background image

 Steve Brown  

"Jak mówić aby ludzie słuchali"  

 

Wprowadzenie  

Henry Clay cieszył się wielkim uznaniem jako mówca. Tak już jest w życiu, że 

gdy odnosisz sukcesy w jakiejś dziedzinie, ludzie, którym się nie udało, 

zazdroszczą ci. Niektórzy ze starszych członków izby zazdrościli Clay'owi 

jego zdolności porywania tłumów. Pewnego razu jeden z nich wypowiedział 

w jego obecności obraźliwą uwagę: "Henry, twój problem polega na tym, że 

w swoich przemówieniach starasz się wywrzeć natychmiastowy wpływ na 

słuchaczy. Ja przemawiam dla potomnych". "Faktycznie", odpowiedział Clay. 

"Słuchając ciebie odnoszę wrażenie,  że chcesz mówić nieprzerwanie aż 

przybędą twoi słuchacze". Clay dał do zrozumienia, że jego krytycy 

wygłaszali mowy, których nikt nie chciał  słuchać. Ich audytorium nie 

stanowiła grupa realnych ludzi. Książka, którą czytasz, w praktyczny sposób 

traktuje o zwyczajnych ludziach porozumiewających się z innymi 

zwyczajnymi ludźmi. Nie jest to książka dla naukowców czy zawodowych 

mówców. Napisałem ją, aby pomóc ci dotrzeć do prawdziwych słuchaczy - 

takich, jakich spotykamy w codziennym życiu. Czy zdarzyło ci się wygłupić w 

czasie publicznego wystąpienia? Czy zastanawiałeś się kiedyś, co 

powinieneś powiedzieć w rozmowie z przyjacielem czy znajomym? Czy 

obserwowałeś, jak mówcy ciągną za sobą tłumy, i zazdrościłeś im tego? Czy 

zastanawiałeś się, dlaczego twoje słowa nie mają wpływu na ludzi, którzy ich 

słuchają? Czy czułeś się ignorowany w rozmowie, na przyjęciu towarzyskim 

czy stojąc z tyłu podium? Czy pragnąłeś poprawić swoje umiejętności 

przemawiania i prowadzenia rozmowy? Czy składając sprawozdanie 

odkryłeś,  że nikt nie zrozumiał tego, co chciałeś przekazać, i że w ogóle 

nikomu na tym nie zależało? Czy kiedykolwiek pragnąłeś powiedzieć swoim 

podwładnym rzeczy, które mogłyby ich zmotywować do bardziej efektywnej 

background image

pracy? Czy pragnąłeś powiedzieć szefowi coś, co skłoniłoby go do dania ci 

podwyżki? Jeśli kiedykolwiek miałeś takie pragnienia, to książka, którą 

czytasz jest dla ciebie. Książka ta traktuje o mówieniu. Sam jestem gadułą i 

to takim gadułą, który odniósł w tej dziedzinie pewne sukcesy. Książka, którą 

trzymasz w rękach, nie została napisana naukowym żargonem, nie ma w niej 

również niepraktycznych teorii. Podzielę się z tobą informacjami, które 

sprawdziłem we własnym  życiu doświadczając też wielu porażek. 

Najlepszym sposobem nauczenia się czegoś jest zrobienie tego źle, ja zaś 

popełniłem wiele błędów. Chcę dać ci okazję do uczenia się z moich 

niepowodzeń i sukcesów. Na co dzień wykładam sztukę komunikowania w 

Seminarium Reformowanym - staram się nauczyć młodych duchownych, jak 

przenieść ogień ich przesłania do pierwszych rzędów kościelnych  ławek. 

Dużą część  życia spędziłem przemawiając na różnych konwencjach, w 

kościołach, na uczelniach i w seminariach. Obecnie prowadzę codzienny 

piętnastominutowy program radiowy słyszalny w ponad trzystu stacjach 

radiowych rozsianych po całych Stanach. Pracowałem również w 

rozgłośniach komercyjnych, gdzie sprzedawałem wszystko począwszy od 

cadillacków po papierosy, i w rozgłośniach chrześcijańskich, gdzie niosłem 

ludziom o wiele lepsze przesłanie. Jako gospodarz programu "Christian 

talkshow" (Chrześcijański talkshaw) przeprowadziłem wiele dyskusji 

poświęconych ludzkim problemom i pomagałem znaleźć odpowiedzi dające 

poczucie pewności. Powiem wprost: mówienie to moja praca. Oczywiście 

moja praca obejmuje o wiele więcej - jeśli ograniczymy się jednak do 

minimum, to mówienie jest tym, co robię, aby żyć. Mówienie przypomina 

pociąg, który dostarcza towary na rynek. Określony produkt może być 

najlepszym towarem, jaki przemysł w danej chwili oferuje, jeśli jednak 

zabraknie  środka transportu, który dostarczy go klientom, to pozostanie on 

na półkach. Jestem chrześcijaninem i leży mi na sercu, aby chrześcijanie 

potrafili lepiej komunikować się z innymi ludźmi. Nie obawiam się tego, że 

background image

chrześcijańskie przesłanie ucierpi z powodu swojej prawdziwości. Ono 

naprawdę jest prawdziwe! Obawiam się,  że może ucierpieć od mówców, 

którzy nie wiedzą jak przemawiać. Częścią mojego powołania jest 

pomaganie mojej chrześcijańskiej rodzinie w lepszym porozumiewaniu się. 

Umiejętności w dziedzinie komunikowania się nie mają charakteru moralnego 

(są "skuteczne" lub "nieskuteczne", nie zaś "dobre" lub "złe"). Dlatego 

książka ta może ci pomóc nawet jeśli nie jesteś osobą wierzącą. Po prostu 

nie mów nikomu, skąd uzyskałeś te informacje. Głównym problemem z 

mówieniem jest to, że wszyscy to robią, lecz bardzo niewielu rozumie, co się 

właściwie dzieje i jak to co mówią wpływa na innych ludzi. Każdego dnia 

słyszysz tysiące, dziesiątki tysięcy słów wypowiadanych przez wielu ludzi. 

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie zapamiętasz tego, co większość z 

nich miała do powiedzenia. Każdego dnia ty sam wypowiadasz tysiące słów, 

lecz zaledwie garstka osób rozumie czy pamięta, co wyrażały twoje słowa. 

Piszę  tę książkę, aby poprawić jedną ze stron tego równania: twoją stronę. 

Pragnę, abyś lepiej mówił - aby twoje słowa przynosiły owoc w twoim 

kościele, w twojej rodzinie, w twoim miejscu pracy i w twoich kontaktach z 

przyjaciółmi. Być może spotkamy się pewnego dnia. Może będę  słuchał 

twojego przemówienia czy kazania. Być może nawiążemy rozmowę. Będę z 

tobą boleśnie szczery: pragnę nauczyć cię lepszego przemawiania, abym nie 

zanudził się na śmierć, gdy się spotkamy. Rozdział 1.& Potęga mowy "Bo na 

podstawie słów twoich będziesz uniewinniony i na podstawie słów twoich 

będziesz potępiony." - Mt 12, 37 Czy zastanawiałeś się kiedyś, co by było, 

gdybyś stracił mowę? Nie mógłbyś porozumieć się szybko i łatwo z innymi, 

aby powiedzieć o swoich potrzebach, uczuciach czy pragnieniach. Nie 

mógłbyś skorygować fałszywego wrażenia czy podzielić się swoimi 

poglądami. Nie mógłbyś zachęcać, karcić, inspirować. Nie mógłbyś wyrażać 

gniewu, okazywać miłości ani radości. Gdybyś nie mógł mówić, musiałbyś 

pozostać w skorupie własnego prywatnego świata i byłoby to zaiste samotne 

background image

miejsce. Gdy przemawiałem na konferencji w Detroit, po raz pierwszy w życiu 

zachorowałem na ostre zapalenie krtani - chorobę gardła powodującą utratę 

głosu. Jedynym dźwiękiem, jaki mogłem z siebie wydobyć, był szept 

słyszalny tylko wtedy, gdy system nagłaśniający był nastawiony na 

maksymalną moc. Mogłem wygłaszać moje wykłady szeptem pod 

warunkiem,  że powstrzymam się od rozmów w przerwach między 

publicznymi wystąpieniami. Frustrujące doświadczenie? Nawet nie masz 

pojęcia jak bardzo. Wtedy zrozumiałem, jak bardzo jestem uzależniony od 

mówienia. Nie mogłem robić tego, co przyjmowałem za coś oczywistego, jak 

powiedzenie "dzień dobry" czy zamówienie dania w restauracji. Nie mogłem 

prowadzić konwersacji w czasie obiadu, nie mogłem odpowiadać na pytania, 

a wieczorem zadzwonić do domu i porozmawiać z żoną. Zauważyłem,  że 

popadam w depresję i złość. Jednak najbardziej frustrowało mnie to, że nie 

mogłem nikomu powiedzieć, jak bardzo jestem zdenerwowany i zły. Nie 

zdajemy sobie sprawy z ważności czegoś dopóki tego nie stracimy. Podczas 

tamtej konferencji odkryłem, jak bardzo jesteśmy uzależnieni od słów. Język 

jest jednym z najważniejszych darów, jakie otrzymała ludzkość. Początek 

całych cywilizacji można wyprowadzić od punktu, w którym ich język stał się 

wystarczająco rozwinięty. Uczenie się  języka danego narodu czy kraju jest 

głównym czynnikiem, od którego zależy odniesienie sukcesu w jego 

obszarze kulturowym. Cały problem polega na tym, że wielu ludzi przyjęło 

Boży dar i zmarnowało go. Miałem przyjaciela, który mawiał,  że w sferze 

wolności słowa nie ma wielkiej różnicy pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a 

ZSRR (wtedy istniał jeszcze ZSRR): "W Związku Sowieckim ludzie są 

pozbawieni wolności słowa i nic nie mówią. W Ameryce mamy wolność 

słowa, lecz ludzie i tak nic nie mówią. Co za różnica?". Miał na myśli to, że 

wolność  słowa nie ma znaczenia, jeśli nie masz nic do powiedzenia. Wielu 

ludzi przeżywa frustracje, ponieważ nie nauczyli się, jak właściwie 

wykorzystywać dar mowy. Nie mają nic do powiedzenia lub mówią tak 

background image

marnie,  że nikt się nie interesuje myślami, które wypowiadają. To wielka 

szkoda. Być może powiesz: "Steve, daj spokój. Wiem, że żyjesz z mówienia i 

dlatego uważasz,  że jest ono ważne. Czy nie przywiązujesz jednak 

przesadnej wagi do komunikowania się? Jest tyle innych ważniejszych 

rzeczy. Frustracje, które przeżywam, i bałagan w moim życiu wiążą się z 

wieloma rzeczami, lecz nie z mową". Pomówmy o tym. Słowa mają moc. 

Kiedy Bóg przemawia, to sam akt wypowiadania słów realizuje zamierzony 

przez Niego cel. "(...) Słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do mnie 

bezowocnie, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem i nie spełni 

pomyślnie swego posłannictwa" (Iz 55, 11). W Biblii słów używa się zwykle 

dla osiągnięcia określonego celu, dlatego mamy "błogosławieństwa" i 

"przekleństwa" - słowa mające moc obdarzania pomyślnością lub niszczenia. 

Chrystus powiedział,  że zostaniemy potępieni lub usprawiedliwieni na 

podstawie naszych słów. Nie jest przypadkiem, że w 1. rozdziale Ewangelii 

Jana cud wcielenia został opisany jako "Słowo, które stało się ciałem". Gdy 

Bóg pragnął ukarać Zachariasza za jego niewiarę, odebrał mu zdolność 

mowy. * * * "Nie wystarczy wiedzieć, co powiedzieć, trzeba jeszcze wiedzieć, 

jak." - Arystoteles, Retoryka. * * * Słowa mogą  błogosławić Uczę moich 

studentów,  że bardzo ważne jest, aby okazywali afirmację ludziom, którym 

służą. Zbyt wielu duchownych ma poczucie, że zostali posłani do kościoła, 

aby głosić gniew Boży, by napominać wierzących i naprawiać wszystkie 

problemy. Prawda zaś jest taka, że Bóg zwykle powołuje duchownych do 

pracy w kościele, aby kochali ludzi i wzywali ich do takiego samego 

postępowania. Istnieje ścisły związek i analogia pomiędzy tym, czego 

nauczam w seminarium, a innymi dziedzinami życia. Na przykład, kilka lat 

temu przyjaciel poprosił, abym pomógł mu rozwiązać problemy w jego firmie. 

Zapytałem, czy kiedykolwiek powiedział swoim pracownikom, że ich ceni i 

uważa za wartościowych. Odparł,  że płaci im i uważa,  że to wystarczy. 

"Steve", powiedział. "Afirmuję ich za każdym razem gdy wręczam im czek". 

background image

Przyjaciel sądził,  że  źródłem problemu było lenistwo jego pracowników. 

Jednak nie to było przyczyną problemów - każdy głupiec mógł to zobaczyć 

na własne oczy. Kiedy przekazałem mu kilka zasad, których mam zamiar 

nauczyć cię w tej książce, nastąpiła zdumiewająca zmiana. Później 

powiedział mi: "Któż by uwierzył, że coś tak małego może spowodować tak 

wielką zmianę?". Kiedy myślę o ludziach, którzy wywarli na mnie wpływ 

wspominam tych, którzy wykorzystywali słowa, aby mnie zachęcać, 

motywować i afirmować. Przypominam sobie pięciu emerytowanych 

pastorów z maleńkiego kościółka w Cape Cod, którzy mogli zniszczyć 

swojego młodszego kolegę. Zamiast tego jednomyślnie postanowili, że będą 

mnie dopingowali. Zawsze gdy byłem zniechęcony i chciałem zrezygnować, 

ci Boży ludzie zachęcali mnie słowami pocieszenia i miłości. Często 

zastanawiam się nad tym, co by się stało z moją  służbą i z moim życiem, 

gdyby ci mężczyźni nie postanowili "podbudowywać" mnie swoimi słowami. 

Mój przyjaciel R. C. Sproul, jeden z najbardziej płodnych i głębokich pisarzy 

chrześcijańskich w Ameryce, usłyszał kiedyś od swojej nauczycielki 

następujące słowa: "R. C., nie wierz nikomu, kto ci powie, że nie powinieneś 

pisać". Jej słowa stały się motywacją do pisania książek. Sam czytam trzy, 

cztery książki tygodniowo i nie wyobrażam sobie życia bez tego. Uwielbiam 

książki, ponieważ - gdy byłem w ósmej klasie - nauczyciel zachęcił mnie do 

czytania i pokazał jak się to robi. Kiedy Sir Walter Scott był chłopcem, nie 

uważano go za zbyt inteligentnego. Z tego powodu koledzy ignorowali go. W 

wieku dwunastu lat poszedł na spotkanie, gdzie było kilka postaci świata 

literackiego. Robert Burns, sławny Szkocki poeta, podziwiał malowidło pod 

którym umieszczono wiersz. Zapytał o jego autora, lecz nikt nie wiedział kto 

napisał te strofy. Wtedy Scott bardzo onieśmielony podał nazwisko autora i 

zacytował resztę wiersza. Burns położył dłoń na głowie chłopca i powiedział: 

"Synu, pewnego dnia będziesz w Szkocji wielkim człowiekiem". Minęło wiele 

lat, a Scott nadal pamiętał zachęcające słowa Burnsa i uważał je za punkt 

background image

zwrotny swojego życia. Słowa te obudziły w nim dążenie do wielkości. Żony i 

mężowie zwykle nie zdają sobie sprawy z tego, jaki wpływ mogą mieć na 

sukces czy porażkę współmałżonka w pracy zawodowej i relacjach 

międzyludzkich. Moja żona Anna zawsze była dla mnie błogosławieństwem. 

Kocham ją z kilku powodów. Anna jest piękna i wesoła. Jest cudowną matką. 

Wspaniale gotuje. Ma nieprzeciętne zdolności do prowadzenia interesów i 

zarządzania. Jednak najważniejszym darem, jaki dała mi w ciągu tych 

wszystkich lat naszego małżeństwa, jest to, że wierzyła we mnie i mówiła mi 

o tym. Zbierała fragmenty kazania, które okazało się "niewypałem", czy 

przedsięwzięcia, którego nie udało się zrealizować, i wypowiadała słowa 

zachęty i afirmacji. Pomagały mi one stawać na nogi za każdym razem, gdy 

zostałem powalony. Słowa mogą niszczyć * * * Pytanie: "Czy skończył już 

swoją przemowę?". Odpowiedź: "Skończył przemawiać dawno temu - on po 

prostu nie może przestać mówić!". * * * Wielu z nas zna na pamięć króciutki 

tekst: "Kije i kamienie mogą połamać moje kości, lecz słowa nie zranią mnie 

nigdy". Podejrzewam, że matka nauczyła mnie tej rymowanki, kiedy ktoś 

zranił mnie okrutnymi słowami. Pragnęła, abym wiedział, że mogę wytrzymać 

słowne zniewagi bezmyślnych ludzi. Jednak moja matka myliła się. Słowa 

mogą ranić o wiele bardziej niż kije i kamienie. Wiele cierpienia i smutku, 

jakiego doświadczamy spowodowane jest słowami. Słowa wypowiadane jako 

przekleństwa mogą nas zniszczyć. Jeśli mi nie wierzysz, pomyśl o tych 

sytuacjach, gdy czyjeś  słowa poniżyły cię ("Gdyby mózg był substancją 

wybuchową, nie miałbyś go dość, aby rozsadzić  łupinkę orzecha!"), gdy 

złośliwe słowa zraniły cię tak okrutnie, że chciałeś umrzeć ("Ty idioto! Nie 

mogę uwierzyć, że to zrobiłeś!"), gdy słowa krytyki pozbawiły cię możliwości 

sukcesu ("Czy nigdy nie potrafisz zrobić niczego jak należy? Zobacz jak to 

spaprałeś!") czy gdy czyjeś  słowa komunikowały ci, że nie jesteś ważny 

("Masz tutaj dziesiątaka i znajdź kogoś, kogo to interesuje!"). Bill Glass 

podczas spotkań, jakie organizuje w więzieniu, często zadaje słuchającym 

background image

pytanie: "Komu z was ojciec lub matka mówili: Synu, kiedyś skończysz w 

więzieniu?". Bill opowiada, że zawsze prawie wszyscy więźniowie podnosili 

ręce potwierdzając proroczą moc słów rodziców. Nasze dzieci zwykle zostają 

tym, kim mówimy, że się staną. Jeśli mówimy im, że są  głupie, 

prawdopodobnie będą się  głupio zachowywały. Jeżeli mówimy im, że do 

niczego się nie nadają, będą nieprzydatne. Jeśli zwracamy się do nich jak do 

przestępców, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa staną się 

kryminalistami. Chociaż  świadomość niszczącego działania fizycznego i 

seksualnego wykorzystywania dzieci jest bardzo rozpowszechniona w 

naszym społeczeństwie, słowne znęcanie się nad dziećmi może mieć równie 

szkodliwe skutki. Jedną z kluczowych zasad zarządzania firmą jest to, że 

słowa zachęty lub zniechęcenia mogą w decydujący sposób wpływać na 

efekty działalności. Słowa przywódców mają wielką siłę niszczenia, 

zniechęcania i osłabiania ich naśladowców. Ilu niedoszłych Einsteinów 

nauczyciele zniszczyli bezmyślnymi słowami? Pomyśl o małżeństwach, które 

rozpadły się, o zerwanych przyjaźniach i podziałach wewnątrz kościołów z 

powodu beztrosko rzucanych słów. Słowa determinują to jak postrzegamy 

siebie Słowa nie tylko błogosławią i przeklinają. Słowa, jakich używasz w 

rozmowie, wskazują na to, co o sobie myślisz. Po pięciu minutach rozmowy z 

każdym człowiekiem jestem w stanie powiedzieć ci, co ta osoba myśli na 

własny temat - czy traktuje siebie jak mistrza czy głupka. Po poważnej 

życiowej porażce John Wesley doszedł do wniosku, że wiara jest kluczem do 

pozyskania  świata dla Boga. Nie wiedział jednak, w jaki sposób 

spowodować, by wiara stała się rzeczywistością w jego życiu. Poszedł więc 

do jednego ze swoich doradców i zapytał: "Jak mam głosić wiarę, skoro sam 

jej nie mam?". Jego nauczyciel uczynił interesującą uwagę: "Panie Wesley, 

niech pan głosi wiarę, dopóki sam jej nie uzyska, a wtedy - gdy pan uwierzy - 

będzie pan mógł nadal ją  głosić". Inaczej mówiąc: "Naucz się patrzeć na 

siebie jak na człowieka wiary, wyartykułuj tę rzeczywistość w swoim życiu, a 

background image

wtedy staniesz się  mężem wiary". Słowa naprawdę determinują to, jak 

widzimy siebie i kim się staniemy. Pragnę pokazać ci, jak zacząć myśleć o 

sobie lepiej i powiedzieć o tym innym. Będziesz zaskoczony, jak słowa mogą 

zmienić twoje życie. Są ludzie, którzy rozmawiają i przemawiają w taki 

sposób, że odnosi się wrażenie, iż wiecznie narzekają i użalają się nad sobą. 

Poprzez swój sposób mówienia sygnalizują, jakie mają o sobie wyobrażenie. 

Słowa determinują to, jak ludzie na nas reagują Jeżeli stale narzekasz i 

użalasz się nad sobą, możesz być pewny, że ludzie będą traktowali cię 

stosownie do twoich słów. Jeśli przemawiasz z autorytetem, ludzie będą się 

do ciebie odnosili jak do osoby, która ma władzę. Jeśli wypowiadasz słowa 

miłości ludzie odpowiedzą miłością. Jeśli twoje słowa wyrażają silny gniew, 

nie bądź zaskoczony, gdy będą cię unikali (za wyjątkiem sytuacji, gdy będą 

chcieli z tobą walczyć lub wciągnąć do wojen, jakie prowadzą z innymi). 

Ludzie religijni są czasami bardzo pompatyczni. Nie tak dawno temu 

zostałem ostro skrytykowany w czasopiśmie kościelnym za jedną z moich 

wypowiedzi. Otrzymałem listy od ludzi z całego kraju, którzy starali się 

poprawić moje "fałszywe poglądy teologiczne". Najbardziej interesującą 

reakcją w całym tym epizodzie było zachowanie dogmatycznego i religijnego 

młodego mężczyzny, który podszedł do mnie po wykładzie, jaki wygłosiłem 

na pewnej konferencji. Powiedział mi: "Doktorze Brown, to, co pan 

powiedział, zasmuciło moje serce". (Miej się na baczności gdy chrześcijanie 

mówią,  że "zasmuciłeś ich serce". Generalnie rzecz biorąc oznacza to, że 

wycelowali w ciebie swoje rakiety i są gotowi pociągnąć za spust). Odparłem 

na to: "Synu, to jest mała konferencja zorganizowana w niepozornym 

miejscu, ja sam też jestem maluczki. Nic tutaj nie jest na tyle duże, aby 

zasmucić twoje serce". Był zszokowany moimi słowami, a następnie wyraził 

swoje zatroskanie o mnie: "Czy nie chcesz usłyszeć co ma do powiedzenia 

twój brat w Chrystusie?" "Nie, synku", odpowiedziałem. "Naprawdę nie chcę, 

chyba, że pragniesz to z siebie wyrzucić. Jak na jeden dzień mam już dość 

background image

duchowych nonsensów. Jeśli chcesz powiedzieć mi co naprawdę myślisz, 

bez tych wszystkich subtelnych pułapek posłucham". "Uważam, że jest pan 

arogancki i nieuprzejmy!", prawie wykrzyczał. I wtedy poczuł wstyd i 

zakłopotanie. Była to prawdopodobnie pierwsza bezpośrednia i szczera 

wypowiedź od dłuższego czasu. "Myślę, że się z tobą zgadzam", odparłem. 

"Lecz dzisiaj jestem lepszy niż byłem. Mam nadzieję, że Bóg jeszcze ze mną 

nie skończył". Następnie zaczęliśmy rozmawiać i okazało się,  że była to 

bardzo przyjemna i pomocna wymiana myśli. * * * "Gdyby ludzkie umysły 

otworzyły się przed nami, dostrzeglibyśmy niewielką różnicę między myślami 

mędrca i głupca. Różnica polega na tym, że pierwszy wie, jak dobierać myśli 

i wplatać je w rozmowę... drugi zaś pozwala im wszystkim bez różnicy 

wylatywać pod postacią słów." - Joseph Addison * * * Jednak jego pierwsze 

słowa wytyczyły parametry rozmowy właściwe dla relacji adwersarzy. Wcale 

nie miał takiego zamiaru. Po prostu nie zdawał sobie sprawy, że słowa 

zwykle determinują to, w jaki sposób ludzie reagują na innych. Kiedy 

pracowałem w radiowej stacji komercyjnej i byłem członkiem zespołu 

wiadomości w rozgłośni w Bostonie nauczyłem się,  że jeśli ktoś nie potrafi 

właściwie wymawiać słów powinien mówić okazując pewność siebie, a ludzie 

będą myśleli,  że to oni są w błędzie. Jeśli we wszystkich rozmowach 

przyjmujesz "postawę pokornego Harry'ego", ludzie uznają, że masz powody 

do pokory (jak to pewien psychiatra powiedział do pacjenta: "Masz kompleks 

niższości ponieważ jesteś istotą niższą"). Jeśli zaś okazujesz pewność siebie 

(podczas prezentacji handlowej, przedstawiania ewangelii, kazania czy 

mowy), natchniesz z pewnością swoich słuchaczy. Jeżeli z góry 

przepraszasz za to, co masz do powiedzenia ("Nie potrafię dobrze 

opowiadać..." czy "Nie jestem mówcą...") ludzie uznają,  że rzeczywiście 

masz za co przepraszać. Słowa jakich używasz decydują o twoim sukcesie 

bądź porażce w osiągnięciu celu, jaki postawiłeś sobie wypowiadając je. 

Kiedyś byłem pastorem w kościele, w którym istniała konieczność 

background image

zbudowania kilku dodatkowych budynków. Poinformowano nas, że nowe 

budynki nie będą kosztowały więcej niż półtora miliona dolarów. Później 

okazało się,  że najniższy z pięciu rachunków od wykonawców opiewał na 

ponad trzy miliony. Gdy wyjaśniłem projekt budowy członkom komitetu, 

uznali go za nic nie wart. Zrezygnowali z całego przedsięwzięcia, a nad 

przywódcami zawisła złowroga chmura potępienia. Wtedy zadzwoniłem do 

przyjaciela, który przeżył trzy budowy, i poprosiłem, aby opowiedział mi o 

swoich problemach. (Jest coś dziwnego w każdym duchownym, który 

poprowadził więcej niż jedną budowę - pierwsza budowa jest rezultatem 

braku doświadczenia, zaś wszystkie następne odzwierciedlają spaczoną 

osobowość). Przyjaciel udzielił mi dwóch cennych rad. Po pierwsze, że 

przywódca musi przewodzić. I po drugie, że problemy znikną, gdy zostanie 

położona pierwsza cegła. Po tej rozmowie wezwałem dwóch wykonawców, 

aby złożyli mi raport. Powiedziałem im, że za dwa tygodnie będziemy mieli 

ceremonię rozpoczęcia robót na parkingu przy kościele. "Nie wiem, co 

będziemy budowali", dodałem. "Może tylko toaletę". Później zadzwoniłem do 

przyjaciela i powiedziałem: "Jim, jeśli się mylisz, to jestem w poważnych 

tarapatach". W ciągu kilku następnych miesięcy wypowiadałem słowa 

zachęty i rysowałem wizje przed członkami mojej kongregacji. Czasami sam 

byłem zniechęcony i traciłem wizję, lecz mimo to nadal wypowiadałem 

właściwe słowa. Nasz kościół był zbyt mały, aby wybudować tak duże 

budynki. Kilka osób odeszło i były takie chwile, gdy modliłem się: "Panie, czy 

naprawdę chcesz tej budowy?". I wiecie co? Te budynki dzisiaj stoją. 

Parafianie są dumni z tego, czego dokonaliśmy. Ludzie, którzy przed 

rozpoczęciem budowy mówili: "To się nie uda. To zbyt duże przedsięwzięcie. 

Jesteśmy zbyt mali", teraz powiadają: "Zobaczcie co udało się nam 

osiągnąć!". Są dumni z tego, czego Bóg dokonał z ludźmi oddanymi tej 

sprawie. Najbardziej zdumiony jest pewien kaznodzieja (ja), gdy z niewiarą 

patrzy wstecz na okres budowy. Czasami trudno uwierzyć, w jaki sposób Bóg 

background image

używa słów, by zainspirować ludzi do dokonania tego, co uważali za 

niemożliwe. Czy słowa mają moc? Oczywiście,  że tak. Rabbi Stephen 

Samule Wise został poproszony o przemówienie na antyfaszystowskim 

mityngu na Brooklynie. Zgodził się i z tego powodu otrzymał kilka listów z 

pogróżkami. Jeden z autorów listów groził mu, że zostanie zabity, jeśli 

przemówi na zgromadzeniu. Kiedy nadszedł ów dzień, Wise wszedł na 

podium i powiedział: "Ostrzegano mnie, aby nie pojawiać się tutaj pod groźbą 

śmierci. Jeśli ktoś z obecnych chce mnie zastrzelić, niech to zrobi teraz. Nie 

lubię, gdy mi się przerywa". Ten człowiek znał siłę  słów! Miał coś do 

powiedzenia i rzucił wyzwanie każdemu kto chciałby go powstrzymać. Czy 

słowa mają  władzę? Daj mi dziesięciu mężczyzn i kobiety takich jak Rabbi 

Wit, a będę mógł zmienić  świat. Rozdział 2.& Jak przezwyciężyć 

onieśmielenie "Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak i co macie 

mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić." - 

Mt 10, 19 Gdy rozległ się  dźwięk telefonu, był już późny wieczór. Dzwoniła 

kobieta, która była prezydentem dużej i znaczącej organizacji religijnej o 

nieco feministycznej orientacji. "Steve, przepraszam, że dzwonię tak późno, 

ale ciągle to odkładałam", powiedziała. "Chciałam cię o coś poprosić, lecz 

bałam się". "No, dalej", odparłem. "Jako męski uczestnik rozmowy, wypełnię 

moją rolę i udzielę ci odpowiedzi". "Steve", kontynuowała nie wiedząc, czy 

żartuję. "Nie potrzeba mi informacji, potrzebuję mówcy na nasze spotkanie. 

Czy podjąłbyś się tej roli?". Przyjąłem zaproszenie, a następnie - szczerze 

zdumiony - zapytałem, czego się obawiała. W rzadkim przypływie szczerości 

wyznała: "Zawsze wprawiałeś mnie w zakłopotanie". Moja odpowiedź była 

równie szczera: "To zabawne. Zawsze sądziłem, że jest na odwrót". Tłem tej 

konwersacji było kilka konferencji, w których oboje braliśmy udział. Jej 

feministyczne przekonania i słowna obrona sprawy wyzwolenia kobiet 

stwarzały sytuacje, w których nie wiedziałem, jak zareagować. Dlatego 

odpowiadałem zawoalowaną wrogością: gdy wychodziła z pokoju, zrywałem 

background image

się z krzesła i otwierałem jej drzwi. Zawsze podawałem jej okrycie. Jeśli 

uczestniczyliśmy w jakiejś debacie, zawsze siedziałem spokojnie i 

"pozwalałem", aby mówiła pierwsza, gdyż taka jest rola mężczyzny: 

ustępować "słabszej płci". Prawiłem też komplementy za jej wygląd wiedząc, 

że pragnie, bym pochwalił ją za to, co powiedziała. Powodem, dla którego w 

taki sposób się zachowywałem, było onieśmielenie, w które wprawiały mnie 

jej umiejętności, odwaga, bystrość intelektualna i silna osobowość. Zdumiało 

mnie odkrycie, że ja również  ją onieśmielałem. Podejrzewałem,  że była 

równie zaskoczona jak ja. Jednym z głównych problemów w prywatnym czy 

publicznym komunikowaniu się jest onieśmielenie - mam na myśli sytuacje, w 

których nie zachodzi dobre porozumiewanie się, ponieważ jedna lub dwie 

strony czują się onieśmielone. Co więcej, (a jest to ważniejsze z punktu 

widzenia celów tego rozdziału) onieśmielenie jest przyczyną klęski dużej 

liczby wystąpień publicznych i powodem nie przekazania słuchaczom 

zamierzonego przesłania. To ono sprawia, że wiele rozmów zamiera zanim 

się na dobre rozpocznie. Co robić z czynnikiem onieśmielenia? Czy boisz się 

ludzi? Czy odmawiasz występowania przed większą publicznością, ponieważ 

sama myśl o tym jest dla ciebie zbyt przerażająca? Czy zauważyłeś, że na 

czyjś gniew reagujesz milczeniem i lękiem? Czy przedstawiając swoje 

poglądy drugiej osobie łapiesz się na tym, że jąkasz się i nie potrafisz zebrać 

myśli? Czy odkrywasz, że zawsze zgadzasz się z innymi, bowiem obawiasz 

się tego, że uznają cię za głupiego? Czy unikasz pewnych ludzi, ponieważ 

uważasz ich za bardzo ważnych lub inteligentnych? Czy zasycha ci w ustach 

na samą myśl o wygłoszeniu sprawozdania na spotkaniu w pracy? Czy drżą 

ci ręce zawsze, gdy zostajesz wywołany do odpowiedzi? Czy unikasz małych 

grup, ponieważ  lękasz się,  że zostaniesz zauważony i będziesz musiał coś 

powiedzieć? Jeśli odpowiedziałeś "tak" na jedno z powyższych pytań, to 

padłeś ofiarą czynnika onieśmielenia i zamierzam ci w tym pomóc. Ponieważ 

problem ten ma kluczowe znaczenie w dziedzinie porozumiewania się, 

background image

rozdział ten będzie najdłuższym rozdziałem tej książki. Nie pomiń go. To, o 

czym tutaj piszę, jest bardzo ważne. Widzisz, większość ludzi, którzy mają 

problemy w dziedzinie porozumiewania się, uważa, że powodem wszystkich 

zmartwień jest zła technika, podczas gdy w rzeczywistości jest nim lęk przed 

innymi ludźmi. Jakże często starając się pomóc ludziom w lepszym 

porozumiewaniu się odkrywam, że nawet gdy dysponują odpowiednią 

techniką i bogatym słownictwem nadal nie potrafią komunikować się z 

innymi. Dlaczego? Ponieważ ich problem nie polega na tym, że muszą się 

czegoś nauczyć, lecz na tym, że muszą coś czuć. * * * "Człowiek, który nigdy 

nie doświadczył  lęku, to coś więcej niż duża przesada - to biologiczna 

niemożliwość." - Anonim. * * * Mój plan jest następujący: przebudzimy się i 

poddamy analizie niektóre "demony" onieśmielenia, a następnie po kolei je 

unieszkodliwimy. Lęk onieśmiela Najpierw porozmawiajmy o onieśmielającej 

mocy lęku. Często popełniamy błąd i przechodzimy przez most zanim 

dostaniemy się w pobliże rzeki. Inaczej mówiąc, wyobrażamy sobie, że 

zrobimy czy powiemy coś  głupiego i wprawiającego nas w zakłopotanie. W 

tej kategorii znajduje się także lęk przed zawstydzeniem i prześladujący nas 

koszmar,  że okażemy się gorsi od innych. Często w poradnictwie 

małżeńskim spotykałem się z tą formą onieśmielenia i wiem, że może ona 

zniszczyć każde małżeństwo. W małżeństwie jedna osoba dąży do 

konfrontacji, zaś druga jej unika - jeden lubi "stawiać kawę na ławę" i 

rozwiązywać problemy, drugi po prostu je ignoruje mając nadzieję, że znikną 

same. Podział ten nie ma nic wspólnego z płcią. Czasami osobą wybierającą 

konfrontację jest kobieta, kiedy indziej mężczyzna. Chodzi po prostu o to, że 

jedna osoba jest bardziej rozwinięta językowo od drugiej. Osoba lepiej 

rozwinięta językowo i konfrontacyjna wygrywa wszystkie dyskusje, zawsze 

wyraża swoje opinie i podejmuje wszystkie decyzje. Nie potrzeba specjalisty, 

aby zrozumieć,  że jeśli małżeństwo przez długi okres czasu znajduje się w 

takiej sytuacji, będzie narażone na poważne niebezpieczeństwo. Zwykle na 

background image

zewnątrz panuje tam "zgoda", lecz słowo to jest w tym przypadku jeszcze 

jednym synonimem podporządkowania. Poświęciłem dużo czasu ucząc 

małżonków, jak wprowadzić równowagę do takiej sytuacji. Wskazuję osobie 

konfrontacyjnej, jak się nieco wycofać, by zachęcić współmałżonka do 

wyrażania opinii, zaangażowania w dyskusję i podejmowania decyzji. 

Zachęcam drugą osobę, aby przemówiła, nawet jeśli się boi, i broniła swego, 

nawet jeśli jest to bardzo niewygodne zadanie. Zwykle kilka prostych 

elementów treningu asertywności znacznie poprawia sytuację w 

małżeństwie. Interesującym faktem jest to, że małżonkowie, którzy nie 

wykazują skłonności do konfrontacji, prawie zawsze mają obraz siebie 

skazujący ich niejako na niepowodzenia. Innymi słowy, osoba, która unika 

konfrontacji, ma obraz siebie namalowany barwami niepowodzenia i winy. 

Moim zamiarem nie jest angażowanie się w psychologiczne czy teologiczne 

dyskusje o tym, jak poradzić sobie ze złym obrazem siebie (robię to w 

seminariach Key Life z cyklu "Born Free" (Urodź się wolnym). Podam jednak 

kilka rzeczy, które możesz zrobić, gdy czujesz się onieśmielony przez innych 

ludzi z powodu złego obrazu siebie. 1. Uznaj prawdę o sobie. Przeanalizuj 

sytuacje, w których byłeś zawstydzany przez rodziców czy innych ludzi. 

Odpowiedz na pytanie: "Dlaczego zawsze mam poczucie niższości?", 

"Dlaczego czuję się winny?", "Dlaczego się boję?". Poszukaj tragicznych 

wydarzeń, które zaszły w przeszłości i nadały kształt twojej teraźniejszości. 

Pomyśl o sytuacjach, w których zawiodłeś, i nazwij je. Wynieś na światło 

dzienne dawne sekrety, które powodują, że masz opory przed mówieniem i 

boisz się podejmować ryzyko. Skieruj na nie promień  światła i zobacz jak 

tracą na znaczeniu. Każdy kto oglądał film grozy czy czytał horror wie, że 

demony giną w świetle. Większość naszych osobistych demonów - 

przeszłych wydarzeń, które kształtują nasze obecne reakcje - umrze, jeśli 

wyciągniemy je na światło. Frederick Buechner w swojej książce pt. "Telling 

Secrets" ("Zdradzanie sekretów") opowiada o samobójstwie swojego ojca 

background image

(była to wielka tragedia w jego rodzinie) i o córce chorej na anoreksję. 

Buechner wypowiada tam bardzo głęboką myśl: "Kiedy mówimy o naszych 

sekretach, nawet samym sobie, tracą swoją moc" (Harper & Row, 1991, s. 

3). Proponuję, abyś znalazł zaufanego przyjaciela, duchownego czy nawet 

zawodowego terapeutę i odsłonił przed nim niektóre swoje sekrety. Czasami 

w przezwyciężeniu lęku przed mówieniem pomaga odsłonięcie przed samym 

sobą i innymi źródła  życiowych dramatów. 2. Czy w to wierzysz, czy nie, 

spojrzenie lękom prosto w oczy pozbawia je mocy. Angielskie przysłowie 

mówi: "Lęk zapukał do drzwi, a gdy otworzyła mu wiara, okazało się,  że 

nikogo tam nie było". Jeśli masz w sobie dość wiary, aby otworzyć drzwi, 

odkryjesz,  że okropna rzecz, jakiej się obawiałeś, uciekła. Pamiętam moje 

pierwsze publiczne przemówienie. Byłem wtedy w college'u i parafianie 

maleńkiego kościółka w górach Północnej Karoliny zaprosili mnie, abym 

wygłosił kazanie w czasie porannego nabożeństwa w niedzielę. Miałem trzy 

strony notatek i ćwicząc wygłaszanie kazania odkryłem,  że każda strona 

zajmuje mi około ośmiu minut. W niedzielę okazało się jednak, że 

powiedziałem pierwszą stronę w ciągu dwóch minut. Nie to jednak było 

najgorsze (ostatecznie krótka mowa jest lepsza niż długa). Najgorsze było to, 

że gdy sięgnąłem do notatek, okazało się,  że druga strona gdzieś się 

zapodziała. Co zrobiłem? Nic. Po prostu stałem tam i głupio rozglądałem się 

dookoła. Nawet dzisiaj, gdy opowiadam o tym incydencie, rumienię się. 

Szczerze mówiąc tego ranka moja kariera mówcy prawie dobiegła końca. 

Przez mój umysł przebiegały najróżniejsze myśli. "Już nigdy nie będę się tak 

wstydził, ponieważ nie podejmę się więcej takiego zadania". Tłumaczyłem się 

przed samym sobą: "Jestem lepszy w pisaniu niż w mówieniu. Dlatego jeśli 

ktoś poprosi mnie o to, abym przemawiał, napiszę mowę i pozwolę, aby 

wygłosił ją ktoś inny". Zacząłem myśleć o podjęciu innej pracy. Na szczęście 

przyjaciele troszczyli się o mnie na tyle, że powiedzieli mi to, co ja teraz 

powiem wam: różnica pomiędzy człowiekiem sukcesu a nieudacznikiem jest 

background image

taka,  że człowiek sukcesu podniósł się po ostatnim upadku. Mój przyjaciel 

powiedział, że jeśli nie wygłoszę kazania, i to tak szybko, jak to możliwe, to 

już nigdy nie będę w stanie tego zrobić. Dodał też słowo zachęty: "Steve, za 

twoim lękiem i porażką kryje się bardzo rzadki dar. Nie pogrzeb go pod nimi". 

