background image

Lesley Dunn

Miłosna terapia

Przełożył Jakub Kowalski

background image

Rozdział 1

Pogodny zmierzch zaczął już ustępować 

miejsca   ciemnej   nocy,   gdy   jasno 
oświetlony liniowiec „Venutus" wypłynął 
z   cichych   wód   zatoki   w   Southampton   i 
sunął   łagodnie   w   kierunku   bardziej 
niespokojnego   morza   na   kanale   La 
Manche.

Jak   zwykle   zajęta,   pielęgniarka   Isabel 

Bainey, siedząca w recepcji znajdującej się 
pomiędzy   gabinetem   doktora   a   salą   dla 
obłożnie chorych, postanowiła zrobić sobie 
krótką   przerwę.   Odsunęła   roletę   przy 
bulaju, otwarła go i wpatrzyła się w ginące 
w  mroku  brzegi. Potrzebowała  tej chwili 
wytchnienia po ciężkim dniu pracy.

Zamknęła bulaj i przekręciła mosiężny 

uchwyt   zabezpieczając   go   przed 
otwarciem.   Westchnęła.   Westchnięcie   to 
spowodowane   było   nienawiścią,   którą 

background image

zostawiła w Stanach, a na którą nie miała 
wpływu, częściowo natomiast radością, że 
udało jej się od tego uciec. Lecz nie miała 
teraz czasu na rozdrapywanie starych ran. 
Statek zaczął się lekko kołysać, musi zająć 
się ludźmi, którzy za chwilę zwalą się jej 
na   głowę   w   poszukiwaniu   tabletek 
przeciwko chorobie morskiej.

–   Siostro,   chciałabym   się   widzieć   z 

doktorem, jeśli można.

Głos   dorodnej   kobiety   o   pogodnej 

twarzy   oderwał   Isabel   od   rozmyślań   o 
przeszłości.   Rozejrzała   się   po   kabinie 
wyłożonej   jasnoniebieskimi   kafelkami,   z 
wbudowaną   umywalką,   szklanymi 
szafkami   na   lekarstwa   i   instrumenty, 
pokrytymi   sztucznym   tworzywem 
siedzeniami,   jakby   chciała   się   upewnić, 
gdzie się znajduje. W końcu spojrzała na 
pasażerkę i doszła do siebie.

–   W   tej   chwili   jest   zajęty,   przyjmuje 

pacjenta. W czym mogłabym pani pomóc?

background image

–   Nazywam   się   Stead.   Z   pokładu   A. 

Kiedy będzie wolny?

Wzmianka,   że   zajmuje   kajutę   na 

pokładzie   A   miała   zapewne   zrobić   na 
Isabel   wrażenie.   Mieściły   się   tam 
wyłącznie   bardzo   drogie   apartamenty,   na 
które   rzadko   kto   mógł   sobie   pozwolić. 
Zwykle   pasażerowie   zajmowali   pokłady, 
które, w zależności od komfortu kajut i ich 
ceny, ponumerowano od B do E.

–   Tego   nigdy   nie   można   przewidzieć, 

pani   Stead   –   odpowiedziała   ostrożnie, 
zdając   sobie   sprawę,   że   wiekowy   już 
doktor Arnold Forbes – „Doktorek Arno" 
niemal   dla   każdego   –   potrafi   spędzić 
kwadrans

 

nad

 

najdrobniejszym 

przeziębieniem.   Osiągnął   on   ten   etap 
swojej kariery, że nie zostało mu już zbyt 
wiele do zdobycia. A Isabel, choć znała go 
zaledwie   od   kilku   dni,   podejrzewała,   iż 
miała   się   ona   skończyć   smutno   i 
przedwcześnie z powodu jakiejś trapiącej 

background image

go, ale starannie ukrywanej choroby.

– W czym mogłabym pani pomóc, pani 

Stead? – zapytała ponownie, zdając sobie 
sprawę, że jest to tylko kolejna prośba o 
poradę   na   chorobę   morską.   –   Wiem,   że 
pierwsze   dni   na   morzu,   a   zwłaszcza   na 
kanale La Manche i w Zatoce Biskajskiej, 
mogą się dawać we znaki. Doktor Forbes 
zawsze   poleca   w   takich   wypadkach   te 
pastylki – podniosła małą buteleczkę.

Kobieta   wzięła   je   ciesząc   się,   że   nie 

będzie   zmuszona   poddać   się 
szczegółowemu badaniu.

–   Dziękuję,   siostro.   Myślę,   że   to   mi 

wystarczy.

Isabel   zapisała   na   kartce   nazwisko 

kobiety, sprawdziła numer kajuty na liście 
pasażerów i wpisała do kartoteki dodając 
nazwę leku.

Zadźwięczał   dzwonek   telefonu.   Kiedy 

podnosiła   słuchawkę,   zmarszczyła   brwi. 
Wypłynęli w morze zaledwie trzy godziny 

background image

temu i za wcześnie było jeszcze na jakieś 
wezwania z kajut.

– Izba chorych. Mówi siostra Bainey – 

przedstawiła się krótko.

–   Nazywam   się   Lady   Winnisford, 

zajmuję   kajutę   numer   9   na   pokładzie   A. 
Proszę,   aby   okrętowy   lekarz   przybył   do 
mnie jak najszybciej.

–   Czy   może   mi   pani   podać   jakieś 

powody wezwania, abym mogła przekazać 
je doktorowi, Lady Winnisford?

– Na ten temat będę rozmawiać z nim 

osobiście.

Isabel   Bainey   odznaczała   się   na   ogół 

łagodnym   usposobieniem.   Złożyły   się   na 
to   jej   wrodzone   cechy   charakteru   i 
profesjonalny   trening   w   szpitalu.   Tym 
razem   jednak   nachalne   domaganie   się 
usług   lekarza   i   jej   własnych   już   w 
pierwszych   godzinach   podróży   zaczynały 
ją   nieco   irytować.   Była   pewna,   że 
pasażerka nie odważyłaby się traktować w 

background image

ten sposób swego osobistego lekarza.

– Przyjęłam zgłoszenie. Umieszczę pani 

nazwisko na liście zleceń, doktor odwiedzi 
panią podczas wieczornego obchodu.

–   Czy   to   znaczy,   że   mam   czekać?   – 

zapytała   Lady   Winnisford   ostrym, 
kłótliwym tonem.

Isabel   spojrzała   na   wiszącą   przed   jej 

oczyma listę. Nie było na niej ani jednego 
ważnego   wezwania.   Większość   z   nich 
sprowadza   się   do   wysłuchiwania   przez 
doktora   litanii   skarg   na   wyimaginowane 
dolegliwości. Mimo, że był to jej pierwszy 
rejs, Isabel nauczyła się już, czego może 
się   spodziewać   od   doświadczonego 
okrętowego medyka.

–   Niezbyt   długo,   jak   sądzę,   lady 

Winnisford.   Lecz   ponieważ   pani   sprawa 
nie wydaje się być pilna...

– Kto dał pani prawo decydować, co jest 

pilne,   a   co   nie,   siostro!?   –   spytała 
rozdrażniona.

background image

– Lady Winnisford, jeżeli powie mi pani 

cokolwiek na temat  swoich dolegliwości, 
będę   przynajmniej   w   stanie   ocenić,   czy 
umieścić   panią   na   samym   czele   listy 
wezwań.

– Mam nudności.
–   Rozumiem,   Lady   Winnisford   – 

odparła   Isabel   starając   się,   aby   jej   głos 
zabrzmiał   jak   najbardziej   życzliwie.   – 
Doktor   Forbes   dysponuje   specjalnym 
lekarstwem na chorobę morską. Przyjdę za 
chwilę do pani, aby upewnić się, że to jest 
rzeczywista   przyczyna   pani   złego 
samopoczucia.

–   Czy   pani   jest   lekarzem?   –   padło 

impertynenckie pytanie.

Isabel   nie   odpowiedziała   na   nie, 

stwierdziła tylko krótko:

– No cóż, nie mogę  zrobić nic  więcej 

oprócz   umieszczenia   pani   nazwiska   na 
liście wezwań dla doktora. Pan Forbes jest 
obecnie   na   konsultacji,   będzie   wolny   za 

background image

jakąś   godzinę,   później   ma   jeszcze   kilka 
innych wizyt.

Po   drugiej   stronie   połączenie   zostało 

gwałtownie   przerwane.   Isabel   delikatnie 
odłożyła   słuchawkę   na   widełki.   Dopisała 
nazwisko   Lady   Winnisford   do   listy   i 
umieściła obok niego krótką informację:

„Mdłości! Odmawia podania informacji, 

jest niecierpliwa i wymagająca. "

Gdy podniosła wzrok, zobaczyła, że stoi 

przed   nią   kolejna   pacjentka.   Starsza 
kobieta   uśmiechała   się   ze   skruchą   i 
trzymała   poplamiony   krwią   bandaż 
zawinięty luźno wokół kciuka.

–   To   moja   wina,   siostro.   Ktoś   – 

prawdopodobnie moja wnuczka – przysłał 
mi   na   pożegnanie   wspaniały   bukiet 
kwiatów.   Sama   pani   wie,   jak   irytujące 
bywa czasami odpakowywanie ich z tych 
wszystkich   plastikowych   osłonek. 
Chciałam   sobie   pomóc   scyzorykiem   i 
zacięłam się.

background image

Isabel   posadziła   kobietę   na   stojącym 

przy   zlewie   krześle,   odkręciła   kran   i 
ostrożnie   zdjęła   zakrwawiony   bandaż, 
którym   obwinięty   był   kciuk.   Przemyła 
delikatnie   ranę,   ciesząc   się,   że   tak 
naprawdę nie jest to nic groźnego i zwykły 
plaster rozwiąże sprawę.

– Chcę się widzieć z doktorem – doszedł 

do niej głos.

Isabel   odwróciła   się   i   ujrzała 

zniecierpliwionego,

 

opryskliwego 

mężczyznę. Był wysoki, miał włosy koloru 
piasku,   najprawdopodobniej   dobiegał 
trzydziestki.   Z   powodu   niebywałej 
chudości   jego   drogi,   supermodny   strój 
wisiał na nim jak na wieszaku.

Lecz miał niebywale dziwne oczy, które 

przykuły jej uwagę tak, że zapomniała o 
jego   wyglądzie.   Były   jasnoniebieskie, 
wzrok   zdawał   się   sięgać   gdzieś   w   dal, 
zupełnie   bez   wyrazu,   co   nadawało   temu 
mężczyźnie przerażający wygląd.

background image

– Pan doktor właśnie przyjmuje pacjenta 

–   powiedziała   cicho   wracając   do 
krwawiącego   palca   starszej   kobiety.   – 
Jeżeli byłby pan łaskaw spocząć...

– Moja matka jest chora.
Tembr głosu i niecierpliwość były bez 

wątpienia kopią tego, co parę minut temu 
usłyszała przez telefon.

– Czy pana matką jest Lady Winnisford? 

–   spytała,   nie   podnosząc   wzroku   znad 
skaleczonego palca.

– Oczywiście.
–   W   takim   razie   bardzo   mi   przykro, 

panie Winnisford, ale doktor Forbes ma w 
tej   chwili   o   wiele   cięższy   przypadek   niż 
choroba   morska.   Wpisałam   nazwisko 
pańskiej   matki   na   listę   oczekujących. 
Doktor zajmie się nią, gdy tylko wróci.

– Nie będziemy tak długo czekać.
Isabel   delikatnie   założyła   plaster   na 

kciuk starszej kobiety i uśmiechnęła się do 
niej.

background image

– Z pewnością nie będzie pani miała z 

nim żadnych kłopotów. Czy mogłaby pani 
podać swoje nazwisko, muszę je wpisać do 
kartoteki?

–   Jean   Doughty,   pokład   C.   Dziękuję, 

siostro. – Ruszyła w stronę drzwi. Zanim 
wyszła, zatrzymała się na chwilę i dodała: 
–   Choroba   morska   może   być   bardzo 
samolubną   dolegliwością   –   u   niektórych 
ludzi.

Twarz oczekującego mężczyzny stężała 

w gniewie. Zaniemówił i nie był w stanie 
odpowiedzieć   na   ten   przytyk   pani 
Doughty.

Isabel   odwróciła   się   do   młodego 

mężczyzny   i   po   raz   pierwszy   stanęli   ze 
sobą twarzą w twarz. Jego usta rozchyliły 
się lekko, a głowa wysunęła się nieco do 
przodu,   kiedy   zaskoczony   gapił   się   na 
Isabel. Wiedziała, że ją podziwia. Zdarzało 
jej   się   to   już   nieraz   –   ale   nigdy   w   tak 
niesamowicie   bezpośredni   sposób.   Miała 

background image

dwadzieścia   cztery   lata   i   od   dawna 
zdawała   sobie   sprawę,   jak   działa   na 
mężczyzn.   Lustro   codziennie   to 
potwierdzało.   W   jej   oczach   czaiły   się 
wesołe iskierki, które doskonale oddawały 
jej charakter, nikt nigdy nie wątpił w jej 
inteligencję.   Twarz   Isabel   była   zwykle 
pogodna, a gęste kręcone loki i sposób, w 
jaki   się   poruszała,   oddawały   znakomicie 
jej żywą naturę.

Isabel   Bainey   wiedziała   o   tym 

wszystkim. Sprawiało jej to przyjemność, 
ale nie wprawiało w próżność. Doskonale 
zdawała   sobie   sprawę,   że   zarówno   jej 
osobowość   jak   i   uroda   powodowały,   że 
mężczyźni robili wszystko, by znaleźć się 
w jej towarzystwie. To wspaniałe uczucie, 
lecz często trudno było odróżnić, czy ma 
się   do   czynienia   z   dobrym,   czy   złym 
człowiekiem.

Machnęła   ręką,   by   przerwać   tę 

niezdrową   koncentrację   uwagi   na   swej 

background image

osobie.

–   W   tej   chwili   jestem   wolna.   Czy 

życzyłby   pan   sobie,   bym   odwiedziła 
pańską   matkę?   Jeżeli   ta   przypadłość   jest 
zwykłą   chorobą   morską,   mogłabym 
zaoszczędzić   jej   czekania   na   doktora 
Forbesa – zaproponowała zimno.

– Nie wydaje mi  się, by był  to dobry 

pomysł. – Odprężył się nieco. – Ale skoro 
nie   jest   pani   zajęta,   o   piękna,   może 
moglibyśmy napić się czegoś w barze?

Isabel  z trudnością opanowała chichot. 

W jednej chwili porzucił opryskliwy ton, 
by stać się uwodzicielski.

–   Bardzo   mi   przykro   –   powiedziała 

ozięble. – Pełnię dziś dyżur przez całą noc. 
I   nie   wolno   mi   pić   z   pasażerami.   – 
Uśmiechnęła się do niego kpiąco. – Założę 
się, że na pokładzie w tej chwili znajduje 
się mnóstwo młodych dam, które marzą o 
męskim towarzystwie. Jak dotąd nie było 
wiele okazji, by się poznać. Teraz nadszedł 

background image

właściwy   czas.   Proszę   spróbować 
szczęścia z nimi.

–   Nie   znajdę   tam   ani   jednej   kobiety, 

która   byłaby   godna   zawiązać   pani 
sznurowadło   –   zawołał   z   entuzjazmem, 
lecz   można   w   nim   było   wyczuć   nutkę 
nieszczerości. – Jak pani na imię?

– Siostra Bainey.
Nieprzyjazny   wyraz   zniknął   z   jego 

twarzy.   Otworzył   drzwi   i   zerknął   na 
przybitą do nich tabliczkę.

–   Siostra   Isabel   Bainey,   Królewska 

Marynarka Handlowa – przeczytał głośno. 
– Isabel, nazywam się Vidal Winnisford. 
Vidal   to   tak   niezwykłe   imię,   że   z 
pewnością go nie zapomnisz.

– Być może, panie Winnisford. A teraz, 

jeśli   pan   pozwoli,   muszę   sprawdzić,   czy 
doktor Forbes mnie nie potrzebuje. Może 
pan przekazać swojej matce, że zajrzy on 
do niej, gdy tylko znajdzie wolną chwilę.

Vidal   Winnisford   niechętnie   opuścił 

background image

poczekalnię,   lecz   Isabel   miała   niejasne 
uczucie, że rzeczywiście nie pozwoli jej o 
sobie zapomnieć. Lekko zadrżała myśląc o 
tej   perspektywie.   Nigdy   nie   stroniła   od 
męskiego   towarzystwa,   ale   przy   tym 
człowieku   czuła   nieprzyjemne   ciarki 
przechodzące   wzdłuż   kręgosłupa.   Będzie 
bezlitosny, napastliwy i trudno jej będzie 
utrzymać   go   na   bezpieczną   odległość. 
Miała nadzieję, że wkrótce znajdzie sobie 
jakąś inną ofiarę.

Pacjent   przyjmowany   przez   doktora 

opuścił gabinet i Isabel weszła do środka. 
Ze   zdziwieniem   zauważyła,   że   doktorek 
Arno wygląda na bardzo zmęczonego. Był 
przysadzistym,   miłym   mężczyzną, 
łysiejącym, rumianym – okazem zdrowia. 
Lecz w jego oczach dostrzegła matowość i 
zrozumiała,   że   temu   człowiekowi   nie 
zostało wiele czasu.

Usiadła przy nim i położyła na biurku 

listę   pacjentów   oczekujących   na   wizytę. 

background image

Już wcześniej jeden z oficerów ostrzegał 
go o stanie trzech pierwszych pasażerów 
na   liście:   dwóch   mężczyzn   i   kobiety   – 
starszej już i bardzo chorej. Każde z nich 
szukało na morzu wytchnienia i świeżości 
morskiego powietrza. Nie liczyli, że może 
ich   ono   uzdrowić,   lecz   przynajmniej 
przedłużyć życie o kilka miesięcy.

– Pan Voster i pani Stetter mają szansę 

przeżyć tę podróż i może pomoże im ona 
nieco   –   stwierdził   Forbes   po   zapoznaniu 
się   z   historiami   chorób,   które   miał   w 
kartotece.   –   Lecz   pan   Storey   może   nie 
mieć tego szczęścia – dodał sucho.

Na   liście   widniało   jeszcze   sześć 

nazwisk;   pierwsze   pięć   były 
zakwalifikowane   przez   Isabel   jako 
„niezbyt   pilne".   Szóstą   osobą   była   Lady 
Winnisford.

Doktor   Forbes   położył   na   nim   swój 

gruby palec.

–   Lady   Winnisford.   „Mdłości", 

background image

rozumiem, że to choroba morska?

– Prawie na pewno, lecz należy do tego 

typu   ludzi,   którzy   przy   najmniejszej 
niedyspozycji żądają i oczekują konsylium 
profesorów   medycyny   Królewskiej 
Akademii.   Takie   przynajmniej   odniosłam 
wrażenie   po   krótkiej   rozmowie   przez 
telefon.   Jeszcze   jej   osobiście   nie 
spotkałam.

–   Jesteś   Amerykanką   i   wątpię,   byś 

wiedziała,   że   kiedy   formowano   obecny 
rząd,   John   Winnisford   miał   chrapkę   na 
fotel   ministra   spraw   wewnętrznych. 
Zamiast   tego   nadano   mu   tytuł   para   i 
mianowano   go   ministrem   do   spraw 
rekultywacji gruntów przy Izbie Lordów. 
Plotka   głosiła,   że   jego   żonie   bardziej 
zależało na tytule szlacheckim. – Wzruszył 
ramionami.   –   W   każdym   razie   lepiej 
będzie,   jeżeli   zajrzę   najpierw   do   niej. 
Założę   się,   że   jest   jedną   z   bardziej 
wpływowych osób na pokładzie. Kapitan 

background image

został   powiadomiony   o   jej   pozycji   i   nie 
życzyłby sobie, aby imię tego statku było 
szargane w wyższych sferach. Coś takiego 
nie spodobałoby się armatorowi!

–   Poznałam   jej   syna,   Vidala   – 

stwierdziła   kwaśno   Isabel.   –   Nie   jest   z 
pewnością mężczyzną moich marzeń. I z 
tego, co widzę, to nieodrodny synek swojej 
mamusi,   owinięty   wokół   jej   palca. 
Pompatyczny arystokrata, kiedy jest z dala 
od   niej,   a   w   jej   obecności   zastraszony 
chłopczyk. Przyszedł do mnie z żądaniem, 
aby natychmiast odwiedził pan jego matkę.

–   Świetnie,   siostro   Bainey   –   przybrał 

żałobny   ton.   –   Niech   odtąd   Lady 
Winnisford znajduje się zawsze na samym 
szczycie twojej listy. – Uśmiechnął się do 
niej i wziął swoją torbę. – Ostatnio słychać 
było   propozycje,   że   powinienem   zostać 
odesłany na emeryturę – wyjaśnił. – Mam 
powody   wierzyć,   że   kapitanowi 
Lawrence’owi nakazano, żeby przyjrzał się 

background image

tej   propozycji   ze   zrozumieniem.   W 
związku z tym nie mogę sobie pozwolić, 
by   jakakolwiek   pasażerka   na   mnie 
narzekała.

background image

Rozdział 2

Podczas   nieobecności   doktora   Forbesa 

Isabel uprzątnęła jego biurko i udała się do 
sali   przeznaczonej   dla   obłożnie   chorych, 
by   sprawdzić,   czy   wszystko   jest   w 
porządku.   W   izbie   znajdowało   się   osiem 
łóżek   oddzielonych   kotarą,   cztery   po 
każdej stronie. Powiedziała sanitariuszowi 
i sanitariuszce, że idzie do swojej kajuty, 
lecz   będzie   pod   telefonem,   gdyby   jej 
potrzebowano.

Jej   kajuta   była   mała,   ale   bardzo 

wygodna. Duże, szerokie łóżko rozkładało 
się   nad   dwoma   szufladami.   Szafę 
wbudowano   w   ścianie   przy   wejściu,   a   u 
wezgłowia łóżka znajdowała się półka, na 
której   stała   nocna   lampka   i   telefon. 
Schludna   umywalka   przymocowana 
została   do   grodzi,   a   pod   oknem 
umieszczono biurko.

background image

Isabel   odprężyła   się   siadając   na 

wygodnym krześle, zdjęła buty i położyła 
nogi   na   łóżku.   Te   kilka   godzin,   odkąd 
wypłynęli   z   Southampton,   bardzo   ją 
wyczerpało.   Fatalne   samopoczucie   i 
dolegliwości   większości   pasażerów 
wywołane były przede wszystkim nowym 
środowiskiem   i   perspektywą   dostania 
ataku choroby morskiej.

Isabel   uśmiechnęła   się   do   siebie,   gdy 

pomyślała, że wszystko się zmieni, kiedy 
tylko   wypłyną   na   spokojniejsze   wody,   a 
pokład  zaleją   pierwsze   promienie   słońca. 
Rozkwitną flirty i romanse, rozpoczną się 
tańce i sporty, a opalanie się i narzekania 
na   pogodę   staną   się   głównym   sposobem 
spędzania   czasu   na   statku.   Przypomniała 
sobie,  że   musi   sprawdzić,  czy  dysponują 
wystarczającym   zapasem   maści   przeciw 
oparzeniom.

Kiedy przeliczała w pamięci, jakie leki 

mają   w   okrętowej   apteczce,   ktoś 

background image

gwałtownie zapukał do drzwi. W drzwiach 
pokoju stanął Vidal Winnisford niosąc na 
tacy srebrny shaker i dwa kieliszki.

–   Nie   chciała   przyjść   Afrodyta   do 

Parysa,   więc   Parys   musiał   zejść   do 
Afrodyty   na   pokład   C   –   powiedział 
drwiąco.

– Po czym Parys skłoni się do pięknej 

Heleny,   wywiezie   ją   do   Troi   –   a   potem 
nastąpi   Wojna   Trojańska.   Nie,   dziękuję. 
Proszę na mnie nie liczyć, Parysie.

Jego   twarz   na   moment   stężała,   nie   w 

smak mu była jej odpowiedź.

–   Intelektualistka   w   pielęgniarskim 

fartuchu – mruknął urażony.

– A dlaczegóż by nie? – spytała zimno.
Vidal   Winnisford   wszedł   nieproszony 

do środka i postawił tacę na biurku.

–   Nie!   Proszę   nie   zamykać   drzwi!   – 

rozkazała natychmiast Isabel. – Nie wolno 
mi   zabawiać   pasażerów   w   kajucie   –   ani 
nigdzie   indziej,   jeżeli   mam   być   szczera. 

background image

Mogłabym stracić pracę.

Drzwi   pozostały   otwarte,   kiedy 

napełniał kieliszki mlecznym likworem.

– Nie wolno mi pić na służbie – dodała. 

–   Jeżeli   ktoś   będzie   przechodził   pod 
drzwiami...

– Pozwól więc, że je zamknę, a nikt się 

nie dowie.

Wstał   z   krzesła   i   zamknął   drzwi. 

Uśmiechnął   się   konspiracyjnie   i   zasunął 
rygiel.

–   Teraz   nikt   nie   dowie   się,   że   masz 

gościa   –   powiedział   zachwycony   swoją 
pomysłowością.

Isabel   wstała   z   krzesła,   podeszła   do 

łóżka, ujęła słuchawkę telefonu i położyła 
palec na tarczy.

–   Dwadzieścia   siedem   –   to   numer   do 

oficera   dyżurnego   –   wyjaśniła   ozięble. 
Wykręciła   dwójkę   i   położyła   palec   na 
siódemce. – Czy mam go wezwać?

Poczerwieniał i odsunął rygiel.

background image

– Proszę otworzyć – rozkazała.
Otworzył z wściekłością drzwi, a Isabel 

odłożyła słuchawkę.

– A teraz życzę panu dobrej nocy, panie 

Winnisford. Proszę ze sobą zabrać tacę.

– Wydaje ci się, że kim jesteś? – spytał.
–   Pracującą   kobietą,   zarabiającą   na 

życie, która nie ma zamiaru być trapiona 
przez próżnego pasażera.

–   Kapitan   dowie   się   o   wszystkim!   – 

wykrzyknął.

–   Proszę   mnie   nie   rozśmieszać,   panie 

Winnisford – zaśmiała mu się w twarz. – 
Kapitan   z   pewnością   nie   pochwali   tego 
najścia mnie w mojej kabinie. Proszę już 
iść.

Zadźwięczał   telefon,   Isabel   podniosła 

słuchawkę.

–   Siostra   Bainey   –   powiedziała   i 

uśmiechnęła   się,   kiedy   ujrzała,   że   Vidal 
Winnisford   jak   niepyszny   wychodzi   na 
korytarz i zamyka za sobą drzwi.

background image

– Mówi doktorek Arno. Czy mogłabyś 

wziąć   tabletki,   które   zapisałem   Lady 
Winnisford? Zanieś je do jej kajuty. Przy 
okazji   będziesz   mogła   poznać   kobietę, 
której   przeznaczeniem   jest   bycie   naszą 
najwytrwalszą   i   najbardziej   wybuchową 
pacjentką   w   czasie   tej   podróży.   Musisz 
trzymać moją stronę.

Isabel poszła do gabinetu doktora, gdzie 

ten   wręczył   jej   znajomą   buteleczkę.   Jej 
zawartość   stanowiły   tabletki   będące 
znakomitym   środkiem   przeciw   chorobie 
morskiej.   Doktor   spojrzał   na   Isabel 
łagodnie.

–   Lady   Winnisford   cierpi   na   poważną 

dolegliwość.

Miłosna   terapia  Nie   mogę   podać 

dokładnej daty wyzdrowienia, lecz będzie 
cierpieć wystarczająco długo, by wycisnąć 
morze   łez   z   oczu   swoich   przyjaciółek   – 
jeżeli takowe ma – dodał. Upewnij się, że 
na etykietce nie ma ani słowa o chorobie 

background image

morskiej czy innych tego typu bzdurach.

Lady   Winnisford   nie   dolegało   nic 

poważnego,   jak   stwierdziła   Isabel 
wchodząc   do   jej   apartamentu.   Starsza 
kobieta siedziała na łóżku i wyglądało na 
to, że jest bardziej poirytowana niż chora. 
Vidal   zajmował   krzesło   przy   bulaju 
wychodzącym na pokład.

– Sporo czasu zajęło pani dotarcie tutaj! 

– zaskrzeczała kobieta.

Mimo   tego   jak   potraktowali   ją 

Winnisfordowie Isabel nie straciła zupełnie 
dobrego humoru.

–   Miałam   jeszcze   innych   pacjentów, 

którymi musiałam się zająć – skłamała. – 
Przyjście do gabinetu i wzięcie buteleczki 
zabrałoby   panu   Winnisfordowi   dwie 
minuty. Dawkowanie jest na etykiecie.

– Mój syn nie jest służącym! – starsza 

kobieta niemalże wykrzyknęła słysząc taką 
propozycję–   Ani   ja,   Lady   Winnisford   – 
odcięła się Isabel.

background image

– Kapitan usłyszy o tym zachowaniu – 

obiecała, z trudem łapiąc oddech.

–   Pani   syn   zagroził   mi   tym   samym 

dziesięć   minut   temu,   Lady   Winnisford, 
kiedy odmówiłam zabawiania go w mojej 
kajucie. Wątpię, czy kapitan obwini mnie 
o cokolwiek w obu tych przypadkach. A 
tymczasem, czy byłby pan tak uprzejmy, 
panie Winnisford i podał matce szklankę 
wody? Ja dopilnuję, żeby zażyła lekarstwo, 
które   zapisał   doktor   Forbes.   Zaoszczędzi 
nam to wszystkim mnóstwo kłopotu, kiedy 
wypłyniemy na pełne morze. Kanał jest o 
tej porze dosyć niespokojny.

Isabel zniosła incydent z Winnisfordami 

z  godnością,   kiedy   jednak   wróciła   do 
kabiny,   cała   się   trzęsła.   Zrzuciła   buty, 
zdjęła czepek i padła na łóżko, czując się 
zbyt słabo, by myśleć nawet o utrzymaniu 
się na krześle.

Dlaczego zdecydowała się na tę pracę? 

Czyżby   miało   się   okazać,   że   spadła   z 

background image

deszczu pod rynnę?

„Nie użalaj się nad sobą", zrugała się.
Nie może być nic gorszego na ziemi niż 

nieszczęście,   jakie   spotkało   ją   w   jej 
rodzinnym   mieście   i   szpitalu,   w   którym 
pracowała.

Odwróciła się na brzuch. Jej serce nadal 

wypełniał ból wspomnień jedynej w życiu 
miłości, która skończyła się tak tragicznie.

Jimmy Pendleton prowadził samochód z 

taką  furią, że  nie  mogło  się  to skończyć 
inaczej. Był na nią wściekły od momentu, 
kiedy   zabrał   ją   spod   szpitala   w   owo 
piątkowe   popołudnie.   Zdecydowanie 
odmówiła   pojechania   z   nim   na   imprezę 
poza   miasto,   bo   oznaczałoby   to,   że   nie 
wróci   do   domu   przed   drugą   –   trzecią   w 
nocy, a była na dyżurze od ósmej rano.

–   Dlaczego   nie   dasz   sobie   w   końcu 

spokoju   z   tym   pielęgniarstwem   i   nie 
znajdziesz   jakiejś   porządnej   roboty   –   od 
ósmej   od   czwartej   –   z   wolnymi 

background image

weekendami? – spytał z miejsca Jimmy.

– Bo jestem pielęgniarką – odcięła się.
Ciągłe   kłótnie   o   jej   poświęcanie   się 

zawodowi   nie   przysłużyły   się 
podtrzymaniu   romansu,   który   tak 
cudownie   się   zaczął.   Jimmy   okazał   się 
człowiekiem żyjącym pełnią życia, zawsze 
otoczonym   mnóstwem   przyjaciół.   Isabel 
zdała   sobie   sprawę,   że   to   musi   się 
skończyć. Z pewnością czekało już spore 
grono młodych kobiet gotowych zająć jej 
miejsce.

Gdy uporczywie odmawiała pojechania 

z   nim   na   tę   imprezę,   układała   w   głowie 
słowa,   jakimi   powinna   skończyć   ich 
związek.   Będąc   zajęta   myślami   nie 
dostrzegła,   że   Jimmy   jedzie   szybciej   niż 
zwykle.   Nie   zwróciła   też   uwagi,   dokąd 
jadą.   Aż   do   momentu   gdy   samochód 
podskoczył tak gwałtownie, że o mało nie 
rozkwasiła sobie nosa o szybę. Spojrzała 
na   Jimmy’ego.   Siedział   wściekły 

background image

zaciskając   mocno   ręce   na   kierownicy, 
wpatrzony   przed   siebie.   Rozejrzała   się 
wokół i ujrzała, że jadą z dziką prędkością 
po   wąskiej   wiejskiej   drodze.   Wysokie 
drzewa   rosnące   na   poboczach   zasłaniały 
widok, z trudnością dostrzegała migające 
szybko farmy.

– Zwolnij! – krzyknęła.
Jego   jedyną   reakcją   była   jeszcze 

większa nonszalancja. O milimetry minął 
wyjeżdżający z farmy traktor, o mały włos 
nie wjechał do przydrożnego rowu i zmusił 
jakąś kobietę, która stała przy drodze, by 
odskoczyła i upadła w błoto.

– Błagam! – wrzasnęła na niego Isabel.
Położyła   mu   delikatnie   rękę   na 

ramieniu,   lecz   to   tylko   go   zmroziło. 
Wstrząsnął   ciałem,   by   strącić   jej   rękę, 
nieopatrznie   ruszył   przy   tym   kierownicą. 
Isabel wiedziała, że oznacza to katastrofę, 
której nie była w stanie zapobiec.

Uderzyli   w   barierkę   –   na   moście, 

background image

złamali   ją,   samochód   przeleciał   parę 
metrów   w   powietrzu   i   spadł   do 
wyschniętego   koryta   rzeki.   Jimmy   nie 
zapiął   wcześniej   pasów   i   potężna   siła 
wyrzuciła go przez przednie okno. Nie żył 
już,   kiedy   zjawił   się   ambulans.   Isabel 
wyszła   z   tego   wypadku   obronną   ręką, 
miała na ciele zaledwie parę siniaków, lecz 
szoku, który przeżyła, nie da się opisać.

