background image

MEG CABOT

KSIĘŻNICZKA UCZY SIĘ RZĄDZIĆ

PAMIĘTNIK KSIĘŻNICZKI 6

background image

LICEUM IMIENIA ALBERTA EINSTEINA

 

 

P

LAN

 

LEKCJI

 

NA

 

I

 

SEMESTR

Uczeń: Thermopolis, J.K.W. księżniczka

Amelia Mignonette Grimaldi Renaldo

Płeć: K

Klasa: II

Godzina lekcyjna

Przedmiot

Nauczyciel

Sala nr:

Godz. wychowawcza

Gianini

110

Lekcja 1

WF

Potts

S. gim.

Lekcja 2

Geometria

Harding

202

Lekcja 3

Angielski

Martinez

112

Lekcja 4

Francuski

Klein

118

Przerwa śniadaniowa

Lekcja 5

Rozwój zainteresowań

Hill

105

Lekcja 6

Wychowanie obywatelskie Hollard

204

Lekcja 7

Geografia

Chu

217

background image

Drodzy Uczniowie oraz Rodzice

Witam Was ponownie po, mam nadzieje, udanych, ale stymulujących intelektualnie

wakacjach.  Rada  pedagogiczna i  administracja  LiAE  cieszą się  perspektywą  spędzenia  z

Wami Kolejnego ciekawego i owocnego roku szkolnego. Mając to na względzie, chcielibyśmy

krótko przypomnieć kuka naszych zasad dotyczących zachowania:

Hałas

Proszę pamiętać, że Liceum imienia Alberta Einsteina mieści się w mieszkaniowej -

chociaż wysoko zabudowanej - dzielnicy. Nie wolno zapominać, że fale dźwiękowe rozchodzą

się we wszystkich kierunkach, również w górę, i że wszelkie nadmiernie głośne dźwięki -

zwłaszcza na schodach przed głównym wejściem do budynku szkoły - mogą zakłócać spokój

mieszkańców i nie będą tolerowane. Proszę zatem szanować naszych sąsiadów i ograniczyć

poziom hałasu do minimum. Przez hałas rozumiemy tutaj: krzyki, wrzaski, przenikliwe lub

nieopanowane wybuchy śmiechu, muzykę oraz rytualne śpiewy/bębny.

Wandalizm

Mimo częstego powoływania się na taką „tradycję pierwszego dnia roku szkolnego w

Liceum   imienia   Alberta   Einsteina   uczniom   kategorycznie   zabrania   się   niszczenia,

przyozdabiania czy wszelkiego innego majstrowania przy posągu lwa, często nazywanego

„Joem”   ,   stojącym   przed   wejściem   do   Liceum   imienia   Alberta   Einsteina   od   strony

Siedemdziesiątej Piątej Wschodniej ulicy, zainstalowane zostały kamery ochrony działające

dwadzieścia cztery godziny na dobę i każdy uczeń, który zostanie przyłapany na niszczeniu w

jakikolwiek sposób własności szkoły, będzie podlegać karze usunięcia ze szkoły i/lub grzywny.

Palenie

Pracownikom   administracji   zwrócono   uwagę,   że   w   zeszłym   roku   codziennie

wymiatano   sporą   liczbę   niedopałków   papierosów   ze   schodów   przed   wejściem   od   strony

Siedemdziesiątej Piątej wschodniej ulicy.

Pomijając fakt, że palenie na terenie szkolnym jest surowo wzbronione, niedopałki

papierosów zaśmiecają otoczenie i stanowią zagrożenie pożarowe. Proszę pamiętać, że każdy

uczeń przyłapany na paleniu przez pracownika szkoły albo zarejestrowany na taśmie wideo z

nowych kamer ochrony - będzie podlegał karze zawieszenia w obowiązkach szkolnych i/lub

grzywny.

background image

Ubiór szkolny

Proszę pamiętać, że w tym roku standardowy ubiór szkolny w LiAE obejmuje:

Uczennice

Uczniowie

Biała bluzka z długimi lub krótkimi rękawami

Biała koszula z długimi lub krótkimi 
rękawami

Szary sweter lub szara kamizelka

Szary sweter lub szara kamizelka

Spódnica w granatowo - złotą kratkę lub szare
flanelowe spodnie

Szare flanelowe spodnie

Granatowe lub białe podkolanówki/granatowe
lub czarne kryjące rajstopy/cienkie rajstopy w
cielistym kolorze

Granatowe lub białe skarpetki

Krawat w granatowo - złotą kratkę

Krawat w granatowo - złotą kratkę

Granatowa marynarka

Granatowa marynarka

Proszę   pamiętać,   że   noszenie   pod   spódnicą   szortów  -  w   tym   zwykłych   spodenek

gimnastycznych lub szortów szkolnej drużyny - jest zabronione.

Przypominamy,  że lekcje  zaczynają  się  we  wtorek  1  września  o 7.55.  Jak  zwykle,

spóźnienia nie będą tolerowane. Witamy z powrotem w szkole!

Dyrektor Gupta

Poniedziałek, 31 sierpnia

W

OMYN

R

ULE

: WIDZIAŁAŚ to??? Dostałaś tego pełnego hipokryzji śmiecia, którego

porozsyłała do nas w zeszłym tygodniu? Jej się wydaje, że kogo ona tym ogłupi? Widać jak

na dłoni, że ten kawałek o rytualnych bębnach jest wymierzony WE MNIE. Tylko dlatego że

w zeszłym roku zorganizowałam kilka uczniowskich wieców. No cóż, jeszcze jej pokażemy.

Może sobie myśleć, że zdławi głos ogółu, ale uczniowie z Alberta Einsteina NIE DADZĄ się

zastraszyć.

G

R

L

OUIE

: Lilly, ja...

W

OMYN

R

ULE

: A widziałaś ten kawałek o kamerach policyjnego nadzoru???? Czyś ty

kiedykolwiek SŁYSZAŁA coś równie faszystowskiego? No cóż, może sobie zainstalować

tyle kamer do inwigilacji, ile chce, MNIE to nie powstrzyma. To tylko kolejny dowód, że ona

powoli   zamienia   tę   szkołę   w   swoją   własną   pedagogiczną   dyktaturę.   Wiesz,   że   w

komunistycznej   Rosji   używali   takich   kamer,   żeby   utrzymać   w   ryzach   robotników.

background image

Zastanawiam się, co ona jeszcze teraz wymyśli. Milicję złożoną z byłych agentów KGB jako

ochroniarzy na korytarzu? To w jej stylu. To totalna inwazja w naszą prywatność. I dlatego,

KG, w tym roku weźmiemy sprawy we własne ręce. Mam pewien plan

G

R

L

OUIE

: Lilly, ja...

W

OMYN

R

ULE

:  który totalnie zrujnuje te jej próby odarcia nas z własnej tożsamości i

nagięcia do jej woli. A co najlepsze, wszystko jest jak najbardziej w zgodzie ze szkolnym

regulaminem. Kiedy skończymy, Mia, ona nawet nie będzie wiedziała, skąd padł cios.

G

R

L

OUIE

:  LILLY!!!   Myślałam,   że   ICQ   jest   właśnie   po   to,   żebyśmy   mogły

POROZMAWIAĆ.

W

OMYN

R

ULE

: A 

CO

 my niby robimy

1

 innego?

G

R

L

OUIE

: TY mówisz. Ja PRÓBUJĘ coś powiedzieć. Ale wciąż mi przerywasz.

W

OMYN

R

ULE

: Dobra. No to wal. O czym chcesz porozmawiać?

G

R

L

OUIE

:  Sama  już zapomniałam.  Przez ciebie.  O, jedna rzecz:  przestań nazywać

mnie KG!

W

OMYN

R

ULE

:  PRZEPRASZAM.   Boże.   Wiesz,   od   czasu,   kiedy   urodził   ci   się   ten

braciszek, zrobiłaś się taka... przewrażliwiona.

G

R

L

OUIE

: Wybacz. ZAWSZE byłam wrażliwa.

W

OMYN

R

ULE

: M

ÓW

 do mnie jeszcze, DL. Nie chcesz dowiedzieć się, co to za plan?

G

R

L

OUIE

: Chyba chcę. Zaraz. Co to znaczy DL?

WomynRule: Wiesz.

G

R

L

OUIE

: Nie, nie wiem.

W

OMYN

R

ULE

: Tak, wiesz... dzieciolizie,

G

R

L

OUIE

: PRZESTAŃ!!! NIE JESTEM DZIECIOLIZEM!!!

W

OMYN

R

ULE

: Owszem, jesteś. Zupełnie jak ta czerwona panda.

G

R

L

OUIE

:  Tylko dlatego że moim zdaniem moja matka nie powinna była zabierać

swojego sześciotygodniowego maleństwa na marsz pokoju na most Brooklyński, to jeszcze

nie znaczy, że jestem dzieciolizem!!!! WSZYSTKO się mogło zdarzyć w czasie tego marszu.

WSZYSTKO. Mogła się potknąć i go niechcący upuścić, a on mógł wypaść przez barierkę,

zlecieć setki metrów w dół do East River i utonąć... O ile uderzenie o wodę nie połamałoby

przedtem   wszystkich   jego   malutkich   kosteczek.  A  nawet   gdybym   za   nim   skoczyła,   prąd

mógłby porwać nas oboje i unieść do morza... OCH, DZIĘKI, LILLY!!! Dlaczego musiałaś

mi o tym przypomnieć????

W

OMYN

R

OLE

: Pamiętasz, co ten strażnik z zoo musiał zrobić czerwonej pandzie?

G

R

L

OUIE

:  ZAMKNIJ   SIĘ!!!!   NIKT   MI   NIE   ODBIERZE   MOJEGO   MAŁEGO

background image

BRACISZKA, DLATEGO ŻE ZBYT DOKŁADNIE GO WYLIZAŁAM!!! JA NIGDY, ANI

RAZU, NIE POLIZAŁAM ROCKY'EGO!!!!

W

OMYN

R

ULE

:  Tak,   ale   musisz   przyznać,   że   jesteś   w   stosunku   do   niego   nieco

obsesyjno - kompulsywna.

G

R

L

OUIE

: No cóż, KTOŚ musi się o niego troszczyć! Zrozum, moja matka wiecznie

chce   go   ciągać   na   wszelkiego   typu   nieodpowiednie   imprezy,   takie   jak   demonstracje

antywojenne   (czasami   nawet   wozi   go   METREM,   które,   jak   sama   wiesz,   jest   wylęgarnią

zarazków), a pan G. bez przerwy go podrzuca, tak że mały wali główką w wiatrak na suficie.

Naprawdę uważam, że Rocky miał SZCZĘŚCIE, że trafił na taką starszą siostrę jak. ja, która

troszczy się o jego zdrowie, bo Bóg mi świadkiem, nikt inny w tej rodzinie tego nie robi.

W

OMYN

R

HLE

: Jak uważasz... dzieciolizie.

G

R

L

OUIE

: ZAMKNIJ SIĘ, LILLY. Opowiedz mi wreszcie ten swój głupi plan.

W

OMYN

R

OLE

:  Nie. Teraz nie chcę. Moim zdaniem lepiej, żebyś nie wiedziała. Dla

takich dzieciolizów jak ty, które za bardzo się wszystkim martwią, lepiej jest, jak nie wiedza

zbyt wcześnie, co je czeka, bo wtedy tylko jeszcze mocniej liżą to swoje małe.

G

R

L

OUIE

:  Dobra. I tak nie mam czasu na słuchanie tego głupiego planu. Twój brat

dzwoni. Muszę spadać.

W

OMYN

R

ULE

: CO? Powiedz mu, żeby poczekał na linii. TO WAŻNE, MIA!

G

R

L

OUIE

:  Może cię to zaskoczy, Lilly, ale rozmowa z twoim bratem też jest ważna.

Przynajmniej dla mnie. Wiesz, że widziałam go tylko dwa razy, odkąd wróciłam w piątek

W

OMYN

R

ULE

: Przepraszam, że nazwałam cię dzieciolizem. Poczekaj tylko sekundkę,

powiem ci

G

R

L

OUIE

Z

 czego raz to było w dzień przeprowadzki do akademika w sobotę i to się

raczej nie liczy, bo cały był spocony od dźwigania minilodówki po tych wszystkich schodach,

ponieważ windy się zepsuły

W

OMYN

R

ULE

: MIA!!! CZY TY MNIE W OGÓLE CZASAMI SŁUCHASZ????

G

R

L

OUIE

:  A twoi rodzice też tam byli, tak samo jak jego opiekun roku. A potem w

niedzielę poszliśmy na randkę, ale ja jeszcze ciągle byłam skołowana po podróży, przez tę

całą zmianę stref czasowych i przypadkowo

WomynRule : JA

G

R

L

OUIE

: zasnęłam, kiedy mi pokazywał

WomynRule: CIĘ

G

R

L

OUIE

: swój nowy deck magicznych kart, ale Maya upuściła je na ziemię razem ze

starymi

background image

WomynRule: CHYBA

G

R

L

OUIE

: i wszystko się pomieszało z kartami, których już nie używa

W

OMYN

R

ULE

: ZABIJĘ!

G

R

L

OUIE

: (niedostępna)

Poniedziałek, 31 sierpnia, 22.00,

poddasze

Kolejny   rok   szkolny.   Wiem,   że   powinnam   się   cieszyć.   Wiem,   że   powinnam   być

podekscytowana perspektywą ponownego spotkania z przyjaciółmi po spędzeniu ostatnich

dwóch miesięcy na obcej ziemi.

No i jestem. Jestem podekscytowana. Cieszę się, że zobaczę Tinę i Shameekę, i Ling

Su, i nawet - sama nie wierzę, że to mówię - Borysa.

Tylko że... No cóż, w tym roku będzie tak INACZEJ bez Michaela, którego mogłabym

zabierać po drodze do szkoły i siedzieć z nim przy lunchu, i wiedzieć, że wpadnie do mnie

przed algebrą - HA! Żadnej algebry w tym roku! Geometria! O Boże. No, pomyślę o tym

później.   Chociaż   pan   Gianini   (FRANK.   MUSZĘ   PAMIĘTAĆ,   ŻEBY   NAZYWAĆ   GO

FRANK) twierdzi, że ludzie, którzy nie radzą sobie z algebrą, zawsze są naprawdę dobrzy z

geometrii. Proszę... Proszę, niech to będzie prawda.

No dobrze, my z Michaelem nigdy nie obściskiwaliśmy się przed moją szafką ani nic,

bo   on   wykazuje   brak   entuzjazmu   dla   publicznego   demonstrowania   uczuć,   a   ja   mam

ochroniarza i tak dalej.

Ale   przynajmniej   -   bo   zawsze   była   szansa,   że   w   jakimś   momencie   wpadnę   na

Michaela gdzieś na korytarzu - miałam coś, czego w szkole mogłam wyczekiwać.

A teraz, skoro Michael skończył szkołę, nie mam czego wyczekiwać. W ogóle.

Poza weekendami.

Ale w sumie, ile czasu Michael będzie mógł poświęcać mi w weekendy? Bo on jest

teraz na studiach i już ma tyle nauki, że w żaden sposób nie możemy się widywać wieczorami

w  tygodniu   -   nie   żeby  mi   to   kiedykolwiek   groziło,   biorąc   pod   uwagę   MOJE  WŁASNE

obowiązki księżniczki i lekcje do odrobienia. Jednak mimo wszystko... To tak, jakby...

Boże,  co  jest  NIE TAK  z  moją  matką?  Rocky  płakał  już  chyba   od PIĘTNASTU

MINUT, a ona nie zrobiła absolutnie NIC. Weszłam do saloniku, siedziała tam z panem G. i

jakby nigdy nic oglądała sobie W obronie prawa, a kiedy powiedziałam: „Hej? Twój syn cię

woła...” mama, nawet nie odrywając wzroku od ekranu, odparła: „On tylko marudzi. Uspokoi

się i za chwilę zaśnie”.

background image

TO ma być macierzyńska troska? Lilly może mnie nazywać dzieciolizem, ile jej się

żywnie   podoba,   ale   naprawdę,   czy   można   się   dziwić,   że   jestem   taka   nieprzystosowana?

Mamy tu świetny przykład, jak moja matka traktuje dzieci. Mnie też tak traktowała.

No więc poszłam potem do jasnożółtego pokoju Rocky'ego i zaśpiewałam jedną z jego

ulubionych piosenek - Behind Every Good Woman Tracy Bonham - a on od razu się uspokoił.

I czy ktoś mi chociaż podziękował? Nie! Wyszłam z jego pokoju, a mama, wyobraźcie

sobie,   popatrzyła   na   mnie   (tylko   dlatego   że   leciały   reklamy)   i   powiedziała   bardzo

sarkastycznym tonem:

- Dzięki, Mia. Usiłujemy sprawić, żeby zrozumiał, że kiedy kładziemy go do łóżka na

noc, to on ma spać. Teraz będzie sobie myślał, że wystarczy tylko popłakać, a ktoś przyjdzie i

zaśpiewa mu piosenkę. Dopiero co go tego oduczyłam, kiedy byłaś latem w Genowii, a teraz

będziemy musieli zaczynać wszystko od początku.

No, JA PRZEPRASZAM BARDZO! Może i jestem dzieciolizem, ale czy to naprawdę

taka zbrodnia mieć trochę współczucia dla mojego jedynego brata? JEEEZU!

Zaraz, na czym stanęłam?

Ach tak. Na szkole. Bez Michaela.

Poważnie, po co mi to wszystko? No, dobra, ja wiem, że mamy chodzić do szkoły,

żeby   się   uczyć   różnych   rzeczy   i   tak   dalej.  Ale   uczenie   się   różnych   rzeczy   było   o   tyle

fajniejsze, kiedy istniała jakaś szansa zobaczenia Michaela przy wodotrysku z wodą do picia

czy gdzieś. A teraz ja naprawdę zupełnie nie mam czego wypatrywać. Nie mówię, że życie

bez Michaela jest nic niewarte. Ale muszę przyznać, że kiedy jest blisko - czy nawet kiedy

jest tylko jakaś szansa, że MOŻE się gdzieś pojawić - WSZYSTKO staje się o wiele bardziej

interesujące.

Jedyny   jasny   punkt   w   tym,   co   wydaje   się   rokiem   szkolnym   kompletnie   takich

punktów pozbawionym, to angielski. Bo wygląda na to, że nasza nauczycielka, pani Martinez,

może być autentycznie zainteresowana przedmiotem, jeśli tylko notatka, którą rozesłała nam

wszystkim w zeszłym miesiącu, może na cokolwiek wskazywać:

background image

List pani Martinez do wszystkich uczniów klasy II

uczęszczających na lekcje języka angielskiego:

Witajcie!

Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko otrzymaniu tej notatki, zanim w ogóle

zaczął   się   nowy   rok   szkolny,   ale   jako   nowa   nauczycielka   w   LiAE   chciałam   po   prostu

przedstawić się Wam i trochę Was wszystkich poznać.

Nazywam   się   Karen   Martinez   i   wiosną   tego   roku   zrobiłam   dyplom   z   literatury

angielskiej   na   Yale.   Moje   hobby   to   jazda   na   rolkach,   tae   bo,   zwiedzanie   wspaniałych

zabytków   Nowego   Jorku   i   czytanie   (oczywiście!)   klasyki   literackiej   takiej   jak  Duma   i

uprzedzenie.

Mam nadzieję, że w tym roku poznam Was wszystkich i każdego z osobna, a chcąc,

żebyście mi w tym pomogli, proszę, aby każdy z moich uczniów przygotował i przyniósł na

pierwszą lekcję zwięzłą notkę biograficzną i niedługie wypracowanie (do 500 słów) na temat

tego, czego nauczyliście się w czasie wakacji. Jak wiecie, lekcje, których udziela nam życie,

nie mają wakacji.

Przepraszam, że zadaję Wam pracę domową, zanim w ogóle zaczną się lekcje, ale

dzięki temu będę mogła skuteczniej Wam pomagać w doskonaleniu pisarskiego rzemiosła.

Dziękuję bardzo i życzę Wam jak najprzyjemniejszych wakacji!

Z pozdrowieniami

K. Martinez

Najwyraźniej pani Martinez jest bardzo oddana swojej pracy. Najwyższy czas, żeby w

LiAE   pojawili   się   wreszcie   jacyś   nauczyciele,   którzy  rzeczywiście   przejmują   się   swoimi

uczniami - nie mówię o panu G., oczywiście.

To znaczy o Franku.

Ja się cieszę szczególnie, bo pani Martinez jest nowym doradcą szkolnej gazety, a ja

członkiem redakcji. Naprawdę czuję, sądząc z tego, ile mamy z panią Martinez wspólnego -

mnie też bardzo podobała się Duma i uprzedzenie, zwłaszcza w wersji z Colinem Firthem - i

raz kiedyś jeździłam na rolkach - że bardzo dużo zyskam dzięki jej lekcjom. Będąc pisarką z

ambicjami i tak dalej, uważam, że to bardzo ważne, żeby mój talent został odpowiednio

oszlifowany, i jestem naprawdę przekonana, że pani Martinez będzie dla mnie jak pan Miyagi

dla Karate Kida - względem pisarstwa. Nie, no wiecie, względem karate..

background image

Ale i tak trudno mi wymyślić, co by tu napisać w tej notce biograficznej, a co dopiero

w wypracowaniu na temat tego, czego się nauczyłam na wakacjach. Bo co ja mam napisać?

„Dzień dobry, nazywam się J.K.W. księżniczka Amelia Mignonette Grimaldi Thermopolis

Renaldo. Może pani o mnie słyszała, bo na podstawie mojej biografii nakręcono już dwa

filmy”.

Chociaż, prawdę mówiąc, oba te filmy dość swobodnie sobie poczynały z faktami. Nie

dość, że w pierwszym uśmiercili mi tatę, a z Grandmère zrobili bardzo miłą osobę i tak dalej,

to jeszcze teraz, w tym drugim, podobno zerwałam z Michaelem! Jakby coś takiego mogło się

zdarzyć. To po prostu czysty wymysł, pewnie po to, żeby historia była ciekawsza czy coś.

Jakby moje życie nie było wystarczająco ciekawe bez pomocy Hollywood.

Chociaż mam bardzo wiele wspólnego z tym całym Aragornem z  Powrotu Króla.

Obojgu nam narzucono królewskie obowiązki. Ja bym o wiele bardziej wolała być normalną

osobą niż dziedziczką tronu. Jakoś mi się wydaje, że Aragorn odczuwał to podobnie.

Nie żebym nie kochała kraju, którym kiedyś będę rządzić. Ale to naprawdę nudne

spędzać większą część wakacji z tatą i babką, kiedy CHCIAŁABYŚ spędzać je ze swoim

nowo   narodzonym   bratem,   już   nie   wspominając   o   swoim   CHŁOPAKU,   który   jesienią

zaczyna STUDIA.

I nie w tym rzecz, no wiecie, że Michael WYJEŻDŻA na studia. Będzie studiował na

Columbii, która mieści się tu, na Manhattanie, chociaż dość daleko od centrum, o wiele dalej

niż   zazwyczaj   jeżdżę,   pomijając   ten   jeden   raz,   kiedy   wybraliśmy   się   do   Sylvia's   na

smażonego kurczaka i wafle.

W  każdym   razie,   napisałam   dla   pani   Martinez   poniższą   notkę   jeszcze   w  zeszłym

tygodniu   w   Genowii.   Mam   nadzieję,   że   kiedy   ją   przeczyta,   rozpozna   w   mojej   prozie

wielbicielkę literatury i pokrewną duszę.

background image

Papeteria

księżniczki Amelii Renaldo

Moja biografia

Mia Thermopolis

Nazywam się Mia Thermopolis. Mam piętnaście lat, jestem Bykiem i dziedziczką tronu

księstwa Genowii (50 000 mieszkańców), a moje hobby to lekcje książęcej etykiety u mojej

babki, oglądanie telewizji, jedzenie na mieście (albo zamawianie jedzenia do domu), czytanie,

praca   dla   „Atomu”,   gazety   LiAE,   oraz   pisanie   poezji.   W   przyszłości   chciałabym   zrobić

karierę   jako   powieściopisarka   i/lub   trenerka   psów   ratowniczych   (na   przykład   kiedy   jest

trzęsienie   ziemi,   pomagają   one   znajdować   ludzi   uwięzionych   pod   gruzami).   Ale

najprawdopodobniej będę się musiała zadowolić tym, że jestem Księżniczką Genowii (KG).

Tak, to łatwe. Trudniej było wymyślić i napisać, czego się nauczyłam w czasie letnich

wakacji.   Bo   tak   naprawdę,   CZEGO   ja   się   właściwie   nauczyłam?   Większość   czerwca

spędziłam, pomagając mamie i panu G. przystosować się do posiadania w domu niemowlaka

- co było dla nich bardzo trudnym procesem, skoro od wielu lat wszyscy mieszkańcy tego

domu poruszali się na dwóch nogach (nie licząc mojego kota, Grubego Louie). Pojawienie się

członka rodziny,  który w sumie - może nawet przez jakiś rok czy dwa lata - będzie się

poruszał głównie na czworakach, sprawiło, że boleśnie uświadomiłam sobie, w jak totalnie

niebezpiecznym dla małych dzieci środowisku mieszkamy. .. Chociaż mama ani pan G. wcale

się tym specjalnie nie przejęli.

To dlatego musiałam poprosić Michaela, żeby pomógł mi zainstalować osłonki na

wszystkich kontaktach i zabezpieczenia na dolnych szufladach wszystkich szafek - co mamie

nie do końca się podoba, bo teraz ma kłopoty, kiedy chce wyjąć wirówkę do sałaty.

Któregoś dnia podziękuje mi jednak, gdy zda sobie sprawę, że to wyłącznie dzięki

mnie Rocky nie miał jakichś katastrofalnych w skutkach wypadków z wirówką do sałaty.

Kiedy nie zajmowaliśmy się zabezpieczaniem poddasza przed dziećmi, Michael i ja

nie mieliśmy zbyt wiele zajęć. Oczywiście, bardzo zakochana para może w Nowym Jorku

robić latem mnóstwo rzeczy: pływać łódką po jeziorze w Central Parku, jeździć dorożką po

Piątej Alei, zwiedzać muzea i oglądać wspaniałe dzieła sztuki, chodzić na operę na Wielkim

Trawniku, jeść w ogródkach restauracji w Małej Italii i tak dalej.

background image

Jednak wszystkie te imprezy bywają dość drogie (chyba że korzysta się ze zniżek

uczniowskich) z wyjątkiem opery w parku, która jest darmowa, ale musisz tam się wybrać

gdzieś tak o ósmej rano, żeby zająć sobie miejsce, a nawet wtedy ci wszyscy dziwni maniacy

opery są strasznie przewrażliwieni na punkcie swojego terytorium i wrzeszczą na ciebie, jeśli

twój koc przypadkowo dotknie ich koca. A poza tym w operach wszyscy zawsze umierają,

czego nie cierpię tak samo jak tych numerów z kocami.

I   chociaż   to   prawda,   że   jestem   księżniczką,   nadal   mam   bardzo   ograniczone

możliwości   finansowe,   bo   ojciec   daje   mi   absurdalnie   małą   tygodniówkę   w   wysokości

zaledwie dwudziestu dolarów, w nadziei że nie zostanę dziewczyną imprezowa (jak niektóre

znane osoby, które mogłabym wymienić), jeśli nie będę miała wystarczająco dużo dostępnej

gotówki do wydawania na takie rzeczy jak skórzane minispódniczki i heroina.

I chociaż Michael dostał pracę na lato w sklepie Apple'a w SoHo, oszczędza wszystkie

pieniądze na Logic Platinum, program komputerowy do pisania muzyki, żeby móc nadal

pisać piosenki, teraz, kiedy jego kapela, Skinner Box, zawiesiła działalność, bo jej członkowie

rozjechali   się   po   różnych   uniwersytetach   i   klinikach   odwykowych.   Chce   też   kupić   sobie

Cinema HD, dwudziestotrzycalowy płaski monitor, pasujący do jego Power Maca G5, który

też chciałby sobie kupić, a wszystko ze zniżką od swojego pracodawcy, ale razem i tak będzie

kosztowało tyle, ile jeden skuter Segway Human Transporter, coś, o co proszę tatę już od

jakiegoś czasu, bez żadnych efektów.

Poza tym to - żadna radocha wybrać się na przejażdżkę dorożką po Central Parku ze

swoim chłopakiem i SWOIM OCHRONIARZEM.

Więc głównie, kiedy nie siedzieliśmy u mnie w domu, instalując zabezpieczenia dla

dziecka, przesiadywaliśmy w domu u Michaela, bo wtedy Lars mógł sobie oglądać Eurosport

News   albo   gadać   z   państwem   doktorostwem   Moscovitz,   jeśli   akurat   nie   mieli   u   siebie

klientów   albo   nie   siedzieli   w   swoim   wiejskim   domku   w   Albany,   a   Michael   i   ja

koncentrowaliśmy   się   na   naprawdę   istotnych   sprawach:   całowaniu   się   i   graniu   w   Rebel

Strike'a, ile się tylko dało, zanim mój tata okrutnie nas nie rozłączył pierwszego lipca.

To smutne, ale ten ponury dzień nadszedł aż za szybko i zmuszona byłam pozostałe

miesiące lata spędzić w Genowii, gdzie uratowałam zatokę (jeśli wszystko pójdzie zgodnie z

planem) przed atakiem zabójczych alg, które do Morza Śródziemnego wpuściło Muzeum

Oceanograficzne i Akwarium z sąsiedniego Monako (chociaż oni temu zaprzeczają. Zupełnie

tak samo, jak zaprzeczają, że to księżniczka Stefania prowadziła samochód, kiedy ona i jej

mama spadły z tamtego urwiska. Nieważne).

I skończyło się na tym, że właśnie to opisałam. W tej pracy dla pani Martinez. No,

background image

wiecie: jak w tajemnicy zamówiłam (i obciążyłam rachunkiem biuro Ministerstwa Obrony

Genowii), a potem wpuściłam do Zatoki Genowiańskiej dziesięć tysięcy morskich ślimaków

Aplysia   depilants,  po   przeczytaniu   w   Internecie,   że   są   jedynymi   naturalnymi   wrogami

zabójczych alg.

Ja   naprawdę   nie   rozumiem,   czemu   wszyscy   tak   się   o   to   wściekli.  Algi   niszczyły

morskie krasnorosty, które podtrzymują istnienie setek gatunków w tej zatoce! A te ślimaki są

tak   samo   zabójcze   jak   algi,   więc   nie   grozi   im,   że   coś   je   tam   w   wodze   zeżre   i   zakłócą

istniejący łańcuch pokarmowy. Wymrą w sposób naturalny, kiedy tylko ich jedyne źródło

pożywienia - algi - zniknie. A wtedy równowaga w zatoce wróci do normy. No więc o co ten

krzyk?

Poważnie, zupełnie jakby myśleli, że ja nie wzięłam tego wszystkiego pod uwagę,

zanim podjęłam decyzję. Zupełnie jakby ludzie nie zdawali sobie sprawy, że ja nie jestem

typową   nastolatką,   zajętą   wyłącznie   imprezami   i   Jackass,   ale   po   prostu   rzeczywiście

Rozwijam Swoje Zainteresowania.

Na wszelki wypadek pominęłam w wypracowaniu informację o tym, jak się wszyscy

zdenerwowali. Ale i tak wiem, że pani Martinez będzie pod wrażeniem. Bo wiecie, użyłam

bardzo wielu literackich aluzji i tak dalej. Może nawet z jej pomocą uda mi się w tym roku

napisać dla szkolnej gazety coś innego niż tylko plan posiłków w stołówce! Albo zacząć

powieść   i   potem   ją   wydać,   jak   ta   dziewczyna,   o   której   czytałam   w   gazecie   -   napisała

wstrząsającą i prawdziwą opowieść o dzieciakach ze swojej szkoły, a teraz nikt z nią nie chce

rozmawiać i musi się uczyć w szkole internetowej czy coś takiego.

No cóż, mówiąc szczerze, to akurat chyba nie bardzo by mi się podobało.

Ale nie miałabym nic przeciwko temu, żeby już nie pisać o bufallo bites.

O nie, Lilly znów do mnie pisze na ICQ. Czy ona nie zdaje sobie sprawy, że jest już po

jedenastej? Muszę się wyspać, żeby wyglądać jak najlepiej dla Hm. Miałam napisać - dla

Michaela. Ale nawet go jutro w szkole nie zobaczę.

Więc czemu w ogóle się przejmuję, jak wyglądam?

G

R

L

OUIE

: Czego chcesz?

W

OMYN

R

OLE

: Boże, ależ jesteśmy niedotykalscy. Skończyłaś już rozmawiać z moim

bratem?

GrLouie : Tak.

W

OMYN

R

ULE

: Niedobrze mi się robi od patrzenia na was. Wiesz o tym, prawda?

background image

Biedna Lilly. Ona i Borys tak długo ze sobą chodzili... Nie jest przyzwyczajona do

tego,   że   nie   ma   chłopaka,   który  będzie   do   niej   dzwonił   powiedzieć   dobranoc.   Nie   żeby

Michael wybierał się już do łóżka, kiedy zadzwonił, ale wiedział, że ja idę spać. Michael nie

musi   kłaść   się   wcześnie,   bo   chociaż   w   tym   semestrze   ma   osiemnaście   godzin   zajęć

zakończonych zaliczeniami - chce zrobić dyplom w trzy lata zamiast czterech i zrobić sobie

rok wolnego, zanim on zacznie studia podyplomowe, a ja uniwersytet, żebyśmy razem mogli

popracować dla Greenpeace przy ratowaniu wielorybów - specjalnie wybrał tylko zajęcia

zaczynające się po dziesiątej, żeby móc dłużej pospać.

Szczerze   go   podziwiam,   że   tak   potrafi   planować.   Ja   ledwie   umiem   codziennie

zdecydować, co zjeść na lunch, więc na mnie robi to niesamowite wrażenie.

A  Michael   naprawdę   znakomicie   umie   planować.   W   weekend   przeprowadzka   do

akademika Columbii zajęłaby mu raptem pół godziny (gdyby windy się nie zepsuły!), bo tak

się ze wszystkim zorganizował. Pojechałam razem z całą resztą jego rodziny, żeby pomóc i

żeby zobaczyć, jak wygląda jego pokój, i żeby, no wiecie, spotkać się z nim po raz pierwszy

od  mojego   powrotu   z  Genowii  i   tak  dalej.  Nie   wiem,  jakie  opłaty pobiera  Columbia  za

akademiki dla studentów, ale nie byłam pod specjalnym wrażeniem. Pokój  Michaela jest

zupełnie jak zbudowany z pustaków, a okna wychodzą na podwórko.

Chociaż nie można powiedzieć, żeby Michael się tym przejmował. Martwił się tylko,

czy będzie miał wystarczająco dużo gniazdek i podłączeń do sieci. Nawet nie zajrzał do

łazienki, żeby sprawdzić, czy wisi tam jedna z tych śmierdzących plastikowych zasłon pod

prysznic, czy jeszcze bardziej śmierdząca, gumowa (sprawdziłam za niego: gumowa. Fuj).

Faceci są tacy dziwni.

Nie poznałam jego współlokatora, bo jeszcze się nie wprowadził, ale wywieszka na

drzwiach mówiła, że to Doo Pak Sun. Mam nadzieję, że Doo Pak Sun okaże się miły i nie

będzie miał alergii na kocie futro. Bo planuję odwiedzać ich pokój BARDZO CZĘSTO.

Jednak   i  tak   żal   mi   było   Lilly,   bo   nie   ma   już   jedynej   prawdziwej   miłości,   więc

pomyślałam, że ją pocieszę.

G

R

L

OUIE

:  Ale na pewno cieszysz się, że wreszcie masz całe mieszkanie dla siebie.

Przecież zawsze tego chciałaś, nie? Michael nie będzie ci już wyjadał wszystkich cheerios z

orzechami i miodem...

W

OMYN

R

ULE

:  A coś ty! Nagle okazuje się, że muszę wypełniać wszystkie SWOJE

obowiązki ORAZ obowiązki Michaela. I jak sądzisz, kto ma się teraz zajmować Pawłowem?

G

R

L

OUIE

: Jakby Michael ci za to nie płacił.

background image

W

OMYN

R

ULE

:  Tylko dwadzieścia dolców tygodniowo. Hej, przeliczyłam to sobie i

wychodzi mi zaledwie dolar za psią kupę.

G

R

L

OUIE

: OBRZYDLIWOŚĆ! !!!!!!!!!!!

W

OMYN

R

ULE

: Nieważne. Pewnie UWIELBIASZ sprzątanie kup po Grubym Louie.

G

R

L

OUIE

:  Kupki Grubego Louie są śliczne, tak jak i cały on. To samo powiem o

Rockym.

W

OMYN

R

ULE

: Hm, a TERAZ kto się robi obrzydliwy, dzieciolizie?

G

R

L

OUIE

: Zignoruję to. Hej, nie uważasz, że ta część listu dyrektor Gupty, w którym

pisze, żeby nie nosić szortów pod szkolną spódnicą, to dlatego że Lana zawsze w zeszłym

roku wkładała pod spódnicę szorty do lacrosse'a Josha? No wiesz, żeby pokazać, że Josh to

jej własność?

W

OMYN

R

ULE

: Nie wiem i nic mnie to nie obchodzi. Słuchaj, co do jutra

GrLouie: Co?

W

OMYN

R

ULE

: Nieważne. Śpij dobrze.

G

R

L

OUIE

: ???????????????????

W

OMYN

R

ULE

: (niedostępna)

Poważnie. Już widzę, że druga klasa to nie będzie piknik.

Wtorek, 1 września,

godzina wychowawcza

O MÓJ BOŻE!

No tak, spodziewałam się, że powrót do szkoły mnie przygnębi. Szkoła i tak jest

beznadziejna, ale bez Michaela NAPRAWDĘ zrobi się fatalnie.

I   trochę   smutno   było   podjechać   pod   kamienicę   Lilly   dziś   rano   i   nie   zobaczyć

czekającego tam na mnie Michaela, z różowym, świeżo ogolonym podbródkiem. Zamiast

tego   stała   tam   tylko   Lilly,   kompletnie   bez   makijażu,   z   tysiącem  spinek   we  włosach   i   w

okularach zamiast szkieł kontaktowych. Bo teraz, kiedy Lilly straciła swoją jedyną prawdziwą

miłość   na   rzecz   innej   dziewczyny,   wcale   sobie   nie   Zadaje   Trudu.   Grandmère   byłaby

PRZERAŻONA.

I, wybaczcie, ja mam jeszcze mniej powodów niż Lilly, żeby dobrze wyglądać, ale

przynajmniej rano umyłam włosy. W końcu nadal mam chłopaka, tyle że chodzi do innej

szkoły. To Lilly musi jeszcze spotkać mężczyznę swoich marzeń.

Który  na  jej  widok ucieknie,  tak  jak  ludzie  uciekają na  widok  ostatniego  albumu

background image

Britney Spears, jeśli Lilly chociaż nie SPRÓBUJE wyglądać nieco bardziej atrakcyjnie.

Ale nie wspominałam jej o tym, bo to nie jest tego typu informacja, jaką człowiek

chciałby usłyszeć z samego rana.

A poza tym, jak zauważyła  Lilly, obie mamy na pierwszej  lekcji WE Po co brać

prysznic PRZED WF - em, skoro i tak będziesz go musiała wziąć zaraz po?

A to słuszna uwaga.

Tyle że, moim zdaniem, Lilly chyba nieco pożałowała swojej decyzji, żeby się nie

kąpać przed WF - em, kiedy wyszłyśmy z limuzyny przed szkołą, a tam była Tina Hakim

Baba, która wysiadła właśnie ze SWOJEJ limuzyny I Tina zawołała:

- O mój Boże! Jak się cieszę, że was widzę, dziewczyny!

Taktownie nie wspominając ani słowem o okularach czy włosach Lilly. No i właśnie

się ściskałyśmy, kiedy podszedł do nas ten facet, i ja w pierwszej chwili pomyślałam sobie:

Wow! Alert seksualny!, bo chociaż jestem zajęta, to wiecie, nie jestem MARTWA, a on był

wysoki, jasnowłosy i tak dalej...

...a   potem   wziął   Tinę   za   rękę   i   zdałam   sobie   sprawę,   że   to   BORYS

PELKOWSKI!!!!!!!!!!!!!!!

BORYS PELKOWSKI PRZEZ WAKACJE ZROBIŁ SIĘ SEKSOWNY!!!!!!!!!!!!!

Wiem, że to brzmi totalnie idiotycznie, ale naprawdę nie mam pojęcia, jak inaczej to

ująć. Tina mówi, że nauczyciel skrzypiec powiedział Borysowi, że będzie miał więcej siły i

będzie   lepiej   grał,   jeśli   zacznie   chodzić   na   siłownię,   a   on   tak   zrobił   i   przybrał   chyba   z

piętnaście kilo samych mięśni.

A poza  tym  miał  operację korygującą krótkowzroczność  i nie  musi już podsuwać

okularów na nosie, kiedy gra.

A poza tym pozbył się aparaciku na zębach i urósł chyba z pięć centymetrów, a może

nawet i więcej, bo teraz jest tak samo wysoki jak Lars i niemal tak samo szeroki w ramionach.

No i jeszcze w jego włosach pojawiły się te jaśniejsze pasemka - Tina mówi, że to od

słońca w Hamptons.

Poważnie, to zupełnie tak, jakby mu zrobili jakąś metamorfozę w Gejowskim oku, czy

coś takiego.

Tyle   że   zapomnieli   o   zwyczaju   wtykania   swetra   w   spodnie.   I   tylko   po   tym   go

rozpoznałam.   No   cóż,   i   po   tym,   że   nadal   oddycha   przez   usta.   Poważnie.   Z   rozpędu

odezwałam się:

- Cześć, a ty jak się..., BORYS?

Ale MOJE zdziwienie to było NIC w porównaniu ze zdziwieniem LILLY!

background image

Borys powiedział:

- O, cześć dziewczyny!

Nawet jego głos się zmienił. Jest teraz jakby głębszy, jak u tego dzieciaka, który gra

Harry'ego Pottera.

Więc   kiedy   Lilly   to   usłyszała,   a   potem   odwróciła   się   i   go   rozpoznała,   jakoś   tak

wciągnęła policzki, gapiła się na niego chyba z minutę...

...i bez słowa poszła do szkoły.

Ale potem zauważyłam ją w łazience dla dziewczyn, tuż przed dzwonkiem. Nałożyła

trochę błyszczyku, zmieniła okulary na szkła kontaktowe i wyjęła z włosów część spinek.

A kiedy tylko Lilly odeszła, totalnie złapałam Tinę za ramię i zawołałam:

- O MÓJ BOŻE, COŚ TY ZROBIŁA BORYSOWI????

Ale szeptem do ucha, bo nie chciałam, żeby Borys usłyszał.

Tina jednak przysięga, że ona nie miała z tym nic wspólnego. Poza tym powiedziała,

żeby nic nie wspominać przy Borysie, bo on się jeszcze totalnie nie zorientował, że się zrobił

seksowny. Tina usiłuje jego nowo nabytą seksowność utrzymać przed nim w tajemnicy, bo

obawia się, że on, jak tylko to odkryje, rzuci ją dla kogoś chudszego.

Tyle że Borys nigdy by czegoś takiego nie zrobił, bo widać, jak miłość do Tiny lśni w

jego oczach za każdym razem, kiedy na nią patrzy. Zwłaszcza teraz, kiedy nie nosi grubych

szkieł.

Jezu! Kto by się spodziewał, że człowiek może się tak przez dwa miesiące zmienić?

Chociaż, jak się nad tym zastanawiam, obawy Tiny nie są całkiem bezpodstawne, bo

teraz, kiedy zniknęła zeszłoroczna czwarta klasa, jest tu MNÓSTWO totalnie fantastycznych

dziewczyn, które są kompletnie pozbawione chłopaków. Jak Lana Weinberger, na przykład.

Nie, nie wierzę, żeby Borys KIEDYKOLWIEK poleciał na Lanę, ale totalnie widziałam, jak

już kiwała na niego palcem („Hej! chodź no tu!”), zanim zorientowała się, kto to, i zamiast

kiwać palcem, zaczęła udawać, że wkłada go sobie do gardła, jakby chciała zwymiotować na

sam jego widok.

Więc pewnie NIEKTÓRE osoby nie zmieniły się przez wakacje.

Shameeka podobno słyszała, że Lana i Josh to już totalnie przeszłość. Najwyraźniej

ich miłość nie zniosła próby oddalenia, bo Lana spędziła lato w domu swojej rodziny w East

Hampton, a Josh był w Southampton, i tych sześć dzielących ich kilometrów to było po prostu

za dużo, zwłaszcza że on wyjeżdżał na Yale jesienią, a tego lata na Long Island stringi jako

dół od bikini były szalenie modne.

Przepraszam   bardzo.   Sześć   kilometrów   to   pestka.   Proszę   spróbować   sześciu

background image

TYSIĘCY.   Bo   tyle   dzieli   Genowię   od   Nowego   Jorku,   a   Michael   i   ja   nadal   zdołaliśmy

widywać się latem.

Biedna, biedna Lana. Ależ jej współczuję. Już się rozpędziłam.. . Po raz pierwszy w

moim życiu ja mam chłopaka, a Lana nie. Może to niegodne księżniczki cieszyć się z cudzego

niepowodzenia, ale... CHA, CHA.

Jeszcze jeden plus z tego, że Josha nie ma - mogę faktycznie dostać się w tym roku do

swojej szafki, bo on i Lana nie rozpłaszczają się na niej, wsadzając sobie nawzajem języki w

gardła.

Chociaż muszę powiedzieć, że chłopak, któremu wyznaczono dawną szafkę Josha,

całkiem nieźle wygląda. Musiał tu przyjechać na wymianę uczniowską, bo nigdy przedtem go

nie widziałam. Ale nie może być uczniem drugiej klasy, bo ma cień zarostu na twarzy. O

ósmej rano. A poza tym, kiedy powiedział: „Przepraszam bardzo”, po tym jak przypadkiem

wylał trochę swojej podwójnej latte na mój but, kiedy usiłował wepchnąć sportową torbę do

szafki,   miał   absolutnie   południowoamerykański   akcent,   zupełnie   jak   ten   facet,   z   którym

chciała uciec Audrey Hepburn w tym filmie  Śniadanie u Tifanny'ego,  zanim się opamiętała

(czy, zdaniem Grandmère, oszalała).

Straszna nuda siedzieć tutaj i wysłuchiwać jednego zarządzenia po drugim. Dziś po

południu   mamy   apel,   więc   siódma   lekcja   będzie   krótsza.  A  kogo   to   obchodzi?   Pan   G.

(FRANK. FRANK.) wygląda na tak samo zmęczonego, jak ja się czuję. Przysięgam, kocham

Rocky'ego każdym włókienkiem mojej duszy - nawet prawie tak jak kocham Grubego Louie -

ale co za płuca ma ten dzieciak! Poważnie, on NIE PRZESTANIE płakać, dopóki ktoś mu nie

zaśpiewa piosenki.

Co jest całkiem do zniesienia w ciągu dnia, bo odkąd obejrzałam Dogonić marzenia,

trochę się martwiłam, no, wiecie, co zaśpiewam, jeśli kiedykolwiek będę musiała wystąpić w

karaoke, żeby zarobić pieniądze na motel w podróży, tak więc obsesja Rocky'ego na punkcie

muzyki daje mi świetną okazję do ćwiczeń. Naprawdę uważam, że Milkshake opracowałam

już do perfekcji, a teraz pracuję nad Man! I Feel Like A Woman Shanii Twain.

Ale   kiedy   zaczyna   to   płakanie   w   środku   nocy...   Uh!   Kocham   go,   ale   nawet   ja,

dziecioliz - a to TAK strasznie nie fair ze strony Lilly, że mnie tak nazywa, bo ja NIE zlizałam

Rocky'emu całego futerka jak ta czerwona panda na Animal Planet SWOJEMU małemu - po

prostu mam ochotę nakryć głowę poduszką i go zignorować.

Tyle że nie mogę. Bo wszyscy inni na poddaszu tak robią. Teoria mamy jest taka, że

go tylko rozpieszczamy, biorąc go na ręce i śpiewając mu, ile razy zapłacze.

Ale ja uważam, że nie płakałby, gdyby wszystko było w porządku. A jeśli na przykład

background image

kocyk mu się zawinął wokół szyjki i on się DUSI???? Jeśli nikt nie zajrzy, żeby to sprawdzić,

do rana mógłby być MARTWY!

Więc muszę się zwlekać z łóżka i śpiewać mu najkrótszą piosenkę, jaką znam - Yes U

Can Jewel - a potem, jak tylko on zasypia, wskakuję do łóżka i usiłuję mocno zasnąć, zanim

on znów zacznie...

OOOOCH! Moja komórka właśnie zabrzęczała! To SMS od Michaela!

Miłego dnia. Całuję, M.

Wstał wcześniej tylko po to, żeby mi życzyć miłego dnia!!! Czy MÓGŁBY istnieć

lepszy chłopak?

Wtorek, 1 września, WF

Ja rozumiem, że otyłość osiąga w Stanach poziom epidemii i tak dalej. Ja wiem, że

przeciętny Amerykanin waży pięć kilo więcej, niż wynosi jego zdrowe BMI, i że wszyscy

powinniśmy więcej spacerować i mniej jeść.

Ale dajcie spokój, czy to wystarczający powód, żeby zmuszać nastoletnie dziewczyny

do PRZEBIERANIA SIĘ, a co dopiero BRANIA PRYSZNICA, na oczach innych? Moim

zdaniem absolutnie nie.

Jakby nie wystarczyło to, że muszę w ogóle CHODZIĆ na wychowanie fizyczne.

Jakby nie wystarczyło, że muszę mieć WF JAKO PIERWSZĄ LEKCJĘ Z SAMEGO RANA.

I   jakby   nie   wystarczyło,   że   muszę   ROZBIERAĆ   SIĘ   PRZY   KOMPLETNIE

NIEZNAJOMYCH MI OSOBACH.

Nie, ja muszę to robić również w obecności panny Lany Weinberger. Która WF też ma

na pierwszej lekcji.

I która pozwoliła sobie na to, żeby przy wszystkich, kiedy się przebierałyśmy przed

zajęciami w kostiumy gimnastyczne, stwierdzić, że „naprawdę podobają jej się” moje majtki

z królową Amidalą - które założyłam wyłącznie na szczęście tego pierwszego dnia w szkole,

chociaż one ewidentnie już nie działają - tonem, który sugerował, że nie podobają jej się nic a

nic.

A   potem   chciała   wiedzieć,   czy   Genowia   przeżywa   kryzys   ekonomiczny,   skoro

członkowie rodziny panującej kupują bieliznę w Target. Jakby wszyscy z nas mogli sobie

pozwolić na kupowanie bielizny z Agent Provocateur jak Lana i Britney Spears!

Nienawidzę jej.

Lilly powiedziała mi, żebym się nią nie przejmowała... Że Lana wkrótce „dostanie za

swoje”.

background image

Cokolwiek by to miało znaczyć.

Wtorek, 1 września,

angielski

M... - Przecież ona jest śliczna! - Tina

Wiem! Kiedy po raz ostatni miałyśmy nauczycielkę, która nosiłaby coś innego niż

tweed?

Dokładnie! A jej włosy! I tak ładnie podkręcają się na końcach! Dokładnie tak

chciałabym się czesać. Jak Chloe w Tajemnicach Smallville.

No wiem! I te jej okulary!

Kocie oczko! Z brylancikiem! Zupełnie jak Karen O.

Kto to jest Karen O?

Liderka zespołu Yeah Yeah Yeahs.

A, fakt. Ja myślałam bardziej o Maggie Gyllenhall. Chyba raczej Gylenhaal.

Chyba to jest Gellynhaal.

O MÓJ BOŻE, IDIOTKI, TO SIĘ PISZE GYLLENHAAL!. PRZESTANIECIE,

WY DWIE, PRZESYŁAĆ SOBIE KARTECZKI I ZACZNIECIE, DO DIABŁA,

UWAŻAĆ? CHCECIE ZRAZIĆ JEDYNĄ NAUCZYCIELKĘ, KTÓRA MOŻE W

GRUNCIE   RZECZY   OKAZAĆ   SIĘ   KIMŚ,   KTO   NAS   ZDOŁA   NAUCZYĆ

CZEGOŚ RZECZYWIŚCIE POŻYTECZNEGO????? - L

Co się dzisiaj dzieje z Lilly?

Hm. Nie wiem dokładnie. PMS?

Och, jasne. Nieważne. Więc chłopak Maggie to ten, który chodził z Karen Dunst, tak?

TAK!

Taka śliczna!!!!!!!!!!!!

Wtorek, 1 września,

geometria

Dobra.

Dam sobie radę. Totalnie dam sobie radę.

Twierdzenie odwrotne:

Twierdzenie odwrotne tworzy się, kiedy zamieni się miejscami tezę i założenie.

Twierdzenie przeciwstawne:

Twierdzenie   przeciwstawne   tworzy   się,   zamieniając   miejscami   tezę   i   założenie,   a

potem zaprzeczając obydwu.

background image

Twierdzenie przeciwne:

Twierdzenie przeciwne tworzy się przez zaprzeczenie i założenia, i tezy.

A więc:

Logiczna równoważność:

Twierdzenie: jeżeli a, to b

Twierdzenie przeciwstawne: jeżeli nie b, to nie a.

Logiczna równoważność:

Twierdzenie odwrotne: jeżeli b, to a.

Twierdzenie przeciwne: jeżeli nieprawda, że a, to nieprawda, że b.

Przepraszam. CO TAKIEGO?

Dobra, jeszcze raz udało mi się dowieść, że jestem wyjątkiem od reguły. Jeśli ludzie,

którym  nie  idzie  algebra,  mają  być   dobrzy w  geometrii,  to  ja  powinnam  być   cholernym

Stephenem Hawkingiem geometrii, ale wiecie co? Ja nie rozumiem z tego ANI SŁOWA.

Poza tym, pan Harding. No, czy on mógłby być JESZCZE mniej przyjemny? Już

doprowadził Trishę Hayes do płaczu, kpiąc z jej trójkątów równoramiennych, a to przecież

prawie niemożliwe, bo ona jest jedną z przyjaciółek Lany, więc jestem całkiem pewna, że jest

żeńskim cyborgiem, jak w Terminatorze 3.

