background image

Ingulstad Frid

TĘSKNOTA

Saga część 15.

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Kristiania, marzec 1907 roku

Elise otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale ze ściśniętego gardła nie 

mogła   wydobyć   słowa.   Patrzyła   oniemiała   na   nowego   przyjaciela 
Emanuela i nogi się pod nią ugięły. Chwycił ją przeraźliwy strach, serce 
łomotało jej w piersi, a w głowie kłębiły się najkoszmarniejsze myśli.

- Ale... Może się nie zrozumieliście? - wykrztusiła wreszcie z siebie. - 

Może czeka na ciebie w innym miejscu?

Paul Schwencke pokręcił głową.
- Umówiliśmy się przed wejściem. Gdy go tam nie zastałem, wszedłem 

na wszelki wypadek do środka, a potem przeszukałem całą restaurację. 
Wydało mi się w najwyższym stopniu dziwne, że Emanuel nie przyszedł, 
bo   odniosłem   wrażenie,   że   bardzo   się   ucieszył   z   mojej   propozycji,   by 
napić się kawy w Hasselbakken, a potem odbyć przechadzkę na Wzgórze 
Świętego Jana. Dziś wieczorem miał się odbyć ciekawy koncert w muszli 
koncertowej.

Elise   gorączkowo   doszukiwała   się   jakiegoś   wyjaśnienia,   nie 

dopuszczając nawet do siebie myśli, że Emanuel znów uciekł po kryjomu.

- Może coś się wydarzyło w jego rodzinie? Może pogorszył się nagle 

stan zdrowia jego mamy?

- Pomyślałem sobie dokładnie to samo, bo wspominał mi o chorobie 

matki. Zapytałem więc pannę Carlsen, czy Emanuel otrzymał z domu jakiś 
telegram. Niestety, Carlsenowie nic nie wiedzą, choć pogorszenie zdrowia 
pani   Ringstad   uważają'   za   mało   prawdopodobne.   „Wiedzielibyśmy 
wówczas   coś   o   tym,   bo   przecież   Ringstadowie   są   naszymi   bliskimi 
przyjaciółmi", oświadczyła mi panna Carlsen.

Nagle Elise przypomniała sobie wyraz twarzy Emanuela, gdy zobaczył 

list od Johana. Czy to możliwe, aby wywołał w nim taką złość i zazdrość? 
Przecież   powiedziała   mu,   że   może   sobie   przeczytać! Tyle   że   jemu   nie 
pozwalała na to duma. Może pomyślał, że w liście jest coś więcej niż tylko 
informacje dotyczące rękopisu. A może w ogóle mu się nie spodobało, że 
to Johan załatwiał jej sprawy, a nie on.

Odgoniła jednak tę myśl. Nawet gdyby obudziła się w nim zazdrość, to z 

tego powodu z pewnością nie zawiódłby Schwenckego. Nie! Musi być 
jakaś inna przyczyna. I to ważna, skoro Emanuel nie dotrzymał umowy.

- Nic z tego nie rozumiem, panie Schwencke. Coś się musiało zdarzyć - 

odezwała się wreszcie Elise. W ustach jej zaschło i z trudem poruszyła 
językiem. - Bardzo mi przykro, że zmarnował pan sobie wieczór, jestem 

background image

jednak pewna, że da się to jakoś wyjaśnić. Gdy tylko Emanuel się pojawi, 
przekażę mu, że pan tu był. A może wolałby pan wejść i poczekać?

Schwencke pokręcił głową.
- Dziękuję  za zaproszenie,  ale  chyba wrócę  do domu.  Emanuel wie, 

gdzie mieszkam.

Uchylił kapelusza, odwrócił się i wyszedł.
Wróciły z Hildą do środka, a Reidar spojrzał na nie zdziwiony. Zapewne 

słyszał całą rozmowę.

- To dziwne - odezwał się z namysłem. - Niemożliwe, by Emanuel nie 

dotrzymał umowy bez jakiegoś ważnego powodu.

Hilda była wyraźnie zdenerwowana.
-   Tam,   gdzie   dziś   sprzątałam,   słyszałam,   że   jakiś   mężczyzna   został 

pobity   przy   moście   Bentsebrua.   Nieprzytomnego   odwieziono   go   do 
szpitala.

Elise popatrzyła na nią przerażona i osunęła się na stołek. Nie była w 

stanie składać dalej wysuszonego prania.

- Dlaczego od razu wyobrażać sobie najgorsze? - próbował je uspokoić 

Reidar. - Może po prostu nieoczekiwanie zjawił się z wizytą jego ojciec?

- Gdyby tak było, Emanuel poszedłby do restauracji Hasselbakken, by 

powiadomić   Schwenckego   o   zmianie   planów   -   sprzeciwiła   się   Elise,   a 
Hilda ją poparła.

- Ale zdaje się, że zaglądał tu w drodze z biura? - zapytała.
- Tak, rozmawialiśmy przez chwilę. Był ożywiony, miał dobry humor i 

cieszył się na spotkanie ze Schwenckem.

- Tymczasem Carlsenowie utrzymują, że do nich nie dotarł. Coś się więc 

musiało   wydarzyć   w   drodze   pomiędzy   domem   nad   rzeką   a   szczytem 
wzgórza Aker.

- To niemożliwe - pokręcił głową Reidar.
- Ale kiedyś już Emanuela napadli, i to na parę dni przed ich ślubem! 

Ktoś go zaatakował od tyłu tak, że stracił przytomność.

Elise zaprotestowała.
- To całkiem inna sprawa. Wtedy zapewne stała za tym banda Lorta-

Andersa,   teraz   natomiast   nie   wydaje   mi   się,   by   Emanuel   miał   jakichś 
wrogów.

Reidar posłał jej zdezorientowane spojrzenie.
- A kim jest Lort-Anders i co on ma do Emanuela?
-   Lort-Anders   to   stary   znajomy   Johana.   Nie   wiem   na   pewno, 

podejrzewam jedynie, że to jego kompani napadli na Emanuela. Wściekli 
się, że zamierzam poślubić Emanuela, skoro byłam zaręczona z Johanem, 

background image

nim trafił do więzienia. Johan i Lort-Anders razem odsiadywali karę w 
twierdzy Akershus i żaden z nich nie miał pojęcia, że zostałam zgwałcona 
i w wyniku tego zaszłam w ciążę.

-   Czyli   że   ani   Johan,   ani   ty   nie   mieliście   już   później   z   nimi   do 

czynienia?

Pokręciła głową.
- Johan odwrócił się od nich, kiedy zrozumiał, jakie to bandziory. Ja też 

nie spotkałam później nikogo z bandy. Nie licząc

Ansgara Mathiesena, który też nie chce mieć z nimi nic wspólnego. To 

te oprychy podjudziły go, by na mnie napadł, mimo że wiedzieli, iż jestem 
narzeczoną Johana, co tylko dowodzi, jacy to ludzie.

- Nie sądzę, by  coś usprawiedliwiało tego, który  dał się podjudzić - 

skomentował sucho Reidar.

- Zgadzam się z tobą, tyle że Ansgar przynajmniej okazał żal i bardzo 

cierpiał z tego powodu. Pamiętaj, że dwukrotnie próbował odebrać sobie 
życie.

-   A   po   co   my   w   ogóle   rozmawiamy   teraz   o   Ansgarze?   -   Hilda 

najwyraźniej   miała   dość   wysłuchiwania   tej   historii.   -   Zastanówmy   się 
raczej, gdzie jest Emanuel!

Elise wstała i oznajmiła:
- Zajrzę do Anny i Torkilda. Jeśli Emanuel potrzebował jakiejś pomocy, 

niewykluczone, że zwrócił się do nich.

- A może jeszcze trochę poczekać? Kto wie, czy lada chwila się nie 

zjawi? - zastanawiała się Hilda, ale Elise pokręciła głową.

- Mam przeczucie, że coś się stało.
Nie miała siły wyjawić, co jej się tłucze po głowie. Zastanawiała się, czy 

Emanuel   nagle   nie   pożałował  swojej   decyzji,   przekonawszy   się   po   raz 
kolejny, że nie jest urodzony do życia nad rzeką.

Co ja teraz zrobię? - myślała gorączkowo. Nie mam pracy, nie wiadomo, 

czy moja książka zostanie wydana, a bez dochodów Emanuela nie dam 
rady wynająć domu na Hammergaten. Tymczasem Hilda i Reidar liczą na 
to, że będą mieli cały dom dla siebie, kiedy wprowadzi się Isac.

-   Podejrzewasz,   co   się   mogło   stać?   -   Hilda   posłała   jej   pytające 

spojrzenie.

- Nie, mam jedynie przeczucie, że coś niedobrego.
W powietrzu czuło się wiosnę. Powiewał łagodny wiaterek, a krzaki bzu 

obsiadła gromada świergoczących ptaków. Normalnie cieszyłaby ją każda 
najmniejsza   oznaka   nadchodzącej   wiosny,   dziś   jednak   była   zbyt 
zdenerwowana, by to zauważyć. Co się stało? - zastanawiała się wciąż na 

background image

nowo. Uciekł? Przydarzyło mu się jakieś nieszczęście? Może Hilda ma 
rację, że padł ofiarą jakichś zbirów? W okolicy nierzadko dochodziło do 
pobić, kręciło się tu tylu różnych pijaków. Zresztą trudno się dziwić, że 
niektórzy, żyjąc w biedzie i nędzy, zdesperowani uciekają się do przemocy.

Strach   ją   paraliżował.   Żałowała,   że   była   dla   Emanuela   taka   surowa. 

Które kobiety stać na to, by stawiać mężowi warunki, nim pozwolą mu 
wrócić do domu? Może tego właśnie nie mógł znieść i dlatego odszedł?

Jenny opowiadała, że jej matka i kobiety z sąsiedztwa cieszyły się, gdy 

ich   mężowie   znaleźli   sobie   inną,   bo   na   jakiś   czas   miały   spokój   i   nie 
musiały bez przerwy rodzić dzieci. Tak wyglądało życie nad rzeką.

Czemu nie potrafi spojrzeć w oczy prawdzie, że dla niej i Johana nie ma 

przyszłości?   Pomimo   tego,   że   ją   zdradził,   Emanuel   nie   jest   złym 
człowiekiem. Gdyby nie naciski matki i Signe, nigdy nie wyjechałby do 
Ringstad, nie potrafił się im jednak przeciwstawić. Potem bardzo żałował, 
że tak postąpił, i odkąd wrócił do Kristianii, starał się na wszelkie sposoby, 
żeby wszystko naprawić. Ilu mężów zaofiarowałoby się pilnować dzieci, 
gdy żona szła pomagać innej rodzinie? A Emanuel wielokrotnie ostatnio 
zastępował ją przy maluchach. I chociaż nie jest tym jedynym mężczyzną, 
którego kocha nad życie i z którym pragnęłaby dzielić dni, miesiące i lata, 
to jednak nie da się zaprzeczyć, że to dobry człowiek. Przeżyli wspólnie 
wiele miłych chwil, przy nim czuje się bezpiecznie, a chłopcy go lubią. 
Powinna była mu okazać więcej przyjaźni i bardziej docenić to, że wrócił. 
Teraz być może jest już za późno.

Na samą myśl o tym przeszły ją dreszcze.
Zawszę   ogarniało   ją   dziwne   uczucie,   gdy   wchodziła   do   Andersen-

garden.   Nachodziła   ją   tęsknota   przemieszana   ze   smutkiem.   Przecież   tu 
razem z Johanem przeżywali radość pierwszego zakochania, tu ukrywali 
się na ciemnej klatce schodowej, by pobyć przez chwilę we dwoje. Ale to 
także tu dygotała ze strachu, że ojciec znów wróci pijany, tu zmęczona 
wchodziła na górę po długim i ciężkim dniu pracy, z lękiem w sercu, czy 
zastanie mamę przy życiu. Z tym miejscem łączyło się tyle wspomnień! 
Dobre i wesołe przeplatały się z przykrymi.

Usłyszawszy za drzwiami głosy, domyśliła się, że Torkild i Anna są w 

domu. Gdy tylko zapukała do drzwi, rozległo się wesołe wołanie Anny: 
„Proszę!"

Siedzieli przy stole kuchennym przy zapalonej lampie naftowej. Na stole 

stały filiżanki z kawą, a obok talerzyk z ciastkami. Torkild czytał na głos 
książkę, a Anna coś dziergała. Tych dwoje potrafiło ze sobą spędzać mile 
czas.

background image

Twarz Anny rozpromieniła się.
- Elise? Ależ miła niespodzianka! Usiądź z nami i napij się kawy!
- Widzieliście może Emanuela? - zapytała.
- Emanuela? - popatrzyli na nią zdumieni. - A wybierał się do nas?
Elise siadła na stołku, który podsunął jej Torkild, i oznajmiła:
- Zaginął bez śladu.
- Jak to zaginął? - Anna zmarszczyła czoło, nic nie rozumiejąc.
Elise pośpiesznie opowiedziała, co się zdarzyło.
-   Pomyślałam,   że   może   Emanuel   był   tutaj,   żeby   z   tobą   pomówić, 

Torkild. To znaczy, jeśli miał jakiś kłopot.

Sama słyszała, jak głupio to zabrzmiało. Przecież gdyby Emanuel miał 

jakieś zmartwienie poza tymi, których nabawił się wcześniej, na pewno by 
zauważyła. A jeśli obraził się o ten list od Johana, siostra Johana byłaby 
ostatnią osobą, do której by się z tym zwrócił. Zresztą jakiego kłopotu 
mógłby się nabawić po drodze od niej do Carlsenów? Nie, musiało się 
wydarzyć jakieś nieszczęście.

Torkild   pokręcił   głową,   a   u   nasady   nosa   utworzyła   mu   się   głęboka 

bruzda.

- Dziwne - powiedział. - Gdyby coś stanęło na przeszkodzie, Emanuel 

zatroszczyłby   się,   by   powiadomić   o   tym   pana   Schwencke.  Ale   skoro 
Carlsenowie go nie widzieli, to znaczy, że zmienił plany po wyjściu od 
ciebie. Nie zauważyłaś czasem, że coś go dręczy?

- Nie, przeciwnie, od dawna nie widziałam go w tak dobrym humorze. 

Cieszył się na spotkanie ze Schwenckem i radowało go, że wkrótce się 
przeprowadzimy. Powiedział, że spakował już walizkę i powiadomił ojca, 
że chce zabrać swoje meble. Proponował, żebyśmy się wybrali w niedzielę 
na spacer na Hammergaten - urwała i dodała z ociąganiem: - Jedyne...

- Jedyne... co? - pomógł jej Torkild.
-   Zauważył,   że   dostałam   list   od   Johana.   Wydawało   mi   się,   że 

dostrzegłam w jego oczach lęk. Proponowałam, że może sobie przeczytać, 
bo Johan pisał mi jedynie o rękopisie, ale on nie chciał...

- Jest zbyt dumny. Pokiwała głową.
- Mimo to nie wydaje mi się, żeby przejął się tym listem do tego stopnia, 

iż nie poszedł na spotkanie ze Schwenckem.

- Emanuel dotrzymuje umów. Na pewno powiadomiłby Schwenckego o 

zmianie planów.

Elise   zauważyła,   że   Anna   nie   bierze   udziału   w   rozmowie.   W 

przeciwieństwie do Torkilda nie miała najlepszego zdania o Emanuelu. 
Zresztą trudno się dziwić, skoro wolałaby widzieć u boku Elise Johana.

background image

- Nie pojmuję, co się mogło stać - kręciła głową Elise. - Pierwsze, co 

przyszło   mi   do   głowy,   to   że   miał   wypadek,   ale   przecież   do   tej   pory 
doszłaby   do   nas   już   jakaś   wiadomość.   Hilda   obawia   się,   że   został 
napadnięty, podobnie jak niedawno jakiś mężczyzna przy Bentsebrua.

- Ale wówczas zjawiłaby się u was policja i powiadomiła o wszystkim. 

W końcu jesteś jego żoną.

Zapadło milczenie.
Anna chciała coś powiedzieć, ale rozmyśliła się. Po chwili jednak rzekła 

mimo wszystko:

- Jesteś pewna, że i tym razem nie wymyślił jakiegoś głupstwa? Sama 

wiesz, jak to jest: „Złodziej na zawsze pozostanie złodziejem, a kłamca 
kłamcą".

Elise poczuła, jak oblewa się rumieńcem.
- Nie mogę przysiąc, że Emanuel już nigdy nie zrobi niczego głupiego, 

nie sądzę jednak, by po raz kolejny mnie zawiódł. Był taki skruszony i 
bardzo żałował tego, co się wydarzyło. Stara się, jak może, by wszystko 
naprawić - oświadczyła.

Takie słowa wydawały się jej właściwe w danym momencie. Za nic w 

świecie nie przyznałaby się do tego, że i ją dręczą podobne wątpliwości.

Torkild przyznał jej rację.
- Zgadzam się z tobą, Elise. Emanuel dostał sromotną nauczkę za to, że 

tak   cię   zawiódł.   Bardzo   cierpiał   z   tego   powodu.   Znam   go   lepiej   niż 
kogokolwiek. Przyznaję, że nie spodziewałbym się po nim, że jest zdolny 
do takiego postępku, ale jestem przekonany, że już nigdy nie popełni tego 
samego błędu.

Anna nie odezwała się.
- Muszę popytać naokoło - oświadczyła Elise, podnosząc się ze stołka. - 

Przecież ktoś go musiał widzieć idącego z domu majstra na wzgórze Aker. 
Gdzieś na tym odcinku musiało się zdarzyć coś, co skłoniło go do zmiany 
planów.

Anna popatrzyła na nią z troską.
- Może nie warto się tak denerwować? Poczekaj do jutra! Zobaczysz, 

zjawi się i wszystko ci wyjaśni. Na pewno okaże się, że nie było powodu 
do zmartwień!

Elise   spojrzała   na   przyjaciółkę,   która   najwyraźniej   nie   dała   się 

przekonać, że Emanuelowi można do końca zaufać.

- Zobaczę jeszcze - uśmiechnęła się do obojga. - Jak miło tu u was. Co 

czytacie?

- Związek młodzieży Henryka Ibsena.

background image

- Mam nadzieję, że kiedyś opowiecie mi treść. Ja, niestety, nie mam już 

czasu na czytanie i bardzo mi tego brakuje.

-   Oczywiście,   że   ci   opowiemy,   Elise!   -   uśmiechnęła   się   Anna.   - 

Powodzenia w poszukiwaniach! Emanuel na pewno się odnajdzie.

Dziwne, z jakim spokojem przyjęła to Anna - rozmyślała Elise, schodząc 

po   schodach.   Jest   przecież   z   natury   takim   dobrym   człowiekiem. 
Wprawdzie nie była zadowolona, że Emanuel znów zamieszka z Elise, 
jednak nie pasowało do niej, by się całkiem nie przejąć jego zniknięciem. 
Torkild   zareagował   całkiem   inaczej.  Anna   zapewne   sądzi,   że   Emanuel 
znów uciekł do Signe albo wymyślił coś innego. Całkiem straciła w niego 
wiarę.

W  napięciu  Elise  weszła  do  domu,  ale  natychmiast doznała  zawodu. 

Hilda,   spojrzawszy   na   nią,   pokręciła   tylko   głową,   a   po   chwili   rzekła 
zmartwiona:

- Nie było go.
Chłopcy wrócili do domu po pracy i usiedli do lekcji. Kristian posłał 

siostrze pytające spojrzenie:

- Jak myślisz, Elise, co mu się mogło stać?
- Nie wiem. To zupełnie niezrozumiałe. Niemożliwe, by Emanuel tak 

bez powodu nie przyszedł na umówione spotkanie.

- Evert myśli, że Lort-Anders go zabił - wtrącił Peder przestraszony.
Evert głośno zaprotestował:
-  Kłamiesz!  Powiedziałem tylko,  że  można  by  go  o  to   podejrzewać, 

gdyby nie siedział w więzieniu.

- Na jedno wychodzi. Skąd wiesz, może uciekł z twierdzy Akershus i 

zaczaił się gdzieś w pobliżu? - rzucił Peder i popatrzył ze strachem w 
ciemne okno.

- Dajcie już spokój! - upomniała ich Elise i dorzuciła drewno do pieca, 

po czym zabrała się do gotowania owsianki.

Hugo położyła już na noc, a Jensine dopiero za jakiś czas będzie musiała 

przewinąć i nakarmić.

- Jeśli do jutra rana nic się nie wyjaśni, pójdę na posterunek policji na 

Maridalsveien i spróbuję się tam czegoś dowiedzieć. Na pewno jest jakieś 
rozsądne wyjaśnienie tej sytuacji. Emanuel byłby  zażenowany, gdybym 
wzywała policję bez powodu.

Reidar przysiadł na skrzynce do drewna, by na stole zrobić chłopcom 

miejsce do odrabiania lekcji.

-   Zgadzam   się.   Gdyby   doszło   do   jakiegoś   przestępstwa,   na   pewno 

byśmy już o tym usłyszeli. Podobnie by było, gdyby Emanuel miał jakiś 

background image

wypadek. Może po prostu gwałtownie źle się poczuł i odwieziono go do 
doktora albo dostał nieoczekiwanie jakąś wiadomość i musiał pośpiesznie 
wyjechać, ze zdenerwowania zapominając o umówionym spotkaniu.

Elise zerknęła na niego i zapytała:
-  A  cóż   to   mogłaby   być   za   wiadomość,   na   Boga?   Reidar   wzruszył 

ramionami.

- Nie wiem, próbuję jedynie znaleźć jakieś wyjaśnienie.
- Może Signe z żalu, że Emanuel jej nie chce, utopiła się w rzece? - 

wtrącił Peder, patrząc na nich niewinnie.

Hilda zdenerwowała się.
- Przestań już, Peder! Dosyć już różnych ludzi tu, w okolicy, wybrała 

taki koniec. Nie trzeba, by jeszcze jacyś obcy szli ich śladem. Poza tym 
wydaje mi się, że Signe wcale go nie kocha. Jej zależało tylko na jego 
pieniądzach.

- Pieniądzach?  - Evert podniósł zdziwiony  wzrok znad rachunków. - 

Myślałem, że Emanuel nie zarabia zbyt dużo. Przecież pracuje dopiero od 
paru dni.

- Głupi jesteś? Nie rozumiesz, że chodzi o jego dwór? - Peder popatrzył 

na niego z wyższością. - Wystarczy, że oni tam sprzedadzą krowę, a przez 
pięć lat mogą jeść codziennie lapskaus z ziemniakami i warzywami.

Na samą myśl zabłysły mu oczy.
Elise słuchała ich jednym uchem, zastanawiając się na głos:
- Może powinnam najpierw pójść do zakładów Myren i tam zapytać?
Reidar ją poparł.
- Najlepiej pójdź tam wcześnie rano! Sprawdzisz, czy o zwykłej porze 

pojawi się w biurze, a jeśli nie, to na pewno dowiesz się, czemu go nie ma.

-  A  może   powinnam   pójść   do   Carlsenów   i   dowiedzieć   się,   czy   nie 

wrócił. Trochę mi niezręcznie iść do niego do biura i się przyznać, że nie 
wiem, gdzie jest Emanuel. Wciąż mimo wszystko jesteśmy małżeństwem!

Hilda pokręciła gwałtownie głową.
- Moim zdaniem nie ma sensu, byś tam szła. Przecież to przyjaciele jego 

rodziców i na pewno też ich oburzyło, że Emanuel postanowił do ciebie 
wrócić.   Zapewne   już   sam   dźwięk   twojego   imienia   działa   na   nich   jak 
płachta na byka. A jeśli odniosą wrażenie, że nie do końca mu ufasz i 
obawiasz się, że znów uciekł, będą mieli powód do triumfu.

Peder podniósł znad zeszytu przerażony wzrok.
- Znów uciekł? Naprawdę myślisz, Elise, że to zrobił?
-   Nie,   Peder,   oczywiście,   że   nie.   Przecież   mamy   się   razem 

przeprowadzić  do domu na Hammergaten. Emanuel cieszył się  bardzo, 

background image

gdy udało mu się go wynająć.

Ale Peder nie był do końca przekonany.
- Może Signe znów spodziewa się dziecka?
Elise poczuła, że się czerwieni, i rzuciła ostrzej, niż zamierzała:
- Przestań opowiadać głupoty! To, co się stało w zeszłym roku, nigdy 

nie miałoby miejsca, gdyby nie mobilizacja, pilnowanie granicy i strach 
przed wybuchem wojny. Jestem pewna, że więcej się to nie powtórzy.

-   Niech   diabli   porwą   tych   Szwedów!   -   rzucił   Evert   impulsywnie   i 

przerażony swoimi słowami zasłonił usta. - Przepraszam, Elise.

Posłała mu surowe spojrzenie, ale nie zrugała go. By jednak odwrócić 

uwagę chłopców, zagadnęła Reidara:

- Było dziś coś ciekawego w „Svaerta"?
- Umarł Georg Stang.
- A kto to taki? - zdziwiła się Hilda.
- Ależ Hildo - westchnęła Elise i popatrzyła na siostrę zrezygnowana. - 

Nie pamiętasz, że to nasz minister obrony? A poza tym najzagorzalszy 
przeciwnik   zlikwidowania   fortyfikacji   granicznych   podczas   rokowań   w 
Karlstad, które doprowadziły do ugody i pokojowego rozwiązania unii ze 
Szwedami.   -   A   zwróciwszy   się   ponownie   do   Reidara,   zapytała:   - 
Przeczytałeś coś jeszcze ciekawego?

- Tak, podobno Norwegowie wkrótce przeboleją likwidację fortyfikacji. 

Dzięki   odzyskaniu   państwowości   przejawiamy   większą   inicjatywę   i 
nabraliśmy pewności siebie także w dziedzinie ekonomicznej.

- Zastanawiam się, o jakich Norwegach mowa - rzuciła oschle Hilda. - 

Ja,   niestety,   nie   zauważyłam   wokół   żadnej   poprawy   ekonomicznej, 
wzrostu pewności siebie ani inicjatywy.

- No i jeszcze było tu coś o Cyganach - ciągnął Reidar, nie przejmując 

się uwagami Hildy. - Przewodniczący Związku do spraw Przeciwdziałania 
Włóczęgostwu, pastor Jacob Walnum, napisał, w jaki sposób z włóczęgów 
uczynić pożytecznych obywateli. - Rozłożył gazetę i przeczytał na głos: - 
Praca jest obowiązkiem każdego człowieka, a kto żyje jak pasożyt, popeł-
nia przestępstwo. Uprawianie ziemi, w przeciwieństwie do rzemiosła, ma 
działanie edukacyjne, uczy i wychowuje.

Elise i Hilda wymieniły spojrzenia. Elise wiedziała, że siostra, podobnie 

jak ona sama, za każdym razem, gdy ktoś wypowiadał słowo „Cygan", 
czuła przenikający ją lęk. Wprawdzie mało kto wiedział, że w żyłach ich 
ojca płynęła cygańska krew, ale czy dużo trzeba, by  ktoś to zwęszył i 
rozdmuchał?

- Co tam jeszcze ciekawego? - zapytała, nie chcąc, by chłopcy podjęli 

background image

ten temat. Słyszała wystarczająco wiele historii o cygańskich dzieciach siłą 
odbieranych rodzicom i rozłączonych z nimi na zawsze.

- Jest też wyjaśnienie Ministerstwa Opieki Społecznej na temat pracy 

zarobkowej dzieci. Chcecie posłuchać?

Hilda prychnęła.
- Nam to dobrze znany temat. Nie ma nic ciekawszego?
- Ja chętnie posłucham - wtrąciła się Elise. Reidar zaczął czytać:
-   Nie   da   się   zaprzeczyć,   że   przy   obecnej   sytuacji   ekonomicznej 

niektórych grup społecznych praca dzieci jest koniecznością. W rodzinach 
wielodzietnych ojciec czy oboje rodzice nie zawsze są w stanie zarobić na 
utrzymanie całej gromady. W takich rodzinach dzieci muszą, na ile im siły 
pozwalają, wstąpić w szeregi pracujących i podjąć walkę o byt. Zarabiają 
na   własne   utrzymanie   albo   na   jedzenie   dla   młodszego   rodzeństwa   lub 
niezdolnych   do   pracy   matki   lub   ojca.   Innymi   słowy   do   podejmowania 
pracy   w   bardzo   młodym   wieku   zmusza   dzieci   bez   względu   na   skutki 
smutna konieczność.

Kristian, choć pochylony nad lekcjami, chłonął uważnie chyba każde 

słowo, bo wtrącił się:

- Spotkałem wczoraj Olę na Maridalsveien. Już od paru lat nie chodzi do 

szkoły. Jego ojciec postarał się, by go zwolnili z obowiązkowej nauki, 
ponieważ chłopak musi pracować.

Elise pokręciła z dezaprobatą głową.
- To wstyd. Przecież oboje jego rodzice mają pracę, a w domu jest ich 

tylko pięcioro rodzeństwa. Jestem pewna, że daliby radę tak samo jak my, 
gdyby tylko żyli skromniej. Bez szkoły chłopak daleko nie zajdzie.

Evert głośno odsunął stołek i wstał, oznajmiając:
- Gotowe!
Peder zerknął na niego z zazdrością, bo jemu jak zwykle zostało jeszcze 

dużo do odrobienia.

Hilda podeszła do okna i wyjrzała w wieczorny mrok.
- Co z tym Emanuelem? Domyślacie się, gdzie on może być?
Elise   poczuła   znowu,   jak   łapie   ją   strach.   O  tak   późnej   porze   trudno 

spodziewać   się   jakichś   wieści.   Schwencke   wie,   że   się   denerwuję, 
pomyślała. Gdyby tylko dowiedział się czegoś, na pewno by zajrzał.

Co się mogło stać?

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

W nocy było zimno i rankiem, kiedy  Elise otulała Jensine w wózku 

grubą   kołderką,   a   ciepło   ubranego   Hugo   sadzała   na   twardej   deseczce 
wózka, wciąż unosiły się nad rzeką mroźne opary.

Prawie nie spała w nocy, myślała jedynie o tym, co mogło się przytrafić 

Emanuelowi i co zrobi, jeśli mąż się nie pojawi. Nie stać jej na wynajęcie 
domu na Hammergaten bez jego pensji. Czy jednak Reidar wytrzyma z 
nimi wszystkimi, kiedy w domu dodatkowo pojawi się Braciszek? Muszę 
pójść do pani Borresen i poprosić, bym mogła wrócić do pracy za ladą, 
postanowiła w duchu. Tylko czy ta posada jest jeszcze wolna? Tego nie 
była   bynajmniej   pewna.   Może   uda   mi   się   umieścić   Hugo   w  żłobku,   a 
Jensine zabierać będę do pracy? Wózek z dzieckiem postawię pod wiatą 
przed sklepem.

Boże   drogi,   zakładam,   że   Emanuel   znów   uciekł.   To   oczywiście 

niemożliwe.   Torkild   także   w   to   nie   wierzy,   a   on   zna   go   lepiej   niż 
ktokolwiek. Co więc mogło się stać? Przecież ludzie nie znikają tak ni z 
tego, ni z owego.

Pójdę   do   zakładów   Myren   i   tam   na   pewno   się   czegoś   dowiem, 

zadecydowała.   Może   zastanę   Emanuela,   który   mi   wszystko   dokładnie 
wyjaśni, a jeśli go tam nie będzie, wówczas na pewno jego przełożeni będą 
powiadomieni, jaki jest powód jego nieobecności.

W fabrykach już dawno zaczął się dzień pracy, kupcy i kanceliści zaś 

dopiero udawali się do swych zajęć. Miała nadzieję, że nie spotka nikogo 
znajomego, na przykład Valborg czy pani Evertsen, które z pewnością nie 

background image

omieszkałyby   jej   zatrzymać   i   zacząć   wypytywać   z   ciekawością,   co   na 
Boga robi o tak wczesnej porze z dwojgiem maleńkich dzieci, skoro nie 
musi iść do pracy. Co by im odpowiedziała?

Jej buty miały tak starte zelówki, że co chwila się ślizgała i gdyby nie 

przytrzymywała się wózka, dawno już by upadła. A droga była nierówna, 
pełna   wybojów   i   lodowych   pryzm.   Ciężko   było   jej   pchać   wózek, 
zwłaszcza   że   dodatkowo   na   deseczce   siedział   Hugo.   Wilgotny   chłód 
przenikał przez wełniany szal i szczypał ją w policzki. Pomyślała sobie, że 
nim   dojdzie   do   celu,   zmarznie   na   kość.   Pewnie   będą   na   nią   zerkać   z 
ciekawością i zastanawiać się, co też Emanuelowi przyszło do głowy, by 
się ożenić z ubogą robotnicą, która na dodatek nawet nie jest ładna.

Na szczęście do zakładów nie było tak daleko. Latem razem z Johanem 

często   spacerowali   ulicą   Sandakerveien   aż   do   Bentsebrua,   skręcali   na 
most, a potem szli w dół do Myralokka, a stamtąd aż do Voyenbrua i dalej 
do domu. Obudziło to w niej miłe wspomnienia, które jednak natychmiast 
od siebie odsunęła. Teraz nie może myśleć o Johanie, tylko o Emanuelu.

Emanuel   opowiadał   o   dwóch   braciach,   którzy   w   zeszłym   stuleciu 

zakupili dwór Myren z młynem i tartakiem, i rozpoczęli budowę zakładów 
mechanicznych,   które   w   krótkim   czasie   stały   się   najważniejszymi   w 
Norwegii. Tartaki nad rzeką przyciągnęły tu ludzi, a dzięki energii z wody 
powstały fabryki. W zakładach Myren wykorzystywano siłę wodospadu, 
która napędzała młyńskie koła, wyposażenie elektrowni wodnej i maszyny 
przemysłowe.

Elise słyszała, że młody Oskar Braaten, który mieszka na Sandakerveien 

tuż   za   szkołą   i   pracuje   w   księgarni,   powiedział,   że   rzeka   Aker   jest 
najużyteczniejszą i najpracowitszą rzeką w całej Norwegii. Dziwne! Ktoś 
inny natomiast stwierdził, że rzeka rozdzieliła społeczeństwo na bogatych i 
biednych. Ta myśl wydała jej się niezbyt miła.

Była już niedaleko. Hugo popłakiwał zmarznięty, a Jensine kręciła się 

niespokojnie.   Elise   czekało   niełatwe   zadanie.   Wyobraziła   sobie,   jak 
wchodzi   do   biura   z   dwojgiem   wrzeszczących   dzieci   w   poszukiwaniu 
męża.

Emanuel na pewno się nie domyśla, że niepokoję się o niego. Może nie 

pojawił się wczoraj na spotkaniu z całkiem prozaicznego powodu i nie 
będzie w stanie pojąć mojego zmartwienia. Może nawet wcale nie wie, że 
był u mnie Schwencke.

W oknach zakładów paliło się światło i dolatywały stamtąd dźwięczne 

uderzenia   młotów   o   stal   i   świdrujące   odgłosy   wiercenia.   Elise   minął 
pośpiesznie młody mężczyzna w wyglansowanych butach i z wystającym 

background image

z prawej kieszeni płaszcza drugim śniadaniem. Już go miała zapytać, w 
którą stronę powinna się udać, ale zrezygnowała, widząc, że bardzo się 
śpieszy. Skierowała się więc ku drzwiom budynku, w którym, jak jej się 
zdawało, znajdowały się biura.

Na szczęście Jensine się jeszcze nie obudziła, Elise wzięła więc na ręce 

Hugo i zostawiła wózek na zewnątrz. Nabrała głęboko powietrza w płuca i 
podniosła dumnie głowę. Sama przecież przekonywała kiedyś Jenny, że 
nie są niczemu winne, iż miały ojców pijaków. Nie jest też jej winą, że 
Emanuel się ulotnił.

W kantorze, do którego weszła, unosił się dym z fajki. Za biurkiem 

siedział   mężczyzna   w   zarękawkach   i   przeglądał   jakieś   dokumenty.   Na 
podłodze   obok   niego   leżał   rozsypany   tytoń   i   nadpalone   zapałki,   ale   w 
ogóle podłoga była wyszorowana i pachniała szarym mydłem.

Mężczyzna nie zwrócił na nią uwagi.
Chrząknęła więc i zaczęła niepewnie:
- Przepraszam...
Zmęczyła się drogą, a Hugo ciążył jej na rękach. Ostrożnie rozejrzała się 

na boki za jakimś wolnym krzesłem, na którym mogłaby przysiąść.

Mężczyzna, nie podnosząc głowy znad papierów, rzucił tylko:
- Proszę usiąść na chwilę na skrzynce z drewnem.
Kiwnęła głową z wdzięcznością i usiadła przy piecu, w którym buzował 

wesoło ogień i biło od niego ciepło. Pewnie napalono w nim wcześnie 
rano.

Otworzyły   się   drzwi   i   do   pomieszczenia   wszedł   pośpiesznie   młody 

kancelista   w   ciemnym,   za   ciasnym   ubraniu.   Rękawy   surduta   były   za 
krótkie,   tak   samo   jak   nogawki   spodni.   Na   pewno   w   tym   ubraniu 
przystępował do konfirmacji. Zanim usiadł przy drugim biurku, zerknął na 
Elise zaciekawiony. Na niskim stoliku stała czarna maszyna do pisania. 
Widziała kiedyś taką na wystawie w sklepie  i domyśliła się,  do czego 
służy. Przez chwilę przyglądała się jej uważnie. Pomyśleć, gdyby miała 
taką...

Do pomieszczenia wdarł się chłodny powiew. Listonosz położył stertę 

listów na kontuarze, po czym wyszedł bez słowa. Wkrótce drzwi znów się 
otworzyły   i   pojawił   się   starszy   pan   w   kaloszach,   w   wykrochmalonej 
koszuli, czarnym krawacie i z posiwiałymi wąsami. Po uprzejmym „dzień 
dobry"   nie   odezwał   się   więcej,   póki   nie   zdjął   płaszcza   i   nie   włożył 
biurowej   marynarki.   Wszystkie   czynności   wykonywał   powoli   i   z 
pedanterią. Następnie oparł się mankietami o blat biurka, odwrócił się do 
Elise i zapytał:

background image

- Czym mogę służyć?
Wstała i podeszła parę kroków bliżej, zażenowana, że będzie musiała 

wyłożyć swoją sprawę na głos przy wszystkich.

-   Nazywam   się   Elise   Ringstad.   jestem   żoną   nowego   kancelisty 

Emanuela Ringstada.

- Ach tak - uśmiechnął się zachęcająco, choć nie mógł nie zauważyć jej 

chustki i skromnego ubrania. - Wydaje mi się, że to porządny człowiek i 
bardzo zdolny.

- Dziękuję. Nie wiem, czy... Czy byłaby możliwość, by zamienić z nim 

parę słów?

Starszy pan odwrócił się do zapracowanego kancelisty i zapytał:
- Czy pan Ringstad już przyszedł?
Mężczyzna oderwał się od papierów i podniósł wzrok.
- Ringstad? Nie, nie widziałem go.
Elise poczuła ukłucie w sercu. A więc to prawda. Emanuel zniknął.
Starszy pan wyjął zegarek z kieszonki kamizelki.
- Dziwne. Powinien tu już być od pół godziny. - Zdziwiony popatrzył na 

Elise. - Wyszedł z domu o zwykłej porze?

Elise poczuła, jak palą ją policzki.
- Mąż... nocował u przyjaciół rodziny.
Urzędnik   nie   spuszczał   jej   z   oczu,   jakby   domagając   się   dalszych 

wyjaśnień.

- Zamierzamy się przeprowadzić na Hammergaten - dodała pośpiesznie. 

-   Będziemy   mieć   tam   więcej   miejsca.   Tymczasem   mąż   zamieszkuje   u 
państwa Carlsen na wzgórzu Aker.

Miała nadzieję, że wymieniając tę elegancką dzielnicę, poprawi nieco 

niezbyt korzystne wrażenie.

- To znaczy, że pani nie wie, czy wyszedł do pracy o zwykłej porze?
Pokręciła   głową.   Starszy   pan   wydawał   się   przyjazny   i   wyrozumiały, 

zdobyła się więc na odwagę, by opowiedzieć, jak było.

- Wczoraj po pracy przyszedł do domu, a potem udał się do restauracji 

Hasselbakken,   gdzie   był   umówiony   z   przyjacielem.   Tymczasem 
nieoczekiwanie zjawił się u mnie wieczorem ów przyjaciel i powiedział, 
że mąż nie zjawił się w umówionym miejscu. Zaniepokoiłam się.

Kancelista zmarszczył czoło zdezorientowany.
- Ale sprawdzała pani u jego gospodarzy? Może oni coś wiedzą? /
- Tak, to znaczy nie ja, tylko pan Schwencke, przyjaciel, z którym był 

umówiony. Nikt tam nie widział wczoraj mojego męża.

Zauważyła,   że   pozostali   kanceliści   przestali   przeglądać   papiery   i 

background image

spojrzeli w jej stronę.

- A nie pytała pani może później wieczorem albo dziś rano?
Czuła, że jeszcze bardziej poczerwieniała.
-   Ja...   Nie   mogłam   tam   pójść   ze   względu   na   dzieci.   Na   zewnątrz 

zostawiłam niemowlę, które karmię piersią.

Pokiwał   głową   ze   zrozumieniem   i   popatrzywszy   na   nią   zamyślony, 

zwrócił się do pochylonego nad papierami kancelisty.

- Mortensen? Zostałeś może powiadomiony, że pan Ring-stad dziś się 

nie stawi w pracy?

Mortensen pokręcił głową.
- Nie, nie widziałem go ani z nim nie rozmawiałem.
- Czy ci państwo Carlsenowie mają telefon, pani Ringstad? Przytaknęła.
Starszy pan ponownie zwrócił się do zapracowanego kancelisty.
- Mortensen, może pan zadzwonić na centralę i poprosić o połączenie z 

Carlsenami ze wzgórza Aker?

Kancelista,   nieco   poirytowany,   wykonał   polecenie.   Najwyraźniej 

uważał, że ma zbyt dużo pracy, by mu przerywać takimi sprawami.

Przez   chwilę   czekali   w   milczeniu.   Nawet   młody   mężczyzna   w 

garniturze od konfirmacji wydawał się zaciekawiony. Wreszcie Mortensen 
uzyskał połączenie.

-   Dzwonię   z   zakładów   Myren.   Czy   mógłbym   rozmawiać   z   panem 

Emanuelem Ringstadem?

Nastąpiła cisza i wszyscy w napięciu czekali na odpowiedź.
- Ach nie. Dziękuję bardzo.
Odłożył słuchawkę i podniósłszy wzrok, oznajmił:
- Ringstad nie wrócił na noc, a państwo jeszcze śpią.
Elise poczuła, jak krew odpływa jej z głowy. Nie wrócił na noc... To 

znaczy, że stało się coś poważnego.

Starszy  pan za kontuarem posłał jej współczujące spojrzenie, ale  nie 

wydawał się zmartwiony. Zapewne sądził, że Emanuel po prostu gdzieś się 
zawieruszył.

Wymamrotawszy podziękowanie, odwróciła się i skierowała do wyjścia. 

Płacz dławił ją w gardle.

Gdy   wyszła   z   budynku,   usłyszała   dolatujący   z   wózka   płacz   Jensine. 

Hugo, który niechętnie opuścił ciepłe biuro, szarpał się i wyrywał jej z rąk. 
Gdy mu jednak nie pozwoliła zejść, on także uderzył w płacz. W tej samej 
chwili otworzyły się sąsiednie drzwi i dwóch robotników wyniosło duże 
koło zębate. Zerknęli na nią i zażartowali:

- Co tam, złotko? Stoisz tu i czekasz na wypłatę? Wybrałaś zły dzień. 

background image

Przyjdź w piątek!

Odeszli, zanosząc się od śmiechu.
Elise   stanowczo   posadziła   Hugo   na   deseczce   na   wózku   i   ruszyła 

szybkim   krokiem.   Dobrze   wiedziała,   że   wiele   żon   wyczekuje   przed 
fabrykami i zakładami w dniu wypłaty, w nadziei, że uda im się uratować 
choć parę koron, nim mężowie je przepiją. Nie dość, że kanceliści nabrali 
podejrzeń,   iż   Emanuel   hulał   gdzieś   w   nocy,   to   jeszcze   robotnicy   byli 
przekonani, że przyszła wyżebrać od męża parę koron. Wstyd palił ją w 
policzki.

Z naprzeciwka wprost na nią jechała bryczka. Woźnica krzyknął głośno 

„Prrr..."   i   wstrzymał   konia,   nim  zeskoczył  z   kozła,   by   pomóc   wysiąść 
jakiemuś  jaśnie   panu.  Elise   przyśpieszyła   kroku,   więc  tylko  mignął  jej 
mężczyzna   z   bródką,   w   cylindrze   i   w   śnieżnobiałej   wykrochmalonej 
koszuli, na pewno dyrektor. Jego jednak nie zamierzała już o nic pytać.

Zziajana, ale i rozgrzana szybkim spacerem dotarła wreszcie do domu. 

Na ganku stała Hilda gotowa do wyjścia do Paulsena Juniora, od którego 
miała zabrać Braciszka. Zgodnie z umową dziecko przywiezione zostanie 
bryczką, ale Hilda miała z nim jechać, żeby się nie przestraszyło.

Dla siostry był to wielki dzień, może najbardziej uroczysty w całym jej 

życiu. Oczy jej błyszczały, na policzkach malowały się rumieńce, a buzia 
jej się nie zamykała.

- No to ja idę, Elise. Życz mi powodzenia. Boże, tak się denerwuję! 

Pomyśl tylko, jeśli on zacznie płakać i będzie chciał wracać do domu? 
Mam   nadzieję,   że   będziesz   czekać   z   Hugo,   tak   żeby   Braciszek, 
przepraszam Isac, zobaczy! go od razu, gdy wejdzie do środka. Zrobiłam 
ciasto na naleśniki z tych jajek, które znalazłam w szafce. Chyba nie masz 
mi tego za złe? Musimy mieć dla niego coś smacznego, żeby nie zraził się 
do   naszego   domu   od   pierwszej   chwili.   Kupię   świeże   jajka,   jak   tylko 
dostanę wypłatę. A właściwie to jak ci poszło?

- Emanuel nie stawił się do pracy.
- E, na pewno wkrótce przyjdzie. Poprosiłaś, by go powiadomili, że się o 

niego niepokoisz?

Elise pokiwała głową i upomniała siostrę:
- Pośpiesz się, żeby nie musieli na ciebie czekać.
Ale gdy Hilda oddaliła się pośpiesznie przez most, poddała się i z oczu 

popłynęły jej łzy.

Hugo   uspokoił   się,   gdy   tylko   znalazł   się   w   ciepłym   pomieszczeniu. 

Zapewne   ubrała   go   za   cienko.   Posadziła   go   na   podłodze,   dała   mu   do 
zabawy   chochlę,   tłuczek   i   pokrywkę   od   garnka.   Nastawiła   wodę   do 

background image

podgrzania,   by   umyć   Jensine,   i   dorzuciła   drewna   do   pieca,   po   czym 
wniosła do środka córeczkę.

Przy   karmieniu   nie   przestawała   rozmyślać,   szukając   wyjaśnienia 

zniknięcia   Emanuela.   Nie   ma   wyjścia,   uznała.   Trzeba   porozmawiać   z 
Carlsenami. Na pewno wydało im się dziwne, czemu Emanuel nie wrócił 
do domu na noc. Może zmartwieni zatelefonowali do jego rodziców, by 
sprawdzić,   czy   nie   pojechał   czasem  do   domu.   Może   Peder   miał   rację, 
mówiąc, że Signe spodziewa się kolejnego dziecka? Zaraz jednak odgoniła 
od siebie tę myśl, uznając ją za absurdalną.

Ale ona wciąż uparcie powracała. Bo niby dlaczego nie? Przecież żyli ze 

sobą jak mąż z żoną, póki Emanuel, rozgniewany, nie opuścił w Boże 
Narodzenie   rodzinnego   domu.   Teraz   był   początek   marca.   Nie,   takiej 
ewentualności nie da się wykluczyć.

Zrobiło   jej   się   gorąco.   Przecież   Emanuel   brzydził   się   Signe,   nie 

dopuszczał nawet możliwości, by z nią żyć. Pragnął jedynie wrócić do 
Elise i chłopców. Doprawdy byłaby to ironia losu, gdyby teraz wydarzyło 
się coś takiego.

Ale   gdzie   on   się   w   takim  razie   podział?   Prędzej   czy   później   będzie 

musiał podać w biurze powód swojej nieobecności, a wówczas kanceliści 
przekażą mu, że była i o niego pytała. Jeśli nie pojawi się sam, to pewnie z 
kantoru zatelefonują jeszcze raz do Carlsenów. Wyczuła, że zaintrygowała 
ich ta sprawa. Jej wizyta z pewnością nie przeszła niezauważona.

Zdążyła właśnie nakarmić Jensine i włożyć ją do kołyski, gdy na moście 

usłyszała turkot kół, a po chwili prychanie konia za oknami. Pośpiesznie 
uprzątnęła mokre pieluszki i wylała wodę z miski do wiadra.

-  Przyjechał  Isac,  Hugo  -  powiedziała   do  synka.  Popatrzył na  nią,   a 

potem skierował wzrok na drzwi. Była pewna, że zrozumiał jej słowa. W 
ostatnim czasie często słyszał imię Isaca.

- Elise?! - usłyszała wołanie Hildy
Otworzyła pośpiesznie. Siostra trzymała na ręce Isaca, a w drugiej duży 

kosz. Obok niej stał woźnica z dużym pudłem.

- Będzie tego więcej! - zawołała Hilda radośnie podnieconym głosem. - 

Isac dostanie swoje łóżeczko, mebelki i wszystkie zabawki, a ponadto całą 
walizkę ubrań. - Zaśmiała się. - Nie mam pojęcia, co my z tym wszystkim 
zrobimy. Pomyśl jednak, Hugo będzie mógł się bawić tym wszystkim.

Wniosła Isaca do kuchni i posadziła obok Hugo.
- Popatrz, tu jest Hugo, Isac - zwróciła się do synka. - Teraz możecie się 

razem bawić.

Mali   chłopcy   patrzyli   na   siebie   przez   chwilę,   po   czym   Hugo   podał 

background image

Isacowi chochlę.

- To - powiedział. Tego słowa używał najczęściej i miało ono w jego 

ustach najróżniejsze znaczenia.

Elise stała obok Hildy i obserwowała tę scenę w napięciu. Ciekawe, czy 

Isac weźmie chochlę od Hugo?

Odetchnęła z ulgą, gdy malec wyciągnął rączki po chochlę, a potem 

podszedł   do   skrzynki   na   drewno,   obok   której   leżały   szyszki   i   patyki, 
którymi Hugo przez całą zimę bawił się w gospodarstwo. Przez chwilę 
przyglądał   się   z   uwagą,   po   czym   wziął   dwie   szyszki,   podreptał   z 
powrotem do Hugo i położył jedną na podłodze obok niego. Zaraz też 
zaczęli się bawić, każdy swoimi zabawkami, ale mimo wszystko razem.

Elise uśmiechnęła się do Hildy i stwierdziła ze spokojem:
- Będzie dobrze.
Hilda przytaknęła, a jej twarz rozpromieniła się w uśmiechu.
- Też tak myślę - powiedziała i popatrzyła na Elise ze łzami wzruszenia 

w oczach. - Jakie to niezwykłe. Wciąż nie pojmuję, że to prawda.

Elise objęła siostrę.
- Tak się cieszę, Hildo, ze względu na ciebie, ale i na nas wszystkich. 

Musimy   wysłać   chłopców   do   mamy,   by   jej   opowiedzieli   tę   wspaniałą 
nowinę. Pamiętam, jaka była nieszczęśliwa, gdy się dowiedziała, że nie ma 
już u nas Braciszka.

- Isaca - poprawiła ją Hilda. - Nie miałam odwagi o niczym mówić 

mamie, na wypadek gdyby pan Paulsen się rozmyślił. Ale teraz mój synek 
jest już u nas i nikt go stąd nie zabierze.

- Nie, nikt go nie zabierze - uśmiechnęła się Elise. Dziwiło ją, że Hilda 

wciąż nazywa majstra panem Paulsenem, mimo że żyła z nim niemal jak 
żona. - Musimy to uczcić, Hildo. Jak dobrze, że przygotowałaś ciasto na 
naleśniki.

W głębi serca przeraziła się, gdy zobaczyła, że Hilda zużyła ostatnie 

jajka. Smażyli naleśniki tego dnia, gdy odbył się pogrzeb pani Einarsen, 
czyli   całkiem   niedawno.   Elise   odnosiła   wrażenie,   że   zaczęli   żyć   nieco 
ponad   stan,   a  to   z   pewnością   się   zemści.  Ale  równocześnie   nie   mogła 
przecież psuć Hildzie tego radosnego dnia, robiąc jej wyrzuty. Trudno, 
najwyżej w kolejne dni będą się musieli zadowolić kaszą na wodzie.

Nagle Hilda ocknęła się i zapytała nagle:
- Emanuel się pokazał?
-   Nie,   ale   pomyślałam   sobie,   że   pójdę   do   Carlsenów.   Może   tam  się 

czegoś dowiem.

Hilda popatrzyła na nią z powątpiewaniem.

background image

- Pamiętasz, co ci mówiłam wczoraj wieczorem? Elise pokiwała głową.
- Trudno, nieważne, że są przeciwko mnie. Muszę się dowiedzieć, co się 

stało.

-   Jeśli   przewinęłaś   już   i   nakarmiłaś   Jensine,   to   możesz   iść,   a   ja 

przypilnuję   dzieci.   Hugo   i   Isac   sobie   radzą,   a   ja   zacznę   wszystko 
wypakowywać. Woźnica zaraz przywiezie resztę rzeczy.

Elise popatrzyła na nią zdziwiona.
- To jeszcze nie wszystko?
- Nie, jest tego cały ładunek - zaśmiała się Hilda. - Póki co część rzeczy 

wstawimy do komórki na drewno.

Póki co... Dopiero po drodze na wzgórze Aker Elise zaczęła rozważać 

słowa Hildy. Czyżby siostra z mężem zamierzali się stąd wyprowadzić? A 
może   miała   na   myśli   raczej   wyprowadzkę   Elise   i   chłopców   na 
Hammergaten?

