background image

 
 

Ograniczenia i granice 

 

Aby prze

ż

y

ć

 na Pograniczu 

musisz 

ż

y

ć

 sin fronteras 

i sta

ć

 si

ę

 skrzy

ż

owaniem dróg. 

Gloria Anzaldua, Borderlands/La Frontera (Pogranicze), 

The New Mestiza

 

Ostatnio  w  klinicznej  literaturze  feministycznej  i  niefeministycznej  coraz  cz

ęś

ciej  rozwa

ż

a  si

ę

 

zagadnienie  granic  psychicznych.  Chciałabym  wprowadzi

ć

  do  dyskusji  rozró

ż

nienie  mi

ę

dzy  ograni-

czeniem  a  granic

ą

,  poniewa

ż

  uwa

ż

am  ich  wzajemne  wpływy  za  nadzwyczaj  wa

ż

ne  dla  rozwoju 

ludzkiego, szczególnie w sferze relacyjno

ś

ci. Ograniczenie okre

ś

la zakres wzrostu, przestrze

ń

, w jakiej 

mo

ż

na si

ę

 rozwija

ć

 lub porusza

ć

. Wyznacza punkt, poza który jednostka nie mo

ż

e wyj

ść

 ze wzgl

ę

du na 

bariery  wewn

ę

trzne,  takie  jak  brak  umiej

ę

tno

ś

ci  czy  talentu,  lub  ze  wzgl

ę

du  na  zewn

ę

trzne  nakazy, 

takie  jakie  narzuca  na  przykład  edukacja  rodzajowa.  Jednostka  uwewn

ę

trznia  ograniczenia  i  czyni  je 

cz

ęś

ci

ą

 siebie i innych osób. 

Silne  ograniczenia  wymuszone  przez  okoliczno

ś

ci  zewn

ę

trzne  (wraz  z  pewnymi  innymi 

warunkami,  które  opisz

ę

  w  dalszej  cz

ęś

ci  ksi

ąż

ki),  prowadz

ą

  do  powstania  bardziej  przenikalnych 

granic  psychicznych,  natomiast  brak  silnych  ogranicze

ń

  powoduje  tworzenie  si

ę

  granic  szerszych, 

mniej ostrych lub słabiej uwewn

ę

trznionych. Ograniczenia bezpo

ś

rednio wpływaj

ą

 na tworzenie granic, 

które  definiuj

ę

  jako  jasne  i  zgodne  z  wyobra

ż

eniem  własnego  „ja"  okre

ś

lanie  samego  siebie, 

wyznaczanie miejsca, „w którym ja si

ę

 ko

ń

cz

ę

, a ty zaczynasz". Oczywi

ś

cie ta definicja zakłada wiedz

ę

 

na temat tego, kim si

ę

 jest, a kim si

ę

 nie jest. 

P

ERSPEKTYWA M

ĘŻ

CZYZNY

 

Psycholodzy  zazwyczaj  uwa

ż

aj

ą

ż

e  m

ęż

czy

ź

ni  prezentuj

ą

  odr

ę

bny  i  bardziej  autonomiczny  typ 

„ja”  ni

ż

  kobiety.  Opinia  ta  nale

ż

y  jednak  do  dziedziny  kulturowej  mitologii.  Z  pewno

ś

ci

ą

  mo

ż

na 

postrzega

ć

  m

ęż

czyzn

ę

  jako  odr

ę

bnego  i  niezale

ż

nego,  je

ś

li  zignoruje  si

ę

  wszystkie  kobiety,  których 

wsparcie pozwala mu utrzyma

ć

 t

ę

 iluzj

ę

. Co wa

ż

niejsze, z psychologicznego punktu widzenia trzeba by 

pomin

ąć

  fakt, 

ż

e  rodzaj  m

ę

ski  zawłaszcza  kobiety,  dzieci,  a  nawet  fizyczn

ą

  przestrze

ń

  i  przedmioty. 

M

ęż

czy

ź

ni  nie  maj

ą

  po  prostu  mniej  przepuszczalnych  granic  ni

ż

  kobiety  -  przede  wszystkim  ich 

granice s

ą

 szersze i bardziej pojemne, one ogarniaj

ą

 i pochłaniaj

ą

. Otwarcie na relacje m

ęż

czyzn jest 

nie tyle mniejsze, ile odmienne ni

ż

 u kobiet. 

We wczesnym dzieci

ń

stwie zach

ę

ca si

ę

 ich do fizycznego badania otoczenia. W 

ż

yciu dorosłym 

zapełniaj

ą

  ulice  i 

ś

wiat  pracy.  Chłopcom  i  m

ęż

czyznom  zawsze  wolno  przekracza

ć

  fizyczne  granice 

swego ciała. Fizyczn

ą

 i psychiczn

ą

 przestrze

ń

 eksploruj

ą

 zazwyczaj bardziej ekspansywnie i 

ś

mielej ni

ż

 

kobiety. Na przykład ju

ż

 jako dzieci dalej odchodz

ą

 od domu i maj

ą

 wi

ę

ksze poczucie bezpiecze

ń

stwa. 

Potrzebuj

ą

  wi

ę

kszej  ni

ż

  dziewczynki  przestrzeni  dla  swoich  zabaw,  a  w  pó

ź

niejszym  wieku  cz

ęś

ciej  i 

bardziej swobodnie dotykaj

ą

 innych osób oraz przerywaj

ą

 mówi

ą

cym kobietom. Uogólniaj

ą

c: m

ęż

czy

ź

ni 

background image

potrzebuj

ą

  wi

ę

cej  przestrzeni.  Z  punktu  widzenia  m

ęż

czyzny  cała  przestrze

ń

  -  publiczna  i  prywatna  - 

ł

ą

cznie  ze  znajduj

ą

cymi  si

ę

  w  niej  kobietami,  nale

ż

y  do  niego  i  jest  jego  własno

ś

ci

ą

.  To 

przekonanie/poczucie/do

ś

wiadczenie  wywodzi  si

ę

  z  naszych  tradycji  społecznych  i  prawnych,  według 

których  kobiet

ę

  uwa

ż

ano  jedynie  za  przedłu

ż

enie  jej  ojca  lub  m

ęż

a.  Poj

ę

cie  rodziny  pocz

ą

tkowo 

obejmowało  cały  stan  posiadania  obywatela  rodzaju  m

ę

skiego  ł

ą

cznie  z  jego 

ż

on

ą

,  dzie

ć

mi  i  nie-

wolnikami.  W  Stanach  Zjednoczonych  kobieta  zam

ęż

na  ma  zwykle  prawo  do  posiadania  własnego 

maj

ą

tku i rozporz

ą

dzania nim, ale w niektórych stanach jest wymagane jeszcze pozwolenie m

ęż

a. 

Oregon był pierwszym stanem, w którym w 1977 roku gwałt mał

ż

e

ń

ski uznano za przekroczenie 

prawa.  Od  1983  roku  m

ąż

  oskar

ż

ony  o  zgwałcenie 

ż

ony  mo

ż

e  by

ć

  w  Oregonie  s

ą

dzony  według  tych 

samych przypisów, które słu

żą

 za podstaw

ę

 karania wszelkich innych gwałtów (Morgan, 1984). Od roku 

1985  ju

ż

  dwadzie

ś

cia  innych  stanów  zniosło  wyj

ą

tek  dla  m

ęż

ów  i  dopu

ś

ciło 

ś

ciganie  ich  przez  prawo 

(Finkelhor i Yllo, 1985). Jednak w wi

ę

kszo

ś

ci stanów gwałt mał

ż

e

ń

ski legalnie nadal nie istnieje, cho

ć

 

zdarza  si

ę

  bardzo  cz

ę

sto.  Wyliczenia  konserwatystów  wykazuj

ą

ż

e  około  14%  zam

ęż

nych  kobiet 

do

ś

wiadczyło  gwałtu  ze  strony  m

ęż

a.  Ze  wzgl

ę

du  na  to, 

ż

e  cz

ęść

  takich  przypadków  wcale  nie  jest 

zgłaszana,  nale

ż

y te dane uzna

ć

 za zani

ż

one (Russell, 1982). Chocia

ż

 m

ę

skie poczucie własno

ś

ci w 

stosunku  do  kobiet  nie  jest  ju

ż

  tak  powszechnie  akceptowane  jak  kiedy

ś

,  co  dokonało  si

ę

  dzi

ę

ki 

wyzwaniu  rzuconemu  ameryka

ń

skiemu  prawodawstwu  przez  feministki,  to  charakterystyczne  dla 

m

ęż

czyzn poczucie prawa do posiadania własno

ś

ci publicznej, a cz

ę

sto i czyjej

ś

 własno

ś

ci prywatnej, 

wcale  si

ę

  nie  zmieniło  (Prawa  wielu  krajów  nie  s

ą

  nawet  tak  „post

ę

powe"  jak  nasze.  Przegl

ą

du  tych 

problemów na 

ś

wiecie dokonuje Robin Morgan w Sisterhood Is Global [Globalne siostrze

ń

stwo], 1984). 

W miejscach publicznych m

ęż

czy

ź

ni cz

ę

sto podchodz

ą

 do kobiet, nawet b

ę

d

ą

cych w parach lub 

grupkach,  uwa

ż

aj

ą

c, 

ż

e  kobieta  jest  samotna,  je

ś

li  nie  towarzyszy  jej  m

ęż

czyzna.  Kobiety  maj

ą

 

mniejsz

ą

  przestrze

ń

  osobist

ą

  ni

ż

  m

ęż

czy

ź

ni  (Lott  i  Sommer,  1967).  Na  przykład  obserwacje  grupy 

dzieci wywodz

ą

cych si

ę

 z klasy 

ś

redniej pozwoliły ustali

ć

ż

e chłopcy wi

ę

cej czasu ni

ż

 dziewczynki sp

ę

-

dzaj

ą

,  bawi

ą

c  si

ę

  poza  domem  oraz 

ż

e  do  swoich  zabaw  potrzebuj

ą

  około  półtora  raza  wi

ę

cej 

przestrzeni ni

ż

 one (Harper i Snaders, 1975). Z wyj

ą

tkiem sytuacji laboratoryjnych, kobiety - niezale

ż

nie 

od tego, czy s

ą

 same, czy w grupie - tak

ż

e zajmuj

ą

 dla siebie mniej przestrzeni ni

ż

 m

ęż

czy

ź

ni (Edney i 

Jordan-Edney, 1974). Równie

ż

 w obr

ę

bie grup zło

ż

onych z samych m

ęż

czyzn osobnik dominuj

ą

cy lub 

agresywny zajmuje wi

ę

cej przestrzeni ni

ż

 pozostali jej członkowie (Sommer, 1969; Kinzel, 1970). 