Leżała   jeszcze   w   szpitalu,   kiedy 

dowiedziała   się,   że   niektórzy   ludzie 
właśnie ją obwiniają za tę tragedię. Siostra 
Jimmy’ego   stwierdziła,   że   to   Isabel 
musiała namówić go do takiej szaleńczej 
jazdy – lub przynajmniej nie zrobiła nic, 
by   go   powstrzymać.   Na   nic   zdały   się 
zaprzeczenia, pogłębiły tylko powszechne 
potępienie.

Rodzina Jimmy’ego zemściła się na niej 

rozpuszczając w sąsiedztwie ohydne plotki 
na   jej   temat.   Isabel   zrozumiała,   że   miną 
miesiące,   zanim   sytuacja   powróci   do 

background image

normy.   Złożyła   wymówienie   w   pracy   i 
niemalże uciekła z miasta.

Udała   się   do   San   Francisco   i   złożyła 

papiery   w   agencji,   zajmującej   się 
wyszukiwaniem   pracy   dla   pielęgniarek. 
Chciała dostać coś jak najdalej od starych 
śmieci.   Tam   właśnie   znalazła   ofertę   z 
„Venutusa".

Siostra Bainey była bardzo zajęta przez 

cały   czas,   kiedy   liniowiec   przemierzał 
niespokojne   wody   kanału   La   Manche,   a 
potem   wpłynął   w   sztormy   panujące   w 
Zatoce Biskajskiej. Nikt nie był poważnie 
chory, lecz musiały minąć trzy dni, kiedy 
to   na   horyzoncie   pojawiło   się   wybrzeże 
Portugalii, by jadalnia zaczęła się powoli 
wypełniać w czasie posiłków.

Statek  zatrzymał   się  na  jeden  dzień w 

Gibraltarze,   po   czym   ruszył   wzdłuż 
wybrzeża   Hiszpanii   do   Barcelony. 
Nareszcie   byli   na   Morzu   Śródziemnym, 
fale   uspokoiły   się,   mieli   przed   sobą 

background image

słoneczne   dni   i   spokojne,   rozgwieżdżone 
noce.   Okrętowy   basen   zapełnił   się 
pasażerami, co noc urządzano tańce, w sali 
gimnastycznej   entuzjaści   ćwiczeń 
fizycznych prężyli muskuły, a pokłady po 
zmierzchu   zapełniały   się   parami 
romansujących młodych ludzi.

Nadszedł   nareszcie   czas,   kiedy   Isabel 

mogła   nieco   odpocząć.   Nie   było   mile 
widziane, by opalała się na pokładzie wraz 
z   pasażerami,   lecz   Isabel   odkryła,   że   o 
pewnych   porach   pokład   wyludnia   się 
całkowicie,   gdy   w   jadalni   czy   barze 
oferowano większe atrakcje. Korzystała z 
tych   godzin   razem   z   innymi   członkami 
załogi.

Poznała   się   z   wieloma   osobami,   a 

szczególnie   zaprzyjaźniła   się   z   Lesleyem 
Howardem, drugim oficerem. Cień śmierci 
Jimmy’ego   Pendletona   zaczął   blednąc   w 
pamięci Isabel. Czuła się coraz lepiej i ten 
rejs   sprawiał   jej   dużą   radość.   Cóż   to   za 

background image

wspaniałe   uczucie,   być   członkiem   załogi 
potężnego   statku   prującego   błękitne   fale 
Morze Śródziemnego.

Życie   nie   mogłoby   być   piękniejsze, 

gdyby nie Vidal Winnisford. Nie dawał jej 
spokoju.   Gardził   przyjętymi   zasadami, 
które nakazywały pasażerom trzymać się z 
dala   od   załogi.   Lekceważył   ciągłe 
przypomnienia   Isabel,   która   starała   się 
uświadomić mu ten fakt. Wprawiało ją to 
w   zakłopotanie   i   mogło   powodować 
niezadowolenie zwierzchników.

Jej   oburzenie   sięgnęło   zenitu   pewnej 

nocy, kiedy Vidal znalazł ją siedzącą tuż 
przy   szalupie   ratunkowej   razem   z 
Lesleyem   Howardem.   Vidal   nie   wycofał 
się,   co   gorsza   usiadł   obok   niej   i   wsunął 
rękę tak, że objął Isabel w talii.

– Czy nie powinien pan być w tej chwili 

na wachcie? – spytał Lesleya takim tonem, 
jakby go odprawiał.

Isabel starała się uwolnić z jego uścisku, 

background image

Lesley nie mógł wdać się w sprzeczkę z 
pasażerem.   Miał   przed   sobą   błyskotliwą 
karierę – jeżeli nie będzie szukał kłopotów. 
A   skargi   wpływowych   pasażerów   mogły 
oznaczać tylko kłopoty.

– Siostra Bainey już wkrótce wróci do 

swoich   obowiązków   –   odpowiedział 
wymijająco.

– Proszę iść i przekazać doktorowi, żeby 

sam zajął się swoimi sprawami – rozkazał 
poirytowany Vidal.

–   Myślę,   że   najlepiej   będzie,   gdy   pan 

sam   mu   to   powie,   panie   Winnisford   – 
odpowiedział grzecznie Lesley.

– Zobaczymy się jutro, Lesley – wtrąciła 

się Isabel, zdecydowana nie mieszać go w 
te   sprawy.   Starała   się   wstać,   mimo,   że 
Vidal nie chciał jej puścić. – Zaraz schodzę 
do gabinetu. Dobranoc.

Lesley   wstał,   zasalutował,   lecz   Isabel 

widziała,   że   walczy   z   sobą   starając   się 
utrzymać nerwy na wodzy.

background image

–   Dobranoc,   Isabel.   Gdzieś   w   pobliżu 

kręci   się   strażnik,   gdybyś   czegoś 
potrzebowała – powiedział i nie zwracając 
uwagi   na   Vidala   Winnisforda  obrócił  się 
na pięcie i odmaszerował w mroczną noc.

–   Impertynencki   dupek!   –   stwierdził 

wściekle Vidal. – Mam...

– To ty zachowujesz się impertynencko 

– ucięła Isabel. – Lesley jest doskonałym i 
doświadczonym   oficerem.   Kimże   ty 
jesteś?   Zepsutym   maminsynkiem 
niezdolnym dowodzić nawet tratwą!

Nadal nie chciał jej puścić.
– Dlaczego nie znajdziesz sobie jakiejś 

przyjaciółki wśród pasażerek? – spytała.

–   Bo   tak   się   stało,   że   to   ty   jesteś 

najładniejszą kobietą na statku, Isabel. – A 
ja   nie   zadowalam   się   byle   czym.   Może 
zdecydujesz   się   zostać   moją   przyjaciółką 
na czas tej podróży?

Zaśmiała mu  się w twarz i wyrwała z 

uścisku. Starał się ją znów pochwycić, lecz 

background image

wysunęła się z cienia, jaki rzucała szalupa.

– No, spróbuj – ostrzegła go szybko. – A 

zawołam strażnika.

Cofnął się przezornie.
– Nie uda ci się mnie zbyć, Isabel. Mam 

wpływy, wiesz przecież.

Odwróciła się i odeszła.
Następnego ranka doktor Forbes wezwał 

Isabel do gabinetu. Na jego twarzy błąkał 
się skwaszony uśmiech.

–   Masz   się   zgłosić   do   kapitana   – 

powiedział.   –   Myślę,   że   wdepnęłaś   w 
kłopoty – dodał z nutką sympatii.

– Co ja takiego zrobiłam?  – spytała  z 

obawą. Na  pewno  nie  zaniedbała  swoich 
obowiązków.   Doktorek   Arno   sam   by   jej 
wcześniej   o   tym   powiedział,   była   tego 
pewna. – Czyżby chodziło o jakieś skargi 
ze strony pasażerów?

– Nie wiem,  Isabel – lecz kapitan był 

dosyć groźny przez telefon. Czy naraziłaś 
się któremuś z nich?

background image

–   Prawdopodobnie   –   westchnęła.   – 

Wczoraj   w   nocy   powiedziałam   Vidalowi 
Winnisfordowi,   co   o   nim   myślę.   – 
uśmiechnęła   się   gorzko.   –   Lecz   musiał 
mieć   tupet,   jeśli   powiedział   o   tym 
kapitanowi. Przecież to on mnie nachodził.

– Cóż, powodzenia, Isabel. Nie pozwól 

staruszkowi   czekać.   Ma   na   głowie 
znacznie poważniejsze rzeczy niż ruganie 
okrętowej pielęgniarki.

Kapitan   Lawrence   był   bardzo 

uprzejmym   człowiekiem:   wyrozumiałym, 
lecz   doceniającym   wartość   życzliwości 
swoich   pasażerów.   Wiele   znakomicie 
prowadzonych   statków   i   ich   kapitanów 
ucierpiało   już   od   zjadliwych   języków   i 
pomówień. Armatorzy robili pieniądze na 
szczęśliwych i zadowolonych pasażerach. 
Zażalenia i skargi oznaczały puste koje na 
następnych   rejsach,   a   co   za   tym   idzie, 
puste portfele.

Właśnie to kapitan Lawrence powiedział 

background image

Isabel, kiedy stanęła przed jego biurkiem.

–   Najmniejsze   uchybienie   może 

spowodować   poważne   skargi   na   statek   i 
całą załogę, siostro Bainey – stwierdził. – 
Zwłaszcza   gdy   chodzi   o   wpływowych 
pasażerów.   Mają   ciekawy   zwyczaj 
rozgłaszania   swoich   żalów   z   prędkością 
światła.   Kapitanom   statków   rzadko   daje 
się   możliwość   odpowiedzenia   na   te 
zarzuty.

Wstał, obszedł biurko i oparł się o blat 

patrząc Isabel prosto w oczy. Jego twarz 
pozostała poważna, lecz Isabel wydawało 
się,   że   w   kąciku   ust   kapitana   czaiły   się 
iskierki   uśmiechu,   kiedy   ciągnął   swą 
przemowę.

– Lady Winnisford skarżyła mi się, że 

napastuje   pani   jej   syna,   że   jest   pani 
impertynencka... – zdziwiony uniósł brwi.

–   Sir,   to   nieprawda,   że   w   jakikolwiek 

sposób   narzucałam   się   panu 
Winnisfordowi.   Prawda   wygląda   tak,   że 

background image

właśnie   on   nie   daje   mi   spokoju   mimo 
moich   ciągłych   odmów.   Drugi   oficer 
widział wczoraj w nocy...

Kapitan   podniósł   dłoń   nakazując   jej 

milczenie.

–   Jestem   doskonale   poinformowany   o 

tym,   co   dzieje   się   na   pokładzie   mojego 
statku,   młoda   damo.   Jak   również   o 
plotkach,   jakie   krążą   wśród   pasażerów. 
Mówi się na przykład, że nie ustaje pani w 
wysiłkach, by uwieść pana Winnisforda.

–   To   nieprawda!   –   zawołała 

rozgoryczona.

Uśmiechnął się.
– Zdaję sobie z tego sprawę. Sęk w tym, 

że   Lady   Winnisford   uważa,   iż   jej   syn 
powinien   utrzymać   pozycję   towarzyską   i 
poślubić   jakąś   majętną   i   utytułowaną 
pannę. Taką na przykład jak panna Lorna 
Stanard.

Isabel   nie   mogła   powstrzymać 

uśmiechu. Znała z widzenia Lornę Stanard 

background image

i   jej   matkę,   nie   miała   jednak   okazji 
rozmawiać   z   nimi.   Lorna   była   naprawdę 
uroczą   dziewczyną   w   wieku   około 
dwudziestu lat. Miała czarne włosy i oczy, 
i śniadą, latynoską cerę.

– To dlaczego się nią nie zainteresuje? – 

zapytała z rozdrażnieniem.

– Być może panna Stanard zdaje sobie 

sprawę, że pan Winnisford nie odziedziczy 
tytułu   para.   Jest   jednak   bardziej 
prawdopodobne, że nie życzy sobie mieć 
takiej teściowej jak Lady Winnisford, ani 
nie ma ochoty być żoną jej syna.

Kapitan wstał i popatrzył na nią surowo.
–   Obawiam   się   jednak,   że   to   co 

powiedziałem,   nie   jest   dostatecznym 
usprawiedliwieniem   skargi,   jaką   Lady 
Winnisford   złożyła   na   panią,   siostro 
Bainey.

background image

Rozdział 3

–   Ile   ma   pani   lat?   –   zapytał   kapitan 

Lawrence kiwając ze współczuciem głową.

– Dwadzieścia cztery, sir.
–   Mmm   –   westchnął   i   rozłożył 

zrezygnowany ręce.

–   Młoda   i   piękna.   Może   się   to   pani 

podobać lub nie, ale z pewnością złamie 
pani   jeszcze   serce   niejednemu   młodemu 
mężczyźnie. W obecnych okolicznościach, 
na   statku   wycieczkowym,   coś   takiego 
niechybnie zwiastuje kłopoty.

Ponownie potrząsną? głową.
– Musi pani zrozumieć, że nawet ja nie 

jestem   w   stanie   obronić   pani   przed 
zapędami   niektórych   pasażerów.   Co 
więcej,   w   przypadku   jakichś   skarg   będę 
musiał stanąć po ich stronie – oczywiście o 
ile   sprawa   nie   przekroczy   pewnych 
dopuszczalnych   granic.   Niestety, 

background image

wycieczkowe romanse nie zaliczają się do 
tej kategorii.

Ostrzeżenie było jasne. Kapitan nie miał 

już więcej nic do dodania. Isabel wyszła z 
kajuty   kierując   się   ku   pokładowi 
spacerowemu. Miała nadzieję, że w izbie 
chorych   znajdzie   doktora   Arno   i   będzie 
mogła   podzielić   się   z   nim   tym,   co   ją 
spotkało.   Mogła   liczyć   na   jego 
współczucie, nie żywiła jednak nadziei, że 
może jej pomóc w jakiś inny sposób.

Zatopiona   w   myślach   nie   zauważyła, 

kiedy   wpadła   na   wysokiego,   dobrze 
zbudowanego   mężczyznę.   Siła   uderzenia 
pozbawiła   ją   niemal   oddechu,   próbowała 
się   więc   jak   najszybciej   odsunąć. 
Mężczyzna chwycił ją za ramię i trzymał 
mocno.   Przez   chwilę   Isabel   poczuła   się 
dziwnie bezpieczna. Podniosła głowę, aby 
zobaczyć   twarz   górującego   nad   nią 
nieznajomego.

–   Bardzo   pana   przepraszam   – 

background image

powiedziała   zdając   sobie   sprawę,   że   jej 
oczy   rozszerzają   się   z   zaskoczenia.   Nie 
znała tego mężczyzny, nie widziała go ani 
razu   w   trakcie   podróży.   Miał   szerokie 
ramiona i szczupłe, atletycznie zbudowane 
ciało. Jego twarz nie była zbyt piękna, ale 
rysy znamionowały silny charakter. Jak się 
domyślała,   nie   mógł   mieć   więcej   niż 
trzydzieści dwa lata, mimo że jego włosy, 
czarne   i   starannie   przycięte,   były   na 
skroniach nieco przyprószone siwizną.

–  Nie  ma   za  co,  siostro  –  zaśmiał   się 

naturalnie.   –   Cała   przyjemność   po   mojej 
stronie.

Uśmiechnęła   się   z   wdzięcznością   za 

odroczenie   kary.   Lecz   ulga   była 
przedwczesna.

–   Powinna   się   trzymać   z   dala   od 

pokładów. Są one w końcu zarezerwowane 
dla pasażerów.

Głos,   należący   bez   wątpienia   do   Lady 

Winnisford, doszedł Isabel ze stojących w 

background image

pobliżu   krzeseł.   Jedno   spojrzenie 
wystarczyło,   by   stwierdzić,   że   uwaga   ta 
adresowana była do kobiety siedzącej obok 
Lady   Winnisford,   lecz   sposób,   w   jaki 
została   wypowiedziana,   świadczył,   że 
miała   ona   dojść   do   uszu   pasażera,   z 
którym Isabel się zderzyła.

Skłoniła nisko głowę.
–   Bardzo   przepraszam,   sir.   Proszę   mi 

wybaczyć.

–   Chwileczkę,   siostro.   To   dosyć 

interesujący pogląd. – Jego głos był jasny i 
głośny, niósł się daleko po pokładzie.

Głowy   uniosły   się   do   góry,   rozmowy 

zamarły.

Isabel   rozpaczliwie   pragnęła   uciec   z 

miejsca,

 

gdzie

 

za

 

chwilę 

najprawdopodobniej dojdzie do kłótni, lecz 
coś   ją   powstrzymało.   Spojrzała   na 
mężczyznę, nagle  zdała  sobie  sprawę, że 
jeden   rękaw   jego   niebieskiego   blezera 
tkwił w kieszeni. Ten człowiek miał tylko 

background image

prawą rękę.

– Lady Winnisford, prawda? – zwrócił 

się  do narzekającej  kobiety. – Proszę mi 
powiedzieć, dlaczego siostra nie powinna 
przebywać   na   pokładzie?   Czy   w   jakiś 
sposób obraziła panią?

Zaśmiała się sztucznie.
– Wydaje mi się, że nawet kapitan tego 

statku uważa się za służącego wobec tego, 
kto go zatrudnia – ciągnął. – Bez wątpienia 
Lord   Winnisford   uważa   się   za   służącego 
wobec   tych,   którzy   wyznaczyli   go   na 
stanowisko   ministra   do   spraw 
rekultywacji.   W   rzeczy   samej,   wszyscy 
jesteśmy   w   jakimś   sensie   czyimiś 
służącymi. Niektórzy, oczywiście, są lepiej 
wyszkoleni niż inni. Ta pielęgniarka, którą 
wyrzuciłaby   pani   z   pokładu,   jest 
prawdopodobnie   o   wiele   lepiej 
wyszkolona niż większość z nas.

Przez zebranych na pokładzie pasażerów 

przeszedł   pomruk.   Isabel   nie   mogła 

background image

stwierdzić,   czy   była   w   nim   dezaprobata 
wobec niej, czy starszej kobiety.

–   Zgłoszę   kapitanowi   pańską 

gburowatość!   –   zapiszczała   Lady 
Winnisford.

– Proszę to zrobić, Lady Winnisford – 

odparł pogodnie. – I proszę nie zapomnieć 
dodać do tego opinii znacznej większości 
pani przyjaciół na tym statku.

Odprowadził Isabel do windy i nacisnął 

guzik.   Uśmiechał   się   do   niej,   kiedy   stali 
tak, oczekując na przybycie windy.

–   Cóż   takiego   uczyniła   pani   tej 

kobiecie? – spytał. – Widać, że chciałaby 
panią udusić gołymi rękoma.

Isabel odrzuciła spadające na skroń loki.
–   Zgłosiła   kapitanowi,   że   uwodzę   jej 

syna.   –   Czuła   się   dziwnie   odprężona   w 
jego towarzystwie. Pozwoliła sobie nawet 
na   uśmiech.   –   Mówiąc   szczerze, 
wczorajszej   nocy   rzeczywiście   byłam 
nieuprzejma   wobec   pana   Winnisforda. 

background image

Powiedziałam mu, żeby mnie zostawił w 
spokoju   i   zagroziłam,   że   zawołam 
strażnika, jeżeli tego nie zrobi – zaśmiała 
się.   –   Nie   sądzę,   żeby   właśnie   o   tym 
doniósł kapitanowi! To z pewnością jego 
matka nakłoniła go do wniesienia skargi. 
Obawia   się,   że   zagnę   parol   na   jej 
ukochanego   synka   i   w   ten   sposób 
uniemożliwię   mu   znalezienie   sobie 
odpowiedniejszej   panny   młodej!   – 
zaśmiała się ponownie. – Niepotrzebnie się 
mnie   boi.   Nie   mam   żadnych   zamiarów 
wobec   Vidala   Winnisforda   –   przyznała 
stanowczo.

–   Zdarzyło   mi   się   raz   rozmawiać   z 

panem Winnisfordem i nie mam żadnych 
wątpliwości,   że   tak   jest   naprawdę.   – 
Wysoki   nieznajomy   zawtórował   jej 
śmiechem.   Uniósł   w   zdumieniu   brwi.   – 
Sądząc   po   akcencie   pochodzi   pani   ze 
Stanów.

– Tak – przytaknęła. – Z Kalifornii. To 

background image

mój pierwszy rejs.

–   Witamy   na   pokładzie   –   uśmiechnął 

się. – Skoro nie jestem pani pacjentem, czy 
muszę   panią   nazywać   „siostrą"?   Czy   też 
zostanę potraktowany w ten sam sposób co 
Vidal Winnisford?

– Isabel Bainey – przedstawiła się, kiedy 

wsiadali do windy.

–   Rodney   Levaughan.   Dla   przyjaciół 

Rod.

–   Nie   widziałam   pana   na   pokładzie, 

odkąd   wypłynęliśmy   z   Southampton   – 
zauważyła.   –   Musiał   się   pan   pewnie 
ukrywać przed ludźmi.

– W rzeczy samej – przyznał. – Byłem 

zajęty,   nazwijmy   to,   „roztrząsaniem 
duchowych problemów". Lecz teraz, kiedy 
spotkałem   ciebie,   może   wyjdę   ze   swojej 
skorupy.

– Nie wolno mi zbytnio spoufalać się z 

pasażerami – ostrzegła go z żalem.

–   Nawet   w   czasie   wolnym   od 

background image

obowiązków?

– Tylko wyjątkowo – poprawiła się.
Zaśmiał się.
–   Uważając,   by   swoją   osobą   nie 

odciągnąć uwagi kawalerów do wzięcia od 
młodych – i nie tylko młodych – panien na 
wydaniu. Staroświecki pomysł, Isabel.

–   Nie   na   tak   luksusowym   statku   jak 

„Venutus" – sprzeciwiła się.

Zjechali na pokład C.
–   Bardzo   mi   przykro,   że   na   pana 

wpadłam,   panie   Levaughan.   A   jeszcze 
bardziej mi przykro – dodała uśmiechając 
się lekko – że wciągnęłam pana w swoje 
utarczki z Lady Winnisford.

–   Obie   te   rzeczy   wspominam   z 

przyjemnością – odwzajemnił jej uśmiech.

Kiedy   wróciła   do   izby   przyjęć, 

stwierdziła, że doktor Forbes wciąż siedzi 
w  swoim  gabinecie, wyraźnie  nie  mogąc 
się   doczekać   na   relację   ze   spotkania   z 
kapitanem.

background image

– Długo cię nie było, siostro – powitał ją 

wstając z krzesła. W ręku trzymał cybuch 
fajki.   –   Wypatruję   oczy   przez   bulaj, 
oczekując,   że   lada   chwila   zobaczę,   jak 
dyndasz na linie.

–   Powiedziano   mi,   że   muszę   robić 

wszystko co w mojej mocy, by nie dawać 
pasażerom powodów  do skarg. – Opadła 
zmęczona na krzesło. – Kapitan uwierzył 
w   moją   wersję   wydarzeń,   tak   mi   się   w 
każdym   razie   wydaje   –   lecz   stwierdził 
jasno,   że   jeżeli   dojdzie   do   czegoś 
poważniejszego, będzie musiał oprzeć się 
na słowie pasażerów.

–   Inaczej   mówiąc:   nie   wyściubiaj   na 

zewnątrz swojej ładnej buzi! – uśmiechnął 
się ciepło. Spojrzał jej prosto w oczy. – I 
takie   stwierdzenie   zajęło   kapitanowi 
prawie   godzinę   jego   jakżeż   cennego 
czasu? – spytał sarkastycznie.

–   Prawdę   mówiąc,   kiedy   wracałam, 

wpadłam   na   jednego   z   pasażerów   na 

background image

promenadzie. Pana Rodneya Levaughana. 
Co   więcej,  w   tym   samym  czasie  jeszcze 
bardziej podpadłam Lady Winnisford. Pan 
Levaughan   stanął   w   mojej   obronie.   Ujął 
się   za   mną   w   obecności   dużej   grupy 
pasażerów.   Wydaje   mi   się,   że   przekonał 
ich, że to ja miałam rację. Mam nadzieję, 
że   tak   się   stało,   gdyż   Lady   Winnisford 
zagroziła,   że   pójdzie   na   skargę   do 
kapitana, tym razem na nas oboje.

Wzięła z biurka doktora listę pasażerów 

i   zaczęła   ją   kartkować,   aż   w   końcu 
znalazła to, czego chciała.

–   Levaughan,   pilot   RAF   w   stanie 

spoczynku,   porucznik,   KL.   Dowódca 
dywizjonu   –   przeczytała   na   głos.   – 
Rozumiem,   że   dowodził   dywizjonem   w 
Królewskich Silach Powietrznych. Ale co 
znaczy to KL?

–   Krzyż   Lotniczy.   Odznaczony   za 

odwagę w czasie pokoju – wyjaśnił doktor 
Forbes.

background image

–   Rzeczywiście,   doktorku.   Nie   ma 

jednego ramienia i odniosłam wrażenie, że 
stracił je stosunkowo niedawno.

–   Może   z   tego   właśnie   powodu 

przeszedł w stan spoczynku. Niezdolny do 
służby. Czy to młody człowiek?

–   Około   trzydziestki   –   strzeliła,   kiedy 

doktor   zaczął   przeglądać   jego   kartę 
choroby.

– Nie ma  tu żadnej wzmianki od jego 

lekarza   ani   ze   szpital   RAF-u.   A   nie 
zgłoszono   mi,   by   potrzebował   opieki 
lekarskiej czy przynajmniej kontroli. Jakie 
wywarł na tobie wrażenie?

–   Och,   jest   bardzo   atrakcyjny.   Młody, 

energiczny,   wciąż   uśmiechnięty, 
przyzwyczajony   do   rozkazywania 
ludziom. Lecz jest w nim coś smutnego; 
wyglądał na rozczarowanego i samotnego. 
Bardzo mi go żal.

Doktorek   Arno   uderzył   zaciśniętą 

pięścią o blat biurka.

background image

–   Prosiłem   cię   o   opinię   jako 

pielęgniarkę,   a   nie   o   bajdurzenie 
zakochanej dziewczynki!

Isabel   oblała   się   rumieńcem,   lecz   nie 

wzięła doktorowi za złe tego ataku.

– Proszę się nie wygłupiać, doktorku – 

zaprotestowała   słabo.   –   Przecież   on   na 
pewno   jest   żonaty.   Żaden   mężczyzna   z 
jego   wyglądem   i   charakterem   nie 
uchowałby się tak długo...

–   Bez   wplątania   się   w   sidła   jakiejś 

chytrej niewiasty?

– Tego nie powiedziałam!
Zastanawiała   się   nad   tym   problemem, 

kiedy   doktor   Arno   porzucił   papierkową 
robotę i zaczął ubijać tytoń w fajce.

– Lecz jeśli jest żonaty, to dlaczego jego 

żona nie towarzyszy mu w podróży i nie 
opiekuje się nim?

Doktor parsknął kpiąco.
–   Dlaczego   nie   pilnuje   pani   swoich 

własnych   interesów,   siostro   Bainey?   – 

background image

Zgarnął leżące przed nim papiery i rzucił 
w jej stronę. – Proszę, weź je ode mnie i 
zrób coś z nimi. Mam ważniejsze rzeczy 
na   głowie   niż   siedzenie   tutaj   i 
wysłuchiwanie   twoich   planów   założenia 
biura matrymonialnego.

Isabel   zrozumiała,   że   doktor   chce,   by 

opuściła   gabinet.   Nie   po   raz   pierwszy 
stanowczo   wypraszał   ją   od   siebie. 
Spojrzała   na   niego   smutno   i   wstała. 
Wiedziała,   że   za   chwilę   doktor   dostanie 
ataku przeszywającego bólu, że w kieszeni 
fartucha   trzyma   małą   buteleczkę. 
Wiedziała   również,   że   nie   będzie   z   nią 
rozmawiał   na   ten   temat   –   oznaczało   to 
bowiem   rozmowę   o   czymś,   o   czym 
rozmawiać nie chciał – zresztą było już za 
późno na dyskusje.

„Venutus"   rzucił   kotwicę   w   zatoce   u 

wrót   Barcelony.   Isabel   obudziła   się   o 
świcie.   Spojrzała   przez   bulaj   na   wysoki 
pomnik Krzysztofa Kolumba, wyglądający 

background image

z daleka jak sterczący palec.

Umyła się, ubrała fartuch i pośpieszyła 

do   izby   przyjęć.   Czekało   na   nią   dwóch 
pacjentów   z   otarciami   i   poparzeniami: 
marynarze, którzy wczoraj znaleźli się zbyt 
blisko   ciężkich   lin   okrętowych.   Liny 
naprężyły się, oplotły ich i pociągnęły parę 
metrów   po   pokładzie.   Po   wczorajszych 
zastrzykach   leżeli   uśpieni   na   łóżkach. 
Spojrzała   na   nich   z   ulgą,   bandaże   były 
czyste,   a   sanitariusz   pełniący   służbę 
powiedział, że przez całą noc spali bardzo 
spokojnie.   Doktor   Forbes   miał   do   nich 
zaglądnąć   o   ósmej,   by   ich   ponownie 
przebadać.   Isabel   zdecydowała   więc,   że 
najpierw zje śniadanie.

Mimo   tak   wczesnej   pory   wielu 

pasażerów było już w jadalni, chcieli oni 
dostać   się   na   pierwszą   łódź   odpływającą 
do   brzegu.   „Venutus"   miał   pozostać   w 
zatoce aż do następnego ranka.

Isabel   była   jedyną   osobą   spośród 

background image

członków załogi. Pozostali oficerowie albo 
spali, albo pełnili obowiązki – czuwali na 
swoich   codziennych   stanowiskach   bądź 
przygotowywali   trap   i   szalupy   do 
spuszczenia na wodę.

Vidal Winnisford przysiadł się do niej, 

kiedy,   nalewała   sobie   kawy.   Nie   zrobiła 
nic, by ukryć swoje zdenerwowanie.

–   Wybierzmy   się   pierwszą   łódką   do 

miasta,   Isabel.   Weźmiemy   taksówkę   i 
pokażę   ci   Ramblas,   jeden   z 
najpiękniejszych   bulwarów   w   Europie. 
Pośpieszmy się, zanim moja matka wstanie 
– zagadnął entuzjastycznie.

– Nie bądź głupi, Vidal. I tak nie uda ci 

się   oszukać   swojej   matki.   Kiedy   tylko 
dowie   się,   że   popłynąłeś   na   brzeg, 
natychmiast   rozpocznie   śledztwo   –   i   po 
sprawie. Poza tym, i tak nie chcę płynąć z 
tobą   na   brzeg.   Wiesz   dobrze,   że   ze 
względu   na   kapitana   i   twoją   matkę   nie 
mogę zabierać ci czasu.

background image

– Niech cię o to głowa nie boli. Minęła 

właśnie   siódma.   Jeżeli   urwiemy   się   stąd 
teraz,   nikt   nie   będzie   miał   o   niczym 
pojęcia – nalegał.

– Z wyjątkiem wszystkich tych, którzy 

popłyną łódką – przypomniała mu.

Vidal zdawał się przygnębiony, lecz nie 

dano   mu   cienia   szansy,   by   mógł   dalej 
namawiać   Isabel.   Lesley   Howard,   drugi 
oficer, wszedł do jadalni i stanął przy nich.

– Bardzo mi przykro, sir. Ten stolik jest 

zarezerwowany wyłącznie dla załogi.

– Rozmawiam z  siostrą  Bainey. Co w 

tym złego?

–   Wydaje   mi   się,   że   najlepiej   będzie, 

jeżeli zwróci się pan z tym pytaniem do 
kapitana – lecz jeśli tak pan zrobi, panie 
Winnisford,   proszę   zaznaczyć,   że   to   nie 
siostra Bainey pana napastowała.

Twarz Vidala ściągnęła się w gniewie. 

Isabel dostrzegła kapitana siedzącego przy 
swoim własnym stoliku po drugiej stronie 

background image

jadalni,   przyglądającego   się   temu 
incydentowi z rosnącą irytacją.

–   Kapitan   właśnie   się   pojawił   – 

ostrzegła   szeptem   Vidala.  –  Odejdź,  nim 
wpędzisz mnie w jeszcze większe kłopoty.

Vidal   rzucił   spojrzenie   w   kierunku 

kapitana, wstał niechętnie od stołu i ruszył 
do wyjścia.

–   Dziękuję   ci,   Lesley   –   powiedziała 

roztrzęsiona Isabel. – Ten człowiek będzie 
mnie   kosztował   sporo   nerwów.   Nie 
dostanę za ten rejs zbyt dobrych referencji. 
A   jeśli   Lady   Winnisford   zdecyduje   się 
zabrać głos w mojej sprawie po powrocie 
do Anglii, to już zupełnie leżę.

background image

Rozdział 4

Isabel towarzyszyła doktorowi w trakcie 

badania   dwóch   marynarzy   w   izbie 
chorych.   Obaj   byli   przytomni.   Forbes   z 
satysfakcją stwierdził, że w ich ciałach nie 
tkwią   żadne   metalowe   wióry   i   opiłki, 
cofnął   się   i   pozwolił   Isabel   zmienić 
bandaże.

– Jakieś wezwania? – spytał.
–   Tylko   trzy,   doktorze   –   odrzekła.   – 

Przejedzenie – postawiła szybką diagnozę. 
– Ma pan listę na biurku.

Przeszli   do   jego   gabinetu.   O   doktorku 

Arno można było powiedzieć wszystko z 
wyjątkiem tego, że wygląda dobrze. Isabel 
wiedziała jednak, że nie powinna zaczynać 
rozmowy na ten temat.

–   Co   byś   powiedziała   na   wypad   na 

brzeg? – spytał zupełnie zaskakując ją tą 
propozycją.

background image

– Z przyjemnością – odparła ochoczo. – 

Ale mamy przecież tych dwóch rannych.

– Czy sądzisz, że mógłbym ich zostawić 

pod   troskliwą   opieką   sanitariuszy?   –   w 
jego   głosie   wyczuła   kpinę.   –   Łódź 
odpływa   o   dziesiątej.   Pozwoli   ci   to 
przebrać   się   przed   podróżą.   Wróć   przed 
północą.

