background image

Czy supermarkety są nam potrzebne?

 

 

„Wygodne, dużo towaru i  niskie ceny. Supermarkety mają wiele dobrych cech.  Więc  czemu 
niektórzy tak się oburzają na supermarkety?
  

Część ludzi mówi, że z supermarketów nie ma nic pożytecznego. Że oni nic nie produkują a 
tylko sprzedają towar poczym wywożą zyski za granice. I Polacy nic z tego nie mają. Warto o 
tym porozmawiać, bo Polacy mają coś z supermarketów i to coś dobrego. 
 

Mają niskie ceny i to jest sprawa najważniejsza. Cały problem wokół supermarketów polega 
na  wydajności.  W  dużym  sklepie  jest  dużo  towaru  i  ceny  mogą  wtedy  być  obniżone. 
Stosunkowo  mniej  ludzi  jest  potrzebnych  do  pracy  w  supermarkecie  niż  w  mniejszych 
sklepach. Małe sklepiki, które sprzedają za wyższe ceny, mają trudności żeby sprostać takiej 
konkurencji. 
I teraz pytanie? Czy rozpowszechnianie supermarketów jest dobre?
  

Ceny są niższe, ale spora cześć małych sklepów zniknie. Odpowiedz brzmi tak. To jest dobre 
dla konsumenta i to jest najważniejsze. (…) „
  

http://bellafon.bblog.pl/wpis,czy;supermarkety;sa;nam;potrzebne,5059.html

  

Powyższy artykuł przypadkowo został znaleziony w sieci. Stał się katalizatorem do napisania 
kilku kontrargumentów. Warto zapoznać się z całością i tokiem rozumowania autora.  

Magia czy mania wielkości?  

W  dzisiejszym  świecie  markety,  supermarkety  i  hipermarkety  pochłaniają  znaczną  część 
rynku. Nie ukrywajmy – żywność w marketach jest tańsza – tegoroczne badania pokazują, że 
za  zakupy  rzędu  120  zł  zrobione  w  małym  sklepie  w  markecie  zapłacimy  o  20  zł  mniej. 
Dlatego nic dziwnego, że w Polsce w 2007 roku ubyło ponad 5 proc. najmniejszych sklepów 
spożywczych,  których  ciągle  jest  jednak  niemal  67  tys.  Ogółem  zakupy  ogólnospożywcze 
można  zrobić  w  ponad  107  tys.  placówek,  ale  ich  liczba  systematycznie  maleje  (źródło 
Rzeczpospolita, 31-12-2008).  

Markety  oprócz  cen  posiadają  szereg  innych  udogodnień.  Skupiają  w  jednym  miejscu 
artykuły z różnych dziedzin  – nie trzeba iść do piekarni, cukierni,  warzywniaka i  potem do 
elektrycznego,  skoro  wszystko  jest  w  jednym  miejscu.  I  taniej.  Człowiek  atakowany  przez 
sprzedawcę  słowami:  „Co  podać?!”  często  czuje  się  nieswojo.  Zapewne  chciałby  towar 
obejrzeć, powąchać, a tymczasem za nim cała kolejka zdenerwowanych ludzi, którzy pragną 
szybkiej obsługi. Krępujące. W TESCO nie ma takich problemów. Przechadzamy się wśród 
półeczek,  oglądamy,  dotykamy  (niektórzy  smakują)  i  nikt  nas  nie  naciska  i  nie  stresuje.  W 
markecie gra ładna muzyczka, jest ciepło (zimą) lub chłodno (latem). Idealna atmosfera. I te 
ceny…  To  matnia  hipermarketu.  Towar  zróżnicowany,  ładnie  wyłożony,  zaprezentowany, 
wszystko  z  wykorzystaniem  najbardziej  perfidnych  technik  nakręcania  sprzedaży  –  zauważ, 

