background image

 

 

S

S

t

t

e

e

l

l

l

l

a

a

 

 

B

B

a

a

g

g

w

w

e

e

l

l

l

l

 

 

 

 

M

M

a

a

g

g

i

i

c

c

z

z

n

n

y

y

 

 

b

b

l

l

a

a

s

s

k

k

 

 

o

o

p

p

a

a

l

l

i

i

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

Rozdział 1 

 
Claudia  Westfield podeszła do samochodu, niosąc pod pachą plik papierów i  książek. Było 

wprawdzie dopiero pół do siódmej, ale chciała być dziś w szkole trochę wcześniej. Od tygodnia 
trwały już egzaminy i jak zwykłe było z tym mnóstwo pracy. Usiadła za kierownicą, uruchomiła 
silnik  i  nagle  zakręciło  jej  się  w  głowie.  Przestraszona  zamknęła  oczy  i  oparła  głowę  na 
zagłówku,  mając  nadzieję,  że  to  tylko  chwilowa  niedyspozycja.  Gdy  po  paru  sekundach 
otworzyła  oczy,  za  szybą  ujrzała  twarz  mężczyzny.  Przerażona  rozejrzała  się  dokoła.  Trawnik 
przed  domem,  podjazd...  wszystko  wyglądało  normalnie.  Twarz  nieznajomego  nie  zniknęła. 
Przyjrzała mu się baczniej. Miał ciemne, pofalowane włosy, błękitne oczy, które intensywnie się 
w nią wpatrywały i zmysłowy uśmiech, odsłaniający białe, równe zęby. 

– Nie, to niemożliwe – powiedziała do siebie Claudia. – To mi się tylko zdaje. To na pewno z 

przemęczenia. 

Ponownie  zamknęła  oczy,  a  gdy  je  znowu  otworzyła,  mężczyzny  za  szybą  już  nie  było. 

Odetchnęła  z  ulgą,  wrzuciła  wsteczny  bieg  i  wyjechała  na  zatłoczoną  ulicę.  Po  chwili  jednak 
ogarnęło ją przerażenie. 

– Dostajesz świra! Najzwyczajniej w świecie wariujesz – powiedziała do siebie. 
Najbliższe godziny sprawiły jednak, że zapomniała o tym zdarzeniu. Tak jej się przynajmniej 

zdawało.  W  porze  lunchu  spotkała  w  szkolnej  stołówce  Liz,  nauczycielkę  z  równoległej  klasy. 
Od dwóch lat, czyli odkąd się poznały, łączyła je prawdziwa przyjaźń. 

– Co się z tobą dzieje? – spytała Liz, patrząc z niepokojem na Claudię. 
– Dlaczego pytasz? 
– Wyglądasz jak narzeczona Frankensteina. 
– A co, źle się umalowałam i widać szwy na twarzy? 
– Claudia starała się żartem rozwiać niepokój przyjaciółki. 
– Nie, tylko jesteś strasznie blada. 
– Dziwisz się? To wszystko przez te egzaminy. 
– Zbyt dobrze cię znam i wiem, że praca tak cię nie wykańcza. 
Swoją  drogą  zawsze  cię  z  tego  powodu  podziwiałam.  Ja  dosłownie  padam  z  nóg.  A  gdy 

jeszcze  przychodzi  do  mnie  taki  wiecznie  nieprzygotowany  leń  i  prosi  o  przesunięcie  terminu 
zaliczenia,  najchętniej  wyrzuciłabym  go  za  drzwi.  Ty  zawsze  miałaś  miękkie  serce  dla  tych 
dzieciaków. Zbyt miękkie. 

Usiadły  przy  stoliku  i  zabrały  się  do  jedzenia.  Claudia  jednak  nagle  straciła  apetyt  i  tylko 

machinalnie dłubała w kawałku kurczaka. 

–  Wiesz,  chyba  zaczynam  wariować.  Dziś  rano  przydarzyło  mi  się  coś  dziwnego  – 

powiedziała niespodzianie. 

– Wszystkich nas to czeka – próbowała żartować Liz. 
– Mówię poważnie. Dziś rano miałam przywidzenie – ciągnęła ściszonym głosem Claudia. – 

Powinnam chyba pójść do lekarza. 

– Ale co się właściwie stało? 
– Miałam wizję. Widziałam faceta. 
– Byłoby raczej dziwne, gdybyś nie miewała takich fantazji – roześmiała się Liz. 
–  Nie  mówię  o  fantazjach  erotycznych.  –  Claudia  nie  kryła  zniecierpliwienia.  –  Mówię  o 

jasnym i wyraźnym obrazie, który wyłonił się... tak znikąd. Zakręciło mi się w głowie, po czym 
zobaczyłam twarz mężczyzny. – Claudia poczuła, że znów ogarnia ją dziwny niepokój. 

–  Sama  powiedziałaś,  że  zakręciło  ci  się  w  głowie,  a  więc  musiała  być  jakaś  fizyczna 

background image

przyczyna. Podejrzewam, że to reakcja na stres. A może twoje ciało próbuje w ten sposób dać ci 
sygnał, że potrzebujesz faceta? – Liz przyjrzała się Claudii uważnie. – Znasz go? 

– Nie. 
– Hm, to dziwne. Był miły? 
Claudia  mechanicznie  wzięła  do  ust  kawałek  kurczaka.  Nie  chciała  myśleć  ani  o  tym 

przystojnym  mężczyźnie,  ani  o  samym  zdarzeniu.  Wszystko  to  było  zbyt  dziwne  i  zbyt 
niepokojące. 

–  Jak  to  czy  „był  miły"?  Nie  zwariowałam  jeszcze  na  tyle,  żeby  rozmawiać  ze  swoimi 

przywidzeniami! 

– Chodziło mi o to, czy wizja była przyjemna, czy wręcz odwrotnie, przerażająca? 
– Byłam tak zdumiona, że nie mogłam nawet myśleć. Ale ten facet... – Claudia zawahała się 

– sprawiał raczej miłe wrażenie. Na pewno nie był zły. – Potrząsnęła głową z niedowierzaniem. – 
Co  ja  mówię!  Przecież  jestem  nauczycielką,  uczę  innych  racjonalnego  myślenia,  a  plotę  takie 
bzdury! Koniczyna jest zielona, gdyż zawiera chlorofil, a nie dlatego, że tak ją pomalowały elfy! 
Podobnie i te moje przywidzenia muszą mieć jakieś racjonalne wyjaśnienie. 

Liz roześmiała się. Niezwykły był ten nagły przypływ zdrowego rozsądku. 
– To wcale nie jest zabawne – stwierdziła Claudia poirytowana. 
– Toteż nie mam zamiaru się z ciebie nabijać. Tak naprawdę trochę się o ciebie martwię. 
–  Martwisz  się?!  –  wybuchła  Claudia.  –  Nie  chcę,  żebyś  się  o  mnie  martwiła  ani  mi 

współczuła. Oczekuję, że pomożesz mi znaleźć jakieś wyjaśnienie tego zdarzenia. 

– Posłuchaj, Claudio. Są rzeczy, których nie da się wyjaśnić empirycznie. 
– Ja jednak nadal będę poszukiwać racjonalnego wyjaśnienia moich wizji, choćbym miała je 

znaleźć w gabinecie lekarskim. 

Tydzień  później  Claudia  opuściła  gabinet  lekarski,  nie  usłyszawszy  żadnego  konkretnego 

wyjaśnienia  całej  serii  przywidzeń.  Według  lekarza  fizycznie  nic  jej  nie  dolegało.  Może  była 
trochę przemęczona, wskazany byłby więc wyjazd i odpoczynek. 

– A gdyby przywidzenia nie ustąpiły, zawsze może pani przecież pójść do psychiatry. 
Do  psychiatry?  Czyżbym  była  aż  tak  rozchwiana  emocjonalnie?  Absurd,  zapewniła  się  w 

duchu. Jestem przecież normalną, zdrową psychicznie kobietą. Tyle tylko, że co jakiś czas mam 
wizje, w których ukazuje mi się twarz mężczyzny, próbowała przekonać samą siebie. 

 
Niestety,  z  każdym  dniem  wizje  robiły  się  coraz  bardziej  wyraziste.  Dostrzegła,  że 

mężczyzna, który się w nich zjawiał, ubrany był w mundur, kilka razy ukazała jej się rzeka, a na 
niej łódź, parę razy pojawił się też obraz dużego, białego domu. Elementy wizji w żaden jednak 
sposób się ze sobą nie łączyły, nie tworzyły żadnej sensownej całości. 

Po powrocie do domu włączyła  komputer i weszła do Internetu. Postanowiła zarezerwować 

bilety lotnicze do Cancun. Kto wie, może lekarz miał rację i parę dni urlopu dobrze jej zrobi. 

Parę dni z mężczyzną dobrze by ci zrobiło Claudio, odezwał się wewnętrzny głos. Na miłość 

boską,  czyżbym  do  tego  wszystkiego  jeszcze  zaczynała  słyszeć  głosy?  Potrząsnęła  głową  i 
bezwiednie  spojrzała  na  palce  dotykające  klawiatury  komputera.  Pierścionek  z  opalem,  prezent 
od babci, rzucał kolorowe refleksy. Przez chwilę Claudia przyglądała mu się z uwagą, jak gdyby 
był to preparat mikroskopowy. Kiedyś wierzyła, że to właśnie on wskazał jej Tony'ego. Wierzyła 
na  tyle  mocno,  że  nie  mogła  zdecydować  się  na  zakończenie  tego  związku.  Dopiero  zdrada 
ukochanego sprawiła, że przejrzała na oczy. Nim się to jednak stało, musiała znieść wiele bólu i 
upokorzeń. 

Oczywiście wcale nie myślała, że pierścionek ma jakikolwiek związek z jej wizjami. Nigdy 

też  nie  przyznałaby,  nawet  przed  samą  sobą,  iż  wierzy  w  magiczną  moc  klejnotu.  To  przecież 

background image

oczywiste  bzdury.  Miałaby  wierzyć  w  czary?  Tyle  że  pierwsze  przywidzenie  miało  miejsce 
następnego dnia po tym, kiedy to zaczęła nosić pierścionek babuni. A gdyby go zdjęła? Skoro nie 
wierzyła  w  jego  magiczną  siłę,  co  ją  powstrzymywało?  I  co  by  powiedziała,  gdyby  to  zdjęcie 
pierścionka, a nie wakacje w Cancun uleczyły ją z przywidzeń? 

 
Po tygodniu Claudia, nie kryjąc zadowolenia, oznajmiła Liz, że jej problemy znikły. 
–  A  więc  to  dlatego  miałaś  taki  wesoły  głos,  gdy  do  ciebie  dziś  rano  zadzwoniłam.  W 

dodatku nie musiałam cię namawiać na wizytę u mnie. 

Zdążyły  już  popływać  w  ogrodowym  basenie  i  odpoczywały  teraz,  leżąc  na  leżakach  i 

popijając lemoniadę. 

–  Nawet  sobie  nie  wyobrażasz,  jaką  czuję  ulgę.  Zupełnie  nie  miałam  ochoty  na  seanse 

terapeutyczne. 

– Ale co się właściwie stało? – pytała Liz. – Skąd wiesz, że jesteś uleczona? 
Słoneczne ciepło przynosiło miłe rozluźnienie. Po raz pierwszy od dłuższego czasu Claudia 

znów poczuła się w pełni sobą. 

–  Bo  już  go  nie  widuję.  Od  kiedy  zdjęłam  pierścionek  babci,  wizje  ustąpiły.  To  znaczy  od 

tygodnia. Przedtem widywałam go codziennie. 

–  Chcesz  powiedzieć,  że  to  zdjęcie  pierścionka  sprawiło,  iż  przestałaś  mieć  przywidzenia? 

No  nie.  Nawet  ja,  osoba  stuprocentowo  przekonana,  że  nie  wszystko  na  tym  świecie  da  się 
poznać rozumem, nie mogę w to uwierzyć. 

– Zgadzam się. Brzmi nieprawdopodobnie, ale faktem jest,  że odkąd nie noszę pierścionka, 

nie mam przywidzeń. 

– To może być przypadkowa zbieżność. 
– Mówisz tak, jakbyś nie chciała, żebym z tego wyszła – obruszyła się Claudia. 
–  To  nie  tak.  Nie  wydaje  ci  się  dziwne,  że  pierścionek  miałby  wywoływać  wizje?  Moim 

zdaniem usiłujesz ominąć problem, a nie wyjaśnić go. 

– A co, mam sama szukać kłopotów? Zajęcia się skończyły, przede mną wakacje i nie chcę 

ich spędzić nawiedzana przez jakiegoś dziwnego faceta. 

–  Dwa  tygodnie  temu  mówiłaś,  że  interesuje  cię  racjonalne  wyjaśnienie,  a  nie  wyłącznie 

rozładowanie napięcia emocjonalnego. I co? Tak nagle wszystko się zmieniło? 

–  Chyba  tak  –  przyznała  Claudia.  Przełknęła  ślinę  i  spojrzała  na  przyjaciółkę.  –  Wiesz,  te 

wizje  były  bardzo  niepokojące,  było  w  nich  coś...  intymnego.  Czułam  się  tak,  jakby  ten  facet 
mnie  znał.  Zaczęłam  się  bać  i  doszłam  do  wniosku,  że  najprostszą  rzeczą  będzie  pozbycie  się 
pierścionka. 

– Przecież to pamiątka! A poza tym bez niego już nigdy nie zobaczysz tego mężczyzny. 
– Nie zobaczę? Ja chcę o nim jak najszybciej zapomnieć! Nie rozumiesz? 
– Jesteś tchórzem! 
– Nieprawda! 
– W takim razie udowodnij to – rzuciła wyzwanie Liz. 
 
San Antonio, stan Teksas, trzydziestostopniowy upał. Co prawda to nie Cancun, a nawet nie 

Meksyk, lecz tu właśnie Claudia postanowiła rozpocząć poszukiwania mężczyzny, pojawiającego 
się  w  jej  wizjach,  od  kiedy  ponownie  zaczęła  nosić  pierścionek  z  opalem.  Z  balkonu  pokoju 
hotelowego przyglądała się miastu i przepływającej przez nie rzece. 

– Jak miło byłoby móc się teraz wykąpać albo posiedzieć w jednej z nadrzecznych knajpek – 

westchnęła. 

Prawdę  powiedziawszy,  wolałaby  wszystko,  byle  tylko  nie  spotkać  się  z  tym  mężczyzną, 

background image

zwłaszcza  że  w  żaden  sposób  nie  potrafiła  wytłumaczyć,  dlaczego  właśnie  tu  postanowiła 
rozpocząć poszukiwania. Jedno było pewne – nie przyjechała do San Antonio dla przyjemności. 
Im prędzej się z nim spotka, tym szybciej jej kłopoty miną. 

Firma  Haydena  Bedforda  znajdowała  się  w  centrum  miasta.  Sądząc  po  wystroju 

zewnętrznym,  funkcjonowała  znakomicie.  Najwyraźniej  pan  Bedford  znał  się  na  biznesie, 
pomyślała  Claudia.  Natomiast  z  całą  pewnością  nie  znał  Claudii,  a  z  tonu,  jakim  rozmawiała  z 
nią jego sekretarka, wywnioskować można było, że wcale mu to do szczęścia nie jest potrzebne. 
Mimo to Claudii udało się umówić na spotkanie. Teraz, czekając przed drzwiami jego gabinetu, 
czuła, że z wrażenia jest cała mokra. 

–  Proszę,  pani  Westfield.  Pan  Bedford  czeka  na  panią  –  powiedziała  starsza,  siwowłosa 

kobieta, obrzucając Claudię podejrzliwym spojrzeniem. 

 
Claudia bez słowa podeszła do drzwi, zapukała i weszła do środka. 
– Chwileczkę, uporam się tylko z tym cholernym słońcem – powiedział stojący tyłem do niej 

mężczyzna, który mocował się akurat z żaluzjami. 

Zauważyła,  że  ubrany  był  raczej  jak  farmer  niż  biznesmen.  Dżinsy  z  szerokim  ozdobnym 

pasem,  podwinięte  rękawy  koszuli,  buty-kowbojki...  brakowało  tylko  kapelusza  z  szerokim 
rondem.  Ciemne,  ładnie  układające  się  włosy  wskazywały,  że  to  młody  człowiek,  a  wspaniale 
umięśnione ciało, że nie spędził całego życia za biurkiem. 

– O, teraz lepiej – stwierdził biznesmen-kowboj, odwracając się do niej. 
Claudia poczuła, że jej nogi robią się miękkie jak z waty, że w uszach jej szumi. Pomyślała, 

ż

e za chwilę chyba zemdleje. 

– To pan! – wymamrotała. 
Zaskoczony  jej  reakcją  mężczyzna  wyszedł  zza  biurka,  nie  przestając  na  nią  patrzeć 

podejrzliwie. 

– Jestem Hayden Bedford. A pani nazywa się Claudia Westfield, prawda? 
–  Tak  –  odparła  niepewnie  i  podała  mu  dłoń.  –  Proszę  mi  wybaczyć,  wiem,  że  to  zabrzmi 

głupio, ale nie spodziewałam się pana poznać. 

Wziął jej dłoń w swoją, ale zamiast nią potrząsnąć, raczej mocno przytrzymał, nie przestając 

studiować  jej twarzy. Ciepło jego rąk wywołało w Claudii niemal histeryczną reakcję. Te same 
niebieskie  oczy,  ta  sama  mocna  szczęka,  te  same  bruzdy  na  policzkach...  Jej  przywidzenie 
przybrało konkretną postać. To było niesamowite. Niesamowite i przerażające. 

–  To  chyba  ja  powinienem  panią  przeprosić,  bo  nie  mogę  sobie  przypomnieć,  gdzie  panią 

poznałem. 

Z trudem, ale zdołała się jakoś opanować. 
– Nie poznaliśmy się – odparła, a widząc zdumienie w oczach rozmówcy, szybko dodała: – 

To znaczy nigdy się wcześniej nie spotkaliśmy. 

– Czy dobrze się pani czuje, pani Westfield? Jest pani trochę blada. 
Tak naprawdę pomyślał, że niejeden nieboszczyk lepiej od niej wygląda. A przecież pomimo 

upiornej wprost bladości nieznajoma wydała mu się atrakcyjną kobietą. Może nieco zbyt chłodną 
jak na jego gust, ale przecież nie przyszła tu w celach towarzyskich. Ubrana była w białą, lnianą 
sukienkę, a złociście połyskujące włosy miała związane w ogon. Ku swemu zdumieniu Hayden 
poczuł nagle, że miałby ochotę wtulić się w jej włosy i pocałować te piękne, brązowe oczy. 

–  Już  dobrze...  –  powiedziała  Claudia.  –  Postaram  się  nie  zająć  panu  wiele  czasu,  panie 

Bedford. Dziękuję, że zechciał się pan ze mną spotkać. 

Nie wypuszczając jej dłoni ze swojej, poprowadził ją w stronę fotela. 
–  No  dobrze...  –  powiedział,  siadając  naprzeciwko.  –  Czy  teraz  może  mi  pani  powiedzieć, 

background image

czemu zawdzięczam tę wizytę? Rozumiem, 

ż

e nie przyszła tu pani w sprawach biznesowych. 

– Nie, nie zajmuję się poszukiwaniem ropy ani gazu, panie Bedford. Szukam mężczyzny. 
Na  jego  twarzy  odmalowało  się  zdumienie.  Po  chwili  skrzyżował  ręce  na  piersi  i  spytał  ją 

rozbawiony: 

– Czyżby tam, skąd pani pochodzi, pani Westfield, nie było odpowiednich mężczyzn? 
Claudia była tak poruszona, że nie od razu zrozumiała, co chciał przez to powiedzieć. 
– W Fort Worth, gdzie mieszkam, jest wielu mężczyzn. Chodzi mi o konkretnego człowieka. 
– Hm, to dosyć intrygujące,  że swoje poszukiwania postanowiła  pani  rozpocząć od  mojego 

biura.  Przyznam,  że  nie  miałem  pojęcia,  iż  moja  firma  występuje  w  rejestrze  kawalerów  do 
wzięcia, pani Westfield. 

Jego arogancja sprawiła, że odzyskała pewność siebie. 
–  Ja  również  nie  miałam  o  tym  pojęcia,  panie  Bedford  i  w  ogóle  nie  interesuje  mnie  stan 

cywilny pana i pańskich pracowników. 

Chciałam się z panem spotkać z powodu... numeru na jachcie. 
–  Muszę  przyznać,  że  spotkałem  w  życiu  różne  dziwne  kobiety,  lecz  żadna  z  nich  nie 

wymyśliła równie niedorzecznego pretekstu, by się ze mną umówić. 

– Nie przyszłam się z panem umówić, panie Bedford. 
– Skoro nie przyszła pani ani w interesach, ani żeby się ze mną umówić, to nie wiem, po co 

zabiera mi pani mój cenny czas. 

– Pańskie insynuacje mnie obrażają, panie Bedford! – Claudia zerwała się na równe nogi. – I 

ż

eby wszystko było jasne – nie szukam też podtatusiałego sponsora! 

– Nie jestem wystarczająco stary, żeby być podtatusiałym sponsorem. 
Claudia  wpadła  we  wściekłość.  Za  wszelką  cenę  muszę  się  opanować,  powtarzała  sobie  w 

duchu,  ale  nie  było  to  łatwe,  zwłaszcza  że  nigdy  dotąd  nie  pozwalała  sobie  na  wybuchy 
niekontrolowanych emocji. Dopiero teraz. 

– Nie interesuje mnie pański wiek! – rzuciła przez zaciśnięte zęby. 
– Jedynym, podkreślam jedynym, powodem, dla którego się tu znalazłam, jest to, że pańskie 

dane personalne zgadzają się z danymi w rejestrze jachtów. 

– O jakim jachcie pani mówi? 
– Nie znam się na jachtach – zniecierpliwiona machnęła dłonią. – Wiem tylko, że ma żagle i 

nazwę wymalowaną na burcie. Gwiezdny Pył czy Gwiezdny Szlak. 

–  Gwiezdny  Pył.  Ale  jeśli  ma  pani  ochotę  kupić  moją  łódź,  to  oświadczam,  że  nie  jest  na 

sprzedaż. 

–  Nie  jestem  zainteresowana  jej  kupnem.  Tak  się  złożyło,  że  jest  ona  jedyną  wskazówką, 

dzięki której mogłam zacząć... 

Spojrzał na nią podejrzliwie. 
– Grzebać w moich prywatnych sprawach? Pracuje pani dla jakiejś firmy ubezpieczeniowej? 

Jeśli tak, to proszę się stąd natychmiast wynosić! 

 
Claudia z przerażeniem stwierdziła, że najchętniej trzepnęłaby go w twarz. To przerażające. 

Ona, uosobienie łagodności, chciała komuś zadać fizyczny ból! Ale mężczyzna wywierał na nią 
przemożny wpływ i choć nie wiedziała, co jest tego powodem, nie miała wątpliwości, że jest to 
coś złego. 

–  Nie  pracuję  w  firmie  ubezpieczeniowej.  Jestem  nauczycielką,  a  przyszłam  do  pana, 

ponieważ... – Nim dokończyła zdanie, wzięła głęboki oddech. – Ponieważ jest pan mężczyzną, o 
którym nie potrafię zapomnieć! 

background image

 

background image

Rozdział 2 

 
– Bez przesady. – Hayden Bedford roześmiał się. – Nigdy nie uważałem się za kogoś aż tak 

wyjątkowego. Więcej, muszę przyznać, że płeć przeciwna toleruje mnie wyłącznie w niewielkich 
dawkach. Z tobą pewnie też będzie podobnie. 

– Chyba nawet wiem dlaczego – skomentowała Claudia, po czym ruszyła do drzwi. 
Niespodziewanie  Hayden  Bedford  zagrodził  jej  drogę,  musiała  się  cofnąć,  by  na  niego  nie 

wpaść. 

– A dokąd to się wybierasz? 
–  Żegnam  pana,  panie  Bedford.  –  Obronnym  gestem  skrzyżowała  ręce  na  piersiach.  –  Nie 

mogę powiedzieć, że miło mi było pana poznać. 

 
Odwracając się, zdążyła zauważyć, że ma szerokie, silne ramiona i długie, umięśnione nogi, 

a  także  i  to,  że  jest  niesamowicie  męski.  Miał  w  sobie  coś,  co  skłaniało  do  myślenia  raczej  o 
prokreacji niż rekreacji. Tego mi tylko brakowało! Muszę stąd jak najszybciej wyjść postanowiła. 

–  Na  razie  nigdzie  nie  pójdziesz  –  oświadczył  twardo  Hayden  Bedford.  –  Musimy  sobie 

jeszcze parę rzeczy wyjaśnić. Natychmiast. 

–  Niczego  nie  musimy.  –  Claudia  uniosła  z  wyższością  brew.  –  Znalazłam  to,  czego 

szukałam, i sprawa jest już zamknięta. 

– Szukałaś mnie, a teraz, gdy znalazłaś, masz zamiar tak po prostu sobie odejść? 
– Otóż to. 
–  Nie  tak  szybko  –  mruknął.  Otworzył  drzwi  gabinetu  i  zwrócił  się  do  sekretarki:  –  Lottie, 

nie łącz mnie teraz z nikim. Zadzwoń też do Toma, przeproś go i uprzedź, że trochę się spóźnię. 

Claudia odczekała, aż zamknie drzwi, po czym powiedziała z przekąsem: 
–  Teraz  to  pan  marnuje  mój  czas,  panie  Bedford.  Nie  mam  zamiaru  ciągnąć  dalej  tej 

rozmowy. Jest pan arogancki, robi obrzydliwe aluzje i... 

Nie czekając, aż skończy, Hayden wziął ją pod ramię i poprowadził tym razem w kierunku 

stojącej pod ścianą olbrzymiej skórzanej sofy. 

– To ty zabiegałaś o spotkanie  ze mną – przypomniał jej, gdy usiadła. – I to ty wepchnęłaś 

się tu niemal na siłę, plotąc coś bez sensu. 

– Plotąc bez sensu? – Oburzona zerwała się na równe nogi. 
Hayden Bedford natychmiast chwycił ją za ramię i z powrotem pchnął na sofę. 
– Siedź spokojnie! 
Claudia zerwała się i stanęła przed nim twarzą w twarz. 
– Nie waż mi się rozkazywać, Bedford! Wychodzę, zejdź mi z drogi! 
– Nie chciałem tego robić, ale chyba  nie  mam wyboru – oznajmił i nim  zdążyła  cokolwiek 

powiedzieć, chwycił ją mocno i pocałował. 

Było to tak niespodziewane, że Claudię jakby poraziło. W głowie jej wirowało, oblewało ją 

na przemian gorąco i zimno. Uniosła zaciśnięte w pięści dłonie i próbowała go uderzyć, ale nie 
zdążyła, bo Hayden tak samo niespodziewanie oderwał wargi od jej ust. 

– No i jak, podobało ci się? – zapytał, uśmiechając się ironicznie. 
Najchętniej  kopnęłaby  go  w  kostkę,  ale  nie  miała  siły.  Pocałunek  sprawił,  że  czuła  się 

niczym figurka ulepiona z wosku. 

– Nigdy w życiu nie zostałam w ten sposób potraktowana! 
– Przykro mi, wyszedłem z wprawy. – Pochylił się nad nią. – Może spróbuję jeszcze raz? 
Wyślizgnęła się z jego objęć i opadła na sofę. 

background image

– Nie odważysz się! – Z trudem łapała oddech. 
Dopiero  teraz  dostrzegł,  jak  jest  piękna.  Widział  każdy  szczegół  jej  delikatnych  rysów.  W 

ciemnych  oczach  błyskały  żywe  ogniki,  podniecenie  zarumieniło  jej  policzki,  a  namiętność 
uwypukliła pełne, zmysłowe usta. Fajnie byłoby spróbować jej ust raz jeszcze, pomyślał. 

 
Praca  pochłaniała  go  bez  reszty,  poza  tym  nie  lubił  tracić  czasu  na  głupstwa,  dlatego  nie 

pamiętał nawet, kiedy po raz ostatni pozwolił sobie na flirt. Chyba w czasach szkolnych. A swoją 
drogą to dziwne, zadumał się. Nigdy jeszcze nie całował się z kobietą w pracy, i do tego po paru 
minutach znajomości. A jednak było w niej coś naprawdę niezwykłego... 

– Wobec tego może masz ochotę pogadać? – zapytał i usiadł dosłownie parę centymetrów od 

niej. 

Przesunęła się w lewo, byle dalej od niego. 
–  To  nie  ma  sensu.  Uważam,  że  oboje  tracimy  czas.  Przyjrzał  jej  się  uważnie,  jakby 

rzeczywiście zastanawiał się, czy to ich spotkanie może czemuś służyć. 

– Może masz rację. Ale chciałbym się dowiedzieć, co miałaś na myśli, mówiąc, że nie jesteś 

w stanie przestać o mnie myśleć. Przecież mnie nie znałaś? 

Zanim zdążył dostrzec, jak bardzo poczuła się zakłopotana, spuściła wzrok. 
– Wyraziłam się nieprecyzyjnie. To nie jest tak, że stale o tobie myślę. Ja tylko... czasem cię 

widuję. 

Hayden  Bedford  osłupiał  z  wrażenia.  Trudno  zresztą  było  się  temu  dziwić.  Ona  też  nie 

rozumiała, co się z nią dzieje, i to od kilku tygodni. 

– Jak to „widujesz mnie"? Rozłożyła bezradnie ręce. 
– Po prostu, widuję. Bez żadnego powodu. Twoja twarz nagle mi się ukazuje i już. 
 
Z niedowierzaniem pokręcił głową. 
– Ale chyba przed chwilą powiedziałaś, że nigdy się nie spotkaliśmy. 
– Bo to prawda. Nigdy. 
– Skoro tak... to skąd wiedziałaś, jak wyglądam? Miałaś moje zdjęcie? 
– Nie miałam pojęcia, jak wyglądasz, dopóki tu nie przyszłam! 
Posłuchaj, Bedford. To nie jest żadne fatalne zauroczenie, nie jestem psychopatką, nie śledzę 

cię, nic z tych rzeczy. Mimo to od jakiegoś czasu przytrafia mi się coś niezwykłego, sama jestem 
tym poważnie zaniepokojona i wolałabym to zrozumieć. 

– Chcesz powiedzieć... – Hayden otarł pot  z czoła – ... że masz jakieś wizje, w których się 

pojawiam? 

– Otóż to. 
– Ale dlaczego miałbym ci uwierzyć? Jesteśmy w San Antonio, a nie w mieście duchów. – 

Hayden Bedford potrząsnął z niedowierzaniem głową. 

–  Zapewniam  cię,  że  w  pełni  zdaję  sobie  sprawę,  gdzie  jestem,  i  że  wszystko,  co 

powiedziałam, brzmi nieprawdopodobnie. 

– No dobrze, ale w jaki sposób trafiłaś na mój ślad? W jaki sposób dowiedziałaś się, jak się 

nazywam? Czy mam także uwierzyć, że w tych wizjach mówiłem do ciebie? 

Tego się właśnie obawiała. Zadawał pytania, na które sama nie znała odpowiedzi. 
–  Nie  –  westchnęła.  –  Jak  dotąd  nie  przemówiłeś  do  mnie.  W  ustaleniu  twojej  tożsamości 

pomogły mi pewne szczegóły, takie jak numer namalowany na łodzi. Dzięki niemu odnalazłam 
twoje nazwisko w rejestrze. Sama byłam zdumiona, gdy okazało się, że ten jacht, a co ważniejsze 
jego właściciel, rzeczywiście istnieją. 

– Łódź trzymam w Port O’Connor, więc zdobycie numeru nie było niczym trudnym! – rzucił 

background image

oskarżycielsko. 

– Chciałabym, żeby tak było. Znaczyłoby to bowiem, że wszystko ze mną w porządku. Ale 

to  nieprawda.  A  teraz,  gdy  się  przekonałam,  że  to  ty  jesteś  człowiekiem,  który  mnie  nawiedza, 
naprawdę nie wiem, co myśleć. 

–  Ależ  to  śmieszne!  Powinienem  zadzwonić  na  policję  i  zażądać,  żeby  sprawdzili,  czy 

przypadkiem nie uciekłaś z domu wariatów! 

– Proszę bardzo. Jeśli zdołają wyjaśnić, jak to wszystko możliwe, będę bardzo zadowolona. 
Hayden Bedford podszedł do biurka i chwycił za słuchawkę. 
– Mam znajomego, który pracuje w policji śledczej! – zagroził. 
–  Świetnie.  Może  więc  on  wpadnie  na  jakiś  pomysł.  Widząc,  że  nawet  groźbami  nie  zdoła 

zmusić jej do przyznania się do oszustwa, odłożył słuchawkę. 

– Zdajesz sobie sprawę, jak idiotycznie brzmi to, co mówisz? 
Zresztą ja też, słuchając tych bredni, wychodzę na idiotę. 
– Tak, wiem – odparła spokojnie. 
– Normalni ludzie nie mają przywidzeń. W każdym razie nie mają przywidzeń ze mną w roli 

głównej! 

– Jeszcze miesiąc temu przyznałabym ci rację. Dziś jednak nie mogę się z tobą zgodzić. 
– Nie wiem, do czego zmierzasz... A właściwie jak ci na imię? 
– Claudia. 
–  Otóż,  jak  powiedziałem,  Claudio,  nie  wiem,  do  czego  zmierzasz.  Ale  jedno  wiem  na 

pewno. Jeśli sądzisz, że coś ode mnie dostaniesz, to się grubo, ale to grubo mylisz. 

Nie miała do niego pretensji. Rozumiała podejrzliwość i brak zaufania, a mimo to zrobiło jej 

się przykro. 

– Spokojnie, więcej się nie zobaczymy – zapewniła go i uprzejmie wyciągnęła do niego dłoń. 

– Dziękuję i przepraszam, że zajęłam ci tyle czasu. Zdumiony nieoczekiwanym obrotem zdarzeń, 
zatrzymał ją pytaniem: 

– Co teraz zrobisz? 
– Wrócę do domu z nadzieją, że już nigdy nie ujrzę twojej twarzy – odparła, odwracając się. 
Nic  trudnego.  Wystarczyłoby  tylko  zdjąć  z  palca  pierścionek  babuni.  Nie  powiedziała  mu 

jednak  o  magicznym  działaniu  opalu,  bo  pogorszyłoby  to  tylko  sprawę.  Zresztą  teraz  już  nie 
miało znaczenia. Zakończyła poszukiwania i powinna jak najszybciej zapomnieć o wizjach. 