W  wyniku  tradycji  i  przyzwyczajenia  kobiety  nie  tylko  maj

ą

  mniej  fizycznej/psychicznej 

przestrzeni, ale tak

ż

e nie pozwala si

ę

 im robi

ć

 tyle hałasu, co m

ęż

czyznom. Dotyczy to zarówno mowy, 

jak  i  funkcji  cielesnych,  takich  jak  na  przykład  jedzenie.  M

ęż

czyzna  mo

ż

e  mlaska

ć

  lub  zaspokaja

ć

 

swoje  inne  potrzeby  fizyczne  otwarcie  i  gło

ś

no,  nie  naruszaj

ą

c  przy  tym  ogólnego  poczucia  przyz-

woito

ś

ci czy przypisywanej mu m

ę

sko

ś

ci. 

Pewna matka i terapeutka tak opisała swoje do

ś

wiadczenie z Japonii: „Gdy nasz syn przechodził 

trening  czysto

ś

ci,  nauczyli

ś

my  go  siusia

ć

  na  drzewo  w  ogrodzie.  Zauwa

ż

ywszy  to,  jego  japo

ń

ska 

niania  kazała  mu  najpierw  przeprasza

ć

  drzewo"  (Bell,  1989,  s.  52).  Jak  to  wpływa  na  „ja"  małego 

chłopca  i  jego  widzenie  innych  osób,  gdy  uczy si

ę

ż

e ma prawo siusia

ć

 na wszystko, co jest w jego 

zasi

ę

gu? Popularny jest nawet rodzaj współzawodnictwa mi

ę

dzy chłopcami, w którym wygrywa ten, kto 

nasiusia  najdalej.  W  m

ę

skim  slangu  istnieje  wyra

ż

enie  „zawody  w  sikaniu"  (pissing  contest)  na 

background image

okre

ś

lenie  sytuacji,  w  której  trzeba  konkurowa

ć

  z  innymi.  Najwyra

ź

niej  zasad

ą

  jest, 

ż

e  najbardziej 

m

ę

skim zwyci

ę

zc

ą

 we własnych oczach i w opinii innych jest ten, kto najdalej potrafi zaznaczy

ć

 wpływ 

swego ciała (nawet za pomoc

ą

 ekskrementów). Wi

ę

cej znaczy lepiej. 

Gdyby kobiety traktowały fizyczn

ą

 przestrze

ń

 jako przedłu

ż

enie siebie i swobodnie poruszały si

ę

 

po ulicach po zmroku, tak jak to mog

ą

 czyni

ć

 m

ęż

czy

ź

ni, nara

ż

ałyby po prostu swoje 

ż

ycie. Agresywne 

grupy m

ęż

czyzn czasem usprawiedliwiaj

ą

 napadanie kobiet, mówi

ą

c, 

ż

e zasłu

ż

yły na to, włócz

ą

c si

ę

 

po nocy (tak jak w wypadku napadu na kobiet

ę

 uprawiaj

ą

c

ą

 jogging w Central Parku w New York City, 

który  wzbudził  sensacyjne  zainteresowanie).  Kobiety  wkraczaj

ą

  w  sfer

ę

  publiczn

ą

  (to  kolejne  poj

ę

cie 

pozornie neutralne) na własne ryzyko. Przestrze

ń

 „publiczna" nie jest w gruncie rzeczy neutralna: nie 

nale

ż

y  bowiem  do  kobiet.  Ka

ż

da  kobieta  o  tym  wie  i  ma  własn

ą

  strategi

ę

  unikania  zagro

ż

enia  w 

miejscach  publicznych  lub  dawania  sobie  z  nim  rady,  najcz

ęś

ciej  przez  zajmowanie  jak  najmniejszej 

przestrzeni  lub  przez  zapewnienie  sobie  m

ę

skiego  towarzystwa.  Kobieta  musi  przej

ść

  przez  teren 

obj

ę

ty  wojn

ą

  za  ka

ż

dym  razem,  gdy  wychodzi  za  próg  swego  domu,  a  cz

ę

sto  tak

ż

e,  gdy  do  niego 

wraca.  Obecnie  kobiety  mog

ą

  by

ć

  profesorami,  prawnikami  czy  lekarzami,  zdobywaj

ą

c  tym  samym 

ograniczony dost

ę

p do dziedzin, z których uprzednio wykluczały je m

ę

skie przywileje. Mog

ą

 wykłada

ć

s

ą

dzi

ć

  i  leczy

ć

,  ale  w  momencie,  gdy  opuszczaj

ą

  swój  gabinet  i  wchodz

ą

  na  o

ś

wietlone  bezlitosnym 

sło

ń

cem lub - co gorsza - spowite jeszcze bardziej bezlitosn

ą

 ciemno

ś

ci

ą

 ulice, ich zawodowy status 

przestaje si

ę

 liczy

ć

, a pozostaj

ą

 tylko widoczne cechy ich wygl

ą

du, okre

ś

laj

ą

ce rodzaj, ras

ę

 i wiek. 

We własnym domu kobiety maj

ą

 do czynienia nie tylko z m

ęż

czyznami, których znaj

ą

, ale tak

ż

e z 

natarczywymi  obcymi  dobijaj

ą

cymi  si

ę

  do  drzwi  lub  posługuj

ą

cymi  si

ę

  telefonem.  Nieprzyzwoite 

propozycje  przez  telefon  przypominaj

ą

  kobiecie, 

ż

e  mo

ż

e  by

ć

  przedmiotem  seksualnej  przemocy.  W 

zwi

ą

zku z rozwojem technologii pochłanianie kobieco

ś

ci przez m

ę

sko

ść

 przybiera coraz to nowe formy: 

wi

ę

kszo

ść

 znanych mi kobiet mieszkaj

ą

cych samotnie prosi przyjaciół lub krewnych rodzaju m

ę

skiego, 

by  u

ż

yczyli  swego  głosu  ich  automatycznym  sekretarkom  lub  by  jako

ś

  zasugerowali, 

ż

e  pod  tym 

numerem  mieszka  tak

ż

e  m

ęż

czyzna.  Ma  to  wprowadzi

ć

  w  bł

ą

d  obcych,  a  mo

ż

e  tak

ż

e  i  bliskich.  Ta 

forma kamufla

ż

u jest jednak niezb

ę

dnym elementem kobiecego arsenału 

ś

rodków słu

żą

cych prze

ż

yciu 

w pozornie neutralnej przestrzeni prywatnej. Kobiety stosuj

ą

 strategi

ę

 niewidzialno

ś

ci, która zapewnia 

im bezpiecze

ń

stwo, ale tak

ż

e je niszczy. 

W  sensie  symbolicznym  kobieta  musi  by

ć

  niewidzialna  tak

ż

e  w  przestrzeni  publicznej.  Gdyby 

kobieta publicznie siadała, poruszała si

ę

 i dotykała swego ciała w taki sposób, jak to robi m

ęż

czyzna, 

mogłaby zosta

ć

 oskar

ż

ona o nieprzyzwoito

ść

, a nawet o to, 

ż

e prosi si

ę

 o gwałt. Zachowuj

ą

cym si

ę

 w 

ten  sposób  m

ęż

czyznom  nie  grozi 

ż

adne  niebezpiecze

ń

stwo.  Nie  nara

ż

aj

ą

  si

ę

  te

ż

  na 

ż

aden  wstyd. 

Badania  pozycji  siedz

ą

cych  i  stoj

ą

cych  w  wielu  kulturach  ujawniaj

ą

ż

e  siedzenie  z  rozstawionymi 

nogami  eksponuj

ą

cymi  genitalia  jest  zachowaniem  typowo  m

ę

skim  (Hewes,  1957).  Opisywałam  ju

ż

 

maskulinistyczn

ą

 tendencj

ę

 do szukania 

ź

ródła konfliktów w kobiecie. Tutaj dodatkowo ilustruje j

ą

 fakt, 

ż

e  m

ęż

czyzna  uznałby  tak

ą

  pozycj

ę

  za  nieprzyzwoit

ą

  u  kobiety,  ale  siebie  i  innych  m

ęż

czyzn  o 

nieprzyzwoito

ść

  nie  oskar

ż

a.  Poniewa

ż

  m

ęż

czy

ź

ni  lokalizuj

ą

  własne  do

ś

wiadczenie  w  kobietach, 

neutralizuj

ą

  w  ten  sposób  swoje  do

ś

wiadczenie,  a  podporz

ą

dkowuj

ą

  sobie  do

ś

wiadczenie  kobiety.  I 

znów zachowanie kobiety definiowane jest przez wpływ, jaki wywiera ona na nieokre

ś

lonego m

ę

skiego 

obserwatora. 

background image

Terapeutka pracuj

ą

ca pod moim nadzorem opowiedziała mi bardzo zdenerwowana, jak klient tu

ż

 

przed ko

ń

cem sesji pochylił si

ę

 i poło

ż

ył jej czek na kolanach, co miało by

ć

 sygnałem, 

ż

e ju

ż

 sko

ń

czyli. 

Inny  klient  z  kolei  wyj

ą

ł  z  kieszeni  czek  całkowicie  mokry  i  wr

ę

czył  go  terapeutce,  której  prac

ę

  tak

ż

nadzorowałam.  Wyja

ś

nił, 

ż

e  tego  dnia  bardzo  si

ę

  pocił.  Nie  przyszło  mu  do  głowy  wyj

ąć

  czek  z 

kieszeni  w  czasie  sesji  i  pozwoli

ć

  mu  wyschn

ąć

,  by  nie  narzuca

ć

  terapeutce  swego  potu.  Czy

ż

by 

zachowywała  si

ę

  tak  prowokuj

ą

co  lub  niegrzecznie, 

ż

e  wywołała  lub  zasłu

ż

yła  sobie  na  takie 

zachowanie? Czy sama si

ę

 o nie prosiła? 