Jeśli   Emanuel   nie   wróci,   nie   będzie   żadnej   przeprowadzki!   Nie   stać 

mnie   będzie   też,   by   mieszkać   samej   w   domu   majstra,   gdyby   Hilda   z 
Reidarem   znaleźli   sobie   inne   mieszkanie.   Nie   utrzymam   rodziny 
marzeniami, że kiedyś zostanę pisarką. Zresztą nie mam pojęcia, czy jakaś 
kobieta   utrzymuje   się   z   pisarstwa.   Byłam   naiwna   i   zadufana   w   sobie, 
sądząc,   że   mogę   być   tą   pierwszą.   Gdy   tylko   się   dowiem,   gdzie   jest 
Emanuel,   pójdę   pośpiesznie   do   sklepiku   przy  Telthusbakken   i  zapytam 
wdowę Borresen, czy mogę wrócić na swoją starą posadę. Niezależnie od 
tego, co postanowi Emanuel.

Otworzyły się drzwi do przędzalni i wybiegła stamtąd jakaś prządka. 

Narzuciła szal na ramiona, ale szła z gołą głową. Gdy się mijały, Elise 
zauważyła, że dziewczyna ma twarz spuchniętą od płaczu. Nie znała jej, 
pewnie jakaś nowa. Dziewczyna szlochała, nie zważając na to, co dzieje 
się wokół niej. Wydawała się całkiem zdruzgotana.

Elise   westchnęła.   Pewnie   kolejna,   którą   wyrzucono   z   pracy.   Kolejna 

osoba bez środków do życia, zależna jedynie od dobrodziejstwa gminy.

Gdy była już w połowie wzgórza, zwolniła nieco kroku. Obawiała się 

spotkania z Carlsenami. Hilda z pewnością miała rację, mówiąc, że już 
sam dźwięk jej imienia podziała na nich jak płachta na byka. Może wcale 
nie zechcą jej nic odpowiedzieć, tylko zatrzasną drzwi przed nosem?

Mimo   to   uznała,   że   musi   się   przemóc.   Odetchnęła   głęboko   i 

wyprostowała się, po czym znów przyśpieszyła kroku.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Chwilę trwało, nim usłyszała kroki dobiegające ze środka. Otworzyła jej 

znajoma   służąca,   która   jednak   udawała,   że   jej   nie   poznaje.   Pewnie 
słyszała, jak Karolinę i Betzy Carlsen rozmawiały o niej niepochlebnie.

- Przepraszam, czy zastałam pana Ringstada?
- Nie, nie ma go w domu - pokręciła głową służąca.
-   Nazywam   się   Elise   Ringstad   i   jestem   jego   żoną.   Czy   mogłabym 

porozmawiać z panią albo panną Carlsen?

background image

Służąca skinęła głową niechętnie, ale nie poprosiła jej do środka, tylko 

zostawiła ją na schodach. Gdyby z wizytą przyszedł ktoś równy stanem 
gospodarzom, z pewnością zostałby poproszony przynajmniej do holu.

Elise   czekała   dość   długo,   czując   rosnące   zdenerwowanie.   Wolałaby 

porozmawiać z panią Carlsen, której nie miała tak wiele do zarzucenia, w 
przeciwieństwie do tej wstrętnej Karolinę.

Usłyszała wreszcie głosy i zbliżające się kroki. Drzwi się otworzyły, a w 

drzwiach do salonu stanęła panna Carlsen i zapytała z ironią:

-   Elise   L0vlien?   Co   za   niespodzianka!   Czemu   zawdzięczamy   ten 

zaszczyt?

Elise   poczuła,   jak   gorąco   uderza   jej   do   głowy.   Jak   można   być   tak 

bezczelnym? Karolinę zwraca się do niej panieńskim nazwiskiem, choć 
doskonale wie, że jest mężatką! Nie wspominając już o szyderczym tonie, 
z jakim wypowiedziała słowo „zaszczyt"!

-   Przyszłam   się   dowiedzieć,   czy   nie   wiedzą   państwo   czegoś   o 

Emanuelu?

- O Emanuelu? - zaśmiała się Karolinę. - Chyba nie chcesz powiedzieć, 

że znów uciekł? A fe! Powinien się wstydzić, brzydki chłopiec! Wczoraj 
wieczorem był tu jakiś jego przyjaciel i też o niego pytał. Czy to znaczy, 
że przez całą noc szukał przygód?

Elise ugryzła się w język, by się nie odciąć, ale czuła, jak z gniewu 

mocniej zabiło jej serce. Dobrze wiedziała, że Karolinę jest rozpieszczona 
i   nieznośna,   a   czasami   potrafi   być   bardzo   złośliwa,   teraz   jednak   ją 
przejrzała.   Gdyby   Emanuel   naprawdę   zniknął,   zarówno   ona,   jak   i   jej 
rodzice martwiliby się, jeśli nie ze względu na niego, to ze względu na 
jego rodziców, a swoich przyjaciół. Karolinę, przybierając ironiczny ton, 
zdradziła się, że wie, gdzie jest Emanuel.

Elise zmusiła się, by zachować spokój.
-   Byłam   w   zakładach   Myren.   Jeśli   Emanuel   nie   przedstawi 

uzasadnionego   powodu   swojej   nieobecności,   straci   posadę.   Mało   tego, 
otrzyma niepochlebne referencje i będzie miał duże kłopoty, by znaleźć 
sobie nową pracę.

W   spojrzeniu   Karolinę   zauważyła   cień   niepokoju,   ale   dziewczyna 

szybko się opanowała.

-   To   bardzo   smutne   dla   niego.   W   tej   sytuacji   mam   nadzieję,   że 

niebawem się pojawi.

-  Więc   panienka   nie   wie,   gdzie   on   jest?   -  Elise   popatrzyła   Karolinę 

prosto w oczy, ale ta uciekła spojrzeniem.

-  A  skąd   mam   to   wiedzieć?   To   poniżej   mojej   godności   być   niańką 

background image

niewiernych mężów cudzych żon.

Elise   odwróciła   się   i   powoli   skierowała   ku   drzwiom,   rzucając   na 

odchodnym:

-   W   tej   sytuacji   nie   widzę   innej   rady,   jak   tylko   zgłosić   zaginięcie 

Emanuela na policji. Bo oznacza to, że albo uległ wypadkowi, albo padł 
ofiarą przestępstwa. Niech policja ogłosi w gazetach, że jest poszukiwany. 
Na pewno państwu Ringstad będzie bardzo przykro, ale nie mam wyboru. 
Żegnam, panno Carlsen.

Za plecami Elise zrobiło się całkiem cicho. Na pewno Karolinę w panice 

zastanawiała się, co robić. Jeśli wiadomość o zaginięciu Emanuela ukaże 
się w gazecie, przyniesie to wstyd nie tylko rodzinie Emanuela, ale i jej 
rodzinie, równocześnie jednak nie chciała wyjawić Elise, co wie.

O ile w ogóle coś wie... Bo przecież istnieje też możliwość, że Karolinę 

nie ma o niczym pojęcia i że właściwie też się niepokoi, tyle że nie chce 
dzielić się tym zmartwieniem z Elise, którą uważa za swego odwiecznego 
wroga.

Miała   kruchą   nadzieję,   że   Karolinę   zawoła   ją   i   przyzna   się,   iż 

Emanuelowi nie stało się nic złego, ale na pożegnanie usłyszała jedynie 
krótkie: „Żegnam!"

A  więc   niczego   się   nie   dowiedziałam,   myślała.   Być   może   wczoraj 

wieczorem   wydarzyło   się   coś,   co   zmusiło   Emanuela   do   pośpiesznego 
wyjazdu do domu, tak że nawet nie zdążył powiadomić Schwenckego, 
pracowników biura ani jej, a Karolinę świadomie o tym nie informuje. 
Chyba że naprawdę stało się coś złego.

Dotarłszy   do   bramy,   odwróciła   się   i   zerknęła   w   okno   na   poddaszu. 

Właściwie   zrobiła   to   bezwiednie,   bo   przecież   niemożliwe,   by   tam  był. 
Oczywiście nikogo tam nie zobaczyła, za to w salonie poniżej mignęła jej 
blada twarz i żółta suknia Karolinę. A więc była na tyle zaciekawiona, że 
podeszła do okna, by popatrzeć, jak odchodzę, rozgniewała się w duchu 
Elise.   Ciekawe!   Czy   to   możliwe,   że   milczała   na   temat   Emanuela, 
kierowana czystą złośliwością?

Zachowała się osobliwie. Jeśli Emanuel nie wrócił wczoraj wieczorem 

do domu, a teraz dowiedziała się od Elise, że nie było go u niej ani nie 
stawił się w pracy, powinna się zaniepokoić. Kochała się w Emanuelu od 
paru lat, odkąd u nich zamieszkał. Szalała z wściekłości, gdy zamiast niej 
wybrał   sobie   na   żonę   ubogą   robotnicę.   Wciąż   nie   był   jej   obojętny. 
Dlaczego więc tak się zachowała? Albo coś wie, albo tak jak Anna uważa, 
że kto raz ukradł, na zawsze pozostanie złodziejem.

Pokręciła   głową,   zdezorientowana   i   zrezygnowana.   Teraz   już   była 

background image

niemal pewna, że Emanuel nie uciekł tak po prostu. Przecież okazał taką 
skruchę i z takim zapałem starał się wszystko naprawić. Gdzie on na Boga 
się podział?

Gdy doszła do Maridalsveien, skręciła od razu na prawo i skierowała się 

w stronę Telthusbakken. Modliła się w duchu, by wdowa Borresen nie 
przyjęła   jeszcze   nikogo   innego   na   wolną   posadę.   Musi   mieć   jakąś 
konkretną pracę, mimo że z Hammergaten jest do sklepu dość daleko.

Trafiła właśnie na przerwę obiadową w fabrykach, bo przed sklepem 

ustawiła się długa kolejka. Jaki pech! Będzie musiała przyjść ponownie 
innego dnia. Nie może zostawiać Hildy  samej z dziećmi na tak długo. 
Przynajmniej   nie   w   pierwszym   dniu   przeprowadzki   Isaca.   Już   miała 
zawrócić,   gdy   nagle   cała   kolejka   rozluźniła   się   i   wszyscy   pobiegli   z 
powrotem do fabryk. Widocznie skończyła się przerwa, a biada temu, kto 
się spóźnił.

Z ulgą skierowała się więc po schodkach do sklepu.
W środku zostały tylko dwie starsze panie. Wdowa Borresen właśnie 

sięgała   chochlą   po   syrop   z   beczki.   Z   dużą   wprawą   nabierała   syropu   i 
wlewała   do   bańki   klientki.  Trwało   to   dość   długo,   bo   syrop   był   gęsty. 
Potem chwyciła drewnianymi szczypcami śledzia z beczki i położyła na 
papierze pergaminowym. Starsza pani zażyczyła sobie jeszcze mąki. Elise 
przestępowała   nerwowo   z   nogi   na   nogę,   gdy   wdowa   Borresen   dużą 
łopatką nasypywała mąki. Wydawało jej się, że wszystko dzieje się dziś 
tak powoli.

Wreszcie przyszła kolej na nią.
- Dzień dobry, pani Berresen.
- A, to ty, Elise! - W głosie wdowy zabrzmiała radość. - Myślałam, że 

wcześniej   do   mnie   wrócisz.  Wiele   osób   pytało   o   pracę   w   sklepie,   ale 
odpowiadałam, że już komuś obiecałam.

Elise uśmiechnęła się z ulgą.
- Czy to znaczy, że mogę zacząć?
- Choćby od jutra. Chyba że wolisz od razu?
- Nie, niestety nie mogę. Hilda została z dziećmi. Słyszała chyba pani, 

że urodziłam córeczkę?

- No pewnie, a jakżeby inaczej. Lagerta zachodzi tu czasem, a wtedy 

dowiaduję się większości nowin. I jak tam to twoje dzieciątko? Myślisz, że 
przeżyje?

Klise popatrzyła na nią przerażona i wykrztusiła:
- Mam taką nadzieję.
-   Zdajesz   chyba   sobie   sprawę,   Elise,   że   to   wcale   nie   jest   takie 

background image

oczywiste?   Doktorzy   mówią,   że   przeżywa   tylko   połowa   z   urodzonych 
dzieci. Córka mojej kuzynki napiła się ługu i skończyło się to tragicznie. 
Mój   siostrzeniec   włożył   rękę   w   koło,   a   jego   brat   chciał   się   pobawić 
ogniem w piecu. Możesz sobie wyobrazić, jak to się skończyło. Tak, tak, 
dzieci   trzeba   dobrze   pilnować!   Grozi   im   tyle   niebezpieczeństw!   Elise 
przyznała jej rację.

- Skoro już tu jestem, to poproszę kawałek sera. Resztę zakupów zrobię 

jutro, jak tu przyjdę.

Wdowa Borresen zajęła się ważeniem i pytała dalej:
- A jak tam ta twoja córeczka, spokojna?
- Trochę popłakuje nocami, niestety.
-   To   daj   jej   do   possania   namoczoną   skórkę   od   chleba   zawiniętą   w 

szmatkę albo pokrop pierś kilkoma kropelkami wódki. To pomaga.

To ostatnie, co bym zrobiła, pomyślała Elise, nic nie odpowiadając. W 

naszej rodzinie dość już było alkoholu.

- Widziałaś zdjęcia z koronacji, Elise? Pożyczyłam „Nowiny ze Świata" 

sprzed   pół   roku,   więc   są   już   podniszczone,   ale   można   popatrzeć,   jak 
pięknie wyglądała nasza królowa w gronostajach i w koronie na głowie. 
Zupełnie   jak   z   bajki.   Na   Boga,   jakaż   ona   szczupła   w   pasie!   Rosa   i 
Ammalie stały przy płocie parku zamkowego i podglądały w nadziei, że 
zobaczą księcia. Pomyśl tylko, najprawdziwszy książę! Czy to nie dziwne? 
A słyszałaś, że za dnia jechał tu, Maridalsveien, automobil? Wybiegłam ze 
sklepu razem ze wszystkimi klientkami. Nie ciągnęły go żadne konie, a on 
podjechał   w   naszą   stronę.   Z   przodu   błyszczały   dwie   wielkie   mosiężne 
latarnie. Akurat koń ciągnął wóz z browaru. Przestraszył się, zarżał i stanął 
dęba. Mało brakowało, a źle by się to skończyło.

Elise słuchała uprzejmie, ale chciała czym prędzej wyjść ze sklepu i 

pobiec   do   domu.   Pani   Borresen   miała   zawsze   coś   do   opowiedzenia   i 
zabawnie   było   słuchać   jej   powiastek.  Teraz   myślała   jedynie   o   tym,   że 
Hilda z pewnością już się niecierpliwi i zastanawia się, gdzie przepadła.

Zapłaciła za ser i odwróciła się do wyjścia, mówiąc:
- W takim razie przyjdę jutro rano, o tej samej porze co zwykle, tak?
-  Tak,   och,   dobrze   będzie   mieć   znów   kogoś   do   pomocy.   Zresztą   ty 

pewnie   też   potrzebujesz   trochę   zarobić,   Elise.   A   właśnie!   Widziałam 
twojego męża. Jechał tędy wczoraj wieczorem. Nie znam go, ale jedna z 
dziewcząt z fabryki była akurat w sklepie i pokazała mi go, wyjaśniając, że 
ten w dorożce to oficer Armii Zbawienia, którego poślubiłaś.

Elise zatrzymała się gwałtownie.
- Jechał dorożką?

background image

- Tak, z Hansenem. Był z nim jeszcze jakiś jaśnie pan. Nie wiedziałaś o 

tym? - zdziwiła się wdowa, posyłając Elise podejrzliwe spojrzenie.

-  Ależ   wiedziałam,   oczywiście,   że   tak.   Sądziłam   jedynie,   że   poszli 

pieszo. Wczoraj nie było przecież tak zimno.

Pani Borresen przybrała nagle surowy ton.
- Nie powinnaś go tak rozpieszczać, Elise. Do czego to podobne, żebyś 

ty nosiła stare buty z dziurami w zelówkach, a twój mąż jeździł sobie 
dorożką. Z jakiej racji? Co to, oni są lepsi? My też jesteśmy ludźmi.

Elise uśmiechnęła się.
- Zgadzam się z panią, pani Borresen. Do widzenia.
Tymczasem w głowie miała plątaninę myśli. Emanuel pojechał w stronę 

miasta razem z jakimś jaśnie panem... Nie mógł to być nikt inny jak jego 
ojciec. Pan Ringstad pewnie natknął się na Emanuela, gdy ten szedł w 
stronę   wzgórza  Aker.   Zabrał   go   więc   od   razu   i   pojechali,   nie   mając 
możliwości jej powiadomić. Może matka Emanuela jest umierająca?...

Kiedy Elise weszła do kuchni, oniemiała. Cóż to był za widok! Całe 

pomieszczenie tonęło w zabawkach. Oprócz małego stolika z krzesełkami, 
które stały na środku, zagradzając dostęp do pieca, stał też drewniany koń 
na kółkach. Miał sztywne nogi i ogon z juty. Hilda posadziła Hugo na 
końskim grzbiecie, a Isac trzymał za lejce i wołał: „Prr!" „Wio!", i cmokał. 
Hilda zaś ciągnęła. Hugo trzymał się mocno, jak tylko potrafił, ale gdy 
zobaczył Elise, zapomniał się i spadł na podłogę, uderzając w płacz.

Elise rzuciła się mu na pomoc i podniosła synka, posyłając Hildzie pełne 

wyrzutu spojrzenie.

- Chyba powinnaś wiedzieć, Hildo, że Hugo jest jeszcze za mały, by 

potrafił się sam trzymać.

- Przepraszam, ale tak nam było wesoło.
Hugo nie uderzył się  na szczęście  groźnie i szybko się  uspokoił, po 

czym   znów   chciał,   by   go   posadzić   na   końskim   grzbiecie.   Tym   razem 
jednak Elise trzymała go tak, by nie upadł.

- Dowiedziałaś się czegoś? - Hilda popatrzyła na nią w napięciu.
-   Nie   od   Carlsenów,   lecz   od   pani   Borresen.  Wczoraj   razem   z   jakąś 

dziewczyną z przędzalni widziały Emanuela, jak w towarzystwie jakiegoś 
jaśnie pana jechał dorożką Hansena w stronę miasta.

Hilda zrobiła wielkie oczy.
-   W   stronę   miasta?   Przecież   on   się   wybierał   do   restauracji 

Hasselbakken?

-   Przypuszczam,   że   przyjechał   jego   ojciec   i   go   zabrał.   Musiało   się 

wydarzyć coś poważnego, skoro nie mieli czasu mnie powiadomić. Może 

background image

śpieszyli się na pociąg?

Hilda zmarszczyła czoło.
- Ale w takim razie zatelefonowałby rano do kantoru.
- Może zatelefonował już po moim wyjściu. Hilda wciąż nie była do 

końca przekonana.

- Co powiedzieli Carlsenowie? Nie wydaje im się dziwne, że nic nie 

wiedzą, co się dzieje z Emanuelem?

- Pani i pana Carlsenów nie zastałam w domu, rozmawiałam jedynie z 

Karolinę, która zachowywała się jak zwykle nieznośnie. Ośmieszała mnie 
i   sugerowała,   że   Emanuel   miał   jakąś   nocną   przygodę.   Wydało   mi   się 
dziwne, że nie wykazała najmniejszego zmartwienia. Bo przecież skoro 
najpierw   pytał   o   niego   Schwencke,   a   ode   mnie   dowiedziała   się,   że 
Emanuel   nie   stawił   się   w   pracy,   powinna   się   przynajmniej   zdziwić   i 
przestraszyć   o   niego,   ona   także.   Mimo   wszystko   są   zaprzyjaźnieni   od 
wielu lat. Mało tego, Karolinę była w nim zakochana, o ile jej już przeszło.

- Niczemu się nie dziwiła?
- Nie, w ogóle. Dlatego zastanawiam się, czy czasami nie wie czegoś, 

ale nie chce mi o tym powiedzieć.

- Jak to? Myślisz, że ona wie, gdzie jest Emanuel, i ukrywa to przed 

tobą?

Elise pokiwała głową.
- Po tej złośliwej jędzy można się spodziewać wszystkiego. Stać ją na to, 

by mnie zwodzić w taki sposób. 

-   Może   pan   Ringstad   zabrał   Emanuela   ze   wzgórza,   a   on   poprosił 

Carlsenów, by powiadomili ciebie i Schwenckego.

Elise zastanawiała się przez chwilę, po czym przyznała siostrze rację.
-   To   brzmi   całkiem   prawdopodobnie.   Teraz   zaczynam   rozumieć, 

dlaczego   o   niczym   nie   wiemy,   a   Karolinę   zachowała   się   tak,   jak   się 
zachowała. Nie pojmuję jedynie, dlaczego Carlsenowie nie przekazali tej 
wiadomości   w   zakładach   Myren.   Przecież   Emanuel   ryzykuje   utratę 
posady.   -   Zamyśliła   się   ponownie.   -   Zbiłam   Karolinę   z   tropu,   gdy 
zwróciłam   uwagę,   że   Emanuel   może   stracić   pracę.   Może   ruszyło   ją 
sumienie?

- Moim zdaniem powinnaś pójść jeszcze raz do zakładów. Może oni 

dowiedzieli się czegoś już po twoim wyjściu.

Elise wzdrygnęła się.
- Nie, nie zdobędę się na to. Gdybyś widziała te spojrzenia, jakimi mnie 

obrzucali, nie proponowałabyś mi tego. Najwyraźniej byli przekonani, że 
Emanuel   zrobił   sobie   skok   w   bok   na   jedną   noc.   Najstarszy   kancelista 

background image

popatrzył   na   mnie   ze   współczuciem,   a   jacyś   robotnicy   sądzili,   że 
przyszłam odebrać wypłatę, zanim mąż ją przepije. Mało się nie spaliłam 
ze wstydu.

- Skoro Emanuel tak  się śpieszył, to znaczy, że coś się  stało  z jego 

matką. Może umarła?

-  Albo   jest   umierająca.  To   by   wyjaśniało   całe   zamieszanie.   Może   w 

ciągu dnia dowiem się czegoś więcej. Co ty, na Boga, zamierzasz zrobić z 
tymi wszystkimi zabawkami? Trudno nawet dojść do pieca.

Hilda roześmiała się.
-   Czy   to   nie   wspaniałe?   Chłopcom   starczy   zabawek   na   parę   lat. 

Dostałam też nawet pudło z jedzeniem, pierzynkę i poduszkę do łóżeczka 
Isaca,   i   mnóstwo   ubrań.   Z   niektórych   niebawem   wyrośnie,   za   to   będą 
dobre dla Hugo.

Elise ożywiła się.
- Mogę zobaczyć?
- Leżą w sypialni na naszym łóżku.
Elise weszła pośpiesznie do sypialni. Na brązowym małżeńskim łożu 

leżał stos ubrań dziecinnych, malutkie ubranka i koszulki, które wyglądały 
jak   miniaturki   ubrań   dla   dorosłych,   do   tego   buciki,   niskie   i   wysokie, 
sweterki,   czapeczki   i   pończoszki.   Tych   ubranek   wystarczyłoby   dla 
gromadki   dziesięciorga   rodzeństwa.   Wzięła   do   ręki   jasnoniebieski 
sweterek   z   mięciutkiej   wełny   i   czapeczkę   do   kompletu.   Nie   widziała 
jeszcze czegoś równie ślicznego.

Odłożyła   ubranko   i   powiodła   spojrzeniem   za   okno.   Znów   naszły   ją 

niespokojne myśli związane ze zniknięciem Emanuela. Jeśli jego mama 
umrze, zanim zdąży porozmawiać i pogodzić się z synem, Emanuel będzie 
bardzo cierpiał. Może nawet obarczy się winą za to, że mama doznała 
zawału   serca   i   ją   sparaliżowało.   Kto   wie,   czy   nie   będzie   żałował,   że 
opuścił dom znienacka, pod wpływem impulsu.

Przypomniała   sobie   jednak   także,   jaki   był   rozgoryczony   i   pełen 

nienawiści, gdy opowiadał o tym, do czego dopuszczała się matka przez 
wszystkie te lata. Może wcale nie będzie rozpaczał po jej śmierci?

Usłyszała tupanie na ganku, a potem chłopcy otworzyli drzwi do kuchni 

i zatrzymali się w progu, wydając z siebie okrzyki zdziwienia. Pośpiesznie 
wróciła do kuchni, by zobaczyć ich reakcję na spotkanie z Braciszkiem, 
pierwsze od czasu, gdy ich opuścił.

Stanęła w drzwiach. Peder rozpromienił się, Evert zachowywał rezerwę, 

a Kristian nie krył radości. Isac patrzył na nich bez słowa. Wydawał się 
trochę   przestraszony,   ale   i   zaciekawiony   dużymi   chłopakami.   Chłopcy 

background image

zachowali się rozsądnie i na początku stanęli z boku. Po chwili jednak 
Peder   nie   zdołał   się   opanować,   uklęknął  i   podszedł  na   czworakach   do 
malucha.

- Cześć, Braciszku! Pamiętasz mnie? Jestem twoim wujkiem! - Spojrzał 

zdziwiony na Hildę i dodał: - Myślałem, że on będzie mniejszy. Czyżby 
jadł za dużo?

Hilda zaśmiała się.
- Ma już ponad półtora roczku. Gdy byłeś w jego wieku, byłeś równie 

duży.

Peder przyglądał się Isacowi uważnie.
- Naprawdę? Też miałem takie wielkie oczy i maleńki nosek?
- Miałeś jeszcze większe oczy i dużo mniejszy nos - drażniła się z nim 

Hilda.

Ale Peder się tym nie przejął. Podniósł dłoń i ostrożnie pogłaskał Isaca 

po policzku, mówiąc:

- Moim zdaniem on jest słodki!
W   tej   samej   chwili   Isac   uśmiechnął   się   od   ucha   do   ucha.   Peder 

odwzajemnił się mu równie promiennym uśmiechem.

- Widzieliście? Uśmiechnął się do mnie. Zdaje się, że mnie polubił.
Ełise wtrąciła się do rozmowy.
- Oczywiście, że cię polubił. Dlaczego miałby cię nie lubić? Przecież ty 

zawsze jesteś bardzo miły dla młodszych dzieci.

Hugo   wyciągnął   ręce   do   Kristiana,   uważając   najwyraźniej,   że   jego 

towarzysz zabawy skupił na sobie zbyt wiele uwagi. Kristian podniósł go i 
wziął na ręce.

- Nie przejmuj się, Hugo. Za chwilę Peder zapomni o twoim nowym 

koledze i znów będziesz jego pieszczochem.

Elise   patrzyła   to   na   jednego,   to   na   drugiego   brata   i   czuła,   jak   ze 

wzruszenia ściska ją w gardle. Jakie to życie jest dziwne! Człowiek nie ma 
nawet pojęcia, ile może się zdarzyć.

Nagle przypomniał jej się wiersz, którego uczyła się w szkole:
Chcąc pokonać smutek, krocz po cichu.
Wnet minie, wnet otoczy cię i wnet go przezwyciężysz.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Tymczasem we dworze Stangerud niedaleko Kongsvinger Emanuel stał 

przy oknie na piętrze i wpatrywał się w oszronione pola. Bolała go głowa, 
miał mdłości i w ogóle czuł się okropnie. Zupełnie jakby znalazł się w 
pułapce, z której nie było ucieczki.

Co   pomyślała   sobie   Elise,   gdy   otrzymała   wiadomość   od   Carlsenów? 

Elise nie jest małostkowa, zrozumie, że musiał pojechać z ojcem Signe, 
gdy   się   dowiedział,   że   Signe   umiera.   Tylko   że   Elise   nie   wie   jeszcze 
wszystkiego...

Westchnął rozdygotany. Jak to możliwe, żeby mieć takiego pecha?
Ojciec Signe zażądał od niego, by zajął się dzieckiem, jeśli córka umrze. 

Oznajmił, że wraz z żoną są za starzy, by brać na siebie odpowiedzialność 
za  wychowanie   małego   dziecka.  Poza  tym  naturalne  jest,  by  opiekę   w 
takim wypadku przejął ojciec dziecka, czyli Emanuel.

Jak zareaguje Elise, gdy wrócę do domu z dzieckiem Signe? Nie dość, 

że   ją   zdradziłem,   a   potem   porzuciłem   i   przeniosłem   się   z   Signe   do 
Ringstad, to teraz na dodatek sprowadzę do domu dziecko tamtej?

Z dużym trudem udało mu się przekonać Elise, że naprawdę chce do 

niej powrócić. Była twardsza, niż przypuszczał, i postawiła swoje warunki. 
Pięcioro dzieci w domu wystarczy z nawiązką. Trudno oczekiwać, że Elise 
zaopiekuje się jeszcze jednym, zwłaszcza że to dziecko kobiety, z którą ją 
zdradził.

Czuł się tak,  jakby  przygniotło go ciężkie brzemię. I to teraz,  kiedy 

wydawało mu się, że wreszcie wychodzi z mroku i zaczyna widzieć świat 
w jaśniejszych barwach. Awantura z mamą wiele go kosztowała, ale nie 
żałował.   Powinien   przywołać   ją   do   porządku   już   przed   wielu   laty. 
Ubolewał, że skutki tej kłótni okazały się dla niej tak dotkliwe. Nie czuł 

background image

się jednak winny, że mama nie mogła znieść sprzeciwu z jego strony i 
rozchorowała się, gdy postawił na swoim. Właściwie poczuł się wreszcie 
wolny   i   lżej   mu   się   zrobiło   na   sercu   po   powrocie   do   Kristianii.   Jego 
miejsce było przy Elise, kochał ją i z nią chciał dzielić życie. Romans z 
Signe   opierał   się   wyłącznie   na   cielesnym   pożądaniu,   nie   miał   nic 
wspólnego z miłością. Wstydził się tego i na samo wspomnienie ogarniał 
go wstręt. Gdyby nie choroba Signe, najchętniej wyrzuciłby z pamięci ten 
epizod ze swojego życia, pozwoliłby jej zatrzymać syna, licząc na to, że 
będzie dorastać bezpiecznie i w dostatku we dworze Stangerud pod opieką 
babci i dziadka.

Teraz poczuł się tak, jakby jego przyszłość legła w gruzach. Nie może 

pojawić się u Elise z jeszcze jednym dzieckiem, skoro ona ma juź ich tyle 
pod   opieką.   Jensine   ma   dopiero   dwa   miesiące,   a   synek   Signe   siedem 
miesięcy, Hugo zaś niewiele ponad rok. Do tego Peder, który  kuleje z 
nauką,   Evert,   sierota,   którym   się   zaopiekowali.   Marna   pociecha,   że 
Kristian jest w miarę samodzielny, bo przecież on też nadal potrzebuje 
jedzenia i ubrań. Poza tym gdy wróci na dobre do Elise, trzeba się liczyć, 
że urodzą im się kolejne dzieci. Słyszał od kolegów o sposobach, by temu 
zapobiec, ale po pierwsze były zabronione, a po drugie niebezpieczne dla 
kobiety.

Mimo   że   nad   rzeką   wiele   rodzin   miało   gromadkę   dziesięciorga   i 

dwanaściorga dzieci, dla Elise byłoby to za duże obciążenie. Aż taka silna 
nie jest. Zresztą on też nie. Żadne z nich nie zniosłoby, gdyby ich dzieci 
głodowały albo musiały siedzieć w domu z powodu braku ubrań i butów, 
nie mogąc nawet uczestniczyć w obowiązkowym nauczaniu szkolnym.

Pamiętał   dobrze   te   rodziny,   które   odwiedzał   jako   oficer   Armii 

Zbawienia. Małą dziewczynkę, którą uszczęśliwiła sukienka ofiarowana 
jej   przez   samarytankę.   Kiedy   dumna   dziewczynka   przyszła   następnego 
dnia do szkoły, jedna z jej koleżanek z klasy rozpoznała swoją sukienkę, 
którą   matka   przekazała  Armii   Zbawienia,   nic   jej   o   tym   nie   mówiąc. 
Rozgniewana rzuciła się na ubogą koleżankę i podarła sukienkę na strzępy. 
Odwiedził tę biedną rodzinę właśnie tamtego feralnego dnia i nigdy nie 
zapomni wyrazu twarzy tej małej dziewczynki.

Podobne   historie   można   by   mnożyć:   o   dzieciach   jadających   jedynie 

kaszę na wodzie, które szły do szkoły w pożyczonych butach, o bladych, 
posiniałych z zimna dzieciach, które miały bose nogi nawet w najgorsze 
mrozy. Na samą myśl przechodziły go ciarki. Ryzykuje, że też popadnie w 
taką nędzę, jeśli ojciec nadal nie zechce udzielić mu pomocy, a będzie 
musiał wziąć ze sobą Sebastiana i Elise okaże wspaniałomyślność, mimo 

background image

wszystko przyjmując go z powrotem. Pensja kancelisty jest skromna. Przy 
sześciorgu   dzieciach   i   czynszu   za   dom   na   Hammergaten   nie   zdołają 
związać końca z końcem. Chyba że Elise podejmie stałą pracę, ale kto 
wówczas przypilnuje dzieci? Mało kto miał naraz dwoje niemowląt.

Dziwny pomysł z tym pisaniem książek. Jak w ogóle mogła pomyśleć, 

że uda się jej z tego utrzymać? Poza tym tylko się narazi na śmieszność, o 
ile w ogóle ktoś przyjmie jej opowiadania do druku. Ale że się ośmieszy, 
to jedna sprawa, gorzej, że narazi się na wyzwiska i pogardę. Niewiele 
kobiet  zdołało   wydać   książkę,   a   te,   którym  się   to   udało,   pochodziły   z 
wyższych sfer, były bardzo wykształcone i wspierali je mężczyźni.

Biedna   Elise,   oby   tylko   okazała   się   dość   silna,   by   znieść   krytykę. 

Najlepiej by było, gdyby jej zwrócono rękopis, a ona zrozumiała raz na 
zawsze,   że   pisanie   nie   jest   zajęciem   dla   niej.   Może   dostanie   pracę   w 
mleczarni w Sagene, a może zatrudni się jako pomoc domowa w jakimś 
domu u bogatych ludzi, gdzie pracuje sporo pokojówek. Musi w każdym 
razie zdobyć jakąś płatną pracę, jeśli mają nakarmić tyle osób. Jego pensja 
nie wystarczy.

Pokręcił głową zrezygnowany. Jak sobie poradzimy z tym wszystkim? - 

zastanawiał się. Elise wykazała się wspaniałomyślnością, zgadzając się, by 
wrócił. Ale trudno sobie wyobrażać, że przyjmie też Sebastiana.

Jeśli jednak się nie zgodzi, nie będzie miał innego wyjścia jak powrót do 

Ringstad.   Sam   nie   da   rady   zaopiekować   się   niemowlęciem.   Mama   na 
pewno zapomni o wszystkim i wyzdrowieje, jeśli wróci z dzieckiem Signe, 
„dziedzicem", jak go nazywała. Ojciec poczuje ulgę, a życie we dworze 
potoczy się po dawnemu. Ucierpi na tym jedynie on sam.

Zresztą pewnie nie zasłużył na nic lepszego za swoje postępki. Może 

najlepiej od razu zwolnić się z posady w biurze zakładów Myren. Kiedy 
zatelefonował tam, by się usprawiedliwić, że nie przyjdzie dziś do pracy, 
nikt nie podniósł słuchawki. Spróbuje zatelefonować później.

Pocieszała   go   jednak   myśl,   że   Karolinę   obiecała   powiadomić 

Schwenckego i Elise. Szkoda, że tak się złożyło, że zawiódł Schwenckego. 
To   taki   porządny   i   sympatyczny   człowiek,   z   którym   miał   nadzieję 
spotykać się częściej.

Nie żałuje jedynie, że będzie się musiał wyprowadzić od Carlsenów. 

Ostatnio   było   mu   tam   coraz   gorzej.   Nie   dość,   że   Karolinę   otwarcie 
okazywała mu zainteresowanie, to jeszcze Oscar Carlsen zaczął wyraźnie 
zabiegać, by został jego zięciem. Doprawdy dziwne. Można by sądzić, że 
mężczyzna, który ma dziecko z ubogą robotnicą i drugie z kochanką, a do 
tego piętno rozwodnika, jest ostatnim kandydatem, którego Carlsenowie 

background image

mogliby   sobie   życzyć  na   męża   dla   swej   jedynaczki.  Widocznie   jednak 
silniejsze   było   pragnienie,   by   kiedyś   w   przyszłości   ich   córka   została 
gospodynią   we   dworze.   Karolinę   zawsze   uwielbiała   przyjeżdżać   do 
Ringstad i wcale tego nie kryła. Nauczyła się jeździć konno i dobrze się 
czuła na wsi.

Na schodach rozległy się kroki. Odwrócił się, kiedy usłyszał pukanie i 

odgłos otwieranych drzwi.

Wszedł ojciec Signe. Emanuel go nie lubił. Od początku nie czuł do 

niego sympatii, a niechęć do tego człowieka tylko się w nim pogłębiła, gdy 
poprzedniego dnia zażądał, by Emanuel wsiadł natychmiast do dorożki. 
Zdążyłby   spokojnie   powiadomić   Elise,   bo   jak   się   okazało,   do   odjazdu 
pociągu pozostało sporo czasu. Domyślał się, że to Signe kazała ojcu go 
przywieźć. Zapewne jego własna matka postąpiłaby tak samo.

- Signe pyta o ciebie - oznajmił, posyłając Emanuelowi oskarżycielskie 

spojrzenie. - Posłaliśmy po doktora, bo znów mocniej gorączkuje.

Emanuel podszedł do drzwi, zmuszając się do zachowania uprzejmości.
- Nie macie państwo żadnych podejrzeń, co jej dolega?
- Moja żona przypuszcza, że to tyfus. Jedna z naszych służących umarła 

na   to   w   ubiegłym  roku.  Też   miała   wysoką   gorączkę,   i   to   przez   wiele 
tygodni, była nieprzytomna i krwawiła z... no wiesz, z odbytu.

Emanuel   zamilkł.   Obawiał   się   kolejnego   spotkania   z   Signe.  Wczoraj 

wieczorem  powitała   go   bowiem  bardzo   nieprzyjemnie.   Mimo   wysokiej 
gorączki wylała na niego całą złość i zarzuciła niewierność. Nadal uważała 
się   za   panią   Ringstad,   synową   z   dworu   Ringstad,   matkę   młodego 
dziedzica.   Miała   prawo   oskarżać   go   o   zdradę.   Nie   dochodziło   do   niej 
nawet, że sama przyczyniła się do tego, iż został wygnany z rodzinnego 
domu, a już w ogóle nie dopuszczała do siebie myśli, że odebrała męża 
innej kobiecie.

Idąc   długim   korytarzem,   ojciec   Signe   nie   przestawał   przemawiać   do 

niego z pretensją w głosie.

- Moja żona uważa, że to właśnie smutek i rozpacz wywołały u Signe 

chorobę. Zdrada pozostawia głęboki ślad w sercu młodej kobiety.

Zatrzymał się i stanąwszy naprzeciwko Emanuela, zapytał:
-   Czy   kiedykolwiek   się   zastanowiłeś,   co   ona   przeżyła?   Naiwna   i 

niewinna poszła na tańce z żołnierzami pełniącymi straż na granicy, a tam 
została uwiedziona przez urodziwego żołnierza, który nawet słowem się 
nie zająknął, iż jest żonaty. Opierała mu się stanowczo, ale w końcu uległa 
jego nagabywaniom. Wiele młodych dziewcząt postąpiło podobnie, mało 
która jednak miała takiego pecha jak moja Signe.

background image

Emanuel otworzył już usta, by zaprotestować, bo gdyby Signe nie użyła 

wszelkich sposobów, aby go zwabić, nigdy by się nie posunął tak daleko. 
Pamiętał dobrze, jak go kusiła, podciągając spódnicę i pokazując mu nagie 
łydki, a nawet uda. Kładła się na trawie i zdejmowała sweter, pozostając 
jedynie   w   cieniuteńkiej   bluzce.   Doprawdy   nie   była   ani   naiwna,   ani 
niewinna,   przeciwnie,   Emanuel   wnet   się   przekonał,   że   nie   był   tym 
pierwszym.

Powstrzymał   się   jednak   od   protestów.   Co   to   pomoże?   Pozostaną   jej 

słowa przeciwko jego słowom. A ojciec Signe, wiadomo, uwierzy swojej 
córce.

-   Doprawdy,   Emanuelu,   ubolewam   -   ciągnął.   -   Od   pierwszej   chwili 

bardzo   cię   polubiliśmy   i   uważaliśmy,   że   jesteście   z   Signe   dla   siebie 
stworzeni.   Gotowi   byliśmy   puścić   w   niepamięć   to,   że   byłeś   żonaty, 
oddzielić grubą kreską twoją przeszłość. Zachwyciliśmy  się dworem w 
Ringstad, a twoi rodzice wydali się nam mili i sympatyczni. Wszystko 
ułożyłoby się dobrze, gdybyś nie dał się na powrót zwabić tej nędznej 
kobiecie z robotniczej dzielnicy w Kristianii.

Emanuel poczuł, jak ze złości oblewa się purpurą.
-   Ona   mnie   nie   zwabiła,   wróciłem   do   niej   z   własnej   woli.   Prawdę 

mówiąc, ona w ogóle nie chciała się na to zgodzić. To ja nie mogłem już 
dłużej   wytrzymać   z   moją   matką   i   Signe   pod   jednym   dachem. 
Zrozumiałem,   że   popełniłem   błąd.   Życie   stało   się   dla   mnie   nie   do 
zniesienia, zrobiłem się nieprzyjemny, a każdy dzień był dla mnie torturą. 
Odbiło się to na nas wszystkich i sądzę, że z czasem stosunki między nami 
tylko by się pogorszyły. Signe i ja zbyt mocno się różnimy, właściwie w 
ogóle do siebie nie pasujemy.

Na te słowa ojciec Signe poczerwieniał ze złości.
- A jak sądzisz, kto może sobie pozwolić na to, by się ożenić z kimś, kto 

do niego pasuje? Skoro się dokonało wyboru, trzeba przy nim trwać na 
dobre i na złe. Dostosować się - dodał, po czym odwrócił się do niego 
plecami i ruszył dalej korytarzem.

Właśnie, pomyślał Emanuel, nie mówiąc jednak tego na głos. Rodzice 

Signe byli świadomi, że Elise nadal jest jego żoną, zachowywali się jednak 
tak, jakby w ogóle nie mieli o tym pojęcia.

W   niewietrzonym   pewnie   od   wielu   dni   pokoju   panował   zaduch. 

Emanuel poczuł, że się dusi. Signe była przeraźliwie blada, pod oczami 
miała sińce, a oczy błyszczały jej w gorączce. Pociła się, włosy przykleiły 
się jej do czoła. Kiedy był tu poprzedniego wieczoru, paliła się tylko jedna 
lampa naftowa, teraz zaś przez duże okno wpadało ostre wiosenne słońce, 

background image

wydobywając na wierzch wszystkie szczegóły.

Na widok ojca Signe rozpłakała się.
- Pomóż mi, tato! Nie chcę umierać! - Głos jej się łamał i za-szlochała w 

pierzynę.

-   Dobrze   już,   dobrze,   Signe,   kochanie.   Oczywiście,   że   nie   umrzesz. 

Posłaliśmy już po doktora Fladeby. Zaraz tu będzie i przywiezie dla ciebie 
nowe   lekarstwa.   Nie   widzisz,   kogo   ci   tu   przyprowadziłem?   Wrócił 
Emanuel i bardzo ubolewa nad tym, co się stało. Zaglądał tu do ciebie już 
wczoraj wieczorem, ale wtedy majaczyłaś coś w gorączce i nawet go nie 
poznałaś. Emanuel nie jest już w Kristianii, Signe. Jest tu, u ciebie.

Signe ukryła twarz w poduszce.
- Nie chcę go widzieć na oczy, tato. On jest zły. Każ mii wyjść! On mnie 

zawiódł  i  zostawił  dla   tej   dziwki  znad Aker.   Jak   mogłeś  pomyśleć,   że 
chciałabym, aby wrócił?

- Kochana Signe, maleńka, znów nie wiesz, co mówisz. Przecież tu stoi 

twój   mąż,   ojciec   małego   Sebastiana.   Nie   poznajesz   Emanuela?   To   ta 
choroba tak cię otumaniła!

Signe   pokręciła   głową   wtulona   w   poduszki   i   słychać   było   jedynie 

zduszony szloch.

Ojciec Signe odwrócił się do Emanuela.
- Zostawię was na chwilę samych, ale biada ci, jeśli ją zdenerwujesz.
Posłał mu ostrzegawcze spojrzenie i skierował się w stronę drzwi.
Emanuel   usiadł   na   stojącym   przy   łóżku   krześle.   Nie   wiedział,   co 

powiedzieć, czuł się tu obco i nieporadnie. Powinien jej współczuć, ale 
padło  między   nimi zbyt wiele  ostrych  słów.  Słów,  które  ciskała  mu   w 
złości za każdym razem, gdy nie dostała tego, czego chciała, a które z 
czasem zabiły pozytywne uczucia, jakie żywił wobec niej.

- Za chwilę przyjedzie doktor, Signe. Na pewno ci jakoś pomoże.
Odwróciła   lekko   twarz   w   jego   stronę   i   popatrzyła   oczami   ziejącymi 

nienawiścią.

- Idź sobie! Nie chcę cię widzieć! Jesteś nędznym tchórzem! Wracaj do 

tej twojej dziwki do Kristianii, na nic więcej nie zasługujesz. Możesz sobie 
tam   mieszkać   wśród   pijaków   i   włóczęgów!   Twoje   miejsce   jest   na 
śmietniku.

Wybuchnęła płaczem i wyczerpana opadła na poduszki.
W   tym   samym   momencie   otworzyły   się   drzwi   i   do   sypialni   weszła 

matka Signe. Zapewne stała na zewnątrz i podsłuchiwała, bo była bardzo 
wzburzona.   Jej   zwykle   blada   twarz   pokryła   się   czerwonymi   plamami. 
Piskliwym głosem zawołała:

background image

- Co ty robisz, Emanuelu? Nie widzisz, że jest ciężko chora? Przecież 

surowo ci zakazaliśmy jej denerwować. To może ją zabić.

Wstał.
- Powiedziałem jedynie, że zaraz przyjedzie doktor.
- Słyszałam jej wzburzony głos. Płakała i kazała ci stąd odejść.
- Zgadza się.
Matka Signe obrzuciła go piorunującym spojrzeniem.
-   Dziwi   cię   to,   że   nie   może   znieść   twojego   widoku   po   tym,   co   jej 

zrobiłeś?

- Nie, ale nie przyjechałem tu z własnej woli. Sprowadził mnie tu jej 

ojciec.

-   Co   z   ciebie   za   człowiek?   Wpędzasz   w   kłopoty   młodą   niewinną 

dziewczynę, a potem uciekasz, jakby się nic nie stało? Wstydu nie masz? 
Sumienia? Jesteś odpowiedzialny za małego Sebastiana i przyjmij to do 
wiadomości! Jeśli sam tego nie zrozumiesz, zawiozę go do Kristianii i 
zostawię ci go przed drzwiami.

- Sebastian jest mój - zaszlochała Signe.
- Tak, kochanie, oczywiście, że twój.
Matka usiadła na brzegu łóżka i pogłaskała Signe po głowie.
- Chyba rozumiesz, że zdenerwowałam się na Emanuela. Nie uchodzi 

się tak zachowywać. Kto to widział?

- Dlaczego mówisz, że Sebastian... - Głos jej osłabł i nie dokończyła 

zdania. Wydawała się całkiem wyczerpana. - Chcę go tu mieć przy sobie - 
wydusiła z siebie szeptem.

-   Powiedziałam   tak   tylko   dlatego,   że   straciłam   panowanie   nad   sobą, 

Signe.   Naturalnie,   że   Sebastian   tutaj   zostanie.   -   Odwróciła   twarz   do 
Emanuela i dodała z wyrzutem: - Sam widzisz, do czego doprowadziłeś. 
Tylko jej się pogorszyło. Niechby doktor przyjechał czym prędzej!

Matka wyjęła chusteczkę i wytarła nos.
- Chyba będzie lepiej, jeśli stąd wyjdę - odezwał się Emanuel i poruszył 

się niespokojnie. - Signe nie jest zadowolona z mojej obecności.

Matka przytaknęła.
- Idź i porozmawiaj z ojcem. Ma ci coś do powiedzenia.
Powoli skierował się ku drzwiom. Zanim opuścił pokój, odwrócił się raz 

jeszcze w stronę łóżka, na którym leżała chora, i rzekł:

- Gdybyś czegoś ode mnie chciała, Signe, będę w pobliżu.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Przed wyjściem Elise zarzuciła szal na ramiona. Chłopcy byli w pracy, a 

Hilda z Reidarem pilnowali najmłodszych. Musiała, niestety, jeszcze raz 
udać   się   do   zakładów   Myren,   mimo   że   zdecydowanie   wolałaby   tego 
uniknąć. Od jutra jednak zaczyna pracę u wdowy Borresen, a wówczas 
zupełnie nie będzie miała możliwości, by tam pójść w ciągu dnia. Nie 
obawiała   się   już   wprawdzie,   że   Emanuelowi   przytrafiło   się   jakieś 

background image

nieszczęście,   musiała   się   jednak   upewnić,   czy   w   biurze   zostali   o   tym 
powiadomieni.

Jeśli   nie,   to   trochę   podkoloryzuje   rzeczywistość   i   uda,   że   dostała 

wiadomość od męża. Powie, że coś się stało w jego rodzinie i nie zdążył 
uprzedzić o swoim wyjeździe, bo śpieszył się na ostatni pociąg. Nie może 
ryzykować, że Emanuel straci posadę, którą dostał z takim trudem.

Bez wózka szybko pokonała drogę do zakładów. Ociepliło się trochę i w 

powietrzu   nie   czuło   się   wilgoci.   Jak   dobrze,   że   słońce   coraz   później 
zachodzi! Od świąt Bożego Narodzenia dzień się znacznie wydłużył.

Na pewno wszystko się jakoś poukłada. Emanuel z jakiegoś ważnego 

powodu musiał wyjechać, ale bez wątpienia niebawem wróci. Za niewiele 
ponad miesiąc przeprowadzą się do domu na Hammergaten, a od jutra ona 
zacznie pracować. Nie ma co się martwić na zapas, bo na ogół wszystko 
się   jakoś   w   końcu   układa.   Z   daleka   dostrzegła   budynki.  W  zakładach 
Myren dzień pracy jeszcze nie dobiegł końca. Miała nadzieję, że kanceliści 
nie  poszli  jeszcze  do  domu.  Najlepiej byłoby  zastać  tylko  tego  miłego 
starszego pana. Z niechęcią myślała o wścibskich spojrzeniach Mortensena 
i kancelisty w za ciasnym garniturze.

Stała chwilę, nim zdobyła się na odwagę i zapukała do drzwi. Usłyszała 

głos starszego pana, więc odważniej wkroczyła do środka.

W biurze siedzieli wszyscy trzej.
Najstarszy kancelista uśmiechnął się na jej widok.
- O, pani Ringstad! Gdyby miała pani telefon, zadzwonilibyśmy do pani. 

Rozmawialiśmy z pani mężem.

Dzięki Bogu, nie będę się musiała o nic dopytywać, pomyślała.
-   Ja   także   już   się   dowiedziałam   wszystkiego   -   odpowiedziała 

pośpiesznie.   -   Nie   byłam   tylko   pewna,   czy   mąż   miał   sposobność 
skontaktowania się z panami.

-   Dzwonił   do   nas   wcześnie   rano,   ale   nas   nie   zastał.   Potem   jednak 

zadzwonił   ponownie.   Doprawdy   smutna   sprawa,   że   tak   to   wszystko 
wyszło. Z tego, co zrozumiałem, śpieszył się na ostatni pociąg i nawet pani 
nie zdążył powiadomić o wyjeździe.

Elise   przytaknęła,   zastanawiając   się,   czy   pani   Ringstad   leży   na   łożu 

śmierci, czy już umarła. Nie może przecież o to zapytać, skoro udawała, że 
o wszystkim wie. Powinna była wstrzymać się nieco z tym kłamstwem.

- Przykro mi, że to się stało teraz, kiedy dopiero co zaczął u państwa 

pracować.

Mężczyzna uśmiechnął się przyjaźnie.
- Bardziej należy współczuć panu Ringstadowi, ale cóż, takie jest życie. 

background image

Podobno koniec jest bliski, pewnie więc będzie musiał zostać na miejscu 
aż do pogrzebu.

Elise znów pokiwała głową, zadowolona, że mimo wszystko uzyskała 

odpowiedź.   Odwróciwszy   się   w   stronę   drzwi,   uśmiechnęła   się 
przepraszająco i rzuciła na odchodnym:

- Przepraszam w imieniu mojego męża. Do widzenia.
W drodze do domu zastanawiała się, jak powinna się zachować. Ojciec 

Emanuela zawsze był dla niej dobry  i miły. Podarował jej całe trzysta 
koron, kiedy było jej najciężej, no i kupił jej maszynę do szycia. Myśląc o 
pani   Ringstad,   czuła   jedynie   rozgoryczenie.   Natomiast   wobec   ojca 
Emanuela pragnęła być uprzejma i miła i okazać mu swoją wdzięczność. 
Przecież on nie ponosi winy za to, że Emanuel związał się z Signe, co do 
tego nie miała żadnych wątpliwości. Nie jest także winny temu, że jego 
żona okazała jej tyle pogardy. Nie był takim snobem jak ona.

Nie mogę jechać na pogrzeb w sytuacji, gdy przyjaciele i krewni są 

przekonani, że to ja wywołałam konflikt w rodzinie. Nie mogę też wysłać 
telegramu, bo przecież nie wiem, czy pani Ringstad wydała już z siebie 
ostatnie tchnienie. Może będzie dogorywać jeszcze przez parę dni. Jedyne, 
co mi pozostaje, to napisać przyjazny, pełen współczucia list. Dla ojca 
Emanuela   będzie   wielkim  ciosem,   gdy   zostanie   wdowcem.   Bo   chociaż 
jego żona była trudna we współżyciu, z pewnością przywykł do niej i po 
jej odejściu poczuje pustkę i samotność.

