background image

Po prostu 

Īyłem

Przedmowa w formie wywiadu, którego autor, w 

drodze wyj

ątku,  

udzielił łaskawie redaktorowi niniejszego wydania, 

Salezemu Eckermannowi, nie chc

ąc nawet słyszeü,  

i

Ī sam miałby je opatrzyü jakimkolwiek wstĊpem

  

Salezy Eckermann [SE]

Drogi Mistrzu! Oto przed nami paĔskie Opera omnia
Pieczołowicie przez nas pozbierane, skrupulatnie podane 
do druku i, co najwaĪniejsze, opatrzone paĔskim nihil 
obstat
. Chwila to dla nas i dla wielu paĔskich wielbicieli 
niewątpliwie radosna i podniosła zarazem. A przy tym 
skłaniająca do podsumowania, do uĞwiadomienia sobie, 
czym w najgłĊbszej istocie jest to całe paĔskie dzieło, a i 
pan — kim właĞciwie jest. Przez wiele lat był pan stale 
wĞród nas obecny — słowem i ciałem: słuchaliĞmy 
paĔskich strof i samiĞmy je wielokrotnie recytowali, 
uczestniczyliĞmy w wydawanych przez pana biesiadach i 
ucztach i samiĞmy je na pana czeĞü urządzali, piliĞmy 
chciwie z krynicy paĔskiej mowy i wałkowaliĞmy miĊdzy 
sobą setki paĔskich opowieĞci, teorii i powiedzeĔ, a 
jednoczeĞnie z rzadka tylko albo zgoła nigdy nie 
zastanawialiĞmy siĊ powaĪniej nad istotą paĔskiego losu i 
dzieła. Teraz, jak siĊ wydaje, przyszła na to stosowana 
pora. A zatem pozwoli pan, Īe zwrócĊ siĊ do pana z 
kilkoma zasadniczymi kwestiami, których wyjaĞnienie 
odkryje moĪe przed nami ów nie dostrzegany dotychczas 
obraz.

  

Janusz Szpota

Ĕski [JS]

Page 1 of 23

Janusz SzpotaĔski: Po prostu Īyłem

2012-03-20

http://literat.ug.edu.pl/szpot/wywiad.htm

background image

PozwolĊ, jeĞli nie bĊdą zbyt natrĊtne.

  

SE

MoĪe pan byü zupełnie spokojny. A teraz — do rzeczy. 
Gdy napisał pan OperĊ, miał pan 35 lat, był pan zupełnie 
dojrzałym człowiekiem. Co pana skłoniło do napisania 
tego utworu?

  

JS

OperĊ napisałem przez przypadek. Jak mówiłem o tym 
szerzej w „Pulsie” wiosną 1987 r., Ĩródłem inspiracji były 
dla mnie przygotowania Czerwonego do obchodów 
dwudziestej rocznicy Polski Ludowej (lipiec 1964). 
Przygotowania te były tak intensywne i groteskowe w 
swych pomysłach, Īe pobudziły mnie do swoistego 
włączenia siĊ w te uroczystoĞci, a mianowicie do 
urządzenia akademii „ku czci” dla grona moich przyjaciół 
i znajomych, akademii, która — z jednej strony — byłaby 
parodią samych obchodów, z drugiej — karykaturą
Czerwonego. No i w tym celu napisałem kilka utworów, 
które zyskawszy niespodzianie aplauz publicznoĞci, 
popchnĊły mnie do napisania nastĊpnych. No wiĊc Opera 
powstała w taki właĞnie sposób. Napisałem ją dla zabawy 
— ku uciesze własnej i grona znajomych.

  

SE

A czy wczeĞniej juĪ pan coĞ pisał? Cokolwiek, 
niekoniecznie wiersze satyryczne? Krótko, czy miał pan 
juĪ jakieĞ doĞwiadczenia z pisaniem?

Page 2 of 23

Janusz SzpotaĔski: Po prostu Īyłem

2012-03-20

http://literat.ug.edu.pl/szpot/wywiad.htm

background image

JS

Owszem, ale wszystko to teĪ miało charakter zabawowy. 
Moje doĞwiadczenia pisarskie zaczĊły siĊ, moĪna 
powiedzieü, gdy byłem jeszcze zupełnym młokosem, a 
mianowicie, gdy na jakimĞ koleĪeĔskim spotkaniu 
(mogłem mieü wówczas jakieĞ 15 – 16 lat) załoĪyłem siĊ, 

Īe w ciągu iluĞ tam minut napiszĊ wiersz na dowolny 
temat. PoniewaĪ ci moi koleĪkowie nie poddali mi 

Īadnego tematu, ja zaĞ byłem akurat po lekturze wierszy i 
przekładów Tuwima, a spoĞród nich szczególnie 
spodobało mi siĊ tłumaczenie wiersza Briusowa 
Hunnowie, wypichciłem od rĊki jakieĞ tam wierszydło w 
tym stylu. Zupełnie nie pamiĊtam, o czym ono traktowało, 
z całą pewnoĞcią było kompletnym idiotyzmem, jednakĪe 
pod wzglĊdem formalnym spełniało wszelkie wymogi i 
rygory, powiedziałbym nawet, Īe było pod tym wzglĊdem 
nad wyraz poprawne (stroficzny czterowersowy 
trzynastozgłoskowiec o regularnych rymach), toteĪ zakład 
wygrałem. Nie to jednak było w tym najwaĪniejsze. 
NajwaĪniejsze było to, Īe dziĊki temu zakładowi 
odkryłem w sobie pewną łatwoĞü w tzw. wiązaniu mowy. 
Co z kolei nie znaczy, bym zaraz zrobił z tego uĪytek. 
JeĞli robiłem, to znów — wyłącznie ludyczny, Īe tak 
powiem. A wiĊc wykorzystywałem tĊ swoją zdolnoĞü
klecenia wierszy do róĪnego rodzaju zabaw i Īartów. 
Bawiło mnie, na przykład, układanie jakichĞ wymyĞlnych 
sonetów, dobieranie wyjątkowo rzadkich rymów (jedno z 
moich osiągniĊü w tym zakresie to: katarakt — 
szmaragd, człon pierwszy to katarakta w dopełniaczu 
liczby mnogiej) itp. Słowem, mimo odkrycia w sobie tzw. 
talentu poetyckiego, nie przywiązywałem do tego 
specjalnej wagi, traktując go wyłącznie jako jeszcze jeden 
dar natury urozmaicający mi Īycie.

