background image

Prosta gra - Jerzy Engel

Jerzy Engel
Prosta Gra

Redakcja techniczna Małgorzata Gucman
Zdjęcia
„Przegląd Sportowy"
Marek Mordan - „Dziennik Polski'
Puma Polska
archiwum prywatne
© Copyright by Jerzy Engel
ISBN 83-920124-0-2
Wydanie I
Wydawca
ART Flexo sp. z o.o. ul. Rotundy 7 01-340 Warszawa

Wstęp
Drogi Czytelniku!
KsiąŜka, którą wziąłeś do ręki, opisuje moje osobiste przeŜycia oraz subiektywne odczucia, związane z 
awansem i udziałem polskiej reprezentacji w Mistrzostwach Świata Korea-Japonia 2002. Są to wspomnienia o 
pracy zespołu i większości istotnych dla mnie zdarzeń związanych z funkcją selekcjonera reprezentacji Polski. 
KaŜdy uczestnik Mundialu zapamiętał ten turniej na swój sposób. Dla kaŜdego z nas te same zdarzenia miały 
róŜną wartość. Gdyby napisał ją zawodnik, działacz lub kibic, zapewne poruszyłby inne wątki lub opisał inne 
zdarzenia, których był bezpośrednim świadkiem.
Mistrzostwa Świata są turniejem niezwykłym, zapisującym się w pamięci uczestników tej imprezy głęboko 
wyrytym śladem na psychice.
KaŜde dziecko kopiąc piłkę, marzy o tym, Ŝeby grać tak dobrze, jak najlepsi polscy piłkarze. A młodzi 
zawodnicy śnią, aby stanąć chociaŜ raz w Ŝyciu na wypełnionym po brzegi stadionie, w meczu 
transmitowanym przez wszystkie sportowe stacje telewizyjne na świecie.
Niewielkiej grupie ludzi, wyselekcjonowanej i poprowadzonej przeze mnie, marzenie to się spełniło.
Kiedy obejmowałem funkcję selekcjonera reprezentacji Polski, niewiele osób w Polsce dawało mi jakąkolwiek 
szansę na osiągnięcie celu. JuŜ na pierwszej konferencji prasowej, kiedy ogłoszono moją nominację, 
dziennikarze udowadniali mi, Ŝe porywam się z motyką na słońce. Mówili, Ŝe nie ma przecieŜ w Polsce 
piłkarzy, którzy mogliby do tak wielkiej imprezy awansować. Przez ostatnie szesnaście lat reprezentacja 
odpadała w kolejnych eliminacjach, mimo Ŝe była prowadzona przez róŜnych selekcjonerów. Dziennikarze 
pytali więc, na jakiej podstawie sądzę, Ŝe akurat mnie się to uda. Ostatnie pytanie podczas tej konferencji 
brzmiało, ile bym postawił ze
swojego majątku na nasz awans. Kiedy odpowiedziałem, Ŝe wszystko co mam, zaległa cisza i na tym 
konferencja się zakończyła.
Ale zdawałem sobie sprawą z faktu, Ŝe nie znalazłbym osoby na tej sali, która postawiłaby nawet grosik na 
nasz awans. Środowisko dziennikarskie nie było w swojej opinii odosobnione. Kiedy byłem gościem redaktora
Michała Olszańskiego w programie „Radiowa trójka nocą", w którym rozmawialiśmy na antenie bezpośrednio
z kibicami, odczucia społeczne były takie same, jak dziennikarzy. śaden z rozmówców, a było ich bardzo 
wielu, nie dawał reprezentacji jakichkolwiek szans na awans do Mistrzostw Świata.
Kiedy nasz awans stał się faktem, byłem bardzo szczęśliwy. Gwizdek sędziego kończący zwycięski mecz z 
Norwegią w Chorzowie, wyzwolił w nas eksplozję radości. Wypełniony do ostatniego miejsca, 
biało-czerwo-ny od flag i koszulek kibiców stadion, emanował szczęściem i wzruszeniem. Zwykle udawało mi
się panować nad emocjami i nie okazywałem nigdy ani zbytniej radości, ani smutku. Tym razem jednak po 
prostu nie sposób było obronić się przed rozsadzającą głowę euforią.
Pomimo upływu wielu lat od tamtego meczu, wciąŜ spotykam kibiców, którzy byli tego dnia na chorzowskim 
stadionie i razem z nami przeŜywali radość z awansu reprezentacji do Mistrzostw Świata. KaŜdy z nich nie 
ukrywa, Ŝe wzruszenie powodowało dławienie w krtani, a łzy same cisnęły się do oczu. Czy moŜe być coś 
bardziej wartościowego dla nas wszystkich niŜ moŜliwość przeŜycia takich emocji.
Zupełnie inne uczucie towarzyszyło mi, kiedy szykowaliśmy się do wysłuchania Hymnu przed pierwszym 
naszym meczem na Mundialu. Rozpierało mnie uczucie dumy, Ŝe wreszcie jesteśmy na Mistrzostwach, 

Strona 1

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

pomiędzy najlepszymi reprezentacjami na świecie. Byłem szczęśliwy, Ŝe mogłem dać tę chwilę wielkiej 
satysfakcji wszystkim moim nauczycielom, mistrzom i profesorom. To oni triumfowali w tym momencie 
razem ze mną, bez względu na to, co mógł nam dalej przynieść Mundial. Było to dla mnie równieŜ w pełni 
świadome poczucie dumy narodowej. To był moment, w którym mogłem razem z piłkarzami i 
współpracownikami, spojrzeć uczciwie poprzez ekrany telewizorów prosto w oczy wszystkim kibicom w 
Polsce. PrzecieŜ awansowaliśmy do Mistrzostw dla nich, Ŝeby po wielu latach oczekiwań mogli wreszcie 
przeŜyć w radości lub smutku sam udział naszej reprezentacji w Mistrzostwach Świata.
Wiedziałem, Ŝe Mundial jest dla nas wielką niewiadomą. Jechaliśmy do Azji z nadziejami, ale jednocześnie z 
wielką obawą. Nie byliśmy na tyle
silną reprezentacją, aby móc ze spokojem czekać na kolejne mecze. Ale sam ten moment potwierdzający 
Hymnem nasze uczestnictwo w tej imprezie, był więcej wart niŜ tysiące wygranych meczów o jakąkolwiek 
stawkę w całej mojej ponad 27-letniej karierze trenerskiej. Staliśmy tam na stadionie w Korei, czując pulsujący, 
wrogo nastawiony do nas, falujący tłum koreańskich kibiców. Trzymaliśmy się mocno za ręce i byliśmy 
spleceni wiarą, Ŝe będziemy w stanie nawiązać równorzędną walkę z przeciwnikiem i wygrać^mecz. Po raz 
kolejny, przeciwko wszystkim nieprzychylnym nam prognozom.
Wiele osób ma swój większy lub mniejszy współudział w naszych sukcesach. Nikt w sporcie zespołowym, a w 
szczególności takim, jak piłka noŜna, nie zwycięŜa i nie przegrywa sam. Zanim podjąłem jakąkolwiek waŜną 
dla zespołu decyzję, była ona konsultowana i przeanalizowana przez wiele osób. Miałem wspaniałych 
współpracowników, z których kaŜdy odpowiadał za swój wycinek pracy. Razem składaliśmy w jedną całość 
koncepcję gry zespołu, nad którą pracowaliśmy na co dzień oddzielnie. Ci sami ludzie pracowali nad 
sukcesami reprezentacji w eliminacjach oraz na Mistrzostwach Świata. Ostateczna decyzja zawsze naleŜała 
wyłącznie do mnie i podejmowałem ją w oparciu o wszelką moŜliwą do uzyskania wiedzę szkoleniową, 
organizacyjną i medyczną oraz wypływające z niej wnioski.
Nie ma trenerów, zawodników, sędziów czy działaczy nieomylnych. KaŜdy moŜe popełnić błąd, który 
wpływa w konsekwencji na wynik meczu lub na dalsze losy druŜyny. O błędach popełnianych w meczach 
zakończonych zwycięstwem łatwiej się zapomina, bo zwykle zwycięzców się nie sądzi. Kiedy jednak 
spodziewanego sukcesu nie ma, wtedy kaŜdy, nawet najmniejszy, błąd urasta do rangi katastrofy i jest 
obracany na wszystkie strony, jak drogocenny diament przez większość polskich mediów.
Nie zaliczano nas do grona faworytów Mistrzostw, a bukmacherzy dawali nam jedynie symboliczny procent 
szans na wyjście z grupy. Z grupy nie wyszliśmy i chociaŜ w ostatnim meczu pokonaliśmy USA, nie zmieniło 
to wiele w ocenie naszego udziału w Mistrzostwach.
Sam awans do Mistrzostw Świata był naszym ogromnym sukcesem i jak się po czasie okazało, wynikiem 
maksymalnym, jak na moŜliwości polskiej piłki noŜnej.
Ten nieoczekiwany sukces osiągnięty we wspaniałym stylu, spowodował falę entuzjazmu nie tylko wśród 
kibiców, ale przede wszystkim w naszej ekipie. Spojrzeliśmy nagle z olbrzymim optymizmem na umiejętności
7
i wartość naszych piłkarzy. Niestety przewartościowaliśmy aktualne moŜliwości zespołu i widzieliśmy go 
takim, jakim chcieliśmy, Ŝeby był, a nie takim, jakim był naprawdę. A byliśmy przecieŜ tylko solidnym 
zespołem średniej klasy europejskiej.
Dlatego fatalne dla nas w skutkach okazało się zbyt częste powtarzanie w mediach, Ŝe jedziemy na 
Mistrzostwa po kolejne zwycięstwa i sukcesy. Ale czy moŜna było mieć o to do nas pretensje. Miliony kibiców 
radowały się razem z nami i na kaŜdym kroku spotykaliśmy się z dowodami ich olbrzymiej sympatii i nadziei 
na nasze dalsze sukcesy. Trenerzy, piłkarze oraz wszyscy członkowie sztabu reprezentacji stali się idolami 
młodzieŜy i pieszczochami mediów. W takiej atmosferze trudno nam było nagle odciąć się od tego 
entuzjastycznego nastroju, jaki zapanował w narodzie. To na pewno osłabiło moją czujność na zagroŜenia, 
jakie niósł za sobą sukces i spowodowało, Ŝe nie doceniłem rad przyjaciół, którzy znając dobrze polskie 
piekiełko, a przede wszystkim poziom i trudności, jakie czekały na nas podczas Mundialu, przestrzegali przed
nadmiernym optymizmem.
Wierzyłem w mój zespół. Wierzyłem w ogromne moŜliwości kaŜdego zawodnika, który znalazł się w ekipie 
lecącej do Korei. Czułem jak pozytywne emocje związane z naszym udziałem w Mundialu inspirują i 
motywują mnie co dzień i byłem pewien, Ŝe taki sam zapał do pracy udzielił się nam wszystkim. To dawało 
nadzieję, Ŝe będziemy grać na jeszcze lepszym poziomie niŜ dotychczas.
Jeśli zespół po awansie do takiej imprezy nic zrobi postępu w kaŜdym elemencie piłkarskiego rzemiosła, to nie
moŜe liczyć na sukces. Byłem pewien, Ŝe jesteśmy dobrze przygotowani pod względem taktycznym, a 

Strona 2

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

zdecydowana większość zawodników równieŜ pod względem fizycznym. DuŜą niewiadomą była natomiast 
forma psychiczna zespołu Tak do końca trudno było odgadnąć, czy dla większości piłkarzy sam udział w 
Mistrzostwach mc był traktowany jako nagroda sama w sobie za wiele lat starań o udział w tej imprezie. 
Pytaniem było, czy zawodnicy byli nadal głodni sukcesu i czy byli w stanie walczyć o coś więcej.
Marek Koźmiński w wywiadzie dla telewizji Canal Plus powiedział juŜ po Mistrzostwach, Ŝe stworzył się tak 
znakomity kolektyw w naszej reprezentacji, Ŝe zawodnicy poszliby za sobą w ogień. Dlatego mając mocny atut
w postaci znakomitej atmosfery wewnątrz zespołu, zastanawialiśmy się, co sprawiło, Ŝe zawodnicy grali jak 
sparaliŜowani w pierwszym meczu z Koreą.
8
Po prostu przyjąłem niestety błędne załoŜenie, Ŝe gra w Mistrzostwach Świata wyzwoli w zawodnikach 
niesamowite pokłady energii, co przy Ŝelaznej dyscyplinie taktycznej będzie wystarczającym podłoŜem 
zwycięstwa. Nie wziąłem pod uwagę czynnika psychologicznego, jaki wpłynął w tym przypadku bardzo 
negatywnie na grę zespołu. Nie przewidziałem, Ŝe tak doświadczeni w grach reprezentacyjnych piłkarze, nie 
udźwigną stresu jaki przyniósł ze sobą pierwszy w ich Ŝyciu mecz na Mistrzostwach Świata. Zakładałem, Ŝe 
wszyscy jedziemy tam z jednakową wolą walki o sławę, narodową godność i honor zawodowców. śe jesteśmy
jednakowo zdeterminowani do budowy kolejnej legendy, jaka po takim turnieju powstaje wokół jego 
uczestników. Ja nie czułem Ŝadnej tremy i byłem zdeterminowany walczyć o wszystko. Wydawało mi się, Ŝe 
wszyscy mamy podobne odczucia i reakcje. Tymczasem okazało się, Ŝe patrzyłem na zespół przez pryzmat 
własnych odczuć i to był mój duŜy błąd.
Zawodnicy byli sparaliŜowani emocjami, jakie wywarł na nich sam udział w Mistrzostwach Świata. Okazje do 
zdobycia bramek, które sobie stworzyliśmy, były zwykle z łatwością wykorzystywane przez piłkarzy w 
meczach o mniejszą stawkę, a stały się nagle zadaniami nie do wykonania dla nich na Mundialu. Popełniliśmy 
błędy w grze kaŜdej formacji, jakie nie zdarzały się nam nigdy wcześniej, a ich podłoŜem były nieodporne na 
stres, nieznane nam dotąd pokłady naszej psychiki. Byliśmy debiutantami, beniaminkiem dostającym surowe 
lekcje od doświadczonych mundialowych wyjadaczy.
Korea, Portugalia i USA występowały regularnie co cztery lata na tej imprezie. My swoim udziałem 
spowodowaliśmy odkurzenie przez FIFA tabliczki z napisem Polska po szesnastu latach nieobecności na tym 
turnieju polskiej reprezentacji. Nie sprostaliśmy Korei i stanęliśmy przed jeszcze trudniejszym zadaniem, aby 
szukać punktów w meczu z Portugalią.
Portugalia jednak była dla nas przeciwnikiem zbyt mocnym. Wiedzieliśmy o tym przed Mistrzostwami i 
potwierdziło się to na boisku. Przegraliśmy i nie mieliśmy juŜ Ŝadnych szans na wyjście z grupy.
Dopiero w ostatnim meczu grupowym odnieśliśmy zwycięstwo. Grając o własną i narodową godność oraz o 
to, aby powrócić do Polski z podniesioną głową chociaŜ na tarczy, zagraliśmy na dobrym poziomie. Zaczęło 
procentować juŜ zdobyte doświadczenie i wyciągnięte przez zawodników wnioski z dwóch przegranych 
meczów.
Czy stać nas było podczas tych Mistrzostw na więcej. Korea okazała się „czarnym koniem'" turnieju, zajęła 
czwarte miejsce na świecie i pozosta-
wiła w pokonanym polu zdecydowanie lepsze od nas reprezentacje. W meczu z Portugalią, pomimo gry trójką
napastników, nie potrafiliśmy zmusić do kapitulacji bramkarza Portugalczyków, a kiedy się nam to wreszcie 
udało, sędzia dopatrzył się przewinienia. MoŜliwe, Ŝe ta nie uznana przez sędziego bramka, mogła zmienić 
losy meczu i udziału w Mistrzostwach naszej reprezentacji. Mecz zakończył się jednak naszą wysoką poraŜką i
tak to juŜ w statystykach mundialowych pozostanie na zawsze.
Spotkanie z USA było ostatnim meczem „mojej" reprezentacji. Zamknął on jak klamrą dwuipółletni okres 
pracy zespołu i był dwudziestym dziewiątym meczem polskiej druŜyny pod moim selekcjonerskim 
kierownictwem. PoŜegnałem się z reprezentacją Polski dobrym widowiskiem, meczem rozegranym na 
wysokim poziomie piłkarskim, a co najwaŜniejsze zakończonym zwycięstwem..
KaŜdy zespół rozgrywa dziesiątki meczów, ale dochodzi wreszcie do takiego momentu w swojej pracy, który 
moŜe decydować o jego dalszym losie. Ja miałem trzy takie przełomowe mecze.
Pierwszym był mecz w Kijowie rozegrany 2 września 2000 roku, otwierający nasze eliminacje do Mistrzostw 
Świata. Niewiele osób dawało nam wtedy jakąkolwiek szansę na zwycięstwo w konfrontacji z reprezentacją 
Ukrainy. Media szykowały się na frontalny atak na mnie i tworzoną przeze mnie druŜynę. A my 
pracowaliśmy intensywnie. Przygotowaliśmy nowe warianty taktyczne dla zespołu i nowy system gry. MoŜna
być znakomicie przygotowanym i jednak przegrać. Mecz jest zawsze wielką niewiadomą.
Nasze wysokie zwycięstwo w Kijowie nie tylko zaskoczyło wszystkich w Polsce, ale dało nam pierwsze 

Strona 3

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

miejsce w grupie, którego nie oddaliśmy juŜ do końca eliminacji. Na Ukrainie rozpoczął się nasz fantastyczny 
serial piłkarski zakończony dopiero na Mundialu meczem z USA.
Drugim momentem przełomowym „mojej" druŜyny był mecz rozegrany 1 września 2001 roku w Chorzowie 
przeciwko reprezentacji Norwegii. Wysokie zwycięstwo w tym meczu przypieczętowało ostatecznie nasz 
awans do Mistrzostw Świata w Korei i Japonii 2002.
Trzecim był wysoko przegrany mecz z Portugalią podczas Mundialu, w którym poraŜka eliminowała nas z 
dalszego udziału w Mistrzostwach i kończyła naszą rywalizację na fazie grupowej.
Mecz przeciwko USA pozostał w mojej pamięci jako piękne zakończenie zbyt trudnej dla nas imprezy i 
jednocześnie wspaniałe poŜegnanie się „koreańskiej" reprezentacji z naszymi kibicami.
10
Pierwsze półrocze 2002 roku nie było statystycznie takie złe. ZwycięŜyliśmy w czterech meczach: z Wyspami 
Owczymi, Irlandią Płn., Estonią i USA. Przegraliśmy równieŜ cztery mecze: z Japonią, Rumunią, Koreą i 
Portugalią. Ale niestety, dwie spośród czterech poraŜek przypadły na Mundial.
0  Mundialu napisano i wypowiedziano wiele nieprawdziwych opinii, z krzywdą dla uczestniczących w nim 
piłkarzy, trenerów, ludzi z mojego sztabu i dla mnie osobiście. Na szczęście kibice znakomicie potrafią 
odróŜnić kłamstwo od prawdy i rozróŜniać bezbłędnie intencje ludzi po tym, jak się wypowiadają lub jak 
piszą.
Tymczasem dla nas, uczestników Mistrzostw, sam udział w nich pozostawił na zawsze wspomnienia, których 
nie jest w stanie zatrzeć Ŝadna złośliwa krytyka. Dla mnie awans do Mistrzostw Świata i udział w nich był 
spełnieniem się marzeń osobistych i zawodowych. Pozostał oczywiście niedosyt, związany z wynikami 
zespołu i zbyt szybko zakończonym naszym udziałem w Mistrzostwach. Ale nawet odpadnięcie z turnieju w 
fazie grupowej nie jest w stanie zburzyć pozytywnego obrazu „mojej" reprezentacji 2000-2002, jaki na zawsze 
utrwalił się w mojej pamięci.
Oczywiście grając na coraz wyŜszym poziomie, stawiamy sobie coraz większe wymagania. Kazimierz Górski, 
największy autorytet w polskiej piłce noŜnej, powiedział mi pewnego dnia:
— Wiesz Jurek, panie kolego, chciałbym doŜyć awansu polskiej reprezentacji do Mistrzostw Świata.
Kiedy awans stał się faktem, pan Kazimierz przy tradycyjnym koniaczku z okazji naszego awansu, 
wypowiedział nowe Ŝyczenie:
— Teraz to chciałbym doŜyć jeszcze, aby Polska zagrała w finale.
1 tak właśnie się to odbywa, Ŝe nigdy w pełni nie satysfakcjonuje nas to, co juŜ osiągnęliśmy i wciąŜ marzymy 
o czymś więcej. Jest to oczywiście dla kaŜdego z nas normalne i naturalne. My teŜ marzyliśmy o Złotej Nike i 
mówiliśmy o tym głośno.
Wszyscy piłkarze, którzy byli ze mną podczas eliminacji oraz uczestniczyli w Mistrzostwach Świata w Korei i 
Japonii, pozostaną na zawsze w mojej pamięci jako najwięksi z największych i najlepsi z najlepszych w latach 
2000-2002. Legendą, sławą i wynikami nie moŜemy się równać z tymi polskimi reprezentacjami, które 
osiągnęły od nas więcej, zdobywając medale i uczestnicząc we wcześniejszych Mistrzostwach Świata. Jednak 
sam awans i uczestnictwo w imprezie, w której mają prawo uczestni-
11
czyć tylko najlepsze reprezentacje na świecie, jest juŜ wielkim wyróŜnieniem samym w sobie. I to bez względu 
na fakt, które z tych druŜyn później osiągną sukces, a które nie.
LŜej nam było na duszy, kiedy razem z nami odlatywały z Mistrzostw takie potęgi piłkarskie, jak Francja, 
Argentyna czy Portugalia. Oczywiście niczego to nie usprawiedliwia, ale pokazuje, jak wielki stopień 
trudności niósł ze sobą juŜ sam udział w Mistrzostwach.
Przez cały okres mojej pracy w PZPN nie zabiegałem o względy nikogo. Było mi obojętne co sądzą o mnie i 
moim sztabie prezesi związku i ich doradcy. Zdawałem sobie sprawę, Ŝe tak długo, jak druŜyna będzie 
zwycięŜać i profitować z tego będą wszyscy w związku, to nie będę miał Ŝadnych problemów. Pracowałem 
uczciwie i konsekwentnie. Korzystałem z najnowocześniejszej wiedzy i materiałów. W opracowaniu programu
przygotowań pomagali mi wspaniali ludzie, naukowcy i lekarze. Razem z moimi współpracownikami 
przygotowaliśmy reprezentację najpierw do meczów eliminacyjnych, a później do Mundialu. Nikt w Polskim 
Związku Piłki NoŜnej nie miał Ŝadnego wpływu od strony szkoleniowej na moją pracę ani na pracę mojego 
departamentu.
Ale taki juŜ jest układ w PZPN, Ŝe na pracę selekcjonera wpływu nie moŜe mieć nikt. Podobnie jak nikt z 
mojego departamentu nie interesował się tym, co robią prezesi czy inne departamenty w związku. To było 
znakomite, bo kaŜdy robił swoje i nie zaglądał innemu przez ramię. Oczywiście sukces jest udziałem 

Strona 4

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

wszystkich w PZPN i całej polskiej piłki noŜnej, a nie tylko mojego departamentu i tak w swoim gronie to 
rozumieliśmy. Przy poraŜce natomiast te proporcje bardzo się zmieniały.
Nie mam Ŝalu o rozwiązanie departamentu reprezentacji narodowej po Mistrzostwach Świata. Nie wyszliśmy 
z grupy, przegraliśmy wysoko z Portugalią i liczyliśmy się z konsekwencjami. Szkoda tylko, Ŝe nasze rozstanie
odbyło się w sposób niegodny tej instytucji i na poziomie, nazwijmy to trzecioligowym. Dlatego pozostały 
urazy i niedomówienia, plotki i niechęć, podejrzenia i kłamstwa. Czas z pewnością zaleczy rany i jak zwykle 
zweryfikuje wszelkie, podejmowane pod wpływem emocji i nie kompetentnych podpowiedzi, decyzje. 
Zadziwiające dla mnie było to, Ŝe tak długo oczekiwany w Polsce sukces, jakim był udział naszej reprezentacji 
na Mundialu, sami szefowie związku, zmienili w klęskę, akcentując jedynie fakt, Ŝe byliśmy zbyt słabym 
zespołem na tej imprezie, aby osiągnąć coś więcej. Szukano błędów tam, gdzie ich nie było, a niekompetencja 
wielu ludzi i sła-
12
bóść środowiskowa tak zwanych autorytetów, spowodowała, Ŝe tak naprawdę nie było wielu osób, które 
mogłyby nasz udział w Mistrzostwach realnie ocenić. Albo niewiele osób rozumiało, Ŝe nasz zespół nie był w 
stanie osiągnąć nic więcej, albo rzeczywiście Mistrzostwa zweryfikowały wiedzę wielu osób w kraju. Było to 
równieŜ świadectwem, Ŝe nie tylko my, pracujący przy zespole, ulegliśmy ogólnonarodowej euforii po 
awansie i przewartościowaliśmy zespół. Okazało się, Ŝe zrobili to wszyscy, którzy nas z taką ochotą 
krytykowali.
Dlatfigo chylę czoła przed wszystkimi, którzy byli z nami na dobre i na złe do końca Mistrzostw Świata. 
Wiem, Ŝe łatwo być z zespołem kiedy wygrywa i ci, którzy w nas wierzyli podczas eliminacji, mieli swoje 
wielkie dni. Trudno jest znosić gorycz poraŜki, ukochanego zespołu i nadal trwać przy druŜynie.
Tym wszystkim, którzy wytrwali przy nas do końca Mistrzostw oraz tym, którzy z takim entuzjazmem witali 
nas na lotnisku w Warszawie po przylocie z Korei, w pierwszej kolejności dedykuję tę ksiąŜkę.
Cieszę się Drogi Czytelniku, Ŝe zdecydowałeś się na przeczytanie mojej ksiąŜki, bo są w niej opisane uczciwie, 
chociaŜ subiektywnie, moje odczucia podczas końcowego okresu pracy z reprezentacją. Starałem się oddać 
najwierniej jak tylko potrafię to, co wydarzyło się przed Mundialem i podczas Mistrzostw. A jeśli sprawię, Ŝe 
znajdziesz w tej ksiąŜce coś, co cię rozbawi, zaintryguje, zainteresuje lub dowiesz się czegoś, o czym 
dotychczas nie wiedziałeś, będzie to spełnienie moich intencji jej napisania.
Wierzę, Ŝe po tej lekturze jeszcze bardziej przychylnie, spojrzysz na reprezentację 2000-2002 i ludzi, którzy ją 
tworzyli.
Selekcjoner Reprezentacji Polski
2000-2002 Władysław Jerzy Engel
Kto nie był w ekipie, która wywalczyła awans i uczestniczyła w piłkarskich Mistrzostwach Świata, nie jest w 
stanie zrozumieć, jak wiele znaczyło to dla tych, którzy tego dokonali.
SELEKJONER REPREZENTACJI POLSKI -TRENER PIŁKI NOśNEJ
Trener piłki noŜnej, to jeden z najbardziej stresujących zawodów na świecie. Niewiele jest profesji, które 
powodują, Ŝe siedząc na ławce obok graczy rezerwowych podczas meczu, doprowadza się swoje tętno do 
ponad dwustu uderzeń na minutę. Nieprzypadkowo nasze serca są badane analitycznie co trzy miesiące. 
Operacje serca, które musiało przejść wielu szkoleniowców, Ŝe wystarczy wymienić tak znanych, jak Johan 
Cruyff, Bobby Robson, Graham Sounes czy Gherard Houllier, są tylko przykładami skutków, jakie pozostawia
po sobie stres związany z tym zawodem.
A jeśli jest się selekcjonerem reprezentacji narodowej i czuje na sobie spojrzenia milionów ludzi, którzy z 
olbrzymią nadzieją czekają na zwycięstwo swojej ukochanej druŜyny, wtedy stres wywołany chęcią spełnienia 
tych oczekiwań, jest zdecydowanie wyŜszy.
Zdawałem sobie sprawę, Ŝe stanowisko selekcjonera reprezentacji narodowej jest bardzo eksponowanym 
miejscem pracy. Kiedy reprezentacja zwycięŜała w waŜnych meczach eliminacyjnych i kiedy awans stał się 
faktem, media wychwalały mnie, mój sztab i piłkarzy pod niebiosa. Trudno było znaleźć dziennik, tygodnik 
czy miesięcznik bez artykułu z naszymi zdjęciami. Zachować prywatność w takiej sytuacji jest bardzo trudno. 
Oto spełniły się marzenia milionów kibiców w Polsce i awansowaliśmy do Mistrzostw Świata. Wszyscy chcieli
się dowiedzieć jak najwięcej o mnie, moich współpracownikach i piłkarzach, o wszystkich, dzięki którym po 
wielu latach oczekiwań Polska znowu znalazła się na piłkarskich salonach.
Jednak wystarczyło przegrać dwa razy z rzędu na Mistrzostwach Świata, aby stać się celem totalnej krytyki 
medialnej, uderzającej nie tylko we mnie, ale w całą moją rodzinę.
Dwóch najbardziej wrogo nastawionych do mnie Ŝurnalistów jeszcze długo po zakończeniu imprezy, kłamiąc i

Strona 5

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

naginając fakty, starało się obraŜać mnie na łamach prasy.
15
Taka jest cena, jaką płaci selekcjoner reprezentacji narodowej za sukces, jakim był juŜ sam udział polskiej 
reprezentacji w Mistrzostwach Świata.
Z roku na rok rośnie komercjalizacja piłki noŜnej. Kwoty pienięŜne, zaangaŜowane w wielkie widowiska 
piłkarskie są ogromne, a my trenerzy poddawani jesteśmy co kilka dni potęŜnie stresującym egzaminom z 
umiejętności zwycięŜania. Czy komercjalizacja Mistrzostw Świata odcisnęła swoje piętno na naszym krótkim 
pobycie w Korei. Twierdzę, Ŝe z pewnością tak. Faktem jest, Ŝe kto stanął na drodze reprezentacji Korei aŜ do 
małego finału odpadał z turnieju w nerwowych okolicznościach. Symbolem tych meczów pozostanie dla mnie 
na zawsze walący ze złości w szklaną obudowę ławki rezerwowych trener reprezentacji Włoch Gio-vanni 
Trapattoni.
Jestem profesjonalistą. W swoim zawodzie doszedłem do najwyŜszego stopnia wtajemniczenia zawodowego. 
Uzyskałem trenerską klasę mistrzowską, najwyŜszą jaka istnieje w Polsce. A za sobą mam juŜ prawie 
trzydzieści lat doświadczeń zdobytych na trenerskiej ławce. To przede wszystkim ten atut był podstawą moich
sukcesów. Mając za sobą taki bagaŜ doświadczeń w zawodzie, mogłem podjąć się wyzwania, jakie stawia 
przed selekcjonerem prowadzenie reprezentacji Polski.
Opracowałem sposób pracy z reprezentacją. Stworzyłem sztab, a następnie powstał departament reprezentacji 
Polski. Za poszczególne jego działy odpowiadali najbardziej kompetentni profesjonaliści, a ja jedynie 
kontrolowałem ich pracę, wyznaczałem kolejne cele i określałem następne zadania. KaŜdy członek mojej ekipy
miał wielką samodzielność w pracy. Wszyscy wiedzieli jedno, Ŝe ma to być praca na najwyŜszym poziomie, 
organizacyjnym, szkoleniowym, medycznym, dokumentacyjnym. Jakościowo musieliśmy dać zawodnikom 
lepszy serwis zawodowy, aniŜeli mieli kiedykolwiek, tak w reprezentacji, jak równieŜ w swoich klubach. 
Zmieniłem godziny pracy w PZPN mojego departamentu. Zamiast o dziewiątej rano, jak to było podczas 
eliminacji, rozpoczynaliśmy o ósmej trzydzieści, Natomiast kończyliśmy dopiero po zrealizowaniu 
wszystkiego, co było na ten dzień zaplanowane. Ściany w dwóch pokojach, w których były nasze biurka, 
obwiesiłem obrazami z wizerunkiem Pucharu Świata, aby w kaŜdym momencie przypominały wszystkim o 
celu naszej pracy i w sposób szczególny motywowały. Praktycznie codziennie robiliśmy narady, zdając sobie 
wzajemnie relacje z tego, co zostało zrobione. Zwracaliśmy uwagę na najmniejsze nawet detale, które 
posuwały nasze przygotowania do przodu.
16
Przyświecała nam jedna zasada, Ŝe wszystko co robimy musi mieć jakość reprezentacyjną, a więc najlepszą z 
moŜliwych. Praca na poziomie reprezentacji Polski jest czymś więcej, aniŜeli tylko formą zarabiania pieniędzy.
A dodatkowo robiona jest pod presją mediów, często wprowadzających w błąd kibiców. Media nie lubią 
wiadomości pozytywnych, o mało interesującej, codziennej pracy. Zdecydowanie lepiej sprzedają się 
wiadomości złe, których w kaŜdym dzienniku telewizyjnym czy gazecie moŜemy znaleźć codziennie 
mnóstwo. Wszyscy gonią za tak zwanym „newsem", Ŝeby go podać jako pierwsi na rynku. To powodowało 
dodatkowy, ogromny stres. Wiele spraw codziennych wpływa na przygotowanie zawodników do 
konkretnego meczu. Jeśli zawodnik ma problemy rodzinne czy losowe, to taki news jest natychmiast 
znakomitą poŜywką dla mediów. Natomiast dla nas zupełnie odwrotnie. ZaleŜało nam, aby w ciszy i spokoju 
doprowadzić do uporządkowania spraw, które mogły mieć negatywny wpływ na formę zawodnika, a tym 
samym osłabić nasz zespół. Dlatego często wchodziliśmy w konflikt z mediami, zachowując wiele tematów 
wyłącznie dla siebie.
Profesjonalizm, charyzma, uczciwość, umiejętność pracy w zespole i tworzenia rodzinnej atmosfery, a ponadto
kultura osobista, pasja w wykonywaniu zawodu oraz oczywiście odrobina szczęścia, to waŜne składowe 
wpływające na wyniki pracy kaŜdego z nas. I nigdy nie wiadomo, który z tych elementów będzie najbardziej 
waŜył w konkretnym momencie.
Zespół bardzo szybko rozpoznaje fachowca lub dyletanta. Nasi piłkarze grają w wielu klubach europejskich, w
których są prowadzeni przez najlepszych szkoleniowców w Europie. Dlatego mają proste porównania, 
pomiędzy tym, co oferuje się im szkoleniowo w klubach, ze sposobem pracy w naszej reprezentacji. Szacunek 
u zawodników szkoleniowiec wypracowuje sobie w codziennej pracy. Nie mają tu znaczenia wcześniejsze 
dokonania jako piłkarza czy trenera w prowadzeniu innych zespołów. Liczy się tylko to, co potrafisz tu i teraz.
Piłkarz moŜe nie lubić trenera, szczególnie jeśli nie jest wystawiany w podstawowym składzie lub jeśli w ogóle
nie jest brany pod uwagę do składu, ale jeśli chodzi o sprawy fachowe, zawodnik musi szkoleniowca 
szanować. Tylko trener z autorytetem w zespole spowoduje, Ŝe druŜyna mu zaufa i podporządkuje mu się 

Strona 6

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

całkowicie. Osobiście cenię to sobie bardzo, Ŝe zawodnicy reprezentacji 2000-2002 oraz wszyscy członkowie 
mojego sztabu z wielkim szacunkiem wypowiadają się do dzisiaj o sobie nawzajem.
17
Pozytywna ocena sposobu gry i wyników druŜyny w eliminacjach oraz przeŜycia, jakie dostarczyły mecze na 
Mistrzostwach, spowodowała, Ŝe nieustannie odczuwam dowody sympatii kibiców w stosunku do mnie i 
druŜyny. To bardzo waŜne w moim zawodzie, aby być akceptowanym przez kibiców. Wydawało się, Ŝe 
poraŜka na Mistrzostwach spowoduje tak duŜy zawód w sercach kibiców, Ŝe przede wszystkim ja będę 
postrzegany jako trener, który coś im obiecał i słowa nie dotrzymał. Tymczasem, mając wiele zaproszeń, 
przynajmniej dwa razy w miesiącu jeŜdŜę na spotkania z kibicami na terenie całej Polski. Spotykam teŜ 
sympatyków piłki po prostu na ulicy i cieszę się, Ŝe nadal wracają z szacunkiem do „mojej" reprezentacji i 
wypowiadają się z wielkim uznaniem o wszystkim, czego dokonaliśmy.
Nie gonię za popularnością, byłem juŜ na pierwszych stronach gazet, a moje nazwisko zapisało się pozytywnie
w historii polskiej piłki noŜnej. Szkoleniowca akceptuje się lub nie takim, jakim jest, a nie takim, jakim sam 
chciałby być postrzegany.
Wiem, Ŝe nie byłem atrakcyjnym tematem dla mediów. Spokojna rodzina, ponad dwadzieścia kilka lat 
małŜeństwa, syn po studiach, córka w ich trakcie. Nie palę, koniaku wypijam kieliszek lub dwa, jednym 
słowem medialna nuda. Dlatego starano się wymyślać tematy zastępcze, jak choćby powoływanie 
zawodników ze względu na moją przyjaźń z menedŜerem, w którego stajni znajdował się zawodnik, lub z 
prezesem jakiejś druŜyny. Powoływanie przez kolejnych selekcjonerów z tych samych zawodników, na 
których ja opierałem się w swojej selekcji, potwierdziło złe intencje tych, którzy tego typu łatki starali się mi 
przyczepić.
Podczas studiów wiele czasu zajęła mi nauka psychologii, a egzamin był jednym z najtrudniejszych. Pani 
profesor Zofia Nawrocka powtarzała nam, przyszłym trenerom, do znudzenia, Ŝe dobry trener, musi być 
znakomitym psychologiem. Szczególnie podczas motywowania zespołu w sytuacjach bardzo trudnych, w 
warunkach olbrzymiego stresu.
śeby dobrze zmotywować zespół, musiałem być przede wszystkim sam dobrze zmotywowany. A przecieŜ i 
na mnie działa stres i oddziałuje wszystko, co dzieje się wokół druŜyny. Przygotowanie psychiczne zespołu do
meczu to część pracy, w której leŜą jeszcze największe, często nie wykorzystywane przez nas moŜliwości. 
Przez skuteczną motywację udało nam się wspólnie zwycięŜyć wiele meczów lub przynajmniej pomóc sobie w
ich wygraniu.
Po jednym z meczów towarzyskich stało się odwrotnie. To piłkarze, kapitanowie zespołu, podeszli do mnie i 
widząc, Ŝe jestem bardzo przybity
18
krytyką, jakiej zostałem poddany na konferencji prasowej, powiedzieli, Ŝebym się tym nie przejmował, bo oni 
czują i wierzą w to, Ŝe pozytywne wyniki muszą przyjść.
Te słowa, wypowiedziane w szatni bezpośrednio po meczu, wpłynęły na mnie jak balsam, który leczy rany. 
Rzeczywiście, powoli tworzyła się bardzo rodzinna atmosfera oraz wspólnota w zespole, która stała się 
podłoŜem awansu do Mistrzostw Świata. Ale jakŜe róŜniła się nasza codzienna praca i nasza wewnętrzna jej 
ocena od tego, jak przedstawiały ją niektóre media.
Ponactto druŜynę tworzą ludzie o róŜnych osobowościach i charakterach. Dlatego psychologia i umiejętności 
pedagogiczne w moim zawodzie odgrywają szalenie waŜną rolę. Nie miałem Ŝadnych problemów natury 
wychowawczej z zawodnikami. Dziennikarz, który siedział całe noce pod bramą ośrodka w Konstancinie, 
gdzie była nasza baza, nie doczekał się sensacji.
Zbudować druŜynę, która osiągnie znakomity wynik i awansuje do finałów Mistrzostw Świata, jest szalenie 
trudno, ale zburzyć tak cięŜko układaną budowlę jest bardzo łatwo. Wystarczy praktycznie jeden dzień.
Często pracuję jak analityk i strateg. Na podstawie skutecznej analizy wydarzeń na boisku jedną właściwą 
decyzją udawało mi się zmieniać losy meczu. Ale zanim do meczu doszło, siedzieliśmy całymi tygodniami w 
naszym departamencie i analizowaliśmy wszystkie aspekty przygotowań i siły obu zespołów, które mogłyby 
mieć jakikolwiek wpływ na wynik meczu. Futbol to ciągłe rozwiązywanie róŜnych wątpliwości przez 
szkoleniowca, dlatego umiejętność skutecznej analizy danych o własnym zespole i przeciwniku jest podstawą 
sukcesu zawodowego.
Wiele razy w decydujących momentach zmiany, jakich dokonywałem w czasie meczów, przynosiły korzystny 
skutek. Fantastyczna bramka Bartosza Karwana w Oslo, Pawła Kryszałowicza w Cardiff czy wiele bramek 
zdobywanych przez Marcina śewłakowa. Ale zdarzały się teŜ decyzje błędne, jak choćby wejście Arka Bąka w 

Strona 7

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

meczu z Portugalią, czy przesunięcie Tomka Hajto na środek obrony w meczu z Koreą. śadnemu 
szkoleniowcowi nie uda się podejmować tylko trafnych decyzji, ale najwaŜniejsze jest, aby tych skutecznych 
było zdecydowanie więcej niŜ błędnych.
Poza boiskiem muszę zachowywać się często jak polityk. Współpracuję z mediami i waŜę kaŜde 
wypowiedziane słowo. Media i tak często zmieniają kontekst moich wypowiedzi lub dają tylko urywki tego, 
co powiedziałem, Ŝeby dopasować tylko to, co jest dla nich waŜne, do kreowania własnej polityki medialnej. 
Dlatego dłuŜsze wywiady autoryzuję. Nie zawsze
19
jednak jest to moŜliwe i często zdarza się, Ŝe czytam coś czego nigdy nie powiedziałem. W tego typu 
przypadkach zwykle przypomina mi się opowieść o posłańcu, który był ostatnią szansą skazanego na śmierć 
nieszczęśnika w carskiej Rosji. Skazany odwoływał się do Cara o ułaskawienie, jako do najwyŜszej i ostatecznej
instancji. I teraz stojąc i czekając na wyrok pod ścianą śmierci, słuchał tego, co przywoził od Cara zziajany 
posłaniec. A on czytał zawsze jedno i to samo zdanie i tylko od tego, gdzie postawił przecinek, decydował o 
skazaniu na śmierć lub ułaskawieniu. A zdanie to brzmiało: „Uwolnić, nie moŜna zabić". Wystarczy jednak 
przecinek postawić w innym miejscu, aby zdanie to brzmiało „uwolnić nie moŜna, zabić". I tak właśnie często 
zdarza się w naszej współpracy z mediami.
KaŜdy twórca czy reŜyser, a takimi są trenerzy, musi się liczyć, Ŝe odbiór jego pracy będzie czasami ostro 
krytykowany. Jest wielu wspaniałych dziennikarzy, znających się na futbolu, którzy w kulturalny i 
merytoryczny sposób zajmują się analizą gry zespołu i konstruktywną krytyką. Ale są teŜ dziennikarze, którzy
nie liczą się z konsekwencjami tego, co napiszą i licząc na bezkarność, obraŜają nas na łamach prasy lub starają 
się w jak najgorszym świetle przedstawiać kibicom nasz wizerunek. To są najciemniejsze barwy pracy 
trenerskiej i kaŜdy, kto tej pracy się podejmuje, musi się z takimi konsekwencjami liczyć. Najbardziej Ŝal mi 
było naszych rodzin. Oni czytali, słuchali i przeŜywali tę krytykę o wiele cięŜej od nas.
śaden reŜyser nie byłby w stanie stworzyć filmu, który tak rozgrzałby emocjonalnie miliony widzów, jak 
choćby nasze pojedynki z reprezentacją Norwegii w Oslo czy Chorzowie. Dramaturgia tych widowisk była tak
ogromna, Ŝe do dzisiaj na róŜnych spotkaniach z kibicami, kilka lat po tamtych wydarzeniach, ludzie jeszcze z 
wielkim entuzjazmem o nich wspominają. Opowiadają teŜ co działo się w domach, klubach, restauracjach czy 
pubach. Wszędzie tam, gdzie te mecze oglądali. A przecieŜ reprezentacja zafundowała kibicom serial 
trzymający w napięciu i trwający przez dwa i pół roku. Serial zakończył się rok później Mundialem w Korei. 
Jak w kaŜdym serialu, nie wszystkie jego odcinki trzymały widza w jednakowym napięciu. Ale kaŜdy kibic 
wspomina z sentymentem takie mecze, jak w Kijowie, Cardiff, Oslo, Łodzi, Warszawie, Chorzowie i 
oczywiście trzy mecze na Mistrzostwach Świata. Mecz przeciwko USA, kończący ten serial, był znakomitym 
podsumowaniem całego dwuipółrocznego okresu mojej trudnej, okraszonej wieloma sukcesami pracy z 
reprezentacją w latach 2000-2002.
20
Największym moim przeciwnikiem był tylko brak czasu, z którym jeszcze nikt nigdy nie wygrał. KaŜdy trener
pracuje w pośpiechu, bo zanim zdoła nauczyć druŜynę wszystkiego, co sobie zaplanował, to juŜ musi grać 
waŜne mecze. Brakuje czasu na solidną selekcję, bo reprezentacja ma tylko kilka terminów na gry kontrolne. 
Brakuje czasu na wyuczenie i przećwiczenie wielu elementów taktycznych. Ale kibica takie sprawy nie 
interesują. Czas ucieka, a liczy się tylko wynik kolejnego meczu, bo po poraŜce moŜe się nagle okazać, Ŝe czas 
dla trenera się skończył.
KaŜdy sukces nosi juŜ w sobie zaląŜek poraŜki. Im sukces jest wartościowszy, tym większą histerię medialną 
wywołuje ewentualna przegrana. Jak długo broniłem się pozytywnymi wynikami, tak długo nawet 
najdotkliwsza krytyka, nie była w stanie spowodować wokół mnie wielkich zawirowań.
Wiedziałem, Ŝe w przypadku braku pozytywnych wyników Ŝaden argument przedstawiony przez mnie nie 
będzie miał siły przebicia i będzie opacznie interpretowany przez media.
Wszelkie opinie weryfikuje jednak czas i wtedy dopiero okazuje się, Ŝe to, co wydawało się poraŜką lub zbyt 
małym osiągnięciem, moŜe okazać się ostatecznie dobrym wynikiem.
Tylko jeden zespół moŜe zdobyć mistrzostwo kraju, Europy czy świata, a więc tylko jeden trener moŜe wyjść 
zwycięsko z walki o powyŜsze trofea. Pozostali szkoleniowcy będą poddani większej lub mniejszej krytyce, w 
zaleŜności od oczekiwań środowiska. Po zakończeniu mistrzostw Europy 2000 zrezygnował z funkcji 
selekcjonera reprezentacji Włoch trener Dino Zoff. Mimo Ŝe zdobył wicemistrzostwo Europy, poddany został 
we Włoszech ogromnej, medialnej krytyce w efekcie czego podał się do dymisji, chociaŜ federacja włoska 
oceniła skuteczność jego pracy bardzo wysoko i chciała przedłuŜyć z nim kontrakt na kolejne lata.

Strona 8

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

W sytuacji selekcjonera reprezentacji Polski duŜo do powiedzenia co do jego dalszej pracy z zespołem mają 
najwaŜniejsi politycy w kraju. Ich jeden telefon znaczy czasami więcej, aniŜeli sondaŜe opinii publicznej. 
Prezydenci, premierzy czy ministrowie lubią utoŜsamiać się ze zwycięską druŜyną. W przypadku poraŜki 
czasami nie potrafią zapanować nad emocjami i starają się wpływać na decyzje prezesów. Czy taki telefon 
otrzymał podczas Mistrzostw w Korei prezes PZPN nie wiem. Ale jest pewne, Ŝe kaŜdy prezes ma 
przygotowany ewentualny wariant zastępczy.
Prezes PZPN powinien znać się na futbolu. Jeśli jednak się nie zna, to najwaŜniejsze jest dla niego, aby otoczył 
się mądrymi doradcami i profe-
21
sjonalistami w zawodzie. W PZPN takim najwaŜniejszym wydziałem doradczym jest wydział szkolenia. 
Tymczasem do wydziału szkolenia, prócz doświadczonych trenerów, trafiali często przypadkowi ludzie. 
Bywało, Ŝe na wydziale szkolenia pytania zadawał mi lekarz ginekolog oraz specjalista od ogrodnictwa. 
Zabawne, ale niestety prawdziwe. Dopiero po Mistrzostwach w Korei zdecydowano, Ŝe kaŜdy z byłych 
selekcjonerów reprezentacji staje się automatycznie członkiem wydziału szkolenia i ma prawo uczestniczyć w 
jego obradach. Osobiście mam na ten temat inne zdanie, ale z dwojga złego lepsze to niŜ poprzedni jego skład.
KaŜdy selekcjoner ma taką samą szansę na odniesienie sukcesu. Przez ostatnie szesnaście lat polską 
reprezentację narodową prowadziło wielu trenerów z lepszym lub gorszym skutkiem. Faktem jest, Ŝe 
niektórzy z nich byli bardzo blisko awansu i czasami brakowało jednej zdobytej bramki lub punktu, aby 
osiągnęli postawiony przed nimi cel. Inni trafili na bardzo mocnych przeciwników i mieli od początku swoich 
eliminacji małą szansę na awans. W lepszym lub gorszym stylu odpadali w kolejnych eliminacjach.
Ekipie prowadzonej przeze mnie po szesnastu latach oczekiwań udało się awansować do Mistrzostw Świata. I 
co równie waŜne, mieliśmy bardzo wyrównaną i trudną grupę, z o wiele wyŜej od nas klasyfikowanymi 
zespołami Norwegii i Ukrainy. Awansowaliśmy w znakomitym stylu, zadziwiając piłkarską Europę.
Kiedy po mojej dymisji usłyszałem wypowiedź szefa wydziału szkolenia Henryka Apostela, który oficjalnie 
przed kamerami telewizyjnymi mówił, Ŝe juŜ dwa i pół roku temu chciał, aby reprezentację objął zupełnie ktoś
inny, to zrozumiałem, Ŝe pracowałem w oderwaniu od rzeczywistości. Wiceprezes PZPN do spraw 
szkoleniowych, gdyby miał odrobinę szacunku dla swojej funkcji, jaką piastował w związku, podziękowałby 
przede wszystkim piłkarzom, moim współpracownikom i mnie za to, co miał moŜliwość dzięki nam przeŜyć. 
Tak ja postąpiłbym na jego miejscu, przynajmniej tak to sobie wyobraŜam.
Wielu trenerom wydaje się, Ŝe potrafią zrobić coś lepiej od aktualnie prowadzącego druŜynę szkoleniowca. 
Jest to w naszym zawodzie naturalne, Ŝe krytykuje się obecnie prowadzących i to nie tylko reprezentację 
narodową. A kiedy juŜ krytykantom brakuje argumentów, a trener nadal wygrywa, to mówi się o nim, Ŝe ma 
po prostu wiele fartu. I tak to juŜ jest w tym środowisku.
Krytykujący zrobiliby oczywiście inną selekcję. Wybraliby inny system gry. Opracowaliby lepszą taktykę. 
Kiedy jednak przychodzi do poprowa-
22
dzenia zespołu samodzielnie, to często okazuje się, Ŝe to co z taką ochotą do niedawna krytykowali, było 
jednak jedynym rozsądnym wyjściem i powielają dokładnie te same decyzje, jakie podejmował tak 
krytykowany przez nich poprzednik.
Tak właśnie stało się po Mistrzostwach Świata.
Oto usłyszałem nagle w wywiadzie telewizyjnym, udzielanym przez prezesa PZPN Michała Listkiewicza, 
który motywując decyzję o mojej dymisji i oddaniu reprezentacji w ręce dotychczasowego wiceprezesa do 
spraw marketingu, mówił, Ŝe system jakim grała reprezentacja prowadzona przeze mnie 1x4x4x2, jest 
systemem archaicznym i niemodnym. Grając takim systemem, według prezesa, nie dałoby się juŜ wygrywać. 
Nowy trener miał zrobić lepszą selekcję i wprowadzić najnowocześniejszy, w odczuciu prezesa, system 
1x3x5x2. Teraz reprezentacja miała grać nowocześnie, a przede wszystkim skutecznie. Jakby wyniki tej 
druŜyny zaleŜały tylko od systemu gry i ustawienia piłkarzy na boisku. Czas weryfikuje wszelkie wypowiedzi
i decyzje.
JuŜ po pierwszej kompromitującej poraŜce, w eliminacjach do Euro 2004, krytykowani i odrzuceni po 
Mundialu piłkarze, wracali jeden po drugim do zespołu. Inni, widząc problemy organizacyjne i szkoleniowe, 
rezygnowali z gry w reprezentacji. Po drodze tracone było jednak to, co zawsze jest dla kaŜdej druŜyny 
najcenniejsze, punkty w meczach eliminacyjnych.
Wiele osób moŜe zaistnieć w mediach tylko przy sukcesie lub poraŜce innych. KaŜdy kibic oglądający 
Mistrzostwa Świata w naszych stacjach telewizyjnych widział wiele osób wypowiadających się na temat gry 

Strona 9

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

zespołu. A im ostrzej i dosadniej byliśmy krytykowani, tym bardziej taki „spec" od futbolu był medialnie 
eksponowany.
Takie są właśnie polskie Mistrzostwa Świata.
Dlatego tam, w Korei, zastanawialiśmy się, dla kogo tak naprawdę liczy się taki awans. Zrobiliśmy coś 
wspaniałego w naszych obecnych warunkach i w naszym odczuciu tylko po to, aby grupa nieprzychylnych 
nam ludzi, mogła publicznie wylać na nasze głowy całe „wiadra pomyj".
W tym momencie bezcenne było dla nas kilkanaście tysięcy telegramów, faxów, e-maili, jakie przesłali nam 
polscy kibice z wyrazami solidarności i podziękowań za sam nasz udział w Mistrzostwach. Oni nie wysyłali 
tego do mediów, oni nie chcieli na moment publicznie zaistnieć. Oni przesłali je do nas, do Azji i to po 
przegranych meczach z Koreą i Portugalią. To utwierdziło nas w przekonaniu, Ŝe nie zostaliśmy sami. śe tam, 
w Polsce są
23
kibice, dla których warto było jednak z taką determinacją walczyć, aby tu przyjechać.
Kiedy na lotnisku w Warszawie zostaliśmy entuzjastycznie przywitani przez tysiące kibiców, wzruszenie było 
niesamowite i przez moment musieliśmy ochłonąć, zanim podeszliśmy do ludzi wiwatujących na cześć 
reprezentacji. JakŜe bardzo było to inne w porównaniu z tym, o czym przez wiele dni czytaliśmy w 
gazetowym intemecie. Poczuliśmy znowu olbrzymie wsparcie kibiców. To było po powrocie z Azji dla nas 
najwaŜniejsze.
Kilka miesięcy po Mundialu okazało się, Ŝe czas ponownie zweryfikował wszelkie opinie. To jednak znowu 
kibice mieli rację, dziękując tej reprezentacji za wszystko co osiągnęła. SondaŜe opinii publicznej, robione 
przez wiele niezaleŜnych od siebie mediów, potwierdziły olbrzymie zaufanie kibiców do reprezentacji 
tworzonej z naszą wizją. Tak naprawdę nikt nie rozumiał komu to przeszkadzało, Ŝe osiągnęliśmy wielki 
sukces, awansując i uczestnicząc w największej, światowej imprezie piłkarskiej i nagle Prezesi PZPN 
zapragnęli zmian.
Wszystko było poukładane w PZPN, a co najwaŜniejsze znakomicie funkcjonowało.
Nasz departament pracował planowo i wypracowaliśmy sobie pewien system pracy, który w naszych 
trudnych, polskich warunkach znakomicie się sprawdzał. Piłkarze byli wyselekcjonowani na poszczególnych 
pozycjach i skuteczny okazał się wprowadzony przez nas ranking. Graliśmy coraz lepiej, mieliśmy juŜ 
wypracowany swój system gry i wiele wyuczonych własnych fragmentów gry. KaŜde dziecko w dowolnym 
momencie mogło wyrecytować bez zastanowienia pierwsząjedenastkę i wymienić zmienników na kaŜdą 
pozycję. Wreszcie, co było najwaŜniejsze, doprowadziliśmy Polskę do Mistrzostw Świata i sam ten fakt był dla 
nas wszystkich wystarczającą wizytówką.
Wszelkie zmiany niosą w sobie ryzyko. Reprezentacja mogła grać po nich lepiej, ale równie dobrze mogły 
zburzyć wszystko, co z takim mozołem było przez ostatnie dwa i pół roku budowane. KaŜdą decyzję 
weryfikuje boisko. Eliminacje do Mistrzostw Europy 2004 zweryfikowały podjęte przez prezesów PZPN 
decyzje.
Trenerzy to twardziele odporni na wiele najróŜniejszych, często przykrych dla nas momentów w karierze. 
Mnie teŜ wydawało się, Ŝe jestem daleki od uczuć, emocji i wzruszeń związanych z moją futbolową profesją. 
Tymczasem kiedy reprezentacja wykonywała juŜ drugą rundę honorową
24
wokół stadionu narodowego w Chorzowie, po zwycięskim meczu z Norwegią, dającym nam awans do 
Mistrzostw Świata, poczułem, Ŝe coś łaskocze mnie po policzku. Nie przypuszczałem, Ŝe widząc kilkadziesiąt 
tysięcy ludzi wiwatujących na naszą cześć, kiedy po raz kolejny zaśpiewano Mazurka Dąbrowskiego, a 
następnie z głośników popłynęła piosenka „We are the Champions", wspomagana przez prawie pięćdziesiąt 
tysięcy gardeł, tak mnie to wzruszy. Kiedy piłkarze biegli wokół stadionu, a ja stałem, patrząc na nich, jak w 
przyśpieszonym filmie przesuwały mi się przed oczami obrazy, z naszych meczów towarzyskich i 
eliminacyjnych. O kaŜdym z tych zawodników, którzy wykonywali teraz rundę honorową, mógłbym napisać 
oddzielną ksiąŜkę. Bo kaŜdy z nich był inny, mieli róŜne osobowości i przyzwyczajenia. Zrobić z nich 
znakomicie rozumiejący się kolektyw nie było łatwo. Ale się udało i efektem tego był awans do Mistrzostw 
Świata. Czy moŜe być coś wspanialszego dla trenera, kiedy ma tak namacalne, pozytywne efekty swojej pracy.
Radość kibiców na stadionie i milionów sympatyków futbolu przed telewizorami oraz ta runda honorowa 
zawodników zrekompensowały wszystkie czarne strony tego zawodu. I ten wibrujący w głowie motyw, Ŝe 
walka się zakończyła, Ŝe tworzymy kolejne karty naszej futbolowej historii i nikt nam tego juŜ odebrać nie 
moŜe. Nigdy się nie wstydziłem tamtych łez wzruszenia, bo zmyły one ze mnie cały stres związany z walką o 