Pomyślała ze smutkiem o tym, że Emanuel przez resztę życia będzie 

musiał  dźwigać   brzemię   kłótni  z   matką.   Jacy   ludzie   są   żałośni,   że   tak 
uprzykrzają sobie nawzajem życie. I to nawet ci, którzy nie mają żadnych 
powodów do zmartwień. A może właśnie dlatego są tacy? Im lepiej się 
ludziom powodzi, tym bardziej są skoncentrowani na sobie.

Zaraz jak wrócę do domu, siądę i napiszę miły list do pana Ringstada, 

postanowiła. Wspomnę o maleńkiej Jensine, która rośnie jak na drożdżach 
i z dnia na dzień jest coraz bardziej podobna do swojego taty. Ma takie 
same   niebieskie   oczy   i   ładne   rysy   twarzy.   Opiszę   też   wzruszające 
spotkanie Hugo i Isaca, napomknę o Pederze i o jego nowych pomysłach, 
jak się nauczyć czytać, pochwalę Kristiana, który stał się bardzo dojrzały, 
a także przytoczę niektóre opinie Everta wypowiadającego się z dziecinną 
dorosłością.

Każde z dzieci jest inne, myślała, ale każde daje mi jakiś powód do 

dumy, nie mając często o tym pojęcia.

Poprawił jej się humor, gdy tak sobie o tym rozmyślała. Uświadomiła 

sobie   nagle,   że   podśpiewuje   pod   nosem  Odważ   się   i  bądź   jak   Daniel, 

background image

piosenkę, której nauczyła się na nabożeństwach Armii Zbawienia.

Kiedy weszła do kuchni, Jensine popłakiwała, natomiast Isac i Hugo 

jedli   kolację.   Hilda,   która   znów   przygotowała   im   coś   smacznego, 
popatrzyła na nią z poczuciem winy.

- Wiesz, to pierwszy dzień - usprawiedliwiła się i uśmiechnęła do niej 

ciepło.

Reidar  wydawał się   nieco  oszołomiony   tym,   że  w kuchni  roi się  od 

dzieci, ale starał się nie dawać tego po sobie poznać i pomagał, na ile 
potrafił.

-   Dowiedziałaś   się   czegoś?   -   zapytała   Hilda   z   napięciem   w   głosie, 

wkładając Braciszkowi do buzi kawałeczek chleba z dużą ilością masła.

- Tak. Słusznie się domyślałyśmy, że śpieszył się na ostatni pociąg do 

domu. Jego matka leży na łożu śmierci, o ile już nie umarła.

- Dziwne, że tak się szybko zawinęła. Przecież już było z nią lepiej.
- Przy chorobach serca nigdy nie wiadomo - wtrącił się Reidar.
Hilda ożywiła się nagle.
- Emanuelowi i tobie, Elise, będzie teraz znacznie łatwiej - rzekła. - Jego 

ojciec nigdy nie miał nic przeciwko tobie, prawda? Na pewno wesprze was 
trochę finansowo. Wreszcie będzie mógł robić to, co zechce. Może nawet 
przeprowadzicie   się   do   Ringstad   i   z   czasem   zostaniesz   gospodynią   w 
okazałym dworze? - roześmiała się.

Elise popatrzyła na nią przerażona.
- Jak możesz mówić takie rzeczy? Przecież ja nawet nie wiem, czy ona 

naprawdę umarła, a ty już rozważasz kwestię spadku.

- Emanuel nie wyjechałby w takim pośpiechu, gdyby sytuacja nie była 

poważna. Równie dobrze możesz więc od razu spojrzeć prawdzie w oczy, 
Elise. Jeśli stanie się tak, jak wspomniałam, będziemy was odwiedzać w 
Boże Narodzenie i latem. Dzieci będą skakać na sianie, przyglądać się 
dojeniu krów, a może nawet nauczą się jeździć konno. Zapomniałaś, jacy 
wróciliście   zachwyceni,   gdy   odwiedziliście   Ringstad   po   raz   pierwszy? 
Pamiętam, jak wam wtedy zazdrościłam.

-   Emanuel   nigdy   nawet   słowem   nie   wspomniał,   żebyśmy   mieli 

kiedykolwiek przeprowadzić się do Ringstad. Zresztą wydaje mi się, że on 
wcale nie ma na to ochoty i pewnie nie jest to możliwe. Mimo że jego 
ojciec odnosi się do mnie przyjaźnie, to nie wystarczy, by uznać ubogą 
robotnicę za synową. Uważam zresztą takie rozmowy za niestosowne. W 
obliczu śmierci należy zachować szacunek.

Hilda zamilkła, Elise zaś wyjęła Jensine z kołyski, żeby ją przewinąć i 

nakarmić.

background image

A kiedy już ułożyła wszystkie dzieci do snu, a Reidar z Hildą zamknęli 

się   w   sypialni,   Elise   siadła   przy   stole   w   kuchni   nad   kartką   papieru   z 
ogryzkiem ołówka w ręku.

Niełatwo   było   zacząć.   Wydawało   jej   się,   że   nie   powinna   poruszać 

tematu konfliktu Emanuela z matką, skoro ojciec ma teraz dość kłopotów, 
a równocześnie trudno było tego uniknąć.

W jaki sposób ma się do niego zwracać? Słowo „teść" nie chciało jej 

przejść przez gardło, przecież rodzice Emanuela nie zaakceptowali jej jako 
synowej.   Równocześnie   odnosiła   wrażenie,   że   ojciec   miał   nieco   inne 
zdanie na ten temat niż jego małżonka. Emanuel wspomniał parokrotnie, 
że ojciec darzy ją wielkim szacunkiem, a gdy parę razy miała okazję z nim 
rozmawiać, zauważyła, że traktuje ją przyjaźnie i z sympatią. Gdyby nie 
presja środowiska, snobizm i uprzedzenia, wciąż tak silne w czasach, w 
których żyli, nie wiadomo, jak by się ułożyły stosunki między nimi. Ojciec 
Emanuela nie był dość silny, by się przeciwstawić konwenansom i swojej 
chimerycznej żonie, i przedstawić Elise przyjaciołom, rodzinie i sąsiadom. 
Bał się, że we wsi zacznie huczeć od plotek, a on straci szacunek i pozycję 
wielkiego gospodarza. Ludzie wzięliby ich na języki. Potępiliby Emanuela 
za to, że wybrał sobie taką żonę, a jego rodziców za to, że na to pozwolili.

Drogi panie Ringstad!
Dopiero dziś doszła do mnie ta smutna wiadomość. Bardzo mi przykro 

zarówno   ze   względu   na   pana,   jak   i   na   Emanuela.   Zrazu   bardzo   się 
zaniepokoiłam,   ponieważ   Emanuel   nie   zdążył   mnie   powiadomić,   nim 
wyjechał,   i   bałam  się,   że   stało   mu   się   jakieś   nieszczęście.   Kiedy   rano 
zjawiłam   się   w   zakładach   Myren,   nic   tam   jeszcze   nie   wiedzieli   o 
Emanuelu, ale gdy poszłam tam znów po południu, dowiedziałam się, co 
się stało. Tak mi przykro, że Emanuel przez resztę życia będzie musiał 
dźwigać   taki   ciężar.   Chyba   najgorsze,   co   może   spotkać   człowieka,   to 
stracić możliwość naprawienia swoich błędów i wyrządzonych krzywd.

Nikt z nas nie jest bez grzechu. Emanuel popełnił błąd i później bardzo 

tego żałował. Przyznaję, że jego postępek oburzył mnie i rozgniewał, ale 
już mi przeszło i jest mi go żal. Domyślam się, że nie zawsze było Wam 
obu łatwo. Nie usprawiedliwia to niczego, ale wiele wyjaśnia. Emanuel 
chciał uciec z domu, nie mógł już tam dłużej mieszkać, i tym sposobem 
znalazł się w Armii Zbawienia, mimo że nie był aż takim idealistą. Potem 
został wcielony do wojska i wysłany wraz ze swym oddziałem do obrony 
granic. Stanęli w obliczu niebezpieczeństwa. W każdej chwili obawiali się 
ataku wroga i utraty życia. Emanuel nie jest zbyt silny. Strach osłabił jego 
zdolność   dokonywania   właściwych   wyborów.   Zapragnął   przeżyć   jak 

background image

najpełniej te ostatnie chwile, jakie mu pozostały, a kusicielka czyhała już, 
gotowa uczynić wszystko, by go dostać. Nagle stracił kompletnie kontrolę 
i został wciągnięty w grę, z której nie potrafił się wyplątać. I tak doszedł 
do punktu, gdy musiał wybierać: albo się zbuntować, albo się zatracić.

Nie chciałam go odzyskać. Nie pozwalała mi na to duma. Poza tym 

głębokie   rozczarowanie   zabiło   uczucia,   jakie   do   niego   żywiłam. 
Postawiłam więc mu twarde warunki: po pierwsze miał znaleźć pracę, a 
także nowe mieszkanie. Nie chodziło o mnie, bo mnie się dobrze mieszka 
nad rzeką, ale o niego, ponieważ wiem, że on się tu nie czuł najlepiej.

Emanuel   uczynił   wszystko,   by   naprawić   to,   co   zepsuł,   zrozumiałam 

więc, że naprawdę mu zależy. Dlatego będziemy oboje walczyć o to, by na 
nowo stworzyć jak najlepszy dom dla dzieci i dla nas samych. Jensine 
przyszła na świat dziesiątego stycznia. Jest śliczna, ma niebieskie oczy 
Emanuela i piękne rysy twarzy. Myślę, że ucieszyłby się Pan, mogąc ją 
zobaczyć. Hugo rozwija się tak, jak należy, jest radosny i sympatyczny. 
Ma   temperament,   ale   to   miłe   dziecko.   Teraz   ma   się   z   kim   bawić,   bo 
zamieszkał z nami synek mojej siostry, Isac, zabrany jej jako niemowlę, a 
teraz na powrót przez nią odzyskany. Kristian dorasta, szybko spoważniał i 
jest mi wielką pomocą. Gdyby Pan widział, jak potrafi zaopiekować się 
Hugo,   byłby   pan   wzruszony.   Peder   i   Evert   nadal   są   wesołymi 
„bliźniakami", które potrafią postawić dom na głowie i nas wszystkich 
serdecznie rozbawić. Peder opowiada niestworzone rzeczy. Czasami się 
nawet zastanawiam, czy nie zacząć spisywać jego opowieści, bo na pewno 
powstałaby ciekawa książka, ale ciągle nic z tego nie wychodzi, niestety.

Dziś uzgodniłam, że wrócę do pracy w sklepie wdowy Berresen. To 

niedaleko   Telthusbakken,   gdzie   pracowałam,   nim   urodziłam   Jensine. 
Dzieci mogę zabierać ze sobą. Jensine będzie leżała w wózku, a Hugo 
będzie się bawił za ladą. Na szczęście wdowa Berresen jest bardzo miła i 
na to przystała.

Dzięki Panu mogłam poświęcić dzieciom więcej czasu, niż normalnie 

miałabym możliwość. Słyszałam kiedyś wyznanie jednej z matek, która 
twierdziła,   że   największym   problemem   dzieci   nad   rzeką   nie   jest   brak 
pożywienia i ubrań, ale to, że zbyt rzadko widują swoich rodziców. Kiedy 
w   przyszłym   miesiącu   przeprowadzimy   się   na   Hammergaten,   gdzie 
Emanuel znalazł niewielki domek do wynajęcia, spróbuję umieścić Hugo 
w   żłobku   na   Maridalsveien.   Właściwie   służy   on   przede   wszystkim 
niezamężnym matkom, ale znam wiele mężatek,, które też zaprowadzają 
tam swoje dzieci na czas, gdy idą do pracy.

Elise przestała na moment pisać i zamyśliła się. Zastanawiała się, czy 

background image

zdradzić mu tajemnicę, że za jego radą zaczęła pisać. Na pewno ucieszy 
się, że go posłuchała.

Czy Emanuel wspomniał Panu, że zostało wydrukowanych kilka moich 

opowiadań?   Zrobiłam   tak,   jak   Pan   radził:   spisałam   historie   oparte   na 
prawdziwych losach ludzi, których spotkałam. Jedno opowiadanie przyjęło 
do   druku   Verdens   Gang",   a   drugie   czasopismo   „Nylaende".   Obecnie 
przygotowałam cały  zbiór opowiadań i wysłałam do wydawnictwa, ale 
wątpię, czy mój rękopis zostanie przyjęty. Tak czy inaczej cieszę się, że 
podpowiedział   mi   Pan,   bym   zaczęła   pisać.   Kiedy   moje   opowiadanie 
ukazało się w gazecie, bardzo mi to dodało otuchy. W ciężkich chwilach 
było mi to pomocą, że mogłam oderwać myśli od własnych kłopotów i 
skupić się na czymś innym.

W przyszłym miesiącu odbędzie się chrzest Jensine. Moim największym 

pragnieniem byłoby, aby w uroczystości uczestniczył jej dziadek, ale zdaję 
sobie   sprawę,   że   to   może   zbyt   wygórowane   życzenie.   Rozumiem,   że 
obowiązują Pana pewne zasady. Nikt z nas nie ma wpływu na to, w jakiej 
rodzinie i w jakim środowisku się urodził. Niektórzy uważają, że człowiek 
powinien pogodzić się ze swym losem i pozostać tam, gdzie jego miejsce. 
Związki dwojga ludzi z różnych warstw społecznych prowadzą podobno 
jedynie do rozczarowań, trudności i kłopotów. Nie wiem, czy to prawda. 
Chcę jedynie, by Pan pamiętał o tym, że ma Pan rodzinę, która bardzo 
Pana ceni, i synową, która czuje głęboką wdzięczność za to wszystko, co 
Pan dla nas uczynił. Mam nadzieję, że znajdzie Pan w sobie dość siły, by 
unieść ciężar smutku.

Z poważaniem Elise
Siedziała przez chwilę zapatrzona przed siebie, zastanawiając się nad 

tym   wszystkim,   co   napisała.   Nie   wymieniła   nawet   słowem   matki 
Emanuela, ale była pewna, że jego ojciec zrozumie dlaczego.

Poczuła ulgę, że skończyła najtrudniejszy list w swoim życiu, złożyła 

kartkę i umieściła w kopercie, którą zaadresowała równiutkim pismem i 
zakleiła. Jutro wcześnie rano przed pójściem do sklepu wdowy Borresen 
nada list na poczcie.

Dopiero kiedy się położyła, wróciły do niej słowa Hildy.
Czy to możliwe, by pan Ringstad pozwolił im przyjechać do dworu, 

kiedy już zostanie sam?

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Marie   Ringstad   zatrzymała   się   na   schodach   i   chwyciła   za   klatkę 

piersiową. O Boże, znów te bolesne ukłucia. Zagryzła wargi i oparła się o 
ścianę. Dobry Boże, nie pozwól mi umrzeć, błagała w duchu przerażona. 
Powstrzymując się od płaczu, wyprostowała się i z ogromnym wysiłkiem 
pokonała ostatni odcinek drogi do sypialni.

Bez rozbierania położyła się na łóżku. Nie zdjęła nawet butów. Strach 

wciąż ściskał ją za gardło, serce biło nierówno. Może to kolejny atak? 
Olaug dostała dziś wolne, by pojechać do domu na pogrzeb ojca, dwie 
służące były w oborze, a zarówno stajenny, jak i nowy pomocnik pojechali 
razem z Hugo do Eidsvold.

Jak ten Hugo w ogóle mógł gdzieś jechać, skoro wiedział, że jej stan w 

każdej chwili może się pogorszyć? Olaug mówiła, że często po jednym 
zawale   serca   przychodzi   kolejny   i   nigdy   nie   wiadomo,   czy   następnym 
razem chory odzyska przytomność.

Zacisnęła mocno powieki i zagryzła zęby. Nie chciała umierać.
I   to   na   dodatek   teraz,   tuż   przed   nadejściem   wiosny.   Niebawem   w 

koronach drzew rozbrzmiewać będzie śpiew ptaków, zazielenia się pola, a 
na brzozach pojawią się świeże listki. Wybiera się przecież na wesele do 
Stange,   a   potem  na   przyjęcie   z   okazji  pięćdziesiątych  urodzin   do  0vre 
Berg. Czy zdąży jeszcze wziąć w tym udział? A może życie potoczy się 
dalej zwykłym rytmem dla wszystkich oprócz niej?

Jak to możliwe, że świat będzie nadal istniał, kiedy jej zabraknie, a w 

Ringstad wszystko pozostanie jak dawniej, jakby nic się nie stało? Krowy 

background image

będą   dojone,   pola   się   zazielenia,   a   potem   dojrzeją   zboża   i   odbędą   się 
żniwa, mimo że ona nie będzie już w tym uczestniczyć? Jak to możliwe, 
że po domu kręcić się będą nadal ludzie, przesiadywać w jej kuchni i jeść, 
mimo że jej tam nie będzie?

To  niesprawiedliwe! Nie  jest  przecież  jeszcze  taka  stara.  Wiele  osób 

dożywa   szacownego   wieku,   bywają   starsi   od   niej   o   trzydzieści, 
czterdzieści   lat,   nim   odejdą   na   zawsze.   Oline   na   przykład   miała 
dziewięćdziesiąt dwa lata. I nawet jednego dnia nie chorowała.

Marie odczuwała żal, ale i strach. Strach przed śmiercią. Co po niej 

nastąpi?   Czy   prawdą   jest,   co   mówi   stary   pastor,   który   ją   wczoraj 
odwiedził, że tylko ludzie o czystych sercach zostaną wpuszczeni do raju? 
A co stanie się z innymi? Czy piekło naprawdę istnieje?

Zaszlochała, po czym wstrzymała oddech i wsłuchała się w rytm serca. 

Jakoś wolniej bije. Czyżby miało się zatrzymać na dobre? Może będzie 
biło coraz słabiej, a potem całkiem ucichnie i kiedy Hugo wróci do domu, 
znajdzie ją w łóżku martwą?

Gryzła kłykcie, by powstrzymać płacz. Gdzie on się podział? Przecież 

już dawno powinien wrócić.

Wtedy poczuła znów ten ból, który zaczynał się w żołądku, po czym 

promieniował ku górze. To na pewno serce. Poczuła się gorzej od razu po 
wyjeździe Hugo, a potem ból się nasilał i słabł. A jeśli tym razem całkiem 
ją sparaliżuje? Może nie będzie mogła nic mówić i nie zdoła wytłumaczyć 
Hugo, co ją dręczy.

Znów   powróciły   do   niej   słowa   starego   pastora.   „Każdemu   z   nas 

przyjdzie   złożyć   rachunek   przed   Bogiem",   mówił.   „I   choć   Bóg   jest 
miłosierny, ci, którzy lekceważą Jego przykazania, trafią do piekła". Dalej 
mówił   o   grzesznikach   i   o   karzącym   Boskim   ramieniu.   Kiedyś   nie 
przejmowała   się   zbytnio   kazaniami   pastora.   Ludzie   twierdzili,   że   jest 
purytaninem, który wciąż grzmi o piekle, i że nie powinien pełnić swej 
posługi, skoro wywołuje lęk i przerażenie u parafian.

Wczoraj wieczorem jednak uważnie wsłuchiwała się w jego słowa. I to 

zupełnie inaczej niż zwykle. Kiedyś śmierć wydawała jej się taka odległa. 
Sądziła, że dotyczy innych, nie jej samej. Teraz, odkąd zachorowała w 
Wigilię, wszystko się zmieniło.

Złożyć   rachunek...   Przecież   nie   popełniła   chyba   żadnych   ciężkich 

grzechów? Może była czasami zbyt gwałtowna wobec Emanuela, ale czy 
to dziwne, skoro syn się tak zachowywał?

Możliwe   też,   że   nie   zawsze   była   sprawiedliwa   wobec   Hugo,   ale   on 

potrafi człowieka strasznie zirytować. Ale... tak całkiem szczerze od czasu 

background image

do czasu posuwała się zbyt daleko. Tak jak wtedy... Odgoniła pośpiesznie 
natrętne wspomnienie, bo było dla niej zbyt niemiłe.

Na schodach rozległy się lekkie kroki, ale to nie wchodził Hugo. On 

poruszał się ciężej. Może Olaug zdążyła już wrócić?

Usłyszała pukanie i uchyliły się drzwi. Weszła Stine.
-   Przyszedł   list   do   pana   Ringstada.   Mam   położyć   na   komodzie   w 

korytarzu?

-   Nie,   ja   wezmę,   Stine.   -   Marie   wyciągnęła   rękę   i   chwyciła   grubą 

kopertę. - Jeszcze nie wrócili z Eidsvold?

Stine pokręciła głową.
- Nie. Nie widziałam ich.
- Nie czuję się dobrze. Pobiegnij do doktora i sprawdź, czy jest w domu.
Stine   zniknęła,   a   Marie   tymczasem   spojrzała   na   kopertę.   Nie   było 

nadawcy, za to adres napisany był niezwykle starannym, równym pismem. 
Nie   widziała   jeszcze   tak   pięknego   charakteru   pisma.   Nie   ulegało 
wątpliwości,   że   napisała   to   kobieta.   Ale   kto   na   Boga   przysyła   list 
wyłącznie do Hugo, bez dopisku „z małżonką"?

Zdenerwowała się i pośpiesznie otworzyła kopertę. A gdy zobaczyła, że 

to list od Elise, poczuła, jak gorąco uderza jej do głowy i palą ją policzki. 
Jak ona śmie? Wzburzona zaczęła czytać.

Już   przy   pierwszym   zdaniu   otworzyła   oczy   szeroko   ze   zdumienia. 

„Smutna wiadomość"? O co jej chodzi? „Przykro mi zarówno ze względu 
na   Pana,   jak   i   Emanuela".   Boże   święty,   czyżby   chodziło   o   mnie?   - 
pomyślała przerażona. Może Hugo napisał do niej, że jestem umierająca? 
Poczuła na nowo, jak oblewa ją lodowaty strach. Nie bez powodu tak się 
bała. Doktor musiał powiedzieć Hugo prawdę, jej zaś nie chciał przerazić i 
nie wyjawił w pełni diagnozy. A więc rzeczywiście umieram, pomyślała, 
wstrzymując   oddech   i   wsłuchując   się   znowu   w   uderzenia   serca, 
nienormalnie powolne.

Musiała się mocno wziąć w garść, nim zdołała wrócić do czytania listu. 

Emanuel pojechał. Może dlatego Hugo wybrał się do Eidsvold? Żeby go 
odebrać?

Pokręciła głową, nic nie rozumiejąc. List został wysłany co najmniej 

parę dni temu, więc gdyby Emanuel wyjechał do Ringstad, już od dawna 
byłby na miejscu. Niemożliwe, by podróż trwała tak długo. 

„Tak mi przykro, że Emanuel przez resztę życia będzie musiał dźwigać 

taki   ciężar.   Chyba   najgorsze,   co   może   spotkać   człowieka,   to   stracić 
możliwość naprawienia swoich błędów i wyrządzonych krzywd".

Opadła   głową   na   poduszkę   i   zamknęła   oczy.   „Naprawienia   swoich 

background image

błędów i popełnionych krzywd..." Nagle przypomniała sobie zdarzenie, 
które   usiłowała   wyrzucić   z   pamięci.   Mieli   właśnie   jechać   z   wizytą   do 
rejenta, a Emanuel wdrapał się na jabłonkę, zahaczył ubraniem i podarł 
pończochy. Miał pewnie z pięć, może sześć lat. Ubrany był w nowiutkie 
ubranko marynarskie, białe pończoszki i nową dwurzędową kurteczkę. W 
przypływie wściekłości straciła panowanie nad sobą. Biła go na oślep po 
głowie,   a   potem   szarpnęła   za   ramię   i   zaciągnęła   do   starej   spiżarni. 
Pchnąwszy   go   do   środka,   zamknęła   drzwi   od   zewnątrz,   mimo   że 
doskonale   wiedziała,   jak   bardzo   się   bał   tam   wchodzić,   odkąd   służąca 
powiedziała mu, że w spiżarni straszy.

Wypuściła go dopiero, jak wrócili do domu po przyjęciu. Zsiusiał się w 

majtki i zesztywniał ze strachu.

Wspomnienie przeraziło ją, czym prędzej więc starała się pomyśleć o 

czymś innym. Jak na złość przychodziły jej do głowy zdarzenia, kiedy w 
podobny sposób straciła panowanie nad sobą i zachowała się wobec synka 
równie okropnie. Strach dławił ją w gardle, utrudniając oddychanie. „Bo 
choć Bóg jest miłosierny, ci, którzy lekceważą Jego przykazania, skończą 
w piekle".

Wróciła do czytania listu, by przestać myśleć. Tym razem doczytała list 

do końca i dopiero wówczas podniosła wzrok. Właściwie nie rozumiała, 
czemu nie wpadła w złość. List ten przecież ją obrażał. Elise wprawdzie 
nie wymieniła jej nawet słowem, ale sugerowała, że Emanuelowi i Hugo 
nie było lekko. Pragnęła zobaczyć teścia na chrzcie małej córeczki, ale o 
jej obecności nawet nie wspomniała.

Poczuła przygniatający ją ciężar, zastanawiając się, czy Elise ma rację. 

Czy Emanuelowi i Hugo naprawdę nie było lekko w życiu z jej powodu? 
Może Emanuel opowiedział Elise o tym, jak go mama zamknęła w starej 
spiżarni? Czy ktoś powiadomił Elise, że Hugo wnet zostanie wdowcem, 
skoro tylko jego zaprasza na chrzest?

Znów strach chwycił ją w swe szpony. Wnet umrze, a nie naprawiła 

błędów, jakie popełniła. Emanuel ją znienawidził, a Hugo po wyjeździe 
syna   zamknął   się   w   sobie   i   stał   się   milczący.   Signe   okazała   się 
rozpuszczona, nieznośna i bezczelna. Nie powinna była nigdy otrzymać 
pozwolenia na przyjazd do Ringstad. Kto ponosi winę za to, że tak się 
stało? Ona sama walczyła o to, by sprowadzić Signe jako synową, a syna 
tej   dziewczyny   uznać   za   przyszłego   dziedzica   dworu.   To   ona   ją 
wychwalała pod niebiosa, wykorzystując równocześnie każdą okazję, by 
skrytykować „dziwkę znad Aker".

Powtórnie   przeczytała   list.   Napisała   go   dorosła   kobieta,   na   tyle 

background image

wspaniałomyślna, by wybaczyć i zapomnieć, a także okazać wdzięczność 
za tak niewiele, ile otrzymała.

W głębi serca Marie wiedziała przez cały czas, że Elise jest najlepsza. 

Postępowała   jednak   wbrew   temu   przekonaniu,   bo   było   jej   wstyd,   że 
dziedzic Ringstad wybrał sobie na żonę ubogą robotnicę, biedną jak mysz 
kościelna, do której nie należał nawet ten „kurnik", w którym zamieszkali.

Jak to możliwe, by dziewczyna urodzona po niewłaściwej stronie rzeki, 

która miała ojca pijaka i przez długi czas obłożnie chorą matkę, nauczyła 
się tak dobrze pisać, że jej opowiadania wydrukowano w „Verdens Gang" i 
„Nylaende"?   Posługiwała   się   językiem   ludzi   wykształconych,   miała 
piękny charakter pisma i nienaganną ortografię. Posiadała też wiedzę. Jak 
to możliwe?

Hugo ją podziwiał. Powiedział wprost, że bardzo ją lubi i ma dla niej 

wiele szacunku. Strasznie się wtedy zdenerwowała, od tamtej pory nigdy 
więcej nie rozmawiał z nią o Elise.

Zapiekły ją policzki, gdy sobie przypomniała gwałtowny wybuch Signe 

podczas Wigilii. Jej słowa tak bardzo ugodziły  Marie, że poważnie się 
rozchorowała. Później winą za atak serca obarczyła Emanuela, ponieważ 
to on rozpętał całą tę awanturę. Ale czy nie należałoby raczej pomyśleć, że 
Signe, choć głupia i nierozsądna, miała jednak trochę racji?

„To twoja wina" - wykrzykiwała. „To przez ciebie on znienawidził i 

dwór, i was oboje. Sam mi powiedział, jaka byłaś dla niego okropna już w 
dzieciństwie".

Ciężko jej było przełknąć te słowa, łzy piekły ją pod powiekami. Czy to 

prawda? Rzeczywiście zachowywała się jak wiedźma wobec Emanuela, 
gdy był jeszcze dzieckiem? „Ani Emanuel, ani Hugo nie mieli śmiałości 
się   odezwać",   twierdziła   Signe.   „Chodzili   na   palcach,   gdy   nie   miałaś 
humoru".

Do tej pory tłumaczyła sobie wybuch Signe tym, że dziewczyna była 

bezczelna,   rozpuszczona   i   przekorna.   Nie   mogła   znieść   porażki.   Teraz 
nagle naszła ją nieprzyjemna myśl, że może w tym, co powiedziała Signe, 
tkwi odrobina racji?

- Nie mogę umrzeć - wyszeptała do siebie. - Nie mogę opuścić tego 

świata, zanim nie naprawię zła, które wyrządziłam.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Elise wniosła Hugo do kuchni, a Jensine póki co zostawiła leżącą w 

wózku. Była śmiertelnie zmęczona i najchętniej siadłaby i się rozpłakała. 
Bolały   ją   plecy,   skręcało   ją   z   głodu.   To   był   okropny   dzień.   Jeden   z 
klientów sklepu wyzwał ją za zbyt wysokie ceny. Pani Borresen źle się 
poczuła i musiała się położyć na ławie na zapleczu. Hugo marudził, a 
Jensine   płakała   częściej   niż   zwykle.   Elise   nie   miała   pojęcia,   jak   sobie 
poradzi, jeśli kolejne dni będą podobne do tego.

Hilda   siedziała   z   Isakiem   na   rękach   i   pokazywała   mu   coś   w   jego 

książeczce z obrazkami. Siostra była w domu przez cały dzień. Razem z 
Reidarem ustalili, że póki co nie będzie ciągała Isaca za sobą do pracy 
przy szorowaniu podłóg.

-   Jest   do   ciebie   list,   Elise.   Od   Emanuela.   Elise   popatrzyła   na   nią 

zaskoczona.

- Jak miło, że poświęcił czas, by do mnie napisać.
- Jeszcze by tego brakowało! Przecież nawet cię nie powiadomił, że 

wyjeżdża.

Elise nie odpowiedziała. Rozebrała Hugo ze swetra i czapki i posadziła 

synka na podłodze.

- Nastawiłaś ziemniaki? Hilda przytaknęła.
- Wydaje mi się, że Isac nie lubi śledzi.
- Musi się przyzwyczaić - odparła Elise i sięgnąwszy po list, siadła na 

stołku   w   kuchni.   W   tej   samej   chwili   jej   uwagę   przykuł   stempel   na 
kopercie. Kongsvinger...

Pociemniało jej w oczach. Czyżby był u Signe?
Zerknęła na Hildę, ale siostra była zbyt zajęta Isakiem i książeczką, by 

zwrócić uwagę na reakcję siostry.

Nie chciała jednak otwierać listu przy niej. Wstała więc i oznajmiła:
- Pójdę po Jensine!
Zamknąwszy za sobą drzwi, stanęła na ganku i rozerwała kopertę.
Serce jej waliło. Czyżby została oszukana? Jednak nie jest w Ringstad? 

W głowie kotłowały jej się najróżniejsze myśli. Może jego matka nie jest 
ani   chora,   ani   umierająca.   Może   to   wszystko   było   jednym   wielkim 
kłamstwem.

background image

Przebiegła wzrokiem list.
Kochana Elise!
Sądzę,   że   Karolinę   przekazała   Ci   wiadomość   ode   mnie.   Bardzo   mi 

przykro,   że   nie   zdążyłem   Cię   zawiadomić   osobiście,   ale   ojciec   Signe 
twierdził, że mamy mało czasu do odjazdu ostatniego pociągu. Zażądał 
ode mnie, bym z nim natychmiast pojechał, choć właściwie nie wiem, po 
co. Mimo że Signe jest bardzo chora, to zieje wprost nienawiścią do mnie i 
nie chce mnie nawet oglądać. Jej rodzice upierają się, bym pozostał, aż ich 
córka wyzdrowieje. Doktor sądzi, że to tyfus. Co będzie z dzieckiem, nie 
mam nawet odwagi myśleć. Nie oczekuję, że dasz radę zaopiekować się 
jeszcze jednym maluchem przy i tak już licznej gromadce. Rodzice Signe 
uważają jednak, że są za starzy na wychowywanie dziecka. W tej sytuacji 
nie widzę innego wyjścia, jak wracać do Ringstad, choć na samą myśl 
wszystko mi się przewraca w żołądku. Nie proszę Cię o radę. Sam sobie 
jestem wszystkiemu winien.

I   to   teraz,   kiedy   wreszcie   zacząłem   dostrzegać   nadzieję   wyjścia   z 

beznadziejnej   sytuacji,   w   której   się   pogrążyłem...   Cieszyłem   się   jak 
dziecko,   że   wprowadzimy   się   razem   na   Hammergaten,   czułem,   że 
wreszcie   znów   uśmiechnęło   się   do   mnie   szczęście,   gdy   w   końcu   się 
zgodziłaś mnie przyjąć z powrotem. A tu taka ironia losu.

W  tej   chwili   jestem   zdruzgotany   i   nie   potrafię   skierować   do   Ciebie 

żadnych pocieszających słów. A wiem, że i Tobie nie jest lekko.

Potrzebujesz   dodatkowego   dochodu,   by   dać   radę   pokryć   wszystkie 

wydatki. A teraz, gdy Hilda odzyska Braciszka, w domu majstra zrobi się 
stanowczo   za   ciasno.   Ciekawe,   czy   Reidar   da   radę   podołać   takim 
warunkom.

Powinienem   Ci   wysłać   milszy   list,   ale   jestem   tak   załamany,   że   nie 

potrafię   napisać  nic   radosnego.  Pewnie  jedyną  osobą  zadowoloną   z  tej 
tragedii będzie moja mama. Bo choć wstrząsnęło nią zachowanie Signe i 
wątpię, czy jej wybaczyła, na pewno nie będzie miała nic przeciwko temu, 
by we dworze zamieszkał jej wnuk, zwłaszcza że to dziedzic dworu w 
Kongsvinger.

Bardzo mi przykro, Elise. Byłaś moim marzeniem, moją nadzieją i moją 

tęsknotą. Teraz pozostaną mi tylko wspomnienia.

Twój Emanuel
Elise opuściła rękę, w której trzymała list, i zapatrzyła się w spieniony 

nurt.   Nastąpiło   nieporozumienie.   Sądziła,   że   to   pani   Ringstad   jest 
umierająca, tymczasem to Signe leży na łożu śmierci.

A   ja   wysłałam   list   z   kondolencjami   do   pana   Ringstada,   taka 

background image

kompromitacja! - pomyślała z przerażeniem.

Rodzice   Signe   zażądali   od   Emanuela,   by   zaopiekował   się   chłopcem. 

Boże,   co   za   zamieszanie.   Emanuel   ma   rację.   Ona   opiekuje   się   już 
wystarczająco   liczną   gromadą,   nie   da   rady   przyjąć   dodatkowo   jeszcze 
jednego dziecka. Zwłaszcza że to nieślubne dziecko Emanuela. Są granice 
tego, co jest w stanie zaakceptować.

Ale nagle odezwał się w jej duszy jakiś głos: A co z tobą? Czy Emanuel 

nie   zaopiekował   się   twoim   dzieckiem,   kiedy   tak   rozpaczliwie 
potrzebowałaś pomocy?

Nie wiadomo, jak by sobie bez niego poradziła.
Odsunęła tę myśl. Są wszak granice...
Złożyła list i włożyła go do kieszeni fartucha, po czym wyjęła z wózka 

śpiącą jeszcze twardo Jensine.

- Co tak długo robiłaś na dworze? - Hilda posłała jej pytające spojrzenie.
- Czytałam list od Emanuela. Nastąpiło nieporozumienie. To nie jego 

matka leży umierająca, lecz Signe.

Hilda otworzyła szerzej oczy ze zdumienia.
- Signe? Ale co... To znaczy jak?
-   Ma   tyfus.   Jej   ojciec   zażądał,   żeby   Emanuel   natychmiast   z   nim 

pojechał. Emanuel prosił Karolinę, żeby mi przekazała wiadomość.

Hilda otworzyła usta ze zdumienia.
- A ona nie napomknęła tobie o tym nawet słowem?  Elise pokręciła 

głową i dodała:

- Słusznie się domyślałam, że ona coś wie, ale z czystej złośliwości nie 

chce mi tego powiedzieć.

-   To   obrzydliwe!   Nie   powinnaś   tego   tak   zostawić,   Elise.   Idź   do 

Carlsenów i powiedz, co o tym myślisz! Rodzice Karolinę powinni się 
dowiedzieć, jak ona się zachowuje. Już dawno zasłużyła na solidne lanie!

Elise   popatrzyła   na   Hildę   zamyślona.   Siostra   ma   rację.   Karolinę   nie 

powinno to ujść na sucho. Przecież gdyby od razu powiedziała prawdę, 
oszczędziłaby mi wielu zmartwień! Nie wysłałabym tego żenującego listu 
do pana Ringstada. Nie musiałabym też chodzić do zakładów Myren. Jak 
można się zachować tak skandalicznie i bezwzględnie!

Kiedy się najadły, Jensine przewinięta i nakarmiona leżała w kołysce, a 

chłopcy   siedzieli   na   podłodze   i   zgodnie   się   bawili,   Elise   postanowiła 
uczynić użytek ze słów Hildy.

- Jeśli popilnujesz dzieci, to ja się przejdę do Carlsenów - oznajmiła 

siostrze.

Hilda wyglądała na zdziwioną, ale uśmiechnęła się.

background image

- Brawo, Elise! Jesteś odważna! Ja bym się chyba na to nie zdobyła.
Elise zdumiała się.
- Jak to? Przecież sama mnie do tego namawiałaś!
- Powiedziałam tylko, że rodzice Karolinę powinni się dowiedzieć, jak 

ona się zachowuje, nie sądziłam jednak, że starczy ci odwagi, by im o tym 
powiedzieć. 

Na   dworze   ociepliło   się.   Śnieg   powoli   topniał,   ulicami   spływały 

niewielkie strumyki. Na podwórzach małe dziewczynki skakały w klasy. 
Gdzie   indziej   trzej   chłopcy   bawili   się   w   podbijanie   kraju.   Szczęśliwe 
dzieci, które mają czas na zabawę.

Hilda zachęciła ją do działania, ale zdaje się, że tak naprawdę miała ją za 

tchórza. Udowodnię jej, że starczy mi odwagi, postanowiła. Nie lubiła się 
z nikim kłócić, ale pewne sprawy należy wyjaśnić do końca.

Przed nią szła ulicą pod górę para zakochanych. Całowali się ukradkiem 

i wydawali się tak bezgranicznie pochłonięci sobą, że nie zauważyli wcale, 
iż ktoś za nimi idzie.

Jakie   to   musi   być   cudowne   uczucie   kochać   i   świata   poza   sobą   nie 

widzieć. Sama coś takiego przeżyła, ale wydawało się jej, jakby to się 
wydarzyło   wieki   temu.   Daleko   jej   było   wówczas   do   dorosłości.   Gdy 
skończyła siedemnaście lat, wszystko się skończyło. Uczucie wprawdzie 
się nie wypaliło, ale stracili możliwość, by być razem.

Znów myślami powędrowała do Johana. Musi z tym skończyć. On miał 

Agnes, a ona Emanuela, tak się ułożyło i tak już pozostanie.

Co   odpowiem   Emanuelowi,   gdy   mnie   zapyta   wprost,   czy   może 

przywieźć   ze   sobą   dziecko?   Ciarki   ją   przechodziły   na   myśl   o   płaczu 
kolejnego   niemowlęcia,   stercie   dodatkowych   pieluch   do   prania   i 
nieprzespanych nocach. Czy jednak wolno jej zabronić mu wziąć synka, 
skoro sam podjął się opieki nad Hugo?

Emanuel   nie   ma   wyboru.   Jeśli   Signe   umrze,   będzie   musiał   przejąć 

opiekę   nad   synkiem.   Sama   nie   dam  rady   utrzymać   całej   gromady,   nie 
mówiąc już o opłaceniu czynszu na Hammergaten. Poza tym byłabym bez 
serca, zmuszając Emanuela i jego syna do przeprowadzki do Ringstad, 
teraz gdy jego stosunki z matką stały się nie do zniesienia.

Nie, ja też nie mam wyboru. Muszę się zgodzić.
Wieczorne   słońce   odbijało   się   w   szybach,   barwiąc   je   na   złoto.   Na 

grządce   pod   ścianą   domu   wykiełkowały   krokusy,   a   na   żywopłocie 
nabrzmiałe pączki lada moment pękną i wypuszczą listki.

Elise   ścisnęło   w   dołku   i   poczuła   lekki   niepokój.   Karolinę   będzie 

wściekła, jej matka także, a ojciec być może wyrzuci mnie za drzwi. Jej 

background image

rodzice zapewne nie uwierzą, że mówię prawdę. Pozostanie moje słowo 
przeciwko   słowu   Karolinę.   Nawet   jeśli   wcześniej   nie   stracili   do   mnie 
sympatii, to teraz pewnie do reszty mnie znienawidzą.

Służąca   tym   razem   poznała   ją   od   razu,   ale   potraktowała   równie 

lekceważąco i nie poprosiła do środka. Elise jednak, nie zważając na to, 
weszła   za   nią.   Nie   zamierzała   stać   na   schodach   i   oskarżać   Karolinę   o 
kłamstwo, narażając się na to, że wszystko usłyszą sąsiedzi.

Stanęła tuż przy drzwiach wejściowych i czekała pełna nadziei, że tym 

razem Carlsenowie są w domu. Inaczej sprawa spali na panewce.

Z salonu wyszła Karolinę. Smakowity zapach pieczeni rozszedł się w 

holu, a Elise poczuła, jak jej cieknie ślinka.

- O, czyżby to znowu Elise Lovlien? Jaki zaszczyt!
- Otrzymałam list od Emanuela. Pisze, że obiecała panienka przekazać 

mi wiadomość, dokąd pojechał.

- Tak napisał? Coś podobnego? Nic takiego nie pamiętam! - Karolinę 

uśmiechnęła   się   słodko.   -   Ale   w   takim   razie   bardzo   przepraszam. 
Poprzedniego wieczoru byłam w teatrze i wróciłam zmęczona. W czym 
mogę pomóc?

Elise rozgniewała się i poczuła, jak jej wali serce.
-   Wątpię,   czy   panienka   zapomniała,   że   Emanuel   wpadł   na   chwilę   i 

powiedział, że wyjeżdża.

- Ależ oczywiście, że nie. Wyleciało mi jedynie z głowy, że miałam 

przekazać wiadomość.

- Mimo że byłam tu i pytałam, czy panienka wie, gdzie on jest?
Karolinę zaśmiała się.
- Trudno, bym się orientowała we wszystkich jego znajomościach.
-   Doskonale   panienka   wie,   że   Emanuel   i   ja   jesteśmy   nadal 

małżeństwem. I jestem pewna, że słyszała panienka także, iż zamierzamy 
się przeprowadzić i znów zamieszkać razem.

Karolinę poczerwieniała gwałtownie, a głos zabrzmiał ostrzej:
-   O   co   w   ogóle   chodzi,   Elise   Lovlien?   Jemy   właśnie   obiad.   Byłam 

zmuszona odejść od stołu.

-   Chcę,   żeby   panienka   przyznała   się   i   przeprosiła   mnie   za   to,   że 

specjalnie nie przekazała mi wiadomości od Emanuela.

- A cóż to za bezczelność! Żeby robotnica z fabryki nachodziła mnie w 

moim domu i udzielała mi reprymendy?! Co ty sobie w ogóle wyobrażasz? 
Kim ty jesteś? Nie zamierzam tego tolerować!

W tej samej chwili otworzyły się drzwi jadalni i ukazał się w nich Oscar 

Carlsen.

background image

- Co tu się dzieje? Karolinę odwróciła się do ojca.
-   To   była   żona   Emanuela.   Oskarża   mnie,   że   ją   oszukałam,   i   żąda 

przeprosin.

Carlsen zmarszczył czoło i posłał Elise badawcze spojrzenie.
- Co to ma znaczyć?
-   Odwiedziłam   państwa   tego   wieczora,   gdy   Emanuel   wyjechał. 

Zapytałam pannę Carlsen, czy nie wie, gdzie jest mój mąż. Obawiałam się 
bowiem, że stało się mu coś złego.

- A co  ty   odpowiedziałaś?   - zwrócił  się   z  pytaniem  do  swojej córki 

Carlsen.

- Powiedziałam, że śpieszył się, żeby zdążyć na ostatni pociąg.
Elise poczuła, jak zapiekły ją policzki.
-   Właśnie   tego   panienka   nie   powiedziała.   Zaprzeczyła   panienka,   by 

cokolwiek wiedziała, sugerowała jedynie obraźliwie, iż pewnie wybrał się 
na nocną hulankę.

Karolinę zaśmiała się dziwnym, nienaturalnym śmiechem.
-   To   najgłupsza   rzecz,   jaką   w   życiu   słyszałam.   Czemu   miałabym 

przemilczeć coś, co wiedziałam?

- By wylać na mnie całą nienawiść za to, że Emanuel postanowił do 

mnie wrócić. Nie może tego panienka ścierpieć.

Karolinę odwróciła się do ojca.
- Nie możesz jej wyrzucić, papo? Chyba nie pozwolisz na to, by mnie 

obrażała w taki sposób?

Ku   wielkiemu   zdumieniu   Elise   pan   Carlsen   zwrócił   się   do   niej 

przyjaznym tonem:

-   Bardzo   proszę,   pani   Ringstad,   niech   pani   będzie   tak   miła   i   mi 

dokładnie opowie, co się wydarzyło.

Elise krótko streściła mu przebieg swojej rozmowy z Karolinę owego 

feralnego   wieczoru,   a   także   wspomniała,   że   następnego   ranka   musiała 
udać się do zakładów Myren.

Zauważyła, że twarz Carlsena pociemniała, gdy zwrócił się do córki:
- Czy to prawda, Karolinę? Karolinę gwałtownie pokręciła głową.
-   Chyba   nie   wierzysz   bardziej   tej   kobiecie   niż   mnie,   swojej   własnej 

córce?

Chwycił ją mocno za ramię i zażądał kategorycznie:
-   Odpowiedz   mi.   Czy   to   prawda,   że   nie   powiedziałaś,   gdzie   jest 

Emanuel?

- A co ja na to poradzę, że ona nie potrafi upilnować własnego męża. 

Czy ja mam obowiązek pośredniczyć między nimi?

background image

- Pytam, czy utrzymałaś panią Ringstad w przekonaniu, że nie wiesz, 

gdzie jest Emanuel?

Pan Carlsen patrzył córce prosto w oczy, a w jego głosie pobrzmiewała 

złość.

Karolinę umknęła spojrzeniem i zacisnęła usta, nic nie odpowiadając.
Ojciec puścił jej ramię i nakazał:
-   Idź   do   swojego   pokoju.   Porozmawiamy   później.   Karolinę   pobiegła 

korytarzem.

Gdy tylko zniknęła, pan Carlsen odwrócił się do Elise ze słowami:
- Bardzo przepraszam panią za moją córkę, pani Ringstad.
Elise skinęła głową i wyjaśniła na odchodnym:
- Uważałam, że powinniście państwo wiedzieć o tym, co się stało. Bo, 

niestety, państwa córka sama sobie szkodzi.

- Zgadzam się z panią. Niestety, za bardzo ją rozpieściliśmy. Ma pani 

jakieś wieści od Emanuela?

- Tak, dziś dostałam od niego list. Stan chorej jest poważny. Doktor 

obawia się, że to tyfus.

Carlsen pokręcił głową, wstrząśnięty.
-   To   straszne,   jedyne   dziecko.   Znam   jej   rodziców.   Bardzo   porządni 

ludzie.

Zmieszał się nagle, przypomniawszy sobie zapewne, w co wplątał się 

Emanuel.

- Chyba... pani też chyba nie jest lekko.
-   Emanuel   i   ja   zamierzamy   wynająć   wspólnie   niewielki   domek   na 

Hammergaten i razem tam zamieszać.

- Tak, słyszałem. W tej sytuacji to chyba najlepsze rozwiązanie.
- Mam nadzieję. Żegnam, panie Carlsen.
Kiedy   wyszła   przez   bramę,   zauważyła   nadjeżdżającą   od   strony 

Ullevalsveien dorożkę. Zamierzała pośpiesznie ruszyć dalej, gdy usłyszała, 
że   ktoś   ją   woła   po   imieniu.   Odwróciła   się   i   zobaczyła   mężczyznę 
kiwającego do niej. Przystanęła niepewnie. Okazało się, że to majster.

- Witam, pani Ringstad! Tak mi się właśnie zdawało, że to pani:
Dorożka się zatrzymała i woźnica pomógł panu Paulsenowi wysiąść.
- Bardzo jestem ciekaw, jak się u was wszystko ułożyło? Uśmiechnęła 

się.

- Bardzo dobrze. Isac i Hugo wspaniale się razem bawią. Starsi chłopcy 

są dla nich bardzo mili, a Hilda jest po prostu przeszczęśliwa. Wygląda na 
to, że Isac dobrze się u nas czuje. Wydaje mi się, panie Paulsen, że to 
najlepsze, co mogło się zdarzyć.

background image

- Bogu dzięki - odetchnął z ulgą. - Tak się bałem, że popełniłem błąd.
Elise spojrzała na niego. Musiał mimo wszystko bardzo kochać swojego 

synka, skoro tak głęboko to przeżywał.

- Moim zdaniem to była jedyna słuszna decyzja, panie Paul-sen. Między 

matką a dzieckiem istnieje bardzo silna więź. Może wybrałby się pan do 
nas, żeby przekonać się o tym na własne oczy? Najlepiej przed południem 
- dodała pośpiesznie. - Od fabryki to ledwie parę kroków.

Skinął głową z uśmiechem.
-   Przyjdę,   gdy   mąż   Hildy   będzie   w   pracy.  Tak   będzie   najlepiej!   On 

pewnie nie lubi, by mu przypominać o przeszłości Hildy. Tak, to dobry 
pomysł. O ile pani zdaniem Hilda nie będzie temu przeciwna.

- Tego jestem całkiem pewna. Póki co przestała sprzątać u ludzi. Mają 

nadzieję,   że   dadzą   radę   się   utrzymać   z   jednej   pensji,   skoro   pan   tak 
wspaniałomyślnie zobowiązał się łożyć na Isaca - dodała pośpiesznie.

Machnął ręką.
-  A  jakże   mógłbym  postąpić   inaczej,   przecież   to   mój   syn.   -   Gdy   to 

mówił,   na   jego   twarzy   odmalowała   się   nieskrywana   duma.   -  A  więc 
między tymi dwoma maluchami wszystko się dobrze ułożyło. Jak miło 
usłyszeć. Obawiałem się, że będą ze sobą rywalizować.

Pokręciła głową.
- Nic takiego nie zauważyłyśmy. Obaj się cieszą, że mają się z kim 

bawić.

Uśmiechnął się ponownie.
- Nie wiem, jak mam pani dziękować, pani Ringstad. Bez pani pomocy 

nigdy by do tego nie doszło. Ma pani taki naturalny sposób bycia i potrafi 
rozmawiać z ludźmi bez względu na to, z jakich środowisk się wywodzą. 
W oczach innych widzę jedynie pogardę i zawiść, pani zaś potraktowała 
mnie bardzo przyjaźnie. Bardzo to doceniam. Gdyby nie miała pani tylu 
maleństw pod opieką, zaproponowałbym pani posadę u mnie w biurze. 
Jest pani mądra, rozsądna i pracowita. Wydaje mi się, że łatwo by się pani 
przyuczyła.

Elise aż się zarumieniła z radości.
- Mówi pan majster poważnie?
- Jak najbardziej.
- To może kiedyś wrócimy do tej rozmowy? Zamierzam umieścić Hugo 

w żłobku, jest już na to dość duży, no i zastanowię się, co zrobić z Jensine.

- W takim razie umówmy się, że odwiedzi mnie pani w biurze, gdy 

będzie pani miała sposobność wrócić do pracy zawodowej. Żegnam - rzekł 
i uchylił kapelusza.

background image

Kiedy biegła drogą w dół wzgórza w stronę Maridalsveien, zdawało jej 

się, że frunie.

Pomyśleć   tylko,   gdyby   dostała   posadę   w   biurze!   Siedziałaby   przy 

maszynie   do   pisania   w   ciepłym   pomieszczeniu   przez   cały   dzień.   Nie 
musiałaby   stać   przy   przędzarce,   nie   zważając   na   ból   w   plecach   i 
spierzchnięte dłonie.

Nagle   spojrzała   na   świat   z   większym   optymizmem.   Niech   sobie 

Karolinę będzie złośliwa, a co jej tam! Emanuel niech przywiezie ze sobą 
syna. Kiedy przeniosą się na Hammergaten i będą mieli więcej miejsca, 
poradzą sobie ż jeszcze jednym dzieckiem. Większość robotniczych rodzin 
zmaga się ze znacznie trudniejszymi warunkami, zarówno finansowymi, 
jak i mieszkaniowymi.

Kanceliści w biurze zaczynają pracę nie o szóstej rano jak robotnicy, 

lecz   o   godzinie   ósmej.   Dla   niej   byłoby   to   wymarzone   życie.   Emanuel 
zarabia trzydzieści koron miesięcznie, o dwie korony więcej niż. ona w 
fabryce,   ale   za   to   o   wiele   więcej,   niż   wynosi   jej   pensja   w   sklepie. 
Urzędnicy mają półtoragodzinną przerwę obiadową od godziny drugiej. 
Kończą  pracę   co   prawda   koło   szóstej   po  południu,   ale  przecież   ile   by 
mogła zrobić w przerwie obiadowej!

