czasem myśleć racjonalnie, jeśli chodzi o Zoe. Męska 
przypadłość, jak sądzę. 

background image

 

284 

Chyba tak. 

Ethan wstał i podszedł do drzwi. 

Na  twoim  miejscu  kupiłbym  kwiaty  w  drodze  do 

domu. 

Chyba  to  zrobię.  -Nelson  opadł  na  oparcie  fotela.  - 

Kurs medytacji, tak? 

Tak. 

Daria  miała  rację  -  skrzywił  się  Nelson.  -  Gdyby  mi 

powiedziała,  że  zapisała  się  na  zajęcia  u  Tabithy  Pine, 
dostałbym szału. 

Ale  chyba  już  ci  to  nie  grozi,  co?  -  spytał  Ethan 

spokojnie.  -  Teraz,  kiedy  poszerzyłeś  horyzonty  swojej 
świadomości? 

Powiedz  mi  coś,  Truax.  Co  byś  zrobił,  gdyby  twoja 

żona  oznajmiła  pewnego  dnia,  że  ma  zamiar  wydać  kilka 
tysięcy  dolarów  na  kurs  medytacji  u  jakiegoś  szarlatana 
pokroju Tabithy Pine? 

Mówisz  do  człowieka,  którego  żoną  jest  dekoratorka 

wnętrz,  specjalizująca  się  w  kreowaniu  pozytywnej  energii  w 
domach klientów - odparł Ethan sucho. 

Och. No tak. Feng i shui, i tak dalej. Zapomniałem. -

Nelson uśmiechnął się szeroko. Wyglądał tak, jakby ubyło  mu 
dziesięć  lat.  -  Cóż,  jeśli  ty  jesteś  w  stanie  znieść  pracę  swojej 
żony, ja pewnie wytrzymam jakoś nowe hobby Darii. 

Jest  chyba  znacznie  lepsze  niż  to,  o  które  ją 

podejrzewałeś. 

O  tak  -  powiedział  Nelson  nabożnie.  -  Znacznie 

lepsze. 

 
Lindsey  Voyle  mieszkała  w  Desert  View,  ekskluzywnym 

osiedlu  z  polem  golfowym.  Zoe  miała  kilka  nieprzyjemnych 
wspomnień związanych z tym miejscem. Starała się nie myśleć 
o  dawnym  kliencie,  który  zamordował  żonę  w  jednym  z  tych 

background image

 

285 

kosztownych  domów,  Tego  dnia  miała  inne  problemy  na 
głowie. 

Umundurowany  ochroniarz  z  przypiętą  do  kieszeni  na 

piersi plakietką z logo Radnor Security Systems sprawdził coś 
w  komputerze,  a  następnie  pomachał  zza  bramy  do  Zoe  i 
Arcadii. 

Zoe  pojechała  we  wskazanym  przez  niego  kierunku 

wzdłuż  drogi  obsadzonej  po  obu  stronach  drzewami 
palmowymi, skręciła w prawo i stanęła przed dużym domem w 
stylu południowo-zachodniej rezydencji. 

Wyłączyła silnik i przez chwilę patrzyła na budynek. 

Lindsey  bardzo  zależy  na  tym,  żeby  pracować  dla 

Tabithy - powiedziała - ale tak naprawdę nie potrzebuje chyba 
tego zlecenia, skoro stać ją na mieszkanie w Desert View. 

Ludziom  zależy  na  pewnych  rzeczach  z  bardzo 

różnych  powodów  -  przypomniała  jej  Arcadia.  -  Nie  tylko 
finansowych. 

To prawda. 

Wysiadły  z  samochodu  i  ruszyły  ścieżką  prowadzącą 

przez  ogródek  skalny,  pełen  kolczastych  kaktusów.  Zoe,  nie 
wiedzieć  czemu,  zaskoczył  fakt,  że  Lindsey  zdecydowała  się 
na  kaktusy.  Z  drugiej  jednak  strony  rada  miejska  Whispering 
Springs  była  niechętna  wszelkim  projektom  wymagającym 
dużego  zużycia  wody,  chyba  że  chodziło  o  pole  golfowe.  W 
Arizonie restauracje często podają wodę tylko na zamówienie, 
utrzymywanie trawników przed domami jest w zasadzie prawie 
nielegalne, ale pola golfowe nigdy nie cierpią z powodu suszy. 

Gdyby  ktoś  zapytał  Zoe,  co  sądzi  o  kaktusach,  zanim 

zamieszkała w Whispering Springs, odpowiedziałaby zapewne, 
że  za  nimi  nie  przepada.  Ale  po  roku  na  pustyni  na  wiele 
rzeczy  patrzyła  inaczej.  Odkryła  między  innymi,  że  kaktusy 
mogą  być  naprawdę  fascynujące,  a  wiele  ich  gatunków 
odznacza  się  oryginalnym  pięknem.  Lindsey  stworzyła  przed 
swoim domem zachwycającą kompozycję. 

background image

 

286 

Kaktusy  często  mają  bardzo  opisowe  nazwy,  pomyślała 

Zoe.  Od  razu  wiadomo,  o  co  chodzi.  Zmierzając  do  drzwi 
frontowych,  zauważyła  wśród  jej  okazów  Bigtooth*.  Fish 
Hook  BarieI**  i  Toothpick***.  Przy  wejściu  rosła  duża  kępa 
Golden Barrels****. Ich grube, ciemnozielone korpusy zdobiły 
tysiące  cienkich,  złotych  kolców.  Wyglądały  pięknie  i 
niebezpiecznie, 

jak 

dzieła 

sztuki 

stworzone 

przez 

renesansowego artystę. 

Często  dostarczasz  wykonywaną  na  zamówienie 

biżuterię  do  domu  klienta?  -  spytała  Zoe,  kiedy  czekały,  aż 
Lindsey otworzy drzwi. 

Arcadia  spojrzała  na  srebrne  pudełko,  które  trzymała  w 

ręce. 

Nie, ale Lindsey nie musi o tym wiedzieć. 

Drzwi  otworzyły  się,  ukazując  Lindsey  Voyle  stojącą  na 

tle  wyłożonego  jasnym  kamieniem  holu.  Powitalny  uśmiech 
zniknął z jej twarzy, kiedy zobaczyła Zoe. 

Nie wiedziałam, że ty też przyjedziesz - powiedziała. 

Jedziemy  później  do  znajomych  -  odparła  Arcadia 

gładko.  -  Nie  chciałyśmy  brać  dwóch  samochodów,  więc 
przyjechałyśmy  razem.  Mam  nadzieję,  że  nie  masz  nic 
przeciwko temu. 

Oczywiście, że nie. - Lindsey opanowała się szybko i 

cofnęła, żeby zrobić dla nich przejście. - Wejdźcie, proszę. Czy 
mogę was prosić o zdjęcie obuwia? 

Nie  ma  problemu  -  powiedziała  Zoe.  Ostrożnie 

przekroczyła  próg,  spodziewając  się  wyczuć  jakiś  ślad  tej 
koszmarnej energii, której źródła szukała.  

Ale w holu nie wyczuła nic. 
Cholera. Zrzuciła czerwone klapki ze stóp. 
 

*  Bigtooth  (ang.)  -  wielki  ząb  (przyp.  red.).  **  Fish  Hook  Barrel 

(ang.)  -  dosł.  beczka  z  haczykami  n  a  ryby  (przyp.  red.).  *  *  *  Toothpick 
(ang.) - w y k a ł a c z k a (przyp. red.). ****  Golden Barrels (ang.) - złote 
beczki (przyp. red.). 

background image

 

287 

  
Arcadia  uśmiechnęła  się  chłodno  do  Lindsey,  zdejmując 

sandały. 

Myślę,  że  bransoletka  bardzo  ci  się  spodoba.  Moim 

zdaniem to najpiękniejsza rzecz,  jaką dotąd stworzył  Meyrick. 
Prawdziwe dzieło sztuki. 

Lindsey  rozluźniła  się  trochę.  Spojrzała  na  srebrne 

pudełeczko z nieskrywanym przejęciem. 

Nie  mogę  się  już  doczekać,  żeby  ją  zobaczyć. 

Chodźmy  do  salonu.  O  tej  porze  dnia  jest  tam  najlepsze 
światło. 

Odwróciła się i poszła przodem 
Zoe  podchwyciła  spojrzenie  Arcadii  i  potrząsnęła  głową. 

Nic.  Ale  to  wielki  dom,  pomyślała.  Energia,  jeśli  istotnie  tu 
jest, może się skupiać w innym pokoju. 

Rezydencja  pod  wieloma  względami  przypominała 

sypialnię,  którą  Lindsey  zaprojektowała  dla  Designers'  Dream 
Home.  Białe  ściany,  dywany  i  meble,  nieco  bardzo  jasnego 
drewna  i  kilka przedmiotów z kamienia o  bardzo pastelowych 
odcieniach.  Wielkie  okna  stanowiły  białe  obramowanie  dla 
chłodnej zieleni pola golfowego. 

Lindsey  nalała  mrożonej  herbaty  do  trzech  szklanek  i 

postawiła  je  na  białej  tacy.  Arcadia  położyła  srebrne  pudełko 
na szklanym stoliku i eleganckim gestem zdjęła pokrywkę. 

Bursztyny i turkusy w misternej srebrnej oprawie błysnęły 

w słońcu. 

Jest  cudowna.  -  Lindsey  była  zachwycona.  Wyjęła 

bransoletkę i uniosła ją do światła. - Absolutnie fantastyczna. 

Cieszę się, że ci się podoba - odparła Arcadia. 

Kiedy  Lindsey  i  Arcadia  pogrążyły  się  w  rozmowie  na 

temat sztuki jubilerskiej, Zoe zakaszlała dyskretnie. 

Czy mogłabym skorzystać z toalety? - zapytała cicho. 

Przy  końcu  korytarza  -  powiedziała  Lindsey,  nie 

odrywając wzroku od bransoletki. - Po prawej stronie. 

background image

 

288 

Zoe wymieniła szybkie spojrzenie z Arcadia i wstała. 
Toaleta znajdowała się przy wejściu do innej części domu. 

Zoe  przypuszczała,  że  znajdują  się  tam  sypialnie.  Weszła  do 
małej kabiny, włączyła wentylator, na wypadek gdyby ktoś jej 
szukał, wyszła na korytarz 

I głośno zamknęła drzwi. 
Dzięki  temu,  że  na  życzenie  pani  domu  musiała  zdjąć 

buty,  bezgłośnie  wędrowała  korytarzem,  zaglądając  do 
wszystkich pokoi. 

Weszła  na  moment  do  głównej  sypialni  i  pokoju 

gościnnego,  ale  doznała  rozczarowania.  W  żadnym  z  tych 
pokoi niczego nie wyczuła. 

Ogarnął ją strach. Jej nadzieja malała z każdą chwilą. 
  
Otworzyła ostatnie drzwi  i  znalazła się w pomieszczeniu, 

które  najwyraźniej  było  biurem.  Na  ścianach  wisiały  tam 
fotografie  Lindsey  z  jakimś  mężczyzną,  którym  z  pewnością 
był jej eksmąż, którego Ethan określił jako ważną osobistość w 
Hollywood. 

Zdjęcia  ukazywały  Lindsey  i  jej  męża  w  towarzystwie 

gwiazd  filmu  i  innych  osób  należących  do  śmietanki 
towarzyskiej Los Angeles albo znanych polityków. 

Życie  Lindsey  bez  wątpienia  bardzo  się  zmieniło  po 

rozwodzie.  Whispering  Springs  nie  było  raczej  mekką 
sławnych  i  bogatych.  Nigdy  nie  odbywały  się  tu  głośne 
premiery.  Uznani  mistrzowie  kuchni  nie  otwierali  tu  swoich 
restauracji.  Niezwykle  rzadko  pokazywali  się  tu  politycy  i 
gwiazdy  filmowe. 