Isabel   szybko   zmieniła   fartuch   na   coś 

odpowiedniejszego.   Zbiegła   na   dolny 
pokład,   a   potem   zeszła   po   trapie   do 
kołyszącej   się   na   falach,   czekającej   na 
pasażerów   łódki.   Rozejrzała   się   dokoła. 
Nie   było   wielu   chętnych,   by   płynąć   do 
Barcelony   o   tej   porze.   Większość   osób 
wybrała się na brzeg dużo wcześniej chcąc 
w pełni skorzystać z całego dnia uciech, z 
jakich słynęło miasto.

Rodney   Levaughan   siedział   na   rufie, 

zbyt zajęty przyglądaniem się samolotom 
odrzutowym   sunącym   szybko   po 
bezchmurnym   niebie,   by   ją   zauważyć. 

background image

Przeszła na rufę i usiadła blisko niego.

– Czy zaspał pan dziś rano i dlatego nie 

zdążył na wcześniejszą łódź? – spytała.

Odwrócił   się   szybko,   gdy   tylko   zdał 

sobie sprawę z jej obecności.

– Nie, niezupełnie – odpowiedział. – Nie 

jestem   obecnie   zwierzęciem   stadnym.   – 
Westchnął. – Ale to przejdzie.

–   Czyżbym   panu   przeszkadzała?   – 

spytała   nieśmiało.   –   Wcale   nie   miałam 
takiego zamiaru.

–   Ależ   nie.   Ty   miałabyś   mi 

przeszkadzać, Isabel?

Rozluźniła   się   i   spojrzała   w   niebo   w 

poszukiwaniu   szybko   znikających 
samolotów.

– Czy latał pan kiedyś na czymś takim?
Kaszlnął.
–   Sprawdzałaś   mnie   na   liście 

pasażerów?

Oblała się rumieńcem.
– Nie chciałam być wścibska.

background image

– Nie – ciągnął – nie latałem. Służyłem 

w RAF-ie jako lekarz, a nie pilot – choć 
uczyłem   się   pilotażu.   –   Poklepał   po 
pustym   rękawie.   –   Odbywałem   lot 
ćwiczebny   na   helikopterze,   kiedy   to   się 
stało.

 

Dostaliśmy

 

wezwanie. 

Potrzebowano doktora na jednej z platform 
wydobywczych na Morzu Północnym.

Przerwał   na   chwilę,   kiedy   pilot   łódki 

odwiązał linę, łączącą ich z „Venutusem" i 
zaczęli pruć spokojne wody zatoki kierując 
się wprost do portu.

–   Proszę   mówić   dalej   –   zachęciła   go 

łagodnie.

Uśmiechnął   się   do   niej   –   Isabel 

wydawało   się,   że   przez   ułamek   sekundy 
dostrzegła w jego wzroku obawę – jakby 
wspomnienia owego wypadu wciąż niosły 
ze sobą poczucie strachu. Jej serce zabiło 
raźniej,   zaczynała   darzyć   tego   człowieka 
coraz   większą   sympatią.   Bardzo   chciała 
wiedzieć o nim coś więcej.

background image

Lecz   on   ciągnął   już   zwykłym, 

pozbawionym uczuć głosem.

–   Podejrzewany   uraz   czaszki   po 

uderzeniu   spadającym   półtonowym 
wiertłem.   Tak   przekazano   w   raporcie. 
Kiedy   dolecieliśmy   do   platformy,   morze 
było   tak   niespokojne,   że   nie   mogliśmy 
wylądować. Przeżyłem wtedy piekło – •• 
powiedział potrząsając głową na echo tych 
wspomnień. – Spuszczano mnie na długiej 
linie. Nie powinienem był się decydować 
na coś takiego. Wiatr rzucał maszyną po 
całym niebie. Lecz zdajesz sobie sprawę, 
jakie   są   konsekwencje,   kiedy   ktoś   z 
urazem czaszki rusza głową – świadomie, 
lub gdy czyni to za niego morze.

Skinęła ze zrozumieniem.
–   Miałem   właśnie   wylądować   na 

platformie   i   odczepić   się   od   liny,   kiedy 
nagły   podmuch   poderwał   helikopter   do 
góry.   Wyleciałem   w   powietrze,   a   lina 
zaplątała   się   w   żuraw.   Darujmy   sobie 

background image

resztę.   W   każdym   razie,   po   tym 
wydarzeniu   okazałem   się   niezdolny   do 
dalszej   służby.   Byłem   chirurgiem   –   a   z 
jedną   ręką   nie   da   się   wykonać   żadnej, 
najdrobniejszej nawet operacji. Spędziłem 
w szpitalnym łóżku długie, długie tygodnie 
– a teraz mam dochodzić do siebie. Po tym 
rejsie   poszukam   sobie   jakiejś   cichej 
okolicy   i   otworzę   praktykę   jako   lekarz 
domowy.

Kiedy przybili do molo, starał się pomóc 

Isabel przy wydostaniu się z łodzi. Ujrzała 
na   jego   twarzy   nagły   wyraz 
zdenerwowania i bólu, gdy okazało się, że 
nie   jest   w   stanie   okazać   jej   choć   tyle 
kurtuazji. Wskoczyła na deski mola i przez 
chwilę zastanawiała się, czy też powinna 
wyciągnąć rękę do Roda, by przyjść mu z 
pomocą. Jak zareagowałby na taki gest?

Postawił jedną stopę na molo, zachwiał 

się lekko, kiedy łódka podskoczyła na fali. 
Isabel   nie   wahała   się   ani   chwili   dłużej. 

background image

Wyciągnęła

  zdecydowanie   rękę. 

Wystarczyło   zaledwie   delikatnie 
podparcie.   Rod   odzyskał   równowagę   i 
znalazł się bezpiecznie na brzegu.

–   Dziękuję   –   powiedział.   –   Lecz   ta 

pomoc nie była konieczna. Muszę nauczyć 
się radzić sobie sam.

– Wiem – przyznała cicho. – To tylko 

kwestia   czasu,   a   nauczy   się   pan 
wszystkiego.   Ale   nie   musi   pan 
protestować, jeśli od czasu do czasu ktoś 
będzie usiłował panu pomóc.

Uwolnił   rękę   z   jej   uścisku   i   ruszyli 

wolno   po   zalanym   słońcem   molo   w 
kierunku Plaża Puerta de la Paz.

– Czy wybierasz się w jakieś konkretne 

miejsce? – spytał.

–   Chciałabym   zobaczyć   Ramblas   – 

stwierdziła.   –   Wiele   słyszałem   o   tym 
miejscu, panie Levaughan.

– Rod – poprawił ją delikatnie.
– Przejdźmy się, to nie jest zbyt daleko 

background image

– zaproponowała.

–   Rzeczywiście,   nie   jest.   Ale   jeżeli 

wstydzisz się...

Zatrzymała się raptownie, odwróciła do 

niego i spojrzała mu w oczy.

–   Posłuchaj,   Rod.   Nie   zaczynaj   mnie 

przepraszać   tylko  z  tego  powodu,  że   nie 
masz jednej ręki.

– Nie będę – obiecał. – Lecz pozwól, że 

najpierw zaproszę cię na lunch. Znam tu 
jedną   restaurację   na   samym   szczycie 
pewnego dużego hotelu, Isabel. Rozciąga 
się   stamtąd   wspaniały   widok   na   całe 
miasto. Lecz moje maniery przy stole...

– Przyjmuję zaproszenie – zgodziła się 

od   razu   nie   pozwalając   mu   dokończyć 
zdania.

Dostali   stolik   przy   ogromnym   oknie 

wysoko   na   szczycie   wspaniałego   hotelu 
przy alei generalissimusa Franco. Isabel z 
niedowierzaniem   podziwiała   wspaniały 
widok, jaki rozciągał się u stóp. Zamówili 

background image

lunch, i zanim go podano, spędzali czas na 
miłej pogawędce, rozkoszując się cudowną 
panoramą   miasta.   Kiedy   skończyli   jeść, 
wyciągnęli   się   wygodnie   w   fotelach   i 
zamówili kawę.

Popołudnie   spędzili   wałęsając   się   po 

zakątkach   Ramblas,   przyglądając   się 
ulicznym sprzedawcom pamiątek i tłumom 
turystów.   Wieczorem   Rod   nalegał,   by 
zjedli   razem   kolację   w   eleganckiej 
restauracji. Isabel dała się na nią namówić, 
a   potem   musieli   poganiać   kierowcę 
taksówki, by zdążyć  na  molo,  zanim ich 
łódka nie odpłynie na „Venutusa".

Isabel   było   bardzo   miło,   kiedy   mogła 

pomóc   Rodowi   złapać   równowagę,   gdy 
wsiadał   do   łodzi.   Chciała   mu   nawet 
powiedzieć, że będąc z nim cały dzień w 
mieście   prawie   zapomniała,   że   nie   ma 
jednej ręki, lecz nie ośmieliła się uczynić 
tego przy tylu innych osobach.

Łódka   była   zatłoczona   i   nie   znaleźli 

background image

dwóch   miejsc   obok   siebie.   Isabel   siadła 
więc na wolnym fotelu, a Rod stanął przy 
niej   z   nogami   szeroko   rozstawionymi, 
trzymając się mocno barierki.

– Powiedziałaś mi, że nie wybierasz się 

na   brzeg,   kiedy   rano   zaprosiłem   cię   na 
wypad do miasta! – Isabel nie musiała się 
nawet   odwracać,   by   rozpoznać,   do   kogo 
należy   ten   głos.   Do   jej   uszu   doszedł 
żałosny szept Vidala Winnisforda.

–   Nic   takiego   nie   powiedziałam!   – 

odcięła   się   szybko.   –   Stwierdziłam,   że 
potrzebuję do tego zgody doktora Forbesa.

–   A   potem   popłynęłaś   z   jednorękim 

facetem.

–   Jeżeli   mam   być   szczera   –   nie. 

Spotkałam porucznika Levaughana na tej 
łodzi,   kiedy   płynęłam   na   brzeg.   I 
doskonale   bawiłam   się   w   jego 
towarzystwie.

Kątem oka dostrzegła, że Lorna Stanard 

przedarła   się   przez   tłum   pasażerów   i 

background image

stanęła   przy   Rodneyu.   Po   chwili 
rozmawiała już z nim z ożywieniem. Isabel 
poczuła   szpileczki   zazdrości   kłujące 
delikatnie jej serce.

Odwróciła się do Vidala tylko po to, by 

stwierdzić,   że   jego   matka   zdążyła   już 
usiąść   między   nimi.   Lady   Winnisford 
siedziała sztywna i wyniosła, jakby własną 
piersią   chciała   bronić   syna   przed 
niepożądanym towarzystwem.

Gdy   tylko   łódź   przybiła   do   trapu 

„Venutusa",   Isabel   pośpieszyła   do   Roda, 
by pomóc mu wydostać się na pokład, lecz 
jeden z marynarzy podał mu rękę, a Lorna 
ruszyła   za   nim   odcinając   go   od   Isabel. 
Wzięła   Roda   pod   ramię   i   powiodła   w 
kierunku okrętowej kawiarni.

Dochodziła   już   dwunasta,   Isabel 

pamiętała o obietnicy złożonej doktorkowi. 
I   tak   musiała   pójść   do   izby   chorych,   by 
sprawdzić, czy ktoś jej nie potrzebował w 
czasie   nieobecności   i   upewnić   się,   czy 

background image

ranni   marynarze   zostali   odpowiednio 
przygotowani do snu.

Westchnęła i porzuciła wszelkie myśli o 

udaniu się w ślad za Rodneyem i Lorną do 
kawiarni.   Jej   obowiązki   miały   w   tym 
wypadku pierwszeństwo.

Pośpieszyła   do   windy   i   zjechała   na 

pokład C do izby chorych. Nie dostrzegła 
światła w gabinecie doktora ani w recepcji, 
udała się więc od razu na salę, w której 
leżeli ranni marynarze.

– Doktor Forbes był tu nie dłużej niż pół 

godziny temu – wyjaśniła sanitariuszka. – 
Żadnych komplikacji.

Isabel przyjrzała się ofiarom wypadku. 

Spali   spokojnie,   widać   było,   że   szybko 
wracają do zdrowia. Sprawdziła w karcie 
choroby,   lecz   doktor   nie   wpisał   tam   nic 
ważnego,   nie   znalazła   też   żadnych 
instrukcji dla siebie.

Przez   parę   minut   rozmawiała   z 

sanitariuszką,   opowiedziała   jej   o   swoim 

background image

pobycie na lądzie, przemilczając, że była 
razem   z   Rodneyem,   po   czym   poszła   do 
gabinetu   doktora,   by   sprawdzić,   czy   nie 
zostawił   jej   jakichś   informacji   na   swoim 
biurku.

Przekręciła   kontakt   i   od   razu   ujrzała 

doktorka   Arno   siedzącego   w   fotelu   i 
pogrążonego   w   głębokim   śnie.   Wyglądał 
na bardzo starego i zmęczonego człowieka. 
Co prawda był ciągle w średnim wieku, ale 
najlepsze lata miał już za sobą i powinien 
od dawna cieszyć się spokojną emeryturą.

Na biurku nie znalazła żadnych notatek. 

Położyła   rękę   na   ramieniu   doktora   i 
potrząsnęła nim delikatnie.

– Nigdy nie pozwoliłabym sobie na ten 

wypad   do   Barcelony,   gdybym   wiedziała, 
że   pozostanie   pan   na   służbie   do   mojego 
powrotu   –   zaczęła   go   strofować,   kiedy 
zaspany otworzył oczy.

Otrząsnął się, rozmasował zesztywniały 

kark, spojrzał na zegar wiszący na ścianie i 

background image

potrząsnął przecząco głową.

– Czas spać – nalegała, wkładając mu 

rękę pod ramię.

–   Nie   pleć!   –   wykrzyknął,   lecz 

wiedziała,   że   nie   ma   do   niej   żalu.   – 
Czytałem książkę. Leży na podłodze.

Podniosła ją i położyła na biurku.
–   Już   pan   dzisiaj   wystarczająco   dużo 

przeczytał. Wygląda pan na zmęczonego.

Isabel obawiała się, że doktor jest chory. 

Miał pomarszczoną, poszarzałą twarz, a w 
oczach nie było już normalnych dla niego 
ogników.

– Proszę, doktorku Arno. Pomogę panu 

dojść do łóżka.

Wolno   wstał   z   fotela.   Wciąż   trzymała 

mu rękę pod pachą i wyczuła, że jest bez 
sił.   Jego   kajuta   znajdowała   się   obok 
gabinetu,   pomogła   mu   tam   dojść.   Opadł 
bezwładnie   na   fotel,   wyraźnie   zbyt 
zmęczony,   by   się   rozebrać   i   położyć   do 
łóżka.

background image

–   Nie   powinien   był   pan   zostać 

zaokrętowany na „Venutusa" – wyszeptała 
smutno,   ściągając   mu   buty.   –   Nie   jest   z 
panem najlepiej.

–   Gdzież   więc   powinienem   być?   – 

spytał   opryskliwie.   –   Gdzie   indziej 
znalazłbym pracę, jeśli nie na tym statku? 
Nie   muszę   jeździć   nigdzie   samochodem. 
Poruszam się cały czas pod dachem, jeżdżę 
wszędzie   windami.   –   Podniósł   w   górę 
wskazujący   palec.   –   I   mam   do   pomocy 
przepiękną   pielęgniarkę.   Czegóż   więcej 
mógłbym chcieć?

– Powinien pan się znaleźć na lądzie, w 

szpitalu – stwierdziła przygnębiona. – Co 
się stało, doktorku? Wie pan przecież, że 
jestem   pielęgniarką   i   mogłabym   panu 
pomóc, gdybym tylko wiedziała, że jest z 
panem aż tak źle.

Przez chwilę patrzył na nią bezmyślnie, 

lecz   potem   w   jego   wzroku   pojawiły   się 
iskierki gniewu.

background image

– Moja wątroba – beznadziejna sprawa, 

nic   się   nie   da   zrobić   –   przyznał 
nieoczekiwanie. Uśmiechnął się nieśmiało 
do Isabel. – Co możesz na to poradzić?

Westchnęła głośno.
– Powinien się pan znaleźć w szpitalu – 

powtórzyła" zrezygnowana.

–   Idź   już   –   rozkazał   zasępiony.   – 

Poczekam  tu, aż  nadejdzie  mój  czas. Na 
lądzie   nie   mam   nikogo,   żadnych 
przyjaciół,   rodziny,   domu.   Należę   do 
morza, do tego statku, a nie do posępnego 
domu   opieki.   Wolę   skończyć   w 
przepięknej   toni   oceanu,   niż   w   jakiejś 
zatęchłej dziurze, dwa metry pod ziemią.

Przez   następne   parę   dni   Isabel   prawie 

nie   widywała   Rodneya   Levaughana. 
Pochłonęły   ją   obowiązki,   starała   się 
również   zastępować   doktora   Forbesa, 
kiedy   to   tylko   było   możliwe.   Pamiętała 
dobrze o poleceniu kapitana i nie zadawała 
się z pasażerami. Trzymała się także z dala 

background image

od   górnych   pokładów   i   kajut,   o   ile   nie 
zmuszały jej do tego obowiązki.

Zdawała   sobie   sprawę,   że   Rodney 

mógłby się z nią skontaktować, jeśli tylko 
by   zechciał.   Istniały   przecież   telefony 
zainstalowane w każdej kajucie na statku. 
Miał   również   do   dyspozycji   niższe 
pokłady,   mógł   ją   spotkać,   kiedy   robiła 
obchód   i   zamienić   kilka   słów   nie 
wzbudzając przy tym żadnych podejrzeń. 
Lecz   wydawało   się,   że   stracił   już   nią 
zainteresowanie.

Zamiast tego spędzał mnóstwo czasu w 

towarzystwie Lorny Stanard. Była uroczą 
dziewczyną,   z   pewnością   atrakcyjną,   jej 
rodzice   zaliczali   się   do   towarzyskiej 
śmietanki. Isabel sama się nad tym nieraz 
zastanawiała   i   doszła   do   wniosku,   że 
gdyby była mężczyzną, sama zajęłaby się 
tak młodą i piękną osobą.

Vidal   Winnisford   starał   się   ją   wciąż 

uwodzić,   lecz   Isabel   trzymała   go   na 

background image

dystans bez względu na to, czy w pobliżu 
kręciła się Lady Winnisford, czy nie. Vidal 
był   tak   autokratycznym,   zdecydowanym 
człowiekiem, że Isabel nie mogła wyjść z 
podziwu, że aż do tego stopnia obawiał się 
swojej   matki.   Kiedy   zdarzało   się,   że 
znaleźli   się   razem   w   towarzystwie   Lady 
Winnisford,   patrzył   na   Isabel   tak,   jakby 
była   powietrzem.   Gdy   spotkali   się   sami, 
stawał   się   władczy   i   zaborczy   w   swoich 
żądaniach.

Isabel   udawało   się   trzymać   go   na 

odległość.   Unikała   pustych   pokładów, 
gdzie   mógł   ją   molestować   i   nigdy   nie 
przechodziła   w,   pojedynkę   koło   jego 
kajuty.   Zdawała   sobie   jednak   sprawę,   że 
wreszcie   uda   mu   się   spotkać   ją   sam   na 
sam, i bardzo obawiała się tego spotkania. 
Prędzej czy później musiało do tego dojść.

W końcu wpadła w pułapkę. Stało się to 

w nocy, kiedy „Venutus" zarzucił kotwicę 
na redzie w Neapolu.

background image

Po   zachodzie   słońca   miasto   jaśniało 

zorzą   światła.   Wieczór   był   wspaniały, 
wielu   pasażerów   natychmiast   udało   się 
łódką   na   brzeg.   Niestety,   zanim   do   tego 
doszło,   marynarz   opuszczający   trap 
przechylił się za bardzo i wypadł za burtę. 
Spadł   na   platformę   z   wysokości   prawie 
siedmiu metrów.

Isabel   zjeżdżała   właśnie   z   pokładu 

spacerowego,   kiedy   dowiedziała   się   o 
wypadku. Pośpieszyła na miejsce zajścia. 
Z niesmakiem przyglądała  się  pasażerom 
tłoczącym   się   przy   burcie,   by   mieć   jak 
najlepszy widok na leżącą poniżej ofiarę. 
Zbiegała na najniższy pokład, by dostać się 
do trapu.

Nagle   na   jej   drodze   wyrósł   Vidal. 

Wyszedł właśnie z sali gimnastycznej i był 
wyraźnie

 

zaskoczony

 

tym 

niespodziewanym   spotkaniem.   Pierwszy 
doszedł do siebie i schwycił ją za rękę.

– Ale mam dzisiaj szczęście! – zawołał. 

background image

– Wokół ani żywej duszy!

–   Nawet   twojej   matki   –   dodała 

złośliwie.   –   Pozwól   mi   przejść.   Muszę 
pomóc doktorowi. Zdarzył się wypadek.

–   Będzie   cię   to   kosztowało   całusa   – 

zażądał zuchwale.

Isabel   nie   miała   czasu,   by   cokolwiek 

odpowiedzieć. Na twarzy Vidala pojawiły 
się   niepokojące   oznaki.   Widać   było,   że 
budzi się w nim pożądanie. Przyciągnął ją 
gwałtownie do siebie. Odrzuciła głowę do 
tyłu, by zawołać pomocy. Ujrzała Lesleya 
Howarda idącego w ich kierunku.

–   Nie   mogliśmy   pani   złapać   przez 

telefon,   siostro   –   powiedział 
beznamiętnym głosem. – Przyszedłem po 
panią.   Zajęło   mi   to   tyle   czasu,   bo   nie 
mogłem się przebić przez ten tłum na dole. 
Jest pani gotowa?

Vidal cofnął się. W pierwszej chwili nie 

dostrzegł   Lesleya,   gdyż   ten   stał   za   jego 
plecami.   Był   bardzo   poirytowany.   Kiedy 

background image

usłyszał   głos   drugiego   oficera,   w   jego 
oczach pojawiły się gniewne błyski.

–   Gotowa,   Lesley   –   odpowiedziała 

trzęsąc   się   cała.   –   Jeśli   oczywiście   pan 
Winnisford   raczy   ode   mnie   odstąpić   i 
pozwoli   mi   odejść.   Jeżeli   nie   –   zawołaj, 
proszę, strażnika i Lady Winnisford.

Nie   wiedziała,   która   z   dwóch   gróźb 

podziałała   bardziej,   lecz   nie   dbała   o   to 
zupełnie.   Vidal   cofnął   się   jeszcze   parę 
kroków,   rozluźnił   się,   a   na   jego   twarzy 
pojawił się grymas uśmiechu.

– Nie znasz się na żartach? – starał się 

być zabawny, lecz mu się to nie udało. Nie 
zdawał   sobie   nawet   sprawy,   jaki   jest   w 
tym momencie żałosny.

– Ranny marynarz nie będzie uważał, że 

moje   spóźnienie   można   nazwać   żartem, 
panie   Winnisford   –   ani   żaden   z   jego 
kolegów,   jeżeli   przypadkowo   się   o   tym 
incydencie   dowiedzą   –   dodała 
ostrzegawczo.

background image
background image

Rozdział 5

–   Doktor   chce   mieć   wolny   stół 

operacyjny i łóżko dla pacjenta, Isabel – 
oznajmił jej Lesley Howard, kiedy odeszli 
już od wściekłego Vidala Winnisforda.

Eskortował ją do windy.
–   Jeżeli   się   to   jeszcze   raz   powtórzy, 

zabiję   tego   faceta   –   zagroził,   otwierając 
przed nią drzwi.

– Nie zrobisz tego, Lesley – zapewniła 

go uśmiechając się promiennie. – To nie 
będzie   konieczne.   Wydaje   mi   się,   że 
wystarczy   wypowiedzieć   magiczne 
zaklęcie:   „Lady   Winnisford",   a   Vidal 
weźmie nogi za pas. – Uspokoiła się już 
zupełnie.   –   Dziękuję   ci,   Lesley   – 
powiedziała wchodząc do windy. – Ale nie 
chcę cię mieszać do swoich spraw. Potrafię 
sama zatroszczyć się o siebie.

Parsknął,   kiedy   winda   zniknęła   z   pola 

background image

widzenia. Isabel zdążyła przygotować salę, 
zanim   zjawił   się   doktor   Forbes   z 
pacjentem   niesionym   przez   kilku 
marynarzy.

–   Proste   złamanie   nogi   –   oznajmił 

zdyszanym głosem.

Dwadzieścia   minut   później   ranny 

marynarz   dołączył   do   swoich   kompanów 
leżących   na   sali   chorych.   Zanim   Isabel 
doprowadziła   wszystko   do   porządku   i 
mogła   odpocząć,   minęła   już   dziesiąta. 
Zdała   sobie   sprawę,   że   zupełnie 
zapomniała o kolacji. Mogła jednak liczyć 
na jakiś posiłek w jadalni. Kiedy się tam 
znalazła,   stwierdziła,   że   prawie   wszyscy 
skończyli   już   jeść.   Kilku   ostatnich 
pasażerów   wstawało   od   stołów.   Gdy 
rozłożyła   serwetkę,   dostrzegła   Rodneya 
Levaughana,   siedzącego   samotnie   przy 
jednym ze stolików.

Podniósł   zapraszająco   butelkę   wina,   a 

Isabel   skinęła   entuzjastycznie   głową. 

background image

Wstał, wziął butelkę i przysiadł się do niej. 
Napełnił   jej   kieliszek   po   sam   brzeg,   a 
potem przyglądał się, jak skosztowała łyk 
napoju.

– Przepyszne – stwierdziła zachwycona. 

– Czy Lorna Stanard znalazła sobie innego 
kompana na ten wieczór, czy też zmęczona 
odpoczywa w swojej kajucie?

–   Przypadkowo   odpoczywa   w   swojej 

kajucie – pośpieszył z wyjaśnieniem.

–   Przepraszam   –   odparła   wybuchając 

przy   tym   śmiechem.   –   Zaczynałam 
odnosić   wrażenie,   że   stała   się   twoim 
cieniem.   To   potworne   zaniedbanie   z   jej 
strony,   że   opuściła   cię   w   ten   sposób.   A 
może ją zdenerwowałeś?

Wstał,   spuszczone   nisko   ramiona 

świadczyły   o   tym,   że   jest   mu   przykro. 
Isabel   przestraszyła   się.   Rod   do   tej   pory 
starał się nie pokazywać po sobie żadnych 
uczuć.

–   Kobiety   zbyt   wiele   ode   mnie 

background image

wymagają   –   poskarżył   się   zduszonym 
głosem. – Nie są w stanie zrozumieć, że 
jednoręki   mężczyzna   nie   może   dać 
kobiecie odpowiedniej ochrony i zapewnić 
jej bezpieczeństwa.

Palce Isabel zacisnęły się kurczowo na 

nóżce   kieliszka.   Ten   nieoczekiwany 
wybuch trafił prosto w jej serce. Zgadła; że 
Rodney nie użalał się wcale nad sobą. Pod 
tymi   wyznaniami   kryło   się   coś   więcej: 
obawa,   że   teraz   nie   będzie   już   wart 
kobiety.   Że   nie   będzie   już   dla   żadnej 
prawdziwym   mężczyzną,   nie   będzie 
odpowiednim mężem.

–   Czy   starasz   się   mi   coś   powiedzieć, 

Rod?   Czy   chcesz   powiedzieć,   że   jesteś 
teraz   mniej   atrakcyjny   dla   kobiet,   bo 
przytrafiło ci się nieszczęście, że straciłeś 
rękę? – Isabel przerwała na moment. – To 
nie   będzie   miało   żadnego   znaczenia   dla 
kobiety,   która   szuka   miłości.   –   Spuściła 
oczy   i   zaczęła   bawić   się   kieliszkiem.   – 

background image

Takiej   na   przykład  jak  Lorna  Stanard.  Z 
tego   co   widzę,   jest   tobą   więcej   niż 
zainteresowana.   Jego   napięcie   zmalało. 
Odprężył się, lecz potrząsnął głową.

– Nie da się łatwo osiągnąć równości, 

kiedy   możliwości   zarabiania   są   dla 
mężczyzny tak ograniczone.

–   Słyszałeś   kiedyś   takie   słowo: 

„miłość"? – spytała miękko.

Wydał się poruszony.
–   Dziewczyna   nie   może   żyć   samą 

miłością, a zakochany kaleka – dla dobra 
ich obojga – trzyma swoją tajemnicę tylko 
dla siebie.

Mówił dalej, lecz zdawało się, że mówi 

raczej do siebie, a nie do Isabel. Tak jakby 
sam   przekonywał   się   co   do   słuszności 
swojego postępowania. Odniosła wrażenie, 
że bardzo chce utwierdzić się w tym, co 
raz postanowił.

–   „W   zdrowiu   i   chorobie",   Isabel,   to 

część   przyrzeczenia   małżeńskiego,   a   nie 

background image

„w nieodpowiedzialności i próżności". . – 
–   Nagle   bardzo   się   zdenerwował.   –   Nie 
jestem   ani   cyrkowym   clownem,   ani 
obiektem miłosierdzia!

Może   usiądziesz,   Rod.   Uspokój   się, 

proszę •- – powiedziała kojąco. Nawet dla 
niej   te   słowa   nie   brzmiały   jednak   zbyt 
przekonywająco. – W każdym razie ja nie 
zamierzam   cię   tak   traktować   –   nalegała. 
Zaśmiała   się   z   największą   swobodą,   na 
jaką   mogła   się   zdobyć.   –   A   poza   tym, 
będziesz   przecież   wspaniałym   lekarzem 
domowym.   Pewnego   dnia   osiądziesz 
gdzieś   i   będziesz   prowadził   doskonale 
prosperującą   praktykę.   A   czasy,   kiedy 
kobiety   broniło   się   z   mieczem   w   ręku   i 
waliło się kułakiem w stół wyzywając cały 
świat   na   pojedynek   w   obronie   jej   czci, 
minęły mniej więcej w średniowieczu.

Opuściło   go   zgorzknienie,   postawił 

butelkę   na   stole,   tuż   przy   jej   łokciu. 
Następnie usiadł naprzeciw niej.

background image

– Tylko na moment, Isabel – zastrzegł 

się ostrożnie.

Wzięła   stojący   na   sąsiednim   stoliku 

czysty   kieliszek   i   napełniła   go   winem. 
Postawiła przed nim nie wypuszczając go 
z rąk.

–   Czy   to   niedopuszczalna   usługa?   – 

spytała uśmiechając się do niego.

–   Oczywiście,   że   nie.   Mogę   to   zrobić 

sam.   –   Roześmiał   się   i   wziął   od   niej 
kieliszek.

– Bardzo mało wiesz o kobiecej duszy – 

stwierdziła   starając   się   zabrzmieć 
zabawnie.   –  Zakochana   dziewczyna   chce 
mieć   prawo   do   tego   typu   niewinnych 
usług. Nie oczekując niczego w zamian.

–   A   on   ma   siedzieć   cicho   i   pozwolić 

sobie matkować – warknął.

Lecz jego pogodna natura dała rychło o 

sobie znać i po niedługim czasie siedzieli 
oboje   rozchmurzeni,   rozmawiając 
przyjacielsko.   Isabel   wyczuła   jednak,   że 

background image

Rod nie odczytał właściwie tego, co starała 
mu   się   przekazać.  Pociągnęła  łyk  wina  i 
spróbowała jeszcze raz.

– Dlaczego nie pozwolisz dziewczynie 

decydować za  siebie?  – spytała. – Mogę 
cię   zapewnić,   że   jeślibyś   na   coś   takiego 
poszedł,   już   nigdy   nie   zdarzyłoby   ci   się 
siedzieć samotnie przy stoliku.

Spojrzał   na   nią   kpiąco   znad   brzegu 

kieliszka, po czym odwrócił się i zerknął 
na   stolik,   przy   którym   przed   chwilą 
siedział.

–   Nie   starasz   się   mnie   przekonać,   że 

powinienem   oświadczyć   się   Lornie 
Stanard, prawda?

Isabel   oblała   się   rumieńcem.   Przez 

chwilę nie wiedziała, co ma powiedzieć.

– Przepraszam, Rod. Moje słowa są nie 

na   miejscu.   –   Zerwała   się   z   krzesła.   – 
Proszę,   przebacz   mi.   Muszę   jeszcze 
zajrzeć do pacjentów.

Zmarszczył brwi.

background image

– Przecież nie zdążyłaś jeszcze zamówić 

nic do jedzenia!

Nie   zdawała   sobie   sprawy,   że   nie 

spojrzała   nawet   do   menu,   lecz   była   tak 
zdenerwowana,   że   nie   potrafiłaby   nawet 
utrzymać   go   w   ręku,   nie   mówiąc   już   o 
przeczytaniu.

–   Stewardesa   przyniesie   mi   jakieś 

kanapki   do   kajuty   –   wyjaśniła   w 
pośpiechu.

Isabel   zaszokowana   rzuciła   się   do 

wyjścia.   Właśnie   zdała   sobie   sprawę,   że 
jest   beznadziejnie   zakochana   w   Rodneyu 
Levaughanie.

Doktorek   Arno   wyglądał   tego   dnia 

gorzej niż zazwyczaj, pomimo że starał się 
nadrabiać   miną.   Isabel   domyślała   się,   że 
choroba   zaczyna   powoli   brać   górę.   Lecz 
on   nie   chciał   się   do   tego   w   żadnym 
wypadku przyznać. Oburzyłby się na samą 
wzmiankę, że może powinien się położyć, 
czy   też   choćby   w   najmniejszym   stopniu 

background image

odstąpić jej swoje obowiązki. Coraz więcej 
jednak   wolnego   czasu   spędzał   śpiąc   w 
kajucie.   Isabel   robiła   co   mogła,   by   nie 
przerywać   mu   tych   chwil   wytchnienia,   i 
wykonywała   za   niego   pewne   czynności, 
bez zwracania na siebie uwagi.

–   Jesteś   dobrą   dziewczyną,   Isabel   – 

wyznał jej pewnego dnia, kiedy siedzieli w 
jego gabinecie. – Lecz widzę, że ten rejs 
nie za bardzo ci się podoba. – Uśmiechnął 
się do niej wiedząc widocznie więcej, niż 
podejrzewała.   –   Nie   możesz   po   prostu 
strząsnąć   z   siebie   takiego   gościa   jak 
Winnisford   –   a   Levaughan   jest   zbyt 
pochłonięty sytuacją, w jakiej się znalazł, 
chodzi   mi   o   jego   kalectwo,   by   pozwolić 
jakiejkolwiek   dziewczynie   zbliżyć   się   do 
siebie.

