background image

                      

 

 
 
 

                            

BIAŁE RÓŻE 

 

  PROLOG 

 

Płonęłam. Inaczej nie dało się tego nazwać. Czułam, jak języki 

ognia spalają mnie. Miałam wrażenie, że zamieniam się w popiół. Ale 
jak to było możliwe? Przecież jeszcze chwilę przedtem stałam na 
idealnie okrągłej polanie i próbowałam uzmysłowić sobie, jak tam się 
znalazłam.  

Ten ogień był nie do zniesienia. Czy nie powinnam umrzeć? 

Dlaczego jeszcze żyłam? Przecież żaden człowiek nie  przeżyłby 
takich katuszy.  

I nagle, jakby na złość mojej prośbie usłyszałam bicie mojego 

serca. Nigdy wcześniej tak szybko nie biło. Jakby chciało w ciągu 
paru minut wystukać rytm za całe życie.  

Płomień wcale nie ustał, ale teraz kumulował się w jednej części 

mojego ciała- klatce piersiowej, co spowodowało jeszcze większy ból 
i szybsze bicie serca.  

Wtem wszystko ucichło. Ale tylko na chwile. Usłyszałam czyjeś 

kroki. Ten ktoś biegł. Mogłam nawet powiedzieć, z której strony. Nie 

background image

chciałam, żeby mnie zobaczył. Jednym zgrabnym ruchem zerwałam 
się z ziemi i pobiegłam ukryć się w zaroślach. Stanęłam jak wryta. 
Jak mogłam tak szybko i z taką gracją się poruszać? Przecież 
człowiek tak nie potrafi. Ale czy ja byłam człowiekiem? Słyszałam i 
widziałam wszystko idealnie. W dodatku gardło piekło mnie tak. Jak 
wcześniej całe ciało. Byłam zdezorientowana.  

Nagle poczułam jakiś zapach. Był inny niż pozostałe. 

Bardziej…hm… kwiatowy. Nie to złe określenie. Nie wiedziałam jak 
go nazwać. Odrzucał mnie, ale jednocześnie przyzywał. 
Postanowiłam poddać się odruchowi biegu w tamtą stronę.  

 

 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

Karoline bardzo się starała nie okazywać, jaką ulgę przyniosła 

jej wiadomość o mojej przeprowadzce. Niestety, nie każdy umie 
zataić swoje emocje przed światem. To tylko nas łączyło. Obie nie 
potrafiłyśmy do końca zapanować nad mimiką naszych twarzy. 
Mama zawsze powtarzała, że nasze twarze to otwarte księgi. Mama. 
Jak zawsze, gdy pomyślałam o którymś w rodziców zrobiło mi się 
ciężko na sercu. Oboje zginęli siedem lat temu. Nie wiadomo gdzie i 
jak. Ich ciała znaleziono na skraju lasu. były zimne i wyglądały, jakby 
nie było w nich ani jednej kropli krwi. 

-Ale dlaczego? Czy nie było ci tu dobrze? Przecież się starałam.- 

ciocia naprawdę wyglądała na zmartwioną.- samotne mieszkanie to 
bardzo duża odpowiedzialność. 
„Może mi powiesz, że nie jestem odpowiedzialna i samodzielna?”- 
miałam na końcu języka, ale zdecydowałam, że to by było nie do 
końca fair. 

Kiedy wprowadziłam się do domu Karoline- wielkiej i 

przestronnej willi o kilkunastu sypialniach, z których trzy należały do 
mnie musiałam dorosnąć w błyskawicznym tempie. Mojej 
współlokatorki często nie było w domu. W dzień siedziała w pracy, a 
noc spędzała bardzo często w klubie lub dyskotece. Nie raz chciała 
mnie Zabrać ze sobą, ale to nie był mój świat. Nie lubiłam tańczyć, 
ani się wygłupiać. Moim zdaniem to było bez sensu. 