Już  miała  zamknąć  za  sobą  drzwi,  kiedy  uświadomiła 

sobie,  że  w  biurze  unosi  się  jednak  jakaś  silna  energia. 
Mieszanka gniewu, bólu i głębokiego smutku. Zoe zrozumiała, 
że  Lindsey  cierpi  nie  tylko  z  żalu  za  stylem  życia,  który 
utraciła,  ale  także  za  swoim  małżeństwem.  Musiała  bardzo 
kochać mężczyznę, z którym była na tych zdjęciach. 

background image

 

289 

Niechętnie  wróciła  do  łazienki,  otworzyła  drzwi  i 

wyłączyła wentylator. 

Arcadia skrzywiła się lekko, kiedy ją zobaczyła, i wstała. 

Dam ci znać, kiedy znowu dostanę coś od Meyricka - 

powiedziała, zarzucając torebkę na ramię. 

Dziękuję - odparła Lindsey, której wyraźnie poprawił 

się  nastrój.  Odprowadzając  gości  do  drzwi,  wydawała  się 
niemal radosna. 

Zakup  pięknej  bransoletki  zapewne  wywołał  zwiększenie 

poziomu endorfin w jej krwi, pomyślała Zoe. 

Usiadła za kierownicą. Arcadia wsunęła się do samochodu 

po drugiej stronie. Zapięły pasy. 

Czuję,  że  nie  znalazłaś  w  tym  domu  tego,  czego 

szukałaś - powiedziała Arcadia. 

To  prawda. -  Zoe zacisnęła palce  na kierownicy.  -  A 

byłam pewna, że... 

Urwała. Nie miało sensu obarczać  Arcadii jej  lękami. Nie 

byłaby w stanie w żaden sposób jej pomóc. 

Ale  między  bliskimi  przyjaciółmi  słowa  są  czasem 

niepotrzebne. 

Nie jesteś obłąkana - powiedziała Arcadia spokojnie. 

Ktoś jednak na pewno jest. 

 
  

Rozdział 40 

 
 
Tej  nocy  znowu  śniła  o  Xanadu.  Szła  niekończącym  się 

korytarzem  oddziału  zamkniętego,  mijając  kolejne  drzwi, 
śladem  unoszącej  się  tu  przerażającej  energii.  Lepka  sieć 
gęstniała w miarę, jak Zoe zbliżała się do pokoju, który był jej 
źródłem. 

Zatrzymaj się. Odwróć. Przecież nie chcesz tego zrobić. 

background image

 

290 

Ale  nie  miała  wyboru.  To  strach  każe  nam  unikać  innej 

perspektywy. 

W  końcu  stanęła  przed  drzwiami  zamkniętego  pokoju,  w 

którym  kryło  się  pulsujące  źródło  tej  potwornej  energii. 
Sięgnęła do klamki. 

I wtedy zauważyła na drzwiach cyfry. 
232. 
 
Obudziła się zlana zimnym potem, dysząc ciężko i trzęsąc 

się jak w febrze. To ona zajmowała pokój 232 w Xanadu. 

Obok  niej  Ethan  spał  spokojnie.  Najwyraźniej  tym razem 

nie krzyczała. 

Odrzuciła kołdrę i wstała, starając się nie obudzić Ethana. 

Drżała tak silnie, że kiedy stanęła koło łóżka, omal nie straciła 
równowagi. 

Zdjęła szlafrok z wieszaka, włożyła go i poszła do salonu. 

Stanęła przy oknie i spojrzała w nocne niebo. 

Jak  długo  jeszcze  zdoła  udawać,  że  wszystko  jest  w 

porządku? Dość! Robiła to przez kilka ostatnich tygodni. Teraz 
musi w końcu spojrzeć prawdzie w oczy. Ukrywała to, co jest, 
być może, prawdą o niej, przed człowiekiem, którego kocha. 

Ty byś mnie nie oszukiwała. 
Nie  oszukiwała  go.  To  znaczy,  niezupełnie.  Ale  on 

zasługuje  na  to,  by  znać  całą  prawdę,  nie  tylko  jej  okrojoną, 
złagodzoną wersję, którą mu podała. 

Poczuła  łzy  pod  powiekami.  Jeśli  okaże  się,  że  jej 

koszmary  są  prawdą  o  niej,  będzie  musiała  zwrócić  Ethanowi 
wolność. Powinna to zrobić. Wiedziała o tym. 

Wiedziała też, że to złamie jej serce. 
Zrobię  to  rano,  postanowiła.  Powiem  mu  przy  śniadaniu. 

To już niedługo. Wkrótce zacznie świtać. 

Łzy  zaczęły  spływać  jej  po  policzkach.  Wytarła  je 

rękawem szlafroka. 

background image

 

291 

-  Powiesz  mi  co  się  stało  tym  razem?  -  zapytał  Ethan 

bardzo  spokojnie.  -  Czy  będziesz  mnie  trzymała  w 
niepewności? 

Zoe  drgnęła  i  odwróciła  się  gwałtownie.  Ethan  stał  w 

cieniu. Miał na sobie tylko spodnie. 

Podszedł do niej i zatrzymał się. 

Śniadanie - wykrztusiła tylko. 

Nie jestem jeszcze głodny. 

Miałam zamiar powiedzieć ci przy śniadaniu. 

Co miałaś zamiar mi powiedzieć?  

O to właśnie chodzi. Czas przez to przejść. 

Och, Ethan... 

Chcesz  ode  mnie  odejść,  tak?  -  Ethan  przeczesał 

włosy  palcami.  -  Możesz  równie  dobrze  wyłożyć  kawę  na 
ławę.  Doceniam  to,  że  nie  chcesz  mnie  zranić,  ale  nie 
wyświadczasz  mi  przysługi,  próbując  zmusić  się  do  życia  w 
małżeństwie, które ci nie odpowiada. 

Zoe nagle pojęła sens jego słów. Była wstrząśnięta. 

Nie  mów  tak  -  wyszeptała  gorączkowo.  -  Nawet  tak 

nie  myśl.  Ani  przez  chwilę.  Kocham  cię  bardziej  niż 
kogokolwiek innego w całym moim życiu. Będę cię kochać do 
końca swoich dni. Nigdy nie przestanę cię kochać. 

Ethan stał bez ruchu. 

Ale? 

Zoe opanowała ogarniającą ją rozpacz. 

Ale uważam, że prawdopodobnie zaczyna się u mnie 

choroba psychiczna, a kocham cię za bardzo, by  skazać cię na 
życie z obłąkaną kobietą. 

Przez chwilę panowała cisza. 

Spróbujmy  jeszcze  raz  -  powiedział  w  końcu  Ethan 

spokojnie.  Zoe  usiadła  na  brzegu  kanapy,  obejmując  się 
ramionami. 

Słyszałeś, co powiedziałam. 

Naprawdę sądzisz, że jesteś chora psychicznie? 

background image

 

292 

Tak.  -  Skupiła  wzrok  na  złotoróżowych  orchideach, 

stojących w wodzie na stoliku. - Przez pewien czas usiłowałam 
wmówić sobie,  że energia,  którą  wyczułam w  biurze Arcadii  i 
w  Designers'  Dream  Home,  należała  do  Johna  Brancha  albo 
Lindsey Voyle. Ale teraz jestem pewna, że tak nie jest. 

Więc  doszłaś  do  wniosku,  że  to  ty  ją  tam  po  sobie 

pozostawiłaś? 

To  możliwe,  Ethan.  Bardzo  możliwe.  Poza  tymi 

dwiema osobami tylko ja byłam w obydwu miejscach. 

Bzdura. 

Zoe oderwała wzrok od orchidei i spojrzała na niego. 

Wiem,  że  nie  wierzysz  w  to,  że  potrafię  wyczuwać 

energię  psychiczną.  Ale  to  jest  prawda  i  muszę  to 
zaakceptować, nawet jeśli ty tego nie umiesz. 

 Ethan objął ją i pociągnął lekko do góry 

Przyjmijmy,  na  potrzeby  tej  rozmowy,  że  jesteś 

szalona  i  zaczęłaś  wydzielać  jakąś  dziwną  energię.  Nadal 
uważam, że w twoim rozumowaniu kryje się poważny błąd. 

To znaczy? 

Gdybyś istotnie ty była źródłem tej energii, unosiłaby 

się  ona  przede  wszystkim  w  tym  mieszkaniu.  Zastanów  się. 
Przecież tu mieszkasz. 

Zoe  zamrugała,  chcąc  powstrzymać  napływające  do  oczu 

łzy. 

Wierz  mi,  biorę  to  pod  uwagę,  bo  to  moja  jedyna 

nadzieja.  Ale  możliwe,  że  to,  co  się  ze  mną  dzieje,  występuje 
sporadycznie,  nieregularnie.  Tak  jak  zakłócenia  fali  radiowej. 
Zaczynają się powoli o zmierzchu i nasilają w miarę, jak zbliża 
się noc. 

Bzdura - powtórzył Ethan. 

Wiedziałam, że nie zrozumiesz. 

Posłuchaj,  kochanie.  Jedno  rozumiem  na  pewno. Nie 

jesteś szalona. 

background image

 

293 

Skąd  możesz  to  wiedzieć?  -  Zoe  starała  się  nie 

podnosić  głosu.  Przerażenie,  jakie  wzbudzała  w  niej  myśl  o 
chorobie  psychicznej,  mieszało  się  z  lękiem,  że  straci  Ethana. 
Wszystko to  razem  było  ponad  jej  siły.  -Jak  możesz  być  tego 
pewny?  Nie  wierzysz  nawet  w  moje  zdolności,  więc  skąd 
możesz wiedzieć, że nie jestem obłąkana? 

Z  tego  samego  powodu,  dla  którego  ty  wiesz,  że  nie 

jestem  maniakalnym  zabójcą,  chociaż  powiedziałem  ci,  że  z 
zimną krwią, celowo, doprowadziłem do śmierci człowieka. 

Zapadła krótka cisza. Zoe zmarszczyła brwi. 

Na  litość  boską,  Ethan,  to  zupełnie  coś  innego.  Nie 

jesteś zimnokrwistym mordercą. 

Kiedy patrzę ci w oczy, nie widzę w nich szaleństwa. 

To nie jest coś, co można zobaczyć. 

Owszem,  jest.  Jak,  twoim  zdaniem,  stawia  się  taką 

diagnozę?  Ludzie,  którzy  są  chorzy  psychicznie,  na  ogół 
ostatni  zaczynają  sobie  zdawać  z  tego  sprawę.  To  inni 
zauważają,  że  coś  jest  nie  tak.  Wierz  mi,  nikt  z  naszych 
przyjaciół nie uważa, że jesteś obłąkana. 

Ethan,  coś  jest  ze  mną  nie  tak.  -  Zoe  drżała  teraz  na 

całym ciele, z rozpaczy i nadziei. - Czuję to. Myślę, że Tabitha 
Pine  miała  sporo  racji.  Muszę  uporać  się  ze  swoim  lękiem  i 
spojrzeć  na  to,  co  się  ze  mną  dzieje  z  odpowiedniej 
perspektywy. 

Tabitha  zna  zapewne  parę  chwytliwych  powiedzeń 

stosownych  na  każdą  okazję,  ale  powiedziałem  ci  już  kiedyś, 
że my, detektywi, też mamy kilka swoich prawd. Po pierwsze, 
nigdy  nie  należy  szukać  zbyt  skomplikowanych  rozwiązań, 
zwłaszcza wtedy, kiedy pod nosem mamy prostą odpowiedź. A 
w  tym  przypadku  najprostsza  odpowiedź  jest  taka,  że  wiele 
ostatnio przeszłaś  i reagujesz na to we właściwy sobie sposób. 
Jesteś  silna,  ale  nie  jesteś  odporna  na  wszystko.  Nikt  nie  jest. 
Daj sobie szansę. Wróć do normalnego życia, zanim zaczniesz 
się martwić o swoją psychikę. 

background image

 

294 

A  jeśli  wrócę  do  normalnego  życia,  a  mój  stan  się 

pogorszy? Co wtedy? 

Jestem  pewny,  że  tak  nie  będzie.  Myślę,  że  to,  co 

wyczuwasz,  ma  wiele  wspólnego  z  koszmarem,  jaki 
przeżywam co roku w listopadzie. 

