background image

FRID INGULSTAD

TĘSKNOTA

Saga Wiatr Nadziei

część 15

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Kristiania, marzec 1907 roku

Elise otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale ze ściśniętego gardła nie mogła 

wydobyć słowa. Patrzyła oniemiała na nowego przyjaciela Emanuela i nogi się pod 

nią ugięły. Chwycił ją przeraźliwy strach, serce łomotało jej w piersi, a w głowie 

kłębiły się najkoszmarniejsze myśli.

- Ale... Może się nie zrozumieliście? - wykrztusiła wreszcie z siebie. - Może 

czeka na ciebie w innym miejscu?

Paul Schwencke pokręcił głową.

- Umówiliśmy się przed wejściem. Gdy go tam nie zastałem, wszedłem na 

wszelki wypadek do środka, a potem przeszukałem całą restaurację. Wydało mi się w 

najwyższym stopniu dziwne, że Emanuel nie przyszedł, bo odniosłem wrażenie, że 

bardzo się ucieszył z mojej propozycji, by napić się kawy w Hasselbakken, a potem 

odbyć przechadzkę na Wzgórze Świętego Jana. Dziś wieczorem miał się odbyć 

ciekawy koncert w muszli koncertowej.

background image

Elise gorączkowo doszukiwała się jakiegoś wyjaśnienia, nie dopuszczając 

nawet do siebie myśli, że Emanuel znów uciekł po kryjomu.

- Może coś się wydarzyło w jego rodzinie? Może pogorszył się nagle stan 

zdrowia jego mamy?

- Pomyślałem sobie dokładnie to samo, bo wspominał mi o chorobie matki. 

Zapytałem więc pannę Carlsen, czy Emanuel otrzymał z domu jakiś telegram. 

Niestety, Carlsenowie nic nie wiedzą, choć pogorszenie zdrowia pani Ringstad 

uważają' za mało prawdopodobne. „Wiedzielibyśmy wówczas coś o tym, bo przecież 

Ringstadowie są naszymi bliskimi przyjaciółmi”, oświadczyła mi panna Carlsen.

Nagle Elise przypomniała sobie wyraz twarzy Emanuela, gdy zobaczył list od 

Johana. Czy to możliwe, aby wywołał w nim taką złość i zazdrość? Przecież 

powiedziała mu, że może sobie przeczytać! Tyle że jemu nie pozwalała na to duma. 

Może pomyślał, że w liście jest coś więcej niż tylko informacje dotyczące rękopisu. A 

może w ogóle mu się nie spodobało, że to Johan załatwiał jej sprawy, a nie on.

Odgoniła jednak tę myśl. Nawet gdyby obudziła się w nim zazdrość, to z tego 

powodu z pewnością nie zawiódłby Schwenckego. Nie! Musi być jakaś inna 

przyczyna. I to ważna, skoro Emanuel nie dotrzymał umowy.

- Nic z tego nie rozumiem, panie Schwencke. Coś się musiało zdarzyć - 

odezwała się wreszcie Elise. W ustach jej zaschło i z trudem poruszyła językiem. - 

Bardzo mi przykro, że zmarnował pan sobie wieczór, jestem jednak pewna, że da się 

to jakoś wyjaśnić. Gdy tylko Emanuel się pojawi, przekażę mu, że pan tu był. A może 

wolałby pan wejść i poczekać?

Schwencke pokręcił głową.

- Dziękuję za zaproszenie, ale chyba wrócę do domu. Emanuel wie, gdzie 

mieszkam.

Uchylił kapelusza, odwrócił się i wyszedł.

Wróciły z Hildą do środka, a Reidar spojrzał na nie zdziwiony. Zapewne 

słyszał całą rozmowę.

- To dziwne - odezwał się z namysłem. - Niemożliwe, by Emanuel nie 

dotrzymał umowy bez jakiegoś ważnego powodu.

Hilda była wyraźnie zdenerwowana.

- Tam, gdzie dziś sprzątałam, słyszałam, że jakiś mężczyzna został pobity przy 

moście Bentsebrua. Nieprzytomnego odwieziono go do szpitala.

Elise popatrzyła na nią przerażona i osunęła się na stołek. Nie była w stanie 

background image

składać dalej wysuszonego prania.

- Dlaczego od razu wyobrażać sobie najgorsze? - próbował je uspokoić Reidar. 

- Może po prostu nieoczekiwanie zjawił się z wizytą jego ojciec?

- Gdyby tak było, Emanuel poszedłby do restauracji Hasselbakken, by 

powiadomić Schwenckego o zmianie planów - sprzeciwiła się Elise, a Hilda ją 

poparła.

- Ale zdaje się, że zaglądał tu w drodze z biura? - zapytała.

- Tak, rozmawialiśmy przez chwilę. Był ożywiony, miał dobry humor i cieszył 

się na spotkanie ze Schwenckem.

- Tymczasem Carlsenowie utrzymują, że do nich nie dotarł. Coś się więc 

musiało wydarzyć w drodze pomiędzy domem nad rzeką a szczytem wzgórza Aker.

- To niemożliwe - pokręcił głową Reidar.

- Ale kiedyś już Emanuela napadli, i to na parę dni przed ich ślubem! Ktoś go 

zaatakował od tyłu tak, że stracił przytomność.

Elise zaprotestowała.

- To całkiem inna sprawa. Wtedy zapewne stała za tym banda Lorta - Andersa, 

teraz natomiast nie wydaje mi się, by Emanuel miał jakichś wrogów.

Reidar posłał jej zdezorientowane spojrzenie.

- A kim jest Lort - Anders i co on ma do Emanuela?

- Lort - Anders to stary znajomy Johana. Nie wiem na pewno, podejrzewam 

jedynie, że to jego kompani napadli na Emanuela. Wściekli się, że zamierzam 

poślubić Emanuela, skoro byłam zaręczona z Johanem, nim trafił do więzienia. Johan 

i Lort - Anders razem odsiadywali karę w twierdzy Akershus i żaden z nich nie miał 

pojęcia, że zostałam zgwałcona i w wyniku tego zaszłam w ciążę.

- Czyli że ani Johan, ani ty nie mieliście już później z nimi do czynienia?

Pokręciła głową.

- Johan odwrócił się od nich, kiedy zrozumiał, jakie to bandziory. Ja też nie 

spotkałam później nikogo z bandy. Nie licząc Ansgara Mathiesena, który też nie chce 

mieć z nimi nic wspólnego. To te oprychy podjudziły go, by na mnie napadł, mimo że 

wiedzieli, iż jestem narzeczoną Johana, co tylko dowodzi, jacy to ludzie.

- Nie sądzę, by coś usprawiedliwiało tego, który dał się podjudzić - 

skomentował sucho Reidar.

- Zgadzam się z tobą, tyle że Ansgar przynajmniej okazał żal i bardzo cierpiał 

z tego powodu. Pamiętaj, że dwukrotnie próbował odebrać sobie życie.

background image

- A po co my w ogóle rozmawiamy teraz o Ansgarze? - Hilda najwyraźniej 

miała dość wysłuchiwania tej historii. - Zastanówmy się raczej, gdzie jest Emanuel!

Elise wstała i oznajmiła:

- Zajrzę do Anny i Torkilda. Jeśli Emanuel potrzebował jakiejś pomocy, 

niewykluczone, że zwrócił się do nich.

- A może jeszcze trochę poczekać? Kto wie, czy lada chwila się nie zjawi? - 

zastanawiała się Hilda, ale Elise pokręciła głową.

- Mam przeczucie, że coś się stało.

Nie miała siły wyjawić, co jej się tłucze po głowie. Zastanawiała się, czy 

Emanuel nagle nie pożałował swojej decyzji, przekonawszy się po raz kolejny, że nie 

jest urodzony do życia nad rzeką.

Co ja teraz zrobię? - myślała gorączkowo. Nie mam pracy, nie wiadomo, czy 

moja książka zostanie wydana, a bez dochodów Emanuela nie dam rady wynająć 

domu na Hammergaten. Tymczasem Hilda i Reidar liczą na to, że będą mieli cały 

dom dla siebie, kiedy wprowadzi się Isac.

- Podejrzewasz, co się mogło stać? - Hilda posłała jej pytające spojrzenie.

- Nie, mam jedynie przeczucie, że coś niedobrego.

W powietrzu czuło się wiosnę. Powiewał łagodny wiaterek, a krzaki bzu 

obsiadła gromada świergoczących ptaków. Normalnie cieszyłaby ją każda 

najmniejsza oznaka nadchodzącej wiosny, dziś jednak była zbyt zdenerwowana, by to 

zauważyć. Co się stało? - zastanawiała się wciąż na nowo. Uciekł? Przydarzyło mu 

się jakieś nieszczęście? Może Hilda ma rację, że padł ofiarą jakichś zbirów? W 

okolicy nierzadko dochodziło do pobić, kręciło się tu tylu różnych pijaków. Zresztą 

trudno się dziwić, że niektórzy, żyjąc w biedzie i nędzy, zdesperowani uciekają się do 

przemocy.

Strach ją paraliżował. Żałowała, że była dla Emanuela taka surowa. Które 

kobiety stać na to, by stawiać mężowi warunki, nim pozwolą mu wrócić do domu? 

Może tego właśnie nie mógł znieść i dlatego odszedł?

Jenny opowiadała, że jej matka i kobiety z sąsiedztwa cieszyły się, gdy ich 

mężowie znaleźli sobie inną, bo na jakiś czas miały spokój i nie musiały bez przerwy 

rodzić dzieci. Tak wyglądało życie nad rzeką.

Czemu nie potrafi spojrzeć w oczy prawdzie, że dla niej i Johana nie ma 

przyszłości? Pomimo tego, że ją zdradził, Emanuel nie jest złym człowiekiem. Gdyby 

nie naciski matki i Signe, nigdy nie wyjechałby do Ringstad, nie potrafił się im jednak 

background image

przeciwstawić. Potem bardzo żałował, że tak postąpił, i odkąd wrócił do Kristianii, 

starał się na wszelkie sposoby, żeby wszystko naprawić. Ilu mężów zaofiarowałoby 

się pilnować dzieci, gdy żona szła pomagać innej rodzinie? A Emanuel wielokrotnie 

ostatnio zastępował ją przy maluchach. I chociaż nie jest tym jedynym mężczyzną, 

którego kocha nad życie i z którym pragnęłaby dzielić dni, miesiące i lata, to jednak 

nie da się zaprzeczyć, że to dobry człowiek. Przeżyli wspólnie wiele miłych chwil, 

przy nim czuje się bezpiecznie, a chłopcy go lubią. Powinna była mu okazać więcej 

przyjaźni i bardziej docenić to, że wrócił. Teraz być może jest już za późno.

Na samą myśl o tym przeszły ją dreszcze.

Zawszę ogarniało ją dziwne uczucie, gdy wchodziła do Andersen - garden. 

Nachodziła ją tęsknota przemieszana ze smutkiem. Przecież tu razem z Johanem 

przeżywali radość pierwszego zakochania, tu ukrywali się na ciemnej klatce 

schodowej, by pobyć przez chwilę we dwoje. Ale to także tu dygotała ze strachu, że 

ojciec znów wróci pijany, tu zmęczona wchodziła na górę po długim i ciężkim dniu 

pracy, z lękiem w sercu, czy zastanie mamę przy życiu. Z tym miejscem łączyło się 

tyle wspomnień! Dobre i wesołe przeplatały się z przykrymi.

Usłyszawszy za drzwiami głosy, domyśliła się, że Torkild i Anna są w domu. 

Gdy tylko zapukała do drzwi, rozległo się wesołe wołanie Anny: „Proszę!”

Siedzieli przy stole kuchennym przy zapalonej lampie naftowej. Na stole stały 

filiżanki z kawą, a obok talerzyk z ciastkami. Torkild czytał na głos książkę, a Anna 

coś dziergała. Tych dwoje potrafiło ze sobą spędzać mile czas.

Twarz Anny rozpromieniła się.

- Elise? Ależ miła niespodzianka! Usiądź z nami i napij się kawy!

- Widzieliście może Emanuela? - zapytała.

- Emanuela? - popatrzyli na nią zdumieni. - A wybierał się do nas?

Elise siadła na stołku, który podsunął jej Torkild, i oznajmiła:

- Zaginął bez śladu.

- Jak to zaginął? - Anna zmarszczyła czoło, nic nie rozumiejąc.

Elise pośpiesznie opowiedziała, co się zdarzyło.

- Pomyślałam, że może Emanuel był tutaj, żeby z tobą pomówić, Torkild. To 

znaczy, jeśli miał jakiś kłopot.

Sama słyszała, jak głupio to zabrzmiało. Przecież gdyby Emanuel miał jakieś 

zmartwienie poza tymi, których nabawił się wcześniej, na pewno by zauważyła. A 

jeśli obraził się o ten list od Johana, siostra Johana byłaby ostatnią osobą, do której by 

background image

się z tym zwrócił. Zresztą jakiego kłopotu mógłby się nabawić po drodze od niej do 

Carlsenów? Nie, musiało się wydarzyć jakieś nieszczęście.

Torkild pokręcił głową, a u nasady nosa utworzyła mu się głęboka bruzda.

- Dziwne - powiedział. - Gdyby coś stanęło na przeszkodzie, Emanuel 

zatroszczyłby się, by powiadomić o tym pana Schwencke. Ale skoro Carlsenowie go 

nie widzieli, to znaczy, że zmienił plany po wyjściu od ciebie. Nie zauważyłaś 

czasem, że coś go dręczy?

- Nie, przeciwnie, od dawna nie widziałam go w tak dobrym humorze. Cieszył 

się na spotkanie ze Schwenckem i radowało go, że wkrótce się przeprowadzimy. 

Powiedział, że spakował już walizkę i powiadomił ojca, że chce zabrać swoje meble. 

Proponował, żebyśmy się wybrali w niedzielę na spacer na Hammergaten - urwała i 

dodała z ociąganiem: - Jedyne...

- Jedyne... co? - pomógł jej Torkild.

- Zauważył, że dostałam list od Johana. Wydawało mi się, że dostrzegłam w 

jego oczach lęk. Proponowałam, że może sobie przeczytać, bo Johan pisał mi jedynie 

o rękopisie, ale on nie chciał...

- Jest zbyt dumny. Pokiwała głową.

- Mimo to nie wydaje mi się, żeby przejął się tym listem do tego stopnia, iż nie 

poszedł na spotkanie ze Schwenckem.

- Emanuel dotrzymuje umów. Na pewno powiadomiłby Schwenckego o 

zmianie planów.

Elise zauważyła, że Anna nie bierze udziału w rozmowie. W przeciwieństwie 

do Torkilda nie miała najlepszego zdania o Emanuelu. Zresztą trudno się dziwić, 

skoro wolałaby widzieć u boku Elise Johana.

- Nie pojmuję, co się mogło stać - kręciła głową Elise. - Pierwsze, co przyszło 

mi do głowy, to że miał wypadek, ale przecież do tej pory doszłaby do nas już jakaś 

wiadomość. Hilda obawia się, że został napadnięty, podobnie jak niedawno jakiś 

mężczyzna przy Bentsebrua.

- Ale wówczas zjawiłaby się u was policja i powiadomiła o wszystkim. W 

końcu jesteś jego żoną.

Zapadło milczenie.

Anna chciała coś powiedzieć, ale rozmyśliła się. Po chwili jednak rzekła mimo 

wszystko:

- Jesteś pewna, że i tym razem nie wymyślił jakiegoś głupstwa? Sama wiesz, 

background image

jak to jest: „Złodziej na zawsze pozostanie złodziejem, a kłamca kłamcą”.

Elise poczuła, jak oblewa się rumieńcem.

- Nie mogę przysiąc, że Emanuel już nigdy nie zrobi niczego głupiego, nie 

sądzę jednak, by po raz kolejny mnie zawiódł. Był taki skruszony i bardzo żałował 

tego, co się wydarzyło. Stara się, jak może, by wszystko naprawić - oświadczyła.

Takie słowa wydawały się jej właściwe w danym momencie. Za nic w świecie 

nie przyznałaby się do tego, że i ją dręczą podobne wątpliwości.

Torkild przyznał jej rację.

- Zgadzam się z tobą, Elise. Emanuel dostał sromotną nauczkę za to, że tak cię 

zawiódł. Bardzo cierpiał z tego powodu. Znam go lepiej niż kogokolwiek. Przyznaję, 

ż

e nie spodziewałbym się po nim, że jest zdolny do takiego postępku, ale jestem 

przekonany, że już nigdy nie popełni tego samego błędu.

Anna nie odezwała się.

- Muszę popytać naokoło - oświadczyła Elise, podnosząc się ze stołka. - 

Przecież ktoś go musiał widzieć idącego z domu majstra na wzgórze Aker. Gdzieś na 

tym odcinku musiało się zdarzyć coś, co skłoniło go do zmiany planów.

Anna popatrzyła na nią z troską.

- Może nie warto się tak denerwować? Poczekaj do jutra! Zobaczysz, zjawi się 

i wszystko ci wyjaśni. Na pewno okaże się, że nie było powodu do zmartwień!

Elise spojrzała na przyjaciółkę, która najwyraźniej nie dała się przekonać, że 

Emanuelowi można do końca zaufać.

- Zobaczę jeszcze - uśmiechnęła się do obojga. - Jak miło tu u was. Co 

czytacie?

- Związek młodzieży Henryka Ibsena.

- Mam nadzieję, że kiedyś opowiecie mi treść. Ja, niestety, nie mam już czasu 

na czytanie i bardzo mi tego brakuje.

- Oczywiście, że ci opowiemy, Elise! - uśmiechnęła się Anna. - Powodzenia w 

poszukiwaniach! Emanuel na pewno się odnajdzie.

Dziwne, z jakim spokojem przyjęła to Anna - rozmyślała Elise, schodząc po 

schodach. Jest przecież z natury takim dobrym człowiekiem. Wprawdzie nie była 

zadowolona, że Emanuel znów zamieszka z Elise, jednak nie pasowało do niej, by się 

całkiem nie przejąć jego zniknięciem. Torkild zareagował całkiem inaczej. Anna 

zapewne sądzi, że Emanuel znów uciekł do Signe albo wymyślił coś innego. Całkiem 

straciła w niego wiarę.

background image

W napięciu Elise weszła do domu, ale natychmiast doznała zawodu. Hilda, 

spojrzawszy na nią, pokręciła tylko głową, a po chwili rzekła zmartwiona:

- Nie było go.

Chłopcy wrócili do domu po pracy i usiedli do lekcji. Kristian posłał siostrze 

pytające spojrzenie:

- Jak myślisz, Elise, co mu się mogło stać?

- Nie wiem. To zupełnie niezrozumiałe. Niemożliwe, by Emanuel tak bez 

powodu nie przyszedł na umówione spotkanie.

- Evert myśli, że Lort - Anders go zabił - wtrącił Peder przestraszony.

Evert głośno zaprotestował:

- Kłamiesz! Powiedziałem tylko, że można by go o to podejrzewać, gdyby nie 

siedział w więzieniu.

- Na jedno wychodzi. Skąd wiesz, może uciekł z twierdzy Akershus i zaczaił 

się gdzieś w pobliżu? - rzucił Peder i popatrzył ze strachem w ciemne okno.

- Dajcie już spokój! - upomniała ich Elise i dorzuciła drewno do pieca, po 

czym zabrała się do gotowania owsianki.

Hugo położyła już na noc, a Jensine dopiero za jakiś czas będzie musiała 

przewinąć i nakarmić.

- Jeśli do jutra rana nic się nie wyjaśni, pójdę na posterunek policji na 

Maridalsveien i spróbuję się tam czegoś dowiedzieć. Na pewno jest jakieś rozsądne 

wyjaśnienie tej sytuacji. Emanuel byłby zażenowany, gdybym wzywała policję bez 

powodu.

Reidar przysiadł na skrzynce do drewna, by na stole zrobić chłopcom miejsce 

do odrabiania lekcji.

- Zgadzam się. Gdyby doszło do jakiegoś przestępstwa, na pewno byśmy już o 

tym usłyszeli. Podobnie by było, gdyby Emanuel miał jakiś wypadek. Może po prostu 

gwałtownie źle się poczuł i odwieziono go do doktora albo dostał nieoczekiwanie 

jakąś wiadomość i musiał pośpiesznie wyjechać, ze zdenerwowania zapominając o 

umówionym spotkaniu.

Elise zerknęła na niego i zapytała:

- A cóż to mogłaby być za wiadomość, na Boga? Reidar wzruszył ramionami.

- Nie wiem, próbuję jedynie znaleźć jakieś wyjaśnienie.

- Może Signe z żalu, że Emanuel jej nie chce, utopiła się w rzece? - wtrącił 

Peder, patrząc na nich niewinnie.

background image

Hilda zdenerwowała się.

- Przestań już, Peder! Dosyć już różnych ludzi tu, w okolicy, wybrała taki 

koniec. Nie trzeba, by jeszcze jacyś obcy szli ich śladem. Poza tym wydaje mi się, że 

Signe wcale go nie kocha. Jej zależało tylko na jego pieniądzach.

- Pieniądzach? - Evert podniósł zdziwiony wzrok znad rachunków. - 

Myślałem, że Emanuel nie zarabia zbyt dużo. Przecież pracuje dopiero od paru dni.

- Głupi jesteś? Nie rozumiesz, że chodzi o jego dwór? - Peder popatrzył na 

niego z wyższością. - Wystarczy, że oni tam sprzedadzą krowę, a przez pięć lat mogą 

jeść codziennie lapskaus z ziemniakami i warzywami.

Na samą myśl zabłysły mu oczy.

Elise słuchała ich jednym uchem, zastanawiając się na głos:

- Może powinnam najpierw pójść do zakładów Myren i tam zapytać?

Reidar ją poparł.

- Najlepiej pójdź tam wcześnie rano! Sprawdzisz, czy o zwykłej porze pojawi 

się w biurze, a jeśli nie, to na pewno dowiesz się, czemu go nie ma.

- A może powinnam pójść do Carlsenów i dowiedzieć się, czy nie wrócił. 

Trochę mi niezręcznie iść do niego do biura i się przyznać, że nie wiem, gdzie jest 

Emanuel. Wciąż mimo wszystko jesteśmy małżeństwem!

Hilda pokręciła gwałtownie głową.

- Moim zdaniem nie ma sensu, byś tam szła. Przecież to przyjaciele jego 

rodziców i na pewno też ich oburzyło, że Emanuel postanowił do ciebie wrócić. 

Zapewne już sam dźwięk twojego imienia działa na nich jak płachta na byka. A jeśli 

odniosą wrażenie, że nie do końca mu ufasz i obawiasz się, że znów uciekł, będą 

mieli powód do triumfu.

Peder podniósł znad zeszytu przerażony wzrok.

- Znów uciekł? Naprawdę myślisz, Elise, że to zrobił?

- Nie, Peder, oczywiście, że nie. Przecież mamy się razem przeprowadzić do 

domu na Hammergaten. Emanuel cieszył się bardzo, gdy udało mu się go wynająć.

Ale Peder nie był do końca przekonany.

- Może Signe znów spodziewa się dziecka?

Elise poczuła, że się czerwieni, i rzuciła ostrzej, niż zamierzała:

- Przestań opowiadać głupoty! To, co się stało w zeszłym roku, nigdy nie 

miałoby miejsca, gdyby nie mobilizacja, pilnowanie granicy i strach przed wybuchem 

wojny. Jestem pewna, że więcej się to nie powtórzy.

background image

- Niech diabli porwą tych Szwedów! - rzucił Evert impulsywnie i przerażony 

swoimi słowami zasłonił usta. - Przepraszam, Elise.

Posłała mu surowe spojrzenie, ale nie zrugała go. By jednak odwrócić uwagę 

chłopców, zagadnęła Reidara:

- Było dziś coś ciekawego w „Svaerta”?

- Umarł Georg Stang.

- A kto to taki? - zdziwiła się Hilda.

- Ależ Hildo - westchnęła Elise i popatrzyła na siostrę zrezygnowana. - Nie 

pamiętasz, że to nasz minister obrony? A poza tym najzagorzalszy przeciwnik 

zlikwidowania fortyfikacji granicznych podczas rokowań w Karlstad, które 

doprowadziły do ugody i pokojowego rozwiązania unii ze Szwedami. - A zwróciwszy 

się ponownie do Reidara, zapytała: - Przeczytałeś coś jeszcze ciekawego?

- Tak, podobno Norwegowie wkrótce przeboleją likwidację fortyfikacji. 

Dzięki odzyskaniu państwowości przejawiamy większą inicjatywę i nabraliśmy 

pewności siebie także w dziedzinie ekonomicznej.

- Zastanawiam się, o jakich Norwegach mowa - rzuciła oschle Hilda. - Ja, 

niestety, nie zauważyłam wokół żadnej poprawy ekonomicznej, wzrostu pewności 

siebie ani inicjatywy.

- No i jeszcze było tu coś o Cyganach - ciągnął Reidar, nie przejmując się 

uwagami Hildy. - Przewodniczący Związku do spraw Przeciwdziałania 

Włóczęgostwu, pastor Jacob Walnum, napisał, w jaki sposób z włóczęgów uczynić 

pożytecznych obywateli. - Rozłożył gazetę i przeczytał na głos: - Praca jest 

obowiązkiem każdego człowieka, a kto żyje jak pasożyt, popełnia przestępstwo. 

Uprawianie ziemi, w przeciwieństwie do rzemiosła, ma działanie edukacyjne, uczy i 

wychowuje.

Elise i Hilda wymieniły spojrzenia. Elise wiedziała, że siostra, podobnie jak 

ona sama, za każdym razem, gdy ktoś wypowiadał słowo „Cygan”, czuła przenikający 

ją lęk. Wprawdzie mało kto wiedział, że w żyłach ich ojca płynęła cygańska krew, ale 

czy dużo trzeba, by ktoś to zwęszył i rozdmuchał?

- Co tam jeszcze ciekawego? - zapytała, nie chcąc, by chłopcy podjęli ten 

temat. Słyszała wystarczająco wiele historii o cygańskich dzieciach siłą odbieranych 

rodzicom i rozłączonych z nimi na zawsze.

- Jest też wyjaśnienie Ministerstwa Opieki Społecznej na temat pracy 

zarobkowej dzieci. Chcecie posłuchać?

background image

Hilda prychnęła.

- Nam to dobrze znany temat. Nie ma nic ciekawszego?

- Ja chętnie posłucham - wtrąciła się Elise. Reidar zaczął czytać:

- Nie da się zaprzeczyć, że przy obecnej sytuacji ekonomicznej niektórych 

grup społecznych praca dzieci jest koniecznością. W rodzinach wielodzietnych ojciec 

czy oboje rodzice nie zawsze są w stanie zarobić na utrzymanie całej gromady. W 

takich rodzinach dzieci muszą, na ile im siły pozwalają, wstąpić w szeregi 

pracujących i podjąć walkę o byt. Zarabiają na własne utrzymanie albo na jedzenie dla 

młodszego rodzeństwa lub niezdolnych do pracy matki lub ojca. Innymi słowy do 

podejmowania pracy w bardzo młodym wieku zmusza dzieci bez względu na skutki 

smutna konieczność.

Kristian, choć pochylony nad lekcjami, chłonął uważnie chyba każde słowo, 

bo wtrącił się:

- Spotkałem wczoraj Olę na Maridalsveien. Już od paru lat nie chodzi do 

szkoły. Jego ojciec postarał się, by go zwolnili z obowiązkowej nauki, ponieważ 

chłopak musi pracować.

Elise pokręciła z dezaprobatą głową.

- To wstyd. Przecież oboje jego rodzice mają pracę, a w domu jest ich tylko 

pięcioro rodzeństwa. Jestem pewna, że daliby radę tak samo jak my, gdyby tylko żyli 

skromniej. Bez szkoły chłopak daleko nie zajdzie.

Evert głośno odsunął stołek i wstał, oznajmiając:

- Gotowe!

Peder zerknął na niego z zazdrością, bo jemu jak zwykle zostało jeszcze dużo 

do odrobienia.

Hilda podeszła do okna i wyjrzała w wieczorny mrok.

- Co z tym Emanuelem? Domyślacie się, gdzie on może być?

Elise poczuła znowu, jak łapie ją strach. O tak późnej porze trudno 

spodziewać się jakichś wieści. Schwencke wie, że się denerwuję, pomyślała. Gdyby 

tylko dowiedział się czegoś, na pewno by zajrzał.

Co się mogło stać?

ROZDZIAŁ DRUGI

W nocy było zimno i rankiem, kiedy Elise otulała Jensine w wózku grubą 

kołderką, a ciepło ubranego Hugo sadzała na twardej deseczce wózka, wciąż unosiły 

background image

się nad rzeką mroźne opary.

Prawie nie spała w nocy, myślała jedynie o tym, co mogło się przytrafić 

Emanuelowi i co zrobi, jeśli mąż się nie pojawi. Nie stać jej na wynajęcie domu na 

Hammergaten bez jego pensji. Czy jednak Reidar wytrzyma z nimi wszystkimi, kiedy 

w domu dodatkowo pojawi się Braciszek? Muszę pójść do pani Borresen i poprosić, 

bym mogła wrócić do pracy za ladą, postanowiła w duchu. Tylko czy ta posada jest 

jeszcze wolna? Tego nie była bynajmniej pewna. Może uda mi się umieścić Hugo w 

ż

łobku, a Jensine zabierać będę do pracy? Wózek z dzieckiem postawię pod wiatą 

przed sklepem.

Boże drogi, zakładam, że Emanuel znów uciekł. To oczywiście niemożliwe. 

Torkild także w to nie wierzy, a on zna go lepiej niż ktokolwiek. Co więc mogło się 

stać? Przecież ludzie nie znikają tak ni z tego, ni z owego.

Pójdę do zakładów Myren i tam na pewno się czegoś dowiem, zadecydowała. 

Może zastanę Emanuela, który mi wszystko dokładnie wyjaśni, a jeśli go tam nie 

będzie, wówczas na pewno jego przełożeni będą powiadomieni, jaki jest powód jego 

nieobecności.

W fabrykach już dawno zaczął się dzień pracy, kupcy i kanceliści zaś dopiero 

udawali się do swych zajęć. Miała nadzieję, że nie spotka nikogo znajomego, na 

przykład Valborg czy pani Evertsen, które z pewnością nie omieszkałyby jej 

zatrzymać i zacząć wypytywać z ciekawością, co na Boga robi o tak wczesnej porze z 

dwojgiem maleńkich dzieci, skoro nie musi iść do pracy. Co by im odpowiedziała?

Jej buty miały tak starte zelówki, że co chwila się ślizgała i gdyby nie 

przytrzymywała się wózka, dawno już by upadła. A droga była nierówna, pełna 

wybojów i lodowych pryzm. Ciężko było jej pchać wózek, zwłaszcza że dodatkowo 

na deseczce siedział Hugo. Wilgotny chłód przenikał przez wełniany szal i szczypał ją 

w policzki. Pomyślała sobie, że nim dojdzie do celu, zmarznie na kość. Pewnie będą 

na nią zerkać z ciekawością i zastanawiać się, co też Emanuelowi przyszło do głowy, 

by się ożenić z ubogą robotnicą, która na dodatek nawet nie jest ładna.

Na szczęście do zakładów nie było tak daleko. Latem razem z Johanem często 

spacerowali ulicą Sandakerveien aż do Bentsebrua, skręcali na most, a potem szli w 

dół do Myralokka, a stamtąd aż do Voyenbrua i dalej do domu. Obudziło to w niej 

miłe wspomnienia, które jednak natychmiast od siebie odsunęła. Teraz nie może 

myśleć o Johanie, tylko o Emanuelu.

Emanuel opowiadał o dwóch braciach, którzy w zeszłym stuleciu zakupili 

background image

dwór Myren z młynem i tartakiem, i rozpoczęli budowę zakładów mechanicznych, 

które w krótkim czasie stały się najważniejszymi w Norwegii. Tartaki nad rzeką 

przyciągnęły tu ludzi, a dzięki energii z wody powstały fabryki. W zakładach Myren 

wykorzystywano siłę wodospadu, która napędzała młyńskie koła, wyposażenie 

elektrowni wodnej i maszyny przemysłowe.

Elise słyszała, że młody Oskar Braaten, który mieszka na Sandakerveien tuż za 

szkołą i pracuje w księgarni, powiedział, że rzeka Aker jest najużyteczniejszą i 

najpracowitszą rzeką w całej Norwegii. Dziwne! Ktoś inny natomiast stwierdził, że 

rzeka rozdzieliła społeczeństwo na bogatych i biednych. Ta myśl wydała jej się 

niezbyt miła.

Była już niedaleko. Hugo popłakiwał zmarznięty, a Jensine kręciła się 

niespokojnie. Elise czekało niełatwe zadanie. Wyobraziła sobie, jak wchodzi do biura 

z dwojgiem wrzeszczących dzieci w poszukiwaniu męża.

Emanuel na pewno się nie domyśla, że niepokoję się o niego. Może nie 

pojawił się wczoraj na spotkaniu z całkiem prozaicznego powodu i nie będzie w 

stanie pojąć mojego zmartwienia. Może nawet wcale nie wie, że był u mnie 

Schwencke.

W oknach zakładów paliło się światło i dolatywały stamtąd dźwięczne 

uderzenia młotów o stal i świdrujące odgłosy wiercenia. Elise minął pośpiesznie 

młody mężczyzna w wyglansowanych butach i z wystającym z prawej kieszeni 

płaszcza drugim śniadaniem. Już go miała zapytać, w którą stronę powinna się udać, 

ale zrezygnowała, widząc, że bardzo się śpieszy. Skierowała się więc ku drzwiom 

budynku, w którym, jak jej się zdawało, znajdowały się biura.

Na szczęście Jensine się jeszcze nie obudziła, Elise wzięła więc na ręce Hugo i 

zostawiła wózek na zewnątrz. Nabrała głęboko powietrza w płuca i podniosła dumnie 

głowę. Sama przecież przekonywała kiedyś Jenny, że nie są niczemu winne, iż miały 

ojców pijaków. Nie jest też jej winą, że Emanuel się ulotnił.

W kantorze, do którego weszła, unosił się dym z fajki. Za biurkiem siedział 

mężczyzna w zarękawkach i przeglądał jakieś dokumenty. Na podłodze obok niego 

leżał rozsypany tytoń i nadpalone zapałki, ale w ogóle podłoga była wyszorowana i 

pachniała szarym mydłem.

Mężczyzna nie zwrócił na nią uwagi.

Chrząknęła więc i zaczęła niepewnie:

- Przepraszam...

background image

Zmęczyła się drogą, a Hugo ciążył jej na rękach. Ostrożnie rozejrzała się na 

boki za jakimś wolnym krzesłem, na którym mogłaby przysiąść.

Mężczyzna, nie podnosząc głowy znad papierów, rzucił tylko:

- Proszę usiąść na chwilę na skrzynce z drewnem.

Kiwnęła głową z wdzięcznością i usiadła przy piecu, w którym buzował 

wesoło ogień i biło od niego ciepło. Pewnie napalono w nim wcześnie rano.

Otworzyły się drzwi i do pomieszczenia wszedł pośpiesznie młody kancelista 

w ciemnym, za ciasnym ubraniu. Rękawy surduta były za krótkie, tak samo jak 

nogawki spodni. Na pewno w tym ubraniu przystępował do konfirmacji. Zanim usiadł 

przy drugim biurku, zerknął na Elise zaciekawiony. Na niskim stoliku stała czarna 

maszyna do pisania. Widziała kiedyś taką na wystawie w sklepie i domyśliła się, do 

czego służy. Przez chwilę przyglądała się jej uważnie. Pomyśleć, gdyby miała taką...

Do pomieszczenia wdarł się chłodny powiew. Listonosz położył stertę listów 

na kontuarze, po czym wyszedł bez słowa. Wkrótce drzwi znów się otworzyły i 

pojawił się starszy pan w kaloszach, w wykrochmalonej koszuli, czarnym krawacie i z 

posiwiałymi wąsami. Po uprzejmym „dzień dobry” nie odezwał się więcej, póki nie 

zdjął płaszcza i nie włożył biurowej marynarki. Wszystkie czynności wykonywał 

powoli i z pedanterią. Następnie oparł się mankietami o blat biurka, odwrócił się do 

Elise i zapytał:

- Czym mogę służyć?

Wstała i podeszła parę kroków bliżej, zażenowana, że będzie musiała wyłożyć 

swoją sprawę na głos przy wszystkich.

- Nazywam się Elise Ringstad. jestem żoną nowego kancelisty Emanuela 

Ringstada.

- Ach tak - uśmiechnął się zachęcająco, choć nie mógł nie zauważyć jej 

chustki i skromnego ubrania. - Wydaje mi się, że to porządny człowiek i bardzo 

zdolny.

- Dziękuję. Nie wiem, czy... Czy byłaby możliwość, by zamienić z nim parę 

słów?

Starszy pan odwrócił się do zapracowanego kancelisty i zapytał:

- Czy pan Ringstad już przyszedł?

Mężczyzna oderwał się od papierów i podniósł wzrok.

- Ringstad? Nie, nie widziałem go.

Elise poczuła ukłucie w sercu. A więc to prawda. Emanuel zniknął.

background image

Starszy pan wyjął zegarek z kieszonki kamizelki.

- Dziwne. Powinien tu już być od pół godziny. - Zdziwiony popatrzył na Elise. 

- Wyszedł z domu o zwykłej porze?

Elise poczuła, jak palą ją policzki.

- Mąż... nocował u przyjaciół rodziny.

Urzędnik nie spuszczał jej z oczu, jakby domagając się dalszych wyjaśnień.

- Zamierzamy się przeprowadzić na Hammergaten - dodała pośpiesznie. - 

Będziemy mieć tam więcej miejsca. Tymczasem mąż zamieszkuje u państwa Carlsen 

na wzgórzu Aker.

Miała nadzieję, że wymieniając tę elegancką dzielnicę, poprawi nieco niezbyt 

korzystne wrażenie.

- To znaczy, że pani nie wie, czy wyszedł do pracy o zwykłej porze?

Pokręciła głową. Starszy pan wydawał się przyjazny i wyrozumiały, zdobyła 

się więc na odwagę, by opowiedzieć, jak było.

- Wczoraj po pracy przyszedł do domu, a potem udał się do restauracji 

Hasselbakken, gdzie był umówiony z przyjacielem. Tymczasem nieoczekiwanie 

zjawił się u mnie wieczorem ów przyjaciel i powiedział, że mąż nie zjawił się w 

umówionym miejscu. Zaniepokoiłam się.

Kancelista zmarszczył czoło zdezorientowany.

- Ale sprawdzała pani u jego gospodarzy? Może oni coś wiedzą? /

- Tak, to znaczy nie ja, tylko pan Schwencke, przyjaciel, z którym był 

umówiony. Nikt tam nie widział wczoraj mojego męża.

Zauważyła, że pozostali kanceliści przestali przeglądać papiery i spojrzeli w 

jej stronę.

- A nie pytała pani może później wieczorem albo dziś rano?

Czuła, że jeszcze bardziej poczerwieniała.

- Ja... Nie mogłam tam pójść ze względu na dzieci. Na zewnątrz zostawiłam 

niemowlę, które karmię piersią.

Pokiwał głową ze zrozumieniem i popatrzywszy na nią zamyślony, zwrócił się 

do pochylonego nad papierami kancelisty.

- Mortensen? Zostałeś może powiadomiony, że pan Ring - stad dziś się nie 

stawi w pracy?

Mortensen pokręcił głową.

- Nie, nie widziałem go ani z nim nie rozmawiałem.

background image

- Czy ci państwo Carlsenowie mają telefon, pani Ringstad? Przytaknęła.

Starszy pan ponownie zwrócił się do zapracowanego kancelisty.

- Mortensen, może pan zadzwonić na centralę i poprosić o połączenie z 

Carlsenami ze wzgórza Aker?

Kancelista, nieco poirytowany, wykonał polecenie. Najwyraźniej uważał, że 

ma zbyt dużo pracy, by mu przerywać takimi sprawami.

Przez chwilę czekali w milczeniu. Nawet młody mężczyzna w garniturze od 

konfirmacji wydawał się zaciekawiony. Wreszcie Mortensen uzyskał połączenie.

- Dzwonię z zakładów Myren. Czy mógłbym rozmawiać z panem Emanuelem 

Ringstadem?

Nastąpiła cisza i wszyscy w napięciu czekali na odpowiedź.

- Ach nie. Dziękuję bardzo.

Odłożył słuchawkę i podniósłszy wzrok, oznajmił:

- Ringstad nie wrócił na noc, a państwo jeszcze śpią.

Elise poczuła, jak krew odpływa jej z głowy. Nie wrócił na noc... To znaczy, 

ż

e stało się coś poważnego.

Starszy pan za kontuarem posłał jej współczujące spojrzenie, ale nie wydawał 

się zmartwiony. Zapewne sądził, że Emanuel po prostu gdzieś się zawieruszył.

Wymamrotawszy podziękowanie, odwróciła się i skierowała do wyjścia. Płacz 

dławił ją w gardle.

Gdy wyszła z budynku, usłyszała dolatujący z wózka płacz Jensine. Hugo, 

który niechętnie opuścił ciepłe biuro, szarpał się i wyrywał jej z rąk. Gdy mu jednak 

nie pozwoliła zejść, on także uderzył w płacz. W tej samej chwili otworzyły się 

sąsiednie drzwi i dwóch robotników wyniosło duże koło zębate. Zerknęli na nią i 

zażartowali:

- Co tam, złotko? Stoisz tu i czekasz na wypłatę? Wybrałaś zły dzień. Przyjdź 

w piątek!

Odeszli, zanosząc się od śmiechu.

Elise stanowczo posadziła Hugo na deseczce na wózku i ruszyła szybkim 

krokiem. Dobrze wiedziała, że wiele żon wyczekuje przed fabrykami i zakładami w 

dniu wypłaty, w nadziei, że uda im się uratować choć parę koron, nim mężowie je 

przepiją. Nie dość, że kanceliści nabrali podejrzeń, iż Emanuel hulał gdzieś w nocy, to 

jeszcze robotnicy byli przekonani, że przyszła wyżebrać od męża parę koron. Wstyd 

palił ją w policzki.

background image

Z naprzeciwka wprost na nią jechała bryczka. Woźnica krzyknął głośno 

„Prrr...” i wstrzymał konia, nim zeskoczył z kozła, by pomóc wysiąść jakiemuś jaśnie 

panu. Elise przyśpieszyła kroku, więc tylko mignął jej mężczyzna z bródką, w 

cylindrze i w śnieżnobiałej wykrochmalonej koszuli, na pewno dyrektor. Jego jednak 

nie zamierzała już o nic pytać.

Zziajana, ale i rozgrzana szybkim spacerem dotarła wreszcie do domu. Na 

ganku stała Hilda gotowa do wyjścia do Paulsena Juniora, od którego miała zabrać 

Braciszka. Zgodnie z umową dziecko przywiezione zostanie bryczką, ale Hilda miała 

z nim jechać, żeby się nie przestraszyło.

Dla siostry był to wielki dzień, może najbardziej uroczysty w całym jej życiu. 

Oczy jej błyszczały, na policzkach malowały się rumieńce, a buzia jej się nie 

zamykała.

- No to ja idę, Elise. Życz mi powodzenia. Boże, tak się denerwuję! Pomyśl 

tylko, jeśli on zacznie płakać i będzie chciał wracać do domu? Mam nadzieję, że 

będziesz czekać z Hugo, tak żeby Braciszek, przepraszam Isac, zobaczy! go od razu, 

gdy wejdzie do środka. Zrobiłam ciasto na naleśniki z tych jajek, które znalazłam w 

szafce. Chyba nie masz mi tego za złe? Musimy mieć dla niego coś smacznego, żeby 

nie zraził się do naszego domu od pierwszej chwili. Kupię świeże jajka, jak tylko 

dostanę wypłatę. A właściwie to jak ci poszło?

- Emanuel nie stawił się do pracy.

- E, na pewno wkrótce przyjdzie. Poprosiłaś, by go powiadomili, że się o niego 

niepokoisz?

Elise pokiwała głową i upomniała siostrę:

- Pośpiesz się, żeby nie musieli na ciebie czekać.

Ale gdy Hilda oddaliła się pośpiesznie przez most, poddała się i z oczu 

popłynęły jej łzy.

Hugo uspokoił się, gdy tylko znalazł się w ciepłym pomieszczeniu. Zapewne 

ubrała go za cienko. Posadziła go na podłodze, dała mu do zabawy chochlę, tłuczek i 

pokrywkę od garnka. Nastawiła wodę do podgrzania, by umyć Jensine, i dorzuciła 

drewna do pieca, po czym wniosła do środka córeczkę.

Przy karmieniu nie przestawała rozmyślać, szukając wyjaśnienia zniknięcia 

Emanuela. Nie ma wyjścia, uznała. Trzeba porozmawiać z Carlsenami. Na pewno 

wydało im się dziwne, czemu Emanuel nie wrócił do domu na noc. Może zmartwieni 

zatelefonowali do jego rodziców, by sprawdzić, czy nie pojechał czasem do domu. 

background image

Może Peder miał rację, mówiąc, że Signe spodziewa się kolejnego dziecka? Zaraz 

jednak odgoniła od siebie tę myśl, uznając ją za absurdalną.

Ale ona wciąż uparcie powracała. Bo niby dlaczego nie? Przecież żyli ze sobą 

jak mąż z żoną, póki Emanuel, rozgniewany, nie opuścił w Boże Narodzenie 

rodzinnego domu. Teraz był początek marca. Nie, takiej ewentualności nie da się 

wykluczyć.

Zrobiło jej się gorąco. Przecież Emanuel brzydził się Signe, nie dopuszczał 

nawet możliwości, by z nią żyć. Pragnął jedynie wrócić do Elise i chłopców. 

Doprawdy byłaby to ironia losu, gdyby teraz wydarzyło się coś takiego.

Ale gdzie on się w takim razie podział? Prędzej czy później będzie musiał 

podać w biurze powód swojej nieobecności, a wówczas kanceliści przekażą mu, że 

była i o niego pytała. Jeśli nie pojawi się sam, to pewnie z kantoru zatelefonują 

jeszcze raz do Carlsenów. Wyczuła, że zaintrygowała ich ta sprawa. Jej wizyta z 

pewnością nie przeszła niezauważona.

Zdążyła właśnie nakarmić Jensine i włożyć ją do kołyski, gdy na moście 

usłyszała turkot kół, a po chwili prychanie konia za oknami. Pośpiesznie uprzątnęła 

mokre pieluszki i wylała wodę z miski do wiadra.

- Przyjechał Isac, Hugo - powiedziała do synka. Popatrzył na nią, a potem 

skierował wzrok na drzwi. Była pewna, że zrozumiał jej słowa. W ostatnim czasie 

często słyszał imię Isaca.

- Elise?! - usłyszała wołanie Hildy.

Otworzyła pośpiesznie. Siostra trzymała na ręce Isaca, a w drugiej duży kosz. 

Obok niej stał woźnica z dużym pudłem.

- Będzie tego więcej! - zawołała Hilda radośnie podnieconym głosem. - Isac 

dostanie swoje łóżeczko, mebelki i wszystkie zabawki, a ponadto całą walizkę ubrań. 

- Zaśmiała się. - Nie mam pojęcia, co my z tym wszystkim zrobimy. Pomyśl jednak, 

Hugo będzie mógł się bawić tym wszystkim.

Wniosła Isaca do kuchni i posadziła obok Hugo.

- Popatrz, tu jest Hugo, Isac - zwróciła się do synka. - Teraz możecie się razem 

bawić.

Mali chłopcy patrzyli na siebie przez chwilę, po czym Hugo podał Isacowi 

chochlę.

- To - powiedział. Tego słowa używał najczęściej i miało ono w jego ustach 

najróżniejsze znaczenia.

background image

Elise stała obok Hildy i obserwowała tę scenę w napięciu. Ciekawe, czy Isac 

weźmie chochlę od Hugo?

Odetchnęła z ulgą, gdy malec wyciągnął rączki po chochlę, a potem podszedł 

do skrzynki na drewno, obok której leżały szyszki i patyki, którymi Hugo przez całą 

zimę bawił się w gospodarstwo. Przez chwilę przyglądał się z uwagą, po czym wziął 

dwie szyszki, podreptał z powrotem do Hugo i położył jedną na podłodze obok niego. 

Zaraz też zaczęli się bawić, każdy swoimi zabawkami, ale mimo wszystko razem.

Elise uśmiechnęła się do Hildy i stwierdziła ze spokojem:

- Będzie dobrze.

Hilda przytaknęła, a jej twarz rozpromieniła się w uśmiechu.

- Też tak myślę - powiedziała i popatrzyła na Elise ze łzami wzruszenia w 

oczach. - Jakie to niezwykłe. Wciąż nie pojmuję, że to prawda.

Elise objęła siostrę.

- Tak się cieszę, Hildo, ze względu na ciebie, ale i na nas wszystkich. Musimy 

wysłać chłopców do mamy, by jej opowiedzieli tę wspaniałą nowinę. Pamiętam, jaka 

była nieszczęśliwa, gdy się dowiedziała, że nie ma już u nas Braciszka.

- Isaca - poprawiła ją Hilda. - Nie miałam odwagi o niczym mówić mamie, na 

wypadek gdyby pan Paulsen się rozmyślił. Ale teraz mój synek jest już u nas i nikt go 

stąd nie zabierze.

- Nie, nikt go nie zabierze - uśmiechnęła się Elise. Dziwiło ją, że Hilda wciąż 

nazywa majstra panem Paulsenem, mimo że żyła z nim niemal jak żona. - Musimy to 

uczcić, Hildo. Jak dobrze, że przygotowałaś ciasto na naleśniki.

W głębi serca przeraziła się, gdy zobaczyła, że Hilda zużyła ostatnie jajka. 

Smażyli naleśniki tego dnia, gdy odbył się pogrzeb pani Einarsen, czyli całkiem 

niedawno. Elise odnosiła wrażenie, że zaczęli żyć nieco ponad stan, a to z pewnością 

się zemści. Ale równocześnie nie mogła przecież psuć Hildzie tego radosnego dnia, 

robiąc jej wyrzuty. Trudno, najwyżej w kolejne dni będą się musieli zadowolić kaszą 

na wodzie.

Nagle Hilda ocknęła się i zapytała nagle:

- Emanuel się pokazał?

- Nie, ale pomyślałam sobie, że pójdę do Carlsenów. Może tam się czegoś 

dowiem.

Hilda popatrzyła na nią z powątpiewaniem.

- Pamiętasz, co ci mówiłam wczoraj wieczorem? Elise pokiwała głową.

background image

- Trudno, nieważne, że są przeciwko mnie. Muszę się dowiedzieć, co się stało.