Czuła się tak radosna, że postanowiła od razu napisać list do
Emanuela. Napisze, że rozumie jego kłopoty i że lepiej, jeśli wszyscy 

razem przeprowadzą się na Hammergaten, niż miałby wracać do Ringstad, 
a ona musiała radzić sobie ze wszystkim sama. Zresztą to jedyne słuszne i 
sprawiedliwe rozwiązanie. Skoro on zaopiekował się jej dzieckiem, to i 
ona może zaopiekować się jego. Gdy weszła do kuchni, Hilda popatrzyła 
na nią zdziwiona.

- Tak łatwo ci poszło? Wyglądasz na zadowoloną.
- Spotkałam majstra. Zaproponował mi posadę w biurze. Muszę jedynie 

znaleźć jakąś opiekę do dzieci.

Hilda aż otworzyła oczy ze zdumienia.
- Naprawdę? Mnie nigdy nie złożył takiej propozycji. Elise nie odezwała 

się.   Hilda   nie   wyróżniała   się   zdolnościami   w   szkole.   Nie   uczyła   się   z 
równą łatwością co Elise. Pewnie majster już dawno się o tym przekonał.

W tej samej chwili z sypialni wyszedł Reidar. Późno wrócił ze szkoły, 

bo   było   zebranie   nauczycieli   i   dopiero   co   się   przebrał.   Zmieniły   więc 
pośpiesznie temat rozmowy.

Nadeszła pora, by położyć Hugo i Isaca do łóżek, więc obie z Hildą 

miały pełne ręce roboty. A gdy kończyły swoje zajęcia, do domu wpadli z 
hałasem   chłopcy.   Byli   głodni,   zmęczeni   i   ledwie   mieli   siły   zasiąść   do 

background image

odrabiania lekcji. Elise było ich żal i aż serce jej pękało, gdy  na nich 
patrzyła.

Peder posłał jej błagalne spojrzenie.
- Myślisz, że zamiast odrabiać lekcje, mógłbym poćwiczyć z piłką i 

literami?

Elise pokręciła głową.
-   Wszyscy   muszą   odrabiać   lekcje,   Peder.   Reidar   wprawdzie   wie,   że 

próbujesz się nauczyć rozróżniać litery także innymi sposobami, ale nie 
może ci pozwolić na to, byś z tego powodu zaniedbywał się w odrabianiu 
lekcji. Tak naprawdę nikt poza tobą i mną nie wyznaje się w tych twoich 
ćwiczeniach, wiesz przecież. - Uśmiechnęła się do brata, by go podnieść 
na   duchu,   i   dodała   po   cichu:   -   To   będzie   nasza   tajemnica.  A  jak   już 
nauczysz się czytać tak jak inni, wtedy zdradzimy wszystkim, jak tego do-
konałeś.

Reidar   zerknął   na   nich   z   boku,   a   jego   spojrzenie   wyrażało 

niezadowolenie. Nie uznawał dziwnych ćwiczeń Pedera i wcale tego nie 
ukrywał.   Nie   mówił   tego   na   głos,   ale   Elise   odnosiła   wrażenie,   że   już 
dawno stracił wiarę w Pedera i uznał, że brakuje mu zdolności.

Zrobiło   się   ciasno,   gdy   chłopcy   zasiedli  do   stołu,   by   odrobić   lekcje. 

Reidar wziął gazetę i siadł na skrzynce na drewno. Musiał schylić głowę, 
by nie zahaczać o suszące się na sznurku skarpety i pieluszki. Hilda stała 
przy piecu i gotowała owsiankę na kolację, na ręku trzymając Isaca. Elise 
uznała,   że   lepiej   będzie   wejść   z   Jen-sine   i   Hugo   do   saloniku   i   tam 
przewinąć dzieci, mimo panującego w tym pomieszczeniu chłodu. Gdy 
zamykała za sobą drzwi, usłyszała głos Reidara:

- Jak dobrze będzie niebawem mieć cały dom dla siebie. Mam wrażenie, 

że toniemy w bałaganie i w pieluchach.

- Już niedługo, Reidarze - usłyszała odpowiedź Hildy. - Zą kilka tygodni 

się wyprowadzą.

Nie   mam   wyjścia,   pomyślała   Elise.   Muszę   pozwolić   Emanuelowi 

przywieźć dziecko.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Kiedy następnego dnia Elise wracała z pracy do domu, już na moście 

zauważyła, że Hilda stoi na ganku i czymś macha.

- Elise, przyszedł do ciebie list. Od Johana! - doleciało do niej wołanie 

siostry.

Przyśpieszyła kroku. Od Johana... Może pisze coś w sprawie rękopisu?
Pośpiesznie pchała po schodach na ganek wózek z Jensine, zdjąwszy 

uprzednio z deseczki Hugo. Hilda przebierała nogami z niecierpliwości, 
tak samo ciekawa wiadomości z Kopenhagi jak Elise.

- Może napisał coś o twojej książce? - zastanawiała się na głos, gdy 

Elise rozdarła kopertę i przebiegła wzrokiem treść listu.

Kochana Elise!
Gratuluję. Twoja pierwsza książka została przyjęta do druku, jestem z 

Ciebie bardzo dumny  i cieszę się w Twoim imieniu. W wydawnictwie 
chcieliby   najchętniej,   żebyś   przyjechała   do   Kopenhagi,   tak   by   mogli 
omówić   z   Tobą   wysokość   honorarium   i   ewentualne   poprawki. 
Powiedziałem   im   jednak,   że   to   niemożliwe,   bo   dopiero   co   urodziłaś 
dziecko.   Gdyby   jednak   jakimś   sposobem   Ci   się   udało,   to   możesz 
zatrzymać   się   u   nas.   Zdaję   sobie   jednak   sprawę,   że   będzie   Ci   trudno 

background image

zgromadzić pieniądze na podróż, która nie jest tania. Przypuszczam, że aż 
tak dużo nie zarobisz na książce, ale zawsze wpadnie Ci trochę koron. 
Wydawnictwo jest niewielkie.  Zacząłem wprawdzie od Gyldendala,  ale 
tam mi zwrócono rękopis. Tłumaczyli się, że nie mają odwagi wydawać 
czegoś tak kontrowersyjnego. Próbowałem ich przekonać, ale wówczas ja-
kiś redaktor nie wytrzymał i oświadczył: „Jak pan sądzi, co powiedziałaby 
moja   rodzina,   gdyby   przeczytała   coś   takiego?"   Twoje   opowiadania 
poruszają   ludzkie   sumienia,   a   poczucie   winy   bywa   niemiłe.   W 
najbliższych dniach otrzymasz list z wydawnictwa, podałem im bowiem 
Twój adres. Mam nadzieję, że u Ciebie i Twoich najbliższych wszystko w 
porządku.

Pozdrowienia dla wszystkich Johan
Elise podniosła wzrok znad listu, a po policzkach płynęły jej łzy, gdy 

mówiła:

- Przyjęli moją książkę.
Hilda wydała z siebie okrzyk radości i rzuciła się siostrze na szyję.
. - Och, Elise, to wspaniale! Byłam pewna, że tego dokonasz. Teraz 

będziesz bogata i sławna. Będziesz mogła się ubierać w eleganckie suknie 
i co drugi dzień jeść mięso. Jestem dumna, że mam taką siostrę!

Elise śmiała się, ale łzy nie przestawały jej płynąć.
- Ty masz jeszcze bujniejszą fantazję niż ja. Nie będę bogata ani sławna. 

Johan   pisze,   że   nie   należy   się   spodziewać   wysokiego   zarobku,   ale   na 
pewno wpadnie trochę koron. Największe wydawnictwo nie zgodziło się 
przyjąć mojego rękopisu w obawie przed reakcją czytelników. Uważają, że 
moje opowiadania są zbyt kontrowersyjne.

- Co to znaczy?
- Sporne. Dyskusyjne. Ludzi ogarniają wyrzuty sumienia i denerwują się 

z tego powodu. Może nieliczni odniosą się do tego inaczej i zechcą coś 
zrobić, by znieść niesprawiedliwość, większość jednak woli przymknąć 
oczy, bo inaczej musieliby poświęcić coś ze swych wygód i podzielić się 
luksusem. A politycy musieliby się podzielić władzą.

Hilda prychnęła.
- W takim razie mam wielką nadzieję, że twoje opowiadania przeczyta 

naprawdę   dużo   ludzi   i   poruszy   to   ich   sumieniami!   -   W   tym   samym 
momencie przypomniała sobie o czymś i zmarszczywszy czoło, zapytała: - 
Wysłałaś dziś Ust do Emanuela?

Elise   potwierdziła.   Wcześniej   opowiedziała   Hildzie   o   synku   Signe   i 

wyjawiła,   jaką   zamierza   dać   odpowiedź   Emanuelowi.   Hilda   wpadła   w 
złość, uważając, że to przechodzi wszelkie pojęcie i Elise w żadnym razie 

background image

nie powinna się na to godzić. Nic nie pomogły wyjaśnienia Elise, że nie 
ma wyboru, bo albo się z tym pogodzi, albo zostanie sama.

- Teraz nie musiałabyś tego robić. Będziesz miała dość pieniędzy, by 

sobie poradzić.

- Nie słyszysz, co mówię? - pokręciła głową Elise. - Nie zarobię dużo na 

książce. Poza tym żal mi Emanuela.

- Właśnie tego się domyślałam. Ty masz stanowczo zbyt miękkie serce, 

Elise. Człowiek nie zajdzie daleko w życiu, jeśli wciąż będzie współczuł 
innym.

Hugo, kołysząc się z nóżki na nóżkę, podszedł do Elise. Przez moment 

całkiem o nim zapomniała. Hilda wieszała mokre pranie na sznurku, a 
ciepło ubrany Isac bawił się koło ganku. Ziemia odtajała i zostały już tylko 
resztki śniegu na tyłach domu.

- Mogę zostawić Hugo razem z Isakiem, a ja w tym czasie przewinę i 

nakarmię Jensine?

- Oczywiście. Ale obiecaj mi, że przemyślisz to, co ci powiedziałam. 

Nawet jeśli już napisałaś Emanuelowi, że zaopiekujesz się jego dzieckiem, 
zawsze   jeszcze   możesz   się   wycofać.   Z   jakiej   racji   masz   się   dla   niego 
poświęcać, po tym wszystkim, co ci zrobił? Nie wiadomo, czy Johan długo 
wytrzyma z Agnes. Kto wie, może któregoś dnia stanie tu w drzwiach z 
nadzieją w oczach...

Elise pokręciła głową.
- Johan nie zostawi Agnes ani swojego syna. Widocznie nie było nam 

pisane być razem.

- Ale przyznajesz, że kochasz Johana, prawda? Elise nie odpowiedziała, 

bo i cóż miała rzec?

Następnego   dnia   wypadała   sobota,   a   ponieważ   wszyscy   wcześniej 

skończyli pracę, postanowili wybrać się z wózkami do Kjelsas i pokazać 
mamie   odzyskanego   Braciszka.   Przy   okazji   Elise   chciała   powiedzieć 
mamie   o   książce   i   przygotować   ją   na   to,   że   gdy   się   przeprowadzą   na 
Hammergaten,   przybędzie   w   ich   rodzinie   synek   Emanuela.   Mama   na 
pewno nie przyjmie tego łaskawie, ale lepiej już mieć to za sobą, żeby 
zdążyła się oswoić z tą myślą przed powrotem Emanuela.

Ulice tętniły życiem. Ludzie pootwierali okna, by wpuścić do domów 

wiosenne słońce. Wychylali się przez okna i nawoływali się radośniej niż 
zwykle. Dzieci grały w piłkę, skakały na skakance i w klasy i niechętnie 
się odsuwały na bok, kiedy raz po raz nadjeżdżał turkoczący wóz. Słońce 
świeciło na bezchmurnym niebie, a w powietrzu czuło się wiosnę.

Elise myślała o liście Johana. Mimo że miała odłożone pieniądze, które 

background image

mogłaby przeznaczyć na podróż, raczej wzbraniałaby się przed wyjazdem. 
Nie tylko dlatego, że wstydziłaby się pójść do wydawnictwa. Czułaby się 
zażenowana,   gdyby   wydawcy   przekonali   się   na   własne   oczy,   że   jest 
zwykłą robotnicą, co im pewnie nawet nie przyszło do głowy. Obawiałaby 
się też nocować u Agnes i Johana. Pilnowała się bardzo, by nit rozmyślać 
o tym, jak układa się tym dwojgu, a gdyby była zmuszona to zobaczyć, 
sprawiłoby   jej  to   tylko  ból.  W  listach   Johana   starała   się   wyczytać  coś 
między wierszami, ale nie znajdowała nawet jednego słowa, którym by 
zdradził,   co   do   niej   czuje.   Zapewne   kierowała   nim   przezorność,   bo 
obawiał się, że listy mogą wpaść w ręce Emanuela, ale mimo wszystko... 
Gdyby   napisał   choć   jedno   słowo,   jedno   jedyne,   które   tylko   ona   by 
zrozumiała.

Peder i Evert podskakiwali i tańczyli po drodze, rozbrykani i radośni jak 

cielęta na wiosnę. Kristian pchał wózek z Jensine i Hugo, nie przejmując 
się wcale tym, że mogą go zobaczyć jacyś koledzy ze szkoły i wyśmiewać 
się z niego. Hilda zaś sama pchała sportowy wózeczek z Isakiem. Reidar 
wystroił się na tę  okoliczność.  Włożył kapelusz i wziął laseczkę.  Miał 
nieskazitelnie   białą   koszulę,   a   w   kieszonce   kamizelki   zegarek   na 
łańcuszku.   Elise   rozej   rżała   się   wokół.   Razem   z   Jensine   było   ich 
dziewięcioro,   a   kiedy   wróci   Emanuel,   będzie   ich   jedenaścioro.   Mama 
zblednie, gdy naraz przyjdzie tyle gości. Do rozwiązania pozostało już 
tylko   parę   tygodni.   Elise   przenikał  dreszcz,   gdy   o   tym  myślała.   Poród 
nawet dla młodych był groźny, a co dopiero dla kobiety w wieku mamy. 
Tym   bardziej,   że   przecież   przeszła   ciężką   chorobę.   Ryzyko   w   jej 
przypadku było znacznie większe.

Gdy   tylko   przeprowadzimy   się   na   Hammergaten,   trzeba   będzie 

wyprawić   chrzciny,   postanowiła   Elise.   Poczuję   się   bezpieczna   dopiero, 
gdy będę to miała za sobą. Skóra jej cierpła na rnyśl o tym, że Jensine 
mogłoby się coś stać, zanim zostanie dzieckiem Bożym.

Po wysłaniu listu nie miała żadnych wieści od Ringstada. Za każdym 

razem,   gdy   to   sobie   przypominała,   policzki  paliły   ją  ze   wstydu.   Miała 
tylko nadzieję, że ojciec Emanuela okaże się wyrozumiały. Emanuel na 
pewno   wyjaśnił   mu,   jak   doszło   do   takiego   nieporozumienia,   tyle   że 
dopiero po paru dniach. Co Ringstadowie myśleli sobie o niej przez ten 
czas?

Minęli   wystawę   sklepową,   na   której   znajdował   się   napis   „Tytoń   & 

Cygara.  Wina".   Na   innym  oknie   wystawowym  było   napisane   „Sklep   z 
wędlinami".

- Peder, teraz możesz poćwiczyć czytanie - zachęciła brata. Peder stanął 

background image

przed wystawą i sylabizował. Udało mu się przeczytać wszystkie słowa 
prawidłowo, ale trwało to bardzo długo.

Elise   zauważyła,   że   Hilda   i   Reidar   wymieniają   porozumiewawcze 

spojrzenia. Poznała po ich minach, że nie wierzą, by dla Pedera była jakaś 
nadzieja.

- Pięknie, Peder - pochwaliła brata, chcąc mu dodać otuchy. - Ostatnio 

gdy próbowałeś, szło ci gorzej. Za każdym razem jest poprawa.

Evert posłał jej zdumione spojrzenie.
- To on ostatnio czytał jeszcze gorzej? Nie wiadomo, czy ta złość mu 

pomaga.

Elise uśmiechnęła się.
- Nie chodzi o złość, ale o rozróżnianie liter. Jedne mają brzuszki z 

prawej strony, inne z lewej.

Evert pokręcił głową.
- Nie rozumiem, o czym ty mówisz.
- Nie ma znaczenia, czy rozumiesz - wtrącił się do rozmowy Kristian. - 

Najważniejsze, by w końcu Peder nauczył się czytać. Elise nie chce, żeby 
opróżniał wychodki, gdy dorośnie.

- Na pewno nie będzie - oświadczyła Elise i chwyciła Pedera za rękę. - 

W końcu nauczy się czytać tak jak wszyscy. Po prostu potrzebuje więcej 
czasu.

Kiedy   wreszcie   dotarli   na   miejsce,   w   ogrodzie   zauważyli  Asbjorna, 

który   zagrabił   stare   liście   na   kupkę   i   je   podpalił.   Przyjemny   zapach 
rozchodzący się wokół stanowił przedsmak wiosny i nadziei na ciepłe dni.

Asbjorn podniósł zdziwiony wzrok, gdy go zawołali po imieniu, a na ich 

widok na jego twarzy odmalowało się przerażenie.

- Wszyscy przyszliście? Elise uspokoiła go pośpiesznie.
- Nie zostaniemy długo. Taka dziś piękna pogoda, że postanowiliśmy 

wyjść na spacer. Jest mama?

- Siedzi z tyłu domu.
Znaleźli ją na leżaku okrytą pledem. Obok niej Anne Sofie bawiła się 

swoimi lalkami.

- Kochani, przyszliście z wizytą? Jak miło. - Zaśmiała się, gdy Peder 

rzucił się jej na szyję. - Nie tak gwałtownie, Peder. Nie zapominaj, że mam 
w brzuchu dziecko.

Cofnął się przestraszony.
- Ale już niedługo je wypuścisz? Hilda zaśmiała się.
- To nie cielę, które wypuszcza się wiosną na pastwisko, Peder.
Mama,   udając,   że   nie   słyszy   słów   Hildy,   pokiwała   głową   i   od-

background image

powiedziała Pederowi ze spokojem:

-   Tak,   już   niebawem   nastąpi   rozwiązanie.   Dziś   rano   nawet   czułam 

drobne skurcze. - Spojrzała na Kristiana i rzekła: - Ależ urosłeś, Kristian. I 
jaki   jesteś   grzeczny,   że   pomagasz   pchać   wózek.   -   Nagle   mama 
zmarszczyła czoło zdezorientowana. - A kto siedzi w tym drugim wózku?

Hilda podjechała całkiem naprzód.
- No, zgadnij!
Mama posłała jej zdziwione spój rżenie i jeszcze raz popatrzyła na Isaca.
- Nie widziałam go jeszcze. Opiekujesz się czyimś dzieckiem?
- Nie, to moje!
- Nie żartuj sobie ze mnie.
- Ależ to prawda, mamo. To mój synek, Braciszek! - zawołała jasnym i 

radosnym głosem. - Majster oddał mi go z powrotem, bo jego bratanek 
zamierza się powtórnie ożenić, a jego młoda wybranka chce mieć własne 
dzieci.

Mama patrzyła to na Hildę, to na Elise, i znów powtórzyła:
- Żartujesz sobie.
-   Nie,   mamo,   to   prawda!   -   wtrąciła   się   Elise.   -   Właśnie   dlatego 

przyszliśmy. Tak się cieszyliśmy, że ci o tym opowiemy.

Mama patrzyła na wózek, wciąż domagając się potwierdzenia.
- To naprawdę Braciszek? Synek Hildy?
Nagle ukryła twarz w dłoniach i rozpłakała się. Emocje były dla niej 

zbyt silne.

Elise pośpiesznie pochyliła się nad nią i objęła ją ramieniem.
- Na pewno słyszałaś, mamo, o tym, że umarła młoda pani Paulsen. 

Braciszkowi nie było dobrze w ostatnich miesiącach. Majster uznał, że dla 
dziecka będzie najlepiej, jeśli wróci do swej prawdziwej mamy. Mógł o 
tym sam zadecydować, ponieważ to on ma prawa rodzicielskie.

- No i maluch nie jest już Braciszkiem, tylko nazywa się Isac - wtrącił 

się Peder. - Tak samo jak ten w Biblii. Pewnie słyszałaś o nim. Jego mama 
nazywała się Sara i urodziła go w wieku dziewięćdziesięciu lat. Więc się 
nie przejmuj, mamo, że ty też, chociaż jesteś stara, będziesz mieć małe 
dziecko.

- Rzeczywiście, co z tego, że wnet skończę czterdzieści lat! - Mama 

uśmiechnęła się przez łzy i skierowała wzrok na Elise. - To prawda, że 
majster Paulsen oddał Hildzie Braciszka? Tak sam z siebie?

Elise pokiwała głową.
- Spotkałam go wczoraj. Był bardzo ciekawy, jak się u nas wszystko 

układa. Kiedy mu opowiedziałam, że Hugo ładnie się bawi z Isakiem, a 

background image

starsi chłopcy bardzo go polubili, rozpromienił się. Choć może zabrzmi to 
dziwnie, wydaje mi się jednak, że on bardzo kocha swojego syna.

Hilda wyjęła Isaca z wózka i pokazała mamie.
- Zobacz, jaki on już duży. Ani przez  chwilę  nie tęsknił za domem. 

Zasypia od razu, gdy go kładę, i przez prawie całą noc się nie budzi.

Reidar wykrzywił twarz w grymasie i rzucił z przekąsem:
- Dobrze, że powiedziałaś „prawie". Przecież co noc przekładasz go do 

nas do łóżka.

- Ależ Hildo! - Mama popatrzyła na córkę z wyrzutem. - Nie wolno ci 

go   rozpieszczać.   -   Uważnie   przyglądając   się   twarzy   dziecka,   dodała:   - 
Podobny jest do ciebie, gdy byłaś mała. Myślę, że bardziej przypomina 
moją rodzinę, nie odziedziczył w każdym razie ciemnych oczu i włosów 
po waszym tacie.

-   To   dla   niego   dobrze,   bo   inaczej   by   go   przezywali   od   Cyganów   - 

wyrwało się Pederowi, ale zaraz zasłonił usta. - Przepraszam, Kristian, nie 
miałem nic złego na myśli.

Kristian zacisnął mocniej wargi, ale się nie odezwał.
- Ktoś cię przezywał? - Elise zerknęła na niego uważnie. W milczeniu 

pokręcił głową.

- Teraz to  kłamiesz! - Tym razem wtrącił się Evert.  - Słyszeliśmy  z 

Pederem, jak chłopaki z siódmej klasy wołali za nim „Cygan". Udawał, 
jakby nigdy nic, ale naszym zdaniem powinien był ich sprać.

Mama przybrała surowe oblicze.
-  Kristian   postąpił  bardzo   mądrze,   nie   zwracając  uwagi  na  zaczepki. 

Gdyby dał się sprowokować, byłoby dużo gorzej.

Peder uznał najwyraźniej, że lepiej zmienić temat, zagadnął więc mamę 

z innej beczki:

- Słyszałaś, mamo, że Elise napisała książkę? Hilda mówi, że będzie 

teraz bogata i sławna. Może nawet kupi Kristianowi diabolo, Anne Sofie 
też - dodał pośpiesznie i uśmiechnął się radośnie.

- Zdaje się, że znów się przechwala? - zapytała mama, spoglądając na 

Elise.

- Nie, to prawda. Niebawem zostanie wydany zbiór moich opowiadań. 

Ale nie tu, tylko w Danii.

- W Danii? Czemu na Boga wysłałaś tam rękopis?
- Johan uważał, że tam łatwiej mi będzie wydać książkę. Twarz mamy 

nabrała surowości.

- A co Johan ma wspólnego z twoją książką?
- Nic poza tym, że kiedy ostatnio nas odwiedził, dowiedziawszy się, że 

background image

ją napisałam, zaofiarował się, że zabierze rękopis do Kopenhagi. Jedno z 
dużych   wydawnictw   nie   zgodziło   się   go   przyjąć,   ale   inne,   mniejsze, 
wyraziło zgodę.

- Wydaje mi się, że powinniśmy się cieszyć, że ta książka nie ukaże się 

w   Norwegii.   Zarówno   nam,   jak   i   tobie   bardzo   by   to   utrudniło   życie. 
Przecież   to   nie   uchodzi.   Mówiłam   ci   już   wcześniej,   ale   powtórzę   raz 
jeszcze   stare   powiedzenie:   „Zostań   szewcu   przy   swoim   kowadle".   Nie 
jesteśmy wykształceni, artyści z nas żadni, pochodzimy ze zwyczajnych 
rodzin robotniczych. I chociaż Asbjorn i Emanuel pracują jako urzędnicy, 
a Reidar jest obecnie nauczycielem, nie wolno nam zapominać, gdzie jest 
nasze miejsce. Dotyczy to zwłaszcza ciebie, Elise.

Elise   boleśnie   ugodziły   słowa   mamy,   ale   nie   miała   ochoty   z   nią 

dyskutować.

- Nie musisz się obawiać, mamo - powiedziała tylko. - Nikt tu się nie 

dowie   o   tej   książce,   a   Johan   pisał,   że   jej   nakład   nie   będzie   wysoki. 
Opisałam losy różnych ludzi mieszkających nad Aker, zarówno ulicznic, 
jak i samotnych matek, napisałam o biedzie i pijaństwie. Ludzie nie lubią 
czytać o takich sprawach.

-   To   prawda,   zresztą   dobrze   ich   rozumiem.   Każdy   woli   poczytać   o 

czymś przyjemnym i budującym, a od takich historii człowieka ogarnia 
smutek.

Peder   przebierał   niecierpliwie   nogami,   najwyraźniej   miał   więcej   do 

powiedzenia.

- To nie wszystko, mamo. Mamy dla ciebie jeszcze jedną nowinę.
- Jeszcze coś? - zaśmiała się mama. - Już i tak jestem oszołomiona tym, 

co usłyszałam.

Peder aż pokraśniał z zapału.
- Będziemy mieć jeszcze jedno dziecko.
Mama popatrzyła badawczo to na Elise, to na Hildę.
-   Która   z   was   tym   razem?   -   zapytała   bez   entuzjazmu.   Elise 

wyprostowała  się.  Miała  wątpliwości,  czy  mówić  o  tym  chłopcom,  ale 
uznała,   że   lepiej   będzie   ich   przygotować,   zwłaszcza   że   planowała 
powiedzieć o tym mamie.

- Żadna z nas. To dziecko Emanuela. Zapadła cisza.
Mama wydawała się przerażona.
- Co masz na myśli?
- Signe zachorowała na tyfus i jest umierająca. Jej rodzice zażądali, by 

Emanuel zaopiekował się swoim, synem.

W ciszy rozległo się głośne westchnienie.

background image

- Najwyraźniej nie ma końca nieszczęść, które na nas spadają.
Gdyby   jeszcze   powiedziała   „na   was",   pomyślała   Elise   i   ogarnęła   ją 

złość.   Od   czasu,   gdy   mama   poznała  Asbjorna,   nie   dosięgło   jej   żadne 
nieszczęście.   Swoich   synów   zostawiła   pod   opieką   Elise,   a   biedy 
bynajmniej nie cierpiała.

Równocześnie poczuła dziwną przekorę. Mama mówi tak, jakby każde 

dziecko było plagą, choć sama spodziewa się piątego i wyraźnie jest z tego 
zadowolona. Wszystkim ulżyło, gdy Hilda odzyskała synka, którego ojcem 
jest majster, i nikt nie ważyłby się uznać Hugo za jakiegoś obcego. Synek 
Emanuela   jest  im  tak   samo   bliski,   skoro   Emanuel   ma   się   z   powrotem 
wprowadzić do nich i pełnić rolę ojca dla całej gromadki.

Peder był wyraźnie zdumiony.
-   Dlaczego   tak   mówisz,   mamo?   Nie   cieszysz   się?   Nie   wiesz,   że   to 

chłopiec?   Niebawem   będziemy   mogli   grać   w   piłkę   nożną   z   Isakiem   i 
Hugo, Evertem i Kristianem. Nie będziemy musieli brać do drużyny tego 
głupiego   Pingelena,   będziemy   mieć   własną.   -   Napotkawszy   spojrzenie 
Anne Sofie, która siedziała na kocyku rozłożonym na ziemi i bawiła się 
lalkami, dodał: - Anne Sofie może oczywiście grać z nami, mimo że nie 
jest chłopcem, prawda, Evert?

Evert pokiwał głową uroczyście.
Mama popatrzyła na Elise ze łzami w oczach.
- Musisz się na to zgadzać, Elise? Czy jej rodzice nie mogą się zająć tym 

dzieckiem?

- Mówią, że są na to za starzy.
- A ile oni mają lat?
- Nie poznałam ich, ale wydaje mi się, że są mniej więcej w twoim 

wieku.

- I co, nie potrafią się zaopiekować małym dzieckiem? Ja mam Anne 

Sofie i oczekuję jeszcze jednego dziecka.

Elise zerknęła na Pedera i Kristiana, by sprawdzić, jak zareagowali na 

słowa mamy, ale ich to najwyraźniej nie obeszło. W każdym razie Pedera, 
bo co myślał sobie Kristian, trudno dociec. Jest bardzo zamknięty w sobie.

Wolnym krokiem nadszedł Asbjorn, pchając taczkę i niosąc grabie.
- Usiądę sobie na chwilę i odpocznę, a przy okazji posłucham, co u was.
Peder otworzył usta, by coś powiedzieć, ale Hilda go powstrzymała.
-  Nie  musisz   koniecznie   opowiadać   ze  szczegółami  o  naszym  życiu, 

Peder. Ktoś siedzi obok w ogródku i słucha całej naszej rozmowy.

- Ale co szkodzi, jeżeli powiem, że Emanuel wprowadzi się do nas z 

powrotem i przywiezie jeszcze jedno dziecko? Magda mówi, że gdyby nie 

background image

szkółka niedzielna Armii Zbawienia, to nad rzeką nie rodziłoby się tyle 
dzieci.

Asbjorn   popatrzył   na   niego,   nie   rozumiejąc   sensu   jego   słów.   Evert 

włączył się natychmiast, jak zwykłe, gdy Peder miał jakieś kłopoty.

- Bo kiedy dzieciaki są w szkółce niedzielnej, ich rodzice mają dwie 

godziny na figle w łóżku. Przy dzieciach się krępują.

Elise i Hilda skręcały się ze śmiechu, mama zaś poczerwieniała i posłała 

Evertowi karcące spojrzenie.

- Jak możesz opowiadać takie rzeczy, Evert? Bardzo brzydko!

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Marie Ringstad ścięła czubek jajka ugotowanego na twardo i posypała 

solą. Myślami jednak błądziła gdzie indziej.

- Hugo...
Jej   mąż   podniósł   gwałtownie   wzrok   znad   gazety,   bo   głos   Marie 

background image

zabrzmiał jakoś obco. Domyślił się więc, że chodzi o coś szczególnego.

- Co takiego, kochanie?
-  Tak   sobie   siedzę   i  myślę   -  urwała   i  zapatrzyła   się   w  talerz.   Hugo 

postanowił  okazać   jej   cierpliwość.   Marie   w   ostatnim  czasie   bardzo   się 
zmieniła, była niemal nie do poznania. Kiedyś szybka i gwałtowna, teraz 
wszystko robiła  bardzo  powoli.  Poza tym dziwnie  złagodniała.  Rzadko 
kiedy na niego krzyczała, wydawała się jakaś przybita. Pytał doktora, czy 
takie reakcje są normalne u chorych, którzy przebyli poważny zawał serca, 
i otrzymał odpowiedź, że u takich pacjentów często pojawia się strach 
przed śmiercią. Przy paraliżu chorzy są bardziej skorzy do łez. Zresztą sam 
to zauważył. Marie bała się. Tego dnia, kiedy wrócił z Eidsvold, myślała, 
że nie dożyje jego powrotu. Pojawił się jednak doktor i nie zauważył nic 
niepokojącego.

- Powiedziałeś, że Elise wysłała ten list, bo doszło do nieporozumienia - 

podjęła przerwany wątek Marie. - Myślała, że to ja jestem umierająca, a 
nie Signe.

- Owszem. Emanuel wyjechał do Kongsvinger w wielkim pośpiechu i 

nie zdążył jej uprzedzić. Prosił jednak Karolinę, by przekazała wiadomość, 
znajomemu, z którym był umówiony, i przede wszystkim Elise. Karolinę 
jednak nic nie powiedziała.

Marie posłała mu zdziwione spojrzenie.
- Dlaczego nie powiedziała?
Hugo poczuł, że znów ogarnia go gniew.
- Ponieważ to nieznośne i rozpieszczone dziewuszysko!
Kiedyś   nie   odważyłby   się   powiedzieć   tak   o   córce   przyjaciół.   Żona 

bowiem darzyła wielkim szacunkiem Oscara i Betzy Carlsenów i marzyła 
o tym, by między Karolinę a Emanuelem narodziło się uczucie.

- Sądzisz, że specjalnie nic nie powiedziała, ponieważ bawiło ją to, że 

Elise martwi się o Emanuela? - zapytała z niedowierzaniem.

Przytaknął.
-   Wiele   na   to   wskazuje.   Rozmawiałem   przez   telefon   zarówno   z 

Emanuelem, jak i z Oscarem. Oscar przepraszał w imieniu swojej córki i 
obiecał,   że   spotkają   za   to   kara.   Jak   ci   już   mówiłem,   nieporozumienie 
wynikło   stąd,   że   kancelista   w   zakładach   My-ren   powiedział   Elise,   że 
Emanuel dzwonił i usprawiedliwił się ze swojej nieobecności. Kancelista 
nie wyjaśnił jej, kto jest umierający. Z jego słów domyśliła się, że chodzi o 
kobietę, a ponieważ Elise wiedziała o tym, jak ciężko zachorowałaś w 
święta, sądziła, że chodzi o ciebie.

Zerknął na żonę zaniepokojony. Przecież już jej to wszystko tłumaczył. 

background image

Czyżby zapomniała?

- Co sądzisz o liście Elise? - zapytała Marie, patrząc na niego niewinnie. 

Gdyby taka sytuacja miała miejsce wcześniej, wpadłaby we wściekłość. 
Zdziwił się znowu.

-   Uważam,   że   to   bardzo   miły   list.   Po   tym,   jak   została   przez   nas 

potraktowana, wykazała niezwykłą wspaniałomyślność, pisząc do mnie. Z 
wiadomych względów nie wymieniła w tym liście ciebie. Sądziła, że jesteś 
umierająca.

Marie   odłożyła   łyżeczkę,   odeszła   jej   ochota   na   jajko.   Przez   chwilę 

siedziała milcząca, a potem zagadnęła nieśmiało:

- Czy to prawda, że przeze mnie nie mieliście łatwego życia? Patrzyła na 

niego spokojnie. Trudno było uwierzyć, że tylko

udaje, by za chwilę wybuchnąć gniewem. Westchnął głęboko.
-   Po   co   rozdrapywać   stare   rany,   Marie.   Zawsze   miałaś   bardzo 

gwałtowny temperament, więc czasami bywało nieprzyjemnie. Ale... Było, 
minęło. Nie żywię do ciebie urazy z tego powodu.

-   W   przeciwieństwie   do   Emanuela   -   odezwała   się   cicho.   Hugo   nie 

odpowiedział. Nie potrafił kłamać, a obawiał się, że żona ma rację.

Jej oczy napełniły się łzami.
- Sądzisz, że jest już za późno, by to naprawić?
- Nigdy nie jest za późno, by naprawić swoje błędy, póki osoba, którą się 

skrzywdziło, jeszcze żyje.

- Zamierzasz pojechać na chrzest Jensine? Popatrzył na nią zdumiony.
- Dlaczego o to pytasz? Przecież wiesz, że nie mogę cię zostawić samej 

na tak długo, by pojechać aż do Kristianii.

- A gdybym pojechała z tobą?
Patrzył na nią bez słowa, doszukując się czegoś w jej spojrzeniu, czegoś, 

co zwykle tam znajdował, ale tym razem daremnie.

- Naprawdę byłabyś skłonna pojechać?
- Ona pisze, że córeczka ma piękne niebieskie oczy Emanuela i ładne 

rysy twarzy. - Łzy popłynęły po policzkach Marie. - A skoro wygoniłeś z 
Ringstad Signe, nie mamy innych wnuków, Hugo. I nie jest takie pewne, 
czy będziemy mieć więcej.

Hugo zebrał się na odwagę i odpowiedział:
- Po pierwsze mamy już jednego. Nie zapominaj o małym Hugo, który 

został   ochrzczony   moim   imieniem.   Po   drugie   nie   powinnaś   mi   robić 
wymówek,   że   pokazałem   Signe   drzwi.   Sama   byłaś   rozgniewana   i 
wykrzykiwałaś, że nie chcesz jej widzieć na oczy. Uważam, że Emanuel 
postąpił   słusznie,   odchodząc   od   niej,   ona   nie   jest   nic   warta.   W 

background image

przeciwieństwie do Elise, która jest dorosła, odpowiedzialna, pracowita i 
troskliwa. Jeśli naprawdę chciałabyś pojechać ze mną na chrzest, to sądzę, 
że sprawisz tym wielką radość Elise. Ona pewnie nie miała nawet odwagi, 
by mieć taką nadzieję.

- A chrzest odbędzie się już w nowym domu? Nie nad tą śmierdzącą 

rzeką?

- Z tego, co zrozumiałem, mają się przeprowadzić za miesiąc, i gdy 

tylko się tam jakoś urządzą, wyprawią chrzciny.

- W takim razie miałabym ochotę pojechać z tobą.
Hugo zerknął na żonę, po czym sięgnął po kromkę chleba i posmarował 

masłem. Nie chciał, by Marie zauważyła, jak bardzo jest zdziwiony.

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Gdy tylko wyszli przez bramę „Almsgard", Hilda odwróciła się do Elise 

i odezwała się zawiedzionym głosem:

- Wydaje mi się, że mama nie wyglądała na zbyt zachwyconą.
- Ależ skąd! Bardzo się ucieszyła z powrotu Braciszka!
- W  pierwszej  chwili  tak,   ale   szybko  przeszła   nad   tym  do   porządku 

dziennego.

- Tylko dlatego, że nałożyło się tyle innych spraw.
- Obawiam się, że ona nie przyjdzie was odwiedzić na Hammergaten, 

jeśli   Emanuel   przywiezie   ze   sobą   swoje   dziecko   -   ciągnęła   Hilda   z 
niezadowoleniem w głosie.

- Nic dziwnego, że się przeraziła, ale jestem pewna, że oswoi się z tą 

background image

myślą.

- Ty zawsze wszystkich usprawiedliwiasz! Nie pojmuję, że tak ci się 

chce. Uważam, że mama jest okropną egoistką, myśli wyłącznie o sobie. 
Słyszałaś, co ona powiedziała? „Ja mam Anne Sofie i oczekuję kolejnego 
dziecka". A  co z  nami?  Zapomniała  już,  że wcześniej urodziła  czworo 
własnych dzieci?

Elise   odwróciła   się,   by   sprawdzić,   czy   czasami   Peder   i   Kristian   nie 

słyszeli, co powiedziała Hilda. Na szczęście jednak zajęci byli głaskaniem 
kota, którego znaleźli przy płocie.

- Chciała tylko powiedzieć, że potrafi zająć się małymi dziećmi, mimo 

że jest już stara. Nie zapominaj o tym, jak często Peder bywał u niej tej 
zimy. Kristian także. Ostatnio wprawdzie nie odwiedzali jej zbyt często, 
ale   dlatego,   że   nie   chcieli.   Peder   uważa,   że   mama   jest   surowa   i   zbyt 
nerwowa, a przez to trudniej mu się uczyć czytać.

Hilda nic nie odpowiedziała. Wzięła Reidara pod rękę i przyśpieszyła 

kroku. Isac zasnął w wózku.

Elise westchnęła zasmucona, że Hilda odbiera zachowanie mamy w taki 

sposób. Mama przecież się szczerze uradowała tym, co się wydarzyło z 
Isakiem, ale kolejne wiadomości o książce i o dziecku Emanuela już ją 
przytłoczyły. Elise odwróciła się i zawołała chłopców:

- Chodźcie już! Zdaje się, że się kłóciliście, kto będzie pchał wózek z 

Jensine i Hugo?

Szła   z   tyłu   sama.   Przed   nią   wszyscy   trzej   pchali   zgodnie   wózek, 

paplając   z   ożywieniem,   a   przodem   szybkim   krokiem   szli   Hilda   z 
Reidarem. Droga, która w tę stronę prowadziła w dół, upłynęła im więc 
bardzo szybko.

Przyjemnie było tak iść w wiosennym słońcu. W niewielkich ogródkach 

ludzie  grabili  stare  liście,  po  czym palili  je  razem  z gałęziami.  Słońce 
błyszczało w wymytych szybach, drzwi domów były pootwierane, żeby 
wpuścić   do   środka   ciepło.   Wszędzie   bawiły   się   dzieciaki.   Dwie   małe 
dziewczynki   woziły   lalki   w   małych   wózeczkach.   Jedna   miała   śliczny 
wiklinowy   wózek   z   budką,   a   druga   wózek   a  Wikliny   na   drewnianych 
kółkach.   Woziły   lalki   z   porcelany   ubrane,   niczym   dorosłe   damy,   w 
koronki, zakładki i fałdki. Za nimi przyszła inna dziewczynka, ciągnąc 
zaczepiony na sznurku, odwrócony do góry nogami stołeczek, w którym 
wiozła szmacianą lalkę w codziennym ubraniu.

Dwaj mali chłopcy bawili się w konia i woźnicę. „Koń" miał zaczepione 

lejce z dwoma dzwonkami, stawał dęba i rżał, gdy tymczasem woźnica 
krzyczał „Wio, wio!" W dole wzgórza minęli paru chłopców, którzy grali 

background image

w kamyki. Do ręki brało się pięć równej wielkości kamyków, podrzucało 
się   i   usiłowało   złapać   jak   najwięcej,   zanim   spadną   na   ziemię.   Później 
podrzucało   się   i   łapało   jeden,   dwa,   trzy   i   cztery.   Dwaj   starsi   chłopcy 
chodzili na szczudłach.

Wyraźnie   dawało   się   odczuć   atmosferę   sobotniego   popołudnia.   Gdy 

doszli   do   Maridalsveien,   aż   się   kłębiło   od   ludzi,   którzy   wyszli 
pospacerować   w   pięknej   pogodzie.   Na   głowach   dam   i   panów   jaśniały 
słomkowe   kapelusze,   damy   unosiły   dół   sukni,   by   go   nie   pobrudzić, 
odsłaniając   łydki   i   długie   pantalony   z   koronkami.   Niektóre   rozłożyły 
parasolki,   ale   na   przykład   jedna   miała   nadal   na   sobie   boa.   Rudy   lis 
wpatrywał się we właścicielkę szklistymi oczyma. Jaśnie panów poznać 
było można po łańcuszku przy kamizelce, wykrochmalonych koszulach i 
laseczkach,   natomiast   robotnicy   mieli   na   głowach   czapki  z   daszkiem   i 
ubrani byli  w  niebieskie  drelichowe  bluzy,  mimo  że  nie  szli do  pracy. 
Zabawnie było obserwować ten barwny tłum. Elise na moment całkiem się 
zapomniała   i   nagle   zorientowała   się,   że   chłopcy   znaleźli   się   daleko   z 
przodu.   Miała   jednak   zaufanie   do   Kristiana,   który   wiedział,   jak 
postępować z Hugo, gdyby był niegrzeczny.

Zbliżała się do domu „U Blacharza". Dziwne, że tak dawno nie widziała 

Jenny. Sądziła, że dziewczynka będzie się pokazywać częściej. Choć z 
drugiej  strony  była  trochę  z  tego   zadowolona,  bo  zaniepokoiło  ją,  gdy 
Jenny   zaczęła   mówić   o   przeprowadzce   do   domu   majstra.   Gorąco 
współczuła dziewczynce. Było jej żal Jenny, ale są granice tego, czemu 
może podołać i za ile osób wziąć odpowiedzialność.

Zerknęła   na   dom.   Na   pierwszym   i   drugim   piętrze   okna   były 

pootwierane, na parterze natomiast nie. Przed domem panowała kompletna 
cisza, jakby nie było tu żywej duszy. Nie widać było żadnych bawiących 
się dzieci, kobiety  nie kłóciły się i nie pokrzykiwały, a pod ścianą nie 
siedzieli staruszkowie, pykając z fajki.

Sklepy już były pozamykane. O tej porze Jenny na pewno nie pracowała 

ani nie załatwiała żadnych sprawunków starszym paniom, co pozwalało jej 
uciułać parę dziesięcioorówek.

Elise   zatrzymała   się   i   rozejrzała   wokół.   Zdawało   jej   się,   że   za 

zakurzonymi oknami zamajaczyła blada twarzyczka. Jeśli to Jenny, czemu 
nie wyjdzie się z nią przywitać? Przecież na pewno ją poznała. Tak samo 
jak   i   Marta.   Hjalmar   by   raczej   nie   wyszedł.  Ale   to   nie   twarz   chłopca 
mignęła jej za szybą, widziała wyraźnie długie włosy.

Elise podjęła szybką decyzję. Jeśli Jenny celowo siedzi zamknięta w 

domu, to znaczy, że dzieje się coś niedobrego. Ojciec, o ile wrócił, na 

background image

pewno odsypia pijany, bo inaczej byłoby go słychać. Weszła do bramy i 
zastukała do drzwi.

Nikt   się   nie   odezwał,   nikt   nie   otworzył.   Coś   się   musiało   stać!  Albo 

Hjalmar   znów   uległ   pokusie,   by   coś   ukraść,   albo   może   Jenny   coś 
przeskrobała. Elise otworzyła ostrożnie drzwi.

- Jenny? Hjalmar? To tylko ja, Elise.
Cisza. Jeśli nawet ktoś jest w domu, to próbuje udawać nieobecność, co 

oznacza, że ma coś na sumieniu.

-   Chciałam   się   tylko   dowiedzieć,   czy   nie   potrzebujecie   pomocy. 

Zajrzyjcie do nas któregoś dnia, to ugotuję słodką zupę.

Nagle usłyszała wyraźne chlipnięcie z izby, w której kiedyś leżała mama 

rodzeństwa.

Powoli   skierowała   się   w   stronę   uchylonych   drzwi   i   ostrożnie   je 

popchnęła. Na łóżku zobaczyła małą skuloną postać, którą wstrząsał płacz.

- Jenny? Kochanie, co z tobą? - Podeszła pośpiesznie do dziewczynki, 

usiadła przy niej na brzegu łóżka i objęła ją.

- Mój tata nie żyje. Zatłukli go na śmierć - chlipnęła. Elise westchnęła z 

drżeniem. Biedne dziecko, w tak krótkim czasie straciło oboje rodziców! 
Dlaczego jednak tak rozpacza nad ojcem, skoro się go panicznie bała?

Jenny podniosła głowę i popatrzyła na Elise. Twarzyczkę miała mokrą 

od łez.

-   Kłócili   się   po   pijanemu   i   tatę   ugodzili   w   brzuch.   Marta   była   na 

pogotowiu, żeby go zinfikować.

- Zidentyfikować - poprawiła ją Elise. - Też musiałam, gdy umarł mój 

tata. Jak Marta to przyjęła?

- Powiedziała tylko: „Dzięki Bogu to on".
Elise przeszły ciarki, bo w głębi duszy pomyślała dokładnie to samo. 

Ale   nie   od   razu.   Przez   moment   przypomniał   jej   się   własny   ojciec 
przykryty   białym   prześcieradłem.   Leżał   na   stole   w   chłodnym 
pomieszczeniu,   a   kiedy   konstabl   odsłonił   prześcieradło,   przeraziła   się. 
Ojciec był żółty i spuchnięty, z dziwnym grymasem na twarzy. Poza tym 
zrobił się jakiś taki mały. Zapamiętała go jako przystojnego i postawnego 
mężczyznę,   zanim   pogrążył   się   w   pijaństwie.   „Najprzystojniejszy 
mężczyzna   na   całej   ulicy",   mawiała   mama.   W   drodze   do   domu   Elise 
złościła   się  na  konstabla,   który  jej  powiedział,   że  czas leczy   rany. Jak 
gdyby   czas   mógł   wymazać   z   pamięci   wszystkie   okropne   sceny, 
wyzywającego   na   matkę   ojca   z   przekrwionymi   oczami,   bez   zębów, 
któremu z ust ciekła ślina, czy widok martwego ciała leżącego na gołym 
stole. Te wspomnienia wryły się na zawsze w pamięć.

background image

- Ale ty płaczesz - zagadnęła delikatnie dziewczynkę.
- Dlatego, że to był mój tata. Dzieci na podwórku wyśmiewają się ze 

mnie i nazywają mnie sierotą. Nie wiem, co to znaczy, ale myślę, że coś 
brzydkiego.

-  To   słowo   oznacza,   że   nie   masz   rodziców,   a   na   to   nic   nie   możesz 

poradzić. To oni powinni się wstydzić, że cię teraz przedrzeźniają. Powinni 
raczej starać się być dla ciebie milsi. Wiesz co, pójdziesz teraz ze mną do 
domu, a ja ugotuję coś smacznego na kolację. Gdzie jest Hjalmar i Marta?

- Nie wiem. - Dziewczynka pokręciła głową.
- Pewnie wrócą do domu późnym wieczorem?
- Tego  też   nie   wiem,   ale   myślę,   że   przynajmniej  Marta   wróci.   Elise 

wstała.

- Chodź, Jenny. Napiszemy na kartce wiadomość dla Marty, a potem 

pójdziesz ze mną. Mamy w rodzinie jeszcze jednego małego chłopczyka, 
który ma na imię Isac i jest troszkę starszy od Hugo. Potrzebujemy pilnie 
opiekunki.

Jenny wstała i brudnym rękawem sukienki wytarła łzy.
- A skąd go dostaliście? Sam do was przyszedł?
- Hilda, moja siostra, jest jego mamą. Była za młoda, gdy go urodziła, 

by się nim wtedy zająć. Teraz go odzyskała.

- A to miał szczęście. Ja to bym chciała, gdyby się pojawiła nagle jakaś 

miła pani i powiedziała, że jest moją mamą. Moja prawdziwa mama była 
miła   -  dodała   pośpiesznie.   - Ale   wciąż   chorowała.   Nie   chciała,   byśmy 
wchodzili do izby. Mówiła, że tam straszny smród, no i bała się, że nas 
zarazi.

Elise wzięła ją za rękę i pozwoliła jej mówić, gdy szły Maridalsveien. 

Raz po raz tylko jej przerywała.

-   Posłuchaj   ptaków,   Jenny!   Już   przyleciały   szpaki,   pliszki   i   zięby.   I 

popatrz na kwiaty, które wzeszły tam w zaciszu pod ścianą domu! Tam 
najszybciej stopniał śnieg.

Ale   Jenny   słuchała   jej   tylko   jednym   uchem,   bo   tyle   jej   miała   do 

powiedzenia o tym, co się zdarzyło od ich ostatniego spotkania.

Kiedy wreszcie dotarły do Beierbrua, wybiegli im na spotkanie Peder i 

Evert.

- Co tak długo cię nie było, Elise? - zawołał Peder, ale w tej samej 

chwili zauważył Jenny i zwolnił. - W skrzynce leżał list bez znaczka.

Elise popatrzyła na niego zdziwiona.
- Do mnie? - zapytała i serce zabiło jej mocniej. Czy to możliwe, by 

wrócił Johan i zostawił jej wiadomość? - Może byście wymyślili coś, w co 

background image

byście   się   mogli   pobawić   z   Jenny.   Obiecałam   jej,   że   ugotuję   coś 
smacznego na kolację.

Peder i Evert wymienili spojrzenia, zastanawiając się, w co się można 

bawić   z   dziewczyną.   Dziewczyny   bawiły   się   lalkami   albo   skakały   na 
skakance.   Domyślili   się   jednak,   że   jeśli   nie   okażą   gotowości   do 
współpracy, ominie ich smaczna kolacja.

Nagle Peder rozpromienił się i zawołał:
- Możemy pobawić się w sklep! Urządzimy go w komórce na drewno. 

Jenny stanie za ladą, a ja z Evenem będziemy kupować karmelki i syrop.

- Świetny  pomysł! - pochwaliła go Elise. - Dostałam trochę pustych 

butelek i puszek ze sklepu od Magdy, które przydadzą się latem, gdy się 
wybierzemy na jagody. Na razie możecie sobie pożyczyć.

Otworzyła drzwi komórki i pokazała im dużą okrągłą czerwoną puszkę 

ze złotym napisem: „Kakao. Kraft, Kristiania", i z obrazkiem chłopca w 
marynarskim   ubranku,   który   trzymał   proporczyk   z   napisem   „Napój 
czekoladowy".

Peder popatrzył na piękną puszką z obrazkiem i zapytał:
-   Czy   od   czekolady   jest   się   silnym?   Elise   posłała   mu   zdziwione 

spojrzenie.

- Tak szybko udało ci się to przeczytać? Brawo, Peder!
W tej samej chwili Evert zawołał zachwycony:
- Spójrzcie na to. Na tym obrazku jest cały dom. „Kupuj zawsze paloną 

kawę u Knudsena i Spółki, Pilestraedet i Theatergaten!"

- A zobacz tę butelkę! - zawołał Peder ożywiony.
Elise przyglądała mu się w napięciu. Czy uda mu się przeczytać napis?
-   Barnangen,   pasta   do   tekstyliów,   do   czyszczenia   białych   butów 

tekstylnych   i   z   płótna   żaglowego,   rękawiczek   itp.   Fabryka   techniczna, 
Barnangen, Kristiania.

Wszystkie słowa przeczytał bezbłędnie. Elise poczuła, że zalewa ją fala 

radości.

-  Ale   jesteś   dzielny,   Peder!   Zrobiłeś   duże   postępy.   Pewnie   mama   i 

Reidar też to zauważyli?

Z dumą pokiwał głową.
- Masz też ochotę spróbować, Jenny?
Jenny   spuściła   głowę   zawstydzona,   ale   Elise   poznała,   że   ma   chęć. 