Strona 10

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

awans. A jest to w przypadku kaŜdego trenera niesamowicie szerokie pojęcie, nie zamykające się tylko na 
boisku piłkarskim. ZwycięŜyliśmy na wszystkich frontach i tylko to się w tym momencie liczyło.
Podobnego uczucia doznałem, kiedy nasza reprezentacja wykonywała rundę honorową wokół stadionu w 
Korei, po zwycięskim meczu z USA. Na wypełnionym do ostatniego miejsca stadionie kibice róŜnych 
narodowości, owacją na stojąco, nagradzali polski zespół, który tym meczem Ŝegnał się z Mistrzostwami. To 
był smutny w sumie, ale jakŜe wspaniały dla nas moment.
Kiedy po Mistrzostwach Świata zdecydowano w PZPN, Ŝe nie będę dalej tej druŜyny prowadził, nie 
wzruszyło mnie to juŜ zupełnie. Byłem na to przygotowany. Stare przysłowie mówi, Ŝe jeśli niepowodzenie cię
nie zabije, to na pewno wzmocni. Mistrzostwa bardzo mnie wzmocniły.
Podczas studiów w AWF Warszawa, doktor Jerzy Talaga powtarzał nam młodym trenerom, Ŝe kiedy osiągać 
będziemy sukcesy, jednocześnie rosnąć będzie o wiele szybciej liczba zawistnych nam ludzi a nawet wrogów 
niŜ zwolenników.
25
Tak jak ja triumfowałem po awansie, tak teraz po Mistrzostwach przyszedł czas dla tych wszystkich, którzy 
byli mi nieprzychylni. Ja jednak miałem swoją własną ocenę dokonań i wartości reprezentacji. Wiedziałem, Ŝe 
wartość naszych osiągnięć i poraŜek po raz kolejny zweryfikuje czas a nie emocje. Piłkarze, trenerzy, jak 
równieŜ kaŜdy z członków mojej ekipy, osiągnęliśmy wszystko, co było do osiągnięcia z tamtym zespołem i w 
tamtym momencie. Tylko, Ŝe nikt w PZPN, nie zdawał sobie jeszcze wtedy z tego sprawy. A im dalej będzie 
od Mistrzostw Świata, tym pamięć o „koreańskiej" reprezentacji pozostawi w sercach kibiców, podobnie jak w 
naszych, wyłącznie pozytywne wspomnienia. I tak będzie aŜ do czasu, kolejnego awansu polskiej 
reprezentacji, do następnych Mistrzostw Świata lub Europy.
W sporcie oprócz samego wyniku liczy się jeszcze wiele innych elementów, które wpływają na ocenę pracy 
zespołu. Mieliśmy uporządkowane wszelkie sprawy szkoleniowe, organizacyjne, medyczne, dokumentacyjne 
i finansowe. Pracowaliśmy z potocznym, a w niektórych sprawach z półtorarocznym wyprzedzeniem. KaŜdy 
z nas, członków departamentu reprezentacji Polski, wiedział dokładnie, jaki program pracy obowiązuje go na 
dzisiaj i jaki ma program pracy za pół roku. Co więcej, wiedzieli o tym dokładnie wszyscy w związku.
Piłkarze znali swój ranking na poszczególnych pozycjach i doskonale wiedzieli czego od kaŜdego z nich się 
wymaga. Był porządek i planowa praca. Wzorowo ułoŜona była praca dokumentacyjna. KaŜdy nasz trening, 
kaŜda obserwacja, kaŜde badanie i uraz były dokumentowane, zapisywane na dysku twardym komputera i 
kaŜdy, kto umie się posługiwać komputerem, moŜe sobie to w dowolnym momencie odczytać.
Po Mistrzostwach zarzucono mi, Ŝe nie napisałem podsumowania mojej pracy. A cóŜ tam jest w komputerze 
PZPN jak nie wszystko, co robiłem z zespołem przez dwa i pół roku. Reszta nie naniesiona na dysk, jest tylko 
moim subiektywnym, jednostronnym odczuciem. To moŜe się ukazać w takiej ksiąŜce jak ta, ale nie w 
oficjalnych dokumentach.
Otrzymałem w PZPN dokładnie taką samą pensję, jaką miałem w Polonii Warszawa. Doszły do tego nagrody 
za wygrane mecze. Za awans razem z moim sztabem otrzymaliśmy dwadzieścia procent kwoty przeznaczonej
na zespół, z czego jedna czwarta była moim udziałem. Były to uczciwie zarobione pieniądze, tak przeze mnie, 
jak równieŜ przez kaŜdego zawodnika i członka mojej ekipy. Bo Ŝeby te nagrody dostać musieliśmy 
wygrywać, a przede wszystkim awansować do Mistrzostw Świata.
26
Po Mistrzostwach Świata zrezygnowano z wydzielonego departamentu reprezentacji narodowej. Najpierw 
odszedłem oczywiście ja, a zaraz po mnie dyrektor reprezentacji Tomasz Koter i jej lekarz Stanisław 
Machowski. Równolegle rezygnowano ze starszych staŜem reprezentacyjnym piłkarzy. Wreszcie pozbyto się 
znakomitych fizjoterapeutów a nawet kucharza.
Wszystkie przykrości, jakie spotkały mnie ze strony kilku dziennikarzy oraz ludzi szefujących w PZPN nie 
zniechęciły mnie do dalszej pracy z reprezentacją. Wiem, jakie niebezpieczeństwa czyhają na zespół przy 
sukcesie, a jak*e przy poraŜkach. To niesamowicie cenny kapitał doświadczeń, który moŜna zdobyć tylko przy
znakomitych wynikach lub po poraŜkach odniesionych na bardzo wysokim poziomie, a takim były 
Mistrzostwa Świata. Niewielu trenerów w Polsce mogło zyskać takie doświadczenia.
śal mi było tylko tego, co juŜ zostało zrobione i przygotowane na kolejne eliminacje. Przede wszystkim łatwa 
grupa, którą mogliśmy wylosować dlatego, Ŝe mieliśmy znakomity rok 2001 i byliśmy wysoko w klasyfikacji 
UEFA. Byliśmy losowani z drugiego koszyka i wreszcie to do nas losowano innych, a nie my byliśmy losowani
do juŜ dwóch mocnych zespołów, jak to było w poprzednich eliminacjach.
W Oslo przeforsowałem mojąpropozycję układu kalendarza gier. Oczywiście bardzo dla nas korzystnego. Jego

Strona 11

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

załoŜenia polegały na tym, Ŝeby na początku rozegrać mecz na wyjeździe z San Marino, następnie trzy mecze 
w Polsce z Łotwą, Węgrami i San Marino. Liczyłem na same zwycięstwa i komplet dwunastu punktów, co 
miało dać nam kilkupunktową przewagę nad pozostałymi zespołami w grupie. Mecze z najsilniejszym 
przeciwnikiem - Szwecją — zostawiłem na jak najpóźniejszy termin, podobnie jak ostatni mecz z Węgrami.
To wszystko spowodowało, Ŝe awans do Mistrzostw Europy, po raz pierwszy w historii polskiej piłki noŜnej, 
wydawał się spacerkiem. Mój przyjaciel reŜyser Janusz Zaorski powiedział mi, Ŝe to właśnie było jedną z 
głównych przyczyn łatwej decyzji prezesów o naszej dymisji.
Zapomniano jednak, Ŝe w sytuacji nienajlepszej kondycji polskiego pił-karstwa, podstawową sprawąjest 
przygotowanie przede wszystkim własnego zespołu. Pomysł na zwycięŜanie i skuteczna selekcja. Stworzenie 
ekipy i atmosfery do zwycięŜania. A to juŜ jest zaleŜne tylko od umiejętności, klasy i doświadczenia 
selekcjonera i jego ekipy.
KaŜdy kibic ma z pewnością własną ocenę dokonań reprezentacji Polski w latach 2000-2002.
27
W moim subiektywnym odczuciu wspólnie ze sztabem znakomitych profesjonalistów oraz wieloma 
pomagającymi nam osobami, odnieśliśmy sukces, który dał wiele radości wszystkim kibicom w Polsce. Okres 
pracy w PZPN, chociaŜ zakończony niepotrzebną farsą, wspominam znakomicie. Awans reprezentacji Polski 
do Mistrzostw Świata uwaŜam za ogromny sukces wszystkich, którzy na niego zapracowali. Udział w 
Mistrzostwach, mimo Ŝe został zakończony na fazie grupowej i tylko z jednym zwycięstwem nad USA, 
uwaŜam za adekwatny do naszych ówczesnych moŜliwości. I tak to juŜ pozostanie na zawsze w mojej ocenie.
Chciałbym bardzo, aby kolejny selekcjoner jak najszybciej osiągnął więcej aniŜeli mnie się udało. W 
przeciwnym razie będziemy wracali co chwila tylko do naszego awansu i udziału w „koreańskim" turnieju, 
jako do ostatniej wielkiej imprezy, do której będzie warto wracać pamięcią.
Jeśli masz w ręku karty na trzy bez atu, nie licytuj szlema, bo zamiast małej wygranej będziesz miał wielką 
poraŜkę.
AWANS I JEGO SKUTKI
Sukces druŜyny narodowej wywołał w Polsce najróŜniejsze reakcje. Przede wszystkim olbrzymią euforię 
wśród kibiców. Media, przybliŜając sylwetki trenerów, piłkarzy, lekarzy a nawet kucharza kibicom, 
spowodowały niesamowity wzrost popularności całej naszej ekipy. Rozpoczęła się pogoń najróŜniejszych firm,
przedsiębiorstw, banków i stacji TV za pozyskaniem praw do twarzy najbardziej popularnych członków 
Kadry dla własnej promocji.
Sam otrzymałem jedenaście propozycji, aby reklamować róŜne, wielkie firmy. Odrzucałem je regularnie, nie 
chcąc angaŜować się w jakiekolwiek promocje. PoniewaŜ wiedziałem, Ŝe nie da się tego uniknąć, podpisałem 
umowę z firmą o nazwie 4WD, zajmującą się działalnością promocyjną. Od tego momentu występowała w 
moim imieniu. Ustaliliśmy, Ŝe firma wybierze tylko jedną propozycję i resztę odrzuci. Wybrano McDonalds. 
DuŜa, szanowana firma, egzystująca od lat na polskim rynku, znana na świecie, a co najwaŜniejsze jeden z 
oficjalnych sponsorów Mistrzostw Świata. Odrzuciliśmy wszelkie pozostałe. Ponadto związanie się zjedna, 
duŜą firmą, dawało mi wreszcie spokój. Moja twarz juŜ kojarzyła się kibicom z produktami McDonalds.
Zanim się to jednak stało, pewnego dnia pojawiłem się w całej Polsce na olbrzymich banerach reklamujących 
letnią promocję jednej z firm telefonii komórkowej.
Wracałem właśnie z małŜonką samochodem z Belgii, gdzie prowadziłem zespół złoŜony z dawnych gwiazd 
polskiej piłki noŜnej, uzupełniony grupą naszych popularnych polityków. Mecz odbywał się z okazji przejęcia 
przez Belgię przewodnictwa w Unii Europejskiej i naszym przeciwnikiem była reprezentacja dawnych gwiazd
piłkarskich Unii Europejskiej, uzupełniona ich najpopularniejszymi politykami. Impreza sama w sobie 
wspaniała, szczególnie w kontekście naszego przyszłego członkostwa w Unii.
29
Zaraz po minięciu polskiej granicy, Ula aŜ podskoczyła na fotelu.
- Spójrz - krzyknęła, pokazując palcem na stojący niedaleko drogi ogromny baner. - To ty jesteś na zdjęciu.
Zwolniłem, zjechałem na pobocze i przez chwilę przyglądałem się swojej twarzy wielkości fotela. Poczułem się
dziwnie. Zdjęcie było nawet udane, ale kto zdecydował, Ŝe ja indywidualnie będę promował naszego 
PZPN-owskiego sponsora. Znałem umowę zawartą pomiędzy sponsorem a PZPN i nie było tam ani słowa o 
selekcjonerze, a tym bardziej o selektywnie wybranej mojej twarzy do jakiejkolwiek promocji. Postanowiłem to
jak najszybciej wyjaśnić.
Po powrocie do Warszawy zadzwoniłem do wiceprezesa do spraw marketingu i spytałem jak to się stało, Ŝe 
promuję sponsora, nic o tym nie wiedząc.

Strona 12

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

- Czym się przejmujesz, będziesz popularniejszy - odpowiedział mi wiceprezes.
Poinformowałem go, Ŝe będę chciał się spotkać z przedstawicielami sponsora, aby sprawę wyjaśnić. W 
międzyczasie zaczęto nanosić szybko poprawki do umowy sponsor—PZPN i dopisano do niej, oprócz 
obowiązków dla zawodników równieŜ powinności selekcjonera.
Spotkałem się najpierw w firmie 4WD z Krzysztofem Materną i prawnikami firmy, Krzysztofem Plutą i 
Ireneuszem Leśniewskim. Omówiliśmy całe zdarzenie i Krzysztof Matrena, podsumowując naszą naradę, 
spytał mnie wprost.
- Mamy skierować sprawę do sądu, czy chcesz to załatwiać polubownie?
Oczywiście, Ŝe chciałem załatwić to polubownie, bo przecieŜ firma była naszym sponsorem i nie zamierzałem 
z nią walczyć. Z drugiej strony, widziałem często reklamówki i banery, na których wiceprezes PZPN 
reklamował kompanię piwowarską i rozumiałem, Ŝe j est to naturalna cena popularności.
- A o jakiej wielkości kwotach mówimy? - zapytałem, nie mając pojęcia
ile kosztuje taka reklama.
- Mówimy o odszkodowaniu równym trzykrotnej wartości tego typu reklamy, a więc gdzieś milion pięćset 
tysięcy złotych - odpowiedział mecenas Krzysztof Pluta i czekał na moją reakcję.
Kiedy usłyszałem kwotę, musiałem napić się wody, bo zaschło mi nagle w gardle.
- Nie mecenasie, nie zamierzam się droczyć ze sponsorem PZPN o tak duŜą kwotę odszkodowawczą. Proszę 
wystąpić o kwotę równą połowie normalnej wartości takiej reklamy - zdecydowałem.
Na tym nasze spotkanie się zakończyło.
Sponsor przez długi czas utrzymywał, Ŝe miał prawo uŜyć mojej twarzy do swojej reklamy, a moja zgoda nie 
była potrzebna. Kiedy jednak wzięli się za to prawnicy, okazało się, Ŝe to ja mam rację. Sponsor wypłacił 
Ŝądaną przez nas kwotę i o sprawie zapomnieliśmy.
Znaleźn' się jednak dziennikarze, którzy przedstawiali kibicom wersję, Ŝe oto selekcjoner pierwszy gonił za 
promocją, kasą i reklamą. Było to nośne, tanie mącenie kibicom w głowach, działające na wyobraźnię i 
sprawdzalne, bo wszyscy pamiętali moje zdjęcia rozwieszone na kaŜdym zakręcie. Tłumaczenie się z tego w 
tamtym okresie nie miało sensu. Ale teraz wyjaśniam, Ŝe nie miałem Ŝadnego wpływu na to, co się wtedy 
stało.
Niestety firma ta powtórzyła ten sam błąd po raz kolejny, chociaŜ na mniejszą skalę. Moja twarz pojawiła się 
przy reklamie jednej z gier komputerowych. Tym razem wystąpiłem od razu na drogę sądową. Spotkaliśmy 
się w sądzie i chociaŜ bardzo sympatyczna pani sędzia ponawiała propozycję, Ŝeby się jednak dogadać, to 
takiej woli tym razem ze strony prawników reprezentujących tę firmę nie było.
Piłkarze natomiast byli nagabywani pojedynczo przez najróŜniejszych oferentów. Oczywiście nie wszyscy. 
Wielkie firmy chciały podpisywać umowy tylko z niektórymi, najbardziej popularnymi zawodnikami. Trochę 
ci najlepsi czuli się zaŜenowani, Ŝe proponowano moŜliwość zarobienia na promocji tylko im. Awans 
wywalczył przecieŜ cały zespół i w jakiś sposób nasze gwiazdy chciały, aby zarabiali wszyscy. W przypływie 
entuzjazmu i dobrej woli, po awansie do Mistrzostw Świata zawodnicy podjęli decyzję, Ŝe zjednoczą się w 
spółkę i wszystko co zarobią z reklam i promocji pójdzie do jednego worka.
Był to błąd z punktu widzenia reprezentacji, który jeszcze długo wlókł się za nami i co jakiś czas dawał o sobie 
znać. KaŜdy mógł ze swoim wizerunkiem robić co chciał i dopóki nie miało to Ŝadnego wpływu na pracę 
reprezentacji, to nikomu z nas to nie przeszkadzało. Stworzenie jednak grupy w zespole reprezentacyjnym, 
połączonej więzami finansowymi, prowadziło do nieuniknionych nieporozumień. Jeśli ktoś z tej grupy nie 
został na przykład powołany na kolejny mecz reprezentacji, pozostali koledzy nie czuli się komfortowo. A juŜ 
kiedy zbliŜał się czas powołań na Mistrzo-
30
31
stwa Świata, ci którzy znajdowali się poza ekipą czuli się pokrzywdzeni podwójnie.
Dochodził jeszcze aspekt PZPN. Dział marketingowy równieŜ zabiegał o pozyskanie sponsorów dla związku. 
Jeśli piłkarze podpisywali umowę promocyjną na przykład z jednym z banków, zabierało to automatycznie 
moŜliwość współpracy PZPN z innymi bankami itd.
Nie wiem dlaczego prezesi wyrazili zgodę dla firmy promującej piłkarzy na reklamowanie róŜnych 
produktów w strojach z Białym Orłem na koszulce. Był to kolejny olbrzymi błąd, jaki popełniono na długo 
przed Mistrzostwami. Taki strój jest zastrzeŜony tylko dla PZPN i dziwię się, Ŝe nasz główny sponsor to 
przeoczył.
Brak tak zwanej Karty Reprezentanta, mówiącej o prawach i obowiązkach piłkarza powołanego do 

Strona 13

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

reprezentacji powodował wiele nieporozumień, których nigdy by nie było, gdybyśmy na przykład nie 
awansowali do Mistrzostw Świata. Okazało się, Ŝe przede wszystkim PZPN, od strony tego typu spraw 
organizacyjnych, był na ten awans zupełnie nie przygotowany.
Doszło wreszcie do kłótni pomiędzy piłkarzami a prezesami w hotelu Merkury, w efekcie której Zbigniew 
Boniek wstał w pewnym momencie od stołu i wykrzykując dziwne rzeczy pod adresem piłkarzy, opuścił salę 
trzaskając drzwiami.
Nie uczestniczyłem we wcześniejszych rozmowach prezesów z piłkarzami, dotyczącymi wysokości premii za 
nakręcenie reklamówek dla naszego sponsora. Wiceprezes Zbigniew Boniek przyjechał do Konstancina, gdzie 
byliśmy zgrupowani przed kolejnym meczem, poinformował mnie, Ŝe chce się spotkać sam ze starszyzną 
zespołu i odbył z nimi godzinną rozmowę. Wyglądało, Ŝe się domówili, bo wychodził ze spotkania 
zadowolony. Byłem równieŜ zadowolony, bo nie ma nic bardziej optymistycznego dla szkoleniowca, jak 
widzieć uśmiechnięte twarze zawodników.
Tymczasem podczas spotkania w hotelu Merkury, okazało się, Ŝe rozbieŜności pomiędzy tym co oferowali 
prezesi, a tym czego oczekiwali piłkarze były ogromne.
Oczywiście kwota przeznaczona na ten cel przez PZPN nie była mała, gdyby chodziło o jednego lub dwóch 
zawodników, ale kiedy podzielono to na całą druŜynę, to piłkarze zaczęli kręcić nosami.
Czułem, Ŝe coś zaczyna rozchodzić się nam pomiędzy palcami i zaczynałem Ŝałować, Ŝe pozwoliłem prezesom
spotykać się z piłkarzami bez mojego udziału. Wiedziałem teŜ, Ŝe w konsekwencji skupi się to na
mnie, bo będę musiał odbudowywać od początku dobry klimat i atmosferę w zespole. Po raz pierwszy 
wprowadzono do tej reprezentacji pieniądze, które nie były bezpośrednio związane z wynikami na boisku. To 
było pierwsze duŜe ryzyko i doprowadziło do poróŜnienia się piłkarzy z prezesami.
Chcąc doprowadzić do kompromisu pomiędzy szefostwem związku a piłkarzami, podczas zgrupowania w 
Niemczech wezwałem starszyznę zespołu do siebie i po długich rozmowach, udało mi się przekonać piłkarzy 
do tego, Ŝeby zgodzili się jednak nagrać jedną reklamówkę dla naszego sponsora za kwotę zasugerowaną 
przez prezesa. O pierwszej w nocy, po długich negocjacjach, sprawa została wreszcie zakończona. Prezesom 
spadł kamień z serca, bo podpisana juŜ umowa ze sponsorem mogła zostać zrealizowana, a mnie spadł 
równieŜ kamień z serca, bo zespół skupi się juŜ tylko na przygotowaniach do meczu.
Piłkarze powiedzieli mi oficjalnie, Ŝe nie chcą juŜ, Ŝeby w ich imieniu rozmawiali ze sponsorem prezesi i 
poprosili, Ŝebym to ja przedstawił sponsorowi stanowisko oczekiwań finansowych druŜyny. Wiedziałem z 
góry, Ŝe oczekiwania piłkarzy nie będą spełnione przez sponsora i do kolejnych sesji filmowych 
najprawdopodobniej juŜ nie dojdzie.
Zgodnie z tym o co prosili mnie piłkarze, przedstawiłem ich propozycję sponsorowi na spotkaniu w PZPN w 
obecności naszych prezesów i tak jak myślałem, przedstawiciele sponsora nie zgodzili się na tak duŜy dla nich 
wysiłek finansowy.
Nieporozumienie wynikało stąd, Ŝe sponsor płacąc duŜą kwotę dla PZPN był pewien, Ŝe będzie mógł robić 
róŜne promocje wykorzystując wizerunki piłkarzy. Tymczasem PZPN nie miał podpisanych Ŝadnych umów z 
zawodnikami, a Karta Praw i Obowiązków Kadrowicza nie była jeszcze opracowana. Przygotowano w 
pośpiechu oświadczenia zawodników, Ŝe wyraŜają zgodę na reklamowanie logo sponsora na strojach, w 
których chodzili i zawodnicy podpisali taki dokument. Ale nagrywanie reklamówek, to juŜ zupełnie inna 
kwestia i dlatego PZPN tak praktycznie sprzedał coś na zasadzie Jakoś to będzie i jakoś sobie z tym 
poradzimy". Tymczasem zawodnicy mieli inny pomysł i własne wyobraŜenie na promocję indywidualną i 
zespołową druŜyny. Wystąpili wtedy do wiceprezesa z propozycją, która okazała się kluczowa w dalszej 
pracy zespołu. Zawodnicy zaproponowali, Ŝe jeśli aktualny sponsor lub inny, którego znajdzie dla nich 
wiceprezes, wypłaci im kwotę miliona dolarów za promocję, to nikt nie będzie juŜ niczego szukał i zgadzał się 
na jakiekolwiek reklamy poza PZPN.
32
33
Niestety ani sponsor, ani wiceprezes na tę propozycję piłkarzy się nie zgodzili. Piłkarze na własną rękę zaczęli 
poszukiwać firmy, która miała się zająć sprzedaŜą wizerunku zawodników i znalezieniem dla nich 
sponsorów, którzy w sumie zapłaciliby kwotę oczekiwaną przez zawodników.
Bywało, Ŝe zjawiał się na naszym zgrupowaniu ktoś reprezentujący firmę, z którą zawodnicy podpisali 
umowę i przywoził im nowe propozycje lub nakazy co mają wykonać, dla kogo itd. Trzeba było podpisać 
dwieście piłek to podpisywali. To samo z koszulkami i tak dalej. Zakazywaliśmy tym ludziom wstępu na 
nasze obiekty, ale kiedy się meldowali w tym samym hotelu za granicą co reprezentacja, to juŜ nic na to nie 

Strona 14

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

mogliśmy poradzić. W sumie nie był to aŜ tak wielki problem dla mnie jako szkoleniowca. Najbardziej 
denerwowało mnie, Ŝe zawodnicy byli odciągani mentalnie od głównego celu jakim był kolejny, chociaŜ na 
razie towarzyski mecz reprezentacji. Myśleć, czy podpisać z taką czy inną firmą, za ile i tak dalej, a nie myśleć 
wyłącznie o tym czy wygramy i jak zagramy, to dla mnie było nie do przyjęcia na poziomie reprezentacyjnym.
Było to dla mnie szczególne doświadczenie, sytuacja z jaką spotkałem się po raz pierwszy. Nie tylko ja zresztą,
ale my wszyscy, bo po raz pierwszy od wielu lat awansowaliśmy do tak wielkiej imprezy i opanować wszelkie
sprawy wynikające z tego sukcesu to było jedno z najwaŜniejszych doświadczeń PZPN i mojego departamentu
reprezentacji narodowej.
Wiedziałem, Ŝe równieŜ nasze reprezentacje wyjeŜdŜające na Mistrzostwa Świata juŜ wcześniej, w latach 
siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, miały podobne problemy. Zawodnicy na przykład zamalowywali sobie 
czarną pastą trzy białe paski na butach, aby wymóc na firmie sponsorującej większe zainteresowanie naszym 
zespołem. Brali w tym udział w przeszłości równieŜ niektórzy z naszych prezesów. Tym bardziej powinni 
takie zagroŜenia przewidzieć.
No cóŜ, okazuje się, Ŝe awans do Mistrzostw Świata wywołuje reakcje trudne do przewidzenia u wszystkich, 
którzy mogą z tego powodu uzyskać dodatkowe profity. Dlatego w przyszłości, chcąc tego uniknąć, naleŜy 
uporządkować przede wszystkim, wszelkie sprawy organizacyjne, aby nie mogły one mieć w Ŝaden sposób 
wpływu na sprawy szkoleniowe w zespole.
Dzięki znakomitym wynikom reprezentacji Polski w 2001 roku, przyznano Polsce organizację 
międzynarodowej konferencji UEFA. We wrześniu 2002 roku, a więc juŜ po mojej dymisji z funkcji 
selekcjonera, miałem
34
moŜliwość jeszcze raz spotkać się w Warszawie z trenerami druŜyn pokonanych przez Polskę w eliminacjach 
do Mistrzostw Świata oraz z trenerami druŜyn europejskich, które wystąpiły na Mistrzostwach Świata. Minutą
ciszy uczciliśmy pamięć zmarłego trenera reprezentacji Ukrainy Walerego Łobanowskiego. Trenerzy Mark 
Hughes i Johan Semp nadal pracowali z reprezentacjami Walii i Norwegii. Walczyli o kolejny awans, tym 
razem do Mistrzostw Europy, a ja mogłem juŜ tylko kibicować naszej reprezentacji. Ale taki właśnie jest los 
trenera. Im mamy lepsze wyniki, tym bardziej nadmuchuje się balon nadziei i oczekiwań, a poraŜka jest 
przyjmowana jako katastrofa. Powspominaliśmy nasze boje w eliminacjach. A przyglądając się moim 
niedawnym rywalom, zastanawiałem się, jak szybko zmieniają się nam opinie.
Kiedy wylosowano naszą grupę eliminacyjną, prawie nikt nie dawał nam szans na wyjście z grupy. Mówiono, 
Ŝe ewentualnie jak dojdziemy do bara-Ŝy, będzie to niebywały sukces. Kiedy awans do Mistrzostw Świata stał 
się faktem, nagle pojawiły się oceny, Ŝe dlatego awansowaliśmy, bo nasza grupa była słaba. No cóŜ, zawsze 
sobie powtarzałem, Ŝe egzamin zdają tylko ci, którzy są do niego dobrze przygotowani. Wtedy kaŜdy egzamin
wydaje się łatwy. Mój zespół był dobrze przygotowany do bojów eliminacyjnych i dlatego awansowaliśmy. A 
grupa była trudna i wyrównana.
Faktem jest, Ŝe tego co przeŜyłem razem z moimi współpracownikami, zawodnikami i kibicami, nie da się 
zamienić na Ŝadne inne wartości. Nie wiem jak odbierali to ludzie spoza naszego departamentu, ale dla nas 
wszystko, co było dane nam przeŜyć, pozostało w pamięci jak kolorowy sen. Kijów, Cardiff, Oslo, Łódź, 
Warszawa, Chorzów, a później Mistrzostwa w Korei i wspaniały mecz z USA. Tych wszystkich wspomnień 
nie zamieniłbym na nic innego. 29 meczów rozegrała pod moim selekcjonerskim kierownictwem reprezentacja
Polski, w tym 21 bez poraŜki. Awansowaliśmy do Mistrzostw Świata, przeszliśmy do historii polskiej piłki 
noŜnej. Skupiliśmy wokół piłki noŜnej, znowu po wielu latach, zainteresowanie milionów Polaków. 
Wykreowaliśmy kilka gwiazd i idoli dla polskiej młodzieŜy. Zaszczepiliśmy bakcyla sportu u tysięcy młodych 
adeptów piłki noŜnej. Udowodniliśmy, Ŝe mamy zdolnych piłkarzy, a co najwaŜniejsze, pokazaliśmy Ŝe w 
tych trudnych dla Polski warunkach, jeśli się pracuje profesjonalnie, moŜna dokonać rzeczy niezwykłych. Bo 
nasz awans był sprawą niezwykłą, w którą tak naprawdę niewiele osób od początku w Polsce wierzyło. 
Udowodniliśmy równieŜ, Ŝe polska myśl szkoleniowa nie jest
35
w Ŝadnym stopniu gorsza od zachodniej i jeśli stworzy się nam odpowiednie warunki organizacji szkolenia, to
jesteśmy w stanie nie tylko rywalizować, ale przede wszystkim wygrywać i to w pięknym stylu, z zespołami
0 wiele wyŜej od nas notowanymi.
Natomiast wiele czynników złoŜyło się na to, Ŝe juŜ większego sukcesu nie udało nam się osiągnąć. Ale czy w 
ogóle mieliśmy jakąkolwiek szansę na większy sukces? A moŜe osiągnęliśmy apogeum, maksimum tego co 
mogliśmy zrobić? MoŜe sam awans był dla nas juŜ złotym medalem Mistrzostw, tylko nikt tak naprawdę nie 

Strona 15

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

odwaŜył się tego głośno powiedzieć?
Jednak to, Ŝe naszą popularność wykorzystano dla promocji róŜnych firm
1 produktów bardzo bolało wszystkich, którzy takich moŜliwości nigdy nie mieli. Nagle stało się szokiem, Ŝe 
oto przedstawiciele dyscypliny sportu, z którą przez ostatnie kilkanaście lat były same kłopoty, teraz są na 
ustach całej Polski i biorą udział w róŜnego rodzaju reklamach i promocjach. Wymyślono nawet, Ŝe jedną z 
przyczyn naszej słabszej postawy w okresie poprzedzającym Mistrzostwa w Korei był fakt, Ŝe cały zespół 
poświęcał zbyt wiele czasu na nagrywanie reklamówek, a zbyt mało na trening. Oczywiście jest to świadome 
wprowadzanie kibiców w błąd i tani pomysł, aby zaszczepić takim chorobliwym wirusem zawiści kaŜdego z 
nich. Bo przecieŜ zaraz za tym idzie stwierdzenie, Ŝe zarobili na tym pewnie tyle, Ŝe za chwilę zabraknie im 
juŜ ambicji, aby o cokolwiek walczyć.
Takie rewelacje denerwowały kibiców, szczególnie w momentach kiedy zespół przegrywał i niezadowolenie z 
wyników było powszechne.
Czy po meczu z USA ktoś wspomniał o promocji, zupkach czy kubkach? Nie, bo w tym czasie byłoby to nie na
miejscu i nie dotarło do nikogo. Jakoś te wszystkie promocje nam w tym akurat zwycięstwie nie 
przeszkodziły.
Gdyby porównać w ilu reklamach występowali zawodnicy druŜyn, które zdobyły cztery pierwsze miejsca na 
Mundialu, to musielibyśmy wysnuć wniosek, Ŝe nie robili oni nic innego, jak tylko nagrywali codziennie róŜne
reklamówki.
Podobny zarzut postawiono na przykład Zinadinowi Zidanowi, który będąc gościem stacji telewizyjnej Canal 
Plus, odpowiadał na pytania kibiców. Ten wspaniały piłkarz odpowiedział, Ŝe kiedy reprezentacja Francji 
zdobywała Mistrzostwo Świata oraz dwa lata później Mistrzostwo Europy, to zawodnicy nagrali o wiele 
więcej reklamówek aniŜeli przed Mistrzostwami w Korei.
36
Kibic nie wie, bo nie musi, Ŝe nagranie filmu reklamowego trwa jedno popołudnie. Nie robi się tego kosztem 
treningu czy zajęć przewidzianych wcześniej, które trzeba by odwołać lub przekładać. Ale kiedy jako jedną z 
głównych przyczyn paraŜek wymienia się tego typu argumenty, gotów jest w końcu w nie uwierzyć.
Faktem jednak jest, Ŝe konflikty pomiędzy szefostwem związku i piłkarzami wyniknęły z nieporozumień 
dotyczących promocji. Faktem teŜ jest, Ŝe rozpoczęły się w momencie, kiedy po raz pierwszy Zbigniew Boniek
chciał zrobić coś specjalnego w jego odczuciu dla piłkarzy, przedstawiając propozycję nagrania reklamówki, a 
skutek tego był odwrotny. Doprowadziło to w konsekwencji do konfliktów, które zrodziły się po spotkaniu 
wiceprezesa ze starszyzną zespołu, trwały w większym lub mniejszym stopniu przez całe przygotowania do 
Mistrzostw Świata, a zakończyły dopiero na dzień przed meczem z USA w Korei.
A z drugiej strony, patrząc na ten problem, to właśnie awans do Mistrzostw Świata był momentem, w którym 
piłkarze mieli moŜliwość wreszcie zarobić z promocji i to dlatego, Ŝe osiągnęli sukces, grając w reprezentacji. 
Przez ostatnie szesnaście lat nikt nie proponował im Ŝadnej reklamy. Przez lata oglądali reklamówki z 
kolegami, z którymi często grali razem w zagranicznych zespołach klubowych, o których biły się wielkie 
firmy, aby pozyskać ich dla swojej promocji. Pewnie równieŜ im trochę z tego powodu zazdrościli. Ale 
świadczy to tylko o tym, Ŝe w Polsce doceniono wartość naszych kadrowiczów. Wreszcie piłkarze mieli swoje 
pięć minut, jak przedstawiciele wielu innych dyscyplin sportu, zdobywający medale i laury dla kraju. I nikt 
naszej reprezentacji nie podarował tych sukcesów za darmo. Wywalczyliśmy to sobie sami i okupiliśmy to 
kontuzjami, stresem i problemami klubowymi zawodników. W niektórych przypadkach urazy, jakich 
nabawili się w walce o awans i podczas Mistrzostw, miały wielki wpływ na ich dalszą karierę sportową. Tym 
którzy awans wywalczyli naleŜały się nagrody. I poprzez promocję róŜnych firm, takie dodatkowe nagrody 
otrzymali.
W takich momentach docenieni muszą zostać wszyscy, a szczególnie ci, którzy pracują cięŜko na wynik 
zespołu, chociaŜ pozostają trochę w cieniu. Dlatego moją nagrodę za nakręcenie reklamówki dla naszego 
sponsora, przeznaczyłem w całości dla członków sztabu szkoleniowo-organizacyjno-me-dycznego. Cieszyłem 
się bardzo, Ŝe chociaŜ w ten sposób mogłem im podziękować za wielką pomoc, jaką miałem z ich strony w 
pracy z repre-
37
zentacją. Im nikt Ŝadnej promocji nie zaproponuje, a w ten sposób poczuli się tak samo dowartościowani, jak ci
zawodnicy, którzy uczestniczyli w podziale premii od sponsora, ale na ekranie w Ŝadnej reklamówce nie 
wystąpili. W przyszłości wszelkie promocje zespołowe zawodników, którzy będą uczestniczyć w kolejnej 
wielkiej imprezie musi kontrolować PZPN i tylko pod szyldem związku powinny być one robione. Promocje 

Strona 16

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

zawodników i trenerów w stroju prywatnym, pozostaną na zawsze niezaleŜne od PZPN.
Jedynym liderem druŜyny musi zawsze być prowadzący ją trener.
LOSOWANIE
Kiedy opadł kurz euforii związany z awansem reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata, rozpoczęła się 
narodowa dyskusja na temat zespołów, które Ŝyczylibyśmy sobie widzieć w naszej grupie podczas finałów. 
Często zapominamy o tym, Ŝe Mistrzostwa Świata w piłce noŜnej to impreza, o której marzą wszystkie 
reprezentacje na świecie. Kto się do nich zakwalifikuje juŜ jest wybrańcem losu.
Polska na Mundialu znalazła się po szesnastu latach przerwy, chociaŜ w obecnym stanie polskiego piłkarstwa 
wydawało się, Ŝe trzeba będzie czekać jeszcze długo, zanim się w tym elitarnym gronie ponownie znajdziemy.
Tymczasem na przekór sceptykom, którzy nie dawali nam Ŝadnych szans na awans, reprezentacja Polski jako 
pierwsza ze strefy europejskiej, poza Francją, która awansowała bez eliminacji, znalazła się w gronie finalistów
Mistrzostw Świata.
Wyjście z trudnej grupy było juŜ sukcesem samym w sobie. Jednak w kraju, gdzie wciąŜ Ŝywe są wspomnienia
wspaniałych występów na Mistrzostwach Świata zespołów prowadzonych przez trenerów Kazimierza 
Górskiego, Antoniego Piechniczka czy Jacka Gmocha, nadzieje na kolejny, udany występ naszej reprezentacji 
rosły z dnia na dzień. W takiej atmosferze losowanie grup w finałach Mistrzostw Świata 2002 w Korei i Japonii
zepchnęło na plan dalszy wszystkie inne wydarzenia w kraju.
Losowanie, w którym biorą udział wszyscy trenerzy druŜyn uczestniczących w finałach, to kolejny 
sprawdzian szczęśliwej „ręki" trenera.
Wiedziałem, Ŝe do Korei, a konkretnie do miasta Pusan, muszę lecieć osobiście. Kiedy jednak przedstawiono 
mi w PZPN, w jaki sposób będzie wyglądać podróŜ, zacząłem zastanawiać się nad celowością mojego 
wyjazdu. Dwadzieścia cztery godziny w podróŜy, w tym trzy starty i trzy lądowania. Nie napawało to 
optymizmem chociaŜ wiedziałem, Ŝe nie ma od tego odwrotu.
39
Na losowanie lecieliśmy czteroosobową ekipą. Szefem polskiej delegacji został wiceprezes do spraw 
szkoleniowych. Wylatywali z nami równieŜ dyrektor techniczny reprezentacji Tomasz Koter, który zaraz po 
losowaniu miał pozostać w Azji, aby zwiedzić i wybrać ośrodki sportowe pod przyszłą bazą dla ekipy. W 
ekipie był teŜ pracownik działu marketingu Władysław Puchalski, który miał towarzyszyć Tomaszowi 
Koterowi i sprawdzić wybrane ośrodki od strony logistycznej.
Z Warszawy przelecieliśmy do Franfurtu, a z Niemiec prawie dwunasto-godzinnym lotem do Seulu. W 
samolocie dołączyli do nas przedstawiciele firmy UFA SPORT. Najtrudniej było pogodzić się z myślą, Ŝe 
lądowanie w Seulu nie kończy jeszcze naszej podróŜy. Czekał nas transport z lotniska międzynarodowego na 
lotnisko krajowe, które znajdowało się po drugiej stronie Seulu i autokar z lotniska w ciągu dwóch godzin 
miał nas tam dowieźć.
Podczas lotu zastanawiałem się, czy i tym razem los da nam jakieś znaki, czego moŜemy spodziewać się po 
losowaniu.
Kiedy leciałem na losowanie grup eliminacyjnych do Tokio dosiadł się do mnie Walijczyk i byłem pewien, Ŝe 
jedną z druŜyn w naszej grupie będzie Walia.Teraz rozglądałem się po olbrzymim samolocie i nagle 
zobaczyłem dwie delegacje lecące razem z nami. Byli to Niemcy z selekcjonerem Rudi Voelerem i 
Portugalczycy z selekcjonerem Antonio Oliveirą. Jedno było pewne, Ŝe obu ekip w naszej grupie mieć nie 
moŜemy. Pozostawało przewidywać, która z tych ekip będzie dla nas korzystniejsza. Zdawałem sobie sprawę, 
Ŝe oto obie ekipy lecące z nami marzą o tym, aby mieć Polskę w swojej grupie. To przecieŜ my byliśmy 
postrzegani jako outsider. Osobiście wolałem Niemców, którzy dopiero pokonując w baraŜach reprezentację 
Ukrainy, zapewnili sobie awans do Mistrzostw. Niemcy jednak siedzieli na piętrze samolotu nad nami w 
klasie specjalnej, a Portugalczycy razem z nami w biznes klasie. CzyŜby więc Portugalia, przemknęło mi przez 
głowę i zaraz starałem się odrzucić od siebie tę natrętną myśl. Reprezentacja Portugalii była od nas zespołem 
zdecydowanie lepszym, nie dającym nadziei na korzystny wynik. Byli sklasyfikowani, i to całkiem słusznie, o 
całe lata świetlne daleko przed reprezentacją Polski we wszelkich klasyfikacjach. Stwierdziłem, Ŝe skoro tak 
ma być, to pewnie los tak chciał i trzeba przejść nad tym do porządku dziennego. Trochę denerwował mnie 
trener Antonio Oliveira lecący w samolocie w czapce. Jak mi opowiadał Józef Młynarczyk czapka ta przynosi 
mu szczęście i gdzie tylko moŜe to w niej paraduje. Wte-
r
dy jeszcze nie przypuszczałem, Ŝe te znaki losu będą jednak prawdziwe aŜ do bólu, trzeba je było umieć tylko 
właściwie odczytać. Lecący w klasie specjalnej Niemcy, siedzący na piętrze nad naszymi głowami w 

Strona 17

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

samolocie, zdobyli wicemistrzostwo Świata, a dwie ekipy lecące obok siebie, na tym samym poziomie 
odleciały z Mistrzostw pierwszym samolotem do Europy.
Lot z Seulu do Pusan przebiegł jak poprzednie bez kłopotów. Ale kiedy pomyślałem, Ŝe kaŜdy z nas wiezie z 
sobą wszystkie szczęśliwe talizmany, to byłem pewien, Ŝe nic nam złego nie moŜe się stać.
Z lotniska w Pusan jechaliśmy kolejne dwie godziny do hotelu Marriott, w którym zakwaterowane były 
wszystkie ekipy.
W holu hotelowym był niesamowity tłok. Kamery, lampy, mikrofony. Dziesiątki dziennikarzy i 
fotoreporterów, którzy rozpoznawali tylko znane twarze. Zatrzymano Rudi Voelera i na nim skupiły się 
media Uśmiechnęliśmy się do siebie z trenerem Antonio Oliveirą i szybko podeszliśmy do recepcji. Wzięliśmy 
przygotowane dla nas klucze, następnie materiały przygotowane przez FIFA i popędziliśmy do windy. Tam 
jednak dopadło mnie kilku fotoreporterów i zaczęli robić zdjęcia. Powiedziałem im, Ŝe za mną stoi trener 
Portugalii, ale kiedy obejrzałem się za siebie, jego juŜ tam nie było. Pojechał windą na górę. Wsiadłem w 
kolejną windę i pojechałem na czwarte piętro. Byłem bardzo zmęczony. Kiedy znalazłem się w pokoju 
poczułem, Ŝe gdybym się połoŜył na chwilę do łóŜka, to raczej nie zszedłbym za piętnaście minut do 
hotelowego lobby, skąd był odjazd autokarami na oficjalną powitalną kolację. Zrzuciłem z siebie wszystko, 
wszedłem do łazienki i wziąłem gorący prysznic Następnie ubrany w szlafrok usiadłem w fotelu i wypiłem 
butelkę zimnego piwa. Poczułem się lepiej, ubrałem słuŜbowy garnitur z Orłem na piersi i zjechałem windą do
lobby. Nie było juŜ czasu na przywitania ze znajomymi z innych ekip.Wsiadaliśmy do autokarów i ruszaliśmy 
w podróŜ do ogromnej hali firmy BEXCO, w której przygotowana był powitalna kolacja.
Przed głównym wejściem ustawiliśmy się w długiej kolejce oczekującej na przywitanie się z szefami FIFA. 
Dopiero tutaj moŜna było zobaczyć co oznacza często i chętnie uŜywany przez Prezydenta FIFA J. S. Blattera 
zwrot o wielkiej futbolowej rodzinie. Rzeczywiście wszyscy się tutaj znaliśmy. Jedni bliŜej, inni z widzenia, ale 
wyczuwało się szalenie serdeczną, wręcz rodzinną atmosferę.
Podszedłem do J. S. Blattera i uściskaliśmy się serdecznie. Szczerze cieszył się, Ŝe Polska wreszcie awansowała 
do finałów, Ŝyczył mi szczęścia
40
41
i umówił się ze mną na kieliszek koniaku po ceremonii losowania. KaŜdy z nas miał kilku znajomych z innych 
federacji, z którymi naleŜało się przywitać. Po chwili jednak kolorowo ubrane hostessy wprowadziły nas do 
olbrzymiej sali zastawionej okrągłymi ośmioosobowymi stołami. Pomiędzy nimi uwijali się zwinni, ubrani w 
białe koszule z muszką i czarne spodnie kelnerzy. Przy polskim stole oprócz naszej delegacji, znalazło się 
dwóch przedstawicieli firmy UFA SPORT oraz przedstawiciel firmy turystycznej Piotr Pronobis z asystentką.
Marzyłem tylko o jednym. Ciepłe, wygodne łóŜko i długi sen. Kiedy wreszcie wróciliśmy do hotelu usnąłem w
tej samej sekundzie, w której połoŜyłem głowę na poduszce. To był bardzo długi dzień.
Kiedy o dziesiątej rano obudził mnie brzęczyk telefonu hotelowego wydawało mi się, Ŝe spałem tylko przez 
chwilę Polscy dziennikarze telewizyjni, którzy obsługiwali losowanie umówili się ze mną na późne śniadanie, 
podczas którego mieliśmy omówić współpracę podczas losowania. Gorący prysznic na przemian z zimnym 
rozbudził mnie całkowicie. Za oknem przepiękna, słoneczna pogoda. Pomyślałem, Ŝe podobnie było podczas 
losowania w Tokio, a więc i tutaj powinno sprzyjać nam szczęście. Ale jak moŜna liczyć na szczęśliwe 
losowanie, kiedy byliśmy jedną z najsłabszych druŜyn w tym towarzystwie.
Z dziennikarzami spotkałem się o dwunastej, a juŜ o szesnastej spacerkiem wszystkie ekipy przemaszerowały 
do innego hotelu, oddalonego o około sto metrów od Marriotta. Tam odbywał się oficjalny obiad wydany 
przez Federację Koreańską. Scenariusz podobny do wczorajszej kolacji. Okrągłe stoły, krótkie przemówienia, 
kilka występów artystycznych i toast za udane Mistrzostwa .
Tym razem umiejscowiono naszą delegację przy jednym stole z Duńczykami. Usiadłem obok trenera Mortena 
Olsena. Pomyślałem sobie: Duńczycy, dlaczego nie, moŜe to kolejny znak.
Dało sięjednak zauwaŜyć, Ŝe wszyscy byli juŜ wyciszeni, skoncentrowani i jakby nieobecni. KaŜdy z nas był 
myślami na losowaniu.
Jeszcze krótki odpoczynek w pokoju i znowu wszyscy ładujemy się do autokarów wiozących nas do znanej 
juŜ hali BEXCO. Po prezentacji miast, w których rozgrywane będą mecze, powoli wchodzimy do chłodnej, ale 
znakomicie przygotowanej sali na losowanie. Wypełniłem swój obowiązek w stosunku do telewizji i ruszyłem 
w poszukiwaniu mojego miejsca. Na zaproszeniu zaznaczone było krzesełko o numerze 21 w sektorze D. Bę-
r
dziemy w grupie D pomyślałem, a 21 to jedna z moich szczęśliwych liczb. Poczułem się pewniej na sali. Obok 

Strona 18

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

mnie usiadł dyrektor Tomasz Koter. On teŜ był zadowolony. Miał numer krzesełka 22, a właśnie tego dnia 
obchodził 22 rocznicę swojego małŜeństwa. KaŜdy z nas szukał szczęśliwych znaków, Ŝeby mieć pozytywny 
nastrój przed rozpoczęciem losowania
Rozpoczęło się wszystko dość nerwowo. Przedstawiono wiele najróŜniejszych zaleŜności, które musiały być 
spełnione, aby ułoŜyć właściwie koszyki. Mogą sobie kombinować jak chcą, a my i tak trafimy do grupy, którą 
juŜ sobie wcześniej ułoŜyliśmy. Takie myśli towarzyszyły mi w ostatnich momentach przed losowaniem.
Podczas spotkania w hotelu Marriott, nomen-omen, ale w Polsce, podczas promocji ksiąŜki Engel - Futbol na 
tak, przeprowadziliśmy wstępne losowanie grup finalistów Mistrzostw Świata. Oczywiście bez tych 
wszystkich zaleŜności i kombinacji, jakie odbywały się teraz na scenie. Podzieliliśmy zespoły koszykami 
zgodnie z klasyfikacją FIFA i kolejno losowaliśmy zespoły. Rozpoczęła zabawę moja córka Anna i z 
pierwszego koszyka wyciągnęła reprezentację Korei. Po niej podszedł do drugiego koszyka mój przyjaciel i 
współpracownik Władysław śmuda. Zakręcił ręką w koszyku i wyciągnął reprezentację Szwecji. Wiadomym 
było, Ŝe kolejny koszyk to reprezentacja Polski, tak więc do czwartego koszyka podszedł Grzegorz Lato i 
wyciągnął USA. O tym wszystkim przypominałem sobie, siedząc na miękkim foteliku w hali BEXCO i 
czekając na to, co przyniesie nam los. Kiedy na ostatnim papierku z nazwą druŜyny, wyciągniętym ze strefy 
europejskiej odczytano P o 1 s k a i kiedy przypięto nas w grupie D, zupełnie nie byłem tym zaskoczony. 
Kiedy za chwilę dołoŜono nam reprezentację Korei wszystko wskazywało, Ŝe gdzieś juŜ to wcześniej 
widziałem. Kiedy trzecim zespołem okazała się Portugalia wiedziałem, Ŝe wszystkie znaki sprawdziły się 
doskonale. Dlatego kiedy losowano do poszczególnych grup zespoły amerykańskie i afrykańskie, byłem 
całkowicie pewien, Ŝe będziemy mieli w grupie USA.
Stało się coś, czego racjonalnie nie moŜna było wytłumaczyć. Dwa z trzech zespołów, z którymi znaleźliśmy 
się w grupie, były w Polsce wylosowane wcześniej. I jak tu nie wierzyć w znaki losu.
Podszedł do mnie trener Antonio Oliveira w swojej szczęśliwej, czarnej czapce i uśmiechając się od ucha do 
ucha uścisnął mi mocno dłoń. Poprosił, aby pozdrowić Józefa Młynarczyka i stwierdził, Ŝe bardzo się cieszy z 
losowania. Czułem, Ŝe nasza grupa bardzo się Portugalczykom podobała.
42
43

A Szwecja, którą wylosował Władysław śmuda, teŜ była, jak się później okazało, znakiem losu. Wylosowałem 
ich do grupy, ale na eliminacje Mistrzostw Europy. Wtedy jeszcze nikt z nas nie przypuszczał, Ŝe w tych 
eliminacjach juŜ nie będziemy prowadzili reprezentacji Polski.
Miałem jeszcze zobowiązania w stosunku do telewizji. Czekał przekaz unilateralny do Polski i popędziłem w 
stronę stanowisk komentatorów, aby skomentować układ sił w naszej grupie.
KaŜdy trener musiał być do dyspozycji mediów z całego świata. Barwnie ubrana hostessa wyłowiła mnie na 
hali i zaprowadziła do innej, duŜej sali, w której tłum dziennikarzy oczekiwał na kolejne wystąpienia. Nie 
wiedziałem, jak oceniali naszą grupę moi poprzednicy, ale ja chwaliłem Portugalię jako zdecydowanego 
faworyta, a pozostałym trzem reprezentacjom dawałem jednakową szansę.
Kiedy po tym wszystkim wyszedłem przed halę BEXCO okazało się, Ŝe autokary juŜ odjechały i czekał na 
mnie jedynie Tomek Pijanowski ze swoim operatorem. Kręcili od początku eliminacji film o wszystkim, co 
dotyczyło polskiej reprezentacji i jej awansu do Mistrzostw Świata. Włączyli kamerę, omówiliśmy grupę, 
złapaliśmy taxi i za trzy dolary dowieziono nas do hotelu. Tomek Pijanowski nakręcił znakomity film. Był 
bezpośrednim świadkiem awansu reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Nie kupiła tego filmu od niego 
Ŝadna telewizja. Jakie to charakterystyczne, Ŝe poraŜka wciąŜ lepiej się u nas sprzedaje aniŜeli sukces.
W lobby hotelowym wrzało jak w ulu. Rozstawione kamery, przekazy i wywiady bezpośrednio na cały świat. 
Trenerzy na stojąco i siedząc udzielali wywiady. Do mnie doskoczyli natychmiast dziennikarze koreańscy. 
Wywiad trwał około godziny. Dotarłem wreszcie do stolika, przy którym siedziała polska delegacja. Jedliśmy 
bardzo późną kolację i dyskutowaliśmy. Podszedł do mnie dziennikarz jednego z polskich dzienników 
sportowych i poprosił o jeszcze jeden wywiad. Byłem juŜ bardzo zmęczony, ale obiecałem, Ŝe udzielę mu 
wywiadu, jeśli chwilę poczeka. Podszedłem do Andrzeja Placzyńskiego z firmy UFA i poprosiłem, aby 
porozmawiał z trenerem reprezentacji Japonii Philipem Troussier. Chciałem zagrać z Japonią mecz towarzyski 
w Polsce w marcu. Japonia miała w grupie Rosję, a my Koreę i dla obu naszych reprezentacji taki sprawdzian 
byłby bardzo wskazany. Andrzej po chwili przyprowadził do mnie trenera Japończyków, przedstawił nas 
sobie i pozostawił na chwilę samych. W ciągu pięciu minut domówiliśmy termin meczu w Polsce i wstępnie 
uzgodniliśmy dalszą procedurę

Strona 19

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

przylotu Japończyków do Polski. Kiedy domówiłem termin marcowy, zacząłem zastanawiać się nad terminem
kwietniowym. Poszukiwałem przeciwnika, który grałby tak dobrze technicznie jak Portugalia Pomyślałem o 
Rumunach i pozostawiłem rozmowy z Angelem Jordanescu na czas późniejszy.
Dokończyłem kolację i usiadłem do rozmowy z dziennikarzem.
Była czwarta nad ranem, kiedy doszedłem do pokoju. Czekali juŜ tam na mnie dyr. Tomasz Koter, Władysław 
Puchalski i Andrzej Placzyński. Musieliśmy omówić ich pracę podczas poszukiwań najlepszego ośrodka dla 
naszej ekipy na Mistrzostwa Świata. Piotr Pronobis, przedstawiciel biura podróŜy, które miało organizować 
wycieczkę dla naszych kibiców na Mistrzostwa, teŜ przyszedł na chwilę. On równieŜ zostawał na miejscu, aby 
domówić swoje sprawy. Nie trafił, bo przywiózł na losowanie asystentkę mówiącą po japońsku, a tymczasem 
będziemy grać w Korei.
Zasnąłem o piątej nad ranem, a za dwie godziny juŜ musiałem być w lobby hotelowym, bo autokary odwoziły 
nas na lotnisko. Odespanie nocy pozostawiłem sobie na czas lotu do Polski.
44
Sława i chwała  to Ŝart, mówią słowa piosenki, ale jakŜe przyjemnie jest poŜartować w dobrym towarzystwie.
PLEBISCYTY, NAGRODY, WYRÓśNIENIA
Praca trenera to ciągłe zdawanie egzaminów z umiejętności zwycięŜania. Trener, którego zawodnicy 
najczęściej wygrywają, moŜe liczyć pod koniec roku na wysokie miejsce w plebiscytach i rankingach oraz na 
nagrody i wyróŜnienia. To, co stało się zimą 2001 roku oraz w pierwszych dniach 2002 roku, przeszło jednak 
wszelkie moje wyobraŜenia.
Okazało się, Ŝe szesnaście lat oczekiwania na awans do Mistrzostw Świata spowodowało niesamowitą radość 
wśród kibiców. Efektem były ich głosy na moją osobę w najróŜniejszych plebiscytach. Jeszcze raz okazało się, 
jak mocną pozycję w polskim sporcie ma piłka noŜna. Nie jest to przypadek, Ŝe o reprezentacji Polski w piłce 
noŜnej mówi się, Ŝe jest lokomotywą polskiego sportu, ciągnącą za sobą inne dyscypliny, jak wagoniki. Nasz 
awans został doceniony.
Pierwszą nagrodą jaką otrzymałem był tytuł „Człowieka Roku 2001", przyznany mi przez stołeczny dziennik 
śycie Warszawy. Przyznano mi męską część tej nagrody. Połowę Ŝeńską przyznano wspaniałej dyrektor teatru
Syrena pani Barbarze Borys-Damięckiej.
Obok szabli z pamiątkowym nadrukiem oraz pięknego dyplomu upamiętniającego zdobycie Mistrzostwa 
Polski, które otrzymałem od Polonii Warszawa, zawiesiłem w swojej bibliotece i w naszym prywatnym, 
rodzinnym muzeum sportu, wielką drewnianą tablicę otrzymaną od redakcji dziennika śycie Warszawy.
Zanim zdąŜyłem się nacieszyć pierwszym wyróŜnieniem, otrzymałem kolejne. Tytuł „Trenera Roku" w 
plebiscycie organizowanym przez tygodnik Piłka NoŜna. To bardzo prestiŜowe w środowisku piłkarskim 
wyróŜnienie otrzymałem po raz drugi z rzędu.
Uroczystość odbyła się w hotelu Marriott w Warszawie. Organizatorami gali byli właściciele tygodnika Piłka 
NoŜna, państwo Gabryjela i Marek Profus. Najlepszym piłkarzem uznany został Emmanuel Olisadebe, 
najwięk-
47
szym odkryciem roku Tomasz Moskała, a nagrodę „Fair Play" ufundowaną przez firmę Snickers, otrzymał 
Bartosz Karwan.
Zupełnie niespodziewaną dla mnie nagrodą była „Busola". Ta nagroda przyznawana jest rok rocznie przez 
Przegląd Tygodniowy dla osób, które w trakcie roku miały najbardziej znaczący, pozytywny wpływ na róŜne 
dziedziny Ŝycia. Naczelny redaktor tygodnika Jerzy Domański wręczył mi nagrodę osobiście i tak oto 
stanąłem na scenie między innymi obok premiera Leszka Millera oraz znakomitej aktorki i reŜysera Krystyny 
Jandy.
Najbardziej udany zawodowo dla mnie rok 2001 dobiegał końca. Chciałem krzyczeć - roku nie mijaj - bo 
zdawałem sobie sprawę jak trudno w moim zawodzie jest taki sukces powtórzyć.
ZbliŜała się noc sylwestrowa i w szampańskim nastroju wchodziłem w rok 2002. Na bal sylwestrowy 
wybraliśmy się z grupą przyjaciół do hotelu Sobieski w Warszawie. Józef Młynarczyk z Ŝoną Czesławą 
uwielbiają tańczyć. Prawie nie schodzili z parkietu. Włodek Lubański i jego zawsze uśmiechnięta Ŝona 
GraŜyna są duszą kaŜdego towarzystwa i do białego rana rządzili na sali. Lekarz reprezentacji Stanisław 
Machowski i jego małŜonka Danuta to para tak lubiąca się bawić, Ŝe trudno sobie ich wyobrazić siedzących 
przy stole. Krzysztof i Hanka Polak są parajak z Ŝurnala mody i pierwszych stron kolorowych pism, a 
poniewaŜ i wzrostem górują nad resztą towarzystwa, są zawsze najbardziej „zauwaŜalni". Trener Kazimierz 
Jagiełło nie jest znaną postacią na polskich boiskach. Całe swoje zawodowe Ŝycie spędził we Francji i w Belgii. 