- Jeśli przewinęłaś już i nakarmiłaś Jensine, to możesz iść, a ja przypilnuję 

dzieci. Hugo i Isac sobie radzą, a ja zacznę wszystko wypakowywać. Woźnica zaraz 

przywiezie resztę rzeczy.

Elise popatrzyła na nią zdziwiona.

- To jeszcze nie wszystko?

- Nie, jest tego cały ładunek - zaśmiała się Hilda. - Póki co część rzeczy 

wstawimy do komórki na drewno.

Póki co... Dopiero po drodze na wzgórze Aker Elise zaczęła rozważać słowa 

Hildy. Czyżby siostra z mężem zamierzali się stąd wyprowadzić? A może miała na 

myśli raczej wyprowadzkę Elise i chłopców na Hammergaten?

Jeśli Emanuel nie wróci, nie będzie żadnej przeprowadzki! Nie stać mnie 

będzie też, by mieszkać samej w domu majstra, gdyby Hilda z Reidarem znaleźli 

sobie inne mieszkanie. Nie utrzymam rodziny marzeniami, że kiedyś zostanę pisarką. 

Zresztą nie mam pojęcia, czy jakaś kobieta utrzymuje się z pisarstwa. Byłam naiwna i 

zadufana w sobie, sądząc, że mogę być tą pierwszą. Gdy tylko się dowiem, gdzie jest 

Emanuel, pójdę pośpiesznie do sklepiku przy Telthusbakken i zapytam wdowę 

Borresen, czy mogę wrócić na swoją starą posadę. Niezależnie od tego, co postanowi 

Emanuel.

Otworzyły się drzwi do przędzalni i wybiegła stamtąd jakaś prządka. Narzuciła

szal na ramiona, ale szła z gołą głową. Gdy się mijały, Elise zauważyła, że 

dziewczyna ma twarz spuchniętą od płaczu. Nie znała jej, pewnie jakaś nowa. 

Dziewczyna szlochała, nie zważając na to, co dzieje się wokół niej. Wydawała się cał-

kiem zdruzgotana.

Elise westchnęła. Pewnie kolejna, którą wyrzucono z pracy. Kolejna osoba bez 

ś

rodków do życia, zależna jedynie od dobrodziejstwa gminy.

Gdy była już w połowie wzgórza, zwolniła nieco kroku. Obawiała się 

spotkania z Carlsenami. Hilda z pewnością miała rację, mówiąc, że już sam dźwięk 

jej imienia podziała na nich jak płachta na byka. Może wcale nie zechcą jej nic 

odpowiedzieć, tylko zatrzasną drzwi przed nosem?

Mimo to uznała, że musi się przemóc. Odetchnęła głęboko i wyprostowała się, 

po czym znów przyśpieszyła kroku.

ROZDZIAŁ TRZECI

background image

Chwilę trwało, nim usłyszała kroki dobiegające ze środka. Otworzyła jej 

znajoma służąca, która jednak udawała, że jej nie poznaje. Pewnie słyszała, jak 

Karolinę i Betzy Carlsen rozmawiały o niej niepochlebnie.

- Przepraszam, czy zastałam pana Ringstada?

- Nie, nie ma go w domu - pokręciła głową służąca.

- Nazywam się Elise Ringstad i jestem jego żoną. Czy mogłabym 

porozmawiać z panią albo panną Carlsen?

Służąca skinęła głową niechętnie, ale nie poprosiła jej do środka, tylko 

zostawiła ją na schodach. Gdyby z wizytą przyszedł ktoś równy stanem gospodarzom, 

z pewnością zostałby poproszony przynajmniej do holu.

Elise czekała dość długo, czując rosnące zdenerwowanie. Wolałaby 

porozmawiać z panią Carlsen, której nie miała tak wiele do zarzucenia, w 

przeciwieństwie do tej wstrętnej Karolinę.

Usłyszała wreszcie głosy i zbliżające się kroki. Drzwi się otworzyły, a w 

drzwiach do salonu stanęła panna Carlsen i zapytała z ironią:

- Elise Lovlien? Co za niespodzianka! Czemu zawdzięczamy ten zaszczyt?

Elise poczuła, jak gorąco uderza jej do głowy. Jak można być tak bezczelnym? 

Karolinę zwraca się do niej panieńskim nazwiskiem, choć doskonale wie, że jest 

mężatką! Nie wspominając już o szyderczym tonie, z jakim wypowiedziała słowo 

„zaszczyt”!

- Przyszłam się dowiedzieć, czy nie wiedzą państwo czegoś o Emanuelu?

- O Emanuelu? - zaśmiała się Karolinę. - Chyba nie chcesz powiedzieć, że 

znów uciekł? A fe! Powinien się wstydzić, brzydki chłopiec! Wczoraj wieczorem był 

tu jakiś jego przyjaciel i też o niego pytał. Czy to znaczy, że przez całą noc szukał 

przygód?

Elise ugryzła się w język, by się nie odciąć, ale czuła, jak z gniewu mocniej 

zabiło jej serce. Dobrze wiedziała, że Karolinę jest rozpieszczona i nieznośna, a 

czasami potrafi być bardzo złośliwa, teraz jednak ją przejrzała. Gdyby Emanuel 

naprawdę zniknął, zarówno ona, jak i jej rodzice martwiliby się, jeśli nie ze względu 

na niego, to ze względu na jego rodziców, a swoich przyjaciół. Karolinę, przybierając 

ironiczny ton, zdradziła się, że wie, gdzie jest Emanuel.

Elise zmusiła się, by zachować spokój.

- Byłam w zakładach Myren. Jeśli Emanuel nie przedstawi uzasadnionego 

powodu swojej nieobecności, straci posadę. Mało tego, otrzyma niepochlebne 

background image

referencje i będzie miał duże kłopoty, by znaleźć sobie nową pracę.

W spojrzeniu Karolinę zauważyła cień niepokoju, ale dziewczyna szybko się 

opanowała.

- To bardzo smutne dla niego. W tej sytuacji mam nadzieję, że niebawem się 

pojawi.

- Więc panienka nie wie, gdzie on jest? - Elise popatrzyła Karolinę prosto w 

oczy, ale ta uciekła spojrzeniem.

- A skąd mam to wiedzieć? To poniżej mojej godności być niańką niewiernych 

mężów cudzych żon.

Elise odwróciła się i powoli skierowała ku drzwiom, rzucając na odchodnym:

- W tej sytuacji nie widzę innej rady, jak tylko zgłosić zaginięcie Emanuela na 

policji. Bo oznacza to, że albo uległ wypadkowi, albo padł ofiarą przestępstwa. Niech 

policja ogłosi w gazetach, że jest poszukiwany. Na pewno państwu Ringstad będzie 

bardzo przykro, ale nie mam wyboru. Żegnam, panno Carlsen.

Za plecami Elise zrobiło się całkiem cicho. Na pewno Karolinę w panice 

zastanawiała się, co robić. Jeśli wiadomość o zaginięciu Emanuela ukaże się w 

gazecie, przyniesie to wstyd nie tylko rodzinie Emanuela, ale i jej rodzinie, 

równocześnie jednak nie chciała wyjawić Elise, co wie.

O ile w ogóle coś wie... Bo przecież istnieje też możliwość, że Karolinę nie ma

o niczym pojęcia i że właściwie też się niepokoi, tyle że nie chce dzielić się tym 

zmartwieniem z Elise, którą uważa za swego odwiecznego wroga.

Miała kruchą nadzieję, że Karolinę zawoła ją i przyzna się, iż Emanuelowi nie 

stało się nic złego, ale na pożegnanie usłyszała jedynie krótkie: „Żegnam!”

A więc niczego się nie dowiedziałam, myślała. Być może wczoraj wieczorem 

wydarzyło się coś, co zmusiło Emanuela do pośpiesznego wyjazdu do domu, tak że 

nawet nie zdążył powiadomić Schwenckego, pracowników biura ani jej, a Karolinę 

ś

wiadomie o tym nie informuje. Chyba że naprawdę stało się coś złego.

Dotarłszy do bramy, odwróciła się i zerknęła w okno na poddaszu. Właściwie 

zrobiła to bezwiednie, bo przecież niemożliwe, by tam był. Oczywiście nikogo tam 

nie zobaczyła, za to w salonie poniżej mignęła jej blada twarz i żółta suknia Karolinę. 

A więc była na tyle zaciekawiona, że podeszła do okna, by popatrzeć, jak odchodzę, 

rozgniewała się w duchu Elise. Ciekawe! Czy to możliwe, że milczała na temat 

Emanuela, kierowana czystą złośliwością?

Zachowała się osobliwie. Jeśli Emanuel nie wrócił wczoraj wieczorem do 

background image

domu, a teraz dowiedziała się od Elise, że nie było go u niej ani nie stawił się w pracy, 

powinna się zaniepokoić. Kochała się w Emanuelu od paru lat, odkąd u nich 

zamieszkał. Szalała z wściekłości, gdy zamiast niej wybrał sobie na żonę ubogą 

robotnicę. Wciąż nie był jej obojętny. Dlaczego więc tak się zachowała? Albo coś 

wie, albo tak jak Anna uważa, że kto raz ukradł, na zawsze pozostanie złodziejem.

Pokręciła głową, zdezorientowana i zrezygnowana. Teraz już była niemal 

pewna, że Emanuel nie uciekł tak po prostu. Przecież okazał taką skruchę i z takim 

zapałem starał się wszystko naprawić. Gdzie on na Boga się podział?

Gdy doszła do Maridalsveien, skręciła od razu na prawo i skierowała się w 

stronę Telthusbakken. Modliła się w duchu, by wdowa Borresen nie przyjęła jeszcze 

nikogo innego na wolną posadę. Musi mieć jakąś konkretną pracę, mimo że z 

Hammergaten jest do sklepu dość daleko.

Trafiła właśnie na przerwę obiadową w fabrykach, bo przed sklepem ustawiła 

się długa kolejka. Jaki pech! Będzie musiała przyjść ponownie innego dnia. Nie może 

zostawiać Hildy samej z dziećmi na tak długo. Przynajmniej nie w pierwszym dniu 

przeprowadzki Isaca. Już miała zawrócić, gdy nagle cała kolejka rozluźniła się i 

wszyscy pobiegli z powrotem do fabryk. Widocznie skończyła się przerwa, a biada 

temu, kto się spóźnił.

Z ulgą skierowała się więc po schodkach do sklepu.

W środku zostały tylko dwie starsze panie. Wdowa Borresen właśnie sięgała 

chochlą po syrop z beczki. Z dużą wprawą nabierała syropu i wlewała do bańki 

klientki. Trwało to dość długo, bo syrop był gęsty. Potem chwyciła drewnianymi 

szczypcami śledzia z beczki i położyła na papierze pergaminowym. Starsza pani 

zażyczyła sobie jeszcze mąki. Elise przestępowała nerwowo z nogi na nogę, gdy 

wdowa Borresen dużą łopatką nasypywała mąki. Wydawało jej się, że wszystko 

dzieje się dziś tak powoli.

Wreszcie przyszła kolej na nią.

- Dzień dobry, pani Berresen.

- A, to ty, Elise! - W głosie wdowy zabrzmiała radość. - Myślałam, że 

wcześniej do mnie wrócisz. Wiele osób pytało o pracę w sklepie, ale odpowiadałam, 

ż

e już komuś obiecałam.

Elise uśmiechnęła się z ulgą.

- Czy to znaczy, że mogę zacząć?

- Choćby od jutra. Chyba że wolisz od razu?

background image

- Nie, niestety nie mogę. Hilda została z dziećmi. Słyszała chyba pani, że 

urodziłam córeczkę?

- No pewnie, a jakżeby inaczej. Lagerta zachodzi tu czasem, a wtedy 

dowiaduję się większości nowin. I jak tam to twoje dzieciątko? Myślisz, że przeżyje?

Elise popatrzyła na nią przerażona i wykrztusiła:

- Mam taką nadzieję.

- Zdajesz chyba sobie sprawę, Elise, że to wcale nie jest takie oczywiste? 

Doktorzy mówią, że przeżywa tylko połowa z urodzonych dzieci. Córka mojej 

kuzynki napiła się ługu i skończyło się to tragicznie. Mój siostrzeniec włożył rękę w 

koło, a jego brat chciał się pobawić ogniem w piecu. Możesz sobie wyobrazić, jak to 

się skończyło. Tak, tak, dzieci trzeba dobrze pilnować! Grozi im tyle 

niebezpieczeństw! Elise przyznała jej rację.

- Skoro już tu jestem, to poproszę kawałek sera. Resztę zakupów zrobię jutro, 

jak tu przyjdę.

Wdowa Borresen zajęła się ważeniem i pytała dalej:

- A jak tam ta twoja córeczka, spokojna?

- Trochę popłakuje nocami, niestety.

- To daj jej do possania namoczoną skórkę od chleba zawiniętą w szmatkę 

albo pokrop pierś kilkoma kropelkami wódki. To pomaga.

To ostatnie, co bym zrobiła, pomyślała Elise, nic nie odpowiadając. W naszej 

rodzinie dość już było alkoholu.

- Widziałaś zdjęcia z koronacji, Elise? Pożyczyłam „Nowiny ze Świata” 

sprzed pół roku, więc są już podniszczone, ale można popatrzeć, jak pięknie 

wyglądała nasza królowa w gronostajach i w koronie na głowie. Zupełnie jak z bajki. 

Na Boga, jakaż ona szczupła w pasie! Rosa i Ammalie stały przy płocie parku zamko-

wego i podglądały w nadziei, że zobaczą księcia. Pomyśl tylko, najprawdziwszy 

książę! Czy to nie dziwne? A słyszałaś, że za dnia jechał tu, Maridalsveien, 

automobil? Wybiegłam ze sklepu razem ze wszystkimi klientkami. Nie ciągnęły go 

ż

adne konie, a on podjechał w naszą stronę. Z przodu błyszczały dwie wielkie 

mosiężne latarnie. Akurat koń ciągnął wóz z browaru. Przestraszył się, zarżał i stanął 

dęba. Mało brakowało, a źle by się to skończyło.

Elise słuchała uprzejmie, ale chciała czym prędzej wyjść ze sklepu i pobiec do 

domu. Pani Borresen miała zawsze coś do opowiedzenia i zabawnie było słuchać jej 

powiastek. Teraz myślała jedynie o tym, że Hilda z pewnością już się niecierpliwi i 

background image

zastanawia się, gdzie przepadła.

Zapłaciła za ser i odwróciła się do wyjścia, mówiąc:

- W takim razie przyjdę jutro rano, o tej samej porze co zwykle, tak?

- Tak, och, dobrze będzie mieć znów kogoś do pomocy. Zresztą ty pewnie też 

potrzebujesz trochę zarobić, Elise. A właśnie! Widziałam twojego męża. Jechał tędy 

wczoraj wieczorem. Nie znam go, ale jedna z dziewcząt z fabryki była akurat w skle-

pie i pokazała mi go, wyjaśniając, że ten w dorożce to oficer Armii Zbawienia, 

którego poślubiłaś.

Elise zatrzymała się gwałtownie.

- Jechał dorożką?

- Tak, z Hansenem. Był z nim jeszcze jakiś jaśnie pan. Nie wiedziałaś o tym? - 

zdziwiła się wdowa, posyłając Elise podejrzliwe spojrzenie.

- Ależ wiedziałam, oczywiście, że tak. Sądziłam jedynie, że poszli pieszo. 

Wczoraj nie było przecież tak zimno.

Pani Borresen przybrała nagle surowy ton.

- Nie powinnaś go tak rozpieszczać, Elise. Do czego to podobne, żebyś ty 

nosiła stare buty z dziurami w zelówkach, a twój mąż jeździł sobie dorożką. Z jakiej 

racji? Co to, oni są lepsi? My też jesteśmy ludźmi.

Elise uśmiechnęła się.

- Zgadzam się z panią, pani Borresen. Do widzenia.

Tymczasem w głowie miała plątaninę myśli. Emanuel pojechał w stronę 

miasta razem z jakimś jaśnie panem... Nie mógł to być nikt inny jak jego ojciec. Pan 

Ringstad pewnie natknął się na Emanuela, gdy ten szedł w stronę wzgórza Aker. 

Zabrał go więc od razu i pojechali, nie mając możliwości jej powiadomić. Może 

matka Emanuela jest umierająca?...

Kiedy Elise weszła do kuchni, oniemiała. Cóż to był za widok! Całe 

pomieszczenie tonęło w zabawkach. Oprócz małego stolika z krzesełkami, które stały 

na środku, zagradzając dostęp do pieca, stał też drewniany koń na kółkach. Miał 

sztywne nogi i ogon z juty. Hilda posadziła Hugo na końskim grzbiecie, a Isac trzymał 

za lejce i wołał: „Prr!” „Wio!”, i cmokał. Hilda zaś ciągnęła. Hugo trzymał się mocno, 

jak tylko potrafił, ale gdy zobaczył Elise, zapomniał się i spadł na podłogę, uderzając 

w płacz.

Elise rzuciła się mu na pomoc i podniosła synka, posyłając Hildzie pełne 

wyrzutu spojrzenie.

background image

- Chyba powinnaś wiedzieć, Hildo, że Hugo jest jeszcze za mały, by potrafił 

się sam trzymać.

- Przepraszam, ale tak nam było wesoło.

Hugo nie uderzył się na szczęście groźnie i szybko się uspokoił, po czym znów 

chciał, by go posadzić na końskim grzbiecie. Tym razem jednak Elise trzymała go tak, 

by nie upadł.

- Dowiedziałaś się czegoś? - Hilda popatrzyła na nią w napięciu.

- Nie od Carlsenów, lecz od pani Borresen. Wczoraj razem z jakąś dziewczyną 

z przędzalni widziały Emanuela, jak w towarzystwie jakiegoś jaśnie pana jechał 

dorożką Hansena w stronę miasta.

Hilda zrobiła wielkie oczy.

- W stronę miasta? Przecież on się wybierał do restauracji Hasselbakken?

- Przypuszczam, że przyjechał jego ojciec i go zabrał. Musiało się wydarzyć 

coś poważnego, skoro nie mieli czasu mnie powiadomić. Może śpieszyli się na 

pociąg?

Hilda zmarszczyła czoło.

- Ale w takim razie zatelefonowałby rano do kantoru.

- Może zatelefonował już po moim wyjściu. Hilda wciąż nie była do końca 

przekonana.

- Co powiedzieli Carlsenowie? Nie wydaje im się dziwne, że nic nie wiedzą, 

co się dzieje z Emanuelem?

- Pani i pana Carlsenów nie zastałam w domu, rozmawiałam jedynie z 

Karolinę, która zachowywała się jak zwykle nieznośnie. Ośmieszała mnie i 

sugerowała, że Emanuel miał jakąś nocną przygodę. Wydało mi się dziwne, że nie 

wykazała najmniejszego zmartwienia. Bo przecież skoro najpierw pytał o niego 

Schwencke, a ode mnie dowiedziała się, że Emanuel nie stawił się w pracy, powinna 

się przynajmniej zdziwić i przestraszyć o niego, ona także. Mimo wszystko są 

zaprzyjaźnieni od wielu lat. Mało tego, Karolinę była w nim zakochana, o ile jej już 

przeszło.

- Niczemu się nie dziwiła?

- Nie, w ogóle. Dlatego zastanawiam się, czy czasami nie wie czegoś, ale nie 

chce mi o tym powiedzieć.

- Jak to? Myślisz, że ona wie, gdzie jest Emanuel, i ukrywa to przed tobą?

Elise pokiwała głową.

background image

- Po tej złośliwej jędzy można się spodziewać wszystkiego. Stać ją na to, by 

mnie zwodzić w taki sposób.

- Może pan Ringstad zabrał Emanuela ze wzgórza, a on poprosił Carlsenów, 

by powiadomili ciebie i Schwenckego.

Elise zastanawiała się przez chwilę, po czym przyznała siostrze rację.

- To brzmi całkiem prawdopodobnie. Teraz zaczynam rozumieć, dlaczego o 

niczym nie wiemy, a Karolinę zachowała się tak, jak się zachowała. Nie pojmuję 

jedynie, dlaczego Carlsenowie nie przekazali tej wiadomości w zakładach Myren. 

Przecież Emanuel ryzykuje utratę posady. - Zamyśliła się ponownie. - Zbiłam 

Karolinę z tropu, gdy zwróciłam uwagę, że Emanuel może stracić pracę. Może 

ruszyło ją sumienie?

- Moim zdaniem powinnaś pójść jeszcze raz do zakładów. Może oni 

dowiedzieli się czegoś już po twoim wyjściu.

Elise wzdrygnęła się.

- Nie, nie zdobędę się na to. Gdybyś widziała te spojrzenia, jakimi mnie 

obrzucali, nie proponowałabyś mi tego. Najwyraźniej byli przekonani, że Emanuel 

zrobił sobie skok w bok na jedną noc. Najstarszy kancelista popatrzył na mnie ze 

współczuciem, a jacyś robotnicy sądzili, że przyszłam odebrać wypłatę, zanim mąż ją 

przepije. Mało się nie spaliłam ze wstydu.

- Skoro Emanuel tak się śpieszył, to znaczy, że coś się stało z jego matką. 

Może umarła?

- Albo jest umierająca. To by wyjaśniało całe zamieszanie. Może w ciągu dnia 

dowiem się czegoś więcej. Co ty, na Boga, zamierzasz zrobić z tymi wszystkimi 

zabawkami? Trudno nawet dojść do pieca.

Hilda roześmiała się.

- Czy to nie wspaniałe? Chłopcom starczy zabawek na parę lat. Dostałam też 

nawet pudło z jedzeniem, pierzynkę i poduszkę do łóżeczka Isaca, i mnóstwo ubrań. Z 

niektórych niebawem wyrośnie, za to będą dobre dla Hugo.

Elise ożywiła się.

- Mogę zobaczyć?

- Leżą w sypialni na naszym łóżku.

Elise weszła pośpiesznie do sypialni. Na brązowym małżeńskim łożu leżał 

stos ubrań dziecinnych, malutkie ubranka i koszulki, które wyglądały jak miniaturki 

ubrań dla dorosłych, do tego buciki, niskie i wysokie, sweterki, czapeczki i 

background image

pończoszki. Tych ubranek wystarczyłoby dla gromadki dziesięciorga rodzeństwa. 

Wzięła do ręki jasnoniebieski sweterek z mięciutkiej wełny i czapeczkę do kompletu. 

Nie widziała jeszcze czegoś równie ślicznego.

Odłożyła ubranko i powiodła spojrzeniem za okno. Znów naszły ją 

niespokojne myśli związane ze zniknięciem Emanuela. Jeśli jego mama umrze, zanim 

zdąży porozmawiać i pogodzić się z synem, Emanuel będzie bardzo cierpiał. Może 

nawet obarczy się winą za to, że mama doznała zawału serca i ją sparaliżowało. Kto 

wie, czy nie będzie żałował, że opuścił dom znienacka, pod wpływem impulsu.

Przypomniała sobie jednak także, jaki był rozgoryczony i pełen nienawiści, 

gdy opowiadał o tym, do czego dopuszczała się matka przez wszystkie te lata. Może 

wcale nie będzie rozpaczał po jej śmierci?

Usłyszała tupanie na ganku, a potem chłopcy otworzyli drzwi do kuchni i 

zatrzymali się w progu, wydając z siebie okrzyki zdziwienia. Pośpiesznie wróciła do 

kuchni, by zobaczyć ich reakcję na spotkanie z Braciszkiem, pierwsze od czasu, gdy 

ich opuścił.

Stanęła w drzwiach. Peder rozpromienił się, Evert zachowywał rezerwę, a 

Kristian nie krył radości. Isac patrzył na nich bez słowa. Wydawał się trochę 

przestraszony, ale i zaciekawiony dużymi chłopakami. Chłopcy zachowali się 

rozsądnie i na początku stanęli z boku. Po chwili jednak Peder nie zdołał się opano-

wać, uklęknął i podszedł na czworakach do malucha.

- Cześć, Braciszku! Pamiętasz mnie? Jestem twoim wujkiem! - Spojrzał 

zdziwiony na Hildę i dodał: - Myślałem, że on będzie mniejszy. Czyżby jadł za dużo?

Hilda zaśmiała się.

- Ma już ponad półtora roczku. Gdy byłeś w jego wieku, byłeś równie duży.

Peder przyglądał się Isacowi uważnie.

- Naprawdę? Też miałem takie wielkie oczy i maleńki nosek?

- Miałeś jeszcze większe oczy i dużo mniejszy nos - drażniła się z nim Hilda.

Ale Peder się tym nie przejął. Podniósł dłoń i ostrożnie pogłaskał Isaca po 

policzku, mówiąc:

- Moim zdaniem on jest słodki!

W tej samej chwili Isac uśmiechnął się od ucha do ucha. Peder odwzajemnił 

się mu równie promiennym uśmiechem.

- Widzieliście? Uśmiechnął się do mnie. Zdaje się, że mnie polubił.

Elise wtrąciła się do rozmowy.

background image

- Oczywiście, że cię polubił. Dlaczego miałby cię nie lubić? Przecież ty 

zawsze jesteś bardzo miły dla młodszych dzieci.

Hugo wyciągnął ręce do Kristiana, uważając najwyraźniej, że jego towarzysz 

zabawy skupił na sobie zbyt wiele uwagi. Kristian podniósł go i wziął na ręce.

- Nie przejmuj się, Hugo. Za chwilę Peder zapomni o twoim nowym koledze i 

znów będziesz jego pieszczochem.

Elise patrzyła to na jednego, to na drugiego brata i czuła, jak ze wzruszenia 

ś

ciska ją w gardle. Jakie to życie jest dziwne! Człowiek nie ma nawet pojęcia, ile 

może się zdarzyć.

Nagle przypomniał jej się wiersz, którego uczyła się w szkole:

Chcąc pokonać smutek, krocz po cichu.

Wnet minie, wnet otoczy cię i wnet go przezwyciężysz.

ROZDZIAŁ CZWARTY

Tymczasem we dworze Stangerud niedaleko Kongsvinger Emanuel stał przy 

oknie na piętrze i wpatrywał się w oszronione pola. Bolała go głowa, miał mdłości i w 

ogóle czuł się okropnie. Zupełnie jakby znalazł się w pułapce, z której nie było 

ucieczki.

Co pomyślała sobie Elise, gdy otrzymała wiadomość od Carlsenów? Elise nie 

jest małostkowa, zrozumie, że musiał pojechać z ojcem Signe, gdy się dowiedział, że 

Signe umiera. Tylko że Elise nie wie jeszcze wszystkiego...

Westchnął rozdygotany. Jak to możliwe, żeby mieć takiego pecha?

Ojciec Signe zażądał od niego, by zajął się dzieckiem, jeśli córka umrze. 

Oznajmił, że wraz z żoną są za starzy, by brać na siebie odpowiedzialność za 

wychowanie małego dziecka. Poza tym naturalne jest, by opiekę w takim wypadku 

przejął ojciec dziecka, czyli Emanuel.

Jak zareaguje Elise, gdy wrócę do domu z dzieckiem Signe? Nie dość, że ją 

zdradziłem, a potem porzuciłem i przeniosłem się z Signe do Ringstad, to teraz na 

dodatek sprowadzę do domu dziecko tamtej?

Z dużym trudem udało mu się przekonać Elise, że naprawdę chce do niej 

powrócić. Była twardsza, niż przypuszczał, i postawiła swoje warunki. Pięcioro dzieci 

w domu wystarczy z nawiązką. Trudno oczekiwać, że Elise zaopiekuje się jeszcze 

jednym, zwłaszcza że to dziecko kobiety, z którą ją zdradził.

Czuł się tak, jakby przygniotło go ciężkie brzemię. I to teraz, kiedy wydawało 

background image

mu się, że wreszcie wychodzi z mroku i zaczyna widzieć świat w jaśniejszych 

barwach. Awantura z mamą wiele go kosztowała, ale nie żałował. Powinien 

przywołać ją do porządku już przed wielu laty. Ubolewał, że skutki tej kłótni okazały 

się dla niej tak dotkliwe. Nie czuł się jednak winny, że mama nie mogła znieść 

sprzeciwu z jego strony i rozchorowała się, gdy postawił na swoim. Właściwie poczuł 

się wreszcie wolny i lżej mu się zrobiło na sercu po powrocie do Kristianii. Jego 

miejsce było przy Elise, kochał ją i z nią chciał dzielić życie. Romans z Signe opierał 

się wyłącznie na cielesnym pożądaniu, nie miał nic wspólnego z miłością. Wstydził 

się tego i na samo wspomnienie ogarniał go wstręt. Gdyby nie choroba Signe, 

najchętniej wyrzuciłby z pamięci ten epizod ze swojego życia, pozwoliłby jej 

zatrzymać syna, licząc na to, że będzie dorastać bezpiecznie i w dostatku we dworze 

Stangerud pod opieką babci i dziadka.

Teraz poczuł się tak, jakby jego przyszłość legła w gruzach. Nie może pojawić 

się u Elise z jeszcze jednym dzieckiem, skoro ona ma już ich tyle pod opieką. Jensine 

ma dopiero dwa miesiące, a synek Signe siedem miesięcy, Hugo zaś niewiele ponad 

rok. Do tego Peder, który kuleje z nauką, Evert, sierota, którym się zaopiekowali. 

Marna pociecha, że Kristian jest w miarę samodzielny, bo przecież on też nadal 

potrzebuje jedzenia i ubrań. Poza tym gdy wróci na dobre do Elise, trzeba się liczyć, 

ż

e urodzą im się kolejne dzieci. Słyszał od kolegów o sposobach, by temu zapobiec, 

ale po pierwsze były zabronione, a po drugie niebezpieczne dla kobiety.

Mimo że nad rzeką wiele rodzin miało gromadkę dziesięciorga i dwanaściorga 

dzieci, dla Elise byłoby to za duże obciążenie. Aż taka silna nie jest. Zresztą on też 

nie. Żadne z nich nie zniosłoby, gdyby ich dzieci głodowały albo musiały siedzieć w 

domu z powodu braku ubrań i butów, nie mogąc nawet uczestniczyć w 

obowiązkowym nauczaniu szkolnym.

Pamiętał dobrze te rodziny, które odwiedzał jako oficer Armii Zbawienia. 

Małą dziewczynkę, którą uszczęśliwiła sukienka ofiarowana jej przez samarytankę. 

Kiedy dumna dziewczynka przyszła następnego dnia do szkoły, jedna z jej koleżanek 

z klasy rozpoznała swoją sukienkę, którą matka przekazała Armii Zbawienia, nic jej o 

tym nie mówiąc. Rozgniewana rzuciła się na ubogą koleżankę i podarła sukienkę na 

strzępy. Odwiedził tę biedną rodzinę właśnie tamtego feralnego dnia i nigdy nie zapo-

mni wyrazu twarzy tej małej dziewczynki.

Podobne historie można by mnożyć: o dzieciach jadających jedynie kaszę na 

wodzie, które szły do szkoły w pożyczonych butach, o bladych, posiniałych z zimna 

background image

dzieciach, które miały bose nogi nawet w najgorsze mrozy. Na samą myśl 

przechodziły go ciarki. Ryzykuje, że też popadnie w taką nędzę, jeśli ojciec nadal nie 

zechce udzielić mu pomocy, a będzie musiał wziąć ze sobą Sebastiana i Elise okaże 

wspaniałomyślność, mimo wszystko przyjmując go z powrotem. Pensja kancelisty jest 

skromna. Przy sześciorgu dzieciach i czynszu za dom na Hammergaten nie zdołają 

związać końca z końcem. Chyba że Elise podejmie stałą pracę, ale kto wówczas 

przypilnuje dzieci? Mało kto miał naraz dwoje niemowląt.

Dziwny pomysł z tym pisaniem książek. Jak w ogóle mogła pomyśleć, że uda 

się jej z tego utrzymać? Poza tym tylko się narazi na śmieszność, o ile w ogóle ktoś 

przyjmie jej opowiadania do druku. Ale że się ośmieszy, to jedna sprawa, gorzej, że 

narazi się na wyzwiska i pogardę. Niewiele kobiet zdołało wydać książkę, a te, którym

się to udało, pochodziły z wyższych sfer, były bardzo wykształcone i wspierali je 

mężczyźni.

Biedna Elise, oby tylko okazała się dość silna, by znieść krytykę. Najlepiej by 

było, gdyby jej zwrócono rękopis, a ona zrozumiała raz na zawsze, że pisanie nie jest 

zajęciem dla niej. Może dostanie pracę w mleczarni w Sagene, a może zatrudni się 

jako pomoc domowa w jakimś domu u bogatych ludzi, gdzie pracuje sporo 

pokojówek. Musi w każdym razie zdobyć jakąś płatną pracę, jeśli mają nakarmić tyle 

osób. Jego pensja nie wystarczy.

Pokręcił głową zrezygnowany. Jak sobie poradzimy z tym wszystkim? - 

zastanawiał się. Elise wykazała się wspaniałomyślnością, zgadzając się, by wrócił. 

Ale trudno sobie wyobrażać, że przyjmie też Sebastiana.

Jeśli jednak się nie zgodzi, nie będzie miał innego wyjścia jak powrót do 

Ringstad. Sam nie da rady zaopiekować się niemowlęciem. Mama na pewno zapomni 

o wszystkim i wyzdrowieje, jeśli wróci z dzieckiem Signe, „dziedzicem”, jak go 

nazywała. Ojciec poczuje ulgę, a życie we dworze potoczy się po dawnemu. Ucierpi 

na tym jedynie on sam.

Zresztą pewnie nie zasłużył na nic lepszego za swoje postępki. Może najlepiej 

od razu zwolnić się z posady w biurze zakładów Myren. Kiedy zatelefonował tam, by 

się usprawiedliwić, że nie przyjdzie dziś do pracy, nikt nie podniósł słuchawki. 

Spróbuje zatelefonować później.

Pocieszała go jednak myśl, że Karolinę obiecała powiadomić Schwenckego i 

Elise. Szkoda, że tak się złożyło, że zawiódł Schwenckego. To taki porządny i 

sympatyczny człowiek, z którym miał nadzieję spotykać się częściej.

background image

Nie żałuje jedynie, że będzie się musiał wyprowadzić od Carlsenów. Ostatnio 

było mu tam coraz gorzej. Nie dość, że Karolinę otwarcie okazywała mu 

zainteresowanie, to jeszcze Oscar Carlsen zaczął wyraźnie zabiegać, by został jego 

zięciem. Doprawdy dziwne. Można by sądzić, że mężczyzna, który ma dziecko z 

ubogą robotnicą i drugie z kochanką, a do tego piętno rozwodnika, jest ostatnim 

kandydatem, którego Carlsenowie mogliby sobie życzyć na męża dla swej jedynaczki. 

Widocznie jednak silniejsze było pragnienie, by kiedyś w przyszłości ich córka 

została gospodynią we dworze. Karolinę zawsze uwielbiała przyjeżdżać do Ringstad i 

wcale tego nie kryła. Nauczyła się jeździć konno i dobrze się czuła na wsi.

Na schodach rozległy się kroki. Odwrócił się, kiedy usłyszał pukanie i odgłos 

otwieranych drzwi.

Wszedł ojciec Signe. Emanuel go nie lubił. Od początku nie czuł do niego 

sympatii, a niechęć do tego człowieka tylko się w nim pogłębiła, gdy poprzedniego 

dnia zażądał, by Emanuel wsiadł natychmiast do dorożki. Zdążyłby spokojnie po-

wiadomić Elise, bo jak się okazało, do odjazdu pociągu pozostało sporo czasu. 

Domyślał się, że to Signe kazała ojcu go przywieźć. Zapewne jego własna matka 

postąpiłaby tak samo.

- Signe pyta o ciebie - oznajmił, posyłając Emanuelowi oskarżycielskie 

spojrzenie. - Posłaliśmy po doktora, bo znów mocniej gorączkuje.

Emanuel podszedł do drzwi, zmuszając się do zachowania uprzejmości.

- Nie macie państwo żadnych podejrzeń, co jej dolega?

- Moja żona przypuszcza, że to tyfus. Jedna z naszych służących umarła na to 

w ubiegłym roku. Też miała wysoką gorączkę, i to przez wiele tygodni, była 

nieprzytomna i krwawiła z... no wiesz, z odbytu.

Emanuel zamilkł. Obawiał się kolejnego spotkania z Signe. Wczoraj 

wieczorem powitała go bowiem bardzo nieprzyjemnie. Mimo wysokiej gorączki 

wylała na niego całą złość i zarzuciła niewierność. Nadal uważała się za panią 

Ringstad, synową z dworu Ringstad, matkę młodego dziedzica. Miała prawo oskarżać 

go o zdradę. Nie dochodziło do niej nawet, że sama przyczyniła się do tego, iż został 

wygnany z rodzinnego domu, a już w ogóle nie dopuszczała do siebie myśli, że 

odebrała męża innej kobiecie.

Idąc długim korytarzem, ojciec Signe nie przestawał przemawiać do niego z 

pretensją w głosie.

- Moja żona uważa, że to właśnie smutek i rozpacz wywołały u Signe chorobę. 

background image

Zdrada pozostawia głęboki ślad w sercu młodej kobiety.

Zatrzymał się i stanąwszy naprzeciwko Emanuela, zapytał:

- Czy kiedykolwiek się zastanowiłeś, co ona przeżyła? Naiwna i niewinna 

poszła na tańce z żołnierzami pełniącymi straż na granicy, a tam została uwiedziona 

przez urodziwego żołnierza, który nawet słowem się nie zająknął, iż jest żonaty. 

Opierała mu się stanowczo, ale w końcu uległa jego nagabywaniom. Wiele młodych 

dziewcząt postąpiło podobnie, mało która jednak miała takiego pecha jak moja Signe.

Emanuel otworzył już usta, by zaprotestować, bo gdyby Signe nie użyła 

wszelkich sposobów, aby go zwabić, nigdy by się nie posunął tak daleko. Pamiętał 

dobrze, jak go kusiła, podciągając spódnicę i pokazując mu nagie łydki, a nawet uda. 

Kładła się na trawie i zdejmowała sweter, pozostając jedynie w cieniuteńkiej bluzce. 

Doprawdy nie była ani naiwna, ani niewinna, przeciwnie, Emanuel wnet się 

przekonał, że nie był tym pierwszym.

Powstrzymał się jednak od protestów. Co to pomoże? Pozostaną jej słowa 

przeciwko jego słowom. A ojciec Signe, wiadomo, uwierzy swojej córce.

- Doprawdy, Emanuelu, ubolewam - ciągnął. - Od pierwszej chwili bardzo cię 

polubiliśmy i uważaliśmy, że jesteście z Signe dla siebie stworzeni. Gotowi byliśmy 

puścić w niepamięć to, że byłeś żonaty, oddzielić grubą kreską twoją przeszłość. Za-

chwyciliśmy się dworem w Ringstad, a twoi rodzice wydali się nam mili i 

sympatyczni. Wszystko ułożyłoby się dobrze, gdybyś nie dał się na powrót zwabić tej 

nędznej kobiecie z robotniczej dzielnicy w Kristianii.

Emanuel poczuł, jak ze złości oblewa się purpurą.

- Ona mnie nie zwabiła, wróciłem do niej z własnej woli. Prawdę mówiąc, ona 

w ogóle nie chciała się na to zgodzić. To ja nie mogłem już dłużej wytrzymać z moją 

matką i Signe pod jednym dachem. Zrozumiałem, że popełniłem błąd. Życie stało się 

dla mnie nie do zniesienia, zrobiłem się nieprzyjemny, a każdy dzień był dla mnie 

torturą. Odbiło się to na nas wszystkich i sądzę, że z czasem stosunki między nami 

tylko by się pogorszyły. Signe i ja zbyt mocno się różnimy, właściwie w ogóle do 

siebie nie pasujemy.

Na te słowa ojciec Signe poczerwieniał ze złości.

- A jak sądzisz, kto może sobie pozwolić na to, by się ożenić z kimś, kto do 

niego pasuje? Skoro się dokonało wyboru, trzeba przy nim trwać na dobre i na złe. 

Dostosować się - dodał, po czym odwrócił się do niego plecami i ruszył dalej koryta-

rzem.

background image

Właśnie, pomyślał Emanuel, nie mówiąc jednak tego na głos. Rodzice Signe 

byli świadomi, że Elise nadal jest jego żoną, zachowywali się jednak tak, jakby w 

ogóle nie mieli o tym pojęcia.

W niewietrzonym pewnie od wielu dni pokoju panował zaduch. Emanuel 

poczuł, że się dusi. Signe była przeraźliwie blada, pod oczami miała sińce, a oczy 

błyszczały jej w gorączce. Pociła się, włosy przykleiły się jej do czoła. Kiedy był tu 

poprzedniego wieczoru, paliła się tylko jedna lampa naftowa, teraz zaś przez duże 

okno wpadało ostre wiosenne słońce, wydobywając na wierzch wszystkie szczegóły.

Na widok ojca Signe rozpłakała się.

- Pomóż mi, tato! Nie chcę umierać! - Głos jej się łamał i za - szlochała w 

pierzynę.

- Dobrze już, dobrze, Signe, kochanie. Oczywiście, że nie umrzesz. Posłaliśmy 

już po doktora Fladeby. Zaraz tu będzie i przywiezie dla ciebie nowe lekarstwa. Nie 

widzisz, kogo ci tu przyprowadziłem? Wrócił Emanuel i bardzo ubolewa nad tym, co 

się stało. Zaglądał tu do ciebie już wczoraj wieczorem, ale wtedy majaczyłaś coś w 

gorączce i nawet go nie poznałaś. Emanuel nie jest już w Kristianii, Signe. Jest tu, u 

ciebie.

Signe ukryła twarz w poduszce.

- Nie chcę go widzieć na oczy, tato. On jest zły. Każ mii wyjść! On mnie 

zawiódł i zostawił dla tej dziwki znad Aker. Jak mogłeś pomyśleć, że chciałabym, aby 

wrócił?

- Kochana Signe, maleńka, znów nie wiesz, co mówisz. Przecież tu stoi twój 

mąż, ojciec małego Sebastiana. Nie poznajesz Emanuela? To ta choroba tak cię 

otumaniła!

Signe pokręciła głową wtulona w poduszki i słychać było jedynie zduszony 

szloch.

Ojciec Signe odwrócił się do Emanuela.

- Zostawię was na chwilę samych, ale biada ci, jeśli ją zdenerwujesz.

Posłał mu ostrzegawcze spojrzenie i skierował się w stronę drzwi.

Emanuel usiadł na stojącym przy łóżku krześle. Nie wiedział, co powiedzieć, 

czuł się tu obco i nieporadnie. Powinien jej współczuć, ale padło między nimi zbyt 

wiele ostrych słów. Słów, które ciskała mu w złości za każdym razem, gdy nie dostała 

tego, czego chciała, a które z czasem zabiły pozytywne uczucia, jakie żywił wobec 

niej.

background image

- Za chwilę przyjedzie doktor, Signe. Na pewno ci jakoś pomoże.

Odwróciła lekko twarz w jego stronę i popatrzyła oczami ziejącymi 

nienawiścią.

- Idź sobie! Nie chcę cię widzieć! Jesteś nędznym tchórzem! Wracaj do tej 

twojej dziwki do Kristianii, na nic więcej nie zasługujesz. Możesz sobie tam mieszkać 

wśród pijaków i włóczęgów! Twoje miejsce jest na śmietniku.

Wybuchnęła płaczem i wyczerpana opadła na poduszki.

W tym samym momencie otworzyły się drzwi i do sypialni weszła matka 

Signe. Zapewne stała na zewnątrz i podsłuchiwała, bo była bardzo wzburzona. Jej 

zwykle blada twarz pokryła się czerwonymi plamami. Piskliwym głosem zawołała:

- Co ty robisz, Emanuelu? Nie widzisz, że jest ciężko chora? Przecież surowo 

ci zakazaliśmy jej denerwować. To może ją zabić.

Wstał.

- Powiedziałem jedynie, że zaraz przyjedzie doktor.

- Słyszałam jej wzburzony głos. Płakała i kazała ci stąd odejść.

- Zgadza się.

Matka Signe obrzuciła go piorunującym spojrzeniem.

- Dziwi cię to, że nie może znieść twojego widoku po tym, co jej zrobiłeś?

- Nie, ale nie przyjechałem tu z własnej woli. Sprowadził mnie tu jej ojciec.

- Co z ciebie za człowiek? Wpędzasz w kłopoty młodą niewinną dziewczynę, 

a potem uciekasz, jakby się nic nie stało? Wstydu nie masz? Sumienia? Jesteś 

odpowiedzialny za małego Sebastiana i przyjmij to do wiadomości! Jeśli sam tego nie 

zrozumiesz, zawiozę go do Kristianii i zostawię ci go przed drzwiami.

- Sebastian jest mój - zaszlochała Signe.

- Tak, kochanie, oczywiście, że twój.

Matka usiadła na brzegu łóżka i pogłaskała Signe po głowie.

- Chyba rozumiesz, że zdenerwowałam się na Emanuela. Nie uchodzi się tak 

zachowywać. Kto to widział?

- Dlaczego mówisz, że Sebastian... - Głos jej osłabł i nie dokończyła zdania. 

Wydawała się całkiem wyczerpana. - Chcę go tu mieć przy sobie - wydusiła z siebie 

szeptem.

- Powiedziałam tak tylko dlatego, że straciłam panowanie nad sobą, Signe. 

Naturalnie, że Sebastian tutaj zostanie. - Odwróciła twarz do Emanuela i dodała z 

wyrzutem: - Sam widzisz, do czego doprowadziłeś. Tylko jej się pogorszyło. Niechby 

background image

doktor przyjechał czym prędzej!

Matka wyjęła chusteczkę i wytarła nos.

- Chyba będzie lepiej, jeśli stąd wyjdę - odezwał się Emanuel i poruszył się 

niespokojnie. - Signe nie jest zadowolona z mojej obecności.

Matka przytaknęła.

- Idź i porozmawiaj z ojcem. Ma ci coś do powiedzenia.

Powoli skierował się ku drzwiom. Zanim opuścił pokój, odwrócił się raz 

jeszcze w stronę łóżka, na którym leżała chora, i rzekł:

- Gdybyś czegoś ode mnie chciała, Signe, będę w pobliżu.

ROZDZIAŁ PIĄTY

Przed wyjściem Elise zarzuciła szal na ramiona. Chłopcy byli w pracy, a Hilda 

z Reidarem pilnowali najmłodszych. Musiała, niestety, jeszcze raz udać się do 

zakładów Myren, mimo że zdecydowanie wolałaby tego uniknąć. Od jutra jednak 

zaczyna pracę u wdowy Borresen, a wówczas zupełnie nie będzie miała możliwości, 

by tam pójść w ciągu dnia. Nie obawiała się już wprawdzie, że Emanuelowi 

przytrafiło się jakieś nieszczęście, musiała się jednak upewnić, czy w biurze zostali o 

tym powiadomieni.

Jeśli nie, to trochę podkoloryzuje rzeczywistość i uda, że dostała wiadomość 

od męża. Powie, że coś się stało w jego rodzinie i nie zdążył uprzedzić o swoim 

wyjeździe, bo śpieszył się na ostatni pociąg. Nie może ryzykować, że Emanuel straci 

posadę, którą dostał z takim trudem.

Bez wózka szybko pokonała drogę do zakładów. Ociepliło się trochę i w 

powietrzu nie czuło się wilgoci. Jak dobrze, że słońce coraz później zachodzi! Od 

ś

wiąt Bożego Narodzenia dzień się znacznie wydłużył.

Na pewno wszystko się jakoś poukłada. Emanuel z jakiegoś ważnego powodu 

musiał wyjechać, ale bez wątpienia niebawem wróci. Za niewiele ponad miesiąc 

przeprowadzą się do domu na Hammergaten, a od jutra ona zacznie pracować. Nie ma 

co się martwić na zapas, bo na ogół wszystko się jakoś w końcu układa. Z daleka 

dostrzegła budynki. W zakładach Myren dzień pracy jeszcze nie dobiegł końca. Miała 

nadzieję, że kanceliści nie poszli jeszcze do domu. Najlepiej byłoby zastać tylko tego 

miłego starszego pana. Z niechęcią myślała o wścibskich spojrzeniach Mortensena i 

kancelisty w za ciasnym garniturze.

Stała chwilę, nim zdobyła się na odwagę i zapukała do drzwi. Usłyszała głos 

background image

starszego pana, więc odważniej wkroczyła do środka.

W biurze siedzieli wszyscy trzej.

Najstarszy kancelista uśmiechnął się na jej widok.

- O, pani Ringstad! Gdyby miała pani telefon, zadzwonilibyśmy do pani. 

Rozmawialiśmy z pani mężem.

Dzięki Bogu, nie będę się musiała o nic dopytywać, pomyślała.

- Ja także już się dowiedziałam wszystkiego - odpowiedziała pośpiesznie. - 

Nie byłam tylko pewna, czy mąż miał sposobność skontaktowania się z panami.

- Dzwonił do nas wcześnie rano, ale nas nie zastał. Potem jednak zadzwonił 

ponownie. Doprawdy smutna sprawa, że tak to wszystko wyszło. Z tego, co 

zrozumiałem, śpieszył się na ostatni pociąg i nawet pani nie zdążył powiadomić o 

wyjeździe.

Elise przytaknęła, zastanawiając się, czy pani Ringstad leży na łożu śmierci, 

czy już umarła. Nie może przecież o to zapytać, skoro udawała, że o wszystkim wie. 

Powinna była wstrzymać się nieco z tym kłamstwem.

- Przykro mi, że to się stało teraz, kiedy dopiero co zaczął u państwa 

pracować.

Mężczyzna uśmiechnął się przyjaźnie.

- Bardziej należy współczuć panu Ringstadowi, ale cóż, takie jest życie. 

Podobno koniec jest bliski, pewnie więc będzie musiał zostać na miejscu aż do 

pogrzebu.

Elise znów pokiwała głową, zadowolona, że mimo wszystko uzyskała 

odpowiedź. Odwróciwszy się w stronę drzwi, uśmiechnęła się przepraszająco i rzuciła 

na odchodnym:

- Przepraszam w imieniu mojego męża. Do widzenia.

W drodze do domu zastanawiała się, jak powinna się zachować. Ojciec 

Emanuela zawsze był dla niej dobry i miły. Podarował jej całe trzysta koron, kiedy 

było jej najciężej, no i kupił jej maszynę do szycia. Myśląc o pani Ringstad, czuła 

jedynie rozgoryczenie. Natomiast wobec ojca Emanuela pragnęła być uprzejma i miła 

i okazać mu swoją wdzięczność. Przecież on nie ponosi winy za to, że Emanuel 

związał się z Signe, co do tego nie miała żadnych wątpliwości. Nie jest także winny 

temu, że jego żona okazała jej tyle pogardy. Nie był takim snobem jak ona.

