background image

T. JESKE-CHOltiSKI 

WALKA LUTRA 

Z KATOLICYZMEM 

*~Mi 

SYNOWIE ST. N1EMIRY 

WARSZAWA, PLAC WARECKI 4 

background image
background image

WALKA LUTRA Z KATOLICYZMEM 

background image
background image

T. JESKE-CHOIŃSKI 

WftLKA LUTRA 

Z KATOLICYZMEM 

3-  « ^ .v-

c? 

S Y N O W I E ST. NIE/AIRY 

WARSZAWA, PLAC WARECKI 4 

background image
background image

Niktby się w Niemczech nie spodziewał, że jakiś 

syn chłopski przewróci do góry nogami religię kato­

licką i rządy panujących książąt. ..Tym mistrzem był 

Marcin Luther. który przyszedł na świat 10 Listopada 

1483 roku w fóisleben. Luthrem nazwał się sam do­

piero wtedy, kiedy go nauka posadziła na krześle 

profesor skiem w uniwersytecie wittenberskim. Jego 

rodzina, która była bardzo liczną w wioskach saskich, 

nie miała wcale stałego nazwiska. Zamiast nazwiskiem 

posługiwała się różnemi imionami jak naprzykład: Lu-

der, Liider, Leuder i t. p, co potwierdził pisarz nie­

miecki, Juliusz Kostien, w swojem dziele p. t. „Życie 

Luthra" (Luthers Leben, 1883 r.). 

Ojcie" Marcina Luthra, Jan, mieszkał przed jego 

narodzeniem w Eislebęn, w Mohra, gdzie mu było 

wygodnie i bez troski. Posiadał ładny domek chłopski 

i kawał urodzajnej ziemi: Gdyby umiał żyć spokojnie 

i nie obrażać swych sąsiadów, byłby się był dorobił 

zasem znacznego mienia chłopskiego. Ale charakter 

jego nie znosił cierpliwości. Gwałtowność kipiała w jego 

duszy, jego mocne pięści tańcowały po łbach jego bli-

background image

— 6 -

źnieh, co potrafili także jego krewni i sąsiedzi. Chłopi 

w Mohra lubili bić sąsiada, a on ich. 

Od historyków dowiadujemy się różnych awantur 

ojca Luthra. Jedni mówią, że rodzic Marcina zabił 

w gniewie jakiegoś chłopa, pasącego swojego konia na 

jego łące, inni twierdzą, że tego nigdy nie było. 

Coś jednak musiało się stać tak albo owak, bo 

ojciec Luthra drapnął galopem z Mohry, zostawił &a 

miejscu swoje mienie i uciekł z żoną do Eisleben, 

bojąc się zapewne kary panującego księcia saskiego 

(Kurfursta). W Eisleben nie był długo, zaledwie pół 

roku, bo nie miał tam żyć z czego. Przeniósł się do 

miasta Mansfeld, gdzie mógł pracować i zarabiać w ko­

palniach złota i srebra. 

Próżniakiem nie był, głupim także nie. Pracował 

dużo, służył uczciwie swojemu panu, hrabiemu Mans­

feldowi, i dorobił się znów mająteczku. Drobnego 

wzrostu, ale silny i zręczny robotnik, stanął na czele 

swoich towarzyszów. 

Pracował dużo ojciec Luthra, pracowała tak/ 

jego matka, Małgorzata, do której był podobny. Przy­

nosiła z lasu sama na plecach ciężkie drzewo i gospo­

darowała w domu od rana do nocy. 

Łukasz Cranach, znakomity malarz niemiecki w o.-

wym czasie, malował w 1527 r. portrety rodziców 

Luthra, które się dotąd utrzymały. Żadnych typów 

chłopskich nie widzi się na portretach Cranacha. Ma­

tka Luthra, szpetna, pospolita, robi wrażenie kobiety 

zniszczonej zbyt ciężką pracą. Nie tak jej mąż... Oj­

ciec Luthra nie robi wrażenia zniszczenia zdrowia; 

przeciwnie, wygląda na portrecie jak człowiek ener­

giczny, zdrowy i umiejący myśleć. 

background image

— 7 — 

II. 

Oboje rodzice Luthra me pieścili swojego Mar­

cinka. Trzymali go w mocnych szponach, nie pozwalali 

mu bawić się z innymi chłopcami, zabronili mu cho­

dzić po ogrodzie i zrywać z drzew gruszki, jabłka, 

orzechy. Gdy dzieciak zrabował raz w ogródku kilka 

orzeszków, wybiła go matka tak okrutnie, iż jego 

twarz oblała się krwią. Ojciec trzymał go w twardej 

ebroży i śledził jego każdy ruch. Był tak surowym, 

iż wystraszony chłopczyna uciekł z domu na pewien 

czas. 

Gdy się ojciec dorobił znów mająteczku, posta­

nowił wykierować swojego najstarszego syna na uczo­

nego męża. 

Pierwszym nauczycielem Luthra był przyjaciel 

jego ojca, obywatel mansfeldski, Oemler. Rozkoszy nie 

miał w tej szkole młodziuchny Marcinek, razem ze 

swoimi kolegami. Bezlitosny bat pracował bezustannie, 

na prawo i lewo £o byle co. Późniejszy reformator 

religijny dziwił się, że mu belfer dał bez żadnej przy­

czyny aż piętnaście batów. 

Po skończeniu małej szkółki powędrował Marcin 

Luther w czternastym roku swojego życia z wolą ojca 

do Magdeburga. W tem mieście uczył się tylko jeden 

rok i udał się do szkoły w Eisenach w r. 1498. 

Znalazłszy się w nowem mieście, nie wiedział 

młody student, co ma z sobą robić, z czego żyć, bo 

jego ojciec nie był w możności dostarczać mu tyle 

pieniędzy, ile ich potrzebował. Niepotrzebnie się smu­

cił. W owym czasie pomagali sobie ubodzy studenci 

śpiewami, muzyką i żebraniną. Śpiewali, grali na 

różnych instrumentach, prosząc o jałmużnę. 

background image

— s _ 

Tej sztuki nauczył się Marcin prędko, prędzej, 

niż się spodziewał pomocy dobrych ludzi. Pani Cotta, 

małżonka bogatego męża, pochodzącego ze szlachty 

włoskiej, słuchała z przyjemnością jego śpiewu i de-

klamacyi. Polubiwszy biednego studenta, zaprosiła go 

do siebie, do swojego sutego stołu, pozbawiając go 

w ten sposób troski o „wikt i opierunek*

4

Wygramoliwszy się z przykrej biedy, żył Marciu 

Luther wesoło. W szynku pił z kolegami piwo. wino, 

śpiewał różne pieśni i grał na lutni. W roku 1501 

przeniósł się do JSrfurtu, do najznakomitszego uniwer­

sytetu saskiego, w którym uczył się aż do roku 1505 

filozofii humanistycznej, gramatyki i retoryki. Najchęt­

niej czytywał dzieła autorów rzymskich: Owidiusza, 

Yirgila, cicerona, Plauta i innych pisarzu w. Języka 

łacińskiego nauczył się doskonale. 

Postępował szybko w górę. ucząc się chętnie 

filozofii i prawa. Po roku mianowano go „bakalarzem" 

a po trzech latacii „magistrem". Były to pierwsze 

stopnie zdolnych studentów. 

Nie śniło mu się odziać się W suknie kapłańskie 

i być księdzem. Jego ojciec. Jan, był przeciwny ka­

płaństwu i chciał, by jego najstarszy syn stał sin 

świeckim uczonym. 

Rzecz dziwna... 

Wesoły, bawiący się chętnie świecki uczony z 

swoimi kolegami, zmienił się nagie. Niktby nie u wie 

rzył, że śpiewak, grajek i hulaka zamknie się w mu­

rach klasztornych, i niktby się nie spodziewał, że tę 

nagłą zmianę wywołał strach przed śmiercią. 

Luther udał się na wakacye do swoich rodziców. 

Wracając pieehotą do Erfurtu, szedł przez wioskę 

Stotternheim. Nagle zahuczała nad jego głową burza, \ 

background image

— 9 — 

pioruny padały tuż obok niego. Tak się przeraził, iż 

runął na ziemię i krzyczał na głos: „Pomóż mi dobra, 

święta Anno, chcę być zakonnikiem!" Zkąd mu ten 

strach przed śmiercią przyszedł, nie wiedział zapewne 

sam. Człowiek odważny nie boi się burzy i piorunów 

Ładnie by żołnierz wyglądał, gdyby płakał ze strachu 

przed piorunami. Co mu przyszło do głowy, nie wia­

domo. Wiadomo tylko, że go ten dziecinny strach za­

prowadził do klasztoru. 

Pożegnawszy się ze swoimi kolegami, znikł w mu­

rach klasztoru augustyańskiego w lipcu 1505 roku. 

Rok próby nauczył go posłuszeństwa dla przeora 

i przykrej pracy. Kazano mu zamiatać, czyście kruż-

nki, podwórze i żebrać po domach miasta. Nie sma­

kowała mu ta ostra próba nowicjusza, ale wytrzymał 

ja.. Po skończonej próbie przyjęto go na zawsze do 

klasztoru, odziano w czarną suknię i kapotę, a wkrótce 

potem mianowano go kapłanem. W* swojej celi siedział 

całe duie, badał teologię i czytał bezustanku. 

Dziwny charakter miał Luther. Zmieniał się 

• iągle w latach młodych i późniejszych. W szkołach 

niższych i wyższych nie myślał wcale o życiu klasz-

tornein. Uczył się dużo i bawił się dużo, odgrywając 

rolę zucha. Burze" i pioruny znał od lat najmłodszych 

w górach manofeldskich. Nie powinien był bać się 

zmotu i piorunu. Nie był przecież bojaźliwą niewia-

u 1 nie powinien był uciec ze strachu przed śmier­

cią do klasztoru, o którym wcale nie myślał. 

Złożywszy, po przykrej próbie, przysięgę kapłań­

ską, powinien był zastosować się do obyczajów i roz­

kazów zakonu. Obowiązkiem jego było czytać codzren-

nie brewiarz, a on czytał tylko dzieła naukowe, za­

miast brewiarza. Bywały tygodnie, które mu groziły 

background image

— 10 -

ciężką chorobą, a nawet śmiercią. Jadał bardzo mało. 

nie pił nic, nie sypiał czasami aż pięć tygodni, tracąc 

przytomność. 

Widocznie walczył z sobą, bo mu zawadzało 

klasztorne życie. 

Życie jego ułatwił Jan von Staupitz, wikaryusz 

zakonu św. Augustyna, mąż uczony i dobrego serca. 

Około roku 1502 postanowił książę saski, Fry­

deryk Mądry, poprawić nędzne szkolnictwo w swojem 

państwie. Między innemi chodziło mu o dobrą wyższą 

szkołę (uniwersytet) w mieście Wittenberg, zaniedbaną 

przez niezdolnych profesorów. Nie wiedząc, kogo szu­

kać i znaleźć, prosił o pomoc Jana Staupitz'a, który, 

będąc sam utalentowanym profesorem, znał dobrze 

odpowiednich kandydatów. Staupitz wybrał, oprócz 

innych nauczycieli, także Luthra i wezwał go zim i 

1508 roku do Wittenberga. 

Luther uczył studentów teologii i filozotii, posu­

wając się w górę. Bakalarz i magister zdobył sobie 

wkrótce tytuł licencyanta i doktora. 

W roku |15L1 posłał Staupitz do Rzymu, do 

Watykanu, aby się dowiedział czy wolno połączyć 

różne klasztory niemieckie w jedną całość. 

Z radością pomaszerował Luther do Włoch, które 

pragnął zobaczyć. Szedł zwyczajem zakonników pie­

chotą w towarzystwie jednego kolegi. 

Obaj mnisi przybyli zdrowo do Rzymu. Klasztor 

augustyański (Maria del Popolo) otworzył im chętnie 

swoją turtkę i przyjął ich gościnnie. 

Wchodząc do Rzymu nabożnie, jak pielgrzym, 

rzucił się Luther na ziemię, podniósł ręce i mówił: 

„Bądź pozdrowiony, święty Rzymie!" 

Rzym podobał mu się, obiegł wszystkie ulice* 

background image

— 11 — 

stare pamiątki, kaplice i klasztory. Zastał Rzym spo­

kojny, nie ocierał się o złodziejów, bandytów i mor­

derców, wałęsających się gromadą przed panowaniem 

papieża Juliusza IT. 

