STELLA BAGWELL
Spełnione Ŝyczenie
Cykl: PrzeŜyj to inaczej
Getaway
Tłumaczyła: Ewa Trębska-Zozula
PROLOG
– Szanowni państwo, prosimy o uwagę. Wszystkie loty z Międzynarodowego
Lotniska O’Hare zostają odwołane z powodu bardzo intensywnych i ciągle
nasilających się opadów śniegu. Powiadomimy pasaŜerów, kiedy pasy startowe
znowu będą czynne.
W hali odlotów rozległy się pomruki niezadowolenia. Na trzy dni przed
ś
więtami BoŜego Narodzenia chicagowskie lotnisko było po brzegi wypełnione
podróŜnymi.
Większość zrezygnowanych pasaŜerów spacerowała niespiesznie po hali. Trzy
siedzące niedaleko siebie kobiety, w tym jedna z dzieckiem, patrzyły przez wielkie
okna na padający na zewnątrz śnieg.
W końcu odezwała się jedna z nich.
– No to ładnie nam się zaczynają święta, co? – rzekła.
Pozostałe dwie zwróciły się w jej stronę.
– Nazywam się Megan – ciągnęła. – Mieszkam w Springfield w stanie Illinois i
wybieram się do Knoxville w Tennessee. Mam niewielki domek niedaleko Parku
Narodowego Smoky Mountains i postanowiłam spędzić tam święta. – Po chwili
spojrzała na siedzącą po prawej stronie brunetkę. – A pani?
– Mam na imię Kayla i mieszkam w Salem w stanie Oregon. Lecę na tydzień
do St Croix na Wyspach Dziewiczych, by spotkać się z kimś, kogo znam ze szkoły –
odpowiedziała i nerwowo spojrzała na zegarek. – Mam na dzisiejszą noc
zarezerwowany pokój w hotelu w Miami. Samolot na wyspy wylatuje dopiero jutro
wczesnym rankiem. Mam nadzieję, Ŝe na lotnisku w Miami juŜ nie będzie takich
komplikacji.
Po chwili odezwała się siedząca po lewej stronie Megan kobieta z małą
dziewczynką.
– A ja nazywam się Greta, a to moja córka, Lilly – rzekła, patrząc czule na
dziewczynkę. – Mieszkamy w Kennebunk w stanie Maine, a lecimy do Houston
odwiedzić dziadków Lilly.
– Tak, lecimy do dziadków – potwierdziła dziewczynka. – Nie byłyśmy tam
bardzo, bardzo długo. Od śmierci taty.
Kobiety spojrzały na Gretę z sympatią.
– To musi być dla pani bardzo trudny okres – zauwaŜyła Kayla. – Kiedy
odszedł pani mąŜ?
– Trzy lata temu. To stało się tak nagle. Miał zaledwie trzydzieści osiem lat.
Obie bardzo za nim tęsknimy. Trudno mi widywać się z teściami, choć nalegali, by ich
odwiedzić kilka miesięcy po jego śmierci. Głupio mi, Ŝe tak długo zwlekałam z
zabraniem do nich Lilly – wyjaśniła Greta, spoglądając przez okno. – Mam nadzieję,
Ŝ
e teraz, kiedy wreszcie się wybrałyśmy, uda nam się do nich dotrzeć.
Kayla spojrzała na zegarek, by przerwać krępującą ciszę.
– Nie wiem, jak wy, ale ja chętnie bym coś przegryzła. Chodząc po lotnisku,
widziałam parę restauracji. Jestem pewna, Ŝe uda nam się znaleźć miejsce w którejś z
nich. Będzie nam wygodniej niŜ tu, w hali odlotów. MoŜe macie ochotę mi
towarzyszyć?
Megan wstała.
– Bardzo chętnie – odparła. – Chodźmy tam, napijemy się czegoś. Jak długo
moŜna tak siedzieć i patrzeć na burzę śnieŜną?
Kobiety udały się do najbliŜszej restauracji – „Admiral”. Po kilku godzinach
poznały się na tyle dobrze, Ŝe mogły porozmawiać ze sobą o swych prywatnych
sprawach.
– Czy ktoś z rodziny wyjdzie po ciebie w Knoxville? – spytała Kayla,
zwracając się do Megan.
– Nie. Mój dziadek zbudował ten domek, a kiedy zmarł, odziedziczyłam go po
nim. Będę więc tam sama – westchnęła. – Czułam, Ŝe muszę wyjechać ze Springfield
na jakiś czas. Ostatnie miesiące były dla mnie bardzo cięŜkie. Parę tygodni temu
zwolniono mnie z pracy, a wierzcie mi, koniec roku to nic najlepszy okres na szukanie
nowej roboty. A do tego niedawno rozstałam się z męŜczyzną, z którym spotykałam się
przez ostatnie dwa lata. Nie jestem z tego powodu zrozpaczona, ale muszę przyznać,
Ŝ
e rozstanie uraziło moją dumę.
Spojrzała na Kaylę.
– A kim jest ten twój stary znajomy? Jakąś miłością sprzed lat?
Kayla roześmiała się.
– AleŜ skąd! To moja przyjaciółka, Karyn. Znamy się od trzeciej klasy
podstawówki. Kiedy zrobiłyśmy maturę, jej rodzina przeprowadziła się na Wschodnie
WybrzeŜe, ale na szczęście utrzymywałyśmy kontakt telefoniczny i mailowy.
Odwiedziłam ją teŜ parę razy. Karyn znalazła świetną pracę na Manhattanie. I
chociaŜ jesteśmy w stałym kontakcie, nie widziałyśmy się od kilku lat. Chcemy to
nadrobić.
– To wspaniale, Ŝe masz przyjaciółkę od tak dawna – rzekła Greta. – Mnie tak
pochłonęło małŜeństwo i wychowywanie córeczki, Ŝe straciłam kontakt ze wszystkimi
znajomymi z liceum. A ty co robiłaś po maturze?
– Poszłam na studia – odpowiedziała Kayla. – Zresztą wcale ich jeszcze nie
skończyłam. Jestem na prawie i mam wraŜenie, Ŝe nigdy nie uda mi się zrobić
dyplomu.
Nagle podano kolejną informację o tym, Ŝe udało się uruchomić część pasów
startowych. Kobietom było trudno się rozstać, poniewaŜ przez te kilka godzin
rozmowy poczuły do siebie wielką sympatię. KaŜda z nich cieszyła się, Ŝe mogła
podzielić się swymi przeŜyciami, poraŜkami i obawami z osobami, których zapewne
juŜ nigdy w Ŝyciu nie zobaczy.
– Słuchajcie, skoro wszystkie wracamy tego samego dnia przez Chicago, moŜe
w drodze powrotnej choć na chwilę uda się nam tu spotkać i podzielić wraŜeniami? –
zaproponowała Kayla. – Byłoby fajnie!
– Ja juŜ teraz mogę wam powiedzieć, jak będzie wyglądał mój urlop –
zapewniła Megan. – W górach zapadnę w sen zimowy i prześpię cały pobyt. MoŜe
obudzę się dopiero na wiosnę?
Kayla zwróciła się do Grety.
– A moŜe ty z Lilly chciałabyś się ze mną spotkać w drodze powrotnej?
– Oczywiście – odpowiedziała z uśmiechem. – Chętnie wysłucham twojej
relacji z St Croix.
– Ja teŜ – zawtórowała Megan. – Spodziewajcie się mnie na tym spotkaniu.
Chętnie się dowiem, Ŝe przynajmniej wy miałyście udany urlop.
Kobiety uściskały się na poŜegnanie, a następnie ruszyły przez zapełnioną halę
odlotów i udały się do odpowiednich bramek.
ROZDZIAŁ PIERWSZY
– Kiedy juŜ będziemy w tym Teksasie, mamusiu? – Lilly, czteroletnia
złotowłosa dziewczynka, juŜ od dwóch godzin uwięziona za pomocą pasa na
samolotowym siedzeniu, głośno dawała wyraz swojemu zniecierpliwieniu.
W odpowiedzi jej matka, Greta Barstow, wydała z siebie głębokie
westchnienie. Trudno się dziwić dziecku, pomyślała. Przed podróŜą tkwiły przecieŜ
przez wiele godzin na lotnisku w Chicago, gdzie pługi śnieŜne zaciekle próbowały
usuwać zwały białego puchu zalegające na pasach startowych. Nic dziwnego, Ŝe Lilly
zdąŜyła powtórzyć to samo pytanie co najmniej dwadzieścia razy w ciągu ostatniej pół
godziny. Greta juŜ sama zaczęła powoli się zastanawiać, czy kiedykolwiek ujrzą
lotnisko Hobby w Houston.
– Będziemy tam wkrótce, kochanie, jeszcze dosłownie kilka minut.
Lilly zmarszczyła zabawnie swój mały nosek i przechyliła główkę z wyrazem
powątpiewania na buzi.
– A będą na lotnisku czekali na nas babcia z dziadkiem? – chciało wiedzieć
dziecko.
Na myśl o teściach Gretę chwycił za gardło lekki skurcz. Miała poczucie winy,
Ŝ
e Lilly w zasadzie nie miała kontaktu z dziadkami. Oczywiście nie obwiniała się za
fakt, Ŝe Douglas zmarł tak młodo, w wieku zaledwie trzydziestu ośmiu lat. James i
Anita po stracie swojego pierworodnego syna byli równie zrozpaczeni jak Greta po
stracie męŜa. A jednak w czasie tych trzech lat, jakie upłynęły od jego śmierci,
widziała się z teściami tylko raz, przy okazji ich wizyty w Kennebunk, kilka miesięcy
po pogrzebie. JuŜ kilkakrotnie od tej pory Greta planowała rewizytę u rodziców
Douglasa w Teksasie. Za kaŜdym razem jednak, kiedy termin zaplanowanej podróŜy
się zbliŜał, znajdowała jakiś waŜny powód, Ŝeby wizytę przełoŜyć na później.
Uwielbiała Anitę i Jamesa, jednak z ich domem w Teksasie wiązało się tyle
cudownych wspomnień... Greta obawiała się, Ŝe wizyta u nich sprawi jej teraz, po
stracie męŜa, ogromny ból.
W tym roku zmusiła się do wyjazdu ze względu na córeczkę. W końcu były
ś
więta BoŜego Narodzenia i prawdziwie rodzinna atmosfera sprawi małej wiele
radości. Teściom Grety zresztą teŜ juŜ od dawna naleŜała się ta wizyta.
– Tak, kotku, jestem pewna, Ŝe dziadkowie po nas wyjdą – zapewniła córkę.
Zwinąwszy się na siedzeniu w kłębuszek, dziecko głośno wyraziło dręczący ją
od jakiegoś czasu niepokój.
– Mamusiu, a czy Mikołaj będzie wiedział, gdzie ja jestem? A jak mnie nie
znajdzie, to moŜe dać moje prezenty jakiejś innej dziewczynce! – W głosie Lilly
zabrzmiał silny niepokój.
Greta spróbowała powstrzymać się od śmiechu. Pamiętała jeszcze, jak waŜna
była dla niej w dzieciństwie wizyta Mikołaja.
– Och, na pewno cię znajdzie! Mikołaj ma magiczne zdolności i zawsze wie,
gdzie szukać małych dziewczynek i chłopców w Wigilię. Wie teŜ, czy dzieci były
grzeczne. Mam nadzieję, Ŝe będziesz o tym pamiętała, gdy przyjedziemy do
dziadków.
– Mamusiu, na pewno będę grzeczna! – zapewniała Lilly gorąco. – Będę
bardzo, bardzo grzeczna. Przyrzekam.
Minęło jeszcze piętnaście minut, zanim w głośnikach dał się słyszeć spokojny
głos stewardesy, informującej pasaŜerów o procedurze i środkach bezpieczeństwa,
obowiązujących w czasie lądowania.
Greta sprawdziła, czy pasy jej i Lilly są dokładnie zapięte, po czym wsunęła
bagaŜ podręczny pod siedzenie.
Ogromna maszyna podchodziła do lądowania z lekkością małego ptaszka.
Patrząc na drgające, zdające się nie mieć końca światła Houston, Greta starała się
odsunąć od siebie uporczywe myśli o jej ostatniej wizycie w Teksasie. Leciała
samolotem transportującym zwłoki męŜa. Ciało Douglasa miało spocząć w
rodzinnym grobowcu. Jego niespodziewana choroba serca i nagła śmierć zszokowały
całą rodzinę. Teraz jednak Greta starała się za wszelką cenę nie myśleć o tych pełnych
rozpaczy dniach. Gdyby pozwoliła sobie na takie rozmyślania, zepsułyby one całe
ferie świąteczne. A tego po prostu nie mogła zrobić swojej córeczce.
Ś
ciskając mocno rączkę Lilly, Greta przesuwała się powoli przez zatłoczoną
halę przylotów. Widać było, Ŝe zbliŜają się święta, zewsząd dobiegały okrzyki radości
wydawane przez spotykających się po długim czasie członków rodzin. Czekając na
bagaŜ, rozglądała się w poszukiwaniu Anity i Jamesa. Matka i córka ruszyły po chwili
w stronę taśmy, na której pojawiały się walizki, plecaki i torby. Energiczne kroki
matki spowalniała nieco mała Lilly, oglądająca się za kaŜdym sklepem i restauracyjką
mijaną po drodze.
– Greta! Greta Barstow! – Usłyszawszy męski głos wykrzykujący jej
nazwisko, obejrzała się i prześlizgnęła wzrokiem po tłumie oczekujących osób w
poszukiwaniu znajomej twarzy teścia. JakieŜ było jej zdziwienie, gdy zamiast Jamesa
ujrzała zbliŜającą się szybko w ich kierunku muskularną sylwetkę młodego,
krótkowłosego szatyna.
Wielki BoŜe! Greta, zupełnie zaskoczona, z otwartymi ustami patrzyła tępo na
stojącego przed nią Brodericka Barstowa, młodszego brata Douga. W zasadzie nie
znała Brodiego, jak kaŜdy nazywał jej szwagra. Brat męŜa rzadko bywał w Teksasie,
bo jako Ŝołnierz przemieszczał się z bazy do bazy po całych Stanach.
Serce Grety zabiło trochę szybciej, niŜ mogłaby się tego spodziewać.
– Cześć, Brodie! – Podała mu dłoń.
Brodie, odsłaniając w szerokim uśmiechu rzędy idealnie prostych, białych
zębów, bezceremonialnie odepchnął jej rękę i objąwszy Gretę w talii, podniósł ją bez
zbędnych ceregieli. Wycałowawszy bratową z dubeltówki w obydwa policzki, ze
ś
miechem postawił ją z powrotem na ziemi.
– Wesołych Świąt, Greto! Dobrze cię znowu widzieć! – krzyknął radośnie
Brodie.
Kompletnie zaskoczona, lądując z powrotem na ziemi, zaczerwieniła się po
same czubki włosów. Nie pamiętała, Ŝeby kiedykolwiek ktoś tak serdecznie się z nią
witał.
Fakt, Ŝe jej szwagier zachował się w tak bardzo naturalny sposób, zupełnie nie
przejmując się tłumem ludzi stojących wokół nich, zupełnie zbił ją z pantałyku.
Jednak nie potrafiła się na niego gniewać, a w kącikach jej ust błąkał się słaby, ledwo
zauwaŜalny uśmieszek.
– Tak... ja... ja teŜ się cieszę... Ŝe cię widzę – wyjąkała i wygładziła
odruchowo czarną spódniczkę, starając się ze wszystkich sił nie patrzeć na męską,
przystojną twarz Brodiego.
Mimo Ŝe podczas czterech lat małŜeństwa Greta i Doug często przyjeŜdŜali do
Teksasu, widziała szwagra tylko kilka razy. Jednak trudno było go zapomnieć. Był od
nich młodszy o siedem lat. On i Doug zupełnie nie byli do siebie podobni. RóŜnili się
nie tylko fizycznie, ich osobowości teŜ trudno byłoby porównywać. Bracia byli róŜni
jak woda i ogień, a z tych dwóch Ŝywiołów Brodie zdecydowanie reprezentował
ogień.
Szwagier Grety był typem wysportowanego, silnego człowieka armii. Jego
umięśnione ramiona, trzymana wysoko głowa i zawsze proste plecy oraz niezwykła
pewność siebie nie pozwalały mieć co do tego Ŝadnych wątpliwości. Dzisiaj Brodie
nie był ubrany w mundur. Miał na sobie prosty teksaski strój. DŜinsy marki Lewis,
czarny golf i sprana kurtka dŜinsowa. Ten typowy dla teksańczyka ubiór dopełniały
nieprawdopodobne skórzane kowbojki.
ChociaŜ niechętnie, Greta musiała przyznać, Ŝe ten tradycyjny ubiór leŜał na
Brodiem idealnie. MęŜczyzna wyglądał pociągająco, wręcz zabójczo, a ten styl
podkreślał jego zgrabną, męską sylwetkę.
Lilly przypomniała matce o swoim istnieniu, pociągając Gretę energicznie za
rękę. Dziewczynka najwyraźniej poczuła się pominięta. Zapatrzyła się w wujka jak w
obrazek.
Spojrzenie Brodiego spoczęło na złotowłosej główce dziewczynki, która
niewzruszenie wpatrywała się w jego twarz wielkimi, zdziwionymi oczami.
– A co to za ślicznotka tu stoi? CzyŜby to była Lilly? To niemoŜliwe, tak
wyrosła ta moja bratanica? Nie wierzę! – draŜnił się z małą Brodie.
– A właśnie, Ŝe tak! – odrzekło dziecko z dumą. – Nazywam się Lilly
Barstow.
Brodie ukucnął przed dziewczynką i ujął jej mały podbródek w dłoń.
– MoŜe i tak... Trochę mi przypominasz małą dziewczynkę, którą widziałem
kilka lat temu. – Brodie uwaŜnie studiował twarz dziecka. – A ile masz lat, Lilly?
– Cztery! – Dziewczynka podniosła dłoń ze zwiniętym kciukiem. – I chodzę
do szkoły – oświadczyła dumnie.
– Do przedszkola – skorygowała Greta, widząc, Ŝe Brodie unosi w zdziwieniu
brwi.
Zerknęła przez ramię na taśmę z bagaŜami.
– O, są nasze bagaŜe! Lepiej je szybko zabierzmy, zanim ktoś inny weźmie je
przez pomyłkę.
Dziesięć minut później cała trójka siedziała wygodnie w miękkich fotelach
ciemnego pikapa, a bagaŜ spoczywał bezpiecznie w tylnej części półcięŜarówki. W
porównaniu z aurą panującą o tej porze roku w Kennebunk w Maine tutaj pogoda była
wyjątkowo przyjemna. Biały sweter z duŜymi oczkami, jaki załoŜyła Greta, był zbyt
gruby na tę temperaturę. Greta zresztą z niepokojem przyznała sama przed sobą, Ŝe
być moŜe jest jej tak ciepło nie tylko z powodu teksaskiego klimatu, ale równieŜ za
sprawą męŜczyzny siedzącego obok niej.
Brodie jechał powoli na południe przez zatłoczone ulice Parland, Ŝeby
wreszcie skręcić na autostradę numer sześć. Po jakimś czasie, w okolicach miasta
Alvin, skręcił w małą szosę lokalną i ruszył na zachód.
Do tej pory Brodie musiał uwaŜać na drogę, jechało się cięŜko, na autostradzie
panował tłok. Teraz jednak, kiedy płynnie posuwali się wąską wiejską drogą, odezwał
się:
– Czekamy na was od rana. Mama mówiła, Ŝe wasz lot był opóźniony. JuŜ
myślałem, Ŝe w ogóle dziś nie dotrzecie.
– Śnieg – wyjaśniła Greta. – Kiedy juŜ w końcu wyleciałyśmy z O’Hare,
przestało padać, ale na ziemi było juŜ kilkadziesiąt centymetrów puchu.
I tak miałyśmy sporo szczęścia. Wyleciałyśmy w dobrym momencie.
Greta bawiła się rączką zamszowej torby spoczywającej na jej kolanach.
– Muszę przyznać, Ŝe byłam zaskoczona, Ŝe to ty odebrałeś nas z lotniska. Nie
wiedziałam nawet, Ŝe będziesz w domu na święta.
– Chcesz powiedzieć, Ŝe gdybyś wiedziała, zostałabyś w Kennebunk? –
Brodie przesłał Grecie szybki uśmiech.
Zacisnęła usta w linijkę. Zawsze trudno jej było wyczuć, czy szwagier mówił
coś powaŜnie, czy tylko sobie Ŝartował.
– Oczywiście, Ŝe nie! Co ci przyszło do głowy? Musiała jednak przyznać, Ŝe
gdyby wiedziała, Ŝe Brodie przyjedzie do rodziców na święta, moŜe zastanowiłaby się
powaŜnie przed podjęciem decyzji o przyjeździe do Teksasu. MoŜe nawet odwołałaby
swoją wizytę. Nie dlatego, Ŝe nie lubiła swojego szwagra. PrzecieŜ nawet dobrze go
nie znała. Po prostu za kaŜdym razem, kiedy na nią patrzył, czuła się tak, jakby była
jakąś słodką idiotką. Bardzo jej się nie podobało to uczucie, wobec którego była
zupełnie bezradna.
– Och, nie wiem. Takie miałem przez moment wraŜenie. – Brodie wzruszył
ramionami. – Długo cię nie było u nas w Teksasie, to wszystko – dodał.
Greta pochyliła głowę i z uporem wpatrywała się w ściskaną kurczowo czarną
torbę. Brodie rzucił jej jeszcze jedno szybkie spojrzenie, którego nie zauwaŜyła.
Brodie pomyślał, Ŝe Greta w ogóle się nie zmieniła. Była ubrana dość
konserwatywnie, a to ubranie maskowało jej zgrabne, kobiece kształty.
Jej ciało było szczelnie otulone, moŜna było się jedynie domyślać krągłości
ukrytych pod grubą warstwą materiału. Burza jej cudownych, płomiennie rudych
loków ściągnięta została w grzeczny kucyk na karku.
Mój BoŜe, myślał Brodie, ta kobieta mogłaby wyglądać po prostu bosko z tą
swoją nienaganną porcelanową jasną cerą i intensywnie błękitnymi oczami. Zamiast
tego patrzył na niedbale ubraną bratową, umiejętnie skrywającą przed światem
jakąkolwiek kobiecość. Widocznie Greta maskowała swoją osobowość. A moŜe był
wobec niej niesprawiedliwy? – zastanawiał się Brodie. PrzecieŜ w zasadzie zupełnie
jej nie znał. MoŜe gdzieś w środku, pod tym szczelnym kokonem, tętnił w niej
temperament zgodny z ognistym odcieniem włosów? Ta myśl podsyciła w nim
ciekawość. Właściwie nie wiedział dlaczego. Nie przyjechał przecieŜ do domu na
ś
więta, Ŝeby oceniać swoją szwagierkę albo jakąkolwiek inną kobietę.
– Tak... wiem... długo mnie tu nie było... – W głosie Grety zabrzmiała nutka
skruchy. – Ale tak jakoś się nie układało. No i do tej pory nie miałam nigdy dosyć
czasu na taką daleką podróŜ.
Na kilka minut zapadła cisza.
– Nie pomyślałaś pewnie, jak bardzo pomogłaby moim rodzicom wizyta ich
małej wnuczki? – zapytał Brodie.
Gretę aŜ zatkało z oburzenia, miała ochotę wybuchnąć i nakrzyczeć na
szwagra. Zanim jednak pozwoliła sobie na wybuch, spojrzała na tylne siedzenie, gdzie
jej córeczka wpatrywała się w krajobraz za oknem. Mimo Ŝe dziecko wydawało się
być zupełnie pochłonięte ciemniejącymi zarysami kształtów gór na horyzoncie, nie
miała wątpliwości, Ŝe Lilly chłonie kaŜde słowo rozmowy dorosłych.
Uniosła więc głowę i wyprostowała się nieco.
– Z pewnością nie pomyślałam jeszcze o wielu innych sprawach – powiedziała
z godnością. – Te ostatnie trzy lata... minęły, jakbym błądziła we mgle – dodała.
Oczy Brodiego były niezmiennie utkwione w przestrzeni za oknem, kiedy
rzucił lekko:
– Nie uwaŜasz, Ŝe juŜ czas, Ŝeby mgła się podniosła?
Nie po raz pierwszy od ich spotkania tego dnia Greta wręcz zatrzęsła się z
oburzenia. Rzuciła mu gniewne spojrzenie. CóŜ on sobie w ogóle wyobraŜał, do
diabła?!
– Jestem tu przecieŜ, prawda?
Minęło kilka chwil, zanim usłyszała odpowiedź.
– No... Taaa... MoŜe powinienem cię ostrzec, Ŝe tu teŜ miewamy mgły. W
Teksasie nie trwają one jednak aŜ tak długo... Tu jest tak gorąco, Ŝe wszystko wypala
się duŜo szybciej.
Na te słowa Greta zaczerwieniła się silnie. Jechali dalej w milczeniu, aŜ dotarli
pod dom jej teściów.
Dom państwa Barstow połoŜony był na odludziu na skraju lasu. Solidna
drewniana budowla rozciągała się majestatycznie wśród rosnących tu dębów i
róŜnorodnych meksykańskich pnączy, charakterystycznych dla flory Teksasu.
Do świąt pozostały juŜ tylko trzy dni, cały dom dekorowały więc kolorowe
migające światełka, rozwieszone starannie wzdłuŜ ganku i drzew w przydomowym
ogrodzie. Nad całością górowały spływające z poddasza piękne białe lampki w
kształcie zwisających sopli lodu.
– Mamusiu, spójrz do góry! Jakie śliczne! – Lilly zdołała się jakimś cudem
wyswobodzić z pasa bezpieczeństwa i teraz wcisnęła się między dwa przednie
siedzenia. – To będą nasze najlepsiejsze święta! – wykrzykiwała zachwycona.
Greta miała w zwyczaju korygować błędy językowe córki, dzisiaj postanowiła
jednak postąpić inaczej i tylko uśmiechnęła się szeroko do rozpromienionej
dziewczynki.
– TeŜ mam nadzieję, Ŝe będą to nasze „najlepsiejsze”, kochanie.