Nie mogę jechać na pogrzeb w sytuacji, gdy przyjaciele i krewni są 

przekonani, że to ja wywołałam konflikt w rodzinie. Nie mogę też wysłać telegramu, 

background image

bo przecież nie wiem, czy pani Ringstad wydała już z siebie ostatnie tchnienie. Może 

będzie dogorywać jeszcze przez parę dni. Jedyne, co mi pozostaje, to napisać 

przyjazny, pełen współczucia list. Dla ojca Emanuela będzie wielkim ciosem, gdy 

zostanie wdowcem. Bo chociaż jego żona była trudna we współżyciu, z pewnością 

przywykł do niej i po jej odejściu poczuje pustkę i samotność.

Pomyślała ze smutkiem o tym, że Emanuel przez resztę życia będzie musiał 

dźwigać brzemię kłótni z matką. Jacy ludzie są żałośni, że tak uprzykrzają sobie 

nawzajem życie. I to nawet ci, którzy nie mają żadnych powodów do zmartwień. A 

może właśnie dlatego są tacy? Im lepiej się ludziom powodzi, tym bardziej są 

skoncentrowani na sobie.

Zaraz jak wrócę do domu, siądę i napiszę miły list do pana Ringstada, 

postanowiła. Wspomnę o maleńkiej Jensine, która rośnie jak na drożdżach i z dnia na 

dzień jest coraz bardziej podobna do swojego taty. Ma takie same niebieskie oczy i 

ładne rysy twarzy. Opiszę też wzruszające spotkanie Hugo i Isaca, napomknę o 

Pederze i o jego nowych pomysłach, jak się nauczyć czytać, pochwalę Kristiana, który 

stał się bardzo dojrzały, a także przytoczę niektóre opinie Everta wypowiadającego się 

z dziecinną dorosłością.

Każde z dzieci jest inne, myślała, ale każde daje mi jakiś powód do dumy, nie 

mając często o tym pojęcia.

Poprawił jej się humor, gdy tak sobie o tym rozmyślała. Uświadomiła sobie 

nagle, że podśpiewuje pod nosem Odważ się i bądź jak Daniel, piosenkę, której 

nauczyła się na nabożeństwach Armii Zbawienia.

Kiedy weszła do kuchni, Jensine popłakiwała, natomiast Isac i Hugo jedli 

kolację. Hilda, która znów przygotowała im coś smacznego, popatrzyła na nią z 

poczuciem winy.

- Wiesz, to pierwszy dzień - usprawiedliwiła się i uśmiechnęła do niej ciepło.

Reidar wydawał się nieco oszołomiony tym, że w kuchni roi się od dzieci, ale 

starał się nie dawać tego po sobie poznać i pomagał, na ile potrafił.

- Dowiedziałaś się czegoś? - zapytała Hilda z napięciem w głosie, wkładając 

Braciszkowi do buzi kawałeczek chleba z dużą ilością masła.

- Tak. Słusznie się domyślałyśmy, że śpieszył się na ostatni pociąg do domu. 

Jego matka leży na łożu śmierci, o ile już nie umarła.

- Dziwne, że tak się szybko zawinęła. Przecież już było z nią lepiej.

- Przy chorobach serca nigdy nie wiadomo - wtrącił się Reidar.

background image

Hilda ożywiła się nagle.

- Emanuelowi i tobie, Elise, będzie teraz znacznie łatwiej - rzekła. - Jego 

ojciec nigdy nie miał nic przeciwko tobie, prawda? Na pewno wesprze was trochę 

finansowo. Wreszcie będzie mógł robić to, co zechce. Może nawet przeprowadzicie 

się do Ringstad i z czasem zostaniesz gospodynią w okazałym dworze? - roześmiała 

się.

Elise popatrzyła na nią przerażona.

- Jak możesz mówić takie rzeczy? Przecież ja nawet nie wiem, czy ona 

naprawdę umarła, a ty już rozważasz kwestię spadku.

- Emanuel nie wyjechałby w takim pośpiechu, gdyby sytuacja nie była 

poważna. Równie dobrze możesz więc od razu spojrzeć prawdzie w oczy, Elise. Jeśli 

stanie się tak, jak wspomniałam, będziemy was odwiedzać w Boże Narodzenie i 

latem. Dzieci będą skakać na sianie, przyglądać się dojeniu krów, a może nawet 

nauczą się jeździć konno. Zapomniałaś, jacy wróciliście zachwyceni, gdy 

odwiedziliście Ringstad po raz pierwszy? Pamiętam, jak wam wtedy zazdrościłam.

- Emanuel nigdy nawet słowem nie wspomniał, żebyśmy mieli kiedykolwiek 

przeprowadzić się do Ringstad. Zresztą wydaje mi się, że on wcale nie ma na to 

ochoty i pewnie nie jest to możliwe. Mimo że jego ojciec odnosi się do mnie 

przyjaźnie, to nie wystarczy, by uznać ubogą robotnicę za synową. Uważam zresztą 

takie rozmowy za niestosowne. W obliczu śmierci należy zachować szacunek.

Hilda zamilkła, Elise zaś wyjęła Jensine z kołyski, żeby ją przewinąć i 

nakarmić.

A kiedy już ułożyła wszystkie dzieci do snu, a Reidar z Hildą zamknęli się w 

sypialni, Elise siadła przy stole w kuchni nad kartką papieru z ogryzkiem ołówka w 

ręku.

Niełatwo było zacząć. Wydawało jej się, że nie powinna poruszać tematu 

konfliktu Emanuela z matką, skoro ojciec ma teraz dość kłopotów, a równocześnie 

trudno było tego uniknąć.

W jaki sposób ma się do niego zwracać? Słowo „teść” nie chciało jej przejść 

przez gardło, przecież rodzice Emanuela nie zaakceptowali jej jako synowej. 

Równocześnie odnosiła wrażenie, że ojciec miał nieco inne zdanie na ten temat niż 

jego małżonka. Emanuel wspomniał parokrotnie, że ojciec darzy ją wielkim 

szacunkiem, a gdy parę razy miała okazję z nim rozmawiać, zauważyła, że traktuje ją 

przyjaźnie i z sympatią. Gdyby nie presja środowiska, snobizm i uprzedzenia, wciąż 

background image

tak silne w czasach, w których żyli, nie wiadomo, jak by się ułożyły stosunki między 

nimi. Ojciec Emanuela nie był dość silny, by się przeciwstawić konwenansom i 

swojej chimerycznej żonie, i przedstawić Elise przyjaciołom, rodzinie i sąsiadom. Bał 

się, że we wsi zacznie huczeć od plotek, a on straci szacunek i pozycję wielkiego 

gospodarza. Ludzie wzięliby ich na języki. Potępiliby Emanuela za to, że wybrał sobie 

taką żonę, a jego rodziców za to, że na to pozwolili.

Drogi panie Ringstad!

Dopiero dziś doszła do mnie ta smutna wiadomość. Bardzo mi przykro 

zarówno ze względu na pana, jak i na Emanuela. Zrazu bardzo się zaniepokoiłam, 

ponieważ Emanuel nie zdążył mnie powiadomić, nim wyjechał, i bałam się, że stało 

mu się jakieś nieszczęście. Kiedy rano zjawiłam się w zakładach Myren, nic tam 

jeszcze nie wiedzieli o Emanuelu, ale gdy poszłam tam znów po południu, 

dowiedziałam się, co się stało. Tak mi przykro, że Emanuel przez resztę życia będzie 

musiał dźwigać taki ciężar. Chyba najgorsze, co może spotkać człowieka, to stracić 

możliwość naprawienia swoich błędów i wyrządzonych krzywd.

Nikt z nas nie jest bez grzechu. Emanuel popełnił błąd i później bardzo tego 

ż

ałował. Przyznaję, że jego postępek oburzył mnie i rozgniewał, ale już mi przeszło i 

jest mi go żal. Domyślam się, że nie zawsze było Wam obu łatwo. Nie usprawiedliwia 

to niczego, ale wiele wyjaśnia. Emanuel chciał uciec z domu, nie mógł już tam dłużej 

mieszkać, i tym sposobem znalazł się w Armii Zbawienia, mimo że nie był aż takim 

idealistą. Potem został wcielony do wojska i wysłany wraz ze swym oddziałem do 

obrony granic. Stanęli w obliczu niebezpieczeństwa. W każdej chwili obawiali się 

ataku wroga i utraty życia. Emanuel nie jest zbyt silny. Strach osłabił jego zdolność 

dokonywania właściwych wyborów. Zapragnął przeżyć jak najpełniej te ostatnie 

chwile, jakie mu pozostały, a kusicielka czyhała już, gotowa uczynić wszystko, by go 

dostać. Nagle stracił kompletnie kontrolę i został wciągnięty w grę, z której nie 

potrafił się wyplątać. I tak doszedł do punktu, gdy musiał wybierać: albo się 

zbuntować, albo się zatracić.

Nie chciałam go odzyskać. Nie pozwalała mi na to duma. Poza tym głębokie 

rozczarowanie zabiło uczucia, jakie do niego żywiłam. Postawiłam więc mu twarde 

warunki: po pierwsze miał znaleźć pracę, a także nowe mieszkanie. Nie chodziło o 

mnie, bo mnie się dobrze mieszka nad rzeką, ale o niego, ponieważ wiem, że on się tu 

nie czuł najlepiej.

Emanuel uczynił wszystko, by naprawić to, co zepsuł, zrozumiałam więc, że 

background image

naprawdę mu zależy. Dlatego będziemy oboje walczyć o to, by na nowo stworzyć jak 

najlepszy dom dla dzieci i dla nas samych. Jensine przyszła na świat dziesiątego 

stycznia. Jest śliczna, ma niebieskie oczy Emanuela i piękne rysy twarzy. Myślę, że 

ucieszyłby się Pan, mogąc ją zobaczyć. Hugo rozwija się tak, jak należy, jest radosny i

sympatyczny. Ma temperament, ale to miłe dziecko. Teraz ma się z kim bawić, bo 

zamieszkał z nami synek mojej siostry, Isac, zabrany jej jako niemowlę, a teraz na 

powrót przez nią odzyskany. Kristian dorasta, szybko spoważniał i jest mi wielką 

pomocą. Gdyby Pan widział, jak potrafi zaopiekować się Hugo, byłby pan wzruszony. 

Peder i Evert nadal są wesołymi „bliźniakami”, które potrafią postawić dom na 

głowie i nas wszystkich serdecznie rozbawić. Peder opowiada niestworzone rzeczy. 

Czasami się nawet zastanawiam, czy nie zacząć spisywać jego opowieści, bo na 

pewno powstałaby ciekawa książka, ale ciągle nic z tego nie wychodzi, niestety.

Dziś uzgodniłam, że wrócę do pracy w sklepie wdowy Berresen. To niedaleko 

Telthusbakken, gdzie pracowałam, nim urodziłam Jensine. Dzieci mogę zabierać ze 

sobą. Jensine będzie leżała w wózku, a Hugo będzie się bawił za ladą. Na szczęście 

wdowa Berresen jest bardzo miła i na to przystała.

Dzięki Panu mogłam poświęcić dzieciom więcej czasu, niż normalnie 

miałabym możliwość. Słyszałam kiedyś wyznanie jednej z matek, która twierdziła, że 

największym problemem dzieci nad rzeką nie jest brak pożywienia i ubrań, ale to, że 

zbyt rzadko widują swoich rodziców. Kiedy w przyszłym miesiącu przeprowadzimy się 

na Hammergaten, gdzie Emanuel znalazł niewielki domek do wynajęcia, spróbuję 

umieścić Hugo w żłobku na Maridalsveien. Właściwie służy on przede wszystkim 

niezamężnym matkom, ale znam wiele mężatek,, które też zaprowadzają tam swoje 

dzieci na czas, gdy idą do pracy.

Elise przestała na moment pisać i zamyśliła się. Zastanawiała się, czy zdradzić 

mu tajemnicę, że za jego radą zaczęła pisać. Na pewno ucieszy się, że go posłuchała.

Czy Emanuel wspomniał Panu, że zostało wydrukowanych kilka moich 

opowiadań? Zrobiłam tak, jak Pan radził: spisałam historie oparte na prawdziwych 

losach ludzi, których spotkałam. Jedno opowiadanie przyjęło do druku Verdens 

Gang”, a drugie czasopismo „Nylaende”. Obecnie przygotowałam cały zbiór opo-

wiadań i wysłałam do wydawnictwa, ale wątpię, czy mój rękopis zostanie przyjęty. 

Tak czy inaczej cieszę się, że podpowiedział mi Pan, bym zaczęła pisać. Kiedy moje 

opowiadanie ukazało się w gazecie, bardzo mi to dodało otuchy. W ciężkich chwilach 

było mi to pomocą, że mogłam oderwać myśli od własnych kłopotów i skupić się na 

background image

czymś innym.

W przyszłym miesiącu odbędzie się chrzest Jensine. Moim największym 

pragnieniem byłoby, aby w uroczystości uczestniczył jej dziadek, ale zdaję sobie 

sprawę, że to może zbyt wygórowane życzenie. Rozumiem, że obowiązują Pana pewne 

zasady. Nikt z nas nie ma wpływu na to, w jakiej rodzinie i w jakim środowisku się 

urodził. Niektórzy uważają, że człowiek powinien pogodzić się ze swym losem i 

pozostać tam, gdzie jego miejsce. Związki dwojga ludzi z różnych warstw społecznych 

prowadzą podobno jedynie do rozczarowań, trudności i kłopotów. Nie wiem, czy to 

prawda. Chcę jedynie, by Pan pamiętał o tym, że ma Pan rodzinę, która bardzo Pana 

ceni, i synową, która czuje głęboką wdzięczność za to wszystko, co Pan dla nas 

uczynił. Mam nadzieję, że znajdzie Pan w sobie dość siły, by unieść ciężar smutku.

Z poważaniem Elise

Siedziała przez chwilę zapatrzona przed siebie, zastanawiając się nad tym 

wszystkim, co napisała. Nie wymieniła nawet słowem matki Emanuela, ale była 

pewna, że jego ojciec zrozumie dlaczego.

Poczuła ulgę, że skończyła najtrudniejszy list w swoim życiu, złożyła kartkę i 

umieściła w kopercie, którą zaadresowała równiutkim pismem i zakleiła. Jutro 

wcześnie rano przed pójściem do sklepu wdowy Borresen nada list na poczcie.

Dopiero kiedy się położyła, wróciły do niej słowa Hildy.

Czy to możliwe, by pan Ringstad pozwolił im przyjechać do dworu, kiedy już 

zostanie sam?

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Marie Ringstad zatrzymała się na schodach i chwyciła za klatkę piersiową. O 

Boże, znów te bolesne ukłucia. Zagryzła wargi i oparła się o ścianę. Dobry Boże, nie 

pozwól mi umrzeć, błagała w duchu przerażona. Powstrzymując się od płaczu, 

wyprostowała się i z ogromnym wysiłkiem pokonała ostatni odcinek drogi do 

sypialni.

Bez rozbierania położyła się na łóżku. Nie zdjęła nawet butów. Strach wciąż 

ś

ciskał ją za gardło, serce biło nierówno. Może to kolejny atak? Olaug dostała dziś 

wolne, by pojechać do domu na pogrzeb ojca, dwie służące były w oborze, a zarówno 

stajenny, jak i nowy pomocnik pojechali razem z Hugo do Eidsvold.

Jak ten Hugo w ogóle mógł gdzieś jechać, skoro wiedział, że jej stan w każdej 

chwili może się pogorszyć? Olaug mówiła, że często po jednym zawale serca 

background image

przychodzi kolejny i nigdy nie wiadomo, czy następnym razem chory odzyska 

przytomność.

Zacisnęła mocno powieki i zagryzła zęby. Nie chciała umierać.

I to na dodatek teraz, tuż przed nadejściem wiosny. Niebawem w koronach 

drzew rozbrzmiewać będzie śpiew ptaków, zazielenia się pola, a na brzozach pojawią 

się świeże listki. Wybiera się przecież na wesele do Stange, a potem na przyjęcie z 

okazji pięćdziesiątych urodzin do Ovre Berg. Czy zdąży jeszcze wziąć w tym udział? 

A może życie potoczy się dalej zwykłym rytmem dla wszystkich oprócz niej?

Jak to możliwe, że świat będzie nadal istniał, kiedy jej zabraknie, a w Ringstad 

wszystko pozostanie jak dawniej, jakby nic się nie stało? Krowy będą dojone, pola się 

zazielenia, a potem dojrzeją zboża i odbędą się żniwa, mimo że ona nie będzie już w 

tym uczestniczyć? Jak to możliwe, że po domu kręcić się będą nadal ludzie, 

przesiadywać w jej kuchni i jeść, mimo że jej tam nie będzie?

To niesprawiedliwe! Nie jest przecież jeszcze taka stara. Wiele osób dożywa 

szacownego wieku, bywają starsi od niej o trzydzieści, czterdzieści lat, nim odejdą na 

zawsze. Oline na przykład miała dziewięćdziesiąt dwa lata. I nawet jednego dnia nie 

chorowała.

Marie odczuwała żal, ale i strach. Strach przed śmiercią. Co po niej nastąpi? 

Czy prawdą jest, co mówi stary pastor, który ją wczoraj odwiedził, że tylko ludzie o 

czystych sercach zostaną wpuszczeni do raju? A co stanie się z innymi? Czy piekło 

naprawdę istnieje?

Zaszlochała, po czym wstrzymała oddech i wsłuchała się w rytm serca. Jakoś 

wolniej bije. Czyżby miało się zatrzymać na dobre? Może będzie biło coraz słabiej, a 

potem całkiem ucichnie i kiedy Hugo wróci do domu, znajdzie ją w łóżku martwą?

Gryzła kłykcie, by powstrzymać płacz. Gdzie on się podział? Przecież już 

dawno powinien wrócić.

Wtedy poczuła znów ten ból, który zaczynał się w żołądku, po czym 

promieniował ku górze. To na pewno serce. Poczuła się gorzej od razu po wyjeździe 

Hugo, a potem ból się nasilał i słabł. A jeśli tym razem całkiem ją sparaliżuje? Może 

nie będzie mogła nic mówić i nie zdoła wytłumaczyć Hugo, co ją dręczy.

Znów powróciły do niej słowa starego pastora. „Każdemu z nas przyjdzie 

złożyć rachunek przed Bogiem”, mówił. „I choć Bóg jest miłosierny, ci, którzy 

lekceważą Jego przykazania, trafią do piekła”. Dalej mówił o grzesznikach i o 

karzącym Boskim ramieniu. Kiedyś nie przejmowała się zbytnio kazaniami pastora. 

background image

Ludzie twierdzili, że jest purytaninem, który wciąż grzmi o piekle, i że nie powinien 

pełnić swej posługi, skoro wywołuje lęk i przerażenie u parafian.

Wczoraj wieczorem jednak uważnie wsłuchiwała się w jego słowa. I to 

zupełnie inaczej niż zwykle. Kiedyś śmierć wydawała jej się taka odległa. Sądziła, że 

dotyczy innych, nie jej samej. Teraz, odkąd zachorowała w Wigilię, wszystko się 

zmieniło.

Złożyć rachunek... Przecież nie popełniła chyba żadnych ciężkich grzechów? 

Może była czasami zbyt gwałtowna wobec Emanuela, ale czy to dziwne, skoro syn się 

tak zachowywał?

Możliwe też, że nie zawsze była sprawiedliwa wobec Hugo, ale on potrafi 

człowieka strasznie zirytować. Ale... tak całkiem szczerze od czasu do czasu 

posuwała się zbyt daleko. Tak jak wtedy... Odgoniła pośpiesznie natrętne 

wspomnienie, bo było dla niej zbyt niemiłe.

Na schodach rozległy się lekkie kroki, ale to nie wchodził Hugo. On poruszał 

się ciężej. Może Olaug zdążyła już wrócić?

Usłyszała pukanie i uchyliły się drzwi. Weszła Stine.

- Przyszedł list do pana Ringstada. Mam położyć na komodzie w korytarzu?

- Nie, ja wezmę, Stine. - Marie wyciągnęła rękę i chwyciła grubą kopertę. - 

Jeszcze nie wrócili z Eidsvold?

Stine pokręciła głową.

- Nie. Nie widziałam ich.

- Nie czuję się dobrze. Pobiegnij do doktora i sprawdź, czy jest w domu.

Stine zniknęła, a Marie tymczasem spojrzała na kopertę. Nie było nadawcy, za 

to adres napisany był niezwykle starannym, równym pismem. Nie widziała jeszcze tak 

pięknego charakteru pisma. Nie ulegało wątpliwości, że napisała to kobieta. Ale kto 

na Boga przysyła list wyłącznie do Hugo, bez dopisku „z małżonką”?

Zdenerwowała się i pośpiesznie otworzyła kopertę. A gdy zobaczyła, że to list 

od Elise, poczuła, jak gorąco uderza jej do głowy i palą ją policzki. Jak ona śmie? 

Wzburzona zaczęła czytać.

Już przy pierwszym zdaniu otworzyła oczy szeroko ze zdumienia. „Smutna 

wiadomość”? O co jej chodzi? „Przykro mi zarówno ze względu na Pana, jak i 

Emanuela”. Boże święty, czyżby chodziło o mnie? - pomyślała przerażona. Może 

Hugo napisał do niej, że jestem umierająca? Poczuła na nowo, jak oblewa ją lodowaty 

strach. Nie bez powodu tak się bała. Doktor musiał powiedzieć Hugo prawdę, jej zaś 

background image

nie chciał przerazić i nie wyjawił w pełni diagnozy. A więc rzeczywiście umieram, 

pomyślała, wstrzymując oddech i wsłuchując się znowu w uderzenia serca, 

nienormalnie powolne.

Musiała się mocno wziąć w garść, nim zdołała wrócić do czytania listu. 

Emanuel pojechał. Może dlatego Hugo wybrał się do Eidsvold? Żeby go odebrać?

Pokręciła głową, nic nie rozumiejąc. List został wysłany co najmniej parę dni 

temu, więc gdyby Emanuel wyjechał do Ringstad, już od dawna byłby na miejscu. 

Niemożliwe, by podróż trwała tak długo.

„Tak mi przykro, że Emanuel przez resztę życia będzie musiał dźwigać taki 

ciężar. Chyba najgorsze, co może spotkać człowieka, to stracić możliwość 

naprawienia swoich błędów i wyrządzonych krzywd”.

Opadła głową na poduszkę i zamknęła oczy. „Naprawienia swoich błędów i 

popełnionych krzywd...” Nagle przypomniała sobie zdarzenie, które usiłowała 

wyrzucić z pamięci. Mieli właśnie jechać z wizytą do rejenta, a Emanuel wdrapał się 

na jabłonkę, zahaczył ubraniem i podarł pończochy. Miał pewnie z pięć, może sześć 

lat. Ubrany był w nowiutkie ubranko marynarskie, białe pończoszki i nową 

dwurzędową kurteczkę. W przypływie wściekłości straciła panowanie nad sobą. Biła 

go na oślep po głowie, a potem szarpnęła za ramię i zaciągnęła do starej spiżarni. 

Pchnąwszy go do środka, zamknęła drzwi od zewnątrz, mimo że doskonale wiedziała, 

jak bardzo się bał tam wchodzić, odkąd służąca powiedziała mu, że w spiżarni 

straszy.

Wypuściła go dopiero, jak wrócili do domu po przyjęciu. Zsiusiał się w majtki 

i zesztywniał ze strachu.

Wspomnienie przeraziło ją, czym prędzej więc starała się pomyśleć o czymś 

innym. Jak na złość przychodziły jej do głowy zdarzenia, kiedy w podobny sposób 

straciła panowanie nad sobą i zachowała się wobec synka równie okropnie. Strach 

dławił ją w gardle, utrudniając oddychanie. „Bo choć Bóg jest miłosierny, ci, którzy 

lekceważą Jego przykazania, skończą w piekle”.

Wróciła do czytania listu, by przestać myśleć. Tym razem doczytała list do 

końca i dopiero wówczas podniosła wzrok. Właściwie nie rozumiała, czemu nie 

wpadła w złość. List ten przecież ją obrażał. Elise wprawdzie nie wymieniła jej nawet 

słowem, ale sugerowała, że Emanuelowi i Hugo nie było lekko. Pragnęła zobaczyć 

teścia na chrzcie małej córeczki, ale o jej obecności nawet nie wspomniała.

Poczuła przygniatający ją ciężar, zastanawiając się, czy Elise ma rację. Czy 

background image

Emanuelowi i Hugo naprawdę nie było lekko w życiu z jej powodu? Może Emanuel 

opowiedział Elise o tym, jak go mama zamknęła w starej spiżarni? Czy ktoś 

powiadomił Elise, że Hugo wnet zostanie wdowcem, skoro tylko jego zaprasza na 

chrzest?

Znów strach chwycił ją w swe szpony. Wnet umrze, a nie naprawiła błędów, 

jakie popełniła. Emanuel ją znienawidził, a Hugo po wyjeździe syna zamknął się w 

sobie i stał się milczący. Signe okazała się rozpuszczona, nieznośna i bezczelna. Nie 

powinna była nigdy otrzymać pozwolenia na przyjazd do Ringstad. Kto ponosi winę 

za to, że tak się stało? Ona sama walczyła o to, by sprowadzić Signe jako synową, a 

syna tej dziewczyny uznać za przyszłego dziedzica dworu. To ona ją wychwalała pod 

niebiosa, wykorzystując równocześnie każdą okazję, by skrytykować „dziwkę znad 

Aker”.

Powtórnie przeczytała list. Napisała go dorosła kobieta, na tyle 

wspaniałomyślna, by wybaczyć i zapomnieć, a także okazać wdzięczność za tak 

niewiele, ile otrzymała.

W głębi serca Marie wiedziała przez cały czas, że Elise jest najlepsza. 

Postępowała jednak wbrew temu przekonaniu, bo było jej wstyd, że dziedzic Ringstad 

wybrał sobie na żonę ubogą robotnicę, biedną jak mysz kościelna, do której nie 

należał nawet ten „kurnik”, w którym zamieszkali.

Jak to możliwe, by dziewczyna urodzona po niewłaściwej stronie rzeki, która 

miała ojca pijaka i przez długi czas obłożnie chorą matkę, nauczyła się tak dobrze 

pisać, że jej opowiadania wydrukowano w „Verdens Gang” i „Nylaende”? 

Posługiwała się językiem ludzi wykształconych, miała piękny charakter pisma i 

nienaganną ortografię. Posiadała też wiedzę. Jak to możliwe?

Hugo ją podziwiał. Powiedział wprost, że bardzo ją lubi i ma dla niej wiele 

szacunku. Strasznie się wtedy zdenerwowała, od tamtej pory nigdy więcej nie 

rozmawiał z nią o Elise.

Zapiekły ją policzki, gdy sobie przypomniała gwałtowny wybuch Signe 

podczas Wigilii. Jej słowa tak bardzo ugodziły Marie, że poważnie się rozchorowała. 

Później winą za atak serca obarczyła Emanuela, ponieważ to on rozpętał całą tę 

awanturę. Ale czy nie należałoby raczej pomyśleć, że Signe, choć głupia i 

nierozsądna, miała jednak trochę racji?

„To twoja wina” - wykrzykiwała. „To przez ciebie on znienawidził i dwór, i 

was oboje. Sam mi powiedział, jaka byłaś dla niego okropna już w dzieciństwie”.

background image

Ciężko jej było przełknąć te słowa, łzy piekły ją pod powiekami. Czy to 

prawda? Rzeczywiście zachowywała się jak wiedźma wobec Emanuela, gdy był 

jeszcze dzieckiem? „Ani Emanuel, ani Hugo nie mieli śmiałości się odezwać”, 

twierdziła Signe. „Chodzili na palcach, gdy nie miałaś humoru”.

Do tej pory tłumaczyła sobie wybuch Signe tym, że dziewczyna była 

bezczelna, rozpuszczona i przekorna. Nie mogła znieść porażki. Teraz nagle naszła ją 

nieprzyjemna myśl, że może w tym, co powiedziała Signe, tkwi odrobina racji?

- Nie mogę umrzeć - wyszeptała do siebie. - Nie mogę opuścić tego świata, 

zanim nie naprawię zła, które wyrządziłam.

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Elise wniosła Hugo do kuchni, a Jensine póki co zostawiła leżącą w wózku. 

Była śmiertelnie zmęczona i najchętniej siadłaby i się rozpłakała. Bolały ją plecy, 

skręcało ją z głodu. To był okropny dzień. Jeden z klientów sklepu wyzwał ją za zbyt 

wysokie ceny. Pani Borresen źle się poczuła i musiała się położyć na ławie na 

zapleczu. Hugo marudził, a Jensine płakała częściej niż zwykle. Elise nie miała 

pojęcia, jak sobie poradzi, jeśli kolejne dni będą podobne do tego.

Hilda siedziała z Isakiem na rękach i pokazywała mu coś w jego książeczce z 

obrazkami. Siostra była w domu przez cały dzień. Razem z Reidarem ustalili, że póki 

co nie będzie ciągała Isaca za sobą do pracy przy szorowaniu podłóg.

- Jest do ciebie list, Elise. Od Emanuela. Elise popatrzyła na nią zaskoczona.

- Jak miło, że poświęcił czas, by do mnie napisać.

- Jeszcze by tego brakowało! Przecież nawet cię nie powiadomił, że wyjeżdża.

Elise nie odpowiedziała. Rozebrała Hugo ze swetra i czapki i posadziła synka 

na podłodze.

- Nastawiłaś ziemniaki? Hilda przytaknęła.

- Wydaje mi się, że Isac nie lubi śledzi.

- Musi się przyzwyczaić - odparła Elise i sięgnąwszy po list, siadła na stołku w 

kuchni. W tej samej chwili jej uwagę przykuł stempel na kopercie. Kongsvinger...

Pociemniało jej w oczach. Czyżby był u Signe?

Zerknęła na Hildę, ale siostra była zbyt zajęta Isakiem i książeczką, by zwrócić 

uwagę na reakcję siostry.

Nie chciała jednak otwierać listu przy niej. Wstała więc i oznajmiła:

- Pójdę po Jensine!

background image

Zamknąwszy za sobą drzwi, stanęła na ganku i rozerwała kopertę.

Serce jej waliło. Czyżby została oszukana? Jednak nie jest w Ringstad? W 

głowie kotłowały jej się najróżniejsze myśli. Może jego matka nie jest ani chora, ani 

umierająca. Może to wszystko było jednym wielkim kłamstwem.

Przebiegła wzrokiem list.

Kochana Elise!

Sądzę, że Karolinę przekazała Ci wiadomość ode mnie. Bardzo mi przykro, że 

nie zdążyłem Cię zawiadomić osobiście, ale ojciec Signe twierdził, że mamy mało 

czasu do odjazdu ostatniego pociągu. Zażądał ode mnie, bym z nim natychmiast 

pojechał, choć właściwie nie wiem, po co. Mimo że Signe jest bardzo chora, to zieje 

wprost nienawiścią do mnie i nie chce mnie nawet oglądać. Jej rodzice upierają się, 

bym pozostał, aż ich córka wyzdrowieje. Doktor sądzi, że to tyfus. Co będzie z 

dzieckiem, nie mam nawet odwagi myśleć. Nie oczekuję, że dasz radę zaopiekować się 

jeszcze jednym maluchem przy i tak już licznej gromadce. Rodzice Signe uważają 

jednak, że są za starzy na wychowywanie dziecka. W tej sytuacji nie widzę innego 

wyjścia, jak wracać do Ringstad, choć na samą myśl wszystko mi się przewraca w 

ż

ołądku. Nie proszę Cię o radę. Sam sobie jestem wszystkiemu winien.

I to teraz, kiedy wreszcie zacząłem dostrzegać nadzieję wyjścia z beznadziejnej 

sytuacji, w której się pogrążyłem... Cieszyłem się jak dziecko, że wprowadzimy się 

razem na Hammergaten, czułem, że wreszcie znów uśmiechnęło się do mnie szczęście, 

gdy w końcu się zgodziłaś mnie przyjąć z powrotem. A tu taka ironia losu.

W tej chwili jestem zdruzgotany i nie potrafię skierować do Ciebie żadnych 

pocieszających słów. A wiem, że i Tobie nie jest lekko.

Potrzebujesz dodatkowego dochodu, by dać radę pokryć wszystkie wydatki. A 

teraz, gdy Hilda odzyska Braciszka, w domu majstra zrobi się stanowczo za ciasno. 

Ciekawe, czy Reidar da radę podołać takim warunkom.

Powinienem Ci wysłać milszy list, ale jestem tak załamany, że nie potrafię 

napisać nic radosnego. Pewnie jedyną osobą zadowoloną z tej tragedii będzie moja 

mama. Bo choć wstrząsnęło nią zachowanie Signe i wątpię, czy jej wybaczyła, na 

pewno nie będzie miała nic przeciwko temu, by we dworze zamieszkał jej wnuk, 

zwłaszcza że to dziedzic dworu w Kongsvinger.

Bardzo mi przykro, Elise. Byłaś moim marzeniem, moją nadzieją i moją 

tęsknotą. Teraz pozostaną mi tylko wspomnienia.

Twój Emanuel

background image

Elise opuściła rękę, w której trzymała list, i zapatrzyła się w spieniony nurt. 

Nastąpiło nieporozumienie. Sądziła, że to pani Ringstad jest umierająca, tymczasem 

to Signe leży na łożu śmierci.

A ja wysłałam list z kondolencjami do pana Ringstada, taka kompromitacja! - 

pomyślała z przerażeniem.

Rodzice Signe zażądali od Emanuela, by zaopiekował się chłopcem. Boże, co 

za zamieszanie. Emanuel ma rację. Ona opiekuje się już wystarczająco liczną 

gromadą, nie da rady przyjąć dodatkowo jeszcze jednego dziecka. Zwłaszcza że to 

nieślubne dziecko Emanuela. Są granice tego, co jest w stanie zaakceptować.

Ale nagle odezwał się w jej duszy jakiś głos: A co z tobą? Czy Emanuel nie 

zaopiekował się twoim dzieckiem, kiedy tak rozpaczliwie potrzebowałaś pomocy?

Nie wiadomo, jak by sobie bez niego poradziła.

Odsunęła tę myśl. Są wszak granice...

Złożyła list i włożyła go do kieszeni fartucha, po czym wyjęła z wózka śpiącą 

jeszcze twardo Jensine.

- Co tak długo robiłaś na dworze? - Hilda posłała jej pytające spojrzenie.

- Czytałam list od Emanuela. Nastąpiło nieporozumienie. To nie jego matka 

leży umierająca, lecz Signe.

Hilda otworzyła szerzej oczy ze zdumienia.

- Signe? Ale co... To znaczy jak?

- Ma tyfus. Jej ojciec zażądał, żeby Emanuel natychmiast z nim pojechał. 

Emanuel prosił Karolinę, żeby mi przekazała wiadomość.

Hilda otworzyła usta ze zdumienia.

- A ona nie napomknęła tobie o tym nawet słowem? Elise pokręciła głową i 

dodała:

- Słusznie się domyślałam, że ona coś wie, ale z czystej złośliwości nie chce 

mi tego powiedzieć.

- To obrzydliwe! Nie powinnaś tego tak zostawić, Elise. Idź do Carlsenów i 

powiedz, co o tym myślisz! Rodzice Karolinę powinni się dowiedzieć, jak ona się 

zachowuje. Już dawno zasłużyła na solidne lanie!

Elise popatrzyła na Hildę zamyślona. Siostra ma rację. Karolinę nie powinno 

to ujść na sucho. Przecież gdyby od razu powiedziała prawdę, oszczędziłaby mi wielu 

zmartwień! Nie wysłałabym tego żenującego listu do pana Ringstada. Nie 

musiałabym też chodzić do zakładów Myren. Jak można się zachować tak 

background image

skandalicznie i bezwzględnie!

Kiedy się najadły, Jensine przewinięta i nakarmiona leżała w kołysce, a 

chłopcy siedzieli na podłodze i zgodnie się bawili, Elise postanowiła uczynić użytek 

ze słów Hildy.

- Jeśli popilnujesz dzieci, to ja się przejdę do Carlsenów - oznajmiła siostrze.

Hilda wyglądała na zdziwioną, ale uśmiechnęła się.

- Brawo, Elise! Jesteś odważna! Ja bym się chyba na to nie zdobyła.

Elise zdumiała się.

- Jak to? Przecież sama mnie do tego namawiałaś!

- Powiedziałam tylko, że rodzice Karolinę powinni się dowiedzieć, jak ona się 

zachowuje, nie sądziłam jednak, że starczy ci odwagi, by im o tym powiedzieć.

Na dworze ociepliło się. Śnieg powoli topniał, ulicami spływały niewielkie 

strumyki. Na podwórzach małe dziewczynki skakały w klasy. Gdzie indziej trzej 

chłopcy bawili się w podbijanie kraju. Szczęśliwe dzieci, które mają czas na zabawę.

Hilda zachęciła ją do działania, ale zdaje się, że tak naprawdę miała ją za 

tchórza. Udowodnię jej, że starczy mi odwagi, postanowiła. Nie lubiła się z nikim 

kłócić, ale pewne sprawy należy wyjaśnić do końca.

Przed nią szła ulicą pod górę para zakochanych. Całowali się ukradkiem i 

wydawali się tak bezgranicznie pochłonięci sobą, że nie zauważyli wcale, iż ktoś za 

nimi idzie.

Jakie to musi być cudowne uczucie kochać i świata poza sobą nie widzieć. 

Sama coś takiego przeżyła, ale wydawało się jej, jakby to się wydarzyło wieki temu. 

Daleko jej było wówczas do dorosłości. Gdy skończyła siedemnaście lat, wszystko się 

skończyło. Uczucie wprawdzie się nie wypaliło, ale stracili możliwość, by być razem.

Znów myślami powędrowała do Johana. Musi z tym skończyć. On miał 

Agnes, a ona Emanuela, tak się ułożyło i tak już pozostanie.

Co odpowiem Emanuelowi, gdy mnie zapyta wprost, czy może przywieźć ze 

sobą dziecko? Ciarki ją przechodziły na myśl o płaczu kolejnego niemowlęcia, stercie 

dodatkowych pieluch do prania i nieprzespanych nocach. Czy jednak wolno jej 

zabronić mu wziąć synka, skoro sam podjął się opieki nad Hugo?

Emanuel nie ma wyboru. Jeśli Signe umrze, będzie musiał przejąć opiekę nad 

synkiem. Sama nie dam rady utrzymać całej gromady, nie mówiąc już o opłaceniu 

czynszu na Hammergaten. Poza tym byłabym bez serca, zmuszając Emanuela i jego 

syna do przeprowadzki do Ringstad, teraz gdy jego stosunki z matką stały się nie do 

background image

zniesienia.

Nie, ja też nie mam wyboru. Muszę się zgodzić.

Wieczorne słońce odbijało się w szybach, barwiąc je na złoto. Na grządce pod 

ś

cianą domu wykiełkowały krokusy, a na żywopłocie nabrzmiałe pączki lada moment 

pękną i wypuszczą listki.

Elise ścisnęło w dołku i poczuła lekki niepokój. Karolinę będzie wściekła, jej 

matka także, a ojciec być może wyrzuci mnie za drzwi. Jej rodzice zapewne nie 

uwierzą, że mówię prawdę. Pozostanie moje słowo przeciwko słowu Karolinę. Nawet 

jeśli wcześniej nie stracili do mnie sympatii, to teraz pewnie do reszty mnie 

znienawidzą.

Służąca tym razem poznała ją od razu, ale potraktowała równie lekceważąco i 

nie poprosiła do środka. Elise jednak, nie zważając na to, weszła za nią. Nie 

zamierzała stać na schodach i oskarżać Karolinę o kłamstwo, narażając się na to, że 

wszystko usłyszą sąsiedzi.

Stanęła tuż przy drzwiach wejściowych i czekała pełna nadziei, że tym razem 

Carlsenowie są w domu. Inaczej sprawa spali na panewce.

Z salonu wyszła Karolinę. Smakowity zapach pieczeni rozszedł się w holu, a 

Elise poczuła, jak jej cieknie ślinka.

- O, czyżby to znowu Elise Lovlien? Jaki zaszczyt!

- Otrzymałam list od Emanuela. Pisze, że obiecała panienka przekazać mi 

wiadomość, dokąd pojechał.

- Tak napisał? Coś podobnego? Nic takiego nie pamiętam! - Karolinę 

uśmiechnęła się słodko. - Ale w takim razie bardzo przepraszam. Poprzedniego 

wieczoru byłam w teatrze i wróciłam zmęczona. W czym mogę pomóc?

Elise rozgniewała się i poczuła, jak jej wali serce.

- Wątpię, czy panienka zapomniała, że Emanuel wpadł na chwilę i powiedział, 

ż

e wyjeżdża.

- Ależ oczywiście, że nie. Wyleciało mi jedynie z głowy, że miałam przekazać 

wiadomość.

- Mimo że byłam tu i pytałam, czy panienka wie, gdzie on jest?

Karolinę zaśmiała się.

- Trudno, bym się orientowała we wszystkich jego znajomościach.

- Doskonale panienka wie, że Emanuel i ja jesteśmy nadal małżeństwem. I 

jestem pewna, że słyszała panienka także, iż zamierzamy się przeprowadzić i znów 

background image

zamieszkać razem.

Karolinę poczerwieniała gwałtownie, a głos zabrzmiał ostrzej:

- O co w ogóle chodzi, Elise Lovlien? Jemy właśnie obiad. Byłam zmuszona 

odejść od stołu.

- Chcę, żeby panienka przyznała się i przeprosiła mnie za to, że specjalnie nie 

przekazała mi wiadomości od Emanuela.

- A cóż to za bezczelność! Żeby robotnica z fabryki nachodziła mnie w moim 

domu i udzielała mi reprymendy?! Co ty sobie w ogóle wyobrażasz? Kim ty jesteś? 

Nie zamierzam tego tolerować!

W tej samej chwili otworzyły się drzwi jadalni i ukazał się w nich Oscar 

Carlsen.

- Co tu się dzieje? Karolinę odwróciła się do ojca.

- To była żona Emanuela. Oskarża mnie, że ją oszukałam, i żąda przeprosin.

Carlsen zmarszczył czoło i posłał Elise badawcze spojrzenie.

- Co to ma znaczyć?

- Odwiedziłam państwa tego wieczora, gdy Emanuel wyjechał. Zapytałam 

pannę Carlsen, czy nie wie, gdzie jest mój mąż. Obawiałam się bowiem, że stało się 

mu coś złego.

- A co ty odpowiedziałaś? - zwrócił się z pytaniem do swojej córki Carlsen.

- Powiedziałam, że śpieszył się, żeby zdążyć na ostatni pociąg.

Elise poczuła, jak zapiekły ją policzki.

- Właśnie tego panienka nie powiedziała. Zaprzeczyła panienka, by cokolwiek 

wiedziała, sugerowała jedynie obraźliwie, iż pewnie wybrał się na nocną hulankę.

Karolinę zaśmiała się dziwnym, nienaturalnym śmiechem.

- To najgłupsza rzecz, jaką w życiu słyszałam. Czemu miałabym przemilczeć 

coś, co wiedziałam?

- By wylać na mnie całą nienawiść za to, że Emanuel postanowił do mnie 

wrócić. Nie może tego panienka ścierpieć.

Karolinę odwróciła się do ojca.

- Nie możesz jej wyrzucić, papo? Chyba nie pozwolisz na to, by mnie obrażała 

w taki sposób?

Ku wielkiemu zdumieniu Elise pan Carlsen zwrócił się do niej przyjaznym 

tonem:

- Bardzo proszę, pani Ringstad, niech pani będzie tak miła i mi dokładnie 

background image

opowie, co się wydarzyło.

Elise krótko streściła mu przebieg swojej rozmowy z Karolinę owego 

feralnego wieczoru, a także wspomniała, że następnego ranka musiała udać się do 

zakładów Myren.

Zauważyła, że twarz Carlsena pociemniała, gdy zwrócił się do córki:

- Czy to prawda, Karolinę? Karolinę gwałtownie pokręciła głową.

- Chyba nie wierzysz bardziej tej kobiecie niż mnie, swojej własnej córce?

Chwycił ją mocno za ramię i zażądał kategorycznie:

- Odpowiedz mi. Czy to prawda, że nie powiedziałaś, gdzie jest Emanuel?

- A co ja na to poradzę, że ona nie potrafi upilnować własnego męża. Czy ja 

mam obowiązek pośredniczyć między nimi?

- Pytam, czy utrzymałaś panią Ringstad w przekonaniu, że nie wiesz, gdzie 

jest Emanuel?

Pan Carlsen patrzył córce prosto w oczy, a w jego głosie pobrzmiewała złość.

Karolinę umknęła spojrzeniem i zacisnęła usta, nic nie odpowiadając.

Ojciec puścił jej ramię i nakazał:

- Idź do swojego pokoju. Porozmawiamy później. Karolinę pobiegła 

korytarzem.

Gdy tylko zniknęła, pan Carlsen odwrócił się do Elise ze słowami:

- Bardzo przepraszam panią za moją córkę, pani Ringstad.

Elise skinęła głową i wyjaśniła na odchodnym:

- Uważałam, że powinniście państwo wiedzieć o tym, co się stało. Bo, 

niestety, państwa córka sama sobie szkodzi.

- Zgadzam się z panią. Niestety, za bardzo ją rozpieściliśmy. Ma pani jakieś 

wieści od Emanuela?

- Tak, dziś dostałam od niego list. Stan chorej jest poważny. Doktor obawia 

się, że to tyfus.

Carlsen pokręcił głową, wstrząśnięty.

- To straszne, jedyne dziecko. Znam jej rodziców. Bardzo porządni ludzie.

Zmieszał się nagle, przypomniawszy sobie zapewne, w co wplątał się 

Emanuel.

- Chyba... pani też chyba nie jest lekko.

- Emanuel i ja zamierzamy wynająć wspólnie niewielki domek na 

Hammergaten i razem tam zamieszać.

background image

- Tak, słyszałem. W tej sytuacji to chyba najlepsze rozwiązanie.

- Mam nadzieję. Żegnam, panie Carlsen.

Kiedy wyszła przez bramę, zauważyła nadjeżdżającą od strony Ullevalsveien 

dorożkę. Zamierzała pośpiesznie ruszyć dalej, gdy usłyszała, że ktoś ją woła po 

imieniu. Odwróciła się i zobaczyła mężczyznę kiwającego do niej. Przystanęła 

niepewnie. Okazało się, że to majster.

- Witam, pani Ringstad! Tak mi się właśnie zdawało, że to pani:

Dorożka się zatrzymała i woźnica pomógł panu Paulsenowi wysiąść.

- Bardzo jestem ciekaw, jak się u was wszystko ułożyło? Uśmiechnęła się.

- Bardzo dobrze. Isac i Hugo wspaniale się razem bawią. Starsi chłopcy są dla 

nich bardzo mili, a Hilda jest po prostu przeszczęśliwa. Wygląda na to, że Isac dobrze 

się u nas czuje. Wydaje mi się, panie Paulsen, że to najlepsze, co mogło się zdarzyć.

- Bogu dzięki - odetchnął z ulgą. - Tak się bałem, że popełniłem błąd.

Elise spojrzała na niego. Musiał mimo wszystko bardzo kochać swojego 

synka, skoro tak głęboko to przeżywał.

- Moim zdaniem to była jedyna słuszna decyzja, panie Paul - sen. Między 

matką a dzieckiem istnieje bardzo silna więź. Może wybrałby się pan do nas, żeby 

przekonać się o tym na własne oczy? Najlepiej przed południem - dodała pośpiesznie. 

- Od fabryki to ledwie parę kroków.

Skinął głową z uśmiechem.

- Przyjdę, gdy mąż Hildy będzie w pracy. Tak będzie najlepiej! On pewnie nie 

lubi, by mu przypominać o przeszłości Hildy. Tak, to dobry pomysł. O ile pani 

zdaniem Hilda nie będzie temu przeciwna.

- Tego jestem całkiem pewna. Póki co przestała sprzątać u ludzi. Mają 

nadzieję, że dadzą radę się utrzymać z jednej pensji, skoro pan tak wspaniałomyślnie 

zobowiązał się łożyć na Isaca - dodała pośpiesznie.

Machnął ręką.

- A jakże mógłbym postąpić inaczej, przecież to mój syn. - Gdy to mówił, na 

jego twarzy odmalowała się nieskrywana duma. - A więc między tymi dwoma 

maluchami wszystko się dobrze ułożyło. Jak miło usłyszeć. Obawiałem się, że będą 

ze sobą rywalizować.

Pokręciła głową.

- Nic takiego nie zauważyłyśmy. Obaj się cieszą, że mają się z kim bawić.

Uśmiechnął się ponownie.

background image

- Nie wiem, jak mam pani dziękować, pani Ringstad. Bez pani pomocy nigdy 

by do tego nie doszło. Ma pani taki naturalny sposób bycia i potrafi rozmawiać z 

ludźmi bez względu na to, z jakich środowisk się wywodzą. W oczach innych widzę 

jedynie pogardę i zawiść, pani zaś potraktowała mnie bardzo przyjaźnie. Bardzo to 

doceniam. Gdyby nie miała pani tylu maleństw pod opieką, zaproponowałbym pani 

posadę u mnie w biurze. Jest pani mądra, rozsądna i pracowita. Wydaje mi się, że 

łatwo by się pani przyuczyła.

Elise aż się zarumieniła z radości.

- Mówi pan majster poważnie?

- Jak najbardziej.

- To może kiedyś wrócimy do tej rozmowy? Zamierzam umieścić Hugo w 

ż

łobku, jest już na to dość duży, no i zastanowię się, co zrobić z Jensine.

- W takim razie umówmy się, że odwiedzi mnie pani w biurze, gdy będzie 

pani miała sposobność wrócić do pracy zawodowej. Żegnam - rzekł i uchylił 

kapelusza.

Kiedy biegła drogą w dół wzgórza w stronę Maridalsveien, zdawało jej się, że 

frunie.

Pomyśleć tylko, gdyby dostała posadę w biurze! Siedziałaby przy maszynie do 

pisania w ciepłym pomieszczeniu przez cały dzień. Nie musiałaby stać przy 

przędzarce, nie zważając na ból w plecach i spierzchnięte dłonie.

Nagle spojrzała na świat z większym optymizmem. Niech sobie Karolinę 

będzie złośliwa, a co jej tam! Emanuel niech przywiezie ze sobą syna. Kiedy 

przeniosą się na Hammergaten i będą mieli więcej miejsca, poradzą sobie ż jeszcze 

jednym dzieckiem. Większość robotniczych rodzin zmaga się ze znacznie trudniej-

szymi warunkami, zarówno finansowymi, jak i mieszkaniowymi.

Kanceliści w biurze zaczynają pracę nie o szóstej rano jak robotnicy, lecz o 

godzinie ósmej. Dla niej byłoby to wymarzone życie. Emanuel zarabia trzydzieści 

koron miesięcznie, o dwie korony więcej niż. ona w fabryce, ale za to o wiele więcej, 

niż wynosi jej pensja w sklepie. Urzędnicy mają półtoragodzinną przerwę obiadową 

od godziny drugiej. Kończą pracę co prawda koło szóstej po południu, ale przecież ile 

by mogła zrobić w przerwie obiadowej!