Wiadomo, że humaniści (uczeni) i renesans i 

włoscy (w XV i XVI wieku) szukali sobie nowych 

dróg do mądrości i wygodnego życia. Przyczepili się 

do nich także kupcy i różnego gatunku przemysłowcy. 

Humanistom zdawało się, że są bardzo mądrymi i do­

skonałymi twórcami literatury i sztuki, a uczyli się 

tylko po łacinie i trochę po grecku. Po łacinie mówili 

doskonale, a gardzili swoim językiem narodowym, na­

zywając go ordynarną gwarą ludową (volgare). Kto 

nie umiał po łacinie, ten tracił w ich mniemaniu tytuł 

.,oświeconego męża". 

Ich pychę zniszczyli renesansiści (pokolenie młod­

sze). Poeci włoscy wieku XVI pisali po włosku, cho­

ciaż znali tak samo język rzymski, jak humaniści. 

Uczeni i poeci walczyli z sobą, a obywatele 

i kupcy republik włoskich walczyli także z sobą; ale 

nie o piękność literatury, lecz o pełną sakwę-: Trud­

niąc się handlem i przemysłem, zarzuciwszy całą Eu­

ropę swoimi kantorami bankierskimi i towarami, zgar­

niali tyle pieniędzy, iż nie wiedzieli w końcu, na co 

ich użyć. 

Z wielkim dostatkiem słabła energia możnego 

mieszczaństwa, gasły jego cnoty obywatelskie, republi­

kańskie i żołnierskie. Bogacz gnuśniał, stawał się sy-

barytą, smakoszem życia, żądnym rozkoszy i blichtru 

społecznego (godności, tytułów), piął się w górę. Z e 

nergią i cnotami obywatelskimi, uchodziły także cnoty 

ludzkie i rodzinne. Pojęcia etyczne chwiały się, usu­

wane powoli przez egoizm. 

background image

— 12 — 

Tysiąc lat na obroży ascetyzmu ehrześeiańskiego 

i moralności chrześciańskiej trzymane zmysły, zaczęły 

się już w XIV wieku buntować przeciw tej obroży. 

Chrześciaństwo domagało się tłumienia instynktów 

zwierzęeo-ludzkich dla dobra duszy, ale zmysły łaknęły 

.swobody tych instynktów, pełni ich rozwoju, co zna­

czy — pełni życia. 

Dopóki autorytet Kościoła nie pozwolił zmysłom 

się rozhulać, zmysły drzemały pokornie. Ale autorytet 

Kościoła zaczął się już w XIV wieku chwiać. 

Rozprzęgający pojęcia dawnych czusów ruch wy­

wrotowy wpłynął także na duchowieństwo. I ono było 

produktem swojej epoki, i ono uległo rozkładowi ety­

cznemu odświeżonych trądy cvi pogańskich. Większa 

. część humanistów należała do stanu duchownego. Wa­

tykan roił się od humanistów, potrzebnych mu w kan-

celaryach. 

Kler oświecony XV i XVI stulecia odbiegł we 

Włoszech daleko od swojego posłannictwa, zeświecczył 

się, dał się unieść prądom chwili. Nie odnosi się to oczy­

wiście do całego duchowieństwa włoskiego, jak nie od­

nosi się do całej inteligencyi w

T

ogóle. Zawsze i wszędzie" 

sa, wyjątki świecące cnotą i szczerą bogbbojuością. 

Kler zaczął się psuć od góry. Dziewięciu papie-

żów wieku XV: Marcin V (1420 — 1431), Eugeniusz 

IV (1481 —1447), Mikołaj V (1447—1455), Kalikstllł 

U455—1458), Pius 11(1458 — 1464), Paweł II (1464-

1471), Sykstus IV (1471—1484), Innocenty VIII (1484— 

1492) i Aleksander VI (1492—1503) — zajmowało się 

wszystkiem innem chętniej, aniżeli sprawami Kościoła. 

Mikołaj V był zaciekłym bibliomanem i budowniczym, 

wolał rozmawiać ze swoim antykwaryuszem, Vespa-

zyanem o książkach, i architektami o nowych budo-

background image

— 13 — 

wlach, niż z kardynałami o tem, o czem był powinien. 

Paweł II, zbieracz numizmatów i drogich kamieni, 

zapominał nad swoimi zbiorami o obowiązkach Papie­

ża." Pius II, utalentowany literat i niezwykły znawca 

ludzi, czuł się najszczęśliwszym na wsi, na łące, nad 

strumykiem, w otoczeniu uczonych prałatów. A wszyscy 

myśleli tylko o tem, jak zbogacić i posadzić na jakim 

tronie książęcym swoich krewniaków (nepotów). 

Papież XV-tego stulecia przestał być pasterzem 

wiernych, a stał się albo uczonym, albo mecenasem 

literatury i riauki, albo zbyt hojnym dobrodziejem 

swojej rodziny, albo politykiem. 

Najgorszym z wszystkich tych Papieżów, zajmu­

jących się tylko sobą albo swoimi krewniakami, okrut­

nie zaniedbującym obowiązki naczelnika Kościoła, był 

w owym czasie Aleksander VI, ojciec Cezara Borgii, 

łotra nad łotrami, zbrodniarza nad zbrodniarzami, 

który dążył do korony królewskiej (włoskiej). 

Szczęściem było

>

 dla Kościoła, że po śmierci 

Aleksandra VI i Piusa HI (w roku 1503) zasiadł na 

tronie papieskim Juliusz II, który urodził się wido­

cznie dla ocalenia katolicyzmu. Był wysokiego wzro­

stu, barczystym, muskularnym, miał potężną, jak z mar­

muru czaszkę, trzymał się prosto, po żołniersku. Li­

czył lat sześćdziesiąt kilka, a w jego dużych, czarnych 

oczach, osadzonych głęboko pod wyniosłem czołem, 

palił się płomień lat dwudziestu. Żywe, młodzieńcze 

ruchy, wydatny nos, zwarte usta i różowa cera twa­

rzy dopełniały obraz tego wcielenia siły, energii i mo­

cnej woli. Mówił zawsze prosto z mostu to, co myślał 

i czuł, nie kłamiąc, nie dyplomatyzując nigdy, posłu­

gując się często ostremi wyrażeniami, których eleganccy 

Ic 

background image

ł 

— 14 — 

wytworuisie dworscy nie mogli przełknąć. II terrible 

papa

 nazywano go w całych Włoszech, co w

r

 wieku 

XVI znaczyło: oryginalny, niezwykły, niepospolity... 

Juliusz II pracował cały dzień, ' poczynając *od 

samego rana. Pracował szybko, nie namyślał się długo, 

bo jego temperament nie znosił niepotrzebnej gadaniny 

jego urzędników. Prędko, prędko spieszcie się z tem, 

co trzeba, bo szkoda drogiego czasu—mawiał zwykle. 

Nie lubił doradców. Sam sobie dawał radę. Nawet 

w nocy, w łóżku, przed zaśnięciem, medytował nad 

potrzebami Kościoła, a co w nocy obmyślił, to rozka­

zał nazajutrz- czemprędzej wykonać. 

- Krewniaków swoich (nepotów), weiskających się 

do poprzednich Papieżów i wyłudzających bogate ma­

jątki albo wysokie urzędy, — omijał i nie bogacił. 

Służył nie swojej rodzinie, lecz tylko Kościołowi, co 

uważał za obowiązek. 

Oczyszczenie i osłabienie Watykanu zaczął Ju­

liusz II od Cezara Borgii, który zdobył za czasów 

swojego ojca kilka księstw i rwał się do korony wło­

skiego królestwa. Tego zbrodniarza wziął za łeb 

i wypędził z kraju. Razem z Borgią obezwładnił li­

czną bardzo bandę złodziei i morderców, grasujących 

w Rzymie bez litości. Jego straż przyboczna (szwaj­

carska) zniszczyła w więzieniu łotrów rzymskich i przy­

wróciła wielkiemu miastu spokój i bezpieczeństwo. 

Nie dość na tem... 

Juliusz II postanowił dźwignąć powagę Kościoła, 

zachwianą pod rządami jego poprzedników. Chodziło 

mu przedewszystkiem o wzmocnienie siły państwa ko­

ścielnego, podkopanej przez niesfornych, butnych len­

ników, którzy starali się usamowolnić. W czasach, 

w których odżyła recepta polityczna pogańskiej Romy: 

» 

background image

— 15 — 

„siła przed prawem!", w których jedyną podporą wła­

dzy była mocna, odważna, bezwzględna pięść kondo­

tiera, nie można się było upominać o swoje prawa 

powoływaniem się na zawarte umowy. Pięść na pięści 

Kto mocniejszy, odważniejszy, ten rozkazuje... 

Rozumiał to doskonale Juliusz II, wiedział, że 

tylko moc uśmierzy pychę i chciwość lenników, zabie­

rających bez prawa cudze mienie. W jego żyłach 

płynęła krew rozkazującego wodza i władcy. Zamiast 

wysłać do walki z lennikami jakiegoś kondotjera, 

wsiadł sam na konia i ruszył w otoczeniu swoich ry-

cerzów na wojnę. Perugia i Bolonia poczuły pierwsze 

jego niezwykłą odwagę i niezmienną stanowczość. 

Ten i ów dziwi się dotąd, że Papież prowadził 

sam na krwawe pole swoich żołnierzy. 

Słusznie mówi Ludwig Pastor, autor „Historyi 

Papieżów" (Geschichte der Papste), że Juliusz 11 byłby 

znakomitym królem albo wodzem, gdyby nie był ka­

płanem. Musiał jednak w owym czasie bronić rycer­

ski Papież Kościoła za pomocą wojska i wojny, bez 

niego bowiem zachwiałby się do reszty katolicyzm. 

Kapłana-rycerza, Papieża bohatera nie rozumiał 

Luther, przypatrując się mu choćby z daleka. Nie 

wiedział, że Juliusz II wracał Kościół do porządku, 

co jego następcy powtarzali. 

Lubił krytykować każdego, którego poznał, ale 

Papieża nie śmiał dotknąć palcem. Wróciwszy do 

Niemiec, mówił: „Byłbym gotów zabić wszystkich 

moich znajomych, którzyby odmówili choćby słówkiem 

Papieżowi posłuszeństwa". 

Papieża omijał w Rzymie. Kler zwyczajny, pod­

rzędny nie podobał mu się wcale. Obrażało go zbyt 

wesołe zachowanie się księży, załatwiających zbyt 

background image

16

 — 

prędko obowiązki kościelne. Było ich w istocie mnó­

stwo lekkomyślnych i zmysłowych. 

Chodząc po Rzymie, odwiedzał Luther także 

szpitale i dziwił się, że „wesoła" stolica Włoch zbu­

dowała dla ubogich chorych sale lecznicze i że cały 

szereg wykwintnych i bogatych pań służył biedakom 

chętnie. Patrząc na dobroć kobiet i lekarzów, powi­

nien był powiedzieć, że we Włoszech są także ludzie 

uczciwi i szlachetni. 

I dziwił się jeszcze, że się lud włoski nie upijał 

tak nieznośnie, jak chłopi niemieccy owego czasu. 

III. 

Wróciwszy do swojego uniwersytetu, do Witten-

bergu, medytował Luther nad człowiekiem, badając, 

kim, czem jest. Strzeliło mu do głowy, iż żaden czło­

wiek nie jest uczciwym, dobrym, szlachetnym, bogo­

bojnym chrześcianinem, lecz nawskroś kreaturą złą, 

podłą, którą można tylko wiarą ocalić. Do jednego.ze 

swoich przyjaciół mówił: „Bądź grzesznikiem i grzesz 

odważnie, ale jeszcze odważniej wierz i ciesz się 

w Chrystusie, który jest zwycięzcą grzechu". 

Znaczy to: rób, co chcesz, baw się, hulaj, rabu,], 

co tylko możesz, drwij sobie z cnoty, bylebyś wierzył 

w Chrystusa, Chrystus otworzy dla, ciebie bramę 

nieba. 

Zabawna nowa religia... Gdyby poszła tą wa-

ryacką drogą, byłby człowiek gorszym i głupszym od 

zwierzęcia. Pies byłby lepszym od niego a lis spryt­

niejszym. Chrześcianin musi być nietylko wiernym 

spekulantem, ale także uczciwym, prawym, panującym 

background image

— 17 — 

nad sobą. nad swoimi grzechami. Są rozmaitego ga­

tunku egoiści, myślący tylko o swoim brzuchu i wy­

godach, ale któż będzie tych sobków prowadził do 

nieba? Przecież nie Chrystus Pan; chyba że samolub 

zrzuci z siebie w samą porę brudny egoizm i podłość 

podłej duszy. 