Brodie pozostał na siedzeniu kierowcy i obserwował z uwagą tę scenę. Zawsze
uwaŜał, Ŝe jego szwagierka była kobietą raczej wyniosłą i nieco zimną. Teraz jednak,
widząc jak odnosi się do córki, pomyślał, Ŝe jednak się mylił. Greta nie była
zdystansowana, sprawiała tylko takie wraŜenie. Po prostu trawił ją głęboki smutek, z
gatunku tych, które potrafią przeŜreć duszę i wypalić wnętrze.
To spostrzeŜenie sprawiło, Ŝe Brodie poczuł się bardzo nieswojo. Starając się
odgonić od siebie ponure myśli, wysiadł energicznie z samochodu i pomógł swoim
pasaŜerkom uczynić to samo.
Nie zdąŜyli jeszcze podejść do drzwi, kiedy te otworzyły się z hukiem, a po
schodach zbiegli na łeb na szyję męŜczyzna i kobieta.
– To ty, Brodie? – krzyknęła Anita.
– Tak, mamo, przywiozłem gości.
– Och, synu, Greta i Lilly to nie goście, ale rodzina – skorygowała łagodnie
miękkim głosem Anita.
Zaraz teŜ obydwie podróŜniczki znalazły się w pełnym ciepła uścisku
rodziców Brodiego i Douga.
– To wy jesteście moją babcią i dziadkiem? – upewniała się Lilly, znalazłszy
się na rękach Jamesa.
Wszyscy obecni, poza Gretą, roześmieli się serdecznie. Fakt, Ŝe jej córka nie
znała własnych dziadków wcale jej nie śmieszył. Przeciwnie, sprawiał, Ŝe czuła się po
prostu okropnie. CóŜ jednak – pretensję za taki stan rzeczy mogła mieć tylko do
siebie.
James, postawny, zaŜywny męŜczyzna w sile wieku, patrzył na wnuczkę z
niekłamanym zachwytem.
– Pewnie, Ŝe jesteśmy! – odpowiedział dziewczynce ze śmiechem. – Ale
„babcia” i „dziadek” to takie powaŜne słowa. Co powiesz na „dziadzio” i „babunia”?
W odpowiedzi dziecko objęło dziadka mocno za szyję. James poklepywał ją
po plecach i starał się powstrzymać łzy cisnące mu się do oczu. Stojąca obok niego
Anita otwarcie ocierała zapłakane oczy rąbkiem spódnicy.
Greta starała się przełknąć łzy. Nie mogła nic poradzić na to, Ŝe w tej właśnie
chwili zupełnie naturalnie stanął jej przed oczami Doug. Myślała, Ŝe jej mąŜ powinien
tu być teraz z nimi. Nic juŜ go jednak jej nie wróci. Nie dane jej juŜ będzie wspólnie z
nim spędzać świąt. Ich wspólne Ŝycie skończyło się nagle i brutalnie, jak za ucięciem
noŜa.
– No, moi kochani – powiedziała Anita, opanowując wzruszenie – chodźmy
teraz do środka coś zjeść. Pewnie jesteście po podróŜy głodne jak wilki, co? James,
trzymając wnuczkę wciąŜ w ramionach, wszedł za Ŝoną do domu.
– Pomogę Grecie wnieść bagaŜe i zaraz wracam! – krzyknął za nimi Brodie.
Patrząc na tę trójkę znikającą za drzwiami, Greta poczuła, jak rytm jej serca
przyspiesza nieznacznie.
– Chcesz mi teraz coś powiedzieć na osobności? – zwróciła się do szwagra.
Brodie ujął ją za ramię i łagodnie skierował w stronę półcięŜarówki. Na
dworze panował zupełny mrok, w którym trudno było cokolwiek dostrzec.
– Nie wiem, dlaczego wreszcie zdecydowałaś się na tę wizytę w Teksasie.
Pewnie zrobiłaś to ze względu na dziecko. Nie sądzę, Ŝebyśmy byli ci jakkolwiek
bliscy. Jednak bardzo się cieszę, Ŝe tu jesteś. A powód w zasadzie nie ma znaczenia –
powiedział niskim, pełnym ciepła głosem.
Greta nie zdawała sobie sprawy, Ŝe przez cały czas wstrzymywała oddech,
który teraz wreszcie wydobył się na zewnątrz w postaci głębokiego westchnienia.
– Och... – wyrwało się niespodziewanie z jej piersi.
Brodie przysunął się do niej jeszcze o krok. To wystarczyło, Ŝeby poczuła
bijący od niego zmysłowy męski zapach. Był bardzo seksowny, co ją nieco
krępowało. Greta juŜ od dawna nie doświadczyła takiej fizycznej bliskości z
męŜczyzną, więc poczuła się zaŜenowana.
– Och? – powtórzył z przekąsem. – A co to ma niby znaczyć? Czy wszyscy
ludzie pochodzący z Nowej Anglii są tacy zimni i nieprzystępni? – zapytał.
„Zimni”?! Greta była w tej chwili rozpalona do białości. Jego palce,
obejmujące jej ramię, wydawały się gorące niczym szczypce kowala wyjęte przed
chwilą z ognia. Całe jej ciało rozpalało bijące od niego ciepło.
– Ja nie jestem... ja nie jestem zimna... – udało się jej wreszcie wykrztusić z
wysiłkiem. – Ja po prostu jestem trochę zaskoczona, to wszystko.
MęŜczyzna zwolnił nieco uścisk na jej ramieniu, ale nie puścił jej jednak
zupełnie. Przeciwnie, zbliŜył się jeszcze nieco posuwistym, pełnym powabu ruchem.
– Czym cię tak zaskoczyłem?
Greta zastanawiała się, jakim cudem, stacjonując w tylu przeróŜnych
miejscach na świecie, Brodie nie stracił swojego, charakterystycznego dla
Południowców, zaśpiewu. Ciekawe, gdzie pojedzie następnym razem. Na Filipiny?
Jakaś egzotyczna, wulkaniczna wyspa, a moŜe Bliski Wschód? Ta mimowolna myśl
skłoniła ją do refleksji, Ŝe Brodie nieraz musiał juŜ znaleźć się w ogromnym
niebezpieczeństwie. Wzdrygnęła się na myśl o tym.
– Po pierwsze, oskarŜyłeś mnie o to, Ŝe nie Ŝywię wobec twojej rodziny
Ŝ
adnych uczuć, co jest zupełną nieprawdą. Po drugie, wydawało mi się, Ŝe raczej
wyrazisz niezadowolenie z mojego przyjazdu tutaj, a zamiast tego usłyszałam, Ŝe się
cieszysz.
Jej wzrok przyzwyczaił się juŜ do ciemności na tyle, Ŝeby zobaczyć uśmiech
majaczący na jego twarzy. Zalała ją znowu fala ciepła.
– Cieszę się z twojego przyjazdu, Greto. Przez ostatnie trzy lata modliłem się
w duchu o to, Ŝebyś odwiedziła moich rodziców i przywiozła ze sobą ich wnuczkę.
Nawet nie wiesz, jak im to było potrzebne.
A jemu, myślała gorączkowo Greta, czy jemu był potrzebny nasz przyjazd? Co
za idiotyczna myśl, zbeształa natychmiast samą siebie. Brodie Barstow nie
potrzebował na świecie niczego poza amerykańską armią. Kobiety były pewnie
zbędnym dodatkiem do jego męskiego świata.
– Brodie, nie przyjeŜdŜałam tu nie z egoizmu czy bezmyślności. Po prostu
bałam się, Ŝe to miejsce obudzi we mnie wspomnienia tych wszystkich szczęśliwych
chwil, jakie spędziłam tu z twoim bratem w towarzystwie twojej rodziny –
powiedziała Greta przepraszającym tonem.
Dłoń Brodiego przeniosła się z jej ramienia na policzek. Pod jego miękkim
dotykiem jej twarz zadrŜała.
– Myślałem, Ŝe juŜ się pogodziłaś z jego śmiercią – szepnął.
Greta zamrugała gwałtownie, a głębokie emocje, targające nią w tej chwili,
sprawiły, Ŝe zaczęła się trząść.
– A czy w ogóle moŜna się pogodzić z odejściem osoby, którą się kocha? –
zapytała zmienionym głosem.
Jego palce gładziły delikatnie jej policzek.
– Nie wiem. Nigdy nikogo tak nie kochałem – odpowiedział i przygryzł wargi.
To nagłe wyznanie sprawiło, Ŝe Greta poczuła łzę spływającą po policzku.
– Brodie...
– Przestańmy z tymi smutkami! – przerwał jej nagle. – Weźmy torby i
chodźmy do domu. Przyjechałyście tu w końcu z Lilly na wakacje i juŜ moja w tym
głowa, Ŝebyś w końcu zaczęła się uśmiechać!
– Mamusiu, pobudka! Mamusiu, obudź się! Lilly z całej siły potrząsała ręką
matki, aŜ Greta wreszcie otworzyła z wysiłkiem jedno zaspane oko.
– Lilly... – wyjęczała nieprzytomnie – dlaczego mam juŜ wstawać?
Dziewczynka ciągnęła matkę za palce u stóp, aŜ ta wreszcie usiadła na łóŜku.
– Wstawaj juŜ! – gorączkowała się córka. – Wujek Brodie zabiera nas po
prawdziwą choinkę! Powiedział, Ŝe musimy mu pomóc wybrać najładniejszą!
Do czasu, kiedy Greta zdołała się dobudzić na tyle, Ŝeby zauwaŜyć, Ŝe światło
słoneczne zalewa juŜ cały pokój gościnny, jej córka zdąŜyła się ubrać w czerwone
legginsy i takąŜ koszulkę. Jaskrawe ubranie Lilly draŜniło oczy Grety. Czuła się tak,
jakby minęło zaledwie pół godziny, a przecieŜ spała ładnych kilka godzin, od północy
aŜ do rana.
Odgarnąwszy z twarzy potargane włosy, Greta wstała z ociąganiem i
niechętnie narzuciła na siebie szlafrok.
– Jadłaś juŜ śniadanie? – zwróciła się do córeczki, sięgając po zegarek leŜący
na nocnej szafce.
– Tak, babunia dała mi owsianki i jajka sadzone, i jadłam tosty, i ciastka z
wujkiem Brodiem! – z dumą oświadczyło dziecko. – Ale dobre było!
Greta spojrzała na zegarek. Było znacznie później, niŜ sądziła. Zawiązała
szlafrok ciasno paskiem.
– A o której wstałaś?
– Mamusiu, przecieŜ wiesz, Ŝe się nie znam na zegarku – odpowiedziała mała
z wyrzutem. – Było jeszcze trochę ciemno. Zeszłam do kuchni, a tam był wujek i
powiedział, Ŝe prawdziwy ze mnie zuch, bo „wszystkie zuchy wstają, jak jest jeszcze
ciemno” – wyjaśniła.
Greta pomyślała, Ŝe ona z pewnością nie naleŜy do kategorii prawdziwych
zuchów. Opóźnienia lotów i długa podróŜ z pewnością dały jej się we znaki. Zupełnie
nie była przyzwyczajona do podróŜy, zwłaszcza tak dalekich.
Lilly wykręcała piruety na czubkach palców dookoła pokoju. Greta zauwaŜyła,
Ŝ
e długie włosy córki uczesane były w gładki warkoczyk, związany na końcu czarną
wstąŜką.
– O! Babcia cię uczesała, bardzo ładnie – powiedziała do córki.
– Nie, to wujek Brodie – sprostowała Lilly.
– Powiedział, Ŝe to nic trudnego i uczesze mnie tak, jak się czesze ogon konia
wyścigowego.
„Wujek Brodie i wujek Brodie” – myślała z niezadowoleniem Greta. Jak ona
ma przeŜyć tych kilka kolejnych dni? Samo wspomnienie imienia tego męŜczyzny
powodowało w jej głowie lawinę grzesznych myśli. Zupełnie nie rozumiała dlaczego.
Wcześniej, kiedy była Ŝoną Douga, nigdy nie spojrzała na innego męŜczyznę w ten
sposób. Nawet jej przez myśl nie przeszło oglądać się za własnym szwagrem. Nigdy
zresztą nie gustowała w typie „młody gniewny”.
– Wygląda na to, Ŝe ty i wujek świetnie się bawiliście dziś rano, co? – Greta
starała się, Ŝeby w jej głosie nie zabrzmiała nawet nutka niezadowolenia.
– Tak! – potwierdziła z entuzjazmem dziewczynka. – Wujek mówi, Ŝe to
dopiero początek, bo święta to czas na święt... świętowanie. – Wymówienie
ostatniego słowa kosztowało ją sporo wysiłku.
Greta pomyślała ze smutkiem, Ŝe przez kilka ostatnich lat zaciskała zęby i
udawała radość podczas świąt i wakacji ze względu na Lilly. Teraz jednak, gdy
dziewczynka nieco podrosła, z łatwością wyczuwała nastroje matki i trudno było
przed nią cokolwiek ukryć. Podczas tych świąt Greta miała nadzieję naprawdę zaznać
trochę radości. Postanowiła, Ŝe ze wszystkich sił postara się zachować pogodny
nastrój.
Sięgnąwszy po szczotkę do włosów, Greta zaczęła powoli rozczesywać swoje
gęste, niepokorne loki.
– A jak się miewa dziadziuś? Widziałaś się z nim dzisiaj przy śniadaniu?
– Uhm, ale juŜ pojechał do pracy, Ŝeby budować dom. Bo dziadziuś buduje
dom, mamusiu, wiesz?
O tak, Greta doskonale wiedziała, Ŝe James Barstow potrafi nie tylko budować
domy z drewna, ale teŜ wyczarowywać z tego surowca, co tylko sobie zamarzy,
włączając w to przepiękne meble. Zanim jednak zaczął się parać pracą cieśli, odbył
dwie tury słuŜby w Wietnamie. Brodie z pewnością w jakiś sposób wzorował się na
ojcu i dzięki niemu został Ŝołnierzem zawodowym. Doug nie był ani trochę podobny
do Ŝadnego z męŜczyzn w swojej rodzinie. Był spokojnym, cichym molem
ksiąŜkowym, który pracował z dobrymi efektami jako inwestor w firmie zajmującej
się handlem nieruchomościami w Portland, a później w Bostonie. Prawdziwą odrazą
napawało go wszystko, co było związane z bronią, przemocą czy wojskiem.
Niechętnie nawet wspominał o karierze Brodiego w armii. Wiedząc o tym, Greta
starała się nie rozmawiać z męŜem na ten temat. Podejrzewała jednak, Ŝe Doug był
zazdrosny o swojego silnego, charyzmatycznego brata.
– Wiem, kochanie, Ŝe twój dziadziuś buduje dom – odpowiedziała córce i
odwróciła się w stronę drzwi, do których ktoś właśnie zapukał.
– Proszę! – krzyknęła beztrosko, spodziewając się, Ŝe w drzwiach stanie jej
teściowa.
Po chwili ujrzała w nich Brodiego. Trzymał w dłoni kubek z parującą kawą.
Jego wzrok mimowolnie prześlizgnął się po zgrabnej sylwetce Grety, wyraźnie
podkreślonej ciasno zawiązanym szlafrokiem. Spojrzenie Brodiego na krótką chwilę
zatrzymało się na jej pełnych piersiach i przeniosło się na burzę płomiennych rudych
loków luźno spływających na ramiona.
– No, nareszcie wstałaś, śpiochu. Przyniosłem ci kawę, Ŝeby cię postawić na
nogi. Lilly mówiła ci o choince?
Ich oczy spotkały się na moment, kiedy Greta sięgnęła po kubek. Zaraz jednak
spuściła wzrok i obserwując z zajęciem swoje gołe stopy, powiedziała:
– Tak, ale twoja mama mówiła...
– Mama pojechała na zakupy – przerwał jej Brodie. – Wróci najwcześniej za
dwie, trzy godziny. Pośpiesz się. Szkoda dnia.
Greta objęła dłońmi kubek z kawą i wciągnęła nosem przyjemny aromat
gorącego płynu.
– Nie wiedziałam, Ŝe tu się wstaje bladym świtem. MoŜe powinieneś był
urządzić nam rano wojskową pobudkę? – zapytała zaczepnie, unosząc brwi.
Brodie roześmiał się. Jego śmiech był miły i ciepły. Greta poczuła, jak niskie
wibracje tego dźwięku rozchodzą się łagodnie po pokoju. Dobrze było usłyszeć
szczery śmiech, zwłaszcza męski. Doug był taki powaŜny. W zasadzie nigdy się nie
ś
miał i nie Ŝartował. Bardzo rzadko, jeŜeli juŜ coś go rozśmieszyło, musiało to być
coś naprawdę zabawnego. A od jego śmierci, przez ostatnie trzy lata, nie dane było
Grecie słyszeć tego ciepłego dźwięku.
– No, dobrze, Greta! Zaskakujesz mnie, nie wiedziałem, Ŝe masz poczucie
humoru – zauwaŜył Brodie po chwili.
Nie chciała, Ŝeby jej uwaga zabrzmiała jak Ŝart, ale w zasadzie dobrze, Ŝe tak
wyszło. Naprawdę miłe to było ze strony Brodiego. Fatygował się z kawą na górę.
Greta nie chciała, Ŝeby pomyślał, Ŝe tego nie dostrzegła. Poza tym starała się
udowodnić swojemu szwagrowi, Ŝe nie jest taką sztywną lalą, za jaką ją uwaŜał.
– Dzięki za kawę, Brodie – powiedziała i lekko się uśmiechnęła.
– Nie ma za co. Czekam przed domem, zejdź, jak będziesz gotowa. Chcesz
zobaczyć warsztat dziadziusia? – Ostatnie zdanie skierował do Lilly.
W odpowiedzi dziewczynka przebiegła pokój z prędkością światła i złapała
wujka za rękę. PodąŜyli zgodnie w stronę wyjścia. Wpatrując się tępo w pusty
korytarz, Greta zastanawiała się, czy jej dziecko było tak spragnione męskiego
towarzystwa, czy po prostu zakochało się w wujku od pierwszego wejrzenia. W duchu
modliła się, Ŝeby tak nie było. Brodie mógł podczas świąt być dla dziecka
doskonałym towarzyszem zabaw, ale juŜ za parę dni stanie się znowu „towarzyszem
broni” i zniknie z ich Ŝycia. Lilly będzie musiała wrócić do Maine i zapomnieć o
Brodiem. Greta zresztą równieŜ.
ROZDZIAŁ DRUGI
Dzień był bardziej pogodny i ciepły niŜ większość letnich dni w Kennebunk.
Brodie zawiózł Lilly i Gretę do Alvin, małego miasteczka, które
zaopatrzeniem w sklepach w niczym nie ustępowało duŜym miastom. Na jednym z
parkingów przed duŜym marketem rozstawiono namiot, gdzie moŜna było nabyć
choinki wszelkich gatunków i rozmiarów. Brodie zaparkował wóz i posłał Grecie
szelmowskie spojrzenie.
– Kupimy tu chyba najlepszą choinkę, co? Gotowa, Lilly?
– Tak, tak! – Dziewczynka z podniecenia nie mogła usiedzieć na miejscu.
– A ty, Greto, czy teŜ jesteś gotowa do wybierania choinki, czy uwaŜasz, Ŝe
jesteś juŜ za stara na takie zabawy? – spytał Ŝartobliwym tonem.
Greta podniosła wysoko brwi ze zdziwienia.
– Na nic, co wiąŜe się ze świętami, nie czuję się zbyt stara – oświadczyła
krótko. – Zresztą, pierwszy raz w Ŝyciu jadę po prawdziwą choinkę – dodała.
Brodie spojrzał na nią zaskoczony. Dla niego Greta była uosobieniem
kobiecości i domowego ciepła, zawsze wydawało mu się, Ŝe takie osoby są
przywiązane do tradycji, celebrują święta i wszystko, co jest z nimi związane.
– śartujesz, tak? – zapytał z niedowierzaniem. – Nie wierzę.
Odwróciła do niego twarz. Brodie zauwaŜył, Ŝe jej piękne oczy nieco
pociemniały.
– Nie Ŝartuję.
– Nie wierzę, Ŝe Doug nie kupował choinki!
– Kupił. Raz. Miał alergię, więc zawsze na święta stała u nas sztuczna choinka
– wyjaśniła.
– A tak, zapomniałem, mój brat rzeczywiście cierpiał na róŜne alergie. –
Brodie zmarszczył brwi. – Ale przecieŜ jako dziecko...
– Nie za bardzo mogliśmy sobie pozwolić na Ŝywe drzewko – powiedziała
szybko i nerwowym ruchem zaczęła się bawić uchwytem torebki. – Idziemy?
Brodie miał ochotę zaprzeczyć. Zapragnął zatrzymać Gretę we wnętrzu
samochodu i wypytać ją dokładnie o wszelkie szczegóły dotyczące jej przeszłości,
które go interesowały. Byłoby to jednak szaleństwem. Podobnie, jak poddanie się
uczuciom, które budziły się w nim za kaŜdym razem, kiedy spojrzał na tę kobietę.
Greta wyglądała tego poranka bardzo pociągająco. Ku zaskoczeniu Brodiego
rozpuściła włosy i ubrała się w obcisłe błękitne dŜinsy, świetnie podkreślające jej
zgrabne, długie nogi i jędrne pośladki. Brodie kilkukrotnie przyłapał się na tym, Ŝe
ukradkiem spogląda na piersi Grety, wyraźnie rysujące się pod materiałem szarego
golfa.
Nie czuł się ani trochę winny z powodu uczuć, jakie budziła w nim bratowa.
Od śmierci Douga minęło juŜ kilka lat i ten rozdział naleŜało zamknąć na zawsze.
Dziwił go jednak ten fizyczny pociąg, jaki odczuwał do Grety. Ona była po prostu
przeciwieństwem wszystkich dziewcząt, z jakimi kiedykolwiek się spotykał. Do
Ŝ
adnej z nich nie czuł tego pociągu.
– Rozumiem – odparł krótko i pomógł matce i córce wydostać się z
półcięŜarówki.
Dzień był piękny i pogodny. Kiedy dotarli do centrum handlowego, zbliŜało
się południe. Południowy wiatr targał włosy Grety. Próbowała je przygładzić przez
całą drogę od samochodu do namiotu z choinkami, niestety bezskutecznie.
– Zostaw – usłyszała z ust Brodiego. – Wyglądasz pięknie z potarganymi
lokami.
Ten niespodziewany komplement sprawił, Ŝe Greta omal się nie potknęła.
Wcale nie uwaŜała się za piękność. Zastanawiała się, dlaczego Brodie mówi jej takie
rzeczy. A moŜe to zwykły flirt, moŜe miał w zwyczaju rozmawiać w ten sposób z
kaŜdą kobietą? Ta myśl była raczej niemiła. Kiedy weszli do namiotu, postanowiła nie
zawracać sobie głowy panem Barstowem i jego gładkimi słówkami.
Kilka chwil później Lilly podbiegła do ogromnej bujnej sosny, która była
chyba najwyŜszym drzewem wystawionym na sprzedaŜ w namiocie.
– Mamusiu, weźmy tę, jest śliczna!
– Oczywiście, Ŝe jest śliczna, kochanie – zgodziła się matka. – Ale jest chyba
trochę za duŜa. MoŜe poszukamy mniejszej choinki? – zaproponowała.
, – No coś podobnego! Do czego ty namawiasz własne dziecko? Chcesz kupić
jakiegoś małego drapaka, którego Święty Mikołaj nie będzie mógł dojrzeć bez
okularów? – zapytał oburzony Brodie.
– Brodie! Ta jodła zajmie pół salonu twoich rodziców. Anita i James dostaną z
pewnością zawału na widok takiego kolosa. Poza tym Święty Mikołaj przecieŜ i tak
nosi okulary – sprzeciwiła się Greta.
Brodie dostrzegł leciutki uśmieszek w kąciku jej ust, kiedy mówiła te słowa.
Czy jemu się wydawało, czy ona się z nim draŜniła?
– Racja, Mikołaj nosi okulary – zgodził się. – Ale takie duŜe drzewko jest
idealne. Będzie wystarczająco duŜo miejsca, Ŝeby staruszek pomieścił te tony
prezentów, które ledwie przydźwiga do domu Barstowów w tym roku –
argumentował.
Na te słowa Lilly odwróciła się gwałtownie.
– A będą tam jakieś prezenty dla mnie? Brodie pochylił się nad dziewczynką,
a na jego twarz wypłynął uśmiech pełen czułości. Ujął w dłoń podbródek Lilly.
– A mówiłaś Mikołajowi, co chcesz dostać, mała damo?
Dziewczynka pokiwała energicznie główką.
– Mama napisała do niego list, bo ja tylko umiem się podpisać.
– A wysłałaś ten list? – Brodie mrugnął do Grety. Jego szelmowskie
spojrzenie sprawiało, Ŝe jej serce topniało jak lód w gorący, letni dzień.
– Oczywiście – odparła powaŜnie. – Prosto na Biegun Północny.
– W takim razie – odwrócił się z powrotem do Lilly – na pewno pod choinką
będzie coś tam dla ciebie leŜało. Oczywiście pod warunkiem, Ŝe ją pięknie ubierzemy.
Gotowa do pracy?
– Gotowa, gotowa! Jedźmy juŜ! – Dziecko przeskakiwało z nogi na nogę.
Widząc, Ŝe jej argumenty dotyczące nabycia drzewka mniejszych rozmiarów
najwyraźniej nie trafiają do Lilly i Brodiego, Greta skapitulowała.
– Okej. Wygraliście. Zostanę tu i przypilnuję, Ŝeby nikt nam nie sprzątnął tej
choinki sprzed nosa, a wy idźcie do kasy – podniosła ręce w geście poddania się.
– No tak, jasne, wiedziałem, Ŝe ta niewdzięczna funkcja przypadnie mi w
udziale – zaśmiał się Brodie.
Po kilku chwilach ogromne drzewko zostało przymocowane do półcięŜarówki,
wypełniało jej cały tył. Brodie skierował samochód na drogę przecinającą miasteczko.
– Zgłodniałyście? – rzucił w stronę matki i córki.
Lilly nie usłyszała pytania, była zbyt zajęta zerkaniem przez tylną szybę na
choinkę pyszniącą się na naczepie. Greta jadała raczej niewiele, ale tego dnia była bez
ś
niadania i czuła, Ŝe Ŝołądek kurczy jej się boleśnie z głodu.
– Tak – przyznała otwarcie. – To juŜ czas na lunch?
Brodie spojrzał na zegarek.