Strona 20

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

Tę noc zdecydował się razem ze swoją partnerką spędzić z nami. Trener Andrzej Zamilski z Ŝoną Magdą dali 
się namówić w ostatniej chwili, bo juŜ prawie byli zdecydowani zostać przy programie telewizyjnym w domu. 
Zabawa była wyśmienita. Orkiestra skończyła grać o piątej nad ranem, a my bawiliśmy się nadal. Było 
serdecznie, beztrosko i wesoło.Tak weszliśmy w rok Mistrzostw Świata 2002.
Jeszcze huczało mi w głowie po zabawach noworocznych, a juŜ trzeciego stycznia reprezentowałem PZPN na 
konferencji zorganizowanej przez Canal Plus w hotelu Sheraton. Dotyczyła ona nominacji do corocznych 
Osca-rów piłkarskich przyznawanych przez tę stację telewizyjną. Byłem mile zaskoczony, Ŝe wśród 
nominowanych do trenera roku znalazło się teŜ moje nazwisko. Zawsze wydawało mi się, Ŝe plebiscyt Canal 
Plus dotyczy tylko trenerów klubowych. Głosowali piłkarze ligowi i jak się później okazało, dzięki ich głosom 
otrzymałem równieŜ i tę prestiŜową nagrodę. Gala odbywała się dwa dni później w Teatrze Polskim w 
Warszawie. Odbierałem Oscara
48
z rąk Andrzeja Strejlaua. To fantastyczne przeŜycie i wielka duma dla trenera, być wybranym i uznanym przez
samych piłkarzy.
Było miło, uroczyście i oficjalnie. Podczas bankietu jaki po uroczystości odbywał się w salach hotelu 
Europejskiego, zająłem małą salkę dla VIP-ów. Zaprosiłem do niej Kazimierza Górskiego z małŜonką i 
najbliŜszych współpracowników z PZPN. W trakcie spotkania doszli do nas państwo Lubań-scy i Krzysztof 
Materna. Wieczór zakończyliśmy w Casino hotelu Mar-riott.Co najwaŜniejsze z sukcesami. Miało to 
zwiastować udany rok.
Kiedy wydawało się, Ŝe czas nocnych eskapad się zakończył, zaproszono mnie do grona kapituły, która miała 
nadzorować wybór dziesiątki najlepszych sportowców Warszawy. Organizatorem plebiscytu było tradycyjnie 
śycie Warszawy. Przewodniczyła Irena Szewińska, a prócz niej same gwiazdy sportu polskiego z Dorotą Idzi, 
Andrzejem Supronem, Jerzym Ku-lejem i Ryszardem Szurkowskim na czele. Wręczenie nagród odbywało się 
podczas Balu Sportowca w pięknej hali na Ochocie. Bawiliśmy się do czwartej nad ranem. Na tego typu 
imprezach nie pijam alkoholu i dlatego następnego dnia bolą mnie zwykle trochę nogi, ale rzadko głowa. 
Dlatego jestem w stanie od razu usiąść do pracy. Ale wciąŜ był to jeszcze czas przerwy zimowej i prócz 
kompletowania dokumentacji i rozpisywania poszczególnych dni treningowych na najbliŜsze, czekające nas 
zgrupowania, nic specjalnego się nie działo. I oto okazało się, Ŝe odwieszenie smokingu do szafy było 
przedwczesne. Otrzymałem zaproszenie na bal organizowany przez miesięcznik Sukces z okazji 
przyznawanej spektakularnej, corocznej nagrody „Byka Sukcesu". Była to nagroda przyznawana osobom 
najbardziej z sukcesem kojarzonym w 2001 roku I tak oto stanąłem ponownie na scenie, między innymi obok 
Maryli Rodowicz i GraŜyny śak.
Bal zorganizowany był fantastycznie. Hotel Victoria miał swój wielki wieczór. Tym razem przy stoliku 
usiedliśmy razem z grupą aktorów, elitą scen teatralnych i kina polskiego. Magda i Krzysztof Materna, Marek 
Kondrat z małŜonką, Cezary Pazura z małŜonką, Jan Englert i Beata Ścibakówna. Trudno sobie wyobrazić 
wspanialszy gwiazdozbiór i to przy jednym stoliku.
Bawiliśmy się do piątej rano. Po powrocie do domu powiedziałem do Uli, Ŝe wystarczy tych eskapad. 
Zdawałem sobie sprawę, Ŝe nie moŜna było tego uniknąć. Byłoby co najmniej nieelegancko, gdybym jako 
jeden z nagrodzonych nie pojawił się na uroczystości wręczania nagród.
Czekała mnie tylko jeszcze jedna gala. 19 stycznia, a więc dokładnie za tydzień, odbywała się ostatnia z imprez
sportowo-balowych. Bal Sportowca
49
organizowany przez Przegląd Sportowy. Wybór najlepszych dziesięciu sportowców i trenerów w Polsce. 
Wybierali czytelnicy i kapituła złoŜona z dziennikarzy Przeglądu Sportowego. Wspólnie z trenerem 
Apoloniuszem Tajne-rem zostałem uznany trenerem roku. Tym razem stolik był 6-osobowy i tylko piłkarski. 
Bawiliśmy się z Tomkiem Wałdochem i jego małŜonką. Tomek, jako kapitan reprezentacji odebrał nagrodę dla 
najlepszego zespołu w 2001 roku. Niestety, nie dojechał Emanuel Olisadabe, chociaŜ został wybrany do 
pierwszej dziesiątki najlepszych sportowców Polski.
Przed meczem towarzyskim w Bydgoszczy z Rumunią, oddział bydgoski Gazety Wyborczej przyznał mi i 
wręczył nagrodę „Feliksa" przyznawaną ludziom, którzy w danym roku odnieśli największy sukces, a Gazeta 
Olsztyńska uhonorowała mnie wyróŜnieniem „Liścia Laurowego", jaki przyznaje co roku osobom najbardziej 
zasługującym na wyróŜnienie za znakomite osiągnięcia w róŜnych dziedzinach naszego Ŝycia.
TuŜ przed wylotem na Mistrzostwa Świata do Korei miesięcznik Gentel-man, przyznał mi niesamowicie miły, 
a jednocześnie odpowiedzialny tytuł „Gentelmana Roku 2001". Oprawa wręczenia nagrody była 

Strona 21

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

zorganizowana z wielką pompą. Gala odbywała się na scenie teatru Tango Małgorzaty Po-tockiej. Muszę 
przyznać, Ŝe ten tytuł dał mi najwięcej satysfakcji. Wszystkie pozostałe wiązały się z sukcesem reprezentacji 
Polski, którego nie tworzyłem sam. Tytuł „Gentelmana Roku 2001" był tylko moim, prywatnym 
wyróŜnieniem. Było mi niezwykle miło, Ŝe tak sympatycznie jestem postrzegany przez wszystkich, którzy na 
mnie głosowali.
Statuetka „DŜentelmena Roku 2001" była ostatnią, jaka zajęła miejsce w moim prywatnym muzeum, tuŜ obok 
wspaniałego zegarka z wygrawerowanymi podziękowaniami od zawodników za doprowadzenie ich do 
awansu i wspólny udział w Mistrzostwach Świata.
W samolocie transportującym nas do Korei zastanawiałem się, jak wielu wrogów przysporzyły mi te 
wszystkie nagrody i wyróŜnienia. śycie daje szybkie odpowiedzi i juŜ niebawem się o tym przekonałem.
Jeśli czujesz się dobrze w jakimkolwiek miejscu na ziemi, nie zmieniaj go lub wracaj tam jak najczęściej.
CYPR - MIEJSCE MAGICZNE
Przygotowania do zbliŜających się Mistrzostw Świata rozpoczynaliśmy dwumeczem z Wyspami Owczymi i 
Irlandią Północną. Obydwa mecze zaplanowaliśmy do rozegrania na Cyprze. W lutym warunki klimatyczne 
są tam wymarzone dla futbolu. Zresztą ten wariant przećwiczyliśmy juŜ rok wcześniej w meczu przeciwko 
Szwajcarii, wygranym przez reprezentację Polski 4 : 0. Na pierwszy mecz przeciwko Wyspom Owczym 
powołałem zawodników z ligi polskiej, chcąc rozszerzyć nieco selekcję i zobaczyć podczas krótkiego 
zgrupowania wszystkich piłkarzy, którzy byli wysoko w naszym rankingu, ale jak dotąd nie mieli moŜliwości 
bądź mieli bardzo niewielkie, aŜeby się pokazać. Rano po meczu z Wyspami Owczymi zaplanowaliśmy odlot 
pierwszej grupy i przylot reprezentantów z klubów zagranicznych na kolejny mecz z reprezentacją Irlandii 
Północnej.
Tomasz Koter zorganizował wszystko bardzo precyzyjnie i od strony organizacyjnej całe zgrupowanie 
przebiegało bez problemów. Zespół złoŜony z piłkarzy grających w polskich klubach wygrał 2 : 1 po bramkach
Macieja śurawskiego, przy czym bardzo dobrą partię rozegrali Paweł Kaczorowski, Kamil Kosowski i Paweł 
Sibik. Straciliśmy bramkę po nieporozumieniu środkowych obrońców, Jacka Zielińskiego i Arkadiusza 
Głowackiego.
Wtedy jeszcze nie przypuszczałem, Ŝe dochodzący powoli do formy Jacek Zieliński i wchodzący do zespołu 
młody, utalentowany obrońca Arkadiusz Głowacki, stworzą parę środkowych obrońców nie do przejścia dla 
Amerykanów w trzecim meczu grupowym podczas Mistrzostw Świata w Korei.
Jacek Zieliński po operacji ścięgna Achillesa nie był jeszcze w najlepszej dyspozycji i widać było, Ŝe brakuje mu
gier, aby doszedł do wysokiej formy sportowej. Cieszyła przede wszystkim postawa skrajnych pomocników, 
bo na tych pozycjach zakładałem duŜą rywalizację. Na lewej stronie numerem jeden był Marek Koźmiński, 
numerem dwa Jacek Krzynówek,
51
numerem trzy Tomasz Rząsa. Na prawej stronie numerem jeden był Bartosz Karwan, numerem dwa Tomasz 
Iwan, numerem trzy Paweł Kaczorowski. Na tym krótkim zgrupowaniu mogłem zobaczyć numer cztery po 
lewej stronie, jaki w moim rankingu zajmował Kamil Kosowski oraz numery cztery i pięć, jakie po prawej 
stronie zajmowali Paweł Sibik i Ebi Smolarek. Najsłabiej z całej tej grupy zaprezentował się Tomek Iwan i 
widać było, Ŝe to krótkie zgrupowanie wprowadzi przetasowania na poszczególnych pozycjach. Było to 
bardzo korzystne zgrupowanie od strony selekcyjnej i szkoleniowej przed zbliŜającymi się Mistrzostwami 
Świata. Zwycięstwo 4 : 1 nad reprezentacją Irlandii Północnej, było dobrym prognostykiem i dawało wielką 
nadzieję na to, Ŝe nasi kadrowicze będą w coraz lepszej formie. Wiedzieliśmy, Ŝe jeŜeli któryś z naszych 
podstawowych graczy nie przepracuje porządnie zimy i będzie miał kłopoty z grą w swoim klubie, to jego 
forma zamiast rosnąć z miesiąca na miesiąc będzie coraz słabsza. W takim przypadku wiedzieliśmy, Ŝe 
będziemy mieć problemy z doprowadzeniem piłkarza do optymalnej formy przed Mistrzostwami Świata. 
Luty zamykaliśmy dwoma zwycięstwami i optymistycznie patrzyliśmy na zwiększającą się rywalizację o 
miejsca w samolocie do Korei.
Przygotowania do Mistrzostw Świata oparłem o pięć gier oficjalnych, z których dwie rozegraliśmy w lutym na
Cyprze oraz trzy mecze na terenie Polski. Dodatkową grę towarzyską zaplanowałem juŜ na terenie Korei, z 
Mistrzem tego kraju. KaŜdy z naszych przeciwników był dobierany bardzo analitycznie. Wyspy Owcze 
odpowiadały klasą naszej reprezentacji, złoŜonej z piłkarzy występujących na krajowych boiskach. Irlandia 
Pomocna dawała moŜliwość przećwiczenia i przypomnienia sobie przez druŜynę wyuczonych wariantów 
taktycznych. Japonia, z którą mieliśmy zmierzyć się w Łodzi, była przedsmakiem tego, czego mogliśmy 
spodziewać się w Korei, w meczu z gospodarzami Mistrzostw. Rumunia to zespół złoŜony z graczy 

Strona 22

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

znakomicie wyszkolonych technicznie, lubiących rozwiązywać swoje akcje ofensywne o grę jeden przeciwko 
jednemu, a więc wielkie podobieństwo do tego, co czekało nas w meczu z Portugalią. Piątym przeciwnikiem, 
tuŜ przed wylotem do Azji była reprezentacja Estonii, która była idealnym sparing partnerem dla trochę 
zmęczonego czterodniową, intensywną pracą podczas zgrupowania w Niemczech zespołu.
Z tych pięciu gier wygraliśmy trzy i dwie przegraliśmy. KaŜda poraŜka martwi, a szczególnie te z 
przeciwnikami bardzo dla nas waŜnymi w kontekście zbliŜających się Mistrzostw Świata. Same wyniki jednak 
nie były
52
tak waŜne, jak słaba forma prezentowana przez coraz większą grupę naszych reprezentantów. Kiedy do tego 
zaczęły dochodzić wieści o powiększającej się grupie piłkarzy ulegających kontuzjom, które wykluczały ich z 
wyjazdu na Mistrzostwa, to sytuacja zaczęła się robić bardzo trudna.
Musiałem wybrać jedną z dwóch koncepcji. Pierwsza, czy stawiać dalej na piłkarzy, którzy dotychczas 
stanowili trzon reprezentacji, wywalczyli awans i chociaŜ nie są w najwyŜszej formie, to opierać na nich nasz 
los na Mundialu, czy postawić na młodą generację piłkarzy, którzy nie prezentują jeszcze zadowalającego 
poziomu międzynarodowego i Mistrzostwa będą dla nich jedynie bazą doświadczeń na przyszłość. Obie 
koncepcje miały swoje plusy i minusy.
Władysław śmuda był uczestnikiem czterech Mistrzostw Świata i na podstawie własnych doświadczeń 
mówił, Ŝe jechać na tak niesamowicie trudną imprezę z młodzieŜą to będzie kompromitacja. W Korei ogromną
rolę odgrywać miało doświadczenie piłkarzy i ich ogranie w meczach o duŜą stawkę w klubach i w walce o 
awans do Mistrzostw Świata. Doświadczenia w grach turniejowych takiej rangi nie mieliśmy przecieŜ 
Ŝadnego.
MoŜna wprowadzić jednego, maksimum dwóch młodych piłkarzy, ale oprzeć reprezentację o samą młodzieŜ, 
nawet najzdolniejszą, to było kolosalne ryzyko. Ufałem, Ŝe taki turniej jak Mistrzostwa Świata wyzwoli w 
piłkarzach niesamowitą energię i bardzo ich zmobilizuje. Wierzyłem, Ŝe potrafią odrzucić wszelkie inne 
sprawy i będą koncentrować się wyłącznie na przygotowaniach, co zaowocuje poprawą ich formy sportowej. 
Dlatego wybrałem pierwszą koncepcję i postawiłem na zawodników sprawdzonych, uzupełniając 
reprezentację o kilku mniej doświadczonych piłkarzy. Nie zawiodłem się na nich podczas eliminacji ani przed 
ich rozpoczęciem, kiedy mieliśmy równieŜ bardzo trudne momenty, jak choćby fatalna forma kadrowiczów 
przed meczem z Holandią. Wierzyłem, Ŝe nie zawiodę się równieŜ teraz.
Kiedy Zbigniew Boniek został selekcjonerem narodowej reprezentacji, zmienił radykalnie skład Kadry, 
opierając ją o młodych, najzdolniejszych w jego opinii piłkarzy. Efekt był taki, Ŝe straciliśmy juŜ na samym 
początku eliminacji do Mistrzostw Europy trzy punkty w meczu z Łotwą w Warszawie.
Wielu było orędowników odmładzania składu reprezentacji. Dopiero eliminacje Mistrzostw Europy 
rozpoczęte odmłodzonym składem udowodniły, Ŝe nie jest to takie proste w naszych futbolowych realiach, 
aby zmienić nagle druŜynę i opierać selekcję o młody wiek zawodników.
53
Próby korekt i ponownego powołania starszych wiekiem zawodników, z „koreańskiej" druŜyny, potwierdziły,
Ŝe nie myliłem się razem z moim sztabem w selekcji piłkarzy, których zabraliśmy do Korei. Po prostu lepszych
od nich w tym czasie w Polsce nie było.
Selekcja to szalenie trudny element pracy trenera. Dobór zawodników wywołuje najwięcej emocji w mediach 
oraz wśród kibiców. Nikt oprócz trenera nie jest w stanie określić, czy dany zawodnik będzie pasował do 
zespołu czy nie. Tylko trener wie doskonale do czego dąŜy i jak będzie wyglądał produkt finalny jego pracy, 
czyli system gry zespołu. A wiedząc o tym, dobiera takich piłkarzy, którzy mogą mu pomóc w realizacji 
własnej koncepcji gry. Pod tym kątem dobierałem zawodników podstawowych i ich dublerów. Bardzo waŜny 
jest teŜ system gry, jakim zamierza grać druŜyna. To kolejny element warunkujący dobór zawodników do 
zespołu. Na przykład inni obrońcy będą potrzebni przy systemie gry jeden, cztery, cztery, dwa, a inni przy 
systemie jeden, trzy, pięć, dwa. I tak dalej. Czasami dziwią podawane przez media spekulacje, Ŝe dobrze 
byłoby powołać takiego czy innego gracza, bo akurat wyróŜnia się w meczach ligowych. Oczywiście, powołać 
moŜna, tylko po co. Czy będzie pasował do koncepcji gry zespołu opracowywanej przez trenera? To jest 
zasadnicze pytanie. Jeśli juŜ zawodnik odpowiada selekcjonerowi sposobem gry, to naleŜy poznać jego 
charakter i osobowość. Kto powołuje do swojego zespołu zawodników nieodpowiedzialnych, musi liczyć się z 
tym, Ŝe prędzej czy później będzie tego Ŝałował. Taki piłkarz wpływa swoim fatalnym zachowaniem na 
zespół. Jeszcze pół biedy kiedy jest na tyle dobry, Ŝe gra w podstawowej jedenastce. Ale jeśli nie gra i 
wprowadza nerwową atmosferę na ławce rezerwowych, w szatni, hotelu, mediach i gdziekolwiek się znajdzie,

Strona 23

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

to juŜ prowadzi nieuchronnie do powaŜnego konfliktu.
Angielscy trenerzy mają prostą regułę. Jeśli masz w zespole zawodnika, który w jakikolwiek sposób wpływa 
negatywnie na atmosferę w zespole, to lepiej pozbyć się go z druŜyny rok za wcześnie niŜ o dzień za późno. 
Dlatego selekcja to złoŜona część pracy trenerskiej. Jaki zespół sobie stworzysz, takie będziesz miał wyniki. 
Inaczej mówiąc, jeśli błędnie wyselekcjonowałeś, to sam sobie przygotowałeś poraŜkę.
Przed Mistrzostwami Świata selekcja była niesamowicie trudna. Codziennie analizowaliśmy grę, poziom i 
aktualną formę większości piłkarzy naszej ligi i prawie wszystkich grających za granicą. Nie mieliśmy Ŝadnych
wątpliwości co do konieczności zabrania do Korei następujących zawodników:
54
Bramkarze: Jerzy Dudek, Radosław Majdan, Adam Matysek.
Obrońcy: Tomasz Wałdoch, Tomasz Hajto, Michał śewłakow, Jacek Bąk, Marek Koźmiński, Tomasz Kłos, 
Jacek Zieliński, Arkadiusz Głowacki, Tomasz Rząsa.
Pomocnicy: Radosław KałuŜny, Piotr Świerczewski, Jacek Krzynówek.
Napastnicy: Emanuel Olisadebe, Paweł Kryszałowicz, Marcin śewłakow, Maciej śurawski.
Do tej podstawowej grupy dziewiętnastu piłkarzy wyselekcjonowaliśmy dodatkowo czterech zawodników do
najbardziej newralgicznej w naszej sytuacji formacji pomocy:
Cezary Kucharski, Maciej Murawski, Arkadiusz.Bąk, Paweł Sibik.
Twierdzę, Ŝe była to selekcja uczciwa i zrobiona z naszym pełnym przekonaniem, Ŝe kaŜdy z tych 
zawodników moŜe być nam potrzebny w czasie Mistrzostw. Los codziennie stawia przed nami nowe 
wyzwania, ale wyzwanie jakim są Mistrzostwa Świata w piłce noŜnej, jest nieporównywalne z Ŝadnym innym.
Mam oczywiście pełen szacunek i uznanie dla naszych Mistrzów reprezentujących inne dyscypliny, ale piłka 
wyzwala tak szalone emocje i trzyma w napięciu tak długo, Ŝe impreza, jaką są Mistrzostwa Świata potrafi 
skupić na sobie i przyciągnąć przed ekrany telewizorów cały, nie tylko sportowy świat.
Pierwsze pytanie, jakie sobie zadaliśmy w naszym sztabie szkoleniowym po Mistrzostwach, to gdybyśmy 
jechali na ten turniej za tydzień, czy wybralibyśmy inny skład Kadry. Odpowiedź brzmiała, Ŝe na pewno nie.
Nie znam uczciwszej selekcji, niŜ ułoŜenie rankingu piłkarzy na poszczególnych pozycjach, który jest 
tworzony przez cały sztab trenerski i konsekwentne powoływanie na mecze najwyŜej notowanych w tym 
rankingu.
KADRA NA MUNDIAL
Kiedy zbliŜa się moment podjęcia ostatecznych decyzji personalnych, co do składu osobowego Kadry 
wyjeŜdŜającej na Mistrzostwa Świata, zaczyna się szaleństwo promocyjne w mediach i coraz większa presja 
wywierana przez róŜne osoby na sztab szkoleniowy. Prasa i telewizja sportowa zaczynająpra-cować tak, jakby 
były prywatną własnością kilku zatrudnionych tam ludzi.
Oczywiście nikt nie dyskutuje o zawodnikach podstawowych, osiemnastu czy dziewiętnastu, którzy stanowią 
elitę piłkarską w naszym kraju. Dyskusja dotyczy tych kilku miejsc, o które walczą zawodnicy o podobnej 
klasie sportowej. Minimalne róŜnice w ich aktualnej przydatności dla reprezentacji są podstawą do spekulacji 
medialnej.
W okresie mojej pracy z reprezentacją wielokrotnie przeŜywałem takie medialne histerie dotyczące powołania 
lub pominięcia któregoś z piłkarzy. Przykładowo Jacek Krzynówek, którego nie chciano absolutnie więcej 
widzieć w Kadrze, po błędzie jaki mu się przytrafił w meczu z Hiszpanią, stał się juŜ ulubieńcem kolejnych 
selekcjonerów i mediów. Nikt sobie juŜ później nie wyobraŜał reprezentacji bez niego. Odwrotnie było z 
Andrzejem Juskowiakiem, którego z kolei określano jako jedynego zbawcę reprezentacji w formacji ataku. 
Kiedy opuściło go szczęście snajperskie, natychmiast o nim zapomniano. TuŜ przed Mundialem faworytem 
niektórych mediów stał się Artur Wichniarek.
Nikt sobie nie zdaje sprawy z faktu, Ŝe tego typu działania działają na szkodę samego zawodnika. W pewnym 
momencie piłkarz ulega sugestiom mediów i zaczyna wierzyć, Ŝe rzeczywiście dzieje mu się krzywda. Myśli, 
Ŝe trener jest nastawiony do niego negatywnie, ma swoich faworytów, do których on się nie zalicza i chociaŜ 
jest lepszym piłkarzem od aktualnie powoływanych, nie ma szans, bo trener jest uwikłany w układy z innymi.
Takie argumenty wytaczają zwykle dziennikarze, forsując swoje kandydatury. Są to oczywiste nonsensy i 
bzdury, wymyślane zgodnie z zasadą -
57
jeśli nie ma konfliktu lub afery, to stwórz ją sam. Czasem takie działanie powoduje tworzenie problemu z 
niczego pomiędzy szkoleniowcem a zawodnikiem. Decyzje selekcyjne trenera weryfikuje zwykle czas. 
PrzewaŜnie jest tak, Ŝe rację ma selekcjoner, ale o tym moŜna się przekonać dopiero po kilku miesiącach, a 

Strona 24

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

wtedy juŜ nie pamiętamy o kogo była cała awantura. RównieŜ często się zdarza, Ŝe juŜ kto inny prowadzi 
zespół.
O ile media są po to, aby spekulować na temat składu osobowego reprezentacji, to po raz pierwszy w dniu 
ogłoszenia Kadry na finały Mistrzostw Świata doszło do tak zagorzałej dyskusji na tematy selekcyjne w 
siedzibie samego związku.
Kiedy wszedłem do gabinetu prezesa z listą zawodników ustaloną na wylot do Korei odczytałem ją prezesom,
rozgorzała dyskusja na temat kilku nazwisk. Prezesi kwestionowali zasadność znalezienia się na liście takich 
piłkarzy, jak Adam Matysek, Tomasz Iwan, Tomasz Kłos, Marek Koźmiń-ski czy Cezary Kucharski. Natomiast
obaj jednoznacznie opowiadali się za koniecznością powołania Artura Wichniarka. Wiceprezes Zbigniew 
Boniek lansował w ogóle skrajny pogląd, Ŝe eliminacje to było jedno, a Mistrzostwa Świata, to zupełnie juŜ 
inny turniej i trzeba radykalnie przewietrzyć zespół. Według jego opinii nie powinni równieŜ jechać Tomasz 
Hajto, Piotr Świerczewski, Radosław KałuŜny. Na ich miejsce według opinii wiceprezesa powinno się powołać
młodych piłkarzy, którzy teŜ przegrają te Mistrzostwa, ale moŜe się tam czegoś nauczą. Omawialiśmy długo 
wszelkie plusy i minusy związane z kaŜdym wymienionym nazwiskiem. NajdłuŜej dyskutowaliśmy o dwóch 
zawodnikach: Tomku Iwanie i Arturze Wichniar-ku. Obaj w konsekwencji nie znaleźli się na liście 
wyjeŜdŜających na Mun-dial.
Z czasem, kiedy sobie analizuję nasze powołania i to, co stało się po Mundialu, to dochodzę do wniosku, Ŝe 
popełniłem błąd. NaleŜało powołać wszystkich, którzy zasłuŜyli się w meczach dających nam awans do 
Mistrzostw Świata. I tak nie osiągnęlibyśmy nic więcej, a byłoby to dla tych piłkarzy znakomite 
podziękowanie za to, czego wspólnie z nami dokonali.
Ale wtedy jeszcze marzyłem o sukcesach i myślałem, Ŝe zespół przez nas wyselekcjonowany będzie mógł 
podjąć równorzędną walkę z rywalami w naszej grupie.
Nie zgodziłem się na jakiekolwiek zmiany składu Kadry. Czułem, Ŝe ten dzień moŜe zawaŜyć na mojej dalszej 
pracy w związku. Wiedziałem jednak, Ŝe jeśli ugnę się raz i zacznę działać niezgodnie z własnym 
przekonaniem,
58
zasadami, koncepcją i sumieniem, to będę musiał ulegać juŜ zawsze. Po raz pierwszy zdarzyło sie w PZPN, Ŝe 
prezesi z tak wielkim, osobistym zaangaŜowaniem włączyli się w powołanie jakiegoś zawodnika do Kadry. 
RównieŜ po raz pierwszy tak kategorycznie walczyli o usunięcie z listy innego.
Wielką kampanię medialną zrobili Arturowi Wichniarkowi dwaj dziennikarze. Co było podłoŜem tak 
aktywnej promocji przez nich właśnie tego zawodnika, nie wiem. Faktem jest, Ŝe Ŝaden inny piłkarz nie miał 
takiej kampanii medialnej w reprezentacji, jak on. Dwóch dziennikarzy i dwóch prezesów zaangaŜowało się w 
to bardzo aktywnie. Do dzisiaj nie rozumiem, co było tego powodem. Bo akurat w tym okresie sam piłkarz na 
to nie zasługiwał i na pewno nie był lepszy od czterech innych napastników, których wyselekcjonowałem na 
Mundial.
Osobiście cenię talent Artura Wichniarka i nigdy nie uwaŜałem, Ŝe nie nadaje się do gry w reprezentacji. śyczę
teŜ wielu napastnikom, aby zrobili taką karierę piłkarską, jaką jemu udało się osiągnąć. Po prostu w mojej 
subiektywnej ocenie oraz ocenie członków mojego sztabu, był w naszym rankingu za Emanuelem Olisadebe, 
Pawłem Kryszałowiczem, Marcinem śew-łakowem i Maciejem śurawskim. To był jedyny powód, Ŝe zabrakło 
miejsca dla niego i dla kilku innych, równieŜ zdolnych piłkarzy, w samolocie do Korei.
Te dwa nazwiska piłkarzy, najdłuŜej dyskutowane w gabinecie prezesa, jeszcze przez długi czas Ŝyły swoim 
Ŝyciem medialnym. Brak Tomka Iwana, którego wcześniej jednoznacznie krytykowano za fatalną formę, teraz 
przedstawiano kibicom i piłkarzom jako celowe rozbicie tak zwanej „grupy Iwana". Starano się doprowadzić 
do konfliktu ze mną zawodników, bliskich kolegów Tomka i sugerowano, aby interweniowali w PZPN. Na 
pewno nie wpłynęło to pozytywnie na atmosferę w zespole przed rozpoczęciem przygotowań do Mistrzostw 
Świata. Spotkałem się ze starszyzną druŜyny na początku zgrupowania w Niemczech, aby omówić wszelkie 
sprawy nurtujące zespół. Najbardziej niepocieszony z nieobecności Tomka w kadrze był Piotr Świerczewski, z 
którym od lat dzielił on pokój w reprezentacji. Podczas tego spotkania temat został zakończony i nikt juŜ do 
niego nigdy nie wrócił. Innych problemów personalnych nie było.
Dzień ogłoszenia składu reprezentacji wyjeŜdŜającej do Korei był dla mnie jednym z najbardziej 
nieprzyjemnych w relacjach z prezesami podczas mojej pracy w związku. Nie spodziewałem się, Ŝe prezesi 
mogą tak nalegać na powołanie jednego piłkarza i wykreślenie z listy innego. Od tego
59
jest trener selekcjoner oraz jego sztab i jakby o tym w ferworze przygotowań na chwilę zapomniano. MoŜe 

Strona 25

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

bardziej kategorycznie powinienem walczyć o Tomka Iwana, bo był on na naszej liście w pierwszej wersji, 
mimo Ŝe jego forma daleka była od reprezentacyjnej. Tomek, jak kilku innych piłkarzy, którzy teŜ nie znaleźli 
się w samolocie do Korei, pomógł reprezentacji w grach eliminacyjnych. Forma jego niestety systematycznie 
obniŜała się i grał na coraz słabszym poziomie. Podałem mu rękę kilkakrotnie, w momencie kiedy był zupełnie
poza grą lub zrobił błąd w wyborze klubu. Wierzyłem, Ŝe moŜe zacznie grać regularnie i dojdzie do wysokiej 
formy sportowej. Niestety, tak się nie stało. Stwierdziłem w końcu, Ŝe moŜe ci wszyscy krytykujący mnie za 
powoływanie Tomka mogą mieć rację, a moŜe ja w tym przypadku się mylę. To pytanie pozostanie juŜ dla 
mnie bez odpowiedzi. MoŜe powinien pojechać w nagrodę za sam awans, ale w takim przypadku musiałbym 
wziąć ze sobą wielu innych piłkarzy, którzy dołoŜyli swoją cegiełkę do naszego awansu, a w ekipie się nie 
znaleźli. Faktem jest, Ŝe kolejni selekcjonerzy zupełnie nie brali go pod uwagę i juŜ nikt się
0 niego nie upomniał. Ani w druŜynie, ani a mediach.
Na Mistrzostwa Świata powołałem trzech bramkarzy. Numerem pierwszym był Jerzy Dudek, numerem dwa 
Radosław Majdan i numerem trzy Adam Matysek. Czy był ktoś od nich lepszy w tamtym czasie, kto 
nadawałby się bardziej do reprezentacji aniŜeli ww. trójka? Zapewniam, Ŝe nie, chociaŜ oczywiście szanuję 
inne opinie. Jurek Dudek był numerem jeden i on Mistrzostwa rozpoczął. Nie zagrał jednak dobrze ani w 
pierwszym, ani w drugim meczu i nie zapisze sobie tej imprezy jako udanej. W trzecim meczu do bramki 
wszedł Radek Majdan i bronił skutecznie. Rezerwowym w meczu z USA był Adam Matysek, ale nie miał 
okazji wejść na boisko
1 jako jedyny z wszystkich uczestników Mundialu, nie zaliczył ani minuty.
Na prawej stronie obrony miałem trzy moŜliwości. W eliminacjach podstawowym graczem był Tomasz Kłos. 
Prawie półroczna przerwa w występach klubowych spowodowała, Ŝe ani sam zawodnik, ani ja nie czuliśmy 
się przekonani, Ŝe naleŜy mu się obecnie miejsce podstawowe. Rozpoczął Mistrzostwa na tej pozycji Tomasz 
Hajto, zagrał teŜ Marek Koźmiński, ale najlepszy z tej trójki występ zaprezentował jednak Tomasz Kłos. Po 
analizie Mistrzostw doszedłem do wniosku, Ŝe od pierwszego meczu właśnie Tomasz Kłos powinien grać na 
swojej pozycji. Pomimo Ŝe nie był podstawowym zawodnikiem w niemieckim klubie, Ŝaden z grających na tej 
pozycji piłkarzy nie był tak dobry, jak on w meczu z USA.
Na lewej stronie formacji obrony miałem większy komfort. Michał śewłakow był podstawowym 
zawodnikiem na tej pozycji w eliminacjach i nie widziałem potrzeby, aby to zmieniać. Numerem dwa był 
Marek Koźmiński, a numerem trzy Tomasz Rząsa. Wystąpili na Mistrzostwach wszyscy trzej, ale dopiero w 
ostatnim meczu z USA byłem w pełni zadowolony z gry Marka Koźmińskiego. Zresztą Marek jako jeden z 
niewielu piłkarzy, wystąpił we wszystkich meczach podczas Mistrzostw Świata. Z meczu na mecz 
prezentował się lepiej. Bardzo szanowałem go za to, Ŝe był jednym z niewielu zawodników, który juŜ długo 
przed rozpoczęciem Mistrzostw myślał o właściwym do nich samoprzygotowaniu. Zmienił pierwszoligowy 
klub włoski Brescię, w której był tylko zawodnikiem rezerwowym, na dragoligową Anconę, gdzie mógł grać 
regularnie. Ufałem mu podczas eliminacji, w których nigdy mnie nie zawiódł, wierzyłem w niego podczas 
Mistrzostw. Marek miał swoje wady, ale był inteligentnym, znakomitym profesjonalistą i bardzo 
zdyscyplinowanym piłkarzem. Wiem, Ŝe nie pasowała mu pozycja, na którą wystawiłem go w pierwszym 
meczu z Koreą. Ale miałem do wyboru, nie wystawić go w ogóle albo zaryzykować jego grę na pozycji 
skrajnego pomocnika po naszej prawej stronie. Chciałem wykorzystać jego doświadczenie. Zwykle realizował 
wszystkie załoŜenia taktyczne perfekcyjnie, bez względu na jakiej pozycji grał. Tym razem jednak nie dał sobie
rady. Przeliczyłem się co do jego uniwersalnych moŜliwości, których nigdy nie musiałbym sprawdzać, gdyby 
nie plaga kontuzji jaka dotknęła pomocników grających po prawej stronie formacji pomocy.
Środkowi obrońcy mieli stanowić naszą zaporę nie do przejścia dla przeciwników. Tymczasem zawodnicy 
występujący na tej pozycji zawiedli na Mistrzostwach. Tomasz Wałdoch i Jacek Bąk mieli być podstawową 
parą środkowych obrońców. Tymczasem juŜ po dwudziestu minutach meczu z Koreą Jacek Bąk zgłosił 
odnowienie się u niego urazu kręgosłupa. Dotrwał do przerwy, próbował grać jeszcze po przerwie, ale nie dał 
rady. Musiał opuścić boisko i nie wystąpił juŜ na Mistrzostwach. Była to kolosalna strata dla zespołu. Jacek był
zawodnikiem ogranym w lidze francuskiej. Najbardziej liczyłem na niego w meczu z Portugalią, w którym 
miał grać przeciwko Paulecie. Znał tego napastnika doskonale z ligi francuskiej i wierzyłem, Ŝe da sobie z nim 
radę. Po urazie Jacka w meczu z Koreą, właśnie odpadał mi kolejny szykowany na Mistrzostwa wariant gry. 
Jacek Bąk jest obrońcą o największym potencjale moŜliwości i umiejętności gry na świa-
60
61
towym poziomie w naszej reprezentacji. Nie jest to przypadek, Ŝe grał w najlepszych klubach francuskich. 

Strona 26

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

Niestety, zarówno podczas eliminacji, jak i szczególnie podczas Mistrzostw, jego urazy eliminujące go z gry w 
reprezentacji spowodowały, Ŝe wszelkie warianty gry, jakie układaliśmy, chcąc wykorzystać jego znakomite 
warunki fizyczne i moŜliwości, stały się bezuŜyteczne. Po Mistrzostwach stwierdziłem, Ŝe był to jeden z 
zawodników, który sprawił mi duŜy zawód. Nie miałem jednak nic złego na myśli. Zdrowia się nie oszuka. 
Mieliśmy wszyscy wielkiego pecha. Jacek, ja i reprezentacja.
Po utracie Jacka Bąka zdecydowałem się przesunąć na środek obrony Tomasza Hajto. Niestety, nie była to z 
mojej strony decyzja trafna. Jego błąd indywidualny doprowadził do utraty drugiej bramki w meczu z Koreą.
Przed meczem z Portugalią długo dyskutowaliśmy w naszym sztabie trenerskim o formacji obrony. 
Obserwowaliśmy piłkarzy podczas treningów i zastanawialiśmy się, kto powinien zagrać na środku obrony. 
Po indywidualnych rozmowach z piłkarzami zdecydowałem się na najbardziej doświadczoną we współpracy 
ze sobą parę Tomek Hajto i Tomek Wałdoch. Obaj grali ze sobą na co dzień w Schalke 04. Wiedzieliśmy, Ŝe 
pojedynczo kaŜdemu z piłkarzy, którzy pozostali mi do dyspozycji, trudno będzie zatrzymać Pauletę. Dlatego 
zdecydowałem się postawić na współpracę dwóch najlepiej rozumiejących się na boisku zawodników. 
Okazało się jednak, Ŝe w meczu o tak wielką stawkę, kiedy decydował się bezpośrednio los dalszego udziału 
polskiej reprezentacji w Mistrzostwach Świata, ci znakomici piłkarze, mający za sobą dziesiątki meczów w 
Kadrze, zawiedli. Czy moŜna mieć do nich o to pretensję. Na pewno nie. Chcieli jak najlepiej, ale przeciwnik 
okazał się zbyt silny. Zabrakło niezbędnego doświadczenia w grze na tak wielkich imprezach. Zabrakło 
fantastycznej, na granicy własnych moŜliwości, formy, a wraz z nią wiary w sukces. Zabrakło odrobiny 
szczęścia.
Mecz zresztą układał się nie po naszej myśli. Przegrywaliśmy 1 : 0 chociaŜ graliśmy poprawnie. Bramkę 
straciliśmy po indywidualnym błędzie taktycznym naszego obrońcy, który złamał ustawienie w linii naszej 
całej formacji, co doprowadziło do sytuacji, w której znalazł się jeden na jeden z Pauletą i ten fragment gry 
przegrał. Prezentowaliśmy widowiskowy, ofensywny futbol i doprowadziliśmy w końcu do remisu. Niestety, 
sędzia nie uznał nam bramki i zdawaliśmy sobie sprawę, Ŝe z kaŜdą kolejną minutą będzie coraz trudniej o 
korzystny wynik. Kiedy straciliśmy drugą bramkę stało się jasne, Ŝe Mistrzostwa skończyły się dla nas na fazie
grupowej. Pękło w końcówce
62
meczu morale zespołu, pękła dyscyplina, pękło „serce" druŜyny. Przegraliśmy 4 : 0 i zakończył się nasz sen o 
glorii i chwale. W tym meczu przegraliśmy „naszą" reprezentację. Po raz pierwszy w całym okresie naszej 
współpracy schodziliśmy do szatni z opuszczonymi nisko głowami. Wiedzieliśmy, Ŝe zawiedliśmy siebie, 
naszych najbliŜszych, wszystkich kibiców w Polsce. To był jeden z niewielu momentów, kiedy parzył nas i 
niesamowicie ciąŜył Biały Orzeł na koszulce. Ale juŜ nic nie moŜna było zmienić.
W meczu z USA wystąpili na pozycjach środkowych obrońców Jacek Zieliński i Arkadiusz Głowacki. Zagrali 
skutecznie. Szczególnie Jacek Zie-liński, który znakomicie kierował młodym Arkiem Głowackim. Czy gdybym
zdecydował się wystawić Jacka Zielińskiego w meczu z Portugalią, zagrałby on tak samo skutecznie jak z 
USA?
To pytanie, na które nigdy nie otrzymam odpowiedzi, będę musiał zadawać sobie zawsze, kiedy będę 
wspominał Mistrzostwa Świata w Korei i Japonii.
Formacja pomocy była naszą piętą achillesową juŜ podczas półrocznego okresu poprzedzającego Mistrzostwa.
Swoje olbrzymie kłopoty w klubie przeŜywał Piotr Świerczewski. Nie ma nic gorszego dla zespołu, jak główny
rozgrywający, dyrygent zespołu w nie najwyŜszej formie. Przekonali się o tym najboleśniej Mistrzowie Świata 
1998 i Europy 2000, Francuzi. Wystarczyło, Ŝe kłopoty z formą miał Zinadine Zidane, a zespół złoŜony z 
samych gwiazd światowego formatu, nie był w stanie zdobyć bramki na Mistrzostwach i po jednym 
bezbramkowym remisie, odjeŜdŜał do domu po fazie grupowej. Niestety, Olimpie Marsylia tułał się na końcu 
ligi francuskiej, broniąc się przed spadkiem, a odbiciem formy całego zespołu była dyspozycja Piotra. Badania 
przeprowadzone w okresie przygotowawczym do Mistrzostw, przed meczem z Japonią, były tak złe, Ŝe 
baliśmy się ryzykować grę Piotra w tym meczu. Piotr Świerczewski zagrał pół meczu na własną prośbę. Tak 
jak przewidywaliśmy, nabawił się urazu, nadciągnięcia mięśnia dwugłowego i musiał opuścić boisko. Jeszcze 
gorzej wyglądały badania przed meczem z Rumunią, w którym pomimo przyjazdu na mecz nie wystąpił.
Jak wiele moŜna poprawić w krótkim okresie przed Mistrzostwami. Raczej niewiele. Piotr robił wszystko co 
było moŜliwe, aby poprawić ogólną wydolność organizmu i formę piłkarską. U niego znakomite 
przygotowanie fizyczne jest szczególnie waŜne. To typ fightera, który non stop jest „pod grą" i w walce z 
przeciwnikiem. Gra reprezentacji w znacznym stopniu, była podporządkowana sposobowi rozgrywania akcji 
ofensywnych przez

Strona 27

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

63
Piotra. Dlatego większość akcji była rozpoczynana właśnie przez niego. Jeśli piłkę łatwo tracił, zaczynaliśmy 
mieć problemy. Mistrzostwa nie były pasmem dobrych zagrań lidera polskiego zespołu. Para Piotr 
Świerczewski i Radek KałuŜny, która tak znakomicie radziła sobie w eliminacjach, nie wniosła wiele do gry 
zespołu. Radek zagrał w pierwszym meczu z Koreą i część drugiego meczu, w którym doznał urazu mięśnia 
dwugłowego i zakończył występy na Mistrzostwach. Piotr po nienajlepszych występach w dwóch pierwszych 
meczach, z powodu Ŝółtych kartek, musiał pauzować i nie był brany pod uwagę na mecz z USA.
Środkowi pomocnicy to mózg zespołu. Jeśli stamtąd płyną skuteczne podania, cały zespół pracuje poprawnie. 
W przypadku słabej dyspozycji piłkarzy odpowiedzialnych za prowadzenie gry zespół wchodzi w sferę 
improwizacji lub omijania środka pola, co przy umiejętnościach naszych piłkarzy, jest pierwszym krokiem do 
katastrofy.
Słabiutko wypadł Arkadiusz Bąk w meczu z Portugalią. Bał się wziąć odpowiedzialności na swoje barki. Nie 
pomógł zespołowi w Ŝadnej akcji i teŜ nie moŜe swojego występu na Mistrzostwach wspominać z 
sentymentem. W wywiadzie dla tygodnika Piłka NoŜna Arek Bąk tak wypowiedział się o swoim występie na 
Mistrzostwach:
Kiedy jechaliśmy na Mistrzostwa czuliśmy się mocni i wydawało się, Ŝe moŜemy chociaŜ wyjść z grupy. Mecz 
z Koreą pokazał nam jednak miejsce w szyku, a kiedy trener wpuszczał mnie na boisko za kontuzjowanego 
Radka KałuŜnego w spotkaniu z Portugalią, przegrywaliśmy juŜ jeden zero. Wszyscy wiemy, jakim wynikiem 
zakończył się ten mecz. I tylko tego Ŝałuję, takiego obrotu sprawy, tak niskiej mojej formy, a nie faktu, Ŝe 
zagrałem w Mistrzostwach Świata. PrzecieŜ to marzenie kaŜdego piłkarza. Nie otrząsnąłem się do dziś. Nie 
będzie juŜ przecieŜ drugiego takiego meczu. A ja zawiodłem, tak jak cała druŜyna, być moŜe w 
najwaŜniejszych minutach na boisku, w całym moim Ŝyciu. I to na oczach całej Polski przed telewizorami, na 
oczach rodziny. To dramat dla profesjonalnego sportowca.
Jego słowa oddawały dokładnie to, co odczuwaliśmy w tym momencie wszyscy. PowyŜszej wypowiedzi Arek 
udzielił tygodnikowi w rok po Mistrzostwach. To jeden z przykładów, jak bardzo taka impreza oddziałuje i 
jaki ślad zostawia na psychice kaŜdego, kto bierze w niej udział.
Piłkarzami, którzy na tych odpowiedzialnych pozycjach zagrali poprawnie i skutecznie byli Maciej Murawski, 
jako defensywny pomocnik, i Cezary Kucharski, jako rozgrywający w meczu z USA.
64
Kiedy zdecydowałem się powołać obu tych piłkarzy do reprezentacji wyjeŜdŜającej na Mistrzostwa Świata, 
wielu ludzi na Miodowej to zaskoczyło. Nawet niektórzy piłkarze podstawowej ekipy poddawali w 
wątpliwość jakość wyszkolenia obu Legionistów i ich ewentualną przydatność dla potrzeb reprezentacji 
narodowej. Wszelkie opinie i oceny weryfikuje boisko. I tak teŜ było w tym przypadku. Cieszę się, Ŝe podjąłem
decyzję, aby zabrać tych dwóch zawodników na Mistrzostwa Świata i Ŝe swoim występem na boisku 
przeciwko USA potwierdzili, Ŝe miałem rację.
Najwięcej emocji wzbudzają zawsze dyskusje na temat napastników. W reprezentacji nic nie działo się 
przypadkiem. Swoją szansę otrzymało wielu piłkarzy grających na tej pozycji, ale tak naprawdę podczas 
eliminacji tylko trzech ją w pełni wykorzystało. Numerem jeden był oczywiście Emanuel Olisadebe, numerem 
dwa Paweł Kryszałowicz, a numerem trzy Marcin śewłakow. Oni przede wszystkim zdobywali bramki w 
eliminacjach i oni sami doprowadzili do ułoŜenia takiej, a nie innej klasyfikacji na tej pozycji. W kręgu naszych 
zainteresowań było jeszcze wielu piłkarzy. Przede wszystkim król strzelców polskiej ligi Maciej śurawski, 
który zdobywał bramki dla reprezentacji w mniej waŜnych meczach, aleje zdobywał. Stał się automatycznie 
numerem cztery. Ta liczba praktycznie wystarczała nam na Mistrzostwa. Poszukiwałem jeszcze piłkarza, który
potrafiłby połączyć grę w ataku z pozycją ofensywnego pomocnika. Przewidywałem, Ŝe jeśli coś złego stanie 
się Piotrowi Świerczewskiemu i nie podoła zadaniu Arek Bąk, to będę musiał mieć tego trzeciego, który 
zagwarantuje druŜynie skuteczną grę ofensywną. Takim piłkarzem był Cezary Kucharski.
Kiedy podjąłem decyzję o powołaniu Cezarego, zwołałem naradę swojego sztabu. Przedstawiłem kandydaturę
i poprosiłem moich przyjaciół o opinię. Wszyscy przyjęli tę kandydaturę z wielką aprobatą. Poprosiłem 
Władysława śmudę, aby skontaktował się z Legią i połączył mnie z doktorem Stani-sławem Machowskim. 
Wiedziałem, Ŝe Stanisław da mi rzetelną ocenę piłkarza od strony medycznej i psychologicznej. Nie 
wyobraŜałem sobie, aby wprowadzać do zespołu zawodnika, który stanowiłby jakiekolwiek ryzyko od strony 
interpersonalnej. Stanisław wystawił znakomitą opinię obu Legionistom. W tej sytuacji zadzwoniłem do 
kierownika zespołu Legii Ireneusza Zawadzkiego i poprosiłem go, aby powiadomił piłkarza, Ŝe chcę z nim 
osobiście porozmawiać w PZPN. Cezary Kucharski przyjechał po godzinie i odbyliśmy półgodzinną, szczerą 

