background image

I   IX. Odruch orgazmu a technika wegetoterapii 

 

1. Postawy mięśniowe i wyraz ciała 

 

 

W  pracy  nad  analizą  charakteru  podjęliśmy  próbę  konsekwentnego  i  systematycznego 

oddzielenia pierwotnie splecionych ze sobą postaw charakterologicznych i odczytywania ich po 
kolei  zgodnie  z  aktualnym  znaczeniem  i  oddziaływaniem  jako  funkcji  obronnych.  Celem 
naszym  było  uwolnienie,  w  wyniku  rozluźnienia-skorupy  charakterologicznej,  emocji,  które 
wcześniej padły ofiarą silnych zahamowań i związań. Każde skuteczne rozpuszczenie skorupy 
charakteru uwalnia najpierw uczucia wściekłości bądź lęku. Traktując pojawiające się uczucia 
wściekłości  i  lęku  jako  psychiczne  siły  obronne  możemy  zwrócić  w  końcu  pacjentowi  jego 
seksualną  ruchliwość  i  biologiczną  wrażliwość.  Tym  samym  poprzez  rozluźnienie 
chronicznych  postaw  charakteru  wywołujemy  reakcje  wegetatywnego  układu  nerwowego. 
Przebicie  się  do  układu  wegetatywnego  jest  tym  pełniejsze  i  energiczniejsze,  im  solidniej 
pracujemy nad postawami  mięśniowymi  w powiązaniu z postawami charakterologicznymi. W 
ten sposób część pracy przesuwa się ze sfery psychiki i charakteru na bezpośrednie rozsadzanie 
pancerza  mięśniowego.  Już  wcześniej  było  jasne,  że  skurcz  mięśni,  niezależnie  od  miejsca 
występowania,  nie  jest  ani  „skutkiem",  ani  „wyrazem",  ani  „objawem  towarzyszącym" 
mechanizmu  wypierania;  z  czasem  byłem  coraz  bardziej  przekonany,  że  przykurcz  mięśni 
stanowi znaczący element procesu wypierania. Wszyscy nasi pacjenci relacjonowali, że w dzie-
ciństwie  przechodzili  okresy,  w  których  przy  pomocy  określonych  ćwiczeń  zachowań 
wegetatywnych (oddech, wciąganie brzucha itd.) nauczyli się tłumić swoje impulsy nienawiści, 
lęku i miłości. Psychologia analityczna zajmowała się do tej pory jedynie tym, co dzieci tłumią, 
i  przyczynami,  które  skłaniają  je  do  opanowania  swoich  afektów.  Na  sposób,  w  jaki  dzieci 
walczą  przeciwko  tym  afektom,  nie  zwracano  najmniejszej  uwagi.  A  przecież  fizjologiczny 
proces  wypierania  zasługuje  na  szczególną  uwagę.  Wciąż  na  nowo  zaskakuje  nas,  że 
rozpuszczenie napięcia mięśniowego nie tylko wyzwala energię wegetatywną, ale jednocześnie 
przywołuje  w  pamięci  tę  sytuację,  która  wywołała  stłumienie  popędu.  Możemy  stwierdzić 
Każdy  skurczony  mięsień  skrywa  określoną  historię  tłumaczącą  sens  powstania  skurczu.  Nie 
chodzi tu o to, abyśmy musieli rozszyfrowywać ze snów bądź skojarzeń, w jaki sposób powstał 
pancerz mięśniowy; jest on raczej formą, w której w postaci zaburzenia zawarte jest dziecięce 
doświadczenie. Nerwica nie jest jedynie przejawem zaburzenia psychicznej równowagi, lecz w 
o  wiele  głębszym  sensie  także  wyrazem  chronicznego  zaburzenia  równowagi  wegetatywnej  i 
naturalnej ruchliwości. 
Wyrażenie  „struktura  psychiczna"  uzyskało  w  ciągu  ostatnich  kilku  lat  naszych  badań 
szczególne  znaczenie.  Rozumiemy  ją  jako  indywidualny  charakter  spontanicznych  reakcji, 
typowy dla danego człowieka stan współ- i przeciwdziałających sił. Struktura psychiczna jest 
tym samym określoną strukturą biofizyczną  przedstawiającą określony stan wegetatywnej gry 
sił  człowieka.  Nie  ulega  wątpliwości,  że  większość  z  tego,  co  określa  się  zazwyczaj  jako 
„wrodzone  predyspozycje"  lub  „strukturę  popędów",  zostanie  zdemaskowane  jako  nabyte 
zachowanie wegetatywne. Zmiana struktury, do której dążymy, nie jest niczym innym jak tylko 
zmianą gry sił w wegetatywnym aparacie życiowym. 
Postawy  mięśniowe  mają  dla  terapii  analizy  charakteru  jeszcze  jedno  znaczenie.  Stwarzają 
bowiem  w  razie  potrzeby  możliwość  uniknięcia  skomplikowanego  przedzierania  się  poprzez 
konstrukcje psychiczne i bezpośredniego przebicia się od postawy ciała w obszar popędowych 

background image

afektów.  Przy  tym  wyparta  emocja  pojawia  się  zawsze  przed  wspomnieniem.  W  ten  sposób 
możemy  być  pewni  —  o  ile  uda  się  dobrze  rozpoznać  i  rozpuścić  chroniczną  postawę 
mięśniową  —  że  pracujemy  z  emocjami  związanymi  z  konkretnym  urazem.  Podczas  próby 
rozpuszczania afektów wyłącznie z poziomu psychiki, sprawą przypadku jest, jakie emocje się 
pojawią.  Analityczna  praca  nad  kolejnymi  warstwami  skorupy  charakteru  jest  tym 
skuteczniejsza,  w  im  większym  stopniu  opiera  się  na  rozpuszczaniu  adekwatnych  postaw 
mięśniowych.  W  wielu  przypadkach  zahamowanie  psychiczne  ustępuje  jedynie  w  przypadku 
rozluźnienia mięśni. 
Postawa  mięśniowa  jest  identyczna  z  tym,  co  nazywamy  „wyrazem  ciała".  Często  nie  można 
jednoznacznie stwierdzić, czy chory cierpi na hipertonię mięśni, czy też nie. Mimo to całe ciało 
lub  jego  poszczególne  części  „coś  wyrażają".  Jego  czoło  np.  wydaje  się  „płaskie",  jakby 
„wbite",  albo  też  miednica  wyraża  seksualną  niemoc,  „martwotę".  Ramiona  mogą  sprawiać 
wrażenie „twardych" bądź „miękkich". Trudno powiedzieć, co powoduje, że w taki bezpośredni 
sposób  odbieramy  wyraz  ciała  danego  człowieka  i  trudno  jest  znaleźć  słowa  opisujące  to 
wrażenie.  Przykładem  może  być  tu  „zlodowacenie"  dzieci,  które  jest  pierwszym  i 
najważniejszym  objawem  ostatecznego  stłumienia  seksualności  między  czwartym  a  piątym 
rokiem  życia.  To  zlodowacenie  doświadczane  jest  początkowo  zawsze  jako  „stawanie  się 
martwym", „opancerzonym" lub „zamurowanym". Później w niektórych przypadkach uczucie 
„bycia  martwym"  jest  częściowo  kompensowane  poprzez  przykrywające  funkcje  psychiczne, 
np. powierzchowną wesołość bądź niezdolną do prawdziwych kontaktów towarzyskość. 
Skurcz  mięśni  przedstawia  fizyczny  aspekt  procesu  wypierania  stanowiąc  podstawę  jego 
trwałego  utrzymywania  się.  To  nie  poszczególne  mięśnie  ulegają  napięciu,  lecz  całe  grupy 
mięśniowe należące do danej wegetatywnej, funkcjonalnej jednostki. Jeżeli stłumieniu ma ulec 
np. impuls płaczu, to usztywniona zostanie nie tylko dolna warga, ale wszystkie mięśnie jamy 
ustnej i podbródka oraz odpowiednie mięśnie szyi; a więc te wszystkie narządy, które w trakcie 
płaczu  uaktywniają  się  jako  funkcjonalna  jedność.  Ogólnie  znane  jest  zjawisko,  że  osoby  hi-
steryczne  odgraniczają  swoje  symptomy  fizyczne  nie  według  obszarów  anatomicznych,  lecz 
funkcjonalnych.  Histeryczne  zaczerwienienie  skóry  nie  przebiega  zgodnie  z  rozgałęzieniami 
określonej arterii, lecz obejmuje wyłącznie szyję bądź czoło. Wegetatywnej funkcji ciała obce 
są nasze sztuczne anatomiczne rozgraniczenia. 
Całościowy  wyraz  ciała  można  ująć  zazwyczaj  w  formułę,  która  w  trakcie  terapii  analizy 
charakteru  pojawia  się  wcześniej  czy  później  samoistnie.  Co  zadziwiające,  są  to  najczęściej 
sformułowania  i  określenia  pochodzące  z  królestwa  zwierząt,  jak  np.  „lis",  „świnia",  „wąż", 
„robak" i inne. 
Usztywniony kompleks mięśniowy ujawnia swoją funkcję dopiero wówczas, gdy docieramy do 
niego  w  „logiczny  sposób"  w  trakcie  pracy  analitycznej.  Próby  rozbicia  pancerza  mięśni 
brzucha  na  samym  początku  pracy  na  pewno  skończą  się  niepowodzeniem.  Rozpuszczanie 
napięć  mięśniowych  podporządkowane  jest  prawu,  którego  pełne  /rozumienie  wymaga 
większej  ilości  danych  niż  ta,  którą  posiadamy.  W  ograniczonym  zakresie,  na  ile  pozwalają 
zebrane  dotychczas  doświadczenia,  możemy  stwierdzić,  że  rozpuszczanie  pancerza 
mięśniowego  rozpoczyna  się  zazwyczaj  w  tych  miejscach,  które  są  najbardziej  oddalone  od 
genitaliów, najczęściej od obszaru głowy. Napięcia twarzy są tym, co jako pierwsze rzuca się 
nam  w  oczy.  Również  pacjent  najczęściej  i  najdokładniej  zwraca  uwagę  na  wyraz  twarzy  i 
brzmienie głosu; nie ma natomiast zazwyczaj pojęcia, w jakim stanie są miednica, ramiona czy 
brzuch. 

background image

Chciałbym  opisać  teraz  najważniejsze  cechy  i  mechanizmy  niektórych  typowych  bloków 
mięśniowych, chociaż ten przegląd na pewno nie wyczerpuje całości zagadnienia. 
Głowa i szyja: U wielu pacjentów napotykamy na objaw ciężkich bólów głowy. Często są one 
umiejscowione  powyżej  karku,  nad oczami  i  na  czole.  W  psychopatologii określa  się  te  bóle 
jako „objawy neurasteniczne". Jak dochodzi do ich powstania? Spróbujcie napiąć silnie mięśnie 
karku  i  pozostać  przez  jakiś  czas  w  tej  pozycji,  tak  jakbyście  chcieli  odeprzeć  groźny  atak; 
bardzo szybko poczujecie silne bóle w potylicy, dokładnie nad miejscem napięcia mięśni. Bóle 
w  tyle  głowy  związane  są  więc  z  nadmiernym  napinaniem  mięśni  karku.  Ta  postawa  wyraża 
stały lęk przed zagrożeniem z tyłu. Przed tym np., że ktoś wczepi się w kark, zada z tyłu cios w 
głowę itp. 
Ból odczuwany nad brwiami w czole, podobny do „obręczy  ściskającej głowę", pojawia się w 
wyniku  chronicznego  unoszenia  brwi  w  górę.  Możemy  sami  doświadczyć  tego  związku 
trzymając  przez  dłuższy  czas  podciągnięte  w  górę  brwi.  Pojawia  się  wówczas  chroniczne 
napięcie  mięśni  czoła,  jak  i  całej  muskulatury  powierzchni  głowy.  Ta  postawa  wyraża 
nieustanne,  pełne  lęku  oczekiwanie.  W  pełni  rozwinięta,  odpowiada  wyrazowi 
wytrzeszczonych w przerażeniu oczu. 
W  gruncie  rzeczy  oba  opisane  powyżej  symptomy  są  nierozłączne.  W  chwili  nagłego 
przerażenia otwieramy szeroko oczy i jednocześnie napinamy mięśnie czaszki. Są też pacjenci, 
których wyraz twarzy można określić jako „wyniosły". Kiedy go rozpuszczamy, okazuje się, że 
stanowi postawę obronną wobec wyrazu pełnej lęku lub przerażenia uwagi. Niektórzy pacjenci 
ukazują  otoczeniu  „czoło  myśliciela".  Prawie  zawsze  w  takim  przypadku  w  dzieciństwie 
pojawiała  się  fantazja  o  własnej  genialności,  stanowiąca  obronę  przed  stanami  lękowymi 
wywołanymi  najczęściej  masturbacją.  Wtedy  to  pojawiało  się  „czoło  myśliciela"  maskujące 
przerażenie. W innych przypadkach widzimy „gładkie", „płaskie" bądź „pozbawione wyrazu" 
czoło,  tak  jakby  chory  „otrzymał  cios  w  głowę".  Motyw  skrywający  się  za  tym  wyrazem  to 
zazwyczaj lęk przed uderzeniem w głowę. O wiele bardziej znaczące i częściej występujące jest 
napięcie  okolic  ust,  brody  i  szyi.  Wiele  ludzi  nosi  rodzaj  maski  na  twarzy.  Podbródek  jest 
wysunięty i sprawia wrażenie szerokiego. Obszar szyi poniżej podbródka jest „martwy".  Oba 
boczne  mięśnie  szyi  biegnące  ku  mostkowi  są  wyraźnie  widoczne  i  przypominają  grube 
powrozy.  Linia  ust  jest  pełna napięcia,  pacjenci  tej  grupy  cierpią  często z  powodu  odruchów 
wymiotnych.  Ich  głos  jest  zazwyczaj  cichy,  bezbarwny  lub  „cienki".  Również  tę  postawę 
możemy  wypróbować  na  sobie.  Musimy  wyobrazić  sobie,  że  za  wszelką  cenę  chcemy 
powstrzymać się od płaczu. Ściągniemy  wówczas wargi, w całej głowie odczujemy napięcie, 
wysuniemy brodę i napniemy okolice ust. 
W  takim  stanie  głośne  i  dźwięczne  mówienie  jest  niemożliwe.  Dzieci  przyswajają  sobie  tę 
postawę już bardzo wcześnie, jeżeli zmusza się je do powstrzymywania płaczu. Stałe skupianie 
uwagi  na  określonej  części  ciała  prowadzi  do  utrwalenia  określonych  reakcji  pobudzeń  ner-
wowych. Jeżeli w dwóch różnych sytuacjach przyjmowana jest ta sama  postawa, to skutkiem 
często  jest  sprzężenie  obu  funkcji  ze  sobą.  Szczególnie  często  natrafiałem  na  sprzężenie 
odruchu  wymiotnego  z  impulsem  płaczu.  Bliższe  badanie  ukazuje,  że  oba  odruchy  wywołują 
podobną  pozycję  ust.  Nie  można  usunąć  odruchu  wymiotnego,  jeśli  nie  zwróci  się  uwagi  na 
napięcie  wokół  ust.  Odruch  wymiotny  jest  bowiem  w  tym  przypadku  skutkiem 
powstrzymywania innego impulsu, a mianowicie zakazanej potrzeby płaczu. Dopiero całkowite 
rozpuszczenie tej blokady może usunąć również chroniczne mdłości. 
W  obszarze  głowy  i  twarzy  szczególne  znaczenie  mają  sposoby  wyrazu  związane  z  mową. 

background image

Najczęściej u ich źródeł leży skurcz mięśni  podbródka i gardła.  U dwóch pacjentów  mogłem 
stwierdzić silny odruch obronny w szyi, który pojawiał się natychmiast, gdy tylko dotykałem 
ich w obszarze krtani. W obu przypadkach występowały fantazje o zranieniu szyi w wyniku jej 
podcięcia lub chwytania za gardło. 
Należy  zwrócić  szczególną  uwagę  na  całościowy  wyraz  twarzy,  niezależnie  od  wyrazu 
poszczególnych  fragmentów.  Znamy  depresyjną  twarz  melancholika.  To  zadziwiające,  że 
wyraz  wiotkości  może  występować  wraz  z niewiarygodnym  wprost  stanem  chronicznego  na-
pięcia. Są ludzie, których twarz nieustannie promienieje sztuczną radością; istnieją „sztywne" 
lub  „obwisłe"  policzki.  Pacjenci  sami  najczęściej  odnajdują  odpowiednie  określenie,  jeżeli 
tylko  dostatecznie  często  ukazujemy  im  ich  postawę  i  przez  jakiś  czas  naśladujemy  lub 
opisujemy  ją  dokładnie.  Jedna  z  pacjentek  ze  „sztywnymi  policzkami"  powiedziała:  „Moje 
policzki  są  ciężkie  od  łez".  Powstrzymywany  płacz  prowadzi  do  przypominającego  maskę 
zesztywnienia  mięśni  twarzy.  Już  w  bardzo  wczesnym  wieku  pojawia  się  u  dzieci  lęk  przed 
robieniem  grymasów,  choć  uprzednio  z  upodobaniem  oddawały  się  temu  zajęciu. 
Powstrzymywanie tych impulsów powoduje, że utrzymują twarz w sztywnym „porządku". 
 

2. Napięcie brzucha 

 

Pominę  teraz  objawy  występujące  w  klatce  piersiowej  i  ramionach,  gdyż  korzystniej  będzie 
zająć się nimi po omówieniu postaw mięśni brzucha. Nie ma ani jednego chorego na nerwicę 
człowieka,  który  nie  odczuwałby  „napięcia  w  brzuchu".  Wyliczanie  i  opisywanie  wszystkich 
symptomów po kolei byłoby bez sensu, gdyby nie towarzyszyło temu zrozumienie funkcji, jaką 
spełniają w zaburzeniu neurotycznym. 
Wydaje  mi  się  dziś  niepojęte,  jak  można  było  choćby  w  ograniczonym  zakresie  rozpuszczać 
nerwice nie znając symptomatyki plexus solaris (splotu słonecznego) — tak ogromne znaczenie 
ma  obecnie  dla  naszej  pracy  problem  napięć  w  obszarze  brzucha.  Zaburzenia  oddechu  w 
nerwicach  są  objawami,  których  przyczyny  należy  szukać  w  napięciach  brzucha.  Spróbujcie 
sobie  wyobrazić,  że  was  wystraszono,  albo  że  w  ogromnym  napięciu  oczekujecie 
nadciągającego  zagrożenia.  Mimowolnie  wykonacie  wdech  i  zastygniecie  w  tej  pozycji. 
Ponieważ  nie  możecie  całkowicie  przestać  oddychać,  w  końcu  nastąpi  wydech,  jednak  nie 
będzie  on  pełny  i  ciągły,  lecz  bardzo  płytki  i  porwany  na  oddzielne  fragmenty.  W  stanie 
pełnego lęku oczekiwania mimowolnie wysuwamy do przodu ramiona i zastygamy w napiętej i 
usztywnionej pozycji. Czasami ramiona są podciągane w górę. Jeżeli utrzymujemy  tę pozycję 
przez  dłuższy  czas,  pojawia  się  ucisk  w  obszarze  czoła.  Pracowałem  z  wieloma  pacjentami 
cierpiącymi z powodu tego objawu i dopiero po przepracowaniu pełnego lęku napięcia mięśni 
brzucha ból w czole znikał. 
Jaką  funkcję  spełnia  opisana  postawa  „płytkiego  oddechu"?  Gdy  przyjrzymy  się  położeniu 
narządów wewnętrznych i ich relacji ze splotem słonecznym (plexus solaris), zrozumiemy, o co 
tu  chodzi.  W  chwili  lęku  następuje  mimowoli  wdech;  myślę  tu  np.  o  tonącym,  który  mimo-
wolnie próbuje wciągnąć powietrze, mimo że przyspiesza to nadejście śmierci; przepona ściąga 
się  i  naciska  od  góry  na  splot  słoneczny.  Funkcję  tej  czynności  możemy  zrozumieć  dopiero 
wówczas,  gdy  uwzględnimy  wyniki  badań  nad  wczesnymi  i  dziecięcymi  mechanizmami 
obronnymi.  Dzieci  zwalczają  stałe,  męczące  stany  lękowe,  które  odczuwają  w  brzuchu 
zatrzymując  oddech.  Tak  samo  postępują,  kiedy  doświadczają  w  brzuchu  lub  w  genitaliach 
przyjemnych wrażeń, przed którymi odczuwają lęk. 

