background image

 

Jane Christopher 

 

Czas spełnionych 

marzeń 

 

Przełożyła Renata Kochan 

background image

Rozdział 1 

 
Caroline  Mansfield  upięła  swoje  gęste 

jasne włosy w węzeł i narzuciła biały kitel. 
Zaczynał się jej nocny dyżur w szpitalu na 
Manhattanie. 

Kiedy  szła  do  dyżurki,  miała  wrażenie, 

że  tej  nocy  nie  powinno  zdarzyć  się  nic 
wyjątkowego.  Jej  dwie  koleżanki,  Kathy 
Jenkins i Louise Forrester, siedziały już za 
biurkami, przeglądając karty chorych. 

Światła  na  korytarzach  były  już 

przygaszone.  Siostra  przełożona,  Flora 
Robertson,  rozmawiała  właśnie  przez 
telefon  z  jednym  z  lekarzy.  Skinęła głową 
Caroline, gdy ta weszła do pokoju. 

–  Hallo,  Caroline!  –  zawołała  Kathy.  – 

No,  jak  ci  się  podoba  twój  nowy 
apartament?  –  Kathy  była  delikatna  i 
wyjątkowo ładna. 

–  Och,  jest  cudowny  –  powiedziała 

background image

Caroline.  –  Trochę  się  spóźniłam,  przykro 
mi,  ale  ciągle  jeszcze  nie  wiem,  kiedy 
muszę wyjść, aby być punktualnie. 

–  To  gdzie  teraz  mieszkasz?  –  chciała 

wiedzieć Louise. 

–  Na  Osiemdziesiątej  Siódmej  Ulicy  – 

odrzekła 

przeglądając 

listę 

nowo 

przyjętych pacjentów. 

– 

Tam 

mieszka 

całe 

mnóstwo 

nieżonatych,  a  do  tego  przystojnych 
mężczyzn – wyjaśniła ze śmiechem Louise 
odrzucając do tyłu swoje rude włosy. 

–  Takich  i  gdzie  indziej  nie  brakuje  – 

przerwała  jej  Kathy.  –  Wystarczy,  że 
zobaczysz tego faceta z wrzodem żołądka, 
którego przyjęto ostatnio. 

Caroline zrobiła zaskoczoną minę. 
–  A  cóż  w  nim  jest  takiego 

szczególnego? 

Twarze  Kathy  i  Louise  zdradzały 

niekłamany zachwyt. 

–  Jest po  prostu boski –  oświadczyła  w 

background image

końcu Louise. – Prawda, Kathy? 

Kathy jednak potrząsnęła głową. 
– Owszem, prezentuje się doskonale, ale 

to  prawdziwy  obrzydliwiec,  arogancki, 
bezwstydny i nieznośny. 

– Spokój, dziewczęta! – upominała Mrs 

Robertson, zasłaniając dłonią słuchawkę. 

Na wielkiej tablicy zgłoszeń zapaliło się 

światło pod numerem K 719. 

–  Kto  tam  leży?  –  spytała  Caroline 

wstając.  Mr  Kruger?–  Nie,  dziś  został 
wypisany  –  wyjaśniła  Louise  uśmiechając 
się  kpiąco.  –  To  ten  bóg  w  ludzkiej 
postaci. 

– Dobrej zabawy! – zawołała jeszcze za 

nią  Kathy.  –  On  jest  naprawdę  bezczelny, 
nie da się ukryć! 

Caroline  czuła  się  odrobinę  nieswojo, 

idąc  długim  korytarzem.  Bez  względu  na 
to, czy ten nowy był przystojny, czy nie, z 
pewnością  uosabiał  typ  pacjenta,  jakim 
niechętnie się opiekowała. Jej praca była i 

background image

tak  dość  wyczerpująca,  nie  miała  więc 
ochoty  poświęcać  za  wiele  czasu 
kłótliwym,  zawsze  źle  usposobionym  i 
narzekającym pacjentom. 

Sala  K  719  znajdowała  się  na  końcu 

korytarza. Serce Caroline biło jak szalone, 
kiedy  stanęła  pod  drzwiami  i  przeczytała 
na  wywieszce  imię  i  nazwisko  pacjenta: 
Erik Houston. 

Kiedy  weszła,  napotkała  spojrzenie 

najbardziej 

atrakcyjnego 

mężczyzny, 

jakiego kiedykolwiek przyszło jej spotkać. 
Nawet  w  łóżku  szpitalnym  wyglądał 
nieprawdopodobnie męsko. 

–  Uruchamiając  przycisk  dzwonka 

liczyłem  na  to,  że  przyjdzie  tu  jakaś 
wykwalifikowana siła, a nie adeptka sztuki 
pielęgniarskiej  –  natarł  na  nią  bez 
skrępowania. 

Caroline  zaczerwieniła  się  po  czubki 

włosów,  mimo  to  odrzuciła  hardo  głowę 
do tyłu. 

background image

–  Nie  jestem  tutaj  na  praktyce,  Mr 

Houston, mam ją już za sobą. Co mogę dla 
pana zrobić? 

Wpatrywał  się  w  nią  swymi  ciemnymi, 

prawie  czarnymi  oczami,  które  błyszczały 
niebezpiecznie. 

– 

Chciałbym 

się 

na 

przykład 

dowiedzieć,  dlaczego  z  tego  przeklętego 
szpitala nie można odbyć prostej rozmowy 
telefonicznej  –  rzucił  gniewnie.  –  Po 
prostu nie ma sygnału. 

Caroline odetchnęła, dowiedziawszy się, 

że chodzi o taką banalną sprawę. 

–  Po  dziesiątej  centrala  nie  łączy  z 

miastem. Takie są przepisy. 

– Nieczęsto dane mi jest słyszeć coś tak 

równie  głupiego  –  rozzłościł  się  na  dobre. 
–  Muszę  załatwić  kilka  ważnych  spraw,  i 
to dokładnie za godzinę. 

–  Może  mógłby  pan  zapowiedzieć,  że 

przez cały okres pobytu w  szpitalu będzie 
się pan kontaktował między dziewiątą rano 

background image

a  piątą  po  południu  –  zaproponowała 
uprzejmie Caroline. – Inna możliwość... 

–  Do  diabła!  Niechże  pani  przestanie 

zwracać  się  do  mnie  tym  swoim 
słodziutkim  głosikiem  jak  do  chorego 
umysłowo. Nie ma pani przecież pojęcia o 
moich interesach... 

– Jestem pielęgniarką, Mr Houston, a to 

oznacza, 

że  nie  mogę  wszystkiego 

wiedzieć  –  oświadczyła,  ciągle  jeszcze 
uprzejma i opanowana, choć przyszło jej to 
z  trudem.  Doskonale  wiedziała,  że  z 
cierpiącymi na wrzody żołądka pacjentami 
należy  być  ostrożnym.  Zdenerwowanie 
mogło tylko pogorszyć ich stan. 

Naraz  Houston  odrzucił  kołdrę,  spuścił 

nogi  z  łóżka  i  stanął  –  wysoki,  dobrze 
zbudowany mężczyzna w jasnoniebieskich 
spodniach od piżamy. 

– A więc dobrze, pani pielęgniarko. 
–  Mansfield  –  przedstawiła  się.  – 

Caroline Mansfield. 

background image

Przyglądała się, jak podchodzi do okna i 

w milczeniu spogląda przez dłuższą chwilę 
na dziedziniec. 

–  Nie  mogę  zatem  niczego  dla  pana 

zrobić – stwierdziła – a i panu niestety nie 
uda  się  zmienić  przepisów  szpitalnych. 
Teraz  proszę  się  położyć  i  odrobinę 
przespać.  Dwie  godziny  wypoczynku  z 
pewnością  dobrze  panu  zrobią.  W  tym 
czasie nikt panu nie będzie przeszkadzał. 

Erik  Houston  odwrócił  się  szybko  i 

przeszył  Caroline  spojrzeniem  swych 
ciemnych oczu. 

–  Co  pani  powiedziała?  Tylko  dwie 

godziny?  To  przecież  nie  może  być 
prawda! 

Westchnęła. 

Najwyraźniej 

lekarz 

prowadzący 

nie 

wytłumaczył 

temu 

nieznośnemu  człowiekowi,  jaką  metodą 
leczy się wrzody żołądka. Jeszcze więc i to 
przyjdzie jej znieść. 

–  Mr  Houston  –  zaczęła  ostrożnie.  – 

background image

Pacjenci z wrzodem żołądka poddawani są 
u  nas  intensywnej,  ale  bardzo  skuteczniej 
terapii. Oznacza to ścisłą dietę oraz mleko 
i lekarstwa najrzadziej co dwie godziny – a 
niekiedy  nawet  co  godzinę.  Ta  metoda 
wydaje  się  prosta,  lecz  już  zdążyła  się 
sprawdzić w wielu przypadkach. 

– Moim zdaniem wcale nie jest prosta – 

burknął niechętnie. 

–  W  każdym  razie  jest  prostsza  niż 

interwencja  chirurgiczna  –  wyjaśniła 
Caroline  ze  spokojem  –  i  bardzo 
odpowiednia  dla  człowieka  tak  zajętego 
jak pan. 

–  Proszę  mówić  dalej  –  wycedził  przez 

zęby,  przyglądając  jej  się  z  nieruchomą 
twarzą. . 

Pokręciła z westchnieniem głową. 
–  Chcę  panu  powiedzieć,  że  nawet 

najdoskonalsza i sprawdzona na wszystkie 
strony  terapia  nie  odniesie  skutku,  jeśli 
pacjent nie będzie współdziałał, trzymając 

background image

się 

ściśle 

wskazówek 

lekarza 

pielęgniarek. 

Erik  Houston  wrócił  wolnym  krokiem 

do łóżka, położył się i naciągnął kołdrę aż 
pod brodę. 

– 

Tak 

dobrze? 

Jestem 

teraz 

zdyscyplinowanym 

pacjentem? 

Nie 

trzymam  się  w  najdrobniejszym  szczególe 
wskazówek, pani pielęgniarko? 

–  Doskonale  –  pochwaliła  Caroline, 

udając, że nie słyszy w jego głosie drwiny. 
– Tak ma być. 

–  Tak  ma  być  –  przedrzeźniał  ją 

złośliwie.  –  A  może  jeszcze  skłonna 
byłaby  mi  pani  powiedzieć,  jak  długo 
będzie trwała ta cała procedura? 

–  Jestem  pewna,  że  doktor  Sheridan 

rozmawiał  już  o  tym  z  panem  – 
opowiedziała starając się zachować spokój 
mimo 

przenikliwego 

spojrzenia 

jego 

ciemnych oczu. 

–  Owszem,  zrobił  to  –  przyznał 

background image

niechętnie  Houston.  –  Prawdopodobnie 
jednak pani wie więcej na ten temat. 

Wzruszyła ramionami. 
–  Tego  typu  informacji  udziela  tylko 

lekarz prowadzący. 

– Czy pani wie, że może mnie pani już 

nigdy  więcej  nie  zobaczyć?  –  spytał 
raptem  zmienionym,  teraz  już  nieledwie 
czule dźwięczącym głosem. 

– Co pan przez to rozumie? – popatrzyła 

na niego zirytowana. 

–  Jeśli  to  w  jakikolwiek  sposób  okaże 

się  możliwe,  jutro  zaraz  z  rana  opuszczę 
klinikę  i  kiedy  pani  przyjdzie  szukać 
swymi  błękitnymi  jak  niebo  oczami 
ulubionego  pacjenta,  jego  już  tu  nie 
będzie. 

–  Tak  czy  owak  nie  będzie  mnie  tutaj 

jutro  w  nocy  –  odparła  sucho.  –  Pojutrze 
mam dniówkę, a więc jutro przysługuje mi 
wolne.  Założę  się  o  swoją  miesięczną 
pensję,  że  gdy  wrócę  tutaj  w  środę,  pan 

background image

jeszcze będzie leżał w tym pokoju. 

–  Nie  wierzy  mi  pani...  Mówię 

poważnie,  zobaczy  pani.  Ach,  wy 
uzdrowiciele  z  bożej  łaski,  wydaje  się 
wam,  żeście  wszystkie  rozumy  zjedli!  – 
krzyknął,  na  nowo  wpadając  w  złość.  – 
Wy  i  te  wasze  terapie  od  siedmiu  boleści! 
A głupi pacjenci wierzą, że im to pomoże! 
Ale  ja  nie!  Ja  z  całą  pewnością  nigdy  nie 
uwierzę!  –  Omiótł  wzrokiem  salę.  –  Ten 
cały  budynek  to  jeden  koszmar,  w  tym 
okropnym pokoju wpadnę w klaustrofobię 
i... 

–  Klinika  z  pewnością  nie  została 

zbudowana 

po 

to, 

aby  zaspokoić 

estetyczne  gusty  naszych  pacjentów,  Mr 
Houston – rzuciła porywczo. 

Ten  człowiek  może  doprowadzić  do 

szału, pomyślała. 

–  I  to  jest  właściwie  błędne 

rozumowanie  –  żachnął  się.  –  Kiedyś 
projektowałem 

klinikę 

Houston. 

background image

Powinna  ją  pani  zobaczyć.  To  nie  jest 
żaden  żałosny  anonimowy  blok,  który  ma 
spełniać wyłącznie praktyczne cele. 

–  Jest  pan  architektem?  –  spytała  z 

zainteresowaniem. 

Skinął głową i przetarł oczy. 
–  Byłem  nim,  w  każdym  razie  do 

momentu,  kiedy  mnie  dostarczono  tutaj. 
Ładnie  będą  wyglądać  moje  interesy,  jak 
będziecie  mnie  tu  trzymać  przez  parę 
tygodni. 

Co  za  bezczelny  facet!  Wydaje  mu  się, 

że  jest  pępkiem  świata!  Caroline  nie 
umiała  się  już  zmusić  do  uprzejmości. 
Niewykluczone,  że  nie  powiedział  słowa 
prawdy. Znała takie przypadki, że pacjenci 
wymyślali niestworzone historie. 

–  Proszę  spróbować  zasnąć,  Mr 

Houston. Wrócę później. 

Kiedy  szła  korytarzem,  przyszło  jej  do 

głowy,  że  jeszcze  nigdy  nie  miała  tak 
nieprzyjemnego  pacjenta,  który  zarazem 

background image

byłby  tak  nieprzyzwoicie  przystojny.  Z 
pewnością 

szpital 

nie 

należał 

do 

najprzyjemniejszych  miejsc  pod  słońcem, 
ale  gdy  szło  o  zdrowie...  A  temu 
aroganckiemu,  upartemu,  zarozumiałemu 
Houstonowi własny stan zdrowia wydawał 
się rzeczą absolutnie obojętną. 

–  No,  jak  było?  –  spytała  ciekawie 

Louise, gdy Caroline weszła do dyżurki. 

Ta potrząsnęła tylko głową. 
–  Kathy  miała  rację.  Ten  człowiek  jest 

po prostu nie do zniesienia. 

–  Ale  za  to  jaki  przystojny!  – 

rozmarzyła się Louise. 

–  Zostawiam  go  tobie  z  tą  całą  jego 

urodą  –  skrzywiła  się  Caroline.  –  Mnie 
wydaje się nieznośny i tyle. 

Louise uśmiechnęła się lekko. 
–  Rzeczywiście  tak  myślisz,  jak 

mówisz? 

– Owszem, i nie sądzę, abym tak szybko 

miała  zmienić  zdanie.  To  naprawdę 

background image

niesympatyczny  facet.  –  Starała  się  nadać 
swemu głosowi zdecydowany ton. 

–  Jeśli  tak  –  Louise  pokazała  w 

uśmiechu wszystkie zęby – to będę się nim 
zajmować przez resztę nocy, dobrze? 

– Mogę ci tylko podziękować – odparła 

Caroline,  ale  tym  razem  nie  zabrzmiało  to 
zbyt przekonująco. – Nie chcę mieć z nim 
więcej  do  czynienia.  Gdyby  się  dało  tak 
urządzić, byłabym ci wdzięczna. 

 

background image

Rozdział 2 

 
Kiedy  w  środę  rano  Caroline  pojawiła 

się  w  dyżurce,  przypadła  do  niej 
podniecona Louise. 

– Mam dla ciebie wspaniałą wiadomość! 
Caroline  popatrzyła  na  nią  zdziwiona. 

Nie  miała  pojęcia,  co  to  by  miała  być  za 
nowość. 

–  Będziemy  teraz  pracować  w 

charakterze pielęgniarek prywatnych! 

– To cudownie! – ucieszyła się Caroline 

i rzuciła się koleżance na szyję. 

– Nie podniecajcie się tak – usiłowała je 

uspokoić Kathy. – Ja też się z tego cieszę, 
ale Louise szaleje tak już od kwadransa, a 
mnie to działa na nerwy. Mam nadzieję, że 
ty nie pójdziesz w jej ślady, Caroline. 

– Ależ z ciebie nudziara – obruszyła się 

Louise.  –  Pozwól  jej  się  nacieszyć  tą 
rewelacyjną wieścią. 

background image

Caroline  wiele  już  słyszała  o  nowym 

programie  w  zakresie  opieki  prywatnej.  Z 
początku była do niego usposobiona nieco 
sceptycznie, 

ale 

potem 

Kathy 

jej 

opowiedziała,  jak  to  wygląda  w  innych 
miastach,  gdzie  zarówno  pacjenci,  jak  i 
pielęgniarki  są  bardzo  zadowoleni,  nie 
znajdując słów pochwały. 

To  ostatecznie  przekonało  Caroline,  nie 

mówiąc  już  o  nęcącej  perspektywie 
wyrwania  się  z  szarej  codzienności 
szpitalnej. 

– Moje panie – wtrąciła się surowo Mrs 

Shriner, 

siostra  przełożona  dziennej 

zmiany.  –  Tablica  zgłoszeń  błyszczy  jak 
choinka.  Może  byłybyście  tak  dobre 
zacząć wreszcie pracę? 

Dziewczęta  skoczyły  na  równe  nogi  i 

pobiegły  do  sal,  z  których  wzywali  je 
pacjenci. 

Przed  Mrs  Shriner  miały 

wszystkie  bez  wyjątku  respekt.  Uważano 
ją  co  prawda  nieledwie  za  nadzorcę 

background image

niewolników, ale na swoim fachu znała się 
dobrze. Każdy musiał to przyznać. 

Niewiele  się  zastanawiając,  Caroline 

pospieszyła  do  sali  K  719.  W  połowie 
drogi  uświadomiła  sobie,  że  leży  tam  ten 
nieznośny  Erik  Houston,  mało  tego, 
przypomniała sobie, że ostatniej nocy śniło 
jej się, jak leży w jego ramionach... 

Kiedy  weszła,  Erik  Houston  stał  przy 

oknie. Włosy opadały mu na czoło, a choć 
wyglądał  na  wyczerpanego,  jego  oczy 
zdradzały wewnętrzną pasję. 

–  Chyba  pani  widzi,  że  jest  mi 

niedobrze, 

więc 

niech 

pani 

coś 

natychmiast zrobi, i to szybko! Urządzenie 
klimatyzacyjne nie działa! 

Caroline zawrzała z wściekłości, widząc 

jego  bezczelne  zachowanie.  Najchętniej 
rzuciłaby  czymś  w  niego,  ale  ostatecznie 
był  pacjentem,  w  dodatku  z  wrzodem 
żołądka,  a  z  takimi  trzeba  się  było 
wyjątkowo łagodnie obchodzić. 

background image

–  Mr  Houston  –  zaczęła  opanowanym 

głosem  –  jak  pan  z  pewnością  wie,  w 
tutejszej  klinice  istnieje  jedno  centralne 
urządzenie  klimatyzacyjne,  zdaje  pan  też 
sobie  chyba  sprawę,  że  takie  urządzenie 
ma  prawo  od  czasu  do  czasu  się  popsuć. 
Przykro mi, że stało się to właśnie dziś. 

–  Ma  prawo  się  popsuć!  –  rzucił  ze 

złością.  –  Nawet  w  tropikach  klimat  jest 
znośniejszy, i nie tylko klimat... 

–  Niestety,  Mr  Houston,  nie  jestem 

elektrykiem,  tylko  pielęgniarką,  która  jest 
upoważniona  pomagać  panu  wyłącznie  w 
sprawach związanych z terapią. 

–  Przysyła  się  do  mnie  przebrane  za 

siostrę takie młode stworzenie... a ja... 

– 

Dziękuję, 

Mr 

Houston 

– 

skomentowała 

ostro 

– 

za 

uroczy 

komplement. 

Na  jego  twarzy  pojawił  się  uśmiech, 

zaraz jednak znikł. 

– Pani doskonale wie, co mam na myśli, 

background image

miss  Mansfield.  –  Pani  dopiero  co 
skończyła naukę... 

– Louise Forrester i ja kształciłyśmy się 

wspólnie  w  mieście  Columbia,  Mr 
Houston,  i  jesteśmy  obie  w  pełni 
kompetentne,  aby  pomóc  panu  w  tych 
wszystkich  błahych  sprawach,  które  dla 
pana wydają się być problemem. 

Przerażona  zakryła  dłonią  usta.  Wdała 

się w kłótnię z pacjentem! 

–  Błahe  czy  nie,  pani  tu  już  i  tak  nie 

przyjdzie – rzucił niedbale. 

O czym on mówi? Co przez to rozumie? 

Próbowała  coś  wyczytać  z  jego  oczu, 
widziała  w  nich  jednak  tylko  irytujące 
błyski.  Doprawdy  nie  wiedziała,  jak  się 
teraz powinna zachować. 

– Mr Houston – przemówiła ostrożnie. – 

Jeśli  sobie  dobrze  przypominam,  dzwonił 
pan po pielęgniarkę. Chodziło panu tylko o 
urządzenie  klimatyzacyjne,  czy  też  mogę 
panu być pomocna w jakiś inny sposób? 

background image

–  Jak  widzę,  nie  ma  pani  już  ochoty 

dotrzymywać mi towarzystwa. 

– To nie ma nic do rzeczy. Tu w szpitalu 

leżą  jeszcze  inni  pacjenci,  a  ja  jestem 
opłacana za to, że zajmuję się wszystkimi, 
więc  nie  mogę  wystawać  tutaj  z  panem  i 
dyskutować  tylko  dlatego,  iż  pan  się 
prawdopodobnie nudzi. 

–  To  z  powodu  tego  okropnego  upału 

zadzwoniłem  po  panią,  przypuszczam 
zresztą, że jeszcze nieraz zadzwonię, miss 
Mansfield. Jest potwornie gorąco. 

Caroline  musiała  mu  przyznać  rację.  W 

sali panował zaduch. 

–  Zresztą  mniejsza  o  to.  Proszę 

powiedzieć  doktorowi  Sheridanowi,  aby 
zajrzał  do  mnie,  jak  tylko  przyjdzie  do 
kliniki. 

–  To  nie  będzie  możliwe,  Mr  Houston. 

Doktora  Sheridana  nie  spodziewamy  się 
dzisiaj po południu, dopiero jutro rano. 

Wpatrzył się w nią niemile zaskoczony. 

background image

– Jak mam to rozumieć? 
– Zwykle robi obchód raz dziennie, koło 

szóstej rano. 

–  Tam  do  licha!  No  dobrze,  w  każdym 

razie jeśli pani go zobaczy, niech mu pani 
przekaże moją prośbę. 

– Może mogłabym panu pomóc w czym 

innym – zaproponowała. 

–  Nie,  chodzi  mi  tylko  o  to,  abym  jak 

najszybciej  mógł  opuścić  tę  cholerną 
klinikę. 

Właśnie 

otwierała 

usta, 

aby 

odpowiedzieć, 

gdy 

nagle 

usłyszała 

dochodzące  z  korytarza  donośne  głosy, 
pospieszyła więc zobaczyć, co się stało. 

Do  sali  wtargnęła  wysoka  blondynka,  o 

mały włos jej nie przewracając, podbiegła 
do  Erika  Houstona  i  objęła  go.  Miała  na 
sobie sukienkę o dość prostym kroju, ale z 
pewnością obłędnie drogą, a w ręku małą, 
kunsztownie wykonaną skórzaną torebkę. 

– Kochanie! – krzyknęła z egzaltacją w 

background image

głosie.  –  Dopiero  dziś  rano  dowiedziałam 
się  o  tej  strasznej  historii  i  natychmiast  tu 
przyjechałam.  –  Odwróciła  się  do 
Caroline,  jakby  dopiero  teraz  zauważyła 
jej obecność, i zmierzała ją swymi szarymi 
zimnymi  oczyma.  –  Byłaby  pani  tak 
uprzejma  zostawić  nas  na  moment 
samych?  Proszę  także  przynieść  nam  coś 
zimnego do picia, dobrze? 

W  Caroline  wszystko  zawrzało.  Nieraz 

już jej się zdarzyło, że odwiedzający brali 
ją  za  kogoś  w  rodzaju  służącej  lub 
kelnerki,  lecz  do  takiego  rozkazującego 
tonu nigdy się nie przyzwyczai! 

Odrzuciła głowę i dumnie popatrzyła na 

kobietę. 

–  Jestem  pielęgniarką,  a  nie  kelnerką. 

Pacjentowi  w  tym  stanie  nie  wolno  pić 
niczego  zimnego,  zresztą  nie  ma  tu 
zwyczaju  podejmowania  odwiedzających 
drinkami.  W  tym  szpitalu  odwiedziny 
trwają maksimum godzinę. Proszę mieć to 

background image

na uwadze. – Odwróciła się i wyszła. 

– Co za bezczelność! – usłyszała za sobą 

głos  kobiety.  –  Kochanie,  jak  ty  możesz 
wytrzymać w tym strasznym miejscu?! 

Wróciwszy do dyżurki, Caroline spytała 

Mrs  Shriner,  czy  tego  dnia  można  jeszcze 
spodziewać się doktora Sheridana. 

– Nie, Caroline. Dlaczego pani pyta? 
–  Ponieważ  Mr  Houston  koniecznie 

chce się wypisać. 

–  Bardziej  prawdopodobna  jest  burza 

śnieżna w lecie niż to, że doktor Sheridan 
puści  go  do  domu  –  skomentowała  Mrs 
Shriner. 

Caroline  roześmiała  się,  ale  gdy 

zobaczyła  wchodzącego  Johna  Watkinsa, 
śmiech od razu zamarł jej na ustach. John 
Watkins był świeżo upieczonym internistą, 
który zachowywał się tak, jakby wszystkie 
zdobycze  współczesnej  medycyny  były 
jego zasługą. 

Zapadła raptowna cisza. 

background image

– Mrs Shriner! 
– Tak, panie doktorze? 
–  Kto  był  w  sali  719  –  tam  gdzie  leży 

Houston? 

– 

Ja 

– 

oświadczyła 

Caroline 

zdecydowanym głosem. 

Zwrócił  się  w  jej  stronę,  obrzucając  ją 

niechętnym spojrzeniem spod zmrużonych 
powiek. 

– 

Co 

ma 

pani 

na 

swoje 

usprawiedliwienie, miss Mansfiled? 

Caroline wytrzymała jego spojrzenie. 
– Gdybym wiedziała, z jakiego powodu 

mam się usprawiedliwić, na pewno bym to 
zrobiła. 

Jego oczy pociemniały ze złości. 
– Miss Mansfield, byłaby pani tak dobra 

uprzejmiej 

odnosić  się  do  naszych 

pacjentów i ich gości? Szczególnie wtedy, 
gdy chodzi o wpływowe osoby. 

–  O  ile  mi  wiadomo,  Erik  Houston  jest 

zwykłym architektem. 

background image

–  Nie  jego  mam  na  myśli.  Chodzi  o 

osobę, która go odwiedziła: miss Madeline 
Sinclair. 

Caroline 

spojrzała 

na 

niego 

niedowierzająco. 

– Skarżyła się? 
– Przed kilkoma minutami – potwierdził 

doktor Watkins. 

–  Nie,  ona  jest  naprawdę  zabawna!  – 

prychnęła Caroline lekceważąco. 

– Caroline! – upomniała ją surowo Mrs 

Shriner. 

– Ale to prawda – Caroline nie dała się 

zbić z tropu. Komenderowała mną, jakbym 
była  zwykłą  podkuchenną.  Ja  jej  tylko 
uświadomiłam, że nie jestem tym, za kogo 
mnie  bierze,  i  to  całkiem  spokojnym 
tonem. 

–  Czego  od  pani  chciała?  –  spytał 

nieufnie 

doktor 

Watkins. 

–  Mnie 

powiedziała,  że  prosiła  tylko  o  szklankę 
wody. 

background image

– 

Ach 

tak! 

Obsługiwanie 

odwiedzających  nie  należy  do  moich 
obowiązków. 

Ostatecznie 

jestem 

dyplomowaną  pielęgniarką.  Poza  tym  nie 
chodzi mi o to, czego ona ode mnie żądała, 
tylko w jaki sposób to zrobiła! 

–  Możliwe  –  doktor  Watkins  był 

usposobiony  sceptycznie.  –  W  przyszłości 
jednak  proszę  być  dla  niej  bardziej 
uprzejmą.  Ojciec  miss  Sinclair  nosi  się  z 
zamiarem  przekazania  pokaźnej  sumy  na 
nasze nowe centrum badawcze. 

–  ...  które  bez  wątpienia  zostanie 

zaprojektowane  przez  Erika  Houstona  – 
rzuciła z ironią Caroline. 

–  Caroline!  –  Mrs  Shriner  znowu  ją 

upomniała. 

– Wiem, wiem! Ale po prostu mam dość 

tego całego teatru wokół osoby Houstona. 
Gdyby  się  tak  nie  podniecał  i  nie 
denerwował  na  każdym  kroku,  jego 
wrzody  zniknęłyby  same  z  siebie.  Leżą 

background image

tutaj  pacjenci,  którzy  cierpią  o  wiele 
bardziej,  a  nie  angażują  mnie  jak  tamten, 
wzywając z byle powodu. 

Doktor  Watkins  przeniósł  wzrok  z 

Caroline na Mrs Shriner, po czym zwrócił 
się do tej ostatniej: 

–  Mrs  Shriner,  mógłbym  z  panią 

pomówić w cztery oczy? 

Opuścili  pokój.  Caroline  dobiegły  tylko 

urywki 

zdań. 

Określenia 

„uparta", 

„zarozumiała" i „przewrażliwiona" mówiły 
same  za  siebie.  Nie  było  wątpliwości,  o 
kim rozmawiają. 

Mrs  Shriner  wróciła  bez  doktora 

Watkinsa. 

–  Musi  pani  bardziej  uważać,  co  pani 

mówi  i  do  kogo,  Caroline  –  powiedziała 
opanowanym  głosem.  –  Nie  chciałabym 
powtarzać  wszystkiego,  co  powiedział 
doktor  Watkins,  ale  jeśli  pani  chce  żyć  w 
przyjaźni  z  lekarzami,  musi  się  pani  o  to 
postarać. 

background image

– Mrs Shriner, pani nie wie... 
– I nie chcę wiedzieć, Caroline. Chodzi 

mi  tylko,  aby  w  naszych  wzajemnych 
stosunkach nie było większych tarć, a jeśli 
pojawiają  się  jakieś  problemy,  muszę  się 
zatroszczyć  o  to,  aby  jak  najszybciej 
zniknęły.  Jestem  przekonana,  że  pani 
doskonale wie, o co mi chodzi. 

Caroline  nie  otworzyła  już  więcej  ust, 

lecz  w  duchu  poprzysięgła  sobie,  że  miss 
Sinclair  długo  będzie  czekać,  zanim 
zostanie przez nią obsłużona. Jeśli jest taka 
bogata, niech sprawi sobie służącą! 

Ponieważ  zbliżała  się  pora  obiadu, 

zrobiła  obchód,  aby  rozdzielić  wśród 
pacjentów  lekarstwa,  które  mieli  zażyć 
podczas  posiłku.  Do  Erika  Houstona 
zajrzała na samym końcu. 

– Tu są pańskie lekarstwa – powiedziała 

uprzejmie wchodząc. 

Houston  siedział  na  kółkach  z  obiadem 

przed  nim,  a  po  jego  lewej  stronie  na 

background image

brzegu łóżka Madeline Sinclair. 

–  Odwiedzającym  nie  wolno  siadać  na 

łóżkach – zwróciła uwagę Caroline. 

–  To  takie  wewnętrzne  zarządzenie?  – 

spytała Madeline Sinclair nie ruszając się z 
miejsca. 

–  Tak.  A  inny  przepis  mówi,  że 

odwiedzający,  którzy  się  do  tego  nie 
stosują, muszą opuścić klinikę, co przecież 
jest  zrozumiałe.  Ostatecznie  chodzi  o 
dobro pacjentów. 

Madeline 

Sinclair 

podniosła 

się 

niechętnie i rzuciła Caroline złe spojrzenie. 
Erik  Houston  uśmiechnął  się  rozbawiony, 
co było zaskoczeniem dla Caroline. 

–  Dziś  jedzenie  jest  równie  doskonałe 

jak wczoraj – zauważył zgryźliwie. – I tak 
jak  pani  koleżanka  wczoraj,  przynosi  mi 
pani z opóźnieniem lekarstwa. 

Caroline uśmiechnęła się słodko. 
–  To  nie  ma  znaczenia,  Mr  Houston,  i 

nie  powinno  być  powodem  pańskiego 

background image

zdenerwowania.  Te  tabletki  bierze  się 
dopiero  po  jedzeniu,  a  jak  widzę,  jeszcze 
pan nie skończył. 

Houston uderzył pięścią w stół. 
–  Obrzydliwe  żarcie!  Już  na  sam  jego 

widok  robi  się  niedobrze.  Trwa  wieki, 
zanim uda  mi  się przełknąć odrobinę tego 
paskudztwa,  a  o  soczystym  steku  nie 
wolno mi nawet marzyć... 

Caroline nie mogła opanować uśmiechu. 

Zachowywał się jak uparte dziecko i miała 
wielką  ochotę  przywołać  go  do  porządku. 
Niestety,  musiała  z  tego  zrezygnować,  nie 
chcąc przysparzać sobie kłopotów. 

–  Mr  Houston,  otrzymuje  pan  to  samo 

jedzenie  co  i  inni  pacjenci  z  wrzodami 
żołądka,  a  tylko  pan  się  skarży.  Sam  pan 
przecież  wie:  im  mniej  pan  będzie  jadł, 
tym  dłużej  będzie  trwał  okres  leczenia. 
Musi  pan  przestawić  swój  system 
trawienia na... 

Wzniósł obronnym gestem rękę. 

background image

–  Proszę!  Moja  choroba  jest  ostatnią 

rzeczą,  o  jakiej  chciałbym  mówić.  Niech 
pani  zostawi  te  tabletki,  przyrzekam,  że 
zażyję je po obiedzie... 

– 

Dobrze 

– 

zgodziła 

się 

wspaniałomyślnie Caroline. – Mimo  to na 
pańskim miejscu pospieszyłabym się nieco 
z  jedzeniem,  bo  wystygnie  i  wtedy  już  na 
pewno nie będzie smakowało. 