Strona 28

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

rozmowę. Zawodnik nie brał udziału w eliminacjach i jego wyjazd na Mistrzostwa Świata niósł w sobie
65
pewne ryzyko. Rozmowa z Czarkiem Kucharskim rozwiała moje obawy. Okazał się dokładnie takim 
zawodnikiem, jakiego obraz utrwaliłem sobie, obserwując warszawską Legię. Był kapitanem, miał charakter 
kapitana zespołu, a reprezentacja powinna się składać z jak największej liczby piłkarzy, którzy są kapitanami 
w swoich zespołach klubowych. Kapitanami byli: Tomasz Wałdoch, Jacek Zieliński, Piotr Świerczewski, 
Radosław Ka-łuŜny, Paweł Sibik, Paweł Kryszałowicz, Maciej śurawski, Arkadiusz Bąk, Marek Koźmiński, 
Cezary Kucharski, a kilku innych teŜ zakładało opaskę kapitańską.
Wytypowaliśmy równieŜ grupę piłkarzy, którzy stanowili bezpośrednie zaplecze reprezentacji i byli 
rezerwowymi. W kaŜdej chwili, gdyby cokolwiek się stało, zadeklarowali się dolecieć do Azji.
Nie ukrywałem, Ŝe bardzo osłabiły reprezentację kontuzje, którym ulegli przed Mistrzostwami tacy piłkarze, 
jak: Bartosz Karwan, Tomasz Zdebel, Paweł Kaczorowski i Ebi Smolarek. KaŜdy z nich, a w szczególności 
Bartosz Karwan i Tomasz Zdebel mogli bardzo pomóc zespołowi i być jego silnym uzupełnieniem na 
Mistrzostwach.
W kaŜdym zespole są piłkarze, których ewentualnego braku w meczu nikt nie odczuje. Z reguły są to solidni 
rzemieślnicy, grający zawsze na poziomie lekko powyŜej średniego i czy będą grać w trzeciej, drugiej czy 
pierwszej lidze, a nawet w reprezentacji, nie będą się w Ŝadnej z tych druŜyn wyróŜniać. Ich łatwo moŜna 
zastąpić w miarę podobnej klasy rzemieślnikiem i zespół na tym zupełnie nie straci. Problem zaczyna się, gdy 
z zespołu wypadnie któryś z zawodników, którzy stanowią o jego klasie. Bardzo trudno jest zastąpić piłkarza 
dla danego zespołu wybitnego. Dlatego kiedy w słabszej dyspozycji lub zupełnie nieobecny w zespole 
reprezentacji był któryś z piłkarzy strzelających bramki, Emanuel Olisadebe lub Paweł Kryszałowicz, 
rozgrywający Piotr Świerczewski lub Radosław KałuŜny, środkowy obrońca Jacek Bąk, Tomasz Wałdoch lub 
bramkarz Jerzy Dudek, natychmiast zaczynaliśmy mieć kłopoty. Zwykle chuchaliśmy i dmuchaliśmy na 
zimne, dbając o piłkarzy najwybitniejszych w zespole i nawet jeśli znajdowali się w słabszej dyspozycji, 
staraliśmy się zrobić wszystko co było moŜliwe, Ŝeby jednak zagrali.
Kiedy zbliŜał się dzień wyjazdu na Mistrzostwa, Krzysztof Materna, który doradzał mi w wielu sprawach 
medialnych, poradził mi, abym wygłosił w TVP coś na wzór orędzia do narodu. Widząc co dzieje się w 
mediach, jak bardzo rozbudza się nadzieje kibiców, widział potrzebę stonowania nastro-
66
jów i ochłodzenia rozgrzanych zbliŜającymi się emocjami głów. Chciał, Ŝebym wyjaśnił wszystkim, jak cięŜka 
czeka nas przeprawa, bo jak stwierdził ludzie w większości nie zdają sobie sprawy z rangi imprezy i stopnia 
trudności, jaki tak naprawdę czeka nas w Korei. Prosił, abym powiedział, Ŝe nikt nam nie da wygrać 
pierwszego meczu z gospodarzami Mistrzostw, czego przykłady mieliśmy juŜ wcześniej podczas Olimpiady. 
Portugalia jest wciąŜ jeszcze daleko poza naszym zasięgiem i trudno się spodziewać, Ŝe uzyskamy korzystny 
wynik w drugim meczu. Ewentualną szansę na korzystny wynik Krzysztof dawał reprezentacji tylko w meczu
z USA.
Nie dałem się namówić. Przez gardło by mi to nie przeszło. Jak mógłbym zabrać nadzieję nam wszystkim oraz
milionom ludzi i to jeszcze przed rozpoczęciem Mistrzostw. MoŜe z punktu widzenia mojej przyszłości i 
strony medialnej naleŜało tak postąpić, ale z punktu widzenia osób wyjeŜdŜających na cięŜki turniej było to nie
do przyjęcia. Czyja bym mógł spojrzeć w oczy zawodnikom przed meczem, gdyby usłyszeli z moich ust taką 
deklarację poraŜki. Jak chciałbym ich później przekonać i mobilizować, Ŝe mogą ograć kogokolwiek.
Nie wygłosiłem orędzia do narodu i nie Ŝałuję. MoŜe utrzymałbym posadę selekcjonera, chociaŜ nie byłbym w
porządku z samym sobą. A to byłaby dla mnie osobiście największa poraŜka.
Samolot prezydencki, którym lecieliśmy do Korei, jest wygodny i funkcjonalny. Pierwszą część samolotu zajęli
prezesi. Dalej za przepierzeniem trenerzy i pozostali członkowie sztabu. Następnie piłkarze i na końcu 
dziennikarze. Siedzenia wygodne, sprzyjające relaksowi. Podczas lotu zastanawiałem się czego moŜemy się 
spodziewać po tych Mistrzostwach i czy piłkarze, którzy lecą z nami w samolocie, będą w stanie podjąć walkę 
na poziomie najlepszych reprezentacji na świecie.
Jurek Dudek gwarantował wysoki poziom sportowy. Ile reprezentacji chciałoby mieć w swoich szeregach 
podstawowego bramkarza Liverpoolu. Podczas jednego z naszych zgrupowań przed meczem o punkty w 
eliminacjach Jurek otrzymał nagle propozycję przejścia do Liverpoolu. Zgodziłem się, aby podpisał kontrakt w
trakcie naszego zgrupowania i przeszedł konieczne badania. Bez pozytywnych wyników badań, a szczególnie 
badania krwi, nie mógłby być zgłoszony do rozgrywek w Anglii, a do zgłoszenia pozostały godziny. Angielski
lekarz, który przyleciał do Polski był tak podekscytowany całym zamieszaniem, Ŝe zapomniał dokonać 

Strona 29

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

badania krwi
67
i odleciał do Anglii bez tych wyników. W niedzielą rano, na wielką prośbę Anglików, nasza pani biochemik 
Ewa Rudnicka wykonała badania w Centralnym Ośrodku Medycyny Sportowej, a ich wyniki przesłała 
Anglikom. Jurek został potwierdzony i mogliśmy wypić lampkę szampana za jego szczęśliwą przyszłość w 
nowym klubie.
Nie wiem czemu przypomniało mi się to całe zamieszanie wokół osoby Jurka w samolocie do Korei. Teraz teŜ 
był w dobrej dyspozycji fizycznej i psychicznej i nic nie zapowiadało, Ŝe mogłoby zdarzyć się coś niedobrego. 
Był jedną z gwiazd naszej reprezentacji i chociaŜ miał swoje potknięcia, to solidnie sobie swoją karierą 
klubową i reprezentacyjną na miano gwiazdy zapracował. Koszulki z jego nazwiskiem sprzedawały się w 
PZPN-owskim sklepiku internetowym na drugim miejscu za Emanuelem Olisadebe. Zawsze uśmiechnięty, 
sympatyczny, w kaŜdej sytuacji skłonny do pomocy kolegom. Trochę za cichy jak na bramkarza, który ma 
rządzić całą formacją obrony. W mojej opinii był najskuteczniej grającym nogami bramkarzem na świecie. Czy 
te Mistrzostwa będą potwierdzeniem jego wysokiej pozycji w europejskim futbolu, czy uniesie cięŜar 
odpowiedzialności za losy reprezentacji jako jeden z jej liderów? Na te pytania odpowiedź miałem otrzymać 
juŜ w niedługim czasie. Nie ukrywam, Ŝe liczyłem na niego bardzo. Kiedy kręgosłup zespołu jest silny, a 
bramkarz jest jego podstawą, to cały zespół gra dobrze.
Radosław Majdan był bramkarzem tak naprawdę nie do końca sprawdzonym w meczach o duŜą stawkę. W 
pierwszym meczu towarzyskim, jaki rozegrała reprezentacja pod moim kierownictwem, kiedy mogłem 
powołać tylko bramkarzy występujących w polskiej lidze, postawiłem właśnie na niego w meczu przeciwko 
Hiszpanii. To był dla bramkarza trudny mecz, ale pomimo poraŜki nie miałem do Radka pretensji za 
puszczone bramki. Obecnie był w dobrej formie i w ocenie trenera bramkarzy Józefa Młynarczyka bez 
Ŝadnych obaw moŜna śmiało na niego liczyć. Był zdecydowanie najodwaŜniejszym w swoich interwencjach z 
trójki reprezentacyjnych bramkarzy. Dobry technicznie, dynamiczny, odwaŜny. Wiedziałem, Ŝe gdyby 
odpukać cokolwiek stało się Jurkowi, to właśnie Radek miał stanąć między słupkami.
Adam Matysek był w trudnym momencie swojej sportowej kariery. Wrócił do Polski po wielu latach gry w 
Niemczech i ostatnią rundę występował w zespole, który opuścił pierwszą ligę. Poszukiwał odejścia do 
dobrego klubu w Europie lub Azji, ale w jego wieku i po przejściach zdrowotnych jakie
miał, był bez wielkich szans, aby przejść bez problemów dokładne badania lekarskie. Do czasu przejęcia 
przeze mnie sterów reprezentacji Adam był podstawowym bramkarzem w Kadrze. Kłopoty w niemieckim 
zespole klubowym, gdzie częściej przebywał na ławce rezerwowych niŜ na boisku, spowodowały spadek 
formy. Dlatego postawiłem na grającego regularnie w klasowych zespołach europejskich Jurka. Adam miał 
swój wielki dzień w Oslo podczas eliminacji. Był w znakomitej formie, wyszedł w pierwszej jedenastcet i grał 
znakomicie. Doznał jednak w tym meczu cięŜkiej kontuzji stawu barkowego, która na długo wyeliminowała 
go z gry. Wrócił na boisko po długiej rekonwalescencji, ale piłkarzom w jego wieku kluby nie kwapią się z 
zaoferowaniem propozycji pracy. Adama mógł zatrudnić tylko klub, który natychmiast potrzebował 
solidnego, doświadczonego bramkarza. W tym momencie takiej propozycji nie otrzymał. Na pewno wyróŜniał
się wśród polskich bramkarzy ograniem w meczach o wielką stawkę i doświadczeniem. Nie widzieliśmy 
nikogo, kto mógłby rywalizować z nim o miejsce trzeciego bramkarza w reprezentacji na Mistrzostwa Świata.
Wydawało mi się, Ŝe o tę pozycję mogę być spokojny. Jest lider i dwóch róŜnych w stylu gry i 
predyspozycjach, ale solidnych, pałających chęcią gry zmienników.
Spokojny byłem teŜ o formację obrony. Tomek Wałdoch, Tomek Hąjto i Tomek Rząsa mieli najdłuŜszy sezon. 
Piłkarze Schalke 04 kończyli sezon juŜ po zakończonych rozgrywkach ligowych, finałem Pucharu Niemiec, a 
Tomek Rząsa grał aŜ do zakończenia europejskich rozgrywek pucharowych i zdobył z Feyenordem 
Rotherdam Puchar UEFA.
Tak Tomek Wałdoch, jak równieŜ Tomek Hąjto mieli duŜe doświadczenie reprezentacyjne i nie sądziłem, Ŝeby
nagle pękli na Mistrzostwach. Szczególnie Tomasz Wałdoch, kapitan naszej reprezentacji, był dla mnie liderem
formacji obrony i praktycznie zastanawiałem się kogo dobierać do niego. Tomek zrobił kilka błędów w 
eliminacjach i grach towarzyskich, ale był bardzo solidnym zawodnikiem, nie schodzącym poniŜej dobrego 
reprezentacyjnego poziomu. Znakomity kapitan zespołu, wzór do naśladowania dla milionów młodych 
adeptów piłki noŜnej w Polsce.
Tomek Hąjto był większą niewiadomą. Szalenie aktywny w treningach, zawsze ćwiczący w pierwszej parze, 
nadający tempo ćwiczeniom i przykładający się do zajęć. Tomek sprawdzał się znakomicie, grając przeciwko 
napastnikom wysokim, mocnym, ale nie obdarzonym duŜą szybkością i zwrotnością. Zaczynał mieć problemy

Strona 30

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

z napastnikami niskimi, szybkimi,
68
69
grającymi nieszablonowo. WciąŜ zastanawiałem się, czy będzie lepszy od Tomka Kłosa na prawej stronie 
obrony. Grał bardzo agresywnie, nigdy nie odstawił nogi i jeśli juŜ wychodził na boisko, to miał charakter 
zwycięzcy i dąŜył za wszelką cenę do sukcesu. Miał stracone ostatnie półrocze. Kontuzje i nieporozumienia z 
trenerem powodowały przerwy w regularnych występach na boisku w zespole klubowym. Był w dobrej 
dyspozycji fizycznej i tryskał humorem. A to dobrze rokowało.
Tomek Kłos gdyby grał regularnie w swoim klubie w Niemczech, nie miałby praktycznie konkurencji na 
prawej stronie obrony. Ale Tomek praktycznie tylko trenował przez ostatnie pół roku i chociaŜ prezentował 
się znakomicie od strony fizycznej, to brak regularnie rozgrywanych meczów powodował moje obawy. Tomek
nie był typem zawodnika grającego widowiskowo, ale był niesamowicie skuteczny i oddany reprezentacji. 
Regularnie poprawiał grę ofensywną i mieliśmy coraz więcej skutecznych akcji bramkowych, rozpoczynanych
po naszej prawej stronie. Szkoda, Ŝe odpadli mu partnerzy, z którymi przyzwyczaił się grać - Tomek Iwan i 
Bartosz Karwan. Zastanawiałem się wciąŜ, co zrobić z naszą prawą stroną i czy od początku Mistrzostw 
postawić na Tomka Kłosa czy na Tomka Hąjto.
Jacek Bąk był moją wielką nadzieją. Niespełniony w meczach eliminacyjnych, w których nie występował 
regularnie z powodu kontuzji i operacji kręgosłupa, teraz wydawał mi się pewniakiem i silnym punktem 
zespołu. Razem z Tomaszem Wałdochem miał stanowić zaporę nie do przejścia dla przeciwników. Liczyłem 
Ŝe ta para obrońców moŜe być naszym atutem. Liczyłem na niego szczególnie w meczu przeciwko Portugalii, 
gdzie miał wystąpić przeciwko Paulecie. Środek naszej obrony wyglądał bardzo obiecująco. Miałem przecieŜ 
w zanadrzu dochodzącego do formy, po operacji ścięgna Achillesa Jacka Zielińskiego i młodego, szykowanego
na przyszłe eliminacje Arkadiusza Głowackiego. Jacek Bąk jest dobrym duchem zespołu. Wpływa jak balsam 
na kolegów, szczególnie w trudnych momentach. Zawsze uśmiechnięty, pozytywnie nastawiony do Ŝycia, 
sprawia wraŜenie jakby mecz nawet o największą stawkę, nie robił na nim większego wraŜenia. Ma wszelkie 
predyspozycje, aŜeby być jedną z gwiazd polskiego zespołu.
Jacek Zieliński był zawodnikiem bardzo skutecznym w grze. Praktycznie przebojem wszedł na podstawowe 
miejsce, pozostawione w eliminacjach przez Jacka Bąka, na środku naszej obrony. Nigdy nie zawiódł w 
meczach o punkty. Zdarzały mu się błędy w meczach towarzyskich, ale
70
w meczach o punkty darzyłem go zawsze olbrzymim zaufaniem. Wiedziałem, Ŝe przeciąŜenia, które 
spowodowały w konsekwencji operację ścięgna, były spowodowane między innymi cięŜkimi bojami w 
eliminacjach. Był jednym z kapitanów reprezentacji i cieszył się duŜym szacunkiem wśród zawodników. 
Powinien być pierwszym zmiennikiem na środku obrony, bo dochodził do formy z dnia na dzień i nie było juŜ
śladu po skutkach operacji.
Arkadiusz Głowacki wszedł przebojem do kadry na Mundial. Miał za sobą dobry sezon w klubie i powoli był 
szykowany przez nas na zbiŜające się eliminacje do Mistrzostw Europy. Liczyliśmy się z faktem, Ŝe po 
Mistrzostwach mogą juŜ kończyć reprezentacyjną karierę środkowi obrońcy, a Arek był zdecydowanie 
wyróŜniającą się postacią na tej pozycji. Myślałem o przyszłej parze środkowych obrońców Jacek Bąk - Arek 
Głowacki. To moŜe być para grająca na wysokim poziomie europejskim i na długie lata rozwiązać problem 
środka obrony w reprezentacji. Oczywiście, miał moŜliwość rywalizacji o miejsce w podstawowej jedenastce 
juŜ teraz, ale prawdę mówiąc nie liczyłem jeszcze na niego w tych Mistrzostwach. Prócz dobrych zagrań w 
meczach, w których wystąpił, miał równieŜ bardzo nieudane interwencje i nie dziwiło mnie to, bo musiał mieć 
niezbędny czas, aby grać na poziomie swoich starszych kolegów. Liczyło się teŜ zrozumienie z partnerami i 
nabyte doświadczenie reprezentacyjne, a w tym bardzo ustępował swoim starszym kolegom.
Michał śewłakow był graczem solidnym. Zdecydowanie lepiej prezentował się w reprezentacji niŜ w meczach 
w swoim klubie. Znałem dobrze jego predyspozycje do gry na bocznej obronie, bo mieliśmy moŜliwość 
współpracować wcześniej w Polonii Warszawa. Znakomicie wkomponował się w zespół i dał wiele nowych 
rozwiązań taktycznych. To właśnie jego naturalne predyspozycje oraz predyspozycje Marka Koźmińskiego do
dośrod-kowania piłki z rotacją do bramki, spowodowały opracowanie wariantu takiego właśnie kończenia 
akcji ofensywnej. Zdobyliśmy po ich podaniach wiele bramek i moŜna powiedzieć, Ŝe było to nasze firmowe 
zagranie. Nie potrzebowałem się zastanawiać nad lewą stroną formacji obrony, bo prócz niego miałem jeszcze 
Marka Koźmińskiego, a więc zawodnika o podobnych walorach. Lewa strona była naszą siłą napędową i 
współpraca tych dwóch zawodników dała reprezentacji wiele zakończonych bramkami akcji ofensywnych..

Strona 31

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

Marek Koźmiński był niewiadomą. Jest typem zawodnika potrzebującego mocnego treningu i regularnej gry. 
Przed Mistrzostwami zmienił klub, Ŝeby tylko grać regularnie, bo znał swój organizm i chciał się do 
Mistrzostw
71
jak najlepiej przygotować. Ale Jacek Krzynówek, z którym rywalizował na lewej stronie formacji pomocy, był 
w wyśmienitej formie. Para śewłakow - Krzynówek grała równieŜ bardzo skutecznie i dlatego zdecydowałem 
się ustawić Marka, na zupełnie nowej dla niego pozycji. Podczas eliminacji Marek grywał nie tylko jako 
skrajny pomocnik. W Cardiff w trakcie meczu, przestawiłem go na środek pomocy i wykonał swoje zadanie 
fantastycznie. Podobnie w meczu z Armenią w Warszawie, w którym miał do wykonania zupełnie inne 
zadania niŜ zwykle. Dlatego wierzyłem, Ŝe poradzi sobie równieŜ na prawej stronie, bo przy bardzo dobrej 
formie Michała śewłakowa i Jacka Krzynówka nie chciałem tracić tak doświadczonego gracza z zespołu. 
Zastanawiałem się czy jednak robię dobrze i czy nie uszczęśliwiam siebie, Marka i zespołu na siłę. Marek 
sygnalizował, Ŝe nie czuje się komfortowo na tej pozycji. Ale na mecz z Koreą był mi potrzebny, bo przede 
wszystkim liczyłem, Ŝe da sobie radę w grze obronnej. Miał przeciwko sobie zawodnika, którego się 
obawialiśmy. Znakomitego dryblera, który podobnie jak Marek, wielokrotnie rozstrzygał losy meczów 
dokładnym ostatnim podaniem. To był główny powód, Ŝe tak upierałem się, aby właśnie Marek zagrał na 
prawej stronie w pomocy. Niestety, przeceniłem moŜliwości Marka i zawodnik, którego miał wykluczyć z gry,
wykonał swoje podanie, po którym straciliśmy pierwszą bramkę.
Zmienników miał dwóch w zaleŜności od potrzeb na boisku. Gdybym chciał zagrać bardzo ofensywnie, to był 
Maciek śurawski, który spełniałby rolę trzeciego napastnika. Jeśli bardziej defensywnie, to był Paweł Sibik, 
który spokojnie mógł zabezpieczyć prawą stronę, jeśli zaszłaby taka potrzeba.
Paweł Sibik miał znakomity sezon w klubie. Był zdecydowanie wyróŜniającą się postacią na polskich boiskach.
Efektem jego dobrej gry było powołanie go na mecz w lutym przed Mistrzostwami przeciwko Wyspom 
Owczym na Cyprze. Zagrał poprawnie, a w dodatku pokazał charakter, kulturę i profesjonalizm jaki powinien
charakteryzować reprezentanta kraju. Ale miał przy tym niebywale wiele szczęścia. Wiedział, bo mówiłem mu
to na Cyprze, Ŝe jest daleko w rankingu za Bartoszem Karwanem, Tomkiem Iwanem, Pawłem Kaczorowskim i
Euzebiuszem Smolarkiem. Musiałby być kataklizm, aby mógł liczyć na kolejne powołanie. I tak się stało. 
Odpadali kolejno piłkarze, którzy byli przed nim w rankingu i Paweł leciał teraz z nami na Mistrzostwa. Było 
to z pewnością zaskoczenie tak dla nas, kibiców i samego Pawła, ale taką zasadę rankingową przyjęliśmy i 
uczciwie się jej trzymaliśmy.
Piotr Świerczewski był jedną z gwiazd i dobrym duchem tego zespołu. Stawał się powoli liderem druŜyny i z 
zawodnika, którego rzucano na róŜne pozycje w klubie i reprezentacji, stał się znakomitym strategiem i 
mentalnym przywódcą zespołu w trakcie gry. Jego wiele indywidualnych działań początkowało akcje 
kończone bramkami. A pierwsza bramka zdobyta przez nasz zespół w Oslo przeszła do historii polskiego 
futbolu, jako zdobyta po jednym z najbardziej finezyjnych zagrań. Piotr nie był w najwyŜszej formie i to była 
kolejna moja wielka obawa. Kiedy nie był w formie, duŜo faulował i miał tenSencję do przetrzymywania piłki, 
co powodowało zwalnianie naszych akcji ofensywnych. Mieliśmy do rozpoczęcia Mistrzostw jeszcze trochę 
czasu i chociaŜ wiadomo było, Ŝe przez następne cztery dni będziemy ćwiczyć na bardzo małych obciąŜeniach,
co takiemu zawodnikowi jak Piotr nie pomagało, wierzyłem, Ŝe do pierwszego meczu uda się go w miarę 
dobrze przygotować. Piotr był oddany reprezentacji totalnie. Pewnego razu przed meczem towarzyskim z 
Kamerunem w Polsce zadzwonił do mnie i powiedział, Ŝe nie ma zgody szefów Olimpie Marsylia na przylot 
do Polski. Ale dodał szybko, Ŝebym się nie martwił, bo nawet jak go nie puszczą to on i tak przyleci. 
Poprosiłem, aby połączył mnie z Bernardem Tąpie i odbyłem z prezesem Olimpie prawie godzinną rozmowę 
telefoniczną. Efektem tej rozmowy był prywatny samolot, jakim przywieziono do Poznania Piotra i tego 
samego wieczora odwieziono do Marsylii. Na takich zawodników stawiać będę zawsze, nawet jak są czasowo 
w słabszej dyspozycji.
Radosław KałuŜny, podobnie jak Piotr, był wykończony sezonem. To kolejna z naszych gwiazd, chociaŜ nie do
końca jeszcze spełniona. Było po nim widać trudy walki i wysiłek jaki włoŜył, aby utrzymać zespół, w którym 
występował, w Bundeslidze. Eliminacje do Mistrzostw Świata były serialem znakomitych zagrań i bramek w 
wykonaniu Radka. Ale teraz nie był to ten sam piłkarz, co w meczu przeciwko Białorusi w Łodzi, kiedy zdobył
dla nas trzy bramki. Radek miał znakomity charakter fightera, ale musiał być w wysokiej formie, Ŝeby mógł 
grać na poziomie oczekiwanym w reprezentacji. Od niego zaleŜało bardzo wiele. Na nim opieraliśmy wiele 
wyuczonych fragmentów. Nie przypadkiem był drugim strzelcem w druŜynie, grając wyjściowo jako 
defensywny pomocnik. Z Piotrem stanowili mocną parę, gdy byli obaj w formie. Czy odnajdą się na 

Strona 32

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

Mistrzostwach. Prócz atutów w grze ofensywnej obaj z Piotrem znakomicie bronili, co przy systemie gry 
cztery, cztery, dwa, ma kolosalne znaczenie. Radek był jednym z naszych piłkarzy, którzy przeszli powaŜne 
operacje. Jego stawy kolanowe były dla
72
73
nas zawsze tematem stałej troski. Kiedy w meczu w Oslo, Emanuel Olisa-debe zdobył pierwszą bramką, 
Radek był bardzo blisko niego i gonił Emanuela chcąc go uściskać. Emanuel sprytnie zwodził, uciekając przed 
Radkiem. W pewnym momencie Radek krzyknął do niego:
- Przestań uciekać, bo mi śruby w kolanach powypadają.
Oczywiście jest to Ŝargon piłkarski i dla kibica moŜe być to przeraŜające, ale tak właśnie często mówił o swoich
stawach kolanowych popularny „KałuŜa".
Arek Bąk był zawodnikiem, wokół którego było najwięcej znaków zapytania. W prasie połajano mnie, Ŝe 
powołuję go i sugerowano nonsensownie, Ŝe dlatego jest z nami, bo gra w Polonii. Polonia natomiast miała do 
mnie pretensję, Ŝe go powołuję, bo w opinii prezesów nie gra na miarę swoich moŜliwości w klubie, a 
właściciel jego karty zawodniczej, Janusz Roma-nowski, widząc powołanie Arka, krzywił się jak po cytrynie. 
Ale Arek wywalczył sobie sam swojąpozycję w reprezentacji. WyróŜniając się w meczach ligowych, dostał 
swoją szansę w meczach towarzyskich i eliminacyjnych. Okazało się, Ŝe kiedy odpowiadał za prowadzenie gry
reprezentacji, nie przegrywaliśmy. Najlepszym jego występem był mecz w Cardiff i od tamtego czasu nie 
tylko ja, ale przede wszystkim zespół mu zaufał. Miał to szczęście, Ŝe po operacji był Tomasz Zdebel i 
praktycznie odpadł z rywalizacji o środek reprezentacyjnej pomocy. Innych piłkarzy, którzy gwarantowaliby 
wymagany poziom na tej pozycji, nie braliśmy pod uwagę.
Maciej Murawski miał znakomity sezon w klubie. Był dla mnie w Polsce największym fighterem i jednym z 
najpracowitszych piłkarzy na boisku. Do tego szalenie waleczny, nie przegrywający pojedynków jeden na 
jeden, znakomity w walce o piłki zagrane górą. MoŜe być bardzo cenny w trudnych momentach, kiedy trzeba 
będzie walczyć o utrzymanie korzystnego wyniku. Maciek był profesjonalistą i zawodnikiem bardzo 
inteligentnym, co ma kolosalne znaczenie na poziomie reprezentacji Polski. MoŜe być dobrym dublerem dla 
Radka KałuŜnego. Jedyną wadą piłkarza było nadmierne gadulstwo. Zawodnicy Ŝartowali sobie, Ŝe wystarczy
rzucić dowolny temat Maćkowi, następnie udać przez chwilę, Ŝe się go słucha i połoŜyć się spać. Kiedy się 
człowiek obudzi, Maciek nadal będzie przy temacie. Był silnym i walecznym piłkarzem. Wiedziałem, Ŝe nie 
„pęknie", kiedy będzie potrzebny zespołowi.
Jacek Krzynówek był w Ŝyciowej formie. Nie było dylematu kto ma zagrać na lewej stronie w formacji 
pomocy. Był w aktualnej dyspozycji zdecy-
dowanie lepszy od Marka. Nigdy dotąd nie miał tak znakomitych badań. To mogą być jego Mistrzostwa, ma 
wszelkie moŜliwości, Ŝeby razem z Pawłem i Michałem stworzyć tradycyjnie mocną nasza lewą stronę. 
Skupimy się teŜ na stałych fragmentach gry, bo tak mocno i dokładnie jak Jacek nie potrafi z naszej prawej 
strony uderzyć Ŝaden z zawodników. W trakcie mojej pracy z reprezentacją grali na bokach formacji pomocy 
róŜni zawodnicy. Ale przez cały czas, z myślą o Mistrzostwach przygotowywałem dwóch piłkarzy. Na lewej 
stronie Jacka Krzynówka, a na prawej Bartosza Karwa-na. Bartka" zmogła kontuzja i nie wyleciał z nami na 
Mistrzostwa. Jacek był do Mistrzostw gotowy.
Tomek Rząsa przyjechał na zgrupowanie do Niemiec w glorii zdobywcy Pucharu UEFA. Bardzo sympatyczny
zawodnik, który z napastnika stał się z czasem ofensywnym obrońcą. Zastanawialiśmy się tylko, czy na 
Mistrzostwa powinien pojechać on czy Kamil Kosowski. PrzewaŜyło doświadczenie w grach na arenie 
międzynarodowej Tomka i nie ukrywam, Ŝe wraŜenie zrobiło na mnie równieŜ zdobycie przez jego zespół 
Feyenord, Pucharu UEFA. Był z nami przez cały czas eliminacji i trudno by mi było, w tym momencie 
zamieniać go na Kamila. Pełnił rolę zmiennika na lewej stronie i trudno mu było wygrać rywalizację z 
Michałem śewłakowem, Markiem Koźmińskim, czy Jackiem Krzynówkiem. Wygrał ją w naszej ocenie z 
Ka-milem.Kosowskim i dlatego leciał z nami teraz do Korei.
Emanuel Olisadebe był naszym numerem jeden w formacji ataku nie dlatego, Ŝe tak chcieliśmy, tylko swoją 
grą, a przede wszystkim bramkami, które zdobywał, stał się jedną z gwiazd zespołu. Od jego formy wiele 
zaleŜało. Cieszyliśmy się, Ŝe przepracował bardzo solidnie zgrupowanie w Niemczech, bez urazów i kontuzji i
teraz dochodził do znakomitej dyspozycji fizycznej. A to u niego jest najwaŜniejsze, bo pozostałe cechy ma 
wrodzone. Kiedy wspomnę, jak wiele osób pracowało, aby dokooptować go do ekipy, aby otrzymał polskie 
obywatelstwo i Ŝe to wszystko się sprawdziło, to aŜ trudno dzisiaj w to uwierzyć. Miałem jednak obawy, czy 
poradzi sobie juŜ na zupełnie innym poziomie. Wszystkie nasze gwiazdy sąprzede wszystkim znakomitymi 

Strona 33

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

zawodnikami na naszym polskim rynku. Potrzebni nam w reprezentacji byli zawodnicy, którzy liderowali w 
kaŜdej formacji i cieszyłem się, Ŝe takich się dopracowaliśmy. Czy sprawdzą się na światowym poziomie. To 
pytanie jak bumerang wracało do mnie i nie dawało spokoju. Emanuel stał się Polakiem z wyboru, ale to on 
pierwszy po zdobyciu bramki w Oslo pocałował Orzełek na koszulce. Pokochał Polskę, a kibice pokocha-
74
75
li jego. Stał się symbolem wielkiej tolerancji Polaków. PrzeŜył reakcje rasistowskie, chuligańskie i wszystko złe,
co moŜe spotkać cudzoziemca w obcym dla niego kraju. Ale to minęło jak ból zęba, a czas zaleczył rany. 
Emanuel odwzajemnił się za gościnę znakomitymi występami w eliminacjach. Bez niego awans byłby o wiele 
trudniejszy. Pewnego dnia, kiedy był juŜ w Grecji, zadzwonił do mnie wieczorem.
- Mam bardzo prywatną sprawę - powiedział lekko zaŜenowanym głosem. - Czy moŜe mi pan powiedzieć, 
jaki pierścionek kupuje się dziewczynie, którą prosi się o rękę - spytał i w słuchawce zaległa cisza.
- Najlepiej kup brylant oprawiony w białe złoto - odpowiedziałem.
- A jak duŜy ma być ten brylant - spytał ponownie.
- To zaleŜy na jaki cię stać, ale nie mniejszy niŜ dwa karaty - odpowiedziałem. - Czy to ta śliczna blondynka, z 
którą cię kilkakrotnie widziałem? - zapytałem, chcąc się tylko upewnić.
- Tak, to ta sama i bardzo ją kocham - dodał szybko, śmiejąc się w słuchawkę.
- śyczę ci wiele szczęścia Emanuel i do zobaczenia na zgrupowaniu Kadry.
Kiedy odłoŜyłem słuchawkę, pomyślałem, jak wiele szczęścia miał w Ŝyciu ten zawodnik. Ale skoro ma imię o 
takim znaczeniu, to szczęście ma wpisane w swój Ŝyciorys od urodzenia.
Paweł Kryszałowicz to zawodnik z niesamowitym potencjałem moŜliwości. Jego niekonwencjonalne dryblingi,
a przede wszystkim bramki w waŜnych dla zespołu momentach, świadczą o wysokiej klasie zawodnika. Są 
zawodnicy, którzy potrafią strzelić tę czwartą czy piątą bramkę w meczu, ale wynik otwierają lub przesądzają 
o zwycięstwie zawsze najlepsi. Paweł był w gronie najlepszych. Bramka w Cardiff na dwa do jednego dla nas, 
bramka w Chorzowie otwierająca wynik w meczu z Norwegią to tylko przykłady. Jest w znakomitej 
dyspozycji i z pewnością będzie naszym silnym punktem. Pamiętałem go kiedy wchodził w drugiej połowie 
towarzyskiego meczu z Francją. Był blady i zdenerwowany. Zagrał fatalnie. A dzisiaj stał się juŜ jedną z 
gwiazd zespołu. Kiedy przeczytał w jednym z wywiadów prasowych, Ŝe Ole Gunar Solskiear nie zna 
nazwiska Ŝadnego polskiego zawodnika, podszedł do niego po ostatnim gwizdku sędziego, kończącego mecz 
w Oslo i powiedział: Jestem KRYSZAŁOWICZ, powtórz i zapamiętaj KRYSZAŁOWICZ. A z resztą jak to za 
trudne dla ciebie, to mów mi Paweł. Uścisnął mu dłoń i pobiegł do szatni.
76
Maciek śurawski znajdował się w Ŝyciowej formie. Fantastyczna postawa w lidze. Badania znakomite, świetne
czucie piłki. Wszystko co dotknie wpada do siatki. Zdobyta przez niego piękna bramka w ostatnim 
towarzyskim meczu z Estonią, tylko to potwierdzała. Daj BoŜe, aby utrzymał tę formę w trakcie Mistrzostw. 
Jest na czwartym miejscu w rankingu naszych napastników, ale moŜe się to zmieni podczas turnieju i 
przeskoczy wyŜej. Bardzo mu tego Ŝyczę, bo jest wspaniałym piłkarzem i człowiekiem, a na takich piłkarzy 
zawsze lubię stawiać. Kiedy zawodnicy walczyli, licytując numery ha koszulkach przed Mistrzostwami, 
największa walka rozgorzała pomiędzy Maćkiem śurawskim a Pawłem Kryszałowiczem o koszulkę z 
numerem dziewięć. Obaj zawodnicy licytowali zawzięcie, aŜ doszli do kwoty siedem tysięcy złotych. Na tej 
wysokości Paweł zrezygnował i numer dziewięć stał się własnością Maćka. Maciej kiedy wygrał licytację, 
wziął koszulkę podszedł do Pawła i oddał mu ją. Poprzez licytację pokazał, jak bardzo mu na niej zaleŜało. Ale
oddał ją Pawłowi i powiedział, Ŝe Paweł sobie na nią zasłuŜył wspaniałą grą w eliminacjach. Czy moŜna było 
nie postawić na takich piłkarzy. To co zrobił Maciej oddaje atmosferę jaka panowała w zespole i wielki 
szacunek jakim darzyli się zawodnicy.
Marcin śewłakow numer trzy w rankingu napastników. Świetnie wprowadza się do zespołu jako zmiennik. 
W znakomitej dyspozycji. Kariera reprezentacyjna wciąŜ jeszcze przed nim. Zawodnik, który zrobił wielki 
postęp w ciągu ostatnich dwóch lat. Nigdy nie przypuszczałem kiedy odchodził z Polonii, Ŝe zrobi tak wielką 
karierę piłkarską. Zaskarbił sobie zaufanie kolegów i wywalczył trzecią lokatę w rankingu napastników. Kiedy
do Kon-stancina przyjeŜdŜał znakomity polski energoterapeuta Tadeusz Cegliński, piłkarze często korzystali z
jego pozytywnej energii. Pewnego dnia podszedł do niego Michał śewłakow i poprosił, aby przekazał mu 
trochę energii na kolana, bo odczuwa bóle. Tadeusz Cegliński dotykał Michała i zabrał się za następnych. Po 
chwili podszedł do niego Marcin. Tadeusz, nie wiedząc, Ŝe to brat bliźniak, kazał Marcinowi zrobić dwa 
szybkie przysiady. Kiedy Marcin je zrobił, Tadeusz Cegliński spytał, czy kolana go nie bolą. Marcin 

Strona 34

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

odpowiedział, Ŝe nie. Na to Tadeusz, nie wiedząc, Ŝe mówi o Marcinie, a nie o Michale, zwrócił się do 
pozostałych zawodników ze słowami: Widzicie tylko raz go dotknąłem i juŜ wyzdrowiał.
Cezary Kucharski był kapitanem Mistrza Polski, Legii Warszawa. Miał znakomity sezon w klubie zakończony 
Mistrzostwem Polski. Zawodnik najlepiej czujący się na pozycji pomiędzy pomocą a atakiem. Znakomicie się
77
czuje, grając za wysuniętym napastnikiem. MoŜliwe, Ŝe w trakcie Mistrzostw i my będziemy zmuszeni tak 
zagrać. Ma najlepsze krótkie, prostopadłe ostatnie podanie do napastników w Polsce. Świetnie wkomponował 
się w zespół, ale Ŝeby wywalczyć sobie zaufanie kolegów, musi sam ich przekonać do siebie na boisku. Ma 
trochę czasu na to i wierzę, Ŝe da sobie radę, bo ma silny charakter i chce grać za wszelką cenę w reprezentacji. 
Brakuje mu jeszcze zgrania z kolegami, ale nadrobi to szybko. Jest doświadczonym piłkarzem i nie powinien 
pęknąć na Mistrzostwach.
Samolot zaczął schodzić do lądowania.
- Jesteśmy na Syberii - zakomunikował nam steward. - Mamy godzinę na uzupełnienie paliwa.
Opuściliśmy samolot i skierowaliśmy się do poczekalni. W małym sklepiku na lotnisku kupiłem koniak 
syberyjski za pięć dolarów. Czegoś takiego w Warszawie się nie dostanie. Po godzinie znowu 
wystartowaliśmy. Następne lądowanie w Korei.
Czasami moŜesz zrobić wszystko wspaniale i być z siebie dumnym, ale nic to nie będzie znaczyło, jeśli nie 
przełoŜy się na końcowy sukces zespołu.
PRZYGOTOWANIA DO MISTRZOSTW ŚWIATA
Plan przygotowań do Mistrzostw Świata układałem bardzo długo i analitycznie. Rozpocząłem od konsultacji z
lekarzami, trenerami i naukowcami, którzy mogli pomóc mi w opracowaniu najbardziej optymalnego dla nas 
programu. Sam wiele się podczas tych spotkań nauczyłem, szczególnie w zakresie pracy przed zmianą strefy 
oraz bezpośrednio po zmianie stref czasowych i klimatycznych. Dotarłem do opracowań robionych przez 
wojskowych amerykańskich, dotyczących badań, zaleceń i wniosków związanych z pełną gotowością 
organizmu człowieka do podjęcia walki natychmiast po przylocie oraz w kilka dni po zmianie stref 
czasowych.
Do ekipy dokooptowany został na mój wniosek doktor Jacek Kwarecki, który juŜ uczestniczył w podobnych 
przygotowaniach z naszymi olimpijczykami startującymi na Olimpiadzie w Seulu. Miał swoje notatki, 
spostrzeŜenia i wnioski, które dla mnie były bezcenne, bo dawały praktyczne przykłady konkretnych 
zawodników i ich pozytywnych lub negatywnych występów na Olimpiadzie ze względu na ich róŜne reakcje 
na zmiany stref klimatycznych i czasowych.
Na bazie wszelkich moŜliwych do uzyskania danych, powoli powstawały wytyczne do programu 
przygotowań. Analizowałem równieŜ przygotowania innych zespołów europejskich, szczególnie reprezentacji
Francji, która była dla mnie jednym z faworytów turnieju. Francuzi nie biorąc udziału w przygotowaniach 
odwiedzili Azję i wzięli udział rok wcześniej w Turnieju Konfederacji, których gospodarzem była Japonia. 
Byłem pewien, Ŝe przeszli juŜ całą drogę przygotowań i analizowałem, jak teŜ planują swój wylot, pobyt i 
przygotowania w Azji.
Całość dokumentacji zabrałem ze sobą w podróŜ do Japonii, lecąc na tak zwane workschops, czyli nauki przed
Mistrzostwami organizowane przez FIFA.
Siedzieliśmy obok siebie z doktorem Stanisławem Machowskim w wygodnych siedzeniach samolotu Britisch 
Airlines i obaj rozpisywaliśmy dzień
79
po dniu, godzina po godzinie przygotowania reprezentacji. Kiedy doszedłem do tematu obciąŜeń 
treningowych, zaczęliśmy dokładnie analizować kaŜdy dzień. Przygotowania od strony medycznej wyglądają 
jeszcze bardziej skomplikowanie niŜ od strony szkoleniowej. Stanisław najpierw zrobił listą potrzebnych 
medykamentów niezbędnych dla wspomagania i leczenia zespołu. Później wyliczał to ilościowo, a następnie 
konkretyzował, gdzie naleŜy je zakupić i do kiedy dowieźć do Polski. Większość komponentów pochodziła z 
zagranicy i Staniaław rozpisywał gdzie, co, ile i kto musi nam zakupić. Kiedy zawodnicy przyjeŜdŜają na 
zgrupowanie Kadry z klubów, są zwykle mocno wyeksploatowani występami w klubie i im szybciej 
zaingeruje w proces odnowy medycyna, tym szybciej zawodnik będzie gotowy do podjęcia skutecznej pracy 
treningowej. Następnie zgodnie z intensywnością planowanych treningów, równieŜ proporcjonalnie zwiększa 
się wspomaganie medyczne procesu treningowego. Całość pracy odbywa się pod ścisłą kontrolą biochemika, 
który wyznacza nie tylko kierunki ingerencji medycznej, ale przede wszystkim daje wytyczne do sterowania 
obciąŜeniami treningowymi.

Strona 35

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

Kiedy my mieliśmy przed sobą kilkanaście godzin lotu, w Warszawie nasi współpracownicy przygotowywali 
kolejne składowe przygotowania do Mundialu. Pierwsze zgrupowanie zlokalizowaliśmy na terenie Niemiec. 
Zanim podjęta została decyzja o lokalizacji zgrupowania w Barsinghausen, selekcjonowaliśmy wiele ośrodków
proponowanych nam przez najróŜniejszych agentów i osoby prywatne. Najcenniejsze były dla nas jednak 
sugestie samych piłkarzy, którzy grając na co dzień w klubach holenderskich, belgijskich, francuskich czy 
niemieckich mieli znakomite rozeznanie, które z nich najlepiej odpowiadają wymogom naszego zgrupowania. 
Kiedy wyselekcjonowaliśmy miejscowości i ośrodki, dyrektor Tomasz Koter jeszcze raz sprawdzał je od strony
logistycznej. Okazało się, Ŝe w ośrodku niemieckim, najbardziej chwalonym przez zawodników, była Amica 
Wronki i Tomek natychmiast skontaktował się z jej ówczesnym trenerem Stefanem Majewskim. Trener Amicy 
chwalił bardzo ten ośrodek i podał nazwisko osoby, która od strony niemieckiej znakomicie dbała o całą 
organizację zgrupowania. Pomimo znakomitych rekomendacji tego ośrodka, wytypowaliśmy jeszcze dwa inne
i trener Edward Klejndinst razem z dyrektorem Tomaszem Koterem wyjechali w podróŜ, aby je zwiedzić i 
wybrać ten najlepszy dla reprezentacji. Kiedy zebrali wszystkie materiały przedstawiali te propozycje w 
sztabie Mundialu, którym kierował Zbigniew Boniek
80
i wspólnie wybieraliśmy najlepszy wariant. Miejsce trafione było w dziesiątkę i spokojnie mogliśmy 
przygotowywać się do Mundialu. Wszelkie elementy taktyki związane z pierwszym i drugim meczem na 
Mistrzostwach musieliśmy przećwiczyć juŜ w Niemczech. Spodziewałem się, Ŝe w Korei kaŜdy nasz trening 
będzie obserwowany i rejestrowany. W Niemczech mieliśmy komfortowe warunki pracy. Kiedy trening miał 
być zamknięty dla oglądających, nikt nie miał szans zobaczenia nas. Mieliśmy kilka boisk do wyboru i sami 
decydowaliśmy, które z nich wybieramy do treningu. Pracowaliśmy cięŜko, ale zdawaliśmy sobie sprawę, Ŝe 
czekają nas dni przerwy w treningach i zmiana klimatyczno-czasowa, która nie pozwoli na duŜe obciąŜenia 
treningowe w pierwszych dniach po przylocie do Azji. Zawodnicy fantastycznie reagowali na zajęciach 
treningowych i Ŝyczyłbym sobie mieć zawsze tak znakomicie ćwiczący i tryskający energią, humorem i chęcią 
do pracy zespół. To budowało atmosferę i pozwalało z optymizmem patrzeć na czekające nas Mistrzostwa. 
Nikt prócz Bartosza Karwana nie narzekał na Ŝadne urazy czy kontuzje. Zawodnicy wspólnie mobilizowali się
do pracy, a kapitanowie zespołu nadawali ton atmosferze. W pierwszej parze ćwiczył zawsze Tomek Hajto z 
Tomkiem Wałdochem. Oni swoim zaangaŜowaniem zaraŜali pozostałych zawodników. Badania potwierdzały 
skuteczność naszej pracy, ale co najcenniejsze dla nas, sami zawodnicy podkreślali, Ŝe z dnia na dzień czują się 
coraz mocniejsi. Zawodnicy pracowali znakomicie, z wielkim zaangaŜowaniem i koncentracją. Atmosfera z 
dnia na dzień była bardziej gorąca, bo zbliŜał się moment poŜegnania z polskimi kibicami meczem przeciwko 
reprezentacji Estonii w Warszawie. Wybrałem tego przeciwnika, poniewaŜ potrzebny był nam rywal słabszy, 
z którym mogliśmy poradzić sobie, grając na bazie znacznego zmęczenia. Tak więc z góry zakładaliśmy, Ŝe 
będziemy odstawać od przeciwnika szybkościowo. Wiedzieliśmy, Ŝe zabraknie niezbędnej świeŜości 
zawodnikom, a czas ich reakcji w grze będzie zdecydowanie opóźniony. Ponadto planowałem wpuszczenie na
boisko podczas meczu wszystkich Kadrowiczów, co nie sprzyjało płynności w grze i walce o korzystny wynik.
Zgodnie z moimi przewidywaniami, po niezbyt ładnym, ale zakończonym zwycięstwem meczu, 
poŜegnaliśmy się z kibicami na stadionie Legii w Warszawie i szykowaliśmy do wylotu na Mistrzostwa. 
Piłkarze otrzymali dwa dni wolnego, aby dwudziestego drugiego maja 2002 roku, o godzinie dwudziestej 
drugiej wystartować prezydenckim samolotem do Korei.
81
Nasz ośrodek w Korei równieŜ był długo wyszukiwany i przygotowywany bardzo analitycznie. Wszelkie 
decyzje o ostatecznej lokalizacji ekipy podejmowaliśmy jak zwykle wspólnie w naszym sztabie na 
Mistrzostwa. Tomasz Koter przedstawił propozycje ośrodków w Korei, które odwiedził wspólnie z 
Władysławem Puchalskim, a my po dokładniej analizie wybraliśmy najlepszy z ośrodków. Znakomite miejsce 
do treningu, przygotowań i wypoczynku. Koreańczycy przylecieli do Warszawy, aby dopiąć wszelkie detale, a
na konferencji prasowej w hotelu Sobieski przedstawili film o całym ośrodku. Projekcja i prezentacja zrobiły 
duŜe wraŜenie na wszystkich i wiedzieliśmy, Ŝe od strony organizacyjnej wszystko będzie zapięte na ostatni 
guzik.
Przygotowany został cały program dietetyczny dla zespołu. Przy zmianie stref czasowych i klimatycznych 
sposób odŜywiania odgrywa ogromną rolę. Zawodnicy zostali dokładnie poinstruowani, a kucharz 
przygotowywał posiłki zgodnie z zaleceniami lekarzy. Wiedzieliśmy co jeść i pić, ile i kiedy. Rozdane zostały 
specjalne, wysokie skarpety przeciwko zakrzepicy, na długie podróŜe samolotowe. Pod stopy kaŜdy z 
zawodników dostał poduszki powietrzne do ćwiczeń podczas lotu. Opracowana została dokładnie godzina 

Strona 36

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

wylotu i czas lądowania w Korei, aby jak najmniej boleśnie odczuć zmianę czasową.
KaŜdy trening opracowany został na długo przed wylotem i jedynie nanoszone były korekty związane z 
wytycznymi, wymuszonymi przez wyniki badań zawodników. Posuwaliśmy się z przygotowaniami planowo,
chociaŜ oczywiście nie wszystko moŜna było przewidzieć. KaŜdy organizm inaczej reaguje na zmianę czasu i 
klimatu. Dlatego bacznie obserwowaliśmy piłkarzy i skrupulatnie dzień w dzień omawialiśmy kaŜdego z 
zawodników. Ale nikt z nas nie przewidywał, Ŝe naszym największym wrogiem będzie stres, jaki towarzyszy 
druŜynie przygotowującej się do walki na takiej imprezie.
Całe jedno piętro w ośrodku przeznaczone zostało na małą klinikę i królowali tam lekarze, masaŜyści i pani 
biochemik. Obok rozlokował się Wiesiek Ignasiewicz ze sprzętem sportowym. W małym pokoiku przy 
łóŜkach do masaŜu rozłoŜone były dwa magnetyczne materace. Kładli się na nich zawodnicy i korzystali z 
pola magnetycznego oplatającego cały organizm. Wszystko działało znakomicie. Na najniŜszym poziomie w 
budynku był dwudziestopięciometrowy basen i siłownia, a obok nich sauny i prysznice. W holu stoły do 
bilarda, ping-ponga i flipery. Nawet sklep z pamiątkami. Na kaŜdym piętrze przez dwadzieścia cztery 
godziny na dobę ochroniarze.
82
Bardzo uprzejmi, dyskretnie czuwający nad naszym bezpieczeństwem. Jak sami podkreślali, praktycznie tylko
do meczu z gospodarzami mają czerwony alert. Po tym meczu juŜ będzie o wiele spokojniej.
Wszystko było przygotowane z wielką starannością i organizacyjną perfekcją. Dział medyczny pracował na 
najwyŜszym poziomie i był miejscem najchętniej odwiedzanym przez piłkarzy. W pokoiku masaŜystów 
zawsze siedziało kilku zawodników, prócz oczywiście tych, którzy się masowali. Do maksimum 
wykorzystywane były magnetyczne materace. A badania robione regularnie przez panią biochemik 
zawodnicy nauczyli się odczytywać sami. Gotowe były kasety wideo opracowane dla kaŜdego zespołu w 
grupie. Teraz juŜ tylko na bieŜąco uzupełnialiśmy je, nanosząc waŜne dla nas urywki z meczów podczas 
Mistrzostw. Kucharz przywiózł z Polski wszystko co było niezbędne, aby jedzenie smakiem przypominało 
nam Polskę. Nie było takiego elementu medycznego, organizacyjnego czy szkoleniowego, którego byśmy nie 
przygotowali i o którym moŜna by powiedzieć, Ŝe był naszym słabym punktem.
— Dlaczego było tak źle, skoro wydawało się, Ŝe wszystko było robione dobrze - zapytał po Mistrzostwach 
Świata Kazimierz Górski.
A odpowiedź była bardzo prosta. Byliśmy po prostu słabsi od przeciwników. ChociaŜ wszystko zostało 
przygotowane i zapięte na ostatni guzik, nie miało to szans przełoŜyć się na zwycięstwa. Wykonaliśmy 
ogromną, ale przecieŜ normalną przy takiej imprezie pracę, taką samą, jaką wykonały wszystkie pozostałe, 
startujące w Mundialu reprezentacje.
Tylko na takim poziomie jak Mistrzostwa Świata mogłem sprawdzić rzeczywistą klasę i poziom pracy moich 
współpracowników. Z pełną satysfakcją mogę potwierdzić, Ŝe nie omyliłem się co do ani jednej osoby, która 
była w sztabie zespołu i uczestniczyła z Mistrzostwach Świata. Gdyby przyszło mi jeszcze raz jechać na taką 
imprezę, postawiłbym na tych samych ludzi.
Kiedy przyjdzie mi wziąć krzyŜ starości na swoje ramiona, najwaŜniejsze dla mnie będzie, aby móc popatrzeć 
za siebie bez wstydu i zaŜenowania. Bo jaką drogę Bóg nam wyznaczy, człowiekowi trudno jest zmienić.
MSZA NA OSTANCU
Kiedy objąłem funkcję selekcjonera reprezentacji Polski po pierwszej serii gier eliminacyjnych, przyjąłem 
propozycję reprezentacji piłkarskiej polskich księŜy, aby wybrać się razem z nimi na prywatną audiencję do 
PapieŜa Jana Pawła II. Ojciec Święty przyjął nas w swojej bibliotece i z kaŜdym z nas długo rozmawiał. Mnie 
spytał o to co się stało, Ŝe nagle reprezentacja tak dobrze gra i prowadzi w swojej grupie. Później zwracał 
uwagę, aby nie roztrwonić dorobku, jaki uzbieraliśmy na początku eliminacji i z wiarą w zwycięstwo 
przystępować do kaŜdego kolejnego meczu.
- Proszę przekazać piłkarzom, Ŝe swoją grą sprawiają wiele radości wszystkim Polakom. śeby o tym zawsze 
pamiętali - powiedział i pobłogosławił biało-czerwoną koszulkę z orzełkiem, którą przywiozłem na to 
spotkanie, oraz Ŝyczył mi dalszych sukcesów.
Wszyscy zawodnicy reprezentacji, którą prowadziłem, byli ludźmi wierzącymi, a większość z nich 
praktykującymi. Dlatego cieszyłem się, Ŝe zawsze mogłem liczyć na wielkich przyjaciół tej druŜyny, jakimi byli
księŜa Mariusz Zapolski i Adam Zełga. Właściwie chyba całe środowisko duchowne bardzo kibicowało 
„mojej" druŜynie i na kaŜdym kroku mieliśmy dowody ich wielkiej sympatii dla nas.
W Kazimierzu Dolnym odbyła się msza celebrowana przez elitę biskupów polskich w intencji naszej 
reprezentacji. Przed meczem eliminacyjnym w Łodzi wszedł do naszej szatni ksiądz jednej z łódzkich parafii i 

Strona 37

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

przyniósł nam podarunek, który zawiesiliśmy wysoko ponad drzwiami. Był to wyrzeŜbiony w metalu Jezus 
na KrzyŜu wielkości trzydziestu centymetrów. Po zwycięskim meczu oczywiście zabraliśmy ten podarunek ze
sobą i towarzyszył juŜ nam stale.
Przed kaŜdym meczem eliminacyjnym bywali w naszym ośrodku pod Warszawą duchowni, a ksiądz Adam 
Zełga został oficjalnym kapelanem reprezentacji. Cieszył się tak wielkim naszym zaufaniem, Ŝe wziął nawet
85
udział w jednej z najwaŜniejszych odpraw przed meczem z Norwegią w Chorzowie. Przywiózł nam wtedy 
imienne dyplomy od PapieŜa Jana Pawła II z Ŝyczeniami wiary w siebie i ostateczny sukces.
Kiedy zbliŜał się czas odlotu i z dnia na dzień rosło napięcie i związane z tym emocje, zawodnicy zwrócili się z
prośbą o wizytę w kościele. Przed tak długą i niebezpieczną podróŜą oraz przed tak cięŜkim turniejem chcieli 
jeszcze raz mieć chwilę czasu dla siebie samych na modlitwę.
KsięŜa odprawili mszę świętą tylko dla reprezentacji. Po południowym treningu oraz po oficjalnym spotkaniu 
z jednym z naszych sponsorów, wieczorem około godziny dwudziestej drugiej nasz olbrzymi autokar 
wolniutko podjechał pod mały kościółek Na Ostańcu. To moja parafia i tak się szczęśliwie złoŜyło i stało się to 
zupełnie przypadkowo, Ŝe proboszczem w tej parafii został ks. Adam Zełga. Mszę odprawili obaj „nasi" 
księŜa, Mariusz Zapolski i Adam Zełga.
Na wyniki sportowca wpływ ma wiele czynników. Upraszczając, liczy się przede wszystkim ciało i dusza. W 
zdrowym ciele zdrowy duch powtarzano nam w szkole i jest w tym powiedzeniu wiele racji. Człowiek, który 
posiądzie umiejętność zachowania właściwych proporcji między doskonaleniem moŜliwości sportowych 
swojego organizmu a podnoszeniem na coraz wyŜszy poziom swojej bazy intelektualnej i duchowej ma szansę
zostać wybitnym sportowcem. Czasami o sukcesie decyduje walor przygotowania fizycznego, ale czasem 
duchowego. Dlatego nigdy tego nie lekcewaŜyłem.
Wykształcić poszczególne mięśnie oraz cechy motoryczne u sportowców jest w miarę łatwo. MoŜna 
doskonalić wiedzę ogólną i poszerzać horyzonty intelektualne, ale juŜ kształtowanie stanu duchowego 
sportowca naleŜy w znacznym stopniu do niego samego i od duchownego. Wiara towarzyszy kaŜdemu 
młodemu chłopcu od momentu kiedy nauczy się pacierza. Świadoma wiara rozwija się w nas powoli i 
prowadzi do coraz większej odporności na codzienne problemy. Ten długotrwały proces doskonalenia 
samego siebie uczy przezwycięŜania własnych słabości i podnoszenia na coraz wyŜszy poziom odporności na 
stres i wszystko co dotyczy sfery duchowej człowieka.
W kaŜdej wspólnocie, a taką jest zespół piłkarski, znajdują się osoby mające duŜy wpływ na całą grupę i jej 
postępowanie. Liderem w reprezentacji musi być selekcjoner a razem z nim kapitanowie zespołu. Ale 
osobami, które miały szczególny wpływ na kształtowanie sfery duchowej sportowców byli księŜa.
86
Ubrani w reprezentacyjne biało-czerwone dresy przybyliśmy do Domu BoŜego na Ostańcu. Tutaj nikt nie 
Ŝądał od nas zwycięstw. Mówiono o trudach podróŜy do Azji i szczęśliwym powrocie do domu. Mówiono o 
koleŜeństwie, wzajemnym zaufaniu i pomocy. Mówiono o rodzinach, które pozostaną w Polsce. Mówiono teŜ 
o tym, Ŝe sport, podobnie jak nasze codzienne Ŝycie składa się ze zwycięstw, ale równieŜ poraŜek i godnie 
trzeba umieć znieść obie sytuacje. Mówiono teŜ o tym, Ŝe rodzinna atmosfera w zespole to szalenie cenna 
wartość, na której moŜna budować kolejne sukcesy.
Ten klimat, który jest tworzony w takich miejscach, jak mały kościół Na Ostańcu przenosi się później na zespół
i egzystuje w nim jako tak zwany „dwunasty zawodnik". Umiejętność wytworzenia więzów przyjaźni 
pomiędzy zawodnikami i wzajemnego zaufania jest niezbędnym elementem mojej pracy przy tworzeniu 
zespołu i nie jest wcale zadaniem łatwym. Dlatego pomoc księdza była dla mnie w tym elemencie pracy z 
zespołem bardzo cenna.
Reprezentacja 2000-2002 miała to „Coś", co nie pozwalało ludziom przejść obok naszych meczów obojętnie. 
MoŜna powiedzieć, Ŝe reprezentacja miała „duszę". Ten magnetyzm był widoczny podczas meczów 
eliminacyjnych i powodował, Ŝe udawało nam się wychodzić obronną ręką z najtrudniejszych opresji. Teraz 
poszukiwaliśmy dla zespołu tego samego podkładu emocjonalnego.
Tak, jak konieczna jest współpraca na najwyŜszym poziomie sztabu trenersko-medycznego, tak podobnie 
wygląda dzisiaj wzajemny stosunek we współpracy sportowca i duchownego. O sukcesie czy poraŜce 
decydują tak subtelne elementy w przygotowaniach do meczu, Ŝe niczego nie wolno pominąć. A wiara w 
siebie i zwycięstwo często dominuje ponad innymi elementami waŜnymi w walce z przeciwnikiem.
Przez dwa i pół roku mojej pracy z reprezentacją miałem olbrzymie wsparcie w osobach duchownych. Ta 
współpraca z pewnością pomogła nam przeŜyć łatwiej gorycz poraŜki po Mistrzostwach.

