background image
background image

DIANA PALMER

RODEO

Tytuł oryginału: That Burke Man

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Todd Burke usiadł pewniej na rozklekotanym krześle i zaczął przyglądać się 

uwaŜnie otoczonemu barierką placowi, na którym odbywało się rodeo. Poprawił na 

głowie stetsona, a następnie zerknął na buty i nogawki spodni. Nie pomyślał o tym, Ŝe 

rodeo to nie kościół. Od wielu lat nie pracował u ojca, a ostatnie występy jeździeckie 

Cherry teŜ juŜ poszły w zapomnienie.

Myśl o córce sprawiła mu wyraźną przyjemność. Ta dziewczyna naprawdę 

nieźle radziła sobie z koniem. Brakowało jej tylko pewności siebie. Była Ŝona Todda 

nie pochwalała tej nagłej pasji. Ale Todd był dumny z córki. Dzięki niej z mniejszą 

przykrością wspominał swoje małŜeństwo zakończone sześć lat temu szybkim 

rozwodem. Sąd przyznał mu wówczas opiekę nad Cherry, poniewaŜ Marie i jej nowy 

mąŜ byli zbyt pochłonięci interesami, Ŝeby zająć się dziewczynką.

Obecnie Cherry była czternastoletnią pannicą i od czasu do czasu mogła mu 

nawet pomóc w prowadzeniu firmy komputerowej. Jednak Todd często czynił sobie 

wyrzuty, Ŝe nie poświęca córce dostatecznie duŜo czasu i uwagi. CóŜ, był przecieŜ 

dyrektorem firmy i nie mógł wszystkiego zrzucać na podwładnych.

background image

Ale praca nudziła go coraz bardziej. Miał juŜ za sobą najtrudniejszy, ale 

jednocześnie najciekawszy okres. Zarobił miliony i teraz pozostawało mu odcinanie 

kuponów od tego, co wypracował wcześniej. Miał nadzieję, Ŝe parotygodniowy urlop 

w czasie wakacji Cherry pozwoli mu znaleźć coś nowego, ekscytującego w jego Ŝyciu 

i pracy, jednak szybko stwierdził, Ŝe juŜ samo myślenie o tym za bardzo go nuŜy. 

Teraz czekał niecierpliwie na występ córki. Przyjechali do Jacobsville, poniewaŜ miał 

tu wystąpić ulubiony jeździec Cherry. Zresztą miasteczko połoŜone było niedaleko 

Victorii, gdzie znajdowała się teksaska siedziba firmy. Nie planowali udziału 

dziewczynki w konkursie. Córka spytała pod wpływem nagłego impulsu, czy moŜe 

wystąpić, a on w końcu się zgodził. Nie liczyli na wiele, poniewaŜ poziom rodeo był 

wysoki, a Cherry mogła co najwyŜej uchodzić za zdolną amatorkę.

Głos spikera wyrwał go z zamyślenia. Usłyszał swoje nazwisko, a następnie 

zobaczył postać w kapeluszu z szerokim rondem. Przez moment miał wraŜenie, Ŝe to 

on sam wyjechał na arenę. Cherry miała podobną sylwetkę, zwłaszcza teraz, kiedy 

siedziała pochylona na koniu. Todd obserwował jej przejazd i serce w nim zamarło. 

Cherry popełniała podstawowe błędy. Oboje wiedzieli, Ŝe nie wygra rodeo, ale Todd 

liczył po cichu na to, Ŝe przynajmniej nie będzie ostatnia.

AleŜ to kompromitujące 

usłyszał jakiś Ŝeński głos. 

Ta dziewczyna nigdy 

nie będzie dobra. Wprawdzie zupełnie nieźle trzyma się na koniu, ale po prostu nie 

potrafi jeździć. Czegoś jej brakuje.

Todd wzdrygnął się na dźwięk tego głosu. Dosłyszał w nim poczucie 

wyŜszości, którego tak nie znosił. Zwłaszcza jeśli ktoś mówił o jego córce. Szybko 

teŜ obejrzał się, Ŝeby sprawdzić, kto pozwala sobie na podobne uwagi. Kiedy w końcu 

dostrzegł tę kobietę, jego serce zabiło mocniej.

Piękna wysoka blondynka, która tak obcesowo potraktowała umiejętności 

Cherry, zaczęła mówić o sobie towarzyszącemu jej męŜczyźnie. Stwierdziła, Ŝe czuje 

się świetnie i Ŝe jest u szczytu formy. Nawet noga doskwiera jej mniej niŜ zwykle. 

Oczywiście będzie musiała uwaŜać na plecy, ale to juŜ drobnostka. NajwaŜniejsze, Ŝe 

znów pokaŜe się na rodeo.

Oparła się o barierkę i raz jeszcze spojrzała na Cherry. Dziewczynka 

wykonywała zwrot. Zachowywała się tak, jakby usłyszała jej uwagę i to speszyło ją 

jeszcze bardziej. Jane zrobiło się głupio. Młodociana zawodniczka najwyraźniej bała 

się gwałtownych manewrów. Powiedziała o tym stojącemu obok kowbojowi, a on 

skinął głową. Ta Chenny czy Cherry musiała być nowicjuszką, poniewaŜ Jane nigdy 

background image

nie słyszała jej nazwiska, a przecieŜ od wielu lat brała udział (i wygrywała!) w 

róŜnych zawodach.

Jane nie miała ochoty na dalsze obserwacje. Postanowiła rozprostować nogi. 

Skierowała się więc do wyjścia, nie rozglądając się dokoła. Nagle na jej drodze 

pojawił się ubłocony męski but. Podniosła wzrok, Ŝeby sprawdzić, co się dzieje. 

Dostrzegła dryblasa w nieokreślonym wieku, o cięŜkim, stalowym spojrzeniu. Nawet 

nie podniósł się z krzesła. Wyciągnął po prostu nogę i zagrodził jej przejście.

Jane otworzyła usta, Ŝeby coś powiedzieć, ale męŜczyzna odezwał się 

pierwszy:

Kto pani pozwolił krytykować tę dziewczynę?! 

huknął na nią. 

Wszystko 

słyszałem! Taka lalunia jak pani nie powinna w ogóle zabierać głosu w tych 

sprawach!

Jane spojrzała na niego ze zdumieniem. Nie, ten facet równieŜ nie pokazywał 

się na rodeach. A przynajmniej nie w Teksasie.

Kim pani jest? Modelką? Pewnie pracuje pani tutaj na rodeo, co? Jako 

hostessa…

Todd aŜ zaśmiał się w duchu, poniewaŜ blondynka wyglądała na zupełnie 

zbitą z pantałyku. Wpatrywała się w niego z otwartymi ustami, jakby ujrzała jakieś 

dziwne zwierzę.

Czy pani w ogóle rozumie moje pytanie? 

dodał po chwili, patrząc na nią z 

politowaniem.

Jane powoli zaczynała dochodzić do siebie. Nie spodziewała się takiego ataku 

i potrzebowała czasu, Ŝeby ochłonąć.

Doskonale rozumiem 

powiedziała twardym, ostro brzmiącym głosem. 

Nie 

mam jednak zamiaru odpowiadać na podobne impertynencje. Chciałabym przejść. 

Wskazała nogę, która spoczywała przed nią niby szlaban.

Nie tędy. 

MęŜczyzna zarechotał, najwyraźniej bardzo z siebie zadowolony.

A właśnie, Ŝe tędy.

Jane schyliła się, syknęła, poniewaŜ poczuła nagły ból w plecach, a następnie 

chwyciła nogę męŜczyzny, uniosła ją do góry i pchnęła lekko. Wiedziała, Ŝe 

rozchwiane krzesło nie wytrzyma tego naporu. Siedzący obok kowboje, którzy 

obserwowali jazdy z kamiennymi twarzami, teraz nie potrafili ukryć rozbawienia. 

MęŜczyzna zaczął gramolić się z ziemi, ale to juŜ nie interesowało Jane. Ruszyła do 

wyjścia, gdzie czekał jej opiekun, pomocnik i najlepszy przyjaciel, Tim Harley.

background image

Tim nawet nie starał się ukryć dezaprobaty, ale mimo to przyprowadził jej 

ulubionego wałacha, Nawiasa. Jane zacisnęła wargi i spróbowała go dosiąść.

Nie powinnaś dzisiaj jeździć 

gderał Tim. 

Masz jeszcze czas. PrzecieŜ 

widzę, co się dzieje.

AleŜ, Tim! PrzecieŜ nie mogłam nie przyjąć zaproszenia. Byłoby ci wstyd za 

mnie, sam przyznaj 

tłumaczyła, starając się nie myśleć o bólu.

Nikt nie oczekiwał, Ŝe wystąpisz 

ciągnął Harley. 

Wszyscy myśleli, Ŝe po 

prostu pokaŜesz się na rodeo. Wiesz, jako wielokrotna zwycięŜczyni.

Jane usadowiła się w siodle. W samą porę, poniewaŜ zauwaŜyła, Ŝe zbliŜa się 

do niej dryblas w szarym stetsonie. Na szczęście inni jeźdźcy juŜ ją otoczyli i ruszyła 

na plac. Jane była tutaj legendą. Niestety, musiała przed rokiem zakończyć występy. 

Jednak wszyscy ją jeszcze dobrze pamiętali.

Proszę państwa 

rozległ się głos spikera. 

Oto Jane Parker. Najpiękniejsza i 

najlepsza. ZwycięŜczyni wielu zawodów. Obecnie, jak wiecie, nie występuje, ale 

wciąŜ wspaniale trzyma się na koniu.

Jane posłała uśmiech wiwatującym tłumom. Był to prawdziwy wyczyn, 

zwaŜywszy, Ŝe plecy bolały ją jak licho. Z trudem utrzymywała się na koniu.

Bob Harris wyszedł na plac i wręczył jej pamiątkową rozetkę.

Nawet nie próbuj zsiadać 

powiedział, zasłoniwszy dłonią mikrofon.

Posłuchała jego rady.

Proszę państwa, proszę o chwilę uwagi. 

Głos Boba znów rozbrzmiewał z 

pełną siłą. 

Wszyscy współczujemy Jane z powodu tragicznej śmierci ojca, Orena 

Parkera, wspaniałego jeźdźca i dwukrotnego mistrza świata w rzutach lassem. 

Organizatorzy tego rodeo chcieliby uczcić jego pamięć. Jane, przyjmij od nas tę 

pamiątkową rozetkę i wiedz, Ŝe jesteśmy z tobą. Proszę państwa, Jane Parker!

Zgromadzeni na rodeo widzowie znowu zaczęli wiwatować. Jane uniosła do 

góry rozetkę, a następnie przypięła ją sobie do piersi. Bob podał jej mikrofon. 

Podziękowała w krótkich, lecz serdecznych słowach za pamięć i w obawie, Ŝe za 

chwilę spadnie z konia, skierowała się szybko do wyjścia.

W końcu znalazła się poza placem. Jednak tutaj czekała na nią pierwsza 

niespodzianka 

nie mogła zsiąść z konia. Zaraz teŜ pojawiła się i druga w postaci 

gniewnego kowboja o stalowym spojrzeniu. MęŜczyzna chwycił wędzidło i skrzywił z 

pogardą usta.

Patrzcie, patrzcie, kto by powiedział, Ŝe taka z ciebie mistrzyni. 

Bez 

background image

ogródek zaczął jej mówić per "ty". 

Siedzisz na tym koniu, jakbyś połknęła kij. 

Dawno nie widziałem kogoś, kto jeździłby gorzej.

Uśmiechnął się do niej kpiąco, a następnie mrugnął porozumiewawczo.

A moŜe sędziowie zwracali uwagę na inne twoje walory, co?

Jane z pewnością kopnęłaby go w twarz, gdyby nie to, Ŝe plecy bolały ją 

nieludzko. Siły opuściły ją zupełnie. Pobladła tylko z wyczerpania i złości.

Tfu! 

splunął arogancki kowboj. 

Nie wiedziałem, Ŝe jesteś taka. Zupełnie 

bez ikry.

Trzymaj się, Jane! JuŜ idę! 

dobiegł do niej głos opiekuna.

Odwróciła się trochę, Ŝeby móc go widzieć. Biegł do niej z rozwianą brodą. 

Zmarszczone czoło i grymas na twarzy powodowały, Ŝe wyglądał na starszego, niŜ był 

w rzeczywistości.

Mam nadzieję, Ŝe odechce ci się niemądrych popisów 

ciągnął Tim. 

I co? 

Nie moŜesz zsiąść z konia? Dobrze, zaraz ci pomogę. Tylko spokojnie. Nie musisz się 

spieszyć.

Tim pogładził ją delikatnie po nodze. Jane poczuła się nieco lepiej.

Czy zawsze trzeba jej pomagać zsiadać z konia? 

drwił dalej nieznajomy. 

Wydawało mi się, Ŝe gwiazdy rodeo powinny same sobie z tym radzić.

MęŜczyzna nie mówił z teksaskim akcentem. W ogóle trudno było określić, 

skąd pochodzi. Tim łypnął na niego niechętnie.

Niech pan lepiej uwaŜa, bo napyta pan sobie biedy 

powiedział. 

Ludzie 

tutaj są spokojni, ale pewnych rzeczy nie będą tolerować. Zwłaszcza jeśli idzie o Jane. 

No chodź, myszko 

zwrócił się bezpośrednio do swojej ulubienicy. 

Jakoś sobie z 

tym poradzimy.

Nieznajomy wciąŜ patrzył na nich i chyba coś mu powoli zaczęło świtać, Po 

pierwsze zauwaŜył, Ŝe twarz blondynki jest biała jak prześcieradło, a po drugie, Ŝe 

zaciska zęby tak, jakby walczyła z bólem.

Stary męŜczyzna, który pomagał jej zsiąść z konia, nie wyglądał na siłacza. 

Był niski i zasuszony. W zasadzie tylko jego gęsta, długa broda sprawiała wraŜenie 

potęŜnej. MoŜna by pomyśleć, Ŝe naleŜała do kogoś innego.

Todd przesunął się nieco do przodu.

Zaraz, moŜe pomogę.

Tim zmierzył go badawczym wzrokiem i natychmiast skinieniem głowy 

wyraził aprobatę. Jeśli nawet nieznajomy nie był zbyt mądry, to z całą pewnością 

background image

bardzo silny.

Niech pan pamięta, Ŝe nie moŜe upaść 

powiedział.

Inaczej nawet gorset jej nie pomoŜe.

Gorset? Tak, to wiele wyjaśniało. Todd wyczuł go pod palcami, kiedy chwycił 

dziewczynę wpół. DrŜała na całym ciele. Dostrzegł teŜ łzy płynące z jej oczu.

Nie mogę 

szepnęła. 

Nie mam siły.

Niech pani chwyci mnie za szyję. 

Todd natychmiast powrócił do 

oficjalnych form. 

Trzeba tylko unieść nogę, reszta pójdzie łatwo.

Bruzdy na czole Tima jeszcze się pogłębiły.

Nie przejmuj się, Tim 

powiedziała słabym głosem. 

Na pewno sobie 

poradzę, skoro juŜ udało mi się dosiąść konia.

Ból ponownie przeszył jej ciało. Tym razem był jeszcze silniejszy. Jednak 

Jane nawet nie jęknęła. Przywarła tylko z całej siły do ciała nieznajomego, jakby to 

była ostatnia deska ratunku.

Dokąd teraz? 

spytał męŜczyzna, kiedy znalazła się w jego ramionach.

Tim podrapał się w czoło i rozejrzał bezradnie dokoła. Dlaczego nie pomyślał 

o tym wcześniej? PrzecieŜ Jane nie będzie mogła chodzić po takiej jeździe.

Tam 

powiedział w końcu, wskazując samochód z przyczepą, stojący 

kilkadziesiąt metrów dalej.

Todd ruszył w jego kierunku. Drzwi do przyczepy były otwarte. Wewnątrz 

znajdował się wózek na kółkach, a takŜe niewielka kanapa. Twarz jasnowłosego 

kowboja zasępiła się na widok wózka.

Mówiłem ci, mówiłem setki razy 

gderał Tim. 

Popatrz, co narobiłaś. 

Znowu rehabilitacja się przedłuŜy.

Nie, tylko nie tam 

jęknęła dziewczyna na widok wózka.

Tam ci będzie najlepiej 

mruknął Tim.

Nie, wolę usiąść na kanapie.

Todd przystanął zdezorientowany przed otwartym samochodem.

Proszę, wolę kanapę 

powtórzyła Jane, drŜąc z bólu.

Zaraz dam ci środki przeciwbólowe.

Tim wskoczył pierwszy do przyczepy i zaczął myszkować w niewielkiej 

kuchence. Todd posadził dziewczynę na kanapie najdelikatniej, jak potrafił.

Dziękuję 

szepnęła.

Zdaje się, Ŝe zrobiłem z siebie strasznego idiotę 

powiedział. 

Ale moja 

background image

córka wcale nie jest taka zła. Dopiero zaczęła się uczyć.

Jane powoli kojarzyła fakty. Musiała chwilę pomyśleć, Ŝeby przypomnieć 

sobie to, co wydarzyło się, zanim poczuła potworny ból. Po chwili jednak zrozumiała 

całą sytuację. Postępowanie męŜczyzny wydało jej się bardziej racjonalne, co nie 

znaczyło, Ŝe je pochwalała.

Przykro mi, Ŝe tak pan odebrał moją krytykę 

powiedziała po chwili 

namysłu. 

Wcale nie uwaŜam, Ŝeby pańska córka była zła. Chodzi o to, Ŝe po prostu 

boi się zwrotów. To, niestety, widać. Ktoś powinien jej pomóc, Ŝeby nauczyła się 

radzić sobie ze strachem.

Umiem jeździć konno, ale to wszystko 

stwierdził nieznajomy. 

Nie znam 

się na rodeo, mimo Ŝe w Wyoming jest ono prawie tak popularne jak w Teksasie.

Jesteście z Wyoming? 

zapytała.

Tak. Przenieśliśmy się tu parę tygodni temu, Ŝeby… Ŝeby… 

Nie wiedział 

czemu, ale nie chciał powiedzieć tej kobiecie o rozwijającej się firmie. 

ś

eby być 

bliŜej matki Cherry. Tak ma na imię moja córka 

dodał po chwili.

Obecność Marie w Victorii nie miała najmniejszego wpływu na tę decyzję. 

Zresztą nie wiedzieli w ogóle, Ŝe tam mieszka. Ona równieŜ przeprowadziła się w te 

okolice zupełnie niedawno.

Todd spojrzał na blondynkę. Wyglądała na zdziwioną jego wyjaśnieniami, ale 

nie pytała o nic.

Och, rozwiedliśmy się jakiś czas temu 

powiedział. 

Matka Cherry 

zamieszkała w Victorii ze swoim drugim męŜem.

Jane skinęła głową.

Czy pańska była Ŝona jeździ konno? 

spytała. 

MoŜe mogłaby uczyć Cherry.

Oczy nieznajomego pociemniały.

Wprost nienawidzi koni 

odparł. 

Od początku była przeciwna temu 

występowi. Ale Cherry to uwielbia. Ćwiczyła całymi dniami.

No tak, zabrakło tylko kogoś, kto by jej pomógł 

powiedziała Jane.

Zrobiło jej się smutno. Wyglądało na to, Ŝe mała wychowywała się bez matki. 

Jane wiedziała, co to znaczy. Jej mama zmarła na zapalenie płuc, kiedy ona jeszcze 

chodziła do szkoły.

Spojrzała na męŜczyznę. Powiedział, Ŝe pochodzą z Wyoming. To wyjaśniało, 

dlaczego mówił z tak dziwnym akcentem. Ból nieoczekiwanie znowu dał znać o 

sobie. Jane syknęła, nie przygotowana na nowy atak, i poczuła, Ŝe robi jej się słabo. 

background image

Musiała połoŜyć się na kanapie.

Tim wrócił po chwili z kuchni. Podał jej butelkę z colą i dwa proszki. Jane 

połknęła je natychmiast.

Uff, zaraz będzie lepiej 

westchnęła, opadając ponownie na wyściełane 

siedzenie.

Nic pani nie jest?

Nie, nie, juŜ dobrze 

odparła.

Todd nie miał tu juŜ nic do roboty. PoŜegnał się i wyszedł z przyczepy. Po 

chwili jednak dopędził go Tim.

Nie podziękowałem panu jeszcze za pomoc 

powiedział.

Drobnostka 

mruknął Todd. 

Co jej się stało?

Tim westchnął cięŜko.

Miała wypadek samochodowy 

wyjaśnił. 

Jej ojciec zginął na miejscu, a 

Jane tkwiła w samochodzie przez parę godzin, zanim przyszła pomoc. Lekarze 

myśleli, Ŝe złamała kręgosłup.

Todd skrzywił się boleśnie, jakby przydarzyło się to jemu samemu.

O nie, na szczęście nie było tak źle 

uspokoił go Tim. 

Okazało się, Ŝe 

wypadł jej dysk. To na szczęście mniej powaŜne, chociaŜ bolesne i trudne do 

wyleczenia. Nawet po paru latach mogą się odzywać jakieś bóle.

Rozumiem. 

Todd pokiwał głową.

Tim uśmiechnął się i pogładził swoją gęstą brodę.

Na szczęście Jane się nie poddała. Lekarze mówili, Ŝe nigdy nie widzieli 

kogoś takiego. Tylko dzięki olbrzymiemu wysiłkowi woli udało jej się wstać tak 

szybko z wózka. Ona zawsze musi być najlepsza. Ma to po ojcu. Na pewno byłby z 

niej teraz dumny. Oczywiście, Jane nigdy juŜ nie weźmie udziału w zawodach.

Po co więc, do licha, wsiadła dzisiaj na konia?!

Tim pokiwał głową.

Chciała pokazać wszystkim, Ŝe się nie poddała i nie podda 

odparł po prostu. 

Wie pan… Przepraszam, jak brzmi pana nazwisko, bo nie dosłyszałem?

Burke. Todd Burke.

Ja nazywam się Tim Harley. Miło mi pana poznać.

MęŜczyźni uścisnęli sobie prawice.

Więc wie pan, panie Burke, czasami trzeba zrobić coś głupiego, Ŝeby 

zamanifestować swoją postawę. Byłem temu przeciwny, ale oczywiście rozumiem 

background image

Jane.

Todd pokiwał głową. W zasadzie nie było juŜ nic do dodania. PoŜegnał się z 

Timem i skierował w stronę placu, z którego odpływali kolejni widzowie. Czuł się 

dziwnie. Nigdy nie spotkał tak upartej i dumnej kobiety. Nie miał wątpliwości co do 

tego, Ŝe za jakiś czas znowu dosiądzie ona konia.

ś

ałował teŜ, Ŝe ich znajomość zaczęła się właśnie w ten sposób. Jasnowłosa 

Jane na pewno chciała dobrze. Jej krytyka nie była przecieŜ złośliwa. Todd nie od dziś 

wiedział, Ŝe jest przewraŜliwiony na punkcie córki. Cherry była przecieŜ jego 

jedynym dzieckiem, jedyną radością. Chciał, Ŝeby spotykało ją wszystko, co 

najlepsze.

Bez trudu odnalazł córkę, która rozmawiała właśnie z jednym z młodych 

kowbojów.

Tato, widziałeś ją?! 

wykrzyknęła. 

Tę panią z jasnymi włosami?! To była 

sama Jane Parker!

Todd spojrzał na młodego kowboja, a ten przygarbił się, zaczerwienił, a 

następnie zniknął z pola ich widzenia.

Tak, widziałem. Zaniosłem ją nawet do samochodu.

Kogo? Chyba nie Jane Parker? Gdzie jest ten chłopak? Był przecieŜ taki 

miły.

Todd pogłaskał córkę po głowie.

Przykro mi, kochanie, ale zdaje się, Ŝe go spłoszyłem 

stwierdził z 

westchnieniem. 

Sama wiesz, Ŝe w takich sytuacjach zachowuję się jak słoń w 

składzie porcelany.

Cherry rozglądała się jeszcze przez chwilę, ale później dała temu spokój.

Kogo niosłeś? Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.

Twoją idolkę. Jane Parker. Ma teraz jakieś problemy z plecami i nie moŜe 

jeździć.

Cherry zmarszczyła czoło.

Słyszałam, Ŝe zrezygnowała z występów, ale nie wiedziałam nic o kontuzji 

powiedziała. 

Przyjechałam tu specjalnie dla niej. Widziałam film z zeszłorocznego 

rodeo i, mówię ci, była fan

 - 

ta

 - 

sty

 - 

czna!

Toddowi trudno było dzielić entuzjazm córki. Zwłaszcza po tym, co się 

zdarzyło.

No tak, ja teŜ nie wiedziałem nic o jej kontuzji 

westchnął. 

Wszyscy 

background image

popełniamy błędy.

Cherry spojrzała z zaciekawieniem na ojca, ale jego mina nie skłaniała do 

drąŜenia tematu. Todd był chmurny i wyraźnie z czegoś niezadowolony. Po chwili 

jednak rozpogodził się i połoŜył dłoń na ramieniu córki.

To twoje pierwsze rodeo 

powiedział. 

Dziwnym trafem organizatorzy nie 

przyznali ci Ŝadnego trofeum, ale moŜe mógłbym ci to jakoś wynagrodzić?

Córka uśmiechnęła się i spojrzała mu prosto w oczy.

Naprawdę, tato? Wiesz, tak chciałabym porozmawiać z Jane Parker. MoŜesz 

mnie z nią poznać?

Todd chrząknął. Czy powinien powiedzieć córce, co sądzi o jej jeździe 

uwielbiana przez nią mistrzyni?

Jest bardzo ładna 

dodała Cherry, nie czekając na odpowiedź. 

Mama teŜ 

jest ładna, ale nie aŜ tak.

Dziewczynka posmutniała na wspomnienie matki. Spuściła głowę i spojrzała 

na czubki swoich butów do konnej jazdy.

Mama nie moŜe się ze mną spotkać w przyszłym tygodniu. Będzie zajęta. 

Wspominała ci o tym?

Mhm.

Nie chciał mówić Cherry, Ŝe pokłócili się z tego powodu. Marie starała się 

unikać spotkań z córką. Zwłaszcza jeśli w pobliŜu znajdował się jej nowy mąŜ, dla 

którego opuściła ich sześć lat temu.

Zupełnie nie wiem, co ona w nim widzi 

ciągnęła Cherry, lustrując swoje 

buty. 

Ciągle mu się coś nie podoba, a poza tym nie lubi ani zwierząt, ani dzieci. Jak 

moŜna z kimś takim wytrzymać? 

Głos zaczął jej drŜeć niebezpiecznie.

Todd pogładził córkę po ramieniu. Wiedział, Ŝe mimo wielu nieporozumień 

wciąŜ kocha matkę i czeka na spotkanie z nią. Nie znosiła tylko nowego męŜa Marie. 

Zresztą było to uczucie odwzajemnione.

No wiesz, on jest bardzo inteligentny. I napisał ksiąŜkę. Podobno stała się 

bestsellerem.

PrzecieŜ ty teŜ jesteś inteligentny i bogaty 

argumentowała Cherry.

To co innego. Ja sam doszedłem do wszystkiego. Nie mam dyplomu 

uniwersyteckiego.

Cherry zachichotała.

On teŜ nie 

powiedziała. 

Słyszałam, jak mama mówiła przez telefon, Ŝe nie 

background image

skończył studiów. Oczywiście on tego nie słyszał.

Todd ponownie pogładził ją po ramieniu.

Nie przejmuj się tym wszystkim. NajwaŜniejsze, Ŝeby mama była szczęśliwa.

Nie kochasz jej juŜ? 

spytała Cherry powodowana nagłym impulsem.

Todd zafrasował się. Nigdy wcześniej nie rozmawiali tak szczerze o tym, co 

się stało. Wydawało mu się, Ŝe córka nie jest na tyle dojrzała, Ŝeby móc to wszystko 

zrozumieć.

W kaŜdym razie nie tak, Ŝeby móc ponownie się z nią oŜenić 

odparł. 

MałŜeństwo wymaga dobrej woli dwojga osób. Twoja mama miała juŜ dosyć 

czekania, kiedy wrócę z pracy. Dlatego odeszła.

Mnie teŜ miała dosyć 

szepnęła Cherry.

Twarz Todda wykrzywiła się w nagłym grymasie.

Nie, to nieprawda. Mama wciąŜ cię kocha… po swojemu. Powinnaś to 

zrozumieć.

Tak, rozumiem, rozumiem. 

Cherry zaczęła kiwać głową. 

Wiem teŜ, Ŝe 

powinieneś pomyśleć o ponownym małŜeństwie. Co z tobą będzie, kiedy ja wyjdę za 

mąŜ? Todd stłumił uśmiech.

Zostanę sam.

Właśnie! 

triumfowała córka. 

Dlatego, jeśli nie chcesz mamy, powinieneś 

pomyśleć o jakiejś innej Ŝonie. JuŜ ja się tym zajmę. 

Cherry nagle spowaŜniała. 

Chciałabym pójść jesienią do szkoły w Victorii. Mam juŜ dosyć tego internatu.

Nigdy mi o tym nie mówiłaś.

Nie chciałam 

przyznała niechętnie. 

Nawet nie wiesz, jak się cieszę z tych 

wakacji. Nie przeszkadza mi nawet twoja praca. I tak będziemy się widywać częściej 

niŜ zwykle.

Todd z trudem przełknął ślinę. Starał się nie patrzeć w szare, podobne do jego 

własnych, oczy córki.

Więc, hm… Stwierdziłem, Ŝe naleŜy mi się dłuŜszy urlop i Ŝe… Ŝe chętnie 

spędziłbym z tobą parę tygodni.

Cherry aŜ podskoczyła do góry. Wiadomość ucieszyła ją tak bardzo, Ŝe nie 

zwróciła najmniejszej uwagi na ślady nieszczerości w jego głosie. Todd zastanawiał 

się właśnie, jak uda mu się przetrwać bez pracy. Stwierdził jednak, Ŝe gotów jest 

wiele poświęcić, byle tylko Cherry była zadowolona.

Wyglądało na to, Ŝe córka zapomniała zupełnie o Jane Parker. On jednak 

background image

wciąŜ o niej pamiętał.

To cudownie, tato. Będziesz moim trenerem. Pewnie nie zauwaŜyłeś, ale 

ciągle mam problemy 

paplała Cherry. 

Zwłaszcza ze zwrotami.

Todd skinął głową.

Wiesz, myślę, Ŝe da się coś z tym zrobić.

Co?

Potem ci powiem 

powiedział z tajemniczą miną. 

Na razie chciałbym coś 

zjeść. Wprost umieram z głodu.

Ja teŜ 

zawtórowała mu Cherry.

To co? Pojedziemy moŜe do chińskiej restauracji? 

zapytał.

Ś

wietny pomysł! 

Cherry po raz kolejny podskoczyła do góry. Wsiedli do 

starego forda, którego Todd wypoŜyczył po oddaniu ferrari do przeglądu. Samochód 

zarzęził, kiedy Todd przekręcił kluczyk w stacyjce, w końcu jednak zapalił. Po chwili 

mknęli juŜ w stronę miasteczka, zostawiając za sobą tuman kurzu.

Znalezienie chińskiej restauracji okazało się dosyć trudne, poniewaŜ w 

Jacobsville był tylko jeden taki lokal. Poza tym znajdowało się tu mnóstwo barów i 

restauracji oferujących potrawy z grilla czy z roŜna. Po skończonym posiłku mieli 

jeszcze trochę czasu na rozmowę, a następnie znów pojechali na rodeo. Zaczynała się 

właśnie popołudniowa część zawodów. Cherry miała przed sobą jeszcze jeden 

występ.

Tym razem obiecała, Ŝe da z siebie wszystko, ale przejazd wokół beczek znów 

jej nie wyszedł. Skończyła zebrawszy słabe oklaski i skierowała się na wybieg. Todd 

widział, Ŝe córka z trudem tłumi łzy.

No, no, nie przejmuj się 

powiedział, chcąc ją pocieszyć. 

Jeszcze wszystko 

przed tobą.

Nie, to nie ma sensu 

stwierdziła, wycierając odruchowo suche juŜ oczy. 

Po prostu nie umiem jeździć. Trzeba się z tym pogodzić.

Todd zatoczył ręką szeroki krąg.

Czy wiesz, jak wyglądałby ten plac, gdyby wszyscy rezygnowali po 

pierwszym nieudanym występie? 

spytał. 

Być moŜe zostałoby tutaj paru 

zawodników, a moŜe nie byłoby nikogo! Czy wiesz, co stałoby się ze mną, gdybym 

zrezygnował z pracy po pierwszej poraŜce?

Cherry udało się jakoś uśmiechnąć.

Nie byłbyś potentatem komputerowym 

stwierdziła po prostu. 

A propos, 

background image

nad czym teraz pracujesz?

Nad programem dla księgowych 

odparł, zadowolony, Ŝe córka zapomniała 

o niedawnej poraŜce.

Ee, księgowość, nudy. 

Cherry skrzywiła się. 

Kto tego w ogóle potrzebuje? 

Wszyscy u mnie w szkole uwaŜają, Ŝe osiągnąłeś szczyty, jeśli idzie o gry.

Todd omal nie wybuchnął śmiechem.

Cieszę się z tego 

powiedział. 

Nie mogę jednak zapominać o małych 

firmach, które potrzebują tego programu. Pamiętaj, Ŝe…

Todd chciał juŜ zaczął wykład na ulubiony temat, ale przerwał mu radosny 

pisk Cherry. Spojrzał na córkę, nie bardzo wiedząc, co się stało, a następnie skierował 

wzrok tam, gdzie dziewczynka patrzyła z przejęciem i zachwytem.

To Jane Parker! 

zawołała do ojca.

Jednak początkowy zachwyt ustąpił miejsca smutkowi. Jane Parker siedziała 

na wózku inwalidzkim. Wyglądała na zmęczoną i przygnębioną. Tim wiózł ją w 

kierunku ich domu na kółkach, do którego teraz doczepiono jeszcze przyczepę dla 

koni. Wszystko wskazywało na to, Ŝe chcą juŜ odjechać.

Todd nie mógł na to pozwolić. JuŜ wcześniej przyszło mu do głowy, Ŝe 

mógłby poprosić jasnowłosą mistrzynię, by udzieliła Cherry paru lekcji. Dzięki temu 

córka miałaby znakomitą trenerkę, a Jane nowe zajęcie. Todd nie wątpił, Ŝe wszystko 

poszłoby doskonale.

ROZDZIAŁ DRUGI

Pani Parker! 

krzyknął Todd.

Jane obejrzała się za siebie i zauwaŜyła męŜczyznę z jasnowłosą dziewczynką. 

Zacisnęła dłonie na poręczach inwalidzkiego wózka. Spotkanie z Toddem Burkę było 

ostatnią rzeczą, na którą miałaby ochotę.

Słucham? 

spytała, siląc się na uśmiech. Nie lubiła, gdy widywano ją na 

wózku.

To moja córka, Cherry 

przedstawił dziewczynkę. 

Chciała panią poznać.

Jane skrzywiła się mimowolnie. Oczywiście jej nikt nie zapytał o zdanie.

Bardzo mi miło.

Co się pani stało? Czy coś panią boli? 

dopytywała się Cherry. 

To był 

wypadek, prawda?

Jane skrzywiła się jeszcze bardziej.

background image

Pani Parker rzeczywiście miała wypadek 

odparł Todd. 

Nie powinnaś o to 

pytać.

Na twarzy Cherry pojawił się rumieniec.

Przepraszam. Naprawdę bardzo mi przykro 

powiedziała i nie zraŜona 

pierwszym niepowodzeniem, podeszła do wózka. Kucnęła przy nim i spojrzała Jane 

prosto w oczy. 

