background image

Exchange 

Prolog   

 

 

 

 

 

 

 

 

 

strona 1 

Rozdział I 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

strona 2 

Rozdział II 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

strona 5 

Rozdział III 

 

Prolog 

 

Mojej mamie nie wyszło w życiu nic, z wyjątkiem mnie - wielokrotnie powtarzała te słowa, żaląc się, 

że nigdy nie dane jej było spełnić swoich marzeń. Uporczywie przypominała mi, że powinnam brać 

życie garściami póki jest na to czas. Niepoprawna marzycielka. Wiedziała, że ja posiadam coś, czego 

jej nigdy nie było dane mieć - ambicję i motywację. Problem polegał na czymś zupełnie innym. Świat 

tracił dla mnie wartość, gdy tylko w grę wchodziły pieniądze. Pragnęłam niezależności i wolności, 

jednakże wiedziałam, że nigdy nie poczuję ich smaku. Chyba że w życiu dorosłym, gdy już sama 

zapracuję sobie na dobry byt i czyste sumienie. Tak też planowałam zrobić skończyć liceum, pójść na 

studia, znaleźć pracę, być szczęśliwą. 

W planie tym pominęłam jednak pewną, bardzo ważną rzecz - miłość i oddanie. Mama jest w stanie 

ofiarować mi gwiazdkę z nieba. I chociaż na co dzień nie tryska radością to wiem, że w głębi serca jest 

ze mnie dumna i zrobi wszystko, aby spełnić moje marzenie. Najpierw oczywiście te małe, 

niepozorne. Później pomoże mi w realizacji tych bardziej ambitnych, mających decydujące znaczenie 

nie tylko dla mnie, ale i wszystkich otaczających mnie osób. Na razie stawiam pierwszy krok w dorosłe 

życie, chociaż do pełnoletności zostało mi jeszcze trochę czasu. 

Czuję, że to doświadczenie będzie przełomowym w moim życiu. 

Poir 

 

Niezbyt  zadowolona  z  własnych  przemyśleń  kliknęłam  `publikuj`.  Odczekałam  chwilę,  aby  strona  w 
pełni się załadowała, po czym zatrzasnęłam laptopa. Niepozornie rozejrzałam się wokół, dostrzegając 
na  tablicy  odlotów,  że  pasażerowie  lotu  Wrocław  -  Nowy  Jork  niezwłocznie  powinni  udać  się  w 
kierunku odprawy. Niespiesznie wstałam, starając się ogarnąć wzrokiem ogromną przestrzeń, która 

background image

mnie otaczała. Czułam, że nikt  nie przyjdzie. Nie  wiem, jak  w ogóle mogłam się  łudzić... To nie jest 
odpowiedni  moment,  na  tego  typu  przemyślenia.  Przywołałam  na  twarz  szeroki,  względnie  szczery 
uśmiech, wstałam i żwawym krokiem podążyłam w stronę nowego, lepszego życia. Witaj Nowy Jorku! 

 

 

 

Rozdział I  

 

     Gdy  po  raz  pierwszy  miałam  okazję  lecieć  samolotem  byłam  nieco  przerażona  -  wybierałam  się 
wtedy  z  rodzicami  do  Turcji  na  dwa  tygodnie.  Miały  to  być  nasze  pierwsze  rodzinne  wakacje  od 
bardzo  dawna.  Z  czasem  zrozumiałam,  że  chyba  nie  potrafimy  dogadać  się  na  tyle,  by  w  spokoju 
spędzić  wspólnie  chociażby  tydzień. Po  paru  dniach każdy  z  nas  znalazł  sobie własne  zajęcie, coraz 
bardziej  oddalając  się  od  pozostałej  dwójki.  Nikt  nie  wspomina  tego  zbyt  dobrze.  W  Nowym  Jorku 
będę  za  około  dziesięć  godzin.  To  niestety  dość  długo,  ale  jestem  na  to  w  pełni  przygotowana. 
Telefon, parę książek, mp4 i, przede wszystkim, laptop. 

     Słuchawki niezdarnie wetknęłam do uszu, starając się równocześnie wyjąć komputer z torby, która 
znajdowała się pod siedzeniem. Włączyłam odtwarzacz. Gdy usłyszałam pierwsze słowa piosenki od 
razu było mi raźniej. Z Internetem również nie było większego problemu. Niewiele myśląc wpisałam 
na  pasku  wyszukiwarki  adres  swojego  bloga.  Wszystkie  te  czynności  wykonywałam  machinalnie,  z 
czego  doskonale  zdawałam  sobie  sprawę.  Powtarzam  tą  sekwencję  bardzo  często,  za  często.  Trzy 
nowe komentarze. 