Podniosłem się po tym upadku i przy pierwszej sposobności (było to 

spotkanie zorganizowane na terenie college'u) wygłosiłem inną mowę. Czy 

bałem się? Oczywiście,  że się bałem! Czy martwiłem się z powodu tego 

przemówienia? Człowieku, czy martwiłem się?! Powiem coś jeszcze: nie 

zgubiłem moich notatek, bowiem nauczyłem się tekstu na pamięć. Nie 

wygłosiłem wielkiej mowy, lecz nie czułem się też jak głupiec. Jaki stąd 

morał? Dobry rozmówca czy dobry mówca musi podejmować ryzyko - i 

czynić to stale - dopóki demony lęku nie zginą. Roger Staubac, gracz 

drużyny Dallas Cowboys, został kiedyś zapytany o to, jak się czuł, gdy zepsuł 

zagrywkę. Odparł: "Nie mogłem wprost wytrzymać, aby z powrotem dojść do 

piłki". Taka postawa uczyniła z niego wielkiego gracza. Nie ma niczego złego 

w przeżywaniu lęku. Odczuwanie onieśmielenia jest nawet naturalne. Lecz 

nie jest rzeczą  właściwą poddać się. Nie twierdzę,  że możesz całkowicie 

usunąć swój lęk przed innymi. Odczuwam lęk zawsze, gdy wygłaszam 

kazanie czy mowę lub nawiązuję rozmowę z kimś, kto mnie onieśmiela. To w 

porządku, lecz zrezygnowanie nie byłoby w porządku. Marszałek Ney, jeden 

z dowódców armii Napoleona, zawsze przed bitwą mawiał do swoich nóg: 

"Drżyjcie! Trzęsłybyście się jeszcze bardziej, gdybyście wiedziały, gdzie was 

dziś zabiorę!". Po prostu zrób to, co do ciebie należy. Podejmij ryzyko. 

Podnieś się, nawet jeśli upadek był fatalny, i wstawaj ciągle na nowo. Po 

pewnym czasie (nie stanie się to natychmiast, lecz w końcu to nastąpi) 

będziesz bardziej myślał o tym, co masz do powiedzenia niż o tym, jak 

bardzo obawiasz się to wypowiedzieć. 3. Naucz się rozmawiać z samym 

sobą o tym, kim jesteś i jak się czujesz. Wyobraź sobie, że dobrze ci idzie. 

Zastąp taśmy z negatywnymi nagraniami pozytywnymi taśmami. Mam 

background image

poważne zastrzeżenia do koncepcji tzw. "sterowanych wyobrażeń" 

wyznawców New Age. Po pierwsze, cały pomysł jest głupi, po drugie nie 

działa. Jednakże to, co tutaj mam na myśli, jest całkiem inne. Pytanie, jakie 

przed tobą stoi, nie jest pytaniem w rodzaju, czy będziesz tworzył obrazy w 

swoim umyśle. Wszyscy wyobrażamy sobie przyszłe sytuacje i nasze reakcje 

na nie. Prawdziwą kwestią jest to, czy twoje wyobrażenia przyszłości będą 

pozytywne czy negatywne. Wiem, że może się to wydawać czymś w rodzaju 

przyklejania plastra na raka, szczególnie jeśli ktoś miał fatalne 

doświadczenia i zły obraz siebie. A jednak będziesz zaskoczony tym, co się 

wydarzy, gdy zaczniesz postrzegać siebie jako dobrego rozmówcę czy 

dynamicznego mówcę (pozytywne wyobrażenie) zamiast jako nudziarza w 

rozmowie i niewydarzonego mówcę (wyobrażenie negatywne). Przed 

meczem golfa dobrzy gracze wyobrażają sobie, że uderzają piłkę we 

właściwy sposób i wychodzi im długi, prosty strzał. Podobnie mówca 

powinien wyobrażać sobie, jak zabiera głos w czasie rozmowy, zadaje 

pytania, komunikuje swoje opinie, wygłasza błyskotliwe mowy i przyciąga 

uwagę ludzi składanym sprawozdaniem. Naucz się odtwarzać w myślach 

takie pozytywne taśmy i puszczaj je sobie raz po raz na nowo. W końcu 

staniesz się tym, kogo sobie wyobraziłeś. Ta gra nosi nazwę "udawaj, że to 

robisz, aż w końcu naprawdę ci się to uda" i niezależnie od tego, czy mi 

uwierzysz - ten sposób naprawdę działa. Inaczej mówiąc, wyobraź sobie 

rolę, jaką chcesz odgrywać, a następnie podejmij ryzyko. W końcu gra stanie 

się rzeczywistością. Opowiadano mi, że Dustin Hoffman po zagraniu roli 

autystycznego mężczyzny w filmie pt. "Rain Man" ("Deszczowy człowiek") 

potrzebował wielu miesięcy, aby znowu zacząć myśleć w normalny sposób. 

Aktor tak dobrze wcielił się w rolę, że w jakimś sensie stał się postacią, którą 

odgrywał. Odgrywaj rolę aktora, a w końcu odkryjesz, że stała się ona 

rzeczywistością. * * * "Ten, kto ma sięgnąć po sławę nie może okazywać lęku 

przed krytyką. Obawa przed krytyką dla geniusza oznacza śmierć." - William 

background image

G. Simms * * * Wrogość onieśmiela Po drugie, porozmawiajmy o władzy 

onieśmielania, jaka kryje się we wrogości. Słyszałeś pewnie, że najlepszą 

metodą obrony jest atak. To prawda, ponieważ agresywne działania (które są 

zwykle manifestacją wrogości) zwykle zastają ludzi nieprzygotowanych do 

obrony i nie pozwalają na dialog, a jedynie na podporządkowanie się. Czy 

kiedykolwiek próbowałeś rozmawiać z kimś, kto jest rozgniewany? Zawsze 

jest to nieprzyjemne doświadczenie. Jeśli chcesz kontynuować rozmowę 

musisz zainwestować większość swojej energii w uspokajanie wzburzonych 

wód, nie zaś w zmianę poglądów czy w przeanalizowanie idei, jakie zostały 

przedstawione (w przypadku mowy). Wrogość (czy to w przemówieniu, czy w 

rozmowie) powoduje trzy rzeczy: uniemożliwia porozumiewanie się, 

przeszkadza w realizacji celów i stwarza jeszcze więcej wrogości. Istnieje 

tylko jeden wyjątek. Czasami wrogość jest używana jako pewna technika 

dobrej komunikacji. W takim przypadku jest to wrogość zaplanowana. 

Przykładem niech będzie przesłanie gniewnego proroka czy komunikowanie 

wrogich zamiarów nie po to, by prowadzić autentyczną rozmowę, lecz zmusić 

cię do posłuszeństwa. Zaplanowana wrogość może być czasami skutecznym 

sposobem wskazania na jakąś myśl, zmotywowania słuchaczy czy 

odniesienia zwycięstwa w dyskusji. Jednak wrogość jako specyficzna 

technika jest bardzo rzadko używana przez dobrych mówców, którzy podają 

ją w starannie odmierzonych dozach. Prowadząc program radiowy, do 

którego dzwonią słuchacze, zauważyłem pewną interesującą rzecz: zawsze 

otrzymuję kilka telefonów od osób, które są wrogo nastawione wobec mnie 

lub wobec stanowiska, jakie zająłem. Staram się ustosunkować do tych 

telefonów w twórczy sposób (mam taką nadzieję). W końcu takie wrogie 

telefony są nieodłączną częścią każdego dobrego talkshow prowadzonego 

na żywo. Jednak za każdym razem, gdy otrzymuję taki telefon, odkrywam, że 

pojawia się napięcie i przyjmuję pozycję obronną. To samo zdarza się w 

rozmowie czy podczas publicznie wygłaszanej mowy. Kiedy wiemy, że nasz 

background image

odbiorca jest wrogo nastawiony, znajdujemy się w bardzo trudnej sytuacji. 

Pozwólcie,  że podam kilka prostych sposobów poradzenia sobie z 

onieśmieleniem spowodowanym przez wrogość. 1. Pamiętaj,  że nie musisz 

rozmawiać ze wszystkimi. Moje zadanie jako gospodarza programu 

radiowego, mówcy i nauczyciela wymaga tego, że czasami muszę 

doprowadzać do konfrontacji z wrogo nastawionymi ludźmi. Ty jednak 

(chyba, że jesteś podobny do mnie) wcale nie musisz tego robić. Kiedy ludzie 

reagują na ciebie wrogością, postaraj się pamiętać o tym, że nie jesteś 

owieczką prowadzoną na rzeź. Sugeruję, abyś powiedział: "Nie muszę tego 

słuchać. Lubię cię, lecz dopóki nie będziemy mogli rozmawiać w bardziej 

spokojnym tonie, nie mam ochoty w tym uczestniczyć". Następnie odejdź. 

Moja żona nie chce ze mną rozmawiać, gdy jestem rozgniewany. Wie, że w 

takiej sytuacji żadna rozmowa ze mną nie będzie zbyt produktywna. 

Podobnie jest z przemawianiem przed publicznością. Miałem przyjaciela, 

którego poproszono o wygłoszenie kazania w kaplicy uniwersyteckiej. Dla 

tych, którzy nigdy nie uczestniczyli w obowiązkowych nabożeństwach, 

powiem słowo wyjaśnienia. Studenci i nauczyciele są obowiązani pojawić się 

wtedy w kaplicy. Cierpią z tego powodu okrutnie. Co więcej, sprawdzana jest 

obecność przez odnotowanie, czyje ławki są zajęte. Przemawianie w czasie 

takich obowiązkowych zgromadzeń jest przedostatnią rzeczą jaką lubię robić 

na tym świecie, ostatnią jest skakanie z dwudziestopiętrowych budynków. W 

każdym razie mój przyjaciel zauważył,  że studenci nie słuchają go, a 

profesorowie ignorują (jeden czytał gazetę). Dla wszystkich (za wyjątkiem 

największych tępaków) było oczywiste, że nic z tego nie będzie. Oto jak mój 

przyjaciel rozpoczął i zakończył swoją mowę: "Jest dla mnie oczywiste, że 

chcecie słuchać tego, co mam do powiedzenia, równie mocno, jak ja mam 

ochotę wam to powiedzieć. To kazanie należy już do historii". Powiedziawszy 

to wsunął notatki do kieszeni, zszedł z kazalnicy i ku zdumieniu słuchaczy 

wyszedł z kościoła, wsiadł do samochodu i odjechał. Nie ma żadnego prawa, 

background image

które wymagałoby od ciebie angażowania się w jałowe konwersacje. Nie ma 

reguły mówiącej  że musisz mówić do wrogo nastawionych słuchaczy. 2. 

Pamiętaj,  że wrogość prawie zawsze jest oznaką braku pewności. Kiedy 

człowiek czuje się na tyle zagrożony, aby wyrazić gniew, pamiętaj, że jest to 

mechanizm obronny. Proste stwierdzenie w rodzaju: "Zastanawiam się 

dlaczego jesteś taki rozgniewany. Co cię tak przeraziło?" będzie dużym 

krokiem do zajęcia się prawdziwą przyczyną gniewu i usunięcia jej. 

Wrogością i brakiem pewności siebie należy zająć się w delikatny, 

współczujący sposób. Kiedyś wygłaszałem wykład na temat religii do grupy 

studentów z uniwersytetu w Miami. Gdy nadszedł czas na pytania i 

odpowiedzi, zwróciłem uwagę na grupę bardzo wrogo nastawionych osób. 

Ich pytania były pełne gniewu, choć moim zdaniem nie powiedziałem 

niczego, co mogłoby ich tak rozzłościć. I wtedy, gdy słuchałem czwartego 

agresywnego pytania, zrozumiałem co się dzieje. Ci studenci byli 

muzułmanami. Oni rozprawiali się  właśnie z wizerunkiem Islamu 

prezentowanym w amerykańskiej prasie, który mówi: "Muzułmanie to 

zwolennicy wojny i fanatycy religijni". Wyczuwali surowe sądy innych 

studentów na temat Islamu i to spowodowało ich wrogość. Kiedy to 

zrozumiałem, mogłem zająć się prawdziwym problemem. "Obaj jesteście 

muzułmanami?", zapytałem. Przyznali mi rację. Następnie stwierdziłem: 

"Zanim odpowiem na wasze pytanie, pozwólcie, że powiem coś ważnego. 

Jestem zaszokowany tym, jak amerykańska prasa obchodzi się z waszą 

religią. Nasze media bardzo płytko rozumieją chrześcijaństwo i judaizm, które 

są częścią naszej kultury. Jednak to, co uczyniono waszej religii, jest 

przestępstwem kryminalnym. Gdybym był na waszym miejscu, czułbym się 

tym bardzo urażony". Następnie odpowiedziałem na ich pytanie. Zmiana w 

ich postawie była zdumiewająca. Gdy spotkanie dobiegło końca, poczekali aż 

wyszła ostatnia osoba. Wtedy jeden z nich zwrócił się do mnie: "Doktorze 

Brown, chciałbym podziękować panu za to, co pan powiedział. Miło jest 

background image

widzieć Amerykanina, który nie zgadza się z naszymi przekonaniami 

religijnymi, lecz jednocześnie traktuje nas z szacunkiem". Wrogość, która 

zdaje się być skierowana do ciebie, w rzeczywistości może być skierowana 

przeciwko komuś, czemuś innemu. Kiedyś zatrzymałem się przejazdem w 

domu misyjnym w Afryce. Przy obiedzie siedziałem razem z kobietą, która 

była wobec mnie bardzo wrogo nastawiona (dodam, że nie dałem jej do tego 

najmniejszego powodu). Później powiedziałem komuś, że ona przypominała 

mi "wiedźmę z Endoru". Mój rozmówca odparł na to: "Steve, musisz jej 

wybaczyć. Przez ponad trzydzieści lat była na misji, a w następnym tygodniu 

przechodzi na emeryturę i wraca do Stanów. Jej domeną stało się to miejsce, 

nie zaś to, co pozostawiła w Stanach Zjednoczonych. Mimo to musi wrócić i 

jest to dla niej przerażający, bardzo trudny okres". Kiedy to zrozumiałem 

następnego wieczora rozmowa podczas obiadu była o wiele bardziej 

przyjemna. Moja myśl jest następująca. Postaraj się odkryć źródło wrogości i 

zajmij się nim. 3. Zdaj sobie sprawę,  że czasami należy odpowiedzieć 

wrogością na wrogość. Często gniewni ludzie nie zmieniają swojej postawy, 

bowiem nigdy nie musieli zapłacić ceny za swoje wrogie zachowanie. Kiedy 

dotrzemy do rozdziału poświęconego temu jak wygrać dyskusję, będę miał o 

wiele więcej do powiedzenia na ten temat, lecz już teraz chciałbym 

zaznaczyć, że gniew musi czasem spotkać się z gniewną reakcją. Czasami 

(wbrew temu, co mówiono wam w szkole) okazywanie gniewu jest jak 

najbardziej na miejscu. * * * Tajemnicą szczęścia jest wolność, zaś sekretem 

wolności - odwaga." - Gillbert Murray * * * W jednym z kościołów, w których 

służyłem jako pastor, był  mężczyzna cieszący się reputacją "prześladowcy 

duchownych". Kilku ludzi ostrzegało mnie przed nim i jego wrogą postawą. 

Pewnego dnia zaprosiłem go do mojego biura i powiedziałem: "Sam, 

rozumiem,  że  żaden pastor tego kościoła nigdy nie interesował się tym, co 

myślisz. Ty, jak rozumiem, mówisz to, co myślisz". "Cóż, przypuszczam, że 

to prawda", przyznał niechętnie. "Zaprosiłem cię tutaj, ponieważ chciałbym, 

background image

abyś wiedział, że według mnie to jest wspaniale. Daję ci moją zgodę na to, 

abyś mówił mi co tylko zechcesz: pozwalam ci się na mnie gniewać, możesz 

mnie poprawiać tak długo, jak długo będę miał twoją zgodę, by mówić ci 

wszystko, co mam ochotę powiedzieć, by wyrażać gniew i poprawiać ciebie". 

W ciągu następnych lat wiele ze sobą walczyliśmy, lecz obaj nauczyliśmy się 

radzić sobie z naszym gniewem o wiele lepiej niż przedtem, bowiem 

zgodziliśmy się na to, by na gniew odpowiadać gniewem. Zbyt często 

gniewni ludzie są ignorowani, znoszeni cierpliwie czy krytykowani za plecami. 

Powodem, dla którego ich gniew się pogłębia, jest to, że nigdy nie zapłacili 

za niego ceny. Czasami jest rzeczą całkowicie właściwą odpowiedzieć 

gniewnej osobie tak, jak to uczyniłem skarbnikowi pewnej organizacji, który 

zaczął na mnie wrzeszczeć: "Myślisz, że jesteś wściekły. Nie masz zielonego 

pojęcia o gniewie. Teraz patrzysz na najbardziej hamowany gniew, jaki 

widziałeś w swoim życiu". Zdumiewające jak szybko się uspokoił. 

Onieśmielająca moc pozycji A teraz porozmawiajmy o onieśmielającej mocy 

pozycji. Czy wiesz, że większość chrześcijan odmawia składania świadectwa 

przed kimś, kogo uważa za stojącego wyżej od siebie na drabinie 

społecznej? Rozmawiamy o naszej wierze z tymi, których uważamy za 

stojących niżej od nas i których uznajemy za równych, lecz dzieje się z nami 

coś dziwnego, gdy musimy podzielić się z kimś stojącym od nas wyżej. 

Sytuacja taka ma tragiczne konsekwencje, bowiem powoduje, że ci, którzy 

wspięli się na szczyt w swojej dziedzinie, klasie społecznej czy w kręgu 

przyjaciół, są ludźmi całkiem samotnymi. Mam przyjaciela, który był pastorem 

kościoła w Cambridge w stanie Massachusetts. Na jakimś przyjęciu poznał 

znakomitego profesora z Uniwersytetu Harvarda i ten profesor poprosił go, 

aby spotkali się i porozmawiali. Gdy mój przyjaciel przybył na umówione 

spotkanie, okazało się,  że profesor jest spóźniony. Sekretarka zaprosiła go 

do jego biura i poprosiła, aby zaczekał. Profesor miał nadejść lada moment. 

Gdy mój przyjaciel oglądał biuro wypełnione książkami, tytuły naukowe i 

background image

dyplomy wiszące na ścianach i gdy myślał o sławie profesora, poczuł się 

całkiem onieśmielony (zapewne czułbyś się tak samo jak on). Wtedy odniósł 

wrażenie,  że usłyszał  głos od Boga: "Powiedz profesorowi, że Jezus go 

kocha". "Panie, nie mogę tego uczynić. On jest wybitnym naukowcem, a ja 

jestem nikim. Nie będzie mnie słuchał i pomyśli sobie, że jestem głupcem. 

Myślę,  że będę grzecznie siedział i zadawał pytania. To mało 

prawdopodobne, aby powiedział coś, co będę potrafił zrozumieć. Dodam 

może jedną lub dwie uwagi komentarza". "Powiedz mu, że Jezus go kocha", 

głos nie ustawał. W końcu doszedł do wniosku, że został tutaj posłany po to, 

aby się ośmieszyć. Kiedy profesor wszedł do biura, mój przyjaciel powiedział 

mu tak prosto, jak umiał,  że Jezus go kocha. Wtedy profesor załamał się i 

zapłakał. Wszyscy jesteśmy w większym albo mniejszym stopniu 

onieśmieleni przez pozycję innych. Pozwólcie, że podzielę się z wami 

kilkoma rzeczami, które mogą pomóc. Ludzie, którzy osiągnęli wielką sławę i 

pozycję, są zwykle najbardziej zaskoczeni, że udało im się to osiągnąć. Kilka 

lat temu przeprowadzono badania prezydentów wielkich korporacji. 

Naukowcy odkryli, że najbardziej powszechnym lękiem, jakiego doświadczali, 

było,  że ludzie dowiedzą się, iż popełniono pomyłkę i umieszczono ich w 

niewłaściwym miejscu. Wiele czasu spędziłem na rozmowach z dyrektorami. 

Będąc chłopcem z gór Północnej Karoliny, urodzonym po gorszej stronie 

torów kolejowych, czułem się onieśmielony przez tych ludzi, dopóki Bill Bright 

nie powiedział mi, że zostałem powołany do tego, aby im służyć. I wiecie co? 

Im dłużej przebywałem z tymi ważnymi ludźmi tym bardziej sobie 

uświadamiałem,  że byli oni równie przestraszeni jak ja, że byli tak samo 

samotni, że tak samo doświadczali poczucia winy i byli pozbawieni poczucia 

pewności - czasami nawet bardziej ode mnie. Posiadali zdolność lepszego 

ukrywania tego, lecz byli dokładnie tacy jak ja. Kiedy to zrozumiałem, 

onieśmielenie przestało być takim problemem. Zwykle ludzie zajmujący 

wysoką pozycję są o wiele bardziej łaskawi i uprzejmi niż mógłbyś sądzić na 

background image

podstawie ich portretu, jaki przedstawiają media. Środki masowego przekazu 

komunikują,  że najgorszymi ludźmi w naszym społeczeństwie są osoby 

mające władzę i prestiż. Przedstawia się ich jako manipulatorów, potwory 

niszczące  środowisko i amoralne, wypaczone osobowości. Oczywiście są 

wśród nich i tacy ludzie, lecz będziesz zaskoczony, jeśli ci powiem, że 

większość odpowie uprzejmością na uprzejmą uwagę, czy łaskawością na 

łaskawość. Kilka lat temu byłem na obiedzie z Arthurem Burnsem. Burns 

współpracował z kilkoma prezydentami i był przez większość ludzi uznawany 

za jeden z najwybitniejszych umysłów w rządzie i za geniusza w dziedzinie 

ekonomii. Na początku posiłku powiedziałem mu: "Doktorze Burns, nie 

potrafię zbilansować moich wydatków i oblałem matematykę w collegeu. Aby 

ten obiad nie był dla mnie katastrofą, musi pan obniżyć poprzeczkę". Zaśmiał 

się i podczas obiadu uważał, aby właściwie formułować swoje uwagi, 

wyjaśniać rzeczy, których nie rozumiałem, i wyrażać się w prosty sposób. 

Najlepszą rzeczą, jaka zdarzyła się podczas tego obiadu, było to, że Burns 

nigdy nie spowodował,  że miałem poczucie niższości czy czułem się  głupi. 

Powtórzę to jeszcze raz: zwracając się do ludzi, którzy mają władzę i prestiż 

(publicznie czy też podczas prywatnej rozmowy) musimy być skłonni do 

podjęcia ryzyka. Zwykle ludzie, którzy twoim zdaniem nie odczuwają 

potrzeby przyjaźni, troski o innych czy koleżeństwa, są w największej 

potrzebie. Jedynym sposobem, by się o tym przekonać, jest podjęcie ryzyka. 

Jeśli zaryzykujesz możesz zostać bardzo przyjemnie zaskoczony. Odkryjesz, 

że za ochronną fasadą kryje się istota ludzka, która zareaguje na twoje 

wysiłki o wiele cieplej niż tego oczekiwałeś. (Jeśli ktoś tak nie zareaguje, 

wtedy nauczysz się czegoś o sarkazmie.) Profesjonalizm onieśmiela Czwartą 

przyczyną onieśmielenia jest profesjonalizm. Niektórzy ludzie tak są 

błyskotliwi i utalentowani w swojej dziedzinie, że czujesz się onieśmielony ich 

profesjonalizmem. Uczę w seminarium teologicznym, lecz musisz wiedzieć, 

że gdy byłem mały, uciekłem z przedszkola, a kariera akademicka była dla 

background image

mnie jednym wielkim mozołem. Tytułują mnie "doktorem", lecz mój doktorat 

jest honorowy i został mi nadany przez radę collegeu w chwili kompletnego 

zapomnienia. Jestem pełnym profesorem w seminarium, ponieważ "dobrze 

przemawiam" i moi przełożeni sądzą,  że mogę nauczać studentów teologii 

jak właściwie komunikować te prawdziwe, a jednocześnie przyprawiające o 

zawrót głowy treści, jakich się tam uczą. Cierpię z powodu braku iluzji co do 

mojej bystrości czy wiedzy teologicznej znawstwa. Czasami daję wykład w 

kaplicy w seminarium. Nie macie pojęcia, jak czułem się tym onieśmielony, 

dopóki nie zdałem sobie sprawy, że prawie wszystko, co powiedziałem o 

onieśmieleniu przez władzę i prestiż, odnosi się również do onieśmielenia 

przez profesjonalizm. Pozwólcie, że powiem wam o tym, co pomogło mi 

poradzić sobie w tej dziedzinie. Moja matka nauczyła mnie, że nie jestem 

gorszy od nikogo i nie powinienem skłaniać głowy przed nikim - za wyjątkiem 

Boga. Jednak ona była moją matką, a matki mają obowiązek mówić takie 

rzeczy. Dlatego nadal miałem poczucie niższości dopóki Bóg nie powiedział 

mi tego samego co matka. W szesnastym stuleciu pewien biedny naukowiec 

imieniem Muretus został znaleziony w kanale i zabrany do szpitala. Dwóch 

lekarzy rozmawiało przy nim po łacinie (zakładali,  że Muretus ich nie 

zrozumie) o tym, czy przeprowadzić na nim nową operację chirurgiczną. 

Jeden z doktorów zapytał: "Czy uważasz, że powinniśmy przeprowadzić taką 

operację na tej nędznej, bezwartościowej istocie?". Słysząc to Muretus 

podniósł się na szpitalnym łóżku i powiedział: "Zaliż ważycie się nazwać 

bezwartościowym człowieka, za którego umarł Chrystus?". Miał rację. Kiedy 

byłem młodym pastorem, mój doradca powiedział mi, że nigdy nie 

powinienem opuszczać cmentarza podczas nabożeństwa pogrzebowego 

zanim nie uczyni tego rodzina. Powiedział mi: "Steve, gdy oni odjeżdżają, 

powinni widzieć pastora stojącego nad grobem ich ukochanej osoby". To była 

dobra rada, jednak najlepszych rzeczy nauczyłem się w rozmowach z 

grabarzami, gdy rodzina zmarłego już odjechała. Pamiętam pewnego 

background image

cynicznego grabarza z Cape Cod zasypującego grób. Odwrócił się, spojrzał 

na mnie, wyjął cygaro z ust i powiedział: "Młody jesteś, nie?". Potem wskazał 

na grób i powiedział: "Popatrz wielebny, to wszystko co dostaniesz po 

śmierci: dziurę w ziemi i łopatę piachu". Zawsze, gdy rozmawiasz z 

ekspertem, pamiętaj,  że przed upływem stu lat będzie już martwy. Śmierć 

jest taka sama dla wszystkich, wszyscy są równi wobec jej majestatu. 

Pamiętanie o tym pomoże ci poradzić sobie z tym rodzajem onieśmielenia. 

Drugim faktem jest, że większość ekspertów naprawdę nimi nie jest, a jeśli 

już nimi są, to nie onieśmielają innych swoim profesjonalizmem. Tak długo 

traktowaliśmy lekarzy, teologów, polityków i adwokatów jak bogów, że 

uwierzyli w to. Sytuacja taka jest równie groźna w życiu, jak i w dobrej 

rozmowie czy w publicznych wystąpieniach. Podczas studiów odbywałem 

staż w klinice dla osób z problemami emocjonalnymi w Bostonie. Na 

szkolenie składało się spędzanie dużej ilości czasu z pacjentami. Trzeba było 

skoncentrować się na jednym lub dwóch z nich i przygotować szczegółowy 

raport. Pamiętam jak pisałem taki okresowy raport na temat spotkań z 

pacjentem, którego poznałem bliżej. W mojej pracy zasugerowałem pewne 

wnioski. Później sprawdziłem obserwacje psychiatry dotyczące tego 

pacjenta. Byłem zaszokowany tym, jak bardzo pomyliłem się w mojej 

diagnozie. Zabrałem ten mój okrutnie chybiony raport do profesora i 

opowiedziałem mu o błędach, jakie popełniłem. Odpowiedział: "Steve, nigdy 

nie zakładaj,  że ludzie, a szczególnie psychiatrzy, wiedzą więcej niż 

rzeczywiście wiedzą. Znam tego pacjenta i uważam,  że twój raport jest 

bliższy prawdzie niż obserwacje psychiatry. Ucz się nie ufać ekspertom". 

Pamiętam, jaki byłem zaszokowany. Podobnego uczucia doświadczyłem 

siedząc w galerii dla zwiedzających w Kongresie gdy nasi przywódcy 

debatowali na temat budżetu państwa. Zawsze uważałem, że oni wiedzą, co 

robią. Najbardziej doniosłym odkryciem dokonanym podczas tej wizyty było 

to,  że ci ludzie wydawali miliardy dolarów naszych pieniędzy i wcale nie 

background image

wiedzieli więcej ode mnie. To było przerażające. Zawsze zadawaj pytania 

twoim lekarzom i prawnikom, dopóki nie zrozumiesz, co mówią, i nie 

będziesz potrafił wydać  własnego sądu. Nigdy nie zakładaj,  że twój pastor 

przemawia z góry Synaj. Nie zakładaj tego tylko dlatego, że ktoś napisał 

książkę czy lepiej od ciebie potrafi formułować zdania. Lecz co ważniejsze, 

nie czuj się onieśmielony przez ekspertów. To tacy sami ludzie jak ty. Nie 

twierdzę,  że nie powinniśmy słuchać i przyjmować opinii fachowców. W 

końcu zawsze znajdzie się ktoś, kto w każdej dziedzinie wie więcej od ciebie. 

Stąd potrzeba dobrych rozmów i poszerzania swojej wiedzy. Kiedy publicznie 

zwracasz się do ekspertów, pamiętaj, że nie czyniłbyś tego, gdybyś nie miał 

czegoś do powiedzenia. Zatem powiedz to bez onieśmielenia. Okoliczności 

onieśmielają Na koniec, onieśmielają nas okoliczności. Dzieje się tak 

szczególnie wówczas, gdy znaleźliśmy się w okolicznościach, których nie 

szukaliśmy, o które nie prosiliśmy i których nie chcemy, lecz mimo to musimy 

się w nich odnaleźć. Może umówiłeś się na randkę w ciemno lub przyjąłeś 

zaproszenie na obiad od ludzi, których dobrze nie znasz. Może ludzie, do 

których masz przemawiać, okazali się całkiem inni niż to sobie wyobrażałeś. 

Może okazało się,  że ubrałeś się przesadnie starannie (czy nie dość 

starannie) na jakąś towarzyską imprezę. Niekiedy okoliczności same w sobie 

nas onieśmielają. Kiedyś zostałem poproszony o wygłoszenie wykładu dla 

członków pewnej dużej organizacji chrześcijańskiej. Po moim wystąpieniu 

organizatorzy mieli zorganizować akcję na plaży w Hyannis koło przylądka 

Cape Cod. Sądziłem,  że mam przemawiać do pracowników tej organizacji. 

Kiedy przybyłem na miejsce, odkryłem,  że jej członkowie systematycznie 

przeczesywali plażę i ulice miasta szukając różnych pijaków i włóczęgów. 

Zapędzili ich do audytorium i przedstawili ich w nadziei, że powiem coś 

sensownego. Drodzy przyjaciele, to było ostatnie miejsce na ziemi, w jakim 

pragnąłem się wtedy znajdować. Nie byłem przygotowany do przemawiania 

do takiej publiczności, a nawet gdybym był, nie wiem, co bym im powiedział. 

background image

Lecz oto znalazłem się oko w oko z pijakami, prostytutkami i włóczęgami 

patrzącymi na mnie i czekającymi, co powiem. Czy uwierzylibyście, że była to 

jedna z naprawdę wielkich mów w dziejach chrześcijaństwa? Czy 

uwierzylibyście, że dobrze mi poszło? W rzeczy samej tak było. I nawet teraz 

traktuję to doświadczenie jako bardzo ekscytujące przeżycie, przez które 

nauczyłem się kilku rzeczy, które stosuję od tej pory. Naucz się odróżniać 

problemy od faktów (jak mawia mój przyjaciel Fred Smith). Problem to jest 

coś, co da się naprawić, fakt zaś jest tym, co należy zaakceptować. Stara 

modlitwa o mądrość doskonale odzwierciedla to zrozumienie: "Boże, daj mi 

rozumu, abym pogodził się z rzeczami, których nie mogę zmienić, odwagę, 

abym zmienił rzeczy, które zmienić mogę, i rozum, abym potrafił odróżnić 

jedne od drugich". Pozwólcie, że dam wam zasadę pokrewną: "Możesz 

wytrzymać piekło, jeśli będziesz wiedział,  że się z niego wydostaniesz". 

Wnioski nasuwają się same. "Zawsze możesz patrzeć w przyszłość i w niej 

umieszczać swoje oczekiwania". A zatem przyjmij złe okoliczności jak coś, 

czego nie możesz zmienić, i zrób z nich jak najlepszy użytek. Niektóre z 

najbardziej przyjemnych rzeczy w życiu Bóg (czy - jeśli jesteś niewierzący - 

"los") maskuje pod pozorem nieprzyjemnych okoliczności. Pamiętam jak 

pewnego razu znalazłem się przy jednym stole z grupą radykalnych 

feministek. Przemawiałem na konferencji. Ze wszystkich uczestników te 

panie były ostatnimi osobami, z którymi chciałbym jeść obiad. Niestety, 

wszystkie inne miejsca były zajęte. Miałem alternatywę: albo być  głodnym, 

albo zrobić z siebie głupca. W końcu usiadłem z nimi i starałem się być tak 

uprzejmy, jak to możliwe. Czy wiecie, co się stało? Ku mojemu zaskoczeniu 

ich poglądy nie były takie, jak oczekiwałem, i mogliśmy poruszyć tematy, 

które były powodem rozłamów i bolesnych nieporozumień. Byłem zdumiony, 

że moje rozmówczynie pragnęły poznać moją opinię w kilku kwestiach 

(podejrzewam,  że potraktowały to jako przypadek naukowej analizy 

osobników niższego rodzaju). To było rozwijające i nie tak znowu 

background image

nieprzyjemne doświadczenie. Ucz się, jak bez uprzedzeń podchodzić do 

okoliczności. Na tych, którzy pragną jak najlepiej wykorzystać to, co 

zapowiadało się jako okropne doświadczenie, czekają zwykle wielkie 

niespodzianki. Podskocz i spraw, aby demony uciekły. Jeśli okoliczności w 

jakich się znalazłeś, są złe, prawdopodobnie już gorsze nie będą. Zatem nie 

masz nic do stracenia. Niektóre z najlepszych rozmów, jakie miałem, i 

najlepszych przemówień, jakie wygłosiłem, zaszły, gdy "wskoczyłem" w 

okoliczności z tym wszystkim, co miałem. Podobno samice pewnego gatunku 

ptaków zaczynają rozbierać gniazdo, gdy nie potrafią skłonić do latania 

któregoś z piskląt. Matka wie, że małe ptaki potrafią latać, lecz pisklęta tego 

nie wiedzą. Zatem matka zaczyna bardzo powoli rozbierać gniazdo patyczek 

po patyczku, listek po listku. Podejrzewam, że mały ptaszek jest 

zaniepokojony złymi okolicznościami. "Mamo!!! Co ty wyprawiasz? Czy nie 

przejmujesz się tym, że umrę? Co z ciebie za matka?". I wtedy, ku swojemu 

wielkiemu zaskoczeniu, młody zaczyna machać skrzydłami i odkrywa radość 

latania. "Hej, mamo! Popatrz na mnie. Ja latam!". Bóg zwykle stwarza takie 

sytuacje gdy chce nas zmusić do latania. Podobnie postępuje ucząc nas 

mówić tak, aby ludzie słuchali. Odważ się więc i zrób to. Jeśli tego nie 

uczynisz, nigdy nie poznasz prawdy o sztuce mówienia. Mój przyjaciel Norm 

Evans powiedział mi kiedyś o nowym zawodniku liniowym w drużynie 

futbolowej w college'u, który podszedł do trenera i powiedział: "Trenerze, 

gracz liniowy przeciwnej drużyny zsuwa mi hełm na oczy. Co powinienem 

zrobić?". Odpowiedź trenera była prosta, bezpośrednia i klasyczna: "Nie 

pozwól mu na to!". Jeśli onieśmielenie przed ludźmi i sytuacjami powoduje, 

że milczysz... nie pozwól im na to. Rozdział 3.& Słowa z autorytetem "Neftali 

- jak rozłożysty terebint, dający miłe przepowiednie." - Rdz 49, 21 Podczas 

przyjęcia koktajlowego pewna kobieta podeszła wraz ze swoim mężem do 

znanego lekarza. "Czy może nam pan powiedzieć, dlaczego niektórzy ludzie 

rodzą się niemi?". "Dlaczego? Jest to spowodowane pewnymi wrodzonymi 

background image

brakami w rozwoju zdolności artykulacyjnych lub anatomicznymi wadami 

budowy organów mowy". "No, i widzisz, co daje wykształcenie?", zauważyła 

kobieta triumfalnie spoglądając na swojego męża. Następnie zwróciła się do 

doktora: "Pytałam o to Harry'ego wiele razy. Jedyna odpowiedź, na jaką było 

go stać brzmiała: Ponieważ takie już się rodzą". Oczywiście morał z tej 

historii jest taki, że gdy ktoś  używa uczonych słów dla opisania maleńkiej 

prawdy, może sprawiać wrażenie osoby autorytatywnej i mądrej. Jednak 

prawda może być całkiem przeciwna. Czasami najlepszym sposobem, by 

wydać się naiwnym głupcem, jest używać  słów, których nikt nie rozumie 

(później powiem o tym więcej). Ten rozdział jest poświęcony słownictwu i 

temu, jak je wzbogacać. We wprowadzeniu porównałem mówienie do 

pociągu, który przewozi produkty na rynek. Jeśli nadal miałbym się trzymać 

tej metafory, mógłbym powiedzieć,  że słownictwo jest jego kołami. 

Najważniejszą funkcją kół jest praca, jaką wykonują. Jeśli chcesz mówić w 

taki sposób, aby ludzie słuchali, to istotne jest znalezienie słów 

odpowiadających przesłaniu, które chcesz zakomunikować. Rozdział, który 

czytasz mówi o wzbogacaniu słownictwa i ostrzegam, że jest to najbardziej 

nudna część tej książki. Jednak nie pomijaj go. Zwykle zanim dokonasz 

czegoś ekscytującego, musisz wykonać całą masę nudnych rzeczy. ("Zanim 

spotkasz pięknego księcia musisz pocałować wiele brzydkich żab"). Jeśli 

chcesz grać na pianinie, zbudować most czy wygłosić mowę, musisz podjąć 

pewne działania przygotowawcze, które prawie zawsze są monotonne i 

nudne:  ćwiczenie gam, uczenie się wzorów matematycznych i poznawanie 

słownictwa. Oto mój plan. Pragnę pokazać ci, jaki sposób wzbogacania 

słownictwa jest zły, a następnie wskazać sposób właściwy. * * * "Niektóre z 

najbardziej przerażających uczynków ludzkości dokonały się za sprawą 

czarodziejskiej mocy pewnych magicznych słów i fraz." - James Bryant 

Conant * * * Rozwijanie słownictwa - niewłaściwy sposób Czasami można się 

więcej nauczyć o właściwym sposobie wykonywaniu czegoś, gdy wiemy jak 

background image

nie należy postępować. Edison po zakończeniu serii pięciuset nieudanych 

prób otrzymał wyrazy współczucia od przyjaciela, który stwierdził, że to wstyd 

stracić tyle czasu na zakończone fiaskiem eksperymenty. Edison 

odpowiedział mu: "Wprost przeciwnie. Teraz znam pięćset sposobów, jak nie 

należy tego robić". Po piersze, rozwijając swoje słownictwo nie ucz się na 

pamięć słów i ich znaczeń. Prawdopodobnie nie istnieje inna mniej skuteczna 

metoda rozwijania słownictwa niż uczenie się słów na pamięć. Przypomina to 

kupowanie narzędzia, którego nigdy nie będziemy używali. Jay Adams w 

swojej książce pt. "Pulpit Speech" ("Przemawianie zza pulpitu", Baker Book 

House, 1971) cytuje wyniki badań wskazujące,  że przeciętny student 

college'u zna około 250000 słów, lecz używa tylko niewielu z nich. Adams 

idzie jeszcze dalej wskazując,  że istnieje 20000 powszechnie stosowanych 

słów, lecz tylko 7000 do 8000 z nich znajduje się w codziennym użyciu. 

Milton używał tylko nieco ponad 11000 słów, a Szekspir 25000. Czy 

zastanawiałeś się, kim była osoba, która policzyła wszystkie słowa, jakimi 

posługiwał się Milton i Szekspir? (Mam nadzieję, że pieniądze na te badania 

nie poszły z naszych podatków). Jeśli uczysz się na pamięć słów, które nie 

mają żadnego odniesienia do twojego codziennego języka, zapomnisz je po 

upływie bardzo krótkiego czasu. Podróżowałem do wielu krajów na świecie. 