Jest pani naprawdę wspaniała. Widziałam wszystkie kasety z pani 

występami. Nie mogłam przyjeŜdŜać na rodea, ale tatuś kupił mi filmy. To było 

naprawdę świetne. Chciałabym tak jeździć. Niestety, ciągle mam problemy ze 

zwrotami. Tatuś nie moŜe mi pomóc, bo nie jest trenerem 

paplała dziewczynka. 

Czy będzie pani jeszcze mogła jeździć?

Cherry! 

zagrzmiał Todd.

W porządku 

powiedziała słabym głosem Jane. Oczy dziewczynki były 

czyste i jasne. Nie było w nich fałszu ani zakłamania. Jane rozluźniła się trochę. 

Najbardziej bała się udawanego współczucia.

Nie 

odparła szczerze, po chwili zastanowienia. 

Lekarze twierdzą, Ŝe nie 

będę mogła jeździć konno. A w kaŜdym razie nie będę startować w zawodach.

Szkoda, Ŝe nie mogę pani pomóc 

westchnęła Cherry. 

W przyszłości 

chciałabym zostać chirurgiem. Zdecydowałam się zdawać biologię i matematykę na 

egzaminie końcowym. Tata mówi, Ŝe mogłabym potem rozpocząć naukę u Johnsa 

Hopkinsa. To najlepsza akademia medyczna w kraju.

Jane uśmiechnęła się i tym razem wypadło to znacznie naturalniej.

Chirurgiem? 

powtórzyła. 

Nie znałam nikogo, kto miałby takie plany.

Cherry rozpromieniła się.

To teraz juŜ pani zna 

stwierdziła. 

Szkoda, Ŝe pani wyjeŜdŜa, bo chciałam 

się poradzić w sprawie tych zwrotów. Coś mnie paraliŜuje i nie potrafię ich dobrze 

wykonać. To śmieszne, prawda? A przecieŜ wcale nie boję się na przykład widoku 

krwi.

Jane skinęła głową, chociaŜ tak naprawdę nie słyszała pytania. Patrzyła na 

promienną twarz Cherry i czuła się pusta w środku. Jeszcze parę lat temu 

przypominała tę jasnowłosą dziewczynkę. Gdzie zniknęła radość, beztroska, olbrzymi 

głód Ŝycia?

Co? Nie, niestety 

odparła Jane, gdy zrozumiała, Ŝe Cherry pyta ją, czy nie 

moŜe dłuŜej zostać, 

Jestem zmęczona, poza tym mamy dzisiaj wywiady…

Wywiady? 

przerwała jej Cherry. 

Dla radia czy telewizji?

background image

Kobieta na wózku pokręciła smutno głową.

Nic z tych rzeczy 

odparła. 

Daliśmy ogłoszenie do gazet, Ŝe potrzebujemy 

zarządcy na ranczu. Nie znamy się na tym z Timem. Od śmierci taty straciliśmy 

mnóstwo pieniędzy 

wyznała na koniec.

Mój tata zna się świetnie na finansach 

oznajmiła z niewinną minką Cherry. 

Naprawdę potrafi dokonać cudów. Sam prowadzi ksiąŜki swojej fir…

To znaczy małej firmy komputerowej, dla której pracuję 

wpadł jej w słowo 

Todd.

Miał nadzieję, Ŝe córka domyśli się, o co chodzi. I rzeczywiście; co prawda 

była nieco zdziwiona, ale nie powróciła juŜ do kwestii jego firmy.

Tim i Jane spojrzeli po sobie, a następnie utkwili spojrzenia w Toddzie.

Umie pan prowadzić księgi rachunkowe? 

zapytał Tim, kładąc akcent na 

ostatnich słowach, Ŝeby nie było wątpliwości, o co mu chodzi.

Jasne.

Tim pochylił się nad Jane i rzekł cicho:

Domek zarządcy stoi pusty, od kiedy przeprowadziliśmy się z Meg do 

głównego budynku. Mogłabyś udzielać dziecku lekcji jazdy konnej, zamiast snuć się 

godzinami po domu.

Cherry zastanawiała się, czy nie powinna się obrazić za "dziecko", natomiast 

Todd obserwował całą scenę z nie ukrywanym rozbawieniem.

AleŜ, Tim! On pewnie juŜ ma pracę! 

Mimo wysiłków Jane mówiła na tyle 

głośno, Ŝe bez trudu ją usłyszał.

Pracuję w Victorii dla… 

zawahał się 

małej firmy. Ale mam sporo 

wolnego czasu. Z przyjemnością spróbowałbym czegoś nowego.

Jane spojrzała na swoje dłonie, a następnie na stopy ustawione na podpórce 

przy wózku.

Tak chciałabym nauczyć się porządnie jeździć 

westchnęła, moŜe nazbyt 

teatralnie, Cherry. 

Teraz to nawet szkoda pieniędzy taty na wpisowe.

Jane podniosła wzrok. MęŜczyzna o stalowym spojrzeniu stał przed nią i 

czekał na decyzję. Przy okazji nieźle się chyba bawił.

Nie zatrudni pana 

stwierdził Tim. 

Jest zbyt dumna, Ŝeby przyznać, Ŝe 

właśnie o kogoś takiego jej chodziło. Woli tkwić cały dzień na ganku i uŜalać się nad 

sobą.

Do diabła! 

warknęła Jane. Chciała wstać, ale nie mogła.

background image

Widzi pan. Nie chce się poddać. MoŜe wygląda jak malowana lala, ale 

potrafi walczyć. Szkoda tylko, Ŝe nie chce słuchać dobrych rad.

Todd pokiwał z uznaniem głową. Kobieta na wózku z pewnością zasługiwała 

na szacunek.

Proponuję dwutygodniową próbę 

powiedział w końcu. 

Oboje 

zorientujemy się, jak nam się razem pracuje. Naprawdę znam się na księgowości. 

Poza tym w tak krótkim czasie nie będę mógł narobić wielu szkód.

I tak niewiele nam moŜe zaszkodzić 

stwierdził Tim, kierując te słowa 

bardziej do szefowej niŜ Todda.

Jane waŜyła przez chwilę w myśli wszystkie za i przeciw. Jej zaufanie 

wzbudził fakt, Ŝe Todd ma córkę. Oznaczało to, Ŝe pragnie stabilizacji. Bała się 

samotnych męŜczyzn, z których kaŜdy mógł się okazać złodziejem albo kimś jeszcze 

gorszym.

MoŜemy spróbować 

zdecydowała w końcu. 

Niestety, nie mieliśmy 

ostatnio zbyt duŜych zysków, więc pensja będzie niska. 

Podała sumę. 

Do tego 

dochodzi zakwaterowanie i wyŜywienie. Oczywiście zrozumiem, jeśli uzna pan, Ŝe to 

za mało.

Todd podrapał się w brodę.

MoŜe być 

powiedział. 

Ale pod warunkiem, Ŝe uda mi się utrzymać obecną 

pracę. Mogę dojeŜdŜać do Victorii wieczorami.

Starał się nie patrzeć na córkę. Gdyby to zrobił, Cherry na pewno by się jakoś 

zdradziła albo oboje wybuchnęliby śmiechem.

A co na to pański szef?

Och, to bardzo wyrozumiały człowiek 

odparł Todd. 

Jestem w końcu 

samotnym ojcem, prawda?

Jane skinęła głową.

Dobrze. Musimy juŜ jechać. MoŜecie teraz załatwić swoje sprawy. 

Oczywiście jeśli nie chcecie zostać jeszcze jakiś czas na rodeo.

Ojciec i córka spojrzeli na siebie.

My teŜ jedziemy 

zdecydowała Cherry. 

Mam juŜ dosyć rodeo. Jestem 

zdegustowana i załamana swoim występem.

Nie przesadzaj 

powiedziała Jane. 

Strach jest czymś naturalnym. KaŜdy go 

przeŜywa.

Pani teŜ się bała?

background image

Jane skinęła głową. Nie dodała tylko, Ŝe pozbyła się strachu na długo przed 

pierwszym występem.

Zaraz wszystko przygotuję 

powiedział Tim. 

MoŜe wydaje wam się 

dziwne, Ŝe chciało nam się brać ten dom na kółkach, Ŝeby przejechać kilkanaście 

kilometrów, ale chodziło o wygodę Jane.

Brodaty męŜczyzna otworzył drzwi przyczepy i pchnął w tym kierunku wózek. 

Todd natychmiast pospieszył mu z pomocą.

Ja się nią zajmę 

powiedział.

Tim odetchnął z ulgą. Jane nie była cięŜka, ale jego kręgosłup był w coraz 

gorszym stanie. Todd uniósł jego szefową lekko jak piórko i posadził na kanapie w 

przyczepie.

Co zrobić z tym? 

spytał, wskazując wózek.

TeŜ włoŜyć do środka 

odparł Tim. 

Później zaprowadzę go na miejsce.

Todd wstawił więc wózek do przyczepy, a potem wysłuchał dokładnych 

instrukcji Tima dotyczących drogi na ranczo. Następnie samochód odjechał, a ojciec i 

córka długo jeszcze patrzyli za nim.

Naprawdę chcesz to zrobić, tato? A co będzie, jak się Jane dowie?

Później będziemy się o to martwić 

odparł Todd. 

Prowadzenie rancza to 

prawdziwe wyzwanie dla finansisty, a ty nauczysz się lepiej jeździć. 

Po chwili dodał 

jeszcze powaŜniejszym tonem: 

Myślę, Ŝe obie strony mogą na tym skorzystać.

A co z firmą? 

Cherry nie dawała mu spokoju.

No cóŜ, mam dobrych pracowników. Poza tym wziąłem urlop. 

Pogłaskał 

dziewczynkę po głowie. 

Potraktujmy to jak wakacyjny wypad. Przynajmniej 

pobędziemy trochę razem.

Ś

wietny pomysł 

zgodziła się. 

Potem przecieŜ będę musiała wrócić do 

szkoły.

Zawiesiła głos, ale ojciec nie podjął tematu. Najwyraźniej myślał o czymś 

innym.

Powinieneś być milszy dla pani Parker 

powiedziała w końcu.

Obawiam się, Ŝe ona mnie nie lubi 

odparł Todd, rozkładając ręce.

Ty jej teŜ nie lubisz, prawda? 

spytała Cherry, przyglądając się mu 

ukradkiem.

Ee, nie jest tak źle 

mruknął.

Dlaczego więc chcesz jej pomóc, skoro jej nie lubisz? 

dopytywała się 

background image

córka.

Todd nie znał odpowiedzi na to pytanie. Sam się zastanawiał, co w niego 

wstąpiło. Jane Parker wcale mu się nie podobała. Pewnie jeszcze rok temu była 

trzpiotowatą panienką, która robiła słodkie oczy do wszystkich męŜczyzn w okolicy. 

Jednak cóŜ, teraz dotknęło ją nieszczęście i trzeba jej jakoś pomóc.

Trochę mi jej szkoda 

powiedział bez przekonania.

Cherry skinęła głową. Najwidoczniej ta odpowiedź ją zadowoliła.

Mnie teŜ 

stwierdziła. 

Ale nie moŜemy się z tym zdradzić. Jest bardzo 

dumna.

Skinął głową.

I w gorącej wodzie kąpana 

dodał.

Właśnie. Skąd my to znamy? 

podchwyciła córka.

Todd udał, Ŝe nie zrozumiał aluzji.

Szybko dotarli do luksusowego domu, który Todd niedawno kupił w Victorii, i 

zabrali się do pakowania najpotrzebniejszych rzeczy. Z trudem udało im się wyjaśnić 

gospodyni imieniem Rosa, Ŝe wyjeŜdŜają.

Co? JuŜ? 

dopytywała się kobieta. 

PrzecieŜ państwo prawie tutaj nie 

mieszkali!

Obiecali, Ŝe wkrótce wrócą, i pomknęli wynajętym fordem w stronę 

Jacobsville, gdzie mieli odnaleźć ranczo Parkerów. Udało im się to bez trudu.

Dom i obejście nie przedstawiały szczególnie budującego widoku. Rozległe 

pastwisko ogrodzono płotem łatanym drutem kolczastym, co miało odstraszyć bydło. 

Stara stodoła miała niewątpliwie jedną zaletę 

tę, Ŝe stała. Dom, wokół którego rosły 

ś

liczne kwiaty, z całą pewnością wymagał remontu, a przynajmniej odmalowania, a 

stara droga, biegnąca obok wiatraka, bardziej przypominała bezdroŜe niŜ jakikolwiek 

uczęszczany szlak. Była piaszczysta, nie pokryta nawet Ŝwirem, a w jej zagłębieniach 

zgromadziła się woda po ostatnim deszczu.

Todd i Cherry zatrzymali forda na podwórku, za samochodem z przyczepą. Od 

razu zauwaŜyli, Ŝe schodki prowadzące na ganek są spróchniałe, a jedyny nowy 

fragment domu to podjazd zrobiony z desek, zapewne dla wózka. W głębi posesji 

znajdował się budynek, który mógł, przy duŜej dozie optymizmu, uchodzić za garaŜ, a 

dalej, w bujnej, nie koszonej trawie stał domek. Todd domyślił się, Ŝe w nim właśnie 

mają zamieszkać. Miał nadzieję, Ŝe jest w nim więcej niŜ jeden pokój.

Ku ich zaskoczeniu okazało się, Ŝe to nie wszystko. Za ich domkiem 

background image

znajdował się jeszcze jeden, nowszy budynek. Znacznie mniejszy niŜ wielkie domisko 

przy podwórku, ale z pewnością wygodny, zwłaszcza w lecie. Na jego ganku stały 

nawet fotele na biegunach.

Witamy 

powiedział Tim, zbliŜając się do nich.

Todd uścisnął mu dłoń.

JuŜ jesteśmy 

oznajmił, jakby nie było to oczywiste.

Czy tam moŜemy złoŜyć nasze rzeczy?

Todd skinął dłonią w kierunku domku, ale Tim pokręcił przecząco głową.

Nie, nie. Tam mieszka stary Hughes. Pomaga mi trochę przy bydle, ale juŜ 

niewiele moŜe. Jest zmęczony i schorowany. Pracuje tutaj od dziecka. Dopiero za dwa 

lata przejdzie na emeryturę i będzie mógł gdzieś się przenieść. Zamieszkacie tam.

Todd odetchnął, widząc, Ŝe Tim wskazuje mniejszy z dwóch domów. Jego 

córka równieŜ wyraźnie poweselała.

Oczywiście ten dom jest trochę zaniedbany 

ciągnął Tim. 

Wszystko tutaj 

wymaga naprawy, tylko nie ma komu jej przeprowadzić. Zatrudniamy jeszcze trzy 

osoby, głównie na godziny. Ale mają dosyć pracy przy ogrodzeniu i maszynach.

Domek, w którym się znaleźli, wcale nie był w najgorszym stanie. Miał trzy 

sypialnie i niewielką bawialnię, a w wyglądającej na nie uŜywaną kuchni znaleźli 

niewielki piecyk, czajnik i lodówkę.

Mogłabym się nauczyć gotować 

zauwaŜyła Cherry.

Daj spokój. Masz na to jeszcze sporo czasu 

stwierdził Todd.

Oczywiście, nie musisz 

powiedział Tim. 

Będziecie jedli razem z nami. 

Ale jeśli chcesz, moja Ŝona cię nauczy gotować. Nigdy nie mieliśmy własnych dzieci, 

więc Meg chętnie zajmuje się cudzymi.

Cherry znowu poczuła się dotknięta określeniem "dziecko", ale stary brodacz 

patrzył na nią z tak miłym i rozbrajającym uśmiechem, Ŝe nie potrafiła się długo 

gniewać. Dla kogoś w tym wieku musiała jeszcze być oseskiem.

Jak czuje się pani Parker? 

spytała w końcu.

Wesołe błyski w oczach Tima natychmiast zgasły. Stary zasępił się.

Kiepsko 

mruknął. 

PołoŜyła się, ale ciągle ma bóle. Mówiłem jej, Ŝe nie 

powinna wsiadać na konia, ale mnie nie słuchała. Zawsze taka była. Od dziecka kpiła 

sobie ze mnie w Ŝywe oczy. Szkoda, Ŝe zabrakło jej ojca. Miał na nią dobry wpływ.

Dosiadanie konia rzeczywiście było niepotrzebne 

zgodził się Todd.

Niepotrzebne?! Wręcz szkodliwe! A wszystko dlatego, Ŝe jakiś dureń napisał 

background image

w gazecie, Ŝe Jane pewnie zjawi się na rodeo w wózku inwalidzkim.

Rysy Todda stęŜały w nagłym przypływie złości.

Co to była za gazeta? 

spytał.

Jakiś tygodnik, który wychodzi w Jacobsville 

odparł Tim. 

Nie powinna 

brać sobie tego do serca. To sprawka tego dzieciaka od Sikesów. Skończył niedawno 

szkołę dziennikarską i wydaje mu się, Ŝe moŜe sobie na wszystko pozwolić.

Todd zapamiętał to nazwisko. Na przyszłość.

Czy przyjedzie tu jakiś lekarz?

Oczywiście. To przyjaciel domu. Jego ojciec trzymał Jane do chrztu. Jeśli 

będzie zajęty, to przyśle swoją zastępczynię, Lou. Miał tyle roboty, Ŝe musiał…

Ten doktor nie jest Ŝonaty? 

Todd przerwał staremu.

Tim potrząsnął przecząco głową.

Nie. Kochał się kiedyś w Jane, ale po wypadku z nim zerwała. Poza tym to 

było jeszcze przed Lou… A Jane nie chce się z nikim wiązać.

PrzecieŜ wstanie kiedyś z tego wózka.

Stary westchnął i szarpnął swoją wspaniałą brodę.

Jednak bóle mogą się powtarzać. Poza tym nie będzie mogła brać udziału w 

rodeo, a to dla niej przecieŜ najwaŜniejsze w Ŝyciu.

To samo powiedziała Cherry 

wymamrotał do siebie Todd.

Tim spojrzał na niego podejrzliwie.

Mam nadzieję, Ŝe nie będzie pan chciał, no… wykorzystać Jane.

Todd uśmiechnął się i potrząsnął głową. Troskliwość starego wydała mu się 

wzruszająca.

Nie, nic z tych rzeczy. Mam za sobą nieudane małŜeństwo, a nie jestem na 

tyle cyniczny, Ŝeby proponować jej chwilowy związek.

Tim odetchnął z ulgą, a następnie poklepał go po plecach, co nie było łatwe, 

biorąc pod uwagę róŜnicę wzrostu.

Na pewno się jakoś dogadamy 

stwierdził. 

Cieszę się, Ŝe pan tu jest. Będę 

miał teraz trochę więcej wolnego czasu. MoŜe uda mi się zreperować to i owo. Przede 

wszystkim zajmę się schodami.

Mogę pomóc 

zgłosił się na ochotnika Todd. 

Znam się trochę na stolarce.

Naprawdę?! 

Stary spojrzał na niego uwaŜnie. 

To wspaniale! Mamy tu 

jakieś narzędzia, bo ojciec Jane zajmował się robieniem mebli. To wszystko sam 

wykonał.

background image

Z kolei Todd zdziwił się na te słowa. Zarówno kredensy, jak i szafy w 

wielkim, starym domu, do którego dotarli, wyglądały na dzieło profesjonalisty.

No proszę! 

powiedział, poklepując mijany stół. 

To naprawdę świetna 

robota.

Weszli do salonu, w którym znaleźli Jane wraz z Cherry. Dziewczynka 

siedziała wpatrzona w swoją idolkę. Jane leŜała blada na kanapie, ale chętnie 

odpowiadała na pytania nieletniej amazonki.

To długo nie potrwa 

powiedział Tim, gładząc Jane po ramieniu. 

Zaraz 

powinien tu być lekarz.

Dzięki, Tim 

powiedziała słabym głosem.

Do tej pory starała się jakoś trzymać, ale teraz siły zaczęły ją opuszczać. 

Nawet Cherry to zauwaŜyła i przestała pytać o konie.

Nie ma pani jakichś środków przeciwbólowych? 

spytał szorstko Todd, 

chcąc przynajmniej tonem zamaskować swój niepokój.

Mam 

szepnęła zbielałymi wargami. 

Nie działają.

A jak pani myśli, dlaczego? 

Próbował utrzymać napastliwy ton, ale głos mu 

się zaczął łamać. Ta Parker wyglądała naprawdę kiepsko.

Nie wsiadłabym na konia, gdyby nie artykuł o rodeo. Ten facet nazwał mnie 

kaleką.

Jane walczyła z sobą, Ŝeby nie zacząć jęczeć.

Dobrze, dobrze. Pojedziemy jutro z Cherry do miasteczka i kaŜemy mu zjeść 

to, co napisał. Na pewno się otruje.

Na bladej twarzy Jane pojawił się na chwilę uśmiech. Po chwili ustąpił jednak 

grymasowi bólu.

Zdaje się, Ŝe słyszę samochód 

powiedział Tim. 

To pewnie lekarz.

Chora wyraźnie się zmieszała. Todd spojrzał na nią, starając się zgadnąć, o 

czym myśli. Jej uczucia względem doktora z pewnością nie były jednoznaczne. Czy to 

moŜliwe, Ŝeby go jednak kochała?

Odgłosy silnika umilkły i po chwili do salonu wszedł wysoki rudzielec. Miał 

na sobie szary flanelowy garnitur, krawat na gumce i, rzecz rzadka w tych okolicach, 

czyste, szare buty. Doktor postawił na stoliku czarną torbę i zdjął kapelusz.

Todd obserwował go uwaŜnie.

Doktor Jebediah Coltrain 

Tim przedstawił nowo przybyłego. 

Kiedyś 

wszyscy nazywali go po prostu: Rudzielec.

background image

Teraz juŜ tego nie robią 

powiedział doktor.

On równieŜ się nie uśmiechał.

A to Todd Burke i jego córka Cherry 

ciągnął Tim jak wytrawny mistrz 

ceremonii. 

Todd ma się zająć u nas księgowością.

Coltrain skinął głową i zwlekał chwilę, zanim uścisnął dłoń Todda. Nieco 

przyjaźniej potraktował Cherry. MoŜna było nawet powiedzieć, Ŝe na jego twarzy 

pojawiło się coś w rodzaju uśmiechu.

No słucham, co zmalowałaś tym razem? 

zwrócił się bezpośrednio do 

chorej. 

Jeździłaś konno? Mogłem się tego spodziewać. Następnym razem wezmę ze 

sobą wieniec zamiast torby.

Doktor zaczął badać Jane. Jego olbrzymie łapska okazały się nadzwyczaj 

delikatne w kontakcie z pacjentką. Todd obserwował z niechęcią przebieg badań.

NadweręŜyłaś sobie mięśnie 

zawyrokował w końcu Coltrain. 

Mam 

nadzieję, Ŝe nie wywiąŜe się z tego stan zapalny. Czekaj, zaraz zrobię ci zastrzyk 

przeciwbólowy, a potem będziesz musiała odpocząć. W najbliŜszych dniach Ŝadnych 

ć

wiczeń. Proszę mi pomóc 

zwrócił się do Todda.

Miał głos, który wymuszał posłuszeństwo. Todd uśmiechnął się tylko, a 

następnie wziął podaną ampułkę z przezroczystą cieczą i ułamał jej czubek. Coltrain 

w tym czasie przygotował strzykawkę i igłę jednorazową. Szybko odsłonił ramię Jane 

i zrobił jej zastrzyk.

Dzięki, Rudzielcu.

Lekarz wzruszył ramionami.

Od czego masz przyjaciół. Niedługo zaśniesz. To bardzo silny środek.

Cherry zaofiarowała się, Ŝe posiedzi z chorą. Coltrain wskazał im wzrokiem 

podwórko, dając znak, Ŝe chce z nimi porozmawiać.

Co się stało? 

spytał Tim, kiedy znaleźli się w końcu w bezpiecznej 

odległości od salonu. Stary był naprawdę zaniepokojony.

Muszę ją prześwietlić 

powiedział Coltrain. 

NadweręŜenie mięśni to wersja

robocza. Trzeba to sprawdzić. Niepotrzebnie dosiadła konia 

dodał poirytowany.

Próbowałem ją powstrzymać. 

Tim rozłoŜył ręce.

Doktor machnął ręką.

PrzecieŜ wiem, Ŝe to nie twoja wina 

powiedział. 

Nie chcę jej dzisiaj 

męczyć, ale jutro przyślę tutaj karetkę. Chciałbym, Ŝeby Jane dotarła do szpitala. 

NiezaleŜnie od tego, co będzie mówić i… robić. 

Spojrzał znacząco na męŜczyznę, 

background image

którego poznał przed niecałym kwadransem.

Todd skinął głową.

MoŜe pan na mnie liczyć.

Coltrain uśmiechnął się. Po raz pierwszy, od kiedy się poznali.

Nie chciałbym być na pana miejscu.

Usłyszeli wyraźny dzwonek. Był to stojący w przedpokoju telefon. Tim 

poszedł, Ŝeby go odebrać, a następnie wrócił po Coltraina.

Do ciebie 

powiedział.

Po chwili zza drzwi zaczęły docierać do nich fragmenty głośnej rozmowy.

Tak, ja… Nie, nic mnie to nie obchodzi… Jestem lekarzem i sam ustalam, co 

mam robić… Do cholery z umową! Dobrze, jeszcze o tym porozmawiamy. No, to na 

razie.

Doktor wyszedł, trzaskając drzwiami, poŜegnał się i wsiadł do samochodu. 

Tim długo patrzył za oddalającym się autem.

Nic z tego nie będzie 

powiedział w końcu.

Z czego? 

zapytał Todd.

Chodzi o niego i Lou. Zupełnie do siebie nie pasują. Ona ma ciągle nowe 

pomysły i chciałaby wszystko robić nowocześnie, a on woli stare, sprawdzone 

metody. Sam nie wiem, dlaczego jeszcze współpracują.

Todd teŜ nie wiedział. Miał jednak nadzieję, Ŝe ta współpraca potrwa długo, 

jak najdłuŜej. Sam nie wiedział, dlaczego, ale nie podobał mu się sposób, w jaki 

Coltrain traktował Jane.

ROZDZIAŁ TRZECI

Jane szybko zasnęła, ale poniewaŜ jęczała przez sen i przewracała się z boku 

na bok, Todd zdecydował się zostać przy niej, gdy Cherry poszła do łóŜka. Wcześniej 

dostał od Tima ksiąŜkę przychodów i rozchodów i teraz zabrał się do lektury. Czas 

mijał mu szybko. KsiąŜka była czymś w rodzaju podręcznika, któremu nadałby tytuł 

"Jak nie naleŜy prowadzić rancza". Straty i zaniedbania widać było gołym okiem.

Poza bydłem na ubój Jane miała cztery ogiery, z których kaŜdy zdobywał 

nagrody przed śmiercią jej ojca. Teraz mogłyby spełniać funkcje rozpłodowe, co 

zwiększyłoby dochody, ale oczywiście nikt o tym nie pomyślał. W gospodarstwie 

uŜywano przestarzałego sprzętu. Gdyby zająć się jego naprawą i konserwacją, moŜna 

by odpisać sporą kwotę od podatku. Tego rodzaju moŜliwości pojawiały się niemal 

background image

wszędzie. Jego zdaniem ranczo miało szansę rozwoju, a co za tym idzie i 

zarobkowania, tylko nikt, jak do tej pory, o tym nie pomyślał.

Todd zdjął okulary i przetarł powieki. Przez moment miał wraŜenie, Ŝe ktoś go 

obserwuje. Kiedy spojrzał na Jane, zauwaŜył, Ŝe ma otwarte oczy.

Nie wiedziałam, Ŝe nosi pan okulary 

powiedziała sennym głosem.

Jestem dalekowidzem 

wyjaśnił. 

Noszę okulary tylko do pracy. Podobno 

mnie postarzają.

Przez chwilę przyglądała mu się uwaŜnie. WciąŜ była senna i z trudem 

powstrzymywała ziewanie.

A ile pan ma lat? 

spytała w końcu.

Trzydzieści pięć. A pani?

O całe dziesięć mniej 

oznajmiła, jak mu się zdawało, triumfalnie. 

Nawet 

trudno mi sobie wyobrazić, jaka będę w pana wieku.

Todd nie chciał ciągnąć tego tematu.

Lepiej się pani czuje?

Troszkę. 

Jane spojrzała niechętnie na swoje nogi. 

Po prostu nie znoszę 

takiego stanu. Jestem zupełnie bezsilna. Dobrze, Ŝe juŜ nie czuję bólu.

To nie będzie przecieŜ trwało wiecznie 

przypomniał jej Todd.

Jane potrząsnęła głową. Jasne włosy opadły jej na czoło i oczy. Odgarnęła je 

niecierpliwym ruchem.

ZałoŜę się, Ŝe pan nigdy nie był w takiej sytuacji. Chodzi mi o bezsilność 

dodała po chwili, widząc jego zdumione spojrzenie.

Todd zmarszczył w zamyśleniu czoło.

Miałem kiedyś zapalenie płuc 

mruknął niechętnie.

Nazwa choroby brzmiała niewinnie. PrzecieŜ wiele osób choruje na zapalenie 

płuc. Dlatego Todd nie zwracał uwagi na swój stan, do momentu kiedy nie mógł juŜ 

pracować i z trudem chodził. Lekarze kazali mu zostać w domu tylko pod warunkiem, 

Ŝ

e Ŝona się nim zaopiekuje. A Marie miała wtedy akurat waŜne przyjęcie. Zajęła się 

właśnie projektowaniem wnętrz i z jakichś względów musiała uczestniczyć w tej 

imprezie. Tak mu przynajmniej powiedziała.

Co się stało? 

zaniepokoiła się Jane, widząc jego minę.

Nie, nic. Miałem kiedyś zapalenie płuc, a Ŝona pojechała na przyjęcie 

powiedział. 

Nie byłoby jeszcze najgorzej, gdyby nie schowała gdzieś lekarstw. Nie 

mogłem ich znaleźć. W ogóle z trudem chodziłem. Kiedy przyjechała nad ranem, 

background image

miałem czterdzieści stopni gorączki i trzeba mnie było natychmiast umieścić w 

szpitalu. To było czternaście lat temu. Nieco później w tym samym roku urodziła się 

Cherry.

O BoŜe! To straszne! 

jęknęła Jane. 

I co? Został pan z Ŝoną?

Toddowi wydawało się, Ŝe nie powinni omawiać jego osobistych problemów. 

Jednak leŜąca obok kobieta nie wyglądała na taką, która łatwo daje za wygraną. 

Widać było, Ŝe ten temat ją poruszył i zaciekawił.

Po pierwsze, mówiłem sobie, Ŝe nie zrobiła tego specjalnie. Marie zawsze 

gdzieś chowała rzeczy, a potem nie wiedziała, gdzie są. Po drugie była wtedy w ciąŜy. 

Gdybym wystąpił o rozwód, na pewno nie chciałaby mieć ze mną dziecka 

tłumaczył 

cierpliwie.

A pan chciał! 

To było raczej stwierdzenie, a nie pytanie. 

ZauwaŜyłam, Ŝe 

Cherry jest do pana bardzo przywiązana.

Zawsze chciałem mieć dzieci 

przyznał nieco zaŜenowany. 

Sam jestem 

jedynakiem. Wychowałem się na wielkim ranczu. Wiem, co to znaczy samotne 

dzieciństwo. Pragnąłem mieć więcej dzieci, ale… skończyło się na jednej córce.

Jego rozmówczyni oblizała wargi. Pytanie, które chciała zadać, było bardzo 

osobiste.

Czy matka nie chciała Cherry?

Twierdziła, Ŝe dziecko przeszkadza jej w pracy 

powiedział z wyczuwalnym 

smutkiem w głosie. 

Oczywiście, spotykają się. Marie lubi grać rolę dobrej, oddanej 

matki. Jest projektantką wnętrz i większość jej klientów to konserwatywni 

Teksańczycy. Wie pani, tacy, co lubią, Ŝeby wszystko było na swoim miejscu.

Czy Cherry wie…?

Trudno pewnych rzeczy nie zauwaŜyć. PrzecieŜ nie jest głupia. Staram się 

tylko zapobiegać kolejnym manipulacjom. Nie pozwalam równieŜ, by Marie wtrącała 

się w prywatne Ŝycie naszej córki. Weźmy choćby rodeo.

Jane znowu potrząsnęła głową.

Nie rozumiem.

Marie jest przeciwna występom córki.

Ach, a Cherry jednak jeździ! 

Jane nie mogła powstrzymać okrzyku. 

Wbrew temu, co sądzi o tym matka.

Skinął powaŜnie głową.

To mnie przyznano opiekę nad dzieckiem.

background image

Sytuacja powoli stawała się jasna. Samotny ojciec wychowujący córkę był 

wciąŜ jednak kimś niesłychanie rzadko spotykanym i Jane chciałaby zadać mnóstwo 

pytań. Teraz czuła, Ŝe jest zmęczona i senna. Pokój, w którym znajdował się Todd, 

zaczął od niej powoli odpływać.

Tak dziwnie się czuję 

szepnęła. 

Nie mam pojęcia, co podał mi ten 

Rudzielec.

Wygląda na trochę narwanego 

stwierdził niechętnie Todd.

Jane nie zwróciła uwagi na ton jego głosu.

Zawsze taki był 

powiedziała. 

Bardzo go lubię.

Lubię. Powiedziała: "lubię". To mogło znaczyć wszystko i nic. Todd 

zmarszczył czoło, zastanawiając się nad znaczeniem tego słowa w wypadku Jane.

Lubi go pani? 

spytał.

Tak, właśnie 

odparła, starając się przemóc senność.

Lubię. MęŜczyźni jako tacy mnie nie interesują. Nie bawi mnie teŜ seks.

Ostatnie słowa wypowiedziała niemal szeptem, a po chwili juŜ spała. Todd 

przyglądał się jej z prawdziwą przyjemnością, zastanawiając się nad sensem 

ostatniego stwierdzenia. Jane była prawdziwą pięknością. Jeśli nawet nie interesowała 

się męŜczyznami, to męŜczyźni z pewnością interesowali się nią. Pewnie miała 

jakiegoś swojego chłopaka. PrzecieŜ Tim mówił mu o Coltrainie.

Dopiero po chwili dotarło do niego, Ŝe siedzi z otwartą ksiąŜką na kolanach. 

Miał przecieŜ jeszcze sporo pracy. Lepiej będzie, jeśli zajmie się problemami rancza, 

a nie intymnym Ŝyciem jego właścicielki.

Karetka pogotowia przyjechała następnego ranka dokładnie o dziesiątej. W 

oczach Jane pojawił się błysk gniewu, kiedy ją zobaczyła.

Nie mam zamiaru, słyszycie?! Nie mam zamiaru iść do szpitala! 

powtarzała, patrząc na Todda rozgorączkowanym wzrokiem.

Todd został sam w domu. Tim znalazł dla siebie jakieś zajęcie na pastwisku, a 

Meg zabrała Cherry na zakupy. Todd dopiero teraz przejrzał ich grę.

Nikt nie chce, Ŝeby pani tam została 

przekonywał upartą rekonwalescentkę. 

Mają panią po prostu prześwietlić, a potem przywieźć do domu.

Jane usiadła na łóŜku. Jasne włosy rozsypały na ramionach. Todd pomyślał, Ŝe 

wygląda jak nimfa przy leśnym strumyku. Jak rozzłoszczona nimfa.

Na pewno niczego sobie nie złamałam 

stwierdziła autorytatywnie. 

Nigdzie 

nie jadę.

background image

Stojący w drzwiach pielęgniarze spojrzeli na siebie, a następnie skierowali 

pytający wzrok na Todda.