Oba  te  zdarzenia  prawdopodobnie  ujawniaj

ą

 

ś

wiadom

ą

  lub  nie

ś

wiadom

ą

  wrogo

ść

  w  relacji 

terapeutka  -  klient,  ale  tym,  co  pragn

ę

  szczególnie  podkre

ś

li

ć

,  jest  zawarte  w  nich  m

ę

skie  poczucie 

prawa  do  kobiety.  Czy  mo

ż

na  sobie  wyobrazi

ć

  takie  sytuacje,  ale  z  udziałem  terapeutów-m

ęż

czyzn  i 

klientek-kobiet?  Czy  znaczenia  tych  zdarze

ń

  pozostałyby  takie  same?  Gdyby  klientka  skupiła  w  ten 

sposób  uwag

ę

  na  swoim  ciele  i  ciele  terapeuty,  jej  post

ę

powanie  zostałoby  niew

ą

tpliwie  uznane  za 

erotycznie  prowokuj

ą

ce.  Ona  nie  miałaby  przestrzennych  i  fizycznych  praw  m

ęż

czyzny  i 

przekraczałaby granic

ę

, która dla niego w ogóle nie istnieje. A mo

ż

e znaczenie obu sytuacji odnosiłoby 

si

ę

 po prostu do niej, skoro nadwy

ż

ka znacze

ń

 zawsze zostaje przypisana kobiecie. 

Kolejny  przykład:  feministyczne  próby  wł

ą

czenia  ojców  we  wszystkie  aspekty  rodzicielstwa, 

zaowocowały  pojawieniem  si

ę

  nowego  wyra

ż

enia:  „Jeste

ś

my  w  ci

ąż

y".  Takie  stwierdzenie  w  ustach 

m

ęż

czyzny  ma  zapewne  ukaza

ć

  jego  wra

ż

liwo

ść

  oraz  gotowo

ść

  do  przyj

ę

cia  propagowanego  przez 

feministki  wi

ę

kszego  udziału  ojców  w 

ż

yciu  rodzinnym.  Warto  jednak  rozwa

ż

y

ć

  zawarty  w  nim  punkt 

widzenia.  Je

ś

li  to  „my"  jeste

ś

my  w  ci

ąż

y,  je

ś

li  to  w  „naszej"  macicy  rozwija  si

ę

  „nasze"  dziecko,  to 

dlaczego zapłodnienia nie dokonał „nasz" penis? Co wła

ś

ciwie staje si

ę

 wspóln

ą

 własno

ś

ci

ą

 i do kogo 

ta własno

ść

 naprawd

ę

 nale

ż

y? Ciało kobiety staje si

ę

 własno

ś

ci

ą

 obojga partnerów, ale ciało m

ęż

czy-

zny  nale

ż

y  tylko  do  niego.  Pod  współczesnym  przebraniem  zostało  tu  ukryte  tradycyjne  m

ę

skie 

poczucie własno

ś

ci w stosunku do kobiety lub przynajmniej w stosunku do u

ż

ytecznych cz

ęś

ci jej ciała. 

Macica kobiety nale

ż

ała kiedy

ś

 do m

ęż

czyzny. On był tak

ż

e wła

ś

cicielem wszystkich dzieci, które z niej 

wyszły. Teraz jest ona wspóln

ą

 własno

ś

ci

ą

 kobiety i m

ęż

czyzny. 

Ernest  Becker,  rozprawiaj

ą

c  o  m

ę

skiej  potrzebie  pokonywania  fizyczno

ś

ci,  jako  jej  przykład 

podaje  „szeroko  rozpowszechnion

ą

  praktyk

ę

  umieszczania  kobiet  w  czasie  ich  menstruacji  w 

specjalnych chatach oraz najrozmaitsze tabu zwi

ą

zane z tym aspektem kobiecej fizjologii. Oczywiste 

jest, 

ż

e człowiek stara si

ę

 kontrolowa

ć

 tajemnicze procesy natury, które manifestuj

ą

 si

ę

 w jego ciele" 

(1973,  s.  32;  podkre

ś

lenie  -  E.  K.).  Becker  na  równi  z  reprezentantami  kultur,  które  opisuje,  uwa

ż

kobiec

ą

  menstruacj

ę

  za  co

ś

,  co  dotyczy  ciała  m

ęż

czyzny.  Jej  kulturowe  znaczenie  wywodzi  si

ę

  z 

m

ę

skich pogl

ą

dów i odczu

ć

 na jej temat, a nie z kobiecego do

ś

wiadczenia okresowego krwawienia. 

Innym  pouczaj

ą

cym  przykładem  jest  inicjacyjna  praktyka  z  Nowej  Gwinei,  gdzie  wierzy  si

ę

ż

„m

ęż

czyzna  staje  si

ę

  m

ęż

czyzn

ą

  wył

ą

cznie  dzi

ę

ki  rytualnym  narodzinom  i  przej

ę

ciu  przez  grup

ę

 

m

ęż

czyzn funkcji, które przez kobiety spełniane s

ą

 w sposób naturalny" (Mead, 1949, s. 98). W wielu 

kulturach  symboliczna 

ś

mier

ć

  chłopca  i  jego  odrodzenie  jest  dziełem  m

ęż

czyzn.  Cz

ę

sto  do  rytuału 

nale

ż

y  obrzezanie  lub  -  u  niektórych  plemion  australijskich  -  nacinanie  penisa.  Rana  nazywa  si

ę

 

„pochw

ą

"  m

ęż

czyzny,  a  krwawienie  z  niej  uwa

ż

ane  jest  za  menstruacj

ę

  przodki

ń

,  któr

ą

  m

ęż

czy

ź

ni 

ukradli,  uzyskuj

ą

c  tym  samym  przewag

ę

  nad  kobietami  (Kittay,  1984).  Uzyskanie  efektu  „m

ę

skiej 

background image

menstruacji"  jest  kluczowym  aspektem  rytuałów  odrodzenia.  W  ten  sposób  m

ęż

czy

ź

ni  zawłaszczaj

ą

 

najbardziej  fizyczne  przejawy  zdolno

ś

ci  rodzenia.  Poniewa

ż

  maj

ą

  moc  tworzenia  znacze

ń

,  rytuał  ten 

nie  jest  uwa

ż

any  za 

ś

mieszny  czy 

ż

ałosny,  ale  za  rzeczywiste 

ź

ródło  ich  władzy  i  wy

ż

szo

ś

ci. 

M

ęż

czy

ź

ni ci nie maj

ą

 

ż

adnych powodów, by zazdro

ś

ci

ć

 kobietom, skoro ostatecznie maj

ą

 wszystko, 

co 

ś

wiadczy o kobieco

ś

ci i wszystko, co 

ś

wiadczy o m

ę

sko

ś

ci. 

Postawa,  która  wyra

ż

a  si

ę

  poprzez  takie  rytuały,  nie  jest  bynajmniej  rozpowszechniona  tylko  w 

egzotycznych kulturach plemiennych. Ogólnie wiadomo, 

ż

e konstruktorzy bomby atomowej mówili o jej 

powstawaniu  jako  o  procesie  rodzenia.  Ostatnio  wydan

ą

  ksi

ąż

k

ę

  Billa  Cosby'ego  o  ojcostwie 

reklamowały  w  autobusach  Nowego  Jorku  ogromne  plakaty  z  napisem:  „Gratulacje,  to  ksi

ąż

ka!". 

Najwyra

ź

niej jej narodziny były dziełem samego tylko ojca, Billa Cosby'ego. Gwiazda koszykówki, Rick 

Barry,  miał  kiedy

ś

  powiedzie

ć

ż

e  gdyby  jego  dzieci  były  ko

ń

mi,  to  ka

ż

de  z  nich  byłoby  warte  milion 

dolarów. Mo

ż

na si

ę

 domy

ś

la

ć

ż

e matka dzieci nie jest ani gwiazd

ą

 koszykówki, ani koniem. 

Wszystkie  te  zjawiska  wyznaczaj

ą

  pewien  wspólny  kierunek.  Wydaje  si

ę

ż

e  m

ęż

czy

ź

ni 

do

ś

wiadczaj

ą

 takich samych, jak kobiety trudno

ś

ci w procesie indywiduacji i 

ż

e ideały autonomiczno

ś

ci 

i indywidualno

ś

ci s

ą

 do

ść

 nienaturalne, a ich osi

ą

gni

ę

cie jest głównie spraw

ą

 iluzji. Je

ś

li dla m

ęż

czyzn 

przedłu

ż

eniem ich samych s

ą

 kobiety, dzieci, a nawet fizyczne aspekty 

ś

rodowiska, to ich trudno

ś

ci z 

oddzielaniem si

ę

 staj

ą

 si

ę

 po prostu niewidoczne. M

ęż

czy

ź

ni tak cz

ę

sto twierdz

ą

ż

e reakcje kobiet na 

ich zachowania s

ą

 kontynuacj

ą

 ich pragnie

ń

 i zachowa

ń

, i

ż

 pozostaje tylko jeden wniosek: m

ęż

czyzna 

rzeczywi

ś

cie nie wie, gdzie ko

ń

cz

ą

 si

ę

 jego granice, a gdzie zaczynaj

ą

 granice kobiety. Cz

ę

sto zupełnie 

szczerze  uwa

ż

a, 

ż

e  na  przykład  kobieta,  któr

ą

  gwałci,  chce  by

ć

  zgwałcona, 

ż

e  kobiecie  sprawiaj

ą

 

przyjemno

ść

 jego lubie

ż

ne spojrzenia i uwagi, 

ż

e kobieta odbiera jako komplement gwizdy, które słyszy 

na  ulicy.  Publikacje  pornograficzne  pełne  s

ą

  obrazów  kobiet  obezwładnianych,  gwałconych,  bitych  i 

przewa

ż

nie wygl

ą

daj

ą

cych tak, jakby im si

ę

 to wszystko podobało. 

W terapii mał

ż

e

ń

stw wielu m

ęż

ów ma trudno

ś

ci z odró

ż

nieniem uczu

ć

 i potrzeb 

ż

ony od swoich 

własnych.  Jeden  m

ąż

  ci

ą

gle  powtarzał 

ż

onie, 

ż

e  nie  powinna  utrzymywa

ć

  kontaktu  z  pewnymi 

przyjaciółmi,  bo  to  go  rani.  Wielu  m

ęż

czyzn  nie  potrafi  dostrzec, 

ż

e  seksualne  potrzeby  partnerek  s

ą

 

odmienne od ich własnych. Skoro on robi to, co mu sprawia przyjemno

ść

, mo

ż

e go naprawd

ę

 dziwi

ć

ż

e  jej  si

ę

  to  nie  podoba.  Nie  chodzi  o  to, 

ż

e  on  si

ę

  domaga,  by  ona  miała  takie  same  potrzeby  i 

odczucia  jak  on,  ale  o  to, 

ż

e  według  jego  nieu

ś

wiadomionych  zało

ż

e

ń

  tak  wła

ś

nie  jest.  Mówiło  si

ę

 

kiedy

ś

ż

e w mał

ż

e

ń

stwie m

ąż

 i 

ż

ona staj

ą

 si

ę

 jedn

ą

 osob

ą

: m

ęż

em. Ta epoka nie całkiem si

ę

 jeszcze 

sko

ń

czyła. 