Czuła się tak radosna, że postanowiła od razu napisać list do Emanuela. 

Napisze, że rozumie jego kłopoty i że lepiej, jeśli wszyscy razem przeprowadzą się na 

Hammergaten, niż miałby wracać do Ringstad, a ona musiała radzić sobie ze 

background image

wszystkim sama. Zresztą to jedyne słuszne i sprawiedliwe rozwiązanie. Skoro on 

zaopiekował się jej dzieckiem, to i ona może zaopiekować się jego. Gdy weszła do 

kuchni, Hilda popatrzyła na nią zdziwiona.

- Tak łatwo ci poszło? Wyglądasz na zadowoloną.

- Spotkałam majstra. Zaproponował mi posadę w biurze. Muszę jedynie 

znaleźć jakąś opiekę do dzieci.

Hilda aż otworzyła oczy ze zdumienia.

- Naprawdę? Mnie nigdy nie złożył takiej propozycji. Elise nie odezwała się. 

Hilda nie wyróżniała się zdolnościami w szkole. Nie uczyła się z równą łatwością co 

Elise. Pewnie majster już dawno się o tym przekonał.

W tej samej chwili z sypialni wyszedł Reidar. Późno wrócił ze szkoły, bo było 

zebranie nauczycieli i dopiero co się przebrał. Zmieniły więc pośpiesznie temat 

rozmowy.

Nadeszła pora, by położyć Hugo i Isaca do łóżek, więc obie z Hildą miały 

pełne ręce roboty. A gdy kończyły swoje zajęcia, do domu wpadli z hałasem chłopcy. 

Byli głodni, zmęczeni i ledwie mieli siły zasiąść do odrabiania lekcji. Elise było ich 

ż

al i aż serce jej pękało, gdy na nich patrzyła.

Peder posłał jej błagalne spojrzenie.

- Myślisz, że zamiast odrabiać lekcje, mógłbym poćwiczyć z piłką i literami?

Elise pokręciła głową.

- Wszyscy muszą odrabiać lekcje, Peder. Reidar wprawdzie wie, że próbujesz 

się nauczyć rozróżniać litery także innymi sposobami, ale nie może ci pozwolić na to, 

byś z tego powodu zaniedbywał się w odrabianiu lekcji. Tak naprawdę nikt poza tobą 

i mną nie wyznaje się w tych twoich ćwiczeniach, wiesz przecież. - Uśmiechnęła się 

do brata, by go podnieść na duchu, i dodała po cichu: - To będzie nasza tajemnica. A 

jak już nauczysz się czytać tak jak inni, wtedy zdradzimy wszystkim, jak tego do-

konałeś.

Reidar zerknął na nich z boku, a jego spojrzenie wyrażało niezadowolenie. Nie 

uznawał dziwnych ćwiczeń Pedera i wcale tego nie ukrywał. Nie mówił tego na głos, 

ale Elise odnosiła wrażenie, że już dawno stracił wiarę w Pedera i uznał, że brakuje 

mu zdolności.

Zrobiło się ciasno, gdy chłopcy zasiedli do stołu, by odrobić lekcje. Reidar 

wziął gazetę i siadł na skrzynce na drewno. Musiał schylić głowę, by nie zahaczać o 

suszące się na sznurku skarpety i pieluszki. Hilda stała przy piecu i gotowała 

background image

owsiankę na kolację, na ręku trzymając Isaca. Elise uznała, że lepiej będzie wejść z 

Jen - sine i Hugo do saloniku i tam przewinąć dzieci, mimo panującego w tym 

pomieszczeniu chłodu. Gdy zamykała za sobą drzwi, usłyszała głos Reidara:

- Jak dobrze będzie niebawem mieć cały dom dla siebie. Mam wrażenie, że 

toniemy w bałaganie i w pieluchach.

- Już niedługo, Reidarze - usłyszała odpowiedź Hildy. - Za kilka tygodni się 

wyprowadzą.

Nie mam wyjścia, pomyślała Elise. Muszę pozwolić Emanuelowi przywieźć 

dziecko.

ROZDZIAŁ ÓSMY

Kiedy następnego dnia Elise wracała z pracy do domu, już na moście 

zauważyła, że Hilda stoi na ganku i czymś macha.

- Elise, przyszedł do ciebie list. Od Johana! - doleciało do niej wołanie siostry.

Przyśpieszyła kroku. Od Johana... Może pisze coś w sprawie rękopisu?

Pośpiesznie pchała po schodach na ganek wózek z Jensine, zdjąwszy 

uprzednio z deseczki Hugo. Hilda przebierała nogami z niecierpliwości, tak samo 

ciekawa wiadomości z Kopenhagi jak Elise.

- Może napisał coś o twojej książce? - zastanawiała się na głos, gdy Elise 

rozdarła kopertę i przebiegła wzrokiem treść listu.

Kochana Elise!

Gratuluję. Twoja pierwsza książka została przyjęta do druku, jestem z Ciebie 

bardzo dumny i cieszę się w Twoim imieniu. W wydawnictwie chcieliby najchętniej, 

ż

ebyś przyjechała do Kopenhagi, tak by mogli omówić z Tobą wysokość honorarium i 

ewentualne poprawki. Powiedziałem im jednak, że to niemożliwe, bo dopiero co 

urodziłaś dziecko. Gdyby jednak jakimś sposobem Ci się udało, to możesz zatrzymać 

się u nas. Zdaję sobie jednak sprawę, że będzie Ci trudno zgromadzić pieniądze na 

podróż, która nie jest tania. Przypuszczam, że aż tak dużo nie zarobisz na książce, ale 

zawsze wpadnie Ci trochę koron. Wydawnictwo jest niewielkie. Zacząłem wprawdzie 

od Gyldendala, ale tam mi zwrócono rękopis. Tłumaczyli się, że nie mają odwagi 

wydawać czegoś tak kontrowersyjnego. Próbowałem ich przekonać, ale wówczas ja-

kiś redaktor nie wytrzymał i oświadczył: „Jak pan sądzi, co powiedziałaby moja 

rodzina, gdyby przeczytała coś takiego?” Twoje opowiadania poruszają ludzkie 

sumienia, a poczucie winy bywa niemiłe. W najbliższych dniach otrzymasz list z 

background image

wydawnictwa, podałem im bowiem Twój adres. Mam nadzieję, że u Ciebie i Twoich 

najbliższych wszystko w porządku.

Pozdrowienia dla wszystkich

Johan

Elise podniosła wzrok znad listu, a po policzkach płynęły jej łzy, gdy mówiła:

- Przyjęli moją książkę.

Hilda wydała z siebie okrzyk radości i rzuciła się siostrze na szyję.

. - Och, Elise, to wspaniale! Byłam pewna, że tego dokonasz. Teraz będziesz 

bogata i sławna. Będziesz mogła się ubierać w eleganckie suknie i co drugi dzień jeść 

mięso. Jestem dumna, że mam taką siostrę!

Elise śmiała się, ale łzy nie przestawały jej płynąć.

- Ty masz jeszcze bujniejszą fantazję niż ja. Nie będę bogata ani sławna. Johan 

pisze, że nie należy się spodziewać wysokiego zarobku, ale na pewno wpadnie trochę 

koron. Największe wydawnictwo nie zgodziło się przyjąć mojego rękopisu w obawie 

przed reakcją czytelników. Uważają, że moje opowiadania są zbyt kontrowersyjne.

- Co to znaczy?

- Sporne. Dyskusyjne. Ludzi ogarniają wyrzuty sumienia i denerwują się z tego 

powodu. Może nieliczni odniosą się do tego inaczej i zechcą coś zrobić, by znieść 

niesprawiedliwość, większość jednak woli przymknąć oczy, bo inaczej musieliby po-

ś

więcić coś ze swych wygód i podzielić się luksusem. A politycy musieliby się 

podzielić władzą.

Hilda prychnęła.

- W takim razie mam wielką nadzieję, że twoje opowiadania przeczyta 

naprawdę dużo ludzi i poruszy to ich sumieniami! - W tym samym momencie 

przypomniała sobie o czymś i zmarszczywszy czoło, zapytała: - Wysłałaś dziś Ust do 

Emanuela?

Elise potwierdziła. Wcześniej opowiedziała Hildzie o synku Signe i wyjawiła, 

jaką zamierza dać odpowiedź Emanuelowi. Hilda wpadła w złość, uważając, że to 

przechodzi wszelkie pojęcie i Elise w żadnym razie nie powinna się na to godzić. Nic 

nie pomogły wyjaśnienia Elise, że nie ma wyboru, bo albo się z tym pogodzi, albo 

zostanie sama.

- Teraz nie musiałabyś tego robić. Będziesz miała dość pieniędzy, by sobie 

poradzić.

- Nie słyszysz, co mówię? - pokręciła głową Elise. - Nie zarobię dużo na 

background image

książce. Poza tym żal mi Emanuela.

- Właśnie tego się domyślałam. Ty masz stanowczo zbyt miękkie serce, Elise. 

Człowiek nie zajdzie daleko w życiu, jeśli wciąż będzie współczuł innym.

Hugo, kołysząc się z nóżki na nóżkę, podszedł do Elise. Przez moment 

całkiem o nim zapomniała. Hilda wieszała mokre pranie na sznurku, a ciepło ubrany 

Isac bawił się koło ganku. Ziemia odtajała i zostały już tylko resztki śniegu na tyłach 

domu.

- Mogę zostawić Hugo razem z Isakiem, a ja w tym czasie przewinę i 

nakarmię Jensine?

- Oczywiście. Ale obiecaj mi, że przemyślisz to, co ci powiedziałam. Nawet 

jeśli już napisałaś Emanuelowi, że zaopiekujesz się jego dzieckiem, zawsze jeszcze 

możesz się wycofać. Z jakiej racji masz się dla niego poświęcać, po tym wszystkim, 

co ci zrobił? Nie wiadomo, czy Johan długo wytrzyma z Agnes. Kto wie, może 

któregoś dnia stanie tu w drzwiach z nadzieją w oczach...

Elise pokręciła głową.

- Johan nie zostawi Agnes ani swojego syna. Widocznie nie było nam pisane 

być razem.

- Ale przyznajesz, że kochasz Johana, prawda? Elise nie odpowiedziała, bo i 

cóż miała rzec?

Następnego dnia wypadała sobota, a ponieważ wszyscy wcześniej skończyli 

pracę, postanowili wybrać się z wózkami do Kjelsas i pokazać mamie odzyskanego 

Braciszka. Przy okazji Elise chciała powiedzieć mamie o książce i przygotować ją na 

to, że gdy się przeprowadzą na Hammergaten, przybędzie w ich rodzinie synek 

Emanuela. Mama na pewno nie przyjmie tego łaskawie, ale lepiej już mieć to za sobą, 

ż

eby zdążyła się oswoić z tą myślą przed powrotem Emanuela.

Ulice tętniły życiem. Ludzie pootwierali okna, by wpuścić do domów 

wiosenne słońce. Wychylali się przez okna i nawoływali się radośniej niż zwykle. 

Dzieci grały w piłkę, skakały na skakance i w klasy i niechętnie się odsuwały na bok, 

kiedy raz po raz nadjeżdżał turkoczący wóz. Słońce świeciło na bezchmurnym niebie, 

a w powietrzu czuło się wiosnę.

Elise myślała o liście Johana. Mimo że miała odłożone pieniądze, które 

mogłaby przeznaczyć na podróż, raczej wzbraniałaby się przed wyjazdem. Nie tylko 

dlatego, że wstydziłaby się pójść do wydawnictwa. Czułaby się zażenowana, gdyby 

wydawcy przekonali się na własne oczy, że jest zwykłą robotnicą, co im pewnie nawet

background image

nie przyszło do głowy. Obawiałaby się też nocować u Agnes i Johana. Pilnowała się 

bardzo, by nit rozmyślać o tym, jak układa się tym dwojgu, a gdyby była zmuszona to 

zobaczyć, sprawiłoby jej to tylko ból. W listach Johana starała się wyczytać coś 

między wierszami, ale nie znajdowała nawet jednego słowa, którym by zdradził, co do 

niej czuje. Zapewne kierowała nim przezorność, bo obawiał się, że listy mogą wpaść 

w ręce Emanuela, ale mimo wszystko... Gdyby napisał choć jedno słowo, jedno 

jedyne, które tylko ona by zrozumiała.

Peder i Evert podskakiwali i tańczyli po drodze, rozbrykani i radośni jak 

cielęta na wiosnę. Kristian pchał wózek z Jensine i Hugo, nie przejmując się wcale 

tym, że mogą go zobaczyć jacyś koledzy ze szkoły i wyśmiewać się z niego. Hilda zaś 

sama pchała sportowy wózeczek z Isakiem. Reidar wystroił się na tę okoliczność. 

Włożył kapelusz i wziął laseczkę. Miał nieskazitelnie białą koszulę, a w kieszonce 

kamizelki zegarek na łańcuszku. Elise rozejrzała się wokół. Razem z Jensine było ich 

dziewięcioro, a kiedy wróci Emanuel, będzie ich jedenaścioro. Mama zblednie, gdy 

naraz przyjdzie tyle gości. Do rozwiązania pozostało już tylko parę tygodni. Elise 

przenikał dreszcz, gdy o tym myślała. Poród nawet dla młodych był groźny, a co 

dopiero dla kobiety w wieku mamy. Tym bardziej, że przecież przeszła ciężką 

chorobę. Ryzyko w jej przypadku było znacznie większe.

Gdy tylko przeprowadzimy się na Hammergaten, trzeba będzie wyprawić 

chrzciny, postanowiła Elise. Poczuję się bezpieczna dopiero, gdy będę to miała za 

sobą. Skóra jej cierpła na myśl o tym, że Jensine mogłoby się coś stać, zanim zostanie 

dzieckiem Bożym.

Po wysłaniu listu nie miała żadnych wieści od Ringstada. Za każdym razem, 

gdy to sobie przypominała, policzki paliły ją ze wstydu. Miała tylko nadzieję, że 

ojciec Emanuela okaże się wyrozumiały. Emanuel na pewno wyjaśnił mu, jak doszło 

do takiego nieporozumienia, tyle że dopiero po paru dniach. Co Ringstadowie myśleli 

sobie o niej przez ten czas?

Minęli wystawę sklepową, na której znajdował się napis „Tytoń & Cygara. 

Wina”. Na innym oknie wystawowym było napisane „Sklep z wędlinami”.

- Peder, teraz możesz poćwiczyć czytanie - zachęciła brata. Peder stanął przed 

wystawą i sylabizował. Udało mu się przeczytać wszystkie słowa prawidłowo, ale 

trwało to bardzo długo.

Elise zauważyła, że Hilda i Reidar wymieniają porozumiewawcze spojrzenia. 

Poznała po ich minach, że nie wierzą, by dla Pedera była jakaś nadzieja.

background image

- Pięknie, Peder - pochwaliła brata, chcąc mu dodać otuchy. - Ostatnio gdy 

próbowałeś, szło ci gorzej. Za każdym razem jest poprawa.

Evert posłał jej zdumione spojrzenie.

- To on ostatnio czytał jeszcze gorzej? Nie wiadomo, czy ta złość mu pomaga.

Elise uśmiechnęła się.

- Nie chodzi o złość, ale o rozróżnianie liter. Jedne mają brzuszki z prawej 

strony, inne z lewej.

Evert pokręcił głową.

- Nie rozumiem, o czym ty mówisz.

- Nie ma znaczenia, czy rozumiesz - wtrącił się do rozmowy Kristian. - 

Najważniejsze, by w końcu Peder nauczył się czytać. Elise nie chce, żeby opróżniał 

wychodki, gdy dorośnie.

- Na pewno nie będzie - oświadczyła Elise i chwyciła Pedera za rękę. - W 

końcu nauczy się czytać tak jak wszyscy. Po prostu potrzebuje więcej czasu.

Kiedy wreszcie dotarli na miejsce, w ogrodzie zauważyli Asbjorna, który 

zagrabił stare liście na kupkę i je podpalił. Przyjemny zapach rozchodzący się wokół 

stanowił przedsmak wiosny i nadziei na ciepłe dni.

Asbjorn podniósł zdziwiony wzrok, gdy go zawołali po imieniu, a na ich 

widok na jego twarzy odmalowało się przerażenie.

- Wszyscy przyszliście? Elise uspokoiła go pośpiesznie.

- Nie zostaniemy długo. Taka dziś piękna pogoda, że postanowiliśmy wyjść na 

spacer. Jest mama?

- Siedzi z tyłu domu.

Znaleźli ją na leżaku okrytą pledem. Obok niej Anne Sofie bawiła się swoimi 

lalkami.

- Kochani, przyszliście z wizytą? Jak miło. - Zaśmiała się, gdy Peder rzucił się 

jej na szyję. - Nie tak gwałtownie, Peder. Nie zapominaj, że mam w brzuchu dziecko.

Cofnął się przestraszony.

- Ale już niedługo je wypuścisz? Hilda zaśmiała się.

- To nie cielę, które wypuszcza się wiosną na pastwisko, Peder.

Mama, udając, że nie słyszy słów Hildy, pokiwała głową i odpowiedziała 

Pederowi ze spokojem:

- Tak, już niebawem nastąpi rozwiązanie. Dziś rano nawet czułam drobne 

skurcze. - Spojrzała na Kristiana i rzekła: - Ależ urosłeś, Kristian. I jaki jesteś 

background image

grzeczny, że pomagasz pchać wózek. - Nagle mama zmarszczyła czoło 

zdezorientowana. - A kto siedzi w tym drugim wózku?

Hilda podjechała całkiem naprzód.

- No, zgadnij!

Mama posłała jej zdziwione spój rżenie i jeszcze raz popatrzyła na Isaca.

- Nie widziałam go jeszcze. Opiekujesz się czyimś dzieckiem?

- Nie, to moje!

- Nie żartuj sobie ze mnie.

- Ależ to prawda, mamo. To mój synek, Braciszek! - zawołała jasnym i 

radosnym głosem. - Majster oddał mi go z powrotem, bo jego bratanek zamierza się 

powtórnie ożenić, a jego młoda wybranka chce mieć własne dzieci.

Mama patrzyła to na Hildę, to na Elise, i znów powtórzyła:

- Żartujesz sobie.

- Nie, mamo, to prawda! - wtrąciła się Elise. - Właśnie dlatego przyszliśmy. 

Tak się cieszyliśmy, że ci o tym opowiemy.

Mama patrzyła na wózek, wciąż domagając się potwierdzenia.

- To naprawdę Braciszek? Synek Hildy?

Nagle ukryła twarz w dłoniach i rozpłakała się. Emocje były dla niej zbyt 

silne.

Elise pośpiesznie pochyliła się nad nią i objęła ją ramieniem.

- Na pewno słyszałaś, mamo, o tym, że umarła młoda pani Paulsen. 

Braciszkowi nie było dobrze w ostatnich miesiącach. Majster uznał, że dla dziecka 

będzie najlepiej, jeśli wróci do swej prawdziwej mamy. Mógł o tym sam 

zadecydować, ponieważ to on ma prawa rodzicielskie.

- No i maluch nie jest już Braciszkiem, tylko nazywa się Isac - wtrącił się 

Peder. - Tak samo jak ten w Biblii. Pewnie słyszałaś o nim. Jego mama nazywała się 

Sara i urodziła go w wieku dziewięćdziesięciu lat. Więc się nie przejmuj, mamo, że ty 

też, chociaż jesteś stara, będziesz mieć małe dziecko.

- Rzeczywiście, co z tego, że wnet skończę czterdzieści lat! - Mama 

uśmiechnęła się przez łzy i skierowała wzrok na Elise. - To prawda, że majster 

Paulsen oddał Hildzie Braciszka? Tak sam z siebie?

Elise pokiwała głową.

- Spotkałam go wczoraj. Był bardzo ciekawy, jak się u nas wszystko układa. 

Kiedy mu opowiedziałam, że Hugo ładnie się bawi z Isakiem, a starsi chłopcy bardzo 

background image

go polubili, rozpromienił się. Choć może zabrzmi to dziwnie, wydaje mi się jednak, 

ż

e on bardzo kocha swojego syna.

Hilda wyjęła Isaca z wózka i pokazała mamie.

- Zobacz, jaki on już duży. Ani przez chwilę nie tęsknił za domem. Zasypia od 

razu, gdy go kładę, i przez prawie całą noc się nie budzi.

Reidar wykrzywił twarz w grymasie i rzucił z przekąsem:

- Dobrze, że powiedziałaś „prawie”. Przecież co noc przekładasz go do nas do 

łóżka.

- Ależ Hildo! - Mama popatrzyła na córkę z wyrzutem. - Nie wolno ci go 

rozpieszczać. - Uważnie przyglądając się twarzy dziecka, dodała: - Podobny jest do 

ciebie, gdy byłaś mała. Myślę, że bardziej przypomina moją rodzinę, nie odziedziczył 

w każdym razie ciemnych oczu i włosów po waszym tacie.

- To dla niego dobrze, bo inaczej by go przezywali od Cyganów - wyrwało się 

Pederowi, ale zaraz zasłonił usta. - Przepraszam, Kristian, nie miałem nic złego na 

myśli.

Kristian zacisnął mocniej wargi, ale się nie odezwał.

- Ktoś cię przezywał? - Elise zerknęła na niego uważnie. W milczeniu pokręcił 

głową.

- Teraz to kłamiesz! - Tym razem wtrącił się Evert. - Słyszeliśmy z Pederem, 

jak chłopaki z siódmej klasy wołali za nim „Cygan”. Udawał, jakby nigdy nic, ale 

naszym zdaniem powinien był ich sprać.

Mama przybrała surowe oblicze.

- Kristian postąpił bardzo mądrze, nie zwracając uwagi na zaczepki. Gdyby dał 

się sprowokować, byłoby dużo gorzej.

Peder uznał najwyraźniej, że lepiej zmienić temat, zagadnął więc mamę z innej

beczki:

- Słyszałaś, mamo, że Elise napisała książkę? Hilda mówi, że będzie teraz 

bogata i sławna. Może nawet kupi Kristianowi diabolo, Anne Sofie też - dodał 

pośpiesznie i uśmiechnął się radośnie.

- Zdaje się, że znów się przechwala? - zapytała mama, spoglądając na Elise.

- Nie, to prawda. Niebawem zostanie wydany zbiór moich opowiadań. Ale nie 

tu, tylko w Danii.

- W Danii? Czemu na Boga wysłałaś tam rękopis?

- Johan uważał, że tam łatwiej mi będzie wydać książkę. Twarz mamy nabrała 

background image

surowości.

- A co Johan ma wspólnego z twoją książką?

- Nic poza tym, że kiedy ostatnio nas odwiedził, dowiedziawszy się, że ją 

napisałam, zaofiarował się, że zabierze rękopis do Kopenhagi. Jedno z dużych 

wydawnictw nie zgodziło się go przyjąć, ale inne, mniejsze, wyraziło zgodę.

- Wydaje mi się, że powinniśmy się cieszyć, że ta książka nie ukaże się w 

Norwegii. Zarówno nam, jak i tobie bardzo by to utrudniło życie. Przecież to nie 

uchodzi. Mówiłam ci już wcześniej, ale powtórzę raz jeszcze stare powiedzenie: 

„Zostań szewcu przy swoim kowadle”. Nie jesteśmy wykształceni, artyści z nas żadni, 

pochodzimy ze zwyczajnych rodzin robotniczych. I chociaż Asbjorn i Emanuel 

pracują jako urzędnicy, a Reidar jest obecnie nauczycielem, nie wolno nam 

zapominać, gdzie jest nasze miejsce. Dotyczy to zwłaszcza ciebie, Elise.

Elise boleśnie ugodziły słowa mamy, ale nie miała ochoty z nią dyskutować.

- Nie musisz się obawiać, mamo - powiedziała tylko. - Nikt tu się nie dowie o 

tej książce, a Johan pisał, że jej nakład nie będzie wysoki. Opisałam losy różnych 

ludzi mieszkających nad Aker, zarówno ulicznic, jak i samotnych matek, napisałam o 

biedzie i pijaństwie. Ludzie nie lubią czytać o takich sprawach.

- To prawda, zresztą dobrze ich rozumiem. Każdy woli poczytać o czymś 

przyjemnym i budującym, a od takich historii człowieka ogarnia smutek.

Peder przebierał niecierpliwie nogami, najwyraźniej miał więcej do 

powiedzenia.

- To nie wszystko, mamo. Mamy dla ciebie jeszcze jedną nowinę.

- Jeszcze coś? - zaśmiała się mama. - Już i tak jestem oszołomiona tym, co 

usłyszałam.

Peder aż pokraśniał z zapału.

- Będziemy mieć jeszcze jedno dziecko.

Mama popatrzyła badawczo to na Elise, to na Hildę.

- Która z was tym razem? - zapytała bez entuzjazmu. Elise wyprostowała się. 

Miała wątpliwości, czy mówić o tym chłopcom, ale uznała, że lepiej będzie ich 

przygotować, zwłaszcza że planowała powiedzieć o tym mamie.

- Żadna z nas. To dziecko Emanuela. Zapadła cisza.

Mama wydawała się przerażona.

- Co masz na myśli?

- Signe zachorowała na tyfus i jest umierająca. Jej rodzice zażądali, by 

background image

Emanuel zaopiekował się swoim, synem.

W ciszy rozległo się głośne westchnienie.

- Najwyraźniej nie ma końca nieszczęść, które na nas spadają.

Gdyby jeszcze powiedziała „na was”, pomyślała Elise i ogarnęła ją złość. Od 

czasu, gdy mama poznała Asbjorna, nie dosięgło jej żadne nieszczęście. Swoich 

synów zostawiła pod opieką Elise, a biedy bynajmniej nie cierpiała.

Równocześnie poczuła dziwną przekorę. Mama mówi tak, jakby każde 

dziecko było plagą, choć sama spodziewa się piątego i wyraźnie jest z tego 

zadowolona. Wszystkim ulżyło, gdy Hilda odzyskała synka, którego ojcem jest 

majster, i nikt nie ważyłby się uznać Hugo za jakiegoś obcego. Synek Emanuela jest 

im tak samo bliski, skoro Emanuel ma się z powrotem wprowadzić do nich i pełnić 

rolę ojca dla całej gromadki.

Peder był wyraźnie zdumiony.

- Dlaczego tak mówisz, mamo? Nie cieszysz się? Nie wiesz, że to chłopiec? 

Niebawem będziemy mogli grać w piłkę nożną z Isakiem i Hugo, Evertem i 

Kristianem. Nie będziemy musieli brać do drużyny tego głupiego Pingelena, 

będziemy mieć własną. - Napotkawszy spojrzenie Anne Sofie, która siedziała na ko-

cyku rozłożonym na ziemi i bawiła się lalkami, dodał: - Anne Sofie może oczywiście 

grać z nami, mimo że nie jest chłopcem, prawda, Evert?

Evert pokiwał głową uroczyście.

Mama popatrzyła na Elise ze łzami w oczach.

- Musisz się na to zgadzać, Elise? Czy jej rodzice nie mogą się zająć tym 

dzieckiem?

- Mówią, że są na to za starzy.

- A ile oni mają lat?

- Nie poznałam ich, ale wydaje mi się, że są mniej więcej w twoim wieku.

- I co, nie potrafią się zaopiekować małym dzieckiem? Ja mam Anne Sofie i 

oczekuję jeszcze jednego dziecka.

Elise zerknęła na Pedera i Kristiana, by sprawdzić, jak zareagowali na słowa 

mamy, ale ich to najwyraźniej nie obeszło. W każdym razie Pedera, bo co myślał 

sobie Kristian, trudno dociec. Jest bardzo zamknięty w sobie.

Wolnym krokiem nadszedł Asbjorn, pchając taczkę i niosąc grabie.

- Usiądę sobie na chwilę i odpocznę, a przy okazji posłucham, co u was.

Peder otworzył usta, by coś powiedzieć, ale Hilda go powstrzymała.

background image

- Nie musisz koniecznie opowiadać ze szczegółami o naszym życiu, Peder. 

Ktoś siedzi obok w ogródku i słucha całej naszej rozmowy.

- Ale co szkodzi, jeżeli powiem, że Emanuel wprowadzi się do nas z 

powrotem i przywiezie jeszcze jedno dziecko? Magda mówi, że gdyby nie szkółka 

niedzielna Armii Zbawienia, to nad rzeką nie rodziłoby się tyle dzieci.

Asbjorn popatrzył na niego, nie rozumiejąc sensu jego słów. Evert włączył się 

natychmiast, jak zwykłe, gdy Peder miał jakieś kłopoty.

- Bo kiedy dzieciaki są w szkółce niedzielnej, ich rodzice mają dwie godziny 

na figle w łóżku. Przy dzieciach się krępują.

Elise i Hilda skręcały się ze śmiechu, mama zaś poczerwieniała i posłała 

Evertowi karcące spojrzenie.

- Jak możesz opowiadać takie rzeczy, Evert? Bardzo brzydko!

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Marie Ringstad ścięła czubek jajka ugotowanego na twardo i posypała solą. 

Myślami jednak błądziła gdzie indziej.

- Hugo...

Jej mąż podniósł gwałtownie wzrok znad gazety, bo głos Marie zabrzmiał 

jakoś obco. Domyślił się więc, że chodzi o coś szczególnego.

- Co takiego, kochanie?

- Tak sobie siedzę i myślę - urwała i zapatrzyła się w talerz. Hugo postanowił 

okazać jej cierpliwość. Marie w ostatnim czasie bardzo się zmieniła, była niemal nie 

do poznania. Kiedyś szybka i gwałtowna, teraz wszystko robiła bardzo powoli. Poza 

tym dziwnie złagodniała. Rzadko kiedy na niego krzyczała, wydawała się jakaś 

przybita. Pytał doktora, czy takie reakcje są normalne u chorych, którzy przebyli 

poważny zawał serca, i otrzymał odpowiedź, że u takich pacjentów często pojawia się 

strach przed śmiercią. Przy paraliżu chorzy są bardziej skorzy do łez. Zresztą sam to 

zauważył. Marie bała się. Tego dnia, kiedy wrócił z Eidsvold, myślała, że nie dożyje 

jego powrotu. Pojawił się jednak doktor i nie zauważył nic niepokojącego.

- Powiedziałeś, że Elise wysłała ten list, bo doszło do nieporozumienia - 

podjęła przerwany wątek Marie. - Myślała, że to ja jestem umierająca, a nie Signe.

- Owszem. Emanuel wyjechał do Kongsvinger w wielkim pośpiechu i nie 

zdążył jej uprzedzić. Prosił jednak Karolinę, by przekazała wiadomość, znajomemu, z 

którym był umówiony, i przede wszystkim Elise. Karolinę jednak nic nie powiedziała.

background image

Marie posłała mu zdziwione spojrzenie.

- Dlaczego nie powiedziała?

Hugo poczuł, że znów ogarnia go gniew.

- Ponieważ to nieznośne i rozpieszczone dziewuszysko!

Kiedyś nie odważyłby się powiedzieć tak o córce przyjaciół. Żona bowiem 

darzyła wielkim szacunkiem Oscara i Betzy Carlsenów i marzyła o tym, by między 

Karolinę a Emanuelem narodziło się uczucie.

- Sądzisz, że specjalnie nic nie powiedziała, ponieważ bawiło ją to, że Elise 

martwi się o Emanuela? - zapytała z niedowierzaniem.

Przytaknął.

- Wiele na to wskazuje. Rozmawiałem przez telefon zarówno z Emanuelem, 

jak i z Oscarem. Oscar przepraszał w imieniu swojej córki i obiecał, że spotkają za to 

kara. Jak ci już mówiłem, nieporozumienie wynikło stąd, że kancelista w zakładach 

My - ren powiedział Elise, że Emanuel dzwonił i usprawiedliwił się ze swojej 

nieobecności. Kancelista nie wyjaśnił jej, kto jest umierający. Z jego słów domyśliła 

się, że chodzi o kobietę, a ponieważ Elise wiedziała o tym, jak ciężko zachorowałaś w 

ś

więta, sądziła, że chodzi o ciebie.

Zerknął na żonę zaniepokojony. Przecież już jej to wszystko tłumaczył. 

Czyżby zapomniała?

- Co sądzisz o liście Elise? - zapytała Marie, patrząc na niego niewinnie. 

Gdyby taka sytuacja miała miejsce wcześniej, wpadłaby we wściekłość. Zdziwił się 

znowu.

- Uważam, że to bardzo miły list. Po tym, jak została przez nas potraktowana, 

wykazała niezwykłą wspaniałomyślność, pisząc do mnie. Z wiadomych względów nie 

wymieniła w tym liście ciebie. Sądziła, że jesteś umierająca.

Marie odłożyła łyżeczkę, odeszła jej ochota na jajko. Przez chwilę siedziała 

milcząca, a potem zagadnęła nieśmiało:

- Czy to prawda, że przeze mnie nie mieliście łatwego życia? Patrzyła na niego 

spokojnie. Trudno było uwierzyć, że tylko udaje, by za chwilę wybuchnąć gniewem. 

Westchnął głęboko.

- Po co rozdrapywać stare rany, Marie. Zawsze miałaś bardzo gwałtowny 

temperament, więc czasami bywało nieprzyjemnie. Ale... Było, minęło. Nie żywię do 

ciebie urazy z tego powodu.

- W przeciwieństwie do Emanuela - odezwała się cicho. Hugo nie 

background image

odpowiedział. Nie potrafił kłamać, a obawiał się, że żona ma rację.

Jej oczy napełniły się łzami.

- Sądzisz, że jest już za późno, by to naprawić?

- Nigdy nie jest za późno, by naprawić swoje błędy, póki osoba, którą się 

skrzywdziło, jeszcze żyje.

- Zamierzasz pojechać na chrzest Jensine? Popatrzył na nią zdumiony.

- Dlaczego o to pytasz? Przecież wiesz, że nie mogę cię zostawić samej na tak 

długo, by pojechać aż do Kristianii.

- A gdybym pojechała z tobą?

Patrzył na nią bez słowa, doszukując się czegoś w jej spojrzeniu, czegoś, co 

zwykle tam znajdował, ale tym razem daremnie.

- Naprawdę byłabyś skłonna pojechać?

- Ona pisze, że córeczka ma piękne niebieskie oczy Emanuela i ładne rysy 

twarzy. - Łzy popłynęły po policzkach Marie. - A skoro wygoniłeś z Ringstad Signe, 

nie mamy innych wnuków, Hugo. I nie jest takie pewne, czy będziemy mieć więcej.

Hugo zebrał się na odwagę i odpowiedział:

- Po pierwsze mamy już jednego. Nie zapominaj o małym Hugo, który został 

ochrzczony moim imieniem. Po drugie nie powinnaś mi robić wymówek, że 

pokazałem Signe drzwi. Sama byłaś rozgniewana i wykrzykiwałaś, że nie chcesz jej 

widzieć na oczy. Uważam, że Emanuel postąpił słusznie, odchodząc od niej, ona nie 

jest nic warta. W przeciwieństwie do Elise, która jest dorosła, odpowiedzialna, 

pracowita i troskliwa. Jeśli naprawdę chciałabyś pojechać ze mną na chrzest, to sądzę, 

ż

e sprawisz tym wielką radość Elise. Ona pewnie nie miała nawet odwagi, by mieć 

taką nadzieję.

- A chrzest odbędzie się już w nowym domu? Nie nad tą śmierdzącą rzeką?

- Z tego, co zrozumiałem, mają się przeprowadzić za miesiąc, i gdy tylko się 

tam jakoś urządzą, wyprawią chrzciny.

- W takim razie miałabym ochotę pojechać z tobą.

Hugo zerknął na żonę, po czym sięgnął po kromkę chleba i posmarował 

masłem. Nie chciał, by Marie zauważyła, jak bardzo jest zdziwiony.

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Gdy tylko wyszli przez bramę „Almsgard”, Hilda odwróciła się do Elise i 

odezwała się zawiedzionym głosem:

background image

- Wydaje mi się, że mama nie wyglądała na zbyt zachwyconą.

- Ależ skąd! Bardzo się ucieszyła z powrotu Braciszka!

- W pierwszej chwili tak, ale szybko przeszła nad tym do porządku dziennego.

- Tylko dlatego, że nałożyło się tyle innych spraw.

- Obawiam się, że ona nie przyjdzie was odwiedzić na Hammergaten, jeśli 

Emanuel przywiezie ze sobą swoje dziecko - ciągnęła Hilda z niezadowoleniem w 

głosie.

- Nic dziwnego, że się przeraziła, ale jestem pewna, że oswoi się z tą myślą.

- Ty zawsze wszystkich usprawiedliwiasz! Nie pojmuję, że tak ci się chce. 

Uważam, że mama jest okropną egoistką, myśli wyłącznie o sobie. Słyszałaś, co ona 

powiedziała? „Ja mam Anne Sofie i oczekuję kolejnego dziecka”. A co z nami? 

Zapomniała już, że wcześniej urodziła czworo własnych dzieci?

Elise odwróciła się, by sprawdzić, czy czasami Peder i Kristian nie słyszeli, co 

powiedziała Hilda. Na szczęście jednak zajęci byli głaskaniem kota, którego znaleźli 

przy płocie.

- Chciała tylko powiedzieć, że potrafi zająć się małymi dziećmi, mimo że jest 

już stara. Nie zapominaj o tym, jak często Peder bywał u niej tej zimy. Kristian także. 

Ostatnio wprawdzie nie odwiedzali jej zbyt często, ale dlatego, że nie chcieli. Peder 

uważa, że mama jest surowa i zbyt nerwowa, a przez to trudniej mu się uczyć czytać.

Hilda nic nie odpowiedziała. Wzięła Reidara pod rękę i przyśpieszyła kroku. 

Isac zasnął w wózku.

Elise westchnęła zasmucona, że Hilda odbiera zachowanie mamy w taki 

sposób. Mama przecież się szczerze uradowała tym, co się wydarzyło z Isakiem, ale 

kolejne wiadomości o książce i o dziecku Emanuela już ją przytłoczyły. Elise 

odwróciła się i zawołała chłopców:

- Chodźcie już! Zdaje się, że się kłóciliście, kto będzie pchał wózek z Jensine i 

Hugo?

Szła z tyłu sama. Przed nią wszyscy trzej pchali zgodnie wózek, paplając z 

ożywieniem, a przodem szybkim krokiem szli Hilda z Reidarem. Droga, która w tę 

stronę prowadziła w dół, upłynęła im więc bardzo szybko.

Przyjemnie było tak iść w wiosennym słońcu. W niewielkich ogródkach ludzie 

grabili stare liście, po czym palili je razem z gałęziami. Słońce błyszczało w 

wymytych szybach, drzwi domów były pootwierane, żeby wpuścić do środka ciepło. 

Wszędzie bawiły się dzieciaki. Dwie małe dziewczynki woziły lalki w małych 

background image

wózeczkach. Jedna miała śliczny wiklinowy wózek z budką, a druga wózek a Wikliny 

na drewnianych kółkach. Woziły lalki z porcelany ubrane, niczym dorosłe damy, w 

koronki, zakładki i fałdki. Za nimi przyszła inna dziewczynka, ciągnąc zaczepiony na 

sznurku, odwrócony do góry nogami stołeczek, w którym wiozła szmacianą lalkę w 

codziennym ubraniu.

Dwaj mali chłopcy bawili się w konia i woźnicę. „Koń” miał zaczepione lejce 

z dwoma dzwonkami, stawał dęba i rżał, gdy tymczasem woźnica krzyczał „Wio, 

wio!” W dole wzgórza minęli paru chłopców, którzy grali w kamyki. Do ręki brało się 

pięć równej wielkości kamyków, podrzucało się i usiłowało złapać jak najwięcej, 

zanim spadną na ziemię. Później podrzucało się i łapało jeden, dwa, trzy i cztery. 

Dwaj starsi chłopcy chodzili na szczudłach.

Wyraźnie dawało się odczuć atmosferę sobotniego popołudnia. Gdy doszli do 

Maridalsveien, aż się kłębiło od ludzi, którzy wyszli pospacerować w pięknej 

pogodzie. Na głowach dam i panów jaśniały słomkowe kapelusze, damy unosiły dół 

sukni, by go nie pobrudzić, odsłaniając łydki i długie pantalony z koronkami. Niektóre 

rozłożyły parasolki, ale na przykład jedna miała nadal na sobie boa. Rudy lis 

wpatrywał się we właścicielkę szklistymi oczyma. Jaśnie panów poznać było można 

po łańcuszku przy kamizelce, wykrochmalonych koszulach i laseczkach, natomiast 

robotnicy mieli na głowach czapki z daszkiem i ubrani byli w niebieskie drelichowe 

bluzy, mimo że nie szli do pracy. Zabawnie było obserwować ten barwny tłum. Elise 

na moment całkiem się zapomniała i nagle zorientowała się, że chłopcy znaleźli się 

daleko z przodu. Miała jednak zaufanie do Kristiana, który wiedział, jak postępować z 

Hugo, gdyby był niegrzeczny.

Zbliżała się do domu „U Blacharza”. Dziwne, że tak dawno nie widziała 

Jenny. Sądziła, że dziewczynka będzie się pokazywać częściej. Choć z drugiej strony 

była trochę z tego zadowolona, bo zaniepokoiło ją, gdy Jenny zaczęła mówić o 

przeprowadzce do domu majstra. Gorąco współczuła dziewczynce. Było jej żal Jenny, 

ale są granice tego, czemu może podołać i za ile osób wziąć odpowiedzialność.

Zerknęła na dom. Na pierwszym i drugim piętrze okna były pootwierane, na 

parterze natomiast nie. Przed domem panowała kompletna cisza, jakby nie było tu 

ż

ywej duszy. Nie widać było żadnych bawiących się dzieci, kobiety nie kłóciły się i 

nie pokrzykiwały, a pod ścianą nie siedzieli staruszkowie, pykając z fajki.

Sklepy już były pozamykane. O tej porze Jenny na pewno nie pracowała ani 

nie załatwiała żadnych sprawunków starszym paniom, co pozwalało jej uciułać parę 

background image

dziesięcioorówek.

Elise zatrzymała się i rozejrzała wokół. Zdawało jej się, że za zakurzonymi 

oknami zamajaczyła blada twarzyczka. Jeśli to Jenny, czemu nie wyjdzie się z nią 

przywitać? Przecież na pewno ją poznała. Tak samo jak i Marta. Hjalmar by raczej nie 

wyszedł. Ale to nie twarz chłopca mignęła jej za szybą, widziała wyraźnie długie 

włosy.

Elise podjęła szybką decyzję. Jeśli Jenny celowo siedzi zamknięta w domu, to 

znaczy, że dzieje się coś niedobrego. Ojciec, o ile wrócił, na pewno odsypia pijany, bo 

inaczej byłoby go słychać. Weszła do bramy i zastukała do drzwi.

Nikt się nie odezwał, nikt nie otworzył. Coś się musiało stać! Albo Hjalmar 

znów uległ pokusie, by coś ukraść, albo może Jenny coś przeskrobała. Elise otworzyła 

ostrożnie drzwi.

- Jenny? Hjalmar? To tylko ja, Elise.

Cisza. Jeśli nawet ktoś jest w domu, to próbuje udawać nieobecność, co 

oznacza, że ma coś na sumieniu.

- Chciałam się tylko dowiedzieć, czy nie potrzebujecie pomocy. Zajrzyjcie do 

nas któregoś dnia, to ugotuję słodką zupę.

Nagle usłyszała wyraźne chlipnięcie z izby, w której kiedyś leżała mama 

rodzeństwa.

Powoli skierowała się w stronę uchylonych drzwi i ostrożnie je popchnęła. Na 

łóżku zobaczyła małą skuloną postać, którą wstrząsał płacz.

- Jenny? Kochanie, co z tobą? - Podeszła pośpiesznie do dziewczynki, usiadła 

przy niej na brzegu łóżka i objęła ją.

- Mój tata nie żyje. Zatłukli go na śmierć - chlipnęła. Elise westchnęła z 

drżeniem. Biedne dziecko, w tak krótkim czasie straciło oboje rodziców! Dlaczego 

jednak tak rozpacza nad ojcem, skoro się go panicznie bała?

Jenny podniosła głowę i popatrzyła na Elise. Twarzyczkę miała mokrą od łez.

- Kłócili się po pijanemu i tatę ugodzili w brzuch. Marta była na pogotowiu, 

ż

eby go zinfikować.

- Zidentyfikować - poprawiła ją Elise. - Też musiałam, gdy umarł mój tata. Jak 

Marta to przyjęła?

- Powiedziała tylko: „Dzięki Bogu to on”.

Elise przeszły ciarki, bo w głębi duszy pomyślała dokładnie to samo. Ale nie 

od razu. Przez moment przypomniał jej się własny ojciec przykryty białym 

background image

prześcieradłem. Leżał na stole w chłodnym pomieszczeniu, a kiedy konstabl odsłonił 

prześcieradło, przeraziła się. Ojciec był żółty i spuchnięty, z dziwnym grymasem na 

twarzy. Poza tym zrobił się jakiś taki mały. Zapamiętała go jako przystojnego i 

postawnego mężczyznę, zanim pogrążył się w pijaństwie. „Najprzystojniejszy 

mężczyzna na całej ulicy”, mawiała mama. W drodze do domu Elise złościła się na 

konstabla, który jej powiedział, że czas leczy rany. Jak gdyby czas mógł wymazać z 

pamięci wszystkie okropne sceny, wyzywającego na matkę ojca z przekrwionymi 

oczami, bez zębów, któremu z ust ciekła ślina, czy widok martwego ciała leżącego na 

gołym stole. Te wspomnienia wryły się na zawsze w pamięć.

- Ale ty płaczesz - zagadnęła delikatnie dziewczynkę.

- Dlatego, że to był mój tata. Dzieci na podwórku wyśmiewają się ze mnie i 

nazywają mnie sierotą. Nie wiem, co to znaczy, ale myślę, że coś brzydkiego.

- To słowo oznacza, że nie masz rodziców, a na to nic nie możesz poradzić. To 

oni powinni się wstydzić, że cię teraz przedrzeźniają. Powinni raczej starać się być dla 

ciebie milsi. Wiesz co, pójdziesz teraz ze mną do domu, a ja ugotuję coś smacznego 

na kolację. Gdzie jest Hjalmar i Marta?

- Nie wiem. - Dziewczynka pokręciła głową.

- Pewnie wrócą do domu późnym wieczorem?

- Tego też nie wiem, ale myślę, że przynajmniej Marta wróci. Elise wstała.

- Chodź, Jenny. Napiszemy na kartce wiadomość dla Marty, a potem pójdziesz 

ze mną. Mamy w rodzinie jeszcze jednego małego chłopczyka, który ma na imię Isac i 

jest troszkę starszy od Hugo. Potrzebujemy pilnie opiekunki.

Jenny wstała i brudnym rękawem sukienki wytarła łzy.

- A skąd go dostaliście? Sam do was przyszedł?

- Hilda, moja siostra, jest jego mamą. Była za młoda, gdy go urodziła, by się 

nim wtedy zająć. Teraz go odzyskała.

- A to miał szczęście. Ja to bym chciała, gdyby się pojawiła nagle jakaś miła 

pani i powiedziała, że jest moją mamą. Moja prawdziwa mama była miła - dodała 

pośpiesznie. - Ale wciąż chorowała. Nie chciała, byśmy wchodzili do izby. Mówiła, 

ż

e tam straszny smród, no i bała się, że nas zarazi.

Elise wzięła ją za rękę i pozwoliła jej mówić, gdy szły Maridalsveien. Raz po 

raz tylko jej przerywała.

- Posłuchaj ptaków, Jenny! Już przyleciały szpaki, pliszki i zięby. I popatrz na 

kwiaty, które wzeszły tam w zaciszu pod ścianą domu! Tam najszybciej stopniał 

background image

ś

nieg.

Ale Jenny słuchała jej tylko jednym uchem, bo tyle jej miała do powiedzenia o 

tym, co się zdarzyło od ich ostatniego spotkania.

Kiedy wreszcie dotarły do Beierbrua, wybiegli im na spotkanie Peder i Evert.

- Co tak długo cię nie było, Elise? - zawołał Peder, ale w tej samej chwili 

zauważył Jenny i zwolnił. - W skrzynce leżał list bez znaczka.

Elise popatrzyła na niego zdziwiona.

- Do mnie? - zapytała i serce zabiło jej mocniej. Czy to możliwe, by wrócił 

Johan i zostawił jej wiadomość? - Może byście wymyślili coś, w co byście się mogli 

pobawić z Jenny. Obiecałam jej, że ugotuję coś smacznego na kolację.

Peder i Evert wymienili spojrzenia, zastanawiając się, w co się można bawić z 

dziewczyną. Dziewczyny bawiły się lalkami albo skakały na skakance. Domyślili się 

jednak, że jeśli nie okażą gotowości do współpracy, ominie ich smaczna kolacja.

Nagle Peder rozpromienił się i zawołał:

- Możemy pobawić się w sklep! Urządzimy go w komórce na drewno. Jenny 

stanie za ladą, a ja z Evenem będziemy kupować karmelki i syrop.

- Świetny pomysł! - pochwaliła go Elise. - Dostałam trochę pustych butelek i 

puszek ze sklepu od Magdy, które przydadzą się latem, gdy się wybierzemy na 

jagody. Na razie możecie sobie pożyczyć.

Otworzyła drzwi komórki i pokazała im dużą okrągłą czerwoną puszkę ze 

złotym napisem: „Kakao. Kraft, Kristiania”, i z obrazkiem chłopca w marynarskim 

ubranku, który trzymał proporczyk z napisem „Napój czekoladowy”.

Peder popatrzył na piękną puszką z obrazkiem i zapytał:

- Czy od czekolady jest się silnym? Elise posłała mu zdziwione spojrzenie.

- Tak szybko udało ci się to przeczytać? Brawo, Peder!

W tej samej chwili Evert zawołał zachwycony:

- Spójrzcie na to. Na tym obrazku jest cały dom. „Kupuj zawsze paloną kawę 

u Knudsena i Spółki, Pilestraedet i Theatergaten!”

- A zobacz tę butelkę! - zawołał Peder ożywiony.

Elise przyglądała mu się w napięciu. Czy uda mu się przeczytać napis?

- Barnangen, pasta do tekstyliów, do czyszczenia białych butów tekstylnych i z 

płótna żaglowego, rękawiczek itp. Fabryka techniczna, Barnangen, Kristiania.

Wszystkie słowa przeczytał bezbłędnie. Elise poczuła, że zalewa ją fala 

radości.

background image

- Ale jesteś dzielny, Peder! Zrobiłeś duże postępy. Pewnie mama i Reidar też 

to zauważyli?