Na krótko przed odwiedzeniem każdego nowego kraju, w którym 

posługiwano się innym językiem niż angielski, starałem się zapamiętać kilka 

podstawowych zwrotów i zdań w miejscowym języku. ("Nie znam waszego 

języka". "Jestem głodny". "Dzień dobry". "Dobry wieczór". "Gdzie jest 

łazienka?"). To interesujące,  że dzisiaj nie pamiętam żadnego z tych słów i 

zwrotów. Dlaczego? Ponieważ obce słowa, na których zapamiętanie 

poświęciłem tyle czasu nie są wyrazami, jakich używam w moich 

codziennych rozmowach. Inaczej mówiąc, nauczyłem się  słów, które nie 

mają  żadnego związku z moim obecnym życiem. Słowa takie jak 

"onomastyka", "oogamia", "zoogeografia", "pędzelkowaty" i "ksenomorficzny" 

background image

mogą być całkiem zabawne (jeśli fanatycznie uwielbiasz słowa), lecz nie 

zapamiętasz ich, jeśli nie będziesz ich używał. Jeśli zaś odkryjesz, że często 

się nimi posługujesz, to jesteś pewnie jeszcze większym dziwakiem od 

osoby, która uczy się ich na pamięć. Po drugie, (patrząc z punktu widzenia 

słuchacza) rozwijając słownictwo nie ucz się słów, których znaczenia nikt nie 

będzie rozumiał. Celem mowy jest komunikowanie się. Jeśli nie jesteś 

Williamem Buckleyem (jego dewizą jest używanie słów, których nikt nie 

rozumie), to pamiętaj, że celem komunikowania się jest, po pierwsze, jasne 

wyrażanie myśli, i po drugie, wyrażanie ich w taki sposób, który podkreśli ich 

sens. Istnieje jeden wyjątek od tego słownikowego zakazu. Poruszając się 

we wrogim, polemicznym czy apatycznym środowisku, czasami można 

używać słów nie po to, aby komunikować się z innymi, lecz by robić na nich 

wrażenie. Uczę moich studentów, że kaznodzieje mają w naszym 

społeczeństwie poważne problemy w dziedzinie public relations. Większość z 

nich jest uważana za płytkich i pozbawionych znaczenia głupców. Zawsze 

powtarzam studentom, że powinni mieć w swoim bagażu homiletycznym 

kilka słów, które nie mają innego zadania jak tylko wywierać wrażenie na 

słuchaczach. Czarnoskórzy kaznodzieje rozwinęli specyficzną formę sztuki 

przemawiania, która ma także zdolność motywowania słuchaczy, jakiej nie 

posiada  żaden inny styl mówienia. Jednym z najwybitniejszych 

przedstawicieli tego stylu był E. V. Hill. Miałem okazję słuchać kilka razy jak 

E. V. Hill zwracał się do białych słuchaczy. Podczas wprowadzenia dr Hill 

zwykle zdejmował okulary i "mówił  językiem białych". Jego technika była 

bardzo efektywna. Mówił dobrze przemyślanymi chłodnymi i nudnymi 

zdaniami posługując się  słowami, jakie padłyby zza pulpitu w kościele 

uczęszczanym przez białych klasy średniej. Później zakładał okulary - to był 

znak,  że teraz zacznie wygłaszać. Mówił: "Chciałem pokazać wam, białym, 

że mogę gadać tak drętwo jak wy. Teraz, gdy już to sobie wyjaśniliśmy, 

zejdźmy na ziemię". Podobnie mówca może celowo posługiwać się słowami, 

background image

których nikt nie rozumie (zawsze oczywiście we właściwym kontekście) po 

prostu, aby wywrzeć wrażenie na audytorium czy na jednostce i przez to 

zwiększyć otwartość  słuchaczy na swoje przesłanie. Lecz w większości 

przypadków długie słowa wypowiadane z autorytetem przysporzą mówcy 

jedynie złej sławy.  Żyjemy w kulturze populistycznej (jeśli nie zauważyłeś 

tego, powinieneś zwrócić na to baczniejszą uwagę). Elitaryzm snobizm i 

pompatyczność są zawsze produktem ubocznym nadużywania słów, których 

nikt nie rozumie. Jednym z moich wczesnych nauczycieli był dr John 

Stanton, emerytowany pastor mieszkający w wiosce Cape Cod. Tamtejszy 

kościół był pierwszym, w jakim służyłem. John z powodu miłości do mnie i 

słów zachęty zasłużył sobie na prawo niczym nie ograniczonej krytyki moich 

kazań. Pewnej niedzieli podczas lunchu powiedział mi: "Steve, twoje kazanie 

było wspaniałe, lecz nikt oprócz ciebie i mnie go nie zrozumiał - nawet ja sam 

nie jestem tego pewien". Potem dał mi popularne wydanie Roget Thesaurus 

(Słownika terminów bliskoznacznych Rogeta) i powiedział, abym go używał. 

Powiedział mi: "Zawsze gdy znajdziesz jakieś miło brzmiące, wielkie słowo, 

które mogłoby wywrzeć wrażenie na twoich profesorach z Boston University, 

sięgnij do tej maleńkiej książeczki i znajdź słowo mniejsze, które nauczy tej 

samej prawdy twoich ludzi z kościoła". Jestem mu dozgonnie wdzięczny za 

tę radę. Po trzecie, rozwijając słownictwo, nie marnuj czasu na uczenie się 

ezoterycznych słów. Prawie każdy zawód czy subkultura ma słowa, które są 

rozumiane i używane wyłącznie przez członków tej grupy i nikogo innego. 

Prawnicy są powszechnie znani z posługiwania się tego rodzaju 

słownictwem, lecz niektórzy chrześcijanie, szczególnie kaznodzieje, są 

jeszcze gorsi od prawników. Vance Havner, jeden z najbardziej wymownych i 

dynamicznych kaznodziejów, jakich kiedykolwiek wydała Ameryka, mawiał: 

"Jeśli chcesz wypróbować kaznodzieję, poślij go, by mówił do farmerów - jeśli 

się tam nie sprawdzi, powinien ponownie rozważyć swoje powołanie". Dobra 

zasada. Powinna ona znaleźć zastosowanie do wielu ludzi, którzy ulegają 

background image

pokusie posługiwania się  słowami zrozumiałymi wyłącznie przez członków 

jakiejś wąskiej grupy. Jeśli chcesz wypróbować doktora, poślij go, aby mówił 

do nastolatków. Jeśli chcesz sprawdzić prawnika, niech mówi do robotników 

budowlanych. Jeśli chcesz sprawdzić inżyniera, poślij go, aby porozmawiał z 

filozofem. Jeśli chcesz sprawdzić filozofa, poślij go, aby mówił z barmanem. 

Jeśli się im nie powiedzie, powinni na nowo przemyśleć swoje powołanie. 

Jeśli nie zwracasz się do pojedynczego człowieka czy audytorium złożonego 

z członków własnej subkultury, zawodu upewnij się,  że słowa, jakimi się 

posługujesz posiadają uniwersalne znaczenie. Rozwijanie słownictwa - 

właściwy sposób A teraz pozwólcie, że udzielę wam kilku rad, jak rozwijać 

słownictwo, które spowoduje prawdziwą różnicę w porozumiewaniu się. 

Słuchaj i czytaj. Dobrzy mówcy zwykle słuchają, jak inni posługują się 

słowami. Zawsze czytają ze słownikiem pod ręką i sprawdzają słowa, których 

znaczenia nie rozumieją. Jedną z korzyści  życia w dwudziestym wieku jest 

to,  że jesteśmy otoczeni przez wielkich mówców. Odwrotną stroną tego 

medalu jest to, że musisz być bardzo dobrym mówcą, jeśli masz zostać 

zauważony. Pozytywną stroną jest zaś to, że istnieje wiele wzorów i źródeł, z 

których można uczyć się sztuki dobrej komunikacji. * * * "Właściwe słowa na 

właściwym miejscu to prawdziwa definicja stylu." - Jonathan Swift * * * 

Dobrym  ćwiczeniem (szczególnie jeśli twoim problemem jest ubogie 

słownictwo) jest postawienie sobie za cel uczenia się codziennie jednego lub 

dwóch nowych słów. Bardzo rzadko zdarza się, bym czytając książkę, 

rozmawiając z przyjacielem, oglądając telewizję, idąc do kina czy 

przeglądając gazetę nie nauczył się jakiegoś nowego słowa. Przez całe życie 

moim zwyczajem było wyszukiwanie nowych słów, których mógłbym użyć w 

komunikowaniu się z innymi. Dobrym ćwiczeniem jest prowadzenie listy słów, 

które poznałeś, i co jakiś czas przeglądanie jej. Używaj nowych słów, które 

poznałeś. Zasada jest następująca: jeśli nie używasz tego, co poznałeś, 

stracisz to. Prawda ta odnosi się do wielu dziedzin życia, a szczególnie do 

background image

rozwijania słownictwa. Przypuśćmy,  że gdy przeczytałeś  słowo ezoteryczny 

nie było ci ono znane. Przypuśćmy,  że poszedłeś po słownik i sprawdziłeś 

jego znaczenie. Jeśli tak uczyniłeś to dowiedziałeś się, że oznacza ono coś 

zrozumiałego wyłącznie dla wąskiej, szczególnej grupy ludzi. Wypowiedz je 

głośno tyle razy, aż oswoisz się z jego brzmieniem. Następnie umieść je w 

zdaniu: "Lekarze posługują się tak egzoterycznym językiem, że tylko oni sami 

mogą zrozumieć to, co mówią". Szukaj różnych sposobów zastosowania tego 

nowego słowa. Posługuj się nim dopóki go nie przyswoisz. Wtedy 

przedostanie się ono do systemu plików w twoim umyśle i będziesz mógł je 

przywołać zawsze, gdy pojawi się taka potrzeba. Zwracaj uwagę na te 

sytuacje, w których brakuje ci właściwego słowa i przyłapujesz się na tym, że 

używasz jego marnych substytutów. Wszyscy to robimy - różnica pomiędzy 

dobrym a złym mówcą polega na tym, że dobry odnotowuje takie przypadki i 

dopilnowuje, aby nie miały one więcej miejsca. "Pełna płynność" - tak Jay 

Adams opisuje niezbędny zasób słownictwa. Ma przez to na myśli, że osoba 

mówiąca nie powinna szukać  właściwego słowa dla opisania myśli, którą 

stara się zakomunikować. Kiedy coś takiego ci się przytrafi, zapamiętaj tę 

sytuację i przy pierwszej okazji znajdź  słowo, którego powinieneś był  użyć. 

Będziesz zaskoczony, jak szybko wzbogaci się twoje słownictwo poprzez 

takie "posprzątanie bałaganu". Naucz się odróżniać martwe słowa od słów, 

które kryją w sobie moc. Książka Georga Walthera pt. "Porver Talking" 

("Przemawianie z mocą", G. P. Putnam's Sons, 1991) bardzo ci w tym 

pomoże. Nie chodzi mi tutaj o to, jak mówić, by zdobyć  władzę nad ludźmi 

(później powiem o tym kilka słów), lecz o posługiwaniu się  słowami, które 

mają  ładunek emocjonalny. Na przykład, "budynek" jest słowem 

pozbawionym emocji natomiast "dom" kryje w sobie ładunek emocjonalny. 

Słowo "stymulujący" jest jałowe, zaś słowa "podniecające" czy "ekscytujące" 

kryją w sobie emocje. Gdy będziesz używał słowa "furia" czy "wściekłość" na 

oznaczenie gniewu, zauważysz,  że ludzie będą czuli moc twoich słów. 

background image

Pewne słowa wywołują emocje: Ameryka, matka, tchórzostwo, wolność, 

gniew, zboczeniec. Po czym poznać różnicę? Zadając sobie pytanie, które 

słowa angażują cię, a które tego nie czynią. Słuchaj mówców, którzy potrafią 

poruszyć cię swoimi słowami. Wynotuj, jakich słów używają. Odkryjesz, że 

pewne słowa mają zdolność poruszania tobą. Jeśli poruszają ciebie, to 

bardzo prawdopodobne, że poruszą także i innych. Ucz się, jak włączać takie 

słowa do codziennych rozmów. (Bądź jednak ostrożny, ponieważ 

nadużywanie emocjonalnych słów pozbawi je mocy). Poszerzaj swoje 

słownictwo do takiego momentu aż  będziesz potrafił podać kilka 

odpowiedników danego wyrazu. Dobrą grą (szczególnie gdy mówca jest 

nudziarzem) jest słuchanie przemówienia i wymyślanie innych słów, których 

możnaby użyć. Ta zabawa spowoduje, że nie zaśniesz, i jednocześnie 

rozszerzy twoje słownictwo. Miałem przyjaciela, który nadal jest jednym z 

najlepszych mówców jakich znam. Wraz z upływem czasu jest coraz lepszy. 

Powiedział mi kiedyś, że obecnie najtrudniejszą rzeczą w przemawianiu jest 

dla niego znalezienie precyzyjnych słów, których mógłby użyć w swojej 

mowie. "Lecz wiele lat pracy nad rozwinięciem słownictwa naprawdę się 

opłaciło", mówi. "Zawsze gdy nie mogę sobie przypomnieć jakiegoś  słowa 

mam w pogotowiu pięć innych". * * * "Różnica pomiędzy prawie dobrym 

słowem a słowem naprawdę dobrym to poważna sprawa - to jak różnica 

pomiędzy robaczkiem świętojańskim, a błyskawicą." - Mark Twain * * * Dobry 

mówca, który przemawia w taki sposób, że ludzie słuchają, ma bardzo 

rzadko kłopot ze znalezieniem właściwego słowa. Prawdziwym problemem 

będzie dla niego zdecydowanie, którego z kilku możliwych słów użyć do 

wyrażenia myśli, którą pragnie się podzielić. Nie jestem specjalistą w 

formułowaniu zasad, lecz pozwólcie, że podam kilka, które dotyczą 

właściwego posługiwania się  słowami. Jak efektywnie posługiwać się 

słowami 1. Zachowaj prostotę. Celem komunikowania się nie jest wywieranie 

wrażenia, lecz jasne formułowanie myśli. Opowiem wam historię powstania 

background image

sloganu reklamowego używanego przy sprzedaży mydła Ivory - "It Floats" 

(To pływa) - hasła bardzo popularnego kilka lat temu. Kiedy produkt był już 

gotowy, aby wprowadzić go na rynek, naukowcy, którzy zbadali składniki 

mydła, przesłali firmie następującą notę: "Składniki alkaliczne i tłuszcze 

roślinne zawarte w tym produkcie są tak dobrane, że gwarantują najwyższą 

jakość mydlącą, a jednocześnie nadają mydłu specyficzną  gęstość, która 

powoduje, że utrzymuje się ono na powierzchni wody, oszczędzając kłopotu i 

rozdrażnienia związanego z koniecznością wyławiania go z dna wanny 

podczas kąpieli". Szef od reklamy napisał na marginesie notki uwagę: "To 

pływa!" Te dwa słowa stały się hasłem w kampanii reklamowej mydła Ivory. 

Więcej na ten temat powiem w następnym rozdziale. W tej chwili dobrze jest 

pamiętać,  że w kulturze, gdzie "bla, bla, bla" jest tym, co dokonuje się w 

większości konwersacji i przemówień, czasami najpotężniejszą mową jest 

powiedzenie tego, co myślisz - prosto, wprost i bez fanfarów. Chrystus miał 

prawdopodobnie to właśnie na myśli, gdy mówił, że nasze "tak" powinno być 

"tak, a "nie" - "nie". Kiedy ostatni raz powiedziałeś "nie" bez zbędnych 

elaboratów czy wymówek? Kiedy ostatnio powiedziałeś "tak" bez podawania 

miliona powodów, dlaczego tak postąpiłeś? Arthur Mueller stworzył 

błyskotliwą parafrazę dwudziestego trzeciego psalmu: "Pan jest moim 

zewnętrzno-wewnętrznym mechanizmem integrującym. Nie doznam 

deprywacji od gratyfikacji dla moich potrzeb i dyspozycji. On motywuje mnie 

do tego, abym orientował się na aspołeczne obiekty w sposób efektywnie 

znaczący...". Spróbuj wywołać jakieś emocje tymi słowami. Paul Tillich, jeden 

z wybitnych myślicieli, filozofów i teologów naszego wieku, nazywał Boga 

"Podstawą wszechrzeczy". Podejrzewam, że gdyby Tillich tak się modlił, Bóg 

zareagowałby na jego modlitwy słowami: "Co takiego?". 2. Unikaj słów, które 

z powodu nadużywania w niewłaściwych okolicznościach utraciły swoje 

pierwotne znaczenie. Słowa takie jak faszysta, rasista i fundamentalista 

utraciły wszelki związek ze swoim pierwotnym znaczeniem. Są to użyteczne 

background image

wyrazy dla rozpalania ognia słów, lecz mają małe zastosowanie w 

komunikowaniu treści poznawczych. Słowa takie jak dżentelmen (to może 

znaczyć wszystko począwszy od nieudacznika po członka audytorium), 

zbawiony (zbawiony od czego?), miłość (wszystko, począwszy od miłego 

uczucia po wybuch pożądania) chrześcijanin (wszyscy za wyjątkiem Żydów i 

Muzułmanów) po prostu nie są dość precyzyjne, aby komunikować jakieś 

treści. 3. Nie używaj słów przekleństwa za wyjątkiem sytuacji ekstremalnych. 

Wierzę, że Bóg wyposażył pewne słowa większą mocą (słowa przekleństw), 

dlatego powinny być używane w rzadkich i specjalnych okazjach. Wierz w to 

czy nie, Biblia zawiera pewne słowa, które z powodu delikatnych uszu 

współczesnych chrześcijan "zmiękcza się" podczas przekładu na język 

angielski. Marcin Luter używał czasami języka, który przyprawiłby o 

rumieniec marynarza. Są takie chwile gdy mocne słowa wydają się właściwe. 

Kiedy walniesz się  młotkiem w palec, pewne słowa po prostu nie pasują. 

Problem ze słowami przekleństwa polega na tym, że prości ludzie mają 

ograniczone słownictwo i gdy szukają  właściwego wyrazu, zwracają się do 

przekleństwa jako ostatniej deski ratunku. W dodatku im częściej ktoś używa 

jakiegoś  słowa, tym bardziej traci ono moc. Współczesne media zniszczyły 

pewne bardzo dobre słowa przekleństwa stale bombardując nimi słuchaczy. 

Każde pokolenie ma własne przekleństwa, a słowa, które dana kultura 

określa jako "niecenzuralne " zmieniają się co dwa lub trzy pokolenia.( Na 

przykład wcześniejsze pokolenia uznawały za przekleństwa zwroty "o, 

kurczę" czy "wielkie nieba"). Jeśli nie mieszkałeś na pustyni przez wiele lat, 

to wiesz, że słowa te całkowicie utraciły swoją moc. Nie chciałbym być 

autorem scenariuszy współczesnych filmów. Słowa, które mają moc, są 

używane tak często i bez wyczucia, że pozostało nam bardzo mało mocnych 

słów. Niektórzy muszą już chyba wymyślać nowe rodzaje przekleństw, aby 

zastąpiły funkcję, jaką jedno pokolenie temu pełniło np. powiedzenie "do 

licha". Jeśli nie zwracamy się do najbardziej naiwnej publiczności, słowo "do 

background image

licha" ma tyle mocy co nic. Jeszcze jedno słowo na temat używania 

przekleństw. Nigdy nie używaj wyrażeń potocznych, które odnoszą się do 

funkcji cielesnych. Takie postępowanie jest po prostu niesmaczne, a nadal 

są jeszcze ludzie, którzy zauważają zły smak i czują się nim urażeni. Kiedy to 

u ciebie zauważą, skojarzą słownictwo, jakim się posługujesz, z twoją osobą i 

nie będą słuchali niczego, co będziesz mówił. Niewiele sytuacji wymaga słów 

przekleństwa. Jedynie w najbardziej skrajnych sytuacjach dobry mówca 

odwołuje się do tego rodzaju języka. Jeśli masz wątpliwości, nie używaj 

żadnych słów. Milczenie czasami komunikuje emocje w sposób bardziej 

wymownie niż  słowa. Kiedyś pewien student zwrócił się do C. S. Lewisa z 

prośbą o przyjęcie na indywidualny staż naukowy. Gdy student czytał 

Lewisowi swoją pracę, ten zapadł w drzemkę. Student wpadł we wściekłość i 

zaczął wołać, że drogo zapłacił za swoją edukację i spodziewał się chociaż 

małego komentarza na temat swojej pracy. Lewis odparł: "Synu, sen jest 

komentarzem". Rozdział 4.& Bariery w komunikacji "...gdyż nie wy będziecie 

mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was." - Mt 10, 20 Czy 

słyszałeś historię o człowieku, który siedział na gwoździu? Każdy starał się 

ulżyć mu w jego bólu. Duchowni powiadali, że mniej by go bolało, gdyby 

modlił się i czytał Biblię. Socjologowie uważali,  że jego cierpienia zostały 

spowodowane przez instytucje społeczne, które go ukształtowały. 

Psychologowie twierdzili, że ból jest tak intensywny, ponieważ rodzice źle go 

wychowywali.  Żona mówiła,  że cierpi, ponieważ utracił kontakt z własnymi 

uczuciami. Na koniec zjawił się mały chłopiec i zapytał: "Proszę pana, 

dlaczego nie zejdzie pan z tego gwoździa?". Lekarstwo na większość 

problemów pojawiających się w komunikowaniu indywidualnym i z większym 

audytorium jest równie proste jak zejście z gwoździa. Ta książka jest jedną z 

tysiąca książek o tym, jak mówić, aby ludzie słuchali. Jednak większość 

problemów związanych z komunikowaniem się z innymi ludźmi pojawia się 

nie z powodu braku informacji, lecz ich zalewu. Rozwiązania są o wiele 

background image

prostsze niż się na ogół sądzi. Oglądałem film wideo o grze w golfa. Brałem 

lekcje i słuchałem najlepszych rad przyjaciół, którzy instruowali mnie, jak 

należy uderzać piłkę, jaki jest właściwy chwyt kija, jaką powinienem mieć 

postawę i jak się wychylać wykonując zamach. Jednak najbardziej pomogła 

mi najprostsza rada. Udzielił mi jej pewien zawodowy gracz lapidarnie 

stwierdzając,  że mój problem to zbyt wielu chętnych do pomocy przyjaciół. 

Powiedział: "Steve, trzymaj lewe ramię wyprostowane i patrz na piłkę. 

Zapomnij o całej reszcie". Tak długo, jak długo słucham tej rady, idzie mi 

całkiem nieźle (choć nawet wtedy moja gra pozostawia wiele do życzenia). 

Moje problemy wzrastały wprost proporcjonalnie do tego, ile informacji 

musiałem zapamiętać. * * * "To prostota sprawia, że ludzie niewykształceni 

potrafią zwracać się do tłumów bardziej skutecznie od uczonych." - 

Arystoteles * * * Większość ludzi popełnia pewne podstawowe błędy rzucając 

sobie pod nogi "bariery" przeszkadzające w skutecznej komunikacji. W 

niniejszym rozdziale będę chciał je przeanalizować. Nie daj się zwieść ich 

prostocie. Zejście z gwoździa jest przecież także proste. Zwlekanie z 

przesłaniem Pierwszą barierą w komunikowaniu się jest zwlekanie z 

powiedzeniem tego, co się myśli. Większość ludzi tak bardzo przejmuje się 

tym co ludzie sobie o nich pomyślą, i tym, jak powinni wyrazić swoje myśli, że 

nie udaje się im powiedzieć tego, co mają na sercu. Obawiamy się,  że 

osoba, z którą rozmawiamy (czy audytorium, do którego się zwracamy) 

będzie urażona/zraniona naszymi słowami, więc zwlekamy z naszym 

przesłaniem. Problem nie polega na tym, że brak nam właściwych słów, że 

nie wiemy jak je powiedzieć, lecz że jesteśmy zakłopotani. Jesteśmy tak 

wrażliwi na uczucia innych, iż ukrywamy to co mamy do powiedzenia. A 

wtedy przesłaniem staje się sama przykrywka. Zdradzę wam sekret: 

prostolinijna, pozbawiona upiększeń, jasna komunikacja jest w naszej 

kulturze tak rzadkim zjawiskiem, że sama jej prostota jest potężną siłą. Czy 

znasz kawał o żołnierzu, któremu umarła matka? Sierżant nie wiedział, jak 

background image

mu o tym powiedzieć, i czuł się trochę niezręcznie na myśl o przekazaniu mu 

tej złej wiadomości wprost. Zdecydował się więc na coś, co według niego 

było bardziej współczującym i subtelnym sposobem. Następnego ranka, gdy 

żołnierze szykowali się do zbiórki, sierżant wydał komendę: "Wszyscy, którzy 

mają matki wystąp!". A następnie dodał: "Nie tak szybko, George". * * * Sir 

Oswald Mosley, przywódca brytyjskich nazistów, wstał, aby przemówić na 

faszystowskim mityngu. Podniósł prawą rękę w faszystowskim pozdrowieniu. 

Jego gest wzbudził entuzjazm tłumu, więc dumny Mosley dalej stał z 

podniesioną ręką. Wtedy ktoś z tyłu sali zawołał: "Oswald, możesz już iść do 

ubikacji!". * * * W ciągu minionych lat byłem posłańcem większej ilości złych 

wieści niż mogę spamiętać. Mówiłem dzieciom, że ich rodzice popełnili 

samobójstwo. Przekazywałem rodzinom wiadomości o śmierci ich dzieci. 

Ponieważ tak często przekazywałem tragiczne wieści, stałem się ekspertem 

w tej dziedzinie. Jeśli wiadomość jest trudna, powiedz ją tak prosto i szybko, 

jak potrafisz. Dotyczy to nie tylko złych wiadomości, lecz stosuje się do całej 

komunikacji. Prosta wiadomość "Kocham cię", "Czy zjesz ze mną obiad?", 

"To, co powiedziałeś, rozgniewało mnie!", "Nie chcę tego zrobić, bo czuję się 

z tym niewygodnie". Słowa "tak" i "nie" są potężne, ponieważ są proste. Brak 

wrażliwości na słuchaczy Druga bariera w komunikowaniu pojawia się, gdy 

za daleko odsuniemy pierwszą barierę. Niewłaściwie rozumiemy uczucia i 

myśli osoby, z którą się komunikujemy, i przez swój brak wrażliwości 

niszczymy dobre porozumiewanie się. W następnym rozdziale obszernie 

poruszę zagadnienie słuchania, tutaj chcę jedynie powiedzieć, że jeśli chcesz 

z ludźmi rozmawiać, to musisz ich znać. Najlepszym sposobem poznania 

drugiego człowieka jest słuchanie. Czynimy wiele fałszywych założeń o 

ludziach, które mogą nas wtrącić w kłopoty, jeśli zakomunikujemy swoje 

nastawienie. Na przykład, czynimy przypuszczenie, że inni są tacy sami jak 

my. To założenie jest szczególnie ryzykowne w komunikowaniu się z 

przedstawicielami odmiennej płci. Zaryzykuję posądzenie o męski szowinizm, 

background image

lecz powiem: mężczyźni i kobiety są inni. Nie zakładaj, że twój małżonek czy 

przyjaciel myśli, czuje i rozumie słowa tak samo jak ty. Mężczyzna 

obserwując odjazd karetki zabierającej jego żonę do szpitala 

psychiatrycznego, który powiedział: "Nic nie rowumiem, ona nigdy nie 

wychodziła z kuchni", tak naprawdę wcale jej nie rozumiał. "Oczywiście, że ją 

kocham, wyznałem jej to w dniu ślubu. Gdybym zmienił zdanie, 

powiedziałbym o tym". Taką odpowiedź otrzymałem od pewnego mężczyzny, 

gdy zapytałem go, czy kocha swoją  żonę. Kobiety robią to samo. Mąż jest 

bardziej zainteresowany tym, co dostanie na obiad, niż  tym,  co  przeżywa 

podczas jego spożywania. Nie mówi o tym, co działo się w biurze ponieważ 

sądzi,  że  żona nie będzie tym zainteresowana. Prawdopodobnie uważa, że 

ma nudną pracę. Mężczyźni nie lubią mówić o rzeczach abstrakcyjnych, więc 

gdy pytasz, jakie uczucia żywi względem ciebie, nie odpowie na to pytanie, 

bowiem nigdy się nad tym nie zastanawiał. Kiedy przemawiam do audytorium 

złożonego z kobiet, mój sposób prezentacji jest całkiem odmienny od 

sposobu, w jaki zakomunikowałbym to samo przesłanie grupie mężczyzn. 

Dla mężczyzn byłoby ono całkiem inaczej "zapakowane". Kiedy mówię do 

mężczyzn, muszę mieć ich po swojej stronie zanim przejdę do istoty mojego 

przesłania. To jest szczególnie ważne, gdy mówię do nich o sprawach wiary. 

Gdy zwracam się do kobiet nie muszę tego czynić. Muszę jednak zwracać 

większą uwagę na "ton uczuciowy". Kobiety są o wiele bardziej wrażliwe na 

język ciała, ton głosu i słowa naładowane emocjami niż mężczyźni. Problemy 

pojawiają się jednak nie tylko w kontaktach między płciami. Zdarzają się 

każdego dnia podczas formalnych i nieformalnych spotkań. Zdarzają się, 

ponieważ brakuje nam wrażliwości na uczucia drugiej osoby. Przemawiając 

na spotkaniu w więzieniu nie powinienem mówić: "Cieszę się,  że was tu 

wszystkich widzę". Jeśli zwracam się do nastolatków, nie powinienem robić 

aluzji do muzyki Bacha. Jeśli prowadzę rozmowę z homoseksualistą, nie 

powinienem poruszać kwestii skłonności seksualnych (lub robić to bardzo 

background image

delikatnie). Gdy przemawiam do rodziców, nie powinienem krytykować ich 

dzieci. Oczywiście mógłbym mnożyć przykłady, jednak większość z nich (być 

może wszystkie) to zasady zgodne ze zwyczajnym zdrowym rozsądkiem i 

wrażliwością na innych ludzi. Oto zasada, która pomoże ci pokonać te 

wszystkie trudności, o jakich wspomniałem: Istnieje bezpośredni związek 

pomiędzy tym, jak bardzo cenisz daną osobę, a skutecznością, z jaką 

możesz się z nią komunikować. Jeśli uważnie słuchasz i okazujesz troskę, 

nie popełnisz 90 procent błędów wynikających z braku wrażliwości. Pewnego 

razu do Tołstoja podszedł żebrak prosząc o pieniądze. Tołstoj odpowiedział: 

"Bracie, nie mam pieniędzy, więc nic ci nie mogę dać". "Już mi coś dałeś", 

odparł na to żebrak. "Nazwałeś mnie bratem, a to jest wielki dar". Jeśli uznaję 

czyjąś wartość, to prawdopodobnie zrozumiem, co ten ktoś do mnie mówi - 

nawet jeśli nie powie tego jak należy. Żona Marka Twaina kiedyś bardzo się 

na niego rozgniewała i zaczęła przeklinać. Pisarz zaczął się  śmiać i 

powiedział: "Kochanie, znasz wszystkie właściwe słowa, lecz nie znasz 

właściwej tonacji głosu". Cóż, ta właściwa tonacja polega na uznawaniu za 

wartościowych ludzi, z którymi rozmawiamy. Jeśli tak uczynimy, to nawet 

posługiwanie się niewłaściwymi słowami nie przeszkodzi w odebraniu 

naszego przesłania. Ileż to razy w atmosferze miłości mówimy drugiej osobie: 

"Och, wiesz co miałem na myśli". * * * Do Boga mówię po hiszpańsku, do 

kobiet po włosku, po francusku do mężczyzn, po niemiecku zaś zwracam się 

do mojego konia." - Karol V * * * Wysyłanie mieszanych sygnałów Trzecią 

barierą w dobrej komunikacji jest nie zauważanie tego, że - jak to powiedział 

Roger Ailes - ty sam jesteś przesłaniem. Charles Spurgeon, jeden z 

największych chrześcijańskich mówców ostatnich dwóch stuleci, zwykł był 

mawiać do swoich studentów: "Kiedy mówicie o niebie, niech wyraz waszej 

twarzy odbija radość i podniecenie. Gdy opowiadacie o piekle, wasz 

normalny wyraz twarzy wystarczy". Wyraził w ten sposób to, że komunikacja 

obejmuje o wiele więcej niż tylko słowa. W czasie miesięcy wspólnej pracy 

background image

redaktor mojej książki stał się moim bliskim przyjacielem. Kiedy złożyłem w 

redakcji pierwszy rękopis książki (praca redaktora dopiero się zaczynała), 

zadzwonił do mnie i zapytał: "Steve, czy ty rzeczywiście tak mówisz?". 

Stwierdziłem,  że tak, a wtedy on powiedział: "To wszystko co chciałem 

wiedzieć". Zredagował  rękopis pamiętając,  że ja byłem tak samo częścią 

przesłania jak sama treść książki. Jeśli dana osoba cię nie lubi, to wydaje się 

logiczne, że nie będzie przychylnie nastawiona również do tego, co mówisz. 

Jeśli nie masz entuzjastycznego stosunku do własnego przesłania, to nikt 

inny nie będzie nim podekscytowany. Jeśli nie przemawiasz z autorytetem, 

większość  słuchających dojdzie do wniosku, że nie wiesz, o czym mówisz. 

Jeśli twój styl komunikowania się sprawia, że jesteś odbierany jako 

nieprzyjaciel, powinieneś wiedzieć,  że spotkasz się z wrogą reakcją. Jeśli 

masz rozbiegane oczy i nie patrzysz na ludzi, z którymi rozmawiasz, 

pomyślą, że kłamiesz. Myśl jest następująca: to kim, jesteś, jak mówisz i jak 

wyglądasz, razem tworzy "tkankę" komunikacji. Jeśli o tym zapomnisz, to 

odkryjesz,  że komunikacja po prostu nie zachodzi. Jednym z moich 

autentycznych problemów jest to, że mój głos nie pasuje do mojego wyglądu. 

Z jakiegoś powodu Bóg dał mi bardzo głęboki głos. Brzmię tak jak facet z 

reklamy Marlboro, lecz wyglądam raczej jak duży i zły Pan Peepers. (Ktoś 

powiedział,  że mam doskonałą "twarz" radiową). Kiedy przemawiam na 

mityngach, konferencjach czy seminariach, ludzie, którzy słuchają mojego 

programu radiowego, początkowo prawie zawsze doznają szoku. Czasami 

kiedy z nimi rozmawiam mówią: "Nie, ty nie jesteś Steve Brown". Zwykle 

odpowiadam na to: "Jestem nim. Dzisiaj rano dostałem list, który był 

zaadresowany do Stevea Browna". Słuchajcie uważnie! Podam wam teraz 

dobrą ilustrację tego punktu. Proszę zwróćcie uwagę, że mówiąc o problemie 

dysharmonii pomiędzy moim wyglądem i moim głosem starałem się 

zachować dobry humor. Kiedy mam do czynienia z audytorium czy 

jednostką, która jest wyraźnie zakłopotana dysproporcją pomiędzy moim 

background image

wyglądem i tonem mojego głosu, to mam do wyboru kilka możliwości. 

Mógłbym na przykład udawać obrażonego i powiedzieć coś w rodzaju: 

"Myślę,  że jesteście zupełnie nieczuli na moje uczucia, chyba zaraz się 

rozpłaczę". Mogę również założyć buty na wysokiej podeszwie i wysokich 

obcasach, koszulę wypchaną w ramionach i kurtkę motocyklową z czarnej 

skóry z trupią czaszką i skrzyżowanymi piszczelami na plecach. Wtedy mój 

wygląd trochę bardziej harmonizowałby z tonem mojego głosu. Mógłbym też 

po prostu zignorować ten ich szok. Jednak takie metody nie pomogłyby mi w 

tym, co robię, aby zarobić na życie, tj. w komunikowaniu konkretnego 

przesłania. Odkryłem, że mogę poprawić moje przesłanie, jeśli nie będę brał 

siebie zbyt poważnie. Podchodząc z humorem do problemu braku harmonii 

między moim wyglądem i brzmieniem głosu otwieram przed sobą szerokie 

możliwości dobrego komunikowania się. Nauczyłem się, przynajmniej w tej 

dziedzinie,  że ja jestem przesłaniem. Naucz się zwracać uwagę na coś 

więcej niż  słowa, jakie wypowiadasz. Zapytaj zaufanych przyjaciół, jak 

nawiązujesz kontakt z innymi ludźmi. Nie przemawiaj na formalnych 

zgromadzeniach w kostiumie kąpielowym i nie rób ewangelizacji na plaży w 

garniturze i pod krawatem (szczególnie gdy jesteś kobietą) czy w sukni 

wieczorowej (szczególnie gdy jesteś  mężczyzną). Nie śmiej się  głupkowato 

na pogrzebach i nie czkaj na weselach, ponieważ ty sam jesteś przesłaniem. 

Ignorowanie reakcji Czwartą barierą w dobrej komunikacji jest takie 

zaabsorbowanie sobą, że przestaje się zwracać uwagę na to, co powiedziała 

druga osoba. * * * Powiadają,  że słowo jest martwe # Gdy zostanie 

wypowiedziane. # Lecz tego dnia # Gdy je mówię # zaczyna żyć - Emily 

Dickinson, 1872 * * * W poradnictwie małżeńskim, kiedy staje się jasne, że 

partnerzy nie porozumiewają się ze sobą, zwykle proponuję im pewną grę. 

Mówię małżonkom: "Zagramy w Komunikowanie się. Oto zasady gry. Chcę, 

aby każde opowiedziało drugiemu o swoich myślach i uczuciach. Druga 

osoba musi powtórzyć to, co zostało powiedziane, a pierwsza zgodzić się, że 

background image

to właśnie powiedziała". Zwykle proszę, aby żona zaczęła pierwsza i ona jest 

na ogół z tego bardzo zadowolona. "Chociaż raz zostanę wysłuchana przez 

bezstronnego sędziego", myśli i wyrzuca z siebie wszystko co czuje. Mąż 

zwykle jej przerywa i muszę go upomnieć: "Bądź cicho. Dostaniesz swoją 

szansę". I mąż siedzi cicho, dopóki żona nie skończy. Wtedy on wybucha. Ja 

mówię: "Poczekaj chwilę, musisz powtórzyć  żonie dokładnie to, co 

powiedziała". "Wiem, co powiedziała", odpowiada na to. "Dobrze, powiedz 

jej." "No dobrze", mówi zrezygnowany. "Moja żona powiedziała...". I mówi 

żonie, co myśli,  że ona powiedziała. "Wcale tego nie powiedziałam", 

odpowiada małżonka. "No dobrze", mówię. "Powiedz mu jeszcze raz". Żona 

jeszcze raz włazi mu na kark. Zwykle zauważam, że tym razem mąż słucha 

trochę bardziej uważnie, ponieważ wie, że jeśli nie zrozumie jak należy, 

nigdy nie będzie miał szansy opowiedzieć swojej wersji zdarzeń. Kiedy w 

końcu nadchodzi jego kolej wszystko zaczyna się od nowa. Czasami 

zarówno mąż, jak i żona musieli powtarzać swoje przesłanie trzy albo cztery 

razy zanim zostało ono właściwie zrozumiane. Dobrą praktyką w 

komunikowaniu się jest mówić drugiej osobie: "Nie wiem, czy dobrze to 

zrozumiałem. Czy powiedziałeś, że..." Twoja odpowiedź jest zwykle o niebo 

lepsza, gdy rozumiesz, co się dzieje podczas rozmowy. Brak definicji słów 

Ostatnią barierą w dobrej komunikacji jest nie zdefiniowanie słów. W dobrej 

debacie pierwszym krokiem jest zdefiniowanie znaczenia słów. Jeśli tak się 

nie stanie dyskusja może przerodzić się w pozbawione sensu 

współzawodnictwo o to, kto głośniej krzyczy. * * * "Wyrażając uczucia należy 

przede wszystkim zwrócić uwagę na oryginalność. Jednak słowa, którymi się 

posługujemy, powinny być stare." - Fujiware No Teika * * * Chrześcijanie 

mają szczególne problemy w tej dziedzinie. Kiedy byłem pastorem, mój 

kościół (i moje osobiste przekonania) wymagały, abym nie łączył  węzłem 

małżeńskim wierzącego z niewierzącym. Małżeństwo jest wystarczająco 

trudne, nawet gdy panuje zgoda w tak ważnej sprawie jaką jest religia. Jeśli 

background image

w tej dziedzinie nie można osiągnąć porozumienia, szanse niepowodzenia 

małżeństwa wzrastają raptownie. Zatem z zasady - a także ze względów 

praktycznych - nie udzielam takich ślubów. Inaczej mówiąc, nie zgadzam się 

na taką wymianę. Jednym z problemów, jakie w naszej kulturze nastręcza 

słowo chrześcijanin, jest to, że było ono tak nadużywane, iż obecnie prawie 

nic nie znaczy. Większość wierzy, że chrześcijanin to ktoś kto nie jest Żydem. 

Zatem, odkryłem,  że w moim przedmałżeńskim poradnictwie konieczne jest 

wyraźne zaznaczenie: "Posłuchajcie, mam pewną zasadę, która jest dla mnie 

ważna. Nie chodzi w niej o to, aby was osądzać. Nie mogę połączyć węzłem 

małżeńskim chrześcijanina z niechrześcijaninem. Jednak zanim szybko 

przejdziecie do konkluzji pozwólcie, że wyjaśnię, co rozumiem przez słowo 

chrześcijanin. Chrześcijanin to nie jest człowiek, który chodzi do kościoła w 

Wielkanoc, ani nawet taki który formalnie jest jego członkiem. (Nie staniesz 

się samochodem, jeśli będziesz spał w garażu). Dla mnie chrześcijanin to 

ktoś kto podjął decyzję osobistego oddania Chrystusowi i przyjął Boże 

przebaczenie na podstawie Jego ofiary". Odkryłem,  że gdy tak zdefiniuję 

słowo "chrześcijanin" zostanę  właściwie zrozumiany. Nie ma też  żadnego 

zakłopotania z powodu przesłania, jakie komunikuję. O dziwo odkrywam, że 

ludzie nie są z tego powodu zagniewani. Zwykle narzeczeni mówią mi: 

"Teraz rozumiemy, co miałeś na myśli. Nie pasujemy do tej definicji. Chyba 

powinniśmy poprosić kogoś innego o udzielenie nam ślubu". Pewien człowiek 

powiedział kiedyś do ateisty: "Powiedz mi, jaki jest Bóg, w którego nie 

wierzysz. Prawdopodobnie ja też nie wierzę w takiego Boga". Co rozumiesz 

przez słowo Bóg? Co rozumiesz przez dowolne słowo, jakiego używasz? 