background image

Zatrzymanie  oddechu  i  fiksacja  skurczu  przepony  są  jednym  z  pierwszych  i  najważniejszych 
aktów, których celem jest zarówno ukrócenie przyjemnych doznań w brzuchu, jak i stłumienie 
w  zarodku  „lęku  w  brzuchu".  Dochodzi  do  tego  działanie  „prasy  brzusznej".  Wszyscy 
doświadczamy  wegetatywnych  doznań  płynących  z  brzucha,  choć  opisujemy  je  w  różny 
sposób. Pacjenci skarżą się na nieznośny „ucisk" w brzuchu lub na „pas", który ciasno otacza 
tułów. Albo też szczególnie wrażliwe jest jakieś określone miejsce w brzuchu. Wszyscy ludzie 
boją  się  uderzenia  w  brzuch.  Ten  lęk  tworzy  centralny  punkt  wielu  bardzo  różnych  fantazji. 
Niektórzy czują się zamknięci w brzuchu, albo też mają wrażenie, że coś się w nim znajduje: 
„W brzuchu jest coś co nie może się wydostać", „Czuję jakbym miał talerz w brzuchu", „Mój 
brzuch  jest  martwy",  „Muszę  mocno  trzymać  mój  brzuch"  itd.  itd.  Większość 
wczesnodziecięcych  fantazji  związanych  z  ciążą  i  porodem  skupia  się  wokół  wegetatywnych 
odczuć płynących z brzucha. 
Jeżeli powoli, aby nie wystraszyć pacjenta, naciśniemy dwoma palcami powłokę brzucha 3 cm 
poniżej  nasady  piersi,  to  wcześniej  czy  później  pojawi  się  opór  chroniący  zawartość  jamy 
brzusznej.  Pacjenci  skarżący  się  na  chroniczne  napięcie  obręczowe  bądź  stałe  uczucie  ucisku 
mają  napiętą,  twardą  niczym  deska  muskulaturę  brzucha.  W  tej  sytuacji  mamy  więc  do 
czynienia  z  naciskiem  na  splot  słoneczny  —  z  przodu  i  z  góry  —  który  wywiera  przepona. 
Potencjał elektryczny skóry na brzuchu obniża się zgodnie z moim wcześniejszym wywodem 
zarówno przy bezpośrednim nacisku, jak i przy głębokim wdechu przeciętnie o 10 do 30 MV. 
Jedna  z  moich  pacjentek  była  u  progu  głębokiej  melancholii.  Miała  napięte,  twarde  mięśnie, 
była  w  depresji  i  ponad  rok  broniła  się  przed  dopuszczeniem  choćby  najmniejszego 
emocjonalnego  impulsu.  Długo  nie  mogłem  zrozumieć,  jak  udaje  jej  się  przechodzić  przez 
najtrudniejsze  sytuacje  bez  żadnych  emocji.  W  końcu  sytuacja  zaczęła  się  wyjaśniać.  Przy 
najmniejszym  pobudzeniu  emocjonalnym  „przywoływała  się  do  porządku  w  brzuchu", 
wstrzymywała  oddech  i  wyglądała  przez  okno,  wędrując  wzrokiem  w  dal.  W  jej  oczach 
pojawiała  się  pustka,  uwagę  kierowała  do  wewnątrz,  napinała  mięśnie  brzucha  i  ściągała 
pośladki.  Później  wyznała:  „Zabijam  mój  brzuch,  bo  wtedy  nic  już  nie  czuję.  Jeżeli  tego  nie 
robię, mój brzuch ma wyrzuty sumienia". Skrywało się za tym: „Mam pragnienia seksualne i 
dlatego mam wyrzuty sumienia". 
Nasze dzieci „odcinają uczucia w brzuchu" przy pomocy oddechu i prasy brzusznej, w typowy, 
ogólnie stosowany sposób. Wegetoterapia ma ciężki orzech do zgryzienia walcząc z tą techniką 
opanowania emocji będącą tworem uniwersalnej kultury jogicznej. 
W  jaki  sposób  zablokowanie  oddechu  może  zdławić  bądź  wręcz  całkowicie  usunąć  emocje? 
Było  to  podstawowe  pytanie,  gdyż  jasne  stało  się,  że  hamowanie  oddechu  będące 
fizjologicznym  mechanizmem  tłumienia  i  wypierania  emocji,  stanowi  również  podstawowy 
mechanizm  nerwicy.  O  odpowiedź  nie  było  trudno:  biologiczną  funkcją  oddechu  jest 
dostarczanie  tlenu  i  usuwanie  dwutlenku  węgla  z  organizmu.  Tlen  zawarty  we  wdychanym 
powietrzu  jest  niezbędny  dla  spalania  strawionych  substancji  odżywczych  w  organizmie. 
Poprzez  spalanie  wytwarzana  jest  energia.  Bez  tlenu  nie  ma  spalania,  a  tym  samym  nie  ma 
produkcji  energii.  Organizm  wytwarza  energię  w  efekcie  procesu  spalania  substancji 
odżywczych.  Powstaje  przy  tym  ciepło  i  kinetyczna  energia  ruchu.  To  właśnie  podczas  tego 
procesu  wytwarzana  jest  elektryczność  biologiczna.  Przy  ograniczonym  oddechu  dopływa 
znacznie  mniej  tlenu,  w  zasadzie  tylko  taka  ilość,  która  jest  niezbędna  dla  zachowania  życia. 
Jeżeli  organizm  wytwarza  mniej  energii,  to  pobudzenia  wegetatywne  są  również  mniejsze,  a 
więc  łatwiejsze  do  opanowania.  Neurotyczne  powstrzymywanie  oddechu  spełnia  więc  z 

background image

biologicznego  punktu  widzenia  funkcję  obniżenia  produkcji  energii  w  organizmie,  a  tym 
samym produkcji lęku. 
 

3. Impuls orgazmu. Historia pewnej choroby 

 

Dla  przedstawienia  sposobu,  w  jaki  seksualne  (wegetatywne)  energie  są  uwalniane  z  chorych 
postaw mięśniowych, wybrałem przypadek, w którym udało mi się szczególnie szybko i dobrze 
przywrócić  potencję  orgazmiczną.  Chciałbym  uprzedzić,  że  ten  przypadek  opisuje  sytuację 
wzorcową i nie ukazuje ogromu trudności, z jakimi zazwyczaj mamy do czynienia przy pracy 
nad zaburzeniami orgazmu. Z powodu swego nadmiernego pociągu do pijaństwa zwrócił się do 
mnie  po  pomoc  27-letni  mężczyzna,  technik  z  zawodu.  Ulegając  prawie  codziennie  swemu 
nałogowi,  obawiał  się,  że  całkowicie  zrujnuje  swe  zdrowie  i  zdolność  do  pracy.  Podczas 
spotkań  towarzyskich  całkowicie  oddawał  się  pijaństwu.  Jego  małżeństwo  było  skrajnie 
nieudane,  gdyż  żona  była  histeryczką  utrudniającą  mu  życie.  Można  było  natychmiast 
zauważyć,  że  nieszczęśliwe  małżeństwo  było  jednym  z  głównych  powodów  ucieczki  w 
alkoholizm. Narzekał również, że „nie czuje życia". Mimo nieudanego małżeństwa nie był w 
stanie związać się z inną  kobietą. Nie cieszyła go praca, którą wykonywał mechanicznie,  bez 
energii i najmniejszego zainteresowania. Twierdził, że jeżeli nic się nie zmieni, to wkrótce się 
załamie. Stan ten trwał już od wielu lat i w ciągu ostatnich miesięcy znacznie się pogorszył. 
Jako pierwsza patologiczna cecha rzuciła się nam w oczy niezdolność do agresji. Czuł przymus 
zachowywania się „miło i grzecznie"  i potakiwania wszystkiemu, co  mówili inni, nawet jeśli 
był dokładnie przeciwnego zdania. Cierpiał z powodu wyczuwanego w sobie braku głębi. Nie 
potrafił oddać się naprawdę żadnej sprawie, myśli czy pracy. Wolny od pracy czas spędzał w 
kawiarniach i restauracjach na jałowych, bezmyślnych pogaduszkach i żartach. Czuł co prawda, 
że  jest  to  postawa  chorobliwa,  jednak  w  tym  czasie  nie  uświadamiał  sobie  jeszcze  w  pełni 
patologicznego znaczenia tych cech. Cierpiał na szeroko  rozpowszechnioną chorobę, w której 
błędnie  zrozumiana,  pozbawiona  prawdziwych  kontaktów  socjalizacja  przekształca  się  w 
jałowy przymus. 
Jego ruchom brakowało pewności, stawiał bardzo szeroko nogi, tak że jego chód miał w sobie 
coś nieforemnego. Postawa ciała pozbawiona  była sprężystości i wyrażała uległość, tak jakby 
cały  czas  musiał  się  pilnować.  Twarz  była  pusta  i  pozbawiona  wyrazu.  Skóra  twarzy  lekko 
błyszczała,  była  mocno  napięta  i  sprawiała  wrażenie  maski.  Czoło  wydawało  się  „płaskie". 
Usta  były  małe,  napięte  i  prawie  nie  poruszały  się  podczas  mówienia,  wargi  były  wąskie  i 
zaciśnięte. Oczom brakowało wyrazu. 
Mimo  ciężkiego  uszkodzenia  wegetatywnej  ruchliwości  można  było  wyczuć  jego  głęboko 
ukrytą inteligentną naturę. Jej to należy przypisać fakt, że włożył ogromną energię w pracę nad 
pozbyciem się swoich problemów. 
Terapia trwała przez sześć i pół miesiąca, przy czym codziennie  odbywaliśmy godzinną sesję. 
Spróbuję teraz przedstawić jej najważniejsze etapy. 
Już  podczas  pierwszej  sesji  musiałem  podjąć  decyzję,  czy  zająć  się  najpierw  rozpuszczaniem 
jego psychicznej powściągliwości, czy też  specyficznym wyrazem twarzy. Zdecydowałem się 
na  to  drugie  uważając,  że  przebieg  terapii  określi  formę  i  czas  pracy  nad  psychiczną 
powściągliwością. Opisałem pacjentowi dokładnie napięcia wokół ust  i wówczas pojawiło się 
najpierw słabe, a potem coraz silniejsze drżenie warg. Zdziwiło go, że nie jest w stanie nad nim 
zapanować i próbował się bronić. Zachęciłem go, aby poddał się każdemu pojawiającemu się 

background image

impulsowi. Jego wargi zaczęły rytmicznie wysuwać się do przodu, zastygając każdorazowo na 
kilka  sekund  w  tej  pozycji  niczym  w  skurczu  tonicznym.  Jego  twarz  przyjęła  wyraz 
niemowlęcej  buzi.  Zaskoczyło  to  pacjenta,  przestraszył  się  i  zapytał,  do  czego  to  wszystko 
prowadzi.  Uspokoiłem  go  i  poprosiłem  jedynie,  aby  poddawał  się  konsekwentnie  każdemu 
pojawiającemu  się  impulsowi  i  informował  mnie  o  każdym  odczuciu  powstrzymywania 
bodźca. 
Na  kolejnych  sesjach  coraz  wyraźniejsze  stawały  się  reakcje  twarzy,  budząc  stopniowo 
zainteresowanie  chorego.  Sądził,  że  muszą  oznaczać  coś  szczególnego.  Zdziwiło  mnie,  że 
wszystko  to  zdawało  się  zupełnie  nie  poruszać  jego  psychiki  i  że  po  takim  spazmatycznym 
bądź  klonicznym  pobudzeniu twarzy  mógł  rozmawiać  ze  mną  całkowicie spokojnie.  Podczas 
następnych spotkań drganie ust nasilało się przechodząc w powstrzymywany płacz. Wydawał 
przy tym dźwięki przypominające wybuch długo powstrzymywanego bolesnego łkania. Moje 
nieustające  zachęty  do  poddawania  się  każdemu  impulsowi  płynącemu  z  mięśni  zaczęły 
przynosić  konkretne  efekty.  Aktywność  twarzy  przyjmowała  coraz  bardziej  skomplikowane 
formy. Usta wykrzywiały się w grymasie spazmatycznego płaczu, jednak płacz się nie pojawił, 
a  na  twarzy,  ku  naszemu  zdziwieniu,  pojawiła  się  wściekłość.  Pacjent  jednak  nie  odczuwał 
wściekłości, mimo że rozpoznał, iż to o nią chodzi. 
Kiedy akcja mięśni nasilała się do tego stopnia, że siniała mu twarz,  odczuwał lęk i niepokój. 
Pytał  się  wciąż  na  nowo,  do  czego  to  wszystko  prowadzi  i  co  się  z  nim  będzie  działo. 
Zwróciłem  mu  uwagę,  że  lęk  przed  nieznanym  odpowiada  w  pełni  jego  ogólnej  postawie 
charakteru,  że  jest  przepełniony  nieokreślonym  lękiem  przed  nieoczekiwanymi,  nagłymi 
zdarzeniami. 
Ponieważ  nie chciałem  zrezygnować z  konsekwentnego  podążania  za  rozwojem  postaw ciała, 
musiałem  wyjaśnić,  jaka  relacja  zachodzi  pomiędzy  reakcjami  mięśni  twarzy  a  jego  ogólną 
charakterologiczną  postawą  obronną.  Gdyby  napięcie  mięśniowe  nie  było  tak  wyraźne, 
pracowałbym  najpierw  nad  obroną  charakteru,  która  w  jego  przypadku  przyjęła  formę 
powściągliwości. Narzucała się myśl, że konflikt psychiczny, który nim władał, był podzielony 
na  oddzielne  części.  Funkcję  obronną  sprawowała  w  tym  czasie  jego  ogólna  powściągliwość 
psychiczna, natomiast to, przed czym się bronił, a więc pobudzenie wegetatywne, przejawiało 
się  w  mięśniach  twarzy.  W  samą  porę  przyszło  mi  do  głowy,  że  w  postawie  mięśni 
reprezentowany był nie tylko wypierany afekt, lecz również sama obrona. Niewielkie i ściśnięte 
usta  wyrażały  przeciwieństwo  wypchniętych,  drgających  i  płaczących  warg.  Ważne  było  dla 
mnie  w  tym  momencie,  aby  próbę  rozbicia  sił  obronnych  przeprowadzić nie na  płaszczyźnie 
psychicznej, a od strony ciała, mięśni. 
Pracowałem  więc  konsekwentnie  nad  wszystkimi  postawami  mięśniowymi  twarzy,  o  których 
sądziłem, że reprezentują skurcz, tj. hipertoniczną obronę odpowiednich grup mięśniowych. Po 
kilku  tygodniach  akcje  mięśni  twarzy  i  szyi  ukazywały  następujący  obraz:  zaciśnięcie  ust 
przeszło  w  kliniczne  drgawki,  a  następnie  w  wysuwanie  warg  do  przodu.  Ono  z  kolei 
rozpuściło  się  w  płaczu,  który  jednak  nie  uzewnętrznił  się  w  pełni.  Płacz  ustąpił  miejsca 
niewiarygodnie  silnej  reakcji  wściekłości  twarzy.  Usta  wykrzywiły  się  przy  tym,  mięśnie 
podbródka napięły, stając się twarde niczym deska, pojawiło się zgrzytanie zębów. Doszły do 
tego  nowe  ruchy.  Pacjent  unosił  się  na  leżance,  trząsł  się  z  wściekłości,  zaciskał  napiętą  i 
twardą prawą rękę w pięść i unosił ją niczym do ciosu, jednak samego ciosu nie wykonywał. 
Potem opadał zwiotczały z powrotem, gdyż kończył mu się oddech, a całość rozpuszczała się w 
jękliwym  płaczu.  Te  akcje  wyrażały  „bezsilną  wściekłość",  tak  często  doświadczaną  przez 

background image

dzieci w stosunku do dorosłych. 
Po zakończeniu ataku chory z całkowitym spokojem, tak jakby się nic nie wydarzyło, omawiał 
zajście. Jasne było: w którymś miejscu przerwaniu uległo połączenie pomiędzy wegetatywnym 
pobudzeniem  mięśniowym  a  psychicznym  doświadczaniem  tego  pobudzenia.  Omawiałem  z 
nim  oczywiście  nie  tylko  kolejność  i  treść  jego  akcji  mięśniowych,  ale  również  dziwne 
zjawisko jego całkowitej psychicznej obojętności. Naszą uwagę zwrócił przede wszystkim fakt, 
że  mimo psychicznego zamknięcia w pełni rozumiał funkcję i znaczenie swoich ataków. Nie 
musiałem  niczego  interpretować.  Przeciwnie,  zaskakiwał  mnie  wciąż  na  nowo  swoimi 
objaśnieniami,  które  były  dla  niego  całkowicie  oczywiste.  Była  to  bardzo  dobra  sytuacja. 
Przypominałem  sobie  wieloletnią  pracę  poświęconą  żmudnej  interpretacji  symptomów,  kiedy 
to dzięki intuicji bądź na podstawie obserwacji podejrzewałem obecność wściekłości lub lęku, a 
potem całymi miesiącami, a nawet latami próbowałem przybliżyć moje spostrzeżenia chorym. 
Jakże  rzadko  i  mało  skutecznie  udawało  się  wtedy  wykroczyć  poza  czysto  intelektualne 
zrozumienie. Cieszyłem się więc, że chory bez żadnych wyjaśnień z mojej strony bezpośrednio 
ogarniał znaczenie swoich reakcji. Wiedział, że ujawnia niesamowitą wściekłość, którą dławił 
w sobie całymi latami. Psychiczna bariera wrażliwości padła, kiedy jeden z ataków  przywołał 
wspomnienie starszego  brata,  który  w  dzieciństwie  wykorzystywał  swoją  dominację  znęcając 
się często nad nim. 
Rozumiał już, że tłumił wówczas swoją wściekłość na brata, który był ulubieńcem matki. Aby 
się  przed  nim  obronić,  przejawiał  wobec  brata  szczególną  grzeczność  i  sympatię,  stojące  w 
całkowitej  sprzeczności  z  jego  prawdziwymi  uczuciami.  Chciał  uniknąć  konfliktu  z  matką. 
Wściekłość,  która  wówczas  nie  mogła  znaleźć  ujścia,  pojawiała  się  teraz,  tak  jakby  minione 
dziesięciolecia nie miały najmniejszego znaczenia. 
W  tym  miejscu  musimy  zatrzymać  się  na  moment  i  wyjaśnić  sytuację  psychiczną,  z  którą 
mamy  do  czynienia.  Analitycy  stosujący  stare  techniki  interpretacji  symptomów  wiedzą,  że 
muszą zaatakować wspomnienia psychiczne i pozostawić przypadkowi to, czy: 
pojawią się również odpowiednie wspomnienia wcześniejszych doświadczeń, 
pojawiające  się  doświadczenia  są  rzeczywiście  tymi,  które  wytworzyły  najintensywniejsze    i 
najważniejsze   dla  przyszłego  życiawspomnienia. 
Natomiast  w  wegetoterapii  zachowania  wegetatywne przywołują  te  wspomnienia, które  miały 
decydujące znaczenie dla rozwoju cech neurotycznych. 
Wiemy, że praca wyłącznie nad wspomnieniami psychicznymi tylko w ograniczonym zakresie 
umożliwia realizację tego zadania. Jeżeli przyjrzymy się zmianom, jakie zaszły w pacjencie po 
latach takiej terapii, to okazuje się, że cały ogromny nakład czasu i energii daje bardzo znikome 
efekty.  U  chorych,  w  przypadku  których  udaje  się  dotrzeć  bezpośrednio  do  związanej  w 
mięśniach  wegetatywnej  energii  seksualnej,  emocja  ujawnia  się,  zanim  są  w  stanie 
zidentyfikować ją intelektualnie. Dochodzi do tego fakt, że wspomnienie doświadczenia, które 
jako  pierwsze  wyprodukowało  tę  emocję,  pojawia  się  automatycznie,  bez  jakiegokolwiek 
wysiłku.  W  naszym  przypadku  było  to  wspomnienie  sytuacji  z  uwielbianym  przez  matkę 
bratem. Należy stale o tym przypominać, gdyż jest to zjawisko zarówno ważne, jak i typowe: to 
nie wspomnienie wywołuje w określonych warunkach jakąś emocję, lecz właśnie koncentracja 
wegetatywnego  pobudzenia  i  jego  przebicie  się  produkują  wspomnienie.  Freud  podkreślał 
zawsze,  że  podczas  analizy  mamy  do  czynienia  jedynie  z  „pochodnymi  nieświadomości",  że 
nieświadomość zachowuje się jak „rzecz sama w sobie", to znaczy, że nie można jej naprawdę 
uchwycić.  Była  to  prawda,  ale  nie  cała.  Musimy  dodać,  że  przy  pomocy  stosowanych 

