background image

STELLA BAGWELL

Spełnione Ŝyczenie

Cykl: PrzeŜyj to inaczej

Getaway

Tłumaczyła: Ewa Trębska-Zozula

background image

PROLOG

– Szanowni państwo, prosimy o uwagę. Wszystkie loty z Międzynarodowego 

Lotniska O’Hare zostają odwołane z powodu bardzo intensywnych i ciągle 
nasilających się opadów śniegu. Powiadomimy pasaŜerów, kiedy pasy startowe 
znowu będą czynne.

W hali odlotów rozległy się pomruki niezadowolenia. Na trzy dni przed 

ś

więtami BoŜego Narodzenia chicagowskie lotnisko było po brzegi wypełnione 

podróŜnymi.

Większość zrezygnowanych pasaŜerów spacerowała niespiesznie po hali. Trzy 

siedzące niedaleko siebie kobiety, w tym jedna z dzieckiem, patrzyły przez wielkie 
okna na padający na zewnątrz śnieg.

W końcu odezwała się jedna z nich.
– No to ładnie nam się zaczynają święta, co? – rzekła.
Pozostałe dwie zwróciły się w jej stronę.
– Nazywam się Megan – ciągnęła. – Mieszkam w Springfield w stanie Illinois i 

wybieram się do Knoxville w Tennessee. Mam niewielki domek niedaleko Parku 
Narodowego Smoky Mountains i postanowiłam spędzić tam święta. – Po chwili 
spojrzała na siedzącą po prawej stronie brunetkę. – A pani?

– Mam na imię Kayla i mieszkam w Salem w stanie Oregon. Lecę na tydzień 

do St Croix na Wyspach Dziewiczych, by spotkać się z kimś, kogo znam ze szkoły – 
odpowiedziała i nerwowo spojrzała na zegarek. – Mam na dzisiejszą noc 
zarezerwowany pokój w hotelu w Miami. Samolot na wyspy wylatuje dopiero jutro 
wczesnym rankiem. Mam nadzieję, Ŝe na lotnisku w Miami juŜ nie będzie takich 
komplikacji.

Po chwili odezwała się siedząca po lewej stronie Megan kobieta z małą 

dziewczynką.

– A ja nazywam się Greta, a to moja córka, Lilly – rzekła, patrząc czule na 

dziewczynkę. – Mieszkamy w Kennebunk w stanie Maine, a lecimy do Houston 
odwiedzić dziadków Lilly.

– Tak, lecimy do dziadków – potwierdziła dziewczynka. – Nie byłyśmy tam 

bardzo, bardzo długo. Od śmierci taty.

Kobiety spojrzały na Gretę z sympatią.
– To musi być dla pani bardzo trudny okres – zauwaŜyła Kayla. – Kiedy 

odszedł pani mąŜ?

– Trzy lata temu. To stało się tak nagle. Miał zaledwie trzydzieści osiem lat. 

Obie bardzo za nim tęsknimy. Trudno mi widywać się z teściami, choć nalegali, by ich 
odwiedzić kilka miesięcy po jego śmierci. Głupio mi, Ŝe tak długo zwlekałam z 
zabraniem do nich Lilly – wyjaśniła Greta, spoglądając
 przez okno. – Mam nadzieję, 
Ŝ

e teraz, kiedy wreszcie się wybrałyśmy, uda nam się do nich dotrzeć.

Kayla spojrzała na zegarek, by przerwać krępującą ciszę.
– Nie wiem, jak wy, ale ja chętnie bym coś przegryzła. Chodząc po lotnisku, 

widziałam parę restauracji. Jestem pewna, Ŝe uda nam się znaleźć miejsce w którejś z 
nich. Będzie nam wygodniej niŜ tu, w hali odlotów. MoŜe macie ochotę mi 
towarzyszyć?

Megan wstała.
– Bardzo chętnie – odparła. – Chodźmy tam, napijemy się czegoś. Jak długo 

moŜna tak siedzieć i patrzeć na burzę śnieŜną?

Kobiety udały się do najbliŜszej restauracji – „Admiral”. Po kilku godzinach 

poznały się na tyle dobrze, Ŝe mogły porozmawiać ze sobą o swych prywatnych 

background image

sprawach.

– Czy ktoś z rodziny wyjdzie po ciebie w Knoxville? – spytała Kayla, 

zwracając się do Megan.

– Nie. Mój dziadek zbudował ten domek, a kiedy zmarł, odziedziczyłam go po 

nim. Będę więc tam sama – westchnęła. – Czułam, Ŝe muszę wyjechać ze Springfield 
na jakiś czas. Ostatnie miesiące były dla mnie bardzo cięŜkie. Parę tygodni temu 
zwolniono mnie z pracy, a wierzcie mi, koniec roku to nic najlepszy okres na szukanie 
nowej roboty. A do tego niedawno rozstałam się z męŜczyzną, z którym spotykałam się 
przez ostatnie dwa lata. Nie jestem z tego powodu zrozpaczona, ale muszę przyznać, 
Ŝ

e rozstanie uraziło moją dumę.

Spojrzała na Kaylę.
– A kim jest ten twój stary znajomy? Jakąś miłością sprzed lat?
Kayla roześmiała się.
– AleŜ skąd! To moja przyjaciółka, Karyn. Znamy się od trzeciej klasy 

podstawówki. Kiedy zrobiłyśmy maturę, jej rodzina przeprowadziła się na Wschodnie 
WybrzeŜe, ale na szczęście utrzymywałyśmy kontakt telefoniczny i mailowy. 
Odwiedziłam ją teŜ parę razy. Karyn znalazła świetną pracę na Manhattanie. I 
chociaŜ jesteśmy w stałym kontakcie, nie widziałyśmy się od kilku lat. Chcemy to 
nadrobić.

– To wspaniale, Ŝe masz przyjaciółkę od tak dawna – rzekła Greta. – Mnie tak 

pochłonęło małŜeństwo i wychowywanie córeczki, Ŝe straciłam kontakt ze wszystkimi 
znajomymi z liceum. A ty co robiłaś po maturze?

– Poszłam na studia – odpowiedziała Kayla. – Zresztą wcale ich jeszcze nie 

skończyłam. Jestem na prawie i mam wraŜenie, Ŝe nigdy nie uda mi się zrobić 
dyplomu.

Nagle podano kolejną informację o tym, Ŝe udało się uruchomić część pasów 

startowych. Kobietom było trudno się rozstać, poniewaŜ przez te kilka godzin 
rozmowy poczuły do siebie wielką sympatię. KaŜda z nich cieszyła się, Ŝe mogła 
podzielić się swymi przeŜyciami, poraŜkami i obawami z osobami, których zapewne 
juŜ nigdy w Ŝyciu nie zobaczy.

– Słuchajcie, skoro wszystkie wracamy tego samego dnia przez Chicago, moŜe 

w drodze powrotnej choć na chwilę uda się nam tu spotkać i podzielić wraŜeniami? – 
zaproponowała Kayla. – Byłoby fajnie!

– Ja juŜ teraz mogę wam powiedzieć, jak będzie wyglądał mój urlop – 

zapewniła Megan. – W górach zapadnę w sen zimowy i prześpię cały pobyt. MoŜe 
obudzę się dopiero na wiosnę?

Kayla zwróciła się do Grety.
– A moŜe ty z Lilly chciałabyś się ze mną spotkać w drodze powrotnej?
– Oczywiście – odpowiedziała z uśmiechem. – Chętnie wysłucham twojej 

relacji z St Croix.

– Ja teŜ – zawtórowała Megan. – Spodziewajcie się mnie na tym spotkaniu. 

Chętnie się dowiem, Ŝe przynajmniej wy miałyście udany urlop.

Kobiety uściskały się na poŜegnanie, a następnie ruszyły przez zapełnioną halę 

odlotów i udały się do odpowiednich bramek.

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Kiedy juŜ będziemy w tym Teksasie, mamusiu? – Lilly, czteroletnia 

złotowłosa dziewczynka, juŜ od dwóch godzin uwięziona za pomocą pasa na 
samolotowym siedzeniu, głośno dawała wyraz swojemu zniecierpliwieniu.

W odpowiedzi jej matka, Greta Barstow, wydała z siebie głębokie 

westchnienie. Trudno się dziwić dziecku, pomyślała. Przed podróŜą tkwiły przecieŜ 
przez wiele godzin na lotnisku w Chicago, gdzie pługi śnieŜne zaciekle próbowały 
usuwać zwały białego puchu zalegające na pasach startowych. Nic dziwnego, Ŝe Lilly 
zdąŜyła powtórzyć to samo pytanie co najmniej dwadzieścia razy w ciągu ostatniej pół 
godziny. Greta juŜ sama zaczęła powoli się zastanawiać, czy kiedykolwiek ujrzą 
lotnisko Hobby w Houston.

– Będziemy tam wkrótce, kochanie, jeszcze dosłownie kilka minut.
Lilly zmarszczyła zabawnie swój mały nosek i przechyliła główkę z wyrazem 

powątpiewania na buzi.

– A będą na lotnisku czekali na nas babcia z dziadkiem? – chciało wiedzieć 

dziecko.

Na myśl o teściach Gretę chwycił za gardło lekki skurcz. Miała poczucie winy, 

Ŝ

e Lilly w zasadzie nie miała kontaktu z dziadkami. Oczywiście nie obwiniała się za 

fakt, Ŝe Douglas zmarł tak młodo, w wieku zaledwie trzydziestu ośmiu lat. James i 
Anita po stracie swojego pierworodnego syna byli równie zrozpaczeni jak Greta po 
stracie męŜa. A jednak w czasie tych trzech lat, jakie upłynęły od jego śmierci, 
widziała się z teściami tylko raz, przy okazji ich wizyty w Kennebunk, kilka miesięcy 
po pogrzebie. JuŜ kilkakrotnie od tej pory Greta planowała rewizytę u rodziców 
Douglasa w Teksasie. Za kaŜdym razem jednak, kiedy termin zaplanowanej podróŜy 
się zbliŜał, znajdowała jakiś waŜny powód, Ŝeby wizytę przełoŜyć na później. 
Uwielbiała Anitę i Jamesa, jednak z ich domem w Teksasie wiązało się tyle 
cudownych wspomnień... Greta obawiała się, Ŝe wizyta u nich sprawi jej teraz, po 
stracie męŜa, ogromny ból.

W tym roku zmusiła się do wyjazdu ze względu na córeczkę. W końcu były 

ś

więta BoŜego Narodzenia i prawdziwie rodzinna atmosfera sprawi małej wiele 

radości. Teściom Grety zresztą teŜ juŜ od dawna naleŜała się ta wizyta.

– Tak, kotku, jestem pewna, Ŝe dziadkowie po nas wyjdą – zapewniła córkę.
Zwinąwszy się na siedzeniu w kłębuszek, dziecko głośno wyraziło dręczący ją 

od jakiegoś czasu niepokój.

– Mamusiu, a czy Mikołaj będzie wiedział, gdzie ja jestem? A jak mnie nie 

znajdzie, to moŜe dać moje prezenty jakiejś innej dziewczynce! – W głosie Lilly 
zabrzmiał silny niepokój.

Greta spróbowała powstrzymać się od śmiechu. Pamiętała jeszcze, jak waŜna 

była dla niej w dzieciństwie wizyta Mikołaja.

– Och, na pewno cię znajdzie! Mikołaj ma magiczne zdolności i zawsze wie, 

gdzie szukać małych dziewczynek i chłopców w Wigilię. Wie teŜ, czy dzieci były 
grzeczne. Mam nadzieję, Ŝe będziesz o tym pamiętała, gdy przyjedziemy do 
dziadków.

– Mamusiu, na pewno będę grzeczna! – zapewniała Lilly gorąco. – Będę 

bardzo, bardzo grzeczna. Przyrzekam.

Minęło jeszcze piętnaście minut, zanim w głośnikach dał się słyszeć spokojny 

głos stewardesy, informującej pasaŜerów o procedurze i środkach bezpieczeństwa, 
obowiązujących w czasie lądowania.

Greta sprawdziła, czy pasy jej i Lilly są dokładnie zapięte, po czym wsunęła 

background image

bagaŜ podręczny pod siedzenie.

Ogromna maszyna podchodziła do lądowania z lekkością małego ptaszka. 

Patrząc na drgające, zdające się nie mieć końca światła Houston, Greta starała się 
odsunąć od siebie uporczywe myśli o jej ostatniej wizycie w Teksasie. Leciała 
samolotem transportującym zwłoki męŜa. Ciało Douglasa miało spocząć w 
rodzinnym grobowcu. Jego niespodziewana choroba serca i nagła śmierć zszokowały 
całą rodzinę. Teraz jednak Greta starała się za wszelką cenę nie myśleć o tych pełnych 
rozpaczy dniach. Gdyby pozwoliła sobie na takie rozmyślania, zepsułyby one całe 
ferie świąteczne. A tego po prostu nie mogła zrobić swojej córeczce.

Ś

ciskając mocno rączkę Lilly, Greta przesuwała się powoli przez zatłoczoną 

halę przylotów. Widać było, Ŝe zbliŜają się święta, zewsząd dobiegały okrzyki radości 
wydawane przez spotykających się po długim czasie członków rodzin. Czekając na 
bagaŜ, rozglądała się w poszukiwaniu Anity i Jamesa. Matka i córka ruszyły po chwili 
w stronę taśmy, na której pojawiały się walizki, plecaki i torby. Energiczne kroki 
matki spowalniała nieco mała Lilly, oglądająca się za kaŜdym sklepem i restauracyjką 
mijaną po drodze.

– Greta! Greta Barstow! – Usłyszawszy męski głos wykrzykujący jej 

nazwisko, obejrzała się i prześlizgnęła wzrokiem po tłumie oczekujących osób w 
poszukiwaniu znajomej twarzy teścia. JakieŜ było jej zdziwienie, gdy zamiast Jamesa 
ujrzała zbliŜającą się szybko w ich kierunku muskularną sylwetkę młodego, 
krótkowłosego szatyna.

Wielki BoŜe! Greta, zupełnie zaskoczona, z otwartymi ustami patrzyła tępo na 

stojącego przed nią Brodericka Barstowa, młodszego brata Douga. W zasadzie nie 
znała Brodiego, jak kaŜdy nazywał jej szwagra. Brat męŜa rzadko bywał w Teksasie, 
bo jako Ŝołnierz przemieszczał się z bazy do bazy po całych Stanach.

Serce Grety zabiło trochę szybciej, niŜ mogłaby się tego spodziewać.
– Cześć, Brodie! – Podała mu dłoń.
Brodie, odsłaniając w szerokim uśmiechu rzędy idealnie prostych, białych 

zębów, bezceremonialnie odepchnął jej rękę i objąwszy Gretę w talii, podniósł ją bez 
zbędnych ceregieli. Wycałowawszy bratową z dubeltówki w obydwa policzki, ze 
ś

miechem postawił ją z powrotem na ziemi.

– Wesołych Świąt, Greto! Dobrze cię znowu widzieć! – krzyknął radośnie 

Brodie.

Kompletnie zaskoczona, lądując z powrotem na ziemi, zaczerwieniła się po 

same czubki włosów. Nie pamiętała, Ŝeby kiedykolwiek ktoś tak serdecznie się z nią 
witał.

Fakt, Ŝe jej szwagier zachował się w tak bardzo naturalny sposób, zupełnie nie 

przejmując się tłumem ludzi stojących wokół nich, zupełnie zbił ją z pantałyku. 
Jednak nie potrafiła się na niego gniewać, a w kącikach jej ust błąkał się słaby, ledwo 
zauwaŜalny uśmieszek.

– Tak... ja... ja teŜ się cieszę... Ŝe cię widzę – wyjąkała i wygładziła 

odruchowo czarną spódniczkę, starając się ze wszystkich sił nie patrzeć na męską, 
przystojną twarz Brodiego.

Mimo Ŝe podczas czterech lat małŜeństwa Greta i Doug często przyjeŜdŜali do 

Teksasu, widziała szwagra tylko kilka razy. Jednak trudno było go zapomnieć. Był od 
nich młodszy o siedem lat. On i Doug zupełnie nie byli do siebie podobni. RóŜnili się 
nie tylko fizycznie, ich osobowości teŜ trudno byłoby porównywać. Bracia byli róŜni 
jak woda i ogień, a z tych dwóch Ŝywiołów Brodie zdecydowanie reprezentował 
ogień.

Szwagier Grety był typem wysportowanego, silnego człowieka armii. Jego 

background image

umięśnione ramiona, trzymana wysoko głowa i zawsze proste plecy oraz niezwykła 
pewność siebie nie pozwalały mieć co do tego Ŝadnych wątpliwości. Dzisiaj Brodie 
nie był ubrany w mundur. Miał na sobie prosty teksaski strój. DŜinsy marki Lewis, 
czarny golf i sprana kurtka dŜinsowa. Ten typowy dla teksańczyka ubiór dopełniały 
nieprawdopodobne skórzane kowbojki.

ChociaŜ niechętnie, Greta musiała przyznać, Ŝe ten tradycyjny ubiór leŜał na 

Brodiem idealnie. MęŜczyzna wyglądał pociągająco, wręcz zabójczo, a ten styl 
podkreślał jego zgrabną, męską sylwetkę.

Lilly przypomniała matce o swoim istnieniu, pociągając Gretę energicznie za 

rękę. Dziewczynka najwyraźniej poczuła się pominięta. Zapatrzyła się w wujka jak w 
obrazek.

Spojrzenie Brodiego spoczęło na złotowłosej główce dziewczynki, która 

niewzruszenie wpatrywała się w jego twarz wielkimi, zdziwionymi oczami.

– A co to za ślicznotka tu stoi? CzyŜby to była Lilly? To niemoŜliwe, tak 

wyrosła ta moja bratanica? Nie wierzę! – draŜnił się z małą Brodie.

– A właśnie, Ŝe tak! – odrzekło dziecko z dumą. – Nazywam się Lilly 

Barstow.

Brodie ukucnął przed dziewczynką i ujął jej mały podbródek w dłoń.
– MoŜe i tak... Trochę mi przypominasz małą dziewczynkę, którą widziałem 

kilka lat temu. – Brodie uwaŜnie studiował twarz dziecka. – A ile masz lat, Lilly?

– Cztery! – Dziewczynka podniosła dłoń ze zwiniętym kciukiem. – I chodzę 

do szkoły – oświadczyła dumnie.

– Do przedszkola – skorygowała Greta, widząc, Ŝe Brodie unosi w zdziwieniu 

brwi.

Zerknęła przez ramię na taśmę z bagaŜami.
– O, są nasze bagaŜe! Lepiej je szybko zabierzmy, zanim ktoś inny weźmie je 

przez pomyłkę.

Dziesięć minut później cała trójka siedziała wygodnie w miękkich fotelach 

ciemnego pikapa, a bagaŜ spoczywał bezpiecznie w tylnej części półcięŜarówki. W 
porównaniu z aurą panującą o tej porze roku w Kennebunk w Maine tutaj pogoda była 
wyjątkowo przyjemna. Biały sweter z duŜymi oczkami, jaki załoŜyła Greta, był zbyt 
gruby na tę temperaturę. Greta zresztą z niepokojem przyznała sama przed sobą, Ŝe 
być moŜe jest jej tak ciepło nie tylko z powodu teksaskiego klimatu, ale równieŜ za 
sprawą męŜczyzny siedzącego obok niej.

Brodie jechał powoli na południe przez zatłoczone ulice Parland, Ŝeby 

wreszcie skręcić na autostradę numer sześć. Po jakimś czasie, w okolicach miasta 
Alvin, skręcił w małą szosę lokalną i ruszył na zachód.

Do tej pory Brodie musiał uwaŜać na drogę, jechało się cięŜko, na autostradzie 

panował tłok. Teraz jednak, kiedy płynnie posuwali się wąską wiejską drogą, odezwał 
się:

– Czekamy na was od rana. Mama mówiła, Ŝe wasz lot był opóźniony. JuŜ 

myślałem, Ŝe w ogóle dziś nie dotrzecie.

– Śnieg – wyjaśniła Greta. – Kiedy juŜ w końcu wyleciałyśmy z O’Hare, 

przestało padać, ale na ziemi było juŜ kilkadziesiąt centymetrów puchu.

I tak miałyśmy sporo szczęścia. Wyleciałyśmy w dobrym momencie.
Greta bawiła się rączką zamszowej torby spoczywającej na jej kolanach.
– Muszę przyznać, Ŝe byłam zaskoczona, Ŝe to ty odebrałeś nas z lotniska. Nie 

wiedziałam nawet, Ŝe będziesz w domu na święta.

– Chcesz powiedzieć, Ŝe gdybyś wiedziała, zostałabyś w Kennebunk? – 

Brodie przesłał Grecie szybki uśmiech.

background image

Zacisnęła usta w linijkę. Zawsze trudno jej było wyczuć, czy szwagier mówił 

coś powaŜnie, czy tylko sobie Ŝartował.

– Oczywiście, Ŝe nie! Co ci przyszło do głowy? Musiała jednak przyznać, Ŝe 

gdyby wiedziała, Ŝe Brodie przyjedzie do rodziców na święta, moŜe zastanowiłaby się 
powaŜnie przed podjęciem decyzji o przyjeździe do Teksasu. MoŜe nawet odwołałaby 
swoją wizytę. Nie dlatego, Ŝe nie lubiła swojego szwagra. PrzecieŜ nawet dobrze go 
nie znała. Po prostu za kaŜdym razem, kiedy na nią patrzył, czuła się tak, jakby była 
jakąś słodką idiotką. Bardzo jej się nie podobało to uczucie, wobec którego była 
zupełnie bezradna.

– Och, nie wiem. Takie miałem przez moment wraŜenie. – Brodie wzruszył 

ramionami. – Długo cię nie było u nas w Teksasie, to wszystko – dodał.

Greta pochyliła głowę i z uporem wpatrywała się w ściskaną kurczowo czarną 

torbę. Brodie rzucił jej jeszcze jedno szybkie spojrzenie, którego nie zauwaŜyła.

Brodie pomyślał, Ŝe Greta w ogóle się nie zmieniła. Była ubrana dość 

konserwatywnie, a to ubranie maskowało jej zgrabne, kobiece kształty.

Jej ciało było szczelnie otulone, moŜna było się jedynie domyślać krągłości 

ukrytych pod grubą warstwą materiału. Burza jej cudownych, płomiennie rudych 
loków ściągnięta została w grzeczny kucyk na karku.

Mój BoŜe, myślał Brodie, ta kobieta mogłaby wyglądać po prostu bosko z tą 

swoją nienaganną porcelanową jasną cerą i intensywnie błękitnymi oczami. Zamiast 
tego patrzył na niedbale ubraną bratową, umiejętnie skrywającą przed światem 
jakąkolwiek kobiecość. Widocznie Greta maskowała swoją osobowość. A moŜe był 
wobec niej niesprawiedliwy? – zastanawiał się Brodie. PrzecieŜ w zasadzie zupełnie 
jej nie znał. MoŜe gdzieś w środku, pod tym szczelnym kokonem, tętnił w niej 
temperament zgodny z ognistym odcieniem włosów? Ta myśl podsyciła w nim 
ciekawość. Właściwie nie wiedział dlaczego. Nie przyjechał przecieŜ do domu na 
ś

więta, Ŝeby oceniać swoją szwagierkę albo jakąkolwiek inną kobietę.

– Tak... wiem... długo mnie tu nie było... – W głosie Grety zabrzmiała nutka 

skruchy. – Ale tak jakoś się nie układało. No i do tej pory nie miałam nigdy dosyć 
czasu na taką daleką podróŜ.

Na kilka minut zapadła cisza.
– Nie pomyślałaś pewnie, jak bardzo pomogłaby moim rodzicom wizyta ich 

małej wnuczki? – zapytał Brodie.

Gretę aŜ zatkało z oburzenia, miała ochotę wybuchnąć i nakrzyczeć na 

szwagra. Zanim jednak pozwoliła sobie na wybuch, spojrzała na tylne siedzenie, gdzie 
jej córeczka wpatrywała się w krajobraz za oknem. Mimo Ŝe dziecko wydawało się 
być zupełnie pochłonięte ciemniejącymi zarysami kształtów gór na horyzoncie, nie 
miała wątpliwości, Ŝe Lilly chłonie kaŜde słowo rozmowy dorosłych.

Uniosła więc głowę i wyprostowała się nieco.
– Z pewnością nie pomyślałam jeszcze o wielu innych sprawach – powiedziała 

z godnością. – Te ostatnie trzy lata... minęły, jakbym błądziła we mgle – dodała.

Oczy Brodiego były niezmiennie utkwione w przestrzeni za oknem, kiedy 

rzucił lekko:

– Nie uwaŜasz, Ŝe juŜ czas, Ŝeby mgła się podniosła?
Nie po raz pierwszy od ich spotkania tego dnia Greta wręcz zatrzęsła się z 

oburzenia. Rzuciła mu gniewne spojrzenie. CóŜ on sobie w ogóle wyobraŜał, do 
diabła?!

– Jestem tu przecieŜ, prawda?
Minęło kilka chwil, zanim usłyszała odpowiedź.
– No... Taaa... MoŜe powinienem cię ostrzec, Ŝe tu teŜ miewamy mgły. W 

Teksasie nie trwają one jednak aŜ tak długo... Tu jest tak gorąco, Ŝe wszystko wypala 

background image

się duŜo szybciej.

Na te słowa Greta zaczerwieniła się silnie. Jechali dalej w milczeniu, aŜ dotarli

pod dom jej teściów.

Dom państwa Barstow połoŜony był na odludziu na skraju lasu. Solidna 

drewniana budowla rozciągała się majestatycznie wśród rosnących tu dębów i 
róŜnorodnych meksykańskich pnączy, charakterystycznych dla flory Teksasu.

Do świąt pozostały juŜ tylko trzy dni, cały dom dekorowały więc kolorowe 

migające światełka, rozwieszone starannie wzdłuŜ ganku i drzew w przydomowym 
ogrodzie. Nad całością górowały spływające z poddasza piękne białe lampki w 
kształcie zwisających sopli lodu.

– Mamusiu, spójrz do góry! Jakie śliczne! – Lilly zdołała się jakimś cudem 

wyswobodzić z pasa bezpieczeństwa i teraz wcisnęła się między dwa przednie 
siedzenia. – To będą nasze najlepsiejsze święta! – wykrzykiwała zachwycona.

Greta miała w zwyczaju korygować błędy językowe córki, dzisiaj postanowiła 

jednak postąpić inaczej i tylko uśmiechnęła się szeroko do rozpromienionej 
dziewczynki.