To,  co  m

ę

skie  musi  zawiera

ć

  to,  co  kobiece.  Psychiczne  granice  kobiety  s

ą

  przepuszczalne  i 

okre

ś

la  si

ę

  je  wci

ąż

  na  nowo.  Granice  m

ęż

czyzny  s

ą

  rozległe  i  pochłaniaj

ą

ce.  Artykuł  w  niedawnym 

numerze  „San  Francisco  Chronicie"  (23  kwietnia  1989)  traktuje  o  gwiazdach  ekranu,  takich  jak  Kelly 

McGillis, Brigitte Nielsen i Sigourney Weaver, które osi

ą

gn

ę

ły sukces, mimo 

ż

s

ą

 wysokie.  

Wymienia  si

ę

  wielu  gwiazdorów  (Dustin  Hoffman,  Paul  Newman,  Robert  Redford,  Tom  Cruise, 

Michael J. Fox, Mel Gibson, Sean Penn) wzrostu ni

ż

szego ni

ż

 przeci

ę

tny, ale ta ich cecha nie została 

uznana za jak

ą

kolwiek przeszkod

ę

 na drodze do kariery. Jest spraw

ą

 oczywist

ą

ż

e to wysokie aktorki 

natrafiaj

ą

 na trudno

ś

ci, gdy maj

ą

 gra

ć

 z partnerem ni

ż

szym od siebie - a nie odwrotnie. Aby rozwi

ą

za

ć

 

ten  „problem",  kamera  musi  jako

ś

  wywoła

ć

  złudzenie, 

ż

e  m

ęż

czyzna  jest  wy

ż

szy.  Zagadnienie  nie 

background image

polega na tym, jak wysoka jest kobieta, ale czy jej partner jest od niej wy

ż

szy lub przynajmniej mo

ż

e si

ę

 

takim wydawa

ć

. Chocia

ż

 m

ęż

czy

ź

ni cz

ę

sto obawiaj

ą

 si

ę

 pochłoni

ę

cia przez matk

ę

 czy inn

ą

 kobiet

ę

, to 

kobiety  s

ą

  codziennie  pochłaniane,  okre

ś

lane  i  ograniczane  przez  ojców  i  innych  m

ęż

czyzn,  cz

ę

sto 

nawet  nie  zdaj

ą

c  sobie  z  tego  sprawy.  Jest  to  praktyka  tak  powszechna, 

ż

e  wydaje  si

ę

  całkowicie 

naturalna. 

PERSPEKTYWA KOBIETY 

Gdy dziewcz

ę

ta i kobiety, natrafiaj

ą

c na zewn

ę

trzne ograniczenia, ucz

ą

 si

ę

, kim nie s

ą

 i kim by

ć

 

nie  mog

ą

,  dowiaduj

ą

  si

ę

  równie

ż

  tego,  kim  s

ą

.  W  znacznej  mierze  decyduj

ą

  o  tym  inni  -  w 

społecze

ń

stwie edypalnym głównie m

ęż

czy

ź

ni. Ograniczenia kobiety s

ą

 oczywiste: jej granice nie tylko 

zostaj

ą

  ustalone  z  zewn

ą

trz  jako  negatyw  granic  m

ęż

czyzny,  ale  jeszcze  na  dodatek  zmieniaj

ą

  si

ę

 

ka

ż

dorazowo  wraz  z  wkroczeniem  w  jej 

ż

ycie  nowego  m

ęż

czyzny.  Zjawisko  to  obejmuje  tak

ż

przelotny  kontakt  z  obcymi  m

ęż

czyznami  w  sferze  publicznej,  którzy  mog

ą

  uzna

ć

  j

ą

  za  poci

ą

gaj

ą

c

ą

nieistotn

ą

,  niewidzialn

ą

  lub  stwierdzi

ć

ż

e  „sama  si

ę

  o  to  prosi",  skoro  jest  dla  nich  atrakcyjna  lub 

nieatrakcyjna. 

Wczesna  edukacja  małej  dziewczynki  pełna  jest  zakazów  i  ogranicze

ń

,  których  nie  ma  w 

wychowaniu małego chłopca. Erikson (1950) uznaje „podstawow

ą

 ufno

ść

" za pierwszy stopie

ń

 rozwoju 

w kształtowaniu si

ę

 rdzenia to

ż

samo

ś

ci u dziecka. Ale - jak słusznie zauwa

ż

a Bart (1985) - pierwszym 

stopniem rozwoju dziewczynki powinna by

ć

 nieufno

ść

. Popularne powiedzenie „chłopcy zawsze b

ę

d

ą

 

chłopcami"  oznacza, 

ż

e  zawsze  b

ę

d

ą

  nieposłuszni  i  zawsze  b

ę

d

ą

  bada

ć

  i  zajmowa

ć

  coraz  wi

ę

kszy 

teren  wokół  siebie,  bo  na  tym  polega  ich  m

ę

sko

ść

.  Nie  istnieje  analogiczne  powiedzenie  o 

dziewczynkach, bo im nie daje si

ę

 podobnych przyzwole

ń

Dzi

ę

ki  bezpo

ś

rednim  stwierdzeniom  i  przykładom  dziewczynka  wcze

ś

nie  dowiaduje  si

ę

  o 

zagro

ż

eniach, na jakie jest nara

ż

ona. Nieufno

ść

, l

ę

k i ograniczenie staj

ą

 si

ę

 wi

ę

c integraln

ą

 cz

ęś

ci

ą

 jej 

kształtuj

ą

cej si

ę

 to

ż

samo

ś

ci. Musi si

ę

 ona nauczy

ć

ż

e niektórzy m

ęż

czy

ź

ni b

ę

d

ą

 j

ą

 rani

ć

, inni b

ę

d

ą

 si

ę

 

ni

ą

  opiekowa

ć

,  a  jeszcze  inni  poł

ą

cz

ą

  obie  te  czynno

ś

ci.  Tylko  wtedy,  gdy  kobiet

ę

  eskortuje 

m

ęż

czyzna, inni b

ę

d

ą

 uwa

ż

ali, 

ż

e jest ona poza ich zasi

ę

giem, bo istnieje wokół niej nieprzekraczalna 

granica.  Tylko  m

ęż

czy

ź

ni  mog

ą

  wytyczy

ć

  dla  niej  lini

ę

  dziel

ą

c

ą

  atrakcyjno

ść

  od  „proszenia  si

ę

  o  to" 

(Grady, 1984), o ile taka linia w ogóle istnieje. Ponadto jedynie ojciec lub m

ąż

 mo

ż

e jej da

ć

 nazwisko. 

Obecnie  wiele  zam

ęż

nych  kobiet  nie  przybiera  nazwiska  m

ęż

a,  ale  wówczas  zachowuj

ą

  nazwisko 

ojca. Tylko poprzez relacj

ę

 z m

ęż

czyzn

ą

 kobieta mo

ż

e mie

ć

 wzgl

ę

dnie bezpieczne granice: mo

ż

e si

ę

 

sta

ć

 widzialna przez to, 

ż

e jest z nim „zwi

ą

zana". 

Nic  wi

ę

c  dziwnego, 

ż

e  kobiety  ucz

ą

  si

ę

  utrzymywania  przy 

ż

yciu  dzi

ę

ki  zwi

ą

zkom,  a  nie  dzi

ę

ki 

sobie.  Nic  dziwnego, 

ż

e  tworz

ą

  przenikalne,  dostosowuj

ą

ce  si

ę

,  zmienne  granice.  Nic  dziwnego, 

ż

cz

ę

sto  czuj

ą

,  i

ż

  s

ą

  niewidzialne  zarówno  w  zwi

ą

zkach,  jak  i  poza  nimi.  Kobieta  mo

ż

e  by

ć

  widzialna 

wył

ą

cznie  „w  relacji  do",  a  poniewa

ż

  jest  to  stan  kulturowo  aprobowany,  podnosi  on  jej  poczucie 

własnej  warto

ś

ci.  Paradoksalnie  jednak  ma  to  jednocze

ś

nie  skutek  odwrotny:  jej  poczucie  własnej 

warto

ś

ci  obni

ż

a  si

ę

  z  powodu  narzuconych  jej  ogranicze

ń

.  Poniewa

ż

  te  ograniczenia  s

ą

  zawsze 

okre

ś

lane przez innych, granice kobiety musz

ą

 by

ć

 reaktywne, gi

ę

tkie i zale

ż

ne od sytuacji, musz

ą

 by

ć

 

z  nieustann

ą

  czujno

ś

ci

ą

  dostosowane  do  innych,  a  nie  do  własnego  „ja".  Ostatecznie  kobieta 

background image

najcz

ęś

ciej  osi

ą

ga  jedynie  złudzenie  bezpiecze

ń

stwa,  co  potwierdzaj

ą

  statystyki  ukazuj

ą

ce  przemoc 

wobec kobiet w rodzinie jako zjawisko epidemiologiczne w naszym społecze

ń

stwie. 

Carol Brooks Gardner (1980) badała funkcje ulicznych odzywek m

ęż

czyzn do kobiet oraz stopie

ń

 

ryzyka  zwi

ą

zany  z  przebywaniem  kobiet  w  sferze  publicznej  bez  m

ę

skiej  eskorty.  Kobieta  jest 

bezpieczniejsza,  gdy  ma  za  towarzysza  m

ęż

czyzn

ę

,  ale  jaki  ma  to  wpływ  na  ni

ą

  sam

ą

?  Chocia

ż

 

pewien  stopie

ń

  widzialno

ś

ci  w 

ś

wiecie  m

ęż

czyzn  jest  kobiecie  niezb

ę

dny  dla  rozwoju  zdrowej 

to

ż

samo

ś

ci,  jej  osi

ą

gni

ę

cie  wi

ąż

e  si

ę

  dla  niej  z  ogromnym  zagro

ż

eniem.  Kolejnym  paradoksem  jest 

fakt, 

ż

e autentyczno

ść

 czy te

ż

 prawdziwa obecno

ść

 kobiety tak

ż

e nie jest dla niej bezpieczna. Artystka 

Judy  Chicago  (1975)  pisze  o  kobietach,  które  do

ś

wiadczyły  ulicznego  napastowania.  Czuły  one  tak 

ogromny l

ę

k psychiczny i fizyczny, 

ż

e obawiały si

ę

 rozmawia

ć

 na ten temat nawet w grupie zło

ż

onej z 

samych kobiet. Bały si

ę

 tak

ż

e dawa

ć

 swym prze

ż

yciom wyraz w sztuce. Vivian Gornick komentuje to 

tak: „Mój ojciec był 

Ż

ydem i nie miał co do tego 

ż

adnego wyboru. Na ulicach wołano za nim gudlaj. [...] 