– Jest trochę po jedenastej, ale Lilly i ja jedliśmy śniadanie bardzo wcześnie, a
ty w ogóle, więc sądzę, Ŝe pora jest odpowiednia, Ŝeby się zregenerować po cięŜkiej
pracy. MoŜe być jakiś fast food? – spytał Gretę.
Doug był wielkim przeciwnikiem sieci restauracji typu fast food i nigdy nie
zgadzał się, Ŝeby coś tam przekąsić. Bardzo dbał o swoją dietę. Nauczył się nawet
gotować bardzo poŜywne, a zarazem niskotłuszczowe i zdrowe posiłki. Po jego
odejściu Greta nie zmieniła sposobu odŜywiania się. Musiała jednak przyznać, Ŝe
posiłki, jakie przygotowywała dla siebie i Lilly, były raczej niewyszukane. Na samą
myśl o soczystym, duŜym, niezdrowym hamburgerze kiszki zaczęły jej grać marsza.
– Jasne! – odpowiedziała. A potem, rozochocona, dodała jeszcze: – Jedźmy
gdzieś, gdzie podają lody. Jest dzisiaj tak ciepło, Lilly mogłaby zjeść lody na deser.
– JuŜ się robi, proszę pani Barstow – odparł Brodie.
Pół godziny później Lilly usiłowała zmęczyć górę frytek, leŜącą przed nią na
talerzu. Jej buzia była umazana keczupem. Matka juŜ piąty raz przechylała się do niej
przez stolik, Ŝeby wytrzeć czerwoną maź.
Brodie połoŜył dłoń na ramieniu Grety i powiedział coś, co nie dawało mu
spokoju juŜ od kilku chwil.
– Pozwól jej zjeść do końca, a potem wytrzesz jej buzię.
Greta teŜ miała czasami wraŜenie, Ŝe przesadza, jeŜeli chodzi o higienę. W
końcu nie ma w tym nic złego, Ŝe dziecko jest przez moment umorusane.
– Jakie to dobre, mamusiu. – Dziewczynka z lubością wkładała sobie do buzi
następną solidnie unurzaną w keczupie frytkę. – MoŜemy to jeszcze kiedyś zjeść?
Greta zastygła z serwetką w dłoni, postanowiła się opanować i nie wycierać
dziecku ust bez przerwy. Widząc, ile ten posiłek sprawia Lilly radości, pomyślała, Ŝe
od czasu do czasu powinna po prostu pozwolić córce na bycie dzieckiem.
– Oczywiście, kochanie – odpowiedziała.
– Jak wrócimy do domu... to teŜ? – upewniała się dziewczynka.
– Czasami tak – zgodziła się Greta. Brodie odwrócił się do niej i zauwaŜył:
– Lilly zachowuje się tak, jakby nigdy wcześniej nie jadła frytek.
Greta spuściła wzrok na swój talerz.
– Bo nie jadła. Przynajmniej nie przypominam sobie, Ŝeby jadła.
Brodie spojrzał na dziecko. Z ciasno zaplecionego warkoczyka wystawały juŜ
tu i ówdzie pojedyncze kosmyki kręconych włosów. Twarz dziecka zaróŜowiona była
z emocji i widać było, Ŝe doświadcza w Teksasie rzeczy, których wcześniej nie znała.
Sprawiało jej to ogromną radość, chociaŜ były to przecieŜ niewyszukane, proste
przyjemności.
Brodie zastanawiał się, dlaczego Greta i Lilly wiodły taką nudną egzystencję
po śmierci jego brata, a moŜe nawet wcześniej.
– Cieszę się, Ŝe jej się podoba. Wszystkie dzieciaki powinny od czasu do
czasu zjeść coś tłustego czy się umorusać, zrobić coś, co normalnie jest zakazane –
powiedział.
Greta przesłała mu blady, niepewny uśmiech. Jego bliskość i bezpośredni styl
zachowania ciągle wprawiały ją w zakłopotanie.
Brodie był tak niezaprzeczalnie męski, Ŝe samo siedzenie w jego towarzystwie
i patrzenie na niego sprawiało, Ŝe zalewały ją nagłe fale gorąca. Łagodny, ale
jednocześnie zdecydowany i mocny, i wciąŜ wyczuwalny zapach jego wody
kolońskiej draŜnił jej nozdrza. Czasami myślała, Ŝe samo przebywanie w jego
towarzystwie, kiedy tak siedział na wyciągniecie ręki od niej, jest nie do zniesienia.
– Ja teŜ czasami pozwalam córce na wiele róŜnych rzeczy. Po prostu tak się
złoŜyło, Ŝe wcześniej nie była w takim miejscu.
– Czy Doug ją rozpieszczał? – spytał nagle Brodie. – Przypuszczam, Ŝe nawet
przez ten krótki rok, przed swoją śmiercią, zdąŜył jednak Lilly trochę rozpieścić?
Greta podniosła głowę i rzuciła Brodiemu cięŜkie spojrzenie. Jednak w chwili,
gdy ich oczy się spotkały, poczuła przyspieszone bicie serca.
– Wiesz, troszkę ponad rok to chyba jednak za mało, Ŝeby w ogóle zostać
zapamiętanym – odpowiedziała smutno.
Brodie nie uciekł wzrokiem, ale spojrzał Grecie jeszcze głębiej w oczy.
– Tak bardzo mi przykro z powodu tego, co przeszłaś. Naprawdę –
powiedział.
– Mamusiu, juŜ nie mogę, muszę to zjeść do końca?
Greta z trudem oderwała wzrok od Brodiego i spojrzała na córkę.
– Nie, kochanie. Jak chcesz, moŜesz iść do kącika zabaw i pobawić się z
innymi dziećmi. – Wskazała córce mały kącik zabaw w rogu kawiarni. – Ale najpierw
zdejmij buty i je tu zostaw. Tam jest specjalny dywanik i obuwie zostawia się przy
stoliku.
Dziecku nie trzeba było dwa razy powtarzać. Zrzuciła ze stóp buciki i pobiegła
do kącika, gdzie kilkoro innych maluchów wydawało okrzyki radości, turlając się w
koszu z kolorowymi piłeczkami.
– Popatrz, jaka radość – zwrócił się do Grety, kiedy zostali sami przy stoliku.
Greta uśmiechnęła się w odpowiedzi, widząc, jak córka wdrapuje się na
minizjeŜdŜalnię.
– Chcę, Ŝeby się dobrze bawiła w Teksasie. Całą tę podróŜ zaplanowałam z
myślą o niej. Chciałam, Ŝeby spędziła trochę czasu ze swoimi dziadkami, no i z tobą.
Co prawda, nie wiedziałam, Ŝe będziesz w domu na święta – dodała uczciwie. –
Jednak cieszę się, Ŝe tak jest. Lilly potrzebuje męskiej ręki, choćby na kilka dni.
Zaskoczony jej nagłym wyznaniem, Brodie przyglądał się jej z lekka
zaróŜowionej twarzy, nachylił się w jej stronę jeszcze bardziej. Nie było to trudne,
dzielili jedną ławkę. Greta w ogóle nie była umalowana, jednak ciepły wiatr zaróŜowił
jej policzki tak, Ŝe świetnie komponowały się z kolorem jej pięknie wykrojonych ust.
Ś
wiatło słoneczne odbijało się w jej błękitnych oczach.
W tej chwili była kobietą pełną Ŝycia i Brodie pomyślał, Ŝe wygląda tak
pierwszy raz od przyjazdu do Teksasu.
– Zaskakujesz mnie. Myślałem, Ŝe uwaŜasz mnie raczej za kogoś, kto ma na
twoją córkę zły wpływ.
ZauwaŜywszy, jak blisko Brodie się do niej przysunął, Greta oddychała
głęboko i starała się sobie wmówić, Ŝe to tylko męŜczyzna jak stu innych, a siedzenie
obok niego nie róŜni się niczym od dzielenia ławeczki z teściem. Nie potrafiła jednak
przekonać samej siebie. Jedyne, co mogła zrobić, to zatonąć w jego oczach w kolorze
płynnej czekolady i zachwycać się dołeczkiem w kąciku ust, jaki pojawiał się tam,
gdy Brodie się uśmiechał.
A teraz uśmiechał się uwodzicielsko właśnie do niej, zwykłej, prostej, szarej
myszki, za jaką Greta się uwaŜała.
– Skąd ci to przyszło do głowy? - MęŜczyzna zaśmiał się cicho. Jego śmiech
był ciepły i zaraźliwy. Greta po prostu rozpływała się w jego obecności. Muszę wziąć
się w garść, myślała. Ten facet to po prostu mój szwagier, nikt więcej. Jest tutaj ze
mną, bo naleŜę do jego rodziny, a nie dlatego, Ŝe chce spędzać czas w moim
towarzystwie z wyboru, przekonywała samą siebie.
– Jesteś taka zabawna, Greto – powiedział cicho.
– Nie staram się wcale być zabawna.
– Wiem – odrzekł. – Właśnie dlatego to takie śmieszne. Wiesz, Ŝe to nie
zbrodnia śmiać się ze mnie, czy kogoś innego, choćby z siebie samej?
Greta nagle posmutniała.
– Pewnie muszę ci się wydawać straszną nudziarą w porównaniu z tymi
wszystkimi kobietami, które znasz? – zapytała po chwili.
Brodie wziął ją za rękę. Ten niespodziewany fizyczny kontakt sprawił, Ŝe
zadrŜała.
– Nie jesteś wcale nudna. Jesteś po prostu... inna – odparł.
– Nie wątpię – mruknęła pod nosem. Brodie gładził jej dłoń powoli i z
czułością. Po chwili pomyślała, Ŝe jest w tym dotyku coś niewłaściwego i powinna się
odsunąć. Powinna teŜ wyraźnie powiedzieć Brodiemu, Ŝe na zbyt wiele sobie
pozwala. Jednak jego dotyk był tak przyjemny, Ŝe nie miała siły tego zrobić.
– Dlaczego się nie oŜeniłeś? – spytała nagle. Szybciej powiedziała, niŜ
pomyślała. Miała ochotę ugryźć się w język, ale juŜ było na to za późno. Poza tym
zŜerała ją ciekawość, jaka padnie odpowiedź.
Na ustach męŜczyzny pojawił się smutny uśmiech. Greta odetchnęła z ulgą,
widząc, Ŝe Brodie najwyraźniej nie poczuł się uraŜony jej nietaktownym pytaniem.
– W zasadzie nie wiem, dlaczego – wyznał. – Chyba po prostu do tej pory nie
spotkałem kobiety, która mogłaby konkurować z armią amerykańską – dodał.
Greta pozwoliła sobie zatrzymać na dłuŜej spojrzenie na jego przystojnej
twarzy.
– No tak, powinnam była wiedzieć... OŜeniony z wojaczką – uśmiechnęła się.
– Nie ująłbym tego w ten sposób – odrzekł, przysuwając się jeszcze bliŜej. –
Większość dziewczyn, które znam, jest chyba bardziej zainteresowana robieniem
kariery niŜ zamąŜpójściem. – Wzruszył ramionami. Siedział tak blisko, Ŝe dotknął
przedramieniem Grety. – Takie czasy – dodał. – A ty, Greto, teŜ jesteś pochłonięta
karierą? – zapytał, przechylając głowę w jej stronę.
Gdzieś w środku Greta zdawała sobie sprawę, Ŝe ta rozmowa zabrnęła
stanowczo za daleko, a dystans fizyczny między nimi naleŜałoby natychmiast
zwiększyć. Jednak siedzenie tak blisko niego, kiedy ich uda stykały się ze sobą, a
ramiona mimochodem ocierały o siebie, było niezwykle ekscytujące. Ten męŜczyzna
budził w niej uczucia i doznania, jakich wcześniej nie znała. PrzeraŜało ją to, ale nie
na tyle, Ŝeby się od niego odsunąć.
Kontakty fizyczne z męŜem były przyjemne i dostarczały jej sporo radości. Ich
małŜeństwo miało solidne podstawy i dawało Grecie wiele zadowolenia i poczucie
bezpieczeństwa. Uczucia, które wzbudzał w niej Brodie, były zupełnie inne, pełne
namiętności i Ŝaru. Nie potrafiła się im oprzeć.
– Ja nie robię kariery. Mam dobrą pracę, to nie to samo – odpowiedziała.
– Jaka to praca?
Jej serce biło w tej chwili w tak szaleńczym tempie, Ŝe nie mogła uwierzyć, iŜ
jest w stanie prowadzić normalną rozmowę z siedzącym koło niej męŜczyzną.
– Jestem kierownikiem biura w firmie ubezpieczeniowej w Kennebunk.
Zarabiam wystarczająco duŜo na nas obie i czuję się tam dobrze i bezpiecznie. Tak
więc powinnam być wdzięczna losowi za to, co mam.
Brodie nie miał pojęcia, Ŝe jego szwagierka ma dyplom z dziedziny biznesu i
Ŝ
e w ogóle pracuje. Myślał, Ŝe przez ostatnie trzy lata od śmierci męŜa Greta
utrzymywała siebie i dziecko ze środków pochodzących z polisy na Ŝycie jego brata.
Doug w zasadzie nigdy nie rozmawiał z bratem o Ŝonie. Ale teŜ, pomyślał
Brodie z Ŝalem, nie byli przecieŜ ze sobą zbyt blisko. Kiedy dorośli, Doug postanowił
osiedlić się w Nowej Anglii, a Brodie zaciągnął się do wojska. W zasadzie nie
kontaktowali się ze sobą. Ich relacje na pewno nie były takie, jakie powinny łączyć
braci.
– Teraz moja kolej – powiedział Brodie. – A ty, dlaczego nie wyszłaś
ponownie za mąŜ?
To pytanie zupełnie zdetonowało Gretę.
– Nie wierzę, Ŝe o to pytasz! – wykrztusiła z siebie wreszcie.
Brodie uniósł brwi ze zdziwieniem.
– Dlaczego? Jesteś młodą, uroczą kobietą. Powinnaś mieć męŜa, a Lilly
potrzebuje ojca – odparł z prostotą.
Greta wiedziała, Ŝe Brodie jest człowiekiem prostolinijnym, mówiącym
wprost, o co mu chodzi, mimo to bezczelność jego wypowiedzi ją oburzała. PrzecieŜ
była Ŝoną jego brata, na miłość boską!
– Nigdy nie wyjdę za mąŜ ze względu na dobro dziecka! Nie byłoby to dobre
ani dla niej, ani dla mnie.
MęŜczyzna nic na to nie odpowiedział. Nie musiał, wyraz jego twarzy
wskazywał jasno, Ŝe nie rozumie, o co Grecie chodzi.
Greta westchnęła cięŜko.
– Brodie, nie zawracałam sobie głowy szukaniem męŜa. Wiedziałam, Ŝe na nic
by się to nie zdało. Nigdy nie znajdę drugiego takiego męŜczyzny jak Doug.
– Dlaczego miałabyś szukać kogoś takiego jak on? Naprawdę dziwaczne
byłoby zastępowanie zmarłego męŜa duplikatem – odparł, krzywiąc się z dezaprobatą.
Spojrzała na niego surowo, ale zaraz przeniosła wzrok na kącik zabaw, gdzie
jej córka właśnie pokonywała tor przeszkód złoŜony z duŜych czerwonych obręczy.
– Nie chcę go zastępować – powiedziała uczciwie. – I nie szukam nikogo na
jego miejsce. Ufałam Dougowi bezgranicznie. Wątpię, Ŝebym kiedykolwiek jeszcze
zdołała zaufać innemu męŜczyźnie w ten sposób.
Brodie śledził z uwagą wyraz jej twarzy. Chciał ją zmusić w ten sposób do
wyjaśnień. Zaufać męŜczyźnie, co to miało znaczyć? Zaufać, Ŝe coś będzie robił, czy
raczej, Ŝe czegoś nie zrobi? Czego Greta tak się bała?
Pytania cisnęły mu się na usta, ale z wyrazu jej twarzy wywnioskował, Ŝe
będzie musiał odłoŜyć ich zadanie na później. Dziwiła go własna reakcja na słowa
bratowej. Dlaczego chciał wszystko o niej wiedzieć? Co sprawiało, Ŝe tak interesował
się jej opiniami, lękami i myślami? PrzecieŜ nie widział w niej materiału na Ŝonę. Nie
szukał Ŝony. ChociaŜ, skorygował sam siebie, ten upływający właśnie rok był trochę
inny niŜ poprzednie. Zaczął marzyć o tym, Ŝeby zaangaŜować się w jakiś powaŜny
związek. Przelotne znajomości o erotycznym charakterze z wyzwolonymi kobietami
przestały go juŜ bawić.
MoŜe dlatego był tak podatny na wdzięki Grety, kobiety bardzo róŜnej od jego
dziewczyn? Z pewnością czuł do niej coś więcej niŜ rodzinne przywiązanie do Ŝony
brata. Na razie nie potrafił zdefiniować, co to takiego.
Tego popołudnia, po spoŜyciu posiłku złoŜonego z pieczeni, sałatki coleslaw i
fasolki szparagowej, Anita zabrała Gretę i Lilly na strych po pudła z ozdobami
choinkowymi. Brodiemu pozostawiono wniesienie do domu ogromnego drzewka i
osadzenie go w stojaku.
Po kilku godzinach choinka pyszniła się juŜ w salonie, wydzielając przepiękny
zapach, który nieomylnie wszędzie i zawsze kojarzył się ze świętami BoŜego
Narodzenia. Greta siedziała na kanapie z teściem, słuchając kolęd płynących z radia i
obserwując, jak Anita i Brodie demonstrują Lilly feerię świateł emitowanych przez
róŜnego rodzaju lampki rozwieszane na potęŜnych gałęziach jodły.
– Chyba juŜ moŜemy zacząć wieszać bombki – powiedziała Anita do
Brodiego wesołym tonem. Jej syn rozwieszał właśnie girlandę na najwyŜszych
gałęziach trzymetrowego giganta. – Proszę, kochanie, moŜesz zacząć od tych –
zwróciła się do dziecka, wręczając mu pudełko błyszczących ozdób, w które Lilly
wpatrywała się z otwartą buzią.
– Mogę je rozwiesić? Ja? – Nie mogła uwierzyć dziewczynka.
– Pewnie, Ŝe tak, masz akurat tyle wzrostu, Ŝeby zawieszać bombki na
dolnych gałęziach – uśmiechnął się do niej Brodie. – Daj, pokaŜę ci.
OdłoŜył pudełko z bombkami w bezpieczne miejsce i dokładnie wyjaśnił
Lilly, jak ma przytwierdzać do ozdób sznureczek i następnie umieszczać bombkę na
gałęzi.
Greta z prawdziwą dumą patrzyła, jak jej córeczka dokładnie wykonuje
instrukcje. Jednak widok Lilly świetnie bawiącej się w towarzystwie Brodiego
sprawił, Ŝe poczuła w sercu bolesne ukłucie. Tak dobrze razem wyglądali, jak gdyby
Brodie był jej ojcem. Ale nie był. Jej ojciec, a mąŜ Grety, odszedł na zawsze. Po
prostu umarł. I, tak jak powiedziała swojemu szwagrowi kilka godzin wcześniej, nie
będzie starała się zastąpić go Ŝadnym innym męŜczyzną.
Jej teść spojrzał na nią uwaŜnie.
– Myślę, Ŝe moja wnuczka dobrze się bawi – powiedział, a na twarz wypłynął
mu uśmiech pełen zadowolenia.
– Bardzo – potwierdziła Greta. – I jestem pewna, Ŝe długo po powrocie do
Maine będzie wspominać te święta.
James otworzył usta, Ŝeby odpowiedzieć, ale właśnie w tej chwili rozległ się
dźwięk telefonu.
Z wyraźnym niezadowoleniem sięgnął po słuchawkę. Po krótkiej wymianie
uprzejmości podał słuchawkę Ŝonie.
– Do ciebie – powiedział. – To Sonia, lepiej weź telefon do kuchni, wiesz, Ŝe
ona mówi za cicho, Ŝeby moŜna było cokolwiek zrozumieć.
– Przepraszam, kochanie – powiedziała Anita tonem pełnym skruchy. – Sonia
na pewno będzie chciała omówić szczegóły przyjęcia w Wigilię. Postaram się skrócić
jakoś tę rozmowę.
– Nie przejmuj się, mamo – odparł Brodie.
– Greta cię zastąpi.
Kiedy Anita znikła za drzwiami kuchni, Brodie pokiwał na Gretę
zakrzywionym palcem.
– Chodź no tutaj, juŜ dosyć się wylegiwałaś, kiedy inni cięŜko pracowali –
zwrócił się do niej zaczepnym tonem.
– Dotrzymuję towarzystwa twojemu tacie – broniła się Greta.
– Tata jest zmęczony, zasypia na siedząco po całym dniu pracy, nie sądzę,
Ŝ
eby się pogniewał, jeśli na moment opuści go piękna kobieta i pomoŜe swojemu
szwagrowi i córce – uśmiechnął się.
– Mów za siebie, młody człowieku! – zaŜartował James.
Greta na te słowa zaczerwieniła się mocno i podeszła do choinki. Trzymając w
dłoni bombkę, usilnie zastanawiała się, gdzie ją powiesić.
– Nie jestem w tym zbyt dobra – przyznała się. – MoŜe lepiej zaczekaj na
Anitę?
– Z pewnością choinka do tego czasu zmurszeje i zarośnie mchem – zapewnił
ją. – A tobie niewiele potrzeba, Ŝeby dobrze wykonać swoją pracę. Dekorowanie
drzewka wymaga tylko jednej umiejętności.
– Jakiej? – przeraziła się Greta. – Na pewno jej nie posiadam.
– Trochę więcej wiary w siebie, moja droga! – Brodie zmierzył ją wzrokiem. –
Na pewno kryje się w tobie jakiś potencjał. - Brodie podniósł z podłogi pudełko pełne
kolorowych ozdób i wręczył je Grecie. – Tą umiejętnością jest zdolność do zabawy.
Trzeba mieć chęć do śmiechu, chichotu, a nawet tańca. Czy to ponad twoje siły,
szwagierko? – dodał figlarnie.
Greta przez moment zastanowiła się powaŜnie nad tym pytaniem. Oczywiście,
bywały chwile pełne śmiechu w jej poprzednim związku, ale nie było w tym
wszystkim takiej niewinnej, dziecięcej radości, o jakiej wspominał Brodie. Ta myśl
zaniepokoiła ją i sprawiła, Ŝe nieznacznie posmutniała. Przyjrzała się trzymanemu
przez siebie pudełku, wypełnionemu po brzegi kolorowymi ozdobami świątecznymi.
– Nie nabijaj się ze mnie, na pewno nie jestem tak zabawowa jak ty –
odpowiedziała.
Słysząc te słowa, Brodie aŜ jęknął. Podszedł do niej i delikatnie ująwszy jej
podbródek, podniósł go do góry.
– Greta, spójrz na mnie. Wcale się z ciebie nie nabijam. Po prostu się z tobą
draŜnię, to część takiej słownej gierki, rozumiesz? – tłumaczył łagodnie.
Błękitne oczy Grety pociemniały, kiedy patrzyła na Brodiego. Wahała się, czy
przyznać się, Ŝe tego typu przekomarzania pamięta jedynie z dzieciństwa. Jej ojciec,
Michael O’Brien, zanim opuścił rodzinę na zawsze, kiedy Greta miała sześć lat, teŜ
tak się z nią draŜnił. Tego jednak nie chciała Brodiemu opowiadać.
– Pewnie, Ŝe rozumiem. MoŜesz wierzyć lub nie, ale ja teŜ się czasami
uśmiecham. A niekiedy nawet zdarza mi się śmiać – siliła się na dowcip Greta.
Brodie podniósł jedną ze swoich ciemnych gęstych brwi do góry.
– CzyŜby? A co z tańcami?
– Nie, nigdy mi się to nie zdarza – przyznała smutno. – Nie umiem tańczyć.
Brodie zrobił taką minę, jakby ta informacja go zszokowała. A moŜe
naprawdę tak było? Greta pomyślała, Ŝe w przypadku Brodiego trudno było wyczuć,
czy malujące się na jego twarzy emocje są prawdziwe, czy męŜczyzna najzwyczajniej
w świecie się wygłupia.
– To straszne! Natychmiast musimy temu zaradzić! – zakrzyknął Brodie i
dziarsko ruszył, Ŝeby porwać Gretę w objęcia.
– Brodie! – zaprotestowała słabo. – Co ty wyprawiasz?
– Mam zamiar nauczyć cię tańczyć – odrzekł z szelmowskim uśmiechem.
Greta próbowała ze wszystkich sił wyswobodzić się z Ŝelaznego uścisku jego
silnych ramion. Serce zaczęło jej bić jak szalone. Wszelki opór jednak nie miał
najmniejszego sensu. Uścisk zacieśnił się tylko i teraz Brodie przyciągnął ją do siebie
tak mocno, Ŝe ich ciała niemal przyległy do siebie.
– Nie chcę! Brodie, to nie jest dobry moment! – próbowała nadal walczyć
Greta. Jednocześnie odwróciła głowę, Ŝeby zobaczyć, gdzie jest Lilly. Dziewczynka
siedziała grzecznie pod choinką. Trzymała w ręku bombkę i z otwartą buzią
przypatrywała się matce i wujkowi.
– Mamusiu, tańcz! – zachęcała z zapałem. – O tak! – Dziewczynka podniosła
się z podłogi i zaczęła się obracać wokół własnej osi, jakby tańczyła walca. Kątem
oka Greta zauwaŜyła, Ŝe James przygląda się całej scenie z szerokim uśmiechem na
twarzy.
Pomyślała, Ŝe to nic dziwnego, Ŝe jej teściowi podoba się ten widok. James
był taki sam jak Brodie. Ciągle miał ochotę na figle. Ta cecha zaskoczyła ją, kiedy go
pierwszy raz spotkała. Doug był zupełnie inny niŜ reszta jego rodziny. Cichy,
zamknięty w sobie i powaŜny.
– Widzisz, Lilly juŜ złapała, o co chodzi – zaśmiał się Brodie. – PrzecieŜ nie
ma lepszego czasu na tańce i zabawę niŜ święta BoŜego Narodzenia. To czas
ś
więtowania i radości, w kaŜdym znaczeniu tego słowa – dodał cicho, a jego dłoń,
spoczywająca na jej plecach, obniŜyła się nieco.
– PrzecieŜ musimy ubrać choinkę! – przypomniała mu z wyrzutem.