background image

ówcześnie  metod  rzeczywiście  można  było  nawiązać  kontakt  z  nieświadomością  jedynie  za 
pośrednictwem  jej  pochodnych,  nigdy  nie  docierając  do  jej  właściwej  postaci.  Dzisiaj  dzięki 
bezpośredniemu  atakowi  na  związaną  energię  wegetatywną  możemy  dotrzeć  nie  tylko  do 
pochodnych  nieświadomości,  lecz  także  do  niej  samej.  Nasz  pacjent  nie  wywnioskował 
istnienia swej nienawiści do brata z jakichś rozmytych, nieobsadzonych emocjami podejrzeń, 
lecz  zachowywał  się  tak,  jak  musiałby  się  wówczas  zachować,  gdyby  jego  nienawiści  nie 
powstrzymywał  lęk  przed  utratą  miłości  matki.  Co  więcej,  wiemy,  że  w  dzieciństwie  mają 
miejsce  takie  doświadczenia,  których  nigdy  sobie  nie  uświadamiamy.  Późniejsza  analiza 
naszego  pacjenta  ujawniła,  że  zdawał  on  sobie  intelektualnie  sprawę  ze  swojej  zazdrości  o 
brata,  jednak  nie  był  świadomy  rozmiaru  i  intensywności  wściekłości,  jaką  w  rzeczywistości 
nagromadził. Jak wiemy, skutki doświadczenia psychicznego nie zależą od jego treści, lecz od 
ilości energii wegetatywnej, którą to doświadczenie mobilizuje. W nerwicy natręctw np. chory 
uświadamia  sobie  istnienie  pragnień  kazirodczych,  lecz  mimo  to  twierdzimy,  że  są  one 
„nieświadome",  gdyż  pozbawione  zostały  jakiegokolwiek  ładunku  emocjonalnego.  Wiemy  z 
praktyki,  że  stosując  tradycyjne  metody  analityczne  w  przypadku  nerwicy  natręctw  możemy 
jedynie  intelektualnie  pracować  nad  tym  pragnieniem.  W  rzeczywistości  oznacza  to,  że 
niemożliwe jest usunięcie wyparcia. Aby zilustrować ten wywód, powróćmy do  opisywanego 
procesu terapeutycznego. 
Wraz  z  nasilaniem  się  akcji  mięśni  twarzy  pobudzenie  fizyczne  rozszerzało  się  na  klatkę 
piersiową i brzuch, chociaż wciąż brak było połączenia z psychiką. Po kilku tygodniach pacjent 
stwierdził, że podczas drgań klatki piersiowej, a zwłaszcza gdy się one rozpuszczały, odczuwa 
„przepływanie"  w dół,  ku podbrzuszu.  W  tym  czasie  wyprowadził się od swojej  żony,  chcąc 
nawiązać  romans  z  jakąś  inną  kobietą.  Nic  jednak  nie  zrobił,  aby  urzeczywistnić  ten  zamiar. 
Początkowo chory nie zwrócił nawet na to uwagi. Dopiero po moich przypomnieniach znalazł 
kilka  mało  istotnych  argumentów  mających  pokazać,  że  interesuje  się  kobietami.  Widać  było 
jednak,  że  wewnętrzna  blokada  nie  pozwala  mu  z  zaangażowaniem  podejść  do  tego  tematu. 
Ponieważ  w  terapii  analizy  charakteru  nie  ma  zwyczaju  podejmowania  nawet  najbardziej 
aktualnych  tematów,  jeżeli  pacjent  sam  z  pełnym  zaangażowaniem  emocjonalnym  tego  nie 
zrobi,  nie  poruszałem  więcej  tej  sprawy  i  podążałem  dalej  w  kierunku,  jaki  wytyczało 
rozszerzanie się akcji mięśniowych. 
Toniczny  skurcz  twardych  jak  deska  mięśni  rozszerzał  się  więc  na  klatkę  piersiową  i  brzuch. 
Podczas  swych  ataków  pacjent  sprawiał  wrażenie,  jakby  jakaś  wewnętrzna  siła  podnosiła  go 
wbrew  jego  woli  do  góry.  Napięcie  mięśni  brzucha  i  klatki  piersiowej  było  ogromne.  Dosyć 
długo  trwało,  zanim  zrozumiałem,  dlaczego  nie  pojawiało  się  rozszerzenie  skurczy  w  dół. 
Oczekiwałem, że pobudzenie wegetatywne przejdzie z brzucha na miednicę, jednak nic takiego 
się  nie  wydarzyło.  Zamiast  tego  wystąpiły  gwałtowne  kloniczne  skurcze  mięśni  nóg  i  nie-
wiarygodne  nasilenie  odruchu  kolankowego.  Ku  memu  zdziwieniu  pacjent  oświadczył,  że 
drgawki  mięśni  nóg  są  dla  niego  niezmiernie  przyjemne.  Przypomniałem  sobie  konwulsje 
epileptyczne  i  uznałem,  że  potwierdza  to  moją  koncepcję,  iż  epileptyczne  drgawki  mięśni  są 
sposobem  uwalniania  lęku  i  są  odczuwane  jako  przyjemne.  Przez  pewien  czas  nie  byłem 
pewien, czy  mój chory nie cierpi na prawdziwą epilepsję. Ataki pacjenta, rozpoczynające się 
pojawieniem się napięcia i przechodzące niekiedy w drgawki, zewnętrznie niewiele różniły się 
od  ataków  epileptycznych.  Muszę  podkreślić,  że  na  tym  etapie,  po  około  trzech  miesiącach 
terapii,  mięśnie  głowy,  klatki  piersiowej  i  powierzchni  brzucha  były  w  pełni  zmobilizowane, 
podobnie  jak  nogi,  a  zwłaszcza  mięśnie  kolan  i  ud.  Podbrzusze  i  miednica  pozostały  nie-

background image

ruchome.  Zmianie  nie  uległ  również  rozłam  pomiędzy  akcjami  mięśni  a  ich  postrzeganiem 
przez Ja. Pacjent był świadom ataków. Rozumiał  ich znaczenie, ale nie czuł żadnych emocji. 
Głównym problemem było wciąż pytanie: co mu w tym przeszkadza? Coraz wyraźniej widać 
było, że pacjent broni się przed zrozumieniem całości tego, co się  dzieje. Obaj wiedzieliśmy:  
jego  Ja  jest  bardzo  ostrożne.  Ta  ostrożność  przejawiała  się  nie  tylko  w  jego  postawie 
psychicznej. Nie tylko w tym,  że jego grzeczność i przystosowanie funkcjonowały jedynie do 
pewnej  granicy,  a  kiedy  praca  przekraczała  tę  granicę,  stawał  się  zimny  i  odpychający.  Ta 
ostrożność istniała również w jego aktywności mięśniowej, była więc, rzec można, podwójna. 
On  sam  opisywał  swoje  rozumienie  istniejącego  stanu  rzeczy  w  następujący  sposób:  był 
niczym  chłopiec  goniony  przez  dorosłego  mężczyznę,  który  chce  go  zbić.  Uciekając  próbuje 
robić uniki, ogląda się z lękiem do tyłu i wysuwa siedzenie do przodu, jakby chciał ochronić je 
przed  prześladowcą.  W  typowym  języku  analitycznym  zinterpretowano  by  to  w  następujący 
sposób:  bicie  symbolizuje  lęk  przed  atakiem  homoseksualnym.  Pacjent  ten  rzeczywiście 
poddawał się przez rok analizie symptomów, podczas której wykazywano mu nieustannie jego 
pasywną postawę homoseksualną. „W zasadzie" było to prawidłowe, jednak z punktu widzenia 
dzisiejszego  stanu  wiedzy  trzeba  powiedzieć,  że  takie  interpretacje  nie  miały  sensu,  gdyż 
wszystko  w  pacjencie  broniło  się  przed  emocjonalnym  zaakceptowaniem  tego  faktu:  obronie 
służyły  zarówno  jego  charakterologiczna  ostrożność,  jak  i  związanie  energii  w  mięśniach. 
Dlatego  też  nie  zacząłem  pracować  z  jego  ostrożnością  od  strony  psychiki,  jak  robię  to 
zazwyczaj w analizie charakteru, lecz podjąłem próbę uchwycenia jej za pośrednictwem ciała. 
Ukazywałem  mu  np.  wciąż  na nowo,  że chociaż  jego  wściekłość  przejawia się  w fizycznych 
działaniach,  to  jednak  zawsze  je  przerywa,  nie  pozwalając,  aby  uniesiona  i  zaciśnięta  pięść 
opadła w dół. Kiedy parokrotnie próbował uderzyć pięścią w kanapę, wściekłość nagle znikała. 
Skoncentrowałem się na powstrzymywaniu tej mięśniowej akcji, wychodząc z założenia, że to 
jego  ostrożność  jest  za  nie  odpowiedzialna.  Po  kilku  godzinach  konsekwentnej  pracy  nad 
blokowaniem akcji mięśniowej przypomniał sobie nagle zdarzenie ze swego dzieciństwa: kiedy 
miał  pięć  lat,  mieszkał  przy  kamiennej  plaży,  która  gwałtownie  opadała  ku  morzu.  Był  cał-
kowicie pochłonięty rozpalaniem ogniska na krawędzi skały. Nagle  w drzwiach oddalonego o 
kilka metrów domu ukazała się matka i zobaczywszy, co robi, przeraziła się, że może spaść do 
morza.  Próbowała  więc  ściągnąć  go  ze  skały.  Wiedziała,  że  był  bardzo  żywym  i  ruchliwym 
dzieckiem i potęgowało to jej obawy. Namawiała go, aby podszedł do niej, obiecując słodycze, 
a kiedy uległ, zbiła go okropnie. To przeżycie wywarło na nim ogromne wrażenie i zrozumiał 
teraz jego związek ze swoją postawą obronną wobec kobiet i ostrożnością, z jaką podchodził do 
terapii. Jednak w niczym nie zmieniło to jego ostrożności. 
Pewnego  dnia  w  przerwie  pomiędzy  dwoma  atakami  opisał  z  humorem,  jak  łowi  się  pstrągi. 
Był  zapalonym  wędkarzem.  Opisał  bardzo  przekonywająco  i  z  przyjemnością  cały  proces, 
podkreślając  go  odpowiednimi  ruchami:  jak  dostrzega  się  pstrąga  w  wodzie,  jak  zarzuca  się 
wędkę  — na  jego  twarzy  pojawił  się  zachłanny,  prawie  sadystyczny  wyraz.  Zauważyłem,  że 
bardzo dokładnie opisuje wszystko, pomijając jednak jeden istotny szczegół: moment w którym 
pstrąg chwyta haczyk. Rozumiałem, dlaczego tak się dzieje, ale chory nie zauważył w ogóle, że 
coś opuścił. W zwykłej metodzie analitycznej terapeuta zwróciłby mu na to pominięcie uwagę 
albo zachęciłby go aby samodzielnie je dostrzegł. Dla mnie ważne jednak było, aby zrozumieć 
najpierw,  dlaczego  nie  opisuje  momentu  schwytania  ryby.  Po  około  czterech  tygodniach 
pojawiły  się  zmiany:  drgania  ciała  były  coraz  mniej  spazmatyczne,  również  napięcie 
zmniejszyło się, pojawił się natomiast nowy rodzaj drgań powierzchni brzucha. Widziałem już 

background image

je  u  innych  pacjentów,  lecz  nigdy  jeszcze  w  takim  kontekście.  Drgawki  rzucały  górną  część 
ciała  do  przodu,  środek  brzucha  był  nieruchomy,  a  drgawki  podbrzusza  skierowane  w  górę. 
Podczas tych ataków pacjent unosił się nagle, gdy jego podbrzusze wybijało się w górę. Całość 
była jednolitym, organicznym ruchem. Niekiedy ruch ten trwał nieprzerwanie przez całą sesję. 
Wraz z drganiem całego ciała pojawiały się doznania przepływu energii w ciele, zwłaszcza w 
nogach  i  brzuchu,  które  pacjent  odczuwał  jako  przyjemne.  Wyraz  twarzy  i  ust  zmienił  się 
nieco; podczas tych ataków twarz przypominała rybi pysk. Zanim jeszcze zdążyłem zwrócić na 
to  jego  uwagę,  pacjent  powiedział:  „Czuję  się  jak  prehistoryczne  zwierzę",  a  nieco  później: 
„Czuję się jak ryba". Co się działo? Nie mając o tym najmniejszego pojęcia, bez wstępnej pracy 
ze  skojarzeniami,  pacjent  przedstawiał  swymi  ruchami  złapaną,  miotającą  się  rybę.  Używając 
języka analizy interpretacyjnej można by powiedzieć: „odgrywał" złapanego pstrąga. Usta były 
kurczowo  wysunięte do przodu,  sztywne  i  wykrzywione.  Ciało  drgało od  ramion  aż  do  stóp. 
Plecy były twarde niczym deska. Nie mogłem jedynie zrozumieć dlaczego pacjent w tej fazie 
procesu wyrzuca ręce do przodu, jakby chciał kogoś objąć.  Nie pamiętam już, czy zwróciłem 
mu uwagę na związek z opowieścią o pstrągu, czy też to on sam go dostrzegł (nie jest to takie 
ważne), jednak odczuwał ten związek  wprost i nie miał żadnych wątpliwości,  że przedstawia 
zarówno  złapanego  pstrąga,  jak  i  wędkarza.  Oczywiście  całość  miała  bezpośredni  związek  z 
rozczarowaniem  w  stosunku  do  matki.  Od  pewnego  momentu  jego  dzieciństwa  zaczęła  go 
zaniedbywać, źle traktować, biła go często. Zdarzało się, że oczekiwał od niej czegoś dobrego, 
pięknego,  a  otrzymywał  coś  dokładnie  przeciwnego.  Całkowicie  zrozumiała  stała  się  jego 
potrzeba ostrożności. Nie ufał nikomu i nie chciał dać się złapać. To była najgłębsza przyczyna 
jego nieufności, lęku przed oddaniem, suchego poczucia obowiązku itd. Podczas pracy nad tym 
tematem zmienił się bardzo. Zniknęła jego płytkość, stał się poważny. Ta powaga pojawiła się 
nagle podczas jednej z sesji. Pacjent powiedział dosłownie: „Nie rozumiem, wszystko stało się 
nagle śmiertelnie poważne". Nie przypominał sobie więc powagi z jakiejś sytuacji dzieciństwa, 
lecz rzeczywiście zmienił się. Jasne było, że jego zaburzone relacje z kobietami, to znaczy jego 
lęk  przed  przyjaźnią  z  nimi,  przed  oddaniem  się  kobiecie,  związany  był  z  tamtym  lękiem, 
utrwalonym  jako  stała  struktura  charakteru.  Był  bardzo  atrakcyjnym  mężczyzną,  lecz  w 
zadziwiająco małym stopniu potrafił z tego korzystać. 
Od  tego  momentu  doznania  przepływu  energii  szybko  nasiliły  się,  początkowo  w  brzuchu,  a 
potem również w nogach i górnej części ciała. Opisywał te odczucia nie tylko jako płynięcie, 
lecz  również  jako  przyjemne,  „słodkie"  pragnienie.  Działo  się  tak  zwłaszcza  wtedy,  kiedy 
drgania brzucha stawały się silne, gwałtowne i szybko następujące jedno po drugim. 
W  tym  miejscu  musimy  zatrzymać  się  na  chwilę,  aby  dokładnie  wyjaśnić  sytuację,  w  jakiej 
znajdował się pacjent. Drgania brzucha świadczyły, że rozpuszcza się spazmatyczne napięcie 
mięśni brzucha. Całość funkcjonowała niczym odruch. Wystarczyło lekkie uderzenie w brzuch 
aby  natychmiast  wyzwolić  drganie.  Po  kilku  drgnięciach  powierzchnia  brzucha  stawała  się 
miękka  i  poddawała  się  naciskowi;  przedtem  była  napięta  i  wykazywała  właściwość,  którą 
chciałbym  nazwać  tu  niezobowiązująco  obroną  brzucha.  Można  ją  odnaleźć  u  wszystkich 
chorych na nerwicę osób, jeżeli poprosi się chorego o zrobienie głębokiego wydechu i naciśnie 
przy  tym  lekko  powierzchnię  brzucha  u  nasady  obu  łuków  żebrowych,  około  3  cm  poniżej 
głównej  chrząstki  żebrowej.  Można  wyczuć  wówczas  gwałtowny  opór  we  wnętrzu  brzucha 
albo  chory  odczuwa  ostry  ból,  podobny  jak  przy  nacisku  na  jądra.  Jeśli  przyjrzymy  się 
położeniu  wnętrzności  i  splotu  słonecznego  wegetatywnego  układu  nerwowego,  to  wraz  z 
innymi zjawiskami, które opiszę później, ukazuje nam to, że zadaniem napięcia brzusznego jest 

background image

otaczanie  splotu  słonecznego.  Jest  to  ucisk  wywierany  przez  powłokę  brzucha  na  splot 
słoneczny.  Tę  samą  funkcję  spełnia  napięta  i  opuszczona  przepona.  Również  ten  objaw  jest 
charakterystyczny.  U  wszystkich  chorych  na  nerwicę  ludzi  można  stwierdzić  spazmatyczny 
przykurcz  przepony,  który  przejawia  się  w  płytkim  i  porwanym  oddechu  pacjentów.  Podczas 
wydechu  przepona  jest  unoszona  w  górę,  w  wyniku  czego  zmienia  się  nacisk  wywierany  na 
niżej  położone  narządy,  w  tym  również  na  splot  słoneczny.  Rozluźnienie  przepony  i  mięśni 
brzucha  pociąga  za  sobą  uwolnienie  wegetatywnego  splotu  od  ciążącego  na  nim  nacisku.  W 
brzuchu  pojawia  się  wówczas  podobne  odczucie  jak  podczas  jazdy  na  karuzeli,  zjeżdżaniu 
windą w dół bądź spadaniu. Opierając się na moim doświadczeniu stwierdzam, że chodzi tu o 
niezmiernie ważne zjawisko. Większość pacjentów przypomina sobie, że będąc dziećmi uczyli 
się powstrzymywać i tłumić te odczucia w brzuchu, które były  szczególnie intensywne, kiedy 
czuli  się  wściekli  bądź  przerażeni.  Nauczyli  się  spontanicznie  powstrzymywać  oddech  i 
wciągać brzuch. Zrozumienie zjawiska napięcia splotu słonecznego jest niezbędne dla dalszego 
podążania  za  przebiegiem  terapii  naszego  pacjenta.  To  co  nastąpiło  teraz,  było  całkowicie 
zgodne z opisanym  powyżej założeniem  i potwierdzało je. Im bardziej pacjent skupiał się na 
obserwacji i opisywaniu aktywności  mięśni  brzucha,  tym  silniejsze stawały  się drgawki  i  tym 
intensywniej odczuwał przepływ energii po wyciszeniu drgań, a falujące, wężowate ruchy ciała 
obejmowały coraz większe obszary ciała. Jednak miednica wciąż była sztywna. Postanowiłem 
w  końcu  uświadomić  pacjentowi  fakt,  że  podczas  drgawek  cała  dolna  część  ciała  wyrzucana 
była do przodu, a jedynie miednica pozostawała spokojna. Poprosiłem chorego, aby postarał się 
zaobserwować,  co powstrzymuje  jego  miednicę.  Potrzebował około dwóch tygodni,  zanim  w 
pełni  odczuł  i  przezwyciężył  blokadę  mięśniową  miednicy.  Stopniowo  nauczył  się  rozciągać 
drgania również na miednicę. Teraz doświadczenie przepływu energii pojawiło się również w 
genitaliach, czego nigdy przedtem nie  doznał. Podczas tej sesji doświadczył wzwodu i poczuł 
silny impuls osiągnięcia wytrysku.  Drgania miednicy, tułowia i brzucha były teraz identyczne 
jak  te,  które  pojawiają  się  w  trakcie  pobudzenia  orgazmicznego.  Od  tego  momentu 
skoncentrowaliśmy  się  na  opisywaniu  przez  pacjenta  jego  postaw  w  trakcie  stosunku 
seksualnego. Okazało się, że  — co typowe nie tylko dla wszelkiego rodzaju neurotyków, ale 
dla  przeważającej  większości  ludzi  obojga  płci  —  ruchy  podczas  stosunku  są  sztucznie 
forsowane,  chociaż  dana  osoba  nie  zdaje  sobie  z  tego  sprawy.  Poruszana  jest  nie  tylko 
miednica,  lecz  brzuch,  miednica  i  uda  jako  jedna  całość.  Nie  jest  to  zgodne  z  naturalnym 
wegetatywnym ruchem miednicy, lecz stanowi powstrzymywanie odruchu orgazmicznego. Jest 
to  ruch  podlegający  woli  w  odróżnieniu  od  działania  impulsywnego.  Jego  funkcją  jest 
obniżenie  orgazmicznego  przepływu  w  genitaliach  lub  całkowite  jego  wyhamowanie.  W 
oparciu  o  te  doświadczenia  nasza  praca  szybko  się  rozwijała.  Dopiero  ten  przypadek 
uświadomił  mi  błąd,  który  popełniałem  wcześniej.  Do  tej  pory  podczas  prób  usunięcia 
zahamowań  orgazmicznych  pracowałem  co  prawda  nad  kurczeniem  dna  miednicy  i 
próbowałem  je  rozpuszczać,  jednak  nie  mogłem  pozbyć  się  przy  tym  wrażenia,  że  jest  to  za 
mało, że wynik nie jest w pełni zadowalający. Teraz zrozumiałem: Przepona wywierała od góry 
nacisk na splot słoneczny, powłoki brzuszne napierały od przodu, a zadaniem obkurczających 
się  mięśni  dna  miednicy  było  jak  największe  ściśnięcie  jamy  brzusznej  od  dołu.  Chciałbym 
powrócić  później  do  znaczenia  jakie  mają  te  fakty  dla  powstawania  i  utrwalania  sytuacji 
neurotycznych. 
Po  kilku  dalszych  tygodniach  pracy  udało  się  całkowicie  rozpuścić  mięśniowy  pancerz 
pacjenta.  W  miarę,  jak  zwiększały  się  odczucia  przepływu  energii  w  genitaliach,  zanikały 