–  A  pani  sobie  wyobraża,  że  niby  kim 

jest? – ofuknęła ją raptem Madeline. – Jak 
pani  śmie  dyktować  mu,  co  powinien 
robić! 

–  Radziłabym  jednak  nie  kwestionować 

moich  zaleceń,  miss  Sinclair.  Przecież  tu 
chodzi o zdrowie pan Houstona. 

Madeline  Sinclair  zwróciła  się  w 

poczuciu bezradności do Houstona. 

–  Musisz  jak  najszybciej  wynieść  się 

stąd, Erik. 

Wzruszył ramionami. 
–  Najpierw  jeszcze  zjem  przykładnie  te 

background image

rozgotowane 

kartofle 

– 

mrugnął 

porozumiewawczo do Caroline. 

Na  szczęście  udało  jej  się  zachować 

powagę.  Nigdy  by  nie  przypuszczała,  że 
ma poczucie humoru. 

W  dyżurce  opadła  wyczerpana  na 

krzesło. W parę minut później  zajrzał tam 
całkiem  nieoczekiwanie  doktor  Sheridan  i 
zapytał, jak się czuje Houston. 

Mrs  Shriner  zdała  dokładną  relację  o 

jego stanie. 

– 

Wypisuję 

go 

– 

oświadczył 

wysłuchawszy doktor Sheridan. 

–  Co?  –  zawołała  Caroline,  nie 

posiadając się ze zdumienia. 

– Wystarczy, że  pielęgniarka  będzie się 

nim opiekować w domu. Tam będzie miał 
więcej  spokoju.  Wychodzi  dziś  po 
południu. 

Tego samego dnia Caroline dowiedziała 

się,  że  to  ona  została  wybrana,  aby 
opiekować się Erikiem Houstonem. 

background image

 

background image

Rozdział 3 

 
Caroline  wiedziała,  że  nie  wolno  jej 

odrzucić  oferty,  jeśli  chce  dalej  pracować 
w  swoim  zawodzie,  świadoma,  że  w 
przypadku  Erika  Houstona  musi  dać  z 
siebie wszystko, by później wolno jej było 
pracować  jako  pielęgniarce  prywatnej. 
Oprócz  tego  chciała  zasłużyć  na  dobrą 
ocenę,  a  to  wymagało  dużego  nakładu 
pracy. 

Następnego  dnia  wyruszyła  w  drogę  do 

Cape  Cod.  Samolotem  dotarła  do  New 
Bedford,  aby  potem  dojechać  autobusem 
do Truro. 

Podróż  minęła  względnie  spokojnie. 

Caroline  cieszyła  się  na  świeże  morskie 
powietrze  i  słońce,  którego  w  Nowym 
Jorku  tak  bardzo  jej  brakowało.  Obok 
obowiązków  służbowych  powinna  mieć 
także  sporo  czasu  dla  siebie.  Chciała  to 

background image

wykorzystać i najczęściej, jak to możliwe, 
odwiedzać  wspaniałe  plaże,  tym  bardziej 
że  jak  się  zdążyła  dowiedzieć,  miano  jej 
oddać do dyspozycji samochód. 

Kiedy  wysiadła  w  Truro,  rozejrzała  się 

dokoła,  czy  przypadkiem  nie  ma  kogoś, 
kto  by  jej  oczekiwał.  Oczywiście  wokoło 
było  wiele  osób  zmierzających  w  różnych 
kierunkach, poczekała więc, aż tłum trochę 
się przerzedzi. Wtedy zorientowała się, że 
obserwuje  ją  sympatyczna  dama  o 
szpakowatych  włosach  i  błyszczących 
niebieskich  oczach,  mniej  więcej  pod 
sześćdziesiątkę.  Caroline  postanowiła  do 
niej podejść – Miss Caroline Mansfield? – 
krzyknęła w jej stronę starsza dama. 

–  Tak  –  odpowiedziała  ucieszona 

Caroline. 

–  Hallo,  Caroline.  Jestem  Grace 

Houston,  ciotka  Erika.  –  Uśmiechnęła  się. 
–  Cieszy  mnie,  że  to  panią  zaskoczyło, 
moja kochana. Jestem młodszą siostrą jego 

background image

ojca. – To pani cały bagaż? 

Caroline 

popatrzyła 

na 

swoją 

sfatygowaną walizkę. 

– No cóż, letnie rzeczy nie potrzebują aż 

tak wiele miejsca, Mrs Houston. 

– Proszę mówić do mnie Grace. 
–  Chętnie,  Grace  –  uśmiechnęła  się 

Caroline. 

– Możemy już jechać? 
Wsiadły  do  starego  forda.  Caroline 

sprawiła  przyjemność  jazda  z  odkrytym 
dachem. Z rozkoszą wdychała krystaliczne 
morskie  powietrze,  przyrzekając  sobie  w 
duchu,  że  każdą  wolną  chwilę  spędzi  na 
plaży. 

Grace  opowiedziała  jej  o  okolicy,  o 

wycieczkach, 

które 

może 

zrobić, 

wymieniła 

najbardziej 

liczące 

się 

restauracje i najlepiej zaopatrzone sklepy. 

– Co słychać u Mr Houstona? – spytała 

w końcu Caroline. Dziwiło ją to, że Grace 
traktuje  ją  raczej  jak  gościa  niż  płatną 

background image

pielęgniarkę,  która  z  obowiązku  ma  się 
zajmować jej bratankiem. 

–  Och,  wszystko  w  porządku.  Jeśli 

chodzi  o  jego  zdrowie,  nie  poczynił  co 
prawda  widocznych  postępów,  uważam 
jednak,  że  zabranie  go  z  kliniki  do  domu 
było  słuszną  decyzją.  Nie  wytrzymałby 
tam  długo,  to  więcej  niż  pewne.  Zresztą 
nie trzeba studiować wcześniej medycyny, 
żeby  stwierdzić,  iż  tym,  co  mu  przede 
wszystkim 

potrzeba, 

są 

spokój 

wypoczynek. 

–  Jak  często  brał  lekarstwa?  Doktor 

Sheridan jest  zdania,  że powoli powinnam 
zacząć  zmniejszać  dawki.  A  pani  co 
powiedział? 

–  Z  początku  podawałam  mu  lekarstwa 

co  dwie  godziny,  tak  jak  robiono  w 
szpitalu.  Potem  jednak  Erik  zbuntował  się 
przeciwko  tej  terapii,  aby  ją  ostatecznie 
zarzucić.  To  dziwne,  ale  mu  się  przy  tym 
nie  pogorszyło.  Wczoraj  znowu  tak  się 

background image

zdenerwował,  że  zaczęłam  się  bać,  na 
szczęście jednak szybko się uspokoił. 

–  No  cóż  –  zastanawiała  się  głośno 

Caroline.  –  Może  nie  byłoby  źle,  gdyby 
mu się pozwoliło pracować. 

–  Moja  droga,  jak  to  sobie  pani 

wyobraża? To właśnie stres przy pracy był 
bezpośrednią przyczyną wrzodów żołądka. 

–  Możliwe  –  szepnęła  Caroline  –  choć 

kto  wie,  czy  stres  wywołany  brakiem 
zajęcia, i to w dodatku we własnym domu, 
nie jest większy. 

–  Wydaje  mi  się,  że  wiem,  co  pani  ma 

na  myśli  –  zgodziła  się  Grace.  – 
Ostatecznie będzie z nami rozumna młoda 
pielęgniarka. Bardzo się z tego cieszę. 

Caroline  uśmiechnęła  się,  zaraz  jednak 

oniemiała  ze  zdumienia,  kiedy  zobaczyła 
bramę  wjazdową.  Za  nią  rozpoczynała  się 
kręta droga dojazdowa, która wydawała się 
nie  mieć  końca.  A  więc  tak  wyglądała 
posiadłość Houstonów! 

background image

Była 

przygotowana 

na 

coś 

skromniejszego,  może  najwyżej  na  mały 
podjazd.  Co  prawda  wiedziała,  że  Erik 
Houston nie jest ubogim człowiekiem, lecz 
to,  co  zobaczyła  teraz,  przeszło  jej 
najśmielsze oczekiwania. 

Wzniesiony z rozmachem, kryty gontem 

dom, 

skutecznie 

zabezpieczony 

od 

kaprysów  pogody,  lecz  elegancki  i  wręcz 
zapraszający  do  wejścia  pojawił  się  tak 
nagle,  że  Caroline  zaparło  dech  z 
wrażenia.  Wydał  jej  się  nieopisanie 
piękny. 

Może  jeszcze  piękniejszy  był  sam 

widok.  Dom  wzniesiono  nad  samą  plażą. 
Przed  głównym  wejściem  rozpościerał  się 
olbrzymi  trawnik,  tylne  drzwi  wychodziły 
wprost  na  piasek  plaży.  Wokół  całej 
posiadłości rosły wspaniałe drzewa. 

Caroline była oczarowana. 
–  Jak  tu  cudownie!  Mieszkają  państwo 

tutaj przez cały rok? 

background image

– Zwykle tak. Erik przyjeżdża tu na lato, 

a zdarza się, że także wiosną i jesienią. W 
zimie mieszkam tu sama. 

– Wtedy też musi tu być pięknie. 
Słońce powoli chyliło się ku zachodowi 

i horyzont rozpalił się złocistą czerwienią. 
Cały  krajobraz  tonął  w  różowawej 
poświacie. 

–  Ach,  moja  kochana!  –  doszedł  ich  z 

tyłu  przenikliwy  kobiecy  głos.  Caroline  z 
miejsca  poznała,  do  kogo  należał. 
Odwróciła  się  i  stanęła  oko  w  oko  z 
Madeline  Sinclair.  Madeline  miała  na 
sobie  szykowne  białe  spodnie  oraz 
podkoszulek  w  czarne  i  białe  paski.  W 
jednej  ręce  trzymała  szklankę  z  drinkiem, 
w drugiej papierosa. 

–  A  więc  to  naprawdę  pani  – 

skonstatowała  Madeline  tym  samym, 
niezbyt przychylnym tonem. 

Grace  przeniosła  zdumiony  wzrok  z 

Madeline na Caroline. 

background image

– Znacie się? 
–  Przecież  to  ta  sam  pielęgniarka,  o 

której ci opowiadałam! 

– Jak to opowiadałaś? 
–  To  ta,  na  którą  poskarżyłam  się  u 

doktora. 

–  Madeline,  proszę  cię  –  ofuknęła  ją 

Grace.  –  Miss  Mansfield  będzie  mieszkać 
w  moim  domu  jako  pielęgniarka,  a 
zarazem 

gość, 

będziesz 

się 

zachowywała wobec niej odpowiednio. W 
każdym razie ja tego wymagam. 

Madeline  odrzuciła  do  tyłu  swe  długie 

włosy  i  posłała  jadowite  spojrzenie, 
najpierw Grace, a potem Caroline. 

– Oczywiście – burknęła. – Witam, miss 

Mansfield  –  rzuciła  chłodno.  –  Ma  pani 
ochotę na drinka? 

–  Nie,  dziękuję  –  rzekła  Caroline 

uprzejmie  i  odwróciła  się  do  Grace:  – 
Najpierw chcę zajrzeć do Mr Houstona. 

–  Oczywiście.  –  Grace  wzięła  ją  pod 

background image

rękę  i  poprowadziła  obok  trzęsącej  się  ze 
złości  Madeline.  –  Erik  się  ucieszy,  gdy 
panią  zobaczy,  jestem  pewna.  Proszę 
nazywać go po imieniu. 

–  Dobrze  –  zgodziła  się  z  niepewnym 

uśmiechem  Caroline.  Wolałaby,  aby  to 
sam Houston wystąpił z taką propozycją. 

–  Gdyby  Madeline  usłyszała,  że  pani 

zwraca  się  do  Erika  „Mr  Houston",  z 
pewnością  by  od  razu  zaczęła  panią 
traktować jak służącą. 

Grace  poprowadziła  ją  schodami  z 

piaskowca  do  chłodnego,  ciemnego  hallu. 
Caroline  wiedziała  już,  że  powinna  się 
cieszyć,  iż  to  właśnie  ją  obarczono 
zadaniem  opieki  nad  Houstonem.  Nawet 
jeśli  będzie  jej  trudno  wytrzymać  z 
Madeline  i  Erikiem,  dom  i  całe  otoczenie 
były naprawdę wspaniałe, a czas wolny od 
zajęć  będzie  czymś  w  rodzaju  płatnego 
urlopu 

Cape 

Cod, 

jednym 

najpiękniejszych miejsc na świecie. 

background image

–  Macie  państwo  cudowny  dom  – 

powiedziała  do  Grace,  kiedy  wyszły  na 
schody. 

–  To  prawda,  przyjemnie  się  w  nim 

mieszka – odparła ucieszona Grace. – Tam 
jest pani pokój, Caroline, ostatni po prawej 
stronie. 

Pokój, 

zresztą 

przepiękny, 

był 

utrzymany  w  białej  tonacji.  W  jednym 
kącie  stał  komplet  wyplatanych  mebli,  w 
drugim  szerokie  łóżko  z  białą  pościelą. 
Dywan  odznaczał  się  delikatną  pastelową 
tonacją. 

Grace zostawiła ją samą, aby miała czas 

na  wypakowanie  rzeczy,  wyjaśniwszy 
wcześniej,  jak  trafi  do  pokoju  Erika,  i 
zaprosiwszy  na  cocktail  w  salonie,  kiedy 
będzie gotowa. 

Caroline  zdecydowała  się  zajrzeć  od 

razu  do  Erika.  Przed  wyjściem  spojrzała 
jeszcze tylko w lustro. 

Długa  podróż  odbiła  się  na  jej 

background image

wyglądzie.  Jasne  włosy  był  potargane, 
makijaż rozmazany, jasnoniebieska bluzka 

lniana 

spódniczka 

dokumentnie 

wygniecione,  a  stopy,  o  zgrozo,  po  prostu 
brudne,  mimo  iż  oprócz  sandałów  miała 
jeszcze rajstopy. 

Pospiesznie  przebrała  się  w  białe 

spodnie  i  bluzkę  w  kolorze  kwiatu 
lawendy,  poprawiła  makijaż,  lecz  przede 
wszystkim  odświeżyła  się  w  małej 
łazience. 

Na  końcu  wyciągnęła  przyrząd  do 

pomiaru  ciśnienia,  stetoskop,  lekarstwa  i 
historię  choroby  Erika,  po  czym  udała  się 
na drugi koniec korytarza. 

–  Tak,  proszę  –  odpowiedział  na  jej 

nieśmiałe  pukanie  zmęczony,  a  przy  tym 
zdradzający  rozdrażnienie  głos.  Serce 
Caroline biło jak szalone. 

 
Erik  siedział  przy  olbrzymim  stole 

kreślarskim,  niemal  niewidoczny  za 

background image

stosami  rysunków  i  rozmaitych  papierów. 
Wiele  z  nich  leżało  na  podłodze, 
prawdopodobnie wyrzuconych. 

Ciemne  włosy  opadały  mu  na  czoło,  co 

powodowało, 

że  sprawiał  wrażenie 

rzeczywiście zagniewanego. W pierwszym 
momencie wydało jej się, że całą swą złość 
i stres wyładuje właśnie na niej. 

–  Niech  mi  tylko  pani  nie  mówi,  że 

powinienem leżeć w łóżku – miss... miss... 
mniejsza  z  tym.  Mam  zamiar  skończyć  tę 
robotę  i  nikt  mi  tego  nie  zdoła 
wyperswadować,  ani  pani,  ani  Grace,  ani 
Madeline. 

Jego  oczy  patrzyły  na  nią  ze  złością,  a 

pierś  unosiła  się  w  przyspieszonym 
oddechu. 

–  Mam  nadzieję,  że  się  zrozumieliśmy. 

Jeśli  o  mnie  chodzi,  mogła  sobie  pani 
zaoszczędzić  z  powodzeniem  tej  podróży 
tutaj 

– 

dorzucił  kpiąco. 

Caroline 

zaczerpnęła powietrza. 

background image

– Mr Houston... mam na myśli Erik... – 

Postanowiła wracać się do niego tak, jak to 
zaproponowała  Grace.  Kiedy  zauważyła, 
że wyraźnie go to rozbawiło, zrobiło jej się 
głupio. – Nie jestem strażniczką więzienną 
i  nie  mam  zamiaru  bronić  panu  robienia 
tego, na co ma pan ochotę. 

Wzruszył niechętnie ramionami. 
– Jest mi to absolutnie obojętne, co pani, 

Grace  czy  Madeline  zamierzacie  zrobić. 
Wiem  tylko,  że  będę  robić,  co  mi  się 
będzie podobało. Ja... 

–  W  porządku  –  wtrąciła  szybko 

Caroline  –  pod  warunkiem,  że  nie  będzie 
pan  robił  tego,  co  wyraźnie  szkodzi 
pańskiemu zdrowiu. 

Patrzył 

na  nią  jeszcze  bardziej 

rozweselony niż przedtem. 

–  To  znaczy,  że  mogę  robić,  co  mi  się 

żywnie  podoba?  Także  to,  co  mi 
podpowiada  moje  udręczone  serce,  miss 
Florence Nightingale? 

background image

Caroline  poczerwieniała,  nie  pojmując, 

dlaczego jego słowa tak ją zbiły z tropu. 

–  Jestem  pewna,  że  pan  doskonale  wie, 

co  mam  na  myśli  –  odparła  sztywno.  – 
Jeśli  koniecznie  będzie  pan  chciał  każdej 
nocy wychodzić i rujnować swoje zdrowie 
zajadając bez opamiętania pizzę i popijając 
martini... 

– Co za straszne połączenie, już na samą 

myśl robi mi się niedobrze – przerwał. 

–  Jeśli  nie  będzie  pan  zważał  na  swoje 

zdrowie,  chcąc  nie  chcąc  będę  musiała 
donieść o tym doktorowi Sheridanowi. 

–  A  więc  jest  pani  małym  szpiegiem  – 

ofuknął  ją,  ale  zaraz  potem  na  jego 
wargach pojawił się uśmiech. 

–  Myślę,  że  taka  wieczna  kłótnia 

żadnemu  z  nas  nie  wyjdzie  na  zdrowie  – 
powiedziała  Caroline,  uprzytomniwszy 
sobie, 

że  Erik  nie  powinien  się 

denerwować. 

Zatrząsł  się  ze  śmiechu.  Caroline 

background image

popatrzyła na niego zaskoczona. 

–  Moja  kochana,  pani  nie  wie,  co  to 

znaczy  się  kłócić  –  zauważył  rozbawiony. 
–  Musiałaby  pani  zobaczyć  wspaniałą 
Madeline  Sinclair  i  pewnego  Erika 
Houstona  podczas  jednej  z  ich  głośnych 
dyskusji. 

Wstał  ze  śmiechem,  potarł  czoło, 

skrzyżował ręce na piersi i wolno podszedł 
do  Caroline.  Stanął  tuż  przed  nią 
zaglądając jej w oczy. 

–  Właściwie  dlaczego  przyszła  pani  do 

mojego  pokoju?  –  spytał.  –  Mam  dużo 
pracy,  a  Madeline,  gdy  tylko  usłyszy 
głosy,  zaraz  zjawi  się  tutaj  z  drinkiem, 
stosem 

kanapek 

papierosami. 

– 

Potrząsnął głową. – A więc, miss... 

– Proszę mówić do mnie Caroline. 
– Caroline, proszę się pospieszyć. "Chcę 

jak najszybciej wrócić do pracy. 

Westchnęła. 
–  Najpierw  muszę  się  przekonać,  czy 

background image

panu ta praca nie szkodzi. 

– Ach, gdyby nie pani... – rzucił kpiąco. 

– Z zapartym tchem będę czekał na wynik. 

Znowu westchnęła. 
– Doktor Sheridan doszedł do wniosku, 

że dla pana będzie większym stresem, gdy 
nie pozwoli się panu pracować. 

–  Odnoszę  wrażenie,  że  pani  i  doktor 

Sheridan  jesteście  zawsze  tego  samego 
zdania – oświadczył sucho. 

–  Tak  –  potwierdziła  Caroline 

zdecydowanym  głosem.  –  Ale  lekarstwa 
musi  pan  mimo  wszystko  zażywać  dalej. 
Kiedy brał je pan ostatni raz? 

Skrzywił się. 
– Niech pani zgadnie. 
Potrząsnęła głową. 
–  Mr  Houston,  gdyby  pan  zadał  sobie 

choć odrobinę trudu... 

–  Dlaczego  nie  mówi  już  pani  do  mnie 

Erik? – spytał zaczepnie. 

–  A  więc  dobrze:  Erik.  Doskonale  pan 

background image

wie,  że  ściągnę  na  siebie  gniew  doktora 
Sheridana, jeśli panu coś się stanie. 

–  No  dobrze,  punkt  dla  pani  –  poddał 

się.  –  Brałem  pastylki  przed  pięcioma  lub 
sześcioma godzinami. 

– Tak dawno? – krzyknęła przerażona. – 

A kiedy pan pił mleko? 

Skrzywił się z obrzydzeniem. 
– Nie wiem dokładnie. W każdym razie 

dziś rano. Nie mogę już patrzeć na mleko! 

–  Tak  nie  może  być  –  Caroline  była 

naprawdę podenerwowana. – Co dwie, trzy 
godziny  musi  pan  wypijać  szklankę 
chudego 

mleka. 

Doktor 

Sheridan 

powiedział,  że  mogę  panu  zacząć 
zmniejszać tę dawkę, ale skoro pan jest tak 
nierozsądny...  –  Rozejrzała  się  wokoło.  – 
Jest tu gdzieś coś w rodzaju kuchni? – Nie! 
–  Zabrzmiało  to  bardziej  surowo  i 
zdecydowanie, niż sama Caroline by sobie 
tego  życzyła.  –  Nie  –  powtórzyła  nieco 
uprzejmiej.  –  Proszę  mi  tylko  wyjaśnić, 

background image

gdzie  mam  jej  szukać.  Przynajmniej 
dopóki  ja  tu  będę,  nie  pozwolę  się  panu 
wysilać  i  przypilnuję,  aby  pan  jak 
najwięcej  wypoczywał.  Pozostają  panu 
noce:  tego  już  niestety  nie  będę  mogła 
skontrolować. 

Twarz Erika pociemniała ze złości. 
–  Już  pani  to  raz  powiedziałem:  w 

swoim  domu  będę  robił  to,  co  mi  się 
podoba,  i  pani  nic  do  tego.  Zrozumiano? 
Jest  mi  to  absolutnie  obojętne,  co  pani 
naopowiada  o  mnie  temu  swojemu 
doktorowi. 

–  Niech  mi  pan  przynajmniej  powie, 

gdzie znajdę mleko – Caroline siliła się na 
spokój. 

– Naturalnie – burknął. – Mała kuchnia 

jest  w  końcu  korytarza,  naprzeciwko  pani 
pokoju.  Tam  znajdzie  pani  wszystko  co 
potrzeba. 

– Dobrze, w takim razie zaraz wracam. 
W  „małej"  kuchni,  która  była  dwa  razy 

background image

większa  niż  kuchnia  Caroline  w  Nowym 
Jorku,  znalazła  szklankę  i  tacę,  po  czym 
wyjęła  z  lodówki  mleko.  Nalała  pełną 
szklankę i położyła obok trzy tabletki. 

– Miss! – usłyszała za sobą przenikliwy 

głos  Madeline,  gdy  znalazła  się  pod 
drzwiami  Erika.  Brzmiało  to  mniej  więcej 
tak,  jakby  w  restauracji  jakiś  niecierpliwy 
gość wzywał opieszałą kelnerkę. 

–  Słucham?  –  spytała  chłodno 

odwracając się. 

–  Ja  zaniosę  tę  tacę  –  oświadczyła 

Madeline.  –  Niech  pani  nie  robi  sobie 
kłopotu. 

– Och, to należy do moich obowiązków 

– uśmiechnęła się z przymusem Caroline – 
zresztą to żaden kłopot. 

Chciała  nacisnął  klamkę,  lecz  Madeline 

była uparta. 

– Nie, miss... 
–  Mansfield  –  przypomniała  cierpliwie 

Caroline, 

przekonana, 

że 

Madeline 

background image

doskonale  pamięta  jej  nazwisko.  – 
Caroline  Mansfield.  Spokojnie  może  pani 
mówić do mnie Caroline. 

–  Caroline,  obstaję  przy  swoim.  – 

Madeline  postąpiła  krok  naprzód.  Na 
policzkach 

miała 

wypieki 

podenerwowania. 

Caroline otworzyła szybko drzwi. 
–  Oczywiście  może  pani  wejść, 

chociaż... 

–  Nie  musi  mi  pani  tego  mówić!  – 

żachnęła się Madeline. 

–  Chciałam  tylko  powiedzieć  – 

wyjaśniła  ustępliwie  Caroline  –  że  Erik 
może  nie  zgodzić  się  na  badanie,  jakie 
muszę przeprowadzić, aby ustalić aktualny 
stan jego zdrowia, jeśli ktoś inny będzie w 
pokoju. Proszę, niech pani nie oczekuje, że 
dam się wyręczyć w swoich obowiązkach. 
Ostatecznie to ja jestem odpowiedzialna za 
rekonwalescencję Mr Houstona. 

Madeline  odrzuciła  do  tyłu  pasmo 

background image

swoich  ciemnych  włosów  i  pogardliwie 
zmrużyła oczy. . 

–  Jak  długo  zamierza  pani  tu  zostać, 

miss Mansfield? – spytała niegrzecznie. 

–  Dopóki  Mr  Houston  nie  zacznie 

prowadzić  normalnego  życia  i  doktor 
Sheridan  nie  zdecyduje,  że  już  może  sam 
na siebie uważać. 

Madeline  wybuchnęła  wiele  mówiącym 

śmiechem,  po  czym  położyła  palec  na 
ustach, jak gdyby nagle coś jej przyszło do 
głowy. 

–  Skoro  tak,  miss  Mansfield,  to  może 

pani  już  w  tej  chwili  spakować  walizkę  i 
wyjechać.  Erik  powrócił  już  do  trybu 
życia, jakiemu hołdował przed chorobą. 

–  Co  tam  się  znowu  dzieje?  –  dobiegł 

ich 

głębi 

pokoju 

zdradzający 

niezadowolenie głos. – Do diabła! Nie ma 
nic gorszego niż mruczenie pod drzwiami, 
z  którego  połowy  się  nie  rozumie!  Proszę 
wreszcie wejść, Caroline. 

background image

Caroline 

pokazała 

plecy  natrętnej 

kobiecie.  Erik  siedział  za  stołem  i 
przeglądał  rysunki,  a  na  podłodze  leżało 
jeszcze 

więcej 

kartek 

niż 

przed 

momentem. 

Jego  ciemne  oczy  patrzyły  na  nią 

drwiąco  i  Caroline  poczuła,  że  pod  tym 
spojrzeniem napływa jej krew do twarzy. 

– Co tam się dzieje, do licha? – natarł na 

nią gniewnie. 

–  Już  nic.  –  Co  prędzej  umknęła  jego 

spojrzeniu i postawiła tacę na stole, czując 
na sobie jego wzrok. – Madeline chciała... 
ach,  to  nieważne.  –  Spojrzała  na  niego 
niepewnie. 

jego 

oczach 

błysnęły 

ogniki 

rozbawienia. 

– Co takiego znowu chciała Madeline? 
–  Pytała,  czy  może  mi  pomóc,  ale  ja 

odrzuciłam propozycję. 

Erik roześmiał się szeroko. 
– To co doszło do moich uszu, brzmiało 

background image

jednak  inaczej.  Madeline  jest  trochę... 
nazwijmy rzecz po imieniu, zazdrosna, gdy 
chodzi o młodą kobietę. W każdej upatruje 
rywalkę. 

Caroline  zaczerwieniła  się  aż  po  czubki 

włosów. 

–  Z  mojej  strony  nic  jej  nie  grozi.  – 

Odwróciła się i zebrała tabletki z tacy, nie 
zdając sobie sprawy, co robi. – Ostatecznie 
przecież wiem, po co tu jestem. 

To  straszne,  pomyślała  w  tym  samym 

momencie,  że  też  nie  umiem  zachować 
spokoju!  Nie  ma  powodu  tak  się 
denerwować. 

–  Myślałem,  że  tabletki  są  dla  mnie  – 

zauważył  Erik  sucho  wskazując  na 
zawartość jej dłoni. 

–  Ach,  tak,  oczywiście  –  przyznała 

zmieszana  do  reszty,  wręczając  mu 
pastylki  i  podsuwając  mleko.  –  Tylko 
proszę,  żadnych  dalszych  dyskusji.  Musi 
pan  wreszcie  zrozumieć,  jakie  to  dla  pana 

background image

ważne. 

Skinął z udawaną powagą. 
–  Wiem,  wiem,  inaczej  nie  będę  miał 

żadnych szans. 

–  Wydaje  się  pan  pojmować  – 

uśmiechnęła się. 

–  No  to  już.  –  Ujął  tabletkę  między 

kciuk i palec wskazujący. – Numer jeden! 
–  Połknął  ją,  po  czym  drugą  i  trzecią,  z 
takim  samym  komicznym  namaszczeniem 
jak  pierwszą.  –  Już.  Chce  się  pani 
upewnić, że nie schowałem tego świństwa 
pod językiem? – spytał drwiąco. 

–  Wiem,  że  je  pan  połknął  –  rzekła 

Caroline  czerwieniąc  się  znowu.  –  Teraz 
jeszcze tylko zbadam pański puls i zmierzę 
ciśnienie. To będzie wszystko na dzisiaj. 

Podwinęła  rękaw  jego  rękawa,  usiłując 

umocować  opaskę  uciskową  na  jego 
muskularnym ramieniu. 

–  Tak  –  powiedziała,  gdy  jej  się  to 

wreszcie  udało,  i  przystawiła  słuchawki 

background image

stetoskopu do uszu. 

–  Proszę  równomiernie  oddychać  – 

poleciła 

spokojnie 

napompowała 

mankiet,  patrząc  przy  tym  uważnie  na 
podziałkę.  –  W  porządku,  nie  jest  tak  źle. 
Sto  trzydzieści  na  osiemdziesiąt.  Proszę 
teraz rozpiąć płaszcz kąpielowy. 

Jej  ręce  drżały.  Co  będzie,  jeśli  nie 

będzie  miał  nic  pod  spodem?  Była  co 
prawda  pielęgniarką,  ale  zarazem  też 
kobietą... Jak się zachować, jeżeli... 

Na szczęście miał na sobie szorty, a gdy 

się  rozebrał,  Caroline  przez  moment  nie 
mogła 

oderwać 

wzroku 

od 

jego 

kształtnego 

ciała, 

zaraz 

jednak 

skoncentrowała się ponownie. 

–  To  nie  potrwa  długo  –  rzuciła 

uspokajająco. 

– Niech pani robi co trzeba. Mnie się nie 

spieszy. 

Przystawiła 

membranę 

stetoskopu 

pośrodku jego piersi. 

background image

– Auuu! – krzyknął ze złością. 
Przerażona Caroline odskoczyła krok do 

tyłu. 

–  Och,  jak  mi  przykro.  Za  zimna, 

prawda? 

– Lodowata – ofuknął ją. 
–  Przepraszam  –  powtórzyła.  –  Jeżeli 

tylko  będzie  pan  teraz  siedział  spokojnie, 
zaraz będzie po wszystkim. 

Posłał  jej  jadowite  spojrzenie  i  wlepił 

oczy  w  sufit,  gdy  Caroline  osłuchiwała 
jego  klatkę  piersiową  i  plecy.  Trudno  jej 
się było skoncentrować, więc połowę tych 
czynności  musiała  powtórzyć.  Wreszcie 
odłożyła stetoskop. 

–  To  wszystko  –  powiedziała.  – 

Następnym  razem  badanie  nie  potrwa  już 
tak długo. 

–  A  to  dlaczego?  –  spytał  prosto  z 

mostu. 

Cóż  mu  miała  na  to  powiedzieć? 

Przecież  nie  mogła  mu  się  przyznać,  że 

background image

wydał  jej  się  tak  pociągający,  tak  na  nią 
podziałał,  że  nie  potrafiła  zliczyć  do 
dwudziestu! 

–  Och,  nie...  nie  wiem...  –  wyjąkała.  – 

Następnym  razem  już  chyba  nie  będę 
musiała  mierzyć  panu  ciśnienia.  –  On  z 
pewnością  o  tym  nie  zapomni,  pomyślała 
w popłochu. 

– Trzymam panią za słowo – oświadczył 

Erik. – Jak pani widzi, mam dużo pracy. 

– Teraz dostanie pan coś do jedzenia, a 

za dwie godziny znowu tu zajrzę. 

–  Zjem  na  dole  –  rzucił  z  uporem  – 

Schody  nie  są  aż  tak  wyczerpujące,  miss 
Mansfield. 

–  Pan  powinien  leżeć  w  łóżku. 

Przynajmniej  w  pewnym  stopniu  musimy 
trzymać się terapii. 

W jego oczach zapłonęły złe ogniki. 
–  Sama  pani  mówiła,  że  potrzebuję 

spokoju.  Niechże  więc  teraz  pani  zostawi 
mnie  samego,  skoro  tak  uparcie  obstaje 

background image

pani przy tej idiotycznej terapii. 

– Oczywiście – zgodziła się wzruszając 

ramionami.  –  Ostatecznie  nie  jestem  tutaj 
dla pańskiej rozrywki. 

Kiedy  wzięła  ze  stołu  tacę  i  sposobiła 

się do odejścia, ku swemu niepomiernemu 
zdziwieniu  stwierdziła,  że  na  wargach 
Erika  igra  lekki  uśmiech.  Pewnie  zresztą 
jej się tylko wydawało. Bez słowa opuściła 
pokój. 

W  kuchni  powiesiła  na  ścianie  kartę 

choroby  Erika,  odnotowawszy  uprzednio, 
kiedy wziął lekarstwa, i zeszła na dół. 

Madeline i Grace siedziały na werandzie 

przylegającej do jadalni. Przysiadła się do 
nich. 

–  Jaki  wspaniały  widok  –  jęknęła  z 

zachwytu. 

–  Ja  mam  go  serdecznie  dość  – 

oświadczyła  Madeline.  Nudziła  się  jak 
mops, to było widać po jej minie. 

–  A  mnie  on  nigdy  nie  przestanie 

background image

fascynować – wyznała Grace. 

Madeline westchnęła sącząc drinka. 
–  Może  nasza  mała  pielęgniarka 

chciałaby 

się 

napić 

czegoś 

orzeźwiającego?  W  jej  głosie  brzmiało 
szyderstwo. 

– 

Wódka 

sokiem 

grapefruitowym? 

– Chętnie – rzuciła chłodno Caroline. 
Madeline przygotowała drinka. 
–  Co  słychać  u  naszego  pełnego 

temperamentu pacjenta? 