-Ja bardzo chcę jechać. Chciałabym zacząć samodzielne życie. A 

poza tym nie chcę już dłużej sprawiać ci kłopotów. 

-Nie sprawiasz żadnych kłopotów, a dorosnąć jeszcze zdążysz. 

Proszę. Zostań.- Karoline chyba na prawdę się do mnie przywiązała. 

-Przepraszam, ale nie mogę. Już kupiłam dom. 

-Dlaczego? Chodzi o ludzi ze szkoły? Mogłabym cię przepisać do 

innej szkoły.- Karoline nie myliła się za bardzo. Ale tu by nie 
pomogła zmiana szkoły. 

-Nie… tu chodzi o to, że chcę zacząć samodzielnie żyć. Proszę. 

Zrozum to i zaakceptuj.- poprosiłam. 

background image

Ciocia przez chwilę się wahała. Chciała znów mieć cały dom dla 

siebie, ale z drugiej strony- powinna się jeszcze mną opiekować. Bała 
się konsekwencji mojego postanowienia. Jednak w końcu się 
przekonała. 

-Dobrze. Zgadzam się. Ale jak mi powiesz, gdzie zamierzasz 

mieszkać.- wiedziałam, że kiedyś o to zapyta. Miałam już 
przygotowaną odpowiedź. Jednak bałam się, że w trakcie mówienia 
popłaczę się. 
 -Znalazłam dom w Forks.- Karoline zrobiła się podejrzliwa. Nie 
chciała, żebym jeździła do miasteczka, w którym mieszkałam i w 
którym spędziłam cudowne lata. 
 -Gdzie dokładnie? 
 -W moim dawnym domu.- ciocia wpatrywała się we mnie z otwartymi 
oczami. Tego nie spodziewała się. Nigdy nie chciałam wracać do 
mojego dawnego życia. Za bardzo mnie to bolało. 
 -Jak to? Przecież sama mówiłaś, że nie chcesz tam jeździć. 
 -Ale zmieniłam zdanie. Postanowiłam zamieszkać tam na stałe i pójść 
do liceum w Forks. To już postanowione. Nie zmienię swojej decyzji. 
 -Dobrze. Zgadzam się. Kiedy chcesz wyjechać? 
 -Jak najszybciej. Najprawdopodobniej zaraz na początku marca. 
Przepraszam cię, ale chcę się już położyć. Trochę jestem zmęczona. 
Mam za sobą ciężki dzień. Dobranoc. 
 -Dobranoc. 

Poszłam szybko do swojej sypialni nie czekając aż Karoline 

zmieni swoją decyzję. Chociaż, to chyba by mnie nie powstrzymała. 
Taka już byłam. Gdy obrałam sobie jakiś cel dążyłam do tego, aby go 
jak najszybciej zrealizować. 

Wzięłam szybki prysznic w swojej ogromnej kabinie i poszłam 

do garderoby żeby wziąć piżamę. Przebrałam się i położyłam do łóżka. 
Chciałam szybko usnąć. Chciałam, żeby ten dzień się jak najszybciej 
skończył. Po paru minutach przekręcania się z boku na bok 
odpłynęłam w objęcia Morfeusza. 

Niemal w stu procentach byłam pewna, że śnię. Przede 

wszystkim dlatego, że przed chciwą byłam jeszcze w swoim pokoju, a 

background image

po drugie dlatego, że nie wiedziałam dlaczego mam być aż tak 
nieszczęśliwa. 

Biegłam przez nieznany sobie las, a w mojej głowie kłębiły się 

myśli typu „jak to jest możliwe?” „dlaczego on?” nie wiedziałam, o co 
chodzi. Zastanawiałam się nad tym, gdy znalazłam się na idealnie 
okrągłej polanie. Wyglądała tak, jakby ktoś specjalnie tak wyciął 
drzewa wokół, ale nie zostawił po sobie żadnego śladu. Padłam na 
kolana i schowałam twarz w dłoniach. To miejsce kojarzyło mi się z 
jakąś osobą. Bardzo bliską mi osobą, której wspomnienie sprawiało mi 
ból.  