Wiara bez cnoty, bez bogobojności nie może być 

wiarą prawdziwą. Może być tylko kłamstwem albo 

strachem przed śmiercią. 

Słusznie mówił Marcin Pollich, rektor uniwersy­

tetu wittenberskiego: „Luther będzie miał dziwne fan-

iazye 

Miał je rzeczywiście. Bezustannie myślał, co ro­

bić, jak się zachowywać, dokąd dążyć. Zresztą nie on 

tylko chciał być dowódcą wiary i mądrzejszym od pa-

pieżów, kardynałów i biskupów. Uprzedzili go: Jan 

Hus, Wiklef i inni. 

Aż do roku 1517 szanował Papieżów, chociaż 

przemawiał dość często w odczytach uniwersyteckich 

i na kazaniach kościelnych przeciw obyczajom kato­

lików. 

Nagle zaczął się odczepiać od Rzymu (1517 r.). 

Wiadomo, że Papieże XV stulecia starali się 

ozdobić kościoły rzymskie, głównie katedrę św. Piotra 

i pałac Watykan. Zajął się tą pracą już Papież Ka-

likst III (1455—1458 r.), ale rychła śmierć zatrzymała 

jego plan. Starał się o to samo Juliusz II, lubiący 

piękne kościoły, ołtarze, wspaniały pałac i dzieła sztu­

ki (Malarstwa i rzeźby). Walcząc z Cezarem Borgią 

i chciwymi lennikami, tracił na krwawem polu całe 

dochody papieskie. Czuł, że nie da sobie sam rady, 

źe potrzeba mu pomocy wszystkich katolików i że 

musi żądać od swoich „owieczek" zapomogi, odpustu-

Walka Luthra. 2 

background image

— l.s 

I on nie zdążył postawić chociażby katedry, bo 

i on powędrował także przedwcześnie na drugi świat 

(1513 r.)-

Po jego śmierci zabrał się do roboty następny 

Papież, Leon X, syn bogatego Wawrzyńca de Medici, 

zwany „Wspaniałym". 

Leon X mógł sypać obficie mamona, ale nie był 

tak „wspaniałym", hojnym, gościnnym, jak jego ro­

dzic. Każdy katolik miał po spowiedzi i Komunii św; 

dawać opłatę stosowną do jego majątku. Papież roz­

kazał arcybiskupowi Albrechtowi pilnować: Moguncyi. 

Magdeburga, Halberstadta i Brandenburga, aby płaciły 

zapomogę dla kościołów rzymskich. Arcybiskupa za­

stąpił zakonnik, Jan Tetzel z Parmy, znakomity ka­

znodzieja dla ludu i teolog. Tetzel wzywał bezustan­

nie z ambony lud niemiecki, aby dał co może Papie­

żowi. Zbyt gorliwym był, zanadto żądał od biednych 

włościan. Nietylko chłopi gniewali się na- Tetzla, lecz 

także inteligenci, a głównie humaniści owego czasu. 

Do tych humanistów należał Luther, już jako ucz 

uniwersytecki, co byfo niewątpliwie przyczyną jego 

„fantazyi", nie mającej nic wspólnego z bogobojnpścia. 

Na obroży trzymał go dotąd klasztor. Kazania Tet 

zdjęły z niego obrożę i otworzyły mu drogę do jego 

fantazyi. Uczuł się wolnym i zaczął gadać dziwaczne 

mądrości, bez których się ludzie rozumni mogą obyć. 

Dwaj zakonnicy, Tetzel i Luther. zaczęli walk^ 

z sobą. Tetzel, przybywszy w pobliże Wittenbergu. 

służył Papieżowi, a Luther głównie chłopom. Obaj 

mistrzowie, doskonali mówcy, podniecali się tezami 

i dyskusyą. Tez skomponował Luther 95 sztuk i przy­

lepił je do murów kościoła wittenberskiego (31 paź­

dziernika 1517 r.). W 86 tezie pisał jak następuj 

background image

19 — 

„dlaczego Papież, bogatszy od Krezusa, nie buduje 

Ś-go Piotra chętniej własnemi pieniędzmi, aniżeli ubo­

gich chłopów". 

Oprócz takich niegrzecznych tez, wmówił w sie­

bie Luther (jak nam opowiada Jan Jansen w swojej 

„Historyi niemieckiego ludu"), że jego „działalność 

jest rozkazem Boga i jego wszystkie twierdzenia są 

skończoną prawdą, o której nigdy nie może zapom­

nieć". 

Miał o sobie dobre mniemanie, postawił się na 

czele religii chrześciańskiej, mówił do swoich przyja­

ciół uczonych, wykształconych lepiej, głębiej od niego, 

że tylko on może być reformatorem Kościoła. Wtrącał 

się pomału we wszystkie sprawy religijne coraz wy­

raźniej i odważniej, po swojemu. Zmiarkowano to 

w Rzymie, i zmiarkował także w roku 1518 cesarz 

Maksymilian. Cesarz katolicki posyłał listy do Papieża, 

prosząc go, aby się zabrał ostro do Luthra, który 

^rozi wspólnej, jednolitej wierze i zmienia ją na „pry­

watne, swawolne mniemania". 

Luthrowi zdawało się, że zjedna sobie oprócz 

chłopów także wszystkich uczonych Niemców, a prze-

dewszystkiem swoich przyjaciół. Omylił się... Jan Eck. 

profesor teologii w uniwersytecie Ingolstadtu i kanonik 

należał do jego przyjaciół a mimo to obszedł się z nim 

bardzo ostro, zarzucił mu odstępstwo od katolicyzmu 

i naśladowanie husytów. Luther zaprzeczał swoich 

stosunków z czeskimi odszczepiencami i obiecał, że nie 

będzie nigdy myślał o tern, do czego Hus zmierzał, 

Do Papieża pisał; „chcę się poddać Papieżowi i Ko­

ściołowi, ale tylko wtedy, jeżeli Kościół uzna jego 

osobiste poglądy jako prawdziwe i przyjmie jego „no­

wą Ewangelię-

background image

— 20 

Zdziwił się Watykan, nie spodziewał się arogan-

cyi zakonnika, nie należącego do gromady kardynałów 

i biskupów. Dygnitarze kościelni chcieli się przypa­

trzeć temu oryginalnemu kapłanowi. Papież posłał 

w październiku 1518 roku do Augsburga kardynała 

Cajetana, aby zbadał psychologię i charakter Luthra. 

„Zuch" reformatorski wystraszył się. Aha, pomyślał, 

dygnitarze rzymscy wyleją mi zapewne na łeb słowa 

klątwy. By się zabezpieczyć w Niemczech, głównie 

w wioskach, zamieszkałych przez lud, wygłosił kaza­

nie lekceważące wszelkie klątwy. VVezwany do Aug­

sburga, udał się do niego. Kardynał Cajetan przyjął 

go uprzejmie, nie przestraszał go wcale, ani jednem 

słowem, badając jego duszę. Luther zmiarkował ten 

grzeczny egzamin, który mu nie przypadł do smaku. 

Zamiast słuchać wytwornej mowy miłego kardynała, 

obawiał się aresztu i drapnął po cichu z Augsburga 

i wrócił do Wittenbergu. 

Chcąc przekonać swoich przyjaciół, że tylko on 

rozumie religię, wiarę, postanowił dyskutować z Eckiem 

w Lipsku. Książę saski, Jerzy, silny i prawy 

charakter, był ciekawym, co też Luther powie o ka­

tolicyzmie, był bowiem sam szczerym katolikiem i nie-

cierpiał kłótni religijnej. By przeciwnicy, Luther i Eck. 

mogli ruszać się wygodnie w licznej gromadzie słucha­

czów, otworzył dla nich swój wspaniały pałac w Pleis-

senburgu. Na dyskusyę przybyło dużo uczonych profe­

sorów i obywateli lipskich. W tej gromadzie bywał 

także książę codziennie. 

Eck, kapłan katolicki i uczony, dawny przyjaciel 

Luthra, a obecnie nieznoszący jego „nowej wiary", 

jego nienawiści do Papieźów i Kościoła, stawił się 

w czerwcu 1519 do dyskusyi. 

background image

— 2 i — 

Bitwa na języki zaczęła się 27 czerwca i skoń­

czyła się 15 lipca. Luther nie oszczędzał swojego ję­

zyka i-gwałtownej wymowy. Krzyczeć głośno umiał 

doskonale, a Eck potrafił dysputować szybko i mą­

drze. Luther nie lubił krytyki, miał się za jedynego 

uczciwego i genialnego kapłana. Gniewał się, natural­

nie, gdy go Eck kilka razy wydrwił. W złości odpo­

wiedział przeciwnikowi, że „takie ogólne Koncylia 

(Concilia)

 mogą się mylić w sprawach wiary i omyliły 

się już nieraz". Na to rzekł mu Eck: „Jeżeli tak my­

ślicie, to widzę w waszej duszy poganina i celnika". 

Dyskusya lipska pobiła reformatora. Niemcy mil­

czeli, a Sorbona francuska, której postano dokumenty 

i akta dyskusyi, obeszła się z Luthrem bardzo ostro 

w r. 1521. Dyskusya lipska pozbawiła jeszcze „twórcę 

nowej wiary" przyjaźni i życzliwości księcia Jerzego, 

któremu nie podobały się jego dowody. 

Luther czując, że go nie wszyscy lubią, starał 

się o przyjaźń husytów. Zjednywał sobie ich szacu­

nek już podczas niefortunnej dyskusyi, bo otrzymał 

3 października 1519 roku dwa listy 2 Pragi. Husyci 

• zescy przysłali mu bardzo przyjemną odpowiedź. 

„Czem był kiedyś Jan Hus w Czechach — pisał do 

niego jakiś proboszcz—jesteś teraz ty, Marcinie, w Sa­

ksonii. Dlatego módl się i T>ądź mocnym, silnym, nie 

opuść rąk, gdyby cię uczynili kacerzem; pamiętaj, co 

zniósł Chrystus i apostołowie". Drugi husyta ostrzega i 
jo:

 „Nie pozwól się schwycić antychrystowi; anty­

chryst rozporządza tysiącem dróg, prowadzących do 

szkody; niech się Chrystus tobą opiekuje". 

Te listy, przysłane z Pragi, zjednały sobie Lu-

thra. Nowy „reformator" stał się w lutym 1520 roku 

hnsytem i pisał do Spalatina: „ja, głupiec, nic o tern 

background image

— 22 — 

nie wiedząc, uczyłem się wszystkiego z nauk Jana 

Husa; my jesteśmy wszyscy husytami, nie zdając so­

bie z tego sprawy; św. Paweł i św. Augustyn są tak­

że husytami. Hus jest wielkim męczennikiem Chry­

stusa i trzeba go -nazwać świętym." 

Wiadomo, że husyci rozkrzewiali swą „nową 

ewangelię" ogniem i mieczem. Straszne, okrutne były 

wojny tych niby bogobojnych ewangelików. Naślado­

wać ich chciał Luther, co potwierdza jego list do 

Spalatina: „Przysięgam ci, jeżeli rozumiesz dobrze 

ewangelię, to nie wierz, iż ona musi się obyć bez 

tumultu, gniewu i buntu. Słowem Boga jest: miecz 

wojna, zniszczenie, zburzenie, gniew, trucizna". 

Nazywać św. Pawła i św. Augustyna husytami 

niema sensu. Jeden i drugi byli nawskroś wykonaw­

cami ewangelii Chrystusa Pana i nie potępiali ludzi 

tak, jak to czynili husyci i Luther. Zamiast obrażać 

chrzescian, uczyli ich uczciwości, obowiązku i cnoty. 

O mieczu, wojnie, zniszczeniu, zburzeniu, gniewie, 

truciznie. co ma być ^słowem Boga", nie mówili 

nigdy. Każde ich słowo tryskało z czystego serca. 

Luther odgrywał rolę bohatera, mówił wiele o 

sobie, o swojej odwadze i mądrości, ale bohaterstwa 

nie było w jego sercu. B*it się byle czego, ciągle mu 

się zdawało, że go ktoś zamorduje. Ze strachu choro­

wał często. I >o swojego przyjaciela, Spalatina, pisał 

już 16 kwietnia 1520 roku: ,.ostrzegano mnie, że jakiś 

doktór medycyny chciał mnie zabić". 