background image

że w „porządnym” sklepie chleba nie znajdzie się obok wejścia – pieczywo jest w najdalszym 
zakątku sklepu. Robi się tak, bo większość ludzi kupuje ten towar i aby do niego się  dostać 
przemierzy  hektary  powierzchni  sklepowej,  co  daje  pewne  prawdopodobieństwo,  że  coś 
wpadnie im w oko i to kupią. Istotną rolę w marketach odgrywa oświetlenie. Udowodniono, 
że  odpowiednio  oświetlone  owoce  czy  mięsa  i  wędliny  sprzedają  się  lepiej,  bo  ich  wygląd 
bardziej nas kusi. W bokach regałów montowane są lustra, by wywołać wrażenie, że towaru 
jest  2  razy  więcej.  Ludzie  negatywnie  reagują  na  sklep  słabo  dotowarowany.  Kolejny  as  w 
rękawie marketowym to godziny otwarcia. W Polsce jeszcze nie często spotyka się markety 
całodobowe, ale w krajach zachodnich jest ich sporo. To często przesądza o naszej decyzji, 
np. gdy popsuje się nam kabel antenowy, a tu za 20 min nocne powtórki „M jak Miłość”. Nie 
należy  zapominać  także  o  magicznym  5.99,  które  nijak  nie  jest  przez  nasz  umysł 
interpretowane jako 6. To naprawdę poniżej pasa – POWINNI TEGO ZABRONIĆ. Możesz 
bić się w pierś, wmawiać, że jesteś inteligentny i doskonale wiesz, że 5.99 to bez mała 6 zł. 
Nie masz racji. To jak odruch bezwarunkowy. Ta sztuczka działa podświadomie na każdego. 
Zinterpretujesz  pierwsze  cyfry  ignorując  resztę.  Gdy  do  tej  piekielnej  machinerii  dodamy 
jeszcze kolejny trik psychologiczny – „PROMOCJA”, to mamy niezła maszynkę do robienia 
pieniędzy. Nic tak nie karmi konsumenckiej części naszych dusz, jak świadomość, że udało 
się  nam  kupić  coś  bardzo  okazyjnie,  prawie  za  darmochę,  wręcz  za  bezcen.  Wracamy  do 
domów ucieszeni, że mamy spodnie, które naiwniacy kupowali po 200 zł a my w promocji 
dostaliśmy  za  70  zł.  Warto  było  poczekać  na  „Noc  przecen”  w  galerii.  Szkoda,  że 
zapominamy o tym, że żaden sprzedawca nie pozwoli sobie na „dokładanie” do biznesu, i w 
jego oczach dajemy mu zarobić mniej, niż zdzierał w trakcie sezonu. Chińczyk i tak dostaje 
za to kilka yuanów.  

Czy  takie  coś  nie  zniesmacza?  Ta  wszechobecna  manipulacja?  Ta  gonitwa  za  zyskiem?  Za 
każdym klientem? I to „poniżej pasa” ? Jeśli ceny są niskie, to dlaczego nie? To nasze dobro, 
dobro  konsumenckie.  Nic  bardziej  złudnego.  Światem  rządzi  pewne  święte  prawo  zwane 
zasadą 

zachowania 

energii 

– 

parafrazując 

– 

coś 

za 

coś. 

Jak  myślisz  gdzie  tkwi  sekret?  Przecież  musi  być  coś  kosztem  czegoś!  I  jest.  Ale  by  to 
zobaczyć, trzeba sięgnąć tam, gdzie wzrok (konsumencki) nie sięga.  