– TeŜ mam nadzieję, Ŝe będą to nasze „najlepsiejsze”, kochanie.
Brodie pozostał na siedzeniu kierowcy i obserwował z uwagą tę scenę. Zawsze 

uwaŜał, Ŝe jego szwagierka była kobietą raczej wyniosłą i nieco zimną. Teraz jednak, 
widząc jak odnosi się do córki, pomyślał, Ŝe jednak się mylił. Greta nie była 
zdystansowana, sprawiała tylko takie wraŜenie. Po prostu trawił ją głęboki smutek, z 
gatunku tych, które potrafią przeŜreć duszę i wypalić wnętrze.

To spostrzeŜenie sprawiło, Ŝe Brodie poczuł się bardzo nieswojo. Starając się 

odgonić od siebie ponure myśli, wysiadł energicznie z samochodu i pomógł swoim 
pasaŜerkom uczynić to samo.

Nie zdąŜyli jeszcze podejść do drzwi, kiedy te otworzyły się z hukiem, a po 

schodach zbiegli na łeb na szyję męŜczyzna i kobieta.

– To ty, Brodie? – krzyknęła Anita.
– Tak, mamo, przywiozłem gości.
– Och, synu, Greta i Lilly to nie goście, ale rodzina – skorygowała łagodnie 

miękkim głosem Anita.

Zaraz teŜ obydwie podróŜniczki znalazły się w pełnym ciepła uścisku 

rodziców Brodiego i Douga.

– To wy jesteście moją babcią i dziadkiem? – upewniała się Lilly, znalazłszy 

się na rękach Jamesa.

Wszyscy obecni, poza Gretą, roześmieli się serdecznie. Fakt, Ŝe jej córka nie 

znała własnych dziadków wcale jej nie śmieszył. Przeciwnie, sprawiał, Ŝe czuła się po 
prostu okropnie. CóŜ jednak – pretensję za taki stan rzeczy mogła mieć tylko do 
siebie.

James, postawny, zaŜywny męŜczyzna w sile wieku, patrzył na wnuczkę z 

niekłamanym zachwytem.

– Pewnie, Ŝe jesteśmy! – odpowiedział dziewczynce ze śmiechem. – Ale 

„babcia” i „dziadek” to takie powaŜne słowa. Co powiesz na „dziadzio” i „babunia”?

W odpowiedzi dziecko objęło dziadka mocno za szyję. James poklepywał ją 

po plecach i starał się powstrzymać łzy cisnące mu się do oczu. Stojąca obok niego 
Anita otwarcie ocierała zapłakane oczy rąbkiem spódnicy.

Greta starała się przełknąć łzy. Nie mogła nic poradzić na to, Ŝe w tej właśnie 

chwili zupełnie naturalnie stanął jej przed oczami Doug. Myślała, Ŝe jej mąŜ powinien 
tu być teraz z nimi. Nic juŜ go jednak jej nie wróci. Nie dane jej juŜ będzie wspólnie z 
nim spędzać świąt. Ich wspólne Ŝycie skończyło się nagle i brutalnie, jak za ucięciem 
noŜa.

background image

– No, moi kochani – powiedziała Anita, opanowując wzruszenie – chodźmy 

teraz do środka coś zjeść. Pewnie jesteście po podróŜy głodne jak wilki, co? James, 
trzymając wnuczkę wciąŜ w ramionach, wszedł za Ŝoną do domu.

– Pomogę Grecie wnieść bagaŜe i zaraz wracam! – krzyknął za nimi Brodie.
Patrząc na tę trójkę znikającą za drzwiami, Greta poczuła, jak rytm jej serca 

przyspiesza nieznacznie.

– Chcesz mi teraz coś powiedzieć na osobności? – zwróciła się do szwagra.
Brodie ujął ją za ramię i łagodnie skierował w stronę półcięŜarówki. Na 

dworze panował zupełny mrok, w którym trudno było cokolwiek dostrzec.

– Nie wiem, dlaczego wreszcie zdecydowałaś się na tę wizytę w Teksasie. 

Pewnie zrobiłaś to ze względu na dziecko. Nie sądzę, Ŝebyśmy byli ci jakkolwiek 
bliscy. Jednak bardzo się cieszę, Ŝe tu jesteś. A powód w zasadzie nie ma znaczenia – 
powiedział niskim, pełnym ciepła głosem.

Greta nie zdawała sobie sprawy, Ŝe przez cały czas wstrzymywała oddech, 

który teraz wreszcie wydobył się na zewnątrz w postaci głębokiego westchnienia.

– Och... – wyrwało się niespodziewanie z jej piersi.
Brodie przysunął się do niej jeszcze o krok. To wystarczyło, Ŝeby poczuła 

bijący od niego zmysłowy męski zapach. Był bardzo seksowny, co ją nieco 
krępowało. Greta juŜ od dawna nie doświadczyła takiej fizycznej bliskości z 
męŜczyzną, więc poczuła się zaŜenowana.

– Och? – powtórzył z przekąsem. – A co to ma niby znaczyć? Czy wszyscy 

ludzie pochodzący z Nowej Anglii są tacy zimni i nieprzystępni? – zapytał.

„Zimni”?! Greta była w tej chwili rozpalona do białości. Jego palce, 

obejmujące jej ramię, wydawały się gorące niczym szczypce kowala wyjęte przed 
chwilą z ognia. Całe jej ciało rozpalało bijące od niego ciepło.

– Ja nie jestem... ja nie jestem zimna... – udało się jej wreszcie wykrztusić z 

wysiłkiem. – Ja po prostu jestem trochę zaskoczona, to wszystko.

MęŜczyzna zwolnił nieco uścisk na jej ramieniu, ale nie puścił jej jednak 

zupełnie. Przeciwnie, zbliŜył się jeszcze nieco posuwistym, pełnym powabu ruchem.

– Czym cię tak zaskoczyłem?
Greta zastanawiała się, jakim cudem, stacjonując w tylu przeróŜnych 

miejscach na świecie, Brodie nie stracił swojego, charakterystycznego dla 
Południowców, zaśpiewu. Ciekawe, gdzie pojedzie następnym razem. Na Filipiny? 
Jakaś egzotyczna, wulkaniczna wyspa, a moŜe Bliski Wschód? Ta mimowolna myśl 
skłoniła ją do refleksji, Ŝe Brodie nieraz musiał juŜ znaleźć się w ogromnym 
niebezpieczeństwie. Wzdrygnęła się na myśl o tym.

– Po pierwsze, oskarŜyłeś mnie o to, Ŝe nie Ŝywię wobec twojej rodziny 

Ŝ

adnych uczuć, co jest zupełną nieprawdą. Po drugie, wydawało mi się, Ŝe raczej 

wyrazisz niezadowolenie z mojego przyjazdu tutaj, a zamiast tego usłyszałam, Ŝe się 
cieszysz.

Jej wzrok przyzwyczaił się juŜ do ciemności na tyle, Ŝeby zobaczyć uśmiech 

majaczący na jego twarzy. Zalała ją znowu fala ciepła.

– Cieszę się z twojego przyjazdu, Greto. Przez ostatnie trzy lata modliłem się 

w duchu o to, Ŝebyś odwiedziła moich rodziców i przywiozła ze sobą ich wnuczkę. 
Nawet nie wiesz, jak im to było potrzebne.

A jemu, myślała gorączkowo Greta, czy jemu był potrzebny nasz przyjazd? Co 

za idiotyczna myśl, zbeształa natychmiast samą siebie. Brodie Barstow nie 
potrzebował na świecie niczego poza amerykańską armią. Kobiety były pewnie 
zbędnym dodatkiem do jego męskiego świata.

– Brodie, nie przyjeŜdŜałam tu nie z egoizmu czy bezmyślności. Po prostu 

bałam się, Ŝe to miejsce obudzi we mnie wspomnienia tych wszystkich szczęśliwych 

background image

chwil, jakie spędziłam tu z twoim bratem w towarzystwie twojej rodziny – 
powiedziała Greta przepraszającym tonem.

Dłoń Brodiego przeniosła się z jej ramienia na policzek. Pod jego miękkim 

dotykiem jej twarz zadrŜała.

– Myślałem, Ŝe juŜ się pogodziłaś z jego śmiercią – szepnął.
Greta zamrugała gwałtownie, a głębokie emocje, targające nią w tej chwili, 

sprawiły, Ŝe zaczęła się trząść.

– A czy w ogóle moŜna się pogodzić z odejściem osoby, którą się kocha? – 

zapytała zmienionym głosem.

Jego palce gładziły delikatnie jej policzek.
– Nie wiem. Nigdy nikogo tak nie kochałem – odpowiedział i przygryzł wargi.
To nagłe wyznanie sprawiło, Ŝe Greta poczuła łzę spływającą po policzku.
– Brodie...
– Przestańmy z tymi smutkami! – przerwał jej nagle. – Weźmy torby i 

chodźmy do domu. Przyjechałyście tu w końcu z Lilly na wakacje i juŜ moja w tym 
głowa, Ŝebyś w końcu zaczęła się uśmiechać!

– Mamusiu, pobudka! Mamusiu, obudź się! Lilly z całej siły potrząsała ręką 

matki, aŜ Greta wreszcie otworzyła z wysiłkiem jedno zaspane oko.

– Lilly... – wyjęczała nieprzytomnie – dlaczego mam juŜ wstawać?
Dziewczynka ciągnęła matkę za palce u stóp, aŜ ta wreszcie usiadła na łóŜku.
– Wstawaj juŜ! – gorączkowała się córka. – Wujek Brodie zabiera nas po 

prawdziwą choinkę! Powiedział, Ŝe musimy mu pomóc wybrać najładniejszą!

Do czasu, kiedy Greta zdołała się dobudzić na tyle, Ŝeby zauwaŜyć, Ŝe światło 

słoneczne zalewa juŜ cały pokój gościnny, jej córka zdąŜyła się ubrać w czerwone 
legginsy i takąŜ koszulkę. Jaskrawe ubranie Lilly draŜniło oczy Grety. Czuła się tak, 
jakby minęło zaledwie pół godziny, a przecieŜ spała ładnych kilka godzin, od północy 
aŜ do rana.

Odgarnąwszy z twarzy potargane włosy, Greta wstała z ociąganiem i 

niechętnie narzuciła na siebie szlafrok.

– Jadłaś juŜ śniadanie? – zwróciła się do córeczki, sięgając po zegarek leŜący 

na nocnej szafce.

– Tak, babunia dała mi owsianki i jajka sadzone, i jadłam tosty, i ciastka z 

wujkiem Brodiem! – z dumą oświadczyło dziecko. – Ale dobre było!

Greta spojrzała na zegarek. Było znacznie później, niŜ sądziła. Zawiązała 

szlafrok ciasno paskiem.

– A o której wstałaś?
– Mamusiu, przecieŜ wiesz, Ŝe się nie znam na zegarku – odpowiedziała mała 

z wyrzutem. – Było jeszcze trochę ciemno. Zeszłam do kuchni, a tam był wujek i 
powiedział, Ŝe prawdziwy ze mnie zuch, bo „wszystkie zuchy wstają, jak jest jeszcze 
ciemno” – wyjaśniła.

Greta pomyślała, Ŝe ona z pewnością nie naleŜy do kategorii prawdziwych 

zuchów. Opóźnienia lotów i długa podróŜ z pewnością dały jej się we znaki. Zupełnie 
nie była przyzwyczajona do podróŜy, zwłaszcza tak dalekich.

Lilly wykręcała piruety na czubkach palców dookoła pokoju. Greta zauwaŜyła, 

Ŝ

e długie włosy córki uczesane były w gładki warkoczyk, związany na końcu czarną 

wstąŜką.

– O! Babcia cię uczesała, bardzo ładnie – powiedziała do córki.
– Nie, to wujek Brodie – sprostowała Lilly.
– Powiedział, Ŝe to nic trudnego i uczesze mnie tak, jak się czesze ogon konia 

wyścigowego.

background image

„Wujek Brodie i wujek Brodie” – myślała z niezadowoleniem Greta. Jak ona 

ma przeŜyć tych kilka kolejnych dni? Samo wspomnienie imienia tego męŜczyzny 
powodowało w jej głowie lawinę grzesznych myśli. Zupełnie nie rozumiała dlaczego. 
Wcześniej, kiedy była Ŝoną Douga, nigdy nie spojrzała na innego męŜczyznę w ten 
sposób. Nawet jej przez myśl nie przeszło oglądać się za własnym szwagrem. Nigdy 
zresztą nie gustowała w typie „młody gniewny”.

– Wygląda na to, Ŝe ty i wujek świetnie się bawiliście dziś rano, co? – Greta 

starała się, Ŝeby w jej głosie nie zabrzmiała nawet nutka niezadowolenia.

– Tak! – potwierdziła z entuzjazmem dziewczynka. – Wujek mówi, Ŝe to 

dopiero początek, bo święta to czas na święt... świętowanie. – Wymówienie 
ostatniego słowa kosztowało ją sporo wysiłku.

Greta pomyślała ze smutkiem, Ŝe przez kilka ostatnich lat zaciskała zęby i 

udawała radość podczas świąt i wakacji ze względu na Lilly. Teraz jednak, gdy 
dziewczynka nieco podrosła, z łatwością wyczuwała nastroje matki i trudno było 
przed nią cokolwiek ukryć. Podczas tych świąt Greta miała nadzieję naprawdę zaznać 
trochę radości. Postanowiła, Ŝe ze wszystkich sił postara się zachować pogodny 
nastrój.

Sięgnąwszy po szczotkę do włosów, Greta zaczęła powoli rozczesywać swoje 

gęste, niepokorne loki.

– A jak się miewa dziadziuś? Widziałaś się z nim dzisiaj przy śniadaniu?
– Uhm, ale juŜ pojechał do pracy, Ŝeby budować dom. Bo dziadziuś buduje 

dom, mamusiu, wiesz?

O tak, Greta doskonale wiedziała, Ŝe James Barstow potrafi nie tylko budować 

domy z drewna, ale teŜ wyczarowywać z tego surowca, co tylko sobie zamarzy, 
włączając w to przepiękne meble. Zanim jednak zaczął się parać pracą cieśli, odbył 
dwie tury słuŜby w Wietnamie. Brodie z pewnością w jakiś sposób wzorował się na 
ojcu i dzięki niemu został Ŝołnierzem zawodowym. Doug nie był ani trochę podobny 
do Ŝadnego z męŜczyzn w swojej rodzinie. Był spokojnym, cichym molem 
ksiąŜkowym, który pracował z dobrymi efektami jako inwestor w firmie zajmującej 
się handlem nieruchomościami w Portland, a później w Bostonie. Prawdziwą odrazą 
napawało go wszystko, co było związane z bronią, przemocą czy wojskiem. 
Niechętnie nawet wspominał o karierze Brodiego w armii. Wiedząc o tym, Greta 
starała się nie rozmawiać z męŜem na ten temat. Podejrzewała jednak, Ŝe Doug był 
zazdrosny o swojego silnego, charyzmatycznego brata.

– Wiem, kochanie, Ŝe twój dziadziuś buduje dom – odpowiedziała córce i 

odwróciła się w stronę drzwi, do których ktoś właśnie zapukał.

– Proszę! – krzyknęła beztrosko, spodziewając się, Ŝe w drzwiach stanie jej 

teściowa.

Po chwili ujrzała w nich Brodiego. Trzymał w dłoni kubek z parującą kawą. 

Jego wzrok mimowolnie prześlizgnął się po zgrabnej sylwetce Grety, wyraźnie 
podkreślonej ciasno zawiązanym szlafrokiem. Spojrzenie Brodiego na krótką chwilę 
zatrzymało się na jej pełnych piersiach i przeniosło się na burzę płomiennych rudych 
loków luźno spływających na ramiona.

– No, nareszcie wstałaś, śpiochu. Przyniosłem ci kawę, Ŝeby cię postawić na 

nogi. Lilly mówiła ci o choince?

Ich oczy spotkały się na moment, kiedy Greta sięgnęła po kubek. Zaraz jednak 

spuściła wzrok i obserwując z zajęciem swoje gołe stopy, powiedziała:

– Tak, ale twoja mama mówiła...
– Mama pojechała na zakupy – przerwał jej Brodie. – Wróci najwcześniej za 

dwie, trzy godziny. Pośpiesz się. Szkoda dnia.

Greta objęła dłońmi kubek z kawą i wciągnęła nosem przyjemny aromat 

background image

gorącego płynu.

– Nie wiedziałam, Ŝe tu się wstaje bladym świtem. MoŜe powinieneś był 

urządzić nam rano wojskową pobudkę? – zapytała zaczepnie, unosząc brwi.

Brodie roześmiał się. Jego śmiech był miły i ciepły. Greta poczuła, jak niskie 

wibracje tego dźwięku rozchodzą się łagodnie po pokoju. Dobrze było usłyszeć 
szczery śmiech, zwłaszcza męski. Doug był taki powaŜny. W zasadzie nigdy się nie 
ś

miał i nie Ŝartował. Bardzo rzadko, jeŜeli juŜ coś go rozśmieszyło, musiało to być 

coś naprawdę zabawnego. A od jego śmierci, przez ostatnie trzy lata, nie dane było 
Grecie słyszeć tego ciepłego dźwięku.

– No, dobrze, Greta! Zaskakujesz mnie, nie wiedziałem, Ŝe masz poczucie 

humoru – zauwaŜył Brodie po chwili.

Nie chciała, Ŝeby jej uwaga zabrzmiała jak Ŝart, ale w zasadzie dobrze, Ŝe tak 

wyszło. Naprawdę miłe to było ze strony Brodiego. Fatygował się z kawą na górę. 
Greta nie chciała, Ŝeby pomyślał, Ŝe tego nie dostrzegła. Poza tym starała się 
udowodnić swojemu szwagrowi, Ŝe nie jest taką sztywną lalą, za jaką ją uwaŜał.

– Dzięki za kawę, Brodie – powiedziała i lekko się uśmiechnęła.
– Nie ma za co. Czekam przed domem, zejdź, jak będziesz gotowa. Chcesz 

zobaczyć warsztat dziadziusia? – Ostatnie zdanie skierował do Lilly.

W odpowiedzi dziewczynka przebiegła pokój z prędkością światła i złapała 

wujka za rękę. PodąŜyli zgodnie w stronę wyjścia. Wpatrując się tępo w pusty 
korytarz, Greta zastanawiała się, czy jej dziecko było tak spragnione męskiego 
towarzystwa, czy po prostu zakochało się w wujku od pierwszego wejrzenia. W duchu 
modliła się, Ŝeby tak nie było. Brodie mógł podczas świąt być dla dziecka 
doskonałym towarzyszem zabaw, ale juŜ za parę dni stanie się znowu „towarzyszem 
broni” i zniknie z ich Ŝycia. Lilly będzie musiała wrócić do Maine i zapomnieć o 
Brodiem. Greta zresztą równieŜ.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Dzień był bardziej pogodny i ciepły niŜ większość letnich dni w Kennebunk.
Brodie zawiózł Lilly i Gretę do Alvin, małego miasteczka, które 

zaopatrzeniem w sklepach w niczym nie ustępowało duŜym miastom. Na jednym z 
parkingów przed duŜym marketem rozstawiono namiot, gdzie moŜna było nabyć 
choinki wszelkich gatunków i rozmiarów. Brodie zaparkował wóz i posłał Grecie 
szelmowskie spojrzenie.

– Kupimy tu chyba najlepszą choinkę, co? Gotowa, Lilly?
– Tak, tak! – Dziewczynka z podniecenia nie mogła usiedzieć na miejscu.
– A ty, Greto, czy teŜ jesteś gotowa do wybierania choinki, czy uwaŜasz, Ŝe 

jesteś juŜ za stara na takie zabawy? – spytał Ŝartobliwym tonem.

Greta podniosła wysoko brwi ze zdziwienia.
– Na nic, co wiąŜe się ze świętami, nie czuję się zbyt stara – oświadczyła 

krótko. – Zresztą, pierwszy raz w Ŝyciu jadę po prawdziwą choinkę – dodała.

Brodie spojrzał na nią zaskoczony. Dla niego Greta była uosobieniem 

kobiecości i domowego ciepła, zawsze wydawało mu się, Ŝe takie osoby są 
przywiązane do tradycji, celebrują święta i wszystko, co jest z nimi związane.

– śartujesz, tak? – zapytał z niedowierzaniem. – Nie wierzę.
Odwróciła do niego twarz. Brodie zauwaŜył, Ŝe jej piękne oczy nieco 

pociemniały.

– Nie Ŝartuję.
– Nie wierzę, Ŝe Doug nie kupował choinki!
– Kupił. Raz. Miał alergię, więc zawsze na święta stała u nas sztuczna choinka 

– wyjaśniła.

– A tak, zapomniałem, mój brat rzeczywiście cierpiał na róŜne alergie. – 

Brodie zmarszczył brwi. – Ale przecieŜ jako dziecko...

– Nie za bardzo mogliśmy sobie pozwolić na Ŝywe drzewko – powiedziała 

szybko i nerwowym ruchem zaczęła się bawić uchwytem torebki. – Idziemy?

Brodie miał ochotę zaprzeczyć. Zapragnął zatrzymać Gretę we wnętrzu 

samochodu i wypytać ją dokładnie o wszelkie szczegóły dotyczące jej przeszłości, 
które go interesowały. Byłoby to jednak szaleństwem. Podobnie, jak poddanie się 
uczuciom, które budziły się w nim za kaŜdym razem, kiedy spojrzał na tę kobietę. 
Greta wyglądała tego poranka bardzo pociągająco. Ku zaskoczeniu Brodiego 
rozpuściła włosy i ubrała się w obcisłe błękitne dŜinsy, świetnie podkreślające jej 
zgrabne, długie nogi i jędrne pośladki. Brodie kilkukrotnie przyłapał się na tym, Ŝe 
ukradkiem spogląda na piersi Grety, wyraźnie rysujące się pod materiałem szarego 
golfa.

Nie czuł się ani trochę winny z powodu uczuć, jakie budziła w nim bratowa. 

Od śmierci Douga minęło juŜ kilka lat i ten rozdział naleŜało zamknąć na zawsze. 
Dziwił go jednak ten fizyczny pociąg, jaki odczuwał do Grety. Ona była po prostu 
przeciwieństwem wszystkich dziewcząt, z jakimi kiedykolwiek się spotykał. Do 
Ŝ

adnej z nich nie czuł tego pociągu.

– Rozumiem – odparł krótko i pomógł matce i córce wydostać się z 

półcięŜarówki.

Dzień był piękny i pogodny. Kiedy dotarli do centrum handlowego, zbliŜało 

się południe. Południowy wiatr targał włosy Grety. Próbowała je przygładzić przez 
całą drogę od samochodu do namiotu z choinkami, niestety bezskutecznie.

– Zostaw – usłyszała z ust Brodiego. – Wyglądasz pięknie z potarganymi 

lokami.

background image

Ten niespodziewany komplement sprawił, Ŝe Greta omal się nie potknęła. 

Wcale nie uwaŜała się za piękność. Zastanawiała się, dlaczego Brodie mówi jej takie 
rzeczy. A moŜe to zwykły flirt, moŜe miał w zwyczaju rozmawiać w ten sposób z 
kaŜdą kobietą? Ta myśl była raczej niemiła. Kiedy weszli do namiotu, postanowiła nie 
zawracać sobie głowy panem Barstowem i jego gładkimi słówkami.

Kilka chwil później Lilly podbiegła do ogromnej bujnej sosny, która była 

chyba najwyŜszym drzewem wystawionym na sprzedaŜ w namiocie.

– Mamusiu, weźmy tę, jest śliczna!
– Oczywiście, Ŝe jest śliczna, kochanie – zgodziła się matka. – Ale jest chyba 

trochę za duŜa. MoŜe poszukamy mniejszej choinki? – zaproponowała.

, – No coś podobnego! Do czego ty namawiasz własne dziecko? Chcesz kupić 

jakiegoś małego drapaka, którego Święty Mikołaj nie będzie mógł dojrzeć bez 
okularów? – zapytał oburzony Brodie.

– Brodie! Ta jodła zajmie pół salonu twoich rodziców. Anita i James dostaną z 

pewnością zawału na widok takiego kolosa. Poza tym Święty Mikołaj przecieŜ i tak 
nosi okulary – sprzeciwiła się Greta.

Brodie dostrzegł leciutki uśmieszek w kąciku jej ust, kiedy mówiła te słowa.
Czy jemu się wydawało, czy ona się z nim draŜniła?
– Racja, Mikołaj nosi okulary – zgodził się. – Ale takie duŜe drzewko jest 

idealne. Będzie wystarczająco duŜo miejsca, Ŝeby staruszek pomieścił te tony 
prezentów, które ledwie przydźwiga do domu Barstowów w tym roku – 
argumentował.

Na te słowa Lilly odwróciła się gwałtownie.
– A będą tam jakieś prezenty dla mnie? Brodie pochylił się nad dziewczynką, 

a na jego twarz wypłynął uśmiech pełen czułości. Ujął w dłoń podbródek Lilly.

– A mówiłaś Mikołajowi, co chcesz dostać, mała damo?
Dziewczynka pokiwała energicznie główką.
– Mama napisała do niego list, bo ja tylko umiem się podpisać.
– A wysłałaś ten list? – Brodie mrugnął do Grety. Jego szelmowskie 

spojrzenie sprawiało, Ŝe jej serce topniało jak lód w gorący, letni dzień.

– Oczywiście – odparła powaŜnie. – Prosto na Biegun Północny.
– W takim razie – odwrócił się z powrotem do Lilly – na pewno pod choinką 

będzie coś tam dla ciebie leŜało. Oczywiście pod warunkiem, Ŝe ją pięknie ubierzemy. 
Gotowa do pracy?

– Gotowa, gotowa! Jedźmy juŜ! – Dziecko przeskakiwało z nogi na nogę.
Widząc, Ŝe jej argumenty dotyczące nabycia drzewka mniejszych rozmiarów 

najwyraźniej nie trafiają do Lilly i Brodiego, Greta skapitulowała.

– Okej. Wygraliście. Zostanę tu i przypilnuję, Ŝeby nikt nam nie sprzątnął tej 

choinki sprzed nosa, a wy idźcie do kasy – podniosła ręce w geście poddania się.

– No tak, jasne, wiedziałem, Ŝe ta niewdzięczna funkcja przypadnie mi w 

udziale – zaśmiał się Brodie.

Po kilku chwilach ogromne drzewko zostało przymocowane do półcięŜarówki, 

wypełniało jej cały tył. Brodie skierował samochód na drogę przecinającą miasteczko.

– Zgłodniałyście? – rzucił w stronę matki i córki.
Lilly nie usłyszała pytania, była zbyt zajęta zerkaniem przez tylną szybę na 

choinkę pyszniącą się na naczepie. Greta jadała raczej niewiele, ale tego dnia była bez 
ś

niadania i czuła, Ŝe Ŝołądek kurczy jej się boleśnie z głodu.