 
Hayden  był  pewien,  że  gdy  tylko  ta  dziwna  kobieta  znajdzie  się  za  drzwiami,  odetchnie, 

tymczasem poczuł dotkliwą pustkę, jak gdyby wychodząc, zabrała ze sobą coś, bez czego nie da 
się żyć. Złapał za słuchawkę, żeby gdzieś zadzwonić, tylko zupełnie nie wiedział gdzie. 

 
Przeczesał ręką włosy. 
– O rany! Przecież ją pocałowałem! – uświadomił sobie nagle. 
Owszem,  zdarzało  się,  że  jakaś  kobieta  pociągała  go  od  pierwszego  spojrzenia,  ale  nigdy 

ż

adnej nie  chciał pocałować po paru  minutach  znajomości! A właściwie  od  rozwodu nie chciał 

pocałować żadnej kobiety. 

Nacisnął guzik interkomu i połączył się z Lottie. 
– Słucham, panie Bedford. 
Nagle  uświadomił  sobie,  że  Lottie  zwraca  się  do  niego  „pan"  i  że  jest  to  w  gruncie  rzeczy 

ś

mieszne. Pracowała w tej firmie od trzydziestu pięciu lat, była przy narodzinach Haydena i przy 

ś

mierci jego ojca. Wiedziała wszystko o Bedfordach, znała wszystkie, nawet najgłębiej skrywane 

rodzinne  tajemnice.  Do  tego  była  znakomitym  szefem  biura  i  nigdy  nie  mieszała  spraw 

background image

prywatnych z zawodowymi. 

– Lottie, od jak dawna jestem rozwiedziony? 
– Od trzech lat, panie Bedford. 
– To już trzy lata? – zapytał z niedowierzaniem. 
– Tak, a o co chodzi, panie Bedford? 
– Nieważne. Właśnie sobie coś uświadomiłem. 
– Czy mogę już łączyć telefony do pana, panie Bedford? 
Dzwoniło sporo ludzi... 
– Nie, jeszcze nie – zawahał się. – Lottie? 
– Pani Westfield wybrała się na spacer wzdłuż rzeki. Mam adres i numer telefonu hotelu, w 

którym się zatrzymała. 

– Skąd wiedziałaś, że chcę o nią zapytać? Zaległa cisza, po chwili sekretarka odparła: 
– Takie miałam przeczucie. 
–  To  bardzo  niepokojące.  Ostatni  raz,  kiedy  miałaś  „przeczucie",  ceny  ropy  rekordowo 

spadły. 

– Nie sądzę, aby pani Westfield miała wpływ na ceny ropy, panie Bedford. 
Na ceny ropy nie, ale na mnie  z  pewnością tak,  pomyślał Hayden.  W  dodatku  zupełnie nie 

wiedział, jak wybrnąć z tej sytuacji. 

–  Odwołaj  wszystkie  spotkania,  Lottie.  Jadę  teraz  zobaczyć  się  z  Tomem,  a  potem  nie  ma 

mnie dla nikogo. 

– A co z panią Westfield? 
–  No  dobrze,  podaj  mi  ten  adres  i  numer  telefonu.  Nie  załatwiliśmy  jeszcze  wszystkich 

spraw. 

– O jakiego rodzaju sprawy chodzi? 
– O przywidzenia, Lottie. 
– Przywidzenia? Czyżby wypił pan do lunchu kilka piw, panie Bedford? 
– Jestem zupełnie trzeźwy, choć prawdę mówiąc, w tej akurat chwili wołałbym się upić. 
 
W  pokoju  hotelowym  Claudia  sięgnęła  po  książkę  telefoniczną.  Postanowiła  zarezerwować 

bilet  na  najbliższy  lot  do  Fort  Worth.  Nie  było  sensu  dłużej  zostawać  w  San  Antonio.  Hayden 
Bedford okazał się durniem i Claudia w gruncie rzeczy żałowała, że dała się namówić Liz na tę 
absurdalną wyprawę. Co się zaś tyczy pierścionka, najlepiej będzie się go pozbyć. Od początku z 
jego powodu miała same kłopoty, a teraz jeszcze doprowadził ją do spotkania z tym nieciekawym 
i zarozumiałym typem. 

Czekała przy telefonie, aż urzędniczka sprawdzi w komputerze, czy jest jakieś wolne miejsce 

w  samolocie,  gdy  rozległo  się  pukanie  do  drzwi.  Pospiesznie  rzuciła  na  łóżko  słuchawkę  i 
pobiegła otworzyć. 

– To ja – powiedział Hayden Bedford. 
Była tak oszołomiona, że musiała chwycić za klamkę, żeby się nie przewrócić. 
– Czego pan chce? – spytała niezbyt uprzejmie. 
– Porozmawiać. Ale nie w drzwiach. Wpuściła go do środka, nie kryjąc jednak niechęci. 
– Nie widzę sensu dalszego prowadzenia tej rozmowy. 
Powiedzieliśmy już sobie wszystko, panie Bedford. 
– Nie tylko zaczęliśmy sobie mówić po imieniu, ale i całowaliśmy się – przypomniał. 
–  Przepraszam,  załatwiam  właśnie  coś  przez  telefon,  nie  mogę  teraz  z  panem...  z  tobą 

rozmawiać. 

Nie  mam  też  wystarczającej  odwagi,  dodała  w  duchu.  Dobrze  wiedziała,  że  mężczyzna 

background image

całkowicie wytrącał ją z równowagi. Wystarczyło, że na nią spojrzał, a nagle uświadamiała sobie, 
ż

e  jest  kobietą  i  mimowolnie  zaczynała  myśleć  o  tym,  jak  wspaniale  czułaby  się  w  jego 

ramionach. 

– Nie szkodzi, poczekam – odparł, po czym wszedł do środka, zanim zdążyła go zatrzymać. 
 
Zdając sobie sprawę, że nic nie wskóra, podbiegła do łóżka i chwyciła słuchawkę. Niestety, 

osoba  po  drugiej  stronie  już  się  rozłączyła.  Odłożyła  więc  słuchawkę  i  odwróciła  się  w  stronę 
gościa. Zdumiona stwierdziła, że zdążył już wygodnie usadowić się w fotelu. Niesłychane! Kto 
mu dał prawo czuć się u niej jak u siebie w domu? 

– Co się stało? Czyżbym przeszkadzał ci w rozmowie? 
– Nie. Tamta osoba się rozłączyła i będę musiała jeszcze raz dzwonić. 
– Przykro mi. To jakaś ważna sprawa? 
– Załatwiałam rezerwację na lot do Fort Worth. 
– Nie zarezerwowałaś biletu powrotnego? 
– Owszem, ale chcę przyspieszyć powrót. Wyjeżdżam dzisiaj. 
Przyjrzał  jej  się  uważnie.  Zdążyła  się  przebrać.  Miała  teraz  na  sobie  luźne  marynarskie 

spodnie  i  krótki  top  odsłaniający  ramiona  i  znaczną  część  pleców.  Rozpuszczone  złotobrązowe 
włosy swobodnie opadały jej na ramiona. Ta Claudia zupełnie nie przypominała tamtej wyniosłej 
kobiety, która odwiedziła go w biurze. Była naprawdę znacznie atrakcyjniejsza. 

– Skąd ten pośpiech? 
Tak naprawdę nie wiedziała. W Fort Worth nie czekało na nią nic pilnego, a jednak myśl o 

tym, że wkrótce znajdzie się w domu, przynosiła ukojenie. To pewnie świadomość, że nie będzie 
musiała już widywać tego mężczyzny. Zwłaszcza gdy przestanie nosić pierścionek... Przekręciła 
opal wokół palca. Chcąc rozwikłać tajemnicę swoich wizji, ponownie założyła klejnot na palec, 
teraz jednak czuła silną potrzebę pozbycia się go. 

– Załatwiłam tutaj wszystkie sprawy. 
– Masz na myśli spotkanie ze mną? 
–  Można  tak  to  ująć.  –  Zmusiła  się  do  spojrzenia  na  niego.  –  Właśnie  dlatego  się 

zastanawiam, co cię do mnie sprowadza? 

– Dobre pytanie, może ty na nie odpowiesz, Claudio. Twierdzisz przecież, że zdarzają ci się 

epizody jasnowidzenia, w których ukazują ci się różne sceny z mojego życia. 

–  Nie  potrafię  czytać  cudzych  myśli,  twoich  też  nie.  Zresztą  do  niedawna  nie  miałam 

ż

adnych przywidzeń. 

Claudia zaczęła nerwowo krążyć po pokoju. – Nie wierzę w nadprzyrodzony charakter tych 

doznań. 

– To dość dziwne w ustach kobiety, która twierdzi, że miewa wizje. 
–  Jeśli  chcesz  wiedzieć,  sama  uważam,  że  to  idiotyczne  –  przyznała.  –  Poszłam  nawet  do 

psychiatry w nadziei, że znajdzie jakieś racjonalne wyjaśnienie. Niestety, odeszłam z niczym. 

–  Magia,  okultyzm,  postrzeganie  pozazmysłowe  –  nie  wierzę  w  takie  rzeczy  i  kompletnie 

mnie one nie interesują. Twardo stąpam po ziemi i daję wiarę faktom. Dlatego też chciałbym od 
ciebie usłyszeć odpowiedź na pytanie: dlaczego z milionów ludzi na świecie wybrałaś mnie jako 
obiekt swoich... knowań? 

– Przecież ja niczego nie knuję, naprawdę. – Rozłożyła bezradnie ręce. 
– Jestem zamożnym człowiekiem – powiedział zupełnie nieprzekonany. 
–  Nie  interesuje  mnie  stan  twojego  konta.  Lecz  jeśli  podejrzewasz,  że  jestem  bez  grosza  i 

chcę coś od ciebie wyciągnąć, mogę ci podać adresy paru instytucji finansowych w Fort Worth, 
gdzie przekonają cię, iż jesteś w dużym błędzie. 

background image

Może nie powinien uwierzyć, ale coś mu mówiło, że ta kobieta teraz akurat nie kłamie. 
– Dobra, przyjmijmy, że nie zależy ci na moich pieniądzach ani – nazwijmy to w ten sposób 

– na moich uczuciach. O co zatem chodzi? 

Może mnie oświecisz? 
Claudia  przyjrzała  się  jego  ostrym  rysom  i  zaczęła  się  zastanawiać,  jak  to  możliwe,  że 

króciutkie spotkanie ich ust całkowicie wytrąciło ją z równowagi. Mężczyźni nigdy tak na nią nie 
działali. Nawet Tony, niezgorszy przecież przystojniak i znawca sztuki miłosnej, nie robił na niej 
takiego  wrażenia.  Dlatego  pewnie  twierdził,  że  jest  oziębła.  Ona  natomiast  uważała,  że  jest 
rozsądna  i  całe  to  gadanie  o  dzikiej  namiętności,  jaka  powinna  łączyć  kobietę  i  mężczyznę, 
wydawało jej się grubą przesadą. Teraz jednak nie była pewna, czy miała rację. 

– Zwróciłam się do ciebie, bo potrzebowałam pomocy. Nic więcej. 
– Pomocy? – powtórzył z niedowierzaniem. 
Bezwiednie spojrzała na klejnot. Miała ochotę ściągnąć go z palca i raz na zawsze wyrzucić, 

a wraz z nim usunąć ze swego życia tego mężczyznę. Coś ją jednak powstrzymało od tego kroku. 

– Tak – odparła. – Pomóż mi zrozumieć, dlaczego zagościłeś w moim życiu, a może uda mi 

się uwolnić od tych uporczywych wizji. 

Kiedy  położył  dłoń  na  jej  odkrytych  plecach,  poczuła,  jak  przeszywają  dreszcz.  Chciała 

uciec, wycofać się, lecz nie potrafiła oprzeć się magnetycznej sile, przyciągającej ją do niego. 

–  Myślę,  że  najlepiej  byłoby  choć  na  chwilę  zapomnieć  o  tych  wizjach  i  poznać  się  bliżej. 

Może wybierzemy się na spacer nad rzekę? 

Pełno tam przytulnych restauracyjek, moglibyśmy zjeść razem obiad. 
Może wtedy uda nam się znaleźć jakieś rozwiązanie twoich problemów? 
Ech, do licha, pomyślała Claudia. Wystarczyłoby przecież wyrzucić pierścionek Betty Fay i 

zapomnieć,  że  się  go  kiedyś  miało.  Tylko  co  by  to  dało?  Czy  potrafiłaby  wrócić  do  domu  i 
cieszyć się tym, że dla Haydena Bedforda nie ma już miejsca w jej życiu? 

– Jesteś zapewne bardzo zajęty, naprawdę nie musisz mnie zapraszać na obiad. 
Pogładził ją delikatnie po plecach. Och, jakież to było przyjemne. 
– Nie aż tak bardzo, bym nie miał czasu na zjedzenie obiadu. 
Delikatnie  bawił  się  jej  włosami.  Claudia  zastanawiała  się,  czy  równie  bezpośredni  jest  w 

kontaktach ze wszystkimi kobietami, które spotyka. 

Chyba jednak nie. Pocałował ją, a przecież nie całuje się ze wszystkimi. Nie w taki sposób... 
–  A  więc  zgoda.  Jaki  termin  ci  odpowiada?  –  Miała  nadzieję,  że  nie  zorientował  się,  jak 

bardzo ekscytująca jest dla niej ta propozycja. 

– Chodźmy zaraz. 
 
Przymknęła oczy, modląc się, by wewnętrzne drżenie ustało. 
–  Pozwól,  że  zadzwonię  tylko  na  lotnisko.  Zarezerwuję  bilet  na  późniejszy  lot  dziś 

wieczorem. 

Hayden położył ręce na jej ramionach i odwrócił ją do siebie. 
– Mowy nie ma, nigdzie dziś nie polecisz, Claudio. 
– A to dlaczego? Ujął w dłonie jej twarz. 
– Bo cię pragnę. 
Poczuła, że opada z sił. Gdyby jej nie podtrzymał, pewnie osunęłaby się na podłogę. 
– Nie tak wyobrażałam sobie twoją pomoc – zaprotestowała słabym głosem. 
–  Chyba  znów  czytasz  w  moich  myślach,  bo  i  ja  nie  tak  ją  sobie  wyobrażałem.  Ty  chyba 

masz szósty zmysł? – szepnął jej do ucha. 

Drwił z niej i to ją rozzłościło. Niemal go za to nienawidziła. A także za to, że czynił ją taką 

background image

słabą, że nie mogła mu się oprzeć... 

– Dobrze wiem, o czym w takich sytuacjach myślą mężczyźni – wykrztusiła przez ściśnięte 

gardło. Hayden oprzytomniał. Puścił ją i zrobił krok w tył. 

– Gdy byłaś tak blisko, coś mną jakby zawładnęło – wymamrotał z największym przejęciem. 
– A więc na wszelki wypadek zachowajmy bezpieczny dystans – zaproponowała. 
Hayden skinął głową, po czym szarmancko poprowadził ją do drzwi. 

 
 

background image

Rozdział 3 

 
Gdy  wyszli  na  ulicę,  zdołała  zapanować  nad  oddechem,  a  gdy  znaleźli  się  w  jednej  z 

maleńkich  restauracyjek  nad  brzegiem  rzeki,  niemal  uwierzyła,  że  nic  się  wcześniej  nie  stało. 
Wszędzie  pełno  było  turystów,  toteż  Claudia  zdziwiła  się,  że  tak  łatwo  udało  im  się  znaleźć 
stolik,  i  to  w  dodatku  niedaleko  hotelu.  Usiedli  w  cieniu  potężnego  sagowca,  którego  liście 
dawały  trochę  cienia  i  jednocześnie  sprawiały  wrażenie  odizolowania  od  reszty  świata.  Kiedy 
indziej  pewnie  by  się  jej  to  podobało,  lecz  nie  dziś.  Przebywając  w  towarzystwie  Haydena 
Bedforda, czułaby się bezpieczniej w sąsiedztwie choćby jakiejś licznej i głośnej rodzinki. 

– Byłaś już kiedyś w San Antonio? – zapytał, gdy podano im napoje. 
– Tak, ale tylko w przelocie – odparła. – A ty tu mieszkasz na stałe? 
– Nie. Mam dom pośród wzgórz parę kilometrów za miastem. 
– A więc dojeżdżasz do pracy? 
– Tak. Bedford Enterprise zawsze miało tę samą siedzibę. 
Przedsiębiorstwo  założył  jeszcze  mój  dziadek  pod  koniec  lat  czterdziestych.  Następnie  ster 

przejął oj ciec, a potem, po skończeniu uniwersytetu w Austin, na jego czele stanąłem ja. 

– Twój ojciec pomaga ci w prowadzeniu firmy? 
– Nie. Zginął pięć lat temu. 
 
Claudię zawsze łączyły z rodzicami bliskie więzi, byli dla niej opoką, toteż myśl, że mogłaby 

kiedyś stracić choćby jedno z nich, długo wydawała jej się niemal niedorzeczna. Dopiero śmierć 
babki, Berty Fay, uświadomiła jej, że rodzice także nie będą żyć wiecznie i trzeba okazywać im 
uczucie jak najczęściej. 

– To musiało być straszne. 
–  Owszem.  Miał  zaledwie  pięćdziesiąt  parę  lat.  Wracał  z  pracy  do  domu,  gdy  jakiś  pijany 

kierowca zignorował znak stopu. Co gorsza, niecały rok wcześniej straciłem matkę. 

–  Także  w  wypadku?  –  spytała,  zdumiona,  jak  jeden  człowiek  może  znieść  tak  straszną 

tragedię. 

– Nie. Cierpiała na pewną chorobę krwi,  która powodowała brak odporności. Kiedy dostała 

zapalenia  płuc,  nie  zdołała  już  z  tego  wyjść.  –  Spojrzał  na  nią  znad  szklanki.  –  A  twoi  rodzice 
ż

yją? 

– Tak. Mieszkają w Fort Worth nieopodal mnie. Spojrzała na niego. 
Dosłownie parę chwil wcześniej byli tak blisko siebie, że widziała zielone kreseczki w jego 

niebieskich  oczach.  Jego  męska  woń  działała  na  nią  niczym  afrodyzjak,  sprawiała,  iż  poczuła 
nieodpartą  chęć  ponownego  pocałowania  go.  Odwróciła  spojrzenie.  Musi  być  ostrożna,  ten 
mężczyzna zbyt mocno na nią działał. 

Spojrzała  na  leniwie  płynącą  rzekę.  Dostrzegła  łódkę,  a  na  pokładzie  dwoje  łudzi. 

Obejmowali  się,  rozmawiali  o  czymś  zatopieni  w  swoich  spojrzeniach.  Świat  najwyraźniej  dla 
nich nie istniał. Widok tych dwojga sprawił, że Claudię ogarnęła jakaś dziwna melancholia. 

 
Wszyscy  uważali  ją  za  osobę  oschłą,  żyjącą  wyłącznie  pracą,  a  nie  romantycznymi 

marzeniami, a przecież Claudia wierzyła w miłość, i to taką ze wszystkimi atrybutami – wielkimi 
uniesieniami,  łzami  czy  zmysłową  ekstazą  Wierzyła,  że  gdzieś  w  świecie  istnieje  ten  jeden 
jedyny, owa mityczna druga połowa, mężczyzna, który na zawsze zawładnie jej sercem i da jej 
wymarzone dzieci. Pragnęła tego głęboko i tak naprawdę pierścionek babuni nosiła w nadziei, że 
pomoże  jej  tego  upragnionego  mężczyznę  odnaleźć.  Związek  z  Tonym  jednak  poważnie 

background image

nadszarpnął tę wiarę, a i teraz wszystko wskazywało na to, że ładuje się w kolejną beznadziejną 
historię. 

– Zdaje się, że jest już za późno na pytanie, czy jesteś żonaty. 
– Jeśli dręczą cię wyrzuty  sumienia z powodu naszego pocałunku, to oświadczam ci, że  od 

trzech lat jestem rozwiedziony. 

– Byłeś żonaty? – zdumiała się. 
– Przez parę lat – wykrzywił usta w lekkim grymasie. – Trudno było chyba ze mną żyć, tak 

przynajmniej uważała Sandra. Zbyt często zostawiałem brudne skarpetki w łazience na podłodze. 

Nie  zwiódł  jej.  Dobrze  wiedziała,  że  mówiąc  o  tym  tak  lekko,  Hayden  stara  się  ukryć 

prawdziwą przyczynę rozstania z żoną. 

– Brudne skarpetki nie mogły być przyczyną rozwodu. 
–  Tak,  ale  takie  drobiazgi  składają  się  na  poważny  problem.  Ale  masz  rację,  było  coś 

jeszcze...  –  zawahał  się  przez  chwilę.  –  Sandra  lubiła  mężczyzn.  Młodych  i  starych,  białych  i 
czarnych, bez różnicy. 

Szkoda jej było życia na bycie tylko z jednym. 
– Wiem, co to niewierność, Hayden. Wiem, jak jest upokarzająca. 
 
Znam to uczucie, choć wcześniej do głowy by mi nie przyszło, że go kiedyś w życiu zaznam. 
– Skąd możesz wiedzieć, jak to jest? Nie byłaś chyba zamężna, prawda? 
Potrząsnęła głową, by odpędzić wspomnienie tego dnia, kiedy wróciła wcześniej ze szkoły i 

zastała Tony'ego pod prysznicem z inną kobietą. 

–  Nie  trzeba  być  mężem  czy  żoną,  by  wiedzieć,  co  to  znaczy  być  oszukiwanym  przez 

najbliższego człowieka. 

Chciał  coś  powiedzieć,  ale  nadeszła  kelnerka.  Potem  Hayden  najwyraźniej  zapomniał,  o 

czym rozmawiali, a Claudia nie miała zamiaru ciągnąć tego niemiłego tematu. 

–  Wiesz,  im  dłużej  myślę  o  tych  twoich  wizjach,  tym  bardziej  jestem  przekonany,  że  musi 

istnieć  jakieś  ich  logiczne  wyjaśnienie.  Czy  jesteś  całkiem  pewna,  że  nie  są  to  marzenia  lub 
fantazje? Gdy umysł czuje się zmęczony, kieruje nasze myśli w nieprzewidziane strony. 

– Nie, Hayden. To nie są marzenia ani fantazje. Te wizje przytrafiają mi się często w środku 

dnia, gdy pracuję i jestem na czymś skupiona. 

–  Ale  nawet  jeśli  rzeczywiście  widzisz  tego  faceta,  nie  możesz  być  pewna,  że  to  ja.  – 

Haydena wyraźnie irytowała niemożność wytłumaczenia tych dziwnych zdarzeń. – Może to jakiś 
twój stary znajomy i tylko wydaje ci się, że widzisz mnie. 

– Nie, nie potrafiłam opisać twarzy tego człowieka, dopóki nie ujrzałam ciebie. To na pewno 

ty. A zresztą, jak inaczej wyjaśniłbyś tę historię z jachtem? – Zmarszczyła czoło, przypomniała 
sobie o czymś jeszcze. – Czy kiedykolwiek nosiłeś mundur albo strój w kolorze khaki? 

– Nie, a dlaczego pytasz? 
– Bo w takim stroju mi się ukazujesz, chociaż kontury są rozmazane. Wyraźnie widzę tylko 

twoją twarz, czasem jeszcze łódź i wodę. 

Mówiła tak spokojnie, że Hayden poczuł się nieswojo. Nie chciał uwierzyć, że to bezczelne 

oszustwo, niemniej nie mógł też pogodzić się z myślą, że te banialuki są prawdą. 

– Pewnie żeglowałaś kiedyś po Zatoce Meksykańskiej. Zapewne widziałaś wtedy mój jacht 

na wodzie i wpadł ci w oko. Każdemu by się spodobał, jest naprawdę piękny. 

– To prawda. Ma drewniany kadłub, lśniące burty i delfina wyrzeźbionego na dziobie. 
– Przecież mówię, że każdy by go zapamiętał. 
– Zapewne – odparła lakonicznie i zamilkła. Hayden z każdą chwilą robił się coraz bardziej 

podenerwowany. 

background image

– Dlaczego milczysz i nie starasz się obalić mojej teorii? 
– Bo to strata czasu. Jesteś impregnowany na argumenty, Hayden. 
– I co, mam uwierzyć w te wszystkie brednie?! Wybacz, ale taki naiwny to ja nie jestem! 
Dalsza  rozmowa  nie  ma  sensu,  pomyślała  Claudia.  Po  co  się  denerwować?  A  szkoda,  było 

tak miło... 

– Może to cię rozczaruje, ale nigdy nie pływałam po Zatoce. 
Co  ja  tu  robię,  u  diaska,  pomyślał  Hayden.  Nie  przyjmuję  telefonów,  spóźniam  się  na 

spotkanie i wszystko tylko po to, by posiedzieć nad rzeką z tą dziwną kobietą? 

– Zostawmy to. Powiedziałaś, że oczekujesz ode mnie pomocy. 
Jakiego rodzaju? 
–  Sama  dobrze  nie  wiem  –  zaczęła  niepewnie.  –  Miałam  nadzieję,  że  gdy  cię  spotkam... 

wszystko  samo  się  jakoś  wyjaśni.  Nie  miałam  pojęcia,  że  to  właśnie  ty  okażesz  się  tym 
człowiekiem! 

– Dobrze, przyjmijmy, że ja to on. Czy to ci w czymś pomogło? 
Poczułaś ulgę? 
Ależ skąd, pomyślała Claudia. Nie dość, że ma w nosie, to co czuję, to w dodatku w ogóle mi 

nie uwierzył! 

– Chyba tak – skłamała. – Wiem, że istniejesz i wiem też, że to nasze jedyne spotkanie. 
Mówiła to z takim przekonaniem, że Hayden poczuł się urażony. 
– Przykro mi, że tak cię rozczarowałem. 
Claudia poczuła  nagle,  że ma dosyć. Trzy  ostatnie tygodnie  dały jej nieźle w  kość, toteż ta 

jego pełna sarkazmu obojętność była trudna do zniesienia. 

–  Mnie  również  przykro  –  odparła,  po  czym  zdjęła  z  palca  pierścionek.  –  Żałuję,  że  z 

powrotem włożyłam ten przeklęty klejnot. 

Rzuciła pierścionek na stolik, po czym zerwała się na równe nogi. 
–  Dziękuję  za  zaproszenie,  Hayden.  Życzę  ci  dużo  szczęścia,  naprawdę.  Zupełnie  nie 

spodziewał się takiej reakcji, toteż kiedy zniknęła, patrzył za nią zdumiony, obracając w palcach 
pierścionek. 

– Co się, u licha, dzieje? 
– Wygląda na to, że pańska narzeczona zerwała właśnie zaręczyny. 
Odwrócił głowę i dopiero wtedy zobaczył kelnerkę. 
–  Narzeczona?  –  powtórzył  tępo.  Po  chwili  dotarło  do  niego,  że  kobieta  musiała  widzieć 

Claudię zostawiającą na stoliku klejnot. – Ano tak. Nie mam pojęcia, o co jej chodzi. 

– Może więc powinien pan za nią pójść – zasugerowała. 
– Proszę o rachunek. 
Kelnerka, nie pytając już o nic więcej, odeszła. 
Uważniej  przyjrzał  się  pierścionkowi.  Wytarcia  na  obrączce  świadczyły  o  tym,  że  był 

noszony od dawna. Dlaczego więc go zostawiła? Zupełnie tego nie rozumiał. Chociaż powinien 
już się przyzwyczaić do tego, że jej zachowanie jest zawsze niezrozumiałe. Schował pierścionek 
do kieszonki koszuli, położył na stoliku odliczoną sumę, a potem wyszedł, kierując się w stronę, 
w którą pobiegła Claudia. 

 
Claudia  zwolniła  kroku  i  rozejrzała  się  dokoła.  Zaszła  już  dość  daleko,  zostawiła  za  sobą 

liczne  sklepy  i  restauracje.  Spokój  i  cisza  tego  ustronia  były  niczym  balsam  dla  jej  skołatanej 
duszy. Opuszczając Haydena, nie zastanawiała się, dokąd pójdzie. Chciała tylko być jak najdalej 
od  niego  i  tego  przeklętego  klejnotu.  Dlaczego  zatem  nie  czuła  się  ani  trochę  lepiej?  Och 
Claudio,  przestań  się  wreszcie  zadręczać.  Wróć  do  domu,  zapomnij  o  Haydenie  Bedfordzie, 

background image

zapomnij  o  pierścionku  i  jego  obietnicy  prawdziwej,  wielkiej  miłości.  Kiedy  pod  pięknym, 
samotnym  cyprysem  dostrzegła  ławkę,  usiadła,  żeby  zebrać  myśli.  Odpocznę  chwilę,  a  potem 
wrócę  do  hotelu  i  zadzwonię  na  lotnisko.  Polecę  najbliższym  lotem  i  nikt  mnie  przed  tyra  nie 
powstrzyma. Jeśli będzie trzeba, Wyczarteruję samolot! 

– Claudio! 
Odwróciła głowę, dobrze jednak wiedząc, kto ją woła. 
– Nie rozumiesz, że nie chcę cię więcej widzieć? 
– A to? – Na wyciągniętej dłoni podawał jej nieszczęsny pierścionek. 
Zacisnęła ze złości pięści. 
– Nie! Tego też nie chcę! Wyrzuć go do rzeki, może tam się na coś przyda. 
Spojrzał na ciemną wodę, potem schował pierścionek z powrotem do kieszonki. 
– Możesz nie chcieć mnie widzieć – zaczął, siadając koło niej – ale winna mi jesteś pewne 

wyjaśnienie. 

– Nic ci nie jestem winna, a poza tym oboje  zgodnie ustaliliśmy,  że nie sposób racjonalnie 

wyjaśnić moich dziwnych wizji. 

Jego  bliskość  sprawiła,  że  znów  miotała  się  między  chęcią  wtulenia  się  w  jego  ramiona  a 

czmychnięcia co sił w nogach. 

– Nie chodzi mi o twoje wizje, tylko o pierścionek. Jesteś z kimś zaręczona? 
– Zaręczona? – Nagle zaczęła chichotać. – Chyba żartujesz? 
Ciekawe,  jak  wyglądałaby  ceremonia  ślubna,  gdybym  w  jej  trakcie  miała  wizję  i  zamiast 

mojemu mężowi założyła obrączkę tobie? 

 
Hayden chwycił ją za ramiona. 
– Przestań, to wcale nie jest zabawne! 
– Nie? 
Claudię  ogarnął  zupełnie  już  niekontrolowany,  niemal  histeryczny  śmiech.  Kiedy  jednak  w 

jej  oczach  stanęły  łzy,  Hayden  zrozumiał,  że  dziewczyna  naprawdę  cierpi.  Tyle  że  nadal  nie 
wiedział, co spowodowało rozstrój emocjonalny. Wziął ją w ramiona i mocno przytulił. 

– Już dobrze, Claudio. Proszę, nie płacz. 
– Dłużej tego nie wytrzymam! – łkała. – Muszę pozbyć się tego pierścionka. 
Czuł drżenie jej wiotkiego, ciepłego ciała. Ostrożnie gładził japo plecach. 
– Postaraj się teraz o tym nie myśleć. 
Po  paru  minutach  przestała  szlochać.  Otarła  łzy,  ale  ciągle  nie  chciała  opuszczać 

bezpiecznego schronienia, jakim były jego silne ramiona. 

– Przepraszam – mruknęła. – Wiem, że wybuchami histerii nie przekonam cię, iż zazwyczaj 

jestem opanowaną kobietą. 

–  Każdy  ma  prawo  czasem  się  rozpłakać.  A  poza  tym  mnie  również  nieco  niepokoi  ta 

sytuacja. 

Jego  dotyk  był  czuły  i  bardzo  przyjemny.  Bez  trudu  wyobraziła  sobie,  że  Hayden  dotyka 

także innych miejsc, w poszukiwaniu najgłębiej skrywanych tajemnic jej ciała. Tak bardzo tego 
teraz potrzebowała... Wbrew sobie uwolniła się z jego objęć. 

– Chciałabym wrócić do hotelu po bagaże, a potem pojechać na lotnisko. 
– Przecież nawet nie masz biletu. 
– Na pewno będzie jakieś wolne miejsce, jeśli nie na lot do Fort Worth, to do Dallas. 
–  Mowy  nie  ma,  żebyś  dziś  dokądkolwiek  poleciała.  –  Chwycił  jej  dłoń.  –  Chcę,  żebyś 

pojechała do mnie. 

– To niemożliwe... 

background image

– Bez obaw, Claudio, jestem dżentelmenem. W każdym razie staram się nim być. 
– To nie dlatego, żebym się ciebie obawiała. Zastanawiam się tylko po co? 
–  Ponieważ  ciągle  nie  wyjaśniłaś  mi  wszystkiego  i  szczerze  mówiąc,  resztę  wolałbym 

usłyszeć  w  domowym  zaciszu.  Poza  tym,  zatrzymując  się  u  mnie  na  noc,  zaoszczędzisz  na 
hotelu. 

Owszem, zaoszczędziłaby na hotelu, ale z pewnością straciłaby spokój ducha, czy też raczej 

to, co z niego jeszcze zostało. 

– Nie zamierzałeś dać się wciągnąć w tę historię. 
– To prawda, ale i tak oboje, chcąc nie chcąc, jesteśmy w to zaangażowani. 
A więc przyznał w końcu, że ma jakiś udział w całej tej dziwnej sprawie oraz że to ich jakoś 

łączy. Nie wiedziała, czy ma się cieszyć, czy martwić jego nagłą zmianą postawy. 

– Czy to znaczy, że chcesz mi pomóc? Hayden skrzywił się. 
– Mówiłem ci już, że nie wierzę w zjawiska nadprzyrodzone. 
 
Niepodobna więc, bym uznał, że ktoś rzucił na ciebie klątwę czy coś w tym rodzaju. Zrobię 

jednak wszystko, żeby znaleźć logiczne wyjaśnienie twoich niezwykłych problemów. 

Chodzi mu pewnie o to, żeby życzliwością zdobyć jej zaufanie, a następnie przekonać ją, że 

ma  kłopoty  z  głową.  I  bardzo  dobrze,  pomyślała  Claudia.  Należy  wykorzystać  tę  sposobność, 
ż

eby otworzyć mu oczy na to, co i jej wydawało się niemożliwe, przynajmniej do dnia, w którym 

po raz pierwszy miała wizję. 