Nagle coś poruszyło się na drugim końcu polany. Odwróciłam 

się w tamtą stronę. Przodem do mnie stał jakiś chłopak. Nie potrafiłam 
ocenić, czy go znam, czy nie. Cały się błyszczał tysiącami małych 
diamencików. I te oczy. Obce, a jednak tak znajome i bliskie mojemu 
sercu, które na ich widok zaczęło bić szybciej niż zwykle. Te oczy 
koloru miodu patrzyły na mnie z taką…czułością. Tak, jak nikt nigdy 
na mnie nie patrzył, i najprawdopodobniej nie będzie patrzył. Ale ja 
już go nie kochałam. Miałam do niego żal, że mi o czymś nie 
powiedział. Tylko o czym? 

-Bello. Kochanie. Ja ci wszystko wyjaśnię.- odezwał się anioł. 

Szybko wycofałam się i pobiegłam z powrotem przez las. Ale on mnie 
dogonił. Szybciej niż się tego spodziewałam… 

Obudziłam się ciężko dysząc. Kim był ten chłopak? I co on dla 

mnie znaczył w tym śnie? Pytania kłębiły się w mojej głowie i przez to 
o mało nie eksplodowała.  

-Spokojnie. Zastanów się nad tym spokojnie. Czy ty go w ogóle 

widziałaś? Kiedykolwiek w swoim życiu? I czy ktokolwiek świeci się 
w słońcu?!  

Coś ponosiła mnie fantazja. Spojrzałam na zegar. Była trzecia 

nad ranem. Postanowiłam jeszcze chwilę się przespać. 

 
 
  

 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

Rano ciągle miałam w głowie ten sen. Dręczyła mnie myśl, że ten 

chłopak tak wiele dla mnie znaczył, a przez jedną informację 
przestałam go kochać, może nawet znienawidziłam. Nie wiedziałam 
dlaczego. Dręczyło mnie to cały ranek, więc gdy Karoline powiedziała 
coś do mnie ja oczywiście nic nie usłyszałam. 
-Halo. Ziemia do Belli. Słyszysz mnie? 
-C...co? och. Przepraszam. Zamyśliłam się trochę.- powiedziałam 
zastanawiając się, jak ja znalazłam się w kuchni i to całkowicie ubrana. 
Postanowiłam to po prostu zignorować. 
-No właśnie zauważyłam. Pytałam się, kiedy zamierzasz wyjechać. 
Chciałabym ci zorganizować jakoś ten lot.- ciocia wydawała się 
naprawdę przejmować tym wyjazdem. 
-Nie trzeba. Ja już mam bilet. Wyjeżdżam za dwa tygodnie. Lot mam o 
8 rano.- Karoline była zaskoczona, że wszystko już załatwiłam. 
-Myślałam nad tym od dłuższego czasu.- odpowiedziałam na malujące 
się w jej oczach pytanie. – chciałam ci o tym wcześniej powiedzieć, ale 
jakoś nie było kiedy. 
-Dobrze. Najważniejsze że wszystko załatwione. Siódmego zawiozę 
cię na lotnisko. 

Kiedy czternaście dni później wysiadałam z samochodu na 

parkingu przed lotniskiem miałam oraz więcej wątpliwości. A co jeśli 
sobie nie poradzę? Jeżeli tam też się nie odnajdę i spotka mnie to samo 
co w Phoenix? Karoline zdawała się wyczytać z mojej twarzy, jakie 
emocje mną targają, bo jeszcze parokrotnie zaproponowała mi zostanie 
z nią i przełożenie wyjazdu o rok lub dwa, ale ja się nie zgodziłam. 
Podjęłam decyzję. Chciałam w końcu zacząć żyć samodzielnie.  

-Pamiętaj. Nie musisz tam, wsiadać. Wystarczy, że powiesz jedno 

słowo, a zawrócimy i pojedziemy do domu. 

