background image

by Mikamh 

ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY 

Zoey 

Nietrudno  było  zsunąć  ramię  Starka  z  siebie  i  wymknąć  się  z  łóżka.  Stark  był 
całkowicie  nieprzytomny.  Żadna  wybuchająca  bomba  nie  zdołałaby  go  obudzić. 
Mimo to rozważałam, jak świecąca była moja nowa obudowa telefonu, ubierając 
sie  i  wychodząc  na  palcach  z  pokoju.  Bomba  może  nie  obudzić  Starka,  ale  moje 
szalejące emocje na pewno. Na szczęście nikogo nie było w pobliżu.  

Mimo,  że  było  popołudnie,  niebo  było  koloru  siniaka  i  pachniało  burzami 
wiosennymi.  W  drodze  na  teren  boiska  zauważyłam  glicynie  posadzone  wzdłuż 
części ściany szkolnej kwitnących dużymi fioletowymi kwiatami. Potem kichnęłam. 
Tak, burze, kwiaty i alergie. Wiosna musiała zbliżać się do Oklahomy. Weszłam na 
teren boiska przez stajnie i zatrzymałam się w hali między budynkami, wdychając 
głęboko zapach koni i siana, starając się utrzymać swoje emocje na wodzy. 

Po  prostu  będę  uczciwa.  To  będzie  bolało  go  bardziej  jeśli  będę  to  przeciągać, 
unikając  go.  Heath  zrozumie.  Parsknęłam  śmiechem.  Nie,  Heath  nie  zrozumie. 
Heath  powiedziałby  coś  w  stylu:  "Należymy  do  siebie,  kochanie!"  i  zignorowałby 
fakt, że z nim zrywam. Ponownie. 

Kalona stał samotnie na korytarzu przed wejściem do piwnicy.  

"Zoey, jest już późno," powiedział i zacisnął rękę na sercu lekko się kłaniając. Nie 
widziałam  go,  odkąd  odciął  głowę  Dallasowi  i  odleciał  z  dwoma  pisklętami 
walczącymi pod jego ramionami. Nie wyglądał inaczej. Przypuszczam, że nie należy 
tego  oczekiwać.  Mimo  to,  nie  mogłam  przezwyciężyć  mojej  chorobliwej 
ciekawości.  

"Cześć", powiedziałam. "To, jak idą sprawy z dwoma pisklętami?" 

"Tak jak powinny."  

"Czy  są,  no  wiesz,  są  martwi?"  Kalona  wzruszył  ramionami,  powodując,  że  jego 
potężne skrzydła zaszeleściły. 

background image

by Mikamh 

"Zostawiłem  je  w  środku  Wysokotrawiastej  Prerii.  Z  burzą  zakrywającą  słońce 
mogą przeżyć dzień, ale na pewno nie przetrwają kolejnego."  

" Czy masz zamiar zająć się ich ciałami?" Potrząsnął głową.  

"Kojoty zrobią to za mnie."  

"To naprawdę oschłe." powiedziałam. 

"Sprawiedliwość często wydaje się oschła. To jest cecha, której nie wymyśleliśmy z 
Thanatos. Sądzenie, potępianie i dokonywanie sprawiedliwości nie jest przyjemne. 
Czy to nie kraj, którego symbolem sprawiedliwości jest ślepa dziewica trzymająca 
szale osądu?"  

"Och,  nie  sądzę,  że  to  dlatego  wydaje  się  oschła.  Myślę,  że  to  dlatego,  że 
sprawiedliwość nie powinna być oparta na tym, jak osoba wygląda ani kim on lub 
ona jest - to powinno być oparte na faktach." 

"Nie rozumiem różnicy o której mówisz."  

"Nieważne". Poddałam się. "Szukam Auroxa. Widziałeś go?"  

"To  była  jego  kolej  do  patrolowania  obwodu  szkoły.  Jeśli  udasz  się  do  wejścia  z 
przodu pola, powinien ponownie okrążać szkołę."  