Ceny  

Koszta  hipermarketu  w  porównaniu  z  kosztami  małego  sklepu  i  przeliczeniu  na  ilość 
asortymentu  i  powierzchnię  są  wielokrotnie  niższe.  Dodatkowo  doradcy  prawni  wielkich 
korporacji  stosują  szereg  wybiegów  prawnych,  by  ograniczyć  koszta  inwestycyjne  i 
utrzymaniowe.  Stosuje  się  także  rozmaite  sztuczki,  by  unikać  płacenia  podatków.  Ceny 
hurtowe towarów w marketach zawsze będą bardziej atrakcyjne, bo sieć otrzymuje rabaty na 
olbrzymie  zamówienia,  jakie  składa.  Ale  co  z  produktami  importowymi,  jak  np.  niemiecki 
towar z sieci „Lidl”? Lub słynne „wyprodukowane dla Biedronka”? Niekiedy różnica tkwi w 
etykiecie,  ale  często  cena  jest  wykładnikiem  jakości.  Przyglądając  się  towarom 
„biedronkowym” można zauważyć, że np. napoje produkuje Hortex – podobnie inne produkty 
„tańsze” produkowane są przez gigantów jakości. Można by przypuszczać, że w napoju nie 
robi  to  kolosalnej  różnicy,  ale  co  w  przypadku  nabiału  czy  wędlin?  Lepiej  nie  ryzykować. 
Szczególnie  z  parówkami,  pasztetami  i  mięsem.  Markety  nie  zaopatrują  się  w  małych 
masarniach,  drobnych  plantacji  warzyw  i  owoców,  które  mają  sporą  rotację  wyrobów. 
Zaopatrywane są przez fabryki żywności – gdzie nacisk idzie na ilość– mniej na jakość. Im 
mniejszy  koszt  produkcji  –  tym  lepiej.  Najgorsze,  co  możemy  zrobić,  to  wytępić  małe 
„zdrowsze” sklepiki i zdeterminować nasze żywienie marketowymi półkami. Zakup mięsa z 
marketu  wiąże  się  z  pewnym  ryzykiem,  co  do  jego  świeżości.  Z  pewnością  sytuacje,  gdzie 

background image

olbrzymie  magazyny  marketów  pełne  są  zalegającego  towaru  są  częste  –  tak  wielki  sklep 
musi  mieć  „bufor”,  by  nie  brakło  jakiegoś  towaru.  Często  taki  bufor  –  trzeba  opróżnić. 
Wielokrotnie  rozmawiając  ze  znajomymi,  którzy  dorabiali  pracując  w  hipermarketach 
spotkałem  się  z  opowieściami  o  myciu  kurczaków  i  kiełbas,  moczeniu  wędlin  w  różnych 
dziwnych  chemikaliach,  etc.  Oczywiście  o  podobne  praktyki  można  by  przecież  posądzić 
drobnych sklepikarzy. Jednak oni mają mniejsze magazyny i tam towar nie zalega długo.  

Pracownicy  

Trąbione  było  w  mediach  o  wyzysku  pracowników.  Nie  trzeba  daleko  sięgać  pamięcią. 
Słynna  afera  w  Biedronce,  gdzie  kobiety  dźwigały  olbrzymie  ciężary,  strajki  w  TESCO  z 
powodu niskich płac i nieludzkich warunków pracy, etc. Pracownik, który kosztuje sieć 1000 
zł  przynosi  zysk  11  000  zł  (źródło  http://bazar24.pl).  Pensje  w  marketach  nie  są 
oszałamiające,  a  pracować  trzeba  w  soboty  i  niedziele.  Całe  szczęście,  że  wyszła  ustawa 
zakazująca  pracy  w  dni  świąteczne  pracownikom,  którzy  nie  są  właścicielami  sklepu. 
Zatrudnionych na podstawie umowy  cywilnoprawnej  nie obowiązują zapisy kodeksu pracy, 
mogą pracować nie 5 dni w tygodniu lecz np. 7 dni, bez 11-godzinnego odpoczynku.  

Kapitał  

Nie  dość,  że  korporacje  stosują  wybiegi  prawno-podatkowe,  to  zarobione  pieniądze 
przekazywane  są  zagranicznym  właścicielom.  Pieniądz  jest  „wywożony”  z  naszego  kraju, 
zamiast  wpadać  w  obieg  i  zasilać  polskie  inwestycje.  Tabliczki  w  stylu  „Dobre,  bo  nasze”, 
„Kupuj polskie produkty” budują nam pewnego rodzaju iluzję. Wydaje się nam, że wkładamy 
pieniążki  w  ojczysty  przemysł  kupując  „nasz  produkt”.  Owszem,  nie  jest  to  kłamstwem. 
Jednak  zyski  z  tego  zakupu  nic  z  Polską  wspólnego  nie  mają,  bo  trafiają  za  granicę.  Po 
nazwach  takich,  jak  Champion,  Carrefour  czy  TESCO  można  wywnioskować,  że 
inwestujemy w obcy kapitał (odpowiednio francuski i brytyjski). Ale uwierzysz, że kupując w 
Biedronce  czy  Plusie  nabijasz  kasę  Portugalczykom?  POLO  market  to  jedna  z  nielicznych 
sieci, których kapitał jest 100%owo polski (podobnie przejęta przez POLOMarket sieć ABC). 
Poniższe zestawienie stanowi miłe zaskoczenie. To sieci handlowe, które mogą wydawać się 
nie 

polskie, 

są 

100%-tach 

oparte 

na 

polskim 

kapitale: 