– Mamy na to całą noc – odparł swobodnie. Z gardłem zaciśniętym z emocji
Greta objęła Brodiego drugą ręką.
– W porządku, jesteśmy gotowi – powiedział z władczym uśmiechem, który
sprawił, Ŝe Gretę przeszył dreszcz. – Rób po prostu to, co ja – dodał i uśmiechnął się
do niej.
Z wieŜy dobiegał głos Willy’ego Nelsona wykonującego utwór „Pretty Paper”.
Greta nie sądziła, Ŝe tego typu muzykę moŜna uznać za taneczną, jednak najwyraźniej
Brodie był innego zdania. Zaczęli się kołysać w rytm muzyki. Na początku Greta
pochłonięta była uwaŜnym obserwowaniem jego kroków i dokładnym powtarzaniem
wykonywanych przez niego sekwencji. Z czasem jednak przestała patrzeć na stopy i
dała się poprowadzić muzyce i Brodiemu.
Z wolna zaczęła odczuwać miłe ciepło bijące od jego ciała, tak ściśle
stykającego się z jej ciałem.
Greta nie zdawała sobie dotychczas sprawy, Ŝe taniec moŜe być czynnością tak
zmysłową. Przynajmniej ona w taki sposób go odbierała. W Brodiem ich wspólny
taniec pewnie nie wzbudzał takich emocji, męŜczyzna z pewnością tańczył w swoim
Ŝ
yciu z wieloma kobietami. Greta myślała, Ŝe dla jej szwagra czynność ta jest pewnie
po prostu dobrą rozrywką. To była część tego „świętowania”, o którym wcześniej
wspomniał. Musiała przyznać sama przed sobą, Ŝe takie świętowanie bardzo jej
przypadło do gustu. Mimo Ŝe zaschło jej w gardle, czuła dziwną słabość w nogach i
silną potrzebę wtulenia się policzkiem w jego ramię. A moŜe właśnie dlatego?
Przetańczyli kilka razy wokół salonu. Podczas jednej z takich rund Greta
zauwaŜyła, Ŝe fotel, zajmowany wcześniej przez jej teścia, jest pusty. James musiał
się wymknąć z pokoju podczas ich tańca. Greta była z tego zadowolona. Była pewna,
Ŝ
e jej taniec nie mógł wzbudzić w męŜczyźnie innego uczucia niŜ zaŜenowanie. Poza
tym bała się, Ŝe jej teść mógłby wyczytać z jej twarzy coś, czego tam nie powinno
być. Z drugiej strony, Greta uwaŜała swoich teściów za ludzi bardzo otwartych i
tolerancyjnych. Była pewna, Ŝe nie potępiliby jej za to, Ŝe spodobał jej się ich młodszy
syn.
Muzyka nieoczekiwanie urwała się i taniec dobiegł końca.
– No i co? Nie było tak najgorzej, prawda? – usłyszała przy swoim uchu
miękki, niski głos Brodiego.
Greta Odkaszlnęła i próbowała się roześmiać.
– Pewnie dla ciebie to przeŜycie było gorsze niŜ dla mnie – odpowiedziała
lekko. – Ciągle deptałam ci po palcach. Pewnie z powodu karkołomnej próby
nauczenia mnie tańca, jaką podjąłeś, zostaniesz kaleką do końca Ŝycia – roześmiała
się serdecznie.
– AleŜ skąd – uśmiechnął się. – Świetnie ci szło. Jeszcze kilka rundek i
staniesz się mistrzynią tańca towarzyskiego – dodał, odsuwając się od niej z głębokim
ukłonem. – Dziękuję pani za taniec.
– Przyjemność po mojej stronie, Brodie – odparła głosem ściśniętym z emocji
i nieśmiało spojrzała mu w oczy.
– Ja teŜ chcę tańczyć! – Lilly podbiegła do Brodiego i podniosła ramiona tak,
Ŝ
eby męŜczyzna mógł ją wziąć na ręce.
– Nie ma sprawy, młoda damo – odrzekł Brodie z uśmiechem i uniósł
dziewczynkę do góry. – Trzymaj się, zatańczymy sobie walca dookoła salonu.
Dziecko zachichotało z radości, a Greta z cięŜkim westchnieniem wróciła do
przerwanej wcześniej czynności dekorowania drzewka. Z zaskoczeniem zauwaŜyła,
Ŝ
e ręce jej drŜą, a policzki płoną z gorąca. Nawet jako nastolatce nie zdarzyło jej się
ulec tak silnemu zauroczeniu. Wieszając powolnym ruchem bombkę na choince,
Greta obiecała sobie wziąć się w garść, zanim wizyta w domu jej teściów skończy się
jakąś katastrofą.
ROZDZIAŁ TRZECI
Anita niemal godzinę rozmawiała przez telefon, a kiedy wreszcie skończyła,
wróciła do salonu. Wmaszerowała do pokoju, niosąc na tacy kubki z gorącą czekoladą
i ciasteczka. Wszyscy zrobili sobie małą przerwę i, siedząc pod drzewkiem,
podziwiali pyszniące się na nim kolorowe ozdoby i światełka. Co kilka chwil Lilly
podchodziła do choinki i głośno zastanawiała się, gdzie Mikołaj umieści prezenty. Za
kaŜdym razem inne miejsce wydawało jej się najodpowiedniejsze do tego celu.
Greta nigdy jeszcze nie widziała swojej córki w stanie takiej ekscytacji.
To prawda, Ŝe wszystkie dzieci bardzo przeŜywają święta, ale kobieta widziała
w uśmiechu córki coś jeszcze, zauwaŜyła, Ŝe dziecko cieszy się z pobytu u rodziny.
Lilly po prostu kwitła. Nie była to dla niej zwyczajna Gwiazdka. Mimo Ŝe Greta
cieszyła się radością córki, zastanawiała się, czy dotychczasowe jej Ŝycie z matką w
Maine było aŜ tak smutne.
Po zjedzeniu ciasteczek i popiciu ich solidną porcją czekolady, Lilly zaczęła
zasypiać. Jej główka opadła na pierś, a oczy same się zamknęły. Greta przeprosiła
wszystkich i wzięła dziecko na ręce, Ŝeby zanieść je do sypialni. Kiedy juŜ znalazły
się w pokoju, przebrała Lilly w piŜamę i przypilnowała, Ŝeby dziewczynka porządnie
wymyła zęby. Po wysłuchaniu zmówionego przez Lilly paciorka, połoŜyła córkę do
łóŜka i wróciła do salonu. Nie zastała tam nikogo. Stanęła pod łukiem prowadzącym
do pokoju i z zachwytem przyglądała się przepięknie udekorowanej choince. Nagle
usłyszała za sobą kroki. Odwróciła się i z zaskoczeniem poczuła pocałunek, jaki
Brodie złoŜył na jej policzku.
– Jaki miękki... – wymruczał z zadowoleniem. – Spróbujmy z drugiej strony.
Zanim zdąŜyła zaprotestować, męŜczyzna odgarnął włosy z jej drugiego
policzka i pocałował go lekko.
Greta poczuła suchość w gardle. Nagła fala gorąca zalała jej całe ciało.
– Co ty... co ty robisz? – zdołała tylko wyszeptać z wysiłkiem.
– Moja droga, stoisz dokładnie pod jemiołą. Co byłby ze mnie za facet,
gdybym nie wykorzystał okazji? – zaśmiał się Brodie.
Greta z niedowierzaniem spojrzała na sufit. Rzeczywiście, potęŜna gałąź
jemioły zwisała nad jej głową. Zastanawiała się, dlaczego wcześniej jej nie
zauwaŜyła.
Złapawszy kilka głębszych oddechów, szybko przemieściła się w stronę
kanapy.
– A gdzie twoi rodzice? – spytała, sadowiąc się wygodnie na miękkiej sofie.
Brodie podszedł do niej bez pośpiechu. Greta bezwiednie błądziła wzrokiem
po jego umięśnionej sylwetce.
– Poszli juŜ spać – odparł. – Tata był zmęczony po całym dniu pracy. Kazali
cię przeprosić i przekazać, Ŝe się zobaczycie jutro rano.
– Nie ma powodu mnie przepraszać! – odpowiedziała. – PrzecieŜ jestem tu
tylko gościem, nie powinni się krępować moją obecnością. Poza tym naleŜy im się
odpoczynek, święta to radość, ale tez i sporo roboty.
Brodie swobodnie rozsiadł się na sofie obok Grety, jego zgięte kolano
dotykało jej nóg. Wzbudziło to w niej prawdziwy popłoch. Spoczywające na
poduszce palce Brodiego dzieliło od jej dłoni zaledwie kilka centymetrów. Poza
uczuciem popłochu jego bliskość powodowała, Ŝe Greta odczuwała podniecenie.
Emocje te starała się ze wszystkich sił ukryć przed Brodiem.
– Cały ten wysiłek jednak się opłaca. Człowiek się przecieŜ świetnie bawi w
czasie świąt. – Brązowe oczy męŜczyzny zwęziły się, formując dwa przecinki, kiedy
szeroki uśmiech pojawił się na jego twarzy. – Powiedz mi, Greto, a ty dobrze się z
nami bawisz? – zapytał znienacka. – Czy po prostu jakoś nas znosisz?
Greta zacisnęła usta i spojrzała na niego z gniewem. Dlaczego uparł się, Ŝeby
ją stawiać pod murem? I dlaczego ona dawała się do tego muru przycisnąć?
– Mimo tego, co pewnie sądzisz na mój temat, świetnie się tu bawię i dobrze
mi z twoją rodziną. Co ty sobie w ogóle o mnie myślisz? Jestem według ciebie jakąś
nadętą lalą?
Brodie podniósł dłoń, która wcześniej w jakiś niezrozumiały sposób znalazła
się na jej udzie, i ujął ją za rękę.
– Nie, po prostu myślę, Ŝe Ŝyłaś w izolacji, w jakiejś szklanej wieŜy. Chyba
nie zaznałaś niczego, co wykraczałoby poza ten mały, hermetycznie zamknięty świat,
jaki sobie zbudowałaś.
Greta próbowała wyszarpnąć dłoń, ale jego palce tylko mocniej zacisnęły się
na jej palcach.
Posłała mu więc jedynie spojrzenie pełne popłochu.
– Śmierć Douga... – zaczęła, ale Brodie nie dał jej dokończyć.
– Nie ma z tym nic wspólnego – stwierdził autorytatywnie.
Zupełnie zaskoczona, Greta przysunęła się bezwiednie w jego kierunku,
poszukując w wyrazie jego twarzy dowodu na to, Ŝe się nie przesłyszała.
– Nie mogę uwierzyć, Ŝe powiedziałeś coś takiego! – krzyknęła oburzona. – O
co ci w ogóle chodzi?
– Nie unoś się, Greto, nie chciałem cię urazić. Chciałem tylko powiedzieć, Ŝe
jakoś musisz rozbić te ściany ze szkła, które sama wybudowałaś, i zacząć Ŝyć
naprawdę – odpowiedział spokojnym, przepraszającym tonem.
Greta patrzyła na niego, jakby zaczął nagle mówić w jakimś obcym,
niezrozumiałym dla niej języku.
– Co ty bredzisz! PrzecieŜ ja Ŝyję!
Brodie parsknął pogardliwie w odpowiedzi. Jego zachowanie doprowadziło
Gretę do prawdziwej furii.
– Kto ci dał prawo wymądrzać się na temat Ŝycia innych? – rzuciła oschle. Jej
policzki płonęły juŜ ze wściekłości i nawet nie próbowała się opanować. – Dlaczego
uwaŜasz się za eksperta, co?
– Nie uwaŜam się za eksperta – uśmiechnął się przepraszająco, jakby
rozumiał, Ŝe Greta miała prawo się zdenerwować, ale nie mógł nic na to poradzić. –
Po prostu jestem na tyle bystry, Ŝe zauwaŜyłem pewne rzeczy w twoim zachowaniu.
Uczucie wściekłości, które opanowało wcześniej Gretę, z wolna ustępowało
zaciekawieniu.
– Spodziewam się, Ŝe fakt, iŜ jesteś Ŝołnierzem, wpłynął na to, Ŝe świetnie
znasz się na kobietach? – spytała złośliwie.
– Niezupełnie – zaśmiał się Brodie w odpowiedzi. – Jednak poznałem parę
niewiast poza koszarami – dodał, wykrzywiając usta w złośliwym, pewnym siebie
uśmieszku.
– Domyślam się – powiedziała z przekąsem Greta. – Jednak wolałabym, Ŝebyś
mnie do tych, jak to ująłeś „niewiast”, nie porównywał, bo zdaje się, Ŝe właśnie
próbujesz.
Uśmiech natychmiast zniknął z twarzy Brodiego.
– Nie śmiałbym cię do nich porównywać – powiedział szczerze. – Jesteś...
zupełnie inna. Nigdy jeszcze nie miałem do czynienia z taką kobietą jak ty.
Jego słowa sprawiły, Ŝe Greta nagle poczuła się niezręcznie. Posmutniała teŜ
znacznie. Od czasu, kiedy skończyła sześć lat, zawsze była „inna”. Jej Ŝycie róŜniło
się od Ŝycia otaczających ją rówieśników. Jej ojciec nie chciał ani jej, ani jej matki.
Odszedł, nawet nie obejrzawszy się za siebie. A kiedy odszedł, Teresa O’Brien
zmuszona była pracować na trzech etatach, Ŝeby zarobić na chleb dla siebie i swojej
małej córeczki. Greta obserwowała proces przemiany, jakiemu ulegała jej piękna
matka, stając się wrakiem człowieka. Jako dziecko Greta wychowywała się w
zasadzie sama. Jej matka była zawsze w pracy.
– Pewnie wydaję ci się nudną bigotką. Nie mam zamiaru jednak zacząć
zachowywać się inaczej. Nie jestem Ŝadną swobodną panienką.
– I Bogu dzięki! – odparł Brodie, uśmiechając się do niej szeroko.
Greta zastygła w osłupieniu.
– Nie rozumiem, zrozumiałam, Ŝe chciałeś mi powiedzieć, Ŝebym trochę
wyluzowała i wyrwała sobie faceta? – zamrugała, wciąŜ jeszcze zaskoczona tym, co
usłyszała przed chwilą.
– No... niezupełnie. – Twarz Brodiego wykrzywił na moment grymas
niezadowolenia.
Z ust Grety wydobyło się głębokie westchnienie. Z trudem wyrwała dłoń z ręki
Brodiego. Zaraz jednak obie dłonie złoŜyła razem na udach.
– Niezbyt dobrze wyraŜasz, o co ci chodzi – powiedziała.
Nie odpowiedział od razu. Greta rzuciła w jego stronę szybkie spojrzenie.
Brodie studiował jej twarz, mruŜąc z zastanowieniem brązowe oczy. Jego spojrzenie
miało w sobie taki ładunek poŜądania, Ŝe Gretę znowu oblała fala gorąca, chyba
silniejsza niŜ ta, którą odczuwała przy ich wspólnym tańcu.
– Masz rację. MoŜe powinienem wyraŜać się jaśniej, zamiast bawić się w
konwenanse. Myślę, Ŝe śmierć Douga to dla ciebie świetna wymówka, Ŝeby nie
związać się z innym męŜczyzną.
To bezczelne stwierdzenie wręcz poderwało Gretę na równe nogi. Brodie
zdecydowanie na zbyt wiele sobie pozwalał!
– Wiesz, Ŝe po prostu brak mi słów! – warknęła. Chcąc zakończyć tę
niewygodną dla niej rozmowę, podeszła do półki z płytami CD i zaczęła przeglądać
kompakty. Właśnie wkładała do odtwarzacza składankę kolęd i piosenek
ś
wiątecznych, kiedy usłyszała za sobą kroki.
– Dlaczego nie przyznasz mi racji? – zapytał miękko.
Jego głos był niski, głęboki i męski. Męskość zresztą biła z całej jego postaci.
Greta skarciła siebie za tę myśl.
– PoniewaŜ nie masz racji – odpowiedziała z naciskiem.
Celowo się do niego nie odwracała.
– Trudno się zresztą dziwić. Nie sądzę, Ŝebyś miał jakiekolwiek pojecie o
miłości czy małŜeństwie. Wątpię, Ŝebyś doświadczył pierwszego, a z pewnością nie
doświadczyłeś drugiego – wypaliła.
– Nie wiem, czy tego samego nie moŜna powiedzieć o tobie – odparował.
Ze wszystkiego co dotychczas od niego usłyszała, to zaszokowało ją
najbardziej. Odwróciła się, Ŝeby spojrzeć mu w twarz.
– A teraz co chcesz powiedzieć? – zapytała. – PrzecieŜ wszyscy wiedzą, Ŝe
kochałam Douga.
– Z pewnością... na swój sposób – odparł Brodie.
Greta czuła, jak z wściekłości płonie jej cała twarz.
– A Doug kochał mnie! – dorzuciła wściekle.
– Ach, więc tak to się nazywa... – odparł bezczelnie męŜczyzna.
Greta doprowadzona do ostateczności, zbliŜyła się do niego. Teraz od jego
drwiącej twarzy dzieliło ją zaledwie kilka centymetrów.
– Denerwujesz mnie, Brodie, naprawdę – powiedziała z wściekłością przez
zaciśnięte zęby.
– To dobrze, przynajmniej raz w Ŝyciu coś czujesz.
Greta odczuwała gniew chyba bardziej w stosunku do siebie niŜ do niego.
Miała zbyt silną osobowość, Ŝeby do takiego stanu doprowadził ją jakiś męŜczyzna.
– Nic nie wiesz o moim małŜeństwie. Jak śmiesz? Nigdy ci się nie chciało
przyjechać do Maine, Ŝeby odwiedzić brata. Zawsze miałeś słuŜbę gdzieś na drugim
końcu kraju. Miłość do Armii Stanów Zjednoczonych zawsze była silniejsza niŜ
miłość do rodziny, nieprawdaŜ?
Twarz Brodiego nabrała surowego wyrazu.
– Pewnie to właśnie słyszałaś na mój temat od Douga, co? Powiedział ci, Ŝe
nie chciałem was odwiedzić, bo słuŜba w wojsku pochłania mnie całkowicie, tak?
Greta złagodniała nieco, spodziewała się, Ŝe być moŜe prawda nie do końca
wygląda tak, jak przedstawiał ją Doug.
– Tak, tak twierdził mój mąŜ. A było inaczej?
– Nie – potrząsnął głową Brodie. – Daleki jestem od twierdzenia, Ŝe Doug był
kłamcą.
Pozwól, Ŝe ci wyjaśnię przyczyny swojego postępowania. Twój mąŜ uwaŜał,
Ŝ
e słuŜba w armii pochłania mnie całkowicie. Nie mógł pojąć, jak moŜna kochać coś
związanego z wojskowością. Doug brzydził się przemocą. UwaŜał, Ŝe ktoś, kto w
upale i błocie lub mrozie i śniegu przedziera się kilometrami po jakimś trudnym
terenie musi mieć nierówno pod sufitem. Mój brat miłował spokój i nie lubił
niespodzianek i ryzyka. Dlatego właśnie, między innymi, oŜenił się z tobą.
Zamiast wściekłości Greta zaczęła odczuwać dziwny, paraliŜujący chłód, który
wręcz utrudniał jej przełykanie.
– Ach, więc na ten temat teŜ masz gotową teorię, tak? – wycedziła z trudem.
Wyraz twarzy Brodiego złagodniał nieco. Patrzył na nią jakby z wyrzutem i
przykrością, co zmroziło Gretę jeszcze bardziej.
– Tak – odparł miękko. – Douga łatwo było rozszyfrować. Kochał rutynę i
poczucie bezpieczeństwa.
Greta westchnęła głęboko. Jej umysł bezwiednie odszukał w pamięci dzień,
kiedy poznała Douga. Był wtedy stypendystą na wydziale księgowości Uniwersytetu
Stanowego w Portland. Greta uczęszczała na ten wydział na przedmioty związane z
przedsiębiorczością i była tuŜ przed dyplomem. Wpadli na siebie zupełnie
przypadkiem, i to dosłownie, w kafejce na wydziale. Doug bardzo ją przepraszał, a ją
ujęły jego szarmancki sposób bycia i opanowanie. Później, gdy się lepiej poznali,
Greta czuła się przy nim miło i bezpiecznie. Czy to moŜliwe, Ŝe po prostu wzięła te
uczucia za miłość? A moŜe podobne uczucia wzbudzała w Dougu?
– Nie ma w tym niczego złego. Ja teŜ kocham rutynę i pragnę bezpieczeństwa
dla siebie i Lilly – powiedziała.
Brodie posmutniał.
– Zastanów się, co mówisz, Greto. Doug wiedział, Ŝe brakowało ci poczucia
bezpieczeństwa i Ŝe jesteś kobietą, którą moŜna sobie podporządkować. UwaŜał, Ŝe
jesteś osobą prawą i szczerą. Przykro mi, Ŝe cię rozczaruję, ale nie oŜenił się z tobą z
miłości. Nie był skłonny do takiej impulsywności.
Greta miała ochotę krzyczeć. Chciała wykrzyczeć Brodiemu, Ŝe nie ma racji,
Ŝ
e byli z Dougiem w sobie zakochani, ale słowa uwięzły jej w gardle. Ku swojemu
zaskoczeniu poczuła nagle, Ŝe Brodie ma rację.
Odwróciła się do niego plecami i powiedziała niskim, załamującym się
głosem.
– Nie rozumiem, dlaczego wygadujesz takie okropne rzeczy na temat swojego
brata, zwłaszcza Ŝe nie ma go juŜ wśród nas i nie moŜe się bronić.
Brodie połoŜył Grecie dłonie na ramionach.
– Nie chcę źle o nim mówić. Był przecieŜ moim najukochańszym bratem.
Doug był chodzącą dobrocią, naprawdę. I gdyby doŜył setki, byłby dla ciebie dobrym
męŜem... no, na swój sposób. Jednak mój brat nie Ŝyje. A ty jesteś samotną kobietą,
która, mam wraŜenie, potrzebuje o wiele więcej niŜ poczucia bezpieczeństwa i
spokoju.
Emocje, których Greta nie potrafiła nazwać, sprawiły, Ŝe łzy stanęły jej w
oczach, a głos uwiązł w gardle.
– Niczego więcej nie potrzebuję – wycharczała z trudem. – Nie mów mi, co
jest dla mnie dobre! Nie chcę tego słuchać!
– Greto... – zaczął Brodie, ale ona juŜ nie słuchała. Wyrwawszy się z jego
uścisku, wybiegła z pokoju.
Następnego dnia Greta skończyła pić kawę jako ostatnia. Anita wstała od
kuchennego stołu i zaczęła sprzątać brudne naczynia. Kiedy Greta poderwała się, Ŝeby
pomóc teściowej, ta poklepała ją uspokajająco po ramieniu.
– Nie ma pośpiechu. Pij sobie spokojnie kawę, a ja powolutku wszystko
pozbieram.
Poza nimi dwiema dom był zupełnie pusty. MęŜczyźni wybrali się rano na
zakupy z zamiarem nabycia brakujących prezentów świątecznych i namówili Lilly,
Ŝ
eby pojechała z nimi. Greta nie mogła się pozbyć uczucia pustki. Dom był cichy bez
wesołego szczebiotania jej córki. Brakowało teŜ w nim Brodiego, który lubił puścić
do niej oko lub rzucić uśmieszek.
Greta zganiła się za myślenie o tym bezczelnym, typie. Miała go wciąŜ przed
oczami. To dobrze, Ŝe zaraz po świętach jej wizyta w domu teściów się skończy. W
innym przypadku pewnie zrobiłaby z siebie kompletną idiotkę.
– Cieszę się, Ŝe James mógł wziąć sobie wolne na czas świąt – powiedziała do
Anity. – Lilly naprawdę lgnie do dziadka. Wyobraź sobie, Ŝe twoja wnuczka ciągle
opowiada o dziadku, jego młotkach i jego warsztacie. To dziecko chyba wierzy
ś
więcie w to, Ŝe James potrafi wyczarować z kawałka drewna dosłownie wszystko.
– Bo to prawda – odpowiedziała Anita z uśmiechem pełnym zadowolenia.
Kobieta zgrabnie układała talerze na wysoko umieszczonej półce kredensu.
– Do wujka teŜ lgnie – zauwaŜyła. – Obydwaj ją strasznie rozpieszczają. Ale
przecieŜ czasami trzeba dzieci trochę porozpieszczać. Ja z pewnością trochę
rozpuściłam Douga i Brodiego, kiedy byli dziećmi.
Greta zacisnęła mocno palce na kubku.
– Jak się patrzy na Brodiego, to trudno uwierzyć, Ŝe Doug był jego rodzonym
bratem. Trudno wyobrazić sobie dwie równie odmienne osobowości – odwaŜyła się
powiedzieć.
Anita wróciła do stołu po resztę naczyń.
– To prawda. Brodie odziedziczył naturę po swoim ojcu i dziadku ze strony
ojca. Doug przypominał raczej moich braci. Oni teŜ byli spokojni i zamknięci w
sobie.
Greta wodziła palcem po krawędzi kubka i po zastanowieniu postanowiła
zdobyć się na zadanie dawno nurtującego ją pytania.
– To moŜe dziwnie zabrzmi... ale czy Doug bywał czasami zazdrosny o
Brodiego?
Anita, odwróciwszy się od zlewozmywaka, wolno wytarła ręce w lnianą
ś
ciereczkę, jakby zastanawiając się nad odpowiedzią.
– Jak to zwykle wśród braci – wzruszyła wreszcie ramionami. – Zanim
urodziłam Brodiego, Doug był jedynakiem przez osiem lat. Na początku buntował się,
nie mógł się pogodzić ze stratą pierwszego miejsca w rodzinie. To się jednak zdarza
większości dzieci w takiej sytuacji.
– Nie chodziło mi o okres, kiedy Doug i Brodie byli dziećmi, ale później,
kiedy dorośli – wyjaśniła Greta.
Anita spojrzała na nią ze zdziwieniem.
– Prawdę mówiąc, nie zauwaŜyłam jakichś szczególnych oznak zazdrości.
Pytasz o coś konkretnego?
Greta poczuła nagłe zaŜenowanie. Poderwała się na nogi i zaczęła z zajęciem
zeskrobywać do kosza na śmieci resztki jedzenia ze swojego talerza.