Caroline wzruszyła ramionami. 
–  Wszystko  skończy  się  dobrze,  jeśli 

tylko będzie się chciał trzymać wskazówek 
doktora Sheridana. 

–  To  wspaniała  wiadomość  –  ucieszyła 

się  Grace.  –  Tak  się  cieszę,  że  pani  jest 
tutaj. To mnie bardzo uspokaja. 

– Zresztą wydajemy pojutrze wieczorem 

na  przyjęcie  wmieszała  się  Madeline.  – 
Pani też jest naturalnie zaproszona. 

Grace  rzuciła  pytające  spojrzenie  na 

background image

Caroline. 

– Czy Erik może pozwolić sobie na coś 

takiego?   

Madeline,  nie  wolno  ci  zapominać,  że 

dopiero wyszedł ze szpitala. 

– 

Nie 

bądź 

nudna, 

Grace 

– 

zdenerwowała  się  na  dobre  Madeline.  – 
Erik  musi  iść  między  ludzi.  Jeszcze 
zwariuje,  gdy  będzie  tak  siedział  sam  w 
pokoju!  Z  powodu  jego  głupiej  choroby  i 
tak już straciliśmy wiele przyjęć. 

Caroline  nie  wierzyła  własnym  uszom. 

Wiedziała  już  z  całą  pewnością,  że  ta 
kobieta będzie jej rzucała kłody pod nogi, 
przeszkadzając  staraniom  o  Erika.  Co 
prawda  jego  życie  prywatne  nie  powinno 
jej  obchodzić,  ale  tam,  gdzie  szło  o 
zdrowie, musiała interweniować. 

Zanim 

się 

odezwała,  zaczerpnęła 

powietrza. 

–  Przykro  mi,  Madeline,  lecz  będziecie 

musieli  państwo  przesunąć  przyjęcie, 

background image

skoro  Erik  ma  w  nim  wziąć  udział.  Po 
prostu  jest  dla  niego  na  to  za  wcześnie,  o 
wiele za wcześnie. 

Madeline  wpatrywała  się  w  nią  swymi 

zimnymi 

stalowymi 

oczami. 

Naraz 

uśmiechnęła  się  słodko  i  potrząsnęła  z 
lekka głową. 

–  Nie,  moja  złociutka.  Przyjęcie  się 

odbędzie,  i  to  pojutrze.  Zaproszenia 
zostały już rozesłane, poza tym wydaje mi 
się, że pani cokolwiek przecenia swoją rolę 
w  tym  domu.  O  ile  jestem  dobrze 
poinformowana,  życie  prywatne  Erika  i 
jego  przyjaciół  nie  podpada  pod  żadną 
terapię. Chyba nie chce pani powiadomić o 
tym doktora Sheridana? 

–  Dokładnie  to  zamierzam  zrobić  – 

oświadczyła  Caroline  surowo.  –  Nie 
jestem tu dla własnej przyjemności, wręcz 
przeciwnie, 

ciąży 

na 

mnie 

odpowiedzialność  za  zdrowie  Erika.  A  on 
potrzebuje przede wszystkim spokoju. Jeśli 

background image

coś  nie  zgadza  się  z  tą  zasadą,  moim 
obowiązkiem jest ingerować. 

– Madeline, ja... – usiłowała załagodzić 

sprawę  Grace,  ale  ta  odwróciła  się  w  jej 
stronę ze złością: – Proszę, nie mieszaj się 
do tego. 

–  Właściwie  nie  wiem,  dlaczego...  – 

zaczęła Grace, aby natychmiast urwać. 

–  Nie  wierzę,  że  znasz  Erika  równie 

dobrze  jak  ja  –  wyładowała  na  niej  swoje 
niezadowolenie Madeline. 

–  Jestem  jego  ciotką  od  kilkudziesięciu 

lat – odzyskała mowę Grace – zatem mam 
do niego jakieś prawa. 

– 

Nie 

zaprzeczam 

– 

rzuciła 

podenerwowana 

do 

ostateczności 

Madeline.  –  Ale  Erik  potrzebuje  wokół 
siebie ludzi, a przede wszystkim – ciągnęła 
podekscytowana  –  te  kontakty  są  mu 
niezbędne  w  pracy,  a  właśnie  na 
przyjęciach  poznaje  się  całe  mnóstwo 
wpływowych ludzi. 

background image

–  Bzdura!  –  rzuciła  porywczo  Grace.  – 

Już  i  tak  ma  dość  klientów.  Nikt  z  jego 
branży nie ma równocześnie tylu zleceń. 

– Madeline – zaczęła ostrożnie Caroline 

–  prawdopodobnie  pani  się  nie  orientuje, 
jak źle było z Erikiem. 

Ma  szansę  całkowicie  wyzdrowieć,  ale 

pod warunkiem, że się nie będzie męczyć i 
denerwować,  bo  to  może  spowodować 
nawrót  choroby.  Wtedy  musiałby  wrócić 
do  szpitala,  a  niewykluczone,  że  i  poddać 
się  operacji.  W  takiej  sytuacji  spokój  i 
lekarstwa  na  niewiele  by  się  zdały. 
Madeline podniosła się. 

– Tak czy owak nawet przy najlepszych 

chęciach  nie  potrafię  uwierzyć,  że  jedno 
jedyne  party  może  spowodować  nawrót 
choroby,  miss  Mansfield.  Spróbuję  sama 
porozmawiać z lekarzem. 

Opróżniła  szklankę,  odrzuciła  włosy  z 

rozpalonej  twarzy  i  znikła  we  wnętrzu 
domu. 

background image

Raptem  Caroline  zdjął  lęk.  Dano  jej 

odpowiedzialne  zadanie  i  nie  wolno  jej 
zawieść. 

Jeśli 

stan 

Erika 

ulegnie 

pogorszeniu,  zostanie  skreślona  z  listy 
pielęgniarek  domowych  i  będzie  musiała 
zaczynać od początku... 

– Caroline? 
–  Słucham.  –  Otrząsnęła  się  z 

zamyślenia.  –  Tak  mi  przykro,  Grace. 
Właśnie  zastanawiałam  się,  jak  się 
zachować w tej sytuacji. 

Grace uśmiechnęła się uspokajająco. 
–  Niech  się  pani  nie  martwi  na  zapas, 

moja kochana. Jakoś się to przecież ułoży. 
Zgadza  się  pani  z  opinią  doktora 
Sheridana,  że  Erik  powinien  tak  żyć  jak 
przed chorobą? 

– Co pani ma na myśli? 
– Może w tym, co mówi Madeline, jest 

trochę  racji.  Jadąc  tutaj  powiedziała  mi 
pani  przecież,  że  nie  byłoby  źle,  gdyby 
Erik  z  powrotem  zaczął  pracować. 

background image

Dlaczego  więc  nie  miałoby  to  dotyczyć 
także jego życia prywatnego? 

–  Rozumiem  –  szepnęła  w  zamyśleniu 

Caroline. – Ale to niekoniecznie musi być 
od razu przyjęciu. 

–  Jeśli  pani  chce,  mogę  porozmawiać  z 

Erikiem  –  zaproponowała  Grace.  – 
Ostatecznie  mieszka  w  moim  domu,  musi 
się  więc  też  liczyć  z  moim  zdaniem. 
Caroline potrząsnęła głową. 

–  Dziękuję,  Grace  –  powiedziała  –  ale 

wolałabym,  aby  pani  tego  nie  robiła. 
Przekonanie  Erika  należy  do  moich 
obowiązków.  Zresztą  Madeline  mogłaby 
wydać przyjęcie u siebie w domu. 

–  Nigdy  tego  nie  zrobi  –  Grace  była 

usposobiona  sceptycznie.  –  Chce  to 
przyjęcie  wydać  koniecznie  tutaj,  aby 
każdy  widział,  że  ona  i  Erik  są  ze  sobą  – 
szczególnie  wobec  damskiej  konkurencji 
musi podkreślić swoje prawo do niego. 

–  Rozumiem  –  odparła  Caroline.  – 

background image

Najlepsze,  co  mogę  zrobić  w  tej  sytuacji, 
to  poprosić  doktora  Sheridana  o  radę. 
Mówię otwarcie, wolałabym tego uniknąć, 
myślę jednak, że się nie da. 

Grace popatrzyła na nią współczująco. 
–  Nie  zazdroszczę  pani  pracy,  o  nie,  a 

już na pewno nie z Erikiem... 

 

background image

Rozdział 4 

 
Podczas obiadu panowało przytłaczające 

milczenie.  Jedynymi  uwagami,  jakimi 
podzieliły  się  Caroline,  Grace  i  Madeline, 
były  pochwały  na  temat  smacznego 
jedzenia. 

Potem Grace poszła do kuchni, aby pod 

kierunkiem  Caroline  przygotować  posiłek 
dla  Erika.  Kiedy  wreszcie  ta  ostatnia 
wróciła do – swego pokoju, nie zwlekając 
wykręciła numer doktora Sheridana. 

Zastała  go  w  domu.  Wydawał  się 

zaskoczony,  że  Caroline  już  potrzebuje 
jego  rady,  mimo  iż  minęło  tak  niewiele 
czasu. 

–  Panie  doktorze  –  zaczęła  –  mam 

problem. Niewielki, ale mam. Doszłam do 
wniosku,  że  jednak  powinnam  w  tym 
względzie zasięgnąć pańskiej rady. 

– No cóż, słucham – zachęcił ją lekarz. 

background image

Caroline poinformowała go o aktualnym 

samopoczuciu  Erika,  jego  uporze,  jeśli 
chodzi o pracę, a także o stosunku pacjenta 
do 

Grace 

Madeline. 

Na  końcu 

przedstawiła przebieg dyskusji z Madeline 
na temat przyjęcia. 

–  A  jakie  jest  pani  zdanie  w  tym 

względzie  –  znienacka  spytał  doktor 
Sheridan. 

Caroline nie była przygotowana na takie 

pytanie.  Rzadko  się  zdarzało,  aby  lekarz 
pytał o coś takiego pielęgniarkę. 

–  Według  mnie  powinniśmy  mu 

pozwolić,  oczywiście  z  zastrzeżeniem,  że 
nie  będzie  pił  alkoholu,  jadł  wszystkiego, 
co się mu nawinie pod rękę, i nie zmęczy. 

– A więc po co ta cała strata czasu? 
–  Po  prostu  uważam,  że  do  jego  życia 

prywatnego  należy  stosować  te  same 
kryteria,  co  w  wypadku  jego  pracy:  im 
więcej będziemy mu zabraniać, tym więcej 
się  będzie  denerwować,  a  to  nie  jest  dla 

background image

niego  najlepsze.  Na  to  przyjęcie  zostali 
zaproszeni  wszyscy  jego  przyjaciele.  Mr 
Houston  jest  zbyt  rozsądny,  aby  przebrać 
miarkę. 

– Caroline, pewności nie będziemy mieć 

nigdy,  ale  to,  co  pani  mówi,  brzmi 
przekonująco.  Niech  więc  pani  idzie  tą 
drogą – przeciął sprawę doktor Sheridan. 

Pogrążona  w  myślach  patrzyła  na 

telefon.  Doktor  Sheridan  nie  należał  do 
ludzi,  którzy  lubują  się  w  wielkich 
słowach, i był naprawdę przystępny. 

Z zamyślenia wyrwał ją stukot wysokich 

obcasów Madeline. 

–  Przypadkowo  wszystko  słyszałam  – 

zawołała kpiąco. – Ten cały pani doktor to 
rozsądny  człowiek,  ale  rozmowa  z  nim 
była  zbędna,  bo  przyjęcie  i  tak  by  się 
odbyło, nawet bez jego zgody. Przecież już 
to pani mówiłam. 

–  Gdyby  doktor  Sheridan  nie  wyraził 

zgody,  przyjęcie  z  pewnością  by  się  nie 

background image

odbyło. 

Madeline 

zlustrowała 

szyderczo 

Caroline od stóp do głów. 

–  Tak  czy  owak  mogła  pani  sobie 

oszczędzić tej rozmowy. 

Caroline chciała jeszcze coś powiedzieć, 

lecz  tamta  odeszła  z  dumnie  podniesioną 
głową. 

Ta  kobieta  była  nie  do  zniesienia  i 

Caroline,  wróciwszy  na  werandę,  myślała 
ze  zgrozą,  jakie  jeszcze  kłopoty  może  jej 
sprawić,  mimo  że  nie  miała  żadnych 
powodów, aby być zazdrosna. 

Caroline  wpatrzyła  się  w  przestrzeń, 

próbując uporządkować myśli. Nie chciała 
się wtrącać do stylu życia Erika, Grace czy 
Madeline,  choć  ostatecznie  była  tutaj  jako 
pielęgniarka, a nie gość. Nie wolno jej się 
dać  sprowokować  Erikowi  czy  Madeline. 
Owszem,  Erik  był  najatrakcyjniejszym 
mężczyzną,  jakiego  do  tej  pory  spotkała, 
przy tym jednak zbyt aroganckim i skorym 

background image

do kłótni, aby mogła w nim widzieć kogoś 
więcej niż tylko swego pacjenta. 

–  Caroline?  –  doszedł  ją  sympatyczny 

głos Grace. 

Odwróciła  się  z  uśmiechem,  lecz 

pozdrowienie wypadło blado. 

–  Zaniosłam  Erikowi  jedzenie,  lecz  on 

niestety  jest  w  podłym  nastroju  –  rzekła 
zrezygnowana  Grace.  –  A  Madeline 
jeszcze  mi  przeszkadza.  Siedzi  właśnie  u 
niego  i  wybrzydza  razem  z  nim  na 
jedzenie, 

które 

mu 

przyniosłam, 

namawiając  go,  aby  wstał  i  posłał  całą 
terapię do diabła. 

Caroline  westchnęła  spoglądając  na 

zegarek. 

– Nie wiem, czy powinnam iść teraz na 

górę,  czy  jeszcze  poczekać.  Jest  już  co 
prawda  pora,  aby  wziął  lekarstwa,  ale  nie 
mam  ochoty  zastać  ich  tam  razem. 
Doszłoby pewnie do nowej kłótni. 

–  Gdybym  była  na  pani  miejscu, 

background image

zaczekałabym 

jeszcze 

parę 

minut. 

Madeline  jest  umówiona,  więc  nie  zabawi 
u Erika długo. 

– Naprawdę? – Caroline była zdziwiona. 

– Często wychodzi bez niego? 

–  Można  chyba  tak  powiedzieć  – 

zastanowiła  się  Grace.  –  Ta  kobieta  od 
szesnastego  roku  życia  nie  spędziła 
jednego wieczoru sama w domu. 

– Jak poznała Erika, jeśli wolno mi o to 

zapytać? 

–  Całkiem  po  prostu:  zobaczyła  go, 

zarzuciła  wędkę  i  wyciągnęła  rybkę  na 
brzeg. 

–  To  prawda?  –  roześmiała  się 

niedowierzająco Caroline. 

– Naturalnie. Namówiła swego ojca, aby 

dał  Erikowi  zlecenie  na  projekt  biurowca 
w  Chicago.  To  było  piekielnie  zręczne 
posunięcie 

– 

dodała 

Grace 

westchnieniem.  –  Już  wtedy  wiedziała,  że 
jej się to opłaci. Obydwoje przyczepili się 

background image

do  niego  jak  kleszcze.  Kiedy  on  jest  w 
Nowym  Jorku,  ona  też  tam  jest,  kiedy  się 
wybiera  tutaj,  Madeline  mu  obowiązkowo 
towarzyszy. 

–  Zatem  dom  na  rogu  ulicy  kupiła 

dopiero wtedy, gdy poznała Erika? 

Grace  potwierdziła.  W  tym  momencie 

dobiegł ich jakiś szmer z jadalni. Caroline 
podążyła  w  tamtym  kierunku  wzrokiem  i 
ujrzała Madeline. 

– Caroline! – zaczęła. – Erik chce panią 

widzieć.  –  Informacja  została  przekazana 
wyjątkowo  niechętnie,  to  rzucało  się  w 
oczy. 

–  Moja  droga  –  Madeline  zwróciła  się 

teraz  do  Grace  –  jestem  dziś  wieczór 
umówiona, zobaczymy się więc jutro rano. 

–  Dobranoc,  Madeline  –  wycedziła 

niecierpliwie Grace. 

Caroline wstała i poszła za Madeline do 

jadalni.  Tamta  kroczyła  z  dumnie  zadartą 
głową i odwróciła się dopiero, gdy weszły 

background image

do hallu. 

– Przypuszczam, że pani wie, czego Erik 

może chcieć od pani. Ostatecznie jest pani 
jego pielęgniarką. 

– Zgadza się – uśmiechnęła się Caroline. 

– Życzę udanego wieczoru. 

 
Drzwi  do  pokoju  Erika  były  otwarte,  a 

on  sam  pół  siedział,  pół  leżał  w  łóżku, 
oparty o górę poduszek, ze stosem książek 
po  jednej  stronie  i  tacą  z  ledwie 
napoczętym jedzeniem po drugiej. 

– Już myślałem, że pani więcej do mnie 

nie przyjdzie. 

Zabrzmiało  to  jak  żart,  ale  z  nim  nigdy 

nic nie było wiadomo. 

–  Co  mogę  dla  pana  zrobić?  –  spytała 

Caroline z zawodową uprzejmością. 

Pokazał wszystkie zęby w uśmiechu. 
– Co za wiele mówiące pytanie! – zakpił 

ubawiony. 

–  Naprawdę  chce  pani 

wiedzieć? 

background image

Caroline  spłonęła  rumieńcem,  tracąc 

natychmiast pewność siebie. 

–  Madeline  powiedziała,  że  mnie  pan 

potrzebuje – wyjąkała speszona do reszty. 

– Tego Madeline za żadne skarby by nie 

powiedziała – zauważył z uśmiechem. 

Starała  się  uniknąć  jego  wzroku, 

wpatrzyła się więc w krajobraz za oknem. 
–  Pan  dobrze  wie,  co  chciałam 
powiedzieć... – wyszeptała w końcu. 

–  Pani  też  doskonale  wie,  co  mam  na 

myśli – odparował. 

– Eriku, czy jest jakiś konkretny powód, 

dla  którego  mnie  pan  wezwał?  –  Była  zła 
na  siebie  za  swój  brak  pewności.  Z 
pewnością  znowu  opacznie  zrozumiał  jej 
słowa i będzie się teraz z niej natrząsał. 

–  Dobrze,  Caroline  –  rzucił  ze 

śmiechem.  –  Może  zapragnąłem  tylko 
odrobiny towarzystwa? 

Doprawdy  nie  wiedziała,  jak  na  to 

zareagować. 

background image

–  Czyli  wszystko  jest  w  porządku  – 

powiedziała wreszcie. 

Twarz Erika skrzywiła się w uśmiechu. 
–  Jest  pani  dzisiaj  mniej  więcej  tak 

rozmowna jak ryba. To był chyba błąd, że 
po  panią  posłałem.  Caroline,  czy  bywa 
pani  także  kim  innym,  a  nie  tylko 
pielęgniarką?  To  znaczy  czy  zapomina 
pani czasem ó swoim zawodzie? 

Spojrzała na niego zaskoczona. 
–  Oczywiście  –  przyznała  niepewnie.  – 

Niestety  znam  pana  za  krótko,  aby  z 
panem tak po prostu gawędzić. 

W jego oczach pojawiły się złe błyski. 
–  Najwyraźniej  już  Madeline  panią 

ustawiła. 

Caroline uśmiechnęła się z przymusem. 
–  Być  może  zmieni  się  coś  w  jej 

stosunku  do  mnie,  gdy  się  upewni,  że  nie 
zamierzam... być jej rywalką... – dorzuciła 
gwałtownie. 

Erik uniósł ze zdumieniem brwi. 

background image

– Nic z tego nie rozumiem. 
–  Niech  pan  nie  udaje  –  potrząsnęła 

gniewnie głową. 

–  Naprawdę  nie  rozumiem,  przysięgam 

– przybrał minę człowieka zaskoczonego. 

–  Przecież  sam  pan  powiedział,  że 

Madeline  w  każdej  młodej  kobiecie 
upatruje  rywalkę,  uważając  widocznie,  że 
nie ma takiej, która by się nie zakochała od 
razu w panu po uszy. 

– A nie ma racji? – spytał zarozumiale. 
–  Niechże  pan  przestanie!  –  Caroline 

miała już tego dość, cała dosłownie trzęsła 
się ze złości. – ; Nie mam ochoty z panem 
dyskutować. 

Skrzyżowała  ręce  na  piersi  i  odwróciła 

się do niego plecami. 

–  Proszę  do  mnie  podejść  –  szepnął 

przymilnie. 

Spojrzała  na  niego  z  niemym  pytaniem 

w oczach. 

Wyglądał tak atrakcyjnie, z tymi swoimi 

background image

ciemnymi  oczami  i  wijącymi  się  gęstymi 
włosami, a przy tym był taki męski! 

Co prędzej rzuciła wzrokiem na zegarek. 
–  Już  czas  zażyć  lekarstwa.  Zaraz 

przyniosę  szklankę  mleka.  A  może  woli 
pan popić tabletki wodą? 

– Niechże pani nigdzie nie idzie. Proszę 

oszczędzić mi mleka. 

Caroline  poszła  w  drugi  kąt  pokoju  po 

tabletki i położyła je na tacy obok na wpół 
napełnionej  wodą  szklanki  oraz  talerza  z 
nie dojedzoną zupą kartoflaną z obiadu. 

– Zadzwonię dziś wieczorem do doktora 

Sheridana  –  rzekła  przyglądając  się,  jak 
połyka tabletki. 

–  Dlaczego  mnie  samemu  nie  wolno  z 

nim porozmawiać? – rzucił ze złością. 

– Nie wiedziałam, że pan chce to zrobić 

–  odparła  wzruszając  ramionami.  –  Teraz, 
kiedy  pan  już  wyszedł  ze  szpitala,  on  w 
zasadzie  nie  ma  obowiązku  udzielać  panu 
żadnych  informacji,  a  już  na  pewno  nie 

background image

odpowiada za postępy leczenia. 

Erik zmierzył ją posępnym wzrokiem. 
–  Chętnie  bym  go  zapytał,  kiedy 

wreszcie będę mógł wieść normalne życie. 
To chyba nie za wiele, prawda? 

– Przepraszam  – wycofała  się  Caroline. 

– Przy najbliższej okazji zapytam go o to. 
Panu i tak nie powie nic więcej. 

– 

Ma 

pani 

piekielnie 

wysokie 

wyobrażenie o sobie – skrzywił się. 

–  Mam  trochę  doświadczenia  jako 

pielęgniarka  –  wyjaśniła  cierpliwie  –  i 
dobrze  wiem,  co  doktor  Sheridan  mówi w 
takich wypadkach. Chce pan usłyszeć? 

– Naturalnie. 
– Zobaczymy, zobaczymy, powie doktor 

Sheridan.  I  to  wszystko.  Słyszałam  to 
wiele  razy  i  na  pewno  jeszcze  nieraz 
usłyszę.  O  pana  aktualnym  stanie  jestem 
lepiej poinformowana niż on, więc tak czy 
tak będzie musiał bazować na mojej opinii. 

Erik uderzył pięścią w poduszkę. 

background image

–  Przeklęci  szarlatani,  wszyscy  bez 

wyjątku.  Czy  dla  was  nie  istnieje  nic 
innego 

poza 

tabletkami 

chudym 

mlekiem? 

Popatrzyła na niego zdezorientowana. 
– Ja mogę tylko powtórzyć: musi się pan 

odprężyć, wiele odpoczywać... 

–  Pewnie  nawet  nie  zdaje  pani  sobie 

sprawy, jak śmiesznie to brzmi! – przerwał 
jej niegrzecznie. 

–  Tak  czy  owak  nie  mogę  panu 

powiedzieć  nic  innego  –  ofuknęła  go 
szykując  się  do  odejścia.  Naraz  coś  jej 
przyszło  do  głowy,  więc  zwróciła  się 
ponownie  ku  niemu.  –  Wydaje  mi  się, 
Eriku,  że  to  będzie  rozsądniejsze,  jeśli  w 
przyszłości  nie  tak  często  będę  zachodzić 
do pańskiego pokoju... 

– Jak mam to rozumieć? – żachnął się. – 

Właściwie o czym pani mówi? 

–  No  cóż  –  zaczęła  z  ociąganiem.  – 

Doktor  Sheridan  i  ja  jesteśmy  zdania,  że 

background image

jest  pan  na  tyle  rozsądny,  aby  pan  mógł 
sam na siebie uważać. 

– Czy to oznacza, że pani chce odejść? – 

utkwił w niej zdziwione spojrzenie. 

–  Nie,  nie.  Chodzi  o  to,  że  lekarstwa  i 

mleko  można  przyjmować  samemu,  bez 
pomocy  pielęgniarki.  Nie  miałby  pan 
wtedy  uczucia,  że  jest  przeze  mnie 
kontrolowany. 

Myślimy...  –  urwała 

bezradnie.  Do  licha,  dlaczego  zachowuję 
się jak zakochana uczennica, skarciła samą 
siebie w duchu. 

–  A  więc  po  co  właściwie  pani  tu 

przyjechała?  –  To  pytanie  nie  zabrzmiało 
zbyt uprzejmie. Caroline udała, że tego nie 
zauważyła. 

–  W  razie  gdyby  nastąpiło  coś 

nieprzewidzianego.  Na  przykład  gdyby 
dostał  pan  ataku,  czego  panu  nie  życzę, 
będzie pan miał pewność, że w pobliżu jest 
ktoś,  kto  umie  panu  pomóc.  Nie  mówiąc 
już  o  badaniach,  które  mam  obowiązek 

background image

przeprowadzać, choć już nie tak często, jak 
na samym początku. 

Wyglądało  na  to,  że  się  z  wolna 

uspokaja. 

–  O  tym  nie  pomyślałem  –  przyznał 

otwarcie,  po  czym  włączył  radio  i  słuchał 
przez  chwilę.  –  Lubi  pani  tę  piosenkę?  – 
spytał nieoczekiwanie. 

– Nigdy jej nie słyszałam – powiedziała 

Caroline. 

– Zatem proszę przysiąść tu obok mnie i 

posłuchać. Jest naprawdę piękna. To jedna 
z moich ulubionych piosenek. 

Usiadła  na  brzegu  łóżka,  bardzo  blisko 

niego, nie uświadamiając sobie tego wcale. 

Była  to  powolna  ballada  w  stylu 

country.  Słuchali  jej  w  milczeniu,  każde 
pogrążone  we  własnych  myślach.  Kiedy 
melodia  się  skończyła,  ich  spojrzenia  się 
spotkały. 

Naraz  pogłaskał  delikatnie  jej  ramię. 

Trwała nieporuszona, przeniknięta słodkim 

background image

dreszczem, 

zahipnotyzowana 

niepokojącym  blaskiem  jego  ciemnych 
oczu. Znienacka ujął jej ręce i przyciągnął 
całą do siebie, przewracając na łóżko. 

–  Caroline  –  szepnął  pieszczotliwie  i 

przywarł  do  jej  warg  w  namiętnym 
pocałunku. 

Caroline, niezdolna się bronić, wiedziała 

tylko  jedno:  jeszcze  nigdy  nie  pragnęła 
żadnego  mężczyzna  tak  jak  Erika. 
Owładnęło  nią  pożądanie,  jakiego  do  tej 
pory nie zaznała. 

Raptem  usłyszała  jakiś  szmer  za 

drzwiami, 

po  czym  okrzyk  „Och, 

przepraszam". 

Zelektryzowana  głosem  Grace  porwała 

się  z  łóżka.  Jej  twarz  pałała.  Jakże  mogła 
pozwolić  na  to,  aby  Erik  Houston  ją 
całował!  Człowiek,  z  którym  trudno  było 
wytrzymać, w dodatku jeszcze jej pacjent! 
Była zakłopotana jak nigdy. 

–  Przyjdę  później  –  uspokoiła  ją 

background image

życzliwie Grace. 

–  Nie,  nie,  proszę  zostać.  I  tak  już 

miałam  wyjść.  –  Chwyciła  pospiesznie 
tacę,  starając  się  przy  tym  nie  patrzeć  na 
Erika.  Była  pewna,  że  się  uśmiecha 
pokazując  wszystkie  zęby,  a  to  ją 
dodatkowo złościło. 

– Eriku, chciałam z tobą porozmawiać – 

zaczęła Grace. 

Caroline  wybąkała:  –  Na  razie  –  i 

opuściła  pokój.  Jej  wyjście  przypominało 
ucieczkę. 

 
Wpadła  do  kuchni  jak  burza.  Chyba 

postradałam  rozum,  wyrzucała  samej 
sobie.  Mechanicznie  umyła  talerz  Erika  i 
wstawiła do szafki. 

Była  oszołomiona  jego  zachowaniem  i 

swoją  reakcją.  Nigdy  by  się  nie 
podejrzewała,  że  tak  straci  głowę.  Nie 
lubiła tego człowieka, a przecież pozwoliła 
mu  się  całować!  Erik  też  przecież  nic  do 

background image

niej nie czuł, a wziął ją w ramiona. I przy 
tym obydwoje żywili do siebie niechęć! 

Przyszło  jej  do  głowy,  że  Erik  mógł 

sobie to posunięcie zaplanować w każdym 
calu,  i  sama  myśl  przyprawiała  ją  o 
rumieniec. 

Czyżby 

rzeczywiście 

przypuszczał,  że  ona  wda  się  w  romans  z 
pacjentem i zapomni o odpowiedzialności, 
jaką  ponosi  za  niego?  Najwidoczniej 
chodziło  mu  o  to,  aby  znaleźć  namiastkę, 
kiedy Madeline nie było w domu. 

Zaczerpnęła  powietrza,  wzięła  tabletki, 

które miał zacząć zażywać Erik, i udała się 
do  jego  pokoju.  Jej  serce  biło  dziko,  gdy 
szła korytarzem, na szczęście uspokoiły ją 
dochodzące z pokoju Erika głosy. Poczuła 
ulgę,  gdy  wchodząc  do  pokoju  napotkała 
życzliwy uśmiech Grace. 

–  Eriku,  te  tabletki  będzie  pan  brał  od 

dziś.  Do  opakowania  jest  dołączona 
instrukcja. Gdyby pan miał  jakieś pytania, 
proszę mnie zawołać. 

background image

–  Nie  rozumiem  –  Grace  była 

zdziwiona. 

–  Ani  doktor  Sheridan,  ani  ja  nie 

uważamy  za  konieczne,  aby  Erika  trzeba 
było  pilnować  pod  tym  względem.  Jest 
przecież  człowiekiem  rozsądnym,  który 
sam  może  troszczyć  się  o  swą  kurację  – 
wyjaśniła Caroline. 

–  Ach  tak  –  Grace  potrząsnęła  w 

zamyśleniu głową i podniosła się. – Zajrzę 
tu jeszcze później. 

Erik 

sprawiał 

wrażenie 

niezadowolonego. 

Przyniesione 

przez 

Caroline  pastylki  rzucił  na  stolik  obok 
łóżka, nawet  ich  nie obejrzawszy.  Chciała 
wyjść,  lecz  Erik  ją  zatrzymał.  Jego  oczy 
niebezpiecznie błyszczały. 

–  Proszę  mi  dziś  wieczór  nie 

przeszkadzać, bo mam dużo pracy. 

–  W  porządku  –  odparła  siląc  się  na 

spokój, choć wewnętrznie cała trzęsła się z 
oburzenia  –  zajrzę  tylko  na  krótko  po 

background image

północy. 

–  Jeśli  już  pani  tak  koniecznie  chce  – 

zagryzł  niechętnie  wargi  –  lecz  nie  sądzę, 
aby to było naprawdę potrzebne. 

Nie  powiedziawszy  słowa,  opuściła 

pokój  razem  z  Grace.  Tuż  obok  schodów 
Grace ujęła ją za rękę. 

– Caroline, ja... 
–  Grace,  proszę  –  przerwała  żywo 

Caroline  –  jeśli  chce  pani  rozmawiać  ze 
mną  o  czym  innym  niż  o  stanie  zdrowia 
Erika, to... nie teraz... Czuję się strasznie i 
chcę zostać sama. 

Grace uśmiechnęła się. 
– Ja chciałam tylko pani powiedzieć, że 

z  każdym  problemem  może  przyjść  pani 
do mnie. 

– Dzięki, Grace. 
Wpadła do swego pokoju, rzuciła się na 

łóżko i zaczęła płakać bez opamiętania. 

 

background image

Rozdział 5 

 
Kiedy  udało  jej  się  trochę  uspokoić, 

postanowiła  nie  zaglądać  do  Erika  tej 
nocy.  Nie  było  z  nim  aż  tak  źle,  a  gdyby 
się  nagle  poczuł  gorzej,  mógł  przecież  ją 
zawołać. 

Przewracała  się  bezsennie  z  boku  na 

bok, gdy jednak wreszcie usnęła, co nigdy 
nie  przychodziło  jej  łatwo  w  nowym 
miejscu, 

spała 

do 

samego 

rana. 

Zbudziwszy  się  mogła  już  spokojniej 
myśleć o wydarzeniach poprzedniego dnia. 

Niech  Erik  sobie  nie  wyobraża,  że  ona 

jest  gotowa  się  w  nim  zakochać.  Jeszcze 
tylko tego by brakowało, myślała. 

Tego 

ranka 

szczególnie 

uważnie 

przyjrzała  się  swemu  odbiciu  w  lustrze, 
stwierdzając 

zadowoleniem, 

że 

właściwie  może  być  z  siebie  zadowolona: 
szafirowe  oczy,  gładkie  jasne  włosy, 

background image

kształtny  nos  i  pięknie  wykrojone, 
zmysłowe  usta,  które  przysparzały  jej 
wielu komplementów. 

Rzuciła  okiem  na  zegarek  i  przeraziła 

się.  Cały  czas  myślała,  że  jest  szósta, 
najwyżej  pół  do  siódmej,  a  dochodziła 
dziesiąta! 

Jak  mogła  tak  długo  spać!  Od 

pielęgniarki 

wymagało 

się 

więcej 

odpowiedzialności,  kpiła  sama  z  siebie. 
Ładnie zaczęła, nie ma co mówić. 

Szybko narzuciła biały kitel, wsunęła na 

stopy  sandały  na  płaskim  obcasie  i 
pospieszyła do pokoju Erika. 

Jej  pukanie  pozostało  bez  odpowiedzi. 

Nie  żyje,  i  to  moja  wina.  Owo  straszne 
przypuszczenie  nieomal  zwaliło  ją  z  nóg. 
Przerażona otwarła drzwi. Erika nie było w 
łóżku. 

Jak  szalona  zbiegła  ze  schodów, 

dręczona obawą, że w nocy mogło się stać 
coś  strasznego.  Bez  tchu  wpadła  do 

background image

kuchni. 

Grace siedziała za stołem, popijała kawę 

i  najspokojniej  w  świecie  czytała  gazetę. 
Włosy  zwisały  jej  na  ramiona,  nie 
uczesane  tak  starannie  jak  zwykle. 
Wskazywało to na to, że dopiero co wstała, 
jak  stwierdziła  ku  swej  nieopisanej  uldze 
Caroline. 