-Nie. Ja chcę jechać. Naprawdę.  

Samolot do Seatle wylatuje za dziesięć minut. Proszę wsiąść i zająć 

miejsca. 

background image

-Dobra. Muszę już iść. Cześć.- przytuliłam ją mocno.- będę za 

tobą tęsknić.- trochę było mi dziwnie gdy to mówiłam uświadamiając 
sobie jednocześnie, że mówię prawdę. Nigdy z Karoline nie miałam 
dobrego kontaktu, ale mimo to traktowałam ją jak członka rodziny. 

-Ja też będę tęsknić. Tylko pamiętaj. Pisz jak najczęściej się da. 

No i oczywiście od razu masz mnie poinformować, kiedy spotkasz tam 
jakiegoś fajnego faceta. 

Właśnie wtedy w mojej głowie na nowo zawitał tajemniczy 

nieznajomy ze snu. Każdy zdrowy na umyśle człowiek dawno by o 
tym zapomniał, lub powiedział, że nie ma się czym martwić, bo to 
tylko sen. Ale on był tak realistyczny! Jakbym naprawdę tam była. 
Niesamowite. 

Na ziemię sprowadził mnie głos cioci. 

-Zaraz się chyba popłaczę. Strasznie nie lubię pożegnań. Idź już, idź, 
bo zaraz cię nie wpuszczą.- powiedziała wyjmując z torebki 
chusteczkę i wycierając oczy. 
-Pa. Do zobaczenia niedługo.- posłałam jej ostatni pożegnalny uśmiech 
i pobiegłam do samolotu.  

Podróż minęła szybko. Ani się obejrzałam a stuardessy kazały 

zapinać pasy, bo podchodziliśmy do lądowania. Spędziłam jeszcze 
parę minut czekają na bagaż, zamówiłam taksówkę i znów zagłębiłam 
się w rozmyślaniach. O czym myślałam? O tym co mnie najbardziej 
dręczyło. O moim śnie. Byłam niemal w stu procentach pewna, że w 
Forks odnajdę tajemniczego chłopaka a polanu w moim śnie. 
Określiłam go w mojej głowie mianem „młody bóg” dlaczego? Bo 
któż by inny iskrzył się w słońcu i miał takie hipnotyzujące spojrzenie. 
Na chwilę zatraciłam się we wspomnieniu miodowych oczu, które 
patrzyły na mnie z taką miłością i tysięcy małych diamencików na 
ciele właściciela spojrzenia. Jednak chwilę później z zadumy wyrwał 
mnie głos kierowcy. 
 -Jesteśmy już prawie na miejscu. Chciałbym tylko wiedzieć. Mam 
nadzieję, że nie uzna mnie pani za kogoś wścibskiego jak zapytam, co 
sprowadza do Forks taką młodą i piękną kobietę? Przecież ta mieścina 
jest maleńka i strasznie tam nudno.- wyglądał na takiego, który 

background image

rzeczywiście po prostu chce wiedzieć. Postanowiłam mu opowiedzieć 
o swoim życiu. 

-Może i ma pan rację. Forks nie jest zbyt duże, ani rozrywkowe, 

ale ja kocham tę mieścinę.- taksówkarz wyglądał na zdziwionego. 

-Tak? A mogę wiedzieć dlaczego? 
-Tutaj spędziłam dziesięć najwspanialszych lat mojego życia. Widzi 

pan. Ja się tutaj wychowywałam. Byłam córką komendanta policji 

-Naprawdę? A którego? I co się z nim stało? 
-Komendanta Charliego Swana.- kierowca wyglądał teraz na 

zmartwionego- gdy miałam dziesięć lat moi rodzice poszli na spacer, a 
nie zostawili w domu z Karoline- przyjaciółką Renee. Byłam chora, 
więc mimo szczerych chęci nie mogłam z nimi iść. Czekałyśmy z 
ciocią na nich do późnej nocy. W końcu około pierwszej Karoline nie 
wytrzymała i zadzwoniła na komendę. Zaczęły się poszukiwania, które 
trwały tydzień, jeden okropny i przeraźliwie długi tydzień.- głos mi się 
załamał. Nie mogłam o tym mówić spokojnie. Tamten okres w moim 
ż