• 

EMPIK 

• 

Big 

Star 

Limited 

• 

Avans 

• 

Fotojoker 

• 

House 

• 

MediaExpert 

• 

NeoNet 

• 

Piotr 

Paweł 

• 

RTV 

Euro 

AGD 

• 

Reserved 

• 

SMYK 

• Żabka  

Krajowi dostawcy  

Również  i  ta  grupa  jest  poniekąd  poszkodowana  w  marketowych  praktykach.  Dostawcy 
muszą  akceptować  warunki  narzucane  im  przez  koncerny.  Powszechną  praktyką  jest 

background image

odraczanie  terminów  płatności,  które  daje  marketom  skumulowany  kapitał,  którym  można 
obracać na rynku. I to wszystko uchodzi na sucho.  

Czy markety są nam potrzebne?  

Z punktu widzenia bezmyślnego zjadacza i konsumenta – tak. W dużych skupiskach ludności, 
ja  wielkie  miasta  nie  można  w  inny  sposób  zaspokoić  głodu  konsumpcji.  Rozsądek 
podpowiada  jednak,  że  nie.  Nie  potrzebujemy  marketów  na  takich  zasadach,  na  jakich 
działają  i  z  czarną  perspektywą,  jaką  niesie  ich  polityka.  Potrzebujemy  konkurencyjności  i 
niskich  cen,  ale  również  towarów  o  wysokiej  jakości.  Potrzebujemy  rozwoju  naszej 
gospodarki i handlu, a nie wspierania zagranicy. Potrzebujemy godziwych warunków pracy, a 
nie  wyzysku.  Pamiętajmy,  że  to  od  nas  zależy  ich  byt  i  czy  staniemy  się  ich  niewolnikami 
pozwalając im na monopol. Kolejny raz kłania się zdrowy rozsądek i szczypta wyobraźni.  

Niewątpliwie  polska  mentalność  to  największa  zapora  przeciwko  ogromnym  sieciom 
handlowym.  Polski  rynek  jest  jednym  z  najbardziej  specyficznych  rynków  detalicznych  w 
Europie.  Mniej  więcej  po  połowie  udziałów  w  ujęciu  wartościowym  przypada  na  handel 
tradycyjny  i  duże  sieci.  Badania  wykazują,  że  chętnie  robimy  zakupy  w  małych  sklepach 
blisko domu. Dlatego w odróżnieniu od innych państw europejskich u nas osiedlowe sklepiki 
trzymają się mocno. I niech tak pozostanie.  

Gdy  wybierzesz  się  do  Real,  Auchan,  TESCO  czy  innego  marketu  –  przemyśl  sobie  kilka 
kwestii. Zwróć uwagę na skład i jakość towarów, które kupujesz za podejrzanie niską cenę. 
Kupując  mięsa  staraj  się  wybierać  te  foliowane  z  datami  ważności,  których  nie  da  się 
„domyć”. Pod żadnym pozorem nie kupuj posiłków gotowanych w kuchniach przy marketach 
–  to  miejsca  utylizacji  produktów,  których  niejadalność  można  ukryć  przez  przetworzenie. 
Bądź wyrozumiały, gdy kasjer nie zawsze powie „Dzień dobry” – jego praca nie koniecznie 
sprawia, ze jego dzień jest dobry. Odwiedzaj od czasu do czasu okoliczne warzywniaki i inne 
sklepiki. Inwestuj w Polskę i w polski handel.  

rzuber  

PS.  jako  lekture  uzupełniającą  polecam  film  “Unser  täglich  Brot”  w  reżyserii  Nikolausa 
Geyrhaltera. Można go łatwo znaleść w zasobach sieci (hasła: “Nasz chleb powszedni”, “Our 
daily bread”  ). Nie pada w nim  ani  jedno słowo  - obraz  mówi  sam za siebie.  Film  ukazuje 
proces wytwarzania żywności, którą na codzień kupujemy. Naprawde robi wrażenie.  