background image

odizolowane  drgania  brzucha.  Jego  życie  emocjonalne  nabierało  coraz  większej  powagi. 
Przypomniał sobie pewne zdarzenie, które miało miejsce około drugiego roku życia. 
Był ze swoją  matką na letnisku. Wydarzyło się to pewnej rozgwieżdżonej jasnej nocy. Matka 
spała, oddychając głęboko; z zewnątrz dobiegał szum morza. Panował ten sam pełen powagi, 
smutny  i  rzewny  nastrój,  który  odczuwał  obecnie.  Możemy  stwierdzić,  że  przypomniał  sobie 
sytuację  z  najwcześniejszego  dzieciństwa,  kiedy  jeszcze  dopuszczał  swoją  wegetatywną 
(orgazmiczną) tęsknotę. Rozczarowanie w stosunku do matki, którego doświadczył w piątym 
roku życia, spowodowało, że zaczął zwalczać swoje wcześniejsze wegetatywne  doznania, stał 
się  zimny  i  powierzchowny,  krótko  mówiąc,  zbudował  charakter,  który  zaprezentował  na 
początku analizy. Od tej pory uczucie „dziwnego stosunku do świata" stale narastało. Odczuwał 
całkowitą tożsamość doświadczanej obecnie emocjonalnej powagi z uczuciem, jakie pojawiało 
się,  kiedy  przebywał  jako  małe  dziecko  z  matką,  a  szczególnie  owej  nocy.  Opisał  je  w 
następujący sposób: „Czuję się całkowicie zjednoczony ze światem. To tak, jakby wszystko we 
mnie  i  na  zewnątrz  mnie  falowało.  To  tak,  jakby  wszystkie  bodźce  pojawiały  llę  o  wiele 
wolniej,  niczym  zanurzone  w  falach.  Tak  jakbym  znajdował  się  w  chroniącej  mnie  kuli. 
Niewiarygodne,  jak  mocno  czuję  teraz  głębię  świata".  Nie  musiałem  mu  niczego  tłumaczyć, 
gdyż  pojął  wszystko  spontanicznie:  Bliskość  z  matką  jest  tym  samym  co  bliskość  z  naturą. 
Przyrównanie  matki  do  Ziemi  bądź  kosmosu  zawiera  głęboki  sens,  jeśli  zrozumie  się 
wegetatywną jednoznaczność pomiędzy Ja i światem. 
W  ciągu  jednego  z  następnych  dni  pacjent  doświadczył  ostrego  ataku  lęku.  Podskoczył  z 
rozwartymi  w  niemym  krzyku  ustami,  czoło  było  zroszone  kroplami  potu,  mięśnie  napięte 
niczym  deska.  Miał  halucynację  zwierzęcia  —  małpy.  Jego  ręka  przyjęła  przy  tym  postawę 
skrzywionej małpiej łapy i wydawał z siebie dźwięki płynące z głębi  klatki piersiowej, „jakby 
nie  miał  strun  głosowych"  —  jak  powiedział  później.  Zdawało  mu  się,  że  ktoś  zbliża  się  do 
niego grożąc mu. Potem zawołał niczym w transie: „Nie złość się, ja chcę tylko ssać". Powoli 
atak lęku minął, pacjent uspokoił się i w ciągu kilku następnych spotkań pracowaliśmy nad tą 
sytuacją. Chory przypomniał sobie między innymi, że kiedy miał około dwóch lat — ustalił to 
sobie  przypominając  sobie  ówczesne  mieszkanie  —  po  raz  pierwszy  obejrzał  Świat  zwierząt 
Brehma.  Nie  przypominał  sobie,  aby  miał  wówczas  doświadczyć  podobnego  lęku.  Jednak 
bezsprzecznie  lęk  odpowiadał  ówczesnemu  doświadczeniu:  oglądał  wtedy  pełen  podziwu  i 
zdumienia wielkiego goryla. 
Nie  ujawniony  lęk  władał  nim  przez  całe  życie.  Teraz  wreszcie  nastąpił  wybuch.  Goryl 
reprezentował ojca, zagrażającą postać, która chciała przeszkodzić mu w ssaniu. Jego relacja z 
matką utrwaliła się na tamtym etapie, przejawiając się w formie ssących ruchów ust na samym 
początku  terapii.  Jednak  dopiero  po  przepracowaniu  całego  pancerza  mięśniowego  mógł  ją 
spontanicznie  zrozumieć.  Nie  musieliśmy  przez  pięć  lat  poszukiwać  śladów  wspomnień 
doświadczenia  ssania  z  tego  okresu  życia.  Podczas  terapii  pacjent  stał  się  znowu  nie-
mowlęciem, z jego wyrazem twarzy i przeżywanymi lękami. 
Teraz  mogę  już  skrócić  dalszy  opis.  Kiedy  rozpuściliśmy  jego  rozczarowanie  do  matki  i  lęk 
przed oddaniem, szybko wzrosło pobudzenie genitalne. W ciągu kilku dni poznał ładną, młodą 
kobietę,  z  którą  bez  problemów  i  oporów  zaprzyjaźnił  się.  Po  drugim  bądź  trzecim  stosunku 
seksualnym  przyszedł  promieniejąc  na  sesję  terapeutyczną  i  ze  zdumieniem  opowiedział,  że 
jego  miednica  poruszała  się  podczas  stosunku  „jakoś  tak  dziwnie  sama  z  siebie".  Podczas 
dokładnej analizy tego, co zaszło, okazało się, że w chwili wytrysku pojawia się jeszcze lekkie 
hamowanie. Ponieważ jednak ruch miednicy był już w pełni uwolniony, potrzebny był jedynie 

background image

niewielki wysiłek, aby usunąć tę  resztkę oporu. Chodziło o to, aby nie powstrzymywał się  w 
chwili wytrysku, lecz by mógł w pełni oddać się wegetatywnym ruchom. Nie wątpił ani przez 
chwilę, że drgania, które wytwarzał podczas terapii, były powstrzymywanymi wegetatywnymi, 
orgazmicznymi  ruchami  ko-italnymi.  Jednak, jak  się  później  wyjaśniło, rozwój  nie  przebiegał 
całkowicie gładko. Drgania nie były wciąż jeszcze harmonijne; pacjent czuł silną obawę przed 
opuszczeniem głowy do tyłu, a więc przed postawą oddania. Wkrótce jednak przestał bronić się 
przed  miękkim,  harmonijnym  przebiegiem  ruchów.  Teraz  rozpuściły  się  również  pozostałe 
elementy  zaburzenia,  które  wcześniej  nie  występowały  tak  jawnie.  Twarda,  przypominająca 
uderzenia forma drgań wynikała z postawy psychicznej głoszącej, że „mężczyzna jest twardy i 
nieustępliwy, oddanie to sprawa kobiet". Ten wgląd pociągnął za sobą rozpuszczenie  starego, 
dziecięcego  konfliktu  z  ojcem.  Z  jednej  strony  czuł się  chroniony  przez ojca.  Niezależnie  od 
tego, w jak trudnej znajdował się sytuacji, mógł być pewien, że zawsze może „schronić" się w 
ojcowskim  domu.  Jednocześnie  jednak  dążył  do  samodzielności  i  niezależności  od  ojca. 
Odczuwał swoją potrzebę ochrony jako coś kobiecego i chciał się od tego uwolnić. Tak więc 
jego dążenie do samodzielności i pasywno--kobieca potrzeba bycia chronionym znajdowały się 
w opozycji wobec siebie. Oba przejawiały się w formie impulsu orgazmicznego. Rozwiązanie 
konfliktu  psychicznego  nastąpiło  równocześnie  z  pozbyciem  się  twardej,  przypominającej 
uderzenie  formy  impulsu  i  odczytaniem  go  jako  obrony  przed  ruchem  miękkim  i  pełnym 
oddania.  Kiedy  wreszcie  doświadczył  oddania,  ogarnęło  go  głębokie  zdumienie:  „Nigdy  bym 
nie  przypuszczał,  że  również  mężczyzna  może  się  oddać.  Zawsze  uważałem  to  za  kobiecą 
cechę  płciową".  W  ten  sposób  jego  własna,  odrzucana  kobiecość  spleciona  była  z  naturalną 
formą orgazmicznego oddania, co było przyczyną zaburzenia tej ostatniej. Ciekawe jest, jak w 
strukturze  tego  chorego  odzwierciedla  się  głęboko  zakorzeniona  podwójna  społeczna 
moralność. Również zgodnie z oficjalnymi społecznymi poglądami oddanie się kojarzone jest z 
kobiecością,  a  nieustępliwa  twardość  z  męskością.  Społeczna  ideologia  nie  dopuszcza,  aby 
człowiek, który jest w pełni samodzielny, mógł się oddać i aby człowiek pełen oddania mógł 
być pełen oddania. To równanie jest przyczyną, dla której kobiety odrzucają swoją kobiecość i 
pragną  być  męskie,  a  mężczyźni  bronią  się  przed  naturalnym  seksualnym  rytmem  z  lęku,  że 
będą podejrzewani o kobiecość; te zaś postawy są z kolei źródłem najróżniejszych dziwacznych 
i pozornie zasadnych poglądów na temat kobiecej i męskiej seksualności. 
W ciągu następnych miesięcy wszystkie zmiany w osobowości pacjenta pogłębiały się. Przestał 
pić ogromne ilości alkoholu, nie odmawiając jednak kieliszka podczas spotkań towarzyskich. 
Początkowo chciał naprawić swoje relacje z żoną, potem jednak nawiązał szczęśliwą relację z 
inną kobietą i podjął z entuzjazmem nową, interesującą pracę. 
Jego  powierzchowny  stosunek  do  życia  zmienił  się  całkowicie.  Nie  potrafił  już,  jak  dotąd, 
spędzać  czasu  w  restauracjach  na  jałowych  rozmowach  ani  zajmować  się  czymś  co  go 
naprawdę nie interesowało. Chciałbym tu wyraźnie podkreślić, że w żaden sposób nie kierowa-
łem  nim  ani  nie  próbowałem  mieć  na  niego  moralnego  wpływu.  Mnie  samego  zdziwiła  ta 
spontaniczna zmiana jego osobowości w stronę  rzeczowości i powagi. Rozumiał podstawowe 
pojęcia ekonomii seksu, nie tyle w wyniku swojej niezbyt długiej przecież terapii, co sponta-
nicznie,  z  poziomu  swojej  zmienionej  struktury,  ze  swego  poczucia  ciała,  z  punktu  widzenia 
osiągniętej wegetatywnej ruchliwości. 
Przez następne lata pacjent coraz bardziej umacniał swoją równowagę, zdolność doświadczania 
szczęścia i umiejętność racjonalnego radzenia sobie w trudnych sytuacjach. 
Już  od  sześciu  lat  praktykuję  technikę  wegetoterapii  na  pacjentach  i  studentach  i  mogę 

background image

stwierdzić,  że  przynosi  ona  znaczne  korzyści  również  w  terapii  nerwic  charakteru.  Osiągane 
rezultaty  są  lepsze  niż  przedtem,  a  czas  terapii  jest  znacznie  krótszy.  Wielu  lekarzy  i  pe-
dagogów przyswoiło sobie już metodę wegetoterapeutycznej analizy charakteru. 
 

4. Przywrócenie naturalnego oddechu 

 

Zanim opiszę szczegóły tej techniki, muszę krótko podsumować kilka zasadniczych faktów. Ich 
znajomość  umożliwi  zrozumienie  każdego  poszczególnego  działania,  które  pozbawione 
kontekstu mogłoby wydawać się bez sensu. 
Wegetoterapeutyczna praca nad postawami mięśniowymi splata się w bardzo konkretny sposób 
z  terapią  postaw  charakteru.  Nie  odrzuca  więc  w  żaden  sposób  analizy  charakteru,  a  raczej 
uzupełnia ją lub — mówiąc inaczej — oznacza tą samą pracę w głębszej warstwie organizmu 
biologicznego.  Zgodnie  z  naszymi  poglądami  terapeutycznymi  pancerz  charakteru  i  pancerz 
mięśniowy  są  całkowicie  identyczne.  Wegetoterapię  można  by  słusznie  nazwać  „analizą 
charakteru" w obszarze funkcjonowania biofizycznego. 
Identyczność  pancerza  mięśniowego  i  charakterologicznego  zawiera  w  sobie  pewne 
niebezpieczeństwo.  Można  bowiem  zarówno  rozsadzać  postawy  charakteru  rozpuszczając 
pancerz mięśniowy, jak i odwrotnie — rozbijać postawy mięśni przez rozluźnianie cech charak-
teru. Jeżeli doświadczyło się choć raz siły, z jaką działa wegetoterapia mięśni, to odczuwa się 
pokusę,  aby  całkowicie  zastąpić  nią  pracę  nad  blokami  charakteru.  Jednak  wkrótce  praktyka 
przypomina nam, że niedopuszczalne jest wyłączne stosowanie jednej tylko metody pracy. W 
niektórych przypadkach od początku przeważać będzie praca nad postawami mięśniowymi, w 
innych — nad charakterem. Istnieje również trzeci typ chorych, z którymi pracować będziemy 
częściowo  jednocześnie,  a  częściowo  na  przemian  nad  charakterem  i  mięśniami.  Ale  pod 
koniec terapii przeważy praca nad pancerzem mięśniowym koncentrująca się na przywróceniu 
wrodzonego,  naturalnego,  choć  zniszczonego  u  wszystkich  psychicznie  chorych  impulsu 
orgazmu. Praca ta przebiega w najróżniejszy sposób. 
Starając  się  wywołać  impuls  orgazmu  poznajemy  mnóstwo  szczegółów,  które  umożliwiają 
dopiero prawidłowe zrozumienie naturalnego ruchu i odróżnienie go od ruchu nienaturalnego, 
neurotycznie kontrolowanego. Impuls wegetatywny i wegetatywne wyhamowanie tego impulsu 
mogą być umiejscowione w tej samej grupie mięśni. Tak  np. pochylona postawa głowy może 
zawierać  zarówno  impuls  uderzenia  drugiej  osoby  w  brzuch,  jak  i  powstrzymywanie  tego 
impulsu. Tu konflikt pomiędzy popędem a jego odrzucaniem, który poznaliśmy na płaszczyźnie 
psychicznej,  powtarza  się  również  w  zachowaniach  fizjologicznych.  W  innych  przypadkach 
impuls  i  wyhamowanie  rozdzielają  się  na  różne  grupy  mięśni.  Są  chorzy,  u  których 
wegetatywny  impuls  przejawia  się  w  mimowolnych  drgawkach  mięśni  brzucha.  Jednak 
wyhamowanie  tego  impulsu  możemy  odnaleźć  w  innym  miejscu,  u  kobiet  np.  w  napięciu 
macicy,  którą  podczas  dokładnego  obmacywania  podbrzusza  możemy  wyczuć  jako  wyraźnie 
odgraniczoną,  kulistą  bulwę.  Są  to  wegetatywne  hipertoniczne  stany  mięśni,  które  znikają  w 
miarę  uwalniania  impulsu  orgazmu.  Zdarza  się  czasami,  że  podczas  jednej  i  tej  samej  sesji 
bulwa kilkakrotnie pojawia się i znika. 
Ważne  jest,  by  przypomnieć  o  tym,  gdyż  pojawienie  się  odruchu  orgazmicznego  poprzedza 
wzmocnienie  wegetatywnego  zahamowania.  Chory  nic  nie  wie  o  swoich  blokadach 
mięśniowych. Musi je najpierw poczuć, zanim będzie w stanie skierować na nie uwagę. Próba 
wzmócnienia jego wegetatywnych impulsów podjęta przed rozpuszczeniem blokad skazana jest 

background image

na niepowodzenie. 
Aby  lepiej  zrozumieć  ten proces, posłużymy  się  przykładem.  Ruch  węża  albo  robaka  cechuje 
równomierny, falująco rytmiczny przebieg ogarniający cały organizm. Wyobraźmy sobie teraz, 
że niektóre segmenty ciała są sparaliżowane bądź w jakiś inny sposób unieruchomione, tak że 
nie  mogą  się  one  poruszać  zgodnie  z  rytmem  całego  ciała.  W  takiej  sytuacji  oddzielenie 
poszczególnych grup mięśni zaburzy cały rytm i ruch ciała utraci swą harmonię. Doskonałość 
harmonii ciała i ruchu zależy więc od jedności, całości i braku zaburzeń impulsów ciała. Mimo 
że  człowiek  powstrzymujący  swoją  miednicę  może  być  poza  tym  w  pełni  ruchliwy,  jego 
postawa i ruch będą wyhamowane. Impuls orgazmu polega właśnie na tym, że fala pobudzenia 
i ruchu przepływa od wegetatywnego centrum poprzez głowę, szyję, klatkę piersiową, brzuch i 
podbrzusze aż do miednicy, a potem w dół ku nogom. Jeżeli w jakimkolwiek miejscu zostanie 
ona  powstrzymana,  spowolniona  albo  zablokowana,  to  impuls  ulega  „rozbiciu".  Nasi  chorzy 
wykazują  zazwyczaj  nie  jedną,  lecz  wiele  takich  blokad  i  zahamowań  impulsu  orgazmu  w 
najróżniejszych  miejscach  ciała.  W  dwóch  miejscach  blokady  występują  systematycznie:  w 
szyi  i  odbycie.  Możemy  jedynie  podejrzewać,  gdyż  brak  jest  jednoznacznych  dowodów,  że 
wiąże  się  to  z  embrionalną  naturą  obu  otworów.  Końce  przełyku  i  jelita  są  końcowymi 
wylotami pierwotnego jelita zwierzęcego. 
Zadaniem terapeuty jest odnalezienie poszczególnych miejsc, w których impuls orgazmu ulega 
wyhamowaniu,  i  wzmocnienie  ich;  wówczas  organizm  sam  szuka  drogi,  którą  wytycza  mu 
wegetatywny  przebieg  pobudzenia.  Zadziwiająca  jest  „logika",  z  jaką  ciało  składa  całość 
impulsu.  Jeżeli  np.  rozpuszczamy  sztywność  karku  lub  podkreślamy  skurcz  szyi  bądź 
podbródka, to prawie zawsze jakiś impuls pojawia się w klatce piersiowej albo w ramionach i 
wkrótce odpowiednia blokada zatrzymuje go w tym miejscu. Jeżeli rozpuścimy teraz tę  nową 
blokadę, to impuls pojawi się w brzuchu, gdzie znowu natrafi  na powstrzymującą go zaporę. 
Oznacza to, że nie można rozluźnić miednicy, dopóki nie zostaną rozpuszczone blokady leżące 
powyżej. 
Nie  należy  jednak  traktować  tego  opisu  zbyt  schematycznie.  Z  całą  pewnością  każde 
rozluźnienie blokady umożliwia pojawienie się impulsu „odrobinę niżej". Równie dobrze może 
się zdarzyć, że skurcz w szyi rozpuści się całkowicie dopiero wówczas, gdy w brzuchu przebiją 
się  silniejsze  wegetatywne  impulsy.  W  trakcie  przebijania  się  nowych  wegetatywnych 
impulsów  ujawniają  się  ukryte  jeszcze  do  tej  pory  zahamowania.  W  niektórych  przypadkach 
nie  możemy  odkryć  silnych  napięć  w  szyi,  dopóki  wegetatywne  pobudzenie  miednicy  nie 
osiągnie  pewnego  poziomu  rozwoju.  Wzmożona  pobudliwość  mobilizuje  resztę  istniejących 
mechanizmów blokujących. 
Szczególne znaczenie mają tu ruchy zastępcze. Bardzo często tam, gdzie mamy do czynienia z 
wyuczonym,  przynajmniej  częściowo  podległym  woli  ruchem,  sygnalizowany  jest  impuls 
wegetatywny. Podstawowy impuls wegetatywny uwolniony może zostać dopiero wówczas, gdy 
rozszyfrujemy  i  usuniemy  ruchy  zastępcze.  Wielu  chorych  cierpi  np.  z  powodu  chronicznego 
napięcia mięśni brody, które przydaje ich twarzom „groźny wygląd". Przy próbie pociągnięcia 
podbródka  w  dół  zauważamy  silny  opór  i  sztywność;  kiedy  poprosimy  chorego,  aby  na 
przemian  otwierał  i  zamykał  usta,  to  wykonuje  on  ten  ruch  z  wyraźnym  ociąganiem  i 
wysiłkiem.  Jednak  trzeba  pozwolić  choremu  najpierw  doświadczyć  sztuczności  tego  sposobu 
otwierania i zamykania ust, aby uwierzył, że ruchliwość jego podbródka jest zablokowana. 
Podlegające  woli  ruchy  grup  mięśni  mogą  więc  funkcjonować  jako  obrona  przed  ruchami 
mimowolnymi.  Podobnie  mimowolne  akcje  mięśni  mogą  służyć  obronie  przed  innymi 