– Och, nie wiem... – Próbowała nadać swojemu głosowi bagatelizujący ton. –
Wydawało mi się po prostu, Ŝe Doug nie pochwala kariery wojskowej, jaką sobie
wybrał Brodie. Gdybym miała tak zasłuŜonego brata, byłabym dumna. Wszystkim
bym się nim chwaliła. A Doug nikomu nigdy słowem nie wspominał o bracie.
Anita uśmiechnęła się i kiwnęła głową z pełnym zrozumieniem.
– Pamiętaj, Ŝe Doug nie był szczególnie silny fizycznie czy wysportowany.
Zawsze siedział w ksiąŜkach i wojsko go zupełnie nie interesowało. Nie miał zresztą
szans na karierę w armii. A James przecieŜ dostał medal po powrocie z Wietnamu, a
jego dziadek był wielokrotnie odznaczony podczas drugiej wojny światowej. MoŜe
Doug skrycie marzył, Ŝeby być taki jak oni, ale nie miał ku temu warunków? Jednak
przecieŜ odnosił sukcesy na innym polu. I przede wszystkim był dobrym człowiekiem.
– To prawda – potwierdziła Greta Ŝarliwie.
Doug był dobry. Był teŜ uosobieniem wszystkiego, o czym Greta mogła
zamarzyć, a przynajmniej tak jej się wydawało. śyła w tym przeświadczeniu aŜ do
poprzedniego wieczoru, kiedy Brodie zasiał w niej powaŜne wątpliwości. Nonsens,
pomyślała ze złością, ten człowiek coś bredził bez sensu. Co on wie o miłości?
Stabilizacja i bezpieczeństwo są waŜniejsze niŜ namiętność i pasja.
Cały czas próbując samą siebie przekonać, Ŝe ma rację, bezwiednie z
rozmarzonym uśmiechem wodziła palcami po policzku w miejscu, gdzie
poprzedniego wieczoru Brodie ją pocałował.
Po południu Greta i Anita pakowały prezenty przy kuchennym stole i kiedy
Brodie, James i Lilly wrócili z zakupów, miały juŜ sporą część pracy za sobą.
Wnuczka w asyście dziadka pomaszerowała do salonu połoŜyć część paczek pod
choinką. Brodie zaś snuł się po kuchni bez wyraźnego celu.
– Nie zgadniesz, mamo, kogo dziś spotkałem w centrum handlowym –
zagadnął Anitę.
Anita nawet nie podniosła wzroku znad paczki, którą od pewnego juŜ czasu
próbowała z godnym podziwu uporem przewiązać wyjątkowo śliską wstąŜką.
– Masz rację, nie zgadnę, kogo?
– Patsy Wallis, pamiętasz ją? Byliśmy razem w szkole średniej.
Anita rzuciła synowi krótkie spojrzenie i powróciła do swojego absorbującego
zajęcia. Po drugiej stronie stołu Greta robiła wszystko, co w jej mocy, Ŝeby Brodie nie
zauwaŜył, Ŝe z zapartym tchem słucha kaŜdego jego słowa.
– Jasne, Ŝe pamiętam – odpowiedziała Anita. – Taka cheerleederka, ładna
blondyneczka. Chyba nawet była przez jakiś czas twoją dziewczyną w liceum?
Brodie głośno przełknął ślinę i mimochodem zajął miejsce po prawej stronie
Grety przy stole.
Podniosła na moment głowę i rzuciła mu to samo wyniosłe spojrzenie, jakim
obdarzała go raz po raz tego dnia przy śniadaniu. Nie wydawało się to jednak robić na
nim Ŝadnego wraŜenia.
– Nie, mamo, mylisz ją z jej przyjaciółką, Kelli.
Patsy to ta brunetka, która jeździła białym mustangiem.
– Ach tak – odparła Anita z zastanowieniem. – To była bardzo ładna
dziewczyna. Pewnie nadal jest atrakcyjna.
Brodie spoglądał raz po raz na Gretę.
– Tak, jeśli ktoś lubi brunetki – spojrzał z jawną adoracją na ogniste loki
Grety.
Zerknęła na niego szybko, a on uśmiechnął się do niej znacząco. Na szczęście
Anita zdawała się być nieświadoma tego, co tak naprawdę odgrywało się w tej chwili
przy stole.
– Pogawędziliście sobie o starych czasach? – spytała Anita.
Brodie przez długi moment, który Grecie wydawał się wiecznością, sączył z
kubka kawę. Greta juŜ zdołała sobie wyobrazić wzruszającą scenę spotkania swojego
szwagra ze szkolną pięknością. Na pewno ta Patsy bezwstydnie wdzięczyła się do
niego, myślała ze złością. Pewnie oparła mu się na ramieniu i trzepotała długimi
rzęsami, aŜ facet zupełnie zmiękł. Zaraz jednak skarciła się; nie mogła sobie pozwolić
na zazdrość. Nie o Brodiego, na miłość boską!
To ostatni facet na tej planecie, o którego powinna być zazdrosna!
– Tak, było bardzo miło – odpowiedział wreszcie jej szwagier. – Zapraszała
mnie na gwiazdkową imprezę w Domu Weterana. Jej mąŜ jest weteranem, więc ona
pomaga w organizowaniu imprezy. Dlaczego nic o tym nie wspomniałaś? Nie idziecie
z tatą potańczyć?
Uporawszy się wreszcie z oporną wstąŜką, Anita odłoŜyła paczkę i podeszła
do zlewozmywaka umyć ręce.
– Przepraszam, kochany, ale tyle było roboty, Ŝe zupełnie wyleciało mi to z
głowy. Jesteśmy tam prawie co roku, ale tym razem chyba się nie wybierzemy.
Musimy przecieŜ pojawić się u Morralesów jutro wieczorem na ich imprezie.
Nagle Anita odwróciła się od zlewozmywaka.
– Mam pomysł! Weź ze sobą Gretę i idźcie potańczyć. Tam zawsze jest
bardzo miło, no i zobaczyłbyś swoich starych znajomych! – Klasnęła rękami z
uciechy zupełnie jak mała dziewczynka.
– Nie! – zakrzyknęła Greta z przestrachem. – Ja nie umiem tańczyć, Brodie
jest świadkiem!
– E tam! A kto na to zwraca uwagę na takich imprezach? – machnęła ręką
Anita. – Wystarczy się objąć i trochę poruszać nogami. Jestem pewna, Ŝe przy
wsparciu Brodiego jakoś uda ci się ta sztuka.
Greta zobaczyła kątem oka, Ŝe szwagier przygląda jej się z niebezpiecznym
błyskiem w oku i dwuznacznym uśmiechem.
– Świetny pomysł – skwitował słowa Anity. Greta poczuła się, jakby ta
dwójka juŜ zapędziła ją do naroŜnika. Podniosła się od stołu.
– Zapominacie, Ŝe ja mam córkę – wytoczyła ostatnie działo. – Te tańce są na
pewno tylko dla dorosłych.
– Oczywiście, dlatego pójdziecie tam we dwójkę, a my z Jamesem zajmiemy
się małą. Czytałam w gazecie, Ŝe grają bardzo ładny film animowany związany z
Gwiazdką. Chętnie sobie z Lilly na niego pójdziemy.
BoŜe, myślała gorączkowo Greta, ja nie mogę pójść na tę imprezę z Brodiem.
PrzecieŜ będziemy tam sami. Będziemy tańczyć, on mnie będzie obejmował... Sama
myśl o tym przyprawiała ją o dreszcze...
Przygładziła poły spódnicy i oczyściwszy gardło z nerwowej chrypki,
postanowiła dalej oponować.
– Nie, naprawdę przykro mi, ale ja nie lubię tego typu imprez. Poza tym nie
znam tam nikogo. Brodie będzie się lepiej bawił beze mnie w towarzystwie starych
znajomych.
Ostatnie zdanie wypowiedziała z lekkim przekąsem.
– Bzdury! – odpowiedziała Anita. – Brodie cię wszystkim przedstawi.
Gwiazdka to doskonały czas na tańce i zabawę, a my musimy zadbać o to, Ŝebyś się
trochę rozerwała, zanim wrócisz do domu.
Greta ostatnim wysiłkiem próbowała wymyślić jakiś sposób, Ŝeby się wyplątać
z tej sytuacji. Poczuła się przyparta do muru. Nie chciała zachować się jak jakaś
niewdzięcznica. Jej teściowie przecieŜ robili wszystko, Ŝeby spędziła ten czas jak
najlepiej.
– Mama ma rację. PrzecieŜ zaraz wracasz do Maine. A tam nikt cię nie nauczy
kowbojskiego tańca – powiedział Brodie i zaraz szybko dodał: – No, moŜe i ktoś cię
nauczy, ale na pewno nie tak dobrze jak tutaj.
Greta w tym momencie się poddała. Z wyrazem twarzy męczennicy spojrzała
na sufit. Ten człowiek robił to specjalnie! Zmuszał ją do robienia rzeczy, jakich nigdy
dotąd nie doświadczyła, i do bywania w miejscach, do jakich nie przywykła. Czy nie
widział, Ŝe nie miała wcale ochoty zmieniać swojego Ŝycia?
– Nie wiem, czy chcę się nauczyć tego teksańskiego tańca – broniła się
dzielnie.
Brodie wstał od stołu i podszedł do niej.
– Na pewno chcesz, po prostu jeszcze o tym nie wiesz – uśmiechnął się
szelmowsko. – A zresztą jest to prawie tak, jak mama wcześniej mówiła: „Musimy się
trzymać razem i machać nogami”.
Trzymać się razem, myślała w popłochu Greta. Brodie z pewnością nie zdawał
sobie sprawy, Ŝe jest to ostatnia rzecz, jaką powinni robić. A moŜe właśnie zdawał
sobie sprawę?
ROZDZIAŁ CZWARTY
Wieczorem Greta z zapałem przeszukiwała ubrania, które przywiozła z domu.
Nic nie wydawało się jej odpowiednie na tę okazję.
– Nie będzie ci przykro, jeśli mamusia pójdzie na tańce z wujkiem? – spytała
córkę.
Dziewczynka zaprzeczyła ruchem głowy i wskazała palcem na czerwoną
suknię leŜącą na podłodze.
– ZałóŜ to, mamusiu, to jest śliczne. Ja teŜ się ubiorę na czerwono, tak jak
Mikołaj.
– Ach, to dopiero będziesz pięknie wyglądać! – Greta miękkim ruchem
przejechała córce dłonią po zmierzwionych blond lokach.
– Cieszysz się, Ŝe idziesz do kina z dziadkami?
– Tak – odpowiedziała dziewczynka. Po chwili zastanowienia jednak dodała:
– Ale chciałabym teŜ iść z wami potańczyć.
Greta pogłaskała córkę po głowie i usiadła obok niej na podłodze wśród
rozrzuconych części garderoby.
– Nie moŜna być w dwóch miejscach równocześnie, kotku. A poza tym tańce
są tylko dla dorosłych, a dziadkowie czuliby się okropnie, gdybyś z nimi nie poszła.
Usłyszawszy te słowa, Lilly zamyśliła się powaŜnie, po czym wskoczyła na
łóŜko i zaczęła radośnie podskakiwać.
– Będę dobra, będę grzeczna i wtedy Mikołaj na pewno przyjdzie i dostanę
mnóstwo zabawek.
Greta spojrzała na córkę zaskoczona, po chwili jednak uśmiechnęła się.
– Myślisz bardzo logicznie, moja droga.
– Lo... lo... wicznie? A co to znaczy, mamusiu?
– śe jesteś małą, mądrą dziewczynką.
Lilly zeskoczyła z materaca i rzuciła się matce na szyję.
– A to za co? – zapytała Greta ze śmiechem.
– Bo ty teŜ jesteś mądra – odpowiedziała równieŜ ze śmiechem córka.
Greta jednak wcale tak nie uwaŜała. Mądra kobieta nie wystawia się na takie
pokusy. A wieczór spędzony w towarzystwie Brodiego Barstowa był chyba jedną z
największych pokus, z jakimi przyjdzie jej się w Ŝyciu zmierzyć.
To była piękna kobieta. Brodie dziwił się, Ŝe wcześniej tego nie zauwaŜył. A
moŜe po prostu potrzebował czasu, Ŝeby dostrzec w niej to piękno.
– Wyglądasz cudownie, Greto Przed chwilą dotarli do Domu Weterana i stali
nieopodal okazałej, bogato ubranej choinki. Cała sala była pięknie ozdobiona
ś
wiątecznymi dekoracjami podwieszonymi pod sufitem na siatce maskującej.
Pomieszczenie wypełniali tłumnie zgromadzeni ludzie w róŜnym wieku, częstując się
przekąskami z zimnego bufetu lub podrygując w rytm muzyki wykonywanej na Ŝywo
przez lokalny zespół. Powietrze wypełniał zapach drzewka i świeŜo pieczonych ciast,
sprawiając, Ŝe czuło się prawdziwie świąteczną atmosferę.
– Zabrzmiało to tak, jakby cię to dziwiło. - Brodie spojrzał na głębokie
wycięcie w jej czerwonej bluzce.
To spojrzenie wywołało w niej wątpliwości, czy przypadkiem dekolt nie jest
zbyt głęboki.
Brodie ledwo powstrzymywał się, Ŝeby nie przycisnąć jej do siebie z całych sił
i nie zaciągnąć gdzieś do ciemnego korytarza, by tam zerwać z niej te połyskujące
ubrania. Jego spojrzenie było tak pełne poŜądania, Ŝe Greta aŜ spuściła wzrok.
– Bo jestem zaskoczony. Nie wiedziałem, Ŝe z ciebie taka piękność.
Greta zaczerwieniła się i spojrzała odruchowo na swoją obcisłą bluzkę i
czarną zamszową spódniczkę. Te dwie części garderoby to był szybki zakup przed
wyjazdem na święta. Teraz jednak cieszyła się, Ŝe dała się namówić ekspedientce na
seksowne, kobiece ubranie.
– Kupiłam to na wszelki wypadek. Pomyślałam, Ŝe moŜe pójdziemy gdzieś z
twoimi rodzicami, do restauracji lub coś w tym stylu.
Brodie przejechał palcami po jej obojczyku.
Greta ku swemu niezadowoleniu poczuła, Ŝe dostała gęsiej skórki. Miała
nadzieję, Ŝe Brodie tego nie zauwaŜył ani teŜ nie usłyszał przyspieszonego bicia jej
serca.
– Dobry wybór. Zawsze uwaŜałem, Ŝe tak właśnie powinnaś się ubierać –
odparł z szerokim uśmiechem.
Sama myśl, Ŝe Brodie myślał o niej w ten sposób juŜ była niepokojąca. Jednak
sposób, w jaki patrzył na nią w tej chwili, zupełnie jakby była dojrzałym owocem,
który ma ochotę obrać i schrupać, sprawił, Ŝe aŜ się zatrzęsła.
– MoŜe pójdziemy po coś do picia? – zaproponowała lekko.
Swobodnie objął ją w talii i zaprowadził do stolika, gdzie stały napoje. Po
drodze kilkakrotnie przystawali, Ŝeby przywitać się ze znajomymi Brodiego. Wszyscy
zdawali się być mile zaskoczeni tym, Ŝe przyjechał do domu na święta i dopytywali
się, jak długo tym razem zostanie. Greta pomyślała, Ŝe Brodie był tu bardzo lubiany,
starzy znajomi tęsknili najwyraźniej za jego towarzystwem. Sama była ciekawa
terminu jego wyjazdu, jednak Brodie odpowiadał kolegom wymijająco, twierdząc, iŜ
nie otrzymał jeszcze nowych rozkazów, więc niczego się nie dowiedziała. A przecieŜ
nie powinno mieć to dla niej najmniejszego znaczenia, próbowała napominać siebie w
duchu. Za kilka dni wrócą z Lilly do Maine, do normalnego Ŝycia. Nie było powodu,
Ŝ
eby interesowały ją plany szwagra. Musiała jednak przyznać sama przed sobą, Ŝe
niełatwo jej będzie o nim zapomnieć.
– Proszę – Brodie wskazał na tace pełne wszelkiego rodzaju napojów – do
wyboru do koloru: soki, kawa, napoje gazowane, piwo i oczywiście świąteczny
poncz: w wersji wzmocnionej i zwykłej. Czego sobie Ŝyczysz?
Greta wiedziała, Ŝe Brodie przypuszczał, iŜ wybierze jakiś sok lub piwo. Z
jakiegoś dziwnego powodu zaleŜało jej jednak na tym, Ŝeby mu pokazać, Ŝe jest
zupełnie inna, niŜ mu się zdaje.
– Chętnie spróbuję tego wzmocnionego świątecznego ponczu. W końcu jest
Gwiazdka, raz się Ŝyje.
– Dobrze! – Brodie najwyraźniej był mile zaskoczony. – Wznieśmy toast.
Napełnił dwa plastikowe kubki po brzegi ciemnoczerwonym płynem i jeden z
nich podał Grecie.
– A za co pijemy? – zapytała.
Brodie otworzył usta, Ŝeby odpowiedzieć, ale w tym momencie podeszło do
stolika kilka par, spragnionych po wyczerpujących tańcach na parkiecie.
– Odejdźmy gdzieś na bok. – Brodie wziął Gretę za łokieć i delikatnie
skierował w ustronny kąt sali, gdzie stała wygodna ławeczka. Zebrało się tutaj
niewiele osób, a dźwięki muzyki dobiegające z głośników były nieco przytłumione.
– Tu jest duŜo przyjemniej – stwierdził, kiedy zasiedli na miękko wyściełanej
ławce. – A jaki toast ty proponujesz? Za zdrowie i powodzenie, za miłość, a moŜe za
szczęście? – zapytał.
Ławeczka była bardzo krótka, Greta zmuszona więc była siedzieć bardzo
blisko Brodiego. Popatrzyła na jego przystojną twarz z mocno zarysowaną szczęką,
dołkiem w brodzie i błyszczącymi, ciemnymi oczami i pomyślała, Ŝe na tej sali nie
było drugiego równie seksownego męŜczyzny. Był młody, świetnie zbudowany i miał
jakiś niebezpieczny błysk w oku, który sprawiał, Ŝe trudno było mu się oprzeć, nawet
komuś takiemu jak ona.
– MoŜe wypijmy za szczęście, ten toast łączy w sobie wszystkie pozostałe –
zaproponowała. – JeŜeli ktoś jest nieszczęśliwy, to znaczy, Ŝe ani zdrowie i
powodzenie, ani miłość się dla niego nie liczy, prawda?
– Za nasze szczęście – powiedział głębokim, miękkim głosem Brodie,
wznosząc kubek do góry.
Ręka Grety zadrŜała lekko, gdy podnosiła kubek. Nasze szczęście? Ten toast
zabrzmiał bardzo osobiście, zupełnie jakby łączył ich juŜ romans. Greta na moment
rozmarzyła się, zastanawiając się, jak mógłby wyglądać jej związek z Brodiem. Dla
tego męŜczyzny wszystko, co robił, wiązało się z jakąś pasją i namiętnością. Na
pewno związek i małŜeństwo byłyby pełne takich uczuć. Decydując się na Ŝycie z
nim, kaŜda kobieta musiała się liczyć z tym, Ŝe będzie to pełna pasji przygoda i Ŝe
związek z nim pochłonie ją całkowicie. Na pewno takie Ŝycie bardzo róŜniłoby się od
spokojnej, miłej egzystencji, jaką Greta wiodła u boku Douga.
– Znowu mnie zadziwiasz, Greto – powiedział Brodie, przełknąwszy
wcześniej solidną porcję ponczu – nie wybrałaś tego toastu, o który cię
podejrzewałem.
Mocny alkohol palił podniebienie Grety, ale w Ŝołądku odczuwała miłe ciepło.
Wypiła jeszcze jeden łyk, zanim zdecydowała się odpowiedzieć.
– A myślałeś, Ŝe co wybiorę? Powodzenie? MęŜczyźni uwaŜają, Ŝe kobietom
zaleŜy tylko na pieniądzach.
Brodie przysunął się do Grety i zaprzeczył ruchem głowy.
– Ty nie naleŜysz do takich kobiet. Myślałem, Ŝe wybierzesz toast za miłość.
Zupełnie zaskoczona tym stwierdzeniem, Greta rozejrzała się bacznie dookoła,
Ŝ
eby sprawdzić, czy przypadkiem nikt nie podsłuchuje ich rozmowy.
Szczęśliwym zrządzeniem losu w pobliŜu nie było nikogo, nie licząc kilku par
z pasją oddających się szałowi tańca, zbyt pochłoniętych tą czynnością, by mogły
zwracać uwagę na cokolwiek innego.
– Ja juŜ miałam swoją miłość – przypomniała Brodiemu.
– CzyŜby?
Greta zacisnęła palce na plastikowym kubku tak mocno, Ŝe niemal go zgniotła.
– Brodie, jak moŜesz tak...? – Spojrzała na niego z głębokim wyrzutem.
– ZałoŜę się, Ŝe Doug nigdy nie widział cię w takim stroju jak dziś i Ŝe nigdy
nie byliście razem na tańcach...
– To nie do końca była wina Douga – powiedziała głosem pełnym poczucia
winy. – Powinnam była postarać się wlać więcej namiętności w nasze małŜeństwo.
Jednak, prawdę mówiąc, nie potrafiłam tego zrobić. A nawet gdybym potrafiła,
pewnie bym się bała.
– Ale... dlaczego? – Brodie przysunął się bliŜej i objął ją ramieniem.
– Nie wiem... MoŜe to z powodu dorastania w rozbitej rodzinie?
– Rozbitej? – powtórzył Brodie z niedowierzaniem. – Nie miałem o tym
pojęcia, nigdy o tym nie wspominałaś, więc załoŜyłem, Ŝe pochodzisz z tradycyjnej
dla Nowej Anglii pełnej rodziny.
Kąciki ust Grety opadły nieznacznie.
– Nie opowiadałam o swojej rodzinie, bo w zasadzie jej nie miałam. Mój
ojciec opuścił matkę, kiedy miałam zaledwie sześć lat.
Przez długie sekundy Brodie wpatrywał się z uwagą w jej twarz.
– Dlaczego odszedł? – zapytał wreszcie.
– Zastanawiałam się nad tym latami. – Greta podniosła oczy znad kubka i
spojrzała na Brodiego. – Nie miało to jednak sensu. Nigdy się juŜ tego nie dowiem.
Kiedy byłam mała, myślałam, Ŝe odszedł dlatego, Ŝe nie lubił mojej matki albo nie
akceptował mnie. Jednak kiedy dorosłam, przypomniałam sobie, Ŝe mój ojciec
wydawał się być z nami szczęśliwy, więc przyczyna musiała tkwić gdzie indziej.
Pamiętam, jak opowiadał dowcipy i śmiał się serdecznie na cały głos. Kiedyś nawet
słyszałam, jak robił mojej matce wyrzuty, Ŝe jest strasznie powaŜna i Ŝe przez nią ja
teŜ wyrosnę na „sztywniaczkę”. Wtedy nie wiedziałam, co to znaczy, ale później
zrozumiałam, co miał na myśli.
– Czy widujesz się z nim od czasu do czasu? – Brodie próbował sobie
wyobrazić, przez co Greta przeszła, ale jego szczęśliwe dzieciństwo zupełnie mu to
uniemoŜliwiało.
– Nie – zaprzeczyła. – Nie dał znaku Ŝycia, od kiedy skończyłam sześć lat.
Przypuszczam, Ŝe skoro zdecydował się nas opuścić, nie chciał mieć z nami nic
wspólnego. Był po prostu konsekwentny – dodała smutno. – Widocznie chciał mieć
lepsze, szczęśliwsze Ŝycie. Widocznie nie potrafiłyśmy mu tego z mamą zapewnić.
Mój ojciec, Michael O’Brien, był wesołym, ale raczej lekkomyślnym i mało
odpowiedzialnym męŜczyzną.
– A co z twoją matką? Czy ją czasem widujesz? – zapytał Brodie.. Zdawał
sobie sprawę, Ŝe staje się zbyt wścibski, ale nie mógł się powstrzymać.
– Nie – znowu musiała zaprzeczyć Greta. – Kilka lat temu matka ponownie
wyszła za mąŜ i przeprowadziła się do innego stanu, więc w zasadzie nie
utrzymujemy ze sobą kontaktu. Czasami nawet podejrzewam, Ŝe wini mnie za
odejście ojca.
Brodie aŜ się wzdrygnął na te słowa.
– Bzdura! Jak moŜna dziecko obwiniać o to, co stało się między dwojgiem
dorosłych ludzi!? – wykrzyknął z oburzeniem.
Greta wypiła do końca pozostały w kubku poncz.
– Wiem – przyznała mu rację. – Nic na to nie poradzę, Ŝe ta myśl ciągle
chodzi mi po głowie. Kiedy ojciec odszedł, matka pracowała na trzech etatach, Ŝeby
związać koniec z końcem, i straciła swoje najlepsze lata. Czasami nie było co do
garnka włoŜyć. Pewnie lŜej by jej było, gdyby nie miała małego dziecka na
utrzymaniu.
– Byłoby jej lŜej, gdyby miała odpowiedzialnego męŜa – powiedział ze złością
Brodie.
Greta pokiwała głową ze smutkiem.
– Dlatego taka byłam zdeterminowana, Ŝeby skończyć studia. Chciałam być
niezaleŜna i zdobyć wykształcenie, które zapewni mi pracę. Pewnie dlatego tak
dobrze mi się układało z Dougiem. Był przecieŜ zupełnym przeciwieństwem mojego
ojca. Był odpowiedzialnym, pracowitym, spokojnym człowiekiem.
Powiedziawszy ostatnie dwa zdania, Greta uświadomiła sobie nagle, Ŝe
rozmawia z Brodiem tak szczerze, jak z nikim innym.
Brodie zaś poczuł potrzebę powiedzenia tak wielu rzeczy! Chciał jakoś
wynagrodzić jej nie najlŜejszy przecieŜ los. JuŜ w chwili, kiedy odbierał Gretę i Lilly
z lotniska, poczuł, Ŝe łączy go z bratową jakaś silna więź. Emocje, jakie w nim
wzbudzała, ewoluowały od zwykłego zauroczenia ładną kobietą do głębokiej
fascynacji. Zaczął zdawać sobie sprawę, Ŝe chce, aby ta kobieta i jej dziecko stały się
częścią jego Ŝycia juŜ na zawsze. Chciałby stworzyć Grecie i Lilly prawdziwy,
szczęśliwy dom. Wiedział jednak, Ŝe to nie był ani czas, ani miejsce na takie
deklaracje.