Dla mnie jest totalnie miły, ale to tylko dlatego że jeden z jego kolegów z pracy jest

moim   ojczymem.   A,   no   i   jestem   księżniczką,   oczywiście.   Czasami   to   zaleta,   że   za

człowiekiem siedzi szwedzki ochroniarz o wzroście metr dziewięćdziesiąt.

Diagram Eulera = odnieś do siebie dwa lub więcej twierdzeń przez przedstawienie ich

w formie okręgów.

Wtorek, 1 września,

francuski

No dobra. Przynajmniej mam JEDNĄ dobrą nauczycielkę. Pani Martinez jest TAKA

fajna. Bardzo miło jest mieć nauczyciela na tyle do nas zbliżonego wiekiem, że zna się na

takich rzeczach jak bransoletki z gumy imitującej drut kolczasty i The OC.

Kiedy   pani   Martinez   zbierała   nasze   wypracowania   o   tym,   jak   spędziliśmy   lato,

powiedziała:

- I chcę tylko, żebyście wiedzieli, że możecie do mnie przychodzić ze wszystkimi

pytaniami, nie tylko dotyczącymi angielskiego. Naprawdę chcę poznać was wszystkich jako

LUDZI, nie tylko moich uczniów. Więc jeśli jest cokolwiek - cokolwiek - o czym chcecie

background image

porozmawiać, to zapraszam na rozmowę. W mojej klasie będzie panowała polityka otwartych

drzwi, a ja zawsze znajdę dla was czas.

Heej! Nauczycielka z LiAE, która nie znika w pokoju nauczycielskim w tej samej

minucie, w której kończy się lekcja? Niewiarygodne!

Ja się tylko zastanawiam, jak długo pani Martinez zdoła utrzymać tę swoją politykę

otwartych drzwi, bo kiedy wychodziłam, zauważyłam chyba z dziesięć osób, które leciały do

jej stolika porozmawiać o swoich prywatnych problemach. Lilly była totalnie pierwsza w

kolejce.

Mam   nadzieję,   że   pani   Martinez   doradzi   Lilly,   żeby   sobie   odpuściła   tego   całego

Borysa.   Nie   chciałam   nic   mówić   Tinie,   ale   to   właśnie   transformacja   jej   chłopaka   w

seksownego faceta sprawiła, że Lilly dzisiaj dostaje kota, nie żadne PMS, jak wyjaśniłam

Tinie. Człowiek musi się paskudnie czuć, kiedy chłopak, którego się rzuciło, przeistacza się

na twoich oczach w Orlanda Blooma.

To znaczy, gdyby Orlando nie miał za grosz wyczucia stylu i oddychał przez usta.

Mam nadzieję, że Lilly nie zmęczy zanadto pani Martinez, która powinna jeszcze

sprawdzić dzisiaj nasze wypracowania. Bo jestem pewna, że kiedy przeczyta moje, będzie

chciała pokazać je jakiemuś agentowi literackiemu czy komuś takiemu i załatwić mi kontrakt

na powieść. Wiem, piętnaście lat to dość młody wiek, jak na umowę na kilka książek ze

znanym wydawnictwem, ale przecież z rolą księżniczki radzę sobie całkiem nieźle. Jestem

pewna, że mogłabym sobie poradzić z napisaniem paru powieści.

Mia!   Ta   nowa   osoba,   drugi   rząd   od   drzwi,   trzeci   stolik.   Chłopak   czy   dziewczyna   ?   -

Shameeka.

Chłopak. Nosi spodnie!

Eej, ja też. Zapomniałam dziś rano ogolić nogi.

Och. OCH.

Taa. Widzisz, o co mi chodzi?

No dobra, a jak on/ona ma na imię?

Perin. A przynajmniej tak powiedziała mademoiselle Klein, kiedy odczytywała listę.

Perin to imię męskie czy żeńskie?

Nie wiem. Dlatego ciebie pytam.

Czekaj,   nie   uważałam,   kiedy   czytała   listę.   Mademoiselle   powiedziała:   „Perę”  czy

„Periin „? Bo jeśli to dziewczyna, to po francusku byłoby „ Periin”, prawda ?

Taa, ale mademoiselle Klein nie czyta listy po francusku. Po prostu powiedziała: „Perin „po

angielsku, bez akcentu.

background image

Innymi słowy:.. mamy zagwozdkę.

Totalnie. Chciałam tylko spytać, czy mogę myśleć, że jest fajny, czy nie.

Dobra. Wiem, co zrobimy. Będziemy mieć na niego/nią oko i zobaczymy, do której

łazienki pójdzie przed lunchem. Bo wszyscy chodzą do łazienki przed lunchem nałożyć

błyszczyk.

Chłopcy nie.

Dokładnie.   Jeśli   nie   pójdzie   do   łazienki,   to   jest   chłopakiem,   a   wtedy   może   ci   się

podobać.

A jeśli jest dziewczyną, która nie używa błyszczyku?

Uh! Tajemnice są fajne w książkach, ale w prawdziwym życiu są trochę męczące.

Wtorek, 1 września,

RZ

DLACZEGO?  DLACZEGO DLACZEGO DLACZEGO myślałam, że w tym  roku

będzie lepiej niż w zeszłym - mimo braku Michaela pod ręką? Dlaczego się cieszyłam, że

nareszcie Lana i Josh nie będą się obściskiwać przed moją szafką?

Bo rzecz w tym, że kiedy Josh się tu kręcił, Lana miała ZAJĘCIE, i nie szukała tak

aktywnie celów, które mogłaby zniszczyć.

Ale   teraz,   kiedy   ona   nie   ma   żadnego   mężczyzny,   dysponuje   mnóstwem   wolnego

czasu, żeby mnie znów dręczyć. Jak dzisiaj na lunchu, na przykład.

W ogóle to wszystko moja wina, bo byłam zachłanna i stanęłam w kolejce po drugi

sandwicz lodowy. Naprawdę, jeden sandwicz lodowy powinien wystarczyć dziewczynie o

mojej tuszy.

Ale coś mi nie smakowała sałatka z trzech rodzajów fasoli. Można by pomyśleć, że

przy   tych   wszystkich   pieniądzach,   które   zarząd   zainwestował   w   kamery   ochrony   przed

szkołą,   chociaż   TROCHĘ   dorzucą   stołówce,   żebyśmy   mogli   dostać   do   jedzenia   coś

przyzwoitego, poza mrożonymi produktami mlecznymi. Ale nie. Wydaje się, że Lilly ma tu

rację:   najwyraźniej   wykrycie,   kto   gasi   papierosy   na   łbie   Joego,   jest   ważniejsze   niż

dostarczenie uczniom zdrowych i smacznych posiłków.

Tak więc stałam tam i czekałam na swojego lodowego sandwicza, kiedy ktoś za mną

wymówił moje imię. Obejrzałam się i zobaczyłam Lanę z Trishą Hayes, która chyba już

doszła do siebie po zjadliwych uwagach pana Hardinga - przynajmniej na tyle, że znów

zapragnęła napawać się widokiem mojego upokorzenia.

- No, Mia - powiedziała Lana, kiedy zrobiłam ten błąd i się obejrzałam. - Nadal

background image

chodzisz z tym facetem? No, wiesz, z tym Michaelem z tej kapeli?

Powinnam była wiedzieć, oczywiście. Że Lana nie usiłuje nadrobić tych wszystkich

lat,   kiedy   była   wobec   mnie   wredna.   Powinnam   była   po   prostu   odłożyć   tego   lodowego

sandwicza i wyjść z tej kolejki, natychmiast.

Ale pomyślałam sobie: nie wiadomo, może jej przykro za tę poranną uwagę w szatni

na temat bielizny. Pomyślałam - nie pytajcie mnie, dlaczego - że może Lana też się naprawdę

przez wakacje zmieniła, zupełnie jak Borys. Tylko wewnętrznie, w środku.

Powinnam   była   wiedzieć,   że   coś   takiego   nie   jest   możliwe,   bo   żeby  przeżyć   taką

odmianę serca, Lana najpierw W OGÓLE musiałaby mieć serce, a ona go ewidentnie NIE

MA, bo kiedy powiedziałam ostrożnie:

- Tak, Michael i ja nadal ze sobą chodzimy...

Ona się odezwała:

- A on nie jest teraz na studiach?

A ja odparłam:

- Taa. Studiuje na Columbii. - Dość dumnie, bo MÓJ chłopak zdecydował się iść na

uniwersytet, który jest w tym samym STANIE, w którym mieszkam, w przeciwieństwie do

byłego Lany.

- No, a robiliście już to? - rzuciła od niechcenia tonem tak zwyczajnym, jakby chciała

się dowiedzieć, u kogo robię pasemka.

A ja spytałam:

- Robiliśmy co? - bo PRZYSIĘGAM, nie miałam pojęcia, o czym ona mówi. No bo,

kto PYTA ludzi o takie rzeczy????

A Lana powiedziała:

- TO, ty idiotko - i popatrzyła na Trishę, a potem obie zaczęły się histerycznie śmiać.

I wtedy zrozumiałam, o czym ona mówi.

Przysięgam, CZUŁAM, jak twarz mi się oblewa czerwienią. Poważnie. Zrobiła się tak

czerwona jak lakier do paznokci Lany. I zanim zdołałam ugryźć się w język, powiedziałam:

- NIE, OCZYWIŚCIE, ŻE NIE!

Takim bardzo zaszokowanym tonem.

Bo BYŁAM bardzo zaszokowana. Dajcie spokój, nie rozmawiam o tym nawet ze

swoimi najlepszymi PRZYJACIÓŁKAMI. A już na pewno nigdy bym się nie spodziewała, że

będę omawiać ten temat ze ŚMIERTELNYM WROGIEM. W KOLEJCE DO KASY.

Ale zanim zdążyłam się otrząsnąć z paraliżującego zdumienia, Lana mówiła dalej:

- No cóż, jeśli chcesz go przy sobie utrzymać, to lepiej się pospiesz - powiedziała, a

background image

Trisha   za   nią   chichotała.   -   Bo   faceci   na   studiach   oczekują,   że   ich   dziewczyny  będą  TO

ROBIĆ.

Faceci na studiach oczekują, że ich dziewczyny będą TO ROBIĆ.

To właśnie powiedziała do mnie Lana. W KOLEJCE DO KASY.

A potem, kiedy tak stałam i gapiłam się na nią w totalnym i kompletnym przerażeniu,

dodała:

- Kupujesz to czy będziesz tutaj tak sterczała?

Wtedy zdałam sobie sprawę, że kolejka posunęła się do przodu, a ja stoję przed kasą z

sandwiczem lodowym, który rozpuszcza mi się w ręku.

Wręczyłam kasjerce dolara i wróciłam do swojego stolika, do Lilly i Borysa, i Tiny, i

Shameeki, i Ling Su, i po prostu siedziałam tam bez słowa, dopóki nie zadzwonił dzwonek.

A nikt nawet nic nie zauważył.

Studenci oczekują, że ich dziewczyny będą TO ROBIĆ.

Czy to może być prawda? Fakt, widziałam mnóstwo filmów i seriali telewizyjnych, z

których   wynikało,   że   faceci   na   studiach   oczekują,   że   ich   dziewczyny   będą   to   robić.   Na

przykład Fraternity Life Spring break na MTV. I Zemstę frajerów.

Ale faceci w tych filmach mieli dziewczyny, które też były studentkami. Żaden z nich

nie chodził z uczennicą drugiej licealnej. Która wkrótce zawali geometrię. I tak się składa, że

jest księżniczką pewnego małego europejskiego księstwa. I ma ochroniarza wzrostu metr

dziewięćdziesiąt.

O mój Boże, czy Michael chce ze mną uprawiać SEKS??? TERAZ????

Naturalnie, zakładałam, że PEWNEGO DNIA będziemy uprawiali seks. Ale sądziłam,

że ten PEWIEN DZIEŃ to jeszcze bardzo, bardzo odległa przyszłość. Tak samo odległa jak

chwila, kiedy wyruszymy razem na morze powstrzymywać statki wielorybnicze, działając z

ramienia Greenpeace. Bo prawdę mówiąc, do drugiej bazy dotarliśmy tylko RAZ, na balu

maturalnym, i jestem całkiem pewna, że to w ogóle stało się przypadkiem, i ja nawet nic nie

CZUŁAM,   bo   mój   stanik   bez   ramiączek   miał   w   sobie   o   wiele   za   dużo   metalowych

elementów.

Mam rozumieć, że przez cały ten czas powinnam była szykować się do ROBIENIA

TEGO? Bo ja NIE jestem gotową TEGO ROBIĆ. Nie wydaje mi się. Ja nawet nie chciałam,

żeby Michael mnie zobaczył w KOSTIUMIE KĄPIELOWYM, a co dopiero NAGĄ.

O MÓJ BOŻE!!!! On mnie wczoraj wieczorem zaprosił, żebym przyszła w sobotę i

zobaczyła, jak on i Doo Pak urządzili sobie pokój w akademiku!!!!

A JEŚLI TO BYŁO W GRUNCIE RZECZY ZAPROSZENIE, ŻEBYM PRZYSZŁA I

background image

TO Z NIM ZROBIŁA, A JA NAWET SIĘ NIE ZORIENTOWAŁAM, BO JESTEM TAKA

NIEOBYTA W KWESTIACH MIŁOŚCI?????

Co ja mam z tym wszystkim zrobić? Naprawdę potrzebuję z kimś pogadać. Ale Z

KIM? Nie mogę porozmawiać z Lilly, bo Michael to jej BRAT. I nie mogę porozmawiać z

Tiną,   bo   ona   już   mi   powiedziała,   że   najcenniejszym   darem,   jaki   kobieta   może   dać

mężczyźnie,   jest   kwiat   jej   dziewictwa,   i   dlatego   zachowuje   swój   dla   księcia   Williama,

któremu wolno poślubić wyłącznie dziewicę.

Mówi, że zadowoli się oddaniem swojego kwiatu Borysowi, o ile ta sprawa z księciem

Williamem nie wyklaruje się do czasu, kiedy zbliży się nasz własny bal maturalny.

Nie   porozmawiam   o   tym   z   moją   MATKĄ,   bo   ona   już   i   tak   ledwie   może   się

skoncentrować   na   rzeczach,   na   których   POWINNA  się   koncentrować   -   na   przykład   na

wychowaniu   mojego   brata   -   i   lepiej   żeby   jej   nie   rozpraszała   nastoletnia   córka   pragnąca

porozmawiać o seksie.

Zresztą wiem, co ona zrobi: zamówi mi wizytę u swojego ginekologa. Przepraszam,

ale... UH!

I najwyraźniej nie mogę powiedzieć ani słowa tacie, bo on by po prostu załatwił

zbrojny zamach na Michaela w wykonaniu Książęcej Gwardii Genowiańskiej.

A  Grandmère   tylko   pogłaskałaby   mnie   po   głowie,   a   potem   opowiedziała   o   tym

wszystkim swoim znajomym.

No to kto mi pozostaje? Powiem wam, kto:

MICHAEL.   Będę   musiała   porozmawiać   z   MICHAELEM   o   uprawianiu   seksu   z

MICHAELEM.

Czy ja OSZALAŁAM??? Nie mogę rozmawiać z CHŁOPAKIEM o SEKSIE!!!! A

zwłaszcza nie z TYM CHŁOPAKIEM!!!!

CO JA MAM TERAZ ZROBIĆ???????

O mój Boże, chyba dostanę ataku serca. Poważnie. Serce mi wali chyba z milion razy

na minutę i o mało nie eksploduje w piersi. Chyba będę musiała pójść do pielęgniarki. Chyba

będę musiała...

Pani Hill właśnie zapytała mnie, czy się dobrze czuję. Ponieważ to pierwszy dzień

szkoły, udaje, że naprawdę zamierza w tym roku mieć nas na uwadze. Kazała nam wszystkim

wypełnić formularz zaczynający się od pytania o nasze cele na ten rok. No, wiecie, na tych

zajęciach.   Zerknęłam   na   to,   co   napisał   Borys,   a   tam   stało:   „Nauczyć   się   na   pamięć

skrzypcowego koncertu a - moll Antoniego Dworzaka i zdobyć nagrodę Grammy, jak mój

idol, Joshua Bell”.

background image

Szczerze, nie wydaje mi się, że to realistyczny cel. Ale Borys jest teraz niemal tak

seksowny jak Joshua Bell, więc może to się naprawdę da zrobić. O ile seksowność liczy się

dla jurorów Grammy.

Usiłowałam spojrzeć na cele Lilly, ale jest bardzo tajemnicza. Zasłoniła kartkę ręką i

powiedziała:

- Odsuń się, dzieciolizie.

Bardzo niegrzecznym tonem.

Wątpię, czy byłaby taka wredna, gdyby wiedziała, jaka burza emocjonalna szaleje

teraz we mnie w związku z przyszłością mojego związku z jej bratem.

Ponieważ nie wiem, jak określić swój cel - nie wiem nawet, dlaczego znalazłam się

NA  tych   zajęciach   w   tym   semestrze   -   zapisałam   tylko:   „Napisać   powieść   i   nie   zawalić

geometrii”.

W głowie mi się nie mieści, pani Hill zauważyła, że mam atak serca! Zwykle nigdy

niczego nie zauważała. No cóż, to dlatego że zawsze siedziała w pokoju nauczycielskim.

Nieważne.

Powiedziałam jej, że nic mi nie jest.

Ale prawda jest taka, że chyba już nigdy nie dojdę do siebie, przez Lanę.

Wtorek, 1 września, wychowanie obywatelskie

TEORIE   RZĄDU:  Teoria   boskiego   nadania   -  powstanie  rządu  jest  interwencją   sil

boskich w sprawy ludzkie. Sprawy religijne i świeckie przeplatały się. Ludzie o wiele mniej

chętnie krytykowali władzę nadaną przez Boga.

W cywilizacji chrześcijańskiej królowie utrzymywali, że z błogosławieństwem Kościoła

monarcha stawał się prawowitym władcą.

Hm, cóż... Poza Genowią, gdzie król Włoch, a nie Bóg, dał tron mojej  przodkini

Rozagundzie ze względu na odwagę, jaką wykazała się na polu bitwy. Czy raczej w sypialni,

bo   to   tam   zabiła   śmiertelnego   wroga   swojego   ludu,   Alboina.   Dobrze   wiedzieć,   że

przynajmniej jeden członek mojej rodziny wykazał się w sypialni, bo mam uczucie, że ja będę

w tym względzie poważnie upośledzona, jako że nawet nie lubię patrzeć na SIEBIE nagą, a

co dopiero pozwolić komukolwiek INNEMU patrzeć na mnie.

John Locke, siedemnastowieczny filozof, sprzeciwiał się teorii boskiego nadania. On i

inni twierdzili: rządy są uprawnione tylko w takim stopniu, w jakim opierają się na zgodzie

background image

ludu na bycie rządzonym.

Ha! Brawo, panie Johnie Locke! Plaga na was wszystkich, królowie i faraonowie,

którzy w kółko powtarzaliście, że to BÓG osadził was na tronie! POWIEM WAM TO W

TWARZ!!!!

Wtorek, 1 września, geografia

Świetnie. Jakbym już i tak nie miała podłego dnia. Zgadnijcie, z kim muszę siedzieć

na tych lekcjach w tym semestrze? No cóż, pomyślmy, jaka litera w alfabecie pojawia się tuż

przed T? No właśnie. S. Kenny Showalter.

Poważnie. Czy ja dzisiaj wlazłam w jakąś złą karmę, czy CO?

Najwyraźniej Borys nie jest jedyną osobą, która urosła przez lato. Kenny też wyrósł z

pięć centymetrów. Tyle że Kenny nie chodził na żadną siłownię i nie ćwiczył. Więc wygląda

zupełnie jak Strach na wróble z Czarnoksiężnika z krainy Oz, a nie jak Legolas.

Minus spiczaste uszy, oczywiście.

Ale   w   przeciwieństwie   do   Stracha   na   wróble,   Kenny   faktycznie   ma   mózg.   Więc

pamięta aż za dobrze, jak ze sobą chodziliśmy. I że ja go rzuciłam dla Michaela. No cóż,

technicznie rzecz biorąc, to on MNIE rzucił. O którym to fakcie bardzo lubi mi przypominać.

Przed chwilą powiedział:

-   Mia,   mam   nadzieję,   że   umiesz   przejść   do   porządku   dziennego   nad   swoimi

osobistymi uczuciami do mnie i pozwolisz nam pracować wspólnie w sposób profesjonalny w

tym semestrze.

Powiedziałam, że chyba umiem. Rzecz w tym, że gdybym nadal chodziła z Kennym, a

Lana   powiedziałaby   coś   o   tym,   że   on   się   spodziewa,   że   ja   z   nim   będę   TO   ROBIĆ,

zaśmiałabym jej się w twarz.

Ale z Michaelem to inna historia.

Z drugiej strony, co Lana w ogóle wie o chłopakach ze studiów? Przecież nawet z

żadnym nie chodziła! Może totalnie się mylić co do Michaela. TOTALNIE SIĘ MYLIĆ.

Że też wcześniej na to nie wpadłam. Mogłabym jej powiedzieć jeszcze w kolejce.

Kenny przed chwilą zapytał mnie, czy zamierzam tak przez cały semestr, na każdej

geografii, pisać w pamiętniku, a potem czekać, aż on odwali za mnie całą robotę, tak jak

odwalał   wtedy,   kiedy   byliśmy   partnerami   w   laboratorium   na   biologii   w   zeszłym   roku.

Przepraszam bardzo. Chyba ktoś tu usiłuje pisać historię na nowo. Ja NIE pisałam w swoim

pamiętniku na biologii w zeszłym roku.

background image

No cóż, dobra, może i pisałam. Ale to Kenny ZAPROPONOWAŁ, 

że zrobi za mnie całą robotę w laboratorium. A później ją opisze. Bo wiecie,

on LUBI takie rzeczy. I jest w nich dobry.

Gdyby wszyscy zechcieli się po prostu zająć tym, co robią dobrze, ten świat byłby o

wiele lepszym miejscem.

Chyba lepiej przestanę pisać, jeszcze Kenny pomyśli, że go wykorzystuję. I wtedy

może będzie się spodziewał, że z nim TO ZROBIĘ, żeby mu za to wynagrodzić.

UUUUUUUUGGGGGGGGHHHHHHHHH!!!!!!!

MECHANIKA ORBITALNA:

 

 

Systematyczne,

długoterminowe zmiany

1. Kształt orbity to nie zwykły okrąg - ekstremalna elipsa przez 100 

000 lat

2. Kąt nachylenia osi waha się - wynosi od 22 stopni do 24 stopni, 

30 do 48 400 lat

3. Precesja - 21 000 lat

WF: nic do domu

Geometria: ćwiczenia, strony 11 - 13

Angielski: strony 4 - 14, Podstawy stylistyki

Francuski: écrivez une historie

RZ: nie dotyczy

Wychowanie obywatelskie: Co jest podstawą teorii rządu z nadania 

boskiego?

Geografia: rozdział 1, definicja perygeum/apogeum

Wtorek, 1 września, apel

Naprawdę,   trzeba   by   wprowadzić   jakąś   poprawkę   do   konstytucji,   zabraniającą

organizowania szkolnych apeli.

Bo   nie   tylko   są   strasznym   marnowaniem   czasu   (ile   można   słuchać   żałosnych

opowieści jakiegoś sparaliżowanego idioty, który po pijanemu siadł za kierownicą, i teraz

przestrzega nas, żebyśmy tego nie robili? Hej, my to WIEMY), ale zaczynam też uważać, że

te   apele   to   tylko   wymówka   dla   nauczycieli,   żeby   wykręcić   się   od   lekcji.   Normalnie

widziałam,   jak   przed   chwilą   pani   Hill   wymykała   się   z   papierosem   za   drzwi   sali

background image

gimnastycznej.   Zdaje   się,   że   dziedziniec   przed   szkołą   nie   jest   jedynym   miejscem,   gdzie

potrzebne są kamery.

No   i   przecież   wiadomo,   że   kiedy   stłoczy   się   tysiąc   nastolatków   w   jednym

pomieszczeniu,   na   pewno   będą   problemy.   Dyrektor   Gupta   już   musiała   krzyknąć   na

dziewczyny ze starszej drużyny lacrosse'a, bo rzucały szwedzkimi rybkami w tych z Klubu

Dramatycznego, którzy akurat tym razem nie robili niczego złego. Poza tym że, no wiecie,

wyglądali dziwacznie z włosami pofarbowanymi na czarno i kolczykami w twarzach.

I   widziałam   też   paru   członków   Klubu   Komputerowego,   którzy   przed   chwilą

przemykali się za trybunami. Mieli takie miny, że mogę je opisać wyłącznie jako diaboliczne.

Nie zdziwiłabym się, gdyby się okazało, że rozpakowują tam swojego robota - zabójcę i

programują go, żeby sterroryzował świat.

Dyrektor   Gupta   mówi   nam,   jak   bardzo   się   cieszy,   że   wszystkich   nas   ma   tu   z

powrotem. Lilly właśnie podniosła rękę. Dyrektor Gupta:

- Nie teraz, Lilly.

I dalej mówi. Lilly siedzi obok mnie i mruczy coś pod nosem.

Tina, po mojej drugiej ręce, gra w szubienicę z Borysem. Na razie zgadła tylko literę E

i już zarobiła głowę i tułów. Miejsca ma takie:

_ _ _ _ _ _ _

E

_ _

W głowie mi się nie mieści, że nie zgadła. Ale nie pomagam. Bo to, co ona robi z

własnym chłopakiem, to tylko jej sprawa. Zupełnie tak, jak to MOJA sprawa, co robię ze

SWOIM chłopakiem. A przynajmniej BYŁABY to moja sprawa, gdybym, w gruncie rzeczy,

cokolwiek z nim robiła. A nie robię. Co jest najwyraźniej ogromnym problemem, który musi

doprowadzić do tego, że on ze mną zerwie dla jakiejś dziewczyny z uniwersytetu, która

BĘDZIE to z nim robiła.

ALE dlaczego NIE MIAŁABYM z nim Tego Robić? Ludzie To Robią bez przerwy.

Przecież nie byłoby mnie tutaj, gdyby moja mama i tata nie...

Och, świetnie, teraz zbiera mi się na rzyganie. Czemu musiałam o tym pomyśleć? O

mojej mamie i tacie, którzy To Robią! Ugh. Ugh, ugh, ugh, ugh, ugh, ugh. To nawet gorsze

niż myśl o mojej mamie i panu G.

No dobra, teraz to już TOTALNIE się porzygam. UUUGGGHHH!!!!!!!!!!!!!

A teraz dyrektor Gupta opowiada o cudownych zajęciach pozalekcyjnych, jakie są

prowadzone w Liceum imienia Alberta Einsteina, i jak to wszyscy powinniśmy próbować z

nich skorzystać. Lilly znów podniosła rękę, a dyrektor Gupta znowu:

- Nie teraz, Lilly.

background image

Nikt inny nie zwraca uwagi. Tina zgadła drugą literę. Teraz to wygląda tak:

_ _ _ _ _ A _ E _ _

Ale Borys dodał dwa ramiona do swojego wisielca. Czemu Tina nie spróbuje litery L?

To jest takie męczące.

Teraz   dyrektor   Gupta   przedstawia   różne   kółka   uczniowskie,   żeby   pokazać,   ile

możliwości oferuje LiAE. Okazuje się, że ten nowy facet, któremu wyznaczono szafkę Josha i

który wylał mi latte na but, jest uczniem na wymianę z Brazylii, o nazwisku Ramon Riveras.

Będzie w drużynie piłki nożnej.

No   to   się   wszystkie   kibicki   ucieszą.   Zwłaszcza   jeśli   po   wygranym   meczu   będzie

ściągał koszulkę i wymachiwał nią nad głową, jak to zwykle robił Josh.

Ramon siedzi z Laną i Trishą, i całą resztą osób popularnych. Skąd wiedział? No

skąd? On nawet nie jest z tego KRAJU. Skąd wiedział, kto w ogóle jest popularny, a co

dopiero, że sam do takich osób należy i powinien z nimi siedzieć? Czy to jest coś, z czym

ludzie popularni się rodzą? Coś, co wewnętrznie wyczuwają?

Teraz dyrektor Gupta mówi o samorządzie szkolnym i o tym, że wszyscy powinniśmy

chcieć   w   nim   działać   i   że   to   taka   wspaniała   okazja,   żeby   wykazać   się   uczniowską

aktywnością, i jak to potem dobrze wygląda w papierach. Mówi o tym tak, jakby ktokolwiek,

kto chce działać w samorządzie, mógł zgłosić swoją kandydaturę i wygrać. A to taka bzdura,

bo przecież każdy wie, że tylko popularni ludzie wygrywają wybory do samorządu szkolnego.

Lilly kandyduje co rok i nigdy, ani razu nie wygrała. W zeszłym roku osoba, która ją pobiła,

nawet nie była inteligentna. Nie, w zeszłym roku została pokonana z kretesem przez Nancy di

Blasi, kapitan starszej drużyny czirliderek (i wzór dla Lany Weinberger w dążeniu do zła),

dziewczynę, która dużo więcej czasu poświęcała na organizowanie kiermaszy z wypiekami,

żeby czirliderki mogły zarobić na bardzo im potrzebną wycieczkę do parku tematycznego Six

Flags, niż na próby przeforsowania konkretnych reform.

-   Czy  mamy  jakieś  nominacje   na  przewodniczącego   samorządu?   -   Chce   wiedzieć

dyrektor Gupta.

Lilly podnosi rękę. Dyrektor Gupta totalnie ją ignoruje.

- Ktoś się zgłasza? - powtarza. - No śmiało?

Tina właśnie powiedziała do Borysa:

- Hm, zaraz, niech się zastanowię. Czy tu jest Y?

- Och, na litość boską - nie wytrzymałam. Może to nadchodzące zagrożenie defloracją.

A może po prostu to, że sama nie mogę już grać w szubienicę na szkolnych apelach z miłością

mojego życia. W każdym razie powiedziałam: - To JOSHUA BELL, okej? JOSHUA BELL!

background image

Tina mówi:

- Ooooch! Masz rację!

Ramon Riveras się śmieje. Lana szepcze mu coś do ucha.

Lilly wymachuje ręką jak szalona. Tylko ona podniosła rękę. Dyrektor Gupta nie ma

innego wyjścia i mówi:

- Lilly. Omawiałyśmy to w zeszłym roku. Nie możesz nominować samej siebie na

przewodniczącą samorządu szkolnego. Ktoś inny musi cię zgłosić.

Lilly wstaje i z jej ust padają słowa:

- Nie nominuję samej siebie w tym roku. NOMINUJĘ MIĘ THERMOPOLIS!!!

Wtorek, 1 września, w limuzynie

w drodze do hotelu Plaza

Dlaczego ja w ogóle się z nią przyjaźnię?

Wtorek, 1 września, hotel Plaza

Pierwsza   lekcja   dworskiej   etykiety   w   nowym   roku   szkolnym   i   -   dzięki   Bogu   -

Grandmère wisi na telefonie. Właśnie pstryknęła na mnie palcami i pokazała mi stolik do

kawy na środku apartamentu. Podeszłam tam i znalazłam na nim pełno faksów, listów z

zażaleniami   od   różnych   członków   francuskich   stowarzyszeń   naukowych   i   Instytutu

Oceanograficznego z Monako.

Ha. Chyba się trochę wściekli o te ślimaki.

Wielka   mi   rzecz?   Jakbym   nie   miała   POWAŻNIEJSZYCH   problemów   niż   paru

wściekłych biologów morskich. Teraz, kiedy okazało się, że jeśli chcę zatrzymać przy sobie

chłopaka,   będę   musiała   To   Zrobić.  A  jakby   tego   było   mało,   zostałam   nominowana   na

PRZEWODNICZĄCĄ SAMORZĄDU SZKOLNEGO.

Poważnie, nie mam pojęcia, co tę Lilly napadło. Czy ona NAPRAWDĘ wyobrażała

sobie,   że   ja   po   prostu   będę   tam   sobie   siedzieć   i   myśleć:   Przewodnicząca   samorządu

szkolnego?   Och,   oczywiście.   Jasne.   Bo   wiecie,   jestem   jedyną   dziedziczką   tronu   całego

zagranicznego księstwa. Przecież nie mam nic innego do roboty.

NO NIE!!! Złapałam ją z całej siły za rękę, pociągnęłam, żeby usiadła, i wydarłam się,

ale pod nosem:

- LILLY, CO TY, DO DIABŁA, WYPRAWIASZ????

No tak, oczywiście, wszystkie głowy w całej sali gimnastycznej zwróciły się w naszą

stronę i wszyscy się na nas gapili, Perin i Ramon Riveras też. I facet, który nienawidzi, kiedy

dodają kukurydzę do chilli, chociaż myślałam, że on już skończył szkołę. Ale widać nie.

background image

- Nie martw się - odszepnęła Lilly. - Mam plan.

Najwyraźniej częścią planu Lilly było bardzo mocne kopnięcie w kostkę Ling Su,

która pisnęła:

- Hm, ja popieram, pani dyrektor.

Bo dyrektor Gupta spytała takim stropionym głosem:

- Czy ktoś... hm... Popiera tę kandydaturę?

Nie   mogłam   uwierzyć.   To   było   jak   zły   sen,   tylko   jeszcze   gorsze,   bo   w   moich

koszmarach nigdy nie pojawia się facet, który nienawidzi kukurydzy w chilli.

- Ale ja... - zaczęłam protestować, ale wtedy Lilly kopnęła MNIE naprawdę mocno w

kostkę.

- Panna Thermopolis przyjmuje nominację! - zawołała Lilly do dyrektor Gupty.

Która totalnie nie wyglądała, jakby uwierzyła. Ale i tak powiedziała:

- No cóż, Mia, skoro tak uważasz...

Wcale nie czekając na moją odpowiedź.

I zanim się  zorientowałam,  co się dzieje,  Trisha  Hayes  skoczyła  na  równe  nogi i

wołała:

- Nominuję Lanę Weinberger na przewodniczącą samorządu szkolnego!

-   Proszę,   jak   miło   -   powiedziała   dyrektor   Gupta,   kiedy   Ramon   Riveras   poparł

kandydaturę Lany wystawioną przez Trishę - ale dopiero kiedy Lana dała mu sójkę w bok

łokciem... Dość mocno, jak widziałam z mojego miejsca. - Czy uczniowie pozostałych klas

chcą   zgłosić   jakieś   kandydatury?   Nie?   Odnotuję   sobie   waszą   apatię.   No   dobrze.   Mia

Thermopolis   i   Lana   Weinberger   zostały   nominowane   na   przewodniczącą   samorządu

szkolnego.   Moje   panie,   mam   nadzieję,  że   przeprowadzicie   porządne   i   uczciwe   kampanie

wyborcze. Głosowanie odbędzie się w przyszły poniedziałek.

I   tyle.   Kandyduję   na   przewodniczącą   samorządu   szkolnego.   Przeciwko   Lanie

Weinberger.

Moje życie się skończyło.

Lilly powtarza mi, że nie. Lilly powtarza, że ma jakiś plan. Chociaż kontrkandydatury

Lany ten plan nie przewidywał.

- Nie mogę uwierzyć - powiedziała Lilly, kiedy wychodziłyśmy ze szkoły po apelu. -

No bo wiesz, ona to robi, tylko dlatego że jest zazdrosna.

Ale Lilly mówi, że to nie ma znaczenia, bo wszyscy nienawidzą Lany, więc nikt nie

będzie na nią głosował.

To NIEPRAWDA, że wszyscy nienawidzą Lany. Lana to jedna z najpopularniejszych

background image

dziewczyn w szkole. WSZYSCY będą na nią głosować.

- Mia, ty masz czyste i dobre serce - powiedział do mnie Borys. - Ludzie, którzy mają

czyste i dobre serce, zawsze pokonują zło.

Hm, taa. W książkach takich jak Władca Pierścieni, na litość boską.

A fakt, że jestem taka czysta? Pewnie właśnie dlatego niedługo stracę chłopaka.

I moim zdaniem jest wiele przykładów w historii, że ludzie, którzy ewidentnie NIE

mieli dobrego serca, raczej wygrywali, niż przegrywali wybory.

- Nie będziesz musiała nawet palcem kiwnąć - powiedziała Lilly, kiedy Lars pomagał

mi wsiąść do limuzyny. - Ja będę menedżerem twojej kampanii. Zajmę się wszystkim. I nic

się nie martw. Mam plan!

Nie wiem, czemu Lilly sądzi, że te jej ciągłe zapewnienia zdołają mnie pocieszyć. W

gruncie rzecz jest dokładnie odwrotnie.

Grandmère właśnie odwiesiła słuchawkę.

- No cóż... - mówi. Pije już drugiego sidecara, odkąd tu weszłam. - Mam nadzieję, że

jesteś zadowolona. Cały region Morza Śródziemnego zjednoczył się przeciwko tobie po tej

niedorzecznej akcji, którą przeprowadziłaś ze swoimi przyjaciółmi.

- Nie cały. - Znalazłam dwa pełne wyrazów poparcia faksy w stosie na stole i podałam

jej.

- Pfuit! - parsknęła Grandmère za cały komentarz. - A kogo obchodzi opinia jakichś

tam rybaków? Trudno ich uznać za ekspertów w tej sprawie.

-  Tak   -   powiedziałam.   -  Ale   tak   się   składa,   że   to   GENOWIAŃSCY  rybacy.   Moi

rodacy. A czy nie jest moim pierwszym obowiązkiem dbanie o interesy mojego ludu?

- Nie, jeśli naraża to na szwank dyplomatyczne relacje z sąsiadami. - Grandmère tak

mocno zaciska wargi, że niemal znikają. - To był premier Francji i powiedział...

Dzięki Bogu, że telefon znów zadzwonił. To nawet imponujące. Gdybym wiedziała, że

wrzucenie dziesięciu tysięcy ślimaków do Zatoki Genowiańskiej pomoże mi się wykręcić od

lekcji etykiety, już dawno bym to zrobiła.

Chociaż trochę przykro, że wszyscy tak się wściekli.

Jezu. No cóż, oczywiście, typowe dla Francuzów. Ale kto by pomyślał, że biolodzy

morscy są tacy PRZEWRAŻLIWIENI?

A zresztą, co ja miałam robić, siedzieć bezczynnie i POZWALAĆ, żeby te zabójcze

algi   zniszczyły   podstawę   utrzymania   rodzin,   które   od   setek   lat   zarabiają   na   życie

rybołówstwem? Nie wspominając o niewinnych stworzeniach, takich jak foki i morświny,

których   zwykłe   przetrwanie   zależy  od   łatwego   dostępu   do   krasnorostów   morskich,   które

background image

Caulerpa taxifolia  bezwzględnie niszczą? Czy naprawdę komuś się zdaje, że JA mogłabym

dopuścić do totalnej katastrofy ekologicznej, i to pod moim nosem, w mojej własnej zatoce -

JA, Mia Thermopolis? - skoro znam sposób - chociaż tylko teoretycznie - żeby jej zapobiec?

-   Dzwonił   twój   ojciec   -   powiedziała   Grandmère,   kiedy   już   z   trzaskiem   odłożyła

słuchawkę. - Jest bardzo zmartwiony. Właśnie dowiedział się od Muzeum Oceanograficznego

i  Akwarium   w  Monako,  że   najwyraźniej   część   twoich   ślimaków   przedostała   się  do   ICH

zatoki.

- I dobrze.

W sumie nawet podoba mi się ta ekologiczna rebelia. Odwraca moją uwagę od innych

spraw. Na przykład od tego, że mój chłopak mnie rzuci, jeśli nie ulegnę. I tego, że obecnie

kandyduję   -   przeciwko   najpopularniejszej   dziewczynie   w   szkole!   -   na   przewodniczącą

samorządu.

- Dobrze? - Grandmère zerwała się ze swojego fotela tak szybko, że totalnie zwaliła

Rommla na ziemię. Na szczęście Rommel przywykł już do takiego traktowania i nauczył się

lądować na cztery łapy, jak kot. - Dobrze? Amelio, nie zamierzam udawać, że cokolwiek z

tego   rozumiem,   z   całego   tego   zamieszania   wokół   małej   roślinki   i   paru   ślimaków.  Ale

myślałam, że ze wszystkich ludzi na świecie TY będziesz wiedziała, że - wzięła do ręki jeden

z   faksów   i   głośno   odczytała:   -   „Wprowadzenie   nowego   gatunku   do   środowiska   może

spowodować katastrofalne skutki”.

-   Powiedz   to   tym   z   Monako   -   odparłam.   -   To   przecież   oni   wrzucili

południowoamerykańskie   algi   do   Morza   Śródziemnego.   Ja   tylko   wrzuciłam   tam   trochę

południowoamerykańskich ślimaków, żeby posprzątać bałagan PO NICH.

- Czy ty się NICZEGO nie nauczyłaś z tego, co ci się starałam przekazać przez ostatni

rok,   Amelio?   -   Chce   wiedzieć   Grandmère.   -   Ani   trochę   taktu,   dyplomacji   czy   nawet

PROSTEGO ZDROWEGO ROZSĄDKU?

- WIDAĆ NIE!!!!

No dobra, może nie powinnam była wrzeszczeć aż tak głośno. Ale poważnie, KIEDY

ona się od mnie ODCZEPI????? Czy ona nie rozumie, że mam O WIELE POWAŻNIEJSZE

PROBLEMY   niż   wysłuchiwanie   opinii   bandy   durnych   FRANCUSKICH   BIOLOGÓW

MORSKICH????

Teraz patrzy na mnie złym okiem.

- A więc?

Tylko tyle powiedziała. Po prostu: „A więc?”

I chociaż wiem, że jeszcze tego pożałuję - jakżeby inaczej - odpowiadam:

background image

- Co „a więc”?

- No cóż, powiesz mi, czemu jesteś taka wytrącona z równowagi? - pyta. - Nie próbuj

zaprzeczać, Amelio. Tak samo nie umiesz ukrywać uczuć jak twój ojciec. Co się stało dzisiaj

w szkole; że jesteś taka zdenerwowana?

Taa. Już się rozpędziłam, żeby omawiać z Grandmère swoje życie uczuciowe.

Chociaż muszę przyznać, że kiedy to zrobiłam po raz ostatni - kiedy chodziło o ten

cały bal maturalny - Grandmère dała mi parę całkiem niezłych rad. No bo w końcu trafiłam na

ten bal czy nie?

Ale i tak, jak mogłabym powiedzieć mojej BABCE, że boję się, że jak nie zacznę

uprawiać seksu ze swoim chłopakiem, to on mnie rzuci?

- Lilly nominowała mnie na przewodniczącą samorządu szkolnego - powiedziałam, bo

COŚ powiedzieć musiałam albo doprowadziłaby mnie do przedwczesnej śmierci. Już jej się

to zdarzało.

- Ależ to wspaniała wiadomość!

Przez minutę myślałam, że Grandmère naprawdę mnie ucałuje czy coś w tym stylu.

Ale ja się totalnie uchyliłam, a ona udała, że miała zamiar pochylić się i poklepać Rommla po

łebku. I może rzeczywiście miała taki zamiar. Grandmère nie jest specjalnie wylewną osobą.

A przynajmniej wobec mnie. Rocky'ego obcałowuje bez przerwy. A ściśle rzecz biorąc, nie

jest nawet z nim spokrewniona.

Z   tego   właśnie   powodu   zawsze   trzymam   pod   ręką   antybakteryjne   chusteczki

nawilżające. Żeby ścierać pocałunki Grandmère z Rocky'ego. Nigdy nie wiadomo, z czym

stykały się usta Grandmère w ciągu dnia.

No, nieważne.

- Wcale nie wspaniała! - wrzasnęłam na nią. Dlaczego jestem jedyną osobą, która to

dostrzega? - Będę kandydowała przeciwko Lanie Weinberger! A to jest najpopularniejsza

dziewczyna w całej szkole!

Grandmère zakręciła mieszadełkiem w swoim sidecarze.

- Doprawdy... - powiedziała z namysłem. - Ciekawa historia. Ale nie ma żadnego

powodu, dla którego nie miałabyś pokonać tej całej Shany. Jesteś księżniczką, pamiętaj! A

ona to kto?

- Czirliderka - powiedziałam. - I na imię ma Lana, nie Shana. I wierz mi, Grandmère,

w prawdziwym świecie - takim jak szkoła średnia - bycie księżniczką to NIE JEST zaleta.

- Nonsens - odparła Grandmère. - Być członkiem rodziny królewskiej to ZAWSZE

zaleta.

background image

- Ha! - powiedziałam. - Powiedz to Anastazji!

Którą, no wiecie, zastrzelono za to, że należała do rodziny panującej.

Ale Grandmère totalnie już na mnie nie zwracała uwagi.

-   Wybór   przewodniczącego   samorządu...   -   mruczała   do   siebie,   patrząc   gdzieś   w

przestrzeń. - Tak, to by mogło być dokładnie to...

- Miło mi, że TY się z tego cieszysz - powiedziałam, niezbyt miłym tonem. - Bo

wiesz, to nie tak, że ja nie mam innych zmartwień. Na przykład jestem całkiem pewna, że

zawalę geometrię. A poza tym jeszcze w dodatku mam chłopaka, który studiuje...

Ale Grandmère totalnie się już zagubiła w swoim własnym małym świecie.

- .Kiedy odbędzie się głosowanie? - chciała wiedzieć.

-  W  poniedziałek.   -   Popatrzyłam   na   nią,   mrużąc   oczy.   Chciałam   po   prostu   jakoś

uniknąć tematu Michaela, ale teraz nie byłam już taka pewna, czy dobrze zrobiłam. Wydawała

się o wiele ZA BARDZO przejęta sprawą wyborów. - A czemu pytasz?

- Och, nic takiego... - Grandmère pochyliła się, zebrała wszystkie faksy w sprawie

ślimaków i wrzuciła je do ozdobnego, złoconego kosza na papiery stojącego przy jej biurku. -

Zajmijmy się już może naszą dzisiejszą lekcją, Amelio. Wydaje mi się, że przyda ci się nieco

odświeżenie tematu technik publicznego przemawiania, biorąc pod uwagę okoliczności.

Poważnie.   Czy   to   nie   wystarczy,   że   jestem   obciążona   psychotyczną   najlepszą

przyjaciółką?   Czy   moja   babka   musi   tracić   rozum   DOKŁADNIE   W   TYM   SAMYM

CZASIE????

Wtorek, 1 września, poddasze

O Boże, jakby dzisiejszy dzień nie był wystarczająco długi, teraz, kiedy dotarłam do

domu, zastałam kompletny chaos. Mama podrzucała w ramionach wrzeszczącego Rocky'ego,

przez łzy śpiewając mu My Sharona, a pan G. siedział przy kuchennym stole i wrzeszczał do

telefonu.

Od razu widziałam, że musiało się stać coś złego. Rocky nie cierpi My Sharona. Ale

cóż, trudno się spodziewać, żeby kobieta zabierająca swoje trzymiesięczne dziecko na marsz

protestacyjny, którego uczestnicy ciskają koszem na śmieci w okno sklepu Starbucks, zdołała

zapamiętać, co jej dziecko lubi, a czego nie. Ale ten fragment z M - m - m - m - y, zwłaszcza w

połączeniu z podrzucaniem, jakie stosowała właśnie moja mama, sprawia, że Rocky zaczyna

pluć. Mama wydawała się kompletnie nieświadoma białawej substancji na swoich ramionach.

- Co się dzieje, mamo? - zapytałam.

Rany, ależ mi się z miejsca dostało po uszach.

background image

-   Moja   matka!   -   krzyknęła   mama,   zagłuszając   wrzaski   Rocky'ego.   -   Grozi,   że   tu

przyjedzie, z dziadkiem! Bo jeszcze nie widziała dziecka.

- Hm - powiedziałam. - Dobra. A to niedobrze, bo...

Mama tylko popatrzyła na mnie szeroko otwartymi, oszalałymi oczami.

- Bo to MOJA MATKA! - wrzasnęła. - Nie chcę, żeby tu przyjeżdżała.

- Aha - powiedziałam, jakbym coś rozumiała. - Więc ty...

- Jadę do niej - dokończyła mama, a Rocky rozkrzyczał się o kilka decybeli głośniej.

- Nie - mówił do telefonu pan G. - Dwa miejsca. Tylko dwa miejsca. Trzecia osoba to

niemowlę.

- Mamo... - powiedziałam, wyciągając ręce i odbierając jej Rocky'ego, starając się

uniknąć białej śliny nadal lejącej się z jego buzi jak lawa z jakiegoś diabelskiego Krakatau. -

Naprawdę sądzisz, że to taki dobry pomysł? Rocky jest trochę za mały na swoją pierwszą

podróż   samolotem.   Wiesz,   całe   to   odświeżane   powietrze.   Ktoś   z   pasażerów   może   być

zakażony wirusem Ebola czy czymś takim. Kichnie i zanim się zorientujesz, cały samolot

może się zarazić. A co dopiero na farmie? Nie słyszałaś o tych wszystkich dzieciach w wieku

szkolnym,   które   złapały   E.   coli  po   wizycie   w   tym   zoo   w   Jersey,   gdzie   można   głaskać

zwierzęta?

- Jeśli to powstrzyma moich rodziców od przyjazdu - powie działa mama - skłonna

jestem zaryzykować. Czy ty masz pojęcie, jaki rachunek za minibar nabili, kiedy twój tata

umieści ich w SoHo Grand?

- Dobra - powiedziałam między wersami  Independent woman, które zawsze działają

na Rocky'ego uspokajająco. On zdecydowanie woli rythm and bluesa od rocka. - No więc

kiedy jedziemy?

- Ty nie jedziesz - powiedziała mama. - Tylko Frank i ja. I Rocky, oczywiście. Ty nie

możesz jechać. Masz szkołę. Frank weźmie dzień urlopu.

Wiedziałam,   że   to   brzmi   zbyt   pięknie,   żeby   było   prawdziwe.   Nie   potencjalne

zagrożenia dla zdrowia mojego małego braciszka, ale, no wiecie, że może uda mi się uciec do

Indiany zamiast stawić czoło wyborczemu piekłu w szkole i potencjalnemu zerwaniu z moim

chłopakiem.

A to mi o czymś przypomniało.

- . Hm, mamo... - powiedziałam, idąc za nią do pokoju Rocky'ego, gdzie najwyraźniej

zajmowała się odkładaniem czystych rzeczy, zanim padł cios ze strony babci. - Czy mogę z

tobą o czymś porozmawiać?

- Jasne. - Chociaż mama brzmiała niezupełnie tak, jakby była w nastroju do rozmowy.

background image

- Co się stało? .

-   Hm...   -   No   cóż,   POWIEDZIAŁA   mi   kiedyś,   że   mogę   z   nią   rozmawiać   O

WSZYSTKIM. - Ile miałaś lat, kiedy po raz pierwszy uprawiałaś seks?

Spodziewałam się, że mi powie: „na studiach”, ale chyba za bardzo była zajęta próbą

wepchnięcia   wszystkich   małych   kaftaników   Rocky'ego   z   napisami:  M

OJA

 

MAMA

 

JEST

WŚCIEKŁA

 

JAK

 

DIABLI

 

I

 

MA

 

PRAWO

 

GŁOSU

,  do   jego   malutkiej   komody,   bo   chyba   się   nie

zastanowiła nad tym, co mówi. Powiedziała po prostu:

- Och, Mia, nie pamiętam. Chyba miałam jakoś tak z piętnaście lat.

I   wtedy   jakby   zdała   sobie   sprawę   z   tego,   co   właśnie   powiedziała,   i   naprawdę

gwałtownie wciągnęła powietrze, popatrzyła Ba mnie szeroko otwartymi oczami i dodała:

- NIE JESTEM Z TEGO JAKOŚ SPECJALNIE DUMiNA!!!

Bo musiała sobie w tym momencie przypomnieć, że JA mam piętnaście lat.

I zanim się zorientowałam, gadała jak najęta.

- Wychowałam się w Indianie, Mia! - zawołała. - Tam nie było za wiele do roboty. No

i to było tak gdzieś ze dwadzieścia lat temu. Lata osiemdziesiąte! Wtedy było inaczej!

-   Tak?   -   powiedziałam,   bo   przecież   obejrzałam   wszystkie   odcinki  Kochanych   lat

osiemdziesiątych  włącznie z  Kochane lata osiemdziesiąte kontratakują.  - Tylko dlatego że

ludzie przez cały czas nosili legginsy...

- Nie o to mi chodziło! - zawołała mama. - Tylko wiesz, ludzie naprawdę myśleli, że

George Michael jest hetero. I że Madonna to gwiazda jednego hitu. Wtedy RÓŻNE RZECZY

wyglądały inaczej.

Nie przychodziło mi do głowy nic poza głupkowatym:

- Nie wierzę, że ty i tata robiliście to po raz pierwszy, kiedy miałaś PIĘTNAŚCIE lat.

A wtedy, dostrzegając minę mamy, powiedziałam:

- O mój Boże! No, ładnie!

Bo przecież mama poznała tatę dopiero na studiach.

- - MAMO!!! KTO to był?

- Na imię miał Wendell - powiedziała mama, a oczy jej się rozmarzyły albo dlatego że

Wendell   był   absolutnie   seksowny,   albo   też   dlatego   że   Rocky   przestał   wreszcie   płakać   i

zamiast tego obśliniał mi systematycznie naszywkę z lwem na szkolnej bluzie, więc chociaż

raz na poddaszu zapanowała błogosławiona cisza. - Wendell Jenkins.

WENDELL????   Mężczyzna,   któremu   moja   mama   oddała   cenny   kwiat   swojego

dziewictwa, miał na imię WENDELL????

Ja naprawdę nigdy NIE zdecydowałabym się na seks z kimś o imieniu Wendell.

background image

No,   ale   z   drugiej   strony,   mam   poważne   wątpliwości   co   do   uprawiania   seksu   z

kimkolwiek, więc moja opinia pewnie się tu nie liczy.

- Hej - westchnęła mama, nadal rozmarzona. - Nie myślałam o Wendellu od wieków.

Ciekawe, co się z nim dzieje.

- To ty NIE WIESZ? - zawołałam tak głośno, że Rocky trochę się wzdrygnął w moich

ramionach. Ale uspokoił się po krótkim fragmencie Trouble Pink.