Zrobi pani to, co kazał doktor Coltrain!

Nigdzie nie jadę. MoŜecie zabrać te nosze 

zwróciła się bezpośrednio do 

pielęgniarzy.

Proszę, panowie, podejdźcie bliŜej. 

Todd równieŜ postanowił ją ignorować.

Omal nie rzuciła się na niego z pięściami.

Ty!… Ty!… 

wyrwało jej się.

Todd nie zwrócił na to uwagi. Podszedł do niej i wziął ją na ręce. Nie chciał 

wdawać się w utarczki słowne. Pragnął, by Jane znalazła się jak najszybciej w 

szpitalu.

Początkowo chciała podrapać tego wielkiego męŜczyznę, który w tak niemiły 

sposób wtargnął w jej Ŝycie. Jednak gdy poczuła tuŜ obok jego szeroki tors, stało się z 

nią coś dziwnego. Zaparło jej dech w piersiach i stała się zupełnie niezdolna do 

działania. Trwało to zaledwie parę sekund. Po chwili znalazła się na noszach, jeden z 

sanitariuszy przykrył ją białym prześcieradłem i ponieśli ją do karetki. Jane czuła się 

jak dzikie zwierzę, schwytane nagle w niewidzialne wnyki.

Pojadę za wami samochodem 

rzucił Todd, zaglądając do przestronnego 

wnętrza karetki.

Jane spojrzała na niego wymownie i zacisnęła usta. Sprawiło to, Ŝe stracił 

pewność siebie. JuŜ wcześniej serce zabiło mu Ŝywiej, kiedy poczuł blisko siebie 

drobne ciało dziewczyny. A teraz to spojrzenie zupełnie wytrąciło go z równowagi.

Nic mi pani nie powie? 

spytał, odwracając od niej wzrok. 

Nie będzie pani 

krzyczeć i drapać?

JuŜ u mnie nie pracujesz 

rzuciła przez zaciśnięte zęby.

Todd potrząsnął głową.

Nie, nie moŜe mnie pani wylać 

powiedział z przekonaniem.

Niby dlaczego?

PoniewaŜ straci pani ranczo 

odparł z uśmiechem. 

Myślę, Ŝe z moją 

pomocą uda się je zachować.

Jane zmarszczyła brwi. Być moŜe była zbyt porywcza, ale stać ją teŜ było na 

przemyślane decyzje.

W jaki sposób? 

zadała kolejne pytanie.

Porozmawiamy o tym po prześwietleniu 

stwierdził, wycofując się z wnętrza 

background image

karetki. Pomógł jeszcze pielęgniarzowi zamknąć tylne drzwi, a następnie skierował 

się do swego auta.

Coltrain przyglądał się uwaŜnie kliszy. Wyglądał na zadowolonego. Pionowa 

zmarszczka nad jego nosem znikła teraz niemal zupełnie.

Mówiłam ci przecieŜ, Ŝe nic mi nie jest. 

Jane zdecydowała się przerwać 

panujące w tym sterylnym wnętrzu milczenie.

Rudzielec ze stetoskopem na szyi, wśród rozmaitych przyrządów i narzędzi, 

wydawał jej się kimś innym, mało znanym. Kimś, kogo trzeba się trochę obawiać.

Coltrain oderwał wzrok od kliszy.

Nie powiedziałem przecieŜ, Ŝe nic ci nie jest. 

Zrobił efektowną przerwę. 

Na szczęście moja diagnoza się potwierdziła i nie masz Ŝadnych złamań. Powinnaś 

jednak pamiętać, Ŝe jesteś chora. Jeszcze jeden taki wyczyn, a być moŜe będziesz 

musiała spędzić całe Ŝycie na wózku inwalidzkim. Czy o to ci chodzi?

Jane spuściła wzrok.

Nie 

szepnęła.

Więc przestań się popisywać i udowadniać wszystkim, Ŝe jesteś u szczytu 

formy! 

huknął Coltrain. 

Ten reporter i tak będzie musiał odpokutować za swoje 

grzechy 

dodał po chwili z dziwnym uśmiechem.

Co masz na myśli?

Rudzielec poprawił stetoskop, rozejrzał się dokoła i mrugnął do niej 

łobuzersko.

Miejscowe Stowarzyszenie Jeździeckie zabroniło mu wstępu na rodeo.

Jane patrzyła na lekarza z niedowierzaniem.

PrzecieŜ to największa impreza sportowa w okolicy! Zwłaszcza o tej porze 

roku. Skąd o tym wiesz? 

spytała podejrzliwie.

No cóŜ, hm, jestem przecieŜ w zarządzie.

Dziewczyna uderzyła się otwartą dłonią w czoło.

AleŜ ze mnie gapa! To twoja sprawka, przyznaj się. 

Wyciągnęła palec w 

kierunku przyjaciela.

Nie tylko 

odparł z powagą Coltrain. 

Wszyscy się ze mną zgadzają. Zresztą 

gazeta i tak miała kłopoty, poniewaŜ właściciele sklepu Ŝelaznego i stacji obsługi 

samochodów wycofali swoje reklamy. Znasz ich pewnie. Startowałaś z ich synami w 

zawodach. Coś mi mówi, Ŝe powinnaś przeczytać najnowsze wydanie gazety.

Dopiero po chwili dotarło do niej to, co powiedział. Przez chwilę patrzyła na 

background image

niego oniemiała, a potem uśmiechnęła się.

Mają mnie przeprosić? 

spytała z niedowierzaniem. 

Ty stary diable!

Jesteś przecieŜ moją przyjaciółką.

Wzruszenie ścisnęło jej gardło. Zdołała jedynie wykrztusić krótkie: "dzięki". 

Spontanicznie rzuciła się w ramiona przyjaciela.

W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Todd Burke wszedł do 

ś

rodka bez zaproszenia. JuŜ chciał coś powiedzieć, ale na widok połączonej w uścisku 

pary stanął jak wryty. Niemal jednocześnie, tyle Ŝe drugimi drzwiami, weszła do 

gabinetu doktor Lou Blakely. Lekarka zmierzyła wzrokiem doktora Coltraina i Jane, a 

następnie połoŜyła na biurku jakieś papiery.

Mam tu wyniki badań Neda Rogersa 

powiedziała. 

Obawiam się, Ŝe nie są 

zbyt pomyślne.

Nie mogła pani poczekać, aŜ skończę rozmowę z pacjentką? 

zapytał 

opryskliwie Coltrain.

Policzki doktor Blakely pokryły się rumieńcem.

Zrobiłam juŜ wszystko i chcę wyjść na lunch. PrzecieŜ juŜ dwunasta.

Dwunasta? 

powtórzył z niedowierzaniem Coltrain. 

A, rzeczywiście. 

Odwrócił się w stronę Jane. 

No cóŜ, w zasadzie to juŜ wszystko.

Odwiozę ją do domu 

wtrącił się Todd. 

Mam parę pytań dotyczących 

prowadzenia rancza. Obawiam się, Ŝe to nie moŜe czekać.

Doktor Blakely przyglądała się z uśmiechem nie znanemu męŜczyźnie. W jej 

oczach pojawiło się zainteresowanie. Przez moment czekała, aŜ Coltrain ich sobie 

przedstawi, a następnie sama wyciągnęła rękę do nieznajomego.

Doktor Louise Blakely 

powiedziała. 

Miło mi pana poznać, panie…

Nazywam się Burke, Todd Burke 

pospieszył z wyjaśnieniami. 

Zarządzam 

ranczem pani Parker.

A ja jestem współpracownicą doktora Coltraina.

Asystentką 

poprawił ją naburmuszony Rudzielec.

Lou spojrzała na niego z wyraźną wrogością, jednak Coltrain udawał, Ŝe jej w 

ogóle nie zauwaŜa.

W umowie, którą podpisałam, jest wyraźnie napisane, Ŝe zatrudniają mnie 

jako pańską współpracownicę, doktorze 

przypomniała mu. 

Przez cały rok.

Rudzielec nie zwrócił na nią większej uwagi.

Zadzwoń, gdybyś potrzebowała pomocy 

powiedział do Jane. 

ł uwaŜaj na 

background image

siebie.

Na jego czole znowu pojawiła się charakterystyczna zmarszczka.

Dobrze, będę uwaŜać 

obiecała Jane.

Coltrain poklepał ją po ramieniu, a następnie podszedł do biurka.

Teraz obejrzyjmy te wyniki 

zwrócił się do Lou.

PoŜegnali się z lekarzami i Todd zawiózł Jane na szpitalnym wózku na 

parking, gdzie stał jego samochód. Następnie pomógł jej przejść na tylne siedzenie i 

ruszył w stronę rancza. Przez dłuŜszą chwilę jechali w milczeniu.

Czy jest pani zazdrosna z powodu Lou? 

spytał niespodziewanie, 

przypominając sobie wyraz jej twarzy, kiedy Lou i Coltrain pochylili się nad 

biurkiem.

O Rudzielca? Nie. Martwię się z powodu Lou 

dodała.

Todd zerknął do tylnego lusterka. Jane była pochłonięta swoimi myślami. 

Wyglądało na to, Ŝe mówi szczerze.

Lou nie potrafi sobie z nim poradzić 

podjęła temat. 

To dziwne, jest 

przecieŜ taka niezaleŜna i stanowcza.

MoŜe się w nim kocha 

podsunął Todd.

Mam nadzieję, Ŝe nie. Inaczej srodze się rozczaruje. Rudy to zaprzysięŜony 

stary kawaler. Nie widzi niczego poza swoją pracą. Lubi kobiety, ale z Ŝadną nie 

potrafiłby się związać.

Na ustach Todda pojawił się lekki uśmiech.

Pewnie potrafi go pan zrozumieć, bo pan teŜ taki jest, prawda?

Skinął głową.

Kto raz się sparzył, ten dmucha na zimne 

stwierdził sentencjonalnie.

Zahamował gwałtownie, poniewaŜ właśnie zmieniły się światła. Było to 

ostatnie skrzyŜowanie przed wyjazdem z Jacobsville.

Jane syknęła z bólu.

Przepraszam, powinienem bardziej uwaŜać.

Nie, nic się nie stało 

szepnęła.

Widzi pani, mam juŜ za sobą nieudane małŜeństwo 

Todd ciągnął zaczęty 

wątek. 

Dlatego będę szczery. Nie interesuje mnie na przykład romans z panią. 

Chciałbym natomiast wyprowadzić to ranczo na prostą. Ale uwiedzenie pani zupełnie 

nie wchodzi w grę.

Nie odpowiedziała od razu. Todd zerknął do lusterka, Ŝeby sprawdzić, co robi. 

background image

Rozczarował się jednak, poniewaŜ Jane nie łkała ani nie załamywała rąk.

Dziękuję za szczerość 

powiedziała.

A teraz się pewnie pani na mnie obrazi 

mruknął, skręcając w boczną drogę.

Jane nie potrafiła powstrzymać śmiechu.

Widzę, Ŝe naprawdę świetnie mnie pan poznał, panie Burke 

zaszczebiotała. 

A poza tym ta skromność! Oczywiście, wszystkie kobiety czyhają na pana. A jeśli 

nie potrafią pana usidlić, to się obraŜają.

Todd był nieco zdezorientowany. Nie spodziewał się takiej dozy sarkazmu i 

ironii.

ś

e co? 

wyjąkał.

Dziękuję, Ŝe mnie pan uprzedził o swoich zamiarach 

ciągnęła Jane. 

Wprawdzie od początku miałam ochotę rzucić się na pana w przypływie nagłej Ŝądzy, 

ale teraz, kiedy wiem, ze romans pana nie interesuje, będę się oczywiście pilnować. 

Zresztą, łatwo mógłby się pan obronić, gdybym pana molestowała. 

Jane zatrzepotała 

rzęsami. 

Musi mi pan wybaczyć, ale taki pan ładny. A tak w ogóle nie boi się pan 

podróŜować sam z kobietami? Ja nie mogłabym pana uwieść, ale inne nie będą miały 

podobnych skrupułów. Niech pan uwaŜa, bo łakomy z pana kąsek.

Todd wydawał jakieś niezrozumiałe pomruki. Ta dziewczyna kpiła sobie z 

niego w Ŝywe oczy. Co więcej, sam to sprowokował.

Niech się pani nie wygłupia 

powiedział, oglądając się za siebie.

Samochód omal nie zjechał do rowu. Jane trochę się przestraszyła, ale 

jednocześnie była z siebie dumna. Burkę nie wyglądał na faceta, którego łatwo 

wyprowadzić z równowagi.

Ja się wygłupiam? PrzecieŜ oboje zgadzamy się co do tego, Ŝe jest pan 

wspaniały. śadna kobieta nie potrafiłaby się panu oprzeć.

Wcale tego nie powiedziałem.

Ale tak pan uwaŜa! 

wypaliła.

Przez resztę drogi milczeli. Todd czuł się jak ostatni idiota. Nie lubił kobiet 

tak wygadanych jak Jane Parker. Musiał teŜ pamiętać, Ŝe, sądząc z jej reakcji na 

artykuł w gazecie, łatwo ją zranić.

Zatrzymali się na podwórku i Todd wyłączył silnik. Przez chwilę siedzieli w 

zupełnej ciszy.

Dawno się tak nie ubawiłam 

powiedziała w końcu Jane. 

Bardzo pana 

przepraszam za te Ŝarty, ale, prawdę mówiąc, po raz pierwszy od niepamiętnych 

background image

czasów czułam się tak dobrze.

Todd odwrócił się do niej. Jego oczy przypominały lodowe sople.

Bardzo nie lubię, kiedy się ze mnie Ŝartuje 

stwierdził. 

Będzie lepiej, jeśli 

sobie to pani zapamięta.

Rysy Jane stwardniały.

Będzie lepiej, jeśli zapamięta pan, Ŝe nie wolno do mnie mówić tym tonem! 

oznajmiła.

Otworzyła drzwiczki i zabrała się do wysiadania. Todd chciał jej pomóc, ale 

pokręciła głową.

Niech pan zawoła Tima z wózkiem 

powiedziała. 

Tak będzie lepiej.

Todd zazgrzytał zębami. JuŜ chciał rzucić jakąś niepochlebną uwagę na temat 

wózka, ale w porę się opanował. Wiedział, Ŝe Jane uznałaby to za obrazę.

Dobrze 

mruknął.

Wszedł do domu i zaczął szukać Tima. Znalazł go w kuchni, gdzie brodacz 

rozmawiał właśnie z Ŝoną.

No i co? 

zapytali jednocześnie na jego widok.

Wszystko w porządku.

To dlaczego ma pan taką ponurą minę? 

spytał Tim.

Pokłóciliśmy się 

wyznał.

Meg pokiwała tylko głową, jakby tego właśnie się spodziewała, a Tim aŜ 

gwizdnął.

To juŜ coś! 

krzyknął. 

Pamiętam, jak Jane wspaniale kłóciła się z 

Coltrainem. Szkoda, Ŝe juŜ się nim nie interesuje. Stanowiliby idealną parę.

Niby dlaczego? 

spytał naburmuszony Todd. 

Tylko dlatego, Ŝe jest 

lekarzem?

I synem farmera 

dodał Tim. 

Nigdy by nie pozwolił, Ŝeby ranczo Jane tak 

podupadło. Czy uda się panu jakoś podreperować nasze finanse?

Todd zastanawiał się przez chwilę nad odpowiedzią. Nie chciał wzbudzać 

złudnych nadziei.

Myślę, Ŝe tak. Ale proszę nie oczekiwać ode mnie gotowych recept.

Tim skinął głową, a następnie ponownie spytał o Jane. Z ulgą wysłuchał tego, 

co powiedział doktor. Następnie obaj męŜczyźni wyszli do przedpokoju. Todd wziął 

wózek i wypchnął go na zewnątrz.

Dlaczego pan jej po prostu nie przeniesie? 

spytał Tim.

background image

Todd wzruszył ramionami.

Tim stanął w drzwiach. Z przyjemnością obserwował to, co działo się przy 

samochodzie, chociaŜ zdaje się, Ŝe Jane i Todd znowu się kłócili. Przynajmniej nie 

myśli bez przerwy o swoich nogach, ucieszył się stary. No i ma się czym zająć.

Kiedy znaleźli się w domu, z kuchni wyjrzała Meg.

Obiad za kwadrans 

oznajmiła. 

Mógłby pan poszukać Cherry? Ćwiczy 

zwroty wokół beczek. Powinna być na padoku 

zwróciła się do Todda.

Bez trudu odnalazł córkę na placu. Jeździła wolno wokół beczek.

Cześć, tato! 

krzyknęła i pomachała ręką na jego widok.

Cześć. Jak leci? 

zapytał.

MoŜe być. Nie lubię jeździć tak wolno, ale Jane powiedziała, Ŝe powinnam 

od tego zacząć.

Jane? Jesteście na "ty"? 

zdziwił się.

Tak. Nie mówiłam ci? 

spytała, zatrzymując konia. 

Co powiedział lekarz?

Todd pokiwał uspokajająco głową.

Wszystko w porządku 

powiedział. 

Chodź na lunch. Ma być gotowy za 

parę minut.

Dobrze. Zrobię tylko jeszcze jedno okrąŜenie.

Todd wsadził ręce w kieszenie i ruszył w stronę domu.

Lunch się nieco opóźniał, więc miał jeszcze chwilę na rozmowę z Timem. 

Następnie poszedł do łazienki, Ŝeby się trochę odświeŜyć. Czuł się coraz bardziej 

głodny i z utęsknieniem czekał na posiłek.

Cherry oczywiście się spóźniła i od razu rzuciła na jedzenie. Stanowili chyba 

wspaniały widok: córka i ojciec pałaszujący obiad z apetytem.

Jane siedziała nad niemal pełnym talerzem. Przed obiadem, kiedy nikt nie 

słyszał, wygłosiła jakąś sarkastyczną uwagę na temat wody kolońskiej Todda, ale 

teraz milczała.

To Tim pierwszy zaczął rozmowę:

Wiesz, Jane, pan Burke uwaŜa, Ŝe znalazł sposób na to, Ŝeby wyjść z 

kryzysu. Będziemy tylko musieli zacisnąć pasa i wziąć kredyt.

Jane westchnęła głęboko.

Właśnie tego się obawiałam 

powiedziała ponuro. 

Nikt juŜ nam nie da 

pieniędzy.

Z kredytem nie będzie Ŝadnych problemów 

rzekł pewnym tonem Todd.

background image

Nie chciał wdawać się w wyjaśnienia, dlaczego. KaŜdy bank zdecyduje się na 

poŜyczkę, jeśli on będzie poręczycielem. Todd miał zamiar wyciągnąć Jane z 

tarapatów. Zwłaszcza Ŝe kwota, której w tej chwili potrzebował, była niczym w 

porównaniu z rocznym dochodem jego firmy.

Dobrze. Ile potrzebujemy i na co wydamy te pieniądze? 

spytała 

zaintrygowana Jane.

Wyjaśnił jej wszystko pokrótce, starając się, by zrozumiała, na czym polega 

skomplikowany system ulg podatkowych i inwestycyjnych. Mówił teŜ o 

wydzierŜawieniu niepotrzebnych gruntów, modernizacji parku maszynowego i innych 

usprawnieniach.

Jane aŜ zaparło dech z wraŜenia. Wizje, jakie roztaczał Todd, zdawały się być 

spełnieniem jej Ŝyczeń. Bardzo chciała, tak jak proponował, prowadzić stadninę, 

zamiast hodowli bydła rzeźnego. Małe, nowoczesne ranczo było jej marzeniem. 

PrzecieŜ przede wszystkim znała się na koniach!

Poza tym 

ciągnął Todd 

ma pani znane nazwisko. To wstyd, Ŝe pani tego 

nie wykorzystała. Inne gwiazdy rodeo juŜ dawno zajęły się reklamą odzieŜy czy 

końskiego oporządzenia. Nie myślała pani o tym?

W… wolałabym tego nie robić 

odparła.

Dlaczego?

Jane spojrzała na talerz, z którego ubyło bardzo niewiele zupy. Wzięła łyŜkę 

do ręki i zamieszała prawie juŜ chłodną ciecz.

Nie pozwolę, Ŝeby fotografowali mnie na wózku! 

powiedziała.

Todd pokiwał głową.

Nikt nie będzie musiał tego robić 

powiedział. 

Po pierwsze, nie będzie pani 

całe Ŝycie jeździć na wózku. Po drugie, nie musi się pani wcale pokazywać. Kontrakt 

reklamowy moŜe dotyczyć nazwiska, portretu, dawnych zdjęć z rodeo.

Jane przyłoŜyła dłonie do skroni i zaczęła je rozmasowywać. Ten Burke 

przyprawiał ją o ból głowy.

Kto by tam wykorzystał do reklamy kogoś juŜ prawie nieznanego? Jest tylu 

nowych zawodników.

Nie wygłupiaj się! 

krzyknęła Cherry, która milczała do tej pory, poniewaŜ 

była zajęta pochłanianiem przepysznej grzybowej zupy. 

PrzecieŜ jesteś legendą! W 

stadninie, w której uczyłam się jeździć, wszędzie były plakaty z twoją podobizną.

Jane otworzyła szeroko oczy. Wiedziała o istnieniu plakatów, ale nie sądziła, 

background image

by ktoś je kupował.

Zapomniałaś, prawda? 

wtrącił się Tim. 

Mówiłem ci, Ŝe musieli 

dodrukowywać te plakaty, ale pewnie nie zwróciłaś na to uwagi. To było zaraz po 

wypadku.

Nie, nie zwróciłam na to uwagi 

przyznała Jane. Następnie spojrzała na 

Todda. 

Zrobię wszystko, Ŝeby uratować ranczo.

ROZDZIAŁ CZWARTY

Todd uparł się, Ŝeby jechać samemu do banku w Jacobsville. Nie chciał, Ŝeby 

Jane zauwaŜyła, jak będzie załatwiał poŜyczkę.

Sprawa, jak przypuszczał, okazała się dosyć prosta. Szef banku zadowolił się 

jego pisemnym poręczeniem. Potem jeszcze tylko parę telefonów i odpowiednia 

kwota znalazła się na koncie Jane. Mógł nią teraz swobodnie dysponować. Przede 

wszystkim pomyślał o nowym sprzęcie, a takŜe o firmie, która dokonałaby 

niezbędnych napraw na ranczu.

Kiedy Jane zobaczyła pierwszy rachunek, omal nie spadła z wózka. Miała 

ochotę poprosić o whisky, ale w końcu uznała, Ŝe nie wypada.

Nie mogę sobie na to pozwolić 

powiedziała, potrząsając świstkiem.

Myli się pani 

zaoponował spokojnie Todd. 

Konserwacja jest na dłuŜszą 

metę znacznie tańsza niŜ wymiana wszystkiego.

A to ogrodzenie?!

No tak, tutaj rzeczywiście nie miałem wyboru. Musiałem zdecydować się na 

nowe. Drewniane ogrodzenie ciągle trzeba łatać drutem kolczastym. To moŜe być 

niebezpieczne dla zwierząt 

tłumaczył spokojnie. 

Poza tym zamówiłem zbiornik na 

wodę…

Cysternę 

przerwała mu. 

W Teksasie mówimy: "cysternę".

Właśnie, cysternę 

ciągnął. 

No i oczywiście znalazłem firmę, która dokona 

naprawy dachu. Na górze pełno jest garnków i wiader do zbierania deszczówki. Jeśli 

nie załatamy dziur, wkrótce cały dach przegnije i trzeba będzie go wymienić na nowy.

Jane przymknęła oczy. Na jej czole pojawiły się zmarszczki.

Skąd ja na to wszystko wezmę pieniądze?! 

jęknęła.

Właśnie tego pytania się spodziewałem 

powiedział Todd z uśmiechem.

Siedział swobodnie rozparty na krześle w rozpiętej, dŜinsowej koszuli, którą 

włoŜył zaraz po przyjeździe z Jacobsville, i luźnych spodniach. Musiała przyznać, Ŝe 

background image

wyglądał bardzo atrakcyjnie.

I cóŜ? 

ponagliła go.

Chcę wykorzystać dwa ogiery na rozpłód 

odparł. 

Za zarobione dzięki nim 

pieniądze będziemy mogli załoŜyć stadninę. Później sami będziemy sprzedawali 

ź

rebięta pełnej czy raczej czystej krwi. Nie wiem, jak się u was nazywa.

Jane chciała wygłosić komentarz na temat liczby mnogiej, której uŜywał w 

swoich rozwaŜaniach Burkę, ale zamiast tego rzuciła automatycznie:

Pełnej angielskiej, czystej arabskiej. 

Dopiero po chwili dotarło do niej to, 

co powiedział Burke. 

Będziemy potrzebowali lepszej stajni 

stwierdziła, uŜywając 

narzuconej przez Burke'a liczby mnogiej.

Todd skinął głową.

Wiem. Zbudujemy nową. Znalazłem juŜ odpowiednią ekipę wykonawczą.

Ale przecieŜ na to trzeba jeszcze więcej pieniędzy! 

wykrzyknęła. 

W tej 

chwili stoimy na krawędzi bankructwa, a pan mi proponuje nowe wydatki! Pozwoli 

pan, Ŝe powtórzę pytanie: skąd brać na to pieniądze?

Todd skinął głową, chcąc dać znak, Ŝe rozumie jej zastrzeŜenia. Przez chwilę 

milczał, wpatrując się w okolone jasnymi włosami oblicze Jane, a następnie zaczął 

wyjaśnienia.

PoŜyczka to pierwsze źródło, ale zgadzam się z panią, Ŝe niewystarczające 

powiedział. 

Ogiery, to drugie. A poza tym… 

urwał i spojrzał niepewnie na Jane.

Poza tym?

MęŜczyzna zaczerpnął tchu.

Rozmawiałem z duŜą fabryką odzieŜy z Houston. OtóŜ są zainteresowani 

współpracą. Chcieliby rozpocząć promocję kowbojskich ubrań dla kobiet. Zdaje się, 

Ŝ

e chodzi głównie o dŜinsy i kurtki dŜinsowe.

Jane z trudem przełknęła ślinę.

Czy wiedzą o…?

Todd nie pozwolił jej dokończyć pytania.

Wiedzą. Nie będą pani fotografować na wózku. To bardzo rozsądna oferta.

Todd podał wysokość proponowanego honorarium. Jane nie mogła uwierzyć 

własnym uszom.

To chyba jakiś Ŝart 

powiedziała niepewnie.

Burke pokręcił przecząco głową.

Nic podobnego. To wcale nie tak duŜo. Oczywiście, dopiero pani zaczyna. 

background image

Radziłbym dokładnie obejrzeć wszystkie rodzaje ubrań, które ma pani reklamować. 

Ostatecznie będzie na nich pani nazwisko.

Jane aŜ się zaczerwieniła. Perspektywa ujrzenia swojego nazwiska na 

ubraniach kowbojskich była bardzo podniecająca. I pomyśleć, Ŝe w tym będą jeździć 

zawodnicy na rodeach. Nie chciała jednak popadać w przesadny optymizm. PrzecieŜ 

nie podpisała jeszcze umowy.

Tak, nie chciałabym promować tandety.

To zrozumiałe 

stwierdził. 

Jednak wydaje mi się, Ŝe to przyzwoite 

przedsiębiorstwo. Jest juŜ na rynku parę lat. Wszyscy mówili o nim pozytywnie. 

Zresztą sama pani się przekona. Mają tu przyjechać w następny piątek. Przepraszam, 

Ŝ

e nie konsultowałem z panią sprawy terminu.

Jane wyciągnęła rękę.

Nie szkodzi 

odparła. 

Mam przecieŜ masę czasu. Nie będę twierdzić, Ŝe 

jest inaczej.

Todd obserwował ją uwaŜnie. Błękitne oczy lśniły dziwnym blaskiem. Blade 

dotąd policzki nabrały rumieńców. Jane wyglądała na oŜywioną i zadowoloną. 

Piękniała z minuty na minutę. Gwałtowny ruch piersi pod cienkim materiałem bluzki 

wskazywał, Ŝe jest podniecona.

Niech pan przestanie grać rolę uwodziciela 

powiedziała, zauwaŜywszy jego 

spojrzenie. 

Porozmawiajmy lepiej o interesach.

Todd uśmiechnął się do niej i przymruŜył jedno oko. Efekt był piorunujący.

Na pewno pani tego chce?

Jane z trudem powstrzymała drŜenie rąk.

Na pewno 

odparła. 

Wróćmy do tych ludzi z fabryki. O której mają 

przyjechać?

Do czwartku ustalono wszystkie szczegóły spotkania. Następnego dnia rano 

Jane miała odbyć rozmowę z dwójką przedstawicieli przedsiębiorstwa. Rozpoczęły 

się teŜ prace na ranczu. Od świtu towarzyszył im jęk pił i zgrzyt cięŜkich maszyn, a 

takŜe nawoływania robotników.

Aby uciec od hałasu, Jane wyruszała z Cherry do letniej zagrody dla koni. 

Dziewczynka robiła spore postępy, ale Todd nie miał okazji tego docenić, poniewaŜ 

całymi dniami siedział w pokoju przy biurku i albo sprawdzał rachunki, albo 

rozmawiał przez telefon. Jane nie mogła pojąć, jak moŜe pracować w tym hałasie. 

PrzecieŜ dobiegał on nawet do pastwiska.

background image

BoŜe, trudno to wytrzymać! 

jęknęła, obserwując swoją uczennicę. 

Któregoś dnia kaŜę powystrzelać tych ludzi.

Cherry uśmiechnęła się do niej. Skończyła właśnie siodłać klacz, podarowaną 

jej przez ojca.

Ale moŜe lepiej po tym, jak skończą reperować dach. Inaczej znów będzie 

przeciekać 

zauwaŜyła przytomnie i poklepała klacz po karku. 

W końcu 

zdecydowałam się, jak ją nazwać. Piórko. Dlatego Ŝe galopuje tak lekko. Jane skinęła 

głową.

To dobre imię 

zgodziła się. 

Powinnaś jej na więcej pozwalać. Ta klacz 

potrafi sama brać najostrzejsze zakręty. Musisz jej tylko popuścić cugli.

Cherry posmutniała. Spuściła głowę i przysiadła obok Jane na wielkiej beli 

siana.

Nie mogę 

powiedziała. 

Staram się, ale mi nie wychodzi.

Boisz się, Ŝe spadniesz, prawda?

Cherry zaczęła wyskubywać siano z beli, na której siedziała. Wyglądała w tej 

chwili na bardzo zakłopotaną.

To teŜ 

przyznała. 

Ale bardziej boję się o konia. Pierwszy raz, kiedy byłam 

na rodeo, widziałam upadek. Koń złamał nogę. Chcieli go oddać do rzeźni, ale 

ubłagałam tatę i kupił mi go. Jest teraz u krewnych w Wyoming. Od tego czasu mam 

problemy z szybką jazdą, a zwłaszcza ze zwrotami.

Jane przytuliła dziewczynkę mocno do siebie. Todd o niczym jej nie 

powiedział.

Po prostu nie miałaś szczęścia 

powiedziała. 

Jeźdźcy kochają swoje konie i 

wiedzą, jak unikać okaleczenia zwierząt. Oczywiście zdarza się, Ŝe ktoś zleci z konia. 

Sama miałam złamane Ŝebro, kiedy spadłam z klaczy w czasie treningu. Jednak nigdy 

nie widziałam powaŜnego wypadku w czasie rodeo. To raczej rzadkość.

Naprawdę? 

spytała Cherry. Na jej twarzy pojawił się nagle promienny 

uśmiech.

MoŜesz mi wierzyć. Konie instynktownie wyczuwają, co jest dla nich 

najlepsze. Zadanie jeźdźca to przede wszystkim nie przeszkadzać…

NiemoŜliwe! 

przerwała jej Cherry nagłym okrzykiem.

Na jej czole pojawiły się zmarszczki. Przed oczami miała tych zawodników, 

których uwaŜała za najlepszych. CzyŜby Jane miała rację? Czy wystarczyło zdać się 

na koński instynkt? CzyŜby cała sprawa była aŜ tak prosta?

background image

To wcale nie jest takie proste 

dodała Jane, jakby odgadła jej myśli. 

Trzeba 

przezwycięŜyć strach i zaufać zwierzęciu.

Chciałabym spróbować 

powiedziała Cherry.

Zerwała się na równe nogi i podbiegła do skubiącego trawę konia. W oczach 

Jane pojawił się wyraz nostalgii i zadumy. Ona teŜ kiedyś odkrywała te proste 

prawdy. Kiedy to było? Piętnaście, moŜe osiemnaście lat temu?

Dobrze, ale pamiętaj: nie spiesz się 

ostrzegła swą uczennicę. 

Musisz się 

równieŜ nauczyć, Ŝe koń wyczuwa twoje nastroje. Wie, kiedy jesteś zła, zmęczona lub 

teŜ podniecona.

Co tu się dzieje?! Spotkanie na szczycie? 

usłyszała za sobą głos Todda.

Widzę, Ŝe pana równieŜ hałasy wygoniły z domu 

powiedziała.

Nie na długo. Zaraz muszę wracać. Mam mnóstwo roboty.

Tato, chcesz popatrzeć?! 

krzyknęła do niego Cherry z końskiego grzbietu. 

Spróbuję robić zwroty.

Todd rozłoŜył ręce.

Właśnie mówiłem, Ŝe jestem zajęty 

odparł, podchodząc do córki. 

Wyrwałem się tylko na chwilę. Muszę wracać do pracy.

A ja myślałam, Ŝe jesteśmy na wakacjach 

powiedziała półgłosem Cherry i 

mrugnęła do niego.

Jane nic nie słyszała. Siedziała na sianie i mruŜąc oczy, wpatrywała się w jakiś 

odległy punkt na horyzoncie.

Dobrze, zostanę jeszcze chwilę 

stwierdził Todd po krótkim namyśle.

Córka uśmiechnęła się do niego.

Dzięki.

Podszedł do beli i usiadł obok Jane, która w ciągu ostatnich minut czyniła 

olbrzymie wysiłki, Ŝeby nie zwracać na niego uwagi. Musiała jednak przyznać, Ŝe w 

dŜinsowej bluzie, spodniach i w szarym stetsonie wyglądał jak prawdziwy kowboj. 

Miał sylwetkę urodzonego jeźdźca. Zwłaszcza nogi, długie i mocne, doskonale by mu 

słuŜyły w czasie jazdy.

Cherry mówiła mi o koniu ze złamaną nogą 

rzuciła w jego stronę. 

To było 

bardzo miłe z pańskiej strony.

Todd zsunął stetsona na tył głowy.

Miłe? Nawet nie próbowałem się sprzeciwiać. Nie potrafię się oprzeć łzom.

Jane uśmiechnęła się.

background image

Dobrze o tym wiedzieć.

Chodziło mi o łzy Cherry 

zreflektował się Todd.

Wygląda na to, Ŝe znowu nie mam szczęścia 

powiedziała kpiącym tonem.

Todd spojrzał na nią z ukosa. Wyglądała niezwykle kusząco i bezbronnie. 

Ciekawe, czy potrafiłby oprzeć się łzom Jane? Postanowił jednak nie myśleć o tym.

Rozmawiałem z moją byłą Ŝoną 

oświadczył. 

Powiedziała, Ŝe chce jednak 

zaprosić Cherry do siebie. Mają się wybrać po zakupy. Dlatego będę musiał wyjechać 

jutro z rana. Jednak przy odrobinie szczęścia powinienem zdąŜyć na negocjacje w 

sprawie reklamy. Gdyby mi się to nie udało, proszę niczego nie podpisywać. Najpierw 

musi to zobaczyć prawnik.

Wiem o tym.

To dobrze.