Strona 38

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

Wspaniałego, a przede wszystkim nieoczekiwanego, serdecznego powitania nas na lotnisku w Warszawie po 
powrocie z Korei nie zapomnimy nigdy. Tam równieŜ pośród tysięcy kibiców z biało-czerwonymi flagami, 
czekali nasi księŜa - Adam Zełga i Mariusz Zapolski.
Ciało po trudach Mistrzostw i kilkunastogodzinnej podróŜy było zmęczone, ale dusza się radowała.
87
Amator tym się róŜni od zawodowca, Ŝe poświęca tylko tyle czasu na sport, ile uwaŜa za stosowne. 
Zawodowiec jest sportowcem przez dwadzieścia cztery godziny na dobę.
ORGANIZACYJNE BŁĘDY
Wydawało się nam po przylocie do Korei, Ŝe jeśli kaŜdy piłkarz będzie miał łatwy dostęp do komputera i 
internetu, będzie to znakomite rozwiązanie. Przede wszystkim łatwiej będzie kontaktować się z rodzinami w 
Polsce, co nie było bez znaczenia przy tak długiej rozłące. Okazało się, Ŝe popełniliśmy błąd.
Na tak długie turnieje, licząc równieŜ czas przygotowań, piłkarze powinni zabierać swoje rodziny. W Polsce 
oczywiście natychmiast wiele do powiedzenia mieliby ci, którym zwykle wszystko się nie podoba, ale tak 
właśnie naleŜało zrobić. Zamiast podwójnych nerwów spowodowanych stresem związanym z Mistrzostwami 
i obawą o rodziny, pozostałby tylko ten pierwszy. Nikt nie wysiadywałby przy internecie i mielibyśmy o wiele
więcej spokoju. Tymczasem to właśnie codzienne kontakty przez internet z Polską wprowadzały niepotrzebne
konflikty i nerwowość.
Powoli nabrzmiewał konflikt między piłkarzami a dziennikarzami. Podczas jednej z konferencji prasowych 
Tomasz Hajto „zaatakował" dwóch dziennikarzy, Ŝe piszą nieprawdę o naszej pracy oraz atmosferze w 
reprezentacji. Artykuły te wprowadzały w błąd kibiców w Polsce. Reprezentacja przedstawiana była w 
krzywym zwierciadle, a często najzwyczajniej obraŜano na łamach prasy zawodników i mnie. Nie była to 
przyjemna konferencja prasowa, podczas której trwała słowna potyczka między piłkarzami a dziennikarzami.
Dziennikarze pisali o grupach i grupkach wśród piłkarzy, podziałach w Kadrze i nie najlepszej atmosferze 
między zawodnikami. Było to oczywiście nieprawdą i osobiście Ŝyczyłbym kaŜdemu trenerowi, aby miał tak 
znakomitą atmosferę w zespole i zrozumienie między samymi piłkarzami oraz między piłkarzami a naszym 
sztabem szkoleniowym. Nie mogli się z tego typu wymyślanymi sensacjami pogodzić sami piłkarze. W końcu 
postanowili zareagować.
89

Po jednym z treningów, kiedy jechaliśmy w autokarze i przejeŜdŜaliśmy obok idących dziennikarzy, 
zawodnicy krzyknęli słowo wo-do-gło-wie.
PoniewaŜ nie krzyczał tego jeden, ale wszyscy piłkarze, miało to być w ich rozumieniu dowcipem i teŜ 
śmiechem to skwitowano. Piłkarzom chodziło o to, aby dziennikarze nie rozwadniali mózgów kibicom, pisząc 
o Kadrze nieprawdziwe rzeczy. Piłkarze powtórzyli to jeszcze raz i zakończyli swoje Ŝarty. Zrobiono z tego 
wielką aferę, jaka niby zaistniała między piłkarzami a dziennikarzami.
Amerykanie przylecieli do Korei z rodzinami. Piłkarze amerykańscy w rozmowach z dziennikarzami 
podkreślali, Ŝe wolą przewijać swoje dzieci i chodzić z rodzinami na spacery, niŜ siedzieć w zamknięciu i 
myśleć
o meczach.
Gdybym dzisiaj miał moŜliwość jeszcze raz prowadzić reprezentację, która awansowałaby do Mistrzostw, to 
drugim samolotem leciałyby małŜonki, narzeczone i dzieci piłkarzy. Jedna osoba byłaby odpowiedzialna za tę 
grupę, ale zawodnicy i ich rodziny spędzaliby czas wolny w tym równieŜ wspólnie noce. To moja rada dla 
kolejnego selekcjonera, który awansuje z reprezentacją do kolejnych Mistrzostw Świata lub Europy. Cudowny 
lek na stres, to zajęcie zawodników innymi tematami niŜ piłka noŜna. Nikt nie zrobi tego lepiej niŜ rodzina.
Kazimierz Górski najlepszy trener w historii polskiej piłki noŜnej, w takich sytuacjach mawiał: Psy szczekają a 
karawana jedzie dalej panie kolego. To powiedzenie najtrafniej oddaje to, co naleŜy robić, kiedy człowiek 
znajdzie się w takiej sytuacji.
Wtedy jednak zaczęliśmy odczuwać, Ŝe tej olbrzymiej presji nie wytrzymują prezesi. JuŜ po zakończeniu 
Mistrzostw Janusz Atlas powiedział mi, Ŝe to tak właśnie miało w mediach wyglądać. PrzecieŜ pierwszy 
obraźliwy dla mnie tekst przeczytałem, kiedy usiedliśmy w samolocie wiozącym nas do Korei. Okazało się, Ŝe 
sam nasz odlot do Azji był dla niektórych hasłem do ataku, a nie wyniki osiągane przez druŜynę.
Zaczęto domagać się w mediach zmian na stanowisku selekcjonera reprezentacji
Ale mnie to zupełnie nie obchodziło. Jechałem ze swoją ekipą na Mistrzostwa Świata i tylko to się liczyło. 
Oczywiście chciałem prowadzić tę druŜynę po Mistrzostwach, ale zdawałem sobie sprawę, Ŝe jak zawsze 

Strona 39

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

obronić mnie będą mogły tylko wyniki zespołu.
Natomiast juŜ podczas Mistrzostw w jednym z dzienników, zaczęły ukazywać się felietony członka ekipy na 
Mundial, jednego z wiceprezesów. Krytykował mnie za brak szybkości u Tomka Hajto, jakby kiedykolwiek 
Tomek naleŜał do grupy sprinterów, oraz za to, Ŝe nie wymieniłem połowy zespołu po przegranym meczu z 
Koreą. Było to dla nas nie do przyjęcia, Ŝe członek ekipy zachowywał się w ten sposób.
Grupa VIP-ów lecąca do Korei przed Mistrzostwami, wznosiła toasty juŜ na pokładzie samolotu za nowego 
selekcjonera, a przecieŜ Mistrzostwa miały się zacząć dla nas dopiero za cztery dni. CzyŜby oni wiedzieli coś, 
czego myśmy jeszcze nie wiedzieli. Grupa VIP-owska juŜ wiedziała, Ŝe zmiany nastąpią, ale w samolocie nie 
wiedziano, kto będzie selekcjonerem po Mistrzostwach. Toasty wznoszono więc za tego trenera, który leciał z 
nimi właśnie samolotem.
Prezesi krytykowali nas natomiast systematycznie w polskich mediach, co było dla nas szokujące. Okazało się, 
Ŝe najwaŜniejsze było dla nich, jak to odbierane jest w kraju. Jakby przyjechali w oddzielnej ekipie i raczej nie 
identyfikowali się z zespołem.
ZauwaŜyli to oczywiście od razu piłkarze i po swojemu komentowali. Chcieli nawet reagować, ale 
powstrzymałem ich, bo mieli swoje powaŜniejsze problemy do załatwienia z prezesami.
Z dnia na dzień narastał konflikt zawodników z prezesami. Okazało się, Ŝe PZPN udostępnił twarze piłkarzy 
dla reklamowych celów Coca Coli bez zgody zawodników. Niby tłumaczono zawodnikom, Ŝe nikt na tym nie 
zarabia, a kubki rozdawane są za darmo, ale zawodnicy nie chcieli o tym słyszeć. Piłkarze mieli podpisane 
kontrakty z firmą promocyjno-reklamową na sprzedaŜ swoich wizerunków i nic nie wiedzieli o działaniach 
prezesów. Prawnicza firma z Krakowa pozwała PZPN do sądu i wezwanie to przesłano faxem do Azji. 
Przesłano teŜ zgody, podpisane przez poszczególnych zawodników, na wystąpienie kancelarii prawnej w 
Krakowie przeciwko PZPN w ich imieniu. Od tego dnia rozpoczęły się regularne spotkania prezesów z 
zawodnikami w celu rozwiązania problemu. Jednego dnia wyglądało, Ŝe się dogadali, innego dnia, Ŝe nie. I 
tak to trwało aŜ do dnia poprzedzającego mecz z USA. Wreszcie wiceprezes Zbigniew Boniek postawił sprawę
na ostrzu noŜa i jednoznacznie dał do zrozumienia zawodnikom, Ŝe kto nie wycofa pozwu przeciwko PZPN, 
ten moŜe zapomnieć o reprezentacji.
W taki oto sposób podobizny zawodników na kubkach spowodowały burzę w szklance wody. Oczywiście i te 
kubki medialnie dorzucano zawod-
90
91
nikom do zupek, w sensie negatywnym, nie wiedząc, Ŝe akurat w tym przypadku nie mieli oni z tą promocją 
nic wspólnego.
Te zdarzenia potwierdzały, Ŝe zła atmosfera wokół zespołu, jaka zwykle ma miejsce po poraŜkach, 
potęgowana była przez zachowania ludzi, którzy byli bezpośrednio w naszej ekipie.
W końcu to ten skromny zespół złoŜony z trzydziestu kilku osób, umoŜliwił wylot na Mistrzostwa wszystkim,
którzy się tam znaleźli i zamiast być z tą ekipą do końca lub powiedzieć chociaŜ słowo dziękujemy, robiono 
wiele, aby przedstawiać nas kibicom w Polsce w jak najgorszym świetle. Okazało się, Ŝe te działania odniosą 
akurat odwrotny skutek. Kibica w Polsce dzisiaj trudno jest oszukać i wcisnąć mu tak zwany kit. Im gorzej nas 
oczerniano, tym większe wsparcie kibiców odczuwaliśmy.
JuŜ po zakończeniu Mistrzostw, kiedy zaproszono mnie razem z moimi współpracownikami na spotkanie 
wydziału szkolenia, najwięcej do powiedzenia podczas tego sądu kapturowego miał specjalista od 
ogrodnictwa z Bydgoszczy, zaproszony równieŜ na to spotkanie. Zaczął swój wywód od słów ja się na tym nie
znam, ale... Później odczytano list człowieka, który nie widział ani jednego naszego treningu i nawet nie mógł 
wiedzieć co robiliśmy, ale napisał, Ŝe właściwie zrobiliśmy same błędy. Był szefem Rady Trenerów, która ma z 
samej zasady występować w obronie i interesie szkoleniowców.
- Czas umierać - szepnął mi do ucha słuchający tego doktor Stanisław Machowski, wstał i bez poŜegnania 
opuścił salę.
Cały splendor związany z awansem reprezentacji spłynął na mój departament. Pomagali nam oczywiście w 
PZPN wszyscy, ale w sprawach nie mających nic wspólnego z wynikami na boisku. Ale zaraz po naszym 
awansie, zaczęły się jednak dziać niepokojące rzeczy.
Zaczęło się od rekonstrukcji układu premii, nagród i startowego dla członków mojego departamentu. Nagle 
okazało się, Ŝe to co było poukładane i znakomicie funkcjonowało, zaczęło prezesom przeszkadzać. Prezesi 
zaczęli majstrować przy siatce płac w moim departamencie i przy nagrodach. Pozmieniali wszystko tak, Ŝe 
narobili wiele bałaganu w mojej ekipie. Wezwał mnie do siebie Zbigniew Boniek i zapytał dlaczego dzielę się 

Strona 40

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

premią z moimi współpracownikami. Mówił, Ŝe wszystko powinno być tylko dla mnie. Jak to moŜliwe, pytał, 
Ŝe ja biorę z nagrody tylko jedną czwartą, a trzy czwarte dzielę na moich współpracowników. Według jego 
opinii dyrektor techniczny zarabiał za duŜo, trener współpracujący za duŜo,
trener bramkarzy za duŜo, kierownik za duŜo, lekarz za duŜo, a selekcjoner za mało. Ale mnie moje nagrody 
satysfakcjonowały i zdawałem sobie sprawę, Ŝe nie pracuję sam, a podzielić się nagrodą powinienem z moimi 
współpracownikami. Z drugiej strony rzucano mimochodem dziennikarzom kłamstwa w stylu, Ŝe na 
przykład selekcjoner skasował połowę nagrody za awans, przeznaczonej na cały sztab. Ukazało się nawet to 
kłamstwo w jednej z gazet. Jeszcze raz dementuję te nieprawdziwe informacje.
Co chwila przychodził do mnie ktoś z moich współpracowników, niezadowolony z nowych decyzji prezesów. 
A prezesi zmieniali dalej. - Jak im się nie podoba - wyrokowali - to niech spadają. Doszło do tego, Ŝe 
wyjeŜdŜając na Mistrzostwa, nikt tak naprawdę nie wiedział, jakie będą ewentualne nagrody. Ale oczywiście 
w takim momencie samo hasło Korea, elektryzowało i było warte więcej niŜ pieniądze. Niemniej pewien 
niepokój zaczął się w ekipę wkradać coraz wyraźniej. Zawodnicy dowiedzieli się o ewentualnych nagrodach 
za wyjście z grupy, dopiero podczas Mundialu w Azji, na spotkaniu z prezesami w moim pokoju hotelowym. 
Podobnie wszyscy członkowie sztabu reprezentacji.
Kolejnym z nietrafionych pomysłów wiceprezesa Zbigniewa Bońka było licytowanie przez zawodników 
numerów na koszulkach. Idea sama w sobie bardzo dobra, bo zebrane pieniądze miały być wydane na cele 
charytatywne. Natomiast czas, kiedy to zostało zrobione, był najgorszym z moŜliwych. Przede wszystkim za 
wcześnie, kiedy jeszcze ekipa na Mistrzostwa nie została ustalona. W efekcie licytowali numery na koszulkach 
piłkarze, którzy nie polecieli na Mistrzostwa i słusznie byli z tego powodu bardzo rozczarowani. Prezes 
jednak się nad tym nie zastanawiał. W końcu on był z nami czasami, a z problemami zostawałem ja i moja 
ekipa.
Faktem natomiast jest, Ŝe prezesi wspierali mnie wcześniej w trudnych momentach poprzedzających 
eliminacje. Zabezpieczali finanse na organizację szkolenia i nagrody. Mieli wiele pozytywnych działań, które 
niestety przeplatane były działaniami bardzo negatywnie wpływającymi na atmosferę w samym sztabie i 
zespole. Najbardziej kontrowersyjne decyzje w stosunku do ludzi z mojego sztabu zaczęto podejmować po 
naszym awansie do Mistrzostw Świata.
Jednak kto z kim i w co grał w PZPN, tak naprawdę do dzisiaj nie wiem i pewnie nigdy się nie dowiem, bo w 
relacjach kaŜdej ze stron, wygląda to inaczej. Faktem jest, Ŝe zrobiono wiele nieodpowiedzialnych działań, 
które
92
93
wpłynęły bardzo negatywnie na atmosferę w zespole i moim sztabie współpracowników.
Wreszcie doszła sprawa przedłuŜenia lub nie mojego kontraktu. Obecny kończył mi się po Mistrzostwach i 
złoŜyłem pisemne zapytanie do Prezydium PZPN, czy będzie wola przedłuŜenia go. Powody były dwa.
Pierwszy to ten, Ŝe znana juŜ była nasza grupa eliminacyjna do Mistrzostw Europy i rozpoczęliśmy meczem w
lutym na Cyprze, poszerzoną selekcję i przygotowania do walki w eliminacjach Euro 2004. Jeśli miałby to robić
ktoś inny, to dobrze byłoby, aby się od razu do tego włączył. Wiadomo, Ŝe jeśli miałby być inny trener, to 
będzie miał swoją koncepcję i pewnie nowy sztab ludzi. A w moim sztabie trener Władysław śmuda został 
jednoosobowo odpowiedzialny za kompletowanie materiałów o naszych przeciwnikach w eliminacjach do 
Mistrzostw Europy. Przejął tę działkę od trenera Edwarda Klejndinsta, który po zakończonych Mistrzostwach 
Świata przechodził do pracy w swojej reprezentacji olimpijskiej. Ponadto musiałem przygotować na 
ewentualne zmiany mój sztab, aby kaŜdy zabezpieczył sobie pracę po Mistrzostwach. Jeśli ze mną nie będzie 
przedłuŜany kontrakt, to pewnie z moimi ludźmi takŜe.
Drugi powód to fakt, Ŝe po Mistrzostwach nie będzie juŜ moŜliwości zabezpieczyć sobie pracy, bo kluby 
zapinają swoje sprawy personalne do końca czerwca. Jeśli nie będzie przedłuŜany mój kontrakt, to miałem 
czas aby podpisać go z którymś z klubów ligowych w Polsce lub zagranicą. Prezesi wyrazili wolę podpisania 
nowego kontraktu, przygotowali mi go sami, a ja podpisałem. Nowe zadanie jakie mi postawiono to miał być 
pierwszy w historii polskiej piłki noŜnej awans do Mistrzostw Europy 2004. Kontrakt został przedłuŜony do 
końca 2003 roku z moŜliwością kolejnego przedłuŜenia na czas Mistrzostw Europy, gdybyśmy się do nich 
zakwalifikowali. Od tego momentu mogłem koncentrować się tylko na Mistrzostwach Świata.
Ale z faktu podpisania mojego kontraktu juŜ robiono sensację. Zaczęto przebąkiwać, Ŝe wywieram presję na 
prezesach i chcę za wszelką cenę wymusić przedłuŜenie kontraktu. Wstyd było słuchać takie nonsensy. 
PrzecieŜ kaŜdy doskonale zdawał sobie sprawę, Ŝe po awansie do Mistrzostw Świata moje akcje jako 

Strona 41

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

szkoleniowca na rynku polskim i nie tylko, stały wysoko. Dlatego nikogo o nic nie musiałem prosić, a tym 
bardziej naciskać. Na trzy miesiące przed upłynięciem terminu zakończenia mojego kontraktu, zwróciłem się 
oficjalnym pismem do Prezydium PZPN z zapytaniem czy będzie wola przedłuŜenia ze mną kontraktu. 
Otrzymałem odpowiedź, równieŜ na
94
piśmie, Ŝe decyzja zostanie podjęta przez PZPN do końca miesiąca. Przed końcem miesiąca przedstawiono mi 
wzór nowego kontraktu. Wezwał mnie do siebie prezes i oznajmił, Ŝe PZPN oczywiście chce przedłuŜyć ze 
mną kontrakt, a wszelkie detale przedstawi mi wiceprezes Zbigniew Boniek. Wiceprezes wręczył mi wzór 
nowego kontraktu. Następnego dnia wręczył mi kolejny wzór, z poprawkami jakie naniósł wiceprezes 
Eugeniusz Kolator. Podpisałem tego samego dnia ten poprawiony kontrakt i zapomnieliśmy o temacie. Jednak
media o całej sprawie pisały coś zupełnie innego. No cóŜ, czas*pokazał, Ŝe nie wszystkim w PZPN było na 
rękę podpisywanie ze mną nowego kontraktu.
Taka atmosfera towarzyszyła ostatnim miesiącom przed naszym wyjazdem na Mistrzostwa Świata.
Powinienem zareagować i wyjaśnić wszelkie nieprawdziwe informacje w mediach juŜ na długo przed 
Mistrzostwami, kiedy pojawiły się pierwsze symptomy zła. Nie zrobiłem tego i ponosiłem później 
konsekwencje. Powinienem rozpocząć ostrą wojnę ze wszystkimi, którzy takie nieprawdziwe wieści 
rozpuszczali, bez względu na jej skutek i na osobę, przeciwko której musiałbym wystąpić.
Po poraŜce juŜ nikt trenera nie chce słuchać, bo racje są zawsze po stronie krytykujących. Jakby trudno było 
nam powiedzieć: Po Mistrzostwach bez wzglądu na wynik zakończycie pracę z zespołem.
Uścisnęlibyśmy sobie dłonie i byłoby jak w cywilizowanym świecie.
Trener słucha wielu rad i opinii, ale decyzje podejmuje zawsze sam, bo odpowiada za nie własną głową.
PUSAN - DRUGA W NOCY PRZED MECZEM
Po zakończeniu rozmów indywidualnych z zawodnikami zebraliśmy się całym sztabem w moim pokoju. Miał 
przyjechać i odwiedzić nas w hotelu Prezydent Aleksander Kwaśniewski, ale poinformował, Ŝe nie moŜe się z 
nami zobaczyć i mały poczęstunek, jaki naszykował nasz kucharz Robert Sowa musieliśmy sami 
skonsumować. Kucharz przygotował najlepsze dania i wytrawne trunki, nie licząc się z kosztami. Mieliśmy 
„prezydencki" deser.
Rozmawialiśmy o czekającym nas meczu i nikomu nie chciało się spać. Adrenalina juŜ robiła swoje u kaŜdego 
z nas i oddziaływała na nasz stan duchowy. Nagle usłyszeliśmy na plaŜy pod oknami hotelu zorganizowany 
śpiew kibiców koreańskich. Przyzwyczailiśmy się juŜ do ich charakterystycznej piosenki, ale Ŝeby śpiewać o 
tej porze i to pod naszymi oknami, to było nie do przyjęcia. Celem tego działania było obudzenie naszych 
piłkarzy. Natychmiast poprosiłem naszego ochroniarza o interwencję. Pobiegł do recepcji i kiedy wrócił 
poinformował nas, Ŝe uruchomił procedury jakie w takich przypadkach nakazała FIFA. Kibice śpiewali nadal i
zaczynało mnie to denerwować. Zawołałem do mojego pokoju koreańskiego ochroniarza siedzącego na 
korytarzu. Popatrzył, wzruszył ramionami i usiadł znowu na korytarzu.
- Idę do nich - krzyknąłem i wybiegłem z pokoju.
W windzie znalazł się ze mną doktor Stanisław Machowski i fizjoterapeuta Krzysztof Leszczyński. 
Przebiegliśmy koło recepcji, pomimo okrzyków ochroniarzy koreańskich, którzy zakazywali nam wyjścia z 
hotelu. Pobiegliśmy w stronę plaŜy. Hotel od strony plaŜy ochraniało ośmiu policjantów. Przecisnęliśmy się 
przez nich i pobiegliśmy na plaŜę. Wpadłem pierwszy w sam środek rozwrzeszczanej grupy. Młodzi ludzie w 
wieku od osiemnastu do trzydziestu lat, w liczbie około pięćdziesięciu osób, mieli na głowach chustki z 
napisami koreańskimi, trąbili i wrzeszczeli. Kiedy stanąłem w środ-
97
ku grupy nagle umilkli. Na nasypie stał w odległości pięciu metrów od nas Stanisław i miał załoŜone klapki na
dłoniach, gotowy do walki. Za nim w odległości dziesięciu metrów stanął Krzysztof. Policjanci wykrzykiwali 
coś w ich języku, ale stali daleko, ochraniając wejście do hotelu.
- Mister Engel - powiedział najbliŜej mnie stojący młodzian i wyciągnął
rękę na powitanie.
Uścisnąłem mu dłoń i powiedziałem, Ŝeby sobie poszli bo chcemy spać. I tak juŜ zrobili swoje, bo pobudzili 
wszystkich w hotelu. Zapytali czy mogą sobie zrobić ze mną kilka zdjęć. Zgodziłem się pod warunkiem, Ŝe 
będą cicho. Pstryknęliśmy sobie fotki i grupa odeszła plaŜą w stronę innych hoteli.
Wracaliśmy powoli do hotelu. Policjanci wykrzykiwali do nas, ale nie zwracaliśmy na to Ŝadnej uwagi. 
Podbiegł do nas szef ochrony koreańskiej i zaczął nas pouczać, Ŝe zrobiliśmy bardzo nierozsądnie. Policjanci 
nie interweniowali, mówił, bo było ich za mało i juŜ wezwano posiłki. Ochroniarze wciąŜ czekają na procedury

Strona 42

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

z FIFA i zgodnie z tym, co mówił szef ochrony, my teŜ powinniśmy czekać. Powiedziałem mu, Ŝe jeśli tej nocy 
jeszcze raz się to powtórzy, jutro nie wyjdziemy na mecz i jego robię za to właśnie odpowiedzialnym. 
Ochroniarz zbladł, przestał nas pouczać i wiedziałem, Ŝe juŜ będziemy mieć spokój do rana.
-  Myślałem, Ŝe będziemy się z nimi smarować - powiedział Stasio i załoŜył klapki na nogi.
- Ja teŜ tak myślałem - odpowiedziałem mu i rzeczywiście byłem na to
gotowy.
- Nie martwcie się, ja bym was potem pozbierał - dodał Krzysztof. Roześmieliśmy się i wróciliśmy do pokoju.
W sporcie waŜne jest jak wielką wiedzę posiada trener, ale jeszcze waŜniejsze jest to, co z tej wiedzy przy 
swoją jego zawodnicy.
ODPRAWY - KOREA
Treningi teoretyczne, chociaŜ często niedoceniane, spełniają w futbolu olbrzymią rolę. Podczas Mistrzostw 
Świata codziennie mieliśmy przynajmniej jeden trening teoretyczny. Kilka odpraw przedmeczowych 
przytaczam w tej ksiąŜce. Są to zapisy dosłowne. Wiedza teoretyczna przekazywana jest na róŜnego rodzaju 
odprawach i spotkaniach. MoŜe to być oglądanie zapisu video i jednoczesne omawianie meczu. Mogą być 
wybrane i przygotowane fragmenty meczu i dokładna ich analiza. Mogą być odprawy motywacyjne. Są teŜ 
odprawy podczas, których omawia się aktualną sytuację w zespole i na turnieju. Opisuję treść tych kilku 
odpraw, aby przybliŜyć atmosferę i klimat, jaki towarzyszył naszej pracy.
Moi drodzy są momenty w Ŝyciu człowieka, kiedy zupełnie niespodziewanie dla siebie samego, staje się 
postacią historyczną.
Tak stało się w przypadku naszej grupy. Historia polski spłatała juŜ wielu ludziom w przeszłości dziwne figle.
Trudno wracać do zamierzchłych czasów, bo moŜe nie kaŜdy z was interesuje się historią, a juŜ na przykład 
Emanuel zupełnie by tego nie zrozumiał. Dlatego dam wam za chwilę przykład pewnego zdarzenia, jakie dla 
naszego kraju i dla nas Polaków jest charakterystyczne, bo powtarzało się kilkakrotnie w historii naszego 
państwa.
Nam teŜ historia spłatała figla. Dla przykładu kiedy urodził się Tomek Hajto, to nikt nie spodziewał się, Ŝe oto 
pewnego dnia stanie się on osobą publiczną, a ponadto zapisze się on na stałe w historii sportu polskiego. I to 
dotyczy nas wszystkich. I ciebie teŜ „Kłosik", takŜe nie ma się co uśmiechać do „Hajtowego".
My Polacy jesteśmy narodem, którego działania są trudne do przewidzenia. KtóŜ mógł przewidzieć, Ŝe polscy 
lotnicy uratują Anglię. A jednak tak się stało i to są właśnie historyczne fakty. Winston Churchill powiedział, 
Ŝe
99
jeszcze nigdy w historii Anglii, los tak wielu ludzi nie zaleŜał od tak niewielu. Miał na myśli małą grupę 
naszych lotników, którzy wsławili się w bitwie o Anglię.
A teraz zjawiliśmy się tutaj, w Korei i nikt nie jest w stanie przewidzieć, czego tak naprawdę jesteś my w stanie
dokonać na tych Mistrzostwach Świata. Nie ma takiego mądrego. Nasz rozrzut moŜliwości jest od 
odpadnięcia w fazie grupowej, bez zdobycia choćby jednego punktu, aŜ do zdobycia Mistrzostwa Świata. 
Wszystko zaleŜy tylko od nas samych i wciąŜ jest przed nami. Ale doświadczenie nauczyło nas juŜ 
wielokrotnie, Ŝe tak długo dopóki będziemy trzymać nasz los tylko w swoich rękach i doprowadzimy do tego,
Ŝe tylko my będziemy decydować o nas samych, wszystko będzie do zdobycia.
A z drugiej strony, patrząc na nasz udział w tej imprezie, czy ktokolwiek będzie po nas płakał, jak 
odpadniemy? FIFA na pewno nie. Bo w ich kalkulacjach dla dobra tej imprezy najlepiej byłoby, gdyby do 
dalszej rundy przeszły Portugalia i Korea. Portugalia, bo gwarantuje wspaniały, widowiskowy futbol, mając w
swoich szeregach gwiazdy z Figo na czele, dające zainteresowanie nimi wszystkich światowych mediów. 
Korea, bo gwarantuje niesamowite zainteresowanie kibiców, pełne stadiony i sukces ekonomiczny imprezy.
Przez ostatnie szesnaście lat było o nas cicho, jeśli chodzi o udział w Mistrzostwach Świata. W finałach 
Mistrzostw Europy nie uczestniczyliśmy nigdy. Nasze zespoły klubowe nie istnieją w fazie grupowej ligi 
Mistrzów, a w Pucharze UEFA nie moŜemy wychylić się ponad poziom średniaków. Tak jesteśmy postrzegani
przez futbolowy świat. 1 takie są fakty, jeśli chodzi o nasząpolskąpiłkę noŜną. Dopiero my przypomnieliśmy 
piłkarskiemu światu, Ŝe jest taki kraj jak Polska, gdzie teŜ potrafią grać w piłkę. Ale czy będzie to tylko miły 
akcent ten nasz udział w Mundialu, czy zaistniejemy jako bia-ło-czerwony koń tych Mistrzostw, to juŜ zaleŜy 
tylko od nas samych. Musimy grać na poziomie na jakim nie graliśmy nigdy dotąd. KaŜdy z was musi się 
wznieść nie na wyŜyny, ale na sam szczyt swojego talentu, zaangaŜowania, ambicji, patriotyzmu. Tu juŜ nas 
skreślili z mapy Mistrzostw. Jak widzicie w prognozach nikt nam nie daje najmniejszych szans na wyjście z 
grupy. Ale są ludzie, którzy w nas wierzą, tam w Polsce, daleko stąd. Tam zostały nasze rodziny, przyjaciele, 

Strona 43

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

kibice i miliony ludzi, których nie znacie, ale oni doskonale znają kaŜdego z was. Im trzeba będzie spojrzeć w 
oczy po powrocie do kraju. Ich nie wolno nam zawieść. To co wyczyniają z nami media zostawiamy na boku. 
Od dawna wiemy, Ŝe dla niektórych dziennikarzy, to
100
czym będzie gorzej u nas, tym dla nich lepiej. Ale na razie ta krytyka to jeszcze nic. Zobaczycie co potrafią, 
kiedy nie daj BoŜe te Mistrzostwa nam nie wyjdą. Dlatego koncentrujemy się tylko na naszej pracy, grze i 
walce o zwycięstwo. Nie myślimy o niczym innym.
Oczywiście są rzeczy moŜliwe do zrobienia i niemoŜliwe. MoŜe się okazać, Ŝe te Mistrzostwa przerosły nasze 
moŜliwości. Tak teŜ moŜe się zdarzyć. Jeśli je przegramy nikt nie będzie miał do nas Ŝalu, ale tylko w 
przypadku, jeśli rzucimy na szalę wszystkie atuty jakie posiadamy. Jeśli będziemy walczyć do upadłego, jeśli 
damy z siebie wszystko. Zrobiliśmy i tak bardzo wiele dla polskiej piłki noŜnej. I juŜ przeszliśmy do historii 
bez względu na wynik jaki tu osiągniemy. Aleja chciałbym i wierzę, Ŝe wy wszyscy równieŜ, tak jak ja i mój 
sztab, chcecie wrócić do kraju z podniesioną głową. MoŜe tak się stać tylko pod jednym warunkiem, Ŝe kaŜdy 
da z siebie maksimum zaangaŜowania, ambicji i woli walki w kaŜdym meczu. Nikt tego nie dokonał przez 
ostatnie kilkanaście lat prócz nas. Sami wywalczyliśmy sobie ten zaszczyt reprezentowania Polski na 
największym z teatrów świata, jakim są Mistrzostwa w piłce noŜnej. Ale sukcesy naszej małej grupy nie są juŜ 
tylko naszymi sukcesami. Stały się juŜ sprawą ogólnonarodową. Tak jak Mistrzostwa Świata w piłce noŜnej są 
sprawą ogólnoświatową.
Polskę juŜ parę razy skreślano z mapy Europy. JuŜ nas teoretycznie nie było. Zebrało się kilku mądrali, brali 
mazak i dzielili sobie mapę Polski na części. Ostatni, którzy chcieli tego dokonać nazywali się Ribentropp i 
Mo-łotow. Jak widzicie zupełnie nie piłkarskie nazwiska. Zrobili długą, czarną krechę na mapie i chcieli 
zdecydować, Ŝe w prawo od tej kreski będzie Rosja, a w lewo od niej Niemcy. Nie daliśmy się wykreślić 
wtedy, ale czy damy się łatwo wykreślić teraz, na tych Mistrzostwach. Ile narodów chciałoby mieć taką frajdę, 
jaką my daliśmy wszystkim Polakom awansem do tej imprezy. Gdzie są Holendrzy, Czesi czy Norwegowie i 
ponad sto innych krajów. Oni muszą dzisiaj patrzeć na nas i marzyć, tak jak my marzyliśmy i zazdrościliśmy 
innym przez ostatnie szesnaście długich lat. To tylko wasza zasługa, tak popatrzcie na siebie jak tu siedzicie. 
Wyście tego dokonali i otworzyliście sami sobie szansę na jeszcze więcej. Ale czy macie w sobie chęć na jeszcze
więcej, czy odnajdziemy tę determinację w walce z przeciwnikiem, jaką mieliśmy w eliminacjach? To są 
pytania, na które kaŜdy sam musi sobie odpowiedzieć jeszcze zanim zagrają nam Hymn.
Bo co to są tak naprawdę Mistrzostwa Świata. Widzicie kamery nagrywające nasze treningi i wiszące na 
kaŜdym słupie wokół stadionów, na któ-
101
rych ćwiczymy. Wiemy, Ŝe nagrywane jest kaŜde nasze słowo. Kiedy robi się takie działania? Tylko w 
warunkach wojennych. I chociaŜ jest to sport, takie działania są podejmowane. Ale dla nas to przecieŜ nie jest 
coś nowego. JuŜ to przerabialiśmy. Jutro musimy być jeszcze mocniejsi niŜ wtedy w Kijowie, Oslo czy Cardiff. 
Przypomnijcie sobie Chorzów i cudowne zwycięstwo, które postawiło kropkę nad „ i" naszego awansu. Przez 
godzinę po meczu nie zeszliście z murawy stadionu, śpiewając razem z kibicami. To są te momenty, dla 
których warto było cięŜko pracować przez całą naszą dotychczasową karierę. To pozostanie w nas na zawsze. 
Kiedykolwiek się spotkamy, za ileś tam lat, to będziemy wracać tylko do tamtych chwil.
A teraz przed nami kolejne odcinki legendy. Marzenia się spełniły. Kto moŜe lepiej od nas wiedzieć, cóŜ to za 
cudowne uczucie stanąć na tych bajkowych stadionach tam na dole, na murawie, spojrzeć na wypełniony po 
brzegi stadion i mieć tę świadomość, Ŝe ci ludzie przyszli tylko dla nas. Ale jest jeszcze lepsze uczucia kiedy po
meczu moŜna pobiec do sektora, gdzie siedzą polscy kibice i rzucić im koszulki po wygranym meczu. Czy 
moŜe być coś więcej warte niŜ takie momenty?
MoŜe tylko nie dla Wieśka, bo on musi się z kaŜdej koszulki rozliczyć. ..(śmiech).
Jakie wydarzenia historyczne mogą spowodować, Ŝe ulice w Polsce nagle opustoszeją? Co moŜe przyciągnąć 
cały naród przed telewizory? Dlaczego młodzi ludzie malują sobie na policzkach bialo-czerwone flagi? Co 
moŜe spowodować, Ŝe wszyscy w kraju będą tańczyć z radości lub płakać z rozpaczy?
Tylko wydarzenia ekstremalne, takie, o których opowiada się latami i latami na nie czeka. Co powoduje, Ŝe do 
grupki trzydziestu Polaków, gdzieś tysiące kilometrów od ojczyzny, przylatuje Prezydent, a PapieŜ przesyła 
błogosławieństwo? To są właśnie Mistrzostwa Świata. Wasze i moje Mistrzostwa, których nikt nie dał nam w 
prezencie, na które sami sobie w cięŜkich bojach zapracowaliśmy. Teraz w waszych rękach są nastroje 
Polaków. Albo spowodujecie poprzez zwycięstwa, Ŝe będzie to euforia, tak jak podczas gier eliminacyjnych, 
albo smutek. ZaleŜy to tylko od was samych. A futbol to prosta gra. I dlatego, Ŝe jest taka prosta, Ŝadna inna 

Strona 44

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

impreza nie jest w stanie wyzwolić takich emocji i tak skrajnych odczuć. Albo spowodujemy, Ŝe ulice w Polsce 
będą bialo-czerwone od flag, albo szare i smutne. Dlatego chcę Ŝebyście zrozumieli, jak waŜna jest to impreza 
dla kaŜdej reprezentacji jaka się tu znalazła. Bo takie same odczucia, jak w Polsce, są w kaŜ-
102
dym innym kraju. Widzicie sami co dzieje się tu w Korei. W telewizji nie ma nic innego, jak tylko wzbudzanie 
coraz większego szowinizmu narodowego. Cała Korea pochłonięta jest tą atmosferą. Ale tam na placu będzie 
tylko jedenastu na jedenastu. I wierzę, Ŝe nie pękniemy. Chcieli się z nami bić na pięści w Armenii to się 
biliśmy. Cokolwiek się tu stanie teŜ podejmiemy walkę. Bo jest o co się bić.
Ale dla nas tak naprawdę nie jest waŜne, kto jest naszym przeciwnikiem. MoŜe być Korea, Brazylia czy 
Argentyna. Tym meczem gramy o jedną ósmą Mistrzostw, bo zwycięstwo w pierwszym meczu taką szansę 
przed nami otworzy. Chcemy zrobić wszystko, Ŝeby wyjść z grupy, a jeśli wyjść, to najlepiej na pierwszym 
miejscu. Dlatego podłoŜem tego meczu jest myślenie nie tylko o pokonaniu rywala, ale o przyszłości 
reprezentacji na tych Mistrzostwach. Jeśli nie będziecie mieli tego w sercu, jeśli nie marzycie o przywiezieniu 
do Polski złotego pucharu, to nie wygramy teŜ meczu z Koreą.
Przyjechaliśmy na Mistrzostwa Świata, a więc grajmy o Mistrzostwo Świata, bo taka okazja juŜ nigdy w Ŝyciu 
moŜe się nam nie powtórzyć. Jak wygramy, to mamy wielką szansę, dziewięćdziesiąt dziewięć koma dziewięć,
Ŝe będziemy pierwsi w tej grupie. A być pierwszym w tej grupie, to znaczy wpaść na Meksyk albo na 
Chorwację, a od tych zespołów jesteśmy na pewno lepsi. Dlatego tak chciałbym, abyście w ten sposób patrzyli 
na ten mecz. To juŜ moŜe być dla nas grą o kolejne rundy. JuŜ paradoksalnie ten pierwszy mecz. Bo potem 
moŜe być i będzie o wiele łatwiej niŜ w tym pierwszym meczu. A więc moŜemy ten milowy krok zrobić juŜ 
teraz, zanim ten turniej naprawdę się rozbuja.
Nikt nie wie na co nas dzisiaj stać. Na dobrą sprawę my sami teŜ nie wiemy, czego moŜemy się spodziewać, 
grając na tym poziomie. A więc spróbujmy iść po wszystko, co jest moŜliwe dla nas do wygrania. MoŜe uda się
nam powtórzyć sukces z eliminacji.
Gdyby cokolwiek się nie udało, odpukać, zaczynamy walczyć o drugie miejsce w grupie. Robimy sobie 
trudniejszą drogę, bo będą stać na niej Włosi. Dlatego zróbmy wszystko, aby tę przeszkodę zostawić innym. 
Bardzo potrzebne nam jest to pierwsze zwycięstwo. Ale do tego potrzebna jest wiara. Wiara w samych siebie, 
wiara w partnera, w zespół. Jeśli macie ją w sercach, to powtórzcie sobie — „jeszcze Polska nie odpadła dopóki
my tu jesteśmy" i to jest odpowiedź na wszystkie pytania.
Jesteście grupą męŜczyzn, którzy zniosą stres, napięcie, emocje, tremę. Hymn będzie miał dla nas specjalną 
wymowę, bo będzie musiał wysłuchać
103
go razem z nami cały świat. Dla was go zagrają. Bo wy sobie swoją grą na to zasłuŜyliście. Podczas Hymnu 
zbliŜenia waszych twarzy będą oglądane przez miliony ludzi na całym świecie. Wczujcie się w nastrój jaki 
niesie ze sobą nasz polski Hymn i pamiętajcie, Ŝe razem z nami słucha go w tym momencie cała Polska.
Dziwne figle, jak widzicie, płata historia. Zróbmy i my figla wszystkim, którzy spisali nas juŜ na straty, zanim 
jeszcze sędzia rozpoczął nasz pierwszy mecz. Teraz zagrajmy o legendę, która daj BoŜe pozostanie na długo w 
pamięci i sercach wszystkich Polaków.
Nasza grupa jest bardzo trudna. Koreańczycy są gospodarzami tej imprezy i wszyscy zdajemy sobie sprawę 
jak trudne zadanie nas czeka. Reprezentacja Korei ma o wiele większe doświadczenie w grze na 
Mistrzostwach Świata aniŜeli my. Oni występują na tej imprezie regularnie co cztery lala. ChociaŜ nie odnieśli 
jeszcze zwycięstw, to doświadczenie zdobyte wcześniej będzie procentować, a do tego grają w swoim kraju. 
Jak my dzisiaj bvśmv się czuli, gdyby ten mecz był w Polsce. Przede wszystkim o wiele pewniej. mimo Ŝe nikt 
z nas w tak powaŜnej imprezie jeszcze nie uczestniczył. Oni teŜ czują się pewni zwycięstwa i czują wsparcie 
całego narodu. Nie liczymy na fair play, czy na przychylność sędziów. Z góry zakładamy, Ŝe poprowadzą ten 
mecz w proporcjach sześćdziesiąt do czterdziestu. Ale to jest właśnie to czterdzieści procent szans, które 
będziemy mieli i musimy umieć je wykorzystać i zamienić w sto procent sukcesu.
Portugalia z kolei to jeden z faworytów Mistrzostw, oczywiście na papierze. Ale jest zespołem 
doświadczonym w grze na takim poziomie i takich imprezach. TeŜ będzie niesamowicie cięŜko. Na koniec 
Amerykanie. Tych pokonamy, bo nie wyobraŜam sobie, Ŝebyśmy mogli przegrać w piłkę noŜną z Ameryką.
Cztery punkty dadzą nam wyjście z grupy, a sześć wyjście z pierwszego miejsca. Jak wiecie nigdy was nie 
oszukałem, mówiąc o naszych realnych szansach i nie czaruję teraz. Będzie sakramencko trudno, ale juŜ z 
takich opresji wychodziliśmy nie raz. Wierzę, Ŝe zrobimy to i tym razem.
W meczu będzie liczyć się kaŜda piłka, kaŜde zagranie. Tutaj kaŜdy błąd jest niezwykłe kosztowny, bo na tym 

Strona 45

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

poziomie rzadko marnuje się sytuacje bramkowe. Musimy być niezwykle czujni, Ŝeby nie dać się niczym 
zaskoczyć. Liczyć się będzie dyscyplina taktyczna i rozsądek w grze. Przed waŜnym zadaniem staną liderzy 
zespołu. Od was zaleŜeć będzie w głównej mierze, jak ułoŜymy sobie grę. Chcę widzieć kapitanów zespołu 
podrywających
104
druŜynę do walki i biorących na siebie cięŜar gry w trudnych momentach. Wiecie juŜ wszystko o przeciwniku.
Wiecie jak mamy grać, aby ich zwycięŜyć. Liderem obrony jest Tomek Wałdoch, liderem środka pola Piotr 
Swier-czewski. Dwaj kapitanowie jak w ksiąŜce o spełnionych marzeniach.
Jeśli ktoś się nie czuje na siłach lub z jakiegokolwiek powodu nie moŜe wystąpić, niech zgłosi to teraz. 
Będziemy szanować taką decyzję. Tam będzie wrzawa, huk, doping, nie będziecie się słyszeć wzajemnie na 
boisku, dlatego kaŜdy musi odpowiadać za siebie i liczyć przede wszystkim tylko na siebie. Jestem pewien, Ŝe 
postawiliśmy razem z moimi współpracownikami na właściwych ludzi. Jesteście najlepsi z najlepszych. 
Jesteście w gronie najlepszych trzydziestu dwóch zespołów piłkarskich na świecie. Wierzę, Ŝe pokaŜemy 
równieŜ na poziomie Mistrzostw Świata, jak potrafimy zwycięŜać.
Oglądaliśmy juŜ wiele meczów na tych Mistrzostwach. Widzieliście Argentynę, same gwiazdy światowego 
formatu. Ale jak oni walczą o kaŜdą piłkę, jak wspierają się nawzajem. Takie będą te Mistrzostwa. Wygrają te 
zespoły, które będą najlepiej zorganizowane, które najlepiej oprą grę o zespołową pracę, które zostawią na 
boisku najwięcej krwi i potu. Nie jesteśmy fawory tami tych Mistrzostw, ale to wcale nie znaczy, Ŝe musimy je 
przegrać. Tak jak nikt nie rodzi się bohaterem, ale zawsze moŜe nim zostać.
Tyle miałem wam dzisiaj do przekazania. Wierzę, Ŝe kaŜdy z was ma pełną świadomość, przed jak trudnym 
zadaniem stajemy. Ale wierzę równieŜ, Ŝe przez całą swoją karierę walczyliście o to, dąŜyliście do tego i 
czekaliście na to, aby móc się z takim zadaniem zmierzyć. Przekazuję wam pozdrowienia od pana Prezydenta.
Jest w Korei i będzie dzisiaj w hotelu, a na pewno na meczu, trzyma mocno kciuki i będzie nas dopingował.
Dziękuję.
Kiedy piłkarze jeszcze wypoczywali w pokojach, razem z Edwardem Klejndinstem przygotowywaliśmy 
materiały w sali odpraw. Mieliśmy trzy kasety. Jedną motywacyjną przygotowaną w Polsce. Drugą taktyczną 
uzupełnioną juŜ w Korei. Trzecią, na początek odprawy z nagraniem zespołu Brathanki, która była 
znakomitym akcentem optymistycznym pasującym nam w tym momencie. Edward majstrował przy 
magnetowidzie i telewizorze, a ja rozrysowywałem na duŜych arkuszach papieru fragmenty taktyczne. Po 
chwili było juŜ dla nas jasne, Ŝe sprzęt wideo został uszkodzony i jak się spodziewaliśmy hotel nie 
dysponował innym. Pozostał przekaz słowny
105
i tradycyjne rysunki. NaleŜało wozić ze sobą sprzęt wideo. Ale teraz było juŜ zbyt późno, aby o tym myśleć. 
Starałem się odrzucić od siebie całą złość i skoncentrować na czekającej mnie za chwilę odprawie.
Piłkarze wchodzili na salę w milczeniu. Widać było ogromne skupienie i koncentrację. KaŜdy juŜ wiedział kto 
gra, kto nie i znał zadania jakie będzie miał do wykonania. Ale o zadaniach taktycznych trzeba przypominać 
wielokrotnie przed meczem. Stres meczowy powoduje, Ŝe piłkarze często pod wpływem emocji, zapominają 
podstawowe rzeczy. Kiedy wszyscy zajęli swoje miejsca rozpocząłem odprawę.
Chciałem rozpocząć odprawę od muzycznego przesłania dla was od zespołu Brathanki. Niestety, popsuto 
magnetowid i telewizor. Nie obejrzymy ani tej kasety, ani dwóch innych przygotowanych przez nas specjalnie 
na tę odprawę. Jak widzicie walka o zwycięstwo w dzisiejszym meczu juŜ się rozpoczęła.
Popatrzcie na tablicę. To jest wasz przeciwnik. Tak wyjdą ustawieni i w takim składzie. Bramkarz, trzech 
obrońców, czterech zawodników środka poła i trójka napastników. Dokładnie tak, jak wcześniej sobie to 
omawialiśmy.
Praktycznie trudno mówić o słabych punktach czy zawodnikach zdecydowanie się wyróŜniających. 
Wszyscyprezentująpodobnypoziom wyszkolenia, a ich największym atutem są szybkość, zwinność, skoczność.
Są niesamowicie agresywni i doskakują do zawodnika z piłką po dwóch, a zdarza się, Ŝe i po trzech, jeśli się 
któryś z was zagapi i zbyt długo będzie holował piłkę. W ataku mają wysokich napastników, a przy ich 
agresywności w grze, stają się bardzo niebezpieczni przy dośrodkowaniach. Dlatego musimy być bardzo 
skoncentrowani w formacji obrony. Nie wolno wam zaspać, bo przegracie walkę o pozycję i będzie za późno. 
Dobrze czują się przy pikę. Lubią drybłować, szczególnie trójka napastników i trójka pomocników. Boczni 
pomocnicy grają bardzo wymiennie z napastnikami i praktycznie nie ma dla nich Ŝadnej róŜnicy, czy znajdą 
się na pozycji skrzydłowego czy pomocnika. To teŜ jest ich duŜy atut, wymienność funkcji. Dlatego nie 
zajmujmy się swoimi zawodnikami, ale tymi, którzy znaleźli się w konkretnej sytuacji w waszej strefie.