- No cóż, wiem, że skończył szkołę - powiedziała szybko mama. - I jestem całkiem

pewna, że ożenił się z April Pollack, ale...

- O mój BOŻE! - To było szokujące. Nic dziwnego, że mama jest taka! - On cię

zdradzał????

- Nie, nie - powiedziała mama. - Zaczął chodzić z April po naszym zerwaniu.

Pokiwałam głową ze zrozumieniem.

- Chodzi ci o to, że cię kochał i porzucił?

Zupełnie jak Dave Farouq El - Abar i Tina Hakim - Baba!

- Nie, Mia - powiedziała mama ze śmiechem. - Na miłość boską, masz niesamowity

dar obracania wszystkiego w piosenkę country and western. Chodziło mi o to, że chodziliśmy

ze sobą i było świetnie, ale potem zdałam sobie sprawę... No cóż, że chcę się wydostać z

Versailles, a on nie, no więc ja wyjechałam, a on został. I ożenił się z April Pollack.

Zupełnie jak Dean, który ożenił się z tą drugą dziewczyną w Kochanych kłopotach.

- Ale... - gapiłam się na moją mamę. - Ty go kochałaś?

- Oczywiście, że go kochałam - powiedziała mama. - Boże, Wendell Jenkins. Wieki

całe o nim nie myślałam.

JEZU!   W   głowie   mi   się   nie   mieści,   że   moja   mama   nie   utrzymuje   kontaktu   z

chłopakiem, któremu oddała własne dziewictwo! Do jakiej szkoły ona wtedy chodziła, tak

właściwie?

- Dlaczego ty mi zadajesz te wszystkie pytania, Mia? - chciała się wreszcie dowiedzieć

mama. - Czy ty i Michael...

- Nie - powiedziałam szybko, oddając jej Rocky'ego.

- Mia, nie mam nic przeciwko temu, żebyś porozmawiała ze mną o...

- Nie chcę - powiedziałam szybko. Naprawdę szybko.

- Bo jeśli ty...

- Nie - powtórzyłam. - Mam lekcje do zrobienia. Na razie.

I poszłam do swojego pokoju, i zamknęłam drzwi na klucz.

Coś   musi   być   ze   mną   nie   tak.   Poważnie.   Bo   wyraźnie   było   widać,   kiedy   mama

background image

wspominała seks z Wendellem Jenkinsem, że musiało jej się podobać. Robienie Tego. Wydaje

się, że wszystkim się podoba Robienie Tego. Na przykład w kinie i w telewizji, i wszędzie.

Wszyscy chyba uważają, że Robienie Tego to najlepsze doświadczenie z możliwych.

Wszyscy poza mną. Dlaczego jestem jedyną osobą, która na myśl o tym nie czuje nic

poza... lekkim spoceniem się? I to wcale nie w przyjemny sposób. To nie może być normalna

reakcja.   To   musi   być   jakaś   kolejna   anomalia   w   mojej   konstrukcji,   jak   brak   gruczołów

piersiowych i stopy w rozmiarze czterdzieści jeden. Totalnie brakuje mi genu do Robienia

Tego.

No   bo   JA  CHCĘ  To   Robić.  To   znaczy,   CHYBA  tego   chcę,   no   wiecie,   kiedy  się

całujemy z Michaelem, a ja wącham jego szyję i mam to uczucie, jakbym chciała się na niego

rzucić. To z pewnością wskazówka, że ja chcę To Robić.

Tyle   że   żeby To   Zrobić,   trzeba   rzeczywiście   ZDJĄĆ   UBRANIE.   Przy   DRUGIEJ

OSOBIE.   No,   chyba   że   jest   się   ortodoksyjnym   Żydem,   bo   oni   to   robią   przez   otwór   w

prześcieradle jak Barbra Streisand w Yentl.

I chyba nie jestem jeszcze gotowa ZDJĄĆ UBRANIA przy Michaelu. Wystarczy, że

zdejmuję je przy Lanie Weinberger w szatni przed WF - em. Nie sądzę, żebym kiedykolwiek

była   w   stanie   rozebrać   się   przy   CHŁOPAKU.   Zwłaszcza   nie   przy   chłopaku,   którego

rzeczywiście   kocham   i   za   którego   mam   nadzieję   któregoś   dnia   wyjść   za   mąż,   o   ile

kiedykolwiek mnie o to poprosi i jeśli ja kiedykolwiek pokonam ten odruch niechęci do

rozebrania się przy nim.

Chociaż   zdecydowanie   nie   miałabym   nic   przeciwko   obejrzeniu   MICHAELA  bez

ubrania.

Czy to jest właśnie podwójna moralność?

Ciekawe, czy mama czuła to samo wobec Wendella Jenkinsa. MUSIAŁA, bo inaczej

nie Zrobiłaby Tego z nim.

A przecież jest teraz tutaj, ponad dwadzieścia lat później, i nawet nie wie, gdzie on

teraz JEST.

Zaraz,   mogłabym   go   odszukać.   Mogłabym   go   poszukać   na  Yahoo   przez   funkcję

People Search!

O MÓJ BOŻE!!! ZNALAZŁAM GO!!!! WENDELL JENKINS!!! Co prawda zdjęcia

tu   nie   ma,   ale   pracuje   dla...   O   MÓJ   BOŻE,   PRACUJE   DLA   ZAKŁADU

ENERGETYCZNEGO Z VERSAILLES!!!! JEST FACETEM, KTÓRY NAPRAWIA LINIE

ELEKTRYCZNE,   KIEDY   WYSIĄDZIE   CI   ŚWIATŁO   PRZEZ   TORNADO   ALBO

COKOLWIEK INNEGO!!!!

background image

Nie mogę uwierzyć, że moja mama oddała kwiat swojej niewinności facetowi, który

pracuje dla ZAKŁADU ENERGETYCZNEGO W VERSAILLES!!!!!!!!!!!!!!

Nie żeby było coś złego w tym, że ktoś pracuje dla zakładu energetycznego. To się

pewnie niczym nie różni od tego, że ktoś pracuje jako nauczyciel algebry w szkole średniej.

Ale pan G. nie musi przynajmniej zakładać do pracy KOMBINEZONU.

Ciekawe, czy April Pollack, ta dziewczyna, która została panią Wendellową Jenkins,

zamiast mojej mamy, też się tu znajdzie.

O MÓJ BOŻE! Jest!!!! APRIL POLLACK ZOSTAŁA KRÓLOWĄ KUKURYDZY W

VERSAILLES W STANIE INDIANA W 1985 ROKU!!!!!!!!!

Moja mama Robiła To z facetem, który potem ożenił się z Królową Kukurydzy.

Co jest mocno ironiczne, jeśli wziąć pod uwagę, że mama potem urodziła nieślubne

dziecko księciu! Zastanawiam się, czy Wendell w ogóle o tym wie. To znaczy że jego była,

Helen   Thermopolis,   jest   matką   następczyni   tronu   GENOWII.   Pewnie   głupio   by   mu   się

zrobiło, że ją rzucił dla panny April Królowej Kukurydzy, gdyby TO wiedział, prawda????

Chociaż moim zdaniem on jej jednak nie rzucił, o ile mama powiedziała prawdę o

tym, że ona i Wendell chcieli różnych rzeczy.

Czy to by się mogło zdarzyć mnie i Michaelowi? Czy możemy któregoś dnia zacząć

chcieć  różnych   rzeczy?   Czy za   dwadzieścia   lat   Michael   będzie   żonaty  nie  z   księżniczką

Genowii, ale z jakąś KRÓLOWĄ KUKURYDZY?

AAAAAAAAAAAAAA!!!! KTOŚ DO MNIE PISZE NA ICQ. CIEKAWE KTO.

Pomocy! To Michael!

S

KINNER

B

X

 : Cześć!

Od czasu, kiedy przerzucił się na Maca, Michael zmienił pseudonim na ICQ. Kiedyś

używał LinuxRulz.

S

KINNER

B

X

: J

AK

 

MINĄŁ

 

PIERWSZY

 

DZIEŃ

 

SZKOŁY

?

O mój Boże. Nic nie słyszał. No bo niby SKĄD? Nie było go tam przecież. Ani Lilly

mu nie powiedziała. Bo przecież już nie mieszkają razem.

G

R

L

OUIE

: B

YŁO

... 

JAK

 

ZWYKLE

.

background image

No   cóż,   bo   BYŁO.   Moje   życie   to   po   prostu   roller   coaster...   Radość,   po   której

przychodzą druzgoczące rozczarowania, a czasami krótkie chwile, kiedy nie dzieje się w

ogóle nic i tylko przyglądam się scenerii.

Stwierdziłam, że powinnam chyba zmienić temat.

G

R

L

OUIE

: A jak TOBIE minął pierwszy dzień?

S

KINNER

B

X

:  Fantastycznie!   Dzisiaj   na   zajęciach   z   ekonomiki   trwałego   rozwoju

profesor   mówił   o   tym,   że   za   następne   dziesięć   czy   dwadzieścia   lat   ropa,   najtańsze   i

najefektywniejsze   paliwo   na   naszej   planecie   -   no   wiesz,   to,   co   wykorzystujemy   w

samochodach i do ogrzewania domów, i do produkcji szminek ochronnych do ust, i tak dalej -

wyczerpie   się.   Widzisz,   sto   lat   temu,   kiedy   odkryto   ropę,   ludność   świata   liczyła   sobie

zaledwie dwa miliardy. Teraz, przy sześciu miliardach ludzi - po eksplozji demograficznej

spowodowanej  niemal  wyłącznie  łatwo  dostępnym  paliwem  - świat  nie  jest  już w stanie

utrzymać takiej liczby ludzi przy tej ilości ropy, która nam pozostała. Skoro populacja ludzka

się nie zmniejsza, zużycie ropy się nie zmniejszy, i mniej więcej za dwie dekady - może

więcej, ale raczej mniej, biorąc pod uwagę tempo zużycia - ropa się nam skończy, a jeśli nie

znajdziemy jakiegoś sposobu, żeby dostać się do złóż pod dnem morskim - bez zniszczenia

środowiska naturalnego - albo nie zaczniemy przestawiać się na energię nuklearną, wodną

albo słoneczną, wszyscy cofniemy się do czasów średniowiecza, a ludzie na całym świecie

będą ginąć z głodu i/lub zamarzać na śmierć.

G

R

L

OUIE

: Więc, innymi słowami... Mniej więcej za piętnaście lat wszyscy umrzemy?

S

KINNER

B

X

: Mniej więcej. No a u ciebie jak? Czego ty się dzisiaj nauczyłaś?

Hm, tego, że mnie rzucisz, jak nie będę z tobą uprawiać seksu. Ale TEGO oczywiście

nie mogłam powiedzieć. Więc opowiedziałam tylko Michaelowi, że w ten weekend mama i

pan G. jadą z nagłą wizytą do Indiany, żeby przedstawić Rocky'ego jego dziadkom z Krainy

Prostaków.   I   że   Lilly   ZNÓW   zadała   mi   cios   w   plecy,   tym   razem   nominując   mnie   na

przewodniczącą samorządu szkolnego, ale powiedziała, że mam się nie martwić, bo ona „ma

plan”. I że już nienawidzę geometrii.

S

KINNER

B

X

: Czekaj... Twoi rodzice jadą do Indiany w ten weekend?

G

R

L

OUIE

: Nie moi rodzice. Moja mama i pan G.

Chyba kocham pana G. i tak dalej, ale wciąż dziwacznie się czuję, kiedy ktokolwiek

background image

mówi o nim jak o moim rodzicu czy ojcu. Ja już mam tatę.

Wybaczyłam jednak Michaelowi ten powszechny błąd, bo on nie wie - tak jak ja to

wiem - co to znaczy pochodzić z rozbitego domu.

G

R

L

OUIE

:  A jak sądzisz, co znów wymyśliła twoja siostra? No bo wiesz, byłabym

NAJGORSZĄ z możliwych przewodniczącą samorządu szkolnego.

S

KINNER

B

X

: Kiedy wyjeżdżają?

Co on się tak uczepił tego, że mama i pan G. wyjeżdżają z Nowego Jorku? Przecież to

totalnie NAJMNIEJSZY z moich problemów.

G

R

L

OUIE

: Nie wiem. Pewnie w piątek.

A to mi coś przypomniało:

G

R

L

OUIE

: Nadal chcesz, żebym przyszła w sobotę i poznała Doo Paka?

S

KINNER

B

X

: Jasne. Albo, jeśli chcesz, ja mógłbym wpaść do ciebie.

G

R

L

OUIE

: Z Doo Pakiem?

S

KINNER

B

X

: Nie. Miałem na myśli, że sam.

G

R

L

OUIE

: No cóż, jeśli chcesz. Ale ja nie wiem po co, przecież tu nie będzie nikogo

poza mną.

O nie, Rocky znów płacze.

Nie jestem dzieciolizem. NIE JESTEM.

S

KINNER

B

X

: Mia? Jesteś tam jeszcze?

Jak oni mogą tak siedzieć jakby nigdy nic i słuchać, jak ich dziecko płacze? Tak po

prostu NIE MOŻNA.

SkinnerBx: Mia?

G

R

L

OUIE

: Przepraszam, Michael, muszę spadać. Pogadamy później.

Ciekawe, czy jest jakaś organizacja Anonimowych Dzieciolizów, do której mogłabym

background image

wstąpić.

Środa, 2 września,

godzina wychowawcza

No cóż, Lana z pewnością nie marnowała czasu. Rozkręciła swoją kampanię wyborczą

na maksa.

Kiedy   Lilly   i   ja   dziś   rano   weszłyśmy   do   szkoły,   zobaczyłyśmy   korytarze

WYTAPETOWANE wielkimi kolorowymi, błyszczącymi plakatami z Laną i słowami Głosuj

na Lanę wypisanymi pod spodem.

Niektóre   z   plakatów   to   portrety,   pokazują   Lanę,   która   odrzuca   te   swoje   długie,

błyszczące jasne włosy i śmieje się albo trzyma podbródek oparty na dłoniach z anielską

słodyczą Britney z okładki jej pierwszego albumu. Na tych zdjęciach Lana wcale nie wygląda

jak ktoś, kto może złapać inną dziewczynę za stanik i syknąć: „A po co ty w ogóle to nosisz,

skoro i tak nie masz co tam włożyć?”

Albo ktoś, kto mógłby powiedzieć dziewczynie w kolejce do kasy, że chłopcy na

studiach spodziewają się, że ich dziewczyny będą To Robić.

Niektóre inne plakaty pokazują Lanę w akcji, na przykład jak wyskakuje w powietrze i

robi szpagat w swoim kostiumie czirliderki. Jedno z nich ukazuje Lanę w sukience na bal

maturalny, stojącą u stóp jakichś schodów. Nie wiem gdzie, bo na balu maturalnym takich

schodów nie było. Może u niej w domu? Nie wiem, bo oczywiście nigdy nie zostałam tam

zaproszona.

Lilly objęła jednym spojrzeniem te wszystkie plakaty,  a potem opuściła wzrok na

swoje własne - tak, Lilly cały wczorajszy wieczór, kiedy ja zbierałam informacje o Wendellu

Jenkinsie, robiła plakaty do mojej kampanii wyborczej - i wypowiedziała bardzo brzydkie

słowo.

Bo chociaż plakaty Lilly były bardzo przyjemne - napisała na nich: MIA RZĄDZI i

WYBIERZCIE KSIĘŻNICZKĘ - to był to wyłącznie brokat rozsypany na sztywnym białym

kartonie.   Bo   przecież   Lilly  nie   porobiła   błyszczących   plakatów   z   moimi   zdjęciami   i   nie

oblepiła nimi całej szkoły.

- Nie martw się, Lilly - powiedziałam do niej bardzo współczująco. - I tak nie chcę

być przewodniczącą samorządu, więc może tak będzie najlepiej.

Nawet   Borys   zauważył,   jak   Lilly  posmutniała,   i   zrobiło   mu   się   jej   żal,   co   moim

zdaniem   bardzo   dobrze   o   nim   świadczy,   zwłaszcza   że   tak   mu   wydarła   serce   z   piersi   i

podeptała, zaledwie w maju.

background image

- Twoje plakaty są o wiele ładniejsze niż Lany - powiedział. - Bo powstały z serca, a

nie na jakiejś kolorowej fotokopiarce.

Ale Lilly i tak przedarła swoje plakaty na pół i wepchnęła je do kosza na śmieci przed

biurem administracji. Zanim skończyła, brokat był WSZĘDZIE.

I powiedziała takim złowrogim tonem:

- Chce wojny? No to będzie ją miała.

Ale być może Lilly odnosiła się do faktu, że na lunch dzisiaj podają w stołówce

zapiekankę z dorsza i ziemniaków. A przecież dorsz, główny jej składnik, niemal już wyginął

wskutek   zbyt   intensywnych   połowów.   Lilly   w   swoim   programie   telewizji   kablowej

prowadziła bardzo aktywną kampanię przeciwko podawaniu tej ryby w restauracjach Nowego

Jorku.

Naprawdę chciałabym, żeby te osoby opiniujące program Lilly pospieszyły się i już

znalazły  studio,  które  go kupi.  Lilly naprawdę  potrzebne  są  jakieś nowe  projekty,  ma  O

WIELE za dużo wolnego czasu.

Michael milczy od czasu, kiedy się wylogowałam wczoraj wieczorem. Mam nadzieję,

że   milczy  z   powodu   wyczerpywania   się   zasobów   ropy  naftowej,   bo   tak   go   ten   problem

zaabsorbował,   a   nie   dlatego   że,   no   wiecie,   że   ze   mną   zrywa,   bo   zdał   sobie   sprawę,   że

niezupełnie jestem takim Robiącym To typem.

Środa, 2 września, WF

Powinno być jakieś prawo zabraniające gry w dwa ognie.

A poza tym, co ja JEJ takiego zrobiłam? Przecież ona wyraźnie wygra w tych głupich

wyborach.

I w ogóle po co mi POSIADANIE ochroniarza, skoro pozwala na to, żeby ktoś mnie

walił w udo czerwoną gumową piłką?

Chyba normalnie zostanie mi siniak.

Środa, 2 września, geometria

„a jeśli b” i „a wtedy i tylko wtedy, jeśli b”

Fraza „wtedy i tylko wtedy” jest reprezentowana przez skrót „jeśli” albo

symbol < - >

a < - > b oznacza zarazem: z a wynika b i z b wynika a

Czy twierdzenie odwrotne do twierdzenia prawdziwego jest koniecznie prawdziwe?

Ja bardzo przepraszam, ale

CO????????????????????????????

background image

Na moim udzie pojawia się diagram Eulera, tam gdzie Lana walnęła mnie piłką.

Środa, 2 września,

angielski

Przyznaj, CUDOWNY jest ten różowy sweterek pani M., prawda? Wygląda w nim zupełnie jak

Elle Woods! To znaczy, gdyby Elle Woods miała czarne włosy.

Tak, jest ładny.

Nic   ci   nie   jest?   Jesteś   wściekła   za   to,   co   zrobiła   Lilly?   Moim   zdaniem   byłabyś   świetną

przewodniczącą samorządu szkolnego, naprawdę.

Dzięki, Tina. Ja w zasadzie prawie o tym zapomniałam. Tyle innych rzeczy się dzieje,

Jakich innych rzeczy? Chodzi ci o te ślimaki?

WIESZ o tym????

Było wczoraj wieczorem w wiadomościach. Chyba ci ludzie z Monako trochę się wkurzyli.

Nie mają prawa się wkurzać! To wszystko ich wina!

Taa, ten reporter w sumie o tym wspomniał. Czy to tym się martwisz?

Nie. No cóż, częściowo. To znaczy... Umiesz dotrzymać sekretu?

Oczywiście!

Ja wiem, ale takiego PRAWDZIWEGO sekretu. NIE MOŻESZ powiedzieć Lilly.

Przysięgam na wszystko.

ANI BORYSOWI!!!!!!!!!!!

NA WSZYSTKO!!! POWIEDZIAŁAM, PRZYSIĘGAM NA WSZYSTKO!!!!

Okej.   Dobra.   Chodzi   tylko   o   to,   że   wczoraj   w   kolejce   do   kasy   w   stołówce   Lana

powiedziała mi, że chłopcy na studiach oczekują, że ich dziewczyny będą To Robić, a

to znaczy, że Michael na pewno spodziewa się, że JA będę z nim To Robić, tylko ja nie

jestem pewna, czy chcę. To znaczy, ja chyba CHCĘ, ale jeśli to oznacza, że będę

musiała się przy nim rozebrać, to nie. A nie jestem pewna, czy tego da się jakoś

uniknąć. Poza tym, ja myślałam, że faceci na studiach Robią To tylko z dziewczynami

ze studiów. Ale ja nie jestem dziewczyną ze studiów. Jestem uczennicą szkoły średniej.

Ale potem rozmawiałam o tym z moją mamą, a ona powiedziała, że Zrobiła To, kiedy

miała piętnaście lat, z facetem, który nazywał się Wendell Jenkins, ale potem on się

ożenił z jakąś Królową Kukurydzy imieniem April. I co, jeśli tak się stanie ze mną i

Michaelem? Na przykład jeśli Zrobimy To, a potem zerwiemy, bo okaże się, że chcemy

różnych rzeczy, i on się ożeni z jakąś Królową Kukurydzy? Myślę, że to by mnie chyba

zabiło. Chociaż moja mama twierdzi, że nie myślała o Wendellu od lat. Nie wiem

background image

sama. Co ja mam zrobić?

To, że między Wendellem a twoją mamą się nie ułożyło, nie znaczy wcale, że ty i Michael też

ze sobą zerwiecie. I w ogóle, co to za imię, WENDELL?

Więc mówisz... że powinnam To Zrobić?????

Moim zdaniem Lana wcale nie wie, co robią faceci na studiach. Przecież żadnego nie zna. A

jeśli zna, to pewnie takich, którzy zapisują się do stowarzyszeń studenckich. A Michael nawet

nie należy do żadnego bractwa. Poza tym Michael naprawdę cię kocha. To widać jak na dłoni

ze sposobu, w jaki na ciebie patrzy. Jeśli nie chcesz Tego Robić, to Tego nie Rób.

Tak, ale co z tym, co powiedziała Lana?????

Michael nie należy do tych facetów, którzy rzucaliby dziewczynę, tylko dlatego że Tego z nimi

nie Robi. Może faceci, których zna LANA, tak by postąpili. Jak Josh Richter, na przykład.

Albo ten nowy Ramon. Wygląda na takiego. Ale nie Michael. Bo on o ciebie RZECZYWIŚCIE

dba. A poza tym ja wcale nie uważam, że Michael oczekuje, że To Zrobisz. Przynajmniej

jeszcze nie teraz.

NAPRAWDĘ??????

Naprawdę. No bo wiesz, to by było z jego strony trochę nadużycie. Przecież nie chodzicie ze

sobą   nawet   roku.   Nie   sądzę,   żeby   ktokolwiek   powinien   To   Robić   z   facetem,   jeśli   nie

przechodzą ze sobą przynajmniej roku. A wtedy powinni Zrobić To po raz pierwszy w noc balu

maturalnego.   Bo   kiedy   będziecie   To   Robić   po   raz   pierwszy,   chłopak   powinien   założyć

smoking. Tego wymaga uprzejmość.

Tina, mnie się raptem raz udało zmusić Michaela, żeby mnie zabrał na bal maturalny.

Bardzo wątpię, żeby udało mi się namówić go na to jeszcze raz.

Hm. No cóż, koronacje też się liczą. Jestem pewna, że byłoby to szalenie romantyczne zrobić

To po raz pierwszy po twojej koronacji.

Nie zostanę koronowana, dopóki mój tata nie umrze i nie zostawi mi tronu!!!! Do

czasu, kiedy to się zdarzy, będę może tak stara jak książę Karol!!!!!!!!!!!!!!!! Ja nie

chcę ROBIĆ tego, kiedy będę STARA, tylko wiesz... Nie TERAZ.

No   cóż,   to   chyba   po   prostu   musisz   o   tym   Michaelowi   powiedzieć.   Wy   dwoje   naprawdę

powinniście odbyć ze sobą Rozmowę. Trzeba to wszystko postawić otwarcie. Bo porozumienie

to klucz do udanego romantycznego związku.

A Ty i Borys ją odbyliście? No wiesz. Rozmowę. O Robieniu Tego.

Oczywiście!!!! To znaczy pod warunkiem że sprawy się nie ułożą między mną i księciem

Williamem.   Borys   wie,   że   jeśli   kiedykolwiek   chce   mieć   nadzieję,   że   obdarzę   go   kwiatem

mojego dziewictwa, to będzie musiał to zrobić po balu maturalnym:

background image

• na podwójnym łóżku zasłanym satynową pościelą

• w luksusowym apartamencie z widokiem na Central Park

• w hotelu Four Seasons przy Pięćdziesiątej Siódmej Wschodniej

• z szampanem i truskawkami maczanymi w czekoladzie na powitanie

• z kąpielą aromaterapeutyczną po fakcie

• a potem waflami dla dwojga w łóżku następnego dnia rano Ach, Tina. Nie wiem, jak mam ci

to powiedzieć... Ale wydaje mi się, że Borys nie będzie mógł sobie na coś takiego pozwolić.

Bo wiesz, on NADAL jest uczniem szkoły średniej.

Wiem. Dlatego podpowiedziałam mu, żeby zaczął już odkładać swoją tygodniówkę. Poza tym

lepiej, żeby miał ze sobą więcej niż ten jeden kondom, który nosi w portfelu od dwóch lat.

Borys nosi kondom w portfelu???? TERAZ???????????

Och, jasne. Jest bardzo przezorny. To jeden z powodów, dla których go kocham.

HEJ,   WY   DWIE,   MOGŁYBYŚCIE   ŁASKAWIE   PRZESTAĆ   PRZESYŁAĆ   SOBIE

LIŚCIKI I UWAŻAĆ? TO NAJLEPSZA NAUCZYCIELKA, JAKĄ KIEDYKOLWIEK.

MIAŁYŚMY, A WY WPRAWIACIE MNIE W TOTALNE ZAŻENOWANIE KIEDY TAK

SIEDZICIE I NIE UWAŻACIE Zaraz. O co chodzi z tymi kondomami?

O nic! Patrz na tablicę!

O kim w ogóle gadacie, co ?

O nikim, Lilly. Nieważne. Popatrz, oddaje nasze wypracowania.

Pewnie ci się wydaje, że w ten sposób odwrócisz moją uwagę. Chcę wiedzieć, o kim

wy gadacie. KTO nosi przy sobie kondom??

Teraz ty nie uważasz na lekcji, Lilly!

Jasne! Przyganiał kocioł garnkowi. A co dostałaś, tak przy okazji? Piątkę, jak zwykle,

panno Zawsze Dostaję Piątki z Angielskiego?

No cóż, ja RZECZYWIŚCIE trochę się napracowałam nad tym...

Ha! TO nie jest PIĄTKA!!!! Mówiłam ci. Naprawdę musisz uważać na tych lekcjach,

jeśli poważnie myślisz o tym całym pisarstwie.

Środa, 2 września,

francuski

Nie rozumiem tego. NIE ROZUMIEM TEGO.

Jestem utalentowaną pisarką. WIEM, że tak jest. SŁYSZAŁAM to. Od więcej niż

jednej osoby.

Ja wcale nie twierdzę, że nie mogę się już niczego nauczyć. Wiem, że mogę. Wiem, że

background image

nie jestem żadną Danielle Steel. Ale mimo wszystko. Wiem, że mam wiele do nauczenia się,

zanim kiedykolwiek uda mi się zdobyć Booker Prize czy jedną z innych nagród, jakie dają

pisarzom.

Ale czwórka????

Ja nigdy w życiu nie dostałam czwórki z angielskiego!!!!

Musiała zajść pomyłka.

Byłam w takim szoku, kiedy odebrałam swoją pracę, że chyba po prostu siedziałam

tam   bardzo   długo   z   otwartymi   ustami...  Tak   długo,   że   tłumek   zebrany  przy   biurku   pani

Martinez przerzedził się na tyle, że wreszcie mnie zauważyła i powiedziała:

- Tak, Mia? Chcesz o coś zapytać?

- To czwórka... - Tylko tyle udało mi się wykrztusić. Bo gardło miałam jakieś takie

ściśnięte. I ręce mi się spociły. A palce mi się trzęsły.

Bo   nigdy  przedtem   nie   dostałam   czwórki   z   wypracowania   z   angielskiego.   Nigdy,

nigdy, nigdy, nigdy...

-   Mia,   ty   naprawdę   dobrze   piszesz   -   powiedziała   pani   Martinez.   -  Ale   brak   ci

dyscypliny.

- Tak? - Oblizałam usta. Strasznie mi wyschły wargi.

Pani Martinez pokręciła głową ze smutkiem.

- Zdaję sobie sprawę, że to nie jest wyłącznie twoja wina - ciągnęła. - Prawdopodobnie

od lat zbierasz piątki z angielskiego, wykorzystując ten sam komiksowy, błyskotliwy humor i

zręczne odnośniki do kultury masowej jak w tym wypracowaniu. Jestem pewna, że twoi

nauczyciele byli tak zajęci tymi uczniami, którzy w ogóle pisać nie umieli, że nie zajmowali

się tym, kto ewidentnie to umie. Ale zauważ, Mio, nie ma miejsca na tego rodzaju świadomą

błazenadę w poważnej pracy pisarskiej. Jeśli nie nauczysz się samodyscypliny, nigdy nie

dojrzejesz jako pisarka. Takie kawałki jak ten, który mi oddałaś, dowodzą tylko, że masz

łatwość znajdowania słów, A NIE, że jesteś pisarką.

Nie   miałam   pojęcia   o   czym   ona   mówi.   Wiedziałam   tylko,   że   dostałam   czwórkę.

Czwórkę!!! Z ANGIELSKIEGO.

- Jeśli napiszę nową pracę - spytałam - czy przyjmie ją pani zamiast tej i unieważni tę

czwórkę?

- Tak, jeśli będzie wystarczająco dobra - odparła pani Martinez. - Nie chcę, Mio, żebyś

coś znów napisała na chybcika. Chcę, żebyś to trochę przemyślała. Chcę, żebyś mnie zmusiła

do myślenia.

- Ale - zaprotestowałam słabo - to właśnie usiłowałam zrobić w swoim wypracowaniu

background image

o ślimakach...

-   Porównując   wrzucenie   dziesięciu   tysięcy   ślimaków   do   Zatoki   Genowiańskiej   z

odmową Pink wystąpienia przed księciem Williamem, bo on uczestniczy w polowaniach? -

Pani Martinez wzruszyła ramionami. - Nie, Mio. To mnie nie zmusiło do myślenia. To tylko

napełniło mnie smutkiem nad twoim pokoleniem.

Na szczęście wtedy odezwał się pierwszy dzwonek na lekcję, więc musiałam wyjść.

Może to i lepiej, bo i tak miałam właśnie zwymiotować na biurko.

Środa, 2 września,

RZ

Michael   zadzwonił   w   czasie   lunchu.   Uczniom   LiAE   nie   wolno   dzwonić   ani

przyjmować telefonów w czasie lekcji, ale podczas lunchu można.

W każdym razie powiedział coś w rodzaju: „Hej, co to było wczoraj wieczorem? Tak

nagle się wylogowałaś...”

Ja: Och, tak. Przepraszam. Rocky obudził się z płaczem i musiałam mu  śpiewać,

dopóki nie zasnął.

Michael: Ach. Więc wszystko w porządku?

Ja: No cóż, jeśli twoim zdaniem to w porządku, że po dwóch pierwszych dniach

szkoły już zawalam geometrię, że zmuszono mnie do udziału w wyborach na przewodniczącą

samorządu wbrew mojej woli i że zdaniem mojej nowej nauczycielki angielskiego jestem

beztalenciem i oszustką, to tak, chyba tak.

Michael: Nie, nie uważam, żeby to było w porządku. Rozmawiałaś już - zaraz, z kim

masz geometrię? Z Hardingiem? To sensowny facet - żeby ci dodatkowo pomógł na lekcjach?

Albo, jeśli chcesz, możemy razem przerobić ten rozdział w sobotę. I jakim cudem twoja

nauczycielka angielskiego mogła pomyśleć, że jesteś beztalenciem i oszustką? Przecież ty

naprawdę świetnie piszesz. A jeśli chodzi o ten samorząd szkolny, po prostu powiedz Lilly, że

nie obchodzi cię, JAKI ona ma plan, że masz dość zmartwień i nie chcesz kandydować.

Ha.   Łatwo   Michaelowi   mówić.   On   się   nie   boi   swojej   siostry   -   ani   troszkę,   w

przeciwieństwie do mnie. A pan Harding? Sensowny facet? Mój Boże, dzisiaj cisnął w Trishę

Hayes kawałkiem kredy! Dobra, zrobiłabym to samo, gdybym uważała, że mi to ujdzie na

sucho. No, ale mimo wszystko...

I skąd Michael w ogóle wie, jak ja piszę? Poza paroma zeszłorocznymi artykułami w

background image

szkolnej gazecie i moimi listami, mailami i gadaniem na ICQ, nigdy nie czytał niczego, co

napisałam. Na pewno nie dawałam mu do przeczytania swoich wierszy. Co by było, gdyby

mu się nie spodobały? Moja dusza pisarza byłaby zdruzgotana.

Nawet bardziej zdruzgotana niż w tej chwili.

Ja: Sama nie wiem. A jak TOBIE mija dzień?

Michael: Świetnie. Dzisiaj na zasadach geomorfologii mówiliśmy o tym, jak pokrywa

lodowa skurczyła się o dwieście pięćdziesiąt milionów akrów - to obszar Kalifornii i Teksasu

razem wziętych - w ciągu ostatnich dwudziestu lat, i że jeśli nadal będzie erodować w tym

samym tempie - około dziewięciu procent na dziesięć lat - to do końca tego stulecia zupełnie

zniknie, a to, oczywiście, będzie miało tragiczne konsekwencje dla życia na Ziemi, takiego,

jakie znamy. Całe gatunki znikną, a każdy, kto ma jakąś nieruchomość nad morzem, będzie w

sumie właścicielem posesji podmorskiej. Chyba że zrobimy coś, żeby kontrolować emisję

zanieczyszczeń, które niszczą warstwę ozonową i wspomagają to topnienie.

Ja: Więc w sumie nie ma żadnego znaczenia, jaki stopień będę miała z geometrii, bo i

tak wszyscy umrzemy?

Michael: No cóż, nie my, ściśle mówiąc. Ale nasze wnuki tak.

Tyle że, jestem całkiem pewna, Michael nie miał na myśli NASZYCH wnuków, to

znaczy dzieci tych dzieci, które on i ja moglibyśmy mieć, gdybyśmy, no wiecie, To Robili.

Moim zdaniem mówił o wnukach w sensie ogólnym. O takich wnukach, które mógłby mieć z

jakąś Królową Kukurydzy, z którą ożeni się później, kiedy on i ja już się rozejdziemy i

pójdziemy osobnymi drogami.

Ja: Ale ja myślałam, że i tak umrzemy w ciągu dziesięciu lat, kiedy skończy się łatwy

dostęp do ropy naftowej.

Michael: Och, tym się nie martw. Doo Pak i ja postanowiliśmy zbudować prototyp

pojazdu z napędem wodorowym. Mam nadzieję, że to rozwiąże problem. Jeśli tylko przemysł

motoryzacyjny nie każe nas za to zamordować.

Ja: Och. Okej.

Dobrze wiedzieć, że ludzie inteligentni, tacy jak Michael, pracują nad tym problemem

kończącej się ropy. To zostawia problemy łatwiej rozwiązywalne, jak na przykład zabójcze

algi i samorządy szkolne, ludziom takim jak ja.

background image

Michael: To jak, nadal jesteśmy umówieni na sobotę?

Ja: Chodzi ci o to, żebym przyszła i poznała Doo Paka? Chyba tak.

Michael: No,. w sumie, to myślałem, że...

I w tym momencie Lilly zaczęła wyrywać mi komórkę. I wyrwała.

Lilly: Czy to mój brat? Daj mi z nim porozmawiać.

Ja: Lilly! Zostaw!

Lilly: Poważnie. Ja muszę z nim pomówić. Mama znów zmieniła hasło i nie mogę się

dostać do jej skrzynki mailowej.

Ja: W ogóle nie powinnaś czytać maili swojej matki!

Lilly: To skąd będę wiedzieć, co o mnie opowiada różnym ludziom?

Tu wreszcie udało, mi się wyrwać telefon z jej ręki.

Ja: Hm, Michael. Będę musiała do ciebie oddzwonić. Po szkole. Dobrze?

Michael: Och. Dobrze. Trzymaj się. Wszystko będzie dobrze.

Ja: Tak. Jasne.

JEMU łatwo mówić, że wszystko będzie dobrze. Bo wszystko BĘDZIE dobrze. Dla.

NIEGO. ON już nie musi tkwić w tym piekle przez osiem godzin dziennie. On ma fajne

wykłady o tym, jak topi się czapa polarna i o tym, że wszyscy zginiemy, a ja muszę chodzić

korytarzem, gdzie dwadzieścia milionów plakatów z Laną Weinberger patrzy na mnie z góry i

woła: „Nieudacznik! Nieudacznik! Księżniczka czego? Ach, tak! Nieudacznikowa!”

Kiedy   wyszłyśmy   ze   stołówki,   żeby   nałożyć   błyszczyk   przed   następną   lekcją,

zobaczyłam   Ramona   Riverasa,   tego   przystojnego   nowego   ucznia   na   wymianę,   który

demonstrował brazylijskie techniki piłki Lanie i kilku członkom starszej drużyny piłki nożnej

LiAE, a oni wszyscy nie odrywali od niego oczu (no i dobrze, bo w zeszłym roku nie wygrali

ani jednego meczu). Tyle że zamiast piłki Ramon używał pomarańczy, kopiąc ją to jedną, to

drugą nogą. Mówił też coś, ale nie zrozumiałam ani słowa z tego, co wygadywał. Inni też

chyba nie, bo mieli niepewne miny.

Ale   zobaczyłam,   że   Lana   przytakuje,   jakby   rozumiała.   I   pewnie   rozumiała.   Lana

bardzo dobrze się orientuje we wszystkim, co brazylijskie. Wiem, bo widziałam ją nagą pod

background image

prysznicem.

Środa, 2 września,

nadal RZ

Mia. Zróbmy jakąś listę.

Nie! Lilly, daj mi spokój! Mam w tej chwili za dużo problemów, żeby robić listy.

Jakich problemów? Nie masz żadnych problemów. Jesteś księżniczką. Nie zawalasz algebry.

Masz chłopaka.

No właśnie, o to chodzi! Mam chłopaka, ale on najwyraźniej oczekuje, że ja...

Że ty co?

Nieważne. Zróbmy jakąś listę.

LILLY I MIA

OCENIAJĄ REALITY SHOWS

Wyprawa Robinsona:

Lilly: Autorzy programu żerują na najniższych instynktach. Chcąc za wszelką cenę

przyciągnąć   widzów,   wykorzystują   fakt,   że   wielu   ludzi   potrafi   się   cieszyć   z   cudzych

niepowodzeń i napawać widokiem czyjegoś upokorzenia. 0/10

Mia: Taa. No i jeszcze patrzeć, jak jedzą robaki. Błe!!!! 0/10

Nieustraszeni:

Lilly: To samo. 0/10

Mia: I jeszcze trochę robaków. Bleee. 0/10

Idol:

Lilly: Program jest zabawny - jeśli uznamy za zabawne bezlitosne kpiny z młodych

ludzi i ich prób podzielenia się swoim talentem ze światem. 5/10

Mia: Ponieważ moje własne marzenia zostały ostatnio aż zbyt okrutnie podeptane, nie

bawi mnie patrzenie, jak niszczy się marzenia innych. 2/10

Nowożeńcy Nick i Jessica:

Lilly:   Jeśli   widok   żałosnych   prób   niedouczonej   śpiewaczki,   która   nie   zna   różnicy

między  kurczakiem   a   tuńczykiem,   to   wasz   ideał   miłego   spędzania   czasu,   proszę   bardzo,

background image

można to sobie oglądać do woli. Ja was nie będę powstrzymywać. 0/10

Mia: Jessica nie jest głupia, po prostu brak jej doświadczenia! Jest taka ZABAWNA. A

Nick taki seksowny. Najlepszy program! 10/10

Panna na wydaniu:

Lilly: A kogo obchodzi, czy dwoje głupich ludzi się zejdzie? Skończy się tylko tym, że

urodzą sobie dzieci i będzie na naszej planecie jeszcze więcej głupich ludzi. A my ich do tego

zachęcamy, oglądając ten program! Żałosne. 0/10

Mia: Bzdura! Oni szukają miłości! Co w tym złego? 5/10

Co by tu zmienić:

Lilly: Nigdy bym nie dopuściła Hildi w pobliże mojego pokoju. 10/10

Mia: Muszę się zgodzić. Ta dziewczyna ma źle w głowie. Ale fajnie byłoby napuścić

ją na pokój LANY. 10/10

Prawdziwy świat:

Lilly: Ideał - jeśli lubisz patrzeć, jak młodzi ludzie taplają się w wannach z gorącą

wodą bez kontroli ze strony rodziców ani przesadnej moralności. Dla mnie to ideał. 10/10

Mia: Czemu oni wszyscy muszą się do siebie tak paskudnie odnosić? Ale i tak JEST

całkiem niezły. 9/10

Gejowskie oko na heteroseksualistę:

Lilly: Pięciu homoseksualistów zmienia styl facetów hetero, którzy do tej pory totalnie

nie   mieli   stylu,   do  tego   stopnia,   że   potrafili   się  ubrać   w  marmurkowe   jeansy.   Niektórzy

zwolennicy   równych   praw   dla   ludzi   o   różnej   orientacji   seksualnej   obawiają   się,   że   ten

program cofnie ich ruch o całe dziesięciolecia. A jednak... DLACZEGO ten jeden facet tak

długo nosił tę obrzydliwą peruczkę???? 10/10

Mia:  Taa,  a  ja,  tak   się  składa,  znam  kogoś,  komu  bardzo   by  się  przydała   pomoc

Świetnej Piątki, której na pewno nie spodobałoby się wtykanie swetra w spodnie. 10/10

Proste życie z Paris Hilton i Nicole Richie:

Lilly: Żartujesz, prawda? Ta modliszka i jej wiecznie podpita przyjaciółka ani trochę

mnie nie bawią. Poza tym to bardzo nieładnie kpić sobie z ludzi, którzy byli na tyle uprzejmi,

że przyjęli cię pod swój dach? 0/10

background image

Mia: Hm. W pewien sposób muszę się tu zgodzić. Tym dziewczynom przydałyby się

PODSTAWOWE   lekcje   etykiety.   Może   następnym   razem   Hilton   i   mała   Nicole   powinny

spędzić   tydzień   z   Grandmère!   Założę   się,   że   już   ONA  coś   by   im   powiedziała   o   tych

kolczykach. Taki reality show to ja bym BARDZO chętnie obejrzała!!!!!!!! 0/10

Środa, 2 września,

wychowanie obywatelskie

TEORIE RZĄD U (ciąg dalszy)

TEORIA   KONTRAKTU   SPOŁECZNEGO:   Thomas   Hobbes,   siedemnastowieczny

angielski filozof, napisał Lewiataną a w nim stwierdził, że:

Ludzie początkowo trwali w „stanie natury”. Innymi słowy, w ANARCHII.

Ale przecież anarchia jest zła! Przy anarchii ludzie mogą robić co im się żywnie

podoba!   W   anarchii,   na   przykład,   pewna   czirliderka,   której   nie   nazwiemy   po   imieniu,

mogłaby nosić parę szortów, które ewidentnie należą do jednego z członków drużyny piłki

nożnej, pod swoją szkolną spódnicą i upewniać się, że każdy widzi, że ona je nosi, krzyżując

nogi   bardzo   szerokim   i   wygimnastykowanym   gestem   w   czasie   lekcji   wychowania

obywatelskiego,   tak   jak   być   może   robi   to   W   TEJ   CHWILI,   nie   respektując   szkolnych

zarządzeń. A pewna inna osoba, której również nie nazwę, może i miałaby ochotę na nią

donieść, ale ostatecznie nie zdecyduje się na to, bo donoszenie jest złe, o ile nie zależy od

tego czyjeś życie.

Hobbes   utrzymywał,   że   umowa   społeczna   między   ludźmi   a   rządem   ostatecznie

doprowadzała do rozwiązania państwa.

Na   szczęście   John   Locke   zmodyfikował   tę   teorię,   twierdząc,   że   kontrakt   można

renegocjować.

NIECH ŻYJE LOCKE!

NIECH ŻYJE LOCKE!

NIECH ŻYJE!

NIECH ŻYJE LOCKE!

Środa, 2 września,

geografia

Kenny właśnie pochylił się do mnie, żeby mi przypomnieć, że ma nową dziewczynę,

Heather, którą poznał latem na obozie naukowym. Najwyraźniej Heather przewyższa mnie

background image

pod   każdym   względem   (same   piątki,   ćwiczy  gimnastykę,   jej   wypracowania   są   wolne   od

takich   naleciałości,   jak   komiksowy   humor   i   odniesienia   do   kultury   masowej,   nie   jest

księżniczką itd.), więc mimo tego, co sobie mogę wyobrażać, Kenny już się ze mnie wyleczył

i mogę sobie wytrzeszczać na niego te swoje wielkie, dziecinne, błękitne oczy, ile mi się

żywnie podoba, ale on NIE będzie odrabiał za mnie w tym semestrze pracy domowej z

geografii.

A  co   mi   tam,   Kenny.   Po   pierwsze,   sprawdź   sobie   wzrok:   oczy   mam   szare,   nie

niebieskie.   Po   drugie,   nigdy   cię   w   zeszłym   roku   nie   prosiłam,   żebyś   odrabiał   za   mnie

biologię.   Po   prostu   sam   zacząłeś   odrabiać,   z   własnej   woli.   Przyznaję,   źle   zrobiłam,

POZWALAJĄC ci na to, zwłaszcza że wiedziałam, że nie lubię cię tak samo jak ty mnie. Ale

nie bój się, to się nie powtórzy. Bo ja mam szczery zamiar uważać na tych lekcjach i SAMA

robić prace domowe. Wcale nie będę POTRZEBOWAŁA twojej pomocy.

I mam szczerą nadzieję, że ty i Heather będziecie ze sobą szczęśliwi. Wasze dzieci

będą na pewno bardzo inteligentne. Oczywiście jeśli w ogóle kiedykolwiek dojdziecie do

Robienia   Tego.   I   zapomnicie   o   kontroli   urodzeń.   Chociaż   to   mało   prawdopodobne   w

przypadku dwojga naukowych geniuszy.

Kenny jest taki dziwny.

Nie, wiecie co? CHŁOPCY są dziwni. Poważnie. Może właśnie o tym powinnam

napisać poprawkowe wypracowanie dla pani Martinez. O chłopcach i o tym, jacy są dziwni.

Na przykład moja obecna lista pięciu najlepszych filmów obejmuje:

Wirujący seks

Flashdance

Dziewczyny z drużyny

Oryginalne Gwiezdne Wojny

oraz

Honey

Wszystkie mają podobny temat - dziewczyna musi wykorzystać swoje nowo nabyte

talenty (taniec), żeby uratować siebie/swój związek/drużynę (no cóż, może to nie do końca

prawda w odniesieniu do Gwiezdnych Wojen. Chociaż czemu nie, trzeba tylko zastąpić słowo

„dziewczyna” słowem „chłopak”. A „taniec” słowem „Moc”).

Więc łatwo możecie zrozumieć, czemu tak mi się podobają.

Ale ulubione filmy Michaela - nie licząc oryginalnych Gwiezdnych Wojen, oczywiście

- totalnie różnią się od moich. Nie ma w nich żadnego wspólnego wątku! Każdy z innej

parafii! A co do większości, to naprawdę nie rozumiem, DLACZEGO mu się podobają. W

background image

żadnym z nich nie ma tańca.

Oto krótki rzut okiem na Dziwny Świat Chłopaków i Filmów, Które Lubią:

PIĘĆ ULUBIONYCH FILMÓW MICHAELA

(Z KTÓRYCH ŻADNEGO NIE WIDZIAŁAM

ANI NIGDY NIE OBEJRZĘ):

Ojciec chrzestny

Człowiek z blizną

Teksańska masakra piłą łańcuchową

Obcy, Obcy II, Obcy III itd.

Egzorcysta

PIĘĆ ULUBIONYCH FILMÓW MICHAELA

(KTÓRE WIDZIAŁAM, NIE LICZĄC ORYGINALNYCH 

 

 GWIEZDNYCH WOJEN,

OCZYWIŚCIE):

Życie biurowe

Belfer

Piąty element

Żołnierze kosmosu

Straż wiejska

Chciałabym tylko zauważyć, że w żadnym z powyższych filmów nie ma ani jednej

sceny tańca. Ani jednej! I naprawdę trudno się w nich doszukać jakiegokolwiek wspólnego

wątku, nic ich właściwie nie łączy, może poza tym, że we wszystkich faceci mają superśliczne

dziewczyny.

Ogólnie rzecz biorąc, mężczyźni i kobiety kierują się zupełnie innymi kryteriami w

wyborze   rozrywek   filmowych.   Naprawdę,   aż   dziw,   że   czasem   udaje   im   się   tej   rozrywki

zażywać wspólnie.

Ale z drugiej strony to prawdopodobnie nie jest temat, który mógłby zainteresować

panią Martinez. Moim zdaniem to pouczające, wątpię jednak, żeby ona też tak to odebrała.

Ona pewnie nigdy nie chodzi do kina, bo to taka rozrywka dla mas. Pewnie chodzi

tylko na FILMY, na przykład te, które pokazują w kinach studyjnych. Założę się, że nie ma

nawet telewizora. .

O mój Boże. Nic dziwnego, że jest TAKA.

background image

WF: nie dotyczy

Geometria: ćwiczenia strony 20 - 22

Angielski: nie wiem, byłam zbyt wytrącona z równowagi, żeby to

zapisać

Francuski: écrivez une historie

Poza tym, sprawdzić, czy Perin to chłopak, czy dziewczyna!!!!!!!

RZ: nie dotyczy

Wychowanie   obywatelskie:   Co   jest   podstawą   rządu   według   teorii

kontraktu społecznego

Geografia: zapytać Kenny'ego

Środa, 2 września, w limuzynie w drodze do domu

z hotelu Plaza

Dzisiaj,   kiedy   dotarłam   do   Grandmère   na   lekcję   etykiety,   oświadczyła   mi,   że

wybieramy się na rekonesans w terenie.

Powiedziałam jej, że na lekcję etykiety to ja w zasadzie nie mam dzisiaj czasu - że w

grę wchodzi mój stopień z angielskiego i że muszę wracać do domu i od razu brać się do

pisania.

Ale na Grandmère nie zrobiło to najmniejszego wrażenia - nawet kiedy powiedziałam

jej,   że   moja   przyszła   kariera   pisarki   od   tego   zależy   Powiedziała,   że   członkowie   rodzin

królewskich i tak nie powinni pisać książek - że ludzie chcą czytać książki O  NICH, a nie

pisane PRZEZ NICH.

Grandmère czasem tak kompletnie nic nie kuma!

Byłam pewna, że nasz rekonesans dotyczy wizyty u Paola - moje odrosty totalnie

zaczynają być widoczne - ale zamiast tego Grandmère zabrała mnie na dół do jednej z wielu

sal konferencyjnych w Plaza. W długiej sali stało mniej więcej dwieście krzeseł, a w głębi

mównica z mikrofonem i szklanką wody.

Tylko pierwszy rząd krzeseł był zajęty. A siedzieli tam: pokojówka Grandmère, jej

szofer i różni członkowie personelu hotelu Plaza w swoich złoto - zielonych uniformach, z

bardzo niewyraźnymi minami. Zwłaszcza pokojówka Grandmère, która na kolanach trzymała

roztrzęsionego Rommla.

Najpierw myślałam, że zostałam wrobiona i że to jakaś konferencja prasowa na temat

ślimaków czy coś. Tylko gdzie się podziali reporterzy?

background image

Ale Grandmère powiedziała, że nie, to nie jest konferencja prasowa. To praktyka.

Przed debatą.

Debatą przed głosowaniem na przewodniczącą samorządu.

- Hm, Grandmère  - powiedziałam. - Nie ma żadnej debaty przed głosowaniem na

przewodniczącą samorządu. Wszyscy tylko oddają głosy. W poniedziałek.

Ale   Grandmère   mi   nie   uwierzyła.   Powiedziała,   wydychając   długą   strużkę   dymu

papierosowego, chociaż w Plaza obowiązuje zasada: Można palić tylko w swoim pokoju.

- Twoja mała przyjaciółka, Lilly, powiedziała mi, że jest debata.

- Rozmawiałaś z LILLY? - Ledwie mogłam uwierzyć w to, |to usłyszałam. Lilly i

Grandmère się NIE CIERPIĄ. I to nie bez powodu, po całej tamtej aferze z Jangbu Panasą.

A   teraz   Grandmère   mówi   mi,  że   ona   i   moja   najlepsza   przyjaciółka   są

KUMPELKAMI?

- KIEDY LILLY CI TO POWIEDZIAŁA? - zapytałam ostro, bo nie wierzyłam w ani

jedno słowo.

- Niedawno - powiedziała Grandmère. - Stań po prostu na mównicy i zobacz, jakie to

uczucie.

-   JA  WIEM,   jakie   to   uczucie,   stać   na   mównicy,   Grandmère   -   powiedziałam.   -

Stawałam   już   na   mównicy,   pamiętasz?   Kiedy   zwróciłam   się   do   Parlamentu   Genowii   w

sprawie parkometrów.

- Tak - zgodziła się Grandmère. - Ale to była widownia złożona ze starszych panów.

Tutaj   chcę,   żebyś   wyobraziła   sobie,   że   występujesz   przed   widownią   złożoną   ze   swoich

rówieśników.  Wyobraź   sobie,   że   siedzą   przed   tobą   w   tych   swoich   idiotycznych   luźnych

spodniach i czapeczkach bejsbolowych daszkiem do tyłu.

- My nosimy do szkoły mundurki, Grandmère - przypomniałam jej.