Z dumą pokiwał głową.

- Masz też ochotę spróbować, Jenny?

Jenny spuściła głowę zawstydzona, ale Elise poznała, że ma chęć. Podała jej 

więc czarną kwadratową puszkę firmy Freia z obrazkiem złotego ptaka ze spiczastym 

dziobem.

Jenny sylabizowała powoli:

- Cze - ko...

Nie doszła dalej, a do oczu napłynęły jej łzy.

- Nie przejmuj się, Jenny - pocieszył ją Peder. - Jak byłem taki mały jak ty, też 

nie umiałem jeszcze czytać. Chcesz, żebym ci pomógł?

Jenny skinęła głową, a Peder przeczytał:

- Fabryka czekolady Freia, Kristiania. Kakao Regia powstało ze szlachetnych 

ziaren kakaowych według najnowszej receptury. Jest lekkostrawne i wyróżnia się 

dużą wartością odżywczą, co czyni zeń zdrowy napój zarówno dla dzieci, jak i 

dorosłych. Kakao to kawa przyszłości.

- Peder, poradziłeś sobie!

Elise nigdy nie sądziła, że brat kiedyś przeczyta tyle słów naraz, i to na 

dodatek wcale niełatwych. Doprawdy, to wspaniała wiadomość!

- Teraz możecie tu urządzić sobie sklep. Bawcie się dobrze, a ja tymczasem 

pójdę szybko zrobić ciasto na racuchy.

Kierując się w stronę wejścia, przypomniała sobie o liście bez znaczka. Kto go 

napisał?

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Ku jej wielkiemu zdumieniu nadawcą listu okazał się Ole Gabriel Paulsen, 

majster przędzalni Nedre Voien. Nigdy wcześniej nie słyszała imienia majstra. 

Zastanawiała się, czego może od niej chcieć, skoro dopiero co rozmawiała z nim na 

ulicy. „ Hilda zajrzała jej przez ramię i zapytała:

- Od kogo to?

Elise opędziła się od niej:

- Czy ja nie mogę przeczytać żadnego listu w spokoju? Zawsze musisz od razu 

wiedzieć, kto go napisał?

background image

Weszła pośpiesznie do saloniku, by uniknąć dalszych pytań. Wcale nie jest 

pewne, że Hilda byłaby zadowolona z treści listu, wolała więc najpierw sama go 

przeczytać.

Droga Pani Ringstad!

Myślałem nad tym, o czym rozmawialiśmy. Pilnie potrzebuję urzędniczki w 

biurze. Czy nie mogłaby Pani zacząć karmić dziecko z butelki? Wiele kobiet tak teraz 

robi. Obiecuję zapłacić więcej, niż wynosiła Pani pensja w fabryce, a z całą 

pewnością więcej, niż zarabia Pani, stojąc w sklepie za ladą. Zauważyłem, że jest 

Pani bardzo zdolna, bystra i rozumna. Może Hilda mogłaby przejąć po Pani pracę w 

sklepie u wdowy Borresen. To chyba lepsze niż sprzątanie u ludzi. Skoro Pani mogła 

brać ze sobą do pracy synka, Hilda pewnie też będzie mogła. Bardzo proszę 

przemyśleć moją propozycję. Sądzę, że okaże się ona korzystna dla wszystkich.

Z poważaniem Ole Gabriel Paulsen

Podniosła wzrok znad listu. Pomyśleć, że tak mu zależy, by podjęła pracę u 

niego w biurze! I na dodatek zaproponował jej płacę wyższą, niż kiedykolwiek 

dostawała.

Oczywiście, że mogłaby zacząć karmić Jensine z butelki, a w przerwie 

obiadowej przychodzić do domu i karmić ją piersią. Może gdzieś w pobliżu 

Hammergaten znalazłaby jakąś młodą dziewczynę, która zgodziłaby się zaopiekować 

dzieckiem. Takie opiekunki nie brały wysokiej zapłaty za swoją pracę. Policzki paliły 

ją na samą myśl, że pracowałaby w biurze. Marzyła o tym jeszcze w szkole, rozumiała 

jednak, że nie ma najmniejszych szans, skoro ukończyła jedynie szkołę powszechną. 

Teraz majster zaproponował jej posadę w biurze, mimo że dobrze wiedział, iż nie ma 

odpowiedniego wykształcenia. Dlaczego? Może im współczuł i było mu ich żal? A 

może miał wyrzuty sumienia?

Spokojnie weszła do kuchni i oznajmiła:

- Dostałam list od majstra. Pilnie potrzebuje urzędniczki w swoim biurze i 

pyta, czy nie mogłabym zacząć już karmić Jensine mlekiem z butelki. Poza tym 

proponuje, żebyś ty, Hilda, przejęła po mnie pracę u wdowy Borresen.

Hilda i Reidar odwrócili się do niej, oboje najwyraźniej zdumieni.

Reidar odezwał się pierwszy:

- Przecież masz ukończoną tylko szkołę powszechną.

- On o tym wie. Może jednak się dowiedział, że wydrukowano moje 

opowiadanie, i stąd wnioskuje, że potrafię pisać?

background image

Hilda zaprotestowała.

- Gdyby się domyślił, że to ty napisałaś opowiadanie o robotnicy, która się 

utopiła w rzece, raczej wściekłby się na ciebie, a nie zaproponował posadę w swoim 

biurze.

- A może ktoś mu opowiedział o moim drugim opowiadaniu, które się ukazało 

w „Nylaende”

- A któż, na Boga, miałby mu o tym opowiedzieć? Przecież nikt poza nami nie 

zna twojego pseudonimu. Oprócz Johana, Anny i Torkilda, ale wątpię, by majster 

miał z nimi jakiś kontakt.

Elise uśmiechnęła się.

- W takim razie nie widzę innego wytłumaczenia jak to, że uznał, iż jestem 

bystra i łatwo się uczę.

Hilda prychnęła:

- Taki głupi to on nie jest, by zatrudnić w biurze robotnicę, nie wiedząc, co ta 

potrafi. Nie... za tym coś się kryje. Może on się w tobie zakochał? - zerknęła na 

siostrę badawczo.

Elise roześmiała się głośno.

- Przestań! Myślę, że znajomość z jedną z sióstr Lovlien w zupełności mu 

wystarczyła.

Ujrzawszy jednak pociemniałą twarz Reidara, natychmiast pożałowała swoich 

słów.

- Przepraszam cię, Reidar, nie miałam nic złego na myśli. Hilda zacisnęła usta.

- Wydaje mi się, że to mnie raczej powinnaś przeprosić. Zabrzmiało to tak, 

jakby znajomość ze mną była dla kogoś dopustem Bożym.

- Wiesz dobrze, że nic takiego nie pomyślałam. Ale powiedz, co o tym sądzisz,

Hildo? Powinnam się zgodzić?

- Jeszcze się pytasz? Przecież takiej propozycji nie można odrzucić. 

Zastanawiałam się jedynie, co się za tym kryje.

- Chcesz, żebym zapytała panią Borresen, czy mogłabyś pracować u niej 

zamiast mnie? Skoro ja przychodziłam z Hugo, ty na pewno też mogłabyś zabierać ze 

sobą Isaca.

- Oczywiście, że o wiele bardziej wolałabym pracować w sklepie niż sprzątać 

u ludzi. Odkąd zamieszkał u nas Isac, jakoś dajemy radę się utrzymać z wypłaty 

Reidara, ale na dłuższą metę sobie nie poradzimy, prawda? - zwróciła się do męża.

background image

Ten tylko skinął głową, z wyraźną niechęcią. Zapewne wolałby, żeby jego 

ż

ona zajmowała się tylko domem. Przywykł do tego w środowisku, w którym 

dorastał. Zresztą u wszystkich jego znajomych też obowiązywał ten model.

- W takim razie zajrzę do pana Paulsena i powiem mu, że się zgadzam.

Wyszła odpowiednio wcześnie, by zastać go w domu, zanim uda się do 

kościoła.

Wyraźnie się ucieszył z jej przyjścia, widocznie nie spodziewał się tak 

szybkiej odpowiedzi.

- W takim razie jesteśmy umówieni, pani Ringstad. Powiedzmy, że za tydzień 

stawi się pani w pracy.

Ociągała się przez chwilę, bo obawiała się, że Jensine nie od razu przywyknie 

do karmienia z butelki, ale uznała w końcu, że jakoś się to ułoży.

Chyba nie spodobało się mu, że zwleka z odpowiedzią, bo wyłożył jej 

pośpiesznie:

- Uważam, że powinna pani przyjąć tę wyjątkową, jak się pani zapewne 

domyśla, propozycję. Gdybym nie wiedział, że potrafi pani pisać i ma piękny 

charakter pisma, a także że wszystko, czego się pani dotknie, robi szybko i sprawnie, 

nigdy nie odważyłbym się zatrudnić kogoś, kto ma ukończoną tylko szkołę 

powszechną.

Poczuła przekorę, ale zdawała sobie sprawę, że majster ma rację. Bez 

odpowiedniego wykształcenia trudno zajść daleko, nawet gdyby się było nie wiem jak 

szybkim i kaligrafowało najpiękniej. Skąd majster jednak wie o tym, że ona potrafi 

pisać? Czyżby się domyślił, kto się kryje za pseudonimem umieszczonym pod 

opowiadaniem wydrukowanym w „Verdens Gang”? Nie... Hilda ma rację, że gdyby 

pan Paulsen odkrył, że to ona odważyła się skrytykować właścicieli przędzalni, nigdy 

by nie zaproponował jej posady. Zebrała się na odwagę i żartobliwym tonem zapytała:

- A skąd pan, majstrze Paulsen, wie, że potrafię pisać? Uśmiechnął się 

szeroko.

- Ptaszki ćwierkają, że jest pani utalentowana w tym kierunku. A nawet że coś 

już pani wydrukowała.

Poczuła, jak gorąco uderza jej do głowy, ale na jego twarzy nie dostrzegła 

gniewu.

- W takim razie umówmy się na poniedziałek, za tydzień, panie Paulsen.

- Bardzo rozsądna odpowiedź, pani Ringstad. Na początku otrzyma pani 

background image

wynagrodzenie w wysokości dwudziestu pięciu koron miesięcznie. To więcej, niż 

otrzymują nowi pracownicy, i więcej, niż wynosi zarobek prządki. Ponadto dzień 

pracy kancelistki jest krótszy o dwie godziny i do tego dochodzi półtoragodzinna 

przerwa na obiad. W tym czasie zdąży pani wrócić do domu i nakarmić dziecko. 

Skinęła głową.

- To brzmi bardzo zachęcająco, panie Paulsen.

- No i jeszcze pracować pani będzie w ciepłym biurze i uwolni się od tego 

hałasu w fabrycznej hali. Nie będzie też pani narażona na wypadek przy maszynie, a 

przecież robotnicom zdarza się włożyć rękę między tryby albo zaplątać się włosami. 

Pani zaś będzie siedziała przy maszynie do pisania przez większość dnia, od czego 

raczej nie bolą plecy. Zatroszczę się, by została pani przyuczona. Bo, jak się 

domyślam, nigdy nie pisała pani na maszynie?

Pokręciła głową.

Ż

egnając się, zastanawiała się, czy kancelistka powinna dygać przed majstrem, 

ale uznała, że wystarczy lekkie skinięcie głową. Pan Paulsen zamknął za sobą drzwi, a 

ona stała jeszcze przez chwilę oszołomiona. Pomyśleć tylko, maszyna do pisania...

Dzwony kościelne rozdzwoniły się, gdy wolnym krokiem wracała do domu. 

Poczuła lekkie wyrzuty sumienia. Wieczność całą już nie była na niedzielnej mszy 

ś

więtej, a pastor nie krył, co sądzi o zaniedbywaniu przykazań.

Dotarła do fabryk, gdy nagle z daleka ujrzała jakąś postać, która wydała jej się 

znajoma. Emanuel...

Szedł przed nią, zmierzając najwyraźniej w stronę domu nad rzeką, ale nie 

pchał żadnego wózka, nie niósł też dziecka na rękach. Może będzie musiał wrócić z 

powrotem po synka, gdy już się przeprowadzą na Hammergaten?

- Emanuel! - zawołała.

Odwrócił się gwałtownie, usłyszawszy jej głos, a gdy ją ujrzał, twarz mu się 

rozpromieniła. Pośpiesznie ruszył jej naprzeciw.

Spodziewał się chyba, iż mu się rzuci na szyję, ale ona jakoś nie mogła się 

przełamać. Był jej mężem, przyrzekła kochać go i szanować, póki śmierć ich nie 

rozdzieli, a tymczasem darzyła go jedynie przyjaźnią. Nie chciała poza tym dawać mu 

fałszywych złudzeń.

- Gdzie byłaś? - zapytał zdziwiony i uśmiechnął się. Nieczęsto Elise ruszała 

się z domu sama, nie ciągnąc ze sobą dwojga małych dzieci.

- U majstra Paulsena. Zaproponował mi posadę urzędniczki w swoim biurze.

background image

Zauważyła, że jest zaskoczony, nie była jednak pewna, czy mile.

- Posadę w biurze? Jak to możliwe? Elise zaśmiała się.

- Najwyraźniej jesteś równie sceptyczny co Hilda i Reidar. Paulsen potrzebuje 

urzędniczki. Domyślił się, że potrafię pisać, ładnie kaligrafuję i jestem szybka. Innego 

powodu nie ma.

Patrzył na nią z powątpiewaniem.

- Jesteś pewna, że nic innego się za tym nie kryje?

- Nie mam pojęcia, co by to mogło być - odparła, ale gdy uświadomiła sobie, o 

czym pomyślał, uśmiechnęła się uspokajająco. - Nie jestem naiwną szesnastoletnią 

pomocnicą z przędzalni, Emanuelu. Potrafię się upilnować. Poza tym nie sądzę, że za-

interesowałaby go mężatka odpowiedzialna za pięcioro dzieci.

Odwzajemnił uśmiech, nachylił się i pocałował ją pośpiesznie w policzek.

- No, nie jestem tego taki pewien. W każdym razie w przypadku tej mężatki.

Spoważniała nagle i zapytała:

- No i jak się tam wszystko ułożyło? Czy Signe...? Pokręcił głową i przerwał 

jej w połowie zdania.

- Wyszła z tego - wyjaśnił z lekkim uśmiechem i wyraźną ulgą. - Nie muszę 

więc zabierać dziecka.

Mimo że powinna odczuć taką samą ulgę, to jednak nie spodobał jej się ton, 

jakim to powiedział. Przecież chodzi w końcu o jego syna.

- Naprawdę Signe odzyskała zdrowie po tyfusie?

- Nie ma pewności, czy naprawdę był to tyfus. Było z nią naprawdę ciężko, ale 

nawet w tych najgorszych chwilach wylewała na mnie całą swoją złość. Ona mi nigdy 

nie wybaczy, że odszedłem.

Elise nie wiedziała, co na to powiedzieć. Signe nie zasługiwała na nic 

lepszego. Nie było jednak sensu rozdrapywać starych ran.

- Chodźmy do domu. Jeszcze nie widziałeś u nas Isaca.

- Isaca? - posłał jej niezrozumiałe spojrzenie. - Macie nowego lokatora?

Roześmiała się.

- Chodzi o Braciszka, synka Hildy. Opowiadałam ci przecież, że ma go 

odzyskać. Nauczyliśmy się wszyscy nazywać go tym imieniem, jakie otrzymał na 

chrzcie.

Wydawał się zaskoczony, jakby nie dowierzał, że rzeczywiście tak się to 

skończy.

background image

- A jak on to zniósł? Dla niego była to chyba duża zmiana?

- . Jeśli masz na myśli gorsze warunki życia, to wątpię, iż półtoraroczne 

dziecko dostrzega w ogóle takie sprawy. Jemu wystarczy, że jest najedzony i nie 

marznie. Nie ma dla niego żadnego znaczenia, czy mieszka w szałasie, czy też w 

pałacu.

Odniosła wrażenie, że Emanuel się zawstydził.

- Już niewiele czasu pozostało do naszej przeprowadzki na Hammergaten, 

Elise. Zamierzam się tam przejść jeszcze dziś. Nie miałabyś ochoty mi towarzyszyć?

Ucieszyła się.

- Oczywiście. Przechodziliśmy tamtędy w drodze do mamy do Kjelsas. 

Miałam wówczas straszną chęć, by zobaczyć, który to dom, ale nie zrobiłam tego, bo 

nie chciałam ci odbierać tej przyjemności, byś mi go sam pokazał.

- To bardzo miłe z twojej strony - uśmiechnął się, ale nagle jakby coś mu się 

przypomniało i zapytał: - Czy naprawdę Karolinę udawała, że nie wie, gdzie jestem?

- Owszem, ani Schwencke, ani ja nie dowiedzieliśmy się tego od niej. 

Przestraszyłam się i następnego dnia poszłam do zakładów Myren, ale zanim jeszcze 

zatelefonowałeś do biura. Obawiałam się pytać Carlsenów, ale nie widziałam innego 

wyjścia. Rodziców nie było w domu, a Karolinę sugerowała, że wybrałeś się na jakąś 

hulankę. Mimo wszystko rozmowa z nią mnie w pewien sposób uspokoiła. 

Pomyślałam bowiem, że gdybyś naprawdę zaginął bez wieści, byłaby tym poruszona. 

A skoro zachowywała taki spokój, znaczyło, że kłamie. W tej sytuacji wykluczyłam 

nieszczęśliwy wypadek i przestępstwo. Popatrzył na nią przerażony.

- Naprawdę się tego obawiałaś?

- A cóż miałam myśleć? Wyszedłeś od nas spacerem na wzgórze Aker. 

Wiedziałam, że bardzo się cieszyłeś na wieczorne spotkanie z Schwenckem. Trudno 

się dziwić, że obawiałam się najgorszego. Przyjechałeś dzisiaj?

Skinął głową.

- Zostawiłem walizkę u Carlsenów i opowiedziałem o wszystkim Oscarowi 

Carlsenowi. Jest zdruzgotany zachowaniem Karolinę. Zastanawia się nawet, czy nie 

wysłać jej na pensję dla młodych panien, gdzie nauczą ją nie tylko dobrych manier, 

ale i zwyczajnej przyzwoitości.

- Zamierzasz mieszkać u nich, póki nie wynajmiemy domu?

- Jeśli nie będę mógł zamieszkać u was, nie mam innego wyjścia.

- A chciałbyś spać na podłodze razem z Pederem, Evertem, Kristianem, Hugo i 

background image

ze mną, budzony co chwila przez płacz Jensine?

- Jeśli będę mógł leżeć przy tobie, to owszem.

Poczuła, że się czerwieni, i uciekła spojrzeniem. Jakie to smutne, że nie mam 

wobec niego tych samych oczekiwań, pomyślała. Bo chociaż cieszyła się z 

przeprowadzki na Hammergaten, to jednak obawiała się wspólnych nocy.

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Kiedy położyła Jensine do wózka, a Hugo posadziła na deseczce, ruszyli ulicą 

Sandakerveien pod górę. Reidar i Hilda byli na spacerze z Isakiem, a chłopcy pobiegli 

na błonia pograć w piłkę nożną.

Kiedy minęli łaźnię w Sagene, zobaczyli młodego mężczyznę wychodzącego z 

podwórza na rogu Sandakerveien i Holstgate. Emanuel trącił ją łokciem i rzucił 

półgłosem:

- Widzisz tego mężczyznę? Podobno zaczął pisać książki. Schwencke mi o 

tym opowiadał. Zamierza przedstawić dolę robotników nad rzeką Aker i życie toczące 

się w czynszówkach. Obecnie pracuje w księgarni.

Elise pokiwała głową.

- Wiem. Nazywa się Oscar Braaten. W dzieciństwie mieszkał pod numerem 

dwunastym, w maleńkim domu tu, w pobliżu. Jego mama jest niezamężna i pracuje w 

przędzalni. Wychowała dwoje dzieci, syna i córkę.

- Byłoby ciekawie, gdyby udało mu się wydać książkę. Przydałoby się, żeby 

mieszkańcy z drugiego brzegu rzeki dowiedzieli się o losie robotników.

Elise nie odezwała się. Dziwne, że Emanuel nie dostrzegał, że ona właśnie 

próbuje tego samego. Nie wierzył, że jej się powiedzie. Powątpiewał w jej zdolności, 

może dlatego, że jest kobietą. Zabolało ją to. Jeszcze nie zdążyła mu opowiedzieć, że 

wydawnictwo w Danii zamierza wydać jej książkę. Czekała na odpowiedni moment. 

Teraz jednak wcale nie była pewna, czy mu w ogóle o tym opowie.

Zachowujesz się jak dziecko, zganiła siebie w duchu.

- Mam dla ciebie niespodziankę. Popatrzył zaintrygowany.

- Jeszcze jedną? Czyżby twoja mama urodziła dziecko?

- Nie, zbiór moich opowiadań został przyjęty przez wydawnictwo w Danii.

Zaśmiał się cicho dziwnym, nienaturalnym śmiechem.

- A jak to się stało?

- Johan powiedział, że w Kopenhadze łatwiej coś wydać niż w Kristianii. 

background image

Wysłałam mu więc rękopis, a w piątek otrzymałam list, że pewne nieduże 

wydawnictwo wyraziło zgodę na wydanie książki.

Widziała, jak Emanuel walczy ze sobą, ale się nie odezwał. Nie była pewna, 

co dla niego jest gorsze, czy to, że Johan jej pomógł, czy to, że ukaże się jej książka.

- Johan pisał, że nie liczą na dużą sprzedaż, ale na pewno trochę zarobię.

Emanuel uśmiechnął się jakby z wyższością.

- Więc po co wydawać książkę, skoro nie będzie z tego żadnego zarobku?

- Aby zwrócić uwagę ludzi na niesprawiedliwość. Przed chwilą sam tak 

powiedziałeś, gdy rozmawialiśmy o Oscarze Braatenie.

- No tak, ale on jest mężczyzną. To zmienia postać rzeczy. Na twoim miejscu 

pozostawiłbym jemu to zadanie. Być może gniewają cię moje słowa, ale prawda jest 

taka, że ludzie nie przejmują się poglądami kobiet.

- No teraz, Emanuelu, przesadzasz! Przecież już wiele lat temu Camilla Collett 

opublikowała artykuł o kobiecie w literaturze pod tytułem Z obozu niemych. A 

później jeszcze Asta Hansen napisała Kobietę stworzoną na podobieństwo Boże. 

Nawet Henryk Ibsen w swoim dramacie Dom lalki poruszył temat ucisku kobiet. - 

Elise czuła, jak wszystko w niej buzuje ze złości.

- Nie sądzę jednak, by zmieniło to postawę zwykłych ludzi. Społeczeństwo nie 

jest czymś poza nami, to siła w nas samych. Normy, uprzedzenia, konwenanse 

wniknęły głęboko w podświadomość i trudno je zmienić. Na wszelkie próby nie tylko 

konserwatyści reagują negatywnie, lecz także ci z lewicy. Ludzie, którzy uważają się 

za liberałów, zapominają o swych poglądach, gdy coś zagraża ich interesom.

- Tego akurat mam świadomość. Jestem przygotowana na krytykę, ale po 

cichu się łudzę, że przyczynię się do zasiania ziarna wątpliwości. Kiedy Jonas Lie 

wydał Lodsena i jego małżonkę, Camilla Collett określiła go mianem pierwszego 

rycerza w naszej literaturze stojącego na straży budzącej się ludzkiej godności w 

kobiecie.

Emanuel uścisnął jej rękę i uśmiechnął się tak, jakby się z nią drażnił:

- Nie wiedziałem, że moja żona jest feministką. Jak myślisz, ile ci zapłacą za 

tę książkę?

- Nie wiem. - Nie podobało jej się to, że znów mówi o pieniądzach. Miała 

nadzieję, że zdoła go przekonać, jak ważne jest dla niej przesłanie tych opowiadań.

- A ile będziesz zarabiać jako urzędniczka u Graaha?

- Na początek mam dostać trzydzieści pięć koron miesięcznie.

background image

Gwizdnął przeciągle.

- To więcej niż ja. Zdajesz sobie sprawę, że nauczycielka zarabia miesięcznie 

czterdzieści koron? A jak długo musiała się kształcić! - Zmarszczył z namysłem 

czoło. - Dziwne, że Paulsen chce ci zapłacić tak dużo.

- Nie zaczynaj znów od nowa. Potrzebuje kogoś w biurze i uważa, że będzie 

mnie łatwo przyuczyć. Nie doszukuj się niczego więcej.

- Przepraszam - odezwał się skruszony. - Nie chodzi o to, bym cię o cokolwiek 

podejrzewał, po prostu jestem zaskoczony. Tam w dole widać zakłady Myren. Byłaś 

w biurze u Mortensena?

Skinęła głową.

- Spotkałam tam miłego starszego pana i młodego kancelistę w przyciasnym 

ubraniu, ale Mortensen wydawał się zirytowany, że mu się przeszkadza.

- Domyślam się. On zawsze jest taki zapracowany, tylko że jakoś nie posuwa 

się zbytnio naprzód z robotą. Kancelistom pewnie wydało się dziwne, że przychodzisz 

się pytać o mnie, i nie pojmowali, czemu cię nie powiadomiłem o wyjeździe.

- To wszystko było żenujące. Obawiam się, że podejrzewali cię o skok w bok. 

Kiedy zaś wyszłam z budynku, w którym mieści się biuro, natknęłam się na dwóch 

robotników. Żartowali sobie i śmiali się, że przyszłam uratować wypłatę męża, zanim 

całą przepije. - Zauważyła, jak Emanuel poczerwieniał, więc dodała pośpiesznie: - 

Ale kiedy przyszłam tam po raz drugi, ci panowie w biurze byli bardzo mili, bo 

tymczasem dowiedzieli się, co się stało. Co ty im właściwie powiedziałeś? Chyba nie 

mówiłeś, kim jest Signe?

- Nie, no coś ty, zwariowałaś? Skłamałem, że chodzi o moją siostrę. Mogą być 

kłopoty, gdy wyjdzie na jaw, że jestem jedynakiem.

- Wątpliwe, by to wyszło na jaw. A jak się czuje twoja mama?

- Dużo lepiej. Doktor uważa, że być może całkiem wróci do zdrowia.

- Zastanawiam się tylko, co sobie pomyślał twój ojciec, gdy dostał od mnie 

list. Źle zrozumiałam i sądziłam, że twojej mamie się pogorszyło. Skoro wyjechałeś 

tak nagle, nie uprzedziwszy ani mnie, ani Schwenckego, było dla mnie oczywiste, że 

nie miałeś chwili do stracenia. Twój ojciec zawsze był dla mnie miły, przysłał mi 

nawet trzysta koron i podarował maszynę do szycia. Choć obecnie nie szyję dla 

nikogo na zamówienie, cieszę się z niej za każdym razem, gdy łatam chłopcom 

spodnie albo przerabiam ubrania. Bardzo współczułam twojemu, ojcu. Niełatwo 

zostać samemu, zwłaszcza gospodarzowi w okazałym dworze. Nie złożyłam mu 

background image

kondolencji, ale okazałam współczucie i napisałam, że bardzo bym pragnęła gościć go 

na chrzcie Jensine, choć rozumiem, że w tej sytuacji nie będzie to łatwe.

- Opowiadał mi o tym przez telefon. Wydaje mi się, że był wzruszony.

- Mam tylko nadzieję, że listu nie przeczytała twoja mama, bo bardzo by ją to 

uraziło.

- Ojciec nic o tym nie nadmienił.

- Pewnie nie ma nadziei, że przyjadą na chrzciny?

- Nie wiem. Mama jest uparta, choć tata wspominał, że choroba bardzo ją 

odmieniła. Mówił też, że po awanturze z Signe nie może znieść najmniejszej 

wzmianki na jej temat. Może dzięki temu zmieni zdanie o tobie.

Nie odpowiedziała. Niełatwo będzie im wszystkim zapomnieć. Postanowiła 

jednak, że bardzo się postara, jeśli rodzice Emanuela zdecydują się przyjechać. 

Choćby ze względu na dzieci.

- Powinniśmy pójść w najbliższych dniach do pastora. Denerwuję się, że 

fensine będzie ochrzczona dopiero w czwartym miesiącu życia.

- Ale przecież wydaje się zdrowa i silna.

- Na szczęście tak, ale z dziećmi nigdy nie wiadomo. Nieoczekiwanie znów 

wybuchnie epidemia odry albo innej dziecięcej choroby, a gdy w domu jest taka duża 

gromadka dzieci, łatwo się zarazić.

- Pójdźmy więc do pastora jutro po południu, kiedy wrócę z biura.

Kiedy doszli do Maridalsveien, zobaczyli ludzi wychodzących z kościoła w 

Sagene. Wiosenna pogoda utrzymała się od poprzedniego dnia, a na ulicach było 

równie tłoczno. Z racji niedzieli nie widać było nigdzie suszącego się na sznurkach 

prania, nikt też nie grabił liści ani nie palił suchych gałęzi w ogródkach, za to wszyscy 

wyszli pospacerować. Dosłownie zaroiło się od bawiących się dzieci.

Emanuel uśmiechnął się, kiedy zobaczył dwóch chłopców na szczudłach.

- Też miałem takie w dzieciństwie i bawiłem się z dzieciakami zarządcy. Ileż 

było uciechy! Miał syna i dwie córki. Pamiętam, jak straszyliśmy dziewczyny 

myszami. Ale ogólnie bardzo byliśmy wszyscy zaprzyjaźnieni. Pamiętam, że 

dziewczyny miały serwis dla lalek kupiony w Anglii i urządzaliśmy przyjęcia, 

podczas których piliśmy herbatę z maleńkich, kruchych filiżanek. - Zawahał się przez 

chwilę, nim podjął opowieść: - Nie byłem taki jak inne chłopaki. Opowiadałem ci, że 

miałem kukiełkę? Głowę miała z porcelany, a resztę z wełnianej rękawicy. 

Nazywałem ją Tomciem Paluchem. To był mój najlepszy przyjaciel. Zwierzałem mu 

background image

się ze swoich najskrytszych myśli, opowiadałem o troskach i radościach. Był mi 

wielką pociechą, zwłaszcza w tym czasie, gdy mama zrobiła się taka nieznośna. 

Kiedyś jednak mama zobaczyła kukiełkę pod moją poduszką i zrugała mnie w złości: 

„A czymże ty się zajmujesz?” - wykrzykiwała. „Co to za fanaberie? Chłopcy nie 

bawią się lalkami!” I tak zniknął mój Tomcio Paluch. Nie mam pojęcia, gdzie mama 

go wyrzuciła. Wkrótce też wyprowadził się nasz zarządca. Myślę, że i on nie mógł 

wytrzymać z mamą. I w jednej chwili zostałem sam jak palec.

Doszli do Hammergaten. Elise cisnęło się na usta wiele pytań, nie zdążyła 

jednak ich zadać, bo Emanuel zawołał:

- To ten dom! - I wskazał na jeden z domków stojących przy samej ulicy.

W sumie stały trzy domy. Dwa zewnętrzne były podzielone na dwa 

mieszkania, a środkowy na cztery. Wszystkie były zbudowane z czerwonej cegły. 

Schludne i zadbane, aż zachęcały, by wejść do środka.

- My zajmiemy ten ostatni dom, z wejściem z lewej strony - wyjaśniał 

Emanuel ożywionym głosem.

Elise była zaskoczona. Sądziła, że będą mieć mały dom, ale tylko dla siebie, 

drewniany jak wszystkie domy przy Maridalsveien. Tam robotnicy, którzy przybyli do 

pracy do miasta, zaczynali od zbudowania prostej chaty składającej się z jednej izby, a 

potem, gdy ich było na to stać, dostawiali kolejne.

- Jak urokliwie wygląda ta czerwona cegła - powiedziała, wpatrując się 

podekscytowana w uroczy domek ze świeżo pomalowanym płotem i niedużym 

ogródkiem. Krzaki obsiadła chmara ptaków. Już sobie wyobraziła ogródek w pełnym 

rozkwicie, krzewy i drzewa owocowe obsypane kwiatami. Trudno jej było wprost 

uwierzyć, że to wkrótce będzie ich dom.

- Nie warto, żebyśmy wchodzili do środka, skoro poprzedni lokatorzy jeszcze 

się nie wyprowadzili, ale przynajmniej zobaczyłaś, jak to wygląda z zewnątrz.

W głosie Emanuela pobrzmiewała radość. Pokiwała głową z taką samą 

radością.

- Wprost nie mieści mi się to w głowie! Kiedy przeprowadzaliśmy się do 

domu majstra, po szarym i ponurym Andersengarden zdawało mi się, jakbyśmy trafili 

do raju. A teraz się cieszę, że przeniesiemy się dalej od smrodu rzeki, chłodu i 

przenikliwej wilgoci w porze zimy. Tęsknić będę jedynie za szumem wodospadu.

Popatrzył na nią zdziwiony.

- Będziesz tęsknić za szumem wodospadu? Nie denerwuje cię ten hałas? 

background image

Przecież na zewnątrz nie da się nawet porozmawiać.

Roześmiała się.

- Nie, bardzo go lubię. Ten szum mnie uspokaja, zwłaszcza przed zaśnięciem. 

Czasem nawet mi się zdaje, jakby wodospad ze mną rozmawiał. Pociesza mnie, gdy 

jestem smutna, karci, gdy się złoszczę, raduje się, gdy się cieszę.

- Kiedy zatęsknisz, by z kimś porozmawiać, zawsze będziesz mogła odwiedzić 

Hildę i Reidara - zażartował. - Choć oczywiście służę swoją osobą - dodał, posyłając 

jej badawcze spojrzenie.

Uśmiechnęła się, ale się nie odezwała. Emanuel wciąż czuł się niepewnie, 

zresztą trudno się dziwić, skoro zachowywała się tak powściągliwie. Nie miała 

pojęcia, czy kiedykolwiek zdoła sprawić, by jej mąż odzyskał poczucie 

bezpieczeństwa. Czas pokaże.

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

Kiedy Elise stanęła przed drzwiami biura majstra Paulsena w dniu, gdy miała 

podjąć pracę, zaschło jej w ustach i czuła ucisk w klatce piersiowej. Już przed dwoma 

godzinami fabryczne syreny ogłosiły początek dnia pracy. Prządki i pomocnice 

uwijały się w najlepsze w fabrycznej hali. Dziwne jej się wydało, gdy pomyślała, że 

nie stanie razem z nimi przy maszynie, tylko przejdzie do „wrogiego obozu” i razem z 

uprzywilejowanymi migać się będzie od ciężkiej pracy. Tak zawsze myślała, 

podobnie jak inne robotnice, o tych, którzy siedzieli w biurze.

Włożyła niedzielną sukienkę, umyła włosy, porządnie je wy - szczotkowała i 

uczesała w luźny węzeł na karku. Pożyczyła też od Hildy buty i szal. Tak ubrana 

poczuła się dość wytwornie, ale serce waliło jej młotem ze zdenerwowania. Co 

będzie, jeśli sobie nie poradzi? Chyba nie jest tak łatwo pisać na maszynie? Tyle 

innych rzeczy też nie potrafi. Właściwie zupełnie nie mogła zrozumieć, że majster 

Paulsen odważył się ją zatrudnić. Przecież bez trudu mógł znaleźć osoby z wyższymi 

kwalifikacjami.

Równocześnie jednak czuła, że rozsadza ją osobliwe poczucie dumy, bo mimo 

wszystko zaszła trochę dalej, niż się to udawało robotnicom.

Zapukała, a kiedy nikt nie odpowiedział, weszła do środka. W biurze właśnie 

kończyło się sprzątanie. Podłogi lśniły i pachniało szarym mydłem. Stanęła z boku i 

omiotła spojrzeniem wnętrze. Chyba ktoś powinien w końcu się tu zjawić?

Pomieszczenie było dość duże. Stały w nim trzy podwójne biurka z trzema 

background image

okrągłymi stołkami obrotowymi. Wzdłuż ściany pod oknami znajdował się długi 

ukośny blat, a pod nim umieszczone były półki. Na niskim stoliku zauważyła 

maszynę do pisania. Elise wpatrywała się w nią, czując, jak oblewa się zimnym 

potem. Następnie uchwyciła spojrzeniem jakieś urządzenie, którego nie widziała 

nigdy na oczy. Zastanawiała się, czy powinna mieć o nim jakieś pojęcie, i na samą tę 

myśl strasznie się zdenerwowała. W rogu pokoju stał wielki sejf. Mogło się tam 

zmieścić mnóstwo pieniędzy.

Dolatywały ją odgłosy rozmowy i pogwizdywanie. Na pewno z magazynu. 

Pomalowane na biało podwójne drzwi na końcu biura były uchylone, ale Elise nie 

miała odwagi skierować się tam i zajrzeć do środka. Przypuszczała, że tam mieści się 

gabinet dyrektora. Dawno już go nie widziała, właściwie od tej pory, gdy przestała 

pracować w przędzalni. Pamiętała jednak, jak codziennie przed południem 

przemierzał halę, kołysząc się jak kaczka, i cmokał niezadowolony sinymi wargami.

Drugie podwójne drzwi prowadziły zapewne do gabinetu majstra.

Nagle do środka weszła kobieta w średnim wieku ubrana w czarną sukienkę z 

wysoką stójką i bufiastymi rękawami, które zwężały się od łokcia po nadgarstek. Buty 

miała wyglansowane. Posiwiałe włosy zaczesała do tyłu i związała ciasno w kok.

- Kim pani jest? - zapytała, mierząc Elise krytycznym spojrzeniem.

- Nazywam się Elise Ringstad. Otrzymałam posadę urzędniczki w biurze i 

mam zacząć od dzisiaj. Nikogo jednak nie zastałam, gdy przyszłam.

Kobieta wyjęła z kieszonki zegarek.

- Nie ma jeszcze ósmej. Zjawiła się pani za wcześnie. Nazywam się Rakel 

Johannessen i mam panią przyuczyć. Nie zorientowałam się, że to pani jest nową 

pracownicą.

Elise poczuła się nieswojo.

- Po jakiej jest pani szkole? Borgerskolen? Elise poczuła, jak oblewa się 

rumieńcem.

- Ukończyłam tylko szkołę powszechną w Sagene.

Brwi Rakel Johannessen uniosły się ze zdziwienia.

- Jak to możliwe więc, że otrzymała pani tę posadę?

- Ja... Mówiono mi, że mam ładny charakter pisma, a poza tym wydałam kilka 

opowiadań. Majster Paulsen zna mnie i wie, co potrafię.

- Ach tak... - Słowa kobiety zabrzmiały dwuznacznie. Rakel Johannessen 

zmierzyła ją uważnie raz jeszcze. - Pracowała pani wcześniej tu, w fabryce?

background image

Elise wyprostowała się i odrzekła:

- Tak, byłam prządką.

Rakel Johannessen podeszła do jednego z pulpitów i odłożyła torebkę.

- Będzie pani sporządzać listy płac, a także kopertować wypłaty, to znaczy 

pisać imię i nazwisko pracownika oraz należną kwotę na kopercie. Tu są 

podstemplowane karty, żółte oznaczają zwykły dzień roboczy, a czerwone 

nadgodziny. Na ich podstawie wyliczy pani, ile się należy każdemu robotnikowi i 

robotnicy. - Odwróciła się do Elise i dodała: - Zakładam, że nigdy pani nie pisała na 

maszynie?

Elise pokręciła głową.

- Właściwie nie jest konieczne, by się pani nauczyła tego od razu. Dyrektor 

woli, by wszystko odbywało się po staremu i dlatego używamy hektografu. - 

Wskazała ręką na dziwne urządzenie, które wcześniej zaintrygowało Elise. - Z 

pewnością niebawem wyjdzie z użytku, bo coraz powszechniej używa się maszyny do 

pisania, ale my nadal z niego korzystamy. Jako formy do wykonania odbitek używa 

się specjalnej woskowanej kalki, na którą wcześniej przeniesiony został tekst pisma 

lub faktury napisany tuszem hektograficznym. Dociskamy prasą, kładziemy kolejną 

kartkę i powtarzamy cztery do pięciu razy. Należy pamiętać, by na początku nie 

przyciskać za mocno.

Elise oblała się zimnym potem. Zupełnie nic z tego nie zrozumiała, a nie miała 

odwagi prosić, by urzędniczka powtórzyła. Czyżby miała zacząć od powielania, 

zanim jeszcze sporządzi listy płac?

- Może pani siąść przy tym biurku - ciągnęła Rakel Johannessen, wskazując 

Elise biurko obok swojego. - Ja tylko na chwilę zajrzę do majstra.

Wyszedłszy, zostawiła uchylone białe drzwi. Po chwili Elise usłyszała jej głos.

- Nie rozumiem, jak to możliwe, panie Paulsen. Otrzymaliśmy przecież cały 

plik podań od kobiet, które ukończyły Borgerskolen, a dodatkowo jeszcze roczną 

szkołę handlową. Kobiet z dobrych domów, elokwentnych, piszących bezbłędnie, z 

nienagannymi manierami. Niektóre z nich nawet potrafiły już trochę pisać na 

maszynie. A pan tymczasem przyjmuje prostą robotnicę, która zakończyła edukację 

na szkole powszechnej?

Elise nie zdołała pochwycić odpowiedzi majstra, bo mówił cicho, ale jego głos 

brzmiał spokojnie i stanowczo.

Pani Johannessen wróciła po chwili z plamami na policzkach. Posłała Elise 

background image

surowe spojrzenie i zganiła ją:

- Jeszcze pani nie zaczęła, panno Ringstad? Tu, w biurze, nie marnujemy 

czasu.

- Nie dowiedziałam się jeszcze, od czego mam zacząć, panno Johannessen. A 

przy okazji chciałam zwrócić uwagę, że jestem mężatką.

Elise zreflektowała się, że tę ostatnią uwagę powinna sobie darować, bo panna 

Johannessen spurpurowiała i ze złością cisnęła na jej biurko plik podstemplowanych 

kart. Elise natychmiast sięgnęła po kartę z wierzchu i naniosła na liście płac liczbę 

przepracowanych godzin danego pracownika. Zdziwiło ją, że robotnicy mieli płatne 

nadgodziny, a prządki nie.

Ku jej zdumieniu w biurze nie pojawiło się więcej urzędniczek ani 

kancelistów i nikt nie zajął miejsc przy wolnych biurkach. Wprawdzie nie sądziła, by 

w jednym biurze pracowali i mężczyźni, i kobiety, ale dziwiły ją te puste biurka.

Starała się pisać bardzo starannie, ale szybko. Panna Johannessen nie 

zamieniła z nią więcej słów, ale gdy Elise odważyła się zerknąć w jej stronę, 

zauważyła, że na twarzy urzędniczki wciąż maluje się gniew.

Kiedy wreszcie nadeszła pora przerwy obiadowej, Elise czuła większe 

zmęczenie, niż gdy odchodziła od maszyny jako prządka. Nie przywykła do siedzenia 

w bezruchu tyle godzin w tej samej pozycji. Poza tym męczyła ją dodatkowo jawna 

niechęć do jej osoby. Wstała i zamierzała pośpiesznie wyjść, zanim panna Johannes - 

sen zdąży coś powiedzieć, ale została zatrzymana w pół drogi.

- Wie pani o tym, że należy wrócić do biura punktualnie o .wpół do czwartej, 

pani Ringstad?

Elise skinęła głową i wyszła.

Za parę dni mieli się przeprowadzić na Hammergaten, skąd będzie miała dalej 

do pracy, ale trudno. Jensine nie chciała pić z butelki, gdy spróbowała ją nakarmić w 

ten sposób pierwszy raz, ale na szczęście już w ostatnich dwóch dniach się 

przyzwyczaiła. Ciekawe, czy teraz z kolei zechce jeszcze ssać pierś, skoro się 

przekonała, że z butelki mleko łatwiej leci.

Póki co dziećmi opiekowała się Hilda. Pracę u pani Borresen miała podjąć 

dopiero od przyszłego tygodnia. Wszystko powoli się ułoży. Hugo pójdzie do żłobka. 

Jedyny kłopot to opiekunka dla Jensine. Jedna z sąsiadek na Hammergaten 

zaofiarowała się, że popilnuje dziecka, póki Elise nie wróci do domu na przerwę 

obiadową tuż po godzinie drugiej. Pozostawało pytanie, kto się nią zajmie po godzinie 

background image

czwartej. Chłopcy szli przecież do pracy, a zarówno Emanuel, jak i ona kończyli 

pracę w biurze dopiero o szóstej. Wczoraj ją w końcu olśniło: zapyta Jenny. W ten 

sposób pomoże i sobie, i dziewczynce. O wiele łatwiej spacerować z wózkiem niż 

roznosić gazety czy załatwiać sprawunki. Przez dwie godziny Jenny na pewno sobie 

poradzi. Co prawda dziewczynka miała dopiero osiem lat, ale opiekunki, które 

wyprowadzały dzieci na spacer, z reguły nie były starsze.

Postanowiła więc wybrać się do domu „U Blacharza”, jak tylko się naje i 

sprawdzi, co w domu.

Z zapałem popchnęła drzwi kuchenne, ciesząc się na drogocenne chwile, które 

spędzi razem z dziećmi.

Zatrzymała się gwałtownie. Hilda stała zaczytana, nie zauważywszy wcale 

przyjścia siostry. Wydawała się bardzo poruszona.

- Coś się stało?

Hilda przytaknęła i wyciągnęła rękę:

- Przyszedł telegram.

- Jensine urodziła nazajutrz po waszej wizycie stop dziecko umarło stop 

pozdrowienia Asbjorn Hvalstad - przeczytała na głos Elise i podniosła wzrok znad 

telegramu. - To straszne. Biedna mama. Pewnie jest głęboko nieszczęśliwa.

- Nie widzisz, co tu jest napisane? - W głosie Hildy nie pobrzmiewała 

najmniejsza nutka współczucia. - Nazajutrz po waszej wizycie. On pewnie uważa, że 

poród zaczął się wcześniej, ponieważ mama zdenerwowała się tym wszystkim, co jej 

opowiedzieliśmy. Teraz pewnie nas także obarczą winą za śmierć dziecka.

- Jak możesz tak mówić, Hildo. Nie sądzę, by Asbjorn tak myślał.

Hilda zacisnęła zęby w cienką kreskę, nie mówiąc nic więcej.

- Musimy pójść do mamy. Może uda się ją jakoś pocieszyć, gdy jej opowiesz, 

jak przeżywałaś żałobę po stracie córeczki.

- Nie możemy zostawić Reidarowi tyle dzieci pod opieką. A jeśli pójdziemy 

tam wszyscy, znów wytrącimy mamę z równowagi i Asbjorn się wścieknie.

- Poproszę Emanuela, żeby przyszedł.

- Dwaj mężczyźni popilnują trójki małych dzieci? Oni nawet nie wiedzą, jak 

wygląda pieluszka, nie mówiąc o tym, że nie mają pojęcia, czym się karmi takie 

dzieci.

- Raz dwa im to wyjaśnimy. Musimy pójść do niej, Hildo. Nie możemy jej 

zostawić całkiem samej w żałobie. Na pewno miała ciężki poród. Niedobrze rodzić w 

background image

tym wieku.

- To powinna się pilnować, by nie znaleźć się w takiej sytuacji.

Elise popatrzyła na nią zdziwiona.

- A jak niby to zrobić? Przecież ma męża, są świeżo po ślubie.

- Jeśli jest za stara na rodzenie dzieci, powinna też być za stara, aby się 

zakochać. Uważam, że to żenujące.

Elise nie odezwała się. Miała wrażenie, że między Hildą a Rei - darem nie 

układa się najlepiej. Okres pierwszej fascynacji chyba minął. Może Hilda zazdrościła 

mamie, że przeżywa takie gwałtowne uczucia w późnym już wieku.

Hugo pociągnął Elise za spódnicę.

- Mam - odezwał się i popatrzył na nią z nadzieją. Uśmiechnęła się do niego, 

wzięła go na ręce i wycałowała.

- Teraz kiedy masz Reidara i odzyskałaś Braciszka, nie powinnaś żałować 

mamie Asbjorna, Hildo. Mama w ostatnim czasie była dla nas dużo milsza. A skoro 

Asbjorn przysłał telegram, to pewnie chce, byśmy przyszły. Zresztą wszystko jedno, 

jakie masz zdanie na temat małżeństwa mamy, i tak musimy do niej pójść.

- No dobrze - wymamrotała Hilda niechętnie. Zaraz jednak wzięła się w garść i 

zapytała: - A jak ci poszło w biurze?

- Siedzenie przez tak długi czas w jednej pozycji strasznie mnie zmęczyło, ale 

wydaje mi się, że dobrze wykonałam pracę, którą mi zlecono.

Nie chciała wspominać o pannie Johannessen w obawie, że Hilda może coś 

wypaplać majstrowi, gdy go przypadkiem spotka. A gdyby „potwór” się dowiedział, 

ż

e się poskarżyła, tylko by pogorszyła swoją sytuację. Zresztą w każdym raju znajdzie 

się zawsze jakiś wąż. U Carlsenów była nim Karolinę, u Ringstadów mama 

Emanuela, a we dworze w Kongsvinger Signe, w rodzinie Johana Agnes, a w 

przędzalni Valborg. Może taki jest sens, żeby nie wszystko było proste i łatwe. Trzeba 

nauczyć się pokonywać trudności.

- W takim razie pójdziemy tam, gdy tylko skończę dziś pracę, a Emanuel i 

Reidar wrócą do domu - dodała, by zmienić temat, bo nie chciała, by Hilda 

wypytywała ją o biuro. - Emanuel zazwyczaj wstępuje do nas po drodze.

ROZDZIAŁ CZTERNASTY

To była dziewczynka z główką porcelanowej lalki i ciałkiem drobnym jak u 

pisklęcia. Woskowobiałe sztywne paluszki przywodziły Elise na myśl pazurki 

background image

martwego ptaszka. Leżała ubrana w szatkę do chrztu, którą mama sprawiła już 

wcześniej, przykryta kocykiem wydzierganym z białej włóczki. Widok był przejmu-

jący, cudowny i smutny zarazem. Elise poczuła ukłucie w piersi, uświadamiając sobie, 

ile miała szczęścia, urodziwszy dwoje zdrowych dzieci.

Mama była niepocieszona. Opowiedziała im szczegółowo o towarzyszących 

jej przed porodem obawach, mimo że w nogach łóżka stała blada i przerażona Anne 

Sofie i przysłuchiwała się wszystkiemu. Mama żaliła się, że gdy tylko odeszły jej 

wody, wiedziała już, że coś jest nie tak. Tyle miała zmartwień w ostatnim czasie, źle 

sypiała po nocach, miała bóle w krzyżu. Uznała za głęboką niesprawiedliwość, że 

Emanuel sprowadzi swojego bękarta, a jej własnej córeczce nie dane było żyć. Nie 

mogła się z tym pogodzić i miała żal do Boga.

- Przecież macie tyle dzieci! - wyszlochała w końcu.