– Tak – przyznała otwarcie. – To juŜ czas na lunch?
Brodie spojrzał na zegarek.
– Jest trochę po jedenastej, ale Lilly i ja jedliśmy śniadanie bardzo wcześnie, a 

ty w ogóle, więc sądzę, Ŝe pora jest odpowiednia, Ŝeby się zregenerować po cięŜkiej 

background image

pracy. MoŜe być jakiś fast food? – spytał Gretę.

Doug był wielkim przeciwnikiem sieci restauracji typu fast food i nigdy nie 

zgadzał się, Ŝeby coś tam przekąsić. Bardzo dbał o swoją dietę. Nauczył się nawet 
gotować bardzo poŜywne, a zarazem niskotłuszczowe i zdrowe posiłki. Po jego 
odejściu Greta nie zmieniła sposobu odŜywiania się. Musiała jednak przyznać, Ŝe 
posiłki, jakie przygotowywała dla siebie i Lilly, były raczej niewyszukane. Na samą 
myśl o soczystym, duŜym, niezdrowym hamburgerze kiszki zaczęły jej grać marsza.

– Jasne! – odpowiedziała. A potem, rozochocona, dodała jeszcze: – Jedźmy 

gdzieś, gdzie podają lody. Jest dzisiaj tak ciepło, Lilly mogłaby zjeść lody na deser.

– JuŜ się robi, proszę pani Barstow – odparł Brodie.
Pół godziny później Lilly usiłowała zmęczyć górę frytek, leŜącą przed nią na 

talerzu. Jej buzia była umazana keczupem. Matka juŜ piąty raz przechylała się do niej 
przez stolik, Ŝeby wytrzeć czerwoną maź.

Brodie połoŜył dłoń na ramieniu Grety i powiedział coś, co nie dawało mu 

spokoju juŜ od kilku chwil.

– Pozwól jej zjeść do końca, a potem wytrzesz jej buzię.
Greta teŜ miała czasami wraŜenie, Ŝe przesadza, jeŜeli chodzi o higienę. W 

końcu nie ma w tym nic złego, Ŝe dziecko jest przez moment umorusane.

– Jakie to dobre, mamusiu. – Dziewczynka z lubością wkładała sobie do buzi 

następną solidnie unurzaną w keczupie frytkę. – MoŜemy to jeszcze kiedyś zjeść?

Greta zastygła z serwetką w dłoni, postanowiła się opanować i nie wycierać 

dziecku ust bez przerwy. Widząc, ile ten posiłek sprawia Lilly radości, pomyślała, Ŝe 
od czasu do czasu powinna po prostu pozwolić córce na bycie dzieckiem.

– Oczywiście, kochanie – odpowiedziała.
– Jak wrócimy do domu... to teŜ? – upewniała się dziewczynka.
– Czasami tak – zgodziła się Greta. Brodie odwrócił się do niej i zauwaŜył:
– Lilly zachowuje się tak, jakby nigdy wcześniej nie jadła frytek.
Greta spuściła wzrok na swój talerz.
– Bo nie jadła. Przynajmniej nie przypominam sobie, Ŝeby jadła.
Brodie spojrzał na dziecko. Z ciasno zaplecionego warkoczyka wystawały juŜ 

tu i ówdzie pojedyncze kosmyki kręconych włosów. Twarz dziecka zaróŜowiona była 
z emocji i widać było, Ŝe doświadcza w Teksasie rzeczy, których wcześniej nie znała. 
Sprawiało jej to ogromną radość, chociaŜ były to przecieŜ niewyszukane, proste 
przyjemności.

Brodie zastanawiał się, dlaczego Greta i Lilly wiodły taką nudną egzystencję 

po śmierci jego brata, a moŜe nawet wcześniej.

– Cieszę się, Ŝe jej się podoba. Wszystkie dzieciaki powinny od czasu do 

czasu zjeść coś tłustego czy się umorusać, zrobić coś, co normalnie jest zakazane – 
powiedział.

Greta przesłała mu blady, niepewny uśmiech. Jego bliskość i bezpośredni styl 

zachowania ciągle wprawiały ją w zakłopotanie.

Brodie był tak niezaprzeczalnie męski, Ŝe samo siedzenie w jego towarzystwie 

i patrzenie na niego sprawiało, Ŝe zalewały ją nagłe fale gorąca. Łagodny, ale 
jednocześnie zdecydowany i mocny, i wciąŜ wyczuwalny zapach jego wody 
kolońskiej draŜnił jej nozdrza. Czasami myślała, Ŝe samo przebywanie w jego 
towarzystwie, kiedy tak siedział na wyciągniecie ręki od niej, jest nie do zniesienia.

– Ja teŜ czasami pozwalam córce na wiele róŜnych rzeczy. Po prostu tak się 

złoŜyło, Ŝe wcześniej nie była w takim miejscu.

– Czy Doug ją rozpieszczał? – spytał nagle Brodie. – Przypuszczam, Ŝe nawet 

przez ten krótki rok, przed swoją śmiercią, zdąŜył jednak Lilly trochę rozpieścić?

Greta podniosła głowę i rzuciła Brodiemu cięŜkie spojrzenie. Jednak w chwili, 

background image

gdy ich oczy się spotkały, poczuła przyspieszone bicie serca.

– Wiesz, troszkę ponad rok to chyba jednak za mało, Ŝeby w ogóle zostać 

zapamiętanym – odpowiedziała smutno.

Brodie nie uciekł wzrokiem, ale spojrzał Grecie jeszcze głębiej w oczy.
– Tak bardzo mi przykro z powodu tego, co przeszłaś. Naprawdę – 

powiedział.

– Mamusiu, juŜ nie mogę, muszę to zjeść do końca?
Greta z trudem oderwała wzrok od Brodiego i spojrzała na córkę.
– Nie, kochanie. Jak chcesz, moŜesz iść do kącika zabaw i pobawić się z 

innymi dziećmi. – Wskazała córce mały kącik zabaw w rogu kawiarni. – Ale najpierw 
zdejmij buty i je tu zostaw. Tam jest specjalny dywanik i obuwie zostawia się przy 
stoliku.

Dziecku nie trzeba było dwa razy powtarzać. Zrzuciła ze stóp buciki i pobiegła 

do kącika, gdzie kilkoro innych maluchów wydawało okrzyki radości, turlając się w 
koszu z kolorowymi piłeczkami.

– Popatrz, jaka radość – zwrócił się do Grety, kiedy zostali sami przy stoliku.
Greta uśmiechnęła się w odpowiedzi, widząc, jak córka wdrapuje się na 

minizjeŜdŜalnię.

– Chcę, Ŝeby się dobrze bawiła w Teksasie. Całą tę podróŜ zaplanowałam z 

myślą o niej. Chciałam, Ŝeby spędziła trochę czasu ze swoimi dziadkami, no i z tobą. 
Co prawda, nie wiedziałam, Ŝe będziesz w domu na święta – dodała uczciwie. – 
Jednak cieszę się, Ŝe tak jest. Lilly potrzebuje męskiej ręki, choćby na kilka dni.

Zaskoczony jej nagłym wyznaniem, Brodie przyglądał się jej z lekka 

zaróŜowionej twarzy, nachylił się w jej stronę jeszcze bardziej. Nie było to trudne, 
dzielili jedną ławkę. Greta w ogóle nie była umalowana, jednak ciepły wiatr zaróŜowił 
jej policzki tak, Ŝe świetnie komponowały się z kolorem jej pięknie wykrojonych ust. 
Ś

wiatło słoneczne odbijało się w jej błękitnych oczach.

W tej chwili była kobietą pełną Ŝycia i Brodie pomyślał, Ŝe wygląda tak 

pierwszy raz od przyjazdu do Teksasu.

– Zaskakujesz mnie. Myślałem, Ŝe uwaŜasz mnie raczej za kogoś, kto ma na 

twoją córkę zły wpływ.

ZauwaŜywszy, jak blisko Brodie się do niej przysunął, Greta oddychała 

głęboko i starała się sobie wmówić, Ŝe to tylko męŜczyzna jak stu innych, a siedzenie 
obok niego nie róŜni się niczym od dzielenia ławeczki z teściem. Nie potrafiła jednak 
przekonać samej siebie. Jedyne, co mogła zrobić, to zatonąć w jego oczach w kolorze 
płynnej czekolady i zachwycać się dołeczkiem w kąciku ust, jaki pojawiał się tam, 
gdy Brodie się uśmiechał.

A teraz uśmiechał się uwodzicielsko właśnie do niej, zwykłej, prostej, szarej 

myszki, za jaką Greta się uwaŜała.

– Skąd ci to przyszło do głowy? - MęŜczyzna zaśmiał się cicho. Jego śmiech 

był ciepły i zaraźliwy. Greta po prostu rozpływała się w jego obecności. Muszę wziąć 
się w garść, myślała. Ten facet to po prostu mój szwagier, nikt więcej. Jest tutaj ze 
mną, bo naleŜę do jego rodziny, a nie dlatego, Ŝe chce spędzać czas w moim 
towarzystwie z wyboru, przekonywała samą siebie.

– Jesteś taka zabawna, Greto – powiedział cicho.
– Nie staram się wcale być zabawna.
– Wiem – odrzekł. – Właśnie dlatego to takie śmieszne. Wiesz, Ŝe to nie 

zbrodnia śmiać się ze mnie, czy kogoś innego, choćby z siebie samej?

Greta nagle posmutniała.
– Pewnie muszę ci się wydawać straszną nudziarą w porównaniu z tymi 

wszystkimi kobietami, które znasz? – zapytała po chwili.

background image

Brodie wziął ją za rękę. Ten niespodziewany fizyczny kontakt sprawił, Ŝe 

zadrŜała.

– Nie jesteś wcale nudna. Jesteś po prostu... inna – odparł.
– Nie wątpię – mruknęła pod nosem. Brodie gładził jej dłoń powoli i z 

czułością. Po chwili pomyślała, Ŝe jest w tym dotyku coś niewłaściwego i powinna się 
odsunąć. Powinna teŜ wyraźnie powiedzieć Brodiemu, Ŝe na zbyt wiele sobie 
pozwala. Jednak jego dotyk był tak przyjemny, Ŝe nie miała siły tego zrobić.

– Dlaczego się nie oŜeniłeś? – spytała nagle. Szybciej powiedziała, niŜ 

pomyślała. Miała ochotę ugryźć się w język, ale juŜ było na to za późno. Poza tym 
zŜerała ją ciekawość, jaka padnie odpowiedź.

Na ustach męŜczyzny pojawił się smutny uśmiech. Greta odetchnęła z ulgą, 

widząc, Ŝe Brodie najwyraźniej nie poczuł się uraŜony jej nietaktownym pytaniem.

– W zasadzie nie wiem, dlaczego – wyznał. – Chyba po prostu do tej pory nie 

spotkałem kobiety, która mogłaby konkurować z armią amerykańską – dodał.

Greta pozwoliła sobie zatrzymać na dłuŜej spojrzenie na jego przystojnej 

twarzy.

– No tak, powinnam była wiedzieć... OŜeniony z wojaczką – uśmiechnęła się.
– Nie ująłbym tego w ten sposób – odrzekł, przysuwając się jeszcze bliŜej. – 

Większość dziewczyn, które znam, jest chyba bardziej zainteresowana robieniem 
kariery niŜ zamąŜpójściem. – Wzruszył ramionami. Siedział tak blisko, Ŝe dotknął 
przedramieniem Grety. – Takie czasy – dodał. – A ty, Greto, teŜ jesteś pochłonięta 
karierą? – zapytał, przechylając głowę w jej stronę.

Gdzieś w środku Greta zdawała sobie sprawę, Ŝe ta rozmowa zabrnęła 

stanowczo za daleko, a dystans fizyczny między nimi naleŜałoby natychmiast 
zwiększyć. Jednak siedzenie tak blisko niego, kiedy ich uda stykały się ze sobą, a 
ramiona mimochodem ocierały o siebie, było niezwykle ekscytujące. Ten męŜczyzna 
budził w niej uczucia i doznania, jakich wcześniej nie znała. PrzeraŜało ją to, ale nie 
na tyle, Ŝeby się od niego odsunąć.

Kontakty fizyczne z męŜem były przyjemne i dostarczały jej sporo radości. Ich 

małŜeństwo miało solidne podstawy i dawało Grecie wiele zadowolenia i poczucie 
bezpieczeństwa. Uczucia, które wzbudzał w niej Brodie, były zupełnie inne, pełne 
namiętności i Ŝaru. Nie potrafiła się im oprzeć.

– Ja nie robię kariery. Mam dobrą pracę, to nie to samo – odpowiedziała.
– Jaka to praca?
Jej serce biło w tej chwili w tak szaleńczym tempie, Ŝe nie mogła uwierzyć, iŜ 

jest w stanie prowadzić normalną rozmowę z siedzącym koło niej męŜczyzną.

– Jestem kierownikiem biura w firmie ubezpieczeniowej w Kennebunk. 

Zarabiam wystarczająco duŜo na nas obie i czuję się tam dobrze i bezpiecznie. Tak 
więc powinnam być wdzięczna losowi za to, co mam.

Brodie nie miał pojęcia, Ŝe jego szwagierka ma dyplom z dziedziny biznesu i 

Ŝ

e w ogóle pracuje. Myślał, Ŝe przez ostatnie trzy lata od śmierci męŜa Greta 

utrzymywała siebie i dziecko ze środków pochodzących z polisy na Ŝycie jego brata.

Doug w zasadzie nigdy nie rozmawiał z bratem o Ŝonie. Ale teŜ, pomyślał 

Brodie z Ŝalem, nie byli przecieŜ ze sobą zbyt blisko. Kiedy dorośli, Doug postanowił 
osiedlić się w Nowej Anglii, a Brodie zaciągnął się do wojska. W zasadzie nie 
kontaktowali się ze sobą. Ich relacje na pewno nie były takie, jakie powinny łączyć 
braci.

– Teraz moja kolej – powiedział Brodie. – A ty, dlaczego nie wyszłaś 

ponownie za mąŜ?

To pytanie zupełnie zdetonowało Gretę.

background image

– Nie wierzę, Ŝe o to pytasz! – wykrztusiła z siebie wreszcie.
Brodie uniósł brwi ze zdziwieniem.
– Dlaczego? Jesteś młodą, uroczą kobietą. Powinnaś mieć męŜa, a Lilly 

potrzebuje ojca – odparł z prostotą.

Greta wiedziała, Ŝe Brodie jest człowiekiem prostolinijnym, mówiącym 

wprost, o co mu chodzi, mimo to bezczelność jego wypowiedzi ją oburzała. PrzecieŜ 
była Ŝoną jego brata, na miłość boską!

– Nigdy nie wyjdę za mąŜ ze względu na dobro dziecka! Nie byłoby to dobre 

ani dla niej, ani dla mnie.

MęŜczyzna nic na to nie odpowiedział. Nie musiał, wyraz jego twarzy 

wskazywał jasno, Ŝe nie rozumie, o co Grecie chodzi.

Greta westchnęła cięŜko.
– Brodie, nie zawracałam sobie głowy szukaniem męŜa. Wiedziałam, Ŝe na nic 

by się to nie zdało. Nigdy nie znajdę drugiego takiego męŜczyzny jak Doug.

– Dlaczego miałabyś szukać kogoś takiego jak on? Naprawdę dziwaczne 

byłoby zastępowanie zmarłego męŜa duplikatem – odparł, krzywiąc się z dezaprobatą.

Spojrzała na niego surowo, ale zaraz przeniosła wzrok na kącik zabaw, gdzie 

jej córka właśnie pokonywała tor przeszkód złoŜony z duŜych czerwonych obręczy.

– Nie chcę go zastępować – powiedziała uczciwie. – I nie szukam nikogo na 

jego miejsce. Ufałam Dougowi bezgranicznie. Wątpię, Ŝebym kiedykolwiek jeszcze 
zdołała zaufać innemu męŜczyźnie w ten sposób.

Brodie śledził z uwagą wyraz jej twarzy. Chciał ją zmusić w ten sposób do 

wyjaśnień. Zaufać męŜczyźnie, co to miało znaczyć? Zaufać, Ŝe coś będzie robił, czy 
raczej, Ŝe czegoś nie zrobi? Czego Greta tak się bała?

Pytania cisnęły mu się na usta, ale z wyrazu jej twarzy wywnioskował, Ŝe 

będzie musiał odłoŜyć ich zadanie na później. Dziwiła go własna reakcja na słowa 
bratowej. Dlaczego chciał wszystko o niej wiedzieć? Co sprawiało, Ŝe tak interesował 
się jej opiniami, lękami i myślami? PrzecieŜ nie widział w niej materiału na Ŝonę. Nie 
szukał Ŝony. ChociaŜ, skorygował sam siebie, ten upływający właśnie rok był trochę 
inny niŜ poprzednie. Zaczął marzyć o tym, Ŝeby zaangaŜować się w jakiś powaŜny 
związek. Przelotne znajomości o erotycznym charakterze z wyzwolonymi kobietami 
przestały go juŜ bawić.

MoŜe dlatego był tak podatny na wdzięki Grety, kobiety bardzo róŜnej od jego 

dziewczyn? Z pewnością czuł do niej coś więcej niŜ rodzinne przywiązanie do Ŝony 
brata. Na razie nie potrafił zdefiniować, co to takiego.

Tego popołudnia, po spoŜyciu posiłku złoŜonego z pieczeni, sałatki coleslaw i 

fasolki szparagowej, Anita zabrała Gretę i Lilly na strych po pudła z ozdobami 
choinkowymi. Brodiemu pozostawiono wniesienie do domu ogromnego drzewka i 
osadzenie go w stojaku.

Po kilku godzinach choinka pyszniła się juŜ w salonie, wydzielając przepiękny 

zapach, który nieomylnie wszędzie i zawsze kojarzył się ze świętami BoŜego 
Narodzenia. Greta siedziała na kanapie z teściem, słuchając kolęd płynących z radia i 
obserwując, jak Anita i Brodie demonstrują Lilly feerię świateł emitowanych przez 
róŜnego rodzaju lampki rozwieszane na potęŜnych gałęziach jodły.

– Chyba juŜ moŜemy zacząć wieszać bombki – powiedziała Anita do 

Brodiego wesołym tonem. Jej syn rozwieszał właśnie girlandę na najwyŜszych 
gałęziach trzymetrowego giganta. – Proszę, kochanie, moŜesz zacząć od tych – 
zwróciła się do dziecka, wręczając mu pudełko błyszczących ozdób, w które Lilly 
wpatrywała się z otwartą buzią.

– Mogę je rozwiesić? Ja? – Nie mogła uwierzyć dziewczynka.

background image

– Pewnie, Ŝe tak, masz akurat tyle wzrostu, Ŝeby zawieszać bombki na 

dolnych gałęziach – uśmiechnął się do niej Brodie. – Daj, pokaŜę ci.

OdłoŜył pudełko z bombkami w bezpieczne miejsce i dokładnie wyjaśnił 

Lilly, jak ma przytwierdzać do ozdób sznureczek i następnie umieszczać bombkę na 
gałęzi.

Greta z prawdziwą dumą patrzyła, jak jej córeczka dokładnie wykonuje 

instrukcje. Jednak widok Lilly świetnie bawiącej się w towarzystwie Brodiego 
sprawił, Ŝe poczuła w sercu bolesne ukłucie. Tak dobrze razem wyglądali, jak gdyby 
Brodie był jej ojcem. Ale nie był. Jej ojciec, a mąŜ Grety, odszedł na zawsze. Po 
prostu umarł. I, tak jak powiedziała swojemu szwagrowi kilka godzin wcześniej, nie 
będzie starała się zastąpić go Ŝadnym innym męŜczyzną.

Jej teść spojrzał na nią uwaŜnie.
– Myślę, Ŝe moja wnuczka dobrze się bawi – powiedział, a na twarz wypłynął 

mu uśmiech pełen zadowolenia.

– Bardzo – potwierdziła Greta. – I jestem pewna, Ŝe długo po powrocie do 

Maine będzie wspominać te święta.

James otworzył usta, Ŝeby odpowiedzieć, ale właśnie w tej chwili rozległ się 

dźwięk telefonu.

Z wyraźnym niezadowoleniem sięgnął po słuchawkę. Po krótkiej wymianie 

uprzejmości podał słuchawkę Ŝonie.

– Do ciebie – powiedział. – To Sonia, lepiej weź telefon do kuchni, wiesz, Ŝe 

ona mówi za cicho, Ŝeby moŜna było cokolwiek zrozumieć.

– Przepraszam, kochanie – powiedziała Anita tonem pełnym skruchy. – Sonia 

na pewno będzie chciała omówić szczegóły przyjęcia w Wigilię. Postaram się skrócić 
jakoś tę rozmowę.

– Nie przejmuj się, mamo – odparł Brodie.
– Greta cię zastąpi.
Kiedy Anita znikła za drzwiami kuchni, Brodie pokiwał na Gretę 

zakrzywionym palcem.

– Chodź no tutaj, juŜ dosyć się wylegiwałaś, kiedy inni cięŜko pracowali – 

zwrócił się do niej zaczepnym tonem.

– Dotrzymuję towarzystwa twojemu tacie – broniła się Greta.
– Tata jest zmęczony, zasypia na siedząco po całym dniu pracy, nie sądzę, 

Ŝ

eby się pogniewał, jeśli na moment opuści go piękna kobieta i pomoŜe swojemu 

szwagrowi i córce – uśmiechnął się.

– Mów za siebie, młody człowieku! – zaŜartował James.
Greta na te słowa zaczerwieniła się mocno i podeszła do choinki. Trzymając w 

dłoni bombkę, usilnie zastanawiała się, gdzie ją powiesić.

– Nie jestem w tym zbyt dobra – przyznała się. – MoŜe lepiej zaczekaj na 

Anitę?

– Z pewnością choinka do tego czasu zmurszeje i zarośnie mchem – zapewnił 

ją. – A tobie niewiele potrzeba, Ŝeby dobrze wykonać swoją pracę. Dekorowanie 
drzewka wymaga tylko jednej umiejętności.

– Jakiej? – przeraziła się Greta. – Na pewno jej nie posiadam.
– Trochę więcej wiary w siebie, moja droga! – Brodie zmierzył ją wzrokiem. – 

Na pewno kryje się w tobie jakiś potencjał. - Brodie podniósł z podłogi pudełko pełne 
kolorowych ozdób i wręczył je Grecie. – Tą umiejętnością jest zdolność do zabawy. 
Trzeba mieć chęć do śmiechu, chichotu, a nawet tańca. Czy to ponad twoje siły, 
szwagierko? – dodał figlarnie.

Greta przez moment zastanowiła się powaŜnie nad tym pytaniem. Oczywiście, 

background image

bywały chwile pełne śmiechu w jej poprzednim związku, ale nie było w tym 
wszystkim takiej niewinnej, dziecięcej radości, o jakiej wspominał Brodie. Ta myśl 
zaniepokoiła ją i sprawiła, Ŝe nieznacznie posmutniała. Przyjrzała się trzymanemu 
przez siebie pudełku, wypełnionemu po brzegi kolorowymi ozdobami świątecznymi.

– Nie nabijaj się ze mnie, na pewno nie jestem tak zabawowa jak ty – 

odpowiedziała.

Słysząc te słowa, Brodie aŜ jęknął. Podszedł do niej i delikatnie ująwszy jej 

podbródek, podniósł go do góry.

– Greta, spójrz na mnie. Wcale się z ciebie nie nabijam. Po prostu się z tobą 

draŜnię, to część takiej słownej gierki, rozumiesz? – tłumaczył łagodnie.

Błękitne oczy Grety pociemniały, kiedy patrzyła na Brodiego. Wahała się, czy 

przyznać się, Ŝe tego typu przekomarzania pamięta jedynie z dzieciństwa. Jej ojciec, 
Michael O’Brien, zanim opuścił rodzinę na zawsze, kiedy Greta miała sześć lat, teŜ 
tak się z nią draŜnił. Tego jednak nie chciała Brodiemu opowiadać.

– Pewnie, Ŝe rozumiem. MoŜesz wierzyć lub nie, ale ja teŜ się czasami 

uśmiecham. A niekiedy nawet zdarza mi się śmiać – siliła się na dowcip Greta.

Brodie podniósł jedną ze swoich ciemnych gęstych brwi do góry.
– CzyŜby? A co z tańcami?
– Nie, nigdy mi się to nie zdarza – przyznała smutno. – Nie umiem tańczyć.
Brodie zrobił taką minę, jakby ta informacja go zszokowała. A moŜe 

naprawdę tak było? Greta pomyślała, Ŝe w przypadku Brodiego trudno było wyczuć, 
czy malujące się na jego twarzy emocje są prawdziwe, czy męŜczyzna najzwyczajniej 
w świecie się wygłupia.

– To straszne! Natychmiast musimy temu zaradzić! – zakrzyknął Brodie i 

dziarsko ruszył, Ŝeby porwać Gretę w objęcia.

– Brodie! – zaprotestowała słabo. – Co ty wyprawiasz?
– Mam zamiar nauczyć cię tańczyć – odrzekł z szelmowskim uśmiechem.
Greta próbowała ze wszystkich sił wyswobodzić się z Ŝelaznego uścisku jego 

silnych ramion. Serce zaczęło jej bić jak szalone. Wszelki opór jednak nie miał 
najmniejszego sensu. Uścisk zacieśnił się tylko i teraz Brodie przyciągnął ją do siebie 
tak mocno, Ŝe ich ciała niemal przyległy do siebie.

– Nie chcę! Brodie, to nie jest dobry moment! – próbowała nadal walczyć 

Greta. Jednocześnie odwróciła głowę, Ŝeby zobaczyć, gdzie jest Lilly. Dziewczynka 
siedziała grzecznie pod choinką. Trzymała w ręku bombkę i z otwartą buzią 
przypatrywała się matce i wujkowi.

– Mamusiu, tańcz! – zachęcała z zapałem. – O tak! – Dziewczynka podniosła 

się z podłogi i zaczęła się obracać wokół własnej osi, jakby tańczyła walca. Kątem 
oka Greta zauwaŜyła, Ŝe James przygląda się całej scenie z szerokim uśmiechem na 
twarzy.

Pomyślała, Ŝe to nic dziwnego, Ŝe jej teściowi podoba się ten widok. James 

był taki sam jak Brodie. Ciągle miał ochotę na figle. Ta cecha zaskoczyła ją, kiedy go 
pierwszy raz spotkała. Doug był zupełnie inny niŜ reszta jego rodziny. Cichy, 
zamknięty w sobie i powaŜny.

– Widzisz, Lilly juŜ złapała, o co chodzi – zaśmiał się Brodie. – PrzecieŜ nie 

ma lepszego czasu na tańce i zabawę niŜ święta BoŜego Narodzenia. To czas 
ś

więtowania i radości, w kaŜdym znaczeniu tego słowa – dodał cicho, a jego dłoń, 

spoczywająca na jej plecach, obniŜyła się nieco.