 

Kochana, nawet nie wiesz, jak strasznie się cieszę, że już wyjeżdżasz. To cudownie, że jednak będziesz 
miała  ze  sobą  komputer  -  będziemy  mogły  rozmawiać  codziennie,  o  ile  w  natłoku  nowych 
doświadczeń  i  wrażeń  o  mnie  nie  zapomnisz.  Straszliwie  Ci  zazdroszczę,  ale  wiem,  że  ciężko 
pracowałaś na ten wyjazd! Należy Ci się trochę odpoczynku, zwłaszcza po tym, co ostatnio przeszłaś. 
Twoja mama jest cudowna. Baw się dobrze! : * 

Absurdalna 

 

Mówiąc szczerze, też chciałabym przeżyć taką przygodę jak Ty. Mam nadzieję, że dasz sobie tam radę 
sama. Wiemy przecież obydwie, że z angielskiego wcale nie idzie Ci zbyt dobrze... ; ) Nie należysz do 
nieśmiałych  osób,  angielski  masz  opanowany,  och,  dasz  sobie  radę!  <3  Wierzę  w  Ciebie,  razem  na 
pewno osiągniemy wiele. Pamiętaj, gdyby coś się działo - od razu pisz do nas. 

Butterfly 

background image

 

 

     Trzeci  komentarz  okazał  się  powiadomieniem  o  publikacji  kolejnego  rozdziału  na  jednym  z 
czytanych przeze mnie opowiadań. Usunęłam go, po czym odpowiedziałam dziewczynom. Mało kto 
wie,  jaka  jestem  naprawdę.  Kiedyś  w  szkole  byłam  bardzo  lubiana  -  jeszcze  za  czasów  gimnazjum 
miałam mnóstwo znajomych, którzy chętnie spędzali ze mną każdą wolną chwilę. Później popełniłam 
parę błędów, kilka osób źle zrozumiało to, co powiedziałam, świat zaczął się kręcić i dziwnie wirować 
od  plotek.  W  niespełna  miesiąc  zostałam  praktycznie  sama.  Skupiłam  się  na  nauce  i  takim  oto 
sposobem skończyłam gimnazjum z wybitnym świadectwem. Dostałam się do wymarzonego liceum. 
Po  pewnym  czasie  starzy  znajomi  odkryli,  jak  bardzo  mylili  się  wobec  mnie.  Mimo  przeprosin  nie 
potrafiłam  im  wybaczyć.  Czasem  z  przykrością  stwierdzam,  że  moimi  jedynymi,  zaufanymi 
przyjaciółkami są bloggerki. 

 

     Przetarłam  niemrawo  zaspane  oczy,  nieprzytomnie  rozglądając  się  dookoła.  Pewnie  moje  włosy 
teraz są w kompletnym nieładzie. Przeciągnęłam się, po czym po raz kolejny oparłam plecy o fotel, 
wyciągając  z  torebki  szczotkę  do  włosów.  Przeczesałam  je  parokrotnie,  spoglądając  w  podręczne 
lusterko. Po chwili wyglądałam zupełnie tak, jakby spędziła w łazience ponad godzinę. I o to chodzi. 

     - Proszę zapiąć pasy, lądujemy za dwadzieścia minut. - Głos stewardessy odpędził ode mnie resztki 
snu. Wypełniłam polecenie kobiety. Po chwili sięgnęłam po jedną z paru książek, leżących na wolnym 
siedzeniu obok.  

 