Link:

 

http://otworz-oczy.org/?p=160 

Manipulacja  

Biorąc koszyk nie zastanawiamy się jak bardzo jesteśmy manipulowani. Gorzej - nie chcemy 
nie być manipulowani. Ale może dobrze jest wiedzieć jakie to techniki, i jakie efekty 
społeczne rodzą się przez to, że masy takich jak my dają się manipulować. 

Perfekcja  

Firmy zajmujące się sprzedażą posługują się najnowszymi badaniami nad psychiką. Pozycja, 
kolor, opakowanie, temperatura, zatłoczenie, tysiące parametrów wpływa na przymuszenie do 
zakupu określonego produktu, w określonym miejscu, czasie. Techniki powodują że 

background image

poruszamy się po określonym torze, wykonując zaplanowane z góry czynności i wydając 
określoną sumę pieniędzy. Kupujemy produkty niepotrzebne, byle jakie, które szybko się 
psują i zużywają ale zgodnie z zaplanowaniem jesteśmy coraz bardziej z nich zadowoleni i 
coraz bardziej do nich przywiązani. Temu służą najnowsze techniki marketingu. 

Efekty  

53% zakupów to rzeczy na które decydujemy się w trakcie wizyty w sklepie. 11% To rzeczy 
które mieliśmy kupić ale bez konkretnie zaplanowanej marki, czy jakości. Tylko 1/3 to rzeczy 
które chcieliśmy kupić. Widać więc że manipulacja - nazywana ładnie "wpływem na klienta" 
lub "merchandisingiem" ma możliwość zwiększyć obroty o 300% - a można wykazać że 
jeszcze więcej.  

Hipermarkety w Europie 

Udział w rynku. W Polsce hipermarkety na szczęście nie zajęły tak dużej części rynku jak w 
innych krajach Europy. Na szczęście, bo to hipermarkety wprowadzają najwięcej manipulacji. 
Procent rynku pokazuje na ile inne społeczeństwa dają się wodzić za nos. W Polsce w 2005 
roku istniało 283 hipermarkety, 976 supermarketów i 1466 dyskontów 
(za "Hiper będzie SUPER" w: OZON, 6-12.07.2006, za)  
Niemcy 

87% 

Francja 

86% 

Węgry 

83% 

Czechy 

61% 

Polska 

24% 

 
 
Skala zmanipulowania 
 
* 91% kupujących w hipermarketach uważa że są tam niższe ceny i że oszczędza 
* 60% chwali dogodną lokalizację hipermarketów 
* 52% daje się przekonać hasłem "promocja" 
* 24% twierdzi że produkty w hipermarketach są dobrej jakości (!) 
* 44% kupujących w małych sklepikach wybiera je ze zwględu na jakość produktów 
* 30% klientów sklepików osiedlowych dostrzega korzyść cenową 
* 3% tylko tyle kieruje się szerokim asortymentem w hipermarkecie. 
* 3% tylko tyle wybiera sklepy osiedlowe z "lenistwa" (bliska lokalizacja) 

TECHNIKI 

Ukrywanie rzeczy najczęstszego zakupu 
Przychodząc po produkt do małego sklepiku (jednego z trzech na ulicy) jeśli go nie 
znajdziemy pójdziemy dalej, robiąc tam gdzie go znajdziemy większe zakupy. W 
hipermarkecie zastanowimy się co kupić w zamian. Jesteśmy już skłonni pójść za sugestią - a 
to sprzyja dalszym sugestiom. Często okazuje się że zamiast chleba - którego nie ma - 
kupujemy inny chleb, bułki i jeszcze pieczywo specjalne. Wydajemy 3 x więcej a pieczywo i 
tak w połowie się zepsuje. 

background image

 

Hasło "Promocja" 
To najpopularniejsze i najbardziej chwytliwe hasło. 
Dzięki temu można sprzedawać produkty nie 
sprawdzone przez klientów, niechodliwe, zmuszać 
do wyboru innego niż zamierzony "bo mój jogurt nie 
jest na promocji a ten jest". Pozostaje wrażenie 
zaoszczędzenia kilku groszy, chociaż kupiony jogurt 
jest droższy niż planowany. Setki plakatów 
"promocja" tworzą atmosferę że sklep jest tani i dba 
o klienta. 
 