– Dzień dobry. Wszystko w porządku? 
Grace spojrzała na nią zdumiona. 
– A co takiego miałoby być? 
– Bogu dzięki, więc z Erikiem wszystko 

dobrze. 

– Ależ oczywiście – potwierdziła Grace 

z niejakim zdziwieniem. – Siedzi na tarasie 
i opala się. 

–  Cudownie!  –  Caroline  wybuchnęła 

śmiechem,  myśląc  o  swoich  obawach.  – 
Muszę  to  chyba  pani  wytłumaczyć.  – 
Myślałam,  że...  w  ogóle  nie  wiedziałam... 
kiedy zobaczyłam pusty pokój... to byłaby 
moja wina... – wyjąkała zakłopotana. 

background image

Grace mrugnęła do niej wesoło. 
– Tak się pani o niego martwi? 
Caroline zmarszczyła czoło. Nie chciała, 

aby to tak wypadło. 

–  To  czysto  zawodowe  zainteresowanie 

– bąknęła spuszczając oczy. 

Grace roześmiała się. 
– Napije się pani kawy, Caroline? 
–  Chętnie,  tylko  zajrzę  do  niego  na 

werandę. 

Erik  leżał  wyciągnięty  na  leżaku.  Miał 

na  sobie  tylko  białe  szorty  i  okulary 
słoneczne.  Wyglądał  na  uspokojonego  i 
zrelaksowanego. 

– Erik! – zawołała cicho. 
–  Tak?  –  spytał  leniwie,  nie  zwracając 

się w jej stronę ani nie otwierając oczu. 

– To ja, Caroline... 
Zdjął  okulary i zlustrował ją od stóp  do 

głów. 

–  Przecież  wiem  –  skrzywił  się  w 

uśmiechu.  –  Za  kogo  niby  miałbym  panią 

background image

wziąć? 

Poczerwieniała  pod  jego  badawczym 

spojrzeniem. 

– Sama nie wiem... Jak się pan czuje? 
– Doskonale – odparł – lecz to nie jest z 

pewnością  pani  zasługa.  Co  to  za 
pielęgniarka,  która  dłużej  śpi  niż  jej 
pacjent? 

–  Ma  pan  rację.  Sama  nie  wiem,  jak  to 

się  stało,  ale  na  pewno  nigdy  się  nie 
powtórzy. 

Spojrzał na nią rozbawiony. 
–  Trudno  mi  w  to  uwierzyć,  miss 

Mansfield,  gdyby  jednak  tak  się  stało, 
gotów  jestem  przejąć  pani  obowiązki.  – 
Wyciągnął  się  z  powrotem  na  leżaku.  – 
Ale teraz już poważnie, Caroline. Czuję się 
dziś naprawdę lepiej i dlatego zdążyłem z 
rana coś zaaranżować. 

–  Naprawdę?  –  rzuciła  mli  zdziwione 

spojrzenie. 

–  Odbyłem  rozmowę  telefoniczną  z 

background image

doktorem 

Sheridanem 

–  powiedział, 

czekając najwyraźniej, aby zachęciła go do 
mówienia. 

– I? – Caroline rzeczywiście nie umiała 

skryć niecierpliwości. 

–  Powiedział,  że  wolno  mi  już  jeść 

wszystko. 

–  Nie  mogę  uwierzyć  –  pokręciła 

niedowierzająco głową. – Jest pan pewien, 
że rozmawiał pan z doktorem Sheridanem? 

–  Skądże  znowu,  to  wszystko  mi  się 

tylko śniło – obruszył się. 

– Więc co tak naprawdę powiedział? 
Jego głos zdradzał udrękę. 
–  Już  pani  słyszała.  Caroline,  jeśli 

jeszcze  choć  jeden  jedyny  raz  zobaczę  na 
swym  talerzu  zupę  ziemniaczaną,  to 
przysięgam, 

natychmiast  zwymiotuję. 

Wolno  mi  jeść,  co  zechcę,  więc  właśnie 
zacząłem  to  robić  – oznajmił  z  tryumfem. 
–  Kazałem  sobie  podać  jaja  na  bekonie, 
biszkopt z owocami i silną czarną kawę. 

background image

Caroline  straciła  głowę.  To  musiało 

kiedyś  nadejść,  znała  podobne  przypadki. 
W  momencie  wielkiej  lekkomyślności 
cierpiący  na  wrzody  żołądka  zaczynają 
jeść  co  się  da  –  byle  to  nie  była 
kartoflanka.  Niestety,  rekonwalescencja  u 
Erika nie była aż tak daleko posunięta, aby 
mogło mu to ujść bezkarnie. 

–  Mam  nadzieję,  że  zdaje  pan  sobie 

sprawę, co pan robi – rzekła tylko. 

–  Caroline,  pani  może  być  doskonałą 

pielęgniarką, ale i tak z pewnością będę się 
trzymał  raczej  wskazówek  lekarza  niż 
pani, przysięgam! 

Z  tym  człowiekiem  się  ostatniego 

wieczoru całowałam, przemknęło Caroline 
przez głowę. 

–  Miałam  wiele  razy  do  czynienia  z 

pacjentami cierpiącymi na wrzody żołądka 
i w każdym z tym wypadków nasza terapia 
okazała się skuteczna – oświadczyła sucho 
i zniknęła we wnętrzu domu. 

background image

– Co tam słychać u naszego ukochanego 

pacjenta?  –  spytała  Grace,  gdy  Caroline 
zajęła miejsce przy stole. 

– Moim ukochanym pacjentem nie jest z 

całą  pewnością  –  rzuciła  porywczo,  zaraz 
jednak 

zreflektowała 

się  i  spuściła 

zawstydzony wzrok. – Przepraszam, nie to 
miałam na myśli. 

– Caroline – zaczęła spokojnie Grace. – 

Nie  oczekuję  od  pani  żadnych  hymnów 
pochwalnych  na  cześć  Erika.  Dobrze 
wiem,  jakim  jest  trudnym  pacjentem. 
Zresztą  jako  architekt  też  nie  jest  lepszy. 
Mówię  to,  chociaż  jest  moim  bratankiem. 
Niełatwo z nim wytrzymać. 

–  Tak  też  .  mi  się  wydawało  – 

zauważyła Caroline. 

– Ma pani ochotę na jejecznicę i tosty? – 

spytała Grace. 

–  Dziękuję,  właściwie  nie  jadam 

śniadań. 

– To niemądrze z pani strony – oburzyła 

background image

się  Grace.  –  Dzień  należy  zaczynać  od 
solidnego posiłku. 

–  To  brzmi  zupełnie  jak  nowa  reklama 

płatków kukurydzianych – uśmiechnęła się 
Caroline.  –  Przyznaję,  ma  pani  zupełną 
rację,  niestety  nie  potrafię  rano  przełknąć 
ani kęsa. 

– Gdy miałam tyle lat co pani, właściwie 

też  nie  jadałam  śniadań  –  zamyśliła  się 
Grace. – Jest pani taka młoda, że pozwolę 
sobie zadać pytanie... – urwała znienacka. 

–  Słucham?  –  Caroline  zachęciła  ją  do 

mówienia. 

– No cóż – zaczęła z ociąganiem Grace 

– chciałam tylko zadać pytanie, czy tam w 
Nowym  Jorku  jest  jakiś  miły  młody 
człowiek, którego pani... Proszę wybaczyć, 
jestem  chyba  zbyt  ciekawa.  Przecież  to 
naprawdę nie powinno mnie obchodzić. 

Caroline upiła łyk kawy. 
–  Oczywiście,  to  wyłącznie  moja 

sprawa,  ale  chętnie  odpowiem  pani  na 

background image

pytanie. Nie ma nikogo, kim bym się bliżej 
interesowała.  Kiedy  zaczęłam  pracować, 
nie  mogłam  się  opędzić  od  zaproszeń 
młodych ludzi. 

–  Także  lekarzy?  –  chciała  się  upewnić 

Grace. 

–  Tak,  szczególnie  od  tych,  z  którymi 

pracowałam  razem  w  szpitalu.  Ponieważ 
jednak  nie  reagowałam  na  to  w  określony 
sposób  i  z  nikim  się  nie  związałam,  to  i 
zaproszenia stały się rzadsze. 

– Nie uwierzę w to. Jest pani wyjątkowo 

piękną dziewczyną. 

–  Miło  mi  to  słyszeć,  Grace,  choć  tak 

prawdę  mówiąc  nie  mam  zbyt  wysokiego 
mniemania o swojej urodzie. 

– Nie zgadzam się z tym i już. Ma pani 

piękne  niebieskie  oczy...  i  te  włosy...  Nie 
można nie zwrócić na panią uwagi. 

W  tym  momencie  dobiegł  je  odgłos 

stukających  w  hallu  wysokich  obcasów 
Madeline. 

background image

–  Zaczynam  się  oswajać  z  atmosferą 

tego  domu  –  uśmiechnęła  się  Caroline.  – 
Stałych gości rozpoznaję już po krokach. 

–  W  tym  wypadku  nie  jest  to  wcale 

trudne  –  odparła  Grace wstając,  aby dolać 
sobie kawy. 

–  Dzień  dobry  paniom  –  rzuciła  słodko 

Madeline  wchodząc  do  kuchni.  –  Co  u 
Erika? 

–  W  porządku.  Siedzi  na  werandzie  i 

opala się. 

Madeline  zachwycona  klasnęła  w 

dłonie. 

– To cudownie! – zawołała z przesadną 

radością.  –  Naleję  sobie  filiżankę  kawy  i 
przysiądę się do niego. 

Zanim 

jednak 

wyszła, 

przystąpiła 

jeszcze do Caroline. 

–  Ach,  byłabym  zapomniała  – 

powiedziała 

patrząc 

na 

nią 

porozumiewawczo. 

–  Zaprosiłam  na 

przyjęcie  kogoś,  kto  się  pani  z  pewnością 

background image

spodoba. 

–  To  miło  z  pani  strony  –  skwitowała 

uprzejmie  całą  sprawę  Caroline,  lecz  tak 
naprawdę było jej to obojętne. 

Madeline jednak nie dała za wygraną. 
–  To  młody  człowiek  z  Nowego  Jorku, 

który  będzie  tutaj  przez  cały  lipiec.  Jest 
wyjątkowo przystojny. 

– Zatem z przyjemnością go poznam. 
– Już mu o pani opowiadałam – ciągnęła 

Madeline, 

jakby  miała  nigdy  nie 

wyczerpać tematu. 

–  Przyjemnie  mi,  że  pomyślała  pani  o 

mnie  –  Caroline  za  żadne  skarby  nie 
chciała  okazać  się  nieuprzejma,  nawet 
wobec  Madeline.  –  Przyznam  jednak,  że 
przyjęcie  właściwie  mnie  nie  interesuje. 
Nie przyjechałam tu po to, aby się bawić. 

– 

Wiem, 

wiem 

– 

Madeline 

niecierpliwym  ruchem  odrzuciła  włosy  do 
tyłu. – Nie zaszkodzi jednak pani odrobina 
męskiego  towarzystwa.  Kiedy  Erik  jest  w 

background image

podróży  służbowej,  ja  też  przecież  nie 
siedzę w domu z robótką w ręku. 

Caroline  i  Grace  wymieniły  wiele 

mówiące spojrzenia. 

– Poza tym – ciągnęła Madeline – wcale 

nie  uważam,  że  musi  go  pani  od  razu 
poślubić.  Broń  Boże,  nie!  Ale  jest  to 
niewątpliwie  jedyny  wolny  mężczyzna  w 
okolicy.  –  Inni  są  w  dobrych  rękach,  Erik 
też nie jest tutaj wyjątkiem. 

–  Madeline,  ile  razy  mam  pani 

powtarzać,  że  Erik  mnie  nie  interesuje? 
Gdyby  mi  wolno  było  sobie  dobierać 
pacjentów,  mój  wybór  z  pewnością  nie 
padłby na niego. 

Madeline popatrzyła na nią znacząco. 
– Nie mówię o Eriku jako pacjencie. 
–  Rozumiem.  Dla  mnie  za  to  Erik  jest 

tylko pacjentem i nikim więcej. Gdyby nie 
był  chory,  nie  byłoby  mnie  tutaj.  Nie 
jestem  żadną  damą  do  towarzystwa  i  im 
szybciej  to  pani  pojmie,  tym  lepiej, 

background image

oczywiście dla pani. 

Madeline  przyglądała  jej  się  spod 

zmrużonych powiek. 

–  A  co  się  stanie,  jeśli  mimo  moich 

najszczerszych chęci nie uwierzę w to? 

Caroline 

już 

otwierała  usta,  aby 

odpowiedzieć  na  tę  cierpką  uwagę,  gdy 
wmieszała się szybko Grace. 

–  Madeline,  moja  kochana,  Erik  byłby 

wściekły,  gdyby  się  dowiedział,  o  czym 
tutaj  rozmawiamy.  A  ty  przecież  nie 
chcesz, aby się dowiedział, prawda? 

Madeline 

rzuciła 

jej 

oburzone 

spojrzenie. 

–  Nie  wydaje  mi  się,  abyśmy  dalej 

musiały  rozwijać  ten  temat  –  dorzuciła 
Grace.  –  W  każdym  razie  postaraj  się 
przyjąć  do  wiadomości  to,  co  Caroline 
usiłuje ci wytłumaczyć. 

–  Jesteś  niemożliwa,  Grace  –  Madeline 

zacisnęła  wargi  próbując  doprowadzić  do 
porządku  niesforny  kosmyk  włosów.  – 

background image

Nigdy  nie  zrozumiem,  jak  Erik  jeszcze  z 
tobą wytrzymuje. 

–  Zapytaj  go  o  to  sama  –  odparowała 

Grace.  –  Gdybyś  go  lepiej  znała,  nie 
musiałabyś tego robić. 

Madeline  odrzuciła  z  wściekłością 

głowę do tyłu i wypadła z kuchni, pozostał 
po niej tylko obłoczek perfum. 

– Jestem przekonana – rzekła Caroline – 

że  w  ten  sposób  zgasła  ostatnia  iskierka 
sympatii, jaką miała dla pani, Grace. 

– Już wcześniej chciałam z nią poważnie 

porozmawiać  –  westchnęła  Grace.  – 
Gdyby to nie chodziło o Erika... 

– Są po słowie? – chciała się dowiedzieć 

Caroline,  niepomiernie  zdziwiona,  że  w 
oczekiwaniu na odpowiedź jej serce naraz 
zaczęło bić niespokojnie. 

–  Nie  wiem  –  przyznała  niepewnie 

Grace.  –  Z  Erikiem  nigdy  nic  nie 
wiadomo. 

– Dlaczego  mieszkacie państwo  razem? 

background image

Proszę mnie źle nie zrozumieć, ale... 

–  Wcale  nie  mieszkamy  razem  – 

przerwała 

pospiesznie 

Grace. 

– 

Przebywamy  pod  jednym  dachem  tylko 
wtedy,  gdy  on  przyjeżdża  w  odwiedziny. 
Ten dom należał kiedyś do jego rodziców. 
Kiedy umarli, odziedziczył go Erik i uparł 
się,  abym  mieszkała  tutaj  przez  okrągły 
rok. Musi pani wiedzieć, Caroline, że Erik 
przywiązuje  wielką  wagę  do  więzów 
rodzinnych.  Trudno  w  to  uwierzyć,  a 
jednak  to  prawda.  –  Tak  więc  od  siedmiu 
lat  większą  część  roku  spędzamy  razem,  i 
w dodatku nie kłócimy się. Dziwne, nie? 

–  Ależ  to  cudownie!  –  Caroline  była 

mile zaskoczona. Erik wydał jej się jeszcze 
bardziej zagadkowy. 

Spojrzawszy na zegarek otrząsnęła się z 

zamyślenia. 

–  Erik  powinien  teraz  zażyć  lekarstwa. 

Niestety  jest  u  niego  Madeline  i  nie  za 
bardzo mam ochotę do niego zaglądać. Nie 

background image

ręczę  za  siebie,  kiedy  ją  spotkam.  Swoim 
lekceważącym 

zachowaniem 

potrafi 

doprowadzić  mnie  do  białej  gorączki  – 
wyznała. 

–  Rozumiem  to  aż  za  dobrze  – 

roześmiała się  Grace. – Ze mną dzieje się 
to  samo.  Ale  niech  pani  nie  pozwoli 
przeszkadzać sobie w pracy. 

–  Racja,  Grace  –  poderwała  się 

zdecydowanym  ruchem  Caroline.  –  Pójdę 
teraz  do  Erika  i  nie  dam  się  zbić  z  tropu 
Madeline.  To  ona  będzie  się  musiała 
usunąć na bok. 

Erik  ciągle  jeszcze  opalał  się  na 

werandzie, teraz jednak leżał na brzuchu, a 
Madeline  przycupnęła  tuż  obok  niego  na 
brzegu  leżaka  i  nacierała  mu  plecy 
olejkiem  do  opalania.  Kiedy  usłyszała 
kroki Caroline, podniosła się. 

–  Niech  pani  będzie  tak  dobra  i 

przyniesie  Erikowi  chusteczkę  do  nosa  z 
łazienki – rzuciła słodko. 

background image

–  Nie  sądzę,  aby  Erik  miał  od  razu 

doznać  oparzenia,  gdy  przerwie  pani  na 
chwilę  nacieranie  i  sama  przyniesie  tę 
chusteczkę – powiedziała sucho Caroline. 

Wydawało  jej  się,  że  Erik  cicho 

zachichotał,  nie  mogła  tego  jednak 
stwierdzić  z  całą  pewnością,  gdyż 
odwrócił  od  niej  głowę.  Musiała  więc 
przyjąć, że się przesłyszała. 

– Jest pani pielęgniarką i jak mniemam, 

należy to do pani obowiązków. 

– A więc jest pani w błędzie, Madeline. 

Pielęgniarka  ma  za  zadanie  troszczyć  się 
wyłącznie  o  te  sprawy,  które  są  związane 
ze  zdrowiem  pacjenta.  Oznacza  to,  że  nie 
musi  przejmować  obowiązków  kelnerki, 
służącej,  przyjaciółki  czy  damy  do 
towarzystwa.  Dlatego  proszę  mną  nie 
komenderować.  Do  tego  upoważnieni  są 
tylko  lekarze,  a  i  to  nie  w  każdym 
wypadku. 

Erik roześmiał się głośno, lecz Madeline 

background image

nie  znalazła  w  tym  nic  zabawnego. 
Podniosła się dysząc wściekłością. 

–  Podobnej  bezczelności  nie  spotkałam 

jeszcze nigdy w życiu – rzuciła chrapliwie. 
–  Nie  mam  ochoty  być  dalej  obrażana,  a 
więc  jedźmy  na  spacer.  –  Ta  propozycja 
dotyczyła oczywiście tylko Erika. 

Caroline^  czekała  w  napięciu,  w  jakiś 

dziwny  sposób  przekonana,  że  Erik  tę 
propozycję odrzuci. 

Rzeczywiście,  odwrócił  się  na  bok  i 

podparł  łokciem,  lustrując  Caroline 
dziwnym  wzrokiem.  Najchętniej  by  się 
spoliczkowała,  bo  pod  tym  spojrzeniem 
spłonęła  ciemnym  rumieńcem.  Czuła  się 
tak, jakby stała przed nim naga. 

–  Madeline  –  spytał  w  końcu,  nie 

spuszczając  oczu  ze  swej  pielęgniarki  – 
dlaczego nie pojedziesz sama? 

–  Co?  –  pytanie  Madeline  przeszło  w 

krzyk.  –  Dlaczego  niby  miałabym  jechać 
sama? To przecież takie nudne! 

background image

– Przynajmniej raz możesz spróbować – 

mrugnął  do  Caroline,  która  co  prędzej 
odwróciła wzrok. Kolana miała jak z waty. 

–  Eriku,  mogłabym  z  tobą  pomówić  na 

osobności,  i  to  zaraz?  –  zażądała  ostro 
Madeline. 

Ku  zdziwieniu  Caroline  wzrok,  jakim 

Erik  obrzucił  swoją  przyjaciółkę,  nie 
zdradzał cienia uczucia. 

–  Madeline,  jak  widzisz,  właśnie  się 

opalam.  Wypoczywając  trzymam  się 
wskazówek  lekarza,  czego  skrupulatnie 
przestrzega  obecna  tu  młoda,  choć  nie 
pozbawiona 

doświadczenia, 

Caroline 

Mansfield.  Nikt  mi  nie  będzie  mówił, 
kiedy  mam  wstać.  O  tym  decyduję  sam, 
czy  to  będzie  trwało  minutę,  godzinę,  czy 
też trzy godziny. 

Madeline  sięgnęła  nerwowo po pudełko 

z  papierosami,  zgarniając  przy  tym 
niechcący  z  blatu  stojącego  obok  stolika 
inne drobiazgi. 

background image

– Do licha, gdzie jest zapalniczka? 
– Skąd mam wiedzieć? – spytał chłodno. 

–  Przecież  wiesz,  że  od  ostatniego  ataku 
nie palę. 

–  Owszem,  pamiętam  –  rzuciła  ze 

złością.  –  Ale  ostatecznie  masz  przecież 
oczy w głowie. 

Szukała dalej, raptem jednak zaprzestała 

poszukiwań i zapatrzyła się w milczeniu w 
przestrzeń. 

W  którymś  momencie  odwróciła  się  do 

Caroline i spojrzała na nią lodowato. 

– Może pani wie, gdzie jest zapalniczka, 

miss  Mansfield.  Jej  wzrok  pobiegł  do 
Erika, ale ten udał, że tego nie dostrzega. 

– Daj wreszcie spokój, Madeline. To po 

prostu  śmieszne  –  burknął  niechętnie 
przygładzając włosy. 

–  Nigdy  nic  nie  wiadomo  –  usiłowała 

bronić  swego  Madeline,  lecz  jej  wyraz 
twarzy  mimo  wszystko  się  zmienił. 
Wyglądała teraz na nieco speszoną. 

background image

– Przepraszam – zwróciła się znienacka 

do  Caroline.  Ta  nie  wierzyła  własnym 
uszom.  –  Nie  mam  pojęcia,  dlaczego  to 
powiedziałam,  jeszcze  raz  przepraszam.  – 
Spojrzała  ku  niebu.  –  Być  może  dostałam 
już  udaru  słonecznego.  Ale  bardzo  jestem 
do  tej  zapalniczki  przywiązana,  poza  tym 
nie była ona znowu taka tania. 

–  Nie  ma  czego  żałować,  możesz  sobie 

przecież kupić sto innych – rzekł niedbale 
Erik, poprawiając się na leżaku. 

–  Masz  rację,  najdroższy  –  westchnęła 

Madeline. – Łatwo przyszło, łatwo poszło. 
Niech  się  pani  na  mnie  nie  gniewa  – 
uśmiechnęła się z przymusem do Caroline. 
–  A  teraz  muszę  się  pożegnać  –  dodała 
nieoczekiwanie. – Zobaczymy się później. 

Niecierpliwym  gestem  sięgnęła  po 

pudełko  papierosów,  demonstracyjnie 
pocałowała  Erika  w  usta  i  wróciła  do 
siebie. 

 

background image

–  Przykro  mi,  że  doszło  do  tej 

obrzydliwej  sceny  –  powiedział  Erik, 
kiedy  Madeline  odeszła.  –  Było  to  czyste 
grubiaństwo z jej strony i ona doskonale o 
tym wie. 

–  Nie  bierzmy  tego  aż  tak  poważnie  – 

próbowała 

skwitować 

całe 

zajście 

Caroline,  dziwiąc  się  w  duchu,  że  jest 
naprawdę  oburzony.  –  Zdarzyło  mi  się  to 
już  kilka  razy,  moim  koleżankom  zresztą 
też. 

–  Naprawdę?  –  Erik  spojrzał  na  nią 

niedowierzająco. 

–  Właściwie  każda  pielęgniarka  ma  na 

swoim 

koncie 

takie 

niemiłe 

doświadczenia.  Kiedyś,  a  było  to  wtedy, 
gdy  dopiero  co skończyłam szkołę, pewna 
bardzo  bogata  stara  dama  oskarżyła  mnie, 
że  jej  ukradłam  zegarek.  Oczywiście 
znalazł się u niej pod poduszką, ale jak się 
wtedy  czułam...  Mimo  to  starałam  się  tę 
starą kobietę zrozumieć. 

background image

– Jak to? – Erik zmarszczył czoło. 
Atmosfera  nie  była  napięta,  wręcz 

przeciwnie.  Erik  leżał  wyciągnięty  na 
leżaku  i  zadawał  pytania,  nie  patrząc  na 
nią,  nie  niepokoił  jej  też  w  żaden  inny 
sposób. 

–  Zwykle  oskarżają  nas  ludzie  bogaci, 

zresztą  im  można  ukraść  najwięcej. 
Strzegą  więc  swoich  pieniędzy  i  innych 
rzeczy jak oka w głowie, tak jakby żyli w 
ciągłej  obawie,  że  kiedyś  mogą  skończyć 
w  nędzy.  My,  źle  opłacane  pielęgniarki, 
nie mamy takich zmartwień. 

Uśmiechnął się do niej. 
–  Jak  rozumiem,  miał  to  być  wyraz 

współczucia – upewniła się z kpiną. 

–  Caroline,  niechże  się  pani  tak  nie 

podnieca, bo inaczej któregoś dnia nabawi 
się pani wrzodów żołądka. 

Nie  odpowiedziała.  Sama  czuła,  że  od 

kiedy przebywa w Cape Cod, jest bardziej 
spięta i podatna na stresy niż zwykle. 

background image

–  Proszę  zrobić  mały  spacer  plażą  albo 

wziąć  moją  żaglówkę  i  popływać  – 
zaproponował.  –  Nie  zdradzę  pani, proszę 
się nie martwić. 

Spojrzała na niego zirytowana. 
– Przyjechałam tutaj jako pielęgniarka, a 

nie na urlop. 

Plaża co prawda nęciła ją już od dawna, 

lecz  doskonale  wiedziała,  że  będzie  miała 
wyrzuty  sumienia,  jeśli  zostawi  Erika 
samego. Ostatecznie płacono jej za to, aby 
się o niego troszczyła. 

–  Dla  mnie  to  też  nie  jest  obojętne  – 

dorzucił  –  gdy  pani  cały  czas  tkwi  koło 
mnie. Prawdopodobnie nie pomyślała pani 
o  tym,  że  nawet  chory  ma  prawo  do 
odrobiny prywatności. 

Ich  oczy  spotkały  się.  Czyż  w  jego 

wzroku  nie  było  znowu  błysków 
zdradzających  rozbawienie?  A  więc  bawił 
się jej kosztem. 

–  Zatem  zostawiam  pana  samego  – 

background image

oświadczyła  sucho  poprawiając  na  sobie 
kitel.  –  Chciałabym  tylko  wiedzieć,  co 
będzie  pan  jadł  na  obiad,  bo  muszę 
uzupełnić  sprawozdanie  dla  doktora 
Sheridana. 

– Dobre sobie! – jego twarz sposępniała. 

–  skądże  niby  mam  wiedzieć?  Niech  pani 
zapyta Grace. Słyszałem, jak mówiła coś o 
suflecie  z  serca,  ale  tak  naprawdę  nie 
zwróciłem na to uwagi. 

Odwróciła  się  bez  słowa.  Ależ  ten 

człowiek  miał  humory!  Nigdy  się  nie 
wiedziało, czego można się spodziewać za 
moment!  Jeśli  Erik  jeszcze  kiedykolwiek 
będzie  próbował  przyciągnąć  ją  do  siebie, 
wytłumaczy 

mu 

spokojnie, 

lecz 

stanowczo, że sobie tego nie życzy. Mimo 
iż  tak  na  nią  działał,  w  żadnym  wypadku 
nie chciała czegoś, co by wykraczało poza 
zwykłe  kontakty  między  chorym  a 
pielęgniarką. 

Dla 

niej 

był 

zbyt 

zarozumiały,  obrzydliwie  pewny  siebie  i 

background image

arogancki, choć wyglądał bosko... 

Poszła  do  kuchni  poszukać  Grace,  gdyż 

chciała 

jeszcze 

tego 

przedpołudnia 

dokończyć  sprawozdanie  o  postępie 
terapii.  Niestety  nie  znalazła  jej  tam, 
wróciła  więc  do  swego  pokoju.  Pisanie 
jednak  jej  nie  szło.  Była  rozkojarzona  i 
nerwowa  i  nie  umiała  nic  rozsądnego 
napisać o minionym wieczorze. 

Naraz  wszystko  na  nowo  stanęło  jej 

przed  oczami,  tak  jakby  wydarzyło  się  to 
zaledwie parę. sekund wcześniej. 

Odżył  w  jej  wspomnieniach  moment, 

kiedy  Erik  zamknął  ją  w  ramionach  i 
zaczął namiętnie całować. 

Nigdy  jeszcze  niczyje  pocałunki  nie 

obudziły  w  niej  takich  uczuć,  a  przecież 
Erik  nie  był  człowiekiem,  którego 
mogłaby  tak  po  prostu  pokochać. 
Potrząsnęła  bezradnie  głową.  Zachowałaś 
się  strasznie,  po  raz  nie  wiadomo  który 
skarciła samą siebie. 

background image

Kiedy  jednak  pomyślała  o  zachowaniu 

Erika w ogóle, o tym, jak ją peszył swymi 
odezwaniami i celowo denerwował, wzięła 
się  w  garść,  zacisnęła  zęby  i  dokończyła 
sprawozdanie. 

Przede  wszystkim  jednak  postanowiła 

zaraz potem iść na spacer. 

 
Obeszła  dom  wokoło,  rozkoszując  się 

ciepłymi  promieniami  słońca.  Zdjęła 
sandały  i  pobiegła  plażą.  Piasek  był 
nagrzany  i  to  sprawiało  jej  prawdziwą 
przyjemność.  Brnęła  tak  brzegiem  morza 
więcej  niż  milę,  potem  jednak  zawróciła, 
gdyż  owładnęło  ją  niejasne  uczucie 
samotności. 

Kiedy  spojrzała  na  zegarek,  stwierdziła 

ku  swemu  zaskoczeniu,  że  stanął.  Pewnie 
do  środka  dostał  się  piasek  i  uszkodził 
mechanizm, pomyślała. 

Od  Grace  dowiedziała  się,  że  Erik 

zamknął  się  w  swoim  pokoju,  a  Madeline 

background image

zajrzała  tylko  na  krótko.  Tymczasem 
zrobiło się już popołudnie. 

–  Erik  jest  dziś  w  wyjątkowo  złym 

humorze  –  zauważyła  Grace  zerkając  na 
Caroline sponad swojej filiżanki z kawą. – 
Wie pani, jaki jest tego konkretny powód? 

Caroline  nic  nie  mogła  poradzić  na  to, 

że się czerwieni. 

– Nie, nie wiem. Jego humor zmienia się 

tak szybko, jak pogoda w marcu. 

– Caroline, jest pani czerwona jak burak. 

Coś leży pani na sercu. 

Caroline,  do  reszty  speszona,  utkwiła 

wzrok w filiżance. 

– Grace, naprawdę nie ma nic takiego, o 

czym  powinnyśmy  porozmawiać.  To,  co 
zaszło  ubiegłego  wieczoru,  było  zwykłą... 
głupotą...  i  nigdy  się  nie  powtórzy.  – 
Podniosła oczy na Grace. – Jestem pewna, 
że się nie powtórzy... 

– 

Caroline, 

mówi 

to 

pani 

przekonaniem? – spytała spokojnie Grace. 

background image

Na  takie  pytanie  Caroline  nie  była 

przygotowana. 

– 

Tak, 

najzupełniej 

– 

rzuciła 

pospiesznie. Sama czuła, że nie zabrzmiało 
to  przekonująco.  –  Sama  nigdy...  bym  nie 
zaczynała z Erikiem... 

–  Z  powodu  Madeline?  –  indagowała 

Grace. 

–  Nie,  właściwie  nie...  Gdybym 

rzeczywiście była zainteresowana Erikiem, 
Madeline  sama  w  sobie  stanowiłaby 
problem. Ale tak nie jest, Grace. 

–  Erika  trudno  przejrzeć  –  pokręciła 

głową  z  westchnieniem  Grace.  –  Nie  jest 
łatwo  go  polubić.  Już  jako  dziecko  był 
samowolny  i  uparty.  Nigdy  nie  miał 
przyjaciół. Ale... – mieszała w zamyśleniu 
kawę – zobaczymy... 

Raptem Caroline opanowało uczucie, że 

ktoś za nią stoi. Odwróciła się gwałtownie 
i  jej  oczy  rozszerzyły  się  ze  zdumienia, 
kiedy  zobaczyła  Erika  opierającego  się 

background image

niedbale o drzwi. 

Miał na sobie białe lniane ubranie i białe 

buty.  Zawsze  prezentował  się  świetnie, 
tym  razem  jednak  rzeczywistość  przeszła 
wszelkie 

oczekiwania. 

Zakłopotana 

przygryzła wargę, nie mogąc odwrócić od 
niego wzroku. 

–  Grace,  miła  moja,  dlaczego  tak  nagle 

przerwałaś? – spytał jakby od niechcenia. 

Grace uśmiechnęła się niepewnie. 
–  Właśnie  rozmawiałyśmy  o  okolicy. 

Usiądź, proszę. Napijesz się z nami kawy? 

– Nie, dziękuję. W tej chwili ruszam do 

P-Town z Madeline. 

Caroline  odczuwała  osobliwe  napięcie, 

nie  mogąc  skoncentrować  się  na  tym,  co 
powiedział Erik. P-Town. Co za P-Town? 

–  Chcemy  się  spotkać  z przyjaciółmi,  z 

którymi już od dawna się nie widzieliśmy. 
Czy da mi pani na to swoje przyzwolenie i 
błogosławieństwo,  Caroline?  –  spytał 
drwiąco. 

background image

–  Co  to  jest  P-Town?  –  zapytała 

zmieszana. 

–  A  więc  nie  będzie  błogosławieństwa, 

jak się domyślam. Moja droga, to skrót od 
nazwy Provincetown,  miasteczka  leżącego 
na  najbardziej  wysuniętym  na  południe 
końcu przylądka. Jeszcze jakieś pytania? 

– Nie, Eriku. – Jej głos brzmiał w miarę 

spokojnie, lecz była wzburzona. 

Grace  przyjrzała  się  jej  uważnie.  Jej 

uniesione brwi zdradzały zdziwienie. 

–  Musisz  iść  na  to  cocktail-party? 

Jestem  pewna,  że  doktor  Sheridan  nigdy 
by ci na to nie pozwolił. 

Jej  wzrok  powędrował  z  powrotem  do 

Caroline,  jakby  chciał  ją  zachęcić,  by 
kategorycznie się sprzeciwiła. 

–  Grace  ma  rację.  Pan  naprawdę 

powinien... 