     -  Dzień  dobry.  Jestem  James.  Nie  jestem  pewny  czy  to  Ty,  ale  jesteś  bardzo  podobna  do 
dziewczyny z tego zdjęcia... - powiedział mężczyzna, pokazując mi zdjęcie, które sama wysłałam mu 
niecały  tydzień  temu.  -  Maja,  prawda?  -  zapytał.  Mmm,  to  śmieszne.  Pierwszy  raz  widzę  tego 
mężczyznę  na  oczy  a  będę  musiała  mieszkać  u  niego  przez  przynajmniej  dwa  miesiące.  Doskonale 
rozumiałam, co do mnie mówił, jednakże nie mam na tyle odwagi, by odpowiedzieć w jego ojczystym 
języku.  Wiem,  że  prędzej  czy  później  będę  musiała  się  przełamać,  bo  w  Stanach  Zjednoczonych  na 
pewno nie porozumiem się z nikim po polsku, jednakże czuję, że to nie jest jeszcze odpowiedni czas. 
W  odpowiedzi  pokiwałam  jedynie  niemrawo  głową  i  podałam  nieznajomemu  swój  paszport.  Ten 
jedynie,  najwyraźniej  rozumiejąc  moje  obawy,  wziął  do  ręki  dwie  dość  obszerne  walizki  po  czym 
powolnym  krokiem  ruszył  w  kierunku  schodów.  Byłam mu  za  to  niezwykle  wdzięczna.  Idąc  za  nim, 
swobodnie mogłam przyjrzeć się mężczyźnie. 

     Miał nie więcej niż trzydzieści pięć lat. Wysoki, dobrze zbudowany, opalony, roześmiany brunet z 
obrączką  na  palcu.  Sprawiał  wrażenie  miłego,  uczynnego  człowieka.  Takiego,  który  nosi  zakupy 
starszym  paniom  i  pomaga  im  przejść  przez  pasy.  Gdyby  nie  moja  niepewność  na  pewno  bez 
problemu bym się  z nim dogadała. Zazwyczaj również emanuje  radością i tryskam energią. Nim się 
obejrzałam  staliśmy  przed  srebrnym  samochodem.  Bez  problemu  rozpoznałam  BMWx5.  James 
otworzył drzwi od strony pasażera a gdy weszłam zatrzasnął je i zapakował moje bagaże. 

background image

     -  Mieszkało  u  mnie już  wielu  studentów  -  powiedział  mężczyzna  po  dziesięciu  minutach  jazdy w 
ciszy.  -  Wiem,  że  często  młodzież  ma  różnorodne  obawy  czy  też  po  prostu  wstydzi  się  mówić  w 
języku, który nie jest ich ojczystym. Nie wiem, na jakim poziomie jest Twój angielski, ale  chciałbym 
wiedzieć, czy mnie rozumiesz? 

     - Tak. 

     - To świetnie - odparł uradowany. - Przykro mi to mówić, ale kiedyś i tak będziesz musiała zacząć z 
nami  rozmawiać.  Oczywiście  nie  chcę  cię  popędzać.  Nie  musisz  się  przy mnie krępować,  gdyby coś 
było  nie  tak  od  razu  Cię  poprawię,  obiecuję  -  dodał z  uśmiechem.  Na  pewno w  tej chwili  lekko  się 
zaczerwieniłam. Lubię tego człowieka! 

     - Mmm, rozumiem. Postaram się nie denerwować, ale nie wiem, czy mi się uda. – Uśmiechnęłam 
się lekko. - Czuję jakąś dziwną, wewnętrzną blokadę, której nie rozumiem. W szkole, na lekcji zawsze 
odzywałam  się  normalnie.  -  James  wyglądał  na  zadziwionego.  Może  oczekiwał  mnóstwa  błędów 
gramatycznych, seplenienia i próśb o przypomnienie słów? - Mógłby mi pan mniej więcej powiedzieć, 
jak wygląda pana dom i ile osób będzie w nim mieszkać? 

     - Po pierwsze byłoby nam o wiele wygodniej, gdybyś zwracała się do mnie po imieniu. Nie jestem 
aż taki stary, żeby mówić do mnie per 'pan'. A ty nie jesteś już taka młodziutka... Masz szesnaście lat, 
prawda?  -  Twierdząco  przytaknęłam  głową,  dając  mu  możliwość  kontynuowania.  -  Jeśli  mam  być 
szczery to trudno jest mi opisać mój dom. Będziemy na miejscu za parę minut, więc sama zobaczysz. 
Co  roku  na  okres  wakacyjny  przyjmujemy  do  nas  dziesięciu  studentów,  wszyscy  mieszkają  z  nami 
przez rok. Tym razem jednak nikt nie zostaje u nas przez całe dziesięć miesięcy, ponieważ moja żona 
spodziewa się dziecka... Wszyscy wyjeżdżają w tym samym terminie, co ty, pod koniec listopada, czyli 
za pięć miesięcy. - W odpowiedzi kiwnęłam jedynie głową na znak zrozumienia, byłam zbyt skupiona 
na własnych myślach, by odpowiedzieć. Zastanawiałam się nad tym, jaka będzie jego żona. Czy ludzie, 
którzy  przyjadą,  podobnie  jak  ja  na  wymianę  okażą  się  fajni.  No  i,  przede  wszystkim  -  z  kim  będę 
musiała  dzielić  pokój.  Na  głowie  oczywiście  miałam  jeszcze  inne  problemy,  ale  z  ich  rozwiązaniem 
musiałam poradzić sobie później. 