Ale, Ethan... 

Jeśli będzie gorzej, poradzimy sobie z tym. - Zacisnął 

palce na jej ramionach. - Razem. 

Razem.  To  słowo  lśniło  w  ciemności  jak  neon.  Od  tak 

dawna  czuła  się  samotna,  że  zaczęła  traktować  to  jak  coś 
normalnego.  Nawet  w  czasie  krótkiego  małżeństwa  z 
Prestonem  była  w  pewnym  sensie  samotna,  bo  nigdy  nie 
zdobyła się na to, by powiedzieć mu o sobie całą prawdę. 

Ale  Ethan  zniesie  wszystko,  nawet  fakt,  że  ma  obłąkaną 

żonę. 

Kocham cię. 

Objęła go i przytuliła się z całych sił do jego piersi. Ethan 

ujął jej twarz w dłonie i pocałował. 

Ja  też  cię  kocham  -  powiedział.  -  Teraz  jesteśmy 

drużyną.  Bez  względu  na  to,  co  się  stanie,  będziemy  razem. 
Zgoda? 

Zgoda. 

Po chwili wziął  ją za rękę i zaprowadził do łóżka. Potem, 

w  bladym  świetle  świtu  kochał  się  z  nią  namiętnie  i  w  końcu 
zdołał rozwiać wszystkie jej lęki. Przynajmniej na chwilę. 

 
 

Rozdział 41 
 
 

Hooper  stanął  w tylnych  drzwiach  Casa de Oro w chwili, 

kiedy  Zoe  zatrzymała  samochód  na  parkingu.  W  jednej  ręce 
trzymał kartonowe pudło, a w drugiej foliową torbę na śmieci. 

background image

 

295 

Zoe wysiadła z samochodu i patrzyła, jak wrzuca torbę do 

pojemnika, a pudło do metalowego kontenera, który stał obok. 
Udało  mu  się  ustawić  karton  dokładnie  pod  napisem  PUDLA 
SKŁADAĆ PŁASKO. 

 Sama  nie  wiedziała,  dlaczego  tego  dnia  tak  wcześnie 

wróciła  do  domu.  Spędziła  kilka  godzin  samotnie  w  swoim 
biurze,  bezskutecznie usiłując się skoncentrować na którymś z 
projektów.  Nieprzyjemne uczucie  niepokoju  coraz bardziej  się 
nasilało. 

Próbowała  zagłębić  się  w  lekturze  książek  o  siłach 

nieczystych  i  energetycznych  pozostałościach,  ale  przy 
pierwszej  -  był  to  traktat  o  Vastu,  starożytnej  londyńskiej 
sztuce  kreowania  przestrzeni  -  niepokój  stał  się  nie  do 
zniesienia. Ogarnęło ją pragnienie powrotu do Casa de Oro tak 
gwałtowne,  że  w  końcu  przestała  z  nim  walczyć.  Miała 
niejasne przeczucie, że przeoczyła tam coś bardzo istotnego. 

Spojrzała na kartonowy sześcian i pokręciła głową. 

Nieładnie, Hooper, bardzo nieładnie. 

To gest zwycięstwa. - Hooper otrzepał dłonie z kurzu, 

przyglądając  się  swemu  dziełu.  -  Wy  wszyscy  możecie  się 
poddać,  ale  ja  mam  zamiar  dalej  walczyć.  A  co  więcej,  mam 
teraz sekretną broń. Nie mogę się doczekać, aż sierżant Duncan 
zapuka  do  moich  drzwi  z  kolejnym  wykładem  o  składaniu 
pudeł. Tym razem dam jej popalić. 

Chcesz się stąd wyprowadzić? 

Do  diabła,  nie.  -  Hooper  podrzucił  kluczyki  do 

samochodu i złapał je w powietrzu. - Mam haka na naszą panią 
sierżant. 

Jakiego haka? 

Hooper uśmiechnął się przebiegle. 

Posłuchaj tylko. Robyn Duncan została zwolniona ze 

swojego  poprzedniego  miejsca  pracy,  tu,  w  Whispering 
Springs,  bo  podała  fałszywe  dane  w  podaniu  o  pracę. 

background image

 

296 

Wystarczy,  że  zadzwonię  do  właścicieli  Casa  de  Oro,  a  nasz 
sierżant wyleci z roboty. 

Jak  się  dowiedziałeś,  że  zwolnili  ją  z  poprzedniej 

posady? 

Hooper  rozejrzał  się  szybko  po  parkingu,  chcąc  się 

upewnić, że nikt nie podsłuchuje, i podszedł bliżej. 

Wczoraj  wieczorem  byłem  na  piwie  z  jednym 

kumplem.  Zacząłem  mu  opowiadać  o  tym,  co  tu  wyprawia 
nasza  administratorka,  a  on  stwierdził,  że  przypomina  mu 
kobietę,  która  pracowała  z  nim  przez  parę  dni  pod  koniec 
ubiegłego miesiąca. Kiedy podałem  mu nazwisko, okazało się, 
że to nasza Robyn. 

Zoe zacisnęła palce na pasku torby. 

Jesteś pewny, że skłamała w podaniu o pracę? 

Mój kumpel mówi, że nie ma co do tego wątpliwości. 

Zatrudnili  ją szybko,  bo  brakowało  im  rąk  do pracy,  ale kiedy 
postanowili ją sprawdzić, wyszło na jaw, że wszystkie posady, 
na  jakich  rzekomo  pracowała  w  ciągu  ostatnich  trzech  lat, 
zostały wymyślone. 

Ale dlaczego? Była w więzieniu, czy co? 

Gorzej.  -  Hooper  zachichotał  złośliwie.  -  Wyobraź 

sobie, że była zamknięta w jakimś szpitalu psychiatrycznym. 

Zoe zmartwiała. 

Jesteś pewny? 

Tak  powiedział  mój  kumpel.  -  Hooper  znowu 

podrzucił kluczyki i ruszył w stronę swojego samochodu. - Nie 
mogę się doczekać, aż przyjdzie do mnie z awanturą z powodu 
tego  pudła.  Już  widzę,  jaką  będzie  miała  minę,  kiedy  jej 
powiem, że znam jej małą tajemnicę. 

Hooper? 

Tak? - Hooper otworzył samochód. 

Gdzie pracuje twój kumpel? 

W Radnor Security Systems. 

background image

 

297 

Zoe  stała  w  osłupieniu,  patrząc,  jak  Hooper  wyjeżdża  z 

parkingu. W końcu wzięła się w garść i weszła do budynku. Na 
drzwiach biura Robyn wisiała tabliczka informująca lokatorów, 
że  administrator  jest  chwilowo  nieobecny  z  powodów 
osobistych. 

Zoe nacisnęła klamkę, ale drzwi były zamknięte na klucz. 

Cofnęła  się  i  sprawdziła,  czy  w  holu  i  na  schodach  kogoś  nie 
ma.  Była  sama.  Budynek  wydawał  się  pusty,  jak  zawsze  po 
południu,  kiedy  większość  jego  mieszkańców  była  jeszcze  w 
pracy. 

Zoe  stała  chwilę,  rozważając  różne  opcje.  Mogła 

zadzwonić do Ethana i spytać go o radę, była jednak pewna, że 
on powie jej, aby nic nie robiła. 

A  to  już  nie  wchodziło  w  grę.  Mgliste  uczucie  niepokoju 

zmieniło się w palące pragnienie działania. 

Nie mogła czekać dłużej. Czuła, że musi poznać prawdę. 
Mieszkanie  Robyn  znajdowało  się  na  końcu  korytarza.  Z 

pewnością  także  było  zamknięte  na  klucz.  Zoe  zauważyła 
jednak,  że  w  dzień  Robyn  zazwyczaj  zostawia  otwarte  okno 
sypialni. 

Wyszła  na  zewnątrz  i  okrążyła  budynek.  Okno  było 

częściowo  zasłonięte  przez  szopę,  w  której  przechowywane 
były narzędzia ogrodowe i leżaki. Zoe rozejrzała się szybko. W 
pobliżu  nie  było  nikogo,  kto  mógłby  ją  przyłapać  na 
włamywaniu się do cudzego mieszkania. 

Sięgnęła  do  torby  i  wyjęła  mały  zestaw  narzędzi,  który 

zawsze ze sobą nosiła. 

Z  łatwością  wypchnęła  z  ramy  siatkę  chroniącą  wnętrze 

przed owadami. 

Zebrała  się  w  sobie  i  przełożyła  przez  parapet  najpierw 

jedną nogę, a potem drugą. 

Pierwszy  kontakt  z  mroczną  energią  nie  był  gorszy  od 

tego, z czym się zetknęła w biurze Arcadii i bibliotece.  

background image

 

298 

Nieźle.  Była  na  to  przygotowana.  Potrafi  sobie  z  tym 

poradzić. Odetchnęła z ulgą. Więc jednak nie jest wariatką. 

Stanęła na dywanie pod oknem i rozejrzała się po sypialni. 

Określenie wystroju  tego  wnętrza słowem  „spartański"  byłoby 
eufemizmem.  Nieliczne  sprzęty  zostały  ustawione  równo,  jak 
od  linijki.  Wąskie  łóżko,  przykryte  białym  prześcieradłem, 
przypominało łóżka pacjentów w Candle Lake. 

Zoe  dostrzegła  małą  komodę  pod  przeciwległą  ścianą. 

Zdjęcie, którego brakowało w kopercie zostawionej u  Arcadii, 
stało  tam,  oparte  o  lustro.  Obok  czerwonego  kubka,  który 
zniknął z biblioteki. 

Zoe zrobiła krok  w stronę komody  i  nagle znalazła  się w 

samym sercu potwornej, energetycznej pajęczyny. 

Ogarnęła  ją  panika.  Lepka,  mroczna  energia  zaatakowała 

wszystkie  jej  zmysły.  Wydawało  jej  się,  że  zapadła  absolutna 
ciemność.  Zdezorientowana,  wyciągnęła  rękę,  by  chwycić  się 
krawędzi  jakiegoś  mebla,  i  wtedy  zdała  sobie  sprawę,  że 
straciła czucie w palcach. 

Była  przerażona.  Musi  się  stąd  wydostać.  Ale  jak  zdoła 

tego  dokonać,  skoro  nic  nie  widzi,  nie  słyszy  i  nie  czuje? 
Próbowała poruszyć nogami, ale nie wiedziała nawet, czyjej się 
to udało. 

Została  schwytana  w  pułapkę.  Czuła,  że  oszaleje,  jeśli 

zaraz  nie  odzyska  zmysłów.  Otworzyła  usta,  żeby  zawołać  o 
pomoc,  ale  nic  nie  słyszała,  nie  wiedziała  więc,  czy  wydała 
jakiś dźwięk. 

Przez  chwilę,  która  wydawała  się  wiecznością,  machała 

bezładnie  rękami,  walcząc  z  niewidzialną  pajęczyną. 
Wiedziała,  że  jeśli  się  nie  opanuje,  zginie  w  tej  przerażającej 
ciemności. 

Wiedziała,  jak  wyciszać  słabszą  energię.  Sposób  na 

wydostanie  się  z  tego  koszmaru  powinien  być  podobny. 
Chodzi  tylko  o  to,  żeby  stłumić  wibracje  i  odnaleźć  wzór 
przepływu tej energii. 

background image

 

299 

Feng shui umysłu. 
Powoli,  z  trudem,  zbierając  wszystkie  siły,  zdołała 

rozproszyć  część  otaczającej  ją  ciemności.  Mroczne  wibracje 
słabły  stopniowo  i  zanikały-Nagle  znowu  rozbłysło  światło. 
Wrócił słuch. Poczuła pod rękami szorstki dywan i zrozumiała, 
że upadła na podłogę. 

Otworzyła  oczy,  osłabiona  po  walce,  którą  stoczyła,  i 

spojrzała w stronę drzwi. 

Stała w nich Robyn Duncan. W ręce trzymała rewolwer. 

Mogłaś zapukać - powiedziała. 