background image

mimowolnymi  ruchami,  na  przykład  rytmiczne  ruchy  mięśni  powiek  (tik)  jako  obrona  przed 
pełnym  napięcia  patrzeniem.  Tak  samo  podległe  woli  działania  mięśni  mogą  być  całkowicie 
zgodne  z  mimowolnymi;  tak  więc  świadome  naśladowanie  ruchów  miednicy  może  wywołać 
mimowolne, wegetatywne ruchy. 
Podstawowymi zasadami uwalniania odruchu orgazmu są: 
blokada  miejsc,  w których impuls  orgazmu zostaje rozbity 
i które zaburzają jego jedność; 
wzmocnienie  mimowolnych  mechanizmów  powstrzymywania  impulsywnych  ruchów,  takich 
jak  zamykanie  miednicy,  które  mogą  uruchomić  powstrzymywany,  całościowy  impuls 
wegetatywny. 
Najważniejszą  metodą  służącą  wywoływaniu  impulsu  orgazmu  jest  technika  oddechu,  która 
powstała samoistnie w przeciągu lat pracy. Ani jeden znerwicowany człowiek nie jest w stanie 
wykonać równomiernego i ciągłego wydechu. Chorzy wypracowali najróżniejsze techniki, aby 
uniemożliwić  pojawienie  się  głębokiego  wydechu.  Ich  wydech  jest  pokawałkowany  albo 
natychmiast z wydechu przechodzą do wdechu. Niektórzy chorzy opisują zahamowanie, które 
odczuwają przy tym, w następujący sposób: „To tak, jakby morska fala uderzała w skałę.  Po 
prostu dalej nie da rady". 
Blokada ta odczuwana jest w górnej części brzucha albo w jego centrum. Podczas głębokiego 
wydechu  w  brzuchu  pojawiają  się  gwałtowne  odczucia  przyjemności  lub  lęku.  Zadaniem 
blokady  oddechu  jest,  by  nie  dopuścić  do  ich  pojawienia  się.  Aby  przygotować  moich 
pacjentów  do  uwolnienia  impulsu  orgazmu,  proszę  ich  aby  zaczęli  głęboko  oddychać  i 
„zjednoczyli  się  z  oddechem".  Zazwyczaj  zaczynają  wtedy  na  siłę  wciągać  i  wypuszczać 
powietrze.  To  podległe  woli  zachowanie  służy  wyhamowaniu  naturalnego  wegetatywnego 
rytmu  oddechu.  Ujawniamy  jego  prawdziwą  funkcję  zachęcając  pacjenta,  aby  oddychał 
„całkowicie  naturalnie"  i  zaprzestał  ćwiczeń  oddechowych.  Z  reguły  wystarcza  5  do  10 
oddechów, aby rytm  się pogłębił i ujawniły  się pierwsze zahamowania. Podczas  naturalnego, 
głębokiego wydechu głowa pod koniec spontanicznie odchyla się do tyłu. U chorych dzieje się 
inaczej. Wyciągają głowę do przodu, aby uniknąć odchylenia w tył, albo gwałtownie odwracają 
ją na bok, a w każdym razie niezgodnie z naturalnym kierunkiem ruchu. 
W  trakcie głębokiego  wydechu  ramiona  rozluźniają  się  w naturalny  sposób  i łagodnie  i  lekko 
wysuwają  do  przodu.  Chorzy  przytrzymują  ramiona  właśnie  w  końcowej  fazie  wydechu, 
unoszą  je  do  góry,  krótko  mówiąc,  wykonują  nimi  najdziwniejsze  rzeczy,  aby  tylko  nie 
dopuścić do pojawienia się spontanicznego wegetatywnego ruchu. 
Innym  sposobem  rozpuszczania  jest  łagodny  nacisk  na  powierzchnię  brzucha.  Kładę  czubki 
palców  obu  dłoni  mniej  więcej  pośrodku  pomiędzy  pępkiem  a  chrząstką  żebrową  i  proszę 
pacjenta,  aby  głęboko  oddychał.  Podczas  wydechu  powoli  i  łagodnie  naciskam  powierzchnię 
brzucha;  u  poszczególnych  chorych  wywołuje  to  najróżniejsze  reakcje.  Niektórzy  odczuwają 
szczególną  wrażliwość  w  splocie  słonecznym,  inni  wykonują  ruch  w  przeciwnym  kierunku, 
wypinając krzyż. Są to ci chorzy, którzy tłumią każde pobudzenie orgazmiczne w trakcie sto-
sunku  wycofując  miednicę  i  wypinając  krzyż.  Zdarzają  się  pacjenci,  u  których  po  pewnym 
czasie w odpowiedzi na nacisk na powierzchnię brzucha pojawiają się falujące drgania w jego 
wnętrzu.  Czasami  uwalnia  się  przy  tym  impuls  orgazmu.  Przeważnie  po  pewnym  okresie 
głębokiego  oddychania  napięta  wcześniej  powierzchnia  brzucha  staje  się  znacznie  bardziej 
miękka; pacjenci twierdzą, że „czują się lepiej", czego nie należy traktować zbyt poważnie. W 
mojej  pracy  używam  sformułowania,  które  pacjenci  rozumieją  spontanicznie.  Proszę  ich  aby 

background image

całkowicie się „poddali". Postawa poddania jest taka sama jak postawa oddania: głowa odchyla 
się do tyłu, ramiona wysuwają się do przodu i w górę, środek brzucha wycofuje się, miednica 
wysunięta  zostaje  do  przodu,  a  nogi  spontanicznie  się  rozchylają.  Głęboki  wydech 
spontanicznie  wywołuje  postawę  (seksualnego)  oddania.  Tłumaczy  to  wyhamowywanie 
orgazmu  u  niezdolnych  do  oddania  się  ludzi  poprzez  powstrzymywanie  oddechu  w  trakcie 
narastania pobudzenia. 
Wielu chorych  wypina kręgosłup, tak  że miednica  zostaje  wycofana, a brzuch  wypięty. Jeżeli 
podłożymy rękę pod środek kręgosłupa i poprosimy, aby ją przycisnęli, odkrywamy silny opór: 
postawa  uległości  oznacza  dla  ciała  to  samo  co  oddanie  podczas  stosunku  bądź  w  stanie 
pobudzenia seksualnego. Kiedy chory zrozumie i przyjmie wreszcie postawę oddania, powstaje 
pierwsza  przesłanka  umożliwiająca  rozbudzenie  impulsu  orgazmu.  Postawę  tę  wspomagają 
luźno  otwarte  usta.  W  trakcie  pracy  pojawiają  się  liczne  mechanizmy  hamujące.  Wielu 
pacjentów  ściąga  brwi,  napina  nogi,  stopy  itd.  Oznacza  to,  że  nie  można  po  prostu  usunąć 
wszystkich  zahamowań,  aby  dotrzeć  do  impulsu  orgazmu.  W  procesie  odtwarzania  jedności 
rozbitego rytmu całego organizmu ujawniają się najpierw wszystkie te działania i zablokowania 
mięśniowe,  które  ograniczały  w  dotychczasowym  życiu  pacjenta  jego  funkcję  seksualną  i 
wegetatywną ruchliwość. 
Dopiero  później  na  światło  dzienne  wychodzą  działania,  które  chorzy  praktykowali  w 
dzieciństwie,  aby  opanować  swoje  impulsy  po-pędowe  i  „lęki  w  brzuchu".  Jak  kiedyś 
heroicznie  zwalczali „diabła"  w sobie  — swoje pragnienia seksualne, tak teraz  z  równą,  lecz 
pozbawioną  sensu  odwagą  bronią  się  przed  upragnioną  zdolnością  odczuwania  przyjemności. 
Wymienię  tu  tylko  kilka  najczęściej  pojawiających  się  form  fizycznych  mechanizmów 
wyparcia. Kiedy pobudzenia odczuwane w brzuchu stają się w trakcie pracy nad uwalnianiem 
impulsu  orgazmu  zbyt  silne,  niektórzy  pacjenci  kierują  zupełnie  puste  spojrzenie  w  jeden  z 
kątów pokoju lub wyglądają przez okno na zewnątrz. Kiedy podążamy za tym zachowaniem, 
przypominają sobie, że jako dzieci świadomie je stosowali, aby opanować swą wściekłość na 
rodziców,  rodzeństwo  lub  nauczycieli.  Długotrwałe  powstrzymywanie  oddechu  oznaczało 
wtedy  akt  heroicznego  samoopanowania.  Podobnie  usztywnianie  głowy  i  karku.  „Zaciskanie 
zębów"  było  moralnym  wymogiem.  Mowa  bezpośrednio  oddaje  fizyczny  proces  samoopano-
wania.  Wiele  sformułowań  powszechnie  używanych  w  celach  wychowawczych  reprezentuje 
dokładnie to, co opisujemy tu jako pancerz mięśniowy. 
„Mężczyzna  nie  może  stracić  panowania  nad  sobą",  „Duzi  chłopcy  nie  płaczą",  „Weź  się  w 
garść", „Nie pozwalaj sobie", „Nie pokazuj, że się boisz", „Musisz zacisnąć zęby", „Niedobrze 
jest  stracić  opanowanie",  „Wytrzymaj  to  z  uśmiechem",  „Trzymaj  głowę  wysoko"  itd. 
Początkowo dzieci odrzucają tego rodzaju typowe upomnienia, potem niechętnie przyjmują je i 
realizują. Osłabiają one psychiczny kręgosłup dziecka, niszczą jego umysł i zabijają żywotność, 
zmieniając je w dobrze wychowaną kukiełkę. 
Pewna ucząca się terapii matka opowiedziała mi o swojej jedenastoletniej córce. Aż do piątego 
roku  życia  wychowywano  ją  w  całkowitym  zakazie  onanizowania  się.  Kiedy  miała  około 
dziewięciu lat, była na przedstawieniu dla dzieci, w którym występował czarodziej ze sztucznie 
wydłużonymi  i  nierównomiernie  ukształtowanymi  palcami.  Już  wtedy  przestraszyła  się  jego 
ogromnego palca wskazującego, a później zawsze ilekroć ogarniał ją lęk, pojawiał się przed nią 
ten czarodziej. 
„Wiesz  —  powiedziała  do  matki  —  kiedy  zaczynam  się  bać,  to  zaczyna  się  to  zawsze  w 
brzuchu  (skuliła  się  przy  tym  jak  w  ataku  bólu).  Nie  wolno  mi  się  wtedy  ruszać.  Nie  mogę 

background image

ruszyć ani ręką, ani nogą. Tylko tym małym tam w dole mogę się bawić (miała na myśli łech-
taczkę), ciągnę za nią jak najmocniej, tam i z powrotem. Czarodziej mówi: «Nie wolno ci się 
ruszać, tylko to tam w dole możesz ruszać.» Kiedy strach staje się coraz większy, chcę zapalić 
światło. Ale każdy ruch zwiększa strach. Tylko kiedy robię bardzo malutkie ruchy, jest trochę 
lepiej. A kiedy potem zapala się światło, a ja wystarczająco długo ciągnęłam, to uspokajam się i 
potem wszystko mija. Czarodziej jest taki jak Nana, ona też ciągle powtarza: «Nie wolno ci się 
ruszać, leż  spokojnie» (jej twarz staje się surowa). Zawsze kiedy trzymałam ręce  pod kołdrą, 
przychodziła i wyjmowała je". 
Ponieważ dziewczynka całymi dniami trzymała ręce na genitaliach, matka zapytała ją, dlaczego 
to  robi.  Lecz  ona  w  ogóle  nie  była  tego  świadoma.  Później  opisała  mi  poszczególne  formy 
swoich doznań. „Czasami mam jedynie ochotę się bawić, wtedy nie muszę ciągnąć. Ale kiedy 
jestem cała sztywna ze strachu, to muszę ciągnąć i szarpać  tam w dole. Teraz, kiedy wszyscy 
odeszli i nie mam nikogo, z kim mogłabym to omówić, pojawia się o wiele więcej lęku i wtedy 
muszę bez przerwy coś tam na dole robić". Później dodała: „Kiedy przychodzi strach, staję się 
zła.  Chciałabym  z  czymś  walczyć,  ale  nie  wiem  z  czym.  Nie  myśl,  że  chcę  walczyć  z 
czarodziejem  (nawet  słowem  o  nim  nie  wspomniałem),  za  bardzo  się  go  boję.  To  jest  coś, 
czego nie znam". Ta dziewczynka przedstawiła dobry opis swoich doznań płynących z brzucha 
i sposobu, w jaki — przy pomocy fantazji na temat czarodzieja — próbuje je kontrolować. 
Inny  przykład  pokazuje,  jakie  znaczenie  ma  oddech  dla  aktywności  zwojów  nerwowych 
umiejscowionych w brzuchu. U jednego z pacjentów w trakcie pracy z głębokim oddechem za 
każdym razem pojawiała się silna wrażliwość w obszarze miednicy. Reagował na to zatrzyma-
niem oddechu. Kiedy nawet bardzo łagodnie dotykałem jego uda bądź podbrzusza, kurczył się 
cały. Jeżeli jednak zrobił kilka głębokich wydechów, to w ogóle nie reagował na dotyk. Przy 
ponownym  zatrzymaniu  oddechu  pobudliwość  obszaru  miednicy  natychmiast  powróciła. 
Można to było powtarzać dowolnie często. Ten kliniczny szczegół ujawnia nam wiele. Głęboki 
wdech  podnosi  biologiczną  aktywność  wegetatywnych  centrów  pobudzania,  a  tym  samym 
zwiększa impulsywne reakcje. Powtarzające się wydechy zmniejszają nagromadzoną energię, a 
wraz z nią pobudzenie lękowe. Tym samym zapora w głębinach wydechu stwarza sprzeczność: 
powstaje z potrzeby wytłumienia przyjemnych pobudzeń centralnego aparatu wegetatywnego, 
ale właśnie z tego powodu podwyższa poziom lęku i impulsywną pobudliwość. W ten sposób 
zrozumiały stał się następny fragment procesu przemiany stłumionego pobudzenia seksualnego 
w  lęk.  Podobnie  jak  kliniczne  odkrycie,  że  w  trakcie  odtwarzania  zdolności  odczuwania 
przyjemności  natrafiamy  najpierw  na  fizjologiczne  impulsy  lękowe.  Lęk  jest  negatywem 
pobudzenia  seksualnego,  będąc  z  nim  jednocześnie  tożsamym  energetycznie.  Tak  zwana 
„pobudliwość nerwowa" nie jest niczym innym jak tylko serią zwarć następujących w trakcie 
odprowadzania  ładunków  elektrycznych  z  tkanek.  Przyczyną  tych  zwarć  jest  energia 
zablokowana  podczas  rozładowania  orgazmicznego.  Człowiek  staje  się  wówczas  „niczym 
naelektryzowany". 
Leczyłem pacjenta, którego centralny opór charakterologiczny przejawiał się przez długi okres 
czasu w potrzebie nieustannego mówienia. Swoje usta odczuwał przy tym jako coś „obcego" i 
„martwego", jako „nie należące do niego". Chory wielokrotnie dotykał ręką ust, jakby chciał się 
przekonać, że wciąż jeszcze istnieją. Radość z opowiadania plotkarskich historyjek okazała się 
próbą przezwyciężenia uczucia „martwoty ust". Kiedy rozpuściliśmy tę funkcję obronną, usta 
spontanicznie zaczęły układać się w niemowlęcy ssący dziobek. Następowało to na przemian z 
pełnym złości i twardym wyrazem twarzy. Głowa skłaniała się przy tym pod kątem w prawo. 

background image

Pewnego  dnia  poczułem  impuls,  aby  schwycić  pacjenta  za  szyję,  tak  jakbym  chciał  się 
przekonać, że tam wszystko jest w porządku. Ku memu zdziwieniu pacjent przyjął natychmiast 
postawę  wisielca:  głowa  opadła  na  bok,  język  wypełzł  na  wierzch,  usta  były  otwarte.  A 
przecież  jedynie  dotknąłem  szyi.  Od  tego  momentu  prosta  droga  poprowadziła  nas  ku  jego 
wczesnodziecięcemu śmiertelnemu lękowi, że zostanie powieszony za popełnione wykroczenie 
(onanię). 
Odruch  ten  pojawiał  się  jedynie  wówczas,  kiedy  pacjent  zatrzymywał  oddech  w  trakcie 
płytkiego  wydychania.  Gdy  stopniowo  zaczął  przezwyciężać  swój  lęk  przed  wydechem,  ta 
odruchowa  reakcja  zanikła.  Neurotycznie  powstrzymywany  oddech  jest  więc  centralnym 
elementem  całego  mechanizmu  neurotycznego:  blokuje  wegetatywną  aktywność  organizmu, 
stwarzając  w  ten  sposób  źródło  energii  dla  objawów  i  wszelkiego  rodzaju  fantazji 
neurotycznych.  Język  jest  jednym  z  najczęściej  stosowanych  środków  tłumienia  pobudzeń 
płynących  z  narządów.  Tłumaczy  to  neurotyczny  przymus  mówienia.  W  takich  przypadkach 
zachęcam pacjentów do milczenia, dopóki nie pojawi się niepokój. 
Inny pacjent „czuł się źle sam ze sobą". Uważał się za „świnię". Jego nerwica polegała głównie 
na nieudanych próbach przezwyciężenia złego samopoczucia poprzez natarczywe zachowania. 
Otoczenie  reagowało  na  te  patologiczne  formy  agresją,  co  pogłębiało  i  potwierdzało  jego 
negatywny obraz siebie. Spędzał czas na zastanawianiu się, co inni o nim mówią, dlaczego są 
dla  niego  tacy  niedobrzy,  co  mógłby  zrobić  lepiej  itd.  Odczuwał  przy  tym  ucisk  w  klatce 
piersiowej, który stawał się tym silniejszy, im mocniej pragnął przezwyciężyć swoją negatywną 
świadomość  siebie.  Dużo  czasu  poświęciliśmy  na  odnalezienie  związku  pomiędzy 
przymusowym  rozmyślaniem  a  „uciskiem  w  klatce  piersiowej".  Poprzedzało  je  odczucie  w 
ciele,  którego  nigdy  sobie  wcześniej  nie  uświadamiał:  „W  klatce  piersiowej  zaczyna  się  coś 
dziać, potem przeskakuje to do głowy i czuję, że moja głowa zaraz  się rozleci. Przed oczami 
pojawia mi się mgła i nie mogę już myśleć. Tracę świadomość tego, co dzieje się wokół. Czuję, 
że tonę i że wszystko wokół mnie również ginie". Stany te pojawiały się zawsze wtedy, kiedy 
jego  pobudzenie  nie  docierało  do  genitaliów,  lecz  kierowane  było  „w  górę".  Towarzyszyły 
temu fantazje o genialności, sny o wspaniałej przyszłości itp.; były tym bardziej groteskowe, im 
mniej miały związku z realną sytuacją. 
Istnieją  ludzie,  którzy  żyją  w  przeświadczeniu,  że  nigdy  nie  odczuli  tak  dobrze  wszystkim 
znanego uczucia tęsknoty i ucisku w brzuchu. Najczęściej są to twarde, kanciaste, zimne osoby. 
Miałem  dwóch  pacjentów,  którzy  wytworzyli  w  sobie  patologiczny  przymus  jedzenia,  aby 
stłumić  swoje  odczucia  w  brzuchu.  Kiedy  tylko  pojawiało  się  uczucie  lęku  bądź  depresji, 
wypełniony  po  brzegi  żołądek  zaczynał  pracować  ze  zdwojoną  siłą.  Niektóre  kobiety  (u 
mężczyzn  nie  udało  mi  się  do  tej  pory  zaobserwować  tego  zjawiska)  muszą  po 
niesatysfakcjonującym stosunku płciowym  „coś upchnąć w brzuchu",  jak wyraziła to jedna z 
takich pacjentek. U innych pojawia się odczucie, że mają „coś w jelitach, co nie może wyjść". 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

5. Uwolnienie „martwej miednicy" 

 