Kiedy to zostanie już ustalone, wtedy ty i twoi słuchacze będziecie rozmawiali 

o tym samym. W ten sposób pokonaliśmy wszystkie bariery w 

komunikowaniu się. Są to rzeczy bardzo proste, lecz prawdziwe. Naucz się 

ich, a będziesz bliżej celu niż ci się wydaje. Rozdział 5.& Nie ma straconych 

rozmów "Niech nie wychodzi z waszych ust żadna mowa szkodliwa, lecz 

background image

tylko budująca, zależnie od potrzeby, by wyświadczała dobro słuchającym." - 

Ef 4, 29 Zanim przejdziemy do tematu tego rozdziału - jak być dobrym 

rozmówcą - chciałbym udzielić ostrzeżenia: zasady, które tutaj podaję, mogą 

mieć charakter manipulacji, jeśli zostaną źle zastosowane. Moim celem jest 

pokazanie, w jaki sposób motywować ludzi za pośrednictwem rozmowy. 

Jednak wszystko, co może być  używane do motywowania, może też być 

wykorzystane w celu manipulacji. Różnica pomiędzy "motywacją" a 

"manipulacją" polega na tym, że działania manipulacyjne podejmuje się dla 

własnej korzyści, zaś celem motywowania jest dobro innych (czy nasze 

wspólne). Zasady, które tutaj wymieniam, nie mają charakteru moralnego. To 

nie samochód zabija, lecz pijak, który go prowadzi. Podobnie jest z zasadami 

dobrej konwersacji - można uzyskać  władzę nad innymi, realizować swoje 

egoistyczne cele i dbać o własne interesy. Jednak takie zastosowanie zasad, 

które podam nie jest zgodne z moim zamysłem. Chociaż nie jestem twoją 

matką i nie ponoszę odpowiedzialności za to, co zrobisz z przesłaniem tego 

rozdziału (czy z przesłaniem całej tej książki), pozwól, że powiem ci coś, o 

czym powinieneś wiedzieć: ci, którzy manipulują innymi, prawie zawsze 

kończą jako ludzie samotni, paranoicznie nieufni wobec innych i zwykle nie 

udaje im się zrealizować upragnionych celów. Widzisz, we wszechświecie 

działają prawa (wierzący są przekonani, że to Bóg je ustanowił), które 

zniszczą tych, co je łamią. Kilka lat temu moja przyjaciółka Marabel Morgan 

napisała książkę pt. "The Total Women" ("Kobieta totalna"). Książka 

sprzedała się w setkach tysięcy egzemplarzy i Marabel stała się  sławna w 

ciągu jednej nocy. Występowała w telewizji i uczestniczyła w radiowych 

talkshow organizowanych na terenie całego kraju. Jej zdjęcia można było 

znaleźć we wszystkich głównych magazynach i czasopismach Ameryki. Jej 

portret umieszczono na okładce "Time'a" oraz wielu innych znanych 

magazynów. W tym czasie byłem pastorem Marabel. Zwykle prosiła mnie o 

pomoc w odpowiadaniu na niektóre z tysięcy listów, jakie otrzymywała. Pisały 

background image

je w większości kobiety (nie jest to niespodzianką). Autorki listów można było 

podzielić na dwa rodzaje. Pierwsza grupa pań egoistycznie pragnęła 

ukształtować swoich mężów zgodnie ze swymi pragnieniami. W listach 

zadawały pytania o to, jak "manipulować" mężem za pomocą zasad 

podanych w książce Marabel. Druga grupa składała się z kobiet, które 

kochały swoich mężów i pragnęły dowiedzieć się, jak mogą lepiej ich 

zadowolić. Motywowała je miłość, a zasady podane przez Marabel traktowały 

jako sposób zrozumienia i zadowolenia mężów. Pragnienie zadowolenia 

męża czy żony, którą się kocha, jest naturalne. Marabel stale spotykała się z 

oskarżeniami,  że jej książka jest manipulacyjna. Na takie pomówienia 

zawsze odpowiadała (nawiasem mówiąc, Marabel stosuje tę odpowiedź we 

własnym  życiu i w małżeństwie): "Kocham mojego męża i odkryłam pewne 

sposoby zadowolenia go. Pragnę sprawiać mu przyjemność, ponieważ go 

kocham - nie zaś dlatego, że chcę nim manipulować". U osób, które 

stosowały zasady przedstawione przez Marabel w jej książce, 

zaobserwowałem pewną ciekawą rzecz: ludzie, którzy posługiwali się nimi w 

celu manipulacji, po początkowym błyskotliwym sukcesie w końcu znajdowali 

swoje małżeństwo w gorszym stanie niż było na początku. Natomiast w tych 

przypadkach, gdy książka Marabel została potraktowana jako poradnik 

wskazujący kobietom, jak lepiej kochać swoich mężów, rezultaty były 

zdumiewające. Podobnie jest z zasadami, których nauczam w tej książce. 

Jeśli twoim celem jest zdobycie władzy poprzez manipulowanie innymi, to - 

podobnie jak silnie rozciągnięta guma - to co robisz powróci i uderzy cię. 

Jeśli zaś pragniesz lepiej komunikować się, ponieważ jesteś zorientowany na 

innych i pragniesz przedstawiać swoje idee w jak najlepszym świetle, to 

przedstawione tutaj zasady poprawią twoje życie. Wystarczy już tego. Teraz 

przejdźmy do podstawowych zasad dobrej konwersacji. Wymienię trzy 

zasady i też kilka implikacji, które bezpośrednio lub pośrednio z nich 

wypływają. * * * "Co powiedziałeś prezydentowi?", pytano człowieka, który 

background image

spotkał się z Theodorem Roosveltem. "Powiedziałem tylko, jak się 

nazywam", odarł. "Potem tylko on cały czas mówił". * * * Pierwsza zasada 

konwersacji Pierwsza zasada konwersacji jest zasadą dotyczącą życia jako 

takiego, a jednocześnie zasadą odnoszącą się do komunikacji. Jeśli ją 

zrozumiesz, będziesz mógł nie tylko po mistrzowsku opanować podstawowe 

kanony dobrej konwersacji, lecz również  świetnie sobie przyswoisz reguły 

dobrych relacji międzyludzkich. Oto nasza zasada: Ogólnie rzecz biorąc, 

ludzie bardziej interesują się sobą niż tobą. Wnioskiem płynącym z tej 

zasady jest stwierdzenie, że również ty, zasadniczo rzecz biorąc, jesteś 

bardziej zainteresowany sobą niż innymi ludźmi. Przyjaciel kiedyś zadał mi 

pytanie: "Steve, czy ty kiedykolwiek zastanawiałeś się nad tym, co ludzie 

myślą na twój temat?". Gdy dałem mu do zrozumienia, że nie miałbym nic 

przeciwko tego rodzaju informacjom, zaśmiał się i powiedział: "Oni w ogóle 

nie zawracają sobie tobą głowy!". Miał rację! Nie tylko miał rację - sam fakt, 

że zależało mi na tym, aby się dowiedzieć, co ludzie o mnie myślą, był 

potwierdzeniem zasady, że - generalnie rzecz ujmując - ja sam bardziej 

interesuję się  własną osobą niż innymi. Teraz, gdy znamy już podstawową 

zasadę komunikacji przeanalizujmy kilka jej implikacji, które pomogą nam w 

prowadzeniu rozmowy. Implikacje zasady 1. 1. Osoba zorientowana na 

innych zawsze będzie postrzegana jako dobry rozmówca. Czy słyszałeś 

anegdotę o pewnym sławnym pisarzu egoiście: pewnego razu powiedział 

swojemu przyjacielowi: "Mówimy tylko o mnie. Porozmawiajmy o tobie. Co 

sądzisz o mojej ostatniej książce?". Wielu z nas jest jak ten pisarz. Tak 

naprawdę nic nas nie interesuje, chyba że to dotyczy nas i naszych spraw. 

Jeśli jesteś zainteresowany wyłącznie rozmową o własnych zmartwieniach, a 

osoba, z którą rozmawiasz, o swoich własnych, to nie trzeba specjalisty, by 

pojąć,  że niewiele osiągną poprzez rozmowę. Jeżeli posiadasz zdolność 

podporządkowania własnych zainteresowań zainteresowaniom drugiej 

osoby, to już zrozumiałeś 80 procent tego, co potrzeba, aby zostać przez 

background image

przyjaciół i znajomych uznanym za wspaniałego rozmówcę. 2. W dobrej 

rozmowie słuchanie jest równie ważne jak mówienie. Czy byłeś kiedyś 

uczestnikiem rozmowy, w której jeden z rozmówców czekał wyłącznie na to, 

aż skończysz mówić, aby dorwać się do głosu? Czy kiedykolwiek spotkałeś 

się z reakcjami ludzi, które wskazywały, że nie mają oni zielonego pojęcia o 

tym, co powiedziałeś? Czy kiedykolwiek zwróciłeś uwagę na "rozbiegane 

oczy" swojego rozmówcy i później zdałeś sobie sprawę,  że ta osoba 

wykorzystuje cię dopóki nie zjawi się ktoś bardziej interesujący? Czy 

powiedziałeś komuś o tym, co uważałeś za ważne dla niego, a następnie z 

jego odpowiedzi wywnioskowałeś,  że wcale nie było to dla niego ważne? 

Czułeś się prawie tak, jakby ta osoba powiedziała: "Masz tu dziesiątaka i 

zadzwoń do kogoś komu na tym zależy". Czy pamiętasz, jak się czułeś, gdy 

to się zdarzyło? Chociaż nie padły  żadne słowa, było jasne, co słuchacz o 

tobie sądzi. Jeśli nie lubisz takich sytuacji, to istnieje duże 

prawdopodobieństwo,  że inni również za nimi nie przepadają. 3. Nie 

potępianie i nie osądzanie innych podtrzyma dobrą rozmowę. I przeciwnie, 

reagowanie na innych słowami potępienia czy osądzanie ich doprowadzi 

rozmowę do raptownego końca. Niestety, pewni ludzie po prostu nie są 

zdolni powiedzieć niczego pozytywnego. W każdej rozmowie, w której 

uczestniczą, ktoś zostaje napiętnowany. Niektórzy ludzie powodują, że czuję 

się winny, gdy tylko zbliżę się do nich na odległość dziesięciu metrów. 

Zawsze patrzą na mnie spode łba. Gdy jestem w towarzystwie takich osób 

prawie zawsze odkrywam, że boję się cokolwiek powiedzieć z obawy, że 

zostanę skrytykowany. Nie chcę podzielić się swoją opinią (będzie zła), 

zadać pytania (będzie głupie) czy skomentować cokolwiek (będzie 

przedmiotem szyderczego śmiechu). Mój doradca, Fred Smith, zwykł był 

mawiać,  że mądry mężczyzna czy kobieta to jest ktoś, kto wie, że nie ma 

takiego grzechu, do którego popełnienia nie byłby zdolny. Wziąłem sobie 

uwagę Freda do serca i w rezultacie w ciągu ostatnich dwudziestu lat miałem 

background image

bardzo intensywną służbę w dziedzinie poradnictwa. Setki ludzi zwracało się 

do mnie o pomoc i czasami (mam nadzieję,  że mniej niż więcej) potrafiłem 

powiedzieć coś w miarę inteligentnego i pożytecznego. Nie to jednak było 

powodem, że przychodziło do mnie tak wielu ludzi. Przyczyna nie miała nic 

wspólnego z moją  mądrością czy zrozumieniem ludzkiej natury. Ludzie 

przychodzili do mnie przede wszystkim dlatego, że przyjmowałem ich bez 

osądzania czy potępiania. Zwykle, gdy ktoś zwracał się do mnie o pomoc, 

mówiłem: "Wiesz, udzielam porad od wielu lat. Na wstępie muszę ci 

powiedzieć, że nie powiesz mi niczego, czego już nie słyszałem. Zobaczysz, 

że nie można mnie zaszokować i że nikomu nie powiem o tym, czym się ze 

mną podzielisz. Nie powiem o tym nawet przez sen. Najważniejsze jest 

jednak to, że nic, co powiesz, nie spowoduje, że będę miał o tobie gorsze 

mniemanie. Lubię cię po prostu za to kim jesteś". Duchowni są zwykle 

postrzegani jako ludzie bardzo krytyczni i osądzający innych, więc niektórzy 

po usłyszeniu mojej maleńkiej mowy byli trochę zaskoczeni. Bardziej istotne 

jest jednak to, że moja akceptacja powodowała, iż wylewali przede mną 

swoje serce. Często mówili: "Steve, nigdy o tym nikomu nie powiedziałem...". 

Uznawałem za wielki zaszczyt mieć przywilej poznania ich sekretów - 

płakania z nimi, gdy cierpieli i radowania się z ich sukcesów. Nauczyłem się 

tego od Chrystusa, który traktuje tak wszystkich ludzi. (Trudno nam 

zaakceptować innych, dopóki sami nie zostaniemy zaakceptowani - dopiero 

wtedy możemy zaakceptować innych i to tylko w takim stopniu, w jakim sami 

zostaliśmy zaakceptowani). Powodem, dla którego Jezusa często otaczali 

pijacy i prostytutki było to, że mówił do nich i śmiał się z nimi nie potępiając 

ich. Niezależnie od tego, czy jesteś człowiekiem wierzącym czy nie, przykład 

Jezusa dostarcza wzoru tego, co niezbędne, aby mogło dojść do dobrej 

rozmowy. Jeszcze jedna uwaga o konwersacji zanim zakończymy omawianie 

tego punktu: oprócz tego, że nie powinniśmy osądzać osoby, z którą 

rozmawiamy, lecz okazywać jej naszą akceptację, powinniśmy również 

background image

uważać na to, by nie wyrażać się negatywnie o osobach nieobecnych. Nie 

chcę przez to powiedzieć, że dobra rozmowa jest zawsze pozytywna. Mam 

na myśli tylko to, że ludzie negatywnie nastawieni nie przyciągają do siebie 

innych - takie osoby dla nikogo nie są atrakcyjne. Trochę dobrze wypieczonej 

ploteczki może uatrakcyjnić każdą rozmowę. (Na przykład, są tacy politycy, o 

których da się powiedzieć bardzo mało pozytywnych rzeczy). Jeśli 

konwersacja nie dotyczy ludzi, bardzo szybko przeradza się w nudną 

gadaninę. Nie można bez końca rozmawiać o pogodzie, lecz gdy rozmowa 

przeradza się w sesję przypiekania innych ludzi na wolnym ogniu, ulega 

zwyrodnieniu. 4. Konwersacja, szczególnie ze świeżo poznaną osobą, 

będzie płynęła gładko, gdy zostanie zamknięta w granicach jej 

zainteresowań. Oczywiście jest to inny sposób sformułowania tego, co już 

zostało powiedziane - wskazuje na inny aspekt sprawy. Kiedy spotykam 

kogoś pierwszy raz, podejmuję wysiłek, aby dowiedzieć się czegoś o jego 

rodzinie, o to, z czego żyje, gdzie mieszka i jakie są jego zainteresowania. 

Jeśli rozmawiam z kaznodzieją, nie muszę pytać. Wiem jacy są kaznodzieje. 

Podobnie gdy rozmawiam z rodzicem, sportowcem czy politykiem - mogę z 

góry przyjąć, czym ta osoba się interesuje. W przypadku innych ludzi jest to 

trochę trudniejsze, lecz zawsze można się tego dowiedzieć, gdy ktoś chce 

zadawać pytania i słuchać. 5. Gdy odnosisz wrażenie,  że niezdarnie 

prowadzisz rozmowę, pamiętaj o tym, że wedle wszelkiego 

prawdopodobieństwa druga osoba nawet tego nie zauważy. Ponieważ 

generalnie rzecz biorąc, ludzie są bardziej zainteresowani sobą niż tobą i 

tym, co masz do powiedzenia, większość nie jest tak jak ty świadoma, 

zaszokowana, czy przygnębiona twoimi |faux |pas. Odkryłem, że większość 

ludzi nie uważa siebie za dobrych rozmówców ponieważ obawiają się,  że 

zawsze wypalą coś "głupiego". Pozwólcie, że zdradzę wam cudowny sekret, 

który znają wszyscy wspaniali rozmówcy: inni nawet tego nie zauważą. 

Często ludzie pytają mnie: "Steve, mam nadzieję,  że sądzisz, iż to, co 

background image

powiedziałem, jest beznadziejnie głupie. I nie mogę uwierzyć,  że 

powiedziałem coś tak idiotycznego". W takich sytuacjach zwykle nie potrafię 

sobie przypomnieć, co właściwie mają oni na myśli. * * * "Gdy mówisz, 

wypowiadasz jedynie to, co już znasz. Gdy słuchasz, uczysz się tego, co wie 

ktoś inny." - Anonim * * * Widzisz, jestem tak zajęty sobą i swoimi 

problemami,  że nie zauważam głupich zdań wypowiadanych przez kogoś 

innego. Większość ludzi jest podobna do mnie. Pamiętaj o tym, gdy 

następnym razem zapłoniesz rumieńcem wstydu. Druga zasada konwersacji 

Druga zasada dobrej konwersacji jest następująca: Styl prowadzenia 

rozmowy powinien wynikać z natury relacji z twoim rozmówcą. Inaczej 

mówiąc, musisz zapracować sobie na prawo do czegoś więcej niż 

powierzchowna konwersacja. Ta zasada ma również pewne implikacje. 

Implikacje zasady 2. 1. "Strefa komfortu" w konwersacji nigdy nie powinna 

być naruszana. Strefa komfortu ludzi, z którymi rozmawiasz różnicuje się i 

rozszerza zależnie od natury łączącej was więzi. Głębia uczuć i manifestacja 

wzajemnej otwartości w rozmowie są wprost proporcjonalne do głębi 

waszego związku. Podczas moich programów radiowych czasami mówiłem: 

"Bardzo sobie cenię,  że każdego dnia zapraszacie mnie do swojego domu. 

Uważam to za wielki, święty przywilej". Pewnego razu (był to żart, który nie 

wypalił) powiedziałem: "Chcę być jednak z wami całkiem szczery: wasz 

sposób prowadzenia domu pozostawia nieco do życzenia". Otrzymałem taką 

odpowiedź: "Drogi Steve. Głęboko zraniłeś moje uczucia jednym ze swoich 

"dowcipów" i to zmniejszyło mój entuzjazm dla twojego programu. Uwaga o 

moim złym prowadzeniu domu, która nastąpiła tuż po podziękowaniu za 

zaproszenie ciebie jako zaufanego gościa, poruszyła czułą strunę w moim 

sercu. Powinieneś wiedzieć o mojej samotności i aspołecznej izolacji. Czy 

ten "tani strzał był wymierzony we mnie?" Co się stało? Naruszyłem strefę 

komfortu tej kobiety. Oczywiście nie oddałem "taniego strzału" w jej sposób 

prowadzenia domu. Każdego miesiąca do naszego biura przychodzą tysiące 

background image

listów. Gdyby autorka listu powiadomiła mnie wcześniej o swoich 

trudnościach w tej dziedzinie, z pewnością nie otrzymałbym takiego listu. 

Jednak, ponieważ w tej dziedzinie nie miała ona poczucia komfortu, to, co 

powiedziałem, zraniło ją. Chociaż jest to do przyjęcia w audycji radiowej 

byłoby niewybaczalne w rozmowie indywidualnej. Nie rozmawia się o seksie 

z najbardziej pruderyjną osobą w mieście. Ktoś kto na scenie politycznej 

znajduje się na prawo od Dżyngis-Chana nie powinien rozmawiać o swoich 

poglądach z liberałem, dla którego "jedynym ograniczeniem jest pułap nieba". 

Nikt we wstępnej rozmowie nie powinien zakładać całkowitej swobody 

konwersacji, którą może dać wyłącznie czas i łącząca ludzi relacja. Zacznij 

rozmowę od pogody, sportu i filmów zanim przejdziesz do bardziej 

poważnych tematów. Dobry rozmówca wie, że trzeba zasłużyć sobie na 

prawo rozmawiania o pewnych sprawach. 2. Rozpoczynając rozmowę lepiej 

skupić się na faktach niż na uczuciach. Ktoś (prawdopodobnie jakiś ohydny 

męski szowinista) powiedział,  że mężczyźni rozmawiają o wydarzeniach i 

faktach, a kobiety o uczuciach. Jest w tym prawdopodobnie trochę prawdy. 

Jeśli intryguje cię, jakie są najgłębsze uczucia twojego męża, to może się 

okazać, że jest to uczucie zwyczajnego głodu. Zaobserwowałem, że kobiety 

lepiej rozumieją swoje uczucia w tym sensie, że zawsze - bez szczególnego 

wysiłku - mogą powiedzieć dokładnie, co i dlaczego czują. Rozmawiając z 

nowo poznaną osobą (oprócz różnic związanych z płcią) należy 

koncentrować się na faktach. Gdy wasza relacja się pogłębi, będziecie mogli 

poszerzyć granice rozmowy. Trzecia zasada konwersacji Trzecia i ostatnia 

zasada dobrej konwersacji brzmi: Rozmowę zawsze trudniej jest rozpocząć 

niż ją kontynuować. Wynikają z tego dwie konsekwencje. Implikacje zasady 

3. 1. Prawie wszystkie wysiłki zmierzające do zaplanowania kierunku 

rozmowy to wysiłki daremne. Powinniśmy zaplanować, jak zacząć rozmowę, 

nie zaś jak ją kontynuować. W dalszej części tego rozdziału podam kilka 

dobrych i praktycznych sposobów rozpoczęcia rozmowy. Niektórzy 

background image

pragnęliby jednak czegoś więcej. Podobnie jak silnik samochodu - gdy 

rozmowa się już rozpocznie, może być podtrzymywana kosztem małego 

wysiłku. * * * "Wielki dar konwersacji polega raczej na pozwalaniu, aby inni ją 

prowadzili, niż na samodzielnym sterowaniu jej biegiem. Ktoś kto opuszcza 

twoje towarzystwo zadowolony z siebie i własnej inteligencji, będzie również 

w pełni zadowolony z ciebie." - Jean de La Bruyére * * * Gdy pracowałem w 

komercyjnej rozgłośni radiowej, do naszego miasta przyjechał z recitalem 

pianista Roger Williams. Prowadziłem wtedy wieczorny talkshow. Dyrektor 

programu szukał kogoś do przeprowadzenia wywiadu z Williamsem. Mimo że 

byłem najmłodszy w zespole i nigdy nie przeprowadzałem wywiadów, byłem 

jedyną dostępną osobą - no i wysłano mnie. Pamiętam jak wszedłem do sali 

koncertowej, w której Roger Williams ćwiczył gamy na fortepianie. Gdy go 

słuchałem, postanowiłem,  że najlepszym sposobem podejścia będzie 

udawanie doświadczonego reportera. Zaplanowałem sobie, że wstanę i 

powiem: "Panie Williams, jestem z rozgłośni W G B G. Ponieważ 

przeprowadzam najlepsze wywiady, wysłano mnie, abym odbył z panem 

rozmowę". Jednak im dłużej się nad tym zastanawiałem, tym bardziej 

dochodziłem do wniosku, że to się nie uda. Kiedy podszedłem do fortepianu, 

Roger Williams przestał grać i odwrócił się do mnie. Powiedziałem: "Panie 

Williams, jestem z rozgłośni W G B G i mam przeprowadzić z panem wywiad. 

Pragnąłbym panu powiedzieć,  że jestem w tym dobry, lecz byłoby to 

kłamstwem. I przysłano mnie tutaj dlatego, że byłem jedyną dostępną osobą. 

Więc jeśli pan zechce udzielić tego wywiadu, ja chętnie go przeprowadzę. 

Jeśli jednak wolałby pan poczekać na kogoś, bardziej kompetentnego, moje 

uczucia nie będą tym zranione". Williams roześmiał się, poszedł na tył 

estrady i postawił obok fortepianu drugi stołek. "Synu", powiedział. "Usiądź 

tutaj. Doceniam twoją szczerość. Pozwól, że podpowiem ci pierwsze pytanie. 

Uważnie słuchaj mojej odpowiedzi, a będziesz wiedział, jakie powinno być 

następne. W ten sposób przeprowadzimy cały wywiad. Musisz tylko uważnie 

background image

słuchać i robić to, co wydaje się naturalne". To był wspaniały wywiad! 

(Faktycznie sądzę,  że to był jeden z największych wywiadów w historii 

amerykańskiego radia). Kiedy wróciłem do rozgłośni, mój szef wykrzyknął: 

"Steve, to było fantastyczne! Nie wiedziałem,  że masz taki dar". 

Odpowiedziałem na to czymś w rodzaju: "Wiesz, niektórzy ludzie po prostu 

są w tym dobrzy". W czym rzecz? To czego nauczył mnie Roger Williams jest 

prawdą o wszystkich rozmowach. Nie martw się tak bardzo, co masz 

powiedzieć czy jak zareagować. Po prostu uważnie słuchaj, a następnie rób 

(oczywiście posługując się metodami konwersacyjnymi) to co jest naturalne. 

2. Płynięcie wraz z prądem konwersacji jest o wiele lepsze niż narzucanie 

swoich celów. Z powodu moich książek chrześcijańscy reporterzy często 

przeprowadzają ze mną wywiady. Zawsze gdy osoba prowadząca wywiad 

przynosi ze sobą listę pytań opracowanych przez wydawcę programu, wiem, 

że będą  kłopoty. Najlepsze wywiady przeprowadzają reporterzy, którzy nie 

wiedzą, kim jestem, i nigdy nie czytali moich książek, lecz są szczerze 

zainteresowani moją osobą i tym, co napisałem. * * * "Prawdziwa sztuka 

konwersacji polega nie tylko na umiejętności powiedzenia właściwego słowa 

we właściwym momencie, lecz także na nie wypowiadaniu niewłaściwych 

słów w chwili pokusy." - Dorothy Nevill * * * Podobnie jest z rozmową, w 

przeciwieństwie do publicznego przemawiania, składania raportu czy 

prowadzenia sprzedaży. Konwersacja zachodzi wówczas, gdy dwoje ludzi 

dzieli się informacjami o sobie. Rozmowa zamiera, gdy wprowadzasz do niej 

jakieś zewnętrzne cele. Ludzie są interesujący, każdy człowiek ma własną 

historię i to ludzie sprawiają,  że rozmowy mają wartość i stanowią cenny 

wkład. Ucz się, jak "płynąć z prądem" rozmowy rezygnując z własnych celów. 

Będziesz zaskoczony diamentami, które w ten sposób odkryjesz. Praktyczne 

wskazówki Teraz weźmy nasze zasady i przejdźmy do omówienia pewnych 

praktycznych wskazówek dotyczących tego, jak stać się dobrym rozmówcą. 

Każda rozmowa ma rozpoczęcie, rozwinięcie i zakończenie. Przeanalizujmy 

background image

bardziej szczegółowo każdy z tych elementów. 1. Rozpoczęcie. Jak już 

zauważyłem, jest to najważniejsza część rozmowy. Na początku ważne jest, 

abyś skoncetrował się na drugiej osobie. Na marginesie, przyczyną, dla 

której nie pamiętamy imion naszych rozmówców, jest to, że jesteśmy 

całkowicie skupieni na sobie i na wrażeniu jakie wywieramy. We wstępnej 

fazie konwersacji zawsze się przedstaw, nawet jeśli sądzisz, że druga osoba 

powinna cię znać. Nigdy nie zakładaj,  że ktoś wie jak się nazywasz. Twój 

rozmówca może być zorientowany na siebie tak samo jak ty. Zacznij 

słowami: "Cześć! Jestem Sara Smith...", po czym zastosuj "rozrusznik" 

konwersacji nie stwarzający zagrożeń dla drugiej osoby. Pozwólcie, że 

podam wam krótką listę sposobów rozpoczęcia rozmowy. Pomyślcie o nich, 

możecie również dodać do tej listy własne propozycje. "Zwróciłam uwagę na 

twoją sukienkę. Gdzie ją kupiłaś? Naprawdę mi się podoba". "Stoisz sam, 

więc pomyślałem sobie, że podejdę i zapoznam się z tobą. Jestem...". 

"Myślę, że to było dobre sprawozdanie (kazanie, program, film itp.). A ty co o 

tym sądzisz?". "Ten upał (zimno, wiatr, wilgoć itp.) zaczyna mi się naprawdę 

dawać we znaki. Mam wrażenie,  że tobie to nie przeszkadza. Jak ty to 

robisz?". "Widziałem cię na spotkaniu (w kościele, w klubie, w parku itp.) tego 

wieczoru i powiedziałem sobie: Bardzo chciałbym go poznać. Nazywam się 

Jack Smith. Jak według ciebie wypadło to spotkanie?". Myślę,  że już masz 

pewne pojęcie, o co chodzi. 2. Rozwinięcie. To jest najłatwiejsza część 

rozmowy. Jeżeli umiesz wyczuć kierunek konwersacji, podtrzymywanie jej 

nie będzie dla ciebie trudne. Jesteśmy istotami społecznymi dlatego jeśli 

pójdziemy za głosem społecznych impulsów - zamiast je tłumić obawami, 

egocentryzmem czy manipulacją - konwersacja przybierze naturalny obrót. 

Nie lękaj się przerw czy okresów milczenia podczas rozwinięcia rozmowy. Te 

pauzy mogą być naturalnym czasowym zawieszeniem rozmowy lub przerwą, 

w czasie której uczestnicy konwersacji mogą się przegrupować lub 

zastanowić nad tym, co zostało powiedziane. Ja żyję z mówienia. 

background image

Niebezpieczeństwo kryjące się w zarabianiu mówieniem na życie jest takie, 

że człowiek czuje się bardzo niezręcznie, gdy panuje cisza. Gdy pojawia się 

przerwa w rozmowie, czuję wewnętrzny przymus, aby ją wypełnić. Nie ważne 

co mówię, nie ważne czy mam coś istotnego do powiedzenia - po prostu 

gadam czekając aż przyjdzie mi coś do głowy. Jeden z przyjaciół, który 

kochał mnie na tyle, aby powiedzieć mi prawdę, stwierdził: "Steve, nie musisz 

wypełniać gadaniem każdej rozmowy. Cisza jest czasami najlepszą częścią 

rozmowy". Zaakcentowałem już znaczenie słuchania i zadawania pytań. 

Powiedziałem,  że dobry rozmówca musi być zorientowany na innych. 

Jednakże dobrze jest pamiętać również o tym, że konwersacja to spotkanie 

dwóch osób. Dlatego istotne jest, aby każdy miał w niej udział. Dziel się 

swoimi opiniami i obserwacjami. Ważne jest, aby każdy był nie tylko dobrym 

słuchaczem, lecz także dobrym rozmówcą. Jeśli nie masz zielonego pojęcia 

o temacie rozmowy, nie udawaj. Powiedz, że nie wiesz czy nie rozumiesz, a 

następnie zadawaj pytania. Inni uczestnicy rozmowy nie zwrócą uwagi na 

twoją ignorancję - będą pod wrażeniem własnej błyskotliwości. Jednak gdy 

będziesz miał coś do dodania... podziel się  tym.  3.  Zakończenie. W 

poradnictwie psychologicznym najtrudniejszym momentem dla terapeuty i 

pacjenta jest zakończenie sesji. Tak też jest w rozmowie. Niewłaściwe 

zakończenie wydaje się osądzeniem drugiej osoby - przypomina 

powiedzenie: "Nie chcę z tobą  dłużej rozmawiać". Dlatego ważne jest, aby 

zamknąć rozmowę w sposób wyraźny i zawsze czynić to z uzasadnionego 

powodu. Podam kilka przykładów: "Ojej! Muszę już iść. Nie zdawałem sobie 

sprawy, że tak długo rozmawialiśmy". "Wspaniale było z tobą porozmawiać. 

Mam nadzieję,  że znowu się spotkamy. Sprawiło mi to prawdziwą radość, 

lecz jeśli zaraz nie wrócę do domu, moja żona (mąż) zażąda rozwodu". "Mam 

teraz umówione spotkanie, muszę uciekać. Czekam na następną okazję, gdy 

będziemy mogli porozmawiać". Jeśli trochę pomyślisz i poćwiczysz, będziesz 

mógł stworzyć własną listę zakończeń rozmowy. Ogólna zasada jest taka, że 

background image

gdy kończysz konwersację, osoba, z którą rozmawiałeś, nie powinna czuć 

się  źle. Oczywiście są również takie sytuacje, gdy chcesz zakomunikować 

pragnienie nie rozmawiania więcej z daną osobą. Przezwyciężanie 

przeszkód Pragnę omówić jeszcze jedno zagadnienie zanim przejdziemy do 

przeanalizowania pewnych ogólnych problemów, na jakie ludzie napotykają 

w rozmowie. Jak radzić sobie z niepokojem. Jedną z przeszkód w 

prowadzeniu rozmowy jest niepokój związany z brakiem odpowiednich 

umiejętności. Obawiamy się, że palniemy coś głupiego, więc nic nie mówimy. 

Jeśli ludzie nas onieśmielają, unikamy dłuższych rozmów. Poczucie 

niepewności blokuje naszą zdolność do dobrego reagowania na przebieg 

konwersacji. * * * "Dobra natura jest milsza niż błyskotliwy umysł - nadaje ona 

obliczu szczególny czar, który jest bardziej przyciągający niż fizyczne 

piękno." - Joseph Addison * * * Słuchajcie uważnie! Zdradzę wam sekret, 

który zna każdy dobry rozmówca, lecz wam o nim nie powiedział. Każdy 

czuje się niepewnie; każdy się niepokoi, czy zrobi dobre wrażenie; każdy się 

lęka,  że powie coś niewłaściwego. Zapamiętaj moje słowa i nie zdradź 

nikomu tego sekretu. To w znacznym stopniu poszerzy twoją strefę komfortu. 

Naucz się zadawać sobie pytanie: "Jak zachowałbym się gdybym nie czuł się 

tak onieśmielony, gdybym nie był taki niepewny siebie i tak pełny niepokoju? 

Co bym powiedział? Co bym zrobił?". Następnie "zagraj" to. Powiedz to. 

Będziesz zaskoczony, jak szybko "gra" stanie się rzeczywistością. Jak 

poradzić sobie z odrzuceniem. Jestem osobą wrażliwą. Ty również. Ci którzy 

utrzymują, że nie są wrażliwi, że nie zważają na krytykę i odrzucenie, będą 

kłamali również w innych sprawach. Wszyscy pragniemy, aby ludzie dobrze o 

nas myśleli. Wszyscy pragniemy być podziwiani, słuchani i szanowani. Są 

cztery podstawowe przyczyny lęku wieku dorosłego: odrzucenie, 

niepowodzenie, kara i wstyd. Zwróć uwagę,  że wszystkie cztery dotyczą 

odrzucenia przez innych ludzi. Ucz się,  że nie należy oceniać siebie na 

podstawie odrzucenia innych. Jesteś wartościową osobą, godną 

background image

zaakceptowania - jest to prawdą niezależnie od tego, jak inni będą na ciebie 

reagować. (Oczywiście jeżeli spotykasz się z odrzuceniem ze strony 

wszystkich, możesz potrzebować pomocy). Z powodu moich audycji 

radiowych każdego miesiąca otrzymuję tysiące listów. Czy wiesz, co jest w 

nich najtrudniejszą rzeczą? Dziesięć procent listów zawiera słowa krytyki. 

Nauczyłem się, jak właściwie odczytywać 90 procent korespondencji i nie 

ignorować pozostałych 10. Reakcje, z jakimi się spotykasz, są 

prawdopodobnie takie same. Jezus powiedział, że powinniśmy strzec się gdy 

wszyscy ludzie będą o nas dobrze mówić. Nie wyjaśnił tego dokładniej, lecz 

podejrzewam,  że powodem wypowiedzenia tych słów było to, że jeśli 

wszyscy lubią nas i podziwiają, to prawdopodobnie jesteśmy bardzo nudni 

albo bardzo martwi. Ucz się sztuki afirmowania ludzi od tych, którzy tę sztukę 

posiedli. Wszyscy możemy rozpocząć naukę od naszych matek, a później 

rozszerzyć to na wielu innych ludzi. Oceń krytykę i odrzucenie innych, lecz 

nie zakładaj,  że krytycyzm zawsze jest usprawiedliwiony, a odrzucenie 

zawsze jest właściwe Zbadaj jego źródło. Krytyka może pochodzić od 

przyjaciela, a odrzucenie od kogoś, kto całkiem niedawno obdarzył cię 

komplementem. Pewien młody człowiek po zwiedzeniu National Gallery of 

Art w Waszyngtonie powiedział strażnikowi, że nie bardzo mu się podobały te 

wszystkie obrazy. Strażnik odpowiedział: "Synu, to nie te obrazy są 

oceniane, lecz ty". Jak sobie poradzić z szyderstwem. Szczerość jest zwykle 

najlepszą metodą obcowania z pewnymi ludźmi. Mam na myśli tych 

negatywnie nastawionych osobników, te krytyczne i gniewne dusze, które po 

prostu nie chcą się od ciebie odczepić. Powodem, dla którego większość z 

nas unika takich ludzi, jest, że obawiamy się tego, co oni o nas pomyślą. 

Pamiętaj wtedy o tym, że twoja mamusia cię kocha, a mimo to mówi: "Sam 

(czy Gertrudo), mam prawdziwy problem z naszą relacją i nie będę w stanie 

dłużej jej podtrzymywać. Może wina leży po mojej stronie, lecz nie mogę być 

już  dłużej twoim przyjacielem, ponieważ..." (i podaje przyczynę). Taka 

background image

szczerość może początkowo cię przerazić na śmierć, lecz stanie się 

zaraźliwa i nie będziesz czuł się "brudny" z powodu swej nieszczerości. Jak 

poradzić sobie z uzasadnioną krytyką. Czasami słowa krytyki pochodzą od 

kogoś, kto ma krytycznego ducha, lecz są też takie sytuacje, gdy ktoś kocha 

nas na tyle mocno, aby powiedzieć nam prawdę. Mam w Miami przyjaciela 

księdza, który nosi ze sobą karteczkę. Z jednej strony jest napis: 

"Błogosławieni, którzy cię przeklinają...". Z drugiej zaś: "... bowiem mogą 

mieć rację". Mam taką grupę przyjaciół, którym całkowicie ufam (polecam 

ćwiczenie się w tej sztuce). Zawsze będą ze mną szczerzy. Nauczyłem się 

przyjmować ich krytykę. Mogę powiedzieć: "Eddie, co myślisz o tej sprawie, 

która wynikła podczas naszej rozmowy dzisiaj wieczorem? Muszę to z tobą 

omówić, aby się przekonać czy twoim zdaniem to, co o mnie powiedziano, 

jest słuszne". Mogę polegać na tym, że mój przyjaciel powie mi prawdę 

(delikatnie). Jeśli nie masz takich przyjaciół, postaraj się ich pozyskać. Tacy 

ludzie są bardziej potrzebni niż znajomość algebry. Ostatnie ważne słowo. 

Proszę, okazuj trochę pokory. Pewien pyszałek dumny z tego, że sam do 

wszystkiego doszedł, usłyszał: "To dobrze. To zdejmuje z Boga bardzo dużo 

odpowiedzialności". Istoty ludzkie są mieszaniną dobrego i złego, sukcesów i 

porażek, bystrości i głupoty, miłości i nienawiści, słuszności i błędu. Nikt, czy 

to w rozmowie, czy w jakiejkolwiek innej sytuacji, nie może przemawiać tak 

jakby znajdował się poza obrębem rodzaju ludzkiego. Masz prawo okazywać 

ludzką słabość. To oznacza, że masz prawo czasami zawieść, omylić się czy 

powiedzieć lub zrobić coś  głupiego. Nie staraj się tego ukryć. Ukrywając to 

wypierasz się swojej ludzkiej natury. Osoby wszechwiedzące są marnymi 

rozmówcami i złymi przyjaciółmi. Naucz się  śmiać z siebie a inni będą się 

śmiali razem z tobą. Gdy nie będziesz umiał śmiać się z siebie, inni będą się 

śmiali z ciebie za twoimi plecami. Najlepsze rozmowy zdarzają się pomiędzy 

dwojgiem ludzi, którzy rozumieją, co to znaczy być człowiekiem. Jeśli 

traktujesz siebie zbyt poważnie, możesz odkryć,  że nie masz nikogo przed 

background image

kim mógłbyś tę powagę obnosić. Rozdział 6.& Zwycięstwo w dyskusji "Albo 

który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie 

wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, 

który z dwudziestu tysiącami nadciąga przeciw niemu? - Łk 14, 31 Czy po 

zakończeniu dyskusji nigdy nie żałowałeś, że czegoś nie powiedziałeś? Czy 

zdarzyło ci się kiedyś, że gdy wyraziłeś swoje zdanie, zostałeś zaatakowany 

przez jakiegoś bufona, który uważał, że jedynie jego opinie są słuszne? Czy 

miałeś ochotę powiedzieć komuś prawdę o jego komentarzach ("To 

najgłupsza rzecz, jaką kiedykolwiek słyszałem!"), lecz czułeś, że to po prostu 

nie wypada? Czy czułeś się zakłopotany, gdy w trakcie dyskusji okazywało 

się,  że jesteś na przegranej pozycji? Czy pragnąłeś nie zgodzić się z kimś 

nie wychodząc jednocześnie na głupka? Jeśli kiedykolwiek odczuwałeś 

podobne frustracje, to jest "twój" rozdział. Być może powiesz: "To na pewno 

nie jest mój rozdział. Ja nie prowadzę sporów". Jeśli nigdy się nie spierasz 

ani nie uczestniczysz w dyskusjach, to znaczy, że jesteś  świętym albo 

kłamcą, lub nie masz żadnych wyrobionych poglądów. Tematem tego 

rozdziału nie jest to, czy prowadzisz spory - wszyscy to robimy, przynajmniej 

w naszych myślach - lecz czy twoje argumenty są skuteczne. Jeśli 

prowadzisz spory wyłącznie w myślach, to zawsze wygrasz, więc nie 

potrzebujesz  żadnej pomocy. Jeśli jednak twoje argumentacje są sprawą 

publiczną, ten rozdział podpowie ci, co robić, aby nie wyjść na głupca. Jako 

stary specjalista w robieniu z siebie durnia mam pod ręką kilka lekcji, którymi 

postanowiłem się z tobą podzielić. Dla celów naszego wywodu podzielę ten 

rozdział na pięć części: przyjęcie postawy wojownika, wybranie miejsca 

bitwy, poziomy intensywności konfliktu, uzbrojenie wojownika oraz 

oczyszczenie placu po bitwie. A zatem przejdźmy do rzeczy. Przed 

zaangażowaniem się w spór, niezależnie od tego, czy jest to wymiana zdań z 

przyjacielem czy poważne starcie z wrogiem należy zastanowić się nad 

sensem dyskusji. Czytając ten rozdział zauważysz,  że posługuję się 

background image

ilustracjami zaczerpniętymi z wojskowości. Wyda się to podejrzanym dla 

pacyfistów i innych, którzy uważają, że porządny człowiek powinien "kochać 

a nie wojować". Jeśli czujesz się urażony słownictwem, jakim się posługuję, 

prawdopodobnie wskazuje to, że potrzebujesz informacji, które podaję w tym 

rozdziale. Podczas jednej z ostatnich audycji radiowych miałem potyczkę 

słowną z jednym z dzwoniących. Konwersacja stała się bardzo gorąca. 