 

     Jasnozielone  ściany,  duże  okna,  dwa  balkony,  weranda  -  dom  sprawiał  wrażenie  przestronnego. 
Zdecydowanie  nie  można  było  go  nazwać  niewielkim.  Ogromny  ogród  dodatkowo  potęgował 
pierwsze wrażenie. W Polsce nie ma takich domów albo jest ich na tyle mało, że nikt nie docenia tego 
piękna. Idealny dom na spędzenie pięciu miesięcy za granicą - pomyślałam, uśmiechając się szeroko. 

     - Widzę, że ci się podoba - powiedział James rozpromieniony. Gdy zaparkował samochód w oknie 
na parterze dostrzegłam zarys postaci. Nie trudno się domyślić, że to żona Jamesa. Czekała na nas. Po 
chwili z zamyślenia wyrwał mnie głos mężczyzny. Okazało się, że już wyciągnął mój bagaż i teraz stoi 
przede  mną,  uchylając  drzwi  od  samochodu.  Z  niewielkim  trudem  wygramoliłam  się  z  pojazdu  po 
czym przejęłam swoje torby. 

 

     -  Dzień  dobry!  Mam  na  imię  Noemi.  Miło  mi  Cię  poznać  -  powiedziała  kobieta,  uśmiechając  się 
promiennie.  Pierwsza  rzecz,  która  rzuciła  mi  się  w  oczy  to  jej  nieprzeciętna  uroda.  Miała  ciemną 

background image

karnację  i  długie,  kręcone  włosy.  Odznaczające  się  brwi,  czarne  oczy,  szeroki,  cudowny  uśmiech. 
Kojący głos. Mam nadzieję, że moja opinia na jej temat nie ulegnie zmianie, bo jak na razie sprawia 
wrażenie bardzo przyjemniej osoby. Kolejną rzeczą, której nie dało się nie zauważyć przy pierwszym 
spotkaniu  z  Noemi  był  jej  brzuch.  I  chociaż  to  dopiero  początek  czwartego  miesiąca  ciąży  nie  ma 
możliwości, aby się jej wyparła. 

     -  Dzień  dobry.  Gratuluję  -  odparłam,  znacząco  spoglądając  w  stronę  jej  brzucha.  Kobieta  objęła 
mnie na chwilę po czym odwróciła się, mówiąc, że oprowadzi mnie po domu. Obecnie znajdowaliśmy 
się  w  przedpokoju.  Widać,  że  przygotowali  się  na  przyjazd  młodzieży,  ponieważ  w  szafce 
przygotowane było miejsce na nasze buty i kurtki. Salon był bardzo duży. Spokojnie zmieściłoby się w 
nim na raz dwanaście osób i każdemu byłoby całkiem wygodnie. Dzięki dużym oknom pomieszczenie 
było bardzo jasne i przestronne. Po lewej stronie znajdowała się kuchnia a za nią łazienka. Po prawej 
natomiast James i Noemi mają sypialnię. 

     - Masz to szczęście, że jesteś pierwszą osobą, która do nas przyjechała w tym roku. Możesz więc 
sobie wybrać ten pokój, który spodoba Ci się najbardziej. Jak już się pewnie domyślasz każdy pokój 
musisz  z  kimś  dzielić.  Pytanie  tylko:  z  iloma  osobami  chcesz  spać?  -  zapytał  James,  wchodząc  po 
schodach. Gdy stanęliśmy już u ich szczytu bez słowa podeszłam do ostatnich drzwi po lewej stronie. 

     -  Tutaj  będzie  idealnie  -  powiedziałam,  otwierając  drzwi.  Moim  oczom  ukazało  się  dość  duże, 
przestronne pomieszczenie. Ściany pomalowane były na zielono. Znajdowały się tam dwa łóżka, dwa 
biurka i szafa, zajmująca niemalże całą ścianę. Za oknem widać było kawałek 'naszej' działki i piękny 
ogród sąsiadów. Perfekcyjnie. 