  

SE

Page 3 of 23

Janusz SzpotaĔski: Po prostu Īyłem

2012-03-20

http://literat.ug.edu.pl/szpot/wywiad.htm

background image

Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby pana 
zainteresowania ogniskowały siĊ wokół… 
przyrodoznawstwa czy nauk Ğcisłych, ale pan przecieĪ, o 
ile mi wiadomo, zawsze miał zainteresowania 
humanistyczne. Zawsze mnóstwo pan czytał, studiował 
pan na wydziale humanistycznym… Jak to wszystko 
pogodziü z tym, Īe gdy odkrywa pan w sobie zdolnoĞci 
poetyckie, nie idzie pan, niejako instynktownie, w stronĊ
literatury, tzn. nie decyduje siĊ pan sam jej uprawiaü, lecz 
podchodzi pan do swego odkrycia z nonszalancką
beztroską, nie wyciągając z niego Īadnych wniosków?

  

JS

To nie jest Ğcisłe, co pan mówi. Moje zainteresowania — 
pierwotnie — wcale nie były humanistyczne, lecz 
wyraĨnie matematyczne. Objawiły siĊ one u mnie doĞü
wczeĞnie, a skrystalizowały, gdy miałem bodajĪe 12 lat — 
po otrzymaniu, zdaje siĊ, na imieniny — ksiąĪki pt. Od 
tabliczki do róĪniczki
 (wybór takiego właĞnie 
imieninowego prezentu teĪ juĪ o czymĞ Ğwiadczy). 
KsiąĪeczka ta była bardzo zabawna i nieĨle zredagowana i 
pod jej wpływem nie tylko zacząłem pogłĊbiaü i rozwijaü
moją wiedzĊ matematyczną, lecz wrĊcz powziąłem myĞl, 
by zostaü w przyszłoĞci matematykiem. Niebagatelną rolĊ
w tym postanowieniu odegrała wyczytana tam historyjka 
na temat powstania i nieudowodnienia wielkiego 
twierdzenia Pierre'a Fermata. OtóĪ Fermat sformułował 
ponoü to swoje słynne twierdzenie podczas lektury jakiejĞ
ksiąĪki i zapisał je na marginesie stronicy, opatrując 
dopiskiem, iĪ nie przeprowadza dowodu wyłącznie ze 
wzglĊdu na szczupłoĞü miejsca, którym dysponuje. 
PóĨniej jednak z właĞciwą sobie beztroską nigdy do tego 
nie powrócił i zabrał cały sekret ze sobą do grobu. 
Tymczasem nikt po nim nie potrafił ani dojĞü, w jaki 
sposób chciał był on to twierdzenie udowadniaü, ani teĪ

Page 4 of 23

Janusz SzpotaĔski: Po prostu Īyłem

2012-03-20

http://literat.ug.edu.pl/szpot/wywiad.htm

background image

przeprowadziü jakiegoĞ innego, własnego dowodu. I tak 
owo słynne twierdzenie pozostało aĪ po dziĞ dzieĔ nie 
udowodnione. Historyjka ta działała na mnie niezwykle 
podniecająco. WyobraĪałem sobie, Īe od odkrycia 
tajemniczego dowodu musi dzieliü krok, skoro Fermatowi 
wydawał siĊ on na tyle prosty, iĪ nie pokwapił siĊ nawet, 
aby go zapisaü. Gdyby zaĞ udało mi siĊ jego rozumowanie 
odtworzyü, zrobiłbym olĞniewającą karierĊ i przeszedł do 
historii matematyki jako „odkrywca wielkiego twierdzenia 
Fermata”. To tyle, jeĞli chodzi o matematykĊ. Ale poza 
nią interesowałem siĊ głównie chemią, a wiĊc znowu 
nauką Ğcisłą. MyĞlałem, Īeby zostaü chemikiem, gdyby 
nie poszczĊĞciło mi siĊ z dowodem twierdzenia Fermata. 
No wiĊc sam pan widzi, jaki to ze mnie był humanista…

  

SE

Niemniej kierunek studiów, jaki pan w koĔcu obrał, 
trudno uznaü za prowadzący ku naukom Ğcisłym…

  

JS

Formalnie rzecz biorąc — tak, ale faktycznie w dalszym 
ciągu byłem daleki od humanistyki. Na socjologiĊ, na 
którą mnie nie przyjĊli z powodu burĪuazyjnego 
pochodzenia, zdawałem zafrapowany teoriami 
Durkheima, które z tradycyjną humanistyką niewiele mają
wspólnego. Na polonistykĊ zaĞ szedłem zafascynowany 
neopozytywizmem, a wiĊc znowu typem filozofii raczej 

Ğcisłej, formalnej niĪ humanistycznej. JeĞli snułem wokół 
swej przyszłoĞci jakieĞ marzenia czy plany, to widziałem 
siebie jako kogoĞ takiego, kto na terenie tradycyjnie 
opanowanym przez dyscypliny humanistyczne robi coĞ w 
sposób właĞciwy naukom Ğcisłym. A wiĊc Īe zostajĊ, na 
przykład, teoretykiem literatury i jako teoretyk tworzĊ

Page 5 of 23

Janusz SzpotaĔski: Po prostu Īyłem

2012-03-20

http://literat.ug.edu.pl/szpot/wywiad.htm

background image

jakiĞ system, szalenie Ğcisły, spójny i sformalizowany, 
który stawia pod znakiem zapytania stosowane dotychczas 
metody humanistyczne. Albo Īe poprzez teoriĊ literatury 
dochodzĊ do ogólnej teorii jĊzyka, komunikacji i znaku i 
w tym zakresie dokonujĊ jakiejĞ gigantycznej syntezy. 
Słowem, zawsze miałem skłonnoĞü do ĞcisłoĞci, 
abstrakcji, aksjomatyzowania i syntetyzowania, a nie do 
tej całej duchowej niewymiernoĞci i nieokreĞlonoĞci, tego 
humanistycznego rozmamłania i wodolejstwa. 
Interesowały mnie idee, konstrukcje intelektualne, 
systemy, a nie naturalizm, psychologia, Ğwiat zmysłów i 
rzeczy. Byłem po prostu po stronie „szkiełka”, a nie 
„czucia”. 

  

SE

Dlaczego wiĊc w takim razie nie poszedł pan ostatecznie 
taką drogą? Dlaczego nie zaczął pan robiü kariery 
naukowo-uniwersyteckiej? 