Stacja wykorzystała ten fragment audycji w reklamie mojego programu. 

Puszczano ją bardzo często w czasie tamtego tygodnia. Spiker mówił "Steve 

czasami się  śmieje, czasami wpada w złość, lecz nigdy nie jest nudny". 

Później odtwarzano ten kawałek taśmy, kiedy toczyłem zażarty spór, po 

czym następował komentarz: "Na pewno nie przepuścisz okazji posłuchania 

Stevea w radiu W X Y Z". * * * "Stójcie twardo na swoich pozycjach. Nie 

strzelajcie dopóki nie otworzą ognia. Lecz jeśli chcą wojny, to będą ją mieli i 

zacznie się ona tutaj! - John Parker do oddziałów ochotników pod Lexington * 

* * W ciągu tego tygodnia prawie każdy chrześcijanin, który kochał mnie na 

tyle, aby powiedzieć co myśli, wyrażał mi swoje niezadowolenie. Gdy 

pytałem, co ich tak poruszyło, wszyscy odpowiadali, że ich zdaniem nie jest 

rzeczą  właściwą, aby "osoba duchowna" uczestniczyła w tak gorącej 

debacie. Miałem wrażenie,  że chcą mi powiedzieć: "Chrześcijanie nie 

wpadają w gniew i nie spierają się. A już z pewnością nie czynią tego 

publicznie". Byłem przytłoczony tym odkryciem. Niewierzący, którzy nie lubią 

się  kłócić, mówią,  że "to nie jest przyjemne", natomiast chrześcijanie 

tłumaczą,  że "to nie po chrześcijańsku". Jedni i drudzy się mylą 

(chrześcijanie mogą przeczytać moją książkę pt. "No More Mr. Nice Guy" 

("Nigdy więcej panie Milutki"). John R. W. Stott napisał wspaniałą książkę 

zatytułowaną "Christ the Conversialist" ("Chrystus jako rozmówca"; Inter 

Varsity Press, 1970). Stott pokazuje w niej, że Jezus wielokrotnie angażował 

się w dyskusje z żydowskimi przywódcami religijnymi. Jezus nie zawsze był 

"miły", dlatego także chrześcijanie nie powinni dążyć do tego za wszelką 

background image

cenę. Jeśli nie jesteś osobą wierzącą, twoje "uprzejme zachowanie" może 

być pozbawione religijnych korzeni. Jednak ma ono źródło w tym samym 

fałszywym poglądzie (wyznawanym przez wierzących i nazywanym 

"chrześcijańskim"), który głosi,  że nigdy nie należy się  złościć i wyrażać 

zdecydowanych poglądów. Tego się po prostu nie powinno robić. Ludzie 

(wierzący i niewierzący), którzy uważają,  że sama istota sporu jest zła czy 

niemoralna, są w błędzie. A oprócz tego, że pogląd ten jest błędny zieje on 

nudą - a nuda - z uwagi na cel tej książki - jest o wiele poważniejszym 

grzechem niż niestosowność. Niedawno zadzwonił do mnie pastor pewnego 

dużego kościoła, który jest jednym z najlepszych, najbardziej kochających i 

współczujących duchownych, jakich znam. Jego problem polegał na tym, że 

nie było w nim niczego podłego. Powiedział mi, że czuje się osaczony przez 

pewnych agresywnych i neurotycznych członków kościoła, którzy atakują 

jego osobę i jego służbę. "Nie byłoby tak źle, gdyby chodziło wyłącznie o 

mnie, lecz oni niszczą wszystko, co jest wartościowe w tym kościele. Czy 

możesz mi pomóc?". "Nie", odparłem. "Nie?". "Nie, drogi przyjacielu! 

Ponieważ ty uważasz, że Jezus umarł, abyś ty mógł być miły, a w tej sytuacji 

bycie miłym nic nie da. Jeśli pragniesz rozwiązać konflikt, staw czoła 

problemowi i uporządkuj sytuację, a wtedy będę mógł ci pomóc. Lecz tak 

długo, jak długo będziesz się upierał przy tym, aby być kotkiem zamiast lwem 

(do czego moim zdaniem Bóg cię powołał), nie będę mógł ci pomóc. Nie 

znam się na tresurze kociąt". Ten człowiek wiedział, że go kocham, i przyjął 

to, co mu powiedziałem, z łaskawością podobną do tej, z jaką przyjmował 

(choć nie powinien był) ataki ludzi starających się zniszczyć jego wspaniałą 

służbę. Nie podobało mu się to, co kazałem mu zrobić, lecz postąpił, jak mu 

powiedziałem, ponieważ był w kłopotach i wiedział o tym. Dzisiaj ma silną, 

rozwijającą się, ekscytującą służbę, która dotyka życia wielu ludzi. Wniosek 

jest następujący: połowa jego walki polegała na zdecydowaniu, że 

wyruszenie do bitwy jest właściwe. Kiedy to już zdecydował, mógł zrobić to, 

background image

co należało. Jeśli naprawdę wierzysz, że człowiek nigdy nie powinien spierać 

się z innymi czy się z nimi nie zgadzać, to to, co dalej powiem, nic ci nie 

pomoże. Możesz zaoszczędzić sobie wiele czasu przechodząc od razu do 

następnego rozdziału - zakładając oczywiście,  że nie będziesz miał 

moralnego problemu z wygłaszaniem mowy. Widzisz, pierwszy krok do 

zwycięstwa w dyskusji polega na potraktowaniu siebie jak wojownika. Jesteś 

wartościową osobą i masz głębokie, przemyślane poglądy. Masz rację 

(zakładając prawo średniej arytmetycznej) przynajmniej w 50 procentach 

przypadków. Ani Biblia, ani zdrowy rozsądek nie sugerują,  że powinieneś 

rozpłynąć się w tle czy stać się czyjąś wycieraczką. Musisz to sobie wyraźnie 

powiedzieć, a będziesz bliżej celu niż ci się zdaje. Po tym wszystkim co 

powiedziałem do tej pory powinienem zaznaczyć,  że ani przez chwilę nie 

sugeruję, abyś stał się osobą krytyczną, kłótliwą i gniewną. Jezus gniewał się 

- nie był jednak zagniewany przez większość czasu. Chociaż ważne jest, 

abyś był gotów przyjąć postawę wojownika, musisz bardzo ostrożnie 

wybierać swoje bitwy. Nie jesteś powołany do poprawiania tego świata, do 

komentowania każdej głupiej uwagi, jaka została wypowiedziana w twojej 

obecności, ani do dostarczania remedium na każdą fałszywą teologiczną, 

filozoficzną czy polityczną teorię. Twoje zadanie nie polega również na 

matkowaniu komukolwiek. Są dyskusje, które możesz wygrać i takie, w 

których nigdy nie powinieneś uczestniczyć. Zanim wdasz się w spór, 

wyrazisz swoją niezgodę czy rzucisz komuś wyzwanie, zadaj sobie pytanie: 

"Czy warto?". * * * "Lepiej jest dyskutować nad jakimś pytaniem nie 

dochodząc do uzgodnienia niż uzgadniać pytania i nie przeprowadzać nad 

nimi debaty." - Joseph Joubert * * * Jeśli nie masz zdecydowanego poglądu 

w jakiejś sprawie, nie spieraj się. Jeśli osoba, z którą chcesz dyskutować, jest 

tak silnie przekonana o słuszności swego stanowiska, że żadna zmiana nie 

jest możliwa, to głupio postąpisz dążąc do tego. Głupotą jest na przykład 

angażowanie się w spór na tematy ekonomiczne, jeśli nie potrafisz 

background image

zbilansować własnych wydatków. Czasami angażowanie się w dyskusję nie 

jest oznaką odwagi, lecz czystym idiotyzmem (spieranie się z szefem, żoną 

czy mężem). * * * "W dyskusji nic tak nie irytuje jak spieranie się z osobą, 

która wie, co mówi." - Anonim. * * * A zatem przystępując do dyskusji zawsze 

ostrożnie wybieraj pole bitwy. Zadaj sobie pytanie: "Ile będzie mnie 

kosztować (i innych) wygranie tej dyskusji?"; "Ile będzie mnie kosztować (i 

innych), jeśli przegram?". Czasami koszt dyskusji jest zbyt wysoki. Obliczenie 

kosztów przed dokonaniem zakupu towaru, przed zawarciem małżeństwa i 

przed zaangażowaniem się w spór jest dobrym zwyczajem. Po trzecie, 

bardzo ważne jest, abyś zdawał sobie sprawę z różnych poziomów 

intensywności konfliktu w dyskusji. Każdy poziom intensywności konfliktu 

wymaga innej metody walki. Do pcheł nie strzela się z moździerza. 

Podobnie, spór z małżonkiem czy z przyjacielem ma zupełnie inny charakter 

od sporu z kimś, kto stara się ciebie zniszczyć. Istnieją cztery poziomy 

konfliktu i jeden wyjątek. Pozwólcie, że teraz je omówię. Poziom pierwszy: 

Spór bez nieprzyjaciela Zapamiętaj następującą zasadę: bez iskrzenia 

relacja nie przejdzie z poziomu znajomości do poziomu przyjaźni. Im głębszy 

jest związek, tym więcej możliwości kontrowersji. W codziennych relacjach 

często dochodzi do braku zgody, co prowadzi do sporu. Spór w ramach 

relacji małżeńskiej, przyjaźni czy między współpracownikami wyróżnia to, że 

jego celem nie jest wygranie dyskusji, udowodnienie słuszności swego 

zdania a już z pewnością nie postawienie na swoim. Celem sporu 

dokonującego się w takim kontekście jest wzmocnienie i pogłębienie 

wzajemnej relacji. Ruth Graham zapytano kiedyś, czy ona i dr Graham 

zawsze się ze sobą zgadzali. Jej odpowiedź była klasyczna: "Oczywiście, że 

nie. Gdybyśmy zawsze się zgadzali jedno z nas nie byłoby potrzebne". To 

jest prawdą w każdej rodzinie, w każdym miejscu pracy i w każdej przyjaźni. 

Pozostaje jedynie pytanie, co robić, gdy wyniknie spór z kimś, na kim ci 

zależy. Podam wam pięć zasad, których stosowanie wam pomogą: Zasada 

background image

1. Nigdy nie komentuj sporu wywołanego przez osobę, którą kochasz. 

Powtórz to, co on/ona powiedziała, i staraj się zrobić to tak wiernie, jak to 

możliwe. Zasada 2. Nie prowadź  długiego rejestru przewinień. Zawsze 

sprzątaj bałagan, aby jeden spór nie prowadził do drugiego. Biblia powiada: 

"Niech słońce nie zachodzi nad waszym gniewem". Jest to ważne 

napomnienie, gdy odczuwamy gniew do bliskiej osoby. Zasada 3. Trzymaj w 

zamknięciu "narzędzia zniszczenia". "Narzędzia zniszczenia" to te rzeczy, 

które przynosisz ze sobą na pole bitwy, które nie mają  żadnego związku z 

aktualnie toczonym sporem. Mąż mówi do żony: "Sądzę, że mylisz się co do 

tego samochodu, jaki powinniśmy kupić (jasno wyrażona opinia), a na 

dodatek okropnie gotujesz (narzędzie zniszczenia)". Albo żona mówi do 

męża: "Wiem, że się nie zgodzisz, lecz uważam,  że powinniśmy zaprosić 

Smithów na obiad (jasno wyrażona opinia". I wiesz, co ci jeszcze powiem? 

Ostatniej nocy byłeś w łóżku zupełnie do niczego (broń zniszczenia). Głęboki 

związek wytrzyma każdy spór, lecz narzędzia zniszczenia zawsze osłabiają i 

niszczą relacje. Zasada 4. Przepraszaj szybko. Zasada 5. Okazuj afirmacje 

bez ociągania. Zasada 6. Zawsze idź na kompromis. Zasada 7. Trzymaj się 

tematu. Tak długo, jak długo dyskusja/spór jest obiektywny, można 

rozwiązać każdy problem. Jeśli jednak przerodzi się on w poniżanie 

współmałżonka, przyjaciela czy współpracownika ("jesteś  głupi") z powodu 

stanowiska, jakie zajmuje w danej sprawie, trudno ci będzie posprzątać 

bałagan, jaki zrobiłeś. Zasada 8. Szukaj punktów wspólnych i koncentruj się 

na nich podejmując wysiłki doprowadzenia do porozumienia. Jedynym celem 

sporu czy różnicy zdań z osobą, która jest nam bliska, powinno być 

osiągnięcie pewnego rodzaju porozumienia, aby możliwa była dalsza 

współpraca. Wygrywanie wszystkich sporów z osobami, na których nam 

zależy jest strategią skazaną na porażkę. Pamiętaj,  że wasza relacja jest 

ważniejsza od każdego sporu. Poziom drugi: Spór z osobą, w której nie 

chcesz mieć wroga Byłem pastorem przez długi okres czasu. Jednym z 

background image

powodów, dla których cieszę się,  że dłużej nim nie jestem, jest to, że nie 

muszę być już niczyją matką. Będąc pastorem nauczyłem się kilku dobrych 

lekcji, a jedna z najlepszych jest następująca: matki mają moc niszczenia 

swoich dzieci - lecz dobre matki tego nie czynią. Możesz wygrać spór i 

stracić człowieka. Kościół, jak każda inna instytucja, ma wśród swoich 

członków pewną liczbę neurotyków. Są tam ludzie mający wąskie horyzonty, 

krytycznie nastawieni i niszczycielscy. Ponieważ potrafię dyskutować, zwykle 

wygrywam spory. Jednak czasami wygrywając dyskusję mogę wyrządzić 

szkodę kościołowi, zniszczyć swoją służbę i sprawić duże cierpienie tym, do 

których Bóg powołał mnie jako pastora. Kiedyś zamknąłem w moim 

gabinecie jednego ze starszych kościoła i przekonywałem tak długo, dopóki 

nie zgodził się ze mną. Czy wiesz, co się później stało? Opuścił kościół. 

Ciężko się napracowałem nad odbudowaniem naszej relacji i w końcu mi się 

to udało. Prosiłem o przebaczenie i wyszedłem do niego z inicjatywą dając 

do zrozumienia, że wstydzę się tego, co zrobiłem. Przebaczył mi i staliśmy 

się przyjaciółmi, lecz nigdy nie wrócił do kościoła. Pozwólcie, że opowiem 

wam pewną historię. Kilka lat temu był taki biskup anglikański, James Pike, 

który przeżył głęboki kryzys wiary. W końcu zrezygnował z funkcji biskupa i 

zaczął szukać odpowiedzi w spirytyzmie i różnych sektach. Śmierć syna była 

dla niego wielką tragedią i wydawało mu się, że za pośrednictwem medium 

skontaktował się z nim. Przy jakiejś okazji biskup Pike zaangażował się w 

poważną debatę publiczną z luterańskim teologiem i polemistą Johnem 

Warwickiem Montgomerym. Właściwie to niewiele tam było debaty. 

Montgomery zbijał dosłownie każdy argument biskupa Pikea tak, że nawet ci, 

którzy nie podzielali jego poglądów, zaczęli mu współczuć. Pod koniec życia 

Pike wziął udział w innej publicznej debacie, tym razem z teologiem i 

pisarzem Francisem Schaefferem, przywódcą L'Abri - chrześcijańskiej 

wspólnoty w Szwajcarii. L'Abri to było takie miejsce, gdzie ludzie mający 

uczciwe pytania mogli liczyć na uczciwe odpowiedzi. W czasie debaty 

background image

Schaeffer miał wyraźną przewagę. Widać było, że ma więcej wiedzy i potrafi 

lepiej przedstawić swoje stanowisko niż Pike. Jednak dr Schaeffer nie 

zamierzał zetrzeć swojego przeciwnika na proch. Jasno prezentował swoje 

poglądy, wskazywał na niespójności w wywodach Pikea, a następnie 

afirmował go i zgadzał się z nim w tych punktach, w których można było 

osiągnąć porozumienie. Pozwólcie, że opowiem wam dalszą część tej 

historii. Po debacie z Montgomerym Pike coraz bardziej oddalał się od 

swoich chrześcijańskich korzeni. Jednak w dniu swojej śmierci planował 

przyjazd do Szwajcarii, gdzie chciał prowadzić badania pod nadzorem 

Francisa Schaeffera. Schaeffer miał wroga, lecz uczynił go swoim 

przyjacielem. Tak się dzieje w wielu sporach i debatach. Oczywiście są 

ludzie, którzy raczej przysporzą sobie wrogów niż przyjaciół. Pewien 

mężczyzna leżał na łożu  śmierci. Wiedział,  że umiera. Przywołał do siebie 

żonę i powiedział: "Zadzwoń do swojego brata i powiedz, że mu przebaczam. 

Ale zrób to dopiero po mojej śmierci upewniwszy się,  że naprawdę jestem 

martwy". Czasami pragniemy, aby nieprzyjaciel pozostał nieprzyjacielem, 

lecz jeśli starasz się nie tylko wygrać, lecz także pozyskać przyjaciela, 

musisz być bardzo uważny. Zastosuj bardziej stanowczo zasady 

prowadzenia sporu na poziomie pierwszym. Poziom trzeci: Spór z wrogiem 

Często zdarzają się spory, w których przeciwnik jest wyraźnie zdefiniowany: 

nieprzyjaciel w widoczny sposób oznaczył linie swoich stanowisk, widać, że 

nie chce iść na kompromis i jest zdecydowany, aby cię zniszczyć i obalić 

twoje argumenty. Tego rodzaju spory prawie zawsze koncentrują się wokół 

różnych zagadnień - politycznych, teologicznych, filozoficznych - i muszą być 

prowadzone bardzo ostrożnie i zręcznie. Nick Thornely i Dan Lees w książce 

"Winning with Word" ("Zwyciężanie słowami") udzielają bardzo dobrego 

ostrzeżenia: "Zwycięzcy w walce słownej rzadko używają swojej pełnej mocy, 

zdarzają się jednak takie utarczki słowne, w których, jak w walkach ulicznych, 

nawet mistrz jest zmuszony do zadania kilku ciosów poniżej pasa" (Mercury 

background image

Books, Londyn, 1991, s.145). Tak intensywny spór można porównać do walki 

ulicznej, w której nikt nie oddaje kwartałów ulic i nie bierze jeńców. Później 

zawsze należy uprzątnąć pole bitwy (szczególnie gdy ktoś jest 

chrześcijaninem). Zajmiemy się tym w dalszej części tego rozdziału. W tej 

chwili powinieneś wiedzieć, że pewni ludzie są zdecydowani na to, aby "zjeść 

twoje  śniadanie". Tylko ludzie bardzo naiwni czy powierzchowni tego nie 

zauważają. Poziom czwarty: Spór z rozwścieczonym nieprzyjacielem Chodzi 

tutaj o spór z osobą, która atakuje cię słowami równie szybko, jak ruszyłaby 

na ciebie z nożem czy pistoletem. Kiedy nadchodzi atak, jest oczywiste, że 

sprawa wykracza daleko poza zwykły spór czy debatę. Masz do czynienia z 

osobą, która z jakiegoś powodu cię nie cierpi i jest zdecydowana cię 

zniszczyć. Na szczęście tego rodzaju spotkania rzadko się zdarzają, lecz 

czasami mają one miejsce i dlatego ważne jest, aby umieć je rozpoznawać. 

Kiedyś, po wygłoszeniu wykładu na jakiejś konferencji, podszedł do mnie 

nieznajomy mężczyzna z ogniem w oczach. Natychmiast zaczął na mnie 

krzyczeć z powodu czegoś, co powiedziałem. Czasami gdy jesteś cicho, taki 

osobnik wypuści z siebie całą "parę" i w końcu się uspokoi. Tym razem było 

inaczej: im dłużej człowiek ten na mnie krzyczał, tym bardziej agresywny się 

stawał. Cała sytuacja szybko zmierzała ku czemuś, co możnaby uznać za 

atak fizyczny. Zakończyło się na tym, że mój przyjaciel (bardzo potężny 

przyjaciel) interweniował i delikatnie wyprowadził go na zewnątrz. Tego 

rodzaju sytuacje się zdarzają. Kiedy już się pojawią, należy pamiętać o 

trzech bardzo ważnych zasadach: 1. Nie spieraj się. 2. Nie spieraj się. 3. Nie 

spieraj się. Spieranie się z taką osobą przypomina uczenie lwa, jak odżywiać 

się arbuzami. Lew z natury nie lubi arbuzów, a im bardziej go do nich 

zmuszasz, w tym większą  wściekłość wpada. Najlepiej po prostu odejść. 

(Jeśli twój adwersarz jest potężnej budowy, zalecam nawet ucieczkę). Mój 

przyjaciel Ed Pope jest redaktorem działu sportowego w "The Miami Herald". 

Kiedy Ed dostaje krytyczne listy, udziela na nie standardowej odpowiedzi: 

background image

"Drogi... Być może ma pan rację. Szczerze oddany, Ed Pope". Nauczyłem 

się odpowiadać podobnie na najbardziej krytyczne listy - dokonałem jednak 

pewnej zmiany. Mój list brzmi: "Drogi... Być może ma pan 

rację...prawdopodobnie jednak jest pan w błędzie. Szczerze oddany, Steve 

Brown". Chodzi o to, aby jak najszybciej pozbyć się takiej osoby na tyle 

uprzejmie, na ile jest to możliwe. Oczywiście, są takie sytuacje, w których nie 

można po prostu odejść. Kiedy przydarzy ci się coś takiego, stój twardo na 

swojej pozycji i zastosuj to, czego będę nauczał o rynsztunku wojennym w 

dalszej części rozdziału. Czasami taki łobuz ucieka, gdy mu się stawi czoło. 

Czasami nie. W każdym razie dobrze zrobisz chroniąc tyły. Dodatek: debata 

przed publicznością Czasami osoby, które przysłuchują się dyskusji, są dla 

ciebie ważniejsze niż osoba, z którą prowadzisz spór. Kilka lat temu zostałem 

zaproszony do debaty telewizyjnej z ateistką Madalyn Murray O'Hair. 

Odmówiłem nie dlatego, że przegrałbym w debacie (przynajmniej bym 

zremisował), lecz ponieważ wiedziałem, jakiego rodzaju publiczność 

będziemy mieli. Obserwowałem technikę prowadzenia debat przez O'Hair. 

Pani ta jest gniewna, sarkastyczna, zgorzkniała i bardzo surowa. Aby wygrać 

debatę z panią O'Hair trzeba się stać takim jak ona i odpowiadać inwektywą 

na inwektywę. W momencie gdy otrzymałem zaproszenie byłem pastorem i 

zdałem sobie sprawę, że program będzie oglądać wielu chrześcijan. Nie było 

sposobu, abym mógł wygrać nie angażując się w takiego rodzaju polemikę, z 

jakiej pani O'Hair była znana. Gdybym to uczynił, sprzeniewierzyłbym się 

samej istocie zajmowanego przeze mnie stanowiska. Innymi słowy, 

musiałbym się stać zaprzeczeniem miłującego i czyniącego pokój 

postępowania, jakiego wymaga się od pastora. Bardziej zależało mi na 

widzach niż na pani O'Hair i na wygraniu debaty z nią. Zawsze gdy 

publiczność przysłuchuje się dyskusji albo debacie (czy to jest jedna, czy 

tysiąc osób), dodaje jej to nowy wymiar. Czasami ktoś rzuca mi wyzwanie, 

gdy przemawiam w college'u czy daję wykład na konferencji. Gdyby 

background image

wyzwanie to zostało rzucone w prywatnej rozmowie, mógłbym pozwolić sobie 

na więcej uprzejmości, na wycofanie się nieco i potraktowanie go jako 

przyjacielskiego pojedynku. Jednak wyzwania takie rzuca się zwykle w 

obecności publiczności. I to właśnie z powodu publiczności i ważności 

obrony wiarygodności mojego przesłania istotne jest, abym wygrał spór i 

zrobił to szybko, nawet gdyby osoba rzucająca wyzwanie została przy tym 

zraniona. Bądź  świadomy swojej publiczności. Gdy prowadzisz z 

naganiaczem spór o narkotyki i przyglądają się temu dzieci, gdy rozmawiasz 

o etyce i przysłuchują się temu biznesmeni, gdy spór dotyczy wartości jakiejś 

osoby, a słuchaczami są ludzie ze złym obrazem siebie, szybko przejdź do 

poziomu trzeciego i zachowaj się zgodnie z podanymi tam zasadami. 

Planowanie zwycięstwa Teraz, gdy ustaliliśmy już wstępne parametry, 

przejdę do następnego pytania: jak wygrać spór? * * * "Pewne spory są 

głębokie i nic poza tym." - Richard Armour * * * Broń Powiem teraz o 

dziesięciu rodzajach uzbrojenia, jakimi zawsze posługują się zwycięzcy 

dyskusji. Sugeruję, abyś popracował nad nimi, jeśli chcesz się stać 

skutecznym polemistą. Każdy kto angażuje się w spór i nie posługuje się 

odpowiednią bronią, skończy jako przegrany. Ponieważ książka ta nie jest 

poświęcona wyłącznie logice i sztuce argumentacji, z konieczności muszę 

ograniczyć sposoby argumentowania do pewnych bardzo podstawowych i 

prostych metod. Jeśli jesteś zainteresowany pogłębieniem swojej wiedzy w 

tej dziedzinie, znajdziesz w bibliotekach wiele książek, które bardziej 

szczegółowo omawiają ten temat. Pierwszą bronią jest wiedza. Zasada jest 

następująca: Nigdy nie angażuj się w spór dotyczący tematu, o którym nie 

masz zielonego pojęcia. Konsekwencją tej zasady jest: Kiedy odkryjesz, że 

zaangażowałeś się w dyskusję o czymś, o czym nie masz pojęcia, najlepiej 

zrobisz przyznając się do braku wiedzy i wycofując się. Mam dużą wiedzę w 

dziedzinie teologii. Jestem obeznany z argumentami na istnienie Boga, sfery 

nadprzyrodzonej i absolutnego charakteru praw moralnych. Mogę wygrać 

background image

prawie wszystkie dyskusje na takie tematy. Nieźle orientuję się w 

zagadnieniach polityki, filozofii i etyki społecznej, dlatego mogę bronić swego 

w tego rodzaju sporach. Lecz gdybym miał się z kimś spierać w dziedzinie 

nauk przyrodniczych, ekonomii czy sztuki, moją najlepszą obroną byłaby 

pokora i milczenie. Drugą bronią jest jasność. Nic ci to nie da, jeśli wiele 

wiesz, lecz nie umiesz tego powiedzieć w taki sposób, aby twój adwersarz i 

przysłuchująca się publiczność zrozumieli, o co ci chodzi. Istnieje pewna 

bardzo ważna technika, która pomoże ci bardziej jasno precyzować myśli w 

dyskusji. Zawsze ćwicz wyrażanie swoich myśli przed przyjaciółmi - dlatego, 

że zawsze należy wyciągnąć sztandar na przyjaznym polu apelowym i 

zobaczyć, czy ktoś salutuje, zanim uczyni się to na polu apelowym 

nieprzyjaciela. Na przykład, ja zwykle zapraszam do krytykowania tego, co 

mówię i moich poglądów osoby, które są mi bliskie. Moja żona, córki i 

współpracownicy zwykle mówią mi, jaki jest lepszy sposób powiedzenia 

czegoś. Mój wydawca Steve Griffith zawsze pomaga mi lepiej wyrazić moje 

myśli. Trzecią bronią jest ćwiczenie. Kiedy młody biznesmen zapytał swojego 

doradcę, czemu przypisuje swój fenomenalny sukces usłyszał odpowiedź: 

"Podejmowaniu właściwych decyzji". "Rozumiem", odparł młody człowiek. "A 

jak nauczyłeś się podejmować  właściwe decyzje?" "Podejmując złe". 

Podobnie jest z argumentacją. Jeśli nigdy nie wyrażałeś przeciwnych 

poglądów i nigdy nie obalono twoich argumentów, to nie nauczysz się 

formułowania poglądów, które wytrzymają krytykę. Mój brat jest bardzo 

dobrym prawnikiem. Na początku swojej praktyki adwokackiej przez kilka 

miesięcy nie przegrał w sądzie ani jednej sprawy. W końcu nadeszło to co 

nieuniknione i przegrał pierwszą sprawę. Później poszedł na lunch z kilkoma 

przyjaciółmi. Wszyscy śmiali się z niego, że przegrał pierwszą bitwę w 

sądzie. Odpowiedź brata była mądra i zabawna. Powiedział: " Panowie, 

wczoraj utraciłem dziewictwo, lecz wcale nie mam zamiaru zostać 

prostytutką". Dał im do zrozumienia: "Nauczyłem się czegoś z mojej porażki i 

background image

nadejdzie taki dzień, gdy zastosuję w praktyce to, czego się nauczyłem". 

Uważam się za dobrego polemistę. Wygrywam większość dyskusji, w których 

biorę udział. Nie mógłbym jednak powiedzieć, że nigdy nie zostałem zraniony 

w ogniu dyskusji. Za każdym razem, gdy się wygłupię, za każdym razem, gdy 

przegram dyskusję czy powiem coś głupiego lub banalnego uczę się czegoś 

o sztuce argumentacji. A zatem podejmij ryzyko. Wyrażaj swoje poglądy, 

przyjmuj wyzwania i przegrywaj. Nie minie dużo czasu, a poczynisz postępy. 

Problem polega na tym, że z punktu, w którym jesteś obecnie, nie można 

dostać się tam, gdzie chcesz się znaleźć, bez doznania po drodze kilku 

poważnych porażek. Ktoś powiedział,  że różnica pomiędzy człowiekiem 

sukcesu a nieudacznikiem jest taka, że człowiek sukcesu powstał po 

ostatnim upadku. Jest to prawdą także jeśli chodzi o uczenie się wygrywania 

dyskusji. Czwartą bronią jest opanowanie. Z powodu utraty kontroli nad 

emocjami (szczególnie gniewem) przegrano więcej dyskusji niż z 

jakiegokolwiek innego powodu. William Buckley jest jednym z moich 

bohaterów. Lubię patrzeć jak zabiera głos w debatach. Prawie zawsze 

odnosi zwycięstwo. Kilka lat temu Buckley brał udział w programie 

telewizyjnym z Gore Vidal. Vidal (bardzo irytująca postać) nazwał Buckleya 

"krypto-nazistą". Buckley zdenerwował się i nazwał Vidala "dewiantem". Była 

to jedna z nielicznych dyskusji, jaką przegrał. Anglicy powiadają: "Nie wpadaj 

w gniew - wpadaj w spokój". Nie jest to może zbyt "przyjemne", lecz jest 

skuteczne. Kontrolowany gniew wyostrzy twoje widzenie, udoskonali twoje 

argumenty i dostarczy większej mocy twoim słowom... tak długo, jak długo 

nad nim panujesz. Piątą bronią jest wyzwanie. Zawsze bądź przygotowany 

do poproszenia osoby, z którą polemizujesz, o podanie źródła jej informacji. 

Taka praktyka skłoni twojego oponenta do prawdomówności. (Czyniąc to 

pamiętaj o sprawdzeniu wiarygodności własnych  źródeł). Ludzie, którzy nie 

wiedzą, o czym mówią, są zwykle zdani na bicie pokłonów przed danymi 

statystycznymi, cytatami i ezoterycznymi informacjami. Zawsze można 

background image

powiedzieć: "Szanowny panie (pani), to najgłupsza rzecz jaką kiedykolwiek 

słyszałem. Z jakiego źródła zaczerpnął pan/pani te informacje?!". Tutaj słowo 

ostrzeżenia: jeśli jesteś pewien, że to, co druga osoba mówi, nie jest prawdą, 

możesz rzucić wyzwanie z silnym przekonaniem, mając pełną wiedzę, że nie 

ma wiarygodnych źródeł, które to potwierdzają. Jednak jeśli nie jesteś 

pewny, przyda się troszeczkę pokory. W tym drugim przypadku można by 

powiedzieć: "Może na pan rację, lecz trudno mi uwierzyć w to, co pan mówi. 

Na czym pan opiera swoje przekonanie? Chciałbym usłyszeć, skąd pan 

czerpał swoje informacje". Szóstą bronią jest upowszechnienie. W swoich 

pracach z dziedziny etyki Kant sugerował,  że najlepszym sposobem 

ustalenia, czy dane działanie jest etyczne, jest pomyślenie, co by było, gdyby 

stało się ono powszechnie obowiązującą regułą. Inaczej mówiąc, co by było, 

gdyby wszyscy robili to, o czym myślę? W sporze (podobnie jak w etyce) 

upowszechnienie jest ważną bronią. Na przykład, jeśli ktoś  żąda 

wygórowanej kwoty za przeprowadzenie jakiegoś programu badawczego, 

przyprzyj go do muru mówiąc: "Co by się stało gdyby również inni zażądali za 

ten program więcej pieniędzy niż w niego inwestują?". Albo, jeśli jesteś 

kapitalistą i prowadzisz debatę z socjalistą, możesz zapytać, co by się stało, 

gdyby wampir żywił się  własną krwią. Jeśli zaś jesteś chrześcijaninem i 

dyskutujesz o absolutnym charakterze praw moralnych, opisz, co by się 

stało, gdyby nikt nie przestrzegał absolutnych norm. Odmianą tej metody jest 

posługiwanie się przesadą. Można obalić prawie każdy fałszywy pogląd 

poprzez doprowadzenie go do skrajności i zapytanie, co by było, gdybyśmy 

wszyscy przyjęli go za prawdę. Pewnego razu Walter Martin uczestniczył w 

debacie radiowej nadawanej z Nowego Jorku. Dyskutował z ateistą 

żydowskiego pochodzenia. Mężczyzna ten utrzymywał, że wszystkie wartości 

wyznawane przez dane społeczeństwo są względem niego relatywne. 

Inaczej mówiąc, twierdził,  że wartości można ustalać wyłącznie drogą 

głosowania. Martin powiedział,  że gdyby miał czas, to zająłby się tym 

background image

argumentem w bardziej szczegółowy i wyrafinowany sposób. Program 

radiowy narzuca jednak pewne ograniczenia czasowe i ważne jest, aby 

skutecznie i szybko sformułował swoje wnioski. "Przypuśćmy", Martin zwrócił 

się do swojego adwersarza, kiedy powrócili w eter po przerwie na reklamy. 

"Przypuśćmy, że jesteśmy w Niemczech, mamy Trzecią Rzeszę, a ja jestem 

w S S. Przypuśćmy dalej, że moi koledzy właśnie wyciągnęli pana, Żyda - 

członka niższej rasy, z łóżka w środku nocy i zabrali do swojej kwatery. Ma 

pan teraz Lugera wycelowanego w głowę. Niech mi pan teraz powie, 

dlaczego nie miałbym pociągnąć za spust?". I nagle cała dyskusja 

przerodziła się w rzeczywistość i to rzeczywistość przerażającą. Ateista 

odpowiedział: "Nie może pan tego zrobić". "Dlaczego?", zapytał Martin. 

"Ponieważ takie postępowanie jest złe". "Wcale nie. Sam pan przecież 

powiedział,  że wartości są ustalane przez społeczeństwa, w których 

funkcjonują. I my jako społeczeństwo ustaliliśmy, że pan jest członkiem rasy 

niższej i powinien być zgładzony. Dlaczego nie powinienem pociągnąć za 

spust?". Upadła cała hipoteza ateisty, a Martin wygrał dyskusję. Jeśli nie 

istnieją absolutne wartości, to miłość jest równie dobra jak nienawiść, 

niszczenie  życia jak chronienie go, a kradzież jak uczciwe zarabianie 

pieniędzy. Jeśli nie istnieją absolutne wartości to Hitler i tysiące innych 

większych i mniejszych tyranów mieliby podstawę do działania tak długo, jak 

długo udałoby im się przekonać swoich zwolenników, że to co mówią jest 

słuszne. Jeśli jesteś człowiekiem wierzącym i zaangażowałeś się w dyskusję 

na tematy religijne, bardzo niewielu twoich adwersarzy będzie potrafiło 

obronić pokrętną logikę swoich argumentów. Na przykład, dyskutując o 

ostatecznym końcu ludzi niegodziwych zwróć uwagę na to, że Bóg odpłaca 

za czyny człowieka. Gdyby Albert Schweitzer i Adolf Hitler otrzymali taką 

samą nagrodę, to we wszechświecie byłoby coś wypaczonego i moglibyśmy 

przyjąć,  że jest on pozbawiony sensu. Bezsens jest miłym tematem na 

debatę, lecz bardzo niewielu ludzi może  żyć z jego przeszywającą, twardą 

background image

realnością. Jeśli wszechświat jest pozbawiony sensu, to bez znaczenia jest 

osoba, z którą rozmawiasz, jak też to, co ona robi. Chociaż nie daję tutaj 

wykładu logiki, należy pamiętać, że większość sofistycznych chwytów wyjdzie 

na jaw, gdy poddamy je analizie i zastosujemy do sytuacji z realnego życia. 

Siódmą bronią jest pokora. Oszuści bilardowi wygrywają nie dlatego, że są 

tacy dobrzy, lecz dlatego, że udało im się przekonać przeciwnika, iż kiepsko 

grają. Podobnie dzieje się w dobrych dyskusjach. Czasami skromność i 

pokora pozwalają odnieść zwycięstwo. Niezależnie od tego, jak jesteś 

wymowny i zorientowany w jakimś temacie, zawsze istnieje możliwość,  że 

znajdzie się ktoś kto wie więcej od ciebie, przemawia lepiej niż ty i może cię 

roznieść w bitwie. Nie wchodzi się w dyskusję z postawą pyszałka, bowiem 

jeśli przegrasz, będziesz się czuł o wiele większym głupcem. Zawsze dobrze 

jest przejawiać trochę pokory. Stwarza to dobrą drogę ucieczki, gdy 

znajdziesz się w kłopotach, i pozwala zdystansować się nieco od twojego 

oponenta. Jeśli dobrze znasz swoją dziedzinę i potrafisz dobrze przedstawić 

to co wiesz, nie pysznij się tym - po prostu to rób. Kiedy czegoś nie wiesz 

uśmiechnij się i powiedz: "Nie wiem". Jeśli jesteś w błędzie, przyznaj się do 

tego szybko. Jeśli się pomyliłeś nie staraj się tego ukryć. Pascal powiedział: 

"Czy chcesz, aby ludzie dobrze o tobie mówili? Jeśli chcesz, to nigdy nie 

mów dobrze o sobie". Ósmą bronią jest humor. Nie każdy potrafi właściwie 

wykorzystywać  tę broń, lecz jeśli masz dar, to skutecznie go wykorzystaj. 

Dobrze dobrana humorystyczna historia czy powiedzonko pomoże ci zdobyć 

sympatię publiczności, pomiesza szyki przeciwnika, a jednocześnie da ci 

szansę pozbierania myśli. Casey Stengel został kiedyś napadnięty słownie 

przez jakąś kobietę z audytorium. Pani ta głośno zawołała: "Stengel, gdybym 

miała wyjść za ciebie, nakarmiłabym cię trucizną". Stengel odkrzyknął: 

"Gdybym wyszedł za ciebie, zjadłbym ją". Zupełnie podobnie Churchill został 

upomniany przez pewną damę. "Panie premierze", powiedziała gniewnym, 

lecz pełnym godności głosem. "Pan jest pijany". "Ma pani rację, madam", 

background image

odparł Churchill. "Natomiast pani jest brzydka. Jutro rano ja będę trzeźwy". 

Dziewiątą bronią jest rekapitulacja. Zawsze mądrze jest powtórzyć argument 

oponenta eliminując pejoratywne określenia i dodając swoje własne. Jeśli na 

przykład ktoś powiedział: "Dobroczynność zaczyna się i kończy w domu - nie 

zamierzamy oddawać  własnych ciężko zarobionych pieniędzy, by karmić 

pozbawionych ambicji nierobów, którzy nie chcą pracować i być 

produktywnymi członkami społeczeństwa". Możesz powtórzyć taki argument 

zmieniając nieco jego treść: "Chciałbym się upewnić, czy dobrze 

zrozumiałem, co pan powiedział. Powiedział pan, że biedni ludzie powinni 

być trzymani w ubóstwie?". Dziesiąta broń powinna być  używana tylko w 

wyjątkowych wypadkach - nigdy, gdy można tego uniknąć. Tą bronią jest 

pominięcie. Polega ona na zignorowaniu argumentu przeciwnika jakby był 

dziwaczny lub pozbawiony jakiejkolwiek wartości. Niebezpieczeństwo kryjące 

się w używaniu tej broni polega na tym, że pomija ona osobę tak samo jak 

argument, którego użyła a żaden etyczny polemista nie będzie poniżał 

drugiego człowieka, aby wygrać dyskusję. Pominięcie składa się zwykle z 

powiedzenia czegoś w rodzaju: "Nie będę dodawał powagi takim 

argumentom udzielając na nie odpowiedzi" lub "To, co pan właśnie 

powiedział, jest tak głupie i powierzchowne, że nie zasługuje na odpowiedź". 