 

Rozdział II 

 

     Mówi  się,  że  pierwsza  noc  w  nowym  miejscu  zawsze  jest  najgorsza.  Podobnie  było  w  moim 
przypadku. Mam tak odkąd jestem mała. Nigdy nie mogę  zasnąć i wiercę  się w  łóżku przez dłuższy 
czas,  dopóki  nie  poczuję  się  na  tyle  zmęczona,  by  dać  sobie  spokój  z  jakimikolwiek  chaotycznymi 
ruchami.  Podobnie było i tym razem. Dręczyły mnie różnorodne myśli, zaczynając od tego, jak będzie 
wyglądało moje życie tutaj, kończąc na tym, co robi w tej chwili moja mama i 'znajomi' z Polski. 

     Podczas kolacji dowiedziałam  się, że  cała  reszta domowników  trafi tutaj już jutro wieczorem. To 
dobrze, nie będzie mi się nudziło zbyt długo. Zastanawiam się tylko, z kim będę tutaj mieszkać. Mam 
nadzieję, że ten piękny, zielony pokój wybierze osoba, z którą będę się mogła w jakikolwiek sposób 
dogadać. Wolałabym miło wspominać te pół roku. Zwłaszcza, że nie wiem, czy okazja, aby powtórzyć 
taki wyjazd kiedykolwiek jeszcze się nadarzy. Najprawdopodobniej nie, więc wypadałoby zaprzyjaźnić 
się z kimś już na początku. 

     Noemi stwierdziła, że nie ma sensu, abym wysłuchiwała wszystkich zakazów i nakazów dwa razy, 
więc dzisiaj miałam jeszcze prawo zachowywać się tutaj w pełni swobodnie. Jednakże jutro po kolacji 
James  przedstawi  nam  ogólne  zasady,  panujące  w  ich  domu  oraz  co  nam  grozi  w  razie 
nieposłuszeństwa czy złych wyników  w  szkole. Szczerze  mówiąc w  Polsce  niespecjalnie zagłębiałam 

background image

się w te kwestie, ale jestem ciekawa, czy będę musiała wyrzec się jakichś przyzwyczajeń na rzecz mile 
spędzonych wakacji. 

 

     W  Polsce  budziłam  się  bardzo  wcześnie.  Zasypiałam  zazwyczaj  przed  jedenastą,  więc  gdy 
otworzyłam  oczy  po  szóstej  czułam  się  w  pełni  wyspana.  Oczywiście  czasem,  na  przykład  gdy 
chodziłam  na  imprezy,  bądź  też  uczyłam  się  do  późna,  potrafiłam  spać  do  jedenastej,  jednakże 
miałam wtedy dziwne wrażenie, że tracę swój cenny czas. Uwielbiam rano biegać, zwłaszcza w lesie. 
Cisza, spokój, szum drzew, śpiew ptaków. Pochodzę z gór, więc bieganie tam jest o wiele trudniejsze 
aniżeli nad morzem. Mimo wszystko uwielbiam swój region, Dolny Śląsk ma swój magiczny klimat. 

     Pierwszą  rzeczą,  którą  zrobiłam  tuż  po  przebudzeniu,  było  oczywiście  sprawdzenie,  którą  mamy 
godzinę. Ósma piętnaście. W zasadzie nie jest tak źle. W tempie ekspresowym ubrałam się i umyłam 
po czym zeszłam na dół, żeby w spokoju zjeść śniadanie. 

 

     Ukradkiem spojrzałam w stronę zegarka, który znajdował się nad moim biurkiem. Wskazywał on 
godzinę osiemnastą trzydzieści. 'Długo, powinni już tutaj być od... około pół godziny`  - pomyślałam, 
nerwowo okręcając się na krześle. Powoli zaczynała irytować mnie ta ciągła niepewność. Cały dzień 
nudziłam  się  w  pokoju.  Noemi  pozwoliła  mi  wyjść  jedynie  do  ogrodu,  ale  gdy  tylko  przekroczyłam 
próg domu zza rogu wyszedł Grey. To pies Jamesa. Młody, bo jedynie roczny, labrador miał w sobie 
wydawać by się mogło, że nieskończone pokłady energii. Biegał, szalał, szczekał, witał się... Bądź co 
bądź jednak był śliczny - czekoladowa, zadbana sierść i te śmieszne uszka. Na pewno często będę się z 
nim  bawić,  tyle  że  dziś  niekoniecznie  miałam  na  to  ochotę.  Z  rozmyślań  wyrwał  mnie  dźwięk 
samochodu, wjeżdżającego na podjazd. Podeszłam do okna. Przed domem zaparkował James, tyle że 
nie  siedział  w  tym  aucie,  którym  odbierał  mnie  wczoraj  z  lotniska,  lecz  w  srebrnym  Vanie.  Miałam 
nadzieję, że wszyscy wysiądą na podjeździe, tak, żebym mogła zobaczyć, z kim najprawdopodobniej 
przyjdzie mi dzielić pokój. James rozmyślił się jednak i po chwili wjechał do garażu. 