Strona 46

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

My wychodzimy dzisiaj w następującym składzie. Wszystko jest tu napisane na tablicy, juŜ sobie to 
analizowaliśmy, ale popatrzcie tutaj na tablicę, Ŝeby jeszcze raz przypomnieć sobie te zadania, o których 
rozmawiałem
106
z wami indywidualnie. Zakładamy, Ŝe pobudzeni przez kibiców Koreańczycy zaczną grę obronną 
pressingiem. Dlatego nie będziemy rozgrywać piłki krótkimi podaniami od formacji obrony. Od razu 
przenosimy grę daleko od naszej bramki. Jeśli rzeczywiście rozpoczną grę obronną agresywnym kryciem, 
opuszczamy naszą połowę boiska i bramkarz uderza na tego zawodnika, który przesuwa się pod formację 
obrony przeciwnika. Tam walczymy
0 piłkę i kaŜdy z was jest przygotowany do przejęcia gry. Jeśli pressingu nie ma, spokojnie zaczynamy atak 
pozycyjny od obrony. Jedyną róŜnicąjest to, Ŝe skrajni pomocnicy po przyjęciu na siebie gry nie ograniczają się
linią boczną. Natychmiast, tak jeden, jak i drugi, odchodzicie od linii i stamtąd przenosicie grę bezpośrednio 
podaniem na napastników. Nie ma rozgrywania długiego w środku pola. KaŜdy z was przed przyjęciem piłki 
juŜ ma wiedzieć, jak ją dalej rozegra. Napastnicy musicie być przygotowani natychmiast do odbioru piłki od 
zawodników środka pola i odpowiadacie za dalsze poprowadzenie akcji. Zwykle częściej pod piłkę będzie 
lekko się cofał Maciej, a ty Emsi czekasz i jesteś gotowy do podania za plecy obrońców.
Po podaniu za wszelką cenę doprowadzamy do przewagi. Przypominam, prowadzimy akcję prawą stroną, 
wchodzi do przewagi, skrajny pomocnik z lewej strony i odwrotnie. Jak najwięcej podań prostopadłych 
kierujemy bezpośrednio do napastników. Opieramy naszą grę w tym meczu o atak
1 wspieramy ich bez piłki. Napastnicy, od was zaleŜy w tym meczu najwięcej. Nie damy rady rozgrywać 
długo piłki w strefie obrony, nie utrzymamy jej długo w pomocy, dlatego największa szansa jest w grze 
kombinacyjnej w strefie ataku. Tam musimy skoncentrować naszą grę i tam musimy rozwiązać walkę z 
przeciwnikiem. Na środku boiska rządzi Piotr. Ale po podaniu do niego piłki natychmiast musimy mu się 
pokazać pod zagranie, bo on w tym meczu nie da rady długo wybierać wariantu rozegrania. Wszystko 
musimy wykonywać automatycznie i najszybciej jak moŜemy. Popatrzcie na te strefy boiska pomiędzy 
formacjami. To musimy wykorzystać. Tu przez moment będziemy mieli miejsce do rozegrania i 
poprowadzenia akcji. Ale to jest tylko moment i wchodząc w te strefy musimy juŜ wiedzieć co chcemy dalej 
osiągnąć. Nie bójcie się grać, nie bójcie się wziąć odpowiedzialności za poprowadzenie akcji na swoje barki. 
Pamiętajcie tylko o głównych zasadach, o tym czego w tym meczu nie wolno robić i jak rozwiązywać akcje 
ofensywne. Decydować będą ułamki sekund. Odskoczy spod krycia Jacek, to musi natychmiast dostać piłkę, 
odskoczy Marek, to samo. I ta sekunda przewagi musi juŜ towarzyszyć tej akcji do końca. Wszędzie w kaŜdej 
strefie
107
boiska musimy być o tę sekundę szybsi od nich, bo wiemy co dalej zagramy, a oni dopiero będą nas 
rozszyfrowywać. Jak najczęściej doprowadzamy do przewag w ich strefie obrony. KaŜdy z naszych 
napastników jest szybszy od ich obrońców, dlatego kaŜda piłka zagrana za linię obrony jest piłką bramkową. 
Dla nas nie ma róŜnicy, czy będziemy kończyć akcję piłką zagraną dołem czy górą. Oni natomiast większość 
podań w naszą szesnastkę będą kończyli dołem. Na ten element musimy zwrócić szczególną uwagę. Nie tylko 
na tych, którzy czekają na piłki pod naszą bramką, ale przede wszystkim walczymy z tymi, którzy lubią 
dogrywać je z bocznych stref. Tutaj musimy ich blokować nawet kosztem faulu, natomiast uwaŜajcie na 
dryblingi i kończenie akcji podaniem po ziemi. Są szybcy, agresywni, mogą was wyprzedzić. Nie obserwujcie 
piłki. Piłka sama do bramki nie wpadnie. Piłkę musi uderzyć zawodnik. Dlatego im bliŜej naszej szesnastki, 
tym krycie musi być krótsze, a w samej szesnastce juŜ bark w bark.
Natomiast przy ich akcjach indywidualnych odwrotnie. Patrzcie tylko na piłkę, a nie na dryblującego. Oni 
bujają się nad piłką, zwodzą, zmieniają łatwo kierunki biegu, dlatego obserwujcie podczas pojedynku jeden na
jeden piłkę a nie zawodnika. Wtedy mamy szansę na łatwiejsze odebranie im piłki.
Przypominam, Ŝeby w szesnastce uwaŜać na to, aby nam się nie podstawiali, Ŝeby nie podchodzili nam pod 
nogi. Łatwo się będą przewracać i wywierać presję na sędziego. Dlatego musimy ich wyprzedzać, ale Ŝeby to 
zrobić musicie być z nimi bark w bark i reagować szybciej.
Oba zespoły mają opracowane rzuty wolne. Wiemy jak oni uderzają i jak je wykonują. Będą szukać gry pod 
stałe fragmenty, ale i my musimy szukać naszej szansy w stałych fragmentach. W powietrzu pod ich bramką 
będziemy mieć przewagę wzrostu i musimy to wykorzystać. Przypominam o pełnej koncentracji podczas 
stałych fragmentów. Tym elementem moŜemy dziś wygrać mecz.
KaŜde wygranie przez nas pojedynku jeden na jeden powoduje, Ŝe zawodnik z piłką będzie miał trochę 

Strona 47

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

wolnego miejsca. Wtedy od razu szukamy współpracy z napastnikami. Szczególnie w środku pola 
przypominam, Ŝeby nie dryblować do linii. Zawsze do środka pola, bo tam otworzą się nam nowe moŜliwości.
Jeśli przyjąłeś piłkę przy linii, to nie stój i nie zastanawiaj się co dalej. Doskoczą do ciebie i będzie nas to 
kosztowało same straty.
Przed przyjęciem piłki musicie wiedzieć co grać dalej. Jeśli nie wiesz co zrobić, uderzaj daleko do formacji 
ataku lub do bramkarza i wychodzimy całym zespołem za linię środkową. Tego zagrania nie wstydzą się 
najlepsi.
108
Tak grają Anglicy, Irlandczycy, a nawet czasami tak dobrzy dryblerzy, jak Brazylijczycy. Sami to 
podkreślaliście, oglądając ich mecze. NajwaŜniejsze jest zagrać w grze obronnej na zero, a sytuacje bramkowe 
same nam się otworzą. Przypominam o bliskim ustawieniu w stosunku do siebie pomocników. Musicie 
współpracować ze sobą i brać na siebie cięŜar gry. ZawęŜamy strefę ustawienia całego zespołu maksymalnie, 
wtedy współpraca jest łatwiejsza i zaoszczędzimy wiele sił.
Siłą naszego zespołu jest gra z kontry. śeby była skuteczna, musimy rozpocząć walkę o odbiór piłki jak 
najdalej od naszej bramki. To my zaczynamy wojnę, a nie Koreańczycy. Niech oni starają się nas powstrzymać,
a nie odwrotnie. I natychmiast po przechwycie przechodzimy do kontry. Prostopadłe podanie do napastników
i wspieramy ich tworząc przewagę liczebną. Czekajmy na tę kontrę, nie dajcie się ponieść emocjom, musimy 
być cierpliwi. Ale kiedy nadarzy się moment błyskawicznie przenosimy cięŜar gry pod ich bramkę.
Szansa jest wtedy, kiedy wszyscy angaŜować się będziecie w grę. Kiedy kaŜdy będzie pytał o piłkę, kiedy 
będziecie Ŝyć i wzajemnie się wspierać na boisku. Nikt nie moŜe uciekać od gry, nikt nawet na moment nie 
moŜe się wyłączyć. Przez cały czas musimy czuć naszą siłę w grze zespołowej. Jeśli na bazie gry zespołowej 
dodamy akcje indywidualne, na które przecieŜ was stać, wtedy mieć będziemy szansę na zwycięstwo. Wielką 
rolę odegrać muszą liderzy druŜyny. Piotr od ciebie wiele będzie zaleŜeć w dzisiejszym meczu. Nie wózkuj 
zbyt długo, uruchamiaj prostopadłymi podaniami napastników, współpracuj z Radkiem. Dzisiejsze zadanie to 
przede wszystkim nie przegrać, ale Ŝeby je zrealizować, musimy zdobywać bramki. MoŜe być jedna taka 
szansa w meczu i trzeba będzie umieć ją wykorzystać. To nie są mecze, w których stworzymy kilka lub 
kilkanaście okazji. To są Mistrzostwa Świata i gra się do pierwszego błędu. Dlatego pełna koncentracja przez 
cały mecz, aby ustrzec się prostych błędów indywidualnych.
KaŜdy z was doskonale zna przeciwników. Praktycznie wiecie o nich wszystko. Wiecie teŜ dokładnie co robić, 
Ŝeby nie przegrać i co naleŜy zrobić, Ŝeby dzisiaj wygrać. Teraz juŜ wszystko w waszych głowach, sercach i 
nogach. Pracowaliśmy i walczyliśmy szalenie cięŜko, Ŝeby się tu znaleźć. Spełniło się marzenie kaŜdego z nas. 
Jesteśmy godni tych Mistrzostw, bez względu na to, jak nam one się potoczą.
Wierzę Ŝe nie pomyliliśmy się w doborze zespołu, wierzę w was, wasze umiejętności, charakter i patriotyzm. 
Jeśli ktoś chce wyjść z tej grupy dalej,
109
musi najpierw wygrać z nami. A to jak patrzę na was nie będzie dla nikogo łatwe. Dlatego spróbujmy walki na
najwyŜszym światowym poziomie. Zasmakujmy walki o Mistrzostwo Świata. Wierzę, Ŝe dzisiejszy cel jest w 
naszym zasięgu. Fajnie byłoby Tomek, gdybyś wysiadając w Polsce z samolotu po Mistrzostwach, mógł unieść
wysoko ten złoty puchar ponad głowę, Ŝeby pokazać go wszystkim kibicom w Polsce. Myślę, Ŝe to jest ten 
najsłodszy moment, o którym poza samym uczestnictwem w tej imprezie marzył kaŜdy z was. To wszystko 
jest niewyobraŜalnie trudne i jeszcze przed wami, wciąŜ realne. Chcę wam równieŜ powiedzieć, Ŝe będzie to 
kosztować nas wszystkich tyle wysiłku, ile nie włoŜyliśmy w Ŝadną grę w swoim Ŝyciu dotychczas. Jeśli 
jesteście gotowi rzucić na szalę wszystko na co nas stać, to wygramy. Jeśli nie, to będziemy mieć kłopoty.
Pamiętajcie, Ŝe tam w Polsce wszyscy tak ustawiają sobie dzień, Ŝeby was obejrzeć. Stanie ruch na ulicach. 
Wszyscy zasiądą przed ekranami telewizorów. MłodzieŜ wymaluje sobie biało-czerwone flagi na policzkach i 
wszyscy będą w was wierzyć. Oni teŜ marzyli o tym, Ŝeby zobaczyć Polskę na Mistrzostwach Świata. Ich serca 
będą dzisiaj bić w rytmie waszych serc. O naszych rodzinach nie wspomnę.
A więc chodźmy po zwycięstwo dla nas, dla nich, dla Polski. Nie wymagam od was czegoś niezwykłego. Po 
prostu dyscypliny i determinacji w walce o zwycięstwo. Miejcie przyjemność z gry i walki na boisku. Niech 
nas cieszy kaŜde udane zagranie i szczególna koncentracja w momencie, kiedy nam nie będzie się układało. 
Resztę dodacie od siebie. Z Bogiem panowie.
W sporcie często o zwycięstwie decyduje łut szczęścia, dlatego w ocenie wartości zespołu waŜny jest nie tylko 
wynik, ale równieŜ styl w jakim walczył on o to zwycięstwo.
PIERWSZY PRZECIWNIK - KOREA

Strona 48

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

Mundial rozpoczął się 31 maja 2002 roku meczem Francja : Senegal. Oglądaliśmy to spotkanie na olbrzymim 
ekranie wielkości 7m x 5m w specjalnie przygotowanej dla nas sali. Jak zwykle dla podgrzania atmosfery 
piłkarze zorganizowali totka i na papierowej tablicy przed wejściem na salą wypisali nazwiska całej naszej 
ekipy, zostawiając dla kaŜdego miejsce na wpisanie swojego wyniku. Zakład był znaczący, bo kaŜdy 
ryzykował przegraną banknotem studolarowym. Rzadko udaje mi się trafiać w takich zakładach, ale tym 
razem postawiłem na zwycięstwo Senegalu 1 : 0 i jako jedyny trafiłem. Kiedy przyszedł do mnie kapitan 
zespołu Tomasz Wałdoch z pieniędzmi nie przyjąłem ich i powiedziałem, Ŝeby kaŜdy kupił za nie pamiątki z 
Mistrzostw dla najbliŜszych.
Mecz wywołał wiele głośnych komentarzy w zespole na temat poziomu widowiska. Podszedł do mnie Maciej 
Murawski i jednym zdaniem podsumował wszystkie komentarze.
- Panie trenerze, chyba pomyliliśmy dyscypliny, to co widzieliśmy na ekranie to jakby trochę inna dyscyplina 
sportu.
śartowaliśmy sobie wszyscy, ale kaŜdy szybciutko poszedł do swojego pokoju, Ŝeby w samotności opanować 
emocje związane z rozpoczętą właśnie rywalizacją na Mistrzostwach. Do naszego pierwszego meczu pozostało
jeszcze kilka dni. My rozpoczynaliśmy 4 czerwca. Zastanawiałem się, czy to dobrze, Ŝe będziemy nasiąkać 
meczami i bardzo wysokim poziomem sportowym imprezy. Nie ma nic gorszego jak długie oczekiwanie na 
start.
Po czasie juŜ wiem, Ŝe był to kolejny błąd. To tak, jakbyśmy byli zespołem muzycznym, stali za kurtyną, 
czekając na swój występ i słuchali Rol-lingstonsów grających utwór Satisfaction. A za chwilę my będziemy 
wykonywać ten sam utwór. Niby czujemy, Ŝe zagramy bez błędów i wszystko będzie dobrze, ale konkurować 
z tymi, których właśnie oglądamy na scenie będzie trudno.
111
Doszło do tego, Ŝe zawodnicy przestali grupowo oglądać mecze. Im bliŜej było do naszego meczu, tym kaŜdy 
wolał pozostać sam lub tylko z kolegą w pokoju i tam w ciszy oglądać mecz. Piłkarze szukali juŜ samotności i 
woleli przeŜywać te emocje po swojemu. Gdybym jeszcze raz miał tego typu sytuację, to zabroniłbym 
oglądania tylu meczów. Mecze powinny być wybrane do oglądania i spełniać walor motywacyjny. Na 
przykład oglądanie tylko meczów z udziałem naszych potencjalnych przeciwników w kolejnej rundzie lub 
tym podobne. A tak, kiedy zawodnicy przyglądali się pracującym przez dziewięćdziesiąt minut najlepszym 
reprezentacjom na świecie, powoli podświadomie niektórzy zaczynali wątpić w naszą szansę na 
Mistrzostwach. Oczywiście trudno się do tego przyznać kolegom, trenerowi czy mediom, ale siedzi to gdzieś 
głęboko w człowieku i nie wiadomo kiedy się pojawia. Im większą liczbę meczów widzieliśmy, tym bardziej 
miękły nam nogi. Do tego dochodziła świadomość, Ŝe kaŜdy z tych meczów jest z niesamowitą uwagą 
śledzony przez cały świat. KaŜde podanie, przyjęcie piłki, strzał jest analizowany z wielu kamer i poprzez 
zbliŜenia przedstawiany milionom oglądających na całym świecie. Kłopotów ze snem niektórych zawodników
juŜ nie moŜna było tłumaczyć wyłącznie aklimatyzacją. Ten element juŜ dawno przestał na nas oddziaływać, a 
mimo to była coraz większa grupa piłkarzy, którzy prosili wieczorem lekarza o środki na sen. Napięcie 
stawało się nie do zniesienia i reakcje na nie były najróŜniejsze. Wiedzieliśmy z doktorem, Ŝe tak juŜ będzie 
przez cały czas Mistrzostw.
Na dzień przed meczem wykonaliśmy kolejne badania krwi zawodników. Były bardzo dobre i sami piłkarze 
podkreślali, Ŝe rozsadza ich energia i chęć walki. Niektórzy chodzili na siłownię, Ŝeby lekko pobudzić mięśnie.
To teŜ były przejawy stresu, ale juŜ znacznie lepiej odreagowywane. Treningi były tak rozpisane i 
przeprowadzone, Ŝe najlepsza moŜliwa do uzyskania w tym momencie forma zawodnika miała być gotowa 
od pierwszego meczu. Od strony przygotowania fizycznego wyglądało to bardzo pozytywnie, chociaŜ u 
niektórych piłkarzy, szczególnie tych z duŜymi przerwami w grze, pozostawały duŜe rezerwy. Markery 
zmęczeniowe były na bardzo niskim pułapie, wykazywały pełną gotowość piłkarzy i optymalne 
przygotowanie zawodników do wykonania pracy na najwyŜszym poziomie.
Doktor Machowski przybiegł do mnie z wypiekami na twarzy. Potrząsał trzymanymi w ręku wynikami badań
i radośnie się uśmiechał. Rzucił wydruki komputerowe na stół i uściskał mnie serdecznie.
112
- Trafione idealnie — wyksztusił wreszcie i mogliśmy usiąść, aby omówić kaŜdego piłkarza po kolei.
Ostatni mecz towarzyski przed Mistrzostwami Świata reprezentacja Korei rozgrywała z Francją. W pierwszym
momencie planowaliśmy zabrać na ten mecz cały zespół, ale poniewaŜ my równieŜ w tym samym dniu 
graliśmy mecz sparingowy z zespołem, który zdobył Mistrzostwo Korei, pojechaliśmy na mecz w gronie 
trenerów i prezesów.

Strona 49

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

Mecz wywarł na nas niesamowite wraŜenie. Przede wszystkim reakcja kibiców koreańskich na kaŜde podanie,
przyjęcie piłki czy strzał ich piłkarzy. To było niezwykłe. W Europie kibice dopingują swój zespół w zupełnie 
inny sposób. Wrzawa zaczyna się, gdy widzą realną szansę na moŜliwość zdobycia bramki. Koreańczycy 
zaczynają niesamowitą wrzawę wtedy, kiedy ich zawodnik przyjmuje piłkę. Dlatego dla Europejczyków 
powstaje złudzenie, Ŝe czegoś nie zauwaŜyli, a przeciwnicy mają szansę na zdobycie bramki. Do tego trzeba 
było się przyzwyczaić. A jednocześnie tak dopingowany zawodnik z piłką koncentrował się lepiej i był 
dodatkowo motywowany do gry ofensywnej. Kolejny element to sposób bronienia i walki o piłkę. 
Niesamowita agresywność w odbiorze piłki, atakowanie zawodnika z piłką przez kilku piłkarzy jednocześnie 
to tylko podstawowe elementy gry obronnej. Widać było, Ŝe Francuzi mieli olbrzymie kłopoty i zupełnie nie 
mogli sobie poradzić z agresywnością w grze Koreańczyków. Do tego stopnia, Ŝe w jednym z dryblingów 
osaczony przez trzech zawodników koreańskich Zinadine Zidane nabawił się kontuzji, która wykluczyła go z 
pierwszego meczu na Mistrzostwach. Francuzi wygrali 3 : 2, ale uratował im zwycięstwo sędzia, który nie 
podyktował ewidentnego rzutu karnego dla gospodarzy.
Wracaliśmy do naszej bazy oszołomieni. Zdawaliśmy sobie sprawę, Ŝe ten mecz był potwierdzeniem 
znakomitego przygotowania gospodarzy do Mistrzostw, a przy sposobie dopingowania przez własną 
publiczność mają oni wielką przewagę nad rywalami. Ponadto mecz był wspaniałym widowiskiem 
rozegranym na bardzo wysokim poziomie. Czy będzie nas stać, aby tak zagrać. To pytanie nasuwało mi się w 
trakcie jazdy do naszego ośrodka. Wiedziałem juŜ dłuŜo wcześniej, Ŝe muszę naszych piłkarzy na tego typu 
walkę i sposoby dopingowania przygotować. Jednak to, co zobaczyłem na tym meczu, przeszło moje wszelkie 
wyobraŜenia. Trzeba być bardzo mocnym psychicznie i mieć wiele wiary w zwycięstwo, Ŝeby się 
przeciwstawiać takiemu sposobowi gry i dopingu.
113
Wiedziałem, Ŝe czeka mnie cięŜka praca mobilizacyjna. Miałem przygotowane kasety motywacyjne, które 
pomógł mi zrobić redaktor Bogusław Wołoszański. Ale zanim je uŜyję muszę pracować indywidualnie z 
kaŜdym z zawodników. Muszę im wmówić, Ŝe są lepsi od Koreańczyków i jeśli przeciwstawimy im taką samą 
waleczność i agresję w grze oraz odetniemy się od reakcji publiczności, to rolę będzie grać wyszkolenie 
indywidualne i doświadczenie nabyte w ligach europejskich. Koreańczycy mieli natomiast zdecydowanie 
większe doświadczenie od nas w występowaniu na Mistrzostwach Świata. Oni grali w tym turnieju regularnie
przez ostatnie cztery Mistrzostwa i chociaŜ byli bez sukcesów, to mieli wyobraŜenie o tym, jak naleŜy grać aby
myśleć o zwycięŜaniu.
Z dnia na dzień przekazywałem coraz więcej niezbędnych w walce z Koreańczykami informacji piłkarzom. 
Wybrane urywki z meczów towarzyskich przygotowywał mi Edward Klejndinst. Analizowaliśmy najpierw 
sami, a później razem z zespołem kasetę po kasecie. Wiedzieliśmy o przeciwniku wszystko. Znaliśmy piłkarzy
koreańskich z wyglądu i po nazwiskach. Wiedzieliśmy o kaŜdym zawodniku najmniejsze detale. Ulubione 
zwody, zagrania, sposób poruszania się w grze ofensywnej i w obronie. Przekazywaliśmy wszystkie 
wiadomości systematycznie naszym zawodnikom.
Bo nie jest waŜne jaką wiedzę posiada trener, najwaŜniejsze co moŜe przekazać swoim zawodnikom i co oni z 
tego zapamiętają. To jest dopiero realna wiedza o przeciwniku.
Nasi piłkarze otrzymali wiedzę kompletną na temat naszego pierwszego rywala. Było to zresztą zawsze naszą 
domeną w pracy z zespołem, Ŝe przed kaŜdym meczem zawodnicy dostawali pełną informację o rywalach. Na
Mistrzostwach Świata miało to jednak szczególne znaczenie.
Na kaŜdy mecz przygotowałem sobie inny motyw mobilizacyjny. Odprawy przedmeczowe przygotowałem 
juŜ w Polsce, na długo przed Mistrzostwami. W Korei mogłem robić tylko korekty w zaleŜności od sytuacji w 
meczach i w zespole.
W tym momencie Portugalię uwaŜałem jeszcze za zdecydowanego faworyta i naleŜało szukać drugiej druŜyny
do wyjścia z grupy.
Oprócz treningów teoretycznych, podczas których były poruszane sprawy czysto taktyczne, są odprawy 
oddziałujące na psychikę, na mobilizację, koncentrację, wolę walki i uczucia patriotyczne. ChociaŜ wiem, Ŝe 
odwoływanie się do patriotyzmu przestaje być modne, ale twierdzę, Ŝe w przypadku reprezentacji narodowej,
kiedy grany jest Hymn, ten ele-
ment motywacyjny zawsze będzie na czasie. Przygotowałem takie odprawy dla piłkarzy.
W hotelu w Pusan, gdzie mieszkaliśmy przed pierwszym meczem, wszystko było zorganizowane znakomicie. 
Dla naszej ekipy zarezerwowano całe piętro, wszystkie pokoje od strony morza i plaŜy. Na korytarzu po obu 
jego stronach i przy windzie ochroniarze koreańscy. Co ciekawe, Ŝaden z nich nie znał angielskiego lub tylko 

Strona 50

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

udawali, Ŝe nic nie rozumieją. Wydzielono tylko dla nas salkę na posiłki i duŜą salę na odprawy i spotkania. O 
ile w salce na posiłki nie były umieszczone Ŝadne kamery, to w sali na odprawy, pod sufitem zwisały ciemne, 
owalne, szklane półkule, w których umieszczone były kamery. Wiedzieliśmy o tym, Ŝe kaŜde nasze słowo w 
tym pokoju jest nagrywane oraz wszystko co tam robimy rejestrowane. Na szczęście duŜy ekran telewizyjny i 
dwa magnetowidy działały znakomicie i spokojnie mogliśmy realizować nasz program odpraw.
Tymczasem w dniu meczu, kiedy zbliŜaliśmy się do najwaŜniejszej odprawy, przyszliśmy z trenerem 
Edwardem Klejndinstem tradycyjnie wcześniej do sali odpraw, aby przygotować sobie materiały przed 
spotkaniem z piłkarzami, Edward starał się uruchomić magnetowidy i przejrzeć kasety, ale nie mógł sobie z 
tym poradzić. Ja rozrysowywałem na tablicach zadania taktyczne i po zakończeniu tego podszedłem do Edka, 
aby mu pomóc. Okazało się to niemoŜliwe i nie potrafiliśmy uruchomić elektroniki, która jeszcze dwie 
godziny temu działała bez zarzutu. Byliśmy sami w zamkniętej sali, gdy nagle otworzyły się drzwi, wszedł 
przez nie Koreańczyk i juŜ od wejścia dobrą angielszczyzną wołał do nas
- One moment please, I will help you to repare all this things and every-thing shall be o'kay.
Popatrzyliśmy na siebie z Edkiem z uśmiechem. Nikt tego gościa tu nie zapraszał, nikomu nie zgłaszaliśmy 
jeszcze, Ŝe coś nie działa, a tu taka opieka. Było to dla nas tylko potwierdzeniem, Ŝe wszystko co robimy jest 
rejestrowane. Koreańczyk pomajstrował przy magnetowidach, potem przy telewizorze, stwierdził, Ŝe 
przeprasza, ale nic się nie da zrobić, zgłosi oczywiście usterkę w dyrekcji i tak, jak nagle się pojawił, tak 
wyszedł tą samą drogą.
Przestawiliśmy z Edwardem krzesła i ustawiliśmy je tak, Ŝeby kamery nie mogły zarejestrować rysunków na 
tablicy. Wiedzieliśmy, Ŝe nie będziemy mogli skorzystać z kaset, więc odstawiliśmy telewizor i magnetowidy. 
Wszystko poza tym zostało przygotowane do decydującej odprawy przed meczem z Koreą.
114
115
MoŜe powinienem wyjść z tej sali i zrobić odprawę choćby w pokoiku masaŜystów, jak to kiedyś zrobił trener 
Antoni Piechniczek przed meczem z NRD w Lipsku. Wtedy teŜ obawialiśmy się podsłuchów w sali odpraw. 
W tym momencie sobie to przypomniałem i zacząłem się zastanawiać, czy tego nie powtórzyć.
Za chwilę jednak mieli zjawić się piłkarze i wprowadzać teraz nerwową atmosferę, to była ostatnia rzecz jaka 
nam była potrzebna.
Na posiłku przed meczem był z nami Krzysztof Nowak. Mógł juŜ tylko poruszać się na wózku. Choroba której
uległ była straszna. On teŜ marzył, aby chociaŜ raz móc wystąpić na Mistrzostwach Świata. Nagle zawalił mu 
się świat. Kiedy pomyślałem, Ŝe jeszcze dwa lata temu brałem go pod uwagę do reprezentacji to nie mogłem w
to uwierzyć, Ŝe choroba moŜe postępować tak szybko. Przywiózł go na Mistrzostwa Krzysztof Sieja. Ten 
wspaniały człowiek, który był jego sponsorem i przez długi czas właścicielem karty Krzysztofa Nowaka, robił 
dla tego zawodnika więcej niŜ kaŜdy inny zawodowy menedŜer by zrobił. Był Krzysztof teraz z nami, siedział 
przy stole z kolegami z reprezentacji, w której przez wiele lat występował. Chłonął tę specyficzną atmosferę 
przedmeczową. śył juŜ tym meczem, podobnie jak my wszyscy. Tyle w tym momencie mogliśmy dla niego 
zrobić. On teŜ doczekał Mistrzostw.
Zawodnicy juŜ się schodzili. Rozpoczynał się pierwszy rozdział Mistrzostw Świata z naszym udziałem. 
Czułem lekkie podniecenie. Wiedziałem, Ŝe zawodnicy są mocno zdenerwowani. Niby wszyscy spokojni, 
niektórzy uśmiechnięci, ale widać charakterystyczne lekkie rumieńce na twarzach. To była pierwsza, widoczna
oznaka napięcia spowodowanego meczem.
W drodze na stadion uruchomiłem w autokarze radio i puściłem kasetą magnetofonowy którą teŜ 
przygotowałem w Polsce. Oprócz znakomitych urywków transmisji z naszych meczów eliminacyjnych w 
wykonaniu redaktorów Andrzeja Janisza i Tomasza Zimocha, był tam teŜ polski Hymn śpiewany przez Marka
Torzewskiego.
Hymn narodowy przed tak waŜnym meczem ma ogromne znaczenie motywacyjne dla piłkarzy. Niektórzy z 
nich dla jeszcze większej mobilizacji śpiewają go sami, inni trzymają się za ręce i powtarzają sobie słowa w 
myślach. Są sportowcy, którzy nie mogą powstrzymać emocji związanych ze słuchaniem Hymnu narodowego,
granego przede wszystkim dla nich samych i po prostu słuchając go, płaczą. Władysław Komar, mój ser-
116
deczny kolega, nieŜyjący juŜ nasz Mistrz olimpijski, wspaniały atleta, tryskający zawsze siłą, energią i 
humorem, płakał jak dziecko kiedy grano na jego cześć Hymn narodowy.
Jeśli ktoś robi sobie z tego Ŝarty, jest delikatnie mówiąc osobą mało odpowiedzialną. Komu przyszło do głowy,
aby w takim momencie starać się obniŜyć wartość narodową i emocjonalną Hymnu, który zawsze z taką samą 

Strona 51

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

siłą działa na kaŜdego Polaka i sportowca. Zabrano nam coś w co wierzymy, czego bronimy i co wpajano nam 
od dziecka. Patriotyzm, którego elementem jest s*zacunek dla barw i Hymnu narodowego. Zabrano nam 
ostatni jakŜe waŜny bodziec mobilizacyjny, jakim jest zawsze odsłuchanie Hymnu przed walką. Wiem, Ŝe 
wszyscy kibice odebrali to podobnie, jak my, w kategoriach kompromitacji. JeŜdŜąc na spotkania z kibicami w 
całej Polsce, zawsze pada pytanie o Hymn i kto był za to odpowiedzialny. Do dzisiaj nie wiem i powiem 
szczerze, Ŝe wiedzieć nie chcę.
To co usłyszeliśmy w wykonaniu solistki, przeszło wszelkie nasze najgorsze przewidywania. Na szczęście 
znakomicie znaleźli się w tej sytuacji polscy kibice, którzy wyklaskali solistkę na długo przed końcem jej 
występu i wersja Hymnu zaśpiewana przez nią rozmyła się wśród wrzawy na stadionie.
Nie jest przypadkiem, Ŝe przed naszymi meczami eliminacyjnymi znakomicie śpiewał Hymn Marek 
Torzewski. Po raz pierwszy usłyszałem Hymn w jego wykonaniu przed meczem w Belgii, gdzie miałem 
przyjemność prowadzić reprezentację dawnych gwiazd polskiego piłkarstwa, uzupełnioną politykami, 
przeciwko reprezentacji dawnych gwiazd krajów Unii Europejskiej. Marek śpiewał tak ekspresyjnie, Ŝe porwał
za sobą kibiców na trybunach, którzy śpiewali razem z nim. Poznałem go przez trenera Kazimierza Jagiełło, 
pracującego od lat w Belgii. Bardzo chwalił jego głos i talent Włodzimierz Lubański. I tak powstał pomysł, aby 
rozbudzał uczucia patriotyczne kibiców przed naszymi meczami eliminacyjnymi. Nagrał teŜ wpadającą w 
ucho piosenkę „Do boju Polsko", która stała się motywem muzycznym wielu audycji sportowych i 
towarzyszyła nam oczywiście podczas Mistrzostw. Komu to przeszkadzało, Ŝe Marek znakomicie wykonywał 
Hymn przed naszymi meczami. Zwykle jak coś nam dobrze wychodzi znajdą się sztukmistrze, którzy muszą 
coś zmienić i wszystko popsuć. I zmieniają niestety na gorsze. Zmiana wykonawcy Hymnu była tego 
najlepszym przykładem.
Koreańczycy nie zaskoczyli nas niczym. System gry, skład w jakim wyszli i zadania zawodników 
przewidzieliśmy z trenerem Edwardem Klejn-
117
dinstem na długo przed Mistrzostwami. Ale wiedzieć wszystko o przeciwniku, przekazać to zawodnikom a 
zabezpieczyć się przed tym to zupełnie róŜne sprawy.
Rozpoczęliśmy mecz znakomicie. Po akcjach kombinacyjnych zespołu, dwie sytuacje do zdobycia bramki mieli
Jacek Krzynówek i Maciej śurawski. Później w świetnej sytuacji znalazł się Emanuel Olisadebe. śaden z tych 
piłkarzy nie pokonał jednak bramkarza koreańskiego. Natomiast pierwszy błąd naszej obrony doprowadził do
zdobycia bramki przez gospodarzy. Była to ich jedyna sytuacja, do jakiej doprowadzili w pierwszej połowie 
meczu.
Po przerwie rzuciliśmy się do odrabiania strat. Niestety kolejny błąd obrony doprowadził do utraty kolejnego 
gola.
Po meczu byłem wściekły. Nie dlatego, Ŝe przegraliśmy. Czułem, Ŝe mogliśmy dać z siebie o wiele więcej. Nie 
rzuciliśmy na szalę całego zdrowia, zaangaŜowania, nie było krwi i wystarczającej ilości wylanego poru na 
boisku. PrzewaŜyła obawa i strach przed wzięciem na siebie odpowiedzialności za wynik przez kaŜdego z 
piłkarzy, a w szczególności przez pomocników. Stres towarzyszący pierwszemu meczowi po tylu latach 
nieobecności na Mistrzostwach, paraliŜował poczynania piłkarzy. Polski zespół walczący w grach 
zespołowych ma szansę tylko wtedy na sukces, kiedy kaŜdy zawodnik będzie w szczytowej formie, kiedy 
rzuci na szalę wszystkie swoje atuty i jak Adam Małysz oddając rekordowy skok, zadziwi rywali. W 
reprezentacji piłkarskiej taki rekordowy skok musi oddać bramkarz, kaŜdy z obrońców, pomocników i 
napastników. Tylko w takim przypadku na poziomie Mistrzostw Świata moŜemy mieć szansę na korzystny 
wynik. Wystarczy, Ŝe skok nie uda się jednemu, dwóm czy trzem graczom, a wysiłek pozostałych idzie na 
marne.
Tak było w tym meczu. Rozpoczęliśmy akcjami kombinacyjnymi opartymi o środek pola. Przynosiło to 
znakomite sytuacje bramkowe i pomimo braku skuteczności dawało nadzieję na zwycięstwo. I nagle 
przyjęliśmy wariant łatwiejszy, który miał być stosowany tylko w przypadku stosowania pressingu przez 
przeciwnika. Piłka wędrowała do bramkarza, piłkarze opuszczali naszą połowę i omijając środek pola Jurek 
Dudek dokładnie uderzał ją na podsuwającego się przed formację obrony przeciwnika Radka KałuŜne-go. 
Dokładnie to samo co stosował w swojej grze zespół Liverpoolu, w którym Jurek na co dzień występował. Ta 
taktyka juŜ tak skutecznego efektu w grze przynieść nie mogła. Permanentnie faulowany KałuŜny przy 
wyskokach do piłki nie mógł wygrać pojedynków o piłkę w powietrzu. Nie zwra-
118
cał na te faule zupełnie uwagi sędzia. Z minuty na minutę stawało się jasne, Ŝe będzie nam trudno w tym dniu 

Strona 52

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

pokonać gospodarzy. JuŜ po pierwszych dwudziestu minutach gry zgłosił odnowienie się kontuzji kręgosłupa 
Jacek Bąk. W przerwie lekarz jeszcze starał się mu pomóc, Jacek próbował grać ale przegrał z bólem. Nie 
wystąpił juŜ w Ŝadnym meczu na Mistrzostwach i była to ogromna strata dla zespołu.
Po meczu przyszedł do naszej szatni Prezydent Aleksander Kwaśniew-ski w towarzystwie prezesa PZPN. 
Próbował nas pocieszać, Ŝe niby to tylko sport, a do tego pierwszy mecz przeciwko gospodarzom i tak dalej. 
Stwierdził, Ŝe ten wynik na pewno nie przeszkodzi, a moŜe nawet pomoŜe mu w rozmowach gospodarczych 
jakie prowadzi właśnie z Koreańczykami. Poinformował nas równieŜ, Ŝe odlatuje do Polski i kolejne mecze 
będzie oglądał na ekranie telewizora.
Do nas jednak docierało niewiele. Przegraliśmy i tylko to się w tym momencie liczyło, a nasza szansa na 
wyjście z grupy stawała się iluzoryczna.
Po poraŜce czy zwycięstwie nigdy nie komentuję tego co się stało na gorąco w szatni. Jest czas na to 
następnego dnia, kiedy opadną emocje i kiedy spokojnie moŜna dokonać analizy meczu. Ale byliśmy tą 
poraŜką mocno przybici. Coś nie dawało mi jednak spokoju. Wydawało mi się, Ŝe moŜna było powalczyć z 
większą determinacją. Podszedłem do Stanisława Machowskiego i zarządziłem badania krwi. Musiałem 
przekonać samego siebie, Ŝe się mylę.
Badania potwierdziły niestety moje obserwacje. Markery zmęczeniowe były na zbyt niskim poziomie. Jedynie 
u kilku zawodników wykazały ubytek energii i zmęczenie organizmu na poziomie, jaki po takim meczu 
powinni mieć wszyscy występujący. Byliśmy tymi wynikami badań z doktorem Machowskim załamani. 
Zrobiłem odprawę mojego sztabu szkoleniowego. Wszyscy mieliśmy ten sam wniosek. Pękliśmy psychicznie 
w pierwszym meczu. Obawa, Ŝe moŜe zabraknąć mi zdrowia i muszę się oszczędzić, moŜe nastąpić w trzecim,
ale nie w pierwszym meczu.
Nie lubię takich odpraw z zespołem. Myślę, Ŝe nie lubi ich Ŝaden piłkarz i trener. Kiedy uświadomiłem sobie 
ile pracy zostało włoŜone w to, aby awansować do Mistrzostw Świata, ile zaangaŜowania i nieprzespanych 
nocy spędzili wszyscy moi członkowie sztabu, Ŝeby przygotować wszystko na najwyŜszym poziomie, jak 
bardzo czekają na kolejne dobre występy zespołu miliony kibiców w Polsce, jak bardzo wreszcie wszyscy 
ufaliśmy sobie
119
nawzajem, nie mogłem się z tym pogodzić. Widziałem dokładnie to samo uczucie w oczach moich 
współpracowników.
Dyrektor Tomasz Koter zwiedził Japonię i Koreę wzdłuŜ i wszerz, Ŝeby tylko wybrać najlepszy ośrodek dla 
ekipy. Teraz siedział naprzeciwko mnie i trzymał głowę w dłoniach, jakby za chwilę miała mu odpaść. Trener 
Edward Klejndinst przemieszczał się z kontynentu na kontynent, aby poznać dokładnie Koreańczyków 
podczas kontrolnych meczów w Azji, Ameryce i Europie. Później dniami i nocami opracowywał i 
przygotowywał kasety, bo wiedzieliśmy, Ŝe ten mecz będzie dla nas kluczowy. Teraz siedział na fotelu i w 
milczeniu patrzył w podłogę. Doktor Stanisław Machowski ściągał z całego świata komponenty, z których 
przygotowywał specjalne mikstury dla wspomagania i uzupełniania organizmów piłkarzy. Jeśli czegoś 
brakowało, zamawiał to zagranicą. Pomógł nam w tym bardzo Włodzimierz Lubański. Pomagał nasz były 
reprezentant, członek klubu wybitnego reprezentanta Roman Wójcicki, który przywoził niezbędne 
komponenty z Niemiec. Pomagali inni. Ufali mu bezgranicznie wszyscy kadrowicze i on ufał im. Teraz patrzył
na badania i z niedowierzaniem kręcił głową. Nawet kucharz, który pakował tony polskiego jedzenia w 
kontenery i uczył przyrządzania polskiej kuchni pomocników z Korei, zwykle wesoły i uśmiechnięty, stał, nie 
odzywając się, obok okna i patrzył ze smutkiem na góry. Procedury pakowania, katalogowania i odprawiania 
kontenerów, których było ponad czterdzieści, to była olbrzymia, aptekarska praca. Ale dla wszystkich było 
jasne, Ŝe robimy to dla zespołu, aby pomóc piłkarzom i co było z naszej strony charakterystyczne, ilości przez 
nas przygotowane były wyliczone tak, Ŝeby nie zabrakło nam niczego aŜ do meczu finałowego.
Nagle poczuliśmy się bardzo zmęczeni. To tak, jakby odeszło coś, w co bezgranicznie się wierzyło a okazało 
się tylko złudzeniem. Nierealną fikcją wymyśloną przez kilka osób. Fatamorganą. Bo czym tak naprawdę jest 
reprezentacja Polski. To kilka osób, które decydują o jej składzie, obliczu i wynikach. W sumie z zawodnikami 
około czterdziestu ludzi, zdanych wyłącznie na siebie samych. Ale tak naprawdę to tylko ci, bez pracy których
te wyniki nie byłyby moŜliwe. To właśnie my byliśmy najbardziej przybici i załamani. I to siebie musieliśmy 
zmotywować w pierwszej kolejności, aby móc ponownie stanąć przed zespołem i natchnąć go nadzieją. 
Władysław śmuda pierwszy przerwał milczenie i powiedział krótko:
- Trzeba z zawodnikami szczerze porozmawiać. Stres nie stres, ale wszyscy muszą targać do upadłego jeden za
wszystkich i wszyscy za jednego,

Strona 53

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

tylko wtedy mamy tu jakąś minimalną szansę. Po co się denerwować, myśleć o tym, jakie treningi, jakie leki, 
jakie jedzenie. Jeśli chłopcy się będą bać i tak samo zagrają z Portugalią, to lepiej na ten mecz nie wychodzić, 
bo się skompromitujemy.
- To prawda - dodał Józek Młynarczyk. - Wiem, Ŝe po poraŜce z USA, chcą sobie teraz Portugalczycy 
powetować tę wpadkę w meczu z nami. Przekazali mi z Portugalii, co trener i piłkarze obiecali w mediach po 
meczu. Powiedzieli, Ŝe taka wpadka juŜ się im nie powtórzy i Ŝe Polskę wrzucą razem z piłką do bramki. 
Dlatego i mnie się wydaje, Ŝe jeśli któryś z naszych chłopaków pęka, to lepiej niech zostanie w szatni.
- Wydaje mi się, Ŝe tak właśnie się stało - dodał Edward Klejndinst. - Oni bardzo chcieli, ale byli jak 
sparaliŜowani. Nigdy nie widziałem, Ŝeby tak bali się wziąć odpowiedzialności za grę, szczególnie pomocnicy.
Musimy ich przekonać, Ŝe nawet niech ryzykują stratę piłki, ale niech realizują to, co im nakreśliliśmy. Inaczej 
nie będziemy mieli Ŝadnych szans.
Z drugiej strony, ta poraŜka nie przesądzała jeszcze o niczym. Bardzo zmalała oczywiście nasza szansa na 
wyjście z grupy. Teraz musieliśmy szukać punktu z takim zespołem, jak Portugalia, a następnie zwycięŜyć 
USA. Poprzeczka powędrowała na bardzo wysoki poziom. Astronomicznie wysoki, jak na nasze obecne 
moŜliwości.
NaleŜało wyciągnąć wnioski z tego co się stało i rozpocząć mobilizację przed kolejnym meczem.
Ten dzień jednak dotyczył jeszcze wyłącznie podsumowania meczu z Koreą. Byliśmy mocno przybici. Mogłem
odczuć to po zachowaniach moich przyjaciół, Ŝe nie takiego występu, a przede wszystkim nic takiej walki, się 
spodziewaliśmy. Czuliśmy, Ŝe nasz zespól jest w stanie grać na zdecydowanie wyŜszym poziomie. 
Wiedziałem, Ŝe na odprawie nic moŜe być ani jednej fałszywej nuty. Wziąłem głęboki oddech i ruszyłem 
pierwszy w kierunku budynku, gdzie mieliśmy treningi teoretyczne. Wszedłem na salę odpraw. Piłkarze juŜ 
czekali. Rozpocząłem odprawę podsumowującą mecz z Koreą.
Odprawy pomeczowe i rozliczanie zawodników z zadań postawionych im przed meczami oraz nasze 
indywidualne rozmowy, muszą pozostać na zawsze wewnętrzną sprawą trenera i piłkarzy. Dlatego w tej 
ksiąŜce ilustruję tylko odprawy przedmeczowe i to teŜ nie wszystkie, bo sprawy taktyki byłyby pewnie nudne 
dla czytelnika, a bez poparcia tego rysunkami po prostu mało zrozumiałe.

120
121
Popularnością moŜna czasami przyćmić najwaŜniejszą osobę w państwie, ale kompetencjami nigdy.
PIERWSZY KIBIC W POLSCE
Awans kaŜdej reprezentacji narodowej do Mistrzostw Świata staje się sprawą ogólnonarodową nawet w 
krajach, które regularnie uczestniczą w tych turniejach. Głowy państw utoŜsamiają się z tym wielkim 
sportowym sukcesem. Zawsze korzystniej jest się kojarzyć z sukcesami niŜ poraŜkami. Bywało, nie tylko w 
Polsce, Ŝe Szefowie Rządów zjawiali się na stadionach po pierwszej połowie, kiedy wynik był juŜ sprawą 
przesądzoną. Prezydent Aleksander Kwaśniewski jest kibicem sportowym, a ponadto sam dla zdrowia 
próbuje często swych sił w róŜnych dyscyplinach sportu.
Tak się złoŜyło, Ŝe równieŜ On dołoŜył swoją cegiełkę do sukcesu naszej reprezentacji. Tylko od decyzji 
Prezydenta zaleŜało, czy Emanuel Olisade-be będzie mógł zagrać w reprezentacji podczas naszych eliminacji 
do Mistrzostw Świata. Decyzja Prezydenta nie była łatwa. Najpierw Emanuela sprawdziły wszelkie moŜliwe 
słuŜby specjalne, aby ocenić czy nie jest człowiekiem sprawiającym kłopoty sąsiadom. Czy nie miał Ŝadnych 
wykroczeń i czy nie był w konflikcie z naszym prawem. Następnie, czy nie naleŜy do Ŝadnych podejrzanych 
organizacji i w ogóle jakim jest człowiekiem. Później śledzono dokładnie to co działo się w mediach, co pisano 
o ewentualnym przyznaniu mu polskiego obywatelstwa i jakie były z tym związane nastroje społeczne. W 
końcu konsultowano delikatnie sprawę z prezesami PZPN, a ze mną jego rzeczywistą wartość sportową i 
przydatność dla reprezentacji. Wreszcie, kiedy wszelkie dokumenty i opinie zostały zebrane, złoŜono je na 
biurku Prezydenta i oczekiwaliśmy na decyzję.
Prawdę mówiąc miałem nadzieję, Ŝe decyzja będzie pozytywna od początku naszych starań. Liczyłem na 
sportową Ŝyłkę Prezydenta, jego wielką miłość do futbolu i chęć obejrzenia jeszcze za Jego prezydenckiej 
kadencji reprezentacji na Mistrzostwach Świata. Bardzo chciałem móc powołać Emanuela juŜ na mecz z 
Holandią w czerwcu 2000 roku. Nie udało się. Decyzja pozytywna została wydana przed sierpniowym, 
towarzyskim me-
123
czem z Rumunią. Cieszyłem się i wiedziałem, Ŝe Prezydent podpisując zgodę, tak naprawdę nie do końca 

Strona 54

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

wiedział, jak bardzo mi pomógł. Decyzje polityczne, do których przyzwyczajony jest Prezydent, zwykle są 
weryfikowane po bardzo długim okresie czasu. Ta decyzja zweryfikowana była bardzo szybko. Emanuel 
natychmiast zdobył swoją pierwszą dla reprezentacji bramkę w trudnym meczu wyjazdowym z Rumunią.
Po kaŜdym wygranym meczu eliminacyjnym pierwsze gratulacje otrzymywałem właśnie od Prezydenta. 
Rozmawialiśmy długo, jeszcze raz analizując najwaŜniejsze momenty meczu, chociaŜ zwykle robiliśmy to na 
odległość i tylko przez telefon. Radość z wyników reprezentacji była ogólnonarodowa i jak wirus sympatia dla
druŜyny zaraŜała coraz więcej osób w Polsce. Były to miłe momenty dla nas wszystkich.
Gratulacje od Prezydenta nie zawsze zwiastowały dobre nowiny. Tak było chociaŜby z moimi poprzednikami 
Antonim Piechniczkiem i Władysławem Stachurskim, którzy tuŜ przed zdymisjonowaniem ich z funkcji 
selekcjonera otrzymywali gratulacje za swoją pracę od Głowy Państwa. Bywało, Ŝe taki mecz, jak choćby z 
reprezentacją Ukrainy, nasz Prezydent oglądał w towarzystwie Prezydenta Ukrainy w telewizorze na jednym 
z okrętów wojennych. Stamtąd teŜ po meczu otrzymałem od Niego telefon z gratulacjami.
Osobiście miałem moŜliwość podziękować Prezydentowi za podjęcie tak waŜnej dla nas decyzji dotyczącej 
Emanuela, kiedy w dzień naszego odlotu do Azji przyjął całą ekipę mundialową w Pałacu prezydenckim. 
Spotkanie było oficjalne, ale bez pompy i przesadnej, często towarzyszącej takim spotkaniom, sztywnej 
atmosfery. Podczas tego spotkania wręczyłem Prezydentowi kasetę z filmem ukazującym naszą drogę do 
finałów Mistrzostw Świata, film nagrany przez Tomasza Pijanowskiego.
Z Prezydentem rozmawiałem jeszcze kilkakrotnie. Dzwonił do mnie po jego przylocie do Korei i anonsował 
wizytę w naszym hotelu przed meczem z Koreą. Do spotkania nie doszło, bo przełoŜył wizytę na po meczu. 
Zawitał jednak tylko do naszej szatni po zakończonym, niestety przegranym meczu z Koreą.
Po powrocie z Mistrzostw rozmawialiśmy juŜ po mojej dymisji, kiedy zadzwonił do mnie pewnego dnia. 
Byłem zdegustowany całym zamieszaniem, jakie powstało po Mistrzostwach i raczej rzadko odbierałem 
telefony. Jechaliśmy z małŜonką samochodem do centrum miasta, kiedy po raz kolejny zadzwonił telefon. 
Odbiorę ten jeden powiedziałem do Uli i uruchomiłem słuchawkę w telefonicznym zestawie samochodowym. 
Dzwonił Prezy-
124
dent. Podziękował za wszystkie wspaniałe chwile, jakie On, jak równieŜ wszyscy interesujący się futbolem 
Polacy, mieli moŜliwość przeŜyć w związku ze znakomitymi występami reprezentacji w eliminacjach i jej 
udziałem w Mistrzostwach Świata. Dodał, Ŝe chciałby się niebawem ze mną spotkać. Miał powiadomić o 
terminie tego spotkania telefonicznie za kilka dni.
Miałem przyjemność być ponownie w Pałacu Prezydenckim w maju 2003 roku, przy okazji meczu najlepszych 
na świecie skoczków narciarskich z reprezentacją aktorów polskich. Razem z trenerem Apoloniuszem 
Tajne-rem poprbszono mnie o poprowadzenie druŜyny skoczków, a cała nasza międzynarodowa ekipa została
zaproszona przed meczem do państwa Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich. Nie był to jednak najlepszy 
moment na rozmowy o reprezentacji Polski, chociaŜ sam Prezydent w rozmowie ze mną do tego tematu 
nawiązał. MoŜe kiedyś będzie jeszcze okazja na dłuŜszą rozmowę.
Wejście Polski w struktury Unii Europejskiej nie było sprawą prostą. WaŜną rolę miało odegrać ogólnopolskie 
referendum, w którym uprawnieni do głosowania Polacy mieli wyrazić swoją wolę. Brałem czynny udział w 
spotkaniach przed referendum w róŜnych miejscach w Polsce. Razem z grupą przyjaciół ze środowiska 
aktorskiego, Markiem Kondratem, Edytą Jungowską, Olafem Lubaszenko, Krzysztofem Materną, Wojciechem 
Man-nem, Grzegorzem Turnauem oraz wspaniałym rysownikiem Andrzejem Mleczko, odpowiedzieliśmy 
pozytywnie na apel pani Minister Danuty Hubner, aby pomóc przekonać wielu wahających się przede 
wszystkim do tego, Ŝeby uczestniczyli w referendum, a ponadto głosowali na tak. Uhonorowano nas za to 
medalami unijnymi, a w dniu ogłoszenia wyników referendum zostaliśmy zaproszeni przez Prezydenta do 
Pałacu Prezydenckiego. Wspólnie z Głową Państwa oraz elitą naszych polityków, ludzi kultury, sztuki i 
biznesu oczekiwaliśmy na wyniki głosowania. Prawie sześćdziesiąt procent ludzi głosujących i prawie 
osiemdziesiąt procent za wejściem do Unii to wyniki, które wywołały niesamowitą euforię oczekujących. Po 
raz kolejny uściskaliśmy się z Prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim i podyskutowaliśmy dłuŜej. Kończąc
swoją kadencję prezydencką, nasz awans i uczestnictwo w Mistrzostwach Świata, równieŜ Prezydent będzie 
wymieniał na pewno po stronie swoich plusów i miłych wspomnień. Jestem tego absolutnie pewien.
125
śycie trenera jest jak bolid pędzący z niesamowitą szybkością do mety
PORTUGALIA - ODPRAWA
W Ŝyciu kaŜdego z nas zdarzają się momenty zwrotne, które mogą nasze Ŝycie zamienić w pasmo 

Strona 55

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

wspaniałych chwil, ale równieŜ w piekło. Tak samo jest z karierą piłkarską, trenerską, zawodową. Wszyscy 
mieliśmy juŜ w naszym Ŝyciu takich momentów bardzo wiele. Czasami przypadek decyduje
0 tym, Ŝe ktoś zrobi niesamowicie wielką karierę i ten sam przypadek moŜe spowodować całkowite załamanie 
się wszystkiego, co przez lata układaliśmy i przygotowywaliśmy. Są teŜ momenty, Ŝe spotkamy na naszej 
drodze Ŝycia kogoś, kto pomoŜe nam w Ŝyciowej sprawie, czy decyzji i jak za dotknięciem czarodziejskiej 
róŜdŜki wszystko zmienia się nam jak w bajce. Takim momentem jest mecz z Portugalią. Popatrzcie 
rozegraliśmy przez ostatnie dwa i pół roku dwadzieścia siedem trudnych meczów i oto stajemy przed 
meczem, którego wynik moŜe całkowicie zniweczyć cały nasz dotychczasowy dorobek i spowodować, Ŝe 
będziemy wracać do kraju po pierwszej fazie Mistrzostw. Ale moŜe być to teŜ przełomowy pozytywnie 
moment, kiedy po pierwszej poraŜce udowodnimy na poziomie takiego przeciwnika, jak Portugalia, Ŝe 
jesteśmy w stanie pokonać kaŜdego i dzięki temu meczowi odwróci się na naszą korzyść karta tych 
Mistrzostw. Po poraŜce, odpukać, z niesławą wracać będziemy do Polski z uczuciem, Ŝe zawiedliśmy miliony 
kibiców, Ŝe zawiedliśmy siebie samych. Ja jednak twierdzę, Ŝe ten jeden przegrany mecz jeszcze nie decyduje o
niczym. Przegraliśmy w swoim Ŝyciu niejeden mecz, a jednak cały czas jako reprezentacja posuwamy się do 
przodu
1 odnosimy coraz większe sukcesy. To świadczy, Ŝe jesteśmy silni i potrafimy się szybko pozbierać po poraŜce.
Jestem pewien, Ŝe będzie tak i tym razem. Jedno złe wydarzenie nie moŜe o niczym decydować, a juŜ na 
pewno nie moŜe zniweczyć całego naszego dotychczasowego dorobku i pozytywnej opinii o nas.
Mecz z Portugalią moŜe zamieszać niesamowicie w naszej grupie. Dla nas wystarczy go nie przegrać, aby mieć
szansę na wyjście z grupy, a taki
Ul
wynik najprawdopodobniej wyeliminuje Portugalię. Nikt nie mógł się takiego scenariusza przed 
Mistrzostwami spodziewać. Wszystko w naszej grupie jest jeszcze dla kaŜdego moŜliwe. WciąŜ mamy nasz 
awans do następnej rundy tylko w naszych rękach. Ja nie chcę wywierać dodatkowej presji na was, bo zdaję 
sobie sprawę, Ŝe wszyscy przeŜywamy te Mistrzostwa w podobny sposób. Ale nasze dobre wyniki są 
potrzebne polskiej młodzieŜy, milionom dzieciaków i kibiców. Oni bez względu na to, czy wygramy, czy 
odpadniemy i będziemy wracać do Polski najbliŜszym samolotem i tak was i tę reprezentację będą kochać. 
Tytanik teŜ miał być statkiem niezatapialnym, ale zderzył się z górą lodową i zatonął. MoŜe te Mistrzostwa są 
dla nas taką górą lodową, z którą po prostu nie mamy szans. Tak teŜ się moŜe zdarzyć, ale musimy zrobić 
wszystko co w naszej mocy. aby rzucić na szalę wszystkie nasze umiejętności, ambicję i honor. Musimy z 
wielką determinacją powalczyć o zwycięstwo, a wtedy przy niesprzyjających okolicznościach moŜemy 
osiągnąć remis.
Musicie wiedzieć, Ŝe tam w Polsce nie kochają reprezentacji dlatego bo nazywa się reprezentacją. Kibice 
kochają was z imienia i nazwiska, jako Tomka Włdocha, Jacka Krzynówka czy Maćka śurawskiego. Kochają 
waszą osobowość, talent, umiejętności i za to, co dla nich dokonaliśmy. Za to nas kochają. I za to, Ŝe daliśmy 
im te Mistrzostwa. Dla nich liczycie się z imienia i nazwiska. Oczywiście łatwiej kocha się zwycięzców.
Są takie momenty w Ŝyciu kiedy rodzina bardzo się konsoliduje, kiedy czuje potrzebę bycia razem i wzajemnie
chce się wspierać. My jesteśmy teŜ wielką, wspaniałą rodziną. Z przyjemnością jest patrzeć, jak wspieraliście 
się nawzajem w trudnych momentach, jak razem się cieszyliście po zwycięstwach i jak było nam cięŜko po 
poraŜkach. Teraz teŜ musimy być blisko siebie, jak nigdy dotąd, bo dochodzimy do bardzo waŜnego punktu 
zwrotnego w naszej pracy i w Ŝyciu naszej rodziny. Teraz właśnie musimy akcentować, jak bardzo jesteśmy 
wszyscy razem i potrafimy bić się wszyscy za jednego i jeden za wszystkich. Dlatego ten mecz musimy lak 
rozumieć. Gramy go dla tych, którzy nas kochają. Bo nawet jak wygramy, to ci którzy nas nienawidzą, będą 
nas nienawidzić jeszcze bardziej i nie dla nich tu występujemy.
Dzisiaj w nocy około drugiej obudziłem trenera Edwarda, widzicie jaki jest teraz przeze mnie śpiący, i jeszcze 
raz oglądaliśmy i analizowaliśmy dwie kasety z meczami Portugalii. Wnioski są proste. NajwaŜniejsze przed 
takim meczem, Ŝebyście się skoncentrowali i dobrze zrozumieli taktykę.
128
Ja stworzyłem tę reprezentację, ja was do niej dobrałem, ja stworzyłem z was znakomity zespół i ja biorę całą 
odpowiedzialność za wszystko co się stanie dalej. Nie macie na sobie Ŝadnego ryzyka, nie ciąŜy na was ta 
paraliŜująca odpowiedzialność. To wszystko biorę na siebie. KaŜdy wasz błąd, kaŜde wasze złe zagranie i 
ewentualną poraŜkę. To wszystko idzie tylko i wyłącznie na moje konto. JeŜeli wygramy ten mecz, to 
zwycięstwo podzielimy jak zwykle na wszystkich po równo, jeśli przegramy to ja odpowiadam za selekcję, 
taktykę, skład i biorę tę poraŜkę na siebie. Dlatego nie bójcie się ryzykować igrać na poziomie na jaki was stać. 