Jednym z najlepszych sposobów używania tej broni jest po prostu 

zignorowanie argumentu przeciwnika. Oczyszczenie pola bitwy Zanim 

przejdziemy do następnego rozdziału ważne jest, abyśmy powiedzieli słowo 

o oczyszczeniu pola bitwy. Na każdym polu bitwy spoczywają ciała 

poległych, które trzeba uprzątnąć, są rany, które trzeba opatrzyć, i 

psychiczne urazy, którymi należy się zająć. We wszystkich sporach, za 

wyjątkiem tych na poziomie pierwszym (a czasami nawet i tam), jest zawsze 

wiele zniszczeń, które należy usunąć. Co należy z tym zrobić? Istnieją trzy 

zasady, o których zawsze należy pamiętać. Zasada pierwsza głosi, aby nigdy 

nie napawać się zwycięstwem. Nie ma nic gorszego niż zwyciężyć w dyskusji 

background image

i celebrować swój sukces, i to pod nosem oponenta. Bardzo często w 

sporach robi się dużo hałasu o nic. W tej grze czasami się wygrywa, czasami 

przegrywa. Trudniej jest być pokornym i okazywać łaskawość, gdy się wygra 

niż przegra, lecz w drugim przypadku jest to o wiele bardziej ważne. * * * "Nic 

nie nastraja taką melancholią jak przegrana bitwy, może za wyjątkiem bitwy 

wygranej. - Książę Wellington Druga zasada brzmi: zawsze chwal swojego 

oponenta. Styl debatowania stosowany przez Cala Thomasa, 

konserwatywnego dziennikarza, jest jednym z najlepszych przykładów 

skutecznej argumentacji jaki znam. Thomas brał kiedyś udział w programie 

nadawanym na żywo z Miami i przez prawie dwie godziny absolutnie 

dystansował liberalnie nastawionego gospodarza programu. Pod koniec Cal 

powiedział: "Dziękuję ci za zaproszenie mnie do twojego programu. Muszę 

powiedzieć,  że jesteś jednym z najlepiej przygotowanych i najbardziej 

błyskotliwych redaktorów jakich spotkałem. Czuję się zaszczycony, że 

mogłem wystąpić w twoim programie". Cal na pewno zostanie zaproszony 

ponownie. Ważniejsze jednak jest to, że pokazał, iż ceni i szanuje swojego 

oponenta. Nie ma takiego człowieka, który czasami nie czułby się jak głupiec, 

który nie byłby nigdy zakłopotany własnymi słowami lub który nie przegrałby 

kilku dyskusji. Pamiętaj, jak się czułeś, gdy ci się to przytrafiło, i upewnij się, 

że opatrzyłeś rany, które chciałbyś mieć opatrzone, gdybyś znalazł się na 

miejscu twojego przeciwnika. Nie sugeruję, abyś był nieszczery w swoich 

pochwałach. Proponuję ci jednak, abyś uważnie szukał czegoś godnego 

pochwały i tej pochwały udzielił. Trzecia i ostatnia zasada brzmi: czasami 

przegraj. Nie musisz wygrywać każdej dyskusji. Tylko ludzie mający poczucie 

bezpieczeństwa mogą celowo przegrać dyskusję. Na tym świecie jest wiele 

rzeczy ważniejszych od wygrywania sporów. Od zwycięstwa ważniejsi są 

ludzie, miłość i łączące ich związki, afirmowanie wartości drugiego człowieka. 

Właściwie jednak wcale nie muszę udzielać ci tej rady. Czasami przegrasz 

dyskusję - chociaż po przeczytaniu tego rozdziału będzie tych przegranych 

background image

prawdopodobnie trochę mniej. Rozdział 7.& Propozycje do przemyślenia 

"Człowiecze są zamysły serca, odpowiedź  języka od Pana." - Przysł 16, 1 

Jeśli zamierzasz wygłosić mowę, ten rozdział  będzie najważniejszym 

rozdziałem w całej książce. Nie oznacza to, że nie będziesz już musiał czytać 

nic innego (jest przed nami trochę dobrego materiału), lecz jeśli pragniesz 

poznać najważniejsze rzeczy, które są potrzebne do dobrego przemawiania, 

znajdziesz je tutaj. Jeśli znasz teologię, to pewnie słyszałeś o Janie Kalwinie. 

Jeśli zaś  słyszałeś o Kalwinie, to wiesz, że jego system teologiczny często 

przedstawia się w formie uproszczonej jako "Pięć punktów Kalwinizmu". Jeśli 

zaś jesteś obeznany z "Pięcioma punktami Kalwinizmu", to na pewno znasz 

współczesną formę, w jakiej są one prezentowane. Na pewno wiesz, że jest 

to słowo-akrostych: Tulip (tulipan, przyp. tłum.). Ja również opracowałem pięć 

punktów o tym, jak przygotować mowę. Powiem więcej, tych pięć zasad 

można również zapamiętać za pomocą akrostychu Tulip. Większość książek 

o publicznym przemawianiu omawia to zagadnienie w sposób tak 

szczegółowy i skomplikowany, że gdy opanujesz wszystkie zasady, będziesz 

już za stary, aby przemawiać. Nauczając studentów sztuki komunikacji 

odkryłem, że bardzo ważne jest skoncentrowanie się na kilku podstawowych 

zasadach. Przez wiele lat uczyłem pływania i nurkowania. Pamiętam 

pewnego chłopaka, który chciał się nauczyć nurkowania. Mówiłem mu: "Billy, 

jeśli będziesz uważał na głowę, wszystko inne będzie w porządku". Billy 

zanurkował, a kiedy wypłynął na powierzchnię zapytał: "Panie Brown, czy 

trzymałem nogi razem?". "Billy", powiedziałem. "Nie martw się o swoje nogi. 

Pamiętaj o tym, co powiedziałem o głowie". Spróbował jeszcze raz, lecz to 

jego nurkowanie nadal słabiutko wyglądało. "Panie Brown", zapytał (jego 

brzuch był cały czerwony, ponieważ skoczył "na blachę"). "Czy teraz dobrze 

skoczyłem?". "Billy, zapomnij o skakaniu. Martw się o swoją głowę. Zapomnij 

o całej reszcie. Jeśli głowa jest w porządku, reszta będzie też jak należy". 

Przedstawiam te zasady, aby nauczyć cię najważniejszych elementów 

background image

przygotowywania mowy i wszelkich innych form publicznej prezentacji. Gdy 

wykonasz to tak, jak należy, to nawet jeśli wszystko inne pójdzie źle i tak 

odniesiesz sukces. Jeśli zrobisz źle to, o czym tutaj mówię, to choćbyś 

wykonał dobrze wszystko inne, nigdy nie wygłosisz mowy, której ludzie będą 

słuchali. A zatem przejdźmy do rzeczy. Dobra mowa powinna być: 

Terapeutyczna Każda dobra prezentacja jest "terapeutyczna" (wyraz ten 

pochodzi od greckiego słowa oznaczającego "sługę" czy "pomocnika"). 

Inaczej mówiąc, mowa musi stawiać sobie za cel pomóc ludziom, którzy jej 

słuchają. Jeśli jesteś duchownym, to musisz pamiętać, że nikt nie interesuje 

się dokumentarną hipotezą Grafa-Weelhausena, nikogo nie obchodzi, czy 

poglądy lapsariańskie są prawdziwe lub jaka jest różnica pomiędzy 

systemem teologicznym Augustyna a nauką Tomasza z Akwinu. Ludzie, 

którzy siedzą w kościelnych ławkach, umierają. Martwią się o swoje rodziny, 

swoją pracę i swoją przyszłość. Czują się winni i mają wiele obaw. Nawet nie 

są pewni, czy Bóg istnieje, a jeśli istnieje, to czy to cokolwiek zmienia. * * * 

"Elokwencja jest darem natury i nie można się jej nauczyć w szkołach, lecz 

retoryka jest tworem sztuki, której najlepiej wyuczy się ten, który czuje się 

najmniejszy." Charles Caleb Colton * * * Frederick Buechner w drugim tomie 

swojej biografii pt. "Now and Then" ("Teraz i wtedy") opowiada o tym, jak był 

duchownym w szkole dla chłopców w Exeter. Pisze o swoich kaznodziejskich 

doświadczeniach nawiązując do powiedzenia Karla Bartha, że ludzie 

przychodzą do kościoła, ponieważ pragną uwierzyć,  że to o czym się tam 

mówi jest prawdą: "Nigdy nie zakładałem, że ludzie, do których przemawiam, 

mają niezachwianą pewność,  że są pozbawieni wszelkich wątpliwości. Czy 

człowiek może mieć taką pewność? Zawsze przyjmowałem,  że inni ludzie 

pragną poznać prawdę równie silnie jak ja. Zakładałem,  że nawet ludzie 

najbardziej rozczarowani religią i negatywnie nastawieni pragną, aby była 

ona prawdziwa, i postępują w tym względzie zupełnie tak jak ich nieco 

bardziej pobożni bliźni - pragną, aby wykazać im jej prawdziwość, pragną, 

background image

aby przed ich oczyma przybrała namacalną postać, chcą umieć się nią 

cieszyć. Dochodzą w życiu do momentu, gdy pragnienie to staje się tak silne, 

że należy uważać, co się im daje, bowiem w tobie również jest pragnienie, 

aby dać im wiele. ("Now and Then", San Francisco, Harper & Row, 1983, s. 

70). Innymi słowy, głównym punktem skupienia każdej publicznej prezentacji 

są  słuchacze. Jeśli o nich zapomnisz, to, niezależnie od tego, jak jesteś 

wymowny, twoje przesłanie nie dotrze do pierwszego rzędu słuchaczy. 

Zawsze zadawaj sobie pytanie: "Co zmieni moja mowa?". Jeśli nie potrafisz 

podać odpowiedzi, nie wygłaszaj jej. Nie znam ciebie, lecz zmęczyłem się już 

słuchaniem ludzi wygłaszających mowę tam, gdzie wystarczyłby pisemny 

raport. Wiele czasu się traci na wysłuchiwanie prezentacji, które nie mają 

żadnego znaczenia dla słuchaczy. Najważniejszym darem, jakim obdarzy cię 

audytorium, jest czas. Kiedy ludzie już ci go dadzą, upewnij się,  że nie 

zmarnujesz go mówiąc im o czymś, czego nie potrzebują. Zawsze przed 

przygotowaniem mowy zadaj sobie pytanie, jaki cel chcesz osiągnąć. Ten cel 

musi spełniać wobec publiczności służebną rolę albo cała twoja prezentacja 

pójdzie na marne. Unikalna Drugą z pięciu cech dobrej mowy jest 

"unikalność".  Żyjemy w czasach, gdy jesteśmy bombardowani słowami. 

Gdziekolwiek się zwrócimy, ludzie pragną przyciągnąć naszą uwagę. Aby 

być skutecznym mówcą musisz zrobić czy powiedzieć coś, co spowoduje, że 

ludzie będą chcieli słuchać tego co masz im do powiedzenia. * * * "Mam 

wiele świszczących strzał w moim kołczanie - przemawiają one do mądrych, 

lecz dla tłumu wymagają objaśnienia." - Pindar * * * Zwykle mówię moim 

studentom,  że jeśli sądzą,  że nie powinni czegoś powiedzieć, to 

prawdopodobnie należy właśnie to zrobić. Zawsze gdy myślisz: "To 

określenie trochę za mocne", prawdopodobnie się mylisz. Nawet gdy 

czujesz, że to co powiesz może obrazić twoich słuchaczy, i tak powinieneś to 

powiedzieć. Lepiej obrazić ludzi niż zanudzić ich na śmierć. Mam przyjaciela 

kaznodzieję, który do pulpitu przyprowadził swojego psa, aby 

background image

zademonstrować zasady uczniostwa. Posunięcie to było bardzo ryzykowne, 

lecz nikt nie spał i on przekazał to co chciał. Myśl w kategoriach obrazów - 

posługuj się rzutnikami, plakatami i innymi środkami wizualnej prezentacji. 

Podam przykład: pewien motywacyjny mówca mówił o znalezieniu właściwej 

perspektywy nalewając jednocześnie wodę do szklanki. Kiedy naczynie było 

w połowie pełne, zapytał: "Czy myślicie, że szklanka jest w połowie pełna czy 

w połowie pusta?". Przez lata starałem się nakłonić ludzi do słuchania tego 

co mam im do powiedzenia. Jakiś czas temu cierpiałem na poważną chorobę 

biodra i musiałem przemawiać w pozycji siedzącej. Miejsce pulpitu zajął 

wysoki stołek. W okresie gdy ból zmuszał mnie do siedzenia na stołku 

zauważyłem, że ludzie słuchają uważniej niż przedtem. Zrozumiałem, że gdy 

siedzę, moje kazania wydają się mniej "kaznodziejskie" i nie budzą takiego 

poczucia zagrożenia. Gdy ból ustąpił, nabrałem nowego zwyczaju 

wygłaszania kazań: głosiłem siedząc na stołku. Kościół, w którym wówczas 

służyłem, miał teatralne krzesła ustawione jak w amfiteatrze. Jeden ze 

starszych tego kościoła odpowiadając na pytanie, dlaczego tylu ludzi 

przychodzi na nabożeństwa, stwierdził: "Nic dziwnego. Nasz pastor siedzi na 

barowym stołku, a ludzie w fotelach teatralnych". Dobry dowcip powiedziany 

we właściwym momencie może bardzo pomóc przełamując formalny, 

konwencjonalny nastrój. Kiedyś przemawiałem w kościele Bena Hadena w 

Chattanooga. Jeśli znasz z telewizji Bena i jego styl przemawiania, to wiesz, 

że on jako dawny prawnik, spaceruje gdy mówi, zupełnie tak jakby wygłaszał 

mowę przed ławą przysięgłych. Pewna pani była nieco podenerwowana 

moim stylem prezentacji. Wyszła mówiąc do siebie: "Mamy pastora, który 

chodzi, mówi i zaprasza do uczestnictwa słuchaczy, którzy siedzą i śmieją 

się. Jestem już zmęczona tym kazaniem". Cóż, mogła się zmęczyć, lecz 

przecież nie zasnęła z nudów. Miałem przyjaciela, który zapalał i gasił 

lampkę na pulpicie podczas swojej mowy. Pod koniec powiedział: 

"Zastanawialiście się pewnie, dlaczego zapalałem i gasiłem lampkę, gdy do 

background image

was przemawiałem. Zrobiłem to, aby skłonić was do zadania tego pytania i 

abyście nie odpłynęli gdzieś daleko myślami". Sposób posługiwania się 

słowami może być całkiem niekonwencjonalny. Kiedy już zdecydujesz, które 

zdania odgrywają kluczową rolę w komunikowaniu treści twojego przesłania 

postaraj się sformułować je tak, aby zdumiewały, szokowały, zaskakiwały czy 

malowały przed słuchaczami barwną ilustrację. Na przykład, gdy wygłaszając 

sprawozdanie na temat danych statystycznych wskazujących na istotne 

trendy rozwojowe firmy powiesz: "Zauważyłem,  że pojawił się tutaj 

interesujący trend", to ludzie nadal będą spali. Zamiast tego powiedz: "Teraz 

pokażę wam coś ekscytującego. Obudźcie się i posłuchajcie! Te dane 

statystyczne was zaskoczą". Posługiwanie się  słowami w rodzaju 

"posłuchajcie" lub "niektórzy z was śpią, lecz ja znam ich nazwiska" 

spowoduje,  że ludzie pozostaną z tobą. Często zadaję egzystencjalne 

pytania, aby skłonić ludzi do słuchania, jaka będzie odpowiedź, na przykład: 

"Czy zastanawialiście się nad tym, czy Bóg nie jest okrutny?". Czasami 

podobne efekty można osiągnąć poprzez szept czy krzyk. Często używam 

niekonwencjonalnych wyrażeń, jak "banialuki", "prześmiewca", "nieudacznik" 

lub "końskie pióra". Kiedyś podszedł do mnie jeden ze starszych kościoła, w 

którym byłem pastorem. Powiedział: "Pastorze, naprawdę podobają mi się 

twoje kazania, lecz wolałbym, abyś przestał mówić "końskie pióra"! 

Zobaczysz,  że kiedyś noga ci się powinie". Nie wiem, która agencja 

reklamowa wymyśliła nazwę Fuddruckers (Róg obfitości) dla sieci barów 

szybkiej obsługi sprzedających hamburgery i hot dogi, lecz człowiek ten jest 

geniuszem, bowiem zrozumiał konieczność bycia niekonwencjonalnym. 

Lapidarna Trzecią cechą dobrej komunikacji jest "lapidarność" (wyrazistość). 

Pozwólcie,  że podam wam inną pokrewną zasadę: jeśli ludzie nie potrafią 

zanotować tego, co mówisz, w ogóle nie powinieneś przemawiać. 

Oczywiście nie chodzi mi o to, że wszyscy słuchacze powinni notować to, co 

powiedziałeś, lecz jeśli ktoś chce robić notatki i nie może, oznacza to, że nie 

background image

przedstawiłeś jasno swojej myśli lub twoje przesłanie padło na głuche uszy. * 

* * "Wszyscy wielcy mówcy byli kiedyś  słabymi mówcami." - Ralph Waldo 

Emerson * * * Na temat przejrzystości powiem więcej w następnym rozdziale, 

tutaj jedynie zaznaczę,  że porządek jest bardzo istotny dla każdej 

prezentacji. Poszczególne punkty powinny być ponumerowane, a 

wymieniając je mówca powinien zawsze nawiązywać do tego, co zostało 

powiedziane wcześniej. Na przykład, "Po pierwsze, mówiłem o sile 

motywowania, po drugie chcę powiedzieć o osobistym motywowaniu... ". 

Kiedy przechodzisz od jednego punktu do drugiego, nie zakładaj,  że ludzie 

pójdą za tobą. Nie uczynią tego, jeśli nie zaznaczysz jasno tego przejścia. 

Większość dobrych przemówień posiada jeden główny temat i kilka 

podtematów podporządkowanych głównej idei. Upewnij się,  że sam 

rozumiesz główny temat, i postaraj się uczynić go zrozumiałym dla innych. 

Zadaj sobie pytanie, co starasz się osiągnąć przez swoje wystąpienie. Jeśli 

nie potrafisz tego wyrazić w jednym zdaniu, nie zrealizujesz tego zamiaru. 

Ilustrowana Piątym elementem dobrej komunikacji są "ilustracje". Powiadają, 

że Sydney Smith, brytyjski duchowny i autor, który pomógł w założeniu pisma 

"Edinburgh Revier" ("Edynburski przegląd"), modlił się kiedyś na głos: "A 

teraz, Panie Boże, opowiem ci anegdotę". To możliwe, że Pan Bóg nie chciał 

słuchać jego anegdoty lub był tym nawet urażony - lecz ja osobiście w to 

wątpię. Widzisz, Bóg dając nam swoją księgę nie wręczył nam wykazu 

doktryn, wyznania wiary, wykładu teologii systematycznej i indeksu. Dał nam 

księgę, która zawiera wiele opowieści, bowiem ludzie, których stworzył, 

bardzo je lubią. Skuteczny mówca jest wytrawnym ilustratorem. Oto dobra 

zasada: jeśli nie potrafisz podać ilustracji do tego, co chcesz powiedzieć, nie 

jest to prawdą lub jest rzeczą pozbawioną znaczenia. Nie oznacza to, że 

każdy punkt prezentacji powinien mieć ilustrację. Istnieje niebezpieczeństwo 

(ja sam często wpadam w tę pułapkę) umieszczenia zbyt wielu ilustracji. 

Powinieneś jednak potrafić (nawet jeśli tego faktycznie nie uczynisz) podać 

background image

przykład do każdego punktu swojej mowy. * * * "Przykład zawsze jest 

bardziej skuteczny niż przepis." - Samuel Johnson * * * Mój mentor John 

Stanton mawiał, że problem z moimi wczesnymi kazaniami polegał na tym, iż 

były one pozbawione "okien". Wyjaśnił mi, że ilustracje są oknami, przez 

które ludzie mogą zobaczyć zastosowanie czy prawdę, której się naucza. 

Jestem dozgonnie wdzięczny za tę radę. John nauczył mnie, jak opowiadać 

historie, które są zastosowaniem przekazywanych prawd, i jak nadawać 

wszystkiemu co mówię praktycznego wymiaru. Skąd można zaczerpnąć 

ilustracje? Dr Donald Grey Barnhouse powiedział kiedyś: "Całe  życie jest 

ilustracją nauki biblijnej". Miał rację, lecz zasada, o której mówił, jest jeszcze 

szersza. Można powiedzieć,  że "całe  życie jest ilustracją prawdy". Każdy 

dobry mówca jest bystrym obserwatorem życia szukając w nim ilustracji do 

przekazywanych przez siebie prawd. Jeśli wygłaszasz mowę motywacyjną 

do pracowników na temat ważności koncentrowania się na potrzebach 

klientów, powinieneś zilustrować  tę zasadę konkretnym przykładem, jak 

poprzez takie działania można osiągnąć sukces. Jeśli po prostu 

zakomunikujesz jakąś prawdę, zostanie ona szybko zapomniana. Większość 

ilustracji czerpiemy z życia uważnie je obserwując. Biskup William Quayle 

wygłosił kiedyś kazanie do duchownych, w którym wskazał na obserwację 

jako jedno z najważniejszych zadań stojących przed kaznodzieją. Powiedział: 

"Kiedy tydzień kaznodzieja dochodzi do niedzieli, ludzie pytają go: 

"Kaznodziejo, powiedz nam, gdzie byłeś i co widziałeś gdy robotnicy trudzili 

się ciężką pracą?". Byłoby dobrze, gdybyśmy mogli powiedzieć o nim z 

szacunkiem: "Otworzył swoje usta i nauczał ich mówiąc" i wysłuchać 

kolejnego, choć nieco mniejszego, kazania na górze. Byłoby dobrze gdyby 

słuchający mogli westchnąć i z sercem przepełnionym ulgą powiedzieć: 

"Kaznodziejo, dostrzegłeś i usłyszałeś to? Wykonałeś dobrą pracę. Idź tam i 

słuchaj następnego tygodnia, a potem przyjdź tutaj i opowiedz nam o tym, co 

usłyszałeś i zobaczyłeś". Każde spotkanie z realnymi ludźmi - każdy wyraz 

background image

bólu, każde zajęcie, historia każdego  życia - dostarcza mówcy bogatego 

materiału ilustracyjnego. Ktoś powiedział,  że sztuka pisania to sztuka 

obserwacji. To samo można powiedzieć o przemawianiu. Każdy potrafi 

napisać poprawne zdanie, wstawić odpowiednie znaki interpunkcyjne i 

sięgnąć po słownik, aby nie popełnić  błędów, lecz ludzie, którzy są 

obserwatorami życia mają coś ważnego do powiedzenia. Obserwując innych 

nie zapomnij o obserwowaniu samego siebie. Jeśli jesteś kaznodzieją, 

pamiętaj, że nie możesz wypowiadać się o rodzaju ludzkim jakbyś do niego 

nie należał. Na lotniskach nie ma oddzielnych toalet dla mężczyzn, kobiet 

oraz duchownych. Po dwudziestu ośmiu latach bycia pastorem odkryłem, że 

te same rzeczy, które mnie przerażają, kuszą i inspirują, przerażają, kuszą i 

inspirują innych. W rezultacie odkryłem,  że jednym z największych  źródeł 

informacji jestem ja sam i to co rozgrywa się w moim życiu. Innym sposobem 

wynajdywania ilustracji jest oczywiście czytanie. Mówca, który nie czyta, 

wcześniej czy później znajdzie się w poważnych tarapatach. Zapytasz: "Co 

powinienem czytać?". Wszystko: czytaj ogłoszenia na pudełkach płatków 

śniadaniowych, czytaj plakaty, magazyny i wszystkie książki, jakie wpadną ci 

w ręce. Nie zapominaj także o radiu i telewizji. Męczą mnie mówcy, którzy są 

stale na wojennej ścieżce z mediami elektronicznymi. Zdradzę wam sekret: 

żaden przemysł nie jest bardziej wrażliwy na to ludzkie pragnienie niż 

rozgłośnie komercyjne. Racją ich istnienia jest dowiadywanie się, jakie są 

potrzeby ludzi, a następnie dawanie im tego. Nie podoba mi się to tak samo 

jak tobie, niestety takie są fakty. Dlatego mówca, który nie wie, co się dzieje 

w mediach elektronicznych, nie dotrze tam, gdzie żyją prawdziwi ludzie. 

Jednym z najlepszych źródeł materiału ilustracyjnego jest radio i telewizja. 

Innym  źródłem przykładów są specjalne książki z materiałem ilustracyjnym. 

Wiem, wiem. Może wydawać się to oszukiwaniem, lecz tak naprawdę nim nie 

jest tak długo, jak długo obdarzasz zaufaniem osobę, która pierwsza 

opowiedziała daną historię czy posłużyła się daną ilustracją. Większość 

background image

książek z przykładami nie ma wielkiej wartości, lecz jeśli znajdziesz w nich 

trzy czy cztery dobre przykłady, to są one warte swojej ceny. A teraz podam 

wam najlepsze źródło ilustracji jakie znam: są nim ludzie, z którymi 

rozmawiasz. Kiedy dasz do zrozumienia, że "oddałbyś duszę" za dobry 

przykład, twoi przyjaciele zaczną ich szukać dla ciebie. Oprócz tego będą 

mieli prawdziwą frajdę  słysząc jak używasz historii czy cytatów, których ci 

dostarczyli (co zwiększy ich pragnienie znalezienia jeszcze większej ilości 

przykładów). Mówienie nigdy nie jest prywatną sprawą mówcy. Powinno ono 

angażować publiczność, a jednym z najlepszych sposobów osiągnięcia tego 

celu jest poproszenie ich o pomoc w znalezieniu ilustracji. * * * "Połączenie 

matematyka z poetą, zapału z umiarem, pasji z poprawnością - oto 

prawdziwy ideał." - William James * * * Z pasją Piątym i ostatnim elementem 

komunikacji jest "pasja". Jeśli to co mówisz nie ma dla ciebie większego 

znaczenia, nie będzie go też miało dla kogoś innego! Nienawidzę nudnych, 

pozbawionych  życia i pasji przemówień. Postanowiłem,  że już nigdy więcej 

nie będę ich słuchał. Kiedy jestem zmuszony słuchać do końca nudnej 

mowy, gram w pewną grę. Sprawdzam, ile razy uda mi się przejść przez 

wszystkie litery alfabetu zanim mówca dobrnie do końca - używam przy tym 

jedynie pierwszych liter słów, których użył. Być może nie wyraża to zbyt wiele 

szacunku, lecz jest o wiele bardziej kurtuazyjne od zapadnięcia w drzemkę. 

Jeśli jesteś duchownym, wiesz, że trudno uczynić nudnym coś tak 

ekscytującego jak ewangelia. Mimo to wszyscy wiemy, że zdarza się to 

często w niedzielny poranek w tysiącach kościołów. Jeśli jesteś sprzedawcą 

towaru, który nie wzbudza w tobie zaraźliwego entuzjazmu, powinieneś 

postarać się o nowy towar. A jeśli twoje sprawozdanie przed członkami 

zarządu czy komisji nie "porusza cię", to możesz być pewny, że nie 

zainteresuje też nikogo innego. Mój przyjaciel John Haggai, założyciel i 

dyrektor Haggai Institute for Advanced Leadership Training, jest jednym z 

najbardziej skutecznych mówców jakich znam. Gdy zbierałem fundusze na 

background image

program budowlany, zadzwoniłem do niego i zapytałem, jak on to zrobił. 

Powiedział mi: "Steve, powiedziałem mojej sekretarce, że odwołuję wszystkie 

moje rozmowy telefoniczne i nie chcę, aby na krótko przed powtórnym 

przyjściem Chrystusa ktokolwiek mi przeszkadzał. Następnie usiadłem za 

biurkiem i zacząłem się zastanawiać nad tym projektem i nad tym, jak wiele 

zmieni on w życiu ludzi. Kiedy byłem tak podekscytowany, że nie mogłem już 

dłużej wysiedzieć, szedłem prosić o pieniądze". Zasada ta będzie działała 

także w twojej mowie. Gdy będziesz ją przygotowywał, obudź w sobie 

entuzjazm. Jeśli nie potrafisz być nią podekscytowany, poproś, aby zamiast 

ciebie wygłosił ją ktoś inny. Rozdział 8.& Przygotowanie mowy "Głoś naukę, 

nastawaj w porę, nie w porę, w razie potrzeby wykaż błąd, poucz, podnieś na 

duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz." - 2 Tym 4, 2 W seminarium 

miałem profesora, który mówił studentom, że na każdą minutę, jaką 

kaznodzieja spędza za pulpitem, powinna przypadać godzina przygotowań. 

Nie miał zielonego pojęcia o prawdziwym życiu. Od dwudziestu lat nie służył 

w kościele i nie zdawał sobie sprawy z czasowych rygorów narzucanych 

przez napięty rozkład zajęć współczesnego duchownego. Wielu pastorów 

wygłasza trzy trzydziestominutowe kazania w tygodniu - gdyby chcieli 

posłuchać rady mojego profesora, musieliby poświęcać dziewięćdziesiąt 

godzin w tygodniu na przygotowania. Zadanie to jest wykonalne dla mnicha, 

który nie ma rodziny i nie chce jeść ani spać. Chociaż profesor mylił się co do 

ilości czasu, jaki należy poświęcić na przygotowanie kazania, nie mylił się co 

do znaczenia przygotowania. Louis Pasteur powiedział kiedyś: "Przypadek 

faworyzuje jedynie przygotowane umysły". Prezydent Nion powiedział mi 

kiedyś, że rozmawiając z synem Winstona Churchilla wyraził swój podziw dla 

jego zdolności do improwizowanych przemówień. Ten odpowiedział: "O tak, 

obserwowałem jak ojciec całymi godzinami przygotowywał te improwizowane 

przemówienia. Jedną z cech dobrej mowy jest łatwość, z jaką jest 

wygłaszana. Istnieje bezpośredni związek pomiędzy  łatwością, z jaką ktoś 

background image

przemawia, a pracą  włożoną w przygotowanie mowy. Miałem przyjaciela, 

który uwielbiał przemawiać, lecz nie był w tym zbyt dobry. Przypadkowo 

usłyszałem, jak mówił do naszego wspólnego znajomego: "Nie przygotowuję 

się. Chyba po prostu mam ten dar". Pragnąłem mu powiedzieć (nie zrobiłem 

tego), że rzeczywiście ma dar, lecz nie dar wygłaszania mów. Jego dar był 

tak potężny, że nikt nie śmiał powiedzieć mu o tym, że jego przemówienia są 

okropne. W tym rozdziale przyjrzymy się, jak przygotować mowę. 

Niewłaściwe przygotowanie jest powodem niepowodzenia większości złych 

przemówień. Nie znaczy to, że sposób prezentacji nie jest ważny (powiem o 

tym w następnym rozdziale), lecz że jeśli nie poświęcisz czasu na 

przygotowanie się i nie wykonasz tego jak należy, konfrontacja z 

publicznością może mieć tak katastrofalne skutki jak skakanie z samolotu 

bez spadochronu. * * * "Człowiek jest głuchy na wszystko do czego nie dają 

mu przystępu jego doświadczenia." - Fredrich Wilhelm Nietzsche * * * 

Pamiętaj o słuchaczach Pierwszą rzeczą, którą musi wziąć pod uwagę autor 

mowy są  słuchacze - o dziwo, jest to najbardziej zaniedbywany fragment 

przygotowań. Oprócz tego, że czas jest najcenniejszym darem, jaki ofiarują 

ci słuchacze, i nie powinieneś go marnować, istnieje jeszcze kilka innych 

czynników związanych z audytorium, o których należy pamiętać. Kilka lat 

temu pewien mężczyzna, któremu zależało na udowodnieniu prawdziwości 

swojego poglądu na sztukę, dał małpie pędzel malarski i nauczył ją malować. 

Następnie wystawiał te małpie "dzieła sztuki" jako swoje własne. Malowidła 

były nieco abstrakcyjne, kolorowe i nowoczesne, więc krytycy nazwali je 

"interesującymi" i "niezwykłymi". Niektórzy z nich uznali nawet, że wyszły one 

spod pędzla najważniejszego z młodych artystów tamtego okresu. Człowiek 

ten nigdy nie zdradził krytykom, ani tym, którzy kupili malowidła, tajemnicy o 

swojej małpie. W końcu praca była łatwa, a małpa pracowała szybko. Dobra 

mowa, podobnie jak dzieło sztuki, uwzględnia fakt, że "autoekspresja" nie ma 

żadnej wewnętrznej wartości - po prostu jest. Tak jak małpa potrafi malować, 

background image

każdy potrafi składać  słowa. To w publiczności tkwi coś, co czyni sztukę 

wielką, a mowę skuteczną. Lecz na tym analogia się kończy. Chociaż sztuka 

komunikuje pewne treści, jej sposób komunikacji nie musi mieć charakteru 

poznawczego. Sztuka nie koncentruje się przede wszystkim na publiczności, 

chyba że przestaje być sztuką i staje się propagandą. Natomiast mowa musi 

koncentrować się na słuchaczach, w przeciwnym bowiem razie przerodzi się 

w bełkot. Mowa musi być konkretna, mieć jasne przesłanie i być pomyślana 

tak, aby wytwarzała określoną reakcję tych, co słuchają. Chociaż pewne 

elementy w przygotowywaniu mowy można nieco swobodnie określić jako 

pewną formę sztuki, coraz mniej mi odpowiada nazywanie retoryki "sztuką". 

Mowa nie jest sztuką. Jest narzędziem, bardzo pragmatycznym i 

nakierowanym na pewien punkt docelowy - publiczność. Co jakiś czas różne 

organizacje sponsorują konkursy mające wyłonić "najlepsze kazania roku". 

Kaznodzieje posyłają swoje kazania do oceny, a grupa sędziów decyduje, 

komu przyznać nagrody. Niektóre z najlepszych kazań, jakie kiedykolwiek 

wygłoszono, nigdy nie zdobyłyby nagrody, nigdy nie otrzymałyby dobrej 

oceny na zajęciach homiletyki czy zostały opublikowane w księdze kazań. 

Czy wiesz dlaczego? Ponieważ  sędzią, jedynym sędzią decydującym, czy 

kazanie jest dobre, czy złe, jest publiczność. Mowa nie może być oceniana 

pod kątem tego, jak jest kwiecista, pełna tolerancji czy elegancka. Jedynym 

sędzią mowy jest publiczność. Zwykle mówię moim studentom: "Nie 

przejmujcie się tak bardzo ocenami, które wam wystawię. Jeśli będziecie 

przychodzili na zajęcia, nie będziecie mieli problemów. Prawdziwy egzamin 

zdaje się stojąc za pulpitem w kościele. Jestem tutaj nie po to, aby 

przygotować was do otrzymania dobrej oceny w klasie, lecz pomóc, abyście 

nie oblali egzaminu jakiemu zostaniecie poddani w waszych kościołach". 

Przygotowując mowę poświęć dużą uwagę twojej publiczności. Powinieneś 

zawsze odpowiedzieć sobie na poniższe pytania: Jaki jest przeciętny wiek i 

płeć słuchaczy? Jakie jest wykształcenie słuchających? Czy słuchacze będą 

background image

wrogo nastawieni, wspierający czy neutralni? Czy trzeba ich przekonać o 

ważności podjętego tematu? Jaki mają czas koncentracji uwagi? Na jakiego 

rodzaju mowy ta konkretna publiczność reagowała pozytywnie? Podam wam 

tutaj pewną zasadę: w fazie przygotowań określenie rodzaju publiczności 

poprzedza i wyznacza formę samej prezentacji. Inaczej mówiąc, treść i styl 

mowy powinny być podyktowane przez rodzaj publiczności. W dalszej części 

tego rozdziału udzielę kilku innych rad dotyczących przygotowywania mowy. 

Pamiętaj jednak, że nawet jeśli wszystkie inne rzeczy opanujesz, jak należy, 

lecz zapomnisz o słuchaczach, twoja mowa będzie wielką "sztuką" i niczym 

więcej. Dokonaj właściwego wyboru tematu Drugą sprawą jaką należy 

uwzględnić przygotowując mowę jest temat. Czasami inni wyznaczą ci temat. 

Czasami poproszą, abyś skoncentrował się na pewnej ogólnej dziedzinie. 

Kiedy indziej wybór tematu zostanie całkowicie pozostawiony twojemu 

uznaniu. W pierwszym przypadku lepiej odmówić wygłoszenia mowy niż 

podjąć się mówienia na temat, o którym wiesz bardzo niewiele lub którym 

słuchacze w ogóle się nie interesują. W drugim przypadku będziesz musiał 

dostosować swoją mowę do swojej wiedzy i rodzaju zainteresowań 

publiczności. W trzecim przypadku zawsze przyjmij zaproszenie! Teraz 

pozwólcie,  że bliżej wyjaśnię poszczególne punkty. Kiedy zostanie ci 

wyznaczony wąski temat, musisz być bardzo ostrożny. Sama umiejętność 

"dobrego przemawiania" nie wystarczy, by skompensować twój brak wiedzy 

czy niedostateczne zainteresowanie słuchaczy. Często jestem proszony o 

przemawianie na konferencjach i w collegeach. Zwykle osoby, które mnie 

zapraszają, błędnie zakładają,  że mogę mówić o wszystkim co ma 

jakikolwiek związek z religią. Po wielu latach doświadczeń nauczyłem się 

mówić: "Przykro mi, lecz jest wielu ludzi, którzy potrafią mówić na ten temat 

lepiej ode mnie. Jeśli nie możecie dać mi większego wyboru, to chyba 

powinniście znaleźć kogoś innego. * * * "Jakie jest krótkie znaczenie tej 

długiej mowy?" - Johann von Schiller * * * Kiedy temat jest bardziej ogólny i 

background image

luźno łączy się z dziedziną, na której się znasz, masz stosunkowo szerokie 

pole manewru. Na przykład, gdyby kazano ci wygłosić wykład na temat: "Jak 

uczyć dzieci", a ty jesteś rodzicem, nauczycielem, nauczycielem szkoły 

niedzielnej czy trenerem Little League (Małej ligi), możesz przyjąć 

zaproszenie wiedząc,  że skoncentrujesz się na tym aspekcie "nauczania 

dzieci", o którym wiesz najwięcej. Najlepszymi zaproszeniami do wygłoszenia 

mowy są takie, które dają nieograniczoną swobodę wyboru tematu. Musisz 

przejrzeć w myślach wszystkie tematy, które uważasz za interesujące i które 

potrafisz najlepiej przedstawić. Problemem, jaki się wówczas nasuwa, jest 

zdecydowanie, który temat wybrać. Udzielę ci trzech rad: 1. Wybierz temat, 

który przyciąga twoją uwagę. 2. Wybierz temat, który przyciągnie uwagę 

słuchaczy. 3. Wybierz temat, o którym już coś wiesz lub po przeprowadzeniu 

badań możesz wiedzieć tyle, że twoje wystąpienie będzie miało sens. 

Niezależnie od tego, czy narzucono ci temat, czy sam go sobie wybrałeś, 

czeka cię zadanie zgromadzenia materiału. Możesz zacząć od zebrania 

całego dostępnego materiału i zanotowania wszystkiego co może zostać 

włączone do mowy, którą planujesz wygłosić. Zapisz wszystkie ilustracje, 

dane statystyczne i fakty dotyczące tematu. W tym momencie nie staraj się 

jeszcze niczego porządkować. Po prostu rób notatki dopóki nie zbierzesz 

całego materiału, jaki może zostać  użyty. Dobrym zwyczajem jest 

przeczytanie jakiejś krótkiej pracy na ten temat. To da ci pewien pogląd, 

czego należy szukać. Prawda jest taka, że wykorzystasz jedynie małą część 

materiału, jaki zebrałeś w pierwszej fazie robienia notatek. Gdy będziesz 

wygłaszał swoją mowę, nawet to, czego nie wykorzystasz stanie się częścią 

twojej "siatki bezpieczeństwa". Zawsze mądrze jest przygotować mowę 

mając do dyspozycji nadmiar materiału - nie powinna ona nigdy zawierać 

wszystkiego, co wiesz na dany temat. * * * "Wszystko, co zostało napisane, 

jest dobre w takim stopniu, w jaki jest udramatyzowane. Treść nie potrzebuje 

wyrażenia w formie, lecz w dramacie - w przeciwnym razie jest niczym." - 

background image

Robert Frost * * * Przygotowując mowę (szczególnie gdy robisz to często) 

odkryjesz,  że dużo materiału, którego nie planowałeś  użyć, przyjdzie ci na 

myśl, gdy będziesz mówił. Wszystko samo się uporządkuje i wyjdzie jak 

należy. Taka jest funkcja "bibliotekarza naszego umysłu", który ustawicznie 

sprawdza słowa, fakty i historie. Lecz jeśli niczego nie ma na półkach, 

bibliotekarz nie będzie ci mógł pomóc w przygotowaniu lepszej mowy. 