yciu zapamiętałam jako długie dni oczekiwania i niepokoju.- 

odnaleźli ich. Ale chyba bym wolała, żeby zaginęli, niż żeby się 
znaleźli. Ich ciała były pozbawione krwi. Nawet jednej kropli. Nie 
wiadomo do dziś jak zginęli. Nie było na nich ani jednego śladu 
strzału, pobicia, lub tym podobnego. Sekcja zwłok nic nie wykazała. 
Ja… nie mogłam się po tym pozbierać. Zamieszkałam z Karoline, ale 
postanowiłam wrócić i zmierzyć się z przeszłością.- uśmiechnęłam się 
smutno.- to cała moja opowieść. Słyszał pan o ty komendancie?- tego 
się nie spodziewałam. Na policzkach mojego rozmówcy 
zobaczyłam…łzy. 

-Dlaczego pan płacze? 
-Ja znałem twojego tatę. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Renee 

też znałem. Ich śmierć bardzo mnie zabolała. Szczególni, że 
wiedziałem, że mieli małe dziecko. Ja i żona chcieliśmy cię wziąć, ale 
twoja ciotka powiedziała, że ona chce się tobą zaopiekować. Sąd 
przyznał jej opiekę nad Tobą.- to wyznanie wstrząsnęło mną do głębi. 
Nigdy nie wiedziałam, że jacyś ludzie chcieli mnie adoptować. Nie 
miałam o tym pojęcia.- może chciałabyś pojechać na grób swoich 
rodziców? Ja zawiozę twoje rzeczy do domu i przyjadę po ciebie.  

background image

-Mógłby pan?- zapytałam lekko zdziwiona tą propozycją.  
-Oczywiście. Pokażę ci dok…ładnie gdzie leżą, zawiozę twoje rzeczy 

do domu i przyjadę po ciebie. Dobrze? 

-Dziękuję.- tylko tyle byłam w stanie odpowiedzieć. 

Zgodnie z umową Billy, bo tak miał na imię mój rozmówca 
zawiózł mnie na cmentarz i pokazał grób, a następnie cicho się 
wycofał. Nagrobek nie zmienił się od czasu gdy go widziałam 
ostatni raz pięć lat temu. Czarna płyta, a na niej napisane imiona  
moich rodziców i data śmierci. Pod spodem widniał napis 
ZGINĘLI ŚMIERCIĄ TRAGICZNĄ  

Łzy popłynęły mi po policzkach. Nie umiałam i nie chciałam ich 

zatrzymać. Zapaliłam świeczkę i postawiłam na środku nagrobka.  

-Przepraszam. Przepraszam was za wszystko. Za to, że nie chciałam 

tutaj przyjeżdżać, nie myślałam o was… 
Billy pojawił się dopiero po pół godzinie, a mi łzy płynęły cały 
czas. 

-Może odwiozę cię do domu?- spytał, a ja tylko kiwnęłam głową na 
zgodę. Nie stać mnie było na nic więcej. Gdy dotarliśmy pod dom 
poprosiłam go, aby zostawił mnie samą, po czym wysiadłam i 
weszłam do mieszkania. Nic się tu nie zmieniło. Ściany miały tai sam 
kolor jak przed laty, tylko były przykryte kurzem. Ale to nie miało 
znaczenia. Najbardziej liczyło się to, że znalazłam się w domu. Tu, 
gdzie było moje miejsce. Wreszcie czułam, że jestem gotowa 
zmierzyć się z nadchodzącym życiem i uwierzyłam, że szczęście 
może też mnie spotkać. 

