background image

nosi sztuczne wąsy i baki.  Czy spędził pan lata sześćdziesiąte  w Stanach  i uczes­
tniczył w ruchu kontestacji?

 Nie,  w latach sześćdziesiątych  mieszkałem  w Tokio  i  w  Rzymie,  a pod 

koniec lat sześćdziesiątych przeniosłem się na Kretę. Ten okres z życia Ameryki 

om inął m nie kompletnie.

-  Jak długo m ieszkał pan w sum ie poza Stanami?
-   Niech  się  zastanowię.  Pięć  lat  w  Jerozolim ie,  pięć  na  Krecie,  sześć 

w Japonii, dw a w Rzymie, dw a w Turynie, jeszcze Londyn... Odkąd skończyłem 
studia, więcej  niż połowę czasu spędziłem poza Stanami.

-   Czy  wracając  do  Stanów p o   tak  długich przerwach  nie  czuje  się pan 

przypadkiem  tak, ja kb y przyjeżdżał do nowego kraju?

-  Am eryka zm ienia się tak szybko,  że często rzeczywiście wydaje mi się 

dziw na, obca. Jednym z powodów, dla których lubię mieszkać za granicą, jest to, 
że Stany zdają się być dopiero przyszłością innych krajów.

-  W  Polsce właśnie się o tym przekonujemy.  Życie coraz bardziej upodab­

nia  się  do  życia  w  Stanach,  choć  ma  to  także  negatywne  strony.  Na przykład 
wzrost przestępczości.

 To,  co  w  Stanach  wydaje mi  się  wspaniałe,  to  wolność,  otwartość,  ale 

tow arzyszący tem u brak struktur społecznych i dyscypliny je s t nader przerażają­
cy. E uropa W schodnia będzie m usiała wiele odrzucić. Mówiąc o wolności, mam 

na myśli  nie  tyle  wolność  polityczną,  co społeczną;  ponieważ kraj je s t tak roz- 

legły, jeśli kom uś nie powiedzie się w jednym  miejscu, może spakować manatki, 

pojechać  gdzie  indziej  i  zacząć  od  nowa.  W   państwach  o  bardziej  sztywnych 

strukturach,  takich ja k   Japonia,  nie je st  to  możliwe.  Ale  kiedy  m ieszka  się  za 
granicą, wiele z tego, co widzi się w Ameryce, po prostu napawa strachem. Teraz 

jednak  znów   mieszkam  w  Nowym  Jorku  i  po  raz  pierwszy  od  trzydziestu  lat 

piszę powieść, która rozgrywa się  w Ameryce.

-  Bardzo jestem  ciekaw tej książki.  Po tak długiej nieobecności musi pan 

m ieć zupełnie inne spojrzenie na ojczyznę.

- A k c ja  toczy się po pierwszej  wojnie światowej,  w latach dwudziestych. 

To  fascynujący  okres,  czas  wielkich  przemian.  Patrząc  z  obecnej  perspektywy, 
chyba  najwspanialszy  okres  w  historii  Ameryki.  Prawie  skończyłem  pierwszą 

wersję,  zbliżam się do końca.  I  na razie jestem  bardzo  zadowolony.

Robert Builon

Anatomia melancholii

przełożył  Tadeusz  Sławek

Łaskawy  czytelniku,  pewnie  cię  trapi  ciekawość, jak i  to  błazen  czy  też 

aktor  tak  się  naprzykrza  widzom  zwykłego  teatrum  świata,  przybierając  sobie 

im ię kogoś  innego;  dziwisz się pewnie,  skąd przychodzi,  dlaczego  tak  postąpił 

i co ma ci do powiedzenia. Chociaż, ja k  rzekł pewien mąż [Seneka] -  Primum si 

noluero, non respondebo, quis coacturus est? — .jestem  wolnym człekiem   i sam  

postanowię, czy wyjawić mam odpowiedź, czy nie, któż mnie do tego przym usić 

mojże?”, ja  jednak, kiedy mnie przyprą do muru, odpow iem  tak chętnie ja k  u Plu- 
tarcha ów Egipcjanin, którego ktoś ciekawy pytał, co niesie w  koszyku, n a c o  on 

odrzekł: Quum vides velatam, quid inąuiris in rem absconditam, „Po to go zakry­
łem,  żebyś  nie  wiedział,  co je st  w  środku” .  Nie staraj  się zatem   dociec tego,  co 
ukryte; skoro zaś treść sprawia ci przyjem ność i jest ci pożyteczna, m ożesz sobie 

myśleć nawet, iż autorem jest Człowiek z Księżyca, albo ktokolwiek tylko chcesz; 
nie  spieszno  mi  wyjawić,  kim jestem .  W szelako,  by  cię  zadow olić,  co  nieko­

niecznie  mieści  się  w  mych  planach,  wyjawię  ci  powód  zarówno  przybranego

41

background image

nazw iska, ja k  i tytułu i tem atu m ego dzieła. N ajpierw  w eźm y w ięc im ię D em o- 

kryta; lękam  się bow iem , by z tego m iana sądząc ktoś nie został w błąd w prow a­

dzony  (jak  rzecz  niechybnie  m iałaby  się  ze  m ną)  i nie  począł  m yśleć,  jakoby 

m iał przed  sobą paszkw il,  satyrę  lub  inny ja k i pocieszny  traktat,  opasły  wywód 

albo i  paradoks  na tem at ruchu ziem i czy też nieskończonych światów,  in infini- 

to vacuo,  e x fo r tu ita  atom arum  collisione,  tw orzących się  „w bezkresnej  pustce 

dzięki  przypadkow ym   zderzeniom   atom ów ” ,  tańczących  w  słońcu,  w co  w ie­

rz y ł  tak  D em okryt ja k   E pikur  i ich  m istrz  Leucyp,  a co  ostatnio  przypom niał 

K opernik, B runo i je szcze inni uczeni m ężow ie. Co w ięcej, stało się zw yczajem , 

iż, ja k  zau w aża G ellius, „późniejsi pisarze albo i różni szarlatani podaw ali w iele 

d ziw acznych  a  bezczelnych  fikcji  pod  nazw iskiem   tak  szlachetnych  filozofów  

ja k  D em okryt, by zyskać pow agę a przez to i respekt pow szechny” , w czym  ży­

w o  przypom inają fałszerzy;  N om o qui m arm ori ascribunt Praxiteles suo,  „któ­

rzy  staw iają nazw isko Praksytelesa na sw oich w łasnych rzeźbach” .  M nie  w sze­

lako  n ie o to chodzi.

N o n  hic  Centauros,  non  Gorgonas,  H arpyasąue

Irwenies,  kom inem  p a gina nostra sapit.

N ie staraj  się tu znaleźć H ydry  ni  Gorgony,
L udzkości  i człekow i  tom  ten  pośw ięcony.

Ty sam  je s te ś przedm iotem  tego traktatu:

Q uicquid agunt hom ines,  votum,  timor,  ira,  voluptas,
G audia,  discursus,  n ostri fa rra g o  libelli.

L udzkie czyny, p rzy sięg i,  sw ary i obawy,

Sm utki  i błędy będą przedm iotem  mej  sprawy.