– PrzecieŜ musimy ubrać choinkę! – przypomniała mu z wyrzutem.
– Mamy na to całą noc – odparł swobodnie. Z gardłem zaciśniętym z emocji 

Greta objęła Brodiego drugą ręką.

– W porządku, jesteśmy gotowi – powiedział z władczym uśmiechem, który 

background image

sprawił, Ŝe Gretę przeszył dreszcz. – Rób po prostu to, co ja – dodał i uśmiechnął się 
do niej.

Z wieŜy dobiegał głos Willy’ego Nelsona wykonującego utwór „Pretty Paper”. 

Greta nie sądziła, Ŝe tego typu muzykę moŜna uznać za taneczną, jednak najwyraźniej 
Brodie był innego zdania. Zaczęli się kołysać w rytm muzyki. Na początku Greta 
pochłonięta była uwaŜnym obserwowaniem jego kroków i dokładnym powtarzaniem 
wykonywanych przez niego sekwencji. Z czasem jednak przestała patrzeć na stopy i 
dała się poprowadzić muzyce i Brodiemu.

Z wolna zaczęła odczuwać miłe ciepło bijące od jego ciała, tak ściśle 

stykającego się z jej ciałem.

Greta nie zdawała sobie dotychczas sprawy, Ŝe taniec moŜe być czynnością tak 

zmysłową. Przynajmniej ona w taki sposób go odbierała. W Brodiem ich wspólny 
taniec pewnie nie wzbudzał takich emocji, męŜczyzna z pewnością tańczył w swoim 
Ŝ

yciu z wieloma kobietami. Greta myślała, Ŝe dla jej szwagra czynność ta jest pewnie 

po prostu dobrą rozrywką. To była część tego „świętowania”, o którym wcześniej 
wspomniał. Musiała przyznać sama przed sobą, Ŝe takie świętowanie bardzo jej 
przypadło do gustu. Mimo Ŝe zaschło jej w gardle, czuła dziwną słabość w nogach i 
silną potrzebę wtulenia się policzkiem w jego ramię. A moŜe właśnie dlatego?

Przetańczyli kilka razy wokół salonu. Podczas jednej z takich rund Greta 

zauwaŜyła, Ŝe fotel, zajmowany wcześniej przez jej teścia, jest pusty. James musiał 
się wymknąć z pokoju podczas ich tańca. Greta była z tego zadowolona. Była pewna, 
Ŝ

e jej taniec nie mógł wzbudzić w męŜczyźnie innego uczucia niŜ zaŜenowanie. Poza 

tym bała się, Ŝe jej teść mógłby wyczytać z jej twarzy coś, czego tam nie powinno 
być. Z drugiej strony, Greta uwaŜała swoich teściów za ludzi bardzo otwartych i 
tolerancyjnych. Była pewna, Ŝe nie potępiliby jej za to, Ŝe spodobał jej się ich młodszy
syn.

Muzyka nieoczekiwanie urwała się i taniec dobiegł końca.
– No i co? Nie było tak najgorzej, prawda? – usłyszała przy swoim uchu 

miękki, niski głos Brodiego.

Greta Odkaszlnęła i próbowała się roześmiać.
– Pewnie dla ciebie to przeŜycie było gorsze niŜ dla mnie – odpowiedziała 

lekko. – Ciągle deptałam ci po palcach. Pewnie z powodu karkołomnej próby 
nauczenia mnie tańca, jaką podjąłeś, zostaniesz kaleką do końca Ŝycia – roześmiała 
się serdecznie.

– AleŜ skąd – uśmiechnął się. – Świetnie ci szło. Jeszcze kilka rundek i 

staniesz się mistrzynią tańca towarzyskiego – dodał, odsuwając się od niej z głębokim 
ukłonem. – Dziękuję pani za taniec.

– Przyjemność po mojej stronie, Brodie – odparła głosem ściśniętym z emocji 

i nieśmiało spojrzała mu w oczy.

– Ja teŜ chcę tańczyć! – Lilly podbiegła do Brodiego i podniosła ramiona tak, 

Ŝ

eby męŜczyzna mógł ją wziąć na ręce.

– Nie ma sprawy, młoda damo – odrzekł Brodie z uśmiechem i uniósł 

dziewczynkę do góry. – Trzymaj się, zatańczymy sobie walca dookoła salonu.

Dziecko zachichotało z radości, a Greta z cięŜkim westchnieniem wróciła do 

przerwanej wcześniej czynności dekorowania drzewka. Z zaskoczeniem zauwaŜyła, 
Ŝ

e ręce jej drŜą, a policzki płoną z gorąca. Nawet jako nastolatce nie zdarzyło jej się 

ulec tak silnemu zauroczeniu. Wieszając powolnym ruchem bombkę na choince, 
Greta obiecała sobie wziąć się w garść, zanim wizyta w domu jej teściów skończy się 
jakąś katastrofą.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Anita niemal godzinę rozmawiała przez telefon, a kiedy wreszcie skończyła, 

wróciła do salonu. Wmaszerowała do pokoju, niosąc na tacy kubki z gorącą czekoladą 
i ciasteczka. Wszyscy zrobili sobie małą przerwę i, siedząc pod drzewkiem, 
podziwiali pyszniące się na nim kolorowe ozdoby i światełka. Co kilka chwil Lilly 
podchodziła do choinki i głośno zastanawiała się, gdzie Mikołaj umieści prezenty. Za 
kaŜdym razem inne miejsce wydawało jej się najodpowiedniejsze do tego celu.

Greta nigdy jeszcze nie widziała swojej córki w stanie takiej ekscytacji.
To prawda, Ŝe wszystkie dzieci bardzo przeŜywają święta, ale kobieta widziała 

w uśmiechu córki coś jeszcze, zauwaŜyła, Ŝe dziecko cieszy się z pobytu u rodziny. 
Lilly po prostu kwitła. Nie była to dla niej zwyczajna Gwiazdka. Mimo Ŝe Greta 
cieszyła się radością córki, zastanawiała się, czy dotychczasowe jej Ŝycie z matką w 
Maine było aŜ tak smutne.

Po zjedzeniu ciasteczek i popiciu ich solidną porcją czekolady, Lilly zaczęła 

zasypiać. Jej główka opadła na pierś, a oczy same się zamknęły. Greta przeprosiła 
wszystkich i wzięła dziecko na ręce, Ŝeby zanieść je do sypialni. Kiedy juŜ znalazły 
się w pokoju, przebrała Lilly w piŜamę i przypilnowała, Ŝeby dziewczynka porządnie 
wymyła zęby. Po wysłuchaniu zmówionego przez Lilly paciorka, połoŜyła córkę do 
łóŜka i wróciła do salonu. Nie zastała tam nikogo. Stanęła pod łukiem prowadzącym 
do pokoju i z zachwytem przyglądała się przepięknie udekorowanej choince. Nagle 
usłyszała za sobą kroki. Odwróciła się i z zaskoczeniem poczuła pocałunek, jaki 
Brodie złoŜył na jej policzku.

– Jaki miękki... – wymruczał z zadowoleniem. – Spróbujmy z drugiej strony.
Zanim zdąŜyła zaprotestować, męŜczyzna odgarnął włosy z jej drugiego 

policzka i pocałował go lekko.

Greta poczuła suchość w gardle. Nagła fala gorąca zalała jej całe ciało.
– Co ty... co ty robisz? – zdołała tylko wyszeptać z wysiłkiem.
– Moja droga, stoisz dokładnie pod jemiołą. Co byłby ze mnie za facet, 

gdybym nie wykorzystał okazji? – zaśmiał się Brodie.

Greta z niedowierzaniem spojrzała na sufit. Rzeczywiście, potęŜna gałąź 

jemioły zwisała nad jej głową. Zastanawiała się, dlaczego wcześniej jej nie 
zauwaŜyła.

Złapawszy kilka głębszych oddechów, szybko przemieściła się w stronę 

kanapy.

– A gdzie twoi rodzice? – spytała, sadowiąc się wygodnie na miękkiej sofie.
Brodie podszedł do niej bez pośpiechu. Greta bezwiednie błądziła wzrokiem 

po jego umięśnionej sylwetce.

– Poszli juŜ spać – odparł. – Tata był zmęczony po całym dniu pracy. Kazali 

cię przeprosić i przekazać, Ŝe się zobaczycie jutro rano.

– Nie ma powodu mnie przepraszać! – odpowiedziała. – PrzecieŜ jestem tu 

tylko gościem, nie powinni się krępować moją obecnością. Poza tym naleŜy im się 
odpoczynek, święta to radość, ale tez i sporo roboty.

Brodie swobodnie rozsiadł się na sofie obok Grety, jego zgięte kolano 

dotykało jej nóg. Wzbudziło to w niej prawdziwy popłoch. Spoczywające na 
poduszce palce Brodiego dzieliło od jej dłoni zaledwie kilka centymetrów. Poza 
uczuciem popłochu jego bliskość powodowała, Ŝe Greta odczuwała podniecenie. 
Emocje te starała się ze wszystkich sił ukryć przed Brodiem.

– Cały ten wysiłek jednak się opłaca. Człowiek się przecieŜ świetnie bawi w 

czasie świąt. – Brązowe oczy męŜczyzny zwęziły się, formując dwa przecinki, kiedy 

background image

szeroki uśmiech pojawił się na jego twarzy. – Powiedz mi, Greto, a ty dobrze się z 
nami bawisz? – zapytał znienacka. – Czy po prostu jakoś nas znosisz?

Greta zacisnęła usta i spojrzała na niego z gniewem. Dlaczego uparł się, Ŝeby 

ją stawiać pod murem? I dlaczego ona dawała się do tego muru przycisnąć?

– Mimo tego, co pewnie sądzisz na mój temat, świetnie się tu bawię i dobrze 

mi z twoją rodziną. Co ty sobie w ogóle o mnie myślisz? Jestem według ciebie jakąś 
nadętą lalą?

Brodie podniósł dłoń, która wcześniej w jakiś niezrozumiały sposób znalazła 

się na jej udzie, i ujął ją za rękę.

– Nie, po prostu myślę, Ŝe Ŝyłaś w izolacji, w jakiejś szklanej wieŜy. Chyba 

nie zaznałaś niczego, co wykraczałoby poza ten mały, hermetycznie zamknięty świat, 
jaki sobie zbudowałaś.

Greta próbowała wyszarpnąć dłoń, ale jego palce tylko mocniej zacisnęły się 

na jej palcach.

Posłała mu więc jedynie spojrzenie pełne popłochu.
– Śmierć Douga... – zaczęła, ale Brodie nie dał jej dokończyć.
– Nie ma z tym nic wspólnego – stwierdził autorytatywnie.
Zupełnie zaskoczona, Greta przysunęła się bezwiednie w jego kierunku, 

poszukując w wyrazie jego twarzy dowodu na to, Ŝe się nie przesłyszała.

– Nie mogę uwierzyć, Ŝe powiedziałeś coś takiego! – krzyknęła oburzona. – O 

co ci w ogóle chodzi?

– Nie unoś się, Greto, nie chciałem cię urazić. Chciałem tylko powiedzieć, Ŝe 

jakoś musisz rozbić te ściany ze szkła, które sama wybudowałaś, i zacząć Ŝyć 
naprawdę – odpowiedział spokojnym, przepraszającym tonem.

Greta patrzyła na niego, jakby zaczął nagle mówić w jakimś obcym, 

niezrozumiałym dla niej języku.

– Co ty bredzisz! PrzecieŜ ja Ŝyję!
Brodie parsknął pogardliwie w odpowiedzi. Jego zachowanie doprowadziło 

Gretę do prawdziwej furii.

– Kto ci dał prawo wymądrzać się na temat Ŝycia innych? – rzuciła oschle. Jej 

policzki płonęły juŜ ze wściekłości i nawet nie próbowała się opanować. – Dlaczego 
uwaŜasz się za eksperta, co?

– Nie uwaŜam się za eksperta – uśmiechnął się przepraszająco, jakby 

rozumiał, Ŝe Greta miała prawo się zdenerwować, ale nie mógł nic na to poradzić. – 
Po prostu jestem na tyle bystry, Ŝe zauwaŜyłem pewne rzeczy w twoim zachowaniu.

Uczucie wściekłości, które opanowało wcześniej Gretę, z wolna ustępowało 

zaciekawieniu.

– Spodziewam się, Ŝe fakt, iŜ jesteś Ŝołnierzem, wpłynął na to, Ŝe świetnie 

znasz się na kobietach? – spytała złośliwie.

– Niezupełnie – zaśmiał się Brodie w odpowiedzi. – Jednak poznałem parę 

niewiast poza koszarami – dodał, wykrzywiając usta w złośliwym, pewnym siebie 
uśmieszku.

– Domyślam się – powiedziała z przekąsem Greta. – Jednak wolałabym, Ŝebyś 

mnie do tych, jak to ująłeś „niewiast”, nie porównywał, bo zdaje się, Ŝe właśnie 
próbujesz.

Uśmiech natychmiast zniknął z twarzy Brodiego.
– Nie śmiałbym cię do nich porównywać – powiedział szczerze. – Jesteś... 

zupełnie inna. Nigdy jeszcze nie miałem do czynienia z taką kobietą jak ty.

Jego słowa sprawiły, Ŝe Greta nagle poczuła się niezręcznie. Posmutniała teŜ 

znacznie. Od czasu, kiedy skończyła sześć lat, zawsze była „inna”. Jej Ŝycie róŜniło 
się od Ŝycia otaczających ją rówieśników. Jej ojciec nie chciał ani jej, ani jej matki. 

background image

Odszedł, nawet nie obejrzawszy się za siebie. A kiedy odszedł, Teresa O’Brien 
zmuszona była pracować na trzech etatach, Ŝeby zarobić na chleb dla siebie i swojej 
małej córeczki. Greta obserwowała proces przemiany, jakiemu ulegała jej piękna 
matka, stając się wrakiem człowieka. Jako dziecko Greta wychowywała się w 
zasadzie sama. Jej matka była zawsze w pracy.

– Pewnie wydaję ci się nudną bigotką. Nie mam zamiaru jednak zacząć 

zachowywać się inaczej. Nie jestem Ŝadną swobodną panienką.

– I Bogu dzięki! – odparł Brodie, uśmiechając się do niej szeroko.
Greta zastygła w osłupieniu.
– Nie rozumiem, zrozumiałam, Ŝe chciałeś mi powiedzieć, Ŝebym trochę 

wyluzowała i wyrwała sobie faceta? – zamrugała, wciąŜ jeszcze zaskoczona tym, co 
usłyszała przed chwilą.

– No... niezupełnie. – Twarz Brodiego wykrzywił na moment grymas 

niezadowolenia.

Z ust Grety wydobyło się głębokie westchnienie. Z trudem wyrwała dłoń z ręki 

Brodiego. Zaraz jednak obie dłonie złoŜyła razem na udach.

– Niezbyt dobrze wyraŜasz, o co ci chodzi – powiedziała.
Nie odpowiedział od razu. Greta rzuciła w jego stronę szybkie spojrzenie. 

Brodie studiował jej twarz, mruŜąc z zastanowieniem brązowe oczy. Jego spojrzenie 
miało w sobie taki ładunek poŜądania, Ŝe Gretę znowu oblała fala gorąca, chyba 
silniejsza niŜ ta, którą odczuwała przy ich wspólnym tańcu.

– Masz rację. MoŜe powinienem wyraŜać się jaśniej, zamiast bawić się w 

konwenanse. Myślę, Ŝe śmierć Douga to dla ciebie świetna wymówka, Ŝeby nie 
związać się z innym męŜczyzną.

To bezczelne stwierdzenie wręcz poderwało Gretę na równe nogi. Brodie 

zdecydowanie na zbyt wiele sobie pozwalał!

– Wiesz, Ŝe po prostu brak mi słów! – warknęła. Chcąc zakończyć tę 

niewygodną dla niej rozmowę, podeszła do półki z płytami CD i zaczęła przeglądać 
kompakty. Właśnie wkładała do odtwarzacza składankę kolęd i piosenek 
ś

wiątecznych, kiedy usłyszała za sobą kroki.

– Dlaczego nie przyznasz mi racji? – zapytał miękko.
Jego głos był niski, głęboki i męski. Męskość zresztą biła z całej jego postaci. 

Greta skarciła siebie za tę myśl.

– PoniewaŜ nie masz racji – odpowiedziała z naciskiem.
Celowo się do niego nie odwracała.
– Trudno się zresztą dziwić. Nie sądzę, Ŝebyś miał jakiekolwiek pojecie o 

miłości czy małŜeństwie. Wątpię, Ŝebyś doświadczył pierwszego, a z pewnością nie 
doświadczyłeś drugiego – wypaliła.

– Nie wiem, czy tego samego nie moŜna powiedzieć o tobie – odparował.
Ze wszystkiego co dotychczas od niego usłyszała, to zaszokowało ją 

najbardziej. Odwróciła się, Ŝeby spojrzeć mu w twarz.

– A teraz co chcesz powiedzieć? – zapytała. – PrzecieŜ wszyscy wiedzą, Ŝe 

kochałam Douga.

– Z pewnością... na swój sposób – odparł Brodie.
Greta czuła, jak z wściekłości płonie jej cała twarz.
– A Doug kochał mnie! – dorzuciła wściekle.
– Ach, więc tak to się nazywa... – odparł bezczelnie męŜczyzna.
Greta doprowadzona do ostateczności, zbliŜyła się do niego. Teraz od jego 

drwiącej twarzy dzieliło ją zaledwie kilka centymetrów.

– Denerwujesz mnie, Brodie, naprawdę – powiedziała z wściekłością przez 

zaciśnięte zęby.

background image

– To dobrze, przynajmniej raz w Ŝyciu coś czujesz.
Greta odczuwała gniew chyba bardziej w stosunku do siebie niŜ do niego. 

Miała zbyt silną osobowość, Ŝeby do takiego stanu doprowadził ją jakiś męŜczyzna.

– Nic nie wiesz o moim małŜeństwie. Jak śmiesz? Nigdy ci się nie chciało 

przyjechać do Maine, Ŝeby odwiedzić brata. Zawsze miałeś słuŜbę gdzieś na drugim 
końcu kraju. Miłość do Armii Stanów Zjednoczonych zawsze była silniejsza niŜ 
miłość do rodziny, nieprawdaŜ?

Twarz Brodiego nabrała surowego wyrazu.
– Pewnie to właśnie słyszałaś na mój temat od Douga, co? Powiedział ci, Ŝe 

nie chciałem was odwiedzić, bo słuŜba w wojsku pochłania mnie całkowicie, tak?

Greta złagodniała nieco, spodziewała się, Ŝe być moŜe prawda nie do końca 

wygląda tak, jak przedstawiał ją Doug.

– Tak, tak twierdził mój mąŜ. A było inaczej?
– Nie – potrząsnął głową Brodie. – Daleki jestem od twierdzenia, Ŝe Doug był 

kłamcą.

Pozwól, Ŝe ci wyjaśnię przyczyny swojego postępowania. Twój mąŜ uwaŜał, 

Ŝ

e słuŜba w armii pochłania mnie całkowicie. Nie mógł pojąć, jak moŜna kochać coś 

związanego z wojskowością. Doug brzydził się przemocą. UwaŜał, Ŝe ktoś, kto w 
upale i błocie lub mrozie i śniegu przedziera się kilometrami po jakimś trudnym 
terenie musi mieć nierówno pod sufitem. Mój brat miłował spokój i nie lubił 
niespodzianek i ryzyka. Dlatego właśnie, między innymi, oŜenił się z tobą.

Zamiast wściekłości Greta zaczęła odczuwać dziwny, paraliŜujący chłód, który

wręcz utrudniał jej przełykanie.

– Ach, więc na ten temat teŜ masz gotową teorię, tak? – wycedziła z trudem.
Wyraz twarzy Brodiego złagodniał nieco. Patrzył na nią jakby z wyrzutem i 

przykrością, co zmroziło Gretę jeszcze bardziej.

– Tak – odparł miękko. – Douga łatwo było rozszyfrować. Kochał rutynę i 

poczucie bezpieczeństwa.

Greta westchnęła głęboko. Jej umysł bezwiednie odszukał w pamięci dzień, 

kiedy poznała Douga. Był wtedy stypendystą na wydziale księgowości Uniwersytetu 
Stanowego w Portland. Greta uczęszczała na ten wydział na przedmioty związane z 
przedsiębiorczością i była tuŜ przed dyplomem. Wpadli na siebie zupełnie 
przypadkiem, i to dosłownie, w kafejce na wydziale. Doug bardzo ją przepraszał, a ją 
ujęły jego szarmancki sposób bycia i opanowanie. Później, gdy się lepiej poznali, 
Greta czuła się przy nim miło i bezpiecznie. Czy to moŜliwe, Ŝe po prostu wzięła te 
uczucia za miłość? A moŜe podobne uczucia wzbudzała w Dougu?

– Nie ma w tym niczego złego. Ja teŜ kocham rutynę i pragnę bezpieczeństwa 

dla siebie i Lilly – powiedziała.

Brodie posmutniał.
– Zastanów się, co mówisz, Greto. Doug wiedział, Ŝe brakowało ci poczucia 

bezpieczeństwa i Ŝe jesteś kobietą, którą moŜna sobie podporządkować. UwaŜał, Ŝe 
jesteś osobą prawą i szczerą. Przykro mi, Ŝe cię rozczaruję, ale nie oŜenił się z tobą z 
miłości. Nie był skłonny do takiej impulsywności.

Greta miała ochotę krzyczeć. Chciała wykrzyczeć Brodiemu, Ŝe nie ma racji, 

Ŝ

e byli z Dougiem w sobie zakochani, ale słowa uwięzły jej w gardle. Ku swojemu 

zaskoczeniu poczuła nagle, Ŝe Brodie ma rację.

Odwróciła się do niego plecami i powiedziała niskim, załamującym się 

głosem.

– Nie rozumiem, dlaczego wygadujesz takie okropne rzeczy na temat swojego 

brata, zwłaszcza Ŝe nie ma go juŜ wśród nas i nie moŜe się bronić.

Brodie połoŜył Grecie dłonie na ramionach.

background image

– Nie chcę źle o nim mówić. Był przecieŜ moim najukochańszym bratem. 

Doug był chodzącą dobrocią, naprawdę. I gdyby doŜył setki, byłby dla ciebie dobrym 
męŜem... no, na swój sposób. Jednak mój brat nie Ŝyje. A ty jesteś samotną kobietą, 
która, mam wraŜenie, potrzebuje o wiele więcej niŜ poczucia bezpieczeństwa i 
spokoju.

Emocje, których Greta nie potrafiła nazwać, sprawiły, Ŝe łzy stanęły jej w 

oczach, a głos uwiązł w gardle.

– Niczego więcej nie potrzebuję – wycharczała z trudem. – Nie mów mi, co 

jest dla mnie dobre! Nie chcę tego słuchać!

– Greto... – zaczął Brodie, ale ona juŜ nie słuchała. Wyrwawszy się z jego 

uścisku, wybiegła z pokoju.

Następnego dnia Greta skończyła pić kawę jako ostatnia. Anita wstała od 

kuchennego stołu i zaczęła sprzątać brudne naczynia. Kiedy Greta poderwała się, Ŝeby 
pomóc teściowej, ta poklepała ją uspokajająco po ramieniu.

– Nie ma pośpiechu. Pij sobie spokojnie kawę, a ja powolutku wszystko 

pozbieram.

Poza nimi dwiema dom był zupełnie pusty. MęŜczyźni wybrali się rano na 

zakupy z zamiarem nabycia brakujących prezentów świątecznych i namówili Lilly, 
Ŝ

eby pojechała z nimi. Greta nie mogła się pozbyć uczucia pustki. Dom był cichy bez 

wesołego szczebiotania jej córki. Brakowało teŜ w nim Brodiego, który lubił puścić 
do niej oko lub rzucić uśmieszek.

Greta zganiła się za myślenie o tym bezczelnym, typie. Miała go wciąŜ przed 

oczami. To dobrze, Ŝe zaraz po świętach jej wizyta w domu teściów się skończy. W 
innym przypadku pewnie zrobiłaby z siebie kompletną idiotkę.

– Cieszę się, Ŝe James mógł wziąć sobie wolne na czas świąt – powiedziała do 

Anity. – Lilly naprawdę lgnie do dziadka. Wyobraź sobie, Ŝe twoja wnuczka ciągle 
opowiada o dziadku, jego młotkach i jego warsztacie. To dziecko chyba wierzy 
ś

więcie w to, Ŝe James potrafi wyczarować z kawałka drewna dosłownie wszystko.

– Bo to prawda – odpowiedziała Anita z uśmiechem pełnym zadowolenia.
Kobieta zgrabnie układała talerze na wysoko umieszczonej półce kredensu.
– Do wujka teŜ lgnie – zauwaŜyła. – Obydwaj ją strasznie rozpieszczają. Ale 

przecieŜ czasami trzeba dzieci trochę porozpieszczać. Ja z pewnością trochę 
rozpuściłam Douga i Brodiego, kiedy byli dziećmi.

Greta zacisnęła mocno palce na kubku.
– Jak się patrzy na Brodiego, to trudno uwierzyć, Ŝe Doug był jego rodzonym 

bratem. Trudno wyobrazić sobie dwie równie odmienne osobowości – odwaŜyła się 
powiedzieć.

Anita wróciła do stołu po resztę naczyń.
– To prawda. Brodie odziedziczył naturę po swoim ojcu i dziadku ze strony 

ojca. Doug przypominał raczej moich braci. Oni teŜ byli spokojni i zamknięci w 
sobie.

Greta wodziła palcem po krawędzi kubka i po zastanowieniu postanowiła 

zdobyć się na zadanie dawno nurtującego ją pytania.

– To moŜe dziwnie zabrzmi... ale czy Doug bywał czasami zazdrosny o 

Brodiego?

Anita, odwróciwszy się od zlewozmywaka, wolno wytarła ręce w lnianą 

ś

ciereczkę, jakby zastanawiając się nad odpowiedzią.

– Jak to zwykle wśród braci – wzruszyła wreszcie ramionami. – Zanim 

urodziłam Brodiego, Doug był jedynakiem przez osiem lat. Na początku buntował się, 
nie mógł się pogodzić ze stratą pierwszego miejsca w rodzinie. To się jednak zdarza 

background image

większości dzieci w takiej sytuacji.

– Nie chodziło mi o okres, kiedy Doug i Brodie byli dziećmi, ale później, 

kiedy dorośli – wyjaśniła Greta.

Anita spojrzała na nią ze zdziwieniem.
– Prawdę mówiąc, nie zauwaŜyłam jakichś szczególnych oznak zazdrości. 

Pytasz o coś konkretnego?

Greta poczuła nagłe zaŜenowanie. Poderwała się na nogi i zaczęła z zajęciem 

zeskrobywać do kosza na śmieci resztki jedzenia ze swojego talerza.

