background image

Czterech panów i aborcja

Magdalena Środa 2011-05-13, ostatnia aktualizacja 2011-05-13 00:49:16.0

Jeden salonowy ksiądz, jeden prawicowy satyryk i dwóch dziennikarzy, którzy nieustannie i radośnie przeżywają 
medialny sukces swojego bardzo męskiego programu ("Tak jest", 9.05, TVN 24), rozmawiali o aborcji. "Dyskusja" 
toczyła się w lekkim tonie. Najpierw salonowy ksiądz zdefiniował problem aborcji jako sposób lansowania się lewicy. 
Sposób - według światowego księdza - nietrafiony, bo przecież sondaże pokazują, że tylko połowa Polaków waha się w 
ocenie aborcji. Reszta jest przeciw. Ależ - dodał roztropnie "satyryk", który kiedyś był śmieszny i postępowy, a dziś jest 
ponury i prawicowy - Polacy zawsze w połowie głosują na "tak", a w połowie na "nie". Ta bardzo ciekawa i inspirująca 
uwaga uspokoiła dziennikarzy i w pełni zaspokoiła ich pluralistyczny zamysł programowy.

Ksiądz, który ma oczywiście najwięcej do powiedzenia na temat rodzenia i wychowywania dzieci (ten ksiądz ma zresztą 
coś do powiedzenia w każdej sprawie), stwierdził, że stosunek do aborcji zmienił nie tyle Kościół, ile nauka, bo gdy 
szczęśliwi rodzice zobaczą płód na USG, to do aborcji z pewnością nie dojdzie. Ale ksiądz, rozkoszni dziennikarze czy 
prawicowy satyr nie znają bezmiaru rozpaczy i kompletnej bezradności kobiet, które zachodząc w ciąże, nie mogą dzieci 
urodzić i odpowiedzialnie wychować, niezależnie od tego, co zobaczą na USG. A są ich tysiące!

Salonowy ksiądz z wielką kompetencją dorzucił jeszcze, że w Europie to z tą aborcją różnie bywa. Na przykład w Irlandii 
ustawa jest znacznie bardziej ostra niż w Polsce i nawet w pewnych niemieckich landach jest podobnie. Jeden z 
dziennikarzy, bystry i wiecznie zadowolony z siebie, żartobliwie zareagował, że z landu do landu jest łatwo się 
przemieścić, jednak ksiądz, osiągnąwszy swój moralistyczny efekt, nie zamierzał zatrzymywać się nad drobnostkami. 
Toteż wszyscy panowie szybko (czas goni!!! Tyle jeszcze fajnych tematów przed nami!!!) pogodnie zgodzili się, że 
aborcja nie jest już żadnym problemem i SLD nie wypłynie na promowaniu prawa do niej.

Krew mnie zalała. Polska jest krajem z jednym z najniższych przyrostów naturalnych w Europie, a jednocześnie 
wykonuje się tu jedynie 200-300 legalnych aborcji rocznie. Co się dzieje z niechcianymi ciążami i niechcianymi dziećmi? 
Co się dzieje z kobietami gwałconymi? Co się dzieje z tymi, które mając dzieci, chcą odpowiedzialnie przeżywać 
rodzicielstwo i nie mogą - z braku środków i jakiejkolwiek pomocy państwa - wychować następnych? Co się dzieje z 
kobietami, które są zbyt młode, zbyt naiwne i zbyt bezradne, by wychować niechciane dziecko? Co się dzieje z tymi, 
które są chore i nie powinny zachodzić w ciążę, ale małżonek wymógł na nich "obowiązek małżeński", a Kościół zabronił 
antykoncepcji? Co się dzieje wreszcie z rzeszą niechcianych urodzonych dzieci, których bezradne matki skazują na 
straszny los? Znajdujemy je w beczkach i na śmietnikach. I nie jest to bynajmniej marginalne zjawisko.

Relacja między radykalnie niskim współczynnikiem demograficznym i równie niską liczbą legalnych aborcji pokazuje 
przestrzeń dramatu tysięcy kobiet. Bo jak sobie radzą z niechcianą ciążą? Panów to nie interesuje. Kobiety sobie 
poradzą. W Polsce problem aborcji i sposób mówienia o niej odsłaniają głębię politycznego zakłamania i moralnej 
hipokryzji. Dobrze ukazują to takie "obiektywne" programy, które masowo produkują telewizje. Opinie w nich wyrażają 
przede wszystkim zadowoleni z siebie panowie i cyniczni do bólu politycy.

To nie jest pluralizm, to nie jest działalność opiniotwórcza, to nie jest rzetelne dziennikarstwo, to jest polski medialny 
meczet 

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl -

http://wyborcza.pl/0,0.html

© Agora SA

Strona 1 z 1

Czterech panów i aborcja

2011-05-13

http://wyborcza.pl/2029020,90913,9589220.html?sms_code=