M oim   zam iarem  je s t  posłużyć  się  im ieniem   D em okryta  nie  inaczej  ja k  

M erk u riu sz G allobelgicus i M erkuriusz B ritannicus posługują się im ieniem  M er­

kureg o ,  a D em ocritus  C hristianus  im ieniem   D em okryta;  lubo  istnieją  rów nież 

i  in n e okoliczności i  szczególnej  natury pow ody, dla których skryłem  sw ą tw arz 

po d   tą   przyłbicą,  tych  w szelako  nie  m ogę  trafnie  w yrazić,  póki  nie  skreślę  po-

48

krotce  sylw etki  naszego  D em okryta,  nie  opow iem ,  kim   był,  i  w paru  zdaniach 

żyw ota jeg o  nie streszczę.  D em okryt,  w edle opisu  H ippokratesa i L aertiusa, był 

znużonym   starcem ,  z  natury  bardzo  m elancholijnym ,  w późnych  dniach sw ego 

żyw ota  w ielce  przeciw nym   w szelkiej  kom panii  i  oddanym   sam otności;  słynny 

to  był  w ow ym   czasie  filozof,  rów ny  Sokratesow i,  co  całe  życie pośw ięcił stu ­

diom   i  sw em u  odosobnionem u  życiu  [...].  M ąż  w ielkiego  um ysłu  i  głębokiego 

dow cipu,  który podróżow ał do E giptu  i  Aten,  by posiąść w iększą w iedzę i  dys- 

putow ać z innym i uczonym i mężami, w ielbiony przez jednych, pogardzany przez 

drugich. D opełniw szy sw ych podróży osiadł w A bderze (gdzie go w ezw ano), by 

miastu  temu  praw a stosow ne  ustanowiwszy,  zostać  tam   a rc h iw istą j -  ja k  piszą 

inni -  głów nym  m iasta tego zarządcą; jeszcze inni utrzym ują, że D em okryt przy ­

szedł na św iat i  w ychow ał się w tym że m ieście. Jakkolw iek by się rzecz ta m ia­

ła,  m ieszkał  opodal  m iasta,  w ogrodzie,  całkow icie  oddając  się  sw ym   studiom  

i  sam otności z w yjątkiem  rzadkich chw il,  kiedy schodził do portu i  śm iał się do 

rozpuku  na  w idok przeróżnych zgrom adzonych-tam   przedm iotów .  Taki  był ów  

D em okryt. L ecz w jakiej m ierze m a się to w szystko do m nie i dlaczegóż to przy­

brałem  sobie takie  m iano? W yznaję,  iż  niecną z m ej  strony bezczelnością było-  c 

by,  zw ażyw szy  to,  co  o filozofie  ow ym   rzekłem ,  w jed n y m   z nim   rzędzie  się 
stawiać.  Nie  chcę  więc  żadnego  m iędzy  nami  porów nania  czynić,  on  bow iem  

antisłał m iki m illibus trecentis [po stokroć pod każdym  m nie przew yższa w zglę­

dem],  gdy ja   rzec  m uszę  o  sobie  parvus  sum,  nullus  sum,  altum   nec  spiro,  nec 

spero  [m arnością  jestem ,  jestem  niczym ,  a m ym   znikom ym   am bicjom   m arna 
odpow iada  nadzieja].  P ow iem   tylko  tyle  o  sobie,  nie  popadając  w podejrzenia  r ~ 

(Tzadufanie i  pychę, iż pędzę żyw ot cichy,  osiadły  i  sam otny, pośw iecony sobie 
i  m ym  studiom  uniw ersyteckim , m ihi et meus, praw ie tak długo ja k  K senokrates 
w A tenach,  aż do  starości,  a d  sen ecta m fere,  doskonaląc  się -  podobnie ja k  ów  

filozof -  w  m ądrości.  U kształciłem  się bow iem  jak o  szkolarz w tym  kw itnącym  

przybytku nauk europejskich i, ja k  Jovius szczycił się,  iż przez 37 lat czynił naj­
lepszy użytek ze znanych na całym   św iecie bibliotek W atykanu,  tak ja  od 30 lat 

oddaję się studiom  (korzystając z rów nie znakom itych co Jovius bibliotek) i przeto 

z najw yższą tylko niechęcią przystałbym  na to, by być nieużyty niby truteń,  w  ni­

czym   nieprzydatny,  a przeto  i  niegodny  tak  znakom itego  i  uczonego  to w arzy ­

stwa,  lub  aby  spod m ego  pióra w yszło coś,  co jakikolw iek despekt  przynieść by 

m ogło  tak  dostojnej  i  zacnej  krynicy  wiedzy.  To,  co  uczyniłem ,  choć  w ykształ­

cenie czyni  ze m nie osobę duchow ną,  bierze się z um ysłu  niespokojnego,  turbi-

49

background image

^  ne raptus ingenii, z niestałości i  niepokoju myśli, dzięki któremu ożyw iało mnie 

w ielkie pragnienie, by -  nie roszcząc sobie pretensji  choćby nawet do powierz­

chow nej tylko biegłości w jakiejkolw iek dziedzinie -  dotknąć chociaż pobieżnie 

wszystkich  dziedzin  wiedzy,  być  aliquis  in  omnibus,  nulłus  in  singulis  [kimś 
w wiedzy ogólnej, nikim zaś w jednej tylko dziedzinie!, co zaleca Platon, a w ślad 

za nim  rekom enduje Lipsius:  by „być biegłym we wszystkich dziełach ciekawe­

go rozum u, nie stawać się niewolnikiem jednej  tylko dziedziny nauki,  nie zado­

m aw iać się w jednym  tylko tem acie, lecz błądzić gdzie się da, zostawszy centum 

p u e r  artium  [kimś, kto do wszystkiego potrafi przyłożyć rękę], mieć swe własne 

tykCA/etr $ * os*°  w łodziach,  którymi  inni  żeglują,  kosztować  kąsków  z różnych  talerzy 

,  i pić z w ielu kielichów ”,  co  tak św iatłe czynił, zdaniem M ontaigne'a, Arystote­

les i jeg o  uczony ziom ek A drian Turnebus.  Ów żywioł błądzenia nigdy mnie nie 

opuszczał (choć nie przywiódł do równych im sukcesów) i  niczym oszalały ogar, 

który każdego ptaka oszczekuje zapomniawszy o ściganej zwierzynie, tak ja  szed­

łem  za wielu tropami, choć wypada tu rzec,  iż  słusznie przyjdzie mi  skarżyć  się 

r«*ul&  w raz z G esnerem , iż ..ten, kto m ieszka wszędzie, nie mieszka nigdzie”, więc i ja  
i u uót),/  przeczytałem   wiele  ksiąg,  lecz  niewielki  z tego  wynikł  pożytek,  a^to  z braku 

jnetody.  Bezładnie studiowałem foliały w naszych bibliotekach,  niewiele wsze­

lako zyskując, ja k o ż e  brakło  m istośow nego podejścia do rzeczy i  nie podróżo­
w ałem   inaczej  ja k   tylko  po  mapie  albo  z kartą  papieru  w dłoni,  co  pozwalało 
mej  m yśli  nieskrępowanej  wciąż  wędrować,  szczególne  znajdując  upodobanie 
w  studiach nad kosm ografią.  Ku 1 m i n uj ący(S aturn patro  n o wał mym narodzinom, 

a M ars, który z  nim w znacznej pozostawał koniunkcji ukształtował me obycza­

je;  obie zaś planety wielce były  wówczas  w swych domach szczęśliwe,  etc.  Nie 
jestem   biedny  ani  bogaty;  nihil  est,  nihil  deest,  mało  posiadam,  mało  pragnę: 

cały  mój  skarb  spoczyw a  w  wieży  Minerwy.  Nie  pragnąc  żadnych  wywyższeń, 

nikom u  ich  też  nie  zawdzięczam;  szczodrzy  dobrodzieje  zapewniają  mi  (laus 