 
 

  

 

 
 
 
 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

  

-Dzień dobry. Nazywam się Izabella Swan i jestem nową 

uczennicą.- przywitałam się podchodząc do kontuaru w sekretariacie, 
za którym siedziała kobieta około czterdziestki z ufarbowanymi na 
rudo włosami. 
-Dzień dobry.- odpowiedziała wyjmując dwie kartki ze stosu innych i 
wręczając mi je.- tu jest twój plan zajęć, a to musi podpisać każdy 
nauczyciel z którym będziesz miała lekcje.  
-Dobrze. Dziękuję. 

Już chciałam wyjść, gdy  do pomieszczenia weszła grupa 

uczniów. Nie zwróciłam na nich szczególnej uwagi. Poczekałam, aż 
przejdą i wyszłam na dwór. Znowu padało, ale to nie było tutaj 
nowością. Nałożyłam kaptur na głowę i ruszyłam przez podwórze na 
pierwszą lekcję, którą był angielski. Doszłabym spokojnie do klasy, 
gdyby nie moja wrodzona niezdarność. Oczywiście potknęłam się o 
własne nogi i wpadłam prosto w ręce jakiegoś chłopaka.  
-Uwaga.- powiedział śmiejąc się. Szybko stanęłam na nogach i 
spojrzałam w górę. Niemal od razu tego pożałowałam. Albo nie. Nie 
ż

ałowałam, że spojrzałam w górę. Nie w tamtej chwili. Wtedy o 

niczym innym nie myślałam, jak o parze złotych oczu wpatrzonych 
we mnie i rudawych włosach, które były całe mokre, bo właściciel nie 
miał kaptura. Przez chwilę nie umiałam wydobyć z siebie nawet 
słowa. Po prostu odebrało mi mowę. W końcu jednak opanowałam 
się i powiedziałam: 
- Bardzo przepraszam. Nie chciałam. Zamyśliłam się.- mówiąc to 
spłonęłam rumieńcem. 
-Nic się nie stało. Nie widziałem cię tu wcześniej. Przeprowadziłaś 
się niedawno?  
-Tak. Wczoraj. Jestem Bella.- powiedziałam wyciągając przed siebie 
dłoń, ale chłopak jej nie uścisnął. 
-A ja Edward.- szybko schowałam rękę, uświadamiając sobie, że 
najwyraźniej chłopak nie ma zamiaru jej uścisnąć. 

background image

-Przepraszam jeszcze raz za to, że na ciebie wpadłam. Muszę już iść. 
Nie chcę się spóźnić pierwszego dnia na żadną lekcję. 
-Do zobaczenia. 
Odeszłam szybko w stronę klasy. Jednak byłam pewna, że nie będę 
mogła skupić się na lekcjach. Gdy patrzyłam w oczy Edwarda byłam 
pewna, że je już kiedyś widziałam. Tylko gdzie? Nie pamiętałam, 
ż