– Dobrze, pojedźmy do ciebie – zgodziła się, ukradkiem go obserwując. – Ale tylko na jedną 

noc. 

Hayden uśmiechnął się tajemniczo, ujął jej łokieć i poprowadził w stronę hotelu. 
– Jedna noc nam w zupełności wystarczy, Claudio. 

 
 

background image

Rozdział 4 

 
Dom stał na wzgórzu, parę  kilometrów od San Antonio. Gdy zajechali na miejsce, było już 

ciemno,  lecz  mimo  to  Claudia  zauważyła  potężne  dęby  i  tropikalne  pnącza  gęsto  obrastające 
ś

ciany. Po chwili podbiegły do nich dwa bardzo duże psy. 

– Co to za rasa? 
– To psy pasterskie. 
– Zajmujesz się hodowlą bydła? 
– Nie, dostałem je w prezencie – roześmiał się. – Prowadzenie firmy zanadto mnie pochłania, 

ale lubię wiejskie życie. A psy zawożę od czasu do czasu do sąsiada na ranczo, żeby mogły się 
porządnie wybiegać. 

– A kto ci je podarował? 
– Pewien bliski mi człowiek, czemu pytasz? 
–  Ot  tak  sobie  –  odparła  wymijająco,  mając  nadzieję,  że  w  ciemnym  holu  nie  zauważy  jej 

rumieńców.  Zazwyczaj  szanowała  prywatność  innych  i  nie  wtykała  nosa  w  ich  sprawy,  w 
Haydenie było jednak coś takiego, że chciałaby wiedzieć o nim jak najwięcej. 

– Zawsze tak dużo pracowałeś? 
– Nie zawsze. Ale często po prostu nie mam pomysłu, co zrobić z wolnym czasem, dlatego 

pracuję. 

Aha, przed rozwodem pewnie było inaczej, pomyślała. Choć nigdy nie  widziała byłej żony 

Haydena,  miała  wrażenie,  że  już  jej  nie  lubi.  W  normalnych  warunkach  uznałaby  to  za 
idiotyczne, ale od kiedy spotkała tego faceta, robiła tyle dziwnych rzeczy, że... 

–  Chodź,  pokażę  ci  twój  pokój.  Jeśli  chcesz,  możesz  się  odświeżyć,  a  ja  w  tym  czasie 

przygotuję coś do picia. 

Zabrał ją do części domu, w której znajdowały się sypialnie. Otworzył jedne drzwi i zapalił 

ś

wiatło. 

– Po lewej jest osobna łazienka. Podoba ci się ten pokój? – zapytał, stawiając jej torby. 
Ciemnoczerwone,  stare  łoże,  przykryte  misternej  roboty  koronkową  narzutą,  i  toaletka 

pochodziły zapewne z Europy i kupione zostały w eleganckim sklepie z antykami. Claudia była 
oczarowana. 

– Jest przepiękny – zapewniła szczerze. – Czy ta narzuta to ręczna robota? 
– Tak. Zrobiła ją moja matka, gdy zdrowie nie pozwalało jej już na pracę poza domem. 
Duma  i  pewna  nawet  afektacją  w  głosie  wskazywały  na  to,  iż  Hayden  nie  jest  obojętnym 

uczuciowo  człowiekiem.  Zwłaszcza  gdy  mówił  o  kimś  bliskim.  Claudii  bardzo  to  się  w  nim 
spodobało. 

– To piękna pamiątka. 
– O tak, mama zostawiła po sobie wiele pięknych rzeczy. Ale najcenniejszą pamiątką jest jej 

uśmiech, który pamiętam do dziś. 

Pomimo  wątłego  zdrowia  była  szczęśliwą  kobietą.  –  Podszedł  do  drzwi  balkonowych  i 

rozsunął ciemno wiśnio we zasłony. – Gdybyś miała ochotę się przewietrzyć, to tu jest taras. A 
gdybyś miała ochotę na coś więcej, w ogrodzie jest basen. 

– Dzięki, ale nie mam kostiumu. W rozbawieniu uniósł brew. 
–  A  po  co  ci  kostium?  Obiecuję,  że  nie  będę  patrzeć.  Dlatego,  że  jest  dżentelmenem,  czy 

dlatego, że nie warto? 

– A gdzie jest twój pokój? 
Wyprowadził ją na korytarz i pokazał drzwi na jego drugim końcu. 

background image

– Tam. Nie za daleko dla ciebie? – zapytał. 
Mimo  iż  pytanie  wydało  jej  się  wysoce  niestosowne,  postanowiła  nie  okazywać  oburzenia. 

Jeszcze gotów uznać, że sama myśl o spędzeniu nocy z mężczyzną jest dla niej nie do przyjęcia. 

–  Pomyślałam,  że  dobrze  byłoby  wiedzieć,  tak  na  wszelki  wypadek.  Zdarza  mi  się  czasem 

chodzić przez sen i nie chciałabym przypadkiem pójść w złą stronę – plotła bez sensu. 

– Nie będę już zbyt dociekliwy i nie zapytam, która strona twoim zdaniem jest zła. Powiedz 

lepiej, czego się napijesz? Woda, sok czy coś mocniejszego? 

Po tak ciężkim dniu propozycja czegoś mocniejszego była bardzo kusząca, Claudia bała się 

jednak zanadto wyluzować w obecności Haydena. Jeszcze popełniłaby jakieś głupstwo. 

– Poproszę o sok pomarańczowy. Gdzie cię znajdę? Koniuszki ust uniosły mu się w lekkim 

uśmiechu. 

– Jakimś cudem znalazłaś mnie w tak wielkim stanie, jakim jest Teksas, myślę więc, że bez 

trudu znajdziesz mnie w tym niedużym domu. 

Obserwowała, jak  się oddala, zastanawiając się nad  tym,  co powiedział. Jeśli według niego 

ten  dom  jest  nieduży,  to  stwierdzenie,  że  jest  bogatym  człowiekiem,  znaczyło,  że  jest 
milionerem.  Może  dlatego  początkowo  był  wobec  niej  taki  nieufny  i  dlatego  też  unikał 
trwalszych  związków  z  kobietami?  Bał  się  po  prostu,  że  jakaś  harpia  dorwie  się  do  jego 
pieniędzy, zwłaszcza że jego była żona przy rozwodzie pewnie też zażądała niemało. A zresztą, 
co mnie to wszystko obchodzi? Wzruszyła ramionami i zamknęła drzwi do pokoju. 

Po  paru  minutach  znalazła  Haydena  w  niedużej,  ale  funkcjonalnej  kuchni  w  końcu  domu. 

Przyrządzał właśnie coś do picia. 

– Chodźmy na werandę – zaproponował. 
Usiedli w wygodnych, ratanowych fotelach. Miejsce naprawdę było urocze. W ogrodzie, tak 

jak przed domem, rosły stare dęby, słychać było szmer wody i odgłosy cykad. W dali majaczyły 
ledwie widoczne, piękne wzgórza. 

– Ależ tu spokojnie. Nie słychać żadnych odgłosów cywilizacji – powiedziała Claudia. 
–  Właśnie  tak  lubię  odpoczywać  po  pracowitym  dniu  spędzonym  w  mieście.  Siedząc  na 

werandzie i słuchając odgłosów natury. 

– Ja zawsze mieszkałam w mieście. Czuję niepokój, kiedy nie słyszę ludzi. 
– Nie myślałaś o wyniesieniu się z miasta? 
–  Nigdy  się  nad  tym  tak  naprawdę  nie  zastanawiałam.  Najpierw  byłam  skoncentrowana  na 

doktoracie,  a  potem  na  karierze  akademickiej.  W  moich  planach  nie  było  miejsca  na  wyjazd  z 
miasta. 

– A twój facet? Nie planowaliście razem gdzieś wyjechać? Kupić dom na wsi? 
–  Mieszkał  w  Dallas.  Wyjazd  tam  nie  byłby  więc  żadną  zasadniczą  zmianą  –  powiedziała 

zdawkowo, niezadowolona, że rozmowa zeszła na tak osobiste tematy. 

– Gdzie pracujesz? W jakiejś prywatnej szkole? 
– Nie, w publicznej szkole średniej. 
– Nie jest to chyba żadna słynna placówka. Czy mając doktorat, nie mogłabyś znaleźć lepszej 

pracy? 

– Owszem. Prawdę mówiąc, stale spieram się o to z rodzicami. 
Nie należą może do jakiejś elity, ale istotnie znają w naszych stronach ludzi, którzy mogliby 

załatwić mi lepiej płatną pracę. Aleja nie chcę. 

Chcę być tam, gdzie jestem najbardziej potrzebna. Sądzisz, że tylko ci, których stać na naukę 

w prywatnych szkołach, zasługują na dobrych nauczycieli? – spytała zaczepnie. 

Hayden  nie  podjął  jednak  wyzwania,  tylko  nieoczekiwanie  wyciągnął  z  kieszonki 

pierścionek. 

background image

– Mówiłam ci, żebyś go wyrzucił! 
–  Ale  ja  nie  zawsze  robię  to,  co  mi  każą.  A  skoro  już  się  trochę  poznaliśmy,  to  może 

opowiesz mi coś niecoś o tym drobiazgu? 

– Możesz mi wierzyć, nie spodobałaby ci się ta opowieść. Co to, to nie. 
– Możliwe, ale mimo to proszę cię, opowiedz. 
Nagle ogarnął ją strach. Ani chybi uzna mnie za wariatkę, a co gorsza, nigdy już nie spojrzy 

na mnie tak jak wcześniej. Nie  miała pojęcia, dlaczego taka  ewentualność zmartwiła ją Zaległa 
cisza.  Claudia  nie  potrafiła  zdobyć  się  na  odwagę,  żeby  zacząć  opowiadać.  Hayden  wsunął 
pierścionek  na  mały  palec  i  zaczął  mu  się  badawczo  przyglądać.  Ponieważ  ciągle  milczała, 
zagaił: 

– Powiedziałaś, że nie byłaś zaręczona. A zatem nie jest to pierścionek zaręczynowy. 
– Nie. To podarunek. Dostałam go cztery lata temu na dwudzieste pierwsze urodziny. 
– Od mężczyzny? 
–  Nie,  nie  od  mężczyzny.  –  Claudia  lekko  się  uśmiechnęła.  –  Od  mojej  babci,  Betty  Fay 

Westfield.  Przez  lata  należał  do  niej,  chociaż  nigdy  nie  powiedziała,  skąd  go  ma. 
Podejrzewaliśmy, to znaczy ja i moi rodzice, że dostała go od jakiegoś mężczyzny. 

– To dlaczego chciałaś się go pozbyć? Nie lubiłaś swojej babci? 
– Przeciwnie, bardzo ją kochałam. Łączyła nas szczególna więź. 
Myślę,  że  dlatego  mi  go  dała.  Sądziła,  że  robi  dla  mnie  coś  naprawdę  ważnego.  A  okazało 

się... Cóż, byłoby lepiej, gdyby ofiarowała go komu innemu. Na przykład jakiemuś wrogowi. 

– Ale dlaczego? 
Leżący  na  dłoni  Haydena  klejnot  mienił  się  różnymi  kolorami.  Claudia  zaczęła  się 

zastanawiać, co by było, gdyby to Hayden miał teraz wizję. A może ten nieszczęsny opal działa 
tylko na nią? 

– Bo ściąga na mnie same kłopoty – odparła po chwili. 
– Jakiego rodzaju? Proszę cię, mów jaśniej. 
– Nie wiem, jak ci to wytłumaczyć. Powiedzmy, że powoduje problemy z mężczyznami. 
– Uważasz, że ten kamień i kawałek metalu odpowiadają za twoje nieudane romanse? 
–  Ja  nie  romansuję!  –  krzyknęła  z  oburzeniem.  Hayden  spojrzał,  nic  nie  mówiąc.  Claudia 

wyprostowała się i założyła kosmyki włosów za uszy. 

–  Łączyło  mnie  coś  z  Tonym,  to  wszystko.  Sęk  w  tym,  że  gdyby  nie  ten  przeklęty 

pierścionek, cała historia zapewne nie miałaby miejsca. 

– Ach, co za fatalny klejnot – powiedział Hayden z udawaną emfazą. – Czyli ten kamień w 

jakiś tajemniczy sposób sprawił, że zakochałaś się w niewłaściwym facecie? 

– Otóż to! Nareszcie zaczynasz rozumieć – I mnie się tak wydawało. Aż do teraz. 
– Chyba muszę zacząć wszystko od początku – jęknęła Claudia. – W przeciwnym razie nigdy 

nie zrozumiesz, o czym mówię. 

Może  rozpocząć  nawet  od  stworzenia  świata,  a  i  tak  jej  z  pewnością  nie  zrozumie.  Ale  nie 

powiedział jej tego. Claudia zaczęła mówić, a on liczył na to, że jeśli pozwoli jej się wygadać, to 
pozna w końcu prawdziwy powód tej wizyty u niego w biurze. 

– Świetna myśl! Zacznij od samego początku i niczego nie pomijaj – zachęcił. 
Rozsiadła się wygodnie w fotelu i starała się sprawiać wrażenie osoby zrelaksowanej. 
–  A  więc  zacznijmy  od  tego,  że  wszyscy  bliscy  i  znajomi  Betty  Fay  wiedzieli,  iż  ów 

pierścionek miał dla niej szczególne znaczenie. Było to o tyle dziwne, że babcia miała mnóstwo 
naprawdę cennej biżuterii. 

– Była bogata? 
–  Bardzo  bogata.  Ale  nie  przez  całe  życie.  Dorobili  się  z  dziadkiem  w  okresie  boomu 

background image

gospodarczego w latach pięćdziesiątych. 

– A może to twój dziadek podarował pierścionek babci? 
– Nie wiem, ale chyba nie. Zresztą aż do śmierci dziadka nikt nie wiedział o tym klejnocie. 

W każdym razie, gdyby tak było, Betty Fay pewnie by go nosiła. Przynajmniej do śmierci męża. 
Uważała  ten  opal  za  znacznie  cenniejszy  od  wszystkich  brylantów.  Wierzyła,  że  posiada 
magiczną moc... 

– Co takiego? – Hayden nie wytrzymał i roześmiał się. 
– Nie mam pojęcia, o co jej naprawdę chodziło. W każdym razie dając mi go, oświadczyła, 

ż

e mam go nosić, a spotkam prawdziwą miłość. Dwa dni po założeniu go na palec, pierścionek 

zsunął  mi  się  nagle  z  palca  i  potoczył  po  chodniku.  Nie  zdążyłam  go  podnieść,  bo  zrobił  to  za 
mnie pewien mężczyzna, u stóp którego opal się zatrzymał. 

Tym mężczyzną był Tony. Gdy podał mi go na dłoni, pomyślałam, że jest mi przeznaczony. 
– A zatem wiążąc się z tym playboyem, myślałaś, że to on jest tym jednym jedynym? A gdy 

nie wyszło, winą obarczyłaś pierścionek, tak? 

– Niezupełnie. Raczej miałam do siebie pretensje o brak rozsądku. 
– Słuszne podejście. – Hayden skinął głową. 
– Też tak uważałam – rzuciła przez zaciśnięte zęby. – I dlatego zdjęłam pierścionek z palca i 

zapomniałam o mężczyznach. 

Jak to  możliwe, że tak piękna  kobieta zapomniała o  mężczyznach,  zastanawiał się Hayden. 

To wprost nienaturalne. I niezdrowe. 

– Nie posuwałbym się aż tak daleko – zasugerował. 
– Człowiek oszukany traci wiarę w siebie. Jest mu wstyd, że dał się wystrychnąć na dudka. 

Ja  też  nie  jestem  teraz  pewna,  czy  okażę  się  na  tyle  mądra,  bym  umiała  znaleźć  właściwego 
partnera. 

Rozumiał ją. Kłamstwa Sandry sprawiły, że czuł się dokładnie tak samo. Od czasu rozwodu 

nie  potrafił  uwierzyć  żadnej  kobiecie,  a  jednak  postawa  Claudii  wydawała  mu  się  z  gruntu 
błędna. 

– Skoro tak, to dlaczego przychodząc do mojego biura, miałaś pierścionek na palcu? 
–  Chciałam  w  ten  sposób  uczcić  urodziny  mojej  babci.  Gdyby  żyła,  skończyłaby 

osiemdziesiąt  jeden  lat.  Zresztą  od  czasu  historii  z  Tonym  przestałam  wierzyć,  że  ten  klejnot 
pomoże mi znaleźć szczęście. I nie przypuszczałam, że zdarzy się to wszystko. 

– To znaczy co? 
– Nie przypuszczałam, że spotkam mężczyznę, który wcześniej ukazywał mi się w wizjach. 
–  Czy  ty  naprawdę  sądzisz,  że  uwierzę  w  to  wszystko?  Z  jego  tonu  wywnioskowała,  że 

rozmowa nie ma żadnego sensu. 

– Nie. Ale to ty chciałeś, żebym opowiedziała ci historię pierścionka. Uprzedzałam, że ci się 

nie spodoba. 

– Rzeczywiście, nie spodobała mi się. Nie lubię, gdy obraża się moją inteligencję. 
Claudia westchnęła. 
–  Czułam,  że  nie  powinnam  tu  przyjeżdżać.  Liczyłam  jednak,  że  zmieniłeś  zdanie...  to 

znaczy, że naprawdę postanowiłeś mi pomóc. 

Rozczarowanie  pobrzmiewające  w  jej  głosie  rozzłościło  go  jeszcze  bardziej.  Sandra  często 

wymyślała  przeróżne  historie,  mając  nadzieje,  że  jej  uwierzy.  Często  też  odgrywała  rolę 
zranionej  lub  obrażonej.  To,  że  Claudia  postępowała  tak  samo,  denerwowało  go  bardziej,  niż 
skłonny  był  przyznać.  A  jednak  mówiła  z  takim  przekonaniem,  że  jakoś  nie  umiał  jej  nie 
wierzyć. Ech, do licha! 

– Wiesz, jak to brzmi? Opowieści o UFO są bardziej wiarygodne! 

background image

Claudia zerwała się na równe nogi i zaczęła nerwowo krążyć po werandzie. 
– Przykro mi, ale nie dysponuję żadnym świadectwem potwierdzającym, że mówię prawdę. 

Moja  babcia  nie  żyje,  a  pierścionek  milczy.  Możesz  mi  więc  tylko  uwierzyć  na  słowo,  choć 
oczywiście wiem, że moja opowieść jest całkiem nieprawdopodobna. 

Hayden stanął tuż za jej plecami. 
–  Claudio,  jeśli  rzeczywiście  uwierzyłaś  w  romantyczną  bajeczkę,  że  to  ten  pierścionek  cię 

do mnie doprowadził,  to musisz porzucić nadzieję, że  zostanę twoim  mężem.  Mam już za sobą 
nieudane małżeństwo i daję słowo, że nie myślę o następnym. 

 
Jego aroganckie podejrzenie rozpaliło ją do białości. 
– Najwyraźniej mnie nie słuchałeś! Nie mam już romantycznych złudzeń ani na twój temat, 

ani na temat żadnego innego faceta! 

– Ale przyjechałaś do San Antonio... 
Nie dala mu skończyć. Palcem dźgnęła go prosto w pierś. 
–  Więc  twoim  zdaniem  jestem  aż  tak  zdesperowana,  że  lecę  setki  kilometrów,  by  znaleźć 

faceta, który poświęci mi choć trochę uwagi?! 

– Niezupełnie, ale... 
– Otóż przyjmij do wiadomości, że w  Fort  Worth są mężczyźni uważający mnie za kobietę 

atrakcyjną! I to bardzo! – prawie krzyczała. 

– Niektórzy zapewne daliby wiele, by móc się ze mną ożenić. Ale ślub z którymś z nich ani 

trochę mnie nie interesuje, tak samo jak ślub z tobą! A do San Antonio przyleciałam tylko po to, 
ż

eby dowiedzieć się, dlaczego ten cholerny pierścionek wywołuje wizje z twoim udziałem! 

Claudia  płonęła  niczym  pochodnia.  Wzrok  Haydena  spoczął  na  jej  drżących  z  wściekłości 

ustach. Poczuł, że jeszcze nigdy tak bardzo nie chciał pocałować żadnej kobiety. Mówiła z taką 
furią, że nawet się nie zorientowała, iż Hayden pochyla głowę, chwytają za ramiona, a jego usta 
zachłannie  szukają  jej  ust.  Chciała  zaprotestować,  powiedzieć,  że  nie  chce,  by  ją  całował,  lecz 
nagle coś silnego nią zawładnęło. Jakaś dzika, nieznana i nieokiełznana namiętność. Westchnęła 
tylko i przywarła do niego całym ciałem. Wyczuwając jej poddanie, Hayden jedną ręką objął ją w 
ramionach, a drugą w talii. On też był całkowicie porażony tym pocałunkiem, smak jej ust działał 
na niego jak narkotyk. 

– Claudio, co ty ze mną robisz? – zapytał schrypniętym głosem. 
Jego  pożądanie  zdumiało  ją  nie  mniej  niż  jej  własne.  To  wprost  niewiarygodne!  Chciała 

kochać się z facetem, którego niemal nie znała! 

– Hayden... – jęknęła,  gdy  zaczął obsypywać  pocałunkami jej szyję. –  Nie przyjechałam tu 

po to, żeby... 

– Nie – zamruczał. – Ale wygląda na to, że oboje bardzo tego chcemy. 
Pierścionek,  pomyślała  Claudia.  To  on  sprawił,  że  wpadli  sobie  w  ramiona.  Nie  mogła 

pozwolić, żeby przez ów nieszczęsny klejnot znów wpakowała się w jakieś tarapaty. 

– Nie, Hayden – odparła i uwolniła się z objęć. 
– Ale... 
– Oddaj mi go! – zażądała nagle, ciągle jeszcze ciężko oddychając. – Oddaj mi pierścionek, 

ż

ebym w końcu mogła się go pozbyć! 

Spojrzał na nią, a następnie na klejnot połyskujący na jego palcu. 
– Claudio, daj spokój. Chyba nie wierzysz, że ten drobiazg ma jakiś związek z nami? 
– Mówisz o tym, co było przed chwilą? Otóż tak. Wierzę, że tak właśnie jest i chcę wyrzucić 

ten przeklęty klejnot, zanim posuniemy się dalej. 

Wyciągnęła  dłoń,  lecz  Hayden  wcale  nie  zamierzał  go  oddać.  Zdjął  pierścionek  z  palca  i 

background image

rzucił na stolik. Klejnot potoczył się po blacie, spadł na podłogę i zginął gdzieś w ciemności. 

– Może w końcu zrozumiesz, że nie potrzeba czarów, by wzbudzić namiętność mężczyzny?! 
– Wiem, ale czy możesz pomóc mi go znaleźć? 
– Skoro wiesz, to chyba nie boisz się go znów włożyć? 
– Nie boję się. Jestem po prostu praktyczna. 
– Praktyczna? – powtórzył z sarkazmem. – Myślę, że tak naprawdę za pomocą tej bajeczki o 

pierścionku  starałaś  się  ukryć  przed  sobą  prawdę,  że  masz  problemy  w  kontaktach  z 
mężczyznami.  Nie  mógł  jej  bardziej  zranić.  Tony  zarzucał  jej,  że  jest  emocjonalnie  chłodna  i 
mało  romantyczna,  a  kiedy  odmówiła  pójścia  z  nim  do  łóżka,  poszukał  sobie  innej.  A  teraz 
Hayden mówi to samo. 

–  Być  może  masz  raję,  Hayden  –  powiedziała  drżącym  głosem.  –  Być  może  nie  jestem  na 

tyle kobieca, żeby kochać się z mężczyzną. 

Czuła, że pod powiekami zbierają jej się ciężkie łzy. Nie chcąc, żeby je zobaczył, wbiegła do 

domu. 

Przeklinając pod nosem, Hayden na kolanach szukał pierścionka. 

 
 

background image

Rozdział 5 

 
Następnego  dnia  rano  Hayden  zapukał  do  drzwi  Claudii,  niosąc  tacę  ze  śniadaniem: 

jajecznica  na  boczku,  kilka  tostów,  szklanka  soku  pomarańczowego  i  kawa  z  mlekiem.  Na 
serwetce  położył  pierścionek  Betty  Fay.  Drzwi  natychmiast  się  otworzyły,  okazało  się,  że  jego 
gość jest już na nogach, po kąpieli i w ubraniu. 

– Przygotowałem ci małe śniadanko – oznajmił. Mówiąc to, poczuł się jakoś niezręcznie. 
– Widzę – odparła chłodno. Nie zrobiła przy tym najmniejszego choćby gestu zaproszenia go 

do środka. 

W gruncie rzeczy Hayden to rozumiał. Zachował się wczoraj jak bęcwał. Nie wiedział, co go 

napadło. Nigdy nie  zmuszał  kobiet do niczego, a już na pewno  nie do seksu. A jednak Claudia 
sprawiła,  że  po  raz  pierwszy  poczuł  nieodpartą  potrzebę  bycia  blisko  z  kobietą,  całowania  jej, 
kochania się z nią... Gdyby nie wyswobodziła się z jego objęcia, zapewne zaniósłby ją wprost do 
łóżka. 

– Nie jesteś głodna? 
Skinęła głową i otworzyła szerzej drzwi. 
– Nie musiałeś aż tak się fatygować.  Właśnie miałam zejść do jadalni. – To żaden kłopot – 

odparł, nie dodając, że po raz pierwszy przyniósł komuś śniadanie do pokoju. Tak naprawdę nie 
wiedział nawet, dlaczego to zrobił. Chyba czuł, że nie był wobec niej w porządku. 

– Gdzie chciałabyś zjeść? W łóżku czy pod gołym niebem? Jest ładnie... 
–  Chodźmy  na  dwór  –  zaproponowała,  bojąc  Się,  że  powrót  do  łóżka  mógłby  mieć 

nieobliczalne skutki. 

Otworzyła  drzwi  balkonowe  i  wyszła  do  ogrodu.  Pod  starym  kasztanowcem  stało  kilka 

krzeseł i stolik. Miejsce było pełne uroku. Takie spokojne. 

–  O  której  musisz  być  w  pracy?  –  spytała,  mieszając  kawę.  –  Muszę  się  spieszyć  ze 

ś

niadaniem? 

Spojrzał na jej twarz. Miała łagodne rysy i skórę jak brzoskwinia. Przyszło mu na myśl, że 

dziś  rano  jest  chyba  jeszcze  piękniejsza  niż  wczoraj.  Wyobraził  sobie,  że  leżą  w  łóżku,  a  ich 
głowy spoczywają na jednej poduszce... 

– Nie, nie musisz się spieszyć – odparł. – Lottie zajmie się wszystkim do momentu, aż zjawię 

się w biurze. Poza tym myślałem, że zostaniesz u mnie trochę dłużej. 

W jej oczach pojawiło się zdumienie. 
– Chyba nie mówisz poważnie? Umawialiśmy się na jedną noc i to ty byłeś zdania, że to w 

zupełności wystarczy. 

– Myliłem się. 
W pierwszej chwili nie wiedziała, co powiedzieć. Nie spodziewała się takiej szczerości. 
–  Ja  również  się  pomyliłam  –  stwierdziła.  –  Nie  powinnam  w  ogóle  tu  przyjeżdżać  ani 

myśleć, że możesz... 

– Przestań mnie już oskarżać, Claudio. I bez tego czuję się źle. 
 
Tak  naprawdę  czuł  się  fatalnie.  Ale  czegóż  innego  mógł  się  spodziewać,  skoro  w  nocy  nie 

zmrużył  oka?  W  gruncie  rzeczy  zamiast  do  pracy  powinien  pójść  do  łóżka  i  uciąć  sobie  co 
najmniej dwugodzinną drzemkę. 

– Naprawdę? – spytała szczerze zdumiona. 
–  A  co  w  tym  dziwnego?  Wiem,  że  jestem  nie  w  porządku  w  stosunku  do  ciebie. 

Powiedziałem  ci  mnóstwo  przykrych  rzeczy,  czego  żałuję.  Na  swoje  usprawiedliwienie  mogę 

background image

powiedzieć tylko to, że sytuacja wymknęła mi się spod kontroli. 

Claudia  spojrzała  na  talerz  i  pomyślała,  że  jeszcze  żaden  facet  nie  włożył  tyle  serca  w 

przygotowanie dla niej śniadania. Uświadomienie sobie tego sprawiło, że zarumieniła się prawie 
tak jak przy pocałunku. 

– Wierzę, że nie chciałeś, by tak się stało. Po prostu nie mogłeś na to nic poradzić. 
– Dlaczego? Czyżbyś uważała mnie za faceta uzależnionego od seksu? – Hayden zmarszczył 

brwi. 

– Nie. Z powodu pierścionka. 
– Claudio, czy nigdy nie widziałaś się w lustrze? 
–  Owszem,  patrzę  w  lustro  co  rano  i  widzę  normalną,  nie  najpiękniejszą,  ale  niebrzydką 

kobietę. Na pewno nie wyglądam jak Pamela Anderson. 

–  Jeśli  chcesz  wiedzieć,  to  nie  wszyscy  faceci  tracą  głowę  dla  Pameli  Anderson.  Niektórzy 

Wolą nieco bardziej wyrafinowany typ urody. 

Zaczęła  zastanawiać  się  nad  sensem  jego  słów,  gdy  nagle  dostrzegła  pierścionek  leżący  na 

tacy. 

– Myślałam, że się go na dobre pozbyłeś – powiedziała, wskazując na klejnot. 
– Ja też tak myślałem, szukając go w nocy co najmniej przez pół godziny. Znalazłem go w 

końcu między deskami podłogi na werandzie. 

Bardzo jato zdziwiło. Przecież nie wierzył w jego moc. 
–  Po  co  zawracałeś  sobie  nim  głowę?  Za  chwilę  każde  z  nas  pójdzie  w  swoją  stronę  i 

zapomnimy o całym zdarzeniu. 

Gdyby zostało mu choć trochę rozsądku, powinien się teraz zerwać i zatańczyć ze szczęścia, 

a  jednak  nie  zrobił  tego.  Ponad  wszelką  wątpliwość  jego  życie  zmieniło  się  od  chwili,  gdy  ta 
kobieta  weszła do jego biura. Czuł się tak, jakby Claudia obudziła go z jakiegoś snu i teraz, po 
przebudzeniu,  oglądał  świat  w  zupełnie  innym  świetle.  Tylko  dlaczego?  Musiał  się  tego 
dowiedzieć. 

– To niemożliwe – oznajmił. Claudia niemal zadławiła się tostem. 
– Zapewniam cię, że skoro chcę wyjechać, to wyjadę. 
– Leciałaś taki szmat drogi, żeby mnie odnaleźć, a teraz chcesz zrezygnować z rozwikłania 

tej zagadki zaledwie po jednym dniu? 

– I nocy – dodała z przekąsem. 
– To dlatego chcesz wyjechać? – przysunął się do niej bliżej. – Z powodu tego, co się między 

nami tej nocy wydarzyło? 

Spojrzała  na  jego  szerokie  ramiona  i  znów  zapragnęła  go  dotykać  i  całować  z  tym  samym 

zapamiętaniem, z jakim robiła to w nocy. Ta myśl sprawiła, że jej ciało zaczęło silnie drżeć. 

– Byliśmy pod urokiem zaklęcia. 
– Claudio, przecież nie wierzysz w magiczne zaklęcia, podobnie jak i ja w nie nie wierzę. 
– To jak inaczej nazwiesz tę siłę, która nami zawładnęła? Żądzą? 
W  pierwszej  chwili  chciał  jej  przytaknąć.  Pożądanie  seksualne  to  najprostszy  sposób 

wyjaśnienia tego, co ich do siebie zbliżyło. Ale chcąc być szczerym wobec samego siebie, musiał 
przyznać, że pragnął nie tylko fizycznego kontaktu z Claudią. Czuł do niej coś więcej i to właśnie 
sprawiało, że usiłował ją zatrzymać na dłużej. 

–  Chwilowa  utrata  samokontroli  –  oznajmił  oschle.  –  Jeśli  obawiasz  się,  że  to  się  może 

powtórzyć, niepotrzebnie się niepokoisz. 

Dlaczego  miałabym  się  bać?  Być  może  uważa  moją  powierzchowność  za  dość  atrakcyjną, 

lecz mnie samą na pewno ma za osobę chłodną, praktyczną i niezbyt namiętną. 

– Nie boję się – odparła cicho. – Po prostu nie chcę tu dłużej być. 

background image

– Gdybyś planowała pojechać do miasta, samochód stoi w garażu, a kluczyki leżą na stole w 

kuchni. – Hayden całkowicie zignorował jej słowa. – Wrócę wieczorem. 

– I co miałabym przez cały dzień robić? 
–  Postaraj  się  może  opisać  swoje  wizje  ze  wszystkimi  szczegółami.  Spróbujemy  razem 

przeanalizować twoje notatki, może coś znajdziemy. 

Z wrażenia dotknęła dłonią ust. 
– Czy to znaczy, że postanowiłeś potraktować mnie poważnie? 
Nie, postanowiłem zrobić wszystko, żeby się do ciebie zbliżyć, pomyślał Hayden. 
– Tak. Poważnie – odparł głośno. Claudia rozpromieniła się w uśmiechu. 
– Dobrze, w takim razie zostanę. Hayden odetchnął z ulgą. 
 
– Nie podoba mi się to wszystko, Claudio, ojcu zresztą też nie. 
Nie  znasz  przecież  tego  człowieka,  wprost  nie  mogę  uwierzyć,  że  spędziłaś  z  nim  noc!  – 

Matka mówiła tak głośno, że Claudia musiała odsunąć słuchawkę od ucha. 

– Ależ mamo, przecież ja z nim nie spałam. 
– A gdyby próbował cię uwieść? 
Claudia przewróciła oczami. Bojąc się, że matka będzie dramatyzować, cały dzień odkładała 

ten  telefon  na  później.  Jak  dotąd  Marsha  Westfield  zachowywała  się  zgodnie  z  jej 
przewidywaniami. 

– A czy pomyślałaś o tym, że być może ja chcę zostać uwiedziona? 
– Nie, dlatego że często dawałaś mi do zrozumienia, że skończyłaś już z mężczyznami. 
Prawdę  powiedziawszy,  nigdy  nawet  nie  zaczęła  z  mężczyznami,  ale  nie  zamierzała  teraz 

spierać się o to z matką. 