Układanie na półkach 
Jest to cała wielka wiedza - sztuka manipulacji. Wiadomo że najlepiej sprzedają się produkty 
umieszczone na poziomie oczu, dlatego tam umieszczane są towary na których sklep zarabia 
najwięcej. Najczęściej są to towary najdroższe, lub takie których sklep chce się pozbyć. 
 
Ułożenie stoisk 
Sztuka polega na tym aby w sklepie klient spędził 
jak najdłuższy czas. Jednak w miarę upływu czasu 
maleje chęć do wchodzenia w alejki ale po wejściu 
zwiększa się chęć na przejście całych alejek. Trasa 
jest więc zaplanowana tak, że na początku są małe 
stoiska a pod koniec długie. Rzeczy które klient 
potrzebuje kupić najczęściej są przy końcu drogi. 
Gdyby było na odwrót większość klientów 
opuszczała by całe partie sklepu, szybciej opuszczała 
sklep. 
 
Prezent na wstępie 
Otrzymując mały upominek, lub doznając drobnej przyjemności automatycznie obdarzamy 
sympatią. W sklepie objawia się to większymi zakupami, lepszą opinią o sklepie. Wszelkie 
upominki są obliczone na ten efekt, lecz przyjmujemy je już niemal jako standard. 
 
Kolorystyka 
Oczywiste jeż że kolorystyka wpływa na nastrój, który wpływa na kupowanie. Jeśli 
kolorystyka uprzyjemnia pobyt - to jest to w porządku, ale już świadome wykorzystanie 
kolorystyki do przyspieszania decyzji jest manipulacją. Wiadomo bowiem że kolory 
czerwone powodują że mniej czasu poświęcamy na rozważanie i kupujemy bardziej 
impulsywnie. Sprzyja to zakupie większej ilości bubli, lub towarów na których nam naprawdę 
nie zależy. 
 
Wskaźnik bumerangu 
Ten wskaźnik pokazuje jak wiele osób zawraca w alejce. Jest to kluczowy wskaźnik przy 
określaniu długości alejek w hipermarketach. Należy tak dobrać długość aby maksymalnie 
dużo osób przeszło całą alejkę. 
 
Muzyka 
Muzyka - na szczęście w Polsce wykorzystywana jeszcze bardzo nieudolnie - ma również 
skłaniać do spowolnienia tempa, a przez co do dłuższego pozostania w sklepie. Dlatego 

background image

powinna byś wolna, o usypiającej melodyce. Jednak powinien tam być dość szybki rytm aby 
mobilizować do szybszych decyzji o zakupie. Długo chodzić, ale nie zastanawiać się nad 
zakupami. 
 

Manipulacje cenami 
Gdy na półce stoją podobne produkty w cenie 4 i 6 złotych 
klient wybierze ten za 4. Ale wystarczy położyć jeszcze jeden 
w cenie 12 aby zadziałał zasada złotego środka i klient 
wybrał produkt o cenie umiarkowanej a nie "najtańszy więc 
najgorszy". Oczywiście stosuje się też zabiegi na 
"dziesiątkach". Różnica 29 i 41 wydaje się większa niż 39 i 

27 zł.  
 
Manipulacja MUSI być ukryta 
Manipulowanie naszymi reakcjami musi być ukryte. Klient nie może wiedzieć że jest 
manipulowany, lub przynajmniej nie może o tym pamiętać. Jeśli to zauważa pozytywne 
nastawienie zamienia się w podejrzliwość i wrogość. Zakupy automatycznie stają się 
mniejsze. Dlatego testuje się zadowolenie klientów i chętnie umożliwia kontakt 
niezadowolonych klientów ze specjalnym stanowiskiem. 
 