D eó)  żyw ot  skrom ny  i  godny,  który  -   niczym  Demokryt  w  swym  ogrodzie  -  
pędzę jako  szkolarz  swego  kolegium  wiodąc  życie  klasztorne,  ipse  mihi  thea- 
trum   [w ystarczająco  dla  m nie  urozmaicone],  oddzielony  od  rozgwaru  i  wszel­

kich trosk świata, et tanąuam in speculapositus (jak rzekł pewien mąż), i z miejsca 

ponad inne w ywyższonego, niczym filozof stoicki Stoicus sapiens,  omnia saecu- 

la,  praeterita praesentiaąue videns,  uno velut intuitu  [ogarniający jednym  spoj­

rzeniem   wszystkie  wieki,  aż  po  dzień  dzisiejszy],  słyszę i  widzę,_ęo  djz[eje_si£_ 

.dokoła, ja k   1 udzie pędzą,  galopują,  kotłują się i  tłoczą  na dworze  i  na wsi,  sam

pozostając z dala od sw arliwych spraw sądowych, aulae vanitatem, fo r i ambitio- 

nem  ridere  mecum  soleo  [śmieję  się  sam  do^siębifi- z m arności  dworu  i intryg 

życia publicznego], nad wszystkim i  nad wszystkimi się śmieję;  „bezpiecznym , 
chyba że sprawy w sądzie źle się potoczą, statki me zatoną”, bydło padnie, zboże 

nie obrodzi,  „nie  mam  ni  żony,  ni  dobrych  lub  złych  dzieci,  bym  się  o  nie  tro­

szczył”.  Jestem jeno  widzem przypadków  i aw antur będących  udziałem innych 

ludzi, przyglądam się temu, ja k  odgryw ają swe role, które na różne sposoby od­

twarzają  przede  mną  niczym  na  scenie jakiej  lub  w  teatrom.  Codziennie  nowe 

wieści  mnie  dobiegają,  zw ykłe  pogłoski  o wojnach,  zarazach,  pożarach,  w iel­

kich powodziach, złodziejstwach, morderstwach, rzeziach, meteorach, kometach, 

upiorach,  zjawach,  cudach,  o  miastach  zdobytych  lub  oblężonych  we  Francji, 

w  Turcji, Persji,  Polsce etc., o  musztrach i  innych przygotowaniach czynionych 

codziennie w  naszych burzliwych czasach, o stoczonych bitwach, w których wie­

lu padło zabitych,  o  wojnach  mnichów,  o  statkach co poszły  na dno,  o czynach 

pirackich  i  morskich bitwach, o pokojach, przym ierzach,  strategiach i  wciąż na 
nowo rozbrzmiewających trąbach na trwogę. W ielka obfitość przysiąg, pragnień, 
czynów, edyktów, petycji, skarg sądowych, wniosków, praw, proklam acji, skarg, 

zażaleń dzień  w  dzień  dochodzi  naszych  uszu.  Codziennie  wciąż  nowe książki, 
pamflety,  opowieści,  całe  katalogi  wszelkiego  rodzaju  woluminów,  nowe para­
doksy,  poglądy,  schizmy,  herezje,  spory  w filozofii,  religii  etc.  Raz  dobiegają 

nas  wieści  o  weselach,  zabawach,  balach  przebierańców,  przedstawieniach, ju ­
bileuszach,  przyjazdach  ambasadorów,  turniejach i potyczkach  rycerskich,  tro­

feach,  triumfach, sztukach, ucztach i  wszelkiego rodzaju sportach; to znów, ja k ­
by ze sceny, na której  zmieniono dekoracje, słyszymy o zdradach, chytrych pod­

stępach, rozmaitych podłościach i okrucieństwach, złodziejstwie i  łupiestwie, po­

grzebach,  pochówkach, śmierci  książąt,  nowych odkryciach  i ekspedycjach;  raz 
rozbrzmiewają  sprawy  komiczne,  kiedy  indziej  zgoła  tragiczne.  Dzisiaj  słyszy­
my  o  nowo  mianowanych  władcach  i  oficerach, ju tro   wieść  nas  dojdzie  o zde­
tronizowanych  wielm ożach po  to,  by za nią inna wiadomość przybiegła — o  no­

wo komuś  nadanych godnościach; jednego wypuszczają na wolność,  innego zaś 
wsadzają za kraty; jeden kupuje,  drugi  kradnie; ktoś opływa w  bogactw a, a jego 
sąsiad ogłasza się bankrutem; teraz panuje dostatek, kiedy  indziej znow u śmierć 

i  głód; jeden biegnie,  drugi  podróżuje konno,  ten  się swarzy, ów płacze, jeszcze 
inny się śm ieje etc. Tego  się dowiaduję  codziennie,  takie  i  tym podobne docho­

dzą  mnie  wieści  czy  to  o jednostkach,  czy  o całych  społeczeństw ach;  i pośród

background image

całej  elegancji i  nędzy tego św iata, w esołości, dumy,  trosk i  niepokojów, prosto­
ty  i  nikozem ności,  delikatności  i  oszustw a,  szczerości  i  praw ości,  które  w zaje­

m n ie  się m ieszają. z e s o b a Ł w ciąż trw am  niezm ienni&..privus p riva tu s  [w  całko­

w itej niezależności]} ja k  żyłem  poprzednio, tak żyję nadal,statu q u o p riu s, odda­

ny .sam otności -i  codziennym   troskorti-Jedynie  czasem ,  by  niczego  przed  wami 

nie ukryć, podobnie ja k  D iogenes, który szedł do miasta,  lub D em okryt idący do 

portu,  by przyjrzeć się spraw om   św iata,  tak  i ja  od  czasu  do czasu  dla rozryw ki 

w ychodzę,  by  się  p o ro zg ląd aj  w okół;  nie  m ogłem   się  w tedy  pow strzym ać,  by 

nie poczynić niejakich spostrzeżeń,  mniej po to, by się dogłębnym  sądem  w yka­

zać,  a bardziej  po  to,  by jed y n ie  odnotow ać  fakty,  a w ędrów ki  me podejm ow a­

łem  nie dlatego, aby ja k  owi filozofow ie płakać lub śm iać się, lecz by dać wyraz 

m ieszan y m  uczuciom , jakim i  napaw a m nie w idok spraw  tego świata.