Odruch orgazmu nie występuje jako jedna kompletna całość, lecz składa się z wielu elementów 
całościowej  funkcji.  Najpierw  fala  pobudzenia  przebiega  od  szyi  poprzez  klatkę  piersiową  i 
brzuch  aż  do  podbrzusza.  Podczas  tej  akcji  miednica  pozostaje  spokojna.  Niektórzy  pacjenci 
opisują  ten  proces  w  następujący  sposób:  „To  tak  jakby  drganie  zatrzymywało  się  w 
określonym  miejscu  podbrzusza".  Miednica  nie  uczestniczy  w  tym  falującym  pobudzeniu. 
Kiedy przyjrzymy się  dokładniej odpowiadającemu za to hamowaniu, możemy stwierdzić,  że 
miednica przytrzymywana jest w  wycofanej pozycji. Czasami wycofaniu miednicy towarzyszy 
wygięcie  kręgosłupa,  co  powoduje  wypchnięcie  brzucha.  Bez  trudu  można  wsunąć  rękę 
pomiędzy  kręgosłup  a  materac.  Nieruchomość  miednicy  sprawia  wrażenie  braku  życia.  Naj-
częściej  łączy  się  z  tym  uczucie  „pustki  w  miednicy"  albo  „słabości  w  genitaliach".  To 
zjawisko występuje szczególnie wyraźnie u osób cierpiących na chroniczne zaparcia. Możemy 
lepiej zrozumieć zachodzący tu związek, jeśli uświadomimy sobie, że chroniczne zaparcie jest 
skutkiem nadmiernego pobudzenia nerwu współczulnego. To samo dotyczy powstrzymywania 
miednicy.  Pacjenci  nie  mogą  poruszyć  samej  miednicy.  Poruszają  jako  jedną  całością 
brzuchem,  miednicą  i  udami.  Zadaniem  terapii  jest  umożliwienie  pacjentom  doświadczenia 
całkowitego  zaniknięcia  pobudzenia  miednicy.  Zazwyczaj  bronią  się  gwałtownie  przed 
uruchomieniem  samej  miednicy,  a  zwłaszcza  przed  pociągnięciem  jej  w  przód  i  w  górę.  Im 
większy  jest  brak  odczuć  w  sferze  genitalnej,  tym  sztywniejsza  staje  się  miednica.  Stosunki 
seksualne takich chorych są z reguły silnie zaburzone. Kobiety leżą nieruchomo, albo starają się 
przezwyciężyć  wegetatywną  blokadę  ruchliwości  miednicy  wykonując  intensywne  ruchy 
miednicą  i  tułowiem.  U  mężczyzn  zaburzenie  to  przejawia  się  w  szybkich,  gwałtownych  i 
podległych  woli  ruchach  całej  dolnej  części  ciała.  U  tych  chorych  nigdy  nie  pojawia  się 
doznanie wegetatywnego, orgazmicznego przepływu energii. 
Niektórym  szczegółom  tego  zjawiska  musimy  poświęcić  nieco  więcej  uwagi:  mięśnie 
genitaliów (musculi bulbo-cavernosus i ischio--cavernosuś) są napięte tak, że nie dochodzi do 
drgań frykcyjnych. Spięte są również mięśnie pośladków. Brak pobudzenia próbuje się czasem 
zastąpić świadomym napinaniem i rozluźnianiem tych mięśni. 
Dno  miednicy  jest  podciągnięte  do  góry.  Uniemożliwia  to  swobodny  przepływ  energii  do 
brzucha  z  dołu,  podobnie  jak  usztywnienie  przepony  blokuje  jej  przepływ  z  góry,  a  napięcie 
powłok brzusznych — z przodu. 
Opisana  blokada  miednicy  powstaje  w  dzieciństwie  jako  rezultat  dwóch  głównych  zaburzeń 
rozwojowych.  Przygotowaniem  do  niej  jest  brutalny  trening  czystości,  którego  celem  jest 
zmuszenie  dziecka  do  jak  najwcześniejszego  opanowania  procesu  wypróżniania.  Podobnie 
nocne moczenie, jeżeli pociąga za sobą surowe kary, stwarza podstawy usztywnienia miednicy. 
O wiele ważniejsze jest jednak napięcie miednicy, które powstaje w wyniku prób zwalczania 
przez dziecko silnych pobudzeń genitalnych będących przyczyną dziecięcej masturbacji. 
Chroniczne  napięcie  mięśni  miednicy  zabija  każde  genitalne  doznanie  przyjemności.  Jeżeli 
natomiast  uda  się  rozpuścić  napięcia  w  miednicy,  to  w  genitaliach  natychmiast  pojawiają  się 
odczucia przepływu energii. Aby do tego doszło, konieczne jest, aby pacjent poczuł najpierw 
swoją  miednicę,  poczuł,  że  „jest  nieruchoma".  Oprócz  tego  należy  rozszyfrować  wszystkie 
podległe  woli  ruchy,  których  celem  jest  zapobieżenie  naturalnym  wegetatywnym  ruchom 
miednicy.  Poruszanie  brzuchem,  miednicą  i  udami  jako  całością  jest  chyba  najważniejszym  i 
najczęściej  stosowanym  środkiem  nie  dopuszczającym  do  samodzielnego  ruchu  miednicy. 

background image

Niektórzy nauczyciele gimnastyki intuicyjnie zalecają chorym ćwiczenia miednicy. Jednak nie 
ma to większego sensu, gdyż dopóki nie uda się usunąć ukrytych obronnych postaw mięśnio-
wych, naturalny ruch miednicy nie może się rozwinąć. 
Im  intensywniej  pracujemy  nad  zablokowaniem  ruchów  miednicy,  tym  pełniejsza  będzie  fala 
pobudzenia, która się w końcu pojawi. Miednica zaczyna wibrować i bez najmniejszego nawet 
udziału  ze  strony  pacjenta  porusza  się  w  górę  i  do  przodu.  To  tak,  jakby  coś  z  zewnątrz 
ciągnęło ją w kierunku pępka. Uda pozostają przy tym zupełnie nieruchome. Ogromnie ważne 
jest zrozumienie różnicy pomiędzy obronnym a naturalnym, wegetatywnym ruchem miednicy. 
Kiedy  fala  energii  może  swobodnie  przepływać  od  szyi  poprzez  brzuch  aż  do  miednicy, 
wówczas  zmianie  ulega  charakter  całego  impulsu.  Jeżeli  do  tej  pory  był  on  pozbawiony 
przyjemności,  czasami  nawet  bolesny,  to  teraz  odczuwany  jest  jako  przyjemność.  Jeżeli 
przedtem  pojawiały  się  ruchy  obronne,  takie  jak  np.  wyrzucanie  brzucha  do  przodu  i  wysu-
wanie  kręgosłupa,  to  teraz  cały  tułów  przypomina  wygiętą  do  przodu  rybę.  Coraz  silniejsze 
doznania przyjemności genitalnej i wrażenie przepływu energii w całym ciele potwierdzają, że 
mamy  do  czynienia  z  naturalnym,  wegetatywnym  ruchem.  Różni  się  on  całkowicie  od 
wszystkich  wcześniejszych  impulsów  i  reakcji  ciała.  Uczucie  genitalnej  pustki  i  obumierania 
znika  wcześniej  czy  później,  ustępując  miejsca  wrażeniu  pełni  i  napierania.  Dzięki  temu 
spontanicznie  pojawia  się  zdolność  do  doświadczania  orgazmu  podczas  stosunku  płciowego. 
Ten  sam  ruch,  który  wykonywany  przez  poszczególne  grupy  mięśni  przedstawia  chorobliwą 
reakcję  organizmu  służącą  odrzucaniu  przyjemności  seksualnej,  teraz  w  formie  fali 
przepływającej  przez  całe  ciało  stanowi  podstawę  spontanicznej,  wegetatywnej  zdolności 
odczuwania  przyjemności.  Możemy  teraz  lepiej  zrozumieć  łuk  histeryczny,  w  którym  klatka 
piersiowa  i  brzuch  wysunięte  są  do  przodu,  a  ramiona  i  miednica  wycofane  do  tyłu,  jako 
dokładne przeciwieństwo odruchu orgazmu.  
 
 

Odruch orgazmu 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Łuk histeryczny 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 
Dopóki  nie  poznałem  tych  faktów,  musiałem  korzystać  z  „ćwiczeń"  w  pracy  nad 
przezwyciężaniem  zablokowanego  ruchu  miednicy.  Osiągałem  jednak  w  ten  sposób  jedynie 
częściowe  rezultaty,  zrezygnowałem  więc  ze  sztucznych  środków  i  zacząłem  poszukiwać 
blokad  naturalnej  ruchliwości.  Odrzucanie  odruchu  orgazmu  jest  przyczyną  wielu  zaburzeń 
wegetatywnych,  takich  jak  chroniczne  zaparcia,  reumatyzm  mięśni,  newralgia  mięśnia 
kulszowego i wiele innych. Nawet trwające całe dziesięciolecia zaparcia mijały, kiedy pojawiał 
się  odruch orgazmu. Zanim ujawni się w pełni, pacjenci często odczuwają mdłości i zawroty 
głowy.  Występują  również  napięcia  w  szyi,  pojedyncze  drgania  mięśni  brzucha,  przepony, 
miednicy itd. Jednak wszystkie te symptomy znikają, jeśli odruch może się w pełni rozwinąć. 
„Sztywna,  martwa,  wycofana  miednica"  jest  najczęstszym  zaburzeniem  wegetatywnego 
przepływu energii. Jest przyczyną zarówno boli lędźwiowych, jak i hemoroidów. Ma również 
ścisły związek z rakiem narządów płciowych kobiet, co wykażemy później. 

 

background image

Zadanie,  jakie  spełnia  „zabijanie"  miednicy,  podobnie  jak  zablokowanie  brzucha,  to  unikanie 
pobudzeń  afektywnych,  a  szczególnie  uczuć  przyjemności  i  lęku.  „Centrum  wegetatywne" 
zostaje ściśnięte przez otaczające je narządy. Uwolnienie pojawia się wówczas, kiedy  uda się 
rozluźnić tę obręcz. 
Ponieważ  wszystkie te  różnorodne  zjawiska, postawy  i  wyrazy  ciała  można  przyporządkować 
odruchowi  orgazmu  i  jego  blokowaniu,  to  wiele  niezrozumiałych  do  tej  pory  procesów 
zachodzących w trakcie  terapii ujawnia swój sens. Przypominam sobie tik przepony, na który 
cierpiała  45-letnia  pacjentka,  którą  leczyłem  około  czternastu  lat  temu  w  wiedeńskim 
ambulatorium  psychoanalitycznym  i  której  mogłem  częściowo  pomóc  przywracając  jej 
zdolność  masturbacji.  Pacjentka  ta  od  czasu  dojrzewania,  a  więc  od  ponad  trzydziestu  lat, 
cierpiała  z  powodu  drgawek  przepony,  którym  towarzyszyły  niekontrolowane  dźwięki. 
Czkawka zmniejszyła się znacznie, kiedy chora zaczęła się  onanizować. Dzisiaj jasne jest dla 
mnie,  że  poprawa  nastąpiła  w  efekcie  częściowego  rozpuszczenia  blokady  oddechu  w 
przeponie.  Wówczas  mogłem  jedynie  ogólnie  stwierdzić,  że  zaspokojenie  seksualne  usunęło 
częściowo  blokadę  seksualną  osłabiając  czkawkę.  Jednak  jaką  formę  przyjęła  ta  blokada,  w 
jakim  miejscu  stworzyła  sobie  ujście  i  w  jaki  sposób  zaspokojenie  seksualne  zmniejszyło 
zaburzenie, nie byłem w stanie wyjaśnić. 
Obecne  doświadczenia  przywołują  pamięć  przypadków  epilepsji,  w  której  ciałem  wstrząsają 
konwulsje poprzedzane aurą brzuszną. Wtedy nie wiedziałem, w jakim miejscu ciała powstają, 
jaką mają funkcję i w jakim związku pozostają z wegetatywnym układem nerwowym. 
Teraz  już  wiem,  że  epileptyczne  drgawki  są  przejawem  skurczów  aparatu  wegetatywnego,  w 
trakcie  których  nagromadzona  energia  biopsychiczna  rozładowywana  jest  wyłącznie  przez 
mięśnie,  całkowicie  omijając  układ  genitalny.  Atak  epileptyczny  jest  pozagenitalnym  orga-
zmem  mięśniowym.9  Tłumaczy  to  również,  dlaczego  niekiedy  podczas  terapii  możemy 
zaobserwować migotanie powłok brzusznych. 
W  wielu  przypadkach  miałem  wrażenie  powstrzymywanej  złości,  mimo  że  nigdy  się  ona  nie 
ujawniała.  Poza  tym  nie  potrafiłem  zlokalizować  tej  złośliwości.  Terapia  zachowań 
wegetatywnych  umożliwia  to.  Są  pacjenci,  których  oczy  i  policzki  wyrażają  sympatię,  lecz 
wyraz  podbródka  i  ust  zaprzecza  temu  całkowicie.  Dolna  połowa  twarzy  całkowicie  różni  się 
od  górnej.  Rozbicie  blokady  ust  i  podbródka  uwalnia  niewiarygodną  wprost  wściekłość.  W 
innych  przypadkach  można  wyczuć  fałsz  konwencjonalnej  uprzejmości  będącej  przykrywką 
swego  dokładnego  przeciwieństwa  —  podstępnej  złośliwości  przejawiającej  się  np.  w 
wieloletnich  zaparciach. Jelita nie chcą się  ruszać i ich  funkcja  musi być  wspomagana  stałym 
przyjmowaniem środków przeczyszczających. Chorzy ci często musieli będąc dziećmi tłumić 
uczucia wściekłości i zamykać  „złość w brzuchu". Pacjenci opisują swoje doznania płynące z 
ciał używając prawie zawsze zasłyszanych w dzieciństwie zdań wychowawczych. Na przykład: 
„Brzuch jest zły, kiedy robi «buu»". „Dobrze wychowane" dzieci najchętniej odpowiedziałyby 
na to gromkim „buu". Jednak nie wolno im tego zrobić, a najprostszym sposobem jest właśnie 
„zamknięcie  «buu»  w  brzuchu".  Aby  to  osiągnąć,  dziecko  musi  tłumić  każde  pobudzenie 
pojawiające się  w brzuchu,  a  więc  również  pobudzenie  seksualne,  i  robi to  wycofując  się  — 
„zmuszając  brzuch  do  ukrycia  się".  Brzuch  staje  się  twardy,  napięty  i  trzyma  „złość  w 
zamknięciu". 
Choć warto byłoby opisać historię i funkcje skomplikowanego rozwoju tych symptomów ciała 
posługując  się  licznymi  przykładami,  to  teraz  ograniczymy  się  do  ogólnego  zarysu  kilku 
typowych faktów. 

background image

Bardzo  pouczające  jest  stwierdzenie,  że  ciało  funkcjonuje  z  jednej  strony  jako  jednolity 
organizm,  a  z  drugiej,  że  może  rozpaść  się  na  części,  przy  czym  jedna  część  funkcjonuje 
przywspółczulnie, a druga współczulnie. Leczyłem chorą, u której w pewnym określonym sta-
dium  terapii  brzuch  był  już  całkowicie  rozluźniony:  doznawała  przepływu  energii,  powłoki 
brzucha  były  miękkie  itd.  Nie  było  żadnych  blokad  odczuwania  w  obszarze  brzucha,  klatki 
piersiowej  i  szyi.  Lecz  istniała  wyraźna,  liniowa  granica  oddzielająca  je  od  podbrzusza.  Przy 
nacisku można było wyczuć pod skórą twardą bulwę wielkości dziecięcej główki. Nie wiemy 
jeszcze dokładnie, jak anatomicznie powstaje taka bulwa, tzn. jakie narządy w tym uczestniczą, 
jednak  możemy  ją  wyczuć  dotykiem.  W  późniejszym  okresie  terapii  zdarzały  się  dni,  kiedy 
bulwa  na  przemian  pojawiała  się  i  znikała.  Kiedy  pacjentka  pod  wpływem  lęku  próbowała 
stłumić  rodzące  się  pobudzenie  genitalne,  bulwa  się  pojawiała;  kiedy  czuła,  że  może 
zaakceptować to pobudzenie, bulwa znikała. 
Fizyczne  symptomy  pojawiające  się  w  schizofrenii,  a  szczególnie  w  jej  katatonicznej  formie, 
zasługują  na  oddzielną  rozprawę,  w  której  mógłby  zostać  uwzględniony  cały  nowy  materiał. 
Źródłem  stereotypów  katatonicznych,  perseweracji  i  wszelkiego  rodzaju  automaty-zmów  są 
pancerz  mięśniowy  i  wegetatywne  przebicia  energii.  Dotyczy  to  zwłaszcza  katatonicznego 
ataku  szału.  W  zwykłej  nerwicy  mamy  do  czynienia  jedynie  z  płytkim  zastygnięciem 
wegetatywnej  ruchliwości,  dzięki  czemu  istnieje  możliwość  pojawiania  się  wewnętrznych 
pobudzeń i ich ujścia w „fantazji". Jeżeli pancerz przenika w głąb, blokując centralne obszary 
biologicznego  organizmu,  i  ogarnia  cały  układ  mięśniowy,  to  jedynym  wyjściem  staje  się 
gwałtowne przebicie (atak szału, doświadczany jako wyzwolenie) lub stopniowe obumieranie 
aparatu życiowego. 
To samo dotyczy ogromnej liczby chorób organicznych, jak np. wrzodów żołądka, reumatyzmu 
mięśni i raka. 
Jestem przekonany, że psychoterapeuci nieustannie napotykają  w swojej pracy klinicznej tego 
rodzaju objawy. Nie należy analizować każdego z nich oddzielnie, ale trzeba postrzegać je w 
kontekście całościowej, biologicznej funkcji organizmu i jej relacji z funkcjami przyjemności i 
lęku.  Traktując  lęk  jako  przyczynę  seksualnego  zastoju  i  nie  dostrzegając,  że  jest  przede 
wszystkim  jego  skutkiem,  nie  będziemy  mogli  poradzić  sobie  z  całą  ogromną  problematyką 
postaw  i  wyrazów  ciała.  „Zastój"  jest  wyhamowaniem  ekspansji  wegetatywnej  i  zablo-
kowaniem czynności centralnych narządów wegetatywnych. Zablokowane jest odprowadzanie 
pobudzenia, a energia biologiczna zostaje związana. 
Odruch  orgazmu  jest  jednolitym  drganiem  całego  ciała.  Podczas  orgazmu  jesteśmy  jedynie 
drgającą kupką plazmy. Po piętnastu latach  badań orgazmu udało mi się wreszcie przebić do 
biologicznego  jądra  chorób  psychicznych.  Odruch  orgazmu  odnaleźć  możemy  u  wszystkich 
kopulujących  stworzeń.  U  wielu  prostszych  biologicznych  organizmów,  jak  np.  u 
jednokomórkowców, istnieje w formie drgań plazmy, które opisałem w innym miejscu.10 
Pewną  trudność  sprawiało  odnalezienie  odpowiedzi  na  pytanie,  co  zastępuje  u  wyżej 
zorganizowanych  organizmów  kontrakcję  w  formie  kuli,  jeżeli  organizm  nie  potrafi  już,  jak 
dzieje się to u niektórych pierwotniaków, przyjmować tego kształtu, na skutek pojawienia się u 
wielokomórkowców  od  pewnego  poziomu  rozwoju  wspierającego  rusztowania  kostnego. 
Spróbujmy wyobrazić sobie elastyczny wąż, w jaki przekształcił się nasz biologiczny pęcherz. 
Do tego węża wprowadźmy teraz długi, zginający  się tylko w jedną stronę kij. To kręgosłup. 
Wyobraźmy  sobie  dalej,  że  w  naszym  wyciągniętym  pęcherzu  pojawia  się  impuls  skurczu. 
Przekonamy  się  wówczas,  że  pęcherz  ma  tylko  jedno  wyjście,  jeżeli  mimo  niemożności 

background image

przyjęcia kulistej formy będzie chciał poddać się drganiom: musi szybko i silnie się wygiąć. 
 
 

 

 

 
Dokładnie tym jest właśnie z biologicznego punktu widzenia odruch orgazmu. Ta postawa ciała 
jest charakterystyczna dla wielu insektów, a przede wszystkim dla pozycji embrionalnej. 
U  osób  z  zaburzeniami  histerycznymi  napięcia  mięśniowe  pojawiają  się  przede  wszystkim  w 
tych miejscach, w których występują  mięśnie gładkie. Najbardziej wyraźne są one w  szyi i u 
ujścia  jelita  grubego.  A  zgodnie  z  historią  rozwoju  organizmów  miejsca  te  odpowiadają  obu 
otworom pierwotnego jelita. 
Mięśnie  gładkie  występują  również  u  wejścia  i  ujścia  żołądka. Tam  też  pojawiają  się  spazmy 
histeryczne powodujące często ciężkie następstwa dla całego organizmu. 
 