Gdy mój ojciec słyszał takie okre

ś

lenie, zamierała w nim siła 

ż

yciowa. Kiedy m

ęż

czyzna, widz

ą

c mnie 

na ulicy, wydaje zwierz

ę

ce odgłosy albo gdy siedz

ą

c ze mn

ą

 przy stole, nie słyszy, co do niego mówi

ę

dzieje si

ę

 ze mn

ą

 to samo, co z moim ojcem. Sprawia to, 

ż

e serce wali mi jak młotem, a krew uderza 

do głowy" (1989, s. 95). 

L

ę

k  przed  fizycznym  zranieniem  przez  m

ęż

czyzn

ę

  jest  uwa

ż

any  za  naturaln

ą

  cz

ęść

 

ż

ycia 

kobiety i oczywi

ś

cie przejawia si

ę

 w jej ciele. Jak cz

ę

sto widzisz kobiet

ę

 stoj

ą

c

ą

 prosto i patrz

ą

c

ą

 przed 

siebie lub swobodnie, z pewno

ś

ci

ą

 id

ą

c

ą

 ulic

ą

? Przypomnij sobie cytowane wcze

ś

niej słowa ulicznych 

opryszków, którzy czekaj

ą

 na odgłos kobiecych kroków na ulicy. Wyobra

ź

 sobie, 

ż

e to ty jeste

ś

 kobiet

ą

 

id

ą

c

ą

  w  nocy  ulic

ą

  lub  znajduj

ą

c

ą

  si

ę

  na  jakim

ś

  przedmie

ś

ciu  i 

ż

e  nagle  słyszysz  za  sob

ą

  szybko 

przybli

ż

aj

ą

ce si

ę

 kroki m

ęż

czyzny. Co czujesz? Co sobie wyobra

ż

asz? 

W  czasie  sesji,  której  byłam  superwizorem,  jeden  z  m

ęż

czyzn  zerwał  si

ę

  nagle  z  krzesła 

poruszony i zrozpaczony. Zarówno kobiety, jak i m

ęż

czy

ź

ni w grupie skulili si

ę

 na swoich miejscach, 

obawiaj

ą

c  si

ę

  ataku  z  jego  strony.  Wszyscy  oni  mieli  wiele  do

ś

wiadcze

ń

  zwi

ą

zanych  z  przemoc

ą

  ze 

strony m

ęż

czyzn, a tylko jedna osoba spo

ś

ród nich doznała jako dziecko przemocy ze strony kobiety. 

Podczas kursów przygotowawczych dla terapeutów uczestnicz

ą

ce w nich kobiety i m

ęż

czy

ź

ni musz

ą

 

nauczy

ć

  si

ę

  stawia

ć

  czoła  własnemu  l

ę

kowi  przed  gniewem,  szczególnie  gniewem  m

ęż

czyzn,  który 

mo

ż

e przerodzi

ć

 si

ę

 w przemoc. Gniew kobiety mo

ż

na przedyskutowa

ć

 i przekształci

ć

, a przynajmniej 

opanowa

ć

.  Zmowa  terapeutów  cz

ę

sto  ka

ż

e  okre

ś

la

ć

  gniew  jako  cech

ę

  m

ę

sk

ą

,  a  wi

ę

c  stosown

ą

  i 

mo

ż

liw

ą

 do zaakceptowania u m

ęż

czyzny, lecz zbyt gwałtown

ą

 u kobiety. 

Na  ró

ż

nych  etapach  terapii  praktycznie  ka

ż

da  z  moich  klientek  zmagała si

ę

 z fizycznym l

ę

kiem 

przed  m

ęż

czyznami  w  ogóle  lub  przed  konkretnym  m

ęż

czyzn

ą

  b

ę

d

ą

cym  jej  partnerem.  Wiele  kobiet 

miewa  koszmarne  sny  o  brutalnych  m

ęż

czyznach.  Wiele  nigdy  nie  wychodzi  wieczorem  bez  asysty, 

obawiaj

ą

c  si

ę

  anonimowego  napastnika.  Jeszcze  inne  boj

ą

  si

ę

ż

e  ich  partner  b

ę

dzie  je  zmuszał  do 

uprawiania  seksu  lub 

ż

e  jego  uogólniona  wrogo

ść

  wobec  kobiet  zwróci  si

ę

  przeciw  nim.  Niektóre 

słyszały, jak ich partnerzy mówili o kobietach, 

ż

e zasługuj

ą

 na to, by je gwałci

ć

, bi

ć

, a nawet mordowa

ć

Lesbijki,  je

ś

li  nawet  nie  obawiaj

ą

  si

ę

  ataku,  to  cz

ę

sto  czuj

ą

  l

ę

k  przed  wy

ś

mianiem,  tak  ze  strony 

znanych  im  m

ęż

czyzn,  jak  i  nieznajomych.  Wi

ę

kszo

ść

  tych  kobiet  wcale  nie  nale

ż

y  do  tak  licznej 

przecie

ż

 grupy ofiar przemocy czy gwałtu w dzieci

ń

stwie. 

background image

Prawie  ka

ż

da  kobieta  potrafi  opisa

ć

  uczucie  fizycznego  i  psychicznego  zagro

ż

enia  atakiem  na 

ulicy: „Jad

ą

c taksówk

ą

 na lotnisko, 

ś

pi

ą

c we własnym łó

ż

ku, korzystaj

ą

c z publicznej toalety, czekaj

ą

na wind

ę

, wracaj

ą

c samochodem do domu, przystaj

ą

c, by porozmawia

ć

 z s

ą

siadami lub przyjaciółmi - 

kobiety  cz

ę

sto  do

ś

wiadczaj

ą

  dziwnego  skurczu  w 

ż

ą

dku,  który  w  jaki

ś

  sposób  ostrzega  je  przed 

niebezpiecze

ń

stwem"  (Sta

ń

ko,  1988).  Kobiety  b

ę

d

ą

ce  ofiarami  nadu

ż

y

ć

  seksualnych  cz

ę

sto  czuj

ą

 

napi

ę

cie  w  niektórych  partiach  ciała  i  umysłu  i  zwykle  nie  potrafi

ą

  do

ś

wiadczy

ć

  erotycznego 

podniecenia  bez  jednoczesnego  odczuwania  l

ę

ku.  Te,  które  w  dzieci

ń

stwie  traktowano  brutalnie, 

najcz

ęś

ciej przyjmuj

ą

 fizyczn

ą

 i psychiczn

ą

 postaw

ę

 nieustannej czujno

ś

ci i gotowo

ś

ci do obrony. 

Kobiety nie zawsze s

ą

 

ś

wiadome tego l

ę

ku. Jest on tak zwyczajn

ą

 cz

ęś

ci

ą

 ich codzienno

ś

ci, 

ż

obecny  jest  w  ich  ciele.  Zazwyczaj  reakcjami  na  l

ę

k  s

ą

  takie  symptomatyczne  zaburzenia,  jak  ataki 

paniki,  fobie,  zaburzenia  dysocjacyjne  czy  depresje,  by  wymieni

ć

  tylko  kilka  typowych  przypadło

ś

ci 

kobiecych.  Z  pewno

ś

ci

ą

  nie  wszyscy  m

ęż

czy

ź

ni  s

ą

  wolni  od  l

ę

ków  w  stosunkach  z  kobietami.  Mam 

jednak  wra

ż

enie, 

ż

e  ich  obawy  dotycz

ą

  głównie  odrzucenia,  a nie brutalno

ś

ci. M

ęż

czyzna boi si

ę

ż

nie  oka

ż

e  si

ę

  dostatecznie  dobry,  wystarczaj

ą

co  du

ż

y  i  silny, 

ż

e  nie  sprawdzi  si

ę

  jego  potencja, 

ż

kobieta go nie zechce. Boi si

ę

 utraty władzy i prawa do kobiety. 

Gdyby ustanowi

ć

 godzin

ę

 policyjn

ą

 dla m

ęż

czyzn - poniewa

ż

 na ulicach i w parkach, szczególnie 

noc

ą

, stanowi

ą

 oni powa

ż

ne zagro

ż

enie dla kobiet (a tak

ż

e - cho

ć

 w znacznie mniejszym stopniu - i dla 

niektórych m

ęż

czyzn, tym wi

ę

ksze, im bardziej przypominaj

ą

 oni kobiety swoim wygl

ą

dem, wielko

ś

ci

ą

 i 

zachowaniem)  -  czy  doszłoby  do  eksplozji  brutalno

ś

ci  w  domach?  Jak  wielu  Amerykanów,  opisuj

ą

obcokrajowcowi  nasze  warto

ś

ci  i  zwyczaje,  stwierdziłoby, 

ż

e  mamy  godzin

ę

  policyjn

ą

  dla  kobiet? 

Nasza nieformalna godzina policyjna dla kobiet jest traktowana jako co

ś

 najzupełniej oczywistego tak 

samo,  jak  brutalno

ść

  m

ęż

czyzn.  Musimy  zapyta

ć

,  dlaczego  okre

ś

la  si

ę

  to  zjawisko  po  prostu  jako 

zagadnienie  fizycznej  i  psychicznej  bezradno

ś

ci  kobiet,  a  nie  problem  irracjonalnej  przemocy  i  braku 

samokontroli  u  m

ęż

czyzn?  Nie  istniej

ą

  programy  zapobiegania  m

ę

skiej  brutalno

ś

ci,  a  mo

ż

na  by  na 

przykład  uczy

ć

  chłopców  panowania  nad  sob

ą

  i  nad  własn

ą

  agresj

ą

,  szanowania  potrzeb  i  uczu

ć

 

dziewcz

ą

t,  a  nawet  rozumienia, 

ż

e  te  potrzeby  mog

ą

  by

ć

  inne  od  m

ę

skich.  Tylko, 

ż

e  to  wymagałoby 

nie tylko nazwania niebezpiecze

ń

stwa, ale zrozumienia, kto ma władz

ę

 jego okre

ś

lania i na czym ono 

polega.  Jest  to  władza  definiowania  i  ograniczania,  władza  tworzenia  figury  i  tła,  władza  czynienia 

rzeczy widzialnymi i niewidzialnymi. Władz

ę

 zawsze dzier

ż

y twórca tła i wła

ś

ciciel kontekstu. To on jest 

tym,  kto  wyznacza  granice  i  definiuje  problem.  Tylko  zmiana  kontekstu,  dokonuj

ą

ca  przesuni

ę

cia 

znacze

ń

  i  ocen  wszelkich  zdarze

ń

  intrapsychicznych  i  interpersonalnych,  b

ę

dzie  równie

ż

  zmian

ą

 

natury edypalnego społecze

ń

stwa. 