Tak się obawiał śmierci, iż prosił o pomoc kilku 

rycerzów: Huttena, Sickinga i Schaumburga. S^haum-

burg obiecał mu natychmiast opiekę stu szlachciców. 

Ulrich von Hutten i Franciszek von Sickingen 

background image

— 23 — 

namawiali i zachęcali go do rozrzucenia po całym kra­

ju niemieckim mnóstwa broszur, aby się lud dowie­

dział, jak „trzeba wierzyć . Czego chcieli od niego, 

uczynił chętnie, puścił w ruch'całą furę swoich róż­

nych książek, które oddalały jego zwolenników nie­

mieckich t)d Rzymu, czyli wiary katolickiej. 

Widząc, co się dzieje w Niemczech i co dziać 

*ię może w innych krajach chrześciańskich, postano­

wi! Watykan obezwładnić Lutra. W tym celu pozwo­

lił mu namyślać się 60 dni. Jeśli zrzeknie się swoich 

błędów, przyjmie go Papież życzliwie, uprzejmie, prze­

baczy mu jego zuchwalstwo, zwolni go z grzechów 

bez kary; jeśli zaś będzie obrażał dalej Kościół kato­

licki i nie będzie posłusznym * Papieżowi, spadnie na 

niego klątwa. 

Klątwa spadla na niego z Rzymu, gdy nie uwa­

lał za potrzebne być posłusznym Papieżowi. Luther 

pienił się z gniewu, miotał się ze złości, gdy mu 

z Rzymu przysłano dokument klątwy. Tak się rozna-

miętnił. iż spalił papieską bullę (10 grudnia 1520 r.). 

Bywał zawsze tak gwałtownym. Mówić spokojnie 

i rozważnie nie umiał, albo nie chciał. Ukarany przez 

Watykan, miotał się jak opętany. Mszcząc się za swo­

ją karę, starał się zniszczyć katolicyzm. Tysiące bro­

szur rozrzucił znów po wsiach i miasteczkach, pisząc 

paszkwiłe i drwiny przeciw Rzymowi. Chodziło mu 

ównie o chłopów, aby ich zjednać dla siebie. W tej 

eszlachetnej robocie pomagali mu jego koledzy uni­

wersyteccy, humaniści. Najwięcej służyli mu Hutten 

i Łukasz Granach (malarz). 

Jeszcze przed klątwą Watykanu klął Luther 

u na Rzymian. Klął po głupiemu. Pisał do Spala-

tina w czerwcu 1520 roku, że „w Rzymie są wszyscy 

background image

waryatami, głupcami, wściekłymi, idyotami, drągami, 

kamieniami, piekłem i dyabłem". Z takiej zwaryowa-

nej klątwy można się tylko wesoło śmiać. W drugim 

liście do Spalatina pisał jeszcze: .Ja gardzę wściekło­

ścią Rzymian i ich łaską. Nie chcę się już nigdy z ni­

mi pogodzić; niech mnie przeklną, i spalą... Sylwester 

von Schaumburg i Franciszek von Sickingen uwolnili 

mnie od strachu ludzkiego... W ięc nie obawiam sią 

już, lecz wydaję właśnie książkę niemiecką przeciw 

Papieżowi. Chwytam gwałtownie Papieża jako anty­

chrysta". 

Zdawało się, że Luther, mnich, literat, kazno-

dzieją i stróż chrześciaństwa, zajmował się tylko reli­

gią, omijając politykę, ' kto jednak umiał czytać uwa­

żnie jego broszury i słuchać jego kazania, wiedz 

do czego „nowy prorok" zdąża. 

Nietylko duszy ludzkiej pilnował Luther. 

także dobrobytu chłopów i ubogich, zbankrutowanych 

szlachciców niemieckich. W broszurach swoich podnie­

cał ciągle lud wiejski i podupadłych rycerzów przeciw 

książętom, bogatym rycerzom, i bardzo bogatym bis­

kupom i opatom. Chłopi \

m

 ubodzy rycerze poszli je. 

drogą. O „nową religię" nie chodziło im wcale. Za­

miast modlić się i korzyć się przed Bogiem, wyciąga 

chciwe ręce po cudze mienie. 

Luther niby bardzo bogobojny, jak mówili o ni 

jego przyjaciele, nie zwracał uwagi na charakter swo­

ich ziomków. Zaczął przecież od samego początku 

swojej działalności reformatorskiej lekceważyć modli­

twę religijną, Potrzeba ci tylko wiary — mawiał do 

swoich zwolenników— a bez dobrych uczynków cnoty 

możesz się obyć. 

Od roku 1520 szedł Luther więcej drogą wojen-

background image

— 25 — 

ną i polityczną, aniżeli religijną, bo ruch ludu zaczął 

wojnę już tu i owdzie z klasztorami katolickiemi, z bi­

skupami i magnatami świeckimi. Więc nie reformacya 

religii chrześciańskiej zaczęła panować w Niemczech, 

lecz zwyczajna, okrutna, krwawa rewolucya głównie 

motłochu, która zjawia się od czasu do czasu w róż­

nych narodach i państwach. Co się dziś nazywa bol-

szewizmem, działo się także w Niemczech * w XVI 

stuleciu. Nie wybuchnęły odrazu kradzieże, rabunki, 

w klasztorach, pałacach i zamkach. Powoli rozwijała 

się ta zbrodnia ludu i zdemoralizowanych, ubogich ry-

cer2Ów. 

Luther podniecał ciągle chłopstwo przeciw kato­

licyzmowi i Papieżowi. 

Wiadomo, że motłoch zdziczały nie słucha nikogo, 

nawet Boga, — staje się głodnym tygrysem, szakalem, 

żmiją, zwaryowanyra mordercą— kradnie wszystko, co 

spostrzeże, i zabija nawet niewinne niewiasty i dzieci. 

Taka dzika hołota chce być koniecznie bogaczem i wo­

dzem narodu, co jej się naturalnie nie udaje, bo rządy 

rozumne i energiczne, stanąwszy na czele wojska, ni­

szczą głupią jej pychę i zbrodnię. 

Nieuważnie wzywał Luther chłopów do -.pełnej 

wolności". Lud myślał, że ludziom wolnym — wolno 

wszystko, co mu się tylko podoba; nie wiedział, że 

nawet cesarze, królowie, wodzowie, uczeni i mądrzy 

mężowie omijają egoizm, zuchwalstwo i podłość, jeśli 

nie otrą się o szalonych Neronów i tego rodzaju ło­

trów. 

Także ubogą szlachtę podniecał Luther do buntu, 

do wojny, chodziło mu bowiem o przewrót chrześciań-

stwa, Rzymu i Niemiec. Jego przewrót religijny nie 

miał wielkiego znaczenia. Zdaniem jego, nie potrzebuje 

background image

— 26 — 

Kościół „dni świątecznych i różnych ozdób, bo są 

nieprzyjemne i przykre; wszystkie dni świąteczne po­

winny być skasowane, albo przeniesione na niedzielę; 

kaplice i polne kościoły należy zupełnie zniszczyć: 

ponieważ mnóstwo kupionych mszy gniewa Pana Boga. 

będzie użytecznem usunąć te msze: także rozkazanych 

postów należy się pozbyć; kary kapłańskie: interdykt, 

klątwa i suspenzya księdza, są okrutnemi plagami 

złego ducha". 

Mało tego... Luther twierdził, że święty sakra­

ment nie jest potrzebnym małżeństwu chrześciańskiemu 

i że chrześcianie nie powinni gardzić innowiercami, bo 

Żyd, Turek i t. p. jest tak samo człowiekiem, jak oni. 

Żyd i Turek są oczywiście ludźmi, ale mają inne zwy­

czaje, iuną wiarę, są obcymi dla chrześcian. Z takimi 

ludźmi trudno się łączyć w jedną całość. 

Luther nie wytrzymał milczeć o Papieżach. Znie­

ważał ich ciągle, nazywał każdego z nich: dyabłem 

kłamcą, antychrystem, złodziejem, bandytą, rabusiem 

i t. p. 

Niepotrzebnie opowiadał, krzyczał, klął Luther 

bo jeden tylko z Papieżów (Aleksander VI) zasłużył 

na pogardę i karę. Inni, aczkolwiek nie byli gorliwymi 

wodzami Kościoła, nie splamili swojej duszy i swojego 

honoru. 

W chwili, kiedy krzyezano w Niemczech: „niech 

żyje pełna wolności", zasiadł po śmierci Maksymiliana I 

\

 12 stycznia 1519 r.) na tronie cesarz-król Karol V, 

ukoronowany 23 października 1520 r. w Akwizgranie 

Aachen). 

Król Karol wjeżdżając do Aachen na koniu, 

w otoczeniu mnóstwa szlachty i służby, olśnił sobą 

tle miasto. Z jego baretu, z jego sukni, z jego służ-

background image

27 — 

i koni kapało dużo srebra. Był blondynem średnie* 

go wzrostu, bez brody, pozornie delikatnym młodzień­

cem, a siedząc na siodle z podniesioną głową, robi! 

wrażenie rozkazującego pana, czem był rzeczywiście. 

Jechał spokojnie i poważnie na swym wspaniałym 

ogierze, nie zwracając uwagi na ciekawą gawiedź. 

Urządziwszy się w Niemczech w swoim zamku, 

i wał król gromadę książąt, biskupów, różnych dy­

gnitarzu w do Wormsu na sejm, zaczynający się 28 

stycznia 1521 r., aby się przypatrzeć, co się dzieje 

w jego państwie i co czynić trzeba. 

Do Wormsu przybyło ż Rzymu dwóch legatów Pa­

pieża, Marino Cavaccioli i Hieronim Aleander. Aleander 

byt bardzo uczonym i utalentowanym mężem. Przez pe­

wien czas uczył w Paryżu studentów języka greckiego. 

Dwa tysiące chłopców uwielbiało go. W r. 1511 udał się 

do Niemiec i był tam znów nauczycielem greki i sta­

rych klasyków. 1 także w Niemczech wielbili go 

i kochali uczniowie, ale tylko do rewolucyi, ustalonej 

przez Huttena i Luthra. Ci dwaj działacze rewolucyj­

ni nazywali wszystkich wiernych katolików głupcami 

zdrajcami, łotrami, zbrodniarzami i t. p. Więc się od 

Aleaudra, szczerego katolika, usunęli jego uczniowie. 

Nie mając już nic w Niemczech do naukowej prący, 

wrócił do Rzymu, gdzie go mianowano dyrektorem 

lioteki watykańskiej. 

Wiedząc kim jest, posłał go Papież do Wormsu 

z rozkazem załatwienia przykrej sprawy Luthra, plu-

ego bezustannie na Kościół katolicki i jego wodzów 

i kapłanów. 

Nie było trudno Aleandrowi, bo zastał na sejmie 

mnóstwo dygnitarzów katolickich i katolickiego ceśa-

rza-króla. 

background image

— 28 — 

Cesarz-król, Karol V, był szczerym katolikiem. 

Zasiadłszy na tronie postanowił bronić: katolicyzm, de­

krety, Kościół wogole, Papieża i krzesło rzymskie. 

Aleander, znakomity mówca, przekonał sejm, że 

Luther szkodzi narodowi niemieckiemu. Książęta zg 

dzili się na wezwanie Luthra do Wormsu, aby 

tłumaczył, dlaczego znieważa katolicyzm. 

Cesarz-król rozkazał mu stawić się przed jego tron 

i naprawić to, co zrobił złego. Pisał do niego: „nie 

bój się gwałtu i przykrości, bo nasza wolna opieka 

jest dla ciebie bezpieczną. Spodziewamy się że przy-

będziesz. Jeżeli tego nie uczynisz, będziesz ukaranym. 

Gdyby rewolucya ludu i ubogiej szlachty była 

już w pełnym ruchu, byłby Luther bardzo „odważ­

nym" (?), drwiłby z cesarza i książąt, jego pycha nie 

słuchałaby nikogo oprócz siebie. Ale że ruch rewolu­

cyjny nie ogarnął jeszcze całych Niemiec, poddać s 

musiał rozkazowi cesarza-króla. Tak się bał kary < 

sarza, że uważał za potrzebne kłamać. Bojąc się na­

wet księcia saskiego, Fryderyka, który ran sprzyjał, 

posłał mu list tej treści: „jestem gotów czcić z pokorą 

Kościół rzymski i nie obrażać go ani w niebie, ani na 

ziemi". Ani mu się śniło czcić Kościół katolicki, bo 

w pięć dni po tym liście pisał do jednego ze swoich 

przyjaciół: „W Wormsie pracują nad tem, abym się 

zrzekł wielu artykułów i odwołał moje przekonania* 

Moje zrzeczenie się będzie takie: „Papieża nazyw 

łem dawniej zastępcą Chrystusa, a teraz odwołuję to 

i mówię: Papież jest wrogiem Chrystusa i apostołem 

dyabła". 