"W porządku, świetnie. Uh, byłabym wdzięczna, gdybyś nie wspominał nikomu, że 
szukałam-" Kalona podniósł rękę, przerywając mi.  

"Nie  będę  opowiadać  plotek  Twojemu  Wojownikowi".  Myślałam  o  poprawieniu 
go,  że  zupełnie  nie  o  to  chodzi,  że  po  prostu  nie  chce  aby  pisklęta  plotkowały  o 
mnie  i  o  Auroxie,  ale  moje  usta  nie  potrafią  kłamać,  więc  westchnęłam  i 
powiedziałam:  

"Tak, dzięki." i pospieszyłam dalej. 

Nikt  nie  był  w  przedniej  części  szkoły,  ale  znalazłam  ławką  niedaleko  od  drzwi 
szkoły.  Podczas  gdy  siedziałam  i  czekałam  na  Auroxa,  obserwowałam  burzowe 

background image

by Mikamh 

chmury zbliżające się i myślałam o tym, co Kalona powiedział. Być może miał rację. 
Osądzania innych nie było przyjemne. Był czas, kiedy także myślałam, że ocenianie 
innych  było  źle,  ale  zgodziłam  się  z  osądem  Thanatos.  Przypuszczam,  że  nawet 
zgodziłabym  się  z  jej  karą.  Więc  czyni  mnie  to  hipokrytką,  kiedy  mimo  wszystko 
czułam się nadwrażliwa i obrzydzona? Czy po prostu czułam się humanitarnie? Czy 
może to sprawiło, że będę zbyt oporna, aby stać się przyzwoitą Wysoką Kapłanką? 

"Zoey? Czy wszystko w porządku?" Nie słyszałam jak Aurox podszedł, więc to był 
szok  przenieść  wzrok  z  chmur  burzowych  na  jego  wielkie  jak  księżyc  oczy. 
Zamrugałam i otrząsnęłam się, starając się skupić i co najmniej jedną rzecz zrobić 
dobrze.  

"Tak, wszystko jest w porządku. Muszą z Tobą porozmawiać. Masz chwile?"  

"Oczywiście." Wskazał na ławkę obok mnie i skinął głową. 

"Oh, tak, usiądź."  Usiadł, a ja  starałam się  nie  denerwować i nie dłubać w moich 
pomalowanych  paznokciach. "Wygląda na to, że będzie padać." powiedziałam.  "I 
myślę, że właśnie usłyszałam grzmot w oddali."  

"Zapach pioruna jest w powietrzu", zgodził się. Odetchnęłam trochę. To na pewno 
nie było to coś Heath by powiedział.  

"Nigdy  nie  myślałam  jaki  błyskawica  ma  zapach,  ale  masz  rację.  Grzmoty  i 
błyskawice idą razem."  

"Zo, o co chodzi?" Moje oczy spojrzały w jego. Tak. Heath był na pewno tam.  

"Nie mogę już pić twojej krwi." 

"Ale chcesz." powiedział.  

"Aurox, nikt nie dostaje wszystkiego, czego chce."  

"Ale to nie wszystko, to tylko niewielka część wszystkiego."  

background image

by Mikamh 

"Jeśli naprawdę będę pić Twoją krew, to znaczy, że stworzymy miłość. My pewnie 
się Złączymy. Nie byłaby to mała rzecz dla mnie czy ciebie czy Starka."  

"To  Stark  w  takim  razie.  On  jest  powodem,  przez  który  nie  chcesz  być  ze  mną."  
powiedział Aurox. 

"Nie. To ja. Nie mogę być z dwoma facetami w tym samym czasie."  

"I nie wybierzesz mnie zamiast Starka, ponieważ nie jestem Heathem."  

"Nie  wybiorę  Cię  zamiast  Starka,  bo  jestem  już  zobowiązana  Starkowi." 
powiedziałam stanowczo.  