Definicja melancholii, jej nazwa i rodzaje

D okonaw szy  pokrótce  anatom icznego  rozbioru  ciała  i  duszy  człow ieka, 

co je s t  niezbędnym   krokiem   przygotow ującym   nas  do  dalszej  drogi,  m ogę ju ż  

podjąć głów ny swój  tem at tak,  by uczynić go przystępnym  czytelnikow i; po dłu­

gim   czasie  spędzonym   na  bocznych  ścieżkach,  po  w ielu  kołow aniach  i  mean­

drach  m ogę ja sn o   rzec,  czym  je s t  m elancholia,  wskazać je j  nazw y  i w szelakie 

odm iany.  M iano  to  w yw odzi  się od  m aterii  ciała,  a choroba bierze sw oj ą  nazw ę 

od p rzyczyny fizycznej:  jak spostrzega Bruel, po grecku  m e l a n c h o l i a ,  czyli 

m elaina hole, oznacza czarną żółć. I niechaj D onatus A ltom arus i Salvianus spie­

rają  się  o to,  czy  żółć  ow a je s t  pow odem ,  czy  skutkiem , ja   sam   zm ilczę  na  ten 

tem at. C horoba m a w iele opisów  i  definicji. Fracastorius, w drugiej księdze o In­

telekcie,  tych nazyw a m elancholikam i, których „tak dotknęła obfitość owego po­

psutego  hum oru  czarnej  żółci,-iż  popadli  w  szaleństw o  i  w  w ielu  przedm iotach 

gadają  od  rzeczy,  u w łaszcza  tych,  które  s |g j 2d n o szą-d o   w olij^w yboru  a także 

innych funkcji  ludzkiego  rozumieH !a]^ 4 elan aliu s,  który  naśladuje w tym 

na, R uffus i  A etius pow iadają, iż m elancholia to „zła i drażliw a choroba, za spra­

w ą której  człek stacza się i  staje się niczym  dzikie zw ierzę”. G alen m ów i, iż jest 

to  „zubożenie  lubo  infekcja  środkowej  części  m ózgow ia”,  odnosząc  sw oją  defi­

nicję do  organu  ciała zarażonego  chorobą,  z czym   zgadza się  H erkules  z  Sakso­

nii, zw ąc m elancholię „psuciem  się głównej funkcji” ; podobnie rzecz ujm ują Fuch-

sius  (ks.  I,  roz.  23), Arnoldus  (w  dziele Breviar,  ks.  I,  roz.  18),  G uianerius  i  inni, 

Paulus zaś dodaje,  iż „dzieje się to  za spraw ą czarnej  żółci”.  D la H alyabbasa je s t 

m elancholia po  prostu  „poruszeniem   um ysłu”,  dla  A reteusa  „w iecznym ,  bezgo- 

rączkow ym   udręczeniem  duszy,  której  uw aga skupiła się ria jednym  tylko przed­

m iocie”, którą to definicję krytykuje w ielce M ercurialis  w sw ym  traktacie D e af- 

fect.,  ks.  I,  roz.  10,  gdy  tym czasem   Aelianus  M ontaltus  w dziele  Lib.  de  inorb., 

roz.  1,  de  melan.  u w a ż a ją   za  słuszną  i  w ystarczającą.  Potocznie pow iadam y,  że 

m elancholia  to  „gadanie  od  rzeczy,  którem u  nie  tow arzyszy  gorączka,  łączy  się 

zaś  norm alnie z uczuciem   lęku  i  sm utku,  których  przyczyny  poznać  nie p o trafi­

m y”;  z definicją  tą  [...]  nie  zgadza  się  Herkules  z Saksonii  ani  D avid  C rusius, 
utrzymujący,  że je st  ona  niew ystarczająca  i ja k o   żyw o  „pokazuje  raczej,  czym  

m elancholia  nie jest,  niż  to,  czym  je s t  w istocie” .  D ow odzą oni  m ianow icie,  że 
brak  tu  tak  ważnego  dla  m elancholii  rozróżnienia  m iędzy  fantazją  a rozum em . 

Lecz wdaję  się  w zbyt w ielkie szczegóły.  N ajlepszym  w yznacznikiem ,  sum m um  

genus, je s t przeto „gadanie od rzeczy” i „niepokój um ysłu”, ja k  pow iada A reteus, 

do czego H erkules z Saksonii dodaje „udrękę zasadniczego organu”, by odróżnić 

m elancholię  od  odrętw ienia  czy  paraliżu  i podobnych  chorób  narządów   ruchu 

i  zm ysłów  zewnętrznych.  M ówi się o „popsuciu”, co służyć  m a oddzieleniu m e­

lancholii  od szaleństw a i  obłędu,  w których funkcje  ow e  nie tyle  ulegają popsu­

ciu,  co  raczej  ogólnem u  i całkow item u  zniszczeniu.  Pow iada się  takoż pow sze­

chnie, iż melancholii „nie tow arzyszy gorączka” , by wskazać, iż m elancholią je s t 

czym  innym  niźli szał i różni się takoż od tej m elancholii, którą w yw ołuje gorącz­

ka spow odow ana dżumą. „Lęk Lsmutek” spraw iają, że m o ż n a ją  tidróżjriić od sza_-__

__ leństw a,  a dodane na końcu >jctórych przyczyny poznać nie potrafim y*) oddziela  ' •' 

m elancholię ód zw ykłych nam iętnoścrźw anych „sm utkiem  ITękiem ” . Stosow nie 

więc nazyw am y to „m ów ieniem  od rzeczy”, gdyż, ja k  wywodzi L aurentius, poja­

wia się  ono  wtedy,  „kie3y’p e w n ag łó w n a  władza um ysłowa, ja k   w yobraźnia lub 

i  sam   rozum   ulega  popsuciu, ja k   to  się  dzieje  w przypadku  osób  cierpiących  na 

m elancholię” .  O bywa się ona bez gorączki, gdyż humor, z którym  je s t zw iązana, 

je s t  zim ny  i  suchy,  a w ięc  nie  może  w yw ołać  procesu  gnicia.  L ęk   i  sm utek  są 

praw dziw ie  nierozłącznym i tow arzyszam i  m elancholii,  choć, ja k  w ykazuje H er­

kules  z Saksonii  w  dziele  traci, posthum o de M elancholia,  nie  pojaw iają  się  we 

w szystkich jej  rodzajach; niektórym  b o w ie m - ja k  zobaczym y później -  zdaje się 

chprobitow a p rz y je m n a ^ tą d  też ich głośny śm iech, innych znow u napełnia w iel-  s  
ką odw agą uw alniając od  w szelkiego strachu  i  troski.

background image

Opis  frontyspisu

D ziesięć różnych kw adratów  tę stronę ozdabia 

A  sztuka rytow nika w je d n ą  rzecz je   składa.

I

Stary D em okryt skryty  w drzew a cieniu 

R ozłożył księgę,  siedzi  na kam ieniu;

N a ziem i leżą rozrzucone szczątki 

Psów,  kotów, ja k o   też innych zwierzątek, 

K tóre on rozciął sztuką anatom a 

P ragnąc żółć  czarną w ydobyć  z ich łona.

N ad nim  na niebie  w całej  sw ojej  glorii 

Z aw isnął Saturn,  książę M elancholii.

II

Po  lew ej  stronie krajobraz Z azdrości -  
W zrok czytelnika niechaj  się rozgości. 

Ł abędzia,  czaplę oraz zim orodka,

D zielne koguty  tw e  oko  napotka,

D w a byki  w alczą z  sobą  w  w ielkiej  złości,

B y spraw ić zadość zadaniom  miłości.
O to  sym bole:  w ięcej  ci  nie zdradzę,

D om yśl  się reszty,  tyle ci  poradzę.

III

K w adrat następny Sam otność  maluje,

O braz psa  we śnie do  tego stosuje,

A  także  kota,  łani  i  rogaczy 

K rólików,  które na w olności  skaczą;

W  cieniu  się  kryją sowy,  nietoperze,

N ad  w szystkim   w ładzę M elancholia bierze.