Wystawki przed kasą 
W tym miejscu sprzedają się towary drobne, mogące się przydać. Nie chodzi tu jednak o 
wystawienie rzeczy w tym konkretnym miejscu ale o skłonienie do zakupu którego klient 
jeszcze chwilę temu nie chciał. Te same produkty są w sklepie a jednak przychodząc i 
czekając przed kasą wrzucamy je do koszyka. Dlatego też ilość kas działających jest taka 
żeby zawsze była przed nimi kolejka. Jajka-niespodzianki, lizaki, papierosy szybko się 
"zjedzą" a pieniądz będzie wydany. 
 
Hasło "okazja" 
Wciąż nęci nas możliwość zdobycia "okazji". W hipermarkecie nic się nie dzieje 
przypadkowo - a jednak dajemy się nabierać na dziesiątki "okazji" znajdujących się 
zazwyczaj tuż za wejściem. Tam jeszcze nie myślimy konstruktywnie, wiemy że mamy dużo 
pieniędzy, jesteśmy zaciekawieni dlatego najłatwiej nam uwierzyć że to faktycznie "okazja" i 
szybko wrzucić do koszyka. technika kojarzona jest z techniką "prezentu" przy wejściu. 
 
Wielkość koszyków 
Zastanawiające jest, że pomimo tego że są kasy "do 10 artykułów" to nie ma koszyków "do 
10 artykułów". Koszyk jest zawsze wielki i głęboki. W takim koszyku głupio wygląda jedno 
zawiniątko kiełbasy i paczka herbaty. Koszyki na rękę są mało poręczne i męczące przy 
dłuższym chodzeniu. W hipermarketach budowlanych zaburzane są w ten sposób proporcje 
wielkości co powoduje np. zakup za dużych doniczek - w efekcie wydane jest więcej 
pieniędzy a po mniejszą doniczkę i tak trzeba przyjechać drugi raz. 
 
Dojazd i parking 
Nie wolno dać możliwości zaparkowania blisko koło wejścia. Droga do przejścia musi być 
długa, aby wzmożyć niecierpliwość zakupu. Butiki na trasie spełniają również rolę 
"przystawek" mających wzmożyć apetyt na na prawdę szalone zakupy. 
 

Straty, zjawiska negatywne 

background image

 

Obecnie zbliżamy się do sytuacji że 50% polskiego handlu przejmują hipermarkety i 
supermarkety - jest ich ok. 1200 więc mogły by obsłużyć nawet 50 mln. osób. 

 

Wydajemy coraz więcej pieniędzy na rzeczy niemal niepotrzebne  

 

Kupujemy więcej bubli, żywotność produktów, urządzeń drastycznie spada (pralki 
dawniej działające 30 lat teraz nie wytrzymują 5)  

 

Hipermarkety zabijają drobny handel  

 

Hipermarkety uniemożliwiają działanie ludziom z inicjatywą i niewielkim kapitałem,  

 

Powiększa się bezrobocie, zmniejsza ilość klasy średniej  

 

Hipermarkety zmuszają do czynienia odświętnych zakupów w dniach wolnych - co 
powoduje że święta i chwile odpoczynku zamieniają się w podróż do sklepu.  

 

Mając wielkie pieniądze i możliwości łatwo omijają przepisy wielokrotnie obciążając 
infrastruktury miejskie, nagminnie obracają pieniędzmi winnymi za zapłatę, nie 
wykazują zysków pomimo obrotów, wyprowadzają pieniądze za granicę do firm-
matek.  

 

Nagminne jest unikanie podatków, które w przypadku drobnego handlu (który został 
zlikwidowany) wpłynęły by do budżetu.  

 

We Francji 1200 hipermarketów zajęło 80% handlu. W tym samym czasie liczba 
drobnych sklepów spadła z ok 500.000 do 97.000. Oblicza się że jedno miejsce pracy 
w hipermarkecie powoduje likwidację 3-4 miejsc pracy w drobnym handlu i spadek 
obrotów pozostałych o 20-30%.  