Podała   jej   więc   czarną   kwadratową   puszkę   firmy   Freia   z   obrazkiem 
złotego ptaka ze spiczastym dziobem.

Jenny sylabizowała powoli:
- Cze-ko...

background image

Nie doszła dalej, a do oczu napłynęły jej łzy.
- Nie przejmuj się, Jenny - pocieszył ją Peder. - Jak byłem taki mały jak 

ty, też nie umiałem jeszcze czytać. Chcesz, żebym ci pomógł?

Jenny skinęła głową, a Peder przeczytał:
-   Fabryka   czekolady   Freia,   Kristiania.   Kakao   Regia   powstało   ze 

szlachetnych   ziaren   kakaowych   według   najnowszej   receptury.   Jest 
lekkostrawne   i   wyróżnia   się   dużą   wartością   odżywczą,   co   czyni   zeń 
zdrowy   napój   zarówno   dla   dzieci,   jak   i   dorosłych.   Kakao   to   kawa 
przyszłości.

- Peder, poradziłeś sobie!
Elise nigdy nie sądziła, że brat kiedyś przeczyta tyle słów naraz, i to na 

dodatek wcale niełatwych. Doprawdy, to wspaniała wiadomość!

-   Teraz   możecie   tu   urządzić   sobie   sklep.   Bawcie   się   dobrze,   a   ja 

tymczasem pójdę szybko zrobić ciasto na racuchy.

Kierując się w stronę wejścia, przypomniała sobie o liście bez znaczka. 

Kto go napisał?

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Ku   jej   wielkiemu   zdumieniu   nadawcą   listu   okazał   się   Ole   Gabriel 

Paulsen,   majster  przędzalni   Nedre  Voien.   Nigdy   wcześniej   nie   słyszała 
imienia   majstra.   Zastanawiała   się,   czego   może   od   niej   chcieć,   skoro 
dopiero co rozmawiała z nim na ulicy. " Hilda zajrzała jej przez ramię i 
zapytała:

- Od kogo to?
Elise opędziła się od niej:
- Czy ja nie mogę przeczytać żadnego listu w spokoju? Zawsze musisz 

od razu wiedzieć, kto go napisał?

Weszła pośpiesznie do saloniku, by uniknąć dalszych pytań. Wcale nie 

jest   pewne,   że   Hilda   byłaby   zadowolona   z   treści   listu,   wolała   więc 
najpierw sama go przeczytać.

Droga Pani Ringstad!
Myślałem   nad   tym,   o   czym   rozmawialiśmy.   Pilnie   potrzebuję 

urzędniczki   w   biurze.   Czy   nie   mogłaby   Pani   zacząć   karmić   dziecko   z 
butelki?   Wiele   kobiet   tak   teraz   robi.   Obiecuję   zapłacić   więcej,   niż 
wynosiła Pani pensja w fabryce, a z całą pewnością więcej, niż zarabia 
Pani, stojąc w sklepie za ladą. Zauważyłem, że jest Pani bardzo zdolna, 
bystra i rozumna. Może Hilda mogłaby przejąć po Pani pracę w sklepie u 
wdowy   Borresen.   To   chyba   lepsze   niż   sprzątanie   u   ludzi.   Skoro   Pani 
mogła   brać   ze   sobą   do   pracy   synka,   Hilda   pewnie   też   będzie   mogła. 
Bardzo   proszę   przemyśleć   moją   propozycję.   Sądzę,   że   okaże   się   ona 
korzystna dla wszystkich.

Z poważaniem Ole Gabriel Paulsen
Podniosła   wzrok   znad   listu.   Pomyśleć,   że   tak   mu   zależy,  by   podjęła 

pracę u niego w biurze! I na dodatek zaproponował jej płacę wyższą, niż 
kiedykolwiek dostawała.

background image

Oczywiście, że mogłaby zacząć karmić Jensine z butelki, a w przerwie 

obiadowej   przychodzić   do   domu   i   karmić   ją   piersią.   Może   gdzieś   w 
pobliżu   Hammergaten   znalazłaby   jakąś   młodą   dziewczynę,   która 
zgodziłaby   się   zaopiekować   dzieckiem.   Takie   opiekunki   nie   brały 
wysokiej   zapłaty   za   swoją   pracę.   Policzki   paliły   ją   na   samą   myśl,   że 
pracowałaby w biurze. Marzyła o tym jeszcze w szkole, rozumiała jednak, 
że   nie   ma   najmniejszych   szans,   skoro   ukończyła   jedynie   szkołę 
powszechną. Teraz majster zaproponował jej posadę w biurze, mimo że 
dobrze wiedział, iż nie ma odpowiedniego wykształcenia. Dlaczego? Może 
im współczuł i było mu ich żal? A może miał wyrzuty sumienia?

Spokojnie weszła do kuchni i oznajmiła:
- Dostałam list od majstra. Pilnie potrzebuje urzędniczki w swoim biurze 

i pyta, czy nie mogłabym zacząć już karmić Jensine mlekiem z butelki. 
Poza tym proponuje, żebyś ty, Hilda, przejęła po mnie pracę u wdowy 
Borresen.

Hilda i Reidar odwrócili się do niej, oboje najwyraźniej zdumieni.
Reidar odezwał się pierwszy:
- Przecież masz ukończoną tylko szkołę powszechną.
- On o tym wie. Może jednak się dowiedział, że wydrukowano moje 

opowiadanie, i stąd wnioskuje, że potrafię pisać?

Hilda zaprotestowała.
- Gdyby się domyślił, że to ty napisałaś opowiadanie o robotnicy, która 

się utopiła w rzece, raczej wściekłby się na ciebie, a nie zaproponował 
posadę w swoim biurze.

- A może ktoś mu opowiedział o moim drugim opowiadaniu, które się 

ukazało w „Nylaende"

- A któż, na Boga, miałby mu o tym opowiedzieć? Przecież nikt poza 

nami nie zna twojego pseudonimu. Oprócz Johana, Anny i Torkilda, ale 
wątpię, by majster miał z nimi jakiś kontakt.

Elise uśmiechnęła się.
- W takim razie nie widzę innego wytłumaczenia jak to, że uznał, iż 

jestem bystra i łatwo się uczę.

Hilda prychnęła:
- Taki głupi to on nie jest, by zatrudnić w biurze robotnicę, nie wiedząc, 

co ta potrafi. Nie... za tym coś się kryje. Może on się w tobie zakochał? - 
zerknęła na siostrę badawczo.

Elise roześmiała się głośno.
- Przestań! Myślę, że znajomość z jedną z sióstr Lovlien w zupełności 

mu wystarczyła.

background image

Ujrzawszy jednak pociemniałą twarz Reidara, natychmiast pożałowała 

swoich słów.

-   Przepraszam   cię,   Reidar,   nie   miałam   nic   złego   na   myśli.   Hilda 

zacisnęła usta.

- Wydaje mi się, że to mnie raczej powinnaś przeprosić. Zabrzmiało to 

tak, jakby znajomość ze mną była dla kogoś dopustem Bożym.

- Wiesz dobrze, że nic takiego nie pomyślałam. Ale powiedz, co o tym 

sądzisz, Hildo? Powinnam się zgodzić?

-   Jeszcze   się   pytasz?   Przecież   takiej   propozycji   nie   można   odrzucić. 

Zastanawiałam się jedynie, co się za tym kryje.

- Chcesz, żebym zapytała panią Borresen, czy mogłabyś pracować u niej 

zamiast mnie? Skoro ja przychodziłam z Hugo, ty na pewno też mogłabyś 
zabierać ze sobą Isaca.

- Oczywiście, że o wiele bardziej wolałabym pracować w sklepie niż 

sprzątać   u   ludzi.   Odkąd   zamieszkał   u   nas   Isac,   jakoś   dajemy   radę   się 
utrzymać z wypłaty  Reidara, ale na dłuższą metę sobie nie poradzimy, 
prawda? - zwróciła się do męża.

Ten tylko skinął głową, z wyraźną niechęcią. Zapewne wolałby, żeby 

jego żona zajmowała się tylko domem. Przywykł do tego w środowisku, w 
którym dorastał. Zresztą u wszystkich jego znajomych też obowiązywał 
ten model.

- W takim razie zajrzę do pana Paulsena i powiem mu, że się zgadzam.
Wyszła odpowiednio wcześnie, by zastać go w domu, zanim uda się do 

kościoła.

Wyraźnie się ucieszył z jej przyjścia, widocznie nie spodziewał się tak 

szybkiej odpowiedzi.

- W takim razie jesteśmy umówieni, pani Ringstad. Powiedzmy, że za 

tydzień stawi się pani w pracy.

Ociągała   się   przez   chwilę,   bo   obawiała   się,   że   Jensine   nie   od   razu 

przywyknie do karmienia z butelki, ale uznała w końcu, że jakoś się to 
ułoży.

Chyba nie spodobało się mu, że zwleka z odpowiedzią, bo wyłożył jej 

pośpiesznie:

- Uważam, że powinna pani przyjąć tę wyjątkową, jak się pani zapewne 

domyśla, propozycję. Gdybym nie wiedział, że potrafi pani pisać i ma 
piękny charakter pisma, a także że wszystko, czego się pani dotknie, robi 
szybko i sprawnie, nigdy  nie odważyłbym się zatrudnić kogoś, kto ma 
ukończoną tylko szkołę powszechną.

Poczuła przekorę, ale zdawała sobie sprawę, że majster ma rację. Bez 

background image

odpowiedniego wykształcenia trudno zajść daleko, nawet gdyby się było 
nie wiem jak szybkim i kaligrafowało najpiękniej. Skąd majster jednak 
wie o tym, że ona potrafi pisać? Czyżby się domyślił, kto się kryje za 
pseudonimem   umieszczonym   pod   opowiadaniem   wydrukowanym   w 
„Verdens Gang"? Nie... Hilda ma rację, że gdyby pan Paulsen odkrył, że to 
ona   odważyła   się   skrytykować   właścicieli   przędzalni,   nigdy   by   nie 
zaproponował   jej   posady.   Zebrała   się   na   odwagę   i   żartobliwym   tonem 
zapytała:

- A skąd pan, majstrze Paulsen, wie, że potrafię pisać? Uśmiechnął się 

szeroko.

- Ptaszki ćwierkają, że jest pani utalentowana w tym kierunku. A nawet 

że coś już pani wydrukowała.

Poczuła,   jak   gorąco   uderza   jej   do   głowy,   ale   na   jego   twarzy   nie 

dostrzegła gniewu.

- W takim razie umówmy się na poniedziałek, za tydzień, panie Paulsen.
- Bardzo rozsądna odpowiedź, pani Ringstad. Na początku otrzyma pani 

wynagrodzenie   w   wysokości   dwudziestu   pięciu   koron   miesięcznie.   To 
więcej,   niż   otrzymują   nowi   pracownicy,   i   więcej,   niż   wynosi   zarobek 
prządki. Ponadto dzień pracy kancelistki jest krótszy o dwie godziny i do 
tego dochodzi półtoragodzinna przerwa na obiad. W tym czasie zdąży pani 
wrócić do domu i nakarmić dziecko. Skinęła głową.

- To brzmi bardzo zachęcająco, panie Paulsen.
- No i jeszcze pracować pani będzie w ciepłym biurze i uwolni się od 

tego hałasu w fabrycznej hali. Nie będzie też pani narażona na wypadek 
przy maszynie, a przecież robotnicom zdarza się włożyć rękę między tryby 
albo  zaplątać  się  włosami.  Pani zaś  będzie  siedziała  przy   maszynie  do 
pisania przez większość dnia, od czego raczej nie bolą plecy. Zatroszczę 
się, by została pani przyuczona. Bo, jak się domyślam, nigdy nie pisała 
pani na maszynie?

Pokręciła głową.
Żegnając   się,   zastanawiała   się,   czy   kancelistka   powinna   dygać   przed 

majstrem, ale uznała, że wystarczy lekkie skinięcie głową. Pan Paulsen 
zamknął za  sobą  drzwi,   a  ona  stała   jeszcze  przez   chwilę  oszołomiona. 
Pomyśleć tylko, maszyna do pisania...

Dzwony kościelne rozdzwoniły się, gdy wolnym krokiem wracała do 

domu. Poczuła lekkie wyrzuty sumienia. Wieczność całą już nie była na 
niedzielnej   mszy   świętej,   a   pastor   nie   krył,   co   sądzi   o   zaniedbywaniu 
przykazań.

Dotarła do fabryk, gdy nagle z daleka ujrzała jakąś postać, która wydała 

background image

jej się znajoma. Emanuel...

Szedł przed nią, zmierzając najwyraźniej w stronę domu nad rzeką, ale 

nie pchał żadnego wózka, nie niósł też dziecka na rękach. Może będzie 
musiał   wrócić   z   powrotem   po   synka,   gdy   już   się   przeprowadzą   na 
Hammergaten?

- Emanuel! - zawołała.
Odwrócił się gwałtownie, usłyszawszy jej głos, a gdy ją ujrzał, twarz mu 

się rozpromieniła. Pośpiesznie ruszył jej naprzeciw.

Spodziewał się chyba, iż mu się rzuci na szyję, ale ona jakoś nie mogła 

się   przełamać.   Był   jej   mężem,   przyrzekła   kochać   go   i   szanować,   póki 
śmierć ich nie rozdzieli, a tymczasem darzyła go jedynie przyjaźnią. Nie 
chciała poza tym dawać mu fałszywych złudzeń.

- Gdzie byłaś? - zapytał zdziwiony i uśmiechnął się. Nieczęsto Elise 

ruszała się z domu sama, nie ciągnąc ze sobą dwojga małych dzieci.

- U majstra Paulsena. Zaproponował mi posadę urzędniczki w swoim 

biurze.

Zauważyła, że jest zaskoczony, nie była jednak pewna, czy mile.
- Posadę w biurze? Jak to możliwe? Elise zaśmiała się.
-   Najwyraźniej   jesteś   równie   sceptyczny   co   Hilda   i   Reidar.   Paulsen 

potrzebuje urzędniczki. Domyślił się, że potrafię pisać, ładnie kaligrafuję i 
jestem szybka. Innego powodu nie ma.

Patrzył na nią z powątpiewaniem.
- Jesteś pewna, że nic innego się za tym nie kryje?
- Nie mam pojęcia, co by to mogło być - odparła, ale gdy uświadomiła 

sobie,   o   czym   pomyślał,   uśmiechnęła   się   uspokajająco.   -   Nie   jestem 
naiwną   szesnastoletnią   pomocnicą   z   przędzalni,   Emanuelu.   Potrafię   się 
upilnować.   Poza   tym   nie   sądzę,   że   zainteresowałaby   go   mężatka 
odpowiedzialna za pięcioro dzieci.

Odwzajemnił   uśmiech,   nachylił   się   i   pocałował   ją   pośpiesznie   w 

policzek.

- No, nie jestem tego taki pewien. W każdym razie w przypadku tej 

mężatki.

Spoważniała nagle i zapytała:
- No i jak się tam wszystko ułożyło? Czy Signe...? Pokręcił głową i 

przerwał jej w połowie zdania.

- Wyszła z tego - wyjaśnił z lekkim uśmiechem i wyraźną ulgą. - Nie 

muszę więc zabierać dziecka.

Mimo że powinna odczuć taką samą ulgę, to jednak nie spodobał jej się 

ton, jakim to powiedział. Przecież chodzi w końcu o jego syna.

background image

- Naprawdę Signe odzyskała zdrowie po tyfusie?
- Nie ma pewności, czy naprawdę był to tyfus. Było z nią naprawdę 

ciężko, ale nawet w tych najgorszych chwilach wylewała na mnie całą 
swoją złość. Ona mi nigdy nie wybaczy, że odszedłem.

Elise nie wiedziała, co na to powiedzieć. Signe nie zasługiwała na nic 

lepszego. Nie było jednak sensu rozdrapywać starych ran.

- Chodźmy do domu. Jeszcze nie widziałeś u nas Isaca.
- Isaca? - posłał jej niezrozumiałe spojrzenie. - Macie nowego lokatora?
Roześmiała się.
- Chodzi o Braciszka, synka Hildy. Opowiadałam ci przecież, że ma go 

odzyskać.   Nauczyliśmy   się   wszyscy   nazywać   go   tym   imieniem,   jakie 
otrzymał na chrzcie.

Wydawał się zaskoczony, jakby nie dowierzał, że rzeczywiście tak się to 

skończy.

- A jak on to zniósł? Dla niego była to chyba duża zmiana?
-. Jeśli masz na myśli gorsze warunki życia, to wątpię, iż półtoraroczne 

dziecko   dostrzega   w   ogóle   takie   sprawy.   Jemu   wystarczy,   że   jest 
najedzony   i   nie   marznie.   Nie   ma   dla   niego   żadnego   znaczenia,   czy 
mieszka w szałasie, czy też w pałacu.

Odniosła wrażenie, że Emanuel się zawstydził.
-   Już   niewiele   czasu   pozostało   do   naszej   przeprowadzki   na 

Hammergaten,   Elise.   Zamierzam   się   tam   przejść   jeszcze   dziś.   Nie 
miałabyś ochoty mi towarzyszyć?

Ucieszyła się.
- Oczywiście. Przechodziliśmy tamtędy w drodze do mamy do Kjelsas. 

Miałam   wówczas   straszną   chęć,   by   zobaczyć,   który   to   dom,   ale   nie 
zrobiłam tego, bo nie chciałam ci odbierać tej przyjemności, byś mi go 
sam pokazał.

- To bardzo miłe z twojej strony - uśmiechnął się, ale nagle jakby coś mu 

się przypomniało i zapytał: - Czy naprawdę Karolinę udawała, że nie wie, 
gdzie jestem?

- Owszem, ani Schwencke, ani ja nie dowiedzieliśmy się tego od niej. 

Przestraszyłam  się  i  następnego  dnia   poszłam  do  zakładów  Myren,  ale 
zanim jeszcze zatelefonowałeś do biura. Obawiałam się pytać Carlsenów, 
ale nie widziałam innego wyjścia. Rodziców nie było w domu, a Karolinę 
sugerowała, że wybrałeś się na jakąś hulankę. Mimo wszystko rozmowa z 
nią  mnie  w pewien sposób  uspokoiła.  Pomyślałam bowiem, że gdybyś 
naprawdę   zaginął   bez   wieści,   byłaby   tym   poruszona.   A   skoro 
zachowywała   taki   spokój,   znaczyło,   że   kłamie.   W   tej   sytuacji 

background image

wykluczyłam   nieszczęśliwy   wypadek   i   przestępstwo.   Popatrzył   na   nią 
przerażony.

- Naprawdę się tego obawiałaś?
- A cóż miałam myśleć? Wyszedłeś od nas spacerem na wzgórze Aker. 

Wiedziałam,   że   bardzo   się   cieszyłeś   na   wieczorne   spotkanie   z 
Schwenckem.   Trudno   się   dziwić,   że   obawiałam   się   najgorszego. 
Przyjechałeś dzisiaj?

Skinął głową.
-   Zostawiłem   walizkę   u   Carlsenów   i   opowiedziałem   o   wszystkim 

Oscarowi   Carlsenowi.   Jest   zdruzgotany   zachowaniem   Karolinę. 
Zastanawia się nawet, czy nie wysłać jej na pensję dla młodych panien, 
gdzie nauczą ją nie tylko dobrych manier, ale i zwyczajnej przyzwoitości.

- Zamierzasz mieszkać u nich, póki nie wynajmiemy domu?
- Jeśli nie będę mógł zamieszkać u was, nie mam innego wyjścia.
- A chciałbyś spać na podłodze razem z Pederem, Evertem, Kristianem, 

Hugo i ze mną, budzony co chwila przez płacz Jensine?

- Jeśli będę mógł leżeć przy tobie, to owszem.
Poczuła, że się czerwieni, i uciekła spojrzeniem. Jakie to smutne, że nie 

mam   wobec   niego   tych   samych   oczekiwań,   pomyślała.   Bo   chociaż 
cieszyła   się   z   przeprowadzki   na   Hammergaten,   to   jednak   obawiała   się 
wspólnych nocy.

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Kiedy położyła Jensine do wózka, a Hugo posadziła na deseczce, ruszyli 

ulicą Sandakerveien pod górę. Reidar i Hilda byli na spacerze z Isakiem, a 
chłopcy pobiegli na błonia pograć w piłkę nożną.

Kiedy   minęli   łaźnię   w   Sagene,   zobaczyli   młodego   mężczyznę 

background image

wychodzącego z podwórza na rogu Sandakerveien i Holstgate. Emanuel 
trącił ją łokciem i rzucił półgłosem:

- Widzisz tego mężczyznę? Podobno zaczął pisać książki. Schwencke mi 

o tym opowiadał. Zamierza przedstawić dolę robotników nad rzeką Aker i 
życie toczące się w czynszówkach. Obecnie pracuje w księgarni.

Elise pokiwała głową.
-   Wiem.   Nazywa   się   Oscar   Braaten.   W   dzieciństwie   mieszkał   pod 

numerem dwunastym, w maleńkim domu tu, w pobliżu. Jego mama jest 
niezamężna i pracuje w przędzalni. Wychowała dwoje dzieci, syna i córkę.

- Byłoby ciekawie, gdyby udało mu się wydać książkę. Przydałoby się, 

żeby   mieszkańcy   z   drugiego   brzegu   rzeki   dowiedzieli   się   o   losie 
robotników.

Elise   nie   odezwała   się.   Dziwne,   że   Emanuel   nie   dostrzegał,   że   ona 

właśnie   próbuje   tego   samego.   Nie   wierzył,   że   jej   się   powiedzie. 
Powątpiewał w jej zdolności, może dlatego, że jest kobietą. Zabolało ją to. 
Jeszcze nie zdążyła mu opowiedzieć, że wydawnictwo w Danii zamierza 
wydać jej książkę. Czekała na odpowiedni moment. Teraz jednak wcale 
nie była pewna, czy mu w ogóle o tym opowie.

Zachowujesz się jak dziecko, zganiła siebie w duchu.
- Mam dla ciebie niespodziankę. Popatrzył zaintrygowany.
- Jeszcze jedną? Czyżby twoja mama urodziła dziecko?
- Nie, zbiór moich opowiadań został przyjęty  przez wydawnictwo w 

Danii.

Zaśmiał się cicho dziwnym, nienaturalnym śmiechem.
- A jak to się stało?
-   Johan   powiedział,   że   w   Kopenhadze   łatwiej   coś   wydać   niż   w 

Kristianii.   Wysłałam   mu   więc   rękopis,   a   w   piątek   otrzymałam   list,   że 
pewne nieduże wydawnictwo wyraziło zgodę na wydanie książki.

Widziała, jak Emanuel walczy ze sobą, ale się nie odezwał. Nie była 

pewna, co dla niego jest gorsze, czy to, że Johan jej pomógł, czy to, że 
ukaże się jej książka.

- Johan pisał, że nie liczą na dużą sprzedaż, ale na pewno trochę zarobię.
Emanuel uśmiechnął się jakby z wyższością.
-   Więc   po   co   wydawać   książkę,   skoro   nie   będzie   z   tego   żadnego 

zarobku?

- Aby zwrócić uwagę ludzi na niesprawiedliwość. Przed chwilą sam tak 

powiedziałeś, gdy rozmawialiśmy o Oscarze Braatenie.

- No tak, ale on jest mężczyzną. To zmienia postać rzeczy. Na twoim 

miejscu   pozostawiłbym  jemu   to   zadanie.   Być   może   gniewają   cię   moje 

background image

słowa, ale prawda jest taka, że ludzie nie przejmują się poglądami kobiet.

- No teraz, Emanuelu, przesadzasz! Przecież już wiele lat temu Camilla 

Collett opublikowała artykuł o kobiecie w literaturze pod tytułem Z obozu 
niemych. A później jeszcze Asta Hansen napisała Kobietę stworzoną na 
podobieństwo Boże. Nawet Henryk Ibsen w swoim dramacie Dom lalki 
poruszył temat ucisku kobiet. - Elise czuła, jak wszystko w niej buzuje ze 
złości.

-   Nie   sądzę   jednak,   by   zmieniło   to   postawę   zwykłych   ludzi. 

Społeczeństwo nie jest czymś poza nami, to siła w nas samych. Normy, 
uprzedzenia, konwenanse wniknęły głęboko w podświadomość i trudno je 
zmienić. Na wszelkie próby nie tylko konserwatyści reagują negatywnie, 
lecz także ci z lewicy. Ludzie, którzy uważają się za liberałów, zapominają 
o swych poglądach, gdy coś zagraża ich interesom.

- Tego akurat mam świadomość. Jestem przygotowana na krytykę, ale 

po cichu się łudzę, że przyczynię się do zasiania ziarna wątpliwości. Kiedy 
Jonas Lie wydał Lodsena i jego małżonkę, Camilla Collett określiła go 
mianem   pierwszego   rycerza   w   naszej   literaturze   stojącego   na   straży 
budzącej się ludzkiej godności w kobiecie.

Emanuel uścisnął jej rękę i uśmiechnął się tak, jakby się z nią drażnił:
-   Nie   wiedziałem,   że   moja   żona   jest   feministką.   Jak   myślisz,   ile   ci 

zapłacą za tę książkę?

- Nie wiem. - Nie podobało jej się to, że znów mówi o pieniądzach. 

Miała nadzieję, że zdoła go przekonać, jak ważne jest dla niej przesłanie 
tych opowiadań.

- A ile będziesz zarabiać jako urzędniczka u Graaha?
- Na początek mam dostać trzydzieści pięć koron miesięcznie.
Gwizdnął przeciągle.
-   To   więcej   niż   ja.   Zdajesz   sobie   sprawę,   że   nauczycielka   zarabia 

miesięcznie   czterdzieści   koron?   A   jak   długo   musiała   się   kształcić!   - 
Zmarszczył z namysłem czoło. - Dziwne, że Paulsen chce ci zapłacić tak 
dużo.

- Nie zaczynaj znów od nowa. Potrzebuje kogoś w biurze i uważa, że 

będzie mnie łatwo przyuczyć. Nie doszukuj się niczego więcej.

- Przepraszam - odezwał się skruszony. - Nie chodzi o to, bym cię o 

cokolwiek podejrzewał, po prostu jestem zaskoczony. Tam w dole widać 
zakłady Myren. Byłaś w biurze u Mortensena?

Skinęła głową.
-   Spotkałam   tam   miłego   starszego   pana   i   młodego   kancelistę   w 

przyciasnym ubraniu, ale Mortensen wydawał się zirytowany, że mu się 

background image

przeszkadza.

- Domyślam się. On zawsze jest taki zapracowany, tylko że jakoś nie 

posuwa   się   zbytnio   naprzód   z   robotą.   Kancelistom   pewnie   wydało   się 
dziwne, że przychodzisz się pytać o mnie, i nie pojmowali, czemu cię nie 
powiadomiłem o wyjeździe.

- To wszystko było żenujące. Obawiam się, że podejrzewali cię o skok w 

bok. Kiedy zaś wyszłam z budynku, w którym mieści się biuro, natknęłam 
się   na   dwóch   robotników.   Żartowali   sobie   i   śmiali   się,   że   przyszłam 
uratować wypłatę męża, zanim całą przepije. - Zauważyła, jak Emanuel 
poczerwieniał, więc dodała pośpiesznie: - Ale kiedy przyszłam tam po raz 
drugi, ci panowie w biurze byli bardzo mili, bo tymczasem dowiedzieli się, 
co się stało. Co ty im właściwie powiedziałeś? Chyba nie mówiłeś, kim 
jest Signe?

- Nie, no coś ty, zwariowałaś? Skłamałem, że chodzi o moją siostrę. 

Mogą być kłopoty, gdy wyjdzie na jaw, że jestem jedynakiem.

- Wątpliwe, by to wyszło na jaw. A jak się czuje twoja mama?
- Dużo lepiej. Doktor uważa, że być może całkiem wróci do zdrowia.
- Zastanawiam się tylko, co sobie pomyślał twój ojciec, gdy dostał od 

mnie list. Źle zrozumiałam i sądziłam, że twojej mamie się pogorszyło. 
Skoro wyjechałeś tak nagle, nie uprzedziwszy ani mnie, ani Schwenckego, 
było dla mnie oczywiste, że nie miałeś chwili do stracenia. Twój ojciec 
zawsze był dla mnie miły, przysłał mi nawet trzysta koron i podarował ma-
szynę do szycia. Choć obecnie nie szyję dla nikogo na zamówienie, cieszę 
się z niej za każdym razem, gdy łatam chłopcom spodnie albo przerabiam 
ubrania.  Bardzo współczułam twojemu,  ojcu. Niełatwo zostać samemu, 
zwłaszcza   gospodarzowi   w   okazałym   dworze.   Nie   złożyłam   mu 
kondolencji,   ale   okazałam   współczucie   i   napisałam,   że   bardzo   bym 
pragnęła gościć go na chrzcie Jensine, choć rozumiem, że w tej sytuacji 
nie będzie to łatwe.

- Opowiadał mi o tym przez telefon. Wydaje mi się, że był wzruszony.
- Mam tylko nadzieję, że listu nie przeczytała twoja mama, bo bardzo by 

ją to uraziło.

- Ojciec nic o tym nie nadmienił.
- Pewnie nie ma nadziei, że przyjadą na chrzciny?
- Nie wiem. Mama jest uparta, choć tata wspominał, że choroba bardzo 

ją   odmieniła.   Mówił   też,   że   po   awanturze   z   Signe   nie   może   znieść 
najmniejszej wzmianki na jej temat. Może dzięki temu zmieni zdanie o 
tobie.

Nie   odpowiedziała.   Niełatwo   będzie   im   wszystkim   zapomnieć. 

background image

Postanowiła   jednak,   że   bardzo   się   postara,   jeśli   rodzice   Emanuela 
zdecydują się przyjechać. Choćby ze względu na dzieci.

- Powinniśmy pójść w najbliższych dniach do pastora. Denerwuję się, że 

fensine będzie ochrzczona dopiero w czwartym miesiącu życia.

- Ale przecież wydaje się zdrowa i silna.
- Na szczęście tak, ale z dziećmi nigdy nie wiadomo. Nieoczekiwanie 

znów wybuchnie epidemia odry albo innej dziecięcej choroby, a gdy w 
domu jest taka duża gromadka dzieci, łatwo się zarazić.

- Pójdźmy więc do pastora jutro po południu, kiedy wrócę z biura.
Kiedy   doszli   do   Maridalsveien,   zobaczyli   ludzi   wychodzących   z 

kościoła w Sagene. Wiosenna pogoda utrzymała się od poprzedniego dnia, 
a na ulicach było równie tłoczno. Z racji niedzieli nie widać było nigdzie 
suszącego się na sznurkach prania, nikt też nie grabił liści ani nie palił 
suchych   gałęzi   w   ogródkach,   za   to   wszyscy   wyszli   pospacerować. 
Dosłownie zaroiło się od bawiących się dzieci.

Emanuel   uśmiechnął   się,   kiedy   zobaczył   dwóch   chłopców   na 

szczudłach.

- Też miałem takie w dzieciństwie i bawiłem się z dzieciakami zarządcy. 

Ileż   było  uciechy! Miał syna  i  dwie   córki.  Pamiętam,  jak  straszyliśmy 
dziewczyny   myszami.   Ale   ogólnie   bardzo   byliśmy   wszyscy 
zaprzyjaźnieni. Pamiętam, że dziewczyny miały serwis dla lalek kupiony 
w  Anglii   i   urządzaliśmy   przyjęcia,   podczas   których   piliśmy   herbatę   z 
maleńkich,   kruchych  filiżanek.  -  Zawahał się   przez  chwilę,   nim podjął 
opowieść: - Nie byłem taki jak inne chłopaki. Opowiadałem ci, że miałem 
kukiełkę?   Głowę   miała   z   porcelany,   a   resztę   z   wełnianej   rękawicy. 
Nazywałem   ją   Tomciem   Paluchem.   To   był   mój   najlepszy   przyjaciel. 
Zwierzałem mu się ze swoich najskrytszych myśli, opowiadałem o tro-
skach i radościach. Był mi wielką pociechą, zwłaszcza w tym czasie, gdy 
mama zrobiła się taka nieznośna. Kiedyś jednak mama zobaczyła kukiełkę 
pod moją poduszką i zrugała mnie w złości: „A czymże ty się zajmujesz?" 
- wykrzykiwała. „Co to za fanaberie? Chłopcy nie bawią się lalkami!" I tak 
zniknął mój Tomcio Paluch. Nie mam pojęcia, gdzie mama go wyrzuciła. 
Wkrótce   też   wyprowadził   się   nasz   zarządca.   Myślę,   że   i   on   nie   mógł 
wytrzymać z mamą. I w jednej chwili zostałem sam jak palec.

Doszli   do   Hammergaten.   Elise   cisnęło   się   na   usta   wiele   pytań,   nie 

zdążyła jednak ich zadać, bo Emanuel zawołał:

- To ten dom! - I wskazał na jeden z domków stojących przy samej ulicy.
W  sumie   stały   trzy   domy.   Dwa   zewnętrzne   były   podzielone   na   dwa 

mieszkania, a środkowy na cztery. Wszystkie były zbudowane z czerwonej 

background image

cegły. Schludne i zadbane, aż zachęcały, by wejść do środka.

- My zajmiemy ten ostatni dom, z wejściem z lewej strony - wyjaśniał 

Emanuel ożywionym głosem.

Elise była zaskoczona. Sądziła, że będą mieć mały dom, ale tylko dla 

siebie, drewniany jak wszystkie domy przy Maridalsveien. Tam robotnicy, 
którzy przybyli do pracy do miasta, zaczynali od zbudowania prostej chaty 
składającej się z jednej izby, a potem, gdy ich było na to stać, dostawiali 
kolejne.

- Jak urokliwie wygląda ta czerwona cegła - powiedziała, wpatrując się 

podekscytowana   w   uroczy   domek   ze   świeżo   pomalowanym   płotem   i 
niedużym   ogródkiem.   Krzaki   obsiadła   chmara   ptaków.   Już   sobie 
wyobraziła   ogródek   w   pełnym   rozkwicie,   krzewy   i   drzewa   owocowe 
obsypane kwiatami. Trudno jej było wprost uwierzyć, że to wkrótce będzie 
ich dom.

- Nie warto, żebyśmy wchodzili do środka, skoro poprzedni lokatorzy 

jeszcze się nie wyprowadzili, ale przynajmniej zobaczyłaś, jak to wygląda 
z zewnątrz.

W głosie Emanuela pobrzmiewała radość. Pokiwała głową z taką samą 

radością.

- Wprost nie mieści mi się to w głowie! Kiedy przeprowadzaliśmy się do 

domu   majstra,   po   szarym   i   ponurym  Andersengarden   zdawało   mi   się, 
jakbyśmy trafili do raju. A teraz się cieszę, że przeniesiemy się dalej od 
smrodu rzeki, chłodu i przenikliwej wilgoci w porze zimy. Tęsknić będę 
jedynie za szumem wodospadu.

Popatrzył na nią zdziwiony.
- Będziesz tęsknić za szumem wodospadu? Nie denerwuje cię ten hałas? 

Przecież na zewnątrz nie da się nawet porozmawiać.

Roześmiała się.
-   Nie,   bardzo   go   lubię.   Ten   szum   mnie   uspokaja,   zwłaszcza   przed 

zaśnięciem.   Czasem   nawet   mi   się   zdaje,   jakby   wodospad   ze   mną 
rozmawiał. Pociesza mnie,  gdy  jestem smutna, karci, gdy  się  złoszczę, 
raduje się, gdy się cieszę.

-  Kiedy   zatęsknisz,   by   z  kimś  porozmawiać,   zawsze  będziesz   mogła 

odwiedzić Hildę i Reidara - zażartował. - Choć oczywiście służę swoją 
osobą - dodał, posyłając jej badawcze spojrzenie.

Uśmiechnęła   się,   ale   się   nie   odezwała.   Emanuel   wciąż   czuł   się 

niepewnie,   zresztą   trudno   się   dziwić,   skoro   zachowywała   się   tak 
powściągliwie. Nie miała pojęcia, czy kiedykolwiek zdoła sprawić, by jej 
mąż odzyskał poczucie bezpieczeństwa. Czas pokaże.

background image

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

Kiedy Elise stanęła przed drzwiami biura majstra Paulsena w dniu, gdy 

miała podjąć pracę, zaschło jej w ustach i czuła ucisk w klatce piersiowej. 
Już   przed   dwoma   godzinami   fabryczne   syreny   ogłosiły   początek   dnia 
pracy.  Prządki   i  pomocnice   uwijały   się   w  najlepsze   w   fabrycznej   hali. 
Dziwne jej się wydało, gdy pomyślała, że nie stanie razem z nimi przy 
maszynie,   tylko   przejdzie   do   „wrogiego   obozu"   i   razem   z 
uprzywilejowanymi   migać   się   będzie   od   ciężkiej   pracy.   Tak   zawsze 
myślała, podobnie jak inne robotnice, o tych, którzy siedzieli w biurze.

Włożyła   niedzielną   sukienkę,   umyła   włosy,   porządnie   je   wy-

szczotkowała i uczesała w luźny węzeł na karku. Pożyczyła też od Hildy 
buty i szal. Tak ubrana poczuła się dość wytwornie, ale serce waliło jej 
młotem ze zdenerwowania. Co będzie, jeśli sobie nie poradzi? Chyba nie 
jest   tak   łatwo   pisać   na   maszynie?   Tyle   innych   rzeczy   też   nie   potrafi. 
Właściwie zupełnie nie mogła zrozumieć, że majster Paulsen odważył się 
ją   zatrudnić.   Przecież   bez   trudu   mógł   znaleźć   osoby   z   wyższymi 
kwalifikacjami.

Równocześnie jednak czuła, że rozsadza ją osobliwe poczucie dumy, bo 

background image

mimo wszystko zaszła trochę dalej, niż się to udawało robotnicom.

Zapukała, a kiedy nikt nie odpowiedział, weszła do środka. W biurze 

właśnie   kończyło   się   sprzątanie.   Podłogi   lśniły   i   pachniało   szarym 
mydłem.   Stanęła   z   boku   i   omiotła   spojrzeniem   wnętrze.   Chyba   ktoś 
powinien w końcu się tu zjawić?

Pomieszczenie   było  dość  duże.  Stały  w  nim  trzy  podwójne  biurka  z 

trzema   okrągłymi   stołkami   obrotowymi.   Wzdłuż   ściany   pod   oknami 
znajdował się długi ukośny blat, a pod nim umieszczone były półki. Na 
niskim stoliku zauważyła maszynę do pisania. Elise wpatrywała się w nią, 
czując, jak oblewa się zimnym potem. Następnie uchwyciła spojrzeniem 
jakieś urządzenie, którego nie widziała nigdy na oczy. Zastanawiała się, 
czy powinna mieć o nim jakieś pojęcie, i na samą tę myśl strasznie się 
zdenerwowała. W rogu pokoju stał wielki sejf. Mogło się tam zmieścić 
mnóstwo pieniędzy.

Dolatywały   ją   odgłosy   rozmowy   i   pogwizdywanie.   Na   pewno   z 

magazynu. Pomalowane na  biało  podwójne drzwi na  końcu biura  były 
uchylone,   ale   Elise   nie   miała   odwagi   skierować   się   tam   i   zajrzeć   do 
środka. Przypuszczała, że tam mieści się gabinet dyrektora. Dawno już go 
nie widziała, właściwie od tej pory, gdy przestała pracować w przędzalni. 
Pamiętała   jednak,   jak   codziennie   przed   południem   przemierzał   halę, 
kołysząc się jak kaczka, i cmokał niezadowolony sinymi wargami.

Drugie podwójne drzwi prowadziły zapewne do gabinetu majstra.
Nagle   do   środka   weszła   kobieta   w   średnim   wieku   ubrana   w   czarną 

sukienkę z wysoką stójką i bufiastymi rękawami, które zwężały się od 
łokcia   po   nadgarstek.   Buty   miała   wyglansowane.   Posiwiałe   włosy 
zaczesała do tyłu i związała ciasno w kok.

- Kim pani jest? - zapytała, mierząc Elise krytycznym spojrzeniem.
- Nazywam się Elise Ringstad. Otrzymałam posadę urzędniczki w biurze 

i mam zacząć od dzisiaj. Nikogo jednak nie zastałam, gdy przyszłam.

Kobieta wyjęła z kieszonki zegarek.
- Nie ma jeszcze ósmej. Zjawiła się pani za wcześnie. Nazywam się 

Rakel Johannessen i mam panią przyuczyć. Nie zorientowałam się, że to 
pani jest nową pracownicą.

Elise poczuła się nieswojo.
- Po jakiej jest pani szkole? Borgerskolen? Elise poczuła, jak oblewa się 

rumieńcem.

- Ukończyłam tylko szkołę powszechną w Sagene.
Brwi Rakel Johannessen uniosły się ze zdziwienia.
- Jak to możliwe więc, że otrzymała pani tę posadę?

background image

- Ja... Mówiono mi, że mam ładny charakter pisma, a poza tym wydałam 

kilka opowiadań. Majster Paulsen zna mnie i wie, co potrafię.

-   Ach   tak...   -   Słowa   kobiety   zabrzmiały   dwuznacznie.   Rakel 

Johannessen zmierzyła ją uważnie raz jeszcze. - Pracowała pani wcześniej 
tu, w fabryce?

Elise wyprostowała się i odrzekła:
- Tak, byłam prządką.
Rakel Johannessen podeszła do jednego z pulpitów i odłożyła torebkę.
-   Będzie   pani   sporządzać   listy   płac,   a   także   kopertować   wypłaty,   to 

znaczy pisać imię i nazwisko pracownika oraz należną kwotę na kopercie. 
Tu   są   podstemplowane   karty,   żółte   oznaczają   zwykły   dzień   roboczy,   a 
czerwone   nadgodziny.   Na   ich   podstawie   wyliczy   pani,   ile   się   należy 
każdemu  robotnikowi i robotnicy. - Odwróciła się do Elise  i dodała: - 
Zakładam, że nigdy pani nie pisała na maszynie?

Elise pokręciła głową.
-   Właściwie   nie   jest   konieczne,   by   się   pani   nauczyła   tego   od   razu. 

Dyrektor woli, by wszystko odbywało się po staremu i dlatego używamy 
hektografu.   -   Wskazała   ręką   na   dziwne   urządzenie,   które   wcześniej 
zaintrygowało Elise. - Z pewnością niebawem wyjdzie z użytku, bo coraz 
powszechniej   używa   się   maszyny   do   pisania,   ale   my   nadal   z   niego 
korzystamy.   Jako   formy   do   wykonania   odbitek   używa   się   specjalnej 
woskowanej kalki, na którą wcześniej przeniesiony został tekst pisma lub 
faktury  napisany  tuszem hektograficznym. Dociskamy  prasą, kładziemy 
kolejną kartkę i powtarzamy cztery do pięciu razy. Należy pamiętać, by na 
początku nie przyciskać za mocno.

Elise oblała się zimnym potem. Zupełnie nic z tego nie zrozumiała, a nie 

miała odwagi prosić, by urzędniczka powtórzyła. Czyżby miała zacząć od 
powielania, zanim jeszcze sporządzi listy płac?

-   Może   pani   siąść   przy   tym   biurku   -   ciągnęła   Rakel   Johannessen, 

wskazując   Elise   biurko   obok   swojego.   -   Ja   tylko   na   chwilę   zajrzę   do 
majstra.

Wyszedłszy, zostawiła uchylone białe drzwi. Po chwili Elise usłyszała 

jej głos.

- Nie rozumiem, jak to możliwe, panie Paulsen. Otrzymaliśmy przecież 

cały plik podań od kobiet, które ukończyły Borgerskolen, a dodatkowo 
jeszcze roczną szkołę handlową. Kobiet z dobrych domów, elokwentnych, 
piszących bezbłędnie, z nienagannymi manierami. Niektóre z nich nawet 
potrafiły już trochę pisać na maszynie. A pan tymczasem przyjmuje prostą 
robotnicę, która zakończyła edukację na szkole powszechnej?

background image

Elise nie zdołała pochwycić odpowiedzi majstra, bo mówił cicho, ale 

jego głos brzmiał spokojnie i stanowczo.

Pani Johannessen wróciła po chwili z plamami na policzkach. Posłała 

Elise surowe spojrzenie i zganiła ją:

- Jeszcze pani nie zaczęła, panno Ringstad? Tu, w biurze, nie marnujemy 

czasu.

-   Nie   dowiedziałam   się   jeszcze,   od   czego   mam   zacząć,   panno 

Johannessen. A przy okazji chciałam zwrócić uwagę, że jestem mężatką.

Elise zreflektowała się, że tę ostatnią uwagę powinna sobie darować, bo 

panna Johannessen spurpurowiała i ze złością cisnęła na jej biurko plik 
podstemplowanych kart. Elise natychmiast sięgnęła po kartę z wierzchu i 
naniosła na liście płac liczbę przepracowanych godzin danego pracownika. 
Zdziwiło ją, że robotnicy mieli płatne nadgodziny, a prządki nie.

Ku   jej   zdumieniu   w   biurze   nie   pojawiło   się   więcej   urzędniczek   ani 

kancelistów i nikt nie zajął miejsc przy wolnych biurkach. Wprawdzie nie 
sądziła, by w jednym biurze pracowali i mężczyźni, i kobiety, ale dziwiły 
ją te puste biurka.

Starała się pisać bardzo starannie, ale szybko. Panna Johannessen nie 

zamieniła z nią więcej słów, ale gdy Elise odważyła się zerknąć w jej 
stronę, zauważyła, że na twarzy urzędniczki wciąż maluje się gniew.

Kiedy wreszcie nadeszła pora przerwy obiadowej, Elise czuła większe 

zmęczenie, niż gdy odchodziła od maszyny jako prządka. Nie przywykła 
do   siedzenia   w   bezruchu   tyle   godzin   w   tej   samej   pozycji.   Poza   tym 
męczyła ją dodatkowo jawna niechęć do jej osoby. Wstała i zamierzała 
pośpiesznie wyjść, zanim panna Johannes-sen zdąży coś powiedzieć, ale 
została zatrzymana w pół drogi.

- Wie pani o tym, że należy wrócić do biura punktualnie o .wpół do 

czwartej, pani Ringstad?

Elise skinęła głową i wyszła.
Za parę dni mieli się przeprowadzić na Hammergaten, skąd będzie miała 

dalej   do   pracy,   ale   trudno.   Jensine   nie   chciała   pić   z   butelki,   gdy 
spróbowała ją nakarmić w ten sposób pierwszy raz, ale na szczęście już w 
ostatnich   dwóch   dniach   się   przyzwyczaiła.   Ciekawe,   czy   teraz   z   kolei 
zechce jeszcze ssać pierś, skoro się przekonała, że z butelki mleko łatwiej 
leci.

Póki   co   dziećmi   opiekowała   się   Hilda.   Pracę   u   pani   Borresen   miała 

podjąć dopiero od przyszłego tygodnia. Wszystko powoli się ułoży. Hugo 
pójdzie   do   żłobka.   Jedyny   kłopot   to   opiekunka   dla   Jensine.   Jedna   z 
sąsiadek   na   Hammergaten   zaofiarowała   się,   że   popilnuje   dziecka,   póki 

background image

Elise nie wróci do domu na przerwę obiadową tuż po godzinie drugiej. 
Pozostawało pytanie, kto się nią zajmie po godzinie czwartej. Chłopcy szli 
przecież do pracy, a zarówno Emanuel, jak i ona kończyli pracę w biurze 
dopiero o szóstej. Wczoraj ją w końcu olśniło: zapyta Jenny. W ten sposób 
pomoże i sobie, i dziewczynce. O wiele łatwiej spacerować z wózkiem niż 
roznosić gazety czy załatwiać sprawunki. Przez dwie godziny Jenny na 
pewno sobie poradzi. Co prawda dziewczynka miała dopiero osiem lat, ale 
opiekunki, które wyprowadzały dzieci na spacer, z reguły nie były starsze.

Postanowiła więc wybrać się do domu „U Blacharza", jak tylko się naje 

i sprawdzi, co w domu.

Z zapałem popchnęła drzwi kuchenne, ciesząc się na drogocenne chwile, 

które spędzi razem z dziećmi.

Zatrzymała   się   gwałtownie.   Hilda   stała   zaczytana,   nie   zauważywszy 

wcale przyjścia siostry. Wydawała się bardzo poruszona.

- Coś się stało?
Hilda przytaknęła i wyciągnęła rękę:
- Przyszedł telegram.
- Jensine urodziła nazajutrz po waszej wizycie stop dziecko umarło stop 

pozdrowienia  Asbjorn   Hvalstad   -   przeczytała   na   głos  Elise   i   podniosła 
wzrok znad telegramu. - To straszne. Biedna mama. Pewnie jest głęboko 
nieszczęśliwa.

- Nie widzisz, co tu jest napisane? - W głosie Hildy nie pobrzmiewała 

najmniejsza nutka współczucia. - Nazajutrz po waszej wizycie. On pewnie 
uważa, że poród zaczął się wcześniej, ponieważ mama zdenerwowała się 
tym wszystkim, co jej opowiedzieliśmy. Teraz pewnie nas także obarczą 
winą za śmierć dziecka.

- Jak możesz tak mówić, Hildo. Nie sądzę, by Asbjorn tak myślał. 
Hilda zacisnęła zęby w cienką kreskę, nie mówiąc nic więcej.
- Musimy  pójść do mamy. Może uda się ją jakoś pocieszyć, gdy jej 

opowiesz, jak przeżywałaś żałobę po stracie córeczki.

-   Nie   możemy   zostawić   Reidarowi   tyle   dzieci   pod   opieką.  A  jeśli 

pójdziemy tam wszyscy, znów wytrącimy mamę z równowagi i Asbjorn 
się wścieknie.

- Poproszę Emanuela, żeby przyszedł.
- Dwaj mężczyźni popilnują trójki małych dzieci? Oni nawet nie wiedzą, 

jak wygląda pieluszka, nie mówiąc o tym, że nie mają pojęcia, czym się 
karmi takie dzieci.

- Raz dwa im to wyjaśnimy. Musimy pójść do niej, Hildo. Nie możemy 

jej   zostawić   całkiem   samej   w   żałobie.   Na   pewno   miała   ciężki   poród. 

background image

Niedobrze rodzić w tym wieku.

- To powinna się pilnować, by nie znaleźć się w takiej sytuacji.
Elise popatrzyła na nią zdziwiona.
- A jak niby to zrobić? Przecież ma męża, są świeżo po ślubie.
- Jeśli jest za stara na rodzenie dzieci, powinna też być za stara, aby się 

zakochać. Uważam, że to żenujące.

Elise nie odezwała się. Miała wrażenie, że między Hildą a Rei-darem 

nie układa się najlepiej. Okres pierwszej fascynacji chyba minął. Może 
Hilda zazdrościła mamie, że przeżywa takie gwałtowne uczucia w późnym 
już wieku.

Hugo pociągnął Elise za spódnicę.
- Mam - odezwał się i popatrzył na nią z nadzieją. Uśmiechnęła się do 

niego, wzięła go na ręce i wycałowała.

-   Teraz   kiedy   masz   Reidara   i   odzyskałaś   Braciszka,   nie   powinnaś 

żałować mamie Asbjorna, Hildo. Mama w ostatnim czasie była dla nas 
dużo milsza. A skoro Asbjorn przysłał telegram, to pewnie chce, byśmy 
przyszły. Zresztą wszystko jedno, jakie masz zdanie na temat małżeństwa 
mamy, i tak musimy do niej pójść.

- No dobrze - wymamrotała Hilda niechętnie. Zaraz jednak wzięła się w 

garść i zapytała: - A jak ci poszło w biurze?

-   Siedzenie   przez   tak   długi   czas   w   jednej   pozycji   strasznie   mnie 

zmęczyło,   ale   wydaje   mi   się,   że   dobrze   wykonałam   pracę,   którą   mi 
zlecono.

Nie chciała wspominać o pannie Johannessen w obawie, że Hilda może 

coś wypaplać majstrowi, gdy go przypadkiem spotka. A gdyby „potwór" 
się   dowiedział,   że   się   poskarżyła,   tylko   by   pogorszyła   swoją   sytuację. 
Zresztą w każdym raju znajdzie się zawsze jakiś wąż. U Carlsenów była 
nim   Karolinę,   u   Ringstadów   mama   Emanuela,   a   we   dworze   w 
Kongsvinger Signe,  w rodzinie  Johana Agnes,  a  w  przędzalni Valborg. 
Może taki jest sens, żeby nie wszystko było proste i łatwe. Trzeba nauczyć 
się pokonywać trudności.

- W takim razie pójdziemy tam, gdy tylko skończę dziś pracę, a Emanuel 

i Reidar wrócą do domu - dodała, by zmienić temat, bo nie chciała, by 
Hilda wypytywała ją o biuro. - Emanuel zazwyczaj wstępuje do nas po 
drodze.

background image

ROZDZIAŁ CZTERNASTY

To była dziewczynka z główką porcelanowej lalki i ciałkiem drobnym 

jak   u   pisklęcia.   Woskowobiałe   sztywne   paluszki   przywodziły   Elise   na 
myśl pazurki martwego ptaszka. Leżała ubrana w szatkę do chrztu, którą 
mama sprawiła już wcześniej, przykryta kocykiem wydzierganym z białej 
włóczki.   Widok   był   przejmujący,   cudowny   i   smutny   zarazem.   Elise 
poczuła   ukłucie   w   piersi,   uświadamiając   sobie,   ile   miała   szczęścia, 
urodziwszy dwoje zdrowych dzieci.

Mama   była   niepocieszona.   Opowiedziała   im   szczegółowo   o 

towarzyszących jej przed porodem obawach, mimo  że w nogach łóżka 
stała   blada   i   przerażona  Anne   Sofie   i   przysłuchiwała   się   wszystkiemu. 
Mama żaliła się, że gdy tylko odeszły jej wody, wiedziała już, że coś jest 
nie tak. Tyle miała zmartwień w ostatnim czasie, źle sypiała po nocach, 
miała bóle w krzyżu. Uznała za głęboką niesprawiedliwość, że Emanuel 
sprowadzi swojego bękarta, a jej własnej córeczce nie dane było żyć. Nie 
mogła się z tym pogodzić i miała żal do Boga.