Elise z Hildą wymieniły spojrzenia. Kto niby ma tak dużo dzieci? Hilda jedno, 

Elise dwoje. Mama sama miała pięcioro, wliczając Anne Sofie.

- Byłam przemęczona. Asbjorn uważa, że wyczerpały mnie odwiedziny tak 

licznej gromady zaledwie dwa dni przed porodem - ciągnęła z płaczem.

Elise i Hilda znów popatrzyły na siebie. Elise wiedziała, co siostra o tym 

myśli. Jakby słyszała jej słowa: „Widzisz! Nie mówiłam?”

Mimo że mama pogrążyła się w głębokiej rozpaczy, Elise uznała, że nie 

można pozostawić jej słów bez komentarza.

- Nie sądzę, mamo, by taka była przyczyna - odezwała się, starając się nadać 

swojemu głosowi spokojne brzmienie. - Wątpię, czy matka może się rozchorować z 

powodu wizyty własnych dzieci. W każdym razie nie wówczas, gdy przynoszą 

radosną wieść, że powrócił wnuczek, nad którego stratą tak bolała.

Mama przestała płakać i popatrzyła na nią podpuchniętymi, zaczerwienionymi 

oczami.

- Ale was było tak dużo.

- Siedziałaś sobie spokojnie na leżaku, a my wyszliśmy natychmiast, gdy 

poczułaś zmęczenie. Zawsze powtarzam chłopcom, żeby nie zrzucali winy na innych, 

gdy zdarzy im się coś przykrego, a teraz powtórzę to samo tobie, mimo że jesteś moją 

mamą. Niedobrze, że Asbjorn buntuje cię przeciwko twoim własnym dzieciom. I to 

teraz, gdy już wszystko zaczęło się jakoś układać. Peder często cię odwiedzał i 

ć

wiczył czytanie, a Kristian i Asbjorn dzielili zainteresowania geografią. Czas 

najwyższy, by Asbjorn w końcu zrozumiał, jaka jest prawdziwa przyczyna tego, że 

background image

bywasz czasem taka przygnębiona. Nie chodzi o to, że twoje dzieci cię niepokoją, ale 

o to, że dokucza ci sumienie.

Mama znów wybuchnęła płaczem, więc Elise pośpiesznie otoczyła ją 

ramieniem.

- Nie wiem, czy powinnam ci to mówić teraz, gdy jesteś taka zrozpaczona. 

Wydaje mi się jednak, mamo, że może być ci pociechą, iż choć zmarło ci dziecko, to 

masz czworo własnych i jeszcze Anne Sofie, czyli razem pięcioro dzieci, a do tego 

troje wnucząt. Gdy to sobie uświadomisz, powinnaś poczuć się bogata. Rozumiem, że 

miałaś ciężki poród. Nie zapomniałam też, jak Hilda rozpaczała po śmierci swojej 

córeczki. Okropnie jest patrzeć, gdy umiera dziecko. Żadnej matki nie stać na stratę 

nawet jednego dziecka, choćby tego, którego nie zdążyła jeszcze dobrze poznać. 

Teraz połóż się i odpocznij, a gdy odzyskasz siły, przemyśl to, co ci powiedziałam.

Skończywszy, wstała i dała Hildzie znak do odejścia. Wetknęła Anne Sofie 

tutkę karmelków, które kupiła w sklepie po drodze z biura, i zagadnęła dziewczynkę:

- Może przyszłabyś nas odwiedzić, Anne Sofie? Za dwa dni przeprowadzimy 

się trochę bliżej Kjelsas. Spytaj tatę, czyby cię do nas nie zaprowadził.

Poważna twarzyczka rozpromieniła się w uśmiechu. Anne Sofie też nie było 

teraz łatwo.

Wracały do domu milczące i zamyślone. Widok martwego dziecka obudził u 

Hildy przykre wspomnienia, Elise zastanawiała się tymczasem, Czy nie była dla 

mamy zbyt ostra. Nie był to może najodpowiedniejszy moment, by ją przywołać do 

porządku, ale obawiała się, że mama pogrąży się w kompletnej rozpaczy, zbyt mocno 

litując się nad sobą. Potrzebowała pomocy, by się wyrwać z tego stanu.

Gdy zbliżyły się do domu „U Blacharza”, poprosiła Hildę, by wróciła do 

dzieci, sama zaś wstąpiła do Jenny, by się dowiedzieć, czy zechce zostać opiekunką 

Jensine.

Natknęła się na Jenny przy samym wejściu. Dziewczynka na kolanach 

szorowała schody na klatce. Dłonie miała czerwone od ługu, a z oczu kapały jej łzy.

- Podjęłaś się sprzątania, Jenny? - zagadnęła ją, starając się nadać swemu 

głosowi wesołe brzmienie, choć serce jej krwawiło, gdy patrzyła na pracującą ponad 

siły małą dziewczynkę.

- Nie mamy pieniędzy na czynsz, bo wszystko poszło na papier do trumny dla 

taty. Przynajmniej tak mi się zdaje.

- Mam dla ciebie dobrą wiadomość. Chciałabyś zmienić pracę? Myślę, że ci 

background image

się spodoba.

Jenny podniosła się i stanęła z mokrą ścierką, z której kapało na bose nogi. 

Pewnie za chwilę zrobią się jeszcze bardziej czerwone. Elise poznała po zapachu, że 

do wody wlano za dużo ługu.

- Jaką pracę?

- Masz ochotę zostać opiekunką mojej małej córeczki? Codziennie po 

południu od godziny czwartej do szóstej.

Jenny zalśniły oczy.

- Ale jak zarobię na czynsz?

- Otrzymasz ode mnie tyle samo, ile ci płacą za szorowanie schodów.

Jenny wpatrywała się w nią z niedowierzaniem.

- Stać cię na to?

- Opowiadałam ci, że zamierzamy się przeprowadzić na Hammergaten? To 

niedaleko stąd. Mój mąż zamieszka z nami. No i gdy oboje będziemy pracować, stać 

nas będzie na opłacenie opiekunki. Dostałam posadę w biurze przędzalni Graaha i 

zarobię tam więcej, niż stojąc za ladą w sklepie wdowy Borresen.

Jenny nie przestawała się w nią wpatrywać.

- To ty jesteś z takich, Elise?

Nie była pewna, czy w ustach Jenny oznaczało to komplement, ale 

mimowolnie się uśmiechnęła.

- Dostałam tę posadę, chociaż skończyłam tylko szkołę powszechną. Ale jeśli 

ktoś jest pilny i ciężko pracuje, może zajść w życiu daleko, nawet bez wyższego 

wykształcenia. Rozumiesz?

Nie całkiem zgadzało się to z tym, co zwykła powtarzać chłopcom, ale 

wątpliwe, by Jenny miała możliwość skończyć więcej klas niż w szkole powszechnej. 

Lepiej więc, by zrozumiała, że warto się starać. Chociaż czy trzeba ją do tego 

zachęcać, skoro i tak pracuje ponad siły, by pomóc starszej siostrze zarobić na 

wydatki?

- Porozmawiaj o tym z Martą i spytaj, czy się zgodzi. Wiesz, gdzie jest 

Hammergaten?

Jenny przytaknęła.

- To tam, gdzie stoją takie ładne domy z czerwonej cegły z ogródkami.

- Zamieszkamy w tym domu na samym końcu po lewej stronie. Gdy będzie 

padał deszcz, popilnujesz Jensine w domu, a przy ładnej pogodzie powozisz ją w 

background image

wózeczku.

W tej samej chwili uświadomiła sobie, że zapomniała zapytać Wang - 

Olafsena, czy nie czekają na zwrot wózka. Skoro jednak się nie odzywali, to znaczy, 

ż

e Carl Wilhelm i Olga Katrine dostali nowy wózek dla swego pierworodnego. Może 

jednak wydać im się dziwne, że Elise nie oddała pożyczonego wózka.

- Kończę pracę w biurze o szóstej, kiedy wyją fabryczne syreny, i idąc 

szybkim krokiem, raz - dwa będę w domu.

- Ale dlaczego Peder ani Evert nie mogą opiekować się dzieckiem?

- Bo obaj łącznie z Kristianem pracują po szkole i wracają później.

Na schodach rozległy się kroki, więc Jenny nerwowo uklęknęła, by dalej 

szorować. Z piętra zeszła rozgniewana kobieta.

- A co ty się tak grzebiesz, Jenny? Już dawno powinnaś to skończyć! Za to, że 

się lenisz, dostaniesz tylko połowę zarobku. Będziesz miała nauczkę.

W tym samym momencie kobieta zauważyła Elise i mrużąc oczy, spojrzała na 

nią.

- A co tu robią obcy ludzie?

- Właśnie zaproponowałam Jenny inną, lepiej płatną pracę. Na pewno nikt nie 

potrąci jej z wypłaty za to, że nie potrafi pracować tak szybko jak dorośli.

- Przecież to były żarty, chyba się łatwo domyślić! Jenny dostanie swoją 

wypłatę. A teraz pośpiesz się już, Jenny, bo musisz jeszcze pójść do sklepu.

Jenny wymyła ostatnie stopnie, wyniosła wiadro na zewnątrz i opróżniła je na 

podwórzu.

Elise oddaliła się wzburzona, że ta starsza kobieta tak perfidnie wykorzystuje 

dziecko. Nie zdziwiłaby się, dowiedziawszy, że dziewczynce każe się robić to i tamto 

tylko dlatego, że nie ma rodziców, którzy by ją wzięli w obronę. A do tego płacono jej 

na pewno marne grosze.

Gdy wróciła do domu, Emanuel i Reidar siedzieli na ganku i palili fajkę, z 

kuchni tymczasem dolatywały głośne krzyki.

Emanuel chyba dostrzegł w jej spojrzeniu przyganę, bo pośpiesznie wyjaśnił, 

ż

e Hilda przejęła opiekę nad dziećmi.

- Do jej przyjścia wszystko było dobrze - dodał na koniec. - Słyszałem o twojej 

mamie. Przykra sprawa. Jak ona to zniosła?

- Jest załamana, to zrozumiałe. Ale przecież ma już czworo dzieci, nie licząc 

Anne Sofie.

background image

Reidar przytaknął:

- Hilda jest oburzona zachowaniem mamy.

- Na pewno jej przejdzie. Ale na razie to świeży ból. Dziecko umarło przecież 

ledwie przed dwoma dniami.

- A jak ci poszło w biurze, Elise? - Emanuel popatrzył na nią zaciekawiony.

Elise zdecydowała się mimo wszystko podzielić swymi wrażeniami.

- Poza tym, że w biurze siedzi potwór, i to tuż przy mnie, wszystko dobrze. 

Przeraziłam się, gdy mi wyłożyła, jak używać hektografu, ale coś mi się zdaje, że 

celowo chciała mnie przestraszyć, bo potem dostałam do wypełnienia na podstawie 

podstemplowanych kart listy płac.

Emanuel zaśmiał się.

- W takim razie rozumiem, czemu ją nazywasz potworem. Jesteście tam tylko 

we dwie?

- W biurze stoi kilka wolnych biurek, ale nie wiem, do kogo należą. Może 

jutro pojawi się więcej pracownic.

- Albo przystojny młody kancelista z przylizanymi włosami i czarnym 

wąsikiem - zażartował sobie Reidar.

Przez twarz Emanuela przemknął cień. Reidar zreflektował się, że powiedział 

coś nieodpowiedniego, bo dodał pośpiesznie:

- Czy coś ci jeszcze powiedziała?

- Zapytała mnie, jakiej szkoły średniej jestem absolwentką, czy aby nie 

Borgerskolen. Pewnie po moim ubraniu poznała, że nie stać mnie by było na prywatną 

szkołę - Reidar pokręcił głową wyraźnie zagniewany. - A potem poszła do majstra, 

lecz specjalnie zostawiła uchylone drzwi, żebym usłyszała, co mówi na temat podań, 

które wpłynęły od starających się o tę posadę kobiet, które ukończyły nie tylko 

Borgerskolen, ale i roczną szkołę handlową, kobiet z porządnych domów, 

elokwentnych, które piszą bezbłędnie i mają nienaganne maniery.

Reidar popatrzył na nią porażony.

- Tak powiedziała?

Emanuel słuchał zamyślony, ale rzekł w końcu:

- Ale czy nie miała trochę racji? To dość dziwne, że majster zatrudnił ciebie, 

mimo że o posadę starało się wiele kobiet lepiej wykształconych.

- Kiedy go o to samo zapytałam, powiedział mi, że wróble ćwierkają, iż 

wydrukowano jakieś moje opowiadania. Chciałabym wiedzieć, o którym z opowiadań 

background image

słyszał. Niemożliwe, by czytał to, które ukazało się w „Verdens Gang”, o prządce od-

bierającej sobie życie, bo za spóźnienie wyrzucono ją z pracy. Bo przecież była to 

bezpośrednia krytyka kierownictwa i właścicieli fabryki.

Ku jej zdumieniu Reidar był bardziej pozytywnie nastawiony do majstra niż 

Emanuel.

- Może skłoniło go to do zastanowienia i stwierdził, że miałaś rację.

Zaśmiała się.

- To zbyt piękne, by mogło być prawdziwe.

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

W pięć dni później w sobotę, gdy wszyscy wcześniej skończyli pracę, urządzili 

przeprowadzkę na Hammergaten. Pogoda im dopisała.

Elise przeżyła miłe zaskoczenie, gdy dokładnie obejrzała dom. Z zewnątrz 

wydawał się dość mały, ale gdy się weszło do środka, sprawiał wrażenie bardzo 

przestronnego. Wcześniej poddasze zajmowała druga rodzina, ale teraz urządzone 

tam były trzy niewielkie sypialnie. Na parterze mieściła się kuchnia z wyjściem do 

ogródka znajdującego się z tyłu domu, a okna salonu wychodziły na ulicę.

Wszystkie pomieszczenia były zadbane, ze ścian nie łuszczyła się farba, a 

podłogi też nie nosiły śladów zniszczenia. Framugi okien były świeżo pomalowane, a 

meble Emanuela, wcześniej przewiezione z Ringstad, stały już na swoich miejscach. 

Pluszowa sofa zmieściła się akurat na dłuższej ścianie i razem ze stołem i krzesłami 

stanowiła prawie kompletne wyposażenie salonu. Kiedy jednak Elise spojrzała na 

przeciwległą ścianę, odkryła ze zdumieniem czarny bufet z mosiężnymi okuciami 

przykryty białą szydełkową serwetą, a na półce powyżej piękne porcelanowe filiżanki. 

Posłała Emanuelowi zdumione spojrzenie.

- Czy poprzedni lokatorzy nie zabrali jeszcze wszystkich mebli?

Emanuel uśmiechnął się tajemniczo.

- Podoba ci się ten bufet?

- Oczywiście. Przypomina mi trochę ten, co stał u Carlsenów w jadalni.

- Jest mój.

- Twój? - otworzyła usta zdumiona. - Żartujesz. Emanuel zaśmiał się i 

pocałował ją w policzek.

- Poczekaj tylko, mam dla ciebie więcej niespodzianek! Wóz z meblami 

przyjechał z Ringstad wczoraj, ale nie chciałem ci nic mówić.

background image

Podszedł do dużej skrzyni stojącej w rogu salonu i wyjął lampę naftową do 

zawieszenia nad stołem. Miała biały szklany klosz, misterne kute ornamenty w 

kształcie „bukietów” z ozdobnymi szlifowanymi szkiełkami. Równie pięknej lampy 

Elise jeszcze nie widziała. Emanuel tymczasem otworzył kolejne pudło i wyjął trzy 

białe obrusy, wszystkie pięknie haftowane, porcelanowy imbryk do herbaty, srebrne 

pojemniki na przyprawy, dzbanuszek na śmietankę i cukierniczkę, fotografie w 

ramkach do powieszenia na ścianie, zielony, aksamitny obrus do nakrycia stołu na co 

dzień, a także kompletny serwis do kawy i trzy wazony na kwiaty.

Elise oniemiała.

- To wszystko twoje? - wykrztusiła wreszcie. Przytaknął.

- Mam jeszcze fotel bujany! Na razie stoi w komórce na drewno. Nie zdążyłem 

go wnieść, bo jechałem po was. No i jeszcze haftowany obraz na ścianę i zielone 

aksamitne portiery.

Na zewnątrz usłyszeli hałas. Pojawili się chłopcy. Zatrzymali się jednak w 

progu i popatrzyli oniemiali na piękny salon. Pierwszy odezwał się Peder:

- Poprzedni lokatorzy się jeszcze nie wyprowadzili? Elise popatrzyła na niego 

z uśmiechem.

- Wyprowadzili się, te meble są własnością Emanuela.

- Nie moją, tylko naszą - poprawił ją.

- A można wejść do środka? - zapytał Peder, stąpając na palcach. Kristian i 

Evert weszli ostrożnie za nim. Skierowali się prosto w stronę bufetu, by popatrzeć na 

stojące na nim ozdoby.

Emanuel tymczasem zwrócił się do Elise ze słowami:

- A teraz największa niespodzianka!

- Jeszcze jedna? - Elise popatrzyła na niego przytłoczona nadmiarem wrażeń.

- Mama i ojciec przyjadą na chrzciny!

Zmusiła się do uśmiechu, bo w głębi serca miała nadzieję, że uniknie 

spotkania z teściową. Nie chciała mu jednak psuć radości.

- To wspaniale, Emanuelu! Nie miałam nawet odwagi na to liczyć.

Objął ją i przytulił.

- Wszystko dzięki temu pięknemu listowi, który wysłałaś do ojca. Tak cię 

kocham, Elise. Sprawiłaś, że znów chce mi się żyć. Czuję się, jakby znów zaświeciło 

nam słońce, niemal tak samo jak przed dwoma laty.

Mogło nam świecić przez cały czas, gdyby nie... - pomyślała, ale szybko 

background image

odsunęła od siebie tę myśl.

Woźnica, który przyjechał z Ringstad, miał pozostać w Kristianii przez sobotę 

i niedzielę, żeby im pomóc przy przeprowadzce. Zatrzymał się u swojego brata na 

Arendalsgaten. Elise przypomniała się przeprowadzka z Andersengarden do domu 

majstra, kiedy przewozili meble wózkiem i po trochu nosili swój dobytek. Najgorzej 

było znieść po schodach, a potem wnieść na poddasze łóżko mamy. Wszyscy 

podtrzymywali i pomagali. Teraz Elise mogła pozostawić noszenie mężczyznom i 

chłopcom, a sama zajęła się dziećmi i powoli układała wszystko na miejsce.

Jensine spała w wózku, który Elise postawiła w ogródku na tyłach domu. 

Kiedy pozostali udali się z powrotem w stronę Beierbrua, Elise wzięła Hugo za rękę i 

zerknąwszy na Jensine, dokładniej obejrzała ogród. Czuła, jak rozpiera ją radość. 

Wyobraziła sobie, jak pięknie będzie tu latem, gdy wszystko się zazieleni, a krzewy 

zakwitną. W ciepłe letnie dni usiądą sobie pod rzucającymi cień drzewami i popijając 

kawę przy małym okrągłym stoliku, zerkać będą na Hugo, który będzie sobie 

wędrował, i na śpiącą na świeżym powietrzu Jensine.

Przeleciał z bzykiem trzmiel, a żółty motyl zatańczył bezgłośnie między 

drzewami. Wiosna nadeszła w pełnym rozkwicie, niebawem nastanie lato, a widmo 

mroźnej zimy, chłodnych nocy i odmrożeń wydawało się bardzo odległe. Elise 

rozejrzała się wokół i westchnęła zadowolona, przekonana, że tu, na Hammergaten, 

czeka ich wszystkich dobre życie.

Postawiła Hugo na ziemi.

- Chodź! Chodź! - zawołał ożywiony malec, który wciąż trzymał się jeszcze za 

rękę, ale spodziewali się, że lada moment zacznie chodzić sam. Pozwoliła mu 

prowadzić i wnet obeszli dom i skierowali się w stronę rabatek.

- A dokąd ty idziesz, Hugo? Chcesz wyjść na ulicę i popatrzeć, czy nie jedzie 

wóz? Chcesz zobaczyć konika?

- Prr, prr! - odpowiedział zadowolony wesołym głosem.

Uliczka była cicha i spokojna. Rzadko tędy jeździły jakieś pojazdy. Pozwoliła 

synkowi iść tam, gdzie chce. Trzymała go za obie rączki, a on kroczył, kołysząc się 

zabawnie.

Słońce przygrzewało przyjemnie, a w koronach drzew uwijały się ptaki, które 

przyleciały z ciepłych krajów. Mignęła jej pliszka, usłyszała pogwizdywanie kosa i 

ś

piewne nawoływanie zięby. Zauważyła też rudzika, jak również sikorki bogatki i 

sikorki modre.

background image

Na gałęzi tuż obok nich usiadł jakiś duży ptak.

- Popatrz, Hugo, wrona!

- Szroka - stwierdził stanowczo malec.

Elise przyjrzała się dokładniej i rozpromieniła się. Hugo miał rację, 

rzeczywiście to sroka.

Ulicą nadchodziła jakaś para. Elise popatrzyła na nich, bo wydali jej się tacy 

szczęśliwi. Szli pod rękę, rozmawiali i śmiali się, całkowicie pochłonięci sobą. Nagle 

poczuła ukłucie w sercu na widok mężczyzny, bo trudno się było pomylić co do 

koloru jego włosów, mimo że na głowie miał czapkę. Elise pośpiesznie nachyliła się, 

by wziąć Hugo na ręce i odejść, ale było już za późno.

- Pani Ringstad?! - zawołała Helene Fryksten zaskoczona, bo skąd mogła 

wiedzieć, że się tu przeprowadzili.

Elise nie potrafiła zdobyć się na nieuprzejmość, odwróciła się więc niechętnie 

w stronę Ansgara i Helenę, którzy pośpiesznie zbliżyli się do niej.

- To naprawdę Hugo? - szczebiotała Helenę. - Och, jak on urósł! Już się 

nauczył chodzić?

- Ma piętnaście miesięcy, więc to nie tak wcześnie. - Elise słyszała, jak 

odpychająco zabrzmiał jej głos.

Helenę zerknęła na dom i zapytała:

- Czyżbyście się tu przeprowadzili?

Nie było sensu zaprzeczać. W każdej chwili spodziewała się Emanuela i 

chłopców, którzy mieli przywieźć resztę dobytku.

- Tak, właśnie się wprowadzamy. Helenę nachyliła się nad Hugo.

- Witaj, maleńki. Pamiętasz mnie? Jakiś ty duży i jaki mądry! A jakie masz 

piękne loki. Spacerujesz tu sobie z mamą?

Hugo stał nieruchomo i przyglądał się jej, a potem popatrzył na drzewo i 

pokazał palcem, mówiąc:

- Szroka.

Helenę posłała Elise pytające spojrzenie.

- Właśnie zobaczył na drzewie srokę.

- Coś takiego! Rozpoznaje już różne gatunki ptaków. Mówiłam ci, Ansgar, że 

masz bardzo inteligentnego syna.

Ansgar poczerwieniał i wyraźnie skonfundowany, przestępował z nogi na 

nogę. Przyglądał się jednak Hugo z ciekawością.

background image

Elise poczuła gniew i serce mocno zabiło jej w piersi. Czy ta kobieta musi jej 

wciąż przypominać, że to syn Ansgara? Niebawem Hugo będzie na tyle duży, że już 

będzie rozumiał, o czym się rozmawia, a ona nie ma najmniejszego zamiaru 

opowiadać mu, kto naprawdę jest jego ojcem. Wzięła synka na ręce i odwróciwszy 

się, rzuciła:

- Do widzenia.

- Ależ droga pani Ringstad, proszę nam pozwolić przywitać się porządnie z 

chłopcem - napierała Helenę Fryksten. - Wiem, że rozmawiała pani z rodzicami 

Ansgara. Słyszałam, że się zaprzyjaźniliście i ucieszyła panią ich pomoc. W tej 

sytuacji musi pani pozwolić nam też kontaktować się raz po raz z dzieckiem. Przecież 

to w końcu syn Ansgara. Elise poczuła, że palą ją policzki.

- O tym już raz rozmawiałyśmy, panno Fryksten. Mój mąż, Emanuel, 

zaopiekował się Hugo jak własnym dzieckiem i nadał mu nawet imię po swoim ojcu. 

O niczym więc innym nie chcemy nawet słyszeć! - rzuciła i skierowała się do furtki.

Helenę Fryksten chwyciła ją mocno za ramię.

- Doprawdy, jest pani bezwzględna, pani Ringstad. Proszę popatrzeć na 

Ansgara, jak mu błyszczą oczy. Czy nie potrafi pani zrozumieć, przez co on 

przeszedł? Nie jest pani w stanie wczuć się w jego sytuację? Jak to jest być ojcem 

dziecka, którego nie wolno mu widywać. Powinna się pani wstydzić! Nie rozumiem, 

jak może być pani taka nieprzejednana. Czy takim się człowiek staje, kiedy los go 

zbyt hojnie obdarza? Urodziła pani przecież niedawno drugie dziecko. Słyszałam, że 

dostała pani posadę urzędniczki w biurze majstra Paulsena, a pani mąż jest kancelistą 

w zakładach Myren. A teraz jeszcze na dodatek przeprowadza się pani do tego 

uroczego domu wraz z mężem, który do pani wrócił. Można by sądzić, że człowiek 

obdarzony tyloma łaskami ma w sobie więcej pokory. Pani tymczasem stała się 

bardziej bezwzględna. Proszę popatrzeć, jak żyją inne robotnice tu, nad rzeką Aker. 

Rodziny dwunasto - , a nawet czternastoosobowe zajmują jednoizbowe mieszkania z 

małą kuchnią. Wiele kobiet ma mężów pijaków, inne owdowiały i same utrzymują 

gromadkę dzieci. Wokół pełno jest biedy i nędzy, cierpiących dzieci, które nie 

wychodzą z domu, bo nie mają butów albo ubrań. Które nie uczą się, bo muszą 

zarabiać na utrzymanie, które chorują od gęstego kurzu w fabrycznych halach. Brak 

pani współczucia?

Elise poczuła się tak, jakby ktoś zadał jej cios w pierś. Dławiło ją w gardle, za 

nic w świecie jednak nie zamierzała pokazać tej Helenę, że przejęła się jej 

background image

oskarżeniami. Wyrwała się i bez słowa pobiegła za róg domu do kuchennych drzwi. 

Wpadła do salonu, posadziła Hugo na podłodze i osunęła się na miękkie krzesło. 

Ukrywszy twarz w dłoniach, wybuchnęła płaczem.

Uspokoiła się dopiero, gdy usłyszała szybkie kroki na zewnątrz. Zerwała się 

gwałtownie, wytarła nos i oczy. Pochylona nad bufetem, udawała, że coś układa, gdy 

do środka wszedł Emanuel.

- Spotkałem kogoś na ulicy - odezwał się wzburzonym głosem.

- Tak? - rzuciła, nie odwracając się.

- Nie udawaj, Elise. Mówili, że z tobą rozmawiali. Odwróciła się do niego, z 

trudem hamując gniew. Czy on sądzi, że z własnej woli ucięła sobie z nimi 

pogawędkę?

- Rozmawiali? To niezbyt trafne słowo. Pojawili się nagle, gdy wyszłam z 

Hugo przed furtkę. Gdy ich zauważyłam, chciałam szybko wrócić do domu, ale mnie 

zatrzymali. A potem ona zasypała mnie oskarżeniami, że jestem bezwzględna i 

nieprzejednana, nie pozwalając Ansgarowi widywać się z Hugo. Wiedziała o mnie 

wszystko, nawet to, że podjęłam pracę w biurze majstra Paulsena. Zarzuciła mi, że 

brak mi współczucia dla innych robotnic, bo dostaję od losu wszystko, czego chcę. 

Zatrzęsłam się z gniewu, a kiedy wreszcie uwolniłam ramię z jej uścisku, przybiegłam 

do środka.

Twarz Emanuela złagodniała.

- Biedna Elise! Płakałaś? - Objął ją i przytulił. - Nie miałem pojęcia, że tak to 

wyglądało. Ta kobieta pogratulowała mi nowego domu i powiedziała, że odbyłyście 

długą rozmowę. Sądziłem więc, że dobrowolnie ucięłaś sobie z nimi pogawędkę i 

pozwoliłaś im przywitać się z Hugo.

Chciała go spytać, jak mógł sobie w ogóle coś takiego pomyśleć, ale 

zrezygnowała. To miał być radosny dzień, nie pozwoli więc, by go zepsuły jakieś 

upiory z przeszłości. Uwolniła się z objęć Emanuela i oświadczyła:

- Zapomnijmy o tym, Emanuelu! Ta kobieta ma nie po kolei w głowie. Jeśli 

ośmieli się mnie nadal nagabywać, zagrozimy, że zgłosimy to na policji. Nie możemy 

ryzykować, że zdradzi Hugo, kim dla niego jest Ansgar. Na szczęście na razie jeszcze 

nic z tego nie rozumie. Nie pozwolę, by się dowiedział, że jego ojcem jest gwałciciel. 

To by mu zniszczyło życie.

- Ale przyjęłaś pomoc od jego rodziców.

- To co innego. Ci mądrzy i rozsądni ludzie pragną jedynie naszego dobra. 

background image

Jestem pewna, że rozumieją sytuację i nie chcieliby, aby Hugo dowiedział się prawdy.

W tym samym momencie usłyszała głosy chłopców, więc pośpiesznie 

zmieniła temat.

- No, jak poszło? Wszystko już ze sobą zabraliście? Przytaknął.

- Nie było tego tak dużo. Najwięcej miejsca zajęło składane łóżko chłopców i 

sienniki. Ubrań nie macie wiele, a stół kuchenny i stołki zostawiliśmy Hildzie i 

Reidarowi, zresztą wszystkie naczynia kuchenne także. Carlsenowie mają zbędny stół, 

który możemy od nich wziąć. Ustawimy go w kuchni. Mają też krzesła kuchenne. 

Poza tym pani Carlsen zapakowała całe pudło filiżanek i naczyń, które zamierzała 

oddać do Armii Zbawienia, ale powiedziała, że jeśli chcemy, możemy sobie zabrać. 

Carlsenowie starają się, jak mogą, by nam zadośćuczynić za to, co się stało. Czują się 

winni.

- A co na to wszystko mówi Karolinę?

- Nie ma odwagi odzywać się za wiele. Przestraszyła się ojca, który zagroził, 

ż

e ją odeśle na pensję dla panien.

Kiedy nadszedł wieczór, prawie wszystko znajdowało się już na swoim 

miejscu.

- Czasami skromny dobytek bywa zaletą - uśmiechnął się Emanuel. - Kiedy 

sobie pomyślę, co by było, gdyby mama z ojcem kiedyś musieli wyprowadzić się z 

Ringstad, ogarnia mnie przerażenie. Na samym strychu i w piwnicy nagromadziło się 

tam przez pokolenia tyle różnych gratów.

- Myślisz, że ciotka Ulrikke też przyjedzie na chrzciny?

- Tak, wydaje mi się to oczywiste, skoro będą oboje rodzice.

- Ta uroczystość będzie dla mojej mamy ciężkim przeżyciem. Opowiadałam 

ci, że z wyprzedzeniem sprawiła swemu dziecku szatkę do chrztu i w nią ubrała 

malutką do trumny?

Pokiwał głową z powagą.

- Obawiam się tego pogrzebu. We wtorek, tak?

- Tak, zastanawiam się, czy zwolnią mnie z pracy.

- Oczywiście, że muszą cię zwolnić na pogrzeb twojej przyrodniej siostry.

Podniosła na niego zdumiony wzrok.

- Przyrodnia siostra? Nie myślałam o niej w ten sposób.

- Jak to? - popatrzył na nią zdziwiony. - Przecież to dziecko twojej mamy.

Pokręciła głową nad własną bezmyślnością.

background image

- Dziwne, ale często nie myślę o mamie, że to moja mama. Teraz traktuję ją 

jak mamę Anne Sofie. A kiedy zobaczyłam to martwe maleństwo, nawet nie przyszło 

mi do głowy, że to moja siostra.

Siedzieli na sofie, zmęczeni przeprowadzką. Za oknami słońce chyliło się ku 

zachodowi, w pomieszczeniu zrobiło się chłodniej. Chłopcy pobiegli na błonia, 

Jensine już spała przewinięta i nakarmiona na noc, a Hugo też już leżał. Najmłodsze 

dzieci Elise i Emanuel umieścili u siebie w sypialni, drugą sypialnię zajęli Peder i 

Evert, a Kristian dostał najmniejszy pokoik tylko dla siebie. Na razie nie mieli jeszcze 

łóżka dla Hugo, bo w domu majstra spał w jednym łóżku z nią, póki co więc złączyli 

dwa stare wiklinowe fotele, które zostały po poprzednich lokatorach. Emanuel miał 

jednak nadzieję, że dostaną łóżeczko dziecinne schowane na strychu u Carlsenów.

Elise z niechęcią myślała o nocy. Nie potrafiła wyrzucić z pamięci, że 

Emanuel żył z Signe. Odnosiła wrażenie, jakby miała pójść do łóżka z mężem innej 

kobiety. Wiedziała, że to głupie, a nad Aker wiele kobiet musiało przejść do porządku 

dziennego nad tym, że ich mąż je zdradził. Tylko że raczej żadna z nich nie przeżyła 

sytuacji podobnej do tej, że mąż wziął sobie inną kobietę jak swoją żonę, a kiedy ten 

związek się rozpadł, wrócił z powrotem na łono rodziny.

- Jesteś zmęczona? - odezwał się ze współczuciem.

- Tak, okropnie. Nie pojmuję, dlaczego całkiem opadłam z sił, skoro to wy 

dźwigaliście najcięższe rzeczy.

- Z pewnością przeprowadzka do innego domu stanowi dużą zmianę w życiu. 

Kobiety odczuwają to silniej niż mężczyźni. W końcu to one przecież spędzają w 

domu całe dnie, podczas gdy mężczyźni idą do pracy.

Uśmiechnęła się.

- Kto spędza w domu całe dnie?

- Rzeczywiście, opowiadam bzdury - zreflektował się i roześmiał. - Nie 

miałem na myśli rodzin robotniczych. A słyszałaś, że kobiety mają niebawem uzyskać 

prawo głosu na takich samych warunkach jak mężczyźni? To znaczy te wszystkie, 

które zarabiają minimum czterysta koron rocznie.

Popatrzyła na niego zdumiona.

- W takim razie ja też będę mogła głosować, bo przy pensji wynoszącej 

trzydzieści pięć koron miesięcznie, rocznie zarobię czterysta dwadzieścia koron.

- Idą zmiany, Elise. Kobieta może już zostać nawet sędzią. Słyszałem, że 

wkrótce do egzaminu adwokackiego przystąpi pierwsza kobieta. Ale są i tacy, którzy 

background image

domagają się dostępu kobiet także do innych urzędów państwowych. Naturalnie prócz 

takich jak: minister, pastor, dyplomata, konsul i oficer. Dopiero by to było, gdyby 

jakaś kobieta zasiadła w rządzie! - Zaśmiał się.

Zamilkli. Przypomniało jej się, jak zostali z Emanuelem uwięzieni na noc w 

komórce. Mimo że wciąż kochała Johana, czuła coś, gdy leżała wtulona w Emanuela 

pod jego zimowym płaszczem. Może mogłaby przywołać z powrotem tamte 

doznania?

- Słyszałaś, że został wprowadzony pisemny egzamin maturalny w Umdsma.

Spojrzała na niego i pokręciła głową.

- Wymaga się, by maturzyści znali obie obowiązujące odmiany języka 

norweskiego. Równocześnie w riksmal wprowadzono zmiany w ortografii, 

zmierzające w kierunku odejścia od duńskich form zarówno w pisowni, jak i w 

gramatyce. Są nawet tacy, którzy chcą, by te dwa języki, landsmal i riksmdl, 

stopniowo zbliżyły się do siebie, choć pojęcia nie mam, jak oni zamierzają tego 

dokonać - zaśmiał się.

Elise wiedziała, że powinna słuchać uważnie tego, co mówi, bo może to jej się 

przydać w pracy w biurze, ale po pierwsze była zbyt zmęczona, a po drugie myślami 

krążyła wciąż wokół tego, co ją czekało w nocy.

- Debaty językowe wywołują wiele emocji - ciągnął, choć niemożliwe, by nie 

zauważył roztargnienia Elise. - Powiada się, że zwolennicy landsmal chcą 

zmonopolizować nastroje narodowe, natomiast zwolennicy riksmdl uważają, że im 

przysługuje wyłączne prawo do kultury.

Znów zamilkli. Emanuel chyba zastanawiał się, czemu jest taka cicha.

- Rozmyślałem trochę nad tym twoim pisaniem, Elise. Byłem może nieco 

niesprawiedliwy, odnosząc się niechętnie do tego, co sprawia ci wyraźną radość. W 

druku ukazało się więcej utworów kobiet, niż przypuszczasz, ale one wszystkie 

publikują pod pseudonimami. Na przykład Dikken Zwilgmeyer, Ragnhild Jolsen i 

Ahzilde Prydz.

- Ja też używam pseudonimu.

- To znaczy, że książka wyjdzie pod innym nazwiskiem? - zapytał z wyraźną 

ulgą.

- Tak myślę. Na razie jeszcze nikt z wydawnictwa się do mnie nie odezwał, ale 

Johan pisał, że niebawem skierują do mnie list.

- Dobra wiadomość. Obawiam się, że inaczej spotkałabyś się z ostrą krytyką i 

background image

sprzeciwem. Ostatnio wyszła powieść pisarki Nini Roli Anker pod tytułem Lill - 

Anna i inne, w której autorka zaatakowała zakłamanie, w jakim wychowywane są 

dziewczęta z wyższych sfer, a równocześnie przedstawiła z dużym zrozumieniem 

warunki życia robotnic. Różnica polega na tym, że te pisarki mają zupełnie inne 

korzenie niż ty i dlatego są traktowane poważnie.

Przytaknęła, nie mając ochoty dyskutować z nim na ten temat. Nie tylko 

pisarki miały inne korzenie, Emanuel także pochodził z innego świata. Łatwiej 

rozmawiało jej się z Johanem. On ją rozumiał.

Emanuel zerknął przez okno.

- Czy chłopcy nie powinni już wrócić? Za chwilę mają iść spać.

W tej samej chwili w korytarzu rozległy się szybkie kroki i radosne chłopięce 

głosy.

- Wiesz co, Elise? - Peder wpadł z impetem do salonu czerwony na twarzy i 

spocony, z czapką na bakier, cały powalany piachem i trawą. - Wygrałem! Bawiliśmy 

się w podbijanie kraju i ja wygrałem, chociaż bawili się z nami też starsi chłopcy.

- Gratuluję, Peder - uśmiechnęła się Elise. - Ale teraz już szybko jedzcie 

kolację i kładźcie się spać. Jest późno.

Emanuel popatrzył na Pedera z głęboką zmarszczką u nasady nosa.

- Nie wiesz, Peder, że wchodząc do salonu, należy zawsze zdejmować czapkę?

- Przepraszam - Peder pośpiesznie ściągnął nakrycie głowy.

Z piętra doleciał płacz dziecka. Elise zerwała się, ale Kristian zajrzał przez 

drzwi i rzucił:

- Pójdę do nich na górę.

Elise siadła z powrotem na sofie ze słowami:

- Ten Kristian to naprawdę dobry chłopak! Co rusz oferuje mi pomoc przy 

dzieciach.

Emanuel uśmiechnął się.

- Należy ci się chwila odpoczynku. Dobrze go wychowałaś, Elise. Ale 

powinnaś być nieco surowsza wobec Pedera.

Chłopcy zjedli posmarowane kanapki i zniknęli na piętrze. Jak to przyjemnie 

brzmiało: „na piętrze”. Co prawda nie widziała specjalnej różnicy pomiędzy 

poddaszem w domu majstra a tym, ale skoro Emanuel mówił „piętro”, to i ona może. 

W domu majstra mieli tylko jedno duże pomieszczenie na poddaszu, a tu góra była 

podzielona na trzy izby, może więc dlatego pasowało tu inne określenie.

background image

Słysząc, jak chłopcy rozmawiają i chichoczą, cieszyła się razem z nimi. Byli 

tacy dumni, że mają osobne sypialnie, zwłaszcza Kristian.

- Ale im tam wesoło! - Uśmiechnęła się do Emanuela. Objął ją ramieniem i 

szepnął:

- Może i my byśmy też wnet zasmakowali trochę radości? Elise przytaknęła, 

ale nie potrafiła udawać, że nie może się doczekać tej chwili.

- Najlepiej poczekajmy, aż usną. Pocałował ją w policzek.

- Masz rację. Nie mam ochoty, by nas zaskoczyli w pierwszą noc po moim 

powrocie do domu. To będzie taka nasza noc poślubna - dodał szeptem.

ROZDZIAŁ SZESNASTY

U chłopców było już całkiem cicho, gdy przemknęli się na górę. Jensine i 

Hugo spali mocno.

Elise rozebrała się pośpiesznie, włożyła cieniutką poprzecie - raną koszulę 

nocną i wsunęła się do łóżka. Emanuel potrzebował więcej czasu, by zdjąć ubrania, 

wyjąć zegarek na łańcuszku z kieszeni kamizelki i odpiąć w niej wszystkie guziki, 

zsunąć szelki i gumki podciągające rękawy koszuli. Na dworze było już całkiem 

ciemno, ale dzięki lekkiej poświacie od ulicznej latarni gazowej w sypialni nie 

panował kompletny mrok i dało się rozróżnić kontury.

Elise zamknęła oczy, starając się rozluźnić. Chyba nie będzie tak źle, 

przekonywała siebie. Przecież wcześniej nie odczuwałam niechęci. Nagle 

przypomniało jej się zdarzenie, o którym całkiem zapomniała. Emanuel zdenerwował 

się o coś, a może coś go wzburzyło, i był wobec niej gwałtowny i brutalny. Na co 

dzień zazwyczaj miły i troskliwy, w łóżku czasami zachowywał się zupełnie jak obcy 

człowiek.

Może byłoby łatwiej, gdybym spróbowała przywołać nastrój tamtej nocy, 

kiedy zostaliśmy zamknięci w komórce? Nie znałam go wtedy jeszcze dobrze. Byłam 

strasznie speszona, gdy musiałam się na nim położyć, ale gdyby nie to, kto wie, czy 

nie zamarzlibyśmy na śmierć.

Powróciły we wspomnieniach urywki rozmowy.

„Jutro chyba się spalę ze wstydu, że spędziłam noc otulona twoim płaszczem”. 

On odpowiedział: „Zwłaszcza że leżysz na mnie”.

Pamięta, że z początku sobie żartowali, ale potem pojawiło się coś innego. 

Wyczuła narastające między nimi napięcie i zawstydziła się, że z jej powodu on, 

background image

oficer Armii Zbawienia, któremu nie wolno czuć pożądania, bo ślubował 

wstrzemięźliwość seksualną, narażony jest na pokusy. Przez długi czas leżała na 

wznak, ale ścierpła i musiała zmienić pozycję i wtedy przylgnęła przodem ciała do 

jego brzucha. Wydawało jej się, że wciąż słyszy jego przerażony głos: „Co ty robisz?” 

Poczerwieniała ze wstydu i usiłowała się podnieść, ale on ją przytrzymał. Później ich 

rozmowa wciąż kierowała się na zakazane tory, mimo że bardzo się pilnowali.

Nagle w jej wspomnieniach pojawiła się inna twarz, twarz Johana, gdy żegnał 

się z nią podczas ostatniego pobytu w domu. Nigdy nie zapomni jego słów: 

„Wyjeżdżam, ale zostaniesz w moich myślach. Jesteś w nich w dzień i w nocy”.

Nie, nie wolno jej teraz myśleć o Johanie, to niewłaściwe. Teraz musi uczynić 

wszystko, co w jej mocy, by między Emanuelem a nią ułożyło się jak najlepiej. 

Przypomniała sobie znów noc w komórce i poczuła mrowienie w ciele.

Emanuel rozebrał się i wszedł pod kołdrę.

- Och, Elise, nie mogłem się doczekać tej chwili - jęknął. Miał na sobie 

koszulę do spania, najwyraźniej nie do końca pewien jej reakcji. - Pozwolisz, bym 

wziął cię w ramiona?

Gdy szeptem wyraziła zgodę, przywarł do niej tak gwałtownie, że z trudem 

oddychała. Całując ją w czoło, szyję i w usta, zapewniał gorąco:

- Nie masz pojęcia, jak za tobą tęskniłem. Nie mogłem spać, moje ciało 

płonęło żarem, którego nie dało się ugasić.

Obłudą z jej strony byłoby powtarzanie takich samych wyznań, leżała więc, w 

milczeniu przyjmując jego pieszczoty i pocałunki, i wstydziła się tego, że nie może 

doczekać się ich końca. Może gdyby się nieco włączyła, nie zdołałby się dłużej 

powstrzymywać i poszłoby szybciej. Zadarł jej wysoko koszulę nocną, gładził nogi, 

biodra i brzuch, powoli wsunął dłoń między uda, a potem jego ruchy nabrały 

gwałtowności. Zaraz zauważy, że coś jest nie tak, jak powinno być, że nie jestem 

gotowa go przyjąć, myślała w panice. Daremnie usiłowała przywołać obrazy, które 

mogłyby jej pomóc obudzić pożądanie.

- Nie dam rady się dłużej powstrzymać - jęknął i wszedł w nią ostrymi i 

gwałtownymi ruchami. Z początku sprawił jej ból, zacisnęła jednak zęby, dziękując w 

duchu, że w ciemnościach nie widać jej twarzy. Po chwili jednak poczuła przebłysk 

namiętności, ale na nic więcej nie starczyło czasu, bo nagle było po wszystkim. Ema-

nuel, dysząc ciężko, osunął się na nią i jęknął: - Jesteś najcudowniejsza na świecie, 

Elise.

background image

Dzięki Bogu nic nie zauważył.

Obudziła się w nocy, bo ktoś ją obrócił na brzuch. W pierwszej chwili się 

przeraziła, zaraz jednak przypomniało jej się, że wprowadzili się do domu na 

Hammergaten, a ona śpi z Emanuelem. Gładził jej ciało, szepcząc:

- Muszę, Elise. Muszę cię znów posiąść.

Zacisnęła mocno powieki. Chciała krzyknąć: „Nie!”, ale powstrzymała się z 

trudem. Są przecież małżeństwem, nie wolno jej odmawiać mu tego, do czego ma 

mężowskie prawo.

Pamiętała lato przed dwoma laty tuż po ślubie, gdy budził w niej coraz 

silniejsze uczucia. Nawet wówczas odczuwała przesyt jego pieszczot. Zauważyła 

jednak, że gdy przestaje myśleć i koncentruje się wyłącznie na nim, w krótkim czasie 

i ją ogarnia pożądanie. Może teraz też jej się to uda.

Tylko że on zachowywał się jakoś inaczej, nie pamiętała go takiego. Nagle 

przyszło jej do głowy, że pewnie nauczyła go tego Signe, z nią się tak kotłował. 

Wywołało to w niej zrazu wstręt, ale mimowolnie ją to nieco podnieciło. Ze 

zdumieniem zarejestrowała, jak zalewa ją fala pożądania.

- Mmm... czułem, że tym razem też było ci dobrze - wyszeptał już po 

wszystkim. - Jesteś najcudowniejsza.

W tej samej chwili obudziła się Jensine, bo nadeszła pora nocnego karmienia.

Niedzielę spędzili na porządkach. Piękna pogoda utrzymała się, więc drugie 

ś

niadanie zjedli w ogródku za domem przy okrągłym stole pozostawionym przez 

poprzednich lokatorów. Emanuel uśmiechnął się zadowolony.

- Ale nam dobrze, Elise. Pomyśl tylko, tak będziemy spędzać wszystkie 

niedziele przez całe lato. A jak nadejdą ciepłe wieczory, sięgnę po gitarę, a ty 

będziesz śpiewać. Nie zapomniałem twojego czystego i dźwięcznego głosu.

Elise zaśmiała się.

- Wydaje mi się, że od tamtej pory, gdy chodziłam z tobą do Świątyni, prawie 

nie śpiewałam, no poza Wigilią i pogrzebami.

- To ja dopilnuję, byś znów zaczęła śpiewać. Masz zbyt piękny głos, by się 

marnował. - Rozejrzał się wokół. - Jutro wieczorem skopię grządki, zgrabię suche 

liście i poprzycinam gałęzie jabłoni. Cudownie będzie znów popracować trochę w 

ogrodzie. Lubię to zajęcie.

- A ja uszyję firanki w salonie. Widziałam w sklepie tkaninę z koronki. Chyba 

ją kupię.

background image

- Będzie ładnie. Jestem pewien, że mama też coś ze sobą przywiezie. 

Opowiadałem im, jak wygląda nasz dom, i wiedzą, że brakuje jeszcze tego i owego. 

Do chrzcin został tydzień. Mam nadzieję, że zdążymy doprowadzić tu wszystko do 

porządku.

- Najpierw będzie pogrzeb w Kjelsas. Uff, myślę o tym z wielkim niepokojem.

- To, co się stało, jest bardzo przykre, ale może mimo wszystko tak będzie 

lepiej dla twojej mamy? Jest już zbyt stara, by pielęgnować niemowlę. Wydaje się, że 

już opieka nad córką Asbjorna wystarczająco ją męczy. A może dzięki temu pomyśli 

częściej o dzieciach, które są u nas? Mówiłaś, że zmieniła się na lepsze, gdy 

wytknęłaś jej zaniedbania. Wygląda jednak na to, że jest jej potrzebna kolejna lekcja.

- Zobaczymy, jak się wszystko ułoży. Hilda znosi to gorzej niż ja. Jest 

rozgoryczona i twierdzi, że mama nas zawiodła. Ja natomiast o tym nie rozmyślam. 

Straciłam matkę wtedy, gdy zachorowała na suchoty i gdy musiałam przejąć opiekę 

nad rodzeństwem. Potem właściwie już nigdy nie oczekiwałam od niej niczego.

- Jesteś mądra, Elise.

- To nie ma nic wspólnego z mądrością. Po prostu nie chcę się zadręczać. 

Człowiek zgorzkniały szkodzi przede wszystkim samemu sobie.

Obawiała się, ale i cieszyła, że w poniedziałek rano znów pójdzie do biura. 

Polubiła tę pracę, nie mogła znieść jedynie towarzystwa panny Johannessen, która 

przez cały tydzień była równie odpychająca i naburmuszona. Może z czasem się to 

zmieni? „Potwór” przecież prędzej czy później oswoi się z myślą, że jej koleżanką z 

pracy jest prosta robotnica. Niemożliwe, by ją to gniewało bez końca.

Przed głównymi drzwiami natknęła się na majstra Paulsena. Ukłoniła się, a on 

uchylił kapelusza.