–  Ani  słowa  więcej  na  ten  temat!  – 

przerwał  jej  gniewnie.  –  Najchętniej  bym 
was  obie  wziął  ze  sobą,  lecz  nie  zniosę 

background image

dziś wieczór dwóch kobiet, które ciągle mi 
powtarzają,  co  mi  wolno  jeść  i  pić.  I  tej 
trzeciej, która mi podpowiada, z kim mam 
rozmawiać, a z kim nie – rzucił ze złością i 
wyszedł. 

Caroline  też  zaraz  się  podniosła,  zdając 

sobie sprawę, że nie potrafi sklecić w tym 
momencie 

sensownego 

zdania. 

Nie 

chciała,  aby  Grace  zauważyła  jej 
wewnętrzne  pomieszanie.  To  prawda, 
Grace 

była 

miła 

przyjacielsko 

usposobiona,  lecz  na  jej  gust  nieco  zbyt 
ciekawa  i  na  pewno  chciałaby  się  za 
wszelką  cenę  dowiedzieć,  co  się  z  nią 
dzieje. 

A tego Caroline sama nie wiedziała. 
 

background image

Rozdział 6 

 
Już  było  dobrze  po  południu,  kiedy 

Caroline 

spytała, 

czy 

Grace 

nie 

pożyczyłaby  jej  swego  starego  kabrioletu. 
Chciała jechać do miasta, aby dać zegarek 
do naprawy. 

–  Niestety,  tutaj  nie  ma  sklepu 

jubilerskiego.  Musi  pani  jechać  aż  do 
Provincetown – oświadczyła Grace. 

– Cóż, na to ostatnie nie mam ochoty – 

zastanawiała  się  głośno  Caroline,  myśląc 
przy  tym,  że  w  Provincetown  może 
natknąć się na Erika i Madeline. 

–  Właściwie  dlaczego  nie  miałaby  pani 

tam  jechać?  –  spytała  ze  zdziwieniem 
Grace.  –  Zegarek  jest  przecież  pani 
potrzebny. 

Grace  oczywiście  miała  rację,  Caroline 

potrzebowała zegarka choćby do mierzenia 
pulsu  Erika,  więc  nie  było  co  zwlekać  z 

background image

naprawą. 

– Nie musi się pani bać, że spotka pani 

Erika  z  Madeline  –  Grace  zdawała  się 
czytać  w  jej  myślach.  –  Kiedy  pani  tam 
zajedzie, oni już dawno będą na party. 

–  Wcale  się  nie  boję,  że  ich  spotkam  – 

broniła  się  gorączkowo  Caroline.  –  Ja 
tylko...  nie  chcę  tracić  takiego  pięknego 
popołudnia na wypad do miasta... choć co 
prawda, muszę oddać zegarek do naprawy, 
i to jak najszybciej. 

–  Może  pani  wziąć  mojego  forda  albo 

BMW Erika. 

– Wezmę forda – zdecydowała Caroline. 
Grace  wytłumaczyła  jej,  jak  się  jedzie 

do  Provincetown  i  gdzie  szukać  sklepu 
jubilerskiego. 

Była  to  wspaniała  jazda.  Po  czystym 

błękicie nieba żeglowały pojedyncze białe 
chmurki, 

a  wiatr  rozwiewał  włosy 

dziewczyny, dając przedsmak przygody. 

Niestety, jej myśli krążyły nieodmiennie 

background image

wokół  Erika  i  to  kładło  się  cieniem  na  jej 
radości. Dlaczego był taki skory do kłótni i 
lekkomyślny,  gdy  chodziło  o  własne 
zdrowie? 

Do  Provincetown  przybyły  o  niezbyt 

korzystnej  porze.  Wąskie  ulice  miasta 
dosłownie  zabite  były  samochodami  i 
tylko  z  trudem  posuwała  się  do  przodu, 
czując 

się 

odrobinę 

śmiesznie 

olbrzymim fordzie-kabriolecie. 

Zaparkowała wóz w pierwszym wolnym 

miejscu,  jakie  dostrzegła,  i  resztę  drogi 
przebyła  pieszo,  oglądając  niezliczone 
wystawy  i  zapisując w  pamięci  napotkane 
restauracje. 

Zegarmistrz  okazał  się  miłym  starszym 

panem.  Obejrzał  zegarek  i  oświadczył,  że 
zreperuje go od ręki i że będzie go można 
odebrać mniej więcej za pół godziny. 

Caroline wróciła tą samą drogą. Idąc do 

zegarmistrza  zdążyła  zauważyć  kilka 
ładnych  niedrogich  rzeczy,  postanowiła 

background image

więc  je  obejrzeć.  Grace  też  wypadało 
zrobić małą niespodziankę. 

Ostatecznie  kupiła  po  małej  pachnącej 

lawendą  poduszce  dla  Grace  i  dla  siebie. 
Zakup  wprawił  ją  w  dobry  humor.  Dzień 
się  zaczął  co  prawda  nerwowo,  ale  teraz 
miała  dla  siebie  resztę  popołudnia,  mogła 
do  woli  robić  zakupy  i  spacerować,  nie 
pamiętając  o  złym  nastroju  sprzed  kilku 
godzin  ani  o  tym,  co  go  wywołało. 
Mniejsza  o  Erika  i  Madeline  z  ich 
humorami!  Jej  powinno  być  to  absolutnie 
obojętne.  I  będzie,  przyrzekła  sobie 
święcie. 

Naraz  zamajaczył  przed  nią  wysoki, 

biało  odziany  mężczyzna  i  uwieszona  u 
jego  ramienia  szczupła  kobieta.  Erik  i 
Madeline!  Szli  kilka  metrów  przed  nią, 
rozmawiając  wesoło  i  śmiejąc  się. 
Zachowywali  się  tak,  jakby  byli  świeżo 
upieczoną parą małżeńską. 

Nastrój Caroline zmienił się w mgnieniu 

background image

oka, z radosnego uczucia sprzed chwili nie 
zostało  śladu.  Przystanęła  na  chwilę,  nie 
chcąc ich dogonić, po czym ruszyła wolno 
przed  siebie,  nie  tracąc  z  oczu  tamtych 
dwojga.  Zapytywała  siebie  w  duchu, 
dlaczego tak jej przeszkadza fakt, że Erik i 
Madeline  dobrze  się  czują  w  swoim 
towarzystwie,  nie  umiała  jednak  znaleźć 
na  to  odpowiedzi.  Zresztą  obydwoje  byli 
jakby dla siebie stworzeni, uświadomiła to 
sobie przecież zaraz na początku. 

Na  skrzyżowaniu  jeszcze  raz  rzuciła 

spojrzenie  w  stronę  roześmianej  pary,  po 
czym skręciła w wąską przecznicę. Zanim 
jednak to zrobiła, zdążyła jeszcze dojrzeć, 
jak  Madeline  kładzie  Erikowi  rękę  na 
ramieniu  i  przyciąga  go  do  siebie.  Erik 
jednak wydaje się tego nie dostrzegać. 

Caroline  to  ucieszyło,  zaraz  jednak 

próbowała  sobie  wmówić,  że  jest  jej  to 
obojętne, co zrobi lub czego nie zrobi Erik. 

Wróciła  do  jubilera,  zapłaciła  za 

background image

naprawę  i  najkrótszą  drogą  wróciła  do 
miejsca,  gdzie  zaparkowała  samochód. 
Spieszyła  się,  bo  przyrzekła  Grace,  że 
wróci na szóstą. 

Wyjeżdżając  z  miasta  przypomniała 

sobie,  że  ma  zabrudzoną  tylną  szybę, 
zatrzymała  się  więc,  aby  ją  przetrzeć,  i 
oniemiała.  Widniały  na  niej  nakreślone 
koślawymi  literami  dwa  słowa:  „Sorry 
Erik". 

Musiał dostrzec samochód, kiedy byłam 

u  jubilera,  myślała  wpatrując  się  w  wiele 
mówiące przesłanie. 

Słowa  były  tylko  dwa,  lecz  uczyniły 

Caroline  niewymownie  szczęśliwą.  Auto 
co  prawda  należało  do  Grace  i  Erik  ją 
mógł  mieć  na  myśli,  lecz  szósty  zmysł 
podpowiadał jej, że te słowa skierowane są 
do  niej.  Jeżeli  rzeczywiście  było  mu 
przykro, 

to 

jednak 

chyba 

miał 

świadomość,  że  zachował  się  wobec  niej 
nieładnie.  Wyglądało  na  to,  że  zbyt 

background image

pochopnie go oceniła. 

Kiedy wróciła, Grace właśnie skończyła 

przygotowywać obiad. Była pieczona kura 
z ryżem i sałatą. Do tego piły białe wino. 

Siedziały w jadalni do dziewiątej. 
–  Mam  nadzieję,  że  nie  czuje  się  pani 

zobowiązana 

dotrzymywać 

mi 

towarzystwa,  Grace  –  powiedziała  w 
którymś  momencie  Caroline.  –  Jeśli  pani 
chce  wyjść,  proszę  się  nie  krępować.  Od 
kiedy 

mieszkam 

Nowym 

Jorku, 

przyzwyczaiłam się zajmować sama sobą. 

– Wręcz przeciwnie, bardzo przyjemnie 

mi  się  z  panią  gawędzi,  Caroline.  Co 
innego Madeline. Zagląda tu co chwilę, ale 
spędzenie  z  nią  wieczoru  to  średnia 
przyjemność. 

–  Łatwo  mi  to  sobie  wyobrazić  – 

zgodziła  się  Caroline.  –  Niekiedy  wydaje 
mi  się...  nie  wiem,  dlaczego,  ale  mnie  to 
prześladuje...  że  Madeline  nie  jest 
odpowiednią  kobietą  dla  Erika.  –  Myślę, 

background image

że pani wie, co chcę przez to powiedzieć – 
dorzuciła 

pospiesznie, 

myśląc 

przerażeniem  o  tym,  co  powiedziała. 
Najchętniej odgryzłaby sobie język. To nie 
było potrzebne. Co Grace sobie teraz o niej 
pomyśli? 

– O, to całkiem nowy ton – uśmiechnęła 

się przebiegle Grace. 

Caroline  spłonęła  ciemnym  rumieńcem, 

co jeszcze bardziej rozbawiło Grace. 

–  Musiałam  zmienić  zdanie  o  Eriku. 

Przez  całe  popołudnie  byłam  na  niego 
wściekła,  ale  w  Provincetown  zmieniłam 
zdanie. Musiał zobaczyć mój samochód to 
znaczy pani samochód – i napisał na tylnej 
szybie „Sorry Erik". 

–  Cały  Erik  –  oświadczyła  z  dumą 

Grace. – Mnie też już wiele razy zaskoczył 
w  mniej  więcej  taki  sam  zwariowany 
sposób. 

– Może to właśnie panią miał na myśli... 

–  Caroline  wpatrzyła  się  w  obrus.  –  Nie 

background image

wiem... 

O, 

byłabym 

zapomniała. 

Przywiozłam pani mały upominek. 

– Ależ to nie było potrzebne, Caroline. 
– To tylko drobiazg. Zaraz wrócę. 
Kiedy  znalazła  się  na  powrót  w 

korytarzu,  stanęła  jak  wryta.  Z  jadalni 
doszły  ją  głosy.  Serce  Caroline  skoczyło 
do gardła. Erik i Madeline już wrócili! 

 
Z  ociąganiem  zeszła  po  schodach, 

zapytując siebie gorączkowo w duchu, czy 
jej makijaż jest w porządku, a włosy nie są 
potargane.  O  tych  sprawach  jeszcze  przed 
chwilą w ogóle nie myślała. 

–  Aha!  –  powitał  ją  nieomal  szyderczo 

Erik,  gdy  weszła.  –  Nasza  Florence 
Nightingale 

przypomniała 

sobie 

obowiązkach. 

Prezentował się wspaniale.  Jego ciemna 

opalenizna  doskonale  kontrastowała  z 
białym  ubraniem,  a  oczy  błyszczały 
wyzywająco. 

background image

Uśmiechnęła się nerwowo, nie wiedząc, 

jak się zachować. A więc w sposobie bycia 
Erika niewiele się zmieniło... 

–  Caroline  przywiozła  mi  upominek  – 

zawołała  ucieszona  Grace.  –  Właśnie 
przyniosła go z góry. 

–  Jak  to  miło  –  zauważyła  znudzonym 

głosem  Madeline  i  lekko  zatoczywszy  się 
oparła o stół. 

Caroline  sprawiła  przykrość  ta  cała 

niespodziewana sytuacja. 

–  To  przecież  tylko  drobiazg...  – 

szepnęła. ~ 

–  Mam  wrażenie,  że  nasza  mała 

Florence  Nightingale  nie  jest  zachwycona 
naszą  obecnością  –  dodała  ironicznie 
Madeline.  Może  to  prezent,  jakiego  nikt  z 
nas  by się po niej nie spodziewał – jakieś 
egzotyczne zmysłowe perfumy albo coś w 
tym rodzaju... 

–  Przestań  –  ofuknął  ją  Erik.  –  Co  to 

takiego, Caroline? 

background image

Czuła się nieswojo, wręczając upominek 

Grace.  Że  też  ci  dwoje  musieli  być  przy 
tym obecni... 

Grace 

pełna 

radości  oczekiwania 

rozwinęła  papier,  a  Caroline  zrobiło  się 
lżej na duszy, gdy zobaczyła, że pachnąca 
poduszka naprawdę jej się podoba. 

–  Na  miły  Bóg,  co  to  takiego?  – 

Madeline 

wybuchnęła 

piskliwym 

śmiechem. 

–  Pachnąca  poduszka  –  wyjaśniła 

spokojnie Caroline. 

–  Och,  jakie  to  miłe  –  zauważyła 

drwiąco  Madeline.  –  Takie  coś  miałam 
jako dziecko. Uroczy prezent! 

– Musiało to być dawno temu, skoro nie 

za  dobrze  to  pamiętasz  –  Caroline  była 
zdumiona sposobem i tonem, jakim Grace, 
zwykle 

uprzejma 

zrównoważona, 

odpowiedziała Madeline. 

Madeline  widocznie  nie  zamierzała 

wdawać  się  w  kłótnię,  bo  ciągnęła  jakby 

background image

nigdy nic: 

–  To  naprawdę  miło  z  pani  strony, 

Caroline. I jakoś... – szukała odpowiednich 
słów  –  pasuje do  pani... jest takie  słodki i 
niewinny... 

Erik  wystąpił  krok  do  przodu,  jakby 

sposobił się do zabrania głosu w dyskusji, 
lecz  Caroline  nie  dopuściła  do  tego. 
Spodziewała się, że też zacznie sobie stroić 
żarty  z  jej  prezentu,  a  nie  miała  ochoty 
tego  słuchać.  A  nawet  jeśli  zamierzał 
wziąć  ją  w  obronę...  mniejsza  z  tym, 
spokojnie 

mogła 

zrezygnować 

interwencji 

człowieka, 

którego 

usposobienie  było  kapryśne  jak  pogoda,  i 
po  którym  nie  wiadomo  czego  można  się 
było spodziewać. 

– Mam wrażenie, że Grace poduszka się 

naprawdę podoba – rzuciła więc szybko – 
a dla mnie to najważniejsze. 

Szare  oczy  Madeline  zwęziły  się 

dosłowni  w  szparki.  Wyprostowała  się 

background image

wzruszając  przy  tym  demonstracyjnie 
ramionami. 

–  Strasznie  mi  przykro –  zwróciła  się  z 

sarkazmem  w  głosie  do  Erika  –  ale  nie 
jestem  przyzwyczajona  do  wysłuchiwania 
tylu  sentymentalnych  deklaracji.  Chodź, 
usiądziemy  na  werandzie  i  wypijemy  po 
drinku. 

– Jestem zmęczony, Madeline – odrzucił 

niezbyt  grzecznie  propozycję  Erik.  – 
Odwiozę cię teraz do domu. 

Wyszedł  z  pokoju,  nie  oczekując 

odpowiedzi z jej strony. 

Madeline  pobiegła  za  nim  bez  słowa, 

tylko z hallu dobiegł jej błagalny głos: 

–  Eriku,  jednego  jedynego  malutkiego 

drinka... 

W  parę  sekund później  zawarczał  silnik 

samochodu  Erika.  A  więc  postawił  na 
swoim. 

–  Caroline...  –  wyrwał  ją  z  zamyślenia 

głos  Grace.  –  W  tym  całym  zamieszaniu 

background image

nie  miałam  jeszcze  okazji,  aby  pani 
podziękować.  To  było  bardzo  miłe  z  pani 
strony. 

–  Cieszę  się,  że  poduszeczka  się  pani 

podoba,  niestety  wymiana  zdań,  którą  ona 
wywołała, nie była zbyt przyjemna. 

–  Wiem,  kochanie  –  uśmiechnęła  się 

Grace. 

–  Nie  powinnam  jej  była 

rozpakowywać  przy  Madeline,  tym 
bardziej że na tym party musiała się dobrze 
wstawić. 

–  Ach,  nic  nie  szkodzi.  Teraz  pójdę  do 

siebie i trochę poczytam. Gdy Erik  wróci, 
muszę  go  zbadać.  Mogłabym  pomóc  pani 
w zmywaniu? 

–  W  żadnym  wypadku  –  zaoponowała 

Grace.  –  Proszę  odpocząć,  a  ja  powiem 
Erikowi,  że  pani  zajrzy  do  niego  jeszcze 
tego wieczoru. 

– Może rzeczywiście lepiej go uprzedzić 

–  mruknęła  sama  do  siebie.  –  Dobranoc, 
Grace, i... dziękuję za wszystko. 

background image

– Dobranoc, kochanie. To ja powinnam 

dziękować. 

Wróciwszy do swego pokoju usadowiła 

się  w  fotelu  i  wzięła  do  ręki  książkę. 
Czytała  niecałe  dziesięć  minut,  kiedy  na 
schodach  usłyszała  kroki  Erika,  wybiegła 
więc  na  korytarz,  aby  go  złapać,  zanim 
zniknie w swoim pokoju. 

– Erik? 
Zatrzymał się nie oglądając. 
– Tak. 
Zabrzmiało  to  jak  stwierdzenie,  nie  jak 

pytanie. 

–  Zanim  pan  się  położy,  muszę  jeszcze 

pana  zbadać  –  Nie  możemy  z  tym 
poczekać  do  rana?  –  W  jego  głosie 
dźwięczała złość. 

– Niestety nie. Zawsze pana badam o tej 

porze. To nie potrwa długo. 

Nie  czekając  na  jego  reakcję  poszła  do 

kuchni 

po 

stetoskop, 

przyrząd  do 

mierzenia ciśnienia i tabelę porównawczą. 

background image

Gdy  wróciła,  Erika  już  nie  było  na 

korytarzu.  Drzwi  do  jego  pokoju  stały 
uchylone,  a  on  sam  siedział  z  grobową 
miną za stołem kreślarskim. 

– Mam nadzieję, że to rzeczywiście nie 

potrwa zbyt długo – burknął niechętnie. 

– Ja też chcę to mieć jak najszybciej za 

sobą – nie wytrzymała. – Proszę podwinąć 
rękaw. 

Niecierpliwie  zaczął  rozpinać  guziki 

swej białej koszuli – I tak ją muszę zdjąć, 
więc  zrobię  to  teraz,  aby  ułatwić  całą 
sprawę. 

– Jak pan chce – zgodziła się obojętnie. 
Ze złością rzucił koszulę na ziemię. 
–  Proszę  się  pospieszyć,  mam  wiele 

pracy. 

trudem 

– 

przyszło 

jej 

się 

skoncentrować, gdy ta k siedział przed nią 
z  obnażonym  torsem.  Emanował  jakąś 
dziwną  zniewalającą  siłą,  wobec  której 
była  bezbronna.  Oczywiście  za  nic  w 

background image

świecie  by  się  do  tego  nie  przyznała, 
niestety 

nie 

umiała 

opanować 

zdenerwowania. 

– Postaram się zrobić to jak najszybciej 

– 

szepnęła 

przyciskając 

membranę 

stetoskopu do jego szerokiej piersi. 

Serce  Erika  biło  bardzo  szybko,  co 

świadczyło o tym, że jest podenerwowany. 
Kiedy  uniosła  wzrok,  ich  spojrzenia  na 
moment się spotkały. 

– 

Przyspieszona 

akcja 

serca 

– 

oświadczyła. 

– Co to oznacza? 
–  Nic  wielkiego,  po  prostu  tak  mi  się 

powiedziało. 

–  A  więc  proszę  łaskawie  zachować 

swoje  uwagi  dla  siebie,  miss  Mansfield  – 
ofuknął  ją.  –  Niech  mi  pani  oszczędzi 
swych  komentarzy  na  temat  mego  stanu 
zdrowia.  Owszem,  czekam,  że  mi  pani 
powie, gdy coś będzie nie tak, ale nic poza 
tym. 

background image

Ironia  tego  oświadczenia  ugodziła  ją  w 

serce. 

–  Przynajmniej  wiem,  gdzie  jest  moje 

miejsce – zauważyła cierpko. 

Założywszy 

opaskę 

uciskową 

stwierdziła,  że  Erik  ma  ciśnienie  wyższe 
niż  poprzedniego  dnia,  nic  jednak  nie 
powiedziała. 

– Na dziś tyle. 
Powinna  się  też  dowiedzieć,  co  tego 

dnia  jadł  i  pił,  aby  uwzględnić  to  w 
obowiązującym  ją  raporcie,  doskonale 
jednak  wiedziała,  że  i  tak  jej  nie  powie, 
zbierała się więc do wyjścia nie zwracając 
na niego uwagi. 

– Dobranoc. 
–  Jeszcze  jedno!  –  zawołał  za  nią,  gdy 

już była w progu i zamierzała zamknąć za 
sobą drzwi. 

– Słucham? 
–  Będzie  lepiej,  jeśli  pani  przebywając 

tutaj  będzie  ubierać  się  stosownie  do 

background image

swych obowiązków. 

– To znaczy? – utkwiła w nim pytające 

spojrzenie. 

–  Nosi  pani  za  krótkie  spódniczki.  Nie 

mogę  w  takiej  sytuacji  skoncentrować  się 
na pracy. 

Nie wiedziała, co na to powiedzieć, więc 

tylko zamknęła za sobą bez słowa drzwi. 

 

background image

Rozdział 7 

 
Kiedy zbudziła się następnego ranka, jej 

myśli  od  razu  powędrowały  do  Erika. 
Przeszkadzała  mu  długość  jej  spódniczek! 
To  prawdziwe  maniery  jakiegoś  tam 
paszy! Cała trzęsła się ze złości. 

Ubrała się szybko, bo zanim wszyscy się 

zbudzą,  chciała  iść  popływać,  a  przedtem 
jeszcze wypić filiżankę kawy. Tylko w ten 
sposób 

mogła 

odsunąć 

od 

siebie 

przytłaczające myśli. 

Grace krzątała się już po kuchni. 
– Wcześnie pani dziś wstała, Caroline – 

rzekła  nalewając  jej  pachnącej,  mocnej 
kawy. 

– Idę popływać. 
–  Pewnie,  że  tak.  Erik  i  tak  jeszcze 

będzie  ładną  chwilę  spał.  –  Z  wahaniem 
ciągnęła dalej: – Mam nadzieję, że wczoraj 
w  czasie badania zachowywał się bardziej 

background image

uprzejmie  niż  tu  na  dole.  Wszystko  z  nim 
dobrze?  Moim  zdaniem  był  wczoraj 
wieczór bardzo podenerwowany. 

– Właściwie tak... Caroline pomyślała o 

szorstkim  sposobie,  w  jaki  ją  potraktował. 
–  On  już  chyba  jest  taki:  raz  miły,  a  za 
chwilę miota się ze złości. 

– Zawsze tak było – westchnęła Grace. – 

Wiele  osób  jest  przekonanych,  że  on  ich 
nie  cierpi,  bo  tak  się  zachowuje.  Ale 
prawda  wygląda  inaczej,  proszę  mi 
wierzyć. 

–  Mnie  właściwie  jest  obojętne,  co  o 

mnie  sądzi  –  Caroline  starała  się 
zapanować  nad  swym  głosem.  –  Choć  z 
drugiej strony... 

Grace spojrzała na nią badawczo. 
–  Jego  stan  zdrowia  się  wyraźnie 

poprawił,  nie  wiem  jednak,  czy  to  długo 
potrwa. Madeline z pewnością namawia go 
do  porzucenia  diety,  uważając,  że  to 
bzdurny wymysł lekarzy... 

background image

–  Erik  zawsze  był  tak  samowolny  – 

zamyśliła się Grace. 

–  Nie  obrazi  się  pani,  jeśli  panią  teraz 

przeproszę?  –  spytała  Caroline  dopijając 
kawę. 

–  Skądże  znowu  –  zaprzeczyła  żywo 

Grace.  –  Proszę  iść  się  trochę  rozerwać, 
zanim obudzi się nasz domowy tyran. 

–  A  więc  na  razie  –  skrzywiła  się 

pociesznie. 

Najpierw 

poszła 

na 

werandę 

wyciągnęła  się  na  jeszcze  wilgotnym  od 
porannej  rosy  leżaku.  Powietrze  było 
rześkie  i  czyste,  a  przyroda  wydawała  się 
dziewicza  jak  rzadko  kiedy.  Rozmarzona 
zapatrzyła się w przestrzeń, odczuwając w 
tym  momencie  prawdziwą  radość,  że 
znalazła się w tak pięknym zakątku ziemi. 

Łagodne  powietrze  sprawiło,  że  się 

zdrzemnęła. Kiedy się ocknęła, dojrzała w 
wodzie  nielicznych  pływaków,  więc  co 
prędzej  zbiegła  po  schodach  na  plażę  i 

background image

zrzuciła  sukienkę.  Kostium  kąpielowy 
włożyła jeszcze w pokoju. 

Drobne  fale  przyjemnym  chłodem 

objęły  jej  łydki,  a  ona  szła  przed  siebie 
szukając  głębszej  wody.  Raptem  obsunęła 
się  w  jakiś  dół  i  znalazła  po  szyję  w 
wodzie.  Rozpaczliwymi  ruchami  zaczęła 
dawać  znaki  pływającym,  że  potrzebuje 
pomocy,  niestety  byli  dalej,  niż  się  to 
wydawało  z  werandy.  Piasek  dna  osuwał 
się coraz bardziej, a ona zapadała się coraz 
głębiej, nie mogąc wydostać się z pułapki. 

Z rozpaczą spojrzała w kierunku domu i 

zobaczyła na werandzie Erika ściągającego 
właśnie  biały  podkoszulek.  Widocznie 
znowu zamierzał się opalać. 

Nie  może  mnie  zobaczyć,  przebiegło 

Caroline 

przez 

głowę. 

Nadludzkim 

wysiłkiem  woli  wydostała  się  z  dołu  i 
wypłynęła  na  otwarte  morze.  Płynięcie 
crawlem  nie  sprawiło  jej  większego 
wysiłku,  była  nawet  zdziwiona,  że  tak 

background image

szybko oddaliła się od brzegu. 

A jeżeli jest pode mną prąd, który mnie 

wciągnie? – przyszło jej nagle do głowy. 

Odwróciła się, aby zobaczyć, jak szybko 

uda  jej  się  dotrzeć  w  pobliże  innych 
pływających,  i  dosłownie  zaparło  jej  dech 
w  piersi,  gdy  zobaczyła,  jaka  odległość  ją 
od nich dzieli. Naraz wydała jej się ona nie 
do przebycia. 

Lepiej 

zawrócę, 

przemówił 

głos 

rozsądku.  W  każdym  razie,  jeżeli 
dopłynęłam aż tu, z pewnością też uda mi 
się dopłynąć do lądu. 

Niestety  nie  było  to  wcale  takie  łatwe, 

jak  by  się  wydawało.  Prąd  pod  nią  był 
coraz 

silniejszy. 

Podwodne 

wiry 

powodowały,  że  każdy  wyrzut  ramion, 
który  miał  ją  przybliżyć  ku  brzegowi, 
raczej ją odrzucał w tył. 

Wpadła  w  panikę.  Nigdy  nie  była 

szczególnie  dobrą  pływaczką,  a  myśl  o 
ziejącej  pod  nią  głębinie  i  pułapkach 

background image

podwodnego  prądu  przyprawiała  ją  wręcz 
o obłęd. 

To nie może być prawda, to mi się tylko 

śni,  zaraz  się  obudzę,  myśli  w  popłochu 
przemykały  jej  przez  głowę.  Jak  to  jest, 
kiedy się człowiek topi? Czy to prawda, że 
staje mu wtedy przed oczami całe życie? I 
co  się  dzieje  z  człowiekiem,  kiedy  traci 
wszelką  nadzieję,  walczy  jeszcze  czy 
rezygnuje?... 

Rozpaczliwymi, 

nieskoordynowanymi 

ruchami  próbowała  skierować  się  do 
brzegu,  lecz  nie  przybliżała  się  nawet  o 
metr,  przeciwnie,  prąd  znosił  ją  ku 
otwartemu morzu. 

Próbowała zanurkować i płynąć kawałek 

pod  wodą  tak  jak  to  robiła  będąc 
dzieckiem.  Owszem,  przyniosło  to  nawet 
jakiś  efekt,  ale  gdy  chciała  odrobinę 
odpocząć, prąd odrzucał ją z powrotem... 

Zaczerpnęła  powietrza,  zanurkowała  i 

płynęła  tak  szybko  jak  mogła.  Pozostanę 

background image

pod wodą jak długo się da, zachęcała samą 
siebie,  mając  jednocześnie  wrażenie,  że 
płuca jej zaraz pękną... 

Raptem  uczuła,  że  coś  ją  schwyciło. 

Ostatkiem  sił  wypłynęła  na  powierzchnię, 
mając  absolutną  pewność,  że  to  koniec. 
Rekin,  przemknęło  jej  przez  głowę,  to 
może być tylko rekin. Bijąc dziko rękami i 
nogami próbowała się uwolnić, lecz to coś 
chwyciło ją jeszcze mocniej. 

– Uspokój się, Caroline, to ja. 
Miotała się w wodzie, usiłując utrzymać 

się  na  powierzchni,  i  wtedy  zobaczyła 
Erika. 

–  Erik  –  szepnęła  z  uczuciem 

niewymownej ulgi i osunęła się bez tchu w 
jego ramiona. 

–  Już  wszystko  dobrze,  Caroline, 

doholuję cię do plaży. 

Opasał  ramieniem  jej  talię  i  silnym 

uderzeniem drugiej ręki i nóg skierował się 
do brzegu. 

background image

Caroline  sapała  ze  zmęczenia.  Teraz, 

kiedy Erik przybył jej z pomocą, owładnął 
nią  na  nowo  paraliżujący  strach,  gdy 
uzmysłowiła sobie, jak była bliska śmierci. 
Nie  była  zdolna  wykonać  ruchu,  Erik 
ciągnął ją jak bezwładną kukłę. Zamknęła 
oczy  rozkoszując  się  bliskością  jego 
silnego  ramienia,  które  napełniało  ją 
poczuciem  bezpieczeństwa,  i  otwarta  je 
dopiero  wtedy,  gdy  niemal  znaleźli  się  na 
plaży. 

–  Jesteśmy  już  blisko  brzegu  –  rzekł 

miękko. 

Dasz  radę  pokonać  ten  ostatni  odcinek 

sama? 

– Oczywiście – oświadczyła, lecz gdy ją 

puścił,  zatęskniła  rozpaczliwie  za  jego 
ramionami. Tak bardzo zapragnęła znaleźć 
się  z  powrotem  blisko  niego,  że  ta 
przemożna  siła,  która  pchała  ją  w  jego 
ramiona, 

napełniła 

ją 

bezbrzeżnym 

zdumieniem.  Nigdy  by  nie  pomyślała,  że 

background image

mężczyzna może w niej wywołać aż takie 
uczucia. 

Dobrnęła u jego boku do brzegu i opadła 

wyczerpana  na  piasek.  Erik  odgarnął 
mokre włosy z czoła. 

– Na miły Bóg – szepnął pochylając się 

nad nią – nie rób więcej takich kawałów. 

–  Nawet  nie  wiem,  jak  mam  ci 

dziękować.  –  Nie  zdawała  sobie  sprawy, 
że  porzucili  oficjalny  ton,  jakim  się 
zwracali  do  siebie  jeszcze  poprzedniego 
dnia.  –  Nie  umiesz  sobie  wyobrazić... 
myślałam,  że  wybiła  moja  ostatnia 
godzina.  To  było  straszne.  Prąd  pode  mną 
był taki silny, coraz dalej odrzucał mnie od 
brzegu... 

–  Wiem  –  powiedział  zaglądając  jej  w 

oczy.  –  Popatrz  na  morze,  Caroline. 
Widzisz wielu pływaków? 

– Nie – podążyła za jego wzrokiem – ale 

jest jeszcze wcześnie. 

– Owszem, to prawda, – lecz morze jest 

background image

dziś wyjątkowo wzburzone. Zanim poszłaś 
popływać,  powinnaś  była  przeczytać 
prognozę pogody w gazecie. Mają dziś być 
burze  i  wygląda  na  to,  że  ta  prognoza  się 
sprawdzi. 

–  Ja...  –  zaczęła  Caroline,  lecz  Erik 

przerwał jej. 

–  Skąd  mogłaś  wiedzieć.  Jesteś  tu  od 

niedawna,  więc  nie  znasz  kaprysów 
tutejszej  aury.  O  mały  włos  się  nie 
spóźniłem – zagryzł wargi. – Gdybym nie 
wyszedł  a  taras  i  nie  zobaczył  ciebie  w 
wodzie... 

–  Obserwowałeś  mnie?  –  spojrzała  na 

niego skonsternowana. 

–  Właściwie  nie,  Caroline.  Rzuciłem 

okiem  na  morze,  rozpoznałem  ciebie,  co 
wywołało  moje  zdziwienie,  że  tak 
wcześnie  wstałaś,  po  czym  nagle  mi 
zniknęłaś z pola widzenia. 

–  Ciągle  nie  mogę  uwierzyć,  że  to  się 

tak  skończyło...  –  szepnęła  ujmując  rękę 

background image

Erika.  Ich  spojrzenia  się  spotkały.  – 
Dziękuję... 

–  Co  za  ironia  losu  –  uśmiechnął  się 

leniwie  Erik.  –  Ty  przyjeżdżasz  tutaj,  aby 
się mną opiekować, a ja muszę zdobyć się 
na  piekielny  wysiłek,  aby  nie  pozwolić  ci 
stracić życia. 

Przerażona przycisnęła rękę do ust. 
–  Eriku,  przecież  ty  nie  jesteś  całkiem 

zdrowy! Ja tu myślę tylko o sobie, a ty... 

Roześmiał się szeroko. 
–  Wybaczam  ci  ze  względu  na 

okoliczności.  Możesz  być  spokojna:  czuję 
się  świetnie.  Po  tym  wiecznym  leżeniu  w 
łóżku odrobina ruchu dobrze mi zrobiła. 