– Och, nie wiem... – Próbowała nadać swojemu głosowi bagatelizujący ton. – 

Wydawało mi się po prostu, Ŝe Doug nie pochwala kariery wojskowej, jaką sobie 
wybrał Brodie. Gdybym miała tak zasłuŜonego brata, byłabym dumna. Wszystkim 
bym się nim chwaliła. A Doug nikomu nigdy słowem nie wspominał o bracie.

Anita uśmiechnęła się i kiwnęła głową z pełnym zrozumieniem.
– Pamiętaj, Ŝe Doug nie był szczególnie silny fizycznie czy wysportowany. 

Zawsze siedział w ksiąŜkach i wojsko go zupełnie nie interesowało. Nie miał zresztą 
szans na karierę w armii. A James przecieŜ dostał medal po powrocie z Wietnamu, a 
jego dziadek był wielokrotnie odznaczony podczas drugiej wojny światowej. MoŜe 
Doug skrycie marzył, Ŝeby być taki jak oni, ale nie miał ku temu warunków? Jednak 
przecieŜ odnosił sukcesy na innym polu. I przede wszystkim był dobrym człowiekiem.

– To prawda – potwierdziła Greta Ŝarliwie.
Doug był dobry. Był teŜ uosobieniem wszystkiego, o czym Greta mogła 

zamarzyć, a przynajmniej tak jej się wydawało. śyła w tym przeświadczeniu aŜ do 
poprzedniego wieczoru, kiedy Brodie zasiał w niej powaŜne wątpliwości. Nonsens, 
pomyślała ze złością, ten człowiek coś bredził bez sensu. Co on wie o miłości? 
Stabilizacja i bezpieczeństwo są waŜniejsze niŜ namiętność i pasja.

Cały czas próbując samą siebie przekonać, Ŝe ma rację, bezwiednie z 

rozmarzonym uśmiechem wodziła palcami po policzku w miejscu, gdzie 
poprzedniego wieczoru Brodie ją pocałował.

Po południu Greta i Anita pakowały prezenty przy kuchennym stole i kiedy 

Brodie, James i Lilly wrócili z zakupów, miały juŜ sporą część pracy za sobą. 
Wnuczka w asyście dziadka pomaszerowała do salonu połoŜyć część paczek pod 
choinką. Brodie zaś snuł się po kuchni bez wyraźnego celu.

– Nie zgadniesz, mamo, kogo dziś spotkałem w centrum handlowym – 

zagadnął Anitę.

Anita nawet nie podniosła wzroku znad paczki, którą od pewnego juŜ czasu 

próbowała z godnym podziwu uporem przewiązać wyjątkowo śliską wstąŜką.

– Masz rację, nie zgadnę, kogo?
– Patsy Wallis, pamiętasz ją? Byliśmy razem w szkole średniej.
Anita rzuciła synowi krótkie spojrzenie i powróciła do swojego absorbującego 

zajęcia. Po drugiej stronie stołu Greta robiła wszystko, co w jej mocy, Ŝeby Brodie nie 
zauwaŜył, Ŝe z zapartym tchem słucha kaŜdego jego słowa.

– Jasne, Ŝe pamiętam – odpowiedziała Anita. – Taka cheerleederka, ładna 

blondyneczka. Chyba nawet była przez jakiś czas twoją dziewczyną w liceum?

Brodie głośno przełknął ślinę i mimochodem zajął miejsce po prawej stronie 

Grety przy stole.

Podniosła na moment głowę i rzuciła mu to samo wyniosłe spojrzenie, jakim 

obdarzała go raz po raz tego dnia przy śniadaniu. Nie wydawało się to jednak robić na 
nim Ŝadnego wraŜenia.

– Nie, mamo, mylisz ją z jej przyjaciółką, Kelli.
Patsy to ta brunetka, która jeździła białym mustangiem.
– Ach tak – odparła Anita z zastanowieniem. – To była bardzo ładna 

background image

dziewczyna. Pewnie nadal jest atrakcyjna.

Brodie spoglądał raz po raz na Gretę.
– Tak, jeśli ktoś lubi brunetki – spojrzał z jawną adoracją na ogniste loki 

Grety.

Zerknęła na niego szybko, a on uśmiechnął się do niej znacząco. Na szczęście 

Anita zdawała się być nieświadoma tego, co tak naprawdę odgrywało się w tej chwili 
przy stole.

– Pogawędziliście sobie o starych czasach? – spytała Anita.
Brodie przez długi moment, który Grecie wydawał się wiecznością, sączył z 

kubka kawę. Greta juŜ zdołała sobie wyobrazić wzruszającą scenę spotkania swojego 
szwagra ze szkolną pięknością. Na pewno ta Patsy bezwstydnie wdzięczyła się do 
niego, myślała ze złością. Pewnie oparła mu się na ramieniu i trzepotała długimi 
rzęsami, aŜ facet zupełnie zmiękł. Zaraz jednak skarciła się; nie mogła sobie pozwolić 
na zazdrość. Nie o Brodiego, na miłość boską!

To ostatni facet na tej planecie, o którego powinna być zazdrosna!
– Tak, było bardzo miło – odpowiedział wreszcie jej szwagier. – Zapraszała 

mnie na gwiazdkową imprezę w Domu Weterana. Jej mąŜ jest weteranem, więc ona 
pomaga w organizowaniu imprezy. Dlaczego nic o tym nie wspomniałaś? Nie idziecie 
z tatą potańczyć?

Uporawszy się wreszcie z oporną wstąŜką, Anita odłoŜyła paczkę i podeszła 

do zlewozmywaka umyć ręce.

– Przepraszam, kochany, ale tyle było roboty, Ŝe zupełnie wyleciało mi to z 

głowy. Jesteśmy tam prawie co roku, ale tym razem chyba się nie wybierzemy. 
Musimy przecieŜ pojawić się u Morralesów jutro wieczorem na ich imprezie.

Nagle Anita odwróciła się od zlewozmywaka.
– Mam pomysł! Weź ze sobą Gretę i idźcie potańczyć. Tam zawsze jest 

bardzo miło, no i zobaczyłbyś swoich starych znajomych! – Klasnęła rękami z 
uciechy zupełnie jak mała dziewczynka.

– Nie! – zakrzyknęła Greta z przestrachem. – Ja nie umiem tańczyć, Brodie 

jest świadkiem!

– E tam! A kto na to zwraca uwagę na takich imprezach? – machnęła ręką 

Anita. – Wystarczy się objąć i trochę poruszać nogami. Jestem pewna, Ŝe przy 
wsparciu Brodiego jakoś uda ci się ta sztuka.

Greta zobaczyła kątem oka, Ŝe szwagier przygląda jej się z niebezpiecznym 

błyskiem w oku i dwuznacznym uśmiechem.

– Świetny pomysł – skwitował słowa Anity. Greta poczuła się, jakby ta 

dwójka juŜ zapędziła ją do naroŜnika. Podniosła się od stołu. 

– Zapominacie, Ŝe ja mam córkę – wytoczyła ostatnie działo. – Te tańce są na 

pewno tylko dla dorosłych.

– Oczywiście, dlatego pójdziecie tam we dwójkę, a my z Jamesem zajmiemy 

się małą. Czytałam w gazecie, Ŝe grają bardzo ładny film animowany związany z 
Gwiazdką. Chętnie sobie z Lilly na niego pójdziemy.

BoŜe, myślała gorączkowo Greta, ja nie mogę pójść na tę imprezę z Brodiem. 

PrzecieŜ będziemy tam sami. Będziemy tańczyć, on mnie będzie obejmował... Sama 
myśl o tym przyprawiała ją o dreszcze...

Przygładziła poły spódnicy i oczyściwszy gardło z nerwowej chrypki, 

postanowiła dalej oponować.

– Nie, naprawdę przykro mi, ale ja nie lubię tego typu imprez. Poza tym nie 

znam tam nikogo. Brodie będzie się lepiej bawił beze mnie w towarzystwie starych 
znajomych.

Ostatnie zdanie wypowiedziała z lekkim przekąsem.

background image

– Bzdury! – odpowiedziała Anita. – Brodie cię wszystkim przedstawi. 

Gwiazdka to doskonały czas na tańce i zabawę, a my musimy zadbać o to, Ŝebyś się 
trochę rozerwała, zanim wrócisz do domu.

Greta ostatnim wysiłkiem próbowała wymyślić jakiś sposób, Ŝeby się wyplątać 

z tej sytuacji. Poczuła się przyparta do muru. Nie chciała zachować się jak jakaś 
niewdzięcznica. Jej teściowie przecieŜ robili wszystko, Ŝeby spędziła ten czas jak 
najlepiej.

– Mama ma rację. PrzecieŜ zaraz wracasz do Maine. A tam nikt cię nie nauczy 

kowbojskiego tańca – powiedział Brodie i zaraz szybko dodał: – No, moŜe i ktoś cię 
nauczy, ale na pewno nie tak dobrze jak tutaj.

Greta w tym momencie się poddała. Z wyrazem twarzy męczennicy spojrzała 

na sufit. Ten człowiek robił to specjalnie! Zmuszał ją do robienia rzeczy, jakich nigdy 
dotąd nie doświadczyła, i do bywania w miejscach, do jakich nie przywykła. Czy nie 
widział, Ŝe nie miała wcale ochoty zmieniać swojego Ŝycia?

– Nie wiem, czy chcę się nauczyć tego teksańskiego tańca – broniła się 

dzielnie.

Brodie wstał od stołu i podszedł do niej.
– Na pewno chcesz, po prostu jeszcze o tym nie wiesz – uśmiechnął się 

szelmowsko. – A zresztą jest to prawie tak, jak mama wcześniej mówiła: „Musimy się 
trzymać razem i machać nogami”.

Trzymać się razem, myślała w popłochu Greta. Brodie z pewnością nie zdawał 

sobie sprawy, Ŝe jest to ostatnia rzecz, jaką powinni robić. A moŜe właśnie zdawał 
sobie sprawę?

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Wieczorem Greta z zapałem przeszukiwała ubrania, które przywiozła z domu. 

Nic nie wydawało się jej odpowiednie na tę okazję.

– Nie będzie ci przykro, jeśli mamusia pójdzie na tańce z wujkiem? – spytała 

córkę.

Dziewczynka zaprzeczyła ruchem głowy i wskazała palcem na czerwoną 

suknię leŜącą na podłodze.

– ZałóŜ to, mamusiu, to jest śliczne. Ja teŜ się ubiorę na czerwono, tak jak 

Mikołaj.

– Ach, to dopiero będziesz pięknie wyglądać! – Greta miękkim ruchem 

przejechała córce dłonią po zmierzwionych blond lokach.

– Cieszysz się, Ŝe idziesz do kina z dziadkami?
– Tak – odpowiedziała dziewczynka. Po chwili zastanowienia jednak dodała: 

– Ale chciałabym teŜ iść z wami potańczyć.

Greta pogłaskała córkę po głowie i usiadła obok niej na podłodze wśród 

rozrzuconych części garderoby.

– Nie moŜna być w dwóch miejscach równocześnie, kotku. A poza tym tańce 

są tylko dla dorosłych, a dziadkowie czuliby się okropnie, gdybyś z nimi nie poszła.

Usłyszawszy te słowa, Lilly zamyśliła się powaŜnie, po czym wskoczyła na 

łóŜko i zaczęła radośnie podskakiwać.

– Będę dobra, będę grzeczna i wtedy Mikołaj na pewno przyjdzie i dostanę 

mnóstwo zabawek.

Greta spojrzała na córkę zaskoczona, po chwili jednak uśmiechnęła się.
– Myślisz bardzo logicznie, moja droga.
– Lo... lo... wicznie? A co to znaczy, mamusiu?
– śe jesteś małą, mądrą dziewczynką.
Lilly zeskoczyła z materaca i rzuciła się matce na szyję.
– A to za co? – zapytała Greta ze śmiechem.
– Bo ty teŜ jesteś mądra – odpowiedziała równieŜ ze śmiechem córka.
Greta jednak wcale tak nie uwaŜała. Mądra kobieta nie wystawia się na takie 

pokusy. A wieczór spędzony w towarzystwie Brodiego Barstowa był chyba jedną z 
największych pokus, z jakimi przyjdzie jej się w Ŝyciu zmierzyć.

To była piękna kobieta. Brodie dziwił się, Ŝe wcześniej tego nie zauwaŜył. A 

moŜe po prostu potrzebował czasu, Ŝeby dostrzec w niej to piękno.

– Wyglądasz cudownie, Greto Przed chwilą dotarli do Domu Weterana i stali 

nieopodal okazałej, bogato ubranej choinki. Cała sala była pięknie ozdobiona 
ś

wiątecznymi dekoracjami podwieszonymi pod sufitem na siatce maskującej. 

Pomieszczenie wypełniali tłumnie zgromadzeni ludzie w róŜnym wieku, częstując się 
przekąskami z zimnego bufetu lub podrygując w rytm muzyki wykonywanej na Ŝywo 
przez lokalny zespół. Powietrze wypełniał zapach drzewka i świeŜo pieczonych ciast, 
sprawiając, Ŝe czuło się prawdziwie świąteczną atmosferę.

– Zabrzmiało to tak, jakby cię to dziwiło. - Brodie spojrzał na głębokie 

wycięcie w jej czerwonej bluzce.

To spojrzenie wywołało w niej wątpliwości, czy przypadkiem dekolt nie jest 

zbyt głęboki.

Brodie ledwo powstrzymywał się, Ŝeby nie przycisnąć jej do siebie z całych sił 

i nie zaciągnąć gdzieś do ciemnego korytarza, by tam zerwać z niej te połyskujące 
ubrania. Jego spojrzenie było tak pełne poŜądania, Ŝe Greta aŜ spuściła wzrok.

background image

– Bo jestem zaskoczony. Nie wiedziałem, Ŝe z ciebie taka piękność.
Greta zaczerwieniła się i spojrzała odruchowo na swoją obcisłą bluzkę i 

czarną zamszową spódniczkę. Te dwie części garderoby to był szybki zakup przed 
wyjazdem na święta. Teraz jednak cieszyła się, Ŝe dała się namówić ekspedientce na 
seksowne, kobiece ubranie.

– Kupiłam to na wszelki wypadek. Pomyślałam, Ŝe moŜe pójdziemy gdzieś z 

twoimi rodzicami, do restauracji lub coś w tym stylu.

Brodie przejechał palcami po jej obojczyku.
Greta ku swemu niezadowoleniu poczuła, Ŝe dostała gęsiej skórki. Miała 

nadzieję, Ŝe Brodie tego nie zauwaŜył ani teŜ nie usłyszał przyspieszonego bicia jej 
serca.

– Dobry wybór. Zawsze uwaŜałem, Ŝe tak właśnie powinnaś się ubierać – 

odparł z szerokim uśmiechem.

Sama myśl, Ŝe Brodie myślał o niej w ten sposób juŜ była niepokojąca. Jednak 

sposób, w jaki patrzył na nią w tej chwili, zupełnie jakby była dojrzałym owocem, 
który ma ochotę obrać i schrupać, sprawił, Ŝe aŜ się zatrzęsła.

– MoŜe pójdziemy po coś do picia? – zaproponowała lekko.
Swobodnie objął ją w talii i zaprowadził do stolika, gdzie stały napoje. Po 

drodze kilkakrotnie przystawali, Ŝeby przywitać się ze znajomymi Brodiego. Wszyscy 
zdawali się być mile zaskoczeni tym, Ŝe przyjechał do domu na święta i dopytywali 
się, jak długo tym razem zostanie. Greta pomyślała, Ŝe Brodie był tu bardzo lubiany, 
starzy znajomi tęsknili najwyraźniej za jego towarzystwem. Sama była ciekawa 
terminu jego wyjazdu, jednak Brodie odpowiadał kolegom wymijająco, twierdząc, iŜ 
nie otrzymał jeszcze nowych rozkazów, więc niczego się nie dowiedziała. A przecieŜ 
nie powinno mieć to dla niej najmniejszego znaczenia, próbowała napominać siebie w 
duchu. Za kilka dni wrócą z Lilly do Maine, do normalnego Ŝycia. Nie było powodu, 
Ŝ

eby interesowały ją plany szwagra. Musiała jednak przyznać sama przed sobą, Ŝe 

niełatwo jej będzie o nim zapomnieć.

– Proszę – Brodie wskazał na tace pełne wszelkiego rodzaju napojów – do 

wyboru do koloru: soki, kawa, napoje gazowane, piwo i oczywiście świąteczny 
poncz: w wersji wzmocnionej i zwykłej. Czego sobie Ŝyczysz?

Greta wiedziała, Ŝe Brodie przypuszczał, iŜ wybierze jakiś sok lub piwo. Z 

jakiegoś dziwnego powodu zaleŜało jej jednak na tym, Ŝeby mu pokazać, Ŝe jest 
zupełnie inna, niŜ mu się zdaje.

– Chętnie spróbuję tego wzmocnionego świątecznego ponczu. W końcu jest 

Gwiazdka, raz się Ŝyje.

– Dobrze! – Brodie najwyraźniej był mile zaskoczony. – Wznieśmy toast.
Napełnił dwa plastikowe kubki po brzegi ciemnoczerwonym płynem i jeden z 

nich podał Grecie.

– A za co pijemy? – zapytała.
Brodie otworzył usta, Ŝeby odpowiedzieć, ale w tym momencie podeszło do 

stolika kilka par, spragnionych po wyczerpujących tańcach na parkiecie.

– Odejdźmy gdzieś na bok. – Brodie wziął Gretę za łokieć i delikatnie 

skierował w ustronny kąt sali, gdzie stała wygodna ławeczka. Zebrało się tutaj 
niewiele osób, a dźwięki muzyki dobiegające z głośników były nieco przytłumione.

– Tu jest duŜo przyjemniej – stwierdził, kiedy zasiedli na miękko wyściełanej 

ławce. – A jaki toast ty proponujesz? Za zdrowie i powodzenie, za miłość, a moŜe za 
szczęście? – zapytał.

Ławeczka była bardzo krótka, Greta zmuszona więc była siedzieć bardzo 

blisko Brodiego. Popatrzyła na jego przystojną twarz z mocno zarysowaną szczęką, 
dołkiem w brodzie i błyszczącymi, ciemnymi oczami i pomyślała, Ŝe na tej sali nie 

background image

było drugiego równie seksownego męŜczyzny. Był młody, świetnie zbudowany i miał 
jakiś niebezpieczny błysk w oku, który sprawiał, Ŝe trudno było mu się oprzeć, nawet 
komuś takiemu jak ona.

– MoŜe wypijmy za szczęście, ten toast łączy w sobie wszystkie pozostałe – 

zaproponowała. – JeŜeli ktoś jest nieszczęśliwy, to znaczy, Ŝe ani zdrowie i 
powodzenie, ani miłość się dla niego nie liczy, prawda?

– Za nasze szczęście – powiedział głębokim, miękkim głosem Brodie, 

wznosząc kubek do góry.

Ręka Grety zadrŜała lekko, gdy podnosiła kubek. Nasze szczęście? Ten toast 

zabrzmiał bardzo osobiście, zupełnie jakby łączył ich juŜ romans. Greta na moment 
rozmarzyła się, zastanawiając się, jak mógłby wyglądać jej związek z Brodiem. Dla 
tego męŜczyzny wszystko, co robił, wiązało się z jakąś pasją i namiętnością. Na 
pewno związek i małŜeństwo byłyby pełne takich uczuć. Decydując się na Ŝycie z 
nim, kaŜda kobieta musiała się liczyć z tym, Ŝe będzie to pełna pasji przygoda i Ŝe 
związek z nim pochłonie ją całkowicie. Na pewno takie Ŝycie bardzo róŜniłoby się od 
spokojnej, miłej egzystencji, jaką Greta wiodła u boku Douga.

– Znowu mnie zadziwiasz, Greto – powiedział Brodie, przełknąwszy 

wcześniej solidną porcję ponczu – nie wybrałaś tego toastu, o który cię 
podejrzewałem.

Mocny alkohol palił podniebienie Grety, ale w Ŝołądku odczuwała miłe ciepło. 

Wypiła jeszcze jeden łyk, zanim zdecydowała się odpowiedzieć.

– A myślałeś, Ŝe co wybiorę? Powodzenie? MęŜczyźni uwaŜają, Ŝe kobietom 

zaleŜy tylko na pieniądzach.

Brodie przysunął się do Grety i zaprzeczył ruchem głowy.
– Ty nie naleŜysz do takich kobiet. Myślałem, Ŝe wybierzesz toast za miłość.
Zupełnie zaskoczona tym stwierdzeniem, Greta rozejrzała się bacznie dookoła, 

Ŝ

eby sprawdzić, czy przypadkiem nikt nie podsłuchuje ich rozmowy.

Szczęśliwym zrządzeniem losu w pobliŜu nie było nikogo, nie licząc kilku par 

z pasją oddających się szałowi tańca, zbyt pochłoniętych tą czynnością, by mogły 
zwracać uwagę na cokolwiek innego.

– Ja juŜ miałam swoją miłość – przypomniała Brodiemu.
– CzyŜby?
Greta zacisnęła palce na plastikowym kubku tak mocno, Ŝe niemal go zgniotła.
– Brodie, jak moŜesz tak...? – Spojrzała na niego z głębokim wyrzutem.
– ZałoŜę się, Ŝe Doug nigdy nie widział cię w takim stroju jak dziś i Ŝe nigdy 

nie byliście razem na tańcach...

– To nie do końca była wina Douga – powiedziała głosem pełnym poczucia 

winy. – Powinnam była postarać się wlać więcej namiętności w nasze małŜeństwo. 
Jednak, prawdę mówiąc, nie potrafiłam tego zrobić. A nawet gdybym potrafiła, 
pewnie bym się bała.

– Ale... dlaczego? – Brodie przysunął się bliŜej i objął ją ramieniem.
– Nie wiem... MoŜe to z powodu dorastania w rozbitej rodzinie?
– Rozbitej? – powtórzył Brodie z niedowierzaniem. – Nie miałem o tym 

pojęcia, nigdy o tym nie wspominałaś, więc załoŜyłem, Ŝe pochodzisz z tradycyjnej 
dla Nowej Anglii pełnej rodziny.

Kąciki ust Grety opadły nieznacznie.
– Nie opowiadałam o swojej rodzinie, bo w zasadzie jej nie miałam. Mój 

ojciec opuścił matkę, kiedy miałam zaledwie sześć lat.

Przez długie sekundy Brodie wpatrywał się z uwagą w jej twarz.
– Dlaczego odszedł? – zapytał wreszcie.
– Zastanawiałam się nad tym latami. – Greta podniosła oczy znad kubka i 

background image

spojrzała na Brodiego. – Nie miało to jednak sensu. Nigdy się juŜ tego nie dowiem. 
Kiedy byłam mała, myślałam, Ŝe odszedł dlatego, Ŝe nie lubił mojej matki albo nie 
akceptował mnie. Jednak kiedy dorosłam, przypomniałam sobie, Ŝe mój ojciec 
wydawał się być z nami szczęśliwy, więc przyczyna musiała tkwić gdzie indziej. 
Pamiętam, jak opowiadał dowcipy i śmiał się serdecznie na cały głos. Kiedyś nawet 
słyszałam, jak robił mojej matce wyrzuty, Ŝe jest strasznie powaŜna i Ŝe przez nią ja 
teŜ wyrosnę na „sztywniaczkę”. Wtedy nie wiedziałam, co to znaczy, ale później 
zrozumiałam, co miał na myśli.

– Czy widujesz się z nim od czasu do czasu? – Brodie próbował sobie 

wyobrazić, przez co Greta przeszła, ale jego szczęśliwe dzieciństwo zupełnie mu to 
uniemoŜliwiało.

– Nie – zaprzeczyła. – Nie dał znaku Ŝycia, od kiedy skończyłam sześć lat. 

Przypuszczam, Ŝe skoro zdecydował się nas opuścić, nie chciał mieć z nami nic 
wspólnego. Był po prostu konsekwentny – dodała smutno. – Widocznie chciał mieć 
lepsze, szczęśliwsze Ŝycie. Widocznie nie potrafiłyśmy mu tego z mamą zapewnić. 
Mój ojciec, Michael O’Brien, był wesołym, ale raczej lekkomyślnym i mało 
odpowiedzialnym męŜczyzną.

– A co z twoją matką? Czy ją czasem widujesz? – zapytał Brodie.. Zdawał 

sobie sprawę, Ŝe staje się zbyt wścibski, ale nie mógł się powstrzymać.

– Nie – znowu musiała zaprzeczyć Greta. – Kilka lat temu matka ponownie 

wyszła za mąŜ i przeprowadziła się do innego stanu, więc w zasadzie nie 
utrzymujemy ze sobą kontaktu. Czasami nawet podejrzewam, Ŝe wini mnie za 
odejście ojca.

Brodie aŜ się wzdrygnął na te słowa.
– Bzdura! Jak moŜna dziecko obwiniać o to, co stało się między dwojgiem 

dorosłych ludzi!? – wykrzyknął z oburzeniem.

Greta wypiła do końca pozostały w kubku poncz.
– Wiem – przyznała mu rację. – Nic na to nie poradzę, Ŝe ta myśl ciągle 

chodzi mi po głowie. Kiedy ojciec odszedł, matka pracowała na trzech etatach, Ŝeby 
związać koniec z końcem, i straciła swoje najlepsze lata. Czasami nie było co do 
garnka włoŜyć. Pewnie lŜej by jej było, gdyby nie miała małego dziecka na 
utrzymaniu.

– Byłoby jej lŜej, gdyby miała odpowiedzialnego męŜa – powiedział ze złością 

Brodie.

Greta pokiwała głową ze smutkiem.
– Dlatego taka byłam zdeterminowana, Ŝeby skończyć studia. Chciałam być 

niezaleŜna i zdobyć wykształcenie, które zapewni mi pracę. Pewnie dlatego tak 
dobrze mi się układało z Dougiem. Był przecieŜ zupełnym przeciwieństwem mojego 
ojca. Był odpowiedzialnym, pracowitym, spokojnym człowiekiem.

Powiedziawszy ostatnie dwa zdania, Greta uświadomiła sobie nagle, Ŝe 

rozmawia z Brodiem tak szczerze, jak z nikim innym.

Brodie zaś poczuł potrzebę powiedzenia tak wielu rzeczy! Chciał jakoś 

wynagrodzić jej nie najlŜejszy przecieŜ los. JuŜ w chwili, kiedy odbierał Gretę i Lilly 
z lotniska, poczuł, Ŝe łączy go z bratową jakaś silna więź. Emocje, jakie w nim 
wzbudzała, ewoluowały od zwykłego zauroczenia ładną kobietą do głębokiej 
fascynacji. Zaczął zdawać sobie sprawę, Ŝe chce, aby ta kobieta i jej dziecko stały się 
częścią jego Ŝycia juŜ na zawsze. Chciałby stworzyć Grecie i Lilly prawdziwy, 
szczęśliwy dom. Wiedział jednak, Ŝe to nie był ani czas, ani miejsce na takie 
deklaracje.