– Chodź! Zespół zaczął grać „Blue Christmas”. Chodźmy się trochę zabawić.
– Wstał i podał Grecie dłoń.
Z ulgą przyjęła tę propozycję. Dosyć juŜ miała smutnych wspomnień. Przez
kilka następnych minut pozwoliła unosić się muzyce, zapominając o całym świecie.
Otoczona ciasno silnym ramieniem Brodiego, zupełnie zapamiętała się w tańcu.
Bliskość Brodiego sprawiała, Ŝe jej umysł wypełniły związane z nim
marzenia. Pragnęła go tak bardzo, Ŝe trudno jej było nie wyobraŜać sobie, jak
uprawiają miłość.
– Widzisz, zupełnie dobrze tańczysz – wyszeptał jej prosto do ucha. – Szybko
się uczysz! – pochwalił ją.
Ś
ciśle przylgnęła policzkiem do jego piersi. Wdychała łapczywie zapach wody
kolońskiej, który bił od niego.
– To ten poncz – zaŜartowała. – Czuję się gibka jak baletnica. MoŜe lepiej
mnie juŜ odwieź do domu? – zaproponowała.
– Nigdy w Ŝyciu. Zabawa dopiero się zaczyna – odrzekł autorytatywnie.
Dopiero trzy godziny później półcięŜarówka Brodiego podjechała pod dom
Berstowów. Greta z ociąganiem zaczęła nakładać buty na wysokim obcasie, które na
czas jazdy samochodem zsunęła ze zmęczonych tańcem stóp.
– O mój BoŜe! – zawołała ze zdziwieniem. – Chyba przysnęłam w trakcie
jazdy, nie wiedziałam, Ŝe jesteśmy tak blisko domu.
Brodie spojrzał na nią uwaŜnie. Latarnia stojąca przed domem oświetliła jej
ognisto-rude loki i zaspaną twarz. Z trudem powstrzymał się przed przyciągnięciem
jej do siebie.
– Zmęczyłaś się trochę. Dobrze ci zrobiła mała drzemka.
– Ten poncz chyba to sprawił. Co w nim było, na litość boską?
– Pewnie wódka – zaśmiał się Brodie.
– Oj! – Greta dotknęła dłonią czoła. – JuŜ odczuwam efekty picia mocnego
alkoholu!
– Posiedź tu chwilkę i oddychaj głęboko – powiedział zaniepokojony jej
stanem. – Nie ma powodu się spieszyć. Noc jest bardzo ciepła.
Miał rację. Pogoda była przyjemna i bezwietrzna, a siedzenie w samochodzie
z Brodiem to zdecydowanie bardzo miłe zajęcie.
– Wszystko w porządku – zapewniła go i sięgnęła do klamki.
– Greto?
Zatrzymała się w pół ruchu. Na widok jego pełnego poŜądania spojrzenia
serce nieomal jej zamarło.
– Tak? – Jej wzrok z wolna przyzwyczajał się do panującego w samochodzie
półmroku.
– Chciałem ci bardzo podziękować za dzisiejszy wieczór, świetnie się
bawiłem i jestem ci wdzięczny, Ŝe ze mną poszłaś.
– Naprawdę? – odparła z niedowierzaniem. Jej zdziwienie zirytowało go. Ta
kobieta nie miała za grosz wiary w siebie.
– PrzecieŜ wiesz... – Urwał, onieśmielony jej spojrzeniem.
– Co? – Zdawała się nic nie rozumieć. Zniecierpliwiony Brodie chwycił ją za
ramiona i przyciągnął władczym ruchem do siebie.
– Kobieto, czy muszę ci to powiedzieć wprost?
Serce Grety biło jak szalone.
– Tak – wyszeptała. – Zupełnie nie wiem, o co ci chodzi.
Brodie odpowiedział, nie uŜywając słów. ZłoŜył na jej ustach gorący
pocałunek. Greta zupełnie nie miała siły się przeciwstawić. Poddała się urokowi
chwili, z rozmarzeniem zamykając oczy. Instynktownie wtuliła się w niego całym
ciałem. Brodie zatopił dłoń w jej rdzawych lokach i uniósł jej twarz ku sobie.
– Od dawna o tym marzyłem – wyznał.
– Nie? – Greta z niedowierzaniem przechyliła głowę na bok.
– Dlaczego wydaje ci się to tak dziwne? – spytał zdziwiony.
– Ja... ja przecieŜ jestem twoją szwagierką!
– Podała jedyny racjonalny argument, jaki przyszedł jej do głowy.
– JuŜ nie – skorygował. – Jesteś wdową po moim bracie.
Greta obróciła się, chcąc się wyrwać z jego uścisku, ale silne ramiona
Brodiego zupełnie jej to uniemoŜliwiały.
– I to dla ciebie zupełnie nic nie znaczy? – zapytała z oburzeniem.
Brodie gładził palcami jej skronie.
– To oznacza tylko tyle, Ŝe ten etap twojego Ŝycia się zakończył. Nie ma to nic
wspólnego z uczuciami, jakie do ciebie Ŝywię.
Z duŜym trudem udało się Grecie odsunąć głowę od jego piersi, Brodie wciąŜ
jednak trzymał ją mocno w objęciach.
– Brodie, oboje wiemy, Ŝe to, co do mnie czujesz, to nic powaŜnego. Zwykłe
zauroczenie, które wkrótce minie – powiedziała nie bez nutki Ŝalu w głosie.
Brodie ujął podbródek Grety i podniósł jej głowę tak, Ŝe ich oczy spotkały się.
Nie rozumiał, dlaczego traktowała go jak jakiegoś playboya. Owszem, do tej pory
jakoś nie miał okazji, by stworzyć z kimś powaŜny związek. Jednak po części dlatego,
Ŝ
e nigdy nie spotkał kobiety, z którą chciałby dzielić Ŝycie i mieć dzieci. A nawet
gdyby kogoś takiego poznał, z pewnością kobieta ta nie byłaby zachwycona
perspektywą przenoszenia się z jednej bazy wojskowej do drugiej po całych Stanach
Zjednoczonych. Teraz jednak jego sytuacja mogła się zmienić. Brodie starał się o
stanowisko, które wiązało się ze stacjonowaniem dłuŜszy czas w jednej jednostce.
Miał dostać odpowiedź w najbliŜszych dniach i raczej nie spodziewał się odmowy.
– Nie masz pojęcia, co do ciebie czuję. Nie wiesz, jak stałaś mi się bliska, jak
jesteś dla mnie waŜna.
Greta zacisnęła zęby, Ŝeby Brodie nie słyszał jej przyspieszonego oddechu.
– PrzecieŜ nie jestem ci obojętny. Dlaczego z tym walczysz? Dlaczego nie
chcesz się przyznać, co czujesz? – powiedział z wyrzutem.
Greta przycisnęła obydwie dłonie do płonących policzków.
– MoŜe masz rację. Jednak nie jestem naiwną gąską. Wiem, Ŝe nie moŜna ci
zaufać. Nie mam zamiaru skończyć jako twoja następna ofiara.
Jej słowa sprawiły, Ŝe Brodie otworzył usta ze zdziwienia.
– Ofiara? – powtórzył z niedowierzaniem.
– Za kogo ty mnie masz? Co takiego strasznego ci zrobiłem? Pocałowałem
cię, powiedziałem, Ŝe cię pragnę? Czy to zbrodnia?
– Tak, właśnie zbrodnia! PrzecieŜ oboje wiemy, Ŝe nie masz uczciwych
zamiarów! – wypaliła w odpowiedzi.
– Co takiego? MoŜe powtórzę jeszcze raz to, co wcześniej powiedziałem, bo
chyba coś ci umknęło?
Patrzenie na niego z tak bliskiej odległości ogromnie Gretę peszyło, usiłowała
odsunąć się od męŜczyzny, ale ramię Brodiego oplatało silnie jej ciało, a dłoń wciąŜ
podtrzymywała jej podbródek.
– Brodie, proszę...
– O co? śebym cię juŜ nie całował? – Jego dłonie błądziły po jej twarzy i
drŜących ustach.
– Powiedz mi, Ŝe mnie nie pragniesz.
– Nie mogę – wyznała szczerze Greta.
Usłyszała głęboki, nabrzmiały poŜądaniem pomruk. Chwycił jej twarz i zaczął
ją szaleńczo całować. Z wolna, zamiast tylko poddawać się jego zapałom, Greta
zaczęła odpowiadać na pieszczoty, a Brodie mruczał z zadowoleniem jak kocur, który
wreszcie dorwał swoją kotkę i która wcale go od siebie nie odpędza.
– A teraz mi powiedz – zaŜądał Brodie, na chwilę odsuwając ją od siebie – czy
wydaje ci się, Ŝe moje uczucie jest ulotne i nic nie znaczy?
Twarz Grety płonęła, nie mogła się opanować, te emocje były dla niej zbyt
silne.
Zdołała nareszcie oswobodzić się z uścisku Brodiego.
– Nie mogę sobie na to pozwolić. JuŜ raz zawalił mi się cały świat po śmierci
Douga. Nie chcę znowu naraŜać się na stratę. Nie chcę znowu cierpieć ani z twojego
powodu, ani z powodu nikogo innego.
– Greto... – Cokolwiek jednak Brodie powiedział, ona juŜ tego nie usłyszała.
Złapała za klamkę i wyskoczyła z samochodu. Nie oglądając się, pobiegła do domu i
nie zatrzymała się dopiero wtedy, aŜ zatrzasnęła za sobą drzwi sypialni.
Następnego dnia Greta pomagała Anicie w kuchni zawijać w folię spoŜywczą
potrawy przygotowane na imprezę świąteczną w domu przyjaciół, na którą udawali
się jej teściowie.
Anita ubrana była w szmaragdowozieloną spódnicę i sweter z wyhaftowanym
na środku reniferem.
Wcześniej teściowa Grety ponad godzinę układała włosy, więc moŜna było się
domyślić, Ŝe ta impreza jest dla niej waŜna.
– Bardzo cię za to przepraszam, kochanie. Strasznie mi przykro, Ŝe musimy z
Jamesem zostawić ciebie i Lilly akurat dziś wieczorem – tłumaczyła się Grecie ze
skruchą. – Morralesowie to nasi wieloletni przyjaciele, a Martin jest wspólnikiem
Jamesa. Zwykle spotykamy się kilka dni przed świętami, ale w tym roku Sonia
urządza przyjęcie właśnie w Wigilię.
Greta machnęła ręką na znak, Ŝe ta sytuacja wcale nie sprawia jej przykrości.
– W ogóle się nami nie przejmuj. Ja sobie chętnie odpocznę, a Lilly szybko
pójdzie do łóŜka – uspokajała teściową. – Wiesz, w ten sposób Święty Mikołaj
wcześniej do niej przyjdzie – dodała konspiracyjnym szeptem.
– Dziękuję ci, moja droga, za wyrozumiałość. – Anita nachyliła się do Grety i
pocałowała ją w policzek. – Mamy dla siebie cały jutrzejszy dzień. A poza tym nie
martw się, nie będziesz dziś sama, przecieŜ Brodie z wami zostanie.
Tego akurat, Ŝe jej szwagier będzie w pustym domu sam na sam z nią,
obawiała się najbardziej. Szkoda, Ŝe Anita jej o tym przypomniała, teraz cały dzień
będzie się tym zamartwiać. Po wczorajszym incydencie w samochodzie starała się
unikać Brodiego jak ognia. Szwagier bardzo jej to ułatwił, znikając gdzieś na cały
dzień ze swoim ojcem. Wieczorem będzie jednak musiała mu stawić czoło i powzięła
mocne postanowienie, Ŝe tym razem nie ulegnie jego urokowi.
– Zostawiam wam w lodówce mnóstwo pyszności: tacę z warzywami, wędliny
i placki – powiedziała Anita, nie zauwaŜywszy, Ŝe swoją poprzednią uwagą
wprowadziła synową w nastrój przygnębienia.
– Nic się nie martw, damy sobie radę – odpowiedziała Greta.
Po chwili dał się słyszeć odgłos kroków i do kuchni dziarsko wkroczył James.
Teść Grety ubrany był w spodnie koloru khaki, białą koszulę i elegancki
krawat. Wyglądał wytwornie. Greta bez wahania powiedziała mu komplement,
chociaŜ zapewne jeszcze kilka dni wcześniej czułaby się zbyt skrępowana, Ŝeby to
zrobić.
James roześmiał się serdecznie i przytulił synową do siebie.
– Słyszałaś, stara kobieto? – krzyknął do Anity. – Ma się to powodzenie, nie?
– Wiem, wiem – zaśmiała się Anita. – A teraz, przystojniaku, zanim urośniesz
w swoich własnych oczach tak, Ŝe nie zmieścisz się w drzwi, moŜe pomógłbyś mi z
tymi paczkami, co? – Zanieś je do samochodu, a ja zaraz pójdę za tobą.
Po chwili Greta machała im obojgu z ganku. Brodie wyszedł za nią, Ŝeby
poŜegnać rodziców i Ŝyczyć im miłej zabawy.
– JuŜ pojechali, tak wcześnie? – zdziwił się. Zamiast spojrzeć na niego, Greta
odprowadziła wzrokiem samochód.
– Twoja mama chciała pomóc Sonii we wszystkim. Mówili, Ŝeby na nich nie
czekać, bo wrócą bardzo późno.
Greta odwróciła się i zręcznie wyminęła Brodiego w drodze do domu.
Skierowała się prosto do kuchni, a on podąŜył za nią. Natychmiast zabrała się za
parzenie świeŜej kawy.
Brodie wpatrywał się w nią wzrokiem pełnym napięcia.
– Prawie z tobą dzisiaj nie rozmawiałem – powiedział z wyrzutem.
Greta rzuciła mu szybkie spojrzenie. MęŜczyzna patrzył na nią wyzywająco,
trzymając ręce w kieszeniach wytartych dŜinsów. Całości dopełniała szara koszula z
wojskowymi pagonami, luźno opadająca z szerokich ramion.
Wmawiała sobie, Ŝe jego smukłe ciało i pociągająca twarz okolona
wianuszkiem ciemnych włosów nie robią na niej wraŜenia. Nie miało to jednak sensu.
Ten męŜczyzna działał na nią tak silnie, Ŝe nieomal zapomniała o przyrzeczeniach,
jakie sobie wcześniej składała. Całe jej ciało tęskniło za jego dotykiem.
– Nie było cię – odpowiedziała krótko i nasypała kawę do ekspresu.
– Wydaje mi się, Ŝe unikałabyś mnie, nawet gdybym cały dzień siedział w
domu – odpowiedział.
Puściwszy tę uwagę mimo uszu, zapytała:
– A gdzie jest Lilly?
– Ogląda film o Rudolfie, czerwononosym reniferze. Niestety, pod wpływem
tego filmu pewnie spodziewa się, Ŝe dostanie pod choinkę renifera albo przynajmniej
kucyka – uśmiechnął się.
– Mój BoŜe! Teksas działa cuda. Wcześniej nigdy nie chciała mieć zwierzaka
– zaśmiała się Greta.
– Miałem nadzieję, Ŝe w twoim przypadku teŜ zdziała cuda – powiedział cicho
Brodie.
Greta spokojnie dokończyła parzenie kawy i dopiero wtedy odwróciła się do
niego.
– Dlaczego? Co niby tak niezwykłego mnie tu spotkało, Ŝe miałoby zmienić
całe moje Ŝycie? – wypaliła moŜe trochę za mocno.
– Słuchaj, ja...
Wypowiedź Brodiego przerwana została przez tupot małych stópek Lilly na
kuchennej podłodze.
– Mamusiu, jestem głodna! Kiedy będzie jedzonko?
– Za kilka minut. A pomoŜesz mamusi nakryć do stołu?
Dziewczynka potrząsnęła głową kilka razy, a jej złote loki podskoczyły w
powietrzu.
– Nie mogę – odpowiedziała. – Muszę zobaczyć, co z Rudolfem. Wszyscy się
z niego śmieją, bo ma czerwony nos i on jest dlatego bardzo smutny – wyrzuciła z
siebie na jednym oddechu.
– Zawołaj mnie na jedzonko, mamusiu – dodała jeszcze i podreptała do
salonu.
Kiedy Lilly zniknęła w salonie i zasiadła przed telewizorem, Brodie szybko
podszedł do Grety i zdecydowanym ruchem przytulił ją do siebie tak mocno, Ŝe aŜ
oparła się plecami o kredens.
– Co ty wyprawiasz? – zaszeptała. W jej głosie moŜna było jednak wyczuć
panikę.
Brodie, najwyraźniej nic sobie nie robiąc z jej reakcji, zaczął wodzić rękoma
po jej ciele, cały czas przytulając Gretę mocno do siebie. Mimo Ŝe znowu poczuła
zalewającą ją falę gorąca, próbowała się wyrwać z jego objęć.
– Robię to, na co miałem ochotę cały dzień – odparł po prostu.
Greta prychnęła z niezadowoleniem, potem przygryzła lekko wargi i odsunęła
się z trudem od Brodiego.
– Wcale mnie wczoraj nie słuchałeś, co? Znowu ją przyciągnął do siebie i
zaczął powoli masować jej obojczyk, a potem zsunął dłoń poniŜej i połoŜył na jej
piersi. Greta zadrŜała.
– Słuchałem, ale nie tego, co mówiłaś, ale tego, co krzyczało do mnie twoje
ciało.
Greta z trudem zaczerpnęła powietrze.
– Brodie, ta gra jest nie fair.
– To nie jest gra, Greto, ja traktuję to, co jest między nami, bardzo powaŜnie –
powiedział i uśmiechnął się do niej nieśmiało.
Z westchnieniem próbowała odepchnąć go od siebie, ale jej wysiłek odniósł
podobny skutek, jak gdyby próbowała o własnych siłach zepchnąć buldoŜer ze
ś
cieŜki.
– Brodie, na miłość boską! Nie przyjechałam do Teksasu, Ŝeby szukać wraŜeń
i pakować się w bezsensowny romans z własnym szwagrem! Przyjechałam tu z córką
na święta do rodziny mojego zmarłego męŜa! Nie zamierzam grać roli jakiejś
cholernej, uwodzicielskiej femme fatale! – wybuchła wreszcie.
Brodie podniósł wysoko brwi.
– Ja teŜ przyjechałem tu na święta do mojej rodziny. Nie spodziewałem się, Ŝe
to się wydarzy.
„To”, takie słowo Brodie wybrał na określenie wszystkich kłębiących się w
niej uczuć? A moŜe lepiej, Ŝe nie sypał jak z rękawa gładkimi słówkami. I tak juŜ
dokonał w jej Ŝyciu prawdziwej rewolucji.
Wyciągnęła dłonie w odruchu obronnym i utrzymywała go, jak jej się
wydawało, w bezpiecznej odległości.
– Brodie, wiemy oboje, Ŝe nie jestem w twoim typie. W zasadzie, chyba nie
mogłeś trafić na kobietę, która bardziej róŜniłaby się od kobiet, które ci się podobają.
Dlaczego więc tak się upierasz?
– A skąd ty wiesz, jakie kobiety ja lubię? – warknął Brodie. – Przestań być
taka uparta!
Greta wzniosła oczy ku sufitowi.
– Masz mnie chyba za kompletną idiotkę! – krzyknęła z wściekłością. – Jesteś
facetem duŜo młodszym ode mnie, towarzyskim, przystojnym. Poznasz jeszcze
niejedną interesującą dziewczynę. Nigdy nie uwierzę, Ŝe mógłbyś powaŜnie
zainteresować się konserwatywną, siedem lat od ciebie starszą wdową z dzieckiem
plączącym się przy jej spódnicy.
– MoŜe gdybyś powiedziała mi to samo kilka dni wcześniej, przyznałbym ci
rację. Teraz jednak nie jestem tego pewien. A raczej jestem pewien, Ŝe jest inaczej. –
Brodie objął dłońmi twarz Grety z czułością. – Naprawdę mi się podobasz. Bardzo.
Wczoraj po pójściu do swojego pokoju nie mogłem myśleć o niczym innym, jak o
naszych pocałunkach i wyobraŜać sobie, co by było, gdybyśmy się posunęli dalej.
Gdybyśmy się ze sobą kochali. – Ostatnie słowa dodał szeptem.
Na twarzy Grety pojawiły się silne rumieńce. Odwróciła od niego głowę.
– Proszę cię, nie mów mi takich rzeczy. – Jej szept był ledwie słyszalny.
Dłoń Brodiego znowu łagodnie ujęła jej podbródek.
– Dlaczego? Co jest złego w tym, Ŝe ci mówię, jak bardzo cię pragnę, nawet
teraz, w tej chwili? – Głęboko zajrzał jej w oczy.
Jego spojrzenie było tak intensywne i pełne poŜądania, Ŝe zamrugała
powiekami i odwróciła wzrok. Jednak po chwili znowu zerknęła na niego. I to był
błąd, bo zupełnie zatonęła w jego oczach o barwie czekolady. Odchyliła głowę i
poddała się jego pocałunkom. Przez cały dzień próbowała nie myśleć o tym, jak
cudownie ciepłe były jego usta. Tęskniła za tym ciepłem tyle godzin! Walczyła ze
sobą, ale przegrała. Nie Ŝałowała jednak, nawet gdyby ta jej uległość miała
doprowadzić ją do zguby. Wszystko, czego w tej chwili pragnęła, to bliskości jego
muskularnego ciała i tego dreszczu, który ją przeszywał, gdy tonęła w jego ramionach.
– Mamusiu, chodź tu szybko! Rudolf ciągnie sanie Świętego Mikołaja po
niebie!
Donośny głosik córki wystarczył, aby Greta się ocknęła. Gwałtownie odsunęła
się od Brodiego.
– JuŜ idę, kochanie! – krzyknęła do córki. Zdołała jednak odejść od Brodiego
zaledwie krok, gdy chwycił ją za ramię. Zatrzymała się i dzielnie spojrzała mu prosto
w oczy.
– Greto, wrócimy do tego później.
To była powaŜna obietnica, a ona mogła się tylko zastanawiać, jak szybko
zostanie spełniona.
ROZDZIAŁ PIĄTY
Domowej roboty tamales były potrawą tradycyjnie przygotowywaną w
południowym Teksasie na święta. PoniewaŜ były bardzo smaczne, Anita przyrządziła
ich całą masę i zapełniła pół półki w lodówce. Wiedziała, Ŝe Brodie za nimi
przepadał. Teraz podgrzał sporą porcję smakołyku i podał Grecie i jej córce na
kolację. Na deser zaś zaserwował przepyszne ciasto z orzechami, które Anita upiekła
dwa dni wcześniej. Greta jadła te pyszności z prawdziwym poczuciem winy, licząc
kalorie, które na pewno źle przysłuŜą się jej talii. Jednak nie to było jej największym
zmartwieniem. Rosnący z godziny na godzinę apetyt na Brodiego przeraŜał ją. Mogła
mieć jedynie nadzieję, Ŝe zapomniał o obietnicy złoŜonej jej wcześniej w kuchni.
Bała się, Ŝe ta przygoda będzie miała dla niej Ŝałosne skutki.
Po posiłku cała trójka udała się do salonu, gdzie Lilly, usadowiwszy się na
podłodze, rysowała obrazki na temat świąt BoŜego Narodzenia. Wkrótce dołączył do
niej Brodie i sprawił, Ŝe zaczęła głośno zaśmiewać się, kiedy narysował Świętego
Mikołaja z czarną brodą i wąsami, odzianego w kowbojskie buty.
Siedząc wygodnie na kanapie i obserwując tę scenę, Greta uśmiechała się
bezwiednie. Jej córka i szwagier świetnie się razem bawili. Trudno było zaprzeczyć,
Ŝ
e Brodie dobrze sobie radzi z małymi dziećmi. Ten fakt bardzo ją zdziwił. Z tego, co
wiedziała, chyba w ogóle nie miał okazji przebywać w swoim Ŝołnierskim Ŝyciu w
towarzystwie dzieci. W słuŜbie Ŝołnierza przywykł przecieŜ do trudnych i typowo
męskich zajęć, w których nie ma wiele miejsca na czułość czy delikatność. Jednak w
obecności Lilly ten twardy facet zdawał się topnieć jak masło.
Kiedy rysunki były gotowe, Brodie przyczepił je kolorowymi magnesami do
lodówki. Potem powiedział Lilly, Ŝeby przygotowała ciasteczka i mleko, poniewaŜ
Ś
więty Mikołaj będzie na pewno bardzo głodny, kiedy odwiedzi ich dom. Miał
przecieŜ bardzo długą drogę do przebycia.
Ten mały posiłek został umieszczony na stoliczku obok choinki, a Brodie
zapalił jeszcze kilka grubych świec stojących w róŜnych miejscach salonu.
Wyjaśnił Grecie i Lilly, Ŝe świece te są po to, Ŝeby Święty Mikołaj nie potknął
się w ciemnościach.
– Lubię świece, są ładne, prawda, mamusiu? – Lilly usadowiła się wygodnie
obok matki na kanapie i dodała szeptem: – Pewnie Mikołajowi teŜ się spodobają, bo
on juŜ za chwilę przyjdzie, prawda?
– Nie wiem, kotku – Greta pogłaskała córkę po głowie. – Mikołaj musi
przecieŜ odwiedzić dzisiaj duŜo domów.
– MoŜe powinniśmy włączyć wiadomości i zobaczyć, gdzie Mikołaj znajduje
się w tej chwili – zasugerował Brodie.
Włączyli telewizor i przełączyli na lokalny kanał. Spikerka stała na tle jednej z
ulic Houston, gdzie odbywały się jakieś świąteczne uroczystości. Lilly śledziła ekran
z uwagą w poszukiwaniu Mikołaja i po kilku chwilach zapiszczała z radości, kiedy
spikerka podeszła do Świętego Mikołaja, ubranego w piękny czerwony strój.
– No, to mamy dobrą wiadomość – Brodie mrugnął do Lilly. – Wygląda na to,
Ŝ
e staruszek dotarł juŜ do Houston. Wiesz, co to oznacza, moja mała damo?
Dziewczynka wpatrywała się w niego z półotwartymi ustami.
– Co to znaczy, wujku?