 

Dykta warunków dostaw towarów (uciążliwość dla producentów)  

 

Obniżanie jakości pracy (większość stanowisk na zlecenie chociaż posiadają wszelkie 
cechy umów o pracę)  

 

przerzucanie na dostawców kosztów promocji i transportu  

 

Monopolizacja zakupu towarów  

 

Tworzenie własnych marek handlowych  

 

Odwlekanie terminów zapłaty - co czasem doprowadza nawet do bankructwa 
dostawców.  

 

Pewność zbytu dla firm produkujących dla hipermarketów - nawet jeśli są to buble.  

 
Opinia 
"Hipermarkety wydają się miejscami, które podnoszą stan zatrudnienia w handlu. Na 
podstawie swojej praktyki mogę powiedzieć, że to złudzenie. W rzeczywistości na umowę o 
pracę zatrudniają znikomy procent osób, ograniczając się do personelu zarządzająco-
organizacyjnego. Większość to zatrudnieni na umowy-zlecenia, i to nie przez hipermarket, ale 
przez inną, zwykle rekrutacyjną firmę, którą w tym celu hipermarket wynajmuje. To zwalnia 
go z odpowiedzialności za pracowników. Za ich pracę zwykle też nie odprowadza składek na 
ZUS. "Maria Wójcik, radca prawny, specjalizuje się m.in. w prawie pracy (za 

Hipermity

) 

Co robić? 

Niewiele możemy zrobić 
Niestety nawet zostając radnym czy posłem niewiele można zrobić. Firmy posiadające 
hipermarkety są tak silne, że pojedynczy człowiek nie poradzi sobie. Jak ktoś ważny próbuje 
zakazać słyszy: "Poczekamy, Pana kadencja minie, a my mamy czas, i układy". 
 
Najlepiej nie kupować 
Gdyby było w nas tyle solidarności co w latach osiemdziesiątych można by było pokusić się o 
bojkot działań zabijających nasze społeczeństwo. Jednak dla większości ludzi jest obojętne 

background image

gdzie kupują i czy są przy tym manipulowani. Zakupy są pomysłem na zajęcie czasu w dni 
wolne. ("Przecież nie będziemy grać w gry, rozmawiać czy jechać na kretyńską wycieczkę"). 
Bojkot oznaczałby także niestety nieco wysiłku przy poszukiwaniu towarów, nieco wyższe 
ceny za produkty. 
 
Tanio i łatwo 

Tak na prawdę zakupy w hipermarketach nie są ani szybsze ani tańsze od zakupów w 
sklepach

  

SKLEPY 

HIPERMARKETY 

Czas 

Jazda od sklepu do sklepu. Sklepy są 
jednak bliżej niż hipermarket. 

Dalsza droga, długie dojście, długie 
zakupy, dodatkowe zatrzymania w 
barach itp. 

Taniość 

Większa marża 

Mniejsza marża ale więcej zakupu 
niepotrzebnych produktów, częstsze 
zakupy bubli 

Ergonomia 

Zakupy w sklepach i targach też można 
zorganizować tak że nie trzeba nosić, 
zaparkować można dużo bliżej sklepu, a 
siatki wynosi się ze sklepów branżowych 
pojedynczo 

Wszystkie siatki za jednym razem i 
nie trzeba nosić. 

Inne zalety 
i wady 

Lepszy kontakt ze sprzedawcą, możliwość 
poradzenia się, sprzedawca dba o 
wizerunek sklepu, o szeroki asortyment, 
lepsze wykorzystanie czasu wolnego, 
lepsza współpraca członków rodziny - "ja 
kupię to a Ty to" 

Zakupy tego co jest, nagminna 
manipulacja, brak kontaktu ze 
sprzedawcą, czynienie z zakupów 
świętowania - komercjalizacja 
życia. Itp. 

 
Wydaje się że do zakupu w hipermaketach zachęcają nas dwie rzeczy - ułuda zysku na czasie 
i pieniądzu oraz ... możliwość bycia bezosobowym - w tłumie - czyli po prostu tchórzostwo.  
 
Wykorzystane materiały: 
** Michał Góra, Sebastian Musioł 

HIPERMITY

 

** Liczne książki o marketingu i Merchandisingu 

Link: http://www.eioba.pl/a77500/rodzaje_manipulacji_w_hipermarketach