– Chodź! Zespół zaczął grać „Blue Christmas”. Chodźmy się trochę zabawić. 

– Wstał i podał Grecie dłoń.

background image

Z ulgą przyjęła tę propozycję. Dosyć juŜ miała smutnych wspomnień. Przez 

kilka następnych minut pozwoliła unosić się muzyce, zapominając o całym świecie. 
Otoczona ciasno silnym ramieniem Brodiego, zupełnie zapamiętała się w tańcu.

Bliskość Brodiego sprawiała, Ŝe jej umysł wypełniły związane z nim 

marzenia. Pragnęła go tak bardzo, Ŝe trudno jej było nie wyobraŜać sobie, jak 
uprawiają miłość.

– Widzisz, zupełnie dobrze tańczysz – wyszeptał jej prosto do ucha. – Szybko 

się uczysz! – pochwalił ją.

Ś

ciśle przylgnęła policzkiem do jego piersi. Wdychała łapczywie zapach wody 

kolońskiej, który bił od niego.

– To ten poncz – zaŜartowała. – Czuję się gibka jak baletnica. MoŜe lepiej 

mnie juŜ odwieź do domu? – zaproponowała.

– Nigdy w Ŝyciu. Zabawa dopiero się zaczyna – odrzekł autorytatywnie.

Dopiero trzy godziny później półcięŜarówka Brodiego podjechała pod dom 

Berstowów. Greta z ociąganiem zaczęła nakładać buty na wysokim obcasie, które na 
czas jazdy samochodem zsunęła ze zmęczonych tańcem stóp.

– O mój BoŜe! – zawołała ze zdziwieniem. – Chyba przysnęłam w trakcie 

jazdy, nie wiedziałam, Ŝe jesteśmy tak blisko domu.

Brodie spojrzał na nią uwaŜnie. Latarnia stojąca przed domem oświetliła jej 

ognisto-rude loki i zaspaną twarz. Z trudem powstrzymał się przed przyciągnięciem 
jej do siebie.

– Zmęczyłaś się trochę. Dobrze ci zrobiła mała drzemka.
– Ten poncz chyba to sprawił. Co w nim było, na litość boską?
– Pewnie wódka – zaśmiał się Brodie.
– Oj! – Greta dotknęła dłonią czoła. – JuŜ odczuwam efekty picia mocnego 

alkoholu!

– Posiedź tu chwilkę i oddychaj głęboko – powiedział zaniepokojony jej 

stanem. – Nie ma powodu się spieszyć. Noc jest bardzo ciepła.

Miał rację. Pogoda była przyjemna i bezwietrzna, a siedzenie w samochodzie 

z Brodiem to zdecydowanie bardzo miłe zajęcie.

– Wszystko w porządku – zapewniła go i sięgnęła do klamki.
– Greto?
Zatrzymała się w pół ruchu. Na widok jego pełnego poŜądania spojrzenia 

serce nieomal jej zamarło.

– Tak? – Jej wzrok z wolna przyzwyczajał się do panującego w samochodzie 

półmroku.

– Chciałem ci bardzo podziękować za dzisiejszy wieczór, świetnie się 

bawiłem i jestem ci wdzięczny, Ŝe ze mną poszłaś.

– Naprawdę? – odparła z niedowierzaniem. Jej zdziwienie zirytowało go. Ta 

kobieta nie miała za grosz wiary w siebie.

– PrzecieŜ wiesz... – Urwał, onieśmielony jej spojrzeniem.
– Co? – Zdawała się nic nie rozumieć. Zniecierpliwiony Brodie chwycił ją za 

ramiona i przyciągnął władczym ruchem do siebie.

– Kobieto, czy muszę ci to powiedzieć wprost?
Serce Grety biło jak szalone.
– Tak – wyszeptała. – Zupełnie nie wiem, o co ci chodzi.
Brodie odpowiedział, nie uŜywając słów. ZłoŜył na jej ustach gorący 

pocałunek. Greta zupełnie nie miała siły się przeciwstawić. Poddała się urokowi 
chwili, z rozmarzeniem zamykając oczy. Instynktownie wtuliła się w niego całym 
ciałem. Brodie zatopił dłoń w jej rdzawych lokach i uniósł jej twarz ku sobie.

background image

– Od dawna o tym marzyłem – wyznał.
– Nie? – Greta z niedowierzaniem przechyliła głowę na bok.
– Dlaczego wydaje ci się to tak dziwne? – spytał zdziwiony.
– Ja... ja przecieŜ jestem twoją szwagierką!
– Podała jedyny racjonalny argument, jaki przyszedł jej do głowy.
– JuŜ nie – skorygował. – Jesteś wdową po moim bracie.
Greta obróciła się, chcąc się wyrwać z jego uścisku, ale silne ramiona 

Brodiego zupełnie jej to uniemoŜliwiały.

– I to dla ciebie zupełnie nic nie znaczy? – zapytała z oburzeniem.
Brodie gładził palcami jej skronie.
– To oznacza tylko tyle, Ŝe ten etap twojego Ŝycia się zakończył. Nie ma to nic 

wspólnego z uczuciami, jakie do ciebie Ŝywię.

Z duŜym trudem udało się Grecie odsunąć głowę od jego piersi, Brodie wciąŜ 

jednak trzymał ją mocno w objęciach.

– Brodie, oboje wiemy, Ŝe to, co do mnie czujesz, to nic powaŜnego. Zwykłe 

zauroczenie, które wkrótce minie – powiedziała nie bez nutki Ŝalu w głosie.

Brodie ujął podbródek Grety i podniósł jej głowę tak, Ŝe ich oczy spotkały się. 

Nie rozumiał, dlaczego traktowała go jak jakiegoś playboya. Owszem, do tej pory 
jakoś nie miał okazji, by stworzyć z kimś powaŜny związek. Jednak po części dlatego, 
Ŝ

e nigdy nie spotkał kobiety, z którą chciałby dzielić Ŝycie i mieć dzieci. A nawet 

gdyby kogoś takiego poznał, z pewnością kobieta ta nie byłaby zachwycona 
perspektywą przenoszenia się z jednej bazy wojskowej do drugiej po całych Stanach 
Zjednoczonych. Teraz jednak jego sytuacja mogła się zmienić. Brodie starał się o 
stanowisko, które wiązało się ze stacjonowaniem dłuŜszy czas w jednej jednostce. 
Miał dostać odpowiedź w najbliŜszych dniach i raczej nie spodziewał się odmowy.

– Nie masz pojęcia, co do ciebie czuję. Nie wiesz, jak stałaś mi się bliska, jak 

jesteś dla mnie waŜna.

Greta zacisnęła zęby, Ŝeby Brodie nie słyszał jej przyspieszonego oddechu.
– PrzecieŜ nie jestem ci obojętny. Dlaczego z tym walczysz? Dlaczego nie 

chcesz się przyznać, co czujesz? – powiedział z wyrzutem.

Greta przycisnęła obydwie dłonie do płonących policzków.
– MoŜe masz rację. Jednak nie jestem naiwną gąską. Wiem, Ŝe nie moŜna ci 

zaufać. Nie mam zamiaru skończyć jako twoja następna ofiara.

Jej słowa sprawiły, Ŝe Brodie otworzył usta ze zdziwienia.
– Ofiara? – powtórzył z niedowierzaniem.
– Za kogo ty mnie masz? Co takiego strasznego ci zrobiłem? Pocałowałem 

cię, powiedziałem, Ŝe cię pragnę? Czy to zbrodnia?

– Tak, właśnie zbrodnia! PrzecieŜ oboje wiemy, Ŝe nie masz uczciwych 

zamiarów! – wypaliła w odpowiedzi.

– Co takiego? MoŜe powtórzę jeszcze raz to, co wcześniej powiedziałem, bo 

chyba coś ci umknęło?

Patrzenie na niego z tak bliskiej odległości ogromnie Gretę peszyło, usiłowała 

odsunąć się od męŜczyzny, ale ramię Brodiego oplatało silnie jej ciało, a dłoń wciąŜ 
podtrzymywała jej podbródek.

– Brodie, proszę...
– O co? śebym cię juŜ nie całował? – Jego dłonie błądziły po jej twarzy i 

drŜących ustach.

– Powiedz mi, Ŝe mnie nie pragniesz.
– Nie mogę – wyznała szczerze Greta.
Usłyszała głęboki, nabrzmiały poŜądaniem pomruk. Chwycił jej twarz i zaczął 

ją szaleńczo całować. Z wolna, zamiast tylko poddawać się jego zapałom, Greta 

background image

zaczęła odpowiadać na pieszczoty, a Brodie mruczał z zadowoleniem jak kocur, który 
wreszcie dorwał swoją kotkę i która wcale go od siebie nie odpędza.

– A teraz mi powiedz – zaŜądał Brodie, na chwilę odsuwając ją od siebie – czy 

wydaje ci się, Ŝe moje uczucie jest ulotne i nic nie znaczy?

Twarz Grety płonęła, nie mogła się opanować, te emocje były dla niej zbyt 

silne.

Zdołała nareszcie oswobodzić się z uścisku Brodiego.
– Nie mogę sobie na to pozwolić. JuŜ raz zawalił mi się cały świat po śmierci 

Douga. Nie chcę znowu naraŜać się na stratę. Nie chcę znowu cierpieć ani z twojego 
powodu, ani z powodu nikogo innego.

– Greto... – Cokolwiek jednak Brodie powiedział, ona juŜ tego nie usłyszała. 

Złapała za klamkę i wyskoczyła z samochodu. Nie oglądając się, pobiegła do domu i 
nie zatrzymała się dopiero wtedy, aŜ zatrzasnęła za sobą drzwi sypialni.

Następnego dnia Greta pomagała Anicie w kuchni zawijać w folię spoŜywczą 

potrawy przygotowane na imprezę świąteczną w domu przyjaciół, na którą udawali 
się jej teściowie.

Anita ubrana była w szmaragdowozieloną spódnicę i sweter z wyhaftowanym 

na środku reniferem.

Wcześniej teściowa Grety ponad godzinę układała włosy, więc moŜna było się 

domyślić, Ŝe ta impreza jest dla niej waŜna.

– Bardzo cię za to przepraszam, kochanie. Strasznie mi przykro, Ŝe musimy z 

Jamesem zostawić ciebie i Lilly akurat dziś wieczorem – tłumaczyła się Grecie ze 
skruchą. – Morralesowie to nasi wieloletni przyjaciele, a Martin jest wspólnikiem 
Jamesa. Zwykle spotykamy się kilka dni przed świętami, ale w tym roku Sonia 
urządza przyjęcie właśnie w Wigilię.

Greta machnęła ręką na znak, Ŝe ta sytuacja wcale nie sprawia jej przykrości.
– W ogóle się nami nie przejmuj. Ja sobie chętnie odpocznę, a Lilly szybko 

pójdzie do łóŜka – uspokajała teściową. – Wiesz, w ten sposób Święty Mikołaj 
wcześniej do niej przyjdzie – dodała konspiracyjnym szeptem.

– Dziękuję ci, moja droga, za wyrozumiałość. – Anita nachyliła się do Grety i 

pocałowała ją w policzek. – Mamy dla siebie cały jutrzejszy dzień. A poza tym nie 
martw się, nie będziesz dziś sama, przecieŜ Brodie z wami zostanie.

Tego akurat, Ŝe jej szwagier będzie w pustym domu sam na sam z nią, 

obawiała się najbardziej. Szkoda, Ŝe Anita jej o tym przypomniała, teraz cały dzień 
będzie się tym zamartwiać. Po wczorajszym incydencie w samochodzie starała się 
unikać Brodiego jak ognia. Szwagier bardzo jej to ułatwił, znikając gdzieś na cały 
dzień ze swoim ojcem. Wieczorem będzie jednak musiała mu stawić czoło i powzięła 
mocne postanowienie, Ŝe tym razem nie ulegnie jego urokowi.

– Zostawiam wam w lodówce mnóstwo pyszności: tacę z warzywami, wędliny 

i placki – powiedziała Anita, nie zauwaŜywszy, Ŝe swoją poprzednią uwagą 
wprowadziła synową w nastrój przygnębienia.

– Nic się nie martw, damy sobie radę – odpowiedziała Greta.
Po chwili dał się słyszeć odgłos kroków i do kuchni dziarsko wkroczył James.
Teść Grety ubrany był w spodnie koloru khaki, białą koszulę i elegancki 

krawat. Wyglądał wytwornie. Greta bez wahania powiedziała mu komplement, 
chociaŜ zapewne jeszcze kilka dni wcześniej czułaby się zbyt skrępowana, Ŝeby to 
zrobić.

James roześmiał się serdecznie i przytulił synową do siebie.
– Słyszałaś, stara kobieto? – krzyknął do Anity. – Ma się to powodzenie, nie?
– Wiem, wiem – zaśmiała się Anita. – A teraz, przystojniaku, zanim urośniesz 

background image

w swoich własnych oczach tak, Ŝe nie zmieścisz się w drzwi, moŜe pomógłbyś mi z 
tymi paczkami, co? – Zanieś je do samochodu, a ja zaraz pójdę za tobą.

Po chwili Greta machała im obojgu z ganku. Brodie wyszedł za nią, Ŝeby 

poŜegnać rodziców i Ŝyczyć im miłej zabawy.

– JuŜ pojechali, tak wcześnie? – zdziwił się. Zamiast spojrzeć na niego, Greta 

odprowadziła wzrokiem samochód.

– Twoja mama chciała pomóc Sonii we wszystkim. Mówili, Ŝeby na nich nie 

czekać, bo wrócą bardzo późno.

Greta odwróciła się i zręcznie wyminęła Brodiego w drodze do domu. 

Skierowała się prosto do kuchni, a on podąŜył za nią. Natychmiast zabrała się za 
parzenie świeŜej kawy.

Brodie wpatrywał się w nią wzrokiem pełnym napięcia.
– Prawie z tobą dzisiaj nie rozmawiałem – powiedział z wyrzutem.
Greta rzuciła mu szybkie spojrzenie. MęŜczyzna patrzył na nią wyzywająco, 

trzymając ręce w kieszeniach wytartych dŜinsów. Całości dopełniała szara koszula z 
wojskowymi pagonami, luźno opadająca z szerokich ramion.

Wmawiała sobie, Ŝe jego smukłe ciało i pociągająca twarz okolona 

wianuszkiem ciemnych włosów nie robią na niej wraŜenia. Nie miało to jednak sensu. 
Ten męŜczyzna działał na nią tak silnie, Ŝe nieomal zapomniała o przyrzeczeniach, 
jakie sobie wcześniej składała. Całe jej ciało tęskniło za jego dotykiem.

– Nie było cię – odpowiedziała krótko i nasypała kawę do ekspresu.
– Wydaje mi się, Ŝe unikałabyś mnie, nawet gdybym cały dzień siedział w 

domu – odpowiedział.

Puściwszy tę uwagę mimo uszu, zapytała:
– A gdzie jest Lilly?
– Ogląda film o Rudolfie, czerwononosym reniferze. Niestety, pod wpływem 

tego filmu pewnie spodziewa się, Ŝe dostanie pod choinkę renifera albo przynajmniej 
kucyka – uśmiechnął się.

– Mój BoŜe! Teksas działa cuda. Wcześniej nigdy nie chciała mieć zwierzaka 

– zaśmiała się Greta.

– Miałem nadzieję, Ŝe w twoim przypadku teŜ zdziała cuda – powiedział cicho 

Brodie.

Greta spokojnie dokończyła parzenie kawy i dopiero wtedy odwróciła się do 

niego.

– Dlaczego? Co niby tak niezwykłego mnie tu spotkało, Ŝe miałoby zmienić 

całe moje Ŝycie? – wypaliła moŜe trochę za mocno.

– Słuchaj, ja...
Wypowiedź Brodiego przerwana została przez tupot małych stópek Lilly na 

kuchennej podłodze.

– Mamusiu, jestem głodna! Kiedy będzie jedzonko?
– Za kilka minut. A pomoŜesz mamusi nakryć do stołu?
Dziewczynka potrząsnęła głową kilka razy, a jej złote loki podskoczyły w 

powietrzu.

– Nie mogę – odpowiedziała. – Muszę zobaczyć, co z Rudolfem. Wszyscy się 

z niego śmieją, bo ma czerwony nos i on jest dlatego bardzo smutny – wyrzuciła z 
siebie na jednym oddechu.

– Zawołaj mnie na jedzonko, mamusiu – dodała jeszcze i podreptała do 

salonu.

Kiedy Lilly zniknęła w salonie i zasiadła przed telewizorem, Brodie szybko 

podszedł do Grety i zdecydowanym ruchem przytulił ją do siebie tak mocno, Ŝe aŜ 
oparła się plecami o kredens.

background image

– Co ty wyprawiasz? – zaszeptała. W jej głosie moŜna było jednak wyczuć 

panikę.

Brodie, najwyraźniej nic sobie nie robiąc z jej reakcji, zaczął wodzić rękoma 

po jej ciele, cały czas przytulając Gretę mocno do siebie. Mimo Ŝe znowu poczuła 
zalewającą ją falę gorąca, próbowała się wyrwać z jego objęć.

– Robię to, na co miałem ochotę cały dzień – odparł po prostu.
Greta prychnęła z niezadowoleniem, potem przygryzła lekko wargi i odsunęła 

się z trudem od Brodiego.

– Wcale mnie wczoraj nie słuchałeś, co? Znowu ją przyciągnął do siebie i 

zaczął powoli masować jej obojczyk, a potem zsunął dłoń poniŜej i połoŜył na jej 
piersi. Greta zadrŜała.

– Słuchałem, ale nie tego, co mówiłaś, ale tego, co krzyczało do mnie twoje 

ciało.

Greta z trudem zaczerpnęła powietrze.
– Brodie, ta gra jest nie fair.
– To nie jest gra, Greto, ja traktuję to, co jest między nami, bardzo powaŜnie – 

powiedział i uśmiechnął się do niej nieśmiało.

Z westchnieniem próbowała odepchnąć go od siebie, ale jej wysiłek odniósł 

podobny skutek, jak gdyby próbowała o własnych siłach zepchnąć buldoŜer ze 
ś

cieŜki.

– Brodie, na miłość boską! Nie przyjechałam do Teksasu, Ŝeby szukać wraŜeń 

i pakować się w bezsensowny romans z własnym szwagrem! Przyjechałam tu z córką 
na święta do rodziny mojego zmarłego męŜa! Nie zamierzam grać roli jakiejś 
cholernej, uwodzicielskiej femme fatale! – wybuchła wreszcie.

Brodie podniósł wysoko brwi.
– Ja teŜ przyjechałem tu na święta do mojej rodziny. Nie spodziewałem się, Ŝe 

to się wydarzy.

„To”, takie słowo Brodie wybrał na określenie wszystkich kłębiących się w 

niej uczuć? A moŜe lepiej, Ŝe nie sypał jak z rękawa gładkimi słówkami. I tak juŜ 
dokonał w jej Ŝyciu prawdziwej rewolucji.

Wyciągnęła dłonie w odruchu obronnym i utrzymywała go, jak jej się 

wydawało, w bezpiecznej odległości.

– Brodie, wiemy oboje, Ŝe nie jestem w twoim typie. W zasadzie, chyba nie 

mogłeś trafić na kobietę, która bardziej róŜniłaby się od kobiet, które ci się podobają. 
Dlaczego więc tak się upierasz?

– A skąd ty wiesz, jakie kobiety ja lubię? – warknął Brodie. – Przestań być 

taka uparta!

Greta wzniosła oczy ku sufitowi.
– Masz mnie chyba za kompletną idiotkę! – krzyknęła z wściekłością. – Jesteś 

facetem duŜo młodszym ode mnie, towarzyskim, przystojnym. Poznasz jeszcze 
niejedną interesującą dziewczynę. Nigdy nie uwierzę, Ŝe mógłbyś powaŜnie 
zainteresować się konserwatywną, siedem lat od ciebie starszą wdową z dzieckiem 
plączącym się przy jej spódnicy.

– MoŜe gdybyś powiedziała mi to samo kilka dni wcześniej, przyznałbym ci 

rację. Teraz jednak nie jestem tego pewien. A raczej jestem pewien, Ŝe jest inaczej. – 
Brodie objął dłońmi twarz Grety z czułością. – Naprawdę mi się podobasz. Bardzo. 
Wczoraj po pójściu do swojego pokoju nie mogłem myśleć o niczym innym, jak o 
naszych pocałunkach i wyobraŜać sobie, co by było, gdybyśmy się posunęli dalej. 
Gdybyśmy się ze sobą kochali. – Ostatnie słowa dodał szeptem.

Na twarzy Grety pojawiły się silne rumieńce. Odwróciła od niego głowę.
– Proszę cię, nie mów mi takich rzeczy. – Jej szept był ledwie słyszalny.

background image

Dłoń Brodiego znowu łagodnie ujęła jej podbródek.
– Dlaczego? Co jest złego w tym, Ŝe ci mówię, jak bardzo cię pragnę, nawet 

teraz, w tej chwili? – Głęboko zajrzał jej w oczy.

Jego spojrzenie było tak intensywne i pełne poŜądania, Ŝe zamrugała 

powiekami i odwróciła wzrok. Jednak po chwili znowu zerknęła na niego. I to był 
błąd, bo zupełnie zatonęła w jego oczach o barwie czekolady. Odchyliła głowę i 
poddała się jego pocałunkom. Przez cały dzień próbowała nie myśleć o tym, jak 
cudownie ciepłe były jego usta. Tęskniła za tym ciepłem tyle godzin! Walczyła ze 
sobą, ale przegrała. Nie Ŝałowała jednak, nawet gdyby ta jej uległość miała 
doprowadzić ją do zguby. Wszystko, czego w tej chwili pragnęła, to bliskości jego 
muskularnego ciała i tego dreszczu, który ją przeszywał, gdy tonęła w jego ramionach.

– Mamusiu, chodź tu szybko! Rudolf ciągnie sanie Świętego Mikołaja po 

niebie!

Donośny głosik córki wystarczył, aby Greta się ocknęła. Gwałtownie odsunęła 

się od Brodiego.

– JuŜ idę, kochanie! – krzyknęła do córki. Zdołała jednak odejść od Brodiego 

zaledwie krok, gdy chwycił ją za ramię. Zatrzymała się i dzielnie spojrzała mu prosto 
w oczy.

– Greto, wrócimy do tego później.
To była powaŜna obietnica, a ona mogła się tylko zastanawiać, jak szybko 

zostanie spełniona.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Domowej roboty tamales były potrawą tradycyjnie przygotowywaną w 

południowym Teksasie na święta. PoniewaŜ były bardzo smaczne, Anita przyrządziła 
ich całą masę i zapełniła pół półki w lodówce. Wiedziała, Ŝe Brodie za nimi 
przepadał. Teraz podgrzał sporą porcję smakołyku i podał Grecie i jej córce na 
kolację. Na deser zaś zaserwował przepyszne ciasto z orzechami, które Anita upiekła 
dwa dni wcześniej. Greta jadła te pyszności z prawdziwym poczuciem winy, licząc 
kalorie, które na pewno źle przysłuŜą się jej talii. Jednak nie to było jej największym 
zmartwieniem. Rosnący z godziny na godzinę apetyt na Brodiego przeraŜał ją. Mogła 
mieć jedynie nadzieję, Ŝe zapomniał o obietnicy złoŜonej jej wcześniej w kuchni.

Bała się, Ŝe ta przygoda będzie miała dla niej Ŝałosne skutki.
Po posiłku cała trójka udała się do salonu, gdzie Lilly, usadowiwszy się na 

podłodze, rysowała obrazki na temat świąt BoŜego Narodzenia. Wkrótce dołączył do 
niej Brodie i sprawił, Ŝe zaczęła głośno zaśmiewać się, kiedy narysował Świętego 
Mikołaja z czarną brodą i wąsami, odzianego w kowbojskie buty.

Siedząc wygodnie na kanapie i obserwując tę scenę, Greta uśmiechała się 

bezwiednie. Jej córka i szwagier świetnie się razem bawili. Trudno było zaprzeczyć, 
Ŝ

e Brodie dobrze sobie radzi z małymi dziećmi. Ten fakt bardzo ją zdziwił. Z tego, co 

wiedziała, chyba w ogóle nie miał okazji przebywać w swoim Ŝołnierskim Ŝyciu w 
towarzystwie dzieci. W słuŜbie Ŝołnierza przywykł przecieŜ do trudnych i typowo 
męskich zajęć, w których nie ma wiele miejsca na czułość czy delikatność. Jednak w 
obecności Lilly ten twardy facet zdawał się topnieć jak masło.

Kiedy rysunki były gotowe, Brodie przyczepił je kolorowymi magnesami do 

lodówki. Potem powiedział Lilly, Ŝeby przygotowała ciasteczka i mleko, poniewaŜ 
Ś

więty Mikołaj będzie na pewno bardzo głodny, kiedy odwiedzi ich dom. Miał 

przecieŜ bardzo długą drogę do przebycia.

Ten mały posiłek został umieszczony na stoliczku obok choinki, a Brodie 

zapalił jeszcze kilka grubych świec stojących w róŜnych miejscach salonu.

Wyjaśnił Grecie i Lilly, Ŝe świece te są po to, Ŝeby Święty Mikołaj nie potknął 

się w ciemnościach.

– Lubię świece, są ładne, prawda, mamusiu? – Lilly usadowiła się wygodnie 

obok matki na kanapie i dodała szeptem: – Pewnie Mikołajowi teŜ się spodobają, bo 
on juŜ za chwilę przyjdzie, prawda?

– Nie wiem, kotku – Greta pogłaskała córkę po głowie. – Mikołaj musi 

przecieŜ odwiedzić dzisiaj duŜo domów.

– MoŜe powinniśmy włączyć wiadomości i zobaczyć, gdzie Mikołaj znajduje 

się w tej chwili – zasugerował Brodie.

Włączyli telewizor i przełączyli na lokalny kanał. Spikerka stała na tle jednej z 

ulic Houston, gdzie odbywały się jakieś świąteczne uroczystości. Lilly śledziła ekran 
z uwagą w poszukiwaniu Mikołaja i po kilku chwilach zapiszczała z radości, kiedy 
spikerka podeszła do Świętego Mikołaja, ubranego w piękny czerwony strój.

– No, to mamy dobrą wiadomość – Brodie mrugnął do Lilly. – Wygląda na to, 

Ŝ

e staruszek dotarł juŜ do Houston. Wiesz, co to oznacza, moja mała damo?