Zastosuj zasadę lejka Następnym krokiem w przygotowywaniu mowy jest 

zastosowanie "zasady lejka". Na tym etapie zaczynasz przepuszczać 

zgromadzony materiał przez "lejek" koncentrując się na wybranych 

zagadnieniach. Jest to proces eliminacji. Na przykład, jeśli twoja mowa 

dotyczy tego "Jak uczyć dzieci", możesz mieć pięć czy sześć stron notatek 

szczegółowo opisujących wszystko począwszy od tego, ile dzieci uczęszcza 

do szkół publicznych w Stanach Zjednoczonych, a kończyć na teorii 

wychowania niektórych czołowych pedagogów. Być może sporządziłeś jakieś 

notatki na temat psychologii dziecka czy różnic pomiędzy szkolnictwem 

prywatnym i państwowym. Mogłeś znaleźć dużo materiału na temat nowych 

metod nauczania czy szkół eksperymentalnych. Być może poczyniłeś jakieś 

uwagi na temat zaangażowania rodziców w proces nauczania czy w 

nauczanie w domu. Możesz też zanotować fakty dotyczące możliwości 

wyboru, jakie stwarza szkoła, czy przedłużenia okresu nauki. Być może 

znalazłeś materiały na temat przesądów dotyczących publicznego systemu 

edukacji. Jest oczywiste, że nie możesz omówić wszystkich tych tematów (a 

nawet wykorzystać większości z nich) w swojej mowie, ponieważ twoi 

słuchacze tego nie wytrzymają. A zatem musisz rozpocząć proces 

eliminowania i porządkowania, czyli (jak ja to nazywam) przepuszczania 

materiału przez lejek. Koncentrujesz się na tym, co zostanie włączone do 

twojej mowy, a co zostanie z niej usunięte. Dobrą praktyką dla mnie przy 

zbieraniu materiałów z wielu dziedzin jest zaznaczanie tych punktów, które 

mnie szczególnie interesują czy ekscytują. Nazywam je "świetlistymi 

background image

punktami" komunikacji. Gdy będziesz przeglądał swoje notatki, niektóre 

rzeczy będą niemal wyskakiwały z kartek notatnika wołając: "Użyj nas! Użyj 

nas". Nauczyłem się,  że dobrze jest w takich chwilach zaufać swojemu 

instynktowi, zawsze jednak pamiętając o publiczności i o swoich własnych 

zainteresowaniach. Teraz można już przejść do fazy porządkowania 

materiału. Ja biorę zwykle kartkę papieru i wypisuję najważniejsze myśli, 

które chcę zakomunikować moim słuchaczom. Następnie  łączę je ze sobą, 

tytułuję poszczególne części i podczęści i tworzę szkic mowy. Pod koniec 

procesu przepuszczania przez lejek powinieneś potrafić w jednym czy dwóch 

zdaniach powiedzieć, co starasz się osiągnąć w swojej mowie. Jeśli tego nie 

potrafisz zrobić, musisz cofnąć się i jeszcze raz skoncentrować się na 

temacie tak długo, aż  będziesz potrafił szybko i wyraźnie przedstawić cel i 

główny temat mowy. Jeszcze raz posłużę się przykładem wykładu pt. "Jak 

uczyć dzieci". Przypuśćmy,  że po przepuszczeniu materiału przez lejek 

ograniczyłeś temat do jednej dziedziny, tj. możliwości wyboru jakie daje 

szkoła. Być może doszedłeś do wniosku, że danie możliwości wyboru 

przedmiotów szkolnych jest dobrym pomysłem. Po doprowadzeniu tego 

procesu do końca powinieneś być w stanie powiedzieć coś w rodzaju: "Mam 

zamiar ukazać  słuchaczom,  że wbrew stanowisku wielu pedagogów 

stworzenie dzieciom możliwości wyboru przedmiotów w szkole jest dobre dla 

nich samych, dla ich rodziców i dla Ameryki". (Lub przeciwnie, możesz 

wskazać,  że stwarzanie takich możliwości wyboru jest złe dla dzieci, 

rodziców i narodu). Nadaj właściwą formę Teraz jesteś już gotowy do 

nadania formy swojej mowie. Składa się ona z trzech głównych części: 

wprowadzenia, rozwinięcia i zakończenia. Porozmawiajmy o każdej z nich. 

Wprowadzenie Wprowadzenie jest najważniejszą częścią mowy. Podczas 

pierwszej minuty twojego wystąpienia słuchacze ocenią cię i zdecydują, czy 

są zainteresowani tym, co masz im do powiedzenia. Pozwól, że udzielę ci 

trzech "zakazów" i trzech "nakazów". Nie przepraszaj. Nie uwierzyłbyś ile 

background image

mów zostało popsutych dlatego, że mówcy rozpoczynali słowami: "Nie 

jestem wielkim mówcą..." czy "Mam nadzieję,  że wybaczycie mi mój brak 

przygotowania w tej dziedzinie..." lub "Wcale nie chciałem przemawiać i 

jestem tym bardzo podenerwowany". * * * "W przypadku zmysłu wzroku idea 

komunikuje emocje, natomiast w przypadku słuchu emocja komunikuje ideę, 

co jest o wiele bardziej bezpośrednim i dlatego bardziej potężnym środkiem 

oddziaływania." - Alfred North Whitehead * * * Nie poniżaj słuchaczy. Twoi 

słuchacze dali ci swój czas. Nie są ci nic winni. To ty jesteś im coś winien. 

Kiedy we wprowadzeniu wyśmiewasz się z nich czy stajesz się sarkastyczny 

albo zły, to równie dobrze możesz już skończyć. Pewien lider zespołu 

muzycznego w przypływie kiepskiego humoru przekazał mi kiedyś mikrofon 

wraz ze słowami: "Steve, ci ludzie to ciężki kawałek chleba, lecz jestem 

pewien, że dasz sobie jakoś radę". Gdy zabrałem głos, potrzebowałem pięciu 

cennych minut, aby przeciągnąć słuchaczy z powrotem na moją stronę. Nie 

wywyższaj się. Mówcy, którzy na samym wstępie okazują arogancję zginą 

zanim dotrą do głównej części mowy. Niektórzy mówcy sprawiają wrażenie 

jakby zamierzali przemówić z góry Synaj. Niektórzy są przedstawiani w taki 

sposób, jakby mieli wygłosić kazanie na górze. Myślą sobie: "Jeśli 

rzeczywiście jestem taki dobry, to nie mogę się wprost doczekać, by usłyszeć 

co mam do powiedzenia". Pamiętaj jednak, że jeśli komunikujesz taką 

postawę, to od razu stracisz publiczność. Abyś nie pomyślał sobie, że mówię 

wyłącznie o rzeczach negatywnych oto kilka "nakazów". Przyciągnij uwagę 

słuchaczy. Istnieje wiele sposobów osiągnięcia tego celu we wprowadzeniu 

do mowy. Kontynuując nasz przykład wykładu pt. "Jak uczyć dzieci" możesz 

celowo wygłosić jakieś zaskakujące stwierdzenie: "Dzisiaj powiem wam o 

czymś, co złamie wasze serce" (rozwieje wasze iluzje, sprawi, że będziecie 

mieli  łzy w oczach itp.). Możesz też zwrócić uwagę  słuchaczy na jakiś 

uderzający fakt: "Czy wiecie, że 50 procent dzieci w szkołach publicznych nie 

potrafi wymienić trzech ostatnich prezydentów Stanów Zjednoczonych?". 

background image

Możesz posłużyć się humorem: "Czy znacie dowcip o trzech chłopcach, 

którzy siedzieli w zbitej gromadce z tyłu klasy? Nauczyciel zapytał ich, co 

robią, a oni przyznali się,  że opowiadają sobie świńskie kawały. Nauczyciel 

odpowiedział: "Całe szczęście! Myślałem,  że się modlicie". Czasami można 

pozyskać uwagę audytorium dobrze przemyślanym komplementem: 

"Czekałem na to, by być z wami tego wieczoru, ponieważ wykazaliście,  że 

jesteście inteligentnymi i odpowiedzialnymi obywatelami naszej 

społeczności". Podsycaj apetyty publiczności. Dobre wprowadzenie wzbudzi 

u słuchających pragnienie usłyszenia tego, co zostanie powiedziane w 

rozwinięciu mowy. Jeśli publiczność nie przejawia pełnego zainteresowania 

tym, co masz zamiar powiedzieć, całkiem prawdopodobne, że nie będą 

zwracali na to uwagi. Jeśli mówisz do więźniów znajdujących się w celach 

śmierci o tym jak "pokonać system", będziesz miał zainteresowanych 

słuchaczy. Przedsiębiorcy będą cię  słuchali, gdy będziesz mówił o 

inwestowaniu. Jeśli chcesz zająć się wychowywaniem dzieci, sfrustrowani 

rodzice będą łapczywie chwytać każde słowo. Przedstaw im jednak, co masz 

zamiar powiedzieć w dalszej części wykładu. Wróćmy do naszego wykładu o 

tym "Jak uczyć dzieci". Możesz rozpocząć  słowami: "Przyszłość naszego 

narodu zależy od edukacji naszych dzieci. Jeśli zawiedziemy w tej dziedzinie, 

to poniesiemy porażkę jako naród". Innym sposobem rozpoczęcia może być 

powiedzenie: "W. C. Fields powiedział: "Ktoś, kto nie lubi dzieci lub psów, nie 

może być całkiem zły." Jezus mówił: "Pozwólcie dzieciom przychodzić do 

mnie." Fields od dawna nie żyje i prawie nikt go nie pamięta. Jezus jest nadal 

ekspertem, którego ludzie słuchają. Troska o dzieci jest miarą wielkości 

narodu i poszczególnych jednostek". Możesz zadać pytanie: "Czy 

zastanawiałeś się, dlaczego pomimo miliardów dolarów, jakie wydajemy na 

edukację, mamy jeden z najgorszych systemów edukacji w 

uprzemysłowionym  świecie?". Podaj słuchaczom temat swojej mowy. Ktoś 

powiedział, że dobry mówca najpierw informuje słuchaczy, o czym zamierza 

background image

mówić, następnie to mówi, a na koniec podsumowuje to, co zostało 

powiedziane. Jest to pewne uproszczenie, ważne jest jednak, aby słuchacze 

wiedzieli, w jakim kierunku będziesz zmierzał. Jeśli aż do końca zwlekasz z 

przedstawieniem swojego celu, to w końcu będzie na to za późno. Nie 

oznacza to, że od razu powinieneś zdradzić wszystko, co masz zamiar 

powiedzieć. Gdyby tak miało być, twoja mowa byłaby niepotrzebna. Jednak 

temat twojej mowy i cel, jaki sobie stawiasz, powinny zostać przedstawione w 

jak najlepszy sposób, który przyciągnie uwagę słuchających. Na przykład: "W 

ciągu tych kilku chwil jakie spędzimy razem, mam zamiar wykazać, że dając 

dzieciom możliwość wyboru przedmiotów szkolnych można osiągnąć 

zdumiewające postępy w nauce. Mam też zamiar wykazać,  że w naszym 

kraju jest spora rzesza ludzi, którzy z samolubnych powodów woleliby, 

abyście nie byli świadomi tego, co powiem". (Oczywiście, jeśli znajdowałbyś 

się po przeciwnej stronie barykady, mógłbyś powiedzieć: "W moim wykładzie 

planuję pokazać, że pewni bardzo ograniczeni i pełni uprzedzeń ludzie chcą 

zniszczyć największą instytucję w Ameryce - system publicznej edukacji"). 

Rozwinięcie Teraz omówię drugą część mowy, tj. jej rozwinięcie. Rozwinięcie 

jest tą częścią mowy, w której przedstawiasz swoje główne myśli, 

prezentujesz dane i zajmujesz swoje stanowisko. Przygotowując rozwinięcie 

należy pamiętać o dwóch ważnych zasadach. Zasada 1. To, czy twoja mowa 

będzie sukcesem, zależy od tego, ile pytań publiczności zdołasz przewidzieć 

i odpowiedzieć na nie. Następnym razem gdy będziesz przysłuchiwał się 

mowie czy kazaniu (zakładam, że po wprowadzeniu będziesz nadal słuchał), 

zwróć uwagę na to, jak reagujesz na słowa mówcy. Jeśli z czymś się nie 

będziesz zgadzał, powiedz w myślach: "To nonsens!". Jeśli zgadzasz się z 

tym, co mówi, możesz wyszeptać: "Taaaaaak!". Jeśli mówca wyraża się 

niejasno, powiedz sobie: "Chciałbym, aby to trochę bardziej wyjaśnił. 

Odnoszę wrażenie  że jest to sprzeczne z tym co powiedział poprzednio". 

Mowa jest dialogiem pomiędzy mówcą i słuchaczami. Jedna strona tego 

background image

dialogu pozostaje milcząca - lecz jest realna. Jeśli o tym zapomnisz, twoja 

mowa będzie niewypałem. Mówcy, którzy mają za sobą lata doświadczeń, 

nauczyli się odczytywać myśli swoich słuchaczy - ich zagubienie, gniew czy 

aprobatę. Jeśli nie jesteś tak doświadczonym mówcą, musisz przewidywać 

reakcje słuchaczy zadając sobie pytania: Gdybym był  słuchaczem, co 

chciałbym wiedzieć na ten temat? Jakiego rodzaju pytania bym zadał? Co 

wywołałoby u mnie właściwą reakcję? Zasada 2. Istnieje bezpośredni 

związek pomiędzy zdolnością słuchaczy do robienia notatek a skutecznością 

twojej mowy. Proszę zwróć uwagę, że nie powiedziałem, iż słuchacze muszą 

robić notatki, by twoja mowa była udana. Jeśli jednak ktoś chce notować, 

lecz nie może z powodu niezauważalnych przejść z punktu do punktu, 

zlewania się poszczególnych części i braku jasności wywodu, to twoja mowa 

będzie klęską. Odkryłem,  że mądrze jest ponumerować punkty i wracać do 

poprzednich zanim przejdzie się do następnego. Szczególną uwagę należy 

zwracać na przejścia. Muszą zostać one wyraźnie podkreślone, aby 

słuchacze mogli robić notatki, jeśli takie jest ich życzenie. Zakończenie 

Ostatnia część mowy nie jest miejscem przeznaczonym na zrobienie tego, 

czego nie udało ci się zrobić do tej pory. Zakończenie nigdy nie powinno być 

prostym powtórzeniem. Nie jest to też czas na odzyskanie tego co straciłeś, 

czy na wprowadzenie nowej myśli. Zakończenie jest to czas na zamknięcie 

mowy z hukiem. Nie ma nic gorszego od mowy, która była dobra aż do 

momentu zakończenia, lecz pod koniec niezauważalnie zamarła. Istnieje 

komunikacja poznawcza, której celem jest przekazywanie określonego 

przesłania dotyczącego faktów, myśli i wniosków. Istnieje też komunikacja 

emotywna (emocjonalna), której głównym celem jest wywoływanie 

określonych emocji. Zakończenie mowy powinno oczywiście zawierać 

element poznawczy - lecz przede wszystkim powinno mieć charakter. Dobra 

opowieść może być emotywna. Nawet krótkie stwierdzenie czy jakiś dowcip 

mogą wywoływać emocje. Niezależnie od tego, jak to zrobisz, w twoim 

background image

zakończeniu powinien znajdować się silny ładunek emocjonalny. Mowa 

pozbawiona wywołującego emocje zakończenia jest jak rakieta, która 

eksploduje na wyrzutni. Na przykład, zakończenie wykładu na temat 

nauczania dzieci może być następujące: "Tego wieczoru poświęciliśmy nasz 

czas, aby zastanowić się nad przyszłością naszych dzieci. Gdy dyskutujemy 

o możliwościach wyboru w naszym systemie edukacyjnym, musimy zejść 

ponad sprawy polityki, ekonomii i tego, co interesuje wyłącznie pedagogów. 

Musimy pamiętać o dzieciach. Sokrates powiedział kiedyś: "Gdybym mógł 

wspiąć się na najwyższy punkt Aten, zawołałbym z całych sił: 

Współobywatele, podnieślibyście każdy kamień, aby zgromadzić bogactwo, a 

tak mało troszczycie się o swoje dzieci, którym pewnego dnia wszystko to 

zostawicie?". Podam trzy zasady dotyczące zakończenia: 1. Zakończenie 

powinno być krótkie. Nie ma nic gorszego od mówców, którzy powiedziawszy 

wszystko, co mieli do powiedzenia, nadal mówią. 2. Zakończenie powinno 

mieć charakter zamykający. Czy słuchałeś kiedyś mówcy, który miał trzy lub 

cztery okazje zakończenia swojego wystąpienia, lecz tego nie zrobił? 

Zakończenie powinno być formalną, wyraźnie zdefiniowaną częścią twojej 

mowy. 3. Jeśli twoja mowa okazała się niewypałem zanim dotarłeś do 

zakończenia, to ono prawdopodobnie i tak jej nie ocali. Może się jednak i tak 

zdarzyć. Dlatego i tak je powiedz. Czasami bardzo zła mowa zostaje 

uratowana przez bardzo dobre zakończenie. (Przyznacie chyba, że nie jest 

to najgorsze zakończenie tego rozdziału). Rozdział 9.& Wygłaszanie mowy 

"Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak ich uczeni w Piśmie." - 

Mt 7, 29 Pomówmy teraz o wygłaszaniu mowy. Być może powiesz tak jak 

wielu innych: "Wolałbym raczej iść do dentysty, przeżyć kontrolę urzędu 

skarbowego czy spotkać byłego męża mojej żony niż wygłosić mowę. W 

ustach mi zasycha, ręce mi się pocą, cały zaczynam drżeć na samą myśl, że 

miałbym wygłosić mowę". Jeśli wygłaszanie mowy jest twoją drugą najmniej 

ulubioną rzeczą pod słońcem (tuż po skakaniu z dachów domów) i jeśli na 

background image

samą myśl o tym, że mógłbyś wygłosić mowę, tracisz głos, to wspaniale! Nikt 

nigdy nie wygłosił wielkiej mowy nie odczuwając lęku. Ten sam lęk właściwie 

ukierunkowany bezpośrednio przyczyni się do wygłoszenia skutecznej mowy. 

Mój przyjaciel John De Brine, gospodarz programu radiowego pt. "Songtime" 

(Pora na piosenkę), wierzy w doktrynę zwaną "łaską umierania". Wierzy, że 

gdy umiera człowiek wierzący, Bóg daje mu specjalną łaskę, aby śmierć była 

o wiele łatwiejsza od myślenia o śmierci. John jest przekonany, że 

chrześcijanin stający w obliczu śmierci otrzyma wielki pokój i że "odejście do 

domu" będzie radosnym wydarzeniem. Kiedyś odwiedziłem Johna w szpitalu, 

gdy oczekiwał na poważną operację. Zapytałem, czy się boi. Powiedział: 

"Jestem przerażony myśląc o śmierci, lecz bałbym się naprawdę, gdybym nie 

doświadczał lęku". Podobnie jest z wygłaszaniem mowy. Jeśli nie odczuwasz 

lęku, dopiero wtedy powinieneś się zacząć obawiać. Jeśli nie doświadczasz 

pewnej niezbędnej ilości niepokoju, to prawdopodobnie wygłosisz marną 

mowę. Nawet najbardziej doświadczeni mówcy odczuwają silny niepokój 

przed wygłoszeniem mowy. Wygłosiłem tysiące kazań i mów, lecz nigdy nie 

spotkałem takiego audytorium, przed którym nie chciałbym uciec. * * * 

"Najlepszym sposobem wywołania wrażenia jest sprawienie wrażenia,  że 

starasz się wywrzeć wrażenie." - George Hart * * * A zatem, zanim 

przejdziemy do omówienia metody wygłaszania mowy: Usankcjonuj swój lęk 

Jedynymi ludźmi, którzy mogą powiedzieć,  że nie lękają się wygłoszenia 

mowy, są  kłamcy i głupcy. Przemawianie przed publicznością jest 

przeżyciem wywołującym silny niepokój. Każdy kto nie odczuwa pewnego 

zaniepokojenia przed powiedzeniem mowy po prostu nie rozumie sytuacji, w 

jakiej się znalazł. Gdy pracowałem w rozgłośni radiowej, przeprowadzałem 

kiedyś wywiady z klientami dużego domu handlowego w Bostonie. Sklep ten 

korzystał z usług naszej stacji, a część kontraktu reklamowego obejmowała 

przeprowadzanie takich wywiadów. Ponieważ chciałem, aby młoda kobieta, z 

którą przeprowadzałem wywiad, czuła się swobodnie, powiedziałem: "Nie 

background image

zwracaj uwagi na ten mikrofon. Ty i ja po prostu będziemy rozmawiali - 

mikrofon jest w tej rozmowie czymś całkiem przypadkowym". "Nie martw się", 

odparła. "To łatwe. Zapewniam cię, że mikrofon mi nie przeszkadza. Z tego 

żyję". "W porządku", powiedziałem włączając magnetofon. "Jest tutaj ze mną 

przy mikrofonie jedna z pań kupujących w domu handlowym... . 

Porozmawiamy o nowej jesiennej kolekcji mody damskiej. Powiedz mi, Sara, 

co będziemy nosić tej jesieni?". Cisza. Sądziłem, że nie słyszała czy też nie 

zrozumiała pytania, więc powtórzyłem je. Ponownie zapadła cisza. 

Wyłączyłem magnetofon. Zauważyłem  łzy w jej oczach. "Jestem bardziej 

zdenerwowana niż  sądziłam", odpowiedziała. Tak, rzeczywiście była 

zdenerwowana. Byłoby dla niej o wiele lepiej, gdyby stawiła czoło realności 

swojego lęku i porozmawiała ze mną o tym, zamiast zaprzeczać jego 

istnieniu i pozwalać, aby - jak wąż pełzający w trawie - wśliznął się 

niepostrzeżenie i ukąsił  ją. Pewien rolnik orał w polu, gdy na karku konia 

ciągnącego pług usiadła końska mucha. Jego syn pochylił się do przodu i 

odpędził ją. Rolnik zapytał: "Dlaczego to zrobiłeś? To była jedyna rzecz, która 

utrzymywała go w ruchu". Lęk jest cudowną siłą motywującą. Lęk wyostrza 

nasze myślenie i powoduje, że wspinamy się na szczyt naszych możliwości. 

Jeśli nie odczuwasz niepokoju w związku z wygłoszeniem mowy, 

prawdopodobnie okaże się ona niewypałem. Właśnie to powinno cię 

przerazić. Wyjaśnij twój lęk W drugim rozdziale tej książki dowiedzieliśmy się, 

że demony umierają w świetle. Gdy zajmujesz się lękiem, ważne jest, abyś 

myślał o swoich obawach i potrafił wskazać powody, dla których się boisz. 

Gdy byłem pastorem, odwiedziłem kiedyś w szpitalu kobietę, która 

następnego dnia miała mieć poważną operację. Zapytałem ją, czy się boi. 

Zwykle gdy pytam chrześcijan, czy się boją, dają mi odpowiedź, której mogę 

się spodziewać: "Nie pastorze. Bóg jest wierny. Dzięki Jego pomocy radzę 

sobie z moim lękiem". Ta kobieta była inna. Gdy zapytałem, czy się boi, 

odparła: "Oszalałeś? Oczywiście,  że się boję! To jest szpital. Tutaj ludzie 

background image

umierają!" Bardzo podoba mi się jej odpowiedź. Czy wiesz dlaczego? 

Ponieważ ona nie tylko bała się, lecz także zdawała sobie z tego sprawę. 

Zupełnie podobnie naucz się rozpoznawać swoje lęki związane z 

przemawianiem. Gdy je wymienisz, będziesz się mógł nimi zająć. Czy lękasz 

się, że ludzie pomyślą, iż zrobiłeś z siebie głupca? Czy lękasz się, że ludzie 

nie zrozumieją wagi tematu, który zamierzasz poruszyć? Czy obawiasz się, 

że ludzie odkryją prawdę o tobie? Czy lękasz się, że stracisz przyjaciół? Czy 

obawiasz się, że będziesz osamotniony w swoich poglądach? Czy lękasz się, 

że stracisz pracę? Czy obawiasz się, że twoja mowa okaże się niewypałem i 

nie dostaniesz oczekiwanej podwyżki? Czy lękasz się, ponieważ masz zły 

obraz własnej osoby? Czy boisz się, ponieważ jesteś pochlebcą i nie chcesz 

nikogo rozczarować? Niezależnie od tego, jaka jest przyczyna twojego lęku, 

naucz się go określić. Lecz nie poprzestawaj na tym. Zadaj sobie pytanie, co 

najgorszego mogłoby cię spotkać, gdyby ziściło się to, czego się lękasz. Czy 

gdybyś stracił pracę, mógłbyś znaleźć inną? (Oczywiście,  że tak). Czy 

gdybyś teraz nie dostał podwyżki, byłyby jakieś inne okazje? (Oczywiście, że 

byłyby, po prostu musiałbyś trochę więcej popracować). Czy ludzie odrzucą 

cię z powodu jednej mowy? (Być może. Lecz jeśli to uczynią, to pewnie i tak 

nie chciałbyś mieć takich przyjaciół). Myśl jest następująca: musisz 

"odmitologizować" swoje lęki. Lęk jest okropną rzeczą, gdy pozwalasz mu 

istnieć bez sprawdzenia jego zasadności, bez określenia go i bez rzucenia 

mu wyzwania. Wyobraź sobie swój sukces Wspomniałem o tym w rozdziale 

2., lecz pozwólcie mi, że jeszcze raz o tym powiem w związku z 

wygłaszaniem mowy. Czy pamiętacie słowa o lęku z dramatu Szekspira pt. 

"Juliusz Cezar"? Cezar powiada: "Tchórze po tysiąckroć przed śmiercią swą 

umierają, odważny zakosztuje śmierci tylko jeden raz" (akt 2, scena 2, wiersz 

32). Tchórze umierają tysiąc razy, ponieważ stale wyobrażają sobie własną 

śmierć. Podobnie jest z mówcami. Jeśli upierasz się przy tym, aby wyobrażać 

sobie, iż twoja mowa okaże się niewypałem to nawet jeśli tak się 

background image

rzeczywiście stanie, będziesz musiał kilka razy przechodzić przez to 

doświadczenie. Zamiast tego wyobraź sobie, że twoja mowa okaże się 

niezwykłym sukcesem. Dużą część życia spędziłem na pokładach samolotów 

i nienawidzę ich szczerze. Mam jednak przyjaciela, który uwielbia latać. 

Zapytałem go kiedyś, czy czasami nie myśli o katastrofie lotniczej. "O, tak", 

odparł. "Wyobrażam sobie, że pomagam ludziom, którzy odnieśli rany, i 

współpracuję z ekipą ratunkową w ewakuacji pasażerów". Uderzyło mnie to, 

że jego wyobrażenie katastrofy lotniczej radykalnie różni się od mojego. On 

wyobraża sobie, że nie odniósł  żadnych obrażeń i pomaga innym 

pasażerom, natomiast ja widzę siebie pośród tych, którzy zostali ranni. Takie 

jest  źródło różnicy między jego odwagą a moim lękiem. Podobnie jest z 

wygłaszaniem mowy. Zamiast koncentrować się na tym, co może się nie 

udać, skup się na tym, co może pójść dobrze. Wyobraź sobie, że 

przemawiasz jasno, że poruszasz publiczność mocą swych słów i odbierasz 

wyrazy uwielbienia (oczywiście z wielką pokorą). To zdumiewające co taka 

zmiana obrazów myślowych może uczynić z lękiem. Przyjmij swój lęk Lęk 

wzrasta wprost proporcjonalnie do tego, jak bardzo chcemy przed nim uciec. 

Gdy ludzie dowiadują się o moim lęku przed lataniem, mówią: "Steve, jesteś 

przecież chrześcijaninem. Nie powinieneś bać się latania". "Gdybym nie był 

chrześcijaninem, to nawet nie zbliżyłbym się do samolotu", odpowiadam. 

"Jeśli runiemy w dół i tak polecę do góry. To dodaje mi odwagi, aby wejść na 

pokład i siedzieć tam dopóki nie zamkną drzwi i nie znajdziemy się w 

powietrzu. Wtedy jest już za późno na ucieczkę". Lecz prawda jest taka, że 

gdybym kiedyś uciekł z samolotu, to nigdy ponownie nie wsiadłbym na 

pokład. Tylko poprzez stawianie czoła mojemu lękowi, robienie tego, czego 

się lękam, i przeżycie jestem w stanie sobie z tym poradzić. Podobnie jest z 

wygłaszaniem mowy. Jeśli w wieczór poprzedzający wygłoszenie mowy 

dzwonisz do organizatorów i wymawiasz się chorobą lub śmiercią w rodzinie, 

to już nigdy nie wygłosisz mowy. Najgorsza w tym wszystkim jest 

background image

świadomość  że nie zrobiłeś tego, co powinieneś. Czy pamiętasz angielskie 

przysłowie, jakie cytowałem w rozdziale drugim? "Lęk zapukał do drzwi, 

otworzyła mu wiara i okazało się, że za drzwiami nie ma nikogo". Jeśli masz 

obawy, pamiętaj, że jest to normalne. To jest w porządku. Jeśli sądzisz, że 

cały twój świat się zawali, ponieważ wygłosisz okropną mowę, to uczucie to 

jest zrozumiałe. Jeśli drżą ci kolana i zaschło ci w ustach, to także jest 

naturalne. Nie jest jednak czymś naturalnym, aby z tego powodu nie wygłosić 

mowy. Zrób to! Wygłoś ją! Gdy już zaczniesz, będziesz zaskoczony, jakie to 

łatwe. Rozluźnij się Gdy mówię,  że powinieneś "rozluźnić się", to mam na 

myśli  że powinieneś mówić do siebie i być swoim najbardziej 

entuzjastycznym kibicem. Najlepsi mówcy zawsze dodają sobie odwagi 

słowami zachęty. Czy słyszałeś dowcip o mężczyźnie, który poszedł do 

supermarketu ze swoim dwuletnim synem? Mały chłopiec  ściągał z półek 

wszystko co wpadało mu w ręce. Ojciec odkładał towar na półki i mówił: 

"Uspokój się, Ronnie". Chłopiec uciekał i wpadał na innych kupujących, a 

ojciec nadal powtarzał: "Uspokój się, Ronnie". Kiedy podchodzili do kasy 

chłopiec przewrócił stojak z cukierkami, ojciec ponownie wyszeptał: "Uspokój 

się Ronnie". W końcu jedna z klientek nie wytrzymała i zebrawszy się na 

odwagę powiedziała ojcu: "Proszę pana, pański chłopiec jest prawdziwym 

potworem. Potrzebuje porządnego klapsa w tyłek, a pana stać wyłącznie na 

to, by powiedzieć `Uspokój się Ronnie" "Madam, pani nie zrozumiała", odparł 

ojciec. "Mój syn ma na imię Mike. Ronnie to ja!". Podejrzewam, że ojciec 

powinien był zrobić coś więcej niż tylko mówić do siebie, w każdym razie 

zrobił przynajmniej tyle. Ty także powinieneś to robić. Lillian Glass w swojej 

książce pt. "Say it Right" ("Powiedz to jak należy") pisze: "Komunikacja 

obejmuje trzy rzeczy: jest odzwierciedleniem tego jak czujemy się wobec 

samych siebie, tego, jak to, co mówimy wpływa na innych, i środkiem, za 

pośrednictwem którego oni na nas wpływają. Znajomość tych trzech 

aspektów komunikacji może zwiększyć twoje zdolności dobrego 

background image

komunikowania. Mimo że przez wiele lat byłeś negatywnie ukształtowany, 

możesz się zmienić Możesz na nowo wyszkolić swój wewnętrzny głos, by 

przemawiał w sposób pozytywny - byś mówił sobie zachęcające rzeczy 

zamiast pogrążać samego siebie, gdy popełnisz błąd. Produktem ubocznym 

takiego postępowania będzie zwiększenie twojej komunikatywności, bowiem 

staniesz się bardziej pewny siebie. (Nowy Jork, The Putnam Publishing 

Group, 1992, ss. 67 - 68). Autorka wypowiedziała bardzo ważną myśl. Naucz 

się podnosić siebie na duchu. Naucz się mówić: "Jestem równie dobry jak 

każdy z moich słuchaczy". Pozwól sobie na bycie człowiekiem. Naucz się być 

swoim najlepszym kibicem, a będziesz zaskoczony widząc jak słabnie twój 

lęk przed mówieniem. To doskonały sposób, aby zmniejszyć lęk. Posługuj się 

tą metodą i zasadami podanymi w drugim rozdziale tej książki, a o wiele 

lepiej poradzisz sobie z lękiem przed wygłoszeniem mowy. Teraz przejdźmy 

do samego wygłaszania mowy. Jeden z problemów, jakie nastręczają książki 

na temat przemawiania polega na tym, że dają tyle materiału do 

zapamiętania, że po ich przeczytaniu większość ludzi nic nie pamięta. Można 

ucierpieć z powodu zalewu informacji" i popsuć mowę nie dlatego, że twoja 

wiedza była niewystarczająca, lecz dlatego, że zbyt wiele wiesz. Dziesięć 

przykazań dotyczących wygłaszania mowy Na temat sztuki wygłaszania mów 

napisano wiele tomów, lecz wcale nie musisz ich czytać. Podam tutaj 

dziesięć zasad, które pomogą ci odnosić sukcesy i stać się  błyskotliwym 

mówcą. (Ponieważ w rozdziale 7. podałem pięć zasad, to razem będzie ich 

piętnaście. Być może posunąłem się w tym trochę za daleko). * * * Pewien 

biskup zapytał wielkiego aktora Davida Garricka, jak mu się udaje tak 

doskonale przedstawiać fikcję,  że porusza swoich widzów. Garrick 

odpowiedział: "Przedstawiam fikcję tak, jakby była prawdą, ty zaś  głosisz 

prawdę tak, jakby była fikcją". - Walter L. Lingle * * * Nazywam te reguły 

"Dziesięcioma przykazaniami" stania przed publicznością i wygłaszania 

mowy. Słuchajcie bacznie! To co teraz nastąpi jest ważne. Przykazanie 

background image

pierwsze: Nie będziesz nieprzygotowany Nie zamierzam powtarzać tutaj 

tego, co powiedziałem w rozdziale 8. o przygotowaniu mowy. Chodzi mi o 

dobre zapoznanie się z treścią twojej mowy. Pewni ludzie radzą, aby 

nauczyć się mowy na pamięć. Rada ta jest dobra, jeśli tylko zachowujesz 

"zimną krew w ogniu walki". Z uczeniem się mowy na pamięć i zdobyciem 

reputacji mówcy, który przemawia bez notatek, łączy się niebezpieczeństwo 

polegające na tym, że - gdy się zdenerwujesz - możesz zapomnieć to, co 

zapamiętałeś. I ta druga omyłka (całkowity zanik pamięci) jest większa niż 

pierwsza (nauczenie się mowy na pamięć). Kiedy byłem pastorem, wiele par 

uczyło się na pamięć małżeńskiego  ślubowania, które mieli powiedzieć 

podczas ceremonii ślubnej. Większość z nich pogubiła się wygłaszając swój 

tekst, ponieważ nie zdawali sobie sprawy, jak będą zdenerwowani podczas 

właściwej ceremonii ślubu. Na szczęście zawsze wymagałem od nich, aby 

dali mi tekst ślubowania na kartce, i mogłem im podpowiedzieć, gdy 

zapomnieli słów. Lecz ty nie będziesz miał  żadnego suflera, gdy będziesz 

wygłaszał mowę, dlatego dobrze jest zabrać ze sobą notatki (najlepiej pełny 

tekst przemówienia). Jeśli znajdziesz się w kłopotach (odkryjesz, że 

rozmazała ci się szminka czy rozpiął zamek błyskawiczny), to zawsze 

możesz sięgnąć do swoich notatek. Jednak powinieneś być tak dobrze 

zapoznany z twoim materiałem, by nie polegać na swoich notatkach. Przejdź 

w myślach swoją mowę upewniając się,  że jesteś dobrze zaznajomiony z 

głównymi punktami, ilustracjami, wprowadzeniem i zakończeniem. Będziesz 

wtedy czuł się na tyle swobodnie, aby skoncentrować się na temacie, a 

szczególnie na słuchaczach. Powiem teraz słowo o czytaniu rękopisu. 

Odczytywanie mowy jest w porządku tak długo, jak długo nie jest oczywiste, 

że to robisz. Jedynym sposobem zdobycia umiejętności takiego czytania jest 

dopilnowanie, by spełnione zostało pierwsze przykazanie. Podczas 

wygłaszania mowy bardzo ważne jest utrzymywanie kontaktu wzrokowego z 

publicznością. Gdy się czyta, istnieje niebezpieczeństwo utraty kontaktu 

background image

wzrokowego ze słuchaczami. Czytaj jeśli musisz, lecz nigdy nie przemawiaj 

tak, jakbyś czytał. Przykazanie drugie: Nie będziesz miał tylko jednego 

sposobu wygłaszania mowy Podobnie jak to, że są "różne ciosy na różnych 

facetów", istnieją różne sposoby wygłaszania mowy. Miałem przyjaciela 

pastora, który był tak wielkim przeciwnikiem wojny w Wietnamie, że prawie 

wszystkie jego kazania z tego okresu koncentrowały się wokół tematu, 

dlaczego nie powinniśmy angażować się w tę wojnę. Pewnego razu 

powiedziałem do niego: "Sam, kiedy ta wojna się skończy, nie będziesz miał 

o czym mówić". Nie spodobała mu się moja uwaga, chyba dlatego, że zaraz 

potem dodałem: "Będę szczęśliwy, gdy to wszystko się skończy z wielu 

powodów - jednym z nich jest to, że w swoich kazaniach będziesz musiał 

wreszcie zająć się religią". Tak jak mój przyjaciel miał tylko jeden temat, 

niektórzy mówcy mają tylko jedną technikę mówienia. Na przykład, nie 

możesz przemawiać do dziesięciu osób tak samo jak do audytorium 

złożonego z tysiąca ludzi. Kiedy słuchaczy jest dziesięciu, należy być 

nieformalnym, rozluźnionym i wprowadzać od czasu do czasu elementy 

konwersacji. Przemawiając do tysiąca osób należy postępować w sposób 

zaplanowany, stosować szerszą gestykulację i być bardziej formalnym. Gdy 

zdobędziesz już doświadczenie w przemawianiu do ludzi odkryjesz, że 

czujesz się w tej sytuacji o wiele bardziej swobodnie (choć nadal będziesz 

doświadczał lęku) niż na początku. W takim momencie mądrze jest nauczyć 

się sztuki improwizowania (lub tego jak poradzić sobie bez notatek) oraz 

wyostrzać swoje umiejętności obserwowania widowni i reagowania na 

wizualne sygnały. Zadanie to nie jest oczywiście przeznaczone dla 

początkujących, lecz w miarę zdobywania doświadczenia będziesz potrafił 

coraz lepiej dostosować swój styl do słuchaczy. Podam przykład: do 

nastolatków nie przemawia się w taki sam sposób jak do profesorów 

collegeu. Do członkiń charytatywnego klubu dla pań należy zwracać się 

inaczej niż do członków klubu anonimowych alkoholików. Dana metoda 

background image

mówienia jest wskazana, gdy zwracasz się do kolegów swojego syna z grupy 

przedszkolnej, a całkiem inna, gdy mówisz do absolwentów West Point. 

Pamiętaj, aby dostosować do publiczności sposób przekazu. Trzecie 

przykazanie: Nie będziesz koncentrował się na sobie Pewna doza 

samoświadomości jest niezbędna dla każdego dobrego mówcy. Jeśli jednak 

jesteś skoncentrowany wyłącznie na sobie, to wygłaszanie mowy całkowicie 

minie się z celem, którym jest zakomunikowanie czegoś ważnego twoim 

słuchaczom. Nigdy nie dawałem poradników seksualnych narzeczonym, 

którzy przychodzili do mnie po poradę przedmałżeńską. Czy wiesz dlaczego? 

(Nie, nie o to mi chodzi). Nie czynię tego, ponieważ odkryłem - podobnie jak 

mój przyjaciel Harold Myra mówi w swojej cudownej małej książeczce pt. "Is 

There A Place I Can Scream?" ("Czy istnieje takie miejsce, w którym mogę 

krzyczeć?" Londyn, Hodder and Stoughton, 1975, ss. 39-40) - że ta wiedza 

jest całkiem naturalna. Dziękuję ci Boże,# dziękuję ci za moją seksualność,# 

za wspaniały pomysł męskości i kobiecości.# Dlaczego jednak uczyniłeś seks 

tak potężnym?# Czy źle coś zaprojektowałeś, Panie?# Czy też to my 

jesteśmy rozpustnikami?# Seks miał być potężny, to pewne,# aby zapewnić 

trwałość gatunku.# Gdybyś jednak uczynił go trochę mniej potężnym, # 

jestem pewien, że i tak wykonałbym swoje zadanie. Seks, podobnie jak 

mówienie, jest naturalną czynnością. (Oczywiście, chociaż seksualna 

intymność jest zawsze naturalna, jest moralna tylko w kontekście 

małżeństwa). Podobnie jak to, że jesteśmy istotami seksualnymi, jesteśmy 

istotami, które komunikują się ze sobą. Nie musisz się bardzo wysilać, aby 

mówić - po prostu musisz to robić. Nie musisz koncentrować się na mówieniu 

- po prostu otwórz usta i powiedz to, co myślisz. Większość z nas całkiem 

dobrze sobie radzi z porozumiewaniem się w ramach naszych codziennych 

relacji i nie ma powodu, aby zakładać (chyba, że bardzo się o to postarasz), 

że okropnie ci pójdzie, gdy staniesz przed publicznością. Podam inny 

przykład: wygłaszanie mowy jest jak kierowanie samochodem, jechanie na 

background image

rowerze czy pływanie. Im częściej to robisz, tym mniej o tym myślisz. Po 

jakimś czasie staje się to naszą drugą naturą. Ponieważ porozumiewanie się 

z innymi istotami ludzkimi jest naturalną funkcją, to duża część sztuki 

przemawiania przed publicznością dotyczy wyeliminowania lęku przed tym. 