Radosne okrzyki Cherry przerwały im rozmowę. Dziewczynka cieszyła się, 

przejechawszy parę razy wokół beczek. Robiła to wolno, ale z coraz większą wprawą. 

Pomachali jej, chcąc dać znak, Ŝe patrzą.

Czy Cherry lubi swoją matkę? 

spytała Jane.

Jako tako 

odparł Todd. 

Nie znosi za to ojczyma.

Jane zmierzyła go spojrzeniem. Nic dziwnego, skoro miała tak wspaniałego 

ojca.

To normalne 

powiedziała. 

Dzieci rozwiedzionych rodziców często chcą, 

Ŝ

eby rodzice byli razem.

Todd pokręcił przecząco głową.

To nie dotyczy Cherry. Za duŜo widziała. 

Obrócił się twarzą do Jane. 

Czy 

pani rodzice się kłócili?

Jane wyruszyła ramionami.

Nie mam pojęcia. Mama zmarła, kiedy zaczęłam chodzić do szkoły. W 

zasadzie wychowywał mnie tata. No i jeszcze Tim i Meg 

dodała po chwili namysłu.

Ś

mierć ojca musiała być wielką stratą dla pani.

Skinęła głową, nie chcąc dać poznać, jak jest wzruszona.

Przynajmniej zostali mi Tim i Meg 

szepnęła. 

Nie wiem, co bym bez nich 

zrobiła.

Mój tata zmarł dziewięć lat temu, a mama dwa lata później 

powiedział 

Todd. 

Bardzo mi ich brakuje.

Tak to juŜ jest 

stwierdziła, nie chcąc poddać się fali Ŝalu. 

Ludzie po prostu 

background image

umierają. Zawsze tak było i będzie.

Todd skinął głową.

Jasne. Ale tym, którzy zostają, wcale nie jest z tego powodu łatwiej.

Jane musiała mu przyznać rację. Opanowały ją czarne myśli. Nie wiadomo do 

czego by doszło, gdyby nie Cherry, która podjechała do nich i zeskoczyła z konia.

A teraz uwaŜajcie 

powiedziała, patrząc na nich rozognionymi oczami.

Przez chwilę szeptała coś do ucha klaczy, a następnie dosiadła jej i zaczęła 

ć

wiczyć zwroty. Widać było, Ŝe popuściła koniowi cugli, dzięki czemu przejazd 

wypadł nadspodziewanie dobrze.

Brawo! 

krzyknął Todd.

A widzisz, mówiłam ci! Poszło wspaniale! 

zawtórowała mu Jane.

Cherry wyglądała na uszczęśliwioną.

To zasługa Jane 

wyjaśniła ojcu. 

Gdyby nie ona, nigdy bym się tego nie 

nauczyła.

Jane uśmiechnęła się pobłaŜliwie.

To przede wszystkim twoja zasługa 

powiedziała. 

PrzecieŜ ty dosiadasz 

konia.

Cherry jednak nie słuchała. Poklepała Piórko po karku i ruszyła w stronę 

placyku.

Poćwiczę jeszcze trochę 

rzuciła.

Tylko uwaŜaj! 

krzyknął za nią Todd.

Pamiętaj, co ci mówiłam! Powoli i ostroŜnie! 

dodała Jane.

Todd spojrzał na nią. Jane miała na sobie koszulkę z krótkimi rękawami, która 

wspaniale podkreślała szczupłość jej ciała i spręŜystość biustu. Zwykle blade policzki 

były zaróŜowione z podniecenia. Pewnie nie zdawała sobie sprawy z tego, Ŝe wygląda 

piękniej niŜ kiedykolwiek.

Powoli i ostroŜnie 

powtórzył, wpatrując się w nią uporczywie.

Jane wyczuła jego spojrzenie. Podniosła wzrok i napotkała jego przenikliwe, 

stalowoszare oczy. Na moment zaparło jej dech z wraŜenia.

Todd uniósł dłoń i dotknął jej policzka. Przesunął palcami wokół ust, brody, a 

potem powędrował nimi nieśmiało niŜej. Jane bała się poruszyć. Miała wraŜenie, Ŝe 

ktoś ją zaczarował i wystarczy jeden niepotrzebny gest lub zbędne słowo, a czar 

pryśnie. Todd chyba czuł to samo. Jego palce zatrzymały się na wiotkiej szyi. 

Wyczuwał nimi gwałtowny puls Jane. Jego serce biło chyba równie mocno. Cherry? 

background image

Och, Cherry nie mogła ich widzieć. Jazda pochłonęła ją niemal zupełnie. Co jakiś 

czas wydawała tylko radosne okrzyki.

Palce Todda przesunęły się niŜej.

Todd! Todd! Przyjechał szef ekipy remontowej! 

usłyszeli głos Tima.

Spojrzeli za siebie. Rzeczywiście, Tim zbliŜał się do nich wolno.

Todd z trudem przełknął ślinę.

JuŜ idę! 

odkrzyknął. 

Mówiłem ci, Ŝe wcale nie mam ochoty na romans 

zwrócił się do Jane.

Odsunęła się od niego na odległość, którą zapewne u

 - 

znała za bezpieczną.

Tak, rzeczywiście. To ja rzuciłam się na ciebie! Nie wygłupiaj się lepiej!

Todd! Todd! Chodź juŜ! 

nawoływał Tim.

Todd wstał i spojrzał na Jane.

Jeszcze pogadamy 

rzucił z nutką pogróŜki w głosie.

Jeszcze pogadamy 

zawtórowała mu. 

Aha, moŜe od razu wyjaśnisz, od 

kiedy jesteś na "ty" z moim zarządcą?!

Todd roześmiał się głośno.

Od dzisiaj 

wyjaśnił. 

Tak samo jak z tobą.

Chciał juŜ odejść, ale Jane nie miała zamiaru go tak puścić.

Czekaj! Ja teŜ chcę z nim porozmawiać! Ostatecznie to jest mój dom. 

Chciałabym wiedzieć, co tu się będzie działo.

Todd skinął głową.

Myślałem o tym 

powiedział, starając się zapomnieć, jak gładka i jedwabista 

jest skóra Jane. 

Chciałem was umówić na oddzielne spotkanie, ale moŜe tak 

rzeczywiście będzie lepiej.

Powiedzieli Cherry o spotkaniu, a następnie ruszyli w stronę domu. Szef ekipy 

remontowej, wyglądający bardziej na biznesmena lub przemysłowca, czekał na nich 

koło swojego zielonego mercedesa.

Poznajcie się. Bill Hayes, Jane Parker 

powiedział Todd.

AleŜ ja juŜ o panu słyszałam! 

Jane nie potrafiła ukryć podniecenia. 

Podobno pana firma jest najlepsza!

Staramy się 

powiedział skromnie ciemnowłosy męŜczyzna o pociągłej 

twarzy. 

Ja natomiast nie tylko o pani słyszałem, ale widziałem panią na rodeo. 

Wspaniałe przeŜycie! Ten wypadek to straszne nieszczęście.

Jane nie poczuła się uraŜona, chociaŜ zwykle reagowała gwałtownie na słowa 

background image

takie jak "wypadek", czy "wózek". Widać jednak było, Ŝe Hayesowi jest naprawdę 

przykro.

No cóŜ, róŜnie w Ŝyciu bywa. Jednak trzeba jakoś Ŝyć dalej 

odparła 

sentencjonalnie.

Hayes skinął głową.

Racja. Myślała juŜ pani o tym, co mogłoby zastąpić rodeo w pani Ŝyciu? 

zapytał otwarcie i, o dziwo, tym razem Jane równieŜ nie miała o to do niego pretensji.

Chcę załoŜyć stadninę i mieć tu same najlepsze konie 

powiedziała pół 

Ŝ

artem, pół serio.

Wspaniały pomysł. Ja teŜ hoduję konie i uwaŜam, Ŝe nie ma nic 

wspanialszego 

stwierdził Hayes.

Spojrzeli na siebie z nie ukrywaną sympatią. Mimo iŜ była wciąŜ na wózku, 

Jane wyglądała naprawdę pięknie. Tylko ślepiec by tego nie dostrzegł, a Hayes 

najwyraźniej nie miał problemów ze wzrokiem.

Todd musiał interweniować.

Hm, hm. Mieliśmy obejrzeć plany!

A, plany. 

Bill spojrzał na niego z namysłem. 

Omówiłem juŜ część spraw z 

pani… księgowym 

zwrócił się znowu do Jane. 

Jednak to pani dom i pani musi 

zdecydować. Zaraz wszystko pokaŜę.

Otworzył tylne drzwiczki samochodu i wyjął duŜą teczkę. Następnie raz 

jeszcze spojrzał na Jane, a potem na Todda. Jane wskazała dłonią dom.

Porozmawiamy o wszystkim w salonie. Tim, czy mógłbyś poprosić Meg, 

Ŝ

eby podała nam kawę? 

zwróciła się do trzymającego się nieco z boku swego 

starego opiekuna.

Jasne 

mruknął zagadnięty.

Jane zaprosiła Hayesa do salonu, sama natomiast zdecydowała, Ŝe zrezygnuje 

z wózka i skorzysta teraz z kul. Todd zaoferował swoją pomoc.

UwaŜaj 

powiedział, kiedy zostali sami. 

Ten facet to kobieciarz. Poza tym 

jestem przekonany, Ŝe wcale nie jest dobrym materiałem na męŜa.

WaŜne, Ŝe jest dobrym fachowcem 

stwierdziła Jane i ruszyła w stronę 

salonu.

Hayes powitał ich juŜ w progu.

Zaraz pani pomogę 

powiedział, biorąc Jane pod rękę.

To bardzo miło z pana strony. 

Uśmiechnęła się do niego uwodzicielsko.

background image

Todd zazgrzytał zębami. Tak głośno, Ŝe chyba oboje musieli go słyszeć. Los 

mu nie sprzyjał. Najpierw ten rudy doktor, a teraz inŜynier

 - 

elegancik. Nie, Ŝeby sam 

miał ochotę na romans z Jane. Ta dziewczyna znajdowała się jednak pod jego opieką i 

czuł, Ŝe musi ją chronić przed niebezpieczeństwami Ŝycia.

Weźmy się do tych planów 

powiedział, widząc, Ŝe Hayes znów zaczyna 

komplementować Jane.

Plany? A tak, proszę bardzo.

Przysunęli się bliŜej do stołu i zaczęli przeglądać papiery. Naprawy domu nie 

budziły Ŝadnych kontrowersji. Jane wiedziała, Ŝe są konieczne, zresztą ekipa juŜ i tak 

zabrała się do roboty.

Po chwili dostali kawę i wspaniałą babkę upieczoną przez Meg. Jane ukroiła 

dwa grube kawałki i jeden znacznie cieńszy.

Proszę się częstować 

powiedziała do obu męŜczyzn.

Hayes pokazał jej plany rozbudowy stajni. To, co zobaczyła, wydało jej się 

oszałamiające.

Czy naprawdę potrzebujemy aŜ tyle miejsca?

Hayes skinął głową.

Tak, jeśli myśli pani o stadninie. Wiem z praktyki, Ŝe jeśli ktoś decyduje się 

na kupno konia, to musi mieć czystą i przestronną stajnię.

Moim zdaniem jest to konieczne 

dodał Todd.

Jane milczała przez chwilę.

Sama nie wiem…

Nie musi pani od razu podejmować decyzji 

powiedział Hayes. 

Na razie 

zajęliśmy się domem. Proszę się zastanowić i powiadomić mnie, co pani zamierza.

Jane potarła czoło. Koszty związane z przebudową były olbrzymie, ale dzięki 

modernizacji ranczo mogłoby zacząć przynosić zyski. Chciała zaczekać do jutra. Być 

moŜe uda jej się podpisać kontrakt reklamowy i dzięki temu zarobi potrzebne 

pieniądze.

ROZDZIAŁ PIĄTY

Jane prawie nie spała tej nocy. Cały czas zastanawiała się, co wyniknie z 

rozmów z przedstawicielami firmy odzieŜowej. Todd twierdził, Ŝe same korzyści, ale 

ona nie była tego taka pewna.

Przyjadę z powrotem, zanim się tu zjawią 

pocieszał ją, poganiając zaspaną 

background image

córkę. 

Przestań się martwić.

Jane skinęła głową.

Spróbuję. Nigdy czegoś takiego nie robiłam. 

W jej głosie wyczuwało się 

ś

lady niepokoju. 

Mam nadzieję, Ŝe zaproponują mi jakieś sensowne ubrania.

Na pewno. Inaczej cała sprawa mijałaby się z celem 

stwierdził 

autorytatywnie Todd. 

Reklama jest po to, Ŝeby propagować dobre produkty, a nie po 

to, Ŝeby wypromować złe.

Jane nie wyglądała na przekonaną. Uściskała serdecznie Cherry, Ŝycząc jej 

miłego pobytu w Victorii. Obie stały się w ciągu tych paru dni prawdziwymi 

przyjaciółkami. Dzieliło je niewiele ponad dziesięć lat róŜnicy wieku, a łączyła 

wspólna miłość do koni.

ś

yczę udanych zakupów 

powiedziała na koniec Jane.

Cherry uśmiechnęła się do niej.

Cześć. Zobaczymy się w poniedziałek. UwaŜaj na siebie, 

Wskazała kule. 

ś

adnych tańców.

Jane zaśmiała się cicho. Ostatnio stała się znacznie mniej draŜliwa na punkcie 

swojej niesprawności.

Dobrze 

obiecała.

Pomachała im jeszcze ręką na poŜegnanie, a następnie wróciła do domu. Todd 

wyglądał na złaknionego wolności. Trudno się było oprzeć wraŜeniu, Ŝe z 

przyjemnością zasiada za kierownicą starego forda. Ciekawe, czy spędzi weekend na 

ranczu? Wyglądał na męŜczyznę, który lubi i umie się bawić. Poza tym jest tak 

przystojny, Ŝe pewnie istnieje wiele kobiet czekających na sygnał od niego.

Jane zajrzała do gabinetu Todda. Nie dlatego, Ŝeby go jej brakowało, ale 

chciała obejrzeć ksiąŜki rachunkowe. Todd w krótkim czasie doprowadził wszystkie, 

łącznie z główną ksiąŜką przychodów i rozchodów, do naleŜytego porządku. Nawet 

ona orientowała się teraz w prowadzonych zapisach. Wydawało się to takie proste, ale 

Jane wiedziała, Ŝe prostota jest najtrudniejsza.

Ciekawe, dlaczego ktoś taki jak Todd Burke pracuje dla jakiejś firmy. PrzecieŜ 

mógłby załoŜyć biuro i zarabiać dwa, a moŜe nawet trzy razy więcej. Pewnie brakuje 

mu ambicji, zdecydowała po długich rozmyślaniach. Tak, to na pewno to.

Jane być moŜe zmieniłaby zdanie, gdyby zobaczyła Todda zasiadającego w 

skórzanym fotelu firmy Burke

 - 

Hathaway Business Systems. Todd wykupił wcześniej 

część firmy naleŜącą do starego Hathawaya, zdecydował jednak, Ŝe ze względów 

background image

komercyjnych pozostawi dawną nazwę.

Todd zaczął pracę od samego rana. Najpierw podyktował sekretarce kilka 

listów, a następnie, wraz z nastaniem odpowiedniej pory, zadzwonił do kilku firm. 

Potem wydał dyspozycje dotyczące dalszej pracy. Chciał, aby wszystkie waŜne 

dokumenty przesyłano mu faksem, który zainstalował w gabinecie na ranczu. Czuł się 

nieco winny z tego powodu, ale przecieŜ umawiał się z Jane, Ŝe pracę u niej będzie 

traktował jako dodatkową.

Nie chciał zdradzać, jaka jest naprawdę jego pozycja zawodowa, chociaŜ 

wiedział, Ŝe moŜe się to kiedyś na nim zemścić. Jednak kiedy Jane wyzdrowieje, 

przestanie moŜe być tak czuła na punkcie swojego czasowego kalectwa. Todd 

współczuł jej, ale nie był to jedyny powód, dla którego zdecydował się pomóc 

dziewczynie. Paradoksalnie, sukces go zmęczył. Czuł, Ŝe nie ma juŜ nic do roboty. 

Mógł teraz korzystać z owoców swojej pracy, ale jakoś go one nie cieszyły. Kiedy 

więc na horyzoncie pojawiła się sprawa rancza, potraktował ją jak wyzwanie. Dzięki 

niej mógł przypomnieć sobie dawne, pionierskie lata. Cieszył go element ryzyka, 

chociaŜ wiedział, Ŝe dysponując odpowiednią kwotą, bez trudu poradzi sobie ze 

wszystkimi trudnościami.

Tyle Ŝe nie chciał w ten sposób pomagać Jane. Jego pieniądze przypominałyby 

coś w rodzaju protezy albo wózka inwalidzkiego, a on chciał, Ŝeby dziewczyna sama 

stanęła na nogi. Tak w sensie dosłownym, jak i przenośnym.

Todd rozejrzał się po luksusowo urządzonym wnętrzu biura, a następnie 

przypomniał sobie gabinet na ranczu. Tak, musiał przyznać, Ŝe znajdował 

przyjemność w jeszcze jednej rzeczy. Tutaj był multimilionerem, a u Parkerow 

traktowano go jak normalnego człowieka. Nie słyszał "ochów" i "achów" na swój 

temat. Co więcej, czasami wręcz dawano mu do zrozumienia, Ŝe nie jest najmilej 

widzianym gościem. Ta atmosfera bez pochlebstw bardzo mu odpowiadała. 

Zapomniał juŜ, na czym polegają normalne stosunki między ludźmi.

Poza tym była jeszcze jedna sprawa. Cherry wspaniale się bawiła! Od razu 

polubiła Jane. Co więcej, wiele się od niej nauczyła i to nie tylko jeśli idzie o jazdę, 

ale i w ogólnym sensie.

Szkoda tylko, Ŝe on nie potrafił zaprzyjaźnić się z Jane!

Todd zachmurzył się i odsunął od siebie podpisane listy, leŜące na 

mahoniowym blacie biurka. Tak, szkoda, Ŝe się nie zaprzyjaźnili. Jane wyraźnie 

dawała mu do zrozumienia, Ŝe nie traktuje go jak kogoś bliskiego. Wiedział, Ŝe robi 

background image

na niej wraŜenie, ale to było za mało, Ŝeby zbudować trwałe podstawy przyjaźni.

Pomyślał gniewnie, Ŝe dawno nie spotkał nikogo o takim uroku osobistym i 

urodzie. Być moŜe gdyby nie zły początek, losy ich znajomości potoczyłyby się 

zupełnie inaczej. Todd nieraz zastanawiał się, czy Jane miała kochanków. Nie byłoby 

w tym, oczywiście, nic dziwnego. PrzecieŜ ten lekarz kręcił się przy niej od dawna. 

Niemniej jednak Todd wyczuwał, Ŝe Jane i Coltrain nigdy nie byli ze sobą blisko.

Siedział za biurkiem pogrąŜony w myślach i nawet nie zauwaŜył, Ŝe obok 

zjawiła się sekretarka.

Hm, przepraszam, panie Burke 

zaczęła nieśmiało. 

Powinien pan jeszcze 

podpisać te dwie umowy. O, tu i tu 

dodała, podsuwając mu dokumenty.

A, tak. Oczywiście. 

ZłoŜył podpis w zaznaczonych miejscach. 

Czy coś 

jeszcze?

Nie. Przynajmniej na razie.

Dobrze. Zajrzę do biura w przyszłym tygodniu. Gdyby musiała pani się ze 

mną skontaktować, proszę skorzystać z numeru, który zostawiłem. 

Spojrzał na nią 

groźnie.

Ale proszę pamiętać! Tylko w razie konieczności.

Tak, proszę pana. 

Sekretarka posłusznie skinęła głową.

Prosiłbym, Ŝeby w takich wypadkach wysyłała pani faksy. Wystarczy krótkie: 

"proszę o kontakt" 

ciągnął Todd. 

I gdyby pani mogła podpisywać się imieniem, a 

nie nazwiskiem. W ten sposób wszyscy pomyślą, Ŝe jest pani moją dziewczyną.

Pani Emory zachichotała. Jednak po chwili, jak przystało na idealną 

sekretarkę, opanowała się i z kamienną twarzą powiedziała:

Dobrze, proszę pana.

Todd odsunął od siebie papiery. Teraz miała się nimi zająć pani Emory. 

Pomyślał jeszcze, Ŝe musi jej dać w przyszłym miesiącu podwyŜkę, a następnie 

poŜegnał się i ruszył do drzwi.

Miał nadzieję, Ŝe nie będzie Ŝałował swojej decyzji wyjazdu do Jacobsville.

Przywitała ją jedna z wice dyrektorek firmy Slim Togs, Micki Lane. Jane od 

razu polubiła tę na oko dwudziestoparoletnią kobietę o mocnym uścisku i szczerym 

spojrzeniu. Jednak zaraz za nią pojawił się niejaki Rick Wardell, szef marketingu 

firmy. Wardell zachowywał się protekcjonalnie, a Micki, która usiłowała protestować, 

zbywał głupimi Ŝartami.

Jane początkowo znosiła spokojnie to, Ŝe się ją traktuje z góry. Kiedy jednak 

background image

Wardell z zadowoloną miną pogrąŜył się w wywodach na temat szczęścia, jakie ją 

spotkało z powodu tej reklamy, Jane podniosła rękę do góry.

Stop! 

powiedziała. 

PrzecieŜ jeszcze nie zgodziłam się na Ŝadną reklamę.

Jak to? 

Wardellowi dosłownie opadła szczęka.

Tak to 

odparła Jane. 

Nie mam zamiaru reklamować czegoś, czego jeszcze 

nie widziałam.

Ale przecieŜ jesteśmy tacy znani! 

Szef marketingu próbował ratować 

sytuację.

Nie dla mnie 

stwierdziła sucho Jane. 

Miłośnicy rodeo znają od lat mnie i 

moją rodzinę. Jeśli zdecyduję się coś reklamować, na pewno wielu z nich mi uwierzy 

i kupi te rzeczy. Chcę mieć pewność, Ŝe ich nie oszukam.

Wardell z trudem przełknął ślinę, a następnie połoŜył dłoń na jej ramieniu. 

Micki przyglądała się temu z mściwą satysfakcją.

Posłuchaj, złotko 

zaczął Wardell 

nie rozumiesz chyba, Ŝe to uprzejmość z 

naszej strony…

W oczach Jane pojawiły się błyskawice. Gdyby była zdrowa, ten Wardell juŜ 

by leŜał na ziemi.

Nikt nie mówi do mnie "złotko", chyba Ŝe na to pozwolę 

wysyczała przez 

zęby. 

Nie jestem jakąś tam modelką!

Wardell skurczył się i zmalał. Dopiero teraz poczuł, Ŝe grunt usuwa mu się 

spod nóg. Usłyszeli szum silnika i pisk opon przed domem. To Todd przyjechał 

swoim starym fordem. Przez chwilę w salonie panowała cisza, jakby umówili się, Ŝe 

będą czekać na Todda.

Na jego widok twarz Wardella rozjaśniła się w szerokim uśmiechu.

Dobrze, Ŝe pan jest, Burke 

powiedział, pewny, iŜ łączą ich więzy męskiej 

solidarności. 

Pani Parker chyba nie rozumie, Ŝe powinna być wdzięczna naszej 

firmie za to, Ŝe wybraliśmy ją do tej promocji. MoŜe pan potrafi jej to jakoś 

wytłumaczyć.

Todd skinął głową.

Oczywiście. Jeśli przyjmiemy, Ŝe ta wdzięczność powinna być udziałem obu 

stron.

Wardell zachichotał nerwowo.

Powinien pan wiedzieć, Ŝe Jane otrzymała kilka propozycji reklamowych 

powiedział Todd ze słodkim uśmiechem. 

Na początek wybraliśmy pana firmę, ale to 

background image

się moŜe zmienić.

Wardell zmarkotniał i usunął się w kąt. Todd spojrzał na stojącą obok kobietę, 

która wyglądała na mocno poirytowaną przebiegiem rozmowy.

Pani Lane? 

spytał Todd i wyciągnął ku niej swoją dłoń. 

Myślałem, Ŝe to 

pani miała prowadzić rozmowy.

Miałam 

powiedziała ponuro Micki, ściskając wyciągniętą prawicę. 

Pan 

Wardell zajmuje się u nas marketingiem i sprzedaŜą.

Czy chce pan nam coś sprzedać? 

spytała Jane.

Nie, raczej nie. 

Wardell zaczął się powoli wycofywać.

Wobec tego moŜe zostawi pan negocjacje swojej bardziej doświadczonej 

koleŜance 

zaproponował przyjaźnie Todd.

Rick Wardell wyglądał na zupełnie pognębionego.

Tak, oczywiście. 

Cofnął się jeszcze bardziej w stronę drzwi. 

Miło mi było 

państwa poznać 

zwrócił się do Jane i Todda.

Dziewczyna zacisnęła tylko zęby, więc Todd musiał odpowiedzieć za nich 

dwoje:

Nam równieŜ, panie Wardell. Nam równieŜ.

Jeśli podpiszę umowę z pani firmą, musi w niej być zastrzeŜenie, Ŝeby ten 

facet nie podchodził do mnie na odległość strzału 

powiedziała Jane do Micki. 

patrząc na zamknięte drzwi.

Micki Lane uśmiechnęła się nieco sztucznie.

Och, Rick ma swoje wady, ale teŜ i zalety 

stwierdziła przepraszającym 

tonem. 

Jest świetnym sprzedawcą. Potrafiłby sprzedać lód Eskimosom. Tyle Ŝe 

zŜera go ambicja. WciąŜ powtarza, Ŝe chciałby robić coś ciekawszego.

Wszyscy troje roześmieli się na myśl o wysiłkach Wardella, który pewnie 

czekał teraz na Micki w furgonetce firmy. Atmosfera stała się nieco lŜejsza i bardziej 

przyjazna.

MoŜe zanim zaczniemy negocjacje, pokaŜę pani nasze nowe produkty, które 

miałaby pani reklamować 

zaproponowała Micki.

Tak, bardzo proszę.

Jane wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z Toddem. Rozmowa nareszcie 

zaczęła przyjmować poŜądany bieg. Micki wyszła, lecz po chwili wróciła z torbą 

pełną ubrań. Znajdowały się w niej bluzy z frędzlami i naszytymi cekinami, tak 

lubiane przez miłośników rodeo, a takŜe nabijane ćwiekami spodnie.

background image

Oczywiście nasza firma gwarantuje odpowiednią jakość 

powiedziała Micki. 

Wszystko jest uszyte jak trzeba, a cekiny nie blakną i trzymają się mocno.

Jane przyłoŜyła jedną z bluz do piersi.

Fajna 

powiedziała.

Micki skinęła z aprobatą głową. Była ładna i drobna. Jej oliwkowa cera 

wskazywała na to, Ŝe któryś z przodków pochodził z Włoch. W ciemnych oczach 

młodej kobiety co i rusz pojawiały się wesołe iskierki, które zgasły jedynie w czasie 

tyrady Wardella.

Miło mi, Ŝe się to pani podoba 

powiedziała do Jane. 

MoŜe teraz uda nam 

się spokojnie porozmawiać.

W ciągu dwóch godzin opracowali szczegóły umowy. Micki była 

uszczęśliwiona. Co prawda Jane powiedziała, Ŝe chciałaby pokazać ją jeszcze 

swojemu prawnikowi, lecz jednocześnie zapewniła, Ŝe jeśli nie wynikną jakieś nowe 

okoliczności, to natychmiast ją podpisze.

Czarnowłosa wicedyrektor skinęła głową i uścisnęła ich dłonie.

To oczywiste 

stwierdziła na odchodnym.

Todd patrzył za nią z namysłem, drapiąc się po brodzie.

Jest wolna 

podsunęła mu usłuŜnie Jane. 

A poza tym bardzo ładna.

Spojrzał na nią przeciągłe, a następnie po raz ostatni podrapał się po brodzie i 

wsadził swoje olbrzymie łapska do kieszeni dŜinsów. Jane patrzyła na niego 

wyczekująco, on tymczasem pokręcił przecząco głową.

Nie jestem zainteresowany.

Dlaczego? 

spytała.

Nie podrywam osób, z którymi pracuję.

Jane wzruszyła ramionami.

Myślałam, Ŝe księgowi nie przejmują się takimi sprawami.

JuŜ chciał powiedzieć, Ŝe księgowi być moŜe nie, ale szefowie firm powinni 

uwaŜać na to, co robią, ale na szczęście w porę ugryzł się w język.

Być moŜe kiedyś będę z nią pracował 

powiedział po chwili. 

Romans z 

przyszłą szefową byłby powaŜnym błędem.

Nie mówiąc o obecnej! 

wpadła mu w słowo.

Przyglądał jej się przez chwilę uwaŜnie. Najwyraźniej nie spodobał mu się 

wyraz jej twarzy.

Nie masz wcale powodów do radości 

powiedział ponuro.

background image

Jane poczuła ukłucie w sercu. W tej jednej, jedynej chwili poczuła, Ŝe Todd 

być moŜe ma rację. MoŜe rzeczywiście straci wspaniałą przygodę. Jednak szybko 

odegnała od siebie te myśli.

Jestem potwornie zmęczona i senna 

powiedziała, aby zmienić temat. 

Chciałabym trochę odpocząć.

Todd rozejrzał się dookoła.

MoŜesz połoŜyć się tutaj. Ja muszę teraz trochę popracować. Meg i Tim 

pojechali po zakupy, tak Ŝe nikt ci nie będzie przeszkadzał.

Ekipa remontowa zakończyła chwilowo prace i przygotowywała się do 

następnej, bardziej skomplikowanej fazy operacji.

Dobrze 

powiedziała Jane, wyciągając się z cichym jękiem na kanapie. 

Zdaje się, Ŝe trochę nadweręŜyłam kręgosłup. Nienawidzę wózka, ale chodzenie o 

kulach jest bardzo męczące.

Todd nic jej nie odpowiedział. Zresztą Jane nie czekała na odpowiedź. 

Zamknęła oczy, westchnęła raz jeszcze i zasnęła mimo bólu, który ją męczył.

Wyglądała naprawdę pięknie. MoŜe nawet zbyt pięknie, jak na jego gust. 

Nawet teraz, w domowym stroju i bez makijaŜu, mogłaby zdobić okładki 

najpoczytniejszych kobiecych pism.

Todd odwrócił się w stronę drzwi. Nie przyjechał tu, Ŝeby podziwiać śpiące 

piękności. Jeszcze tydzień lub dwa i będzie wolny. Znowu zacznie normalną pracę w 

swoim biurze. I zapomni o Jane. Tak, z pewnością uda mu się zapomnieć.

W ciągu następnego tygodnia Jane zaprzyjaźniła się jeszcze bardziej z Cherry. 

Obie stały się niemal nierozłączne. Najczęściej moŜna je było zobaczyć przy koniach. 

Cherry doskonaliła swoją technikę jazdy, a Jane udzielała jej kolejnych rad. Jednak te 

rady nie były juŜ tak potrzebne jak poprzednio. Córka Todda nareszcie przełamała 

wewnętrzne opory i zaczęła jeździć śmielej i sprawniej. Jane widziała, Ŝe jej 

uczennica jest na właściwej drodze, i była dumna z tego powodu.

Todd tymczasem czuł się coraz gorzej w swojej nowej pracy. Prowadzenie 

rachunków i nadzorowanie remontu było łatwe. Jednak wystarczyło, Ŝeby na 

horyzoncie pojawiła się Jane, a juŜ zapominał, co miał zrobić, i cały jego spokój 

diabli brali. Nie mógł się skoncentrować, nie potrafił liczyć, nie nadawał się do 

niczego. W głowie mu się nie chciało pomieścić, Ŝe to wszystko z powodu jednej 

kobiety. Dlatego kiedy ponownie przybyła Micki Lane, z którą miał omawiać dalsze 

szczegóły kontraktu, postanowił wybić klin klinem i nie licząc się z konsekwencjami, 

background image

zaprosił ją na tańce.

Tańce w Jacobsville odbywały się raz w miesiącu i były doskonałą okazją do 

nawiązywania towarzyskich kontaktów. Poznawało się na nich nowe osoby z 

miasteczka i omawiało waŜne wydarzenia, takie jak spęd krów czy epidemię biegunki 

u Turnerów. Jane bywała na nich często przed wypadkiem. Mogła pójść i teraz, 

traktując je jako pretekst do spotkania ze znajomymi, ale widok tańczących par i sama 

nazwa "tańce" działały na nią przygnębiająco. Kiedy Cherry wspomniała przy jakiejś 

okazji, Ŝe Todd wybiera się na tańce z tą "czarnulą od spodni", Jane poczuła ukłucie 

zazdrości. Lubiła Micki, ale trudno ją sobie było wyobrazić z Toddem. Starała się nie 

przejmować, myśląc, Ŝe skoro nie moŜe być z ojcem, to znajdzie pociechę w 

towarzystwie jego córki.

Jednak ostatecznie i to się nie powiodło. Cherry przyjęła spóźnione 

zaproszenie matki do Victorii i zamiast zostać w sobotę i niedzielę na ranczu, 

wyjechała rano autobusem. Trudno było mieć o to do niej pretensje. Na ranczu, poza 

jazdą konną, nie mogła przecieŜ liczyć na Ŝadne rozrywki. Jednak kiedy Todd i Meg 

oznajmili, Ŝe teŜ wyjeŜdŜają, Jane poczuła się absolutnie pognębiona. Wszyscy ją 

opuścili.

Na nikim nie mogła polegać. Musiała teraz trwać jak Ŝeglarz przy sterze i nie 

dać po sobie znać, Ŝe jest jej przykro.

Todd zbierał się właśnie do wyjazdu, kiedy nagle wydało mu się, Ŝe Jane jest 

bledsza niŜ zwykle.

Nie przeszkadza ci to, Ŝe jadę do miasteczka? 

spytał. 

Zostaniesz tutaj 

całkiem sama.

Jane wypręŜyła dumnie pierś.

Jestem do tego przyzwyczajona 

powiedziała z godnością. 

Tim i Meg lubią 

odwiedzać kuzynów. WyjeŜdŜają przynajmniej raz w miesiącu.

Jednak Todd wyglądał na zakłopotanego. Wcale nie podobało mu się to, Ŝe 

Jane ma zostać sama w tak wielkim domu.

To małe i bezpieczne miasteczko 

tłumaczyła mu. 

Z pewnością nikt na 

mnie nie napadnie. Poza tym mam strzelbę. 

Wskazała przedpotopowy przedmiot 

wiszący na ścianie.

To moŜe powiesz mi, gdzie są naboje do tego cudu techniki? 

spytał 

złośliwie.

Jane westchnęła cięŜko.

background image

Znajdę je, jeśli będą mi potrzebne.

Bardzo dobrze! 

ucieszył się Todd. 

Mam nadzieję, Ŝe złodziej będzie na 

tyle uprzejmy, Ŝe poczeka. A moŜe jeszcze pomoŜe ci w poszukiwaniach.

Nie musisz silić się na te złośliwości 

odparowała. 

Mam prawie 

dwadzieścia sześć lat i potrafię sobie poradzić. Idź juŜ i zajmij się swoimi sprawami. 

Mam ochotę na odrobinę samotności i dobrą ksiąŜkę.

Todd wahał się jeszcze przez chwilę.

Co to za ksiąŜka? 

spytał podejrzliwie.

Jane wzruszyła ramionami, ale on wypatrzył juŜ czerwony grzbiet i barwną 

obwolutę.

"Bitwa o Alamo: fakty i hipotezy" 

przeczytał. 

Co to za dziwactwo?

Po prostu lubię ksiąŜki historyczne 

odparła. 

Nie widzę w tym nic 

dziwnego.

Przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Todd starał się zmusić ją, Ŝeby spuściła 

oczy, ale ona patrzyła na niego dumnie.

Poczytałabyś lepiej coś o miłości. Tak jak wszystkie normalne dziewczyny 

rzucił.

Jeśli będę miała ochotę na romans, to nie muszę zaglądać do ksiąŜek.

Todd chrząknął.

Pochlebiasz mi 

powiedział prowokacyjnie.

Tobie? Skąd ci to przyszło do głowy?! Wcale nie ciebie miałam na myśli!

Naprawdę?

Pochylił się nad nią i musnął dłonią koniuszki jej włosów. Odsunęła się trochę,

ale Todd chwycił z tyłu jej szyję i przyciągnął Jane do siebie. Zobaczyła jeszcze jego 

stalowoszare oczy, zanim poczuła na ustach smak męskich warg.

Chciała go odepchnąć, ale nie była w stanie. Nozdrza wypełniał jej 

podniecający zapach wody kolońskiej. Czuła, Ŝe cały świat wokół zawirował. Todd 

zaczął pieszczotliwie gładzić jej plecy i kark, a ona znowu nie miała siły, Ŝeby 

zaprotestować. Co więcej, poddawała się tej pieszczocie, zdając sobie sprawę, Ŝe 

pragnie jej coraz bardziej.

W tej sytuacji mogły pomóc jedynie radykalne środki. Dlatego podniosła do 

góry dłonie i… połoŜyła je na ramionach Todda. Pod palcami wyczuła jego twarde 

mięśnie.

Todd był coraz bardziej podniecony. To, co zaczęło się jako zamierzona 

background image

prowokacja, przybrało nagle niespodziewany bieg. Nie miał siły, Ŝeby oprzeć się 

coraz to nowym falom poŜądania, a one niosły go i niosły nie wiadomo dokąd.

Jego ręka wśliznęła się pod bluzkę dziewczyny i zaczęła powolną wędrówkę. 

Jane jęknęła z rozkoszy. Czuła się jak ćma, która leci na oślep w migoczący płomień 

ś

wiecy.

Nie! 

jęknęła, kiedy ich usta oderwały się na chwilę od siebie.

Było jej słabo, lecz i dobrze zarazem. Jeszcze raz szepnęła coś, co miało być 

protestem, a potem rzuciła się na oślep ku nieznanemu światłu.

Nigdy wcześniej nie doświadczyła czegoś takiego. Pocałunki gdzieś w 

krzakach na wagarach wydały jej się teraz czymś zupełnie pozbawionym erotyzmu i 

niewinnym. Jej skóra była jakby naładowana elektrycznymi ładunkami. Czuła kaŜde 

muśnięcie palców Todda.

On tymczasem dotarł do jej piersi. Jane jęknęła, gdy przeszyła ją 

niespodziewana rozkosz. Następnie, nie bardzo wiedząc co robi, zaczęła rozpinać 

koszulę Todda. Po chwili stał juŜ półnagi przy kanapie, a ona mogła nasycić oczy 

widokiem jego szerokiego torsu. To jej jednak nie wystarczyło. Pociągnęła go ku 

sobie i zaczęła całować jego klatkę piersiową. Todd jęknął podobnie jak ona przed 

chwilą. Nie przypuszczał, Ŝe w lej dziewczynie jest tyle Ŝaru i siły.

Jej usta błądziły po ciele Todda i powoli przesuwały się niŜej. Todd gładził 

płowe włosy i mruczał z ukontentowania. Jane chciała, Ŝeby znowu zaczął ją pieścić. 

Pragnęła poczuć jego dłoń na swojej piersi. Wyprostowała się więc i spojrzała mu w 

oczy.

I co? Nie wiesz, co robić? 

spytał. 

Potrzebujesz specjalnych instrukcji?

Te pytania otrzeźwiły ją na tyle, Ŝe zdołała się od niego odsunąć. Syknęła z 

bólu, czując, Ŝe coś niedobrego stało sicz jej kręgosłupem. Todd chciał jej pomóc, ale 

powstrzymała go ruchem ręki. Przez moment patrzyła na niego, mrugając powiekami.

Nie, nie potrzebuję 

wyrwało jej się.

Todd patrzył ze zdziwieniem na jej pałające policzki i błyszczące oczy. Jane w 

niczym nie przypominała teraz tej opanowanej, chłodnej dziewczyny, z którą stykał 

się na co dzień. Była rozpalona i drŜąca. I patrzyła na niego 

czy to moŜliwe? 

nienawiścią.

Sięgnął po koszulę i zaczął się ubierać. Jane odwróciła wzrok. Ręce mu się 

trzęsły, co doprowadzało go do pasji. W końcu udało mu się zapiąć wszystkie guziki 

oraz pasek kremowych spodni, które włoŜył specjalnie na tańce. Coś takiego nie 

background image

zdarzyło mu się z Marie. Nigdy nie stracił panowania nad sobą. To równieŜ mu się nie 

podobało. Miał juŜ dość Jane razem z jej ranczem.

I co mi teraz powiesz? 

spytał, wlepiając w nią oczy. 

Nie myślałaś o mnie?

Nawet na niego nie spojrzała. UłoŜyła się wygodnie na kanapie i przymknęła 

oczy. Todd podszedł do drzwi.

Zamknę za sobą 

powiedział.

Skinęła głową, ale i tym razem nie zaszczyciła go spojrzeniem. Wyszedł bez 

słowa. Czuł, Ŝe oszalałe serce wciąŜ tłucze mu się w piersi. Czy Jane naprawdę go 

nienawidzi? Co do niego czuje? Te pytania nie dawały mu spokoju.

Zamknął drzwi na klucz, a następnie podszedł do wysłuŜonego forda. Wieczór 

z Micki na pewno dobrze mu zrobi. Pozwoli zapomnieć, zapomnieć, zapomnieć.

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Jego plany spaliły jednak na panewce. To prawda, Ŝe Micki była miłą 

towarzyszką. Faktem jest, Ŝe świetnie się z nią tańczyło. Jednak Todd w Ŝaden sposób 

nie mógł zapomnieć o Jane. WciąŜ czuł na ustach jej ciepłe wargi i dziwił się, Ŝe tak 

krucha istota potrafiła wykrzesać z siebie tyle energii.

To miło, Ŝe mnie zaprosiłeś 

powiedziała Micki, z którą bez większych 

ceregieli przeszedł na "ty". 

Ale czy Jane nie miała nic przeciwko temu?

Jane to moja szefowa 

mruknął ponuro w odpowiedzi.

No tak 

zgodziła się Micki. 

Jednak to, jak na ciebie patrzyła…

Todd zgubił rytm. Szybko jednak odzyskał panowanie nad sobą i kontynuował 

taniec.

Patrzyła na mnie? 

zapytał obojętnym tonem z nadzieją, Ŝe uda mu się ukryć 

podniecenie.

Micki uśmiechnęła się z ulgą.

No, normalnie. Myślałam, Ŝe się w tobie kocha. Wszystko wska…

To absurd! 

niemal krzyknął Todd i natychmiast przerwał taniec. Policzki 

nagle zaczęły go palić.

AleŜ dlaczego? PrzecieŜ bardzo jej pomogłeś. Jane miała, zdaje się, spore 

kłopoty. Jej prawnik, pan Kemble, mówił, Ŝe uratowałeś ją od bankructwa.

Przesadzał 

wtrącił Todd.

W kaŜdym razie jej pomogłeś 

ciągnęła. 

Tego nie zapomina się tak łatwo.

Micki spuściła wzrok i przez chwilę obserwowała parkiet. Stali z boku, więc 

background image

nie przeszkadzali tańczącym parom. Mogli bez przeszkód kontynuować rozmowę.

Poza tym Jane jest śliczna 

zaczęła z innej beczki. 

Nasi spece od reklamy 

nie mogą wyjść z podziwu. Chcą jak najszybciej zacząć kampanię telewizyjną.

No owszem, nie jest brzydka 

zgodził się Todd.

A poza tym bardzo skromna 

stwierdziła Micki. 

Rzadko spotyka się piękną 

kobietę, która nie robiłaby hałasu wokół swojej urody.

Todd miał juŜ dosyć rozmowy o przymiotach Jane. Rozejrzał się po sali. 

Właśnie skończył się jeden taniec i miał się zacząć drugi.

Zatańczymy jeszcze? 

spytał.

Micki skinęła radośnie głową.

Todd był tego wieczoru wyraźnie nie w humorze. NieostroŜna uwaga Micki na 

temat tego, Ŝe Jane prawdopodobnie się w nim kocha, wtrąciła go w otchłań 

niepewności. Wszystko świadczyło przeciw tej tezie i jedyne "za" stanowiły gorące 

pocałunki, które wciąŜ tak dobrze pamiętał. Jego nastrój udzielił się partnerce, więc 

przetańczyli kilka tańców, a następnie odwiózł ją do domu.

Na poŜegnanie pocałował Micki. W policzek.

Kiedy wyjeŜdŜał z Jacobsville, ledwie dochodziła jedenasta. Zazwyczaj 

bawiłby się jeszcze w najlepsze, tak jak kaŜdy normalny męŜczyzna. Zaklął pod 

nosem i zawrócił do miasteczka. Zajrzał do baru, gdzie zamówił duŜe piwo, nad 

którym spędził półtorej godziny. Następnie, kiedy uznał, Ŝe pora jest juŜ odpowiednia, 

znowu ruszył w drogę powrotną.

Początkowo miał zamiar pójść od razu do siebie. Zaniepokoiło go jednak 

zapalone światło na ganku i to, Ŝe przed domem nie było samochodu państwa 

Harleyów. Postanowił więc sprawdzić, co się dzieje.

Wszedł na ganek i nacisnął klamkę. Drzwi nie były zamknięte. Następne 

równieŜ, a takŜe kolejne. W ten sposób dotarł do sypialni, z której sączyło się mdłe 

ś

wiatełko. Todd pchnął uchylone drzwi i wszedł do środka.

Jane siedziała na łóŜku i czytała przy nocnej lampce. Miała na sobie satynową 

piŜamkę z głęboko wyciętym dekoltem, który odsłaniał wspaniale okrągłe ramiona i 

duŜy fragment piersi. Todd stał, wpatrując się niemal bez tchu w zjawisko przed sobą.

Jane wolno podniosła oczy.

JuŜ jesteś? 

spytała retorycznie. 

Co się stało? 

dodała, widząc jego minę.

Dlaczego, do diabła, nikt nie zamknął drzwi?! 

zawołał, starając się, by jego 

głos brzmiał moŜliwie jak najostrzej.

background image

Były otwarte? NiemoŜliwe. Sama je zamknęłam. Zapaliłam tylko światło dla 

Tima i Meg.

Todd zmarszczył brwi, starając się nie patrzeć na Jane.

Tak, były otwarte. Poza tym Tim i Meg jeszcze nie przyjechali. MoŜe 

zostawili jakąś wiadomość na sekretarce? 

spytał na koniec.

Jane wzruszyła ramionami.

Nie mam pojęcia 

odparła. 

Po prostu wzięłam aspirynę i połoŜyłam się, bo 

bolały mnie plecy.

Todd wycofał się w pośpiechu z sypialni, mrucząc pod nosem, Ŝe zaraz to 

sprawdzi. Rzeczywiście, dzwonił Tim i powiedział, Ŝeby na nich nie czekać, 

poniewaŜ zostaną na noc u kuzynów.

Todd potarł dłonią czoło. Czuł się jak pijany. Było to dziwne, poniewaŜ wypił 

tylko jedno piwo. Myśli o półnagiej Jane powracały do niego uporczywie. W zasadzie 

powinien jej powiedzieć, Ŝe Harleyowie nie wracają. A potem co? MoŜe zdjąć z niej 

tę piŜamkę? Czy pozwoliłaby mu na to? Czy rzeczywiście go kocha? Co się z nim w 

ogóle dzieje?

Wyszedłszy z gabinetu, wymamrotał pod nosem jakieś przekleństwo. 

Powinien jak najszybciej stąd uciec i wziąć zimny prysznic.

Udało mu się dotrzeć aŜ do drzwi wejściowych. Tutaj utknął, czując, Ŝe nie 

zdoła przekroczyć progu domu, w którym znajduje się Jane. Po krótkiej walce 

wewnętrznej zdecydował się wrócić do sypialni dziewczyny.

OdłoŜona ksiąŜka w dalszym ciągu leŜała na stoliku. Mdłe światło lampki 

oświetlało Jane. Miał wraŜenie, Ŝe w tej chwili jest piękniejsza niŜ kiedykolwiek.

I… i co? Dzwonili? 

spytała nieswoim głosem.

Ona teŜ pamiętała ich namiętny pocałunek. To, co się z nią działo, 

przypominało gwałtowną burzę. Zniknął gdzieś instynkt samozachowawczy. W tej 

chwili pragnęła tylko Todda. Chciała z nim być, czuć go obok siebie.

Tak. Nie wrócą na noc.

Siedziała z otwartymi oczami. Pragnęła go i bała się jednocześnie. Todd chyba 

to odgadł, poniewaŜ zamknął drzwi, a następnie podszedł do łóŜka i zgasił lampkę.

W ciemności słyszeli tylko swoje oddechy. Widzieli kontury swoich ciał. Todd 

stał przez chwilę przy łóŜku, jakby zastanawiając się, co dalej robić. W końcu 

wyciągnął dłoń w stronę Jane. Poczuła ją na ramieniu i zadrŜała. Odetchnęła głęboko. 

Jednocześnie jej ciało zachowywało się tak, jakby nie naleŜało do niej. Wygięło się w 

background image

łuk, poddając się pieszczocie. Z ust Jane wyrwał się cichy jęk rozkoszy. Todd dotknął 

ich swoimi wargami, a następnie zsunął piŜamę z jej ramion i zaczął całować piersi.

Zupełnie nie przygotowana na to, Jane przeŜyła nagłą ekstazę. Wszystko 

wokół niej kręciło się jak na ogromnej karuzeli. Nie miała pojęcia, co się z nią dzieje. 

Pragnęła tylko jednego 

Ŝ

eby "to" trwało wiecznie.

Reagowała jednak prawidłowo. Todd ani przez moment nie domyślił się, Ŝe 

brakuje jej doświadczenia. MoŜe dlatego, Ŝe sam był zaślepiony Ŝądzą i, pomimo 

małŜeńskich doświadczeń, czuł teraz coś nowego i niepowtarzalnego.

Delikatnie ułoŜył Jane na łóŜku i pozbawił satynowej piŜamki. Czuł obok 

siebie drŜące z rozkoszy nagie ciało.

Czy jesteś zabezpieczona? 

spytał.

C…co?

Czy bierzesz jakieś pigułki albo coś takiego? 

dopytywał się.

N… nie 

odpowiedziała słabym głosem.

Todd westchnął. Na szczęście on miał zabezpieczenie. JuŜ dawno zwątpił w 

sens noszenia przy sobie prezerwatyw, a teraz 

przydałyby się.

Jego pytanie podziałało na Jane otrzeźwiająco. Ale tylko na chwilę. Kolejne 

pocałunki znowu ją oszołomiły. Todd szybko nałoŜył prezerwatywę i kontynuował 

pieszczoty.

Spokojnie, kochanie, będę bardzo ostroŜny.

UłoŜył ją tak, Ŝeby nie urazić kręgosłupa. Jane poddawała się tym zabiegom, 

czując, Ŝe są nieuniknione. Zresztą brakowało jej woli, Ŝeby się sprzeciwić. Pragnęła 

Todda, albo, mówiąc ściślej, jej ciało pragnęło go z całą mocą.

RównieŜ Todd czuł, Ŝe dzieje się z nim coś dziwnego.

Nigdy wcześniej nie doświadczył takiej Ŝądzy. Być moŜe, gdyby miał czas, 

Ŝ

eby się nad tym zastanowić, uznałby to za niepokojące. Teraz jednak pragnął Jane, 

która leŜała przed nim jak kwiat z rozchylonymi płatkami. Nie potrafił juŜ dłuŜej 

opierać się zewowi natury.

Starał się wejść w nią bardzo delikatnie. Wiedział, Ŝe nie będą mogli kochać 

się normalnie. Nie przypuszczał jednak, Ŝe czeka go taka niespodzianka. Dopiero po 

chwili pojął, co się dzieje. Rozsądek krzyczał: "Wycofać się! Wycofać!", ale on nie 

potrafił go juŜ usłuchać. Jego ciało wpadło w miłosny trans. Praktycznie stracił nad 

nim kontrolę. Usłyszał jeszcze krzyk bólu i pomyślał, Ŝe zawsze będzie siebie 

nienawidzić z tego powodu.

background image

Oboje natychmiast osiągnęli szczyt. Jane poczuła, Ŝe boi zamienia się w 

rozkosz, a potem w jeszcze większą rozkosz, później natomiast nie czuła juŜ nic. 

Kiedy znowu odzyskała pełną świadomość, stwierdziła, Ŝe płacze, a plecy znowu 

zaczęły ją boleć. Todd siedział tuŜ obok i scałowywał łzy z jej oczu.

Przepraszam, nie wiedziałem 

szepnął. 

Jest mi potwornie głupio.

Nic nie powiedziała, tylko zaniosła się jeszcze większym szlochem. Todd 

myślał, Ŝe spali się ze wstydu. Dręczyło go ogromne poczucie winy. Sam nie 

wiedział, co ze sobą zrobić.

Dziewczyno, przecieŜ masz dwadzieścia pięć lat 

powiedział celowo 

szorstkim tonem. 

Na co czekałaś? Na Ślub?

Jane przełknęła łzy.

To nie powód do Ŝartów.

Rozumiem. Pochodzisz z rodziny hołdującej tradycyjnym wartościom…

Odczep się od mojej rodziny!

Todd zastanawiał się przez chwilę, czy wyjaśniać, Ŝe wcale nie zamierza z niej 

kpić. Zamiast tego pochylił się i pocałował jej mokry policzek.

Było wspaniale 

szepnął.

Ale bolało 

poskarŜyła się, wiedząc, Ŝe nie jest to cała prawda.

Podobno zawsze boli za pierwszym razem 

powiedział. 

Chciałbym 

wynagrodzić ci ten ból.

JuŜ miała zamiar powiedzieć, Ŝe nie potrzeba, ale nagle poczuła rękę Todda na 

szyi. Dopiero teraz przypomniała sobie, Ŝe w dalszym ciągu jest naga. Chciała zakryć 

piersi, ale Todd ją uprzedził i zaczął je całować. Zupełnie zapomniała o bólu 

kręgosłupa. Znowu poczuła rozkosz, narastającą w miarę, jak pieszczoty Todda 

stawały się coraz śmielsze. Sama nie wiedząc dlaczego, przywarła do niego całym 

ciałem. Zapragnęła, Ŝeby w nią wszedł jeszcze raz. Czuła się pusta bez niego. Jednak 

on bardzo teraz uwaŜał. Starał sienie poddawać fali poŜądania. Pieścił ją, trzymając 

swoje zmysły na wodzy.

Wystarczyło jednak, Ŝeby Jane przytuliła się mocniej, a znów stracił 

panowanie nad sobą. UłoŜył ją delikatnie, jak za pierwszym razem, a Jane nie 

protestowała. Co więcej, pociągnęła go ku sobie.

Chwileczkę, kochanie. Teraz teŜ muszę się zabezpieczyć 

szepnął.

Ciemność ukryła jej rumieniec. Była tak zaŜenowana, Ŝe nie wiedziała, co 

powiedzieć. Na szczęście nic nie musiała mówić. Po chwili znowu się połączyli. Tym 

background image

razem teŜ bolało, ale znacznie mniej, a rozkosz, która wypełniła ją niemal 

natychmiast, kazała zapomnieć o bólu.

W końcu oderwali się od siebie. Todd pomógł jej ułoŜyć się wygodnie na 

pościeli, a następnie połoŜył się tuŜ obok.

Jane juŜ nie płakała. Zastanawiała się nad tym, co się z nią stało.

Jak plecy? 

usłyszała pytanie.

W porządku.

Musiała zagryźć wargi, Ŝeby znów nie wybuchnąć płaczem.

Jak się czujesz?

Dobrze.

Dotknął jej ramienia. Nawet teraz było to przyjemne. Mimo to Jane wykonała 

niechętny gest.

Lepiej się ubierz 

powiedziała. 

Zaczyna robić się zimno.

Todd wstał i zaczął się ubierać. Wcześniej jednak przykrył ją kołdrą, Starała 

się na niego nie patrzeć. Na szczęście Todd nie zapalał lampki. Jane ze zgrozą 

myślała o chwili, kiedy będzie musiała spojrzeć mu w twarz. Jak się zachowa? Czy 

uda jej się ukryć wstyd? A jeśli tak, to kosztem jakich wyrzeczeń? Te i inne pytania 

nie dawały jej spokoju. LeŜała sztywno wyprostowana i patrzyła w sufit.

Todd widział, Ŝe się martwi, ale nie wiedział, jak jej pomóc. Chętnie by ją 

jeszcze raz przeprosił, ale przeprosiny wydawały mu się czymś zupełnie 

niestosownym w obliczu tego, co się stało. Nigdy nie znalazł się w podobnej sytuacji. 

Musiał przyznać, Ŝe nie wie, jak się zachować.

Todd ubrał się w końcu i stanął przy łóŜku. Spojrzał na Jane. Co dalej?

ZauwaŜyła, Ŝe skończył się ubierać. Milczał. Co dalej? WciąŜ czekała.

Chrząknął. CzyŜby chciał to powiedzieć teraz? JuŜ najwyŜszy czas!

No, cóŜ… Śpij dobrze.

Wyszedł. Pragnęła go zatrzymać, ale nawet nie próbowała tego robić. To i tak 

nic by nie dało. Poczuła, Ŝe znów ma mokre policzki. Nie płakała jednak tak jak 

przedtem. Płacz przynosi ulgę i uspokaja. Tym razem z oczu ciekły jej po prostu dwie 

struŜki łez. Todd ani razu nie powiedział, Ŝe ją kocha. Dlaczego?

Odpowiedź mogła być tylko jedna.

Kiedy obudziła się następnego dnia, cała była obolała. Otworzyła oczy, a 

następnie zamknęła je, poraŜona nagłą jasnością. I właśnie w tym momencie 

przypomniała sobie, co się stało. Mimo bólu usiadła na łóŜku i z wypiekami na twarzy 

background image

zaczęła rozwaŜać wydarzenia ostatniej nocy.

Jej piŜamka leŜała obok łóŜka. Krzywiąc się, wstała i przyjrzała się pościeli. 

No tak, wszystko jasne. Nic się jej nie przyśniło. Szybko zdjęła prześcieradło i wraz z 

piŜamą wrzuciła je do kosza na brudną bieliznę. Następnie znowu usiadła, Ŝeby trochę 

odpocząć. Kiedy zebrała siły, ruszyła do łazienki, Ŝeby jak najszybciej wziąć prysznic. 

Przed kabiną odstawiła kule i chwyciła się poręczy zamontowanej tutaj specjalnie dla 

niej. Kiedy juŜ się wykąpała i ubrała w Ŝółty golf i dŜinsy, przyszło jej do głowy, Ŝe 

nie ma sensu czekać z praniem. Zebrała brudne rzeczy, starając się ukryć nawet przed 

sobą prześcieradło i piŜamkę, zaprogramowała pralkę najpierw na płukanie zimną 

wodą, a następnie na pranie z gotowaniem. Meg, która pojawiła się w domu koło 

jedenastej, wcale nie była z tego zadowolona.

Hej, to przecieŜ moja robota 

powiedziała do Jane. 

MoŜe przynajmniej 

pozwolisz mi to rozwiesić.

Jane pomyślała, Ŝe za Ŝadne skarby nie chciałaby rozwieszać prześcieradła i 

piŜamki, i skinęła energicznie głową.

Wzięłam się do tego, bo nie miałam czym się zająć 

wyjaśniła z kamienną 

twarzą. 

Wszyscy wyjechali, a Todd wybrał się na randkę z Micki Lane.

Z tą od ubrań? 

upewniła się Meg. 

Ta czarnulka jest bardzo ładna.

Mhm. I podoba się Toddowi.

Meg zerknęła podejrzliwie na Jane.

Myślałam, Ŝe Todd podoba się tobie 

powiedziała bez ogródek.

O, tak. Jest znakomitym księgowym.

Gospodyni skinęła głową. Nie dała po sobie poznać, jakie nadzieje wiązała ze 

"znakomitym księgowym". Jej osobiście wydawał się on wcieleniem męskiego ideału 

i nie miałaby nic przeciwko temu, Ŝeby oŜenił się z Jane.

Tak była zajęta swoimi myślami, Ŝe nie zauwaŜyła smutku w oczach swojej 

podopiecznej i chlebodawczyni.

No właśnie, a skoro juŜ o tym mówimy, to gdzie jest Todd? 

spytała. 

Od 

przyjazdu nigdzie go nie widziałam.

Nie mam pojęcia. Nie widziałam go dzisiaj 

odparła Jane, nie zastanawiając 

się nad tym, Ŝe nie jest to zupełnie zgodne z prawdą.

To dziwne. O tej porze zawsze kręci się w kuchni. Lubi coś przekąsić przed 

lunchem.

MoŜe ma randkę z Micki 

zasugerowała Jane.

background image

Meg podeszła do okna i wyjrzała na podwórko. Po chwili wróciła, kiwając 

głową.

No tak, nie ma jego samochodu.

Jane czuła się tak, jakby ktoś wbił jej sztylet w serce.

Więc jednak randka 

szepnęła do siebie.

Meg wzruszyła ramionami.

A bo to wiadomo. Todd ma róŜne swoje sprawy. Nie musi się przecieŜ za 

kaŜdym razem odmeldowywać.

Nie musi 

zgodziła się Jane.

Nawet nie płakała. Poszła do siebie, Ŝeby poczytać. Później, przy lunchu, 

słuchała sprawozdania Tima i Meg z pobytu u kuzynów. I nikt, naprawdę nikt, nie 

zwrócił uwagi na to, Ŝe jest dzisiaj bledsza i mniej rozmowna. A jeśli nawet 

cokolwiek dostrzegł, to złoŜył to na karb choroby.

Todd przywiózł Cherry na ranczo tuŜ przed zmrokiem. Mimo iŜ córka 

przekonywała go, Ŝe doskonale sobie poradzi, zdecydował się na podróŜ do Victorii. 

Być moŜe jemu równieŜ było głupio i chciał zapomnieć o tym, co się stało, pomyślała 

Jane. Jedno tylko się zmieniło 

juŜ nieodwołalnie przeszedł z nią na "ty". Jednak, ku 

jej zdziwieniu, wszyscy przyjęli to jako coś naturalnego.

Spotkali się we trójkę w pokoju telewizyjnym. Jane oglądała właśnie 

wiadomości.

Jak ci się udał weekend? 

spytała Cherry.

Niespecjalnie 

odparła zagadnięta, nie wdając się w szczegóły.

O BoŜe! Jaka jesteś blada! Czy coś się stało?!

Jane próbowała ukryć zmieszanie. Musiała się teŜ powstrzymywać, Ŝeby nie 

spojrzeć na Todda.

Nic takiego 

odparła. 

Trochę mnie bolą plecy, ale sporo dziś 

odpoczywałam.

Muszę sprawdzić obliczenia 

powiedział Todd oficjalnym tonem. 

Wezmę 

księgi rachunkowe do siebie, jeśli pozwolisz.

Wyczuła w nim chłód i obcość. Wiedziała, Ŝe musi odpłacić tym samym, Ŝeby 

przetrwać.

AleŜ oczywiście 

powiedziała z wymuszonym uśmiechem. 

Czy jedliście 

coś?

Cherry otworzyła juŜ usta, ale ojciec był szybszy:

background image

Tak, po drodze. Teraz juŜ pójdziemy. PoŜegnaj się, Cherry.

Dziewczynka patrzyła to na Jane, to na ojca, świadoma napięcia Jakie 

powstało między dorosłymi. W końcu jednak powiedziała "dobranoc" i skierowała się 

w stronę wyjścia. Todd podąŜył za córką.

Jane wróciła do oglądania telewizji, ale niewiele do niej docierało. Ani razu 

nie spojrzała na Todda. Ciekawe, czy tak juŜ będzie zawsze?

Robotnicy bardzo szybko uwinęli się z remontem domu i przystąpili do 

dalszych, niezbędnych napraw. Wszystko szło według planu. Jane zajrzała teŜ do 

nowej stajni i była zaskoczona postępem robót. Dziwiło ją równieŜ to, Ŝe jakość nie 

ustępuje tempu.

Nadszedł czas, kiedy mogli kupić klacze do przyszłej stadniny. Jane wybrała 

się razem z Cherry i Toddem na aukcję do znanej stadniny niedaleko Corpus Christi. 

Dorośli zajmowali się przeglądaniem katalogu, a Cherry zachwycała się kaŜdym 

koniem, którego wyprowadzano na placyk.

Jane doskonale znała się na koniach. Nawet jej ojciec nie Ŝałował, kiedy 

decydował się kierować jej radą. Todd szybko zorientował się, Ŝe najlepiej zrobi idąc 

w jego ślady, dlatego głównie milczał. Szybko kupili trzy dorodne klacze i źrebaka. 

Todd ustalił z właścicielem warunki transportu i w zasadzie byli juŜ wolni.

MoŜe wstąpimy gdzieś na lody 

zaproponowała Cherry, ocierając pot z 

czoła. 

Jest potwornie gorąco.

Todd z trudem przełknął ślinę.

Dobrze. Jeśli Jane nie jest zbyt zmęczona 

powiedział z wahaniem.

Jane skinęła głową. Po raz pierwszy zdecydowała się iść bez kul i mimo bólu 

czuła się dziwnie lekko. Parę razy miała wręcz ochotę wsiąść na konia i pogalopować 

przed siebie.

Nie jestem zmęczona 

powiedziała.

Todd skinął głową.

Chodźcie do samochodu. Musimy podjechać do miasteczka.

Bez trudu znaleźli małą lodziarnię otoczoną wianuszkiem samochodów. Nie 

tylko im było gorąco. Todd rozejrzał się bezradnie. Wszystkie stoliki były zajęte.

MoŜemy na razie usiąść pod drzewami 

powiedziała Cherry do ojca. 

NajwyŜej zajmiemy stolik, jak się któryś zwolni.

Todd wciąŜ nie wyglądał na przekonanego, więc córka sama podjęła decyzję. 

Poprosiła o swoje ulubione lody czekoladowe, a Jane po chwili namysłu wzięła to 

background image

samo. Todd jak niepyszny powędrował do kolejki.

Męczyło go jednak nie to, Ŝe musi kupić lody obu dziewczynom. Wiedział, Ŝe 

postąpił źle, i wciąŜ czynił sobie z tego powodu wyrzuty. Pozbawił Jane czegoś, co 

mogła chcieć ofiarować swojemu przyszłemu męŜowi. Być moŜe nawet kochała się w 

nim na początku, ale teraz był pewny, Ŝe go nienawidzi. Świadczył o tym jej chłodny, 

wyprany z emocji ton oraz to, Ŝe w ogóle nie chciała na niego patrzeć. Czyniła to 

rzadko i niechętnie. Ani razu nie spojrzała mu w oczy. To wszystko świadczyło co 

najmniej o wrogości.

Najbardziej martwiło go to, Ŝe Cherry wyczuwa złą atmosferę. Córka nie 

pytała o nic, ale wiedział, Ŝe męczy ją zaistniała sytuacja. Kochała zarówno jego, jak i 

swoją nauczycielkę i nie mogła zrozumieć, co się między nimi dzieje. Przypominało 

to trochę sytuację przed rozwodem jej rodziców i było chyba równie bolesne.

Sprzedawca po raz trzeci spytał go, czym moŜe słuŜyć i Todd ocknął się z 

zamyślenia. Zamówił dwie porcje lodów czekoladowych z polewą i wiórkami 

kokosowymi, a następnie zaczął się zastanawiać, co wziąć dla siebie. Najchętniej 

zamówiłby duŜą whisky z lodem. PoniewaŜ jednak nie podawano jej w lodziarni, 

wybrał lody waniliowe z likierem.

Wrócił na placyk i bez trudu wypatrzył Jane i Cherry pod jednym z drzew.

Nawet coś się zwolniło, ale wolałyśmy zostać tutaj 

poinformowała go 

córka. 

Tu jest tak przyjemnie.

Todd podał im lody.

Proszę, to dla was.

Cherry rzuciła się na swoją porcję. Jane jadła jednak bardziej powściągliwie.

Pycha! Naprawdę świetne. Uwielbiam czekoladę! 

entuzjazmowała się 

Cherry.

Jane skinęła głową.

Ja teŜ. Tylko muszę na nią uwaŜać. Jeśli zjem za duŜo albo za szybko, to boli 

mnie później głowa.

Dlaczego nie powiedziałaś o tym wcześniej? 

burknął Todd. 

Kupiłbym ci 

coś innego.

Spojrzała na niego, chyba po raz pierwszy tego dnia, jeśli nie liczyć 

przypadkowych zerknięć, i powiedziała:

Lubię lody. Nikt mi nie będzie dyktował, co mam jeść, a czego nie.

Cherry, która uporała się juŜ z połową swojej porcji, szybko wtrąciła się do 

background image

rozmowy:

Co myślisz o tym źrebaku, Jane? Wiesz, strasznie mi się podoba.

Co takiego?! 

zawołał Todd, nie słysząc najwyraźniej uwagi córki. 

Co ty 

sobie wyobraŜasz?!

Twarz Jane pociemniała z gniewu. Todd wyprostował się i spojrzał na nią 

swoim stalowym wzrokiem. Milczeli, ale było to bardziej wymowne, niŜ gdyby 

skoczyli sobie do oczu. Cherry nie wiedziała, co robić.

Chyba pójdę po serwetki 

rzuciła.

Ani ojciec, ani Jane nie zauwaŜyli tego, Ŝe odeszła. Patrzyli na siebie w 

napięciu jak dwoje dzikich zwierząt. W końcu Todd rozluźnił się trochę.

MoŜe przestaniemy udawać, Ŝe nic się nie stało 

zaproponował.

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Jane poczuła jego palce na swojej dłoni. Chciała ją cofnąć, ale nic mogła. Bała 

się, Ŝe jeśli Todd spojrzy jej w oczy, natychmiast odgadnie, co się z nią dzieje.

To nie moŜe dłuŜej trwać 

powiedział, zastanawiając się, dlaczego odwraca 

od niego wzrok. 

WciąŜ cię pragnę. Bardziej niŜ kiedykolwiek.

Niemal czuła na twarzy jego palący oddech.

ś

ałuję tego. co się stało 

powiedziała zduszonym głosem.

Tak, wiem. Ale nic juŜ na to nie poradzimy, I muszę ci powiedzieć, Ŝe nigdy 

nie było mi tak dobrze. Myślę, Ŝe powinniśmy być razem.

Spojrzała na niego ukradkiem. Co miał na myśli? Nie, w jego oczach nie było 

miłości, a tylko poŜądanie.

Chodzi ci o romans 

powiedziała bardziej twierdzącym niŜ pytającym 

tonem.

Todd skinął głową, niszcząc w ten sposób jej marzenia o czymś więcej.

Nie wierzę w małŜeństwo 

powiedział z goryczą. 

Byłem juŜ Ŝonaty i mam 

przykre doświadczenia z tego okresu. Ale wracając do nas, to sama przyznasz…

A co z Cherry?! 

przerwała mu gwałtownie.

Ma przecieŜ czternaście lat i wie, Ŝe nie jestem mnichem 

odparł. 

Poza tym 

nie wierzy juŜ w opowieści o księciu zakochanym przez całe Ŝycie.