     Miałam  dwa  wyjścia.  Albo  zejść  na  dół  i  przywitać  ich  razem  z  Noemi,  albo  zaczekać  tutaj  aż 
wszyscy zaczną wybierać sobie pokoje. Gdybym zeszła na dół wszyscy dowiedzieliby się, że przez cały 
dzień  nie  robiłam  nic  innego  tylko  na  nich  czekałam.  Postanowiłam  więc  zaczekać  tutaj  i  zająć  się 
czymś  na  najbliższe  piętnaście  minut.  Usiadłam  przy  biurku,  włączając  komputer.  Po  chwili  z 
głośników cichutko sączyła się "Kiss my eyes and lay me to sleep", a ja odwiedziłam swojego bloga, 
żadnego  nowego  komentarza.  Post  opublikuję  wieczorem,  wyślę  też  e-maila  do  mamy.  Pewnie  się 
martwi... 

     Niestety,  moje  przemyślenia  w  tej  kwestii  przerwał  niespodziewany,  jakby  stłumiony  huk, 
dochodzący zza moich pleców. Obróciłam się gwałtownie, niechcący zrzucając z biurka butelkę wody. 
Gdy  uderzyła  o  ziemię  okazało  się,  że  jest  nie  do  końca  zakręcona,  na  panelach  stworzyła  się  więc 
średnich rozmiarów plama. 

     -  Ooo!  -  Podniosłam  wzrok  na  przybysza.  W  drzwiach  stał  dość  wysoki,  dobrze  zbudowany, 
kompletnie zdezorientowany chłopak. Miał ciemniejszą karnację aniżeli moja, aczkolwiek nie można 
go  było  nazwać  murzynem.  Afroamerykanin?  Ciemne  oczy,  brwi  i  loczki  okalające  jego  twarz 
zdecydowanie  dodawały  mu  uroku.  Był  podobny  do  Noemi,  chociaż  ewidentnie  nie  byli  ze  sobą 

background image

spokrewnieni. W ręce trzymał dużą, czerwoną torbę, przez ramię natomiast przewieszony miał bagaż 
podręczny.  -  Eeee.  -  Hm,  jeśli  są  to  jedyne  rzeczy,  które  ten  chłopak  potrafi  z  siebie  wykrztusić  po 
angielsku to będzie miał tu duży problem. 

     - Cześć. Nic się nie stało, wcale nie jestem zła, że wszedłeś bez pukania - powiedziałam swobodnie, 
uśmiechając się przy tym szeroko. - Pewnie szukacie sobie pokoi. Niestety, jak już pewnie zauważyłeś, 
nie możesz tu mieszkać. Na przeciwko jest całkiem ładne pomieszczenie - dodałam, idąc w kierunku 
swojej  torebki.  Wyjęłam  z  niej  paczkę  chusteczek  po  czym  z  powrotem  wróciłam  nad  kałużę  na 
środku pokoju. Po drodze zgrabnie przesunęłam obrotowe krzesło biodrem. - Tak w ogóle to mam na 
imię Maja. Bardzo miło mi Cię poznać - oznajmiłam, kucając z dwiema rozłożonymi chusteczkami w 
ręce. Skupiłam się na tym, by zebrać całą wodę na raz, gdy w okolicy drzwi znów usłyszałam trzask. 
Jeśli zemdlał to chyba padnę tu ze śmiechu. 