– Nie opowiadaj, że tyle czasu spędziłeś 

w  łóżku  –  popatrzyła  na  niego  ze 
śmiechem.  –  Jesteś  najruchliwszym  i 
najbardziej 

niespokojnym 

pacjentem, 

jakim  do  tej  pory  przyszło  mi  się 
opiekować. 

–  Ale  chyba  nie  masz  mnie  za  kogoś, 

background image

kto  wiecznie  tkwi  za  stołem  kreślarskim  i 
warczy  na  każdego,  kto  się  do  niego 
zbliży. 

– Tak źle nie jest, choć musisz przyznać, 

że pacjentem jesteś niesfornym. 

–  Ależ  jestem  głodny  –  oświadczył 

podnosząc  się.  –  Kto  przepłynął  prawie 
kilometr  o  bladym  świcie  w  morzu,  ma 
prawo upomnieć się o solidne śniadanie. 

Poszła  za  nim,  podziwiając  w  duchu 

jego 

zgrabne 

ruchy, 

doskonale 

współgrające  z  jego  wytrenowanym, 
opalonym,  gibkim  ciałem.  Myśl  o  tym,  że 
jego  ręka  delikatnie  obejmuje  ją  w  talii,  a 
twarz  jest  tak  blisko,  przyprawiała  o 
zawrót  głowy...  Opanuj  się,  dziewczyno, 
mówiła  do  siebie,  lecz  niestety  nic  to  nie 
pomogło. Była jak odurzona. 

– Jak widzę, nie  wzięłaś sobie  do  serca 

mojej  wczorajszej  prośby  –  rzucił  przez 
ramię wchodząc na stopnie werandy. 

–  Jakiej  znowu  prośby?  –  spytała 

background image

zaniepokojona. 

– Nie masz na sobie kitla. 
Zaczerwieniła się. 
–  Zwykle  nie  pływam  w  stroju 

roboczym, 

zresztą 

jak 

mogłam 

przewidzieć,  że  wejdę  ci  w  drogę  o  tak 
wczesnej  porze?  –  Caroline  nie  była 
usposobiona do żartów, co jeszcze bardziej 
rozbawiło Erika. 

– Jeszcze tym razem ci daruję. 
Odpowiedziała 

mu 

niepewnym 

uśmiechem. 

–  Umieramy  z  głodu,  Grace  –  oznajmił 

wchodząc do kuchni. – Musimy dostać coś 
wyjątkowego na śniadanie. 

–  Na  przykład  co  takiego?  –  uniosła 

brwi Grace. 

–  Pieczone  kiełbaski,  przysmażone 

ziemniaki... 

–  Erik!  –  spojrzała  na  niego  z  naganą 

Caroline. – Przecież ci nie wolno... 

Uniósł  w  obronnym  geście  rękę, 

background image

zanosząc się śmiechem. 

–  Wiem,  wiem,  to  będzie  mnie 

kosztować życie – rzucił kpiąco. – A więc 
muszę się pogodzić z jajkami, tostem i tym 
podobnymi? 

Wybiegł  z  kuchni  i  popędził  schodami, 

jakby nigdy nie był chory. 

Grace  popatrzyła  z  niedowierzaniem  na 

Caroline. 

– Nasz pacjent zrobił widoczne postępy. 

I jest w wyjątkowo dobrym humorze. 

–  Zjadłabym  wilka  z  kopytami  – 

Caroline  usiłowała  zmienić  temat  –  ale 
wcześnie muszę się przebrać. 

– Przyjemna była kąpiel? 
–  Z  przygodami.  Zaraz  pani  o  tym 

opowiem. 

 
Kiedy  znalazła  się  w  swoim  pokoju, 

wyciągnęła  pielęgniarski  kitel  i  przyjrzała 
mu się uważnie. Przyzwyczaiła się chodzić 
w  zwykłym  odzieniu  i  w  kilku  czuła  się 

background image

źle. Poza szpitalem wydawał jej się zresztą 
nieodpowiedni,  więc  ze  złością  cisnęła  go 
z  powrotem  do  szafy.  Nie  miała  zamiaru 
przyprawić  Erika  i  jego  bliskich  o  atak 
śmiechu swoim wyglądem. Przecież to był 
tylko  żart  z  jego  strony,  wmawiała  sobie. 
Erik potrafi być złośliwy... 

Kiedy  zeszła  do  kuchni,  opowiadał 

właśnie Grace o całym zajściu. 

–  Byłaby  się  utopiła,  a  ja,  chory 

człowiek, 

musiałem 

płynąć 

prawie 

kilometr,  aby  ją  uratować.  –  Hallo, 
Madeline – przerwał sam sobie. 

– Dzień dobry wszystkim. Co to znaczy 

prawie  kilometr?  –  spytała  sadowiąc  się 
obok Erika przy stole. 

Erik  opowiedział  poranną  historię  z 

najdrobniejszymi  szczegółami.  Caroline 
przyglądała  się  Madeline  i  Grace.  Grace 
słuchała  z  żywym  zainteresowaniem,  co 
raz  wtrącając  jakieś  pytanie,  Madeline  też 
słuchała,  ale  rzucała  przy  tym  na  nią 

background image

jadowite spojrzenia. 

–  No  cóż  –  zauważyła  obojętnie.  – 

Strasznie głupio z pani strony, Caroline, że 
jest  pani  taką  marną  pływaczką.  Ma  pani 
niesamowite  szczęście,  że  Erik  w  porę 
panią  dojrzał  i  pospieszył  z  ratunkiem.  A 
gdyby tak nie wyszedł wtedy na werandę? 
Nie  siedziałaby  pani  z  nami  teraz 
spokojnie przy stole. 

Caroline zignorowała zjadliwy ton. 
– Ma pani rację – przyznała tylko. 
Spojrzała  wdzięcznym  wzrokiem  na 

Erika.  On  ją  uratował.  Im  dłużej  o  tym 
myślała,  tym  bardziej  była  świadoma,  że 
zawdzięcza mu życie. 

W  ciszy,  jaka  na  moment  zapadła  przy 

stole, rozległ się piskliwy głos Madeline: 

–  Nie  wiem,  Eriku,  jak  się  czujesz  po 

tym  wszystkim,  ale  bez  względu  na  to 
musisz  mi  pomóc.  Mam  tyle  rzeczy  na 
głowie,  jak  to  zwykle  bywa,  gdy  się 
urządza party. 

background image

–  Nie  zamówiłaś  jedzenia  i  obsługi  w 

restauracji?  –  spytał  bez  specjalnego 
zainteresowania.  –  Myślałem,  że  skoro 
wydajesz  przyjęcie,  zajmiesz  się  tym  od 
początku do końca. 

–  Na  miły  Bóg,  nigdy!  –  krzyknęła  z 

niecierpliwością Madeline. – Mój ojciec co 
prawda  zawsze  mówi,  że  jeżeli  coś  się 
chce zrobić naprawdę dobrze, powinno się 
samemu  tego  przypilnować,  ale  nie  mam 
na to czasu. 

–  Chyba  nie  mówisz  tego  poważnie  – 

Erik  wydawał  się  niemile  zaskoczony.  – 
Twój  ojciec  mówi  tak  tylko,  aby 
usprawiedliwić  nędzne  pensje,  jakie 
wypłaca swoim pracownikom... 

–  Erik!  –  Madeline  zatrzęsła  się  z 

oburzenia,  a  na  jej  twarzy  pojawiły  się 
czerwone plamy. 

Erik wybuchnął śmiechem. 
–  Moje  panie  –  zwrócił  się  do  Grace  i 

Caroline – oto sposób, aby doprowadzić tę 

background image

damę  do  wybuchu.  Wystarczy  tylko 
wspomnieć  jej  ojca  i  jego  skłonność  do 
wyzyskiwania  innych.  Pamiętajcie  o  tej 
sztuczce, 

gdy 

będziecie 

chciały 

wyprowadzić ją z równowagi. 

– Możemy wrócić jeszcze na chwilę do 

tematu  przyjęcia?  Ostatecznie  ma  się 
odbyć już dziś – głos Madeline załamał się 
z podenerwowania. 

–  Ależ  oczywiście,  kochanie  –  oczy 

Erika  błysnęły  wyzywająco.  –  O  co 
chodzi? 

–  Chciałam  tylko  wiedzieć,  jak  ty  to 

sobie  wyobrażasz.  Mam  sama  zająć  się 
wszystkim, czy otrzymam pomoc? 

–  Nie  patrz  tak  na  mnie,  Madeline  – 

wzruszył  ramionami  krzywiąc  się  w 
uśmiechu. 

– 

Jestem 

niewinnym, 

przypisanym  do  łóżka  chorym.  Mam 
nawet  własną  pielęgniarkę  –  rzucił  przy 
tym  szelmowskie  spojrzenie  w  stronę 
Caroline i Grace. 

background image

– Przypisanym do łóżka? – Madeline nie 

posiadała  się  ze  złości.  –  Ty  uratowałeś 
tej...  tej  Caroline  życie,  walcząc  z 
nieprawdopodobnie 

silnym 

prądem, 

pływasz  jak  olimpijczyk,  a  potem  mi 
opowiadasz,  że  jesteś  za  słaby,  aby  mi 
pomóc w zorganizowaniu party? 

– Madeline, moim zdaniem życie młodej 

kobiety to jednak coś więcej niż jakieś tam 
party. 

–  Nigdy  inaczej  nie  myślałam,  i  ty 

doskonale o tym wiesz – natarła na niego z 
furią.  –  Chodzi  mi  tylko  o  to,  że  skoro 
byłeś zdolny do tak wielkiego wysiłku dla 
obcej  kobiety,  to  tym  bardziej  możesz 
pomóc  mnie.  –  Słowa  „obca  kobieta" 
zabrzmiały w jej ustach niemal obraźliwie. 

Potrząsnął głową. 
:  –  Przykro  mi.  Party  było  twoim 

pomysłem,  Madeline.  Tego  porannego 
zmagania  się  z  żywiołem  wcale  sobie  nie 
zaplanowałem,  lecz  stało  się,  mam  je  za 

background image

sobą  i  jeżeli  teraz  się  przemęczę,  jak  nic 
mogę z powrotem wylądować w szpitalu. – 
Zerknął na Caroline. – A to jest coś, czego 
za wszelką cenę chciałbym uniknąć. 

Caroline podniosła się. Co prawda ostra 

wymiana  zdań  między  tymi  dwojgiem 
wyjątkowo  ją  interesowała,  doszła  jednak 
do  wniosku,  że  nie  powinna  jej  ona 
obchodzić. 

Ostatecznie 

była 

tylko 

pielęgniarką Erika, wolała więc pozostać z 
dala od jego prywatnych historii. 

– Pójdę trochę pospacerować. 
– Nie odpowiada ci nasze towarzystwo? 

– spytał Erik wyzywająco. 

–  Nie  o  to  chodzi  –  musiała 

zaprotestować  –  lecz  rozmowa  mnie  w 
gruncie rzeczy nie dotyczy i wydaje mi się, 
że  nie  powinnam  tu  siedzieć,  gdy  wy 
obydwoje się... 

–  ...  kłócicie?  –  skończył  uśmiechając 

się zagadkowo. 

–  ...  gdy  prowadzicie  prywatne 

background image

rozmowy. 

–  Gdybym  chciał,  abyś  sobie  poszła  – 

oświadczył patrząc z ukosa na Madeline – 
dawno bym ci o tym powiedział. 

–  Tak  czy  owak,  Eriku,  na  mnie  już 

czas.  Jeszcze  dziś  przed  południem  muszę 
skończyć  raport  o  stanie  twego  zdrowia  i 
zadzwonić  z  meldunkiem  do  doktora 
Sheridana. będzie się to wiązało z krótkim 
badaniem,  na  które  niestety  muszę  cię  za 
jakąś chwilę poprosić. 

– Jeśli tak, to zróbmy to od razu – wstał 

i  oparł  się  niedbale  o  framugę  drzwi.  W 
jasnoniebieskim  podkoszulku  i  szortach 
wyglądał  tak  atrakcyjnie,  że  Caroline 
dosłownie  jęknęła  w  duchu  z  wrażenia, 
gdy sobie to uzmysłowiła. 

–  Na  razie,  Madeline.  Opowiesz  mi 

później  o  swoich  przygotowaniach  do 
party. 

–  Nie  omieszkam  tego  zrobić  – 

zgrzytnęła zębami unosząc do ust filiżankę 

background image

z kawą. 

Caroline  czuła  na  sobie  wzrok  Erika, 

gdy wstępowała przed nim na schody. 

–  Moja  prośba,  i  to  w  dodatku 

ponowiona, niestety nie poskutkowała – na 
ustach  Erika  igrał  osobliwy  uśmieszek.  – 
Zresztą  co  tam  kitel,  nawet  nowy  i 
wyprasowany.  Jeśli  chodzi  o  mnie, 
mogłabyś biegać w skąpym bikini. 

Caroline  przyjrzała  mu  się  spod  oka, 

lecz 

jego 

twarz 

wydawała 

się 

nieprzenikniona.  Czyżby  to  miał  być 
komplement?  I  co  tak  naprawdę  miałby 
oznaczać? 

– Caroline... 
– Słucham? 
– Czy aby nie powinnaś iść najpierw po 

ten  cały  przyrząd  do  mierzenia  ciśnienia  i 
stetoskop?  Oczywiście  i  bez  tego 
wszystkiego 

zostaniesz 

przyjęta 

otwartymi ramionami, ale może... 

Speszyła się na dobre. 

background image

– Przepraszam, na śmierć zapomniałam. 

–  O  czym  właściwie  myślała  idąc  za  nim 
do jego pokoju, że zapomniała, jaki był cel 
jej  wizyty?  Że  miała  mieć  ona  wyłącznie 
służbowy charakter? 

Kiedy 

wróciła 

odpowiednio 

wyekwipowana, zastała Erika stojącego na 
środku pokoju. 

– Gdzie mam usiąść? 
– Gdziekolwiek. Może na łóżku? 
Leniwym  krokiem  poszedł  w  tamtą 

stronę,  jakby  doskonale  wiedząc,  że 
Caroline, 

zafascynowana, 

nie  zdoła 

oderwać od niego wzroku. 

–  Zaczynajmy  więc.  Proszę  zdjąć 

podkoszulek – zażądała oficjalnym tonem, 
drżąc przy tym z wewnętrznej emocji. 

Badając  go,  nie  ważyła  się  spojrzeć  na 

niego,  więc  zapatrzyła  się  w  przestrzeń, 
odnotowując z przerażeniem, że jej własne 
serce bije szybciej niż jego. 

Naraz  Erik  pogłaskał  ją  pieszczotliwie 

background image

po  ramieniu,  nie  mówiąc  przy  tym  ani 
słowa. To czułe dotknięcie powiedziało jej 
więcej niż tysiąc słów. 

Nie  mogła  inaczej.  Podniosła  wzrok, 

aby  spojrzeć  z  oddaniem  w  jego  ciemne, 
płonące  niesamowitym  blaskiem  oczy. 
Zamarła z wrażenia, gdy wyciągnął do niej 
ramiona. 

–  Eriku,  kochanie  –  doszedł  ich  z 

korytarza  przenikliwy  głos  Madeline. 
Rozległo  się  krótkie  pukanie  i  oto 
Madeline  stała  w  drzwiach,  wydając  się 
nie  pamiętać  o  tym,  że  przed  chwilą 
jeszcze była obrażona. 

–  Chciałam  się  tylko  dowiedzieć,  kiedy 

skończycie  –  wyjaśniła  widząc  ich 
zdziwione  spojrzenia.  –  Jak  widzę,  miss 
Mansfield 

jest 

świadomą 

rzeczy 

pielęgniarką. 

–  Właśnie  zaczęliśmy  –  powiedziała 

spokojnie Caroline. 

– Nie przeszkadzajcie sobie. – Madeline 

background image

usadowiła się przy stole kreślarskim. – Nie 
wiem,  jak  długo  potrwa  to  całe  badanie, 
więc przyszłam coś z tobą omówić, Eriku. 
–  Nie  czekając  odpowiedzi  ciągnęła:  – 
Właśnie dzwonił Toddson i oświadczył, że 
nie może mi dostarczyć takiej ilości sałatki 
z  homara,  jaką  zamówiłam.  Chyba  z 
powodu  pogody  albo  coś  w  tym  rodzaju. 
Jak 

myślisz, 

może 

zamiast 

tego 

powinniśmy wziąć sałatkę z krabów? 

–  Rób,  jak  chcesz,  Madeline  –  rzucił 

obojętnie  Erik.  –  Mnie  tam  jest  wszystko 
jedno. 

Caroline  umocowała  na  jego  ramieniu 

opaskę uciskową. 

–  Czy  możecie  państwo  na  chwilę 

przestać  rozmawiać?  Zaraz  skończę  – 
poprosiła miękko. 

W  pokoju  zrobiło  się  cicho  jak  makiem 

siał. 

–  Nie  za  dobrze,  Eriku  –  stwierdziła 

kręcąc z troską głową. 

background image

– Jaki wynik? 
– Sto pięćdziesiąt na osiemdziesiąt pięć. 

Najwyższy,  od  kiedy  tu  przyjechałam. 
Chcesz  może  zamienić  parę  słów  z 
doktorem  Sheridanem?  Za  moment  będę 
do niego dzwoniła. 

–  Nie,  chyba  nie.  Przekażesz  mi,  co 

powiedział, i tyle. 

– W takim razie zobaczymy się później. 
–  Tak  –  odparł  uprzejmie  Erik,  lecz 

Madeline  nie  odezwała  się,  gdy  Caroline, 
zebrawszy  swoje  przyrządy,  zamykała  za 
sobą drzwi. 

 
Doktora Sheridana Caroline odnalazła w 

szpitalu. 

Mimo  iż  rozmowa  trwała 

zaledwie  parę  minut,  lecz  sprawiła  jej 
wielką  radość,  usłyszała  bowiem  słowa 
pochwały. 

–  Zmodyfikowała  pani  nieco  terapię  i 

wydaje  się,  że  było  to  słuszne 
pociągnięcie.  Proszę  teraz  tylko  uważać, 

background image

aby  pacjent  się  nie  przemęczał  i  nie 
nadużywał  alkoholu,  podawać  mu  nadal 
lekarstwa  i  regularnie  przeprowadzać 
badania  kontrolne,  a  wszystko  będzie  w 
najlepszym porządku. 

– A jak długo mam tu jeszcze zostać? 
–  To  zależy  tylko  od  pani  i  od  pani 

pracy.  Im  więcej  pani  sobie  zada  trudu, 
tym  szybciej  będzie  pani  mogła  do  nas 
wrócić, lecz na pani miejscu wcale bym się 
tak  bardzo  nie  spieszył.  Okolica  jest  tam 
przecież ponoć piękna. 

–  Mało  powiedzieć  piękna,  cudowna  – 

potwierdziła z zapałem Caroline. 

Odłożyła  słuchawkę  na  widełki  i 

zanotowawszy  polecenia  lekarza,  zasiadła 
do  pisania  listu  do  ojca.  Niestety,  jej 
uczucia  były  tak  niejasne,  że  nie  potrafiła 
tego ująć w słowa. 

Z  początku  bardzo  chciała  pracować 

jako  pielęgniarka  prywatna,  lecz  były 
momenty,  że  przeklinała  to  zajęcie.  To 

background image

samo było z Erikiem. Raz był uprzejmy, a 
nawet czarujący, a kiedy indziej po prostu 
nieznośny.  O  tym,  że  o  mało  co  nie 
utonęła, nie miała zamiaru pisać. 

Zrezygnowana  odłożyła  blok  i  długopis 

i  zeszła  na  dół,  aby  poszukać  Grace  i 
pomóc jej w kuchni. 

Popołudnie  minęło  jak  we  śnie  i  zanim 

się  obejrzała,  trzeba  było  się  przygotować 
do przyjęcia. 

 
Salon  i  jadalnia  dosłownie  tonęły  w 

kwiatach,  a  w  kuchni  urządzono  zimny 
bufet.  Wszędzie  kręcili  się.  kelnerzy  z 
restauracji, 

czyniąc 

ostatnie 

przygotowania. 

Caroline  nie  miała  na  tę  okazję  żadnej 

kreacji.  Zresztą  nawet  u  siebie  w  Nowym 
Jorku 

nie 

znalazłaby 

niczego 

odpowiedniego  na  cocktail-party,  a  nawet 
gdyby znalazła, i tak by nie wzięła ze sobą, 
gdyż jechała tu w celach służbowych. 

background image

Przerzuciwszy 

swą 

garderobę 

zdecydowała  się  na  jasnoniebieskie 
spodnie, 

które, 

doskonale 

skrojone, 

podkreślały  jej  wąską  talię  i  smukłe  nogi. 
Do nich wkładała zwykle szałową bluzkę, 
również  utrzymaną  w  odcieniu  błękitu, 
tym  razem  bardziej  zdecydowanego,  i 
ozdobioną  ciekawymi  wypustkami  w 
biało-niebieskie  paski.  Strój  ten  poza  tym 
uwydatniał je piękną, zdobytą w Cape Cod 
opalenizną. 

Niezbyt  zadowolona  obejrzała  się  w 

lustrze  ze  wszystkich  stron  i  zdecydowała 
się  jeszcze  zrobić  lekki  makijaż,  aby 
uwydatnić głębię szafirowych oczu. 

Za piętnaście szósta stała już w  salonie, 

zastanawiając  się,  ile  osób  przewinie  się 
tego  wieczoru  w  jej  pobliżu.  Już  teraz 
czuła  się  wyobcowana  i  samotna,  jej 
nastrój  nie poprawił  się  nawet  wtedy, gdy 
atmosfera  po  kilku  drinkach  wyraźnie  się 
ożywiła. 

background image

Podeszła  do  bufetu  i  sięgnęła  po 

krakersa,  zamierzając  go  posmarować 
pikantną  pastą  serową,  kiedy  raptem 
znalazł  się  obok  niej  jakiś  młody 
mężczyzna.  Był  przystojny,  miał  jasne 
włosy, niebieskie oczy i drobny wąsik. 

Sięgnął  właśnie  po  kawior,  a  choć  nie 

powiedział  jednego  słowa,  z  jego 
zachowania  Caroline  wywnioskowała,  że 
musi to być ten młody człowiek, o którym 
opowiadała Madeline. 

Nie była co prawda nim zachwycona, co 

według  Madeline  absolutnie  powinno  się 
stać, 

lecz 

nie 

wydawał 

się 

też 

niesympatyczny, 

jego 

spojrzenia 

świadczyły, że zwrócił na nią uwagę. 

–  Miss  Caroline  Mansfield?  –  spytał 

znienacka. 

Zwróciła się do niego z uśmiechem. 
– Tak. A ty jesteś... 
–  ...  Peter  Sullivan  –  przedstawił  się 

lekko uścisnął jej rękę. – Przypuszczam, że 

background image

Madeline już o mnie pani mówiła – rzekł. 
– Będę tutaj przez cały lipiec. 

Kąciki 

ust 

Caroline 

drgały 

hamowanym śmiechu. Gdyby wiedział, co 
Madeline o nim naopowiadała! 

–  Jesteś  tu  służbowo,  prawda?  W 

każdym  razie  tak  to  przedstawiła 
Madeline. 

–  Tak  –  potwierdził  rozglądając  się  po 

pokoju.  –  Tutaj  jest  okropnie  duszno. 
Może usiedlibyśmy na werandzie? 

–  Dlaczego  nie  –  zgodziła  się  z  lekkim 

wahaniem. 

Powietrze  było  cudownie  orzeźwiające. 

Od  morza  wiała  chłodna  bryza,  a  po 
zachodniej  stronie  nieba  w  całym 
przepychu  zachodziło  słońce.  Horyzont 
mienił 

się 

wszelkimi 

możliwymi 

odcieniami  czerwieni,  różu  i  złota, 
rozświetlając  spokojną  w  tej  chwili 
powierzchnię morza i całą okolicę. 

– Długo tutaj zostaniesz? – spytał Peter 

background image

pociągnąwszy łyk piwa. 

–  Jeszcze  nie  wiem  –  odparła 

zamyślona. – Zależy to od tego, jak szybko 
Erik wróci do zdrowia. 

– A jak się czuje w tej chwili? 
–  Całkiem  dobrze,  może  nawet  lepiej, 

niż się spodziewałam. 

–  Pewnie  ciężko  będzie  ci  wracać  do 

Nowego Jorku. 

Utkwiła  wzrok  w  mieniącej  się 

powierzchni morza. 

zastanawiając  się,  czy  rzeczywiście 

przyjdzie 

jej 

to 

trudem. 

Kiedy 

uzmysłowiła sobie, że może już nigdy nie 
zobaczyć  Erika,  uczuła  nagłe  ukłucie  w 
sercu.  Straci  go,  raz  na  zawsze  straci!  Nie 
umiała  sobie  wyobrazić,  jak  to  będzie, 
kiedy  nie  będzie  mogła  zajrzeć  w  jego 
ciemne  oczy,  zatracić  się  w  jego 
spojrzeniu,  odczuć  jego  silnym  ramion, 
cieszyć się jego uśmiechem... 

–  Caroline?  –  przywołał  ją  do 

background image

rzeczywistości głos Petera. 

– Przepraszam, co mówiłeś? – Za żadne 

skarby nie mogła sobie tego przypomnieć. 

–  Pytałem,  czy  będzie  ci  ciężko wracać 

do Nowego Jorku, lecz myślę, że znam już 
odpowiedź. 

– To znaczy? – spytała zmieszana. 
–  Zauważyłem  twoje  rozmarzone 

spojrzenie,  które  mi  powiedziało,  że  nie 
czujesz  się  tu  nieszczęśliwa,  raczej 
przeciwnie. 

–  Gdybyś  wiedział...  –  wybuchnęła 

śmiechem Caroline. 

– Opowiedz! 
Mogła  przedstawić  Madeline  w  złym 

świetle,  bo  jej  sposób  bycia  dawał  się 
porządnie  we  znaki,  lecz  nie  chciała  tego 
robić. 

Madeline 

była  organizatorką 

przyjęcia 

gospodynią, 

Peter 

zaproszonym przez nią gościem. 

–  Cóż, nie  tak  łatwo od razu  zżyć  się  z 

nowym otoczeniem – odparła wymijająco. 

background image

Patrzył  na  nią  z  wystudiowaną  powagą 

w oczach. 

– Caroline Mansfield, wydaje mi się, że 

nie mówisz prawdy! 

–  Może  to  po  prostu  niecała  prawda, 

choć to, co mówiłam, mówiłam poważnie. 

– Ale to, czego mi nie powiedziałaś, jest 

o  wiele  ważniejsze.  Myślę,  że  wiem,  co 
przemilczałaś,  po  prostu  za  dobrze  znam 
Madeline  Sinclair,  aby  nie  wiedzieć,  jak 
pilnuje  Erika.  –  Pochylił  się  poufale  do 
Caroline.  –  Żadnej  młodej  kobiecie  nie 
wolno  podejść  za  blisko  do  niego.  Mam 
rację  czy  nie?  –  spytał  unosząc  zabawnie 
brwi. 

Nie  mogła  się  nie  roześmiać.  Peter 

rzeczywiście dobrze znał Madeline. 

–  Być  może  masz  rację  –  zaczęła 

ostrożnie –  choć ja bym  to  jednak  inaczej 
ujęła. 

–  W  porządku  –  puścił  do  niej  oko.  – 

Myślę,  że  się  rozumiemy.  –  Wypił  łyk 

background image

piwa. – Co byś powiedziała na mały spacer 
plażą, Caroline? Wieczór jest taki piękny. 

– 

Właściwie 

powinnam 

przestać 

zachwycać się morzem... 

–  Nie  rozumiem  –  spojrzał  na  nią 

zdziwiony,  kiedy  schodzili  na  plażę, 
mijając 

grupki 

roześmianych, 

gawędzących wesoło gości. 

–  Jeszcze  chwila,  a  byłabym  się  dziś 

rano utopiła – opowiadała Caroline, mając 
wrażenie,  że  nie  zdarzyło  jej  się  to 
naprawdę. 

–  Nie  nabieraj  mnie  –  rzucił 

niedowierzająco. 

– Mówię serio. To była lekkomyślność z 

mojej  strony,  że  chciałam  popływać  przy 
wzburzonym  morzu.  Naraz  wpadłam  w 
prąd podwodny, który zniósł mnie na pełne 
morze,  zanim  się  zorientowałam.  To  było 
naprawdę  straszne  –  wstrząsnęła  się  na 
samą myśl. A przecież w tym, że chciałam 
sobie  trochę  popływać,  nie  ma  nic 

background image

wyjątkowego. 

–  Mogę  sobie  wyobrazić,  co  to  za 

uczucie  –  położył  współczującym  gestem 
rękę  na  jej  ramieniu.  –  Jak  dostałaś  się  z 
powrotem do brzegu? 

Caroline  zapatrzyła  się  nieobecnym 

wzrokiem w przestrzeń. 

– To przypadek, że na werandzie znalazł 

się  Erik,  rozpoznał  mnie  w  wodzie,  a 
widząc moje rozpaczliwe wysiłki, popłynął 
mi  z  pomocą.  –  Westchnęła  ciężko.  – 
Gdyby  nie  on...  –  nie  wiem,  jak  długo 
jeszcze bym się utrzymała na wodzie. 

Peter pogłaskał ją po ramieniu i Caroline 

mimo woli porównała to lekkie dotknięcie 
z pieszczotą Erika. W wypadku Petera był 
to  czysto  pocieszający  gest,  stwierdziła  w 
duchu. 

Wskazał  na  spokojne  w  tej  chwili, 

mieniące  się  srebrem  w  blasku  księżyca 
morze. 

–  Jest  teraz  takie  wyciszone.  Poszłaś 

background image

pływać  w  nieodpowiednim  momencie. 
Tutejsze wody są zdradliwe. 

Spacerowali  w  milczeniu.  Podniosła 

wzrok ku niebu. Było usiane gwiazdami, a 
jej  myśli  nieodmiennie  powędrowały  do 
Erika. 

Naraz 

stwierdziła 

rozpaczliwą 

pewnością,  że  Erik  nie  jest  jej  obojętny. 
Tłumiła do tej pory to uczucie, wmawiając 
sobie,  że  go  nienawidzi.  Gdyby  ktoś  jej 
powiedział,  że  się  w  nim  zakocha,  z 
pewnością  by  go  wyśmiała.  Co  więc  było 
w  tym  mężczyźnie  takiego,  że  straciła  dla 
niego głowę? Naprawdę chciała, aby teraz 
zamiast Petera szedł obok niej Erik? Żeby 
wziął  ją  w  ramiona,  pieścił  i  czule 
całował? 

Mogła  na  te  pytania  odpowiedzieć  z 

absolutną  jasnością.  Tak,  tak  i  jeszcze  raz 
tak! Nigdy by nie przypuszczała, że może 
do  czegoś  takiego  dojść.  Kochała  Erika,  i 
chyba  nie  tylko  dlatego,  że  uratował  jej 

background image

życie.  Kiedy  sięgała  pamięcią  do 
spędzonych  pod  jego  dachem  dni, 
dochodziła  do  wniosku,  że  wcale  nie  jest 
taki zarozumiały i nie do zniesienia, jak jej 
się z początku wydawało. Właściwie już z 
góry  była  do  niego  uprzedzona,  bo 
zakładała,  że  w  domu  będzie  się 
zachowywał  tak  jak  w  szpitalu.  Pobyt  w 
klinice  widać  wiązał  się  dla  niego  z 
olbrzymim  stresem,  przed  którym  bronił 
się po swojemu. 

Peter szedł coraz wolniej, po czym nagle 

się zatrzymał. 

– Może byśmy tutaj usiedli? 
Skinęła  głową,  błądząc  myślami  gdzie 

indziej.  Z  jego  oczu  wyczytała  tkliwość. 
Była  pewna,  że  spróbuje  ją  pocałować, 
lecz  czuła,  że  nie  potrafi  mu  wyjść 
naprzeciw, zresztą nawet tego nie chce. Jej 
myśli  zaprzątał  inny  mężczyzna,  i  to  do 
tego  stopnia,  że  nawet  nie  mogła  wieść 
zwyczajnej  rozmowy,  co  zresztą  Peter  od 

background image

razu zauważył. 

Przyciągnął ją łagodnie do siebie, zajrzał 

w oczy i złożył na jej wargach pocałunek. 
Była  tak  oszołomiona,  że  nawet  się  nie 
broniła,  ale  też  nie  dała  się  porwać  jego 
nastrojowi. 

Momentalnie  to  odczuł, 

spojrzał  na  nią  uważnie  i  wypuścił  ją  z 
objęć. 

–  Spróbujemy  innym  razem  –  szepnął 

utkwiwszy wzrok w powierzchni morza. – 
Masz  za  sobą  straszny  dzień,  jesteś 
zmęczona... 

–  Można  to  i  tak  nazwać  –  odparła  i 

uśmiechnęła  się  do  niego,  lecz  zaraz  tego 
pożałowała. Mógł to przecież odebrać jako 
zachętę do prób w przyszłości, a tego sobie 
nie  życzyła.  Mimo  to  i  tak  była 
zadowolona,  że  udało  jej  się  obronną  ręką 
wyjść z tej kłopotliwej sytuacji. 

– Może już wrócimy? – zaproponowała 

rzuciwszy okiem na zegarek. 

–  Pod jednym  warunkiem  –  oświadczył 

background image

ze śmiechem  wyciągając rękę, aby pomóc 
jej przy wstawaniu. 

–  Jakim?  –  spytała  od  niechcenia, 

przekonana,  że  nie  zażąda  od  niej  niczego 
niestosownego. 

– Chcę, abyś pojechała jutro ze mną do 

Provincetown.  Mam  dwa  bilety  do  teatru, 
w dodatku na sztukę, która z pewnością ci 
się spodoba. 

– W takim razie jedziemy – zgodziła się 

Caroline. 

Wracali wolno, a Caroline nie posiadała 

się ze zdziwienia, jak bardzo towarzystwo 
Petera  ją  uspokaja.  Przy  tym  wszystkim 
jednak  był  odrobinę  nudny,  zupełnie 
inaczej niż Erik, po którym można się było 
wszystkiego  spodziewać,  zważywszy  jego 
kapryśne  usposobienie.  Petera  znała 
zaledwie  parę  godzin,  ale  był  dla  niej 
bardziej  zrozumiały  niż  Erik.  Może 
właśnie  ta  zmienność  nastrojów  tak  ją  w 
tamtym  fascynowała?  Czy  naprawdę 

background image

mogła 

pokochać 

człowieka, 

który 

przyjaźnił  się  z  kobietą  pokroju  Madeline 
Sinclair? 

Na  powrót  opadły  ją  wątpliwości,  lecz 

gdy  odkryła  na  werandzie  Erika, 
roześmianego  i  z  błyszczącymi  oczami, 
wiedziała już, że nic nie potrafi zaćmić jej 
miłości  do  niego.  Był  taki  pociągający  i 
godny pożądania! 