  

  

JS

Z moim temperamentem? Jak pan to sobie wyobraĪa? 
Zwłaszcza w tamtych czasach! Niech pan nie zapomina, 

Īe był to sam Ğrodek stalinizmu i tytanami nauki byli 
uczeni radzieccy w rodzaju Łysenki, Olgi LepieszyĔskiej i 
tym podobnych, a w dziedzinie filozofii niepodzielnie 
panowali Marks, Engels, Lenin i Soso. Ale nawet i w 
innej sytuacji z całą pewnoĞcią nie poszedłbym drogą
kariery akademickiej. Wie pan, ja byłem kompletnie 
zanarchizowany, nie byłbym w stanie poddaü siĊ
jakimkolwiek rygorom dyscypliny pracy, a zwłaszcza 
współĪycia z ludĨmi nauki. Mnie by to natychmiast 

Page 6 of 23

Janusz SzpotaĔski: Po prostu Īyłem

2012-03-20

http://literat.ug.edu.pl/szpot/wywiad.htm

background image

zapyziło i wskutek tego całkowicie wyjałowiło. Ja byłem, 

Īe tak powiem, twórczy tylko w pojedynkĊ i nie 
wprzĊgniĊty w Īaden kierat. Dlatego tak bardzo podobał 
mi siĊ ten Fermat, bo on, chociaĪ niewątpliwy geniusz 
matematyczny, uprawiał tĊ swoją dyscyplinĊ niejako na 
marginesie innych zajĊü; to było dla niego hobby, 
intelektualna rozrywka czy coĞ w tym rodzaju. Co prawda, 
był on człowiekiem niezwykle zamoĪnym, wiĊc mógł 
sobie na to pozwoliü, ja zaĞ — delikatnie mówiąc — 
ubogim (mimo burĪuazyjnego pochodzenia), niemniej nie 
przeszkadzało mi to mieü takie wielkopaĔskie fanaberie, 
by myĞleü o sobie jako o wybitnie uzdolnionym 
dyletancie, który jest w stanie siĊ przebiü bez Īmudnego 
pokonywania tych wszystkich kolejnych stopni kariery, a 
nawet bez formalnego wykształcenia w danym zakresie. 

  

SE

Z tego, co pan dotychczas o sobie powiedział, 
wynikałoby, iĪ jest pan — a w kaĪdym razie był pan w 
młodoĞci — człowiekiem o umyĞle wybitnie Ğcisłym. Jaki 
wobec tego był pana stosunek do sztuki, a zwłaszcza do 
literatury? CzyĪby równie ironiczny i kpiarski jak do 
tradycyjnych dyscyplin humanistycznych? 

  

JS

ĝcisłoĞü umysłu wcale nie kłóci siĊ z wraĪliwoĞcią na 
sztukĊ i z zamiłowaniem do literatury. Pytanie tylko, co to 
jest za sztuka, jaka literatura. Ironiczny czy kpiarski, jak 
pan powiada, miałem stosunek do literatury złej, 
jakiekolwiek były przyczyny tej słaboĞci. Natomiast do 
literatury wybitnej odnosiłem siĊ z szacunkiem, a nawet 
miałem dla niej podziw. 

Page 7 of 23

Janusz SzpotaĔski: Po prostu Īyłem

2012-03-20

http://literat.ug.edu.pl/szpot/wywiad.htm

background image

  

SE

Mógłby pan powiedzieü, jakie dzieła uwaĪał pan za 
wybitne i jakich pisarzy pan podziwiał? 

  

JS

Gust miałem w gruncie rzeczy banalny. Szalenie 
imponował mi, na przykład, Goethe, głównie Faustem 
jako takim niesłychanie Ğmiałym i kolosalnym 
zamierzeniem intelektualnym. Czytałem go w oryginale, 
toteĪ miałem przy okazji sposobnoĞü stwierdziü, iĪ polski 
czytelnik nie zna w istocie tego dzieła, bo polskie 
przekłady są zupełnie idiotyczne, w najmniejszej mierze 
nie oddają bogactwa i głĊbi tego utworu. Co dalej? No, 
oczywiĞcie, Szekspir, którego notabene równieĪ
podczytywałem w doskonałych przekładach Schlegla, a z 
bliĪszych naszym czasom autorów rozczytywałem siĊ w 
Mannie; wielkie wraĪenie wywarł na mnie Kafka, 
zachwycał mnie takĪe Canetti i Musil. 

  

SE

Wymienia pan właĞciwie samych pisarzy 
niemieckojĊzycznych, w dodatku raczej epików niĪ
liryków. A co z pisarzami innych nacji i poetami?

  

JS

JeĞli chodzi o poetów, to w dalszym ciągu bĊdą to głównie 
autorzy niemieckojĊzyczni: Heine, Rilke, Trakl, Benn, 
Heym. O moich upodobaniach w tym zakresie najlepiej 

Page 8 of 23

Janusz SzpotaĔski: Po prostu Īyłem

2012-03-20

http://literat.ug.edu.pl/szpot/wywiad.htm

background image

Ğwiadczą moje przekłady. Poza tym, nie tajĊ, lubiłem 
niektóre wiersze Rimbauda, Baudelaire'a i Apollinaire'a. 
Krąg literatury francuskiej był zresztą chyba drugim po 
literaturze niemieckiej, który mnie najbardziej pociągał. 
MoĪe siĊ to panu wyda dziwne, ale zaczytywałem siĊ w 
Balzacu i Zoli, pisarzach w koĔcu bardzo róĪnych od 
wymienionych przeze mnie Niemców i Austriaków. Ale 
oni, jak siĊ w to wmyĞleü, teĪ spełniali pewien zasadniczy 
warunek, jaki stawiałem literaturze czy zresztą wszelkiej 
dziedzinie intelektualnej: dawali mianowicie pewną
syntezĊ, tworzyli zamkniĊtą całoĞü, słowem, przyĞwiecał 
im pewien globalizm. No i wreszcie z literatury 
angielskiej bardzo lubiłem całą jej tradycjĊ powieĞciową, 
a wiĊc tych wszystkich Defoe'ów, Fieldingów, Smolletów, 
Sternów — aĪ po starego Dickensa. Pochłaniałem te 
powieĞci jednym tchem i mogĊ powiedzieü, Īe wiele im 
zawdziĊczam; tradycja osiemnastowiecznej prozy 
angielskiej jest mi szczególnie bliska.