Mo

ż

na  przytoczy

ć

  z 

ż

ycia  codziennego  wiele  przykładów  władzy,  jak

ą

  daje  m

ęż

czyznom 

panowanie  nad  kontekstem.  Gdy  wynaleziono  maszyn

ę

  do  pisania,  uwa

ż

ano  j

ą

  za  mechanizm  tak 

skomplikowany, 

ż

e jedynie m

ęż

czyzna był w stanie si

ę

 nim posługiwa

ć

. Presti

ż

 ł

ą

czony z tym zawodem 

w  Stanach  Zjednoczonych  znikn

ą

ł,  gdy  okre

ś

lono  go  jako  zaj

ę

cie  banalne  i  monotonne,  które  mog

ą

 

wykonywa

ć

  kobiety.  Kolejnym  przykładem  jest  profesja  lekarza,  który  w  Stanach  Zjednoczonych  ma 

wysoki status i du

ż

e dochody. Wi

ę

kszo

ść

 lekarzy to przecie

ż

 m

ęż

czy

ź

ni. W byłym Zwi

ą

zku Radzieckim, 

gdzie lekarzami s

ą

 zwykle kobiety, zawód ten nie cieszy si

ę

 tak wielkim presti

ż

em i przynosi dochody 

ni

ż

sze  ni

ż

  płace  niektórych  robotników.  By

ć

  mo

ż

e  i  nas  czeka  podobna  sytuacja,  na  przykład  w 

background image

pewnych  działach  prawa  i  medycyny,  gdzie  prac

ę

  znajduje  coraz  wi

ę

cej  kobiet.  Status  zaj

ę

cia  nie 

zale

ż

y od niego samego, ale od przypisanego mu znaczenia, czyli od komponentu warto

ś

ciuj

ą

cego. 

W  czasach  wiktoria

ń

skich  włoscy  denty

ś

ci  zauwa

ż

yli, 

ż

e  kobiety  rzadziej  mdlej

ą

  z  bólu  ni

ż

 

m

ęż

czy

ź

ni.  Ró

ż

nicy  tej  nie  przypisano  jednak  wi

ę

kszej  odwadze  i  wytrzymało

ś

ci  kobiet,  ale  ni

ż

szej 

zdolno

ś

ci  odczuwania.  Podobnie  gdy  dziewczynki  s

ą

  lepiej  od  chłopców  rozwini

ę

te  intelektualnie,  nie 

uwa

ż

a  si

ę

  ich  za  bystrzejsze,  lecz  za  bardziej  powierzchowne  (Russett,  1989).  Powolno

ść

,  a  nie 

szybko

ść

 zdobywania wiedzy stała si

ę

 warto

ś

ci

ą

. Chodzi tu o abstrakcj

ę

 wy

ż

szego poziomu: warto

ś

ci

ą

 

jest sama m

ę

sko

ść

, kobieco

ść

 jest podrz

ę

dna na mocy definicji. 

Jak  dalece  zmieniła  si

ę

  ta  perspektywa  w  ci

ą

gu  ostatnich  stu  lat?  Joan  Schulman  tak 

skomentowała  sposób,  w  jaki  prawodawstwo  niektórych  stanów  rozszerzyło  uprawnienia  par 

mał

ż

e

ń

skich na pary zamieszkuj

ą

ce razem bez 

ś

lubu: 

„M

ęż

czyznom 

ż

yj

ą

cym  w  konkubinacie  coraz  cz

ęś

ciej  przyznaje  si

ę

  «mał

ż

e

ń

skie  prawo»  do 

gwałtu, ale ich partnerkom znacznie trudniej uzyska

ć

 mał

ż

e

ń

skie przywileje, takie jak obowi

ą

zek ło

ż

enia 

na utrzymanie, podział maj

ą

tku czy ochron

ę

 prawn

ą

. W kilku stanach, w których niezam

ęż

na kobieta ma 

te prawa, s

ą

dy wymagaj

ą

 zdeklarowanej lub domniemanej zgody obu stron. Wymaga

ń

 takich nie stawia 

si

ę

 w wypadku gwałtu mał

ż

e

ń

skiego" (Schulman, 1980, s. 538-540). 

Znaczenia  dotycz

ą

ce  kobiecej  seksualno

ś

ci  i  u

ż

ytek,  jaki  z  niej  robi

ą

  m

ęż

czy

ź

ni  w  tym 

społecze

ń

stwie,  stanowi

ą

  kolejny  przykład, 

ż

e  to  wła

ś

nie  m

ęż

czyzna  ma  władz

ę

  okre

ś

lania, 

pochłaniania  i  wkraczania  (przemoc

ą

  lub  nie)  w  sfer

ę

  kobiecego  erotyzmu,  który  wolno  mu 

interpretowa

ć

 jako przedłu

ż

enie swojego. By

ć

 mo

ż

e najwyra

ź

niejszym aspektem seksualno

ś

ci kobiety 

jest to, 

ż

e ł

ą

czy ona przyjemno

ść

 i niebezpiecze

ń

stwo, co udokumentowały liczne prace feministyczne, 

a podkre

ś

liła w swej ksi

ąż

ce Carole Vance (1984). Zarówno w sferze prywatnej, jak i publicznej kobiety 

s

ą

 nieustannie nara

ż

one na zaczepki, brutalno

ść

 i gwałt. Niebezpiecze

ń

stwo grozi im ze strony obcych 

oraz  tych,  których obdarzaj

ą

 miło

ś

ci

ą

 i zaufaniem. Kobiety zgwałcone przez m

ęż

ów odczuwaj

ą

 skutki 

tego zdarzenia bardzo długo (Russell, 1982) i powoduje ono zaburzenia w sferze seksualnej wi

ę

ksze 

ni

ż

 u kobiet zgwałconych przez znajomych lub obcych (Bart, 1985). Oto ułamek szokuj

ą

cej statystyki: 

W  poddanej  badaniom  grupie  3187  kobiet  1  na  4  była  ofiar

ą

  gwałtu  lub  prób  gwałtu;  84%  znało 

swoich gwałcicieli; 57% tych przypadków miało miejsce podczas randki; 

ś

redni wiek ofiary wynosił 

osiemna

ś

cie i pół roku (Warshaw, 1988). 

Pierwsze  do

ś

wiadczenia  seksualne  przynajmniej  jednej  trzeciej  kobiet  wi

ążą

  si

ę

  z 

molestowaniem przez „zaufanego" członka rodziny. 

Przynajmniej połowa kobiet do

ś

wiadcza gwałtu co najmniej raz w 

ż

yciu. 

Przynajmniej połowa dorosłych kobiet jest we własnych domach bita przez m

ęż

ów lub kochanków 

(Walker, 1979). Doniesienia o gwałtach popełnionych przez m

ęż

ów dotycz

ą

 od 11 do 15% kobiet 

(Finklehor i Yllo, 1985). 

background image

M

ęż

owie powoduj

ą

 u kobiet wi

ę

cej wymagaj

ą

cych leczenia obra

ż

e

ń

 ni

ż

 gwałty, napady i wypadki 

samochodowe razem wzi

ę

te; jedn

ą

 trzeci

ą

 kobiet b

ę

d

ą

cych ofiarami morderstw zabili m

ęż

owie lub 

narzeczeni („New York Times" 1984). 

Około 85% pracuj

ą

cych kobiet jest nara

ż

onych na seksualne molestowanie w miejscu pracy („New 

York Times" 1984). 

Według Ameryka

ń

skiego Departamentu Sprawiedliwo

ś

ci (Heise, 1989) w Stanach Zjednoczonych 

co pi

ę

tna

ś

cie sekund bita jest jaka

ś

 kobieta; co najmniej cztery kobiety trac

ą

 codziennie 

ż

ycie w 

wyniku maltretowania; co sze

ść

 minut jest popełniany gwałt. 

Statystyki mi

ę

dzynarodowe wcale nie s

ą

 lepsze: 

W Nikaragui 44% m

ęż

czyzn przyznaje si

ę

ż

e biło 

ż

ony. 

W Peru 70% zgłaszanych policji przest

ę

pstw dotyczy kobiet bitych przez m

ęż

ów. 

W 1985 roku 54% wszystkich morderstw popełnionych w Austrii zdarzyło si

ę

 w rodzinie; kobiety i 

dzieci stanowiły 90% ofiar. 

W Papui Nowej Gwinei 67% kobiet mieszkaj

ą

cych na wsi i 56% kobiet mieszkaj

ą

cych w mie

ś

cie 

było ofiarami przemocy ze strony m

ęż

ów. 

Podczas 8000 zabiegów aborcji przeprowadzonych w klinice w Bombaju usuni

ę

to 7999 płodów 

płci 

ż

e

ń

skiej („Z Magazine", 1989 (lipiec/sierpie

ń

), s. 61). 

 

Statystyki  te,  a  tak

ż

e  rozmaite  historie,  których  wysłuchałam  jako  terapeutka,  nauczyciel  i 

przyjaciółka,  nie  s

ą

  wcale  niczym  niesłychanym.  Ka

ż

da  grupa  kobiet  mogłaby  zapewne  podzieli

ć

  si

ę

 

podobnymi  prze

ż

yciami.  Poni

ż

sze  przykłady  inicjacji  i  do

ś

wiadcze

ń

  seksualnych  skomponowane  s

ą

  z 

opowie

ś

ci ró

ż

nych kobiet, którym pomagałam. Niczego nie wymy

ś

liłam. 

Jako  dziecko  Anne  była  cz

ę

sto  molestowana  przez  ojca,  praktykuj

ą

cego  katolika,  który  mimo 

seksualnego wykorzystywania obu córek upierał si

ę

 przy ich religijnej edukacji w szkole parafialnej. Jak 

zwykle w takich wypadkach ojciec zakazał córkom mówi

ć

 komukolwiek, co dzieje si

ę

 mi

ę

dzy nimi. Anne 

nigdy nie powiedziała o tym 

ż

adnej z zakonnic ze strachu, 

ż

e albo j

ą

 ukarz

ą

, albo jej nie uwierz

ą

. Jako 

osoba dorosła, po kilku miesi

ą

cach terapii, zdecydowała si

ę

 na konfrontacj

ę

 z ojcem. Została przez niego 

pobita i usłyszała, 

ż

e jest gotów zrobi

ć

 to ponownie, je

ś

li Anne znowu poruszy ten problem z nim albo z 

kimkolwiek innym. 