– Mamo, chciałam ci tylko powiedzieć, gdzie jestem, żebyś się o mnie nie martwiła. 
–  Ale  ja  się  i  tak  denerwuję,  kochanie.  Najpierw  ta  historia  z  przywidzeniami,  a  teraz 

mówisz, że spotkałaś człowieka, który wygląda dokładnie tak samo... Przecież to kompletnie bez 
sensu! 

Czułabym  się  o  niebo  lepiej,  gdybyś  wróciła  do  domu  i  pozwoliła  nam  się  tobą  zająć. 

Znajdziemy ci najlepszego psychiatrę... 

Jako osoba światła, Claudia nie miała nic przeciwko psychiatrom, ale teraz, gdy przekonała 

się,  że  właściciel  jachtu  z  jej  wizji  rzeczywiście  istnieje,  wiedziała,  iż  z  jej  głową  wszystko  w 
porządku. 

– Nie potrzebuję psychiatry, mamo. Umówiliśmy się z Haydenem, że spróbujemy rozwikłać 

wspólnie tę zagadkę. 

– Claudio, naprawdę uważam... – Marsha przerwała i po chwili zaczęła już innym tonem. – 

Jak długo planujesz zostać u tego człowieka? 

– Jeszcze nie wiem. To zależy od tego, jak szybko sprawy będą posuwać się naprzód. 
– Czułabym się lepiej, gdyby miał żonę i dzieci – westchnęła matka. 
Chyba nie, gdybyś wiedziała, co działo się w nocy, pomyślała Claudia. 
–  Nie  martw  się,  mamo,  wszystko  będzie  dobrze.  A  jak  uda  nam  się  coś  ustalić  w  sprawie 

pierścionka, od razu dam ci znać. 

–  Pierścionka?!  –  matka  znowu  krzyczała.  –  Pewnie  okaże  się,  że  Betty  Fay  kupiła  go  w 

jakimś  nowoorleańskim  sklepie  z  rekwizytami  voo-doo.  Leżał  pewnie  na  półce  obok  języka 
jaszczurki. 

– Do widzenia, mamo – odparła Claudia i odłożyła słuchawkę. 
 
– Lottie, czy wierzysz w przeznaczenie? Sekretarka spojrzała na Haydena opierającego nogi 

background image

o biurko, po czym odparła: 

–  Tak.  Jeśli  nie  weźmie  się  pan  solidnie  do  roboty,  to  naszym  przeznaczeniem  będzie 

bankructwo. 

– Miałem ciężką noc – odparł i usiadł wygodniej. – I od rana wiszę na telefonie. Proszę, bądź 

dla mnie dzisiaj wyrozumiała. 

Szczupła, siwowłosa kobieta odłożyła papiery i uważnie mu się przyjrzała. 
– A jak się miewa pani Westfield? Mam nadzieję, że wygląda dzisiaj lepiej niż pan. 
– Lottie! Nie mogę uwierzyć, że o to pytasz! Sekretarka drwiąco wydęła usta. 
– Odkąd skończył pan pięć lat, nie dziwiło pana nic, co dotyczyło płci przeciwnej. 
– Jeśli koniecznie chcesz wiedzieć, pani Westfield spędziła u ranie noc. We własnej sypialni 

– dodał z naciskiem i dość groźnym tonem. 

– Doprawdy? – zdziwiła się Lottie. 
– Ona nie jest taka, jak myślisz! 
–  My,  kobiety,  wszystkie  jesteśmy  takie,  jeśli  tylko  spotkamy  właściwego  mężczyznę  – 

odparła spokojnie Lottie i zagłębiła się w swoje papiery. 

Skoro tak, to nie jestem dla Claudii właściwym mężczyzną, pomyślał Hayden ze smutkiem. 

A jednak, przez tych kilka chwil, gdy trzymał ją w ramionach, była mu niezwykle bliska. 

– Nie wiedziałem, że interesują cię mężczyźni – powiedział po chwili. 
–  Oczywiście,  że  mnie  interesują  –  odparła  Lottie,  nie  podnosząc  nawet  wzroku  znad 

papierów  –  tylko  nigdy  nie  spotkałam  takiego,  z  którym  chciałabym  być  na  dobre  i  na  złe. 
Smutne, prawda? 

– Dlaczego? – zaoponował. – Nie trzeba mieć męża czy żony, żeby być szczęśliwym. Ja, na 

przykład, jestem znacznie szczęśliwszy od czasu rozwodu z Sandrą. 

– Tak? –  Wyjrzała  znad  papierów.  Widać było,  że jest innego zdania. –  Proszę spojrzeć na 

mnie.  Mam  sześćdziesiąt  pięć  lat  i  jestem  samotna.  Całą  swoją  babciną  miłość  będę  mogła 
przelać na pańskie dzieci, naturalnie jeśli będzie je pan miał. 

Temat dzieci sprawił, że Hayden znów zaczął myśleć o Claudii. Tym razem zastanawiał się, 

czyjego niezwykły gość w ogóle planuje zostać żoną i matką. A może postanowiła poświęcić się 
nauczaniu i jest z tym w pełni szczęśliwa? Kto wie? 

– Pani Westfield ma za sobą nieudany związek i twierdzi, że nie chce wdawać się w kolejną 

znajomość. 

– Doprawdy? – Starsza pani uniosła brwi. – To co robi w pańskim domu? 
– Właśnie próbuję się tego dowiedzieć. 
 
Claudia  stała  za  kuchennym  stołem,  zastanawiając  się,  czy  może  coś  ugotować,  gdy  w 

otwartych drzwiach stanął Hayden. Na jej widok promiennie się uśmiechnął. 

– Miło wrócić do domu, w którym czeka na ciebie piękna kobieta. 
Claudia starała się nie uśmiechnąć ani nie zaczerwienić, lecz po chwili skapitulowała, gdyż 

jego widok napełnił jej serce ciepłem. 

– Witaj, Hayden! Zdaje się, że przywiozłeś coś pysznego – stwierdziła, czując zapach pizzy. 

– Właśnie się zastanawiałam, czy nie spróbować czegoś ugotować... 

– Spróbować? – Zdziwił się. – To znaczy, że nie umiesz gotować? 
–  W  kuchni  zawsze  bardziej  pociągało  mnie  eksperymentowanie  niż  regularne 

przygotowywanie posiłków. Mimo to potrafię co nieco ugotować. 

Po  paru  chwilach  siedzieli  przy  stole  w  jadalni  i  zajadali  pizzę.  Claudia  przyglądała  się 

ptakom  za  oknem,  siedzącym  na  starannie  utrzymanych  pędach  winnej  latorośli.  Jego  dom  nie 
przestawał  jej  zaskakiwać.  Wydawało  jej  się,  że  w  domu  samotnego  mężczyzny  powinien 

background image

panować  duch  praktycyzmu  –  kuchenka,  lodówka,  telewizor,  żadnych  zbędnych  sprzętów. 
Tymczasem  dom  Haydena  był  zaprzeczeniem  tego  stereotypu.  Pełno  w  nim  był  osobistych, 
interesujących  przedmiotów,  których  historia,  a  niekiedy  funkcja  i  przeznaczenie,  znane  były  z 
pewnością jedynie panu domu. 

– Czy to tu mieszkałeś ze swoją żoną? – spytała po zaspokojeniu pierwszego głodu. 
– Nie, Sandra i ja mieszkaliśmy w mieście. Ten dom należał do moich rodziców. A dlaczego 

pytasz? 

Wzruszyła ramionami, choć na jej policzki wystąpił rumieniec. 
– Jest taki przytulny... Nawet ogród jest jakby jego przedłużeniem. 
– Urządzaniem wnętrz zajmowała się moja mama, ogród za to był królestwem taty. Spędzał 

w  nim  mnóstwo  czasu,  dużo  też  jeździł  po  okolicy.  Jego  hobby  była  tutejsza  fauna.  To  zresztą 
zabawna  historia,  bo  początkowo  złościł  się  strasznie,  gdy  zwierzęta  zjadały  mu  całe  zbiory. 
Później  doszedł  do  wniosku,  że  to  dla  nich  głównie  uprawia  winorośl,  a  z  czasem  bardzo 
pokochał te wszystkie stworzenia. To dlatego do dziś jest tu tyle ptaków. 

– Musi ci strasznie brakować rodziców... Hayden skinął głową. 
– Po śmierci ojca chciałem sprzedać tę posiadłość. Wspomnienia, które ten dom nieustannie 

przywoływał, nie dawały mi spokoju. Ale gdy przyszło co do czego, po prostu nie miałem serca. 
A potem, już po rozwodzie, byłem zadowolony, że go nie sprzedałem. Życie w mieście stało się 
nie do zniesienia, a tu zawsze dobrze się czułem. 

– A wspomnienia? Nie sprawiają ci bólu? 
–  Nie  –  odpowiedział  z  przejęciem.  –  W  trudnych  chwilach  są  nawet  oparciem.  Pewnie 

dlatego, że są wyłącznie dobre. 

– To jesteś szczęściarzem. 
–  Tak,  choć  nie  od  razu  to  zrozumiałem.  Długi  czas  czułem  wielką  gorycz  po  ich  śmierci. 

Rodzice innych dożywają osiemdziesiątki, często bardziej sędziwego wieku, dlaczego więc moi 
odeszli tak wcześnie? Myślałem, że los mnie w ten sposób ukarał. 

Dopiero po paru latach pojąłem, że się myliłem. 
– Zrozumiałeś, jakim darem jest posiadanie dobrych, mądrych rodziców, nawet jeśli ma się 

ich krócej niż inni? Czy tak? 

– Domyślam się, że wielu twoich uczniów pochodzi z rozbitych lub patologicznych rodzin – 

Hayden nieco zmienił temat. 

– Zbyt wielu. Dlatego właśnie zdecydowałam się na pracę w tej szkole. Ktoś  musi się nimi 

zajmować.  Zdaję  sobie  sprawę,  że  jestem  sama  i  czasem  niewiele  mogę  zwojować,  ale 
przynajmniej wiem, że jestem potrzebna. 

Przyglądał  się  jej  bacznie,  nagle  dostrzegł  inną  Claudię  Westfield.  Jakże  odmienną  od  tej, 

która wczoraj zjawiła się w jego biurze. 

– Ta praca jest dla ciebie bardzo ważna, prawda? 
– Mówisz tak, jakby to cię dziwiło. 
–  Bo  w  pewnym  sensie  rzeczywiście  mnie  dziwi.  Większość  znanych  mi  kobiet  była 

skończonymi materialistkami. Zwłaszcza jedna... 

– Twoja była żona? 
– Tak, ale nie zrozum mnie źle. Sandra naprawdę była ambitna i ciężko pracowała. Robiła to 

jednak tylko dla pieniędzy. 

– Sądząc po wyglądzie siedziby twojej firmy, nie musiała walczyć o każdego centa. 
–  Istotnie,  nie  musiała.  –  Hayden  zmarszczył  czoło.  –  Ale  niewiele  czasu  przebywała  w 

domu.  Niemal  każdą  wolną  od  pracy  chwilę  spędzała  na  imprezach.  Uważałem,  że  ma  do  tego 
prawo i nie protestowałem. 

background image

– A co z dziećmi? 
W oczach Haydena pojawi! się smutek. 
– Obiecywała, że zdecyduje się na dziecko, gdy nieco okrzepnie zawodowo, ale to się nigdy 

nie stało. Teraz myślę, że to dobrze. Gdy odkryłem, że nie jest mi wierna, rozeszliśmy się. 

– Twoja żona nadal mieszka w San Antonio? 
– Nie. Słyszałem, że mieszka w Austin. 
– Tęsknisz za nią? Wydął drwiąco usta. 
– A czy można tęsknić za migreną? Nie, dziękuję Bogu, że jej już nie ma. 
Rzeczywiście, Claudia także poczuła ulgę, gdy rozstała się z Tonym. Była szczęśliwa, że nie 

zdążył  jej  jeszcze  bardziej  okaleczyć  emocjonalnie.  Rzadko  go  też  wspominała,  lecz  nadal  nie 
potrafiła zapomnieć bólu, jaki jej zadał. 

Kiedy skończyli pizzę, Claudia pozbierała talerze, a Hayden przyrządził kawę. Z dymiącym 

dzbankiem i filiżankami wyszli o ogrodu i usiedli przy stoliku pod rozłożystym dębem. 

– A zatem jak spędziłaś dzisiejszy dzień? – zapytał Hayden po chwili. 
Spojrzała  na  niebo.  Choć  słońce  chyliło  się  ku  zachodowi,  powietrze  nadal  było  wilgotne  i 

gorące.  W  ciągu  paru  minut  można  było  się  spodziewać  burzy,  lecz  najgorsze  nawet  tornado, 
zjawisko bądź co bądź normalne w południowym Teksasie, wydawało się niczym w porównaniu 
z  zawirowaniem,  jakie  w  jej  duszy  wywoływał  Hayden.  Był  pierwszym  człowiekiem,  który 
potrafił ją doprowadzić do furii, a jednocześnie całkowicie oczarować. 

– Zrobiłam to, co mi doradziłeś. Sporządziłam też listę. 
– Mogę ją zobaczyć? Chciałbym dokładnie wiedzieć, co, jak twierdzisz, widziałaś. 
 
Spojrzała na niego z dezaprobatą. 
– Nie podoba mi się sposób, w jaki o tym mówisz. To tak, jakbyś mi ciągle nie wierzył. 
Hayden rozłożył bezradnie ręce. 
– Faktycznie, nie wierzę. Ale to absolutnie nie znaczy, że nie chcę cię potraktować poważnie. 

Przynieś więc, proszę, tę listę. 

–  Nie  muszę,  pamiętam  wszystko,  co  zapisałam.  –  Nerwowym  ruchem  dotknęła  dekoltu 

bluzki. Zawsze, gdy była mowa o wizjach albo o pierścionku, dochodziło między nimi do swego 
rodzaju konfrontacji. Claudia bała się, że kolejnej może już nie przetrzymać. 

Zwłaszcza jeśli miałaby znów wylądować w jego ramionach. – Nie jest tego dużo... 
–  A  więc  co  widziałaś,  oprócz  mojej  twarzy?  Claudia  usadowiła  się  wygodnie  i  zamknęła 

oczy. 

– Łódź pod białymi żaglami, delfina wyrzeźbionego na dziobie, nazwę i numer wymalowane 

na burcie i dużo, dużo wody. 

– W Zatoce Meksykańskiej jest dużo wody. 
– Żartujesz sobie ze mnie? 
–  Nie.  Ale  mówiłem  ci,  gdzie  trzymam  jacht.  Zresztą  nawet  gdybym  nie  mówił,  nietrudno 

zgadnąć, że wokół jachtu jest dużo wody. 

– Posłuchaj, opowiadałam ci treść moich wizji, które miałam, zanim jeszcze przyjechałam do 

San Antonio! – odparła z pretensją. – Chcesz, żebym mówiła dalej, czy raczej nie? 

Podczas  gdy  Claudia  traktowała  swoją  relację  z  całkowitą  powagą,  dla  Haydena  była  ona 

tylko  pretekstem,  żeby  móc  pobyć  z  nią  i  cieszyć  się  samą  jej  obecnością.  Cały  dzień  na  to 
czekał, choć zdawał sobie sprawę, jakie to niemądre uczucie. 

– Chcę. Mów dalej – odparł. Claudia ponownie zamknęła oczy. 
–  To  chyba  wszystko,  jeśli  chodzi  o  łódkę.  Pamiętam  jeszcze,  że  jest  cała  z  drewna  i  ma 

niedużą kabinę... 

background image

Hayden spodziewał się usłyszeć, że w kabinie są koje i sprzęt do nawigacji, tymczasem w jej 

opowieści pojawiły się nowe elementy. 

–  Widziałam  też  duży,  biały  dom.  Miał  balkon,  a  na  dole  werandę  wzdłuż  całej  elewacji. 

Balkon  podpierały  potężne  kolumny.  Dom  sprawiał  wrażenie  starego,  ale  odnowiono  go  i 
prezentował się wyśmienicie. Zdaje mi się, że został przerobiony na wiejski zajazd. 

Przypominasz sobie takie miejsce? 
–  Nie  –  odparł  Hayden.  –  Nigdy  nie  zatrzymywałem  się  w  wiejskim  zajeździe.  W  podróży 

zazwyczaj  nocuję  w  hotelu  w  centrum  miasta,  żeby  nie  tracić  czasu  na  dojazdy.  Nie  pamiętam 
też, żebym kiedykolwiek widział opisywany przez ciebie dom. 

– A może w dzieciństwie odwiedziłeś jakichś krewnych, którzy mieszkali w takim domu? 
– Nie przypominam sobie niczego takiego. 
–  Miałam  nadzieję,  że  ten  dom  naprowadzi  nas  na  jakiś  ślad  –  powiedziała  z  nieskrywaną 

goryczą. – Ale może to nic nie znaczy? 

Może ten dom ukazywał mi się z zupełnie innego powodu, nie mającego związku z tobą. 
Hayden  ze  zdumieniem  stwierdził,  że  jest  mu  przykro,  iż  ją  rozczarował.  Tym  bardziej 

musiał się mięć na baczności. Jeszcze trochę, a uwierzy w te jej śmieszne wymysły... 

– Pamiętasz coś jeszcze? 
– Niewiele. Głównie ty mi się ukazywałeś. 
– I co robiłem w twoich wizjach? 
–  Uśmiechałeś  się  uwodzicielsko,  tak  jakbyśmy  się  znali  od  dawna  i  byli...  w  bardzo 

zażyłych stosunkach. Tak jakbyśmy nie potrzebowali słów, żeby się porozumieć, tak jakbyśmy... 

– Tak jakbyśmy byli kochankami? 
Zakłopotana  skinęła  głową.  Nigdy  nie  kochała  się  z  żadnym  mężczyzną,  toteż  poczuła  się 

nieco zażenowana tym pytaniem, ale dla Haydena najwyraźniej było ono czymś oczywistym. 

– Tak – przyznała niechętnie. – Ale to przecież kompletnie bez sensu. Dlatego nie wiem, co 

mam o tym wszystkim myśleć... 

– A może ten człowiek to nie ja, tylko ktoś, kto bardzo mnie przypomina? 
– Już to przerabialiśmy, Hayden – odparła zniecierpliwiona. – Nie znam nikogo podobnego 

do ciebie. A może w twojej rodzinie jest ktoś bardzo do ciebie podobny? Może brat? 

–  Nie  mam  rodzeństwa  –  zrezygnowany  potrząsnął  głową.  Po  chwili  zerwał  się  jednak  na 

równe nogi. – Chwila, jest ktoś taki! 

Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślałem?! Chodź ze mną! 
Chwycił ją za rękę i poprowadził do wnętrza domu. 
– A kto to taki? Dokąd idziemy? 
– Zaraz się dowiesz. 
Zaprowadził  ją  do  niedużego  pokoju  na  końcu  korytarza.  Był  to  rodzaj  gabinetu,  a  może 

pokoju do pracy. Pod ścianami stały półki wypełnione książkami i witryny z jakimiś pamiątkami. 
Na środku stało dębowe biurko, a na nim komputer, telefon i fax. 

– Co mi chciałeś pokazać? 
Hayden  położył  dłoń  na  jej  plecach  i  skierował  ją  w  stronę  jednej  z  gablot.  Wyjął  z  niej 

zdjęcie w drewnianej ramce. – Wiesz, kto to jest? 

– Kto? – spytała podniesionym z wrażenia głosem. 
– Mój dziadek, William Hayden Bedford. Claudia nie posiadała się ze zdumienia. 
– Ależ jesteście do siebie podobni jak dwie krople wody! 
Claudia przyglądała się  fotografii  za szkłem.  Mężczyzna stał obok  ciężarówki  z logo firmy 

Bedford Enterprise na drzwiach. Był wysoki i dobrze zbudowany, jak Hayden. Miał te same rysy 
twarzy,  te  same  bruzdy  na  policzkach,  nawet  czarne  włosy  układały  mu  się  w  fale  w  taki  sam 

background image

sposób. Podobieństwo było wręcz nieprawdopodobne. 

–  Zabiłeś  mi  ćwieka!  Jesteście  tak  do  siebie  podobni,  że  równie  dobrze  to  on  mógł  być  w 

moich wizjach. Sama już nie wiem... 

– Naprawdę? – Położył jej ręce na ramionach. 
– Tak – odparła prawie załamana. – W tej chwili nie potrafię już powiedzieć... 
– Ale to zupełnie bez sensu, mój dziadek nie żyje od paru lat. 
Niebo  za  oknem  pociemniało,  gdzieś  w  oddali  uderzył  pierwszy  piorun.  Na  Claudii  nie 

zrobiło to jednak większego wrażenia. Zdjęcie, które pokazał jej Hayden, kompletnie wytrąciło ją 
z równowagi. 

–  Wiem,  Hayden, że to  zupełnie bez sensu.  A  jeśli osobą pojawiającą się  w moich wizjach 

faktycznie okaże się twój dziadek? Co, na Boga, może mnie łączyć z nieboszczykiem? 

 

background image

Rozdział 6 

 
Claudia  dosłownie  trzęsła  się  ze  strachu.  Hayden  przytulił  ją,  ale  nagle  zwolnił  uścisk  i 

chwycił jej dłoń, by przekonać się, czy nosi pierścionek. 

– A gdzie opal? 
– W moim pokoju – odparła. – Nie chcę go nosić. 
–  Może  powinnaś  go  założyć  –  zasugerował,  sam  nie  wierząc,  że  to  powiedział.  –  Dzięki 

nowej wizji udałoby ci się może coś więcej ustalić. 

Claudia pobladła. Hayden wziął ją pod łokieć, poprowadził do krzesła i zmusił, by usiadła. 
– Przestraszyłaś się nadejścia tornada? Jeśli chcesz, włączę radio, posłuchamy komunikatów 

o pogodzie – starał się ją uspokoić. 

–  Nie,  nie  boję  się  burzy.  –  Potrząsnęła  głową.  –  Zresztą  już  czuję  się  tak,  jakby  porwało 

mnie  tornado  i  uderzyło  mną  o  ziemię.  Nie  mówiłeś  chyba  poważnie  o  założeniu  pierścionka. 
Przecież nie wierzysz w moje wizje, a to, że wywołuje je ten klejnot, uważasz za czysty absurd. 

 
Hayden otarł z czoła kropelki potu. 
– Nie, nie wierzę.  Właściwie nie mam pojęcia, dlaczego ci to zasugerowałem.  Wiem tylko, 

ż

e dzieje się tu coś dziwnego. 

Westchnęła z ulgą. 
–  Gdy  wczoraj  przyszłam  do  twojego  biura,  myślałam,  że  zdołałam  wszystko  poukładać. 

Sądziłam,  że  to  ty  jesteś  mężczyzną  z  moich  wizji.  Dlaczego  nie  powiedziałeś  mi,  że  miałeś  w 
rodzinie kogoś, kto tak bardzo ciebie przypomina? 

– Po prostu nie przyszło mi to do głowy. – Wzruszył ramionami. 
–  W  każdym  razie  nie  pozostaje  mi  teraz  nic  innego,  jak  przeanalizować  wersję,  według 

której  osobą  pojawiającą  się  w  moich  wizjach  jest  twój  dziadek.  –  Otworzyła  oczy  z  nową 
nadzieją.  –  Czy  istnieje  coś,  co  łączyć  może  twego  przodka  i  dom,  o  którym  wspominałam?  A 
jeśli chodzi o jacht? 

Hayden oparł się o krawędź biurka, by móc jej się dobrze przyjrzeć. 
– Nic nie wiem o związku dziadka z domem, ale łódź faktycznie należała do niego. Kupił ją 

w  latach  czterdziestych  i  nadał  nazwę  Gwiezdny  Pył.  Myślę,  że  zaczerpnął  ją  z  jakiejś  starej 
piosenki. 

– To może on mi się ukazuje?! – zawołała podniecona. 
–  Nie  mam  pojęcia.  Wiem  tylko,  że  uwielbiał  żeglować,  podobnie  jak  ja.  Dlatego  zresztą 

właśnie mnie zostawił jacht, ojciec był typowym szczurem lądowym. 

Na twarzy Claudii malował się teraz wyraz intensywnego namysłu. 
–  Muszę  koniecznie  zobaczyć  ten  jacht,  Hayden.  Czuję,  że  dzięki  temu  zdołam  poskładać 

wszystkie elementy w spójną całość – powiedziała z przejęciem. 

Przez dłuższą chwilę milczał, jakby chłonął jej słowa. 
– Przecież to bez sensu. Niczego się w ten sposób nie dowiesz! – odezwał się w końcu. 
– Bez przerwy mówisz: „to bez sensu!". Mam już tego dosyć. 
– Dobrze. Wobec tego wyjazd nad Zatokę uważam za bezcelowy. 
–  Wstał  i  podszedł  do  okna.  Miotane  wiatrem  drzewa  uderzały  gałęziami  o  werandę.  Psy 

kręciły się niespokojnie po ogrodzie. – Muszę pójść do psów – oznajmił i wyszedł na dwór. 

Claudia  spojrzała  jeszcze  raz  na  zdjęcie  Williama  Bedforda,  po  czym  pospieszyła  za 

Haydenem. Znalazła go w ogrodzie, zaganiającego trzęsące się ze strachu psy do zagrody. 

– Nic im się nie stało? – spytała szczerze zatroskana. Hayden poczuł się wzruszony jej troską 

background image

o zwierzaki. 

Sandra nie znosiła jego pupili. 
– Za chwilę się uspokoją, okropnie boją się huku piorunów. 
Claudia pochyliła się nad psami i podrapała jednego i drugiego za uchem. Po paru chwilach 

psy  były  już  całkiem  zrelaksowane.  Widać  Claudia  miała  na  nie  kojący  wpływ.  Niestety, 
pomyślał  Hayden,  nie  da  się  tego  powiedzieć  o  mnie.  Przeciwnie,  wszystko  w  tej  kobiecie 
podniecało go i prowokowało. 

– Nie jest ci zimno? – zagaił, jako że minę miała dość posępną. – Zrobiło się chłodno. 
– Nie – odparła i spojrzała na wypogadzające się powoli niebo. 
– Zastanawiam się tylko, dlaczego się na mnie złościsz. 
– Nie złoszczę się na ciebie, Claudio. 
– Tak to zabrzmiało, no wiesz, w gabinecie... Niemal dziecięca bezradność, z jaką na niego 

patrzyła,  rozczuliła  go  prawie  do  łez.  Miał  ochotę  wziąć  ją  w  ramiona  i  ochronić  przed  całym 
ś

wiatem, nie wyłączając siebie. 

– Zirytowałem się – przyznał. – Chciałem, żebyś trzeźwo spojrzała na sprawę. 
– A po co w ogóle zawracasz sobie tym głowę? 
Dobre  pytanie,  pomyślał.  Nie  powinien  się  tym  przejmować.  Jeśli  chciała  oglądać  tysiące 

łódek  w  porcie,  to  jej  sprawa.  Tym  bardziej  że  właśnie  dostał  wiadomość  o  odkryciu  nowego, 
obiecującego  złoża,  tak  więc  naprawdę  miał  w  tej  chwili  masę  ważnych  spraw  na  głowie.  Jeśli 
zamierzał  poważnie  traktować  swoją  pracę,  nie  mógł  zajmować  się  spełnianiem  zachcianek 
Claudii Westfield. 

– Masz rację, nie powinienem zawracać sobie tym głowy. 
–  Odnoszę  wrażenie,  że  jest  ci  przykro,  ponieważ  nagle  zaczęłam  interesować  się  twoim 

dziadkiem, a przestałam tobą. 

– Ależ to śmieszne! 
– Doprawdy? – Spojrzała mu w oczy i roztopiła się w ich błękicie. 
To niesamowite, pomyślała. Wydaje mi się, że znam go od bardzo, bardzo dawna. Nie tylko 

znam, lecz i kocham. – Chyba nie jesteś ze mną szczery, Hayden. 

–  Do  niedawna  zaklinałaś  się,  że  to  ja  występowałem  w  twoich  wizjach.  Nie  dziwota,  że 

trudno mi pogodzić się z tym, że zostałem zastąpiony przez ducha – odparł z wyraźną goryczą w 
głosie Hayden. 

– Mężczyzna, który mi się ukazuje, nie jest duchem. – Claudia położyła mu dłonie na torsie, 

a głosowi starała się nadać najbardziej przekonujący ton. – Jest z krwi i kości. Nie jestem tylko 
pewna,  czy  ma  twoją  twarz.  To  wyjaśnienie  w  zasadzie  powinno  go  zadowolić.  Ale  nie 
zadowoliło! Był zazdrosny. I to o kogo?! 

– Nie zgadzam się, żebyś pojechała do Port O’Connor – powiedział stanowczo. 
– Dlaczego? Chcę tylko obejrzeć łódź, niczego nie zepsuję. 
–  Nie  boję  się  o  łódź,  lecz  o  ciebie,  Claudio!  Poczuła  bliskość  jego  ciała  i  nim  zdążyła  się 

zorientować, zarzuciła mu ręce na szyję. 

–  Czego  się  boisz?  –  spytała  zmysłowym  głosem.  Hayden  zupełnie  stracił  głowę.  Chwycił 

Claudię mocniej i przytulił. 

– Boję się o ciebie – powtórzył. – I martwi mnie cała ta sprawa. Powinnaś o niej zapomnieć. 

Oboje powinniśmy o niej zapomnieć. 

–  Dlaczego?  –  spytała,  choć  tak  naprawdę  miała  ochotę  go  pocałować.  –  Boisz  się,  że 

wszystko mogłoby się okazać prawdą? 

–  Nie,  dlatego,  że  to  wariactwo.  Dlatego,  że  oboje  tracimy  rozum  i  zachowujemy  się 

niemądrze.. 

background image

– Niemądrze? – powtórzyła. 
– Tak. – potwierdził, choć widać było, że dużo go to kosztuje. – Byłem już z kimś związany i 

nie chcę tego powtórzyć. Nie chcę tego bólu. 

– Myślisz, że ja go chcę? – Pożądanie ustąpiło miejsca złości. – 
Przez  ostatnie  dwa  lata  bałam  się  spojrzeć  na  mężczyznę,  nie  mówiąc  już  o  dotknięciu  go. 

Naprawdę sądzisz, że zjawiłam się tutaj, by cię uwieść?! 

Jeśli nawet nie to było jej zamiarem, jest na najlepszej drodze, pomyślał Hayden. 
– Nie, nie sądzę, aby to było twoją intencją, ale... Claudia wyrwała mu się i odwróciła tyłem. 

Jej serce waliło jak oszalałe. 

–  Jedynym  celem  było  rozwikłanie  zagadki  moich  wizji.  A  co  do  chęci  zainteresowania 

ciebie moją osobą... Chyba nie ma na to szans. 

Myślę, że to nie mną tak naprawdę jesteś zainteresowany. Po prostu byłam pod ręką... 
Obrócił ją twarzą do siebie. 
– To nie tak, Claudio. Moja sekretarka też jest pod ręką, a mimo to nie chcę jej całować za 

każdym razem, kiedy ją widzę. 

Naprawdę aż tak bardzo tego pragnął? To niesamowite! Tylko czy to prawda? Nie, nie wolno 

jej było nawet o tym marzyć. 

– Myślę, że twoja sekretarka, słysząc to, poczułaby się zawiedziona. 
– Byłoby lepiej, gdyby Lottie w ogóle nie wpuściła cię do mojego biura. – Hayden potrząsnął 

nią lekko. 

– A ja wolałabym nigdy do ciebie nie przychodzić! 
Claudia  zaczęła  żałować  tych  słów  natychmiast,  gdy  je  wypowiedziała.  Schowała  twarz  w 

dłoniach. – Nie, to nieprawda, Hayden. Cieszę się, że cię odnalazłam. Tak właśnie miało być. 

– Dlaczego? Z powodu tego cholernego pierścionka? 
–  Skoro  zaszłam  aż  tak  daleko...  –  myślała  głośno  –  nie  powinnam  chyba  zawracać  w  pół 

drogi. Pojadę zobaczyć jacht. Mam nadzieję, że znajdę coś, co uspokoi moją skołataną duszę. A 
potem...  –  utkwiła  wzrok  w  jego  torsie  –  bez  względu  na  to,  co  się  stanie,  nie  będziesz  musiał 
mnie już oglądać. 

– I mam się pewnie z tego cieszyć? – zapytał z przekąsem. 
– Tak – odparła. – Mówiłeś przecież, że nie chcesz mieć już w życiu żadnej kobiety. Lepiej 

więc będzie, jeśli potem zniknę. 

Teoretycznie  miała  rację.  Ale  sama  myśl  o  tym,  że  miałby  jej  już  nigdy  nie  zobaczyć, 

sprawiała, iż przyszłość jawiła mu się jako czarna dziura. Co się z nim działo, u licha? Zakochał 
się po czterdziestu ośmiu godzinach znajomości? Chyba nie. Raczej uległ jej urokowi. Jej i całej 
tej niezwykłej historii. 

– Dobrze, skoro musisz zobaczyć tę łódź, pojadę z tobą. 
– To nie jest dobry pomysł, Hayden. Wynajmę auto i pojadę sama. 
– Ależ do Port O’Connor jest dwieście kilometrów! Nie chcę, żebyś sama jechała taki kawał 

drogi. 

– Jestem już dużą dziewczynką. Jeździłam sama w znacznie dłuższe trasy. A  gdyby coś  mi 

stało, mam przecież telefon komórkowy. 

– Ach te cholerne komórki! – zaklął. 
Czując,  że  rozmowa  prowadzi  donikąd,  Claudia  ruszyła  w  stronę  domu.  Hayden  dreptał  za 

nią krok w krok. 

– Nie jestem na koloniach, a ty nie jesteś moim wychowawcą, Hayden – ucięła kolejną próbę 

przekonania jej i skierowała się do salonu. – A poza tym musisz się zająć pracą. 

– Przez dzień, dwa poradzą sobie beze mnie. 

background image

Ale jak ja sobie poradzę z nim, zachodziła w głowę. Nie minęły dwa dni, a ja już zdążyłam 

sobie  wyobrazić,  że  idę  z  nim  do  łóżka.  Co  on  ze  mnie  zrobił?  Impulsywną,  nie  panującą  nad 
swoimi  reakcjami  histeryczkę!  Należało  z  tym  czym  prędzej  skończyć.  Po  powrocie  z  Fort 
O’Connor musi od razu wracać do domu. 