G dy zaś  błąd jak i  w  rysunku  w ytykasz,

Nie  wiń  autora, jeno  rytownika.

IV

Niżej  zaś  stoi  am ant zakochany 

Ze splecionym i  na piersi rękam i;

G łow ę spuściw szy  w m ilczenie zapada,

I piosnka ja k a  w  głow ie m u  się  składa.

Tuż  obok leżą lutnia i foliały 

Ludzkiej  próżności  sym bol  doskonały. 

Komu ten  obraz  nie je s t dosyć jasny, 

N iechże sam  sobie nam aluje  własny.

V

A hipochondryk głow ę  w spiera ręką,

G dy  z kolki  w  boku  zm aga się udręką, 

Jakież  nękają go  troski  i  żale,

Pan Bóg  wie  tylko jak że cierpi  stale.

Obok dostrzeżesz am pułki,  słoiki,

Z apteki  prosto  różne  specyfiki.
W szystko  to zdradza Saturna aspekty,

K tóre  na niebie m ają konterfekty.

VI

A  dalej  klęczy  C złow iek Zabobonny, 

W ładzy  przesądu  oddany  nieskrom nej: 

W zrok  w bił  w  sw e bóstw o,  i  pości  uparty 

M iędzy  nadzieją i  lękiem   rozdarty.

Bardziej  się  stara piekłu się wywinąć,

N iż  ty  się starasz z  niebem  się nie minąć. 

B ardzo-ć  w spółczuję,  boś je s t biedna dusza, 

Jakiż bieg  planet do tego cię zm usza?

background image

cholijnemu umysłowi ma zapewnić schronienie. Jak pisze siedemnastowieczny 

poeta i melancholik Nicolas Breton, „gdyby książki nie były moimi najlepszymi 

przyjaciółmi, z pewnością byłbym narażony na cierpienia spowodowane melan­
cholią: jednak moja Biblioteka, choć niewielka, chroni mnie przed tym”11. Bib­
lioteka to świat, którego granice wyznacza czytanie, a pismo, które schyłek XVI 
i pierwsza połowa XVII wieku odczytują, stanowią zarówno znaki wpisane ręką 
Boga  w naturę, jak  i znaki  przechowane  w dziełach poszczególnych  autorów. 
Wnętrzem biblioteki jest więc z jednej strony cały świat, z drugiej  zaś pojedyn­
cze dzieło, które w zasadzie zawsze jest księgozbiorem.  Dzieło  barokowe,  któ­
rego przykładem niewątpliwie jest Anatomia melancholii, nigdy nie pojawia się 
nagie, bez maski, bez całego systemu masek, jakim jest zbiór cytatów.

Cytatem jest tu już sam tytuł, niezwykle popularny odkąd w 1578 roku uka­

zała się Anatomie ofW it (Anatomia dowcipu) pióra Johna Lyly. Jak wykazała Ruth 
Fox12, układ i podział dzieła przedstawiony w Synopses tkwi korzeniami w tradycji 
scholastycznego traktatu,  imitując jednocześnie fasadę gotyckiej katedry.  Burton 
powtarza  inne barokowe  dzieła,  gdy Anatomię  poprzedza  listem  dedykacyjnym, 

wstępem skierowanym do czytelnika, itd. Sam autor ukrywa się pod cudzym imie­
niem, a jego biografia jest kompilacją wielu cytatów. Również właściwe dzieło sta­
nowi zbiór zapożyczeń: do Burtona należy jedynie odpowiednie ich zestawienie.

Cytat jest podstawowym budulcem barokowego dzieła, a tym samym dzie­

ła poświęconego melancholii, które zawsze powstaje we wnętrzu biblioteki. Bax- 
ter, który swoją księgę pisał na wygnaniu, wspomina przede wszystkim o braku 
biblioteki, o pisaniu z dala od jej zasobów, o doświadczeniu pustki wywołanym 

dystansem dzielącym go od cudzego słowa. To właśnie atmosfera cudzego słowa 
wypełnia wnętrze biblioteki. Cudze słowo wprowadza ową niezbędną nadwyżkę 

pisma, i to zarówno w procesie pisania (opóźniając rozwój choroby) jak i w pro­
cesie czytania (udostępniając niejako nowe regiony biblioteki). Wznosząc gmach 
biblioteki, cudze słowo tworzy pewną specyficzną przestrzeń,  przestrzeń,  którą 
za Galenem można określić jako apotheca librorum, składem, magazynem ksią­
żek, nie zapominając przy tym o późniejszym znaczeniu terminu „apteka” i jego 
ścisłym związku z farmakoterapią.

11  N.  Breton, A Pocket o f Letters,  1603, s. 45.
12 R. Fox,  The Tangled Chain.  The Structure o f Disorder in  „Anatomy o f Melancholy", University 

of California Press  1976.

w

Timothy  Brlght

Traktat 

o melancholii

przełożyła  Liliana  Barakońska

Do m ego m elan ch o lijn eg o  p rz y ja c ie la  M .

Twój list, drogi M., przepełniony skargą i przygnębieniem  tak bardzo mnie 

poruszył,  że (jak to byw a pośród szczerze oddanych przyjaciół) sam  rów ­

nież pogrążyłem  się w podobnym  stanie ducha. Wobec czego jestem  zm u­

szony szukać wsparcia, jakiego rozum  udziela tym, którzy się nim  kierują, 

i wiem,  że muszę  okiełznać nazbyt gw ałtow ną nam iętność  a  także pow i­

nienem,  na  ile  zdołam,  poham ow ać  uczucia,  które  m ną  targają.  Chociaż 

nasze  przypadki  są  odmienne,  bow iem   żal,  który  we  m nie  w zbiera,  nie 

dotyka mnie tak bardzo, jak  ten,  który Ty odczuwasz (jako  że jesteś -  co 

zdołałem   zauw ażyć  -   dotknięty  nim   do  żyw ego,  i to  nie  tylko  w sensie

81

background image

fizycznym, skoro przeniknął on już głębiej, w sferę(ducha)) to jednak twier­
dzę,  że łaska naszego Pana jest niezgłębiona i mimo  iż każde napotkane 
niepowodzenie wydaje się nie do pokonania, to z czasem nadchodzi dzień, 
który  przynosi  ulgę  i wytchnienie  tym,  którzy  uginają  się  pod  ciężarem 
zgotowanym  im  przez  los.  Należy  wziąć  pod  rozwagę,  na  kogo  spadło 

owo brzemię: na człowieka, który miłuje pokój i jest jego wyznawcą, czło­
wieka, któremu  nieobce  są  zasady  filozofii, jakimi ludzie  oczytani  a po­

zbawieni wiedzy o Bogu w takich razach zwykli się kierować, a które nie 

mogąc  udźwignąć  zbyt  wielkiego  brzemienia,  niewiele  im  służą;  są bo­

wiem liche jak trzcina, puste w środku i pozbawione łaski niebieskiej. Na­
tomiast  owe  zasady  filozoficzne  i moralne,  oraz  rozważania  o prawach 
naturalnych, są właściwą pożywką dla tych, których głównym filarem po­
zostaje  dana przez Boga  obietnica łaski  i zbawienia,  a którzy  cierpliwie 
oczekują nadejścia wyznaczonego im czasu.  Czuję się jednak pocieszony 
widząc,  iż Ty,  drogi  Przyjacielu,  kierujesz się  tymi właśnie zasadami,  co 