Wkrótce  potem  na  kursie  biblijnym  Anne  poznała  wra

ż

liwego  i  troskliwego  m

ęż

czyzn

ę

,  który 

wydawał  si

ę

  jej  całkowitym  przeciwie

ń

stwem  ojca.  Zacz

ę

li  sp

ę

dza

ć

  razem  wiele  czasu  i  wkrótce  Paul 

wyznał jej miło

ść

. Ze wzgl

ę

du na przekonania religijne nie było mi

ę

dzy nimi 

ż

adnego fizycznego kontaktu. 

Po  o

ś

wiadczynach  Paula  Anne  opowiedziała  mu  o  swoim  l

ę

ku  przed  seksem  i  o  tym,  jak  traktował  j

ą

 

ojciec. Paul był zaszokowany i bardzo jej współczuł. Zgodził si

ę

ż

e je

ś

li si

ę

 pobior

ą

, nie b

ę

dzie nalegał na 

background image

współ

ż

ycie, dopóki ona nie b

ę

dzie do tego gotowa, cho

ć

by nawet miało to długo trwa

ć

. Taka postawa 

oraz fakt, 

ż

ż

ył w czysto

ś

ci, oczekuj

ą

c na mał

ż

e

ń

stwo, pozostawały w zgodzie z wiar

ą

 Paula. 

Pobrali  si

ę

  i  sp

ę

dzili  dwa  lata  w  celibacie.  Paul  coraz  bardziej  si

ę

  niecierpliwił.  Dwa  razy  uderzył 

Anne,  chocia

ż

  potem  ogromnie  tego 

ż

ałował  i  przepraszał.  W  ko

ń

cu  zdecydowali  si

ę

  zamieszka

ć

 

oddzielnie. W okresie separacji, gdy pewnego popołudnia wracała z zaj

ęć

, Anne została zaatakowana na 

ulicy i zgwałcona. Paul, dowiedziawszy si

ę

 o tym telefonicznie od 

ż

ony, był bardzo przybity. Kilka godzin 

ź

niej zapukał do jej drzwi. Gdy go wpu

ś

ciła, wydawał si

ę

 niespokojny. Powtarzał w kółko: „Nawet je

ś

li 

ż

yjemy w separacji, jeste

ś

 moj

ą

 

ż

on

ą

 i mam swoje prawa". Zaczynaj

ą

c rozumie

ć

, do czego zmierza m

ąż

Anne  przestraszyła  si

ę

  i  poprosiła,  by  sobie  poszedł.  On  jednak  zaci

ą

gn

ą

ł  j

ą

  do  łó

ż

ka,  zdarł  z  niej 

ubranie i zgwałcił j

ą

. Pó

ź

niej przepraszał i mówił, 

ż

e nie wie, co si

ę

 z nim stało. Ann

ę

 nigdy wi

ę

cej ju

ż

 si

ę

 

z nim nie spotkała, ale niełatwo jej było odrzuci

ć

 płyn

ą

c

ą

 z całego 

ż

ycia nauk

ę

, do kogo nale

ż

y jej ciało. 

 

Kiedy po raz pierwszy zahaczyłam Dian

ę

, miała gł

ę

bok

ą

 depresj

ę

 i skłonno

ś

ci samobójcze. 

Ż

ycie 

wydawało  si

ę

  jej  bolesne  i  bezsensowne.  Gdy  poznałam  j

ą

  bli

ż

ej,  zobaczyłam  nie  tyle  bezsens,  ile 

niezwykle dramatyczne do

ś

wiadczenia, które ukształtowały jej negatywny stosunek do 

ż

ycia. Wyznała 

mi, 

ż

e  inicjacj

ę

  seksualn

ą

  przeszła  w  wieku  dwunastu  lat,  gdy  ojciec  zaprosił do domu swoich kumpli 

pijaków.  Gdy  z  ni

ą

  sko

ń

czyli,  roze

ś

miał  si

ę

  i  powiedział:  „Mam  nadziej

ę

ż

e  teraz  wiesz,  gdzie  twoje 

miejsce".  Przedtem  uwa

ż

ał, 

ż

e  jest  troch

ę

  za  bardzo  zbuntowana.  Po  tym  zdarzeniu  jej  buntownicze 

nastroje jeszcze bardziej si

ę

 wzmocniły. Przez długi czas uprawiała seks bez wzgl

ę

du na to, z kim, gdzie i 

kiedy.  Szesna

ś

cie  lat  pó

ź

niej  nie  widziała  i  nie  czuła 

ż

adnego  zwi

ą

zku  mi

ę

dzy  tamtym  zbiorowym 

gwałtem a za

ż

ywaniem narkotyków i wielokrotnym okaleczaniem si

ę

 

Chocia

ż

  Judy  była  molestowana  seksualnie  jako  dziecko,  seks  z  m

ęż

em  uwa

ż

ała  za 

satysfakcjonuj

ą

cy. Pobrali si

ę

 zaraz po szkole i m

ąż

 był jej jedynym partnerem. Jednak cz

ę

sto dotykał jej 

do

ść

  obcesowo  i  sprawiał  ból,  tak 

ż

e  zamierała,  zamiast  z  rado

ś

ci

ą

  reagowa

ć

  na  pieszczoty.  Gra 

wst

ę

pna  była  krótka  i  ukierunkowana  wył

ą

cznie  na  szybkie  pobudzenie.  Judy  czuła, 

ż

e  nie  reaguje 

prawidłowo. Po dłu

ż

szym czasie zacz

ę

ła zdawa

ć

 sobie spraw

ę

ż

e zachodzi zwi

ą

zek mi

ę

dzy jej reakcjami 

na m

ęż

a a do

ś

wiadczeniami z dzieci

ń

stwa, wi

ę

c poprosiła go, by dotykał jej tak, jak ona chce. Teraz on z 

kolei poczuł si

ę

 odrzucony. Uwa

ż

ał zreszt

ą

ż

e to nie on, ale ona ma problem, je

ś

li nie potrafi pozytywnie 

reagowa

ć

  na  to,  co  lubi  jej  partner.  Argumentował, 

ż

e  nigdy  nie  miał  podobnych  trudno

ś

ci  z 

ż

adn

ą

 

dziewczyn

ą

 przed 

ś

lubem. 

 

Melanie  w  wieku  siedemnastu  lat  opu

ś

ciła  dom,  w  którym  była  krzywdzona,  i  zamieszkała  z 

rodzin

ą

 ciotki i wuja. Zanim wyprowadziła si

ę

 po czterech latach, by wyj

ść

 za m

ąż

, była zmuszana przez 

wuja do stosunków seksualnych w zamian za dach nad głow

ą

 i jedzenie. Nie była ch

ę

tn

ą

 partnerk

ą

, ale 

nie  bardzo  rozumiała,  co  si

ę

  dzieje,  a  ponadto  bała  si

ę

ż

e  je

ś

li  odmówi,  b

ę

dzie  musiała  wróci

ć

  do 

rodziców. Nigdy nie my

ś

lała, 

ż

e prze

ż

ywa molestowanie seksualne lub pada ofiar

ą

 gwałtu. 

 

Sally  wielokrotnie  omawiała  z  terapeut

ą

  gwałt,  którego  była  ofiar

ą

  jako  osoba  dorosła.  Podczas 

jednej  z  rozmów  wspomniała, 

ż

e  w  dzieci

ń

stwie  ojciec  i  dwaj  bracia  zmuszali  j

ą

  do  współ

ż

ycia.  Nie 

background image

uwa

ż

ała  tego  za  gwałt.  Podobnie  jak  wiele  kobiet,  które  do  współ

ż

ycia  zmusili  m

ęż

owie,  s

ą

dziła  -  co 

zreszt

ą

 pokrywa si

ę

 ze zdaniem m

ęż

czyzn - 

ż

e nie był to gwałt, ale wyegzekwowanie m

ę

skich praw. 

 

Laura,  kobieta  po  pi

ęć

dziesi

ą

tce,  jest  dumna, 

ż

e  uchroniła  si

ę

  przed  gwałtem,  pochlebiaj

ą

napastnikowi. Przekonała go, 

ż

e jest tak bardzo m

ę

ski, i

ż

 nie potrzebuje tego udowadnia

ć

 gwałtem. W 

ko

ń

cu si

ę

 z ni

ą

 zgodził. 

 

Maureen  nie  doznała  w  dzieci

ń

stwie 

ż

adnych  nadu

ż

y

ć

  seksualnych,  chocia

ż

  ojciec  zawsze 

prezentował j

ą

 z dum

ą

 swoim przyjaciołom. Mówili jej, 

ż

e jest ładna i 

ż

e ich synowie lub inni chłopcy w 

jej  wieku  na  pewno  chcieliby  z  ni

ą

  chodzi

ć

.  Nie  uwa

ż

ała  si

ę

  za  ładn

ą

,  wi

ę

c  była  zadowolona  z  ich 

zainteresowania. Jako osoba dorosła zdawała sobie spraw

ę

 z własnej seksualno

ś

ci jedynie wtedy, gdy 

udawało jej si

ę

 podnieci

ć

 jakiego

ś

 m

ęż

czyzn

ę

. Bardzo starała si

ę

 zadowoli

ć

 tych, którym si

ę

 podobała. 

Ich podniecenie wpływało podniecaj

ą

co na ni

ą

. Miała obsesj

ę

 na punkcie wygl

ą

du i godzinami czytała 

kobiece  czasopisma,  zajmowała  si

ę

  kupowaniem  nowych  strojów,  wypróbowywaniem  kosmetyków, 

zmian

ą

 fryzury i koloru włosów. Maureen stanowiła kwintesencj

ę

 normalnej kobieco

ś

ci. 