-   Tak,   no   cóż,   wiesz,   o   co   mi   chodzi.   Wyobraź   sobie,   że   siedzą   tam   wszyscy

uczniowie, niektórzy z nich marzą, żeby mieć własny telewizyjny program, jak ten okropny

Ashton   Kutcher.   A   potem   powiedz   mi,   jakbyś   odpowiedziała   na   takie   pytanie:   Jakie

ulepszenia wprowadziłabyś, żeby Liceum imienia Alberta Einsteina stało się lepszą instytucją

edukacyjną, i dlaczego?

Poważnie,   ja   jej   czasem   nie   rozumiem.   Zupełnie   jakby   się   potłukła   wkrótce   po

urodzeniu. Jakby ją ktoś upuścił. Tylko że na drewniany parkiet, a nie na miękki materac na

japońskim tapczanie, jak ja Rocky'ego nie tak dawno temu. Tylko że to totalnie nie była moja

wina, bo Michael tak niespodziewanie wszedł do pokoju w tych nowych dżinsach.

- Grandmère... - powiedziałam. - Po co to wszystko? NIE MA ŻADNEJ DEBATY.

background image

- ODPOWIEDZ NA PYTANIE.

Boże. Ona jest czasami niemożliwa.

Dobra, ciągle jest niemożliwa.

Więc,   żeby   tylko   się   ode   mnie   odczepiła,   stanęłam   na   tej   głupiej   mównicy   i

powiedziałam do mikrofonu:

- Ulepszenia, jakie wprowadziłabym, żeby Liceum imienia Alberta Einsteina stało się

lepszą instytucją edukacyjną, objęłyby wprowadzenie do menu stołówki większego wyboru

dań bezmięsnych dla uczniów, którzy są weganami i wegetarianami, i, hm, umieszczanie co

wieczór zadanych prac domowych na stronie internetowej szkoły, żeby uczniowie, którym,

ehm, zdarzyło się zapomnieć je zanotować, mogli dokładnie sprawdzić, co mają do zrobienia

na następny dzień.

-   Nie   garb   się   tak   nad   mównicą,   Amelio   -   powiedziała   krytycznie   Grandmère,

wydmuchując dym na wielkiego rododendrona w doniczce (Grandmère ma dzikie szczęście.

Bo za dziesięć lat, kiedy skończy się cała ropa naftowa i do końca stopi się polarna czapa

lodowa, pewnie już zdąży umrzeć na raka płuc przez te wszystkie papierosy, które wypala). -

Stań prosto. Ramiona do tyłu. Tak właśnie. Możesz mówić dalej.

Totalnie zdążyłam zapomnieć, o czym mówiłam.

- A co z belframi? - zawołał szofer Grandmère, usiłując zabrzmieć jak kandydat do roli

Ashtona Kutchera w luźnych spodniach. - Co z nimi zrobisz, ha?

- O, tak - powiedziałam. - Nauczyciele. Czy nie jest ich zadaniem wspieranie nas w

naszych marzeniach? Ale zauważyłam, że niektórzy nauczyciele chyba uważają, że ta część

ich obowiązków zawodowych oznacza niszczenie naszych nadziei... i... tłumienie naszych

twórczych ambicji! Tylko dlatego że, no wiecie, mogłyby bardziej dotyczyć rozrywki niż

edukacji. I to mają być ludzie, którzy chcą kształtować nasze młode umysły? Oni?

- Nie! - zawołała jedna z pokojówek.

- Cholerna racja! - wrzasnął szofer Grandmère.

-  Aha   -   dodałam,   nabierając   pewności   siebie.   -   No   i,   hm,   kamery   przed   szkołą.

Rozumiem, że jako środek bezpieczeństwa są bardzo potrzebne. Ale jeśli używa się ich jako...

- Amelio! - wrzasnęła Grandmère. - Łokcie z pulpitu! Zdjęłam łokcie z pulpitu.

- .. .jako narzędzia do śledzenia uczniów, to muszę spytać, czy administracja ma prawo

szpiegować?   -   Zaczynałam   się   naprawdę   nieźle   bawić   tą   całą   debatą.   -   Co   się   dzieje   z

taśmami wideo z tych kamer, kiedy są już nagrane? Czy się je cofa i nagrywa ponownie, czy

też   są   gdzieś   przechowywane,   żeby   można   było   ich   zawartość   wykorzystać   kiedyś   w

przyszłości   przeciwko  nam?  Na  przykład   jeśli   ktoś  z  nas  zostanie  nominowany  do  Sądu

background image

Najwyższego, czy taśma, na której zarejestrowano, jak ten ktoś polewa Lwa Joego colą,

mogłaby się dostać w ręce reporterów i zostać wykorzystana?

- Stopy na podłodze, Amelio! - ryknęła Grandmère, tylko dlatego że oparłam nogę na

tej półce pod mównicą, gdzie powinno się kłaść torebkę.

-   A   co   zrobić   z   tymi   dziewczynami,   które   noszą   pod   szkolną   spódnicą   szorty

gimnastyczne   swoich   chłopaków?   -  ciągnęłam.   Muszę   przyznać,   zaczynałam  mieć   niezły

ubaw. Pokojówki z Plaza słuchały mnie uważnie. Jedna z nich nawet zaklaskała po tym, co

powiedziałam o taśmach wideo, które mogą zostać wykorzystane przeciwko nam, kiedy nas

mianują do Sądu Najwyższego. - Niezależnie od tego, jak seksistowskie wydaje mi się takie

zachowanie, szkoła  nie powinna się  interesować,  co uczennice noszą  pod spódnicą. A ja

mówię, że nie! Nie! Nie czepiajcie się MOJEJ bielizny!

No,   no!   Ostatni   fragment   przyniósł   mi   owację   na   stojąco   ze   strony   pokojówek!

Poderwały się na nogi i zaczęły wznosić okrzyki, zupełnie jakbym... No, nie wiem. Jakbym

była J. Lo czy kimś takim!

Ale Grandmère nie była tak zachwycona jak reszta.

- Amelio... - powiedziała, wydmuchując strużkę niebieskiego dymu. - Księżniczki nie

tłuką pięściami w pulpit dla podkreślenia zdania.

- Przepraszam, Grandmère - powiedziałam.

Chociaż wcale nie czułam się skruszona. Mówiąc prawdę, czułam się ożywiona. Nie

miałam pojęcia, że to taka frajda, przemawiać do sali pełnej pokojówek hotelowych. Kiedy

zwracałam się do Parlamentu Genowii w kwestii parkometrów, prawie nikt mnie nie słuchał.

Ale dzisiaj w hotelu te kobiety jadły mi z ręki. Naprawdę.

Chociaż pewnie byłoby zupełnie inaczej, gdybym rzeczywiście przemawiała do sali

wypełnionej ludźmi w moim wieku. Bo gdybym stała przed Laną i Trishą, i całą tamtą resztą,

mogłoby to trochę inaczej wyglądać.

Na przykład mogłabym sama na siebie zwymiotować.

Ale nie będę się tym martwić, bo do tego pewnie nigdy nie dojdzie. To znaczy do tego,

żebym rzeczywiście musiała wystąpić w debacie przeciwko Lanie. Bo przecież nikt nie mówił

nic o żadnej debacie.

A nawet jeśli ma być, to ja i tak nie będę musiała brać w niej udziału.

Bo Lilly tak powiedziała. Że ma plan.

Cokolwiek by to miało znaczyć.

Środa, 2 września, poddasze

background image

Na poddaszu przy Thompson Street znów trafiłam w sam środek chaosu. Ponieważ w

ten weekend mama i pan G. jadą do Indiany, mama musiała przełożyć swój babski wieczorek

pokerowy z soboty na dzisiaj. Więc te wszystkie feministki - artystki z pokerowego kółka

mojej mamy siedziały wkoło kuchennego stołu i jadły moo goo gai pan, kiedy weszłam.

No i były też bardzo głośne. Tak głośne, że kiedy zawołałam Grubego Louie, nie

przyszedł. Potrząsałam jego paczką niskotłuszczowych kocich pasztecików i nic. Nic. Przez

chwilę naprawdę myślałam, że Gruby Louie uciekł - na przykład wymknął się wśród tego

hałasu   i   zamieszania   robionego   przez   wchodzące   feministki.   Bo   wiecie,   on   nie   był   za

szczęśliwy, że musi się dzielić poddaszem z małym dzieckiem. Prawdę mówiąc, parę razy

musieliśmy go wyganiać z kołyski Rocky'ego, bo on sobie chyba wymyślił, że wstawiliśmy ją

tam wyłącznie dla niego. No, w sumie ona w pewnym sensie JEST wymiarów Louiego.

No i przyznam, FAKTYCZNIE spędzam z Rockym mnóstwo czasu. Czasu, który

poświęcałam kiedyś na robienie Grubemu Louie kocich masaży i tak dalej.

Ale ja USIŁUJĘ być dobrą matką - dzieciolizem i dla mojego brata, i dla mojego kota.

Wreszcie znalazłam go chowającego się pod moim łóżkiem... Ale tylko łebek schował,

bo jest taki gruby, że reszta się nie zmieściła, więc jego koci tyłeczek tak jakoś sterczał w

powietrzu.

Naprawdę,   nie   winię   go   za   to,   że   chciał   się   schować.   Przyjaciółki   mamy  bywają

przerażające.

Pan G. najwyraźniej się z tym zgadza. On też się schował, jak się okazało, w sypialni,

którą dzielą z mamą, i z Rockym usiłował oglądać mecz bejsbolowy. Podniósł wzrok, cały

przestraszony, kiedy weszłam przesłać Rocky'emu buziaczka.

- Poszły już? - zapytał, a oczy za szkłami okularów miał jakieś takie dzikie.

- Hm... - powiedziałam. - One jeszcze nawet nie zaczęły grać.

- Cholera. - Pan G. spojrzał na swojego syna, który chociaż raz w życiu nie płakał.

Zazwyczaj siedzi cicho, kiedy telewizor jest włączony. - To znaczy, kurczę.

Ogarnęło mnie nagłe współczucie dla pana G. Nie jest łatwo być mężem mojej mamy.

Pomijając   kwestię   szalonego   malarstwa,   pozostaje   jeszcze   fakt,   że   wydaje   się   fizycznie

niezdolna   do   opłacenia   jakiegokolwiek   rachunku   na   czas   czy   nawet   ZNALEZIENIA

rachunku, kiedy sobie wreszcie przypomni, że go powinna opłacić. Pan G. zorganizował

wszystko tak, że rachunki płacimy przez Internet, ale to nie pomaga, a to ze względu na te

wszystkie   czeki,   które   mama   dostaje   za   sprzedaż   swoich   dzieł   sztuki,   a   które   lądują,

pogniecione, w najdziwniejszych miejscach, na przykład na dnie pojemnika na jej maskę

gazową.

background image

Przysięgam,   przy   mojej   niezdolności   do   dzielenia   ułamków   i   jej   niezdolności   do

wywiązywania   się   z   odpowiedzialności   i   obowiązków   dorosłego   człowieka   -   pomijając

chodzenie na marsze protestacyjne i karmienie piersią - to cud, że pan G. się z nami nie

rozwiedzie.

-   Coś   ci   przynieść?   -   spytałam   pana   G.   -   Zamówić   żeberka?   Krewetki   w   sosie

czosnkowym?

- Nie, Mia - powiedział pan G. z tym spojrzeniem cierpiętnika, które znam aż za

dobrze. - Niemniej, dzięki. Jakoś damy sobie radę.

Zostawiłam facetów samych i poszłam do kuchni zorganizować sobie coś do jedzenia,

zanim   się   zamknę   w   swoim   pokoju   i   zabiorę   do   tej   całej   pracy  domowej.   Na   szczęście

przyjaciółki mamy nie zwracały na mnie uwagi pochłonięte dyskusją na temat mizoginizmu

szerzącego się wśród młodych mężczyzn. Odpowiedzialnością za ten stan rzeczy obarczyły ni

mniej, ni więcej tylko Eminema!

Naprawdę, nie mogłam stać bezczynnie i słuchać, jak takie rzeczy opowiada się pod

moim własnym dachem. Może działałam jeszcze pod wpływem emocji wywołanych całym

tym przemawianiem w sali konferencyjnej hotelu Plaza, ale odstawiłam swój talerz warzyw

moo shu i powiedziałam przyjaciółkom mojej mamy, że ich zarzuty przeciwko Eminemowi są

demagogiczne (nie wiem zbyt dokładnie, co to słowo znaczy, ale Michael i Lilly często go

używają) i że gdyby tylko przez moment posłuchały Cleaning Out My Closet (przy okazji, to

jedna z ulubionych Rocky'ego), wiedziałyby, że jedyne kobiety, których Eminem nienawidzi,

to jego matka i ta dziwa, co go w konia robiła.

To stwierdzenie, które wydało mi się zupełnie sensowne, zostało przyjęte całkowitym

milczeniem. A potem odezwała się moja mama:

- Czy to dzwonek do drzwi? To pewnie Vern, nasz sąsiad z dołu. Ostatnio bardzo się

denerwuje, kiedy wydaje mu się, że robimy imprezę, na którą go nie zaprosiliśmy. Zaraz

wracam.

I pobiegła do drzwi, chociaż ja wcale nie słyszałam dzwonka.

Potem odezwała się jedna z feministek:

- Powiedz, Mio, czy twoja obrona Eminema to jedna z tych rzeczy, których uczy cię

twoja babka na lekcjach dworskiej etykiety?

A wszystkie pozostałe roześmiały się.

Ale   mnie   się   wtedy   przypomniało,   że   w   sumie   potrzebuję   pewnej   porady,   więc

zagaiłam:

- Hej, ludzie, to znaczy dziewczyny, czy wy nie wiecie, czy to prawda, że chłopcy na

background image

studiach oczekują, że ich dziewczyny będą To Robić?

- Hm, i nie tylko chłopcy na studiach - odezwała się jedna z kobiet, a reszta zaczęła się

śmiać do rozpuku.

A więc to JEST prawda. Powinnam była wiedzieć. Choć prawdę mówiąc, cały czas

miałam nadzieję, że Lana tylko usiłuje zepsuć mi nastrój. Ale teraz wyglądało na to, że mogła

rzeczywiście mówić prawdę.

- Masz zmartwioną minę, Mia - stwierdziła Kate, artystka performance, znana z tego,

że wychodzi na scenę i rozsmarowuje po sobie kurzy tłuszcz. Wyraża w ten sposób swój

sprzeciw wobec przemysłu kosmetycznego.

- Ona się zawsze martwi - powiedziała Gretchen, która specjalizuje się w metalowych

replikach części ciała ludzkiego. Zwłaszcza męskich. - Przecież to Mia, zapomniałaś?

I wszystkie artystki - feministki znów się głośno roześmiały.

A ja poczułam się źle. Jakby moja mama obmawiała mnie za moimi plecami. No

dobrze, zgoda, ja mówię o NIEJ za JEJ plecami, oczywiście. Ale to zupełnie co innego, kiedy

twoja własna matka mówi za twoimi plecami o TOBIE.

Najwyraźniej Lilly nie jest jedyną osobą, która uważa mnie za dziecioliza.

- Wiesz, Mio, zupełnie niepotrzebnie się o wszystko zamartwiasz. - Becca, artystka

pracująca   z   neonami,   zamachała   do   mnie   swoim   kieliszkiem   margharity   z  miną   pełną

zrozumienia. - Powinnaś przestać tak dużo myśleć. Nie pamiętam, żebym w twoim wieku

choć w połowie tyle myślała.

- Bo w jej wieku już brałaś lit - przypomniała jej Kate.

Ale Becca ją zignorowała.

- Chodzi o te ślimaki? - zapytała.

Zamrugałam ze zdziwieniem.

- O co?

- O ślimaki. No wiesz, te, które wrzuciłaś do zatoki. Martwisz się, że się wszyscy

zdenerwowali?

-   Hm...   -   mruknąłem,   zastanawiając   się,   czy,   jak   Tina,   usłyszała   o   tym   w

wiadomościach. - Chyba tak.

- To zrozumiałe - powiedziała Becca. - Ja bym się też martwiła. Czemu nie zaczniesz

ćwiczyć jogi? - podsunęła. - Mnie to zawsze pomaga. Joga pozwala się odprężyć.

- Albo oglądaj więcej telewizji - zasugerowała Dee, która tworzy totemy, a potem

tańczy wkoło nich, przywiązawszy sobie kawały wątróbki pod pachami.

W głowie mi się nie mieściło. Te inteligentne kobiety mówiły mi, żebym zaczęła

background image

oglądać   WIĘCEJ   TELEWIZJI?   Wyraźnie   nie   zaliczały   się   do   pokrewnych   dusz   Karen

Martinez.

-   Przestańcie   dokuczać   Mii.   -   Burzowy   Wiatr,   która   jest   jedną   z   najstarszych

przyjaciółek   mojej   mamy   ORAZ   położną,   ORAZ   pastorem,   ORAZ   profesjonalnym

choreografem, wstała i dołożyła do blendera więcej lodu. - Ma prawo myśleć za wiele i

zamartwiać się, ile tylko chce. Nie ma nic bardziej stresującego niż mieć piętnaście lat, no,

może jeszcze mieć piętnaście lat i być księżniczką.

Nigdy przedtem się nad tym nie zastanawiałam. Czy ja RZECZYWIŚCIE za dużo

myślę? Czy inni ludzie myślą mniej niż ja? No tak, ale zdaniem pani Martinez ja myślę ZA

MAŁO...

- To chyba jednak nie do nas - powiedziała mama, wracając do stołu. - Co mnie

ominęło?

- Nic - odparłam, zabierając talerz i szybko idąc do swojego pokoju. - Bawcie się

dobrze, ludzie! To znaczy dziewczyny.

Ciekawa jestem, czy Burzowy Wiatr ma rację. Co do tego, że myślę za dużo. Może to

jest właśnie mój problem. Nie mogę wyłączyć sobie mózgu. Może inni ludzie to potrafią, ale

ja   nie.   Nigdy   właściwie   nie   próbowałam,   oczywiście,   bo   kto   chce   mieć   pustą   głowę?

Pomijając, oczywiście, siostry Hilton. Bo pewnie łatwiej  jest cały czas imprezować, jeśli

człowiek nie martwi się zabójczymi algami ani wyczerpaniem zasobów ropy naftowej.

Ale może w tym coś się jednak kryje. Ledwie sypiam nocami, w głowie kłębi mi się

tyle myśli, zastanawiam się, co zrobię, jeśli w nocy pojawią się Obcy i wszystko przejmą, i

tak dalej. BARDZO bym chciała wyłączyć sobie umysł tak jak inni ludzie to potrafią. Jeśli

Burzowy Wiatr miała rację, oczywiście.

Oooooo, Michael pisze do mnie na ICQ!

S

KINNER

B

X

: N

O

 więc jak, nadal umawiamy się na sobotę?

I w tej samej chwili kiedy dostałam tę wiadomość od Michaela, pojawiła się też inna:

W

OMYN

R

ULE

: DL, 

CO

 robisz w sobotę?

Poważnie. Dlaczego ja? DLACZEGO?

G

R

L

OUIE

: Nie mogę teraz rozmawiać. Gadam na ICQ z twoim bratem.

background image

W

OMYN

R

ULE

:  Powiedz mu, że mama zamienia jego pokój w świątynię Wielebnego

Moona.

G

R

L

OUIE

: LILLY! IDŹ SOBIE!

W

OMYN

R

ULE

:  Tylko   nie   blokuj   sobie   soboty,   dobra?   To   ważne   i   ma   związek   z

kampanią wyborczą.

G

R

L

OUIE

: Już mamy z twoim bratem plany na sobotę.

W

OMYN

R

ULE

: C

O

, macie .zamiar zrobić to wtedy czy co?

G

R

L

OUIE

:  NIE,   NIE   MAMY   ZAMIARU   ROBIĆ   TEGO   WTEDY.   KTO   CI   TO

POWIEDZIAŁ?

W

OMYN

R

ULE

: Nikt! Jezu! Nie rób z tego takiej książęcej burzy w królewskiej szklance

wody. Dlaczego ty się w ogóle tak o to wściekasz? Chyba że... zaraz... - CZY WY TO ZE

SOBĄ ROBICIE???? I NIC MI NIE POWIEDZIAŁAŚ?????????????

G

R

L

OUIE

: NIE, PO RAZ OSTATNI, MY TEGO NIE ROBIMY! !! !

S

KINNER

B

X

: Czego nie robimy? O czym ty mówisz?

O MÓJ BOŻE.

G

R

L

OUIE

: Nie ty! To znaczy miałam to wysłać do Lilly!

S

KINNER

B

X

: Czekaj, Lilly do ciebie też teraz pisze?

W

OMYN

R

OLE

:  W głowie mi się nie mieści, że Robisz To z moim bratem. To szczyt

obrzydliwości. Wiesz, że jemu włosy rosną na palcach u nóg? Jak hobbitowi.

G

R

L

OUIE

: Lilly! ZAMKNIJ SIĘ!

S

KINNER

B

X

: Lilly nie daje ci spokoju? Powiedz jej, że jak nie przestanie, to powiem

mamie o tym, jak wykonała „eksperyment grawitacyjny” z figurkami Hummel naszej babci.

G

R

L

OUIE

: PRZESTAŃCIE OBOJE!!!! KOTA PRZEZ WAS DOSTANĘ!!!!

G

R

L

OUIE

: (niedostępna)

Poważnie, CIESZĘ SIĘ, że jestem dzieciolizem, jeśli to oznacza, że ja i Rocky nigdy

nie skończymy jak rodzeństwo Moscovitz.

Czwartek, 3 września,

godzina wychowawcza

O.

Mój.

background image

Boże.

Tylko tyle mam do powiedzenia.

Czwartek, 3 września,

WF

Są   nawet   w   sali   gimnastycznej.   Nie   wiem,   jak   ona   to   zrobiła.   Ale   one   nawet

ZWISAJĄ NA SZNURACH Z SUFITU W SALI GIMNASTYCZNEJ.

Poważnie.

Są też pod prysznicami. Ofoliowane, żeby się nie zamoczyły.

Ja wiem, bo uczyliśmy się tego na zdrowiu i przepisach bezpieczeństwa, że nie da się

umrzeć ze wstydu, ale może się jeszcze okazać, że jestem wyjątkiem od tej reguły.

Czwartek, 3 września,

geometria

SĄ WSZĘDZIE.

WIELKIE, KOLOROWE ZDJĘCIA. JA W TIARZE. I Z BERŁEM. Na uroczystości

przedstawienia narodowi Genowii w grudniu zeszłego roku.

A pod zdjęciem jest napisane:

GŁOSUJCIE NA MIĘ.

A pod spodem:

KP

KP. Co to, u licha, ZNACZY?

Wszyscy o nich mówią. WSZYSCY. Siedziałam sobie spokojnie i odrabiałam pracę

domową, kiedy weszła Trisha Hayes i powiedziała:

- Niezły numer, KP. Ale to nie ma żadnego znaczenia. Może i jesteś księżniczką, ale

Lana to najpopularniejsza dziewczyna w szkole. W poniedziałek cię zdziesiątkuje.

- O, ktoś tu pracował nad swoim słownictwem. - Tylko tyle powiedziałam Trishy. Ze

względu na to, że użyła słowa „zdziesiątkować”. Darowałam sobie nawet uwagę, że chyba nie

można ZDZIESIĄTKOWAĆ jednej osoby.

Bo w ogóle nie to chciałam jej powiedzieć. Chciałam jej powiedzieć: „TO NIE JA!!!!

JA TEGO NIE ZROBIŁAM!!!! JA NAWET NIE WIEM, CO ZNACZY KP!!!!!!”

Ale nie mogłam. Bo wszyscy na nas patrzyli. Włącznie z panem Hardingiem. Który

odjął Trishy pięć punktów z pracy domowej za to, że po dzwonku nie siedziała na swoim

miejscu.

background image

- Nie może pan tego zrobić. - Ooo, Trisha źle oceniła swoje szanse, mówiąc tak do

niego.

- Hm - powiedział pan Harding. - Panno Hayes, przepraszam uprzejmie, ale owszem,

mogę.

-   Już   niedługo   -   powiedziała   Trisha.   -   Kiedy   moja   przyjaciółka,   Lana,   zostanie

przewodniczącą samorządu szkolnego, zabroni mszczenia się po fakcie.

- A co pani ma na ten temat do powiedzenia, panno Thermopolis? - chciał wiedzieć

pan Harding. - Czy obietnica zakazu mszczenia się po fakcie stanowi również część pani

strategii wyborczej?

- Hm - powiedziałam. - Nie.

- Naprawdę? - Pan Harding miał bardzo zainteresowaną minę. Tyle że moim zdaniem

interesował   się   tym,   dlatego   że   cała   sprawa   niezmiernie   go   śmieszyła.   Na   jakimś   takim

nauczycielskim poziomie. - A czemuż to?

- Hm... - powiedziałam, czując, że uszy zaczynają mnie piec. To dlatego że widziałam,

że cała klasa się na nas gapi. - Bo myślałam, żeby skoncentrować się na sprawach, które

naprawdę   są   ważne.   Na   przykład   na   tym,   że   w   stołówce   jest   za   mały   wybór   dań

wegetariańskich.   I   te   kamery,   które   zainstalowali   na   zewnątrz   przy   Joem,   to   naruszenie

naszego prawa do prywatności. I że niektórzy nauczyciele w tej szkole nie wystawiają ocen

obiektywnie.

I ku mojemu WIELKIEMU zdumieniu, niektóre z osób w tyle klasy zaczęły klaskać.

Naprawdę. Jak to powolne klaskanie w niektórych filmach, gdzie wszyscy na koniec

się dołączają i wszyscy zaczynają klaskać szybko.

Tyle że pan Harding zdusił to w zarodku, zanim przerodziło się w głośne i szybkie

klaskanie, bo powiedział:

-   Dobrze,   dobrze,   wystarczy.   Otwórzcie   książki   na   stronie   dwudziestej   trzeciej   i

zabieramy się do roboty.

O mój Boże. Ta cała sprawa z wyborami przewodniczącej samorządu OKROPNIE

wymknęła się spod kontroli.

Sylogizm = argument formatu, jeżeli a, to b (pierwszy poziom), jeżeli b, to c (drugi

poziom)

Zatem: jeżeli a, to c (konkluzja)

NIEWAŻNE. Dlaczego musieli wziąć to z BERŁEM??? Wyglądam na nim jak totalna

idiotka.

background image

Notatka dla samej siebie: sprawdzić w słowniku „zdziesiątkować”.

Czwartek, 3 września,

angielski

LILLY!!! SKĄD WZIĘŁAŚ TE PLAKATY????

Jak sądzisz, kto mi je dał? I przestań na mnie wrzeszczeć!

Nie wrzeszczę. JA bardzo spokojnie pytam... Czyś ty wzięła te plakaty od mojej babki?

Tak, oczywiście. A co, myślałaś, że sama za nie zapłaciłam? Czy ty masz pojęcie, ile

kosztują kolorowe plakaty tych rozmiarów? Cały roczny budżet na - Lilly mówi prosto

z mostu - mogłabym wydać na samo zrobienie kopii!

Ale   ja   myślałam,   że   ty   nienawidzisz   Grandmère!   Dlaczego   miałabyś   robić   coś   takiego?

RAZEM z Grandmère?!

Bo w razie gdybyś nie zauważyła, te wybory są dla mnie ważne, Mia. Ja NAPRAWDĘ

chcę, żebyśmy wygrały. MUSIMY wygrać. To jedyny sposób, żeby ratować tę szkołę,

która na naszych oczach zmienia się w totalnie faszystowski obóz pod tyrańską władzą

Durnej Głuptak.

Lilly, ZROZUM, JA NIE CHCĘ BYĆ PRZEWODNICZĄCĄ SAMORZĄDU SZKOLNEGO.

Nie martw się. Nie będziesz.

PRZECIEŻ TO NIE MA SENSU! Lilly, ja wiem, że wszyscy po prostu założyli, że Lana wygra,

bo ona zawsze wygrywa, ale teraz zaczyna się robić naprawdę dziwnie. Dzisiaj na geometrii

powiedziałam coś o tych kamerach na zewnątrz, że to narusza nasze prawo do prywatności, a

ktoś zaczął mi KLASKAĆ.

A więc to działa. WIEDZIAŁAM, że tak będzie!

Co działa????

Nieważne. Po prostu rób, co robisz. To świetne. To takie NATURALNE. Ja bym nigdy

niezdobyta się na taką naturalność.

ALE JA NIC NIE ROBIE!

No i to właśnie jest w tym takie świetne. A teraz daj spokój i uważaj. Musisz wiedzieć

te rzeczy, jeśli chcesz być pisarką i tak dalej.

Lilly! Czy będzie jakaś debata? Bo Grandmère powiedziała coś o debacie.

Cśśśś. Uważaj na lekcji. Hej, a co się dzieje z moim bratem, tak przy okazji? Czy wy to

naprawdę robicie?

NIE PRÓBUJ ZMIENIAĆ TEMA TU! CZY BĘDZIE DEBATA?????

LILLY!!!! LILLY!!!!!!!!!!

background image

ODPOWIEDZ Ml!!!!!!!

Obawiam się, że Lilly ci nie odpowie. Czy mogę w czymś pomóc?

Och. Cześć, Tina. Me. Tylko... No cóż, mogłabyś poprosić swojego ochroniarza, żeby mnie

zastrzelił? Byłabym ci naprawdę wdzięczna.

Hm,  Wahimowi   nie   wolno   nikogo   zastrzelić,   chyba   że  ktoś   będzie   próbował   mnie

porwać. Wiesz o tym.

Wiem. Ale naprawdę wolałabym już nie żyć.

Tak mi przykro. To przez te wybory?

To, i Michael, i wszystko inne.

Czy Ty i Michael już porozmawialiście, tak jak radziłam ?

Nie. Kiedy mieliśmy porozmawiać? Nigdy go już nie widuję, bo zawsze jest na zajęciach i

uczy się o nowych rodzajach czekającej nas zagłady. A nie można przecież rozmawiać o

Robieniu Tego - czy, w tym przypadku, o NIErobieniu Tego - przez telefon czy na ICQ. To

trochę taki temat do rozmowy w cztery oczy.

Racja. Więc kiedy zamierzacie o tym porozmawiać?

Chyba w sobotę. No bo wiesz, wcześniej się nie zobaczymy.

Boże!   Nie   uważasz,   że   pani   Martinez   wygląda   totalnie   cudownie   w   tych

spódnicospodniach? Kto by w ogóle pomyślał, że spódnicospodniemogą BYĆ fajne?

Wiesz, ktoś może nosić spódnicospodnie i wcale nie mieć... hm, racji.

O co ci chodzi? Pani Martinez ZAWSZE ma rację. Uwielbia Jane Austen, prawda?

Hm, tak. Ale może nie z tych samych powodów, co my.

Chodzi ci o to, że nie dlatego że Colin Firth wygląda tak seksownie za każdym razem,

kiedy wskakuje do tego stawu w Dumie i uprzedzeniu? Ale z jakiego INNEGO powodu

można uwielbiać Jane Austen?

Nieważne. Uznajmy, że nic nie powiedziałam.

Myślisz, że pani M. wie, że w prawdziwym życiu Emma Thompson urodziła dziecko

temu facetowi, który grał Willoughbiego???? Bo chociaż w Rozważnej i romantycznej

grał   złego   faceta,   jestem   pewna,   że   osobiście   jest   miły.   A   poza   tym   Emma

potrzebowała uczucia po tym, jak Kenneth Branagh zostawił ją dla Heleny Bohnam -

Carter.

Czasami żałuję, że nie mogę żyć w głowie Tiny zamiast we własnej. Przysięgam. To

musi być bardzo odprężające miejsce.

Czwartek, 3 września,

background image

łazienka dla dziewczyn,

Liceum imienia Alberta Einsteina

Jak to się dzieje, że zawsze tu trafiam? To znaczy, że siedzę w kabinie w łazience i

piszę w swoim pamiętniku? Z tego się już robi jakiś rytuał, naprawdę.

W   każdym   razie   zaczęło   się   dosyć   niewinnie.   Rozmawiałyśmy   o   wczorajszym

odcinku The OC, kiedy Tina nagle zapytała:

- Hej, a mówiłaś już Lilly?

A Lilly na to:

- Czy co mi mówiła?

A ja totalnie pomyślałam, że Tina miała na myśli to o Robieniu Tego z Michaelem, i

szepnęłam jej na ucho: „PRZYSIĘGAŁAŚ!”, a ona powiedziała:

- O tym, że twoi rodzice jadą w ten weekend do Indiany, oczywiście.

Bo musiałam jej o tym wspomnieć w jakiejś chwili słabości, chociaż nie przypominam

sobie, żebym to zrobiła.

Lilly popatrzyła na mnie z ożywieniem.

- Naprawdę! To wspaniale! Możemy zrobić sobie kolejną imprezę!

Halo? Można by pomyśleć, że kto jak kto, ale LILLY nie będzie chciała przychodzić

do   mnie   do   domu   na   kolejną   imprezę.   Czy   przynajmniej   mogłaby   mieć   nieco   więcej

wrażliwości w związku z faktem, że jej były, którego STRACIŁA NA ZAWSZE na imprezie

u mnie w domu, siedział tuż obok.

Ale ona totalnie nie zwracała na to uwagi i się tym nie przejmowała.

- No więc, o której możemy przyjść? - chciała wiedzieć.

- Moja mama i pan G. wyjeżdżają, ale to NIE znaczy, że będę robiła imprezę! -

zawołałam spanikowana.

- Taa... - powiedziała Lilly z namysłem. - Zapomniałam. Jesteś spadkobierczynią tronu

Genowii. Przecież nie zostawią cię tam samej. Ale to nic nie szkodzi. Pewnie uda nam się

upchnąć gdzieś z boku Larsa i Wahima...

- NIE - powiedziałam. - To nie o to chodzi. Nie zrobię imprezy, bo kiedy ostatnio

zrobiłam imprezę, okazała się kompletną katastrofą.

- Taa... - powiedziała Lilly. - Ale tym razem nie będzie pana Gianiniego...

- ŻADNYCH IMPREZ - powiedziałam swoim najbardziej książęcym tonem.

Lilly tylko pociągnęła nosem i powiedziała:

- Nie wyżywaj się na mnie, tylko dlatego że dostałaś czwórkę z anglika.

background image

Dobra, Lilly, dobra, nie będę. I to nie dlatego że TWOI rodzice nie ufają ci na tyle,

żeby   cię   zostawić   samą   w   domu,   i   całkiem   słusznie,   zważywszy   że   ostatnim   razem

uruchomiłaś system przeciwpożarowy w całym budynku tym swoim miotaczem płomieni z

zapalniczki i lakieru do włosów w spreju. I też nie wyżywaj się za to na mnie.

Tyle że, oczywiście, nie powiedziałam tego głośnio.

- Czekaj - odezwał się Borys. - TY dostałaś czwórkę z wypracowania z angielskiego,

Mia? Jak to możliwe?

No i wtedy nie miałam wyjścia, musiałam o tym wszystkim opowiedzieć. No wiecie, o

tym, jaka z pani Martinez jest nadęta snobka.

A oni byli wszyscy zaszokowani, oczywiście.

- Ależ ona ma takie urocze chodaczki! - zawołała Tina, której wyraźnie łamało się

serce.

- To tylko dowodzi - powiedział Borys - że po wyglądzie i stroju nie sposób ocenić, co

się kryje w sercu człowieka.

I kiedy to powiedział, rzucił mi bardzo znaczące spojrzenie.

Ale ja się nie przejęłam. Wsadzanie swetra w spodnie na NIKIM dobrze nie wygląda.

-   Ona   na   pewno   chce   dobrze   -   powiedziała  Tina,   która   w   każdym   doszukuje   się

pozytywnych cech.

- Nie ma nigdy żadnego usprawiedliwienia dla tłamszenia czyjejś artystycznej duszy -

powiedziała Ling Su, a ponieważ ona rysuje lepiej niż ktokolwiek w całej naszej szkole, wie,

co mówi. - Ci  wszyscy tak  zwani znawcy sztuki CHCIELI  dobrze, kiedy w XIX wieku

krytykowali prace impresjonistów. Ale gdyby artyści tacy jak Renoir czy Monet poszli za ich

radami, nigdy nie powstałyby jedne z najwspanialszych dzieł sztuki na świecie.

- No cóż, ja bym tak od razu nie porównywała mojego pisania do obrazów Renoira -

poczułam się zmuszona rzucić tę uwagę. - Ale dzięki, Ling Su.

- Rzecz w tym, że jeśli nawet Mia pisze beznadziejnie - powiedział Borys, jak zwykle

bez owijania w bawełnę - to czy nauczycielka naprawdę ma prawo mówić jej o tym?

-   To   się   rzeczywiście   wydaje   takie   trochę   mało   wychowawcze   -   powiedziała

Shameeka.

- Coś z tym trzeba zrobić - dodała Ling Su. - Pytanie, co?

Ale zanim zdążyliśmy cokolwiek wymyślić, na nasz stolik padł ten mroczny cień i

podnieśliśmy głowy, a tam stała...

Lana.

Serca nam zamarły. No cóż, przynajmniej mnie.

background image

Lanie, czyli Darthowi Vaderowi, towarzyszył Grand Moff Tarkin, czyli Trisha Hayes.

- Niezłe plakaty, KP - powiedziała Lana. - Ale nic ci nie pomogą.

- Taa - dodała Trisha. - Zrobiłyśmy w stołówce spontaniczną ankietę i jeśli wybory

miałyby się odbyć dzisiaj, dostałabyś tylko szesnaście głosów.

- Chcesz powiedzieć, że jest w tej stołówce szesnaście osób - zapytała Lilly, obierając

czekoladową   polewę   ze   swojego   Ho   Ho   -   którzy   powiedzieli   ci   prosto   w   oczy,   że   nie

zagłosują na ciebie? Boże, nie miałam pojęcia, że jest w tej szkole tylu masochistów.

- Dalej ssij tego Twinkie, grubasie - wycedziła Lana - a zobaczymy, kto tu się okaże

masochistą.

- To jest Ho Ho - skorygował Borys, bo on już taki jest.

Lana nawet na niego nie spojrzała.

- I wiesz, co jeszcze? - powiedziała. - Mam zamiar zmieść cię z powierzchni ziemi w

poniedziałkowej debacie na apelu. Nikt w Albercie Einsteinie nie chce panienki od ślimaków

na przewodniczącą samorządu.

Panienka od ślimaków! To brzmi prawie tak samo paskudnie jak dziecioliz!

Ale nie miałam szans obronić swojej ślimaczej misji, bo Lana zamaszystym krokiem

odeszła.

A ponieważ nie chciałam upokarzać Lilly, wrzeszcząc na nią w obecności jej byłego,

zwłaszcza teraz, kiedy zrobił się seksowny, popatrzyłam na nią i powiedziałam tylko:

- Lilly. Łazienka. JUŻ.

Ku mojemu zdumieniu, poszła za mną.

- Lilly - zaczęłam, przywołując wszystkie umiejętności komunikowania się z ludźmi,

których mnie nauczyła Grandmère. Cóż, nie tyle ona mnie nauczyła, ile raczej nauczyłam się

dzięki niej, przy okazji, a to dlatego że ona jest taka trudna we współżyciu. - Ja tego dłużej nie

wytrzymam.   Po   pierwsze,   nigdy   nie   chciałam   kandydować   w   wyborach   do   samorządu

szkolnego, ale ty mi cały czas powtarzałaś, że masz jakiś plan. Lilly, jeśli rzeczywiście masz

jakiś plan, to ja chcę wiedzieć, co to za plan. Bo mam dosyć tego, że ludzie nazywają mnie

KP - cokolwiek to znaczy. I po drugie, NIE MA takiej możliwości, żebym stanęła do debaty z

Laną w poniedziałek. NIE MA ŻADNEJ CHOLERNEJ MOŻLIWOŚCI.

- Księżniczka praktykantka - wypaliła Lilly, Tylko tyle.

Popatrzyłam na nią, jakbym miała do czynienia z człowiekiem chorym psychicznie.

Którym, nie mam co do tego wątpliwości, Lilly jest.

- Księżniczka praktykantka - powtórzyła jeszcze raz. - To właśnie znaczy KP. Skoro

pytałaś.

background image

-   Powiedziałam   ci   -   syknęłam   przez   zaciśnięte   zęby   -   że   masz   mnie   już   tak   nie

nazywać!

- Nie - powiedziała Lilly. - Powiedziałaś, że mam cię nie nazywać dzieciolizem ani

KG - Księżniczką Genowii. A nie KP, Księżniczką praktykantka.

- Lilly... - Nadal zgrzytałam zębami. - JA nie chcę być przewodniczącą samorządu

szkolnego. Mam w tej chwili dosyć problemów. Nie potrzebuję tego. Nie potrzebuję debaty

przeciw Lanie Weinberger w poniedziałek przed całą szkołą.

- Chcesz, żeby ta szkoła była lepszym miejscem czy nie?

- Taa... - przyznałam. - Chcę. Ale to beznadziejna sprawa, Lilly. Ja nie pobiję Lany. To

najpopularniejsza dziewczyna w szkole. Nikt nie zagłosuje na mnie.

I w tym momencie, chociaż myślałam, że jesteśmy w łazience same, zaszumiała woda

spuszczana w toalecie. A zaraz potem malutka dziewczyneczka z pierwszej klasy wyszła z

kabiny i podeszła do umywalek umyć ręce.

-   Hm,   przepraszam,   Wasza   Wysokość   -   powiedziała   do   mnie,   kiedy   Lilly   i   ja

patrzyłyśmy na nią, oniemiałe, przez kilka sekund. - Ale mnie się naprawdę podoba to, co

zrobiłaś z tymi ślimakami. I JA planuję głosować na ciebie.

A potem wrzuciła papierowy ręcznik do kosza i wyszła.

- Ha! - powiedziała Lilly. - HA! Widzisz? MÓWIŁAM CI! Coś się ZMIENIA. To tak,

jakby budził się podziemny nurt oporu wobec Lany i jej dworu. Ci ludzie mają powyżej uszu

rządów kliki popularnych. Oni potrzebują nowej królowej. Albo księżniczki, na ten przykład.

- Lilly...

- Tylko rób dalej to, co robisz, a wszystko będzie dobrze. - Posłuchaj, Lilly...

- I nie blokuj sobie sobotniego przedpołudnia. Rób sobie co chcesz z moim bratem, ale

wieczorem. Tylko daj mi dzień.

- Lilly, ja NIE CHCĘ być przewodniczącą! - wrzasnęłam.

- Nie martw się - powiedziała Lilly i poklepała mnie po policzku. - Nie będziesz.

-   Ale   nie   chcę   też   zostać   upokarzająco   pobita   przez   Lanę   w   wyborach   na

przewodniczącą!

- Nie martw się - powiedziała Lilly, poprawiając jedną ze swoich licznych spinek do

włosów w lustrze nad umywalką. - Nie zostaniesz.

- Lilly... - powiedziałam. - JAKIM CUDEM MAJĄ SIĘ STAĆ OBIE TE RZECZY

NARAZ???? TO NIEMOŻLIWE!!!!

Ale wtedy zadzwonił dzwonek i ona wyszła.

Zastanawiam   się,   czy   w   serwisie   o   zdrowiu   na   Yahoo   opisują   takie   zaburzenie

background image

psychiczne, na które cierpi moja najlepsza przyjaciółka.

Czwartek, 3 września

wychowanie obywatelskie

TEORIE RZĄDU, ciąg dalszy: Teoria siły religia i ekonomia odgrywają ważną rolę

w historii. W rezultacie teoria ta mówi, że:

Rządy zawsze zmuszały podwładnych do płacenia trybutów czy podatków. Zostało to

usankcjonowane obyczajem i ludzie stworzyli mity i legendy, które mają uprawomocnić te

rządy.

To trochę tak jak u nas w szkole. Większość uczniów akceptuje fakt, że kolesie z

drużyny i czirliderki rządzą tą szkołą, mimo że niekoniecznie mają najlepsze stopnie, więc

wcale nie są grupą najmądrzejszych ludzi w szkole, no i nie są nawet mili dla tych spośród

nas, którzy nie żyją sportem i imprezami. Jakie oni w ogóle mają KWALIFIKACJE, żeby

nam przewodzić? A przecież ich słowo jest prawem i wszyscy płacą im daninę, nie każąc im

odpowiadać za okrucieństwo wobec innych ani nie donosząc na nich, kiedy obrzydliwie łamią

szkolny regulamin, na przykład paląc na terenie szkoły, nosząc szorty swoich chłopaków pod

spódnicami i tak dalej. To jest po prostu nie w porządku. Złe uczynki mniejszości mają

negatywny wpływ na większość, a to nie fair. Zastanawiam się, co John Locke miałby na ten

temat do powiedzenia.

Czwartek, 3 września,

geografia

Czemu Kenny nie przestanie mi opowiadać o swojej dziewczynie? Nie wątpię, że jest

miła, ale naprawdę, czy on MUSI powtarzać mi każdą rozmowę, jaką z nią odbywa?

Pole magnetyczne

1. Nie jest stale różni się jego siła, ale trudno zmierzyć.

2. Pole wędruje - ile razy bieguny pola się zamieniały.

3.   Odwrócenie   biegunów   pola   magnetycznego   -   w   czasie,   kiedy   bieguny   się

zamieniają,   pole   znika,   pozwalając,   żeby   jony   uderzały   w   ziemię,   powodując   mutacje,

klimatyczne zniszczenia itp.

Ostatnia poważna zmiana biegunów pola magnetycznego miała miejsce 800 000 lat

temu,   cząstki   magnetyczne,   które   wskazywały   północ,   obróciły   się   i   zaczęły   wskazywać

południe.

background image

PRACA DOMOWA

 

 

WF: nie dotyczy

Geometria: ćwiczenia, strony 33 - 35

Angielski: Podstawy stylistyki, strony 30 - 54

Francuski: lisez l'Étranger pour lundi

RZ: nie dotyczy

Wych. ob.: definicja teorii rządów siły

Geografia: orbitalne perturbacje

Czwartek, 3 września, w limuzynie w drodze

do domu z hotelu Plaza

Jak myślicie, kiedy weszłam do apartamentu Grandmère w Plaza na swoją dzisiejszą

lekcję etykiety, co mnie czekało?

Quiz na temat kolejności sadzania przy stole głów państw podczas dyplomatycznego

bankietu? Och, nie.

Walc, którego trzeba się nauczyć na jakiś bal? Y - y.

Bo to są takie rzeczy, jakich byście się SPODZIEWALI na lekcji dworskiej etykiety.

Ale Grandmère najwyraźniej lubi mnie zaskakiwać.

No  więc   dziś  zastałam  w   jej   apartamencie   ze   dwudziestu   stłoczonych   reporterów,

którzy   bardzo   chcieli   przedyskutować   kwestię   wyborów   na   przewodniczącą   samorządu

szkolnego ze mną i z menedżerem mojej kampanii, Lilly.

Tak właśnie, Lilly. Lilly siedziała, spokojna jak wiosenka,  na niebieskiej pluszowej

sofie, obok Grandmère, i odpowiadała na pytania reporterów.

Kiedy   dziennikarze   zobaczyli,   że   wchodzę,   podskoczyli   wszyscy,   podetknęli

mikrofony pod mój, a nie Lilly, nos i zaczęli wołać:

-  Wasza  Wysokość!   Czy Wasza  Wysokość   szykuje   się   do   swojej   poniedziałkowej

debaty?

Albo:

- Księżniczko Mio, czy chciałabyś powiedzieć coś swoim wyborcom?

Chciałam powiedzieć tylko jedną rzecz i tylko jednemu wyborcy. Mianowicie:

- LILLY! CO TY TU ROBISZ?

W tym momencie do akcji wkroczyła Grandmère. Podbiegła, objęła mnie ramieniem i

zaszczebiotała:

- Twoja kochana przyjaciółka Lilly i ja właśnie gawędziłyśmy z tymi miłymi panami

background image

reporterami   o   twojej   kampanii   wyborczej   na   stanowisko   przewodniczącej   samorządu

szkolnego, Amelio. Ale tak naprawdę czekają na jakieś oświadczenie z twojej strony. Bądź

taka miła, kochanie, i wygłoś je.

W chwili, w której Grandmère mówi do ciebie „kochanie”, wiesz, że coś się kroi. Ale

oczywiście ja już wcześniej wiedziałam, że coś się kroi, bo siedziała tam Lilly. Jak ona w

ogóle zdołała dotrzeć tak szybko do Plaza? Musiała pojechać metrem, kiedy ja tkwiłam w

korkach w limuzynie.

-  Tak,   księżniczko   -   powiedziała   Lilly,   biorąc   mnie   za   rękę,   a   potem   pociągając,

niezbyt   delikatnie,   żebym   usiadła   na   sofie   obok   niej.   -   Opowiedz   tym   miłym   panom

reporterom o reformach, które planujesz wprowadzić w LiAE.

Pochyliłam się, udając że sięgam po kanapkę z rzeżuchą leżącą na tacy ustawionej

przez pokojówkę Grandmère przed reporterami, bo oni zawsze są głodni i nie tylko tematów

do artykułu. Ale wtedy, kiedy złapałam jedną z maleńkich kanapeczek, syknęłam Lilly do

ucha:

- Teraz to już posunęłaś się za daleko.

Ale Lilly tylko uśmiechnęła się bezczelnie i powiedziała:

- Moim zdaniem, księżniczka napiłaby się herbaty, Wasza Wysokość.

Na co Grandmère odparła:

- Ależ oczywiście. Antoine! Herbata dla księżniczki!

Konferencja   prasowa   potrwała   godzinę,   bo   reporterzy   ze   wszystkich   stron   kraju

zarzucali mnie pytaniami na temat mojej strategii wyborczej. Właśnie myślałam sobie, że to

musi być NAPRAWDĘ nudny dzień z punktu widzenia dziennikarzy, skoro mój udział w

wyborach na przewodniczącą samorządu szkolnego uznali za niezły temat, kiedy jeden z

reporterów zadał mi pytanie, które rzuciło nieco światła na rzeczywiste motywy Grandmère.

Bo jak dotąd, nie bardzo rozumiałam, czemu tak jej zależy, żebym zrobiła z siebie idiotkę

przed całą Ameryką, a nie tylko kolegami z LiAE.

- Księżniczko Mio - zapytał dziennikarz z „Indianapolis Star” - czy to prawda, że

kandydujesz na przewodniczącą samorządu szkolnego tylko dlatego - i tylko dlatego nas tu

dzisiaj   zaproszono   -   że   twoja   rodzina   usiłuje   odwrócić   uwagę   mediów   od   sprawy,   która

ostatnio trafiła na czołówki gazet w Europie? Mam tu na myśli wrzucenie dziesięć tysięcy

ślimaków   do   Zatoki   Genowiańskiej,   co   śmiało   można   nazwać   aktem   terroryzmu

ekologicznego?

Nagle podetknięto mi pod nos ze dwadzieścia mikrofonów. Zamrugałam parę razy

powiekami i powiedziałam:

background image

- Ależ to nie był żaden akt terroryzmu ekologicznego. JA to zrobiłam po to, żeby

ratować.

I wtedy Grandmère zaklaskała w ręce i powiedziała:

-  Kto  ma   ochotę   na  szklaneczkę  grappy?   Bardzo  proszę,   prawdziwa  genowiańska

grappa. Nikt się jej nie oprze!

Ale żaden z reporterów się na to nie nabrał.

-   Księżniczko   Mio,   czy   zechcesz   skomentować   fakt,   że   przez   twój   samolubny

postępek obecnie rozważa się usunięcie Genowii z Unii Europejskiej?

A inny zawołał:

-   Jak   się   czuje   Wasza   Wysokość,   wiedząc,   że   w   pojedynkę   odpowiada   za   ruinę

gospodarki własnego narodu?

- C - co? - Nie wierzyłam własnym uszom. Raz w życiu Lilly przyszła mi z pomocą.

- Ludzie! - zawołała, zrywając się na nogi. - Jeśli nie macie więcej pytań związanych z

kandydaturą Mii do samorządu szkolnego, to obawiam się, że będę musiała zaprosić was do

wyjścia!

- Księżniczko Mio, księżniczko Mio! - zawołał ktoś, kiedy Lars zaczął wyprowadzać

wszystkich   reporterów   z   apartamentu.   -   Czy   jesteś   członkiem   FWZ,   Frontu  Wyzwolenia

Ziemi? Czy chcesz wydać jakieś oświadczenie w imieniu ekologicznych terrorystów takich

jak ty?

- No cóż... - powiedziała Grandmère, wypijając pół sidecara jednym haustem, kiedy

Lars wreszcie zamknął drzwi za ostatnim reporterem. - Poszło nieźle, nie sądzisz?

W głowie mi się to nie mieściło. Usiadłam tam, totalnie zszokowana. Ekoterroryzm?

FWZ? Wszystko z powodu paru ŚLIMAKÓW????

Lilly wzięła  do ręki swojego palm pilota (a  kiedy ona zdążyła  sobie sprawić coś

takiego???) i podeszła do miejsca, gdzie stała Grandmère.

-  Dobrze.  Więc  tak,  mamy  „Time  magazine”  o szóstej, a  „Newsweeka”  o szóstej

trzydzieści - powiedziała. - Odezwali się z NPR i zdecydowanie uważam, że powinnyśmy ich

gdzieś wcisnąć dziś wieczorem - trzeba płynąć z falą, rozumie pani. I mamy prośbę ze strony

New York One, żeby Mia pokazała się na antenie w Inside Politics dziś wieczorem. Kazałam

im przysiąc, że nie zadadzą żadnego pytania ze słowem na „E”. Jak pani uważa?

-   Cudownie   -   powiedziała   Grandmère,   pociągając   kolejny  łyk   sidecara.   -  A  co   z

Larrym Kingiem?

Lilly postukała w słuchawki, które wsunęła sobie na głowę i powiedziała:

- Antoine? Złapałaś Larry'ego Kinga? Nie? No to próbuj dalej.

background image

Larry K.? Słowo na „E”? Co tu się DZIEJE? Dokładnie te słowa wyjęczałam.

Grandmère i Lilly popatrzyły na mnie, jakby dopiero co zdały sobie sprawę, że w

ogóle tam jestem.