  

SE

No a jak siĊ układają pana stosunki z literaturą polską? 
Wspomniał pan, Īe dosyü wczeĞnie przeczytał pan 
Tuwima, a nawet to i owo podobało siĊ w nim panu. 
Istotnie był on dla pana jakimĞ wzorem czy przynajmniej 
punktem odniesienia? 

  

JS

Tuwim? Ten wierszokleta? CoĞ pan! To znaczy, owszem, 
ta Tuwimowska kataryna niewątpliwie jakoĞ tam na mnie 
działała, ostatecznie piórem to on władał i klecił te 
wierszydła całkiem zrĊcznie, ale przecieĪ pod tą
brawurową nawet niekiedy powłoką nic siĊ nie kryło! O, 
ja tego gagatka od razu przejrzałem! Natychmiast 

Page 9 of 23

Janusz SzpotaĔski: Po prostu Īyłem

2012-03-20

http://literat.ug.edu.pl/szpot/wywiad.htm

background image

dostrzegłem, Īe pod tą górą piany misternie powiązanych 
słów nie kryje siĊ absolutnie nic. UwaĪa pan, Īe on miał 
coĞ ciekawego do powiedzenia? A jeĞli chodzi o 
wyraĪanie nastrojów, to teĪ nie był w tym najmocniejszy. 
W kaĪdym razie mnie ta jego nastrojowoĞü zupełnie nie 
brała. Pod tym wzglĊdem to brał mnie juĪ, przynajmniej 
niekiedy, GałczyĔski. Ten ma na swym koncie kilka 
całkiem sugestywnych wierszy, choü treĞciowo teĪ
niespecjalnie głĊbokich, wrĊcz miałkich. No, ale to siĊ juĪ
wtedy nie liczy. Natomiast polski poeta, który 
rzeczywiĞcie na mnie działał, a nawet wiĊcej, który mnie 
fascynował, to był LeĞmian. O, to jest pisarz wielkiego 
formatu! Ale niech pan zwróci uwagĊ, w Polsce nie 
traktuje siĊ go jako gwiazdy pierwszej wielkoĞci, za 
tytanów uwaĪa siĊ zupełnie innych autorów. 

  

  

SE

Chodzi panu o wieszczy Wielkiej Emigracji? 

  

JS

To teĪ, choü nie ich miałem tu akurat na myĞli. Tamci byli 
przynajmniej na jakimĞ poziomie, zwłaszcza Mickiewicz, 
który — choü daleko mu było do Goethego — miał jednak 
olbrzymi talent i nie lada kindersztubĊ. Chodziło mi raczej 
o poetów póĨniejszych, XX-wiecznych, którzy pod 
wzglĊdem rozgłosu i okazywanej im czci przewyĪszali 
biednego LeĞmiana o kilkanaĞcie szczebli, a pod 
wzglĊdem wartoĞci nie siĊgali mu nawet do piĊt. 

  

SE

Page 10 of 23

Janusz SzpotaĔski: Po prostu Īyłem

2012-03-20

http://literat.ug.edu.pl/szpot/wywiad.htm

background image

A zatem Mickiewicz i LeĞmian… Czy to wszystkie 
nazwiska literatury polskiej, do których odnosi siĊ pan z 
jakim takim respektem? 

  

JS

ProszĊ pana, to zaleĪy od tego, czy mam ferowaü swoje 
wyroki w skali bezwzglĊdnej, czy ograniczonej tylko do 
rodzimego podwórka. JeĞli w skali bezwzglĊdnej, to — 
mówiĊ panu szczerze — literatura polska poza dosłownie 
paroma wyjątkami nigdy mnie specjalnie nie frapowała 
ani nie rozbudzała intelektualnie. Podobnie jak 
Gombrowicz, uwaĪałem ją i nadal uwaĪam — globalnie 
rzecz biorąc — za nieautentyczną, kabotyĔską, a w 
najlepszym razie nieciekawą, płytką. Natomiast jeĞli 
miałbym ją jakoĞ wewnĊtrznie zhierarchizowaü, czyli 
powiedzieü, co z całego jej skarbca wzbudzało we mnie 
jakieĞ zainteresowanie, czy nawet uznanie, to poza 
wspomnianymi juĪ Mickiewiczem i LeĞmianem 
wymieniłbym jeszcze Witkacego — i przede wszystkim 
właĞnie Gombrowicza. Ten, rzeczywiĞcie, zawsze mi siĊ
podobał, a nawet, moĪna powiedzieü, wywarł na mnie 
pewien wpływ. Jako umysł ceniłem teĪ Irzykowskiego. 

  

SE

No, a z autorów Īyjących czy przynajmniej 
współczesnych? 

  

JS

CeniĊ i lubiĊ bardzo Tyrmanda. Jest Īywy, inteligentny, a 
poza tym, choü nie za to siĊ go przecieĪ wyróĪnia, jest to 
wspaniały realista. Zobaczy pan, Īe po latach na 

Page 11 of 23

Janusz SzpotaĔski: Po prostu Īyłem

2012-03-20

http://literat.ug.edu.pl/szpot/wywiad.htm

background image

podstawie jego ksiąĪek bĊdzie siĊ odtwarzało obraz 
codziennego Īycia lat piĊüdziesiątych. CeniĊ równieĪ
Kisiela — powieĞciopisarza, choü bywa czasem 
nadmiernie rozwlekły. Kto jeszcze? MroĪek, Herbert, z 
młodszych — BaraĔczak … to wszystko  niewątpliwie są
pióra, ale — nie ukrywam — w dalszym ciągu nie jest to 
jeszcze ten format literatury, który by mnie olĞniewał czy 
rzucał na kolana. Doceniam tam warsztat, podoba mi siĊ
ten czy inny drobiazg, ale jako całoĞü … nie, nie, to 
jeszcze nie to.

Aha, gdy wystawiam tak te cenzurki, to chciałbym tu 
jeszcze wymieniü jednego pisarza kompletnie 
zapoznanego, a bardzo ciekawego, mianowicie Bernarda 
Sztajnerta z Łodzi. Te jego KsiĊgi, zwłaszcza KsiĊga ojca
oraz kilka opowiadaĔ, szczególnie Obwód północny — to 
są majstersztyki. To mi siĊ rzeczywiĞcie podobało. 

  

SE

A co z Miłoszem? 