  
Ethan stał za Singletonem, patrząc w ekran monitora. 
Dobra 

robota 

powiedział 

roztargnieniem, 

skoncentrowany na nazwisku, które tam zobaczył. 

Nie  ma  sprawy  -  odparł  Singleton.  -  Radnor  ma 

bardzo  popularny  system  komputerowy.  Każdy  średniej  klasy 
haker byłby w stanie włamać się do niego w piętnaście minut. 

Tylko że tobie zabrało to pięć. 

To dlatego, że ja nie jestem średniej klasy hakerem. 

To prawda. 

Singleton  przekrzywił  lekko  głowę.  Światło  odbite  od 

ekranu błysnęło w szkle jego okularów. 

Skąd  przyszło  ci  do  głowy,  że  osoba,  która  włamała 

się  do  biura  Arcadii  i  biblioteki  Zoe,  może  pracować  w 
Radnor? 

Harry  wspomniał,  że  natknął  się  na  jednego  z 

ochroniarzy Radnora wtedy na Fountain Square. Powiedział, że 
ochroniarze  go  denerwują,  bo  mogą  wejść  wszędzie,  nie 
zwracając  niczyjej  uwagi,  i  zazwyczaj  mają dostęp do  kluczy. 
Dziś rano uświadomiłem sobie, że to Radnor zapewnia ochronę 
Designers'  Dream  Home  i  Fountain  Square.  Człowiek  w 
mundurze  ochroniarza  Radnor  Security  Systems,  który 
wiedział,  gdzie  znajdują  się  klucze,  mógł  wejść  do  obu  tych 
miejsc i opuścić je, nie zostawiając po sobie żadnych śladów. 

background image

 

300 

W porządku. Jestem pod wrażeniem. 

To było tylko przypuszczenie - przyznał Ethan. 

Singleton odchylił się na oparcie fotela. 

Dlaczego  nie  poszedłeś  po  prostu  do  Radnora  i  nie 

poprosiłeś go, żeby ci pokazał listę pracowników? 

Nie chciałem  stawiać go  w sytuacji,  którą określamy 

w branży jako niezręczną etycznie. 

No  tak.  Odpowiedzialny  pracodawca  nie  powinien 

udzielać  tego  typu  informacji,  jeśli  nie  pyta  o  nie  policjant  z 
nakazem. 

Poza tym tak było znacznie łatwiej. 

Na pewno - zgodził się Singleton. 

No  i  oczywiście  nie  mam  żadnych  skrupułów,  jeśli 

chodzi o włamanie się do bazy Candle Lake Manor po tym, co 
przeszła tam Zoe. 

Doskonale rozumiem twój punkt widzenia. 

Ethan spojrzał na ekran. 

Wygląda  na  to,  że  Robyn  Duncan  była  pacjentką  w 

Candle Lake przez trzy lata. 

Zoe była tam znacznie krócej, a przeszła piekło. Trzy 

lata musiały wydawać się tej kobiecie wiecznością. 

W tej chwili nie stać mnie na współczucie - stwierdził 

Ethan . - Myślę, że Duncan ma złe zamiary wobec mojej żony. 

Muszę  przyznać,  że  jej  obecność  w  Whispering 

Springs i pracę w budynku, gdzie mieszkacie, trudno uznać za 
zbieg okoliczności. 

Ethan  przeczytał  to,  co  znajdowało  się  na  ekranie 

komputera. 

Kiedy Duncan została wypisana z Candle Lake? 

Wygląda  na  to,  że  nie  została.  -  Singleton  przesunął 

kilka  stron  w  komputerze.  -  W  każdym  razie  nie  oficjalnie. 
Zdaje  się,  że  wyszła  stamtąd  na  własne  życzenie  w  ubiegłym 
miesiącu. 

Cholera. 

background image

 

301 

Singleton zmrużył oczy, wpatrując się w ekran. 

Zaraz po tym, jak Zoe wróciła tam z tobą, żeby zrobić 

porządek  z  tym  miejscem.  Zapewne  przez  jakiś  czas  panował 
tam  zupełny  chaos.  Myślę,  że  Robyn  Duncan  skorzystała  z 
tego i dała nogę. 

Czy ona ma jakąś rodzinę? 

Zaraz  zobaczymy...  Nie.  Już  nie.  Ale  wygląda  na  to, 

że odziedziczyła mnóstwo pieniędzy, a jej majątkiem zarządzał 
fundusz  powierniczy.  Facet  nazwiskiem  Ferris  podpisał  zgodę 
na umieszczenie jej w zakładzie. 

A  potem  płacił  właścicielom  Candle  Lake,  żeby 

trzymali  ją  pod  kluczem,  podczas  gdy  on  korzystał  z  jej 
pieniędzy, jak podejrzewam. 

Tak  właśnie  załatwiało  się  takie  sprawy  w  Candle 

Lake Manor. 

Ethan  przeczytał  diagnozę,  postawioną,  kiedy  Robyn 

Duncan  została  przyjęta  do  szpitala,  i  zmartwiał.  Pewne 
sformułowania były znajome. 

...Pacjentka  cierpi  na  omamy  słuchowe...  Twierdzi,  że 

słyszy głosy, wydobywające się ze ścian... 

Cholera - mruknął pod nosem. Singleton uniósł jedną 

brew. 

Taka  sama  diagnoza,  jaką  postawili  Zoe,  jak 

rozumiem? 

Prawie identyczna. 

 
 

Rozdział 42 

 
 

Nie zauważyłaś mnie w Candle Lake Manor, prawda? 

- powiedziała Robyn. - Nikt mnie tam nie zauważał, zwłaszcza 
później,  kiedy  przestałam  ciągle  powtarzać,  że  nie  jestem 
wariatką.  Odpuściłam  sobie  i  starałam  się  nie  rzucać  w  oczy. 

background image

 

302 

Po pewnym  czasie wszyscy  przestali  zwracać  na  mnie uwagę. 
To znaczy wszyscy poza doktor McAllister.  

Tylko  tak  można  było  tam  przetrwać,  prawda?  - 

powiedziała  Zoe  spokojnie.  -  Trzeba  było  trzymać  język  za 
zębami i nie sprawiać kłopotów. 

Trzy  razy  w  tygodniu  wypuszczali  mnie  z  oddziału 

zamkniętego  i  pozwalali  iść  do  biblioteki  na  drugim  piętrze. 
Kilka razy mijałam  cię w  holu.  Widziałam, że zabierali cię do 
doktor McAllister. Wtedy się domyśliłam, że jesteś taka, jak ja. 

McAllister próbowała z tobą tych samych sztuczek co 

ze  mną,  prawda?  -  Zoe  powoli  usiadła  na  podłodze.  Było  to 
trudne,  bo  cały  czas  musiała  się  bronić  przed  lepkimi 
energetycznymi mackami, które próbowały znowu schwytać ją 
w swoje sidła. 

Nie  ruszaj  się.  -  W  głosie  Robyn  zabrzmiała  nuta 

paniki. Zacisnęła palce na rewolwerze. 

Zoe wstrzymała oddech. 

W porządku, Robyn. Nie ruszam się. Widzisz? Robyn 

opanowała się szybko. 

Zostań tam, gdzie jesteś. 

Opowiedz mi o doktor McAllister. 

Myślałam,  że  ona  mnie  lubi  -  wyszeptała  Robyn.  - 

Tylko ona wierzyła, kiedy mówiłam, że czasem słyszę krzyk ze 
ścian. 

Przekonała  cię,  że  potrzebuje  twojej  pomocy, 

prawda? 

Tak. 

Zoe westchnęła. 

Kiedy  się  zorientowałaś,  że  chciała  cię  tylko 

wykorzystać do konsultacji na miejscach zbrodni? 

Nie  miałam  nic  przeciwko  temu,  żeby  jej  pomagać. 

Chciałam tego. Przez jakiś czas było nawet fajnie. Podobała mi 
się  ta  praca.  Dobrze  było  wiedzieć,  że  pomagam  policji  łapać 
przestępców, którzy zasługiwali na karę. 

background image

 

303 

Mimo  tego,  że  McAllister  całą  zasługę  przypisywała 

sobie  i  nie  zrobiła  nic,  żeby  pomóc  ci  opuścić  oddział 
zamknięty? 

Obiecała,  że  wypisze  mnie  z  Candle  Lake,  jak  będę 

gotowa. 

Ale nigdy  nie byłaś gotowa, prawda? - spytała Zoe. - 

Dobra,  stara  doktor  McAllister.  Nie  miała  zamiaru  wypuścić 
żadnej z nas z Candle Lake. Byłyśmy jej potrzebne do testów i 
eksperymentów. 

Robyn zamrugała oczami pełnymi  łez. Ręce drżały jej tak 

silnie, że Zoe bała się, iż przez przypadek pociągnie za cyngiel. 

Problem  w  tym,  że  zaczęłam  mieć  te  dziwne  ataki  - 

powiedziała Robyn. 

Ataki? Masz na myśli energetyczne pajęczyny? 

O  czym  ty  mówisz?  -  spytała  Robyn.  -  Nie  było 

żadnych pajęczyn. 

Tu  coś  jest,  w  tym  pokoju.  Coś  w  rodzaju  lepkiej 

energii. Wyczułam to w biurze Arcadii i w bibliotece. 

Kłamiesz. Ja nic nie czuję. 

Pewnie  dlatego,  że  cokolwiek  to  jest,  pochodzi  z 

twojego  umysłu  -powiedziała  Zoe.  -  Nie  zauważyłaś,  że 
chociaż wyczuwamy energię pozostawioną przez innych ludzi, 
nie  czujemy  tego,  co  zostaje  w  pomieszczeniach  po  nas 
samych? 

Robyn westchnęła. 

Zawsze  się  zastanawiałam,  dlaczego  tak  jest. 

Czasami,  kiedy  byłam  sama  w  moim  pokoju  w  Candle  Lake, 
byłam taka zła,  taka przerażona.  Ale później  nie  wyczuwałam 
tego w ścianach. 

Ze  mną  jest  tak  samo.  To  chyba  jakiś  naturalny 

mechanizm  obronny.  -  Zoe  urwała.  -  Opowiedz  mi  o  swoich 
atakach. 

Czuję,  kiedy  się  zbliżają,  ale  później  wszystko  staje 

się takie zamglone i zawsze na chwilę tracę przytomność. 

background image

 

304 

Jak przy napadzie padaczki? 

Chyba tak. Kiedy atak minie, czuję się dobrze, ale nie 

pamiętam  co  się  stało.  Na  początku  sądziłam,  że  te  ataki 
oznaczają  wzmocnienie  moich  psychicznych  zdolności.  Może 
dlatego,  że  pracowałam  z  McAllister.  Ona  często  dawała  mi 
różne leki przed testami. Myślałam, że to reakcja organizmu na 
te substancje. 

Na  mnie  też  testowała  lekarstwa.  Okropnie  się  po 

nich czułam. 

Ja  także.  Ale  pomyślałam  sobie,  że  jeśli  majami 

pomóc, warto to wytrzymać. Później dwa razy miałam atak na 
sesji i McAllister się wystraszyła. 

Co się stało? 

Usta Robyn zadrżały. 

Pierwszy atak nie był nawet taki straszny. Tak mi się 

w  każdym  razie  wydawało.  Trwał  tylko  kilka  sekund.  Ale 
chyba  zrzuciłam  coś  z  biurka  McAllister  i  zemdlałam.  Drugi 
był  silniejszy.  Powiedziała  mi  później,  że  stłukłam  lampę. 
Musiała wezwać sanitariuszy. Chyba ją przeraziłam. 

To dobrze. Zasłużyła na to. 

Doszła  do  wniosku,  że  jestem  obłąkana.  Widziałam 

jej  notatki  na mój temat. Uznała, że  nie jestem dość odporna i 
moje zdolności doprowadzą mnie do choroby psychicznej. 

Dlaczego  przyjechałaś  do  Whispering  Springs?  - 

spytała Zoe. 