- Ach - powiedziała Lilly, zdejmując słuchawki. - No tak. To całe FWZ? Nie przejmuj

się tym. Wal prosto do dołka.

WAL PROSTO DO DOŁKA??? Odkąd to Lilly zna się na golfie?

- Nie chciałyśmy cię martwić, Amelio - powiedziała spokojnie Grandmère, zapalając

papierosa. - To nic takiego, naprawdę. Powiedz mi, czy rzeczywiście chcesz teraz nosić włosy

tej długości? Nie wolałabyś, żeby były nieco... krótsze?

-   Co   się   dzieje?   -   spytałam   ostro,   pomijając   pytanie   o   fryzurę.   -   Czy   Genowię

NAPRAWDĘ wyrzucą z Unii Europejskiej za to, co zrobiłam ze ślimakami?

Grandmère wypuściła długą strużkę błękitnego dymu.

-   Nie,   jeśli   ja   będę   miała   coś   do   powiedzenia   w   tej   sprawie   -   powiedziała

nonszalancko.

Serce mi na moment zamarło w piersi. Więc to prawda!

-  Czy  oni  mogą  to   zrobić?   -  dopytywałam  się.  -  Czy  Unia   Europejska   może  nas

naprawdę wywalić przez parę ślimaków?

- Oczywiście, że nie. - Te słowa wypowiedział mój tata, który wszedł do pokoju z

telefonem przytkniętym do ucha. Przez chwilę czułam ulgę, ale potem zdałam sobie sprawę,

że on nie mówił do mnie. Mówił do telefonu.

-   Nie!   -  wrzasnął,   pochylając   się   i   biorąc   parę   kanapek   z   tacy,   a  potem   ruszył   z

powrotem do swojego apartamentu. - Ona działała wyłącznie z własnej woli, nie w imieniu

żadnej globalnej organizacji. Och, doprawdy? No cóż, przykro mi, że pan tak uważa. Może

gdyby sam pan miał nastoletnią córkę, wiedziałby pan, o czym mówię.

Zatrzasnął za sobą drzwi.

- No cóż - powiedziała Grandmère, gasząc papierosa i sięgając po resztkę sidecara. -

To może porozmawiamy o strategii wyborczej Amelii?

- Świetny pomysł - powiedziała Lilly i nacisnęła parę przycisków na swoim palm

pilocie.

No,   teraz   przynajmniej   wiem,   czemu   GRANDMÈRE   tak   popiera   te   całe   szkolne

wybory. Myśli, że zdoła odwrócić uwagę reporterów od tego całego wyrzucenia Genowii z

Unii Europejskiej za terroryzm ekologiczny.

Ale jaką wymówkę ma LILLY? Bo mnie się wydawało, że jest OSTATNIĄ osobą,

którą Grandmère będzie mogła przeciągnąć na ciemną stronę.

background image

Et tu, Lilly?

Tata wrócił do pokoju pomiędzy moimi wywiadami dla „Time'a” i „Newsweeka”.

Wyglądał na mocno zestresowanego. Poczułam się naprawdę paskudnie i przeprosiłam go za

ten cały numer ze ślimakami.

- Nie martw się tym za bardzo, Mio - powiedział. - Prawdopodobnie jakoś się z tym

uporamy,  jeśli uda mi się przekonać wszystkich, że działałaś na własną rękę, a nie jako

następczyni tronu.

- A może - powiedziałam z nadzieją - kiedy ludzie zobaczą, że te ślimaki naprawdę

robią dobrą robotę, a nie złą, to zmienią zdanie.

- No właśnie o to chodzi - powiedziała tata. - Twoje ślimaki nic nie robią. Według

ostatnich raportów otrzymanych od nurków Genowiańskiej Marynarki Wojennej, one tam po

prostu siedzą. I wbrew temu, co tak zawzięcie twierdziłaś, nie zajmują się zjadaniem tych

przeklętych alg.

Ta wiadomość nie podniosła mnie na duchu.

-   Może   są   nadal   w   szoku   -   powiedziałam.   -   W   końcu   przyleciały   z   Ameryki

Południowej.   Pewnie   nigdy   jeszcze   nie   były   tak   daleko   poza   domem.   To   może   chwilę

potrwać, zanim zaaklimatyzują się w nowym otoczeniu.

- Mio, one tam są już od dwóch tygodni. Można by oczekiwać, że przez dwa tygodnie

zgłodnieją na tyle, żeby coś zjeść.

-   Taa,   ale   może   dostały   spory   posiłek   w   samolocie   -   powiedziałam,   nieco

zdesperowana. - Bo wiesz, kazałam im zapewnić jak najlepsze warunki transportu...

Tata tylko na mnie popatrzył.

- Mio - powiedział. - Zrób mi przysługę. Od tej pory, jeśli znów wpadniesz na jakiś

wielki plan ratowania zatoki przed zabójczymi algami, przedyskutuj go najpierw ze mną.

Auć.

Biedny tata. Naprawdę niełatwo być księciem.

Wyszłam zaraz potem. Ale Lilly została. LILLY ZOSTAŁA Z MOJĄ BABKĄ. Bo

nadal nie udało jej się połączyć z Larrym. Lilly powiedziała, że jeśli zdoła umieścić mnie w

programie Larry'ego Kinga, to w poniedziałek mam Lanę w kieszeni.

Ale ja się nie zgadzam. Gdyby to było TRL, to może. Ale nikt z LiAE nie ogląda

CNN. Poza Lilly, oczywiście.

W   każdym   razie   rozumiem,   czemu   Grandmère   jest   tak   bardzo   za   tym,  żebym

kandydowała na przewodniczącą samorządu.

Ale co LILLY z tego ma? Można by pomyśleć, sądząc choćby z jej gwałtownej reakcji

background image

na zainstalowanie kamer przed szkołą, że TO ONA powinna kandydować na przewodniczącą.

Więc o co tu chodzi w tym wszystkim, tak właściwie?

Czwartek, 3 września, poddasze

No to zgadnijcie, gdzie mam się zatrzymać, kiedy mama i pan G. wyjadą? Taa. W

Plaza.

Z GRANDMÈRE.

Och, zamówią dla mnie osobny pokój. WIERZCIE MI, za nic nie zgodziłabym się

spać w tym samym apartamencie, co Grandmère. Nie po tym, jak zatrzymała się u nas na

poddaszu. Prawie oka nie zmrużyłam przez cały czas, kiedy tu była, tak głośno chrapała.

Słyszałam ją aż w salonie.

Nie wspominając o tym, że nie sposób jej wygonić z łazienki.

Chyba   jednak  spodziewałam  się   tego.   No  bo   przecież   mama   i   pan   G.  za   nic   nie

zostawiliby   mnie   samej   na   poddaszu.   Nawet   gdyby,   na   przykład,   cała   Książęca   Straż

Genowiańska   kwaterowała   na   dachu   budynku,   gotowa   unieszkodliwić   wszelkich

potencjalnych międzynarodowych porywaczy księżniczek. Nie po tym, co zaszło na mojej

imprezie urodzinowej.

I   nie   powiem,   żeby   mnie   to   jakoś   specjalnie   ruszało.   Nie   teraz,   kiedy   jestem

odpowiedzialna   za   to,   że   kraj,   którym   pewnego   dnia   będę   rządzić,   stał   się   najbardziej

znienawidzonym państwem w Europie. Co nie jest takie proste, biorąc pod uwagę, no, wiecie,

Francję.

W sumie nie sądziłam, że mogłabym się jeszcze bardziej zestresować, biorąc pod

uwagę, że:

• Chyba zawalam geometrię i to po zaledwie trzech dniach szkoły.

•   Moja   najlepsza   przyjaciółka   zmusza   mnie   do   kandydowania   na   przewodniczącą

samorządu   szkolnego   przeciwko   najpopularniejszej   dziewczynie   w   szkole,   która

zdepcze mnie jak robaka, upokarzając przed całą szkołą w poniedziałek.

• Moja nauczycielka angielskiego - ta, którą byłam taka zachwycona i pewna, że mi

pomoże stać się naprawdę dobrą pisarką, którą - czuję w głębi serca - potencjalnie

jestem - uważa mnie chyba za kompletne beztalencie.

• Mój chłopak ewidentnie oczekuje, że będę z nim To Robić.

• Jestem dzieciolizem.

Dzięki  Bogu  do  tego   wszystkiego   mogę  dodać,   że  kazałam  przywieźć  z  Ameryki

Południowej dziesięć tysięcy ślimaków i wrzucić je do Zatoki Genowiańskiej w nadziei, że

background image

zjedzą   zabójcze   algi,   które   obecnie   niszczą   nasz   delikatny   ekosystem,   żeby   zaraz   się

przekonać, że południowoamerykańskie ślimaki ewidentnie nie lubią europejskiej kuchni i że

teraz nasi genowiańscy sąsiedzi nie chcą mieć z nami do czynienia. Ha!

Czemu ja NIC nie mogę zrobić jak trzeba?

Może   Becca   ma   rację.   Może   ja   POWINNAM   zająć   się   jogą.  Tyle   że   raz   kiedyś

próbowałam z Lilly i jej mamą w klubie 92th Street Y, a oni kazali mi cały czas wypinać tyłek

w   powietrze.   Jakim   cudem   wypinanie   tyłka   w   powietrze   ma   złagodzić   stres?   Ja   tylko

poczułam się BARDZIEJ zestresowana, bo cały czas zastanawiałam się, co wszyscy myślą o

moim tyłku.

Kiedyś, żeby ukoić sterane nerwy, usiadłabym i napisała wiersz czy coś.

Ale teraz nie mogę pisać poezji, wiedząc, że w tej właśnie chwili Karen Mackenzie

siedzi nad fragmentem mojej duszy, który jej wręczyłam. Ciekawe, czy jest świadoma, że w

tej   właśnie   chwili   trzyma   w   ręku   wszystkie   moje   nadzieje   na   sukces,   na   karierę

powieściopisarki   -   a   przynajmniej   poważnej   dziennikarki   -   trzyma   je   w   tych   swoich

pomalowanych czarnym lakierem pazurkach. Mam nadzieję, że nie zgniecie ich jak Gruby

Louie robaka swoją potężną łapą.

Ja wiem, to mało prawdopodobne, żebym kiedykolwiek FAKTYCZNIE zabrała się do

pisania, kiedy już obejmę władzę, bo będę bardzo zajęta błaganiem Unii Europejskiej, żeby

nas znów przyjęła i tak dalej.

Ale chyba chciałabym zobaczyć jakąś książkę, a choćby tylko artykuł podpisany „Mia

Thermopolis”.

Teraz muszę się upewnić, że mama jest na bieżąco w kwestiach zasad bezpieczeństwa

podczas lotu samolotem. Nie wykupują biletu dla Rocky'ego, więc będzie musiała cały czas

trzymać go na rękach. Mam nadzieję, że gdyby samolot miał runąć w dół, mama nie straci

głowy i własnym ciałem osłoni Rocky'ego, żeby nie pochłonęła go gorejąca pożoga.

A  pan   G.   będzie   musiał   policzyć   rzędy   między   swoim   siedzeniem   a   najbliższym

wyjściem ewakuacyjnym, żeby w razie wodowania, gdyby samolot miał zatonąć, a światła

pogasły, mógł wyprowadzić moją mamę i Rocky'ego.

Czwartek, 3 września, poddasze,

później

Jezu! Nie wiem, czemu się tak wściekli. To ważne, żeby znać zasady bezpieczeństwa

w samolocie. Przecież właśnie po to linie lotnicze drukują te ulotki, które wtykają potem do

kieszeni na fotelach. Dobrze, że zbierałam je od lat. Szkoda tylko, że mój mały wykład na

background image

temat bezpieczeństwa niemowląt w samolocie nie spotkał się z należytym zrozumieniem.

Można by pomyśleć, że ludzie bardziej docenią moją przezorność.

Ktoś do mnie pisze na ICQ...

Oooooooooooooo, to Michael!

S

KINNER

B

X

: C

ZEŚĆ

! J

ESTEŚ

 

W

 

DOMU

! W

IDZIAŁEM

 

CIĘ

 

NA

 N

EW

 Y

ORK

 1.

G

R

L

OUIE

: WIDZIAŁEŚ 

TO

??? O BOŻE, 

ALE

 

WSTYD

.

S

KINNER

B

X

: N

IE

BYŁAŚ

 

DOBRA

. A

LE

 

CZY

 

TO

 

O

 UE 

TO

 

RZECZYWIŚCIE

 

PRAWDA

?

G

R

L

OUIE

:   N

AJWYRAŹNIEJ

  .  A

LE

 

MÓJ

 

TATA

 

MÓWI

,  

ŻE

 

WSZYSTKO

 

BĘDZIE

 

DOBRZE

.   T

AK

UWAŻA

. T

AKĄ

 

MA

 

NADZIEJĘ

.

S

KINNER

B

X

: O

NI

 

WSZYSCY

 

POWINNI

 

SIĘ

 

WSTYDZIĆ

. C

ZY

 

NIE

 

WIEDZĄ

,  

ŻE

 

USIŁOWALIŚMY

TYLKO

 

NAPRAWIĆ

 ICH 

BŁĘDY

?

G

R

L

OUIE

: N

O

 

WŁAŚNIE

. J

AK

 

CI

 

MINĄŁ

 

DZIEŃ

?

S

KINNER

B

X

:  Świetnie.   Dzisiaj   na   seminarium  Polityka   w   warunkach   niepewności

mówiliśmy o tym, że zdjęcia satelitarne Parku Narodowego Yellowstone ujawniły, że jest

właściwie   potężną   kalderą   czy   superwulkanem,   podziemnym   zbiornikiem   magmy,   która

wybucha co 600 000 lat, a teraz spóźnia się już 40 000 tysięcy lat z wybuchem. A poza tym,

kiedy już wybuchnie, wulkaniczny popiół dotrze aż do okolic Iowa, a eksplozja będzie 2500

razy silniejsza niż w przypadku Mount St. Helen, zabijając z miejsca dziesiątki tysięcy, a

potem kolejne miliony wskutek zimy nuklearnej . Chyba że, oczywiście, uda nam się znaleźć

sposób   na   zmniejszenie   tych   podziemnych   naprężeń.   Wtedy   może   dałoby   się   zapobiec

katastrofie na globalną skalę.

No dobra, MUSZĘ to powiedzieć. Na jakie studia chodzi Michael?

SkinnerBx: No, nieważne. Twoja mama i pan G. wyjeżdżają na ten weekend?

GrLouie: Tak. Zmuszają mnie, żebym zatrzymała się u GRANDMÈRE.

SkinnerBx: Ciężka sprawa. Własny pokój?

GrLouie:  OCZYWIŚCIE!  Ale  na  tym   samym  piętrze.   Mam  nadzieję,   że  nie   będę

słyszała jej chrapania przez ściany.

SkinnerBx: Czy ochroniarze twojego taty mają posterunek na korytarzu tego piętra?

Czy tylko siedzą w sąsiednim pokoju?

Boże, on czasem zadaje przedziwne pytania. Chłopcy są tacy DZIWNI.

background image

GrLouie: Lars i tamci są piętro niżej.

SkinnerBx: A kamery ochrony?

Rodzina Moscovitzów ma ostatnio ewidentną obsesję na temat kamer ochrony.

G

R

L

OUIE

: Nie, nie ma żadnych kamer ochrony. No cóż, to znaczy, hotel je pewnie ma.

Jak w Pokojówce z Manhattanu. Ale nie KSG.

KSG to skrót od Książęcej Straży Genowiańskiej, której członkiem jest Lars.

G

R

L

OUIE

: O co ci chodzi z tymi wszystkimi pytaniami, tak w ogóle? Planujesz zakraść

się tam i zwędzić klejnoty koronne? Już masz kamień z Księżyca. Czego jeszcze mógłbyś

chcieć? Cha, cha.

S

KINNER

B

X

: Cha, cha. Taa, nie, tak się tylko zastanawiałem. No jak, przychodzisz do

nas w sobotę?

G

R

L

OUIE

:   T

O

  jedyna   rzecz   W   CAŁYM   MOIM   OBECNYM   ŻYCIU,   której

niecierpliwie wyczekuję.

S

KINNER

B

X

: Wiem. Ja też za tobą tęsknię.

Aaaaaaaaaach. No bo, serio. Może sama z siebie nie jestem taką znów feministką, bo

uwielbiam, kiedy on mówi - albo pisze - takie rzeczy. W sumie, pisanie jest nawet lepsze, bo

wtedy mam namacalny dowód. No wiecie. Że on mnie kocha.

I wtedy usłyszałam znajomy dźwięk.

G

R

L

OUIE

: M

ICHAEL

MUSZĘ

 

LECIEĆ

. R

OCKY

 

ALARM

.

S

KINNER

B

X

: J

ASNE

. O

VER

BEZ

 

ODBIORU

.

Wiecie, ja naprawdę uważam, że Lana się myli. Nie WSZYSCY studenci oczekują, że

ich dziewczyny będą to robić. Bo Michael nie powiedział do mnie ANI JEDNEGO słowa na

ten temat.

A raz kiedyś, kiedy płacił za parę kawałków pizzy w Ray's Pizza, zostawił na stoliku

portfel, a ja go dokładnie przejrzałam - kiedy Michael był w toalecie - bo ciekawa byłam, co

chłopcy trzymają w portfelach, i oto co znalazłam:

• czterdzieści osiem dolarów,

• bilet miesięczny,

background image

• kartę członkowską Hayden Planetarium,

• legitymację szkolną,

• prawo jazdy,

• kartę rabatową do sklepu z komiksami Forbidden Planet,

• kartę nowojorskiej biblioteki publicznej.

Ale żadnych kondomów.

Co wskazuje, że mojemu chłopakowi inne rzeczy w głowie niż seks.

Na przykład kryzysy energetyczne w przyszłości. I potencjalne globalne katastrofy

wywołane przez superwulkany.

Czego z pewnością Lilly nie może powiedzieć o Borysie.

To znaczy Tina.

Nieważne.

Może Michael i ja nigdy nie będziemy MUSIELI odbywać tej Rozmowy.

Piątek, 4 września, WF

Jak ja jej nienawidzę.

Piątek, 4 września,

geometria

Poważnie, co ona sobie wyobraża?

Twierdzenie   =   wywód,   który   jest   udowodniony   przez   dedukowanie   logiczne   z

przyjętych założeń.

Ona to powiedziała tylko po to, żeby mi dokuczyć.

Racja?

Bo to nie może być prawda. NIE MOŻE.

A może może?

Piątek, 4 września,

angielski

A TO co miało być?????

Co   ?A,   te   małe   do   ściskania   przypominające   pompony   czirliderek?   A   co   mnie

obchodzą jakieś małe do ściskania przypominające pompony czirliderek z napisem

GŁOSUJ NA LANĘ? Nienawidzę Lany. Czy ty masz pojęcie, co ona do mnie dzisiaj

background image

powiedziała na WF - ie? PRZY LILLY????

Co?????

Powiedziała, że studenci, których dziewczyny nie chcą z nimi Tego Robić, rzucają je

dla dziewczyn, które się na to zgodzą.

NIE ZROBIŁA TEGO.

A owszem, tak powiedziała. Tam, pod prysznicem. Przy wszystkich. Przy Lilly. Która to

teraz powtórzy Michaelowi.

Nie zrobi tego! Po co miałaby to robić?

Bo on jest jej bratem.

Nie zrobi tego. Niektórych rzeczy nie mówi się bratu. Wierz mi, Mia, mam brata, to wiem.

Tina, twój brat ma trzy lata.

No dobrze, ale i tak... Lilly nie powie Michaelowi. A w każdym razie... Co powiedziała, kiedy

usłyszała?

Powiedziała Lanie, żeby to sobie wsadziła w spodenki gimnastyczne.

Widzisz??? Mówiłam ci.

To nie koniec!!!! Wiesz, co JESZCZE powiedziała? To znaczy Lana? Powiedziała, że

chłopcy MUSZĄ to robić, bo jeśli tego nie robią, to im się zbiera i od tego wariują.

Czekaj... Co im się zbiera i gdzie?

NO, WIESZ. Przypomnij sobie zdrowie i zasady bezpieczeństwa. Z zeszłego roku.

UUUUUUUUHHHH!!!!!!!! I to nieprawda. Nic się nie zbiera. Bo pan Wheeton by nam o tym

powiedział.

Ale to by wyjaśniało, czemu chłopcy, których dziewczyny Tego Nie Robią, muszą je

rzucać i znajdować sobie dziewczyny, które się zgodzą. Tina, a jeśli to prawda ????

Jeśli Lana wie coś, czego my nie wiemy????

Można to bardzo łatwo sprawdzić. Czy rozmawiałaś już o tym z Michaelem?

JESZCZE NIE!!! MÓWIŁAM Cl!!!!

No cóż, to kiedy się z nim jutro zobaczysz, porozmawiaj z nim o tym, a zrozumiesz, że...

CZY TY BYŚ UWIERZYŁA, ŻE ONA TAM STAJE I ROZDAJE TE IDIOTYZMY????

Musiała   wydać   na   nie   FORTUNĘ.   I   zobacz,   jakie   to   badziewie,   na   pewno   napis

GŁOSUJ NA LANĘ da się zaraz zdrapać. I to pewnie farba z dodatkiem ołowiu.

Powinnam zadzwonić po kogoś z ochrony środowiska. W każdym razie, Mia, nie czuj

się niedowartościowana. Zadzwoniłam do twojej babki i wszystko jest pod kontro/ą.

Też ci znajdziemy coś do rozdawania.

LILLY!!!   JA   NIE   CHCĘ   NICZEGO   ROZDA   WAĆ!!!   JA   NAWET   NIE   CHCĘ   BYĆ

background image

PRZEWODNICZĄCĄ!!!

Nie martw się, nie będziesz.

CIĄGLE Ml TO POWTARZASZ, LILLY A KIEDY SIĘ TYLKO NA MOMENT ODWRÓCĘ,

ZNÓW ROBISZ COŚ, CO MA Ml POZWOLIĆ WYGRAĆ, NA PRZYKŁAD DZWONISZ DO

MOJEJ BABKI I ZAŁATWIASZ PRZEZ NIĄ RÓŻNE RZECZY Och, a nie mogłabyś załatwić,

żeby babka Mii rozdawała tiary za darmo? Bo ja bym strasznie taką chciała!

Tina, nie możemy rozdawać tiar. Nie ma ich w budżecie. Ale zastanawiam się nad

takimi małymi do ściskania jak Lany, w kształcie tiar.

CZY   TY   MNIE   WRESZCIE   POSŁUCHASZ,   LILLY????   JA   JUŻ   TEGO   DŁUŻEJ   NIE

WYTRZYMAM!!!! TO SZALEŃSTWO MUSI S/Ę SKOŃCZYĆ!!!!!!!!!

Uspokój się, KR Wszystko będzie dobrze. Mój brat nie rzuci cię, dlatego że z nim Tego

Nie Robisz. Przynajmniej jeśli chce, żeby ten jego głupi pies przeżył.

!

Nieważne. Lana dostanie po nosie. Nie martw się tym.

Wiesz, że Michael taki nie jest.

Ale on jest teraz NA STUDIACH, Lilly. On się ZMIENIA. Za każdym razem, kiedy z nim

rozmawiam, okazuje się, że nauczył się czegoś nowego i strasznego. I co z... No wiesz. Z

OTOCZENIEM.

Mia!   To   jest   Liga   Bluszczowa.   Nikt   tam   nie   uprawia   seksu.   Wierz   mi.   Czyś   ty

WIDZIAŁA te dziewczyny, kiedy pojechałyśmy pomagać mu się przeprowadzić ? Hm, i

co ?

To prawda, Mia. Jesteś o wiele ŁADNIEJSZA niż te wszystkie dziewczyny z Ligi Bluszczowej.

Pamiętasz grupę studencką Elle z Legalnej blondynki?

Czy mogłybyśmy się skupić tu na tym, co jest ważne ? Takie małe do ściskania w

kształcie tiar. Tak czy nie? O mój Boże. Ona odda mi zaraz wypracowanie... i jest...

...pokryte czerwonymi znaczkami. Och, Mia, tak mi przykro. Mia?

MIA?

Czwartek, 4 września,

gabinet lekarski

Leżę   tutaj   z   wilgotnym   ręcznikiem   na   czole.   Chociaż   to   bardzo   trudne,   pisać

pamiętnik I JEDNOCZEŚNIE trzymać wilgotny ręcznik na czole, jak się okazuje.

Pielęgniarka kazała mi leżeć spokojnie i nie myśleć za wiele. Ha! Komu ona to mówi?

To przecież JA, Mia Thermopolis! To niemożliwe, żebym tyle nie myślała. Ja nic innego nie

background image

robię, tylko myślę.

Na szczęście nie może zobaczyć, że nie słucham jej poleceń, bo poszła do swojego

boksu   wypełnić   jakieś   formularze.   Mam   nadzieję,   wypisuje   mi   skierowanie   na   leczenie

zamknięte. Nie będę mogła brać udziału w poniedziałkowej debacie przeciwko Lanie, jeśli

zamkną mnie w szpitalu dla wariatów.

Siostra Lloyd mówi jednak, że nie zwariowałam. Mówi, że każdy się może załamać. I

że kiedy wyszłam z angielskiego z kolejną czwórką i zobaczyłam, że moja babka stoi na

korytarzu w tiarze i w narzutce z soboli, rozdając długopisy z napisem P

ROPRIÈTÈ

 

DU

 P

ALAIS

R

OYAL

 

DE

 G

ENOVIA

 wszystkim przechodzącym, osiągnęłam punkt krytyczny.

Siostra Lloyd mówi, że to nie moja wina, że dostałam szału, wyrwałam Grandmère z

rąk pudełko długopisów i rzuciłam nim w kamerę ochrony wiszącą nad drzwiami gabinetu

dyrektor Gupty.

Kamerze   nawet   nic   się   nie   stało.   Tylko   po   korytarzu   wszędzie   walają   się

DŁUGOPISY.

Ale kamerze nic nie jest.

Nie wiem, czemu uparli się zadzwonić po mamę i tatę.

Siostra Lloyd mówi, że powinnam po prostu poleżeć cichutko, póki nie przyjdą. Na

moją prośbę nie wpuszcza tu Grandmère. Choć w sumie nie była to wina Grandmère. Bo ona

tylko próbowała pomóc. Lilly musiała do niej zadzwonić i powiedzieć jej o tych małych do

ściskania   przypominających   pompony   czirliderek   Lany.   Więc   Grandmère   poczuła   się

zobligowana przylecieć tutaj z czymś, co jej zdaniem JA mogłabym rozdawać.

Bo   kto   by   NIE   CHCIAŁ   długopisu   z   napisem  P

ROPRIÈTÈ

 

DU

  P

ALAIS

  R

OYAL

 

DE

G

ENOVIA

?

Naprawdę   nikt   tutaj   nie   zawinił.   Poza   mną.   Nie   powinnam   była   oddawać   tego

wypracowania pani Martinez! Co ja sobie WYOBRAŻAŁAM? Jak mogłam PRZEZ JEDNĄ

CHWILĘ uważać, że doceni wypracowanie porównujące zakazaną miłość Romea i Julii z

miłością Britney Spears i Jasona Allena Alexandra? A ja całe SERCE i DUSZĘ przelałam na

papier. Chciałam, żeby czytelnik poczuł ból Britney, którą media, jej menedżerowie i firma

płytowa rozdzieliły z Jasonem. Dla mnie to tak ewidentne, że tych dwoje, kochających się od

dzieciństwa, było dla siebie stworzonych...

Powinnam była wiedzieć, że pani Martinez nie zrozumie mojej troski o Britney. To

całkiem jasne, że ona nigdy w życiu nie słyszała Toxic.

Och, nie.

KTOŚ IDZIE!!! MUSZĘ POŁOŻYĆ SOBIE ZNÓW TEN RĘCZNIK NA CZOLE!!!!

background image

Czwartek, 4 września,

gabinet lekarski, później

To   był   tylko   mój   tata.   Zapytałam   go,   jak   zdołał   tak   szybko   się   tu   dostać,   a   on

powiedział,   że   i   tak   jechał   właśnie   do   ambasady   Francji,   dyskutować   z   nimi   na   temat

głosowania za usunięciem Genowii z UE.

Od   tego   poczułam   się   tylko   jeszcze   gorzej.   Bo   mi   się   przypomniało,   jak   bardzo

zawiodłam własny naród tą całą sprawą ze ślimakami.

Tata   powiedział,   żebym   się   tym   nie   martwiła,   bo   jeśli   usunięcie   jakiegokolwiek

państwa   z   UE   powinno   zostać   przegłosowane,   to   usunięcie   Monako   za   to,   że   pozwolili

Jacques'owi   Cousteau   w   ogóle   wrzucić   te   południowoamerykańskie   algi   do   Morza

Śródziemnego, a poza tym Francji za to, że przez dziesięć lat potem umywała ręce od tej

sprawy. Ale, zaznaczył tata, w końcu Francja w tym się właśnie specjalizuje.

Przeprosiłam tatę, że zakłócam mu ciężki dzień pracy polityka, ale on tylko poklepał

mnie   po   dłoni   i   powiedział,   że   każdemu   od   czasu   do   czasu   należy   się   „atak   płaczu”.

Zapytałam go, czy taką właśnie kliniczną diagnozę podała mu siostra Lloyd, mówiąc o tym,

co   mi   się   stało,   ale   tata   powiedział,   że   „niezupełnie”,   ale   że   swego   czasu   widział

wystarczająco   wiele   „ataków   płaczu”.   Ale   nigdy   u   kogoś,   kto   nie   wypił   za   wiele

genowiańskiego prosecco dla swojego dobra.

To   naprawdę   upokarzające,   popłakać   się   jak   małe   dziecko   przy   całej   szkole,   nie

wspominając już o późniejszym mazaniu się przy własnym ojcu. Zwłaszcza kiedy nie mam

pod ręką chusteczek, bo wszystkie już zdążyłam zużyć. No więc musiałam się wysmarkać w

jedwabną chustkę do butonierki mojego taty. Nie żeby on miał coś specjalnie przeciwko temu.

Pewnie ją wyrzuci i kupi sobie następną, tak jak Britney Spears robi ze swoją bielizną. Fajnie

być księciem. Albo gwiazdą pop.

W każdym razie tata bardzo się przejął i cały czas mnie pytał, co się stało. CO SIĘ

STAŁO, TATO? Aha, chodzi ci o to, co poza tym, że WSZYSTKO?

Oczywiście,   jedyna   sprawa,   o   której   mogłam   tacie   opowiedzieć,   dotyczyła   pani

Martinez. Bo wiedziałam, że kiedy mu powiem, jak bardzo mi się dają we znaki te całe

wybory do samorządu, on tego nie zrozumie i powie tylko coś takiego typowo ojcowskiego,

w rodzaju: „Och, Mio, nie doceniasz samej siebie. Poradzisz sobie świetnie!”

A Bóg mi świadkiem, że nie mogę mu powiedzieć o Michaelu. No bo ja przecież

kocham tatę. Nie chcę, żeby wpadł w szał.

Najpierw   tata   totalnie   mi   nie   uwierzył.   No   wiecie,   że   mogłam   dostać   czwórkę   z

background image

angielskiego. Musiałam wyciągnąć wypracowanie i mu je POKAZAĆ.

A wtedy zmrużył mocno oczy - ale to pewnie głównie dlatego że okulary do czytania

zostawił w limuzynie - i kilka razy odchrząknął.

A  potem  powiedział   parę   słów  o   tym,   że   takie   coś  dostaje  za   swoje   dwadzieścia

tysięcy dolarów rocznie i co to ma być za świat, w którym marzenie małej dziewczynki

można zniszczyć, jakby się strzelało do rzutków i że jeśli ta cała pani Martinez wyobraża

sobie, że jej to ujdzie płazem, to niech się jeszcze raz nad tym zastanowi.

I wiecie co? Nawet zabawnie było patrzeć, jak tak podskakiwał po gabinecie, cały

wściekły.

Wreszcie usłyszała go pielęgniarka i kazała mu stąd wyjść.

Ale kiedy pielęgniarka wyganiała mojego tatę, udało się wedrzeć do środka mamie,

która była mocno podenerwowana, a w nosidełkach miała Rocky'ego. No więc usiadłam i

powąchałam   parę   razy   jego   główkę,   bo   główka   Rocky'ego   pachnie   niemal   tak   samo

przyjemnie jak szyja Michaela, tylko troszkę inaczej, oczywiście.

Chociaż zapach główki Rocky'ego nie może ukoić moich steranych nerwów tak samo

jak zapach szyi Michaela.

Kiedy wąchałam główkę Rocky'ego, moja mama powiedziała:

- Mia, wybrałaś sobie naprawdę fatalny moment na załamanie nerwowe. Nasz samolot

do Indiany odlatuje za dwie godziny.

Zapewniłam   mamę,   że   to   nie   załamanie   nerwowe,   tylko   atak   płaczu.   Nie

wspominałam, co go wywołało. To znaczy wiecie, tej części, w której Lana powiedziała mi

coś o studentach. A potem, jak pani Martinez zniszczyła moje nadzieje na zostanie pisarką.

Zamiast tego powiedziałam tylko, że może mam jeszcze jet lag po powrocie z Genowii i tyle.

- To nie jet lag - powiedziała moja mama karcącym tonem. - Na tym wszystkim stoi

wypisane wielkimi literami: Clarissa Renaldo.

No cóż, nie chciałam tego mówić głośno. A przynajmniej nie mojej marnie, która ma

już wystarczająco dużo powodów, żeby nie lubić Grandmère.

Ale to JEST prawda, że słomką, pod którą załamał się objuczony wielbłąd, był widok

Grandmère rozdającej na korytarzu długopisy.

- Ona chce dobrze - odezwałam się do mamy.

- Czy rzeczywiście? - Mama miała sceptyczną minę.

Ale ja mamę zapewniłam, że tym razem Grandmère leżało na sercu wyłącznie dobro

korony. Przecież jeśli moja kampania wyborcza do samorządu szkolnego mogła odciągnąć

uwagę reporterów od historii z wyrzucaniem Genowii z UE, to sprawa była tego totalnie

background image

warta.

W pewnym sensie.

Ale mama nie wyglądała, jakby mi uwierzyła.

- Mia, jeśli chcesz się wycofać z tych całych wyborów, po prostu powiedz jedno

słowo. Ja to załatwię.

Mama potrafi wyglądać naprawdę groźnie, jeśli zechce - nawet z tak słodką dzieciną

jak Rocky przytroczoną na piersi. Naprawdę, gdybym miała do wyboru stawać w debacie w

jakiejś sprawie przeciwko Lanie i przeciwko mamie, z miejsca wybieram mamę.

- Nie, mamo, wszystko w porządku - powiedziałam. - Nic mi nie jest. Naprawdę.

Więc... Masz zamiar odszukać Wendella, kiedy będziesz w Versailles?

Mama   zajęta   była   nóżką   Rocky'ego,   która   zaplątała   się   w   tybetańskie   flagi

modlitewne, jakie powiesiła na jego nosidełkach.

- Kogo?

- Wendella Jenkinsa. - Boże! Nie mogę w to uwierzyć, że ona nawet nie pamięta

człowieka, którego obdarzyła kwiatem swojego dziewictwa. - On tam nadal mieszka.  On i

April. Pracuje dla zakładu energetycznego. A wiesz, że April została Królową Kukurydzy?

Mama miała rozbawioną minę.

- Naprawdę? Skąd ty to wszystko wiesz, Mia?

- Poszukałam w dziale „Ludzie” na Yahoo - powiedziałam. - Jeśli wpadniesz na April,

powiedz jej, że jesteś matką księżniczki Genowii. To o wiele lepsze niż Królowa Kukurydzy,

nawet jeśli RZECZYWIŚCIE mają nas wyrzucić z Unii Europejskiej.

- Postaram się pamiętać - powiedziała mama. - Jesteś pewna, że nic ci nie będzie? Bo

nie pojadę do Versailles, jeśli nie chcesz, żebym pojechała.

Zapewniłam mamę, że nic mi nie będzie. I w tym momencie wróciła do gabinetu

siostra Lloyd i, znajdując tu moją mamę, zapewniła ją o tym samym. A potem, kiedy siostra

Lloyd pogruchała sobie już przez chwilę nad Rockym - bo to jest najśliczniejsze dziecko pod

słońcem i nikt, kto go zobaczy, nie może się POWSTRZYMAĆ, żeby nad nim nie gruchać -

mama wyszła i znów zostałam zupełnie sama z siostrą Lloyd.

Co, no wiecie, przypomniało mi, że jest jeszcze coś, czego muszę się dowiedzieć. I że

PIELĘGNIARKA to wprost idealna osoba, którą można o to zapytać, bo nie mogłam zerknąć

do działu „Zdrowie” na Yahoo, nie mając komputera pod ręką.

- Siostro Lloyd... - odezwałam się przez termometr, który mi wsadziła w usta, żeby się

upewnić, czy nic mi nie dolega i czy mogę wracać do klasy.

- Tak, Mio? - Popatrzyła na zegarek, mierząc mi puls.

background image

- Czy to prawda, że jeśli chłopcy, którzy już studiują, Nie Robią Tego, to im się

zbiera?

Siostra Lloyd parsknęła.

- Dalej krąży ta bzdura? Mio, powinnaś być mądrzejsza. Przecież miałaś zdrowie i

przepisy bezpieczeństwa, prawda?

- Więc... to nieprawda?

- Z całą pewnością nie. - Siostra Lloyd puściła mój nadgarstek i wyjęła mi termometr z

ust. - I nie pozwól sobie nikomu wmawiać, że jest inaczej. A poza tym,  każdy kondom

noszony przez jakiś czas w portfelu trzeba wyrzucić i zastąpić nowym. Tarcie wywołane

noszeniem portfela w kieszeni może powodować drobne pęknięcia w lateksie.

Ja patrzyłam na nią po prostu z otwartymi ustami. SKĄD MOGŁA SIĘ DOMYŚLIĆ?

Siostra Lloyd tylko zerknęła na termometr i powiedziała:

- Pracuję w tym zawodzie od dawna. No i patrz, trzydzieści sześć i sześć. Nic ci nie

jest. Możesz już iść, jeśli chcesz. Ale zanim pójdziesz, chcę ci jeszcze coś powiedzieć.

Spojrzałam na nią wyczekująco.

- Musisz przestać dusić w sobie różne rzeczy - powiedziała. - Wiem, że lubisz dużo

pisać w swoim pamiętniku - tak, widziałam cię - i to bardzo dobrze. Ale musisz też wyrażać

swoje uczucia NA GŁOS. Zwłaszcza jeśli jesteś na kogoś zła albo ktoś ci zrobi przykrość. Im

bardziej to dusisz w sobie, tym bardziej prawdopodobne, że w końcu dojdzie do wybuchu, tak

jak dziś. Ja wiem, że od księżniczki wymaga się opanowania i tak dalej. Ale ty, Mio, jesteś

taką osobą, która naprawdę nie powinna w sobie dusić emocji. Rozumiesz mnie?

Pokiwałam głową. Siostra Lloyd  to chyba najbystrzejsza osoba, jaką spotkałam w

życiu. Wliczając w to wszystkich geniuszy, którzy są moimi najlepszymi przyjaciółkami albo

z którymi chodzę.

- Dobrze. To ja ci wypiszę przepustkę na korytarz - powiedziała siostra Lloyd.

Wiecie co?

SIOSTRA LLOYD JEST BOMBOWA!!!!! Notatka do samej siebie: Powiedzieć Tinie,

żeby Borys kupił sobie nowy kondom, zanim Zrobią To w noc balu maturalnego.

Piątek, 4 września, klatka schodowa trzeciego piętra

Kiedy wyszłam z gabinetu pielęgniarki, Lilly siedziała pod drzwiami i czekała na

mnie. Miała w ręce trzy upomnienia za kręcenie się po korytarzu w czasie lekcji, bo dyżurne

tam przyszły, nakryły ją i wypisały upomnienia.

Ale mówi, że nic jej to nie obchodzi, bo MUSIAŁA się upewnić, że nic mi nie jest. I

background image

MUSIAŁA się ze mną zobaczyć.

Pamiętając, co mi powiedziała siostra Lloyd o nieduszeniu w sobie różnych rzeczy,

powiedziałam Lilly, że ja też MUSZĘ z nią porozmawiać.

No więc zwiałyśmy tutaj, gdzie nikt nas nie znajdzie, chyba że ktoś będzie musiał

dostać się na dach. Ale to się rzadko zdarza, tylko wtedy, kiedy jakiś dzieciak z domu obok

rzuci tam z okna swojego Pikachu czy coś takiego, a wtedy woźny albo portier z domu obok

przychodzi tu, żeby je zabrać.

Przede wszystkim muszę przyznać, że byłam wobec Lilly nieco chłodna. Bo w końcu

jest   przynajmniej   częściowo   odpowiedzialna   za   mój   atak   płaczu.   Wiecie,   te   długopisy  z

pałacu.

- Ale ludziom się one strasznie podobają. - To była cała jej podstawowa wymówka. -

Poważnie, Mia, zatrzymują je sobie na pamiątkę. Nie wszyscy spędzają wakacje w pałacu, jak

ty co rok, Mia.

- Nie o to chodzi. - W głowie mi się nie mieści, że chociaż Lilly jest geniuszem, trzeba

jej takie rzeczy wyjaśniać. - Rzecz w tym, że mi obiecałaś, że nie będę musiała przez takie

sytuacje przechodzić.

Lilly tylko gapiła się na mnie, mrugając oczami.

- A kiedy ja tak powiedziałam?

- LILLY! - Uszom nie wierzyłam. - Przysięgałaś, że nie skończy się na tym, że będę

musiała zostać przewodniczącą samorządu!

- Wiem - powiedziała Lilly. - I nie będziesz.

- Ale obiecałaś mi też, że Lana mnie nie pokona i nie doznam druzgoczącej porażki na

oczach całej szkoły.

- Wiem - powiedziała Lilly. - I nie pokona.

- LILLY! - Miałam wrażenie, że głowa mi eksploduje. - Jeśli Lana mnie nie pokona,

BĘDĘ przewodniczącą.

- Nie, nie będziesz - powiedziała Lilly. - JA nią zostanę.

Tym razem ja zaczęłam gwałtownie mrugać.

- CO? Przecież to nie ma sensu.

-   Owszem,   ma   -   powiedziała   Lilly   spokojnie.   -   Widzisz,   będzie   tak,   że   wygrasz

wybory - bo jesteś księżniczką i jesteś dla wszystkich miła, i ludzie cię lubią. A potem, jak

minie   odpowiedni   czas,   powiedzmy,   dwa   albo   trzy   dni,   będziesz   musiała   -   z   żalem,

oczywiście - zrezygnować z funkcji ze względu na liczne zajęcia i obowiązki księżniczki. A

wtedy   ja,   wyznaczona   przez   ciebie   na   zastępcę   przewodniczącej,   będę   musiała   przyjąć

background image

odpowiedzialność związaną z rolą przewodniczącej. - Lilly wzruszyła ramionami. - Widzisz?

Proste.

Patrzyłam na Lilly, kompletnie mnie zatkało.

- Czekaj... Robisz to wszystko tylko po to, żebyś to TY mogła zostać przewodniczącą?

Lilly pokiwała głową.

- Ale, Lilly... Dlaczego w takim razie po prostu sama nie kandydujesz?

I wtedy stało się coś zupełnie niespodziewanego. Oczy Lilly za szkłami okularów

totalnie wypełniły się łzami. I zanim się zorientowałam, Lilly dostała ataku płaczu.

- Bo w żaden sposób nie udałoby mi się wygrać - łkała. - Nie pamiętasz, jak mnie

zmietli w zeszłorocznych wyborach? Nikt mnie nie lubi. Nie w taki sposób, w jaki lubią

ciebie, Mia. Może jesteś dzieciolizem i tak dalej, ale wydaje się, że ludzie czują do ciebie

sympatię. A NIKT nie czuje sympatii do mnie... Może to dlatego że jestem geniuszem i ludzie

się boją, a może coś innego, sama nie wiem co, naprawdę. Można by się spodziewać, że

ludzie będą chcieli mieć możliwie najbystrzejszego przywódcę, a zamiast tego wydają się

całkiem zadowoleni z wybierania KRETYNÓW.

Usiłowałam nie brać sobie do serca tego, że Lilly nazywa  mnie kretynem. Mimo

wszystko była przecież w samym środku prawdziwego ataku płaczu.

- Lilly - powiedziałam zdumiona. - Nie wiedziałam, że myślisz o sobie w taki sposób.

No wiesz. Jako o osobie nielubianej.

Lilly podniosła oczy znad upomnień, w które płakała.

- D - dlaczego m - miałabym kiedykolwiek uważać się za osobę lubianą? - zająknęła

się ze smutkiem. - T - ty jesteś jedyną prawdziwą przyjaciółką, jaką mam.

- To nieprawda - powiedziałam. - Masz mnóstwo przyjaciół. Shameeka i Ling Su, i

Tina...

Lilly   zaczęła   płakać   jeszcze   głośniej   na   dźwięk   imienia   Tiny.   Za   późno

przypomniałam sobie o Borysie i jego nowo nabytej seksowności.

- Och... - powiedziałam i poklepałam Lilly po ramieniu. - Przepraszam. Chodziło mi o

to, że... No cóż, nieważne. Ludzie cię LUBIĄ, Lilly. Tyle tylko, że czasami...

Lilly uniosła zalaną łzami twarz.

- C - co? - zapytała.

- No cóż - powiedziałam. - Czasami jesteś trochę dla nich wredna. Na przykład dla

mnie. Z tym całym nazywaniem mnie dzieciolizem.

- Ale ty JESTEŚ dzieciolizem - wytknęła Lilly.

- Tak - powiedziałam. - Ale, wiesz, nie musisz mi tego cały czas WYTYKAĆ.

background image

Lilly oparła podbródek na kolanach.

- Pewnie nie - westchnęła. - Masz rację. Przepraszam.

Skoro była już w takim zgodnym nastroju, dodałam:

- I nie lubię też, kiedy nazywasz mnie KG albo KP.

Lilly popatrzyła na mnie z głupią miną.

- To jak mam ciebie nazywać?

- Może po prostu i zwyczajnie Mia?

Lilly zastanowiła się nad tym.

- Ale... to takie nudne - powiedziała.

- Ale tak mam na imię - stwierdziłam.

Lilly znów westchnęła.

- Dobrze - powiedziała. - Nieważne. Nie masz pojęcia, jaką jesteś szczęściarą, KG. To

znaczy Mia.

- Szczęściarą? JA? Daj spokój... - O mały włos nie wybuchłam śmiechem. - Moje

życie   jest   w   tej   chwili   po   prostu   OKROPNE.   Czy   ty   WIDZIAŁAŚ,   co   pani   Martinez

namazała na moim wypracowaniu?

Lilly otarła oczy.

- No cóż, tak - powiedziała. - BYŁA trochę surowa. Ale czwórka to nie taki zły

stopień. Poza tym widziałam, jak twój tata szedł niedawno w stronę jej klasy. Wyglądał tak,

jakby miał zamiar odczytać pani Martinez jej prawa.

- Tak, ale czy mnie to wyjdzie na dobre? - spytałam. - To przecież nie zmieni jej

zdania na temat mojego pisarskiego talentu... czy jego braku. To tylko sprawi, że będzie się

bała mojego taty.

Lilly tylko pokręciła głową.

- Taa - powiedziała. - Ale przynajmniej masz chłopaka.

- Który jest NA STUDIACH - przypomniałam jej. - I który najwyraźniej oczekuje,

że...

- Och, przestań... - powiedziała Lilly. - Tylko nie to. Nie słuchaj tej głupiej Lany.

Kiedy ty wreszcie wbijesz sobie do tej głowy, że Lana nie ma zielonego pojęcia, o czym

mówi? No powiedz, czy ty widzisz, żeby ONA spotykała się z jakimś studentem?

- Nie - powiedziałam. - Ale...

- Tak, no właśnie, i może jest po temu jakiś POWÓD. I wcale NIE ten, że Lana ma

jakieś opory przed Robieniem Tego, jeśli wierzyć napisom na ścianach w całej łazience.

Siedziałyśmy tam i zastanawiałyśmy się przez chwilę. Potem Lilly powiedziała:

background image

- No więc jak? Twoja mama i pan G. jadą do Indiany na weekend?

- Tak - powiedziałam i zaraz dodałam szybko: - Ale nie będzie u mnie żadnej imprezy,

bo przenoszę się do Plaza.

-   Będziesz   miała   osobny   pokój?   -   spytała   Lilly.   A   kiedy   pokiwałam   głową,

powiedziała: - Super. - A potem dodała: - Hej, możesz zrobić imprezę piżamową.

Popatrzyłam na nią, jakby oszalała.

- W HOTELU?

- Jasne! Będzie fajnie. A my i tak musimy popracować nad twoimi umiejętnościami

debatowymi. Mogłybyśmy urządzić próbę debaty. Co ty na to?

- No cóż - powiedziałam - czemu nie.

Chociaż nie jestem pewna, jak tata i Grandmère na to zareagują. Na moją imprezę

piżamową w hotelu Plaza.

Ale nieważne. Jeśli to uszczęśliwi Lilly, to chyba warto się wysilić. Poważnie, nigdy

nie wiedziałam, że tak sama o sobie myśli. No, wiecie, że nie jest lubiana i popularna. To

znaczy ja WIEM, że Lilly nie jest bardzo popularna. Ale nie wiedziałam, że ONA o tym wie.

Zawsze się ZACHOWUJE, jakby wyobrażała sobie, że jest królową całej szkoły.

Kto mógł wiedzieć, że to tylko tak na pokaz?

Teraz musimy tu siedzieć obie, póki nie zadzwoni dzwonek po szóstej lekcji, żebyśmy

mogły zbiec na dół i się wmieszać w tłum. Zerwałyśmy się z rozwoju zainteresowań, ale ja

mam przepustkę od siostry Lloyd, więc pani Hill skreśli mi nieobecność.

Nie wiem, co zrobi w tej sprawie Lilly. I wydaje się, że ona wcale się tym specjalnie

nie przejmuje. Naprawdę, jak się nad tym zastanowić, to Grandmère i Lilly OBIE mogłyby

sporo nauczyć świat o tym, jak być księżniczką.

Co jest nieco przerażające, kiedy tak o tym dłużej pomyśleć.

Piątek, 4 września,

wychowanie obywatelskie

TEORIE   RZĄDU:   Teoria   ewolucyjna  -  teoria   ewolucji   Darwina   zastosowana   do

rządu:

1. Rodzina

2. Klan

3. Plemię

Formowały się grupy w celu zorganizowania i skoordynowania działań związanych ze

zdobywaniem dóbr i usług.

background image

Żeby zachować wewnętrzny ład i chronić się przed zagrożeniem z zewnątrz, stworzono

instytucję rządu.

Hej, to zupełnie jak szkolne kliki! Poważnie! Chodzi mi o sposób, w jaki te kliki

powstają   w   szkole   -   żeby   się   chronić   przed   zagrożeniem   z   zewnątrz.   Na   przykład   my,

wszyscy intelektualiści,  trzymamy  się  razem  i  stworzyliśmy klikę,   żeby się   bronić  przed

atakami mięśniaków z drużyny i czirliderek, bo w ilości jest siła. To wyjaśnia tak wiele:

• Klika skateboardowców powstała po to, żeby bronić się przed punkami.

• Punkowie trzymają się razem, żeby się chronić przed Klubem Dramatycznym.

• Klub Dramatyczny powstał, żeby się chronić przed intelektualistami.

• Intelektualiści zebrali się, żeby się bronić przed mięśniakami z drużyny.

• A faceci z drużyny trzymają się razem, żeby się bronić przed...

No cóż, nie wiem, przed kim mieliby się bronić faceci z drużyny, tworząc swoją klikę.

Ale poza tym wszystko teraz zaczyna nabierać sensu. To po to istnieją kliki! Darwin

miał rację!!!

Piątek, 4 września,

geografia

Pole magnetyczne Ziemi skutkiem wewnętrznych prądów konwekcyjnych.

Odkryte przez Vana Allena (pasy radiacji).

Obszary wysokiego promieniowania cząstek, niektóre są radioaktywne i naładowane,

z kosmosu i Słońca.

Zorza polarna jest spowodowana wzajemnym oddziaływaniem naładowanych cząstek

i atmosfery.

NOWA DZIEWCZYNA KENNY'EGO, HEATHER,

WEDŁUG KENNY'EGO:

1. Ma naturalne blond włosy i nigdy nie musi farbować sobie odrostów.

2. Dostaje same piątki i świadectwa z wyróżnieniem.

3. Potrafi zrobić salto w tył.

4. Często robi salta na imprezach. 5.I w restauracjach.

6. Jest totalnie popularna w swojej szkole w Delaware.

7. Przyjedzie go odwiedzić na Święto Dziękczynienia.

8. Ma własnego konia.

9. Nigdy nie marnuje czasu na oglądanie telewizji, bo jest totalnie zajęta czytaniem

background image

książek.

10. Nie używa automatycznej sekretarki. I to bardzo dobrze, bo pewnie i tak nikomu

nie chce się do niej dzwonić, skoro nie ogląda telewizji i w związku z tym nie ma o czym

rozmawiać.

PRACA DOMOWA

 

 

WF: nie dotyczy

Geometria: ćwiczenia, strony 42 - 45

Angielski: Podstawy stylistyki, strony 55 - 75

Francuski: ????

RZ: ????

Wych. ob.: Jakie zastosowanie ma teoria Darwina do definicji rządu?

Geografia: powtórzyć pole magnetyczne

Piątek, 4 września,

Plaza

Grandmère miała takie poczucie winy, że spowodowała u mnie atak płaczu w środku

lekcji, że uparła się zabrać mnie na dół do Sali Palmowej i mi to wynagrodzić.

Oczywiście wiedziałam, że tak NAPRAWDĘ wcale nie czuje się winna. Hej, to w

końcu GRANDMÈRE. A na dole wszędzie była PRASA, usiłująca robić nam zdjęcia, kiedy

siedziałyśmy nad bułeczkami podawanymi z gęstą śmietaną, tak że jutro na pierwszej stronie

„The Post” będzie nasze zdjęcie z wielkim podpisem: „Herbatka dla dwojga/wypchaj się Unio

Europejska!” albo „Odwal się Unio” czy coś podobnego.