Jane z trudem przełknęła ślinę. Jej oczy posmutniały. Todd wciąŜ trzymał ją za 

rękę.

Ale obawiam się, Ŝe ja wciąŜ w nie wierzę.

background image

Nie wygłupiaj się! Nie chcesz chyba powiedzieć, Ŝe w naszych czasach 

liczysz na trwały związek! 

szydził.

Właśnie, Ŝe wierzę. Taki do grobowej deski. I… i będę wierna męŜowi. 

Jane uniosła dumnie głowę. 

I oczywiście powiem mu o tym, co wydarzyło się 

między nami.

Todd cofnął się nieco i wyprostował.

Myślisz, Ŝe znajdziesz kogoś takiego? 

spytał juŜ bez kpiny, ale z wyraźną 

troską.

Myślę, Ŝe warto szukać.

Milczeli przez chwilę. W tym czasie legły w gruzach wszelkie nadzieje Jane. 

Jej serce przepełniał ból. Czy to moŜliwe, Ŝe świat trwa nadal w nie zmienionym 

kształcie? Świeci słońce? Szumią drzewa? Ludzie jedzą lody i rozmawiają o jakichś 

nieistotnych sprawach?

Todd siedział naprzeciwko niej, zmęczony i nagle postarzały. Jane 

uśmiechnęła się smutno.

Przykro mi, Todd. Ja nie mam za sobą nieudanego małŜeństwa i dlatego 

łatwiej mi wierzyć w bajki. Nie, nie chcę się wdawać w romans. Nawet z tobą.

Jego oczy zalśniły dziwnym blaskiem. CzyŜby powiedziała mu nie zamierzony 

komplement?

Ale podobało ci się wtedy, w nocy 

powiedział zdławionym głosem.

Jane zebrała te resztki odwagi, które jej zostały. Nie było ich wiele.

Jasne, Ŝe tak. Było wspaniale. Dzięki.

Widziała, Ŝe rozzłościła go tylko tym wyznaniem. JuŜ otworzył usta, Ŝeby na 

nią krzyknąć, kiedy obok pojawiła się roześmiana Cherry.

Mam juŜ serwetki 

powiedziała. 

Miło tu posiedzieć w tym cieniu. Straszny 

upał. Zjedliście juŜ lody?

Oboje spojrzeli na swoje kubeczki, w których znajdowała się płynna 

substancja.

W pewnym sensie 

powiedział Todd wstając. 

Musimy juŜ ruszać. Mam 

trochę zaległości w pracy i chciałbym to nadrobić.

AleŜ tato, przecieŜ…

Wystarczyło jedno jego spojrzenie, Ŝeby zamilkła. Co mogło zajść między 

ojcem i Jane?

No dobrze juŜ, dobrze 

powiedziała z ociąganiem Cherry. 

MoŜemy jechać. 

background image

Nie zgłaszam Ŝadnych pretensji.

Następne dni były wypełnione pracą. Jane konferowała z Micki Lane w 

sprawie kampanii reklamowej, Cherry zajmowała się jazdą, a Todd siedział całymi 

godzinami w gabinecie i pracował jak wariat. Harleyowie patrzyli na to wszystko 

oczami zdrowych ludzi, którym nagle kazano zamieszkać w domu wariatów. Nie 

protestowali jednak, a nawet moŜna było przypuszczać, Ŝe są zadowoleni. Timowi 

jakby ubyło parę lat, a zawsze Ŝwawa Meg wykonywała swoje obowiązki z energią 

nastolatki.

Siódmego czy ósmego dnia po pamiętnej wyprawie Micki zadzwoniła do Jane 

z wiadomością, Ŝe będą musiały wybrać się do Victorii na zdjęcia. Zaproponowała, Ŝe 

po nią wpadnie, ale Jane nie chciała, Ŝeby młoda wicedyrektorka spotkała się z 

Toddem. Tak się szczęśliwie składało, Ŝe ostatnio zupełnie się nie widywali. Zresztą 

Todd spotykał się tylko z Timem, za pośrednictwem którego omawiał z nią sprawy 

związane z ranczem, oraz z Meg.

Jane powiedziała, Ŝe dziękuje i poprosi kogoś, Ŝeby ją podwiózł.

Dobrze 

zgodziła się Micki. 

A jak się miewa Todd? Nie widziałam go 

ostatnio.

Jest bardzo zapracowany 

odparła Jane rzeczowym tonem. 

Ma huk roboty 

z wykańczaniem stajni i obejścia. Poza tym kontroluje wszystkie roboty.

Rozumiem 

powiedziała Micki smutnym głosem. 

To zajmuje sporo czasu.

Sporo 

zgodziła się Jane.

Znacznie więcej niŜ poprzednio, dodała w duchu. Więc pewnie to tylko 

pretekst? MoŜe chodzi o to, Ŝeby jak najrzadziej się z nią widywać?

Dobrze, wobec tego spotykamy się w piątek 

zakończyła Micki.

W piątek o dziewiątej 

potwierdziła Jane.

Nie powiedziała o tym wyjeździe ani Toddowi, ani Cherry. Była pewna, Ŝe 

Tim zawiezie ją do Victorii, jeśli go o to poprosi. Wcześniej jeszcze musiała się 

wybrać do doktora Coltraina na rutynowe badania. Rudzielec opukał ją i osłuchał, 

zmierzył ciśnienie krwi, zajrzał do oczu, a takŜe zrobił kilka ponurych min, zanim 

oznajmił, Ŝe wszystko jest w jak najlepszym porządku.

To wspaniale 

powiedziała z uśmiechem.

Coltrain zachmurzył się jeszcze bardziej.

Tyle tylko, Ŝe masz cienie pod oczami i jesteś blada 

stwierdził. 

Chodzi tu 

o Burke'a?

background image

To nie twoja sprawa 

ucięła krótko.

AleŜ Jane, przecieŜ nie jestem ślepy.

Czerwona ze wstydu Jane odmówiła dalszej rozmowy na ten temat. W ogóle 

nie chciała słyszeć o Toddzie. Pragnęła raz na zawsze wymazać go z pamięci.

I jeszcze jedno 

dodał Rudzielec, kiedy zaczęła zbierać się do wyjścia. 

MoŜesz teraz trochę częściej chodzić.

Twarz Jane rozchmurzyła się natychmiast.

A jeździć?

No, nie przesadzaj. Musisz bardzo uwaŜać. Upadek z konia mógłby mieć 

fatalne skutki.

Nawias mnie nigdy nie zrzucił.

Co nie znaczy, Ŝe nie moŜe tego zrobić.

Zapomniała, Ŝe Coltrain sam był doskonałym jeźdźcem i znał się na koniach 

jak nikt inny. W czasie studiów dorabiał sobie nawet występami na rodeo, chociaŜ 

nigdy nie traktował tego powaŜnie.

Lekarz zastanawiał się przez chwilę.

Dobrze, spróbuj jeździć. Ale bardzo uwaŜaj 

dodał. 

Słyszałem, Ŝe będziesz 

reklamowała jakieś ubrania. Czy to prawda?

Jane uśmiechnęła się.

Pewnie Meg była ostatnio z wizytą u twojej matki, co? 

spytała domyślnie.

Nie doczekała się odpowiedzi. Rudzielec wciąŜ wlepiał w nią te swoje zielone 

oczy.

Mam reklamować stroje do rodeo, głównie dŜinsowe spodnie i kurtki. 

Wybieram się nawet w piątek do Victorii na zdjęcia.

Nie zrobiło to na nim specjalnego wraŜenia.

Jak masz zamiar tam się dostać? 

spytał.

Pewnie Tim mnie zawiezie.

Coltrain pokręcił przecząco głową.

Ja to zrobię 

powiedział. 

Mam w Victorii konsylium w sprawie leukemii, 

którą leczyłem tutaj. Pacjent się przeprowadził i muszę jechać.

Jestem umówiona na dziewiątą i mogę zostać w Victorii ładnych parę godzin 

uprzedziła go.

Znajdę sobie coś do roboty 

mruknął.

Jane rozpromieniła się na myśl o wspólnej jeździe z przyjacielem.

background image

To wspaniale! Będziemy mogli sobie pogadać. Ciągle brakuje nam czasu.

Przyjadę do ciebie po ósmej 

powiedział Coltrain, który równieŜ zaczął się 

uśmiechać.

W tym momencie usłyszeli pukanie do drzwi i po chwili do gabinetu zajrzała 

doktor Lou Blakely.

Przepraszam, ale pan Harris nie chce ze mną rozmawiać o swoich 

hemoroidach. Czy mógłbyś…? 

Jej spojrzenie padło na Jane.

Zaraz tam przyjdę 

powiedział krzywiąc się, jakby widok Lou sprawił mu 

przykrość.

Nie jesteś dla niej zbyt miły 

stwierdziła Jane, kiedy lekarka zniknęła za 

drzwiami.

Tak, wiem 

powiedział z roztargnieniem i zamyślił się na moment.

Kiedy wychodziła, wciąŜ był zamyślony i poŜegnał się z nią w roztargnieniu. 

Na wszelki wypadek przypomniała mu o piątku i wyszła. Rudzielec nigdy się tak nie 

zachowywał. W miasteczku był znany z pogodnego usposobienia. Jednak z jakichś 

względów nie stosowało się to do Lou. Zachowywał się tak, jakby jej nie znosił. 

Dlaczego więc wybrał ją do współpracy?

Poszła na parking, gdzie juŜ czekała na nią Meg z codziennymi sprawunkami. 

Droga do domu zajmowała kilkanaście minut. Kiedy zatrzymały się na podwórku, 

wypatrująca ich Cherry natychmiast podbiegła do samochodu. Jej policzki pałały, a 

oczy świeciły niczym dwie gwiazdy.

Udało się! Udało! 

krzyczała. 

Pobiłam mój własny rekord! 1 wcale się nie 

bałam! Naprawdę.

Jane wysiadła z wozu i ucałowała dziewczynkę.

Jestem z ciebie bardzo dumna 

powiedziała. 

Zobaczysz, daleko zajdziesz. 

Czy raczej zajedziesz 

dodała z uśmiechem.

W czasie lunchu omawiali najpierw sukcesy Cherry, a potem Jane nieostroŜnie 

wygadała się, Ŝe ma sesję zdjęciową w Victorii.

To wspaniale! 

ucieszył się Tim. 

Ale kto cię tam zawiezie? W zasadzie 

mógłbym to zrobić, chyba Ŝeby… Todd znalazł trochę czasu.

Todd siedział pochylony nad talerzem i w milczeniu jadł ziemniaki. Wyglądał 

jak nieobecny, chociaŜ kiedy padło jego imię, natychmiast uniósł głowę.

Mogę ją odwieźć, jeśli będzie chciała 

rzucił w przestrzeń.

Dziękuję, nie będzie chciała 

powiedziała, przedrzeźniając go, Jane. 

Ma 

background image

juŜ kierowcę.

CzyŜby! A kogo to? 

spytał Tim.

Todd znowu spuścił głowę i zabrał się do jedzenia ziemniaków.

Rudzielec musi pojechać do Victorii w sprawach słuŜbowych 

wyjaśniła. 

Obiecał, Ŝe zabierze mnie ze sobą.

Todd odsunął talerz.

Pójdę juŜ do pracy 

oznajmił. 

Cały dzień pilnowałem robotników. Muszę 

się teraz zająć rachunkami.

Meg spojrzała z wyrzutem na prawie pełny talerz, ale nic nie powiedziała. 

Przynajmniej na temat jedzenia.

Były jakieś pilne faksy do ciebie 

zwróciła się do Todda. 

Sprzątałam twój 

pokój i połoŜyłam je na szafce. Od niejakiej Julii.

Julii? Jakiej Julii? 

zastanawiała się głośno Cherry, nie zwaŜając na to, Ŝe 

ma pełne usta. 

Aaa! 

Zrobiła taką minę, jakby zgadła.

Ojciec kopnął ją pod stołem w kostkę. Cherry wydała kolejny okrzyk, a 

następnie przełknęła to, co miała w buzi. Dzięki temu zyskała trochę czasu i 

zrozumiała, co ma robić dalej.

Pewnie bardzo za tobą tęskni 

zwróciła się do ojca, uśmiechając się 

złośliwie.

Z całą pewnością 

potwierdził Todd.

Nie wątpił, Ŝe obłoŜona pracą i nękana przez klientów Julia Emory pragnęłaby 

go jak najszybciej zobaczyć. W interesie swoim i firmy.

Hm, muszę do niej zadzwonić. Nie przejmuj się, obciąŜę kosztami rozmówcę 

po raz pierwszy zwrócił się bezpośrednio do Jane.

Jane skinęła głową, nie słysząc, co do niej mówi. Więc Todd miał jakąś 

dziewczynę! Nie było w tym nic dziwnego! PrzecieŜ był zupełnie normalnym i w 

dodatku przystojnym męŜczyzną!

Kiedy Todd wyszedł, rozmowa potoczyła się swobodniej, jednak wszyscy 

mieli wraŜenie, Ŝe jadalnia stała się nagle pusta. Tim skończył lunch i wyszedł, a Meg 

zebrała resztki obiadu i zaniosła je swoim kurom.

Jane i Cherry zostały same.

Czy myślałaś kiedyś o tym, Ŝeby wyjść za doktora Coltraina? 

spytała 

dziewczynka.

Kiedyś, tak 

odparła Jane. 

Bardzo go lubię, poza tym mieliśmy ze sobą 

background image

wiele wspólnego. Zabrakło nam tylko tego czegoś, czego potrzeba do wspólnego 

związku.

Czyli po prostu nie chciałaś z nim iść do łóŜka? 

podsumowała córka Todda.

AleŜ Cherry!

PrzecieŜ nikt nie trzyma mnie pod kloszem. Wiem o wielu sprawach 

powiedziała dziewczynka tonem dorosłej osoby. 

Jednak sama wolałabym zaczekać z 

tym aŜ do ślubu. Wiesz, Ŝe niektórzy chłopcy teŜ tak myślą? Na przykład Mark, z 

mojej klasy, twierdzi, Ŝe dzięki temu nie trzeba się obawiać chorób wenerycznych.

Jane wydawało się, Ŝe źle słyszy.

Czego?

Chorób wenerycznych 

odparła ze śmiechem Cherry. 

Nigdy o nich nie 

słyszałaś?

Jane odchrząknęła.

No tak, słyszałam. Ale prawdę mówiąc, nigdy się tym nie interesowałam. 

Ani seksem 

dodała po chwili wahania. 

Wiesz, jakoś nigdy nie spotkałam chłopaka, 

który, który… 

szukała odpowiednich słów.

Cherry wzniosła oczy ku niebu.

O BoŜe! Widzę, Ŝe będę ci musiała wszystko wyjaśnić 

powiedziała 

autorytatywnie. 

Czy rodzice nie rozmawiali z tobą o tych sprawach?

Jane juŜ chciała odpowiedzieć, ale w jadalni pojawił się nachmurzony Todd.

Jeszcze tu jesteście? 

spytał.

Cześć, tato. Właśnie rozmawiałam z Jane o seksie. Mój BoŜe, a wydawało 

mi się, Ŝe to ja jestem zacofana! Dobrze, chyba odłoŜymy tę rozmowę. Pójdę teraz do 

stajni.

Cherry szybko opuściła jadalnię. Todd spojrzał Jane prosto w oczy.

Czy musisz rozmawiać o tym z Cherry? Nie lepiej zapytać mnie?

Jane poczuła, Ŝe drŜy. Zagryzła wargi, Ŝeby się opanować. Narastał w niej 

strach, Ŝe Todd za chwilę to zauwaŜy.

Daj spokój! 

ucięła krótko.

Ale Todd nie chciał jej dać spokoju.

Jane! Czego się boisz? Jest nam razem dobrze, pragniemy siebie… CzegóŜ 

więcej chcieć?

Seks to dla mnie za mało 

odparła.

Jesteś pewna? 

spytał, biorąc ją pod brodę.

background image

Nie doczekał się jednak odpowiedzi.

Tak piękna i tak naiwna 

ciągnął. 

Chciałabyś, Ŝebym dał ci gwiazdkę z 

nieba. Ale ja mogę dać ci tylko rozkosz.

ZbliŜył swe usta do jej warg i jednocześnie chwycił ją za rękę.

Ani się waŜ! 

syknęła Jane, oglądając się w stronę kuchni.

Todd przyciągnął ją lekko do siebie.

Nie wygłupiaj się. Meg nawet nie zwróci uwagi na to, Ŝe się całujemy. 

Wszyscy przyjmą to normalnie. Wszyscy 

oprócz ciebie.

Jego usta były coraz bliŜej. Jane chciała go odepchnąć, ale stała jak 

sparaliŜowana.

Nie potrafisz się nawet przyznać przed sobą, Ŝe mnie pragniesz 

szepnął 

Todd. 

A przecieŜ poŜądasz mnie, pragniesz aŜ do utraty tchu.

Chciała zaprzeczyć. Pragnęła wyrwać się i uciec z jadalni. Tak się jej 

przynajmniej wydawało.

Todd nie pocałował jej, chociaŜ jego usta znajdowały się parę centymetrów od 

warg Jane.

Wiem, Ŝe mnie pragniesz 

szeptał, a jego oddech miał w sobie woń kawy. 

Pocałuj mnie. Pocałuj mnie teraz.

W innych warunkach skwitowałaby śmiechem taką bezczelność. Jednak teraz 

jakoś nie mogła tego uczynić. Co gorsza poczuła, Ŝe rzeczywiście ma ochotę 

pocałować Todda. Tym większą, im bardziej się od niej oddalał.

W zasadzie trudno było powiedzieć, które z nich wykonało pierwszy gest. 

Zdaje się, Ŝe z jakichś powodów Jane straciła równowagę i juŜ po chwili znalazła się 

w jego ramionach. Todd zaczął ją pieścić i całować, a ona jęczała z rozkoszy. W 

końcu, w przypływie nie tajonego poŜądania, przycisnął ją do siebie.

Jane krzyknęła. Nie był to jednak krzyk rozkoszy.

Co się stało? 

spytał, rozluźniając uścisk. 

Czy to twój kręgosłup?

Skinęła głową. Musiała się powstrzymywać, Ŝeby nie prosić go, by znów ją 

przytulił.

Naprawdę nie chciałem cię skrzywdzić!

Jane skinęła głową.

Ale skrzywdziłeś.

Todd nie wiedział, co ze sobą zrobić. Ręce zaczęły mu się trząść. Wiedział, Ŝe 

nigdy by sobie nie wybaczył, gdyby coś stało się Jane.

background image

Zaraz zadzwonię po lekarza 

powiedział drŜącym głosem.

Jane pokręciła głową.

Nie chodzi mi o to, co stało się teraz 

powiedziała. 

Mam na myśli tamtą 

noc.

Todd odetchnął z ulgą. Jednocześnie stwierdził, Ŝe powinien jeszcze raz 

przeprosić Jane. Wtedy wypadło to jakoś niezręcznie, a potem, cóŜ, starał się jej 

unikać.

Przepraszam cię, ale naprawdę nie mogłem się wtedy powstrzymać. 

Rzeczywiście prosiłaś mnie, Ŝebym przestał, a ja nie mogłem. Do tej pory mam z tego 

powodu wyrzuty sumienia. Ale z drugiej strony… 

urwał na widok jej miny.

Z drugiej strony? 

podchwyciła.

Wiesz, miałem wraŜenie, Ŝe jest ci po prostu dobrze. Byłem pewien, iŜ 

uwolniłaś się od jakiegoś cięŜaru. Tak wspaniale nam było wtedy. Pomyśl, Ŝe 

mogłoby tak być zawsze.

Jane poczuła, Ŝe znowu zrobiło się jej gorąco. "Zawsze" znaczyło spędzenie ze 

sobą kilku nocy, a "dobrze" 

częste zaspokajanie Ŝądzy. Jak on śmiał mówić do niej 

w ten sposób! I to teraz, kiedy wydało się, Ŝe ma gdzieś dziewczynę, która niczego się 

nie domyśla. Tylko ona, Jane, poznała go jak zły szeląg.

Pocałujesz mnie? 

spytał nagle.

Nie. Nie, Todd. Mam tego dość.

Więc czego chcesz?

Jane uśmiechnęła się smutno.

Chcę związku na całe Ŝycie 

odparła. 

I dzieci. Chcę mieć dzieci.

Ja juŜ mam dziecko 

powiedział sztywno.

Spojrzała mu w oczy. Czy naprawdę jej nie rozumiał, czy teŜ nie chciał 

zrozumieć?

Chodzi mi o własne dziecko. Takie, które nigdy nie tęskniłoby za tatą.

Ja chcę ci dać duŜo więcej.

Jane pokręciła głową i westchnęła.

Seks bez miłości jest niczym.

Todd aŜ zagotował się na to stwierdzenie.

Zaraz zobaczymy, czy niczym, ty mała hipokrytko! 

krzyknął i wpił się w jej 

wargi.

Jane nie miała czasu się bronić. Zaczęli się całować długo i namiętnie i nawet 

background image

nie zauwaŜyli, Ŝe w drzwiach pojawiła się Cherry.

ROZDZIAŁ ÓSMY

Cherry stała przez chwilę na progu, obserwując całą scenę. W końcu zauwaŜył 

ją Todd i odsunął delikatnie Jane.

Przepraszam, szukałam Meg 

powiedziała dziewczynka i uśmiechnęła się 

lekko. 

Nie przeszkadzajcie sobie.

Jane zaczerwieniła się niczym piwonia i spuściła wzrok. Córka Todda teŜ się 

zmieszała i wybiegła na podwórko. Nawet Todd nie wyglądał teraz na zbyt pewnego 

siebie.

Przepraszam 

powiedział. 

Zdaje się, Ŝe znów popełniłem głupstwo.

Jane nie wiedziała, o co mu dokładnie chodzi, więc pozostawiła tę wypowiedź 

bez komentarza. Odsunęła się tylko od Todda i usiadła. Dopiero teraz poczuła ból 

kręgosłupa. Todd patrzył na nią tak, jakby chciał powiedzieć coś jeszcze. W końcu 

jednak zgarnął papiery ze stołu i zaczął się wycofywać.

Jeszcze raz przepraszam 

powiedział, nawet na nią nie patrząc. 

Zajmę się 

teraz pracą.

Jane nie reagowała. Usłyszała tylko odgłos zamykanych drzwi, co napełniło ją 

smutkiem. JuŜ chciała się rozpłakać, kiedy do pokoju wśliznęła się jakaś postać. Jane 

z nadzieją podniosła głowę.

Cherry?!

Przepraszam, widziałam, jak ojciec wychodził. Ja naprawdę nie chciałam 

tłumaczyła się dziewczynka. 

O BoŜe! Nigdy nie widziałam, Ŝeby tata kogoś całował. 

Nawet mamę, kiedy byłam mała.

Jane zarumieniła się aŜ po korzonki włosów.

Nie, Cherry. To była… 

szukała odpowiedniego słowa 

pomyłka.

Cherry uśmiechnęła się do niej przyjaźnie. Chciała dać do zrozumienia, Ŝe nie 

ma nic przeciwko temu.

Ee tam 

powiedziała. 

Jaka pomyłka? Powiedz lepiej, czy ci się podoba?

Kto?

Tata, oczywiście 

odparła Cherry. 

Wszystkie moje koleŜanki się w nim 

kochają.

Jane pokręciła głową.

Nie, Cherry. Nie powinnaś z tym wiązać Ŝadnych nadziei. Przede wszystkim, 

background image

gdybym kogoś pokochała, chciałabym wyjść za niego za mąŜ, a twój ojciec nie chce 

słyszeć o małŜeństwie.

O! 

Mina Cherry natychmiast zrzedła.

Naturalnie wciąŜ jesteś moją przyjaciółką. Prawda?

Dziewczynka z trudem zdobyła się na uśmiech.

Jasne 

powiedziała.

Jane spędziła w Victorii prawie cały dzień. Rudzielec odbył swoje spotkanie i 

czekał na nią cierpliwie. Ona natomiast pozowała do zdjęć w róŜnych strojach firmy 

Slim Togs. O dziwo, nawet jej się to spodobało. Zwłaszcza Ŝe fotograf i Micki bardzo 

dbali o to, Ŝeby jej nie męczyć. Jane nawet nie zauwaŜyła, jak szybko upływa czas.

To chyba juŜ wszystko 

stwierdziła w końcu Micki. 

Jack mówił, Ŝe 

ś

wietnie mu poszło. Powinien mieć wspaniałe zdjęcia. Oczywiście skontaktujemy się 

z tobą, kiedy dokonamy wyboru. Poza tym dobrze by było, gdybyś pokazała się na 

promocji tych nowych ubrań w naszym sklepie i moŜe na jakimś rodeo.

Nie ma problemu. Fajnie mi się pozowało. A poza tym te rzeczy są naprawdę 

dobre 

powiedziała Jane, przesuwając dłonią po zdobionej cekinami kurtce.

My teŜ jesteśmy bardzo zadowoleni ze współpracy. Jesteś urodzoną modelką 

pochwaliła ją Micki i zamyśliła się na chwilę. 

A co u Todda? Został na ranczu?

Jane skinęła głową.

Tak. Ciągle ma jakieś nowe pomysły. Moi ludzie przestali juŜ na mnie 

zwracać uwagę. Słuchają tylko jego. Będę miała kłopoty z dyscypliną, kiedy wyjedzie.

CzyŜby miał taki zamiar? 

spytała Micki.

Nie. Jeszcze nie.

Jane z trudem osiągnęła względny spokój ducha. Starała się nie myśleć o 

Toddzie i o tym, co się stało. Teraz pytania Micki wytrąciły ją z równowagi.

Jest bardzo przystojny 

Micki drąŜyła temat, mimo Ŝe na jej twarzy pojawiły 

się ślady smutku. 

Pewnie ma mnóstwo róŜnych dziewczyn.

Pewnie tak 

potwierdziła Jane. 

Niektóre nawet przysyłają mu faksy.

Micki zaśmiała się, ale wypadło to raczej ponuro.

Zdaje się, Ŝe nie mam Ŝadnych szans. A ty? Miałabyś na niego ochotę?

Przede wszystkim nie lubię kolejek 

odparła wykrętnie Jane.

Micki smutno pokiwała głową.

No tak, kiedy w końcu zjawia się ktoś taki jak Todd, zawsze otoczony jest 

wianuszkiem kobiet. Myślę, Ŝe w końcu zostanę starą panną.

background image

W jej głosie było tyle smutku, Ŝe Jane poczuła, iŜ po

 - - 

winna ją jakoś 

pocieszyć:

MałŜeństwo to nie wszystko 

powiedziała. 

MoŜesz przecieŜ jeszcze zostać 

szefową swojej firmy.

Micki skinęła głową, ale smutek w jej oczach wcale nie zniknął.

To moŜliwe 

stwierdziła, nabrawszy powietrza w płuca. 

Tyle Ŝe mam mały 

sekret. Po prostu uwielbiam Ŝycie domowe. Gotowanie obiadów, prasowanie koszul, 

dzieci.

Chciałabyś być kurą domową? 

spytała z niedowierzaniem Jane.

Oczywiście. Ale nie mów o tym nikomu, bo będą się ze mnie śmiali 

poprosiła Micki. 

Wiesz, lubię moją pracę, zarabiam fantastycznie, ale raz na jakiś 

czas miałabym ochotę się z kimś pokłócić.

Nie chcesz być sama 

domyśliła się Jane.

A kto chce?

Czasami nie mamy wyboru.

Obie panie zamyśliły się na chwilę. Nie była to pogodna zaduma. Wręcz 

przeciwnie, mimo młodego wieku myślały o starości i samotności.

Pierwsza ocknęła się Micki.

Wszystko będzie dobrze 

powiedziała, nie bardzo wiedząc, czy mówi o 

zdjęciach, czy teŜ ich przyszłym Ŝyciu. 

Zadzwonię do ciebie w połowie przyszłego 

tygodnia. Trzymaj się. 1 Ŝyczę miłej podróŜy.

Dzięki.

Jane zeszła do holu i odszukała w torebce kartkę, na której Coltrain zapisał jej 

swój numer telefonu w szpitalu. Zadzwoniła do niego, Ŝeby powiedzieć, Ŝe juŜ jest 

gotowa. Rudzielec pewnie zanudził się na śmierć do tej pory.

Nie pojechali jednak z powrotem na ranczo. Coltrain wysadził ją przed 

najlepszą restauracją w Victorii.

Czas na kolację 

oznajmił.

Daj spokój 

usiłowała protestować. 

Nie jestem odpowiednio ubrana.

I cóŜ z tego? Ja teŜ nie. 

Miał na sobie sportową marynarkę i koszulę bez 

krawata. 

Niech się gapią, jeśli mają na to ochotę.

Jane roześmiała się głośno. Przypomniały jej się róŜne ekstrawagancje 

Rudzielca jeszcze z czasów szkolnych. Chyba przywykł do tego, Ŝe i tak się wyróŜnia 

z racji płomiennej czupryny, i wygłupy stały się dla niego chlebem powszednim. 

background image

Potem, na studiach, stał się bardziej stateczny. Pewnie zrozumiał, Ŝe lekarz powinien 

być kimś budzącym szacunek, a nie prowokującym do śmiechu.

Dobrze, idziemy 

zdecydowała Jane.

Usiedli przy małym stoliku i zamówili kraby oraz krwiste befsztyki, a na deser 

specjalność zakładu 

lodowy torcik pokryty warstwą czekolady.

Będę pamiętała ten deser do końca Ŝycia 

powiedziała, kiedy juŜ jechali do 

domu. 

Dawno nie jadłam czegoś tak wspaniałego.

Ja teŜ 

mruknął Coltrain.

Kiedy prowadził, skupiał się całkowicie na tej czynności. Być moŜe taki był 

teŜ, kiedy operował. Zrobił specjalizację z chirurgii miękkiej, nabył biegłości w 

operacjach płuc, jednak w końcu zdecydował się na prowadzenie praktyki 

internistycznej w rodzinnym mieście. Dlaczego? Jane nie miała zielonego pojęcia.

Czy chciałbyś mieć dzieci? 

spytała.

Jasne. Masz w związku z tym jakąś propozycję?

Jane zarumieniła się. Nie po raz pierwszy tego dnia.

Nie wygłupiaj się. Po prostu pytam.

Coltrain zerknął na nią i o mały włos nie zjechał na pobocze. Na drodze 

prawie nie było ruchu. Nic im w tej chwili nie groziło.

Wiesz, Ŝe mówię powaŜnie. Wystarczyłoby jedno twoje słowo, a… 

zawiesił

głos. 

Lubię dzieci i sprawdziłbym się jako mąŜ. Mamy ze sobą więcej wspólnego niŜ 

wielu ludzi, którzy zdecydowali się na małŜeństwo.

Tak, brakuje nam tylko jednego.

Coltrain pokiwał głową, wypatrując czegoś na drodze.

Szkoda 

szepnął.

Zwolnił trochę. Ręka Jane odnalazła jego dłoń, spoczywającą na dźwigni 

zmiany biegów.

Nie przejmuj się. Zawsze będziesz moim najlepszym przyjacielem 

próbowała go pocieszyć.

Szkoda, Ŝe wolisz Burke'a.

Nie zaprzeczyła. Spuściła tylko głowę i cofnęła dłoń.

Ale on ma ochotę jedynie na romans i szybkie rozstanie.

A ty? 

spytał Coltrain.

Na małŜeństwo i gromadkę dzieci 

odparła, starając się panować nad 

głosem.

background image

MoŜe on teŜ chce tego samego, tylko mu się wydaje, Ŝe jest inaczej.

Jane pokręciła przecząco głową i uśmiechnęła się gorzko do swoich myśli.

Zdaje się, Ŝe ma dosyć małŜeństwa 

stwierdziła. 

Nie sądzę, by ktoś taki 

mógł być dobrym męŜem. A jednak… 

nie dokończyła zdania i spuściła głowę.

Rudzielec dostrzegł nieszczęśliwą minę, a następnie połoŜył dłoń na jej udzie 

w geście pocieszenia.

Ze względu na twoje migreny nie polecałbym ci pigułek antykoncepcyjnych 

powiedział. 

Są jednak inne sprawdzone metody.

AleŜ, Rudzielcu! 

wykrzyknęła.

Nie ma się na co oburzać. Powinnaś juŜ dorosnąć. Przynajmniej zostaną ci 

piękne wspomnienia. To teŜ jest coś warte.

Zaskakujesz mnie.

Coltrain uśmiechnął się smutno.

Sam siebie równieŜ 

powiedział 

Jednak powinnaś pamiętać, Ŝe seks jest 

wspaniałym uzupełnieniem miłości. Być moŜe Burke nie chce się z tobą oŜenić, ale 

jestem pewien, Ŝe cię kocha.

Co?!

Myślę, Ŝe ty równieŜ o tym wiesz 

odparł spokojnym głosem. 

PrzecieŜ od 

samego początku był o mnie zazdrosny. Kocha cię, to jasne.

MoŜe chodziło mu tylko o seks?

Rudzielec skinął głową. Minęli zagrodę Desherów, znajdującą się po drodze 

do rancza. Za chwilę powinni skręcić, a dalej jechać prosto przed siebie.

MoŜliwe, chociaŜ mało prawdopodobne 

stwierdził po chwili namysłu. 

Ten Burke za bardzo się o ciebie troszczy. Ma złe doświadczenia małŜeńskie i dlatego 

nie chce się Ŝenić powtórnie. Trzeba o niego walczyć, Jane. Czy jesteś na to 

zdecydowana?

Walczyć? 

Jane zrobiła zdziwioną minę. 

Nazywasz to walką? Nie, nie 

potrafię zabiegać o względy męŜczyzn. Od tego przecieŜ jest małŜeństwo.

Rudzielec nie protestował.

Zgadzam się 

powiedział. 

Pomyśl jednak, Ŝe małŜeństwo jest tylko kwestią 

czasu. On cię kocha. Poza tym mam wraŜenie, Ŝe Burkę jest bardzo konserwatywny. 

No i ma jeszcze córkę, o której musi myśleć.

Powiedział, Ŝe nigdy się juŜ nie oŜeni.

Prezydent mówił, Ŝe nie zwiększy podatków.

background image

Jane spojrzała koso na przyjaciela i wybuchnęła śmiechem, Był to pierwszy 

objaw rozbawienia od chwili incydentu z Toddem.

Dobrze, wcale nie musisz poświęcać dla niego swoich ideałów 

ciągnął 

Coltrain ugodowym tonem. 

Ale są chyba jakieś sposoby na zainteresowanie 

męŜczyzny bez konieczności pójścia z nim od razu do łóŜka?

Pewnie są 

rzuciła w przestrzeń.

Spojrzała na Coltraina. Czy to moŜliwe, Ŝeby był aŜ tak szlachetny? Nie 

przypuszczała, Ŝe będzie chciał jej pomóc. W kaŜdym razie nie w tej sprawie. I to na 

chwilę po tym, jak niemal się jej oświadczył. Tak, jest prawdziwym przyjacielem. 

Wiedziała, Ŝe moŜe na niego liczyć.

Opowiedz mi o tych zdjęciach 

poprosił, chcąc zmienić temat. 

Nie 

wymęczyli cię za bardzo?

SkądŜe. Było bardzo fajnie.

Jane zaczęła opowiadać o tym, co działo się w czasie sesji zdjęciowej. Nie 

trwało to jednak długo, poniewaŜ juŜ po chwili znaleźli się na terenie rancza. 

Ś

ciemniało się. Na ganku przed domem paliło się światło. Jane podziękowała 

przyjacielowi i sama, o własnych siłach weszła po schodkach na ganek. Tam powitał 

ją Todd.

Gdzie byłaś? 

spytał natarczywym tonem.

Na kolacji z Rudzielcem.

Spojrzał na zegarek.