Przyjechałam  tu  za  tobą.  Nie  rozumiesz?  Kiedy 

uciekłaś  z  Candle  Lake,  zdałam  sobie  sprawę,  że  w 
przeciwieństwie  do  mnie,  jesteś  silna.  Chciałam  być  taka  jak 
ty.  Po  twojej  ucieczce  leżałam  bezsennie  w  nocy, 
zastanawiając się, gdzie jesteś i co robisz. Potem usłyszałam od 
sanitariuszy, że nie żyjesz, ale nie wierzyłam w to. Czułam, że 
przechytrzyłaś ich wszystkich, i bardzo mnie to cieszyło. 

Jesteś  silna,  Robyn.  Musisz  być  bardzo  silna,  skoro 

przetrwałaś Candle Lake. 

background image

 

305 

Przetrwałam,  ale  nie  umiałam  powstrzymać  ataków. 

Były  coraz  gorsze.  Później  ty  wróciłaś  do  Candle  Lake  z 
Ethanem i wszystko się zmieniło. 

Wtedy stamtąd uciekłaś? 

Pewnego  dnia  po  prostu  wyszłam  ze  szpitala  - 

powiedziała  Robyn  spokojnie.  -  Nikt  nie  próbował  mnie 
zatrzymać. 

I odszukałaś mnie? 

Pomyślałam  sobie,  że  jeśli  będę  cię  obserwować, 

może  nauczę  się  kontrolować  swoją  psychikę  i  nie  pozwolę, 
żeby mnie zniszczyła. 

Dlaczego  po  prostu  nie  powiedziałaś,  kim  jesteś  i 

dlaczego chcesz się ze mną spotkać? 

Z powodu tych ataków - odparła smutno Robyn. - Nie 

chciałam, żebyś wiedziała, że zaczynam wariować. Gdybyś się 
dowiedziała,  mogłabyś  się  bać,  że  cię  zarażę  czy  coś  w  tym 
rodzaju. 

A po co poszłaś do biura Arcadii i mojej biblioteki? 

Wiedziałam,  że  w  biurze  spędzałaś  dużo  czasu  ze 

swoją najlepszą przyjaciółką. Ja nigdy nie miałam przyjaciółki. 
Chciałam  wiedzieć,  jak  to  jest,  być  z  kimś  tak  blisko.  A  do 
biblioteki poszłam, bo chciałam poczuć twoją twórczą energię. 

Nikt  nigdy  nie  przyszedł  do  nas,  żeby  naprawić 

telewizor,  prawda?  -powiedziała  Zoe.  -  To  dlatego  nie 
potrafiłaś opisać tego człowieka. On  nie istniał. Chciałaś tylko 
dostać  klucze  do  mojego  mieszkania,  wejść  tam  i  wchłonąć 
trochę mojej energii. 

Chciałam  zobaczyć,  jak  to  jest  żyć  normalnie,  z 

mężczyzną.  -  Robyn  zaczęła  płakać.  -  Nigdy  nie  miałam 
odwagi  powiedzieć  żadnemu  mężczyźnie  prawdy  o  sobie. 
Chciałam  doświadczyć  tego,  co  się  czuje,  kiedy  się  kogoś 
kocha. 

Zoe spojrzała na komodę. 

Dlaczego zabrałaś zdjęcie i kubek? 

background image

 

306 

Pomyślałam, że przedmioty, które należały do ciebie, 

pomogą  mi  się  skoncentrować.  Nie  zabrałam  niczego 
wartościowego. 

To 

nie 

była 

kradzież. 

Przynajmniej 

niezupełnie.  Raczej  pożyczka.  Nie  sądziłam,  że  odczujesz  ich 
brak. 

To  ty  złamałaś  długopis  w  biurze  Arcadii  i  zbiłaś 

wazon w bibliotece.  

Przez  przypadek.  -  Rewolwer  znowu  zadrżał 

niebezpiecznie. - W obutych miejscach dostałam ataku. Wtedy 
musiałam zniszczyć długopis i wazon. 

Zoe  widziała,  że  Robyn  coraz  bardziej  się  denerwuje. 

Broń mogła w każdej chwili wypalić. 

Nie ma sprawy - powiedziała łagodnie. - Rozumiem. 

Nie, nie rozumiesz. - Robyn nagle się uspokoiła. - Bo 

jesteś silna. Nie masz pojęcia, co znaczy taki atak. 

Owszem,  mam.  Wyczuwam  to,  co  pozostaje  po 

twoich  atakach,  nawet  tu,  w  tym  pokoju.  W  Candle  Lake  też 
raz czy dwa czułam twoją energię  

Przyjechałam tu, bo chciałam  cię obserwować, uczyć 

się od ciebie. Ale teraz widzę, że to bez sensu. Nigdy nie będę 
tak silna, jak ty. 

Zabicie  mnie  nie powstrzyma twoich  ataków.  Robyn 

wydawała się zaskoczona tą uwagą. 

Oczywiście, że nie. 

Robyn, odłóż rewolwer. Chcę z tobą porozmawiać. 

Za  późno  na  rozmowy.  Nic  mi  już  nie  pomoże.  Nie 

powinnaś  była  tu  dzisiaj  przychodzić.  Właśnie  chciałam  to 
zrobić,  kiedy  usłyszałam,  jak  wchodzisz  przez  okno.  Gdybyś 
mi nie przeszkodziła, już byłoby po wszystkim. 

Zoe nagle pojęła, o czym mówiła Robyn. 

Robyn, posłuchaj... 

W drzwiach za Robyn pojawił się jakiś cień. Ethan wszedł 

bezszelestnie do pokoju, z rewolwerem w dłoni. 

background image

 

307 

Zoe zrobiła niemal niedostrzegalny ruch głową. Zrozumiał 

i zatrzymał się tuż za plecami Robyn. 

Żegnaj, Zoe - powiedziała Robyn. - Miałam nadzieję, 

że pewnego dnia zostaniemy przyjaciółkami, ale teraz wiem, że 
to  niemożliwe.  Po  co  taka  silna  osoba,  jak  ty  miałaby  się 
przyjaźnić z kimś tak słabym, jak ja? 

Robyn odwróciła rewolwer do siebie i otworzyła usta. 

Nie  -  powiedziała  Zoe  z  rozpaczą.  -  Proszę,  nie  rób 

tego. 

Tak będzie lepiej. Dopóki miałam nadzieję, że nauczę 

się  kontrolować  te  ataki,  jakoś  sobie  radziłam.  Ale  jest  coraz 
gorzej, Zoe. Nie mogę znieść myśli, że czeka mnie obłęd. 

Rozumiem.  Ale  proszę,  żebyś  tego  nie  robiła  przez 

wzgląd na mnie. -Zoe wstała powoli. - Proszę, nie rób tego. 

Powiedziałam  ci  już,  że  nie  mam  zamiaru  cię 

skrzywdzić. Nigdy nie miałam takiego zamiaru. 

Skrzywdzisz  mnie,  jeśli  się  zabijesz.  Nie  masz 

pojęcia,  jaka  to  dla  mnie  ulga  wiedzieć,  że  istniejesz.  Żałuję 
tylko,  że  nie  poznałam  cię  w  Candle  Lake.  Założę  się,  że  to 
McAllister  postarała  się  o  to,  żebyśmy  się  nigdy  nie  spotkały. 
Łatwiej było jej nami manipulować, kiedy sądziłyśmy obie, że 
jesteśmy same na świecie 

Nie  mogę  ci  pomóc,  Zoe.  Zaczynam  chorować 

psychicznie. 

Nie wiesz tego na pewno... 

Doktor McAllister powiedziała... 

McAllister  była  oszustką,  która  chciała  cię  tylko 

wykorzystać. Czy chociaż raz naprawdę cię zbadała? 

Próbowała wielu leków. 

Jeśli  były  to  te  same  leki,  które  wypróbowywała  na 

mnie, to na pewno nie miały ci one pomóc. Proszę, nie zabijaj 
się,  Robyn.  Bo  jeśli  to  zrobisz,  będę  się  już  zawsze 
zastanawiać, czy i mnie czeka taki koniec. Może pewnego dnia 
ja też włożę sobie rewolwer w usta. 

background image

 

308 

Nie - powiedziała Robyn. - Ty nigdy tego nie zrobisz. 

Jesteś silna. 

Jestem  tylko  człowiekiem.  Posłuchaj,  dobijmy  targu. 

Pozwól  się  zbadać  lekarzom,  może  zdołają  ustalić,  co 
powoduje te ataki. 

Kiedy  im  powiem,  że  słyszę  głosy  ze  ścian,  uznają 

mnie za wariatkę. Wyślą mnie z powrotem do Candle Lake. 

Nie pozwolę na to. Obiecuję. A jeśli chodzi o lekarzy, 

nie  powiemy  im  o  twoich  zdolnościach.  Powiemy  tylko,  że 
często  tracisz  przytomność.  Może  te  ataki  nie  mają  nic 
wspólnego  z  twoim  szóstym  zmysłem.  Jesteś  to  sobie  winna, 
zanim  postanowisz  zrobić  tak  ostateczny  nieodwracalny  krok. 
Jesteś to winna mnie, twojej przyjaciółce. 

W oczach Robyn błysnęła iskierka nadziei. 

Pójdziesz ze mną do tych lekarzy? 

Tak. Masz moje słowo. 

Robyn stała bez ruchu. 
Ethan  wyciągnął  rękę  i  delikatnie  wyjął  rewolwer  z  jej 

dłoni.  Wydawało  się,  że  nawet  tego  nie  zauważyła.  Ukryła 
twarz w dłoniach i zaczęła płakać. 

Zoe  przyciągnęła  ją  do  siebie  i  kołysała  lekko,  aż  łkania 

ustały.  Kiedy  Robyn  podniosła  głowę,  w  jej  oczach  były 
rezygnacja i głęboki smutek. 

Państwo  Shipley  zwolnią  mnie,  kiedy  się  dowiedzą, 

że  mogę  być  psychicznie  chora  i  że  byłam  w  Candle  Lake  - 
wyszeptała.  -  Będzie  mi  bardzo  brakować tej pracy.  Czuję,  że 
przyszłam na świat, by pracować w Casa de Oro. 

  
 

Rozdział 43 

 
 
Robyn będzie miała operację? -  Arcadia opuściła  malutką 

filiżankę z espresso. - Kiedy? 

background image

 

309 

Pojutrze  -  odparła  Zoe.  -  Ethan  i  ja  pojedziemy  do 

Phoenix, żebym mogła z nią być, kiedy się obudzi. 

Było tuż po dziesiątej. Na Fountain Square panował wielki 

tłok. Dzień był ciepły i słoneczny. 

Na pewno jest przerażona - wzdrygnęła się Arcadia. - 

Ja byłabym nieprzytomna ze strachu przed operacją mózgu. 

Robyn też się  boi,  ale bardziej  przerażała ją  myśl, że 

może  być  chora  psychicznie.  Byłam  z  nią,  kiedy  przynieśli 
wyniki  badań.  Zaczęła  płakać.  Szkoda,  że  nie  widziałaś  miny 
tego  lekarza,  kiedy  zrozumiał,  że  to  łzy  ulgi,  a  nie rozpaczy  z 
powodu diagnozy. 

Pewnie  nie  widział  dotąd  nikogo,  kto  by  płakał  z 

radości, kiedy usłyszał, że ma guza mózgu. 

Pewnie  nie.  Oczywiście,  nie  wyjaśniłyśmy  mu  w 

czym  rzecz.  Powiedziałyśmy  tylko,  że  bardzo  nam  ulżyło, 
kiedy okazało się, że guz można operować. 

Nie wspomniałyście o jej zdolnościach? 

Nie.  Kiedy  tylko  przeprowadzono  testy,  lekarz 

powiedział  nam,  że  jest  niemal  całkowicie  pewny,  iż  to  guz 
powoduje ataki. Przypuszcza, że był tam od dłuższego czasu. 

Jest łagodny? 

To  będzie  mógł  określić  dopiero  po  operacji,  kiedy 

zbadają  próbki,  ale  powiedział  nam,  że  ten  guz  ma  wszystkie 
cechy  wolno  rosnących  nowotworów,  które  zazwyczaj  łatwo 
usunąć. 