eby ktokolwiek kogo spotkałam miał taki kolor tęczówek. Chyba 

ż

e… chyba że wziąć pod uwagę nieziemsko przystojnego mężczyznę, 

którego spotkałam siedem lat temu, a o którego istnieniu całkiem 
zapomniałam. Przypomniał mi o tym dopiero Edward swoim 
dziwnym zachowaniem. Przecież chyba się nie brzydził dotknąć 
mojej ręki. Prawda? 
Weszłam do sali i postanowiłam odłożyć na później moje 
rozmyślania. Bez względu na to, jak dużo to dla mnie znaczyło, 
musiałam skupić się na lekcji. Podeszłam więc do nauczyciela i 
wręczyłam mu  kartkę do podpisania. 
-Witamy z powrotem Bello. Cieszę się, że wróciłaś.- zaskoczył mnie 
tym. Skąd mógł mnie znać nauczyciel? Przecież ja tu nie chodziłam 
do szkoły, a nawet jeślibym chodziła w ciągu ostatnich siedmiu lat 
zmieniłam się.  
-Ty pewnie mnie nie pamiętasz. Uczyłem w twojej szkole, gdy tu 
mieszkałaś, ale od tamtego czasu dużo się zmieniło. Prawda? A co u 
twoich rodziców? Nie słyszałem o nich od dłuższego czasu, a zanim 
wy wyjechaliście, ja przeprowadziłem się do Nowego  Yorku i 
wróciłem dopiero rok temu.- i znowu to samo. Nie mogłam 
wypowiedzieć nawet słowa. Gdy wczoraj byłam na cmentarzu coś się 
we mnie odblokowało. Nie potrafiłam już mówić o Charlim i Renee 
spokojnie. W oczach pojawiły mi się łzy, ale postanowiłam nad tym 
zapanować. 
-Oni nie żyją. Zginęli tuż po tym, jak pan wyjechał, a ja 
zamieszkałam z przyjaciółką mamy, ale teraz wróciłam. 
-Bardzo mi przykro. Nie wiedziałem.- odpowiedział nauczyciel. 
-Nie chcę o tym rozmawiać. Czy mogę już pójść do swojej ławki? 
-Proszę bardzo. Usiądź w pustej ławce na końcu sali. 

background image

Reszta lekcji minęła spokojnie. Poznałam parę fajnych osób i 

idąc na lunch rozpoznawałam już pierwsze twarze. Dawno już 
zapomniałam o Edwardzie i mężczyźnie spotkanym przed laty. 
Przypomniała mi o tym Jesicca- dziewczyna poznana na 
trygonometrii. 

-Podobno dzisiaj rano wpadłaś na jednego z Cullenów. To 

prawda?- moja nowa koleżanka była fajna, ale zdecydowanie zbyt 
wścibska. Postanowiłam to zignorować. Wzruszyłam tylko 
ramionami.  
-Nie wiem. Nie powiedział mi jak się nazywa. Zresztą wpadłam 
dzisiaj też na parę innych osób. Jakoś jestem dzisiaj zbyt zamyślona.- 
była to prawda. O ile dobrze pamiętam tego dnia zdarzyło mi się 
potknąć i wylądować w ramionach trzech chłopaków, w tym jednego 
spotkania na pewno nie chciałam zapomnieć i miałam nadzieję, że 
ponownie spotkam Edwarda.  
-Hej. Czy to ten z rudawymi włosami siedzący razem ze swoim 
rodzeństwem przy tamtym stoliku i przyglądający się tobie? To na 
niego wpadłaś?- spytała Jass wskazując na chłopaka poznanego na 
parkingu. 
-Taak…chyba na niego. Nie jestem pewna. Padało.- powiedziałam 
jakbym chciała usprawiedliwić  swoją niewiedzę. 

Na moje szczęście przerwa na lunch chwilę później się 

skończyła i musiałam iść na lekcje. Była to biologia. Bardzo lubiłam 
ten przedmiot, a gdy weszłam do pracowni moja sympatia do tego 
przedmiotu wzrosła jeszcze bardziej. A to dzięki Edwardowi 
Cullenowi, który siedział na samym środku klasy. Chciałam z nim 
porozmawiać. Znowu usłyszeć ten słodki baryton, który pieścił uszy i 
zatopić wzrok w jego oczach, ale najpierw musiałam podejść do 
biurka nauczyciela błagając go w myślach, żeby posadził mnie ze 
swoim nieziemskim uczniem. Moje prośby zostały wysłuchane. Z 
braku innych miejsc pan Banner kazał mi usiąść z Cullenem. Chłopak 
też wyglądał na zadowolonego.  
-Znowu się spotykamy.- powiedział z uśmiechem na ustach. Ustach, 
które wydawały się stworzone do pocałunków. Postanowiłam zdusić 
w sobie tę myśl i odpowiedziałam opanowanym na pozór głosem. 