  

JS

Koniecznie pan chce, Īeby mnie utopili w łyĪce wody?! 
JuĪ dosyü siĊ w Īyciu ponaraĪałem. No dobrze, ale 
odpowiem panu. Miłosz jest niewątpliwie pisarzem 
powaĪnym: utalentowany, wykształcony, pracowity, 
wszystko, co pan chce. Tylko Īe to, co ma mi on do 
powiedzenia, jest mi gruntownie obce. Ja siĊ z tym 
zasadniczo nie zgadzam. Mało, ja z tym walczĊ! ProszĊ
pana, ja przeczytałem, i to dosyü dokładnie, jego eseistykĊ
z tą wynoszoną pod niebiosa Ziemią Ulro na czele, która 
uchodzi za coĞ w rodzaju jego filozoficznego credo. I 
muszĊ panu powiedzieü, Īe szalenie mnie to wszystko 

Page 12 of 23

Janusz SzpotaĔski: Po prostu Īyłem

2012-03-20

http://literat.ug.edu.pl/szpot/wywiad.htm

background image

irytowało. Ten zasadniczy pomysł, Īe ludzkoĞü zboczyła 
w swym rozwoju wskutek ubóstwienia Rozumu gdzieĞ
tam w XVIII wieku, Īe jej regres i upadek są funkcją
zeĞwiecczenia kultury, Īe czekająca nas katastrofa bĊdzie 
zemstą niebios za zdradĊ WyobraĨni jako głównego Ĩródła 
sacrum — to wszystko jest, według mnie, kompletnie 
mylna interpretacja Historii czy przynajmniej dziejów 
ludzkiej myĞli. Jak juĪ wspomniałem, jestem po stronie „ 
szkiełka ” i „oka” , a nie „wiary” i „czucia” — i 
racjonalizmu bĊdĊ bronił do upadłego. Z racjonalizmu 
jeszcze nigdy nic złego nie wynikło, a z irracjonalizmu — 
i owszem. OczywiĞcie, ja wiem, skąd siĊ bierze teraz ten 
gwałtowny odwrót od wszystkiego, co rozumowe, 
scjentystyczne itp., na rzecz irracjonalnego, 
niewymiernego, tajemniczego. Bierze siĊ to stąd, Īe 
ubzdurano sobie, iĪ właĞnie z racjonalizmu — z postawy 
racjonalistycznej — wyrosły dwudziestowieczne 
totalizmy. A wiĊc, Īe za całą tĊ cywilizacyjną katastrofĊ
ponosi odpowiedzialnoĞü Rozum, czy ĞciĞlej: nadmierne 
zaufanie Rozumowi. No, proszĊ pana, to jest jakaĞ
piramidalna bzdura, która wynikła z nieodpowiedzialnej 
oceny idei i zjawisk. Jak moĪna uwaĪaü marksizm za 
doktrynĊ racjonalistyczną? Albo teoryjki profesora 
Rosenberga?! PrzecieĪ to jest właĞnie czystej wody 
irracjonalizm, czy jeszcze lepiej — pseudoracjonalizm, 
czyli taki irracjonalizm, który udaje, Īe jest 
racjonalizmem. Nie, nie, proszĊ pana, Rozum, prawdziwy 
Rozum, Rozum kartezjaĔski nigdy nie prowadził i nie 
doprowadzi do tego rodzaju absurdów. ToteĪ obraĪanie 
siĊ na niego i stawianie go do kąta za rzekome winy jest i 
niesprawiedliwe, i niemądre. Niech pan zwróci uwagĊ, Īe 
prądy racjonalistyczne powstały i rozwijały siĊ głównie 
we Francji, Anglii i Holandii. Czy tam doszło do jakiejĞ
katastrofy na tym tle? Do katastrofy doszło u podatnych 
na szaleĔstwo Kacapów (którzy zresztą zawsze znajdowali 
siĊ w stanie katastrofalnym) oraz u przerafinowanych 

Page 13 of 23

Janusz SzpotaĔski: Po prostu Īyłem

2012-03-20

http://literat.ug.edu.pl/szpot/wywiad.htm

background image

Niemców, u których z kolei pomieszanie zmysłów trwało 
stosunkowo krótko (12 lat). Tak wiĊc, podsumowując, 
Miłoszowa „krytyka Rozumu” nie tylko mnie nie 
przekonuje — uwaĪam ją za niebezpieczną. Bliskie mi jest 
natomiast podejĞcie profesora Leszka Kołakowskiego. O, 
to jest dla mnie jasny umysł! 

  

SE

Wróümy do pana. A zatem jest pan Ğwiadom swoich 
uzdolnieĔ literackich, studiuje pan mimo wszystko — 
jakkolwiek by na to patrzeü — dyscyplinĊ humanistyczną
i w dalszym ciągu ani myĞli pan o pisaniu?… 

  

JS

Nie, no to — to juĪ moĪe przesada. Nie wykluczałem, Īe 
bĊdĊ uprawiał krytykĊ literacką czy jakiĞ rodzaj eseistyki. 
Nie myĞlałem tylko nigdy o sobie jako o poecie czy nawet 
literacie. Z moimi upodobaniami literackimi, które panu 
przedstawiłem, miałem wobec siebie olbrzymi krytycyzm. 
Wielbiąc Goethego, Manna, KafkĊ, nie mogłem myĞleü o 
sobie powaĪnie jako o potencjalnym pisarzu. 

  

SE

Jest pisarstwo — i pisarstwo. Nie trzeba zaraz byü
Goethem, Īeby byü pisarzem. 

  

JS

Ale wtedy lepiej w ogóle nie byü. Ja mam do tego 
maksymalistyczne podejĞcie. Albo jest siĊ tytanem czy 

Page 14 of 23

Janusz SzpotaĔski: Po prostu Īyłem

2012-03-20

http://literat.ug.edu.pl/szpot/wywiad.htm

background image

przynajmniej kimĞ bardzo wybitnym i wtedy siĊ jest tym 
artystą, i to w sposób zupełnie naturalny, albo siĊ tytanem 
czy kimĞ dostatecznie wybitnym nie jest, a wtedy, Īeby w 
ogóle daü siĊ zauwaĪyü, zaistnieü, trzeba siĊ juĪ nadymaü, 
trzeba siĊ sadziü, a to na ogół bywa Īałosne i Ğmieszne. W 
kaĪdym razie ja na coĞ takiego nie mógłbym sobie 
pozwoliü. Dlatego właĞnie nigdy za człowieka pióra siĊ
nie uwaĪałem, a całą tĊ swoją pisaninĊ traktowałem 
wyłącznie jako zabawĊ lub — w najlepszym razie — jako 
wyraz swojej postawy wobec otaczającej rzeczywistoĞci i 
w ogóle wobec Īycia. I dlatego teĪ nigdy nie dotykały 
mnie ani nie irytowały róĪne negatywne opinie na temat 
tych moich wierszydeł (Īe to niby grafomania, a nie 
„prawdziwa literatura”), poniewaĪ sam nie odnosiłem siĊ
do tego w kategoriach „literackich”. MoĪe ubodłoby mnie, 
gdyby mi ktoĞ powiedział, a raczej wykazał, Īe to 
nietrafne i nieĞmieszne; nie mógł jednak spowodowaü
tego argument, iĪ nie jest to „literatura” . Nawiasem 
mówiąc, ci, którzy mnie w ten sposób deprecjonowali, 
traktowali samych siebie, jako ludzi pióra, ze Ğmiertelną
powagą. 