     Uniosłam głowę i moim oczom ukazała się wysoka, niebieskooka blondynka. Pierwsze co rzuciło mi 
się w oczy to to, że spod mocnego makijażu nie dało się właściwie dojrzeć skóry na jej twarzy. Poza 
tym  -  jak  można  wytrzymać  na  takich  szpilkach?!  Nie  przepadam  za  tego  typu  butami.  Oczywiście, 
czarne,  eleganckie,  niezbyt  wysokie  szpilki  wyglądają  całkiem  ładnie,  aczkolwiek  te  różowe, 
dziesięciocentymetrowe...  buty  niekoniecznie  sprawiały  miłe  wrażenie.  Dziewczyna  stała  pośrodku 
drzwi, przyciskając sobą chłopaka do framugi. Jego mina w tym momencie była bezcenna. Nie dość, 
że był przerażony to jeszcze ewidentnie dziwiło go to, co blondynka ma na twarzy. 

     -  Mmm...  ten  pokój  jest  już  chyba  zajęty,  prawda?  -  zapytała,  patrząc  to  na  mnie  to  na 
nieznajomego. W jej głosie zdecydowanie słychać było rosyjski akcent. Dziewczyna oparła lewą rękę 
na biodrze, prawą natomiast poprawiła włosy, nieco zalotnie spoglądając w stronę chłopaka. Miałam 
ochotę się zaśmiać, ale wypada być miłym dla nowo poznanych ludzi. Poza tym nie osądza się nikogo 
po  pozorach.  Wstałam  więc  powoli,  starając  się  powstrzymać  śmiech  bądź  też  prychnięcie. 
Podeszłam do śmietnika, do którego wyrzuciłam mokre chusteczki. 

     - W zasadzie tak. To znaczy mieszkam tu ja, ale pokój jest dwuosobowy. Kolega jeszcze nie znalazł 
sobie  odpowiedniego  lokum.  -  Dopiero  teraz  zdałam  sobie  sprawę  z  tego  w  co  mogłabym  się 
niechcący wpakować. Może ona chce tu mieszkać?! Błagam, nie... 

     -  Katrina! Chodź, znalazłam dla nas odpowiedni pokój po drugiej stronie korytarza!  -  Usłyszałam 
głos dochodzący zza drzwi. Czyżbym została uratowana?! Tak! Blondynka wycofała się z moich drzwi, 
oblizując,  rzekomo  zalotnie,  wargi  i  puszczając  oczko  do  biednego  chłopaka.  Po  chwili,  gdy  tylko 
zyskałam pewność, że odeszła wystarczająco daleko, by mnie nie usłyszeć zaczęłam głośno się śmiać. 
Mój  towarzysz  poszedł  w  moje  ślady.  Najpierw  nieśmiało,  widać  było  po  wyrazie  jego  twarzy,  że 
strach mieszał się z rozbawieniem. Po chwili jednak w pełni się rozluźnił. 

     - Hej, jestem Theodore, ale mów mi Theo - powiedział, podchodząc do mnie i podając mi rękę. - 
Naprawdę  przepraszam,  że  cię wcześniej  przestraszyłem.  Noemi  i  James mówili  nam,  że  u  góry  już 
ktoś  jest,  ale  jakoś  nie  pomyślałem,  żeby  zapukać.  Tak  w  ogóle  to  za  chwilę  mamy  zejść  na  dół. 
Kolacja jest o dziewiętnastej. 

     - Ekhem, przepraszam bardzo, ale czy łóżko tutaj jest wolne? - Wychyliłam się lekko zza Theo, aby 
zobaczyć kto stoi w drzwiach. Była to niska, brązowowłosa dziewczyna. Sprawiała wrażenie całkiem 
miłej. Miała długie, kręcone włosy, które dodatkowo dodawały jej uroku. Nieśmiało przeskakiwała z 

background image

nogi  na  nogę,  bawiąc  się przy  tym  rękami  i  co  chwila  wyłamując  palce.  Theo  pożegnał  się  z  nami  i 
minął z dziewczyną w drzwiach, szukając miejsca dla siebie. 

     - Jasne, wchodź. Pozwoliłam sobie zająć łóżko po prawej stronie, ale jeśli będzie ci wygodniej spać 
tutaj to nie ma najmniejszego problemu, możemy się przecież zamienić. Mam na imię Maja, miło mi 
Cię poznać - powiedziałam. - Nie było mnie na dole przed chwilą, a Theo mówił coś o kolacji. Mamy 
już schodzić? 

     - Jestem Anna, mnie także miło jest Ciebie poznać. Tak, mamy już schodzić na dół... Poczekałabyś 
na mnie chwilę? Tylko pójdę na moment do łazienki i przebiorę bluzkę - powiedziała, uśmiechając się 
szeroko po czym wyszła na korytarz w poszukiwaniu łazienki.