Neapol i Maltę zostawili daleko za sobą. 

„Venutus" pruł fale Morze Śródziemnego, 
jego następnym portem miał być Pireus.

– Lorna Stanard przyssała się do niego 

background image

jak pijawka – stwierdziła rozdrażniona. – 
A on nie robi nic, żeby ją zniechęcić.

Isabel wiedziała, że jej skarga uchylała 

nieco   rąbka   tajemnicy,   w   jakiej   chowała 
swoje uczucia do Roda Levaughana, lecz 
doktorek Arno stał się jej powiernikiem i 
ufała mu bezgranicznie. Jego choroba i jej 
chęć ulżenia mu bardzo ich zbliżyła, choć 
Forbes   niejednokrotnie   łajał   ją   za 
okazywaną   mu   pomoc.   Poza   tym   na 
pokładzie   nie   było   nikogo,   przed   kim 
mogłaby   się   otworzyć   i   wyznać   to,   co 
czuła w głębi serca.

–  Czy   jesteś   pewna,   że   Lorna   Stanard 

kocha Levaughana? – spytał doktor.

– A czy jakakolwiek kobieta zrobiłaby 

coś   innego   na   jej   miejscu?   – 
odpowiedziała pytaniem na pytanie.

– Wątpię – przyznał. – Levaughan różni 

się od reszty pasażerów. Nie ma żadnego 
tytułu ani żadnej pozycji w towarzystwie. 
Z   tego   co   wiem,   jedynym   jego   źródłem 

background image

dochodów jest renta przyznana przez RAF.

– Jest pan taki staroświecki, doktorku! – 

zawołała.

–   Gdzieś   już   słyszałem   to   słowo   – 

odpowiedział krzywiąc się lekko. – Takie 
jednak   są   również   w   większości   matki, 
które wciąż stają na głowie, by ich córki 
znalazły kogoś, kto według nich będzie dla 
ich pociech odpowiednią partią.

Zakołysał się na krześle. Statek zaczął 

coraz silniej unosić się i opadać. Butelki z 
lekami   zaczęły   ze   sobą   „rozmawiać" 
stukając   o   szklane   półki   i   ścianki   w 
szafkach.   Przymocowane   do   podłogi 
meble   rozpoczęły   śpiewy,   trzeszczały   i 
skrzypiały   w   takt   falowań   okrętu.   Silny 
wiatr wył głośno za oknami.

Doktor   spojrzał   przez   ramię   na   bulaj 

obmywany przez szalejące fale. Horyzont 
ruszał się w górę i w dół jak zwariowana 
huśtawka.

Wygląda na to, że czeka nas przejście 

background image

przez   jeden   z   tych   krótkich,   okropnych 
sztormów, z których tak słynie to morze – 
stwierdził   ze   znawstwem.   –   Kto   w   taką 
pogodę chciałby zostać marynarzem?

Statkiem   zaczęło   trząść,   jak   gdyby 

dostał   się   w   jakiś   potężny  wir,  po   czym 
nagle poczuli, że przechylają się na prawą 
burtę.   Na   moment   wszystko   jakby   się 
zatrzymało   w   miejscu   i   statek   ponownie 
ruszył przed siebie. Sanitariusz wniósł dwa 
kubki zupy.

Isabel   zignorowała   kwaśną   minę 

doktora, pomieszała łyżką parujący płyn i 
włożyła mu kubek do ręki.

– Zobaczę, jak się mają nasi pacjenci – 

oznajmiła.   –   Jeżeli   ten   sztorm   się   nie 
uciszy,   może   nam   się   jeszcze   przytrafić 
jakiś wypadek na sali.

Trzej   marynarze   leżeli   spokojnie   w 

łóżkach,   przyzwyczajeni   do   warunków 
życia na morzu. Dwaj z oparzeniami będą 
mogli   wstać   jeszcze   tego   samego   dnia   i 

background image

Isabel   była   pewna,   że   nazajutrz   zostaną 
przeniesieni do swoich własnych kajut.

– Szykuje nam się małe piekło, siostro – 

zagaił   marynarz   ze   złamaną   nogą.   – 
Pływałem na tej trasie ładnych parę razy i 
wiem,   na   co   się   zanosi.   Za   chwilę 
rozszaleje się sztorm, ale jutro będzie już 
po wszystkim.

–   Dlatego   właśnie   przyszłam   się 

upewnić,   że   macie   dobrze   zamontowane 
poręcze przy łóżkach – stwierdziła. – Nie 
chciałabym, żeby któryś z was przez nasze 
niedopatrzenie   znalazł   się   nagle   na 
podłodze.

Usłyszała dzwonek telefonu rozlegający 

się w gabinecie doktora Forbesa. W parę 
chwil   później   ujrzała   jego   głowę 
wychylającą się zza kotary rozdzielającej 
salę na dwie części.

–   Mam   się   zgłosić   do   kapitana   na 

mostek – oznajmił.

Kiedy   Isabel   wracała   do   gabinetu, 

background image

statkiem   zaczęło   coraz   silniej   kołysać. 
Domyśliła   się,   że   zdarzył   się   jakiś 
wypadek.   Rozejrzała   się   po   pokoju,   by 
sprawdzić, czy sprzęt potrzebny w takich 
wypadkach znajduje się na swoim miejscu. 
Z satysfakcją stwierdziła, że wszystko jest 
w   najlepszym   porządku.   Wzięła   swój 
kubek z szybko stygnącą zupą i wróciła do 
recepcji. Usiadła za biurkiem i czekała.

Po chwili   usłyszała,  jak  doktor  Forbes 

zatrzaskuje   za   sobą   drzwi.   Od   razu 
odłożyła kubek, wstała i pośpieszyła mu na 
spotkanie. Rozsunęła zasłony i znalazła się 
z nim twarzą w twarz.

Wyglądał na zmartwionego. Trzęsły mu 

się   ręce,   kiedy   ściągał   z   siebie 
nieprzemakalną   kurtkę   oraz   kalosze,   i 
wkładał je do szafki.

–   Co   się   stało?   –   dopytywała   się 

niecierpliwie.

–   Tankowiec,   który   jest   w   tej   chwili 

jakieś pięćdziesiąt mil od nas, ma kłopoty. 

background image

Jest   to   jeden   z   tych   supertankowców. 
Unieruchomił go wybuch silnika. Inżynier, 
który   go   naprawiał,   został   ciężko   ranny. 
Nie   mają   na   pokładzie   lekarza,   a   z 
unieruchomionym   silnikiem   statek   nie 
może   płynąć   do   portu,   gdzie   można   by 
temu rannemu udzielić pomocy.

Isabel   zaniemówiła   na   chwilę   i 

ponownie   spojrzała   za   bulaj.   Było   już 
ciemno,   lecz   światła   statku   rozświetlały 
nieco   mrok,   w   którym   widać   było   tylko 
szalejącą kipiel.

– I musi pan się tam dostać? – spytała, 

nagle bardzo o niego niespokojna. – Nie 
czuje się pan dobrze.

–   To   musi   być   zrobione,   Isabel   – 

stwierdził ostro. % Nagle na jego twarzy 
pojawił się wyraz bólu. Opadł na krzesło i 
znieruchomiał.

Isabel   wiedziała,   co   to   oznacza. 

Działając   szybko   wyciągnęła   z   kieszeni 
jego   fartucha   butelkę   z   lekarstwem, 

background image

wytrząsnęła dwie kapsułki, podała mu je i 
przygotowała   szklankę   wody.   Doktor   z 
trudem   połknął   lekarstwo   i   siedział   bez 
ruchu na krześle, starając się nie zawyć z 
bólu, walcząc z nim do chwili, kiedy lek 
zacznie działać.

Położyła   rękę   na   jego   ramieniu   i 

zastanawiała się, co powinna zrobić w tej 
sytuacji. Przez dłuższą chwilą nie mogła w 
ogóle   pozbierać   myśli.   Doktorek   Arno 
pozostanie   niezdolny   do   tego,   by   się 
gdziekolwiek   udać   jeszcze   przez   długi 
czas.   Kiedy   minie   ból,   przyjdzie 
wyczerpanie,   po   którym   będzie   musiał 
odpocząć   przynajmniej   przez   dwie 
godziny, zanim będzie w stanie coś zrobić 
Zadzwoniła   po   sanitariusza,   kazała   mu 
zanieść doktora do jego kajuty i położyć 
do łóżka, kiedy tylko odzyska na tyle sił, 
że   będzie   mógł   się   poruszać.   Przykazała 
również,   aby   upewnił   się,   że   doktor   nie 
wstanie przez dwie godziny.

background image

Spojrzała w lustro, poprawiła czepek i 

narzuciła   na   ramiona   żółto-zieloną 
pelerynę. Ruszyła pośpiesznie do windy i 
wjechała   na   górny   pokład.   Nie   spotkała 
wielu pasażerów. Prawie wszyscy zaszyli 
się   w   swoich   kajutach,   by   przeżyć 
samotnie ten sztorm. Przeszła korytarzem 
wzdłuż   najbardziej   luksusowych 
apartamentów   i   dostała   się   do   drzwi 
wiodących   do   części   dla   oficerów. 
Pojechała następną windą, minęła pokoje, 
w   których   znajdowały   się   urządzenia 
nawigacyjne   oraz   stanowisko   radarów,   i 
weszła na mostek.

Zobaczyła kapitana, który stał w czapce 

ze   złoceniami   i   przyglądał   się   ekranom 
monitorów. Wzdrygnęła się, kiedy ujrzała 
wskaźniki   i   uświadomiła   sobie   siłę 
sztormu.

background image

Rozdział 6

–   Kapitanie   –   powiedziała 

zdenerwowana.   –   Doktor   Forbes   jest 
chory.

Kapitan Lawrence obrócił się i spojrzał 

na nią z konsternacją.

–   Rozumiem,   że   twierdzi   pani,   siostro 

Bainey,   że   jest   niezdolny   do   pełnienia 
obowiązków?

–   Przez   kilka   godzin   –   przyznała   po 

chwili   wahania.   Po   czym   zaczęła 
wyjaśniać:   –   Doktor   Forbes   cierpi   na 
poważną,   bardzo   bolesną   chorobę.   Ma 
kłopoty z wątrobą. Towarzyszą temu silne 
ataki   bólu.   Oczywiście,   one   miną,   lecz 
oznacza to, że w taką pogodę doktor nie 
będzie w stanie popłynąć kruchą łódką do 
tego tankowca.

Kapitan postał przez chwilę zatopiony w 

myślach,   po   czym   wezwał   drugiego 

background image

oficera,   który   znajdował   na   stanowisku 
obok sternika.

– Jaką obecnie zajmujemy pozycję?
–   Dopłynięcie   na   miejsce   zajmie   nam 

jakieś   pół   godziny,   sir   –   Lesley   spojrzał 
zatroskany   na   Isabel.   –   Wszystkie   inne 
okręty   znajdują   się   o   co   najmniej   trzy 
godziny   drogi   od   unieruchomionego 
statku.

Kapitan zerknął na Isabel zakłopotany.
– Ostatnie wiadomości, jakie mieliśmy z 

tankowca mówiły, że rany tego człowieka 
są   tak   poważne,   że   jakakolwiek   pomoc 
udzielona   przez   załogę   nie   na   wiele   się 
zda. A uszkodzenia silnika są na tyle duże, 
że   jego   reperacja   zajmie   parę   godzin, 
zanim   będą   mogli   w   ogóle   myśleć,   by 
popłynąć   do   najbliższego   portu   i   do 
szpitala. – Westchnął ciężko. – Obawiam 
się, że ten człowiek nie przeżyje do tego 
czasu. – Rzucił okiem na obmywane wodą 
okna   i   potrząsnął   z   powątpiewaniem 

background image

głową. – Jeżeli zwróciłbym się do pani, by 
popłynęła   pani   zamiast   doktora,   czy 
zgodziłaby się pani na to? Oczywiście nie 
mogę pani tego rozkazać.

Isabel   oczekiwała   takiego   pytania   i 

przygotowała   się   na   nie.   Lecz   gdy   je 
usłyszała,   przestraszyła   się   mimo 
wszystko. Wyprostowała się i podniosła w 
górę głowę.

– Zgadzam się, sir.
Spojrzał jej prosto w oczy.
– Dziękuję – powiedział cicho. – Lecz 

jeśli wyślę tam panią, siostro Bainey, czy 
poradzi pani sobie z tym wszystkim?

–   Tak,   panie   kapitanie   –   przynajmniej 

do  pewnego  stopnia   –  zadeklarowała  tak 
pewnie,   jak   mogła.   –   Potrafię   nieść 
pierwszą   pomoc   we   wszelkiego   rodzaju 
poparzeniach   –   oczywiście   mogą   się 
zdarzyć   powikłania,   z   którymi   nie   będę 
umiała   sobie   poradzić.   Pomimo   to 
uważam, że powinien mnie pan posłać, sir. 

background image

Moim   obowiązkiem   jest   tam   się   udać   – 
dodała   z   przekonaniem.   Następnie 
zaczerwieniła się, rozumiejąc, że zdobyła 
się   na   zbytnią   zuchwałość   doradzając 
kapitanowi.   Rozpogodziła   się,   kiedy   w 
kącikach   jego   ust   dostrzegła   iskierki 
rozbawienia.   –   Na   pokładzie   mamy 
pasażera,   który   jest   lekarzem,   panie 
kapitanie – ciągnęła. – Może będzie mógł 
mi udzielić, jakichś porad przez radio.

–   Czy   on   nie   zgodziłby   się   więc 

popłynąć na tankowiec? – spytał kapitan z 
nadzieją w głosie.

– Pan Levaughan nie ma lewej ręki, sir. 

A   stracił   ją   całkiem   niedawno   –   kiedy 
helikopter   opuszczał   go   na   platformę 
wiertniczą. Nie nauczył się jeszcze dobrze 
poruszać i utrzymywać równowagę. Taka 
wyprawa   byłaby   dla   niego   niewskazana. 
Lecz   z   pewnością   jest   bardzo 
doświadczonym   lekarzem,   byłby   więc 
niesłychanie pomocny w tej sytuacji.

background image

Kapitan nie tracił ani chwili.
–   Siostro,   proszę   zjechać   na   dół, 

przebrać   się   i   przygotować   do   podróży. 
Musi   pani   znaleźć   odpowiedni   strój   – 
czeka   panią   wyprawa   w   malutkiej   łódce 
przez rozszalałe morze. Proszę wszystko, 
co   będzie   pani   potrzebne,   włożyć   do 
wodoszczelnej torby, włącznie z ubraniami 
na   zmianę,  bo   i   tak   przemoknie   pani   do 
suchej   nitki.   Za   dwadzieścia   minut 
zamelduje   się   pani   na   najniższym 
pokładzie   przy   szalupie   numer   jeden. 
Drugi oficer popłynie z panią.

Kiedy   Isabel   ruszyła   do   wyjścia, 

usłyszała,   jak   kapitan   woła   jednego   z 
marynarzy.

– Proszę odszukać doktora Levaughana. 

Pozdrowić   go   ode   mnie   i   przekazać,   że 
chciałbym   go   poprosić   o   przyjście   na 
mostek – w nie cierpiącej zwłoki sprawie.

Walczyła   właśnie   z   kaloszami   i 

nieprzemakalnym   ubraniem,   kiedy   do 

background image

gabinetu wszedł Rodney Levaughan.

– Czy naprawdę masz zamiar wybrać się 

w   ten   sztorm   na   tankowiec,   Isabel?   – 
spytał.

Było   to   pytanie   retoryczne   i   oboje 

zdawali   sobie   z   tego   sprawę.   Rodney 
wiedział   przecież,   że   jako   pielęgniarka   i 
jedyna   osoba   na   pokładzie   zdolna   nieść 
pomoc w takim wypadku, Isabel po prostu 
nie   ma   innego   wyjścia.   Również   ona 
wiedziała, że jej obowiązkiem jest płynąć z 
pomocą   rannemu.   Lecz   fakt,   że   Rodney 
tak bardzo się o nią martwił, mile połechtał 
jej serce.

–   Muszę   –   odpowiedziała.   Statkiem 

zakołysało,   Isabel   pochwyciła   Roda,   nie 
pozwalając mu upaść. – Lecz zapewniam 
cię, że wcale się do tego nie palę.

Oparł   się   o   blat   biurka   i   zaczął 

wyjaśniać   Isabel,   jak   się   będą   ze   sobą 
porozumiewać, kiedy dostanie  się  już  do 
tankowca.

background image

– Kapitan utrzymuje łączność radiową z 

ich oficerem dyżurnym. Oboje dostaniemy 
krótkofalówki. Jedna będzie zainstalowana 
w izbie przyjęć na tankowcu, a druga w 
pokoju   łącznościowym   na   „Venutusie". 
Kiedy będziesz go opatrywać, możemy się 
przez cały czas porozumiewać ze sobą.

Obawy   Isabel   nieco   się   rozwiały   pod 

wpływem   ciepłych   słów   Roda   – 
„porozumiewać   ze   sobą"   –   to   tak   jakby 
była   jego   zaufaną   przyjaciółką,   a   nie 
podległą mu pielęgniarką.

–   Jestem   gotowa   –   powiedziała   w 

końcu.

– Świetnie. Odprowadzę cię do szalupy.
Sprawdziła,   czy   wszystko   wzięła   i 

podążyła za Rodneyem do windy.

Sztorm   przybrał   na   sile,   kiedy   więc 

Isabel wyszła na otwarty pokład, z trudem 
mogła   się   poruszać.   Rzęsisty   deszcz 
powodował, że prawie nic nie widziała, a 
silny wiatr wpychał powietrze z powrotem 

background image

do ust. Lesley Howard był już na miejscu, 
wziął   ją   pod   rękę   i   pomógł   wsiąść   do 
łódki,   która   została   lekko   opuszczona   ze 
swojej normalnej pozycji.

–   Tankowiec   znajduje   się   całkiem 

niedaleko   –   wyjaśnił.   Jego   wargi   prawie 
dotykały   jej   ucha,   więc   pomimo 
porywistego wiatru mogła go usłyszeć. – 
Na rufie jest zadaszenie – krzyknął, kiedy 
Isabel wsiadła już do łodzi. Sam ruszył w 
kierunku steru.

Spojrzała   na   Rodneya   Levaughana. 

Trzymał   się   kurczowo   filaru,   w   jego 
oczach ujrzała niemą bezradność.

– Uważaj na siebie, Isabel! – krzyknął. 

Nie usłyszała słów, lecz mogła je odczytać 
z ruchu jego warg.

Pomachała mu ręką, a potem spojrzała 

na   tankowiec,   którego   zarys   majaczył   w 
ciemnościach   jakieś   trzysta   metrów   od 
„Venutusa",   i   od   którego   dzielił   ich 
bezmiar spienionych fal i ściany deszczu.

background image

Czuła,   jak   motorowa   łódź   szybko 

opuszcza   się   w   dół   wyciągu   w   kierunku 
morskiej tafli. Isabel wstrzymała oddech w 
obawie, że zostaną za chwilę pochłonięci 
przez   rozszalałą   toń.   Lesley   Howard 
zręcznie sterował łódką, kiedy już znaleźli 
się na powierzchni wody. Isabel zamarła z 
przerażenia, gdy zbliżyli się do potężnego 
grzywacza   –   nagle   znaleźli   się   parę 
metrów  wyżej,  na  jego  szczycie  i   opadli 
gwałtownie   w   dół.   Zamknęła   oczy   nie 
chcąc nawet widzieć, jak oddalają się od 
macierzystego   statku.   Silnik   łódki 
pracował   wytrwale,   Isabel   poczuła,   że 
sama   za   chwilę   dostanie   ataku   choroby 
morskiej.   Kiedy   myślała,   że   oszaleje   ze 
strachu,   Lesley   dotknął   delikatnie   jej 
ramienia.   Byli   na   miejscu.   Krzyknęła, 
sama   nie   wiedząc   dlaczego.   Po   krótkiej 
jeździe   w   górę   na   linie   znalazła   się   na 
pokładzie tankowca. Z ulgą postawiła nogi 
na czymś solidnym.

background image

Z   trudnością   łapała   równowagę   na 

targanym porywistym  wiatrem  pokładzie. 
Czyjeś   silne   ręce   schwyciły   ją   i   prawie 
zaniosły do jakiegoś pomieszczenia. Oficer 
zdarł z niej nieprzemakalne ubranie i cisnął 
w kąt. Cała się trzęsła. Żaden, najbardziej 
nawet   wodoszczelny   ubiór   nie   mógł   jej 
ochronić w czasie tej karkołomnej podróży 
na tankowiec. Byłą przemoczona do suchej 
nitki.

Nie   mówiąc   ani   słowa   oficer 

poprowadził   ją   wąskim   przejściem   do 
windy,   a   potem   do   maciupkiej   izby 
chorych z dwoma łóżkami.

Nie   zwracając   uwagi   na   mdłości 

spowodowane   chorobą   morską   Isabel 
zabrała   się   bezzwłocznie   do   pracy. 
Zrzuciła   buty,   woląc   pozostać   tylko   w 
rajstopach. Nieprzytomny pacjent leżał na 
jednym   z   łóżek,   koło   niego   krzątał   się 
oficer rozpaczliwie próbując usunąć z jego 
twarzy   czarną   ropę.   Isabel   spostrzegła   u 

background image

stóp   łóżka   niewielki   stolik,   na   którym 
rozłożył   swój   sprzęt   radiooperator. 
Spokojnym   głosem   mówił   coś   do 
mikrofonu.   Podwinęła   rękawy   koszuli, 
podczas gdy operator przełożył kabel poza 
jej plecami, tak aby nie utrudniać ruchów 
w ciasnym pomieszczeniu.

Ledwie   zdążyła   podejść   do   pacjenta, 

gdy usłyszała słowa dochodzące z głośnika 
ustawionego na stole:

– Siostro Bainey?
Spojrzała   na   mały   mikrofonik,   który 

miała   przypięty   do   ubrania,   i 
odpowiedziała z wahaniem:

– Mówi siostra Bainey.
Odetchnęła   z   ulgą   słysząc   niemal 

natychmiastową odpowiedź.

– Zgłasza się doktor Rodney Levaughan. 

Czy zbadała już pani pacjenta?

–   Tylko   pobieżnie,   doktorze.   Puls   jest 

słaby   i   nieregularny   –   mówiła   ściągając 
jednocześnie,   z   pomocą   oficera, 

background image

wierzchnią   odzież   z   poważnie 
poparzonego inżyniera. – Proszę przynieść 
gorącej   wody   –   poleciła   i   zwróciła   się 
ponownie   do   doktora.   –   Tak   jak   pan 
przewidywał,   został   ochlapany   wrzącym 
olejem.

– Słyszałem pani polecenie dostarczenia 

gorącej   wody   –   odpowiedział   szybko 
Rodney. – Będzie pani potrzebować wiele 
litrów. Sugerowałbym gorącą kąpiel. O ile 
to   możliwe,   zdejmijcie   resztę   ubrania   i 
opatrzcie nieuniknione w takim wypadku 
obrażenia skóry.

Isabel   pracowała   z   poświęceniem,   ale 

zdawała sobie sprawę, że nie jest w stanie 
wiele   pomóc   temu   człowiekowi.   Tylko 
natychmiastowa   hospitalizacja   dawała 
jakąś szansę na jego przeżycie. Czuła, że 
radiooperator   i   oficer   z   góry   uznali   jej 
wysiłki za skazane na niepowodzenie. Nie 
ustawała   jednak   –   tak   nakazywało   jej 
sumienie.

background image

– Halo, siostro Bainey.
Nie przerywając pracy potwierdziła, że 

go słyszy.

–   Komunikaty   podają,   że   pogoda 

poprawia   się.   Helikopter   wystartuje   z 
Malty za mniej więcej pół godziny, ale nie 
będzie  w stanie wylądować  na  pokładzie 
przy  tak  silnym  wietrze.  Jeżeli  na  statku 
znajdują się odpowiednie nosze, w których 
pacjent   może   zostać   bezpiecznie 
umieszczony,   to   możliwe   będzie 
wciągnięcie go na pokład helikoptera przy 
pomocy liny.

Isabel   spojrzała   na   oficera,   który 

skinieniem   głowy   potwierdził,   że   są 
wyposażeni w tego rodzaju sprzęt.

–   Dysponujemy   takimi   noszami, 

doktorze.

–   To   dobrze.   „Venutus"   udaje   się   w 

takim   razie   w   dalszą   podróż   do   Pireusu. 
Nie   jesteśmy   już   w   stanie   nic   więcej 
zrobić, ale pozostanę z panią w kontakcie 

background image

radiowym, dopóki helikopter nie zabierze 
pacjenta.

Isabel  kontynuowała  niezbędne zabiegi 

aż do momentu, gdy Rodney oznajmił, że 
helikopter jest już w drodze. Musiała teraz 
przygotować pacjenta do ewakuacji.

Korzystając z pomocy oficera i dwóch 

marynarzy

 

umieściła

 

wciąż 

nieprzytomnego   inżyniera   w   noszach. 
Nagle   Isabel   podjęła   pewną   decyzję. 
Odwróciła się do radiooperatora i zapytała:

–   Czy   będę   mogła   przez   chwilę 

porozmawiać   z   pilotem   śmigłowca,   gdy 
już będą na miejscu?

Operator   nałożył   słuchawki   na   uszy, 

powiedział  coś do mikrofonu  i przekazał 
go Isabel.

–   Już   się   zbliżają.   Może   pani   mówić, 

siostro.

Umieścił   swoje   słuchawki   na   głowie 

Isabel.

–   Halo,   helikopter!   –   krzyknęła   do 

background image

mikrofonu.   –   Mówi   siostra   Bainey   z 
pokładu tankowca.

– Dzień dobry, siostro. Słyszymy panią 

dobrze. Znajdziemy się nad wami za jakieś 
piętnaście minut.

Isabel zebrała całą swą odwagę.
–   Muszę   lecieć   razem   z   pacjentem.   – 

powiedziała.   –   Jego   stan   jest   bardzo 
poważny.

–   Proszę   się   najpierw   przyjrzeć 

podnoszeniu   noszy   –   odparł   pilot   z 
powątpiewaniem w głosie  – Zmieni  pani 
zdanie, gdy zobaczy, jak się kołyszą nad 
morzem,   a   wiatr   szarpie   helikopterem.   I 
tak nie jest pani w stanie pomóc  swemu 
pacjentowi.

– To jego jedyna szansa – upierała się. – 

Musi   być   natychmiast   umieszczony   w 
szpitalu – jeśli będziemy go w stanie tam 
dostarczyć – dodała ostrożnie.

Pilot   nic   nie   odpowiedział,   usłyszała 

natomiast   głos   Roda.   Mówił   głośno   i   ze 

background image

złością.

–   Wszystko   słyszałem,   siostro   Bainey. 

Nie wolno pani opuścić pokładu tankowca. 
To rozkaz!

•   Zignorowała   jego   słowa.   Marynarze 

pomogli   jej   ubrać   się   we   wciąż   mokre 
ubrania.   Wiedziała,   że   będzie   musiała 
wszystko zostawić.

– Helikopter jest już nad nami, siostro – 

oznajmił oficer. – Lepiej wynieśmy nosze 
na pokład.

Rzeczywiście,   wysoko   ponad   ich 

głowami zawisł helikopter, którego załoga 
spuściła   na   dół   cienką   linę   zakończoną 
hakiem. Hak uderzył silnie o pokład, wiatr 
rzucał nim na wszystkie strony.

Oficer i załoga tankowca wiedzieli, co 

mają  robić. Połączyli cztery krótkie linki 
przymocowane   do   noszy.   Jeden   z 
marynarzy bosakiem pochwycił zwisającą 
linę. Przyczepili ją do noszy.

W chwilę później ranny inżynier znalazł 

background image

się dwadzieścia metrów nad nimi.

Isabel   obserwowała   z   niepokojem,   jak 

lina niebezpiecznie bujała się na wietrze, 
aż w końcu nosze znalazły się we wnętrzu 
maszyny.   Westchnęła   z   ulgą   –   i 
przerażeniem. Teraz przyszła kolej na nią.

background image

Rozdział 7

Isabel   wzięła   mikrofon   od 

radiooperatora i oznajmiła pilotowi:

– Jestem gotowa.
Obserwowała, jak targana wiatrem lina 

po raz drugi podąża powoli w dół. Jeszcze 
raz odezwała się do mikrofonu:

–   Doktorze   Levaughan,   za   chwilę 

zostanę   zabrana   do   helikoptera.   Proszę 
powiedzieć   doktorowi   Forbesowi,   że 
postaram się skontaktować z nim z Malty. 
I... dziękuję za pomoc.

Nie   dając   Rodneyowi   szansy   na 

odpowiedź zwróciła słuchawki i mikrofon 
radiooperatorowi.   Dostrzegła,   że   ten 
odłącza   je   od   radiostacji.   Potem 
skoncentrowała   uwagę   na   długiej   linie 
rozwijającej się z helikoptera.

Oficer tankowca objął ją ramieniem.
– Jest pani bardzo odważną dziewczyną, 

background image

siostro – stwierdził z przekonaniem. – Iw 
imieniu   nas   wszystkich   chciałem   pani 
podziękować za to, co pani zrobiła i robi 
dla Jerry’ego Slatera. Nie zapomnimy pani 
tego.

W chwilę później usłyszała metaliczny 

dźwięk   haka   uderzającego   o   pokład. 
Marynarze schwycili linę i przypięli ją do 
specjalnych szelek, w które ubrano Isabel.

Potem Isabel poczuła nagłe szarpnięcie i 

poszybowała w powietrze, wysoko ponad 
tankowiec.

Nie   czuła   nic   z   wyjątkiem   bujania   w 

pustce,   i   strachu,   kiedy   lina   była   powoli 
wciągana do helikoptera.

W   końcu   dotarła   na   miejsce, 

zatrzaśnięto   drzwi   i   jeden   z   członków 
załogi odpiął Isabel, która od razu klęknęła 
przy rannym i sięgnęła po jego nadgarstek.

Dwie godziny później helikopter osiadł 

łagodnie na trawniku tuż przed gmachem 
nowoczesnego szpitala na Malcie.

background image

Wyładowano nosze, Isabel towarzyszyła 

rannemu   aż   do   izby   przyjęć.   Z 
przygnębieniem obserwowała, jak inżynier 
Jerry Slater znika za dużymi drzwiami sali 
operacyjnej.   Cała   odwaga   opuściła   ją   w 
jednym momencie. Usiadła na najbliższej 
ławce   i   skryła   głowę   w   trzęsących   się 
rękach.

– Gorąca kąpiel, ciepłe łóżko, i będzie 

się pani czuć jak nowo narodzona – czyjś 
miły głos wyszeptał jej do ucha.

Isabel podniosła głowę nie rozumiejąc, o 

co chodzi.

–   Nie   wiem,   czy   dam   radę,   siostro   – 

sprzeciwiła się słabo...

Nastał poranek, Isabel leżała w ciepłym 

i miękkim łóżku w jednej ze szpitalnych 
sal. Usłyszała głosy lekarza i pielęgniarki, 
z   którymi   rozmawiała   poprzedniego 
wieczora.   Usiadła   i   zmarszczyła   brwi 
widząc   niezbyt   gustowną   szpitalną 
bieliznę, w którą ją ubrano.

background image

– Jak się ma pacjent, z którym wczoraj 

przyleciałam? – spytała.

Doktor uśmiechnął się.
–   Trzyma   się   nieźle.   Jedyne,   co   nam 

teraz   zostaje,   to   zobaczyć,   jak   się   pani 
czuje. Widzę, że wszystko w porządku. W 
pani   imieniu   skontaktowaliśmy   się 
amerykańskim konsulem.

–   Pani   rzeczy   zostały   wyprane, 

wysuszone   i   wyprasowane   –   oznajmiła 
pielęgniarka, uśmiechając się.

Isabel   ubrała   się   i   zjadła   śniadanie.   Z 

konsulatu   podstawiono   samochód,   który 
zawiózł   ją   do   La   Valetty.   Czuła   się,   jak 
marynarz   z   rozbitego   statku:   nie   miała 
żadnych   pieniędzy,   dokumentów   ani 
ubrań. Zastanawiała się, czy w ogóle uda 
jej   się   dołączyć   do   statku   –   i   zobaczyć 
Roda Levaughana.

Konsul przyjął ją, gdy tylko się zjawiła. 

Okazało   się,   że   został   w   pełni 
poinformowany   o   jej   przeżyciach   i 

background image

stwierdził, że dołoży wszelkich starań, by 
umożliwić jej powrót na „Venutusa".

– Z tego co wiem, pani statek zawija do 

Pireusu   jutro   po   południu.   Grecki   agent 
kompanii,   która   jest   właścicielem 
„Venutusa",  wie  już   o  tym,   co  się  stało. 
Odbierze panią z lotniska i zaopiekuje się, 
aż   do   momentu,   kiedy   bezpiecznie 
znajdzie się pani z powrotem na pokładzie 
statku.

Isabel   obserwowała   przez   okno 

kapitanatu   Zatoki   Pireus,   jak   „Venutus" 
rzuca kotwicę w miejscu zarezerwowanym 
dla

 

jednostek

 

zagranicznych. 

Zaprowadzono   ją   do   statku,   a   ponieważ 
trap nie został jeszcze opuszczony, musiała 
skorzystać z drabinki sznurowej używanej 
zwykle   przez   celników.   Dwie   pary   rąk 
chwyciły   jej   ramiona,   gdy   tylko   zbliżyła 
się   do   poziomu   pokładu.   Jedna   z   nich 
należała   do   uśmiechniętego   drugiego 
oficera, a druga do marynarza. Musieli jej 

background image

pomóc,   ponieważ   o   mało   nie   wypuściła 
drabinki z rąk na widok tłumu pasażerów, 
który   zebrał   się,   by   obserwować   jej 
powrót.   Ku   swemu   zaskoczeniu   została 
powitana bardzo serdecznie. Isabel tak to 
powitanie zdumiało, że nie była w stanie 
powiedzieć ani słowa. Dopiero gdy doktor 
Arno podszedł do niej i wziął ją za ramię, 
dała się zaprowadzić do własnej kajuty na 
pokładzie C.