pozwala mi ufać, że zdołam Cię w końcu pocieszyć. Twoja dusza, jak mnie­

mam, płonie ogniem, o którym ci, co przeżywają podobne udręki, mówią, 
że nigdy nie wygasa. Pamiętaj jednak, że chociaż teraz odczuwasz głęboki 
niepokój, to powinieneś pocieszać się myślą, iż w końcu nadejdzie szczę­
śliwy dzień, gdy znów głęboko zawierzysz Bogu i Jego miłości. Podobnie 

jak  spośród  wszystkich metali złoto  poddaje  się  najskrupulatniejszej  ob­

róbce w ogniu  i wielokrotnemu  kuciu,  by w końcu  mogło posłużyć jako 
oprawa dla  Diamentu  i materiał  do  wyrobu  drogocennych  naczyń  prze­
znaczonych  na  stoły  władców  i książąt,  tak  właśnie  teraz  ów  niebiański 
alchemik poddaje Ciebie próbie ognia, byś mógł, po oczyszczeniu z grze­

chu, który tak mocno przywiera do naszej zdegenerowanej natury, stać się 

jeszcze cenniejszym naczyniem ku chwale Jego majestatu.  Twoja prośba 

nie  ogranicza się  li tylko do tego, bym zaordynował Ci to, co moje nikłe 
umiejętności w dziedzinie teologii bądź medycyny mi podpowiadają,  ale 
bym obszernie wyłożył rzecz o naturze melancholii: co jest jej przyczyną, 

jaki wywiera wpływ, jak należy ją leczyć, wreszcie bym przedstawił wszyst­

ko, co może przyczynić się do pogłębienia naszej  wiedzy o niej, czyli to­

warzyszący jej strach,  smutek, rozpacz, łzy, płacz,  szlochanie,  westchnie­

nia, które  są nieodłącznym atrybutem tego przygnębiającego stanu.  Czę­
sto też zdarzają się napady niepohamowanego śmiechu, wywołane nie ra­
dosnym nastrojem,  a stanem umysłu, który w wyniku  błędnego rozumo­
wania  każe  w ten  fałszywy  sposób  reagować  na  ową  namiętność,  którą 

niezmiennie gaszą gorzkie łzy, a która nigdy nie pozwala ukoić się łagod­
nym uśmiechem, w innych przypadkach przynoszącym właściwy skutek. 

Twa prośba obarcza mnie zadaniem znacznie przerastającym moje umie­

jętności, jednakże całym wysiłkiem woli jak i umysłu pragnę Ci się przy­

służyć  zarówno przez wzgląd na Twój  stan, który opłakuję i pragnę zała­
godzić, jak  i z powodu  skarg  ze  strony  tych,  którzy  w podobny  sposób 

cierpią. Skłania mnie ku temu myśl, iż zarówno Tobie jak i innym przyda 
się podstawowa wiedza w tym zakresie, a mianowicie: Jaką rolę odgrywa 

natura, a |aką(świadomość grzechu^akie istnieją pomiędzy nimi różnice, 

jaki wpływ mają na sleblel skąd biorą swój początek. Mowa będzie o spo­

sobach zapobiegania i leczenia owych przypadków, a także o tym, jak za­

łagodzić skutki depresji, która dotyka zarówno ciało jak i umysł. Mam też 
nadzieję rozjaśnić nieco mroki niewiedzy, po których błąka się Twa dusza; 

co powinno  uspokoić  targane  tysiącem  wątpliwości  i ponurych,  pełnych 
rozpaczy  uczuć,  serce.  Zgodnie  z Twą prośbą,  szczegółowo  potraktowa­
łem pewne interesujące Cię zagadnienia, tak, by obszerna lektura przynio­
sła Ci pociechę i zadowolenie, a ponieważ rozpisałem się na temat spraw, 

które są bliskie Twemu obecnemu  nastrojowi,  ufam,  że czytanie pozwoli 
Ci zapomnieć o dłużącym się czasie. Tak więc, jeśli Twoje cierpienia ustąpią 
nieco,  będziesz  miał  okazję  dowiedzieć  się  o  tym  wszystkim,  co  w tym 

przypadku  uważasz za niezbędne. A jeśli z pomocą Bożą uda Ci  się wie­
dzę tę spożytkować dla swojego dobra, z radością przyjmę na siebie trudy 
pisania. Doświadczenie, jakie posiądziesz pod wpływem lektury, pozwoli 
Ci uzbroić  się  w cierpliwość  i żywić nadzieję,  iż  mimo  cierpienia nadej­
dzie w końcu upragniony spokój  i wytchnienie.

background image

O tym jak melancholia wpływa na funkcje mózgu

Jeśli  zaś  idzie o  sposób, w jaki melancholia wpływa na wszelkie czynno­

ści  będące  wynikiem  pracy  mózgu,  stwierdzamy,  iż jconcept  czyni  ona 

powolniejszym ,  a to  zarówno  dlatego,  że  substancja  m ózgow T ulaklch 

osób by wa^gęstszaTjak i ze względu na intelekt, który nie jest wystarcza­

jąco  subtelny i lotny, co jest niezbędne w  sztuce  szybkiego pojmowania. 

Również  wszystkie  zmysły  są jakby  sparaliżowane,  bowiem  ich  substa­

ncja je s t  sucha  i zimna,  a w konsekwencji  twarda,  co  dobrze  służy  za­

chowaniu tego, co zostało w nich raz wyryte: są twarde jak diament, i cho­

ciaż m elancholijna natura jest nieskora do zapisywania czegokolwiek no­

wego  w  swej  pamięci,  to  sprawy,  które  raz  znajdą  doń  drogę  pozostaną 

tam pod tym pewniejszą pieczą. Czasami zdarza się, że melancholicy oka­

zują  się  niezwykle  mądrymi  ludźmi,  o wysokiej  inteligencji.  Dzieje  się 

tak dlatego, ponieważ &w hum or pod wpływem ciepła staje się lotny i po­
dobnie  ja k   z  suchego  drewna  unosi  się  najjaśniejszy  płom ień,  a z ługu 

w innego  destyluje  się  m ocną  fogńistą  aqua  vita,  intelekt  melancholika 

zarów no  ze  względu  na  suchość  substancji  jak  i przefiltrowanie  gęstej 

masy,  z której  bierze  swój  początek,  uzyskuje jasność  myślenia.  Jest  to 

ow o suche światło, które aprobował Heraklit. Ponadto istnieją jeszcze in­

ne  przyczyny.  Jak  na przykład  uprawiane  przez  nich  ćwiczenia  umysło­

we, którymi nigdy się nie męczą. A  to sprawia, że wydaje się, iż to natura 

obdarzyła Ich   fą lotnością  uliiyślu7 którą  nabyli  w drodze  ciągłego  ćwi­

czenia i  kształtowania umysłu.  Ponadto, jeśli temperament tych ludzi nie 

je s t jeszcze  zbyt  gwałtowny,  co zawsze  może  stanowić groźbę utraty pa­

now ania  nad  sobą,  ich' melancholia  rodzi  poczucie  zwątpienia  w to,  co 

aktualnie  rozważają,  i spraw ia,  że  wnikliwiej  badają  istotę  rzeczy.  Moc 

afektu  pow oduje,  że  wszystkie  swe  siły angażują w gruntowne poznanie 

spraw, które ich aktualnie z ajm ują.phociaż melancholicy niełatwo ulega­

j ą  innym  uczuciom  poza uczucieml^strachu,  s)mutku czy  teź^ zazdrości,  to 

jednak, gdy ju ż tak się zdarzy, pochłania ich ono znacznie dłużej, niż mia­

łoby to miejsce w przypadku osób o odmiennej naturze. A co więcej, uczu­

lcie takie  gwałtowniej  trawi wnętrzności,  ponieważ tutaj  substancja serca 

i  intelektu  jest  gęstsza  i  wszelkie  u czucie  głębiej  w nią  zapada,  aniżeli 

dzieje  się  to  w przypadku  substancji  rzadkiej  i rozcieńczonej,  która  po­

woduje szybki zanik uczuć. Tym sposobem pożądanie tych przedmiotów, 

które sobie upodobają, sprawia, że melancholicy mają naturę skrupulatną 

i dociekliwą,  rozważną i roztropną, co czyni ich niewzruszonymi w opi­

nii, a są to cechy umysłów w niczym nie ustępujących tym największym. 