Neurotyczne  skurcze  pojawiają  się  najczęściej  w  miejscach,  które  biologicznie  odpowiadają 
bardzo prymitywnym etapom rozwoju, a tym samym są szczególnie predysponowane do stałej 
kontrakcji. Jeżeli szyja i ujście jelita grubego są zablokowane, to orgazmiczne drgania nie mogą 
się  pojawić.  Fizyczne  „powstrzymywanie  się"  przejawia  się  w  postawie  ciała,  która  jest 
całkowitym  zaprzeczeniem  odruchu  orgazmu:  kręgosłup  wypięty,  kark  usztywniony,  odbyt 
zaciśnięty,  klatka  piersiowa  wysunięta  do  przodu,  ramiona  spięte.  Łuk  histeryczny  jest 
dokładnym  przeciwieństwem  odruchu  orgazmu  i  wręcz  wzorcowym  przykładem  wypierania 
seksualności. 
Każdy psychiczny impuls jest funkcjonalnie identyczny z określonym pobudzeniem fizycznym. 
Pogląd,  że  aparat  psychiczny  funkcjonuje  w  pełni  samodzielnie,  oddziaływując  na  równie 
samodzielny aparat fizyczny, nie odpowiada rzeczywistej sytuacji. Niemożliwy jest przeskok z 
psychiki na płaszczyznę fizyczną, gdyż nie istnieje coś takiego jak dwa całkowicie oddzielne 
obszary. Podobnie treść określonej funkcji psychicznej, np. fantazja o biciu, nie może przejawić 
się  w  ciele,  o  ile  sama  nie  jest  już  wyrazem  określonego  wegetatywnego  impulsu  ruchu. 
Pytanie,  w  jaki  sposób  wegetatywny  impuls  tworzy  dane  wyobrażenie,  stanowi  jeden  z 
najtrudniejszych  problemów  psychologii.  Na  podstawie  doświadczenia  klinicznego  można 
stwierdzić, że zarówno objawy fizyczne, jak i nieświadome psychiczne fantazje pojawiają się 
jako efekt sprzecznego pobudzania wegetatywnego. Nie przeczy temu fakt, że możemy usunąć 
objaw  fizyczny  przez  uświadomienie  jego  psychicznego  znaczenia,  gdyż  każda  zmiana  w 
obszarze  wyobrażeń  psychicznych  musi  być  funkcjonalnie  identyczna  ze  zmianą  pobudzenia 
wegetatywnego. Tak więc to nie samo uświadomienie sobie istnienia  danej fantazji uzdrawia, 
lecz zmiana przebiegu pobudzenia. 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Ustaliliśmy  więc  następującą  kolejność  funkcji  w  procesie  oddziaływania  wyobrażeń 
psychicznych na obszar ciała: 
Pobudzenie psychiczne jest identyczne funkcjonalnie z pobudzeniem fizycznym. 
Fiksacja pobudzenia psychicznego następuje w wyniku utrwalenia określonego wegetatywnego 
stanu pobudzenia układu nerwowego. 
Zmieniony stan wegetatywny zmienia funkcjonowanie organów. 
„Psychiczne znaczenie symptomu organicznego" nie jest niczym innym jak tylko postawą ciała, 
w  której  przejawia  się  jej  „psychiczne  znaczenie".  (Psychiczne  zamknięcie  przejawia  się  w 
usztywnieniu  wegetatywnym,  a  psychiczna  nienawiść  w  określonej  wegetatywnej  postawie 
nienawiści. Są one identyczne i nie dają się rozdzielić). 
Utrwalona  sytuacja  wegetatywna  oddziaływuje  na  stan  psychiczny;  reakcja  na  realne 
zagrożenie  jest  identyczna  z  pobudzeniem  sympatycznego  układu  nerwowego,  które  z  kolei 
zwiększa  poziom  lęku;  zwiększony  lęk  wymaga  opancerzenia,  co  jest  równoznaczne  ze 
/wiązaniem  energii  w  pancerzu  mięśniowym.  To  zaburza  przebieg  odprowadzania  energii  i 
zwiększa napięcie, itd. 
Psychika  i  ciało  funkcjonują  więc  wegetatywnie  zarówno  jako  zależne  od  siebie,  jak  i  jako 
samodzielne systemy. 
Spróbujmy przybliżyć to korzystając z przykładu konkretnego przypadku klinicznego. 
Pewna bardzo piękna i seksualnie pociągająca pacjentka uważała sie za brzydką i nieatrakcyjną 
osobę, gdyż nie potrafiła odczuć swego dała jako jedności. Opisywała swój stan w następujący 
sposób: „Każda  część mego ciała działa bez kontaktu z resztą. Moje nogi są tu, moja  )',lowa 
tam,  i  nigdy  nie  wiem,  gdzie  są  moje  ręce.  Nie  mogę  poskładać  mojego  ciała  do  kupy". 
Cierpiała  więc  z  powodu  dobrze  znanego  zaburzenia  świadomości  Ja,  które  przybiera 
szczególnie  wyraziste  formy  w  depersonalizacji  schizoidalnej.  W  trakcie  pracy 
wegetoterapeutycz-nej  ujawniła  się  niezmiernie  dziwna  relacja  w  funkcjonowaniu  po-
'./r/.ególnych  postaw  mięśniowych  twarzy  pacjentki.  Od  samego  początku  terapii  w  oczy 
rzucała się „obojętność" jej twarzy. Stopniowo wyraz obojętności nasilał się coraz bardziej, tak 
że  pacjentka  zaczęła  cierpieć  z  tego  powodu.  Nieustannie,  nawet  jeśli  rozmowa  dotyczyła 
poważnych  spraw,  patrzyła  w  kąt  pokoju  bądź  przez  okno  z  całkowicie  obojętnym  wyrazem 
twarzy.  W  jej  oczach  pojawiał  się  przy  tym  obraz  pustki  i  „zagubienia".  Po  starannym 
rozpuszczeniu  obojętnego  wyrazu  twarzy  pojawił  się  nowy  rys,  który  wcześniej  był  jedynie 
lekko  /..i/.naczony.  Oczy  i  czoło  wyrażały  teraz  coś  zupełnie  innego  niż  dolna  Część  twarzy. 
Kiedy  wyraz  twarzy  stał  się  bardziej  wyraźny,  jasne  się  siało:  usta  i  podbródek  były  „złe", 
natomiast  oczy  i  czoło  „martwe".  Tymi  słowami  pacjentka  opisywała  swoje  wewnętrzne 
odczucia. Najpierw wydzieliłem postawę podbródka i ust. W trakcie pracy nad nią uwolniły się 
niewiarygodne  pokłady  powstrzymywanej  do  tej  pory  zaciętej  wściekłości  na  męża  i  ojca. 
Nigdy  wcześniej  nie  pozwoliła  sobie  na  uzewnętrznienie  tego  impulsu.  Do  tej  pory  był  on 
ukryty  pod  wyrazem  obojętności,  który  przyjmowała  cała  twarz,  i  dopiero  rozpuszczenie  tej 
postawy ujawniło wyraz wściekłości w dolnej części twarzy. Funkcją obojętności była obrona 
przed  męczącym  odczuwaniem  nienawiści  wokół  ust.  Po  około  dwóch  tygodniach  pracy  nad 
okolicą  ust  wyraz  złości  zniknął  całkowicie  w  wyniku  uwolnienia  się  silnej  reakcji  roz-
czarowania  pacjentki.  Jednym  z  rysów  jej  charakteru  był  przymus  nieustannego  żądania 
dowodów  miłości  i  złości,  kiedy  jej  bardzo  wysokie  wymagania  nie  były  zaspokajane.  Po 
rozsadzeniu postawy mięśni ust i podbródka preorgazmiczne drgania całego ciała pojawiły się 
początkowo  w  formie  falujących  ruchów  obejmujących  również  miednicę.  Jednak  w 

background image

określonym  miejscu  pobudzenie  genitalne  było  zawsze  wyhamowywane.  W  trakcie 
poszukiwań  funkcji  hamowania  stopniowo  nasilał  się  wyraz  oczu  i  czoła,  przyjmując  formę 
złego, krytycznego, obserwującego i uważnego spojrzenia. Dopiero teraz pacjentka zdała sobie 
sprawę, że właściwie nigdy nie „traciła głowy": zawsze musiała „być czujna". 
Uzewnętrznianie się kolejnych wegetatywnych impulsów ciała, ich coraz większa wyrazistość, 
jest jednym z najbardziej zdumiewających zjawisk, z jakimi stykamy się w wegetoterapii. Nie 
można  tego  opisać,  trzeba  tego  doświadczyć.  „Martwe"  czoło  przykrywało  więc  czoło 
„krytyczne". Kolejnym pytaniem było, jaką funkcję spełnia „krytyczne,  złe" czoło. Praca nad 
szczegółami  genitalnej  funkcji  pobudzenia  pacjentki  wykazała,  że  czoło  „pilnowało 
genitalności". Historycznie, surowy wyraz oczu i czoła wywodzi się z identyfikacji ze swoim 
ojcem,  który  reprezentował  bardzo  moralistyczne  i  ascetyczne  poglądy.  Od  wczesnego 
dzieciństwa począwszy ojciec wpajał jej nieustannie przekonanie, że niebezpiecznie jest ulegać 
swym pragnieniom seksualnym, i opisy wał destrukcję ciała zarażonego syfilisem. Teraz więc 
czoło  zamiast  ojca  pilnowało  jej,  kiedy  chciała  poddać  się  pobudzeniu  seksualnemu. 
Wyjaśnienie,  że  identyfikowała  się  z  ojcem,  jest  niewystarczające,  gdyż  pojawia  się 
natychmiast pytanie, dlaczego ta identyfikacja umiejscowią się właśnie w czole i w jaki sposób 
obecnie  podtrzymuje  tę  funkcję.  Musimy  zawsze  bardzo  dokładnie  rozróżniać  pomiędzy  hi-
storycznym wyjaśnieniem pacjenta, a aktualnym, dynamicznym wyjaśnieniem. Zazwyczaj są to 
dwie różne rzeczy. Nie uda nam się uwolnić żadnego organicznego symptomu, jeśli będziemy 
rozumieli  jedynie  jego  historyczne  znaczenie.  Potrzebna  jest  nam  wiedza  o  bieżących  za-
leżnościach funkcji (jest to coś zupełnie innego niż „bieżący konflikt"!). Wyprowadzenie uwagi 
panującej  na  czole  z  infantylnej  identyfikacji  z  krytycznym  ojcem  nie  zmieniłoby  niczego  w 
zaburzeniu  orgazmu.  Rozwój  terapeutycznego  procesu  pacjentki  pokazał,  że  ten  pogląd  jest 
słuszny,  gdyż  w  miarę  jak  obserwujący  i  krytyczny  wyraz  zastępował  na  twarzy  chorej 
„martwotę",  zaostrzało  się  tłumienie  w  sferze  genitalnej.  Z  czasem  opisana  surowość 
występowała na zmianę z wesołym, nieco dziecinnym wyrazem czoła i oczu. Czasem była więc 
w zgodzie ze swoim pragnieniem genitalnym, kiedy indziej odrzucała je. Wraz /, zastąpieniem 
krytycznej postawy czoła wesołością zniknęło również hamowanie pobudzenia genitalnego. 
Przedstawiłem  ten  przypadek  tak  dokładnie,  ponieważ  jest  on  charakterystyczny  dla  całego 
szeregu  zaburzeń  procesu  napięcia  --ładowania  aparatury  genitalnej.  „Trzymanie  głowy  w 
górze" jest bardzo szeroko rozpowszechnione. 
Nasza  pacjentka  miała  wrażenie  pokawałkowanego,  nie  trzymającego  się  razem  ciała. 
Brakowało  jej  świadomości  i  odczucia  własnej  seksualnej  i  wegetatywnej  gracji.  Jak  może 
dojść  do  tego,  że  organizm,  tworzący  jednolitą  całość,  jest  wewnętrznie  postrzegany  jako 
„rozbity"?      Wyrażenie  „depersonalizacja"  niczego  nie  tłumaczy,  lecz  samo  wymaga 
wyjaśnienia.  Co  jest przyczyną  tego,  że  poszczególne  narządy  i  obszary  mogą  funkcjonować 
samodzielnie, oddzielone  od  reszty  organizmu?  Psychologiczne  wyjaśnienia  nie  mogą  nam  tu 
pomóc, gdyż psychika jest całkowicie zależna w swojej afektywnej funkcji od funkcji ekspansji 
i  kontrakcji  wegetatywnego  aparatu  życiowego.  Zgodnie  ze  swą  strukturą  powinien  on  być 
systemem  homogenicznym.  Eksperymenty  i  praca  kliniczna  pokazują,  że  proces  napięcia--
ładowania  może  objąć  zarówno  całe  ciało,  jak  i  poszczególne  grupy  narządów.    Aparat 
wegetatywny  może  funkcjonować  jako  w  brzuchu  przywspółczulnie,  a  w  podbrzuszu 
współczulnie  hipertoniczny.  Podobnie  może  wytworzyć  w  mięśniach  ramion  napięcie,  a  w 
nogach  rozluźnienie, a  nawet  wiotkość. Jest to  możliwe  tylko dlatego, że nie  jest  on  układem 
homogenicznym.  Obszar  ust  może  być  pobudzony  będąc  seksualnie  aktywnym,  gdy  sfera 

background image

genitalna pozostaje całkowicie obojętna, a nawet odrzucająca, bądź na odwrót. Umożliwia nam 
to stworzenie mocnej podstawy do oceny danej funkcji jako „zdrowej" bądź „chorej" z punktu 
widzenia  ekonomii  seksu.  Bezsprzecznie  podstawową  oznaką  psychicznego  i  wegetatywnego 
zdrowia  jest  zdolność  organizmu  wegetatywnego  do  jednolitej  i  totalnej  funkcji  napięcia-
ładowania.  Natomiast  wyodrębnianie  poszczególnych  narządów  bądź  ich  grup  z  całości  i 
jedności  funkcji  napięcia  -ładowania  uznamy  za  patologiczne,  jeżeli  występuje  chronicznie  i 
nieustannie zaburza funkcjonowanie całości. Praca kliniczna uczy nas również, że zaburzenia 
świadomości  Ja  znikają  naprawdę  dopiero  wówczas,  kiedy  odruch  orgazmu  staje  się  w  pełni 
rozwinięty. Wówczas w wewnętrznym odczuciu wszystkie narządy i systemy ciała jednoczą się 
w jednej jedynej funkcji kontrakcji lub ekspansji. 
Z  tego  punktu  widzenia  depersonalizacja  rozumiana  jest  jako  nie-ladowanie,  tzn.  jako 
zaburzenie  wegetatywnego  pobudzenia  poszczególnych  narządów  bądź  systemów:  czubków 
palców, rąk, głowy, nóg, genitaliów itd. Brak harmonii w odczuwaniu siebie pojawia się rów-
nież wówczas, kiedy przepływ pobudzania w ciele zostaje przerwany w niektórych miejscach. 
Dotyczy to zwłaszcza dwóch miejsc: szyi,  której skurcz przerywa przepływ fali pobudzenia z 
klatki  piersiowej  do  głowy,  oraz  mięśni  miednicy,  które,  jeżeli  są  napięte,  zaburzają  przebieg 
pobudzenia z brzucha ku genitaliom i nogom. 
Badania  psychologii  analitycznej  umożliwiły  nam  zrozumienie  indywidualnej  historii  danej 
nerwicy,  zewnętrznych  przesłanek  jej  powstania,  wewnętrznego  motywu  konfliktu 
psychicznego i w końcu skutków wypierania seksualności, takich jak np. objawy neurotyczne i 
cechy charakteru. Jednak nie rozumiemy mechanizmu, dzięki któremu przeżycia z dzieciństwa, 
zewnętrzny  uraz  bądź  wewnętrzny  konflikt  psychiczny  w  chroniczny  sposób  utrwalają 
chorobliwą reakcję. 
Wciąż mamy do czynienia z kobietami, które mimo jak najlepszych zewnętrznych seksualnych 
i ekonomicznych warunków trzymają się swojej nerwicy. We wszystkich grupach społecznych 
spotykamy  dzieci,  niekiedy  dorastające  w  najbardziej  sprzyjających  warunkach  społeczno-
ekonomicznych, które nie tylko stają się neurotyczne, ale również takimi pozostają. Pracujemy 
z ludźmi cierpiącymi na „przymus powtarzania", tj. przymus nieustannego wracania do złych i 
szkodliwych  sytuacji,  który  do  tej  pory  otaczała  zazwyczaj  otoczka  mistycznego  fatalizmu. 
Żadnego z tych zjawisk nie da się wyjaśnić przy pomocy dotychczasowych poglądów. 
Największe  chyba  wrażenie  funkcja  przytrzymywania  nerwicy  sprawia  pod  koniec  terapii, 
podczas prób zbudowania orgazmicznej zdolności oddania się. Właśnie wówczas, kiedy pacjent 
bez  trudu  mógłby  sięgnąć  po  zdrowie,  pojawiają  się  najsilniejsze  reakcje  obronne.  Chorych 
opanowuje lęk przed przyjemnością, całkowicie sprzeczny z podstawową zasadą przyjemności 
życia. 
Lęk  przed  karą  za  aktywność  seksualną,  którego  chory  doświadczył  w  dzieciństwie, 
zakotwiczył  się  na  stałe  w  formie  lęku  przed  przyjemnością.  Przypominamy,  że  przyjemność 
cechuje właściwość przekształcania się w niechęć, jeśli pojawi się jej hamowanie. Jeżeli przy 
bardzo  wysokim  poziomie  pobudzenia  seksualnego  nigdy  nie  można  uzyskać  zaspokojenia 
końcowego, to z czasem pojawia się lęk nie tylko przed tym zaspokojeniem, ale również przed 
poprzedzającym je pobudzeniem. Nasycony przyjemnością proces pobudzenia staje się źródłem 
niezadowolenia. Pobudzenie pojawiające się w normalnej sytuacji nieprzerwanie napływającej 
przyjemności jest powstrzymywane przez skurcz mięśniowy, który może być bardzo bolesny, a 
dodatkowo  może  powiększyć  zastój.  Odrzucanie  przez  dzieci  w  okresie  dojrzewania 
aktywności  seksualnej  tłumaczy  fiksacja  fizjologicznego  napięcia  w  genitaliach,  która  mimo 

background image

intelektualnego i emocjonalnego zrozumienia sytuacji zamienia każde przyjemne pobudzenie w 
swoje  przeciwieństwo.  To  również  jest  przyczyną  niemożności  zaakceptowania  nawet 
niewielkich  pobudzeń.  Strukturalno-fizjologiczną  podstawę  charakterologicznej  rezygnacji  i 
skromności tworzą skurcze mięśniowe pojawiające się w trakcie narastania przyjemności. 
Stany  i  objawy  psychopatologiczne  są  więc  skutkami  wegetatywnego  (czyli  seksualno-
ekonomicznego) naruszenia równowagi energetycznej. Każde zaburzenie fizycznego poczucia 
całości obejmuje również poczucie Ja i świadomość jedności ciała. Zmusza ono jednocześnie 
do  wyrównania  („kompensacji").  Wegetatywne  poczucie  jedności,  które  stanowi  naturalną  i 
najlepszą  podstawę  silnego  poczucia  własnego  Ja,  jest  zaburzone  u  wszystkich  neurotyków. 
Uzewnętrznia  się  to  w  najróżniejszych  formach,  aż  do  całkowitego  rozbicia  osobowości. 
Pomiędzy  najprostszymi  odczuciami  bycia  zimnym  lub  sztywnym  a  schizofrenicznym 
rozdwojeniem  jaźni,  całkowitym  brakiem  kontaktu  z  otoczeniem  i  depersonalizacją  nie  ma 
różnic  zasadniczych  lecz  jedynie  ilościowe,  które  uzewnętrzniają  się  również  jakościowo. 
Poczucie  całości  wiąże  się  z  odczuwaniem  bezpośredniego  kontaktu  ze  światem.  W  chwili 
stworzenia jednolitego odruchu orgazmu pojawiają się znowu uczucia głębi i powagi, utracone 
wcześniej.  Pacjenci  przypominają  sobie  zazwyczaj  okres  wczesnego  dzieciństwa,  kiedy  ich 
poczucie  jedności  ciała  nie  było  jeszcze  zaburzone.  Głęboko  poruszeni,  opowiadają,  że  jako 
dzieci czuli się jednym z przyrodą, ze wszystkim, co ich otaczało, opowiadają, jak bardzo byli 
„żywi" i jak wszystko to w końcu zostało zniszczone i rozbite przez wychowanie. To właśnie 
rozbicie  poczucia  jedności  ciała  przez  tłumienie  seksualności  i  nieustanna  tęsknota  za 
odtworzeniem  kontaktu  ze  sobą  samym  i  światem  są  subiektywnym  źródłem  wszystkich 
odrzucających  seksualność  religii.  „Bóg"  jest  mistycznym  wyobrażeniem  wegetatywnego 
współbrzmienia Ja i przyrody. 
Zbadanie  poszczególnych  relacji  pozostawić  muszę  badaczom  indyjskiej  i  chińskiej  kultury. 
Fakty kliniczne, które próbuję tu opisać, tworzą nową perspektywę umożliwiającą zrozumienie 
nam  tych  kultur  ludzkich,  w  których  surowy  patriarchat  rodzinny,  konsekwentne  tłumienie 
seksualności  małych  dzieci  i  młodzieży  ideologia  zamknięcia  i  „samoopanowania"  tworzą 
kulturową  jedność.  Dotyczy  to  przede  wszystkim  Hindusów,  Chińczyków  i  Japończyków. 
Surowy,  odrzucający  seksualność  patriarchat,  który  pragnie  się  dalej  reprodukować,  musi  jak 
najsurowiej  tłumić  seksualne  odruchy  dzieci,  czego  efektem  jest  lęk  i  wściekłość.  Jest  to 
sprzeczne z patriarchalną kulturą rodzinną i wymaga stworzenia ideologii samoopanowania, a 
więc  umiejętności  wytrzymywania  największego  nawet  bólu  bez  skargi.  Co  więcej,  wymaga 
przezwyciężenia  całego  życia  emocjonalnego,  zarówno  przyjemności,  jak  i  cierpienia.  Ten 
temat  odnaleźć  możemy  w  buddyjskiej  ideologii  braku  cierpienia.  Z  tego  punktu  widzenia 
zrozumiałe  stają  się  też  ćwiczenia  oddechowe  jogi.  Technika  oddechowego  rytuału  jogi  jest 
dokładnym przeciwieństwem techniki oddechowej, którą stosujemy u naszych pacjentów, aby 
uwolnić  wegetatywne  pobudzenia  afektywne.  Celem  praktyki  oddechu  jogi  jest  zwalczenie 
pobudzeń  afektywnych  i  odzyskanie  spokoju.  Cały  ten  rytuał  w  swoim  rozdwojeniu 
przypomina  działania  przymusowe.  Opowiadano  mi,  że  przeciwieństwem  pożądanego  braku 
emocji  jest  sztuka  uzyskiwania  przy  pomocy  określonych  technik  oddechowych  dobrego 
samopoczucia  czy  wręcz  ekstazy.  Ekstremum  przypominającego  maskę,  sztywnego  wyrazu 
twarzy  typowego  Hindusa,  Chińczyka  czy  Japończyka  jest  zdolność  wchodzenia  w  głębokie 
stany ekstazy. Fakt, że technika jogi mogła upowszechnić się także w Europie i Ameryce, jest 
efektem tego, że ludzie z tych kręgów kulturowych poszukują środków, które umożliwiłyby im 
uzyskanie  kontroli  nad  swymi  naturalnymi  odruchami  wegetatywnymi  i  jednocześnie 