Osobiście  mam  pewne  wątpliwości,  kiedy  słyszę 

słowa  „operacja  mózgu"  i  „łatwy"  w  tym  samym  zdaniu,  ale 
cóż, wszystko jest względne. 

Operacja  wiąże  się  oczywiście  z  dużym  ryzykiem. 

Ale prawdę mówiąc teraz, kiedy przestała się martwić o swoje 
zdrowie psychiczne, Robbyn najbardziej boi się utraty pracy. 

Przyszła  na  świat,  by  pracować  w  Casa  de  Oro.  - 

Arcadia potrząsnęła głową. - Wyobraź sobie. 

background image

 

310 

Wiesz,  co  jest  naprawdę  przerażające?  Fakt,  że  ona 

jest  w tym  naprawdę  dobra.  Budynek  nigdy  dotąd  nie  był  tak 
zadbany,  wszystkie  mieszkania  są  zajęte.  -  Zoe  upiła  łyk 
herbaty.  -  Tak  czy  inaczej,  cieszę  się,  że  wkrótce  się  stamtąd 
wyprowadzimy. 

Treacher  obiecał,  że  w  końcu  przyśle  malarzy  do 

Nightwinds? 

Zaczęli  dzisiaj  o  siódmej  rano.  Ethan  pojechał 

sprawdzić, czy znowu nie nawalili. 

A co z kolorami? 

Ethan  stwierdził,  że  nie  zależy  mu  na  żadnym 

konkretnym  odcieniu.  -  Zoe  uśmiechnęła  się  szeroko.  -  Chce 
tylko, żeby remont się skończył i żebyśmy mogli wreszcie tam 
zamieszkać. 

 
Ściany  szpitala krzyczały.  Ale to normalne, przypomniała 

sobie Zoe. Nie zostanie tu długo. Na tym oddziale wizyty były 
ograniczone do minimum. 

W porządku? - spytał Ethan cicho. 

Weszli  na  korytarz,  przy  którym  znajdował  się  pokój 

Robyn. 

Wytrzymam - odparła Zoe. - Mam tylko nadzieję, że 

zdolności psychiczne Robyn wróciły do normy. 

Ethan  wzruszył  ramionami.  Zoe  bawiło,  że  traktował 

zdolności  psychiczne  Robyn  tak  samo,  jak  jej.  Akceptował 
fakt,  że  to  coś  niezwykłego,  ale  nie  odczuwał  potrzeby 
odwoływania się do metafizyki, by to wyjaśnić. 

Może  on  ma  rację,  pomyślała.  Kto  wie,  gdzie  kończy  się 

intuicja, a zaczynają paranormalne zdolności psychiczne? 

Zauważyła,  że  i  ją  samą  ta  kwestia  zajmowała  teraz 

znacznie mniej. 

Wczorajsza  operacja  Robyn  ciągnęła  się  bez  końca. 

Większość  tego  czasu  spędzili  na  patio  przed  poczekalnią, 

background image

 

311 

ponieważ  Zoe  nie  była  w  stanie  wytrzymać  energii 
utrzymującej się w ścianach szpitala. 

W  końcu pojawił  się chirurg  i  powiedział  im, że  operacja 

się udała. 

Ale kiedy kilka godzin później odwiedzili Robyn, okazało 

się, że ona wcale nie czuje się dobrze. 

Nic  nie  czuję  -  powiedziała  ze  łzami  w  oczach, 

kurczowo  ściskając  rękę  Zoe.  -  To  jest  szpital.  Powinnam 
wyczuwać wiele różnych wibracji, a nie czuję zupełnie nic. 

Przeszłaś  bardzo  poważną  operację,  na  litość  boską. 

Daj sobie trochę czasu. 

Zoe  miała  nadzieję,  że  się  nie  myli  i  że  Robyn  odzyska 

swoje zdolności,  ale prawda  była  taka,  że wszystko mogło  się 
zdarzyć. 

Jedno  tylko  było  pewne  -  Zoe  nie  miała  zamiaru  pytać 

chirurga  o  to,  c  z  y  traumatyczne  przeżycie,  jakim  j  e  s  t 
operacja  mózgu,  m  o  ż  e  mieć  wpływ  na  zdolności 
paranormalne  pacjentki.  Doktor  Grange  wydawał  się  dobrym 
człowiekiem  i świetnym  chirurgiem,  ale  nie każdy potrafi,  tak 
jak  Ethan,  odróżniać  to,  co  mało  prawdopodobne  od  tego,  co 
absolutnie niemożliwe. 

Zoe  i  Ethan  weszli  do  pokoju.  Robyn,  z  obandażowaną 

głową,  wsparta  na  poduszkach,  uśmiechnęła  się  do  nich 
szeroko.  Trudno  byłoby  chyba  znaleźć  drugą  kobietę,  która 
byłaby tak pogodna po operacji mózgu, pomyślała Zoe. Robyn 
z  pewnością  miała  wszystkie  cechy,  jakie  powinien  posiadać 
profesjonalny administrator nieruchomości. 

Poza tym Robyn nie była sama. Przy jej łóżku stało dwoje 

starszych,  siwowłosych  ludzi.  Mężczyzna  opierał  się  ciężko  o 
balkonik  na  kółkach,  kobieta  trzymała  w  ręku  laskę.  Na  jej 
palcach lśniły brylanty wielkości samochodowych reflektorów. 

Zoe,  Ethan  -  Robyn  skrzywiła  się  lekko,  próbując 

odwrócić głowę w ich stronę, ale jej oczy błyszczały wesoło. - 
Poznajcie państwa Shipley. To właściciele Casa de Oro. 

background image

 

312 

Bardzo  mi  miło.  -  Pani  Shipley  z  wdziękiem  skinęła 

głową. 

Właśnie  mówiliśmy  Robyn,  żeby  nie  martwiła  się  o 

swoją pracę w Casa de Oro - powiedział pan Shipley. - Będzie 
na nią czekała. 

Wczoraj kazaliśmy naszemu szoferowi zawieźć się do 

Whispering Springs, żeby rzucić okiem na budynek - oznajmiła 
pani  Shipley.  -  Nie  wierzyliśmy  własnym  oczom.  Co  za 
wspaniała  zmiana.  Myśleliśmy  o  tym,  żeby  pozbyć  się  tego 
domu,  ale  teraz  nie  ma  już  o  tym  mowy.  Robyn  jest 
zdecydowanie  najlepszym  administratorem,  jaki  kiedykolwiek 
pracował w Casa de Oro. Nie chcemy jej stracić. 

Jestem  pewien,  że  zwłaszcza  pan  Hooper  nie  będzie 

się posiadał z radości, kiedy to usłyszy - odparł Ethan. 

Na  korytarzu  rozległy  się  kroki.  Zoe  odwróciła  głowę  i 

zobaczyła bukiet tak wielki, że ledwo zmieścił się w drzwiach. 
Mężczyzna,  który  go  trzymał,  wyglądał  nieśmiało  znad 
kwiatów, jakby nie był pewny, czy jest tu mile widziany. 

O wilku mowa - mruknął Ethan. 

Eee...  Dzień  dobry.  -  Gość  wszedł  niezgrabnie  do 

małego pomieszczenia i postawił wazon na parapecie okna. 

Pan  Hooper.  -  Robyn  uśmiechnęła  się  promiennie.  - 

Przyjechał  pan  aż  z  Whispering  Springs,  żeby  się  ze  mną 
zobaczyć? 

Ja...  eee...  dowiedziałem  się,  że  przeszła  pani 

operację.  Nie  wiedziałem,  że  była  pani  chora.  -  Hooper 
skrzywił się lekko. - Kilka lat temu sam miałem dość poważną 
operację,  więc  wiem,  jak  to  jest.  -  Wskazał  ręką  gigantyczny 
bukiet.  -  Pomyślałem,  że  może  kwiaty  sprawią  pani 
przyjemność. 

Są  piękne.  Nigdy  nie  dostałam  od  nikogo  kwiatów. 

Nie wiem, co powiedzieć. Dziękuję. 

Hooper uśmiechnął się, wyraźnie zadowolony. 

No tak. Bardzo się cieszę, że się pani podobają.  

background image

 

313 

Zoe chrząknęła. 

Jak się dzisiaj czujesz? - zapytała.  

Robyn skrzywiła się, ale widać było, że bardzo jej ulżyło. 

Wszystko  jest  jak  dawniej,  tak  jak  mówiłaś.  - 

Spojrzała  wymownie  na  przeciwległą  ścianę.  -  Nie  mogę  się 
już doczekać chwili, kiedy stąd wyjdę. 

Rozumiem - zaśmiała się Zoe. 

 
 

Rozdział 44 

 
 
Singleton oparł  się o  ladę i  spojrzał na Jeffa  i Theo. Obaj 

chłopcy mieli bardzo poważne miny. 

O co chodzi? 

Uważamy,  że  powinieneś  umówić  się  z  mamą  na 

randkę - powiedział Theo. 

Tak.  -  Jeff  zmarszczył  czoło  w  wyrazie  skupienia.  - 

Mógłbyś zaprosić ją do kina czy coś. 

Singleton zastanawiał się nad tym przez dłuższą chwilę. 

Na pewno? 

Tak - wtrącił  się Theo. - Możesz zabrać nas ze sobą, 

jak chcesz. Moglibyśmy przedtem pójść gdzieś na pizzę. 

Nie  bądź  głupi  -  skarcił  go  Jeff.  -  Jeśli  pójdziemy  z 

nimi, to nie będzie prawdziwa randka. 

Dlaczego nie? - spytał Theo. 

Bo cały czas chodzimy z nimi na pizzę, a to wcale nie 

są randki -wyjaśnił Jeff. 

Aha.  -  Theo  nie  zmartwił  się  specjalnie.  -  No  to 

możemy iść na pizzę z wujkiem Ethanem i Zoe. 

W  księgarni  zrobiło  się  jakby  jaśniej.  Światło  i  ciepło 

wypełniły małe pomieszczenie, rozpraszając smutek. 

Singleton  zdał  sobie  nagle  sprawę,  że  uśmiecha  się  od 

ucha do ucha jak idiota, ale nie przeszkadzało mu to. 

background image

 

314 

Dla mnie bomba - powiedział. 

 
Zoe  stała  pośrodku  wielkiej,  białej  sypialni.  Musiała 

przyznać,  że  po  zakończeniu  prac  pomieszczenie  robiło 
wrażenie i było na swój sposób piękne. 

Gratuluję,  Lindsey,  stworzyłaś  naprawdę  niezwykły 

pokój. Tchnie spokojem i harmonią. 

Lindsey nieruchomo stała w drzwiach. 

Ale nie jest w twoim stylu, prawda? 

Zoe odwróciła się do niej. 

Nie,  ale  to  nie  znaczy,  że  nie  potrafię  docenić 

artyzmu, kiedy go widzę. 

Mówisz poważnie? - spytała Lindsey. 

Masz prawdziwy talent - powiedziała Zoe szczerze. - 

Poza  tym  myślę,  że  to  ty  jesteś  właściwym  projektantem  dla 
Tabithy. To jej styl. Ale nie mój, więc postanowiłam, że jednak 
nie przedstawię jej mojego projektu. 

Lindsey poruszyła się niespokojnie. 

Obie wiemy, że mogłabyś dać jej to, czego oczekuje. 

Jesteś  profesjonalistką.  To,  co  robisz  dla  klienta,  nie  musi 
podobać się tobie prywatnie. 

W  zasadzie  masz  rację.  Ale  z  Tabithą  jest  inaczej. 

Ona  oczekuje  stworzenia  bardzo  szczególnej energii  w  swoim 
domu,  zwłaszcza w sali do  medytacji.  Ty chyba rozumiesz  jej 
potrzeby  lepiej  niż  ja. - Zoe wzruszyła ramionami. - Poza tym 
będę  teraz  miała  pełne  ręce  roboty.  Kilku  architektów,  którzy 
oglądali  wczoraj  pokazowy  dom,  chce,  żebym  spotkała  się  z 
ich klientami. 

Lindsey odprężyła się trochę i pokiwała głową. 