Ale   było   miło   posiedzieć   tam   i   pojeść   maleńkie   kanapeczki   bez   skórki,   kiedy

Grandmère plotła o tych takich małych do ściskania Lany w kształcie pomponów czirliderki i

o tym, jakie są tandetne, i o ile lepsze są nasze długopisy z napisem  P

ROPRIÉTÉ

 

DU

  P

ALAIS

R

OYALE

 

DE

  G

ENOVIA

.  Zwłaszcza   że   w  ogóle   nie   jadłam   lunchu,   bo  musiałam  całą   tamtą

przerwę spędzić u siostry Lloyd w gabinecie, z zimnym kompresem na czole.

Grandmère była taka miła w związku z tym, że się czuła taka winna (notatka do samej

siebie: czy ktoś, kto cierpi na ciężkie zaburzenia osobowości może odczuwać poczucie winy?

Sprawdzić to.), że wreszcie po prostu zebrałam się w sobie i spytałam:

- Grandmère, czy mogę zaprosić na dzisiaj wieczór Lilly, Tinę, Shameekę i Ling Su do

swojego pokoju na imprezę piżamową, żebyśmy mogły urządzić próbę debaty?

A ona odpowiedziała totalnie spokojnie:

- Oczywiście, Amelio

background image

TAAAAAAAAAAAAK!!!!!!!!!!!

No   więc   wtedy   złapałam   za   komórkę   i   zadzwoniłam   do   nich   wszystkich   i   je

pozapraszałam.   Pan   Taylor   musiał   najpierw   porozmawiać   z   Grandmère,   zanim   pozwolił

Shameece przyjść, i upewnić się, że będziemy pod odpowiednim nadzorem, i tak  dalej, ale

Grandmère poradziła sobie z nim po mistrzowsku. Kiedy oddała mi słuchawkę, pan Taylor

pytał już tylko, czy jest cokolwiek, co Shameeka mogłaby nam przynieść na imprezę, na

przykład urządzenie do robienia popcornu czy coś.

Ale ja go zapewniłam, że w Plaza zajmą się wszystkimi naszymi potrzebami.

Wysłałyśmy   pokojówkę   Grandmère   na   poddasze,  żeby   przywiozła   moje   rzeczy   i

nakarmiła Grubego Louie.

Mam nadzieję, że nic mu się samemu nie stanie. Będzie się dziwnie czuł, nie mając

Rocky'ego w pobliżu. Bardzo się przyzwyczaił do zlizywania Rocky'emu z buzi co wieczór

resztek mleka. Taka przekąska przed snem.

Notatka do samej siebie:

Zadzwonić do mamy na komórkę, jak tylko wyląduje jej samolot, i przypomnieć jej,

żeby trzymała Rocky'ego z daleka od:

• Kosiarek do siana

• Żmij miedzianek (częstych w Indianie i bardzo jadowitych)

• Wideł

• Czarnych wdów (ukąszenie tych pająków jest śmiertelne dla niemowlęcia)

• Niepasteryzowanego mleka (salmonella)

• Sofy „Leniuch” dziadka (Rocky mógłby utknąć w środku i udusić się na śmierć)

• Zwierząt wiejskich (Ecoli)

• Zapiekanki babci z tuńczyka, ziemniaków i makaronu (jest po prostu obrzydliwa)

•   Piwnicy   (mogliby   się   w   niej   ukrywać   zbiegli   pacjenci   pobliskiego   szpitala   dla

wariatów)

Piątek, 4 września, hotel Plaza, pokój 1620,

godzina???? PÓŹNO!! !!!!

O mój Boże, Ling Su znalazła w Internecie fantastyczny quiz i przyniosła go ze sobą,

żebyśmy mogły wszystkie go zrobić i dowiedzieć się czegoś o sobie!!!!

QUIZ:

NIE OSZUKUJ!!! NIE podglądaj, co jest dalej... Po prostu odpowiedz na pytania po

kolei!

background image

Najpierw weź kartkę i ołówek. Kiedy wybierasz imiona, pamiętaj, że mają to być

osoby, które rzeczywiście znasz. Pierwsza myśl się liczy! ZRÓB TO TERAZ!

1. Najpierw zapisz w kolumnie cyfry od 1 do 11.

2. Obok numerów 1 i 2 zapisz jakiekolwiek liczby, które przyszły ci do głowy.

3. Obok numerów 3 i 7 zapisz imiona dwóch osób przeciwnej płci.

4.   W   miejscach   4,5   i   6   wpisz   jakiekolwiek   imiona   (na   przykład   przyjaciół   albo

rodziny).

5. W miejscach 8, 9, 10 i 11 zapisz tytuły czterech piosenek.

ZRÓB TO TERAZ, NIE ZAGLĄDAJĄC DO ODPOWIEDZI!!!!!!!

Odpowiedzi Mii Thermopolis:

1. 10

2.3

3. Michael Moscovitz

4. Gruby Louie

5. Lilly Moscovitz

6. Rocky Thermopolis - Gianini

7. Kenny Showalter

8. Crazy in Love - Beyonce

9. Bootylicious - Destiny's Child

10. Belle - Pięknej i Bestii

11. Piosenka z serialu Przyjaciele

Klucz do odpowiedzi:

1. Musisz powiedzieć tylu osobom (suma liczb w miejscu 1 i 2) o tym quizie.

2. Osoba w punkcie 3 to ktoś, kogo kochasz.

3. Osoba numer 7 to ktoś, kogo lubisz, ale nie możesz rozgryźć.

4. Najbardziej troszczysz się o osobę numer 4.

5. Osoba numer 5 to ktoś, kto cię bardzo dobrze zna.

6. Osoba numer 6 to ktoś, kto jest twoją gwiazdką z nieba.

7. Piosenka pod numerem 8 odnosi się do osoby spod numeru 3.

8. Tytuł piosenki spod numeru 9 to piosenka dla osoby spod numeru 7.

9. Piosenka pod numerem 10 mówi najwięcej o TOBIE.

10. Piosenka pod numerem 11 mówi o tym, jak traktujesz życie.

background image

O   mój   Boże!!!   TO   JEST   TAKIE   NIESAMOWITE!!!!   TO   WSZYSTKO   TAKIE

PRAWDZIWE!!!!!!!

Na   przykład   Michael   to   totalnie   osoba,   którą   kocham.  A  Rocky   to   totalnie   moja

gwiazdka z nieba! A Lilly to osoba, która zna mnie najlepiej! A Gruby Louie to osoba (czy też

kot), o którą najbardziej się troszczę!

I nie wierzę, żebym KIEDYKOLWIEK miała zrozumieć Kenny'ego.  Bootylicious  to

bardzo odpowiednia piosenka dla niego, bo jedną rzecz wiem: nie sądzę, żeby był gotowy do

„tych zabaw”.

A ja  jestem  zdecydowanie  „zakochana   do  szaleństwa”   w Michaelu!  A piosenka   z

Przyjaciół to DOKŁADNIE historia mojego życia - „Nikt cię nie uprzedził, że życie tak się

potoczy”... Bo nikt mi nigdy nie POWIEDZIAŁ, że będę KSIĘŻNICZKĄ GENOWII.

A jeśli chodzi o piosenkę  Belle,  Lilly może się śmiać ile chce, ale to JEST jedna z

moich   ulubionych   piosenek.   Tak,   wiem,   pani   Martinez   pewnie   uznałaby,   że   to   godne

pożałowania...   No,   wiecie,   że   tak   zwana   pisarka   lubi   piosenkę   z   musicalu   Disneya.  Ale

nieważne! Belle i ja mamy MNÓSTWO wspólnego: obie zawsze siedzimy z głową w książce

(ja w pamiętniku, no ale nieważne) i wszyscy uważają, że jesteśmy dziwne.

Oprócz mężczyzn, którzy nas kochają.

To   było   takie   zabawne!   Zamówiłyśmy   sobie   do   pokoju   chyba   WSZYSTKO   z

restauracji.

A   przed   chwileczką   o   mało   się   nie   popłakałyśmy   ze   śmiechu.   Bo   Shameeka

opowiedziała   Lilly   o   Perin,   z   francuskiego,   i   że   nie   wiemy,   czy   Perin   to   chłopak,   czy

dziewczyna, a Lilly powiedziała, że powinnyśmy wejść na lekcje w poniedziałek, i okrążając

Perin,   zacząć   śpiewać:   „Ściągnij...   spodnie...!   Ściągnij...   spodnie!   Ściągnij...   spodnie!”,

żebyśmy mogły same się przekonać.

Możecie sobie wyobrazić wyraz twarzy mademoiselle Klein, gdybyśmy to zrobiły?

Tyle że, oczywiście, to by chyba było molestowanie seksualne. I nie byłoby zbyt przyjemne

dla Perin, czy to chłopak, czy dziewczyna.

No więc wtedy wszystkie zaczęłyśmy skakać po łóżku i wołać: „Ściągnij... spodnie...!

Ściągnij... spodnie! Ściągnij... spodnie!” na cały głos, aż pomyślałam sobie, że autentycznie

ZMOCZĘ spodnie od tego wariackiego śmiechu.

Zaraz zrobimy sobie koncert karaoke. Bo opowiedziałam wszystkim, jak to będzie,

jeśli kiedykolwiek będziemy podróżować po kraju i będziemy musiały śpiewać, żeby zarobić

na benzynę i tak dalej, jak Britney Spears w Dogonić marzenia, więc potrzebna nam praktyka.

background image

I zaraz się tym zajmiemy.

Aha, i Michael dzwonił przed paroma minutami, ale ja w ogóle nie słyszałam, co

mówi, bo Tina okropnie krzyczała, bo znalazłyśmy miłosny liścik, który Borys zostawił w jej

plecaku, i Ling Su go odczytywała na głos. Nawet Lilly się zaśmiewała.

To jest NAJLEPSZA IMPREZA POD SŁOŃCEM. Pomijając, oczywiście, wieczór

Balu Wielu Kultur.

I   ten   wieczór,   kiedy   Michael   i   ja   oglądaliśmy   razem  Gwiezdne   Wojny,  a   on   mi

powiedział, że jest we mnie ZAKOCHANY, a nie tylko, że mnie KOCHA.

I bal maturalny.

Pomijając te okazje.

Notatka do samej siebie: pamiętać, żeby powiedzieć mamie, żeby trzymała Rocky'ego

z daleka od tytoniu do żucia dziadka!

Nikotyna jest toksyczna dla dzieci, jeśli jest przyjmowana doustnie! Widziałam to w

filmie W obronie prawa!

LISTA NAJSEKSOWNIEJSZYCH FACETÓW

 

 

LILLY, SHAMEEKI, TINY, LING SU I MII

 

 

1. Orlando Bloom, we wszystkim, w koszuli czy bez.

2. Borys Pelkowski (To jest absolutna BZDURA! Borysa nie powinno być  na tej

liście. Ale Lilly i ja zostałyśmy przegłosowane).

3. Ten fajny facet z ostatniego filmu opartego na biografii Mii (tyle że nic tego, co

zdarzyło się w tym filmie, nie mogłoby mieć miejsca w prawdziwym życiu, bo

Genowia   to   księstwo,   a   nie   królestwo   i   nie   ma   to   większego   znaczenia,   czy

następczyni tronu ma męża, czy nie. Poza tym mało prawdopodobne, żeby Skinner

Box dostali kontrakt na płytę, bo większość członków kapeli jest za bardzo zajęta

zdobywaniem   dyplomów   wyższych   uczelni/zaliczaniem   trzydziestodniowego

odwyku od alkoholu, żeby odbywać próby).

4. Seth z The OC.

5. Harry Potter. Bo chociaż gra chłopca czarodzieja, robi się coraz seksowniejszy.

6. Jesse Bradford z Wielbicielki.

7. Chad Michael Murray z A Cinderella Story i One Tree Hill. Ooo, la la!

8. Seksowny chłopak Samanthy z  Seksu w wielkim mieście,  zwłaszcza kiedy ogolił

sobie dla niej głowę (Shameeka musiała powstrzymać się od głosu w tej rundzie

głosowania, bo tata nie pozwala jej oglądać tego serialu). 9. Trent Ford z Uwierz w

miłość.

background image

10. Ramon Riveras.

11.   Hellboy   (nawet   jeśli   Mia   jest   jedyną   osobą,   która   uważa,   że   Hellboy   jest

seksowny).

Sobota, 5 września, Wielki Trawnik,

Central Park

Jestem tak strasznie zmęczona. DLACZEGO ja je wszystkie wczoraj zaprosiłam na

wieczór? I DLACZEGO musiałyśmy śpiewać karaoke do trzeciej nad ranem???

A dokładniej mówiąc, DLACZEGO pozwoliłam Lilly namówić mnie, żebym dzisiaj

przyszła na mecz PIŁKI NOŻNEJ drużyny Liceum imienia Alberta Einsteina????

To takie nudy. Zawsze uważałam, że sport to nuda - Bóg mi świadkiem, że pani Potts

często wrzeszczała: „Rusz się trochę, Mia!”, kiedy pozwalałam piłce przelatywać koło mnie.

Ale oglądanie sportów jest nawet jeszcze nudniejsze niż uprawianie ich. Bo kiedy

uprawiasz sporty, zdarzają ci się przynajmniej te momenty, kiedy dłonie ci się pocą, a serce

wali i myślisz: O, nie! Ta piłka nie leci do MNIE, prawda? O, nie! Ona LECI do mnie. Co ja

mam robić? Jeśli ją spróbuję złapać, nie uda mi się i wszyscy mnie znienawidzą. Ale jeśli NIE

SPRÓBUJĘ jej złapać, wszyscy mnie za TO też znienawidzą.

Ale kiedy OGLĄDASZ sport, tego zupełnie nie ma. Jest tylko. .. nuda. Nuda, nuda

bez końca.

Kiedy   Lilly   poprosiła   mnie,   żebym   zarezerwowała   sobie   dla   niej   sobotę,   nie

wiedziałam, że ma w planach szkolną imprezę. Dlaczego miałabym zajmować się szkolnymi

sprawami (pomijając lekcje do odrobienia, oczywiście) w czasie WEEKENDÓW?

Ale Lilly mówi, że to ważne, żebym pokazała się na jak największej liczbie imprez

przed poniedziałkiem. Cały czas mnie trąca w bok i powtarza:

- Przestań pisać w tym swoim pamiętniku, idź, pokręć się wśród ludzi.

Ale ja nie jestem wcale taka pewna, czy kręcenie się wśród ludzi na szkolnym meczu

piłki nożnej jest sposobem na zdobycie głosów. Wiecie? Bo mogę spokojnie zagwarantować,

że wszyscy, którzy tu są, będą głosowali na Lanę.

I   dlaczego   NIE   MIELIBY  tego   zrobić?   Popatrzcie   tylko   na   nią,   jak   wykonuje   te

wszystkie swoje podskoki czy coś. Jest totalnie IDEALNA. Przynajmniej na zewnątrz. W

środku, wiem, serce ma równie czarne jak czarna dziura. Ale na zewnątrz - no cóż, ma ten

idealny uśmiech  z tymi  idealnymi,  równymi  zębami  i tymi  idealnie  gładkimi, opalonymi

nogami, na których nie ma zacięć po golarce, i z tym lśniącym błyszczykiem, do którego

nigdy nie lepią jej się włosy - dlaczego ktokolwiek MIAŁBY głosować na mnie, kiedy może

background image

głosować na Lanę?

Lilly mówi, że mam nie być głupia - że wybory na przewodniczącego samorządu

szkolnego to nie konkurs piękności ani popularności. Ale w takim razie czemu chce, żebym

JA kandydowała za nią? I jak to się stało, że jestem TUTAJ? Jedyni ludzie NA tym meczu to

mięśniaki z drużyny i czirliderki. I mało prawdopodobne, żeby ktokolwiek z nich zagłosował

na MNIE.

Lilly mówi, że na pewno na mnie nie zagłosują, jeśli nie wytknę nosa z tego notesu i

nie zacznę z nimi rozmawiać. ROZMAWIAĆ Z NIMI! Z IDEALNYMI, POPULARNYMI

LUDŹMI!

Będą mieli szczęście, jeśli się na nich nie porzygam.

Sobota, 5 września, 15.00, Ray's Pizza

No cóż, TO była wielka strata czasu.

Lilly   twierdzi,   że   nie.   Lilly   wręcz   opowiada,   że   ten   dzień   był   niezmiernie

POUCZAJĄCY. Cokolwiek by to miało znaczyć.

Nie jestem pewna, skąd Lilly może to w ogóle WIEDZIEĆ, skoro spędziła większość

meczu,   siedząc   na   trybunach   za   panem   doktorem   i   panią  Weinberger   -   podsłuchując   ich

rozmowę z rodzicami Trishy Hayes. Nawet nie OGLĄDAŁA meczu, o ile się orientuję. To JA

musiałam kręcić się w pobliżu, podchodzić do ludzi, którzy nawet nie zawiesiliby na mnie

wzroku, gdybyśmy się mijali na korytarzu LiAE, i mówić: „Cześć, chyba się nie znamy.

Jestem Mia Thermopolis, księżniczka Genowii i kandyduję na przewodniczącą samorządu

szkolnego”.

Poważnie. Nigdy w życiu nie czułam się większą idiotką.

I   nikt   zresztą   nie   zwracał   na   mnie   żadnej   uwagi.   Mecz   był   najwyraźniej

superinteresujący.   Graliśmy   przeciwko   drużynie   seniorów   z   Trinity,   którzy   w   zasadzie

skopywali nam tyłek co roku, jak historia LiAE długa.

Ale nie dzisiaj. Bo dzisiaj LiAE wystawiło swoją sekretną broń: Ramona Riverasa.

Fakt, jak już Ramon dorywał się do piłki, to już jej nie oddawał, póki nie mijała bramkarza

Trinity i nie trafiała do tego dużego z siatką. LiAE pokonało Trinity cztery do zera.

I okazało się, że miałam rację co do Ramona. Bo oczywiście zdarł z siebie koszulkę i

rzucił ją w powietrze po ostatnim golu. Nie chciałabym rozpuszczać plotek, ale widziałam,

jak pani Weinberger usiadła tak jakoś bardziej prosto, kiedy to się stało.

I oczywiście Lana wybiegła na boisko i rzuciła się Ramonowi w ramiona. A potem on

obnosił ją po boisku na ramionach, jakby była jakimś trofeum. Z tego co wiem, może i nim

background image

jest: wygraj mecz dla LiAE, a dostaniesz czirliderkę za darmo.

Nieważne. Ramon może ją sobie brać. Może to ją na tyle zajmie, że MNIE zostawi w

spokoju. Mnie i mojego „studenta”.

A   to   mi   coś   przypomina.   Mam   później   odwiedzić   Michaela   w   jego   pokoju   w

akademiku, żeby poznać jego współlokatora i „nadrobić zaległości”, skoro nie widzieliśmy

się przez cały tydzień.

A przynajmniej Michael powiedział, że to będziemy robić, kiedy wreszcie dzisiaj,

trochę przed meczem, udało nam się ze sobą skontaktować. Miał nieco poirytowany głos,

kiedy w końcu się do mnie dodzwonił. Bo trochę późno sobie przypomniałam, żeby włączyć

komórkę.

- Co tam się działo wczoraj wieczorem, kiedy dzwoniłem? - zapytał.

- Hm - powiedziałam.

Kiedy zadzwonił, kupowałam akurat precla przy jednym z tych wózków w parku.

Wielu ludzi tego nie wie, ale nowojorskie precle - takie kupowane u ulicznego handlarza -

mają właściwości lecznicze. To prawda. Nie wiem, co w nich jest, ale kiedy cię boli głowa

czy cokolwiek innego, jak tylko ugryziesz precla, ból mija. A ja miałam dość dokuczliwy ból

głowy, bo przecież prawie wcale nie spałam.

-   Dziewczyny   zostały   u   mnie   -   wyjaśniłam   Michaelowi,   kiedy   już   przełknęłam

pierwszy kęs gorącego słonego precla. - Na noc. Tyle że, wiesz, mało spałyśmy.

I   opowiedziałam   mu,   jak   skakałyśmy   po   łóżku,   krzycząc:   „Ściągnij...   spodnie!

Ściągnij... spodnie!” i tak dalej.

Michael chyba nie uznał, że to było zabawne. Oczywiście, nie wspomniałam mu o

tym, jak potem śpiewałam  Milkshake  do pilota od telewizora, ubrana w gumową matę do

wanny w charakterze minisukienki. Bo ja przecież nie chcę, żeby on pomyślał, że jestem

kompletnie NIENORMALNA.

- Miałaś cały apartament hotelowy dla siebie - powiedział tylko Michael - i zaprosiłaś

moją siostrę.

- I Shameekę, i Tinę, i Ling Su - dodałam, ocierając sobie musztardę z podbródka. Bo

musisz posmarować precla musztardą, inaczej nie wykazuje właściwości leczniczych.

- Właśnie - powiedział Michael. - No cóż, przyjdziesz tu potem czy nie?

Co niektórym mogłoby się wydać trochę niegrzeczne. Tyle że mnie fakt, że Michael

był chyba na mnie zły - z jakiegokolwiek powodu - sprawił coś w rodzaju ulgi. Bo skoro się

na mnie złościł, to prawdopodobnie znaczyło, że Robienie Tego nie zaprzątało mu całego

umysłu. A mnie się naprawdę wcale nie spieszyło do tej rozmowy o Robieniu Tego, chociaż

background image

wiedziałam, że Tina ma rację, i któregoś dnia będziemy musieli porozmawiać o tym otwarcie.

No więc teraz leczę się kawałkiem zwykłej pizzy z serem w towarzystwie Lilly, zanim

zbiorę siły, żeby wsiąść do limuzyny z Larsem i pojechać na przedmieścia do akademika

Michaela.   Naprawdę,   po   imprezowym   wieczorze   bardzo   trudno   jest   następnego   dnia

funkcjonować. Nie wiem, jak tym siostrom Hilton się to udaje.

Lilly   mówi   mi   teraz,   że   mamy   wybory   w   kieszeni.   Nie   mam   zielonego   pojęcia,

dlaczego tak twierdzi, skoro:

A) Wczoraj wieczorem wcale nie udało nam się przeprowadzić próby debaty, więc nie

miałam żadnej szansy popracować nad odpowiedziami, których udzielę w poniedziałek

oraz

B)   Większość   osób,   z   którymi   rozmawiałam   na   trybunach   w   czasie   dzisiejszego

meczu, patrzyła na mnie jak na chorą i odpowiadała: „Głosuję na Lanę, pajacu”.

Ale nieważne. Lilly spędziła cały mecz, siedząc z RODZICAMI różnych ludzi, więc

co ona w ogóle może wiedzieć?

Ale szkoda, że nie mogę jej  zapytać  o Robienie Tego. Bo Lilly też nigdy Tego nie

Robiła... a przynajmniej nie wydaje mi się. Ze swoim ostatnim chłopakiem dotarła zaledwie

do drugiej bazy.

Ale i tak jestem pewna, że miałaby jakieś cenne uwagi na temat tej całej sytuacji.

Ale nie mogę porozmawiać z Lilly o Robieniu Tego czy o Nierobieniu Tego z jej

BRATEM. To OBRZYDLIWE. Gdyby jakakolwiek dziewczyna chciała ze mną rozmawiać o

Robieniu Tego z Rockym, prawdopodobnie dałabym jej po łbie. Chociaż, oczywiście, to mój

młodszy brat i ma zaledwie cztery miesiące.

Poza tym, wydaje mi się, że wiem, co Lilly by mi doradziła: „Nie żałuj sobie”.

Łatwo Lilly mówić, bo ona bardzo dobrze się czuje we własnym ciele. Nie musi, w

przeciwieństwie   do   mnie,   przebierać   się   przed   WF   -   em   w   dzikim   popłochu   i   w

najciemniejszym,   najluźniejszym   kącie   szatni,   jaki   zdoła   znaleźć.   Zdarzało   jej   się   nawet

czasami paradować po szatni KOMPLETNIE nago, pytając: „Czy ktoś mi może pożyczyć

dezodorant?” A uwagi Lany na temat brzuszka i cellulitu puszcza mimo uszu.

Nie, nie, nie obawiam się, że Michael będzie robił sobie takie uwagi na temat mojego

nagiego   ciała.   Ja   tylko   wcale   nie   jestem   pewna,   czy   będę   się   komfortowo   czuła   ze

świadomością, że on w ogóle coś o moim ciele wie.

Chociaż, oczywiście, wcale nie miałabym nic przeciwko zobaczeniu, jak wygląda jego

ciało.

Może to znaczy, że mam zahamowania, że jestem pruderyjna i seksistowska, i inne

background image

niedobre  rzeczy.   Może  ja  nie  zasługuję  na  to,  żeby  zostać  przewodniczącą  samorządu  w

Albercie Einsteinie, nawet na te parę dni, zanim złożę rezygnację i przekażę obowiązki Lilly.

Na pewno nie zasługuję na to, żeby być księżniczką państwa, które udało mi się wyrzucić z

Unii Europejskiej... No cóż, jeśli faktycznie nas wyrzucą.

Naprawdę, na niewiele zasługuję.

To ja już chyba pójdę do Michaela.

Proszę, niech mnie ktoś zastrzeli.

Sobota, 5 września, 17.00, łazienka pokoju

Michaela w akademiku

Okej,   a   ja   myślałam,   że   Columbia   to   uniwersytet,   na   który  trudno   się   dostać.   Ja

myślałam, że oni rzeczywiście selekcjonują kandydatów.

No to jakim cudem dostają się tu takie świry jak współlokator Michaela?

Wszystko szło świetnie, do momentu kiedy ON się pokazał. Lars i ja zadzwoniliśmy

do Michaela z dyżurki w Engle Hall, bo tak się nazywa akademik Michaela, i Michael zszedł

na dół, żeby nas wpisać do książki odwiedzin, bo oni tutaj na Uniwersytecie Columbia bardzo

poważnie traktują bezpieczeństwo swoich studentów (szkoda, że nie przejmują się już tak

bardzo   bezpieczeństwem   ich   gości!).   Musiałam   zostawić   swoją   szkolną   legitymację   w

recepcji, żebym nie próbowała opuścić budynku, nie wypisując się z książki odwiedzin. Lars

musiał zostawić swoje pozwolenie na broń (chociaż rewolwer pozwolili mu zatrzymać, kiedy

się dowiedzieli, że jestem księżniczką Genowa, a on jest moim ochroniarzem).

W każdym razie, kiedy już wszyscy zostaliśmy spisani, Michael zabrał nas na górę.

Byłam już przedtem w Engle Hall, tego dnia, kiedy Michael się wprowadzał, ale teraz to

wszystko wygląda zupełne inaczej, bo znikły te wszystkie wózki z bagażami i rodzice. Po

korytarzach biegają ludzie ubrani w same ręczniki i wrzeszczą, zupełnie jak w  Kochanych

kłopotach. A zza kilku niedomkniętych drzwi dobiega bardzo głośna muzyka. Wszędzie wiszą

plakaty namawiające do udziału w tym czy innym marszu protestacyjnym i zaproszenia na

wieczory   poezji   w   różnych   pobliskich   kawiarniach.   To   wszystko   jest   takie   bardzo

uniwersyteckie!

Michael chyba przestał się już na mnie złościć, bo na przywitanie bardzo ładnie mnie

pocałował, a wtedy udało mi się powąchać jego szyję, i natychmiast popatrzyłam na wszystko

pozytywniej.   Szyja   Michaela   jest   niemal   tak   samo   skuteczna   jak   nowojorski   precel   od

ulicznego sprzedawcy, jeśli chodzi o własności lecznicze.

Udało   nam   się   pozbyć   Larsa,   zostawiliśmy  go   w   świetlicy  studenckiej   na   piętrze

background image

Michaela, bo tam na wielkim telewizorze leciał mecz baseballu. Można by pomyśleć, że Lars

miał już dosyć sportu jak na jeden dzień, skoro dopiero co spędziliśmy ze trzy godziny na

sportowej imprezie, ale nie. Rzucił jednym okiem na wynik, który był remisowy, i przylepiło

go do krzesła, razem ze sporą liczbą innych ludzi, którzy mieli ten sam półprzytomny wyraz

twarzy.

Michael poszedł dalej i zaprowadził mnie do swojego pokoju, który wygląda teraz

dużo lepiej niż tego dnia, kiedy się wprowadzał. Większość ściany z pustaków zajmuje wielka

mapa   galaktyki,   wszystkie   płaskie   powierzchnie   (pomijając   łóżka)   zajmuje   sprzęt

komputerowy w ilości, jakiej nie mają pewnie nawet w NORADZIE, a na suficie przyklejony

jest znak z napisem:  W

YBIJ

 

SOBIE

 

Z

 

GŁOWY

 

PARKOWANIE

,  chociaż Michael przysięga, że nie

zwinął go z ulicy.

Michaela strona pokoju jest bardzo schludna, na łóżku leży ciemnoniebieska narzuta,

minilodówka robi za stolik przy łóżku, a WSZĘDZIE są kompakty i książki.

Druga strona pokoju jest nieco bardziej zabałaganiona, narzuta jest czerwona, zamiast

lodówki stoi mikrofalówka, a WSZĘDZIE są płyty DVD i książki.

Zanim zdążyłam zapytać, gdzie jest Doo Pak i kiedy go poznam, Michael pociągnął

mnie   na   łóżko.   Bardzo   fajnie   zaczynaliśmy   się   ze   sobą   zaprzyjaźniać   po   tygodniowym

niewidzeniu, kiedy nagle otworzyły się drzwi i wszedł wysoki Koreańczyk w okularach.

-   O   cześć,   Doo   Pak   -   powiedział   Michael   bardzo   swobodnym   tonem.   -  To   moja

dziewczyna, Mia. Mia, to Doo Pak.

Wyciągnęłam   prawą   dłoń   i   uśmiechnęłam   się   do   Doo   Paka   moim   najładniejszym

książęcym uśmiechem.

- Cześć, Doo Pak - powiedziałam. - Miło mi cię poznać.

Ale Doo Pak nie ujął wyciągniętej ręki i jej nie uścisnął.

Zamiast   tego   najpierw   popatrzył   na   Michaela,   potem   na   mnie   i   znów   szybko   na

Michaela. A potem roześmiał się i powiedział:

- Cha, cha, bardzo śmieszne! Ile ci zapłacił za zrobienie mi tego numeru, co?

Popatrzyłam na Michaela, zbita z tropu, a on powiedział:

- Hm, Doo Pak, ja nie żartuję. To naprawdę jest moja dziewczyna.

Doo Pak tylko się bardziej obśmiał i stwierdził:

- Wy, Amerykanie, zawsze stroicie sobie żarty! Naprawdę, przestańcie już.

Wtedy ja spróbowałam.

-   Hm...   -   powiedziałam.   -   Doo   Pak,   ja   naprawdę   jestem   dziewczyną   Michaela.

Nazywam   się   Mia   Thermopolis.   Miło   mi,   że   mogę   cię   wreszcie   poznać.   Dużo   o   tobie

background image

słyszałam.

I wtedy Doo Pak zaczął się tak śmiać, że zgiął się wpół i przewrócił na swoje łóżko.

- Nie - kwiczał, kręcąc głową, a łzy spływały mu po twarzy. - Nie, nie. To niemożliwe.

TY - wskazał ręką na mnie - nie możesz z NIM chodzić - i tu wskazał na Michaela.

Michael zaczynał mieć taką minę, jakby się zirytował.

- Doo Pak - powiedział tym samym ostrzegawczym tonem, który słyszałam już, kiedy

Lilly zaczyna mu dokuczać na temat jego ulubionego filmu, Star Trek: Enterprise.

-   Poważnie   -   powiedziałam   do   Doo   Paka,   usiłując   pomóc,   chociaż   nie   miałam

zielonego   pojęcia,   co   go   tak   śmieszy.   -   Michael   i   ja   chodzimy   ze   sobą   ponad   dziewięć

miesięcy.  Ja  chodzę  do  Liceum  imienia  Alberta   Einsteina,  niedaleko   od  mojego  domu,   i

mieszkam z mamą i ojczymem w Vill...

-   Przestań   już   mówić,   proszę   -   powiedział   do   mnie   Doo   Pak.   Bardzo   grzecznie,

przyznaję, ale to jednak trochę dziwne uczucie, kiedy cię proszą, żebyś przestała mówić.

Zwłaszcza że Doo Pak odwrócił się wtedy do mnie plecami i zaczął cicho i szybko mówić coś

do   Michaela,   a   Michael   mu   odpowiedział   równie   cichym,   ale   raczej   rozgniewanym   niż

zdenerwowanym tonem.

To bardzo dziwne uczucie stać w pokoju i patrzeć jak dwoje ludzi rozmawia bardzo

zdenerwowanym   i   gniewnym   tonem,   a   ty   nie   możesz   ich   nawet   podsłuchać.   No   więc

przyszłam tu, żeby dać im trochę prywatności.

Słyszę stąd, że Doo Pak bardzo nerwowo szepcze coś do Michaela, który na szczęście

przestał w odpowiedzi szeptać, więc słyszę przynajmniej JEGO stronę tej wymiany zdań.

- Doo Pak, ja ci MÓWIŁEM, kim ona jest - powiedział przed chwilą. - To moja

DZIEWCZYNA. Nikt cię tu nie usiłuje nabierać.

Wiecie co, ich łazienka jest w sumie całkiem czysta, jak na chłopaków. Nie ma tu

niczego, czego bym się bała dotknąć. Widzę, że wymienili sobie zasłonę od prysznica na taką

z mapą świata. To musi być pociecha dla Doo Paka, który na pewno tęskni za własnym

krajem. W ten sposób może brać prysznic i przez cały czas patrzeć na ojczyznę.

Oooch, Doo Pak też już przestał szeptać. Obaj chyba uważają, że jestem kompletnie

GŁUCHA.

- Ale ja nie rozumiem, Mike - mówi Doo Pak. MIKE????? - Dlaczego ONA miałaby

chodzić z TOBĄ?

Wszystko zaczyna się powoli wyjaśniać. Doo Pak musiał mnie rozpoznać. Pojawiałam

się ostatnio w prasie dość często, w związku z całą tą aferą ze ślimakami i wyborami i tak

dalej. Może on po prostu nie jest w stanie uwierzyć, że Michael spotyka się z księżniczką.

background image

I trudno mi go za to winić. Naprawdę, na świecie nie ma nic bardziej kiczowatego niż

być księżniczką. Rozumiem, że Michael nie uprzedził go wcześniej. Dla niego to pewnie coś

nieznośnie wstydliwego. Pomyślcie tylko, musi przyznawać się swoim kolegom ze studiów,

że nie tylko spotyka się z dziewczyną z liceum, ale na dodatek ona jest KSIĘŻNICZKĄ.

Biedny   Michael.   Nigdy   nie   zdawałam   sobie   sprawy,   że   chodzenie   z   członkinią

książęcej rodziny naraża go na kpiny i docinki. To wszystko plus jeszcze to, że ta dziewczyna

ma   ochroniarza,   jest   niedorozwinięta   w   okolicach   klatki   piersiowej   i   jest   dzieciolizem,

sprawia, że przywiązanie Michaela do mnie wydaje mi się jeszcze bardziej niezwykłe.

Oooooch, przestali gadać. Może mogę już teraz bezpiecznie wyjść...

Sobota, 5 września, 19.00, Kafejka (212)

Muszę spisać to szybko, zanim Michael zapłaci za jedzenie. Na szczęście przy kasie

jest horrendalna kolejka - to miejsce jest ZAPCHANE ludźmi - więc pewnie to mu jakiś czas

zajmie.

W   każdym   razie   odkryłam   powód,   dla   którego   Doo   Pak   uważał,   że   Michael   go

nabiera. I to nie ma nic wspólnego z moim książęcym pochodzeniem. Po prostu Doo Pak

uważa, że jestem za ŁADNA dla Michaela.

Ja   wcale   nie   żartuję.   Doo   Pak   sam   mi   to   powiedział,   kiedy   wyszłam   z   łazienki.

Wyglądał, jakby strasznie się wstydził. I powiedział, a Michael wcale nie musiał go w tym

celu walnąć ani nic:

-   Strasznie   cię   przepraszam,   że   nie   wierzyłem,   kiedy   powiedziałaś,   że   jesteś

dziewczyną Mike'a. Widzisz - ciągnął tym samym przepraszającym tonem - jesteś o wiele za

ładna, żeby się spotykać z Mikiem. On jest - jak wy to tu mówicie? - och, no tak - jest

intelektualistą. A tacy intelektualiści jak my nie spotykają się z ładnymi dziewczynami. Więc

pomyślałem, że on mnie nabiera. Proszę, przyjmij jak najuniżeńsze przeprosiny za tę moją

pomyłkę.

Popatrzyłam na Michaela i Doo Paka, bo mi się wydawało, że to oni mnie teraz

nabierają,   ale   z   czerwonej   zażenowanej   twarzy   Doo   Paka   i   jeszcze   CZERWIEŃSZEJ   i

BARDZIEJ   zażenowanej   twarzy   Michaela   wyczytałam,   że   Doo   Pak   mówił   prawdę:   on

uważa, że jestem za ładna, żeby chodzić z Michaelem!!!!! POWAŻNIE!!!!!!!

W Korei Południowej muszą mieć jakiś zupełnie odmienny ideał urody niż tu u nas, w

USA.

I najwyraźniej tam, skąd pochodzi Doo Pak, chłopcy, którzy całymi dniami bawią się

komputerami, po prostu nie miewają dziewczyn. W ogóle.

background image

Może to dlatego wiecznie je rysują. No wiecie, w animie i w mandze.

Ale, jak wyjaśniłam Doo Pakowi, bycie intelektualistą jest w Ameryce nawet dość

modne i większość sensownych dziewczyn CHCE spotykać się z takim intelektualistą, a nie z

jakimś mięśniakiem albo hiphopowcem.

Doo Pak miał taką minę, jakby bał się uwierzyć w to co mówię, ale ja mu zwróciłam

uwagę, że Bill Gates, niekwestionowany geniusz komputerowy, jest przecież żonaty. I to mu

chyba wystarczyło. Uściskał mi rękę i zapytał bardzo podekscytowanym tonem, czy mam

jakieś koleżanki, które mogłabym kiedyś przyprowadzić dla niego i reszty chłopaków z ich

piętra.

Obiecałam mu, że na pewno spróbuję.

A wtedy Doo Pak przeprosił i powiedział, że idzie do sklepu komputerowego kupić

sobie ostatnią wersję Myst, a Michael stwierdził poirytowanym tonem, że powinni pozwalać

studentom pierwszego roku mieszkać w pojedynczych pokojach, zamiast zmuszać ich do

mieszkania po dwóch.

A to mi przypomina o czymś, co znalazłam w ich łazience tuż przed wyjściem. Coś,

czego  kompletnie  w  pierwszej   chwili  nie  zarejestrowałam,  aż  DO TEJ PORY.  COŚ,  CO

MOŻE SIĘ NA ZAWSZE WRYĆ W MIĘKKĄ TKANKĘ MOJEGO MÓZGU:

W SZAFCE NA LEKARSTWA W ŁAZIENCE MICHAELA I DOO PAKA JEST

PUDEŁKO KONDOMÓW!!!!!!!!!!!!!!

Poważnie. WIDZIAŁAM je. O mój Boże, ja je TOTALNIE WIDZIAŁAM.

CO TO OZNACZA???? Doo Pak ewidentnie nie z nikim nie robi. Sam praktycznie

PRZYZNAŁ, że nigdy nie miał dziewczyny.

Więc CZYJE są te kondomy????

Ups. „Mike” wraca.

Sobota, 6 września, 1.00 w nocy, w limuzynie

w drodze z powrotem do Plaza

O MÓJ BOŻE, O MÓJ BOŻE, O MÓJ BOŻE, O MÓJ BOŻE. Muszę tylko głęboko

oddychać.  Naprawdę. Tak  jak mi  kazali  na  jodze,  ten  jeden  raz,  kiedy  poszłam.  Wdech.

Wydech. Wdech. Wydech.

Okej. Poradzę sobie. Mogę to napisać. Mogę to przelać na papier tak jak wszystkie

inne drobne rzeczy, które mi się przytrafiają, a potem wszystko się jakoś ułoży. Po prostu

MUSI się ułożyć.

Mamy to za sobą.

background image

Tę Rozmowę.

I MICHAEL SPODZIEWA SIĘ, ŻE BĘDZIEMY UPRAWIALI SEKS... PEWNEGO

DNIA.

Dobra. Napisałam to.

No więc czemu nie czuję się ani trochę lepiej??????

O Boże, no i co ja ZROBIĘ???? Jak to możliwe, że wychodzi na to, że Lana miała

rację?   Lana   nigdy   w   NICZYM   nie   miała   racji!!!   Pamiętam,   jak   nam   mówiła,   że   jeśli

kichniesz i jednocześnie trzymasz się za nos, to uszy ci wybuchną. Albo że nie wolno ci brać

prysznica, kiedy masz okres, bo możesz się wykrwawić na śmierć? A jeszcze w zeszłym roku

wmówiła paru osobom, że jeśli wezmą aspirynę Bayera i napiją się coli, to będą mieć dziurę

w żołądku.

Rzecz w tym, że nic z tego nigdy nie okazało się prawdą.

Dlaczego TO jedno okazało się prawdą????

Studenci   RZECZYWIŚCIE   oczekują,   że   ich   dziewczyny   będą   To   Robić.   A

przynajmniej kiedyś zaczną. No cóż, Michael był bardzo miły i wyrozumiały, i prawie tak

samo tym wszystkim zażenowany jak ja. Wiecie, to nieprawda, że on mnie rzuci, jeśli Tego

nie Zrobimy jutro czy za tydzień.

Ale jest DEFINITYWNIE zainteresowany Zrobieniem Tego.

Kiedyś.

UUUUUUUUUUUGGGGGGGGGGGGGGGGHHHHH - HHH!!!!!!!!!!!

Powinnam była wiedzieć, oczywiście. Bo prawdziwi faceci, tacy jak Wolverine z X -

mena  czy Bestia z  Pięknej i Bestii,  WSZYSCY chcą To Robić. Mogą być w tej sprawie

uprzejmi, oczywiście. No bo Wolverine wdaje się w dowcipne przekomarzania z Jean Grey,

kiedy pozwala Cyklopom ślinić się do niej.

A Bestia mógł wirować po sali balowej z Piękną, jakby nic innego mu po głowie nie

chodziło, tylko kroki walca.

Ale nie da się ukryć faktu, że ostatecznie, w głębi duszy, WSZYSCY FACECI CHCĄ

TO ROBIĆ.

Nie   wiem,   czemu   myślałam,   że   Michael   będzie   inny.   No   przecież   oglądałam

Prawdziwego   geniusza  i  Zemstę   frajerów!  Powinnam   była   doskonale   wiedzieć,   że   nawet

inteligentni chłopcy lubią seks. Czy CHCIELIBY go lubić, jeśli uda im się znaleźć kogoś, kto

będzie chciał go z nimi uprawiać.

I akurat żadne z nas nie wyznaje religii, która zabrania Robienia Tego przed ślubem.

No   owszem,   Michael   jest   Żydem,   ale   nie  TAKIM   Żydem.   Przecież   ciągle   je   kanapki   z

background image

bekonem, sałatą i pomidorem.

Ale, rozumiecie, seks. To jednak DUŻA rzecz.

I to właśnie powiedziałam Michaelowi, kiedy dziś po kolacji całowaliśmy się w jego

pokoju. Nie, nie rzucał się na mnie z łapami, nic z tych rzeczy. Nigdy tego nie robił - chociaż

teraz  wiem,  że  CHCIAŁ. Tylko  że,  wiecie,  zawsze  ktoś się  kręci  w pobliżu. Ale  dzisiaj

wieczorem   nie,   bo   Lars   totalnie   przylgnął   do   telewizora   w   świetlicy  z   resztą   maniaków

sportu. A Doo Pak poszedł do biblioteki, żeby sprawdzić, czy uda mu się znaleźć jakieś

dziewczyny, które szukałyby intelektualisty na jeden wieczór.

Ale my wróciliśmy z kolacji i Michael włączył jakieś utwory retro Roxy Music i

pociągnął mnie na swoje łóżko i całowaliśmy się i tak dalej, a ja ciągle mogłam myśleć tylko

o   tym,   że   W   JEGO   SZAFCE   NA   LEKARSTWA   SĄ   KONDOMY   i   że   STUDENCI

OCZEKUJĄ, ŻE ICH DZIEWCZYNY BĘDĄ TO ROBIĆ, i o WENDELLU JENKINSIE, i o

KRÓLOWEJ KUKURYDZY, i zupełnie nie mogłam się skupić na całowaniu, i wreszcie po

prostu odsunęłam się od niego i powiedziałam:

- NIE JESTEM GOTOWA, ŻEBY UPRAWIAĆ SEKS.

Co, muszę przyznać, bardzo go zaskoczyło.

Nie to, że nie jestem gotowa, tylko to, że w ogóle o tym mówię.

Ale i tak chyba szybko się z tym uporał, bo tylko zamrugał parę razy i powiedział:

- Okej.

I wrócił do całowania się.

Ale to mnie wcale nie uspokoiło, bo nawet nie byłam pewna, czy on mnie naprawdę

słyszał. A poza tym Tina mówiła, że Michael i ja naprawdę powinniśmy odbyć na ten temat

Rozmowę, a ja stwierdziłam, że skoro ona mogła na ten temat rozmawiać z Borysem, to ja

powinnam umieć porozmawiać o tym z Michaelem.

No więc znów go od siebie odsunęłam i powiedziałam:

- Michael, powinniśmy porozmawiać.

A on spojrzał na mnie ze skołowaną miną i powiedział:

- O czym?

A  ja   powiedziałam   -   CHOCIAŻ   TO   BYŁA  NAJTRUDNIEJSZA  RZECZ,   JAKĄ

KIEDYKOLWIEK MUSIAŁAM ZROBIĆ, TRUDNIEJSZA NAWET OD PRZEMOWY W

PARLAMENCIE GENOWII W KWESTII PARKOMETRÓW:

- Kondomy w twojej szafce na lekarstwa.

A on powiedział:

- Co?

background image

I przez chwilę miał takie nieprzytomne, zagubione spojrzenie. A potem chyba sobie

coś przypomniał i powiedział:

- A, te. Taa. Wszyscy je dostali. Kiedy się wprowadzaliśmy. W paczce na powitanie,

którą dawali każdemu po zameldowaniu się.

I wtedy jego oczy zrobiły się BARDZO przytomne - ostre jak promień lasera - i

przewiercił mnie nimi, i powiedział:

- Ale nawet gdybym je kupił, to o co chodzi? Czy to źle, że o ciebie dbam i chciałbym

móc cię ochronić w razie, gdybyśmy się mieli kochać?

Co, oczywiście, sprawiło, że cała się wewnętrznie roztopiłam i było mi BARDZO

trudno pamiętać, że mieliśmy przeprowadzić ze sobą Rozmowę, a nie całować się, zwłaszcza

że przyszło mi do głowy coś takiego:

Że  jeśli  szyja Michaela  pachnie  tak ładnie, to  może  cała  reszta Michaela  pachnie

JESZCZE LEPIEJ.

I to jest tym bardziej powód, żeby się pospieszyć i tę Rozmowę przeprowadzić.

- Nie - powiedziałam, odsuwając jego dłoń od swojej, bo wiedziałam, że będzie mi

jeszcze trudniej skoncentrować się na Rozmowie, jeśli będzie mnie dotykał. - Myślę, że to

dobrze. Tylko że...

I   wtedy  to   się   samo   ze   mnie   wyrwało.   Co   Lana   powiedziała   w   kolejce   do   kasy.

Wendell Jenkins. Co Lana powiedziała pod prysznicem (ale nie o tym, że to im się odkłada.

To było za bardzo obrzydliwe). O królowych kukurydzy. O tym, że go kocham, ale nie jestem

pewna,   czy   jestem   już   gotowa   To   Robić   (POWIEDZIAŁAM,   że   nie   jestem   pewna,   ale

oczywiście JESTEM pewna. Tylko, no wiecie, nie chciałam brzmieć zbyt ostro). Fakt, że

kondomy pękają (jeśli to się zdarzyło w Przyjaciołach, to może się zdarzyć w prawdziwym

życiu). Przesadna płodność mojej mamy. WSZYSTKO.

No  cóż,   kiedy  już   prowadzisz   Rozmowę,   musisz   wyrzucić   z  siebie  WSZYSTKO,

inaczej po co się szarpać?

Dobra,   przynajmniej   PRAWIE   wszystko.   Ja   trochę   opuściłam,   nie   przyznając,   że

wcale nie jestem tak entuzjastycznie nastawiona do tej całej nagości. MOJEJ nagości. Jego

nagość kompletnie by mi nie przeszkadzała. Poza tym, no wiecie, w telewizji seks wygląda

jak coś... hm... trudnego. A jeśli wszystko schrzanię? Albo okaże się, że nie jestem w tym

dobra? Może mnie rzucić.

Więc o tym wszystkim nie wspomniałam. Ani słowem.

Michael   wysłuchał   tej   całej   mojej   przemowy   z   bardzo   poważną   miną.  W  jakimś

momencie nawet wstał, żeby przyciszyć muzykę. Dopiero kiedy doszłam do tej części, w

background image

której nie jestem pewna, czy już jestem gotowa To Robić, wreszcie się odezwał i powiedział

bardzo suchym tonem:

- No cóż, mnie to niezbyt dziwi, Mia.

Co w każdym razie MNIE zdziwiło.

A potem spytałam:

- Naprawdę?

A on powiedział:

- Wiesz, dałaś mi to całkiem jasno do zrozumienia, kiedy zaprosiłaś wszystkie swoje

przyjaciółki, a nie mnie, w tej samej chwili, jak się dowiedziałaś, że na weekend będziesz

miała pokój hotelowy tylko dla siebie.

O NIE! To taka straszna nieprawda. Po pierwsze, Lilly i te dziewczyny SAME się

zaprosiły. A po drugie...

No cóż, miał tutaj rację.

- Michael - powiedziałam, czując się okropnie. - Tak strasznie mi przykro. Ja nigdy

nawet... nigdy nawet...

Czułam   się   tak   okropnie,   że   nawet   nie   umiałam   tego   ująć   W   SŁOWA.   Miałam

wrażenie, że jestem totalną idiotką. Zupełnie jak przy kolacji, kiedy Michael mówił o swoich

zajęciach z socjologii science fiction i o tym jak w 1984 Orwella Loteria jest wykorzystywana

do kontrolowania mas, dając im złudną nadzieję, że pewnego dnia wyrwą się ze swojej pracy

bez   perspektyw,   i   jak   w  Fahrenheit   451  żona   Montaga   kompletnie   nie   rozumie   jego

problemów  z  życiem  ze  spalania  książek  i  jak ciągle  rozmawia  przez  telefon  ze  swoimi

przyjaciółkami   o   jakimś   fikcyjnym   serialu   telewizyjnym   pod   tytułem  Biały   Klaun.  Nie

mogłam zapomnieć o tym, że Lilly, Tina i ja gadamy ciągle wyłącznie o Czarodziejkach.

Hej, ale jak można NIE rozmawiać o tym serialu?

Ale   może   to   wszystko   jest   częścią   strategii   rządu   obliczonej   na   to,   żebyśmy   nie

zwracali uwagi na to, że wycinają lasy państwowe i wprowadzają przepisy ograniczające

prawo nastolatków do korzystania z opieki medycznej w kwestii planowania rodziny.

Tak, ale czasami wydaje mi się, że Michael bez przerwy mówi o tych serialach, które

sam lubi, na przykład o 24, a teraz o 60 minut.

W każdym razie próbowałam wynagrodzić Michaelowi jak umiałam to, że go nie

zaprosiłam   do   hotelu.   Położyłam   dłoń   na   jego   dłoni,   spojrzałam   mu   głęboko   w   oczy   i

powiedziałam:

- Michael, ja cię bardzo przepraszam. I nie tylko za to, ale za... no... wszystko.

Ale zamiast mi odpowiedzieć, że mi wybacza czy cokolwiek takiego, Michael rzucił

background image

tylko:

- Dobrze. Pytanie zatem, kiedy BĘDZIESZ gotowa?

A ja powiedziałam:

- Gotowa na co?

A on odpowiedział:

- Na to.

Minutę mi zajęło, zanim zrozumiałam, o co mu chodzi.

A potem, kiedy wreszcie do mnie dotarło, oblałam się intensywnym rumieńcem.

- Hm - mruknęłam.

I zaczęłam bardzo szybko myśleć.

- A może po moim balu maturalnym - powiedziałam - na wielkim łóżku zasłanym

białą satynową pościelą w luksusowym apartamencie z widokiem na Central Park w Czterech

Porach Roku, z szampanem i truskawkami maczanymi w czekoladzie na wstępie, kąpielą

aromaterapeutyczną na potem i waflami dla dwojga do łóżka następnego dnia rano?

Na co Michael odpowiedział bardzo spokojnie:

- Po pierwsze, już nigdy nie pójdę na żaden bal maturalny i ty to wiesz, a po drugie,

nie stać mnie na Cztery Pory Roku, co też zapewne wiesz. Więc może spróbuj odpowiedzieć

mi jeszcze raz.

Kurczę!   Tina   ma   WIELKIE   szczęście,   że   jej   chłopak   daje   się   wodzie   na   pasku.

DLACZEGO Michael nie jest tak podatny na sugestie jak BORYS?

-   Posłuchaj   -   powiedziałam   desperacko,   usiłując   wymyślić   jakiś   sposób,   żeby

wykaraskać się z tej całej sytuacji. Bo to WCALE nie szło tak, jak sobie zaplanowałam. W

wyobraźni mówiłam Michaelowi, że nie jestem gotowa Tego Robić, a on mówił, że nie ma

sprawy, a potem graliśmy razem w Boogle.

Szkoda, że nic się nigdy nie dzieje tak, jak to sobie planuję w wyobraźni.

-   Czy   ja   muszę   o   tym   decydować   właśnie  TERAZ?   -   spytałam,   stwierdzając,   że

ZWLEKANIE   to   w   tym   momencie   najlepsza   strategia.   -   Mam   mnóstwo   na   głowie.