"To  dlatego,  że  nie  jestem  wystarczająco  dobry  dla  Ciebie-przez  to,  jak  zostałem 
stworzony, to czym mogę być." Położyłam dłoń na jego dłoni.  

"Nie, Aurox. Proszę nie myśl tak o tym. Niczym nie zawiniłeś i nie myśl o tym, kiedy 
jestem z Tobą."  

"O  co  Ci  chodzi?"  Uśmiechnęłam  się  i  choć  było  mi  smutno,  nadal  musiałam 
powiedzieć mu prawdę.  

"Myślę  o  tym,  jak  się  cieszę,  że  tu  jesteś.  Myślę  też,  że  ty  i  Heath  tworzycie 
naprawdę dobry zespół." 

"Wiesz, że cię kocham." powiedział.  

"Wiem." Powiedziałam cicho i wyciągnęłam swoją rękę z jego. "Przepraszam."  

"Co dalej z tym zrobimy?"  

"Chcę zostać przyjaciółmi." powiedziałam.  

"Przyjaciele". Słowo brzmiał tak płasko, gdy je powtórzył.  

"Tak, i Stark nie będzie zachowywać się szaleńczo wobec Ciebie." powiedziałam. 

background image

by Mikamh 

"Zo, to dlatego, że nie ma żadnego powodu." Aurox pochylił się, pocałował mnie w 
policzek, a potem brzmiąc zupełnie jak zawiedziony, powiedział: "Powiesz Kalonie, 
że mam zamiar ponownie sprawdzić obwód?"  

"Tak,  na  pewno..."  powiedziałam  do  jego  pleców,  gdy  już  biegł  ku  kamiennej 
ścianie.  Stałam,  czując  się  ciężko  i  bardzo,  bardzo  zmęczona.  Cóż,  powiedziałam 
mu prawdę, ale to na pewno było do bani. 

Starając się nie  myśleć o niczym tylko o  śnie, ponieważ ostatnią rzeczą, jaka była 
mi potrzebna to pobudka Starka i jego pytania gdzie byłam i co spowodowało, że 
czuję się tak źle. Przeszłam z terenu boiska do korytarza prowadzącego do wejścia 
do  piwnicy.  Kalona  tam  nie  stał.  Westchnęłam  i  wychyliłam  głowę  na  zewnątrz. 
Także  go  tam  nie  było.  Domyślając  się,  że  jest  w  piwnicy  robiąc  obchód  wokół 
śpiących dzieci, wróciłam z powrotem w stronę schodów. 

"Tak, będę obserwowała Zoey tak, jak powiedziałam."  

Na  początku,  kiedy  usłyszałam  moje  imię  zatrzymałam  się,  ponieważ  to  mnie 
zaskoczyło. Głos odbijał się ze stajni, dochodząc z pół-otwartych drzwi, które były 
oddzielone korytarzem między terenem szkoły i stodołą.  

"I co? Przez gówno, muszę prosić Cię o wszystko?" 

Wtedy zdałam sobie sprawę, kto mówił o mnie, podkradłam się bliżej, słuchając z 
niedowierzaniem.  

"A  jej  kolory  stały  się  super  szalone  podczas  pogrzebu.  Ale  myślę,  że  wiem, 
dlaczego,  i  to  nie  ma  nic  wspólnego  z  jej  utratą  kontroli  nad  swoim 
temperamentem i mocami."  

"Shaylin, sprawiasz, że tyłek mnie boli. Powiedz mi tylko co widziałaś." 

Nastała  długa  przerwa.  Słyszałam  jak  Shaylin  bierze  długi  oddech,  a  potem  moje 
wnętrze przeszedł zimny dreszcz gdy Prorokini powiedziała do Afrodyty:  

background image

by Mikamh 

"Widziałam ją patrzącą na Auroxa. Bardzo. Jej kolory były szalone. To dało mi do 
myślenia,  więc  kiedy  ona  i  Aurox  udali  się  na  stołówkę  po  zamknięciu  Kręgu, 
poszłam za nimi."  