  

SE 

Powiada pan, Īe nie uwaĪał siĊ pan za człowieka pióra. 
JednoczeĞnie matematykiem, logikiem ani teoretykiem 
literatury w koĔcu pan nie został. Kim pan był w takim 
razie? Czy teĪ — jak pan sam siebie widział? Jako kogo? 

  

JS 

Nie myĞlałem o sobie w kategoriach zawodowych. W 
ogóle takie myĞlenie, Īeby siebie czy kogokolwiek 
okreĞlaü, szeregowaü, klasyfikowaü według jego profesji, 
wykształcenia czy stanowiska, jest mi obce. JeĞli 

Page 15 of 23

Janusz SzpotaĔski: Po prostu Īyłem

2012-03-20

http://literat.ug.edu.pl/szpot/wywiad.htm

background image

mówiłem panu, Īe miałem kiedyĞ zamiar zostaü
matematykiem czy teĪ wyobraĪałem sobie siebie jako 
przyszłego teoretyka literatury, to — po pierwsze —
odnosiło siĊ to do mojej wczesnej młodoĞci, a w kaĪdym 
razie do okresu, kiedy siĊ dopiero stawałem, a jeszcze 
nikim okreĞlonym nie byłem, a po drugie, to nawet 
wówczas nie traktowałem owych planów zbyt 
rygorystycznie, a zwłaszcza nominalistycznie, Īe oto chcĊ
byü właĞnie, dajmy na to, logikiem i nikim innym, to 
znaczy — spełniaü jakąĞ idealnie pojĊtą rolĊ logika. 
Zawsze byłem w stosunku do siebie na duĪym luzie, mało 
mnie obchodziło, kim — w sensie profesjonalnym czy 
tzw. pozycji społecznej — jestem lub bĊdĊ, a juĪ zupełnie 
mnie nie interesowało, co na ten temat sądzą inni. Ja po 
prostu Īyłem. Dawałem unosiü siĊ fali Īycia. A róĪne 
zajĊcia, jak gra w szachy, czytanie ksiąĪek, słuchanie 
muzyki, pisanie recenzji, tłumaczenie czy wreszcie to 
klecenie wierszydeł i ich wykonywanie — to były róĪne 
formy spĊdzania czasu. Odpowiadał mi ideał człowieka 
renesansowego, a nie tego mutanta stworzonego w XX 
wieku, a doprowadzonego do skrajnej, zwyrodniałej 
postaci właĞnie w socu, czyli typa, który po prostu jest 
chory, dopóki nie zostanie społecznie zaszufladkowany, 
który wrĊcz nie wie, kim jest, dopóki mu o tym nie 
powiedzą, tj. nie dadzą takiej czy innej legitymacji albo 
papierka, słowem, dopóki nie zostanie odpowiednio 
ostemplowany. Powiadam panu: nie dbałem o to i nie 
zastanawiałem siĊ nad tym. Przez wiĊkszą czĊĞü Īycia, 
poza dowodem osobistym, do którego soc zmusza, 
miałem tylko jeden identyfikujący mnie papierek — 
legitymacjĊ szachisty, niewaĪną zresztą przez gros tego 
czasu wskutek niepłacenia składek, niemniej, o dziwo, 
ratującą mnie wielokrotnie w starciach z milami i 
potyczkach z urzĊdami. No, wiĊc jeĞli juĪ tak bardzo panu 
zaleĪy, Īeby mnie jakoĞ zaszeregowaü, to — na podstawie 
posiadania przeze mnie tej właĞnie legitymacji —

Page 16 of 23

Janusz SzpotaĔski: Po prostu Īyłem

2012-03-20

http://literat.ug.edu.pl/szpot/wywiad.htm

background image

mógłbym powiedzieü, iĪ — formalnie rzecz biorąc — 
przez wiĊkszą czĊĞü Īycia byłem szachistą. 

  

SE

JednakĪe zdaje pan sobie sprawĊ, Īe w tzw. odczuciu 
społecznym, juĪ nawet nie mówiĊ: Ğrodowiskowym, 
identyfikowany jest pan zupełnie inaczej. WłaĞnie jako 

Ğmiały i jedyny w swoim rodzaju autor utworów 
satyrycznych, który — znów bodaj jako jedyny w historii 
PRL — zapłacił za ich napisanie i recytowanie trzema 
latami wiĊzienia. 

  

JS

Pytał mnie pan, jak sam siebie widziałem, a nie jak byłem 
odbierany przez innych. 

  

SE

Zawsze jest siĊ jakąĞ wypadkową tego, za kogo sami siĊ
bierzemy, i tego, za kogo nas biorą. Jako miłoĞnik 
Gombrowicza powinien pan coĞ o tym wiedzieü. 

  

JS

ProszĊ pana, powiadam panu jeszcze raz: nie zamierzałem 
byü pisarzem, nigdy Ğwiadomie nie kształtowałem swego 
losu w tym kierunku, a gdy juĪ chwytałem za pióro i 
układałem te swoje opusy, to nie myĞlałem nigdy o 
skutkach, by tak rzec, zawodowych (tzn. Īe tworząc je, 
stajĊ siĊ „piszącym”), lecz jedynie o skutkach Īyciowych, 
a wiĊc, z jednej strony, ludycznych (rozbawianie innych i 

Page 17 of 23

Janusz SzpotaĔski: Po prostu Īyłem

2012-03-20

http://literat.ug.edu.pl/szpot/wywiad.htm

background image

moja własna zabawa); a z drugiej… no, niech panu bĊdzie 
— społecznych (granie na nosie władzy, szydzenie i kpina 
z tego i owego). No i, nie ukrywam, emocjonowało mnie 
w tym równieĪ to, co nazwałbym wyzywaniem losu, 
igraniem z ogniem, prowokowaniem rzeczywistoĞci. Te 
dreszczyki przyszły jednak dopiero z czasem. Bo gdy 
zaczynałem, to nawet przez myĞl mi nie przechodziło, do 
czego moĪe to doprowadziü. 