Rozumiesz, możliwe, że w tej właśnie chwili moja mama wystawia Rocky'ego na bardzo

niekorzystne   bodźce,   takie   jak   wiejskie   tańce   czy   nawet   ciastka   smażone   w   głębokim

tłuszczu. A mnie czeka w poniedziałek ta debata. Czy ja ci wspominałam, że Grandmère i

Lilly razem pracują nad kampanią? To tak jakby Darth Vader współpracował z Ann Coulter,

tyle że lewicującą. Mówię ci, jestem wrakiem człowieka. Czy nie mogłabym się nieco jeszcze

zastanowić nad tym wszystkim?

- Ależ oczywiście - powiedział Michael z uśmiechem tak słodkim, że chciałam się

background image

pochylić i go pocałować...

Ale on dodał:

- Tylko chciałbym, Mia, żebyś wiedziała, że ja nie będę czekał wiecznie.

A to sprawiło, że zamarłam z ustami już wysuniętymi do pocałunku.

Bo jemu nie chodziło o to, że on nie będzie czekał wiecznie na moją odpowiedź. O,

nie. Jemu chodziło o to, że on nie będzie czekał wiecznie z Robieniem Tego.

Nie powiedział tego w formie pogróżki, nie, nie. Powiedział to lekkim tonem, nawet

żartobliwie.

Ale ja widziałam, że to wcale nie był żart. Bo chłopcy naprawdę oczekują od ciebie,

że To Zrobisz. Pewnego dnia.

Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. W sumie i tak nie zdołałabym powiedzieć nic,

nawet gdybym chciała. Na szczęście nie musiałam, bo rozległo się pukanie do drzwi i Lars

zawołał:

- Mecz się skończył, jest po północy. Czas się zbierać, księżniczko.

A w efekcie Michael i ja odskoczyliśmy w przeciwne kąty pokoju.

(Przed chwilą spytałam Larsa, skąd ma ten niesamowity dar wybierania najgorszej -

choć w tym przypadku może i najlepszej - chwili na to, żeby przeszkodzić mi, kiedy jestem

sama z Michaelem, a on mi odpowiedział: „Dopóki słyszę rozmowę, nie martwię się. Ale

kiedy zaczyna robić się cicho, zaczynam się zastanawiać, co się dzieje. Bo - bez obrazy,

Wasza Wysokość - ale strasznie dużo gadasz”).

No i tak. I tyle tego.

Lana miała rację.

Wszyscy chłopcy chcą To Robić.

Włącznie z Michaelem.

Moje życie się skończyło.

Koniec, kropka.

Notatka  do samej  siebie:  Zadzwonić  do mamy  i przypomnieć  jej,  że  nadal  karmi

piersią i że chociaż może MIEĆ OCHOTĘ wypić kilka dżinów z tonikiem, skoro teraz jest u

swojej matki, byłoby to bardzo niebezpieczne dla obecnego rozwoju umysłowego Rocky'ego.

Niedziela, 6 września, południe, mój pokój, Plaza

Dlaczego moje życie nie może przypominać życia dzieciaków z The N? Nie ma wśród

nich żadnych księżniczek. Nikt z nich nie wywołał katastrofy ekologicznej przez wrzucenie

dziesięciu tysięcy ślimaków do miejscowej zatoki. Nikt nie ma chłopaka, który oczekuje, że

background image

któregoś dnia będą To Robić. No cóż, w sumie, niektóre z nich mają.

No tak, ale w telewizji wszystko wygląda inaczej.

Niedziela, 6 września, 13.00, mój pokój, Plaza

Dlaczego   wszyscy  nie   zostawią   mnie   w  spokoju?   Jeśli   mam   ochotę   rzucać   się   w

rozpaczy, to powinnam mieć do tego prawo. Przecież, mimo wszystko, JESTEM księżniczką.

Niedziela, 6 września, 14.00, mój pokój, Plaza

Bardzo żałuję, że nie mogę teraz porozmawiać z Michaelem. Dzwonił wcześniej, ale

ja   nie   odebrałam   telefonu.   Zostawił   wiadomość   u   telefonistki   w   hotelu,   która   brzmiała:

„Cześć, to ja. Nadal tam jesteś, czy już wróciłaś do domu? Tam też spróbuję zadzwonić. W

każdym razie, jeśli dostaniesz tę wiadomość, zadzwoń do mnie”.

Taa. Zadzwonić do niego. Żeby mógł ze mną zerwać za moją niechęć do Robienia

Tego z nim. O, ja absolutnie nie zamierzam dać mu tej satysfakcji.

Spróbowałam dodzwonić się do Lilly, ale nie ma jej w domu. Pani doktor Moscovitz

powiedziała, że nie ma pojęcia, gdzie jest jej córka, ale że jeśli się do mnie odezwie, mam jej

powtórzyć, że trzeba Pawłowa wyprowadzić na spacer.

Mam nadzieję, że Lilly nie usiłuje znowu filmować przez okna Zakonu Świętego

Serca.   Ona   jest   przekonana,   że   zakonnice   prowadzą   tam   nielegalną   wytwórnię

metamfetaminy, ale ostatnim razem było to trochę żenujące, kiedy wysłała policji filmową

dokumentację i okazało się, że siostry po prostu grały w bingo.

Ooooch, maraton Czarodziejki z Księżyca...

Czarodziejka z Księżyca ma wielkie szczęście, że jest postacią z kreskówki. Gdybym

ja była postacią z kreskówki, na pewno nie miałabym ani części tych problemów, które mam

w tej chwili.

A nawet gdybym je miała, rozwiązałyby się do końca odcinka.

Niedziela, 6 września, 15.00, mój pokój, Plaza

No nie, to jest po prostu pogwałcenie mojego prawa do prywatności! Jeśli chcę tkwić

w łóżku cały dzień, powinnam mieć do tego prawo. Gdybym tak ja wtargnęła do JEJ pokoju i

kazała jej przestać się nad sobą użalać, usiadła, i zaczęła do niej gadać, możecie się założyć,

że ONA nigdy by na to nie pozwoliła. Po prostu wylałaby na mnie swojego sidecara czy coś

w tym stylu.

Więc dlaczego ONA ma prawo postępować tak ze mną? To znaczy ładować się do

mojego pokoju i mówić mi, żebym przestała się nad sobą użalać.

background image

A teraz macha mi przed nosem tym złotym łańcuchem. Wisi na nim medalion niemal

tak wielki jak łebek Grubego Louie. Cały medalion wysadzany jest klejnotami. Wygląda jak

coś, co w wolny wieczór mógłby założyć na siebie 50 Cent, żeby iść się zabawić ze swoimi

kolesiami.

- Czy ty wiesz, na co tutaj patrzysz, Amelio? - pyta Grandmère.

- Jeśli usiłujesz mnie zahipnotyzować, Grandmère, żebym przestała wreszcie ogryzać

paznokcie - powiedziałam - to nie podziała. Doktor Moscovitz już też próbował.

Grandmère zignorowała moją uwagę.

- Patrzysz tutaj, Amelio, na bezcenny zabytek historii Genowii. Należał do twojej

imienniczki, świętej Amelii, ukochanej świętej patronki Genowii.

- Hm, przepraszam, Grandmère - powiedziałam. - Ale ja zostałam nazwana na cześć

Amelii Earhart, dzielnej pilotki.

Grandmère parsknęła.

- Z całą pewnością nie - powiedziała. - Zostałaś nazwana na cześć świętej Amelii i

koniec.

- Wybacz, Grandmère - powiedziałam - ale mama bardzo wyraźnie powiedziała mi...

- Nie obchodzi mnie, co ci powiedziała ta twoja matka - przerwała Grandmère. -

Zostałaś nazwana po świętej patronce Genowii, koniec, kropka. Święta Amelia urodziła się w

1070 roku jako prosta wiejska dziewczyna, która najbardziej lubiła zajmować się rodzinnym

stadkiem   genowiańskich   gęsi.   Kiedy   pasała   gęsi   swojego   ojca,   często   śpiewała   sobie

tradycyjne genowiańskie pieśni ludowe, głosem, o którym mówiono, że jest najpiękniejszy i

najbardziej melodyjny na świecie, o wiele ładniejszy niż głos tej okropnej Christiny Aguilery,

której chyba tak lubisz słuchać.

Hm, co takiego? A skąd Grandmère w ogóle o tym wie? Czy ona żyła w roku 1070? A

poza tym Christina ma głos o skali chyba siedmiu oktaw. Czy coś w tym stylu.

- Pewnego pięknego dnia, kiedy Amelia miała czternaście lat - ciągnęła Grandmère - i

pilnowała stadka gęsi w pobliżu granicy między Genowią a Włochami, udało jej się zauważyć

przyczajonego   w   zagajniku   włoskiego   hrabiego   z   armią   najemników,   których   ze   sobą

przywiódł   z   pobliskiego   zamku.   Bezszelestnie,   niczym   jedna   z   gęsi,   które   tak   ukochała,

Amelia podkradła się dość blisko do żołdaków, żeby podsłuchać, jak złowrogie zamiary mają

względem jej ukochanej ziemi. Hrabia planował poczekać na zmierzch, a potem siłą zająć

pałac Genowii i pokonawszy jej lud, przyłączyć ją do swojego i tak już pokaźnego majątku.

Zmyślna dziewczyna, Amelia, pędem wróciła do swojego stadka. Słońce już chyliło

się nad horyzontem i Amelia wiedziała, że w żaden sposób nie zdąży na czas wrócić do

background image

wioski, żeby uprzedzić wieśniaków o podłych knowaniach hrabiego, bo on już wtedy będzie

ruszał   do   ataku.   Więc   zamiast   tego   zaczęła   śpiewać   jedną   ze   swoich   melancholijnych

ludowych piosenek, udając, że nie dostrzegła hordy zaprawionych w bojach żołdaków na

sąsiednim pagórku...

I to wtedy zdarzył się cud - opowiadała Grandmère. - Jeden po drugim, paskudni

najemnicy zaczęli  zasypiać,  uśpieni  słodkim głosem Amelii. A  kiedy  wreszcie  hrabia  też

zapadł w najgłębszy ze snów, Amelia podbiegła do niego i - małą siekierką, której używała do

wycinania   rzepów   czepiających   się   piór   jej   ulubionych   gęsi   -   odcięła   głowę   włoskiemu

hrabiemu i unosząc ją wysoko w górę, pokazała nagle przebudzonej armii.

- Niech to będzie ostrzeżenie dla każdego, kto ośmiela się marzyć o napaści na moją

ukochaną Genowię! - zawołała Amelia, potrząsając martwą głową hrabiego.

A   wtedy   najemnicy   przerażeni   walecznością   tej   małej,   pozornie   bezbronnej

dziewuszki i perspektywą napotkania jeszcze groźniejszych wojowników zebrali swoje rzeczy

i szybko odjechali tam, skąd przybyli. Amelia zaś, powróciwszy do rodziny z głową hrabiego

na dowód swojej zadziwiającej opowieści, szybko została okrzyknięta zbawczynią narodu i

żyła długo i szczęśliwie w swoim rodzinnym kraju aż po koniec swoich dni.

A wtedy Grandmère wyciągnęła dłoń i otworzyła zameczek medalionu.

- A to - powiedziała dramatycznym tonem - jest wszystko, co nam zostało po świętej

Amelii.

Popatrzyłam na to coś.

- Hm - powiedziałam.

- Bardzo proszę, Amelio - powiedziała Grandmère zachęcająco. - Możesz go dotknąć.

To   prawo   przysługuje   tylko   członkom   rodziny   książęcej   z   Genowii.   Możesz   to   również

wykorzystać.

Wyciągnęłam rękę i dotknęłam tego czegoś. Wyglądało i w dotyku było jak kamień.

- Hm - powtórzyłam. - Dzięki, Grandmère. Ale ja nie wiem, jakim cudem dotykanie

jakiejś świętej skały ma mi poprawić samopoczucie.

-   To   nie   jest   skała,  Amelio   -   powiedziała   Grandmère   karcącym   tonem.   -  To   jest

zasuszone serce świętej Amelii!

BŁEEE! RATUNKU!!!!!!

Grandmère wdarła się do mnie specjalnie, żeby mi TO pokazać? To TYM usiłuje

poprawić mi humor? Każąc mi dotykać zasuszonego SERCA jakiejś zmarłej świętej????

DLACZEGO JA NIE MOGĘ MIEĆ NORMALNEJ BABCI, KTÓRA BĘDZIE MNIE

ZABIERAŁA   DO   SERENDIPITY   NA   MROŻONĄ   GORĄCĄ   CZEKOLADĘ,   KIEDY

background image

MAM DOLA, zamiast kazać mi miętosić jakieś zasuszone części ludzkich ciał?????

Dobra, ROZUMIEM. ROZUMIEM, że zostałam nazwana po kobiecie, która wykazała

się aktem niezwykłej odwagi i uratowała swój kraj. ROZUMIEM, co Grandmère usiłowała

osiągnąć: zaszczepić mi nieco chucpy świętej Amelii przed czekającym mnie jutro wielkim

dniem debaty przeciwko Lanie.

Ale obawiam się, że jej plan totalnie spalił na panewce, bo prawda jest taka, że poza

sympatią do gęsi, ja i Amelia nie mamy ze sobą NIC wspólnego. Owszem, zgoda, Rocky

przestaje płakać, kiedy mu śpiewam. Ale to nie tak, że wszyscy się rwą, żeby zrobić ze mnie

świętą.

A poza tym bardzo wątpię, żeby chłopak świętej Amelii odważył się powiedzieć: „Nie

będę czekał wiecznie”. Zwłaszcza jeśliby nadal miała przy sobie tę siekierkę.

To wszystko jest takie przygnębiające. Nawet moja własna babka myśli, że nie uda mi

się pokonać Lany Weinberger bez interwencji siły wyższej. To przemiłe.

Och, świetnie. Czas wracać do domu.

Niedziela, 6 września, 21.00, poddasze

Jestem taaaaaka zadowolona, że już wróciłam. Wydaje mi się, że nie było mnie O

WIELE DŁUŻEJ niż tylko przez dwa dni. Poważnie. Wydaje mi się, jakby minął ROK,

odkąd ostatni raz leżałam na moim łóżku, z Grubym Louie zwiniętym w kłębek w nogach,

mruczącym głośno, i ze słodkimi tonami Lash w uszach, bo nie muszę już słuchać żałosnego

popłakiwania   Rocky'ego,   bo   mama   oduczyła   go   takiego   popłakiwania.   Najwyraźniej

osiągnęła to, zostawiając go z babcią i dziadkiem, podczas gdy ona i pan G. poszli na pokaz

starych samochodów na parkingu pod sklepem Kroger Sav - On, bo to było coś najbardziej

zbliżonego do jakiejś kulturalnej imprezy w Versailles w ten weekend.

W chwili, kiedy wrócili do domu - cztery godziny później - babcia i dziadek nadal

siedzieli dokładnie tam, gdzie siedzieli, kiedy mama i pan G. wychodzili (przed telewizorem,

oglądając powtórki Najciekawszych amerykańskich amatorskich filmów wideo), a Rocky spał

jak zabity. Babcia powiedziała tylko:

- No cóż, przyznam dzieciakowi, że płuca to on ma.

W każdym razie mama mówi, że pan G. zachowywał się wspaniale i gdyby jeszcze nie

była   pewna,   czy   on   ją   kocha,   to  musiałaby   się   o   tym   przekonać   teraz,   bo   żaden   inny

mężczyzna nie zgodziłby się dobrowolnie na tyle upokorzeń, ile on zniósł z jej powodu,

włącznie z jazdą na traktorze dziadka (pan G. mówi, że nigdy przedtem nawet nie widział

traktora z bliska). Pan G. mówi, że szczególne wrażenie zrobiły na nim znaki drogowe wzdłuż

background image

autostrady   z   lotniska   w   Indianapolis,   nalegające,   żeby   odpokutował   za   grzechy   i   został

zbawiony.   Chociaż,   stwierdził   ze   smutkiem,   Bank   Hrabstwa  Versailles   usunął   wywieszkę

treści:  J

EŚLI

 

BANK

 

JEST

 

ZAMKNIĘTY

,  

PROSZĘ

 

WSUNĄĆ

 

GOTÓWKĘ

 

POD

 

DRZWI

,  którą tak bardzo

lubiłam.

Bardzo się ucieszyłam, że posłuchali wszystkich moich rad i trzymali Rocky'ego z

daleka   od   kosiarek,   żmij   miedzianek   i   Hazel,   kozy   mojej   babci.   Mama   wprawdzie

powiedziała, że naprawdę nie musiałam dzwonić co dwie godziny, żeby ich informować, że w

ich okolicy radary Dopplera nie wykazują formowania się cyklonów, ale że docenia moje

siostrzane zainteresowanie dobrem Rocky'ego.

Potem, kiedy pan G. usiłował z powrotem włożyć ich walizki na pawlacz, zapytałam

mamę, czy udało jej się odszukać Wendella Jenkinsa, a mama powiedziała:

- A po co?

- Bo - odparłam - kiedyś go przecież kochałaś.

- Jasne - odpowiedziała. - Dwadzieścia lat temu.

- Taa. Ale tatę kochałaś piętnaście lat temu, a nadal go widujesz.

- Bo mam z nim dziecko - odpowiedziała moja mama, patrząc na mnie takim dziwnym

wzrokiem. - Wierz mi, Mia, gdyby nie ty, twój tata i ja pewnie w ogóle nie mielibyśmy ze

sobą nic wspólnego. Oboje poszliśmy każde w swoją stronę, zupełnie jak Wendell Jenkins i

ja.

A potem mama dodała:

- Gdybym nie poznała Franka, może żałowałabym, że rozstałam się z Wendellem czy

twoim tatą. Ale jestem żoną mężczyzny moich marzeń. Więc w odpowiedzi na twoje pytanie,

Mia nie, nie odszukałam Wendella Jenkinsa w ten weekend.

Och. To jest takie... Sama nie wiem. Takie miłe. Że pan G. to mężczyzna marzeń mojej

mamy. Mam nadzieję, że on sobie z tego zdaje sprawę. Ile ma szczęścia. Bo chociaż poważnie

podejrzewam, że na świecie jest mnóstwo kobiet, które mogłyby uznać mojego tatę, jako

bogatego   księcia   i   tak   dalej,   za   mężczyznę   swoich   marzeń,   moim   zdaniem   niewiele   jest

kobiet, które myślą sobie: Hm, chciałabym spotkać biednego, noszącego flanelowe koszule,

grającego na perkusji nauczyciela algebry nazwiskiem Gianini, tak jak ewidentnie pomyślała

sobie moja mama.

W każdym razie to dosyć miłe. Że i moja mama, i ja jesteśmy jednocześnie związane z

mężczyznami swoich marzeń...

Tyle że mój niedługo ze mną zerwie.

Ale czy mężczyzna moich marzeń NAPRAWDĘ powiedziałby mi, że nie zamierza

background image

czekać na mnie wiecznie? Czy mężczyzna moich marzeń nie chciałby czekać przez CAŁĄ

wieczność, żeby mnie zdobyć? Popatrzcie tylko na Toma Hanksa w filmie Poza światem. On

TOTALNIE czekał na Helen Hunt. Przez CZTERY lata.

No dobra, może i nie miał większego wyboru, skoro po tej wyspie raczej nie kręciło

się mnóstwo innych dziewczyn, ale zawsze.

W każdym razie kiedy wróciłam do domu, znalazłam na automatycznej sekretarce

wiadomość od Michaela. Brzmiała mniej więcej tak samo jak ta, którą mi zostawił w hotelu -

prosił, żebym oddzwoniła.

A kiedy włączyłam komputer, znalazłam też maila od niego, mówiącego w zasadzie to

samo, co powiedział w obu telefonicznych wiadomościach: żebym zadzwoniła.

Nie ma mowy, żebym się dała na to nabrać. Ja do niego nie zadzwonię tylko po to,

żeby mógł ze mną zerwać.

Ooooooo nieeeeeeeeeeee. Wiadomość na ICQ!

Niech to będzie Michael.

Nie, niech to nie będzie Michael.

Niech to będzie Michael.

Nie, niech to nie będzie Michael.

Niech to będzie Michael.

ILUVROMANCE: Cześć! To ja!

Och. To Tina.

G

R

L

OUIE

: Cześć, T.

ILUVROMANCE: Chciałam tylko jeszcze raz ci podziękować za świetną imprezę w

piątkowy wieczór. Było TAK STRASZNIE fajnie.

G

R

L

OUIE

: Och. Nie ma sprawy.

ILUVROMANCE: Hej, co się dzieje?

G

R

L

OUIE

: Nic.

ILUVROMANCE: COŚ się dzieje. Jeszcze nie użyłaś ani jednego wykrzyknika! Co

się stało? Czy ty i Michael odbyliście już Rozmowę?

Czasami wydaje mi się, że Tina jest jasnowidzem.

background image

G

R

L

OUIE

: Tak. I było OKROPNIE. On totalnie odrzucił pomysł zrobienia tego w noc

mojego balu maturalnego i mówi, że go nie stać na Cztery Pory Roku. Nie był ANI TROCHĘ

tak miły jak Borys w tej sprawie. Nawet powiedział, że nie ma zamiaru czekać na mnie

wiecznie!!!!!!!!!!!!!!!!!!

ILUVROMANCE: NIE! Tego NIE powiedział!!!!

G

R

L

OUIE

: Totalnie powiedział!!! Nie wiem, co mam robić. Świat mi się wali na głowę.

To tak, jakby Lana TOTALNIE MIAŁA RACJĘ.

ILUVROMANCE: To niemożliwe, Mia. Musiałaś coś źle zrozumieć.

G

R

L

OUIE

: Wierz mi, zrozumiałam dobrze. Michael chce To Robić i nie ma też zamiaru

czekać w nieskończoność, aż ja się zdecyduję. W głowie mi się to nie mieści. A ja cały czas

myślałam, rozumiesz, że to mężczyzna moich marzeń!!!!

ILUVROMANCE: Mia, Michael JEST mężczyzną twoich marzeń. To, że znalazłaś

swoją jedyną prawdziwą miłość, nie znaczy jeszcze, że wasz związek od czasu do czasu nie

będzie przechodził trudnych okresów.

G

R

L

OUIE

: Nie znaczy?

ILUVROMANCE: Och, kurczę, nie znaczy! Droga miłości jest pełna dziur w asfalcie

i spowalniaczy. Ludziom się wydaje, że kiedy raz już spotkali tę swoją wymarzoną osobę, to

wszystko   pójdzie   jak   z   płatka.   Ale   nic   podobnego.   Dobry   związek   pozostaje   dobrym

związkiem tylko dzięki ciężkiej pracy i osobistym wyrzeczeniom obu stron.

G

R

L

OUIE

: Więc... Co ja powinnam zrobić?

ILUVROMANCE: No cóż... Nie wiem. Na czym stanęło?

G

R

L

OUIE

: Hm, Lars zapukał do drzwi i powiedział, że czas wracać do domu. A od tej

pory nie rozmawiałam z Michaelem.

ILUVROMANCE: No to co ty tutaj robisz, siedząc i pisząc do MNIE? Łap za telefon i

natychmiast dzwoń do Michaela!!!

G

R

L

OUIE

: Naprawdę uważasz, że powinnam?

ILUVROMANCE: WIEM, że powinnaś. Okaż mu, jak bardzo go kochasz i jak ci z

tym   wszystkim   ciężko,   i   jak   bardzo   cię   to   wszystko   boli   w   środku.   A  potem   z   nim

POROZMAWIAJ, Mia. Pamiętaj, porozumienie to klucz do sukcesu.

G

R

L

OUIE

: N

O

 

CÓŻ

, jeśli naprawdę uważasz, że to coś pomoże, to chyba mogłabym

W

OMYN

R

ULE

: Hej, Mia. Jutro jest wielki dzień. Jesteś gotowa?

G

R

L

OUIE

:  Lilly,   a   ty   gdzie   się   podziewałaś?   Twoja   matka   cię   szukała.   Nie

kombinowałaś   znów   czegoś   z   tymi   zakonnicami,   prawda?   Pamiętaj,   sierżant   McLinsky

powiedział ci, żebyś dała im spokój.

background image

W

OMYN

R

ULE

:  Dla   twojej   informacji,   młoda   damo,   spędziłam   cały   dzień,

niezmordowanie pracując na TWOJĄ rzecz. Jutrzejszą debatę będziesz miała W KIESZENI

dzięki pewnym informacjom, które udało mi się niezależnie potwierdzić. Chociaż któregoś

dnia ja RZECZYWIŚCIE dopadnę te zakonnice. One tam coś knują, TEGO jestem zupełnie

pewna.

G

R

L

OUIE

:  Lilly, co ty w ogóle wygadujesz? Jakie informacje? I twoja mama chce,

żebyś wyprowadziła Pawłowa na spacer.

W

OMYN

R

OLE

: J

 zrobione. Hej, czy ty i mój brat pokłóciliście się, czy co?

G

R

L

OUIE

: DLACZEGO???? PYTAŁ O MNIE????

W

OMYN

R

ULE

: N

O

 

CÓŻ

, mam odpowiedź na TO pytanie. Tak, pytał, czy miałam z tobą

jakiś   kontakt.   Ale   teraz   chciałabym,   żebyś   ODŁOŻYŁA   NA   BOK   wszelkie   osobiste

problemy związane z moim bratem. Chcę, żebyś jutro była w jak najlepszej formie. WIELKA

DEBATA! Połóż się wcześnie do łóżka, na przykład zaraz, rano zjedz naprawdę porządne

śniadanie.   I   MYŚL   POZYTYWNIE.   Jutro   czwarta   lekcja   jest   skrócona,   a   w   sali

gimnastycznej   będzie   apel,   a   później   debata.   Głosowanie   odbędzie   się   zaraz   potem,   w

przerwie na lunch. ŻADNEJ PRESJI. Ale jeśli nie wypadniesz dobrze w czasie debaty, to

wszystkie nasze dotychczasowe wysiłki - plakaty, kontakt z ludźmi na meczu, wszystko -

pójdzie na marne.

G

R

L

OUIE

:  ŻADNEJ   PRESJI???   Lilly,   ja  jestem  CAŁY  CZAS  pod   presją!!!!   Kraj,

którym kiedyś będę rządziła, wywalają z Unii Europejskiej. Moja babka kazała mi dotknąć

zasuszonego serca jakiejś świętej. Mój chłopak chce To Robić. Mojemu małemu braciszkowi

nie trzeba już nawet śpiewać

W

OMYN

R

ULE

: Mój brat chce CO???????

G

R

L

OUIE

: O Boże. Nie miałam zamiaru tego mówić.

W

OMYN

R

ULE

: NIE MOŻESZ TEGO ZROBIĆ PRZEDE MNĄ! ! ! JA CIĘ ZABIJĘ!!!!

G

R

L

OUIE

:  NIE ROBIĘ TEGO. JESZCZE NIE. Miałam na myśli, że on CHCE To

Robić. Kiedyś.

W

OMYN

R

ULE

:  O Boże. No to w czym problem? WSZYSCY faceci chcą To Robić,

powinnaś była do tej pory już się zorientować. Powiedz mu po prostu, żeby nieco ostudził

swoje zapały.

G

R

L

OUIE

: Nie możesz powiedzieć komuś takiemu jak Twój brat, Lilly, żeby ostudził

swoje   zapały.   To   jest   MĘSKI   mężczyzna   i   ma   potrzeby   męskiego   mężczyzny.   Nie

powiedziałabyś BRADOWI PITTOWI, żeby ochłodził swoje zapały. Nie. Bo BRAD PITT to

męski mężczyzna. JAK TWÓJ BRAT.

background image

W

OMYN

R

ULE

: Okej, tylko ty, Mia, nazwałabyś mojego brata męskim mężczyzną. Ale

nieważne. W ogóle się nad tym dzisiaj nie zastanawiaj. Dzisiaj po prostu skoncentruj się na

tym, żeby się porządnie wyspać, żebyś jutro była świeża na debacie. I nie martw się. Powalisz

ich na kolana.

G

R

L

OUIE

: LILLY! ! ! ZACZEKAJ! ! ! JA NIE DAM RADY! ! ! TO ZNACZY Z TĄ

DEBATĄ!   !   !   MUSISZ   TO   ZROBIĆ   ZA  MNIE!!!   PRZECIEŻ   TO   TY  CHCESZ   BYĆ

PRZEWODNICZĄCĄ   SAMORZĄDU   SZKOLNEGO!!!!   JA  SIĘ   BOJĘ   PRZEMAWIAĆ

PUBLICZNIE!!!! ŻADNA Z WIELKICH KOBIET Z GENOWII NIE BYŁA DOBRA W

PRZEMAWIANIU DO TŁUMÓW! ! ! UMIEMY TYLKO ZABIJAĆ!!! LILLY!!!!!!!!!!!!!

W

OMYN

R

ULE

: (niedostępna)

ILUVROMANCE: Mia, jeśli to cię w ogóle pocieszy, moim zdaniem poradzisz sobie

jutro świetnie.

G

R

L

OUIE

: Dzięki, Tina. Ale teraz muszę już iść. Chyba się porzygam.

Poniedziałek, 7 września, 1.00 w nocy

Nie dam sobie rady. NIE dam sobie rady.  Zrobię z siebie największą idiotkę pod

słońcem...

Dlaczego ja się na to w ogóle zgodziłam?

Poniedziałek, 7 września, 3.00 nad ranem

To nie fair. Czy ja nie zniosłam już wystarczająco wiele, jak na jedno życie? Dlaczego

do tego wszystkiego musi dojść - po raz kolejny - totalna kompromitacja na oczach moich

kolegów?

Poniedziałek, 7 września, 5.00 rano

Czy Gruby Louie musi mi spać na głowie?

Poniedziałek, 7 września, 7.00 rano

Zaraz umrę.

Poniedziałek, 7 września, godzina wychowawcza

Naprawdę, jak się nad tym zastanowić, to ja się zupełnie niepotrzebnie przejmuję. Bo

przecież jeśli świat naprawdę się skończy za dziesięć do dwudziestu lat wskutek wyczerpania

zapasów ropy naftowej, to można by się samemu zapytać: o co tyle hałasu?

I co z roztapiającymi się czapami lodowymi? Jak się tak będą dalej topić, Nowy Jork

przestanie istnieć.

background image

A superwulkan w Yellowstone? Co? Nuklearna ZIMA.

A   zabójcze   algi?   Jeśli   moje   ślimaki   nie   zaczną   działać,   całe   wybrzeże   Morza

Śródziemnego zostanie zniszczone. To naprawdę tylko kwestia czasu, zanim dna mórz na

całym świecie zasłane będą Caulerpa taxifolia. Zniknie życie, takie jakim je znamy, bo nie

będzie już żadnych owoców morza... Żadnych krewetek w cieście ani roladek z homarem, ani

wędzonego   łososia...  Ani   niczego   innego,   co   żyje   w   oceanach.   Poza   zabójczymi   algami.

Naprawdę, biorąc to wszystko pod uwagę, czy moja debata przeciwko Lanie nie wydaje się

choć TROCHĘ mało ważna?

Poniedziałek, 7 września, WF

DLACZEGO ze wszystkich dni akurat dzisiaj musiałyśmy zacząć zajęcia z siatkówki?

JESTEM   BEZNADZIEJNA   w   siatkówce.   Całe   to   walenie   w   piłkę   wewnętrzną   stroną

nadgarstków... To naprawdę BOLI! Będę totalnie miała siniaki.

A poza tym wcale mi się nie podoba, że pani Potts zrobiła sobie mały żarcik i wybrała

mnie i Lanę na kapitanów przeciwnych drużyn. Bo, oczywiście, to się totalnie zamieniło w

grę   Popularnych   przeciwko   Niepopularnym,   bo   Lana   wybrała   Trishę   i   wszystkie   swoje

obrzydliwe   przyjaciółki,   a   ja   wybrałam   Lilly  i   wszystkie   niewygimnastykowane   klasowe

wyrzutki, bo, no cóż, wiedziałam, że LANA ich nie wybierze, i nie chciałam, żeby czuły się

odrzucone, bo ja WIEM, jak to jest, kiedy człowiek jest ostatnią osobą wybieraną do drużyny.

To najpaskudniejsze uczucie pod słońcem, kiedy tam stoisz, a osoba, która wybiera, patrzy na

ciebie, a potem chłodno omija cię wzrokiem, jakby ciebie tam w ogóle NIE BYŁO!

I oczywiście Lana wygrała w rzucie monetą i serwowała pierwsza, i walnęła piłką

prosto WE MNIE, przysięgam. Dobrze, że się uchyliłam, bo gdyby mnie ta piłka uderzyła...

Siniak jak nic.

I nic mnie nie obchodzi, że pani Potts MÓWI, że o to właśnie chodzi. Czy ona nigdy

nie słyszała o wypadkach spowodowanych grą w siatkówkę, które zdarzają się co roku? Czy

ONA chciałaby, żeby jej wybić OKO PIŁKĄ?

No tak, i oczywiście żadna z moich koleżanek z drużyny nie rzuciła się do piłki, bo

najwyraźniej WSZYSTKIE znają statystyki związane z wypadkami podczas gry w siatkówkę

równie dobrze jak ja.

Nie muszę chyba mówić, że przegrałyśmy wszystkie sety.

Teraz Lana paraduje po szatni w szortach piłkarskich Ramona Riverasa i opowiada,

jak FANTASTYCZNIE się bawiła w ten weekend po meczu. Najwyraźniej Ramon i ona

żeglowali sobie wokół Manhattanu jachtem jej ojca. To coś, czego nie będzie mogła robić,

background image

kiedy stopi się czapa polarna, bo Manhattan nie będzie już wtedy istniał, bo znajdzie się pod

wodą, więc mam nadzieję, że docenia wczorajszą rozrywkę. Chociaż raczej nie sądzę, bo

powiedziała, że zabawiali się wyrzucaniem za burtę kapsli od butelek i obserwowaniem, jak

mewy usiłują je wyławiać, myśląc, że to jedzenie.

Najwyraźniej Lana ma mało rozwiniętą świadomość ekologiczną, jeśli nie wie, że taką

zakrętką od butelki może się zakrztusić jakaś niespecjalnie rozgarnięta mewa czy ryba.

A potem jej  tata zabrał ich do Water Club, restauracji, do której zawsze chciałam

pójść, ale która prawdopodobnie niedługo wypadnie z biznesu, jeśli czegoś się nie zrobi w

kwestii zabójczych alg niszczących wszelkie inne podwodne życie na planecie.

Chociaż bardzo wątpię, czy Lana chociaż raz w swoim życiu zastanowiła się nad tym,

co   się   dzieje   POD   powierzchnią   oceanu.   Ją   interesuje   tylko   to,   co   się   dzieje   NA

POWIERZCHNI wody. Na przykład, jak ona sama wygląda w bikini.

A wygląda, co mogę uczciwie potwierdzić, widziawszy ją w stringach, obrzydliwie

dobrze.

Ale czy jest dzięki temu dobrym człowiekiem?

Czemu nikt mnie nie zastrzeli?

Poniedziałek, 7 września, geometria

Jeszcze dwie lekcje i zrobię z siebie totalną idiotkę na oczach całej szkoły.

Dowód   przez   zaprzeczenie   =   założenie   zrobione   na   początku   prowadzi   do

sprzeczności.

Sprzeczność   wskazuje,   że   założenie   jest   fałszywe,   więc   pożądany   wniosek   jest

prawdziwy.

Ponieważ Lana jest taka ładna, musi być miła. Ponieważ wszystkie rzeczy ładne są

miłe.

FAŁSZ FAŁSZ FAŁSZ FAŁSZ

Zabójcze algi są ładne, ale są też zabójcze.

Postulat = założenie, które przyjmuje się za prawdziwe bez dowodzenia.

Mogę zupełnie spokojnie postulować, że dzisiaj przegram debatę przeciwko Lanie.

Wiecie co? Wydaje mi się, że zaczynam chwytać, o co chodzi w tej całej geometrii.

O mój Boże, czy nie byłoby to najdziwniejsze, gdyby się okazało, że przez ten cały

czas wydawało mi się, że jestem dobra w jednym, zła w drugim, a tymczasem wyjdzie na to,

że jestem naprawdę fatalna w tym pierwszym, a dobra w drugim????

Tyle że... Ja nie chcę być matematykiem, kiedy dorosnę. Ja chcę być PISARKĄ. Ja

background image

chcę dobrze PISAĆ. Ja NIE CHCĘ być dobra z geometrii.

No cóż, niech będzie, chcę być w tym dobra. Tyle że, no wiecie, nie aż tak dobra,

żebym miała zacząć wygrywać te wszystkie nagrody i żeby wszyscy do mnie przybiegali:

„Mia! Mia! Przeprowadź nam ten dowód!”

Bo to by było strasznie nudne.

Poniedziałek, 7 września,

angielski

Jeszcze jedna lekcja i zrobię z siebie idiotkę przed całą szkołą.

Popatrz na nią. I co ona sobie wyobraża w tych pantofelkach od Samanthy Chang ?

Wiem! Jej się naprawdę przewróciło w głowie. To ewidentne.

Założę się, że nawet nie potrzebuje tych okularów. Pewnie nosi je tylko po to, żeby

odwrócić uwagę od tego, że ma takie małe, brzydkie, skośne oczka.

Totalnie, I jeszcze te bojówki.

ZESZŁOROCZNY model. Moim zdaniem.

MI!!   JESTEŚ   NABUZOWANA   ????   Nie   wyglądasz   na   nabuzowaną.   W   sumie

wyglądasz tak beznadziejnie, jak na WF - ie. Czyś ty W OGÓLE spała wczoraj w

nocy?

Jak miałam spać, skoro przecież wiedziałam, że dzisiaj zostanę ubiczowana przed całą szkołą

- jak ten facet w Horatio Hornblowerze.

Nikogo się nie ubiczuje. No, może Lanę. Bo tyją rozplaskasz po ścianach.

LILLY! Tak NIE BĘDZIE! Nie jestem dobra w publicznym przemawianiu, WIESZ o tym. A z

punktu widzenia teorii ewolucji, Lana czerpie korzyści z wyglądu, A TAKŻE z faktu, że jej

grupa socjopolityczna jest tą, do której reszta z nas chętnie by się dostała.

O czym ty mówisz?

Po prostu mi uwierz. Przegram.

Nie przegrasz. Mam tajną broń.

PRZECIEŻ JEJ NIE ZASTRZELISZ?????

Nie, Tina, ty WARI ATKO, nie zastrzelę Lany w czasie debaty. Mam małego asa w

rękawie, którego wyciągnę, jeśli ludzie nie będą wyglądali na przekonanych. Ale tylko

jeśli będzie wyglądało na to, że Mii to pomoże.

POMOŻE Ml!!!! POMOŻE Ml!!!!

Cierpliwości, mój młody padawanie.

Lilly, BŁAGAM CIĘ, jeśli coś wiesz, musisz mi to powiedzieć. Ja tu UMIERAM. Z twoim

background image

bratem i tymi ślimakami czuję, że jestem kompletnie ugotowana

Mia! Ona chce z tobą porozmawiać! Na korytarzu!

Oddychaj. Po prostu oddychaj. I nic ci nie będzie, zupełnie jak Drew w Długo i szczęśliwie.

Łatwo ci to mówić, Lilly. Ona nie wdeptała w błoto TWOJEGO marzenia.

Poniedziałek, 7 września, klatka schodowa

trzeciego piętra

No i co ona sobie w ogóle wyobraża? Nie no, NAPRAWDĘ? Czy jej się wydaje, że

tylko dlatego że jestem BLONDYNKĄ (no dobra, blond w kolorze wody po myciu naczyń,

ale zawsze) i KSIĘŻNICZKĄ, to już JESTEM GŁUPIA?

Jeśli tak, to będzie musiała POPRACOWAĆ NAD TYM ZAŁOŻENIEM.

-   Mio   -   powiedziała,   kiedy   już   mnie   wyciągnęła   na   korytarz,   „żebyśmy   mogły

porozmawiać”. WSZYSCY to widzieli. - Rozmawiałam z twoim ojcem. Przyszedł do mnie w

piątek porozmawiać o twoich postępach w nauce. Mio, nie miałam pojęcia, że tak bardzo

przejęłaś się swoimi stopniami z moich lekcji. Powinnaś była coś mi powiedzieć...

Hm, tak? Wydaje mi się, że to zrobiłam. Poprosiłam, żeby mi pani pozwoliła jeszcze

raz napisać wypracowanie. Pamięta pani, pani Martinez?

- Wiesz, że możesz przyjść do mnie i porozmawiać o wszystkim, w każdej chwili.

Hm, och, jasne. Czy mogę z panią porozmawiać o tym, że Justin musi to wszystko po

prostu przemyśleć i przyjąć Britney z powrotem, bo to małe nieporozumienie między nimi

trwa już stanowczo zbyt długo? Nie, wydaje mi się, że raczej nie, prawda, pani Martinez? Bo

pani nie lubi odniesień do kultury masowej.

- Wiem, że surowo oceniam, Mio, ale czwórka to naprawdę bardzo dobry stopień z

moich lekcji. Jak dotąd, postawiłam tylko jedną piątkę...

Hm, wiem, bo ją widziałam. Na wypracowaniu Lilly na temat dowolny.

- Jedyny powód, dla którego nie czułabym się dobrze, stawiając ci piątkę, to ten, że

moim zdaniem nie wykorzystujesz całego swojego potencjału. Zawsze miałaś talent pisarski,

Mio, ale musisz się jeszcze przyłożyć i trzymać tematów, które są nieco bardziej sensowne

niż Britney Spears.

TO jest to, co jest nie w porządku z tą szkołą. Że ludzie nie rozumieją, że Britney

Spears to JEST poważny temat! Że ona jest ludzkim barometrem, którym można mierzyć

nastroje narodu. Kiedy Britney zrobi coś dziwacznego, ludzie natychmiast sięgają po „US

Weekly”   i   „In   Touch”.   Britney   wszystkim   nam   daje   coś,   czego   możemy   niecierpliwie

wyczekiwać. Tak, w wiadomościach są morderstwa i katastrofy żywiołowe, i inne dołujące

background image

rzeczy. Ale poza tym jest Britney, która na uroczystości rozdania nagród MTV całuje się po

francusku z Madonną i nagle wszystko przestaje się wydawać tak ponure jak do tej pory.

Chyba   widać   było   na   mojej   twarzy   ten   gniew,   bo   zaraz   potem   pani   Martinez

powiedziała:

- Mio? Nic ci nie jest?

Ale ja nie odpowiedziałam. Bo CO mogłabym powiedzieć?

Świetnie. Właśnie odezwał się drugi dzwonek na czwartą lekcję. Dostanę upomnienie

od mademoiselle Klein, kiedy wreszcie dotrę na francuski.

I nic mnie to nie obchodzi. Czym jest jakieś upomnienie w porównaniu z tym co mnie

spotka dokładnie za czterdzieści minut w obecności CAŁEJ SZKOŁY?

Poniedziałek, 7 września, francuski

Zero lekcji zanim zrobię z siebie idiotkę na oczach całej szkoły.

GDZIE BYŁAŚ???? WIESZ, ILE STRACIŁAŚ????

Co straciłam? O czym ty mówisz, Shameeka? CZEKAJ, czy wszyscy chodzili dookoła

Perin i zaczęli skandować: „ŚCIĄGNIJ SPODNIE”????

Oczywiście,   że   nie.   Ale   mademoiselle   Klein   kazała   nam   głośno   odczytywać   swoje

wypracowania i najpierw musieliśmy się przedstawiać - wiesz, coś w rodzaju: Mon histoire,

parShameeka, a kiedy doszliśmy do Perin, która powiedziała:  Mon histoire, par Perinne,

mademoiselle Klein poprawiła ją: „Chciałeś powiedzieć Perin”, a Perin powiedziała: „Nie,

Perinne”, a mademoiselle Klein powiedziała: „Nie, chcesz powiedzieć Perin, bo Perin to

męskie imię, a ty jesteś chłopcem. Perinne to imię żeńskie”, a Perin powiedziała: „ Wiem, że

Perinne to imię żeńskie. JA JESTEM DZIEWCZYNĄ”.

PERIN   TO   DZIEWCZYNA   ????   O   MÓJ   BOŻE!!!!!   Biedna   Perin!   Jakie   to

upokarzające! To znaczy to, że mademoiselle Klein myślała, że to chłopak.

No cóż, wiesz, o co mi chodzi. I co ona zrobiła ? To znaczy mademoiselle Klein? No cóż,

przeprosiła,   oczywiście.   Co  INNEGO   mogła   zrobić?   Biedna   Perin   zrobiła   się  CAŁKIEM

CZERWONA. Tak mi jej było żal!

Nie martw się, Shameeka. Zaprosimy go - to znaczy ją - żeby usiadła z nami dzisiaj na

lunchu. Widziałam, że przez cały zeszły tydzień siedziała sama przy tamtym facecie,

który nie cierpi, kiedy do chilli dodają kukurydzę. Moim zdaniem ona nas naprawdę

potrzebuje.

Och! To świetny pomysł! Jesteś bardzo dobra w te klocki. W tym, jak sprawiać, żeby ludzie

poczuli się lepiej. To zupełnie jakbyś...

background image

Jakbym co?

No cóż, chciałam powiedzieć: jakbyś była księżniczką czy coś takiego. Ale ty JESTEŚ

księżniczką! No więc, oczywiście, jesteś dobra w takich rzeczach. To w pewnym sensie

twoja praca.

Taa. Trochę tak, prawda?

Poniedziałek, 7 września,

gabinet dyrektor Gupty

I wiecie co? Nic mnie to nawet nie obchodzi. Nawet mnie nic nie obchodzi, że siedzę

tutaj w gabinecie dyrektorki.

Nie obchodzi mnie, że Lana siedzi tutaj obok mnie i rzuca mi złe spojrzenia.

Nie obchodzi mnie, że plakietka z lwem zwisa z mojego blezera na paru nitkach.

I nie obchodzi mnie, że cała szkoła siedzi teraz w sali gimnastycznej  i czeka, aż

przyjdziemy na debatę.

Jak ona śmie? To bym chciała wiedzieć. To znaczy Lana. JAK ONA ŚMIE??? Co

innego dokuczać mnie, a co innego dokuczać komuś kompletnie pozbawionemu możliwości

obrony, już nie wspominając, że to osoba CAŁKIEM NOWA W NASZEJ SZKOLE.

Jeśli jej się wydaje, że będę stała bezczynnie i po prostu pozwolę jej wyśmiewać się z

kogoś w taki sposób, to się grubo, grubo myli. No cóż, przypuszczam, że zdaje sobie z tego

sprawę, skoro nadal trzymam w garści jej warkocz. Chociaż to chyba nie są jej prawdziwe

włosy,   tylko   sztuczny   warkocz,   którym   chciała   podkreślić   swojego   szkolnego   ducha

(niebieską wstążką wplecioną w warkocz sztucznych blond włosów).

Co by wyjaśniało, dlaczego z taką łatwością został mi w ręku, kiedy rzuciłam się na

nią, chcąc wyrwać jej z głupiego łba wszystkie kudły. Tuż po tym, jak kazała mi pilnować

własnego nosa i oderwała mi mojego lwa LiAE naszytego na blezer.

Ale i tak mam nadzieję, że bolało.

Smutne jest to, że ona chyba nie wie, ile miała szczęścia. Uszkodziłabym ją o wiele

bardziej, gdyby Lars i Perin nie powstrzymali mnie.

Perin na koniec może i okazała się dziewczyną, ale zadziwiająco silną dziewczyną.

Jest także bardzo dobrze wychowana. Kiedy dyrektor Gupta ciągnęła mnie do swojego

gabinetu, usłyszałam, jak Perin wołała:

- Dziękuję, Mia!

I chociaż mogę się tu mylić - wciąż kipiałam z wściekłości - kilka osób nawet zaczęło

mi bić brawo.

background image

Tak, ale oczywiście dyrektor Gupcie nigdy nie przyjdzie do głowy, że LANA mogłaby

zrobić coś niewłaściwego. Błagam! Jej się wydaje, że powodem, dla którego rzuciłam się na

Lanę, są „nerwy” w związku z debatą. Taa, jasne, pani dyrektor. To były nerwy, oczywiście.

To nie miało NIC wspólnego z faktem, że kiedy wychodziliśmy z francuskiego, Lana nas

minęła, nachyliła się do Perin i powiedziała:

- HERMAFRODYTA.

Ani z tym, że ja w odpowiedzi kazałam Lanie zamknąć tę głupią jadaczkę.

Ani z tym, że Lana w ramach zemsty wyciągnęła rękę i szarpnęła za moją plakietkę z

lwem LiAE.

Ta część, w której totalnie instynktownie wyrwałam Lanie doczepiony warkocz, to

jedyna część tej historii, którą dyrektor Gupta usłyszała.

Dyrektor Gupta mówi, że mam szczęście, że mnie z miejsca nie zawiesiła w prawach

ucznia. Mówi, że nie robi tego tylko dlatego że wie, że ja mam w tej chwili sporo problemów

w   domu   (HEJ!   O   CZYM   ONA   MÓWI?   O   ŚLIMAKACH?   O   TYM,   ŻE   JESTEM

DZIECIOLIZEM? ŻE MÓJ CHŁOPAK CHCE TO KIEDYŚ ZROBIĆ? O CZYM?????).

Mówi, że jej zdaniem byłoby lepiej, gdybyśmy z Laną rozwiązywały nasze konflikty

w   bardziej   cywilizowany   sposób,   niż   tłukąc   się   na   korytarzu   drugiego   piętra.   Ale

zdecydowała, że mamy jednak odbyć tę debatę. Mówi:

-   Mio,   zechcesz,   proszę,   wyjąć   nos   z   tego   notatnika   i   posłuchać,   co   mam   ci   do

powiedzenia?

Jezu. A jak ona sądzi, CO ja piszę? Opowiadanie oparte na Gwiezdnych Wojnach.

Lana się śmieje, oczywiście.

Moim zdaniem nie będzie się śmiała tak wesoło, kiedy się przekona, że noszę imię po

kobiecie, która odcięła komuś głowę siekierką.

Poniedziałek, 7 września, sala gimnastyczna

O Boże. Jak ja się w to wszystko wpakowałam? Oni WSZYSCY są tutaj. CAŁY

TYSIĄC uczniów Liceum imienia Alberta Einsteina, klasy od pierwszej do czwartej, siedzą

tu przede mną na trybunach i PATRZĄ na mnie, GAPIĄ SIĘ na mnie, bo nie mają nic innego

do oglądania, poza Laną, dwoma mównicami i palmą w doniczce, którą wyciągnęli, żeby

wyglądało to przytulniej - a może po to, żeby dostarczyć mi tlenu, gdybym zaczęła mdleć - a

dyrektor   Gupta   stoi   między   naszymi   dwoma   składanymi   krzesłami   jak   sędzia   na   meczu

bokserskim.

Totalnie zwymiotuję do tej palemki w doniczce.

background image

Dyrektor   Gupta   rozwodzi   się   o   tym,   że   to   jest   tylko   taka   przyjacielska   debata,

żebyśmy mogły zapoznać naszych wyborców ze swoim programem.

Przyjacielska. Jasne. To dlatego nadal trzymam w dłoni warkocz Lany.

Zaraz, zaraz, program? Ma być jakiś PROGRAM???? NIKT MI NIE POWIEDZIAŁ,

ŻE BĘDZIE POTRZEBNY JAKIŚ PROGRAM!!!

Widzę Lilly, ze swoją kamerą gotową do nagrywania, w pierwszym rzędzie trybun -

siedzi razem z Tiną i Borysem, Shameeką, Ling Su i, och, czy to nie ta słodka Perin - i

wymachuje do mnie. Co Lilly usiłuje mi powiedzieć? Nie może się przecież szykować do

wyciągnięcia swojej tajnej broni. Jeszcze za wcześnie. Debata nawet się nie zaczęła! Co ona

robi z tymi rękami??? Czemu pokazuje, jakby coś zamykała?

A, rozumiem. Chce, żebym usiadła prosto i przestała pisać w pamiętniku. Taa, już się

rozpędziłam, Lilly. Ja

O MÓJ BOŻE. Co za zapach. Rozpoznaję ten zapach.  To Chanel nr 5.  Tylko jedna

znana mi osoba używa Chanel nr 5 - a przynajmniej wylewa na siebie tyle tego, że czuje się ją

na całe kilometry, zanim w ogóle wejdzie do pokoju

CO ONA TUTAJ ROBI????

O Boże. Dlaczego JA? Poważnie. Oni NIE POWINNI pozwalać rodzinom uczniów

tak się kręcić po terenie szkoły. Nie miałabym połowy obecnych problemów, gdyby w tej

szkole przestrzegano jakichś zasad ochrony i nie wpuszczano do środka moich rodziców i

dziadków

O nie. I jeszcze do tego tata.

I Rommel.

Tak. Moja babka przyprowadziła swojego PSA na moją debatę.

I falangę reporterów.

Jezus Maria! Czy to jest LARRY KING???

Świetnie. Teraz potrzebuję, żeby pokazali się już tylko mama i Rocky, i będziemy

mieli zjazd rodzinny Thermopolisów - Gianinich - Renaldich.

Och.   Już   przyszła.   I   macha   do   mnie   maleńką   rączką   Rocky'ego   z   trybun.   Cześć,

Rocky! Tak się cieszę, że mogłeś przyjść! Tak się cieszę, że mogłeś przyjść i popatrzeć, jak

twoja starsza siostra zostaje totalnie i doszczętnie unicestwiona przez swojego śmiertelnego

wroga.

O nie. To się zaczyna.

GDZIE JEST MICHAEL, KIEDY GO POTRZEBUJĘ????

background image

Poniedziałek, 7 września,

szkolna łazienka

No cóż, jestem tu znowu. W łazience. Co za niespodzianka.

Nieprędko stąd wyjdę. To potrwa dłuższą chwilę. Może... nigdy stąd nie wyjdę.

Wszystko było takie nierealne. Widziałam, jak dyrektor Gupta stuknęła w mikrofon.

Słyszałam, jak szmer wśród ludzi siedzących na trybunach nagle ucichł. Wszyscy obecni

utkwili w nas wzrok.