A potem?

Potem kochaliśmy się w samochodzie i siadły nam wszystkie cztery opony 

wyjaśniła.

Todd zaniemówił. Przez chwilę stał jak raŜony gromem, a następnie 

wybuchnął śmiechem.

Doprawdy!

Jane dotknęła dłonią przodu jego białej koszuli. CzyŜby włoŜył ją specjalnie 

dla niej? Od tej pory chciała być z nim absolutnie szczera.

Nie mogłabym się kochać z kimś innym 

powiedziała z prostotą 

poniewaŜ 

kocham ciebie.

Serce podeszło mu do gardła. Oto stał przed nim jego ideał 

wspaniała, 

kochająca dziewczyna. Dotknął jej pszenicznych włosów, a następnie pogładził Jane 

po policzku.

background image

Ja teŜ cię kocham 

powiedział ku własnemu zaskoczeniu. 

Od samego 

początku. Nie mogłoby być nam ze sobą tak wspaniale, gdyby nie łączyło nas uczucie. 

To zupełnie jasne.

Tak 

szepnęła.

Todd przytulił ją do siebie. Chciał ją mieć przy sobie. Czuć ją tak jak 

pamiętnej nocy, kiedy ziściły się jego marzenia.

Czy… czy zmieniłaś zdanie? 

spytał, gładząc czule jej plecy.

Coltrain nie chce mi dać pigułek antykoncepcyjnych, poniewaŜ mam bóle 

głowy 

powiedziała.

Todd zesztywniał. Nie mógł uwierzyć własnym uszom.

Co?! Rozmawiałaś z tym konowałem na temat pigułek?!

To raczej on ze mną rozmawiał 

wyjaśniła Jane. 

Wie, Ŝe cię kocham.

Gniew zaślepił go na chwilę. Puścił Jane i odstąpił od niej na krok. 

Wystarczyło jednak, Ŝe na nią spojrzał, a juŜ w jego sercu pojawiły się cieplejsze 

uczucia.

Więc nie moŜesz przyjmować pigułek? 

spytał.

Tak, z powodu migreny. Dlatego ciągle musielibyśmy się liczyć z tym, Ŝe 

mogę zajść w ciąŜę.

Zabezpieczyłem się ostatnio.

Tak, wiem. 

Jane skinęła głową. 

Jednak róŜne rzeczy mogą się zdarzyć. To 

nie jest stuprocentowe zabezpieczenie.

Todd musiał jej przyznać rację. Patrzył na nią i zastanawiał się, czy chciałby 

mieć z nią dziecko. Nie, to byłaby katastrofa. Nie potrafiłby opuścić matki swego 

dziecka. Ślicznej malutkiej blondyneczki, której mogliby urządzać przyjęcia 

urodzinowe, tak jak kiedyś Cherry, albo, jeszcze lepiej, chłopca, którego nauczyliby 

jeździć konno, rzucać lassem i w ogóle wielu róŜnych sztuczek.

Jane milczała.

Dlaczego nic nie mówisz?

Powiedziałam juŜ wszystko 

odparła. 

Nie chciałabym, Ŝebyś myślał, Ŝe 

pragnę cię złapać w pułapkę.

Spojrzał w jej smutne oczy, a następnie dotknął policzka. Był mokry.

Marie nie chciała mieć ze mną dziecka 

powiedział z namysłem. 

Oboje 

byliśmy wtedy pijani. Wiedziałem, Ŝe bierze pigułki, ale była na tyle roztargniona, Ŝe 

często o nich zapominała. Tylko dlatego urodziła się Cherry.

background image

Todd! Na miłość boską!

Jesteś zaszokowana? 

spytał. 

Niektórzy ludzie po prostu nie chcą mieć 

dzieci. Tak jak moja była Ŝona 

dodał po chwili.

Mam nadzieję, Ŝe nie powiedzieliście o tym Cherry!

Prosiłem Marie, Ŝeby tego nie robiła. Zresztą ona na swój sposób kocha 

córkę.

A ty?

Uśmiechnął się, ale bardziej do siebie niŜ do niej.

Jak moŜesz pytać? Pamiętam, kiedy pierwszy raz zobaczyłem tę kruszynę. 

AŜ trudno uwierzyć, Ŝe wyrosła juŜ na taką pannicę.

Znowu spojrzeli sobie w oczy. Były jakby rozświetlone wewnętrznym 

blaskiem. Obojgu towarzyszyły podobne myśli. ś tym Ŝe jedne dotyczyły dziecka juŜ 

narodzonego, a drugie 

tego, które dopiero mogłoby przyjść na świat. W końcu 

jednak Todd pokręcił głową.

PrzecieŜ na razie w ogóle nie powinnaś mieć dzieci 

przypomniał jej. 

Ze 

względów zdrowotnych.

To przecieŜ nie będzie trwało wiecznie 

stwierdziła. 

Poza tym byłabym 

gotowa podjąć ryzyko.

Todd znowu posłał jej spojrzenie pełne czułości. Wzruszyło go to, Ŝe właśnie 

z nim.

No, no, nie wywołuj wilka z lasu 

powiedział pełnym ciepła głosem.

Jane pokręciła głową.

PrzecieŜ nic się nie stało.

Czy mu się zdawało, czy teŜ wyczuł w jej głosie nutkę rozczarowania? CzyŜby 

Jane chciała zajść w ciąŜę? W jej stanie? Nie, to niemoŜliwe.

Odnoszę wraŜenie, Ŝe trochę tego Ŝałujesz 

rzucił, chcąc zbadać jej reakcję. 

Ku jego zaskoczeniu była ona dość gwałtowna.

To nie twoja sprawa! Przynajmniej nie musisz mieć wyrzutów sumienia. 

Będziesz mógł wrócić do pracy w Victorii, a ja zrobię majątek na reklamie jakichś 

ciuchów. Oboje będziemy zadowoleni.

Czy wyjdziesz za Coltraina? 

zapytał, spuściwszy smętnie głowę.

Niestety, nie kocham go 

odparła ze smutkiem. 

Gdybym go kochała, 

natychmiast bym to zrobiła.

Todd tylko pokiwał głową.

background image

WciąŜ cię pragnę 

powiedział. 

Będę na ciebie czekał.

Obawiam się, Ŝe nic z tego nie wyjdzie, Todd.

Zostawiła go na ganku i weszła do środka. Teraz chciała się tylko wykąpać. 

Ona teŜ go pragnęła, jednak nie darowałaby sobie, gdyby Todd musiał się z nią oŜenić 

z powodu dziecka. A Ŝe oŜeniłby się, tego była zupełnie pewna. Znała się na ludziach 

i wiedziała, Ŝe trudno byłoby znaleźć kogoś uczciwszego i bardziej opiekuńczego niŜ 

Todd Burke.

W następny piątek Todd odwiózł Cherry do matki. Sam równieŜ miał zamiar 

zatrzymać się na jakiś czas w Victorii, Ŝeby załatwić najbardziej pilne sprawy 

zawodowe. Poza tym chciał zapomnieć o Jane. Pragnienie, jakie odczuwał, 

potęgowało się, gdy była tuŜ obok.

Pomachał córce na poŜegnanie, a następnie omal nie wjechał na 

wypielęgnowany trawnik przed białym domem w stylu wiktoriańskim, w którym 

Marie mieszkała ze swoim nowym męŜem, Williamem.

Co się stało twojemu ojcu? 

spytała Marie córkę.

Wygląda na wyprowadzonego z równowagi.

To pewnie z powodu Jane 

odparła Cherry. 

Przyłapałam ich na tym, jak się 

całowali. Naprawdę tak było 

dodała, widząc wyraz niedowierzania w oczach matki.

Marie zaprowadziła ją na przestronny taras, wypielęgnowany tak, jak cała 

posiadłość. Cherry spojrzała na swoje buty. No tak, znowu zapomniała je wyczyścić. 

Jak zwykle. I mama będzie się gniewać, teŜ jak zwykle. Czemu wszystko w tym domu 

musi być takie czyste i ładne? Dlaczego nie moŜna traktować pewnych rzeczy 

normalnie?

Jednak Marie się nie gniewała, a to dlatego, Ŝe nie zauwaŜyła śladów na 

czystej podłodze. Myślami błądziła gdzie indziej.

PrzecieŜ mówił, Ŝe nie chce się Ŝenić 

rzuciła w zadumie. 

Zarzekał się, Ŝe 

nigdy w Ŝyciu.

Nigdy nie mów nigdy 

powiedziała Cherry, a następnie uśmiechnęła się, 

zadowolona, Ŝe uniknie kazania na temat obowiązku utrzymywania domu w 

czystości. 

Jane uczy mnie jazdy. Jest wspaniała. Chciałabym być taka jak ona.

Marie poczuła kolejne ukłucie zazdrości. Tym razem było jednak o wiele 

boleśniejsze. O ile mogła się juŜ nie przejmować byłym męŜem, gdyŜ nie zaleŜało jej 

na zdobyciu jego miłości, o tyle, wraz z upływem lat, miłość Cherry stawała się dla 

niej coraz waŜniejsza. Marie znała jeden sposób, Ŝeby ją sobie zaskarbić.

background image

Jutro wybierzemy się na zakupy 

powiedziała, klasnąwszy w ręce. 

Co ty na 

to?

I tym razem reakcja córki zaskoczyła ją boleśnie. Cherry westchnęła, zrobiła 

znudzoną minę, spojrzała gdzieś nad jej głową i w końcu bąknęła:

MoŜe być.

Marie załamała ręce.

W twoim wieku powinnaś przede wszystkim myśleć o strojach 

powiedziała. 

Chyba lubisz się ładnie ubierać, moja panno?

Lubię 

potwierdziła Cherry. 

Przynajmniej w stroje do rodeo.

Matka wzniosła oczy ku niebu, natomiast Cherry, natchniona niespodziewaną 

myślą, nagle się oŜywiła.

Ale skoro juŜ będziemy na zakupach, to moŜe wstąpimy do księgarni 

powiedziała. 

Chciałabym kupić parę ksiąŜek medycznych i podręcznik do nauki 

jazdy konnej.

KsiąŜki?! PrzecieŜ to strata czasu!

AleŜ mamo! PrzecieŜ chcę studiować medycynę!

Marie pogładziła córkę po ramieniu.

Jesteś jeszcze bardzo młoda, kochanie. Na pewno zmienisz zdanie.

Cherry odsunęła się od niej.

Jane mówi co innego. UwaŜa, Ŝe powinnam rozwijać swoje zainteresowania. 

Nawet gdybym później zdecydowała się na inne studia, to i tak co nieco zostanie mi w 

głowie.

Dosyć mam juŜ tej całej Jane! Jak ty do mnie mówisz?! Jestem przecieŜ 

twoją matką! 

oburzyła się Marie.

Cherry natychmiast spokorniała. Wbiła wzrok w podłogę i bąknęła:

Przepraszam, mamo.

Marie objęła córkę ramieniem.

Chodź, kochanie. Napijemy się herbaty. Miałam dziś od rana wiele zajęć.

Ciekawe, co robiła? zastanawiała się Cherry. Pewnie przymierzała jakąś 

suknię albo układała wieczorne menu. śycie matki wydawało jej się puste. 

Całkowicie wypełniały je spotkania towarzyskie i zawodowe, w czasie których robiło 

się to samo i wypowiadało te same zdania.

Co innego Jane. Nawet kiedy poruszała się o kulach, zawsze starała się jakoś 

urozmaicić swoje Ŝycie. A poza tym te rozmowy! Nawet w czasie zwykłej pogawędki 

background image

przy herbacie moŜna było usłyszeć coś waŜnego.

Nagle zrobiło jej się cieplej na sercu. Pomyślała, Ŝe być moŜe spotka ukochaną 

nauczycielkę w czasie tego weekendu w Victorii. Wiązało się to z kontraktem 

reklamowym Jane, ale Cherry nie pamiętała, o co dokładnie chodziło. NiewaŜne. 

NajwaŜniejsze, Ŝe będzie mogła ją spotkać.

Cherry zaczęła rozmyślać o Jane i po jakimś czasie stwierdziła, Ŝe nic miałaby 

nic przeciwko temu, Ŝeby mistrzyni rodeo została jej macochą.

Cherry nawet nie sądziła, Ŝe tak szybko ujrzy przyjaciółkę. Co prawda nie 

spotkała jej w Victorii, ale Marie i William zostali w ostatniej chwili zaproszeni na 

waŜne przyjęcie, które miało trwać do późna w nocy, i dlatego zdecydowali, Ŝe 

Cherry musi wrócić na ranczo.

Marie zadzwoniła nawet do byłego męŜa, Ŝeby go o tym uprzedzić, ale Todd 

załatwiał właśnie jakieś sprawy z klientami. Nie miała wyboru. Wyprowadziła więc 

srebrnego mercedesa z garaŜu i wskazała córce miejsce obok siebie. Pomyślała, Ŝe nie 

ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, i oto nadarza jej się okazja, Ŝeby przytrzeć 

nieco nosa uwielbianej przez córkę kobiecie.

Czy ta Jane wie, jaki Todd jest bogaty? 

spytała zdawkowym tonem.

Nie, tata nic jej nie powiedział 

odparła Cherry. 

To jest nasz sekret. Wie 

tylko, Ŝe tata pracuje w firmie komputerowej w Victorii.

Po co ta cała mistyfikacja?

Tacie było Ŝal Jane 

odparła, nie zastanawiając się, dlaczego matka wypytuje 

ją o szczegóły. 

Miała kłopoty ze zdrowiem, prawie nie mogła chodzić, a ranczo było 

w opłakanym stanie. Dlatego tata przyjął tę pracę. Nie chciał jednak, Ŝeby Jane 

myślała, Ŝe się nad nią lituje. To bardzo szlachetnie z jego strony, prawda?

Prawda, prawda 

powiedziała z roztargnieniem Marie. 

Mówiłaś, Ŝe to 

ranczo teraz kwitnie. A skąd ta Jane wzięła na to pieniądze? Miała jakieś 

oszczędności?

Cherry z zapałem pokręciła głową.

Tata mówił, Ŝe stała na krawędzi bankructwa. To on załatwił jej poŜyczkę.

Cherry paplała przez całą drogę, a Marie skrzętnie zbierała wszystkie 

informacje na temat rywalki. Tak, rywalki.

Nie potrafiła inaczej myśleć o Jane. O ile gotowa była oddać jej Todda (mimo 

iŜ w głębi ducha wciąŜ sądziła, Ŝe naleŜy do niej), o tyle o córkę miała zamiar 

walczyć jak lwica.

background image

O, konie! 

krzyknęła Cherry. 

Popatrz, jakie wspaniałe!

W zasadzie mogłabyś spędzić ze mną część wakacji. 

Matka zignorowała 

pełne entuzjazmu okrzyki. 

Wybieramy się z Williamem do Nassau i na Jamajkę, a 

moŜe nawet na Martynikę.

Och, byłoby fajnie 

westchnęła Cherry. 

Ale w sierpniu muszę 

przygotowywać się do rodeo. Szkoda byłoby zaprzepaścić tyle pracy. Poza tym mam 

wspaniałego konia. Nazwałam go…

Och, konie, konie! 

przerwała jej matka. 

Nic, tylko te brudne zwierzęta!

Konie są bardzo czyste 

szepnęła Cherry, czując, Ŝe zbiera się jej na płacz.

Wjechały na podwórko i zatrzymały się z piskiem opon. Marie otworzyła 

drzwiczki po swojej stronie. Od razu poznała Jane, która rozmawiała z jakimś 

zasuszonym, brodatym staruszkiem. Naburmuszona Cherry wygramoliła się ze swego 

miejsca.

Jane podeszła do nich. Poruszała się wolno, lecz sprawnie. Nie miała Ŝadnego 

makijaŜu, ale nie szkodziło to jej urodzie. Wręcz przeciwnie 

podkreślało naturalną 

czerwień warg i wspaniały błękit oczu. Marie od razu zrozumiała, dlaczego Todd 

mógł się w niej zakochać.

Jane, to moja mama. Mamo, to Jane.

Marie uśmiechnęła się sztucznie.

Miło mi panią poznać 

powiedziała zdawkowo. 

Tyle o pani słyszałam.

Proszę mi mówić po imieniu 

powiedziała Jane i uścisnęła jej dłoń. 

Następnie objęła Cherry i ucałowała ją gorąco w oba policzki. 

Brakowało mi ciebie 

szepnęła.

Ja teŜ tęskniłam 

powiedziała dziewczynka.

Marie zamarła. Gniew, który w niej wzbierał, nie mógł znaleźć ujścia.

MoŜe napije się pani herbaty? 

zaproponowała Jane.

Och, mów mi Marie 

zrewanŜowała się, z trudem starając się nadać głosowi 

naturalne brzmienie. 

PrzecieŜ jesteśmy prawie rodziną.

Jane spłoniła się, ale nic nie powiedziała. Zaprosiła matkę i córkę do salonu, a 

następnie poprosiła Cherry, Ŝeby przypomniała Meg o herbacie i ciasteczkach. 

Dziewczynka wybiegła w podskokach z pokoju.

Marie rozejrzała się dokoła. To, co zobaczyła, wcale jej nie zachwyciło. Stare 

meble w róŜnych stylach, wyblakłe tapety, skrzypiąca podłoga. Jane poprosiła ją, Ŝeby 

usiadła.

background image

Piękne mieszkanko 

rzuciła Marie w stronę gospodyni. 

Nie spodziewałam 

się czegoś takiego.

Och, to nic nadzwyczajnego. Przede wszystkim wymaga remontu.

W ogóle spodziewałam się czegoś innego 

ciągnęła Marie, nie zwaŜając na 

jej słowa. 

Zwłaszcza kiedy mój mąŜ, mój były mąŜ 

poprawiła się ze słodkim 

uśmiechem 

powiedział mi, Ŝe ma zamiar pomóc bezbronnej kalece.

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Początkowo Jane miała wraŜenie, Ŝe się przesłyszała. Potem jednak, kiedy 

spojrzała w chłodne oczy Marie, zrozumiała, Ŝe nie ma kłopotów ze słuchem.

Nie jestem kaleką 

powiedziała dumnie. 

To tylko czasowa niedyspozycja.

Och, przepraszam. Pewnie źle zrozumiałam. To zresztą jest bez znaczenia. 

Miło ze strony Todda, Ŝe zechciał się tobą zająć. Rzadko się zdarza, Ŝeby 

multimilioner i właściciel olbrzymiej firmy komputerowej poświęcał czas jakiemuś 

zadłuŜonemu ranczu.

Jane nie ruszała się i na moment przestała oddychać. Patrzyła tylko na 

rozmówczynię nie widzącym wzrokiem.

Słu… słucham?

Z kolei Marie wyraziła zdziwienie, uniósłszy w górę swoje cienkie, 

wyskubane brwi.

Nie wiedziałaś? Naprawdę nie wiedziałaś? 

dopytywała się z ironicznym 

uśmieszkiem. 

To zadziwiające. Jego zdjęcia pojawiają się regularnie w pismach 

poświęconych gospodarce. No, ale pewnie nie czytasz tego rodzaju rzeczy 

dodała, 

spoglądając na leŜący na stoliku miesięcznik poświęcony hodowli koni.

Nie, nie czytam 

wybąkała Jane.

Todd musiał się nieźle bawić, udając zwykłego księgowego 

ciągnęła Marie, 

sadowiąc się wygodniej na kanapie. 

ChociaŜ, z drugiej strony, dziwię się, Ŝe przystał 

na takie warunki. 

Wskazała dłonią wnętrze pokoju. 

Przywykł do luksusowego 

rollsa i ferrari. No i własnego szofera.

Szofera? 

powtórzyła bezwiednie Jane.

Efekty ataku przeszły najśmielsze oczekiwania Marie. Nie spodziewała się, Ŝe 

właścicielka rancza będzie tak zdruzgotana. Sądziła raczej, Ŝe wiadomość o 

bogactwie Todda ucieszy ją i jednocześnie skłoni do wyjaśnień.

Tak, moja droga. Trudno przecieŜ, Ŝeby sam prowadził.

background image

Ale przecieŜ Todd zajmuje się ksiąŜkami, prowadzi rachunki… 

usiłowała 

argumentować.

Marie skinęła głową.

O tak, zna się na tym świetnie 

stwierdziła. 

Jest geniuszem w sprawach 

dotyczących finansów. Zwłaszcza Ŝe nie skończył Ŝadnych studiów.

Ale dlaczego? Dlaczego nic mi nie powiedział?

Pewnie bał się, Ŝe zakochasz się w jego pieniądzach 

odparła Marie. 

Miał 

w tym względzie pewne doświadczenia, a ty 

coś niebezpiecznie błysnęło w oczach 

Marie 

miałaś chyba problemy finansowe.

Siedząca do tej pory sztywno Jane wstała i spojrzała groźnie na gościa.

Poradziłabym sobie 

powiedziała. 

I nie potrzebuję niczyjej litości.

Oczywiście, chociaŜ dzięki Toddowi wszystko poszło chyba nadzwyczaj 

dobrze 

rzuciła Marie.

Jane pobladła i zacisnęła pięści. JuŜ chciała coś powiedzieć, kiedy 

przeszkodziły jej odgłosy kroków za drzwiami, zza których po chwili wyłoniła się 

roześmiana Cherry.

Jane, Meg powiedziała, Ŝe jeśli chcecie… 

Spojrzała na obie kobiety i słowa 

zamarły na jej ustach. 

C… co się tutaj stało?

Cherry skierowała oskarŜycielskie spojrzenie na matkę. Marie nie wytrzymała 

tego i wstała, zakładając ręce na piersi, jakby mogło ją to chronić przed gniewem 

córki.

Co jej powiedziałaś? 

Cherry skierowała te słowa bezpośrednio do matki.

Marie wypręŜyła pierś.

Tylko prawdę 

odparła. 

I tak by się w końcu o wszystkim dowiedziała.

O tacie?

Marie zdołała tylko skinąć głową. Jej pokłady pewności siebie topniały z 

minuty na minutę. Zwłaszcza Ŝe Jane rzeczywiście wyglądała kiepsko. Bladość nie 

chciała ustąpić i widać było, Ŝe cierpi.

Chyba juŜ pójdę 

powiedziała Marie drŜącym głosem i sięgnęła po torebkę.

To dobry pomysł, mamo 

stwierdziła chłodno Cherry. 

Zanim przyjedzie 

tata.

Marie zagryzła wargi. O tym teŜ nie pomyślała. Jeszcze jedna komplikacja.

Przepraszam, nie chciałam…

Po prostu wyjdź 

przerwała jej córka. 

Im szybciej, tym lepiej.

background image

Jane skinęła głową, chcąc dać znak, Ŝe w pełni się z tym zgadza.

AleŜ Cherry! PrzecieŜ jestem twoją matką! 

wykrzyknęła Marie, czując, Ŝe 

twarz oblewa jej gorący rumieniec.

Wiem. I wstyd mi z tego powodu 

odparowała Cherry. 

Nigdy nie czułam 

się gorzej.

Marie wciągnęła głęboko powietrze. Policzki ją paliły, a łzy same nabiegły do 

oczu.

Ja tylko chciałam… 

szepnęła, czując, Ŝe nie ma co liczyć na zrozumienie. I 

słusznie. Cherry odwróciła się do niej plecami, a ta Jane, która ukradła jej miłość 

córki, nie posunęła się co prawda do tego, ale wciąŜ stała blada jak płótno. Marie 

chwyciła torebkę i wybiegła na podwórze. Gorące łzy płynęły po jej policzkach.

Jane dopiero teraz poczuła, Ŝe opuszcza ją gniew. Za to plecy znowu zaczęły 

ją boleć, chociaŜ nie robiła przecieŜ niczego, co wymagałoby wysiłku. Usiadła więc 

cięŜko na fotelu i spojrzała na tkwiącą przy oknie dziewczynkę.

Pojechała 

rzuciła Cherry.

Czy to wszystko prawda? 

spytała Jane. 

Czy twój ojciec jest właścicielem 

firmy i ma drogie samochody? I czy poświęca swój cenny czas na ratowanie mojego 

rancza?

Tak, to prawda 

przyznała z westchnieniem Cherry. 

Ale nie wiem, co ci 

mama nagadała. W jakim świetle to przedstawiła. Obawiam się, Ŝe sama ją 

sprowokowałam, opowiadając o tobie. Zdaje się, Ŝe jest po prostu zazdrosna.

Jane pokiwała smętnie głową. Dotarło do niej tylko to, Ŝe Cherry wszystko 

potwierdza. Nie zastanawiała się nawet nad tym, Ŝe dziewczynka mówi wyjątkowo 

dojrzale jak na swój wiek.

Tak, nawet coś podejrzewałam 

powiedziała do siebie. 

Wydawało mi się 

dziwne, Ŝe zatrudnia się u innych, zamiast załoŜyć własną firmę. Oszukał mnie. 

Nabrał jak dziecko.

Cherry wyciągnęła rękę, jakby chciała dotknąć przyjaciółki, ale po chwili 

zrezygnowała.

Naprawdę nie chciał cię skrzywdzić, Jane 

powiedziała. 

Chodziło mu tylko 

o to, Ŝeby ci pomóc. Początkowo nie chciał mówić o firmie, a potem jakoś się tak 

ułoŜyło. Jednak zapewniam, Ŝe mu na tobie zaleŜy.

ZaleŜy! Powiedział przecieŜ, Ŝe ją kocha! Ale nie oszukuje się tych, których 

się kocha. Co więcej, pozwolił, Ŝeby ona się w nim zakochała, wiedząc, Ŝe nie ma dla 

background image

nich Ŝadnej przyszłości. Gdyby był zwykłym księgowym, moŜe by coś z tego wyszło. 

Jednak okazało się, Ŝe jest multimilionerem! Właścicielem firmy! Po co byłaby mu 

dziewczyna ze wsi, która skończyła tylko szkołę średnią i nie wie, jak się zachować w 

dobrym towarzystwie? Rzeczywistość była aŜ nadto przygnębiająca.

Powiedz coś 

poprosiła Cherry.

Jane nie mogła wydobyć z siebie głosu. Nagle opanowała ją myśl, Ŝe Todd 

wróci jeszcze dzisiaj. Co mu powie? Jak w ogóle będzie mu mogła spojrzeć w twarz? 

Wszystkie te myśli sprawiły, Ŝe jeszcze bardziej skuliła się na kanapie.

Równie nagle znalazła rozwiązanie. Rudzielec! PrzecieŜ moŜe zaprosić go na 

kolację i umiejętnie rozegrać to spotkanie.

Proszę, nie mów ojcu o tym, co się dzisiaj wydarzyło 

poprosiła wciąŜ 

stojącą przy oknie Cherry. 

Porozmawiam z nim później.

Twarz dziewczynki rozjaśniła się nieco. Nie był to jeszcze uśmiech, ale jego 

nikła zapowiedź.

Mama wcale nie jest taka zła 

wystąpiła w obronie Marie. 

Tylko po prostu 

powierzchowna i zazdrosna. Mam nadzieję, Ŝe mi wybaczysz.

Dopiero teraz Jane zrozumiała, co mogła przeŜywać biedna dziewczyna. Do 

tej pory pochłaniały ją wyłącznie własne problemy.

AleŜ nie mam ci czego wybaczać 

powiedziała.

Twarz Cherry znowu rozjaśniła się i tym razem był to juŜ uśmiech. Delikatny i 

blady, ale uśmiech.

Więc ciągle jestem twoją przyjaciółką?

Oczywiście.

Dzięki Bogu! 

Cherry odetchnęła z ulgą. 

A juŜ się bałam, Ŝe wszystko 

skończone.

Jane wstała, podeszła do Cherry i objęła ją. Teraz, kiedy juŜ opadły emocje, 

cierpiała znacznie mniej.

Co ty opowiadasz?! Wszystko będzie po staremu. Tylko, widzisz… 

spuściła wzrok 

mam wraŜenie, Ŝe nie pasuję do twojego ojca. Wychowałam się na 

ranczu. Nie mogłabym Ŝyć bez koni i świeŜego powietrza.

AleŜ tata teŜ się wychował na ranczu 

stwierdziła Cherry. 

Jego rodzina 

pochodzi z Wyoming.

Jane poklepała ją po ramieniu.

Jednak teraz go to juŜ nie interesuje. Ma na głowie inne sprawy. Zresztą 

background image

widzisz 

Jane westchnęła 

ja i doktor Coltrain znamy się od dziecka. Dorastaliśmy tu 

razem. I wydaje nam się, Ŝe do siebie pasujemy. Zaprosiłam go zresztą dzisiaj na 

kolację 

skłamała na koniec.

Nic mi nie mówiłaś!

PrzecieŜ nie wiedziałam, Ŝe dzisiaj przyjedziesz 

odparowała Jane.

Wypadło to na tyle przekonująco, Ŝe Cherry juŜ nie nalegała na wyjaśnienia. 

Rzeczywiście była tu niespodziewanym gościem. Gdyby nie przyjęcie, w dalszym 

ciągu znajdowałaby się w Victorii.

Jeśli chcesz, moŜesz zjeść z nami kolację 

dodała Jane i z ulgą stwierdziła, 

Ŝ

e Cherry nie ma na to najmniejszej ochoty.

Pewnie pojedziemy gdzieś z tatą 

powiedziała.

Jane nie protestowała.

Naprawdę ci na nim nie zaleŜy? 

spytała Cherry z Ŝałosną miną.

No cóŜ, jest bardzo miły 

odparła Jane. 

A poza tym tak wiele mu 

zawdzięczam.

Ostatnie zdanie sprawiło, Ŝe Cherry źle się poczuła. Zdobyła się jednak na 

uśmiech. Potem szybko poŜegnała się i poszła do swojego pokoju.

Gdy tylko wyszła, Jane wybuchnęła płaczem. Nie mogła powstrzymać się 

nawet wówczas, kiedy do pokoju weszła Meg z herbatą i ciasteczkami.

Jesteś sama? 

spytała. 

A gdzie, do licha, są goście? JuŜ pojechali?

W odpowiedzi Jane jeszcze bardziej zaniosła się płaczem.

Cherry teŜ była jakaś nieswoja. Widziałam ją, jak biegła do domku 

powiedziała Meg. 

Co się tutaj, u licha, stało?

Wszystko 

odparła zwięźle Jane. 

Ten drań! Ten wąŜ z płową czupryną.

Jakkolwiek wyobraŜenie sobie węŜa z płową czupryną przekraczało 

moŜliwości Meg, to jednak zaraz domyśliła się, o kim mowa.

Chodzi ci o Todda? Oszukał cię? A wydawało się, Ŝe jest takim dobrym 

księgowym!

Wcale nie jest księgowym! 

zawołała Jane i znowu wybuchnęła płaczem.

Meg załamała ręce. Stanęła jej przed oczami wizja całkowitego bankructwa 

rancza, a kto wie, moŜe nawet i długów.

Co ty powiesz! A tak mu dobrze z oczu patrzyło! Więc oszukał nas?

Nie nas, tylko mnie 

odpowiedziała Jane. 

Todd jest właścicielem 

olbrzymiej firmy komputerowej i multimilionerem.

background image

Meg najpierw stanęła jak wryta, a potem wybuchnęła śmiechem.

Daj spokój! Nie nabijaj się ze starej kobiety!

Zaskoczona jej reakcją Jane przestała płakać, chociaŜ na policzkach wciąŜ 

miała ślady łez.

Wcale cię nie nabieram 

powiedziała z urazą w głosie. 

Ma w domu rollsa i 

ferrari.

Meg pokręciła przecząco głową.

To niemoŜliwe. Widziałaś, jak jadł moje kluski? AŜ mu się uszy trzęsły!

Jane westchnęła poirytowana tą dziwną argumentacją.

Powiedziała mi o tym matka Cherry. Zresztą Cherry to potwierdziła, choć 

początkowo nie chciała tego zrobić.

Meg była juŜ mniej pewna siebie.

To po co zatrudniałby się jako księgowy? 

rzuciła w jej stronę.

Jane zaczerpnęła głęboko powietrza. Poczuła, Ŝe znów zbiera jej się na płacz.

Z litości 

odparła. 

Z litości dla kaleki. Teraz przestało mnie juŜ dziwić to, 

Ŝ

e dostałam tę poŜyczkę z banku.

Gospodyni pogłaskała ją po ramieniu.

Nie przejmuj się tym wszystkim 

powiedziała. 

Todd to Todd. Z pieniędzmi 

czy bez.

Tak, tyle Ŝe nie będzie teraz wiedział, czy chodzi mi o niego, czy o jego 

pieniądze 

ciągnęła Jane płaczliwym głosem. 

Jego Ŝona mówiła, Ŝe piszą o nim w 

róŜnych gazetach poświęconych gospodarce. Nie czytam ich, ale Todd moŜe o tym 

nie wiedzieć.

Meg pokiwała głową. Dopiero teraz pojęła złoŜoność całej sytuacji.

Rozumiem 

mruknęła.

To jednak nie potrwa długo 

stwierdziła Jane. 

Mam zamiar radykalnie 

zmienić całą sytuację.

Jak?

Z pomocą Rudzielca 

odparła Jane. 

Todd od dawna jest o niego zazdrosny. 

NajwyŜszy czas, Ŝeby znalazł ku temu powody. Zaproszę go dzisiaj na kolację, 

Ŝ

ebyśmy mogli wszystko uzgodnić.

Gospodyni wpadła w popłoch.

Tylko nie to! 

zaprotestowała. 

Coltrain zasługuje na coś więcej.

Oczywiście 

zgodziła się z nią Jane. 

Wszystko odbędzie się na niby. Tylko 

background image

po to, Ŝeby spławić Burke'a 

dodała.

Tylko Ŝeby Coltrain nie czuł się w tej roli fatalnie 

przestrzegła ją Meg.

Nie będzie 

powiedziała z całą mocą Jane.

W odróŜnieniu ode mnie, dodała w duchu.

Tak jak sądziła, Rudzielec zgodził się przyjść na kolację. Miał, co prawda, 

dyŜur, więc wziął ze sobą pager, za pomocą którego moŜna go było w razie czego 

przywołać. Jane miała mało czasu, dlatego upiekła kurczaka i zrobiła sałatkę 

warzywną. Więcej czasu poświęciła swojej osobie. Umalowała się nawet i elegancko 

ubrała. Nie chciała, Ŝeby Rudzielec zauwaŜył, co się z nią działo. Nic jednak nie 

potrafiło zamaskować smutku, który widniał w jej oczach.

Czy to naprawdę takie waŜne, Ŝe on ma pieniądze? 

spytał Coltrain, kiedy 

siedzieli przy kawie.

Tak. Zwłaszcza jeśli będzie myślał, Ŝe mi na nich zaleŜy 

odparła.

A to juŜ jego problem. MoŜe pozwolisz mu, Ŝeby sam sobie z tym poradził?

Niby dlaczego?

Bo on cię kocha, idiotko! Powinnaś dać mu jakąś szansę 

powiedział 

Rudzielec. 

Ten twój plan wcale mi się nie podoba.

Nie mam lepszego. Po co się maskował? Odpłacę mu pięknym za nadobne.

Coltrain patrzył przez chwilę na jej rozpłomienioną twarz. Nie chciał 

dopuścić, by zrobiła coś, czego później będzie Ŝałować.

Pewnie sprawiało mu przyjemność, Ŝe pragniesz go dla niego samego 

stwierdził. 

Milionerzy nieczęsto mogą mieć taką pewność.

On teŜ nie.

Dlaczego?

PoniewaŜ mogłam o nim gdzieś przeczytać albo usłyszeć, a potem grać 

naiwną gęś.