  

SE

A zatem był pan skandalizującym hedonistą lub teĪ
hedonistycznym skandalistą… Epikurejczykiem, który do 
pełni szczĊĞcia potrzebował nieustannie ryzyka, dreszczu 
niebezpieczeĔstwa… 

  

JS

Moją „kondycjĊ twórczą” idealnie oddaje historia mego, 
nazwijmy to, debiutu. Chodzi mi o ten wierszyk 
poĞwiĊcony Widerszpili. No wiĊc jeĞli tak bardzo panu 
zaleĪy, aby mnie jakoĞ zdefiniowaü, niech pan posłucha 
tej oto historii:

Jest rok 1951. Od roku studiujĊ rusycystykĊ. Nie 
chciałem, oczywiĞcie, studiowaü tego przedmiotu, ale nie 
miałem innego wyjĞcia. Ani na socjologiĊ, ani na 
polonistykĊ nie chcieli mnie przyjąü z powodu mego złego 
pochodzenia społecznego. Gdybym zaĞ nie skorzystał z 
ich łaskawej oferty, niechybnie trafiłbym do woja. A 
zatem siedzĊ na tej rusycystyce niejako przymusowo, 
zdając sobie sprawĊ, Īe jeĞli w jakiĞ sposób podpadnĊ, to 
wylatujĊ — i to nie tyle na bruk, co do koszar.

Studiowanie w tamtym czasie czegokolwiek, a juĪ

Page 18 of 23

Janusz SzpotaĔski: Po prostu Īyłem

2012-03-20

http://literat.ug.edu.pl/szpot/wywiad.htm

background image

rusycystyki w szczególnoĞci, było piekłem. Absurd, 
mĊczarnia, nuda. ToteĪ, z moim temperamentem, 
zaczynam wchodziü w róĪne konflikty z otaczającą
rzeczywistoĞcią. SpóĨnienia, niewłaĞciwe odpowiedzi, 
nieudzielanie siĊ polityczne itp. Na moim koncie 
gromadzą siĊ punkty karne. Wiele punktów karnych. 
Wreszcie stawiają mi jakieĞ ultimatum: jeszcze jedno 
potkniĊcie, jeszcze jeden minus — i koniec. OczywiĞcie, 
długo nie muszą na to czekaü. Byłem poniekąd specjalistą
od stawiania fałszywych kroków. A zatem — wylatujĊ, 
klamka zapadła… Nie! Jeszcze nie! Jeszcze moĪe mnie 
coĞ uratowaü. Osobista rozmowa z nadzorczynią grupy, 
postrachem całego wydziału, towarzyszką Nowak. IdĊ na 
tĊ rozmowĊ, która jest i potworna, i groteskowa zarazem. I 
uzyskujĊ obietnicĊ, Īe jeĞli kolektyw nie wypowie siĊ na 
mój temat zdecydowanie negatywnie, to moĪe… moĪe siĊ
jeszcze utrzymam. W szampaĔskim nastroju wracam na 
wydział, gdzie zderzam siĊ z główną moją
przeĞladowczynią, koleĪanką Widerszpil, upiorną
stalinówą depczącą mi po piĊtach i zatruwającą wszystkim 

Īycie. Widerszpila, wiedząc zapewne o moich zabiegach, 
przeszywa mnie straszliwym, bazyliszkowym wzrokiem. 
Pod wpływem napiĊcia zaczyna mnie to wszystko nagle 
strasznie Ğmieszyü. ToteĪ po zajĊciach czym prĊdzej mknĊ
do kawiarni „Mazowia”, gdzie przesiadują moi znajomi. 
CzujĊ, Īe muszĊ odreagowaü cały ten absurdalny stress. I 
kiedy tylko poĞród nich zasiadam, ogarnia mnie wspaniała 
wena. Unoszą mnie skrzydła. Z niebywałą wprost swadą
opowiadam o tych wszystkich potworach, co mnie drĊczą
i usiłują ukatrupiü, a wreszcie — niejako w natchnieniu — 
improwizujĊ te strofy o Widerszpili. Wszyscy pokładają
siĊ ze Ğmiechu, ja teĪ rechoczĊ i niczym w dionizyjskim 
upojeniu wznoszĊ siĊ coraz wyĪej i wyĪej, aĪ nagle czujĊ
na sobie czyjeĞ mordercze spojrzenie. NaleĪy ono do 
najbliĪszej przyjaciółki Widerszpili, studiującej wraz z 
nami Rosjanki, którą z całą pewnoĞcią jakiĞ ruski czort 

Page 19 of 23

Janusz SzpotaĔski: Po prostu Īyłem

2012-03-20

http://literat.ug.edu.pl/szpot/wywiad.htm

background image

przywiódł akurat wtedy do tej kawiarni i usadził przy 
sąsiednim stoliku.

Co było dalej, nie muszĊ chyba mówiü. WspomnĊ tylko, 

Īe nawet nie doszło do sądu nade mną. Wylany zostałem 
natychmiast. 

  

SE

Chce pan powiedzieü, iĪ historia ta jest niejako prawzorem 
wszystkich pana póĨniejszych dokonaĔ poetyckich? 

  

JS

Jak najbardziej. Wszystko, co póĨniej napisałem, a 
przynajmniej zasadnicza wiĊkszoĞü moich opusów 
powstawała w taki mniej wiĊcej sposób, z analogicznych 
pobudek i w podobnej atmosferze. Czyli jako reakcja na 
coĞ, a zarazem swoiste wyzwanie losu.