– W porządku – poddała się. – Widzę, że w tej sprawie nie ma dyskusji. Kiedy wyruszamy? 
– Zaraz po śniadaniu. 
– Będę gotowa. 
– Dokąd się wybierasz? 
– Idę spać – rzuciła przez ramię. 
– Tak wcześnie? 
– Jak na jeden dzień wystarczy nam swojego towarzystwa, nie uważasz? 
Nie, Hayden tak nie uważał. Marzył teraz o tym, żeby wziąć ją za rękę i wyjść do wilgotnego 

po  deszczu  ogrodu.  Żeby  usiąść  pod  drzewem,  objąć  ją  ramieniem  i  zanurzyć  twarz  w 
pachnących  kwiatami  włosach.  Żeby  nic  mówić,  tylko  być  blisko  niej.  Ale  dlaczego  czuł  taką 
pokusę,  skoro  wkrótce  miała  odejść  na  zawsze?  Nowe,  piękne  wspomnienia  mogły  przecież 
okazać się nie do zniesienia... 

– Chyba masz rację. Dobranoc. 
–  Dobranoc  –  odparła  i  opuściła  pospiesznie  salon,  bojąc  się,  że  dłużej  już  nie  wytrzyma  i 

rzuci się Haydenowi w ramiona. 

– Ja naprawdę wiem, co robię, Lottie! Powiedz Tomowi, żeby pojechał do szybu numer 35 i 

sprawdził, czy generatory są gotowe. 

Poziom wody powinien już opaść... Tak, zapłacą za to właścicielowi. 
Posłuchaj, Lottie, jeśli firma wiertnicza nawala, to naprawdę nie jest mój problem... Nie, nie 

przyjadę dziś wieczorem. Pewnie jutro. Gdyby coś się działo, dzwoń na komórkę. I naprawdę nie 
musisz się denerwować... Nie, nie mam zamiaru się żenić! Co ci, u licha, przyszło do głowy. Po 
Sandrze?!... W takim razie znasz mnie lepiej niż ja sam. 

Hayden  odłożył  słuchawkę,  zanim  sekretarka  zdążyła  jeszcze  coś  powiedzieć.  Dolał  sobie 

kawy i wtedy przez okno zobaczył Claudię, stojącą w otwartych na taras drzwiach salonu. Miała 
na sobie białą bluzkę w czerwone kwiaty, mocno opinającą biust, a do tego luźną, białą spódnicę 
odsłaniającą opalone nogi. Dostrzegła go i weszła do salonu. 

– Dzień dobry, Claudio. 
– Dzień dobry, Hayden. Wygląda na to, że już masz kłopoty w pracy. 
Gdyby  wiedziała,  jak  poważne...  Lecz  Hayden  nie  miał  zamiaru  jej  tego  mówić.  Mogłaby 

jeszcze pomyśleć, iż poświęca jej szczególną uwagę.  Tymczasem on  żadnej kobiecie nie chciał 
poświęcać szczególnej uwagi, nawet tak pięknej i intrygującej jak Claudia. 

– Musiałem tylko uzgodnić parę spraw z sekretarką – wyjaśnił. – Zjemy śniadanie tutaj, czy 

wolisz zatrzymać się gdzieś w drodze? – zręcznie zmienił temat. 

– Może zjedzmy w jakimś barze. Jestem już gotowa, pójdę tylko po rzeczy. 
Dopiero w samochodzie Hayden zauważył, że Claudia ma na palcu pierścionek babuni. 
– Włożyłaś pierścionek? Mówiłaś przecież, że chcesz go wyrzucić... 
– Chciałam – przyznała. – Ale pomyślałam, że chyba rzeczywiście kolejna wizja wniosłaby 

coś  nowego  do  sprawy.  Po  obejrzeniu  zdjęcia  twego  dziadka  być  może  będę  w  stanie  dostrzec 
coś, co pozwoli mi rozstrzygnąć, kto mi się ukazuje. 

– To nie dostrzegłaś żadnej różnicy między nami? William miał na zdjęciu pięćdziesiąt sześć 

lat, a ja mam trzydzieści jeden. To spora różnica. 

Odwróciła głowę i zaczęła studiować jego profil. Starała się patrzeć nie jak kobieta, tylko jak 

detektyw. 

background image

– To bez znaczenia, bo mężczyzna z moich wizji jest młody, nawet młodszy od ciebie. 
Za  każdym  razem  kiedy  Hayden  utwierdzał  się  w  przekonaniu,  że  Claudia,  choćby  tylko 

nieświadomie,  zmyśla  całą  tę  historię  o  wizjach,  mówiła  coś,  co  robiło  wyłom  w  jego 
podejrzeniach. 

– A zatem nie wiesz, czy w twoich wizjach pojawiam sieja, czy mój dziadek? 
– Nie wiem. 
– W takim razie dam ci pewną cenną wskazówkę. Mając dwadzieścia, dwadzieścia kilka lat 

nosiłem długie włosy. A poza tym lewa górna jedynka rośnie mi trochę krzywo, widzisz? 

 
Uniósł  górną  wargę  i  odsłonił  zęby.  Claudia  przyjrzała  im  się  uważnie,  by  wybuchnąć 

ś

miechem, tak absurdalne wydało jej się to zachowanie. Po chwili przestała się jednak śmiać. 

– Skoro tak – rozumowała trzeźwo – to widać twój dziadek pojawia się w moich wizjach. 
Hayden znów poczuł się jakby spuszczono z niego powietrze. A przecież nikt przy zdrowych 

zmysłach  nie  może  być  zazdrosny  o  własnego  dziadka!  I  to  w  dodatku  nie  rzeczywistego,  a 
wymyślonego! 

– To bardzo dziwne, Claudio. 
Spojrzała  za  okno  na  uciekający,  pustynny  krajobraz.  Choć  surowy,  był  niezaprzeczalnie 

piękny. Czuła, że jej uczucia do Haydena są coraz silniejsze, że coraz bardziej, jej na nim zależy. 
Najbardziej  jednak  zależało  jej  na  tym,  żeby  jej  uwierzył.  Hayden  Bedford  był  jednak 
człowiekiem mocno stąpającym po ziemi. Claudia wiedziała, że nie uwierzy jej na słowo. 

– Ja też uważam, że to wszystko jest bardzo dziwne. 
–  I  do  tego  jeszcze  mój  dziadek...  –  Hayden  rozmyślał  na  głos.  –  Nawet  jeśli  uwierzyć,  że 

twój pierścionek ma jakąś niewytłumaczalną moc, to w jaki sposób to wszystko łączy się z moim 
dziadkiem? 

– Nie wiem. Gdybyśmy znali odpowiedź, być może potrafilibyśmy rozwikłać tę zagadkę. 

 
 

background image

Rozdział 7 

 
We  Floresville  zatrzymali  się  na  śniadanie.  Claudia  zamówiła  rancho  huevos,  którego 

pieprzność ugasiła paroma kubkami kawy. Posiłek pomógł jej odzyskać siły, toteż gdy dojechali 
do  niewielkiego  Port  O’Connor  nad  Zatoką  Meksykańską,  poczuła,  że  budzi  się  w  niej  nowy 
entuzjazm. Zrobili niewielkie  zakupy i pojechali  prosto do portu. Mijali wiele domów,  niektóre 
wielkie  i  bogate,  inne  małe  i  przytulne.  Wzdłuż  ulic  rosły  sagowce,  w  ogrodach  pyszniły  się 
oleandry i hibiskusy. 

Podniecenie  Claudii  rosło  wraz  z  każdym  mijanym  kwartałem  miasta.  Czuła,  że  dom  z  jej 

przywidzeń jest blisko, coraz bliżej. 

– Jesteś pewien, że w tym mieście nie ma dużego, białego domu? 
– Jestem pewien, że w tym mieście jest wiele dużych, białych domów, ale nie przypominam 

sobie  żadnego,  który  odpowiadałby  twojemu  opisowi.  Jeśli  chcesz,  obejrzymy  miasto,  lecz 
najpierw proponuję zobaczyć jacht. 

– Bardzo dobrze. Wydaję mi się, że jacht jest najważniejszy. 
Zjechali  w  dół,  wprost  do  portu  i  wysiedli  z  samochodu.  Pełno  tu  było  różnych  łodzi, 

ż

aglowych  i  motorowych,  małych  jak  łupinki  orzecha  i  niesamowicie  wielkich.  Nad  głowami 

krzyczały mewy, a od morza dochodził słony zapach wody. 

W  pewnej  chwili  podmuch  wiatru  zarzucił  Claudii  spódnicę  na  twarz.  Poprawiła  ją 

pospiesznie i śmiejąc się, powiedziała: 

– Powinieneś mnie uprzedzić, żebym założyła szorty. 
– Miałbym stracić ten widok? Nigdy! Marylin Monroe mogłaby się przy tobie schować. Ale 

jeśli chcesz, przebierz się w kabinie. 

Po chwili znaleźli łódź zacumowaną przy trzecim pomoście od końca. 
– Oto i ona – wskazał ręką żaglówkę. – Gwiezdny Pył. Wygląda tak, jak się spodziewałaś? 
Claudia patrzyła w osłupieniu na dwunastometrowy jacht. 
– To niewiarygodne! – powiedziała. – Wygląda dokładnie jak w moich wizjach. 
Osłupienie na jej twarzy było tak prawdziwe, że najlepsza aktorka nie mogłaby lepiej zagrać. 
–  Chodź,  wejdziemy  na  pokład.  Chyba  masz  na  to  ochotę?  –  Wskoczył  na  łódź,  a  potem 

pomógł wejść Claudii. – Zadowolona? 

– Jasne! 
Hayden spojrzał w niebo. 
– Pogodę mamy jak drut, gdybyś chciała, moglibyśmy wypłynąć. 
– Wspaniale! – zawołała. 
– W takim razie zejdź do kabiny się przebrać. 
–  Tak  jest,  kapitanie!  –  Zasalutowała  ze  śmiechem.  Część  mieszkalna  jachtu  składała  się  z 

niewielkiego salonu, dwóch maleńkich sypialni i łazienki.  Wszystko jednak  było urządzone nie 
tylko  z  dużym  smakiem,  ale  i  bardzo  wygodnie.  Szybko  rozebrała  się  w  saloniku.  Za  ścianą 
Hayden  starał  się  złapać  w  radio  komunikat  o  pogodzie,  dzieliły  ich  tylko  wahadłowe  drzwi... 
Czuła jego bliskość niemal namacalnie, 

szczególnie  że  stała  tylko  w  skąpych  koronkowych  majteczkach  i  staniczku,  który  ledwie 

zakrywał sutki.  Wiedziała, że Hayden nie jest typem mężczyzny, który straci głowę dla kobiety 
tylko z powodu seksownej bielizny. 

Co ja robię, nad czym się zastanawiam, zganiła się w duchu. Przecież nie jestem tu po to, by 

uwodzić  Haydena  Bedforda.  Dlaczego  jednak  jej  myśli  krążyły  tak  uporczywie  wokół  seksu? 
Czy powodował to pierścionek, czy... Hayden? 

background image

Włożyła  prostą  lnianą  koszulę  i  szorty,  włosy  związała  w  koński  ogon  i  wyszła  na  pokład. 

Hayden stał przy sterze, dosłownie parę kroków od miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą ona stała 
prawie naga. Uśmiechnął się do niej promiennie. 

– Skoro jesteś już odpowiednio ubrana, by łyknąć trochę wiatru i morza, możemy odbijać. – 

Jego wzrok powędrował od czubka jej głowy do odsłoniętych nóg. – Muszę przyznać, że jestem 
zaskoczony. 

Nie takiego widoku się spodziewałem. – Teraz patrzył już tylko na jej nogi. 
Claudia  zawstydziła  się  i  zmieszała,  potwierdziły  się  bowiem  jej  najgorsze  przypuszczenia, 

ż

e nie jest dość zgrabna i ładna, by widział w niej pociągającą kobietę. 

– Zastanawiałem się, jak mogą wyglądać nogi naukowca i zawsze oczyma duszy widziałem 

niekształtne łydki i grubaśne uda – powiedział. – Ale ty nie masz nóg naukowca. Są zbyt ładne. 

– Nie wiedziałam, że jesteś flirciarzem i kłamczuchem – starała się obrócić to w żart. 
– Nie jestem ani jednym, ani drugim, mówię tylko to, co widzę – uśmiechnął się. 
– Nie wiem, czy mogę ci wierzyć. Jeśli nie żartujesz, to chyba masz niezbyt dobry wzrok. A 

komuś takiemu chyba nie powinnam powierzać mego losu – dodała ciągle żartobliwym tonem. 

–  Tylko  spokojnie,  wzrok  mam  dobry,  a  swego  losu  nie  mogłaś  złożyć  w  lepsze  ręce.  – 

Przekręcił kluczyk w stacyjce i zapuścił silnik. – Usiądź, rozluźnij się i poddaj urokowi chwili. 

Łódź  powoli  płynęła  kanałem,  mijając  kutry  do  połowu  krewetek,  rybackie  domki  stojące 

nad brzegiem i rozwieszone do wyschnięcia sieci. Po kilkunastu minutach wypłynęli na szerokie 
wody zatoki. 

– I jak ci się podoba? – zapytał, spoglądając na nią przez ramię. 
Widać było, że Hayden uwielbia to, co robi. Claudia uśmiechnęła się do niego, nie musiała 

udawać, bo było jej naprawdę wspaniale. 

–  Bardzo  mi  się  podoba  –  odpowiedziała  szczerze.  –  Przestrzeń  i  morze  dają  wrażenie 

nieskrępowanej wolności. 

–  W  takich  chwilach  najbardziej  brakuje  mi  dziadka,  to  z  nim  poznawałem  żeglowanie  – 

powiedział, z zadumą patrząc na horyzont. 

– A... twoja żona, nie lubiła pływania? – spytała ostrożnie i z wahaniem. 
–  Szczerze  nie  znosiła.  Gdy  tylko  rzuciliśmy  gdzieś  kotwicę,  natychmiast  uciekała  na  ląd. 

Zresztą, jak się później dowiedziałem, miała inne zainteresowania. 

Chcąc go jakoś pocieszyć, delikatnie położyła mu rękę na ramieniu. 
– Przecież to nie twoja wina, że miała romanse... – powiedziała nieśmiało. 
– Skąd wiesz? Skąd wiesz, jakim byłem mężem... może nie stawałem na wysokości zadania? 
Rozumiała jego gorycz. Ona też coś takiego przeżyła z Tonym. On również był niewierny, a 

to bardzo nadszarpnęło jej samoocenę. 

–  Gdy  dowiedziałam  się,  że  Tony  mnie  zdradza,  myślałam,  że  to  moja  wina,  że  jestem  za 

mało seksowna. Rozważałam nawet powiększenie biustu, obawiając się, że tego zdania mogą być 
wszyscy mężczyźni – wyznała. 

Potrząsnął  głową  z  dezaprobatą,  jakby  to,  co  mówiła,  wydawało  mu  się  zupełnie 

niedorzeczne. 

– Nieźle dał ci w kość ten twój Tony. Ale wiesz, że to nieprawda? 
– Delikatnie musnął jej policzek. 
–  Być  oszukiwanym  przez  człowieka,  na  którym  ci  zależy,  z  którym  wiążesz  swoją 

przyszłość,  jest  upokarzającym  doświadczeniem  –  zmarszczyła  czoło.  –  Wiem,  jak  się  czułeś 
przy Sandrze. 

–  Tak,  chyba  masz  rację  –  zgodził  się,  lecz  po  chwili  usta  wykrzywił  mu  grymas.  –  Ale 

przecież ty nie byłaś z Tonym... tak blisko. Sandra była moją żoną, kochałem ją, łączył nas seks... 

background image

Im  bardziej  się  kocha  drugiego  człowieka,  tym  łatwiej  zostać  zranionym,  pomyślała  ze 

smutkiem.  Hayden  wprawdzie  rozstał  się  z  Sandrą,  ale  musiał  ją  bardzo  kochać,  skoro  rany 
jeszcze sienie zabliźniły. Poczuła pustkę. 

–  Kiedyś  zrozumiesz,  że  to  była  jej  wina,  że  to  ona  nie  potrafiła  stworzyć  prawdziwego 

związku, że to jej, nie tobie, czegoś brakowało. Czegoś, co naprawdę się liczy – powiedziała. 

Hayden przez chwilę milczał, skupiony na prowadzeniu jachtu. 
– Gdybyś na czas nie przekonała się, że Tony jest babiarzem, pewnie byłabyś już jego żoną – 

mruknął jakby do siebie. 

–  Wyjdę  za  mąż,  gdy  spotkam  właściwego  mężczyznę  –  obruszyła  się.  Poczuła  się  nieco 

urażona tym, co przed chwilą powiedział. 

– I nadal będziesz ślepo podążać w kierunku, który wskaże ci ten pierścionek? 
– Nie podążam ślepo, jak mówisz. Nie jestem też wariatką. 
Kiedyś się jeszcze o tym przekonasz – zapewniła. 
Hayden raptownie objął ją wpół i przyciągnął do siebie. 
– Możesz to udowodnić nawet w tej chwili. 
Nie rozumiejąc, o co mu chodzi, zdjęła ciemne okulary, żeby mu się lepiej przyjrzeć. 
– O czym ty mówisz, Hayden? Wyłączył silnik i zaczęli dryfować po zatoce. 
– O pierścionku. Wyrzuć go za burtę i zapomnij o wizjach. 
Zaczniemy  najprościej,  jak  można,  jak  kobieta  z  mężczyzną,  bez  tego  zbędnego, 

romantycznego balastu. Zobaczymy, może nam się uda... 

Jego  propozycja  wydała  jej  się  zarazem  kusząca  i  przerażająca.  Owszem,  coś  ją  w  nim 

pociągało, czuła do niego coś, czego nie było jej dane czuć w stosunku do żadnego  faceta. Ale 
czy  działo  się  tak  za  sprawą  pierścionka,  czy  też  po  prostu  się  w  nim  zakochała?  Nie  miała 
pojęcia.  Gdyby  więc  wyrzuciła  klejnot,  a  potem  okazałoby  się,  że  Hayden  nie  jest  właściwym 
człowiekiem, to za błąd mogłaby winić już tylko samą siebie. 

–  Jeśli  teraz  wyrzucę  pierścionek,  prawdopodobnie  nigdy  nie  rozwikłamy  tej  zagadki  – 

stwierdziła. 

– Tak właśnie myślałem. – Nawet nie próbował ukryć zawodu. – Używasz tego pierścionka 

jako tarczy ochronnej, a tak naprawdę nie masz odwagi mi zaufać, tak jak i innym facetom. 

–  Być  może  –  szepnęła  bezradnie.  –  Ale  pierścionek  posiada  jakąś  nie  znaną  moc.  Moja 

babcia bardzo w to wierzyła.. 

–  Ech,  do  czorta!  –  Zaklął  jak  marynarz.  –  W  takim  razie  wierz  sobie  w  te  wszystkie 

romantyczne brednie, a ja i tak swoje wiem. Tym, co naprawdę łączy kobietę i mężczyznę, jest... 

Claudia  z  niemą  fascynacją  przyglądała  się,  jak  pochyla  głowę,  a  potem  zdołała  tylko 

westchnąć, gdyż ich usta spotkały się. Smak jego pocałunku rozpalił w niej namiętność i sprawił, 
ż

e nie mogła mu się oprzeć. 

Nagle łodzią zakołysało, Claudia straciła równowagę i wylądowała na fotelu, pociągając  za 

sobą Haydena. Wziął w dłonie jej twarz i powiedział: 

– Rozumiesz już, o czym mówiłem? Oto prawdziwa moc, która łączy kobietę i mężczyznę. 
Rzeczywiście,  potężna,  pomyślała  Claudia.  Tak  potężna,  że  miała  ochotę  chwycić  go  za 

koszulkę,  przyciągnąć  do  siebie,  poczuć  ciężar  jego  ciała  i  smak  pocałunków.  Miała  ochotę  na 
znacznie, znacznie więcej... 

– Ta moc to pożądanie, Hayden. 
Jego dłonie ześliznęły się do piersi. Wziął je w dłonie, jak bierze się jabłka. 
– Ale ono jest prawdziwe, autentyczne, namacalne. 
Potrząsnęła głową. Miała wrażenie, że jej serce ściska żelazna obręcz. 
– Miłość też taka jest. Tylko że ona mieszka w naszych sercach. 

background image

–  Nie  wierzysz  w  to  tak  samo,  jak  ja  w  to  nie  wierzę,  Claudio.  –  Jego  twarz  miała  teraz 

surowy wyraz. 

– Nieprawda, Hayden! Nieprawda! 
Pochylił  się,  żeby  ponownie  ja  pocałować,  jednak  Claudia  wyrwała  mu  się  i  uciekła  do 

kabiny. Usłyszał tylko trzaśniecie drzwi do sypialni. 

Co ja robię, u licha? Jeszcze parę minut wcześniej zwyczajnie ze sobą rozmawialiśmy i nagle 

myślałem tylko o tym, że chcę się z nią  kochać.  Nie, nie uprawiać seks, lecz się  kochać. Przed 
sobą mógł przyznać – to nieprawda, że jest niezdolny do miłości, że wszystko, czego można się 
po nim spodziewać, to tylko czysty seks. Tak bardzo bał się zaangażować, tak bardzo się bał, że 
pokocha kobietę i znów zostanie zraniony. 

Stanął przy sterze i włączył silnik. Gwiezdny Pył zaczął rozcinać fale, prując na południe. 
 
W  kajucie Claudia rzuciła  się na łóżko i zakryła twarz dłońmi. Nie do  końca  rozumiała, co 

wydarzyło się między nią a Haydenem. 

 
Gdy zaczął ją całować, rozpaliła siew niej taka namiętność, że wszystko przestało być ważne. 

Wszystko prócz tego, że pragnęła się z kim kochać. Ale jego słowa ostudziły zapał niczym kąpiel 
w  lodowatej  strudze  w  upalny  dzień.  Jemu  nie  zależało  na  miłości,  on  pragnął  tylko  seksu,  jak 
Tony. Westchnęła i spojrzała na pierścionek. Ten przeklęty opal znów wyprowadził ją w pole. 

– Och, babciu – jęknęła. – To nie jest dar miłości, ale klątwa, z którą nie mogę dłużej żyć! 
Podjęła decyzję i zerwała się z sofy. Nie było sensu tego przeciągać. Postanowiła powiedzieć 

Haydenowi,  żeby  zawrócił  jacht  i  wysadził  ją  w  Port  O’Connor.  Od  tej  pory  da  sobie  spokój  z 
pierścionkiem  i  próbami  znalezienia  sensownego  wytłumaczenia  wizji.  A  przede  wszystkim  da 
sobie spokój z Haydenem. 

Już położyła rękę na klamce, gdy nagle zakręciło jej się w głowie tak, że musiała się oprzeć o 

ś

cianę.  Otaczające  ją  przedmioty  jakby  się  rozpłynęły.  Wtem  zobaczyła  przed  sobą  wysokiego, 

dobrze zbudowanego mężczyznę, który wyglądał jak Hayden. Teraz jednak wiedziała, że to nie 
Hayden,  lecz  jego  dziadek  William.  Miał  około  czterdziestu  lat  i  był  w  mundurze  w  kolorze 
khaki. Na kołnierzyku lśniły jakieś srebrne znaki. 

– Czego chcesz? – zapytała przerażona. – Co chcesz mi powiedzieć? 
Ale  mężczyzna  nie  odpowiedział.  Claudia  właściwie  nie  liczyła  na  odpowiedź,  nigdy 

wcześniej w swoich wizjach nie słyszała głosów, a jednak była pewna, że on chce jej przekazać 
jakąś wiadomość.  W jego oczach  kryło się dziwne napięcie. – Po  co do  mnie przychodzisz?! – 
zawołała. 

– Claudio, czy wszystko w porządku? – Głos Haydena brzmiał jakby z oddali. 
Drżała, pot spływał jej po skroniach. W głowie wszystko wirowało, bała się, że zaraz stanie 

się coś strasznego, nieprzewidywalnego. 

– Co się dzieje, Claudio?! – Hayden wpadł do środka i złapał ją, gdy osuwała się na podłogę. 

Posadził ją na koi. – Co ci jest? Masz chorobę morską? – Patrzył na nią z niepokojem. 

– Znów miałam wizję. – Otarła dłonią zroszone potem czoło. 
– Powiedz, co widziałaś! 
– Nie. I tak byś mi nie uwierzył – wyszeptała. – Zawróć łódź i odwieź mnie do portu, tylko 

tego od ciebie oczekuję. 

Popatrzył  na  nią  dziwnie  i  wyszedł  na  pokład.  Spodziewała  się,  że  łódź  wykona  zwrot,  ale 

zamiast tego silnik ucichł i szczęknął łańcuch kotwicy. 

Claudia starała się opanować. 
– Proszę, napij się, to ci dobrze zrobi – usłyszała nad głową głos Haydena. W dłoni trzymał 

background image

butelkę zimnego piwa. 

– Nie, dziękuję i tak mi się kręci w głowie. 
– Wypij, to ci powinno pomóc – powtórzył. 
Claudia posłusznie wypiła kilka łyczków. Była zbyt słaba, by się z nim spierać. Faktycznie, 

zimny napój sprawił, że nieco uspokoiła myśli. 

– Już mi lepiej – mruknęła. – Zawróć teraz i odwieź mnie do domu. 
– Do domu? To znaczy do mnie, czy też miałaś na myśli Fort Worth? 
Łzy złości i rozpaczy zapiekły ją pod powiekami. Usiadł koło niej na koi. 
–  Dobrze  –  powiedział  łagodnie.  –  Dziś  wieczorem  zabiorę  cię  do  mojego  domu,  a  jutro 

będziesz mogła złapać samolot do Fort Worth. 

Ale teraz opowiedz mi o swojej wizji. Co widziałaś? 
– Nie jestem w nastroju – mruknęła. 
Wziął jej brodę w palce i odwrócił tak, by Claudia na niego spojrzała. 
– Weszłaś na tę łódź po to, by się czegoś dowiedzieć – powiedział powoli, ale dobitnie. – Nie 

ma potrzeby z tego rezygnować. 

– Masz rację – powiedziała, zaciskając palce na butelce. – Przynajmniej tyle jestem ci winna. 
– Nic mi nie jesteś winna – odparł. – Po prostu opowiedz, co tu zaszło. 
Potrząsnęła głową, jakby ciągle jeszcze nie mogła zebrać myśli. 
– Postanowiłam powiedzieć ci, żebyś odwiózł mnie do domu – mówiła powoli. – Wstałam, 

ale ledwie się podniosłam, zawirowało mi w głowie i nagle zobaczyłam twojego dziadka. 

– Skąd wiesz, że to był on? – Popatrzył na nią z niedowierzaniem. 
– Przedtem nie byłaś tego pewna... 
– Był w mundurze, na kołnierzyku lśniły jakieś srebrne insygnia, 
jakby ptak... w każdym razie coś ze skrzydłami – odpowiedziała. – Poza tym już wiem, jaka 

jest różnica między wami. Jestem pewna, że to nie ty. Hayden pobladł. Wyglądał tak, jakby teraz 
on był bliski omdlenia. 

– Hayden? Źle się czujesz? – zaniepokoiła się. 
–  Nie,  nie  –  potrząsnął  głową.  –  To,  co  widziałaś  na  mundurze  Williama,  to  były  srebrne 

skrzydła – wydusił zdławionym głosem. 

– Skąd wiesz? – zdziwiła się. 
– Mój dziadek w czasie wojny służył w lotnictwie – wyjaśnił. 

 
 

background image

Rozdział 8 

 
– Hayden! – Zacisnęła z podnieceniem palce na jego dłoni. – Przecież nigdy nie mówiłeś, że 

twój  dziadek  był  żołnierzem.  Czy  teraz  wierzysz  mi,  że  cię  nie  oszukiwałam?  Wiem  to  tylko 
dzięki tej wizji... 

– Chcę ci coś pokazać, zanim odpowiem na to pytanie. Dasz radę wstać? 
– Tak, już wszystko w porządku. 
Pomógł jej podnieść się z koi, a potem wyprowadził na pokład. Fale lekko kołysały łodzią, a 

wieczorne słońce całkiem mocno przygrzewało. Claudia zmrużyła oczy. 

– Widzisz tę wyspę, dokładnie na południe od nas? Rzeczywiście, jakieś dwieście metrów od 

nich była wyspa, a na niej pomalowane na biało zabudowania. 

– Tak, widzę. I co to jest? – zapytała zaciekawiona. – Przystań rybacka? 
– Nie. To Matagorda Island. Ciągnie się na długości sześćdziesięciu kilometrów wzdłuż lądu. 

Teraz  jest  to  rezerwat  przyrody,  ale  kilkadziesiąt  lat  temu  była  tam  baza  lotnicza.  Tu  właśnie 
stacjonował mój dziadek. Służył tu chyba rok. 

Gdy  weszła  do  biura  Haydena,  zaskoczona  stwierdziła,  że  to  on  występuje  w  jej  wizjach. 

Było  to  dla  niej  wielkie  zaskoczenie,  ale  teraz  emocje  sięgnęły  zenitu.  –  To  po  prostu 
niesamowite! Kilka minut temu twój dziadek wydawał mi się tak realny, że próbowałam do niego 
mówić. – Ścisnęła go za ramię. – To musi być to miejsce! 

– Rzeczywiście, stało się tu coś niezwyczajnego. – Hayden potarł dłonią policzek. 
– Czy to znaczy, że mi wierzysz? – Claudia niemal podskoczyła. 
Hayden zawsze uważał się za człowieka rozsądnego i mocno stąpającego po ziemi. Wiara w 

wizje to sprawa fantastów. A jednak nie dało się zaprzeczyć, że tego, co się działo z Claudią i jej 
pierścionkiem, nie można wytłumaczyć w racjonalny sposób. 

– Chyba tak... – przyznał w końcu. – Nie wiedziałaś, że mój dziadek był pilotem i nie mogłaś 

wiedzieć o istnieniu tej wyspy. 

– A jednak nie jesteś do końca przekonany. – Była trochę zawiedziona. 
– Istotnie, nie jestem. Po prostu nie mogę zrozumieć, co to wszystko znaczy i co cię łączy z 

Williamem Bedfordem. 

Spojrzała  na  wyspę  i  spróbowała  wyobrazić  sobie,  jak  to  miejsce  wyglądało  przed  prawie 

sześćdziesięciu  laty.  Dziadek  Haydena  był  wtedy  młodym  człowiekiem,  miał  przed  sobą  całe 
ż

ycie... 

– Czy William był wtedy żonaty? – zapytała z zaciekawieniem. 
– Nie, ożenił się z babcią dopiero po zwolnieniu z wojska, na rok przed zakończeniem wojny 

– odparł Hayden. – Brał udział w działaniach wojennych? 

–  Tak,  ale  nigdy  mi  o  tym  nie  opowiadał.  Nie  wiem,  czy  dlatego,  że  były  to  bolesne 

wspomnienia, czy też chciał zapomnieć. A ja też go nie wypytywałem. – Spojrzał na nią. – Potem 
zacząłem  dorosłe  życie,  mieliśmy  inne  sprawy  na  głowie.  Firma  nafciarska  była  już  dobrze 
rozkręcona, więc rozmawialiśmy o pracy, no i oczywiście o łowieniu ryb i pływaniu. 

– Czy byłeś kiedyś na tej wyspie? – zaciekawiła się. 
– Parę razy. W budynkach mają swą siedzibę służby ochrony przyrody, ale przed laty to były 

baraki, w których mieszkali lotnicy. 

– To nie była chyba duża baza... – Uważnie przyglądała się wyspie. 
–  Część  została  pewnie  rozebrana,  gdy  jednostkę  przeniesiono  w  inne  miejsce.  Ale  wiele 

domów  zmiótł  huragan  Carla,  szalejący  w  1962  roku.  Lotnisko  jest  jednak  w  bardzo  dobrym 
stanie. Czy chciałabyś przybić do brzegu i obejrzeć wyspę? 

background image

–  Wydaje  mi  się,  że  nie  powinniśmy  spędzać  ze  sobą  więcej  czasu,  niż  to  konieczne  – 

odparła, choć tak naprawdę ten pomysł bardzo jej się spodobał. 

– Nie rozumiem, to co my tu razem robimy? 
–  Oboje  wiemy,  co  każde  z  nas  powinno  robić,  tylko  tak  się  złożyło,  że  na  chwilę  o  tym 

zapomnieliśmy. 

– Jeśli mówisz o tym maleńkim epizodzie między nami, to się nie przejmuj. 
– I to mnie pewnie miało pocieszyć? Miało mi się pewnie zrobić od tego lżej na duszy? 
Hayden bezradnie rozłożył ręce. 
– A czego oczekiwałaś, Claudio? Jesteśmy zupełnie różni. 
Myślimy inaczej. Chcemy czego innego... 
– Doprawdy? 
– Ty żyjesz w świecie jak z baśni, a ja chcę czegoś konkretnego. 
– „Coś konkretnego" to seks, jak sądzę? 
– Skoro pytasz o to w taki sposób, owszem – przyznał bez ogródek. – Nie będę oszukiwał, że 

cię nie pragnę. I sądzę, że i ty minęłabyś się z prawdą, mówiąc, że nie pragniesz mnie. 

–  Być  może  masz  rację  –  odparła  pełnym  napięcia  tonem.  –  Ale  dla  mnie  to  stanowczo  za 

mało. Seks bez miłości nie jest nic wart. 

–  Czy  nie  jesteś  w  tym  moralizatorstwie  cokolwiek  nazbyt  staroświecka?  Oboje  jesteśmy 

dorosłymi ludźmi, mającymi swoje pragnienia i potrzeby. Czy jest coś złego w tym, że chcemy je 
zaspokoić? 

Nie  byłoby  w  tym  nic  złego,  gdyby  tylko  mnie  kochał,  pomyślała  Claudia.  Ale  to  przecież 

niemożliwe. 

Wystawiła twarz do wiatru w nadziei, że dzięki temu jej zmysły nieco ochłoną. 
–  Niektórym  być  może  to  odpowiada,  ale  nie  mnie.  Potrzebuję  miłości,  a  nie  tylko  seksu. 

Ż

eby  ofiarować  swe  ciało  mężczyźnie,  muszę  czuć,  że  łączy  nas  duchowa  i  emocjonalna  więź. 