Rudzielec juŜ chciał jej coś odpowiedzieć, lecz w tym momencie otworzyły się 

drzwi i do środka wszedł Todd. Miał na sobie szary dwurzędowy garnitur, na nogach 

szyte na miarę buty. Spojrzał najpierw na nich, a następnie na swojego rolexa. Na 

lewej ręce miał sygnet z diamentem zdolnym oślepić konia. Dopiero teraz wyglądał 

na tego, kim był naprawdę 

na przemysłowego potentata.

Właśnie miałem zebranie, kiedy pani Emory poinformowała mnie o tym, co 

się stało 

wyjaśnił, wskazując strój. 

Znam juŜ wersję Marie i chciałbym usłyszeć 

twoją 

zwrócił się do Jane.

background image

Coltrain chrząknął, Ŝeby przypomnieć o swoim istnieniu. Todd spojrzał na 

niego swoimi stalowoszarymi oczami.

Widzę, Ŝe jecie kolację 

mruknął. 

I domyślam się z jakiej okazji.

Rudzielec aŜ otworzył usta. Ten Burke był znacznie sprytniejszy, niŜ 

przypuszczał.

MoŜe byśmy więc tak po prostu powiedzieli sobie prawdę 

zaproponował. 

Bez Ŝadnych planów, rozgrywek czy udawania. 

Posłał Jane znaczące spojrzenie. 

Co wy na to? Zacznijmy od tego, czy dobrze się pan bawił kosztem Jane? 

zwrócił 

się do Todda.

Bawił? To chyba nie jest właściwe słowo. Pracowałem jak wół, zaniedbując 

bardzo waŜne sprawy firmy.

Ale dlaczego? 

nie wytrzymała Jane.

Bo było mi cię Ŝal. Mogłaś przecieŜ wszystko stracić mimo uporu i wielkiego

hartu ducha.

Mogłeś powiedzieć prawdę!

Po co? Byłoby ci lŜej? 

spytał Todd. 

Chciałem ci po prostu pomóc stanąć 

na nogi.

Ale teraz juŜ poradzę sobie sama. Nie potrzebuję niczyjej pomocy!

Oczywiście 

zgodził się. 

Wszystko juŜ jest dopracowane. I tak byś sobie 

poradziła, gdybyś znalazła przyzwoitego księgowego.

Przez chwilę siedzieli w milczeniu. Jane patrzyła na Todda, a on na nią lub na 

Rudzielca. Czas płynął wolno. śadne z nich nie wiedziało, co począć.

Tak, hm, no cóŜ… 

zaczął Coltrain, który najwyraźniej przyjął rolę 

mediatora.

Jednak Jane nie pozwoliła mu skończyć.

Co masz zamiar teraz robić? 

spytała Todda, chcąc zakończyć całą sprawę.

Będę musiał zająć się swoją firmą 

odpowiedział, nie patrząc jej w oczy. 

Poza tym Cherry musi wrócić do szkoły. Moja córka naprawdę wiele ci zawdzięcza. 

Ma teraz nawet szansę na rodeo.

Jane pokiwała głową.

Tak, Cherry zawsze będzie moją przyjaciółką.

Cherry, a ja nie?

Jestem ci głęboko wdzięczna za wszystko, co dla mnie zrobiłeś 

powiedziała 

drętwym głosem.

background image

Todd chwycił ją za rękę.

AleŜ Jane!

Czy mam wyjść? 

spytał Rudzielec, który najwyraźniej czuł się niezręcznie 

w tej sytuacji.

Ani mi się waŜ! 

krzyknęła Jane, wyrywając dłoń z niedźwiedziego uścisku 

Todda.

Boisz się mnie 

powiedział oskarŜycielskim tonem Todd.

Nie mam juŜ nic więcej do powiedzenia 

stwierdziła. 

Poza "Ŝegnaj".

Todd zwiesił smętnie głowę.

Cherry będzie przykro.

Usta Jane skrzywiły się w podkówkę. Po chwili jednak opanowała Ŝal.

Tak, wiem 

powiedziała. 

Mnie teŜ jest przykro.

Todd wstał i wyciągnął ku niej rękę. Skinął teŜ głową Coltrainowi.

Jestem głęboko wdzięczna za wszystko.

Za wszystko? 

powtórzył głębokim, pełnym podtekstów tonem.

Jane zaczerwieniła się i chyba właśnie o to mu chodziło. Raz jeszcze skinął im 

głową i wyszedł. Rudzielec patrzył na nią z niedowierzaniem.

Ty idiotko! Czy duma jest dla ciebie waŜniejsza niŜ uczucie? Do końca Ŝycia 

będziesz Ŝałowała tego, Ŝe nie pozwoliłaś mu wszystkiego powiedzieć.

Wiem, co ma do powiedzenia 

Ŝ

achnęła się Jane. 

To nadęty, samolubny 

głupek.

Wydawało mi się, Ŝe mu na tobie zaleŜy.

Jane ukryła twarz w dłoniach, Ŝeby nie widział jej miny. Coś jej mówiło, Ŝe 

nie wygląda teraz najlepiej. Przez chwilę walczyła z chęcią rozpłakania się na dobre, a 

w końcu bąknęła:

W dodatku głupek z pieniędzmi.

Pieniądze to nie wszystko 

rzucił Coltrain, który nie bardzo wiedział, co 

zrobić z rękami. Najchętniej objąłby przyjaciółkę, Ŝeby ją jakoś pocieszyć.

Tak. Dla kogoś, kto je ma.

Posłuchaj, on teŜ jest dumny 

Coltrain wrócił do właściwego tematu 

rozmowy. 

Jeśli pozwolisz mu teraz odejść, to juŜ do ciebie nie wróci.

Wcale tego nie chcę.

Chcesz!

Nie chcę!

background image

Mogli się tak spierać przez najbliŜszą godzinę. Rudzielec westchnął i podniósł 

się z miejsca. Niestety, nic nie udało mu się wskórać. Jane potrafiła być uparta jak 

osioł.

Pójdę juŜ 

rzucił.

Skinęła głową.

Dzięki, Ŝe przyszedłeś. Nie poradziłabym sobie bez ciebie.

I tak sobie nie poradziłaś 

powiedział, czyniąc ostatni wysiłek, by jakoś do 

niej przemówić. 

Kłóciłaś się z nim tylko, zamiast po prostu porozmawiać. A teraz 

zostaniesz sama.

Wzruszyła ramionami.

To nic nowego.

Twój ojciec chciałby, Ŝebyś była szczęśliwa.

Ale nie za wszelką cenę. Todd nie jest facetem, który mógłby się oŜenić z 

dziewczyną ze wsi. Nie wiedziałabym nawet, jak się zachować w towarzystwie.

Z kolei Rudzielec wzruszył ramionami.

Wszystkiego moŜna się nauczyć 

stwierdził i spojrzał na zegarek. 

Ojej, 

jestem spóźniony. No, trzymaj się. Pędzę na obchód.

PoŜegnała go, a następnie wyszła na ganek, Ŝeby zobaczyć, jak odjeŜdŜa. Po 

chwili zauwaŜyła, Ŝe Todd i Cherry skończyli juŜ pakowanie i zabrali się do 

przenoszenia bagaŜy do samochodu. Rzeczywiście był to rolls. Jane ukryła się w 

bawialni i wyjrzała zza zasłonki. Pojechali. Dom wydawał się teraz znacznie bardziej 

pusty niŜ kiedykolwiek.

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

ś

ycie bez Todda i Cherry stało się nudne i męczące, ale ranczo kwitło. Jane 

ś

wietnie sobie radziła ze sprawami organizacyjnymi. Odkryła w sobie talenty, o 

których istnieniu nawet nie wiedziała. Zwykle to ojciec zajmował się całym ranczem. 

Teraz prowadziła rozmowy z hodowcami, podpisywała umowy, zamieszczała 

ogłoszenia w pismach poświęconych hodowli koni i jeździła na aukcje. Nawet Tim 

był zdziwiony, skąd bierze tyle energii.

Reklama ubrań równieŜ szła znakomicie. Firma zdecydowała się w końcu na 

krótki film dla telewizji. Po pierwszych projekcjach sprzedaŜ wzrosła dwukrotnie. 

Okazało się teŜ, Ŝe pomogło to jej w interesach. Mogła teraz liczyć na współpracę 

najlepszych hodowców. Stała się popularna, Ŝeby nie powiedzieć: sławna. 

background image

Uruchomiony przez Todda mechanizm sam się napędzał i pozwalał liczyć na sukcesy 

w przyszłości.

Jednak Jane, mimo licznych spotkań i zajęć, prowadziła samotne Ŝycie. Nie 

mogła teŜ jeździć konno. Pierwsza powaŜna próba zakończyła się kompletnym 

fiaskiem. Musiała później przeleŜeć tydzień w łóŜku, kurując zbolały kręgosłup. Ale 

to właśnie wtedy zapisała się na korespondencyjny kurs księgowości, dzięki któremu 

udało jej się nauczyć prowadzenia ksiąg rachunkowych. Sprawę ułatwiło to, Ŝe Todd 

pozostawił wszystko w idealnym porządku.

Czasami myślała o nim. Zastanawiała się, czy jest zadowolony z tego, Ŝe 

wrócił do swojej firmy.

Todd być moŜe był zadowolony, ale większość jego pracowników nie. Od 

swojego powrotu stał się uszczypliwy i nieprzyjemny. Nic mu sienie podobało. 

Wszyscy pracowali zbyt wolno. W dziale projektów nie wymyślono niczego 

sensownego, a w kaŜdym razie niczego, co by mu się podobało. Programiści nie 

troszczyli się o sprzęt, a zwłaszcza dyskietki, które kładziono często tuŜ obok kawy. 

Na argumenty, Ŝe przecieŜ zawsze tak było, Todd zaciskał tylko gniewnie usta. Nawet 

jego nieoceniona sekretarka, pani Emory, podpadła mu, kiedy nie potrafiła znaleźć 

jakiegoś dokumentu w ciągu piętnastu sekund. Jednym słowem 

wszystko było źle.

Wcale nie lepiej przedstawiała się sytuacja w domu. Cherry, która po raz 

pierwszy miała pójść do normalnej szkoły bez internatu, nie wiedziała juŜ, czy 

powinna się z tego cieszyć. Ojcu nie podobały się jej stroje, muzyka, której słuchała, a 

takŜe oglądane przez nią filmy. Doszło do tego, Ŝe Todd po emisji jakiegoś filmu 

zadzwonił do lokalnej stacji telewizyjnej i ostro nawymyślał któremuś z redaktorów. 

Gdyby mu chociaŜ ulŜyło!

Cherry znosiła to wszystko spokojne. Jednak kiedy ojciec zabronił jej 

kupowania magazynu poświęconego koniom, tylko dlatego, Ŝe ukazał się w nim 

artykuł o Jane, nie wytrzymała i powiedziała, co o tym sądzi.

Wiesz, tato, zrobiłeś się ostatnio potwornie zgryźliwy 

stwierdziła. 

Ludzie 

boją się do ciebie podchodzić.

Spojrzał na nią znad stron Wall Street Journal. Wyglądał na zaskoczonego tą 

wiadomością.

Naprawdę? Boją się mnie? Chyba trochę przesadzasz. Wcale nie jestem 

zgryźliwy.

Cherry odchrząknęła.

background image

To bardzo łagodne określenie 

powiedziała. 

Pani Emory uŜyła znacznie 

dosadniejszego, kiedy po raz czwarty kazałeś jej przepisać list z powodu zbyt małego 

marginesu. Czy rzeczywiście musiałeś go mierzyć linijką? A znowu Chris powiedział, 

Ŝ

e zniszczyłeś jego nowy program. Dobrze, Ŝe miał go na twardym dysku.

Todd wzruszył ramionami, a następnie odłoŜył gazetę, której i tak juŜ nie 

czytał.

To nie moja wina, Ŝe wszyscy oduczyli się pracować. Mogę przecieŜ 

oczekiwać odrobiny zaangaŜowania od moich pracowników! A jeśli idzie o to pismo, 

to… 

Todd poczuł, Ŝe się zapędził.

Właśnie! Widziałeś zdjęcie Jane? Była na rozkładówce! Wyglądała 

naprawdę świetnie!

Nie zauwaŜyłem.

Naprawdę? Wydawało mi się, Ŝe widziałam to pismo na twoim biurku. A 

było tam naprawdę duŜe jej zdjęcie.

Todd sięgnął po "Wall Street Journal" i otworzył go ostentacyjnie.

Czy nie zadano ci jakiejś pracy domowej? Jak oni was uczą w tej szkole?

Tato, przecieŜ szkoła się jeszcze nie zaczęła!

Brwi Todda powędrowały w górę.

Naprawdę?

Mógłbyś do niej zadzwonić, wiesz 

rzuciła jakby od niechcenia Cherry.

Do szkoły? Po co?

Miałam na myśli Jane.

Todd skrzywił się, jakby mu zaproponowała wspólny mord albo coś równie 

odpychającego.

Do niej?! Po co?! PrzecieŜ dała mi kosza!

CzyŜbyś myślał o tym, Ŝeby się z nią oŜenić? 

spytała drŜącym głosem. 

Jane byłaby znakomitą matką.

Todd pokręcił głową.

Teraz i tak za mnie nie wyjdzie. Wyraźnie mi to powiedziała. A poza tym ty 

masz juŜ matkę 

dodał po chwili namysłu.

Córka wzniosła oczy do góry.

Nie wiem, czy zauwaŜyłeś, Ŝe ostatnio nie rozmawiamy ze sobą. To z 

powodu Jane.

Todd ponownie odłoŜył gazetę i podszedł do córki. Jego cięŜka dłoń spoczęła 

background image

na jej ramieniu.

Ja teŜ zrobiłem jej awanturę 

powiedział.

Cherry spojrzała błagalnie w jego oczy.

Zadzwoń do Jane, tato. PrzecieŜ ona szaleje za tobą, a ty… za nią.

Nic z tego 

uciął krótko Todd. 

Jane wyjdzie pewnie za tego 

płomiennowłosego doktora i będą mieli mnóstwo małych rudzielców.

Cherry pokręciła głową.

Tak kiepsko ją znasz? No nic, widzę, Ŝe wolisz męczyć siebie oraz innych i 

doprowadzić swoich pracowników do choroby nerwowej lub alkoholowej.

Nikt z moich ludzi nie pije 

warknął.

Chris się upił. Po raz pierwszy w Ŝyciu. Po tym, jak potraktowałeś jego nowy 

program 

poinformowała go. 

Mówi, Ŝe wyjedzie do Kalifornii, Ŝeby stworzyć 

program wirtualny dla źle traktowanych pracowników. Będą oni mogli dręczyć 

swoich szefów, a nawet ich zabijać.

Uuu! Złośliwy chłopak! 

mruknął Todd. 

Będę mu chyba musiał dać 

podwyŜkę, bo inaczej rzeczywiście to zrobi.

Cherry uśmiechnęła się, zachęcona powrotem ojcowskiego dobrego humoru.

A co z Jane? 

spytała odwaŜnie.

Todd znowu stał się ponury.

Nawet mi o niej nie wspominaj!

Tak, ona teŜ uwaŜała, Ŝe nie jest dla ciebie dość dobra.

Co takiego? 

Todd spojrzał z ukosa na córkę.

Kiedy mama powiedziała jej o firmie i rollsie, zrobiła się biała jak papier. 

Mama przekonała ją, Ŝe nie nadaje się na Ŝonę milionera.

Jak śmiała! 

wrzasnął Todd. 

Jane nadaje się do tego bardziej niŜ ona sama!

Nikt jej tego nie powiedział 

ciągnęła z niewinną minką Cherry. 

Pewnie 

ciągle uwaŜa, Ŝe jest gorsza.

Niby dlaczego? 

mruknął Todd.

No cóŜ, skończyła tylko średnią szkołę.

Tak jak ja.

Poza tym nie wiedziałaby, jak się zachować na przyjęciu. 

Cherry zagięła 

drugi palec.

Wiesz, jak nie znoszę przyjęć i tych wszystkich wypindrzonych paniuś z ich 

widelczykami, łyŜeczkami i nie wiadomo czym.

background image

Jane ma powaŜne podejście do Ŝycia. Chce je ułoŜyć raz na zawsze.

A ja? Myślisz, Ŝe ja nie mam? Bardzo powaŜnie potraktowałem swój 

związek z twoją matką. No ale cóŜ, Jane jest inna 

naszła go nagła refleksja.

Właśnie. I po namyśle muszę stwierdzić, Ŝe moŜe jednak zdecyduje się na 

związek z doktorem Coltrainem 

oświadczyła z niewinną minką Cherry.

PrzecieŜ go nie kocha! 

odparował Todd.

Miłość to nie wszystko. Jane musi myśleć o przyszłości. Doktor Coltrain to 

powaŜny partner. A poza tym szaleje za nią.

Cherry!

AleŜ tato, przecieŜ wcale nie zamierzasz się z nią Ŝenić. Więc nie powinno 

cię to martwić.

I nie martwi! 

warknął Todd. 

Jak cholera!

Cherry spojrzała na niego uwaŜnie.

A moŜe jednak?

Wahał się przez chwilę. Przez chwilę miał zamiar skarcić córkę, ale w końcu z 

cięŜkim westchnieniem zagłębił się w fotelu.

No dobrze, a jeśli nawet? Nie sądzę, Ŝeby Jane chciała ze mną teraz 

rozmawiać.

Dziewczynka zaczęła się zastanawiać. Niestety, ojciec miał rację. Jane nie 

będzie odbierać telefonów od Todda, a kiedy ten przyjedzie na ranczo. zwieje gdzie 

pieprz rośnie. Cherry poznała dobrze reakcje przyjaciółki.

Wiem! Rodeo! 

wykrzyknęła olśniona nagłą myślą. 

Jane na pewno 

przyjedzie, Ŝeby mnie zobaczyć.

Todd zasępił się i potarł zmarszczone czoło. Córka z pewnością miała rację.

Na pewno się przebierze 

powiedział głosem pełnym zwątpienia. 

A poza 

tym usiądzie gdzieś w tylnych rzędach. Nie wypatrzymy jej.

Mógłbyś poprosić Chrisa, Ŝeby ją odszukał 

rzuciła Cherry. 

Na pewno to 

zrobi.

Coś ty! 

Ŝ

achnął się Todd. 

JuŜ raczej będzie mnie przypiekał ogniem w 

przestrzeni wirtualnej.

AleŜ tato, po podwyŜce?

Oboje roześmieli się głośno. Todd śmiał się trochę z siebie. Nie od dziś dawał 

się córce wodzić za nos. Cherry natomiast śmiała się z radości. Z ulgą stwierdziła, Ŝe 

ojciec bez zbędnych sporów przystał na jej plan.

background image

Dobrze, porozmawiam z nią 

powiedział w końcu Todd. 

Ale co potem?

A potem będziemy Ŝyć długo i szczęśliwie.

Ciekawe, którzy długo, a którzy szczęśliwie 

mruknął pod nosem Todd. 

Zrobił to jednak bez przekonania. Pomysł Cherry wydawał mu się coraz bardziej 

kuszący.

Tego dnia, kiedy Cherry miała wystąpić na rodeo w Victorii, Meg 

przygotowała lekki lunch. Mimo to Jane prawie go nie tknęła. Siedziała przy stole, 

dłubiąc widelcem w ryŜu.

To co? Pojedziesz w końcu na występ swojej uczennicy? 

spytał Tim 

gderliwym tonem, który miał zamaskować troskę.

Jane pokręciła głową.

Nie. Bo on tam będzie.

Oczywiście, przecieŜ jest jej ojcem.

Jane odsunęła od siebie kawałek marchewki unurzany poprzednio w sosie.

Chciałabym ją zobaczyć, ale nie mogę ryzykować spotkania 

powiedziała.

Mogłabyś włoŜyć szal na głowę i okulary słoneczne 

podpowiedziała jej 

Meg. 

Na pewno cię nie pozna. Aha, i sukienkę. PrzecieŜ nigdy nie nosisz sukienek.

Jane zastanawiała się nad tym przez chwilę. Tak, mogłaby się przebrać. I 

usiąść w tylnym rzędzie. Todd na pewno będzie chciał obejrzeć Cherry z bliska.

MoŜe rzeczywiście pojadę 

stwierdziła po pełnej napięcia chwili. 

Tam 

będzie cały tłum. Zresztą nie sądzę, Ŝeby w ogóle chciał mnie spotkać.

Jasne, Ŝe by chciał! 

krzyknął Tim, ale w tym samym momencie Ŝonę 

kopnęła go pod stołem w kostkę.

Au! 

jęknął. 

To jest, chciałem powiedzieć, na pewno by nie chciał. W 

ogóle nawet by na ciebie nie spojrzał. No bo po co?

Usta Jane wykrzywiły się w podkówkę, a noga Meg jeszcze raz wylądowała na 

obolałej kostce męŜa. Tim jęknął, a potem zamilkł na dobre.

Dobrze, pojadę 

zawyrokowała w końcu Jane.

WłoŜyła prostą biało

 - 

zieloną sukienkę, sandały, a następnie związała włosy i 

ukryła je pod szeroką przepaską zrobioną nie z szalika, lecz z chustki. Potem 

przymierzyła ciemne okulary.

I jak? 

spytała.

Meg skinęła z aprobatą głową. Jednocześnie starała się zapamiętać wszystkie 

szczegóły stroju, Ŝeby móc przekazać je Cherry przez telefon.

background image

Znakomicie. Na pewno nikt cię nie rozpozna.

Jane uśmiechnęła się juŜ nieco pewniej.

TeŜ tak pomyślałam, jak zobaczyłam siebie w lustrze 

powiedziała. 

Wyglądam zupełnie inaczej. Nawet czuję się jakoś dziwnie.

Jane była skłonna przypisywać zmianę w swoim nastroju nowemu ubraniu. 

Nawet jej do głowy nie przyszło, Ŝe moŜe to być spowodowane czymś innym. Na 

przykład perspektywą spotkania z Toddem.

WyjeŜdŜając do Victorii, zastanawiała się nad skomplikowanymi kolejami 

losu. Wiedziała, Ŝe musi unikać Todda, a jednocześnie Cherry pozostała jej 

przyjaciółką. Pisywały nawet do siebie, z tym Ŝe Ŝadna nie wspominała ani słowem o 

Toddzie.

Kiedy przyjechali na rodeo, skończyły się właśnie wstępne uroczystości. Z 

trudem udało im się znaleźć miejsce na parkingu, a następnie przeszli w stronę 

stadionu. Tim kupił bilety. Jane usadowiła się w jednej z ostatnich ławek w obawie, 

Ŝ

e towarzystwo Meg i Tima moŜe ją zdradzić. Od razu teŜ zauwaŜyła młodego 

człowieka, który intensywnie się w nią wpatrywał. Niech lepiej uwaŜa. Jeśli będzie się 

do niej przystawiał, spadnie z bardzo wysoka.

Próbowała skoncentrować się na zawodach, ale jakoś jej się to nie udawało. 

Przez cały czas wypatrywała Todda gdzieś w pierwszych rzędach. W duchu mówiła 

sobie, Ŝe to ze względów bezpieczeństwa.

Na początku występowali męŜczyźni, próbujący sił w ujeŜdŜaniu i rzucaniu 

lassem. Potem kobiety. Potem znów męŜczyźni. Jane nawet nie widziała tego, co 

działo się na placyku. Wręczono pierwsze nagrody i ogłoszono występy juniorek. 

Cherry miała jechać jako czwarta. Jane przestała rozglądać się dokoła i zaczęła 

ś

ledzić przejazdy. Pierwsza dziewczyna była dobra, ale zdenerwowana. Nic 

dziwnego, przecieŜ to Ŝadna przyjemność otwierać zawody. Druga pojechała słabo, 

ale za to trzecia wypadła rewelacyjnie. W końcu padło nazwisko Burke. Jane 

zacisnęła dłonie. Krew zaczęła jej Ŝywiej krąŜyć w Ŝyłach. Cała oblała się rumieńcem. 

Wystarczył tylko rzut oka na prosto trzymającą się w siodle zawodniczkę, Ŝeby moŜna 

było stwierdzić, iŜ Cherry jest dzisiaj nie do pobicia. Jane aŜ gwizdnęła. Jej skołatane 

nerwy uspokoiły się i juŜ spokojnie obejrzała cały występ. Nawet gdyby Cherry nie 

wygrała, to i tak odniosła wielki sukces.

Jednak sędziowie teŜ mieli oczy. Ogłoszono wyniki. Cherry była najlepsza. 

Jane zapiekły powieki. Czuła się tak, jakby była matką dziewczyny. Jakiś męŜczyzna 

background image

podszedł do Cherry i wziął ją w ramiona. Todd!!! Kiedyś Jane teŜ była w jego 

ramionach. I ją teŜ przytulał tak czule i serdecznie.

Uznała, Ŝe juŜ czas wracać do domu. Wstała i zaczęła się przeciskać do miejsc 

zajmowanych przez Tima i Meg. Nie było ich tam jednak. Być moŜe poszli 

pogratulować Cherry, pomyślała Jane. Wiedziała, Ŝe ona się na to nie zdecyduje. Na 

pewno nie przy Toddzie.

Westchnęła cięŜko i powlokła się noga za nogą do wyjścia. Postanowiła, Ŝe 

zaczeka na swoich opiekunów w samochodzie. Dopiero na parkingu przypomniała 

sobie, Ŝe nie ma kluczyków i będzie musiała sterczeć na zewnątrz. Zresztą, prawdę 

mówiąc, miała problemy z odnalezieniem własnego auta. Nie zdarzyło jej się to nigdy 

wcześniej. Zawsze miała dobrą pamięć do miejsc i przedmiotów. Kiedy tak stała 

wśród samochodów, ktoś podszedł i chwycił ją za rękę.

Znała tę dłoń. Znała tego człowieka.

Todd bez słowa zaprowadził ją do czarnego ferrari. Tutaj się zatrzymali.

Zdejmij te cholerne ciemne okulary 

powiedział. 

PrzecieŜ słońce juŜ 

zaszło.

Jane dosłownie zamurowało. Przez dłuŜszą chwilę nie mogła wydobyć z siebie 

głosu.

S… skąd wiedziałeś?

MoŜna cię było poznać choćby po tych okularach 

powiedział. 

Jesteś 

jedyną osobą, która nosi je o zmierzchu. Ale tak naprawdę, to Cherry uknuła spisek z 

Timem i Meg.

Gdzie oni teraz są? 

spytała poirytowana.

Todd otworzył drzwiczki i wskazał jej miejsce obok kierowcy.

W domu. Czekają na nas. 

Spojrzał jej prosto w oczy. 

Mogą sobie czekać. 

Straciliśmy duŜo czasu, Jane, bardzo duŜo czasu.

Patrzyła na niego, niczego nie rozumiejąc. Wszystko działo się zbyt szybko.

Zaraz, chwileczkę 

powiedziała, wciąŜ wahając się, czy wsiąść do 

samochodu.

Todd pochylił się i ją pocałował. Jane dotknęła warg.

To… to nie moŜe się udać 

szepnęła do siebie.

Jakimś cudem usłyszał jej głos.

To na pewno się uda, Jane. Pobierzemy się i będziemy mieli całą gromadę 

dzieci. Tak, Ŝebyśmy mogli prowadzić rodzinne ranczo.

background image

AleŜ ja nie jestem wykształcona 

wyrwało jej się.

Ja teŜ.

Ani obyta towarzysko.

Podobnie jak ja 

powiedział i popchnął ją lekko w stronę otwartych 

drzwiczek.

Poza tym nie znoszę przyjęć.

ś

ebyś wiedziała, jak ja ich nienawidzę!

Zamknął drzwiczki i przeszedł na drugą stronę samochodu. Dzięki temu 

zyskała trochę czasu. Niewiele jednak jej to dało. W dalszym ciągu nie wiedziała, co 

robić.

Tęskniłem za tobą. A ty? 

zapytał, sadowiąc się tuŜ obok.

Jane w końcu skapitulowała.

Bardzo 

przyznała. 

Nigdy w Ŝyciu nie czułam się tak samotna.

Zobaczysz, jak będzie nam dobrze! Z wyjątkiem tych chwil, kiedy będziemy 

się kłócić. Zdaje się, Ŝe oboje jesteśmy uparci jak osły 

naszła go nagła refleksja. 

Cherry będzie najszczęśliwszą dziewczyną w Jacobsville 

dodał po chwili.

W Jacobsville? Będziemy mieszkać w Jacobsville? 

dopytywała się.

Jasne. PrzecieŜ nie skończyłem jeszcze pracy na ranczu.

Od razu wiedziałam, Ŝe chodzi ci o moje ranczo! 

wykrzyknęła. 

Ty 

materialisto!

Todd uruchomił silnik. Nie ryczał on tak, jak w innych samochodach, ale 

jednocześnie czuło się w nim olbrzymią moc. Te dźwięki przypominały pomruki 

tygrysa. Ruszyli bez pisku opon, ale za to szybko. Jane pomyślała, Ŝe oto ziściły się 

jej marzenia i sama była zaskoczona tym, Ŝe wszystko poszło tak gładko.

Tak przy okazji, powiedz, jak tam twoje ranczo. Pewnie wszystko podupada?

Jane roześmiała się, szczęśliwa, Ŝe moŜe pochwalić się sukcesem.

Wręcz przeciwnie 

odparła. 

Skończyłam kurs dla księgowych i nieźle sobie 

radzę.

Todd spojrzał na nią z ukosa, Ŝeby sprawdzić, czy nie Ŝartuje. Była powaŜna.

No i co? Wcale nie było to takie trudne, prawda?

O BoŜe! Todd! Dokąd jedziemy?!

Skręcili właśnie z głównej drogi na jakiś leśny trakt. Samochód podskakiwał 

na wybojach. Todd zredukował prędkość i spojrzał na nią z czułością.

Do domu 

odparł. 

Ale pomyślałem, Ŝe zrobimy sobie mały przystanek.

background image

W drodze powrotnej zrobili jeszcze kilka takich "małych przystanków".

Pobrali się parę dni później. Tim i Meg byli świadkami, a podniecona Cherry 

druhną. Była to cicha ceremonia. Nie zaprosili na nią nikogo. Być moŜe dlatego nie 

mówiono o niej w Jacobsville. Toddowi nie zaleŜało na rozgłosie. Miał go juŜ dosyć. 

A Jane, którą po telewizyjnych reklamach równieŜ proszono o autografy, podzielała 

jego pogląd.

Po ślubie i weselnej kolacji wyjechali na krótki miesiąc miodowy na Jamajkę. 

Nareszcie mogli być sami. Mieli do dyspozycji wspaniały, luksusowy apartament w 

Montego Bay z nie mniej wspaniałym i luksusowym łóŜkiem. Todd chciał z niego 

skorzystać, gdy tylko się tam zainstalowali.

Czy nie powinniśmy raczej pójść i obejrzeć ocean? 

spytała Jane, 

oddychając cięŜko, gdyŜ Todd zaczął ją całować w szyję. 

Płacimy przecieŜ tak duŜo. 

A to, co teraz robimy, moglibyśmy robić wszędzie.

No, niezupełnie 

zaprotestował nowo poślubiony mąŜ, dotykając jej piersi.

Poczuła, Ŝe brakuje jej tchu.

Och, Todd 

jęknęła.

To co? Idziemy? 

spytał, odsuwając się trochę od niej. Chwyciła go mocno i 

zaczęła całować. Po chwili byli juŜ zupełnie nadzy. Mimo klimatyzacji w pokoju było 

ciepło, więc pościel nie była im potrzebna. Skorzystali natomiast z wielkiego, 

podwójnego łoŜa.

Chyba nie musimy 

szepnęła mu wprost do ucha.

LeŜeli przytuleni, całując się bez przerwy. Byli tak spragnieni siebie, Ŝe nie 

zwaŜali na nic. Zapomnieli nawet sprawdzić, czy zamknęli drzwi. Dopiero po jakimś 

czasie dotarło do Todda, Ŝe musi uwaŜać.

Nie boli? 

spytał, czując pod sobą drobne ciało Jane.

Pokręciła głową. Jej jasne włosy przypominały złotą burzę na błękitnej 

poduszce.

Nie. Czuję się coraz lepiej. Chodź do mnie. 

Wyciągnęła ręce.

Toddowi nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Przywarł do niej i juŜ po 

chwili tulił ja, pieszcząc plecy i pośladki.

Och, Todd! Tak ciebie pragnę!

Dotknął jej ud, a ona otworzyła się jak róŜa. Kochali się długo i namiętnie, w 

zgodnym rytmie ciał. Nawet nie przypuszczali, Ŝe moŜe im być tak dobrze. Kochali 

się bez wyrzutów sumienia, bez strachu, bez wzajemnych pretensji, wiedząc, Ŝe mają 

background image

przed sobą wspaniałą przyszłość. W końcu legli obok siebie na pościeli. Jane poczuła, 

Ŝ

e łzy spływają jej po policzkach.

Mój BoŜe! Myślałam, Ŝe umrę.

Ze strachu?

Nie. Ze szczęścia 

odpowiedziała, marszcząc brwi. 

A ty się śmiałeś.

RównieŜ ze szczęścia.

Wobec tego moŜe spróbujemy jeszcze raz 

zaproponowała, spuszczając 

wzrok.

Todd przytulił ją znowu i zaczął pieścić. Jego ręce błądziły po jej ciele. Jednak 

po chwili pomyślało nieszczęsnej chorobie swojej nowo poślubionej Ŝony.

A jak twoje plecy? 

spytał, odsuwając się nieco od niej. 

Nie bolą?

Wręcz przeciwnie. Mam wraŜenie, Ŝe działa to na mnie terapeutycznie.

Todd natychmiast znalazł się tuŜ obok niej.

Zatem musimy to powtórzyć.

Znowu się połączyli i tym razem było im jeszcze wspanialej. Jane krzyczała z 

rozkoszy. Nigdy dotąd nie czuła się tak pełna. A Todd nigdy nie był tak zaspokojony.

Zasnęli. Dochodziła szósta i tego dnia nie zjedli kolacji. Spali prawie dziesięć 

godzin i kiedy się obudzili, złote słońce opromieniało całą zatokę. Pierwszy otworzył 

oczy Todd, ale Jane, jakby to wyczuwając, obudziła się zaraz po nim.

Mogliśmy przynajmniej zasłonić okno 

powiedziała.

Dlaczego? Tak jest bardzo dobrze. 

Patrzył na jej nagie ciało, a w jego 

oczach widać było niekłamany zachwyt.

Bardzo długo spałam 

stwierdziła, zerkając na zegarek. 

Zresztą nic 

dziwnego. Przed ślubem prawie nie zmruŜyłam oka. Bałam się, Ŝe twoja była Ŝona 

znajdzie jakiś sposób, Ŝeby nam zepsuć uroczystość.

Niepotrzebnie 

stwierdził Todd. 

Widziałaś, jak Cherry sobie z nią 

poradziła. Marie była potulna jak trusia. Moja córka powinna zostać psychiatrą, a nie 

jakimś zwykłym lekarzem.

Chciałbyś tego?

O BoŜe, nie!

Oboje wybuchnęli śmiechem. Ich spojrzenia spotkały się, ale Jane szybko 

spuściła wzrok.

Na szczęście teraz jakoś się dogadały 

szepnęła.

Kto? 

Todd zdąŜył juŜ zapomnieć, o czym przed chwilą rozmawiali.

background image

Cherry i Marie 

odparła. 

Są w dobrej komitywie.

Aha 

powiedział. 

A my jesteśmy w najlepszej z moŜliwych.

Jane skinęła głową.

Kocham cię 

szepnęła.

Ja teŜ cię kocham.

Nawet nie zauwaŜyli, kiedy zaczęli się całować. Jane zamknęła oczy. 

Wyobraziła sobie wody oceanu, opływającego ich samotną wyspę. Wody oceanu 

miłości.