Ich  postanowienia  są  owocem  długich  rozmyślań  wywołanych  gnębią­

cym  ich  zwątpieniem  i brakiem  ufności,  które,  chociaż  niełatwo  się  ro­

dzą, to jednak trudno je usunąć. Takie osoby są pełne wątpliwości i podej­
rzeń,  a w związku  z tym długo podejm ują decyzje, ponieważ pewne do­

mowe niepokoje czy w ewnętrzne niejasności przyczyniają się do pow sta­

nia opinii o grożącym niebezpieczeństwie tam, gdzie go w istocie nie ma. 

Sny ich są przepełnione niepokojem: częściowo dlatego, że w trakcie czu­

wania ich umysł zajęty jest przerażającymi, budzącymi lęk myślam i, któ­

re  mają  swe  odzwierciedlenie  w  snach,  a częściowo  dlatego,  iż  czarne

i  mętne  opary  melancholii  unoszą  się  do  mózgu,  co  sprawia,  że  pamięć 

zapomina przedmioty i  w ten sposób zakłóca melancholijnej naturze sen. 

Osoby o takim usposobieniu cierpią na pewien rodzaj duszności nocnych, 

zwanych  koszmarem,  kiedy  to  wydaje  im  się,  że  mają  przed  sobą jakąś 

przerażającą zjawęTco sprawia, że czują się jakby na wpół uduszeni, i cho­

ciaż chcą krzyczeć, nie mogą wydobyć z siebie głosu. Przyczyną są gęste 

opary  melancholii,  które  w ywołują  przerażające  i niepokojące  obrazy, 

a także  sama  natura  tego  humoru  oraz  wyobraźnia,  która  z przyzw ycza­

jenia skłania się ku  ciemności.

background image

Thomas Adams

Choroba duszy

przełożyła  Liliana  Barakońska

Prawdziwie rozumnemu,  wielce szacownemu oraz niezmiernie zasłużone­
mu  w  sw ej  P r o f e s j i   Panu  Williamowi  Randolphowi,  L e k a r z o w i 
 

M  e d y  c y n y .

Szanowny Panie,

D ziw nym  może się niektórym wydać, że  L e k a r z o w i   chcę zaordyno­

wać  L e k a r s t w o .   Jednakże moje  W y j a ś n i e n i a   nie są bezpodsta­

wne; stanowią raczej dowód ich niewiedzy aniżeli mojej arogancji. To nie 

N a p ó j   l e c z n i c z y   przesyłam  a  R e c e p t ę   wypisaną  na papierze, 

którą niem ądry Pacjent połknął, przeczytawszy na niej  Z a ż y j   to.   Nie 

w ysyłam  tego,  by  Cię  pouczać,  ale  byś  Ty,  Panie,  dzieło  to  skorygował. 

Tak ja k   niegdyś  biedny  M a l a r z   wysłał  A p p e l l e s o w i   swój  O fa­

r a  z,  by  ten  nie  polecił  go,  a  poprawił.  Wszystko,  co  w  tym  dziele  ma 

posmak filozofii,  wywodzi się z owych podstawowych  a k s j o m a t ó w ,  

które poznałem podczas krótkich studiów uniwersyteckich, a które zdąży­

łem już zapomnieć.  Część  podyktowana  została doświadczeniem,  w któ­

rym to Necessitas była ingenii largitor, podobnie jak  w przypowieści Pli­

niusza  o  spragnionym kruku,  który  zobaczywszy,  że  na  dnie  głębokiego 

zbiornika  pozostało jeszcze  trochę  wody,  dopóki  napełniał  zbiornik  ka­

mieniami,  dopóty  ich  ciężar  nie  sprawił,  że  poziom  wody  się  podniósł. 

Moje  własne  podupadające  zdrowie  zmusiło  mnie,  bym  zajrzał  do  owej 

zubożałej  S k a r b n i c y   w i e d z y ,   która należy do mnie; a odkrywszy, 

że jest już  prawie  pusta,  usiłowałem  za pomocą  k o n t e m p l a c j i   wy­

równać jej  braki  w  stosunku  do  rzeczywistości;  a  teraz  spójrz  tylko, jest 

przepełniona i (bez uszczerbku dla siebie) w komunikatywny sposób prze­

kazana  innym.  Potraktuj,  proszę,  tę  oto  książkę  tak, jak   chciałbym,  byś 
potraktow ał  moją  osobę;  jeśli  znajdziesz  ją   w  dobrym  zdrow iu,  dbaj 

o  nie; jeśli  w  złym,  zaordynuj  środki  przeczyszczające.  Ze  swej  strony 

będę ukontentowany, jeśli moje kontemplacje nie okażą się ut Curia Mar- 
tis Athenis\ nie chcę też, by były niczym jakaś cenna w i e d z a   t a j e  m- 

n a,  dzięki  której jej  Strażnik  bogaci  się,  póki  żyje,  ale  nie jest  w  stanie 

znieść myśli, że po jego śmierci kto inny mógłby tę  wiedzę  spożytkować, 

więc  postanawia,  że  wiedza  owa  powinna  umrzeć  wraz  z  nim.  Dzieło  to 

jest z natury bardziej  M o r a l n e   niż  M e d y c z n e ,   a właściwie w więk­

szej  części  T e  o 1 o g i c ż n ć ,  co  satysfakcjonuje  moje  sumienie, jako że 

moim  celem  był  ów  Ś r o d e k   oraz  błogosławiona  S f e r a ,   które  po­

winny  stanowić  koronację  w szelkich  naszych  poczynań;  jak  rów nież 

ujarzmienie  naszych  wypaczonych  A f e k t ó w ;   oraz  skierowanie  D u- 

s z y   na  drogę  wiodącą'ku  niebu.'Śm iem   twierdzić  (co  z  pew nością  mi 

wybaczysz), iż dzieło to, jeśli nawet nie  n a ś w i e 11 i  Ci pewnych spraw, 

to przynajmniej  pozwoli Ci  odświeżyć  twą  p a m i ę ć.  Moje  L e k a r s t- 

w a  nie są zbyt  g o r z k i  e;  lecz dla  w r a ż l i w e g o   podniebienia z pew­

nością nie okażą się  s ł o d k i  e.  Dla  D u s z y   przepisuję innym to, czego