Dziewczynka wpatrywała się w niego z półotwartymi ustami.
– Co to znaczy, wujku?
MęŜczyzna połaskotał ją w nos i zaśmiał się serdecznie.
– To znaczy, Ŝe jest juŜ w południowym Teksasie i jedzie do nas.
Lilly zeskoczyła z kanapy niezwykle przejęta.
– Ojejku! Mamusiu, mamu..., musz... iść spa... – z pośpiechu i z wraŜenia 

background image

dziewczynka połykała końcówki wyrazów. – Mikołaj nie przyjdzie, jeŜeli dzieci się 
grzecznie nie połoŜą. Tak mówił renifer!

Greta spojrzała na Brodiego. Niebezpieczny uśmieszek igrający w kącikach 

jego ust nie miał jednak, jak podejrzewała, nic wspólnego z przybyciem Mikołaja. 
Greta podniosła się z kanapy.

– Przepraszam, Brodie, muszę pójść połoŜyć Lilly do łóŜka.
– Nigdzie się nie wybieram – odpowiedział głosem, który wzbudził w niej 

dreszcze.

Greta wzięła Lilly za rękę i czym prędzej opuściła pokój.
Kilka chwil później dziewczynka, juŜ w piŜamie, wypytywała matkę:
– Czy muszę dzisiaj umyć ząbki, mamusiu?
– Zawsze musisz umyć ząbki przed pójściem do łóŜka, dlaczego dzisiaj 

miałoby być inaczej?

– Bo dzisiaj przychodzi Mikołaj. – Lilly przechyliła główkę na bok i figlarnie 

spojrzała na matkę.

– Ach, dlatego! Nie oznacza to jednak, Ŝe w Wigilię dzieci nie myją zębów, 

tak więc marsz do łazienki. Jak wrócisz, to cię przytulę.

Udobruchana tą obietnicą dziewczynka ochoczo umyła zęby. Nie obyło się 

oczywiście bez paru plam po paście na piŜamie i białym śladzie w kąciku ust dziecka, 
ale kto by zwracał uwagę na takie szczegóły w Wigilię? Greta starannie wytarła buzię 
Lilly i osuszyła jej piŜamkę ręcznikiem.

– Nie zapomnij, mamusiu, o moim paciorku – przypomniała matce 

dziewczynka, gdy Greta przykrywała ją kołdrą.

– Oczywiście, kochanie, stoję tu i czekam. Dziecko wygramoliło się spod 

kołdry i uklękło na łóŜku. Najpierw Lilly podziękowała Bogu za wszystkie dobre 
rzeczy, które się zdarzyły, i poprosiła o zdrowie dla mamusi, dziadków i wujka 
Brodiego.

– I dziękuję Ci Panie BoŜe za Gwiazdkę, bo wszyscy są wtedy szczęśliwi. 

Amen – zakończyła modlitwę i kiedy juŜ połoŜyła się, przypomniawszy sobie coś 
jeszcze, ponownie rzuciła się na kolana i dodała:

– I powiedz Mikołajowi, Ŝe najbardziej na Gwiazdkę chcę dostać nowego 

tatusia.

Greta, przykrywając córkę, zastanawiała się, skąd u dziecka ten pomysł.
– Mamusiu, myślisz, Ŝe dostanę od Mikołaja to, o co prosiłam? – spytała 

sennym głosem.

Pytanie córki sprawiło, Ŝe Grecie urosła w gardle wielka gula.
– Czasami musimy czekać na rzeczy, których najbardziej pragniemy.
– Ale moŜe obudzimy się, a na dole juŜ będzie czekał tata. Wujek Brodie 

powiedział, Ŝe na Gwiazdkę zdarzają się cuda.

– Same święta są cudem, to prawda. – Greta czułym gestem zmierzwiła nad 

czołem włosy córki.

– A co to są te cuda, mamusiu? – chciała wiedzieć Lilly.
– Cuda to takie marzenia, które się sprawdzają.
Mała ziewnęła szeroko.
– Dobranoc, mamusiu – zdąŜyła jeszcze wyszeptać, zanim zapadła w sen.
Greta zapaliła małą lampkę nocną przy łóŜku i cicho, na palcach, opuściła 

pokój.

W drodze do salonu przypomniały jej się ostatnie słowa z wieczornego 

pacierza córki. Zawarta w nich szczera potrzeba miłości i posiadania pełnej rodziny 
obudziła równieŜ w Grecie taką tęsknotę.

W salonie Brodie właśnie przeskakiwał między prezentami pod choinką i 

background image

potrząsał paczkami, próbując zgadnąć, jaka jest ich zawartość.

– Nic nie słychać, to pewnie skarpetki albo krawat – mrugnął do niej, lekko 

potrząsając małą paczką.

Greta uśmiechnęła się do niego szeroko. Poczuła nagle rozpierającą ją radość 

oczekiwania, jakby była małą dziewczynką. Pomyślała, Ŝe jej uczucia są głównie 
związane nie z prezentami i nastrojem Gwiazdki, ale z jego osobą. Zaledwie kilka dni 
minęło od przyjazdu do Teksasu, a ona była zupełnie odmieniona.

– Tak się nie robi – napominała go z udawaną surowością.
Uśmiechając się jak mały łobuziak, Brodie połoŜył z powrotem paczkę pod 

drzewkiem.

– Jak tam moja królewna, zasnęła? – zapytał. Czując dwuznaczność w tym 

pytaniu, Greta nerwowo przełknęła powietrze.

– Tak, chociaŜ jest ogromnie podekscytowana świętami. Na szczęście bardzo 

się zmęczyła w ciągu dnia, więc szybko zasnęła.

– A co jej przyniesie Mikołaj? MoŜe pomogę ci wyłoŜyć prezenty od niego? – 

Uśmiechnął się.

– Są w garaŜu, wszystko przesłałam do was kilka tygodni temu, Ŝeby uniknąć 

kłopotów z kupowaniem prezentów w ostatniej chwili.

– Dobrze. W takim razie przynieśmy je tutaj, a potem będziemy się juŜ tylko 

cieszyć pozostałą nam, po tej cięŜkiej pracy, częścią wieczoru.

Greta spojrzała na niego zaskoczona, unosząc brwi do góry, szwagier jednak 

odpowiedział jej tajemniczym uśmiechem.

– Zobaczysz – dodał jeszcze.

Prezenty od świętego Mikołaja dla Lilly były zapakowane w duŜe kartonowe 

pudło. Wystarczyło przenieść tylko karton do salonu i tam rozłoŜyć paczki pod 
choinką.

Były to prezenty, o jakich zwykle marzą dziewczynki w jej wieku. W 

paczkach znajdowały się między innymi lalki i wózek dla lalek.

– Muszę przyznać – powiedział Brodie, przyglądając się przez przezroczystą 

folię opakowania okazałej lalce z włosami koloru blond – Ŝe niewiele wiem na temat 
dzieci. Od czasu do czasu zastanawiałem się jednak, jak to by było mieć takiego 
szkraba. Teraz, kiedy trochę czasu spędziłem z Lilly... – przerwał i spojrzał na Gretę. 
– Te dni były dla mnie bardzo waŜne – dodał.

Jego silne dłonie trzymające delikatną lalkę i ciepło w głosie, kiedy mówił o 

jej córce, wystarczyły, Ŝeby serce Grety zmiękło w jednej chwili.

– Dla Lilly ten czas teŜ był szczególny – zapewniła go. – Nigdy jeszcze nie 

widziałam, Ŝeby moja córka była taka szczęśliwa. Myślę, Ŝe to dzięki tobie.

Brodie połoŜył lalkę pod choinką i odwrócił się do Grety. W jego oczach 

igrały ciepłe ogniki. Wziął Gretę za rękę.

– Zostań tu i rozsiądź się wygodnie na kanapie. Muszę iść na chwilę do 

kuchni, będę z powrotem za dwie minuty – powiedział.

Brodie zniknął w głębi korytarza, a Greta, zgodnie z jego zaleceniem, usiadła 

wygodnie na sofie. Jednak nie miała nawet czasu zastanowić się, po co poszedł do 
kuchni, gdyŜ zaraz był z powrotem.

– To grzane wino – powiedział, podając jej kubek z parującym płynem. – 

Jednak nie jest to taki zwykły grzaniec. Ten jest zrobiony z dodatkiem brandy.

– Brodie! – krzyknęła z przyganą. – Ja juŜ dosyć wypiłam na potańcówce. 

Wystarczy mi chyba za wszystkie czasy, a juŜ na pewno na te święta.

– Dzisiaj Wigilia – przypomniał jej z ciepłym uśmiechem. – Ta odrobina 

domowego grzańca na pewno ci nie zaszkodzi.

background image

Brodie wolno podszedł do kontaktu i wyłączył światło.
– Przy świetle świec smakuje lepiej – wyjaśnił. Jak za dotknięciem 

czarodziejskiej róŜdŜki, puls Grety przyspieszył znacznie, kiedy salon pogrąŜył się w 
półmroku.

– Nie wiem, czy w tych ciemnościach dojrzę swój kubek – zaŜartowała.
– Gdybyś miała jakieś kłopoty ze znalezieniem swoich ust, ja ci pomogę. – Na 

twarzy Brodiego pojawił się znowu ten dobrze juŜ znany Grecie figlarny uśmiech. – I 
jeŜeli wydaje ci się, Ŝe właśnie próbuję cię uwieść, masz rację – dodał z rozbrajającą 
szczerością.

Mimo Ŝe do jego szczerości Greta powinna juŜ przywyknąć, zaskoczyło ją, Ŝe 

tak otwarcie zadeklarował swoje zamiary.

– Brodie, ja... – zaczęła słabo.
– Spróbuj, ciekaw jestem, jak ci będzie smakował nasz domowy grzaniec. – 

Nie dał jej skończyć.

– Czy to część twojego planu, Ŝe mnie tak namawiasz? – zapytała po 

przełknięciu solidnej porcji płynu.

– Oczywiście. – Bezczelny uśmiech zagościł na ustach Brodiego. – Wszystkie 

chwyty dozwolone, czyŜ nie?

Płyn rozlewał się powoli po ciele Grety. Miał miły, rozgrzewający efekt. Greta 

rozsiadła się swobodnie na kanapie i napiła się znowu.

– Mmm... – wymruczała rozmarzonym tonem – jest pyszny.
– Tak jak ty, Greto...
– Proszę cię, nie mów takich rzeczy – zaprotestowała.
– A dlaczego? Chcę, Ŝebyś wiedziała, co o tobie myślę. Nie czułem niczego 

takiego nigdy wcześniej w stosunku do Ŝadnej kobiety.

Brodie delikatnie wyjął jej z rąk kubek z winem i odstawił na stojący 

nieopodal stolik. Greta zadrŜała z emocji, ale starała się nie dać niczego po sobie 
poznać.

– Nie skończyłam pić – zaoponowała słabo.
– Będzie mnóstwo czasu, Ŝeby dopić wino potem – odrzekł władczym tonem.
Gdyby Greta spróbowała zachować resztki rozsądku, poderwałaby się z 

kanapy i natychmiast wybiegła z pokoju.

Nie zrobiła jednak niczego podobnego. Te ostatnie dni obudziły w niej jakąś 

inną, nieznaną jej dotąd naturę. Stwierdziła, Ŝe nie musi się zawsze kierować 
rozsądkiem. Czasami warto było dać się ponieść emocjom i posłuchać instynktu. Nie 
stawiając Ŝadnego oporu, znalazła się w ramionach Brodiego. Kiedy ją tulił do siebie, 
sięgnęła ręką do jego twarzy i poczęła wodzić po niej palcami.

– Kiedy mówiłam parę minut temu, Ŝe uszczęśliwiłeś Lilly, nie powiedziałam 

ci, Ŝe równieŜ ja jestem przy tobie szczęśliwa – wyszeptała.

Twarz męŜczyzny złagodniała, jej słowa sprawiły, Ŝe zalała go nagła fala 

czułości.

Gładził ją po włosach i całował delikatnie po twarzy.
– Kiedy cię zobaczyłem na lotnisku – powiedział – miałaś przeraźliwie 

smutny wyraz twarzy osoby bardzo samotnej. Teraz jednak ten wyraz gdzieś znikł, nie 
ma po nim nawet śladu. Cieszę się, Ŝe dzięki mnie zaczęłaś się uśmiechać.

Gładząc jego twarz, Greta poczuła, Ŝe chyba po raz pierwszy w Ŝyciu jest 

naprawdę szczęśliwa. Nawet gdyby ta radość miała potrwać jeszcze tylko kilka dni, 
do czasu jej powrotu do Maine, warto było jej doświadczyć.

– Sprawianie mi radości nie jest twoim obowiązkiem – powiedziała.
– AleŜ jest i mam zamiar się z niego wywiązywać sumiennie.
Mieszanina uczuć, jakie ją opanowały, nie dawała Grecie spokoju. Nie miała 

background image

jednak czasu, aby dać im wyraz. ZdąŜyła tylko wymówić jego imię i juŜ jej usta 
zostały zamknięte namiętnym pocałunkiem. Tym razem nie miała zamiaru ukrywać 
swojego poŜądania. Wtopiła się w niego całym ciałem. Brodie, zachęcony jej 
zapałem, szaleńczo ją tulił i całował. Początkowo pieścił jej piersi przez materiał 
kaszmirowego sweterka, który miała na sobie, po czym wsunął rękę pod sweterek, 
wywołując u niej przeciągłe westchnienie rozkoszy. Wygięła ciało jak kotka i ocierała 
się zachęcająco o jego dłonie. Brodie, nieco zaskoczony, ale i zachęcony jej reakcją, 
posuwał się coraz dalej. Przesunął Gretę na poduszki, rozrzucone na kanapie, i 
połoŜył się na niej.

– Pozwól mi cię kochać, słodka Greto, pokaŜ mi, jaka jesteś piękna.
– Nie jestem piękna, Brodie, ale bardzo cię pragnę. Tak bardzo, Ŝe tracę 

zmysły.

Jej szept sprawił, Ŝe spojrzał na nią z czułością i powiedział:
– Moja kochana, moja najpiękniejsza, moja Greta.
Zanim zdołała rozpoznać jego zamiary, podniósł ją z kanapy i wziął na ręce. 

Kiedy ją niósł przez pogrąŜony w ciszy dom, Greta zreflektowała się nagle.

– Dokąd mnie niesiesz? – wyszeptała prosto do jego ucha.
– Do mojej sypialni – brzmiała odpowiedź. – Myślisz, Ŝe Lilly śpi?
– Tak, ale puść mnie na chwilę, pójdę na wszelki wypadek sprawdzić.
Greta odczuwała dziwną mieszaninę strachu i poŜądania. JeŜeli będą się dziś 

kochać, nie wytrzyma chyba strasznego bólu ich rozstania. Jednak pociąg, jaki czuła 
do Brodiego, był tak silny, Ŝe nie była w stanie słuchać głosu rozsądku.

– Poczekaj chwileczkę. – Brodie przystanął przed drzwiami sypialni dla gości 

i pocałował ją namiętnie. Pocałunek sprawił, Ŝe pod Gretą ugięły się kolana.

– Chcę cię zachęcić, Ŝebyś szybko do mnie wróciła – wyjaśnił.
Greta pomyślała, Ŝe zapomnieć o tym męŜczyźnie juŜ nie będzie mogła. Była 

pewna, Ŝe jej lekkomyślne działanie sprawi, Ŝe będzie przez niego cierpieć. Jednak 
nie potrafiła się juŜ powstrzymać.

Wślizgnęła się na palcach do pokoju Lilly. Światło nocnej lampki łagodnie 

obejmowało złotowłosą główkę dziecka. Dziewczynka spała smacznie, zwinięta na 
boku, tuląc się do Ŝółtego puszystego misia. PoniewaŜ najwyraźniej zasnęła z 
uśmiechem na twarzy, pewnie śnił jej się Święty Mikołaj, przynoszący jej górę 
prezentów, a moŜe raczej ten najwaŜniejszy z nich wszystkich, czyli nowego tatę. 
Greta zastanawiała się w duchu, jak wyjaśnić małej, Ŝe nie wszystkie marzenia 
spełniają się podczas Gwiazdki. Wyszła po cichu z pokoju i wpadła prosto w ramiona 
Brodiego, czekającego na nią pod drzwiami. Zdjęta nagłą czułością, przycisnęła go 
mocno do siebie, tak jakby nie widzieli się przed chwilą. MęŜczyzna znowu wziął ją 
na ręce i zaniósł do swojej sypialni. Tam połoŜył ją na miękkim łóŜku i wrócił do 
drzwi, Ŝeby je dokładnie zamknąć.

– To na wypadek, gdyby Lilly się obudziła i przyszła tu cię szukać – wyjaśnił. 

– Będziesz miała czas, Ŝeby szybko się ubrać i do niej wyjść.

– A co z twoimi rodzicami? – zapytała, wdychając szybko powietrze, zupełnie 

jak jakaś przestraszona nastolatka. Nie było w tym jednak nic dziwnego, Greta 
zachowywała się tak po raz pierwszy w Ŝyciu. – Mogą przecieŜ wrócić do domu 
wcześniej – dodała.

Brodie roześmiał się czule i połoŜył się obok niej na łóŜku.
– Nigdy w Ŝyciu. Tata z Martinem zawsze grają w pokera, jeszcze się nie 

zdarzyło, Ŝeby wrócili przed świtem. Ale mamy szczęście, co?

– No, nie wiem... – powiedziała Greta z powątpiewaniem. Nie wiadomo, czy 

to znowu takie szczęście, pomyślała.

Brodie sięgnął władczo do jej ramion i z duŜą wprawą ściągnął z niej sweter. 

background image

Greta ułatwiła mu to zadanie, unosząc ręce do góry. Była to ostateczna kapitulacja. 
Brodie patrzył z zachwytem na jej połyskujące w półmroku ciało. Dłonie Brodiego 
ześlizgnęły się z jej nagich ramion do zapięcia stanika i z łatwością zsunęły go z piersi 
kobiety.

– Takie smukłe kobiety widziałem tylko na filmach. Nie wierzyłem, Ŝe istnieją 

w rzeczywistości. Nigdy nie spotykałem się z taką rudowłosą pięknością. Twoje 
włosy są cudne, miękkie jak jedwab.

Brodie podniósł jeden z loków opadających na ramię Grety do ust, a ona 

wtuliła się w jego przedramię.

– śaden męŜczyzna nigdy nie mówił mi takich rzeczy. Lepiej natychmiast 

przestań, jeśli to nieprawda.

– Greto, dlaczego mi wciąŜ nie wierzysz? Bardzo chciała mu wierzyć, ale jej 

powaŜne usposobienie i rozsądek nie ułatwiały tego zadania. Starała się jednak 
przynajmniej dziś wieczorem nie dopuszczać do siebie Ŝadnego czarnego scenariusza 
ich wspólnej przyszłości.

– Daj mi się kochać, Brodie. PokaŜę ci, Ŝe nie jestem taką szarą myszką, za 

jaką mnie uwaŜasz.

Jego dłonie błądziły po jej nagich plecach, a potem po cudownie krągłych, 

pełnych, niewielkich piersiach. Greta zdziwiona była, Ŝe nie odczuwa Ŝadnego 
zaŜenowania wobec swojego szwagra. Nie wstydziła się teŜ swojego szaleńczego 
poŜądania. Brodie wyzwolił w niej jakąś dziką i nieopanowaną część jej natury. Ta 
noc ciągle ją zaskakiwała, ale juŜ nie czuła strachu. Smakowała to nowe 
doświadczenie z rozkoszą. Zaczęła powoli rozpinać koszulę męŜczyzny i zsunęła mu 
ją z ramion. Jej oczom ukazała się muskularna rzeźba jego torsu. Greta aŜ wstrzymała 
oddech.

– Brodie, Brodie – szeptała w zapamiętaniu – to chyba sen. Nie wierzę, Ŝe to 

się dzieje naprawdę.

Schyliła głowę i obsypała jego pierś namiętnymi pocałunkami, jego skóra była 

miękka, delikatna i pachniała drzewem sandałowym. Ta mieszanka podsyciła jej 
zmysły bardziej, niŜ mogłaby się tego spodziewać. Całowała jego szyję i wodziła 
dłońmi w zapamiętaniu. MęŜczyzna chwycił jej talię i przyciągnął ją do siebie.

– To prawda, kochanie. Jesteśmy tu razem. A ty doprowadzasz mnie do 

szaleństwa – odpowiedział niskim, głębokim głosem.

Ośmielona jego słowami Greta przesunęła dłonie do paska jego spodni i 

zaczęła powoli rozpinać zamek.

– Naprawdę nazwałem cię myszką? Musiałem chyba postradać zmysły.
Czując się niemal jak dziewczyna ze świerszczyka, pierwszy raz w Ŝyciu Greta

uśmiechała się figlarnie, zsuwając dŜinsy z jego nóg.

– Nigdy nie powiedziałeś wprost, ale pewnie tak sobie o mnie myślałeś.
– Jak? – Chciał wiedzieć Brodie.
– Jak o zimnej i wyniosłej kobiecie z północy. Ściągane przez nią dŜinsy 

zatrzymały się na cholewkach jego kowbojek. Greta gwałtownym ruchem zrzuciła 
jego buty razem z dŜinsami na podłogę.

– Masz rację. – W kącikach jego ust pojawił się figlarny uśmieszek. – 

Zupełnie nie rozumiem, co mi się mogło tak w tobie podobać.

Greta stanęła na materacu i swobodnym ruchem zdjęła swoje spodnie. Po 

chwili znowu ułoŜyła się wygodnie obok niego na miękkich poduszkach.

– Nie podobałam ci się. PrzecieŜ nie jestem w twoim typie.
– Podobałaś mi się, moja mała myszko. I wciąŜ mi się podobasz. Szaleję 

wprost za tobą. Chodź, to ci pokaŜę, jak bardzo...

Greta nie zawracała juŜ sobie głowy ich wcześniejszymi rozmowami, Brodie 

background image

sprawił, Ŝe czuła się kobieco, była poŜądana i seksowna. Nie miała zamiaru upierać 
się, Ŝe tak nie jest. Brodie bez końca całował jej twarz, szyję, piersi, smakował bez 
pośpiechu kaŜdy centymetr jej ciała.

Wyginała się z rozkoszą, drŜąc i desperacko pragnąc, Ŝeby akt miłosny juŜ się 

rozpoczął. Przez moment Brodie ostudził ją w tych zapałach, zadając wprost nurtujące
go pytanie.

– Bierzesz pigułki? Czy zabezpieczasz się jakoś inaczej?
Gretę zupełnie zaskoczyło to pytanie. Od śmierci Douga w zasadzie nie miała 

potrzeby w jakikolwiek sposób się zabezpieczać. Spojrzała na męŜczyznę w panice.

– Przepraszam, Brodie, ale nie pomyślałam o tym... po prostu nie 

potrzebowałam się zabezpieczać. MoŜe ty coś masz?

– Nie, nie planowałem tego – brzmiała odpowiedź.
Jej ręce łagodnie głaskały jego uda.
– To nie ma znaczenia. Na szczęście mam teraz niepłodne dni.
Brodie nie miał innego wyjścia, jak jej uwierzyć. Nie miał po prostu siły jej 

teraz od siebie odsunąć. Ta kobieta wzbudzała w nim takie uczucia, Ŝe nawet myśl o 
tym, Ŝe mogłaby zajść w ciąŜę, była dla niego podniecająca.

– Moja kochana, jesteś taka słodka, taka dobra – powtarzał.
Zaczął ją całować tak namiętnie, Ŝe niemal pozbawił ją tchu.
– Nie odchodź ode mnie nigdy, mój świąteczny aniołku. Zostań ze mną na 

zawsze.

Greta zapewniła, Ŝe nigdy go nie opuści. W zapamiętaniu objęła nogami jego 

biodra. Było im razem tak cudownie, Ŝe Brodie myślał, iŜ mogliby się kochać tak całą 
noc. Chciał dawać jej rozkosz, smakować jej ciało i rozpalać zmysły. Cały czas czuł 
lekki cięŜar jej ciała na swoich biodrach. Było to uczucie niezwykle podniecające. 
Wreszcie, w totalnym zapamiętaniu, szczytowali oboje w jednym momencie.

Minęła dłuŜsza chwila, zanim Greta doszła do siebie. Leniwie i niechętnie 

zsunęła nogi z bioder Brodiego. MęŜczyzna cały czas dotykał jej ciała, jakby bał się 
utracić z nią tak niezwykle cudowny fizyczny kontakt. Chciał utrzymać jeszcze przez 
moment ten stan niemal nadprzyrodzonego połączenia ciał i dusz, jaki przed chwilą 
osiągnęli.

– Greto?
Spojrzała na niego błyszczącymi oczami, z oddaniem.
– Tak?
Brodie z niepokojem zauwaŜył, Ŝe to, co przed chwilą wziął za światło 

odbijające się w jej oczach, było łzami zbierającymi się w ich kącikach.

– Musimy porozmawiać. – Brodie za wszelką cenę chciał powstrzymać te łzy.
– Nie musisz wygłaszać teraz jakiejś kwiecistej przemowy, Brodie. Jestem 

dorosłą kobietą – przykładając dłoń do czoła, zaśmiała się nagle.

– Mało powiedziane! PrzecieŜ ja jestem siedem lat od ciebie starsza, nie 

musisz mi tłumaczyć, co tu zaszło.

Brodie milczał przez chwilę, wpatrując się w drwiący wyraz jej twarzy.
– CzyŜby? Skoro tak dobrze wiesz, jak to określić, to moŜe mi powiesz?
– MoŜna to ująć jednym, prostym słowem: seks – odrzekła, wyzywająco 

patrząc mu w oczy.

Brodie zastanawiał się, ile razy w swoim Ŝyciu po prostu uprawiał seks. 

Pewnie stracił juŜ rachubę. Jednak to, co zdarzyło się w tym pokoju, było czymś 
zupełnie innym. Kochał się z nią, wkładając w to całą duszę. To było znacznie więcej, 
niŜ zwykłe, zwierzęce poŜądanie. MęŜczyzna oparł głowę na łokciu i uwaŜnie 
studiował twarz Grety.

– Po prostu seks? Tylko tyle to dla ciebie znaczyło? – zapytał wprost.

background image

Jego pytanie wywołało w niej niemal fizyczny ból. Zamknęła na moment oczy 

i jęknęła bezgłośnie. Nie zaznała przecieŜ dotąd w swoim Ŝyciu takiego poŜądania, 
tak głębokich emocji. Ten Ŝar był zupełnie nie do opanowania. Była pewna, Ŝe 
uczucie, jakie Ŝywiła do Brodiego, było szaloną, nieposkromioną miłością. Tego 
jednak nie mogła mu powiedzieć. Za dwa dni ona i Lilly wyjadą stąd i wrócą do 
normalnego Ŝycia. Nie wiadomo, kiedy znowu zobaczy Brodiego. Za parę miesięcy, a 
moŜe za parę lat?