"Cholera,  Shaylin!  Nie  jesteś  Prorokinią,  jesteś  super  szpiegiem!"  powiedziała 
Afrodyta, śmiejąc się. "Powiedz mi, że Z i Chłopiec-byk zrobili cos niegrzecznego." 
Przygryzłam wargę, żeby nie krzyczeć.  

"Prawie. Dwoje z nich są z pewnością wszystkim dla siebie. Ona ssała krew z jego 
palca."  

"On to praktycznie robi dla Zoey, i o kurde. To zbyt cholernie podobne do tego, co 
widziałam.  Później,  niech  zgadnę,  jej  kolory  oszalały?  Wszystkie  były 
zdezorientowane, sfrustrowane i zdenerwowane?"  

" Całkowicie. Zwłaszcza po tym jak ona-" Usłyszałam wystarczająco. 

"Zamknij  się!"  Krzyknęłam.  Moja  klatka  paliła  tak  mocno  jak  moja  twarz  gdy 
uderzyłam ręką w drzwi, które otworzyły się z impetem i uderzyły w ścianę.  

"Oho," powiedziała Afrodyta.  

"Zoey! To nie jest to, co myślisz!" powiedziała Shaylin, odsuwając się ode mnie, jak 
weszłam do pokoju. 

"Naprawdę? Jak to nie jest tym, co myślę, to czym to jest, gdy słyszę, jak mówisz 
Afrodycie, że mnie szpiegowałaś?!" Nie myślałam. Zareagowałam. Owinęłam rękę 
wokół  Widzącego  Kamienia,  podniosłam  drugą  rękę  myśląc  o  tym,  jak  bardzo 
chciałam nakopać Shaylin na tyłek. Kula niebieskiego ognia buchnęła z mojej ręki, 
zwalając  Shaylin  z  nóg.  Wylądowała  na  plecach,  bez  tchu,  dysząc  i  płacząc.  Nie 
obchodziły  mnie  jej  wrzaski.  Dobrze  było  posadzić  ją  na  tyłek.  Shaylin  na  to 
zasłużyła.  

"Przestań. Teraz!" Afrodyta stanęła przede mną. Zmrużyłam oczy.  

"Gadałyście o mnie za moimi plecami!" 

background image

by Mikamh 

"Zaraz  Ci  powiem  dlaczego.  Po  pierwsze,  musisz  się  opamiętać.  Uzyskaj  kontrolę 
nad  tymi  gównianymi,  szalonymi  rzeczami,  które  się  teraz  dzieją  i  je  uspokój." 
Spojrzała przez ramię na Shaylin.  

"Wracaj do piwnicy, teraz." Wciąż płacząc, Shaylin wstała i przebiegła obok mnie.  

"Więc,  ona  jest  Twoją  własną,  małą,  prywatną  Prorokinią?"  Zamiast  mi 
odpowiedzieć, Afrodyta obserwowała odchodzącą Shaylin, a potem położyła ręce 
na biodrach i spojrzała na mnie.  

"Poważnie?  Próbujesz  mówić  o  gównie  po  użyciu  tego  cholernego  kamienia, 
którym zraniłaś Shaylin? Straciłaś swój cholerny mózg."  

"Kamień?" Zamrugałam, a potem spojrzałam na moje piersi, zdając sobie sprawę, 
że trzymałam Widzący Kamień tak mocno, że odcisnął się boleśnie w mojej dłoni. 
Jak  tylko  poczułam  ból  kamień  ostygł.  Rzuciłam  go.  Czując  się  zdezorientowana, 
starałam się skupić na tym, co mnie wkurzyło - szpiegowanie mnie i Auroxa przez 
Shaylin. "Nie mówię o kamieniu i nie mówię tu o gównie. Chcę wiedzieć, co to do 
cholery sobie wyobrażasz, podążając za moimi krokami."  

"Miałam  wizję.  Z  twojego  punktu  widzenia.  Robiłaś  coś,  co  zobaczyła  Shaylin,  że 
robisz z Auroxem." 