– Od tej chwili nie padnie już ani słowo 

na   temat   zakazu   przebywania   moich 
pielęgniarek   na   pokładzie   pasażerskim   – 
obwieścił   doktor   z   triumfalną   miną. 
Ponieważ dostrzegł zdumiony wyraz oczu 
Isabel   dodał:   –   Kapitan   otrzymał   przez 
radio wiadomość z tankowca. Dowiedział 
się z niej, w jaki sposób uratowałaś życie 
inżyniera Slatera. Powiedziano mu nawet, 
jak   dostałaś   się   podczas   sztormu   do 
helikoptera.   Kapitan   Lawrence   przypiął 
kopię   tej   wiadomości   na   tablicy   z 

background image

ogłoszeniami   dla   pasażerów.   Zaczął 
szukać czegoś w kieszeni.

– Właśnie sobie przypomniałem.  Mam 

również wiadomość od kapitana tankowca, 
adresowaną   osobiście   do   ciebie.   O,   jest 
tutaj.

Isabel otwarła kopertę drżącymi rękami. 

Ciągle   nie   mogła   jeszcze   zrozumieć, 
dlaczego   robią   wokół   niej   tyle   hałasu. 
Zaczęła czytać:

„Kapitan i załoga tankowca »Melville« 

są pani bardzo wdzięczni. Jesteśmy teraz w 
drodze do Syrakuz. Mamy wiadomość, że 
»Venutus«   zjawi   się   tu   również   za   dwa 
dni.   Serdecznie   zapraszamy   na   kolację, 
podczas  której otrzyma  pani z powrotem 
swój sprzęt. Proszę zabrać ze sobą swego 
»radiowego«   doktora.   Tom   James, 
kapitan".

Isabel   zaśmiała   się   zakłopotana,   ale 

jednocześnie zadowolona.

–  Chyba   nie   udało  mi   się   do   tej   pory 

background image

poznać   kapitana   tankowca.   Nie   znałam 
nawet   nazwy   statku.   Nie   bardzo   wiem, 
dlaczego nadają taką wagę tej sprawie, ale 
chciałabym   móc   złożyć   gdzieś   swoje 
zapasowe ubrania i torebkę.

– Przebierz się i zejdź na kolację, Isabel 

–   polecił   doktor.   –   Musiałem   za   ciebie 
odwalać   całą   robotę   w   czasie,   gdy   ty 
bawiłaś się na prywatnym rejsie! – dodał 
uśmiechając się ciepło.

–   Jak   się   pan   czuje,   doktorze   Arno? 

Właściwie powinnam była o to spytać na 
samym początku, ale zapomniałam w tym 
całym zamieszaniu. Bardzo przepraszam!

–   Czuję   się   tak,   jak   można   się   było 

spodziewać – mruknął, ale w jego oczach 
zapaliły   się   figlarnie   ogniki.   –   Kapitan 
polecił   Levaughanowi,   aby   mnie   zbadał. 
On   będzie   kiedyś   świetnym   internistą   – 
gdy wreszcie pogodzi się ze stratą ręki.

Uśmiechnął   się   ironicznie   i   ruszył   do 

drzwi.

background image

–   Od   razu   domyślił   się   przyczyny 

moich... eee, kłopotów, ale nawet on nie 
mógł mi zbyt wiele zaproponować. Oprócz 
tego   zmarnował   o   wiele   za   dużo   czasu 
zadając głupie pytania na twój temat...

– Ale przecież ja nie jestem chora!
–   Gdy   się   dowiedzieliśmy,   że   dotarłaś 

bezpiecznie   na   Maltę,   twoje   zdrowie 
przestało   być   głównym   tematem   jego 
zainteresowania – rzucił prowokacyjnie.

Przybycie   Isabel   do   jadalni   stało   się 

ważnym   wydarzeniem.   Powitana   została 
ogólnym   aplauzem,   pasażerowie   przy 
sąsiednich   stolikach   zaczęli   składać   jej 
gratulacje.   Aby   ukryć   zawstydzenie, 
schowała twarz za kartą dań.

Lesley Howard, siedzący obok, ujął jej 

dłoń.

– Wydaje się, że niezbyt ci przypadły do 

gustu   te   zachwyty   nad   twoją   osobą   – 
zauważył.

– To bardzo miło, że tak sądzisz, Lesley 

background image

– to miło z waszej strony – lecz przecież 
jestem pielęgniarką i nie zrobiłam w końcu 
nic   innego,   niż   zrobiłaby   każda   inna 
pielęgniarka   na   moim   miejscu.   Mam 
nadzieję,   że   wszyscy   zapomnimy   o   tej 
całej   sprawie   –   w   przeciwnym   razie   nie 
ośmielę   się   już   nigdy   więcej   wyjść   ze 
swojej kajuty.

Kilka   minut   później   Isabel   opuściła 

jadalnię   i   udała   się   do   izby   przyjęć. 
Porozmawiała   przez   jakiś   czas   z 
doktorkiem   Arno,   po   czym   usiadła   za 
biurkiem   i   zajęła   się   zaległą   papierkową 
robotą.

Nieoczekiwanie   Vidal   Winnisford 

zajrzał   do   gabinetu,   a   kiedy   zorientował 
się, że jest sama, wślizgnął się do środka i 
rozsiadł   wygodnie   na   jednym   z   krzeseł 
przeznaczonych dla pacjentów.

– Gratuluję – powiedział. W jego głosie 

można   było   wyczuć   nutę   sarkazmu.   – 
Jeżeli nawet nie udało ci się przekonać do 

background image

siebie   mojej   matki,   to   jeżeli   chodzi   o 
pozostałych, trafiłaś w dziesiątkę.

–   O   co   ci   chodzi,   Vidal?   –   spytała 

niecierpliwie.   –   Nie,   nie   mów   mi.   Mam 
przed   sobą   mnóstwo   roboty,   a   muszę   ją 
skończyć jeszcze dziś wieczór.

– Czym się tak martwisz, Isabel, moja 

miłości?   Jako   bohaterka   tego   rejsu   i 
gwiazda   tego   statku,   nie   musisz   się 
przejmować   zleceniami   tego   starucha. 
Niech on sam zajmuje się takimi bzdurami.

–   To   nie   doktor   Forbes   urządzi   mi 

awanturę,   jeżeli   nakryje   mnie   na 
flirtowaniu z tobą, lecz Lady Winnisford. 
Nie poskąpi swych sił i wpływów, jeżeli 
dowie się, że marnujesz tutaj swój cenny 
czas.

Trochę   go   to   zaniepokoiło,   lecz   nie 

uczynił   najmniejszego   ruchu,   by   opuścić 
pomieszczenie.

– Wcale nie marnuję tutaj swego czasu, 

droga   Isabel   –   upierał   się.   –   Nie   muszę 

background image

robić wszystkiego, co każe mi matka.

–   Oczywiście,   że   nie.   Lecz   mogę   się 

tylko   domyślać,   co   uczyni   Lord 
Winnisford,   kiedy   o   tym   usłyszy. 
Najprawdopodobniej

 

obetnie

 

ci 

kieszonkowe   –   a   jakoś   nie   mogę   sobie 
wyobrazić   ciebie   stającego   przed 
perspektywą   konieczności   poszukania 
sobie pracy.

– Wcale nie starasz się mi pomóc!
– A powinnam? – Machnęła ręką, by nie 

pozwolić mu nawet odpowiedzieć. – Tak 
jak ci powiedziałam, Vidal, mam jeszcze 
sporo   pracy,   i   chciałabym   się   z   nią   jak 
najszybciej uporać.

Wyglądał,   jakby   miał   za   chwilę 

wybuchnąć gniewem.

Isabel   zdecydowała   się   odeprzeć   jego 

atak,   lecz   dzwonek   telefonu   przerwał 
chwilę   napięcia.   Podniosła   natychmiast 
słuchawkę.

–   Siostra   Bainey,   słucham   – 

background image

przedstawiła   się,   ciesząc   się   z   takiego 
obrotu sprawy.

– Mówi Rod Levaughan. Czy miałabyś 

coś   przeciwko   temu,   żebym   cię   teraz 
odwiedził?

Serce   Isabel   zabiło   żywiej.   Rodney 

chciał się z nią zobaczyć!

Rod ciągnął dalej:
–   Muszę   napisać   raport   dla   kapitana 

tankowca, w związku z tym wypadkiem. 
Chciałby go wysłać na ląd tak szybko, jak 
to możliwe.

O mało się nie popłakała z zawodu. A 

więc   dzwonił   w   związku   ze   sprawami 
zawodowymi, a nie prywatnie.

–   Oczywiście,   jestem   teraz   wolna, 

doktorze   –   odpowiedziała   sucho.   –   Pan 
Winnisford właśnie wychodzi.

– W takim razie, za chwilę się zjawię.
Isabel patrzyła zimno na Vidala, aż ten 

w   końcu   zrozumiał   i   wyszedł,   obiecując 
Isabel, że nie da jej spokoju, i będzie ją 

background image

nadal   nachodził.   Zaraz   po   jego   wyjściu 
pojawił się Rodney.

Isabel   lekko   drżącą   ręką   wskazała   mu 

krzesło.

–   Vidal   Winnisford   jak   zwykle   był 

namolny   –   wyjaśniła.   –   Chciałam   ci 
podziękować   za   pomoc,   jakiej   udzieliłeś 
mi przez radio. Do tej pory nie miałam ku 
temu okazji.

–   Nie   posłuchałaś   mojego   rozkazu 

pozostania na tankowcu, Isabel, prawda?

Czy   była   to   przyjacielska   wymówka, 

czy oficjalna nagana?

–   Wiesz,   że   w   takich   okolicznościach 

nie   mogłam   usłuchać   twojego   rozkazu   – 
powiedziała niespokojnie.

Pochylił się do przodu.
–   A   czy   w   innych   okolicznościach 

zrobiłabyś to, o co bym cię poprosił?

– Oczywiście, Rod. Wiesz, że ja...
Ugryzła   się   w   język.   Czy   zadał   jej 

osobiste pytanie, czy też „okoliczności", o 

background image

jakie mu chodziło, odnosiły się do spraw 
czysto zawodowych?

– Czy koniecznie musisz napisać raport 

o   tym   wypadku?   –   spytała   szybko,   by 
ukryć swoje zmieszanie.

Uśmiechnął się do niej.
–   Poza   normalnym   wpisem   do   księgi 

pokładowej,   kapitan   zapewne   wystąpi   o 
przyznanie ci odznaczenia.

background image

Rozdział 8

– O, nie – zaprotestowała natychmiast. – 

To   zbyt   wiele.   Wszystko   znajdzie   się   w 
gazetach i...

– Już się znalazło – oznajmił spokojnie. 

– W każdym razie dziennikarze wyszperali 
opis   twoich   wyczynów   i   zostały   one 
przetelegrafowane   z   Pireusu   i   Malty   do 
Londynu. Rano będziesz już o tym mogła 
przeczytać   w   brytyjskich   gazetach,   a 
założę się, że i w amerykańskich.

Isabel   wypuściła   z   ręki   pióro,   które 

głośno   opadło   na   podłogę.   Ledwo   co 
doszła do siebie po nagonce, jaką rozpętała 
na   nią   prasa   po   śmierci   Jimmy’ego 
Pendletona.   Najnowsze   doniesienia   o   jej 
wyczynach,   choć   z   pewnością   zupełnie 
nieporównywalne   z   poprzednimi,   mogły 
spowodować, że prasa zainteresuje się jej 
przeszłością   i   wyciągnie   na   światło 

background image

dzienne oskarżenia, przed którymi musiała 
się nie tak dawno bronić.

– Nie masz się o co martwić, Isabel – 

pocieszył   ją.   –  Stany   są   odległe   od  tego 
miejsca   o   tysiące   mil,   ludzie   wkrótce 
zapomną   o   całej   tej   sprawie.   Trudno   mi 
uwierzyć,   że   ktoś   może   być   aż   tak 
skromny.

Rozluźniła się nieco.
– No cóż,  ja  jestem i nie mam zamiaru 

zejść   na   brzeg   w   żadnym   z   portów,   do 
jakich będziemy  zawijać. W  przeciwnym 
razie dziennikarze będą się starali zadawać 
mi   setki   pytań,   byle   tylko   utrzymać   tę 
historię na pierwszych stronach gazet. – W 
tym   momencie   przypomniała   sobie   o 
radiogramie,   która   miała   w   kieszeni 
fartucha. – Może z wyjątkiem Syrakuz.

– Syrakuz? A cóż takiego atrakcyjnego 

ma do zaoferowania Sycylia?

Wręczyła mu skrawek papieru. Wziął go 

ze   zdziwieniem   i   z   trudnością   odczytał 

background image

zawartą   na   nim   wiadomość.   Uśmiechnął 
się i spojrzał na nią pytająco.

– Powinno to być bardzo miłe przyjęcie 

– stwierdził. – Nie możesz go przegapić.

–   Chciałabym   przynajmniej   odzyskać 

moją torbę i ubrania, które zostawiłam na 
tankowcu – uśmiechnęła się niepewnie.

Rodney położył radiotelegram na biurku 

i   postukał   weń   długim   palcem 
wskazującym.

– Czy, tak jak tu sugerują, masz zamiar 

zabrać mnie ze sobą?

– A czy zechciałbyś mi towarzyszyć?
Podniósł rękę jak do przysięgi.
–   Nie   będę   z   pewnością 

pełnowartościowym strażnikiem w drodze 
na tankowiec, lecz jeśli podejmiesz ryzyko 
ucieczki   przed   bandą   miejscowych 
pismaków, z przyjemnością stanę u twego 
boku.

Zmarszczyła brwi ze złością.
– Nie prosiłam cię o to, Rod. Spytałam, 

background image

czy zechciałbyś pójść ze mną.

–   Chciałbym   pójść   z   tobą   na   koniec 

świata, Bel. Lecz nie zawsze udaje mi się 
zdobyć rzeczy, na których ci w tym życiu 
zależy   –   a   „chcenie"   czegoś   może,   w 
pewnych   okolicznościach,   okazać   się 
bardzo samolubnym kaprysem.

–   Jak   możesz   być   tak   dziecinny!   – 

odcięła się gwałtownie.

Spąsowiał,   jego   oczy   przez   chwilę 

płonęły urazą. Lecz powoli na jego twarzy 
zaczął pojawiać się uśmiech.

–   Czy   jakiś   mężczyzna   już   cię   kiedyś 

całował? – spytał.

Isabel urażona odrzuciła głowę w tył.
– O co ci chodzi? – spytała nie mogąc 

złapać oddechu.

Nie   odpowiedział   jej   od   razu,   lecz 

zdecydowanym   ruchem   ujął   jej   policzek. 
Zbliżył   swe   wargi   do   jej   ust   i   złożył   na 
nich   gorący,   miękki   pocałunek.   Isabel 
poczuła, że zaczyna jej żywiej bić serce. 

background image

Pocałunek   trwał   dłuższą   chwilę,   aż   w 
końcu Isabel oderwała gwałtownie usta.

–   Rod?   –   spytała.   Jej   piękne   brwi 

wygięły się w łuk. – Czy coś się stało? – Z 
zażenowaniem   wpatrywała   się   w   jego 
przystojną twarz.

Jego oczy zwęziły się. Był zagniewany.
–   Czy   kiedykolwiek   sprawiło   ci 

przyjemność, kiedy mężczyzna wziął cię w 
ramiona? – spytał prowokująco.

– Oczywiście – Isabel wiedziała, jakie 

będzie jego następne pytanie i oczekiwała 
na nie z niepokojem.

Złośliwy   uśmiech   pojawił   się   na   jego 

twarzy, gdy pochylił się nad nią.

– A więc wiesz, jak byś się czuła, gdyby 

pocałował  cię  – trzymając  jedną  rękę  na 
plecach.

Uderzyła pięściami z całej siły w biurko.
– Czy to wszystko, czym dla ciebie jest 

miłość?   –   spytała   z   wściekłością.   – 
Objęciem i pocałunkiem?

background image

– Nie, Bel, nie masz racji. Ale to ważna 

część uczucia nazywanego zakochaniem, i 
żadna   dziewczyna   nie   powinna   być 
pozbawiona   tego   doświadczenia   – 
stwierdził   z   goryczą   w   głosie.   –   Czy 
zgodzisz się ze mną?

Bezmyślnie   przełożyła   plik   kartek   z 

jednego miejsca w drugie.

–   Czy   moglibyśmy   dokończyć   raport, 

który   masz   przygotować   dla   kapitana? 
Zostało mi  jeszcze mnóstwo papierkowej 
roboty, którą muszę skończyć dziś wieczór 
–   i   nie   mam   czasu   ani   nastroju,   aby 
dyskutować   o   bzdurach.   Rodney 
wyciągnął z kieszeni długopis.

– Jak sobie pani życzy, siostro Bainey. 

Znam przebieg wydarzeń aż do momentu, 
gdy   opuściłaś   pokład   tankowca   i 
przesiadłaś   się   do   helikoptera.   Czy 
możemy zacząć od tego momentu?

Podniecenie,   które   wywołała   wśród 

pasażerów   i   załogi   brawurowa   akcja 

background image

Isabel, nie miało trwać długo. Zastąpił je 
smutek spowodowany postępami choroby 
u   doktora   Arno.   Czuł   się   tak   źle,   że 
zaprzestał

 

wykonywania

 

swych 

obowiązków   zawodowych.   Sam   doktor 
miał   jednak   nadzieję,   że   uda   mu   się 
powrócić   któregoś   dnia   do   pracy.   Nie 
wiadomo,   w   jaki   sposób   wszyscy 
dowiedzieli   się   o   jego   śmiertelnej 
chorobie,   współczucie   dla   niego   było 
powszechne.

Isabel opiekowała się nim najlepiej, jak 

mogła, pomimo swego przekonania, że w 
niczym   tak   naprawdę   nie   może   mu   już 
pomóc.

Z   powodu   nie   najlepszego   nastroju 

postanowiła   zrezygnować   z   kolacji   na 
tankowcu, ale Rodney nalegał, by jednak 
poszła.

–   To   ci   dobrze   zrobi,   Isabel   – 

przekonywał.

– Ktoś musi pozostać na służbie, a teraz, 

background image

gdy   doktor   Arno   źle   się   czuje,   nie   ma 
nikogo,   kto   mógłby   mnie   zastąpić   – 
zauważyła Isabel.

–   Ja   przejmę   twoje   obowiązki   – 

zaproponował Rodney. – Nie zanosi się na 
jakieś   problemy,   uważam   więc,   że 
powinnaś   skorzystać   z   tej   możliwości   i 
wyrwać   się   na   chwilę.   Nie   możesz 
pracować   dwadzieścia   cztery   godziny   na 
dobę siedem dni w tygodniu tylko dlatego, 
że okrętowy lekarz jest chory.

–   Ale   to   zaproszenie   dotyczy   również 

ciebie – przypomniała Isabel.

–   Tak   się   składa,   że   nie   możemy   iść 

oboje, a to przecież ty jesteś honorowym 
gościem.

Kolacja okazała się bardzo przyjemna i 

radosna,   zwłaszcza,   że   stan   zdrowia 
inżyniera   Slatera   poprawiał   się.   Isabel 
musiała   włożyć   sporo   wysiłku   w 
przekonanie   gospodarzy,   iż   bawi   się 
wyśmienicie,   w   rzeczywistości   jednak 

background image

ciągle   powracała   myślami   do   Rodneya   i 
przyczyny, dla której nie mogła go zabrać 
ze sobą.

Została   udekorowana   odznaką   z 

symbolem   statku.   Był   to   wyraz 
wdzięczności załogi za poświęcenie, jakie 
okazała jednemu z ich kolegów. Przyjęcie 
zakończyło   się   o   północy,   gdy   Isabel 
oświadczyła, że czuje się jak na wagarach i 
musi  jeszcze przed nocą  upewnić  się, że 
wszyscy pasażerowie bez szwanku wrócili 
z lądowej wycieczki.

Następnego   ranka   zamierzała   właśnie 

zadzwonić do Rodneya i podziękować mu 
za   zastępstwo,   gdy   telefon   na   jej   biurku 
odezwał się natarczywie.

–   Siostro,   mówi   mostek   kapitański. 

Proszę   natychmiast   zameldować   się   u 
kapitana.

Ruszyła szybkim krokiem ku mostkowi 

zastanawiając się, co mogło spowodować 
to   nagłe   wezwanie.   Kapitan   siedział   na 

background image

wysokim krześle obserwując morze przez 
jedną z szerokich, szklanych tafli.

–   Siostra   Bainey   –   zameldowała 

formalnie swoje przybycie.

Kapitan obrócił się i spojrzał wprost na 

nią.

–   Czy   sprawdziła   pani   dzisiaj 

samopoczucie Lady Winnisford, siostro? – 
spytał szorstko.

–   Nie,   kapitanie.   Nie   pojawiła   się   w 

izbie   przyjęć   ani   nie   prosiła   o   wizytę   w 
swojej kajucie.

– Kapitanie, moja mama nie potrzebuje 

pielęgniarki. Chodzi jej o lekarza.

Isabel dopiero teraz zauważyła stojącego 

obok niej Yidala Winnisforda.

Wzrok kapitana przesunął się z niego na 

Isabel i z powrotem. – Byłbym wdzięczny, 
gdyby   zajrzała   pani   teraz   do   Lady 
Winnisford i powiadomiła mnie o naturze 
jej dolegliwości oraz sposobach, w jakich 
zamierza sobie pani z nimi poradzić.

background image

–   Moja   matka   nie   pozwoli   zbadać   się 

zwykłej pielęgniarce. Ma przeraźliwe bóle. 
Musi   pan   polecić   doktorowi 
Levaughanowi,   aby   natychmiast   się   nią 
zajął.

W   oczach   kapitana   pojawił   się 

niebezpieczny błysk.

– Nie mam  prawa  wydawać rozkazów 

pasażerom   oprócz   zupełnie   wyjątkowych 
sytuacji, panie Winnisford. Jak do tej pory 
nie   dotarły   do   mnie   informacje   mogące 
świadczyć, że stan zdrowia pańskiej matki 
jest poważny. A teraz zechce pan opuścić 
mostek.   Siostra   Bainey   będzie   panu 
towarzyszyć   w   drodze   do   kabiny   Lady 
Winnisford.

Vidal zaprowadził Isabel do matki, ale 

na   czas   badania   miał   pozostać   za 
drzwiami.

–   Nie   mogę   zbadać   pańskiej   matki   w 

pana   obecności   –   stwierdziła   z   irytacją 
Isabel.

background image

–   Chcę   się   widzieć   z   lekarzem!   – 

krzyknęła kobieta ostrym i nieprzyjemnym 
tonem.

–   Proszę   mi   pozwolić   się   obejrzeć   – 

nalegała Isabel ujmując w przegubie rękę 
pani Winnisford.

Staruszka   wyrwała   rękę   i   spróbowała 

usiąść   na   łóżku,   nagły   atak   bólu 
spowodował jednak, że zgięła się wpół i 
krzyknęła.

Isabel   zignorowała   całe   to 

przedstawienie, zmierzyła puls i ciśnienie 
krwi.   Podniosła   słuchawkę   telefonu   i 
poprosiła   sanitariuszkę   o   przyniesienie 
środka   wymiotnego.   Zaordynowała   Lady 
Winnisford   starannie   odmierzoną   dawkę 
lekarstwa, zanim ta zdążyła zaprotestować 
choćby jednym słowem.

– Proszę zostać z pacjentką – poleciła 

sanitariuszce – a ja zamienię parę słów z 
jej synem.

Zaniepokojony   Vidal   krążył   pod 

background image

drzwiami kajuty.

–   Co   pańska   matka   robiła   wczoraj 

wieczór? – zapytała Isabel  nie  zwracając 
uwagi na pytania, którymi ją zasypał.

–   Poszliśmy   do   nocnego   lokalu   – 

wyjaśnił   z   irytacją.   –   Jeden   z   rybaków 
gorąco go nam polecał.

– Czy zjedliście tam kolację?
Vidal skinął potakująco głową.
Isabel była nieco zaniepokojona. Jeszcze 

raz   bardzo   starannie   zbadała   pacjentkę   i 
pobiegła na mostek.

– Zatrucie pokarmowe – poinformowała 

kapitana.

– Na moim statku? – spytał krótko.
– Nie. Lady Winnisford zjadła posiłek w 

nadbrzeżnym   klubie   nocnym   podczas 
pobytu w Syrakuzach. Jestem przekonana, 
że sprawa nie jest zbyt poważna, chociaż 
objawy mogą sugerować, że dość bolesna. 
Myślę,   że   byłoby   rozsądne   skonsultować 
się z lekarzem, jeśli to możliwe.

background image

Isabel spostrzegła, że kącik ust kapitana 

zadrgał  nerwowo.  Uświadomiła  sobie, że 
już po raz drugi zdarza się jej go pouczać. 
Speszyła się nieco, ale kapitan wysłał już 
gońca   mającego   odszukać   doktora 
Levaughana.

Rodney   pojawił   się   na   mostku   tak 

szybko, że Isabel odniosła wrażenie, jakby 
oczekiwał   w   pobliżu   na   to   wezwanie. 
Kapitan   poprosił,   aby   zapoznała   go   z 
wynikami swoich obserwacji.

– Wygląda na to, że mamy do czynienia 

z   lekkim   zatruciem,   kapitanie   – 
podsumował   Rodney   po   wysłuchaniu 
sprawozdania   Isabel.   –   Pozwolę   sobie 
jednak   obejrzeć   osobiście   Lady 
Winnisford,   tak   na   wszelki   wypadek. 
Siostro, proszę iść ze mną.

(Idy zakończył badanie, odwrócił się do 

Isabel   i   z   zawodową   uprzejmością 
poinstruował   ją,   jakie   zastrzyki   należy 
zrobić pacjentce.

background image

–   Proszę,   aby   siostra   zaglądała   tu   co 

godzinę przez cały dzień, aby stwierdzić, 
czy   objawy   zatrucia   ciągle   się   jeszcze 
utrzymują.   Proszę   mnie   powiadomić   w 
wypadku jakichś wątpliwości.

Wypisał   recepty   i   podał   instrukcję 

dalszego dawkowania leków. W przejściu 
na   zewnątrz   kabiny   spotkali   Vidala. 
Wyglądał   bardzo   nieprzyjaźnie   i   był 
wyraźnie rozdrażniony.

–   Nie   śpieszyłeś   się   zbytnio,   by   tu 

przyjść, Levaughan – zaczepił ich. – Jeżeli 
zjawiłbyś   się   wtedy,   kiedy   posłałem   po 
ciebie po raz pierwszy... 

– Nie posyłaj po mnie, Winnisford. Nie 

rób tego, jeżeli masz choć gram oleju w tej 
durnej   głowie.   Nie   jestem   członkiem 
załogi  i nie  mam  zamiaru spędzać  czasu 
przeznaczonego   na   moją   własną 
rekonwalescencję   na   fochach   głupawych 
pasażerów. Jeżeli od razu zadzwoniłbyś po 
siostrę Bainey, oszczędziłbyś swojej matce 

background image

całej   godziny   bezsensownych   cierpień. 
Mogę cię tylko zapewnić, ze ja zapisałbym 
dokładnie   tę   samą   kurację,   o   której   ona 
pomyślała.

Na   szczęście   Vidal   był   tak   porażony 

lekcją, którą otrzymał, że nie zdołał nawet 
otworzyć  ust, zanim Isabel  i Rodney nie 
zniknęli mu z oczu.

– Przepraszam,  że poprosiłam cię, byś 

rzucił   okiem   na   Lady   Winnisford   – 
stwierdziła, kiedy wolno szli  w kierunku 
pokładu   spacerowego.   –   Lecz   zatrucie 
pokarmowe   bywa   zbyt   zdradliwe,   by 
leczyć je bez konsultacji z lekarzem, jeżeli 
można   na   taką   liczyć.   Przyznaję   się,   iż 
wykorzystałam fakt, że znajdujesz się na 
pokładzie, lecz bałam się, że może mi coś 
umknąć.

– Postąpiłaś słusznie, Isabel – i cieszę 

się, że tak właśnie zrobiłaś. – Uśmiechnął 
się. – Mam w takich wypadkach ustaloną 
stawkę   –   herbata   w   kawiarni   nalana 

background image

własnoręcznie przez ciebie.

Jej serce zabiło mocniej, roześmiała się 

perliście.

– I, bez wątpienia, dodasz sobie jeszcze 

do   rachunku   napiwek,   który   będzie 
przewidywał trzymanie cię za rękę, kiedy 
będziesz pił herbatę!

–   Po   herbacie   –   poprawił   ją,   kiedy 

zdążali w kierunku kawiarni.

background image

Rozdział 9

Jednakże tego dnia nie dane było Isabel 

zasmakować   herbaty.   Kiedy   weszli   z 
Rodneyem do kawiarni, steward podszedł i 
zwrócił się do niej:

–   Czy   odbierze   pani   telefon   z   izby 

chorych? – spytał cicho. Z tego co wiem, 
to jakaś pilna sprawa.

–  Lady   Winnisford   jest   niemożliwa!   – 

stwierdziła zgadując, o co chodzi. – Lepiej 
jednak będzie, jeśli sprawdzę, o co chodzi.

Telefon w kawiarni był niestety zajęty, 

Isabel   popędziła   więc   czym   prędzej   do 
izby chorych, gdzie pani Tanney czekała 
już na nią z niecierpliwością.

– Czego życzy sobie Lady Winnisford, 

pani Tanney? – spytała rozdrażniona.

–   To   nie   chodzi   o   Lady   Winnisford, 

siostro. W gabinecie czeka na panią jakiś 
marynarz. Nie sądzę, by mu coś dolegało, 

background image

lecz   on   upiera   się   przy   tym,   żeby   się   z 
panią zobaczyć. To chyba jakiś wariat!

Isabel weszła do środka. Ujrzała przed 

sobą marynarza w średnim wieku, potężnie 
zbudowanego,   lecz   jednocześnie   dziwnie 
zwiotczałego.

–   Proszę   usiąść   –   powiedziała   cicho, 

stając przy nim i z niepokojem obserwując 
jego   twarz   w   poszukiwaniu   jakichś 
objawów   choroby.   –   Proszę   mi 
powiedzieć, jak się pan nazywa – poprosiła 
wyciągając   z   szuflady   kartę   choroby   i 
dobywając długopis z kieszeni fartucha.

–   George   Selton,   panienko   –   odrzekł 

siadając   ostrożnie   na   brzegu   krzesła.   – 
Chodzi mi o sny.

– Sny?
– Tak, sny, jakie mnie trapią.
Isabel   rozmawiała   z   nim   przez   długi 

czas,   stopniowo   zdając   sobie   sprawę,   w 
czym tkwi problem. Ten przypadek z całą 
pewnością należał do psychiatry, a nie do 

background image

pielęgniarki.

Mężczyzna   był   potężnie   zbudowany, 

lecz   nie   okazywał   żadnych   objawów 
agresji,   po   prostu   musiał   się   przed   kimś 
wygadać.   Z   tego   co   mówił,   Isabel 
wywnioskowała,   że   miał   w   domu,   w 
Anglii,   poważne   problemy.   Kłopoty 
rodzinne, jakie mu się zdarzyły, wymagały 
raczej,   by   pozostał   w   kraju.   Nie   mogła 
zrozumieć,   jak   udało   mu   się   uniknąć 
surowej   kontroli   lekarskiej,   której 
poddawani   są   marynarze,   zanim   pozwoli 
im się podjąć pracę na statku.

W   końcu   Isabel   dała   mu   lekki   środek 

uspokajający i odesłała do kabiny.

–   Przyjdę   za   godzinę,   żeby   zobaczyć, 

jak   się   pan   czuje   –   obiecała,   mając 
nadzieję, że przez ten czas lek uspokoi go 
na   tyle,   że   będzie   mogła   uzyskać   jasny 
obraz jego stanu psychicznego. Pozwoli jej 
to również porozmawiać z Rodneyem na 
ten temat i uzyskać jakieś wskazówki.

background image

Kolejni   dwaj   pacjenci   opóźnili   jej 

wyjście o parę minut, po czym do gabinetu 
wkroczył   Vidal   Winnisford   i,   bez 
zaproszenia, rozłożył się na krześle.

– Już za chwilę będę mogła udać się do 

Lady Winnisford i sprawdzić, jak się czuje 
– powiedziała uprzejmie.

–   Wcale   się   o   nią   nie   martwię   – 

stwierdził  beznamiętnie. – Każe  mi  latać 
za swoimi sprawami, czuję się jak chłopiec 
na posyłki. Wyglądam przy tym jak idiota.

– To nie rób wszystkiego, żeby ludzie 

cię za takiego uważali – odparła szybko.

Położył łokcie na blacie biurka i opuścił 

głowę   na   dłonie.   Gapił   się   na   Isabel   z 
bliskiej odległości.

– Kocham cię, Isabel. Chcę się z tobą 

ożenić. – Jego głos był wysoki, niemalże 
patetyczny.

Isabel o mało co nie dostała czkawki.
–   Nie   bądź   głupi,   Vidal.   Nie   mam 

pieniędzy, by cię utrzymywać i zaspokajać 

background image

twoje zachcianki. Wiesz dobrze, że nawet 
cię nie lubię.

Nie była w stanie powstrzymać się przed 

tą   ostatnią   uwagą.   Vidal   i   jego   matka 
zaleźli   jej   za   skórę   od   pierwszego 
spotkania   na   pokładzie   statku.   Parę   razy 
udało mu się porządnie wystraszyć Isabel, 
a   na   dodatek   razem   z   matką 
niejednokrotnie składał już na nią skargi u 
kapitana.

Spięła się, nie wiedząc, czego może się 

teraz po nim spodziewać, lecz na szczęście 
do   gabinetu   wszedł   kolejny   pacjent 
powstrzymując   Vidala   przed   wybuchem 
złości   i   zmuszając   do   wycofania.   Kiedy 
wychodził,   miał   twarz   dziecka,   któremu 
zabrano zabawkę, i które postanowiło się 
za to zemścić.

Isabel   spojrzała   na   wiszący   zegar. 

Minęła właśnie godzina, kiedy widziała po 
raz   ostatni   Lady   Winnisford,   a   Rodney 
kazał jej odwiedzać tę kobietę co godzinę. 

background image

Przyjrzała   się   kolejnemu   pacjentowi, 
którym   okazał   się   marynarz.   Stwierdziła, 
że nie wymaga on natychmiastowej opieki.