 

Harriet  stała  si

ę

 

ś

wiadoma  swojej  seksualno

ś

ci  w  siódmej  klasie,  gdy  zacz

ę

ty  si

ę

  kształtowa

ć

  jej 

piersi. Poniewa

ż

 były du

ż

e, nieustannie przyci

ą

gały uwag

ę

 chłopców. Nie tylko si

ę

 z niej wy

ś

miewali, ale 

tak

ż

e urz

ą

dzali sobie co

ś

 w rodzaju zabawy: podbiegali do niej, dotykali jej piersi, a potem w grupie 

ś

miali 

si

ę

  z  niej.  To  upokorzenie  spowodowało, 

ż

e  w  wieku  lat  dwudziestu  kilku  zdecydowała  si

ę

  na 

chirurgiczne zmniejszenie piersi. Niestety, wstydu i nienawi

ś

ci do siebie nie da si

ę

 usun

ąć

 

 S

ą

  to  wszystko  przypadki  fizycznych,  psychicznych  i  symbolicznych  gwałtów.  Te  ostatnie 

definiuj

ę

  jako  m

ę

sk

ą

  uzurpacj

ę

  do  okre

ś

lenia  znacze

ń

  ciała,  uczu

ć

  i  potrzeb  kobiety.  Prowadzi  to  nie 

tylko  do  odrzucenia  wszelkich  innych  znacze

ń

,  ale  tak

ż

e  pozwala  m

ęż

czyznom  na  ich  podstawie 

stosowa

ć

  brutaln

ą

  przemoc.  Fizyczne  i  seksualne  ograniczenia  kobiety  zostaj

ą

  okre

ś

lone  przez 

potrzeby  m

ęż

czyzny  i  jego  poczucie  prawa  do  niej.  Wszystkie  fizyczne  nadu

ż

ycia  wobec  kobiet  s

ą

 

dokonywane  i  usprawiedliwiane  wskutek  tworzonych  przez  m

ęż

czyzn  znacze

ń

.  W  ten  sposób 

m

ęż

czyzna narusza najbardziej podstawowe poczucie „ja" kobiety i jej integralno

ść

 jako osoby. 

A co z mniejszo

ś

ci

ą

, która do

ś

wiadczyła m

ę

skiej agresji jedynie w sferze publicznej? Czy kobiety 

te mog

ą

 prze

ż

ywa

ć

 swoj

ą

 seksualno

ść

 w sposób wolny, skoro prywatnie nie doznały 

ż

adnych urazów? 

Czy  rozró

ż

nienie  mi

ę

dzy  sfer

ą

  prywatn

ą

  a  publiczn

ą

  jest  rzeczywi

ś

cie  uzasadnione?  Czy  kobieta 

potrzebuje  wsparcia  od  partnera,  który  jest  raczej  łagodny,  czuły  i  cierpliwy  ni

ż

  nami

ę

tny?  Czy  musi 

zatraca

ć

  si

ę

  w  romantycznych  przygodach?  Kobiecie  niew

ą

tpliwie  przypisuje  si

ę

  potrzeb

ę

 

romantycznych uczu

ć

 i „gry wst

ę

pnej". Sam termin wskazuje, 

ż

e jest to co

ś

 niezbyt powa

ż

nego, co

ś

, co 

jedynie poprzedza prawdziwy seks. Jednak wiele bada

ń

 wykazuje, 

ż

e emocjonalna blisko

ść

 i intymno

ść

 

z  partnerem  s

ą

  dla  kobiety  wa

ż

niejsze  ni

ż

  osi

ą

ganie  orgazmu  (Hite,  1976;  Jayne,  1981;  Bell,  1972). 

Chocia

ż

 najbardziej intensywne prze

ż

ycie orgazmu - w sensie fizjologicznym i psychicznym (Masters i 

Johnson, 1966; Fisher, 1973; Kinsey, 1953) - kobiety osi

ą

gaj

ą

 podczas masturbacji, raczej nie uwa

ż

aj

ą

 

jej za najprzyjemniejsz

ą

 form

ę

 aktywno

ś

ci seksualnej. Zarówno w sprawach seksu, jak i w wielu innych 

background image

s

ą

  one  wra

ż

liwe  na  kontekst,  natomiast  m

ęż

czy

ź

ni  maj

ą

  wi

ę

ksz

ą

  umiej

ę

tno

ść

  i  gotowo

ść

  do 

prze

ż

ywania seksu bez odnoszenia go do niego. 

Zanim  dopuszczono  kobiety  do  głosu,  gwałt  uwa

ż

ano  za  zjawisko  rzadkie  i  wskazuj

ą

ce  na 

odchylenia.  Pó

ź

niej  okazało  si

ę

ż

e  dokonuje  si

ę

  go  dostatecznie  cz

ę

sto,  by  uzna

ć

  go  je

ś

li  nie  za 

normalne  zachowanie  m

ęż

czyzny,  to  przynajmniej  za  normaln

ą

  m

ę

sk

ą

  fantazj

ę

.  Prace  feministek 

przedstawiły nie tylko kobiecy punkt widzenia, ale i udowodniły cz

ę

stotliwo

ść

 gwałtu. Obecnie, chocia

ż

 

wiadomo, 

ż

e  dochodzi  do  niego  zbyt  cz

ę

sto,  by  uzna

ć

  go  za  odchylenie,  nadal  widziany  jest  oczyma 

Edypa - 

ś

lepego na wszystko prócz własnych potrzeb. 

Liczne badania wykazały, 

ż

e ofiarom mniej atrakcyjnym przypisuje si

ę

 wi

ę

ksz

ą

 odpowiedzialno

ść

 

za  popełniony  na  nich  gwałt  (Deitz,  Littman  i  Bent-ley,  1984;  Seligman,  Brickman  i  Koulack,  1977; 

Thornton  i  Ryckman,  1983;  Tieger,  1981).  Seligman,  Brickman  i  Koulack  (1977)  pisz

ą

ż

e  nale

ż

y  te 

dane  rozumie

ć

  w  nast

ę

puj

ą

cy  sposób:  kobiety  atrakcyjne  s

ą

  gwałcone  z  powodu  atrakcyjno

ś

ci,  a 

nieatrakcyjne musiały jako

ś

 gwałt sprowokowa

ć

. W obu wypadkach znaczenie odnosi si

ę

 do ofiary, nie 

do gwałciciela; w obu - ona sama si

ę

 o to prosiła. Wiele studiów udowadnia, 

ż

e m

ęż

czy

ź

ni przypisuj

ą

 

wi

ę

ksz

ą

  ni

ż

  kobiety  odpowiedzialno

ść

  ofiarom  gwałtu  (Calhoun,  1978).  Wydaje  si

ę

ż

e  maj

ą

  oni  po-

zytywny  stosunek  do  gwałtu:  35%  (Malamuth,  1980)  lub  44%  (Check  i  Mala-muth,  1983),  albo  nawet 

51% (Malamuth, Haber i Feshbach, 1980) badanych m

ęż

czyzn przyznaje, 

ż

e dokonaliby gwałtu, gdyby 

wiedzieli, i

ż

 ujdzie im to na sucho. Nie wszyscy s

ą

 potencjalnymi gwałcicielami, ale wszystkie kobiety to 

potencjalne ofiary seksualnej napa

ś

ci. 

Gwałt, a tak

ż

e dobrowolnie odbyty stosunek okre

ś

laj

ą

 działanie i status m

ęż

czyzny, co znajduje 

odzwierciedlenie w j

ę

zyku. W naszym społecze

ń

stwie wyra

ż

enie „Pierdol

ę

 ci

ę

!" jest chyba najwi

ę

ksz

ą

 

obelg

ą

,  jak

ą

  mo

ż

na  rzuci

ć

  drugiej  osobie.  Co  wyra

ż

enie  to  mówi  o  znaczeniach  przypisywanych 

seksowi  i  kobiecie?  Najwidoczniej  jest  czym

ś

  upokarzaj

ą

cym  zosta

ć

  obiektem  „pierdolenia".  Owa 

czynno

ść

,  któr

ą

  jedna  osoba  -  m

ęż

czyzna  -  mo

ż

e  zrobi

ć

  drugiej  -  kobiecie  -  wyra

ż

a  nienawi

ść

  i 

dominacj

ę

.  Ten,  kto  zostaje  zdominowany,  zostaje  w  sensie  kulturowym  sprowadzony  na  najni

ż

szy 

poziom,  zostaje  zdegradowany.  W  niektórych  innych  kulturach  oraz  w  pewnych  grupach  etnicznych 

nale

żą

cych  do  kultury  ameryka

ń

skiej  obelga  obejmuje  matk

ę

  obra

ż

anego,  któr

ą

  sytuuje  si

ę

  w  tej 

poni

ż

aj

ą

cej dla niej pozycji. Dlaczego jest to wyra

ż

enie agresywne i uwłaczaj

ą

ce, a nie komplement? 

Dlaczego  stosunek  płciowy  przydaje  warto

ś

ci  m

ęż

czy

ź

nie,  a  poni

ż

a  kobiet

ę

? Wła

ś

nie dlatego, 

ż

e dla 

niej i dla niego nie jest to ten sam stosunek. Problem ten precyzyjnie obna

ż

a ró

ż

nic

ę

 znacze

ń

 mi

ę

dzy 

seksualno

ś

ci

ą

 m

ęż

czyzny a kobiety. 

Seksualno

ść

  m

ęż

czyzny  stanowi  dla  niego 

ź

ródło  siły  i  władzy.  Seksualno

ść

  kobiety  czyni  j

ą

 

bezbronn

ą

,  a  nawet  podatn

ą

  na  przemoc.  Im  wi

ę

kszy  jest  zakres  jego  władzy,  tym  czuje  si

ę

  on 

pot

ęż

niejszy  i  tym  wi

ę

ksz

ą

  sił

ę

  mu  si

ę

  przypisuje.  Gwałciciel  jest  uosobieniem  m

ę

sko

ś

ci  i  siły.  Skoro 

maskulinistyczna  kultura  definiuje  seksualno

ść

  w  kategoriach  władzy,  to  władza  staje  si

ę

  cz

ęś

ci

ą

 

seksualno

ś

ci  m

ęż

czyzny  tak  samo,  jak  jego  poczucie  prawa  do  kobiety.  Gwałt  wi

ę

c  to  nie  tylko  akt 

przemocy, ale bezpo

ś

redni wyraz i dominuj

ą

ca forma seksualno

ś

ci edypalnej. 

Jak  słusznie  zauwa

ż

yła  Susan  Sontag:  „Bez  zmiany  samych  norm  seksualno

ś

ci  wyzwolenie 

kobiety nic nie znaczy. Seks jako taki nie jest dla kobiety wyzwoleniem. Nie jest nim tak

ż

e zwi

ę

kszenie 

cz

ę

stotliwo

ś

ci uprawiania seksu" (1973, s. 188). Seksualno

ść

 edypalna pozostaje w centrum fizycznej i 

background image

psychicznej konstrukcji kobiety. Czyni j

ą

 obiektem pochlebstw i upokorze

ń

, opieki i brutalno

ś

ci, sprawia, 

ż

e przypisuje si

ę

 jej pragnienie tego, co m

ęż

czyzna chce z ni

ą

 zrobi

ć

. Rozwój kobiety jest ograniczony 

m

ę

skim poczuciem edypalnego prawa do niej i m

ę

sk

ą

 ekspansywno

ś

ci

ą

 w sensie epistemologicznym, 

fizycznym i psychologicznym.