Opera, CarycaSzmaciak … to wszystko były takie moje 
gry z rzeczywistoĞcią. Układałem te rzeczy niezwykle 
szybko. CarycĊ chyba w dwa dni, Szmaciaka — w dwa 
tygodnie. Układałem, potem przez jakiĞ czas recytowałem 
z pamiĊci na róĪnych towarzyskich spĊdach, wreszcie 
gdzieĞ to nagrywano, przepisywano i publikowano, po 
czym wynikały wiadome konsekwencje. Nawiasem 
mówiąc, publikacje niewiele mnie juĪ obchodziły; dlatego 
teĪ zawsze w potwornie zniekształconej postaci siĊ to 
wszystko ukazywało … 

  

SE

WłaĞnie! Skoro juĪ o tym mowa: czy moĪe pan w tym 
miejscu poĞwiadczyü, Īe niniejsze wydanie wolne jest 

Page 20 of 23

Janusz SzpotaĔski: Po prostu Īyłem

2012-03-20

http://literat.ug.edu.pl/szpot/wywiad.htm

background image

nareszcie od błĊdów? 

  

JS

To siĊ dopiero okaĪe po wydrukowaniu. 

  

SE

OczywiĞcie, ale chodzi mi o to, Īe tym razem nie tylko 
brał pan czynny udział w redagowaniu całego tomu: 
miĊdzy innymi dostarczył pan zupełnie nieznane dotąd 
teksty, czĊsto w szkicowej, fragmentarycznej postaci 
(notabene rudymentarny charakter owych utworów 
zaznaczany jest w ksiąĪce znakiem „[…]”, lecz wrĊcz 
osobiĞcie nadzorował pan sam proces składania. Zdaje pan 
sobie sprawĊ, Īe okolicznoĞü ta, zwłaszcza potwierdzona 
przez pana na piĞmie, ma dla paĔskich czytelników, a 
szczególnie badaczy paĔskiej twórczoĞci i przyszłych 
historyków literatury, znaczenie iĞcie fundamentalne… 

  

JS

Przede wszystkim, jak zwykle pan przesadza, a przy 
okazji chce pan przerzuciü na mnie odpowiedzialnoĞü. Nie 
uda siĊ to panu tak łatwo. Czy wydanie wolne jest od 
błĊdów, powiadam, oceniĊ dopiero po ukazaniu siĊ
ksiąĪki. Na razie zaĞ mogĊ stwierdziü jedynie, co 
nastĊpuje: zamĊczany bezlitoĞnie przez pana, uległem 
presji i dałem siĊ wciągnąü w tĊ ogłupiającą mordĊgĊ, jaką
jest redakcja i korekta własnych tekstów, przez co 
sprzeniewierzyłem siĊ poniekąd swoim zasadom, jako Īe 
— podkreĞlam to raz jeszcze — zawsze robiłem tylko to, 
co sprawiało mi frajdĊ, a tĊ, w zakresie „działalnoĞci 
artystycznej”, sprawiało mi wyłącznie samo tworzenie i 

Page 21 of 23

Janusz SzpotaĔski: Po prostu Īyłem

2012-03-20

http://literat.ug.edu.pl/szpot/wywiad.htm

background image

pierwsze publiczne prezentacje, nic poza tym. Powiadam: 
nic poza tym! 

  

SE

Przedstawia pan swój dorobek z dozą lekcewaĪenia. ĩe to 
niby nic nadzwyczajnego, ot, takie sobie Īarciki, ulotne 
owoce doraĨnych pana kaprysów i fanaberii. Tymczasem, 
jak przyjrzeü siĊ temu wszystkiemu uwaĪniej, dostrzega 
siĊ w tym wyraĨną konsekwencjĊ, a nawet — metodĊ. 
OperaCarycaSzmaciakBania … — musi pan chyba 
przyznaü, Īe kaĪdy z tych utworów to swoisty krok dalej, 
jakby wyĪsze piĊtro, i to zarówno pod wzglĊdem treĞci, 
jak i formy. 

  

JS

DlaczegóĪ by w zabawie nie miały obowiązywaü reguły? 
Dlaczego nie miałby siĊ dokonywaü postĊp? Zupełna 
dowolnoĞü i przypadkowoĞü połączona ze staniem w 
miejscu — to nie mogłoby byü zabawne, ziałoby nudą. No 
wiĊc oczywiĞcie, Īe w tym, co napisałem, jest pewne 
narastanie, wznoszenie siĊ, czy jak pan tam chce. Jest 
mianowicie posuwanie siĊ od skali mikro do skali makro. 
Zacząłem od opisu czegoĞ właĞciwie bardzo małego, 
pewnego miniukładu: rewizjonistyczna warszawska 
inteligencja contra organa Ğledzenia i Ğcigania. PóĨniej 
zrobiłem portret Rosji, niby tylko sowieckiej, i to 
wyłącznie breĪniewowskiej, w gruncie rzeczy jednak 
widzianej o wiele szerzej, rzekłbym, ponadczasowo, 
mianowicie jako pewnej spotworniałej cywilizacji 
zagraĪającej Ğwiatu. NastĊpnie, w obu Szmaciakach — 
przez pryzmat epoki gierkowskiej i stanu wojennego — 
dokonałem czegoĞ w rodzaju syntetycznego ujĊcia historii 
PRL-u i socu jako systemu. Wreszcie w Bani chciałem 

Page 22 of 23

Janusz SzpotaĔski: Po prostu Īyłem

2012-03-20

http://literat.ug.edu.pl/szpot/wywiad.htm

background image

ogarnąü cały Ğwiat — tzn. Ğwiat współczesny w Ğwietle 
kursujących idei, ruchów społecznych i hochpolityki — 
no, ale tego, jak pan wie, nie udało mi siĊ doprowadziü do 
koĔca. Popadłem w nie koĔczące siĊ dygresje, materiał 
rozrastał mi siĊ pod rĊką, nie dałem rady …

Kto wie, moĪe dlatego, Īe tym utworem właĞciwie nikogo 
bezpoĞrednio nie prowokowałem, w tym jednym wypadku 
nie przeĪyłem dreszczyka emocji, co z tego dla mnie — 
jako autora — wyniknie. JeĞli przypuszczenie to byłoby 
słuszne, oznaczałoby to, Īe najmocniejszą sprĊĪyną mojej 
weny nie są ani moje zdolnoĞci do klecenia wierszy, ani 
moje złoĞliwe widzenie rzeczywistoĞci, ani nawet moje 
skłonnoĞci do błazenady, lecz potrzeba prowokowania, 
narkotyczne dąĪenie do tego, co nazwałem „wyzywaniem 
losu”. A wiĊc rodzaj autodestrukcji.

Janusz SZPOTA

ēSKI

Page 23 of 23

Janusz SzpotaĔski: Po prostu Īyłem

2012-03-20

http://literat.ug.edu.pl/szpot/wywiad.htm