"Kiedy miałaś tą wizję?"  

"Kilka dni temu. To nie ma znaczenia. Ważne jest- "  

"Nie ma znaczenia, że zatajasz wizję o mnie przez dni?"  

"No, co jest ważne, to dlaczego. Dlaczego, bo widziałam, że tracisz kurwa nerwy i 
nie jesteś w stanie kontrolować tego, cholernego kamienia. Co dokładnie się teraz 
stało."  

"Nie, to nie jest to, co się właśnie stało. Panowałam nad pieprzonym kamieniem. 
Chciałam  przewrócić  Shaylin  na  tyłek,  i  zrobiłam  dokładnie  to,  co  chciałam." 
Afrodyta pokręciła głową tam i z powrotem.  

background image

by Mikamh 

"Czy ty w ogóle siebie słyszysz? Tak, powinnaś być wkurzona o to, co podsłuchałaś. 
Ale Normalna Zoey nigdy nie chciałaby skrzywdzić Shaylin. I, przy okazji, Normalna 
Zoey nie powiedziałaby "kurwa""  

"Normalna Zoey nie pomyślałaby, że jedna z jej najlepszych przyjaciółek mówił za 
jej plecami i ją szpieguje!" 

"Chciałam  opowiedzieć  o  wizji.  Miałam  zamiar  powiedzieć  o  Shaylin.  Po  prostu 
musiałam poczekać, aż będzie odpowiedni czas." powiedziała Afrodyta.  

"Wiesz  co,  Afrodyta?  Odpowiedni  czas,  nie  znalazł  się  na  obgadywanie  i 
szpiegowanie mnie. Ale zaraz, przecież się znalazł. Och, do diabła z tym. Idę stąd." 
Zaczęłam ją wymijać, ale Afrodyta stanęła przed mną, ponownie. 

"Z, coś jeszcze się tutaj dzieje, niż tylko Twoje wkurzenie na mnie. Myślę, że Stara 
Magia  dotyka  cię,  i  to  nie  w  dobry  sposób.  Musimy  o  tym  porozmawiać.  Musisz 
pozwolić mi powiedzieć o reszcie mojej wizji."  

"Mam tak cholernie dość słuchania o tym, co muszę zrobić. Cofnij się Afrodyta." 

Moja  pierś  płonęła,  kiedy  przepchnęłam  się  obok  niej.  Potknęła  się  przeze  mnie, 
robiąc  zaskakująco  dużo  hałasu.  Nie  obchodziło  mnie  to.  Miałam  jej  dość.  Nie 
wiedziałam,  gdzie  idę.  Po  prostu  wiedziałam,  że  muszę  iść.  Gdybym  miała  klucze 
do  mojego  autka,  pojechałabym  do  domu  babci,  ale  moje  klucze  były  w  moim 
pokoju,  a  nie  chciałam  teraz  widzieć  Starka  i  tłumaczyć  mu,  dlaczego  jestem  tak 
zdenerwowana.  Cholera,  gdyby  to  nie  był  dzień,  już  na  pewno  uruchomiłabym 
Starka, dzięki głupiej więzi jaką dzieliliśmy. 

Potrzebowałam czasu. Potrzebowałam miejsca. Czułam się jakby gniew czołgał się 
pod  moją  skórą.  Nie  mogłam  się  od  niego  uwolnić,  bo  nie  mogłam  uciec  od 
wszystkich  mnie  wkurzających  ludzi,  którzy  mówili  mi  co  mam  robić.  Musiałam 
pomyśleć bez dziobania na śmierć przez kaczki! Zmieniłam kierunek, odchodząc od 
akademików,  aż  dotarłam  do  ściany,  która  kończyła  szkołę.  Ściany,  którą 
patrolował Aurox. 

background image

by Mikamh 

Cholera!  Jego  także  nie  chciałam  widzieć.  To  wtedy  postanowiłam,  że  policjanci 
mogą iść do diabła wraz z ich bzdurnym aresztowaniem. Nie zabiłam burmistrza i 
jeśli  muszę  iść  na  spacer  poza  kampus,  mam  zamiar  iść  na  spacer  poza  kampus! 
Zaczęłam truchtać w kierunku wysuniętej na wschód części ściany i ukrytych drzwi, 
o ktorych wiedziałam, i które były niedaleko stąd. 