background image

usuwałyby lęk. W rzeczywistości krążą wokół odkrycia orgazmicznej funkcji życiowej. 
Nie  wchodząc  tym  razem  w  szczegóły,  chcę  wskazać  tu  na  jeszcze  jedno  zjawisko,  które 
odgrywa  w  naszym  współczesnym  życiu  społecznym  ogromnie  destrukcyjną  rolę:  chodzi  o 
„wojskową  postawę"  propagowaną  i  narzucaną  przede  wszystkim  przez  faszystów.  „Postawa 
na baczność" jest dokładnym przeciwieństwem postawy naturalnej, rozluźnionej i elastycznej. 
Kark ma być mocno napięty, głowa wyciągnięta do przodu, oczy wytrzeszczone i skierowane w 
pustkę, podbródek i usta powinny mieć twardy, „męski" wyraz, klatka piersiowa być wypięta 
do  przodu,  wyprostowane  ręce  przylegać  do  ciała,  a  napięte  dłonie  dotykać  szwu  spodni. 
Najistotniejszą  oznaką  przekonującą,  że  celem  tej  techniki  jest  tłumienie  pobudzenia 
seksualnego, jest przepis nakazujący wciąganie brzucha i wycofywanie miednicy do tyłu. Nogi 
w  tej  postawie  są  sztywne  i  napięte.  Spróbujmy  przenieść  się  teraz  na  chwilę  w  sytuację 
pacjentów,  którzy  walczą  z  każdym  pobudzeniem  afektywnym,  ze  wszystkich  sił  starając  się 
opanować.  Napinają  ramiona  i  kark,  wciągają  miednicę  i  brzuch,  ręce  przyciągają  do  ciała, 
wyprężają nogi. Podobieństwo jest jeszcze głębsze, gdyż napięcie i wyciągnięcie stawów stóp 
jest  typowym  klinicznym  objawem  próby  sztucznego  opanowania  emocji.  A  ta  postawa  jest 
wymagana  podczas  pruskiego  marszu  paradnego.  Poddawani  takiemu  wychowaniu  ludzie, 
których  ciała  zmuszane  są  do  przyjmowania  takiej  postawy,  nie  są  zdolni  do  odczuwania 
naturalnych  impulsów  wegetatywnych.  Stają  się  maszynami,  które  bez  oporu  wykonują 
zmechanizowane ruchy, bez cienia wątpliwości powtarzają zawsze: „Tak jest, panie oficerze" i 
całkowicie  mechanicznie  strzelają  do  swych  własnych  braci,  ojców,  matek  i  sióstr. 
Wychowanie  wymuszające  sztywną,  nienaturalną  postawę  jest  jednym  z  najważniejszych 
środków  dyktatorskiego  porządku  społecznego,  gdyż  umożliwia  wytworzenie  pozbawionych 
własnej  woli,  automatycznie  funkcjonujących  organizmów.  I  nie  jest  to  bynajmniej 
„indywidualny problem", lecz zjawisko, które dotyczy samego rdzenia struktury współczesnej 
ludzkości.  Obejmuje  ogromne  kręgi  kulturowe,  niszcząc  radość  życia  i  szczęście  milionów 
ludzi.  Widzimy  więc,  że  prosta  linia  prowadzi  od  dziecięcej  praktyki  powstrzymywania 
oddechu dla stłumienia pragnienia masturbacji, poprzez blokady mięśniowe naszych chorych, 
do militarnej postawy narodowych socjalistów i w ogóle wszystkich militarystów, wreszcie do 
autodestrukcyjnych technik samoopanowania wielkich kultur. 
Muszę ograniczyć się tu do zasygnalizowania tego problemu. Nie ulega jednak wątpliwości, że 
w  przyszłości  trzeba  będzie  gruntownie  zgłębić  problem  znaczenia  postawy  ciała  dla 
strukturalnej reprodukcji porządku społecznego i znaleźć praktyczne sposoby jego opanowania. 
Dzieci,  chociaż  bardzo  tęsknią  za  swoją  wegetatywną  żywotnością  i  wolnością,  boją  się  jej  i 
bez sprzeciwu pozwalają nałożyć sobie jarzmo tłumiące ich naturalne impulsy, jeżeli nie mogą 
znaleźć takich warun

ków, 

w których mogłyby w miarę bezkonfliktowo realizować swoją młodą 

żywotność.  Jedną  z  wielkich  tajemnic  psychologii  tłumu  jest  to,  że  przeciętny  osobnik, 
przeciętne dziecko, przeciętny młody człowiek woli zrezygnować ze szczęścia, jeżeli walka o 
radość  życia  powoduje  zbyt  wielki  ból.  Propaganda  szczęścia,  której  brak  zrozumienia  psy-
chicznych i społecznych przesłanek niezbędnych dla zaistnienia pełnego radości i energii życia 
i  której  nie  towarzyszą  żadne  odpowiednie  działania,  pozostanie  zawsze  jedynie  czczą 
gadaniną. 
 
 
 
 

background image

Także  „bunt"  szczególnie  „rebelianckich  charakterów"  niczemu  nie  służy.  Konieczne  jest 
natomiast, aby: 
upowszechnić      dokładne      zrozumienie      mechanizmów,      które  służą  patologicznemu 
opanowaniu emocji; 
zebrać  jak  najwięcej  doświadczeń  z  praktycznej  pracy  z  dziećmi  na  temat  tego,  jak  dzieci 
zachowują się wobec swoich naturalnych pobudzeń afektywnych w istniejących warunkach; 
opracować  przesłanki  wychowawcze  dla  stworzenia  harmonii  pomiędzy  wegetatywną 
żywotnością a socjalizacją; 
stworzyć ogólne społeczne i ekonomiczne podstawy umożliwia jące ich realizację. 
Człowiek  osiągnął  wiele  w  dziedzinie  budowy  i  opanowania  maszyn.  Lecz  dopiero  od 
czterdziestu lat próbuje zrozumieć siebie. Duchowej zarazy zatruwającej nasze stulecie nie da 
się wyplenić, jeżeli nie opanujemy biologicznej energii człowieka. Droga badań naukowych i 
rozwiązywania  podstawowych  problemów  życia  jest  długa  i  ciernista,  będąc  całkowitym 
przeciwieństwem politykierskiej ignorancji i impertynencji. Mamy podstawy, aby wierzyć, że 
nauce  uda  się  w  końcu  tak  samo  kierować  energią  biologiczną  jak  dzisiaj  elektrycznością. 
Dopiero wówczas uda nam się wyplenić duchową zarazę. 
 

6. Typowe  choroby  psychosomatyczne:  skutki  chronicznej  nadczynności  układu 

sympatycznego.  
 

Wiemy  dostatecznie  wiele  o  istocie  sympatikotonii,  aby  uzyskać  sumaryczny  ogląd  całego 
rzędu  chorób,  których  źródłem  jest  impotencja  orgazmiczna.  Lęk  przed  orgazmem  jest 
przyczyną chronicznej sympatikotonii, ta z kolei powoduje powstanie impotencji orgazmicznej, 
która  ze  swej  strony  utrwala  sympatikotonię.  Jej  głównymi  cechami  są  chroniczna  postawa 
przytrzymywania  oddechu  w  klatce  piersiowej  i  ograniczenie  pełnego  wydechu.  Postawa  ta 
spełnia  przede  wszystkim  funkcję  nie  dopuszczenia  do  pojawienia  się  doznań  z  narządów  i 
emocji, które normalny wydech mógłby sprowokować. Chroniczna postawa lękowa ciała jest 
przyczyną licznych schorzeń. 
Nadciśnienie układu sercowo-naczyniowego. Naczynia peryferyjne są przez cały czas zwężone 
i  nie  mogą  swobodnie  rozszerzać  się  i  zwężać,  tak  że  serce  musi  nieustannie  wykonywać 
większą pracę przepychając krew przez sztywne naczynia. Przyspieszony rytm pracy 
serca,  wysokie  ciśnienie  krwi  i  skłonność  do  pojawiania  się  ucisku  w  klatce  piersiowej, 
pogłębiającego  się  aż  do  ataków  lęku  sercowego,  są  również  objawami  choroby  Basedowa. 
Należałoby  sprawdzić,  w  jakim  stopniu  zaburzenia  wydzielania  tyroksyny  są  zjawiskiem 
pierwotnym,  a  na  ile  jedynie  wtórnym  objawem  ogólnej  sympatikotonii.  Również 
arterioskleroza,  którą  charakteryzuje  zwapnienie  ścianek  naczyniowych,  zaskakująco  często 
występuje  u  ludzi  cierpiących  całymi  latami  na  funkcjonalne  nadciśnienie.  Jest  wysoce 
prawdopodobne,  że  nawet  wady  zastawek  serca  i  inne  formy  organicznych  chorób  serca 
stanowią reakcję organizmu na chroniczne nadciśnienie układu naczyniowego. 
Reumatyzm mięśni. Chroniczna postawa powstrzymywania nie wystarcza na dłuższą metę, by 
w  pełni  opanować  bioenergetyczne  pobudzenia  autonomicznego  układu  nerwowego.  Aby 
wesprzeć  nadciśnienie  naczyniowe,  pojawia  się  chroniczne  napięcie  mięśni,  pancerz 
mięśniowy. Trwające całymi latami napięcie mięśniowe prowadzi do chronicznego przykurczu 
i  tworzenia  węzłów  reumatycznych  w  wyniku  odkładania  stałych  substancji  w  wiązkach 
mięśni.  W  tym  ostatszcze  mięśnie  dolnej  części  twarzy,  których  chroniczne  napięcie  nadaje 

background image

twarzy pełen złości i zaciętości wyraz. 
W  dolnej  części  ciała  szczególnie  często  atakowane  są  mięśnie  ściągające  miednicę  i  będące 
przyczyną  skrzywienia  kręgosłupa  ku  przodowi.  Wiemy,  że  funkcją  chronicznego  ściągania 
miednicy jest niedopuszczenie do pojawienia się pobudzenia genitalnego. Dokładnego zbadania 
pod tym  kątem  wymaga  postrzał.  Spotykamy  go bardzo często  u pacjentów, których  mięśnie 
pośladkowe  są  chronicznie  spięte  w  celu  powstrzymania  sensacji  analnych  w  odbycie. 
Następna grupa mięśni, w której często pojawia się reumatyzm, składa się z powierzchniowych 
i  głębokich  mięśni  przywodzących  ud,  odpowiedzialnych  za  „ściskanie  nóg".  Zwłaszcza 
kobiety  używają  ich,  aby  stłumić  pobudzenie  genitalne.  W  praktyce  wegetoterapeutycznej 
pojawiło się określenie „mięśnie moralności". Wiedeński anatom Julius Tandler nazywał je żar-
tobliwie  „custodes  virginitatis"  („strażnicy  dziewictwa").  Można  wyczuć  te  grupy  mięśni  nie 
tylko  u  osób  cierpiących  na  reumatyzm  mięśni,  lecz  również  w  wielu  innych  przypadkach 
nerwicy charakteru, jako grube, nie dające się rozluźnić, wrażliwe na dotyk bryły po wewnętrz-
nej  stronie  ud.  Należy  wymienić  tu  również  mięśnie  prostujące  staw  kolanowy,  które 
przebiegają  od  dolnej  części  miednicy  do  górnej  części  kości  piszczelowej.  Ich  chroniczne 
napięcie służy stłumieniu pobudzeń płynących z dna miednicy. 
Duże przednie mięśnie klatki piersiowej stają się chronicznie napięte i guzowate, jeżeli utrwala 
się  postawa  powstrzymywania.  Skutkiem  tego  są  nerwobóle  międzyżebrowe,  które  znikają, 
kiedy uda się rozluźnić te mięśnie. 
Mamy  wszelkie  podstawy,  aby  przypuszczać,  że  rozedma  płuc  wraz  z  nieodłącznym 
beczkowatym  kształtem  nadętej  klatki  piersiowej  jest  rezultatem  bardzo  silnej  chronicznej 
postawy  powstrzymywania.  Musimy  pamiętać,  że  każda  chroniczna  fiksacja  określonej 
postawy upośledza elastyczność tkanek, a w przypadku rozedmy płuc są nimi 
elastyczne włókna oskrzeli. Astma oskrzelowa. Nie jest jeszcze jasne, jaki związek istnieje po 
między  tą  chorobą  a  sympatikotonią.  Wrzody  żołądka.  Chronicznej  nadaktywności  układu 
sympatycznego towarzyszy zgodnie z tabelą ze str. 308 nadmierne wydzielanie kwasów. Z tego 
powodu  sok  żołądkowy  staje  się  nadmiernie  żrący  i  zmniejsza  się  zasadowość.    Śluzówka 
żołądka wystawiona jest na działanie kwasu.  Wrzód umiejscawia się zazwyczaj  mniej więcej 
ponim  stadium  proces  chorobowy  nie  daje  się  już  odwrócić.  W  wegetoterapii  reumatyzmu 
możemy stwierdzić, że obejmuje on zazwyczaj te grupy mięśni, które w największym stopniu 
uczestniczą w tłumie niu emocji i wrażeń płynących z poszczególnych narządów. Reumatyzm 
mięśni atakuje przede wszystkim mięśnie karku („sztywność karku", „upór"), obszar pomiędzy 
łopatkami, miejsce, w którym ramiona zostają ściągnięte przez mięśnie uznawane przez analizę 
charakteru za odpowiedzialne za „samoopanowanie" i „powstrzymywanie się". Choroba bardzo 
często pojawia się w obu grubych mięśniach szyi przebiega jących od potylicy do mostka (Mm. 
sternocleidomastoidei).  Chroniczne  napięcie  tych  mięśni  związane  jest  z  nieświadomym, 
stałym powstrzymywaniem wściekłości. Jeden z cierpiących na reumatyzm pacjentów określił 
te grudy mięśni jako „mięśnie przekory". Do nich dochodzą je środku tylnej ścianki żołądka, za 
którą  znajduje  się  trzustka  i  splot  słoneczny.  Wszystko  przemawia  za  tym,  że  wegetatywne 
nerwy  tylnej  ścianki  ściągają  się  w  stanie  nadmiernej  aktywności  układu  sympatycznego, 
uniemożliwiając  obronę  przed  atakiem  kwasu  na  śluzówkę.  Wrzód  żołądka  tak  często 
towarzyszy chronicznym zaburzeniom emocjonalnym, że jego psychosomatyczny charakter nie 
pozostawia najmniejszych wątpliwości. 
 
 

background image

Wszelkiego rodzaju kurcze mięśni gładkich: 
Spazmatyczne    ataki  obu  ujść  żołądka,    cardiospasmus  będący  przyczyną  kurczu  żołądka  i 
pylorospazmus u dolnego ujścia; 
Chroniczna  obstrukcja  na  skutek  zamarcia  bądź  obniżenia  funkcji  napięcia-ładowania  w 
jelitach.  Towarzyszy  zawsze  ogólnej  nadaktywności  układu  sympatycznego  i  chronicznej 
postawie powstrzymywania. Jest jedną z najbardziej rozpowszechnionych chronicznych cho 
rób; 
Hemoroidy  będące  skutkiem  chronicznego  skurczu  mięśni  zwieraczy  odbytu.  Krew  w  żyłach 
położonych  na  zewnątrz  napiętego  sphincter  jest  przepychana  mechanicznie,  ścianki 
naczyniowe są w niektórych miejscach rozszerzone i rozciągnięte; 
Skurcz pochwy będący przejawem kontrakcji mięśni gładkich pochwy. 
Miiller* w swojej znanej pracy De Lebensnerven wymienia cały szereg chorób krwi, takich jak 
blednica  i  niektóre  formy  anemii,  jako  choroby  układu  sympatycznego.  Nadmiar  dwutlenku 
węgla  we  krwi  i  tkankach.  Dzięki  podstawowym  badaniom  wiedeńskiego  uczonego 
Wartburga**  nad  wymianą  gazową  w  tkankach  rakowych  jasne  stało  się,  że  chronicznie 
obniżone  wydalanie  w  wyniku  nadmiernej  aktywności  układu  sympatycznego  jest  jednym  z 
ważnych  elementów  warunkujących  zachorowanie  na  raka.  Ograniczenie  zewnętrznego 
oddechu prowadzi do upośledzonego od dychania wewnętrznego. Chronicznie niedostatecznie 
utlenione  i  nie  naładowane  narządy  szybciej  ulegają  wywołującym  raka  bodźcom  ani  żeli 
narządy  dobrze  oddychające.  Związek  pomiędzy  wyhamowaniem  wydalania  gazów  w 
sympatikotonicznej  nerwicy  charakteru  a  odkrytym  przez  Wartburga  zaburzeniem  oddechu 
dotkniętych  rakiem  na

 

rządów  stał  się  punktem  wyjściowym  dla  seksualno-ekonomicznych 

badań nad rakiem. Nie możemy tu dokładniej zająć się tym tematem, ale musimy wspomnieć, 
że rak atakuje u kobiet głównie narządy genitalne. Istniejący tu związek z oziębłością rzuca się 
wprost  w  oczy  i  znany  jest  wielu  ginekologom.  Oprócz  tego  chroniczna  obstrukcja  stwarza 
często bazę dla choroby nowotworowej jelita grubego. 
Ten  sumaryczny  przegląd  w  żadnym  wypadku  nie  ma  zastąpić  niezbędnego  szczegółowego 
opracowania.  Nie  jest  to  praca,  której  mógłby  podjąć  się  jeden  człowiek,  wymaga  ona 
współpracy wielu lekarzy i badaczy. Istotne było tu dla mnie, aby wskazać na ogromny obszar 
patologu  narządów  ściśle  związany  z  tematem  funkcji  orgazmu.  Chciałem  wskazać  na 
pomijane  do  tej  pory  związki  i  zaapelować  do  sumień  lekarzy,  aby  potraktowali  seksualne 
zaburzenia  pacjentów  z  taką  powagą,  na  jaką  z  całą  pewnością  zasługują,  aby  wymagali  od 
swoich  studentów  znajomości  teorii  orgazmu  i  ogólnej  seksuologii,  tak  by  ci  mogli  później 
zaspokoić ogromne potrzeby społeczeństwa. Ważne jest, aby lekarze nie zamknęli się w swoich 
laboratoriach,  aby  potrafili  prawidłowo  powiązać  to,  co  widzą  pod  mikroskopem,  z  au-
tonomiczną funkcją życiową całego organizmu. Lekarz musi opanować tę całościową funkcję 
we wszystkich jej biologicznych i psychicznych  aspektach i zrozumieć w końcu, że społeczne 
oddziaływanie  na  funkcję  napięcia-ładowania  organizmu  i  jego  narządów  ma  decydujące 
znaczenie  dla  stanu  zdrowia  osób,  którymi  się  opiekuje.  Medycyna  psychosomatyczna,  która 
obecnie stanowi specyficzne zajęcie kilku amatorów i specjalistów, wkrótce mogłaby wytyczyć 
ogólne ramy medycyny przyszłości. 
Lecz  jeżeli  w  dalszym  ciągu  będzie  się  mylić  seksualną  funkcję  żywego  organizmu  z 
patologicznymi poglądami znerwicowanych osób i przemysłem pornograficznym — nie uda się 
tego osiągnąć. 
 

background image

Społeczny bałagan życia seksualnego 

 
 

 
 

Zaburzenie funkcji napięcia – ładowania 

 

 
 
 

Chroniczna postawa powstrzymywania 

 
 

 
 
 

Choroby psychiczne"   

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

impotencja i oziębłość

 

nerwica objawowa

 

nerwica charakteru

 

perwersje

 

psychopatia

 

psychoza

 

przestępczość neurotyczna

 

debilizm

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Choroby fizyczne 
wysokie ryzyko zachorowania na 
raka (nadmiar CO2) nadciśnienie układu 
naczyniowego choroba Basedowa rozedma płuc 
reumatyzm  mięśni  i  artretyzm  obstrukcja  i 
hemoroidy ogólne zaburzenie równowagi 
wegetatywnej pląsawica epilepsja 
skurcz  naczyniowy  Raynandera  blednica  wrzody 
żołądka tiki otyłość 

 

background image