– Czy to pilne? – spytała szybko.
–   Niezupełnie   –   mruknął   po   chwili 

wahania. – W każdym razie, żaden nagły 
wypadek.

– Świetnie. Proszę w takim razie usiąść i 

poczekać.   Muszę   odwiedzić   chorą   w   jej 
kajucie.   Nie   będzie   mnie   najwyżej   pięć 
minut.

Zabrało   jej   jednak   kwadrans.   Lady 

Winnisford   czuła   się   już   znacznie   lepiej, 
ból ustał niemal całkowicie.

–   Wydawało   mi   się,   że   doktor 

Levaughan   będzie   na   tyle   uprzejmy   i 
znajdzie   czas,   by   odwiedzić   mnie 
osobiście!   –   poskarżyła   się   obrażonym 
głosem.

– Doktor Levaughan jest na tym statku 

tylko   pasażerem   i   oddał   pani   wielką 
przysługę – na prośbę kapitana – w ogóle 

background image

przychodząc   do   pani   –   wyjaśniła   Isabel 
starając   się   pilnować   języka.   –   Jestem 
doskonale przygotowana, by zająć się pani 
dolegliwością, Lady Winnisford.

Stara   kobieta   zrzędziła   dalej,   kiedy 

Isabel   mierzyła   jej   puls   i   ciśnienie. 
Dopiero   za   trzecim   razem   udało   się   jej 
zmierzyć   temperaturę,   gdyż   Lady 
Winnisford nie dawała sobie wytłumaczyć, 
że powinna zamilknąć na nieco dłużej niż 
kilka sekund.

Następnie   Isabel   musiała   poprawić   jej 

łóżko i po długich naleganiach posprzątać 
trochę w kajucie.

W końcu udało jej się wyrwać i wrócić 

do   izby   chorych,   by   dowiedzieć   się,   że 
marynarz,   któremu   kazała   czekać,   zaczął 
się bardzo niecierpliwić.

–   Bardzo   mi   przykro   z   powodu 

opóźnienia   –   przeprosiła   z   trudem   łapiąc 
oddech i siadając na krześle za biurkiem. – 
W czym mogę panu pomóc?

background image

– Nie przychodzę tu w swojej sprawie, 

siostro. Chodzi mi o George’a Seltona.

Isabel przyjrzała mu się bacznie, kiedy 

wypowiedział   nazwisko   człowieka,   który 
odwiedził   ją   nie   tak   dawno.   W   końcu 
obiecała przecież Seltonowi, że go wkrótce 
odwiedzi.

–   Co   z   nim?   –   spytała   poważnie 

zaniepokojona   zatroskaniem   na   twarzy 
swojego gościa.

– Jestem Rutter, kumpel George’a. Czy 

on był tu może u pani, siostro?

– Tak, odbyłam z nim dłuższą rozmowę, 

na   koniec   dałam   mu   tabletki   na 
uspokojenie.   Mam   go   odwiedzić   w 
kajucie,   gdy   tylko   znajdę   chwilkę   czasu, 
żeby się stąd wyrwać.

Westchnął z wyraźną ulgą.
– Cieszę się, siostro. Powiedziałem mu, 

żeby   skontaktował   się   z   panią   albo   z 
lekarzem.   Ten   biedny   chłopak   zaczyna 
dostawać kota.

background image

– Dlaczego pan tak uważa?
Mężczyzna wzruszył ramionami.
– Jego żona bez przerwy grozi mu, że od 

niego   odejdzie.   A   ten   pisuje   do   niej 
płomienne   listy.   Raz   pisze,   że   mają   go 
zrobić   kapitanem,   za   chwilę,   że   jest   na 
tropie jakiegoś skarbu – takie rzeczy. To 
nic niebezpiecznego dla innych – uspokoił 
ją pospiesznie. Wstrząsnął się niespokojnie 
i ciągnął: – Dostał list, kiedy zawinęliśmy 
do Pireusu, od córki. Żona opuściła go na 
dobre.

– I ta wiadomość tak nim wstrząsnęła – 

podpowiedziała.

–   Twierdzi,   że   popłynie   wpław   do 

Anglii, jeżeli statek nie będzie posuwał się 
szybciej do przodu.

Isabel   wzięła   głęboki   oddech. 

Popatrzyła na wiszący zegar.

– Proszę to zostawić mnie, marynarzu. 

Zobaczę, czy uda mi się przekonać doktora 
Levaughana, żeby się nim zajął. I bardzo 

background image

dziękuję za ostrzeżenie.

Kiedy   została   sama   w   gabinecie, 

wykręciła   numer   kabiny   Rodneya,   lecz 
nikt   nie   podniósł   słuchawki.   Spróbowała 
jeszcze   w   paru   miejscach,   z   podobnym 
rezultatem.   Doszła   więc   do   wniosku,   że 
musi   być   na   kolacji.   Przez   chwilę 
zastanawiała   się,   co   powinna   zrobić. 
Niespodziewanie   rozległ   się   dzwonek 
telefonu.   Jedna   ze   starszych   pasażerek 
pośliznęła   się   na   świeżo   wypastowanej 
podłodze i uderzyła głową o kant szafy.

Selton   nie   wykazywał   żadnych 

poważniejszych   objawów   niż   lekkie 
zdenerwowanie,   kiedy   Isabel   z   nim 
rozmawiała.   Postanowiła   więc,   że   będzie 
mógł jeszcze poczekać, zanim nie zajmie 
się   jego   przypadkiem.   To   co   spotkało 
starszą kobietę, wydawało się ważniejsze.

Pasażerka   nie   ucierpiała   specjalnie 

podczas   całego   zdarzenia,   ot   siniak   na 
plecach   i   lekkie   skaleczenie   na   głowie, 

background image

lecz musiało minąć sporo czasu, nim Isabel 
udało się ją położyć do łóżka i uspokoić po 
szoku,   jakiego   doznała.   Wtedy   nadeszła 
pora   odwiedzić   po   raz   kolejny   Lady 
Winnisford.

Isabel   westchnęła   zdenerwowana   i 

pośpieszyła   na   pokład   A,   żeby   zająć   się 
zrzędliwą   pacjentką.   Ukończyła   badanie 
najszybciej   jak   mogła   i   wróciła   do 
gabinetu doktora, by rozważyć przypadek 
marynarza Seltona, zastanawiając się, czy 
wypada   jej   wywołać   Rodneya   z   jadalni, 
czy też powinna pozwolić mu dokończyć 
posiłek.

Pomyślała sobie, iż gdyby chodziło tu o 

doktorka   Arno.   nie   miałaby   żadnych 
wątpliwości.   Mogłaby   przecież   od   razu 
przekazać mu sprawę, w momencie, kiedy 
zorientowała   się,   że   marynarz   cierpi   na 
zaburzenia umysłowe.

Lecz   doktorek   był   nieosiągalny   –   a 

Rodney   przebywał   w   końcu   na 

background image

„Venutusie" jako pasażer, i sam wymagał 
jeszcze   opieki.   Nie   ponosił   żadnej 
odpowiedzialności   za   usługi   medyczne 
świadczone na statku.

Isabel podeszła do bulaja, niepewna jak 

powinna sobie poradzić z tym problemem, 
pchnęła   szybkę   i   wpatrzyła   się   w 
bezkresne, niespokojne morze.

Kiedy   zdecydowała,   że   nie   powinna 

odkładać   konsultacji   z   doktorem 
Levaughanem, usłyszała odległy stłumiony 
krzyk, coś co brzmiało jak „Człowiek za 
burtą!".   Isabel   nie   miała   tak   naprawdę 
pewności, co to było, czy mylił ją słuch, 
czy   też   usłyszała   tylko   zwykły   krzyk 
mewy. Jednak w chwilę później poczuła, 
jak statkiem gwałtownie zatrzęsło, silniki 
zaczęły   obracać   się   w   przeciwnym 
kierunku, statek zwalniał, a na pokładach 
rozległo się szalone bicie w dzwony.

Isabel   powinna   się   w   tym   momencie 

znajdować na pokładzie, w pobliżu szalup 

background image

ratunkowych. Jeżeli ktoś wypadł za burtę, 
nie   pozwolą   jej   uczestniczyć   w   akcji 
ratowniczej, lecz musi być przygotowana 
do udzielenia pierwszej pomocy, gdy tylko 
powrócą ratownicy.

Pokłady   zapełniły   się   pasażerami, 

podczas gdy Isabel zbiegła na najniższy – 
gdzie   znajdowały   się   szalupy   –   z   torbą 
pierwszej   pomocy   przewieszoną   przez 
ramię.   Zauważyła,   że   załoga   oczyściła 
część   pokładu   i   nie   pozwala   nikomu 
zbliżać się do burty, z której spuszczano na 
wodę szalupę ratunkową.

Stanęła   na   stanowisku   i   dostrzegła,   że 

Rodney również się pojawił.

– Czy ktoś wypadł za burtę? – spytała 

przerażona.

–   Wyskoczył   za   burtę   –   poprawił   ją 

cicho.

Wychyliła   się   przez   reling   i   ujrzała 

szalupę ratunkową unoszącą się na falach, 
lecz nigdzie nie mogła dostrzec człowieka, 

background image

który wskoczył do morza.

Odwróciła się do Rodneya, żeby pokazał 

jej, gdzie się ów człowiek znajduje, lecz 
Rod uprzedził jej pytanie, zanim zdołała je 
wyartykułować.

– Jeszcze go nie znaleźli. Widziano go, 

jak wyskakiwał za lewą burtę. Drugi oficer 
rzucił mu koło ratunkowe i wszczął alarm, 
kiedy zobaczył, co ten człowiek robi. Przy 
tym świetle bardzo trudno będzie znaleźć 
cokolwiek   –   dodał,   gdy   reflektor 
umieszczony   przy   mostku   starał   się 
przebić   przez   szary   mrok   zapadającego 
zmierzchu.

– Kto to jest? – spytała zasmucona.
Rodney bezradnie wzruszył ramionami.
– Pewnie jakiś marynarz. Ale  nikt nie 

jest tego pewien.

Ujrzała w pobliżu Ruttera, który kręcił 

się   niespokojnie   przy   burcie   –   i   od   razu 
zrozumiała,   kim   jest   nieszczęśliwy 
skoczek.

background image

– Och, nie! – zawołała przerażona.
Rodney spojrzał na nią uważnie.
–   Czy   wiesz,   kim   on   jest?   –   zapytał 

szybko.

– Tak mi się wydaje – przyznała drżąc. 

Wiedziała, że człowiekiem w wodzie musi 
być George Selton. Zbyt długo zwlekała z 
przyjściem   z   pomocą   temu   ogarniętemu 
urojeniami pacjentowi.

W świetle reflektora ujrzała, że szalupa 

ratunkowa zatacza coraz większe kręgi w 
poszukiwaniu zaginionego marynarza.

– Jak dotąd nie ma po nim ani śladu – 

powiedział Rodney, gdy Isabel stała drżąca 
u jego boku. – Kim on jest?

– Jestem prawie pewna, że to marynarz 

George Selton.

Ujrzał,   że   cała   drży,   otoczył   ją   więc 

uspokajająco ramieniem.

– Skąd o tym wiesz? – zapytał.
Isabel wzięła głęboki oddech starając się 

zapanować nad sobą, zanim odpowiedziała 

background image

na pytanie Roda.

–   Przyszedł   do   mnie   do   gabinetu 

godzinę temu – dwie godziny – poprawiła 
się. – Okazało się, że cierpi na zaburzenia 
psychiczne, ale stosunkowo niegroźne – a 
w   każdym   razie   nie   było   mowy   o 
samobójstwie.   Coś   takiego   nigdy   nie 
przyszłoby mi do głowy. Odesłałam go do 
kajuty z lekkim środkiem uspokajającym, 
mając nadzieję, że uspokoi go to do czasu, 
kiedy   będę   mogła   ponownie   z   nim 
porozmawiać.   Powiedziałam   mu,   że 
odwiedzę   go   za   godzinę.   –   Zadrżała.   – 
Wtedy   zwaliły   się   na   mnie   różne   inne 
sprawy: ustalona wcześniej wizyta u Lady 
Winnisford,   pacjenci   w   izbie   chorych, 
jakaś starsza pasażerka upadła w kajucie – 
no   i   Vidal   Winnisford   –   dodała 
lakonicznie.

– Vidal Winnisford! Czegóż on znowu 

chciał? – Rodney był oburzony.

Nawet   w   takiej   rozpaczy   Isabel   zdała 

background image

sobie sprawę, że to pytanie i jego ton były 
w tych okolicznościach nie na miejscu.

–   Powiedzieć   mi,   że   mnie   kocha   i 

oświadczyć   mi   się   –   odrzekła   zbyt 
przygnębiona, by kłamać.

Isabel   jęknęła,   kiedy   jego   palce 

zacisnęły   się   mocno   na   jej   ramieniu. 
Rodney natychmiast uwolnił ją z uścisku – 
Sądzę, że lepiej będzie, jeśli odłożymy tę 
rozmowę do momentu, kiedy znajdziemy 
się sami – wyszeptał wściekle w jej ucho.

Isabel   obserwowała   zrozpaczona,   jak 

szalupa   przeczesuje   morze   w 
poszukiwaniu   George’a   Seltona.   Minęło 
sporo   czasu,   zanim   na   łodzi   zaczął   się 
nagły   ruch   wśród   członków   ekipy 
ratunkowej i szalupa została skierowana w 
kierunku   jakiegoś   małego   punktu   na 
wodzie,   ledwo   widocznego   z   pokładu 
„Venutusa”.

Dwie minuty później Isabel dojrzała, jak 

marynarze   wyciągają   z   wody   Seltona   i 

background image

ruszają   prosto   w   kierunku   statku. 
Podniesiono   go   szybko   na   wyciągu   i 
złożono   na   przygotowanych   zawczasu 
noszach.

Rodney   oglądnął   ciało,   bo   tak   jedynie 

dało się w tym momencie nazwać to, co 
zostało   z   George’a   Seltona,   któremu   nie 
mogła   już   pomóc   żadna   próba 
wskrzeszenia.

Rod   towarzyszył   Isabel   w   czasie   jej 

wizyty   u   Lady   Winnisford.   Był 
zadowolony,   że   starsza   kobieta   czuje   się 
znacznie   lepiej.   Skarżyła   się   jedynie   na 
ogólne   osłabienie,   co   jednak   jest 
normalnym   następstwem   przebytego 
zatrucia.

–   Dostanie   pani   środek,   który   pomoże 

pani   zasnąć   –   powiedział   jej.   –   Siostra 
Bainey zajrzy do pani jutro rano, lecz nie 
przewiduję,   żebym   ja   miał   być   pani 
jeszcze potrzebny.

– Czy nie sądzi pan, że byłoby lepiej, 

background image

gdyby pan zbadał mnie osobiście? – Lady 
Winnisford nie dawała za wygraną. Isabel 
czuła,   że   gdyby   nie   osłabienie   chorobą, 
stara   kobieta   byłaby   o   wiele   bardziej 
agresywna.

–   Absolutnie   nie,   Lady   Winnisford. 

Siostra Bainey zna swój fach. Powiadomi 
mnie,   gdyby   miała   najmniejsze 
wątpliwości.

–   Doktorze   Levaughan,   mam   bardzo 

duże wpływy. Jedno moje słowo...

– Nie za bardzo rozumiem, czy ma to 

być   groźba,   czy   też   obietnica,   Lady 
Winnisford   –   uciął   stanowczo.   –   Lecz 
jedno moje słowo i wyląduje pani gdzieś w 
szpitalu   w   północnej   Afryce,   gdy   tylko 
zawiniemy do Algieru.

– Ma pan obowiązek...
Isabel położyła rękę na ramieniu Lady 

Winnisford.

– Doktor Levaughan nie ma wobec pani 

żadnych obowiązków, Lady Winnisford – 

background image

powiedziała   starając   się   brzmieć 
pojednawczo.   –   Jest   takim   samym 
pasażerem   na   statku   jak   i   pani.   Rano 
przyjdę tu sprawdzić, jak się pani czuje, do 
tego czasu proszę nie wstawać z łóżka.

Rodney udał się z Isabel do gabinetu w 

izbie   chorych.   Isabel   zamieniła   się   w 
kłębek nerwów. Od lunchu nie miała nic w 
ustach,   a   minęło   już   wpół   do   jedenastej. 
Musiała   sprawdzić,   czy   nie   było   jakichś 
wezwań od pasażerów, i upewnić się, czy 
któryś z sanitariuszy pozostanie na noc w 
recepcji.

Przez cały czas wyrzucała sobie, że nie 

znalazła   wolnej   chwili,   by   przyjść   z 
pomocą   naprawdę   potrzebującemu   jej 
marynarzowi   –   co   spowodowało   jego 
śmierć w morskich falach.

– Trzęsą ci się ręce, siostro – stwierdził 

Rodney,   kiedy   usiłowała   uporządkować 
papiery na biurku. – Kiedy jadłaś po raz 
ostatni? – spytał przytomnie.

background image

– W czasie lunchu. Nie jestem pewna – 

nie   jestem   głodna   –   odpowiedziała 
zniecierpliwiona.

Podniósł słuchawkę telefonu, zadzwonił 

do stewarda i poprosił, żeby natychmiast 
przysłano   do   izby   chorych   jakiś   zimny 
posiłek.

Nie zgodził się rozmawiać z Isabel na 

jakikolwiek temat, dopóki nie postawiono 
przed nią tacy z jedzeniem, i nie wyraził 
żadnego zainteresowania tym, co do niego 
mówiła, dopóki nie zaczęła jeść.

Potem odezwał się do niej łagodnie.
–   Proszę,   powiedz   mi   wszystko,   co 

wiesz na temat George’a Seltona.

Chciała odłożyć nóż i widelec, ale Rod 

nie pozwolił jej na to.

–   Masz   rzadką   okazję,   gdy   możesz 

mówić z pełnymi ustami. A może wolisz, 
żebym zadał to pytanie podczas śledztwa 
w sprawie śmierci tego mężczyzny?

Isabel o mało nie krzyknęła ze złości i 

background image

frustracji.   Nie   przyszło   jej   do   głowy,   że 
może stanąć przed sądem.

–   Właściwie   niewiele   wiem   na   jego 

temat, Rod – doktorze.

Zarumieniła się. By ukryć drżenie rąk, 

wzięła w palce udko kurczaka i zaczęła je 
obgryzać.

–   Zadzwonił   i   poprosił   o   spotkanie   – 

zerknęła na tablicę zgłoszeń – gdzieś około 
siódmej.   Rozmawiałam   z   nim   przez 
chwilę. Nie wydał mi  się pobudzony ani 
agresywny, ale jego myśli były tak bardzo 
skoncentrowane

 

na

 

problemach 

rodzinnych, tak że nie do końca orientował 
się w tym, co się wokół niego dzieje.

Rodney Levaughan skinął głową.
– Proszę kontynuować, siostro.
„Czułabym   się   o   wiele   lepiej,   gdyby 

powiedział  do mnie  »Bel«", przyznała  w 
duchu.

–   Dałam   mu   łagodny   środek 

uspokajający   i   odesłałam   do   kajuty. 

background image

Przyrzekłam,   że   zaglądnę   do   niego 
później. Miałam innych pacjentów i...

–   I   pewną   osobistą   sprawę   do 

załatwienia – dodał zimno.

Upuściła   udko   kurczaka   na   talerz   i 

odepchnęła od siebie tacę.

– Próbowałam się z tobą skontaktować 

telefonicznie, ale ponieważ nie podnosiłeś 
słuchawki,   doszłam   do   wniosku,   że   jesz 
kolację.   Musiałam   zajrzeć   do   Lady 
Winnisford, a także opatrzeć pewną starszą 
panią,   która   upadła   i   skaleczyła   się   w 
głowę. Marynarz Rutter wpadł do mnie i 
przekazał mi, że wysłał George’a Seltona 
do izby przyjęć. Według jego słów Selton 
„zaczął dostawać kota". Opuściła go żona, 
a on groził, że popłynie wpław do Anglii, 
jeśli statek natychmiast nie ruszy szybciej 
naprzód.

–   I   nawet   wtedy   do   mnie   nie 

zadzwoniłaś?

–   Właśnie   stwierdziłam,   że   muszę   to 

background image

zrobić, gdy usłyszałam okrzyk „Człowiek 
za burtą!".

– Ile czasu minęło, od kiedy obiecałaś 

odwiedzić tego marynarza w kajucie?

– Co najmniej dwie godziny, ponieważ 

miałam w tym czasie inne wezwania.

– Włączając w to również romantyczne 

spotkanie   z   Vidalem   Winnisfordem   – 
mruknął oskarżająco.

Isabel podniosła się z krzesła.
– Chyba lepiej zrobię, udając się od razu 

do kapitana – stwierdziła wyniośle. – Jeśli 
mam   być   przepytywana   i   oskarżana   o 
zaniedbanie,   jestem   w   stanie   znieść   to 
tylko raz. Pan wybaczy.

Rod nie pozwolił jej po prostu odejść. 

Złapał ją za ramię i gwałtownie przycisnął 
do piersi.

–   Przepraszam,   Isabel.   Zachowuję   się 

jak idiota, ale nie potrafię udawać, że nie 
obchodzi mnie to, co się stało między tobą 
a Winnisfordem.

background image

Dla   Isabel   stało   się   jasne,   że   Rodney 

Levaughan   jest   o   wiele   bardziej 
zainteresowany   jej   życiem   uczuciowym 
niż obowiązkami zawodowymi. Rozpacz i 
odrzucenie ustąpiło w jej sercu miejsca na 
nowo   rodzącej   się   nadziei.   Podniosła 
głowę   i   spojrzała   Rodneyowi   prosto   w 
oczy.

–   Nic   między   nami   nie   zaszło,   Rod. 

Vidal   powiedział,   że   jest   we   mnie 
zakochany i chce się ze mną ożenić – i to 
wszystko.

– Nie miał prawa tak postąpić! – Rod 

objął   ją   jeszcze   mocniej.   Isabel 
uśmiechnęła się z przekorą.

–   Oczywiście,   że   miał   prawo.   Każdy 

mężczyzna może powiedzieć dziewczynie, 
że ją kocha, jeśli to prawda – i poprosić ją 
o rękę. Decyzja należy do niej.

Rod wypuścił ją z objęć i spytał starając 

się zachować spokój.

– No więc co mu odpowiedziałaś?

background image

Spostrzegła, że na jego twarzy nie ma 

ani śladu uśmiechu. W napięciu czekał na 
jej odpowiedź.

– Powiedziałam „nie".
Odprężył się minimalnie.
–   Czy   powiedziałaś   to,   ponieważ 

kochasz kogoś innego?

Celowo   zadał   takie   pytanie,   Isabel 

dobrze o tym wiedziała. Czuła, że Rodney 
oczekuje   pozytywnej   odpowiedzi, 
tymczasem   jedyna   odpowiedź,   jakiej 
mogła udzielić, brzmiała: „Tak się składa, 
że   go   nie   kocham".   Rod   potrząsnął   nią 
niecierpliwie.

–   Ponieważ   kochasz   kogoś   innego?   – 

powtórzył jeszcze raz.

Isabel wiedziała, jakich słów oczekiwał. 

Wiedziała   również,   co   powinna   mu 
odpowiedzieć, ale  nie  miała  wątpliwości, 
że   w   momencie,   gdy   wyjawi   mu   swe 
prawdziwe uczucia, ponownie się od siebie 
oddalą. Rod już chyba nigdy nie uwierzy, 

background image

że   brak   ręki   nie   jest   przeszkodą   w   jego 
związkach z kobietami.

Potrząsnęła głową uśmiechając się doń 

ze smutkiem.

– Chyba nie masz prawa oczekiwać ode 

mnie   odpowiedzi   na   swoje   pytanie   – 
odparła wyzywająco.

Rod nie podjął rękawicy.
–   Po   prostu   byłem   ciekaw   – 

usprawiedliwiał   się   przygnębiony.   – 
Powiedz   mi   coś   więcej   o   tym   George’u 
Seltonie – zmienił szybko temat.

Najdokładniej   jak   tylko   potrafiła, 

powtórzyła mu swoją rozmowę z Seltonem 
i   jego   przyjacielem,   Rutterem.   Rodney 
słuchał jej z uwagą.

–   A   więc   oprócz   tego.   że   groził 

popłynięciem wpław do Anglii, co można 
było uznać za głupią odzywkę, ani słowem 
nie   wspomniał   o   zamiarach 
samobójczych?

– Nie.

background image

–   I   nie   wykazywał   żadnych   objawów 

agresji?

– Żadnych.
A   jednak   zginął   człowiek   i   musiało 

zostać przeprowadzone oficjalne śledztwo.

\

background image

Rozdział 10

Był to trudny okres dla wszystkich osób 

związanych   z   tą   sprawą,   szczególnie   dla 
Isabel.   Ostatecznie   jednak   kapitan 
stwierdził, że  śmierć marynarza nastąpiła 
w   wyniku   nieszczęśliwego   splotu 
okoliczności.   Jedną   z   przyczyn   tragedii 
było   niestwierdzenie   u   Seltona   przez 
komisję   w   Southampton   jakichkolwiek 
niepokojących   objawów.   Dodatkową   nie 
sprzyjającą   okolicznością   była   choroba 
doktora   Forbesa,   ponieważ   w   zwykłych 
warunkach   pielęgniarka   zwróciłaby   jego 
uwagę   na   stan   psychiczny   marynarza   na 
tyle   wcześnie,   że   możliwe   byłoby 
zapobieżenie jego śmierci.

Na   tym   mogła   się   zakończyć   cała 

sprawa – gdyby nie nadmierna gadatliwość 
Ruttera. Mimo że pasażerowie i załoga we 
właściwy   sposób   odbierali   jego 

background image

przechwałki,   jakoby   tylko   on   zrobił 
cokolwiek dla ratowania życia przyjaciela, 
Lady Winnisford miała inne zdanie na ten 
temat. Natychmiast dostrzegła sposobność 
do   skrytykowania   kapitana,   okrętowej 
służby   zdrowia   i   szybkości,   z   jaką 
przeprowadzono akcję ratunkową.

Trafiła   jednak   na   równego   sobie 

przeciwnika, gdy ze wszystkich sił starała 
się   przekonać   rozmówców,   że   Seltona 
dałoby   się   uratować,   gdyby   tylko 
oficerowie   i   załoga   odpowiednio 
wypełniali   swe   obowiązki.   Kapitan 
Lawrence   był   człowiekiem,   który   wolał 
fakty   od   pomówień   i   nalegał   na 
przedstawienie   dowodów   winy.   Dwa   dni 
później

 

zwołał

 

wszystkich 

zainteresowanych   i   poprosił   Lady 
Winnisford   o   powtórzenie   swych 
zarzutów, które zostały zanotowane przez 
wyznaczoną   osobę.   Kapitan   zachował 
nieprzenikniony   wyraz   twarzy   siedząc 

background image

naprzeciwko   Lady   Winnisford   w 
towarzystwie   drugiego   oficera,   oficera 
odpowiedzialnego   za   łodzie   ratunkowe,   i 
siostry   Bainey.   Isabel   ze   zdziwieniem 
stwierdziła, że nie zaproszono Rodneya.

–   Ile   czasu   upłynęło   między   skokiem 

Seltona za burtę a ogłoszeniem alarmu? – 
spytał kapitan drugiego oficera.

–   Skoczył   na   moich   oczach,   panie 

kapitanie. Alarm został ogłoszony, zanim 
jeszcze zdążył wpaść do wody.

– Czy jest to wystarczająca odpowiedź 

na pani pierwszy zarzut, Lady Winnisford? 
– spytał chłodno kapitan.

– Nie widziałam, żeby wyskakiwał!
– Wystarczy!
Kapitan   zwrócił   się   teraz   do   oficera 

obsługującego łodzie ratunkowe.

–   Ile   czasu   zajęło   panu   opuszczenie 

szalupy po ogłoszeniu alarmu?

– Wisiały na wyciągach, zaledwie kilka 

stóp od poziomu morza. Szalupy znalazły 

background image

się w wodzie natychmiast, gdy tylko było 
to możliwe – po zatrzymaniu statku. Nie 
ma mowy o żadnym opóźnieniu.

– Siostro Bainey, kiedy znalazła się pani 

na swoim stanowisku?

–   Zanim   opuszczono   łódź   ratunkową, 

sir.

Ponownie odwrócił się i spojrzał ostro 

na Lady Winnisford.

–   Cóż,   Lady   Winnisford   –   gdzie 

nastąpiło opóźnienie?

–   Należy   zbadać   tę   sprawę   bardziej 

szczegółowo odrzekła natarczywie.

–   Bardzo   szczegółowo,   Lady 

Winnisford – naciskał kapitan. – Nie mogę 
pozwolić,   by   wobec   któregokolwiek 
członka   mojej   załogi   wysuwano   nie 
sprawdzone   zarzuty.   Cóż   takiego   pani 
ujrzała,   co   dało   pani   podstawę   do 
oskarżenia, jeśli mógłbym wiedzieć?

Isabel chrząknęła cicho i stwierdziła:
– Lady Winnisford przebywała w swojej 

background image

kajucie   na   kilka   godzin   przed   tragedią   – 
wyjaśniła.   –   Nie   opuszczała   jej   aż   do 
następnego  ranka.  W   chwili  kiedy  to  się 
stało, leżała chora w łóżku.

–   Mam   bulaj!   –   stara   kobieta 

wykrzyknęła wściekle. – I dwoje oczu.

–   Bulaj   w   kabinie   Lady   Winnisford 

wychodzi na prawą burtę na pokładzie A – 
powiedziała Isabel.

Lesley Howard podjął temat.
– Selton  wyskoczył  z   lewej  burty,  sir. 

Obchodziłem właśnie statek, gdyż miałem 
wachtę aż do momentu, kiedy przejął pan 
ją ode mnie, sir. Na poszukiwanie Seltona 
spuszczono   szalupę   z   lewej   burty,   co 
zostało   wcześniej   skonsultowane   z 
mostkiem. Ujrzenie tego, co dzieje się na 
wodzie, przez bulaj z pokładu A, lub też z 
kabin   znajdujących   się   na   prawej,   jest 
niemożliwe, sir.

– Innymi  słowy, Lady Winnisford, nie 

widziała   pani   nic   z   tego,   co   zaszło   – 

background image

stwierdził   kapitan.   –   Jeżeli   jeszcze   raz 
usłyszę   o   tej   sprawie,   będę   się   czuł 
upoważniony,   aby   poradzić   mojemu 
oficerowi i pielęgniarce, by po zawinięciu 
do Southampton zwrócili się w tej sprawie 
do   adwokata.   Powinienem   panią   ostrzec, 
że   rzucanie   oszczerstw   jest   bardzo 
kosztownym sposobem spędzania czasu.

– Cała załoga jest hańbą dla tego statku! 

– wykrzyknęła Lady Winnisford nie licząc 
się   w   ogóle   ze   słowami.   –   Lekarz   jest 
chory,   a   doktor   z   RAF-u   odmawia 
wszelkiej pomocy...

–   Doktor   Levaughan   znalazł   się   przy 

szalupie, gdy tylko ta dobiła do statku – 
ucięła   Isabel.   –   Pozostał   tam,   dopóki 
Selton   nie   został   wciągnięty   na   pokład. 
Zbadał   go   i   stwierdził,   że   ten   człowiek 
zmarł   wskutek   utonięcia.   Później 
towarzyszył mi w czasie mojej rutynowej 
wizyty u Lady Winnisford w jej kajucie. 
Dał jej środek nasenny i zapewnił, że do 

background image

rana wszelki ból powinien minąć. Kazał mi 
odwiedzić   ją   następnego   ranka,   bym   się 
mogła przekonać, czy tak się stało. Kiedy 
to zrobiłam, zastałam Lady Winnisford w 
dobrym zdrowiu.

– Opuścił mnie, by oddać się pod czułą 

opiekę tej młodej kobiety! – wykrzyknęła 
wskazując palcem na Isabel.

Kapitan   Lawrence   wstał   zza   biurka   i 

gestem nakazał ciszę.

–   Doktor   Levaughan   zgodził   się 

zaopiekować   panią   wyłącznie   na   moją 
osobistą   prośbę,   Lady   Winnisford. 
Zwróciłem się do niego o to tylko dlatego, 
że   tak   poradziła   mi   siostra   Bainey. 
Powinna być mu pani bardzo wdzięczna. 
Nie   zaprosiłem   go   na   nasze   obecne 
spotkanie, gdyż  jest  on pasażerem,  a  nie 
członkiem mojej załogi. Nie ma żadnych 
obowiązków – ani wobec mnie, ani wobec 
nikogo innego na tym statku. Powinienem 
również   dodać,   nie   można   mu   zabronić 

background image

tego,   by   po   powrocie   do   Southampton 
podzielił   się   z   prasą   tymi   zawistnymi   i 
niestosownymi   oskarżeniami,   jakimi   go 
pani obrzuciła. Może się pani przekonać, 
że Lord Winnisford i jego koledzy z rządu 
Jej Królewskiej Mości dokładnie przyjrzą 
się   temu,   co   ma   do   powiedzenia   doktor 
Levaughan.

Lady   Winnisford   opuściła   pokład 

„Venutusa" w godzinę po dopłynięciu do 
portu   w   Algierze.   Nieoczekiwanie   Vidal 
odmówił   pójścia   w   jej   ślady.   Doktorek 
Arno   został   zabrany   na   brzeg, 
przewieziono   go   ambulansem   do 
miejscowego   szpitala.   Isabel   nie   miała 
złudzeń: doktorek już nigdy nie ujrzy swej 
ojczyzny.

Kapitan rozesłał radiogramy, gdzie tylko 

mógł,   w   poszukiwaniu   lekarza   na 
wakujące   stanowisko,   lecz   pozostały   one 
zupełnie   bez   odzewu.   W   końcu   Rodney 
Levaughan   zaoferował   swe   usługi   do 

background image

chwili,   kiedy   przypłyną   z   powrotem   do 
Southampton.

–   Da   mi   to   pewne   doświadczenie   w 

leczeniu pacjentów przy użyciu jednej ręki 
– wyjaśnił Isabel, kiedy spotkali się przy 
najbliższej okazji. Nastąpiło to w gabinecie 
lekarskim.