Kochała go i wiedziała, że nie wolno jej 

stracić  tej  szansy,  nawet  gdyby  to  miało 
oznaczać walkę o niego z Madeline. Mogła 
być przecież u boku Erika taka szczęśliwa! 

Niech  się  dzieje  co  chce,  spróbuje 

walczyć  o  swoją  przyszłość.  Gdy  jednak 
zobaczyła, z jaką delikatnością Erik otacza 
ramieniem 

płomiennowłosą 

wiotką 

dziewczynę,  zachwiała  się  w  swoim 
postanowieniu, 

przerażona,  że  może 

jednak tej walki nie wygrać... Patrzyła, jak 
sprowadza ją po stopniach werandy i znika 
z nią w ciemności. 

background image

Łzy  rozczarowania  napłynęły  jej  do 

oczu. 

Prawdopodobnie 

nawet 

nie 

zauważył,  że  ona,  Caroline,  również  była 
na party. 

 

background image

Rozdział 8 

 
Erik  wrócił  w  jakiś  czas  potem,  a 

Caroline  nie  pozostało  nic  innego,  jak 
obserwować  z  uczuciem  zażenowania  i 
złości  jego  nonszalanckie  zachowanie 
wobec  kobiet.  Nie  przepuścił  żadnemu 
gościowi płci żeńskiej. 

Najpierw  zajął  się  rosłą  damą,  która 

nieco przypominała Madeline, lecz miała o 
wiele  sympatyczniejszy  głos,  a  zaraz 
potem  brunetką  o  bujnych  kształtach, 
krzykliwą i zaborczą. 

Caroline  zdawała  sobie  sprawę,  że  nie 

powinna  zadręczać  się  oglądaniem  tych 
scen,  więc  pożegnała  się  z  Peterem,  i 
Grace i wróciła do swego pokoju. 

Na  nieszczęście  jego  okna  były  tuż  nad 

werandą,  toteż  nawet  gdy  już  leżała  w 
łóżku, dolatywały do niej strzępy rozmów. 
Prawie  zasypiała,  gdy  dotarł  do  jej  uszu 

background image

głośny śmiech Erika: 

– Dlaczego nie, Vanesso? Nie wierzy mi 

pani? 

Nietrudno było sobie wyobrazić, o czym 

obydwoje  rozmawiali.  Bez  wątpienia  Erik 
namawiał  Vanessę  –  czy  kto  to  tam  był  – 
aby  poszła  z  nim  na  plażę  lub  jeszcze 
gdzie  indziej.  I  ta  cała  Vanessa  z 
pewnością przyjęła zaproszenie. Do diabła 
z nim i z tymi wszystkimi kobietami! 

Kiedy  się  trochę  uspokoiła,  przyszło  jej 

do głowy, że nie widziała Madeline. Gdzie 
była  przez  cały  czas?  Czy  przyglądałaby 
się  spokojnie  widząc,  że  Erik  flirtuje  ze 
wszystkimi kobietami pod rząd? 

Obracała  się  bezsennie  z  boku  na  bok, 

aby wreszcie zasnąć niespokojnym snem, i 
zdradzający  wyraźne  podenerwowanie 
okrzyk Erika: – Gdzie na miłość boską jest 
Caroline?! – odebrała jako część snu. 

Następnego  ranka  obudziła  się  bardzo 

wcześnie,  już  przed  szóstą,  i  zeszła  na 

background image

palcach do kuchni. Grace i Erik widocznie 
jeszcze 

spali, 

całe 

pomieszczenie 

natomiast  było  ku  jej  zdziwieniu 
wysprzątane.  Widocznie  ktoś  musiał  to 
zrobić  po  zakończeniu  party,  lecz 
najprawdopodobniej nie była to Madeline. 
Caroline nie miała złudzeń co do jej osoby. 

Zaparzyła  sobie  kawy  i  sporządziła 

tosty, a potem wróciła do swego pokoju po 
papier  i  długopis,  aby  jeszcze  raz 
spróbować napisać list do ojca. 

Lecz  i  tym  razem  jej  nie  szło.  Co 

właściwie miała napisać, aby nie niepokoić 
ojca?  Przecież  nie  mogła  mu  napisać,  że 
zakochała  się  w  człowieku,  do  którego 
rościła sobie prawa inna. 

Ukryła  twarz  w  dłoniach,  próbując 

zaprowadzić  ład  w  swoich  myślach.  Tak, 
nie  było  wątpliwości,  kochała  Erika,  a 
świadomość, że lada dzień będzie musiała 
wrócić do Nowego  Jorku, bez niego  i bez 
nadziei  że  go  kiedykolwiek  jeszcze 

background image

zobaczy, była nie do zniesienia. 

A  może  jednak  istniała  szansa,  że  Erik 

się  w  niej  zakocha  i  odwzajemni  jej 
uczucia, że będzie dla niego kim innym niż 
ta cała gromada kobiet, która leżała u jego 
stóp? Że będzie dla niej czuł coś więcej niż 
tylko  zwykłe  pożądanie?  Zresztą  krótki 
romans  i  tak  był  dla  niej  nie  do 
pomyślenia,  a  z  Madeline  nie  mogła  się 
równać,  więc  trudno  jej  było  być  jej 
prawdziwą  rywalką  do  względów  Erika. 
Ten  najwidoczniej  doceniał  w  Madeline 
klasę,  bo  inaczej  nie  spędzałby  z  nią  tyle 
czasu.  Cóż,  Madeline  była  piękna,  a  przy 
tym  bogata  i  miała  rozliczne  koneksje 
rodzinne  i  towarzyskie,  a  to  przecież 
bardzo się liczyło. 

A  ona  sama  powinna  stłumić  swoje 

uczucia  –  przed  Erikiem  i  nawet  przed 
samą sobą! 

Naraz ktoś zapukał i nie czekając wszedł 

do  kuchni.  Caroline  tak  się  przestraszyła, 

background image

że omal nie wylała kawy. 

–  Caroline,  od  kiedy  jest  pani  taka 

lękliwa? – zaśmiała się Grace. 

–  Nie  liczyłam  się  z  tym,  że  ktoś  mnie 

może zastać tutaj o tak wczesnej porze, i to 
po  party,  które  przeciągnęło  się  długo  w 
noc. 

–  Panią  coś  gnębi,  Caroline.  Może 

powinna  pani  o  tym  z  kimś  porozmawiać. 
Czasami to pomaga... 

Caroline uśmiechnęła się blado. 
–  Ma  pani  chyba  rację  –  zaczęła  z 

ociąganiem,  aby  przerwać  na  moment.  – 
Nigdy  nie  myślałam,  że  coś  takiego... 
może mi się wydarzyć... że stracę głowę... 
dla  kogoś  takiego  jak  Erik...  Mam 
wrażenie, że się w nim zakochałam... 

Oczy Grace rozbłysły zadowoleniem. 
– 

To 

cudowne! 

– 

krzyknęła 

zachwycona. – Musimy to uczcić. 

–  Ależ  droga  Grace  –  Caroline  była 

zdziwiona  –  to  nie  jest  powód  do 

background image

świętowania,  to  raczej  bardzo  smutna 
historia... 

–  Dlaczego?  –  Teraz  Grace  uniosła  ze 

zdumienia brwi. 

Caroline  patrzyła  na  nią  rozszerzonymi 

z  emocji  oczami.  Czyżby  Grace  nic  nie 
pojmowała?  Zawsze  przecież  była  taka 
wrażliwa i uważająca, starając się nie ranić 
uczuć innych. 

–  Po  pierwsze,  Grace,  Erik  dotrzymuje 

towarzystwa  innej  –  wybuchnęła  wreszcie 
– a po drugie, niełatwo jest kochać kogoś, 
kto nie odwzajemnia naszych uczuć... 

–  Skąd  to  przekonanie,  że  Erik  nic  do 

pani nie czuje? – potrząsnęła głową Grace. 

–  To  nie  jest  tak,  że  zostałam  przez 

niego  odtrącona,  ale...  –  urwała  słysząc 
zbliżające się kroki. 

Bez  względu  na  to,  czy  była  to 

Madeline,  czy  też  Erik,  żadne  z  nich  nie 
potrzebowało  przysłuchiwać  się  tej 
rozmowie. 

background image

 
Erik  miał  na  sobie  biały  płaszcz 

kąpielowy,  a  ciemne  włosy  w  nieładzie 
opadały  mu  na  czoło.  Wyglądał  na 
zaspanego.  Ziewnął,  opadł  na  krzesło  i 
ukrył twarz w dłoniach. 

–  Mam  wrażenie,  że  nasz  pacjent 

potrzebuje  pomocy  –  mrugnęła  Grace  do 
Caroline  wstając.  –  Kawa  czy  herbata, 
Eriku? 

–  Obojętne  –  mruknął  nie  podnosząc 

głowy. 

–  Kiedy  poszedłeś  do  łóżka?  – 

wypytywała Grace. 

Znowu  ziewnął.  –  Nie  pamiętam 

dokładnie.  Mniej  więcej  koło  czwartej. 
Która jest teraz? 

–  Za  dziesięć  siódma  –  pospieszyła  z 

odpowiedzią  Caroline.  –  Tak  wcześnie 
wstałeś... 

–  Porozmawiamy  o  tym,  jak  się  czegoś 

napiję. Na razie jestem nieprzytomny. 

background image

– Dobrze się wczoraj bawiłeś? – spytała 

rzucając spojrzenie na Grace. 

–  Ujdzie  –  burknął  i  popatrzył  na  nią 

zmrużywszy  oczy.  –  A  ty  gdzie  się 
podziewałaś,  jeśli  wolno  mi  zapytać? 
Zniknęłaś gdzieś z tym Sullivanem – natarł 
na nią ze złością. 

–  Owszem,  Peter  jest  miły  – 

uśmiechnęła  się  lekko  i  przyjrzała 
dokładniej 

Erikowi. 

Wyglądał 

na 

wyczerpanego, po witalności poprzedniego 
wieczoru nie zostało śladu. 

–  Mam  nadzieję,  że  nie  piłeś  wczoraj, 

alkoholu oczywiście. 

Uśmiechnął się z przymusem. 
–  Gdybym  był  tak  nierozsądny,  żeby 

pić,  dziś  rano  byłbym  w  jeszcze  gorszym 
stanie.  Obrzydliwe  to  wszystko.  Jeszcze 
przed  paroma  miesiącami  mogłem  bawić 
się całą noc, a zaraz rano zasiąść do pracy, 
a teraz co? Przyjrzyj mi się dobrze. 

–  Czy  dobrze  zrozumiałam?  Chcesz  się 

background image

zabrać  od  razu  do  roboty?  –  Caroline 
czekała w napięciu jego odpowiedzi. 

Zamknął oczy. 
–  Chciałbym,  abyś  mi  dziś  rano 

towarzyszyła. Wyjeżdżamy przed ósmą. 

– Dokąd? 
–  Chciałbym  zobaczyć,  jak  postępują 

prace  wykończeniowe  przy  domu,  który 
zaprojektowałem,  zresztą  może  i  tobie 
zrobi ta mała przejażdżka przyjemność. 

–  Och,  chętnie  z  tobą  pojadę  –  rzekła 

poruszona  –  ale  uważam,  że  powinniśmy 
to przesunąć na inny dzień. Po wczorajszej 
nocy 

obydwoje 

potrzebujemy 

wypoczynku. 

Powiedziała  tak,  bo  zauważyła,  że  nie 

czuje się najlepiej. 

–  Nie  pytałem  cię  o  pozwolenie  – 

żachnął się. 

Caroline oniemiała ze zdumienia. 
– Erik! – upomniała go Grace ostro. 
– 

porządku, 

przepraszam, 

background image

niepotrzebnie  się  uniosłem,  Caroline, 
przepraszam.  To  nie  ma  z  tobą  nic 
wspólnego,  tyle  że  to  ty  dajesz  mi 
wskazówki, co mam robić, a czego mi nie 
wolno, a ja po prostu nie jestem do czegoś 
takiego  przyzwyczajony.  Złości  mnie,  gdy 
ktoś  próbuje  odwieść  mnie  od  moich 
planów. 

–  Jeśli  nie  będziesz  się  trzymał 

wskazówek,  z  miejsca  odwiozą  cię  do 
szpitala, i to z poważniejszego powodu niż 
wrzody, które masz w tym momencie. Nie 
mogę  ci  wskazać,  jak  powinieneś  żyć  – 
ciągnęła  mając  na  uwadze  nie  tylko 
medyczny  punkt  widzenia  –  ja  mogę  cię 
tylko radzić i unaocznić, co się stanie, ale 
raczej co się może stać, jeśli mojej rady nie 
posłuchasz. W tej chwili jestem pewna, że 
będziesz żałował swojego uporu. 

–  Jesteś  święcie  przekonana,  że  dziś 

rano  jedyną  rzeczą  wskazaną  jest  spokój, 
nie  wiedząc,  co  tak  naprawdę  zamierzam, 

background image

Caroline – ofuknął ją gniewnie. 

– A więc powiedz mi wreszcie – rzekła 

po chwili namysłu wpatrując się w obrus. 

–  Po  prostu  chcę  tylko  obejrzeć  dom, 

porozmawiać  chwilę  z  szefem  budowy  i 
wrócić.  Jeśli  w  dodatku  ty  usiądziesz  za 
kierownicą,  to  nie  ma  mowy  o  żadnym 
wysiłku – tłumaczył podniesionym tonem. 

– Jeśli to tak ma wyglądać... 
–  Czyli  załatwione  –  stwierdził 

zadowolony  z  samego  siebie  i  po  raz 
pierwszy  tego  ranka  w  jego  oczach 
pojawiły  się  znajome  filuterne  błyski.  – 
Nie 

wystarczy 

brać 

wszystkiego 

jednostronnie,  Caroline  Mansfield,  trzeba 
też umieć wysłuchać argumentów innych. 

Zaczerwieniła  się.  Wystarczyło,  że 

zobaczyła te wesołe ogniki w jego oczach, 
a już była zmieszana. 

– Przekonałeś mnie – rzekła w końcu. 
 
Po śniadaniu Caroline wróciła do swego 

background image

pokoju,  aby  się  przygotować  do  krótkiej 
wycieczki  z  Erikiem.  Na  sukienkę  na 
ramiączkach  było  jeszcze  za  wcześnie, 
zdecydowała się więc na lekką garsonkę z 
niewielkim  dekoltem  i  wyszczotkowała 
włosy,  po  czym  przyjrzała  się  sobie 
krytycznie w lustrze. Wyglądała cokolwiek 
zmęczona,  a  przecież  nie  miała  powodu, 
ostatecznie poszła w miarę wcześnie spać. 
A  może  wynikało  to  stąd,  że  za  wszelką 
cenę  usiłowała  ukryć  przed  nim  swoje 
uczucia?  Czy  coś  takiego  mogło  się 
naprawdę udać? 

Lustrowała  w  skupieniu  swoją  twarz. 

Czy  mogłaby  się  ona  podobać  Erikowi 
Houstonowi, 

bogatemu, 

odnoszącemu 

sukcesy 

obłędnie 

przystojnemu 

mężczyźnie?  W  dodatku  otoczonemu 
rojem  równie  bogatych  i  eleganckich 
kobiet?,  zapytywała  samą  siebie.  Czy 
mógłby  zainteresować  się  dziewczyną, 
która nie pochodzi z liczącej się rodziny? 

background image

Wiedziała,  że  kobiety,  które  były  na 

party,  śmiały  się  i  flirtowały  z  Erikiem, 
uczęszczały do drogich prywatnych szkół i 
ekskluzywnych 

college'ów. 

Umiały 

znaleźć  się  w  towarzystwie,  były  z 
dobrych  domów  i  reprezentowały  kręgi,  o 
których  Caroline  i  jej  koleżanki  czytały 
tylko w gazecie. 

Takimi  właśnie  kobietami  Erik  się 

interesuje,  bo  jakżeby  miało  być  inaczej? 
Wmawiała  sobie,  próbując  rozsądnie 
popatrzeć  na  całą  sprawę.  Jakże  ona, 
biedna  pielęgniarka,  mogła  choć  przez 
chwilę myśleć, że taki mężczyzna jak Erik 
kiedykolwiek  zwróci  na  nią  uwagę?  To 
była  beznadziejna  miłość,  więc  lepiej 
będzie, gdy odtąd jej myśli będą się kręcić 
wyłącznie wokół problemów związanych z 
jego zdrowiem. 

Mimo  to  jej  serce  zabiło  dziko,  gdy 

zobaczyła  Erika  opierającego  się  o  drzwi. 
W  jasnoniebieskiej  koszuli  i  białych 

background image

spodniach wyglądał tak atrakcyjnie! 

– Kiedy wrócicie? – spytała wychodząc 

z kuchni Grace. 

–  Trudno  powiedzieć  –  wzruszył 

ramionami 

Erik 

uśmiechając 

się 

zagadkowo.  –  To  zależy  od  tej  małej 
tyranki, która mi towarzyszy. 

– Zdążycie na obiad? 
–  Z  całą  pewnością  –  rozstrzygnęła 

sprawę Caroline. 

–  Bawcie  się  dobrze  –  rzuciła  za  nimi 

Grace. 

– I tak ci ucieknę, moja mała tyranko – 

skrzywił się pociesznie Erik. 

Caroline wybuchnęła śmiechem. 
Wybrała  kabriolet  Grace.  Erik  usadowił 

się na siedzeniu obok kierowcy. 

–  Mam  wrażenie,  że  nieszczególnie  ci 

się podobało wczorajsze party – stwierdził, 
gdy ruszyli. 

Zastanawiała się przez moment. 
–  Jestem  z  natury  nieśmiała,  toteż 

background image

niekiedy 

sprawia 

mi 

trudność 

nawiązywanie rozmowy. 

–  Czyżby?  Nie  zauważyłem  tego.  A  co 

do  wczorajszego  wieczoru,  to  nawet  nie 
próbowałaś  z  nikim  rozmawiać,  bo  cały 
czas byłaś zajęta Sullivanem. 

–  To  prawda  –  przyznała  niechętnie  – 

nie próbowałam się do nikogo zbliżyć. 

–  A  więc  nie  lubisz  ludzi.  –  Było  to 

stwierdzenie. 

–  To  wcale  nie  tak  –  broniła  się 

Caroline. – Nie umiem tego wytłumaczyć, 
to  dotyczy  sfery  czysto  uczuciowej.  Te 
kobiety są takie... 

– ... sztuczne? – podchwycił. 
– Wyjąłeś mi to określenie z ust. 
Skręcili  na  główną  ulicę,  która  biegła 

równolegle do plaży. 

–  Ten  dom,  który  jedziemy  obejrzeć, 

zaprojektowałeś z myślą o sobie? 

– Tak. Jest już prawie ukończony. 
–  Po  co  ci  osobny  dom?  Mieszkasz 

background image

przecież z Grace. 

–  Owszem.  Ale  mężczyzna  nie  może 

całe życie mieszkać z ciotką. Chcę założyć 
rodzinę,  a jeżeli  można  w  takim  wypadku 
uniknąć mieszkania z którymś z krewnych, 
to należy to z pewnością zrobić. 

–  Rozumiem  –  odparła  Caroline  zimno, 

mrużąc  oczy,  bo  raziło  ją  słońce.  –  Jak 
długo jeszcze pojedziemy? 

– To zależy tylko od ciebie. Ostatecznie 

to ty siedzisz za kierownicą. 

–  Dlaczego  dajesz  takie  głupie 

odpowiedzi? – rzuciła porywczo. 

–  A  dlaczego  ty  jesteś  taka  śmiertelnie 

poważna? 

–  Po  prostu  nie  mam  powodu  do 

śmiechu. – Erik wytrącił ją z równowagi. 

– Skręć w tę drogę wjazdową, Caroline. 

Obok 

tej 

skrzynki 

pocztowej... 

porządku. 

Na  skrzynce  widniał  napis  „Houston". 

Droga,  którą  teraz  jechali,  wiła  się  tak 

background image

samo  jak  wszystkie  inne,  wiodące  do 
okolicznych  posiadłości.  Ale  też  było  to 
jedyne podobieństwo. 

Dom,  który  teraz  ukazał  się  jej  oczom, 

był 

wspaniałą 

willą 

licznych, 

zwróconych  na  morze  oknach.  Co  prawda 
wolała  stare  budownictwo  i  romantyczne 
domki,  lecz  dla  jakiegoś  powodu  ta  willa 
dziwnie  ją  zafascynowała.  Wyglądała  tak, 
jakby znajdujące się w niej pomieszczenia 
przechodziły  jedne  w  drugie,  zdradzając 
rękę doskonałego architekta. 

– Eriku, ten dom jest piękny – szepnęła 

z  zachwytem,  parkując  forda  obok 
samochodów  budowniczych.  –  Gdzie  są 
robotnicy? 

– Tylko  to  masz do powiedzenia? Dom 

jest  piękny,  a  gdzie  są  robotnicy?  Niech 
pani nie  zapomina,  miss  Mansfield,  że ma 
pani  do  czynienia  z  wrażliwym  chorym 
człowiekiem,  który  domaga  się  pochwał, 
lecz  nie  znosi  krytyki  –  roześmiał  się 

background image

kpiąco,  po  czym  rzucił  okiem  na  zegarek. 
–  Akurat  teraz  jest  przerwa.  Rozejrzymy 
się. 

–  Pewnie  jesteś  niezłym  ekonomem  – 

rzekła  ze  śmiechem  idąc  za  nim  wąską 
ścieżką wijącą się wokół domu. 

Rzucił  jej  przez  ramię  miażdżące 

spojrzenie. 

–  Gdybym  nim  był,  dom  już  od  dawna 

byłby gotów, a ja nie trafiłbym do szpitala 
i nie poznałbym ciebie. 

– Nie rozumiem – spojrzała na niego ze 

zdziwieniem. 

–  To  proste.  Gdybym  rzeczywiście 

poganiał  tych  leniuchów,  a  mogłem  to 
robić, nigdy nie nabawiłbym  się wrzodów 
żołądka. 

Podeszli  do  grupy  mężczyzn,  którzy 

właśnie popijali kawę. 

– Hallo, Jim – zawołał Erik do jednego z 

nich. – Jim jest szefem budowy – wyjaśnił 
Caroline – a tam stoi jego syn Jerry. 

background image

–  Moi  panowie,  chcę  wam  przedstawić 

moją  prywatną  pielęgniarkę,  Caroline 
Mansfield.  Ma  wyjątkowo  ważne  zadanie, 
które  polega  na  uczynieniu  ze  mnie 
zdrowego  i  zadowolonego  człowieka,  a 
wszystko zgodnie z przepisami. 

Szmer przebiegł przez grupę, a Caroline 

oczywiście zaczerwieniła się aż po czubki 
włosów.  Nie  odważyła  się  spojrzeć  na 
Erika,  dopiero  gdy  mężczyźni  się  nieco 
uspokoili, 

zaryzykowała 

nieśmiałe 

spojrzenie. Wybuchnął śmiechem. 

–  Caroline,  jesteś  najbardziej  wrażliwą 

dziewczyną 

ze 

wszystkich, 

jakie 

kiedykolwiek spotkałem. 

–  Chyba  nie  sądzisz,  że  znasz  mnie  aż 

tak  dobrze,  żeby  od  razu  wydawać  wyrok 
–  odparowała  ze  złością.  W  jej  oczach 
zapaliły się iskierki gniewu. 

–  Wystarczy  na  ciebie  popatrzeć,  a  już 

się  wie,  że  to  prawda.  –  Jej  rozdrażnienie 
wyraźnie go bawiło. 

background image

Co  za  bezczelny  facet!  Jak  śmie  tak 

mówić  o  niej,  i  to  w  obecności  obcych! 
Zamachnęła  się  na  niego,  lecz  Erik  był 
szybszy. 

Błyskawicznie 

schwycił 

podniesioną pięść i unieruchomił drugą. 

– Nie wiedziałem, że jest w tobie aż tyle 

temperamentu,  Caroline  Mansfield  – 
zacisnął  dłonie  na  jej  nadgarstkach.  –  To 
chyba  nie  najlepsza  cecha  jak  na 
pielęgniarkę, 

która 

powinna 

być 

uosobieniem  dobroci  i  cierpliwości  – 
udzielił jej komicznej nagany. 

Caroline  próbował  oswobodzić  ręce, 

niestety  bez  rezultatu.  Erik  był  po  prostu 
zbyt  silny,  w  dodatku  najwyraźniej  nie 
zamierzał jej puścić. 

Spojrzał  po  twarzach  przyglądających 

się 

mężczyzn, 

stwierdzając 

przerażeniem,  że  ta  scena  bardzo  im  się 
podoba. 

– 

Przynajmniej 

masz 

wdzięczną 

publiczność! – wysapała wściekle. 

background image

Erik  podążył  za  jej  spojrzeniem,  a  ona 

wykorzystała  moment  jego  nieuwagi,  aby 
błyskawicznie  uwolnić  się  z  jego  rąk. 
Pobiegła  przed  siebie  szybko  jak  tylko 
mogła,  tryumfując,  bo  udało  jej  się  go 
przechytrzyć. 

–  Caroline  Mansfield  –  krzyknął 

ruszając za nią w pogoń – jeśli w tej chwili 
tu  nie  wrócisz,  rozgłoszę  po  szpitalu,  że 
straciłaś  rozum.  –  Odpowiedziała  mu 
cisza. – I rzeczywiście tak się stało! – Jego 
słowa zdradzały wewnętrzną pasję. 

Caroline  przycupnęła  za  sągiem  desek  i 

obserwowała 

go  z  ukrycia.  Stanął, 

przysłonił  oczy  dłonią  i  rozejrzał  się 
naokoło,  raptem  opuścił  rękę,  wzruszył 
ramionami i zawrócił. 

Rozzłościło  ją,  że  tak  szybko  zaprzestał 

poszukiwań.  Wysunęła  się  z  kryjówki, 
roześmiała  głośno  i  rzuciła  w  przeciwną 
stronę,  aby  skryć  się  za  rozłożystym 
krzakiem. 

background image

Czekała  bez  tchu,  co  się  stanie,  lecz  na 

razie  panowała  cisza.  Erik  najwidoczniej 
zrezygnował  z  próby  odnalezienia  jej, 
stwierdziła rozczarowana. 

Wyszła  więc  zza  krzaka,  strzepując 

liście i źdźbła trawy, z postanowieniem, że 
jeżeli spotka Erika, zachowa się obojętnie. 

Nagle  ktoś  opasał  ręką  od  tyłu  jej  talię. 

Szarpnęła  się  przerażona,  ale  wtedy 
dojrzała wpatrzone w siebie ciemne oczy. 

–  Myślałaś,  że  uda  ci  się  wyprowadzić 

mnie 

pole 

–  szybkim  ruchem 

przyciągnął  ją  do  siebie  zamykając  w 
mocnym uścisku. 

–  Nigdy  byś  mnie  nie  znalazł,  gdybym 

wiedziała, że dalej rozglądasz się za mną – 
prychnęła  próbując  zachować  poważną 
minę,  lecz  pod  jego  przenikliwym 
spojrzeniem spuściła zakłopotana wzrok. 

–  Popatrz  na  mnie,  Caroline  –  poprosił 

miękko. 

Nieśmiało  podniosła  na  niego  oczy.  W 

background image

tej chwili zrobiłaby dla niego wszystko. 

– Powinnaś wynieść nauczkę z tej naszej 

małej zabawy. 

– Nie rozumiem... 
–  Myślałaś,  że  nie  będę  cię  więcej 

szukał,  ale  to  był  błąd  –  powiedział 
spokojnie. 

Jego  usta  znalazły  jej  wargi,  zrazu 

delikatne,  jakby  oczekujące,  aby  za 
moment  zatracić  się  w  namiętnym 
pocałunku.  Dreszcz  rozkoszy  wstrząsnął 
jej  ciałem.  Czuła,  że  on  pożąda  jej  tak 
samo jak ona jego. Pokrył pocałunkami jej 
twarz, przywarł do szyi. Jego ręce w czułej 
pieszczocie  gładziły  jej  plecy,  aby 
wreszcie sięgnąć do piersi. 

Zatraciła 

się  w  jego  objęciach, 

zapomniała  o  bożym  świecie,  świadoma 
tylko  bliskości  Erika  i  ciepła  jego 
muskularnego ciała. 

–  Mr  Houston!  –  doszedł  ich  głos 

jakiegoś mężczyzny. 

background image

Drgnęła. Czar prysł. 
– Co się stało? – potoczyła naokoło nie 

rozumiejącym  wzrokiem,  jak  gdyby 
obudzona z głębokiego snu. 

– Co za idioci! – rzucił ze złością. 
Oswobodził się z jej objęć. 
–  Tak  mi  przykro  –  mruknął  jakby  od 

niechcenia i ruszył w kierunku domu. 

Nogi  Caroline  dosłownie  wrosły  w 

ziemię. Niemo patrzyła za odchodzącym. 

–  Naprawdę  mi  przykro  –  powtórzył 

jeszcze  raz  tym  samym  tonem,  aby  nie 
obejrzeć się już więcej. 

Trzęsła  się  ze  złości  i  rozczarowania. 

Dokąd  poszedł?  Co  było  ważniejsze  niż 
ona?  Pokręciła  głową  nie  umiejąc 
odpowiedzieć na te pytania. 

Usiadła na kłodzie drzewa i skryła twarz 

w  dłoniach.  Erik  obudził  w  niej 
namiętność,  jakiej  do  tej  pory  nigdy 
jeszcze  nie  zaznała,  a  potem  odszedł  bez 
słowa  wyjaśnienia.  Rozsądek  co  prawda 

background image

jej podpowiadał, że Erik musiał iść, skoro 
jeden 

robotników 

go 

zawołał, 

prawdopodobnie  chcąc  prosić  o  radę,  lecz 
jej  gorąca  natura  nie  chciała  przyjąć  tego 
do wiadomości. 

Kochała  Erika  uczuciem,  jakim  nigdy 

jeszcze nie obdarzyła żadnego mężczyzny, 
a przecież wszystko było inaczej, niż sobie 
kiedyś  wyobrażała.  Miała  wrażenie,  że on 
nie odwzajemnia tak naprawdę jej miłości, 
choć  z  pewnością  nie  pogardziłby  małą 
przygodą. Lecz tego właśnie nie chciała. 

Powoli  podeszła  na  tyły  domu,  gdzie 

wcześniej  robotnicy  jedli  śniadanie,  lecz 
zatrzymała  się  za  węgłem,  bo  dobiegły  ją 
męskie głosy. 

– Ta Sinclair, jak jej tam, Margery? Nie, 

Madeline  –  ciągnął  jakiś  głęboki  głos.  – 
Była tu wczoraj z ojcem, aby pokazać mu 
dom. Co za kobieta! 

–  To  żmija  –  zaoponował  drugi.  – 

Gdyby Houston miał rozum, nigdy by się z 

background image

nią nie zadawał. 

– Wie, co robi – odparł z przekonaniem 

pierwszy  głos.  –  Ó  ile  się  orientuję,  mają 
się pobrać. 

–  Sparzy  się,  daję  na  to  słowo.  To 

wiedźma.  Tylko  by  komenderowała.  Jim 
miał ochotą ją przeświecić. 

Odczekała 

jeszcze  chwilę,  zanim 

mężczyźni się nie oddalili, i ruszyła przed 
siebie, nie wiedząc, dokąd ani po co idzie. 
Po jej twarzy spływały łzy. Kochała Erika, 
a on był prawie zaręczony. 

To 

było 

straszne, 

lecz 

jeszcze 

straszniejsza była  myśl,  że  Erik  tylko  igra 
z jej uczuciami. Przecież i tak wiedział, że 
poślubi Madeline. Ona była dobra tylko do 
zabawy.  Mało  tego,  zaprosił  ją,  aby 
obejrzała dom, w którym  miał mieszkać z 
Madeline.  Zrobił  to  z  czystej  złośliwości 
czy bezmyślnie? 

– Caroline! – usłyszała z daleka wołanie 

Erika. 

background image

W  pierwszej  chwili  nie  miała  ochoty 

odpowiedzieć, zaraz jednak przemogła się. 

–  Tak?  –  spytała  przysłaniając  oczy 

dłonią. 

– Obejrzymy teraz wnętrze domu. Chcę 

ci wszystko pokazać. 

Jęknęła  w  duchu.  Bała  się,  że  straci 

panowanie 

nad 

sobą 

na 

widok 

pomieszczeń,  w  których  Madeline  i  Erik 
będą się cieszyć swoim szczęściem. 

–  Moim  zdaniem  czas  wracać.  Przecież 

przyrzekłeś,  że  nie  będziesz  się  dziś 
przemęczał. 

– To prawda, przyrzekłem, lecz mimo to 

chcę ci pokazać wystrój wnętrza. 

Walczyła  z  napływającymi  do  oczu 

łzami. 

– Nie sądzę... – zaczęła, lecz zdobyła się 

tylko  na  słowa  przeprosin  i  uciekała  do 
samochodu.  Rzuciła  się  na  siedzenie  i 
wybuchnęła  płaczem,  lecz  gdy  zobaczyła, 
że Erik powoli zmierza w jej kierunku, co 

background image

prędzej otarła łzy. 

–  Przepraszam,  Eriku  –  rzekła 

pospiesznie,  gdy  spojrzał  na  nią  pytająco. 
Musiała  coś  wymyślić,  nawet  gdyby  miał 
jej  nie  uwierzyć.  –  Myślałam,  że 
zostawiłam  w  samochodzie  portmonetkę. 
Nie,  nie  myśl,  że  nie  dowierzam  tym 
ludziom  –  plątała  się  widząc,  jak  unosi  ze 
zdziwieniem  brwi.  –  Przypomniałam 
sobie,  że  mam  w  torebce  lekarstwa,  a  one 
nie powinny leżeć na słońcu. 

–  Chodź,  pójdziemy  teraz  zobaczyć 

dom, malutka – rzekł innym już tonem. – . 
Na pewno ci się spodoba. 

Westchnęła.  A  więc  i  to  nie  zostało  jej 

oszczędzone. 

– Dobrze – poddała się zrezygnowana – 

lecz nie możemy zostać tam długo. Pomyśl 
o swym zdrowiu, Eriku. 

–  Choć  na  dziesięć  minut  zapomnij  o 

obowiązkach, Caroline – wziął ją za rękę i 
poprowadził w kierunku willi. 

background image

Chodziła  za  nim  jak  we  śnie  od  pokoju 

do pokoju. Wyjaśniał, czemu miało służyć 
dane  pomieszczenie,  lecz  ona  nie  była 
zdolna  nic  zapamiętać,  ograniczając  się 
tylko do potakiwania. 

Kiedy wreszcie znaleźli się na powrót w 

hallu, odczuła nieopisaną ulgę. 

–  Nie  wyglądasz  na  zachwyconą  – 

stwierdził. 

– Przeciwnie, Eriku, dom jest cudowny. 
– Mimo to w osobliwy sposób wyrażasz 

swój zachwyt. 