Strona 56

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

A sukces w takim meczu moŜna osiągnąć tylko wtedy, gdy zagramy na poziomie na jakim nie graliśmy nigdy 
dotąd. Wierzę w was tak samo, jak zawsze wierzyłem w eliminacjach i dlatego jesteśmy dzisiaj tu w Korei, 
pomimo totalnej krytyki jaka towarzyszyła nam podczas eliminacji. Grajcie swobodnie, bez stresu. Wierzę, Ŝe 
nie zawiedziecie przede wszystkim siebie samych, Ŝebyśmy na bazie tego meczu szli dalej do przodu, bo 
nawet jeśli wygramy, to teŜ nic wielkiego jeszcze się nie stanie. Będą nas czekać kolejne jeszcze trudniejsze gry.
Ale to jest pierwszy przełom, bo daje nam moŜliwość walki w następnych. Tu juŜ musimy grać bez poraŜki do 
końca tej imprezy i jeśli nam się to uda, to pociągniemy ten serial dalej przez eliminacje Mistrzostw Europy. 
Budowa zespołu reprezentacyjnego trwa stale. Teraz wy tworzycie jego trzon, tak jak jeszcze dwa i pół roku 
wstecz tworzyli go inni piłkarze. Warn ten Orzeł na piersi dodawał skrzydeł i sami musicie odpowiedzieć 
sobie na pytanie, czy jest tak nadal, czy moŜe komuś juŜ zaczyna ten Orzeł ciąŜyć. Zadajcie sobie pytanie, czy 
naprawdę wierzycie w siebie samych, czy macie w sobie wewnętrzne przekonanie, Ŝe moŜecie czegoś 
wielkiego dokonać. To jest najwaŜniejsze, Ŝeby być w porządku z samym sobą, Ŝebyście nie musieli robić 
czegoś, w co nie wierzycie i do czego nie jesteście stuprocentowo przekonani.
Gramy dla milionów ludzi w Polsce i Polaków rozsianych na całym świecie. Oni w was wierzą najbardziej. 
Oni chcą chodzić po ulicach dumni z samego faktu, Ŝe są Polakami. śaden z was sam tu niczego nie zwojuje. 
Musimy poczuć się ponownie zespołem i musicie sobie sami odpowiedzieć pytanie, czy na takim poziomie do 
tego zespołu kaŜdy z was pasuje. Co moŜe kaŜdy z osobna wnieść do gry zespołu, aby podnieść jego wartość.
Portugalia gra czwórką w obronie, dwójką defensywnych pomocników, jednym rozgrywającym na środku i 
trójką napastników. Najsłabszą ich formacją jest obrona. Ale w mentalności Portugalczyków nie leŜy bronienie
się. Ich siła to wysunięty napastnik Pauleta, dwóch skrzydłowych,
129
Figo i Concencao, wspierający ich od środka Joao Pinto i włączający się od czasu do czasu skrajni obrońcy. 
Kiedy muszą się bronić są bezradni i popełniają wiele prostych błędów, jak zrobili to z Amerykanami. A więc 
jedno co my musimy zrobić, to zneutralizować najgroźniejszych dla nas zawodników portugalskich i skupić 
grę na ich formacji obrony. Pytanie jakie sobie zadajemy to, czy jesteśmy w stanie zatrzymać czterech 
Portu-galczyków, którzy będą atakować przeciwko naszym pięciu broniącym. Nie będę wymagał w tym 
meczu ofensywnej gry od Ŝadnego z piątki ludzi odpowiedzialnych za grę obronną. Ale będę wymagał 
jednego, Ŝe jeŜeli gram przeciwko jednemu zawodnikowi w mojej strefie, to ten zawodnik nie ma prawa 
stworzyć nam jakiegolwiek zagroŜenia. Całą energię, jaką tracilibyście w grze ofensywnej zatrzymujecie po to, 
aby z tym przeciwnikiem walczyć. Grać będziecie jeden przeciwko jednemu, Marek przeciwko Figo, Michał 
przeciwko Concencao, Radek przeciwko Joao Pinto. Pauletę indywidualnie bierze Tomek Hajto, a asekuruje go
dodatkowo Tomek Wałdoch. Tu nam się nic nie moŜe przykrego stać. Twierdzę, Ŝe jesteście w stanie wygrać 
rywalizację cztery na pięć. To zabezpieczy nasze tyły. Ta grupa ma za zadanie wybronić to wszystko, co 
będzie do wybronienia. Czasami pomogą wam inni, ale poniewaŜ chcemy szybko przechodzić do ofensywy i 
atakować, aby zmuszać ich do gry jakiej nie lubią, pozostali gracze oczekiwać będą na wasze wygrane 
pojedynki indywidualne i piłkę, aby rozpocząć grę ofensywną. Po przechwycie natychmiast przechodzimy do 
kontry. My po raz pierwszy zagramy coś takiego. Tu rysuję wam na tablicy. My teŜ nie lubimy się bronić, nie 
leŜy to w naszym charakterze. Dlatego atakujmy, idźmy po bramkę, ale z rozsądkiem. Tak jak robiliśmy to w 
eliminacjach.. Traciliśmy bramki, ale zdobywaliśmy ich bardzo duŜo. Przypomnę wam, jeśli ktoś zapomniał, 
Ŝe sześć bramek strzeliliśmy Norwegom, dwie na wyjeździe Walijczykom, trzy w Kijowie, o czterech 
strzelonych Armenii w Polsce nie wspomnę. To jest Polska i nasz charakter, to jesteśmy my Polacy, to myśmy 
tego dokonali i moŜemy nadal strzelać po trzy bramki tu na Mistrzostwach. Dlatego wyjdziemy tym razem 
trójką napastników. Obrona, wybronić i tylko zagrać tę piłkę wprzód. Amerykanie strzelili im trzy bramki, a 
my mamy przecieŜ o wiele lepszych napastników. Oli, Paweł i Maciek wyjdziecie od początku, a na swoją 
szansę będzie czekał Marcin i Czarek.
Oni utrzymują tę czwórkę w obronie trzymają linię nie agresywną strefę, a więc będzie trochę miejsca na 
przyjęcie gry na siebie i rozpoczęcie sku-
130
tecznych akcji ofensywnych. Będziemy grać trzech przeciwko czterem, a jeśli uda nam się kontra, po 
włączeniu się ich skrajnego obrońcy, to mamy trzy na trzy. A jeśli podłączy się do akcji Jacek lub Świerszczyk 
to mamy przewagę. Tylko trzeba wybronić, bo to jest podstawą i dograć celną piłkę do ataku. Nasz atak 
będzie wspierany przez dwójkę środkowych. Ich środkowi obrońcy są mało zwrotni. Są znakomici w grze o 
górne piłki, dlatego grać będziemy przede wszystkim dołem. Jesteście w ataku o wiele od nich szybsi i w grze 
jeden na jednego, czy dwóch na dwóch mieć będziemy przewagę. KaŜda zagrana piłka prostopadła do 

Strona 57

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

przodu, będzie niesamowicie groźna. Zanim doskoczy do Maćka czy Pawła defensywny pomocnik czy 
obrońca, będzie wiele czasu na to, aby ułoŜyć sobie grę w pomocy i przenieść grę do napastników.
Mamy ten komfort w meczu, Ŝe wybór kierunku akcji ofensywnej jest ogromny. Praktycznie gdzie zagramy 
piłkę do przodu, to powinien juŜ na nią w tej strefie czekać nasz pomocnik lub napastnik. Tylko musi być ona 
dograna dołem i celnie. Po przyjęciu gry na siebie w środku pola, juŜ nie czekamy na wsparcie obrońców, tak 
jak to było dotychczas, tylko odwracamy się natychmiast i tworzymy własną akcję do końca. W strefie 
środkowej musimy dobrze patrzeć kto jest wolny. Zanim przesuną krycie defensywni pomocnicy, mamy 
trochę czasu. A po przesunięciu będziemy w środku mieli wolnego partnera, tylko trzeba z premedytacją go 
szukać i przez niego grać. Zostawiamy bocznych obrońców poza grą. Oni do środka nie zejdą do asekuracji. 
To musi być grane szybko. Naszą siłą musi być w tym meczu kontra. To oni będą układać atak pozycyjny 
kończony indywidualnymi akcjami Figo, Concencao, Paulety czy Joao Pinto. A my mamy kontrować. Będą 
starali się was ośmieszyć, grać siatki, zagrać klepkę, pobawić się piłką. Oni to kochają. Nas nie interesuje 
udowadnianie kto jest lepszy, kto kogo oszuka. My mamy trzymać Ŝelazną dyscyplinę w grze. Nie popełniać 
indywidualnych błędów w grze obronnej i szukać jak najskuteczniej przeprowadzonego kontrataku. KaŜdy z 
was ma swoje zadanie do wykonania, a suma pozytywnie wykonanych zadań złoŜy się na nasz sukces lub 
poraŜkę. W tym meczu musimy grać bardzo blisko przeciwnika. Siedzimy im na nogach i natychmiast twardo 
walczymy o piłkę. Muszą poczuć ból przy przyjęciu piłki i przy próbach dryblingu. Muszą zacząć się nas 
obawiać w trakcie gry. To jest mecz dla męŜczyzn. To będzie walka gladiatorska, bo ten kto przegra znika na 
zawsze z Mistrzostw. Dlatego musimy podejść do tego, jak do walki gladiatorów. I albo tę walkę i tę odwagę 
macie w sercach, albo jej
131
nie mamy i zejdziemy z boiska pokonani. MoŜe nie pasujemy do tego rodzaju walki, moŜe nie pasujemy do 
tych Mistrzostw. Ten mecz da nam na te pytania odpowiedź. A moŜe któryś z was się boi. Emsi boisz się. Nie, 
to mów głośno, a nie szeptem. Maciek ty się boisz, o teraz to lubię. No proszę tu w sali nie mamy obaw, ale 
trzeba będzie tę silę pokazać na boisku i naszą wolę zwycięstwa przenieść na ich psychikę. To oni muszą 
zacząć się nas obawiać. To oni mają o wiele więcej do stracenia aniŜeli my. To oni wciąŜ są uwaŜani za jednego
z faworytów Mistrzostw a nie my. To na nich ciąŜy większy cięŜar odpowiedzialności. My jak odpadniemy, to 
nikogo to nie zdziwi. NajwyŜej zrobimy tylko przyjemność wszystkim naszym wrogom, a paru z was pojedzie
na wcześniejsze wakacje. Na wielu sztandarach w Polsce są złotymi literami wypisane tylko trzy słowa. Bóg, 
Honor, Ojczyzna. Tylko trzy, ale kaŜdy z nas doskonale wie, jak wiele się za nimi kryje. Pomyślcie o nich 
zanim wyjdziemy na boisko i dopasujcie je do siebie samych. Wtedy zrozumiecie, jak naleŜy podejść do tego 
meczu. Dziękuję.
To wszystko co do wczoraj w futbolu dokonałeś, dzisiaj nie ma juŜ Ŝadnego znaczenia. KaŜdy kolejny mecz 
jest końcem jednego rozdziału i rozpoczęciem nowego. A czasami końcem ksiąŜki.
DRUGI MECZ - PORTUGALIA
Robiąc przygotowania do Mistrzostw Świata, jeszcze w Polsce brałem pod uwagę wszelkie moŜliwe 
scenariusze. RównieŜ taki, który zakładał poraŜkę w pierwszym meczu z Koreą. W takim przypadku 
spodziewałem się, Ŝe najtrudniej będzie odbudować psychikę piłkarzy.
Jednym z elementów naszej pracy nad psychiką zawodników było oglądanie przez piłkarzy filmów w 
wewnętrznej sieci telewizyjnej jaką dysponowaliśmy. Wzięliśmy do Korei ponad sto filmów, w tym wiele 
komediowych pozwalających w miarę łatwo wprowadzić oglądających w lepszy nastrój. Poprosiłem teŜ o 
pomoc mojego znakomitego kolegę Krzysztofa Matemę, którego programy telewizyjne i estradowe od lat 
rozśmieszają miliony Polaków i którego uwaŜałem praktycznie za członka ekipy. Krzysztof kochał tę 
reprezentację miłością bezgraniczną, wreszcie po szesnastu latach oczekiwań odwzajemnioną. Na moją prośbę 
przygotował swój występ dla piłkarzy. Przedstawił im spektakl złoŜony z najzabawniejszych momentów z 
jego programów telewizyjnych. Pracowaliśmy nad odbudową dobrego samopoczucia zawodników. 
NajwaŜniejsze było doprowadzić ich stan psychiczny ponownie do poziomu pozytywnego myślenia przed 
czekającym nas meczem z Portugalią. To musiał być pierwszy krok, a na bazie tego doprowadzenie do 
uwierzenia we własne moŜliwości, co z kolei prowadziło do wiary w zwycięstwo. Wiedzieliśmy, Ŝe naleŜy 
odbudowywać formę psychiczną etapami, krok po kroku, nie za szybko. Nie mieliśmy jednak wiele czasu. 
Zawodnicy po takiej poraŜce reagują róŜnie. Większość z nich jednak bardzo cierpi. Wolą przeŜywać to w 
samotności i odreagowywać stres powoli. Dlatego działaliśmy w tej materii bardzo ostroŜnie. Krzysztof był 
zadowolony z reakcji zawodników na jego występ i to były pierwsze symptomy, Ŝe nasze przygotowania do 
meczu z Portugalią idą w dobrym kierunku.

Strona 58

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

Bardzo ucieszyliśmy się z odwiedzin w naszym ośrodku, reprezentacji polskich aktorów. Przebywali z nami 
do późnych godzin nocnych, śpiewali

133
wspaniałe karaoki i opowiadali, jak znakomicie polscy kibice cieszą się z pobytu na tej imprezie. Ich 
uśmiechnięte twarze i sympatyczne, optymistyczne i ciekawe opowieści, pozwoliły oderwać się od ciągłego 
myślenia
0 kolejnym meczu. Rozegrali teŜ z nami mecz, który ja sędziowałem, na bramce stał Zbigniew Boniek, a w 
polu grali pozostali członkowie ekipy, plus zaproszeni goście. W roli kibiców tym razem piłkarze.
Zaczęły pojawiać się pierwsze uśmiechy w drodze na trening, powoli wracały pojedyncze Ŝarty. Zespół stawał
z godziny na godzinę na nogi pod względem psychicznym. Oczywiście druŜyna to zbiór najróŜniejszych 
charakterów i osobowości. Dlatego pracowaliśmy wielokierunkowo. Prosiłem masaŜystów i lekarzy, aby przy 
kaŜdej rozmowie z zawodnikami podnosili ich na duchu i podkreślali wszelkie zauwaŜone pozytywy. O to 
samo poprosiłem moich współpracowników, trenerów, aby podczas zajęć treningowych akcentowali, kaŜde 
udane zagranie, strzał czy obronę bramkarską. Zawodnicy jak nigdy dotąd potrzebowali naszego wsparcia, 
sympatii i pomocy. Ale nie było to sprawą prostą ani łatwą. Presja była ogromna i powiększała się z kaŜdą 
godziną przybliŜającą nas do pojedynku z Portugalią. Kto przegra odpada z turnieju Wszyscy o tym 
wiedzieliśmy, ale nikt ani razu tego nie powiedział. W rankingach UEFA i FIFA dzieliła nasze zespoły 
przepaść. Świadomość, Ŝe moŜemy zagrać znakomicie i teŜ nie wygrać, była nie do zniesienia. Na długo przed
Mistrzostwami opracowaliśmy taktykę, w której kluczową rolę w obronie miał pełnić Jacek Bąk. On znał króla 
strzelców ligi francuskiej i najlepszego napastnika Portugalii Pauletę jak nikt inny. Teraz wypadł nam ze 
składu i zastanawialiśmy się, w jakim ustawieniu powinniśmy zagrać w formacji obrony. Dyskutowaliśmy 
nad tym długo a praktycznie kaŜdego wieczoru, podsumowując dzień. Kto przeciwko Paulecie. To pytanie 
spędzało nam sen z powiek. Zdecydowałem się na rozegranie krótkiego sparingu, w którym jeszcze raz 
chcieliśmy dokładnie przyjrzeć się środkowym obrońcom. Para Tomków Wałdoch-Hajto prezentowała się 
zdecydowanie pewniej od pary Jacek Zieliński - Arek Głowacki, a wynik pięć do jednego na korzyść zespołu, 
w którym wystąpili Hajto
1 Wałdoch podkreślał róŜnicę.
Pomimo tego zdecydowałem się po raz pierwszy porozmawiać o tym z kapitanem zespołu Tomkiem 
Wałdochem. Wiedziałem, Ŝe będę na niego stawiał w tym meczu i szukałem dla niego partnera. 
Rozmawialiśmy prawie godzinę i chciałem uzyskać równieŜ jego opinię, która była dla mnie waŜna, ale nie 
decydująca. W meczu z Portugalią liczyć się miało przede wszyst-
134
kim zrozumienie pary środkowych obrońców, których zadaniem było wyłączenie z gry Paulety i skuteczna 
wzajemna asekuracja. Po długich przemyśleniach postawiłem jeszcze raz na parę Wałdoch-Hajto. Grali razem 
z sobą przez kilka lat w zespole klubowym. Prezentowali się dobrze od strony przygotowania fizycznego. 
Chcieli się zrehabilitować za błędy popełnione w meczu z Koreą. Wszystko przemawiało na ich korzyść. A 
jednak się pomyliłem. Jak na ironię bardzo dobrze zagrali boczni obrońcy. Ani dynamiczny Concencao nie 
pograł sobie przy Michale śewłakowie, ani gwiazda madryckiego Realu, Luis Figo przy Marku Koźmińskim. 
Na początku meczu opuścić musiał boisko Radek KałuŜny z powodu kontuzji. To była kolejna kolosalna strata
dla zespołu. Radek znakomicie wykluczył z gry Joao Pinto i jeszcze wziął na siebie cięŜar rozgrywania. W tej 
sytuacji cofnąłem na jego miejsce Piotra Świerczewskiego, a w miejsce Piotra wstawiłem Arka Bąka. Niestety ta
zmiana nie wniosła nic poŜytecznego. Arek nie potrafił pozbyć się stresu związanego nie tylko z debiutem na 
Mistrzostwach, ale z wejściem na boisko w tak waŜnym i trudnym meczu. Spotkanie odbywało się przy 
mocno padającym deszczu, co było dodatkowym atutem lepiej przy piłce czujących się, znakomitych 
technicznie Portugalczyków. Przegrywaliśmy jeden do zera po bramce Paulety. Rozgrywaliśmy dobry mecz i 
wydawało się, Ŝe musimy zdobyć bramkę. Tak teŜ się stało. Niestety szkocki sędzia, ku zaskoczeniu obu 
zespołów, bramki nie uznał. Portugalczycy mieli ogromne pretensje do samych siebie za utraconą bramkę, 
zaczęli się między sobą kłócić, a tymczasem okazało się, Ŝe sędzia zadecydował inaczej. Był to dla nas 
olbrzymi cios. Zdawaliśmy sobie sprawę, jak trudno jest zdobywać bramki z takim zespołem jak Portugalia. W
takich momentach istnieje równieŜ niebezpieczeństwo utraty drugiej bramki. Kiedy trzeba ryzykować, 
atakować duŜą liczbą piłkarzy, zawsze istnieje groźba naraŜenia się na skuteczną kontrę.
W meczu z Portugalią zmieniłem po raz drugi w mojej dwuipółletniej karierze reprezentacyjnej system gry 
zespołu. I po raz drugi przegraliśmy. Wyszliśmy 1x4x3x3. Trójka napastników, Kryszałowicz, Olisadebe, 

Strona 59

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

śuraw-ski miała za zadanie zdobyć bramkę. Wiedziałem, Ŝe z takim zespołem jak Portugalia, trudno nam 
będzie utrzymać konto zerowe. Traciliśmy bramki w eliminacjach ze słabszymi reprezentacjami. Dlatego 
naleŜało za wszelką cenę dąŜyć do zdobycia bramek, bo to dawało nam szansę na remis. Niestety, nie udało 
się.
Po stracie przez nas drugiej bramki stało się dokładnie to, czego spodziewaliśmy się w czarnym scenariuszu. 
Mistrzostwa się dla nas skończyły.
135
Zawodnicy byli załamani i z minuty na minutę opadało zaangaŜowanie w grę. Są takie momenty w grze 
zespołu, kiedy nagle staje się jasne, Ŝe nie ma szans na korzystny wynik. Wtedy trzeba mieć niesamowicie 
profesjonalny charakter, wielką siłę wewnętrzną i wiele w sobie patriotyzmu, aby walczyć z determinacją juŜ 
tylko o honorową poraŜkę. Nam tego juŜ w tym momencie zabrakło. Zeszliśmy z boiska pokonani cztery do 
zera i wiedzieliśmy, Ŝe Mistrzostwa zakończyliśmy na fazie grupowej.
Takiej szatni nienawidzę. Sądzę, Ŝe kaŜdy trener bardzo nie lubi tej niesamowitej, świdrującej w głowie ciszy, 
przerywanej cichym płaczem, dobiegającym gdzieś spod ręcznika narzuconego na czyjąś głowę. Siedzieliśmy 
mokrzy, zbici i przegrani. Odebrano nam honor i marzenia, które drzemały w nas od dziecka, aby przywieźć 
do Polski kolejny medal z Mistrzostw. Trudno było spojrzeć sobie nawzajem w oczy. Dobrze, Ŝe byliśmy 
bardzo mokrzy i spływały z nas krople deszczu. To było dobre alibi dla tych, którzy wstydzili się łez.
Wychodziliśmy wolno z szatni. Przejście przez strefę dziennikarzy było konieczne i nieprzyjemne. Najczęściej 
powtarzające się pytanie do mnie, to czy podam się po tym meczu do dymisji.
Są momenty w Ŝyciu szkoleniowca, kiedy wykonywany zawód daje mu wiele satysfakcji, a czasami wielkiej 
radości, kiedy jego zawodnicy podrzucają go wysoko do góry, na oczach milionów kibiców. PrzeŜyłem to po 
meczu w Chorzowie z Norwegią. Zawodnicy podrzucali mnie wysoko po naszym awansie do Mistrzostw 
Świata. Ale są teŜ chwile jak ta po meczu z Portugalią. Człowiek zaczyna się zastanawiać nad sensem swojej 
pracy, niesamowitych wyrzeczeniach robionych kosztem rodziny i przyjaciół, gdy z góry wiadomo, Ŝe mamy 
minimalną szansę na sukces.
Ta poraŜka była tak dotkliwa dla nas wszystkich, Ŝe prawie nikt nic był w stanie wydusić z siebie choćby 
słowa. PoraŜka jest gorsza niŜ śmierć. Śmierć kończy wszystko, a z poraŜką trzeba umieć Ŝyć dalej. Te słowa 
jednego z trenerów futbolu amerykańskiego najtrafniej odzwierciedlają stan ducha, w jakim znaleźliśmy się po
meczu z Portugalią. Kto nie przeŜyje sam takich momentów, niewiele moŜe tak naprawdę powiedzieć o 
futbolu. Wiele lat temu zadomowił się na polskich boiskach taniec zwycięstwa, kiedy po wygranym meczu 
zespół splatając ramiona, podskakuje rytmicznie w kole na środku boiska i akcentuje swoją radość. Później 
przeniosło się to do szatni. Tańczyliśmy bardzo często równieŜ jako reprezentacja, bo i w tym zespole 
znakomicie się to przyjęło. Szczegól-
136
nie po bardzo cięŜkich, ale zakończonych zwycięsko meczach eliminacyjnych.
Po dotkliwej poraŜce, reakcje są diametralnie róŜne. Tego juŜ kamery telewizyjne kibicom nie pokazują. 
Zawodnicy zwykle siedzą na swoich miejscach w szatni, mają głowy nakryte ręcznikami i bardzo cięŜko 
przeŜywają poraŜkę. Często są to łzy rozpaczy lub złości. Inni długo się nie odzywają, trawiąc tę poraŜkę w 
sobie jak truciznę, której strawić się nie da. A później następują dni po poraŜce czasami jeszcze bardziej 
przykre i trudne dla nas wszystkich aniŜeli sam moment przegranej. Wtedy kaŜdy zaczyna rozumieć słowo 
cierpienie.
Taka jest właśnie prawda o futbolu, prostej grze, którą pasjonują się miliony ludzi na całym świecie.
PoraŜka z Portugalią, spowodowała niesamowite przygnębienie całej naszej ekipy. Kilku piłkarzy, szczególnie 
liderzy zespołu, wyglądali jak bokser po cięŜkim knock out-cie. Bladzi, wyciszeni, smutni, zamknięci w sobie. 
Cisza podczas posiłku, cisza w drodze do hotelu, cisza w hotelu. W tej sytuacji wiedziałem, Ŝe z tej grupy juŜ 
nic się nie wykrzesze. Liderzy druŜyny przegrali swoje Mistrzostwa. Tymczasem czekał nas jeszcze jeden 
mecz z USA.
Zespół to nie tylko jedenastu zawodników i kilku rezerwowych, którzy wystąpili w meczu. Zespół to wszyscy 
jego członkowie. Stworzona przeze mnie reprezentacja była silna, bo kaŜdy zawodnik, kaŜdy pracownik 
departamentu reprezentacji Polski, czuł się w tym zespole potrzebny. Wchodzący na boisko w trakcie meczów
piłkarze często przechylali szalę zwycięstwa na naszą korzyść, bo wiedzieli o tym, Ŝe wchodząc na plac, są 
nadzieją wszystkich pozostałych na pomocną dłoń. Teraz właśnie ci piłkarze po raz kolejny mieli wziąć na 
siebie odpowiedzialność za honor reprezentacji. Wiadomo było, Ŝe bez fantastycznych meczów w wykonaniu 
liderów zespołu tych wszystkich, którym te Mistrzostwa nie wyszły, nie byłoby nas na Mun-dialu. śaden z 

Strona 60

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

nich się nie skompromitował, po prostu w tym momencie, ktoś był od nich lepszy, szybszy, zwrotniejszy, 
dokładniejszy, bardziej doświadczony, skuteczniejszy.
Kiedy po Mistrzostwach Świata spytano trenera reprezentacji Anglii Swena Eriksona, dlaczego jego druŜyna 
nie zajęła lepszego miejsca, odpowiedział, Ŝe miał w zespole zbyt małą grupę piłkarzy, którzy mieliby 
doświadczenie w grze na takich imprezach. Patrzyłem na naszych zawodników, dla których te Mistrzostwa 
były jak zderzenie się z górą lodową
137
i zastanawiałem, ilu z nich będzie miało jeszcze raz taką szansę. Wiedzieliśmy, Ŝe chyba Ŝadnemu z nas nie 
uda się takiej imprezy powtórzyć. Zakończył się wspaniały etap pracy druŜyny. Grupa kompletowana, 
selekcjonowana na eliminacje wypełniła swoje zadanie. Ci, którzy mieli pociągnąć to dalej na Mistrzostwach, 
juŜ nie sprostali zadaniu. Ale dokonali bardzo wiele dla polskiej piłki noŜnej. Po szesnastu latach walki o 
awans do wielkiej imprezy piłkarskiej dokonali tego, czego oczekiwały miliony kibiców. Są jednak limity, 
których przekroczyć się nie da. Są momenty kiedy trzeba powiedzieć pas. Mając w ręku karty bez kompletu 
asów i nieprzychylne układy w rozdaniu, nie ugra się szlema ani szlemika. Polska reprezentacja to solidne trzy
bez atu i tak na razie musi pozostać. Zrozumieliśmy to dobitnie, siedząc w mokrej szatni po meczu z 
Portugalią.
Nie interesuje mnie co sądzą o mojej pracy ludzie spoza mojej ekipy. NajwaŜniejszy jest dla mnie szacunek 
tych, z którymi awansowałem i uczestniczyłem w Mistrzostwach Świata.
USA - JEDNA Z ODPRAW
Oglądaliśmy juŜ reprezentację Ameryki wielokrotnie. Znamy ich sposób gry, znamy zawodników, znamy 
charakter tego zespołu. Wiemy, Ŝe będzie kolejne bardzo cięŜkie spotkanie. To nie są indywidualiści, jak 
Koreańczycy czy zawodnicy portugalscy. To grający schematycznie, wspierający się nawzajem i świetnie 
przygotowani od strony fizycznej zawodnicy. Ale właśnie dlatego ten zespół tak nam pasuje. Fizycznie nie 
będziemy od nich odsta-wać na pewno, bo jak sami widzicie w wynikach badań jesteście przygotowani 
znakomicie, a warianty gry i ich najlepszych graczy zneutralizujemy. Wystarczy jednak moment nieuwagi, 
dekoncentracji, a to juŜ nam się w tych Mistrzostwach przydarzyło, Ŝeby później nie moŜna było ich dogonić. 
USA to twardziele, dobrze poukładani i wyuczeni futbolu, ale nie artyści. Znacie juŜ wszystkich piłkarzy, ich 
sposób poruszania się i gry. Oglądaliście wszystkie ich mecze. Ich zespół nie ma dla nas Ŝadnych tajemnic.
Dla nas ten mecz ma juŜ zupełnie inny wymiar aniŜeli poprzednie dwa. My juŜ z tej grupy nie wyjdziemy. Dla
nas Mistrzostwa kończą się meczem z USA. Ale bardzo chciałbym, abyśmy ten mecz wygrali i wracali do 
Polski z podniesioną głową, chociaŜ na tarczy.
Amerykanie jeszcze nie są pewni awansu. Muszą z nami co najmniej zremisować, aby mieć pewność wyjścia z 
grupy Dlatego będzie to taka sama walka, jak w dwóch poprzednich meczach i tak do tego musimy 
podchodzić.
śycie tak nam ułoŜyło scenariusz, Ŝe ci, którzy stanowili trzon naszego zespołu nie podołali wyzwaniu tych 
Mistrzostw. Z powodu kontuzji nie zagrają Michał śewłakow, Jacek Bąk, Radek KałuŜny Z powodu Ŝółtych 
kartek nie moŜe być brany pod uwagę Piotr Swierczewski. Na ławce siądą z nami Jurek Dudek, Tomek Hajto i 
Tomek Wałdoch. Osobiście dziękuję wam z głębi serca za wasz olbrzymi wkład w awans do tych Mistrzostw 
Świata i za te wspaniałe dwa i pół roku wspólnej pracy. Dokonaliśmy wspólnie więcej aniŜeli się spodziewano,
dokonaliśmy sprawy fantastycznej. Dzięki
139
wam jesteśmy tu w Korei. Więcej dokonać juŜ nam się nie udało, ale na zawsze pozostaniecie w pamięci 
wszystkich kibiców w Polsce. Oddajecie piłkę w ręce zawodników, którzy grali mniej lub będą dopiero 
debiutować w obecnej reprezentacji z nadzieją, Ŝe moŜe właśnie im uda się zwycięŜyć i zakończyć nasz udział 
w tych Mistrzostwach z godnością.
A teraz nadszedł wasz czas kochani. Czekaliście długo na swoją szansę i oto nadeszła. Teraz tym występem, 
tym meczem, macie moŜliwość podziękować tym, którzy wywalczyli nasz awans i dzięki którym znaleźliśmy 
się w Korei. Jesteście grupą najlepszych piłkarzy w Polsce. W reprezentacji nie ma zawodników rezerwowych. 
Jest grupa, na którą w danym momencie postawił trener i grupa czekająca na wejście. Teraz wy stanowicie 
trzon druŜyny. Na was spoczywa cięŜar odpowiedzialności za wynik i honor druŜyny. Jesteście juŜ 
przygotowani, aby temu zadaniu podołać. Ale udowodnić to trzeba na boisku.
Ten mecz rozegramy juŜ tylko dla nas samych. Polski juŜ rozsławić nie moŜemy, bo my z tej grupy nie 
wyjdziemy. Wygrywając z USA, odnajdziemy wiarę we własne moŜliwości, w siebie samych. W to, Ŝe 
moŜemy zwycięŜać na takim poziomie jak Mistrzostwa Świata. Podziękujmy sobie tym meczem wszyscy za 

Strona 61

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

ten okres wspólnej pracy. Ten mecz kończy pewien etap pracy reprezentacji. Zamyka jak klamrą to, o czym 
marzyliśmy wszyscy od zawsze, aby w takiej imprezie móc uczestniczyć. Ale jednocześnie ten mecz kończący 
jeden etap, praktycznie po naszym odpadnięciu z imprezy rozpoczyna juŜ nowy etap pracy reprezentacji. 
Praktycznie jest to juŜ pierwszy mecz przygotowujący reprezentację do eliminacji Mistrzostw Europy. A więc 
ci, którzy wyjdą na boisko grać będą o wiele spraw. O kilku juŜ mówiłem, a więc dodam, Ŝe gramy o 
przyszłość druŜyny, ojej nowy kształt po Mistrzostwach i oczywiście jak zawsze o honor, godność, szacunek 
dla Orła i barw narodowych.
Zagrajmy teŜ dla tych wszystkich w Polsce, którzy nas kochają i będą nadal kochać bez względu na wyniki 
meczów. Dla naszych rodzin, przyjaciół, prawdziwych kibiców. Dla nich to zwycięstwo będzie miało 
największą wartość.
Zagramy jeszcze bardziej ofensywnie aniŜeli z Portugalią. W pierwszym meczu z Koreą graliśmy dwoma 
napastnikami, z Portugalią trzema, a teraz, licząc Czarka, wyjdziemy czterema. Musimy zdobywać bramki i to 
niejedną, bo jedna nie da nam zwycięstwa. Jedną zdobyliśmy z Portugalią i nam jej nie uznali. MoŜliwe, Ŝe 
była to bramka, która zawaŜyła na naszym losie podczas tych Mistrzostw.
140
Nie będzie na boisku Figo czy Paulety, będą o wiele słabsi od nich, ale groźni piłkarze. Radek w bramce. 
Długo czekałeś na tę szansę. Ale przy takim bramkarzu jak Jurek, cięŜko jest wejść do bramki. Jesteś w 
znakomitej dyspozycji, trener Młynarczyk podkreśla to przez cały czas. Graj bez ryzyka na przedpolu. 
Amerykanie są wysocy w ataku, zostaw walkę z nimi w powietrzu naszym obrońcom. Resztę juŜ sobie 
omawialiśmy. Formacja obrony w składzie Tomek Kłos, Arek Głowacki, Jacek Zieliński, Marek Koź-miński. 
Marek wreszcie na pozycji jaka odpowiada ci najbardziej. Z Koreą zagrałeś tak sobie, z Portugalią 
zdecydowanie lepiej, patrząc na progresję, z Ameryką zagrasz znakomicie. Tomek to ma być twój mecz. Byłeś 
naszym najsolidniejszym obrońcą w eliminacjach. Twoja obrona piłki na linii w Kijowie przeszła do historii 
naszego futbolu. Dzisiaj wierzę, Ŝe zagrasz na takim właśnie poziomie. Fizycznie wyglądasz znakomicie, a 
więc nie ma tu Ŝadnych obaw. Jacek decyduje w obronie o całości poruszania się formacji. Szczególnie ty Arek 
musisz słuchać go dokładnie i wykonywać błyskawicznie, co ci podpowie. Trzymajcie linię i nie zagapcie się. 
Będziesz miał Arek stałą walkę z ich najwyŜszym napastnikiem. Nie daj się przepchnąć i nie przegraj z nim 
walki o pozycję. To twój wielki chrzest, ale jestem pewien, Ŝe sobie z nim poradzisz. Jacek korygujesz pracę 
wszystkich i przede wszystkim zalecaj spokój, gdyby komuś zagrzała się głowa. Popatrzcie jaką siłą 
dysponujemy. Nie ma na placu Jacka Bąka, Tomka Wałdocha, Tomka Hajto, Michała Zewłakowa, a więc całej 
formacji obrony z pierwszego meczu, a ten nowy układ jest szalenie mocny i kto wie czy nie mocniejszy. 
Przekonamy się o tym po meczu. Dlatego zawsze wam powtarzałem, Ŝe tu nie ma rezerwowych. Wszyscy 
stanowicie reprezentację najlepszych polskich piłkarzy.
Jacek Krzynówek, Maciek Murawski, Czarek Kucharski i Maciek śu-rawski. Popatrzcie jaka siła ofensywna. 
Dwóch napastników w pomocy, Maciek i Czarek, ofensywny Jacek i jedyny asekurujący Muraś. Stanowicie 
potęŜne wsparcie ataku i nie wyobraŜam sobie Ŝeby Amerykanie to przetrzymali. Bramki musząpaść. 
Decydować będzie szybkość prowadzenia akcji ofensywnych, Ŝeby nie dać się Amerykanom cofnąć pod 
własną bramkę. W małym fragmencie gry sobie znakomicie poradzicie. Będziemy doprowadzać przez cały 
czas do przewagi w ich strefie obrony, bo kaŜdy z was ma naturalny ciąg na bramkę i preferuje ofensywny styl
gry. Umiecie teŜ znakomicie zdobywać bramki. Dlatego wierzę dzisiaj w waszą siłę ognia. KaŜda akcja to jest 
akcja po bramkę.
141
Paweł i Oli czas abyście przypomnieli sobie, Ŝe jeszcze niedawno stanowiliście jedną z najgroźniejszych 
formacji ataku w Europie. Nie wyobraŜam sobie Ŝebyście nie strzelili bramki Amerykanom.
Kochani warto poŜegnać się z taką imprezą zwycięstwem. KaŜdy z nas ma swój powód aby wygrać ten mecz 
za wszelką cenę. A więc wygrajmy go.
Dziękuję.
„Nie zostawimy cię nigdy samego" śpiewają kibice na boiskach w Anglii, solidaryzując się z piłkarzami po 
poraŜce. Podziwiam ich za wielką miłość i dumę.którepowodują, Ŝe mogą to w takim momencie zaśpiewać.
USA - OSTATNIA ODSŁONA
Wydarzenia z 11 września 2000 roku, które w tak tragiczny sposób dotknęły Amerykę, spowodowały w Polsce
wielkie współczucie dla narodu amerykańskiego. Sam stałem w długiej kolejce do ambasady Stanów 
Zjednoczonych w Warszawie, aby złoŜyć pisemne kondolencje i wyrazy współczucia. Dowodów 
solidaryzowania się z Ameryką w bólu, jaki razem z nimi przeŜył cały świat podczas tej wielkiej tragedii było 

Strona 62

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

w tym czasie bardzo duŜo. Przed ambasadą amerykańską ludzie kładli przez wiele dni tony kwiatów i setki 
zapalonych zniczy.
PZPN natychmiast zaproponował Amerykańskiej Federacji Piłki NoŜnej, aby rozegrać mecz na terenie USA 
pomiędzy naszymi reprezentacjami, z którego cały dochód przeznaczono by na rodziny ofiar ataku 
terrorystycznego. Do meczu nie doszło, ale los tak pokierował układem grup, Ŝe oto spotykaliśmy się z USA 
na Mistrzostwach Świata. Amerykanie byli w komfortowej sytuacji. Mieli cztery punkty przed meczem z nami
i remis z Polską wystarczał im, aby zapewnić sobie awans do następnej rundy.
JuŜ następnego dnia po meczu z Portugalią wiedziałem jakim składem zagram z Ameryką. Przede wszystkim 
nie był w stanie z powodów psychologicznych zagrać Jurek Dudek. Przyszedł do mnie i krótko powiedział: 
Przepraszam, Ŝe nie mogłem pomóc druŜynie.
Porozmawialiśmy jeszcze o Mistrzostwach, o planach na przyszłość i poinformowałem go, Ŝe nie będzie brany
pod uwagę na ten mecz, nawet jako rezerwowy. Zapewniłem go jednocześnie, Ŝe jego słabsze występy na 
Mistrzostwach nie zmieniają niczego w mojej ocenie jego przydatności dla reprezentacji. W podobnej sytuacji 
byli Tomek Wałdoch i Tomek Hajto. Na nich te nieudane występy pozostawiły podobny, głęboki ślad na 
psychice. Przyjechali do Korei z wielkimi nadziejami. W piłce klubowej osiągnęli bardzo wiele. NaleŜeli do 
tych, którzy juŜ nic nikomu na boisku nie muszą udowadniać. Pozostała walka z samym sobą. O przejście do 
historii pol-
143
skiego futbolu pisanej złotymi literami. Sam awans do Mistrzostw zapisał piękne kartki w ich piłkarskiej 
historii. Teraz kaŜdy grał dalej o własną sławę i pozycję w polskim i międzynarodowym futbolu. Dwaj 
piłkarze to dwa bardzo róŜne charaktery. Tomek Wałdoch rozsądny, analityczny, spokojny, zrównowaŜony, z 
pokorą przyjął nasząporaŜkę i zrozumiał, Ŝe osiągnął apogeum w swojej karierze reprezentacyjnej, biorąc 
udział w wymarzonych Mistrzostwach Świata. Przemyślał spokojnie to wszystko co się wydarzyło i podjął 
decyzję o zakończeniu kariery reprezentacyjnej. Poinformował mnie o tym tuŜ po zakończonym meczu z USA,
jeszcze na płycie boiska. Kiedy objęliśmy się mocno ramionami po meczu, na który zmuszony byłem wpuścić 
go do gry na ostatnie minuty spotkania, powiedział mi, Ŝe dziękuje mi za te wspaniałe momenty, które 
mogliśmy wspólnie przeŜyć, Ŝe juŜ dłuŜej nie jest w stanie znieść tej ciągłej presji, którą niosą kolejne mecze w 
reprezentacji, Ŝe chce mieć wreszcie więcej czasu dla rodziny i dlatego mecz z USA był jego ostatnim w 
koszulce z biało-czerwonym Orłem na piersi. Poprosił, abym tego nie ogłaszał w szatni po meczu, bo on sam 
poinformuje o tym kolegów podczas kolacji w ośrodku.
Tomek Hajto to urodzony wojownik. Lubiący przewodzić grupie, w której się znajdzie. W reprezentacji waŜni 
są liderzy. Ci na boisku oraz ci poza nim. Tomek naleŜał do grupy liderów w zespole na boisku i poza nim. 
Ale lider, aby liderować musi czuć się w grupie mocny. W reprezentacji moŜesz czuć się mocny, jeśli dobrze 
grasz na boisku. Samym gadaniem sobie tego w zespole nie zaskarbisz. Jeśli zawodnik ma wpadki i zespół 
przegrywa, to jego liderowanie przestaje przynosić skutek. Tomek po dwóch przegranych meczach nagle 
zniknął w grupie. Nie był w stanie tryskać juŜ humorem ani energią. Dodatkowo dowiedział się, Ŝe jest bardzo
krytykowany w polskich mediach. Trudno było mu się z tym pogodzić. Robił wszystko najlepiej jak umiał, z 
pełnym zaangaŜowaniem i poświęceniem, ale tym razem trafił na przeciwników, których sposób gry i 
poruszania się zupełnie mu nie odpowiadał. Siłą Tomka była zawsze niezwykła wiara we własne moŜliwości. 
Nigdy nie naleŜał do wybitnych techników czy strategów. Grał jak czuł, jak nakazywał mu instynkt i 
dyscyplina taktyczna. Jeśli czegoś nie mógł zrobić, to nadrabiał niesamowitą siłą i wolą walki. Zwykle ćwiczył 
w pierwszej parze na treningu i wykonywał wszystkie ćwiczenia z wielką chęcią, zaangaŜowaniem i 
starannością. Niestety, szybcy i zwinni Koreańczycy oraz najlepszy strzelec ligi francuskiej Pauleta, zupełnie 
byli dla niego nie do upilnowania. Tomek sprawdzał się znakomicie w takich meczach, jak z Norwegią
144
czy Walią, gdzie walczył z wysokimi, mało zwrotnymi napastnikami typu Carew, Blake czy Hartson. Sądzę, Ŝe
znakomicie by zagrał, w meczu z USA przeciwko wysokim napastnikom, którzy nie byli orłami w dryblingu. 
Ale w tym meczu juŜ nie wyszedł na boisko, aby pokazać się z dobrej strony i zadać kłam spekulacjom na 
temat jego przygotowania. W tym momencie niestety nie mogłem mu pomóc. W meczu z USA nie brałem go 
juŜ pod uwagę. Musiał odpocząć. Odpadli równieŜ piłkarze kontuzjowani: Jacek Bąk, Radosław KałuŜny, 
Michał śewłakow. Z powodu dwóch Ŝółtych kartek musiał pauzować Piotr Świerczewski.
Na treningach musiałem ćwiczyć z piłkarzami w zupełnie nowym dla nich ustawieniu. Bardzo chciałem 
pokonać Amerykanów. To było waŜne dla nas wszystkich. Chciałem dać moŜliwość powrotu do Polski 
zawodnikom z podniesionymi głowami. Wierzyłem, Ŝe ten zespół moŜe grać o wiele lepiej aniŜeli pokazał to 

Strona 63

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

dotychczas na tych Mistrzostwach. Widziałem poraŜką zawodników podstawowych, którzy przez ostatnie 
lata stanowili trzon zespołu. Oni przegrali swoje marzenia, oni przegrali te Mistrzostwa, a w wielu 
przypadkach swoją dalszą karierę reprezentacyjną. Dla nich okazało się to w tym momencie wyzwaniem zbyt 
wielkim. Ale przecieŜ nie byłoby tych Mistrzostw bez nich. To ich wspaniałe mecze z Ukrainą, Norwegią, 
Walią i innymi trudnymi przeciwnikami utorowały nam drogę do Korei. Czy moŜna ich teraz ganić za to, Ŝe 
nie dali rady. NaleŜy się im w pierwszym rzędzie podziękowanie od nas wszystkich. Podobnie jak 
podziękowanie naleŜało się tym wszystkim, którzy w nas wierzyli, którzy przysłali nam tysiące telegramów i 
e-maili, którzy przylecieli za nami do Azji i tym, którzy zasiadali, przerywając swoje waŜne zajęcia przed 
telewizorami. Dla nich naleŜało zrobić wszystko, co było moŜliwe, aby zwycięŜyć i dać im wreszcie odrobinę 
radości, satysfakcji i dumy. Chciałem teŜ tego zwycięstwa dla naszych najbliŜszych, którzy w Polsce 
przeŜywali niesamowity stres, chłonąc tę rynsztokową krytykę, jaka spadła na nas po poraŜkach. Tę nadzieję 
oddawałem w ręce, nogi, głowy i serca tych, którzy w większości przypadków dotychczas oglądali te 
Mistrzostwa z ławki rezerwowych. Mieli nareszcie szansę, aby się wykazać i potwierdzić nie tylko swoją 
przydatność dla zespołu i właściwą selekcję, jakiej dokonaliśmy, zabierając ich na Mistrzostwa, ale zacząć 
walczyć o podstawowe miejsca w tym zespole na przyszłość.
Ćwiczyliśmy taktykę gry godzinami. Ponownie planowałem wyjść bardzo ofensywnie. W podstawowej 
jedenastce wychodziło czterech napastni-
145
ków i bardzo ofensywny pomocnik. Ale te ofensywne warianty gry naleŜało dobrze zrozumieć i przygotować.
Poprosiłem tych, którzy nie wychodzili w pierwszej jedenastce, aby w małych grach jak najbardziej nam 
utrudniali. Aby ci, którzy wyjdą na mecz przeciwko USA zdobywali bramki po rzeczywiście znakomitych 
zagraniach. I tak było na kaŜdym treningu. Im trudniej na treningu, tym łatwiej w meczu. Znowu wrócił dobry
duch w zespole. Zawodnicy zaczęli Ŝyć nowym celem. Stworzyliśmy nową motywację dla piłkarzy. 
Indywidualną, bo grali o swoją przyszłość reprezentacyjną w kontekście zbliŜających się eliminacji do 
Mistrzostw Europy, oraz zespołową o zapisanie się zwycięstwem na Mistrzostwach Świata. Pokazywaliśmy to
wszystko, co było wcześniej przygotowane przez nasz sztab szkoleniowy na mecz z USA. Zmieniła się niestety
nasza sytuacja w grupie i w związku z tym musiała ulec zmianie treść odpraw mobilizacyjnych Ale znowu 
widać było ogromną mobilizację i chęć wygrywania, ten ogień w oczach zawodników, bez którego Ŝadne 
zwycięstwo nie jest moŜliwe. Co było cenne dla nas, a szczególnie dla atmosfery w zespole, bardzo 
mobilizowali wszystkich starsi piłkarze, ci, którzy wiedzieli, Ŝe w tym meczu nie są brani pod uwagę.
Są takie momenty w mojej pracy, kiedy zmuszony jestem reagować jak chirurg, który jako jedyny musi 
przekazać fatalną wiadomość pacjentowi. Kiedy po badaniu okazuje się, Ŝe pacjentowi nic nie jest, to 
przekazują mu to wszyscy od salowej, przez pielęgniarkę do lekarzy. Ale kiedy diagnoza okazuje się 
tragiczna, to wszyscy mają tysiące innych spraw do załatwienia, a wiadomość jest przekazywana w cztery 
oczy przez chirurga.
Trener spełnia dokładnie tę samą rolę w zespole. Wszelkie niepopularne informacje dla zawodnika musi 
przekazać osobiście.
Sukces w mojej pracy z reprezentacją polegał na tym, Ŝe nigdy nie mówiłem do wszystkich i do nikogo. 
Zawsze mówiłem w rozmowie indywidualnej z zawodnikiem o wszystkim, co było między nami do 
omówienia. Polegało to na uczciwym postawieniu sprawy i wytłumaczeniu kaŜdemu z osobna planów w 
stosunku do niego, mojej wizji zespołu i roli w nim konkretnego zawodnika. Było to równieŜ bardzo waŜne z 
punktu widzenia plotek, które zwykle krąŜą w zespole i wokół druŜyny wymyślane i rozpuszczane przez 
„lepiej wiedzących". Prawdziwy przepływ informacji w zespole to bardzo waŜny element pracy szkoleniowca.
Tym razem te dobre i te złe nowiny, o tym kto zagra, a kto nie, mogli przekazywać wszyscy, bo doskonale 
kaŜdy wiedział, jakim składem wyjdziemy i dlaczego ktoś miał grać lub nie.
146
Reprezentacja narodowa jest takim zespołem, dla którego nie ma meczów o nic. Kiedy grany jest Hymn Polski 
i zakłada się na mecz koszulkę z Orłem na piersi, to nie ma innego celu w meczu jak pokonanie przeciwnika. 
Taką atmosferę udało nam się odtworzyć w zespole przed meczem z USA. Podkreślali tę wielką mobilizację i 
wspaniałą grę polskiego zespołu wszyscy obserwatorzy FIFA. Angel Jordanescu, jeden z trenerów 
obserwatorów FIFA na Mistrzostwa Świata w Korei i Japonii, był naszym wielkim fanem. Znamy się z 
trenerem Jordanescu bardzo długo. Przyjechał do mnie do ośrodka w Korei po meczu z Koreą. Mówił wiele 
ciepłych słów na temat naszej reprezentacji i trzymał mocno za nas kciuki. Kiedy się nie udało po meczu z 
Portugalią, starał się podtrzymywać mnie na duchu. Po meczu z USA był zaszokowany. Jak to zrobiłeś, pytał. 