Jeśli znalezienie odpowiedniego kandydata wymaga czasu, to trudno, poczekam. 

Słuchając tych słów, Hayden obserwował jej cudowny profil. Przyszło mu na myśl, że póki 

nie spotkał Sandry, szukał właśnie takiej kobiety jak Claudia. Może gdyby wtedy ją poznał, jego 
ż

ycie  potoczyłoby  się  inaczej?  Może...  jednak  co  się  stało,  to  się  nie  odstanie,  i  teraz  bał  się 

oddać serce kobiecie. 

– Tak jak mówiłem, chcemy czego innego. – Wstał, podszedł do masztu i zaczął odwiązywać 

ż

agle. 

– Co robisz? – spytała. 
– Stawiam żagle. Popłyniemy na drugą stronę wyspy. Zawiniemy do brzegu i zjemy lunch. 
Claudia nie protestowała. W końcu gdzieś musieli zjeść lunch, a pozostawanie z nim sam na 

sam na łódce nie było ani trochę łatwiejsze niż lunch we dwoje na wyspie. A poza tym, kto wie, 
może William Bedford nawiedzi ją ponownie i pozwoli zrozumieć, o co mu chodzi... 

Ponieważ  nie  miała  pojęcia  o  żeglowaniu,  usadowiła  się  w  rogu  kokpitu.  Hayden  postawił 

ż

agle,  podniósł  kotwicę  i  obrał  kurs  na  wschód.  Po  dwu  kwadransach  okrążyli  cypel  wyspy  i 

płynęli  wzdłuż  jej  wewnętrznego  brzegu.  Plaże  wydawały  się  zupełnie  puste  i  gdyby  nie 
majacząca  w  oddali  sylwetka  frachtowca,  mogliby  pomyśleć,  że  znaleźli  się  gdzieś  pośrodku 
oceanu, w zupełnie innym świecie. 

–  Nie  możemy  przybić  do  brzegu,  jest  za  płytko  –  powiedział  Hayden,  ściągając  żagle.  – 

Rzucamy kotwicę. Zdołasz dojść? 

– Oczywiście, zresztą woda wygląda tu cudownie. Lepiej, żebym poszła w butach czy mogę 

boso? 

–  Zostań  w  butach.  Dzięki  temu  unikniesz  pokaleczenia  stóp,  gdybyś  trafiła  na  jakieś 

background image

niebezpieczne zwierzę. 

– A są tu rekiny? 
– Naturalnie, ale na tak płytkie wody wypuszczają się tylko młode, nieduże sztuki. Takie do 

dwu metrów. 

– Są niebezpieczne? 
– Bez obaw, Claudio. – Hayden roześmiał się. – Nie pozwolę, aby cokolwiek ugryzło cię w 

nogę, chyba że będę to ja sam. 

– Hayden, obiecałeś... –  Gdyby  w ten sposób zażartował inny  mężczyzna, na pewno by się 

roześmiała,  w  ustach  Haydena  jednak  miało  to  zupełnie  inną  wymowę.  Znów  czuła  się  jak 
nastolatka, której nie traktuje się do końca poważnie. 

–  Przepraszam,  jestem  trochę  podenerwowana.  Chciałabym  tylko  nam  obojgu  oszczędzić 

kłopotów. 

–  Wiem,  Claudio.  Nie  przejmuj  się.  Chodź,  pójdziemy  na  brzeg,  zjemy  lunch,  zobaczysz, 

będzie fajnie. 

Po chwili, trzymając się za ręce, brnęli przez wodę. 
– Tak trudno uwierzyć, że była tu kiedyś baza – powiedziała,  gdy znaleźli się na brzegu. – 

Wszystko trzeba było dowozić z ładu. A skąd czerpano wodę pitną? 

– Nie wiem, ale myślę, że muszą tu być jakieś źródła, bo na wyspie mieszka wiele gatunków 

zwierząt.  Są  tu  nawet  aligatory.  –  Ruchem  głowy  wskazał  zarośla  kilkadziesiąt  metrów  w  głąb 
plaży. – A tam często spotkać można także grzechotniki. 

– Naprawdę? – upewniała się, choć czuła, że tym razem Hayden nie żartuje. 
– Tak, ale musisz przyznać, że wyspa jest dzika i piękna. 
– O tak, bardzo. Cieszę się, że tu przypłynęliśmy. 
– Nie jest ci za gorąco? 
– Nie, jest w sam raz – odparła, bo choć słońce jeszcze mocno przygrzewało, morska bryza 

mile ochładzała powietrze i dawała wytchnienie. 

– To dobrze. Martwiłem się o ciebie, no wiesz, na łodzi. .. gdy miałaś tę wizję. 
Powiedzenie,  że  się  martwił,  było  w  tym  wypadku  eufemizmem.  Gdy  otworzył  drzwi  do 

kabiny,  był  po  prostu  przerażony.  Bał  się,  iż  Claudia  straci  przytomność  albo  przestanie 
oddychać.  Uświadomił  sobie  wtedy,  jak  bardzo  zależy  mu  na  niej,  jak  pusty  byłby  jego  świat, 
gdyby nigdy nie miał jej już zobaczyć. 

– Niepotrzebnie się denerwowałeś. Zakręciło mi  się w  głowie i  ogarnął  mnie strach, ale po 

chwili wszystko wróciło do normy. 

– Claudio, posłuchaj, chcę cię przeprosić za to, co powiedziałem wcześniej. Ja... 
– Daj spokój, Hayden. Zapomnijmy o tym. 
–  Nie,  nie  potrafię  zapomnieć.  Wierz  mi,  nie  wiem,  co  mnie  napadło.  Chyba  nawet  nie 

pamiętam, co ci powiedziałem. 

– Chciałeś, żebym wyrzuciła pierścionek do wody. 
–  Nie  wiem  już,  co  myśleć  o  tym  opalu  i  jego  magicznej  mocy.  Z  całą  pewnością  nie 

zachowuję się tak jak zwykle, ale... – przerwał, po czym przysunął się do niej na tyle blisko, by 
móc ją wziąć za rękę – ... ale ty masz nade mną znacznie większą władzę niż ten kamień. 

– I to ci nie daje spokoju? – spytała z żalem. 
–  Tak  –  przyznał  otwarcie.  –  Jesteś  młodą,  piękną  kobietą.  Przed  tobą  przyszłość.  Nie 

powinnaś  zawracać  sobie  głowy  znacznie  od  siebie  starszym,  zgorzkniałym  rozwodnikiem. 
Powinnaś znaleźć sobie kogoś, kto wierzy, że wszystko w życiu dobrze się kończy. 

 
Przygnębienie malujące się na jego twarzy sprawiło jej nieznośny ból. Zrozumiała, że nigdy 

background image

nie  będzie  szczęśliwa,  jeśli  on  nie  zazna  szczęścia.  Odkrycie  tego  było  tak  niespodziewane,  a 
jednocześnie tak realne,  że przez dłuższą chwilę  nie była w stanie nie powiedzieć  ani wykonać 
ż

adnego ruchu. W końcu wyciągnęła rękę, by czule pogładzić jego skroń. 

– Ty też mógłbyś w to uwierzyć, Hayden. Oboje byśmy w to wierzyli. 
Oczy mu posmutniały. Takiego go jeszcze nie widziała. 
– Nie, Claudio. Zbyt wiele przeżyłem, zbyt często spotykał mnie w życiu zawód, bym mógł 

w to uwierzyć. A ty... 

– Hayden, dlaczego pozwalasz, by Sandra nadal niszczyła twoje życie? 
– To nie Sandra. Z pewnością rozwód wywołał pewien uraz, ale nie taki, bym nie mógł sobie 

z nim poradzić. 

– A więc co? – Dotknęła jego policzka. 
–  Kiedy  tracimy  rodzinę  –  matkę,  ojca,  żonę  –  zaczynamy  rozumieć,  że  możność  kochania 

drugiego  człowieka  to  dar.  Dar  od  losu.  Jeden  go  dostaje,  a  drugi  nie.  Mnie  się  widać  nie 
poszczęściło  i  nie  ma  już  we  mnie  siły,  dzięki  której  mógłbym  wierzyć,  że  jeszcze  będę  kogoś 
kochał. 

Nie  mógł  tego  ująć  dosadniej,  pomyślała  Claudia.  Tak  więc  powinna  zapomnieć  o 

wszystkim, co się między nimi zdarzyło, bo zdecydował, że w jego sercu nie będzie już miejsca 
dla nikogo. Słuchając głosu rozumu, powinna to zaakceptować, ale nie potrafiła. 

 
Nim  się  spostrzegła,  już  stał  się  częścią  jej  życia.  Nie  pozwoli,  by  się  teraz  rozstali, 

przynajmniej nie bez walki. 

–  Ja  też  tak  myślałam  po  rozstaniu  z  Tonym.  Ale  teraz  wiele  się  zmieniło  –  dodała 

niepewnie. 

– To dobrze, że przynajmniej ty nie masz zrujnowanego życia. 
Miała ochotę krzyknąć, że i przed nim całe życie, a potem przytulić się do niego, całować go, 

ofiarować  mu  całe  serce,  wszystkie  te  bezcenne  uczucia,  których  los  mu  poskąpił.  Ale  instynkt 
podpowiadał, że zbyt wiele się dzisiaj między nimi zdarzyło, że powinna dać mu czas. 

Wzięła kilka głębszych oddechów i powiedziała: 
– Jeśli skończyłeś jeść, to możemy się przejść. Chciałabym zobaczyć wyspę. 
Zmiana tematu najwyraźniej sprawiła Haydenowi ulgę. 
–  Około  półtora  kilometra  stąd  jest  droga,  która  wiedzie  w  głąb  wyspy.  Jestem  gotów, 

możemy ruszać – oznajmił ochoczo. 

Po  mniej  więcej  dwudziestu  minutach  stali  na  czymś,  co  niegdyś  było  pasem  startowym, 

ciągnącym  się  ze  wschodu  na  zachód.  Trochę  dalej  przecinał  go  pod  kątem  prostym  drugi, 
biegnący z północy na południe. Wszystko porastały teraz gęste, kolczaste zarośla. 

–  Niezwykłe  miejsce  –  powiedziała  Claudia.  –  Takie  opuszczone  i  tajemnicze.  Ale 

wystarczy, że zamknę oczy, a widzę startujące samoloty, słyszę ich przejmujący huk. 

–  To  tylko  niewielki  fragment  całej  sieci  pasów  startowych.  W  innej  części  wyspy  jest  ich 

znacznie więcej. 

 
Claudia  otarła  rękawem  pot  z  czoła.  Było  jej  gorąco,  czuła  się  nieco  zmęczona,  ale 

zadowolona, bo z każdą chwilą upewniała się, że tu, na wyspie było źródło jej dziwnych wizji. 

– Czy dziadek opowiadał ci kiedyś o pobycie w tutejszej bazie?  
– Nie przypominam sobie – odparł Hayden, pociągając parę łyków wody. 
Widać było, że i on jest zmęczony. 
– Zapewne mówił o tym mojemu ojcu, ale nam to nic teraz nie da. 
–  Cały  czas  zastanawiam  się,  jaki  jest  związek  między  tym  miejscem  i  twoim  dziadkiem  a 

background image

moim pierścionkiem. 

–  Też  nad  tym  myślałem  i  nie  mam  pojęcia,  co  mój  dziadek  mógłby  mieć  wspólnego  z 

klejnotem twojej babki – wzruszył ramionami. 

Claudia  bezwiednie  dotknęła  kamienia,  jak  gdyby  w  oczekiwaniu,  że  pomoże  jej  znaleźć 

odpowiedź na te pytania. 

– Może twój dziadek kupił go swojej żonie? Czy w czasie wojny już się znali? 
– Jestem prawie pewien, że poznali się w szkole średniej. 
Pamiętam  też,  jak  babcia  mówiła,  że  bardzo  przeżyła  udział  dziadka  w  wojnie.  A  więc  na 

pewno poznali się, zanim dziadek trafił do wojska. 

– Zatem mogło być tak,  że dziadek zdobył  gdzieś na wojnie ten  pierścionek, lecz  z jakichś 

powodów nie dał go twojej babci albo dał, a ona go później sprzedała. 

Hayden potrząsnął głową. 
– Babcia była bardzo sentymentalną osobą, nigdy by nie oddała niczego, co dostała od kogoś 

w  prezencie.  A  już  z  pewnością  nie  pozbyłaby  się  pierścionka,  który  podarował  jej  dziadek. 
Głowę dałbym sobie uciąć. 

– Betty Fay też by tego nie zrobiła – przyznała Claudia. – Więc ta teoria upada. 
– Czy pierścionek był nowy, gdy twoja babka go dostała? – dociekał. – Zastanawialiśmy się 

nad  tym  z  mamą  i  tatą  wiele  razy.  Moja  mama  uważa,  że  Betty  Fay  kupiła  go  w  jakimś 
lombardzie i wymyśliła sobie potem całą tę romantyczną historię. 

– Nareszcie kobieta obdarzona zdrowym rozsądkiem – mruknął pod nosem Hayden. 
– Kto? Moja babcia czy matka? 
– Oczywiście matka. Ale to nie tłumaczy twoich wizji – dodał, widząc wyraz jej twarzy. 
Obudziła się w niej nadzieja. Skoro potrafił na tyle się otworzyć, by zacząć jej wierzyć, być 

może będzie w stanie również jeszcze kogoś pokochać. 

– A jakieś listy, może dziennik? Przecież William musiał do kogoś pisać, gdy przebywał tu w 

bazie. – Spojrzała na niego z nadzieją w oczach. 

–  Przykro  mi,  Claudio  –  pokręcił  głową.  –  Nawet  jeśli  coś  takiego  było,  to  przepadło  w 

pożarze.  W  latach  osiemdziesiątych  dom  moich  dziadków  spalił  się  i  wszystkie  pamiątki 
spłonęły. 

– No tak, w ten sposób nic już się nie znajdzie – westchnęła z rezygnacją. 
Była tak bardzo rozczarowana, że Haydenowi zrobiło się przykro. 
 
Co się z nim stało? Wystarczyły dwa dni, by od przekonania, że ma do czynienia z oszustką, 

doszedł  do  zaakceptowania  zupełnie  nieprawdopodobnej  historii.  I  nawet  jest  mu  szczerze 
przykro,  że  dowody  zaginęły.  Wiedział,  że  to  nieracjonalne  i  pozbawione  sensu  uczucie,  ale 
miłość nie musi być racjonalna ani sensowna. Miłość? Była to tak zaskakująca myśl, że odrzucił 
ją natychmiast. Przecież się niej nie zakochałem?! I nie zakocham się, postanowił. Jest piękną i 
atrakcyjną  kobietą,  miło  taką  trzymać  w  ramionach  i  całować,  czuć,  że  jej  to  też  sprawia 
przyjemność, ale... Nie powinien jednak mieszać tych dwóch rzeczy. Pociąg do pięknej kobiety 
jest  czymś  naturalnym,  a  zakochanie  –  przynajmniej  w  jego  przypadku  –  zupełnie 
niedopuszczalne. 

– Wracajmy na jacht. – Wziął ją pod ramię. – Robi się ciemno, a przed  nami jeszcze długa 

droga do San Antonio. 

Wracamy z pustymi rękami, pomyślała Claudia. Jutro wsiądę do samolotu lecącego do Fort 

Worth i pożegnam się z Haydenem. Spróbuję poskładać swoje życie, ale czy mi się to uda? Myśl, 
ż

e już nigdy nie zobaczy Haydena Bedforda, rozdzierała jej serce. 

– Tak, chyba nic innego nam nie pozostaje – powiedziała smutno. 

background image

Nagle krzyknęła i chwyciła się za głowę. Hayden błyskawicznie objął ją ramieniem. 
– Claudio! Co się dzieje? Znów masz wizję? – pytał z niepokojem. 
–  Nie  wiem.  Nie  widzę  twojego  dziadka,  ale  pociemniało  mi  przed  oczami...  –  Zamknęła 

oczy. – Tak, teraz coś widzę... 

– Łódź? Biały dom? – dopytywał się. 
– Nie... – Starała się skupić, by wyostrzyć obraz. – Zeszyt, jakiś zeszyt. Tak, to dziennik! Jest 

na łodzi! 

– To niemożliwe. Po śmierci dziadka usunąłem z jachtu wszystko, co do niego należało. 
– Musiałeś go nie zauważyć. – Kurczowo chwyciła go za ramię, wbijając boleśnie paznokcie. 

– W jakimś ciemnym kącie... jest tam na pewno... musimy go odnaleźć! 

– Dobrze, już dobrze – usiłował ją uspokoić. – Ale żebyś nie była rozczarowana, jeśli nic nie 

znajdziemy. 

– Wiem, że tam jest – odpowiedziała z mocą. 
Mimo  upału  biegli  przez  wodę  w  stronę  łodzi.  Kiedy  zdyszani  wpadli  na  pokład,  Hayden 

zaproponował, by przeszukała sypialnię, on postanowił sprawdzić cały górny pokład łodzi. 

Claudia  systematycznie  zaglądała  pod  materace,  do  szuflad,  obejrzała  każdy  kąt.  Z  każdą 

minutą  pewność,  że  odnajdzie  dziennik,  topniała.  Może  naprawdę  zwariowała?  A  nawet  gdyby 
udało  im  się  go  odnaleźć,  co  by  to  dało?  Czy  po  tylu  latach  leżenia  w  wilgoci  byłby  w  ogóle 
czytelny? Po godzinie wyszła na pokład z poczuciem więcej niż przegranej. Zobaczyła Haydena 
leżącego na brzuchu i zaglądającego do komory silnika. 

– Widzisz coś? 
– Nic. A ty coś znalazłaś? – wysapał. 
–  To  szukanie  igły  w  stogu  siana.  Jest  tu  tyle  miejsc,  w  których  dziadek  mógł  ukryć 

dziennik... A może się pomyliłam, może to nie była wcale ta łódka? Powinniśmy sobie dać z tym 
spokój – dodała smętnie. – Robi się ciemno, może lepiej wracajmy. 

– Zajrzę jeszcze w jedno miejsce i podnosimy kotwicę – powiedział Hayden. 
Claudia  czuła  się  beznadziejnie  głupio,  patrząc,  jak  Hayden  wciska  głowę  w  skrytkę  przy 

sterze. 

– Zaglądałem tu dziesiątki razy, ale żeby mieć czyste sumienie, zajrzę tu jeszcze raz. 
–  Dobra,  kończymy,  nic  tu  nie  ma  –  stwierdziła.  –  Chyba  zrobię  to,  co  mi  wielokrotnie 

radziła matka – westchnęła z rezygnacją. – Wrócę do domu i pójdę do dobrego psychiatry. 

– Do diabła, Claudio – zduszonym głosem zawołał Hayden. 
Ciągle tkwił z głową wciśniętą pod klapę schowka. – Nie jesteś stuknięta, tylko romantyczna. 
– Sam przecież nie tak dawno uważałeś, że jestem nienormalna – przypomniała. 
– Dlaczego kobiety pamiętają każde słowo, które usłyszą? Byłem wtedy mocno rozdrażniony 

i z pewnością powiedziałem wiele głupich i nieprzemyślanych rzeczy. Ale wtedy cię jeszcze nie 
znałem. 

A więc zmienił zdanie na mój temat, uświadomiła sobie. 
– Potrafisz przyznać się  do błędu. Lubię cię, Hayden – powiedziała ciepło, uśmiechając się 

do niego. Pomimo że mnie nie chcesz, dodała w duchu. 

Hayden  znów  wetknął  głowę  do  schowka.  Claudia  oparła  dłonie  na  sterze  i  spojrzała  na 

morze. Było pięknie. Zachód słońca zabarwił niebo na żółto i czerwono. Tak musi wyglądać raj. 
Nagle wiatr dmuchnął jej ostro w plecy. 

– Daj spokój, Hayden, to nie ma sensu – powiedziała. 
– Czuję, że burza wisi w powietrzu, lepiej wracajmy. 
– Tak, już kończę, zajrzę tylko do ostatniego zakamarka – Stęknął. 
– Zaraz, tam coś jest... ciekawe... pewnie stara skrzynia na narzędzia... 

background image

Claudia jednym susem znalazła się przy nim. 
– Nie mogę dosięgnąć, podaj mi bosak. 
Z trudem wyciągnął skrzynkę ze schowka. Usiedli na pokładzie, gapiąc się bez słowa, jakby 

mieli przed sobą co najmniej skarb. 

–  Zamknięta  –  stwierdziła  Claudia.  Hayden  szarpnął  za  zardzewiałą  kłódkę,  ale  wcale  nie 

puszczała. 

–  W  dawnych  czasach  pewnie  wyjąłbym  czterdziestkę  piątkę  i  odstrzelił  zamek,  ale  teraz 

będę musiał użyć piłki do metalu. 

–  Jak  myślisz,  co  to  może  być?  –  Spojrzała  na  niego  podekscytowana.  –  Widziałeś  ją  już 

kiedyś? 

–  Nie,  widzę  japo  raz  pierwszy.  Być  może  to  tylko  stare  przynęty  wędkarskie  albo  jakieś 

narzędzia... Mój dziadek nigdy niczego nie wyrzucał. 

Przyniósł piłkę do metalu i zabrał się do roboty. 
–  Jeśli  to  tylko  przynęty  wędkarskie,  to  po  co  tak  porządnie  zamykał  skrzynkę?  –  Claudia 

podskakiwała z podniecenia. – Aż tak je cenił? 

– Dobra przynęta to dla wędkarza prawdziwy skarb. 
– Uśmiechnął się lekko, widząc jaka jest zaaferowana. 
–  Przenieśmy  ją  na  stolik,  tam  będziemy  mogli  wygodnie  obejrzeć  zawartość  – 

zaproponował. 

Claudia czuła, że nerwy ma napięte do granic wytrzymałości. 
– A może nie powinniśmy jej teraz otwierać – chwyciła go za rękę. – Mam złe przeczucia... 
– No co ty, Claudio?! – Spojrzał na nią zdziwiony. 
– Przejechaliśmy taki szmat drogi, przeszukaliśmy całą łódź, a kiedy jesteśmy u celu, ty się 

nagle wycofujesz? Co się stało? Już nie zależy ci na poznaniu prawdy? 

–  Zależy,  ale  boję  się...  Może  to  nie  my  mieliśmy  ją  odnaleźć  i  otworzyć?  Może  nie  była 

przeznaczona dla nas? Boję się, że wyzwolimy jakieś złe siły. 

Claudia  drżała.  Nie  wiedziała,  czy  to  z  podniecenia,  czyże  strachu.  Bała  się,  że  Hayden 

wyśmieje  jej  obawy,  ale  nie  zrobił  tego.  Otoczył  ją  ramieniem  i  przytulił  do  siebie  mocno,  by 
poczuła się bezpieczna. 

– Claudio, nie jesteś tu sama. Z pewnością nic nam się nie stanie, jestem z tobą – powiedział, 

przelewając w nią swoją odwagę i siłę. . 

Nie  jestem  sama.  I  tak  być  powinno  już  zawsze,  pomyślała.  Hayden  zachował  się  tak,  jak 

tego oczekiwała, jak powinien postąpić mężczyzna jej życia. Wprawdzie w jej wizjach pojawiał 
się  William,  ale  on  tylko  doprowadził  ją  do  mężczyzny,  którego  pokochała  i  który  był  dla  niej 
stworzony.  Do  Haydena.  Pozostało  tylko  przekonać  go,  że  wspólny  los  jest  im  przeznaczony. 
Tylko przekonać. Ale jak to zrobić? 

 
 

background image

Rozdział 9 

 
Po  chwili  Hayden  otworzył  skrzynkę  i  wysypał  jej  zawartość  na  stolik.  Wśród 

najróżniejszych  przedmiotów  Claudia  dostrzegła  oprawiony  w  skórę  dziennik  oraz  dwa  pliki 
kopert związanych niebieską wstążką. 

– O rany! Czy to rzeczy twego dziadka? 
Nie mniej podniecony Hayden wyciągnął jedną z kopert i przeczytał nazwisko adresata. 
–  List  był  do  niego  –  stwierdził,  po  czym  odwrócił  kopertę  i  odczytał  napisane  na  niej 

nazwisko nadawcy: – Berty Fay Alderson. 

Claudia poczuła, że za chwilę zemdleje z wrażenia. 
– To niemożliwe! To panieńskie nazwisko mojej babci! Hayden miał wrażenie, że za chwilę 

ziemia się rozstąpi i pochłonie ich morze. 

–  To  niewiarygodne,  ale  prawdziwe.  W  rękach  mam  przecież  dowód  –  mamrotał  z 

niedowierzaniem. 

– Czy to znaczy, że... byli kochankami? 
Bez  słowa  podał  jej  pakiet  listów,  po  czym  ostrożnie  otworzył  dziennik.  Spomiędzy  kartek 

wysunęła się pomięta czarno-biała fotografia. Zdjęcie przedstawiało młodą, ciemnowłosą kobietę 
stojącą przed dużym, białym domem, dokładnie takim, jak ten z wizji Claudii. To pewnie dom, 
którego szukałaś. – Podał jej fotografię. 

– A kobieta to zapewne twoja babka. 
–  Tak  –  potwierdziła  bez  wahania  Claudia.  –  Widziałam  wiele  jej  zdjęć  z  tego  okresu.  Nie 

mam  żadnych  wątpliwości.  –  Odwróciła  fotkę  i  przeczytała:  –  Hotel  Lafitte,  Seadrift,  Teksas, 
1943. – Wiesz, gdzie to jest? 

– Tak, to niewielkie miasteczko rybackie, jakieś trzydzieści kilometrów stąd. 
– Ach, więc to dlatego tak silnie czułam, że ten dom jest gdzieś niedaleko. Ciekawe, co tam 

robili? 

Hayden wykrzywił cynicznie usta. 
– To co inni kochankowie, gdy żołnierz dostaje trzydniową przepustkę. 
– No wiesz? – żachnęła się Claudia. – Nie jestem pruderyjna, ale żeby w ten sposób o mojej 

babci... 

Choć  nie  chciał  tego  przyznać,  on  również  był  zaskoczony.  Tylko  co  go  tak  dziwiło?  W 

końcu  dziadek  do  samej  śmierci  był  przystojnym,  pełnym  wigoru  mężczyzną,  w  dodatku 
lubiącym  kobiety.  Hayden  nie  miał  jednak  cienia  wątpliwości,  że  William  Bedford  zawsze 
postępował uczciwie i nigdy nie oszukałby żony. Jak więc mógł się kochać w babce Claudii? 

– Jak widać na zdjęciu, twoja babcia była piękną kobietą, nie dziwię się mojemu dziadkowi, 

ż

e  go  pociągała.  Ale  z  formułowaniem  dalszych  wniosków  powinniśmy  chyba  poczekać  do 

momentu, aż dowiemy się czegoś więcej – wskazał na dziennik i listy. 

Hayden zagłębił się w lekturze dziennika, a Claudia bez słowa rozwiązała wstążkę i wyjęła 

ze  stosiku  pierwszą  kopertę.  Nastał  zmierzch,  a  ona  ciągle  tkwiła  nad  listami  babki.  Wiedziała 
juz,  że  podczas  wojny  Berty  Fay  mieszkała  w  Port  O’Connor  i  pracowała  w  przetwórni  ryb. 
Wtedy  to  poznała  młodego  żołnierza,  Williama  Bedforda.  Pokochali  się  od  pierwszego 
wejrzenia,  a po jakimś czasie  w listach pojawiła  się  kwestia małżeństwa.  Zycie jednak  musiało 
widać potoczyć się inaczej, skoro ich drogi się rozeszły. 

–  Ciekawe...  w  domu  nigdy  nie  mówiło  się  o  tym,  że  Betty  Fay  mieszkała  kiedyś  na 

wybrzeżu.  Zastanawiam  się  też,  dlaczego  babcia  nikomu  słowem  nie  wspomniała  o  Williamie. 
Dlaczego trzymała to w tajemnicy, nawet po śmierci dziadka? 

background image

–  Też  się  nad  tym  zastanawiałem.  I  jedyne,  co  przychodzi  mi  na  myśl,  to  zbyt  bolesne 

wspomnienia. Może właśnie dlatego nie chcieli rozmawiać o tym z innymi. Mimo to nie potrafię 
zrozumieć, dlaczego później nigdy się nie spotkali. 

– Zastanów się, gdy mój dziadek umarł, żona Williama jeszcze żyła, prawda? 
– Tak, babcia umarła zaledwie przed rokiem. 
– Właśnie. Czas nie był łaskawy dla Betty Fay i Williama, ot co – podsumowała Claudia i na 

nowo zalała się łzami. – Z tego listu wynika, że planowali małżeństwo zaraz po wyjściu Williama 
z wojska... Tylko co się potem stało, że do tego nie doszło? Jestem pewna, że to było coś więcej 
niż tylko fascynacja i nie przestali się kochać. Sam fakt, że William zachował listy, świadczy, że 
były  dla  niego  bardzo  ważne.  A  dla  Betty  pierścionek  od  niego  był  największym  skarbem. 
Kochali się do końca życia! 

Łzy Claudii rozczuliły Haydena. Objął ją ramieniem. 
– Nie ma co rozpaczać nad tym, co mogło się zdarzyć, ale się nie zdarzyło. Nic już tego nie 

zmieni – powiedział uspokajająco. 

–  Chyba  nie  jesteś  tak  nieczuły,  by  ta  historia  nie  robiła  na  tobie  wrażenia?  –  Z 

zaciekawieniem spojrzała mu w oczy. 

Robiło  to  na  nim  wrażenie.  Większe,  niż  się  spodziewał  i  niż  skłonny  był  przyznać. 

Zwłaszcza zapiski, które William zrobił w dalszej części swojego dziennika. 

Gdzieś  w  Europie,  gdzie  rzuciła  go  zawierucha  wojenna,  William  kupił  ten  pierścionek  od 

starej  Cyganki,  która  zapewniała  go  o  niezwykłej  tajemnej  mocy  klejnotu.  Podarował  go  Betty 
Fay,  mając  nadzieję,  że  spędzą  razem  resztę  życia.  Tymczasem  po  powrocie  do  San  Antonio 
dowiedział się, że Alice jest w ciąży. Najprawdopodobniej nie było to jego dziecko, wziął jednak 
na  siebie  odpowiedzialność  za  nie.  Zapis  kończył  się  wyznaniem,  że  jego  serce  na  zawsze 
zostanie przy Betty Fay. 

Historia życia dziadka utwierdziła Haydena w przekonaniu, że w realnym życiu prawdziwa 

miłość ma niewielkie tylko szanse. Westchnął ciężko. 

– Mój dziadek spędził całe życie, tęskniąc za kobietą, którą kochał... Czy naprawdę myślisz, 

ż

e nie robi to na mnie żadnego wrażenia? 

–  Przykro  mi,  Hayden,  że  tak  pomyślałam.  Tak  mnie  to  poruszyło,  że  nie  mogłam 

powstrzymać łez. I wydawało mi się, że każdy powinien zareagować wzruszeniem. 

– Przeczytaj ten fragment – podał jej dziennik.  – To wyjaśni ci najlepiej, co zaszło  między 

moim  dziadkiem  a  twoją  babcią.  Ja  muszę  zająć  się  jachtem,  powinniśmy  wracać  do  portu. 
Claudia  wzięła  listy  i  dziennik  i  zeszła  do  sypialni.  Zapaliła  świecę  i  zaczęła  czytać.  Nad  sobą 
słyszała  trzeszczący  pokład  i  odgłosy  kroków  Haydena.  Po  chwili  Gwiezdny  Pył  pomknął  z 
wiatrem.  Kiedy  Hayden  wszedł  do  kajuty,  zastał  Claudię  bez  reszty  pogrążoną  w  lekturze. 
Podniosła załzawione oczy i zamknęła dziennik. 

– Czy dopływamy już do Port O’Connor? – zapytała, odgarniając włosy z twarzy. 
– Właśnie zacumowałem. 
Rozejrzała się dokoła zdziwiona, że nawet tego nie zauważyła. 
– Ogromnie mnie wciągnęła lektura, po prostu straciłam poczucie czasu. 
– To zrozumiałe, ja też nie mogłem o niczym innym myśleć. 
Chodź, usiądź tu koło mnie – poprosił. – Chciałbym z tobą porozmawiać. 
– Czyżbyś był na mnie zły? – zapytała z niepokojem. 
– Zły? Co ci przyszło do głowy? – Wziął jej dłoń w swoje ręce. 
– Całkowicie zdezorganizowałam ci dzień, a teraz jeszcze zburzyłam twoje wspomnienia na 

temat dziadka – powiedziała. – Uwierz, nie podejrzewałam, że sprawy mogą przybrać taki obrót. 

Ta kobieta jest dla mnie za dobra, uświadomił sobie. Nie było w niej ani krzty egoizmu. Gdy 

background image

znajdzie  już  odpowiedniego  mężczyznę,  całkowicie  się  mu  poświęci.  Dlatego  właśnie  wymaga 
takiego  samego  zaangażowania  z  jego  strony.  Hayden  zaś  wiedział,  że  niestety  raz  był  już 
mężem, nie sprawdził się i nie mógł jej dać tego, na co zasługiwała. 

– To ja chcę cię przeprosić – powiedział. 
Na twarzy Claudii odmalowało się zdziwienie. 
– Dlaczego ty? Przecież ja wpakowałam cię w to wszystko, przykro mi, że tak się stało. 
– Rzeczywiście, nie zapraszałem cię. – Potrząsnął głową. – Ale to nie usprawiedliwia mojego 

zachowania. Oskarżyłem cię o kłamstwa i podstępy. O to, że próbujesz mnie usidlić, żeby dobrać 
się do moich pieniędzy. Okropnie się z tym czuję, bo ty przez cały czas byłaś uczciwa. 

–  Nie  dziw  się  temu,  moi  rodzice  też  nie  wierzyli  w  te  wizje.  –  Dotknęła  dłonią  jego 

policzka. – Dlaczego więc ty miałbyś uwierzyć, zwłaszcza obcej osobie? 

Dlatego, że była w tobie jakaś nieopisana słodycz, odpowiedział jej w duchu. To prawda, w 

Claudii  była  dobroć,  jakiej  nie  znalazł  ani  u  Sandry,  ani  u  żadnej  innej  kobiety.  Już  tylko  to 
powinno go przekonać, jednak jego serce było zbyt zalęknione. 