A dyrektor Gupta powitała wszystkich na debacie - składając specjalne podziękowania

Larry'emu Kingowi za przybycie - i podkreśliła znaczenie samorządu szkolnego i żywotną

rolę, jaką pełni przewodniczący, realizując jego cele. A potem powiedziała:

- Mamy tu dwie bardzo odmienne młode damy, każda ze swoją niepowtarzalną, ekhm,

SILNĄ osobowością, które kandydują dzisiaj do tej funkcji. Mam nadzieję, że wysłuchacie

ich   bardzo   uważnie,   kiedy   obie   powiedzą   nam,   czemu   uważają,   że   spełnią   się   w   roli

przewodniczącej samorządu i co zamierzają zrobić, żeby Liceum imienia Alberta Einsteina

stało się lepszym miejscem.

A potem, przypuszczam, że za karę za to całe wyrywanie warkocza, dyrektor Gupta

dała pierwszeństwo Lanie.

Oklaski, które się rozległy, kiedy Lana ruszyła kocim krokiem ku swojej mównicy,

można by określić wyłączne jako burzliwe. Okrzyki i gwizdy, skandowanie: „La - na, La -

na” niemal ogłuszały, zwłaszcza że to w końcu była sala gimnastyczna i dźwięk niósł się

naprawdę dobrze.

A potem Lana - która wyglądała na zupełnie nieprzejętą tym, że zwraca się do tysiąca

rówieśników, mniej więcej siedemdziesięciu pięciu nauczycieli i pracowników LiAE (jeśli

wliczać w to panie ze stołówki), mojej całej rodziny i pewnej liczby korespondentów CNN -

zaczęła mówić.

I   wiecie   co?   Lana   powiedziała   tysiącowi   swoich   rówieśników   to,   co   chcieli   -

przynajmniej w większości - usłyszeć. Przedstawiła się jako orędowniczka lepszego jedzenia

w   stołówce,   dłuższej   przerwy   na   lunch,   większych   luster   w   łazienkach   dla   dziewczyn,

mniejszej   ilości   prac   domowych,   większej   ilości   sportów,   zagwarantowania   absolwentom

wstępu na wybrane przez nich uczelnie należące do Ligi Bluszczowej oraz większego wyboru

dietetycznych i ubogowęglowodanowych produktów w automatach z napojami i słodyczami.

Była przeciwko kamerom ochrony przed szkołą i przysięgła, że każe je usunąć. Zapewniła,

przekrzykując   entuzjastyczne   wrzaski,   że   jeśli   ją   wybiorą   na   przewodniczącą,   sprawi,   że

background image

wszystkie te obietnice zostaną zrealizowane...

.. .chociaż ja dobrze wiem, że nie zostaną. Bo te kamery zainstalowane na zewnątrz

może i naruszają prywatność tych, którzy lubią palić przed szkołą i zaśmiecać schody tymi

obrzydliwymi   niedopałkami   papierosów,   ale   przede   wszystkim   pomagają   ochronić   szkołę

przed wandalizmem i włamaniami.

A   firma   dostarczająca   jedzenie   do   stołówki   to   ta   sama   firma,   która   zaopatruje

wszystkie  szkoły i  szpitale  w okolicy,   i  oferuje  najniższe  ceny  przy jedzeniu  najwyższej

jakości, jakie da się znaleźć na obszarze trzech stanów.

A jeśli zarząd szkoły zgodzi się na dłuższą przerwę na lunch, to będą musieli skrócić

lekcje, które i tak mają już tylko pięćdziesiąt minut.

A skąd niby Lana weźmie pieniądze na większe lustra w łazienkach dla dziewczyn? I

czy wzięła pod uwagę, że:

• Mniej prac domowych oznacza gorsze przygotowanie do studiów?

• Więcej  sportu oznacza mniej  pieniędzy na inne zajęcia, na przykład związane z

kulturą i sztuką?

• Nikomu nie gwarantuje się przyjęcia na uczelnie należące do Ivy Leaque, nawet

ludziom, których rodzice tam studiowali?

•   Wybór   słodyczy   i   napojów   w   automatach   jest   ograniczony   do   tego,   co   ich

sprzedawcy mają do zaoferowania?

Najwyraźniej nie.

Ale zdaje się, że jej to wcale nie przeszkadzało. Ani jej wyborcom, bo wrzeszczeli, ile

sił w płucach i tupali na znak poparcia. Widziałam, jak Ramon Riveras wstał i zaczął wywijać

swetrem nad głową, żeby jeszcze trochę pobudzić publikę.

Dyrektor   Gupta   miała   nieco   zaciśnięte   usta,   kiedy   podeszła   do   mikrofonu   i

powiedziała:

- Ee, hm, dziękujemy ci, Lano. Mio, czy zechciałabyś odpowiedzieć?

Pomyślałam,   że   zwymiotuję,   naprawdę.   Chociaż   nie   wiem,   jak   miałabym

zwymiotować, skoro rano nie byłam w stanie zjeść śniadania i miałam w organizmie tylko

pięć starburstów, które dała mi Lilly, połowę marsa wyżebranego od Borysa, trzy tic - - taki

od Larsa i colę.

Ale kiedy zaczęłam iść w stronę podium - kolana tak mi się trzęsły, że chyba tylko

cudem utrzymałam się na nogach - coś się stało. Nie wiem co, tak dokładnie. Ani dlaczego.

Może sprawiły to te rozgłośne gwizdy.

Może sposób, w jaki Trisha Hayes pokazała na moje glany i skrzywiła się.

background image

Może to, że Ramon Riveras przyłożył dłonie do ust i wrzasnął: „KP! KP!”, takim

niezbyt miłym tonem.

Ale kiedy popatrzyłam na siedzące przede mną morze ludzi i mignęła mi między nimi

jasna i błyszcząca twarz Perin, która klaskała dla mnie z całej siły, poczułam się tak, jakby

wstąpił we mnie duch Rozagundy, pierwszej księżnej Genowii.

Albo to, albo moja patronka, święta Amelia, zstąpiła z nieba, żeby mi użyczyć trochę

swojej siekierkowatej determinacji.

W   każdym   razie,   chociaż   nadal   miałam   ochotę   zwymiotować   i   tak   dalej,   kiedy

weszłam na podium i przypomniałam sobie, jak Grandmère krzyczała na mnie, że opieram

łokcie   na   mównicy,   zrobiłam   coś,   o   czym   nie   słyszano   w   historii   wyborów   na

przewodniczącego samorządu szkolnego w Liceum imienia Alberta Einsteina:

Zdjęłam mikrofon z podstawki i trzymając go w ręku, podeszłam z nim i stanęłam na

samym PRZODZIE podium.

Tak. Z przodu. Gdzie nic mnie nie zasłaniało.

Gdzie nie było gdzie się schować.

Nic mnie nie oddzielało od mojej widowni.

I kiedy wreszcie, zdumieni moim zachowaniem, ucichli, powiedziałam - nie mając

zielonego pojęcia, skąd się brała ta powódź wylewających się ze mnie słów:

- „Dajcie mi swoich zmęczonych, biednych, wasze uciśnione masy pragnące oddychać

wolnością”. Tak mówi napis na Statui Wolności. To pierwsza rzecz, jaką miliony imigrantów

przybyłych do tego kraju widziały, kiedy schodziły na nabrzeże. Stwierdzenie zapewniające

ich, że w tym wielkim tyglu narodów WSZYSCY będą mile widziani, nieważne, jaki mają

status społeczny, jakiego koloru włosy, z kim się spotykają, czy się woskują, golą, czy też

pozwalają włosom rosnąć naturalnie, oraz czy uprawiają jakiś sport, czy nie.

I czy szkoła nie jest takim tyglem narodów? Czy nie jesteśmy grupą ludzi stłoczonych

razem na osiem godzin dziennie, którzy muszą się z tą sytuacją jak najlepiej uporać?

Ale chociaż sami tutaj  w Albercie Einsteinie stanowimy taki naród, ja nie widzę,

żebyśmy  się   jak   jeden   naród   zachowywali.  Wszystko,   co   widzę,   to   ludzie   podzieleni   na

grupki   i   którzy   totalnie   się   boją   dopuścić   kogokolwiek   nowego   -   kogokolwiek   z   tych

uciśnionych mas spragnionych oddechu wolności - do swoich ukochanych, elitarnych małych

grupek... co jest totalnie beznadziejne.

Pozwoliłam   im   się   przez   chwilę   nad   tym   zastanowić.   Widziałam,   jak   przez

publiczność przebiega fala niedowierzania. Larry King zamruczał coś do ucha Grandmère.

Ale mnie się już zrobiło wszystko jedno. Chociaż nadal zbierało mi się na chlustające

background image

wymioty w stronę facetów ze szkolnej drużyny, którzy siedzieli na wprost mnie.

Ale nie zwymiotowałam. Mówiłam dalej. Jak...

No cóż, jak święta Amelia.

-  Historia   wypróbowała  już  i  odrzuciła  wiele  form  rządów,  włącznie  z  rządami   z

nadania boskiego, których ten kraj wyrzekł się sto lat temu.

A jednak, z jakiegoś powodu, rządy z nadania boskiego zdają się trwać. Jest pewna

grupa   ludzi,   którym   wydaje   się,   że   mają   wrodzone   prawo   do   rządzenia,   bo   są   bardziej

atrakcyjni   niż   reszta   z   nas:   albo   na   przykład   bardziej   wysportowani,   albo   zapraszani   na

większą liczbę imprez niż my.

A  kiedy   to   powiedziałam,   spojrzałam   bardzo   znacząco   na   Lanę,   a   potem   też   na

Ramona i Trishę, dla wyraźniejszego efektu. A potem popatrzyłam na tłum przede mną, z

którego większość gapiła się na mnie z otwartymi ustami - choć wcale nie, jak Borys, z

powodu skrzywionych przegród nosowych.

- To są ludzie, którzy znajdują się na szczycie ewolucyjnej drabiny - ciągnęłam -

ludzie o najładniejszej cerze. Ludzie o figurach modelek, które widujemy w magazynach.

Ludzie,   którzy   zawsze   mają   najnowszą   i   najmodniejszą   torebkę   albo   okulary   słoneczne.

Ludzie popularni. Ludzie, którzy chcą, żebyście żałowali, że nie jesteście do nich bardziej

podobni.

Ale ja stoję tutaj dzisiaj przed wami i mówię wam, że już to znam. Tak właśnie. Już

byłam   po   stronie   popularnych.   I   wiecie   co?  To   jest   wszystko   do   kitu.   Ci   ludzie,   którzy

zachowują się, jakby mieli prawo do rządzenia wami i mną, są kompletnie nieprzygotowani

do tego zadania, bo po prostu nie wierzą w podstawowe zasady naszego narodu, a mianowicie

w  to,   że  WSZYSCY  ZOSTALIŚMY  STWORZENI   RÓWNI   SOBIE.   Nikt   z   nas   nie   jest

lepszy niż inne obecne tu osoby. I wliczam w to wszystkie obecne tu księżniczki.

To wywołało kilka śmieszków, ale prawdę mówiąc, wcale nie starałam się nikogo

rozbawić. Ale i tak ten śmiech sprawił, że nie przestało mi się tak chcieć rzygać. No bo...

Rozbawiłam ludzi.

I   wcale   nie   śmiali   się   ZE   mnie.   Śmiali   się   z   czegoś,   co   powiedziałam.   Nie

WYŚMIEWALI SIĘ, tylko śmiali, bo zdołałam ich rozbawić.

Nie wiem sama. To wszystko wydało się takie jakieś... fajne.

I nagle, chociaż nadal pociły mi się ręce, poczułam się... dobrze.

- Posłuchajcie - powiedziałam. - Ja tu nie stanę i nie zacznę wam obiecywać kupy

bzdur,   których   nie   będę   mogła   dotrzymać,   o   czym   wy   będziecie   dobrze   wiedzieli.   -

Popatrzyłam na Lanę, która skrzyżowała ramiona na piersiach i w tej chwili zrobiła do mnie

background image

brzydką minę. Zwróciłam się znów do tłumu. - Dłuższe przerwy na lunch? Wiecie, że zarząd

nigdy się na to nie zgodzi. Więcej sportu? Czy jest tu ktokolwiek, kto naprawdę uważa, że nie

może rozwijać swoich sportowych talentów?

Podniosło się kilka rąk.

- A czy znajdzie się ktoś, kto czuje, że nie ma tu warunków, by w pełni realizować

swoje potrzeby TWÓRCZE czy EDUKACYJNE? Ktoś, kto uważa, że tej szkole przydałoby

się pismo literackie albo nowe cyfrowe wideo, technologie fotograficzne i edytorskie dla

Klubu Fotograficznego i Filmowego albo sztalugi do pracowni malarskiej, czy może nowy

system   oświetlenia   dla   Klubu   Dramatycznego?   Że   raczej   to   niż   kolejny   puchar   w

mistrzostwach piłki nożnej?

Podniosło się o wiele, wiele więcej rąk.

- Taa - powiedziałam. - Tak właśnie myślałam. Jest w tej szkole prawdziwy problem,

problem narastający od lat. Jest mianowicie grupa ludzi, która stanowi mniejszość, a która

podejmuje decyzje w imieniu większości. I to jest złe.

Ktoś coś zawołał. I wydaje mi się nawet, że nie była to Lilly.

- W sumie - powiedziałam, zachęcona tym okrzykiem. - To jest nawet bardziej niż złe.

To jest totalne naruszenie zasad, na których zbudowano ten kraj. Jak to powiedział filozof

John Locke „Rząd jest prawomocny tylko o tyle, o ile opiera się na zgodzie ludzi na bycie

rządzonymi”.   Czy   wy   naprawdę   wyrażacie   swoją   zgodę   na   to,   żeby   mała   grupka

uprzywilejowanych podejmowała decyzje za was? Czy może powierzycie te decyzje komuś,

kto was naprawdę rozumie, komuś, kto podziela wasze ideały, nadzieje i marzenia? Komuś,

kto zrobi wszystko co w jego mocy, żeby się upewnić, że to WASZ głos, a nie głos tak zwanej

popularnej mniejszości, jest słyszany?

I w tym  momencie rozległ  się kolejny okrzyk,  tym  razem z zupełne innej  strony

trybun - zdecydowanie nie ze strony moich przyjaciół.

Po drugim okrzyku  rozległ się trzeci.  A potem gruchnęły oklaski.  I ktoś zawołał:

„Dalej, Mia!”

Ha!

- Hm, dziękujemy ci, Mio. - Kątem oka widziałam, że dyrektor Gupta zbliża się do

mnie. - To było bardzo pouczające.

Udałam, że jej nie słyszę.

Tak właśnie. Dyrektor Gupta dawała mi pretekst, żeby usiąść - uciec ze sceny - skulić

się z powrotem na swoim krześle.

A ja ją zignorowałam.

background image

Bo miałam do zrzucenia z niedorozwiniętej piersi jeszcze parę spraw.

- Ale to nie wszystko, co jest z tą szkołą nie w porządku - powiedziałam do mikrofonu,

słysząc, jak mój głos niesie się po całej sali gimnastycznej. Mówię wam, to naprawdę fajne

uczucie.   -   Co   z   faktem,   że   są   tutaj   ludzie,   którzy   tu   pracują   -   którzy   nazywają   siebie

nauczycielami - a którym się wydaje, że tylko oni mają prawo do jakiejś ekspresji? Czy

naprawdę chcemy tolerować to, że nauczyciele przedmiotów tak podstawowych jak - no cóż,

na przykład, angielski - mówią nam, że nasze wypracowania są do niczego, a wybrane przez

nas   tematy   nieistotne?   Gdybym   zdecydowała   się   napisać   wypracowanie   o   historycznym

znaczeniu   mangi   albo   anime,   czy   moje   wypracowanie   będzie   mniej   warte   niż   czyjeś

wypracowanie o kalderze w Parku Yellowstone, która być może któregoś dnia wybuchnie,

zabijając dziesiątki tysięcy ludzi?

A może - dodałam, kiedy wszyscy zaczęli szeptać, bo nie słyszeli dotąd, że Park

Yellowstone jest śmiercionośnym zbiornikiem magmy i pewnie wielu z nich nieświadomie

wybierało   się   tam   na   rodzinne   wakacje   -   moje   wypracowanie   na   temat   anime   jest  TAK

SAMO WAŻNE jak wypracowanie o kalderze w Yellowstone, bo wiedząc, jak wiemy to

teraz,   że   taka   kaldera   istnieje,   potrzebujemy   również   czegoś   dla   rozrywki   -   takiego   jak

japońska anime lub manga - żeby nam odpoczęły umysły?

Nastąpiła chwila zaskoczonego milczenia. A potem ktoś ze środka trybun krzyknął:

„Final Fantasy!”, a ktoś inny zawołał: „Dragonball!”, a jeszcze inna osoba, gdzieś z tyłu

dorzuciła: „Pokemony!” i wywołała głośny wybuch śmiechu.

- Może takie rzeczy jak lotto i telewizja zostały wymyślone po to, żeby sprzedawać

różne produkty, skłaniać ciężko pracujących ludzi do wydawania zarobionych z wysiłkiem

pieniędzy   i   wszystkim   nam   zapewnić   fałszywe   poczucie   zadowolenia,   i   odsunąć   nas   od

prawdziwych   horrorów   rozgrywających   się   w   otaczającym   nas   świecie.   Ale   może   my

POTRZEBUJEMY takiego oderwania się, żeby w czasie wolnym móc się nieco odprężyć -

ciągnęłam. - Czy jest coś złego w tym, że kiedy obowiązki mamy już z głowy, chcemy trochę

poleniuchować   i   pooglądać   sobie  The   OC?  Albo   pośpiewać   karaoke?   Albo   poczytać

komiksy? Czy coś musi być skomplikowane i trudne do zrozumienia, żeby to nazwać kulturą?

Za sto lat, kiedy wszyscy zginiemy po wybuchu wulkanu w Yellowstone albo stopi się czapa

lodowa, albo nie będzie już ropy naftowej, albo zabójcze algi opanują całą planetę, jeśli

cokolwiek zostanie z ludzkiej cywilizacji, to patrząc wstecz na początek XXI, jak sądzicie, co

lepiej opisze nasze prawdziwe życie - esej na temat sposobów, w jakie wykorzystują nas

media, czy odcinek Czarodziejki z Księżyca? Mówcie co chcecie, ale ja powiem tak: dajcie mi

anime albo dajcie mi śmierć.

background image

Sala gimnastyczna zatrzęsła się w posadach.

I nie dlatego że Klub Komputerowy wreszcie zdołał zbudować robota - zabójcę i

puścić go pomiędzy czirliderki.

Zatrzęsła   się   ze   względu   na   to,   co   powiedziałam.   Naprawdę.   Dlatego   że   ja,   Mia

Thermopolis, coś powiedziałam.

Ale ja jeszcze nie skończyłam.

- Więc dzisiaj - dodałam, podnosząc głos, żeby przekrzyczeć oklaski - kiedy oddajecie

swój   głos   na   przewodniczącą   samorządu   szkolnego,   zadajcie   sobie   pytanie:   kto   to   są   ci

„ludzie” w stwierdzeniu o rządach „z ludu i dla ludu”? Czy to oznacza uprzywilejowaną

mniejszość? Czy też znakomitą większość spośród nas, którzy urodziliśmy się bez srebrnego

pompona   czirliderki?   Zagłosujcie   na   tę   kandydatkę,   która   waszym   zdaniem   najlepiej

reprezentuje was.

I wtedy, z sercem tłukącym się w piersi, odwróciłam się, rzuciłam mikrofon dyrektor

Gupcie i wybiegłam z sali gimnastycznej. Wśród grzmiących oklasków.

Do bezpiecznego schronienia w kabinie w łazience.

Rzecz w tym, że czuję się tak DZIWNIE. No bo wiecie, ja nigdy w życiu nie wstałam

i nie zrobiłam czegoś podobnego. No cóż, poza tą sprawą z parkometrami, ale to było coś

zupełnie innego. Nie prosiłam ludzi, żeby poparli MNIE. Prosiłam, żeby poparli zmniejszenie

szkód w infrastrukturze i zwiększenie dochodów. To nie było nic tak trudnego.

Ale teraz to co innego.

Teraz było inaczej. Prosiłam ludzi, żeby mi zaufali, żeby oddali na mnie swoje głosy.

Nie, jak w Genowii, gdzie to poparcie jest w pewnym sensie automatyczne, bo, hm, tam w

sumie NIE MA żadnej innej księżniczki. Co moim zdaniem jest bardzo fajne. Czy raczej

będzie fajne, kiedy obejmę już władzę.

Oho.   Słyszę   głosy  na   korytarzu.   Debata   musiała   się   skończyć.   Ciekawe,   co   Lana

odpowiedziała w swojej replice. Pewnie powinnam była zostać, żeby też wygłosić replikę.

Ale nie mogłam. Po prostu nie mogłam.

O nie, słyszę Lilly...

Poniedziałek, 7 września, RZ

No cóż, było fajnie. To znaczy na lunchu. Wszyscy zatrzymywali się przy naszym

stole, żeby mi pogratulować i powiedzieć, że oddadzą głos na mnie. To było naprawdę niezłe.

I to nie tylko ludzie z mojej kliki - kliki geniuszków - ale skaterzy, punki, dzieciaki z Klubu

Dramatycznego, a nawet paru facetów z drużyny. Dziwnie się czułam, rozmawiając z tymi

background image

wszystkimi ludźmi, którzy zwykle na korytarzu patrzyli na mnie, jakbym była przezroczysta.

A tu nagle było tak, jakby wszyscy chcieli siedzieć przy MOIM stole na lunchu.

Tyle że nie mogli, bo teraz, kiedy siedzi z nami Perin, nie ma już więcej miejsca.

Byliśmy dzisiaj szczególnie rozbawionym towarzystwem, ze względu na dwie dobre

wiadomości - a przynajmniej MNIE się wydawało, że to są dobre wiadomości. A mianowicie

to, że kiedy wybiegłam z sali gimnastycznej, a Lana usiłowała wygłosić replikę, wygwizdano

ją, wykrzyczano i nie zdołała wykrztusić nawet słowa. Dyrektor Gupta musiała podkręcić

sprzęt tak głośno, że sprzężenie zwrotne w końcu uciszyło ludzi. A do tego czasu Lana wyszła

już  z   sali  gimnastycznej,  zalewając  się  łzami.   I  dobrze  jej  tak.   Nie  wiem,   jak  zdołam  z

powrotem przyszyć swoją szkolną plakietkę. Mama na pewno nie umie szyć. Może poproszę

o pomoc pokojówkę Grandmère.

Ale nie tylko to się stało. Kiedy Lilly wreszcie zdołała wyciągnąć mnie z łazienki,

wpadłam na mamę, tatę i Grandmère. Mama uściskała mnie mocno - a Rocky się ślicznie

uśmiechnął - i powiedziała, że jest ze mnie dumna.

Ale   to   tata   miał   naprawdę   ważne   wiadomości.   Dowiedział   się   od   nurków

Genowiańskiej   Marynarki   Wojennej,   że  Aplysia   depilans  nareszcie   zaczęły   zjadać   algi!

Naprawdę i na serio! Już oczyściły prawie trzydzieści siedem akrów praktycznie w ciągu

jednej nocy i pewnie usuną wszystkie, zanim wyginą, to znaczy do października, kiedy wody

Morza Śródziemnego staną się dla nich za zimne.

-   Ale   to   nic   nie   szkodzi   -   powiedział   tata   i   uśmiechnął   się   do   mnie.   -   Już

przedstawiłem parlamentowi projekt uchwały, na mocy której zamówimy kolejne dziesięć

tysięcy, które zostaną przetransportowane do zatoki na wiosnę, jeśli od któregokolwiek z

naszych sąsiadów algi będą się przedostawać na nasze terytorium.

Ledwie wierzyłam własnym uszom.

-   Czy   to   znaczy,   że   nie   przegłosują   naszego   wyrzucenia   z   Unii   Europejskiej?   -

zapytałam.

Tata zrobił wielkie oczy.

- Ależ skąd! - powiedział. - To nigdy nie wchodziło w grę. No cóż, ja wiem, że kilka

państw mogłoby CHCIEĆ wyrzucić nas z Unii Europejskiej. Ale wierzę, że to są te same

kraje, które spowodowały tę katastrofę ekologiczną. A zatem nikt poważnie nie traktował ich

nawoływań do usunięcia nas.

I on mi to teraz mówi? Ładny numer, tato. Przecież ja całą noc nie spałam, myśląc o

tym. No cóż, i o paru innych rzeczach.

Wtedy właśnie zauważyłam panią Martinez, która też tam stała, a minę miała taką

background image

trochę... No cóż, zakłopotana to jedyne słowo, jakie mi przychodzi do głowy.

- Mio... - powiedziała, kiedy wreszcie przestałam ściskać ojca (z radości na wieść, że

moje ślimaki uratowały zatokę) - chciałam ci tylko powiedzieć, że to była świetna mowa. I że

masz rację. Kultura masowa niekoniecznie pozbawiona jest wszelkich wartości czy celu. Ma

swoje   miejsce,   tak   samo   jak   kultura   wysoka.   Bardzo   cię   przepraszam,   jeśli   poczułaś,   że

rzeczy, o których lubisz pisać, są mniej warte niż inne, bardziej poważne tematy. Bo nie są.

Ha!!!!

I tylko dobrze mi znane spojrzenia,, jakimi w tym czasie tata obrzucał panią Martinez,

nieco jednak zmniejszyły moją radość ze zwycięstwa.

Ale nieważne. Moim zdaniem jest bardzo mało prawdopodobne, żeby mój tata zaczął

się spotykać z kimś, kto rzeczywiście zna definicję imiesłowu. Jego ostatnia dziewczyna

uważała, że imiesłowy to takie wredne, śmierdzące gryzonie.

A skoro już o tym mowa, Grandmère podeszła do mnie zaraz potem, wzięła mnie za

ramię i odprowadziła nieco na bok.

-   Widzisz,   Amelio?   -   powiedziała   szeptem,   który   mocno   pachniał   sidecarem.   -

Mówiłam, że ci się uda. Byłaś tam jak natchniona. Prawdziwie natchniona. Prawie czułam

wśród nas ducha świętej Amelii.

Przerażające w tym wszystkim jest to, że ja też w pewnym sensie czułam to samo.

Ale nie przyznałam się. Powiedziałam tylko:

- No więc jak, Grandmère? Co to za tajna broń, którą znalazłyście z Lilly? I kiedy

masz zamiar jej użyć?

Ale ona tylko ujęła kciukiem i palcem wskazującym moją naderwaną plakietkę LiAE i

powiedziała:

- Co się stało z twoim swetrem? Doprawdy, Amelio, czy nie możesz bardziej dbać o

ubranie? Księżniczka nie powinna chodzić obszarpana jak jakiś kopciuszek.

Ale nieważne. Wszystko razem i tak było całkiem fajne. Zwłaszcza kiedy Grandmère

powiedziała,   że   odwołuje   dzisiejszą   lekcję   etykiety,   bo   musi   iść   do   kosmetyczki.

Najwyraźniej   cały   ten   stres   związany   z   pomaganiem   Lilly   w   kampanii   wyborczej

spowodował, że rozszerzyły jej się pory.

Mówię wam, niewiele brakowało, żebym pomyślała, że jeszcze wszystko się ułoży po

mojej myśli. Tak dla odmiany.

Ale   wtedy   przypomniałam   sobie   o   Michaelu.   Który,   mówiąc   przy   okazji,   nie

zadzwonił do mnie dzisiaj ani nie przysłał mi żadnego SMS - a, żeby mi życzyć powodzenia

w debacie, zapytać, jak mi idzie czy cokolwiek. Nie rozmawiałam z nim od czasu tej całej

background image

rozmowy o Robieniu Tego.

I muszę się przyznać, że tamta rozmowa nie poszła tak dobrze, jak bym sobie życzyła.

Ale co tam. Można by się spodziewać, że zadzwoni. Nawet jeśli, no wiecie, jestem

osobą, która nie odpowiedziała na JEGO telefony czy maile.

Borys gra na skrzypcach Boże chroń królową na moją cześć. Powiedziałam mu, że na

to chyba trochę za wcześnie. Głosy zebrane w czasie lunchu są nadal przeliczane. Dyrektor

Gupta ogłosi wyniki przez radiowęzeł dopiero na ostatniej lekcji.

Lilly przed chwilą powiedziała do mnie bardzo cicho:

- A potem, kiedy już wygrasz, w przyszłym tygodniu sama będziesz mogła złożyć

oświadczenie. No wiesz, że składasz rezygnację i przekazujesz stanowisko mnie.

Hm, czy to nie zabawne? Bo do tej chwili jakoś zupełnie zapomniałam o tej części

naszego planu.

Poniedziałek, 7 września,

wychowanie obywatelskie

Pani   Holland   pogratulowała   mi   dzisiejszej   mowy   i   powiedziała,   że   była   ze   mnie

dumna. DUMNA! ZE MNIE!!! Nauczycielka jest dumna ze mnie!!!

ZE MNIE!!!!!

Poniedziałek, 7 września, geografia

Kenny właśnie powiedział mi strasznie dziwną rzecz. Tak mu się to nagle wyrwało,

kiedy rysowaliśmy diagramy pasów radiacji Van Allena.

- Mia - powiedział. - Chcę ci coś powiedzieć. Pamiętasz moją dziewczynę, Heather?

- Taa - odpowiedziałam niechętnie, bo myślałam, że szykuje się, żeby mi opowiedzieć

kolejną długą i nudną historię o gimnastycznych wyczynach Heather.

- No cóż... - Kenny zaczerwienił się jak pas radiacyjny, który właśnie kolorowałam. -

Ja ją wymyśliłem.

!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Tak, tak właśnie. Przez ostatnie pięć dni Kenny opowiadał mi ZMYŚLONE historie o

swojej   ZMYŚLONEJ   dziewczynie,   Heather.   Dziewczynie,   która,   muszę   to   przyznać,

wydawała   mi   się   zagrożeniem!   Bo   była   taka   idealna!   No   bo   pomyślcie,   blondynka.   I

wysportowana. I dostaje same piątki?

W sumie teraz, kiedy się nad tym zastanawiam, powinnam się cieszyć, że ta Heather

okazała się zmyśleniem. Mówiąc prawdę, w porównaniu z nią zaczynałam się czuć niewiele

warta.

background image

Ale nieważne. Popatrzyłam na niego po prostu i powiedziałam:

- Kenny, dlaczego to robiłeś?

A on odparł z bardzo zawstydzoną miną:

- Po prostu nie mogłem tego znieść, wiesz? Że wiedziesz sobie to cudowne życie

księżniczki, z Michaelem, tym swoim idealnym chłopakiem księżniczki. To... Sam nie wiem.

Po prostu było mi to trudno znieść.

Taa. Jasne. Moje idealne życie. Moje cudowne życie księżniczki, z Michaelem, moim

idealnym chłopakiem księżniczki. Pozwól, że coś ci powiem, Kenny. Chcesz wiedzieć, jak

DALEKIE   od   ideału   jest   moje   idealne   życie   księżniczki?   Mój   idealny  książęcy   chłopak

właśnie szykuje się, żeby mnie rzucić, bo nie chcę Tego Robić. Jak ci się podoba taki ideał,

Kenny?

Tyle że, oczywiście, nie mogłam tak powiedzieć. Bo Kenny'emu nic do tego. I poza

tym, ja nie bardzo chcę, żeby po szkole się rozniosło o tym, że Michael chce To Robić. Dzięki

wielu filmom opartym na - jakkolwiek luźno - mojej biografii, które można sobie wszędzie

pooglądać, wystarczająco wielu ludzi już myśli, że wiedzą o mnie wszystko, co trzeba o mnie

wiedzieć. Nie mam zamiaru wypuszczać w świat żadnych DALSZYCH informacji.

Ale nieważne. Po prostu zapewniłam Kenny'ego, że moje życie nie jest takie idealne,

jak jemu się może wydawać. Ze, w gruncie rzeczy, mam MNÓSTWO problemów, a wśród

nich fakt, że jestem dzieciolizem i o mały włos nie doprowadziłam do wyrzucenia mojego

księstwa z Unii Europejskiej.

Dziwne, ale jego ta informacja chyba bardzo pocieszyła. Na tyle, że w sumie trochę

mnie to rozzłościło.

O nie. Właśnie zaskrzeczał głośnik w klasie. Dyrektor Gupta poda wyniki dzisiejszego

głosowania.

O Boże. O Boże. O Boże.

Oto one:

Lana Weinberger: trzysta pięćdziesiąt dziewięć głosów.

Mia Thermopolis: sześćset czterdzieści jeden głosów.

O mój Boże.

O MÓJ BOŻE.

JESTEM   NOWĄ   PRZEWODNICZĄCĄ   SAMORZĄDU   SZKOLNEGO   LICEUM

IMIENIA ALBERTA EINSTEINA.

Poniedziałek, 7 września, 17.00,

background image

Ray's Pizza

Dobra. To wszystko było... po prostu niesamowite.

Nawet   nie   wiem,   jak   inaczej   to   opisać.   Nadal   jestem   totalnie   i   kompletnie

oszołomiona.   Nadal.   A   minęły   dwie   godziny,   odkąd   dyrektor   Gupta   ogłosiła   mnie

zwyciężczynią. A ja od tego czasu zjadłam już pół zwykłej pizzy z serem i wypiłam trzy cole.

I NADAL jestem w szoku.

Może   to   nawet   nie   wygrana   w   wyborach,   ale   to   co   zdarzyło   się   po   tym,   jak   się

dowiedziałam, że je wygrałam. A było tego...

.. .w sumie DUŻO.

Po pierwsze, wszyscy w klasie, włącznie z Kennym, zaczęli skakać po całej sali,

gratulując mi i pytając, czy mogłabym może poprosić zarząd szkoły, żeby kupili do pracowni

biologicznej   zestaw   do   elektroforezy,   coś   o   co   daremnie   lobbowali   u   poprzedniej

przewodniczącej.

I, zupełnie nie wiadomo kiedy, pojęłam, jaki ciężar odpowiedzialności będę dźwigać

jako przewodnicząca.

I...

Spodobało mi się to.

Wiem, WIEM.

Tak jakby nie wystarczyło, że jestem:

• księżniczką Genowii,

• siostrą bezbronnego niemowlęcia, którego rodzicom brakuje trochę rodzicielskich

cech, jeśli wiecie, co chcę przez to powiedzieć,

• początkującą pisarką, która nadal musi zaliczyć w tym roku kurs geometrii dla klas

drugich,

• nastolatką, ze wszystkim co z tego wynika, na przykład wahaniami nastroju, brakiem

poczucia bezpieczeństwa i okazjonalnymi odpałami,

• osobą zakochaną w studencie.

A   teraz   do   tego   wszystkiego   dochodzi   jeszcze   pełnienie   roli   przewodniczącej

samorządu szkolnego???

Ale... no cóż. Tak.

Tak, tak jest. Bo wiecie co? Wygrana w wyborach przeciwko Lanie totalnie mnie

NAKRĘCIŁA.

Ale nieważne. To była tylko PIERWSZA rzecz, która się zdarzyła.

background image

Następną   rzeczą   był   dzwonek   i   kiedy   szłam   do   swojej   szafki   -   powoli...   bardzo

powoli, bo wszyscy mnie zatrzymywali, żeby mi pogratulować - wpadłam na Lilly, która

skoczyła mi w ramiona (chociaż jestem o wiele od niej wyższa, to ona nadal waży więcej niż

ja. Ma szczęście, że jej nie upuściłam. Ale chyba miałam jakiś skok adrenaliny, jak wtedy,

kiedy   dziecko   ci   utkwi   pod   samochodem   albo   kiedy   wygrasz   w   wyborach   na

przewodniczącego samorządu swojej szkoły czy coś, ponieważ zdołałam ją utrzymać, dopóki

sama ze mnie nie zeszła).

W każdym razie Lilly wołała:

- UDAŁO NAM SIĘ!!! UDAŁO NAM SIĘ!!!!

I wtedy Tina i Borys, i Shameeka, i Ling Su, i Perin zaczęli podskakiwać razem z

nami. A potem wszyscy ruszyliśmy do mojej szafki, śpiewając: We Are the Champions.

I kiedy wszyscy inni radośnie śpiewali, a ja ustawiałam kombinację do szyfrowego

zamka szafki, zauważyłam, że przy sąsiedniej szafce dzieje się coś dziwnego. I że stoi tam

Ramon   Riveras,   pilnowany   przez   dyrektor   Guptę   i   -   wyobraźcie   sobie   -   TATĘ   Lany

Weinberger, i wyjmuje wszystko - i mówię serio, że WSZYSTKO - ze swojej szafki i z

przygnębioną miną ładuje to do sportowej torby.

A  trochę  z  tyłu  za  nim stała  Lana.  Łzy płynęły jej  po twarzy i  tupała  co  chwila

gniewnie, pytając:

- Ale tato, DLACZEGO???? Dlaczego, tato, DLACZEGO???

A potem dyrektorka, Ramon, doktor Weinberger i Lana zawrócili razem do gabinetu

dyrektorki.

Ale przedtem Lana rzuciła mi przez ramię szczególnie paskudne spojrzenie i syknęła:

- Dostanę cię za to, nawet jeśli to ostatnia rzecz, jaką zrobię! Jeszcze pożałujesz!

Pomyślałam, że chce się zemścić za to, że wygrałam wybory, stając przeciwko niej.

Ale kiedy Shameeka powiedziała:

- Hej, a dokąd oni zabierają Ramona?

Lilly uśmiechnęła się złym uśmiechem i odparła:

- Pewnie na lotnisko.

Kiedy wszyscy zaczęliśmy się chórem dopytywać, o co chodzi, Lilly odparła:

- To moja tajna broń. Ale po twojej mowie, Mia, wiedziałam, że nie będzie nam

potrzebna.  Wygląda   na   to,   że   twoja   babka   jednak   dała   cynk  Weinbergerom,   chociaż   nie

musiała tego robić. Muszę jedno przyznać Clarissie. Ta dama jest osobą, którą lepiej mieć po

swojej stronie.

Ponieważ niczego mi to w zasadzie nie wyjaśniało, zapytałam Lilly, o czym ona tak

background image

właściwie mówi. I okazało się, że tego dnia na meczu piłki nożnej, kiedy Lilly siedziała za

rodzicami Trishy, totalnie podsłuchała ich rozmowę, i okazało się, że Ramon to oszust!

Tak! On już skończył szkołę średnią! Skończył w zeszłym roku, w swojej rodzinnej

Brazylii, gdzie szkolną drużynę doprowadził do tytułu mistrza kraju! Doktor Weinberger i

parę osób z zarządu wpadli na świetny pomysł, żeby mu ZAPŁACIĆ za to, że przyjedzie do

naszego   kraju   i   zapisze   się   do   LiAE,   żebyśmy   na   odmianę   mieli   szansę   wygrania   paru

meczów.

Lilly i Grandmère zamierzały wykorzystać tę informację, żeby obsmarować Lanę, w

razie gdyby się miało okazać, że po debacie ma szansę na wygraną.

Ale   moje   wyciągnięcie   jako   argumentu  Czarodziejki   z   Księżyca  i   cytatu   z   Johna

Locke'a przekonało je, że wybory mam w kieszeni. Skończyło się więc na tym, że Grandmère

zadzwoniła  do dyrektor  Gupty,  żeby jej   opowiedzieć  o  Ramonie,  dopiero  PO  ogłoszeniu

wyników wyborów.

Muszę   przyznać,   że   ta   informacja   pozwoliła   mi   ujrzeć   Lilly   w   zupełnie   nowym

świetle. Jasne, zawsze wiedziałam, że Lilly jest zdolna do pewnych podstępów. I nie mówię,

że Weinbergerowie mieli prawo w taki sposób wykorzystać biednego Ramona ani ogłupiać

pozostałych członków zarządu.

No tak... ale, Jezu! W razie jakiegoś konfliktu wolałabym być po stronie Lilly - nie

mówiąc już o Grandmère.

Lilly stała tam z bardzo zadowoloną miną, a wszyscy poklepywali ją po plecach i

mówili, jak świetnie to wymyśliła.

No  i   moim   zdaniem   to   było   niezłe,   jeśli   się  zgodzicie   -  jak  ja  się   zdecydowanie

zgadzam - że wszystko, co doprowadza Lanę do płaczu, jest dobre.

- No więc... - powiedziała Lilly, kiedy zabrałam już swoje rzeczy i stałam tam, gotowa

do wyjścia - skoro Clarissa dała ci wolny dzień od książęcego piekła, chcesz iść i uczcić

NASZE zwycięstwo?

Położyła bardzo wyraźny nacisk na słowo NASZE. Tylko kretyn by nie zauważył.

Dotarło do mnie.

I poczułam, że ściska mi się żołądek.

- Hm - powiedziałam. - Taa, Lilly. Wiesz, w tej sprawie... Bo coś się stało, kiedy

dzisiaj wygłaszałam tę mowę...

- Ty chcesz MNIE mówić, że coś się stało?  - powiedziała Lilly, klepiąc mnie po

plecach. - Zdobyłaś punkt dla niepopularnych dzieciaków całego świata, to się właśnie stało,

kiedy wygłaszałaś tę mowę.

background image

- Taa - powiedziałam. - Wiem. Tylko sama nie wiem, co teraz myśleć. No bo, Lilly, nie

wydaje ci się, że nasz plan jest nie w porządku? Ci ludzie głosowali NA MNIE. JA jestem tą

osobą, po której spodziewają się...

Zobaczyłam, że oczy Lilly rozszerzają się, bo dostrzegła coś za moimi plecami.

- A  co  ON tutaj  robi?  -  chciała  wiedzieć. A  potem,  do  tego  kogoś,  kto  tam stał,

powiedziała: - W razie gdybyś zapomniał, SKOŃCZYŁEŚ już szkołę.

Coś   mnie   ścisnęło   za   serce   przy   tych   słowach.   Bo   wiedziałam   -   po   prostu

WIEDZIAŁAM - do kogo ona to mówi.

Do OSTATNIEJ osoby, którą chciałabym w tej chwili oglądać.

A może do JEDYNEJ osoby, którą chciałabym w tej chwili zobaczyć.

Wszystko zależnie od tego, co on ma mi do powiedzenia.

Powoli się odwróciłam.

A tam stał Michael.

Chyba zabrzmi to bardzo dramatycznie, kiedy powiem, że wydawało mi się, że cały

korytarz zniknął i że stoimy tam tylko ja i Michael, po prostu na siebie patrząc.

Gdybym o tym napisała w jakimś wypracowaniu, pani Martinez na pewno dopisałaby

nad tym BANAŁ albo coś takiego.

Tyle że to NIE BYŁ banał. Bo to naprawdę tak wyglądało. Nie istniał nikt inny na

całym świecie, tylko ja i on.

- Musimy porozmawiać - powiedział do mnie Michael. Żadnego „Cześć”. Żadnego

„Czemu nie zadzwoniłaś?” albo „Gdzie się podziewałaś?” I z pewnością żadnego pocałunku.

Tylko „Musimy porozmawiać”.

I te cztery słowa wystarczyły, żeby serce mi się skurczyło i wyschło jak serce świętej

Amelii.

- Dobrze - powiedziałam, chociaż w ustach kompletnie mi zaschło.

I  wtedy  on  się  odwrócił,  a   ja  poszłam  za   nim  do  wyjścia,   rzucając  ostrzegawcze

spojrzenie przez ramię - dając Larsowi znać, że ma się trzymać ode mnie Z DALEKA, a Lilly,

że żadnej imprezy nie będzie.

A przynajmniej jeszcze nie teraz.

Lars zachował się jak profesjonalista, którym przecież jest. Ale słyszałam, że Lilly

wrzeszczy:

- Dobra! Idź ze swoim CHŁOPAKIEM! Nic mnie to nie obchodzi!

Ale Lilly nie wiedziała. Lilly nie wiedziała, jak małe i ściśnięte zrobiło się nagle moje

serce. Lilly nie wiedziała, że podejrzewałam, że moje życie - moje idealne życie księżniczki -

background image

miało   się   właśnie   rozpaść   na   pięćdziesiąt   milionów   kawałków.   Ten   superwulkan   w

Yellowstone? Taa, kiedy wreszcie wybuchnie, to będzie NIC w porównaniu.

Zeszłam za Michaelem po schodach przed szkołą - pod czujnym okiem kamer - i

minęłam tłum tłoczący się przy Joem. Przeszłam za Michaelem dwie przecznice, a żadne z

nas nie powiedziało ani słowa. Ja na pewno nie miałam zamiaru odzywać się pierwsza.

Bo wszystko się teraz zmieniło. Jeśli miał zamiar zerwać ze mną, bo nie chcę Tego

Robić - no cóż, hic mnie to nie obchodziło.

Och,   OBCHODZIŁO,   oczywiście.   Serce   JUŻ   mi   pękało,   a   on   powiedział   tylko

„Musimy porozmawiać”.

Ale wiecie co? Jestem księżniczką Genowii. Jestem nowo wybraną przewodniczącą

samorządu szkolnego LiAE.

I NIKT - nawet Michael - nie będzie mi mówił, kiedy mam To Zrobić.

Wreszcie   doszliśmy   tutaj   -   do   Ray's   Pizza.   Miejsce   było   wyludnione,   bo   lekcje

skończyły się na tyle niedawno, że ludzie jeszcze nie zdążyli go zapełnić, a poza tym było już

jakiś czas po lunchu, a sporo przed porą obiadową.

Michael wskazał jeden z boksów i zapytał:

- Chcesz pizzę?

„Musimy porozmawiać”.

„Chcesz pizzę?”

To wszystko, co do mnie powiedział do tej pory.

- Tak - odpowiedziałam. A ponieważ w ustach mi zaschło jak na pustyni, dodałam: - I

colę.

Podszedł do baru i zamówił jedno i drugie. A potem wrócił do boksu, wsunął się na

miejsce naprzeciwko mnie i powiedział:

- Widziałem debatę.

Nie TYCH słów się od niego spodziewałam.

To było do tego stopnia NIE TO, co spodziewałam się od niego usłyszeć, że szczęka

mi   opadła.  Przypomniałam  sobie  o  tym,  żeby zamknąć  usta,  dopiero  kiedy  poczułam  na

języku chłodne, pachnące pizzą powietrze i zdałam sobie sprawę, że oddycham przez usta,

zupełnie jak Borys.

Zamknęłam usta. A potem zapytałam:

- Byłeś tam?

I NIE PODSZEDŁEŚ DO MNIE, ŻEBY SIĘ PRZYWITAĆ??????? Tylko że tego nie

powiedziałam na głos.

background image

Michael pokręcił głową.

- Nie - powiedział. - Oglądałem w CNN.

- Och - westchnęłam. Poważnie, kto inny poza mną doczekałby się tego, że jego

szkolna debata będzie transmitowana przez CNN?

I kto inny poza MOIM CHŁOPAKIEM akurat włączyłby ten program?

- Podobało mi się to, co powiedziałaś o Czarodziejce z Księżyca - powiedział.

- NAPRAWDĘ? - Nie wiem czemu głos miałam taki piskliwy.

- Taa. A ten cytat z Johna Locke'a? Powalał na kolana. Wzięłaś to z lekcji wychowania

obywatelskiego u Holland?

Pokiwałam głową, niezdolna przemówić. Byłam taka zaskoczona, że to wiedział.

- Taa - mruknął. - Ona jest niezła. No więc... - Oparł ramię na ściance boksu. - Jesteś

nową przewodniczącą samorządu LiAE.

Splotłam   ręce   na   blacie   stołu,   mając   nadzieję,   że   on   nie   zauważy,   jak   sobie

zniszczyłam paznokcie, odkąd ostatni raz go widziałam. Zniszczenia, które spowodowało

niemal wyłącznie zdenerwowanie NIM.

- Na to wygląda - powiedziałam.

- Myślałem, że to Lilly chce zostać przewodniczącą - powiedział Michael. - Nie ty.

-   Bo   chce   -   odparłam.   -  Ale   teraz...   No   cóż,   ja   nie   bardzo   chciałabym   z   tego

rezygnować.

Michael uniósł brwi. A potem cicho gwizdnął.

- Nieźle! - powiedział. - Masz coś przeciwko, żebym  trzymał się z daleka, kiedy

będziesz jej to wyjaśniać?

- Nie - powiedziałam. - Nie ma sprawy.

A potem zamarłam. Zaraz... Jeśli on chce nie być pod ręką, kiedy ja będę wyjaśniała

Lilly, że nie mam zamiaru rezygnować z funkcji przewodniczącej, to czy to znaczy, że...

To musi znaczyć, że...

Nagle moje biedne, skurczone serce zaczęło wykazywać jakieś oznaki życia.

- Pizza czeka - powiedział facet za kontuarem.

Michael wstał i poszedł przynieść pizzę i nasze trzy cole - jedną wziął też dla Larsa,

który siedział przy stoliku w drugim końcu restauracji, gapiąc się w telewizor i udając, że

bardzo go interesuje Dr Phil.

Nie wiedziałam, co jeszcze mam zrobić. No więc wzięłam kawałek pizzy, położyłam

go na papierowym talerzyku i zaniosłam Larsowi, razem z jego colą. To nie żarty - musieć się

przez cały czas troszczyć o swojego ochroniarza.

background image

A potem wróciłam, usiadłam i wzięłam sobie na talerzyk  własny kawałek pizzy i

uważnie posypałam go płatkami czerwonej papryki.

Michael, swoim zwyczajem, wziął kawałek - i nie bacząc na to, że jest jeszcze bardzo

gorący - zwinął go na pół i ugryzł duży kęs.

Jego   dłonie,   kiedy   to   robił,   wyglądały   na   przerażająco...   duże.   Dlaczego   nigdy

przedtem tego nie zauważyłam? JAK DUŻE są dłonie Michaela?

A potem, kiedy już przełknął, powiedział:

- Posłuchaj. Nie chcę się o to kłócić.

Spojrzałam na niego dość szybko, bo do tej pory gapiłam się na jego ręce. Nie bardzo

wiedziałam,   co   ma   na   myśli,   mówiąc   „o   to”.   Chodziło   mu   o   Lilly   i   przewodniczącą

samorządu? Czy chodziło mu o...

-   Ja   chcę   tylko   wiedzieć   -   powiedział   takim   trochę   zmęczonym   tonem   -   czy   ty

KIEDYKOLWIEK będziesz chciała To Robić?

Okej. Czyli nie Lilly i przewodnicząca samorządu.

Omal się nie zakrztusiłam kawałkiem pizzy, który miałam w ustach, i musiałam go

popić chyba litrem coli, zanim zdołałam powiedzieć:

- OCZYWIŚCIE.

Ale Michael miał podejrzliwą minę.

- Przed końcem tej dziesięciolatki?

-  Absolutnie  -  powiedziałam  z   większym  przekonaniem,   niż  rzeczywiście   czułam.

Ale... no wiecie. Co miałam powiedzieć? Poza tym twarz miałam tak czerwoną jak sos do

pizzy. Wiem, bo widziałam swoje odbicie w stojaku na serwetki.

- Wiedziałem, że wchodzenie w ten temat nie będzie łatwe, Mia - powiedział Michael.

- Pomijając różnicę wieku i to, że jesteś najlepszą przyjaciółką mojej siostry, jest jeszcze ten

cały aspekt roli księżniczki... To wieczne śledzenie przez paparazzich, to, że nie sposób się

nigdzie ruszyć bez ochroniarza. Człowiek mniejszego formatu mógłby się przestraszyć. Ale ja

zawsze lubiłem wyzwania. Poza tym kocham cię, więc uważam, że warto.

Omal się z miejsca nie roztopiłam. Bo powiedzcie, czy jakikolwiek facet powiedział

kiedyś coś SŁODSZEGO?

Ale on mówił dalej.

- Nie o to chodzi, że ja cię poganiam, żebyś zrobiła coś, na co nie jesteś gotową -

powiedział Michael tonem tak rzeczowym, jakby dyskutował następny ruch w szachach. Jak

chłopakom to się udaje, pytam tak przy okazji? - Ja wiem, że zajmuje ci to trochę czasu,

zanim   przywykniesz   do   jakiejś   myśli.   Więc   chciałbym,   żebyś   zaczęła   się   do   tego

background image

przyzwyczajać: jesteś dziewczyną, której pragnę. I pewnego dnia BĘDZIESZ moja.

Teraz moja twarz była już CZERWIEŃSZA niż sos do pizzy. A przynajmniej tak to

czułam.

- Hm - powiedziałam. - Dobrze.

Bo co MOGŁAM na to odpowiedzieć????

Zresztą nie powiem, żeby było mi nieprzyjemnie. CHCIAŁAM, żeby Michael mnie

chciał.

Tylko że, no wiecie, on to POWIEDZIAŁ w taki sposób, że to było takie jakby... Sama

nie wiem.

Seksowne.

- No więc chyba mamy tutaj jasność - powiedział Michael.

- Kryształową - powiedziałam, kiedy już odkrztusiłam.

A potem powiedział, że kiedy chodzi o to całe Robienie Tego, na razie nie będzie na

mnie napierał, ale oczekuje, raz na jakiś czas, konfrontacji naszych postaw w tej kwestii.

Zapytałam, jak często jego zdaniem powinniśmy konfrontować nasze postawy w tej

kwestii, a on powiedział, że mniej więcej raz na miesiąc, a ja - że takie konfrontacje byłoby

lepiej   robić   co   pół   roku,   a   wtedy  on,   że   co   dwa   miesiące,   a   ja   że   co   trzy,   i   wtedy   on

powiedział:

- Umowa stoi.

Wtedy wstał i zaproponował Larsowi kolejny kawałek pizzy i wdał się w rozmowę,

którą   Lars   prowadził   z   facetem   zza   kontuaru   na   temat   szans   drużyny   Jankesów   w

tegorocznych mistrzostwach, chociaż, o ile wiem, Michael w swoim życiu nie obejrzał ani

jednego meczu bejsbola.

Ale stworzył program komputerowy, w którym można wprowadzać wszelkie możliwe

statystyki   związane   z   drużyną,   a   program   ci   powie,   jakie   mają   szanse   pokonania   innej

drużyny z dokładnością do dwóch miejsc po przecinku.

Rzecz w tym, że ja go kocham. To chłopak, którego pragnę. I któregoś dnia BĘDZIE

mój.

A teraz chce wiedzieć, czy poszłabym na lody.

Odparłam:

- Ależ oczywiście.

background image

Podziękowania

Serdecznie dziękuję Beth Ader, Jennifer Brown, Barb Cabot, Laurze Langlie, Abigail

McAden i przede wszystkim Benjaminowi Egnatzowi.


Document Outline