 

Shaylin 

Shaylin  próbowała  przestać  wrzeszczeć.  Zazwyczaj  nie  była  mazgajem.  Była 
przyzwyczajona  do  nieużalania  się  nad  sobą.  Ale  teraz  było  inaczej.  Po  pierwsze  
było  straszne  to,  co  stało  się  z  Dallasem  i  dwoma  pisklętami.  Wiedziała  o  tym. 
Shaylin  widziała  ich  śmierć  w  kolorach  Thanatos.  A  ona  zamknęła  usta  i  wierzyła 
Thanatos robił to, co trzeba. 

Następnie  Shaylin  zrobił  dokładnie  odwrotnie  -  otworzyła  usta  i  wygadała 
prywatne sprawy Zoey, ponieważ czuła, że robi to, co trzeba. Cóż, Shaylin również 
czuła, że pasuje do Domu Nocy i robi dobrą robotę, używając swojego daru. Ale to 
nie  może  być  prawda,  ponieważ  czuła  się  absolutnie  straszne  po  tym,  jak  Dallas 
został zabity, a najmocniejsza adeptka na świecie właśnie powaliła ją na jej tyłek. 
Była całkowicie zdruzgotana. Podwójnie.  

Shaylin skuliła się  w ciemnym kącie piwnicy, gdzie ułożyła małą paletą dla siebie. 
Siedziała na nogach z poduszką na udach. Przycisnęła twarz do miękkiej poszewki, 
by stłumić swój szloch. Mimo to nie powinna przeszkadzać. Większość czerwonych 
piskląt  spała  w  ciągu  dnia  tak,  jakby  była  martwa.  To,  co  także  powinna  robić, 
skarciła  się.  Powinnam  spać  i  nie  rozmawiać  z  Afrodytą  o  Zoey.  Teraz  są  złe  na 
siebie i na mnie! Nigdy nie dowiem się jak te sprawy Prorokini działają. Shaylin nie 
myślała  o  tym,  że  Afrodyta  miała,  oczywiście,  rację  o  problemie  Zoey  w 
kontrolowaniu siebie i gniewu. W tym momencie racja Afrodyty nie miała dla niej 
znaczenia.  W  tej  chwili  wszystko,  co  się  liczyło  to  to,  że  czuła  jakby  jej  świat  i  
przyjaciele się rozpadali.  

background image

by Mikamh 

"Hej, Shaylin, co się stało?" Tłumiąc szloch, Shaylin spojrzała w górę, aby zobaczyć, 
że Nicole stoi nad nią, przecierając oczy i patrząc niemrawo, jakby była lunatykiem. 

"N-nic. J-ja czuję się d-dobrze.", wyszeptała, po czym wytarła twarz w poszewkę i 
zmusiła się, by przestać płakać. Nicole usiadła obok niej.  

"Nie, nie czujesz. Wypłakujesz sobie oczy."  

"  Ciii."  Shaylin  uciszyła  ją,  rozglądając  się,  aby  mieć  pewność,  że  wszyscy  jeszcze 
spali.  "Jest  okej."  Nicole  przysunęła  się  do  niej  bliżej,  tak,  że  ich  ramiona  się 
dotykały, i szepnęła.  

"W porządku. Oni nie będą słuchać. Powiedz mi, co się stało." Shaylin otarła oczy 
ponownie, a następnie odpowiedziała cicho.  

"Myślę, że namieszałam przy użyciu mojego Widzenia"  

"Hej,  jesteś  dobra  w  używaniu  Widzenia.  Widziałaś,  że  się  zmieniłam."  Nicole 
uśmiechnęła się do niej.  