–  Czuję  się  winny,  bo  to  co  mówiłem,  raniło  cię.  Nie  chcę,  żebyś  wróciła  do  Fort  Worth, 

myśląc, że jestem skończonym draniem. 

Wrócić  do  Fort  Worth?  Tylko  dwa  słowa,  a  rozpacz  tak  wielka.  Jak  ma  wrócić,  kiedy  jej 

serce na zawsze zostanie na południu Teksasu? 

– Wcale tak nie myślę. Ja... – Z trudem przełykała napływające łzy. 
– Co? – podchwycił. 
– Och, Hayden! Czy ty nie widzisz, że pokochałam cię? – Nie była w stanie dłużej nad sobą 

panować. 

– Nie! – powiedział twardo. – To ten romans sprzed lat zamieszał ci w głowie. Nie można się 

zakochać w ciągu dwóch dni. Jesteś tak wrażliwa, że to wszystko cię przytłoczyło... 

– Nie, Hayden. – Potrząsnęła głową. – Zakochałam się w tobie, zanim znaleźliśmy dziennik. 

Nie mogłabym wrócić do Fort Worth, nie mówiąc ci o tym. 

Puścił jej dłoń i przeczesał palcami włosy. 
– Wiesz przecież, co myślę o miłości i małżeństwie – powiedział z goryczą. – Twoje słowa 

tylko nas unieszczęśliwiają – A to, co dziś przeżyliśmy, niczego nie zmienia? 

– Zmienia, ale nie na tyle. 
– Ale wierzysz w moje wizje i pierścionek? 
– Po dzisiejszym dniu nie mam wyjścia. 
–  Więc  powinieneś  uznać,  że  pierścionek  doprowadził  mnie  do  ciebie  –  powiedziała  z 

naciskiem. 

– Claudio! – Poderwał się na nogi. – Sama w to nie wierzysz! 
–  Wierzę.  –  Popatrzyła  mu  prosto  w  oczy.  –  W  listach  babcia  wyraźnie  pisze,  że  ten 

pierścionek skupił w sobie potęgę ich wielkiej miłości, a to największa siła na świecie. 

Patrzył, jak zbliża się do niego, obejmuje go i przytula się. 
– Jest nam pisane być razem, Hayden. Babcia powtarzała, że jeśli będę nosić ten pierścionek, 

to znajdę prawdziwą miłość – zawiesiła głos i spojrzała mu głęboko w oczy. – I znalazłam. 

 
Hayden nigdy w życiu nie był tak rozdarty. Z jednej strony pragnął jej, a z drugiej wiedział, 

ż

e nie może dać wszystkiego, na co ona zasługuje. Chciał, żeby była szczęśliwa, a on nie potrafił 

zapewnić jej szczęścia. 

– Betty Fay nie powiedziała ci, że to ja. Nie podała ci mojego imienia. A poza tym dlaczego 

pierścionek nie doprowadził cię do mnie, gdy tylko go dostałaś? 

–  Babcia  nie  podała  mi  żadnego  imienia.  A  cztery  lata  temu,  gdy  go  dostałam,  ty  byłeś 

background image

ż

onaty! Doprowadził mnie do ciebie najwcześniej, jak to było możliwe. 

–  Przyznaję,  że  to  niezwykłe,  a  nawet  że  coś  w  tym  jest,  ale  to  naprawdę  nie  znaczy,  że 

jesteśmy  sobie  przeznaczeni.  –  Nie  potrafił  się  opanować  i  jego  dłonie  przesuwały  się  w 
delikatnej pieszczocie po jej plecach. Tak miło znów czuć jedwabistą gładkość jej skóry. – Wcale 
z  tego  wszystkiego  nie  wynika,  że  mamy  szansę  na  miłość  tak  wielką,  jak  miłość  naszych 
dziadków. 

Jego słowa były niczym policzek. Znów okazała się skończoną idiotką. To, że ona go kocha, 

nie znaczy, że on kochają. 

–  Przepraszam  cię,  posunęłam  się  za  daleko.  Moja  wiara  w  to,  że  mnie  pokochasz  tylko 

dlatego,  że  ja  cię  kocham,  była  szczytem  naiwności.  –  Starała  się  ukryć  swój  ból.  –  Nie 
powinnam  mówić  tego,  co  powiedziałam.  Postawiłam  cię  w  niezręcznej  sytuacji,  naprawdę  mi 
przykro. – Spuściła wzrok. 

Hayden czuł się strasznie. Tak bardzo nie chciał jej skrzywdzić. Oczywiście, zależało mu na 

niej, ale nie mógł jej pokochać, bo... 

– Claudio... – przerwał zaskoczony. 
– Proszę – powiedziała, ściągając z palca pierścionek i podając mu go na wyciągniętej dłoni. 

–  Weź  go.  Mnie  już  się  nie  przyda,  zresztą  należał  do  twojego  dziadka.  Żegnaj,  Hayden.  – 
Chwyciła torbę i pospiesznie wyszła z kajuty. Hayden zdmuchnął świecę, zebrał leżące na stoliku 
pamiątki i wybiegł za nią. Była w połowie przystani, gdy ją dogonił. 

–  Wróćmy  do  domu,  Claudio  –  poprosił.  –  Nie  powinniśmy  tak  tego  kończyć, 

porozmawiajmy jeszcze. 

– O czym chcesz rozmawiać? Wszystko już zostało powiedziane. 
– Claudia nawet się nie zatrzymała. 
Hayden  czuł  jednak,  że  to  nieprawda.  Doszli  do  miejsca,  gdzie  zaparkowali  wcześniej 

samochód. 

– Masz swoje życie, a ja mam swoje. Nie ma o czym mówić. – Spojrzała na niego. – A jeśli 

chodzi o pierścionek... to myślę, że nasi dziadkowie z jakichś powodów  chcieli, byśmy poznali 
prawdę. To koniec historii, powinieneś czuć ulgę. 

–  Ulgę?  O  czym  ty  mówisz?  Przed  chwilą  powiedziałaś,  że  mnie  kochasz,  a  teraz 

zachowujesz się, jakbyśmy rozmawiali o pogodzie! – wykrzyknął. 

–  Myślę,  że  komunikat  o  pogodzie  bardziej  by  cię  zainteresował  niż  moje  uczucia  – 

mruknęła.  –  Zresztą  spróbujmy:  temperatura  około  trzydziestu  stopni,  wilgotność  osiemdziesiąt 
procent, ciśnienie spada, niebo na ogół bezchmurne, tylko na zachodzie gromadzą się... 

Reszty nie zdążyła powiedzieć, gdyż Hayden zachłannie zaczął 
całować jej usta. Z początku walczyła, zaciskając wargi, po chwili jednak dalszy opór stracił 

wszelki sens. Pragnęła go tak bardzo, że samą ją to zdumiało. Westchnęła, po czym zarzuciła mu 
ręce  na  szyję  i  przywarta  do  niego  z  całych  sił.  Hayden  całował  ją  tak  długo  i  z  taką 
namiętnością, że wreszcie zabrakło mu tchu. 

–  Czy  wiesz,  jak  długo  czekałem  na  tę  chwilę?  Jak  bardzo  pragnąłem  cię  takiej?  –  szeptał, 

nie  przestając  obsypywać  pocałunkami  jej  szyi,  uszu,  ust.  –  Och  Claudio,  zapomnij  wreszcie  o 
wizjach, o pierścionku i o przeznaczeniu. Tamtych rzeczy nie ma! To jest realne! 

– Ja też cię pragnę, Hayden. Być może masz rację. Może powinnam przyjąć to, co mi możesz 

dać, co niesie bieżąca chwila i cieszyć się, dopóki ta chwila jeszcze trwa. 

Jej słowa podziałały na niego jak zimny prysznic. Szybko wyzwolił się z jej ramion. 
– Wsiądźmy do auta, zanim zdecyduję się skorzystać z twojej propozycji. 
Claudia nie zareagowała na to najmniejszym choćby ruchem. 
– A czy to byłoby takie złe? Niemal wepchnął ją do środka. 

background image

– Dla kogoś takiego jak ty? Na pewno. 
Zamknął drzwi samochodu, wrzucił do bagażnika jej torbę. Stosik listów i dziennik dziadka 

wrzucił do przegródki między siedzeniami. Claudia ze smutkiem spojrzała na pożółkłe koperty i 
wytartą  okładkę  pamiętnika.  Nie  taką  przyszłość  wymarzyli  dla  nich  William  i  Betty.  Ale 
marzenia nie zawsze się spełniają, ich życie także ułożyło się inaczej, niż to sobie zaplanowali. 

–  Możesz  mnie  zostawić  w  motelu  w  Victorii,  stamtąd  chyba  też  są  loty  do  Fort  Worth  – 

powiedziała. 

– Nie ma mowy. Z Victorii latają tylko do niewielu miejsc, musiałabyś się przesiadać. Poza 

tym obawiam się, że te linie nie spełniają podwyższonych ostatnio standardów bezpieczeństwa. 

Nie mogła na niego spojrzeć, byłoby to zbyt bolesne. Za oknami znikała przystań jachtowa w 

Port O’Connor. Nigdy już nie pożegluje na Gwiezdnym Pyle, nie zobaczy Haydena stojącego za 
sterem, silnego, pewnie prowadzącego swój jacht. Nigdy nie zobaczy jego rozwianych na wietrze 
włosów... 

–  Nie  szkodzi  –  odparła  łamiącym  się  głosem.  –  A  te  kilka  rzeczy,  które  zostały  u  ciebie, 

możesz mi po prostu wysłać pocztą. 

– Nie ma mowy. Jedziemy do mnie – odpowiedział stanowczo. 
– Nie chcę ci robić kłopotów – szepnęła. 
–  Szkoda,  że  nie  pomyślałaś  o  tym,  zanim  przyjechałaś  do  południowego  Teksasu  – 

prychnął. 

– Ja też żałuję, Hayden. 
 
Gdy następnego ranka weszła do kuchni, Hayden właśnie przygotowywał śniadanie. Spojrzał 

na  nią  spod  oka.  Ubrana  była  w  lnianą,  beżową  sukienkę,  włosy  związała  w  luźny  węzeł,  w 
uszach miała duże, złote kółka. Jej blada, zmęczona twarz wydała się Haydenowi najpiękniejsza 
na świecie. Zastanawiał się, jak to możliwe, że kiedykolwiek chciał jej pozwolić odejść. 

– Dzień dobry – powitał ją. – Przygotowałem właśnie śniadanie dla dwojga. 
Jeszcze wczoraj przywitałaby go uśmiechem, lecz dziś skinęła tylko głową. 
–  Dziękuję,  nawet  jestem  głodna  –  odparła  chłodno.  –  Poza  tym  przede  mną  długa  podróż, 

myślę, że rzeczywiście trzeba coś zjeść. 

Hayden wiedział, że nie powinien okazywać, jak bardzo ten jej chłód go porusza. Odwrócił 

się do patelni, na której smażył bekon. 

– Kawa jest już gotowa – powiedział spokojnie. 
Claudia  podeszła  do  kredensu,  wyjęła  filiżankę,  nalała  sobie  kawy,  później  mleka  i  usiadła 

przy drugim końcu stołu. Zrobiło mu się jeszcze bardziej przykro, że wyraźnie starała się trzymać 
od  niego  jak  najdalej.  No  cóż,  zbyt  łatwo  przez  tych  kilka  dni  przyzwyczaił  się  do  jej 
towarzystwa.  Zaczął  nawet  się  obawiać,  że  mogłaby  się  stać  jego  obsesją.  Nigdy  nie  było  mu 
dość  jej  dotyku,  słuchania  głosu,  patrzenia  na  jej  uśmiech.  I  to  wszystko  ma  się  dziś  skończyć. 
Chyba że zdarzy się cud. Ale Hayden nie wierzył w cuda. 

Gdy  jajka  na  bekonie  były  już  gotowe,  przełożył  je  na  talerze  i  postawił  na  stoliku  przy 

oknie. 

–  Wyglądają  bardzo  apetycznie  –  skomentowała  Claudia.  –  Jesteś  naprawdę  bardzo 

gościnnym gospodarzem. 

– Dziękuję – odparł. 
Wcale  nie  czuł  się  gospodarzem,  a  jej  nie  traktował  jak  gościa.  Była  częścią  jego  życia, 

częścią  tego  domu.  Bez  niej  już  nic  nie  będzie  miało  właściwego  znaczenia  ani  wymiaru.  A 
jednak chwila rozstania nieubłaganie się zbliżała. 

 

background image

Usiadł  naprzeciwko  niej,  upił  łyk  kawy,  a  potem  polał  jajka  taką  ilością  sosu  tabasco,  że 

zmieniły kolor na pomarańczowy. Miał nadzieję, że ostra przyprawa wyrwie go z letargu, dzięki 
czemu zdoła zatrzymać bieg zdarzeń i nie dopuści do wyjazdu Claudii. 

– Dzwoniłam już na lotnisko, samolot mam za dziesięć jedenasta – powiedziała. – Zdążysz 

odwieźć  mnie  do  San  Antonio?  Nie  marnowała  czasu,  pomyślał,  wkładając  kęs  pikantnej 
jajecznicy do ust. 

Spojrzał  na  Claudię  i  od  razu  tego  pożałował.  Smutek  w  jej  oczach  dokładnie  odpowiadał 

temu, co działo się w jego duszy. 

–  Jeśli  wyjedziemy  zaraz  po  śniadaniu,  to  będziesz  na  lotnisku  godzinę  przed  odlotem  – 

powiedział. 

Claudia skinęła głową i spuściła wzrok na talerz. 
– Posłuchaj, nie musisz wyjeżdżać. – Hayden czuł, że musi coś zrobić, bo czasu było coraz 

mniej. – Możesz zostać tu dłużej... jeśli oczywiście chcesz. 

–  Nie,  Hayden.  –  W  jej  oczach  zakręciły  się  łzy.  –  Lepiej  będzie,  jeśli  już  dziś  pojadę  do 

domu. 

Dom.  Wracała  do  domu.  Dlaczego,  u  diabła,  nazywała  Fort  Worth  swoim  domem? 

Mieszkała tam przecież sama. To prawda, miała rodziców, ale nie było tam mężczyzny, który by 
ją kochał i pragnął stworzyć  z nią własny, prawdziwy dom. Nie było tam mężczyzny, z którym 
mogłaby spędzić życie. 

– Ale dlaczego? 
Stłamsiła żal i łzy, które ściskały jej gardło. 
– Przecież dobrze wiesz, dlaczego – odpowiedziała cicho. 
 
Znów pochyliła głowę nad talerzem. Hayden przyglądał się jej lśniącym włosom, oliwkowej, 

gładkiej skórze i wilgotnym ustom. Co go powstrzymywało przed romansem z nią? Była piękna i 
pociągająca. Dlaczego po prostu nie wziął jej w ramiona i nie zaniósł prosto do łóżka? 

Dlatego  że  ona  oczekiwała  czegoś  więcej  niż  tylko  seksu,  i  gdyby  jej  tego  nie  dał,  z 

pewnością odeszłaby. Hayden wiedział, że woli jej nie mieć, niż kiedyś ją stracić. – Położyłem 
listy twojej babki na stoliku w salonie. Nie zapomnij ich zabrać przed wyjazdem – szepnął. 

– Myślę, że nie mam prawa do tych listów – powiedziała zduszonym głosem. – Należały do 

twojego dziadka, więc teraz należą do ciebie. 

–  Pisał  je  do  twojej  babki,  więc  niech  będą  u  ciebie  –  odparł.  –  Ja  zatrzymam  dziennik  i 

pierścionek, jeśli nadal tego chcesz. 

– Tak, zatrzymaj go. Już nigdy w życiu bym go nie założyła. Nie zniosłabym, gdybym znów 

zobaczyła twarz twojego dziadka. 

Ostanie słowa powiedziała prawie szeptem, jakby głos nie mógł wydobyć się ze zduszonego 

gardła. 

– Claudio. – Próbował wziąć ją za rękę, ale zerwała się z krzesła i skierowała do drzwi. 
– Pójdę się spakować. 
– A śniadanie? 
– Dziękuję, już skończyłam. – I pospiesznie wyszła z kuchni. 
Po jej wyjściu Hayden bezmyślnie grzebał widelcem w talerzu. 
Rzeczywiście  skończyła.  Nie  tylko  ze  śniadaniem,  ale  i  z  nim.  Teraz  pozostało  mu  tylko 

patrzeć, jak odchodzi z jego życia. 

 

background image

Rozdział 10 

 
Tydzień  później  Claudia  pojechała  odwiedzić  swoich  rodziców.  Matka  przygotowywała 

właśnie w kuchni sałatkę z krewetek. 

– Cześć, mamo! 
Marsha uśmiechnęła się radośnie. 
– Cześć,  kochanie,  bardzo się cieszę, że przyszłaś – powiedziała ciepło.  – Tata pojechał na 

ryby i w domu jest bardzo pusto. 

Claudia stanęła koło matki, wzięła kawałek rzodkiewki i zaczęła chrupać. 
– Może więc powinnaś znaleźć sobie pracę na pół etatu, żeby częściej wychodzić z domu. 
–  Och,  nie.  Nie  nudzę  się  aż  tak  bardzo  –  roześmiała  się  Marsha.  Spojrzała  badawczo  na 

córkę. – Strasznie schudłaś, czy ty w ogóle coś jesz? – zapytała z troską w głosie. 

– Są straszne upały, nie chce mi się jeść. 
– Dawniej też były upały, a jednak nie chudłaś tak bardzo. 
–  Dużo  zaszło  w  moim  życiu  –  odparła  Claudia.  –  Dowiedziałam  się,  że  babcia  była 

szaleńczo zakochana w innym mężczyźnie niż dziadek... To naprawdę było dla mnie szokiem. 

Marsha westchnęła i przez chwilę mieszała sos do sałatki. 
– Masz rację, na nas wszystkich zrobiło to wrażenie – przyznała. – Ale przecież to się działo, 

zanim poznała swego męża. Z jej listów wynika, że nigdy więcej nie spotkała się z Williamem, 
więc nie oszukiwała ani nie zdradzała dziadka. 

– Fizycznie nie – odpowiedziała Claudia. 
– A jest jakiś inny rodzaj zdrady? – Marsha spojrzała zdziwiona na córkę. 
– Mamo! Można zdradzać emocjonalnie, duchowo! – zawołała. – Pomyśl, gdyby tata przez 

cały czas trwania waszego małżeństwa myślał o innej kobiecie, to jakbyś się czuła? 

– Masz rację, kochanie. – Na twarzy Marshy pojawił się wyraz pełnego zrozumienia. – Masz 

rację, to okropne. Może nawet gorsze od tego, co zrobił ci Tony. Och, przepraszam! – Chwyciła 
córkę  za  rękę.  –  Nie  powinnam  tego  mówić,  nie  chciałam  cię  zranić.  Nie  pomyślałam,  że  to 
wciąż bolesne wspomnienie... 

Matka nawet pewnie się nie domyśla, jak bardzo Claudia ma rację. Romanse Tony'ego raniły 

ją,  ale  to  nic  w  porównaniu  z  tym,  jak  się  czuła,  gdy  Hayden  odrzucił  jej  miłość.  Przez  cały 
tydzień próbowała o nim zapomnieć, wmawiała sobie, że bez niego też sobie radzi, ale nie udało 
jej się przekonać serca. 

– Nie przepraszaj, mamo – powiedziała spokojnie. – Tak naprawdę niewierność Tony'ego nie 

sprawia mi już bólu. 

Marsha spojrzała na córkę uważnie. 
– Chyba naprawdę już o nim zapomniałaś – stwierdziła. 
– Tak, cieszę się, że nie wyszłam za niego. To nie był dla mnie odpowiedni mężczyzna. 
– Ale dlaczego ciągle wyglądasz, jakbyś nie była szczęśliwa? 
Wyjaśniłaś przecież, co się kryło za tymi wizjami, chyba już cię nie prześladują? 
– Nie mam wizji i nie będę już ich miała. Pozbyłam się pierścionka. 
–  A,  pierścionek.  Wiesz,  oboje  z  tatą  byliśmy  zdziwieni,  że  zostawiłaś  go  Haydenowi 

Bedfordowi. W końcu to był prezent od babci, zawsze tyle dla ciebie znaczył. 

Claudia ścisnęła w dłoni widelec. Przez chwilę stała bez ruchu. 
– Już nie jest dla mnie taki ważny. Zawsze uważałam, że to symbol miłości – powiedziała z 

wysiłkiem. – Okazało się jednak, że wcale tak nie jest. 

Marsha oparła się o kredens i spojrzała na córkę. 

background image

– Jak możesz mówić coś takiego?! I to teraz, kiedy wiemy o miłości Berty Fay i Williama, a 

także o tym, że ofiarował jej ten pierścionek jako dowód miłości i symbol jej wiecznego trwania? 

Claudia  zaczęła  nerwowo  poprawiać  słomiane  serwetki  leżące  na  stole.  No  cóż,  potrafiła 

wyobrazić sobie coś znacznie lepszego i piękniejszego niż niespełniona miłość – była to miłość 
szczęśliwa. Nie  powiedziała jednak matce, że zakochała się w Haydenie  i  ofiarowała mu swoje 
uczucie, a on je odrzucił. 

– Ten pierścionek sprowadził na mnie masę nieszczęść, o których chciałabym jak najszybciej 

zapomnieć – powiedziała z goryczą. 

Marsha odsunęła miseczkę z sałatką i podeszła do córki. Objęła ją ramieniem i przytuliła. 
– Więc powiem ci, że tata tak naprawdę cieszył się, że pozbyłaś się tego pierścionka. Bał się, 

czy nie pokieruje cię w niewłaściwą stronę. – Marsha machnęła ręką. – Na próżno mówiłam mu, 
ż

e jesteś rozsądna i nie zrobisz żadnego głupstwa. 

Tak,  pomyślała  ponuro  Claudia.  Jestem  nudnym,  racjonalnie  myślącym  typem  naukowca. 

Nikomu  nie  przyszłoby  do  głowy,  iż  mogę  pragnąć,  by  mężczyzna  wziął  mnie  w  ramiona  i 
namiętnie  się  ze  mną  kochał.  Nawet  rodzice  nie  wiedzieli  o  tym,  że  kariera  zawodowa  to  nie 
wszystko, że ich córka marzy o mężu i dzieciach. Że bez swojej własnej rodziny nigdy nie będzie 
szczęśliwa. 

Teraz,  kiedy  zakochała  się  bez  wzajemności  w  Haydenie,  wizja  szczęścia  rodzinnego 

odpłynęła  w  siną  dal.  Claudia  nie  potrafiłaby  postąpić  tak  jak  Berty  Fay  i  poślubić  innego 
mężczyzny. 

–  Skończyłaś  już  sałatkę,  mamo?  Zrobiłam  się  głodna  –  powiedziała,  żeby  rozwiać  ponure 

myśli. 

– Już kończę, kochanie – odparła Marsha. – Przygotuj mrożoną herbatę i dołóż jeszcze jedno 

nakrycie. 

– Spodziewasz się kogoś na kolacji? 
Zanim  Marsha  zdążyła  odpowiedzieć,  do  kuchni  weszła  Liz.  W  dłoniach  trzymała  jakieś 

naczynie owinięte w aluminiową folię. 

– Liz! – Claudia podbiegła i ze łzami w oczach uściskała przyjaciółkę. – Co ty tutaj robisz? 
–  Twoja  mama  mnie  zaprosiła.  Uważała,  że  powinnaś  się  trochę  pośmiać  i  pożartować  – 

powiedziała. – A jak wiesz, do śmiechu to ja jestem pierwsza. 

–  Tak  się  cieszę,  że  przyszłaś!  –  zawołała  Claudia.  Spojrzała  ciepło  na  matkę.  –  Ale  mi 

zrobiłaś niespodziankę! 

– Czasem udaje mi się trzymać język za zębami. Przez następną godzinę siedziały wszystkie 

trzy  przy  stole  i  gawędziły  wesoło,  a  gdy  Marsha  poszła  spać,  dziewczyny  wyszły  do  ogrodu  i 
usiadły na tarasie. 

–  No  dobrze,  teraz,  kiedy  twoja  mama  nie  słyszy,  powiem  ci,  że  wyglądasz  fatalnie! 

Dlaczego do mnie nie zadzwoniłaś? – Liz patrzyła na Claudię z niepokojem. 

– Nie byłam w nastroju, żeby z kimkolwiek rozmawiać – westchnęła Claudia. – To pierwszy 

wieczór od przyjazdu do Fort Worth, który spędzam poza domem. 

Liz ciągle potrząsała rudą głową. 
– Wystukanie kilku numerków na tarczy nie jest skomplikowanym zadaniem. Po prostu nie 

chciałaś. Twoja mama powiedziała mi o Williamie Bedfordzie i o tym, że znalazłaś listy babci. I 
o tym, że zostawiłaś pierścionek z opalem Haydenowi. 

– To prawda, oddałam mu pierścionek – przytaknęła lakonicznie Claudia. 
– Twoja babcia pewnie się przewraca w grobie. 
– Nie sądzę. Może być nawet zadowolona, że wnuk jej ukochanego ma ten pierścionek. 
– Ależ ona chciała, żebyś to ty go nosiła! Miał ci pomóc znaleźć prawdziwą miłość! 

background image

Claudia poczuła, że za chwilę pęknie jej serce. Co gorsza nie wyobrażała sobie, by cokolwiek 

mogło uśmierzyć jej ból. Jeśli w ten sposób przeżywa się prawdziwą miłość, to wolałaby nigdy 
jej nie znaleźć! 

– To tylko taka romantyczna paplanina babci. Tak naprawdę żadna z nas w to nie wierzy. 
Liz znów potrząsnęła rudą czupryną. 
– Nie wrzucaj nas do jednego worka. Wiesz przecież, że nie jestem taką racjonalistką jak ty. 

Zresztą,  o  czym  my  mówimy?  Jeśli  dobrze  pamiętam,  nie  wierzyłaś  w  to,  że  historia  z 
pierścionkiem ma jakikolwiek sens, a mimo to poleciałaś do południowego Teksasu. Skąd zatem 
możesz  wiedzieć,  że  nie  wskaże  ci  twojej  duchowej  drugiej  połowy?  Przecież  dzięki  niemu 
dowiedziałaś się o miłości babci? Zaraz, zaraz... – Oczy Liz zrobiły się nagle wielkie jak spodki. 
– A może on ci już wskazał twoją miłość? Może dlatego tak źle wyglądasz? – Myśli Liz biegły 
teraz  w  zawrotnym  tempie.  –  Oczywiście!  Zakochałaś  się  w  Haydenie  Bedfordzie!  Claudia 
otworzyła usta, chcąc zaprzeczyć, ale nie zdołała wykrztusić słowa. 

– Opowiedz mi o nim – zażądała Liz, widząc, że się nie pomyliła. 
– Nie ma nic do opowiadania, Liz. Oprócz tego, że znów zrobiłam z siebie idiotkę. – Claudia 

smętnie spuściła wzrok. 

Liz zrobiło się strasznie żal przyjaciółki. 
– Jest aż tak źle? – Pogłaskała dłoń Claudii. 
–  Nigdy  w  życiu  nie  byłam  równie  nieszczęśliwa.  Nie  powinnam  wtedy  wkładać  tego 

pierścionka. Zwłaszcza kiedy przekonałam się, że rzeczywiście wywołuje wizje. 

– Czuję się winna – stwierdziła ponuro Liz. – Bo to ja namówiłam cię do odnalezienia tego 

mężczyzny.  Zresztą,  prawdę  mówiąc,  miałam  nadzieję,  że  gdy  go  spotkasz,  od  razu  się  w  nim 
zakochasz. 

Może  nie  od  razu,  ale  się  zakochałam,  pomyślała  Claudia.  Tyle  tylko,  że  w  niewłaściwym 

człowieku. W mężczyźnie, który nigdy nie odwzajemni mojego uczucia. 

– To było niemożliwe – stwierdziła Claudia. – Mężczyzna, który mi się ukazywał, nie żyje. 
– Brrr, to takie dziwne, że widywałaś ducha. 
– To nie był duch. – Claudia potrząsnęła głową. – William był... – zawahała się, nie bardzo 

wiedząc,  jak  to  wyjaśnić.  –  William  ukazywał  mi  się  po  to,  żeby  nu  o  czymś  powiedzieć.  I  w 
końcu to zrobił... 

– Ciekawe, że ukazywał ci się jako młody człowiek. 
–  William  całe  życie  kochał  się  w  mojej  babce,  ale  to  prawda,  że  jego  obraz  pochodził  z 

czasów, kiedy romans z Betty Fay był w pełnym rozkwicie. 

–  A  co  z  Haydenem?  –  dopytywała  się  Liz.  –  Ta  historia  z  pierścionkiem  musiała  na  nim 

zrobić wrażenie. 

–  Myślał,  że  uknułam  jakąś  intrygę,  że  chcę  go  usidlić,  by  zdobyć  jego  pieniądze.  W 

najlepszym razie, że ma do czynienia z wariatką. 

Tak naprawdę do dziś nie rozumiem, dlaczego zatrzymał mnie tamtego pierwszego dnia i nie 

pozwolił mi opuścić San Antonio. Byłoby o wiele lepiej, gdybym od razu wyjechała. 

– Taak? – Liz. nie wydawała się przekonana. 
– Dziwi cię to? Przynajmniej tak bardzo by teraz nie bolało. 
– Być może, ale nie rozwikłałabyś wtedy zagadki. A poza tym nie zakochałabyś się. 
Twarz Claudii stężała. 
– Aleja wcale nie chciałam się zakochać! – krzyknęła. Grymas na twarzy Liz świadczył, że 

najzwyczajniej w świecie nie wierzy przyjaciółce. – Masz rację, to nieprawda. Nie poznać nigdy 
Haydena to tak, jakby nigdy nie widzieć na niebie tęczy. 

– Musisz go bardzo kochać. 

background image

–  Nigdy  tak  nikogo  nie  kochałam,  Liz  –  szepnęła  Claudia.  –  Babcia  miała  rację,  opal 

rzeczywiście  pomógł  mi  znaleźć  prawdziwą,  wielką  miłość.  Jednego  tylko  Betty  Fay  nie 
przewidziała: że Hayden nie odwzajemni tego uczucia. 

– Ale co tak naprawdę się stało? 
–  Tak  naprawdę,  to  nic.  –  Claudia  patrzyła  na  żywopłot  rosnący  wzdłuż  płotu  ogródka 

rodziców. – Ja go kocham, a on mnie nie. 

Banalne, prawda? 
– Gdy w grę wchodzi miłość, sprawy nigdy nie są banalne – zaoponowała Liz. – Powiedz mi, 

o co chodzi. Jest żonaty, czy co? 

– Rozwiedziony. Jego żona nie była mu wierna i ich małżeństwo rozpadło się. On się chyba 

o to cały czas obwinia... W każdym razie nie chce być już z żadną kobietą. Od początku postawił 
sprawę jasno, tylko moje serce nie chciało tego słuchać. 

–  Serce  kobiety  rzadko  kieruje  się  logiką.  A  poza  tym  nie  mam  wątpliwości,  że  jesteście 

sobie pisani. W przeciwnym razie historia waszych dziadków i jej przesłanie straciłyby sens. 

 
–  I  ja  tak  myślałam,  ale  Hayden  nie  wierzy  już  w  miłość.  W  krótkim  czasie  stracił  oboje 

rodziców,  a  potem  rozpadło  się  jego  małżeństwo.  Wszystko,  co  było  dla  niego  najdroższe, 
zostało mu odebrane. 

– Facet się po prostu boi. Tego, że mógłby cię kiedyś stracić. Nie można mieć o to do niego 

pretensji. Pewnie uważa, że nie zasługuje na rodzinę. 

–  Ja  to  wiem,  Liz!  Ale  co  z  tego,  skoro  nie  mogę  o  nim  zapomnieć,  skoro  tu,  w  sercu,  nie 

przestaje boleć. 

–  Zapomnieć  o  nim?  Mowy  nie  ma!  Nie  wolno  ci  o  nim  zapomnieć!  –  zaprotestowała 

gwałtownie Liz. – Musisz do niego pojechać i przekonać go, ze się myli. 

– O nie! To niemożliwe! Nie pojadę zobaczyć się z Haydenem. 
Rozstanie na lotnisku w San Antonio było dla mnie najcięższą próbą w życiu. Drugi raz już 

nie dałabym rady. 

– I tak cierpisz i jesteś nieszczęśliwa. Jaka to różnica? 
– Przynajmniej nie upokorzy mnie po raz drugi. 
– I nie pokocha cię. 
Claudia zerwała się na równe nogi i zaczęła krążyć po werandzie jak tygrys w klatce. 
– Jestem  w  Fort  Worth od tygodnia i nawet nie  zadzwonił.  I powiem ci  więcej – nigdy nie 

zadzwoni! 

– W takim razie powinnaś się zastanowić, czy ten mężczyzna rzeczywiście jest dla ciebie taki 

ważny. Jeśli tak, przełknij dumę i natychmiast leć do San Antonio. 

– Ale to nie jest  kwestia dumy,  Liz. Ja nie jestem femme fatale, tak jak  ty. Jestem  zwykłą, 

przeciętną kobietą i po prostu nie wiem, co mam zrobić w tej sytuacji. 

–  Chyba  rzeczywiście  ci  rozum  odebrało,  Claudio.  Ja  nie  jestem  żadną  femme  fatale!  Gdy 

chodzi o facetów, o miłość, jestem równie bezradna i przerażona jak ty! 

Zaskoczona Claudia spojrzała na przyjaciółkę. 
–  Ale  byłaś  mężatką.  Jesteś  piękna  i  znasz  swoją  wartość.  Faceci  zawsze  chcieli  się  z  tobą 

umawiać. 

Liz uśmiechnęła się Smutno. 
– Potrafię sprawiać wrażenie pięknej i pewnej siebie, ale fakty są inne – moje małżeństwo się 

rozpadło. Widzisz więc, jaka ze mnie femme fatale. A randki wcale nie oznaczają, że łatwiej mi 
znaleźć  prawdziwą  miłość.  –  Ścisnęła  ramię  Claudii.  –  Wierz  mi,  miłość  to  bezcenny  skarb. 
Niektórzy  szukają  jej  przez  cale  życie  i  nie  udaje  im  się,  dlatego  jeśli  naprawdę  kochasz  tego 

background image

człowieka, musisz dać tej miłości jeszcze jedną szansę. 