Trzeba być narwanym szałaputem albo przebie­

głym lisem i mądrym karyerowiczem, aby takiemi li­

stami zakrywać się dwa razv odmiennie. Luther c 

background image

— 29 — 

chciał stracić przyjaźni księcia, który nie znał dokła­

dnie jego charakteru, i nie chciał się narazić jednemu 

ze swoich przyjaciół, który stał po jego stronie. Gdyby 

ów przyjaciel wiedział, że „prorok nowej ewangelii" 

łasi się do księcia Fryderyka, ogłosiłby go w groma­

dzie humanistów niedołęgą, albo fagasem wielkich pa­

nów. Ani jednym ani drugim nie był czupurny, gwał­

towny Luther. Szedł ostro do swojego celu, nie oszczę­

dzał pióra i gardła. Piórem umiał dokuczyć swoim 

nieprzyjaciołom, co czynił często, a gardłem wrzeszczał 

zwykle jako mówca na katedrach uniwersyteckich albo 

na ambonach. 

Przykro mu było, ale nie było rady. Dnia 2 

kwietnia jechał do Wormsu. Po drodze powitali go 

w Erfurcie humaniści jak tryumfatora. Mnóstwo ludzi 

nazywało go „bohaterem ewangelii". 

Zanim szedł do Wormsu, uczył jeszcze swoich 

wielbicieli, co i jak mają robić. W kościele aagustyań-

skiin mówił: „Ten buduje kościół, drugi leci do św. 

Jakóba, albo do św. Piotra, trzeci pości, modli się 

i chodzi bez trzewików... Taka robota jest niczem 

i trzeba ją zniszczyć. Nie zapomnij tych słów: nasze 

wszystkie dzieła nie posiadają siły. Ja zniszczyłem, 

mówi Chrystus Pan, grzechy, które macie na sobie; 

wierzcie tylko, że ja jestem tym, a będziecie uczci­

wymi". Zawsze to samo powtarzał wszędzie Luther, 

chociaż nie było potrzeba. Szczera modlitwa albo po­

kuta, aniżeli jego dziwaczna reforma. 

Do Wormsu przybył Luther 16 kwietnia. Naza­

jutrz wezwano go do sejmu i przed tron cesarza. Py­

tano go, czy się przyznaje do swoich książek. Odpo­

wiedział półgłosem: tak. Po drugiem pytaniu, czy chce 

te książki odwołać, prosił pozwolić mu namyśleć się. 

background image

— 30 — 

Nos na kwintę spuścił, odeszła go odwaga, głos jeg 

zwykle gwałtowny, krzykliwy, był tak cichym, iż go 

mało kto pochwycił uchem. 

Na jego szczęście, przysłał mu tego dnia Hutten 

list, w którym dodał mu otuchy. Nie bój się, trzymaj 

się prosto, bądź mężem odważnym, —radził mu, nic ci 

nie będzie! 

Co Hutten radził, uczynił Luther. Gdy go prze­

słuchano, dnia 18 kwietnia odmówił odwołania swoich 

książek. 

Cesarz Karol V tak się rozgniewał na aroganc­

kiego mnicha, iż kazał mu natychmiast opuścić Worms 

i siedzieć w domu cicho. Zabronił mu mówić kazania, 

czyli podniecania chłopów do wojny rewolucyjnej. Dał 

mu na drogę kilku opiekunów, aby mógł wrócić bez 

szkody do swojego domu. 

Nie udała mu się ucieczka do Wittenburga. Na 

połowie drogi napadło go kilku zamaskowanych \iyce- 

rzów, zaprowadzili go jak niewolnika 4o Wartnburgu 

i umieścili go na zamku pod strażą żołnierzów. Tak 

go zręcznie ujęto i schowano, iż nie wiedział,, kto go 

wziął za kark i wsadził do kozy. Zdziwiłby się- bar­

dzo, gdyby mu powiedziano, że posłał po niego za­

maskowanych rycerzów

r

 książę saski Fryderyk i kazał 

go zamknąć w Wartburgu. Książę Fryderyk iubił go 

przecież. Lubił go wprawdzie, ale dowiedziawszy się, 

że ten mały mniszek obraził cesarza, biskupów, ksią­

żąt panujących i licznych posłów na sejmie, cofnął się 

od niego, obawiając się pogardy panów katolickich. 

Przyjaciele Luthra roztrąbili po całym kraju, iż 

wrogowie pochwycili go na drodze do Wittenberga. 

związali mu ręce, obeszli się z nim okrutnie, zabili 

i wrzucili trupa w jakiś rów. 

background image

— 31 — 

Bezmyślna plotka... Rycerze nie dotknęli Luthra 

nawet palcem i odwieźli go w całości zdrowego ciała* 

Więzień księcia Fryderyka siedział wygodnie na zam­

ku, uikt mu w drogę nie wchodził, czuwano nad jego 

zdrowiem. Siedząc w kozie, bawił się „nowy prorok" 

tłumaczeniem Starego i Nowego Testamentu. 

Testamentu Nowego nie umiał prawdopodobnie 

dosłowuie tłumaczyć, bo opuszczał z niego niejedno. 

Nic w tern dziwnego. Chciał przecież być „prorokiem" 

najznakomitszym, czyli mędrcem, któremu wszyscy lu­

dzie powinni wierzyć. 

Kłócił się podobno z dyabłem i rzucał na niego 

kałamarze. Czy tak było, nie wiadomo. Ale wiadomo, 

że miał na ustach ciągle szatana przeciw Papieżowi 

i swoim krytykom. Teufel, Teufel, Teufel (dyabeł. 

dyabeł, dyabeł), krzyczał zawsze, gniewając się na 

dyabła albo na swoich przeciwników. 

Jego przeciwnicy nie byli tak głupi, jak się jemu 

zdawało. Hieronim Emser, nadworny kapelan i sekre­

tarz saskiego księcia, Jerzego, Cochliius, Eck i Karol 

von Bodmann prześcignęli go nauką i przyzwoitością. 

Dużo uczonych humanistów, uwielbiających „mądrość 

i odwagę nowego proroka, gdy byli młokosami, wróciło 

do Kościoła- katolickiego, zbrzydziwszy sobie szcze­

gólnego rodzaju „nowe wiarę". 

Arogantem nazwał Emser Luthra. „Twój pyszny 

duch — pisał do niego — nie może znieść, by ktoś coś 

przeciwko tobie mówił albo pisał*. Słuchać nikogo nie 

chce, oprócz tylko siebie samego. „Luther nie wydo­

bywał błędów ze swojego własnego garnka, lecz z ksiąg 

swoich poprzedników, Wiklefa i Husa. Z tych ksiąg 

nauczył się nazywać Papieża antychrystem, chrześcian 

background image

Romanistami i kacerzami; święte sakramenta, msze. 

kapłańskie błogosławieństwa wyrzucił". 

„Dokąd dojdziemy — pytał się Karol von Bod-

mann — z wykładem Luthra tłumaczenia i auterytetu 

Biblii?. On wyrzuca te albo owe księgi jako nieapostol-

skie, jako fałszywe, bo nie odpowiadają jego duszy, 

Inne księgi będą znów wyrzucone, w końcu nie będzie 

się wierzyło w

r

 całą Biblię i będzie się ją traktowało 

jak niepotrzebną książkę. Już teraz gardzi wielu ludzi 

Biblią. I te smutne zjawiska będą coraz liczniejsze, 

jeśli Luther i jego towarzysze będą opluwali Kościół, 

Papieża i Biskupów." 

Luther posłał Papieżowi powinszowanie Nowego 

Roku (1520 r,) ordynarne, drwiące, podłe. Tylko bru­

tal albo nie szanujący nikogo oprócz siebie, może tak 

zuchwale znieważać ludzi wybitnych, rozumnych i wie­

rzących w

r

 swoją wiarę, wychowanych przez bogoboj­

nych i uczciwych rodziców. 

IV. 

Luther siedział w więzieniu, „poprawiał" Biblię, 

kłócił się z dyabłem, a jego przyjaciel, Lange, prowa­

dził dalej je„o zamiary, jego rewolucyę. 

Jan Lange, mnich augustyński, demoralizował 

w Erfurcie i Wittenbergu kazaniami młodzież i hołotę. 

Studentom, rzemieślnikom, hołocie miejskiej i chłopom 

podobała się ogromnie bijatyka. Cała ta banda, zna­

lazłszy broń, rzuciła się nasamprzód na kler. Sześć­

dziesiąt domów księżych i bibliotekę zniszczyła; wszyst­

kie dokumenty, znajdujące się w pałacu arcybiskupa, 

podarła albo spaliła. Kto jej szedł w drogę i zawa-

background image

— 33

 — 

dzał mordowała. Zamordowała wielu ludzi niewinnych. 

Nawet znakomitego, zasłużonego profesora uniwersyte­

tu, Maternusa Pistoris, potłukli, wyrzuciwszy go z jego 

domu oknem na bruk. 

Nie sam tylko Lange pomagał Luthrowi „refor­

mować religię". Z klasztorów głównie augustyńskieh 

uciekło mnóstwo mnichów. Ci uciekinierzy buntowali 

katolików. Wmawiali w nich, że „niepotrzeba trzymać 

się religii swoich przodków", bo „stary testament pi­

sze wyraźnie, iż jest obowiązkiem pozbyć się wiary 

ojców. Kościół jest tylko matką ludzi i pozwala im 

wszystko : skąpstwo, rozpustę, niewierność, obłudę 

i t. d. Jan Lange nazywał klasztory wolnymi zamka­

mi rabusiów 

Po kraju rozproszyło się mnóstwo „predykan­

tów", powtarzających „mądrość" Luthra i Langego. 

Ci predykanci (kaznodzieje, mówcy, działacze) lekce­

ważyli post, modlitwę, spowiedź, życie klasztorne i t. p. 

Te „nauki" odpowiadały dosłownie reformie Luthra. 

Daremnie starał się, oprócz innych znakomitych 

katolików; Bartłomiej Usingen, mąż uczony i uczciwy, 

przekonać wrogów katolicyzmu, że grzeszą i demora­

lizują nowe pokolenie. 

Piorunował on ciągle w tumie erfurtskim przeciw 

wrogom papiestwr.. Tysiące ciekawych ludzi przybywało 

do kościoła i słuchało uważnie jego wspaniałych kazań. -

Słuchali uważnie, ale bez celu. Lud erfurcki przenosił 

już „wolność religijną" i nawet polityczną ponad pra­

wdziwą wiarę katolicką. Zachciało się mu hulać, bum-

blować, rabować cudze mienie i odgrywać rolę boga­

czów i mędrców. 

Równocześnie z Erfurtem, działo się to samo 

w Wittenbergu (1521 r). Do tej „wolności" dołączyli 

"Walka Lntra. 2 

background image

wrogowie katolicyzmu jeszcze zniszczenie obrazów na­

szych świętych męczenników, bo praktyczna religja nie 

lubi dekoracyi kościołów. 

Luther sprzykszył sobie więzienie w Wartbur. 

i uciekł do Wittenbergu piątego Marca 1522 r. Księcia 

saskiemu, Fryderykowi, posłał list, tłumacząc się dla­

czego musi być „wolnym, aby mógł służyć bez prze­

szkody" nowej religii. 

Nie oto prawdopodobnie chodziło mu, lecz o swój'* 

stanowisko, które stracił w Witenbergu. Wiadomo że 

nazywał siebie posłańcem Pana Boga jedynym człowie­

kiem, wiedzącym co trzeba robić, aby zniszczyć Papie-

żów i katolicyzm. Jego pycha nie milczała nigdy, chwalił 

się ciągle. Nie obawiał się swoich wrogów bo mu po­

magali Hutten i Sickingen. 