"Powinnaś mieć więcej zaufania do siebie."  

"Muszę się nauczyć, kiedy otworzyć moje głupie usta, a kiedy trzymać moją głupią 
gębę  na  kłódkę."  powiedziała  Shaylin.  Zaczęła  grzebać  wewnątrz  torebki  i 
znalazłszy wymiętoloną chusteczkę, wytarła nos. 

"Nie jesteś głupia."  

"Jeśli  wiedziałabyś,  że  Thanatos  nakaże  Kalonie  odciąć  głowę  Dallasa, 
powiedziałabyś coś?" Nicole skrzywiła się.  

"Nie możesz mnie o to zapytać. Nie jestem obiektywna według Dallasa."  

"Czy nadal jesteś w nim zakochana?" Nicole pokręciła głową szybko.  

"Nie,  nie  o  to  chodzi.  Nigdy  tak  naprawdę  go  nie  kochałam  i  ja  wiedziałam,  jak 
niebezpieczny  był.  Więc  nie  mogę  być  obiektywna  odnośnie  jego  śmierci." 
Słuchając jej, Shaylin trochę zaszlochała. Nicole otuliła ją ramieniem.  

background image

by Mikamh 

"Jeśli jesteś zdenerwowana, po tym, co się stało z Dallasem, nie bądź."  

"To  nie  tylko  przez  niego,  mimo,  że  był  zły.  Rozmawiałam  z  Afrodytą  o  kolorach 
kogoś innego, a powinnam się nie wtrącać."  

"Ale Afrodyta też jest Prorokinią. Jest co prawda trochę wredna i szalona, ale nadal 
jest Prorokinią. Myślę, że to dobrze dla jednej Prorokini, aby porozmawiać z drugą, 
o takich rzeczach jak Twoje Prawdziwe Widzenie." 

"Tez  tak  myślałam.  Teraz  nie  jestem  tego  taka  pewna.  Chciałbym  wiedzieć 
dokładnie, co trzeba zrobić."  

"Myślę,  że  jest  wiele  sytuacji,  kiedy  nie  jest  dokładnie  jedno,  co  trzeba  zrobić." 
Shaylin spojrzała na Nicole.  

"Jesteś bardzo inteligentna."  

"Nie, ja po prostu zrobiłam mnóstwo błędów." Nicole uśmiechnęła się do niej. "Ale 
teraz  nie  robię.  Myślę,  że  pomogłam  ci  przestać  płakać."  Uśmiech  Shaylin  był 
niepewny.  

"Myślę, że tak. Dziękuję. A przy okazji, Twoje kolory stały się naprawdę ładne." 

"Zobacz, jeśli uważasz, że moje kolory są naprawdę ładne, dowodzi to, jak wielką 
Prorokinią jesteś." Shaylin uśmiechnęła się do Nicole, gdy ta pochyliła się i powoli, 
delikatnie, pocałowała ją w usta. Kiedy Shaylin zamarła, a jej oczy rozszerzyły się w 
szoku, Nicole odchyliła się od niej i szybko zdjęła rękę z jej ramienia. "Przykro mi." 
Nicole  szepnęła.  Nawet  w  ciemnościach  piwnicy,  Shaylin  widziała  jak  policzki 
Nicole  stały  się  czerwone.  "Nie  wiem,  dlaczego  to  zrobiłam.  Bardzo  mi  przykro." 
powtórzyła. Shaylin patrzyła na nią, widząc, delikatne piękno jej kolorów i uczucie 
delikatnego, promieniejącego ciepła na ustach.  

"Nie bądź smutna. Ja nie jestem." Potem objęła szczupłą talię Nicole, oparła głowę 
na  ramieniu  i  powiedziała:  "Czy  zostaniesz  tu  ze  mną  tuląc  mnie?"  Ramię  Nicole 
wsunęło się z powrotem na jej barki.  

background image

by Mikamh 

"Shaylin, Kochanie, zostanę z tobą na zawsze, jeśli chcesz."