– Jak do tej pory radziłeś sobie świetnie 

–   pogratulowała   mu   po   pierwszym   dniu 
spędzonym na przyjmowaniu pacjentów.

–   Jeden   skaleczony   palec,   trzech 

pacjentów   z   objawami   przejedzenia, 
skręcony bark i dwóch pacjentów, którzy 
nie mieli nic ważniejszego do roboty niż 
zmarnować   trochę   czasu   okrętowemu 
lekarzowi – zaśmiał się pogardliwie.

–   Nie   mówiłam   o   twoich   pacjentach, 

Rod.   Mówiłam   o   tobie.   Wydaje   się,   że 
wracasz   do   formy   –   nie   zauważyłam   na 
przykład,   żebyś   miał   kłopoty   z 
utrzymaniem równowagi, co nie należy do 
najłatwiejszych   rzeczy   na   wciąż 

background image

kiwającym się pokładzie.

Wstał,   zgiął   się   i   dotknął   palcami 

czubka   buta   nie   zachwiawszy   się   ani 
odrobinę. Następnie wyprostował się, jego 
stopy nawet nie drgnęły.

– Prawdziwy atleta – rozpromienił się. – 

Swoją   drogą,   napisałem   do   medycznej 
agencji   w   Londynie,   prosząc   ich,   aby 
znaleźli   mi   jakąś   pracę,   gdzieś   na 
prowincji.

–   Mam   ogromną   nadzieję,   że   znajdą 

dokładnie to, o czym myślisz, Rod. Lecz 
mogą   się   pojawić   problemy   –   dodała 
trapiona   wątpliwościami.   –   Na   przykład 
prowadzenie   samochodu   po   polnych 
drogach, omijanie ciężarówek.

– Czy masz prawo jazdy, Bel?
To   pytanie   sprawiło,   że   serce   Isabel 

zaczęło   mocniej   bić,   jej   umysł   rozważał 
wszelkie możliwości.

– Tak – powiedziała cicho.
Uśmiechnął się do niej.

background image

– Być może więc, uda mi się przekonać 

cię, byś pośpieszyła mi z pomocną dłonią 
– i to w dosłownym tego słowa znaczeniu 
– aż do chwili, kiedy nabiorę wprawy w 
prowadzeniu samochodu i okrzepnę nieco 
w tych nowych warunkach. Co ty na to? – 
Rod   stukał   nerwowo   w   blat   biurka 
wpatrując się ciepło w Isabel. Nie ulegało 
wątpliwości, że bardzo mu się podoba.

– Czy naprawdę proponujesz mi pracę? 

– spytała. Jej serce prawie zatrzymało się 
w oczekiwaniu na odpowiedź. Nie istniało 
na świecie nic, czego pragnęłaby bardziej 
niż być z nim.

Potrząsnął ze smutkiem głową.
– Z początku nie stać by mnie było na 

płacenie ci pensji. W każdym razie jeszcze 
przez długi czas, dopóki nie wyrobiłbym 
sobie odpowiedniej pozycji. A to mogłoby 
naprawdę zabrać mi sporo czasu, pacjenci 
mogliby   się   obawiać   jednorękiego 
szarlatana.

background image

– Nie jesteś szarlatanem!
–   Będę   cię   trzymał   za   słowo   – 

powiedział i ponownie potrząsnął głową. – 
Będę musiał wyżyć z renty, jaką przyznał 
mi RAF – w każdym razie przez pierwsze 
dwa lata, no, może rok. – Uśmiechnął się 
smutno.   –   Mógłbym   korzystać   z   twojej 
pomocy,   Bel,   lecz   przecież   żaden 
sprzedawca   nie   będzie   czekał,   aż   będzie 
mnie stać, by mu zapłacić, a z tego co będę 
musiał   zapłacić   tobie,   wysoko 
wykwalifikowanej pielęgniarce...

–   Niektóre   pielęgniarki   nie   są   takie 

drogie, Rod, jeżeli tylko wkładają serce w 
to, co robią.

–   Istnieją   jednak   związki   zawodowe   i 

minimalne stawki płac. Nie pozwalaj mi na 
snucie takich marzeń, Bel. Przez jakiś czas 
będę sobie musiał radzić sam.

Isabel podeszła do zasłony oddzielającej 

gabinet od recepcji. Wyjrzała i cofając się 
nie pozwoliła zasłonie opaść do końca.

background image

– Żona jest znacznie tańsza – stwierdziła 

enigmatycznie.   –   Należy   jej   tylko 
zapewnić   dach   nad   głową   i   coś   do 
jedzenia. Ponosząc tak małe koszty możesz 
korzystać z jej umiejętności zawodowych 
– i na dodatek codziennie po powrocie do 
domu będą na ciebie czekać ciepłe kapcie.

Usiadła   ponownie   za   biurkiem 

zaskoczona

 

własną

 

śmiałością. 

Powiedziała więcej, niż miała prawo – a na 
dodatek czuła się rozczarowana, gdyż nie 
zareagował na jej aluzję.

W drodze do Tangeru Isabel zdała sobie 

sprawę, że Vidal Winnisford podąża za nią 
wszędzie krok w krok. Przez ostatnie trzy 
dni   mieli   z   Rodneyem   mnóstwo   pracy   z 
powodu  nawału drobnych dolegliwości  – 
większość z nich stanowiła dla pasażerów 
pretekst i sposobność do zaznajomienia z 
nowym lekarzem okrętowym.

Tego wieczoru Rodney został dłużej w 

swoim   gabinecie   przeglądając   oferty 

background image

nadesłane   z   londyńskiej   agencji 
medycznej.   Odebrał   je   zaledwie   wczoraj 
podczas postoju w Maladze. Nie poprosił 
Isabel, aby dotrzymała mu towarzystwa, a 
prawdę mówiąc Isabel obawiała się, czy w 
ogóle powiadomi ją o podjęciu decyzji.

Wałęsając   się   bez   celu   dotarła   na 

pokład.   Zapadał   już   zmrok,   tylko   kilka 
światełek

 

rozpraszało

 

ciemność. 

Większość pasażerów jadła jeszcze kolację 
lub   zajmowała   stoliki   na   jasno 
oświetlonym   pokładzie   spacerowym.   Na 
dzisiejszy   wieczór   przewidziano   tańce, 
orkiestra stroiła właśnie instrumenty.

Isabel   przechyliła   się   przez   reling 

przyglądając   się   wzburzonej   wodzie. 
Nagle poczuła, że ktoś stoi obok niej.

–   Czy   udało   ci   się   uwolnić   od 

towarzystwa   naszego   nowego   lekarza 
okrętowego?   –   Głos   ten   bez   wątpienia 
należał do Yidala Winnisforda. – Wydaje 
się, że bardzo absorbował cię swoją osobą, 

background image

odkąd opuściliśmy Algier. Jak ci się udało 
uciec dziś wieczór?

– Uciec, Vidal? Nie musiałam uciekać. 

Po   prostu   tak   się   złożyło,   że   byliśmy 
ostatnio   bardzo   zajęci   w   izbie   chorych, 
lecz nareszcie nieco się uspokoiło. Doktor 
Levaughan   przegląda   jakieś   karty 
chorobowe, postanowiłam więc zaczerpnąć 
nieco   świeżego   powietrza   –   skłamała 
gładko.   –   Nie   uwierzyłbyś,   jak   niewiele 
udało   mi   się   zobaczyć   podczas   naszej 
podróży po basenie Morza Śródziemnego.

–   Nigdy   nie   schodzisz   na   brzeg   – 

przypomniał   jej.   –   Czy   lekarz   na   tym 
statku nie może cię zwolnić na parę godzin 
dając

 

możliwość

 

zwiedzenia 

czegokolwiek?

–   Doktorek   Arno   był   chory.   Przez 

dłuższy czas pracowałam sama.

–   Lecz   teraz   to   się   zmieniło.   Co   byś 

powiedziała   na   wypad   na   brzeg,   kiedy 
dopłyniemy do Tangeru? Mogę ci pokazać 

background image

parę   ciekawych   miejsc.   Już   tam   kiedyś 
byłem.

– Dziękuję, Vidal, ale doktor Levaughan 

może zechcieć sam zejść na ląd. Powinien 
skorzystać   z   okazji,   w   końcu   on   sam 
wymaga   jeszcze   rekonwalescencji   – 
dlatego   przecież   zdecydował   się   na   ten 
rejs.   Tylko   jedno   z   nas   może   opuścić 
statek. Ktoś musi zostać na pokładzie na 
wypadek, gdyby się coś stało.

– Jeżeli   on zdecyduje  się   popłynąć  na 

brzeg,   ja   zostanę   z   tobą,   Isabel   – 
powiedział znacząco.

– I co zrobisz, Vidal?
–   A   czego   się   po   mnie   spodziewasz? 

Kocham cię, wiesz o tym. Westchnęła.

–   Nie   zaczynajmy   wszystkiego   od 

początku.

Otoczył ją ramieniem, lecz strząsnęła je 

natychmiast.

–   Proszę   cię,   nie   –   zaoponowała.   – 

Doskonale zdajesz sobie sprawę, że cię nie 

background image

kocham. Dlaczego nie spróbujesz z Lorną 
Stanard?   Powodzi   jej   się   fatalnie,   odkąd 
doktor  Levaughan przyjął  posadę  lekarza 
okrętowego.

–   Dobry   wieczór   –   usłyszeli   spokojny 

głos.

–   Cześć,   Lesley   –   z   ulgą   pozdrowiła 

drugiego   oficera.   –   Zapraszam   na 
pogawędkę. Pan Winnisford właśnie szedł 
do panny Stanard, by zaprosić ją dziś na 
tańce – a może i na wyprawę na ląd, kiedy 
zawiniemy w końcu do Tangeru.

– Widziałem, jak wychodziła z jadalni w 

towarzystwie   swojej   matki.   Wokół   nie 
było żadnych mężczyzn – dodał.

Vidal zniknął z widocznym gniewem w 

oczach. Lesley zaśmiał się cicho.

–   Członkowie   załogi,   a   zwłaszcza 

oficerowie, nie  powinni  naśmiewać  się  z 
pasażerów – stwierdził. – Czy znowu ci się 
naprzykrzał?

– Nawet nie, Lesley. Usiłował nakłonić 

background image

mnie, bym popłynęła z nim na brzeg, kiedy 
znajdziemy się w Tangerze, jeżeli udałoby 
mi się wyrwać. Jeżeli nie, był gotów zostać 
ze mną na statku.

– I co mu odpowiedziałaś?
–   Och,   zjawiłeś   się   w   chwili,   kiedy 

miałam mu właśnie przypomnieć, iż to z 
jego powodu kapitan ostrzegł mnie, że nie 
powinnam   się   zadawać   z   pasażerami. 
Miałam   mu   również   wyliczyć   wdzięki 
Lorny   Stanard.   –   Oparła   się   plecami   o 
reling i wpatrzyła w pokryte feerią świateł 
pokłady.   –   Cóż   za   rozkoszny   widok   – 
stwierdziła – lecz z ulgą powitam chwilę, 
kiedy   znajdziemy   się   z   powrotem   w 
Anglii.

– Czy masz już coś upatrzonego?
– Chciałabym znaleźć sobie stałą pracę 

–   wyjaśniła   cicho.   –   Zaokrętowałam   się 
tylko na ten jeden rejs i nie mam zamiaru 
płynąć po raz drugi.

– Och – westchnął rozczarowany. – Czy 

background image

po powrocie będę się mógł jeszcze kiedyś 
z tobą zobaczyć?

–   Nie   sądzę,   Lesley.   Chciałabym 

znaleźć   sobie   coś   do   roboty   w   jakimś 
małym   miasteczku,   daleko   od 
Southampton.

Nie   wyjaśniła   mu,   że   postanowiła 

dowiedzieć   się,   gdzie   Rod   będzie   miał 
praktykę i znaleźć sobie gdzieś w okolicy 
odpowiednią   pracę.   Może   jako 
pielęgniarka w pobliskim szpitalu, może w 
domu opieki. Gdziekolwiek, gdzie będzie 
mogła mu w wolnym czasie pomagać.

–   Miałem   szczerą   nadzieję...   –   zaczął 

Lesley. – Jeżeli udałoby mi się spotkać się 
z   tobą   pomiędzy   rejsami,   lepiej   cię 
poznać...

Przerwała   mu   natychmiast,   jak   tylko 

mogła najdelikatniej.

–   Nie   kończ,   Lesley.   Wiem,   o   co   ci 

chodzi, i jestem dumna, że ktoś taki jak ty 
twierdzi, że chce mnie poznać lepiej. Lecz 

background image

nic z tego nie będzie.

–   Jest   ktoś   inny,   ktoś,   kogo   zapewne 

zostawiłaś w Stanach?

–   Nie   –   odpowiedziała   cicho,   prawda 

tego zdania zabolała ją głęboko. – Nie, nie 
mam tam nikogo.

background image

Rozdział 11

Tanger był ostatnim portem, do którego 

zawinęli   przed   długą   podróżą   na   północ 
wzdłuż   zachodniego   wybrzeża   Hiszpanii, 
poprzez   Zatokę   Biskajską   i   kanał   La 
Manche.   Wkrótce   miała   się   pojawić   na 
horyzoncie wyspa Wrigth, potem czekała 
ich   krótka   droga   do   Solent   i   „Venutus" 
spokojnie   wpłynie   do   doku   w 
Southampton.

Rejs   dobiegnie   końca,   pasażerowie 

rozjadą   się   po   całej   Anglii,   a   załoga 
zostanie zwolniona.

Isabel stała oparta o reling wpatrując się 

nie widzącymi oczyma w światła Tangeru, 
jej myśli były tysiąc dwieście mil i siedem 
dni stąd, w porcie w Southampton.

– Z niecierpliwością oczekujesz powrotu 

do   Anglii?   –   spytał   Rodney   Levaughan, 
jakby doskonale wiedział, o czym w tym 

background image

momencie myśli Isabel.

Westchnęła   lekko,   kiedy   wróciła 

myślami   do   teraźniejszości.   Przez   chwilę 
zastanawiała   się,   nie   będąc   pewną,   jak 
odpowiedzieć na to pytanie.

– Ta podróż po Morzu Śródziemnym na 

luksusowym   liniowcu   była   naprawdę 
niezwykłym

 

doświadczeniem

 

– 

powiedziała   w   końcu.   –   Nigdy   nie 
zapomnę tego, co zobaczyłam, cudownego 
słońca   i   wspaniałego,   błękitnego   nieba, 
egzotycznych posiłków i świetnej zabawy, 
jaką była ta podróż.

Westchnęła   ponownie,   lecz   nie 

zwierzyła mu się, że w czasie tego rejsu 
odkryła, iż miłość jest o wiele więcej warta 
niż wszelkie inne radości i cierpienia, jakie 
ze sobą niesie.

Isabel   była   w   radosnym   nastroju 

również   dlatego,   że   dostrzegła   w   swojej 
przyszłości   coś,   na   co   czekała.   Rod 
powiedział   jej   o   starej,   pokrytej   słomą 

background image

chałupie pod Cotswold, którą miał zamiar 
uczynić swoim domem. Tam chciał osiąść 
i rozpocząć praktykę lekarską.

Nie poprosił jej, by dołączyła do niego, 

lecz Isabel zdawała sobie sprawę, że jego 
milczenie   nie   zostało  spowodowane   tym, 
iż   nagle   przestał   odwzajemniać   gorące 
uczucie, którym go obdarzyła. Wiedziała, 
że nadal ogarnięty jest bezsensowną ideą, 
że   ma   zbyt   mało   do   ofiarowania   swojej 
ewentualnej   żonie.   Twierdził,   że   jego 
kalectwo utrudni mu osiągnięcie sukcesu, 
a   wydawało   mu   się,   że   panna   młoda 
właśnie tego będzie od niego oczekiwać.

–   Czy,   kiedy   się   już   zadomowię, 

odwiedzisz   mnie,   jeśli   będziesz   akurat 
gdzieś   w  okolicy?   –   spytał   ją   tego  dnia, 
gdy   podjął   decyzję,   którą   z   nadesłanych 
przez   agencję   propozycji   powinien 
wybrać.

–   Oczywiście,   Rod   –   obiecała 

rozpromieniona.   Jak   bardzo   chciałaby   w 

background image

tej chwili dodać: „Czy nie pozwoliłbyś mi 
od   razu   jechać   ze   sobą?   Pomogłabym   ci 
rozpakować  walizki, poukładać  lekarstwa 
na   półkach,   przekonać   się,   że   miejsce, 
które  wybrałeś, może  być  równie  dobrze 
biurem i domem. " Lecz nie odezwała się 
ani   słowem,   zdając   sobie   sprawę,   że   z 
pewnością   odmówiłby,   słysząc   taką 
propozycję.

Wskazał   na   trap   łączący   statek   z 

nabrzeżem.

–   Może   byś   zeszła   na   ląd,   Isabel?   To 

ostatnia   szansa,   by   zwiedzić   jakieś 
zagraniczne   miasto.   Nie   wiadomo,   kiedy 
może ci się trafić następna.

Nie   chciała   opuszczać   pokładu   bez 

niego.   Wiedziała   przecież,   że   musi 
pozostać na statku. Samotne włóczenie się 
po   obcym   mieście   wcale   jej   się   nie 
uśmiechało.   A   towarzystwo   Vidala 
Winnisforda,   jeśli   skorzystałaby   z   jego 
zaproszenia, wydawało się czymś jeszcze 

background image

gorszym.

–   Lesley   Howard   z   przyjemnością   się 

tobą zaopiekuje – zaproponował zręcznie 
Rod. – On cię kocha – dodał szorstko.

– Co oznacza tylko jedno: nie mogę się 

z nim udać na tę wycieczkę. Nie kocham 
go   i   byłoby   z   mojej   strony   nie   fair, 
gdybym   mu   w   jakikolwiek   sposób 
sugerowała, że może na coś liczyć.

Zaśmiał się zadowolony.
– W takim razie chodźmy do kawiarni i 

napijmy się czegoś. O tej porze to miejsce 
będzie zupełnie puste.

Rzeczywiście,   zastali   tam   jedynie 

stewarda;   prawie   wszyscy   pasażerowie 
wybrali się na brzeg, by podziwiać widoki 
miasta przemytników.

Ogromna, luksusowa kawiarnia zdawała 

się   zbyt   jasna   –   jak   pusta   sala   teatralna 
oczekująca   na   pojawienie   się   pierwszych 
widzów.

Isabel   zauważyła,   nie   bez   smutku,   że 

background image

Rodney   z   łatwością   usiadł   na   krześle, 
znakomicie   utrzymując   równowagę,   a 
kiedy na stole pojawiła się kawa, zręcznie 
napełnił   filiżankę   Isabel   i   jedną   ręką 
otworzył paczkę krakersów.

Mijały dni, a  Rodney stawał się  coraz 

bardziej samodzielny i już coraz rzadziej 
musiał się uciekać do pomocy Isabel przy 
jakichś drobnych czynnościach, takich jak 
poprawienie krawata, ściągnięcie nakrętki 
z długopisu i wiele innych, jakże istotnych 
w codziennym życiu, z którymi tak fatalnie 
radził sobie na początku tego rejsu. Isabel 
zauważyła   również,   że   w   kilka   dni   po 
przejęciu obowiązków lekarza okrętowego 
przekonał   się,   iż   potrafi   sobie   radzić   ze 
wszystkim. Co prawda początkowo bardzo 
przygnębiał   go   fakt,   że   nie   będzie   już 
chirurgiem, lecz jako internista radził sobie 
znakomicie.

W   zamyśleniu   mieszał   łyżeczką   kawę. 

Wziął głęboki oddech.

background image

–   Uspokoję   się   tak   naprawdę,   dopiero 

kiedy   dopłyniemy   do   Southampton   – 
stwierdził.   Isabel   nie   wyczuła   w   jego 
głosie żadnego entuzjazmu.

–   To   się   rozumie   samo   przez   się.   Ja 

również oczekiwałabym z niecierpliwością 
na przyjazd do Anglii, jeżeli czekałby na 
mnie   nowy,   wspaniały   dom   i   kariera   – 
oznajmiła lekko rozdrażniona.

–   Lecz   przecież   możesz   to   wszystko 

mieć,   Isabel   –   zaprotestował.   –   Możesz 
znaleźć pracę w swoim fachu, gdzie tylko 
będziesz chciała. W Wielkiej Brytanii nie 
będzie z tym problemu. Na kogoś takiego 
jak   ty   czekają   niezliczone   możliwości   – 
naciskał.

Z   niesmakiem   pociągnęła   łyk   kawy. 

Kiedy   myślała   o   przyszłości,   wyobrażała 
ją sobie zupełnie inaczej. „Dom" znaczył 
dla   niej   coś   więcej   niż   pokój   w   hotelu 
pielęgniarskim,   gdzieś   przy   jakimś 
ogromnym   szpitalu,   lub   wynajęte 

background image

mieszkanie   na   przedmieściach   wielkiego 
miasta. Nie  miała  zamiaru  poświęcać  się 
całe życie, chciała nieść pomoc ludziom – 
lecz tylko pomagając Rodneyowi, dzieląc 
z nim swe troski i radości!

Lecz   Rodney   nie   dał   jej   czasu   na 

przedstawienie   tej   opinii.   Niemal   rzucił 
łyżeczkę na talerz i odchylił się do tyłu.

– Nie chodzi tu tylko o to, że osiądę pod 

Cotswold, Bel. Mówię również o tym, że 
pewne więzy powinny zostać zerwane tak 
szybko, jak to możliwe.

Uniósł   wzrok   i   popatrzył   jej   prosto   w 

oczy.

–   Kocham   cię   tak   bardzo,   że   sam   nie 

wiem, jak miałbym tę miłość wyrazić.

Wyprostowała   się,   czuła   się,   jakby 

anielskie   chóry   śpiewały   w   jej   głowie 
pieśni   weselne.   Nie   powiedział   jej   nic, 
czego   by   przedtem   nie   wiedziała,   lecz 
nareszcie wyraził to słowami.

– Drogi Rod, musisz wiedzieć, że i ja cię 

background image

bardzo,   bardzo,   bardzo   kocham.   – 
Wyciągnęła   rękę   przez   stół   i   uścisnęła 
mocno jego dłoń. W jej oczach widoczne 
było całe uczucie, jakim go darzyła.

– Miałem  taką  nadzieję,  Bel.  I  bardzo 

się   tego   obawiałem.   –   Poruszył   się 
niespokojnie na krześle. – Starałem się nie 
dostrzegać tego, nie pozwolić ci zbudować 
zamku   na   piasku   –   gdzie   nie   byłoby 
solidnej   podstawy   dla   naszego 
małżeństwa, dla naszej przyszłości.

–   Rodney,   posłuchaj   mnie,   proszę   – 

zawołała błagalnym tonem.

Lecz on jej nie słuchał.
– Dlatego właśnie tak marzę już o końcu 

tej podróży – stwierdził poważnie. – Żeby 
wszystko   skończyło   się,   zanim   sprawy 
zajdą tak daleko, że nasze rozstanie sprawi 
ci ból. To znaczy byśmy rozeszli się, nim 
pociągnę   cię   za   sobą   do   jakiejś 
zapomnianej przez Boga dziury i każę ci 
się   poświęcać,   nim   w   końcu   –   po   wielu 

background image

latach   –   uda   mi   się   dojść   do   czegoś   w 
życiu.   –   Wyrwał   dłoń   z   jej   uścisku   i 
popatrzył na nią zimno.

Isabel, pokonana, osunęła się na oparcie 

krzesła. Siłą woli powstrzymała się, by nie 
wybuchnąć   płaczem.   Nauczyła   się   już 
wcześniej,   że   Rodney   Levaughan   jest 
nieczuły   na   czyjekolwiek   prośby.   Podjął 
decyzję, że pomimo swej ułomności musi 
poradzić   sobie   sam   –   i   będzie   przy   niej 
obstawał,   dopóki,   co   wydaje   się   mało 
prawdopodobne, nie zdarzy się coś, co w 
końcu przekona go, że nie miał racji.

– Może za rok, czy dwa... ? – podsunęła 

mu,  sama  nie wierząc w to, co mówi. – 
Może moglibyśmy się spotkać?

Zaśmiał się zgryźliwie.
– Kobieta taka jak ty, Isabel, nie musi 

czekać na żadnego mężczyznę. Jesteś na to 
za ładna, zbyt atrakcyjna.

Jego   pochwała   nic   dla   Isabel   nie 

znaczyła, jeżeli nie chciał jej samej.

background image

Wydawało się, że trochę złagodniał.
– Czy napiszesz kiedyś do mnie? – jego 

głos był prawie łagodny.

Potrząsnęła   głową.   Nie   chciała 

przyjaźnić się z nim korespondencyjnie. W 
tym   momencie   pragnęła   wycofać   się   ze 
wszystkich   swoich   poprzednich   planów, 
jakie   miała   wobec   Rodneya.   Nie   będzie 
starać się znaleźć pracy blisko niego, nie 
będzie odwiedzać go regularnie, nie będzie 
mu   ze   wszystkich   sił   pomagać!   Coś 
takiego odciągałoby tylko jego uwagę od 
pacjentów – a także – złamałoby jej serce.

Gdyby   tylko   wiedziała,   że   jej   nie 

kocha...

– Nie, Rod – postanowiła. – Nie napiszę. 

Nie służyłoby to niczemu, a mogłoby tylko 
sprawić jeszcze więcej bólu.

Zerwała   się   od   stolika.   Musiała 

wypłakać   tę   miłość,   która   pozostanie 
wiecznie   w   sferze   marzeń.   Wspomnienie 
namiętnego   pocałunku   Roda   wróciło   ze 

background image

zdwojoną   siłą.   Isabel   zadrżała.   Kiedy 
jednak odwróciła się z powrotem do Roda, 
jej twarz była wyprana z uczuć.

–   Dobranoc,   Rod   –   powiedziała 

ochrypłym   głosem   i   pobiegła   do   swojej 
kajuty.

„Venutus" wypłynął z Tangeru wcześnie 

rano,   gdy   na   zewnątrz   panował   jeszcze 
półmrok. Isabel obudziło kołysanie statku, 
kiedy   znaleźli   się   na   otwartych   wodach 
Atlantyku. Z głębin maszynowni dochodził 
narastający miarowy szum silników.

Spędziła większą część nocy szlochając 

w poduszkę w swojej koi. Wstała, wzięła 
prysznic,   i   ubrała   się   chcąc   wyjść   na 
pokład. Miała nadzieję, że poranna bryza 
odświeży   ją   na   tyle,   że   będzie   w   stanie 
pokazać się pasażerom.

Kiedy włożyła czepek, w kajucie rozległ 

się   dzwonek   telefonu.   Podniosła 
słuchawkę. „To pewnie któryś z chorych w 
izbie przyjęć", pomyślała.

background image

– Siostro, przepraszam, że budzę panią o 

tak wczesnej porze, ale...

Był to głos młodej kobiety, który wydał 

się Isabel znajomy.

– Czy może panna Stanard? – spytała.
–   Tak.   Zdarzył   się   wypadek,   nic 

groźnego. Lecz nie wydaje mi się, żeby to 
mogło   czekać   do   rana.   Krwawienie   z 
nosa...

Isabel wyczuła w jej głosie jednocześnie 

niepewność i irytację.

–   Mogę   być   w   izbie   przyjęć   za   dwie 

minuty – odpowiedziała. – Jestem od paru 
chwil na nogach.

– To nie takie proste – nie mam na myśli 

wypadku,  lecz  okoliczności,  w  jakich  do 
niego   doszło   –   sprzeciwiła   się   Lorna. 
Wydawała   się   zmartwiona,   ale   nie 
przestraszona. – Urządziliśmy w parę osób 
imprezę   w   małej   sali   bankietowej.   Ktoś 
mógłby mieć kłopoty, gdyby... – zawahała 
się. – Czy mogłaby pani przyjść do nas, 

background image

siostro?   Bylibyśmy   pani   niezwykle 
wdzięczni.

Prośba   brzmiąca   w   głosie   Lorny,   a 

jednocześnie

 

zdenerwowanie, 

zaintrygowały   Isabel,   a   wzmianka   o 
kłopotach mogła znaczyć tylko, że impreza 
wymknęła im się spod kontroli.

Isabel wiedziała, że regulamin okrętowy 

zalecał,   by   wszelkie   wezwania   personelu 
medycznego   były   odnotowywane   w 
specjalnym   dzienniku,   którego   kopię 
wręczała   kapitanowi.   Kapitan   następnie 
zapisywał wszystko w książce okrętowej, 
aby   później   móc   osądzić   celowość 
wezwań.

– Dobrze, już idę – zgodziła się. – Lecz 

nie mogę obiecać, że nie wspomnę o tym 
kapitanowi,   jeżeli   wymagana   będzie 
pomoc medyczna – dodała ostrożnie.

–   Proszę   zaczekać   siostro,   sprawdzę 

jeszcze raz.

Isabel   słyszała   szept   stłumionej 

background image

rozmowy.   Głosy   od   czasu   do   czasu 
przybierały   na   sile,   lecz   nie   można   było 
rozróżnić poszczególnych słów.

–   Tu   Lorna   Stanard   –   powiedziała 

dziewczyna   przykładając   słuchawkę   do 
ucha.   –   Zaprowadzę   go   na   dół,   do   izby 
przyjęć. Rozumiem, że są tam sanitariusze 
i   nie   ma   najmniejszej   nadziei   na 
zatuszowanie całej sprawy?

– Obawiam się, że nie. Czy nie mogłaby 

pani opowiedzieć mi przez telefon, co się 
stało? Może byłabym w stanie pomóc.

Usłyszała,   jak   dziewczyna   wzdycha,   z 

trudem powstrzymując się od parsknięcia 
śmiechem.

– Chodzi o to, że Vidal Winnisford ma 

rozkwaszony   nos.   Zatamowałam 
krwawienie, lecz wydaje mi się, że nie jest 
z nim najlepiej, chyba złamał sobie kość.

Isabel   chciała   natychmiast   zażądać,   by 

sprowadzić Vidala do izby przyjęć. Nic jej 
nie   obchodziło,   ile   to   potem   spowoduje 

background image

kłopotów.   Miała   już   na   końcu   języka 
odmowę   przyjścia   do   sali   bankietowej, 
lecz w ostatniej chwili zdała sobie sprawę, 
że   poszkodowana   mogła   być   również 
osoba, która przyłożyła Vidalowi, a Isabel 
w   żadnym   wypadku  nie  mogła   odmówić 
przyjścia z pomocą temu zuchowi!

– Dobrze, już tam idę – odpowiedziała.
Isabel   wzięła   ze   sobą   apteczkę,   która 

zawsze   spoczywała   na   dnie   jednej   z   jej 
szuflad.   Po   drodze   na   pokład   spacerowy 
nie   spotkała   nikogo.   Światła   wypadały 
tylko z bulajów mniejszej sali bankietowej, 
w   której   dość   często   odbywały   się   małe 
przyjęcia – oczywiście nigdy o tak późnej 
porze.

W   środku   ujrzała   z   tuzin   pasażerów. 

Isabel rozpoznała większość z nich, byli to 
pogodni,   hałaśliwi,   lecz   raczej 
nieszkodliwi młodzi ludzie. Wyglądali na 
wymęczonych

 

nocną

 

hulanką, 

skwaszonych, a nawet zdenerwowanych.

background image

Vidal   siedział   na   krześle   z   głową 

odrzuconą   do   tyłu.   Lorna   siedziała   przy 
nim   i   trzymała   na   jego   twarzy   mokry 
ręcznik.

Powitała   Isabel   przepraszającym 

uśmiechem.

i  –   Zasłużył   sobie   na   to   –   wyjaśniła 

zwięźle unosząc w górę ręcznik, by Isabel 
mogła   przyjrzeć   się   obrażeniu.   –   Lecz 
byłabym wdzięczna, gdyby mogła go pani 
doprowadzić do stanu, w którym można by 
go było pokazać ludziom. Biorę za niego 
całkowitą   odpowiedzialność.   Przypilnuję, 
by   siedział   w   swojej   kajucie   i   trzymał 
buzię na kłódkę.

– Poproszę trochę wody – rozkazała z 

miejsca Isabel.

Isabel   zrozumiała,   że   Lorna   Stanard 

przewodziła   temu   przyjęciu.   Wydawała 
polecenia,   komenderowała   wszystkimi. 
Widać było, że robi to w interesie Vidala 
Winnisforda.

background image

Kiedy Isabel zdała sobie z tego sprawę, 

uśmiechnęła się lekko do siebie. Wytarła 
krew z twarzy Vidala i zbadała jego nos. 
Nigdy   nie   podejrzewała,   że   Lorna 
przeniesie   swoje   zainteresowania   z 
Rodneya   Levaughana   na   syna   Lorda 
Winnisforda.

Życzyła   jej   powodzenia,   sprawdzając, 

czy   przegroda   nosowa   obiektu 
zainteresowania Lorny nie jest naruszona.

Agonalny   ryk   utwierdził   ją   w 

przekonaniu,   że   niestety   kość   została 
złamana.   Przez   chwilę   starała   się 
przebadać   Vidala   nie   zadając   mu   więcej 
bólu, po czym potrząsnęła głową.

Lorna dostrzegłszy ten gest i zatroskaną 

twarz Isabel pośpieszyła z wyjaśnieniami.

–   Proszę   posłuchać,   siostro.   Vidal 

zachowywał   się   trochę   niepoprawnie. 
Dostawiał się do Jane. Drugi oficer, Lesley 
Howard miał właśnie obchód, kiedy ujrzał 
ich   w   kącie   na   pokładzie.   Wynikła 

background image

sprzeczka   i   uderzył   Vidala   w   nos.   – 
Uśmiechnęła   się.   –   Vidal   sam   się   o   to 
prosił, jestem tego pewna, lecz wydaje mi 
się, że pan Howard powinien był wezwać 
strażnika, a nie brać sprawy w swoje ręce. 
Z tego powodu straci pewnie pracę, jeżeli 
kapitan   dowie   się   o   tym   zdarzeniu. 
Absolutnie nie życzylibyśmy sobie tego. – 
Odwróciła się do Vidala i połechtała go w 
ucho. – Prawda, kochanie?

Vidal obrócił głowę, lecz w jego oczach 

wyczytać można było urazę.