Ulrych von Hutten urodzony w roku 1488-mym 

był potomkiem starożytnej szlachty frankońskiej, ale nie 

posiadał majątku. Jego ubogi ojciec przeznaczył go do 

stanu duchownego i oddał go w ręce opactwa w Tul-, 

dzie. Biedny ojciec omylił się. Jego syn nie chciał być 

księdzem. Rycerska krew kipiała w jego żyłach. Oprócz 

tego lubił książki naukowe, poezye i wesołe życie. Za­

miast siedzieć w klasztorze, uczył się w różnych unu 

wersytetach. Gdy cesarz walczył we Włoszech, poszedł 

pod*jego chorągiew i bił się jak tęgi rycerz. Dłuższy 

czas był we Włoszech, nauczył się tam dużo. Wróciwszy 

do Niemiec, pisał dzieła naukowe i poezye. Gdyby się był 

zachowywał przyzwoicie i rozumnie, starali by się możni 

panowie osłodzić mu życie i ułatwić pracę autorską. Za 

wiole dokazywał, za nadto hulał... I. pokumał się z I,u-

threm czego szlachta frankońska nie chciała.—W zło 

zwrócił się do Franciszka von Sieking-en. 

background image

35 — 

iszek Sickingen był bogatym szlachcicem, 

przeszkadzało w rabunku ubogich ludzi, 

kiełkiem mnóstwem ubogich, zbankruto-

crzów i jeszcze większem mnóstwem mie­

szczan i chłopów. Ubogiej szlachcie obiecywał straconą 

ziemię, jeśli będzie dobrze biła jego przeciwników. 

2 początku, przed działalnością Luthra, palił zamki 

rycerskie i chłopskie domki. Był tak pewnym siebie, 

tak zuchwałym, iż nie bał się nawet cesarza i króla. 

W sam raz spadła na niego „mądrość" Luthra. 

Zazdroszcząc biskupom i opatom ogromnych majątków, 

medytował nad tem, jak się dostać do tych majątków. 

Gdy Luther opluwał od r. 1519: papieżów, kardyna­

łów, arcybiskupów, biskupów, prałatów, proboszczów* 

zakonnikó,w i nazywał ich bezustannie szatanami, an­

tychrystami, kłamcami i łotrami — zatarł ręce, mówiąc 

do siebie z humorem: poczciwy Lutherek wie, gdzie 

szukać szczęścia; zabieram się- nasamprzód natychmiast 

do biskupów, a potem do książąt... „Ewangelia nowa" 

Luthra otworzyła mu drogę do lekceważenia katoli­

cyzmu. * 

Korzystał z takiej „religii". • 

Zdobywanie cudzego mienia zaczął w Trier, gdzie 

miał swój pałac arcybiskup Ryszard von Greiffenklau. 

Szedł swobodnie z częścią swojego wojska, prze­

konany, że wypędzi z miasta arcybiskupa na zawsze 

i zabierze dla siebie jego mienie. 

Zdziwił się, gdy mu się nie udał atak na miasto 

Trier. 

Arcybiskup Ryszard nie bał się nawet takich 

awanturników i zbójów, jak Sickingen. Miał sam 

w swojej rycerskiej krwi odwagę i dzielność. Miasto 

swoje uzbroił i bronił je. Sickingen rzucał się na jego 

background image

— a6 — 

stolica kilka razy, ale każdym razem odpędzili go 

trierczycy. 

Struł się tą klęską  ( l i września 1522). Mszcząc 

się za nią, spalił wszystkie domy wiejskie, kościoły 

i probostwa. 

Wracając do siebie, do swego zamku, mruczał: 

nie daruję ci, klecho. przyjdę po raz drugi wkrótce 

do ciebie i wygarbuję ci skórę. 

Arcybiskup nie był tak naiwnym, by się poddać 

bez oporu zuchwałemu awanturnikowi. 

Arcybiskup Ryszard prosił swoich sąsiadów (kilku 

książąt) o pomoc przeciw Sickingenowi. Stawili się 

wszyscy, pospieszyli się ze swojem wojskiem, bo i im 

groził także ten dziwak zrabowaniem ich księstw. 

Arcybiskup i książęta szli zręcznie ze swojem 

wojskiem do zamku Sickingena (Landstuhl) i otoczyli 

go niespodziewanie ze wszystkich stron. 

Sickingen nie spodziewał się tak nagłego ataku. 

Nie miał czasu zebrać z okolicy swoich dóbr większej 

liczby żołnierzy. Musiał się bronić sam ze szczupłą 

gromadą wojowników. #Bił się doskonale ze swoimi 

wrogami, ale podaremnie. Którzy przyszli ocalić swoje 

dobra, walczyli cierpliwie od kwietnia 1523 r. aż do 

. 6 maja. Zamek runął pod kulami*armat, a dziedzic 

Sickingen padł i już się nie podniósł. Umarł... 

Wkrótce potem, w sierpniu 1523 r. zeszedł także 

z tego świata Hutten. 

%

.

 Luther uciekłszy z Wartberga do Witt.enberga, 

wszedł na ambonę i zaczął znów uczyć po swojemu 

Niemców „nowej ewangelii". Codziennie stawał na 

ambonie i znieważał katolicyzm. 

Puszczał znów po całym kraju swoje broszurki, 

wzywając w nich czytelników do pogardy: Papieża 

background image

— H7 — 

kardynałów, biskupów i wiernego jeszcze wogółe kle­

ru. Mówił i pisał zawsze namiętnie i. ordynarnie, cze­

go ksiądz nie powinien był czynić. 

Po śmierci Huttena i Sickingena zachwiał się 

Luther, „nowy prorok*. Odważnym był zawsze w gę­

bie, w gadaninie, ale rozlewu krwi się obawiał. Prze­

raziła go rewolucya, którą sam z początku popierał, 

bo widział dokąd dąży chciwość, podłość, nienawiść 

chłopów i nędza zubożałych szlachciców. 

Starał się załagodzić tę rewolucyę. Daremnie 

jednak przekonywał „ewangelików", źe nie trzeba 

mordować niewinnych ludzi. 

Rewolucye nie mają nigdy serca i rozumu. Są 

złodziejami i mordercami. 

V. 

W Wittenbergu żył teraz Luther dubeltowo: Po 

pierwsze, odgrywał rolę proroka, uczącego lud „pra­

wdziwej ewangelii", a po drugie odwiedzał często re-

stauracye i wlewał w siebie razem ze swoimi dawny­

mi kolegami cały węborek piwa. Niemcy lubili piwo 

jak wiadomo i lubią je dotąd. Chlapią je wieczorami, 

nieraz do północy. 

Luther nie szczędził swojego brzucha. Pić piwo 

lubił bardzo, upijał się nieraz gwałtownie, chociaż ta­

kiemu jak on „posłańcowi Pana Boga" nie wypadało 

bawić się w knajpach. 

Jemu, „prorokowi" wolno wszystko (mysłał sam). 

wolno mu obrazić przeciwnika, opluć, wydrwić katoli­

ków i posłać ich do piekła. Był bezwzględnym... Gdy 

np. książę saski,. Jerzy, bardzo pracowity, rozumny 

background image

— 38 — 

i szczery katolik, skarżył się, iż Luthra nie można 

okiełznać, powstrzymać jego złośliwych książek i bro­

szurek, i karać jego znieważania całego świata. Pa­

pieża, biskupów, cesarza i. książąt—odpowiedział Lu-

ther natychmiast po swojemu. Pisał do księcia Jerzego, 

że „jest kłamcą i podłym ciężarem prawdy ewangelic­

kiej". Książę nie ukarał wtedy „proroka", bo wojna 

religijna rosła codziennie. Trzeba było czekać na skut­

ki tego niepożądanego krwawego ruchu. Zamiast księ­

cia Jerzego, zwrócił jego minister, Jan von der Pla-

nitz, uwagę Luthra na jego brutalne drwiny. Na to 

odpowiedział mu Luther: „księcia nie dotknąłem je­

szcze nigdzie tak jak Papieża, biskupów i króla an­

gielskiego; księcia prawie zanadto oszczędzałem. Bo 

takiego, tyrana, jakim od jest, powinienem był już da­

wniej dotknąć po mojemu. Wiem także, że moje dzieła 

wszystkie są tego rodzaju, iż patrzą na nie jak na 

dyabłów i troskają się o to, aby niebo wkrótce nie 

spadło, a później stało się co innego. Jest teraz nowy 

czas. w którym można nareszcie dotykać wielkich 

głów, czego dawniej nie śmiano, i 'o tern co Bóg ob­

myśli, zobaczymy w swoim czasie." 

Jeszcze ostrzej mówił Luther o Papieżu, Adrya-

nie VI, aniżeli o księciu Jerzym. Nazywał Adryana 

obłudnikiem i najgorszym wrogiem Boga' za to, że po­

łączył 31 maja 1528 roku, biskupa Benno, bogobojne­

go i czystego jak szkło, z innymi świętymi. Papież 

Adryan był tak uczciwym, pracowitym i szlachetnym, 

jak żadnego w drugiej połowie 1400 r. nie było. Cóż 

więc chciał od niego Luther. Chyba tylko zazdrość 

mogła obrazić Papieża. Wszystko zresztą, co Luther 

mówił i pisał od dwóch, trzech lat, było jego zazdro­

ścią i złością. Chciało mu się koniecznie panować, roz-

background image

— — 

kazywać. Żadnego z mężów, jeżeli nie był jego przy­

jacielem i wyznawcą „nowej ewangelii", nie uważał 

za prawego człowieka i nazywał go zdrajcą, łotrem. 

Panować, rozkazywać mocnym książętom nie mógł 

bez ich woli, przeto uczepił się głównie chłopów 

i swoich życzliwych kolegów (humanistów), łaknących 

dobrego majątku. Stał się tern, co się nazywa socyali-

stą, czyli wrogiem szlachty i zamożnego mieszczań­

stwa. Tylko socyalista mógł w owym czasie sięgnąć 

chciwą ręką po cudze mienie, co się też stało. Nie 

Luther kradł, lecz awanturnicy uniwersyteccy i chłopi, 

walczący z wielkimi panami. Ratowali się także w ten 

sam sposób ubodzy szlachcice. 

Na prawo, na lewo kręcił się Luther bezustan­

nie, nawracając katolików do „pełnej wolności" i „no­

wej ewangelii'-. Chętnie uciekały oprócz już „wol­

nych" mnichów młode mniszki z klasztorów, aby im 

było przyjemnie w swoim własnym domu i słodko 

w objęciach kochającego męża. 

Luther nie powstrzymywał mnichów i mniszek, 

cieszył się nawet, że uciekinierzy i uciekinierki po­

szukali sobie prędko żony i mężów. On sam, jako 

„poseł Boga", usunął się tymczasem od tej rozkoszy 

o«.l ..wolnej miłości*. 

Chcąc koniecznie pokonać katolicyzm, wzywał 

nawet „Zakonnych Rycerzów", ab^ złamali przysięgę 

zrzucili z siebie „przestarzałą wiarę", a wzięli na 

siebie „nową"; powinni się ożenić z kobietami bez na­

mysłu i rozdzielić majątek „Rycersko-Zakonny" między 

<iebie. Chętnie patrzałby na ślub, na wesele biskupów 

i opatów... Zdaniem jago mówił Pan Bóg: „chcę, abyś 

ty miał pomocnika i abyś nie był sam". 

background image

— 40 — 

Skąd on wydobył ten „rozkaz Boski", nie wie­

my. Gdzieś musiał być, ale gdzie... Tyle mówił i pi­

sał rozmaicie, dziś tak, jutro inak, iż trudno jest i 

jego drogami. Był aanadto nerwowym, ale zawsze mu 

się zdawało, że bez jego mądrości i twórczego geniu­

szu runie w błoto całe chrześciaństw

T

o. 

Stał się tak „wielkim, potężnym", iż drwił w Wit-

tenbergu z rozkazu księcia Fryderyka, który mu za­

bronił gospodarować w klasztorze i kościele jego zwy­

czajem, pozwolił mu tylko służyć ołtarzowi i ambonie 

po katolicku". 

Luther kpił sobie już w r. 1523 z wszystkiego, 

co nie było jego wynalazkiem. Takiej pychy nie znal 

ani jeden uczony, uczciwy kapłan katolicki w Rzymie. 

Zmiarkowawszy, że chłopstwo wzięło się do rozmaitej 

broni i groziło książętom i różnym panom rozlewem 

krwi, nie zwracał uwagi na swego stroskanego władcę. 

Zamiast mu być posłusznym, żądał 11 lipca 152o r. 

od opiekunów kościoła, aby znieśli katolickie msze 

święte, były bowiem w jego mniemaniu „nie boskiem 

okrucieństwem". 