MęŜczyzna połaskotał ją w nos i zaśmiał się serdecznie.
– To znaczy, Ŝe jest juŜ w południowym Teksasie i jedzie do nas.
Lilly zeskoczyła z kanapy niezwykle przejęta.
– Ojejku! Mamusiu, mamu..., musz... iść spa... – z pośpiechu i z wraŜenia
dziewczynka połykała końcówki wyrazów. – Mikołaj nie przyjdzie, jeŜeli dzieci się
grzecznie nie połoŜą. Tak mówił renifer!
Greta spojrzała na Brodiego. Niebezpieczny uśmieszek igrający w kącikach
jego ust nie miał jednak, jak podejrzewała, nic wspólnego z przybyciem Mikołaja.
Greta podniosła się z kanapy.
– Przepraszam, Brodie, muszę pójść połoŜyć Lilly do łóŜka.
– Nigdzie się nie wybieram – odpowiedział głosem, który wzbudził w niej
dreszcze.
Greta wzięła Lilly za rękę i czym prędzej opuściła pokój.
Kilka chwil później dziewczynka, juŜ w piŜamie, wypytywała matkę:
– Czy muszę dzisiaj umyć ząbki, mamusiu?
– Zawsze musisz umyć ząbki przed pójściem do łóŜka, dlaczego dzisiaj
miałoby być inaczej?
– Bo dzisiaj przychodzi Mikołaj. – Lilly przechyliła główkę na bok i figlarnie
spojrzała na matkę.
– Ach, dlatego! Nie oznacza to jednak, Ŝe w Wigilię dzieci nie myją zębów,
tak więc marsz do łazienki. Jak wrócisz, to cię przytulę.
Udobruchana tą obietnicą dziewczynka ochoczo umyła zęby. Nie obyło się
oczywiście bez paru plam po paście na piŜamie i białym śladzie w kąciku ust dziecka,
ale kto by zwracał uwagę na takie szczegóły w Wigilię? Greta starannie wytarła buzię
Lilly i osuszyła jej piŜamkę ręcznikiem.
– Nie zapomnij, mamusiu, o moim paciorku – przypomniała matce
dziewczynka, gdy Greta przykrywała ją kołdrą.
– Oczywiście, kochanie, stoję tu i czekam. Dziecko wygramoliło się spod
kołdry i uklękło na łóŜku. Najpierw Lilly podziękowała Bogu za wszystkie dobre
rzeczy, które się zdarzyły, i poprosiła o zdrowie dla mamusi, dziadków i wujka
Brodiego.
– I dziękuję Ci Panie BoŜe za Gwiazdkę, bo wszyscy są wtedy szczęśliwi.
Amen – zakończyła modlitwę i kiedy juŜ połoŜyła się, przypomniawszy sobie coś
jeszcze, ponownie rzuciła się na kolana i dodała:
– I powiedz Mikołajowi, Ŝe najbardziej na Gwiazdkę chcę dostać nowego
tatusia.
Greta, przykrywając córkę, zastanawiała się, skąd u dziecka ten pomysł.
– Mamusiu, myślisz, Ŝe dostanę od Mikołaja to, o co prosiłam? – spytała
sennym głosem.
Pytanie córki sprawiło, Ŝe Grecie urosła w gardle wielka gula.
– Czasami musimy czekać na rzeczy, których najbardziej pragniemy.
– Ale moŜe obudzimy się, a na dole juŜ będzie czekał tata. Wujek Brodie
powiedział, Ŝe na Gwiazdkę zdarzają się cuda.
– Same święta są cudem, to prawda. – Greta czułym gestem zmierzwiła nad
czołem włosy córki.
– A co to są te cuda, mamusiu? – chciała wiedzieć Lilly.
– Cuda to takie marzenia, które się sprawdzają.
Mała ziewnęła szeroko.
– Dobranoc, mamusiu – zdąŜyła jeszcze wyszeptać, zanim zapadła w sen.
Greta zapaliła małą lampkę nocną przy łóŜku i cicho, na palcach, opuściła
pokój.
W drodze do salonu przypomniały jej się ostatnie słowa z wieczornego
pacierza córki. Zawarta w nich szczera potrzeba miłości i posiadania pełnej rodziny
obudziła równieŜ w Grecie taką tęsknotę.
W salonie Brodie właśnie przeskakiwał między prezentami pod choinką i
potrząsał paczkami, próbując zgadnąć, jaka jest ich zawartość.
– Nic nie słychać, to pewnie skarpetki albo krawat – mrugnął do niej, lekko
potrząsając małą paczką.
Greta uśmiechnęła się do niego szeroko. Poczuła nagle rozpierającą ją radość
oczekiwania, jakby była małą dziewczynką. Pomyślała, Ŝe jej uczucia są głównie
związane nie z prezentami i nastrojem Gwiazdki, ale z jego osobą. Zaledwie kilka dni
minęło od przyjazdu do Teksasu, a ona była zupełnie odmieniona.
– Tak się nie robi – napominała go z udawaną surowością.
Uśmiechając się jak mały łobuziak, Brodie połoŜył z powrotem paczkę pod
drzewkiem.
– Jak tam moja królewna, zasnęła? – zapytał. Czując dwuznaczność w tym
pytaniu, Greta nerwowo przełknęła powietrze.
– Tak, chociaŜ jest ogromnie podekscytowana świętami. Na szczęście bardzo
się zmęczyła w ciągu dnia, więc szybko zasnęła.
– A co jej przyniesie Mikołaj? MoŜe pomogę ci wyłoŜyć prezenty od niego? –
Uśmiechnął się.
– Są w garaŜu, wszystko przesłałam do was kilka tygodni temu, Ŝeby uniknąć
kłopotów z kupowaniem prezentów w ostatniej chwili.
– Dobrze. W takim razie przynieśmy je tutaj, a potem będziemy się juŜ tylko
cieszyć pozostałą nam, po tej cięŜkiej pracy, częścią wieczoru.
Greta spojrzała na niego zaskoczona, unosząc brwi do góry, szwagier jednak
odpowiedział jej tajemniczym uśmiechem.
– Zobaczysz – dodał jeszcze.
Prezenty od świętego Mikołaja dla Lilly były zapakowane w duŜe kartonowe
pudło. Wystarczyło przenieść tylko karton do salonu i tam rozłoŜyć paczki pod
choinką.
Były to prezenty, o jakich zwykle marzą dziewczynki w jej wieku. W
paczkach znajdowały się między innymi lalki i wózek dla lalek.
– Muszę przyznać – powiedział Brodie, przyglądając się przez przezroczystą
folię opakowania okazałej lalce z włosami koloru blond – Ŝe niewiele wiem na temat
dzieci. Od czasu do czasu zastanawiałem się jednak, jak to by było mieć takiego
szkraba. Teraz, kiedy trochę czasu spędziłem z Lilly... – przerwał i spojrzał na Gretę.
– Te dni były dla mnie bardzo waŜne – dodał.
Jego silne dłonie trzymające delikatną lalkę i ciepło w głosie, kiedy mówił o
jej córce, wystarczyły, Ŝeby serce Grety zmiękło w jednej chwili.
– Dla Lilly ten czas teŜ był szczególny – zapewniła go. – Nigdy jeszcze nie
widziałam, Ŝeby moja córka była taka szczęśliwa. Myślę, Ŝe to dzięki tobie.
Brodie połoŜył lalkę pod choinką i odwrócił się do Grety. W jego oczach
igrały ciepłe ogniki. Wziął Gretę za rękę.
– Zostań tu i rozsiądź się wygodnie na kanapie. Muszę iść na chwilę do
kuchni, będę z powrotem za dwie minuty – powiedział.
Brodie zniknął w głębi korytarza, a Greta, zgodnie z jego zaleceniem, usiadła
wygodnie na sofie. Jednak nie miała nawet czasu zastanowić się, po co poszedł do
kuchni, gdyŜ zaraz był z powrotem.
– To grzane wino – powiedział, podając jej kubek z parującym płynem. –
Jednak nie jest to taki zwykły grzaniec. Ten jest zrobiony z dodatkiem brandy.
– Brodie! – krzyknęła z przyganą. – Ja juŜ dosyć wypiłam na potańcówce.
Wystarczy mi chyba za wszystkie czasy, a juŜ na pewno na te święta.
– Dzisiaj Wigilia – przypomniał jej z ciepłym uśmiechem. – Ta odrobina
domowego grzańca na pewno ci nie zaszkodzi.
Brodie wolno podszedł do kontaktu i wyłączył światło.
– Przy świetle świec smakuje lepiej – wyjaśnił. Jak za dotknięciem
czarodziejskiej róŜdŜki, puls Grety przyspieszył znacznie, kiedy salon pogrąŜył się w
półmroku.
– Nie wiem, czy w tych ciemnościach dojrzę swój kubek – zaŜartowała.
– Gdybyś miała jakieś kłopoty ze znalezieniem swoich ust, ja ci pomogę. – Na
twarzy Brodiego pojawił się znowu ten dobrze juŜ znany Grecie figlarny uśmiech. – I
jeŜeli wydaje ci się, Ŝe właśnie próbuję cię uwieść, masz rację – dodał z rozbrajającą
szczerością.
Mimo Ŝe do jego szczerości Greta powinna juŜ przywyknąć, zaskoczyło ją, Ŝe
tak otwarcie zadeklarował swoje zamiary.
– Brodie, ja... – zaczęła słabo.
– Spróbuj, ciekaw jestem, jak ci będzie smakował nasz domowy grzaniec. –
Nie dał jej skończyć.
– Czy to część twojego planu, Ŝe mnie tak namawiasz? – zapytała po
przełknięciu solidnej porcji płynu.
– Oczywiście. – Bezczelny uśmiech zagościł na ustach Brodiego. – Wszystkie
chwyty dozwolone, czyŜ nie?
Płyn rozlewał się powoli po ciele Grety. Miał miły, rozgrzewający efekt. Greta
rozsiadła się swobodnie na kanapie i napiła się znowu.
– Mmm... – wymruczała rozmarzonym tonem – jest pyszny.
– Tak jak ty, Greto...
– Proszę cię, nie mów takich rzeczy – zaprotestowała.
– A dlaczego? Chcę, Ŝebyś wiedziała, co o tobie myślę. Nie czułem niczego
takiego nigdy wcześniej w stosunku do Ŝadnej kobiety.
Brodie delikatnie wyjął jej z rąk kubek z winem i odstawił na stojący
nieopodal stolik. Greta zadrŜała z emocji, ale starała się nie dać niczego po sobie
poznać.
– Nie skończyłam pić – zaoponowała słabo.
– Będzie mnóstwo czasu, Ŝeby dopić wino potem – odrzekł władczym tonem.
Gdyby Greta spróbowała zachować resztki rozsądku, poderwałaby się z
kanapy i natychmiast wybiegła z pokoju.
Nie zrobiła jednak niczego podobnego. Te ostatnie dni obudziły w niej jakąś
inną, nieznaną jej dotąd naturę. Stwierdziła, Ŝe nie musi się zawsze kierować
rozsądkiem. Czasami warto było dać się ponieść emocjom i posłuchać instynktu. Nie
stawiając Ŝadnego oporu, znalazła się w ramionach Brodiego. Kiedy ją tulił do siebie,
sięgnęła ręką do jego twarzy i poczęła wodzić po niej palcami.
– Kiedy mówiłam parę minut temu, Ŝe uszczęśliwiłeś Lilly, nie powiedziałam
ci, Ŝe równieŜ ja jestem przy tobie szczęśliwa – wyszeptała.
Twarz męŜczyzny złagodniała, jej słowa sprawiły, Ŝe zalała go nagła fala
czułości.
Gładził ją po włosach i całował delikatnie po twarzy.
– Kiedy cię zobaczyłem na lotnisku – powiedział – miałaś przeraźliwie
smutny wyraz twarzy osoby bardzo samotnej. Teraz jednak ten wyraz gdzieś znikł, nie
ma po nim nawet śladu. Cieszę się, Ŝe dzięki mnie zaczęłaś się uśmiechać.
Gładząc jego twarz, Greta poczuła, Ŝe chyba po raz pierwszy w Ŝyciu jest
naprawdę szczęśliwa. Nawet gdyby ta radość miała potrwać jeszcze tylko kilka dni,
do czasu jej powrotu do Maine, warto było jej doświadczyć.
– Sprawianie mi radości nie jest twoim obowiązkiem – powiedziała.
– AleŜ jest i mam zamiar się z niego wywiązywać sumiennie.
Mieszanina uczuć, jakie ją opanowały, nie dawała Grecie spokoju. Nie miała
jednak czasu, aby dać im wyraz. ZdąŜyła tylko wymówić jego imię i juŜ jej usta
zostały zamknięte namiętnym pocałunkiem. Tym razem nie miała zamiaru ukrywać
swojego poŜądania. Wtopiła się w niego całym ciałem. Brodie, zachęcony jej
zapałem, szaleńczo ją tulił i całował. Początkowo pieścił jej piersi przez materiał
kaszmirowego sweterka, który miała na sobie, po czym wsunął rękę pod sweterek,
wywołując u niej przeciągłe westchnienie rozkoszy. Wygięła ciało jak kotka i ocierała
się zachęcająco o jego dłonie. Brodie, nieco zaskoczony, ale i zachęcony jej reakcją,
posuwał się coraz dalej. Przesunął Gretę na poduszki, rozrzucone na kanapie, i
połoŜył się na niej.
– Pozwól mi cię kochać, słodka Greto, pokaŜ mi, jaka jesteś piękna.
– Nie jestem piękna, Brodie, ale bardzo cię pragnę. Tak bardzo, Ŝe tracę
zmysły.
Jej szept sprawił, Ŝe spojrzał na nią z czułością i powiedział:
– Moja kochana, moja najpiękniejsza, moja Greta.
Zanim zdołała rozpoznać jego zamiary, podniósł ją z kanapy i wziął na ręce.
Kiedy ją niósł przez pogrąŜony w ciszy dom, Greta zreflektowała się nagle.
– Dokąd mnie niesiesz? – wyszeptała prosto do jego ucha.
– Do mojej sypialni – brzmiała odpowiedź. – Myślisz, Ŝe Lilly śpi?
– Tak, ale puść mnie na chwilę, pójdę na wszelki wypadek sprawdzić.
Greta odczuwała dziwną mieszaninę strachu i poŜądania. JeŜeli będą się dziś
kochać, nie wytrzyma chyba strasznego bólu ich rozstania. Jednak pociąg, jaki czuła
do Brodiego, był tak silny, Ŝe nie była w stanie słuchać głosu rozsądku.
– Poczekaj chwileczkę. – Brodie przystanął przed drzwiami sypialni dla gości
i pocałował ją namiętnie. Pocałunek sprawił, Ŝe pod Gretą ugięły się kolana.
– Chcę cię zachęcić, Ŝebyś szybko do mnie wróciła – wyjaśnił.
Greta pomyślała, Ŝe zapomnieć o tym męŜczyźnie juŜ nie będzie mogła. Była
pewna, Ŝe jej lekkomyślne działanie sprawi, Ŝe będzie przez niego cierpieć. Jednak
nie potrafiła się juŜ powstrzymać.
Wślizgnęła się na palcach do pokoju Lilly. Światło nocnej lampki łagodnie
obejmowało złotowłosą główkę dziecka. Dziewczynka spała smacznie, zwinięta na
boku, tuląc się do Ŝółtego puszystego misia. PoniewaŜ najwyraźniej zasnęła z
uśmiechem na twarzy, pewnie śnił jej się Święty Mikołaj, przynoszący jej górę
prezentów, a moŜe raczej ten najwaŜniejszy z nich wszystkich, czyli nowego tatę.
Greta zastanawiała się w duchu, jak wyjaśnić małej, Ŝe nie wszystkie marzenia
spełniają się podczas Gwiazdki. Wyszła po cichu z pokoju i wpadła prosto w ramiona
Brodiego, czekającego na nią pod drzwiami. Zdjęta nagłą czułością, przycisnęła go
mocno do siebie, tak jakby nie widzieli się przed chwilą. MęŜczyzna znowu wziął ją
na ręce i zaniósł do swojej sypialni. Tam połoŜył ją na miękkim łóŜku i wrócił do
drzwi, Ŝeby je dokładnie zamknąć.
– To na wypadek, gdyby Lilly się obudziła i przyszła tu cię szukać – wyjaśnił.
– Będziesz miała czas, Ŝeby szybko się ubrać i do niej wyjść.
– A co z twoimi rodzicami? – zapytała, wdychając szybko powietrze, zupełnie
jak jakaś przestraszona nastolatka. Nie było w tym jednak nic dziwnego, Greta
zachowywała się tak po raz pierwszy w Ŝyciu. – Mogą przecieŜ wrócić do domu
wcześniej – dodała.
Brodie roześmiał się czule i połoŜył się obok niej na łóŜku.
– Nigdy w Ŝyciu. Tata z Martinem zawsze grają w pokera, jeszcze się nie
zdarzyło, Ŝeby wrócili przed świtem. Ale mamy szczęście, co?
– No, nie wiem... – powiedziała Greta z powątpiewaniem. Nie wiadomo, czy
to znowu takie szczęście, pomyślała.
Brodie sięgnął władczo do jej ramion i z duŜą wprawą ściągnął z niej sweter.
Greta ułatwiła mu to zadanie, unosząc ręce do góry. Była to ostateczna kapitulacja.
Brodie patrzył z zachwytem na jej połyskujące w półmroku ciało. Dłonie Brodiego
ześlizgnęły się z jej nagich ramion do zapięcia stanika i z łatwością zsunęły go z piersi
kobiety.
– Takie smukłe kobiety widziałem tylko na filmach. Nie wierzyłem, Ŝe istnieją
w rzeczywistości. Nigdy nie spotykałem się z taką rudowłosą pięknością. Twoje
włosy są cudne, miękkie jak jedwab.
Brodie podniósł jeden z loków opadających na ramię Grety do ust, a ona
wtuliła się w jego przedramię.
– śaden męŜczyzna nigdy nie mówił mi takich rzeczy. Lepiej natychmiast
przestań, jeśli to nieprawda.
– Greto, dlaczego mi wciąŜ nie wierzysz? Bardzo chciała mu wierzyć, ale jej
powaŜne usposobienie i rozsądek nie ułatwiały tego zadania. Starała się jednak
przynajmniej dziś wieczorem nie dopuszczać do siebie Ŝadnego czarnego scenariusza
ich wspólnej przyszłości.
– Daj mi się kochać, Brodie. PokaŜę ci, Ŝe nie jestem taką szarą myszką, za
jaką mnie uwaŜasz.
Jego dłonie błądziły po jej nagich plecach, a potem po cudownie krągłych,
pełnych, niewielkich piersiach. Greta zdziwiona była, Ŝe nie odczuwa Ŝadnego
zaŜenowania wobec swojego szwagra. Nie wstydziła się teŜ swojego szaleńczego
poŜądania. Brodie wyzwolił w niej jakąś dziką i nieopanowaną część jej natury. Ta
noc ciągle ją zaskakiwała, ale juŜ nie czuła strachu. Smakowała to nowe
doświadczenie z rozkoszą. Zaczęła powoli rozpinać koszulę męŜczyzny i zsunęła mu
ją z ramion. Jej oczom ukazała się muskularna rzeźba jego torsu. Greta aŜ wstrzymała
oddech.
– Brodie, Brodie – szeptała w zapamiętaniu – to chyba sen. Nie wierzę, Ŝe to
się dzieje naprawdę.
Schyliła głowę i obsypała jego pierś namiętnymi pocałunkami, jego skóra była
miękka, delikatna i pachniała drzewem sandałowym. Ta mieszanka podsyciła jej
zmysły bardziej, niŜ mogłaby się tego spodziewać. Całowała jego szyję i wodziła
dłońmi w zapamiętaniu. MęŜczyzna chwycił jej talię i przyciągnął ją do siebie.
– To prawda, kochanie. Jesteśmy tu razem. A ty doprowadzasz mnie do
szaleństwa – odpowiedział niskim, głębokim głosem.
Ośmielona jego słowami Greta przesunęła dłonie do paska jego spodni i
zaczęła powoli rozpinać zamek.
– Naprawdę nazwałem cię myszką? Musiałem chyba postradać zmysły.
Czując się niemal jak dziewczyna ze świerszczyka, pierwszy raz w Ŝyciu Greta
uśmiechała się figlarnie, zsuwając dŜinsy z jego nóg.
– Nigdy nie powiedziałeś wprost, ale pewnie tak sobie o mnie myślałeś.
– Jak? – Chciał wiedzieć Brodie.
– Jak o zimnej i wyniosłej kobiecie z północy. Ściągane przez nią dŜinsy
zatrzymały się na cholewkach jego kowbojek. Greta gwałtownym ruchem zrzuciła
jego buty razem z dŜinsami na podłogę.
– Masz rację. – W kącikach jego ust pojawił się figlarny uśmieszek. –
Zupełnie nie rozumiem, co mi się mogło tak w tobie podobać.
Greta stanęła na materacu i swobodnym ruchem zdjęła swoje spodnie. Po
chwili znowu ułoŜyła się wygodnie obok niego na miękkich poduszkach.
– Nie podobałam ci się. PrzecieŜ nie jestem w twoim typie.
– Podobałaś mi się, moja mała myszko. I wciąŜ mi się podobasz. Szaleję
wprost za tobą. Chodź, to ci pokaŜę, jak bardzo...
Greta nie zawracała juŜ sobie głowy ich wcześniejszymi rozmowami, Brodie
sprawił, Ŝe czuła się kobieco, była poŜądana i seksowna. Nie miała zamiaru upierać
się, Ŝe tak nie jest. Brodie bez końca całował jej twarz, szyję, piersi, smakował bez
pośpiechu kaŜdy centymetr jej ciała.
Wyginała się z rozkoszą, drŜąc i desperacko pragnąc, Ŝeby akt miłosny juŜ się
rozpoczął. Przez moment Brodie ostudził ją w tych zapałach, zadając wprost nurtujące
go pytanie.
– Bierzesz pigułki? Czy zabezpieczasz się jakoś inaczej?
Gretę zupełnie zaskoczyło to pytanie. Od śmierci Douga w zasadzie nie miała
potrzeby w jakikolwiek sposób się zabezpieczać. Spojrzała na męŜczyznę w panice.
– Przepraszam, Brodie, ale nie pomyślałam o tym... po prostu nie
potrzebowałam się zabezpieczać. MoŜe ty coś masz?
– Nie, nie planowałem tego – brzmiała odpowiedź.
Jej ręce łagodnie głaskały jego uda.
– To nie ma znaczenia. Na szczęście mam teraz niepłodne dni.
Brodie nie miał innego wyjścia, jak jej uwierzyć. Nie miał po prostu siły jej
teraz od siebie odsunąć. Ta kobieta wzbudzała w nim takie uczucia, Ŝe nawet myśl o
tym, Ŝe mogłaby zajść w ciąŜę, była dla niego podniecająca.
– Moja kochana, jesteś taka słodka, taka dobra – powtarzał.
Zaczął ją całować tak namiętnie, Ŝe niemal pozbawił ją tchu.
– Nie odchodź ode mnie nigdy, mój świąteczny aniołku. Zostań ze mną na
zawsze.
Greta zapewniła, Ŝe nigdy go nie opuści. W zapamiętaniu objęła nogami jego
biodra. Było im razem tak cudownie, Ŝe Brodie myślał, iŜ mogliby się kochać tak całą
noc. Chciał dawać jej rozkosz, smakować jej ciało i rozpalać zmysły. Cały czas czuł
lekki cięŜar jej ciała na swoich biodrach. Było to uczucie niezwykle podniecające.
Wreszcie, w totalnym zapamiętaniu, szczytowali oboje w jednym momencie.
Minęła dłuŜsza chwila, zanim Greta doszła do siebie. Leniwie i niechętnie
zsunęła nogi z bioder Brodiego. MęŜczyzna cały czas dotykał jej ciała, jakby bał się
utracić z nią tak niezwykle cudowny fizyczny kontakt. Chciał utrzymać jeszcze przez
moment ten stan niemal nadprzyrodzonego połączenia ciał i dusz, jaki przed chwilą
osiągnęli.
– Greto?
Spojrzała na niego błyszczącymi oczami, z oddaniem.
– Tak?
Brodie z niepokojem zauwaŜył, Ŝe to, co przed chwilą wziął za światło
odbijające się w jej oczach, było łzami zbierającymi się w ich kącikach.
– Musimy porozmawiać. – Brodie za wszelką cenę chciał powstrzymać te łzy.
– Nie musisz wygłaszać teraz jakiejś kwiecistej przemowy, Brodie. Jestem
dorosłą kobietą – przykładając dłoń do czoła, zaśmiała się nagle.
– Mało powiedziane! PrzecieŜ ja jestem siedem lat od ciebie starsza, nie
musisz mi tłumaczyć, co tu zaszło.
Brodie milczał przez chwilę, wpatrując się w drwiący wyraz jej twarzy.
– CzyŜby? Skoro tak dobrze wiesz, jak to określić, to moŜe mi powiesz?
– MoŜna to ująć jednym, prostym słowem: seks – odrzekła, wyzywająco
patrząc mu w oczy.
Brodie zastanawiał się, ile razy w swoim Ŝyciu po prostu uprawiał seks.
Pewnie stracił juŜ rachubę. Jednak to, co zdarzyło się w tym pokoju, było czymś
zupełnie innym. Kochał się z nią, wkładając w to całą duszę. To było znacznie więcej,
niŜ zwykłe, zwierzęce poŜądanie. MęŜczyzna oparł głowę na łokciu i uwaŜnie
studiował twarz Grety.
– Po prostu seks? Tylko tyle to dla ciebie znaczyło? – zapytał wprost.
Jego pytanie wywołało w niej niemal fizyczny ból. Zamknęła na moment oczy
i jęknęła bezgłośnie. Nie zaznała przecieŜ dotąd w swoim Ŝyciu takiego poŜądania,
tak głębokich emocji. Ten Ŝar był zupełnie nie do opanowania. Była pewna, Ŝe
uczucie, jakie Ŝywiła do Brodiego, było szaloną, nieposkromioną miłością. Tego
jednak nie mogła mu powiedzieć. Za dwa dni ona i Lilly wyjadą stąd i wrócą do
normalnego Ŝycia. Nie wiadomo, kiedy znowu zobaczy Brodiego. Za parę miesięcy, a
moŜe za parę lat?