Wpadła  w  złość.  Właściwie  co  mu  do 

tego, czy jej się podoba ten dom, czy nie? 
Był dla Madeline, nie dla niej. Czyżby nie 
miał  oczu  i  nie  widział,  jaką  mękę 
sprawiło jej oglądanie tego wszystkiego? 

–  Czego  oczekujesz  ode  mnie?  – 

krzyknęła  z pasją. – Że będę  podskakiwać 
do  góry  z  radości,  tak?  Powiedziałam,  że 
dom  mi  się  podoba  i  to  powinno  ci 
wystarczyć, Eriku Houston. 

background image

–  Widzę,  że  koniecznie  chcesz  wracać 

do  domu  –  zauważył  sucho.  –  W  takim 
razie jedźmy. 

Powrotną  drogę  odbyli  w  milczeniu. 

Caroline przełykała  łzy,  utkwiwszy  wzrok 
w szosie. 

W  domu  Erik  podziękował  jej  za 

wspólnie spędzone przedpołudnie, lecz ona 
nie  słuchając  pobiegła  do  swego  pokoju, 
rzuciła się na łóżko i zalała łzami. 

 

background image

Rozdział 9 

 
Następne godziny spędziła u siebie. Raz 

nawet  zapukała  do  niej  Grace,  lecz 
Caroline  zaklęła  ją  na  wszystko,  aby 
zostawiono  ją  w  spokoju.  Miała  za  złe 
Grace, że ta nie ostrzegła jej w porę przed 
rozczarowaniem. 

Co 

prawda 

Grace 

trzymała  zawsze  jej  stronę,  od  kiedy 
mieszkała  pod  jednym  dachem  z  Erikiem, 
lecz  powinna  ją  uprzedzić,  że  Erik  jest 
zaręczony z Madeline. 

Naraz  przypomniała  sobie,  że  w  porze 

obiadu  miała  zadzwonić  do  doktora 
Sheridana.  Wyciągnęła  kartę  choroby 
Erika,  przejrzała  ją  dokładnie,  po  czym 
wykręciła numer. 

Doktor  oznajmił  jej,  że  ze  względu  na 

widoczną  poprawę  zdrowia  Erika  nie 
powinna  pozostawać  w  jego  domu  dłużej 
niż  dwa,  trzy  dni,  zresztą  miał  zamiar 

background image

zasięgnąć  w  tej  sprawie  rady  innego 
specjalisty. 

Po  skończeniu  rozmowy  zeszła  na  dół, 

aby wytłumaczyć się ze swego zachowania 
przed  Grace,  a  że  nigdzie  jej  nie  znalazła, 
wyszła na mały spacer. 

Kiedy w pół godziny później wróciła do 

domu, 

zastała  siedzącą  na  tarasie 

Madeline.  Nie  miała  ochoty  z  nią 
rozmawiać,  niestety  było  za  późno,  ta  już 
ją zobaczyła. 

Caroline 

uznała, 

że 

unikanie 

bezpośredniej  rozmowy  byłoby  słabością. 
Madeline  zachęciła  ją  do  zajęcia  miejsca 
obok  niezbyt  przyjaznym  gestem,  a  jej 
oczy zdradzały, że jest wściekła. 

–  Mimo  wyczerpującej  pracy  ma  pani, 

jak  widzę  sporo  wolnego  czasu,  miss 
Mansfield.  Mogłaby  mi  pani  powiedzieć, 
czego  pani  jeszcze  szuka  w  tym  domu?  – 
spytała zjadliwie. 

Caroline  nie  miała  ochoty  słuchać  tych 

background image

impertynencji,  podniosła  się  więc  z 
zamiarem  odejścia.  Przedtem  jednak 
zmierzyła chłodnym wzrokiem Madeline. 

–  Nie  znam  nikogo,  kto  byłby  bardziej 

ograniczony  od  pani,  Madeline  –  rzuciła 
szyderczo. 

–  Widocznie  ukończenie 

prywatnej 

szkoły 

nie 

gwarantują 

umiejętności  pojmowania,  więc  nie  będę 
pani  po  raz  enty  tłumaczyć,  z  jakiego 
powodu  tutaj  jestem  i  co  oznaczają  tak 
zwane „obowiązki służbowe". 

Sama  przeraziła  się  swymi  słowami, 

zapytując  siebie  w  duchu,  czy  aby  nie 
posunęła się za daleko. Do tej pory jeszcze 
wobec  nikogo 

nie  zachowała  się 

nieuprzejmie.  Madeline  jednak  zasłużyła 
na  to,  pytając  ją  przy  każdej  okazji,  kiedy 
wreszcie  wyjedzie.  Nie  było  to  miłe,  a 
niegrzeczność 

należało 

spłacać 

niegrzecznością, 

przynajmniej 

przypadku 

takich 

aroganckich, 

źle 

wychowanych osób. 

background image

Zmrużyła  oczy,  tak  jak  to  czyniła 

zwykle  Madeline,  i  na  koniec  rzuciła 
słodko: 

–  A  teraz  proszę  mi  wybaczyć, 

Madeline. Mam jeszcze mnóstwo pracy. 

– Przecież Erika nie ma! – obruszyła się 

tamta. – Jest u mnie w domu i rozmawia z 
moim  ojcem,  lecz  nie  powiem  pani,  o 
czym, bo to pani nie powinno obchodzić. 

–  Dlatego  też  się  dziwię,  że  pani  w 

ogóle  zaczęła  tę  rozmowę.  –  Caroline 
zlustrowała  ją  pogardliwie  i  odeszła,  nie 
czekając odpowiedzi. 

Była  zdziwiona,  że  potrafiła  stawić 

czoło Madeline, złośliwej i wygadanej, ale 
też  i  dumna.  Czuła,  że  w  tej  potyczce 
słownej ona była górą. 

Kiedy  weszła  do  jadalni,  usłyszała 

hamujący samochód. Jej serce skoczyło do 
gardła,  choć  naprawdę  nie  wiedziała,  czy 
powinna się cieszyć, gdyby to był Erik. 

To  naprawdę  był  Erik.  Wysiadł  z 

background image

samochodu,  "  za  którego  kierownicą 
siedział  wąsaty  mężczyzna  o  włosach 
białych  jak  mleko.  Musiał  to  być 
Maximillian Sinclair, ojciec Madeline. 

Erik  wyglądał  na  podenerwowanego, 

kiedy  wstępował  na  schody.  Madeline 
wsiadła do samochodu i odjechała z ojcem. 
To  dziwne,  nie  pożegnała  się  z  Erikiem, 
pomyślała Caroline. 

 
– Bawi cię to? – usłyszała nagle za sobą 

głos Erika. 

Poczuła  się  przyłapana  na  gorącym 

uczynku  i  z  niezadowoleniem  uczuła,  że 
się  rumieni.  Zrobiło  jej  się  głupio,  choć 
przecież nie miała nic złego na sumieniu. 

Stał  w  drzwiach  i  patrzył  na  nią 

wyzywająco. 

–  Miałaś  właśnie  zaszczyt  oglądać 

wielkiego 

Maximilliana 

Sinclaira 

– 

zauważył  od  niechcenia.  –  Przez  tysiące 
pracowników 

nazywanego 

background image

„Maximillianem Straszliwym". 

Musiała się roześmiać. 
–  Z  tonu,  jakim  to  powiedziałeś,  nie 

wynika, 

że  jesteś  jego  zagorzałym 

wielbicielem, Eriku. 

– Nie jesteś daleka od prawdy. – Wszedł 

leniwym 

krokiem 

do 

pokoju 

westchnieniem  opadł  na  krzesło.  – 
Rozmowa  z  Sinclairem  o  interesach 
zawsze  jest  trudna,  lecz  dziś  to  wszystko 
było naprawdę straszne. 

– Eriku, nie wolno ci się denerwować – 

upomniała go łagodnie. 

–  Wiem,  wrzody  i  tak  dalej.  Tyle  że 

kiedyś  musiało  to  nadejść.  Koncern 
Sinclaira  daje  mi  najwięcej  zleceń,  toteż 
muszę poświęcić mu więcej czasu niż tym 
wszystkim  zapobiegliwym  ojcom  rodzin, 
którzy  zwracają  się  do  mnie  z  prośbą  o 
zaprojektowanie miłych małych domków. 

–  Szkoda  –  zauważyła  –  ciebie  i  tych 

wszystkich zapobiegliwych ojców rodzin. 

background image

Uniósł niechętnie brwi. 
–  Miss  Mansfield,  pani  sobie  ze  mnie 

kpi. 

– Nie, Eriku – oświadczyła poważnie. – 

Nie kpię sobie z ciebie ani trochę. 

Utkwił wzrok w krajobrazie za oknem. 
–  Spędzam  z  Sinclairem  wiele  czasu,  a 

on potrafi wydusić człowieka jak cytrynę i 
już  nawet  nie  wiem,  jak  wygląda  zwykłe 
ludzkie uznanie. 

–  Miałbyś  go  z  pewnością  więcej, 

gdybyś  projektował  tylko  te  małe 
rozkoszne  domki,  o  których  z  takim 
lekceważeniem  mówisz  –  szepnęła  w 
zamyśleniu,  po  czym  zmieniła  temat:  – 
Dlaczego  Madeline  tak  szybko  odjechała, 
jeśli wolno mi spytać? 

– Wspaniały Max i wspaniała Madeline 

mieli  prawdopodobnie  do  załatwienia 
jakiejś  sprawy  rodzinne.  Nie  wiem  co 
prawda,  do  czego  zmierzasz,  lecz  jeśli 
chodzi o mnie, spokojnie mogę się dziś, a i 

background image

dłużej, obejść bez ich widoku. 

–  Nie  byliście  na  dzisiaj  umówieni?  – 

spytała zaskoczona. 

–  Owszem,  ale  coś  widocznie  musiało 

zajść.  Zresztą  mniejsza  o  to.  Jestem 
śmiertelnie  zmęczony,  Caroline.  Jeśli  nie 
masz  nic  przeciwko  temu,  wrócę  teraz  do 
siebie. 

–  Ależ  skąd.  Pozwól  mi  się  tylko 

zbadać,  zanim  na  dobre  zamkniesz  się  w 
swoim pokoju. Chciałabym później wyjść, 
więc najlepiej zrobię to teraz. 

–  Peter  Sullivan?  –  spytał  cierpko, 

lustrując ją od stóp do głów. 

– Tak – potwierdziła niechętnie. 
– To coś poważnego? 
– 

Jak 

mam 

to 

rozumieć? 

– 

odpowiedziała  pytaniem  na  pytanie, 
przybierając niewinną minę. 

–  Nie  udawaj  głupiej  –  rzucił 

podchodząc do drzwi. 

Uśmiechnęła się sama do siebie. Czyżby 

background image

Erika to naprawdę interesowało? 

– Znam go tak krótko... 
–  Często  wychodzisz  z  mężczyznami, 

których  prawie  nie  znasz?  –  posłał  jej 
ponure spojrzenie. 

–  Masz  coś  przeciwko  temu?  – 

nastroszyła się. 

– Broń Boże! Nic mnie to nie obchodzi 

–  machnął  z  pogardą  ręką  i  zatrzasnął  za 
sobą drzwi. 

Kiedy  zjawiła  się  w  chwilę  potem  w 

jego  pokoju  z  przyrządem  do  mierzenia 
ciśnienia i stetoskopem, siedział z mroczną 
twarzą na krawędzi łóżka. 

–  Nie  podoba  ci  się  Peter  Sullivan?  – 

spytała  od  niechcenia  zakładając  mu 
opaskę uciskową. 

–  Jest  chyba  w  porządku,  pod 

warunkiem,  że  odpowiada  ci  ten  typ 
mężczyzny. 

– Konkretnie jaki? – zaczęła pompować 

powietrze. 

background image

– Auuu! – zawył. – Chcesz mnie zabić? 
Spojrzała na jego ramię i z przerażeniem 

stwierdziła,  że  za  bardzo  napompowała 
mankiet,  a  to  wszystko  dlatego,  że  dotyk 
jego skóry przywołał jej na pamięć gorące 
uściski  i  namiętne  pocałunki,  jakimi 
obdarzył ją tak niedawno... 

– Przepraszam, Eriku, zamyśliłam się. 
–  Jeśli  nawet  nie  mam  zbyt  wysokiego 

mniemania  o  Sullivanie,  nie  musisz  mnie 
od  razu  torturować  –  zauważył  sucho.  – 
Masz  więcej  siły,  niż  myślałem.  To 
naprawdę bolało. 

– Nic ci nie będzie – rzuciła chłodno. 
– Naprawdę? – w jego oczach czaiło się 

wyzwanie. 

Jego  ciśnienie  było  wyższe  niż 

poprzedniego  dnia,  lecz  mieściło  się  w 
normie,  zresztą  Caroline  i  tak  by  nie 
poruszyła  tego  tematu,  pomna  na  jego 
wcześniejszą reakcję. 

– Ściągnij podkoszulek – usłyszała swój 

background image

głos,  stwierdzając  z  rozpaczą,  że  jej  ręce 
niebezpiecznie drżą. 

–  Najpierw  musisz  mnie  ładnie 

poprosić. 

– 

Przestań, 

Eriku 

– 

umknęła 

spojrzeniem. 

Potrząsnął 

głową, 

sprawiał 

teraz 

wrażenie upartego chłopca. 

– Proszę... – bąknęła. 
– Proszę o co? 
–  Proszę,  ściągnij  podkoszulek  –  rzekła 

miękko patrząc mu w oczy. 

– Teraz dobrze – posłał jej zadowolony 

uśmiech. 

Bez słowa przyłożyła stetoskop do jego 

piersi,  usiłując  zapanować  nad  sobą. 
Bliskość jego ciała działała zniewalająco... 

–  Będziemy  tak  patrzeć  na  siebie  przez 

całe popołudnie, czy jeszcze coś się stanie? 

Och, jak gorąco pragnęła, aby się stało... 
– Muszę ci jeszcze zmierzyć puls. 
–  To  takie  konieczne?  –  spytał 

background image

chrapliwie i znienacka pociągnął ją za sobą 
na łóżko. 

Zaskoczona  otwarła  usta,  lecz  nie 

wydała  żadnego  dźwięku.  Bawił  się  jej 
włosami, 

głaskał 

kark 

plecy, 

pieszczotliwie obrysował kontur warg. 

–  Wiesz,  Caroline,  jesteśmy  stworzeni 

dla  siebie  –  szepnął  przyciągając  ją  do 
siebie  i  zamykając  jej  usta  gorącym 
pocałunkiem. 

– Eriku... 
Wiedziała  z  absolutną  jasnością,  że 

kocha 

go 

ponad 

wszystko. 

Świat 

zawirował i zniknął, byli sami. 

Zaczął  powoli  rozpinać  guziki  jej 

sukienki.  W  tym  momencie  ktoś  zapukał 
do drzwi. Zamarli czekając w napięciu, aż 
ten ktoś sobie pójdzie. 

– Erik? – Była to Grace. 
–  Chwileczkę  –  rzucił  gniewnie  nie 

wypuszczając  Caroline  z  objęć.  –  To 
ważne, Grace? Jestem zajęty. 

background image

Nastała cisza, wreszcie Grace rzekła: 
–  Chciałam  ci  tylko  powiedzieć,  że  za 

chwilę  będzie  tu  Madeline.  Właśnie 
dzwoniła. Jeśli się źle czujesz, to powiedz, 
spróbuję ją spławić. 

Potarł podbródkiem jej ramię. Ten mały 

gest  wydał  jej  się  cudowny.  Zaraz  jednak 
podniósł  głowę  i  przejechał  dłonią  po 
włosach. 

– Z nią nie pójdzie tak łatwo. Zaraz tam 

zejdę  –  krzyknął  w  stronę  drzwi.  –  Czy 
nadejdzie kiedyś taki czas, że nikt nam nie 
będzie 

przeszkadzał? 

– 

musnął 

pieszczotliwie policzek Caroline. 

Caroline 

jednak 

była 

już  tylko 

kawałkiem lodu. Znowu ta Madeline! Albo 
ona  sama,  albo  ktoś,  kto  o  niej  mówi!  To 
nie  przypadek.  Madeline  odgrywa  zbyt 
dużą  rolę  w  życiu  Erika,  aby  tak  łatwo 
zgodzić się na pójście w odstawkę. 

– Dłużej już tego nie zniosę. – Zerwała 

się  i  zaczęła  doprowadzać  do  porządku 

background image

sukienkę i włosy. 

– Co przez to rozumiesz? 
Popatrzyła na niego ze złością. 
–  Nie  mówmy  o  tym.  Widać  nie 

domyślasz się, co mnie dręczy. 

– Za to wiem, co mnie dręczy. Myślę, że 

z tobą jest tak samo. 

–  Bardzo  cię  proszę,  zachowuj  się  tak, 

jak  gdyby  nic  między  nami  nie  było.  Ty 
jesteś  pacjentem,  a  ja  tylko  twoją 
pielęgniarką. 

 
Wieczór spędzony z Peterem był dla niej 

jedną wielką męczarnią. Peter wielokrotnie 
próbował  nawiązać  rozmowę,  lecz  ona 
prawie 

ogóle 

go  nie  słuchała, 

odpowiadając  monosylabami,  więc  w 
końcu, 

wcześniej 

niż 

zamierzał, 

odprowadził ją do domu. 

Przeprosiła  go,  tłumacząc,  że  nie  jest  w 

nastroju,  lecz  on  tylko  się  uśmiechnął, 
musnął jej policzek i życzył szczęścia. 

background image

Była mu wdzięczna za wyrozumiałość. 
Kiedy  otwierała  drzwi  swego  pokoju, 

usłyszała szmer na końcu korytarza. 

– Aha, nasz Kopciuszek wrócił do domu 

– dobiegł ją kpiący głos Erika. 

–  Byłam  w  Provincetown  z  Peterem  – 

wyjaśniła, już w tym samym momencie zła 
na siebie, że się niepotrzebnie tłumaczy. 

– 

Mam 

nadzieję, 

że 

był 

to 

niezapomniany  wieczór,  jak  to  się  pięknie 
nazywa. 

Spojrzała na niego zaskoczona. 
–  Przeciwnie,  zachowałam  się  strasznie 

wobec  Peterea.  –  Właściwie  co  to 
obchodziło  Erika?  On  jej  przecież  nie 
opowiadał, jak wyglądają jego  wieczory z 
Madeline. 

–  Moim  zdaniem  dobrze  mu  to  zrobi  – 

zauważył 

ironicznie 

mierząc 

ją 

badawczym spojrzeniem. 

– Nie zasłużył sobie na to – oświadczyła 

stanowczo.  –  Był  taki  miły...  Zresztą  to 

background image

nieważne. Późno już. Zobaczymy się rano. 

– To wcale nie jest takie pewne. 
– Dlaczego nie jest pewne? 
– Jestem na jutro umówiony z Maxem i 

Madeline. To może trwać pięć minut, lecz 
równie  dobrze  pięć  lub  piętnaście  godzin. 
–  Potarł  czoło  zdradzającym  zmęczenie 
gestem. – To będzie decydujące spotkanie, 
rozstrzygnie  się  sprawa,  nad  którą  od 
całych tygodni łamiemy sobie głowy. 

Nie pozostało jej nic innego, jak życzyć 

mu powodzenia. 

Następnego  ranka  wstała  świeża  i 

wypoczęta.  W  pogodnym  nastroju  zeszła 
do  kuchni,  gdzie  zastała  zmartwioną 
Grace. 

– 

Coś 

się 

stało? 

– 

spytała 

zaniepokojona. 

–  Nie,  wszystko  w  porządku  – 

próbowała  uśmiechnąć  się  Grace.  – 
Odbyłam długą rozmowę z Erikiem... 

– O ile wiem, miał się dziś spotkać z Mr 

background image

Sinclairem i Madeline, lecz nie powiedział, 
po co. 

–  Nie  wiem,  co  mam  o  tym  myśleć  – 

jęknęła  Grace.  –  Chodzi  o  to,  że  Mr 
Sinclair chce zatrudnić Erika na stałe jako 
swego  architekta.  Oznacza  to,  że  w 
przyszłości będzie pracował wyłącznie dla 
jednej firmy. 

–  To  przecież  można  uważać  za  sukces 

– powiedziała Caroline. 

– Może i tak – potrząsnęła w zamyśleniu 

głową Grace. – Tyle że mam wrażenie, iż 
Erikowi to nie wystarczy. Obawiam się, że 
jeżeli  przyjmie  to  stanowisko,  to  tylko 
dlatego,  aby  być  zabezpieczonym  na  całe 
życie. 

– A czy to byłoby takie złe? – zdziwiła 

się  Caroline.  –  Przecież  taka  praca  też 
może mu dać sporo satysfakcji. 

–  Erik  zawsze  chciał  projektować 

indywidualne  w  swoim  rodzaju  budowle. 
Marzył  o  tym,  aby  projektować  ludziom 

background image

domy,  jakich  pragną:  tuż  nad  brzegiem 
morza  czy  wśród  zieleni.  W  tym  wielkim 
koncernie,  którego  interesom  zostanie 
podporządkowany, 

przepadnie 

jego 

inwencja twórcza. 

–  Tak,  to  jest  problem...  –  przyznała 

Caroline,  po  czym  wypiwszy  kawę 
podniosła się. O tej porze miała zadzwonić 
do doktora Sheridana. 

– Caroline – rozległo się w słuchawce. – 

Mam  dla  pani  wiadomość.  Specjalista 
orzekł,  na  podstawie  danych,  jakie  pani 
nam  przekazała,  że  Mr  Houston  nie 
potrzebuje 

już 

opieki 

domowej. 

Oczekujemy  pani  jutro  w  szpitalu  na 
rannej zmianie. 

–  Już  jutro?  –  spytała  niemile 

zaskoczona.  Miała  nadzieję,  że  wolno  jej 
będzie zostać choć dzień dłużej. 

–  Tak  –  oświadczył  z  naciskiem  doktor 

Sheridan. – Musimy natychmiast zapoznać 
się z pani raportem. Zatem do jutra. 

background image

– Do jutra – szepnęła przełykając łzy. 
Zrezygnowana  opadła  na  krzesło.  A 

więc  jeszcze  tego  samego  dnia  musiała 
wyjechać!  Może  był  jakiś  samolot  do 
Nowego  Jorku  późnym  popołudniem,  a 
może i nie. Musiała się spieszyć. 

Kiedy  zeszła  powiedzieć  Grace  o  swej 

rozmowie  z  lekarzem,  jej  obawy  się 
potwierdziły.  Z  New  Bedford  do  Nowego 
Jorku  były  dwa  loty  kursowe  dziennie: 
jeden  w  południe,  a  drugi  późno  w  nocy. 
Jeśli miała się stawić punktualnie w pracy, 
musiała  zdążyć  na  samolot  odlatujący  w 
południe.  To  oznaczało,  że  nie  będzie 
mogła pożegnać się z Erikiem... 

–  Co  się  stało?  –  spytała  zatroskana 

Grace. – Zbladła pani jak ściana, Caroline. 

–  Nie  liczyłam  się  z  tym,  że  będę 

musiała tak nagle wyjechać, i... 

–  Erik?  –  pokiwała  domyślnie  głową 

Grace. 

–  Chciałabym  się  jeszcze  z  nim 

background image

pożegnać...  –  szepnęła  ledwie  słyszalnym 
głosem. 

–  Proszę  się  nie  martwić.  Powiem  mu, 

jak  wyglądała  sytuacja  i  na  pewno 
zrozumie. 

Gdybyż  to  tylko  o  to  chodziło, 

pomyślała smętnie Caroline. 

Pakując 

pospiesznie 

walizkę 

nadsłuchiwała, 

czy 

nie 

nadjeżdża 

samochód. Samochód Erika. 

Potem jeszcze rzuciła ostatnie spojrzenie 

na  piękny  dom,  gdzie  spędziła  wiele 
szczęśliwych, a także i smutnych godzin, i 
wyruszyła  z  Grace  do  Truro.  Kiedy 
żegnała się z ciotką Erika, stanęły jej łzy w 
oczach. 

–  Niech  pani  nie  płacze,  Caroline  – 

pocieszała ją Grace. – Jestem przekonana, 
że wkrótce znowu się zobaczymy. 

–  Ja  też  mam  taką  nadzieję  –  szepnęła 

Caroline uśmiechając się blado. – Dziękuję 
za wszystko... 

background image

–  Nie  ma  za  co.  A  teraz  proszę  się 

pospieszyć,  Caroline,  bo  gotowa  się 
jeszcze pani spóźnić na autobus. 

 

background image

Rozdział 10 

 
W  Nowym  Jorku  Caroline  od  razu 

wpadła  w  wir  pracy,  więc  nie  miała  za 
wiele czasu,  aby myśleć ó  Eriku,  mimo  to 

każdej 

wolnej 

chwili 

pamięć 

nieodmiennie 

podsuwała 

obrazy 

ostatnich dni. 

Tak  było  i  tego  ranka,  kiedy  siedząc  w 

kawiarni naprzeciwko szpitala piła kawę. 

Przypomniała  sobie,  jak  z  Erikiem 

oglądała  zaprojektowany  przez  niego 
samego 

dom, 

także 

rozmowę 

robotników. 

Może  nie  mieli  racji.  Może  Erik  wcale 

nie  zamierzał  żenić  się  z  Madeline.  Może 
zbyt  pospiesznie  go  osądziła.  Grace 
przecież  nigdy  nie  powiedziała  tego 
wyraźnie,  najwyżej  czyniła  ostrożne 
aluzje. 

Ona  sama  zaś  musiała  się  pogodzić  z 

background image

tym,  że  Erik  nigdy  nie  był  nią  poważnie 
zainteresowany i że prawdopodobnie liczył 
tylko na małą przygodę, postanowiła więc 
wymazać go jak najprędzej z pamięci. 

Niestety  jej  koleżanki,  jak  na  złość, 

stawiały tysiące pytań. 

– Na pewno był nieznośny – upewniała 

się  Kathy,  kiedy  siedziały  wspólnie  w 
dyżurce i wypełniały karty chorych. 

–  Właściwie  nie  tak  bardzo...  – 

wybąkała. 

–  Popatrz  tylko,  Kathy,  jak  ona  się 

rumieni – zawołała ze śmiechem Louise. 

Oczywiście  Caroline  zaczerwieniła  się 

jeszcze bardziej. 

–  Przestań,  Louise  –  poprosiła  starając 

się 

skupić 

uwagę 

na 

tabelach 

porównawczych.  –  Musisz  koniecznie 
mówić  o  Houstonie?  Nie  masz  innego 
tematu? 

–  Ale  właśnie  to  on  nas  interesuje. 

Musisz nam wszystko opowiedzieć. 

background image

– Może innym razem – przyrzekła cicho 

Caroline  próbując  skoncentrować  się  na 
pracy. 

Naraz  Louise  wydała  zduszony  okrzyk. 

Caroline  podążyła  za  jej  spojrzeniem  i 
omal nie zemdlała z wrażenia. 

W  drzwiach  stał  Erik  Houston  we 

własnej  osobie,  a  na  jego  twarzy  igrał  tak 
charakterystyczny  dla  niego,  z  lekka 
kpiący uśmiech. 

–  Erik!  –  wyszeptała  wpatrując  się  w 

niego z niedowierzaniem. 

Jego oczy promieniały. 
–  Tak,  to  ja.  Przyjechałem  się 

poskarżyć. 

Caroline  była wzburzona.  Na  nią  chciał 

się poskarżyć? 

I za co? Jak mógł jej coś takiego zrobić! 
– Chciałbym z panią porozmawiać, miss 

Mansfield. 

–  Tak,  oczywiście  –  wykrztusiła 

nieswoim 

głosem, 

trzęsąc 

się 

ze 

background image

zdenerwowania. 

W  tym  momencie  jej  wzrok  spoczął  na 

Louise  i  chcąc  nie  chcąc  musiała  się 
uśmiechnąć. 

Koleżanka 

siedziała 

otwartymi  ustami  i  wpatrywała  się  w 
Erika,  jakby  nigdy  wcześniej  nie  widziała 
mężczyzny. 

Caroline  chciała  się  zwrócić  do  siostry 

przełożonej  z  pytaniem,  czy  wolno  jej  na 
chwilę  wyjść,  lecz  Mrs  Shriner  ją 
uprzedziła: 

–  Mr  Houston,  tak?  –  spytała  ostro.  Jej 

oczy  zdradzały  tajoną  pasję.  –  Jeśli  chce 
pan  złożyć  skargę,  proszę  zwrócić  się  do 
mnie  albo  do  zarządu  szpitala,  a  nie  do 
pierwszej lepszej pielęgniarki. 

Ku  zdziwieniu  Caroline  Erik,  który 

jeszcze  przed  chwilą  przyglądał  się 
nieufnie  Mrs  Shriner,  wybuchnął  teraz 
śmiechem. 

– 

Chodzi 

sprawę 

prywatną. 

Powinienem był chyba wspomnieć. 

background image

Mrs  Shriner  posłała  mu  jadowite 

spojrzenie,  po  czym  zwróciła  się  do 
Caroline: 

– Byle to nie trwało za długo. 
Stanęli przy oknie na końcu korytarza. 
– A więc? – spojrzała na niego pytająco. 
–  Miss  Mansfield  –  zaczął  sięgając  do 

kieszeni marynarki. – Co tutaj mam? 

–  Jak  to  co?  Nic  –  spojrzała  ze 

zdziwieniem na jego pustą dłoń. 

– Tak jest, nic. Kandydat otrzymuje dwa 

punkty. 

Oto 

wiadomość, 

jaką  mi 

zostawiłaś: dokładnie nic. 

Spłonęła rumieńcem. 
–  Ja...  ja  musiałam...  się  tak  bardzo 

spieszyć... nie miałam czasu... – wyjąkała. 

– Nie miałam czasu – przedrzeźnił ją. – 

To  tak  się  traktuje  tego,  któremu  się 
zawdzięcza życie? 

– Nie... – wyszeptała spuszczając wzrok. 
–  Czy  tak  się  traktuje  kogoś,  kto  chciał 

się  podzielić  swymi  marzeniami  i  pokazał 

background image

zaprojektowany przez siebie dom? 

Tego było już za wiele. 
–  Nie  było  to  aż  takim  wyjątkowym 

przeżyciem,  Eriku.  Myślisz,  że  sprawiło 
mi 

przyjemność 

oglądanie 

willi, 

wspaniałej  zresztą,  przyznaję,  w  której 
będziesz  mieszkał  razem  z  Madeline?  – 
spojrzała na niego roziskrzonymi ze złości 
oczami. 

Zmarszczył czoło. 
– A  cóż Madeline ma z tym wszystkim 

wspólnego? 

– Nie udawaj, że nie rozumiesz, o co mi 

chodzi  –  z  trudem  panowała  nad  sobą.  – 
Przecież  się  tam  oboje  wprowadzicie 
kiedy... kiedy... weźmiecie ślub. 

–  Ślub?  Ty  naprawdę  wierzysz,  że  ja 

chcę się ożenić z Madeline? 

– Tak – odparła gniewnie. – Słyszałam, 

jak  rozmawiali  o  tym  robotnicy  na 
budowie,  Grace  też  napomykała  o  tym 
luźno od czasu do czasu... 

background image

–  Robotnicy  tyle  wiedzą  co  nic,  a 

Grace...  Grace  to  cudowna  kobieta,  lecz 
nie  jest  na  bieżąco,  jeśli  chodzi  o  moje 
prywatne sprawy. – Westchnął. – Madeline 
prawdopodobnie  rzeczywiście  zamierzała 
mnie  poślubić,  ale  to  było  kiedyś.  Teraz 
jesteśmy  tylko  dobrymi  przyjaciółmi.  A 
więc  dlatego  tak  dziwnie  się  wtedy 
zachowywałaś. 

Podniosła  na  niego  pociemniałe  z 

wrażenia oczy. 

–  Nie  mogłam  pojąć,  dlaczego 

koniecznie  chcesz  mi  pokazać  dom,  w 
którym będziesz mieszkał z żoną. 

–  Ja  już  nawet  wiem,  kto  nią  będzie  – 

rzekł  otaczając  ją  czule  ramieniem.  – 
Powiedz, naprawdę ci się podoba? 

–  Czy  mi  się  podoba?!  –  jęknęła.  – 

Przecież  piękniejszy  trudno  sobie  nawet 
wymarzyć! 

–  To  mnie  cieszy  –  uśmiechnął  się 

zadowolony. 

– 

Muszę 

ci 

jeszcze 

background image

powiedzieć, że dostałem świetną posadę. 

– W koncernie Sinclaira? 
Spojrzał na nią ze zdumieniem. 
– Skąd wiesz? Ach, to pewnie Grace! 
–  Nie  rób  jej  wyrzutów,  Eriku  – 

poprosiła. 

– Lubisz ją, prawda? 
– Bardzo. 
–  Tak  się  cieszę.  Byłbym  szczęśliwy, 

gdybyś  zechciała  do  nas  wrócić  w 
następnym  tygodniu.  Dom  będzie  gotów 
już  w  ten  piątek,  a  ja  nie  kazałem  go 
budować tylko dla siebie. 

Jakże chętnie by to zrobiła... niestety nie 

na takich warunkach. 

–  Eriku  –  zaczęła  –  nie  wiem,  jak  to 

powiedzieć...  ja  po  prostu  uważam,  że... 
tak się nie powinno... nie mogę... 

– Czego nie możesz? 
–  Zgodzić  się  na  krótką  przygodę!  – 

wybuchnęła z rozpaczą. 

–  A  któż  tu  mówi  o  przygodzie! 

background image

Caroline,  przebyłem  szmat  drogi,  aby  cię 
zapytać,  czy  chcesz  zostać  moją  żoną, 
mieszkać  w  lecie  w  Cape  Cod,  a  w  zimie 
w Nowym Jorku i... 

Nie pozwoliła mu dokończyć. Szczęście 

ogarnęło  ją  gorącą  falą,  każąc  się  rzuci  w 
jego ramiona. Przytulił ją do siebie. 

– Jak rozumiem, to oznacza twoją zgodę 

– stwierdził ze śmiechem. 

– O tak, Eriku. Tak! 
Twarz Erika promieniała radością. 
–  W  takim  razie  idziemy  teraz  do 

doktora Sheridana. 

– Po co? – spojrzała na niego zdziwiona. 
–  Żeby  cię  przeniósł  do  szpitala  w 

Massachusetts,  Caroline.  Wiem,  czy  dla 
ciebie  jest  praca,  więc  nie  będę  wymagał, 
abyś ją porzuciła. 

–  Eriku!  –  zawołała  wniebowzięta 

zarzucając  mu  ręce  na  szyję.  –  Pocałuj 
mnie. Jestem taka szczęśliwa! 

Kiedy  Erik  zamknął  ją  na  powrót  w 

background image

ramionach,  wiedziała  już,  że  to  lato 
spełnionych marzeń na zawsze zapisze się 
w jej pamięci.