Luther i Melanchton robili wszystko, aby ośmie­

szyć katolicyzm. Opowiadali ciemnemu ludowi, że 

w Rzymie wyrzucono z Tybru potworne zwierzę, któ­

re miało oślą głowę, kobiecą pierś i kobiecy brzuch, 

nogi wole, jedną nogę słonia, przy prawej ręce rybie 

łuski na nogach i głow

r

ę smoczą na tylnej części; dru­

gie dziwne zwierzę, nieudane cielę krowy, urodziło się 

w Waltersdorfie pod Freibergiem w Meissen. 

Te dziwne „zwierzęta" przeraziły chłopów i ubo­

gich mieszczan. Luther i Melanchton starali się, aby 

prosty lud, nie mający pojęcia o rzeczywistej praw­

dzie, uwierzył w to, co oni mówią. Wystraszyli oczy-

• 

background image

— 11 — 

wiście ciemną gromadę wiejską. Luther umiał pisać 

w swoich broszurkach tak, jak md się podobało, albo 

jak potrzebował. 

Jeszcze więcej przerazili lud, gdy mu powiedzieli, 

że potwór pierwszy, łeb ośli, jest Papieżem, a drwi 

mnichem-eielęcym, czyli głupcem. 

.Tysiące broszur ozdobionych portretami „potwo­

rów

4

*, rozrzucił Luther po całym kraju, powtórzywszy * 

w nich to, co Melanchton dowcipnie skomponował. 

Tego rodzaju „nauka religijna" mogła się podo­

bać wesołym studentom, bawiącym się w szynku bu­

telkami piwa, lubiącym różne błazeństwa i t. p., a doj­

rzali już uczeni omijają takie głupstwa. Melanchton 

powinien się był wstydzić chwalić się takiemi brudami, 

bo on przecież należał do najzdolniejszych niemieckich 

uczonych pisarzów. Obowiązkiem jego było szanować 

swój talent i służyć nim narodowi. Komponując takie 

bzdurstwa, jakie sklecił razem z Luthrem, starał się 

ośmieszyć przedewszystkie Papieżów, kardynałów, bis* 

kupów i zmusić cały lud do pogardy katolicyzmu. 

Niemoralność tryskała z takich waryackich do­

wcipów i dążeń do przewrócenia Kościoła. 

VI. 

Nie sam tylko Luther niszczył katolicyzm, lecz 

także mnóstwo predykantów szła jego drogą. Mnisi 

uciekłszy z klasztorów, uczyli z ambon nowej religii 

studentów uniwersyteckich. Każdy predykant mówił 

inaczej, tłumacząc religię jak mu się podobało. Stu­

denci, zamiast pracować nad poważną nauką humani­

styczną, wmieszali się w „nową religię" i kłócili się 

background image

— 42 -

o

 nią. Ten chciał taką ewangalię, drugi inną, trzeci 

jeszcze gorszą. „Wszelkie naukowe studya. leżą na 

ziemi

44

 — skarżył się rektor wysokiej szkoły. 

Z każdym rokiem zapadałsię uniwersytet. W ro­

ku 1520 było w Wittenbergu jeszcze 311 studentów, 

w r. 1522 już tylko 72, a w r. 1524 zaledwie 34. 

Ruinę nauki zbudowali predykanci. Oni to*, ego 

iści, myślący jedynie o swoim brzuchu i tłustym za­

robku, obrzydzili studentom naukę humanistyczną. 

Co się stało w wysokich szkołach, działo się tak­

że w szkołach ludu. Te szkoły padły jeszcze gorzej 

aniżeli uniwersytety. Chłopi przestali posyłać swoje 

dzieci do szkół wiejskich, bo z książeczek Luthni 

dowiedzieli się. że „księża i uczeni obeszli się z lu­

dem okrutnie'. 

Luther nazywał już w r. 1521 uniwersytety „kry­

jówkami morderców, świątynią Molocha, synagogą de­

moralizacji". W jednem z kazań 1521 r. mówił na­

wet, że „trzebaby wysokie szkoły zmienić na proch, 

albowiem nic piekielniejszego i dyabelszego nie przy­

szło na ziemię z pożytkiem świata; i nic lepszego nie 

będzie". Tak samo mniej więcej pisał do Emsera 

w r. 1521 Melanchton: „Mic szkodliwszego i bezboż-

niejszego nie odkryto oprócz uniwersytetów: na Pa-

pieżów nie spada ten grzech; sam szatan jest ich twór­

cą; Wiklef zmiarkował pierwszy, że uniwersytety są 

szkołami dyabłów. Ćhrześcianinem nie jest ten, kto 

się nazywa filozofem". 

Melanchton, rozumny uczony, zmiarkował, że prze­

kroczył nadmierną krytykę wysokich szkół i szkół 

wogóle. Wstydząc się niepotrzebnej gwałtowności Lu­

thra, wycofał się z jego religijnego otoczenia. 

background image

— 43. — 

Luther nie cofnął się... Aż do końca swojego 

życia twierdził, że „rozum jest kochanką dyabła'-

i r. | 

Jego teorya sprzykrzyła się uczonym i utalento­

wanym mężom. Najznakomitszy literat swego czasu. 

Erasmus z Rotterdamu, pisał do Pirkheimera: „Wszę­

dzie, gdzie rządzi lutherstwo, ginie nauka i wiedza... 

Ewangelia daje •wszystkim wyznawcom wolność i prf-

(da im tak żij>'. jak sic im podoba." 

Wolność i swawolne życie było „mądrością-

Luthra. Nowa religia nie stała nikomu w drodze, bo 

nie potrzebowała nawet się modlić. „Za wszystkich 

chrześcian modlił się przecie Chrystus Pan i otworzył 

im bramę nieba bez bogobcjności"—mawiał ciągle szef 

..ewangelii". 

Luther cieszył się. gdy mnisi uciekali z klaszto­

rów i żenili się z byle kim. On sam nie myślał wcale 

o małżeństwie, bo „mu Pan Bóg nie pozwolił uczepić 

kobiety". 

Stało się znów przeciwnie... 

Przyszło mu nagle do głowy, że i jemu nietylko 

Pan Bóg pozwolił się żenić. ale „nawet rozkazał mu 

poszukać sobie małżonki. 

Istna komedya... Dziś przysięgał Luther, że mu 

Pan Bóg nie pozwala, a jutro rozkazał mu, aby się 

splótł z niewiastą. 

Trzeba być szczególnego rodzaju fantastą, aby 

skakać co chwila inaczej. 

Luther zrzuciwszy z siebie - suknie klasztorne 

i włożywszy ubranie świeckie, szukał dobrej żony. 

alazł Katarzynę von Bora, która uciekła z klaszto-

z innemi zakonnicami. 

W szesnastym roku jej życia umieścili ją rodzice" 

background image

— 44 — 

w klasztorze Nimtzsch; 26 lat miała, gdy wróciła z klatki 

do wolności. 

Katarzyna Bora podobała się bardzo „posłańcowi 

Pana Boga", ale nie śmiał się do niej zbliżyć, bo była 

szlachcianką, córką starego rodu. — A niechby mnie 

odepchnęła od siebie, cóżbym ja robił? — mruczał.— 

Szlachta nie cierpi chłopów... Bał się niepotrzebnie 

dumy szlachcianki. Bora ułatwiła mu sama małżeństwo. 

Zbliżyła się do niego, okazała mu życzliwość i podała 

mu rękę. Złączyli się oboje 16 czerwca 1525 r. Oboje 

nie byli urodziwi, co dowodzą ich portrety malowane 

przez Cranacha. Ich ślub odbył się inaczej, aniżeli 

przed ołtarzem katolickim. Zapowiedzi nie było, omi­

nięto spowiedź i ołtarz kościelny. Były proboszcz, 

Bugenhagen, a obecnie ewangelik, zaprosił do swego 

mieszkania Luthra, Borę i ich przyjaciół i pytał si 

czy chcą być małżonkami. Gdy odpowiedzieli, że tak. 

złączył ich ręce. Na tem skończył się ślub bez żadnej 

.uroczystości. W kilka dni potem urządził „nowy mał­

żonek" dla swoich przyjaciół wesołą, sutą kolący':, 

dowodząc w ten sposób, że ewangelikowi „wolno 

wszystko". 

Wolno było wszystko, ale nie wszystkim, uczo­

nym Niemcom podobało się to „wszystko". Wielu ffię-

żów przed pospiesznym ślubem było w przyjaźni z Lu-

threm, ale po ślubie zbyt szybkim, niespodziewanym, 

wycofali się rozumni koledzy z jego otoczenia. Naj­

więcej gniewał się na niego Melanchton. 

Luther czuł, że go mądrzy ludzie opuścili. Pisał 

do Spalatina: „Zrobiłem się tak małym i wzgardzo­

nym, iż mam nadzieję, że aniołowie będą się ze mnie 

śmiać a dyabły płakać. Humoru nie miał na dłuższy 

•czas i myślał ciągle o śmierci. 

background image

Bał się niespodziewanej śmierci, bo' przyspieszył 

ją sam. On to przecież wzywał w swoich broszurkach 

ubogich chłopów do walki z katolikami, możnymi pa­

nami i bogatymi kupcami. 

Nie było nic trudnego wzbudzić chciwość w du­

szy nędzarza. 

W XV stuleciu stroili się w jedwabie, aksamity, 

srebra, złota, biżuterye niemcy bpgaci i żyli bardzo 

suto w swoich domach. Dowiedziawszy się o tem, na­

śladowali ich chłopi zamożni, których było w owym 

czasie tiużo. Bogaci chłopi hulali aż karczmy drżały, 

a chłopki tańczyły w jaskrawych drogich sukniach. 

Nic dziwnego, że ubodzy chłopi zazdrościli swo­

im bogatym braciom znacznego majątku i wesołego, 

wygodnego życia. Ucieszyli się, gdy broszurki Luthra 

zachęcały ich do rewulucyi przeciw bogaczom. Te 

broszurki rewolucyjne stanęły nagle, bb „posłaniec 

Pana Boga" przekonał się, że przekroczył granicę 

trzeźwego rozumu i szkodzi całemu narodowi. 

Zamiast Luthra zajęli się ubogimi chłopami jego 

dawniejsi przyjaciele: Tomasz Miinzer, Henryk Pfeif­

fer. Carlstadt, dr. Baltazar Humbaier i inni. 

Ci „mędrcy" byli przez pewien czas predykanta-

lami i podniecali namiętnie z ambon ciemny lud do 

walki z bogaczami. Zabierajcie im wszystko, co wam 

potrzebne—mówili—podzielcie nawet dla siebie połowę 

majątków książąt, hrabiów i baronów. 

Rozumie się, że taka „polityka" podobała się 

ogromnie nędzarzom. 

Dawniejsi przyjaciele Luthra przestali go uwiel­

biać. Wszyscy „nowi prorocy" zaczęli go badać, kry­

tykować, bo i oni chcieli być geniuszami ^posłańcami 

Pana Boga Tomasz Miinzer mówił na ambonie, że 

background image

. — 46 — 

Luther uczy źle, a on jest „posłańcem nieba-. Nie 

Luthra posłał Pan Bóg na ziemię, lecz jego, Miinzera. 

i rozkazał mu nie oszczędzać nikogo, gdy trzeba było 

zuchwalstwo mocno ukarać. 

Carlstadt był także przeciwnikiem Luthra i na­

zwał go „gwałtownym, bezmyślnym człowiekiem, ro­

gatym osłem". 

W ten ordynarny sposób obrażali Luthra tak 

inni dawniejsi przyjaciele. Bowiem każdy z nich chciał 

być znakomitszym od niego. Luther kazał im trzyma 

się jego ewangelii, a oni przewrócili religię i polityk-

do góry nogami, każdy z nich tłumaczył ewangelię 

inaczej, bo każdy był pyszałkiem. 

Luther chciał usunąć rewolucyę, którą on rozpo­

czął. Ale było już zapóźno. Ubogi, głodny lud, zde­

moralizowany przez predykantów i zachęcony do wa -

ki z bogaczami, zaczął rabować, co się tylko dało. 

w miastach i po wsiach. Nietylko rabował cudze mie­

nie* lecz znieważał, niszczył także kościoły, kaplice 

katolickie i zabijał jak dzikie zwierzę niewinnych pa­

nów i niewinne panie. 