Tylko  czy  potrafię?  Rozstanie  z  Haydenem  było  dla  mnie  najboleśniejszym  przeżyciem. 

Gdybym  jeszcze  raz  zawiodła  się,  straciłabym  wszelką  nadzieję,  że  kiedykolwiek  będę  miała 
męża i rodzinę. 

– Pomyślę o tym, Liz – obiecała. 
– Ale nie zastanawiaj się zbyt długo. Trzeba kuć żelazo, póki gorące. 
 
Trzysta kilometrów na zachód od San Antonio, na pustyni, gdzie Bedford Enterprise odkryło 

obiecujące złoże, Hayden odebrał telefon. 

– Hayden Bedford, słucham. 
– Mówi Lottie. Dzwonię, żeby się dowiedzieć, czy Tom z ekipą dotarł już na miejsce. 
– Jeszcze nie, ale dzwonił przed chwilą i mówił, że będzie za mniej więcej pół godziny. 
Zazwyczaj Hayden nie jeździł w miejsca próbnych wierceń, zostawiał to Tomowi, swojemu 

najbliższemu  współpracownikowi.  To  złoże  było  jednak  wyjątkowo  obiecujące,  a  teren  trudny, 
należało więc bardzo precyzyjnie przeanalizować opłacalność całego przedsięwzięcia. 

– To dobrze – stwierdziła Lottie. – A co pan robi, panie Bedford? 
Hayden  westchnął.  Lottie  była  idealną  sekretarką,  lecz  czasami  za  bardzo  starała  mu  się 

matkować. 

– Siedzę na tej cholernej pustyni i nadzoruję pracę ludzi. A swoją drogą co ty robisz w biurze 

o tak późnej porze? 

– Nie jestem w biurze, lecz w domu. A dzwonię, bo zaczęłam się o pana martwić. Dziś rano 

był pan jakiś nieswój. Czy coś się stało? 

Hayden nie był sobą już od para dni, od kiedy pożegnał Claudię na lotnisku w San Antonio. 

Swoją drogą dziwne, że Lottie zauważyła to dopiero dziś. 

– Nic się nie stało prócz tego, że na gwałt potrzebuję ludzi do pracy, i to dobrych. 
– W dzisiejszej poczcie przyszło kilka ofert. Położyłam je na pańskim biurku, może ktoś się 

nada. 

Zabębnił  palcami  o  kierownicę  dżipa.  Słońce  chyliło  się  ku  zachodowi,  przy  dobrych 

wiatrach zajedzie do domu na pierwszą w nocy. 

– Przejrzę je jutro. 
– To nie zostaję pan tam na noc? 
– Tu nie ma gdzie się zatrzymać, chyba że w San Angelo, ale to czterdzieści kilometrów stąd 

i nie na trasie. Poza tym jest parę spraw, które muszę załatwić rano w biurze. 

– Ale powinien pan się porządnie wyspać, a do domu nie zajedzie pan przecież w godzinę. 
–  Zgadza  się,  zajmie  mi  to  pewnie  ze  trzy,  cztery  godziny,  a  w  dodatku  jeszcze  nie 

wyjeżdżam. – Hayden otarł rękawem pot z czoła. 

Te dni spędzone z Claudią pokazały mu inną stronę życia. Praca, pieniądze, firma nigdy nie 

były jego jedynym celem.  W  każdym razie nie  powinny być.  A przecież po śmierci rodziców  i 
odejściu  Sandry  pozwolił,  by  zdominowały  jego  życie.  Ale  czym  miał  wypełnić  pustkę?  Teraz 
jednak, gdy poznał Claudię, żałował, że nie posłuchał kiedyś rad Lottie i nie zatrudnił kogoś do 
pomocy w prowadzeniu firmy. Tom miał swoje zadania i nie można mu było dokładać nowych. 
Należało przemyśleć tę sprawę. 

– Zawsze podejrzewałam, że pracuje pan na zawał, panie Bedford. Teraz jestem tego pewna. 

Dlaczego  nie  przejrzy  pan  na  oczy  i  nie  zrozumie  wreszcie,  że  nie  może  pan  prowadzić  firmy 
sam? 

Lottie chyba potrafi czytać w jego myślach. 
– Nie wiem, Lottie. Nie mam teraz czasu zastanawiać się nad takimi rzeczami. 

background image

– Pan nigdy nie ma czasu zastanawiać się nad takimi rzeczami. 
Ciekawe, kiedy pan wreszcie zrozumie, że najwyższa pora przemyśleć pewne rzeczy i podjąć 

właściwe decyzje. Oby tylko nie było za późno... 

Hayden odsunął telefon od ucha, przyglądając mu się podejrzliwie. Lottie zawsze mówiła to, 

co myśli, a jednak nigdy wcześniej nie pozwalała sobie na taki ton. 

– A co ja właściwie powinienem przemyśleć? 
– Jak to co? Powinien pan postanowić, co zrobić z panią Westfield. Dobrze pan o tym wie. 
Na wspomnienie Claudii zamknął oczy. Tak naprawdę prawie cały ten czas o niej myślał. To 

bolało, ale nie potrafił zapomnieć. 

–  Po  tym,  co  zrobiła  mi  Sandra,  miałbym  walczyć  o  kobietę?  Do  licha,  Lottie,  czy  jestem 

masochistą? 

W tym momencie starsza pani zaklęła siarczyście, aż mu sczerwieniało ucho. 
– Przecież nie może pan reszty życia spędzić w celibacie, tylko dlatego, że kiedyś związał się 

pan z niewłaściwą kobietą! 

– Jeśli to cię interesuje, nie żyję w celibacie. 
– Hayden, nie zdoła mnie pan oszukać, tak jak nie zdołałby pan oszukać własnej matki. Przez 

ostatnie trzy lata nie miałam klapek na oczach i widziałam, że był pan zimny jak Alaska i Syberia 
razem wzięte. Julia Roberts mogłaby wejść do biura i nie zwróciłby pan na nią uwagi. I dlatego, 
gdy zjawiła się pani Westfield... 

– Zapomnij o Claudii. Wyjechała do domu i nic nie mogę z tym zrobić. Natomiast mogę coś 

zrobić  z  tobą,  jeśli  nie  przestaniesz  wtykać  nosa  w  moje  życie  prywatne.  Mam  na  myśli 
wyrzucenie cię z pracy! 

Lottie roześmiała się na cały głos. 
–  W  życie prywatne? Pan nie ma  życia prywatnego, panie Bedford – stwierdziła i odłożyła 

słuchawkę. 

No  nie!  Jego  własna  sekretarka  w  ten  sposób  skończyła  rozmowę!  Należało  natychmiast 

zareagować.  I  te  osobiste  wycieczki...  Wziął  komórkę  i  wystukał  domowy  numer  Lottie,  a  gdy 
odebrała, warknął: 

– Lottie, co to wszystko ma znaczyć? Starsza pani westchnęła. 
–  Może  mi  pan  wierzyć  lub  nie,  ale  staram  się  panu  pomóc.  A  poza  tym  najwyższy  czas, 

ż

eby się pan o czymś dowiedział. 

– O czym ty mówisz? 
– Niedługo potem, jak  zaczęłam pracę u pana dziadka, zlecił  mi zadanie, którego  charakter 

określił jako... osobisty. – Lottie na moment się zawahała. – Miałam zbierać informacje na temat 
pewnej kobiety. 

Nazywała  się  Betty  Fay  Westfield.  I  zbierałam  te  informacje  aż  do  jego  śmierci.  Teczkę  z 

materiałami na jej temat mam w szufladzie w biurze. 

Po tym, czego się dowiedział w ostatnich dniach, nic nie powinno go zaskoczyć, a jednak tak 

się stało. William przez całe życie interesował się sprawami Betty Fay, a to znaczyło, że zawsze 
ją kochał. 

– Chcesz powiedzieć, że od samego początku wiedziałaś, kim jest Claudia Westfield? 
– Tak. W pierwszej chwili nie chciałam jej nawet umówić na spotkanie z panem. Bałam się, 

ż

e będzie grzebać w przeszłości. Potem jednak zrozumiałam, że jeśli będzie chciała się z panem 

zobaczyć, to i tak to zrobi. A teraz nie żałuję, że was umówiłam. Uważam, że wszystko, co się 
potem zdarzyło, zdarzyło się właśnie dlatego, że jesteście sobie przeznaczeni. 

Zaległa  długa  cisza,  w  czasie  której  Hayden  próbował  wszystko  jakoś  sobie  poukładać.  W 

końcu jęknął: 

background image

– Błagam cię, Lottie. Chociaż ty mi tego oszczędź. 
– Panie Bedford... 
– Muszę kończyć, Tom właśnie przyjechał. O tych materiałach porozmawiamy później. 
Rozłączył się, czując ulgę, że nie musi dłużej ciągnąć tego tematu. Wysiadł z auta i ruszył w 

kierunku  Toma.  Przed  paroma  minutami  myślał,  że  powinien  mniej  pracować.  Mylił  się. 
Potrzeba  mu  było  jeszcze  więcej  pracy.  Bardzo  dużo  pracy.  W  przeciwnym  razie  pustka,  jaka 
powstała w jego życiu po wyjeździe Claudii, stanie się nie do zniesienia. 

 
Siedem godzin później Hayden był już w domu. Wziął szybki prysznic, zapalił nocną lampkę 

i usiadł na łóżku. Był strasznie zmęczony, a jednak czuł, że nawet najdłuższy sennie pomoże. Od 
wyjazdu Claudii żył w niesamowitym napięciu, tak silnym, że zaczął się zastanawiać, jak długo 
zdoła to jeszcze wytrzymać. Lottie miała rację w co najmniej jednej sprawie. Rzeczywiście, żył 
jak  mnich,  próbując  zapomnieć  o  potrzebach  ciała.  Aż  tu  nagle  zjawiła  się  Claudia  i  w  jakiś 
niepojęty  sposób  wyrwała  go  z  tego  letargu.  Nie  mógł  przestać  o  niej  myśleć,  nie  potrafił  też 
wyrzucić jej z serca. 

Westchnął  ciężko.  Jego  spojrzenie  spoczęło  na  dzienniku  dziadka  leżącym  na  stoliku  pod 

lampką. Tuż obok lśnił opal. Ciekawe, czy Claudii brakuje pierścionka? A może jest zadowolona, 
ż

e się go pozbyła, że pozbyła się mnie? Wziął klejnot do rąk. Nadal trudno mu było uwierzyć, że 

ten nieduży kamień spowodował tak wielkie zmiany w jego życiu. To z jego powodu pojawiła się 
Claudia  i  za  jego  sprawą  wróciła,  wprawdzie  tylko  na  moment,  nadzieja,  że  będzie  jeszcze 
kochał.  Przez  chwilę  wierzył,  że będzie miał rodzinę, żonę i dzieci.  Ale  Claudia nie zdołała  go 
przekonać, że to naprawdę możliwe. I dlatego pozwolił jej odejść. 

Na co ty czekasz, Hayden, przemówił wewnętrzny głos. Na grom z jasnego nieba czy na to, 

ż

e  tym  razem  tobie  ukaże  się  William  albo  Berty  Fay  i  przemówi  do  ciebie?  Jakich  dowodów 

potrzebujesz,  by  uwierzyć,  że  to,  co  czujesz  do  Claudii,  i  to  co  ona  do  ciebie  czuje,  to 
autentyczna, prawdziwa miłość, która trwać będzie zawsze? 

Hayden  zaklął  w  duchu,  usiłując  zagłuszyć  wewnętrzny  głos,  i  wziął  do  rąk  dziennik 

Williama.  Dziadek  ofiarował  pierścionek  z  opalem  kobiecie,  którą  najpierw  pokochał,  a  potem 
stracił.  Z  tego  co  pisał,  wynikało,  że  Betty  Fay  podarowała  mu  w  tym  samym  czasie  zegarek. 
Ciekawe,  co  się  z  nim  stało.  Czy  jeszcze  był  na  chodzie?  A  może  podobnie  jak  klejnot 
wywoływał  u  swego  posiadacza  niespodziewane  wizje?  Kiedy  pochylił  się,  żeby  odłożyć 
dziennik,  nagle  ukazał  mu  się  obraz.  Tak,  Hayden  miał  wizję!  Zobaczył,  gdzie  jest  zegarek 
dziadka. 

Zerwał się z łóżka i co sił w nogach pognał do gabinetu. Na półce z pamiątkami po dziadku, 

obok  jego  fotografii,  stał  drewniany  model  żaglówki,  który  Hayden  podarował  w  dzieciństwie 
Williamowi na urodziny. Mimo że nie przypominał Gwiezdnego Pyłu, taką właśnie nazwę miał 
wymalowaną na burcie.  Po latach  William oddał mu model i poprosił, żeby wnuk  nigdy  go nie 
wyrzucił,  nawet  po  jego  śmierci.  Haydenowi  wydało  się  to  wtedy  zbyt  sentymentalne,  ale  że 
miniaturowa  żaglówka  była  symbolem  ich  wspólnej  pasji,  postanowił  dotrzymać  słowa.  Teraz 
nareszcie zrozumiał, skąd ii dziadka wzięła się słabość do tej zabawki. 

Sięgnął po nóż, po czym delikatnie odciął pokład od kadłuba. 
– Piekło i szatani! 
Na  dnie  leżało  zawiniątko.  Drżącymi  rękoma  rozwinął  chusteczkę  i  wyjął  srebrny  zegarek. 

Na kopercie wygrawerowane były proste słowa: 

Billowi, mojemu najdroższemu na zawsze, Betty Fay, 1943. 
Czując  się  tak,  jakby  go  ktoś  rzucił  na  kolana,  Hayden  opadł  na  fotel  i  spojrzał  na  zdjęcie 

dziadka. 

background image

– Chciałeś, bym go kiedyś znalazł, prawda? – szepnął olśniony. – Chcesz mi powiedzieć, że 

Claudia jest moją jedyną prawdziwą miłością, tak jak Betty Fay była twoją? 

Dziadek milczał, ale to nic. Hayden po raz pierwszy w życiu słuchał głosu swego serca. 
 

background image

Rozdział 11 

 
Torba  była  już  spakowana.  Claudia  spojrzała  na  telefon.  Pozostało  tylko  zadzwonić  na 

lotnisko i wkrótce znów będzie w drodze do San Antonio. W drodze do Haydena. Liz miała rację. 
Nawet  jeśli  ten  związek  był  jednostronny,  musiała  spróbować  przekonać  Haydena,  żeby  dał  im 
szansę. Ale nie  wystarczy  chcieć  coś zrobić. Tymczasem ilekroć podchodziła do aparatu, miała 
wrażenie, że aparat zamienia się w jadowitego węża. 

–  Telefony  nie  gryzą,  ty  wariatko  –  przemówiła  do  siebie  głośno.  Ale  Hayden  gryzie, 

odpowiadał wyjątkowo złośliwy demon. 

Na próżno starła się go pokonać, wreszcie padła na łóżko i ukryła twarz w dłoniach. Przecież 

z  tego,  że  ona  nie  może  bez  niego  żyć,  wcale  nie  wynikało,  że  on  również  tęskni  za  nią.  Być 
może poczuł ulgę, że zagadka została rozwiązana, i wcale już o niej nie myśli? Być może Hayden 
ś

wietnie się bawi, co rano wesoło pogwizdując sobie przy goleniu? 

Zacisnęła  powieki  i  starała  się  odpędzić  wspomnienie  wspólnego  śniadania  przy  stoliku  w 

jego kuchni. Starała się nie pamiętać jego opalonej twarzy, muskularnego ciała rozciągniętego na 
plaży na wyspie. A przede wszystkim starała się ze wszystkich sił wyrzucić z pamięci pocałunki. 
Ale wszystko, co się łączyło z Haydenem, zbyt mocno wbiło się w jej serce, duszę i pamięć, by 
można  było  o  tym  zapomnieć.  Nie  miała  wyboru;  nie  potrafiła  zapomnieć.  Zbyt  wiele  dla  niej 
znaczył. I dlatego nie mogła pozwolić, by przepadła szansa na ich wspólne szczęście. Musiała go 
w jakiś sposób przekonać, że pierścionek nie zetknął ich ze sobą przypadkiem, że mieli spędzić 
ze  sobą  resztę  życia.  W  przypływie  odwagi  zerwała  się  na  równe  nogi  i  chwyciła  za  telefon. 
Szybko wystukała numer lotniska. W tej samej chwili rozległo się pukanie do drzwi i słuchawka 
wypadła jej z rąk. 

– Los nie jest dla mnie łaskawy – mruknęła. 
–  Już  idę,  chwileczkę!  –  zawołała,  biegnąc  w  stronę  drzwi.  Na  wszelki  wypadek  spojrzała 

przez wizjer, ale nie dostrzegła nikogo. 

– Kto tam? – zapytała. 
– To ja, Hayden. 
Hayden? Co on robi w Fort Worth? Trzęsącymi się rękoma otworzyła drzwi. 
– Witaj, Claudio. 
Stała  jak  zaczarowana.  Hayden  miał  na  sobie  białą  koszulę,  dżinsy  i  kowbojskie  buty.  Ale 

nawet gdyby ubrany był w brudny od smaru kombinezon, dla niej byłby to najwspanialszy widok 
na świcie. 

– Co tutaj robisz? – wyjąkała. 
–  Jeśli  nie  masz  nic  przeciwko  temu,  wolałbym  nie  wyjaśniać  tego  na  progu.  –  Lekko 

pochylił głowę w jej stronę. 

Była  zbyt  przejęta,  by  moc  cokolwiek  odpowiedzieć.  Po  prostu  otworzyła  szerzej  drzwi  i 

wpuściła  go  do  środka.  Gdy  przechodził  obok,  nogi  zrobiły  jej  się  miękkie  jak  z  waty. 
Niezwykłym wyczynem było dojście do salonu. 

– Myślałam... – zaczęła. 
– Wiem – przerwał jej, po czym też zamilkł. 
Stali naprzeciw siebie w milczeniu. Serce Claudii, które już na sam jego widok przyspieszyło 

swój rytm, waliło teraz jak oszalałe. W końcu pierwszy odezwał się Hayden: 

–  Wiem,  że  powinienem  wcześniej  zadzwonić,  ale  nie  chciałem  dawać  ci  czasu  na 

przygotowanie się – powiedział bez ogródek. 

– Przygotowanie się? Do czego? 

background image

– Do tego, żeby mnie wyrzucić. – Wzruszył ramionami, jakby to była najbardziej oczywista 

odpowiedź na świecie. 

–  Dlaczego,  na  Boga,  miałabym  chcieć  to  zrobić?!  Jej  niewinne  pytanie  spowodowało,  że 

wreszcie się uśmiechnął. Powinien  wiedzieć,  że  Claudia jest szczera, że nie potrafi  grać. Zrobił 
krok w jej stronę. 

– Bo cię skrzywdziłem – odpowiedział cicho. 
–  Owszem,  skrzywdziłeś  mnie  –  przyznała.  –  Ale  nie  zrobiłeś  tego  umyślnie.  To  zresztą 

także i moja wina. Nie powinnam oczekiwać, że będziesz chciał tego samego co ja, zwłaszcza po 
tak krótkiej znajomości. 

Zbliżył się do niej jeszcze bardziej i położył jej ręce na ramionach. 
– Powiedz, Claudio, o czym mówisz. Czego ty chciałaś, a ja nie? 
Przez głowę Claudii myśli przebiegały jak błyskawice. To, że się zjawił, nie znaczyło wcale, 

ż

e  przejrzał,  że  też  coś  do  niej  czuje.  A  jednak  patrzył  na  nią  w  taki  sposób,  że  pragnęła  tylko 

wpaść mu w ramiona i nie pozwolić już nigdy więcej odejść. 

–  Myślę,  że  wiesz,  co  do  ciebie  czuję.  –  Uniosła  głowę  i  spojrzała  mu  w  oczy.  –  Jeśli 

przejechałeś  taki  kawał,  by  usłyszeć,  że  coś  się  zmieniło  w  moich  uczuciach,  to  będziesz 
zawiedziony. Kocham cieczy tego chcesz, czy nie. 

Ulga,  którą  poczuł  po  tych  słowach,  była  tak  ogromna,  że  aż  jęknął.  Wziął  Claudię  w 

ramiona i zaczął tulić niczym najcenniejszy skarb. 

–  Och,  Claudio,  przez  całą  drogę  zastanawiałem  się,  czy  w  ogóle  będziesz  chciała  na  mnie 

patrzeć,  czy  jeszcze  ci  na  mnie  zależy.  Tak  się  bałem,  że  przegapiłem  swoją  szansę...  – 
wyszeptał. 

Oszołomiona odchyliła głowę i spojrzała mu w twarz. 
– Hayden, w dalszym ciągu nie wiem, dlaczego tu jesteś. 
– Jestem tu z trzech powodów – odparł. Wziął jej twarz w dłonie i zajrzał głęboko w oczy. – 

Po pierwsze, chcę, żebyś mi wybaczyła. 

– Co mam ci wybaczyć? To że mnie nie kochasz? 
– Nie – potrząsnął głową. – To, że w San Antonio zabrakło mi odwagi, by powiedzieć ci, że 

cię kocham. 

Na jej twarzy odmalowało się niedowierzanie. Hayden uśmiechnął się smutno. 
– Wiem, pewnie powiesz, że moje wyznanie jest spóźnione. Ale bardzo się bałem. Wszystko, 

co wiązało się z pierścionkiem i twoimi wizjami, było takie dziwne, niesamowite. Sama wiesz, że 
trudno w  to uwierzyć. Potem  znaleźliśmy listy i  dziennik i dowiedziałem się o miłości naszych 
dziadków. Niektórych rzeczy, tych najważniejszych, często nie potrafimy dostrzec... 

– Takich jak miłość – dokończyła. 
–  Tak,  takich  jak  miłość.  W  głębi  duszy  wiedziałem,  że  ona  istnieje.  Kochałem  przecież 

moich rodziców i żonę. Jednak straciłem ich wszystkich i wraz z tym straciłem część siebie. Tę 
część, która wierzyła w miłość i w to, że można być szczęśliwym. 

Objęła go. Jej serce przepełniały wiara i nadzieja. 
– Co takiego się stało, że zrozumiałeś, iż jeszcze możesz kochać? 
–  To  jest  właśnie  drugi  powód,  dla  którego  tu  jestem.  –  Sięgnął  do  kieszeni  dżinsów  i 

wyciągnął zegarek. 

Claudia zauważyła dedykację Betty Fay. 
– To zegarek twojego dziadka! Moja babcia mu go dała? I teraz go znalazłeś? 
Hayden skinął głową. 
– Zeszłej nocy czułem się bardzo nieszczęśliwy i myślałem o tobie – powiedział. – Miałem w 

ręku pierścionek i nagle, nie wiem dlaczego, przypomniał mi się zegarek dziadka. Olśniło mnie... 

background image

Wiedziałem,  gdzie  on  może  być!  Pierścionek  mnie  do  niego  zaprowadził.  Przeczytaj 

dedykację na odwrocie – powiedział. 

Zrobiła to, o co prosił, a gdy podniosła wzrok, oczy miała pełne łez. 
–  Och,  Hayden!  William  i  Betty  tak  bardzo  się  kochali,  a  jednak  nie  było  im  dane  przeżyć 

ż

ycia razem. Nie pozwólmy, żeby to samo spotkało nas. – Oddała mu zegarek, a on włożył go na 

rękę. 

– Nie chcę, by tak się stało. I to jest właśnie trzeci powód mojego przyjazdu. 
– Trzeci? 
– Tak, trzeci i najważniejszy. – Wziął głęboki oddech. 
– Chcę, byś została moją żoną. 
W jego błękitnych oczach było tyle miłości, że od razu mu uwierzyła. Jej wątpliwości nagle 

prysły jak bańka mydlana. Chociaż nie do końca. 

– Przecież mówiłeś, że po rozwodzie z Sandrą nigdy się już nie ożenisz – przypomniała mu. 
–  Teraz  wiem,  że  mój  związek  z  Sandrą  nie  był  prawdziwym  małżeństwem.  –  Przytulił  ją 

mocno.  –  Tak  naprawdę  łączyło  nas  tylko  łóżko,  a  prawdziwa  miłość  to  znacznie  więcej.  Nasi 
dziadkowie byli tego przykładem. 

– Tak, myślę, że ich miłość nadal trwa – zgodziła się z nim. – Uważam nawet, że to oni nas 

połączyli. 

–  Parę  dni  temu  uznałbym  pewnie,  że  jesteś  szalona,  że  postradałaś  zmysły,  ale  dziś  się  z 

tobą zgadzam. – Przytulił policzek do jej policzka. 

– Byłeś twardym orzechem do zgryzienia – przyznała. 
– Długo nie dawałeś się przekonać. 
–  Muszę  ci  powiedzieć,  że  nawet  po  znalezieniu  dziennika  i  listów  nie  mogłem  jeszcze 

uwierzyć w to,  co widziałem. Nie  chciałem przyznać,  że jakaś tajemnicza siła prowadzi nas do 
siebie  –  wyznał.  –  Nawet  wtedy,  gdy  zacząłem  się  w  tobie  zakochiwać,  starałem  się  temu 
zaprzeczyć, choć było to oczywiste. 

W jej pięknych, brązowych oczach dostrzegł pełne zrozumienie i akceptację. 
–  Ja  z  początku  też  broniłam  się  przed  przyznaniem,  że  pierścionek  ma  magiczną  moc.  W 

końcu  mam  doktorat,  uczę  młodzież  racjonalnego  myślenia.  W  moim  świecie  nie  było  miejsca 
dla takich zjawisk. Dopiero gdy pierścionek doprowadził mnie do ciebie, zrozumiałam, że to nie 
może być przypadek – uśmiechnęła się. – Zwłaszcza po tym, jak mnie pocałowałeś... 

Położył palec wskazujący na jej miękkich wargach i pochylił głowę. 
– Najwyższy czas, żebym to zrobił ponownie – wymruczał. I pocałował ją z całą miłością i 

namiętnością. Claudia oddała mu pocałunek, a czuła się szczęśliwa jak nigdy w życiu. 

–  Myślę,  że  powinniśmy  jak  najszybciej  pojechać  do  urzędu.  W  Teksasie  trzeba  czekać  aż 

dwa dni... 

– Czy to znaczy, że pobieramy się natychmiast? – Jej oczy wypełniły się łzami szczęścia. 
– Dlatego właśnie przyjechałem samochodem, a nie przyleciałem. 
Musimy przecież spakować twoje rzeczy. 
– Nagle zasępił się. – Claudio, wiem, jak ważna jest dla ciebie twoja praca... Może nie chcesz 

porzucać szkoły? Jeśli tak, to powiedz mi. – Patrzył na nią z niepokojem. 

– Hayden, szkoły są również w San Antonio. A dzieci? Mam nadzieję, że wkrótce będziemy 

mieli kilkoro własnych – odpowiedziała bez wahania. 

–  Och,  Claudio!  Już  myślałem,  że  nigdy  nie  będę  miał  rodziny.  –  Zanurzył  twarz  w  jej 

włosach. – Wywróciłaś moje życie do góry nogami i jestem ci za to bardzo wdzięczny. 

– I pomyśleć, że chciałam wyrzucić ten pierścionek... – westchnęła. 
Hayden wyciągnął z kieszeni dżinsów pierścionek z opalem. 

background image

– Nie zdążyłem kupić ci zaręczynowego – przyznał się. – Czy w związku z tym ten się nada? 
– Och, tak! – zawołała. – Nie wyobrażam sobie lepszego symbolu naszej miłości. 
Delikatnie podniósł jej dłoń i wsunął klejnot na palec. 
– Jak myślisz, czy znów w wizjach ujrzysz twarz mojego dziadka? 
Potrząsnęła przecząco głową i wspięła się na palce, żeby pocałować go w policzek. 
–  Myślę,  że  William  i  Betty  Fay  wiedzą,  że  ich  marzenie  się  spełniło  i  stało  się  to,  co 

zaplanowali  –  powiedziała.  –  Pragnęli,  żebyśmy  byli  razem.  Teraz  już  wszystko  zależy  od  nas. 
Nad resztą musimy sami popracować. 

– Popracować? – Zdziwił się. 
– Tak, najdroższy. Musimy popracować, żebyśmy za pięćdziesiąt lat byli tak samo szczęśliwi 

i tak samo się kochali jak w tej chwili – powiedziała poważnie. 

– I ty to nazywasz pracą? Dla mnie to sama przyjemność! Naprawdę! 
 
 

background image

Epilog 

 
Późnym  popołudniem  Claudia  i  Hayden  spacerowali  po  ogrodzie,  trzymając  się  za  ręce. 

Przez pięćdziesiąt lat stare dęby rozrosły się tak, że ich konary tworzyły jakby sklepienie, czyniąc 
zacienioną alejkę miejscem niemal zaczarowanym. Dalej, w ogrodzie, było głośno i wesoło. Na 
trawie  ustawiono  stoły,  na  drzewach  rozwieszono  girlandy,  a  pod  domem,  tym  samym  domem 
wśród wzgórz, grał zespół jazzowy. 

–  Wydaje  mi się, że przyjęcie urodzinowe naszej wnuczki w pełni się udało. Gala jest taka 

szczęśliwa. – Hayden zwrócił się do żony. 

–  Myślała,  że  jedzie  po  prostu  odwiedzić  dziadków,  a  tu  taka  niespodzianka!  –  Claudia 

roześmiała  się.  –  Dobrze,  że  poprosiłam  jej  matkę,  by  zabrała  coś  odświętnego.  Gala  nie 
wybaczyłaby nam, gdyby na własnych urodzinach musiała wystąpić w dżinsach i koszulce. 

Zwłaszcza że przyszło wielu przystojnych chłopców. 
Hayden objął żonę ramieniem. 
– Skoro mowa o przystojnych chłopcach... Kiedy masz zamiar podarować jej pierścionek? 
Claudia spojrzała w stronę grupy młodych ludzi rozmawiających nieopodal. 
– Poprosiłam jej matkę, żeby przysłała ją do nas. Tu będziemy tylko sami, we troje. Pewnie 

zaraz przyjdzie. 

–  Wydaje  mi  się,  że  nasz  syn  nie  jest  zachwycony,  iż  jego  córka  już  teraz  dostanie 

pierścionek.  Nie  chce  oddać  ukochanej  córeczki  innemu  mężczyźnie  –  stwierdził  Hayden 
rozbawiony. – Ale poradziłem Willowi, żeby spojrzał na nas. Jesteśmy pięćdziesiąt lat po ślubie, 
a kochamy się tak jak dawniej. Zrozumiał, że nie musi się obawiać działania klejnotu. 

Claudią uśmiechnęła się do męża  z miłością, jeszcze chyba  głębszą niż przed laty.  Chociaż 

czas  naznaczył  jego  twarz  paroma  bruzdami,  a  włosy  przyprószyła  siwizna,  wydawał  jej  się 
równie przystojny jak tego dnia, kiedy powiedzieli sobie sakramentalne „tak". 

–  Czas  biegnie  tak  szybko,  kochany.  Wydaje  mi  się,  że  to  wczoraj  weszłam  do  twojego 

biura... Nie mogłam uwierzyć, że to byłeś ty... 

– Mnie też wydaje się, że to było wczoraj. Nigdy nie zapomnę tego pocałunku. Pomyślałem, 

ż

e  jesteś  absolutnie  wyjątkowa.  Zawsze  będziesz  dla  mnie  kimś  wyjątkowym,  wiesz  o  tym, 

najdroższa? – Hayden delikatnie pocałował Claudię w usta. 

Za plecami usłyszeli ciche chrząknięcie. 
– Nie przeszkadzam? – zapytał dźwięczny, dziewczęcy głos. 
Claudia  i  Hayden  odwrócili  się  do  wnuczki,  ale  wcześniej  wymienili  spojrzenia,  żeby 

zapewnić się nawzajem, iż znów się będą całować, gdy goście już sobie pójdą. 

–  Nie,  nie,  absolutnie  –  zapewnił  Hayden.  –  Mama  mówiła,  że  chcecie  ze  mną  o  czymś 

porozmawiać. O co chodzi? 

Ciemne  włosy  i  niebieskie  oczy  Gala  odziedziczyła  po  dziadku,  a  łagodne  rysy  bardzo 

przypominały  rysy  Claudii.  Patrząc  na  nią,  zawsze  wspominali  siebie  sprzed  lat  i  miłość,  która 
ich na zawsze połączyła. 

– Tak. Chcemy ci coś podarować. 
 
Hayden wyciągnął z kieszeni aksamitne pudełeczko i wręczył je wnuczce. 
– Czekaliśmy na tę chwilę dwadzieścia jeden lat – dodał. Gala zachichotała. 
–  Ciekawe,  dlaczego  czekaliście  tak  długo.  Dwadzieścia  razy  obchodziłam  urodziny.  – 

Otworzyła pudełeczko i zdumiona przyjrzała się tajemniczo połyskującemu opalowi. 

– O, pierścionek. 

background image

Claudia i Hayden przysunęli się bliżej, cały czas uważnie śledząc reakcję wnuczki. 
–  To  nie  jest  zwyczajny  pierścionek.  –  Claudia  powtarzała  słowa,  które  wiele  lat  temu 

usłyszała od Betty Fay. – Ma niezwykłą moc. 

Gala spojrzała z niepokojem na dziadków. 
– Co to znaczy, że ma niezwykłą moc? Wygląda na dość stary. 
–  Bo  jest  stary  –  powiedział  Hayden.  –  Twój  prapradziadek  kupił  go  w  Europie  w  czasie 

drugiej  wojny  światowej  od  pewnej  starej  Cyganki.  Pierścionek  ma  magiczną  moc  i  skupia  w 
sobie potęgę miłości wielu ludzi. 

– A gdy założysz go na palec, pomoże ci znaleźć miłość twego życia, twoją dragą połowę – 

zapewniła Claudia. Nieprzekonana, ale wyraźnie zadowolona z prezentu Gala wsunęła klejnot na 
palec i wyciągnęła dłoń, żeby go popodziwiać. 

– Skąd wiesz, że tak jest, babciu? Ta historia brzmi jakoś tak... 
dziwnie. 
Claudia roześmiała się i spojrzała na swego ukochanego męża. 
–  To  samo  powiedział  twój  dziadek  przed  pięćdziesięciu  laty.  A  dziś  oboje  wierzymy  w 

niezwykłe historie i w magiczną moc pierścionka. I w miłość.