Strona 64

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

Wiedział doskonale, jak trudne jest to od strony profesjonalnej, aby zespół po dwóch dotkliwych poraŜkach, 
który stracił wszelką szansę na dalszą grę w turnieju, tak zmobilizować. Zaskoczeni byli wszyscy na 
Mistrzostwach. J. S. Blatter wymieniał polską reprezentację jako najbardziej pozytywny wzór idei Fair Play. Bo
przecieŜ róŜne mecze zdarzały się w przeszłości, nawet na Mistrzostwach, w tego typu sytuacjach. Pokochali 
nas teŜ Portugalczycy. Im z kolei przy naszym zwycięstwie nad USA, wystarczał remis w meczu z Koreą, aby 
wyjść z grupy. Przegrali jednak i podobnie jak my, odpadli w fazie grupowej.
Myślę, Ŝe pani profesor Zofia śukowska z warszawskiego AWF, najbardziej znana propagatorka idei Fair Play
w Polsce oraz w światowym ruchu olimpijskim mogła chociaŜ przez chwilę mieć powody do dumy. 
Zagraliśmy wspaniale, wygraliśmy uczciwie i sprawiliśmy tym wiele radości sobie, milionom ludzi w Polsce i 
na świecie.
Ale zanim do tego doszło, jechaliśmy naszym autokarem z wielkim napisem Polska na stadion w mieście, 
które było naszą bazą i z taką serdecznością nas przyjęło. Tłumy Koreańczyków na ulicach wiwatujących na 
nasz widok. Wszyscy bardzo Ŝyczyli nam zwycięstwa. Przede wszystkim dlatego, Ŝe w przypadku naszej 
wygranej zwiększała się szansa Korei na wyjście z grupy. Przy poraŜce z Portugalią i naszej poraŜce z USA, 
odpadliby z dalszych gier. Po drugie dlatego, Ŝe bardzo chcieli, abyśmy ograli USA, bo Amerykanów nie 
lubili. Szczególnie za to, Ŝe podczas zimowej olimpiady w USA zabrano złoty medal reprezentantowi Korei na
rzecz reprezentanta Ameryki. Po trzecie, bo pokochali polską reprezentację i szczerze wszyscy mieszkańcy 
wybranego przez nas miasta byli dumni z tego, Ŝe mogą nas gościć. Inna kultura, inne zwyczaje, inna 
mentalność. W tym momencie
147
tak przecieŜ juŜ smutnym dla nas, otaczano nas szalenie przyjemną atmosferą, pozwalającą mieć pewien 
komfort psychiczny przed rozpoczęciem meczu. Po raz ostatni na tych Mistrzostwach puściłem kasetę 
motywacyjną zakończoną Hymnem wykonywanym przez Marka Torzewskiego. KaŜdy piłkarz dostał płytę z 
nagraniem Hymnu i przeboju pod tytułem „Do boju Polsko". Niektórzy zawodnicy juŜ w skupieniu ze 
słuchawkami na uszach słuchali tej płyty.
Trener czasami po zachowaniu się piłkarzy przed meczem, w czasie odprawy, czy podczas rozgrzewki potrafi 
rozpoznać klimat w zespole i przewidzieć wynik. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na nasze 
zwycięstwo. Rano zrobiliśmy sobie wycieczkę do klasztoru mniszek buddyjskich. Rzadko trafiają tam 
męŜczyźni, a juŜ zupełną sensacjąjest wizyta męŜczyzn z Europy. Przepięknie połoŜony w górach klasztor 
sprawia wraŜenie kolorowego rancho w stylu chińskim. W przypływie niesamowitego wyjątku i gościnności 
pozwolono nam wejść do miejsc modłów i kultu mniszek. Wszystkie mniszki ostrzyŜone były na łyso i co 
charakterystyczne nie miały więcej niŜ metr sześćdziesiąt wzrostu. Ubrane były w sinoszare bluzy i spodnie. 
Na głowach nosiły duŜe, okrągłe, słomkowe kapelusze. Zdjęliśmy buty i klęcząc, przyglądaliśmy się modłom 
mniszek. Na naszych oczach jedna z nich modląc się, wykonała ponad sto razy klęk podparty z przejściem do 
klapu niskiego, a następnie wracała do pozycji stojąc. Klęk wykonywała na poduszkę leŜącą przed nią, ale i 
tak jej niesamowita sprawność wywarła na nas ogromne wraŜenie.
- To niemoŜliwe - szepnął klęczący obok mnie trener Józef Młynarczyk. - PrzecieŜ jeśli ona wykonuje tak duŜo 
tych skłonów za jednym zamachem, to jak długo musiała ćwiczyć Ŝeby dojść do takiej perfekcji.
RównieŜ tempo w jakim wykonywała to młoda mniszka zasługiwało na słowa podziwu.
Nie wiem jak nazwać to, co mniszki odprawiły w naszej intencji, ale było to sympatyczne i wyczuwaliśmy 
wielką serdeczność, z jaką nas tam przyjmowano. Wrzuciłem duŜy banknot w miejscowej walucie do duŜej 
skrzyni ze szparą na banknoty, podziękowałem za miłe przyjęcie i ruszyliśmy w drogę powrotną. Doktor 
Machowski, z którym opuszczaliśmy klasztor jako ostatni, dokumentował wszystko na kliszy fotograficznej. 
Ilekroć dzisiaj patrzę na te zdjęcia, z sentymentem wracam pamięcią do mniszki przeoryszy, jak nazwaliśmy ją
z doktorem, bo rządziła wszystkimi i wszystkim, co działo się w klasztorze. Kiedy byliśmy juŜ dość daleko od 
klasztoru
148
podbiegł do nas mały chłopiec, zatrzymał nas i pokazał palcem w górę. Spojrzeliśmy za siebie i zobaczyliśmy 
mniszkę przeoryszę stojącą przy bramie i machającą nam na poŜegnanie. Pomachaliśmy równieŜ i w tym 
momencie chłopiec wręczył mi zwinięty kawałek papieru. Kiedy chciałem go rozwinąć powiedział szybko,
- Please mister, not now. Open it after the mach against USA.
Podziękowaliśmy chłopcu, schowałem ten papier do kieszeni dresu i jeszcze raz pomachaliśmy przeoryszy. 
WciąŜ stała tam i machała nam na poŜegnanie.
Kiedy następnego dnia po meczu z USA pakowałem juŜ większą część swoich rzeczy, bo mieliśmy sobotę 

Strona 65

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

wolną i odlatywaliśmy dopiero w niedzielę, opróŜniając kieszenie znalazłem ten kawałek papieru. 
Rozwinąłem go nie ukrywam z wielkim zainteresowaniem. Na kartce wydartej z zeszytu w linię czarnym, 
grubym markerem było wypisane POLAND 3 : USA 0. Usiadłem na krześle i zacząłem się zastanawiać, czy 
moŜna było to jakoś racjonalnie wytłumaczyć. A moŜe nie umiejąc się porozumieć, mniszka chcąc okazać 
serdeczność kurtuazyjnie napisała tę kartkę. Ale dlaczego nie dwa zero, tylko właśnie trzy. Oto jedna z 
tajemnic Mundialu, która juŜ nigdy nie zostanie wyjaśniona.
Podczas całego pobytu w Korei kaŜda ekipa była znakomicie chroniona. To co przekazał nam na spotkaniu w 
Tokio w lutym Prezydent FIFA J. S. Blatter, o tym, Ŝe te Mistrzostwa przejdą do historii jako jedne z 
najbardziej bezpiecznych, sprawdziło się w stu procentach. Ekipę ochroniarską najbardziej odczuwało się w 
samym ośrodku. Poza ośrodkiem towarzyszyli nam bardzo dyskretnie. Na przykład kiedy doktor zaczął 
rozglądać się za sklepikiem podczas naszej wycieczki do klasztoru, aby kupić nową kliszę do aparatu, w ciągu 
pięciu minut zupełnie o to nie proszony ochroniarz przyniósł mu nową i nie chciał za nią ani centa. 
Wiedzieliśmy, Ŝe włos nam z głowy spaść nie moŜe i czuliśmy się bardzo dobrze, chociaŜ dwadzieścia cztery 
godziny na dobę pod ścisłą obserwacją.
Okazało się, Ŝe po drugiej stronie góry znajduje się klasztor buddyjskich mnichów, w którym jest dwóch 
polskich mnichów. Było zbyt daleko do tego klasztoru, aby go równieŜ zwiedzić. Ale mnisi odwiedzili nas w 
ośrodku i gratulowali wyboru miejsca zgrupowania. Według ich opowieści dwie góry, pomiędzy którymi 
znajduje się nasz ośrodek mają specjalną, magnetyczną moc. Dlatego między innymi ten bardzo waŜny 
strategicznie dla Korei ośrodek powstał w tym miejscu. Nie ma to oczywiście wpływu bezpośredniego
149
na wyniki zespołu, ale na pewno na nasze samopoczucie. MoŜe łatwiej było nam w tym miejscu znieść gorycz 
dwóch poraŜek. A moŜe dzięki wspaniałemu połoŜeniu naszego ośrodka tak szybko potrafiliśmy ponownie 
zmobilizować się na mecz z USA. No cóŜ, legendę moŜna dorobić do kaŜdej sytu-acji. Faktem jest, Ŝe 
mieszkało się tam znakomicie.
Dzień meczu z USA przebiegał dokładnie tak samo, jak poprzednie dni przed meczami z Koreą i Portugalią. 
W dniu meczu program dnia planowany jest od końca, a wyznacznikiem wszystkiego jest godzina meczu. 
Stałe są pory posiłków, odpraw przedmeczowych, wypoczynku piłkarzy, czasu przeznaczonego dla lekarza, 
masaŜystów i kierowcy. Nad wszystkim czuwa dyrektor reprezentacji i on dopilnowuje rygoru czasowego 
organizacji przedmeczowej. Wiadomo, Ŝe jest to juŜ gorąca atmosfera dla ekipy i w tym momencie dyrektor 
reprezentacji musi mieć najbardziej jasny umysł, aby dopilnować wszystkiego za wszystkich.
Przed meczem z USA wszyscy siedzieli w autokarze grubo przed czasem odjazdu. To ja wsiadałem ostatni i 
nie ukrywam, Ŝe kiedy wsiadłem do autokaru czuło się bardzo optymistyczny nastrój. Kiedy autokar ruszył i 
za oknem zobaczyliśmy stojącego z kamerą przy oku redaktora Tomasza Smo-kowskiego, Paweł Kryszałowicz
siedzący przy oknie, pokazał mu na palcach charakterystyczną literę V. Zwycięstwo w tym meczu wieźliśmy 
juŜ z sobą w autokarze.
Zwykle przed meczem kiedy jesteśmy juŜ w szatni mam trochę czasu, aby rozwiesić na ścianach i rozrysować 
na tablicy zadania taktyczne dla piłkarzy. Kiedy kończą przebierać się w stroje meczowe, proszę kaŜdego z 
nich o podejście do tablic i przypominamy sobie zadania i obowiązki piłkarzy. Kiedy podszedł do mnie 
Emanuel Olisadebe, pokazał palcem na rysunek opisujący wykonywany przez nasz zespół rzut roŜny i 
poprosił, aby w tym meczu to zmienić.
- Czuję - powiedział - Ŝe gdyby Jacek Krzynówek dograł mi piłkę na pierwszy słupek, to zdobędę z tego 
bramkę.
Uśmiechnąłem się, bo nigdy nie lekcewaŜę odczuć zawodników, ale w tym momencie pewność z jaką 
Emanuel powiedział to do mnie zastanowiła mnie. Poprosiłem do nas Jacka Krzynówka i wytłumaczyłem mu, 
Ŝeby rzuty roŜne z naszej prawej strony wykonywał na Emanuela.
Nasza pierwsza akcja ofensywna w tym meczu zakończona została rzutem roŜnym. Piłka wyszła za linię 
bramkową z naszej prawej strony. Usta-
150
wił ją sobie w naroŜniku boiska Jacek Krzynówek, zastanowił się przez chwilę i uderzył mocno w stronę 
Emsjego. Emanuel uderzył piłkę głową w stronę bramki, ale strzał został zablokowany przez stojącego za nim 
obrońcę amerykańskiego. Piłka odbita od obrońcy poszybowała w górę i ruszyli do niej jednocześnie 
bramkarz i Emanuel. Szybkość Emsjego jeszcze raz pomogła mu w ubiegnięciu bramkarza i Olisadebe 
dobiegając do piłki, uderzył ją nogą z niebywałą siłą. Piłka jak pocisk uderzyła w poprzeczkę bramki, odbiła 
się za linią bramkową i wpadła do siatki. Pierwszy gol reprezentacji uznany przez sędziego na tych 

Strona 66

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

Mistrzostwach. Emanuel był szczęśliwy. Biegł w kierunku naszej ławki z roześmianą twarzą, unosząc wysoko 
palec do góry, jakby chciał pokazać, Ŝe tak właśnie wyobraŜał sobie rozegranie tego stałego fragmentu gry. 
Nie zdołał do nas dobiec. Utonął w ramionach kolegów, szczęśliwych równie serdecznie jak on. Nigdy nie 
lekcewaŜę przeczuć zawodników i tym razem jeszcze raz mi się to sprawdziło.
Mecz układał się po naszej myśli. Wszystkim udzielał się bojowy nastrój. Nawet nadzwyczaj spokojny doktor 
Jacek Kwarecki, krzyknął w pewnym momencie z ławki do Maćka Murawskiego.
- Muraś przywal temu Irokezowi.
Ale Amerykanie natychmiast zaatakowali i zdobyli nawet bramkę wyrównującą, której nie uznał im sędzia, 
oceniając, Ŝe faulowany był Arkadiusz Głowacki. Zanim ochłonęli juŜ cieszyliśmy się ponownie ze zdobycia 
drugiej bramki. Tym razem po pięknej kombinacyjnej akcji Jacek Krzynówek podał do Pawła Kryszałowicza i 
ten z bliskiej odległości pokonał bramkarza amerykańskiego po raz drugi. Ponowna eksplozja radości i nadziei
w naszych sercach, Ŝe ten mecz będzie się układał po naszej myśli. Oba zespoły poszły na totalną wymianę 
ciosów. Sunęła akcja za akcję. Interweniowali na przemian obaj bramkarze. Pełne ręce roboty mieli obrońcy.
Po meczu słyszałem wywiad jakiego udzielał jeden z piłkarzy amerykańskich i stwierdził, Ŝe reprezentacja 
USA rozegrała naprawdę znakomite spotkanie, jedno z najlepszych jakie pamięta, ale Polska była tego dnia nie
do pokonania. To było miłe, ale oddawało dokładnie to, co działo się na boisku. To był fantastyczny mecz. 
Tempo meczu było tak ogromne, Ŝe w pewnym momencie podszedł do mnie nasz lekarz podczas pierwszej 
połowy i krótko skomentował:
- Chyba przygotuję im kroplówki w przerwie, bo się nie podniosą, jeśli nadal będziemy grać w takim tempie. 
— Myślałem o tym samym. Jak długo wytrzymają tempo, które sami narzuciliśmy.
151
Po dwudziestu pięciu minutach pierwszej połowy nie wytrzymał trener USA Bruce Arena. Zmienił system gry
swojego zespołu zlx4x4x2na 1 x 3 x 5 x 2 . To była woda na nasz młyn. Podczas trwania meczu nie mogłem 
wiele podpowiedzieć. Wrzawa kibiców była tak ogromna, Ŝe nie było nic słychać na odległość kilku metrów. 
W przerwie wytłumaczyłem zawodnikom zmianę ustawienia Amerykanów i wynikające z niej zalety dla nas. 
Czuliśmy, Ŝe tego meczu przegrać juŜ nie moŜemy.
Kiedy Marcin śewłakow po dośrodkowaniu Marka Koźmińskiego strzelił głową trzecią bramkę i to z 
najbardziej charakterystycznej dla naszego zespołu akcji, stało się jasne, Ŝe to wreszcie jest nasz dzień na tych 
Mistrzostwach. Mogliśmy zdobyć kolejne bramki, a najlepszej okazji nie wykorzystał Maciej śurawski, 
którego uderzenie z rzutu karnego obronił bramkarz. Amerykanie zdobyli honorową bramkę na kilkanaście 
minut przed końcem meczu i nasz ostami mecz na Mistrzostwach zakończył się zwycięstwem 3:1.
Stadion był wypełniony do ostatniego miejsca. Kibice ubrani fantastycznie, kolorowo, pomieszani w sektorach.
Obok siebie Polacy, Amerykanie i Koreańczycy. Wszyscy wiwatujący i zadowoleni. Amerykanie, bo pomimo 
poraŜki przeszli do następnej rundy. Koreańczycy, bo ich zespół pokonał Portugalię i zajął pierwsze miejsce w 
grupie. Polacy, bo wreszcie mogli się cieszyć i być dumni z postawy swojej reprezentacji.
Patrzyłem na radosne twarze naszych zawodników. To są te momenty, o których marzy kaŜdy mały chłopiec 
rozpoczynający karierę piłkarską. Aby zagrać na tak pięknym, wypełnionym po brzegi stadionie, na takiej 
imprezie, jak Mistrzostwa Świata i oczywiście, Ŝeby wygrać mecz na oczach milionów kibiców w Polsce i na 
całym świecie. Marzenie tych zawodników się spełniło. Oczywiście nie w pełni, bo wrócimy do Polski bez 
medalu, ale ten mecz pozostanie w ich pamięci na całe Ŝycie. Był to przecieŜ jeden z najlepszych meczów 
polskiej reprezentacji na przestrzeni kilkunastu ostatnich lat.
Kiedy zawodnicy obu reprezentacji podbiegali do róŜnych miejsc przed trybunami, gdzie siedzieli kibice z 
polskimi i amerykańskimi flagami, podszedł do mnie Bruce Arena, trener reprezentacji Ameryki i 
uściskaliśmy się serdecznie. On gratulował mi, a ja jemu. W końcu to ja wygrałem, a on jest zwycięzcą. Taki 
niestety jest ten sport.
Amerykanie pokonali jeszcze reprezentację Meksyku i odpadli po dramatycznym meczu, w którym błąd na 
ich niekorzyść zrobił sędzia, z reprezentacją Niemiec. Ich występ na Mistrzostwach Świata w Korei i Japonii 
oceniono jako ogromny sukces.
152
Trener, będąc w towarzystwie doradców, musi więcej słuchać niŜ mówić, wtedy będzie mu łatwiej wyciągać 
właściwe wnioski.
ROZMOWA
Byłem jeszcze studentem, kiedy obejrzałem film pod tytułem „Rozmowa". Wywarł on na mnie ogromne 
wraŜenie, nie tylko dlatego, Ŝe grał w nim Gene Hackman, którego bardzo na ekranie lubię, ale dlatego, Ŝe 

Strona 67

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

zdałem sobie po raz pierwszy sprawę, jak wielkie znaczenie moŜe mieć nagrana rozmowa dwóch osób. 
Brzydzę się ludźmi, którzy nie uprzedzając, nagrywają rozmowy innych. Kilka takich nagranych rozmów 
zrobiło w naszym kraju niesamowite zamieszanie. Pewnie kaŜdy z nas w Ŝyciu odbył jakąś rozmowę, która 
gdyby została zarejestrowana mogłaby być tematem ciekawego programu telewizyjnego.
Polska reprezentacja awansowała na szesnaste miejsce w Europie i mogliśmy być losowani z drugiego koszyka
do eliminacji Mistrzostw Europy. Jerzy Dudek został uznany piątym bramkarzem na świecie, a Emanuel 
Oli-sadebe znalazł się w dziesiątce najlepszych napastników. Mnie sklasyfikowano na szóstym miejscu na 
świecie wśród trenerów prowadzących reprezentacje narodowe. Przy okazji pobiliśmy rekord ustanowiony 
przez reprezentację prowadzoną przez Kazimierza Górskiego co do liczby kolejnych meczów 
międzypaństwowych bez poraŜki. Czy moŜna było osiągnąć takie wyniki bez całkowitego poświęcenia się dla 
reprezentacji.
W momencie kiedy stało się jasne, Ŝe PZPN poszukuje nowego selekcjonera, po odpadnięciu reprezentacji w 
eliminacjach do Mistrzostw Europy 2000, media wyselekcjonowały pięć kandydatur, w tym moją, na 
opuszczony fotel selekcjonera. Zgodnie z klasyfikacją mediów, znalazłem się na drugim miejscu. I jak się to juŜ
dalej potoczyło wiadomo.
Obejmując reprezentację Polski miałem za sobą dwadzieścia pięć lat pracy trenerskiej i menedŜerskiej. Tylko 
dlatego, Ŝe miałem pozytywne wyniki w pracy zawodowej, mogłem kandydować na to stanowisko. W Polonii
Warszawa, w której pracowałem po powrocie z zagranicy, dokonałem zmian w zespole i klubie, które 
doprowadziły do zdobycia wicemistrzostwa Pol-
153
ski, a następnie po rundzie jesiennej zespół był głównym faworytem do zdobycia Mistrzostwa Polski. I przede 
wszystkim to zwróciło uwagę na moją osobę prezesów związku oraz mediów. Gdybym takich wyników nie 
osiągał, nikt nie typowałby mnie na fotel selekcjonera.
Natomiast awans do Mistrzostw Świata był wielkim sukcesem moim, mojego sztabu, zawodników, PZPN i 
całej polskiej piłki noŜnej. I to raczej prezesi zawdzięczają bardzo wiele mojej ekipie i mnie, Ŝe za naszej 
kadencji czegoś tak spektakularnego udało się dokonać.
Zanim jednak wróciliśmy do Warszawy, odbyłem długą rozmowę jeszcze w Korei po zakończonych juŜ dla 
nas Mistrzostwach z wiceprezesem Zbigniewem Bońkiem. W rozmowie uczestniczył Włodzimierz Lubański.
Po poraŜce z Portugalią przyszli do mnie Władysław śmuda i Józef Młynarczyk. Stwierdzili, Ŝe dzieje się coś 
niedobrego w naszym szefostwie i wnioskują, Ŝe prezesi będą chcieli zmienić naszą ekipę. Powiedziałem im, 
Ŝeby nie zawracali sobie tym głowy, przed nami był do rozegrania jeszcze jeden mecz z USA i na tym musimy 
się teraz wyłącznie koncentrować.
Usiedliśmy w moim pokoju z lekarzem ekipy Stanisławem Machowskim. Obaj byliśmy wykończeni fizycznie i
psychicznie. WłoŜyliśmy ogrom pracy w przygotowanie naszego zespołu i nie osiągnęliśmy zakładanego 
kolejnego sukcesu sportowego. Czy mieliśmy sobie coś do zarzucenia? Popatrzyliśmy na siebie i wiedzieliśmy,
Ŝe cokolwiek by się wydarzyło, będziemy pracować na najwyŜszych obrotach do końca.
- Czy to juŜ koniec? - zapytał mnie Stasio.
- Jeszcze mamy jeden mecz, a potem moŜliwe, Ŝe to będzie  koniec. Widać, Ŝe ludzie z PZPN nie wytrzymują 
presji lub mają przygotowany własny scenariusz - odpowiedziałem.
KaŜdy członek mojego sztabu był odpowiedzialny za swój wycinek pracy. Wszyscy byli samodzielni, a ja 
zbierałem informacje i wyznaczałem kolejne zadania. Stanisław był odpowiedzialny za sprawy medyczne. Na 
takim poziomie, na jakim pracował dział medyczny reprezentacji, mogły nam tego pozazdrościć inne ekipy. 
FIFA doceniając wiedzę Stanisława, zaproponowała mu uczestnictwo stałe w komisji lekarskiej FIFA. 
Stanisław odmówił, motywując to brakiem czasu. Piłkarze szanowali go i darzyli wielkim zaufaniem. Byli w 
znakomitych klubach zachodnich, mieli opieką samych sław lekarskich, ale najwaŜniejsza była dla nich zawsze
opinia Stanisława. Takiego zaufania nie zdobywa się przypadkiem czy tak popularnym „bajerem". To albo się 
wie i umie, albo nie. Stanisław jest znakomitym
154
lekarzem sportowym, w pełnym tego słowa znaczeniu, i sukcesy reprezentacji są jego wielkim udziałem.
Tego wieczora przyszedł mi podziękować.
- Dokonaliśmy wspólnie wspaniałej rzeczy - mówił. - Jesteśmy tu na Mistrzostwach Świata, o których tak 
wielkie potęgi piłkarskie, jak Holandia, Szkocja, Norwegia czy Czechy mogą tylko pomarzyć. Mówiąc prawdę,
nie wierzyłem na początku, kiedy zaczynaliśmy. Wydawało się to wszystko tak odległe i nierealne. A jednak 
mamy wspaniały awans i moŜemy być z tego dumni, bez względu na to, Ŝe tu w Korei juŜ się nie udało. Warto

Strona 68

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

było się tak męczyć, Ŝeby tu przyjechać i przeŜyć taką imprezę. Mogą nam odebrać wszystko, z tą druŜyną 
włącznie, ale tych wspaniałych przeŜyć i wspomnień nikt nam nie zabierze. Jeśli z USA będzie to nasz ostatni 
mecz, to będzie szkoda, bo ten zespół dopiero teraz nabierał doświadczenia w grze na wielkich imprezach i 
tak zwanego sportowego sznytu. Moglibyśmy być w niedługim czasie jeszcze lepsi. Ale tym będziemy się 
martwić później albo kto inny niech się juŜ martwi, skoro taka będzie wola. Naszym zadaniem jest wygrać z 
USA, więc idę do roboty - zakończył Stanisław.
Uścisnęliśmy się serdecznie, ale nawet ta rozmowa potwierdzała, Ŝe kaŜdy członek ekipy spodziewał się 
rozstania z reprezentacją. W takiej atmosferze przygotowywaliśmy się do kolejnego meczu na Mistrzostwach.
Stanisław wyszedł, a ja zastanawiałem się co powinienem zrobić. Czy podać się do dymisji bezpośrednio po 
meczu z USA. Jeśli wygramy to wspólnie z moim sztabem się nad tym zastanowimy, podjęcie decyzji 
pozostawiłem na czas po meczu z USA.
Po zakończonym meczu z USA siedziałem sam w olbrzymiej szatni trenerskiej. Byłem juŜ po wywiadach 
telewizyjnych i wróciłem do szatni zawodników. Szatnia była pusta. To niesamowite jak szybko pustoszeje 
szatnia po wygranym meczu. Jeszcze przewijały mi się przed oczami nasze akcje i radość po zdobywanych 
bramkach. To były wspaniałe bramki i gra w takim tempie, Ŝe nam na ławce zapierało oddech, a co dopiero 
piłkarzom na boisku. Nalałem do filiŜanki wrzątku z termosu i wrzuciłem dwie torebeczki zielonej herbaty. 
Czekałem aŜ się zaparzy i odpoczywałem. Rozpiąłem guzik pod kołnierzykiem i oparłem się wygodnie 
plecami o oparcie fotela. Ktoś zapukał i wszedł do pokoju. Okazało się, Ŝe był to jeden z trenerów reprezentacji
USA. Przyniósł mi w prezencie na pamiątkę koszulkę reprezentacji Ameryki. Amerykanin powiedział, Ŝe jest 
pod wraŜeniem gry polskiej reprezentacji. Stwierdził, Ŝe USA była fantastycznie przygotowana pod
155
względem fizycznym do Mistrzostw i Ŝe ich reprezentacja rozegrała dzisiaj znakomite spotkanie, ale Polska 
była od nich pod kaŜdym względem lepsza. Dałem mu znaczek PZPN, który miałem w klapie marynarki, 
Ŝyczyłem sukcesów i Amerykanin wyszedł. Piłem wolno herbatę i czułem jak powoli robi mi się ciepło i 
przyjemnie. Odreagowywałem mecz i wcale nie chciało mi się wychodzić z tego pokoju. Dopiłem powoli 
herbatę i ruszyłem na spotkanie z dziennikarzami.
Wróciliśmy późno do naszego ośrodka. Kolacja pomimo wygranego meczu nie była wesoła. Kapitan 
reprezentacji Tomek Wałdoch ogłosił oficjalnie, Ŝe był to jego ostatni mecz z Orłem na piersi. Były łzy i zrobiło 
się nam wszystkim smutno. Wróciłem do pokoju. Nastawiłem czajnik, aby zrobić sobie zielonej herbaty i 
włączyłem telewizor. Koreańczycy bez przerwy delektowali się urywkami z naszego meczu z USA i 
powtarzali z euforią zdobywane przez nas bramki. Byli zachwyceni. Nie lubili Amerykanów i za to, Ŝe ich 
pokonaliśmy wychwalali nas niesamowicie. W tym czasie na ulicach koreańskich trwało szaleństwo 
mundialowe. Ich narodowa reprezentacja awansowała do kolejnej rundy, a Polska pokonała Amerykę. Więcej 
szczęścia na raz nie mogli sobie wyobrazić. Nasi kibice gdziekolwiek się pojawili mogli jeść i pić na koszt 
gospodarzy do białego rana.
Ale o tym dowiedzieliśmy się od polskich kibiców dopiero po powrocie
do Polski.
Po chwili przyszedł do mnie Włodek Lubański, Ŝeby się poŜegnać. My wracaliśmy do Polski, a on z 
Dariuszem Szpakowskim zostawali w Korei, aby komentować następne mundialowe mecze dla TVP.
Kiedy rozmawialiśmy wszedł Zbyszek Boniek. Poprosiłem Włodka, Ŝeby został. W trójkę rozmawialiśmy do 
świtu.
Właściwie w rozmowie poruszaliśmy tylko trzy tematy. Pierwszy dotyczył błędów popełnionych przed 
Mistrzostwami i podczas ternieju. Analizowaliśmy całe półrocze dzielące nasz awans od rozpoczęcia 
Mistrzostw.
Drugi temet dotyczył przyszłości. Skupiliśmy się na personaliach, planach i kolejnych eliminacjach. Trzeci 
dotyczył mojej dalszej pracy z reprezentacją Polski.
Największym błędem, jaki został popełniony przed Mistrzostwami był grzech pychy. NaleŜało na kaŜdym 
kroku podkreślać, Ŝe jedziemy na te Mistrzostwa po naukę, która będzie procentować w kolejnych 
eliminacjach. Tak naleŜało przygotowywać kibiców w Polsce i wtedy poraŜki nikogo by
156
specjalnie nie dziwiły. Przy euforycznej atmosferze, podgrzewaniu emocji i nadziei na sukces, poraŜki były 
przyjmowane jak klęski, a nasz występ oceniny bardzo krytycznie.
Był to strategiczny błąd medialny, który pociągnął za sobą lawinę krytyki nie do opanowania. Taki błąd 
jednak był łatwy do naprawienia w przyszłości.

Strona 69

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

Drugim błędem było bezgraniczne zaufanie piłkarzom, którzy pełnili kluczowe role w zespole podczas 
awansu, a mieli stracone półrocze w swoich kluBach między awansem a Mistrzostwami. NaleŜało szukać 
głębszych alternatyw nawet kosztem wyników i dać moŜliwość rywalizacji o miejsca w zespole młodszej 
generacji piłkarzy. Widać było, Ŝe awans dla znacznej grupy zawodników był celem ostatecznym i nie mieli 
oni juŜ takiej determinacji w grze i walce na Mistrzostwach, jak podczas eliminacji. Mecz z USA potwierdził, 
Ŝe moŜe rezerwowi piłkarze, ale bardziej zdeterminowani, mogliby na tych Mistrzostwach osiągnąć więcej. 
Oczywiście niewiele więcej, ale moŜe udałoby się chociaŜ wyjść z grupy. Jednocześnie omówiliśmy zbyt małe 
zmiany w jedenastce pomiędzy meczem z Koreą i Portugalią. Czy zagraliby skuteczniej inni piłkarze, tego 
nigdy się nie dowiemy, ale naleŜało spróbować. Znowu postawiłem na doświadczenie i zaufałem tym, którzy 
dotychczas w decydujących momentach nigdy mnie nie zawiedli. A jednak tym razem przegraliśmy i to 
bardzo wysoko, bo po drugiej bramce całkowicie pękło serce zespołu, kiedy było juŜ pewne, Ŝe te Mistrzostwa 
się dla nas skończyły. RóŜniliśmy się tylko ze Zbigniewem Bońkiem w ocenie kto powinien wejść na boisko. 
Zbyszek Boniek był za Arkadiuszem Głowackim, ja mówiłem o Jacku Zielińskim. W końcu na podstawie 
meczu z USA, doszliśmy do wniosku, Ŝe moŜe obaj powinni zagrać.
Trzeci temat zajął nam najmniej czasu. Zbyszek Boniek stwierdził jednoznacznie, Ŝe ocenia naszą 
dotychczasową pracę departamentu reprezentacji narodowej jako sukces i widzi dalsze, nowe moŜliwości 
przed tą reprezentacją potwierdzone juŜ meczem z USA. Przy spokojnych korektach ten zespół ma szansę być 
jeszcze lepszy. Dlatego nonsensem byłoby teraz przerywać kontrakt selekcjonerowi i dezorganizować pracę 
całego departamentu reprezentacji narodowej. Ponadto po zakończeniu Mistrzostw nie będzie czasu na 
kolejne eksperymenty i poszukiwania. Eliminacje do Mistrzostw Europy rozpoczynają się za trzy miesiące. 
ChociaŜ grupa nie jest trudna i terminarz ułoŜony przychylnie, to jednak zespół musi być gotowy od 
pierwszego meczu. Takie jest jego oficjalne stanowisko i nie wyobraŜa sobie.
157
Ŝeby miały nastąpić jakiekolwiek zmiany w sztabie reprezentacji. Stwierdził, Ŝe swoje stanowisko przedstawi 
następnego dnia rano prezesowi i poprze to oficjalnym pismem, potwierdzającym jego słowa. Dodałjednak, Ŝe
słyszał o tym, Ŝe prezesi „szyją mi bambosze" i nie wie, czy jego opinia będzie wystarczająca. Uścisnęliśmy 
sobie dłonie i Zbyszek z Włodkiem wyszli.
Tak się rozstaliśmy.
Po wyjściu Włodka i Zbyszka usiadłem na kanapie naprzeciwko telewizora, w którym po raz kolejny 
rozpoczynał się mecz Polska : USA i zastanawiałem się co powinienem zrobić. Czy pomimo tego, co mówił 
Zbigniew Boniek, jednak podać się do dymisji. Wnioski z tego co się stało i pełną analizę będzie czas zrobić po 
Mistrzostwach, a potem, czy ruszyć z nową energią do boju po pierwszy w historii polskiej piłki noŜnej awans 
do Mistrzostw Europy, czy poddać się i oddać ten zespół w inne ręce.
W końcu sami wywalczyliśmy sobie prawo, aby reprezentacja mogła być losowana z drugiego koszyka. Sam 
opracowałem i wynegocjowałem w towarzystwie sekretarza PZPN Zdzisława Kręciny i pani dyrektor działu 
zagranicznego Mirosławy Kuleszy, terminarz naszych gier w eliminacjach. Sam stworzyłem ten sztab, 
departament i zespół, który juŜ znakomicie się sprawdził i na bazie tych doświadczeń moŜe odnosić kolejne 
sukcesy. W końcu, czy miałem się czego wstydzić? Przez ostatni rok byliśmy rewelacją w Europie i udało się 
stworzyć wreszcie, po tylu latach oczekiwań, reprezentację, która prezentowała solidny, europejski poziom. 
Nie sprostaliśmy rywalom na Mistrzostwach Świata, ale czy jest to na tyle kompromitująca poraŜka, aby 
przekreślić wszystkie nasze dotychczasowe dokonania. A juŜ na pewno nie jest to powód, Ŝeby się poddawać. 
Wręcz odwrotnie, będziemy jeszcze mocniejsi, pod kaŜdym względem, po tych Mistrzostwach. PZPN miał 
same korzyści z naszej pracy przez ostatnie lata i dlatego podpisał ze mną kolejny kontrakt na czas eliminacji 
Mistrzostw Europy. Nie zrobiono by tego, gdyby nie dotychczasowe sukcesy reprezentacji i wiara, Ŝe znowu 
awansuję. CzyŜby wydawało się prezesom, Ŝe ktoś potrafi zrobić to lepiej i osiągnąć więcej niŜ mój 
departament dotychczas. A moŜe juŜ zupełnie w tym momencie nie chodziło o jakiekolwiek dalsze sukcesy 
sportowe tej reprezentacji. Zbigniewowi Bońkowi ufałem przez cały czas, dlaczego miałbym nie ufać mu teraz.
A moŜe jest juŜ przygotowany zupełnie inny scenariusz, o czym ja jeszcze nic nie wiem, a o którym mówił mi 
Krzysztof Materna, i oni wszyscy grają tylko przygotowane wcześniej przedstawienie.
r
Jeśli tak jest, to poczekam jeszcze ze wszystkimi decyzjami i zobaczę, co tak naprawdę stanie się po powrocie 
do kraju. Zbyszek Boniek zapewnia, Ŝe nie widzi podstaw do zmian w sztabie reprezentacji, ale zachowanie 
pozostałych prezesów delikatnie mówiąc jest bardzo dziwne...
Takie myśli przechodziły mi przez głowę podczas przedostatniej naszej nocy w Korei.

Strona 70

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

Właśnie na ekranie telewizora nasi piłkarze wykonywali rundę honorową wokół stadionu. Telewizja 
koreańska pokazywała zbliŜenia twarzy zawodników, kibiców, członków mojego sztabu. Radość była 
ogromna po tym zwycięskim meczu z USA. Przyglądałem się wiwatującym na naszą cześć kibicom i 
zbliŜeniom radosnych twarzy zawodników. Czy mógłbym ich teraz zostawić, odwrócić się do nich tyłem i 
powiedzieć, zawiedliście mnie więc odchodzę. Wszyscy popełnialiśmy błędy i razem je naprawialiśmy. Tak 
było podczas eliminacji, tak samo jest i teraz. W tym zespole podczas Mistrzostw zaczęła tworzyć się nowa 
jakość, którą zbudować było tak niezwykle trudno. To zwycięstwo było nam szalenie potrzebne, nie tylko dla 
samej oceny Mistrzostw, ale przede wszystkim dla przyszłości tej reprezentacji. To nastraja wielkim 
optymizmem i pokazuje nowe rozwiązania. Taki mecz będzie się pamiętało i wspominało latami. A to, Ŝe 
wreszcie uwierzyli w siebie piłkarze i w to, Ŝe mogą grać i wygrywać na takim poziomie, jest więcej warte 
aniŜeli tysiące odpraw i meczów kontrolnych. Wiara czyni cuda, a wszyscy w tym momencie uwierzyliśmy w 
naszą siłę, moŜliwości, w przyszłość, w siebie samych. Na bagaŜu doświadczeń tu zdobytych będzie moŜna 
zbudować jeszcze ciekawszy zespół.
Ale tak naprawdę niewiele osób z naszego otoczenia to rozumiało i myślało w podobny sposób.
Zdecydowałem jednak, Ŝe jutro podczas odprawy przezornie poŜegnam się z zespołem. Zobaczymy co 
przyniesie nam przyszłość. Pozostały tylko dwie moŜliwości. Albo będziemy walczyć razem dalej o awans do 
Mistrzostw Europy, albo się rozstaniemy.
Z takim postanowieniem padłem wykończony na łóŜko. Zza gór powoli wychodziło słońce.
158
Dobrze jest czasami w Ŝyciu przegrać, Ŝeby poznać swoich prawdziwych wrogów.
SOBOTA RANO DZIEŃ PRZED ODLOTEM DO POLSKI - OSTATNIA ODPRAWA Z ZESPOŁEM
Do sali odpraw piłkarze wchodzili pojedynczo. Na stołach porozkładane były plakaty, ksiąŜki, zdjęcia i 
pamiątki z Mistrzostw. Wszyscy składali na nich swoje autografy. To najcenniejsze pamiątki jakie pozostały 
nam oprócz wspomnień z tego turnieju. Kiedy zakończyliśmy podpisywanie rozpocząłem naszą poŜegnalną 
odprawę.
Przede wszystkim dziękuję wam wszystkim za te dwa i pół roku wspólnej pracy. Kiedy rodziła się i tworzyła 
ta reprezantacja, to chyba niewielu z was wierzyło, Ŝe tym razem osiągniemy tak wspaniały sukces. 
Oczywiście dzisiaj jesteśmy mocno zawiedzeni, Ŝe nie udało się nam juŜ niczego więcej dokonać. Wiem, Ŝe 
kaŜdy z was rozpoczynając swoją karierę piłkarską, wielokrotnie marzył, aby znaleźć się kiedyś na takim 
turnieju. I to marzenie się wam spełniło. Sami tego dokonaliśmy. Nie ma nic bardziej wspaniałego dla kaŜdego
człowieka, jak móc spełnić się w zawodzie i dokonać czegoś, co da radość milionom ludzi w Polsce. Swoją grą 
daliście wiele wspaniałych przeŜyć polskim kibicom. Zdaję sobie sprawę, Ŝe przeglądając internet, macie 
fatalne wyobraŜenie, o tym, jak odbierane były nasze mecze w Polsce. Ale ja zapewniam was, Ŝe to co czytacie,
ma niewiele wspólnego z prawdziwymi odczuciami kibiców. Dowodem tego były te tysiące faksów, które 
przysłali kibice nawet tu, do Korei, Ŝeby wam przekazać, Ŝe nadal są z nami. Media kształtujące opinię o nas to
w sumie kilkadziesiąt osób. Wśród nich kaŜdy z nas ma swoich kolegów, ale równieŜ zagorzałych 
przeciwników, a nawet wrogów. I oni teraz triumfują. Oni starają się kształtować opinię o reprezentacji i 
obraŜają nas jak tylko potrafią.
Ale to nie ma nic wspólnego z kibicami. Kibice was cenią, kibice was kochają, kibice was szanują za to, czego 
dokonaliśmy. Kto mógł zrobić coś więcej dla nich aniŜeli my. Zrobiliśmy wszystko, co było w tym momencie 
w naszej mocy. Czy więcej zrobiłby inny trener, gdyby był na moim
161
miejscu. A moŜe powinien bronić inny bramkarz. MoŜe powinni grać inni obrońcy, pomocnicy czy napastnicy.
MoŜe powinna być w ogóle inna selekcja. Ja tworzyłem tę reprezentację. Znaleźliście się w niej nie przez 
protekcję, czy dlatego, Ŝe jesteście przystojni. Jesteście tu na Mistrzostwach Świata, bo jesteście najlepsi z 
najlepszych i nikt prócz was nie mógłby dokonać niczego więcej. Ja teŜ marzyłem od dziecka, Ŝeby móc się 
znaleźć na Mistrzostwach Świata. Nam wszystkim to marzenie się spełniło. Dlatego mimo Ŝe jesteśmy dzisiaj 
jeszcze mocno podłamani tym, Ŝe jutro trzeba wracać do Polski, to pojutrze juŜ podnieście głowę wysoko, z 
dumą i godnością, bo nie jest niczym hańbiącym w sporcie przegrać. A do tego przegrać na poziomie 
Mistrzostw Świata. Zweryfikowaliśmy swoją klasę sportową, wiemy ile brakuje nam jeszcze do najlepszych. 
Bo tu w Azji, są tylko najlepsze zespoły na świecie. Czy to wstyd dla kogokolwiek przegrać na takim 
poziomie. Popatrzcie kto jedzie do domu razem z nami. Piętnaście innych zespołów, a wśród nich Francuzi i 
Argentyna. Innych nie będę wymieniał, ale sami wiecie, Ŝe jest to doborowe towarzystwo. I w kaŜdym z tych 
krajów ludzie są zawiedzeni. Bo piłka noŜna jest sportem marzeń. W trzydziestu dwóch krajach wszyscy 

Strona 71

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

marzyli o złotej Nike. Pomyślcie co dzieje się dzisiaj właśnie we Francji czy Argentynie. Tam kibice mogą czuć 
się zawiedzeni. Ale nie w Polsce. KaŜdy rozsądny człowiek zdaje sobie sprawę, Ŝe mieliśmy minimalną szansę 
na wyjście z grupy. Oczywiście Ŝal pierwszego meczu z Koreą i wysokiej poraŜki z Portugalią. Ale poczekajmy
dokąd ta Korea zajdzie. Gdzie będzie USA, a później zobaczymy, z jakiej grupy nie udało nam się wyjść. A co 
ma powiedzieć Figo, wielki Pauleta i ich koledzy. TeŜ wystartują do Europy razem z nami. Oni się mają czego 
wstydzić. Nikt na nas nie stawiał, o czym sami wiecie najlepiej. Sami stawialiśmy na siebie w eliminacjach, 
kiedy nikt nie dawał nam Ŝadnych szans, i sami wmawialiśmy sobie, Ŝe jesteśmy w stanie dokonać czegoś 
więcej na Mistrzostwach. I dlatego zawiedliśmy tak naprawdę samych siebie. Niestety, jesteśmy tylko 
średniakiem europejskim i to się na tych Mistrzostwach tylko potwierdziło. Ale średniak europejski potrafi 
czasem zagrać znakomicie. I my graliśmy tak. Przypomnijcie sobie eliminacje. A nawet nasz mecz tu na 
Mistrzostwach z USA. Mieliśmy teŜ dobre momenty w meczu z Koreą i Portugalią. Ale było ich zbyt mało, aby
myśleć o sukcesie. Wspaniały futbol pokazaliśmy w meczu z USA, problem tylko w tym, Ŝe moŜemy tak 
zagrać od czasu do czasu, a nie ustabilizować się na wysokim poziomie przez cały czas.
162
A co by się stało, gdybyśmy jednak wyszli z grupy. Kim byśmy grali dalej. Ponad połowa zespołu 
kontuzjowana. Tacy właśnie jesteśmy. Wyeksploatowani, wyniszczeni, połatani. Ukrywamy nasze problemy 
zdrowotne i kontuzje przed wszystkimi. Przed przeciwnikiem, kibicami, mediami. Popatrzcie ile mamy 
natychmiast problemów zdrowotnych, grając na takim poziomie iw takim tempie, jak na Mistrzostwach 
Świata. To jest właśnie nasza polska rzeczywistość reprezentacyjna. I my o tym wiemy, ale tylko nasza ekipa, 
bo nie ma się&zym chwalić. A więc czego się macie wstydzić, Ŝe byliśmy słabsi od innych. Będziemy jeszcze 
nie raz i oby daj BoŜe na kolejnych Mistrzostwach Europy lub świata. Zobaczycie, Ŝe kibice przyjmą was 
godnie i podziękują za wszystko, co mogli dzięki nam przez te dwa i pół roku przeŜyć. Nie jesteśmy zespołem 
futbolowych czarodziei i takim nigdy nie będziemy. I jeśli ktoś nas za to chce obraŜać, to jego sprawa. Ja w 
swoim imieniu oraz wszystkich członków mojego sztabu, dziękuję wam za wspólną pracę i za wszystko czego 
dokonaliśmy. Wiecie, Ŝe róŜnie się moŜe zdarzyć. MoŜliwe, Ŝe widzimy się po raz ostatni. Ale taki jest nasz 
los. Tak jak odpadło kilku piłkarzy po eliminacjach i na ich miejsce przyszli kolejni, tak będzie i teraz. 
Zakończył oficjalnie występy reprezentacyjne nasz kapitan Tomek Wałdoch. Byłeś Tomku wspaniałym 
kapitanem zespołu. Doprowadziłeś druŜynę do Mistrzostw Świata. Bardzo pomogłeś mi w pracy i cieszę się, 
Ŝe miałem przyjemność z tobą współpracować. Dziękuję ci kapitanie i Ŝyczę wielu dalszych sukcesów w 
futbolu klubowym.
Po ostatnich eliminacjach do Mistrzostw Europy zmienił się trener tej reprezentacji i ja go zastąpiłem. MoŜe się
tak stać, Ŝe tym razem będzie podobnie i na moje miejsce przyjdzie ktoś inny. Niczego nie przesądzam, ale 
gdyby się tak stało, to Ŝyczę wam, abyście z nowym selekcjonerem mogli osiągnąć jeszcze więcej, aniŜeli nam 
wspólnie się udało dokonać. Bo tylko wtedy ta praca ma sens. I tylko my wiemy, ile nas to kosztowało pracy, 
wyrzeczeń, nerwów i problemów.
Najcenniejszą naszą zdobyczą na tych Mistrzostwach są wspomnienia, których nikt nigdy nam nie zabierze. A 
ja wam jedno gwarantuję, Ŝe ilekroć się kiedykolwiek spotkacie, nawet jak będziecie mieć po sześćdziesiąt lat, 
to wspominać będziecie te mecze, tęsknić za tą atmosferą i tą ,,mundialową " druŜyną. Mistrzostwa przeszły 
dla nas juŜ do historii. Nie zapisaliśmy się w niej złotymi zgłoskami, ale na tyle duŜymi literami, Ŝe kaŜdy 
kibic będzie o nas pamiętał i przez długie lata wspominał. Tak jak wspomina Mistrzostwa w Niemczech, 
Hiszpanii, Meksyku czy Argentynie.
163
Miałem wiele przyjemności i satysfakcji w pracy z wami. Wypracowaliśmy wspólnie i nauczyliśmy się wielu 
rzeczy. MoŜecie być pewni, Ŝe zawsze będę wspominał naszą wspólną pracę z wielkim sentymentem. śyczę 
wam wielu sukcesów, zdrowia i radości z uprawiania tej dyscypliny sportu. A na najbliŜsze dni pogody ducha
i odporności na kołtuństwo, chamstwo i podłość tych, którzy nas nienawidzą. Bo ci którzy nas kochają, będą 
nas kochać zawsze, bez względu na osiągane wyniki. I tylko dla nich zawsze grajcie.
Dziękuję wam bardzo i z Bogiem panowie.
EPILOG
W 1974 roku w Monachium, po ostatnim meczu reprezentacji Polski, która pokonała w małym finale 
Mistrzostw Świata Brazylię 1 : 0, siedziałem samotnie na opustoszałym stadionie olimpijskim w Monachium, 
marząc o wielkiej trenerskiej karierze. Kończyłem właśnie studia trenerskie na warszawskiej AWF i bardzo 
chciałem kiedyś, tak jak Kazimierz Górski, móc poprowadzić reprezentacje. Polski w turnieju na 
Mistrzostwach Świata.

Strona 72

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

Teraz stałem w światłach fantastycznego stadionu, przed ławką trenerską i przyglądałem się jak reprezentacja 
Polski, która pod moim kierownictwem uczestniczyła w Mistrzostwach Świata 2002, wykonywała rundę 
honorową po wygranym meczu, a kibice róŜnych narodowości wstali z miejsc i z szacunkiem nagradzali 
piłkarzy oklaskami. Czy moŜe być bardziej satysfakcjonujący obrazek dla trenera, prowadzącego nie 
najsilniejszy zespół w Europie. Oczywiście, Ŝal było wyjeŜdŜać po fazie grupowej i mieć świadomość, Ŝe juŜ 
nigdy więcej taka przygoda moŜe się nie powtórzyć. Ale w tym momencie czułem się bardzo dumny, Ŝe 
jestem trenerem TEJ DRUśYNY, polskiej reprezentacji.
W kaŜdym zawodzie są kolejne stopnie wtajemniczenia zawodowego i kolejne stopnie kariery. Uzyskałem 
trenerską klasę mistrzowską, czyli najwyŜszy stopień trenerski w Polsce. Uzyskałem licencję PRO, która 
otworzyła mi moŜliwość pracy w kaŜdym klubie europejskim. Zdobywałem z zespołami klubowymi jako 
trener wicemistrzostwo w Polsce i zagranicą. Zbudowałem zespół, który zdobył Mistrzostwo kraju. Miałem 
przyjemność uczestniczyć z zespołami prowadzonymi przeze mnie w rozgrywkach o puchar UEFA, gdzie 
doszedłem do trzeciej rundy. Uczestniczyłem w zabezpieczaniu organizacji szkolenia druŜyny, która wyszła z 
fazy grupowej Ligi Mistrzów. Doszedłem z zespołem do półfinału Pucharu Intertoto. Prowadziłem jako trener 
zespoły w róŜnych międzynarodowych turniejach, z których najbardziej prestiŜowym było zdobycie Pucharu 
Wielkiego Muru
Chińskiego z zespołem Legii Warszawa, pokonując w finale turnieju pierwszą reprezentację Chin. Zostałem 
wreszcie selekcjonerem reprezentacji Polski, zespołu klasyfikowanego w czwartej dziesiątce druŜyn na 
świecie, z którą awansowałem do Mistrzostw Świata w Korei i Japonii 2002. Po ich zakończeniu Polska została 
sklasyfikowana na 25 miejscu na świecie. Mam za sobą dwadzieścia osiem lat pracy w zawodzie trenera i 
menedŜera piłki noŜnej i jestem z tego, co dokonałem w swoim Ŝyciu zawodowym, zadowolony.
Zdawałem sobie sprawę, Ŝe nasz występ i dokonania w Korei będą oceniane negatywnie. Gdybyśmy zdobyli 
te same trzy punkty, ale w zupełnie inny sposób, wrócilibyśmy do Polski w lepszych nastrojach. Przykładowo 
gdybyśmy zdobyli jeden punkt w meczu z Koreą, jeden w meczu z Portugalią i po dramatycznym boju jeden z
USA, to ostateczny wynik punktowy byłby taki sam, ale jak inaczej oceniany.
Moje Ŝycie zawodowe związane było przede wszystkim z Warszawą. Prowadziłem drugoligowy zespół 
Hutniaka a następnie zespoły pierwszoligowe warszawskiej Legii i Polonii. Wykładałem na wielu 
warszawskich uczelniach. Wykładałem równieŜ na uczelniach w innych polskich miastach.
Spotykam się na co dzień z duŜą sympatią kibiców na terenie całej Polski i to jest dla mnie najcenniejsza 
nagroda, za wszystkie lata spędzone na trenerskiej ławce. MoŜe Ŝycie dopisze kolejne rozdziały futbolowej 
przygody. Nigdy nie mów nigdy, powtarzano mi kiedy się Ŝegnałem z jakimś zespołem. Dlatego teraz teŜ 
mówię Wam Drodzy Kibice, do zobaczenia gdzieś na stadionach w Polsce, Europie czy gdziekolwiek los 
trenerski mnie rzuci.
Drogi Czytelniku. Na Mistrzostwa Świata jechaliśmy z wielkimi nadziejami, obawą i marzeniami. Na 
własnym przykładzie doświadczyłem, Ŝe marzenia czasem się spełniają, a czasem nie. Ale moŜesz mi wierzyć, 
Ŝe bez marzeń niczego wielkiego w Ŝyciu się nie osiągnie.
Ale choćby nie wiem jak bardzo dokuczył ci los, nigdy nie wolno zwątpić w siebie, przestać wierzyć we 
własne moŜliwości i w konsekwencji załamać się i poddać.
Jak długo będzie ci się wydawało, Ŝe jesteś przez los liczony i leŜysz na deskach, tak długo wszyscy stojący 
wokół ciebie, wydawać ci się będą wysocy.

KONIEC

SPIS TREŚCI
Wstęp....................................................................................................................... 5
Selekcjoner reprezentacji Polski - trener piłki noŜnej........................................... 15
Awans i jego skutki................................................................................................29
Losowanie..............................................................................................................39
Plebiscyty, nagrody, wyróŜnienia...........................................................................47
Cypr-miejsce magiczne.......................................................................................51
Kadra na Mundial.................................................................................................. 57
Przygotowania do Mistrzostw Świata.................................................................... 79
Msza na Ostańcu....................................................................................................85
Organizacyjne błędy .............................................................................................. 89

Strona 73

background image

Prosta gra - Jerzy Engel

Pusan-druga w nocy przed meczem....................................................................97
Odprawy - Korea...................................................................................................99
Pierwszy przeciwnik - Korea................................................................................111
Pierwszy kibic w Polsce....................................................................................... 123
Portugalia- odprawa........................................................................................... 127
Drugi mecz - Portugalia...................................................................................... 133
USA-jedna z odpraw......................................................................................... 139
USA -ostatnia odsłona....................................................................................... 143
Rozmowa............................................................................................................. 153
Sobota rano, dzień przed odlotem do Polski - ostatnia odprawa z zespołem...... 161
Epilog................................................................................................................... 165

Strona 74