- Przecież macie tyle dzieci! - wyszlochała w końcu.
Elise z Hildą wymieniły spojrzenia. Kto niby ma tak dużo dzieci? Hilda 

jedno, Elise dwoje. Mama sama miała pięcioro, wliczając Anne Sofie.

- Byłam przemęczona. Asbjorn uważa, że wyczerpały mnie odwiedziny 

tak   licznej   gromady   zaledwie   dwa   dni   przed   porodem   -   ciągnęła   z 
płaczem.

Elise i Hilda znów popatrzyły na siebie. Elise wiedziała, co siostra o tym 

myśli. Jakby słyszała jej słowa: „Widzisz! Nie mówiłam?"

Mimo że mama pogrążyła się w głębokiej rozpaczy, Elise uznała, że nie 

można pozostawić jej słów bez komentarza.

- Nie sądzę, mamo, by taka była przyczyna - odezwała się, starając się 

nadać swojemu głosowi spokojne brzmienie. - Wątpię, czy matka może się 
rozchorować   z   powodu   wizyty   własnych   dzieci.   W   każdym   razie   nie 
wówczas, gdy przynoszą radosną wieść, że powrócił wnuczek, nad którego 
stratą tak bolała.

Mama   przestała   płakać   i   popatrzyła   na   nią   podpuchniętymi, 

background image

zaczerwienionymi oczami.

- Ale was było tak dużo.
- Siedziałaś sobie spokojnie na leżaku, a my wyszliśmy natychmiast, 

gdy poczułaś zmęczenie. Zawsze powtarzam chłopcom, żeby nie zrzucali 
winy na innych, gdy zdarzy im się coś przykrego, a teraz powtórzę to 
samo tobie, mimo że jesteś moją mamą. Niedobrze, że Asbjorn buntuje cię 
przeciwko twoim własnym dzieciom. I to teraz, gdy już wszystko zaczęło 
się jakoś układać. Peder często cię odwiedzał i ćwiczył czytanie, a Kristian 
i Asbjorn dzielili zainteresowania geografią. Czas najwyższy, by Asbjorn 
w   końcu   zrozumiał,   jaka   jest   prawdziwa   przyczyna   tego,   że   bywasz 
czasem taka przygnębiona. Nie chodzi o to, że twoje dzieci cię niepokoją, 
ale o to, że dokucza ci sumienie.

Mama znów wybuchnęła płaczem, więc Elise pośpiesznie otoczyła ją 

ramieniem.

-   Nie   wiem,   czy   powinnam   ci   to   mówić   teraz,   gdy   jesteś   taka 

zrozpaczona. Wydaje mi się jednak, mamo, że może być ci pociechą, iż 
choć zmarło ci dziecko, to masz czworo własnych i jeszcze Anne Sofie, 
czyli   razem   pięcioro   dzieci,   a   do   tego   troje   wnucząt.   Gdy   to   sobie 
uświadomisz, powinnaś poczuć się bogata. Rozumiem, że miałaś ciężki 
poród.   Nie   zapomniałam   też,   jak   Hilda   rozpaczała   po   śmierci   swojej 
córeczki. Okropnie jest patrzeć, gdy umiera dziecko. Żadnej matki nie stać 
na stratę nawet jednego dziecka, choćby tego, którego nie zdążyła jeszcze 
dobrze poznać. Teraz połóż się i odpocznij, a gdy odzyskasz siły, przemyśl 
to, co ci powiedziałam.

Skończywszy, wstała i dała Hildzie znak do odejścia. Wetknęła Anne 

Sofie   tutkę   karmelków,   które   kupiła   w   sklepie   po   drodze   z   biura,   i 
zagadnęła dziewczynkę:

-   Może   przyszłabyś   nas   odwiedzić,   Anne   Sofie?   Za   dwa   dni 

przeprowadzimy się trochę bliżej Kjelsas. Spytaj tatę, czyby cię do nas nie 
zaprowadził.

Poważna twarzyczka rozpromieniła się w uśmiechu. Anne Sofie też nie 

było teraz łatwo.

Wracały   do   domu   milczące   i   zamyślone.   Widok   martwego   dziecka 

obudził u Hildy przykre wspomnienia, Elise zastanawiała się tymczasem, 
Czy nie była dla mamy zbyt ostra. Nie był to może najodpowiedniejszy 
moment, by ją przywołać do porządku, ale obawiała się, że mama pogrąży 
się w kompletnej rozpaczy, zbyt mocno litując się nad sobą. Potrzebowała 
pomocy, by się wyrwać z tego stanu.

Gdy zbliżyły się do domu „U Blacharza", poprosiła Hildę, by wróciła do 

background image

dzieci, sama zaś wstąpiła do Jenny, by się dowiedzieć, czy zechce zostać 
opiekunką Jensine.

Natknęła się na Jenny przy samym wejściu. Dziewczynka na kolanach 

szorowała schody  na klatce. Dłonie miała czerwone od ługu, a z oczu 
kapały jej łzy.

-   Podjęłaś   się   sprzątania,   Jenny?   -   zagadnęła   ją,   starając   się   nadać 

swemu głosowi wesołe brzmienie, choć serce jej krwawiło, gdy patrzyła 
na pracującą ponad siły małą dziewczynkę.

-   Nie   mamy   pieniędzy   na   czynsz,   bo   wszystko   poszło   na   papier   do 

trumny dla taty. Przynajmniej tak mi się zdaje.

- Mam dla ciebie dobrą wiadomość. Chciałabyś zmienić pracę? Myślę, 

że ci się spodoba.

Jenny podniosła się i stanęła z mokrą ścierką, z której kapało na bose 

nogi. Pewnie za chwilę zrobią się jeszcze bardziej czerwone. Elise poznała 
po zapachu, że do wody wlano za dużo ługu.

- Jaką pracę?
- Masz ochotę zostać opiekunką mojej małej córeczki? Codziennie po 

południu od godziny czwartej do szóstej.

Jenny zalśniły oczy.
- Ale jak zarobię na czynsz?
- Otrzymasz ode mnie tyle samo, ile ci płacą za szorowanie schodów.
Jenny wpatrywała się w nią z niedowierzaniem.
- Stać cię na to?
- Opowiadałam ci, że zamierzamy się przeprowadzić na Hammergaten? 

To niedaleko stąd. Mój mąż zamieszka z nami. No i gdy oboje będziemy 
pracować,  stać  nas  będzie na  opłacenie  opiekunki.  Dostałam posadę  w 
biurze przędzalni Graaha i zarobię tam więcej, niż stojąc za ladą w sklepie 
wdowy Borresen.

Jenny nie przestawała się w nią wpatrywać.
- To ty jesteś z takich, Elise?
Nie   była   pewna,   czy   w   ustach   Jenny   oznaczało   to   komplement,   ale 

mimowolnie się uśmiechnęła.

- Dostałam tę posadę, chociaż skończyłam tylko szkołę powszechną. Ale 

jeśli ktoś jest pilny i ciężko pracuje, może zajść w życiu daleko, nawet bez 
wyższego wykształcenia. Rozumiesz?

Nie całkiem zgadzało się to z tym, co zwykła powtarzać chłopcom, ale 

wątpliwe, by Jenny miała możliwość skończyć więcej klas niż w szkole 
powszechnej. Lepiej więc, by zrozumiała, że warto się starać. Chociaż czy 
trzeba   ją   do   tego   zachęcać,   skoro   i   tak   pracuje   ponad   siły,   by   pomóc 

background image

starszej siostrze zarobić na wydatki?

- Porozmawiaj o tym z Martą i spytaj, czy się zgodzi. Wiesz, gdzie jest 

Hammergaten?

Jenny przytaknęła.
- To tam, gdzie stoją takie ładne domy z czerwonej cegły z ogródkami.
- Zamieszkamy w tym domu na samym końcu po lewej stronie. Gdy 

będzie padał deszcz, popilnujesz Jensine w domu, a przy ładnej pogodzie 
powozisz ją w wózeczku.

W tej samej chwili uświadomiła sobie, że zapomniała zapytać Wang-

Olafsena, czy nie czekają na zwrot wózka. Skoro jednak się nie odzywali, 
to znaczy, że Carl Wilhelm i Olga Katrine dostali nowy wózek dla swego 
pierworodnego. Może jednak wydać im się dziwne, że Elise nie oddała 
pożyczonego wózka.

- Kończę pracę w biurze o szóstej, kiedy wyją fabryczne syreny, i idąc 

szybkim krokiem, raz-dwa będę w domu.

- Ale dlaczego Peder ani Evert nie mogą opiekować się dzieckiem?
- Bo obaj łącznie z Kristianem pracują po szkole i wracają później.
Na schodach rozległy się kroki, więc Jenny nerwowo uklęknęła, by dalej 

szorować. Z piętra zeszła rozgniewana kobieta.

- A co ty się tak grzebiesz, Jenny? Już dawno powinnaś to skończyć! Za 

to, że się lenisz, dostaniesz tylko połowę zarobku. Będziesz miała nauczkę.

W   tym   samym   momencie   kobieta   zauważyła   Elise   i   mrużąc   oczy, 

spojrzała na nią.

- A co tu robią obcy ludzie?
- Właśnie zaproponowałam Jenny inną, lepiej płatną pracę. Na pewno 

nikt nie potrąci jej z wypłaty za to, że nie potrafi pracować tak szybko jak 
dorośli.

- Przecież to były żarty, chyba się łatwo domyślić! Jenny dostanie swoją 

wypłatę.  A  teraz   pośpiesz   się   już,   Jenny,   bo   musisz   jeszcze   pójść   do 
sklepu.

Jenny wymyła ostatnie stopnie, wyniosła wiadro na zewnątrz i opróżniła 

je na podwórzu.

Elise   oddaliła   się   wzburzona,   że   ta   starsza   kobieta   tak   perfidnie 

wykorzystuje dziecko. Nie zdziwiłaby się, dowiedziawszy, że dziewczynce 
każe się robić to i tamto tylko dlatego, że nie ma rodziców, którzy by ją 
wzięli w obronę. A do tego płacono jej na pewno marne grosze.

Gdy wróciła do domu, Emanuel i Reidar siedzieli na ganku i palili fajkę, 

z kuchni tymczasem dolatywały głośne krzyki.

Emanuel   chyba   dostrzegł   w   jej   spojrzeniu   przyganę,   bo   pośpiesznie 

background image

wyjaśnił, że Hilda przejęła opiekę nad dziećmi.

- Do jej przyjścia wszystko było dobrze - dodał na koniec. - Słyszałem o 

twojej mamie. Przykra sprawa. Jak ona to zniosła?

- Jest załamana, to zrozumiałe. Ale przecież ma już czworo dzieci, nie 

licząc Anne Sofie.

Reidar przytaknął:
- Hilda jest oburzona zachowaniem mamy.
- Na pewno jej przejdzie. Ale na razie to świeży ból. Dziecko umarło 

przecież ledwie przed dwoma dniami.

-   A   jak   ci   poszło   w   biurze,   Elise?   -   Emanuel   popatrzył   na   nią 

zaciekawiony.

Elise zdecydowała się mimo wszystko podzielić swymi wrażeniami.
- Poza tym, że w biurze siedzi potwór, i to tuż przy mnie, wszystko 

dobrze. Przeraziłam się, gdy mi wyłożyła, jak używać hektografu, ale coś 
mi się zdaje, że celowo chciała mnie przestraszyć, bo potem dostałam do 
wypełnienia na podstawie podstemplowanych kart listy płac.

Emanuel zaśmiał się.
- W takim razie rozumiem, czemu ją nazywasz potworem. Jesteście tam 

tylko we dwie?

- W biurze stoi kilka wolnych biurek, ale nie wiem, do kogo należą. 

Może jutro pojawi się więcej pracownic.

- Albo przystojny młody kancelista z przylizanymi włosami i czarnym 

wąsikiem - zażartował sobie Reidar.

Przez   twarz   Emanuela   przemknął   cień.   Reidar   zreflektował   się,   że 

powiedział coś nieodpowiedniego, bo dodał pośpiesznie:

- Czy coś ci jeszcze powiedziała?
- Zapytała mnie, jakiej szkoły średniej jestem absolwentką, czy aby nie 

Borgerskolen. Pewnie po moim ubraniu poznała, że nie stać mnie by było 
na prywatną szkołę - Reidar pokręcił głową wyraźnie zagniewany. - A 
potem poszła do majstra, lecz specjalnie zostawiła uchylone drzwi, żebym 
usłyszała, co mówi na temat podań, które wpłynęły od starających się o tę 
posadę kobiet, które ukończyły nie tylko Borgerskolen, ale i roczną szkołę 
handlową,   kobiet   z   porządnych   domów,   elokwentnych,   które   piszą 
bezbłędnie i mają nienaganne maniery.

Reidar popatrzył na nią porażony.
- Tak powiedziała?
Emanuel słuchał zamyślony, ale rzekł w końcu:
- Ale czy nie miała trochę racji? To dość dziwne, że majster zatrudnił 

ciebie, mimo że o posadę starało się wiele kobiet lepiej wykształconych.

background image

- Kiedy go o to samo zapytałam, powiedział mi, że wróble ćwierkają, iż 

wydrukowano jakieś moje opowiadania. Chciałabym wiedzieć, o którym z 
opowiadań słyszał. Niemożliwe, by czytał to, które ukazało się w „Verdens 
Gang", o prządce odbierającej sobie życie, bo za spóźnienie wyrzucono ją 
z pracy. Bo przecież była to bezpośrednia krytyka kierownictwa i właś-
cicieli fabryki.

Ku jej zdumieniu Reidar był bardziej pozytywnie nastawiony do majstra 

niż Emanuel.

- Może skłoniło go to do zastanowienia i stwierdził, że miałaś rację.
Zaśmiała się.
- To zbyt piękne, by mogło być prawdziwe.

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

W pięć dni później w sobotę, gdy wszyscy wcześniej skończyli pracę, 

urządzili przeprowadzkę na Hammergaten. Pogoda im dopisała.

Elise   przeżyła   miłe   zaskoczenie,   gdy   dokładnie   obejrzała   dom.   Z 

zewnątrz wydawał się dość mały, ale gdy się weszło do środka, sprawiał 
wrażenie   bardzo   przestronnego.   Wcześniej   poddasze   zajmowała   druga 
rodzina,   ale   teraz   urządzone   tam   były   trzy   niewielkie   sypialnie.   Na 
parterze mieściła się kuchnia z wyjściem do ogródka znajdującego się z 

background image

tyłu domu, a okna salonu wychodziły na ulicę.

Wszystkie pomieszczenia były zadbane, ze ścian nie łuszczyła się farba, 

a podłogi też nie nosiły śladów zniszczenia. Framugi okien były świeżo 
pomalowane, a meble Emanuela, wcześniej przewiezione z Ringstad, stały 
już na swoich miejscach. Pluszowa sofa zmieściła się akurat na dłuższej 
ścianie   i   razem   ze   stołem   i   krzesłami   stanowiła   prawie   kompletne 
wyposażenie salonu. Kiedy jednak Elise spojrzała na przeciwległą ścianę, 
odkryła ze zdumieniem czarny bufet z mosiężnymi okuciami przykryty 
białą   szydełkową   serwetą,   a   na   półce   powyżej   piękne   porcelanowe 
filiżanki. Posłała Emanuelowi zdumione spojrzenie.

- Czy poprzedni lokatorzy nie zabrali jeszcze wszystkich mebli?
Emanuel uśmiechnął się tajemniczo.
- Podoba ci się ten bufet?
- Oczywiście. Przypomina mi trochę ten, co stał u Carlsenów w jadalni.
- Jest mój.
- Twój? - otworzyła usta zdumiona. - Żartujesz. Emanuel zaśmiał się i 

pocałował ją w policzek.

- Poczekaj tylko, mam dla ciebie więcej niespodzianek! Wóz z meblami 

przyjechał z Ringstad wczoraj, ale nie chciałem ci nic mówić.

Podszedł do dużej skrzyni stojącej w rogu salonu i wyjął lampę naftową 

do   zawieszenia   nad   stołem.   Miała   biały   szklany   klosz,   misterne   kute 
ornamenty w kształcie „bukietów" z ozdobnymi szlifowanymi szkiełkami. 
Równie   pięknej   lampy   Elise   jeszcze   nie   widziała.   Emanuel  tymczasem 
otworzył   kolejne   pudło   i   wyjął   trzy   białe   obrusy,   wszystkie   pięknie 
haftowane,   porcelanowy   imbryk   do   herbaty,   srebrne   pojemniki   na 
przyprawy, dzbanuszek na śmietankę i cukierniczkę, fotografie w ramkach 
do powieszenia na ścianie, zielony, aksamitny obrus do nakrycia stołu na 
co dzień, a także kompletny serwis do kawy i trzy wazony na kwiaty.

Elise oniemiała.
- To wszystko twoje? - wykrztusiła wreszcie. Przytaknął.
- Mam jeszcze fotel bujany! Na razie stoi w komórce na drewno. Nie 

zdążyłem go wnieść, bo jechałem po was. No i jeszcze haftowany obraz na 
ścianę i zielone aksamitne portiery.

Na zewnątrz usłyszeli hałas. Pojawili się chłopcy. Zatrzymali się jednak 

w   progu   i   popatrzyli   oniemiali   na   piękny   salon.   Pierwszy   odezwał   się 
Peder:

- Poprzedni lokatorzy się jeszcze nie wyprowadzili? Elise popatrzyła na 

niego z uśmiechem.

- Wyprowadzili się, te meble są własnością Emanuela.

background image

- Nie moją, tylko naszą - poprawił ją.
-  A  można   wejść   do   środka?   -   zapytał   Peder,   stąpając   na   palcach. 

Kristian i Evert weszli ostrożnie za nim. Skierowali się prosto w stronę 
bufetu, by popatrzeć na stojące na nim ozdoby.

Emanuel tymczasem zwrócił się do Elise ze słowami:
- A teraz największa niespodzianka!
- Jeszcze jedna? - Elise popatrzyła na niego przytłoczona nadmiarem 

wrażeń.

- Mama i ojciec przyjadą na chrzciny!
Zmusiła się do uśmiechu, bo w głębi serca miała nadzieję, że uniknie 

spotkania z teściową. Nie chciała mu jednak psuć radości.

- To wspaniale, Emanuelu! Nie miałam nawet odwagi na to liczyć.
Objął ją i przytulił.
- Wszystko dzięki temu pięknemu listowi, który wysłałaś do ojca. Tak 

cię kocham, Elise. Sprawiłaś, że znów chce mi się żyć. Czuję się, jakby 
znów zaświeciło nam słońce, niemal tak samo jak przed dwoma laty.

Mogło nam świecić przez cały czas, gdyby nie... - pomyślała, ale szybko 

odsunęła od siebie tę myśl.

Woźnica, który przyjechał z Ringstad, miał pozostać w Kristianii przez 

sobotę i niedzielę, żeby im pomóc przy przeprowadzce. Zatrzymał się u 
swojego brata na Arendalsgaten. Elise przypomniała się przeprowadzka z 
Andersengarden do domu majstra, kiedy przewozili meble wózkiem i po 
trochu nosili swój dobytek. Najgorzej było znieść po schodach, a potem 
wnieść   na   poddasze   łóżko   mamy.  Wszyscy   podtrzymywali   i   pomagali. 
Teraz Elise mogła pozostawić noszenie mężczyznom i chłopcom, a sama 
zajęła się dziećmi i powoli układała wszystko na miejsce.

Jensine   spała   w   wózku,   który   Elise   postawiła   w   ogródku   na   tyłach 

domu. Kiedy pozostali udali się z powrotem w stronę Beierbrua, Elise 
wzięła Hugo za rękę i zerknąwszy na Jensine, dokładniej obejrzała ogród. 
Czuła,   jak   rozpiera   ją   radość.  Wyobraziła   sobie,   jak   pięknie   będzie   tu 
latem, gdy wszystko się zazieleni, a krzewy zakwitną. W ciepłe letnie dni 
usiądą sobie pod rzucającymi cień drzewami i popijając kawę przy małym 
okrągłym stoliku, zerkać będą na Hugo, który będzie sobie wędrował, i na 
śpiącą na świeżym powietrzu Jensine.

Przeleciał z bzykiem trzmiel, a żółty motyl zatańczył bezgłośnie między 

drzewami. Wiosna nadeszła w pełnym rozkwicie, niebawem nastanie lato, 
a widmo mroźnej zimy, chłodnych nocy i odmrożeń wydawało się bardzo 
odległe. Elise rozejrzała się wokół i westchnęła zadowolona, przekonana, 
że tu, na Hammergaten, czeka ich wszystkich dobre życie.

background image

Postawiła Hugo na ziemi.
- Chodź! Chodź! - zawołał ożywiony malec, który wciąż trzymał się 

jeszcze za rękę, ale spodziewali się, że lada moment zacznie chodzić sam. 
Pozwoliła  mu   prowadzić  i wnet  obeszli dom i skierowali  się  w stronę 
rabatek.

- A dokąd ty idziesz, Hugo? Chcesz wyjść na ulicę i popatrzeć, czy nie 

jedzie wóz? Chcesz zobaczyć konika?

- Prr, prr! - odpowiedział zadowolony wesołym głosem.
Uliczka   była   cicha   i   spokojna.   Rzadko   tędy   jeździły   jakieś   pojazdy. 

Pozwoliła synkowi iść tam, gdzie chce. Trzymała go za obie rączki, a on 
kroczył, kołysząc się zabawnie.

Słońce przygrzewało przyjemnie, a w koronach drzew uwijały się ptaki, 

które   przyleciały   z   ciepłych   krajów.   Mignęła   jej   pliszka,   usłyszała 
pogwizdywanie   kosa   i   śpiewne   nawoływanie   zięby.   Zauważyła   też 
rudzika, jak również sikorki bogatki i sikorki modre.

Na gałęzi tuż obok nich usiadł jakiś duży ptak.
- Popatrz, Hugo, wrona!
- Szroka - stwierdził stanowczo malec.
Elise   przyjrzała   się   dokładniej   i   rozpromieniła   się.   Hugo   miał   rację, 

rzeczywiście to sroka.

Ulicą nadchodziła jakaś para. Elise popatrzyła na nich, bo wydali jej się 

tacy   szczęśliwi.   Szli   pod   rękę,   rozmawiali   i   śmiali   się,   całkowicie 
pochłonięci sobą. Nagle poczuła ukłucie w sercu na widok mężczyzny, bo 
trudno się było pomylić co do koloru jego włosów, mimo że na głowie 
miał  czapkę.   Elise   pośpiesznie   nachyliła   się,   by   wziąć   Hugo   na  ręce   i 
odejść, ale było już za późno.

-   Pani   Ringstad?!   -   zawołała   Helene   Fryksten   zaskoczona,   bo   skąd 

mogła wiedzieć, że się tu przeprowadzili.

Elise   nie   potrafiła   zdobyć   się   na   nieuprzejmość,   odwróciła   się   więc 

niechętnie w stronę Ansgara i Helenę, którzy pośpiesznie zbliżyli się do 
niej.

- To naprawdę Hugo? - szczebiotała Helenę. - Och, jak on urósł! Już się 

nauczył chodzić?

- Ma piętnaście miesięcy, więc to nie tak wcześnie. - Elise słyszała, jak 

odpychająco zabrzmiał jej głos.

Helenę zerknęła na dom i zapytała:
- Czyżbyście się tu przeprowadzili?
Nie było sensu zaprzeczać. W każdej chwili spodziewała się Emanuela i 

chłopców, którzy mieli przywieźć resztę dobytku.

background image

- Tak, właśnie się wprowadzamy. Helenę nachyliła się nad Hugo.
- Witaj, maleńki. Pamiętasz mnie? Jakiś ty duży i jaki mądry! A jakie 

masz piękne loki. Spacerujesz tu sobie z mamą?

Hugo stał nieruchomo i przyglądał się jej, a potem popatrzył na drzewo i 

pokazał palcem, mówiąc:

- Szroka.
Helenę posłała Elise pytające spojrzenie.
- Właśnie zobaczył na drzewie srokę.
-   Coś   takiego!   Rozpoznaje   już   różne   gatunki   ptaków.   Mówiłam   ci, 

Ansgar, że masz bardzo inteligentnego syna.

Ansgar poczerwieniał i wyraźnie skonfundowany, przestępował z nogi 

na nogę. Przyglądał się jednak Hugo z ciekawością.

Elise poczuła gniew i serce mocno zabiło jej w piersi. Czy ta kobieta 

musi jej wciąż przypominać, że to syn Ansgara? Niebawem Hugo będzie 
na tyle duży, że już będzie rozumiał, o czym się rozmawia, a ona nie ma 
najmniejszego   zamiaru   opowiadać   mu,   kto   naprawdę   jest   jego   ojcem. 
Wzięła synka na ręce i odwróciwszy się, rzuciła:

- Do widzenia.
-   Ależ   droga   pani   Ringstad,   proszę   nam   pozwolić   przywitać   się 

porządnie z chłopcem - napierała Helenę Fryksten. - Wiem, że rozmawiała 
pani z rodzicami Ansgara. Słyszałam, że się zaprzyjaźniliście i ucieszyła 
panią ich pomoc. W tej sytuacji musi pani pozwolić nam też kontaktować 
się   raz   po   raz   z   dzieckiem.   Przecież   to   w   końcu   syn  Ansgara.   Elise 
poczuła, że palą ją policzki.

- O tym już raz rozmawiałyśmy, panno Fryksten. Mój mąż, Emanuel, 

zaopiekował się Hugo jak własnym dzieckiem i nadał mu nawet imię po 
swoim ojcu. O niczym więc innym nie chcemy nawet słyszeć! - rzuciła i 
skierowała się do furtki.

Helenę Fryksten chwyciła ją mocno za ramię.
- Doprawdy, jest pani bezwzględna, pani Ringstad. Proszę popatrzeć na 

Ansgara, jak mu błyszczą oczy. Czy nie potrafi pani zrozumieć, przez co 
on przeszedł? Nie jest pani w stanie wczuć się w jego sytuację? Jak to jest 
być ojcem dziecka,   którego  nie   wolno   mu  widywać.  Powinna   się  pani 
wstydzić!   Nie   rozumiem,   jak   może   być   pani   taka   nieprzejednana.   Czy 
takim się człowiek staje, kiedy los go zbyt hojnie obdarza? Urodziła pani 
przecież   niedawno   drugie   dziecko.   Słyszałam,   że   dostała   pani   posadę 
urzędniczki   w   biurze   majstra   Paulsena,   a   pani   mąż   jest   kancelistą   w 
zakładach Myren. A teraz jeszcze na dodatek przeprowadza się pani do 
tego   uroczego   domu   wraz   z   mężem,   który   do   pani   wrócił.   Można   by 

background image

sądzić, że człowiek obdarzony tyloma łaskami ma w sobie więcej pokory. 
Pani tymczasem stała się bardziej bezwzględna. Proszę popatrzeć, jak żyją 
inne robotnice tu, nad rzeką Aker. Rodziny dwunasto-, a nawet czterna-
stoosobowe   zajmują   jednoizbowe   mieszkania   z   małą   kuchnią.   Wiele 
kobiet ma mężów pijaków, inne owdowiały i same utrzymują gromadkę 
dzieci.   Wokół   pełno   jest   biedy   i   nędzy,   cierpiących   dzieci,   które   nie 
wychodzą z domu, bo nie mają butów albo ubrań. Które nie uczą się, bo 
muszą   zarabiać   na   utrzymanie,   które   chorują   od   gęstego   kurzu   w 
fabrycznych halach. Brak pani współczucia?

Elise poczuła się tak, jakby ktoś zadał jej cios w pierś. Dławiło ją w 

gardle,  za nic w świecie  jednak nie zamierzała  pokazać tej Helenę,  że 
przejęła się jej oskarżeniami. Wyrwała się i bez słowa pobiegła za róg 
domu   do   kuchennych   drzwi.   Wpadła   do   salonu,   posadziła   Hugo   na 
podłodze i osunęła się na miękkie krzesło. Ukrywszy twarz w dłoniach, 
wybuchnęła płaczem.

Uspokoiła się dopiero, gdy usłyszała szybkie kroki na zewnątrz. Zerwała 

się gwałtownie, wytarła nos i oczy. Pochylona nad bufetem, udawała, że 
coś układa, gdy do środka wszedł Emanuel.

- Spotkałem kogoś na ulicy - odezwał się wzburzonym głosem.
- Tak? - rzuciła, nie odwracając się.
- Nie udawaj, Elise. Mówili, że z tobą rozmawiali. Odwróciła się do 

niego, z trudem hamując gniew. Czy on sądzi, że z własnej woli ucięła 
sobie z nimi pogawędkę?

- Rozmawiali? To niezbyt trafne słowo. Pojawili się nagle, gdy wyszłam 

z Hugo przed furtkę. Gdy ich zauważyłam, chciałam szybko wrócić do 
domu, ale mnie zatrzymali. A potem ona zasypała mnie oskarżeniami, że 
jestem bezwzględna i nieprzejednana, nie pozwalając Ansgarowi widywać 
się z Hugo. Wiedziała o mnie wszystko, nawet to, że podjęłam pracę w 
biurze majstra Paulsena. Zarzuciła mi, że brak mi współczucia dla innych 
robotnic,   bo   dostaję   od   losu   wszystko,   czego   chcę.   Zatrzęsłam   się   z 
gniewu, a kiedy wreszcie uwolniłam ramię z jej uścisku, przybiegłam do 
środka.

Twarz Emanuela złagodniała.
- Biedna Elise! Płakałaś? - Objął ją i przytulił. - Nie miałem pojęcia, że 

tak   to   wyglądało.   Ta   kobieta   pogratulowała   mi   nowego   domu   i 
powiedziała,   że   odbyłyście   długą   rozmowę.   Sądziłem   więc,   że 
dobrowolnie ucięłaś sobie z nimi pogawędkę i pozwoliłaś im przywitać się 
z Hugo.

Chciała go spytać, jak mógł sobie w ogóle coś takiego pomyśleć, ale 

background image

zrezygnowała. To miał być radosny dzień, nie pozwoli więc, by go zepsuły 
jakieś upiory z przeszłości. Uwolniła się z objęć Emanuela i oświadczyła:

- Zapomnijmy o tym, Emanuelu! Ta kobieta ma nie po kolei w głowie. 

Jeśli  ośmieli  się  mnie  nadal nagabywać,  zagrozimy,  że  zgłosimy  to   na 
policji. Nie możemy ryzy!   \'ać, że zdradzi

Hugo, kim dla niego jest Ansgar. Na szczęście na razie jeszcze nic z tego 

nie   rozumie.   Nie   pozwolę,   by   się   dowiedział,   że   jego   ojcem   jest 
gwałciciel. To by mu zniszczyło życie.

- Ale przyjęłaś pomoc od jego rodziców.
- To co innego. Ci mądrzy  i rozsądni ludzie pragną jedynie naszego 

dobra.   Jestem  pewna,   że   rozumieją   sytuację   i   nie   chcieliby,   aby   Hugo 
dowiedział się prawdy.

W tym samym momencie usłyszała głosy chłopców, więc pośpiesznie 

zmieniła temat.

- No, jak poszło? Wszystko już ze sobą zabraliście? Przytaknął.
-   Nie   było   tego   tak   dużo.   Najwięcej   miejsca   zajęło   składane   łóżko 

chłopców   i   sienniki.   Ubrań   nie   macie   wiele,   a   stół   kuchenny   i   stołki 
zostawiliśmy Hildzie i Reidarowi, zresztą wszystkie naczynia kuchenne 
także.   Carlsenowie   mają   zbędny   stół,   który   możemy   od   nich   wziąć. 
Ustawimy go w kuchni. Mają też krzesła kuchenne. Poza tym pani Carlsen 
zapakowała całe pudło filiżanek i naczyń, które zamierzała oddać do Armii 
Zbawienia, ale powiedziała, że jeśli chcemy, możemy sobie zabrać. Carlse-
nowie starają się, jak mogą, by nam zadośćuczynić za to, co się stało. 
Czują się winni.

- A co na to wszystko mówi Karolinę?
- Nie ma odwagi odzywać się za wiele. Przestraszyła się ojca, który 

zagroził, że ją odeśle na pensję dla panien.

Kiedy nadszedł wieczór, prawie wszystko znajdowało się już na swoim 

miejscu.

- Czasami skromny dobytek bywa zaletą - uśmiechnął się Emanuel. - 

Kiedy sobie pomyślę, co by było, gdyby mama z ojcem kiedyś musieli 
wyprowadzić się z Ringstad, ogarnia mnie przerażenie. Na samym strychu 
i w piwnicy nagromadziło się tam przez pokolenia tyle różnych gratów.

- Myślisz, że ciotka Ulrikke też przyjedzie na chrzciny?
- Tak, wydaje mi się to oczywiste, skoro będą oboje rodzice.
-   Ta   uroczystość   będzie   dla   mojej   mamy   ciężkim   przeżyciem. 

Opowiadałam ci, że z wyprzedzeniem sprawiła swemu dziecku szatkę do 
chrztu i w nią ubrała malutką do trumny?

Pokiwał głową z powagą.

background image

- Obawiam się tego pogrzebu. We wtorek, tak?
- Tak, zastanawiam się, czy zwolnią mnie z pracy.
-   Oczywiście,   że   muszą   cię   zwolnić   na   pogrzeb   twojej   przyrodniej 

siostry.

Podniosła na niego zdumiony wzrok.
- Przyrodnia siostra? Nie myślałam o niej w ten sposób.
- Jak  to?   - popatrzył na  nią zdziwiony.  -  Przecież  to  dziecko  twojej 

mamy.

Pokręciła głową nad własną bezmyślnością.
-   Dziwne,   ale   często   nie   myślę   o   mamie,   że   to   moja   mama.   Teraz 

traktuję   ją   jak   mamę   Anne   Sofie.   A   kiedy   zobaczyłam   to   martwe 
maleństwo, nawet nie przyszło mi do głowy, że to moja siostra.

Siedzieli na sofie, zmęczeni przeprowadzką. Za oknami słońce chyliło 

się   ku   zachodowi,   w   pomieszczeniu   zrobiło   się   chłodniej.   Chłopcy 
pobiegli na błonia, Jensine już spała przewinięta i nakarmiona na noc, a 
Hugo też już leżał. Najmłodsze dzieci Elise i Emanuel umieścili u siebie w 
sypialni, drugą sypialnię zajęli Peder i Evert, a Kristian dostał najmniejszy 
pokoik tylko dla siebie. Na razie nie mieli jeszcze łóżka dla Hugo, bo w 
domu majstra spał w jednym łóżku z nią, póki co więc złączyli dwa stare 
wiklinowe fotele, które zostały po poprzednich lokatorach. Emanuel miał 
jednak  nadzieję,  że  dostaną  łóżeczko   dziecinne  schowane  na  strychu  u 
Carlsenów.

Elise z niechęcią myślała o nocy. Nie potrafiła wyrzucić z pamięci, że 

Emanuel żył z Signe. Odnosiła wrażenie, jakby miała pójść do łóżka z 
mężem innej kobiety. Wiedziała, że to głupie, a nad Aker wiele kobiet 
musiało przejść do porządku dziennego nad tym, że ich mąż je zdradził. 
Tylko że raczej żadna z nich nie przeżyła sytuacji podobnej do tej, że mąż 
wziął sobie inną kobietę jak swoją żonę, a kiedy ten związek się rozpadł, 
wrócił z powrotem na łono rodziny.

- Jesteś zmęczona? - odezwał się ze współczuciem.
- Tak, okropnie. Nie pojmuję, dlaczego całkiem opadłam z sił, skoro to 

wy dźwigaliście najcięższe rzeczy.

- Z pewnością przeprowadzka do innego domu stanowi dużą zmianę w 

życiu.   Kobiety   odczuwają   to   silniej   niż   mężczyźni.   W   końcu   to   one 
przecież spędzają w domu całe dnie, podczas gdy mężczyźni idą do pracy.

Uśmiechnęła się.
- Kto spędza w domu całe dnie?
- Rzeczywiście, opowiadam bzdury - zreflektował się i roześmiał. - Nie 

miałem   na   myśli   rodzin   robotniczych.   A   słyszałaś,   że   kobiety   mają 

background image

niebawem   uzyskać   prawo   głosu   na   takich   samych   warunkach   jak 
mężczyźni? To znaczy te wszystkie, które zarabiają minimum czterysta 
koron rocznie.

Popatrzyła na niego zdumiona.
- W takim razie ja też będę mogła głosować, bo przy pensji wynoszącej 

trzydzieści pięć koron miesięcznie, rocznie zarobię czterysta dwadzieścia 
koron.

- Idą zmiany, Elise. Kobieta może już zostać nawet sędzią. Słyszałem, że 

wkrótce do egzaminu adwokackiego przystąpi pierwsza kobieta. Ale są i 
tacy,   którzy   domagają   się   dostępu   kobiet   także   do   innych   urzędów 
państwowych.   Naturalnie   prócz   takich   jak:   minister,   pastor,   dyplomata, 
konsul   i   oficer.   Dopiero   by   to   było,   gdyby   jakaś   kobieta   zasiadła   w 
rządzie! - Zaśmiał się.

Zamilkli. Przypomniało jej się, jak zostali z Emanuelem uwięzieni na 

noc w komórce. Mimo że wciąż kochała Johana, czuła coś, gdy leżała 
wtulona   w   Emanuela   pod   jego   zimowym   płaszczem.   Może   mogłaby 
przywołać z powrotem tamte doznania?

-   Słyszałaś,   że   został   wprowadzony   pisemny   egzamin   maturalny   w 

UmdsmaP.

Spojrzała na niego i pokręciła głową.
- Wymaga się, by maturzyści znali obie obowiązujące odmiany języka 

norweskiego. Równocześnie w riksmal wprowadzono zmiany w ortografii, 
zmierzające w kierunku odejścia od duńskich form zarówno w pisowni, 
jak i w gramatyce. Są nawet tacy, którzy chcą, by te dwa języki, landsmal i 
riksmdl, stopniowo zbliżyły się do siebie, choć pojęcia nie mam, jak oni 
zamierzają tego dokonać - zaśmiał się.

Elise wiedziała, że powinna słuchać uważnie tego, co mówi, bo może to 

jej się przydać w pracy w biurze, ale po pierwsze była zbyt zmęczona, a po 
drugie myślami krążyła wciąż wokół tego, co ją czekało w nocy.

- Debaty językowe wywołują wiele emocji - ciągnął, choć niemożliwe, 

by   nie   zauważył   roztargnienia   Elise.   -   Powiada   się,   że   zwolennicy 
landsmal chcą zmonopolizować nastroje narodowe, natomiast zwolennicy 
riksmdl uważają, że im przysługuje wyłączne prawo do kultury.

Znów zamilkli. Emanuel chyba zastanawiał się, czemu jest taka cicha.
-   Rozmyślałem   trochę   nad   tym   twoim   pisaniem,   Elise.   Byłem   może 

nieco   niesprawiedliwy,   odnosząc   się   niechętnie   do   tego,   co   sprawia   ci 
wyraźną   radość.   W   druku   ukazało   się   więcej   utworów   kobiet,   niż 
przypuszczasz,   ale   one   wszystkie   publikują   pod   pseudonimami.   Na 
przykład Dikken Zwilgmeyer, Ragnhild Jolsen i Ahzilde Prydz.

background image

- Ja też używam pseudonimu.
- To znaczy, że książka wyjdzie pod innym nazwiskiem? - zapytał z 

wyraźną ulgą.

-  Tak   myślę.   Na   razie   jeszcze   nikt   z   wydawnictwa   się   do   mnie   nie 

odezwał, ale Johan pisał, że niebawem skierują do mnie list.

- Dobra wiadomość. Obawiam się, że inaczej spotkałabyś się z ostrą 

krytyką i sprzeciwem. Ostatnio wyszła powieść pisarki Nini Roli Anker 
pod tytułem Lill-Anna i inne, w której autorka zaatakowała zakłamanie, w 
jakim   wychowywane   są   dziewczęta   z   wyższych   sfer,   a   równocześnie 
przedstawiła   z   dużym   zrozumieniem   warunki   życia   robotnic.   Różnica 
polega na tym, że te pisarki mają zupełnie inne korzenie niż ty i dlatego są 
traktowane poważnie.

Przytaknęła, nie mając ochoty dyskutować z nim na ten temat. Nie tylko 

pisarki miały  inne korzenie, Emanuel także pochodził z innego świata. 
Łatwiej rozmawiało jej się z Johanem. On ją rozumiał.

Emanuel zerknął przez okno.
- Czy chłopcy nie powinni już wrócić? Za chwilę mają iść spać.
W tej samej chwili w korytarzu rozległy  się szybkie kroki i radosne 

chłopięce głosy.

- Wiesz co, Elise? - Peder wpadł z impetem do salonu czerwony na 

twarzy i spocony, z czapką na bakier, cały powalany piachem i trawą. - 
Wygrałem!   Bawiliśmy   się   w   podbijanie   kraju   i   ja   wygrałem,   chociaż 
bawili się z nami też starsi chłopcy.

- Gratuluję, Peder - uśmiechnęła się Elise. - Ale teraz już szybko jedzcie 

kolację i kładźcie się spać. Jest późno.

Emanuel popatrzył na Pedera z głęboką zmarszczką u nasady nosa.
- Nie wiesz, Peder, że wchodząc do salonu, należy zawsze zdejmować 

czapkę?

- Przepraszam - Peder pośpiesznie ściągnął nakrycie głowy.
Z piętra doleciał płacz dziecka. Elise zerwała się, ale Kristian zajrzał 

przez drzwi i rzucił:

- Pójdę do nich na górę.
Elise siadła z powrotem na sofie ze słowami:
- Ten Kristian to naprawdę dobry chłopak! Co rusz oferuje mi pomoc 

przy dzieciach.

Emanuel uśmiechnął się.
- Należy ci się chwila odpoczynku. Dobrze go wychowałaś, Elise. Ale 

powinnaś być nieco surowsza wobec Pedera.

Chłopcy   zjedli   posmarowane   kanapki   i   zniknęli   na   piętrze.   Jak   to 

background image

przyjemnie   brzmiało:   „na   piętrze".   Co   prawda   nie   widziała   specjalnej 
różnicy pomiędzy poddaszem w domu majstra a tym, ale skoro Emanuel 
mówił „piętro", to i ona może. W domu majstra mieli tylko jedno duże 
pomieszczenie na poddaszu, a tu góra była podzielona na trzy izby, może 
więc dlatego pasowało tu inne określenie.

Słysząc, jak chłopcy rozmawiają i chichoczą, cieszyła się razem z nimi. 

Byli tacy dumni, że mają osobne sypialnie, zwłaszcza Kristian.

-   Ale   im   tam   wesoło!   -   Uśmiechnęła   się   do   Emanuela.   Objął   ją 

ramieniem i szepnął:

-   Może   i   my   byśmy   też   wnet   zasmakowali   trochę   radości?   Elise 

przytaknęła, ale nie potrafiła udawać, że nie może się

doczekać tej chwili.
- Najlepiej poczekajmy, aż usną. Pocałował ją w policzek.
- Masz rację. Nie mam ochoty, by nas zaskoczyli w pierwszą noc po 

moim   powrocie   do   domu.  To   będzie   taka   nasza   noc   poślubna   -   dodał 
szeptem.

background image

ROZDZIAŁ SZESNASTY

U chłopców było już całkiem cicho, gdy przemknęli się na górę. Jensine 

i Hugo spali mocno.

Elise   rozebrała   się   pośpiesznie,   włożyła   cieniutką   poprzecie-raną 

koszulę nocną i wsunęła się do łóżka. Emanuel potrzebował więcej czasu, 
by   zdjąć   ubrania,   wyjąć   zegarek   na   łańcuszku   z   kieszeni   kamizelki   i 
odpiąć   w   niej   wszystkie   guziki,   zsunąć   szelki   i   gumki   podciągające 
rękawy koszuli. Na dworze było już całkiem ciemno, ale dzięki lekkiej 
poświacie od ulicznej latarni gazowej w sypialni nie panował kompletny 
mrok i dało się rozróżnić kontury.

Elise zamknęła oczy, starając się rozluźnić. Chyba nie będzie tak źle, 

przekonywała siebie. Przecież wcześniej nie odczuwałam niechęci. Nagle 
przypomniało jej się zdarzenie, o którym całkiem zapomniała. Emanuel 
zdenerwował   się   o   coś,   a   może   coś   go   wzburzyło,   i   był   wobec   niej 
gwałtowny i brutalny. Na co dzień zazwyczaj miły i troskliwy, w łóżku 
czasami zachowywał się zupełnie jak obcy człowiek.

Może   byłoby   łatwiej,   gdybym   spróbowała   przywołać   nastrój   tamtej 

nocy,   kiedy   zostaliśmy   zamknięci   w   komórce?   Nie   znałam   go   wtedy 
jeszcze   dobrze.   Byłam   strasznie   speszona,   gdy   musiałam   się   na   nim 
położyć, ale gdyby nie to, kto wie, czy nie zamarzlibyśmy na śmierć.

Powróciły we wspomnieniach urywki rozmowy.
„Jutro   chyba   się   spalę   ze   wstydu,   że   spędziłam   noc   otulona   twoim 

płaszczem". On odpowiedział: „Zwłaszcza że leżysz na mnie".

Pamięta,   że   z   początku   sobie   żartowali,   ale   potem   pojawiło   się   coś 

innego. Wyczuła narastające między nimi napięcie i zawstydziła się, że z 
jej   powodu   on,   oficer   Armii   Zbawienia,   któremu   nie   wolno   czuć 
pożądania,   bo   ślubował   wstrzemięźliwość   seksualną,   narażony   jest   na 
pokusy. Przez długi czas leżała na wznak, ale ścierpła i musiała zmienić 
pozycję i wtedy przylgnęła przodem ciała do jego brzucha. Wydawało jej 
się, że wciąż słyszy jego przerażony głos: „Co ty robisz?" Poczerwieniała 
ze  wstydu  i usiłowała  się  podnieść,  ale  on  ją  przytrzymał.  Później ich 
rozmowa   wciąż   kierowała   się   na   zakazane   tory,   mimo   że   bardzo   się 
pilnowali.

background image

Nagle w jej wspomnieniach pojawiła się inna twarz, twarz Johana, gdy 

żegnał się z nią podczas ostatniego pobytu w domu. Nigdy nie zapomni 
jego słów: „Wyjeżdżam, ale zostaniesz w moich myślach. Jesteś w nich w 
dzień i w nocy".

Nie, nie wolno jej teraz myśleć o Johanie, to niewłaściwe. Teraz musi 

uczynić wszystko, co w jej mocy, by między Emanuelem a nią ułożyło się 
jak   najlepiej.   Przypomniała   sobie   znów   noc   w   komórce   i   poczuła 
mrowienie w ciele.

Emanuel rozebrał się i wszedł pod kołdrę.
- Och, Elise, nie mogłem się doczekać tej chwili - jęknął. Miał na sobie 

koszulę   do   spania,   najwyraźniej   nie   do   końca   pewien   jej   reakcji.   - 
Pozwolisz, bym wziął cię w ramiona?

Gdy  szeptem wyraziła  zgodę, przywarł do niej tak gwałtownie, że z 

trudem oddychała. Całując ją w czoło, szyję i w usta, zapewniał gorąco:

- Nie masz pojęcia, jak za tobą tęskniłem. Nie mogłem spać, moje ciało 

płonęło żarem, którego nie dało się ugasić.

Obłudą z jej strony byłoby powtarzanie takich samych wyznań, leżała 

więc, w milczeniu przyjmując jego pieszczoty i pocałunki, i wstydziła się 
tego, że nie może doczekać się ich końca. Może gdyby się nieco włączyła, 
nie   zdołałby   się   dłużej   powstrzymywać   i  poszłoby   szybciej.   Zadarł   jej 
wysoko koszulę nocną, gładził nogi, biodra i brzuch, powoli wsunął dłoń 
między uda, a potem jego ruchy nabrały gwałtowności. Zaraz zauważy, że 
coś jest nie tak, jak powinno być, że nie jestem gotowa go przyjąć, myślała 
w panice. Daremnie usiłowała przywołać obrazy, które mogłyby jej pomóc 
obudzić pożądanie.

- Nie dam rady się dłużej powstrzymać - jęknął i wszedł w nią ostrymi i 

gwałtownymi ruchami. Z początku sprawił jej ból, zacisnęła jednak zęby, 
dziękując w duchu, że w ciemnościach nie widać jej twarzy. Po chwili 
jednak   poczuła   przebłysk   namiętności,   ale   na   nic   więcej   nie   starczyło 
czasu, bo nagle było po wszystkim. Emanuel, dysząc ciężko, osunął się na 
nią i jęknął: - Jesteś najcudowniejsza na świecie, Elise.

Dzięki Bogu nic nie zauważył.
Obudziła się w nocy, bo ktoś ją obrócił na brzuch. W pierwszej chwili 

się przeraziła, zaraz jednak przypomniało jej się, że wprowadzili się do 
domu   na   Hammergaten,   a   ona   śpi   z   Emanuelem.   Gładził   jej   ciało, 
szepcząc:

- Muszę, Elise. Muszę cię znów posiąść.
Zacisnęła mocno powieki. Chciała krzyknąć: „Nie!", ale powstrzymała 

się z trudem. Są przecież małżeństwem, nie wolno jej odmawiać mu tego, 

background image

do czego ma mężowskie prawo.

Pamiętała lato przed dwoma laty tuż po ślubie, gdy budził w niej coraz 

silniejsze   uczucia.   Nawet   wówczas   odczuwała   przesyt   jego   pieszczot. 
Zauważyła jednak, że gdy przestaje myśleć i koncentruje się wyłącznie na 
nim, w krótkim czasie i ją ogarnia pożądanie. Może teraz też jej się to uda.

Tylko że on zachowywał się jakoś inaczej, nie pamiętała go takiego. 

Nagle przyszło jej do głowy, że pewnie nauczyła go tego Signe, z nią się 
tak kotłował. Wywołało to w niej zrazu wstręt, ale mimowolnie ją to nieco 
podnieciło. Ze zdumieniem zarejestrowała, jak zalewa ją fala pożądania.

- Mmm... czułem, że tym razem też było ci dobrze - wyszeptał już po 

wszystkim. - Jesteś najcudowniejsza.

W   tej   samej   chwili   obudziła   się   Jensine,   bo   nadeszła   pora   nocnego 

karmienia.

Niedzielę spędzili na porządkach. Piękna pogoda utrzymała się, więc 

drugie   śniadanie   zjedli   w   ogródku   za   domem   przy   okrągłym   stole 
pozostawionym   przez   poprzednich   lokatorów.   Emanuel   uśmiechnął   się 
zadowolony.

- Ale nam dobrze, Elise. Pomyśl tylko, tak będziemy spędzać wszystkie 

niedziele przez całe lato. A jak nadejdą ciepłe wieczory, sięgnę po gitarę, a 
ty będziesz śpiewać. Nie zapomniałem twojego czystego i dźwięcznego 
głosu.

Elise zaśmiała się.
- Wydaje mi się, że od tamtej pory, gdy chodziłam z tobą do Świątyni, 

prawie nie śpiewałam, no poza Wigilią i pogrzebami.

- To ja dopilnuję, byś znów zaczęła śpiewać. Masz zbyt piękny głos, by 

się marnował. - Rozejrzał się wokół. - Jutro wieczorem skopię grządki, 
zgrabię suche liście i poprzycinam gałęzie jabłoni. Cudownie będzie znów 
popracować trochę w ogrodzie. I.ubię to zajęcie.

- A ja uszyję firanki w salonie. Widziałam w sklepie tkaninę z koronki. 

Chyba ją kupię.

- Będzie ładnie. Jestem pewien, że mama też coś ze sobą przywiezie. 

Opowiadałem im, jak wygląda nasz dom, i wiedzą, że brakuje jeszcze tego 
i   owego.   Do   chrzcin   został   tydzień.   Mam   nadzieję,   że   zdążymy 
doprowadzić tu wszystko do porządku.

-   Najpierw   będzie   pogrzeb   w   Kjelsas.   Uff,   myślę   o   tym   z   wielkim 

niepokojem.

- To, co się stało, jest bardzo przykre, ale może mimo wszystko tak 

będzie   lepiej   dla   twojej   mamy?   Jest   już   zbyt   stara,   by   pielęgnować 
niemowlę. Wydaje się, że już opieka nad córką Asbjorna wystarczająco ją 

background image

męczy. A może dzięki temu pomyśli częściej o dzieciach, które są u nas? 
Mówiłaś,   że   zmieniła   się   na   lepsze,   gdy   wytknęłaś   jej   zaniedbania. 
Wygląda jednak na to, że jest jej potrzebna kolejna lekcja.

- Zobaczymy, jak się wszystko ułoży. Hilda znosi to gorzej niż ja. Jest 

rozgoryczona i twierdzi, że mama nas zawiodła. Ja natomiast o tym nie 
rozmyślam. Straciłam matkę wtedy, gdy  zachorowała na suchoty  i gdy 
musiałam przejąć opiekę nad rodzeństwem. Potem właściwie już nigdy nie 
oczekiwałam od niej niczego.

- Jesteś mądra, Elise.
-   To   nie   ma   nic   wspólnego   z   mądrością.   Po   prostu   nie   chcę   się 

zadręczać.   Człowiek   zgorzkniały   szkodzi   przede   wszystkim   samemu 
sobie.

Obawiała się, ale i cieszyła, że w poniedziałek rano znów pójdzie do 

biura.   Polubiła   tę   pracę,   nie   mogła   znieść   jedynie   towarzystwa   panny 
Johannessen,   która   przez   cały   tydzień   była   równie   odpychająca   i 
naburmuszona. Może z czasem się to zmieni? „Potwór" przecież prędzej 
czy   później   oswoi   się   z   myślą,   że   jej   koleżanką   z   pracy   jest   prosta 
robotnica. Niemożliwe, by ją to gniewało bez końca.

Przed głównymi drzwiami natknęła się na majstra Paulsena. Ukłoniła 

się, a on uchylił kapelusza.

- Dzień dobry, pani Ringstad. Ciekaw jestem usłyszeć, jak się pani u nas 

podoba.