Mój  projekt  też  doczekał  się  wczoraj  pozytywnego 

odzewu. 

Wygląda  na  to,  że  warto  było  włożyć  w  to  trochę 

wysiłku. - Zoe spojrzała na zegarek i ruszyła w stronę drzwi. - 

background image

 

315 

Wybacz,  muszę  już  iść.  Obiecałam  mężowi,  że  spotkam  się  z 
nim na lunchu. 

Zaczekaj, Zoe. 

O co chodzi? 

Lindsey przez chwilę sprawiała wrażenie osoby, która nie 

bardzo wie, co chce powiedzieć. 

Uważam, że twoja biblioteka jest naprawdę wspaniała 

–  mruknęła  w  końcu.  -  Myliłam  się  co  do  tych  intensywnych 
kolorów. W tym pokoju wyglądają świetnie. 

Zoe  czuła,  że  to  wyznanie  musiało  ją  wiele  kosztować. 

Lindsey chciała być miła. a to się liczyło. 

Dzięki.  

Przykro  mi,  że  nasza  znajomość  tak  niefortunnie  się 

zaczęła - ciągnęła Lindsey. - Chodzi o to, że ten projekt i praca 
dla Tabithy są dla mnie bardzo ważne. 

Nie ma problemu. 

Kiedyś  ta  praca  była  dla  mnie  tylko  sposobem  na 

spędzenie  czasu.  Byłam  modna,  bo  poślubiłam  człowieka, 
który  był  kimś  w  Los  Angeles.  -  Lindsey  skrzywiła  się 
szyderczo.  -  Ludzie  ustawiali  się  w  kolejce,  żeby  mu  się 
podlizać. 

Rozumiem. 

Lubiłam projektować wnętrza, ale nie musiałam się z 

tego  utrzymywać.  Była  to  tylko  jedna  z  tych  rzeczy,  którymi 
wypadało  zajmować  się  kobiecie  z  mojego  środowiska. 
Niektóre  organizowały  przyjęcia.  Ja  projektowałam  wnętrza 
domów gwiazd filmowych. 

Lindsey... 

Ale po  rozwodzie  straciłam  wszystko.  Opuścili  mnie 

wszyscy  ważni  klienci.  Nagle  stałam  się  nikim,  bo  nie  byłam 
już żoną człowieka, któremu warto było się podlizywać. Wtedy 
zdałam  sobie  sprawę,  że  jeśli  chcę  czegoś,  co  będzie  tylko 
moje, będę musiała stworzyć to sama, od zera. -Zacisnęła usta. 
-  Postanowiłam  udowodnić  sobie,  że  potrafię  zacząć  nowe 

background image

 

316 

życie,  bez  męża  i  jego  wpływów.  Ciągle o tym  myślałam.  Bo 
nie byłam pewna, czy zdołam tego dokonać. 

A dlaczego postanowiłaś osiedlić się właśnie tutaj? 

Chciałam  zacząć  od  nowa  gdzieś,  gdzie  nie  sięgają 

wpływy  mojego  byłego  męża  i  jego  przyjaciół.  Uwielbiam 
pustynię.  Więc  zamknęłam  oczy,  położyłam  palec  na  mapie  i 
oto jestem. 

Witaj w klubie - uśmiechnęła się Zoe. - Ci, których tu 

poznałam,  przyjechali  do  Whispering  Springs,  żeby  zacząć 
wszystko  od  początku.  To  miejsce  bardzo  dobrze  się  do  tego 
nadaje. A ty na pewno świetnie sobie poradzisz. 

 
 

Rozdział 45 

 
 
Pięknie odrestaurowany  dom  Waltera  Kirwana roił się od 

ważnych 

osobistości 

Whispering 

Springs, 

członków 

Towarzystwa  Historycznego,  wykładowców  literatury  i 
miłośników jego twórczości. 

Drzwi prowadzące na patio zostały otwarte, by umożliwić 

wstęp dziennikarzom, fotoreporterom i ekipie telewizyjnej.  

Zoe  stała  z  Bonnie,  Arcadią,  Harrym  i  Singletonem  w 

kącie sali. Jeff zdołał się wcisnąć do pierwszych rzędów. Theo 
siedział na ramionach Singletona. Zoe tylko od czasu do czasu 
widziała  Ethana,  który  stał  w  drugim  końcu  długiego  pokoju, 
przy kominku, wraz z Palomą Santaną. 

Miał  na  sobie  czarne  spodnie  i  koszulę  w  kolorze  khaki. 

Wydawał  się  lekko  rozbawiony  szumem,  jaki  wytwarzały 
wokół  niego  media.  Zoe  przesłała  mu  dłonią  pocałunek. 
Mrugnął do niej w odpowiedzi. 

Proszę  państwa  o  uwagę  -  powiedziała  Paloma 

Santana głośno. 

background image

 

317 

Wszyscy  ucichli  i  odwrócili  się  w  jej  stronę.  Zoe 

zauważyła  Nelsona  Radnora  i  jego  żonę,  którzy  zdołali  się 
jeszcze  wcisnąć  do  zatłoczonej  sali.  Nelson  obejmował  Darię 
ramieniem, a ona wyglądała na bardzo szczęśliwą. 

Miło mi powitać państwa w domu Waltera Kirwana – 

powiedziała  Paloma  do  mikrofonu.  -  Dzięki  wysiłkom  wielu 
członków  naszej  społeczności  dom  został  przywrócony  do 
stanu, w jakim się znajdował, kiedy Walter Kirwan mieszkał w 
nim  i  tworzył.  Zanim  wyjawię  państwu  rozwiązanie  zagadki, 
która  łączy  się  z  tym  miejscem,  chciałabym  prosić  profesora 
Cottingtona,  historyka  literatury  specjalizującego  się  w 
twórczości Waltera Kiwana, o przedstawienie kilku faktów. 

Profesor  Cottington,  wykładowca  akademicki  w  każdym 

calu,  stanął  przy  mikrofonie  i  przez  kilka  bardzo  nudnych 
minut  opowiadał  o  wielkim  wkładzie  twórczości  Kirwana  w 
literaturę  światową.  W  końcu  przeszedł  do  bardziej 
ekscytujących spraw. 

Przyczyna  śmierci  Waltera  Kirwana  od  lat  była 

przedmiotem spekulacji, plotek i domysłów - powiedział. - Ale 
największą  zagadkę  stanowiło  zaginięcie  jego  ostatniego 
rękopisu,  zwłaszcza  dla  tych,  którzy  poświęcili  się  badaniu 
twórczości  Kirwana.  Wszystkich  nas  najbardziej  intrygowała 
możliwość,  że  rękopis  ten  nie  uległ  zniszczeniu,  lecz  został 
skradziony tej samej nocy, kiedy zmarł jego autor. Wszyscy też 
jesteśmy  ciekawi,  czy  Ethan  Truax,  prywatny  detektyw,  nie 
posiadający  wiedzy  z  zakresu  twórczości  tego  pisarza  ani 
literatury  amerykańskiej  w  ogóle,  zdoła  rozwikłać  zagadkę, 
która dręczyła dwa pokolenia naukowców i kolekcjonerów. 

Co  za  tupet,  pomyślała  Zoe  ze  złością.  Jak  on  śmie 

przedstawiać 

Ethana 

jako 

jakiegoś 

przygłupa 

bez 

wykształcenia. 

Spokojnie, dziewczyno - mruknęła Arcadia. 

Ethan  wyszedł  na  środek,  zupełnie  niewzruszony 

deprecjonującą uwagą profesora. 

background image

 

318 

Istniały  tylko  trzy  możliwości  -  zaczął  swobodnie.  - 

Pierwsza  to  taka,  że  rękopis  został  skradziony  a  następnie 
sprzedany  jakiemuś  prywatnemu  kolekcjonerowi.  Odrzuciłem 
tę  możliwość,  gdyż  mój  współpracownik,  Singleton  Cobb, 
antykwariusz i ekspert w dziedzinie starych i rzadkich książek, 
zbadał  bardzo  dokładnie  czarny  rynek  kolekcjonerski  i  nie 
natknął się na żaden ślad tego rękopisu. 

Ethan  skinął  głową  w  stronę  Singletona.  Wszyscy 

odwrócili  się,  by  spojrzeć  na  łysego  chudzielca  z  dzieciakiem 
na ramionach. Singleton  uśmiechnął  się  i poczerwieniał. Theo 
natomiast spuchł z dumy. 

Profesor  Cottington  zmarszczył  brwi.  Masz  za  swoje,  ty 

zarozumiały 

nudziarzu, 

pomyślała 

Zoe. 

Cottington 

najwyraźniej  nie  przypuszczał,  że  w  Whispering  Springs 
mieszka znawca starych książek. 

Istniała  też  możliwość  -  ciągnął  Ethan  -  że  Kirwan 

spalił  rękopis  tuż  przed  śmiercią.  Mogły  na  to  wskazywać 
słowa,  jakie  skierował  do  swojej  służącej.  Większość 
historyków  literatury,  w  tym  także  obecny  tu  profesor 
Cottington,  zakładała,  że  to  najbardziej  prawdopodobne 
rozwiązanie zagadki. 

Cottington zrobił mądrą minę i z powagą pokiwał głową. 

Problem  w  tym  -  powiedział  Ethan  -  że  gospodyni 

Kirwana,  Maria  Torres,  wielokrotnie  wspominała  swojej 
rodzinie,  iż  następnego  ranka  w  kominku  nie  było  popiołu, 
który  z  pewnością  pozostałby  po  spaleniu  kilkuset  kartek 
papieru.  Przeciwnie,  twierdziła,  że  nic  nie  wskazywało  na  to, 
by tego wieczoru palił się tam ogień. 

Profesor  Cottington  znowu  zmarszczył  siwe  brwi  w 

wyrazie rozdrażnienia i chrząknął głośno. 

Chciałbym  przypomnieć  wszystkim  tu  obecnym,  że 

nigdy  nie  sprawdzono  wersji  gospodyni  Kirwana,  jej 
prawdomówność uznano za wątpliwą. 

background image

 

319 

Teraz  Paloma  Santana  zmarszczyła  brwi,  ale  się  nie 

odezwała. 

Maria Torres jest idealnym świadkiem - odparł Ethan. 

-  Pracowała dla  Kirwana przez wiele  lat. Ufał  jej, a ci,  którzy 
znali  ją  najlepiej,  utrzymywali,  że  była  to  uczciwa,  ciężko 
pracująca kobieta. Wierzyli jej bez zastrzeżeń. 

Wiedziała,  że  Kirwan  ujął  ją  w  swoim  testamencie  - 

prychnął Cottington. - Miała odziedziczyć dom. 

Jak  wszyscy  wiemy,  testament  obalono  i  Maria 

Torres  nie  dostała  nic  -  powiedział  Ethan.  -  Ale  to  nie  należy 
do  sprawy.  W  każdym  razie,  nawet  jeśli  to  założenie  jest 
słuszne,  Marii  Torres  zależałoby  tylko  na  tej  rezydencji. 
Rękopis  na  nic  by  się  jej  nie  przydał.  Gdyby  go  wzięła,  na 
pewno by go sprzedała. 

Cottington spojrzał na niego gniewnie. 

Do jakich więc doszedł pan wniosków, Truax?  

Uważam, że rękopis ciągle znajduje się w tym domu. 

Wszyscy wstrzymali oddech. Profesorowi opadła szczęka. 

Bonnie zachichotała cicho. 

Ethan wyciągnął z kieszeni dwa długie śrubokręty. 

Będę  potrzebował  pomocy,  chciałbym  więc  poprosić 

o  nią  innego  prywatnego  detektywa  działającego  w  tym 
mieście,  Nelsona  Radnora.  Nelson?  Mógłbyś  tu  podejść? 
Razem pójdzie nam to szybciej. 

Zoe  spojrzała  na  Radnora,  który  był  kompletnie 

zaskoczony propozycją. Ale zaraz doszedł do siebie. 

Z  przyjemnością.  -  Zdjął  rękę  z  ramion  Darii  i 

przecisnął się przez tłum. - Co masz zamiar zrobić? 