W rejwachu niby rewolucyjnym stracili głowę 

książęta i magnaci. Znalazł się w roku 1525 odważny 

rycerz, Jerzy Truchsess. Zebrał w Szwabii doskonałą * 

kawaleryę i dobre armaty. Dnia 4 kwietnia .spotkał 

bandę chłopską pod Leipheim i rozpędził ją, zabiwszy 

w bitwie 4,000 ludzi. Predykanta Wese czyli wroga 

katolicyzmu i ośmiu wodzów chłopskich oddał w ręce 

kata. W kilka dni potem, 14 kwietnia, spotkał pod 

Wurzach liczną gromadę bandytów. Szesnaście tysięcy 

chłopów drapnęło przed nim, ale on przyłapał ich na-

drugi dzień w pobliżu klasztoru "Weingarten i zaczął 

odrazu strzelać z armat. Tak się bandyci wystraszyli. 

background image

— 47 

iż oddali w jego ręce broń i przysięgli; że nie będą 

już niepokoili cesarskiego państwa. 

Za przykładem Jerzego Truchsessa poszli: hrabia. 

Filip Heski, książę saski Jerzy, książę Henryk Braun-

swajgski i kilku drobnych książąt (sąsiadów). "Wszy­

scy ci połączyli swoje wojska w jednę zwartą armię 

i rzucili się na liczną bandę morderców, prowadzonych 

przez Tomasza Miinzera. 

Skończyła się rewolucya... 
Książęta i hrabiowie rozproszyli na wszystkie 

strony wrogów katolicyzmu, zamożnej szlachty i za­

możnego mieszczaństwa. 

Tomasz Miinzer, jeden z najpyszniejszych działa-

czów „nowej religii", zapłacił swoją dumę życiem. Kat 

uciął mu głowę toporem. 

To samo spotkało także wkrótce potem Pfeiffera. 

VII. 

Luther starał się przerobić na ewangelików wszyst

kich ludzi, mieszkających w Niemczech. Nie ominął 

także żydów. Zdawało mu się. że zjedna ich sobie 

jeżeli będzie ich przyjacielem. 

Zaczął w roku lt>2l pisać o żydach bardzo ży­

czliwie. „Powinniśmy obchodzić się z żydami przyja­

źnie,—odezwał się-bo wielu z nich będzie chrześcia-

nami".—„Gdy. się chce pomódz żydom, nie trzeba od­

nosić się do Papieża, lecz do miłości ehrześeiańskiej 

i trzeba ich przyjąć serdecznie". 

Daremnie odgrywał rolę dobrodzieja i przyjacie­

la. Nie znał widocznie historyi, psychologii i polityki 

*^» 

background image

— 48 — 

żydów. Przyszło do niego trzech judaitów, pytając się 

czyby on chciał być także żydem. Drwili z niego... 

Gwałtowny temperament Luthra zemścił się za 

żydeWski dowcip. Przypatrzywszy się bliżej żydom, 

ich rabinom, księgom i kupcom, zerwał stosunki z ni­

mi i stał się ich wrogiem. Ani jednego żyda już wi­

dzieć nie chcę — mówił. — Nie chciał widzieć żydów, 

ale chciał za to odkryć ich brudny egoizm. 

Około 1520.r. nie było trudno zajrzeć w duszę 

żydow

r

ską, jeźli się ją znało, nie znały jej jeszcze całe 

narody. Potrzeba było do tego znajomości: historyi ży­

dowskiej, talmudu, skrytej pychy, dążącej do zniszcze­

nia „gojów", chciwości, oszukaństwa, lichwy i wsze­

lakich kłamstw judaitów. 

Uczeni hiszpańscy, francuscy, angielscy i włoscy 

wiedzieli już wówczas kim są żydzi. Włoski literat, 

hrabia Jan Picolo delia Mirandola (ur. 1463 f 1494), 

znał doskonale język żydowski. 

Hebrajskiego języka nauczył się także Luther, 

) mu ułatwiało badać charakter żydów. Od czasu do 

czasu pisał o nich i odsłaniał ich podłości. 

„Żaden naród nie śmierdzi złotem i srebrem bez­

ustannie tak jak oni; są i będą ciągle chciwymi łaj­

dakami, co nam ich przeklęta lichwa opowiada.

ci 

W dalszym ciągu pisał wiele o nich. 

Po  p i e r w s z e : „Historya opowiada, że żydzi 

zatruwają studnie, kradną dzieci i zabijają. Oni są ła­

komymi psami, mordercami całego chrześciaństwa." — 

.,Talmudyści i rabini mówią, że nie jest grzechem za­

bić „goja

4

'; grzechem' jest tylko wtedy, jeżeli źyd za­

bije żyda.". 

Po  d r u g i e : „Widzę pisma żydów, które nas 

przeklinają i życzą nam w swoich szkołach i synago-

background image

— 49 — 

gach wszelkich nieszczęść. Żydzi kradną nasze pienią­

dze przez lichwę i gdzie tylko mogą. Zdaniem ich, 

służą Bogu gdy okradają i rabują gojów (chrześcian). 

Po  t r z e c i e : „Gdzie widzisz jakiego żyda, 

albo słuchasz jego nauki, nie myśl inaczej, bo słu­

chasz trującego bazyliszka, który także zatruwa i za­

bija. — Gdziekolwiek zobaczysz rzeczywistego żyda, 

uderz się krzyżem w piersi i powiedz: oto tam idzie 

żywy dyabeł.—Cóż my chrześcianie chcemy teraz zro­

bić z tym podłym i przeklętym narodem żydowskim? 

Trzeba spalić synagogę i szkołę, a co nie da się spa­

lić, zasypać ziemią, aby żaden człowiek nie patrzał na 

kamienie synagogi albo szkoły.—Trzeba także zburzyć 

ich domy, bo robią to samo w swoich domach, co ro­

bią w szkołach. Byłoby dobrze, gdybyśmy żydów wsa­

dzili pod dach albo do stajni, jak cyganów, aby wie­

dzieli, że nie są panami w naszem państwie, czem się 

chełpią. - Trzeba im zabrać modlitewniki i talmudy, 

które uczą ich bałwochwalstwa, kłamstwa, klątwy. — 

Należy zabronić im lichwy. "Wszystko co posiadają, 

ukradli nam i zrabowali przez lichwę, bo nie mają 

innego pokarmu.— W ręce mocnych, młodych rąk ży­

dowskich (obojga płci) trzeba włożyć topory, szpadle, 

różne narzędzia, aby się nauczyły zarabiać na chleb 

w pocie nosów. Próżniactwo żydów trzeba wypędzić 

z ich grzbietów.—Jeśli nie będą pracowitymi robotni­

kami, należy wyrzucić ich z kraju." 

Luther nie lubił mówić i pisać spokojnie. Gdy 

się na kogoś rozgniewał, traktował go jak zbója, ło­

tra, złodzieja, szubrawca. Lubił mówić i pisać gwał­

townie i potężnie. Ostre słowa tryskały z jego mózgu 

i ust, nie oszczędzając nikogo. Nawet cesarza Karola, 

Papieżów, kardynałów, biskupów, książąt, znakomi-

Walka Luthra. 4 

background image

50 

tych autorów lekceważył. Siebie miał za jedynego 

mędrca i wodza ehrześciaństwa. 

Przekonawszy się, że żydzi go nie szanują a na­

wet lekceważą, zabrał się . do nich bystrem okiem 

i zmiarkował, dokąd oni dążą. Poznał ich bardzo do­

brze i odkrył ich różne podłości, szkodliwe dla ehrze­

ściaństwa. Gwałtownie rzucił się na nich i rozkazał 

im opuścić Niemcy. 

Część żydów wystraszyła się, uciekła do toleran -

cyjnej Polski, a reszta została na miejscu, nie chcąc 

stracić łatwego i sutego zarobku. Trudno wykurzyć 

żyda z tego albo owego państwa, gdzie mu wygo dnie. 

Wygodnie było mu zawsze w Polsce i jest mu dotąd, 

jak w swoim własnym domu, co być nie powinno. 

Przybłęda, nieproszony gość, nie miał prawa zbudować 

„państwa w państwie*. Zrozumiał to Luther słusznie 

i stał się zawziętym antyżydem, gdy się żydom uwa­

żnie przypatrzył. 

VIII. 

Luther nie przestał nienawidzieć Papieżów, kar­

dynałów i katolicyzmu. Klął bezustannie nawet pod­

czas modlitwy. Katolik, Willibald Pirkheimer, pisał 

o nim w jednym ze swoich listów: „Zdaje mi się, że 

Luther albo zwaryował, albo opętał go jaki zły duch; 

bez waryactwa nie mógłby się rzucać tak gwałtownie 

i klącTciągle. Luther klnie podczas modlitwy. Nie mo­

że się modlić bez klątw, gdy się zetknie z nazwiskiem 

Papieża, bo takiego dyabła trzeba przekląć i zniwe­

czyć". 

Waryatem Luther nie był. Uczepiła się tylko je-

background image

- 51 — 

£0 mózgu nieznośna pycha, która mówiła głośno, iż 

ona tylko zna drogę do nieba i wie wszystko, co trze­

ba zrobić, aby się pozbyć katolicyzmu. Wielu z jego 

dawniejszych przyjaciół nie znosiło tej niepotrzebnej 

pychy. Gdy który z nich zaprzeczał mu coś, rzucał 

się na niego jak rozgniewany brytan. Melanchton 

,.skarżył się na jego namiętną gwałtowność, na samo-

lubstwo i chciwość panowania; porównał go z dema­

gogiem Kleonem." 

Oprócz tego był Luther zanadto wrażliwym i 

nerwowym, czego dowodem jego ciężkie choroby. Te 

ciężkie choroby zaczęły się w roku 1526. Pierwsza 

z nich przestraszyła go 6 lipca nagłym bólem głowy. 

Lamentował, że w jego „lewem uchu huczy, dzwoni 

jak w falach morskich; potem męczył go nieznośny 

ból, jakby burza przelatywała przez głowę. Chciał się 

położyć w łóżku, ale zemdlał na progu sypialni." 

Druga, taka sama choroba, dzwoniła i huczała 

w jego głowie. Miał taki ból, iż nie mógł czytać i pi-

.^ać kilka tygodni. 

Jego wrażliwa i nerwowa natura zaczęła powoli 

stygnąć. Nic dziwnego; lata jego szły ku końcowi ży­

cia. Mówił sam o sobie, że zestarzał i zgnuśniał. Mimo 

to nie przestał bezustannie walczyć z Rzymem, aby 

rozszerzyć i wzmocnić „Ewangelię". Chcąc ułatwić 

Niemcom wygodne życie i „pełną wolność", odrzucił 

wszystko, co się „z czasem stało nauką Kościoła", 

mianowicie: mszę Św., namiestnictwo Chrystusa Pana, 

kult Maryi Panny, Świętych, czyściec, dobre uczynki 

i t. p. 

Bardzo się podobała „Ewangelia" Luthra elekto­

rowi saskiemu, landgrafowi heskiemu, niektórym oby­

watelom Rzeszy niemieckiej, młodzieży uniwersyteckiej 

background image

i chłopom, bo „Ewangelia" pozbyła się obroży bogo­

bojnego życia i pozwoliła im hulać bez kary. Hulało 

głównie miasto Wittenberg, w którem Luther stale 

mieszkał.' Tak się rozgniewał lekkomyślnością swoich 

uczniów i przyjaciół, iż wołał: „precz z Sodomy'*. 

Uciec chciał z tego miasta w lipcu 1545 r., ale mu 

się nie udało. 

Nie udało mu się także zjednać całej Rzeszy 

niemieckiej dla jego „Ewangelii", bo cesarz, Karol V, 

bronił Kościoła katolickiego. 

Dnia 18 lutego 1546 r. w nocy opuścił Luther 

życie na ziemi. 

Rzecz dziwna... W niektórych kościołach zawie­

szano jego portret z tytułem: Dwus et sanctus doctor 
M. Lutherus. 

Zdawałoby się, że Niemcy nie zapomną po śmier­

ci „boskiego i świętego doktora" o jego rodzinie, po­

trzebującej zapomogi. Nikt w całych Niemczech nie 

spytał się nawet, czy chcą korzystać z ich dobroci. 

Żona fjuthra obarczona przez pięcioro dzieci, 

była w trudnem położeniu. Nie mogąc dostać w swo­

jej ojczyźnie ani grosza, udała się z prośbą do króla 

duńskiego. Król nie odpisał ani słowa. Dopiero gdy 

Lnthrowa żebrała dwa lata później w r. 1552, przy­

słała jej Królewska Mość 50 talarów. 

W Wittenbergu powstała szpetna choroba. Lu-

throwa, nie chcąc umrzeć w tem mieście, uciekła 

z dziećmi do Torgau. Nie miała szczęścia... Gdy się 

konie rozbrykały, wyskoczyła z wozu do rowu. Umar­

ła w Torgau 20 grudnia 1552 roku.