Nie   widziała   się   z   nim,   odkąd   podjęła   pracę,   i   była   z   tego   powodu 

zadowolona, bo właśnie tego pytania obawiała się najbardziej.

- Bardzo lubię sporządzać listy  płac. Zabawnie jest rozpoznawać tak 

różne nazwiska. Wiele z nich brzmi dla mnie znajomo.

Roześmiał się.
- Po raz pierwszy słyszę, że ktoś lubi sporządzać listę płac. Większość 

uważa, że to strasznie nudne zajęcie. Czy panna Johannessen uczyła już 
panią pisać na maszynie?

-   Nie,   jeszcze   nie.   Pierwszego   dnia   wyjaśniła   mi   natomiast,   jak   się 

używa hektografu, tyle że dość pośpiesznie i niewiele z tego zrozumiałam.

Popatrzył na nią zdziwiony i zmarszczył czoło.
- Hektografu? Przecież pani nie będzie go używać.
- Nie? Zaśmiał się.
-   Myślę,   że   nasza   panna   Johannessen   chciała   sobie   z   pani   trochę 

zażartować.   Ale   tak   już   jest,   gdy   przychodzi   nowy   pracownik,   pani 
Ringstad.   Wszyscy   uwielbiają   dokuczać   nowym.   -   Zaraz   jednak 
spoważniał   i   się   zamyślił.   -   Nie   miałem   jednak   pojęcia,   że   panna 

background image

Johannessen ma takie poczucie humoru... - Uchylił raz jeszcze kapelusza. - 
Do zobaczenia, pani Ringstad - oświadczył i pomaszerował dalej w stronę 
schodów.

Rozmowa wcale nie podniosła jej na duchu. Zyskała natomiast dowód 

na to, co podejrzewała przez cały tydzień. Panna Johannessen celowo jej 
wyłożyła zasadę działania powielacza, żeby ją nastraszyć. Nie wróżyło to 
dobrze ich dalszej współpracy-

Ku swemu zdumieniu zauważyła przy jednym z wolnych do tej pory 

biurek młodego mężczyznę. Zarówno Reidar, jak i Emanuel twierdzili, że 
mężczyźni i kobiety nie pracują w biurach w jednym pomieszczeniu. Mało 
tego, słyszała, że kobieta nie może usiąść na fotelu, na którym chwilę 
wcześniej siedział mężczyzna.

Przyszła panna Johannessen i pośpiesznie zerknęła na swój kieszonkowy 

zegarek,   żeby   skontrolować,   czy   Elise   pojawiła   się   punktualnie,   a 
następnie zwróciła się do nieznajomego.

-   To   nasza   nowa   urzędniczka,   o   której   panu   opowiadałam,   panie 

Samson.

Uśmiechnęła się do niego i Elise po raz pierwszy miała okazję zobaczyć 

pogodne oblicze swojej przełożonej. Mężczyzna wstał i podał Elise rękę:

- Sigvart Samson, bardzo mi miło.
- Elise Ringstad - ukłoniła się.
Nie  odezwał się  więcej. Ogarnęła  ją niepewność,  czy  powinna  jakoś 

nawiązać   rozmowę.   Nie   pytał   o   to,   jaką   szkołę   ukończyła,   ale   pewnie 
panna   Johannessen   już   mu   wszystko   opowiedziała.   Zapadło   kłopotliwe 
milczenie, w końcu Elise skierowała kroki do swojego biurka i usiadła. W 
tym samym momencie zauważyła, jak panna Johannessen mrugnęła do 
Samsona   i   uśmiechnęła   się   porozumiewawczo.   Elise   zdawało   się,   że 
słyszy   jej   myśli:   „Sam   pan   widzi!   Pochodzi   z   robotniczej   rodziny   i 
pracowała jako prządka w fabryce. I co pan o tym sądzi?"

Postanowiła udać, że się niczego nie domyśla. Zyskać szacunek może 

tylko sumienną pracą.

Panna Johannessen podeszła do niej wolnym krokiem.
- Pomyślałam sobie, pani Ringstad, że zacznie pani się dziś uczyć pisać 

na   maszynie.   Właściwie   powinna   pani   posiadać   już   tę   umiejętność, 
przychodząc do nas. Tego uczą w szkole handlowej. Mamy tu tyle pracy, 
że nie ma czasu na przyuczanie, ale skoro majster Paulsen tak postanowił, 
to... - skrzywiła się. - Najpierw jednak proszę wyczyścić lampy naftowe.

Odwróciła się i już miała wracać do swojego biurka, gdy coś jej się 

jeszcze przypomniało.

background image

- Poza tym teraz, gdy w naszym towarzystwie mamy też mężczyznę, do 

pani obowiązków należeć będzie opróżnianie spluwaczki. No i straszny tu 
kurz. Proszę najpierw powycierać kurze szczotką z piór.

Choć pracowała w pocie czoła, dopiero przed przerwą obiadową zdążyła 

uporać   się   ze   wszystkim,   co   jej   zleciła   panna   Johannessen   poza 
sporządzaniem list płac.

Spoglądając na maszynę do pisania o nazwie „Liliput", czuła, jak jej się 

pocą   dłonie.   Panna   Johannessen   objaśniła   jej   wszystko   tak   szybko,   że 
trudno   było   za   nią   nadążyć,   a   sytuację   dodatkowo   komplikowało 
zdenerwowanie.

Odnajdywanie   odpowiednich   liter   na   klawiaturze   zajmowało   jej   tyle 

czasu, że w końcu panna Johannessen przyniosła wielką księgę opatrzoną 
tytułem „Formularze i pisma" i poprosiła, by zamiast tego wprowadziła do 
tej księgi odręcznie umowy zakupu. I gdy wreszcie nadeszła pora przerwy 
obiadowej, Elise była wykończona i przygnębiona.

Musiała jeszcze zapytać majstra, czy mogłaby się nazajutrz zwolnić na 

pogrzeb. Ociągała się w nadziei, że panna Johannessen wyjdzie, bo nie 
chciała przy niej pukać do gabinetu majstra. Ponieważ jednak przełożona 
nie   zamierzała   najwyraźniej   opuszczać   biura,   a   Elise   nie   mogła   dłużej 
zwlekać, bo sąsiadka, która opiekowała się Jensine, już na nią czekała, nie 
miała innego wyboru.

Majster siedział za wielkim biurkiem z ciemnego drewna. Na środku 

blatu znajdował się piękny komplet do pisania z dwoma kałamarzami, a 
obok srebrne pudełko na cygara. Na ścianie za plecami majstra wisiały 
piękne dyplomy.

Podniósł wzrok znad papierów, a na widok Elise jego twarz rozjaśniła 

się w uśmiechu. Dodało to jej odwagi.

-   Przepraszam,   że   przeszkadzam,   majstrze   Paulsen,   ale   chciałam   się 

dowiedzieć, czy będę się mogła jutro zwolnić na pogrzeb. - Zauważyła, że 
przez jego twarz przemknął cień przerażenia, dodała więc pośpiesznie: - 
Umarła córeczka mojej mamy, żyła tylko parę dni.

Strach   ustąpił   miejsca   uldze.   Czyżby   się   przeraził,   że   coś   się   stało 

Hildzie albo Isacowi?

- To smutne. Jak przyjęła to pani mama?
-   Bardzo   ciężko.  Tyle   przeszła   w   ostatnim  czasie,   najpierw   choroba, 

potem śmierć ojca.

Pokiwał głową.
- Pamiętam. Pociechą może być to, że ma was czworo. Mam nadzieję, 

że potrafi to docenić.

background image

-   Owszem.   Poza   tym   jej   obecny   mąż   ma   córeczkę   z   pierwszego 

małżeństwa.

-  W  takim  razie   mama   powinna   się   cieszyć.   Nie   widzę   powodu,   by 

kobiety rodziły zbyt wiele dzieci. Przeludnienie sprzyja biedzie i nędzy.

- Jest więc możliwe, bym zwolniła się jutro na kilka godzin?
- Oczywiście. Jak nauka? Liliput to podobno maszyna szybko pisząca, 

tak   ją   przynajmniej   reklamują.  To   niezwykłe,   że   od   razu   uzyskuje   się 
gotowe pismo bez sporządzania matrycy, prawda?

Elise przytaknęła, dodała jednak:
- Nie zdążyłam jeszcze zbyt wiele poćwiczyć, bo wcześniej musiałam 

wykonać mnóstwo innych rzeczy

Majster popatrzył na nią, a u nasady nosa utworzyła mu się głęboka 

bruzda.

- Chyba nic nie jest pilniejsze od nauki pisania na maszynie?
Elise wpadła w zakłopotanie. Nie zamknęła za sobą porządnie drzwi, 

więc panna Johannessen na pewno słyszy, o czym rozmawiają. W każdym 
razie jeśli uważnie nasłuchuje.

-   Zaraz   po   przerwie   obiadowej   będę   dalej   ćwiczyć,   panie   Paulsen   - 

dygnęła i wyszła.

Jak się słusznie domyślała, panna Johannessen stała tuż przy drzwiach 

zła jak furia.

- Musiała pani opowiadać majstrowi, że zajmowała się czymś innym niż 

pisanie na maszynie? Nic na to nie poradzę, że jest pani taka powolna i 
codzienne czynności zajmują pani tyle czasu, że nie nadąża pani wykonać 
zleconej pani pracy.

Elise nie odpowiedziała. Szybkim krokiem opuściła biuro- i odetchnęła 

głęboko dopiero, gdy znalazła się na schodach. Co za jędza!

Po powrocie do domu zastała list z duńskim znaczkiem pocztowym. Od 

razu się domyśliła, że to nie od Johana, bo adres napisany był na maszynie. 
Podziękowawszy za pomoc pani Jonsen, sąsiadce, która opiekowała się 
Jensine,   podekscytowana   rozerwała   kopertę.   Pisali   z   wydawnictwa. 
Pogratulowali jej książki i zaoferowali dwadzieścia pięć koron zaliczki. 
Elise zrobiła wielkie oczy: dwadzieścia pięć koron! To tyle, ile zarabiała w 
trzy tygodnie, stojąc przy maszynie po dwanaście godzin dziennie. A na 
dodatek otrzyma więcej, kiedy książka trafi do sprzedaży. Wydawcy pisali 
także, że z wielką radością oczekiwaliby jej wizyty w Kopenhadze, ale od 
Johana Thoresena dowiedzieli się, że niedawno urodziła dziecko i z tego 
powodu   nie   może   przybyć.   Elise   była   wdzięczna   Johanowi,   że   znalazł 
wiarygodną wymówkę. Gdyby stać ją było na podróż i opłacenie niańki, 

background image

wyjechałaby w jednej chwili.

Oderwała   spojrzenie   od   kartki   i   rozmarzonym   wzrokiem   popatrzyła 

przez   okno.   Gdyby   tak   pojechać   do   Kopenhagi,   poznać   ludzi   w 
wydawnictwie, a potem spotkać się z Johanem...

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY

Pogrzeb   dziecka   mamy   i   Asbjorna   był   dla   wszystkich   ciężkim 

przeżyciem. Widok maleńkiej trumny obłożonej kwiatami i rozdzierający 
płacz   mamy   zdawał   się   niemal   nie   do   wytrzymania.   Wprawdzie   Elise 
widziała już w swoim życiu niejeden karawan z trumienką niknącą wśród 
czarnych draperii, bo ludzie nad rzeką przywykli do takich obrazków, ale 
w   Kjelsas,   gdzie   ludziom   powodziło   się   lepiej,   pogrzeb   maleństwa 
wywołał   spore   poruszenie.   I   chociaż   mama   z   Asbjornem   nie   zdążyli 
jeszcze   poznać   wielu   sąsiadów   w   okolicy,   kościół   był   wypełniony   po 
brzegi, a Elise jeszcze na żadnym pogrzebie nie widziała tylu kwiatów. 
Mama   była   niepocieszona,   a   twarz  Asbjorna   wykrzywił   grymas   bólu   i 
rozgoryczenia,  Anne   Sofie   zaś,   blada   i   poważna,   siedziała   sztywno   w 
pierwszej ławce i nawet się nie poruszyła.

Elise znów uderzyło, że dziewczynce nie jest chyba lekko, i pomyślała, 

że   mama,   zamiast   rozmyślać   bez   przerwy   o   utraconym   niemowlęciu, 

background image

powinna się raczej skupić na Anne Sofie. Ale zdawała sobie sprawę, że 
łatwo doradzać, gdy się samemu nie było nigdy w takiej sytuacji.

Gdy   w   kazaniu   pastor   nawiązał   do   słów   Pana   Jezusa:   „Pozwólcie 

dzieciom przychodzić do mnie. Nie zabraniajcie im, bo do nich należy 
Królestwo Niebieskie", mama rozszlochała się jeszcze bardziej. Widząc to, 
głęboko nieszczęśliwy Peder też uderzył w płacz, a wówczas i Evertowi 
trudno było powstrzymać łzy. Hilda na pewno myślała o krótkim życiu 
swojej córeczki, bo też wciąż podnosiła do oczu chusteczkę. Na ławce tuż 
przed nimi siedziała jakaś kobieta, która zapewne również kogoś straciła, 
bo łkała niemal tak głośno jak mama. Elise nie uczestniczyła nigdy w 
pogrzebie, na którym popłynęłoby tyle łez. Ludzie znad rzeki przywykli 
do śmierci i traktowali ją jak naturalny element życia. Kiedy matka sporej 
gromadki   dzieci   traciła   w   wypadku   męża,   sąsiadki   pocieszały   ją,   że 
przynajmniej nie ma dziesięciorga albo dwanaściorga gąb do wyżywienia. 
A kiedy matce umiera małe dziecko, nie ma ona ani siły, ani czasu na zbyt 
długą żałobę, bo całą swoją energię poświęcić musi na to, by utrzymać 
przy życiu te, co pozostały.

Na kawę po pogrzebie zaproszono tylko ich i panią Evertsen. Rodzice 

Asbjorna   nie   żyli,   a   inni   krewni   z   Bekkelaget   nie   mieli   możliwości 
przybyć. Może śmierć noworodka nie poruszyła ich na tyle, by zadać sobie 
trud przyjazdu.

- Kiedy już kondukt żałobny  odprowadził trumnę do grobu i została 

zasypana ziemią, Elise ponownie zwróciła uwagę na starszą kobietę, która 
wyglądała   na   głęboko   nieszczęśliwą.   Zerkała   bez   przerwy   na   mamę, 
Asbjorna i Anne Sofie. Elise nie widziała jej nigdy wcześniej, więc uznała, 
że to pewnie jakaś nowa sąsiadka. Asbjorn nie odstępował swojej bolejącej 
żony   na   krok   i  podtrzymując   ją   opiekuńczym  ramieniem,   prowadził  w 
stronę cmentarnej bramy. Anne Sofie została na chwilę sama. Elise chciała 
do niej podejść, ale wówczas zauważyła, jak ta obca kobieta pochyla się 
nad   dziewczynką   i   coś   do   niej   mówi.   Anne   Sofie   spojrzała   na   nią 
zawstydzona i pokiwała lekko głową. Kobieta pochyliła się jeszcze niżej i 
pocałowała ją w policzek. Na pewno to jakaś wrażliwa osoba. Możliwe, że 
też zauważyła, iż dziewczynka ostatnio pozostawiona była samej sobie.

Elise zwlekała przez chwilę, po czym podeszła do nich powoli.
Kobieta podniosła gwałtownie wzrok, a na jej twarzy odmalowało się 

przerażenie. Chciała odejść pośpiesznie, ale Elise ją zatrzymała.

- Proszę nie odchodzić! Pomyślałam, że jest pani pewnie jakąś nową 

sąsiadką mojej mamy, i miałam ochotę się przywitać.

Kobieta  odwróciła  głowę  i  popatrzyła w kierunku  mamy   i Asbjorna, 

background image

którzy zdążyli już odejść spory kawałek.

- Jestem babcią Anne Sofie - odezwała się kobieta po chwili z oczami 

pełnymi łez: - Proszę mi wybaczyć, ale tak strasznie się stęskniłam za 
Anne Sofie. To moja jedyna wnuczka, córka była jedynaczką.

- Pewnie jest pani bardzo ciężko. - Elise ogarnęło współczucie dla tej 

kobiety. - Mieszka pani daleko stąd?

Kobieta pokręciła głową.
- Mieszkamy przy Anton Schjoths gate. Niedaleko Wzgórza Świętego 

Jana - dodała, sądząc zapewne, że Elise nie zna okolicy.

Elise   ogarnęło   dziwne   uczucie.   Przypomniało   jej   się,   że   Asbjorn 

opowiadał   im   kiedyś,   że   mieszkał   przy  Anton   Schjoths   gate   razem   ze 
swoją   pierwszą   żoną.   Pewnie   razem   z   teściami?   Ale   przecież   przed 
przeprowadzką do Kjelsas mieszkał z mamą i córeczką właśnie w tamtej 
okolicy. Dlaczego nie pozwalał dziewczynce spotykać się z dziadkami?

-   Wolno   mi   zapytać,   czy   zna   pani   nową   żonę  Asbjorna?   -   zapytała 

kobieta bardzo ostrożnie.

Elise   poczuła   się   nieswojo.   Czyżby   to   mama   zabraniała  Asbjornowi 

utrzymywać kontakty z rodzicami pierwszej żony? Może nie należy się 
dziwić?  Pewnie jest zazdrosna o przeszłość męża, ale czy pomyślała o 
dziecku? Dlaczego miałaby z tego powodu cierpieć Anne Sofie?

- Jestem jej najstarszą córką. Kobieta poczerwieniała gwałtownie.
- Przepraszam, nie wiedziałam.
- Skąd miała pani wiedzieć. Czy to moja mama robi pani trudności?
Kobieta pośpiesznie pokręciła głową.
- Nie, nic takiego nie powiedziałam. Bardzo się cieszę, że Asbjorn ożenił 

się ponownie. Był taki samotny i nieszczęśliwy po śmierci mojej córki. 
Cieszyłam   się   też,   że  Anne   Sofie   ma   nową   rodzinę.   Spotkałam   się   z 
wnuczką raz już po przeprowadzce do domu przy Beierbrua. Była taka 
radosna i zadowolona, opowiadała o starszych chłopcach, z którymi się 
bawi, i o pluszowym misiu, pożyczonym od jednego z nich. Zdaje się, że 
od Pedera?

Elise przytaknęła z uśmiechem.
- Chłopcy bardzo polubili Anne Sofie. Ostatnio nie bywali tu, w Kjelsàs, 

bo mama nie czuła się najlepiej, ale zimą często tu zaglądali. Za każdym 
razem cieszą się na spotkanie z Anne Sofie.

- Jak to dobrze dla niej. Cieszę się, że udało mi się z panią porozmawiać, 

bo bardzo się niepokoiłam. Kiedy dowiedziałam się, że pani mama jest 
przy nadziei, trochę się lękałam. Bałam się, że Anne Sofie przeżyje kolejną 
tragedię, po raz drugi straci matkę. Tymczasem straciła siostrzyczkę, choć 

background image

na szczęście nie zdążyła jej jeszcze pokochać.

Elise korciło zapytać kobietę o coś, ale nie była pewna, czy powinna. W 

końcu nie wytrzymała.

- Czy  to moja mama, czy  Asbjorn sprzeciwia się pani spotkaniom z 

wnuczką?

Na smutną twarz wypłynął rumieniec.
- Nic dziwnego, że nie chcą, bym ich niepokoiła, w końcu jestem matką 

pierwszej żony Asbjorna.

Elise skinęła głową ze zrozumieniem i wyjaśniła:
- Umówiłam się z Anne Sofie, że będzie mogła do nas przychodzić i 

bawić się z dziećmi. Przeprowadziliśmy się niedawno na Hammergaten. 
Jeśli mi pani powie,  pod jakim numerem na Anton Schjoths gate  pani 
mieszka, wyślę któregoś z chłopców, by panią powiadomił, kiedy Anne 
Sofie nas odwiedzi. Może się pani spotykać z nią u nas. Uważam, że nie 
powinno się uniemożliwiać dziadkom kontaktów z wnukami.

Zauważyła,   że   oczy   ciężko   doświadczonej   babci   rozbłysły   radością, 

zaraz jednak radość w nich przygasła.

- Nie jestem pewna, czy Asbjornowi się to spodoba. W każdym razie 

najpierw trzeba go zapytać.

- Porozmawiam o tym z mamą. Oczy babci Anne Sofie znowu zalśniły.
- To naprawdę wyjątkowo miło z pani strony, nie chciałabym jednak, by 

z tego powodu powstały w rodzinie jakieś niesnaski.

- Moja mama ciężko chorowała na suchoty i przez długi czas leżała w 

łóżku,   a   jej   stan   wciąż   się   pogarszał.   Byliśmy   pewni,   że   ją   stracimy. 
Jednak dzięki pewnemu wspaniałomyślnemu człowiekowi mama została 
umieszczona w sanatorium Grefsen i cudem ozdrawiała. Długa choroba 
jednak   bardzo   ją   zmieniła.   Wcześniej   była   nadzwyczaj   pracowita   i 
zręczna,   pracowała   w   fabryce   po   dwanaście   godzin   dziennie   i   miała 
czworo   dzieci,   którymi   się   opiekowała   po   powrocie   do   domu.   Gdy 
zachorowała, jako najstarsza przejęłam odpowiedzialność za braci. Siostra 
miała wtedy szesnaście lat. Od tamtej pory matkuję im i ich utrzymuję. 
Nie potrafię właściwie stwierdzić, czy to wina mamy, czy moja, że taki 
stan   rzeczy   się   utrzymuje.   Dobrowolnie   wzięłam   na   siebie 
odpowiedzialność za braci, a mama nie miała nic przeciwko temu, by tej 
odpowiedzialności   uniknąć.   Może   powinnam   była   ją   zmusić,   by   zdała 
sobie   sprawę,   że   chłopcy   są   jej   dziećmi,   nie   moimi.   Po   ślubie   wraz   z 
mężem przeprowadziliśmy się do domu majstra, a mama i bracia razem z 
nami. Nadal przez cały ten czas tylko ja się nimi zajmowałam. No a kiedy 
mama i Asbjorn się pobrali i przeprowadzili, nawet nie rozważali moż-

background image

liwości zabrania chłopców ze sobą.

Mówiła   z   przejęciem,   zdumiona   własną   szczerością   wobec   całkiem 

obcej kobiety, ale czuła, że babci Anne Sofie należy się wyjaśnienie.

Zauważyła, jak twarz kobiety złagodniała i uleciał z niej smutek.
- Tak się cieszę, że mi pani o tym opowiedziała, pani...
- Ringstad, Elise Ringstad.
- Przyznaję, że trudno mi było pojąć, jak matka mogła się wyprowadzić 

od   swoich   dzieci.   Teraz   jednak   rozumiem   wszystko   o   wiele   lepiej.   - 
Uśmiechnęła się zakłopotana. - Jeśli się pozna przyczyny, łatwiej kogoś 
zrozumieć. Bardzo się bałam, że nowa żona Asbjorńa jest... - zamilkła, 
zagryzając usta.

-   Rozkapryszoną   egoistką   -   pomogła   jej   dokończyć   Elise.   -   Mama 

kiedyś taka nie była. Zawsze stawiała na pierwszym miejscu dzieci. Gdy 
brakowało nam jedzenia, mówiła, że nie jest głodna, a jeśli rzadko trafiało 
się coś smacznego, udawała, że nie ma ochoty albo że ją mdli, by dla nas 
było więcej. Byliśmy dla niej najważniejsi. Nigdy jednak nie wiadomo, jak 
poważna   choroba   wpłynie   na   człowieka.   Jedni   nabierają   pokory   i 
wdzięczności,   że   przeżyli,   inni   wciąż   lękają   się,   że   mogą   na   nowo 
zachorować, i zaczynają przesadnie dbać o siebie.

- Przemawia przez panią prawdziwa mądrość, pani Ringstad. Tak się 

cieszę, że panią spotkałam. Ale widzę, że już wszyscy poszli, za chwilę 
zostaniemy tu same. - Rozejrzała się wokół i dodała: - Niewiele tu grobów. 
Słyszałam,  że  kaplicę  i cmentarz  otwarto  tu  dopiero  przed  paru laty. - 
Zerknęła znów na Elise i spytała: - Czy oni mieszkają daleko stąd?

Elise pokręciła głową. - Nie, niedaleko, w willi „ Almsdorf " poniżej 

hotelu. Nie byłam tam wiele razy, ale to niedaleko stacji kolejowej Kjelsàs.

- To chyba duża i elegancka willa?
- Tak, ale oni wynajmują tylko jedno skrzydło na tyłach. Willa ma duży 

ogród, jest tam też obora i stajnia. Wydaje mi się, że Anne Sofìe dobrze się 
tam czuje.

- Ale jak ona się dostanie stamtąd do państwa? To daleko.
- Mam nadzieję, że Asbjorn zgodzi się ją do nas przyprowadzać.   
- Jeśli mu żona pozwoli.
Elise zrobiło się wstyd za mamę.
-   Jeśli   nie,   to   poproszę   Kristiana,   starszego   z   braci.   On   nigdy   nie 

odmawia, gdy go proszę o pomoc.

- Do widzenia, pani Ringstad. Nie potrafię wyrazić, jaką ulgę przyniosła 

mi rozmowa z panią. Myślę o Anne Sofie dniem i nocą i bardzo za nią 
tęsknię. Rozumie pani, ona jest taka podobna do swojej mamy! Zupełnie 

background image

jakbym widziała swoją córkę w dzieciństwie. - Jej oczy znów napełniły się 
łzami.

Elise patrzyła na nią z głębokim współczuciem.
- Czyż życie nie jest dziwne? - odezwała się. - W ubogich rodzinach 

robotniczych dzieci rodzą się prawie co roku i rodzice dwoją się i troją, a i 
tak nie dają rady, by zapewnić im byt. Gdzie indziej tymczasem rodzi się 
tylko jedno dziecko, i jeszcze na dodatek umiera. Nie ma sprawiedliwości 
na tym świecie.

-   Święta   racja!  Nie   ma   sprawiedliwości.   Jedyną   pociechą   jest   to,   że 

wszyscy   po   śmierci   trafimy   do   tego   samego   nieba.   -   Obie   skierowały 
wzrok   na   niewielki   kopczyk   obłożony   kwiatami.   -   Tylko   że   niektórzy 
odchodzą za wcześnie - dodała z westchnieniem.

Elise szła powoli za innymi w stronę willi „ Almsdorf", a w głowie 

kłębiły jej się najrozmaitsze myśli. Postanowiła odbyć poważną rozmowę 
z mamą, gdy minie trochę czasu od śmierci i pogrzebu córeczki.

Miło było znów spotkać panią Evertsen, bo choć dom majstra stał nie 

tak   daleko   od   Andersengarden,   to   jednak   rzadko   się   spotykały.   Pani 
Evertsen zwykle spacerowała w górę Sandakerveien po drodze do Sagene 
albo do mleczarni. Rzadko kiedy wybierała drogę przez most Beierbrua i 
Maridalsveien.   Minionej   zimy   ponadto   trochę   niedomagała   i   w   ogóle 
rzadko wychodziła.

- O, a co u ciebie, Elise? - zagadnęła dawna sąsiadka. - Słyszałam, że 

zmieniłaś pracę. Czyżby hala fabryczna wydawała ci się nie dość dobra?

Elise uśmiechnęła się. Przygotowała się na to, że wiele osób przyjmie z 

niechęcią, a nawet gniewem wiadomość o tym, że została urzędniczką. 
„Niech   ci   się   nie   zdaje,   że   jesteś   kimś",   brzmi   znane   powszechnie 
powiedzenie i takimi kategoriami się tu myślało.

- Wie pani przecież, że kiedy wyszłam za mąż i urodziłam dzieci, nie 

mogłam pracować dłużej jako prządka. W zeszłym roku na jesieni stałam 
za ladą w sklepie wdowy Borresen w dole przy Telthusbakken, a jeszcze 
wcześniej   byłam   krawcową.   Kiedy   jednak   zaoferowano   mi   posadę   w 
biurze, nie mogłam oczywiście odmówić.

- Ale dlaczego właśnie tobie? Może się mu spodobałaś? Elise usiłowała 

się opanować, bo w końcu przyszli na stypę.

Nie wolno jej wpadać w gniew i złość, gdy mama jest taka zdruzgotana.
- A jakżeby inaczej? Przecież w innym przypadku nie zatrudniłby prostej 

robotnicy.

Pani Evertsen popatrzyła na nią z zachłanną ciekawością i zapytała:
-   Zauważyłaś   to   czy   może   powiedział   ci   o   tym   wprost?   Elise 

background image

uśmiechnęła się.

- Przecież ja tylko żartuję, nie domyśliła się pani? Majster potrzebował 

kogoś do biura i zauważył, że potrafię ładnie kaligrafować. A może zapytał 
mojej nauczycielki w szkole w Sagene i dowiedział się, że byłam najlepszą 
uczennicą w klasie?

Nie wyglądało na to, by pani Evertsen dała się przekonać. Elise znała ją 

na   tyle,   by   wiedzieć,   że   sąsiadka   wolałaby,   aby   było   coś   na   rzeczy. 
Skupiłaby na sobie uwagę, gdyby przyniosła taką nowinę.

Elise   westchnęła.   Prawie   już   zapomniała,   jaka   z   tej   pani   Evertsen 

wścibska plotkara. W pierwszej chwili, gdy ją ujrzała, naszły ją wyłącznie 
miłe wspomnienia z Andersengarden. Pamięta, jak pani Evertsen siadała 
przy stole nad kubkiem kawy i opowiadała nowiny z okolicy, zabawne i 
czasami ważne. Informowała na przykład, komu potrzebna jest pomoc, a 
od kogo lepiej się trzymać z daleka.

Mama siedziała w fotelu, zdając się na córki, które częstowały gości 

kawą i ciasteczkami. Gospodyni domu, którą Elise widziała tylko raz, gdy 
tu przyszła po raz pierwszy, wydawała się cicha i dobroduszna. Okazała 
ogromne współczucie mamie i Asbjornowi. Na stypę użyczyła im nawet 
swojego   dużego   salonu.   Pomieszczenie   było   piękne,   na   postumentach 
umieszczono   wielkie   paprocie   w   mosiężnych   donicach,   na   ścianach 
wisiały gęsto obrazy w owalnych czarnych ramach, a oprócz tego duży 
haftowany obraz przedstawiający dom i ogród. Uśmiechając się skromnie, 
gospodyni wyznała, że sama go wyhaftowała. W salonie stało dużo mebli, 
więc trudno było się poruszać. Podłogę przykrywał gruby piękny dywan. 
Do   ściany   był   przymocowany   stół,   na   którym   leżały   fajki,   a   między 
oknami wisiało duże lustro w złoconej ramie.

Gdy   Elise   nalała   już   wszystkim   kawy,   usiadła   obok   gospodyni,   bo 

bardzo   chciała   usłyszeć   historię   tej   okolicy.   Pani   Muus,   bo   tak   się 
nazywała gospodyni, urodziła się i wychowała we dworze Nordre Äsen. 
Rozgadała się i już po chwili dowiedzieli się, że to jej dziadek pomógł 
policji   złapać   złodzieja   wszech   czasów   Ole   Pedersena   Hoilanda   po 
napadzie na Norges Bank, którego dokonał w 1836 roku.

Peder   i   Evert,   którzy   siedzieli   w   pobliżu,   wyostrzyli   słuch   i 

rozszerzonymi   oczami   wpatrywali   się   w   panią   Muus,   która   zachęcona 
skupioną na niej uwagą chętnie opowiedziała, co się wtedy wydarzyło.

- Mój dziadek wybrał się na wzgórze niedaleko Disen, żeby zajrzeć do 

letniej stodoły, z której podobno ukradziona siano. Kiedy tam dotarł, ze 
stodoły wybiegł jakiś mężczyzna. Na parceli Bekkestua od poprzedniej 
jesieni mieszkał jeden z jego komorników. Dziadek i towarzyszący mu 

background image

pomocnik znaleźli w stodole ukryte banknoty. Okazało się, że komornik 
był   wcześniej   strażnikiem   w   więzieniu   w  Akershus   i   tam   poznał   Ole 
Pedersena Hoilanda, gdy ten odsiadywał swój wyrok. Zrobiło mu się go 
żal,   kiedy   złodziej   opowiedział   mu,   że   tak   naprawdę   jest   uczciwym 
człowiekiem, a kraść zaczął tylko dlatego, że matka błagała go z płaczem, 
by zdobył chleb dla rodziny, kiedy w domu zabrakło pożywienia. Od tego 
się zaczęło, żalił się Ole Pedersen Heiland. Gdy już raz uznano mnie za 
złodzieja, niełatwo mi było się uwolnić od tego piętna, więc równie dobrze 
mogłem kraść dalej.

Peder,   choć   dobrze   wiedział,   że   nie   należy   przerywać   dorosłym,   jak 

zwykle się zapomniał.

- I co było potem? Udało mu się uciec? Pani Muus uśmiechnęła się.
- Ole Pedersen Hoiland był nie tylko mistrzem we włamywaniu się, ale 

także jak mało kto potrafił wydostać się z więzienia. Komornik pozwolił 
mu przenocować w stodole, ale po kilku dniach złodziej został złapany i 
osadzony znów w areszcie, skąd uciekł ponownie. Ukrył się wówczas w 
grocie tu, przy  wzgórzu Grefsen. Jeśli chcecie, pokażę wam kiedyś, w 
którym miejscu. Podobno nadal są tam ukryte pieniądze. Wielu chłopców 
już próbowało je odnaleźć.

Peder i Evert wydali z siebie okrzyk radości.
Elisd   uciszyła   pośpiesznie   chłopców,   widząc   zagniewane   spojrzenie 

mamy. Na stypie nie należy się śmiać i bawić.

- No i co było dalej? - dopytywał się szeptem Peder. - Złapali go jeszcze 

raz?

Pani Muus przytaknęła, tym razem z powagą.
-   Tak,   ale   za   każdym   razem   udawało   mu   się   uciec.   To   był   miły   i 

serdeczny człowiek. Ojciec jednego mojego znajomego był w młodości 
woźnicą.   Którejś   jesiennej   nocy,   gdy   wracał   do   domu,   zatrzymał   go 
sympatyczny   mężczyzna   i   poprosił,   by   go   kawałek   podwiózł.   Kiedy 
podróżny wychodził, podarował woźnicy srebrnego talara i rzekł:

-   To   zapłata   za   podwózkę.   Możesz   teraz   wszystkim   przekazać 

pozdrowienia i pochwalić się, że wiozłeś Ole Pedersena Hoilanda.

Peder miał oczy jak guziki i pytał z zapałem:
- Myśli pani, że on nadal siedzi tam w tej grocie? Pani Muus pokręciła z 

uśmiechem głową.

- Nie, umarł ponad pięćdziesiąt lat temu. Zamknięto go w solidnej klatce 

w lochach Akershus. Mieszkańcy Kristianii ciągnęli tłumnie, by zobaczyć 
więźnia za kratkami. Ale choć wydawało się, że stamtąd nie ma szans 
ucieczki, zdołał się jakoś podkopać i uciec raz jeszcze. Doniósł na niego 

background image

krawiec. Ludzie, głęboko współczując Ole Pedersenowi Hoilandowi, tak 
strasznie się wściekli na krawca, że omal go nie zlinczowali. Tym razem 
więzień nie zdołał już wydostać się na wolność i odebrał sobie życie. Tak 
więc, jak sami rozumiecie, chłopcy, przestępstwo nigdy nie popłaca.

Chłopcy jednak zdawali się nie słyszeć ostatnich słów pani Muus. Evert 

zwrócił się do Pedera:

- Jak on zdołał zrobić dziurę w podłodze?
- Może miał w kieszeni nóż?
- Nie dałby rady się podkopać i uwolnić z celi, posługując się jedynie 

nożem, to chyba jasne.

- To może skradł siekierę?
Twarz Everta rozpromieniła się, gdy dodał:
- A może jakiemuś innemu strażnikowi zrobiło się go żal i mu pomógł w 

ucieczce?

Asbjorn podszedł do nich i rzucił półgłosem:
- Wydaje mi się, że wasza mama czuje się zmęczona. Chyba będzie 

lepiej, gdy już sobie pójdziecie.

Elise podniosła się szybko i zagoniła braci:
- Chodźcie, chłopcy! - A zwracając się do gospodyni, dodała: - Żegnam, 

pani Muus! Bardzo było mi miło panią poznać, szkoda, że w tak przykrych 
okolicznościach.

-   Dziękuję   i   nawzajem,   pani   Ringstad.   Słyszałam   o   pani   od   mojej 

ukochanej siostrzenicy, Helenę Fryksten. Jest panią zachwycona.

background image

ROZDZIAŁ OSIEMNASTY

Tego   dnia,   gdy   miał   się   odbyć   chrzest   Jensine,   obudził   ich   rzęsisty 

deszcz. Elise wyskoczyła z łóżka i wyjrzała przez okno.

- A ja miałam taką nadzieję, że usiądziemy sobie w ogrodzie. Emanuel 

zagrzebał się w poduszkach i wyciągając leniwie ramię, rzekł:

- Poleź ze mną jeszcze trochę, Elise.
- Nie ma czasu, Emanuelu. Twoi rodzice przyjadą porannym pociągiem.
- Ale znajdziesz chyba chwilę, by mnie chociaż pocałować?
Pochyliła   się   nad   nim,   a   on   w   tym   samym   momencie   chwycił   ją   i 

pociągnął do  siebie  na  łóżko,   zadzierając  jej  nocną  koszulę.  Leżała  na 
brzuchu, kopiąc nogami, by się uwolnić. Bała się, że usłyszą ich chłopcy. 
A  jeśli   Peder   wpadnie   z   impetem   do   środka,   żeby   podzielić   się   jakąś 
ważną nowiną?

Emanuel, przytrzymując jej ramiona, obrócił się tak, że znalazł się na 

wierzchu, a ona pod nim.

- Emanuelu, proszę. Przecież w każdej chwili może pojawić się Peder. 

Słyszałam, że chłopcy już się obudzili.

Zaśmiał się cicho.
- Ty kłamczucho, przecież jest całkiem cicho.
- Ale ja nie zdążę ze wszystkim. Nie nakryłam jeszcze do stołu.
- Czy stół jest ważniejszy ode mnie? Usiłowała się roześmiać.
- Owszem, akurat w tej chwili jest ważniejszy. Chwycił ją mocniej i 

podniósł.

-   Niech   pani   tylko   spróbuje   mi   uciec,   pani   Ringstad.   -   Obrócił   ją   i 

całując w usta, sunął dłońmi po jej piersiach i dalej w dół ciała. - Muszę 
cię po prostu mieć, cudna kobieto.

Zaczynała się powoli przyzwyczajać do tych jego powiedzeń. Musiał ją 

mieć nieustannie. Czy on nigdy nie ma dość?

Czy   z   Signe   też   tak   było?   Ta   myśl   ją   zabolała.   Bo   przecież   Signe 

odchodziła od zmysłów, gdy ją zostawił. Może ona też musiała go mieć? 
Może tylko ze mną coś jest nie tak, zastanawiała się Elise.

Gdyby to był Johan... Z wysiłkiem powstrzymała się, by nie myśleć o 

tym. Nie wolno jej o tym myśleć.

Kiedy   Emanuel   już   postawił   na   swoim,   Elise   pośpiesznie   umyła   się 

zimną wodą i włożyła odświętną sukienkę.

Emanuel leżał w łóżku i się jej przyglądał.

background image

- Chyba niebawem będziesz sobie mogła wreszcie pozwolić na nową 

suknię - stwierdził.

-  Na  razie   dostałam  dwie   tygodniówki  i  chociaż   bywają  w  sklepach 

eleganckie   suknie   za   jakieś   siedemnaście   koron,   to   gdybym  sobie   taką 
kupiła, nie starczyłoby na jedzenie, opał i czynsz.

- Chyba zapominasz, że masz męża, który też zarabia.
- Owszem, ale prawie cała twoja ostatnia wypłata poszła na filcowy 

kapelusz i kalosze. Poza tym palenie cygar też pochłania sporo pieniędzy.

- Przecież Basma nie kosztuje więcej niż dwa ore, gdy się kupuje na 

sztuki.

- Zdaje się, że wspominałeś, iż palisz Dubec, a one kosztują cztery ore.
- Wypominasz mi cztery ore - uśmiechnął się, jakby się z nią droczył.
Odwzajemniając mu uśmiech, odpowiedziała:
- Nie będę ci wypominać, jeśli natychmiast wstaniesz z łóżka i ubierzesz 

się, nim zjawią się tu twoi rodzice.

W   tym   samym   momencie   wpadł   Peder,   jak   zwykle   zapominając 

zapukać, i zawołał od progu:

- Elise! Emanuel! Już są! Emanuel wyskoczył z łóżka.
- Mówisz o moich rodzicach? Już przyjechali?
Elise pośpiesznie zeszła po schodach i otworzyła drzwi, zanim rozległo 

się stukanie mosiężnej kołatki.

- Państwo Ringstad! Witamy serdecznie.
Rzucało się w oczy, jak bardzo mama Emanuela zmieniła się od ich 

ostatniego spotkania. Wychudła i pobladła i zupełnie nie przypominała tej 
zarozumiałej osoby, jaką Elise zapamiętała. Ale oczywiście nie omieszkała 
rozejrzeć się po salonie i wyrazić zdziwienia, że dom nie jest większy, tyle 
że powiedziała to jakoś inaczej, ciszej i bez pogardy w głosie.

Elise   poprosiła,   by   usiedli,   tłumacząc,   że   Emanuel   będzie   za   chwilę 

gotowy. Następnie wbiegła po schodach i poprosiła chłopców, by zeszli na 
dół   i   zabawiali   gości,   gdy   ona   tymczasem  ubierze   Hugo.   Przewinęła   i 
nakarmiła   Jensine   piersią   o   świcie,   ale   potem   córeczka   zasnęła.   Teraz 
wystarczyło więc owinąć ją tylko w kocyk, który dostała w prezencie od 
sąsiadki, pani Jonsen.

Kiedy zmieniła pieluszkę Hugo i ubrała go, Kristian zniósł go na dół, a 

ona sama wzięła na ręce Jensine. Zauważyła, że pani Ringstad zalśniły 
oczy,   gdy   zobaczyła   wnuczkę.   Zachwiała   się,   wstając   z   krzesła,   i 
przytrzymawszy się oparcia, powiedziała:

- To naprawdę córeczka Emanuela...
Ku radości Elise pan Ringstad bardziej zainteresował się Hugo.

background image

- A niech to! Tu jest nasz mały berbeć! Jak on wyrósł! Hugo podreptał 

do niego i przytrzymując się kolana dziadka,

by nie upaść, popatrzył na niego swoimi wielkimi oczyskami.
- Pan?
Pan Ringstad roześmiał się.
- Oczywiście, że pan, a kto inny, mały rozbójniku. Chodź tu do mnie! 

Siądziesz mi na kolanach?

Poklepał   ręką   po   udzie,   a   Hugo   natychmiast   wyraził   ochotę,   by   się 

wdrapać.   Gdy   Ringstad   mu   pomagał   usiąść,   Hugo   pociągnął   go   za 
łańcuszek przy kamizelce.

- Ostrożnie, to mój zegarek.
- Tik-tak - oświadczył Hugo, uśmiechając się od ucha do ucha. Zaraz też 

dźwignął się na nóżki i chwycił Ringstada za nos. - Nos duzi.

Ringstad wybuchnął serdecznym śmiechem, aż mu się zatrząsł brzuch.
- Tak, tak, wiem, że jest duży. Słyszę to od dzieciństwa. Co jeszcze 

zauważyłeś?

Na schodach pojawił się Emanuel, kończąc zapinać kamizelkę.
- Nie wiedziałem, że pociąg przyjeżdża tak wcześnie - tłumaczył się.
- A my nie wiedzieliśmy, że ty sypiasz tak długo - odparła z uśmiechem 

pani Ringstad. - Ale należy ci się to, chłopcze. Tak ciężko pracujesz.

Elise pośpiesznie wyjęła filiżanki.
- Nic dla nas nie rób, Elise. Najedliśmy się przed samym wyjazdem z 

domu. Ale biedaczek Emanuel z pewnością jest głodny.

Peder popatrzył na Emanuela przestraszony.
- Uderzyłeś się?
Emanuel popatrzył na niego, nic nie rozumiejąc.
- Dlaczego o to pytasz?
- No bo twoja mama mówi do ciebie „biedaczek". Emanuel uśmiechnął 

się.

-   Mamy   już   takie   są,   rozumiesz,   Peder?   Często   powtarzają   głosem 

pełnym troski: „Biedaczku, mój kochany". Zresztą wystarczy posłuchać 
Elise, jak z wami rozmawia.

Peder nic nie odpowiedział, ale Elise domyśliła się, co sobie pomyślał.
Elise była bardzo ciekawa, czy mama zdoła się przemóc i przyjść na 

chrzciny   wnuczki   zaledwie   w   parę   dni   po   pogrzebie   swojej   maleńkiej 
córeczki. W kościele nie zauważyła mamy ani Asbjorna, ale gdy wrócili do 
domu, stali przed domem i na nich czekali.

Podobnie jak ciotka Ulrikke, która nocowała w hotelu, by nie zrywać się 

tak   wcześnie   na   pociąg.   Na   chrzestną   matkę   Elise   poprosiła  Annę,   a 

background image

Emanuel   zapytał   Schwenckego,   czy   nie   zechciałby   zostać   ojcem 
chrzestnym. Elise wyraziła zdziwienie, że nie zapytał o to Carla Wilhelma, 
tłumaczył jednak, że Olga Katrine jest przy nadziei i byłoby jej ciężko 
przyjść,   a   poza   tym   zapraszając   Schwenckego,   chciał   załagodzić 
nieporozumienie, jakie wynikło wówczas, gdy wyjechał bez uprzedzenia z 
ojcem Signe.

I tym sposobem na uroczystości nazbierało się ni mniej, ni więcej, tylko 

dziewiętnaścioro   osób.   Hugo   i   Isac   siedzieli   przy   dziecinnym   stoliku, 
który na tę okazję Elise pożyczyła od Hildy. Jensine zasnęła w wózeczku, 
wyczerpana płaczem w kościele, a ponieważ chłopcy i Anne Sofie mieli 
siedzieć razem z dorosłymi, do stołu nakryto dla szesnastu osób. W salonie 
stał   duży   stół   kuchenny,   a   od   pani   Jonsen   Elise   pożyczyła   kilka 
drewnianych   krzeseł   z   oparciem.   Trzy   osoby   siedziały   na   sofie   i   tym 
sposobem miejsca starczyło dla wszystkich.

Tym   razem   w   kuchni   brakowało   samarytanki   mieszającej   w   garze 

lapskaus z warzywami i z mięsem, tak jak na przyjęciu weselnym. Przez 
cały sobotni wieczór Elise stała przy piecu i smażyła panierowane klopsy. 
Od powrotu z pracy, póki nie zasnął, Peder marudził, że cieknie mu ślinka. 
Elise miała nadzieję, że wszyscy się najedzą, bo do tego przygotowała 
dużo sosu, ziemniaków i kapusty. Na deser zaplanowała mus jabłkowy po-
lany zasmażką z tartej bułki, masła i cukru, a do tego krem. Pani Jonsen 
okazała się aniołem. Upiekła ciasto do kawy i nawet nie chciała zwrotu 
pieniędzy za składniki, mimo że wcale jej się nie przelewało.

Mama   zachowywała   się   dzielnie   aż   do   chwili,   gdy   podczas   obiadu 

obudziła się Jensine. Elise przyniosła dziecko do salonu ubrane w rodową 
szatkę do chrztu Ringstadów. Na jej widok mama wybuchnęła płaczem i 
Asbjorn musiał ją wyprowadzić na zewnątrz. A kiedy wreszcie wróciła, 
blada i zapłakana, nie tknęła jedzenia i nie posmakowała nawet deseru. 
Wkrótce Asbjorn podniósł się od stołu i oznajmił, że w związku ze złym 
samopoczuciem żony muszą już wracać do domu. Zapytał Kristiana, czy 
nie sprowadziłby Karlsena, by ich odwiózł do domu konną dorożką.

Elise   nie   pojmowała,   dlaczego   mama   nie   poczeka   do   końca   obiadu. 

Zauważyła,   jak   Kristian   spogląda   przeciągle   na   półmisek   z   klopsami, 
obawiając   się   z   pewnością,   że   zabraknie   dla   niego,   gdy   wróci,   więc 
pośpiesznie uspokoiła go, że zatroszczy się o to, by mu coś zostawić.

Kiedy podjechała dorożka, Anne Sofie nie chciała wstać od stołu, ale 

upomniana   surowo   przez   ojca   nie   miała   odwagi   dłużej   protestować. 
Wybiegła z salonu ze łzami w oczach. Tak rzadko miała okazję przebywać 
w towarzystwie innych dzieci i Elise widziała, jak jej było wesoło, gdy 

background image

siedziała   pomiędzy   Pederem   a   Evertem.   Szybko   wyszła   do   kuchni, 
zapakowała dwa kawałki ciasta i wetknęła dziewczynce do rączki, nim 
wyszła.

Wróciwszy do salonu, zauważyła zmianę nastroju wśród gości.
- Wydaje mi się, że twoja mama źle wygląda, Elise - odezwała się pani 

Ringstad szczerze zatroskana.

Ciotka Ulrikke przybrała surowy wyraz twarzy.
- Jeśli  o mnie  chodzi,  to  uważam,  że  mogłaby   wytrzymać  do  końca 

obiadu.

Ku radości Elise Emanuel stanął w obronie swojej teściowej.
-   Nie   zapominaj,   ciociu,   że   ona   właśnie   straciła   dziecko.  Ale   ciotka 

Ulrikke była bezlitosna.

- Przecież ona ma już czworo własnych dzieci i jedną pasierbicę. Ja nie 

mam żadnego.

Peder popatrzył na nią swoimi oczami wielkimi jak spodki.
- Jak to, ani razu się pani z nikim nie gziła?
Ciotka Ulrikke zrobiła się purpurowa na twarzy, pani Ringstad była zaś 

wyraźnie   wstrząśnięta.  Anna,  Torkild   i   Schwencke   nie   wiedzieli,   gdzie 
podziać oczy, a Hilda wpadła we wściekłość. Wstała gwałtownie od stołu, 
szarpnęła Pedera i za ucho wyprowadziła go do kuchni, gdzie go złajała 
tak, że aż było słychać w salonie.

Elise rozejrzała się wokół zawstydzona i wymamrotała:
- Bardzo przepraszam za Pedera, ale słyszy i uczy się takich rzeczy od 

dzieciaków z ulicy.

Wtedy do jej uszu dobiegł dziwny odgłos i gdy spojrzała w kierunku, 

skąd   dochodził,   zobaczyła   pana   Ringstada,   usiłującego   stłumić   śmiech. 
Sięgnął po dużą chustkę i udając, że czyści nos, wstał, wymamrotawszy 
„przepraszam", i wyszedł. Elise pośpieszyła do kuchni, by przynieść deser.

Przez   okno   widziała,   jak   Hilda   tłumaczy   Pederowi,   jak   powinny   się 

zachowywać   grzeczne   dzieci.   Okno   było   uchylone,   by   na   szybach   nie 
osiadała para, więc dolatywały do niej pojedyncze słowa.

- Nie wolno mówić na głos o takich sprawach, chyba rozumiesz.
-   A   dlaczego   nie?   -   Peder   nie   był   bezczelny,   lecz   po   prostu   był 

nieświadomy.

- Bo to brzydko.
- A czemu ludzie to robią, skoro tak jest brzydko?
- Bo... bo... - Hilda zająknęła się. Elise domyśliła się, że ma kłopoty z 

wiarygodnym wyjaśnieniem. - Bo musimy. Inaczej nie rodziłyby się dzieci 
- wydusiła wreszcie z siebie.

background image

- A dlaczego ty i Elise musicie, a ciocia Ulrikke nie?
- Bo ona nie ma męża.
- To po co wychodziłaś za mąż? Jakbyś nie wyszła, to nie musiałabyś 

tego robić.

- Ponieważ chciałam mieć dzieci, rozumiesz, głupku?
- Ale tobie się jakoś udało i nie musisz tego robić, prawda? - W głosie 

Pedera pobrzmiewała radość.

Zapadła cisza. Peder ugodził Hildę w czułe miejsce. Bo siostra póki co 

nie zaszła w ciążę z Reidarem.

Nagle Elise usłyszała konspiracyjny szept Pedera.
- Ty to masz szczęście, Hilda. Bo Elise się nie udało.
- A skąd ty o tym wiesz?
- Widziałem przez szparę w drzwiach.
Elise   poczuła,   jak   oblewa   się   gorącym   rumieńcem.   Czyżby   Peder 

zaglądał   do   ich   sypialni   dziś   rano,   gdy   Emanuel   zdarł   z   niej   koszulę 
nocną? Było już jasno.

Kiedy   wniosła   do   salonu   deser,   pan   Ringstad   zdążył   już   wrócić   i 

opowiadał właśnie o tomiku Ogniowa orkiestra Hermana Wildenveya, a 
także o powodzeniu poety u kobiet.

-   Podobno   kiedy   Wildenvey   wychodzi   na   scenę,   omiatając   swym 

nieprzeniknionym   spojrzeniem   salę,   wśród   zgromadzonej   tłumnie 
publiczności przeważają rozmarzone damy - powiedział i zaśmiał się.

Elise domyśliła się, że stara się odwieść myśli gości od szokującego 

pytania   Pedera   do   ciotki   Ulrikke.   O   dziwo,   ciotka   Ulrikke   pierwsza 
podjęła temat i wyrecytowała wiersz Wildenveya:

A oto mała Selma, doprawdy warta pieśni. To Selma, którą kocham, to 

Selma tym razem.

I   wnet   potoczyła   się   ożywiona   rozmowa   o   książkach   i   sztukach 

teatralnych, które ostatnio zyskały popularność.

Schwencke widział sztukę Elias Kremmer Anthona B. Nilsena, a ciotka 

Ulrikke podziwiała na scenie Hauka Aabela.