Kiedy  odrzuciłem  dwie  wspomniane  możliwości, 

pojąłem, że Kirwan istotnie włożył rękopis do kominka, ale nie 
do  ognia,  jak  wszyscy  zakładali.  -  Ethan  wręczył  jeden 
śrubokręt  Nelsonowi.  -  Ja  zajmę  się  lewą  stroną,  a  ty  prawą. 
Ostukamy wszystkie kamienie.  

background image

 

320 

Nelson  uniósł  jedną  brew,  ale  nic  nie  powiedział,  tylko 

kiwnął głową.  W  sali  zapanowało wielkie poruszenie.  Kamery 
podjechały bliżej. Dziennikarze zaczęli zadawać pytania. 

Sądzi  pan,  że  w  kominku  znajduje  się  schowek?  - 

spytał  reporter  z  „Whispering  Springs  Herald",  wyciągając  w 
stronę Ethana rękę z mikrofonem. 

Myślę, że to jedyne wyjaśnienie sprawy, które pasuje 

do wszystkich znanych nam faktów. 

Ostukał  już  część  kamieni.  Wszystkie  przy  uderzeniu 

wydawały  głuchy  odgłos  litej  skały.  Nelson  z  drugiej  strony 
robił to samo, z podobnym rezultatem. 

Ethan przesunął się trochę i uderzył w wielki szary kamień 

tuż  obok  ciężkiego,  drewnianego  gzymsu  kominka.  W 
przeciwieństwie  do  innych,  ten  kamień  wydał  taki  dźwięk, 
jakby był w środku pusty. 

W sali zapadła cisza. 
Nelson przestał stukać i spojrzał na Ethana. 

To zabrzmiało inaczej. 

Obejrzyjmy ten kamień. - Ethan przesunął palcami po 

jego  krawędzi.  -  Założę  się,  że  gdzieś  tu  jest  mechanizm 
uruchamiany sprężyną. A co ty o tym sądzisz, Radnor? 

Myślę,  że  to  bardzo  prawdopodobne -  odparł  Nelson 

z  uśmiechem.  Ethan  przez  chwilę  obmacywał  kamień  ze 
wszystkich stron. W końcu sięgnął pod gzyms. 

Oto jest - powiedział cicho.  

Rozległ  się krótki  chrzęst  i  kamień  powoli  odsunął  się  na 

bok, ukazując wnętrze skrytki. 

Wujku  Ethanie!  Patrz!  -  krzyknął  stojący  w 

pierwszym rzędzie Jeff. - Tam coś jest! 

Wszyscy zaczęli klaskać,. Dziennikarze tłoczyli się wokół 

kominka. Profesor Cottington stał obok, osłupiały. 

Ethan sięgnął do schowka i bardzo ostrożnie wyjął z niego 

obciągniętą  skórą  skrzynkę.  Postawił  ją  na  biurku  Kirwana  i 
spojrzał na Palomę. 

background image

 

321 

Czy  pani  burmistrz  zechce  się  tym  zająć?  Paloma 

uśmiechnęła się szeroko. 

Z  przyjemnością.  Otworzyła  skrzynkę  i  podniosła 

wieko.  Przez  kilka  sekund  patrzyła  na  jej  zawartość.  Potem, 
bardzo delikatnie wyjęła z niej gruby plik kartek. -  Nad 
kanionem - przeczytała głośno. 

Przez salę przebiegł pomruk podziwu. 

Tu  są  dwa  rękopisy  -  oznajmiła  Paloma.  Sięgnęła 

ponownie do skrzynki, wyjęła drugi plik papieru i spojrzała na 
tytuł. - Pustynny świt, Walter Kirwan. 

Nie wierzę - ryknął Cottington - Proszę pokazać mi te 

rękopisy. 

Proszę bardzo, profesorze. - Paloma wręczyła mu oba 

pliki. 

Cottington obejrzał je podejrzliwie. 

Trzeba  będzie  dowieść  ich  autentyczności.  Zbadać 

papier, atrament, charakter pisma. 

Oczywiście - zgodziła się Paloma. 

Stopniowo niedowierzanie i złość Cottingtona zmieniły się 

w radosny zachwyt. 

Jeśli  te  rękopisy  są  autentyczne  -  wyszeptał  -  to 

jesteśmy świadkami wydarzenia, które nie miało precedensu w 
historii  literatury  amerykańskiej.  To  wspaniała  chwila. 
Wspaniała. 

 
Tego wieczoru całą paczką poszli  na pizzę. Tuż przedtem 

Zoe obejrzała  z Ethanem  wiadomości  i  ciągle  gotowała  się  ze 
złości. 

Nie  mogę  uwierzyć,  że  lokalna  stacja  cytowała 

głównie  profesora  Cottingtona  -  powiedziała.  -  Nie  musieli 
poświęcać  mu  aż  tyle  uwagi.  Mogli  zacytować  to,  co  ty 
mówiłeś,  Ethan.  A  pokazali  tylko,  jak  opukujesz  kominek  z 
Nelsonem. 

background image

 

322 

Właśnie - przytaknął Theo z pełnymi ustami. - Prawie 

wcale nie pokazali wujka Ethana. 

Dlaczego  w  ogóle  pozwolili  mu  tyle  gadać?  -  spytał 

Jeff. - To nie on odnalazł rękopis.  

Ethan nałożył sobie kawałek pizzy na talerz. 

Chwała to rzecz ulotna. 

Co to jest chwała? - spytał Jeff. - Dokąd ona leci? 

Nieważne 

mruknął 

Ethan. 

To 

bardzo 

skomplikowane.  Bonnie  spojrzała  na  niego  z  drugiej  strony 
stołu. 

No  dobrze,  muszę  cię  o  to  zapytać.  Nie  zostawiłeś 

tego wielkiego odkrycia na ostatnią chwilę, prawda? 

Jestem  detektywem,  nie  magikiem  -  odparł  Ethan.  - 

Oczywiście  nie  ryzykowałbym  fiaska.  Dostałem  klucz  od 
Palomy  i  poprzedniego  wieczoru  pojechałem  z  Zoe  do  domu 
Kirwana.  Postukaliśmy  trochę  i  okazało  się,  że  mamy 
szczęście. 

Ethan  często  rozwiązuje  stare  zagadki,  więc  chyba 

nikogo  nie  zdziwiło,  że  odnalazł  rękopis  -  powiedziała  Zoe.  - 
Ja  odkryłam  ten  drugi  w  skrzynce  i  zupełnie  osłupiałam. 
Pomyślcie,  jakie to ma znaczenie dla amerykańskiej literatury. 
Nie jedna, lecz dwie niepublikowane dotąd książki Kirwana. 

Harry zastanawiał się nad tym przez chwilę. 

Myślicie, że są autentyczne? 

Ethan wzruszył ramionami. 

Musimy pozostawić tę kwestię ekspertom, ale sądząc 

z  kurzu,  który  zebrał  się  w  skrytce,  nikt  jej  nie  otwierał  od 
dnia, kiedy zmarł Kirwan. 

Więc Kirwan zmarł z przyczyn naturalnych? 

Ethan kiwnął głową. 

To oczywiste. Gdyby Maria go otruła, zrobiłaby coś z 

rękopisem.  Wiedziała,  że  ma  wielką  wartość.  Próbowałaby 
przynajmniej sprzedać go jego agentowi. 

background image

 

323 

Chyba że Kirwan ukrył go, zanim stracił przytomność 

po spożyciu trucizny - mruknął Harry. - Maria najwyraźniej nie 
wiedziała o skrytce. 

Ethan potrząsnął głową. 

Przejrzałem  ten  rękopis  z  Zoe.  Kirwan  zaznaczył 

zmiany na czerwono i wpisał obok nich datę. B y ł to dzień j e 
g  o  śmierci.  Wygląda  na  to,  że  spędził  wiele  godzin  nad  tą 
książką,  zanim  ją  ukrył.  Maria  Torres  była  gospodynią,  a  nie 
zawodowym zabójcą. Większość trucizn, do jakich mogła mieć 
dostęp w owym  czasie,  zadziałałaby  bardzo  szybko.  Poza tym 
trucizny  te  pozostawiłyby  po  sobie  wyraźne  ślady,  które  z 
pewnością zostałyby zauważone przez policję. 

Więc  Maria  Torres  została  oczyszczona  z  wszelkich 

zarzutów - powiedział Harry. 

Tak,  ale  coś  mi  mówi,  że  profesor  Cottington  ma 

zamiar  sobie  przypisać  całą  zasługę  odnalezienia  rękopisu  - 
prychnęła Zoe.  

Singleton zachichotał. 

I  co  z  tego?  Ethan  zaskarbił  sobie  wdzięczność  pani 

burmistrz,  coś  czuję,  że  na  dłuższą  metę  przyda  mu  się  to 
bardziej niż wzmianka w podręcznikach historii. 

Wykonałem  tylko  swój  obywatelski  obowiązek  - 

mruknął Ethan. 

Zoe spojrzała na przyjaciół. 

Nie,  żebym  chciała  zmienić  temat,  ale  Treacher 

obiecał mi dziś rano, że jego ludzie skończą kuchnię i salon w 
Nightwinds jeszcze w tym tygodniu. Co powiecie na uroczystą 
kolację z okazji Święta Dziękczynienia w naszym domu? 

Propozycja spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem. 
Ethan  spojrzał  Zoe  w  oczy  i  uśmiechnął  się  do  niej.  Ona 

także  się  do  niego  uśmiechnęła.  Był  pewny,  że  wyczuł  w 
powietrzu wibracje pozytywnej energii. 

background image

 

324 

Po kolacji Singleton odwiózł Bonnie i chłopców do domu. 

Arcadia  i  Harry  oznajmili,  że  resztę  wieczoru  spędzą  w  barze 
Last Exit. Ethan wsiadł do samochodu i spojrzał na Zoe. 

Może pojedziemy do Nightwinds i zobaczymy, czego 

dzisiaj dokonali nasi malarze? 

Dobrze. 

Wielki  dom  stał  skąpany  w  świetle  księżyca.  Ethan 

zatrzymał samochód i wysiadł. 

Razem  weszli  do  środka  i  ruszyli  w  stronę  kuchni  po 

rozłożonej na podłodze folii. 

Zobacz - powiedziała Zoe - skończyli. - Spojrzała na 

niego  rozjaśnionym  wzrokiem.  -  Co  teraz  sądzisz  o  tym 
kolorze? 

Ethan  stał  w  drzwiach  i  rozglądał  się  po  świeżo 

pomalowanej kuchni. 

Poczuł  dziwne  mrowienie  na  karku.  Trwało  to  tylko 

ułamek  sekundy,  ale  mógłby  przysiąc,  że  w  ciągu  tego 
krótkiego czasu naprawdę miał przed oczami tę scenę. 

Zobaczył siebie, jedzącego śniadanie z Zoe przy stole pod 

oknem.  Siedziała  z  nimi  dwójka  dzieci,  chłopczyk  i 
dziewczynka.  Ich  rysunki  wisiały  na  drzwiach  lodówki 
przyczepione  magnesami.  W  kuchni  panowała  atmosfera 
miłości i spokoju. 

Wizja  zniknęła,  ale Ethan  czuł  w głębi serca,  że  choć nie 

posiada  żadnych  paranormalnych  zdolności,  dane  mu  było 
spojrzeć w przyszłość. 

Ten  kolor  wygląda  tu  bardzo  ładnie  -  powiedział.  - 

Wiedziałem, że tak będzie. W końcu jesteś profesjonalistką. 

Ha!  -  Zoe  zarzuciła  mu  ręce  na  szyję.  -  Przyznaj,  że 

miałeś wątpliwości. 

No  dobrze,  może  na  początku  miałem  pewne 

wątpliwości  co  do tego koloru.  - Ethan  ujął  jej  twarz w swoje 
dłonie. - Ale nie mam żadnych wątpliwości co do nas. 

background image

 

325 

W  uśmiechu  Zoe  było  tyle  miłości,  że  mogłaby 

wystarczyć im do końca życia. 

Ja też nie - odparła.