£7

background image

sam   zawsze  pragnę  dla  siebie;  a  mianowicie  takiego  zbawiennego  L e- 

k a r s t w a ,   jakie B óg zaleca w Piśmie. Je^li zaś idzie o, C i a ł o,  to cho­

ciaż  nie  chciałbym,  by  w”jakikolw iek'sposób  zostało  okaleczone  przez 

m oje  własne zaniedbanie,  to  sądzę,  że  siły powinno czerpać  z  własnych 

zasobów; z drugiej strony nie mam  tyle  z d r o w i a ,   by móc je  marnować 

prow adząc nieum iarkowany tryb życia. Ale gdy ciało moje jest chore, nie 

pragnę  żadnego  innego  L e k a r z a   prócz Ciebie.  Niewątpliwie  inni  lu­

dzie m yślą podobnie i często słyszysz pukanie do drzwi Twego g a b i n e- 

t u:  jestem  jednak pewny, że wszystkie te pragnienia nie są zainspirowane 

taką w iedzą o Twoich zdolnościach, jaką posiadam ja  dzięki wielu godzi­

nom   spędzonym  na  wspólnych  z  Tobą  rozmowach.  Zarówno  surowość 

ja k  i rozw lekłość  stylu  nie  są pożądane  w „Liście  dedykacyjnym”,  a już 

z  pew nością  nie  wówczas,  gdy  pojawiają  się  razem;  nie  mogą  bowiem 

zadow olić nikogo poza samym piszącym.  Po raz kolejny rzucam niejako 

wyzwanie  zapowiadanemu  przez  Ciebie  Podręcznikowi  Urologii,  który, 

jeśli  go  opublikujesz,  będzie  kolejnym  powodem  do  złożenia  Ci  moich 

podziękowań.  Zanim pomyślne  wiatry przygnają mnie w okolice Twego 

Sudbury, niech to Posłanie będzie dowodem mej przyjaźni i wierności dla 

Ciebie,  i  niech  zawsze  będzie  gotowe  Ci  służyć.  Mam  też  nadzieję,  że 

skoro  znalazło  ju ż   do  Ciebie  drogę,  przedstaw isz  je   św iatu;  a  także 
(w przypadku, gdyby spotkało się ze wzgardą) udzielisz mu swego Wspar­

cia.  Wingrave w B u c k . ,   k o n i e c   m a j a .

Wyrazy szacunku  i poważania,
Tho. Adams

Wprowadzenie

C h o r o b a   tego  Ś w i a t a   szerzy  się  niczym  E p i d e m i a ;   ju ż  teraz 
swoją  niew idzialną  trucizną,  na  wzór powszechnej  zarazy,  zaatakowała 

sam o jego  serce.  Jako  że  N i e g o d z i w e   postępowanie,  podobnie jak

H e r e z j a   w  doktrynie,  niedostrzegalnie  zatruwają  swoim jadem   samo 

źródło Życia, a dum unum interficit,  centum alios inficit, zabijając jedno, 

zatruwają  wiele.  Czy  to  ex  damonis  iniuria,  vel  ex  hominis  incuria,  za 

sprawą szatańskiej  złośliwości czy też  ludzkiej  pychy,  Nierówność  czło­

w ieka wobec człowieka osiągnęła niebotyczny zasięg, Ignorancja dopro­

w adziła do Arogancji, niewiedza do zaniedbania, prostackie zuchwalstwo 

do nieroztropności  o wymiarze politycznym;  i nie wiem, jak  to  się  stało, 

ale nadmiar światła oślepił ludzkość.  Najpierw nie wiedzieli, że grzeszą, 

teraz chcieliby wiedzieć, jak usprawiedliwić swe grzechy: bronią swoich 

win i kupują  C h o r o b ę   z tak dużym nakładem czasu, dowcipu i pienię­

dzy, ile ów Ateista poświęciłby dla zdrowia.  W  D u s z y   ludzkiej  c h o ­

r o b y   wylęgają się niczym schorzenia w organizmie człowieka bądź ko­

rupcja w organizmie społecznym; dzieje się to do tego stopnia niepostrze­

żenie,  że  gdy w końcu proces  ten dostrzegamy jest ju ż zwykle za późno. 

Podobnie jak   człowiek  porywczy  nie  znosi  pęt,  a  flegmatyczny  hałasu; 

a  z  kolei  Rzymianin,  jak   mówiono  niegdyś,  nienawidzi  despotycznych 

rządów,  ale też nie jest posłuszny dobremu władcy, tak też o sobie może­

my powiedzieć  (słowami Liwiusza o  P a ń s t w i e )   Nec vita nostra,  nec 

remedia ferre possumus: lepiej znosimy nasze choroby aniżeli oferowąne 
nam lekarstwa. N a tym świecie, jak  powiadają Lekarze,  nie istnieje stan, 

który można by nazwać stanem idealnego  Z d r o w i a ;   a człow iek może 

co najwyżej cieszyć się stanem określanym jako obojętny. Jednakże  L e- 

k a r z e   D u s z   w  swoich  oskarżeniach  idą jeszcze  dalej,  twierdząc,  że 

w s z y s c y   j e s t e ś m y   n i e c z y ś c i ,   a  z  n a s z y c h   c n ó t   j u ż  
d a w n o   z o s t a ł y   j e d y n i e   n i c   n i e   z n a c z ą c e   s t r z ę p y  

e t c .,  o r a z   ż e   w  w i e l u   s p r a w a c h   j e s t e ś m y   g r z e s z n i .  

Powtarzając za Prorokiem możemy powiedzieć (a będzie to dotyczyło nie 

tyle naszych kar,  ile naszych grzechów):  N a s z e   u m y s ł y   s ą   c h o ­

r e ,   a  s e r c a   s ł a b e ;   o d   s t ó p   d o   g ł ó w   z ż e r a   n a s   c h o ­
r o b a ;   c a l i   p o k r y c i   j e s t e ś m y   r a n a m i ,   s i n i a k a m i   i  r o ­

p i e j ą c y m i   w r z o d a m i .

on

background image

M eto d a

Tezę m oją przedstawię posługując się następującą metodą:  1. opiszę 

chorobę, 2. przedstawię objawy, 3. przepiszę leki. A ponieważ  L e k a r z e  

rozpoczynają swoje medyczne wywody bądź instrukcje dyskusją poświę­

coną  G ł o w i e   jako  najszlachetniejszej  części  ciała,  głównej  siedzibie 

dowcipu, prapoczątku zmysłów, właściwej ostoi sił witalnych (chociaż Fi­

lozofia  przypisuje  tę  wysoką  godność  S e r c  u),  więc  i ja   (na  zasadzie 

przenośni), nie wnikając w szczegóły tego sporu, podążam za ich przykła­

dem.  Proszę  zauważyć,  że najpierw  zajmę  się  G ł o w ą:  gdyby  udało  mi 

się ją  wyleczyć, bez trudu rozpoznawałaby dolegliwości pozostałych partii 

ciała.  Istnieje  wiele  chorób  zarówno  G ł o w y   jak  i  innych  części  ciała, 

którym i nie będę się tutaj zajmował, pragnąc jedynie powiedzieć (nie wszys­

tko jednak)  to,  co uznam  za stosowne.  Zamierzam  pożyczyć  tyle drewna 

z lasu  G a l e n a ,   ile potrzeba do wzniesienia rusztowania niezbędnego, by 

móc  zbudować na nim gmach dyskursu  o moralności.