– Nie rozmawiajmy o tym, Brodie. Nie psujmy uroku chwili. To nasza
wspólna Wigilia. Taką ją chcę zapamiętać na zawsze. Bez Ŝalu i wyrzutów sumienia.
MęŜczyzna uniósł się i pocałował ją w usta.
– Kochanie, nie będziesz musiała tego wspominać do końca Ŝycia. Od teraz
tak będzie juŜ zawsze. Chcę, Ŝebyś została moją Ŝoną. Wyjdziesz za mnie, Greto?
ROZDZIAŁ SZÓSTY
Serce Grety biło jak oszalałe. Patrzyła na Brodiego szeroko otwartymi oczami
i nie mogła wykrztusić z siebie słowa. Chyba go źle zrozumiała? Czy to moŜliwe,
Ŝ
eby chciał się z nią oŜenić?
– Jeśli to Ŝart, to nie jest specjalnie zabawny! Powiedziałabym nawet, Ŝe jest
raczej okrutny!
Greta nagle poczuła, Ŝe wstydzi się swojej nagości i chwyciwszy róg kołdry
okryła się nią szybko. Brodie ujął ją za ramiona, poczuł, Ŝe uprzednią miękkość
zastąpiło teraz dziwne zesztywnienie mięśni, jakby kobieta była sparaliŜowana.
– Dlaczego myślisz, Ŝe Ŝartuję. PrzecieŜ ja cię kocham!
Kompletnie zaskoczona jego wyznaniem wyprostowała się na łóŜku.
– Co ty opowiadasz?! Nigdy nie byłeś zakochany!
Jej słowa odebrał jak najstraszniejszą obelgę.
– Skąd ty moŜesz o tym wiedzieć? – zapytał z wyraźną przykrością.
Greta utkwiła wzrok w niemiłosiernie skotłowanej pościeli.
– Nie wiem – przyznała. – Domyślam się jednak, Ŝe nigdy nie byłeś powaŜnie
zaangaŜowany uczuciowo. A byłeś? – dodała na końcu z pewnym zainteresowaniem.
– Nie. Do tej pory nie. Nigdy nie czułem podobnej... euforii.
Mimo Ŝe serce Grety zaczęło wybijać radosny rytm, nie chciała dopuścić
uczucia szczęścia do siebie. Bała się, Ŝe Brodie nie wie, o czym mówi, i chwilowe
zauroczenie myli z powaŜnym uczuciem, a ona moŜe się na nim bardzo zawieść. Nie
mogła pozwolić sobie na lekkomyślność. Musiała być odpowiedzialna. Była przecieŜ
matką. To los dziecka powinien interesować ją najbardziej, nie jakieś romanse, i to
przelotne.
– Nie kochasz mnie, Brodie. Wydaje ci się tylko. Uległeś urokowi chwili –
powiedziała spokojnie.
Usta męŜczyzny zacisnęły się w cienką linijkę.
– Nie sądziłem, Ŝe potrafisz być tak cyniczna, i to w takiej chwili.
Słowa Grety wyraźnie zapiekły go do Ŝywego. Bagatelizowała jego uczucia, o
których wcale niełatwo mu było mówić.
Odwrócił się do niej tak, Ŝeby widzieć dokładnie jej twarz.
– Po prostu staram się myśleć logicznie. UwaŜam, iŜ nie jestem dla ciebie
właściwą kandydatką, a ty nie jesteś odpowiedni dla mnie – powiedziała spokojnym
tonem Greta.
– Wydawało mi się, Ŝe jeszcze parę minut temu byłaś innego zdania. – Pełen
powątpiewania uśmieszek igrał w kącikach jego ust. – Twoja logika bardzo mi się
podoba, bo twoje twierdzenia łatwo obalić.
Greta patrzyła na niego, czując, jak zalewa ją fala czułości. Miała ochotę
rzucić mu się w ramiona i przyrzec mu miłość do grobowej deski. Wiedziała jednak,
Ŝ
e tego nie zrobi. Postanowiła kierować się zdrowym rozsądkiem.
– Brodie, przecieŜ wiesz, jak bardzo róŜnimy się od siebie. Ty potrzebujesz
kogoś młodego, w twoim wieku. Kogoś, kto da ci dzieci.
– PrzecieŜ ty teŜ jesteś jeszcze młoda i moŜesz rodzić dzieci! – Brodie juŜ
niemal ze śmiechem odpowiadał na jej coraz bardziej bezsensowne argumenty.
Szybko wyciągnął dłoń i dotknął brzucha Grety.
– MoŜe nawet udało nam się juŜ dzisiaj coś zdziałać na tym polu?
Mimo Ŝe serce Grety podskoczyło radośnie na samą myśl o byciu w ciąŜy z
Brodiem, jej umysł wciąŜ nie dawał za wygraną.
– Ty przecieŜ wcale nie chcesz zostać męŜem i ojcem. Chcesz się raczej
dobrze bawić – rzuciła następne oskarŜenie.
– Będziemy się świetnie bawić razem. Te rzeczy wcale się nie wykluczają.
Jeśli mi tylko pozwolisz, pokaŜę ci, jak moŜna je połączyć. – Odbił piłeczkę.
MałŜeństwo Grety z Dougiem nie było pełne fajerwerków. Odejście jej męŜa
zaś tak nieoczekiwane, a strata tak ogromna, Ŝe Greta nie zdąŜyła zaznać wiele
szczęścia.
Brodie jednak przeraŜał ją nieco. Wiódł przecieŜ niebezpieczne Ŝycie
Ŝ
ołnierza. Nieraz znalazł się pod ostrzałem nieprzyjaciela.
A jeŜeli wyjdzie za niego i on zginie? Greta umarłaby chyba z rozpaczy.
ś
aden człowiek nie zniósłby takiego cierpienia ponownie. Na samą myśl o tym łzy
nieoczekiwanie popłynęły jej po policzkach. Po chwili juŜ głośno i Ŝałośnie szlochała.
– Nie mogę za ciebie wyjść. Umarłabym z tęsknoty i niepokoju. I nie mogę się
ciągle przenosić z dzieckiem z jednej bazy wojskowej do drugiej. Nie chcę, Ŝeby Lilly
miała takie Ŝycie.
Zanim zdołał wykonać jakikolwiek ruch, chwyciła ubranie i zeskoczyła z
łóŜka.
– Nie musi wcale tak być, moŜemy to przemyśleć! – Chcąc ją zatrzymać,
Brodie złapał za rękaw swetra Grety i przyciągnął ją do siebie.
– Nie ma o czym mówić, Brodie. Nie darowałabym sobie, gdybyś dla mnie i
mojej córki zmienił zawód. Jesteś urodzonym Ŝołnierzem, to by nie było fair.
Dobranoc! – Ostatnie słowo rzuciła, wybiegając z pokoju.
Dopiero za drzwiami sypialni poczuła, jak bardzo drŜą jej łydki.
Wiele bezsennych godzin Greta leŜała nieruchomo na swoim łóŜku, wpatrując
się w cienie tańczące po suficie. Zastanawiała się, jak to moŜliwe, Ŝe Wigilia okazała
się dla niej dniem tak niewiarygodnie szczęśliwym i smutnym zarazem. Kiedy kochali
się z Brodiem, czuła się jak w raju. Mimo Ŝe określiła to przeŜycie jako „tylko seks”,
wiedziała, Ŝe to, co naprawdę czuła, to miłość.
KaŜdy gest, kaŜda pieszczota i pocałunek były wypełnione tym uczuciem.
Bała się do tego przyznać nawet sama przed sobą. Jak teraz się z nim poŜegna? Jak
zniesie ich nieuchronne rozstanie? Czy kiedykolwiek uda jej się o nim zapomnieć,
przestać za nim tęsknić i marzyć o powtórzeniu tej jednej, cudownej nocy. Czy juŜ do
końca Ŝycia będzie go wspominać
?
Westchnąwszy cięŜko, obróciła się na łóŜku, jak juŜ wielokrotnie tej nocy.
Spojrzała na stojący nieopodal budzik. Czwarta trzydzieści. W zasadzie nadszedł juŜ
nowy dzień, a ona nie zmruŜyła nawet oka. Wspomnienia z ich wspólnej nocy uparcie
stawały jej przed oczami. WciąŜ widziała Brodiego, jak z łagodnym, pełnym czułości
i miłości spojrzeniem gładzi ją po policzku. W tej chwili niczego nie pragnęła
bardziej, niŜ znaleźć się w jego ramionach.
Czy powinna przyjąć jego propozycję? A jeŜeli skończy jak jej matka:
porzucona, samotna i nieszczęśliwa? Teresa O’Brien była surową matką. Nawet jako
wciąŜ jeszcze młoda kobieta była juŜ zgorzkniała i złośliwa. Greta nie chciałaby się
taka stać. A moŜe jej ojciec chciał po prostu mieć coś z Ŝycia i dlatego uciekł od
nieciekawej, przewidywalnej egzystencji. Zaryzykował, chociaŜ odszedł z niczym, tak
jak stał. Wolał być biedny i zaczynać od nowa, niŜ tkwić w układzie, który go
unieszczęśliwiał. Po jego odejściu surowość matki wzmogła się jeszcze. Sposób, w
jaki ją wychowywała, pozostawił w psychice Grety głęboki ślad.
Greta w zasadzie nie pamiętała, Ŝeby się śmiały czy bawiły razem z matką.
Rozmawiały tylko o jej szkole albo o pracy matki. Całe ich Ŝycie składało się
wyłącznie z obowiązków, nakazów i zakazów. Greta bardzo pragnęła stworzyć swojej
córce zupełnie inny, ciepły i radosny dom.
Nie mając siły dalej bić się z myślami, wstała i narzuciła na siebie szlafrok.
Podeszła do drugiej strony łóŜka i przyglądała się śpiącej córeczce. Dziecko spało
smacznie, miało zaróŜowione policzki i otwarte usta. Chciała pogładzić Lilly po
głowie, ale cofnęła rękę ze strachu, Ŝe ten gest moŜe córkę obudzić. Chciała, Ŝeby
dziecko spało jak najdłuŜej i Ŝeby było szczęśliwe. Bo właśnie o to w Ŝyciu chodzi.
Szczęście liczy się najbardziej. Święta w Teksasie nauczyły ją przynajmniej tyle. A
moŜe aŜ tyle?
„W tym roku chcę nowego tatusia”, przypomniały się Grecie słowa córki.
Nagle przez głowę przemknęła jej myśl, Ŝe być moŜe straci Ŝyciową szansę, jeŜeli tym
razem nie postawi wszystkiego na jedną kartę. Jako dziecko modliła się zawsze, Ŝeby
jej ojciec wrócił do domu. Przez lata miała nadzieję, Ŝe w końcu się tak stanie. Jej
modlitwy nie zostały nigdy wysłuchane, a ona sama Ŝyła w panicznym strachu przed
opuszczeniem.
Starała się dać swojej córce tyle miłości, jakby była jednocześnie jej matką i
ojcem. Jednak dziecku brakowało ojca. Musiała wreszcie przestać się oszukiwać.
Uśmiech i wyraz zdecydowania pojawiły się na jej twarzy. Pewnym krokiem wyszła z
pokoju i pomaszerowała prosto do drzwi sypialni Brodiego. Zapukała lekko i od razu
nacisnęła na klamkę.
– Greta? – Podniósł się na łóŜku. – Co ty tu robisz?
PołoŜyła palec na ustach i wślizgnęła się po cichu pod kołdrę, zamknąwszy
wcześniej drzwi na klucz.
– To tak na wypadek, gdyby twoim rodzicom lub Lilly przyszło do głowy nas
szukać.
– Czy ja śnię – Brodie przetarł oczy i oszołomiony patrzył na Gretę.
– Nie, przyszłam cię przeprosić.
Wtuliła się w niego całym ciałem i pogładziła go po włosach.
– Kochanie, jest to na pewno najlepszy sposób, Ŝeby mnie przeprosić.
– Byłam niemądra. Nie miałam racji. - Brodie przytulił ją do siebie i zaczął
całować.
– Tak bym tego nie określił – wymruczał jej do ucha. – Po prostu jesteś pełną
temperamentu rudowłosą kobietą.
– Kocham cię. Wiesz o tym, prawda? – Wydała z siebie głębokie
westchnienie, po czym dodała: – Nie powinnam była mówić tych wszystkich rzeczy o
twojej pracy, na pewno będę się zawsze martwiła, kiedy nie będzie cię w domu. Tym
bardziej, jeŜeli pojedziesz na front. Ale będę się starała to zrozumieć i zawsze cię
wspierać.
Brodie spojrzał Grecie głęboko w oczy.
– Czy mam to traktować jako zgodę na małŜeństwo?
Greta odetchnęła głęboko, z ulgą.
– Tak, Brodie, wyjdę za ciebie.
Przypieczętował tę wymianę zdań długim pocałunkiem, po czym odsunął
Gretę od siebie i rzekł:
– Mam dla ciebie bardzo dobrą wiadomość, moja mała, dzielna myszko. Nie
musisz juŜ się więcej martwić o moje bezpieczeństwo. Nie będziemy teŜ przenosić się
z jednej bazy wojskowej do drugiej, ani rozstawać na dłuŜej. Czekałem na nowe
rozkazy i dostałem je wczoraj rano. ZłoŜyłem wcześniej podanie o zmianę słuŜby i
zostało rozpatrzone pozytywnie.
Greta była tak zdziwiona, Ŝe aŜ podniosła się na łóŜku.
– Jaka nowa słuŜba? Dlaczego nic mi o tym nie powiedziałeś?
– JuŜ dawno postanowiłem, Ŝe najwyŜszy czas przestać włóczyć się po bazach
wojskowych w całym kraju. Chciałem gdzieś osiąść na stałe i załoŜyć rodzinę. Po
ś
więtach będę prowadził szkolenia dla Ŝołnierzy z misji specjalnych. Będziemy
stacjonować w Luizjanie, niedaleko Fort Polk.
Greta patrzyła na niego z niedowierzaniem.
– Brodie, dlaczego nie powiedziałeś mi tego wcześniej? Byłam taka
nieszczęśliwa. PrzecieŜ nie musiałam się tak martwić! – Nie mogła powstrzymać się,
Ŝ
eby nie robić mu wyrzutów.
– Kochanie – przytulił ją mocno do siebie – przepraszam. Chciałem ci
powiedzieć, ale nie dałaś mi szansy. Poza tym musiałem najpierw usłyszeć, Ŝe
zaakceptujesz mnie jako Ŝołnierza w czynnej słuŜbie. To dla mnie oznaczało, Ŝe
pokochałaś mnie niezaleŜnie od okoliczności.
Greta uwodzicielsko pogładziła go dłonią po torsie i przeciągle pocałowała w
usta.
– Kochaj się ze mną, Brodie – wyszeptała namiętnie – teraz i do końca Ŝycia.
Brodie przewrócił Gretę na plecy i, kładąc się na niej, zapytał:
– Czy jesteś pewna, Ŝe zniesiesz te straszne komary w Luizjanie, moja
myszko?
– Tak, postanowiłam, Ŝe zniosę wszystko, byle być z tobą.
Jeszcze przed południem Lilly z niecierpliwością rozdzierała papier na
pieczołowicie zapakowanych prezentach i co chwila wydawała okrzyki radości,
oglądając ich zawartość. Dorośli zaś pili poranną kawę i oglądali swoje prezenty z
trochę mniejszym entuzjazmem. Było mnóstwo śmiechu, kiedy James otworzył
paczkę zawierającą, jak co roku, zestaw skarpetek i krawatów na kaŜdy dzień
tygodnia.
– A cóŜ to znowu, u licha?! – Udawał zdziwienie, kiedy ujrzał w paczce
jeszcze supełek zawiązany na czerwonej wstąŜce.
– To, kochanie, specjalnie po to, Ŝebyś nie zapomniał o naszej rocznicy ślubu
w przyszłym tygodniu – wyjaśniła Anita.
– Mój BoŜe, jakŜebym chciał zapomnieć ten dzień! – zakrzyknął James,
zanosząc się od śmiechu. – Na razie jeszcze pamięć, niestety, mi słuŜy.
– To prawda, postanowiłam jednak na wszelki wypadek się zabezpieczyć –
uśmiechnęła się jego Ŝona.
Gretę i Brodiego rozbawiła ta cała scena niemal do łez.
Brodie sięgnął po małą paczuszkę zapakowaną w srebrny papier i obwiązaną
srebrną wstąŜką.
Podał ją Grecie, a ta spojrzała na niego z zaskoczeniem.
– A co to jest? JuŜ otworzyłam prezent od ciebie, dziękuję za sweter, jest
bardzo ładny!
Brodie uśmiechnął się tajemniczo.
– To taki drobiazg kupiony w ostatniej chwili. Myślę, Ŝe jest odpowiedni na tę
okazję.
Czując ekscytację jak mała dziewczynka, Greta ostroŜnie rozwinęła srebrny
papier.
Od razu domyśliła się, Ŝe pudełeczko zawiera biŜuterię. Ale to, co zobaczyła,
przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Na czarnym aksamicie leŜał okazały platynowy
pierścionek z duŜym brylantowym oczkiem.
– Brodie! – krzyknęła ze zdumieniem. – Skąd wiedziałeś, Ŝe się zgodzę?
– Nie wiedziałem. Postanowiłem cię jednak nakłaniać tak długo, aŜ powiesz
„tak”.
– Co to? – Anita wyciągnęła szyję, zaciekawiona zawartością pudełka.
– Daj jej czas, kochanie. Jestem pewien, Ŝe sama nam powie – powstrzymywał
ją James.
Z oczu Grety popłynęły łzy, poczuła, Ŝe nie ma dość siły, Ŝeby powiedzieć
rodzicom Brodiego, jaka jest prawda.
– Dałem Grecie pierścionek zaręczynowy – wyręczył ją Brodie. – Pobieramy
się w przyszłym tygodniu, w waszą rocznicę ślubu. Chyba Ŝe macie coś przeciwko
temu, Ŝebyśmy juŜ od teraz zawsze obchodzili tę rocznicę razem.
Uczucia radości i zaskoczenia zlały się w jedno na twarzach teściów Grety, a
ona poczuła ogromną ulgę, widząc, Ŝe najwyraźniej Anita i James nie mają nic
przeciwko ich małŜeństwu.
– CóŜ to za naprawdę wesołe święta! – krzyknął radośnie James, a Anita
rzuciła się do Grety z gratulacjami.
– Wczoraj, kiedy byliśmy razem na mieście, zastanawiałem się, dlaczego
Brodie zniknął na tak długo w sklepie jubilerskim i przeszło mi przez myśl, Ŝe moŜe
kupuje pierścionek zaręczynowy – zdradził James.
– Będziemy szczęśliwi, mogąc dzielić dzień naszej rocznicy ślubu z waszą
rocznicą – zadeklarowała Anita.
– Tak coś czuliśmy z ojcem, Ŝe macie się ku sobie, ale pewności mieć nie
mogliśmy – powiedziała do Brodiego. – Wydawałeś mi się trochę rozkojarzony i
podejrzewałam, Ŝe uczucia i świąteczna atmosfera zrobią swoje – dokończyła z
szerokim uśmiechem.
– Będziecie razem szczęśliwi, dzieci – powiedział James. – Jestem tego
pewien.
Lilly z oszołomieniem wpatrywała się w dorosłych wymieniających uśmiechy
i pocałunki i przysłuchiwała się pytaniom dotyczącym ceremonii ślubnej. W końcu
zerwała się na równe nogi i, rozpychając się między dziadkami, próbowała dotrzeć do
matki.
– Mamusiu, co dostałaś, ja teŜ chcę zobaczyć! – krzyczała.
Greta podniosła rękę z pierścionkiem na serdecznym palcu tak, Ŝeby córka
mogła ją dobrze widzieć.
– To jest pierścionek zaręczynowy, kochanie. Wychodzę za mąŜ za wujka
Brodiego.
Lilly przechyliła główkę na bok i z otwartymi ustami zagapiła się na matkę.
– A co to znaczy za mąŜ? – Chciała wiedzieć. Serce Grety zabiło radośnie.
– To znaczy, Ŝe wujek Brodie będzie twoim nowym tatusiem, co ty na to?
Zaskoczona tą informacją Lilly przez moment nic nie mówiła, a potem nagle
podskoczyła i z radością zawołała:
– To naj, naj, najlepsiejsze święta w całym moim Ŝyciu!
Odpowiedzią była salwa śmiechu zgromadzonych wokół niej dorosłych.
EPILOG
Lustrując wzrokiem zatłoczony hol Międzynarodowego Lotniska O’Hare,
Megan namierzyła Kaylę, Gretę i jej małą córeczkę Lilly, siedzące we wnęce
nieopodal wejścia.
– CzyŜby panie czekały na mnie? – zagadnęła je wesoło.
– O, jesteś! – powitała ją radośnie Kayla. – Właśnie zaczęłyśmy się
zamartwiać, czy przypadkiem nie przegapiłaś swojego lotu.
– A potem przyszło nam do głowy, Ŝe moŜe skróciłaś swoją świąteczną
eskapadę, Ŝeby jak najszybciej znaleźć się w domu – dodała Greta.
Megan usiadła przy stoliku naprzeciwko obu koleŜanek.
– Mój lot z Knoxville rzeczywiście opóźnił się trochę z powodu burzy –
wyjaśniła im.
Dziewczyny roześmiały się. Wszystkie były w znacznie lepszych nastrojach niŜ
przed ponad tygodniem.
– No to opowiadajcie o swoich świętach. Kayla, jak się miewa twoja
przyjaciółka w St Croix? Jak potoczyły się sprawy w Houston, Greta?
– Zanosi się na to, Ŝe wuj Brodie będzie moim nowym tatusiem – ogłosiła Lilly
i ziewając, wdrapała się na kolana Grety. – Będziemy mieszkać w prawdziwym forcie.
– Naprawdę? – zapytały jednocześnie Megan i Kayla, po czym oderwały
wzrok od małej i skierowały go na jej matkę.
– Mów, Greta! – zaŜądała Kayla. Greta nie dała się prosić.
– Brat mojego zmarłego męŜa, Brodie, nauczył mnie, Ŝe miłość jest darem zbyt
cennym, Ŝeby go odrzucić. Mamy więc zamiar pobrać się. Gdy tylko Lilly i ja
spakujemy wszystko, natychmiast przyjedziemy do niego do Luizjany. On jest
wojskowym w stopniu kapitana i został oddelegowany do szkolenia Ŝołnierzy w Fort
Polk.
– Moje gratulacje – powiedziała Kayla i uśmiechnęła się promiennie.
Megan z całego serca przyłączyła się do gratulacji Kayli.
– Naprawdę podzielam waszą radość. – Gdy zauwaŜyła ten sam promienny
wyraz szczęścia na twarzy Kayli, zapytała: – Czy ty teŜ masz w zanadrzu jakąś
niespodziankę, Kayla?
– Faktycznie – śmiejąc się, przyznała Kayla. – Moja przyjaciółka nawet się nie
pokazała na tej egzotycznej wyspie. Zamiast siebie przysłała swojego brata.
Spryciara. Domyśliła się, Ŝe od dawna jestem zakochana w Marku, więc postanowiła
wystąpić w roli swatki. No i udało się jej. Pobieramy się w czerwcu, tuŜ po mojej
sesji. On pracuje w Dystrykcie Kolumbii, dlatego przenoszę się do Georgetown na
semestr jesienny.
– W ten sposób twoja najlepsza przyjaciółka będzie teraz równieŜ twoją
szwagierką – zauwaŜyła Megan. – To wspaniale!
– Wszystkiego najlepszego, Kayla – dorzuciła Greta. – No, ale co z tobą,
Megan? Czy spędziłaś święta tak, jak chciałaś? W ciszy i samotności?
– Szczerze mówiąc, nie.
– Nie wystawiaj na próbę naszej cierpliwości – poprosiła Greta. – Powiedz,
co się wydarzyło?
– Pewnie i ty teŜ kogoś spotkałaś – odgadła Kayla.
Megan uśmiechnęła się tajemniczo.
– Spotkałam absolutnie fantastycznego męŜczyznę. Ma na imię Lucas. Nie
pozwolił mi rozczulać się nad sobą. Nalegał, Ŝebym spędziła normalne, tradycyjne
ś
więta, no i...
– Przeprowadzasz się do Tennessee, czy on przyjedzie do Illinois? –
zainteresowała się Greta.
– Ja zamieszkam w Tennessee, gdy tylko zlikwiduję swoje mieszkanie –
oznajmiła uszczęśliwiona Megan. – Lucas i ja planujemy się pobrać, gdy tylko wrócą
moi rodzice z tej swojej egzotycznej wyprawy.
– Cudownie słyszeć, Ŝe i twoje sprawy ułoŜyły się tak dobrze, Megan –
powiedziała Kayla.
– A ja się cieszę, Ŝe wszystkim nam się udało – dorzuciła Greta i zerknęła na
zegarek. – Szkoda, Ŝe nie moŜemy zostać z wami dłuŜej, ale zaraz mamy samolot.
– Ja teŜ. – Megan sięgnęła po swoją torbę podróŜną.
– Dajcie mi wasze adresy – zaproponowała Greta. – Ja podam wam mój.
Bardzo chciałabym, Ŝebyśmy pisywały do siebie i moŜe jeszcze nieraz się spotkały?
Co wy na to?
– To wspaniały pomysł. – Megan wyciągnęła ze swojej torebki notesik i
długopis. – Zapiszę wam mój nowy adres w Tennessee – powiedziała z dumą.
Po wymianie wszystkich adresów i solennym obiecaniu sobie nawzajem, Ŝe na
pewno będą utrzymywały kontakt, uściskały się i pobiegły. KaŜda do swojego wyjścia.
Ich świąteczne wakacje okazały się stokroć lepsze, niŜ mogły to sobie
wyobrazić. Czy był to uśmiech losu? Cenny prezent pod choinkę! PrzecieŜ kaŜda z
nich znalazła swoją miłość, szczęście, no i... dwie nowe przyjaciółki. A wszystko dzięki
temu, Ŝe zbuntowały się i postanowiły nie obchodzić w tym roku świąt BoŜego
Narodzenia w sposób tradycyjny. Chciały uciec od rutyny, uciec w nieznane...
Ale tak naprawdę, to od czego uciekały? Czy tylko od świątecznej rutyny? Czy
moŜe od nieciekawej, pozbawionej miłości, codzienności?