– Nie rozmawiajmy o tym, Brodie. Nie psujmy uroku chwili. To nasza 

wspólna Wigilia. Taką ją chcę zapamiętać na zawsze. Bez Ŝalu i wyrzutów sumienia.

MęŜczyzna uniósł się i pocałował ją w usta.
– Kochanie, nie będziesz musiała tego wspominać do końca Ŝycia. Od teraz 

tak będzie juŜ zawsze. Chcę, Ŝebyś została moją Ŝoną. Wyjdziesz za mnie, Greto?

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Serce Grety biło jak oszalałe. Patrzyła na Brodiego szeroko otwartymi oczami 

i nie mogła wykrztusić z siebie słowa. Chyba go źle zrozumiała? Czy to moŜliwe, 
Ŝ

eby chciał się z nią oŜenić?

– Jeśli to Ŝart, to nie jest specjalnie zabawny! Powiedziałabym nawet, Ŝe jest 

raczej okrutny!

Greta nagle poczuła, Ŝe wstydzi się swojej nagości i chwyciwszy róg kołdry 

okryła się nią szybko. Brodie ujął ją za ramiona, poczuł, Ŝe uprzednią miękkość 
zastąpiło teraz dziwne zesztywnienie mięśni, jakby kobieta była sparaliŜowana.

– Dlaczego myślisz, Ŝe Ŝartuję. PrzecieŜ ja cię kocham!
Kompletnie zaskoczona jego wyznaniem wyprostowała się na łóŜku.
– Co ty opowiadasz?! Nigdy nie byłeś zakochany!
Jej słowa odebrał jak najstraszniejszą obelgę.
– Skąd ty moŜesz o tym wiedzieć? – zapytał z wyraźną przykrością.
Greta utkwiła wzrok w niemiłosiernie skotłowanej pościeli.
– Nie wiem – przyznała. – Domyślam się jednak, Ŝe nigdy nie byłeś powaŜnie 

zaangaŜowany uczuciowo. A byłeś? – dodała na końcu z pewnym zainteresowaniem.

– Nie. Do tej pory nie. Nigdy nie czułem podobnej... euforii.
Mimo Ŝe serce Grety zaczęło wybijać radosny rytm, nie chciała dopuścić 

uczucia szczęścia do siebie. Bała się, Ŝe Brodie nie wie, o czym mówi, i chwilowe 
zauroczenie myli z powaŜnym uczuciem, a ona moŜe się na nim bardzo zawieść. Nie 
mogła pozwolić sobie na lekkomyślność. Musiała być odpowiedzialna. Była przecieŜ 
matką. To los dziecka powinien interesować ją najbardziej, nie jakieś romanse, i to 
przelotne.

– Nie kochasz mnie, Brodie. Wydaje ci się tylko. Uległeś urokowi chwili – 

powiedziała spokojnie.

Usta męŜczyzny zacisnęły się w cienką linijkę.
– Nie sądziłem, Ŝe potrafisz być tak cyniczna, i to w takiej chwili.
Słowa Grety wyraźnie zapiekły go do Ŝywego. Bagatelizowała jego uczucia, o 

których wcale niełatwo mu było mówić.

Odwrócił się do niej tak, Ŝeby widzieć dokładnie jej twarz.
– Po prostu staram się myśleć logicznie. UwaŜam, iŜ nie jestem dla ciebie 

właściwą kandydatką, a ty nie jesteś odpowiedni dla mnie – powiedziała spokojnym 
tonem Greta.

– Wydawało mi się, Ŝe jeszcze parę minut temu byłaś innego zdania. – Pełen 

powątpiewania uśmieszek igrał w kącikach jego ust. – Twoja logika bardzo mi się 
podoba, bo twoje twierdzenia łatwo obalić.

Greta patrzyła na niego, czując, jak zalewa ją fala czułości. Miała ochotę 

rzucić mu się w ramiona i przyrzec mu miłość do grobowej deski. Wiedziała jednak, 
Ŝ

e tego nie zrobi. Postanowiła kierować się zdrowym rozsądkiem.

– Brodie, przecieŜ wiesz, jak bardzo róŜnimy się od siebie. Ty potrzebujesz 

kogoś młodego, w twoim wieku. Kogoś, kto da ci dzieci.

– PrzecieŜ ty teŜ jesteś jeszcze młoda i moŜesz rodzić dzieci! – Brodie juŜ 

niemal ze śmiechem odpowiadał na jej coraz bardziej bezsensowne argumenty. 
Szybko wyciągnął dłoń i dotknął brzucha Grety.

– MoŜe nawet udało nam się juŜ dzisiaj coś zdziałać na tym polu?
Mimo Ŝe serce Grety podskoczyło radośnie na samą myśl o byciu w ciąŜy z 

Brodiem, jej umysł wciąŜ nie dawał za wygraną.

– Ty przecieŜ wcale nie chcesz zostać męŜem i ojcem. Chcesz się raczej 

background image

dobrze bawić – rzuciła następne oskarŜenie.

– Będziemy się świetnie bawić razem. Te rzeczy wcale się nie wykluczają. 

Jeśli mi tylko pozwolisz, pokaŜę ci, jak moŜna je połączyć. – Odbił piłeczkę.

MałŜeństwo Grety z Dougiem nie było pełne fajerwerków. Odejście jej męŜa 

zaś tak nieoczekiwane, a strata tak ogromna, Ŝe Greta nie zdąŜyła zaznać wiele 
szczęścia.

Brodie jednak przeraŜał ją nieco. Wiódł przecieŜ niebezpieczne Ŝycie 

Ŝ

ołnierza. Nieraz znalazł się pod ostrzałem nieprzyjaciela.

A jeŜeli wyjdzie za niego i on zginie? Greta umarłaby chyba z rozpaczy. 

ś

aden człowiek nie zniósłby takiego cierpienia ponownie. Na samą myśl o tym łzy 

nieoczekiwanie popłynęły jej po policzkach. Po chwili juŜ głośno i Ŝałośnie szlochała.

– Nie mogę za ciebie wyjść. Umarłabym z tęsknoty i niepokoju. I nie mogę się 

ciągle przenosić z dzieckiem z jednej bazy wojskowej do drugiej. Nie chcę, Ŝeby Lilly 
miała takie Ŝycie.

Zanim zdołał wykonać jakikolwiek ruch, chwyciła ubranie i zeskoczyła z 

łóŜka.

– Nie musi wcale tak być, moŜemy to przemyśleć! – Chcąc ją zatrzymać, 

Brodie złapał za rękaw swetra Grety i przyciągnął ją do siebie.

– Nie ma o czym mówić, Brodie. Nie darowałabym sobie, gdybyś dla mnie i 

mojej córki zmienił zawód. Jesteś urodzonym Ŝołnierzem, to by nie było fair. 
Dobranoc! – Ostatnie słowo rzuciła, wybiegając z pokoju.

Dopiero za drzwiami sypialni poczuła, jak bardzo drŜą jej łydki.

Wiele bezsennych godzin Greta leŜała nieruchomo na swoim łóŜku, wpatrując 

się w cienie tańczące po suficie. Zastanawiała się, jak to moŜliwe, Ŝe Wigilia okazała 
się dla niej dniem tak niewiarygodnie szczęśliwym i smutnym zarazem. Kiedy kochali 
się z Brodiem, czuła się jak w raju. Mimo Ŝe określiła to przeŜycie jako „tylko seks”, 
wiedziała, Ŝe to, co naprawdę czuła, to miłość.

KaŜdy gest, kaŜda pieszczota i pocałunek były wypełnione tym uczuciem. 

Bała się do tego przyznać nawet sama przed sobą. Jak teraz się z nim poŜegna? Jak 
zniesie ich nieuchronne rozstanie? Czy kiedykolwiek uda jej się o nim zapomnieć, 
przestać za nim tęsknić i marzyć o powtórzeniu tej jednej, cudownej nocy. Czy juŜ do 
końca Ŝycia będzie go wspominać

?

Westchnąwszy cięŜko, obróciła się na łóŜku, jak juŜ wielokrotnie tej nocy. 

Spojrzała na stojący nieopodal budzik. Czwarta trzydzieści. W zasadzie nadszedł juŜ 
nowy dzień, a ona nie zmruŜyła nawet oka. Wspomnienia z ich wspólnej nocy uparcie 
stawały jej przed oczami. WciąŜ widziała Brodiego, jak z łagodnym, pełnym czułości 
i miłości spojrzeniem gładzi ją po policzku. W tej chwili niczego nie pragnęła 
bardziej, niŜ znaleźć się w jego ramionach.

Czy powinna przyjąć jego propozycję? A jeŜeli skończy jak jej matka: 

porzucona, samotna i nieszczęśliwa? Teresa O’Brien była surową matką. Nawet jako 
wciąŜ jeszcze młoda kobieta była juŜ zgorzkniała i złośliwa. Greta nie chciałaby się 
taka stać. A moŜe jej ojciec chciał po prostu mieć coś z Ŝycia i dlatego uciekł od 
nieciekawej, przewidywalnej egzystencji. Zaryzykował, chociaŜ odszedł z niczym, tak 
jak stał. Wolał być biedny i zaczynać od nowa, niŜ tkwić w układzie, który go 
unieszczęśliwiał. Po jego odejściu surowość matki wzmogła się jeszcze. Sposób, w 
jaki ją wychowywała, pozostawił w psychice Grety głęboki ślad.

Greta w zasadzie nie pamiętała, Ŝeby się śmiały czy bawiły razem z matką. 

Rozmawiały tylko o jej szkole albo o pracy matki. Całe ich Ŝycie składało się 
wyłącznie z obowiązków, nakazów i zakazów. Greta bardzo pragnęła stworzyć swojej 
córce zupełnie inny, ciepły i radosny dom.

background image

Nie mając siły dalej bić się z myślami, wstała i narzuciła na siebie szlafrok. 

Podeszła do drugiej strony łóŜka i przyglądała się śpiącej córeczce. Dziecko spało 
smacznie, miało zaróŜowione policzki i otwarte usta. Chciała pogładzić Lilly po 
głowie, ale cofnęła rękę ze strachu, Ŝe ten gest moŜe córkę obudzić. Chciała, Ŝeby 
dziecko spało jak najdłuŜej i Ŝeby było szczęśliwe. Bo właśnie o to w Ŝyciu chodzi. 
Szczęście liczy się najbardziej. Święta w Teksasie nauczyły ją przynajmniej tyle. A 
moŜe aŜ tyle?

„W tym roku chcę nowego tatusia”, przypomniały się Grecie słowa córki. 

Nagle przez głowę przemknęła jej myśl, Ŝe być moŜe straci Ŝyciową szansę, jeŜeli tym 
razem nie postawi wszystkiego na jedną kartę. Jako dziecko modliła się zawsze, Ŝeby 
jej ojciec wrócił do domu. Przez lata miała nadzieję, Ŝe w końcu się tak stanie. Jej 
modlitwy nie zostały nigdy wysłuchane, a ona sama Ŝyła w panicznym strachu przed 
opuszczeniem.

Starała się dać swojej córce tyle miłości, jakby była jednocześnie jej matką i 

ojcem. Jednak dziecku brakowało ojca. Musiała wreszcie przestać się oszukiwać. 
Uśmiech i wyraz zdecydowania pojawiły się na jej twarzy. Pewnym krokiem wyszła z 
pokoju i pomaszerowała prosto do drzwi sypialni Brodiego. Zapukała lekko i od razu 
nacisnęła na klamkę.

– Greta? – Podniósł się na łóŜku. – Co ty tu robisz?
PołoŜyła palec na ustach i wślizgnęła się po cichu pod kołdrę, zamknąwszy 

wcześniej drzwi na klucz.

– To tak na wypadek, gdyby twoim rodzicom lub Lilly przyszło do głowy nas 

szukać.

– Czy ja śnię – Brodie przetarł oczy i oszołomiony patrzył na Gretę.
– Nie, przyszłam cię przeprosić.
Wtuliła się w niego całym ciałem i pogładziła go po włosach.
– Kochanie, jest to na pewno najlepszy sposób, Ŝeby mnie przeprosić.
– Byłam niemądra. Nie miałam racji. - Brodie przytulił ją do siebie i zaczął 

całować.

– Tak bym tego nie określił – wymruczał jej do ucha. – Po prostu jesteś pełną 

temperamentu rudowłosą kobietą.

– Kocham cię. Wiesz o tym, prawda? – Wydała z siebie głębokie 

westchnienie, po czym dodała: – Nie powinnam była mówić tych wszystkich rzeczy o 
twojej pracy, na pewno będę się zawsze martwiła, kiedy nie będzie cię w domu. Tym 
bardziej, jeŜeli pojedziesz na front. Ale będę się starała to zrozumieć i zawsze cię 
wspierać.

Brodie spojrzał Grecie głęboko w oczy.
– Czy mam to traktować jako zgodę na małŜeństwo?
Greta odetchnęła głęboko, z ulgą.
– Tak, Brodie, wyjdę za ciebie.
Przypieczętował tę wymianę zdań długim pocałunkiem, po czym odsunął 

Gretę od siebie i rzekł:

– Mam dla ciebie bardzo dobrą wiadomość, moja mała, dzielna myszko. Nie 

musisz juŜ się więcej martwić o moje bezpieczeństwo. Nie będziemy teŜ przenosić się 
z jednej bazy wojskowej do drugiej, ani rozstawać na dłuŜej. Czekałem na nowe 
rozkazy i dostałem je wczoraj rano. ZłoŜyłem wcześniej podanie o zmianę słuŜby i 
zostało rozpatrzone pozytywnie.

Greta była tak zdziwiona, Ŝe aŜ podniosła się na łóŜku.
– Jaka nowa słuŜba? Dlaczego nic mi o tym nie powiedziałeś?
– JuŜ dawno postanowiłem, Ŝe najwyŜszy czas przestać włóczyć się po bazach 

wojskowych w całym kraju. Chciałem gdzieś osiąść na stałe i załoŜyć rodzinę. Po 

background image

ś

więtach będę prowadził szkolenia dla Ŝołnierzy z misji specjalnych. Będziemy 

stacjonować w Luizjanie, niedaleko Fort Polk.

Greta patrzyła na niego z niedowierzaniem.
– Brodie, dlaczego nie powiedziałeś mi tego wcześniej? Byłam taka 

nieszczęśliwa. PrzecieŜ nie musiałam się tak martwić! – Nie mogła powstrzymać się, 
Ŝ

eby nie robić mu wyrzutów.

– Kochanie – przytulił ją mocno do siebie – przepraszam. Chciałem ci 

powiedzieć, ale nie dałaś mi szansy. Poza tym musiałem najpierw usłyszeć, Ŝe 
zaakceptujesz mnie jako Ŝołnierza w czynnej słuŜbie. To dla mnie oznaczało, Ŝe 
pokochałaś mnie niezaleŜnie od okoliczności.

Greta uwodzicielsko pogładziła go dłonią po torsie i przeciągle pocałowała w 

usta.

– Kochaj się ze mną, Brodie – wyszeptała namiętnie – teraz i do końca Ŝycia.
Brodie przewrócił Gretę na plecy i, kładąc się na niej, zapytał:
– Czy jesteś pewna, Ŝe zniesiesz te straszne komary w Luizjanie, moja 

myszko?

– Tak, postanowiłam, Ŝe zniosę wszystko, byle być z tobą.

Jeszcze przed południem Lilly z niecierpliwością rozdzierała papier na 

pieczołowicie zapakowanych prezentach i co chwila wydawała okrzyki radości, 
oglądając ich zawartość. Dorośli zaś pili poranną kawę i oglądali swoje prezenty z 
trochę mniejszym entuzjazmem. Było mnóstwo śmiechu, kiedy James otworzył 
paczkę zawierającą, jak co roku, zestaw skarpetek i krawatów na kaŜdy dzień 
tygodnia.

– A cóŜ to znowu, u licha?! – Udawał zdziwienie, kiedy ujrzał w paczce 

jeszcze supełek zawiązany na czerwonej wstąŜce.

– To, kochanie, specjalnie po to, Ŝebyś nie zapomniał o naszej rocznicy ślubu 

w przyszłym tygodniu – wyjaśniła Anita.

– Mój BoŜe, jakŜebym chciał zapomnieć ten dzień! – zakrzyknął James, 

zanosząc się od śmiechu. – Na razie jeszcze pamięć, niestety, mi słuŜy.

– To prawda, postanowiłam jednak na wszelki wypadek się zabezpieczyć – 

uśmiechnęła się jego Ŝona.

Gretę i Brodiego rozbawiła ta cała scena niemal do łez.
Brodie sięgnął po małą paczuszkę zapakowaną w srebrny papier i obwiązaną 

srebrną wstąŜką.

Podał ją Grecie, a ta spojrzała na niego z zaskoczeniem.
– A co to jest? JuŜ otworzyłam prezent od ciebie, dziękuję za sweter, jest 

bardzo ładny!

Brodie uśmiechnął się tajemniczo.
– To taki drobiazg kupiony w ostatniej chwili. Myślę, Ŝe jest odpowiedni na tę 

okazję.

Czując ekscytację jak mała dziewczynka, Greta ostroŜnie rozwinęła srebrny 

papier.

Od razu domyśliła się, Ŝe pudełeczko zawiera biŜuterię. Ale to, co zobaczyła, 

przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Na czarnym aksamicie leŜał okazały platynowy 
pierścionek z duŜym brylantowym oczkiem.

– Brodie! – krzyknęła ze zdumieniem. – Skąd wiedziałeś, Ŝe się zgodzę?
– Nie wiedziałem. Postanowiłem cię jednak nakłaniać tak długo, aŜ powiesz 

„tak”.

– Co to? – Anita wyciągnęła szyję, zaciekawiona zawartością pudełka.
– Daj jej czas, kochanie. Jestem pewien, Ŝe sama nam powie – powstrzymywał 

background image

ją James.

Z oczu Grety popłynęły łzy, poczuła, Ŝe nie ma dość siły, Ŝeby powiedzieć 

rodzicom Brodiego, jaka jest prawda.

– Dałem Grecie pierścionek zaręczynowy – wyręczył ją Brodie. – Pobieramy 

się w przyszłym tygodniu, w waszą rocznicę ślubu. Chyba Ŝe macie coś przeciwko 
temu, Ŝebyśmy juŜ od teraz zawsze obchodzili tę rocznicę razem.

Uczucia radości i zaskoczenia zlały się w jedno na twarzach teściów Grety, a 

ona poczuła ogromną ulgę, widząc, Ŝe najwyraźniej Anita i James nie mają nic 
przeciwko ich małŜeństwu.

– CóŜ to za naprawdę wesołe święta! – krzyknął radośnie James, a Anita 

rzuciła się do Grety z gratulacjami.

– Wczoraj, kiedy byliśmy razem na mieście, zastanawiałem się, dlaczego 

Brodie zniknął na tak długo w sklepie jubilerskim i przeszło mi przez myśl, Ŝe moŜe 
kupuje pierścionek zaręczynowy – zdradził James.

– Będziemy szczęśliwi, mogąc dzielić dzień naszej rocznicy ślubu z waszą 

rocznicą – zadeklarowała Anita.

– Tak coś czuliśmy z ojcem, Ŝe macie się ku sobie, ale pewności mieć nie 

mogliśmy – powiedziała do Brodiego. – Wydawałeś mi się trochę rozkojarzony i 
podejrzewałam, Ŝe uczucia i świąteczna atmosfera zrobią swoje – dokończyła z 
szerokim uśmiechem.

– Będziecie razem szczęśliwi, dzieci – powiedział James. – Jestem tego 

pewien.

Lilly z oszołomieniem wpatrywała się w dorosłych wymieniających uśmiechy 

i pocałunki i przysłuchiwała się pytaniom dotyczącym ceremonii ślubnej. W końcu 
zerwała się na równe nogi i, rozpychając się między dziadkami, próbowała dotrzeć do 
matki.

– Mamusiu, co dostałaś, ja teŜ chcę zobaczyć! – krzyczała.
Greta podniosła rękę z pierścionkiem na serdecznym palcu tak, Ŝeby córka 

mogła ją dobrze widzieć.

– To jest pierścionek zaręczynowy, kochanie. Wychodzę za mąŜ za wujka 

Brodiego.

Lilly przechyliła główkę na bok i z otwartymi ustami zagapiła się na matkę.
– A co to znaczy za mąŜ? – Chciała wiedzieć. Serce Grety zabiło radośnie.
– To znaczy, Ŝe wujek Brodie będzie twoim nowym tatusiem, co ty na to?
Zaskoczona tą informacją Lilly przez moment nic nie mówiła, a potem nagle 

podskoczyła i z radością zawołała:

– To naj, naj, najlepsiejsze święta w całym moim Ŝyciu!
Odpowiedzią była salwa śmiechu zgromadzonych wokół niej dorosłych.

background image

EPILOG

Lustrując wzrokiem zatłoczony hol Międzynarodowego Lotniska O’Hare, 

Megan namierzyła Kaylę, Gretę i jej małą córeczkę Lilly, siedzące we wnęce 
nieopodal wejścia.

– CzyŜby panie czekały na mnie? – zagadnęła je wesoło.
– O, jesteś! – powitała ją radośnie Kayla. – Właśnie zaczęłyśmy się 

zamartwiać, czy przypadkiem nie przegapiłaś swojego lotu.

– A potem przyszło nam do głowy, Ŝe moŜe skróciłaś swoją świąteczną 

eskapadę, Ŝeby jak najszybciej znaleźć się w domu – dodała Greta.

Megan usiadła przy stoliku naprzeciwko obu koleŜanek.
– Mój lot z Knoxville rzeczywiście opóźnił się trochę z powodu burzy – 

wyjaśniła im.

Dziewczyny roześmiały się. Wszystkie były w znacznie lepszych nastrojach niŜ 

przed ponad tygodniem.

– No to opowiadajcie o swoich świętach. Kayla, jak się miewa twoja 

przyjaciółka w St Croix? Jak potoczyły się sprawy w Houston, Greta?

– Zanosi się na to, Ŝe wuj Brodie będzie moim nowym tatusiem – ogłosiła Lilly 

i ziewając, wdrapała się na kolana Grety. – Będziemy mieszkać w prawdziwym forcie.

– Naprawdę? – zapytały jednocześnie Megan i Kayla, po czym oderwały 

wzrok od małej i skierowały go na jej matkę.

– Mów, Greta! – zaŜądała Kayla. Greta nie dała się prosić.
– Brat mojego zmarłego męŜa, Brodie, nauczył mnie, Ŝe miłość jest darem zbyt 

cennym, Ŝeby go odrzucić. Mamy więc zamiar pobrać się. Gdy tylko Lilly i ja 
spakujemy wszystko, natychmiast przyjedziemy do niego do Luizjany. On jest 
wojskowym w stopniu kapitana i został oddelegowany do szkolenia Ŝołnierzy w Fort 
Polk.

– Moje gratulacje – powiedziała Kayla i uśmiechnęła się promiennie.
Megan z całego serca przyłączyła się do gratulacji Kayli.
– Naprawdę podzielam waszą radość. – Gdy zauwaŜyła ten sam promienny 

wyraz szczęścia na twarzy Kayli, zapytała: – Czy ty teŜ masz w zanadrzu jakąś 
niespodziankę, Kayla?

– Faktycznie – śmiejąc się, przyznała Kayla. – Moja przyjaciółka nawet się nie 

pokazała na tej egzotycznej wyspie. Zamiast siebie przysłała swojego brata. 
Spryciara. Domyśliła się, Ŝe od dawna jestem zakochana w Marku, więc postanowiła 
wystąpić w roli swatki. No i udało się jej. Pobieramy się w czerwcu, tuŜ po mojej 
sesji. On pracuje w Dystrykcie Kolumbii, dlatego przenoszę się do Georgetown na 
semestr jesienny.

– W ten sposób twoja najlepsza przyjaciółka będzie teraz równieŜ twoją 

szwagierką – zauwaŜyła Megan. – To wspaniale!

– Wszystkiego najlepszego, Kayla – dorzuciła Greta. – No, ale co z tobą, 

Megan? Czy spędziłaś święta tak, jak chciałaś? W ciszy i samotności?

– Szczerze mówiąc, nie.
– Nie wystawiaj na próbę naszej cierpliwości 
– poprosiła Greta. – Powiedz, 

co się wydarzyło?

– Pewnie i ty teŜ kogoś spotkałaś – odgadła Kayla.
Megan uśmiechnęła się tajemniczo.
– Spotkałam absolutnie fantastycznego męŜczyznę. Ma na imię Lucas. Nie 

pozwolił mi rozczulać się nad sobą. Nalegał, Ŝebym spędziła normalne, tradycyjne 
ś

więta, no i...

background image

– Przeprowadzasz się do Tennessee, czy on przyjedzie do Illinois? – 

zainteresowała się Greta.

– Ja zamieszkam w Tennessee, gdy tylko zlikwiduję swoje mieszkanie – 

oznajmiła uszczęśliwiona Megan. – Lucas i ja planujemy się pobrać, gdy tylko wrócą 
moi rodzice z tej swojej egzotycznej wyprawy.

– Cudownie słyszeć, Ŝe i twoje sprawy ułoŜyły się tak dobrze, Megan – 

powiedziała Kayla.

– A ja się cieszę, Ŝe wszystkim nam się udało – dorzuciła Greta i zerknęła na 

zegarek. – Szkoda, Ŝe nie moŜemy zostać z wami dłuŜej, ale zaraz mamy samolot.

– Ja teŜ. – Megan sięgnęła po swoją torbę podróŜną.
– Dajcie mi wasze adresy – zaproponowała Greta. – Ja podam wam mój. 

Bardzo chciałabym, Ŝebyśmy pisywały do siebie i moŜe jeszcze nieraz się spotkały? 
Co wy na to?

– To wspaniały pomysł. – Megan wyciągnęła ze swojej torebki notesik i 

długopis. – Zapiszę wam mój nowy adres w Tennessee – powiedziała z dumą.

Po wymianie wszystkich adresów i solennym obiecaniu sobie nawzajem, Ŝe na 

pewno będą utrzymywały kontakt, uściskały się i pobiegły. KaŜda do swojego wyjścia.

Ich świąteczne wakacje okazały się stokroć lepsze, niŜ mogły to sobie 

wyobrazić. Czy był to uśmiech losu? Cenny prezent pod choinkę! PrzecieŜ kaŜda z 
nich znalazła swoją miłość, szczęście, no i... dwie nowe przyjaciółki. A wszystko dzięki 
temu, Ŝe zbuntowały się i postanowiły nie obchodzić w tym roku świąt BoŜego 
Narodzenia w sposób tradycyjny. Chciały uciec od rutyny, uciec w nieznane...

Ale tak naprawdę, to od czego uciekały? Czy tylko od świątecznej rutyny? Czy 

moŜe od nieciekawej, pozbawionej miłości, codzienności?