- Dzień dobry, pani Ringstad. Ciekaw jestem usłyszeć, jak się pani u nas 

podoba.

Nie widziała się z nim, odkąd podjęła pracę, i była z tego powodu 

zadowolona, bo właśnie tego pytania obawiała się najbardziej.

- Bardzo lubię sporządzać listy płac. Zabawnie jest rozpoznawać tak różne 

nazwiska. Wiele z nich brzmi dla mnie znajomo.

Roześmiał się.

- Po raz pierwszy słyszę, że ktoś lubi sporządzać listę płac. Większość uważa, 

ż

e to strasznie nudne zajęcie. Czy panna Johannessen uczyła już panią pisać na 

maszynie?

background image

- Nie, jeszcze nie. Pierwszego dnia wyjaśniła mi natomiast, jak się używa 

hektografu, tyle że dość pośpiesznie i niewiele z tego zrozumiałam.

Popatrzył na nią zdziwiony i zmarszczył czoło.

- Hektografu? Przecież pani nie będzie go używać.

- Nie? Zaśmiał się.

- Myślę, że nasza panna Johannessen chciała sobie z pani trochę zażartować. 

Ale tak już jest, gdy przychodzi nowy pracownik, pani Ringstad. Wszyscy uwielbiają 

dokuczać nowym. - Zaraz jednak spoważniał i się zamyślił. - Nie miałem jednak 

pojęcia, że panna Johannessen ma takie poczucie humoru... - Uchylił raz jeszcze 

kapelusza. - Do zobaczenia, pani Ringstad - oświadczył i pomaszerował dalej w 

stronę schodów.

Rozmowa wcale nie podniosła jej na duchu. Zyskała natomiast dowód na to, 

co podejrzewała przez cały tydzień. Panna Johannessen celowo jej wyłożyła zasadę 

działania powielacza, żeby ją nastraszyć. Nie wróżyło to dobrze ich dalszej współpra-

cy.

Ku swemu zdumieniu zauważyła przy jednym z wolnych do tej pory biurek 

młodego mężczyznę. Zarówno Reidar, jak i Emanuel twierdzili, że mężczyźni i 

kobiety nie pracują w biurach w jednym pomieszczeniu. Mało tego, słyszała, że 

kobieta nie może usiąść na fotelu, na którym chwilę wcześniej siedział mężczyzna.

Przyszła panna Johannessen i pośpiesznie zerknęła na swój kieszonkowy 

zegarek, żeby skontrolować, czy Elise pojawiła się punktualnie, a następnie zwróciła 

się do nieznajomego.

- To nasza nowa urzędniczka, o której panu opowiadałam, panie Samson.

Uśmiechnęła się do niego i Elise po raz pierwszy miała okazję zobaczyć 

pogodne oblicze swojej przełożonej. Mężczyzna wstał i podał Elise rękę:

- Sigvart Samson, bardzo mi miło.

- Elise Ringstad - ukłoniła się.

Nie odezwał się więcej. Ogarnęła ją niepewność, czy powinna jakoś nawiązać 

rozmowę. Nie pytał o to, jaką szkołę ukończyła, ale pewnie panna Johannessen już 

mu wszystko opowiedziała. Zapadło kłopotliwe milczenie, w końcu Elise skierowała 

kroki do swojego biurka i usiadła. W tym samym momencie zauważyła, jak panna 

Johannessen mrugnęła do Samsona i uśmiechnęła się porozumiewawczo. Elise 

zdawało się, że słyszy jej myśli: „Sam pan widzi! Pochodzi z robotniczej rodziny i 

pracowała jako prządka w fabryce. I co pan o tym sądzi?”

background image

Postanowiła udać, że się niczego nie domyśla. Zyskać szacunek może tylko 

sumienną pracą.

Panna Johannessen podeszła do niej wolnym krokiem.

- Pomyślałam sobie, pani Ringstad, że zacznie pani się dziś uczyć pisać na 

maszynie. Właściwie powinna pani posiadać już tę umiejętność, przychodząc do nas. 

Tego uczą w szkole handlowej. Mamy tu tyle pracy, że nie ma czasu na przyuczanie, 

ale skoro majster Paulsen tak postanowił, to... - skrzywiła się. - Najpierw jednak 

proszę wyczyścić lampy naftowe.

Odwróciła się i już miała wracać do swojego biurka, gdy coś jej się jeszcze 

przypomniało.

- Poza tym teraz, gdy w naszym towarzystwie mamy też mężczyznę, do pani 

obowiązków należeć będzie opróżnianie spluwaczki. No i straszny tu kurz. Proszę 

najpierw powycierać kurze szczotką z piór.

Choć pracowała w pocie czoła, dopiero przed przerwą obiadową zdążyła 

uporać się ze wszystkim, co jej zleciła panna Johannessen poza sporządzaniem list 

płac.

Spoglądając na maszynę do pisania o nazwie „Liliput”, czuła, jak jej się pocą 

dłonie. Panna Johannessen objaśniła jej wszystko tak szybko, że trudno było za nią 

nadążyć, a sytuację dodatkowo komplikowało zdenerwowanie.

Odnajdywanie odpowiednich liter na klawiaturze zajmowało jej tyle czasu, że 

w końcu panna Johannessen przyniosła wielką księgę opatrzoną tytułem „Formularze 

i pisma” i poprosiła, by zamiast tego wprowadziła do tej księgi odręcznie umowy za-

kupu. I gdy wreszcie nadeszła pora przerwy obiadowej, Elise była wykończona i 

przygnębiona.

Musiała jeszcze zapytać majstra, czy mogłaby się nazajutrz zwolnić na 

pogrzeb. Ociągała się w nadziei, że panna Johannessen wyjdzie, bo nie chciała przy 

niej pukać do gabinetu majstra. Ponieważ jednak przełożona nie zamierzała 

najwyraźniej opuszczać biura, a Elise nie mogła dłużej zwlekać, bo sąsiadka, która 

opiekowała się Jensine, już na nią czekała, nie miała innego wyboru.

Majster siedział za wielkim biurkiem z ciemnego drewna. Na środku blatu 

znajdował się piękny komplet do pisania z dwoma kałamarzami, a obok srebrne 

pudełko na cygara. Na ścianie za plecami majstra wisiały piękne dyplomy.

Podniósł wzrok znad papierów, a na widok Elise jego twarz rozjaśniła się w 

uśmiechu. Dodało to jej odwagi.

background image

- Przepraszam, że przeszkadzam, majstrze Paulsen, ale chciałam się 

dowiedzieć, czy będę się mogła jutro zwolnić na pogrzeb. - Zauważyła, że przez jego 

twarz przemknął cień przerażenia, dodała więc pośpiesznie: - Umarła córeczka mojej 

mamy, żyła tylko parę dni.

Strach ustąpił miejsca uldze. Czyżby się przeraził, że coś się stało Hildzie albo 

Isacowi?

- To smutne. Jak przyjęła to pani mama?

- Bardzo ciężko. Tyle przeszła w ostatnim czasie, najpierw choroba, potem 

ś

mierć ojca.

Pokiwał głową.

- Pamiętam. Pociechą może być to, że ma was czworo. Mam nadzieję, że 

potrafi to docenić.

- Owszem. Poza tym jej obecny mąż ma córeczkę z pierwszego małżeństwa.

- W takim razie mama powinna się cieszyć. Nie widzę powodu, by kobiety 

rodziły zbyt wiele dzieci. Przeludnienie sprzyja biedzie i nędzy.

- Jest więc możliwe, bym zwolniła się jutro na kilka godzin?

- Oczywiście. Jak nauka? Liliput to podobno maszyna szybko pisząca, tak ją 

przynajmniej reklamują. To niezwykłe, że od razu uzyskuje się gotowe pismo bez 

sporządzania matrycy, prawda?

Elise przytaknęła, dodała jednak:

- Nie zdążyłam jeszcze zbyt wiele poćwiczyć, bo wcześniej musiałam 

wykonać mnóstwo innych rzeczy.

Majster popatrzył na nią, a u nasady nosa utworzyła mu się głęboka bruzda.

- Chyba nic nie jest pilniejsze od nauki pisania na maszynie?

Elise wpadła w zakłopotanie. Nie zamknęła za sobą porządnie drzwi, więc 

panna Johannessen na pewno słyszy, o czym rozmawiają. W każdym razie jeśli 

uważnie nasłuchuje.

- Zaraz po przerwie obiadowej będę dalej ćwiczyć, panie Paulsen - dygnęła i 

wyszła.

Jak się słusznie domyślała, panna Johannessen stała tuż przy drzwiach zła jak 

furia.

- Musiała pani opowiadać majstrowi, że zajmowała się czymś innym niż 

pisanie na maszynie? Nic na to nie poradzę, że jest pani taka powolna i codzienne 

czynności zajmują pani tyle czasu, że nie nadąża pani wykonać zleconej pani pracy.

background image

Elise nie odpowiedziała. Szybkim krokiem opuściła biuro - i odetchnęła 

głęboko dopiero, gdy znalazła się na schodach. Co za jędza!

Po powrocie do domu zastała list z duńskim znaczkiem pocztowym. Od razu 

się domyśliła, że to nie od Johana, bo adres napisany był na maszynie. 

Podziękowawszy za pomoc pani Jonsen, sąsiadce, która opiekowała się Jensine, 

podekscytowana rozerwała kopertę. Pisali z wydawnictwa. Pogratulowali jej książki i 

zaoferowali dwadzieścia pięć koron zaliczki. Elise zrobiła wielkie oczy: dwadzieścia 

pięć koron! To tyle, ile zarabiała w trzy tygodnie, stojąc przy maszynie po dwanaście 

godzin dziennie. A na dodatek otrzyma więcej, kiedy książka trafi do sprzedaży. 

Wydawcy pisali także, że z wielką radością oczekiwaliby jej wizyty w Kopenhadze, 

ale od Johana Thoresena dowiedzieli się, że niedawno urodziła dziecko i z tego 

powodu nie może przybyć. Elise była wdzięczna Johanowi, że znalazł wiarygodną 

wymówkę. Gdyby stać ją było na podróż i opłacenie niańki, wyjechałaby w jednej 

chwili.

Oderwała spojrzenie od kartki i rozmarzonym wzrokiem popatrzyła przez 

okno. Gdyby tak pojechać do Kopenhagi, poznać ludzi w wydawnictwie, a potem 

spotkać się z Johanem...

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY

Pogrzeb dziecka mamy i Asbjorna był dla wszystkich ciężkim przeżyciem. 

Widok maleńkiej trumny obłożonej kwiatami i rozdzierający płacz mamy zdawał się 

niemal nie do wytrzymania. Wprawdzie Elise widziała już w swoim życiu niejeden 

karawan z trumienką niknącą wśród czarnych draperii, bo ludzie nad rzeką przywykli 

do takich obrazków, ale w Kjelsas, gdzie ludziom powodziło się lepiej, pogrzeb 

maleństwa wywołał spore poruszenie. I chociaż mama z Asbjornem nie zdążyli 

jeszcze poznać wielu sąsiadów w okolicy, kościół był wypełniony po brzegi, a Elise 

jeszcze na żadnym pogrzebie nie widziała tylu kwiatów. Mama była niepocieszona, a 

twarz Asbjorna wykrzywił grymas bólu i rozgoryczenia, Anne Sofie zaś, blada i 

poważna, siedziała sztywno w pierwszej ławce i nawet się nie poruszyła.

Elise znów uderzyło, że dziewczynce nie jest chyba lekko, i pomyślała, że 

mama, zamiast rozmyślać bez przerwy o utraconym niemowlęciu, powinna się raczej 

skupić na Anne Sofie. Ale zdawała sobie sprawę, że łatwo doradzać, gdy się samemu 

nie było nigdy w takiej sytuacji.

Gdy w kazaniu pastor nawiązał do słów Pana Jezusa: „Pozwólcie dzieciom 

background image

przychodzić do mnie. Nie zabraniajcie im, bo do nich należy Królestwo Niebieskie”, 

mama rozszlochała się jeszcze bardziej. Widząc to, głęboko nieszczęśliwy Peder też 

uderzył w płacz, a wówczas i Evertowi trudno było powstrzymać łzy. Hilda na pewno 

myślała o krótkim życiu swojej córeczki, bo też wciąż podnosiła do oczu chusteczkę. 

Na ławce tuż przed nimi siedziała jakaś kobieta, która zapewne również kogoś 

straciła, bo łkała niemal tak głośno jak mama. Elise nie uczestniczyła nigdy w 

pogrzebie, na którym popłynęłoby tyle łez. Ludzie znad rzeki przywykli do śmierci i 

traktowali ją jak naturalny element życia. Kiedy matka sporej gromadki dzieci traciła 

w wypadku męża, sąsiadki pocieszały ją, że przynajmniej nie ma dziesięciorga albo 

dwanaściorga gąb do wyżywienia. A kiedy matce umiera małe dziecko, nie ma ona 

ani siły, ani czasu na zbyt długą żałobę, bo całą swoją energię poświęcić musi na to, 

by utrzymać przy życiu te, co pozostały.

Na kawę po pogrzebie zaproszono tylko ich i panią Evertsen. Rodzice 

Asbjorna nie żyli, a inni krewni z Bekkelaget nie mieli możliwości przybyć. Może 

ś

mierć noworodka nie poruszyła ich na tyle, by zadać sobie trud przyjazdu.

- Kiedy już kondukt żałobny odprowadził trumnę do grobu i została zasypana 

ziemią, Elise ponownie zwróciła uwagę na starszą kobietę, która wyglądała na 

głęboko nieszczęśliwą. Zerkała bez przerwy na mamę, Asbjorna i Anne Sofie. Elise 

nie widziała jej nigdy wcześniej, więc uznała, że to pewnie jakaś nowa sąsiadka. 

Asbjorn nie odstępował swojej bolejącej żony na krok i podtrzymując ją opiekuńczym 

ramieniem, prowadził w stronę cmentarnej bramy. Anne Sofie została na chwilę sama.

Elise chciała do niej podejść, ale wówczas zauważyła, jak ta obca kobieta pochyla się 

nad dziewczynką i coś do niej mówi. Anne Sofie spojrzała na nią zawstydzona i 

pokiwała lekko głową. Kobieta pochyliła się jeszcze niżej i pocałowała ją w policzek. 

Na pewno to jakaś wrażliwa osoba. Możliwe, że też zauważyła, iż dziewczynka 

ostatnio pozostawiona była samej sobie.

Elise zwlekała przez chwilę, po czym podeszła do nich powoli.

Kobieta podniosła gwałtownie wzrok, a na jej twarzy odmalowało się 

przerażenie. Chciała odejść pośpiesznie, ale Elise ją zatrzymała.

- Proszę nie odchodzić! Pomyślałam, że jest pani pewnie jakąś nową sąsiadką 

mojej mamy, i miałam ochotę się przywitać.

Kobieta odwróciła głowę i popatrzyła w kierunku mamy i Asbjorna, którzy 

zdążyli już odejść spory kawałek.

- Jestem babcią Anne Sofie - odezwała się kobieta po chwili z oczami pełnymi 

background image

łez: - Proszę mi wybaczyć, ale tak strasznie się stęskniłam za Anne Sofie. To moja 

jedyna wnuczka, córka była jedynaczką.

- Pewnie jest pani bardzo ciężko. - Elise ogarnęło współczucie dla tej kobiety. 

- Mieszka pani daleko stąd?

Kobieta pokręciła głową.

- Mieszkamy przy Anton Schjoths gate. Niedaleko Wzgórza Świętego Jana - 

dodała, sądząc zapewne, że Elise nie zna okolicy.

Elise ogarnęło dziwne uczucie. Przypomniało jej się, że Asbjorn opowiadał im 

kiedyś, że mieszkał przy Anton Schjoths gate razem ze swoją pierwszą żoną. Pewnie 

razem z teściami? Ale przecież przed przeprowadzką do Kjelsas mieszkał z mamą i 

córeczką właśnie w tamtej okolicy. Dlaczego nie pozwalał dziewczynce spotykać się z

dziadkami?

- Wolno mi zapytać, czy zna pani nową żonę Asbjorna? - zapytała kobieta 

bardzo ostrożnie.

Elise poczuła się nieswojo. Czyżby to mama zabraniała Asbjornowi 

utrzymywać kontakty z rodzicami pierwszej żony? Może nie należy się dziwić? 

Pewnie jest zazdrosna o przeszłość męża, ale czy pomyślała o dziecku? Dlaczego 

miałaby z tego powodu cierpieć Anne Sofie?

- Jestem jej najstarszą córką. Kobieta poczerwieniała gwałtownie.

- Przepraszam, nie wiedziałam.

- Skąd miała pani wiedzieć. Czy to moja mama robi pani trudności?

Kobieta pośpiesznie pokręciła głową.

- Nie, nic takiego nie powiedziałam. Bardzo się cieszę, że Asbjorn ożenił się 

ponownie. Był taki samotny i nieszczęśliwy po śmierci mojej córki. Cieszyłam się też, 

ż

e Anne Sofie ma nową rodzinę. Spotkałam się z wnuczką raz już po przeprowadzce 

do domu przy Beierbrua. Była taka radosna i zadowolona, opowiadała o starszych 

chłopcach, z którymi się bawi, i o pluszowym misiu, pożyczonym od jednego z nich. 

Zdaje się, że od Pedera?

Elise przytaknęła z uśmiechem.

- Chłopcy bardzo polubili Anne Sofie. Ostatnio nie bywali tu, w Kjelsàs, bo 

mama nie czuła się najlepiej, ale zimą często tu zaglądali. Za każdym razem cieszą się 

na spotkanie z Anne Sofie.

- Jak to dobrze dla niej. Cieszę się, że udało mi się z panią porozmawiać, bo 

bardzo się niepokoiłam. Kiedy dowiedziałam się, że pani mama jest przy nadziei, 

background image

trochę się lękałam. Bałam się, że Anne Sofie przeżyje kolejną tragedię, po raz drugi 

straci matkę. Tymczasem straciła siostrzyczkę, choć na szczęście nie zdążyła jej 

jeszcze pokochać.

Elise korciło zapytać kobietę o coś, ale nie była pewna, czy powinna. W końcu 

nie wytrzymała.

- Czy to moja mama, czy Asbjorn sprzeciwia się pani spotkaniom z wnuczką?

Na smutną twarz wypłynął rumieniec.

- Nic dziwnego, że nie chcą, bym ich niepokoiła, w końcu jestem matką 

pierwszej żony Asbjorna.

Elise skinęła głową ze zrozumieniem i wyjaśniła:

- Umówiłam się z Anne Sofie, że będzie mogła do nas przychodzić i bawić się 

z dziećmi. Przeprowadziliśmy się niedawno na Hammergaten. Jeśli mi pani powie, 

pod jakim numerem na Anton Schjoths gate pani mieszka, wyślę któregoś z 

chłopców, by panią powiadomił, kiedy Anne Sofie nas odwiedzi. Może się pani 

spotykać z nią u nas. Uważam, że nie powinno się uniemożliwiać dziadkom 

kontaktów z wnukami.

Zauważyła, że oczy ciężko doświadczonej babci rozbłysły radością, zaraz 

jednak radość w nich przygasła.

- Nie jestem pewna, czy Asbjornowi się to spodoba. W każdym razie najpierw 

trzeba go zapytać.

- Porozmawiam o tym z mamą. Oczy babci Anne Sofie znowu zalśniły.

- To naprawdę wyjątkowo miło z pani strony, nie chciałabym jednak, by z tego 

powodu powstały w rodzinie jakieś niesnaski.

- Moja mama ciężko chorowała na suchoty i przez długi czas leżała w łóżku, a 

jej stan wciąż się pogarszał. Byliśmy pewni, że ją stracimy. Jednak dzięki pewnemu 

wspaniałomyślnemu człowiekowi mama została umieszczona w sanatorium Grefsen i 

cudem ozdrawiała. Długa choroba jednak bardzo ją zmieniła. Wcześniej była 

nadzwyczaj pracowita i zręczna, pracowała w fabryce po dwanaście godzin dziennie i 

miała czworo dzieci, którymi się opiekowała po powrocie do domu. Gdy zachoro-

wała, jako najstarsza przejęłam odpowiedzialność za braci. Siostra miała wtedy 

szesnaście lat. Od tamtej pory matkuję im i ich utrzymuję. Nie potrafię właściwie 

stwierdzić, czy to wina mamy, czy moja, że taki stan rzeczy się utrzymuje. 

Dobrowolnie wzięłam na siebie odpowiedzialność za braci, a mama nie miała nic 

przeciwko temu, by tej odpowiedzialności uniknąć. Może powinnam była ją zmusić, 

background image

by zdała sobie sprawę, że chłopcy są jej dziećmi, nie moimi. Po ślubie wraz z mężem 

przeprowadziliśmy się do domu majstra, a mama i bracia razem z nami. Nadal przez 

cały ten czas tylko ja się nimi zajmowałam. No a kiedy mama i Asbjorn się pobrali i 

przeprowadzili, nawet nie rozważali możliwości zabrania chłopców ze sobą.

Mówiła z przejęciem, zdumiona własną szczerością wobec całkiem obcej 

kobiety, ale czuła, że babci Anne Sofie należy się wyjaśnienie.

Zauważyła, jak twarz kobiety złagodniała i uleciał z niej smutek.

- Tak się cieszę, że mi pani o tym opowiedziała, pani...

- Ringstad, Elise Ringstad.

- Przyznaję, że trudno mi było pojąć, jak matka mogła się wyprowadzić od 

swoich dzieci. Teraz jednak rozumiem wszystko o wiele lepiej. - Uśmiechnęła się 

zakłopotana. - Jeśli się pozna przyczyny, łatwiej kogoś zrozumieć. Bardzo się bałam, 

ż

e nowa żona Asbjorńa jest... - zamilkła, zagryzając usta.

- Rozkapryszoną egoistką - pomogła jej dokończyć Elise. - Mama kiedyś taka 

nie była. Zawsze stawiała na pierwszym miejscu dzieci. Gdy brakowało nam jedzenia, 

mówiła, że nie jest głodna, a jeśli rzadko trafiało się coś smacznego, udawała, że nie 

ma ochoty albo że ją mdli, by dla nas było więcej. Byliśmy dla niej najważniejsi. 

Nigdy jednak nie wiadomo, jak poważna choroba wpłynie na człowieka. Jedni 

nabierają pokory i wdzięczności, że przeżyli, inni wciąż lękają się, że mogą na nowo 

zachorować, i zaczynają przesadnie dbać o siebie.

- Przemawia przez panią prawdziwa mądrość, pani Ringstad. Tak się cieszę, że 

panią spotkałam. Ale widzę, że już wszyscy poszli, za chwilę zostaniemy tu same. - 

Rozejrzała się wokół i dodała: - Niewiele tu grobów. Słyszałam, że kaplicę i cmentarz 

otwarto tu dopiero przed paru laty. - Zerknęła znów na Elise i spytała: - Czy oni 

mieszkają daleko stąd?

Elise pokręciła głową. - Nie, niedaleko, w willi „ Almsdorf „ poniżej hotelu. 

Nie byłam tam wiele razy, ale to niedaleko stacji kolejowej Kjelsàs.

- To chyba duża i elegancka willa?

- Tak, ale oni wynajmują tylko jedno skrzydło na tyłach. Willa ma duży ogród, 

jest tam też obora i stajnia. Wydaje mi się, że Anne Sofìe dobrze się tam czuje.

- Ale jak ona się dostanie stamtąd do państwa? To daleko.

- Mam nadzieję, że Asbjorn zgodzi się ją do nas przyprowadzać.

- Jeśli mu żona pozwoli.

Elise zrobiło się wstyd za mamę.

background image

- Jeśli nie, to poproszę Kristiana, starszego z braci. On nigdy nie odmawia, gdy 

go proszę o pomoc.

- Do widzenia, pani Ringstad. Nie potrafię wyrazić, jaką ulgę przyniosła mi 

rozmowa z panią. Myślę o Anne Sofie dniem i nocą i bardzo za nią tęsknię. Rozumie 

pani, ona jest taka podobna do swojej mamy! Zupełnie jakbym widziała swoją córkę 

w dzieciństwie. - Jej oczy znów napełniły się łzami.

Elise patrzyła na nią z głębokim współczuciem.

- Czyż życie nie jest dziwne? - odezwała się. - W ubogich rodzinach 

robotniczych dzieci rodzą się prawie co roku i rodzice dwoją się i troją, a i tak nie 

dają rady, by zapewnić im byt. Gdzie indziej tymczasem rodzi się tylko jedno dziecko, 

i jeszcze na dodatek umiera. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie.

- Święta racja! Nie ma sprawiedliwości. Jedyną pociechą jest to, że wszyscy 

po śmierci trafimy do tego samego nieba. - Obie skierowały wzrok na niewielki 

kopczyk obłożony kwiatami. - Tylko że niektórzy odchodzą za wcześnie - dodała z 

westchnieniem.

Elise szła powoli za innymi w stronę willi „ Almsdorf”, a w głowie kłębiły jej 

się najrozmaitsze myśli. Postanowiła odbyć poważną rozmowę z mamą, gdy minie 

trochę czasu od śmierci i pogrzebu córeczki.

Miło było znów spotkać panią Evertsen, bo choć dom majstra stał nie tak 

daleko od Andersengarden, to jednak rzadko się spotykały. Pani Evertsen zwykle 

spacerowała w górę Sandakerveien po drodze do Sagene albo do mleczarni. Rzadko 

kiedy wybierała drogę przez most Beierbrua i Maridalsveien. Minionej zimy ponadto 

trochę niedomagała i w ogóle rzadko wychodziła.

- O, a co u ciebie, Elise? - zagadnęła dawna sąsiadka. - Słyszałam, że 

zmieniłaś pracę. Czyżby hala fabryczna wydawała ci się nie dość dobra?

Elise uśmiechnęła się. Przygotowała się na to, że wiele osób przyjmie z 

niechęcią, a nawet gniewem wiadomość o tym, że została urzędniczką. „Niech ci się 

nie zdaje, że jesteś kimś”, brzmi znane powszechnie powiedzenie i takimi kategoriami 

się tu myślało.

- Wie pani przecież, że kiedy wyszłam za mąż i urodziłam dzieci, nie mogłam 

pracować dłużej jako prządka. W zeszłym roku na jesieni stałam za ladą w sklepie 

wdowy Borresen w dole przy Telthusbakken, a jeszcze wcześniej byłam krawcową. 

Kiedy jednak zaoferowano mi posadę w biurze, nie mogłam oczywiście odmówić.

- Ale dlaczego właśnie tobie? Może się mu spodobałaś? Elise usiłowała się 

background image

opanować, bo w końcu przyszli na stypę.

Nie wolno jej wpadać w gniew i złość, gdy mama jest taka zdruzgotana.

- A jakżeby inaczej? Przecież w innym przypadku nie zatrudniłby prostej 

robotnicy.

Pani Evertsen popatrzyła na nią z zachłanną ciekawością i zapytała:

- Zauważyłaś to czy może powiedział ci o tym wprost? Elise uśmiechnęła się.

- Przecież ja tylko żartuję, nie domyśliła się pani? Majster potrzebował kogoś 

do biura i zauważył, że potrafię ładnie kaligrafować. A może zapytał mojej 

nauczycielki w szkole w Sagene i dowiedział się, że byłam najlepszą uczennicą w 

klasie?

Nie wyglądało na to, by pani Evertsen dała się przekonać. Elise znała ją na 

tyle, by wiedzieć, że sąsiadka wolałaby, aby było coś na rzeczy. Skupiłaby na sobie 

uwagę, gdyby przyniosła taką nowinę.

Elise westchnęła. Prawie już zapomniała, jaka z tej pani Evertsen wścibska 

plotkara. W pierwszej chwili, gdy ją ujrzała, naszły ją wyłącznie miłe wspomnienia z 

Andersengarden. Pamięta, jak pani Evertsen siadała przy stole nad kubkiem kawy i 

opowiadała nowiny z okolicy, zabawne i czasami ważne. Informowała na przykład, 

komu potrzebna jest pomoc, a od kogo lepiej się trzymać z daleka.

Mama siedziała w fotelu, zdając się na córki, które częstowały gości kawą i 

ciasteczkami. Gospodyni domu, którą Elise widziała tylko raz, gdy tu przyszła po raz 

pierwszy, wydawała się cicha i dobroduszna. Okazała ogromne współczucie mamie i 

Asbjornowi. Na stypę użyczyła im nawet swojego dużego salonu. Pomieszczenie było 

piękne, na postumentach umieszczono wielkie paprocie w mosiężnych donicach, na 

ś

cianach wisiały gęsto obrazy w owalnych czarnych ramach, a oprócz tego duży 

haftowany obraz przedstawiający dom i ogród. Uśmiechając się skromnie, gospodyni 

wyznała, że sama go wyhaftowała. W salonie stało dużo mebli, więc trudno było się 

poruszać. Podłogę przykrywał gruby piękny dywan. Do ściany był przymocowany 

stół, na którym leżały fajki, a między oknami wisiało duże lustro w złoconej ramie.

Gdy Elise nalała już wszystkim kawy, usiadła obok gospodyni, bo bardzo 

chciała usłyszeć historię tej okolicy. Pani Muus, bo tak się nazywała gospodyni, 

urodziła się i wychowała we dworze Nordre Äsen. Rozgadała się i już po chwili 

dowiedzieli się, że to jej dziadek pomógł policji złapać złodzieja wszech czasów Ole 

Pedersena Hoilanda po napadzie na Norges Bank, którego dokonał w 1836 roku.

Peder i Evert, którzy siedzieli w pobliżu, wyostrzyli słuch i rozszerzonymi 

background image

oczami wpatrywali się w panią Muus, która zachęcona skupioną na niej uwagą 

chętnie opowiedziała, co się wtedy wydarzyło.

- Mój dziadek wybrał się na wzgórze niedaleko Disen, żeby zajrzeć do letniej 

stodoły, z której podobno ukradziona siano. Kiedy tam dotarł, ze stodoły wybiegł 

jakiś mężczyzna. Na parceli Bekkestua od poprzedniej jesieni mieszkał jeden z jego 

komorników. Dziadek i towarzyszący mu pomocnik znaleźli w stodole ukryte 

banknoty. Okazało się, że komornik był wcześniej strażnikiem w więzieniu w 

Akershus i tam poznał Ole Pedersena Hoilanda, gdy ten odsiadywał swój wyrok. 

Zrobiło mu się go żal, kiedy złodziej opowiedział mu, że tak naprawdę jest uczciwym 

człowiekiem, a kraść zaczął tylko dlatego, że matka błagała go z płaczem, by zdobył 

chleb dla rodziny, kiedy w domu zabrakło pożywienia. Od tego się zaczęło, żalił się 

Ole Pedersen Heiland. Gdy już raz uznano mnie za złodzieja, niełatwo mi było się 

uwolnić od tego piętna, więc równie dobrze mogłem kraść dalej.

Peder, choć dobrze wiedział, że nie należy przerywać dorosłym, jak zwykle się 

zapomniał.

- I co było potem? Udało mu się uciec? Pani Muus uśmiechnęła się.

- Ole Pedersen Hoiland był nie tylko mistrzem we włamywaniu się, ale także 

jak mało kto potrafił wydostać się z więzienia. Komornik pozwolił mu przenocować 

w stodole, ale po kilku dniach złodziej został złapany i osadzony znów w areszcie, 

skąd uciekł ponownie. Ukrył się wówczas w grocie tu, przy wzgórzu Grefsen. Jeśli 

chcecie, pokażę wam kiedyś, w którym miejscu. Podobno nadal są tam ukryte 

pieniądze. Wielu chłopców już próbowało je odnaleźć.

Peder i Evert wydali z siebie okrzyk radości.

Elise uciszyła pośpiesznie chłopców, widząc zagniewane spojrzenie mamy. Na 

stypie nie należy się śmiać i bawić.

- No i co było dalej? - dopytywał się szeptem Peder. - Złapali go jeszcze raz?

Pani Muus przytaknęła, tym razem z powagą.

- Tak, ale za każdym razem udawało mu się uciec. To był miły i serdeczny 

człowiek. Ojciec jednego mojego znajomego był w młodości woźnicą. Którejś 

jesiennej nocy, gdy wracał do domu, zatrzymał go sympatyczny mężczyzna i poprosił, 

by go kawałek podwiózł. Kiedy podróżny wychodził, podarował woźnicy srebrnego 

talara i rzekł:

- To zapłata za podwózkę. Możesz teraz wszystkim przekazać pozdrowienia i 

pochwalić się, że wiozłeś Ole Pedersena Hoilanda.

background image

Peder miał oczy jak guziki i pytał z zapałem:

- Myśli pani, że on nadal siedzi tam w tej grocie? Pani Muus pokręciła z 

uśmiechem głową.

- Nie, umarł ponad pięćdziesiąt lat temu. Zamknięto go w solidnej klatce w 

lochach Akershus. Mieszkańcy Kristianii ciągnęli tłumnie, by zobaczyć więźnia za 

kratkami. Ale choć wydawało się, że stamtąd nie ma szans ucieczki, zdołał się jakoś 

podkopać i uciec raz jeszcze. Doniósł na niego krawiec. Ludzie, głęboko współczując 

Ole Pedersenowi Hoilandowi, tak strasznie się wściekli na krawca, że omal go nie 

zlinczowali. Tym razem więzień nie zdołał już wydostać się na wolność i odebrał 

sobie życie. Tak więc, jak sami rozumiecie, chłopcy, przestępstwo nigdy nie popłaca.

Chłopcy jednak zdawali się nie słyszeć ostatnich słów pani Muus. Evert 

zwrócił się do Pedera:

- Jak on zdołał zrobić dziurę w podłodze?

- Może miał w kieszeni nóż?

- Nie dałby rady się podkopać i uwolnić z celi, posługując się jedynie nożem, 

to chyba jasne.

- To może skradł siekierę?

Twarz Everta rozpromieniła się, gdy dodał:

- A może jakiemuś innemu strażnikowi zrobiło się go żal i mu pomógł w 

ucieczce?

Asbjorn podszedł do nich i rzucił półgłosem:

- Wydaje mi się, że wasza mama czuje się zmęczona. Chyba będzie lepiej, gdy 

już sobie pójdziecie.

Elise podniosła się szybko i zagoniła braci:

- Chodźcie, chłopcy! - A zwracając się do gospodyni, dodała: - Żegnam, pani 

Muus! Bardzo było mi miło panią poznać, szkoda, że w tak przykrych 

okolicznościach.

- Dziękuję i nawzajem, pani Ringstad. Słyszałam o pani od mojej ukochanej 

siostrzenicy, Helenę Fryksten. Jest panią zachwycona.

ROZDZIAŁ OSIEMNASTY

Tego dnia, gdy miał się odbyć chrzest Jensine, obudził ich rzęsisty deszcz. 

Elise wyskoczyła z łóżka i wyjrzała przez okno.

- A ja miałam taką nadzieję, że usiądziemy sobie w ogrodzie. Emanuel 

background image

zagrzebał się w poduszkach i wyciągając leniwie ramię, rzekł:

- Poleź ze mną jeszcze trochę, Elise.

- Nie ma czasu, Emanuelu. Twoi rodzice przyjadą porannym pociągiem.

- Ale znajdziesz chyba chwilę, by mnie chociaż pocałować?

Pochyliła się nad nim, a on w tym samym momencie chwycił ją i pociągnął do 

siebie na łóżko, zadzierając jej nocną koszulę. Leżała na brzuchu, kopiąc nogami, by 

się uwolnić. Bała się, że usłyszą ich chłopcy. A jeśli Peder wpadnie z impetem do 

ś

rodka, żeby podzielić się jakąś ważną nowiną?

Emanuel, przytrzymując jej ramiona, obrócił się tak, że znalazł się na 

wierzchu, a ona pod nim.

- Emanuelu, proszę. Przecież w każdej chwili może pojawić się Peder. 

Słyszałam, że chłopcy już się obudzili.

Zaśmiał się cicho.

- Ty kłamczucho, przecież jest całkiem cicho.

- Ale ja nie zdążę ze wszystkim. Nie nakryłam jeszcze do stołu.

- Czy stół jest ważniejszy ode mnie? Usiłowała się roześmiać.

- Owszem, akurat w tej chwili jest ważniejszy. Chwycił ją mocniej i podniósł.

- Niech pani tylko spróbuje mi uciec, pani Ringstad. - Obrócił ją i całując w 

usta, sunął dłońmi po jej piersiach i dalej w dół ciała. - Muszę cię po prostu mieć, 

cudna kobieto.

Zaczynała się powoli przyzwyczajać do tych jego powiedzeń. Musiał ją mieć 

nieustannie. Czy on nigdy nie ma dość?

Czy z Signe też tak było? Ta myśl ją zabolała. Bo przecież Signe odchodziła 

od zmysłów, gdy ją zostawił. Może ona też musiała go mieć? Może tylko ze mną coś 

jest nie tak, zastanawiała się Elise.

Gdyby to był Johan... Z wysiłkiem powstrzymała się, by nie myśleć o tym. Nie 

wolno jej o tym myśleć.

Kiedy Emanuel już postawił na swoim, Elise pośpiesznie umyła się zimną 

wodą i włożyła odświętną sukienkę.

Emanuel leżał w łóżku i się jej przyglądał.

- Chyba niebawem będziesz sobie mogła wreszcie pozwolić na nową suknię - 

stwierdził.

- Na razie dostałam dwie tygodniówki i chociaż bywają w sklepach eleganckie 

suknie za jakieś siedemnaście koron, to gdybym sobie taką kupiła, nie starczyłoby na 

background image

jedzenie, opał i czynsz.

- Chyba zapominasz, że masz męża, który też zarabia.

- Owszem, ale prawie cała twoja ostatnia wypłata poszła na filcowy kapelusz i 

kalosze. Poza tym palenie cygar też pochłania sporo pieniędzy.

- Przecież Basma nie kosztuje więcej niż dwa ore, gdy się kupuje na sztuki.

- Zdaje się, że wspominałeś, iż palisz Dubec, a one kosztują cztery ore.

- Wypominasz mi cztery ore - uśmiechnął się, jakby się z nią droczył.

Odwzajemniając mu uśmiech, odpowiedziała:

- Nie będę ci wypominać, jeśli natychmiast wstaniesz z łóżka i ubierzesz się, 

nim zjawią się tu twoi rodzice.

W tym samym momencie wpadł Peder, jak zwykle zapominając zapukać, i 

zawołał od progu:

- Elise! Emanuel! Już są! Emanuel wyskoczył z łóżka.

- Mówisz o moich rodzicach? Już przyjechali?

Elise pośpiesznie zeszła po schodach i otworzyła drzwi, zanim rozległo się 

stukanie mosiężnej kołatki.

- Państwo Ringstad! Witamy serdecznie.

Rzucało się w oczy, jak bardzo mama Emanuela zmieniła się od ich ostatniego 

spotkania. Wychudła i pobladła i zupełnie nie przypominała tej zarozumiałej osoby, 

jaką Elise zapamiętała. Ale oczywiście nie omieszkała rozejrzeć się po salonie i 

wyrazić zdziwienia, że dom nie jest większy, tyle że powiedziała to jakoś inaczej, 

ciszej i bez pogardy w głosie.

Elise poprosiła, by usiedli, tłumacząc, że Emanuel będzie za chwilę gotowy. 

Następnie wbiegła po schodach i poprosiła chłopców, by zeszli na dół i zabawiali 

gości, gdy ona tymczasem ubierze Hugo. Przewinęła i nakarmiła Jensine piersią o 

ś

wicie, ale potem córeczka zasnęła. Teraz wystarczyło więc owinąć ją tylko w kocyk, 

który dostała w prezencie od sąsiadki, pani Jonsen.

Kiedy zmieniła pieluszkę Hugo i ubrała go, Kristian zniósł go na dół, a ona 

sama wzięła na ręce Jensine. Zauważyła, że pani Ringstad zalśniły oczy, gdy 

zobaczyła wnuczkę. Zachwiała się, wstając z krzesła, i przytrzymawszy się oparcia, 

powiedziała:

- To naprawdę córeczka Emanuela...

Ku radości Elise pan Ringstad bardziej zainteresował się Hugo.

- A niech to! Tu jest nasz mały berbeć! Jak on wyrósł! Hugo podreptał do 

background image

niego i przytrzymując się kolana dziadka, by nie upaść, popatrzył na niego swoimi 

wielkimi oczyskami.

- Pan?

Pan Ringstad roześmiał się.

- Oczywiście, że pan, a kto inny, mały rozbójniku. Chodź tu do mnie! 

Siądziesz mi na kolanach?

Poklepał ręką po udzie, a Hugo natychmiast wyraził ochotę, by się wdrapać. 

Gdy Ringstad mu pomagał usiąść, Hugo pociągnął go za łańcuszek przy kamizelce.

- Ostrożnie, to mój zegarek.

- Tik - tak - oświadczył Hugo, uśmiechając się od ucha do ucha. Zaraz też 

dźwignął się na nóżki i chwycił Ringstada za nos. - Nos duzi.

Ringstad wybuchnął serdecznym śmiechem, aż mu się zatrząsł brzuch.

- Tak, tak, wiem, że jest duży. Słyszę to od dzieciństwa. Co jeszcze 

zauważyłeś?

Na schodach pojawił się Emanuel, kończąc zapinać kamizelkę.

- Nie wiedziałem, że pociąg przyjeżdża tak wcześnie - tłumaczył się.

- A my nie wiedzieliśmy, że ty sypiasz tak długo - odparła z uśmiechem pani 

Ringstad. - Ale należy ci się to, chłopcze. Tak ciężko pracujesz.

Elise pośpiesznie wyjęła filiżanki.

- Nic dla nas nie rób, Elise. Najedliśmy się przed samym wyjazdem z domu. 

Ale biedaczek Emanuel z pewnością jest głodny.

Peder popatrzył na Emanuela przestraszony.

- Uderzyłeś się?

Emanuel popatrzył na niego, nic nie rozumiejąc.

- Dlaczego o to pytasz?

- No bo twoja mama mówi do ciebie „biedaczek”. Emanuel uśmiechnął się.

- Mamy już takie są, rozumiesz, Peder? Często powtarzają głosem pełnym 

troski: „Biedaczku, mój kochany”. Zresztą wystarczy posłuchać Elise, jak z wami 

rozmawia.

Peder nic nie odpowiedział, ale Elise domyśliła się, co sobie pomyślał.

Elise była bardzo ciekawa, czy mama zdoła się przemóc i przyjść na chrzciny 

wnuczki zaledwie w parę dni po pogrzebie swojej maleńkiej córeczki. W kościele nie 

zauważyła mamy ani Asbjorna, ale gdy wrócili do domu, stali przed domem i na nich 

czekali.

background image

Podobnie jak ciotka Ulrikke, która nocowała w hotelu, by nie zrywać się tak 

wcześnie na pociąg. Na chrzestną matkę Elise poprosiła Annę, a Emanuel zapytał 

Schwenckego, czy nie zechciałby zostać ojcem chrzestnym. Elise wyraziła 

zdziwienie, że nie zapytał o to Carla Wilhelma, tłumaczył jednak, że Olga Katrine jest 

przy nadziei i byłoby jej ciężko przyjść, a poza tym zapraszając Schwenckego, chciał 

załagodzić nieporozumienie, jakie wynikło wówczas, gdy wyjechał bez uprzedzenia z 

ojcem Signe.

I tym sposobem na uroczystości nazbierało się ni mniej, ni więcej, tylko 

dziewiętnaścioro osób. Hugo i Isac siedzieli przy dziecinnym stoliku, który na tę 

okazję Elise pożyczyła od Hildy. Jensine zasnęła w wózeczku, wyczerpana płaczem w 

kościele, a ponieważ chłopcy i Anne Sofie mieli siedzieć razem z dorosłymi, do stołu 

nakryto dla szesnastu osób. W salonie stał duży stół kuchenny, a od pani Jonsen Elise 

pożyczyła kilka drewnianych krzeseł z oparciem. Trzy osoby siedziały na sofie i tym 

sposobem miejsca starczyło dla wszystkich.

Tym razem w kuchni brakowało samarytanki mieszającej w garze lapskaus z 

warzywami i z mięsem, tak jak na przyjęciu weselnym. Przez cały sobotni wieczór 

Elise stała przy piecu i smażyła panierowane klopsy. Od powrotu z pracy, póki nie za-

snął, Peder marudził, że cieknie mu ślinka. Elise miała nadzieję, że wszyscy się 

najedzą, bo do tego przygotowała dużo sosu, ziemniaków i kapusty. Na deser 

zaplanowała mus jabłkowy polany zasmażką z tartej bułki, masła i cukru, a do tego 

krem. Pani Jonsen okazała się aniołem. Upiekła ciasto do kawy i nawet nie chciała 

zwrotu pieniędzy za składniki, mimo że wcale jej się nie przelewało.

Mama zachowywała się dzielnie aż do chwili, gdy podczas obiadu obudziła się 

Jensine. Elise przyniosła dziecko do salonu ubrane w rodową szatkę do chrztu 

Ringstadów. Na jej widok mama wybuchnęła płaczem i Asbjorn musiał ją 

wyprowadzić na zewnątrz. A kiedy wreszcie wróciła, blada i zapłakana, nie tknęła 

jedzenia i nie posmakowała nawet deseru. Wkrótce Asbjorn podniósł się od stołu i 

oznajmił, że w związku ze złym samopoczuciem żony muszą już wracać do domu. 

Zapytał Kristiana, czy nie sprowadziłby Karlsena, by ich odwiózł do domu konną 

dorożką.

Elise nie pojmowała, dlaczego mama nie poczeka do końca obiadu. 

Zauważyła, jak Kristian spogląda przeciągle na półmisek z klopsami, obawiając się z 

pewnością, że zabraknie dla niego, gdy wróci, więc pośpiesznie uspokoiła go, że 

zatroszczy się o to, by mu coś zostawić.

background image

Kiedy podjechała dorożka, Anne Sofie nie chciała wstać od stołu, ale 

upomniana surowo przez ojca nie miała odwagi dłużej protestować. Wybiegła z 

salonu ze łzami w oczach. Tak rzadko miała okazję przebywać w towarzystwie innych 

dzieci i Elise widziała, jak jej było wesoło, gdy siedziała pomiędzy Pederem a 

Evertem. Szybko wyszła do kuchni, zapakowała dwa kawałki ciasta i wetknęła 

dziewczynce do rączki, nim wyszła.

Wróciwszy do salonu, zauważyła zmianę nastroju wśród gości.

- Wydaje mi się, że twoja mama źle wygląda, Elise - odezwała się pani 

Ringstad szczerze zatroskana.

Ciotka Ulrikke przybrała surowy wyraz twarzy.

- Jeśli o mnie chodzi, to uważam, że mogłaby wytrzymać do końca obiadu.

Ku radości Elise Emanuel stanął w obronie swojej teściowej.

- Nie zapominaj, ciociu, że ona właśnie straciła dziecko. Ale ciotka Ulrikke 

była bezlitosna.

- Przecież ona ma już czworo własnych dzieci i jedną pasierbicę. Ja nie mam 

ż

adnego.

Peder popatrzył na nią swoimi oczami wielkimi jak spodki.

- Jak to, ani razu się pani z nikim nie gziła?

Ciotka Ulrikke zrobiła się purpurowa na twarzy, pani Ringstad była zaś 

wyraźnie wstrząśnięta. Anna, Torkild i Schwencke nie wiedzieli, gdzie podziać oczy, 

a Hilda wpadła we wściekłość. Wstała gwałtownie od stołu, szarpnęła Pedera i za 

ucho wyprowadziła go do kuchni, gdzie go złajała tak, że aż było słychać w salonie.

Elise rozejrzała się wokół zawstydzona i wymamrotała:

- Bardzo przepraszam za Pedera, ale słyszy i uczy się takich rzeczy od 

dzieciaków z ulicy.

Wtedy do jej uszu dobiegł dziwny odgłos i gdy spojrzała w kierunku, skąd 

dochodził, zobaczyła pana Ringstada, usiłującego stłumić śmiech. Sięgnął po dużą 

chustkę i udając, że czyści nos, wstał, wymamrotawszy „przepraszam”, i wyszedł. 

Elise pośpieszyła do kuchni, by przynieść deser.

Przez okno widziała, jak Hilda tłumaczy Pederowi, jak powinny się 

zachowywać grzeczne dzieci. Okno było uchylone, by na szybach nie osiadała para, 

więc dolatywały do niej pojedyncze słowa.

- Nie wolno mówić na głos o takich sprawach, chyba rozumiesz.

- A dlaczego nie? - Peder nie był bezczelny, lecz po prostu był nieświadomy.

background image

- Bo to brzydko.

- A czemu ludzie to robią, skoro tak jest brzydko?

- Bo... bo... - Hilda zająknęła się. Elise domyśliła się, że ma kłopoty z 

wiarygodnym wyjaśnieniem. - Bo musimy. Inaczej nie rodziłyby się dzieci - wydusiła 

wreszcie z siebie.

- A dlaczego ty i Elise musicie, a ciocia Ulrikke nie?

- Bo ona nie ma męża.

- To po co wychodziłaś za mąż? Jakbyś nie wyszła, to nie musiałabyś tego 

robić.

- Ponieważ chciałam mieć dzieci, rozumiesz, głupku?

- Ale tobie się jakoś udało i nie musisz tego robić, prawda? - W głosie Pedera 

pobrzmiewała radość.

Zapadła cisza. Peder ugodził Hildę w czułe miejsce. Bo siostra póki co nie 

zaszła w ciążę z Reidarem.

Nagle Elise usłyszała konspiracyjny szept Pedera.

- Ty to masz szczęście, Hilda. Bo Elise się nie udało.

- A skąd ty o tym wiesz?

- Widziałem przez szparę w drzwiach.

Elise poczuła, jak oblewa się gorącym rumieńcem. Czyżby Peder zaglądał do 

ich sypialni dziś rano, gdy Emanuel zdarł z niej koszulę nocną? Było już jasno.

Kiedy wniosła do salonu deser, pan Ringstad zdążył już wrócić i opowiadał 

właśnie o tomiku Ogniowa orkiestra Hermana Wildenveya, a także o powodzeniu 

poety u kobiet.

- Podobno kiedy Wildenvey wychodzi na scenę, omiatając swym 

nieprzeniknionym spojrzeniem salę, wśród zgromadzonej tłumnie publiczności 

przeważają rozmarzone damy - powiedział i zaśmiał się.

Elise domyśliła się, że stara się odwieść myśli gości od szokującego pytania 

Pedera do ciotki Ulrikke. O dziwo, ciotka Ulrikke pierwsza podjęła temat i wyrecyto-

wała wiersz Wildenveya:

A oto mała Selma, doprawdy warta pieśni. To Selma, którą kocham, to Selma 

tym razem.

I wnet potoczyła się ożywiona rozmowa o książkach i sztukach teatralnych, 

które ostatnio zyskały popularność.