– Obawiam się, panno Stanard, że ma 

złamany nos – stwierdziła cicho Isabel. – 
Powinien go zobaczyć lekarz – i to w tej 
chwili.   Mały   odłamek   kości   mógł 
spowodować   poważne   obrażenie. 
Naprawdę bardzo mi przykro.

Lesley   Howard   opuścił   głowę   w 

ramiona.

–   Wy   dwaj   zaniesiecie   pana 

Winnisforda   do   izby   chorych.   Siostra 

background image

Bainey   zawiadomi   doktora,   a   ja   w   tym 
czasie   powiem   o   wszystkim   oficerowi 
dyżurnemu na mostku.

–   Proszę   się   wstrzymać!   –   ucięła 

autorytatywnie Lorna Stanard. – Mieliśmy 
małe   przyjęcie,   Vidal   wychodził   właśnie 
na   zewnątrz   i   wpadł   nieszczęśliwie   na 
drugiego   oficera.   –   Odwróciła   się   do 
Vidala,   który   wciąż   leżał   na   krześle.   – 
Mimo, że tak bardzo cię kocham – drogi 
Vidalu – jeżeli powiesz cokolwiek innego, 
to  ja...  –   Nie   musiała   nawet   kończyć   tej 
groźby.   Determinacja   na   jej   twarzy 
wystarczyła, by przekonać rannego Vidala, 
że   byłoby   niemądre   składać   skargę   na 
drugiego oficera.

Lorna   towarzyszyła   Vidalowi   do   izby 

chorych,   skąd   Isabel   zatelefonowała   po 
doktora.

– O co chodzi? – spytał Rodney, który 

pojawił się po chwili ubrany w szlafrok.

–   Mój   narzeczony   wpadł   na   drzwi   – 

background image

niespodziewanie stwierdziła Lorna.

Rodney   uśmiechnął   się   z 

niedowierzaniem.

– Wiele razy słyszałem już tę bajeczkę.
–   Pan   Winnisford   obstaje   przy   swojej 

wersji wydarzeń – upomniała go Isabel.

– Nie ma wyboru, jeśli nie chce wpaść 

na kolejne drzwi – dodała spokojnie Lorna.

– To nie będzie konieczne – zapewniła 

ją Isabel. – Proszę nam pozwolić na zajęcie 
się   nim   i   upewnić   się,   że   państwa 
przyjaciele zachowają milczenie.

Opatrywanie Vidala okazało się długim 

i   bolesnym   procesem.   Konieczne   było 
zrobienie   zdjęcia   rentgenowskiego. 
Wszystko to zajęłoby o wiele więcej czasu, 
gdyby   nie   wydatna   pomoc   Isabel   przy 
operacji, którą Rod musiał przeprowadzić 
używając   jednej   ręki.   Cały   czas 
zaopatrywano ich w świeżą kawę, ale i tak 
pod koniec zabiegu byli bardzo zmęczeni. 
Gdy   pacjent   znalazł   się   już   na   łóżku   w 

background image

izbie   chorych,   osunęli   się   na   krzesła 
stojące   w   gabinecie   i   przez   chwilę 
odpoczywali   w   milczeniu.   Nagle   Isabel 
podniosła wzrok i spojrzała na zegar.

– Czy wiesz, że jest już prawie wpół do 

siódmej? – zapytała.

Skinął   głową   i   sięgnął   po   dzbanek   z 

kawą.

–   Pusty!   –   mruknął   odsuwając   go   ze 

znużeniem.

–   Chcesz,   żebym   poprosiła   o   świeżą 

kawę?

–   Nie,   dziękuję.   I   tak   za   pół   godziny 

zaczną   podawać   śniadanie.   Powinniśmy 
coś   zjeść.   Idź   się   teraz   odświeżyć, 
zadzwonię do ciebie za dwadzieścia minut. 
Nie poradziłbym sobie bez twojej pomocy 
– stwierdził przygnębiony podnosząc się z 
krzesła.   –   Nie   można   wykonywać   tego 
zawodu bez jednej ręki.

– Masz rację, Rod. W swoim gabinecie 

w   Cotswold   doszedłbyś   prawdopodobnie 

background image

do   tego   samego   wniosku   –   zauważyła 
delikatnie.

Uśmiechnął się zmęczony.
–   Zawsze   mógłbym   zadzwonić   po 

karetkę,   która   w   ciągu   paru   minut 
dostarczyłaby pacjenta do szpitala.

Potrząsnęła głową.
–   Ty   chyba,   słonko,   nigdy   nie   byłeś 

wiejskim lekarzem. Od szpitala może cię 
dzielić   wiele   mil,   a   pacjent   nie   zawsze 
może   czekać   tak   długo.   Będziesz   musiał 
przywyknąć

 

do

 

udzielania 

natychmiastowej pomocy w takich małych 
miasteczkach.

Patrzył   na   nią   uważnie   przez   długą 

chwilę i nagle na jego twarzy pojawił się 
wyraz zmieszania.

– Czy sugerujesz, że powinienem raczej 

szukać pracy w jakimś lekarskim zespole 
praktykującym w mieście? Nie sądzę, aby 
mi to odpowiadało. Za każdym razem, gdy 
byłbym zmuszony poprosić ich o pomoc, 

background image

miałbym   uczucie,   że   nadmiernie 
wykorzystuję ich uczynność.

Isabel wstała, podeszła bliżej i położyła 

mu dłoń na ramieniu.

–   To   nonsens,   kochanie.   W   każdym 

razie   musisz   się   pogodzić   ze   swoim 
kalectwem i nauczyć cieszyć się tym, co ci 
ofiaruje los.

– Na przykład małżeństwem z wysoko 

wykwalifikowaną pielęgniarką? – zapytał z 
goryczą w głosie. – A jakiż ona mogłaby 
mieć w tym interes?

–   Małżeństwo   nie   jest   interesem, 

przynajmniej   w   obecnych   czasach.   To 
związek serc.

Odsunął się zirytowany.
– Nie kuś mnie, Bel. Miałbym złamane 

serce, gdybym kiedyś odkrył, że żałujesz 
swojej decyzji.

– Twoje serce, Rodneyu Levaughan? A 

co z moim? Czy obchodzi cię fakt, że moje 
serce będzie złamane, gdy opuścisz mnie 

background image

w Southampton?

Zrobił krok do przodu tak, że jego twarz 

znalazła się bardzo blisko twarzy Isabel – 
prowokująco blisko.

–   Zawrę   z   tobą   umowę,   Isabel.   Jeśli 

stanę   na   własnych   nogach,   jeśli   w   ciągu 
dwóch lat  będę  w stanie  zapewnić  żonie 
odpowiednie warunki życia, poproszę cię, 
abyś za mnie wyszła. Jeśli mi się nie uda...

–   Nie!   –   jej   odpowiedź   była 

zdecydowana   i   nieodwołalna.   –   Nie 
zamierzam czekać! Musimy razem dzielić 
każdą minutę twej walki o sukces, razem 
będziemy   próbować   stworzyć   wspólny 
dom.   Chcę   uczestniczyć   we   wszystkich 
twoich sukcesach i porażkach – razem z 
tobą – moim mężem.

Uniósł dłoń w geście zniechęcenia.
–   Moje   jedno   ramię   w   porównaniu   z 

twoimi   dwoma!   Według   mnie   to 
jednostronne partnerstwo!

background image

Rozdział 12

W   drodze   powrotnej   pogoda   znacznie 

się   pogorszyła.   Gdy   mijali   wybrzeża 
Hiszpanii towarzyszył im nieustannie silny 
wiatr, który niemal zamienił się w sztorm, 
w dniu kiedy dotarli do cieszącej się złą 
sławą Zatoki Biskajskiej.

Okrętowa   służba   zdrowia   znów   miała 

pełne   ręce   roboty,   choroba   morska 
dokuczała wielu pasażerom.

Rodney Levaughan z pomocą Isabel był 

w   stanie   doprowadzić   do   pierwotnego 
kształtu nos Vidala Winnisforda. Pomimo, 
że młody mężczyzna został już zwolniony 
z   izby   chorych,   Lorna   Stanard 
przyprowadzała   go   codziennie,   aby 
upewnić się, że proces gojenia przebiega 
prawidłowo.

Któregoś   dnia   Lorna   wdała   się   w 

pogawędkę z Isabel.

background image

–   Ostrzegłam   Vidala,   że   gdyby 

próbował   jeszcze   jakichś   sztuczek   z 
którąkolwiek z dziewczyn na tym statku, 
to tym razem czeka go bliskie spotkanie z 
pokładem, a nie „drzwiami" – stwierdziła 
uśmiechając się złośliwie.

–   Czy   zamierzasz   za   niego   wyjść?   – 

spytała Isabel.

– To chyba najlepsze, co mogę zrobić. 

Matka się go wyparła, jego szanowny tatuś 
odciął chyba dopływ gotówki – a on mnie 
potrzebuje. Będzie nam dobrze ze sobą.

Spojrzała   w   kierunku   zasłonki 

oddzielającej je od gabinetu lekarskiego.

–   A   ty,   Isabel   –   zamierzasz   wyjść   za 

tego przystojnego doktora?

Isabel potrząsnęła przecząco głową.
– Zadręcza się stratą lewego ramienia. 

Jest  zbyt  dumny,  by przyjąć  pomoc  i  za 
bardzo się przejmuje, jak go będą odbierać 
inni.

– Chodzi ci konkretnie o żonę? – bystro 

background image

zauważyła Lorna. – Czemu po prostu nie 
stukniesz   go   młotkiem   w   głowę   i   nie 
zaciągniesz   przed   ołtarz   –   choćby   i   na 
wózku   inwalidzkim   –   zanim   dojdzie   do 
siebie?  Rozwiążesz  raz  na zawsze  wasze 
problemy.

Była to mądra, acz niewykonalna rada.
– Oj! – wykrzyknęła Lorna, gdy statek 

zakołysał   się   na   jakiejś   większej   fali.   – 
Chyba lepiej zaprowadzę Vidala do kajuty, 
dopóki   da   się   jeszcze   chodzić   po 
pokładzie.

Rzeczywiście   niedługo   trzeba   się   było 

przypinać linką do religu, jeśli chciało się 
uniknąć   spłukania   do   morza.   Kołysanie 
sprawiło   również,   że   pojawiający   się 
pasażerowie   zgłaszali   coraz   więcej 
przypadków skaleczeń i uszkodzeń ciała.

Isabel

 

dokonywała

 

cudów 

przytrzymując   się   jedną   ręką,   aby   nie 
stracić równowagi, a drugą opatrując coraz 
to   nowe   ofiary.   Zaskoczona   była,   jak 

background image

świetnie radzi sobie z kołysaniem Rodney, 
zaklinowując   się   między   meblami,   co 
pozwalało mu na swobodne wykorzystanie 
jedynej ręki.

– Bardzo dobrze sobie radzisz, jak na te 

warunki   –   pogratulowała   mu   w   krótkiej 
przerwie   między   kolejnymi   falami 
pacjentów.

– Trochę mi to przypomina uczenie się 

jazdy na rowerze – odparł z przejęciem. – 
Gdy   już   raz   uda   ci   się   w   jakiś   sposób 
złapać równowagę, nigdy więcej nie masz 
z tym problemu.

–   No   cóż,   w   każdym   razie   bądź 

ostrożny. Prowadzenie roweru jedną ręką 
nie zawsze jest rozsądne.

Jej ostrzeżenie okazało się chybione. W 

ciągu kilku godzin Isabel stała się ofiarą 
własnej filozofii.

Od   marynarza,   któremu   opatrywali 

stłuczony   łokieć,   dowiedzieli   się,   że 
prawdopodobnie po wpłynięciu do kanału 

background image

La   Manche   pogoda   się   poprawi. 
Następnego   dnia   podróż   miała   dobiec 
końca.

Chwilę później Isabel poszła odwiedzić 

kilku   pasażerów,   którym   z   jakichś 
powodów zalecono pozostanie w kajutach. 
Nie   były   to   specjalnie   ciężkie   przypadki 
wymagające   starannej   opieki,   ale 
wiedziała,   że   widok   jej   białego   fartucha 
wpłynie   uspokajająco   na   tych,   których 
niepokoiła   zła   pogoda,   lub   którzy   nie 
najlepiej się czuli.

Pierwsze   wizyty   złożyła   chorym 

członkom załogi. Była przez nich zawsze 
mile   widziana,   i   nie   miała   z   nimi   zbyt 
wiele kłopotu. Nie marudzili i okazywali 
wdzięczność za pomoc, jakiej im udzielała. 
Wkrótce   Isabel   skierowała   swe   kroki   ku 
przedziałom   zajmowanym   przez 
pasażerów.

Najpierw   zapukała   do   drzwi   kajuty 

zajmowanej   przez   emerytowanego 

background image

generała.   Nie   zdecydował   się   on   na 
opuszczenie   łóżka,   gdyż   chodzenie   po 
rozchwianym pokładzie sprawiało mu zbyt 
duże trudności, i z pewnością nie było zbyt 
bezpieczne   dla   człowieka   w   jego   wieku. 
Pogawędziła   z   nim   przez   parę   minut   i 
udała się do następnej pacjentki.

Pani   Endercombe   była   kolejną   starszą 

pasażerką,   która   pozostała   w   swojej 
kajucie. Isabel nie zabawiła u niej długo. 
Zmierzyła   jej   tylko   temperaturę.   Kiedy 
zabierała   się   do   wyjścia,   usłyszała 
dochodzący z przejścia znajomy donośny 
głos z głośnika.

– Siostra Bainey proszona natychmiast 

do luku bagażowego.

Kiedy   Isabel   podążała   w   kierunku 

windy   z   apteczką   pod   pachą,   ogłoszenie 
zostało powtórzone. Gdy zjeżdżała w dół 
ogromnego statku, nie wątpiła, że musiał 
się   zdarzyć   jakiś   wypadek.   Bagaże 
pasażerów   były   przygotowywane   do 

background image

wyładunku, który miał nastąpić nazajutrz, 
najprawdopodobniej urwała się któraś z lin 
i ktoś został ranny.

Luk   bagażowy   był   olbrzymim 

prostopadłościennym pomieszczeniem bez 
okien i sięgał aż do dna statku. Oświetlało 
go   kilka   zwisających   z   sufitu 
przyćmionych żarówek.

Przy   wejściu   oczekiwał   na   nią 

zmartwiony   marynarz.   Ujrzała,   że   sam 
środek   pomieszczenia   zajmuje   ogromny 
stos walizek, toreb, kufrów, siatek i całej 
masy   przeróżnych   bagaży,   który   przy 
przechyłach   statku   kiwał   się   i   skrzypiał, 
jakby miał za chwilę runąć.

– »To« stało się, kiedy wpływaliśmy na 

wody kanału, siostro. Bagaże nagle zwaliły 
się na ten okropny stos – wyjaśnił Isabel 
strapionym głosem.

Zauważyła,   że   rozmawia   z   Rutterem, 

który   w   migotliwym   blasku   żarówek 
wyglądał bardzo blado. Pomyślała, że jest 

background image

to nie tylko efekt gry światła – marynarz 
był śmiertelnie przerażony.

–   Razem   z   Albertem   Foukesem 

segregowaliśmy bagaże, żeby przygotować 
je   do   wyciągnięcia   na   brzeg,   gdy   tylko 
zawiniemy   do   Southampton.   Właśnie 
wtedy   zdarzył   się   wypadek   –   wyjaśnił 
zdenerwowany.   –   Mnie   udało   się 
uskoczyć, ale Foukes dostał się w pułapkę, 
kiedy ta cała ściana bagaży zwaliła się na 
niego. Na miejscu jest już doktor, wraz z 
drugim oficerem i bagażowymi.

–   Proszę   mnie   do   nich   zaprowadzić   – 

rozkazała.

Rutter   powiódł   ją   na   miejsce, 

przyświecając   sobie   przy   tym   latarką. 
Musieli   przedzierać   się   ostrożnie   przez 
niestabilne   stosy   bagażu,   często   idąc   na 
czworakach, aż do momentu, kiedy dotarli 
do   czegoś,   co   w   pierwszej   chwili 
wydawało   się   rozpadliną,   z   której 
wypadała   smuga   światła.   Był   to   jakby 

background image

wysoki  kanion utworzony przez  ściśnięte 
walizki.

Pomocne ręce ściągnęły ją na dół. Isabel 

jęknęła cicho ze strachu, gdy zobaczyła, że 
ma   nad   głową   stos   wszelkiej   maści   i 
rozmiaru waliz i skrzyń, które ocierały się 
o siebie pod wpływem ruchu statku grożąc 
runięciem.   Wydawało   się,   że   może   to 
nastąpić   w   każdej   chwili.   Wszyscy 
znajdujący   się   w   środku   ludzie   mogli 
zostać żywcem pogrzebani.

Isabel   w   mgnieniu   oka   uświadomiła 

sobie,   jak   szaloną   walkę   podjęli 
marynarze,   by   uratować   swego 
towarzysza.   Część   z   nich   podpierała 
chyboczące się zwały bagażu drewnianymi 
drągami.   Z   trudem   rozpoznała   Lesleya 
Howarda,   który   umorusany   klęczał   na 
podłodze   przy   wlocie   do   tunelu 
utworzonego w masie bagażu.

–   Doktor   już   tam   jest   –   wyjaśnił   jej, 

kiedy tylko klęknęła obok niego. – Jeden z 

background image

naszych   ludzi   został   przywalony.   Nie 
możemy   go   stamtąd   wyciągnąć.   Jest 
przytomny, lecz w nie najlepszym stanie.

Isabel odsunęła go delikatnie od wylotu 

i   zaglądnęła   do   środka.   Tunel   mierzył 
mniej niż metr szerokości i wysokości. W 
pewnej   odległości   przed   sobą   ujrzała 
światło   latarki.   Zgadła,   że   musi   to   być 
Rodney.

Włożyła głowę w otwór i zawołała:
– Czy mogę panu pomóc, doktorze? Tu 

siostra Bainey.

– Zaczekaj, aż stąd wyjdę – odkrzyknął 

Rod.   Jego   głos   brzmiał   dziwnie, 
przytłumiony   masą   bagażu.   –   Poproś 
Lesleya,   żeby   mnie   złapał   za   stopy   i 
wyciągnął – zawołał ponownie.

Zadanie   było   wyjątkowo   trudne   z 

powodu   bardzo   ograniczonej   przestrzeni. 
Lecz zmyślny oficer zanurkował w otwór, 
pchając przed sobą zwój liny.

Po   chwili   pojawił   się   ponownie. 

background image

Najpierw   pokazały   się   jego   stopy,   rzucił 
koniec liny swoim ludziom.

–   Ciągnijcie   –   rozkazał.   –   Tylko 

delikatnie.   Przywiązałem   ją   do   kostek 
doktora.

Trzy   spokojne   pociągnięcia   i   doktor 

Levaughan wydostał się z tunelu jak korek 
z butelki.

Rodney usiadł, rozwiązał linę krępującą 

mu   nogi   i   opadł   na   stertę   bagażu. 
Zmarszczył   brwi   i   popatrzył   zmartwiony 
na Isabel.

– Przywaliło mu nogi. Powinno się go 

uśpić, albo przynajmniej znieczulić, zanim 
załoga podejmie próbę ściągnięcia z niego 
tego   paskudztwa.   Jest   przytomny,   lecz 
może nie przeżyć następnego urazu.

Na   twarzy   Rodneya   pojawił   się   przez 

chwilę   wyraz   upokorzenia.   Kiedy   jednak 
w końcu odezwał się, jego głos był twardy 
jak stal.

–   Żeby   się   tam   dostać,   musisz   się 

background image

położyć na brzuchu – wyjaśnił. – Ja jestem 
za   duży   i   potrzebowałbym   dwóch   rąk, 
żeby się podczołgać... – Ujął jej dłoń. – To 
wszystko może za chwilę runąć. Jeżeli tak 
się stanie, ranny zostanie przygnieciony i... 
– nie skończył.

Isabel zrozumiała, że Rodney ostrzega ją 

przed niebezpieczeństwem, jakie grozi jej, 
jeśli   zdecyduje   się   wejść   do   tunelu,   lecz 
nie wahała się ani przez moment.

– Co mam robić? – spytała.
Isabel   zdawało   się,   że   Rodney 

pogruchocze jej rękę, kiedy ścisnął ją, by 
wyrazić jej swoje uczucia, obawę i uznanie 
– wiedziała, że tym gestem chciał pokazać, 
jak bardzo ją kocha.

Przylepił jej strzykawkę do nadgarstka.
– Będziesz potrzebowała obu rąk, żeby 

się posuwać naprzód – wyjaśnił szybko. – 
I nie będziesz w stanie się obrócić, żeby ci 
cokolwiek podano. Zostawiłem na miejscu 
latarkę.   Jest   zapalona,   będziesz   miała 

background image

wystarczająco dużo światła, żeby widzieć, 
co robisz.

Gdy   szykowała   się   do   wpełznięcia   do 

tunelu,   poczuła,   że   Lesley   Howard 
zawiązuje   pętle   wokół   jej   kostek.   Kiedy 
dokona   tego   prostego,   lecz   przecież 
niebezpiecznego   czynu,   będzie   musiała 
być   wyciągnięta   tak   jak   Rodney   – 
zakładając, że w tym czasie sterta bagażu 
nie przywali jej i rannego marynarza.

Isabel   tak   skoncentrowała   się   na 

czołganiu   się   przez   wąską   gardziel,   że 
niemal nie zdawała sobie nawet sprawy, że 
ostre krawędzie walizek i metalowe rączki 
toreb targają jej fartuch. W tym momencie 
była   wdzięczna   armatorowi,   który 
zarządził,   by   w   skład   jej   uniformu 
pielęgniarskiego   wchodziły   również 
spodnie.

 

Gdyby

 

nie

 

to, 

najprawdopodobniej   obtarłaby   sobie 
kolana   do   krwi   na   szorstkiej   podłodze. 
Błogosławiła   także   marynarza,   który 

background image

pożyczył jej swój hełm chroniący ją teraz. 
Syczała   z   bólu,   kiedy   uderzała   się   w 
łokieć,   lub   jej   włosy   wplątały   się   w 
wikliny   walizek.   Z   trudem   posuwała   się 
naprzód, z twarzą niemalże przyklejoną do 
podłogi. Zatrzymała się na chwilę i nogami 
ściągnęła buty, by móc się lepiej odpychać 
palcami stóp.

Nagle   okazało   się,   że   znalazła   się   w 

nieco szerszym miejscu. Ujrzała zapaloną 
latarkę, oświetloną jej światłem czuprynę 
rudych   włosów   i   tułów   uwięzionego 
marynarza.

–   Jak   się   czujesz?   –   spytała   z   trudem 

łapiąc oddech.

Usłyszała,   jak   stęknął   i   odezwał   się 

osłabionym głosem.

– Już sam nie wiem, co jest gorsze – ból 

w nogach, czy też świadomość, że ta cała 
fura   może   mnie   przygnieść   w   każdej 
chwili... Czy to siostra?

– Tak – odpowiedziała podciągając się 

background image

trochę do przodu, żeby móc się dostać do 
marynarza.

Zarechotał.
*   –  Po   tym   jak   przeszła   pani   ten 

odcinek,   powinna   pani   dać   się   zbadać 
doktorowi.

– Dam ci zastrzyk – wyjaśniła. – Twoi 

kumple  czekają  już  na  to, by ściągnąć  z 
ciebie tę kupę bagażu.

Zerwała plaster z nadgarstka, napełniła 

strzykawkę i założyła igłę. Będzie musiała 
później zdezynfekować skórę marynarza.

– Odpręż się – powiedziała. – Ja się stąd 

zbieram,   żeby   przyszykować   dla   ciebie 
przytulne   łóżeczko   w   izbie   chorych.   Nie 
będziesz od tej chwili nic pamiętał, dopóki 
się w nim nie obudzisz.

Kiedy   ciało   marynarza   zaczęło 

wiotczeć,   Isabel   zrozumiała,   że   narkotyk 
zaczął działać. Nadszedł czas, by zająć się 
własnym bezpieczeństwem.

–   Wyciągnijcie   mnie!   –   krzyknęła   tak 

background image

głośno, jak to było możliwe w zapylonym 
powietrzu.

Poczuła,   jak   lina   zaciska   się   na   jej 

kostkach.   Została   powoli   wyciągnięta   z 
tunelu. Droga powrotna okazała się bardzo 
bolesna.

Isabel   była   szczęśliwa,   że   wreszcie 

udało   jej   się   uwolnić   ze   zdradzieckiego 
tunelu, wciąż jednak miała świadomość, że 
znajdują   się   pośród   zwałów   walizek   w 
każdej chwili grożących zawaleniem.

– Zostanę tutaj, Isabel – powiedział Rod, 

kiedy   nieco   się   uspokoiła.   –   Teraz 
wszystko zależy od Lesleya i jego ludzi – 
miejmy   nadzieję,   że   przy   usuwaniu   tej 
sterty   bagażu   nie   zranią   Foukesa   jeszcze 
bardziej.

Isabel wstała trzęsąc się. Kiedy spojrzała 

na   potargany   fartuch   i   wybrudzone   ręce, 
domyśliła się, że jej twarz i włosy muszą 
wyglądać podobnie. 

–   Idź   do   kajuty   i   weź   prysznic   – 

background image

rozkazał   cicho   Rodney.   –   Masz   jeszcze 
sporo   czasu.   Minie   jakieś   pół   godziny, 
zanim załodze uda się wyciągnąć całą tę 
stertę na pokład.

, Isabel odprężyła  się pod prysznicem, 

przebrała w zapasowe  ubranie  i pojawiła 
się   w   izbie   chorych   po   ustalonej 
półgodzinie.   Kiedy   weszła   do   recepcji, 
zobaczyła   nosze,   na   których   wniesiono 
rannego marynarza. Leżał nieruchomo, nie 
odzyskawszy dotąd przytomności.

–   Na   stół   –   usłyszała   zachrypły   głos 

Rodneya. Przeraziła się. Podeszła do niego 
i zapytała zdenerwowana:

– Czy naprawdę masz zamiar operować 

tego   człowieka,   w   czasie   gdy   okrętem 
rzuca   na   prawo   i   lewo,   Rod?   –   Nie 
wspomniała,   że   operowanie   jedną   ręką 
nawet   na   stałym   lądzie   byłoby   nie   lada 
problemem.

–   Muszę   to   zrobić   –   zdecydował.   – 

Jedna   noga   została   strzaskana   pod 

background image

kolanem. Postaram się ją uratować, jeżeli 
mi się uda.

Ta   batalia   zajęła   im   trzy   przeraźliwie 

długie,   wyczerpujące   godziny.   Po   tym 
czasie Rodney mógł  stwierdzić, że udało 
mu się choć w części uratować zmiażdżoną 
kończynę.   Reszta   zależeć   będzie   od 
lekarzy na lądzie. Isabel towarzyszyła mu 
podczas operacji, podtrzymując go, kiedy 
statkiem kołysało, i pomagając, jak tylko 
mogła.

W końcu sanitariusze zawieźli pacjenta 

do sali i położyli na łóżku.

–   Dokonałeś   niemożliwego   – 

powiedziała   Isabel   dumna   z   osiągnięcia 
Rodneya.

–   Nie   udałoby   mi   się   to   bez   twojej 

pomocy,   kochanie   –   i   jestem   pewien,   że 
dobrze o tym wiesz.

Zapadła długa cisza.
–   Czy   byłoby   możliwe   dokonanie 

podobnych rzeczy w Cotswold? – spytała 

background image

ledwo słyszalnym głosem.

Westchnął ciężko.
– Moja droga Bel, gdyby stać mnie było 

na zatrudnienie cię jako mojej pielęgniarki, 
zaproponowałbym ci tę posadę. Nie tylko 
dlatego,   że   jesteś   pielęgniarką,   którą 
chciałbym mieć u swego boku. Chciałbym, 
żebyś była tam ze – mną jako – moja żona.

Isabel zaśmiała się nerwowo.
– Czy mam rozumieć, że chcesz się ze 

mną ożenić? Czy mam to traktować jako 
oświadczyny?

Potrząsnął przecząco głową.
–   Pozwól   mi   wyjaśnić   tę   sprawę, 

kochanie.   Isabel,   kocham   cię,   bardzo, 
bardzo,   bardzo   –   lecz   nie   pozwoliłbym 
sobie   na   zawiązywanie   ci   rąk,   na 
przywiązywanie cię do jednorękiego męża. 
Poza tym, że działałbym przeciwko tobie, 
czułbym   się   niepotrzebny,   zależny   od 
ciebie. A małżeństwo musi się opierać na 
partnerstwie.

background image

Isabel nie spierała się z nim dalej. Była 

wykończona   i   nie   miała   żadnych 
argumentów,   żeby   się   przeciwstawić 
Rodneyowi.

Wstała z łóżka, podniosła pojemnik ze 

zużytymi   narzędziami,   by   zanieść   je   do 
sterylizatora. Wolną ręką odsunęła zasłonę. 
Niespodziewanie statkiem zakołysała seria 
wstrząsów i w tej samej chwili ktoś, kto 
usiłował dostać się do izby przyjęć, został 
zbity   z   nóg   i   rzucony   na   drzwi,   które 
uderzyły Isabel w plecy.

Poczuła, że pada na metalową szafkę nie 

mając   wolnej   ręki,   by   móc   się   osłonić. 
Taca z narzędziami z hukiem poleciała na 
ziemię,  a kość  w lewym ramieniu Isabel 
chrupnęła głośno.

„Venutus"   dostojnie   sunął   w   kierunku 

widocznego   już   nadbrzeża   portu   w 
Southampton. Pasażerowie tłoczyli się na 
pokładzie chcąc jak najszybciej znaleźć się 
na   brzegu.   Doktor   Levaughan   i   siostra 

background image

Bainey nie mieli czasu, aby uczestniczyć w 
radości   z   okazji   powrotu   do   domu.   W 
gabinecie lekarskim kompletowali ostatnie 
papiery dokumentujące ich pracę. Rodney 
pisał coś jedną ręką, podczas gdy Isabel, z 
ramieniem   na   temblaku,   przeglądała 
historie chorób.

– Gdy wsadzimy wreszcie Foukesa do 

karetki,   nie   zostanie   nam   już   ani   jeden 
pacjent.   Możemy   się   pochwalić 
zwierzchnikom   czystym   kontem   – 
stwierdził   Levaughan   z   zawodową 
satysfakcją.

–   Wtedy   każde   z   nas   będzie   mogło 

ruszyć   własną   drogą   –   mruknęła   Isabel. 
Cisnęło   się   jej   na   usta   pytanie,   czy 
spotkają się jeszcze kiedyś, jeżeli wciąż ją 
kocha – jeżeli nie dało się w żaden sposób 
zmienić jego decyzji...

Mała szufladka z dokumentami wypadła 

jej   z   ręki.   Schyliła   się,   aby   ją   podnieść, 
dokładnie   w   tym   samym   momencie   co 

background image

Rodney.

– Ostrożnie! – powiedział. – Uważaj na 

swój gips.

Wyprostowała   się   i   spojrzała   nań 

urażona kpiną wyczuwalną w jego głosie.

– Nie rób sobie kłopotu – stwierdziła. – 

To, że mam tylko jedną sprawną rękę, nie 
znaczy, że muszę być od ciebie zależna.

Rod wyciągnął ramię, objął ją w pasie i 

zaśmiał się kpiąco.

– Czy zdajesz sobie sprawę, kochanie, 

że nawet jeśli mam tylko jedną rękę, którą 
mogę   cię   przytulić,   to   teraz   ty   również 
możesz się bronić używając tylko jednego 
ramienia?

– Wiesz dobrze, że nigdy bym tego nie 

zrobiła, nawet gdybym miała dwadzieścia 
rąk.

– Nie masz  domu,  do którego możesz 

wrócić,   złamałaś   sobie   rękę   –   chyba 
zacznę sądzić, że to ty wymagasz opieki, 
moja słodka Bel.

background image

–   Nie   potrzebuję   pomocy   ani 

współczucia – upierała się.

–  W   takim   razie   jest   nas   już   dwoje   – 

stwierdził enigmatycznie. Przygarnął ją do 
swej szerokiej piersi i pocałował łagodnie, 
lecz   namiętnie.   Isabel   poddała   się   bez 
chwili wahania.

Wypuścił ją z uścisku i podniósł jednym 

palcem   jej   podbródek   tak,   że   musiała 
patrzeć mu prosto w oczy. Nie skorzystała 
z nadarzającej się okazji i nie odsunęła się.

–   Być   może   to   co   powiem,   zabrzmi 

okrutnie, ale twoja złamana ręka pozwoliła 
mi   się   znowu   poczuć   prawdziwym 
mężczyzną. Teraz ty mnie potrzebujesz!

–   Zawsze   cię   potrzebowałam   –   od 

momentu naszego pierwszego spotkania – 
zapewniła go żarliwie.

– A więc, kochanie, jeśli potrzymasz mi 

teczkę   tak,   żebym   mógł   ją   otworzyć   – 
mam w niej rozkłady jazdy – moglibyśmy 
sprawdzić pociągi do Cotswold i od jutra 

background image

zacząć się rozgaszczać w naszym nowym 
świecie.

Isabel uśmiechnęła się radośnie biorąc z 

jego rąk skórzaną walizeczkę.

Nareszcie zmusiła go, by zaakceptował 

fakt, że wzajemna pomoc, niezależnie od 
powodów, jest najważniejszą rzeczą, jaką 
powinno sobie dawać dwoje kochających 
się ludzi.

– Wygląda na to, że mamy szczęście – 

uśmiechnął się Rod przytulając do siebie 
Isabel.   –   Złapiemy   pociąg   jeszcze   dziś 
wieczór.

–   Fantastycznie!   –   Jej   oczy   zabłysły 

radośnie,   gdy   musnęła   ustami   jego 
policzek.

– Ach! – Rod spojrzał na jej rozjaśnioną 

twarz.   –   Siostro   Bainey,   przecież   potrafi 
robić   to   pani   lepiej   –   kontynuował 
łobuzersko, zanim jego wargi nie spoczęły 
delikatnie na jej ustach.

–   Jak   pan   sobie   życzy,   doktorze   – 

background image

mruknęła   niewyraźnie   poddając   się   jego 
gorącemu   pocałunkowi.   Poczuła,   że 
ogarnia ją pożądanie.


Document Outline