- Słyszeliście, co powiedział Hauk Aabel, gdy zobaczył rosyjski okręt w 

porcie   w   Kristianii?   -   rzucił   rozbawiony   Ringstad.   -   Nie   mógł   pojąć, 
czemu litery napisane są odwrotnie, i uznał, że Rosjanie zapewne pływają 
statkami, których kadłuby są przewrócone na lewą stronę.

Schwencke pokiwał głową i też się roześmiał.
-   Z   niego   to   naprawdę   wielki   żartowniś.   Podobno   kiedyś   ze   sceny 

upatrzył sobie pewnego zmęczonego gościa na widowni i zawołał: „Pan 
ma papier na twarzy". Publiczność zaśmiała się, a facet uśmiechnął się 

background image

łaskawie w stronę sceny, kręcąc energicznie głową, „Ależ tak!" - upierał 
się Aabel. „Na pewno ma pan papier na twarzy. Przecież widzę worki pod 
oczami". A następnie musnął palcami swoje podkrążone oczy, przez co 
publiczność zaczęła się śmiać z niego, a nie z tamtego mężczyzny.

Do rozmowy włączył się Torkild.
-  A  słyszeliście,   że   wynaleziono   urządzenie,   które   zastąpi   fonograf? 

Nazywa   się   patefon   i   odtwarza   z   płyt  przemówienia,   pieśni  i  muzykę. 
Podobno jakość dźwięku jest dużo lepsza niż z fonografu.

Pani Ringstad popatrzyła na niego zdumiona.
- A czy to nie jest to samo co gramofon? Torkild pokręcił głową.
- Strasznie hałasują te wszystkie urządzenia - odezwała się z przekąsem 

ciotka   Ulrikke.   -   Ja   zdecydowanie   wolę   posłuchać   koncertu 
fortepianowego.

- Ale gdy masz gramofon, możesz posłuchać śpiewającej Sary Bernhardt 

- sprzeciwiła się pani Ringstad. - To najwspanialsza śpiewaczka na całym 
świecie. Słyszeliśmy ją przed pięciu laty podczas jej światowego turnée. 
Wystąpiła wówczas w Teatrze Narodowym. Ma cudownie czysty głos i 
znakomicie gra.

Schwencke potwierdził i dodał:
- Właśnie ukazały się w sprzedaży jej pamiętniki.
- Ale ona nie jest Norweżką - oznajmiła stanowczo ciotka Ulrikke.
Do   salonu   weszła   Hilda,   a   za   nią   zawstydzony   Peder   ze   zwieszoną 

głową.

- No, Peder - odezwał się dobrodusznie pan Ringstad. - Opowiesz nam 

trochę o tym, co teraz robicie w szkole?

Peder nie miał odwagi podnieść wzroku. Najwyraźniej dotarło do niego, 

jak   strasznie   się   wygłupił,   mówiąc   coś  tak   niewybaczalnie   brzydkiego. 
Zerknął błagalnie w kierunku Everta, który jak zwykle w kłopotliwych 
sytuacjach przyszedł przyjacielowi z pomocą.

- Wczoraj liniał przyłapał Krewetkę,  jak czytał pod ławką Orle  Oko 

podczas lekcji religii. Liniał tak się zdenerwował, że wrzucił książeczkę do 
pieca i spalił. A Krewetka kupił ją za dziesięć ore.

- Hmm... - mruknął pan Ringstad, przybierając surową minę. - Uważasz, 

młody   człowieku,   że   wolno   czytać   książeczki   o   Dzikim   Zachodzie 
podczas lekcji religii?

Evert pokręcił głową zawstydzony, ale dodał:
- Ale po co od razu je palić?
- Ten Liniał jest taki surowy?
- Rwie zarost z brody i wykrzykuje bez przerwy: „Wkujcie to! Wbijcie 

background image

sobie do głowy! Myśleć będziecie później!" Zgrywus mówi, że wkuliśmy 
na pamięć już tyle wersetów psalmów, że jeszcze trochę, to wyjdą nam 
uszami.

Ringstad pochylił się nad nim i obejrzał uważnie jego lewe ucho.
- Rzeczywiście, chyba widzę, jak wystaje ci jeden krótki werset.
Evert przerażony złapał się za ucho.
Kristian   nachylił  się   i  coś mu   szepnął,  a  wówczas  na  twarzy   Everta 

pojawił się wyraz ulgi.

Elise odetchnęła, gdy wszystkie dzieci były już w łóżkach, a ona też 

mogła się wreszcie położyć tego wieczora. Emanuel poszedł wcześniej do 
sypialni i zapaliwszy stearynową świecę, czekał na nią.

- Poszło nadspodziewanie dobrze, prawda? - zagadnęła. Pokiwał głową.
-   Uważam,   że   było   bardzo   dobrze.   Mama   i   ojciec   wyglądali   na 

zadowolonych, z ust mamy nie usłyszałem nawet jednej krytycznej uwagi.

- Przeraziłam się, kiedy Peder zadał to okropne pytanie, ale widziałam, 

że twój ojciec dusił się ze śmiechu.

Emanuel uśmiechnął się.
- To prawda, na samą myśl, że ciotka Ulrikke... - urwał i zaśmiał się 

cicho, po czym wyciągnął do niej ramiona ze słowami: - Chodź tu, Elise. 
Czekam na ciebie.

ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY

Johan   stanął   przed   jedną   z   rzeźb   w   samym   kącie   pomieszczenia   i 

zapatrzył   się   na   piękny   posąg.   Wyszedł   pod   pretekstem   odwiedzenia 
Nowej Gliptoteki Carlsberga, muzeum rzeźby antycznej obok Tivoli, ale 
tak naprawdę pragnął wyrwać się na chwilę z domu. Nie żałował jednak, 
że tu przyszedł, bo rzeźba bardzo go zainspirowała i podsunęła mu pomysł 
na   własną.   Przypominała   mu   nieco   inną   pokazaną   na   fotografii   i 
objaśnioną   niedawno   przez   profesora   rzeźbę   Augusta   Rodina 
Metamorfozy   Owidiusza,   przywodzącą   na   myśl   gorący   akt   miłosny. 
Profesor   streścił   mu   kilka   poematów   rzymskiego   poety   Owidiusza. 
Poematy, które przede wszystkim wzbudziły zainteresowanie Johana, to 
Ars Amatoria - sztuka kochania i zdobywania miłości, i Remedia amoris - 
lekarstwo na miłość, sposób, by się od miłości uwolnić.

background image

Lekarstwo na miłość... Westchnął ciężko. Czy istnieje takowe i gdzie go 

szukać? Zdawało mu się, że z każdym dniem jest coraz ciężej. Tęsknota za 
Elise paliła go niczym otwarta rana i nie sądził, by cokolwiek mogło ją 
zaleczyć. Kiedy był w domu sam, co zdarzało się rzadko, wyjmował kopię 
jej   opowiadań,   a   czytając   je,   miał   wrażenie,   że   słyszy   jej   głos.   Jeden 
znajomy kopista zrobił mu kopie na powielaczu w swoim biurze, zanim 
Johan złożył rękopis w wydawnictwie. Kosztowało go to majątek, ale było 
warto. Gdy czytał jej słowa i przyglądał się jej starannemu pismu, odnosił 
wrażenie, że ma przy sobie jej cząstkę, może nawet tę najważniejszą, jej 
myśli. Każde słowo przypominało mu o tym, jaka jest, bo pokazywało jej 
sposób myślenia, dowodziło, co ją zajmuje i co ma dla niej znaczenie. 
Każde opowiadanie utwierdzało go tylko w przekonaniu, co dotarło do 
niego już wcześniej, że Elise jest kobietą stworzoną dla niego.

Wiedział   dobrze,   że   bohema   podważa   sens   tego,   co   dla   niego   było 

jedynie słuszne, monogamię i wierność w miłości. Ale on różnił się od 
nich. Kiedy spotykał się w kawiarni z artystami i pisarzami, a rozmowy 
schodziły   na   temat   miłości   między   kobietą   a   mężczyzną,   nie   zabierał 
głosu.   Wyśmialiby   jego   poglądy,   uznaliby   za   staroświeckie   i 
konserwatywne.

W  dziedzinie  sztuki natomiast  w  dużym  stopniu  zgadzał się  Z  tymi, 

którzy chcieli, by sztuka odzwierciedlała rzeczywistość. To właśnie robiła 
Elise. Hans Jaeger twierdził, że każdy człowiek powinien napisać powieść, 
w   której   zawarłby   szczegółowo   wszystkie   swoje   przeżycia.   Dopiero 
wówczas literatura nabrałaby pełnego znaczenia dla społeczeństwa.

Nie   zgadzał   się   jedynie   z   wolną   miłością.   Protestował,   gdy   rząd 

skonfiskował   powieść  Albertine   Christiana   Krogha,   natomiast   nie   miał 
odwagi   uczynić   tego   samego   z   Mężczyznami   Garborga.   Oburzyła   go 
podwójna moralność i popierał walkę studentów o swobodę wypowiedzi. 
Czuł się jednak podobnie jak Henryk Ibsen, zniechęcał go brutalny ton, 
jakim się posługiwali.

Rozumiał   Bjornsona,   który   walczył   o   swoje   ideały,   czystość   życia 

rodzinnego,   wychowanie   dzieci,   a   także   zachowanie   kontynuacji   we 
wszelkim   rozwoju,   a   równocześnie   rozumiał   Jonasa   Lie,   który   choć 
sprzeciwiał   się   bohemie,   protestował   gorąco   przeciwko   konfiskacie 
książek.

Podeszła   grupa,   która   chciała   popatrzeć   na   rzeźbę,   uznał   więc,   że 

powinien   ustąpić   miejsca.   Była   niedziela,   Agnes   czekała   na   niego   z 
obiadem, ale jego mdliło na samą myśl, że będzie musiał z nią spędzić 
resztę dnia. Odkąd zaprzyjaźniła się z tymi prymitywnymi przyjaciółkami, 

background image

Karen Kristensen i Reginę Frederiksen, upodobniła się do nich i stała się 
zupełnie   nie   do   zniesienia.   Miały   pusto   w   głowach   i   interesowała   je 
jedynie   moda,   ilustrowane   czasopisma   dla   kobiet   i   idiotyczne   filmy   w 
kinematografie. Paliły cygara i piły wino, nosiły kolczyki, kręciły włosy i 
malowały   usta   na   czerwono.   W   ostatnim   miesiącu  Agnes   wydała   na 
kinematograf tyle pieniędzy, że zabrakło im na czynsz i musiał poprosić o 
przesunięcie terminu zapłaty. Wcale się nie pytała go o pieniądze, tylko 
brała   z   szuflady   w   komodzie   i   wychodziła,   podrzucając   małego   Larsa 
wdowie   z   pierwszego   piętra,   która   chętnie   zajmowała   się   dzieckiem. 
Kiedy ją pytał, na czym była, z początku nie chciała się przyznać, dopiero 
po długich naleganiach wyznała, że obejrzała komedię Uprowadzona w 
podróży   poślubnej,   a   także   Rywala   i  pannę   młodą.   Z   tego,   co   słyszał, 
niemoralne paszkwile. Oglądanie ich nie wychodziło Agnes na dobre, bo 
ona   i   tak   już   dość   swobodnie   traktowała   zasady   moralne.   Próbował  ją 
zainteresować czymś wartościowszym, dał jej nawet pieniądze na sztukę 
Matczyna miłość z Ragną Wettergreen w roli głównej, ona jednak tylko 
prychnęła.

Wyszedł z muzeum równie przygnębiony, jak tu przyszedł. Wiosenne 

słońce   raziło   w   oczy   po   wyjściu   z   mrocznego   wnętrza   i   przez   chwilę 
musiał się przyzwyczaić, by cokolwiek widzieć. Od strony Tivoli doleciały 
go głośne wybuchy śmiechu i wesołe głosy. Minęła go para młodych ludzi 
pod wielkim parasolem, którzy uśmiechali się do siebie zakochani. Poczuł 
w   ciele   wiosenną   słodycz   niczym   palącą   tęsknotę   i   pragnienie   nie   do 
ugaszenia.

Odruchowo   skierował   kroki   w   stronę   kafejki,   do   której   przychodzili 

studenci   rzeźby.   Nie   miał   pieniędzy,   ale   liczył   na   to,   że   spotka   kogoś 
znajomego,   kto   mu   pożyczy   na   kufel   piwa.   Potrzebował   czegoś   na 
wzmocnienie przed powrotem do domu.

Nie zauważył jednak żadnej znajomej twarzy, więc zrezygnował. Ciężko 

wzdychając, skierował swe kroki w stronę domu. Jeśli wykrzesze z siebie 
odrobinę dobrej woli, na pewno nie będzie tak źle, próbował się pocieszać. 
Może Agnes dotrzyma obietnicy i w niedzielę ugotuje coś smacznego na 
obiad? Była wyraźnie zawstydzona, że wydała na siebie tyle pieniędzy.

Nie mam wyboru, myślał. Agnes jest moją żoną, póki śmierć nas nie 

rozdzieli,   jest   też   matką   Larsa,   którego   ubóstwiam.   Zaszkodzę   tylko 
Larsowi,  Agnes   i   sobie   samemu,   jeśli   będę   tak   chodził   skwaszony   i 
naburmuszony niczym chmura gradowa. Muszę się bardziej postarać, żeby 
rozwinąć   w   niej   inne   zainteresowania,   opowiadać   jej   więcej   o   swojej 
pracy,  pozwolić   jej  uczestniczyć   w   tym,   co   mnie   tak   zajmuje.   Co   ona 

background image

poradzi, że jest taka? Całkiem podobna do swojej matki. To ja powinienem 
skierować ją na inną drogę.

Ta myśl podniosła go nieco na duchu. Następnym razem, gdy będzie mu 

marudzić, że chce iść do kinematografu, zaproponuje, że pójdą razem i 
wybierze coś wartościowszego. A może w wolne wieczory poczyta jej na 
głos. Jest tyle wartościowej literatury. Może z początku będzie ją to nieco 
nudzić,   niewykluczone   jednak,   że   z   czasem   pogłębi   swoje 
zainteresowania.

Dochodził   do   podwórza,   szarego   i   smutnego,   bez   śpiewu   ptaków   i 

słońca. Z ciemnymi oficynami, równie szarymi i brudnymi jak większość 
robotniczych czynszówek. Kiedy zacznę więcej zarabiać, znajdziemy coś 
lepszego. Może jakiś domek z kawałkiem zielonego ogródka?

Z   bramy   wyszedł   młody   mężczyzna,   który   spuścił   nisko   kapelusz   i 

pośpiesznie   odszedł   w   przeciwnym  kierunku,   nawet   nie   zerknąwszy   w 
stronę   Johana.   Mężczyzna   przypominał   trochę   Magnusa   Hansena,   ale 
niemożliwe,   by   to   był   on.   Skąd   wziąłby   pieniądze   na   podróż   do 
Kopenhagi?

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY

Wbiegał po schodach po dwa stopnie. Myśl, że przeprowadzą się, gdy 

zacznie więcej zarabiać, poprawiła mu humor. Podobnie jak pomysł, by 
wieczorami   czytać   Agnes   na   głos.   Przecież   powinni   dzielić   ze   sobą 
wszelkie   radości.   Może   z   czasem   nawet   skłoni   ją   do'   zrozumienia,   że 
pracuje się nie tylko po to, by zdobyć pieniądze na utrzymanie, ale że to 
radość sama w sobie.

Agnes   marzyła   o   tym,   by   być   wielką   damą   i   należeć   do   warstwy 

mieszczańskiej. Chciała, by ją było stać na służbę i sama nie musiała nic 
robić. Zazdrościła kobietom z zamożnych domów, które wydają polecenia 
służącym,   same   zaś   spędzają   czas   na   przyjęciach   towarzyskich, 
konwersacjach, w teatrze i na wycieczkach. Nigdy nie rozumiała go, gdy 
opowiadał o radości i satysfakcji, jaką odczuwał, gdy mu się udało czegoś 
dokonać, gdy widział rezultat swojej ciężkiej pracy. Zdawał sobie sprawę, 
że ma szczęście, iż odkrył w sobie talent i ma okazję go wykorzystywać. 
Ale przecież każdy potrafi robić coś dobrze: szyć, piłować, rysować, pisać, 
śpiewać albo grać. Nikt nie urodził się po to, by siedzieć z założonymi 
rękami.

„Ale też ktoś musi oglądać to, co wykonali inni, słuchać tego, co grają, 

albo   cieszyć   się   tym,   co   stworzyli",   mawiała  Agnes.   Jaki   byłby   sens 

background image

komponowania   pieśni,   gdyby   inni   nie   chcieli   ich   śpiewać,   malowania 
obrazów, których nikt nie chce wieszać na ścianie, albo pisania książek, 
gdyby nikt nie chciał ich czytać.

Trzeba   przyznać,   że   w   pewnym   sensie   miała   rację,   gdyby   jeszcze 

należała   do   tych,   którzy   chodzą   po   muzeach,   by   oglądać   wartościową 
sztukę,   wypożyczała   i   czytała   dobre   książki   lub   chodziła   do   pawilonu 
muzycznego, by posłuchać wartościowej muzyki. Nie, Agnes nie zwracała 
na   to   uwagi.   Jej   największym   pragnieniem   było   wybrać   się   do   cyrku, 
zobaczyć człowieka zamkniętego w klatce z czternastoma wygłodzonymi 
tygrysami albo zobaczyć człowieka-muchę wspinającego po rurze wysoko 
pod kopułą cyrku. Marzyła o tym, by było ją stać na pójście do kabaretu 
albo na tańce w słynnych tanecznych piwnicach w pobliżu ich miejsca 
zamieszkania. W tych lokalach grano muzykę na żywo, śpiewano szlagie-
ry,   opowiadano   ciężkie   dowcipy   i   wystawiano   też   rewię,   w   której 
występowały  skąpo odziane tancerki wymachujące nogami.  Oczywiście 
można by tam kiedyś pójść, ale nie miał najmniejszej ochoty bywać często 
w takim środowisku.

Nagle przypomniało  mu  się,  jak raz  wybrali się  z Elise  na tańce do 

„Perły".   W  ich   dzielnicy   nie   było   lepszych   miejsc.   Może   wina  Agnes 
polega na tym, że nie jest Elise? Może nie wymagałby od Elise, by czytała 
książki Ibsena zamiast czasopism dla kobiet albo chodziła do pawilonu 
muzycznego zamiast na tańce. Może to raczej z nim coś jest nie tak? Chce 
uczynić z Agnes kogoś innego, bo tak naprawdę jej nie kocha.

Ogarnęły go wyrzuty sumienia. Przecież Agnes nic nie poradzi na to, że 

jest sobą. Właściwie nic się nie zmieniła, a jednak kiedyś go pociągała i 
ożenił się z nią. Nie może mieć pretensji do nikogo, tylko do samego 
siebie.

Wreszcie dotarł na górę.
Stała   przy   oknie   i   na   odgłos   otwieranych   drzwi   odwróciła   się 

gwałtownie.

- Już jesteś? Uśmiechnął się.
- Nie cieszysz się?
Nie odpowiedziała. Zerknął na nią. Twarz miała zarumienioną, włosy 

potargane, zmięte ubranie. Czy nie mogłaby się chociaż trochę ogarnąć 
przynajmniej w niedzielę?

Podszedł do niej, by ją pocałować, pamiętając, że po drodze obiecał 

sobie wykazać więcej dobrej woli. Ku jego zdumieniu Agnes odwróciła się 
do niego plecami i podeszła do kołyski.

- Zapomniałaś zapiąć sukienkę.

background image

Do tej pory nie zdążyła się nawet porządnie ubrać. A może po prostu 

przed chwilą karmiła piersią dziecko?

- Jakiś tu dziwny zapach. Chyba nie zaczęłaś palić cygar? - zażartował, 

spodziewając się, że Agnes się roześmieje. Ona tymczasem speszyła się i 
pośpiesznie wyjaśniła:

- Była u mnie Reginę. Jej ubrania całkiem przesiąkły dymem.
- To co, siadamy do obiadu?
Szybko przeszła do narożnika kuchni i zaczęła wyjmować z brzękiem 

garnki   i   kuchenne   sztućce.   Domyślił   się,   że   całkiem   zapomniała   o 
obiedzie.

-  Jest taka   ładna  pogoda.  Pomyślałem sobie,   że  moglibyśmy   później 

wyjść z Larsem na spacer, skoro udało ci się pożyczyć wózek dla dziecka.

Rozpromieniła się.
- Myślałam, że musisz iść do tego muzeum?
- Właśnie stamtąd wracam. Musiałem tam być przed południem.
- Ja... Właściwie nie wiem. Boli mnie głowa. Chyba lepiej będzie, jeśli 

zostanę dziś w domu.

- Skoro boli cię głowa, to spacer na świeżym powietrzu dobrze ci zrobi. 

Za mało wychodzisz, Agnes. A Lars też powinien się trochę przewietrzyć. 
Pewnie nudzisz się, siedząc bez przerwy w domu.

Agnes nic nie odpowiedziała. Zaczęła obierać ziemniaki.
- Może rozpalę w piecu? Pokiwała głową.
-   Był  tu   jakiś   mężczyzna   i   pytał   o   ciebie,   ale   powiedziałam  mu,   że 

wrócisz później.

Spojrzał na nią zdziwiony.
- Kto taki?
- Nie znam go. Przedstawił się co prawda, ale Lars płakał i dokładnie nie 

usłyszałam.

- Jak wyglądał?
- Wysoki, ciemne włosy, miał kapelusz opuszczony nisko na czoło.
Johan zastanowił się.
- Był tu tuż przed moim powrotem?
- Tak, dziwne, że się nie spotkaliście, gdy schodził po schodach.
Pewnie   chodzi   o   tego   mężczyznę   podobnego   do   Magnusa   Hansena, 

którego widział oddalającego się pośpiesznie.

- Nie mam pojęcia, kto to mógł być. Nie powiedział, po co przyszedł?
Pokręciła głową, nie patrząc na niego.
- Mówił tylko, że musi się z tobą spotkać.
Johan zmarszczył czoło zamyślony. Pewnie to jakiś student, przecież 

background image

wszystkich nie zna. A jeśli to profesor chce im coś pokazać?  Jest taki 
roztargniony, może zapomniał, że dziś niedziela.

- Przejdę się do profesora, jak zjemy. Sprawdzę, czy nie chodzi o coś 

ważnego.

Agnes pokiwała głową.
Johan dorzucił drewna do pieca i wstał.
- W takim razie wybierzemy się na spacer w jakieś inne popołudnie, 

Agnes - oświadczył i pocałował ją w policzek.

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY

Nadszedł   wieczór   świętojański,   więc   całą   rodziną   udali   się   na 

Wzgórze .Świętego Jana. Emanuel niósł Hugo na rękach, Jensine leżała w 
wózeczku, ale nie spała, tylko zdumiona przyglądała się drzewom. Peder z 
Evertem biegli tanecznym krokiem i podskakiwali na przodzie, rozpierani 
niespożytą energią.

Kristian przyprowadził z Kjelsas Anne Sofie. Elise słyszała za plecami 

ich głosy i ciepło jej się zrobiło na sercu. Jak ten Kristian wydoroślał i jak 
potrafił się zaopiekować dziewczynką! Właśnie opowiadał jej o różnych 
miejscach na świecie, o czarnoskórych mieszkańcach Afryki, o Indianach 
w Ameryce i pięknych Hinduskach w Indiach, które ubierają się w sari, a 
także o mężczyznach, którzy ujeżdżają wielbłądy. Brat wykazywał wielką 
ciekawość świata i głód wiedzy i pożyczał książki, od kogo tylko mógł. 
Peder i Evert nie mogli nigdy usiedzieć na miejscu i trudno ich było dłużej 
czymś zainteresować, natomiast Anne Sofie potrafiła słuchać z uwagą.

Było   ciepło,   mimo   że   słońce   zniknęło   za   chmurą.   Wdychali   zapach 

kwiatów i świeżej, zielonej trawy. Korony liściastych drzew rzucały miły 
cień.

Elise westchnęła z zadowoleniem. Dobrze im, mimo wszystko.
Martwiła się jedynie, że mama znów zachorowała. Gdy odwiedziła ją 

przed trzema dniami, leżała w łóżku blada z podkrążonymi oczami, bez sił, 
z przygaszonym spojrzeniem. Na szczęście nie kaszlała i nic jej nie bolało, 
więc   doktor   wykluczył   nawrót   suchot,   ale   nie   potrafił   postawić 
jednoznacznej diagnozy.

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Po raz pierwszy 

Elise zdobyła się na odwagę, by opowiedzieć mamie o spotkaniu z babcią 
Anne Sofìe. Już parę razy próbowała, ale wciąż nie miały okazji znaleźć 

background image

się   z   mamą   sam   na   sam.   Nie   chciała,   by   Asbjorn   słyszał,   o   czym 
rozmawiają, bo spodziewała się, że zarzuci jej, iż tylko denerwuje mamę, i 
może zabronić jej przychodzić przez jakiś czas.

O dziwo, mama przyjęła to ze spokojem, nie wydawała się zazdrosna i 

nawet chętnie podjęła rozmowę. Wyjaśniła, że Asbjorn z nieznanych jej 
powodów nie chce utrzymywać żadnych kontaktów z rodzicami swojej 
pierwszej żony. Elise zasugerowała, że podjął taką decyzję ze względu na 
nią. Skończyło się na tym, że zawołały Asbjorna i poruszyły ten temat 
razem z nim. W rezultacie Elise otrzymała pozwolenie, by zabrać Anne 
Sofie   na   spotkanie   z   babcią   i   z   dziadkiem.   Umówili   się   przy   klatce   z 
niedźwiedziem.

Emanuel zwrócił się do niej:
- Co tak zamilkłaś? O czym myślisz?
- O babci i dziadku Anne Sofìe. Uśmiechnął się.
- Elise, co godzi zwaśnione strony. Kto będzie następny? A przy okazji, 

widziałaś dziś Jenny?

- Pilnowała Jensine po południu, jak zwykle. Umówiłam się z nią przy 

niedźwiedziach.

Zaśmiał się.
- Spotkamy się jeszcze z kimś?
- Tak, z Hildą, Reidarem i Isakiem.
-   To   będzie   prawdziwe   rodzinne   spotkanie.   Zerknęła   na   niego 

niepewnie.

- Masz coś przeciwko temu?
- Oczywiście, że nie - uśmiechnął się ciepło. - Skoro nie mogę cię mieć 

tylko dla siebie, to wolę dzielić się tobą z rodziną niż z obcymi.

Znów to samo. Usiłowała zmusić się do uśmiechu, ale bez powodzenia. 

Czemu wciąż do tego wraca, nawet w takim miłym dniu? Rankiem znów 
był bardzo natarczywy, mimo że wiedział, iż nie ma czasu, bo śpieszy się 
do biura. Próbowała się jakoś wykręcić, ale w końcu musiała ulec i przez 
to ledwie zdążyła do pracy.

Co się z nim dzieje? Czy wszyscy mężczyźni są tacy? Nigdy nie mają 

dość? Żałowała, że nie zna nikogo, komu by się mogła zwierzyć, ale kto 
rozmawia o takich sprawach?

Właściwie jedyną osobą, z którą odważyłaby się o tym pomówić, jest 

Agnes. Agnes zna się na mężczyznach. Wcześnie zaczęła, dużo wcześniej 
niż inne dziewczęta z klasy, i cechuje ją ten sam niepohamowany apetyt co 
Emanuela. Może ona potrafiłaby jej coś doradzić?

Ale   czyby   ją   zrozumiała?   Pewnie   nie.   Uznałaby   zapewne,   że   Elise 

background image

poszczęściło się, bo trafił jej się mąż, który ma nieustannie na nią ochotę. 
Nie wszyscy mężowie są tacy. Wielu woli inne kobiety, wciąż goniąc za 
nowymi,   ekscytującymi   przeżyciami.   Tak   przynajmniej   zdarza   się   w 
kręgach, w których obraca się Agnes.

- Nie jest ci ciężko nieść Hugo? Może wolałbyś go posadzić na wózku?
-   Nie,   nie   trzeba.   Dobrze   mi   zrobi   odrobina   wysiłku.   Jak   się   trochę 

zmęczę, to nie będę miał siły męczyć ciebie - zażartował, ale w jego głosie 
pobrzmiewała urażona duma.

Nic   nie   odpowiedziała,   ale   trochę   jej   zepsuł   radość   z   wieczoru 

świętojańskiego.

Gdy   doszli   do   dużej   klatki   z   dwoma   niedźwiedziami,   Emanuel   na 

szczęście zdążył zapomnieć o jej niechęci.

- Popatrz, Hugo! Popatrz na tego dużego misia!
- Miś - odparł ze spokojem Hugo, jakby było czymś najnormalniejszym 

na świecie zobaczyć żywego niedźwiedzia.

Za to Peder i Evert byli wprost zachwyceni. Biegali dookoła klatki, żeby 

obejrzeć zwierzęta ze wszystkich stron.

Kristian nadal prowadził Anne Sofie za rękę i wyjaśniał jej:
-   Jeden   niedźwiedź   jest   norweski,   a   drugi   szwedzki.   Podobno   ich 

opiekunowie mają kłopoty, by nastarczyć im jedzenia.

Peder popatrzył na niego przerażony.
- A co one jedzą? Krowy, byki?
- I ludzi - dodał Evert złowieszczo. Elise zaśmiała się.
- Niedźwiedzie jedzą jagody, korzonki, mrówki i miód.
- Mrówki? - Peder popatrzył na nią rozbawiony. - Fuj! Biedne misie!
- Powiedziałabym raczej biedne mrówki.
Kristian okazał się tym, który o niedźwiedziach wiedział najwięcej.
- Odżywiają się też myszami polnymi i nornicami, ale jeśli , są głodne, 

potrafią rzucić się także na owce, krowy i konie. Bywają groźne dla ludzi, 
ponieważ bardzo szybko biegają i potrafią się nawet wdrapać na drzewo. 
Stają na tylnych nogach i powalają ciężką łapą.

Peder wpatrywał się przerażony w potężne drapieżniki.
- Czy na pewno ta klatka jest solidna? - zastanawiał się na głos. - Chodź, 

Evert, chyba wolę popatrzeć sobie na inne zwierzęta.

Emanuel mrugnął do Elise.
-   Możemy   pójść   w   dół   do   klatek   z   małpami   i   obejrzeć   pawie   w 

pawilonie przy Gjetemyrsveien.

- Ale przecież ja się umówiłam tutaj z innymi - zaoponowała Elise.
-   W   takim   razie   zostań   tu   i   poczekaj,   a   ja   zabiorę   chłopców   do 

background image

menażerii.

Oddalili się, a ona została sama z małą Jensine w wózeczku.
Rozejrzała się wokół. Jenny już powinna tu być. Zresztą Hilda, Reidar i 

Isac także. Wyjdzie niezręcznie, jeśli dziadkowie Anne Sofie pojawią się 
na umówionym miejscu, a dziewczynka tymczasem będzie gdzie indziej.

Rozejrzała   się   wokół   raz   jeszcze   i   pochwyciła   wzrokiem   dwie 

spacerujące pary. Pośpiesznie spojrzała w inną stronę, modląc się w duchu, 
by jej nie zauważyli. Może zdąży jeszcze stąd odejść? Zawróciła wózek i 
już miała skierować się w przeciwną stronę, gdy usłyszała, że ktoś ją woła 
po imieniu. Za późno. Niechętnie odwróciła się.

Pani Mathiesen podążała ku niej, rozpływając się w uśmiechu, choć jej 

mąż   najwyraźniej   starał   się   ją   powstrzymać.   Ansgar   wyglądał   na 
zakłopotanego,   natomiast   panna   Fryksten   nie   wykazywała   ochoty   na 
rozmowę.

-   Co   za   miłe   spotkanie,   pani   Ringstad   -   odezwała   się   radośnie   pani 

Mathiesen. - Moja synowa opowiedziała mi ostatnio, że jej ciocia, pani 
Muus,   wynajmuje   część   willi   pani   mamie.   Doprawdy   świat   jest   mały. 
Słyszeliśmy także, że pani mama straciła dziecko. Tak nam przykro.

Elise skinęła głową i potwierdziła:
- Owszem, bardzo ciężko to przeżyła.
Pani Mathiesen wydawała się odrobinę zdziwiona.
- Naprawdę? W jej wieku? Zresztą ma już czworo dzieci.
-   Żadnej   matki   nie   stać   na   stratę   choćby   jednego   dziecka,   pani 

Mathiesen.

Pani Mathiesen spoważniała.
- To prawda. Ani matki, ani babci. Elise poruszyła się niespokojnie.
- A gdzie ma pani dziś małego Hugo?
- Jest razem z moim mężem i pozostałymi dziećmi jest na dole przy 

menażerii i oglądają małpy.

Pani Mathiesen zwróciła się do młodych. Pewnie się pobrali, skoro o 

Helenę Fryksten mówiła „moja synowa".

- Możecie sobie pójść w dół. Tam są i małpy, i pawie. Ku zdumieniu 

Elise synowa powstrzymała ją.

- Nie, mamo! Lepiej pójdźmy do fontanny na górę. Stamtąd roztacza się 

taki piękny widok.

Skinęła głową w kierunku Elise, pociągnęła Ansgara i odeszli.
Pani Mathiesen odprowadziła ich zdumionym spojrzeniem.
- A co jej się stało?
Pan Mathiesen tymczasem podjął rozmowę.

background image

- A co u pani słychać, pani Ringstad?
- Dziękuję, dobrze.
- Może mógłbym pani w czymś pomóc?
- Naprawdę dziękuję. Bardzo dobrze radzimy sobie teraz, kiedy oboje 

zarabiamy. Otrzymałam posadę w biurze u majstra Paulsena w przędzalni 
Graaha.

Popatrzył na nią zdumiony.
-   No,   no,   znakomicie.   Gratuluję.   Ma   pani   coś   przeciwko   temu,   że 

przejdziemy się spacerkiem w stronę menażerii i zerkniemy na małego 
Hugo?

Pokręciła głową.
-   Oczywiście   nie   zdradzimy   się,   kim   jesteśmy.   Może   pani   na   nas 

polegać.

- Dziękuję za wyrozumiałość, panie Mathiesen.
- Nie powiemy nic nawet pani mężowi. Udamy starych znajomych pani 

mamy czy coś w tym stylu.

Elise   uśmiechnęła   się   z   ulgą,   ale   gdy   tylko   zniknęli   jej   z   oczu, 

zastanowiła   się   nad   zachowaniem   panny   Fryksten.   Nie   tak   dawno 
nakrzyczała   na   nią,   zarzucając   jej   bezwzględność.   Mówiła,   że   jest 
rozpieszczona   i   bez   serca,   a   dziś   wydawała   się   niemal   zawstydzona   i 
zakłopotana, jakby krępowała się spojrzeć jej w oczy. Czy wreszcie coś 
zrozumiała?

Elise   pokręciła   głową   zdezorientowana.   Nieważne,   jaki   był   powód, 

ulżyło jej, że uniknęła z nią rozmowy.

W tej  samej  chwili nadbiegła   Jenny,  a  za  nią  mignęła  Elise  Hilda   z 

Reidarem pchającym wózek.

Jenny   wydawała   się   radośniejsza   niż   kiedykolwiek.   Świetnie   radziła 

sobie   z   dziećmi,   a   ostatnio   Elise   pozwoliła   jej   nawet   pomagać   przy 
przewijaniu   Jensine.   Dziewczynka   pochyliła   się   nad   wózeczkiem   z 
zapałem.

- O, obudziłaś się, maleńka?  Jaka ty  jesteś dziś śliczna! Masz nową 

czapeczkę? - Odwróciła się do Elise i zapytała: - A gdzie Hugo? Poszli 
wszyscy na dół popatrzeć na inne zwierzęta? Zdaje mi się, że ich tam 
widziałam.

Elise pokiwała głową z uśmiechem.
-   My   też   tam   zaraz   pójdziemy,   to   sobie   popatrzysz   na   małpy.  Teraz 

jednak muszę poczekać na znajomych.

- Mogę popchać wózek?
- Możesz, ale tu blisko, tam i z powrotem. A gdzie jest dziś Hjalmar?

background image

- Nie wiem. Zniknął zaraz po pracy.
- A Marta?
- Też nie wiem. Już dawno jej nie widziałam.
- Dawno? Jak to?
- Nie spała dziś w nocy w swoim łóżku. Nie kupiła też mleka i syropu. 

Ze starych fusów ugotowałam kawę i znalazłam suchą kromkę chleba, ale 
niezbyt mi smakowało.

Elise sięgnęła ręką do kieszeni.
- Masz tu ode mnie dziesięć ore. Biegnij kupić cztery ciastka. Tam w 

kiosku sprzedają dwa za pięć ore.

Jenny zrobiła wielkie oczy.
- Po jednym dla każdego?
- Nie, wszystkie cztery dla ciebie. Pozostali jedli obiad. Jenny ruszyła 

biegiem, a tymczasem Hilda i Reidar dotarli na miejsce.

- A dokąd pobiegła Jenny?
- Kupić ciastka w kiosku. Nic nie jadła przez cały dzień. Hilda pokręciła 

głową.

- No tak, i ty jej zafundowałaś! Nie możesz uratować całego świata, 

Elise.   Lepiej   idź   do   gminy   i   przedstaw   tam   sytuację   Jenny.   Spróbuj 
umieścić ją w tej nowej ochronce dla dzieci czy jak to się nazywa.

Elise   nie   odezwała   się.   Widziała,   jak   dziewczynka   rozkwitła,   odkąd 

zaczęła się opiekować Jensine i przestała dźwigać ciężkie paczki. Jeśli to 
prawda, że nie będzie można dłużej polegać na Marcie, zatroszczę się o to, 
by dziewczynka zjadała porządny posiłek przed odejściem, postanowiła.

- Pozostali poszli na dół do menażerii. A co z wami?
-   Nie   chce   mi   się   tam   iść.   Widziałam   małpy   już   tyle   razy.   Może 

pójdźmy, Reidar, na górę do fontanny?

Reidar przytaknął.
-   Chętnie   pójdę   na   górę,   żeby   zobaczyć   „laterna   magica".   Hilda 

popatrzyła na niego pytającym wzrokiem.

- A co to jest?
-   Taki   aparat,   rodzaj   peryskopu,   który   rzutuje,   to   znaczy   wyświetla 

obrazy na biały ekran.

- Idziesz z nami? - zwróciła się do Elise Hilda.
- Muszę tu poczekać na wszystkich - wyjaśniła. - Może umówmy się już 

przy ognisku, zanim zapłonie.

Nic nie opowiedziała Hildzie o babci Anne Sofie i póki co wolała się z 

tym wstrzymać. Zobaczy, jak to się ułoży.

Hilda i Reidar zdążyli odejść, a Jenny nadbiegła z buzią pełną ciastek, 

background image

gdy Elise zauważyła kobietę, którą poznała na cmentarzu. Wzięła Jenny za 
rękę i podeszła do pary starszych ludzi.

Babcia rozpromieniła się, gdy rozpoznała Elise, ale radość w jej oczach 

zgasła, gdy zamiast Anne Sofie ujrzała Jenny.

-   Anne   Sofie   jest   przy   menażerii   i   ogląda   małpy   -   uspokoiła   ją 

pośpiesznie Elise i wyciągnąwszy rękę do starszego pana, przedstawiła się: 
- Elise Ringstad. A pan, jak się domyślam, jest dziadkiem Anne Sofie.

Przywitał  się  uprzejmie.  Sprawiał wrażenie  skromnego  i przyjaznego 

człowieka.

- Żona opowiadała mi o pani. Tak się cieszyła, że spotkała panią na 

cmentarzu.

Elise uśmiechnęła się i zwróciła się do babci dziewczynki:
- Rozmawiałam z mamą. Nie ma nic przeciwko temu, by Anne Sofie 

spotykała się z państwem. Asbjorn chyba lękał się, że może to jej sprawiać 
przykrość, ale kiedy zrozumiał, że tak będzie lepiej dla córeczki, przestał 
się sprzeciwiać.

W oczach babci zalśniły łzy.
- Dobry z pani człowiek, pani Ringstad.
- Chodźmy im naprzeciw! A to jest moja pomocnica, Jenny Einarsen. Po 

skończonych lekcjach opiekuje się moim najmłodszym dzieckiem.

Jenny ukłoniła się i ruszyła przodem. Ścieżka była wąska, więc dziadek 

znalazł   się   obok   Elise   pchającej   wózek,   a   babcia   szła   obok   Jenny. 
Dziewczynka   była   w   dobrym   humorze,   najadłszy   się   ciastkami,   i 
opowiedziała   otwarcie   o   przykrych   przeżyciach,   jakie   ją   dotknęły   w 
ostatnich miesiącach. Elise słuchała jej i trochę się obawiała, że swoją 
szczerością  przerazi babcię  Anne  Sofie.  Tych,  którzy   nie  przywykli  do 
ciężkich   warunków   życia   w   dzielnicy   nad   rzeką,   mogły   zaszokować 
opowiadania   o   nędzy   pijaków   i   ich   rodzin,   o   małych   dzieciach,   które 
muszą sobie radzić same, pracować na codzienną strawę, które nie mają 
butów   ani   nie   najadają   się   do   syta.   Może   babcia   pomyśli   nawet,   że 
dziewczynka fantazjuje, i odniesie się do niej z niechęcią.

Dziadek nie był zbyt rozmowny, odzywał się półsłówkami, ale pomagał 

jej przepchnąć wózek przez gałąź tarasującą ścieżkę i wyraził opinię, że 
koła wózka są zbyt duże. Elise nie narzucała mu się z rozmową, zresztą 
chciała słyszeć, co mówi Jenny.

Gdy   już   pokonali  stromy   odcinek   w   dół   i   zbliżyli  się   do   menażerii, 

zauważyli z daleka Emanuela, Anne Sofie i chłopców. Jenny wybiegła im 
na spotkanie, a Elise odwróciła się do babci.

- Mam nadzieję, że Jenny nie zmęczyła pani swoimi opowieściami.

background image

Babcia powoli pokręciła głową.
- Czy to prawda, że jej ojciec został zabity podczas bójki, a ona musiała 

szorować schody, żeby dorobić na czynsz?

Elise potwierdziła.
- Wszystko, co mówiła, jest prawdą. Jej mama przez wiele lat chorowała 

i nie wstawała z łóżka. Dzieci pawie nie wchodziły do niej do izby, bo bała 
się, że je zarazi. Było ich czternaścioro rodzeństwa, teraz zostało troje. 
Najstarsza   jest   w   moim   wieku   i   pocieszałam   się,   że   przejęła 
odpowiedzialność za najmłodszych. Tymczasem dziś Jenny opowiedziała 
mi, że już od jakiegoś czasu nie widziała siostry. Tak mi jej żal.

-   Biedne   dziecko!   -   Babcia   była   wyraźnie   wstrząśnięta.   -   I   nikt   nie 

reaguje? Kościół albo Armia Zbawienia?

- Zamierzałam sprowadzić samarytankę do chorej mamy Jenny, ale nie 

zdążyłam. Któregoś dnia, gdy ich odwiedziłam, zastałam mamę bardzo 
cierpiącą.   Miała   bóle   w   klatce   piersiowej.   Nakłoniłam   doktora,   by   ją 
zabrał do szpitala, lecz wkrótce zmarła.

- Ale czy nikt nie może się zająć tymi biednymi dziećmi?
- Armia Zbawienia prowadzi żłobek dla małych dzieci, lecz dla trochę 

starszych, takich jak Jenny, nie ma tam miejsca. Ale jeśli starsza siostra 
naprawdę zniknęła, będę musiała pójść do gminy, by postarać się o jakiś 
zasiłek   dla   Jenny   i   jej   brata,   przynajmniej   na   opłacenie   czynszu   i 
najpilniejsze potrzeby. Jednak trudno mi uwierzyć, że starsza siostra ich 
porzuciła.   Nazywali   ją  Aniołem   od   Blacharza,   ponieważ   opiekuje   się 
starymi i chorymi. Mam tylko nadzieję, że nic jej się nie stało.

- A ile ta dziewczynka ma właściwie lat?
- Osiem.
Babcia pokręciła głową wstrząśnięta.
- Przecież ona jest za mała, by mogła sobie sama poradzić w życiu.
- Tak, dlatego staram się jej jakoś pomóc. Przestała biegać na posyłki, bo 

za ciężko było jej dźwigać paczki. Zabrałam ją stamtąd i zamiast tego 
opiekuje się moją córeczką. Dziś się dowiedziałam, że w domu nie dostaje 
jedzenia. Postanowiłam więc, że codziennie, zanim ode mnie wyjdzie, zje 
solidny posiłek.

- Czy sądzi pani, że mogłabym jakoś pomóc?
Elise spojrzała na nią zdumiona. Babcia jakby  zapomniała o własnej 

wnuczce, tak się przejęła losem Jenny.

- Jestem pewna, że tak. Pomocników nigdy za dużo. O, jest i Anne Sofie 

- dodała z uśmiechem i pomachała dziewczynce. - Anne Sofie, chodź do 
babci i do dziadka!

background image

Anne Sofie podeszła niepewnym krokiem i zawstydzona ukłoniła się ze 

spuszczoną   głową.   Chyba   dawno   nie   widziała   się   z   dziadkami,   skoro 
wykazywała   taką   rezerwę.   Elise   uświadomiła   sobie,   że   powinna   jakoś 
przygotować małą na to spotkanie. Nie miała jednak odwagi nic wcześniej 
mówić z obawy, że do niego z jakichś powodów nie dojdzie.

- Anne Sofie - odezwała się do niej. - Rozmawiałam z moją mamą i 

twoim tatą. Oni wiedzą, że dziś masz się spotkać z babcią i dziadkiem tu 
na Wzgórzu Świętego Jana. Cieszyli się z tego.

Anne Sofie podniosła wzrok i wyszeptała zaskoczona:
- Naprawdę?
- Tak - uśmiechnęła się do niej Elise. - Możesz mi zaufać. Podszedł 

Emanuel i przywitał się uprzejmie ze starszymi

ludźmi.
- Żona mi opowiadała. Tak się cieszę w imieniu Anne Sofìe i państwa.
- Wiesz co, Anne Sofie? - dodała Elise. - Ty sobie teraz pospacerujesz z 

dziadkami, a potem spotkamy się przy ognisku. Zanim je rozpalą. Czy to 
nie dobry pomysł?

Anne   Sofìe  pokiwała   głową.   Była   zbyt   dobrze   wychowana,   by   się 

sprzeciwiać,   ale   Elise   zauważyła   przeciągłe   spojrzenie,   jakie   posłała 
chłopcom, którzy już ruszyli biegiem po porośniętym trawą zboczu.

Gdy i oni skierowali się pod górę, Elise opowiedziała Emanuelowi o 

przerażeniu babci, która dowiedziała się o losie Jenny i pytała nawet, czy 
może jakoś pomóc.

- Wygląda to na początek optymistycznej opowieści. Może dziadkowie 

zaopiekują się Jenny i jej bratem? Nie smuciliby się wówczas, że zbyt 
rzadko widują Anne Sofìe, a Jenny i jej brat wreszcie mieliby dom.

Elise zamyśliła się.
- Nie sądzisz, że są już na to zbyt leciwi?
- Oczywiście, że nie. Zresztą wiek w tym przypadku nie jest taki ważny. 

Liczy się tylko to, czy są zdrowi i mają chęć zaopiekować się dziećmi.

- Jak o tym myślę, serce mi zaczyna mocniej bić. To zbyt piękne, by 

mogło być prawdziwe.

Objął ją ramieniem i zapytał:
- A czy nie bije ci mocniej, gdy myślisz o mnie, Elise? - Pocałował ją w 

policzek. - Bo ja już się cieszę na powrót do domu.

Doszli   na   plac,   gdzie   leżał   już   ułożony   stos   chrustu   na   ognisko.   Ze 

wszystkich   stron   nadciągali   ludzie.   Wzgórze   Świętego   Jana   było 
ulubionym miejscem spotkań mieszkańców stolicy. Zwłaszcza w wieczór 
świętojański. Elise spodziewała się zobaczyć tu wielu znajomych. Właśnie 

background image

tu   spotykała   takich,   których  nie   widywała   przez  wiele   lat,   koleżanki  z 
klasy,   prządki   i   pomocnice   z   przędzalni.   Po   drugiej   stronie   ułożonego 
stosu zauważyła Oline.

- Tam stoi Oline - zwróciła się do Emanuela. - Możesz przez chwilę 

przypilnować wózka, a ja podejdę do niej i się przywitam? Taka jestem 
ciekawa,   jak   jej   się   ułożyło.  Wiem,   że   się   przeprowadziła   i   otrzymała 
posadę w restauracji na Ostbanen.

Emanuel   skinął   głową.   Nie   protestował,   choć   nie   był   tym   zbyt 

zachwycony.

W tłumie musiała się przepychać.
Nagle poczuła, że ktoś ścisnął ją mocno za ramię. Gdy się odwróciła, 

spojrzała prosto w oczy Helenę Fryksten.

- Pani Ringstad, muszę z panią pomówić. To ważne! - Jej spojrzenie 

pociemniało i kryła się w nim niemal desperacja.

Elise pokiwała głową i odeszła na bok w cień pod drzewami.
-   Chciałam   tylko   prosić   panią   o   wybaczenie   -   odezwała   się   Helenę, 

wpatrując się w Elise z rozpaczą malującą się na twarzy. - Nie miałam 
pojęcia, przez co pani przeszła. Strasznie mi wstyd za to wszystko, co 
mówiłam, i za to, że byłam taka natrętna. Nie pojmuję, że nie wymierzyła 
mi pani policzka.

Elise popatrzyła na nią zdumiona i zapytała:
- Coś się stało?
Helenę Fryksten pokręciła gwałtownie głową.
- Nie, broń Boże. Mnie nic, ale jednej z moich pacjentek. To młoda 

piętnastoletnia dziewczyna. Koło Wielkanocy została zgwałcona, a teraz 
chce odebrać sobie życie. Opowiadała mi ze szczegółami, co przeżyła. 
Powtarza, że woli umrzeć niż żyć w cieniu tego koszmaru. I nie chodzi 
jedynie   o   samo   zdarzenie,   ale   głównie   o   to,   co   przeżywała   po   tym 
wszystkim.   Czuła   się   taka   zbrukana.   Szorowała   się   do   krwi   twardą 
szczotką, a wciąż czuła się brudna. Równocześnie dręczyło ją ogromne 
poczucie winy. Wydawało jej się, że jest winna temu, co się stało. Tego 
dnia, gdy mi to wszystko opowiedziała, nie mogłam spać. Byłam ślepa i 
głucha, pani Ringstad, i bardzo się z tego powodu wstydzę. Najgorsze jest 
to,   że   nagle   ujrzałam  Ansgara   w   nowym  świetle.   I  to   teraz,   kiedy   się 
pobraliśmy i... - Ukryła twarz w dłoniach i wy-buchnęła płaczem.

Elise   nie   wiedziała,   co   ma   jej   powiedzieć.   Zrozumiała,   że   panna 

Fryksten jest szczera, i żal jej się zrobiło tej młodej kobiety. Jak ją jednak 
miała pocieszyć?

-   Jeśli   chodzi   o   mnie,   to   nie   musi   się   pani   wstydzić.   Jak   już 

background image

powiedziałam,   uporałam  się   z  tym  koszmarem  -  wykrztusiła   jedynie.  - 
Przepraszam, mój mąż na mnie czeka, niestety, muszę już wracać.

Kiedy   wreszcie   odnalazła   Oline,   rozmawiały   z   nią   dwie   robotnice   z 

przędzalni. Przyłączyła się do nich, ale zaraz musiała wracać do Emanuela. 
Z   rozmowy   jednak   wynikało,   że   Oline   ma   się   dobrze   i   lubi   pracę   w 
restauracji. Więcej spróbuję się dowiedzieć innym razem, postanowiła.

Musiała   okrążyć  plac  szerokim  łukiem,   bo  wszyscy   się   tłoczyli przy 

stosie, który wnet miał zapłonąć.

Nagle zauważyła Kristiana. Stał kawałek dalej z kilkoma chłopakami, 

których Elise nie znała. Chciała pośpiesznie przejść, by nie wprawiać brata 
w zażenowanie, że starsza siostra go pilnuje, ale w tym samym momencie 
dostrzegła, jak na twarzy brata ląduje zaciśnięta pięść. Jęknęła i zatrzymała 
się gwałtownie. Co jest, na Boga...

I   nagle   rozpętała   się   regularna   bójka.   Chłopaki   rzucili   się   na   siebie. 

Nadbiegli też inni, niektórzy z pałkami i kijami. Elise uniosła dół spódnicy 
i pobiegła co sił w tamtą stronę. Gdy była już blisko, zorientowała się, że 
w ciżbie wielu jest pijanych, jeden chwiał się, drugi tłukł na oślep pustą 
butelką. Ciosy przecinały powietrze, dolatywały przekleństwa i wściekłe 
wyzwiska. Bójka przyjęła gwałtowny obrót, wzięły górę emocje, poszły w 
ruch kamienie i kępki trawy. Usłyszała, że ktoś woła: „Policja!", ale nie 
spodziewała   się   tu   szybko   stróżów   prawa.   Jak   w   sennym   koszmarze 
ujrzała nagle, jak jakaś szumowina ciska Kristiana na ziemię i zaczyna go 
kopać. Rzuciła się w ciżbę i nie bacząc na niebezpieczeństwo, rozpychała 
na   boki   walczących,   mając   w   głowie   tylko   jedno:   ratować   Kristiana. 
Mignął jej wielki kij przecinający powietrze, ale nie domyśliła się, co się 
dzieje. Nagle poczuła ból, jakby głowa jej pękała, i w następnej chwili 
wszystko pociemniało.

Obudziła   się,   gdyż   coś   białego   poraziło   ją   w   oczy.   Usiłowała   się 

rozejrzeć,   ale   powieki   opadły   jej,   mimo   że   starała   się   je   pozostawić 
otwarte.   Mignęły   jej   jedynie   białe   ściany   i   ubrana   na   biało   postać. 
Usłyszała cichy miły kobiecy głos:

- Jest pani w szpitalu, pani Ringstad. Niestety, doznała pani poważnych 

obrażeń.