Schwencke widział sztukę Elias Kremmer Anthona B. Nilsena, a ciotka 

background image

Ulrikke podziwiała na scenie Hauka Aabela.

- Słyszeliście, co powiedział Hauk Aabel, gdy zobaczył rosyjski okręt w porcie 

w Kristianii? - rzucił rozbawiony Ringstad. - Nie mógł pojąć, czemu litery napisane są 

odwrotnie, i uznał, że Rosjanie zapewne pływają statkami, których kadłuby są 

przewrócone na lewą stronę.

Schwencke pokiwał głową i też się roześmiał.

- Z niego to naprawdę wielki żartowniś. Podobno kiedyś ze sceny upatrzył 

sobie pewnego zmęczonego gościa na widowni i zawołał: „Pan ma papier na twarzy”. 

Publiczność zaśmiała się, a facet uśmiechnął się łaskawie w stronę sceny, kręcąc 

energicznie głową, „Ależ tak!” - upierał się Aabel. „Na pewno ma pan papier na 

twarzy. Przecież widzę worki pod oczami”. A następnie musnął palcami swoje 

podkrążone oczy, przez co publiczność zaczęła się śmiać z niego, a nie z tamtego 

mężczyzny.

Do rozmowy włączył się Torkild.

- A słyszeliście, że wynaleziono urządzenie, które zastąpi fonograf? Nazywa 

się patefon i odtwarza z płyt przemówienia, pieśni i muzykę. Podobno jakość dźwięku 

jest dużo lepsza niż z fonografu.

Pani Ringstad popatrzyła na niego zdumiona.

- A czy to nie jest to samo co gramofon? Torkild pokręcił głową.

- Strasznie hałasują te wszystkie urządzenia - odezwała się z przekąsem ciotka 

Ulrikke. - Ja zdecydowanie wolę posłuchać koncertu fortepianowego.

- Ale gdy masz gramofon, możesz posłuchać śpiewającej Sary Bernhardt - 

sprzeciwiła się pani Ringstad. - To najwspanialsza śpiewaczka na całym świecie. 

Słyszeliśmy ją przed pięciu laty podczas jej światowego turnée. Wystąpiła wówczas w 

Teatrze Narodowym. Ma cudownie czysty głos i znakomicie gra.

Schwencke potwierdził i dodał:

- Właśnie ukazały się w sprzedaży jej pamiętniki.

- Ale ona nie jest Norweżką - oznajmiła stanowczo ciotka Ulrikke.

Do salonu weszła Hilda, a za nią zawstydzony Peder ze zwieszoną głową.

- No, Peder - odezwał się dobrodusznie pan Ringstad. - Opowiesz nam trochę 

o tym, co teraz robicie w szkole?

Peder nie miał odwagi podnieść wzroku. Najwyraźniej dotarło do niego, jak 

strasznie się wygłupił, mówiąc coś tak niewybaczalnie brzydkiego. Zerknął błagalnie 

w kierunku Everta, który jak zwykle w kłopotliwych sytuacjach przyszedł 

background image

przyjacielowi z pomocą.

- Wczoraj liniał przyłapał Krewetkę, jak czytał pod ławką Orle Oko podczas 

lekcji religii. Liniał tak się zdenerwował, że wrzucił książeczkę do pieca i spalił. A 

Krewetka kupił ją za dziesięć ore.

- Hmm... - mruknął pan Ringstad, przybierając surową minę. - Uważasz, 

młody człowieku, że wolno czytać książeczki o Dzikim Zachodzie podczas lekcji 

religii?

Evert pokręcił głową zawstydzony, ale dodał:

- Ale po co od razu je palić?

- Ten Liniał jest taki surowy?

- Rwie zarost z brody i wykrzykuje bez przerwy: „Wkujcie to! Wbijcie sobie 

do głowy! Myśleć będziecie później!” Zgrywus mówi, że wkuliśmy na pamięć już tyle 

wersetów psalmów, że jeszcze trochę, to wyjdą nam uszami.

Ringstad pochylił się nad nim i obejrzał uważnie jego lewe ucho.

- Rzeczywiście, chyba widzę, jak wystaje ci jeden krótki werset.

Evert przerażony złapał się za ucho.

Kristian nachylił się i coś mu szepnął, a wówczas na twarzy Everta pojawił się 

wyraz ulgi.

Elise odetchnęła, gdy wszystkie dzieci były już w łóżkach, a ona też mogła się 

wreszcie położyć tego wieczora. Emanuel poszedł wcześniej do sypialni i zapaliwszy 

stearynową świecę, czekał na nią.

- Poszło nadspodziewanie dobrze, prawda? - zagadnęła. Pokiwał głową.

- Uważam, że było bardzo dobrze. Mama i ojciec wyglądali na zadowolonych, 

z ust mamy nie usłyszałem nawet jednej krytycznej uwagi.

- Przeraziłam się, kiedy Peder zadał to okropne pytanie, ale widziałam, że twój 

ojciec dusił się ze śmiechu.

Emanuel uśmiechnął się.

- To prawda, na samą myśl, że ciotka Ulrikke... - urwał i zaśmiał się cicho, po 

czym wyciągnął do niej ramiona ze słowami: - Chodź tu, Elise. Czekam na ciebie.

ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY

Johan stanął przed jedną z rzeźb w samym kącie pomieszczenia i zapatrzył się 

na piękny posąg. Wyszedł pod pretekstem odwiedzenia Nowej Gliptoteki Carlsberga, 

muzeum rzeźby antycznej obok Tivoli, ale tak naprawdę pragnął wyrwać się na 

background image

chwilę z domu. Nie żałował jednak, że tu przyszedł, bo rzeźba bardzo go 

zainspirowała i podsunęła mu pomysł na własną. Przypominała mu nieco inną 

pokazaną na fotografii i objaśnioną niedawno przez profesora rzeźbę Augusta Rodina 

Metamorfozy Owidiusza, przywodzącą na myśl gorący akt miłosny. Profesor streścił 

mu kilka poematów rzymskiego poety Owidiusza. Poematy, które przede wszystkim 

wzbudziły zainteresowanie Johana, to Ars Amatoria - sztuka kochania i zdobywania 

miłości, i Remedia amoris - lekarstwo na miłość, sposób, by się od miłości uwolnić.

Lekarstwo na miłość... Westchnął ciężko. Czy istnieje takowe i gdzie go 

szukać? Zdawało mu się, że z każdym dniem jest coraz ciężej. Tęsknota za Elise 

paliła go niczym otwarta rana i nie sądził, by cokolwiek mogło ją zaleczyć. Kiedy był 

w domu sam, co zdarzało się rzadko, wyjmował kopię jej opowiadań, a czytając je, 

miał wrażenie, że słyszy jej głos. Jeden znajomy kopista zrobił mu kopie na 

powielaczu w swoim biurze, zanim Johan złożył rękopis w wydawnictwie. 

Kosztowało go to majątek, ale było warto. Gdy czytał jej słowa i przyglądał się jej 

starannemu pismu, odnosił wrażenie, że ma przy sobie jej cząstkę, może nawet tę 

najważniejszą, jej myśli. Każde słowo przypominało mu o tym, jaka jest, bo 

pokazywało jej sposób myślenia, dowodziło, co ją zajmuje i co ma dla niej znaczenie. 

Każde opowiadanie utwierdzało go tylko w przekonaniu, co dotarło do niego już 

wcześniej, że Elise jest kobietą stworzoną dla niego.

Wiedział dobrze, że bohema podważa sens tego, co dla niego było jedynie 

słuszne, monogamię i wierność w miłości. Ale on różnił się od nich. Kiedy spotykał 

się w kawiarni z artystami i pisarzami, a rozmowy schodziły na temat miłości między 

kobietą a mężczyzną, nie zabierał głosu. Wyśmialiby jego poglądy, uznaliby za 

staroświeckie i konserwatywne.

W dziedzinie sztuki natomiast w dużym stopniu zgadzał się Z tymi, którzy 

chcieli, by sztuka odzwierciedlała rzeczywistość. To właśnie robiła Elise. Hans Jaeger 

twierdził, że każdy człowiek powinien napisać powieść, w której zawarłby 

szczegółowo wszystkie swoje przeżycia. Dopiero wówczas literatura nabrałaby 

pełnego znaczenia dla społeczeństwa.

Nie zgadzał się jedynie z wolną miłością. Protestował, gdy rząd skonfiskował 

powieść Albertine Christiana Krogha, natomiast nie miał odwagi uczynić tego samego 

z Mężczyznami Garborga. Oburzyła go podwójna moralność i popierał walkę 

studentów o swobodę wypowiedzi. Czuł się jednak podobnie jak Henryk Ibsen, 

zniechęcał go brutalny ton, jakim się posługiwali.

background image

Rozumiał Bjornsona, który walczył o swoje ideały, czystość życia rodzinnego, 

wychowanie dzieci, a także zachowanie kontynuacji we wszelkim rozwoju, a 

równocześnie rozumiał Jonasa Lie, który choć sprzeciwiał się bohemie, protestował 

gorąco przeciwko konfiskacie książek.

Podeszła grupa, która chciała popatrzeć na rzeźbę, uznał więc, że powinien 

ustąpić miejsca. Była niedziela, Agnes czekała na niego z obiadem, ale jego mdliło na 

samą myśl, że będzie musiał z nią spędzić resztę dnia. Odkąd zaprzyjaźniła się z tymi 

prymitywnymi przyjaciółkami, Karen Kristensen i Reginę Frederiksen, upodobniła się 

do nich i stała się zupełnie nie do zniesienia. Miały pusto w głowach i interesowała je 

jedynie moda, ilustrowane czasopisma dla kobiet i idiotyczne filmy w kinematografie. 

Paliły cygara i piły wino, nosiły kolczyki, kręciły włosy i malowały usta na czerwono. 

W ostatnim miesiącu Agnes wydała na kinematograf tyle pieniędzy, że zabrakło im na 

czynsz i musiał poprosić o przesunięcie terminu zapłaty. Wcale się nie pytała go o 

pieniądze, tylko brała z szuflady w komodzie i wychodziła, podrzucając małego Larsa 

wdowie z pierwszego piętra, która chętnie zajmowała się dzieckiem. Kiedy ją pytał, 

na czym była, z początku nie chciała się przyznać, dopiero po długich naleganiach 

wyznała, że obejrzała komedię Uprowadzona w podróży poślubnej, a także Rywala i 

pannę młodą. Z tego, co słyszał, niemoralne paszkwile. Oglądanie ich nie wychodziło 

Agnes na dobre, bo ona i tak już dość swobodnie traktowała zasady moralne. 

Próbował ją zainteresować czymś wartościowszym, dał jej nawet pieniądze na sztukę 

Matczyna miłość z Ragną Wettergreen w roli głównej, ona jednak tylko prychnęła.

Wyszedł z muzeum równie przygnębiony, jak tu przyszedł. Wiosenne słońce 

raziło w oczy po wyjściu z mrocznego wnętrza i przez chwilę musiał się 

przyzwyczaić, by cokolwiek widzieć. Od strony Tivoli doleciały go głośne wybuchy 

ś

miechu i wesołe głosy. Minęła go para młodych ludzi pod wielkim parasolem, którzy 

uśmiechali się do siebie zakochani. Poczuł w ciele wiosenną słodycz niczym palącą 

tęsknotę i pragnienie nie do ugaszenia.

Odruchowo skierował kroki w stronę kafejki, do której przychodzili studenci 

rzeźby. Nie miał pieniędzy, ale liczył na to, że spotka kogoś znajomego, kto mu 

pożyczy na kufel piwa. Potrzebował czegoś na wzmocnienie przed powrotem do 

domu.

Nie zauważył jednak żadnej znajomej twarzy, więc zrezygnował. Ciężko 

wzdychając, skierował swe kroki w stronę domu. Jeśli wykrzesze z siebie odrobinę 

dobrej woli, na pewno nie będzie tak źle, próbował się pocieszać. Może Agnes 

background image

dotrzyma obietnicy i w niedzielę ugotuje coś smacznego na obiad? Była wyraźnie za-

wstydzona, że wydała na siebie tyle pieniędzy.

Nie mam wyboru, myślał. Agnes jest moją żoną, póki śmierć nas nie rozdzieli, 

jest też matką Larsa, którego ubóstwiam. Zaszkodzę tylko Larsowi, Agnes i sobie 

samemu, jeśli będę tak chodził skwaszony i naburmuszony niczym chmura gradowa. 

Muszę się bardziej postarać, żeby rozwinąć w niej inne zainteresowania, opowiadać 

jej więcej o swojej pracy, pozwolić jej uczestniczyć w tym, co mnie tak zajmuje. Co 

ona poradzi, że jest taka? Całkiem podobna do swojej matki. To ja powinienem 

skierować ją na inną drogę.

Ta myśl podniosła go nieco na duchu. Następnym razem, gdy będzie mu 

marudzić, że chce iść do kinematografu, zaproponuje, że pójdą razem i wybierze coś 

wartościowszego. A może w wolne wieczory poczyta jej na głos. Jest tyle 

wartościowej literatury. Może z początku będzie ją to nieco nudzić, niewykluczone 

jednak, że z czasem pogłębi swoje zainteresowania.

Dochodził do podwórza, szarego i smutnego, bez śpiewu ptaków i słońca. Z 

ciemnymi oficynami, równie szarymi i brudnymi jak większość robotniczych 

czynszówek. Kiedy zacznę więcej zarabiać, znajdziemy coś lepszego. Może jakiś 

domek z kawałkiem zielonego ogródka?

Z bramy wyszedł młody mężczyzna, który spuścił nisko kapelusz i pośpiesznie 

odszedł w przeciwnym kierunku, nawet nie zerknąwszy w stronę Johana. Mężczyzna 

przypominał trochę Magnusa Hansena, ale niemożliwe, by to był on. Skąd wziąłby 

pieniądze na podróż do Kopenhagi?

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY

Wbiegał po schodach po dwa stopnie. Myśl, że przeprowadzą się, gdy zacznie 

więcej zarabiać, poprawiła mu humor. Podobnie jak pomysł, by wieczorami czytać 

Agnes na głos. Przecież powinni dzielić ze sobą wszelkie radości. Może z czasem 

nawet skłoni ją do' zrozumienia, że pracuje się nie tylko po to, by zdobyć pieniądze na 

utrzymanie, ale że to radość sama w sobie.

Agnes marzyła o tym, by być wielką damą i należeć do warstwy 

mieszczańskiej. Chciała, by ją było stać na służbę i sama nie musiała nic robić. 

Zazdrościła kobietom z zamożnych domów, które wydają polecenia służącym, same 

zaś spędzają czas na przyjęciach towarzyskich, konwersacjach, w teatrze i na wy-

cieczkach. Nigdy nie rozumiała go, gdy opowiadał o radości i satysfakcji, jaką 

background image

odczuwał, gdy mu się udało czegoś dokonać, gdy widział rezultat swojej ciężkiej 

pracy. Zdawał sobie sprawę, że ma szczęście, iż odkrył w sobie talent i ma okazję go 

wykorzystywać. Ale przecież każdy potrafi robić coś dobrze: szyć, piłować, rysować, 

pisać, śpiewać albo grać. Nikt nie urodził się po to, by siedzieć z założonymi rękami.

„Ale też ktoś musi oglądać to, co wykonali inni, słuchać tego, co grają, albo 

cieszyć się tym, co stworzyli”, mawiała Agnes. Jaki byłby sens komponowania pieśni, 

gdyby inni nie chcieli ich śpiewać, malowania obrazów, których nikt nie chce wieszać 

na ścianie, albo pisania książek, gdyby nikt nie chciał ich czytać.

Trzeba przyznać, że w pewnym sensie miała rację, gdyby jeszcze należała do 

tych, którzy chodzą po muzeach, by oglądać wartościową sztukę, wypożyczała i 

czytała dobre książki lub chodziła do pawilonu muzycznego, by posłuchać 

wartościowej muzyki. Nie, Agnes nie zwracała na to uwagi. Jej największym 

pragnieniem było wybrać się do cyrku, zobaczyć człowieka zamkniętego w klatce z 

czternastoma wygłodzonymi tygrysami albo zobaczyć człowieka - muchę 

wspinającego po rurze wysoko pod kopułą cyrku. Marzyła o tym, by było ją stać na 

pójście do kabaretu albo na tańce w słynnych tanecznych piwnicach w pobliżu ich 

miejsca zamieszkania. W tych lokalach grano muzykę na żywo, śpiewano szlagiery, 

opowiadano ciężkie dowcipy i wystawiano też rewię, w której występowały skąpo 

odziane tancerki wymachujące nogami. Oczywiście można by tam kiedyś pójść, ale 

nie miał najmniejszej ochoty bywać często w takim środowisku.

Nagle przypomniało mu się, jak raz wybrali się z Elise na tańce do „Perły”. W 

ich dzielnicy nie było lepszych miejsc. Może wina Agnes polega na tym, że nie jest 

Elise? Może nie wymagałby od Elise, by czytała książki Ibsena zamiast czasopism dla 

kobiet albo chodziła do pawilonu muzycznego zamiast na tańce. Może to raczej z nim 

coś jest nie tak? Chce uczynić z Agnes kogoś innego, bo tak naprawdę jej nie kocha.

Ogarnęły go wyrzuty sumienia. Przecież Agnes nic nie poradzi na to, że jest 

sobą. Właściwie nic się nie zmieniła, a jednak kiedyś go pociągała i ożenił się z nią. 

Nie może mieć pretensji do nikogo, tylko do samego siebie.

Wreszcie dotarł na górę.

Stała przy oknie i na odgłos otwieranych drzwi odwróciła się gwałtownie.

- Już jesteś? Uśmiechnął się.

- Nie cieszysz się?

Nie odpowiedziała. Zerknął na nią. Twarz miała zarumienioną, włosy 

potargane, zmięte ubranie. Czy nie mogłaby się chociaż trochę ogarnąć przynajmniej 

background image

w niedzielę?

Podszedł do niej, by ją pocałować, pamiętając, że po drodze obiecał sobie 

wykazać więcej dobrej woli. Ku jego zdumieniu Agnes odwróciła się do niego 

plecami i podeszła do kołyski.

- Zapomniałaś zapiąć sukienkę.

Do tej pory nie zdążyła się nawet porządnie ubrać. A może po prostu przed 

chwilą karmiła piersią dziecko?

- Jakiś tu dziwny zapach. Chyba nie zaczęłaś palić cygar? - zażartował, 

spodziewając się, że Agnes się roześmieje. Ona tymczasem speszyła się i pośpiesznie 

wyjaśniła:

- Była u mnie Reginę. Jej ubrania całkiem przesiąkły dymem.

- To co, siadamy do obiadu?

Szybko przeszła do narożnika kuchni i zaczęła wyjmować z brzękiem garnki i 

kuchenne sztućce. Domyślił się, że całkiem zapomniała o obiedzie.

- Jest taka ładna pogoda. Pomyślałem sobie, że moglibyśmy później wyjść z 

Larsem na spacer, skoro udało ci się pożyczyć wózek dla dziecka.

Rozpromieniła się.

- Myślałam, że musisz iść do tego muzeum?

- Właśnie stamtąd wracam. Musiałem tam być przed południem.

- Ja... Właściwie nie wiem. Boli mnie głowa. Chyba lepiej będzie, jeśli zostanę 

dziś w domu.

- Skoro boli cię głowa, to spacer na świeżym powietrzu dobrze ci zrobi. Za 

mało wychodzisz, Agnes. A Lars też powinien się trochę przewietrzyć. Pewnie 

nudzisz się, siedząc bez przerwy w domu.

Agnes nic nie odpowiedziała. Zaczęła obierać ziemniaki.

- Może rozpalę w piecu? Pokiwała głową.

- Był tu jakiś mężczyzna i pytał o ciebie, ale powiedziałam mu, że wrócisz 

później.

Spojrzał na nią zdziwiony.

- Kto taki?

- Nie znam go. Przedstawił się co prawda, ale Lars płakał i dokładnie nie 

usłyszałam.

- Jak wyglądał?

- Wysoki, ciemne włosy, miał kapelusz opuszczony nisko na czoło.

background image

Johan zastanowił się.

- Był tu tuż przed moim powrotem?

- Tak, dziwne, że się nie spotkaliście, gdy schodził po schodach.

Pewnie chodzi o tego mężczyznę podobnego do Magnusa Hansena, którego 

widział oddalającego się pośpiesznie.

- Nie mam pojęcia, kto to mógł być. Nie powiedział, po co przyszedł?

Pokręciła głową, nie patrząc na niego.

- Mówił tylko, że musi się z tobą spotkać.

Johan zmarszczył czoło zamyślony. Pewnie to jakiś student, przecież 

wszystkich nie zna. A jeśli to profesor chce im coś pokazać? Jest taki roztargniony, 

może zapomniał, że dziś niedziela.

- Przejdę się do profesora, jak zjemy. Sprawdzę, czy nie chodzi o coś 

ważnego.

Agnes pokiwała głową.

Johan dorzucił drewna do pieca i wstał.

- W takim razie wybierzemy się na spacer w jakieś inne popołudnie, Agnes - 

oświadczył i pocałował ją w policzek.

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY

Nadszedł wieczór świętojański, więc całą rodziną udali się na Wzgórze 

.Świętego Jana. Emanuel niósł Hugo na rękach, Jensine leżała w wózeczku, ale nie 

spała, tylko zdumiona przyglądała się drzewom. Peder z Evertem biegli tanecznym 

krokiem i podskakiwali na przodzie, rozpierani niespożytą energią.

Kristian przyprowadził z Kjelsas Anne Sofie. Elise słyszała za plecami ich 

głosy i ciepło jej się zrobiło na sercu. Jak ten Kristian wydoroślał i jak potrafił się 

zaopiekować dziewczynką! Właśnie opowiadał jej o różnych miejscach na świecie, o 

czarnoskórych mieszkańcach Afryki, o Indianach w Ameryce i pięknych Hinduskach 

w Indiach, które ubierają się w sari, a także o mężczyznach, którzy ujeżdżają 

wielbłądy. Brat wykazywał wielką ciekawość świata i głód wiedzy i pożyczał książki, 

od kogo tylko mógł. Peder i Evert nie mogli nigdy usiedzieć na miejscu i trudno ich 

było dłużej czymś zainteresować, natomiast Anne Sofie potrafiła słuchać z uwagą.

Było ciepło, mimo że słońce zniknęło za chmurą. Wdychali zapach kwiatów i 

ś

wieżej, zielonej trawy. Korony liściastych drzew rzucały miły cień.

Elise westchnęła z zadowoleniem. Dobrze im, mimo wszystko.

background image

Martwiła się jedynie, że mama znów zachorowała. Gdy odwiedziła ją przed 

trzema dniami, leżała w łóżku blada z podkrążonymi oczami, bez sił, z przygaszonym 

spojrzeniem. Na szczęście nie kaszlała i nic jej nie bolało, więc doktor wykluczył 

nawrót suchot, ale nie potrafił postawić jednoznacznej diagnozy.

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Po raz pierwszy Elise 

zdobyła się na odwagę, by opowiedzieć mamie o spotkaniu z babcią Anne Sofìe. Już 

parę razy próbowała, ale wciąż nie miały okazji znaleźć się z mamą sam na sam. Nie 

chciała, by Asbjorn słyszał, o czym rozmawiają, bo spodziewała się, że zarzuci jej, iż 

tylko denerwuje mamę, i może zabronić jej przychodzić przez jakiś czas.

O dziwo, mama przyjęła to ze spokojem, nie wydawała się zazdrosna i nawet 

chętnie podjęła rozmowę. Wyjaśniła, że Asbjorn z nieznanych jej powodów nie chce 

utrzymywać żadnych kontaktów z rodzicami swojej pierwszej żony. Elise 

zasugerowała, że podjął taką decyzję ze względu na nią. Skończyło się na tym, że 

zawołały Asbjorna i poruszyły ten temat razem z nim. W rezultacie Elise otrzymała 

pozwolenie, by zabrać Anne Sofie na spotkanie z babcią i z dziadkiem. Umówili się 

przy klatce z niedźwiedziem.

Emanuel zwrócił się do niej:

- Co tak zamilkłaś? O czym myślisz?

- O babci i dziadku Anne Sofìe. Uśmiechnął się.

- Elise, co godzi zwaśnione strony. Kto będzie następny? A przy okazji, 

widziałaś dziś Jenny?

- Pilnowała Jensine po południu, jak zwykle. Umówiłam się z nią przy 

niedźwiedziach.

Zaśmiał się.

- Spotkamy się jeszcze z kimś?

- Tak, z Hildą, Reidarem i Isakiem.

- To będzie prawdziwe rodzinne spotkanie. Zerknęła na niego niepewnie.

- Masz coś przeciwko temu?

- Oczywiście, że nie - uśmiechnął się ciepło. - Skoro nie mogę cię mieć tylko 

dla siebie, to wolę dzielić się tobą z rodziną niż z obcymi.

Znów to samo. Usiłowała zmusić się do uśmiechu, ale bez powodzenia. 

Czemu wciąż do tego wraca, nawet w takim miłym dniu? Rankiem znów był bardzo 

natarczywy, mimo że wiedział, iż nie ma czasu, bo śpieszy się do biura. Próbowała się 

jakoś wykręcić, ale w końcu musiała ulec i przez to ledwie zdążyła do pracy.

background image

Co się z nim dzieje? Czy wszyscy mężczyźni są tacy? Nigdy nie mają dość? 

Ż

ałowała, że nie zna nikogo, komu by się mogła zwierzyć, ale kto rozmawia o takich 

sprawach?

Właściwie jedyną osobą, z którą odważyłaby się o tym pomówić, jest Agnes. 

Agnes zna się na mężczyznach. Wcześnie zaczęła, dużo wcześniej niż inne 

dziewczęta z klasy, i cechuje ją ten sam niepohamowany apetyt co Emanuela. Może 

ona potrafiłaby jej coś doradzić?

Ale czyby ją zrozumiała? Pewnie nie. Uznałaby zapewne, że Elise 

poszczęściło się, bo trafił jej się mąż, który ma nieustannie na nią ochotę. Nie wszyscy

mężowie są tacy. Wielu woli inne kobiety, wciąż goniąc za nowymi, ekscytującymi 

przeżyciami. Tak przynajmniej zdarza się w kręgach, w których obraca się Agnes.

- Nie jest ci ciężko nieść Hugo? Może wolałbyś go posadzić na wózku?

- Nie, nie trzeba. Dobrze mi zrobi odrobina wysiłku. Jak się trochę zmęczę, to 

nie będę miał siły męczyć ciebie - zażartował, ale w jego głosie pobrzmiewała 

urażona duma.

Nic nie odpowiedziała, ale trochę jej zepsuł radość z wieczoru 

ś

więtojańskiego.

Gdy doszli do dużej klatki z dwoma niedźwiedziami, Emanuel na szczęście 

zdążył zapomnieć o jej niechęci.

- Popatrz, Hugo! Popatrz na tego dużego misia!

- Miś - odparł ze spokojem Hugo, jakby było czymś najnormalniejszym na 

ś

wiecie zobaczyć żywego niedźwiedzia.

Za to Peder i Evert byli wprost zachwyceni. Biegali dookoła klatki, żeby 

obejrzeć zwierzęta ze wszystkich stron.

Kristian nadal prowadził Anne Sofie za rękę i wyjaśniał jej:

- Jeden niedźwiedź jest norweski, a drugi szwedzki. Podobno ich opiekunowie 

mają kłopoty, by nastarczyć im jedzenia.

Peder popatrzył na niego przerażony.

- A co one jedzą? Krowy, byki?

- I ludzi - dodał Evert złowieszczo. Elise zaśmiała się.

- Niedźwiedzie jedzą jagody, korzonki, mrówki i miód.

- Mrówki? - Peder popatrzył na nią rozbawiony. - Fuj! Biedne misie!

- Powiedziałabym raczej biedne mrówki.

Kristian okazał się tym, który o niedźwiedziach wiedział najwięcej.

background image

- Odżywiają się też myszami polnymi i nornicami, ale jeśli , są głodne, potrafią 

rzucić się także na owce, krowy i konie. Bywają groźne dla ludzi, ponieważ bardzo 

szybko biegają i potrafią się nawet wdrapać na drzewo. Stają na tylnych nogach i 

powalają ciężką łapą.

Peder wpatrywał się przerażony w potężne drapieżniki.

- Czy na pewno ta klatka jest solidna? - zastanawiał się na głos. - Chodź, 

Evert, chyba wolę popatrzeć sobie na inne zwierzęta.

Emanuel mrugnął do Elise.

- Możemy pójść w dół do klatek z małpami i obejrzeć pawie w pawilonie przy 

Gjetemyrsveien.

- Ale przecież ja się umówiłam tutaj z innymi - zaoponowała Elise.

- W takim razie zostań tu i poczekaj, a ja zabiorę chłopców do menażerii.

Oddalili się, a ona została sama z małą Jensine w wózeczku.

Rozejrzała się wokół. Jenny już powinna tu być. Zresztą Hilda, Reidar i Isac 

także. Wyjdzie niezręcznie, jeśli dziadkowie Anne Sofie pojawią się na umówionym 

miejscu, a dziewczynka tymczasem będzie gdzie indziej.

Rozejrzała się wokół raz jeszcze i pochwyciła wzrokiem dwie spacerujące 

pary. Pośpiesznie spojrzała w inną stronę, modląc się w duchu, by jej nie zauważyli. 

Może zdąży jeszcze stąd odejść? Zawróciła wózek i już miała skierować się w 

przeciwną stronę, gdy usłyszała, że ktoś ją woła po imieniu. Za późno. Niechętnie 

odwróciła się.

Pani Mathiesen podążała ku niej, rozpływając się w uśmiechu, choć jej mąż 

najwyraźniej starał się ją powstrzymać. Ansgar wyglądał na zakłopotanego, natomiast 

panna Fryksten nie wykazywała ochoty na rozmowę.

- Co za miłe spotkanie, pani Ringstad - odezwała się radośnie pani Mathiesen. 

- Moja synowa opowiedziała mi ostatnio, że jej ciocia, pani Muus, wynajmuje część 

willi pani mamie. Doprawdy świat jest mały. Słyszeliśmy także, że pani mama straciła 

dziecko. Tak nam przykro.

Elise skinęła głową i potwierdziła:

- Owszem, bardzo ciężko to przeżyła.

Pani Mathiesen wydawała się odrobinę zdziwiona.

- Naprawdę? W jej wieku? Zresztą ma już czworo dzieci.

- Żadnej matki nie stać na stratę choćby jednego dziecka, pani Mathiesen.

Pani Mathiesen spoważniała.

background image

- To prawda. Ani matki, ani babci. Elise poruszyła się niespokojnie.

- A gdzie ma pani dziś małego Hugo?

- Jest razem z moim mężem i pozostałymi dziećmi jest na dole przy menażerii 

i oglądają małpy.

Pani Mathiesen zwróciła się do młodych. Pewnie się pobrali, skoro o Helenę 

Fryksten mówiła „moja synowa”.

- Możecie sobie pójść w dół. Tam są i małpy, i pawie. Ku zdumieniu Elise 

synowa powstrzymała ją.

- Nie, mamo! Lepiej pójdźmy do fontanny na górę. Stamtąd roztacza się taki 

piękny widok.

Skinęła głową w kierunku Elise, pociągnęła Ansgara i odeszli.

Pani Mathiesen odprowadziła ich zdumionym spojrzeniem.

- A co jej się stało?

Pan Mathiesen tymczasem podjął rozmowę.

- A co u pani słychać, pani Ringstad?

- Dziękuję, dobrze.

- Może mógłbym pani w czymś pomóc?

- Naprawdę dziękuję. Bardzo dobrze radzimy sobie teraz, kiedy oboje 

zarabiamy. Otrzymałam posadę w biurze u majstra Paulsena w przędzalni Graaha.

Popatrzył na nią zdumiony.

- No, no, znakomicie. Gratuluję. Ma pani coś przeciwko temu, że przejdziemy 

się spacerkiem w stronę menażerii i zerkniemy na małego Hugo?

Pokręciła głową.

- Oczywiście nie zdradzimy się, kim jesteśmy. Może pani na nas polegać.

- Dziękuję za wyrozumiałość, panie Mathiesen.

- Nie powiemy nic nawet pani mężowi. Udamy starych znajomych pani mamy 

czy coś w tym stylu.

Elise uśmiechnęła się z ulgą, ale gdy tylko zniknęli jej z oczu, zastanowiła się 

nad zachowaniem panny Fryksten. Nie tak dawno nakrzyczała na nią, zarzucając jej 

bezwzględność. Mówiła, że jest rozpieszczona i bez serca, a dziś wydawała się niemal 

zawstydzona i zakłopotana, jakby krępowała się spojrzeć jej w oczy. Czy wreszcie coś 

zrozumiała?

Elise pokręciła głową zdezorientowana. Nieważne, jaki był powód, ulżyło jej, 

ż

e uniknęła z nią rozmowy.

background image

W tej samej chwili nadbiegła Jenny, a za nią mignęła Elise Hilda z Reidarem 

pchającym wózek.

Jenny wydawała się radośniejsza niż kiedykolwiek. Świetnie radziła sobie z 

dziećmi, a ostatnio Elise pozwoliła jej nawet pomagać przy przewijaniu Jensine. 

Dziewczynka pochyliła się nad wózeczkiem z zapałem.

- O, obudziłaś się, maleńka? Jaka ty jesteś dziś śliczna! Masz nową 

czapeczkę? - Odwróciła się do Elise i zapytała: - A gdzie Hugo? Poszli wszyscy na 

dół popatrzeć na inne zwierzęta? Zdaje mi się, że ich tam widziałam.

Elise pokiwała głową z uśmiechem.

- My też tam zaraz pójdziemy, to sobie popatrzysz na małpy. Teraz jednak 

muszę poczekać na znajomych.

- Mogę popchać wózek?

- Możesz, ale tu blisko, tam i z powrotem. A gdzie jest dziś Hjalmar?

- Nie wiem. Zniknął zaraz po pracy.

- A Marta?

- Też nie wiem. Już dawno jej nie widziałam.

- Dawno? Jak to?

- Nie spała dziś w nocy w swoim łóżku. Nie kupiła też mleka i syropu. Ze 

starych fusów ugotowałam kawę i znalazłam suchą kromkę chleba, ale niezbyt mi 

smakowało.

Elise sięgnęła ręką do kieszeni.

- Masz tu ode mnie dziesięć ore. Biegnij kupić cztery ciastka. Tam w kiosku 

sprzedają dwa za pięć ore.

Jenny zrobiła wielkie oczy.

- Po jednym dla każdego?

- Nie, wszystkie cztery dla ciebie. Pozostali jedli obiad. Jenny ruszyła biegiem, 

a tymczasem Hilda i Reidar dotarli na miejsce.

- A dokąd pobiegła Jenny?

- Kupić ciastka w kiosku. Nic nie jadła przez cały dzień. Hilda pokręciła 

głową.

- No tak, i ty jej zafundowałaś! Nie możesz uratować całego świata, Elise. 

Lepiej idź do gminy i przedstaw tam sytuację Jenny. Spróbuj umieścić ją w tej nowej 

ochronce dla dzieci czy jak to się nazywa.

Elise nie odezwała się. Widziała, jak dziewczynka rozkwitła, odkąd zaczęła 

background image

się opiekować Jensine i przestała dźwigać ciężkie paczki. Jeśli to prawda, że nie 

będzie można dłużej polegać na Marcie, zatroszczę się o to, by dziewczynka zjadała 

porządny posiłek przed odejściem, postanowiła.

- Pozostali poszli na dół do menażerii. A co z wami?

- Nie chce mi się tam iść. Widziałam małpy już tyle razy. Może pójdźmy, 

Reidar, na górę do fontanny?

Reidar przytaknął.

- Chętnie pójdę na górę, żeby zobaczyć „laterna magica”. Hilda popatrzyła na 

niego pytającym wzrokiem.

- A co to jest?

- Taki aparat, rodzaj peryskopu, który rzutuje, to znaczy wyświetla obrazy na 

biały ekran.

- Idziesz z nami? - zwróciła się do Elise Hilda.

- Muszę tu poczekać na wszystkich - wyjaśniła. - Może umówmy się już przy 

ognisku, zanim zapłonie.

Nic nie opowiedziała Hildzie o babci Anne Sofie i póki co wolała się z tym 

wstrzymać. Zobaczy, jak to się ułoży.

Hilda i Reidar zdążyli odejść, a Jenny nadbiegła z buzią pełną ciastek, gdy 

Elise zauważyła kobietę, którą poznała na cmentarzu. Wzięła Jenny za rękę i podeszła 

do pary starszych ludzi.

Babcia rozpromieniła się, gdy rozpoznała Elise, ale radość w jej oczach zgasła, 

gdy zamiast Anne Sofie ujrzała Jenny.

- Anne Sofie jest przy menażerii i ogląda małpy - uspokoiła ją pośpiesznie 

Elise i wyciągnąwszy rękę do starszego pana, przedstawiła się: - Elise Ringstad. A 

pan, jak się domyślam, jest dziadkiem Anne Sofie.

Przywitał się uprzejmie. Sprawiał wrażenie skromnego i przyjaznego 

człowieka.

- Żona opowiadała mi o pani. Tak się cieszyła, że spotkała panią na cmentarzu.

Elise uśmiechnęła się i zwróciła się do babci dziewczynki:

- Rozmawiałam z mamą. Nie ma nic przeciwko temu, by Anne Sofie spotykała 

się z państwem. Asbjorn chyba lękał się, że może to jej sprawiać przykrość, ale kiedy 

zrozumiał, że tak będzie lepiej dla córeczki, przestał się sprzeciwiać.

W oczach babci zalśniły łzy.

- Dobry z pani człowiek, pani Ringstad.

background image

- Chodźmy im naprzeciw! A to jest moja pomocnica, Jenny Einarsen. Po 

skończonych lekcjach opiekuje się moim najmłodszym dzieckiem.

Jenny ukłoniła się i ruszyła przodem. Ścieżka była wąska, więc dziadek 

znalazł się obok Elise pchającej wózek, a babcia szła obok Jenny. Dziewczynka była 

w dobrym humorze, najadłszy się ciastkami, i opowiedziała otwarcie o przykrych 

przeżyciach, jakie ją dotknęły w ostatnich miesiącach. Elise słuchała jej i trochę się 

obawiała, że swoją szczerością przerazi babcię Anne Sofie. Tych, którzy nie 

przywykli do ciężkich warunków życia w dzielnicy nad rzeką, mogły zaszokować 

opowiadania o nędzy pijaków i ich rodzin, o małych dzieciach, które muszą sobie 

radzić same, pracować na codzienną strawę, które nie mają butów ani nie najadają się 

do syta. Może babcia pomyśli nawet, że dziewczynka fantazjuje, i odniesie się do niej 

z niechęcią.

Dziadek nie był zbyt rozmowny, odzywał się półsłówkami, ale pomagał jej 

przepchnąć wózek przez gałąź tarasującą ścieżkę i wyraził opinię, że koła wózka są 

zbyt duże. Elise nie narzucała mu się z rozmową, zresztą chciała słyszeć, co mówi 

Jenny.

Gdy już pokonali stromy odcinek w dół i zbliżyli się do menażerii, zauważyli z

daleka Emanuela, Anne Sofie i chłopców. Jenny wybiegła im na spotkanie, a Elise 

odwróciła się do babci.

- Mam nadzieję, że Jenny nie zmęczyła pani swoimi opowieściami.

Babcia powoli pokręciła głową.

- Czy to prawda, że jej ojciec został zabity podczas bójki, a ona musiała 

szorować schody, żeby dorobić na czynsz?

Elise potwierdziła.

- Wszystko, co mówiła, jest prawdą. Jej mama przez wiele lat chorowała i nie 

wstawała z łóżka. Dzieci pawie nie wchodziły do niej do izby, bo bała się, że je 

zarazi. Było ich czternaścioro rodzeństwa, teraz zostało troje. Najstarsza jest w moim 

wieku i pocieszałam się, że przejęła odpowiedzialność za najmłodszych. Tymczasem 

dziś Jenny opowiedziała mi, że już od jakiegoś czasu nie widziała siostry. Tak mi jej 

ż

al.

- Biedne dziecko! - Babcia była wyraźnie wstrząśnięta. - I nikt nie reaguje? 

Kościół albo Armia Zbawienia?

- Zamierzałam sprowadzić samarytankę do chorej mamy Jenny, ale nie 

zdążyłam. Któregoś dnia, gdy ich odwiedziłam, zastałam mamę bardzo cierpiącą. 

background image

Miała bóle w klatce piersiowej. Nakłoniłam doktora, by ją zabrał do szpitala, lecz 

wkrótce zmarła.

- Ale czy nikt nie może się zająć tymi biednymi dziećmi?

- Armia Zbawienia prowadzi żłobek dla małych dzieci, lecz dla trochę 

starszych, takich jak Jenny, nie ma tam miejsca. Ale jeśli starsza siostra naprawdę 

zniknęła, będę musiała pójść do gminy, by postarać się o jakiś zasiłek dla Jenny i jej 

brata, przynajmniej na opłacenie czynszu i najpilniejsze potrzeby. Jednak trudno mi 

uwierzyć, że starsza siostra ich porzuciła. Nazywali ją Aniołem od Blacharza, 

ponieważ opiekuje się starymi i chorymi. Mam tylko nadzieję, że nic jej się nie stało.

- A ile ta dziewczynka ma właściwie lat?

- Osiem.

Babcia pokręciła głową wstrząśnięta.

- Przecież ona jest za mała, by mogła sobie sama poradzić w życiu.

- Tak, dlatego staram się jej jakoś pomóc. Przestała biegać na posyłki, bo za 

ciężko było jej dźwigać paczki. Zabrałam ją stamtąd i zamiast tego opiekuje się moją 

córeczką. Dziś się dowiedziałam, że w domu nie dostaje jedzenia. Postanowiłam 

więc, że codziennie, zanim ode mnie wyjdzie, zje solidny posiłek.

- Czy sądzi pani, że mogłabym jakoś pomóc?

Elise spojrzała na nią zdumiona. Babcia jakby zapomniała o własnej wnuczce, 

tak się przejęła losem Jenny.

- Jestem pewna, że tak. Pomocników nigdy za dużo. O, jest i Anne Sofie - 

dodała z uśmiechem i pomachała dziewczynce. - Anne Sofie, chodź do babci i do 

dziadka!

Anne Sofie podeszła niepewnym krokiem i zawstydzona ukłoniła się ze 

spuszczoną głową. Chyba dawno nie widziała się z dziadkami, skoro wykazywała 

taką rezerwę. Elise uświadomiła sobie, że powinna jakoś przygotować małą na to 

spotkanie. Nie miała jednak odwagi nic wcześniej mówić z obawy, że do niego z 

jakichś powodów nie dojdzie.

- Anne Sofie - odezwała się do niej. - Rozmawiałam z moją mamą i twoim 

tatą. Oni wiedzą, że dziś masz się spotkać z babcią i dziadkiem tu na Wzgórzu 

Ś

więtego Jana. Cieszyli się z tego.

Anne Sofie podniosła wzrok i wyszeptała zaskoczona:

- Naprawdę?

- Tak - uśmiechnęła się do niej Elise. - Możesz mi zaufać. Podszedł Emanuel i 

background image

przywitał się uprzejmie ze starszymi ludźmi.

- Żona mi opowiadała. Tak się cieszę w imieniu Anne Sofìe i państwa.

- Wiesz co, Anne Sofie? - dodała Elise. - Ty sobie teraz pospacerujesz z 

dziadkami, a potem spotkamy się przy ognisku. Zanim je rozpalą. Czy to nie dobry 

pomysł?

Anne Sofìe pokiwała głową. Była zbyt dobrze wychowana, by się sprzeciwiać, 

ale Elise zauważyła przeciągłe spojrzenie, jakie posłała chłopcom, którzy już ruszyli 

biegiem po porośniętym trawą zboczu.

Gdy i oni skierowali się pod górę, Elise opowiedziała Emanuelowi o 

przerażeniu babci, która dowiedziała się o losie Jenny i pytała nawet, czy może jakoś 

pomóc.

- Wygląda to na początek optymistycznej opowieści. Może dziadkowie 

zaopiekują się Jenny i jej bratem? Nie smuciliby się wówczas, że zbyt rzadko widują 

Anne Sofìe, a Jenny i jej brat wreszcie mieliby dom.

Elise zamyśliła się.

- Nie sądzisz, że są już na to zbyt leciwi?

- Oczywiście, że nie. Zresztą wiek w tym przypadku nie jest taki ważny. Liczy 

się tylko to, czy są zdrowi i mają chęć zaopiekować się dziećmi.

- Jak o tym myślę, serce mi zaczyna mocniej bić. To zbyt piękne, by mogło 

być prawdziwe.

Objął ją ramieniem i zapytał:

- A czy nie bije ci mocniej, gdy myślisz o mnie, Elise? - Pocałował ją w 

policzek. - Bo ja już się cieszę na powrót do domu.

Doszli na plac, gdzie leżał już ułożony stos chrustu na ognisko. Ze wszystkich 

stron nadciągali ludzie. Wzgórze Świętego Jana było ulubionym miejscem spotkań 

mieszkańców stolicy. Zwłaszcza w wieczór świętojański. Elise spodziewała się 

zobaczyć tu wielu znajomych. Właśnie tu spotykała takich, których nie widywała 

przez wiele lat, koleżanki z klasy, prządki i pomocnice z przędzalni. Po drugiej 

stronie ułożonego stosu zauważyła Oline.

- Tam stoi Oline - zwróciła się do Emanuela. - Możesz przez chwilę 

przypilnować wózka, a ja podejdę do niej i się przywitam? Taka jestem ciekawa, jak 

jej się ułożyło. Wiem, że się przeprowadziła i otrzymała posadę w restauracji na 

Ostbanen.

Emanuel skinął głową. Nie protestował, choć nie był tym zbyt zachwycony.

background image

W tłumie musiała się przepychać.

Nagle poczuła, że ktoś ścisnął ją mocno za ramię. Gdy się odwróciła, spojrzała 

prosto w oczy Helenę Fryksten.

- Pani Ringstad, muszę z panią pomówić. To ważne! - Jej spojrzenie 

pociemniało i kryła się w nim niemal desperacja.

Elise pokiwała głową i odeszła na bok w cień pod drzewami.

- Chciałam tylko prosić panią o wybaczenie - odezwała się Helenę, wpatrując 

się w Elise z rozpaczą malującą się na twarzy. - Nie miałam pojęcia, przez co pani 

przeszła. Strasznie mi wstyd za to wszystko, co mówiłam, i za to, że byłam taka 

natrętna. Nie pojmuję, że nie wymierzyła mi pani policzka.

Elise popatrzyła na nią zdumiona i zapytała:

- Coś się stało?

Helenę Fryksten pokręciła gwałtownie głową.

- Nie, broń Boże. Mnie nic, ale jednej z moich pacjentek. To młoda 

piętnastoletnia dziewczyna. Koło Wielkanocy została zgwałcona, a teraz chce odebrać 

sobie życie. Opowiadała mi ze szczegółami, co przeżyła. Powtarza, że woli umrzeć 

niż żyć w cieniu tego koszmaru. I nie chodzi jedynie o samo zdarzenie, ale głównie o 

to, co przeżywała po tym wszystkim. Czuła się taka zbrukana. Szorowała się do krwi 

twardą szczotką, a wciąż czuła się brudna. Równocześnie dręczyło ją ogromne 

poczucie winy. Wydawało jej się, że jest winna temu, co się stało. Tego dnia, gdy mi 

to wszystko opowiedziała, nie mogłam spać. Byłam ślepa i głucha, pani Ringstad, i 

bardzo się z tego powodu wstydzę. Najgorsze jest to, że nagle ujrzałam Ansgara w 

nowym świetle. I to teraz, kiedy się pobraliśmy i... - Ukryła twarz w dłoniach i wy - 

buchnęła płaczem.

Elise nie wiedziała, co ma jej powiedzieć. Zrozumiała, że panna Fryksten jest 

szczera, i żal jej się zrobiło tej młodej kobiety. Jak ją jednak miała pocieszyć?

- Jeśli chodzi o mnie, to nie musi się pani wstydzić. Jak już powiedziałam, 

uporałam się z tym koszmarem - wykrztusiła jedynie. - Przepraszam, mój mąż na 

mnie czeka, niestety, muszę już wracać.

Kiedy wreszcie odnalazła Oline, rozmawiały z nią dwie robotnice z 

przędzalni. Przyłączyła się do nich, ale zaraz musiała wracać do Emanuela. Z 

rozmowy jednak wynikało, że Oline ma się dobrze i lubi pracę w restauracji. Więcej 

spróbuję się dowiedzieć innym razem, postanowiła.

Musiała okrążyć plac szerokim łukiem, bo wszyscy się tłoczyli przy stosie, 

background image

który wnet miał zapłonąć.

Nagle zauważyła Kristiana. Stał kawałek dalej z kilkoma chłopakami, których 

Elise nie znała. Chciała pośpiesznie przejść, by nie wprawiać brata w zażenowanie, że 

starsza siostra go pilnuje, ale w tym samym momencie dostrzegła, jak na twarzy brata 

ląduje zaciśnięta pięść. Jęknęła i zatrzymała się gwałtownie. Co jest, na Boga...

I nagle rozpętała się regularna bójka. Chłopaki rzucili się na siebie. Nadbiegli 

też inni, niektórzy z pałkami i kijami. Elise uniosła dół spódnicy i pobiegła co sił w 

tamtą stronę. Gdy była już blisko, zorientowała się, że w ciżbie wielu jest pijanych, 

jeden chwiał się, drugi tłukł na oślep pustą butelką. Ciosy przecinały powietrze, 

dolatywały przekleństwa i wściekłe wyzwiska. Bójka przyjęła gwałtowny obrót, 

wzięły górę emocje, poszły w ruch kamienie i kępki trawy. Usłyszała, że ktoś woła: 

„Policja!”, ale nie spodziewała się tu szybko stróżów prawa. Jak w sennym koszmarze 

ujrzała nagle, jak jakaś szumowina ciska Kristiana na ziemię i zaczyna go kopać. 

Rzuciła się w ciżbę i nie bacząc na niebezpieczeństwo, rozpychała na boki 

walczących, mając w głowie tylko jedno: ratować Kristiana. Mignął jej wielki kij 

przecinający powietrze, ale nie domyśliła się, co się dzieje. Nagle poczuła ból, jakby 

głowa jej pękała, i w następnej chwili wszystko pociemniało.

Obudziła się, gdyż coś białego poraziło ją w oczy. Usiłowała się rozejrzeć, ale 

powieki opadły jej, mimo że starała się je pozostawić otwarte. Mignęły jej jedynie 

białe ściany i ubrana na biało postać. Usłyszała cichy miły kobiecy głos:

- Jest pani w szpitalu, pani Ringstad. Niestety, doznała pani poważnych 

obrażeń.