Biblia i dobry podręcznik na temat przemawiania dadzą ci taką samą radę: 

nie myśl tyle o sobie - pomyśl o innych. Czwarte przykazanie: Nie będziesz 

wygłaszał  długich mów To przykazanie wymaga bardzo mało wyjaśnienia, 

więc zrobię to krótko (podobnie powinieneś postępować wygłaszając swoje 

mowy). Im dłuższa mowa, tym większe prawdopodobieństwo porażki. Piąte 

przykazanie: Nie będziesz przejmował się krytyką każdego Jeśli zapytasz 

ludzi, co sądzą o twojej mowie (zanim ją powiesz lub tuż po jej wygłoszeniu), 

powiedzą ci. Problem polega na tym, że większość ludzi (nawet dobrzy 

mówcy) nie są dobrymi krytykami. Mają tendencję do uogólniania własnych 

prywatnych odczuć. Czasami może to być pomocne, lecz częściej bywa 

niebezpieczne, ponieważ wrażenia jednej osoby mogą nie odzwierciedlać 

tego, co będzie (lub było) odczuciem całej publiczności. Mam głęboki głos (to 

jest jeden z tych aktywów, którymi nie mogę się chlubić, uwzględniwszy fakt, 

że się z tym urodziłem) i gdy mówię do ludzi, którzy mnie nie znają, zwykle 

ich onieśmielam lub wydaję się pompatyczny. Nawet gdy staram się 

okazywać pokorę, mój głos brzmi, jakbym przemawiał z wielkim autorytetem. 

Pewnego razu pewien mężczyzna przyszedł do mojego biura po poradę. 

Wychodząc wspomniał,  że zamierza pójść do lekarza z powodu jakiejś 

fizycznej dolegliwości. Powiedziałem mu, aby się nie martwił. "Wielu ludzi na 

to cierpi i zwykle okazuje się,  że nie jest to tak poważne, jak się wydaje. 

Możesz się o tym łatwo przekonać. Jeśli leczenie będzie wymagało 

hospitalizacji, spędzisz w szpitalu najwyżej dzień albo dwa". Człowiek ten 

opuścił moje biuro w dobrym nastroju. Niestety, rada, jakiej mu udzieliłem 

była zła. Moja sekretarka zauważyła: "Steve, musisz być ostrożny z 

udzielaniem porad medycznych. Ludzie ci wierzą, a ty nie masz pojęcia, o 

background image

czym mówisz!". Niektórzy krytykują mowy tak samo jak ja udzielam porad 

medycznych: nie mając o tym zielonego pojęcia. Pozwól, że zasugeruję ci, 

abyś znalazł kogoś zaufanego znającego się trochę na retoryce. Poproś  tę 

osobę, aby szczerze podzieliła się z tobą swoimi uwagami. Jej krytyka będzie 

warta tyle co tysiąc komentarzy innych ludzi. Jeszcze jedna uwaga: 

członkowie rodziny zwykle nie są najlepszymi krytykami twoich mów. 

Zależnie od waszych stosunków będą cię zbytnio kochali lub byli na ciebie 

źli. Miłość i gniew mogą przeszkodzić w bezstronnej krytyce. Szóste 

przykazanie: Nie będziesz mamrotał Wyraźne mówienie jest niezbędnym 

warunkiem tego, aby audytorium dobrze słyszało. (jest to rzeczywiście nad 

wyraz głęboka prawda!). Pragnę przez to wskazać,  że powinieneś 

popracować nad sposobem, w jaki mówisz. Nauczając studentów 

seminarium sztuki przemawiania odkryłem,  że większość z nich nie jest 

nawet świadoma, jak brzmi ich głos. Sądzą, że idzie im dobrze, ponieważ do 

tej pory nikt nie miał odwagi im powiedzieć: "Gadasz tak szybko, że nikt nie 

może cię zrozumieć". "Gdy jesteś zdenerwowany, to łączysz słowa". "Nie 

zdajesz sobie z tego sprawy, lecz nikt ze słuchaczy siedzących w trzecim i 

dalszych rzędach cię nie słyszy". "Źle wymawiasz większość słów, które mają 

ponad dwie sylaby". "Mówisz przez nos". Ćwiczenie przemawiania jest 

ważne dla ciebie ponieważ jest ważne dla twojej publiczności. Poproś 

zaufanego przyjaciela o wskazanie twoich nawyków mówienia. Posłuchaj 

nagrania swojej mowy i ucz się, jak być swoim własnym najlepszym 

krytykiem. Oceniając swoje mowy szczerze przyznaj, w jakich dziedzinach 

potrzebna jest poprawa. Pewnego razu mój brat Ron został poproszony o 

odmówienie modlitwy przed posiłkiem. Gdy skończył, mama powiedziała: 

"Ron, nie słyszałam, co mówiłeś". Przecież nie mówiłem do ciebie, mamo", 

odparł mój brat. Podejrzewam, że Bóg rozumie mamrotanie, lecz On wie, co 

powiesz, zanim otworzysz usta. Publiczność niestety nie posiada takiej 

cudownej umiejętności. Siódme przykazanie: Będziesz sobą Większość 

background image

dobrych mówców czasami naśladuje styl przemawiania swoich ulubionych i 

najbardziej szanowanych bohaterów. Uważam, że jest to dobry zwyczaj, gdy 

zaczynasz przemawiać publicznie. Naśladownictwo to musi być jednak 

wzbogacone o osobiste elementy i być dostosowane do własnego stylu 

mówcy i jego darów, nie może też być oczywiste, że jest to imitacja. W takim 

przypadku ludzie zignorują to, co masz do powiedzenia i pójdą  słuchać 

"oryginalnego" mówcy. Czasami ludzie mówią mi: "Steve, czy wiesz, że 

przemawiasz trochę tak jak John De Brine?". Przyczyna jest oczywista. Gdy 

zaczynałem przemawiać, John De Brine był moim mistrzem. Ja byłem 

dyskdżokejem w Bostonie, a John baptystycznym kaznodzieją. Z jakiegoś 

powodu on się mną zainteresował. Wiele czasu spędziłem z Johnem na 

plaży czy w samochodzie wioząc go na jedno z jego spotkań. Przez wiele lat 

słuchałem jego kazań i mówiłem sobie: "Gdybym tylko potrafił tak 

przemawiać, zmieniłbym  świat". Chociaż to nie przypadek, że przemawiam 

trochę jak John De Brine, tylko ci, którzy znają dobrze Johna i mnie, mogą to 

zauważyć. W ciągu lat rozwinąłem własny styl i metodę, lecz zawsze 

pozostanę wdzięczny Johnowi za to, że stworzył mi "rusztowanie" w tamtych 

wczesnych latach. Rusztowanie (z samej swej natury) powinno zostać 

usunięte gdy budowa zostanie zakończona. Podobnie powinno się stać z 

kopiowaniem stylu mówienia innego mówcy. Na początku można trochę tak 

postępować, lecz mówca powinien szybko rozwinąć  własny styl i własne 

metody. Phillips Brooks, słynny rektor Trinity Church w Bostonie, mawiał: 

"Kazanie staje się prawdziwe dzięki osobowości mówcy". To dobra definicja 

kazania i po dokonaniu małej modyfikacji mogłaby stać się dobrą definicją 

przemawiania. Przemawianie powinno być prawdziwe z powodu osobowości 

mówcy. (Przypuszczam, że kłamca mógłby wyszkolić się na skutecznego 

mówcę. Jednak to nie powinno to być naszym). Jesteś niepowtarzalny. Bóg 

stworzył cię jako unikalną osobę. Grzechem jest starać się podrobić ten 

oryginał. Nie wymagam aby moi studenci naśladowali wzór doskonałego 

background image

kaznodziei dlatego, że każdy z nich jest inny. To co działa w moim 

przypadku, może nie działać w życiu innego człowieka. Moim celem jest 

pomóc tym młodym ludziom osiągnąć ideał w granicach ich własnego stylu i 

darów, jakie posiadają. Ty również powinieneś uczynić to swoim celem. 

Ósme przykazanie: Będziesz mówił delikatnie Żyjemy w nowych czasach, w 

których stare sposoby okazują się nieskuteczne. Problem wielu kaznodziei 

polega na tym, że głoszą tak, jak to czynił Jonathan Edwards. Treść 

przesłania powinna być taka sama, lecz Jonathan Edwards żył w czasach 

gdy nie było telewizji. Miał do czynienia z publicznością, której główną 

rozrywką było słuchanie kazań, a najbardziej ekscytującą rzeczą, jaka mogła 

się zdarzyć w ciągu tygodnia był nowy rodzaj żywności w miejskim sklepiku. 

Wszystkie mowy, od mów politycznych począwszy na oracjach z okazji dnia 

Święta Niepodległości skończywszy, były wzorowane na kazaniach. 

Ponieważ nie jestem zbyt dobry w "rozrywkowej" warstwie kazań, 

pragnąłbym powrócić do czasów, kiedy "trawka" była czymś co się kosi, a nie 

pali; kiedy bycie "gayem" (chłopakiem) oznaczało pozytywną cechę 

osobowości, nie zaś określone preferencje seksualne; kiedy coli można się 

było napić z dystrybutora zamiast kupować  ją w puszkach w sklepie 

spożywczym; zaś "AIDS" (pomoc) było czymś, co wykonywało się dla innych 

- a nie jak dziś, skrótem choroby. Naprawdę nie lubię tych wszystkich zmian, 

lecz moje uczucia nie mają tutaj żadnego znaczenia. Moje uczucia są 

nieistotne. To, co jest, po prostu jest. Jeśli mam być skutecznym mówcą, 

muszę być świadomy tych zmian. Nasze czasy są nie znoszą autorytetów. Im 

bardziej upierasz się przy swojej ważności, tym mniej ważny się stajesz. W 

czasach "chłodnej" komunikacji, im głośniej wrzeszczysz, tym mniej ludzi 

będzie cię słuchać. Mądrzy mówcy nie przemawiają dzisiaj w pompatycznym 

stylu, lecz dyskutują i przekonują. Mówię to wszystko, aby podkreślić,  że 

krzyk nie jest już dziś aktualny. To nie oznacza, że nie będzie ku temu okazji 

podczas wygłaszania mowy, aby np. zwrócić uwagę  słuchaczy. Lecz 

background image

podniesiony głos powinien być kontrolowany i używany w ograniczonym 

stopniu. Nie oznacza to, że emocje nie powinny być częścią dobrej mowy, 

lecz że niekontrolowane emocje spowodują negatywną reakcję emocjonalną 

na twoją mowę. Mam nadzieję,  że w czasach wielkich społecznych zmian 

krzyk powróci raz jeszcze do łask, a walenie w pulpit będzie znowu 

skuteczną techniką komunikowania. Wtedy będę mógł przemawiać z wielką 

pasją, bowiem jestem w tym dobry. Teraz jednak mądrzy mówcy powinni 

zmniejszyć nieco "głośność". Powinni przemawiać raczej w stylu: "Czy 

możemy porozmawiać?" niż "Takie jest prawo i masz być mu posłuszny". 

Dziewiąte przykazanie: Będziesz zwracał uwagę na język ciała Ta książka 

nie jest poświęcona językowi ciała. Lecz w komunikowaniu się język ciała jest 

niemal tak ważny jak słowa, które wypowiadasz. Kilka lat temu doszedłem do 

wniosku,  że moja technika udzielania porad pozostawia nieco do życzenia. 

Gdy ludzie przychodzili do mnie, już na samym początku byli onieśmieleni 

faktem, że jestem duchownym. Jeśli połączymy to z moim grzmiącym głosem 

i surowym stylem, wizyta w moim biurze przypominała odwiedziny u 

surowego ojczyma, a nie spotkanie z kimś, kto chciał pomóc. Jeden z 

przyjaciół powiedział mi: "Steve, nie możesz zmienić brzmienia swojego 

głosu, nie możesz przestać być pastorem, lecz możesz zmienić swój język 

ciała. Zamiast pochylać się do przodu słuchając tego, co mówi druga osoba, 

pochyl się na krześle do tyłu. Nie krzyżuj rąk tak jakbyś był Buddą i zamierzał 

wygłosić kazanie. Niech twoja postawa będzie otwarta, nie wzbudzająca 

zagrożenia. Wyjdź zza biurka i usiądź na wolnym krześle". Posłuchałem go i 

okazało się, że zmiana była zdumiewająca.Ludzie zaczęli ze mną rozmawiać 

zamiast się przede mną spowiadać. Opuszczali moje biuro w poczuciu, że 

otrzymali pomoc, a nie potępienie, zaś zmiana mojego języka ciała nawet 

mnie samego zrelaksowała. (Czy pamiętasz naszą zasadę? Jeśli będziesz 

"grał" w określony sposób, po jakimś czasie rola ta stanie się 

rzeczywistością). Podobnie jest z publicznymi przemówieniami. Powinieneś 

background image

przemawiać w pozycji wyprostowanej - nie bądź jednak sztywny. Nie stój cały 

czas za pulpitem - pulpit jest symboliczną barierą w dobrej komunikacji. 

Naucz się przyjaznych gestów (np. otwarte dłonie, pochylenie się w kierunku 

widowni). Dopilnuj, aby utrzymywać dobry kontakt wzrokowy ze słuchaczami. 

Jeśli nie będziesz na nich patrzył, pomyślą,  że kłamiesz. Naucz się 

uśmiechać co jakiś czas - kiedy to będziesz czynił, zauważysz, że słuchacze 

odpowiedzą uśmiechem. Czasami oczywiście są takie sytuacje, gdy kazanie 

czy mowa muszą mieć autorytatywny charakter. Kiedy zajdzie taka potrzeba, 

zrób wszystko odwrotnie do tego co powiedziałem w ostatnim punkcie. 

Dziesiąte przykazanie: Będziesz wprowadzał urozmaicenia Różnorodność 

jest przyprawą  życia i tkanką każdej dobrej mowy. Mówcy mogą nabrać 

pewnych przyzwyczajeń wygłaszania mowy, które powinny być przełamane. 

Mój przyjaciel Ben Haden, jeden z najlepszych mówców w Ameryce, 

mistrzowsko opanował technikę "płodnej pauzy". Ben potrafi zrobić tak 

zręczną pauzę,  że wszyscy pochylają się do przodu, by usłyszeć, co za 

chwilę powie. (Ktoś mi powiedział,  że mógłbym powiedzieć całe kazanie 

podczas jednej z takich pauz). Z kolei Zig Ziglar jest szybkim, dynamicznym 

mówcą. Bill powinien czasami zwiększyć tempo, a Zig zwolnić, aby zwrócić 

uwagę  słuchaczy. Moja myśl jest następująca: wszystko (nawet jeśli jest 

dobre) może się kiedyś znudzić. Jeśli jesteś cichym, wyważonym mówcą, 

naucz się trochę podnosić  głos od czasu do czasu. Czasami (nie zawsze) 

powinieneś krzyknąć. Jeśli jesteś mówcą zorientowanym na fakty, opowiedz 

czasami jakąś uczuciową historię. Jeśli masz tendencję do opierania się na 

komunikowaniu emocjonalnym, zacytuj co pewien czas jakieś nudne dane 

statystyczne. Spraw, aby publiczność musiała odgadywać, co się stanie, a 

nikt nie zaśnie. Daj ludziom to, czego oczekują, dobierając formę i treść, 

które nie będą nudne w słuchaniu. * * * "Kryminolodzy utrzymują, że bardzo 

mało aktów przemocy zostaje popełnionych po pożywnym posiłku. Ten fakt 

przedłużył  życie wielu mówców." - Pic Larmour * * * Zanim Bill Graham 

background image

zaczął wygłaszać kazania do tłumów zgromadzonych na wielkich stadionach 

był skromnym studentem, który mówił do ptaków i jaszczurek w lasach na 

Florydzie. Nie wiem czy ptaki i jaszczurki się nawróciły, lecz na pewno były 

pod silnym wrażeniem jego słów. Płynie z tego następujący morał: zanim 

ktokolwiek usłyszy twoją mowę ty sam powinieneś usłyszeć ją przynajmniej 

dziesięć razy. Jeśli potrafisz znaleźć jakieś ptaki i jaszczurki gotowe cię 

słuchać i to jest w porządku. Rozdział 10.& Rozbrajanie niewypałów 

"Bezmyślnie uniosłeś się dumą? Po namyśle - rękę na usta!" - Przysł 30, 32 

Jeśli chcesz skutecznie komunikować się z innymi prowadząc konwersację, 

uczestnicząc w debacie czy wygłaszając mowę, musisz podejmować ryzyko. 

A jeśli ryzykujesz, to czasami doznasz porażki. Takie są fakty. Czasami 

rozmowa zostanie przerwana, a ty będziesz się czuł niezręcznie. Czasami 

przegrasz debatę lub słuchacze wyjdą zanim twoja mowa dobiegnie końca. 

Nie zaczynaj, jeśli nie jesteś gotowy podjąć ryzyka porażki. Widzisz, nie ma 

sposobu, aby stać się dobrym mówcą bez popełnienia kilku błędów. W tym 

rozdziale pokażę, jak zapobiec temu, by te "niewypały" wybuchły. Zanim 

powiem o tym, jak radzić sobie z niepowodzeniami w komunikacji, pragnę 

poświęcić trochę miejsca, aby powiedzieć jak przyjmować sukcesy w tej 

dziedzinie. (Wierzę,  że  łatwiej sobie poradzić z porażką niż z sukcesem). 

Pewien bardzo mądry kaznodzieja po usłyszeniu przesadnie pozytywnej 

uwagi na temat swojego kazania odpowiedział jednemu z parafian: "Nie 

musiałeś mi tego mówić. Diabeł cię do tego podkusił!". Ocena skuteczności 

komunikacji Podam teraz pięć spraw, o których powinieneś pamiętać, gdy 

wiesz,  że skutecznie coś zakomunikowałeś - byłeś wspaniałym rozmówcą, 

zwyciężyłeś w debacie czy wygłosiłeś wielką mowę. 1. Pamiętaj o tym, że 

sukces jest ulotny. Napoleon powracając ze zwycięskiej wojny był owacyjnie 

witany przez tłumy. Jego adiutant zauważył,  że otrzymywanie od ludu tylu 

oznak uwielbienia musi być wspaniałą rzeczą. Napoleon odparł: "Nonsens! 

W nieco innym układzie okoliczności ten sam tłum wrzeszczałby domagając 

background image

się mojej śmierci na szubienicy". Mamy naturalną skłonność, by sądzić,  że 

gdy ktoś odniesie sukces, to zawsze będzie się nim cieszył, ten, kto upadł, 

do końca  życia będzie nieudacznikiem. Żadne z tych twierdzeń nie jest 

prawdziwe. W drugim przypadku powinien się znaleźć element zachęty, w 

pierwszym motywacja do pokory. 2. Pamiętaj,  że wszystko co masz jest 

darem opatrzności Bożej (jeśli jesteś człowiekiem wierzącym) lub szczęścia 

(jeśli nim nie jesteś). Tylko idiota patrząc wstecz przypisuje wszystkie swoje 

sukcesy jakiejś jednej umiejętności, która "sprawiła, że to się stało". Niewiele 

brakowało, aby sprawy potoczyły się inaczej. * * * "Możesz poznać 

nieudacznika po tym, jak krytykuje sukcesy innych." - Mel Johnson * * * W 

przypływie szczerości gwiazdy filmowe powiedzą ci, że wielu innych aktorów 

ma więcej talentu i ciężej pracuje, lecz mimo to nie odnosi sukcesu. Każdy 

znany muzyk powie ci, że są inni lepsi od niego, którzy nie zostali zauważeni. 

Każdy wielki mówca powie ci, że wszędzie są lepsi od niego, którzy nie 

zostali rozpoznani. Jeśli będziesz o tym pamiętał, nauczy cię to wdzięczności 

za twój sukces. Wdzięczność jest ważnym i zwycięskim rysem każdego 

skutecznego mówcy. 3. Kiedy odnosisz sukcesy, pamiętaj,  że 

prawdopodobnie nie jesteś nawet w połowie tak dobry jak się czujesz słysząc 

aplauz widowni. Pewien mężczyzna wygłosił mowę w klubie rotariańskim w 

swoim mieście i wrócił do domu bardzo zadowolony z siebie. "Zastanawiam 

się, ilu wielkich mówców wydało nasze skromne miasteczko", powiedział do 

swojej  żony. "Myślę,  że o jednego mniej niż ci się zdaje", odparła. Jak 

wspomniałem wcześniej, kilka lat temu przeprowadzono badania dyrektorów 

500 czołowych firm. Jednym ze stale powracających tematów był lęk, że ktoś 

odkryje ich tajemnicę:  że znaleźli się na swoich stanowiskach przez 

przypadek. Mądrzy i odnoszący sukcesy mówcy zawsze zdają sobie sprawę, 

że nawet w połowie nie są tak dobrzy jak przypuszczają ich wielbiciele, i 

nawet w połowie tak źli, jak sugerują ich krytycy. Gdy napisałem moją 

pierwszą książkę, pewien człowiek, którego bardzo szanowałem, napisał do 

background image

mnie krytyczny list. Pisał w nim, że moja książka jest dziecinna i że nie może 

uwierzyć, iż mogłem spłodzić coś tak płytkiego. Czułem się tak zdruzgotany 

jego uwagami, że postanowiłem nigdy więcej nic nie napisać i powiedziałem 

mu o tym. "Doceniam twoją szczerość", napisałem w swoim liście do niego. 

"Pragnę, abyś wiedział,  że uznałem, iż masz rację. Podpisałem kontrakt na 

drugą książkę, lecz gdy tylko zostanie ona opublikowana, poświęcę mój czas 

i talenty czemuś, co robię lepiej". Kiedy moja następna książka ukazała się 

na rynku otrzymałem kolejny list. Pisał,  że moja druga książka jest jedną z 

najlepszych, jakie czytał. Nazwał mnie "nowym C. S. Lewisem Ameryki". I to 

wtedy przyszło olśnienie. Zdałem sobie sprawę,  że moja pierwsza książka 

nie była tak zła, jak mówił - jednocześnie zrozumiałem,  że moja druga 

książka nie była tak dobra, jak twierdził. 4. Kiedy odnosisz sukces nie 

narzekaj na cenę jaką musiałeś za niego zapłacić. Ktoś powiedział, że jeśli w 

pracy ciężko pracujesz przez czterdzieści godzin tygodniowo i twój szef to 

zauważy, to da ci podwyżkę, a wtedy możesz pracować ciężko przez 

sześćdziesiąt godzin w tygodniu. Jeśli odniesiesz sukces, to będzie to 

wymagało od ciebie jeszcze większej pracy. Nie narzekaj na to. Jeśli 

odniosłeś sukces, ludzie będą oczekiwali jeszcze więcej sukcesów. Nie skarż 

się na to. Jeśli odniosłeś sukces, to następnym razem będzie ci musiało 

pójść o wiele lepiej. Nie narzekaj z tego powodu. Do każdego sukcesu 

przyczepiona jest metka z ceną, która bywa niekiedy bardzo wysoka. Lecz 

twój sukces zostanie zauważony i otrzymasz zapłatę w dolarach lub 

uwielbieniu tłumu. Będziesz miał o sobie dobre mniemanie i zauważysz, że 

kilka drzwi, które przedtem były zamknięte, teraz otworzy się przed tobą. 

Zatem gdy nadejdzie czas płacenia rachunków, zapłać i nie narzekaj na to, 

że są tak wysokie. 5. Pamiętaj,  że trudniej uczyć się na sukcesach niż na 

porażkach. Mój przyjaciel Fred Smith ma cudowną definicję starości. 

Powiada, że przez całe życie ludzie starają się osiągnąć pewien poziom. Gdy 

go osiągną, odpoczywają chwilę i zaczynają się wspinać jeszcze wyżej. Fred 

background image

mówi,  że gdy ktoś zaczyna zataczać koła na tym samym poziomie zamiast 

wspinać się wyżej, to znaczy, że jest stary. Jest to dobra definicja martwego 

mówcy, który jeszcze nie został pogrzebany. Upadek może być wspaniałą 

motywacją do wspinania się wyżej, do bardziej wytężonej walki i osiągnięcia 

lepszych rezultatów następnym razem. Nie ma nic nudniejszego od 

emerytowanego sportowca, który stale wspomina dawne zwycięstwa - za 

wyjątkiem mówcy, który stale wygłasza tę samą mowę, bowiem kiedyś 

wywarła na kimś wrażenie. Radzenie sobie z porażkami w komunikacji A 

teraz przejdźmy do prawdziwych niewypałów. Co robić, gdy poniesiesz 

klęskę? Inaczej mówiąc, jak postąpić w sytuacji, gdy mówiłeś, lecz ludzie cię 

nie słuchali. Unikaj następujących zachowań Jest pięć ważnych "zakazów". 

1. Nie zapominaj o parkingu. Kiedy Ben Haden był  młodym pastorem, 

prowadził cykl ewangelizacyjnych nabożeństw w mieście, w którym kiedyś 

pracował jako redaktor miejscowej gazety. Ben mówił, że starał się z całych 

sił zapraszając wszystkich, którzy chcą, aby Bóg odmienił ich życie, aby 

wyszli naprzód. Nikt nie wyszedł. Ben był zdruzgotany, dopóki starszy pastor, 

zauważywszy jego przygnębienie, nie powiedział: "Synu, nie zapomnij o tym 

człowieku na parkingu". Następnie zaprowadził Bena do kościelnego okna 

wychodzącego na parking. Tam na żwirze klęczał człowiek i przyjmował do 

swojego serca Chrystusa. Ilustracja ta jest ważna nawet jeśli nie jesteś 

kaznodzieją. Jeśli zapoznałeś się i zastosowałeś zasady komunikacji podane 

w tej książce, twoje porozumiewanie się z innymi będzie przynajmniej 

znośne. Jeśli uczestniczyłeś w debatach czy wygłaszałeś mowy i zdaje ci się, 

że miałeś same niepowodzenia, to wcale nie musi być tak źle, jak uważasz. 

Kiedyś przemawiałem do dwóch tysięcy nastolatków na pewnej konferencji. 

Zawsze gdy o tym pomyślę, płonę ze wstydu. To było okropne. Kiedy 

wszystko się skończyło, wyszedłem za kulisy, wezwałem taksówkę i 

odjechałem tak, żeby nikt mnie nie widział. Piętnaście lat później 

przemawiałem na innej konferencji. Podczas jednej z przerw podszedł do 

background image

mnie młody mężczyzna i powiedział: "Steve, wiem, że mnie nie znasz, lecz 

gdy byłem nastolatkiem, uczestniczyłem w konferencji, na której 

przemawiałeś. (Cofnąłem się przerażony). Chcę ci podziękować za to, co 

wtedy powiedziałeś. Twój wykład zmienił moje życie. Stało się jednak coś 

więcej. Nagrałem twoje wystąpienie. W ciągu tych lat pożyczyłem taśmę kilku 

moim kolegom. Zawsze wywierała na nich głęboki wpływ". I co na to 

powiecie, kibice? Nie zapominajcie o ludziach na parkingu. 2. Nigdy nie 

oceniaj swojej wartości w świetle jednej porażki. Powiadają,  że pierwsza 

mowa Damostenesa, jednego z najsłynniejszych greckich mówców, była 

okropna. Kiedy ze wstydem opuszczał salę, usłyszał, jak ktoś powiedział: "To 

była zbyt dobra mowa, lecz Damostenes brzmiał czasami mały Perykles" 

(ateński mąż stanu żyjący jedno pokolenie wcześniej). Ten podsłuchany 

komplement stał się motywującą siłą, która skłoniła Demostenesa do 

przezwyciężenia słabego głosu i nędznego sposobu prezentacji. 

Damostenes  ćwiczył mówienie z kamyczkami w ustach. Kiedy przysłuchuję 

się pierwszym kazaniom moich studentów, zdaję sobie sprawę, że na moich 

barkach spoczywa wielka odpowiedzialność. Pewien student powiedział mi: 

"Doktorze Brown, chcę aby był pan wobec mnie naprawdę surowy. Zniosę 

to." Chciałem mu powiedzieć: "Synu, gdybyś wiedział, jak źle wypadłeś, to 

nigdy w życiu nie wygłosiłbyś kazania". Oczywiście nie powiedziałem tego. 

Czy wiesz dlaczego? Ponieważ momentami brzmiał jak mały Billy Graham. 

Być może gdy odniosłeś porażkę (lub zdawało ci się,  że ją odniosłeś, nie 

miałeś nikogo, kto zachęciłby cię jakimś małym komplementem. Lecz 

pamiętaj o tym, że nikt nie będzie dobrze przemawiał, jeśli początkowo nie 

będzie mówił źle. Inaczej mówiąc, marna mowa czy przegrana w debacie nie 

powinna być miarą twoich zdolności. Znajdź kogoś kto powie jedną dobrą 

rzecz o twoich umiejętnościach w komunikowaniu. Niech to będzie ziarenko, 

z którego wyrośnie twój sukces. 3. Nie pozwól, aby negatywne nastawienie 

umysłu spowodowało jeszcze więcej niepowodzeń. Przez wiele lat 

background image

powtarzałem: "Nigdy nie chciałem być pastorem. Nie jestem ochotnikiem. 

Jestem poborowym, wszędzie znajdują się tego dowody". Pewnego razu mój 

mentor powiedział mi: "Steve, czy wiesz, dlaczego mówisz takie rzeczy?". 

Odpowiedziałem,  że nie wiem. To jest dla ciebie wygodna kryjówka. Jeśli 

poniesiesz porażkę, zawsze będziesz mógł powiedzieć: "Nigdy nie chciałem 

tego robić". Miał rację. Z powodu kilku problemów w moim życiu oczekiwałem 

porażki i przygotowywałem się na nią. Spodziewamy się porażki z wielu 

powodów. A ponieważ się jej spodziewamy, sami ją stwarzamy. Być może 

pochodzisz z dysfunkcyjnej rodziny lub doświadczyłeś koszmarnych przeżyć 

emocjonalnych. Może tak często słyszałeś, że do niczego się nie nadajesz, iż 

uwierzyłeś w to. Jeśli to prawda, to zawstydzenie w rozmowie z przyjacielem 

przegrana w debacie czy mowa, która okazała się niewypałem może 

zrujnować resztę twojego życia. Nie pozwól na to. Opowiem ci o pewnej 

zasadzie, na której opiera się działanie wszechświata. Kot, który usiadł na 

rozgrzanej kuchence nigdy nie zrobi tego powtórnie - lecz nie usiądzie też 

nigdy na zimnej. Być może wyciągnąłeś zbyt wiele wniosków z jednej 

życiowej lekcji. Jeśli zawiodłeś, to znaczy tylko tyle, że zawiodłeś, nie zaś, że 

jesteś nieudacznikiem. Nie pozwól, aby demony przeszłości zniszczyły twoją 

przyszłość. 4. Nie pozwól, aby twoje poglądy teologiczne (jeśli jesteś 

człowiekiem wierzącym) stwarzały dodatkowe niepowodzenia. Niektórzy 

chrześcijanie mają dziwną skłonność do myślenia, że zasługują na porażkę. 

Ktoś powiedział,  że Bóg jest tylko kulą inwalidzką dla słabych. No cóż, 

oczywiście że jest! Jednak nie chodzi o to, że Bóg jest kulą inwalidzką, lecz o 

to,  że my jesteśmy kulawi. Mądrzy ludzie wiedzą o powszechnym 

upośledzeniu człowieka, więc zwracają się do Boga. Tak właśnie powinno 

być. Jeśli jesteś grzesznikiem, potrzebujesz przebaczenia. Jeśli się  lękasz, 

potrzebujesz odwagi. Jeśli masz myśli samobójcze, potrzebny ci powód, aby 

żyć. Ci, którzy znają prawdę, wiedzą, że tylko Bóg jest ostatecznym źródłem 

przebaczenia, akceptacji, odwagi i sensu życia. Skoro ci przebaczono, 

background image

powinieneś pamiętać,  że otrzymałeś przebaczenie. Skoro zostałeś przyjęty, 

pamiętaj,  że zostałeś przyjęty. Jeśli dano ci odwagę,  żyj ze świadomością 

tego. Jeśli odkryłeś sens swojego życia pamiętaj, że nie stracisz go. Nawyki 

trudno umierają. Wielu ludzi mądrze postępuje zwracając się do Boga, lecz 

później nadal żyją tak, jakby nic się nie stało. Nigdzie w Biblii nie znajdujemy 

sugestii,  że Bóg lubi nam wytykać nasze porażki. Pan Bóg nie mówi: 

"Zobaczmy co można zrobić, aby uczynić Sarę i Sama ludźmi godnymi 

pożałowania". Bóg jest po twojej stronie. Nie powinieneś obwiniać Boga o 

swoje porażki. Nie brnij też w niepowodzeniach, ponieważ  sądzisz,  że Bóg 

się w nich lubuje. 5. Nie poddawaj się. Zawsze pamiętaj, że jedyną różnicą 

pomiędzy ludźmi sukcesu a nieudacznikami jest to, że ludzie sukcesu 

podnieśli się po ostatniej porażce.  Życie jest procesem, a chrześcijanie 

wiedzą, że Bóg jest tak samo zainteresowany nadawaniem mu kierunku, jak i 

jego ostatecznym rezultatem. Uczenie się tego, jak mówić, aby ludzie 

słuchali, jest także procesem. Nie spodziewaj się,  że uda ci się coś 

przeskoczyć, i nie staraj się być mną. Niezależnie od tego, co robisz, nie 

przyspieszaj w żaden sposób tego procesu. Powstań po porażce i spróbuj 

jeszcze raz. * * * "Jest wielka praktyczna korzyść w popełnieniu kilku błędów 

we wczesnym okresie życia." - Thomas Huxley * * * Wykonuj następujące 

rzeczy A teraz, nim skończymy podam wam pięć "nakazów" dotyczących 

niepowodzenia: 1. Przeanalizuj swoją porażkę. Miałem przyjaciela, który 

grywał w football z drużyną Miami Dolphins. Powiedział mi, że najgorszą 

rzeczą w życiu zawodowego gracza jest oglądanie meczu zarejestrowanego 

na taśmie. Każda drużyna filmuje swoje mecze. W następnym tygodniu po 

rozgrywce trener i zawodnicy szczegółowo go analizują. Mój przyjaciel 

powiedział,  że jeśli podczas gry popełnił jakiś  błąd, to musiał oglądać jego 

powtórkę raz po razie, aż potem łapał się na tym, że odtwarza go we śnie. 

"Jednak zwykle nie popełniłem dwa razy tego samego błędu", stwierdził. Jeśli 

zostałeś zawstydzony w rozmowie, przegrałeś dyskusję czy wygłosiłeś 

background image

okropną mowę nie czuj się z tego powodu tak bardzo godny pożałowania. 

Każdemu się to zdarza. Różnica pomiędzy dobrymi mówcami a 

nieudacznikami polega na tym że pierwsi nie tylko czują się godni 

pożałowania, lecz zastanawiają się, dlaczego mają takie poczucie. 

Wykorzystaj materiał przedstawiony w tej książce jako kryterium oceny i 

zadaj sobie pytanie, którą z zasad złamałeś. Porozmawiaj z zaufanym 

przyjacielem, który powie ci prawdę nie niszcząc cię przy tym. Jeśli to 

możliwe, przesłuchaj taśmę z nagraniem twojej mowy czy debaty, w której 

uczestniczyłeś, i przyznaj się do tego, co źle zrobiłeś. Następnie wypisz kilka 

sposobów poprawienia tego następnym razem. 2. Przyjmij własne porażki. 

Jedną z największych przeszkód w emocjonalnym uzdrowieniu jest to, co 

psychologowie nazywają wyparciem. Wyparcie jest również wielką 

przeszkodą w skutecznym porozumiewaniu się. Niektórzy ludzie będą ci 

zawsze mówili, że byłeś wspaniały sądząc, że jest to z ich strony uprzejmość. 

Nie wierz im. Kaznodzieje są szczególnie narażeni na to niebezpieczeństwo. 

Tylko chrześcijanie, którzy nie rozumieją istoty swojego chrześcijaństwa, 

sądzą,  że krytyka zawsze jest grzechem. Dlatego nie powiedzą ci prawdy, 

nawet gdy trafi ci się jakiś niewypał. W magazynie "Christianity Today" 

przeprowadzono badania kaznodziejów polegające na poproszeniu, aby 

zrobili listę swoich silnych i słabych stron. Okazało się,  że większość 

kaznodziejów umieszczało "głoszenie" na szczycie listy swoich silnych stron. 

Jeśli ostatnio byłeś w kościele, to wiesz, że wielu z nich kłamie albo żyje w 

zaprzeczeniu. Nie pozwól, aby tobie się to przytrafiło. Jeśli widzisz jajko, nie 

nazywaj go zapiekanką. Jeśli coś jest niewypałem, nie mów, że to rakieta. 

Jeśli doznałeś porażki, przyjmij ją, przyznaj się do niej, a następnie zrób coś, 

aby ją naprawić. Rozwijaj przyjaźnie z tymi, którzy cię kochają i powiedzą ci 

prawdę. Po wygłoszeniu przeze mnie mowy w pewnym klubie przyjaciel 

powiedział mi: "Steve, powinieneś umieścić  tę mowę na samym spodzie 

sterty swoich mów". Czy wiecie co zrobiłem? Położyłem ją tam. 3. 

background image

Wykorzystuj swoje porażki. Doznanie porażki nie oznacza, że nie powinieneś 

czynić starań kontrolowania strat. Czasami powinieneś przeprosić kogoś, 

kogo obraziłeś. Czasami powinieneś powiedzieć osobie, która poprosiła cię o 

wygłoszenie mowy: "Wiesz, nie jestem głupi. To była kiepska mowa. Jednak 

chcę, abyś zaprosił mnie jeszcze raz, ponieważ następnym razem zrobię to o 

wiele lepiej niż dzisiaj". Czasami naprawa zniszczeń wymaga napisania listu 

do osoby, z którą odbyłeś okropną rozmowę: "Chciałem ci powiedzieć,  że 

wczoraj nie byłem sobą. Mam nadzieję, że czujesz to i nie weźmiesz sobie 

do serca tych idiotyzmów, jakie ci powiedziałem. Bóg musi nadal nade mną 

pracować." Czasami można naprawić porażkę w następnej mowie, debacie 

czy rozmowie. Następnego dnia po wygłoszeniu nieudanego wykładu 

zawsze mówię moim studentom: "Muszę wyjaśnić nieporozumienia w 

pewnych sprawach, o jakich wczoraj mówiłem. Miałem na myśli jedynie...". 4. 

Napraw porażki. Słyszałem,  że w pierwszych latach wykonywania operacji 

plastycznych panowało dziwaczne przekonanie, że środki anestezjologiczne 

niszczą rezultaty operacji plastycznych. Jeśli byłeś brzydki i pragnąłeś być 

piękny, miałeś do wyboru: zgodzić się na ból i doznać zmian lub uniknąć bólu 

i pozostać brzydkim. Podobnie jest z umiejętnościami w dziedzinie 

komunikacji. Porażka zawsze jest bolesna, lecz jeśli poprawisz to, co źle 

zrobiłeś, cierpienie będzie prowadziło do zmiany. Pozwólcie, że podsumuję 

pedagogiczne punkty przedstawione w tym rozdziale słowami wielkiego 

teologa i filozofa Mary Tyler Moore: "Jeśli to, co mówisz, kogoś nie zrani, to 

znaczy, że robisz to źle". * * * "Mówienie i elokwencja to nie jest to samo - 

mówienie i dobre mówienie to dwie różne rzeczy. Nawet głupiec może 

gadać, lecz człowiek mądry przemawia." - Ben Johnson * * * Słowo końcowe 

(no, może kilka słów) Ktoś powiedział, że najbardziej pożałowania godni nie 

są ci, którzy nie otrzymali tego, czego pragnęli, lecz ci, którzy to otrzymali, 

lecz odkryli, że naprawdę chcieli czego innego. To prawda w wielu 

dziedzinach. Bycie osobą samotną jest trudne, lecz nie jest nawet w połowie 

background image

tak złe, jak obudzenie się w poniedziałek rano i odkrycie, że poślubiło się 

niewłaściwą osobę. Trudno jest być biednym (wcale nie zamierzam bronić 

ubóstwa) lecz biedak może przynajmniej marzyć o tym, jak cudownie byłoby 

być bogatym. Bogaci ludzie, którzy zdobywają się na uczciwą refleksję, 

zawsze dochodzą do przerażającego wniosku, że obietnice bogactwa nie 

dają szczęścia i pozbawiają wszelkiej nadziei. Na tej zasadzie nie oczekuj, 

że osiągnięcie skuteczności w komunikowaniu wypełni twoją wewnętrzną 

pustkę czy uczyni cię taką osobą, jaką zawsze pragnąłeś być. Możesz być 

skutecznym mówcą (o tym właśnie jest ta książka), lecz nie stawiaj sobie 

tego za cel, bowiem osiągnięcie go niesie ze sobą więcej ciężarów niż 

zdołasz udźwignąć. Pewne rzeczy może sprawić tylko Bóg. Tylko On może 

nadać ostateczny sens temu, co komunikujesz. Tylko On może wypełnić 

pustkę, która jest w każdym człowieku. Tylko On może nam dać pozytywny 

obraz siebie, który staramy się znaleźć u innych. Augustyn modlił się 

słowami: "Stworzyłeś nas dla siebie i nasze serce nie zazna spokoju dopóki 

nie spocznie w Tobie". Tematem tej książki było komunikowanie się z innymi. 

Komunikowanie się jest ważne. Jednak w życiu najważniejszy jest Bóg i jeśli 

o Nim zapomnisz, to, niezależnie od tego, jak dobrze będziesz się 

porozumiewał, nie powiesz niczego, co miałoby ostateczne znaczenie. A to 

byłoby tragiczne. Obawiam się,  że poznając zasady komunikowania się 

zapomnisz o słuchaniu Boga, który jest ostatecznym, najwyższym mówcą. 

On naraził się na wiele kłopotów komunikując nam swoje przesłanie o 

miłości, akceptacji, przebaczeniu i wiecznym życiu. Widzisz ... Twoje słowa, 

choćby były nie wiem jak wymowne, # Twoje mowy, choćby były nie wiem jak 

skuteczne, # Twoje rozmowy, choćby nie wiem jak stymulowały, # Twoje 

debaty, choćby były nie wiem jak zwycięskie, # Wszystkie umrą razem z 

tobą. A wtedy jedynymi słowami, mającymi znaczenie będą słowa, które On 

wypowie do ciebie.  

  

background image