background image

-Tak. Tylko że tym razem nie wpadłam na ciebie tak jak ostatnim 
razem. Jeszcze raz przepraszam.- mówiąc to przypomniałam sobie 
tamtą sytuację i zarumieniłam się. Edward zachichotał. Na szczęście 
w tym momencie nauczyciel poprosił klasę o uwagę i nie musiałam 
kontynuować tej rozmowy. Miałam jednak zamiar porozmawiać z 
nim po lekcji, jednak mój sąsiad wyszedł z sali zaraz po dzwonku. 
Był naprawdę dziwny. Tak więc na wf poszłam sama. Nie cierpiałam 
tego przedmiotu. Przede wszystkim dlatego, że ciągle się potykałam i 
przewracałam. Niestety, okazało się, że tutaj jest on obowiązkowy. Po 
godzinie poważnie zastanawiałam się nad powrotem do Phoenix. 
Jednak nie zmieniłam decyzji. 

Po lekcjach pojechałam prosto do domu. Musiałam tam 

posprzątać. Poprzedniego dnia doprowadziłam do stanu używalności 
tylko mój pokój. Dzisiaj postanowiłam zabrać się za kuchnię. 

Porządki zajęły mi trzy godziny, więc do lekcji usiadłam dopiero 

o ósmej. W małym pokoiku czułam się trochę jak w klatce. Co 
prawda nigdy nie korzystałam ze wszystkich moich pokoi, ale jednak 
były one co najmniej dwa razy większe. Postanowiłam się do tego 
przyzwyczaić. Nie miałam wyboru. Na sprzedaż domu miałam zbyt 
mało odwagi. Żeby to zrobić musiałabym posprzątać pokój moich 
rodziców i wynieść z niego ich rzeczy, które były tam cały czas, bo 
Karoline też nie mogła się na to zdobyć. 

Po odrobieniu lekcji, zjedzeniu kolacji i szybkim prysznicu 

położyłam się do łóżka. Niemalże od razu gdy się położyłam 
usnęłam. Albo raczej byłam pewna, że śnię. Do mojej głowy zaczęły 
napływać różne sceny. Niektóre spokojne i noc nie znaczące, jednak 
kilka sprawiło, że się wzdrygnęłam. Właśnie wtedy, gdy tak leżałam 
przypomniałam sobie pewną rozmowę odbytą około dwóch lat temu. 

 
„-Kim jesteś?!- krzyczała piętnastoletnia dziewczyna o brązowych 

oczach, w których było widać strach. 
-Wampirem.- odpowiedział spokojnie jej rozmówca. Miał złote oczy, ale one 
jeszcze niedawno miały barwę szkarłatu. To on zabił rodziców dziewczyny i 
pozbawił ją szczęścia i rodziny.  

background image

-Moje oczy zmieniły kolor, bo przestałem pić krew ludzi, a zacząłem odżywiać 
się zwierzętami. Dlatego mają taki kolor. Chciałem, żebyś wiedziała kim 
jestem…” 

Gwałtownie usiadłam na łóżku. Wiedziałam już, dlaczego oczy 

Edwarda wydały mi się znajome. Przecież tamten wampir miał 
dokładnie ten sam kolor tęczówek! Nie mogłam w to uwierzyć. Nie 
chciałam w to wierzyć. Ale taka była prawda. 

 

 

 

 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

  

Następnego dnia miałam ogromną ochotę urwać się z lekcji. 

Wiedziałam, że nie będę mogła skupić się na lekcjach. Nie w takim 
stanie. Cały czas byłam roztrzęsiona. Nie mogłam uwierzyć w to, 
co stwierdziłam parę godzin wcześniej. Ale wszystko wskazywało 
na to, że miałam rację. Przede wszystkim kolor tęczówek i skóry. 
Blady, niemal przezroczysty. Drugim powodem dla którego 
chciałam się urwać z lekcji był oczywiście Edward. Nie chciałam 
się z nim spotkać. Byłam pewna, że mnie nie zaatakuje, ale 
wspomnienia z przeszłości nie dawały o sobie zapomnieć. W 
końcu jednak postanowiłam pójść do szkoły. „po prostu go 
zignoruję.” Powiedziałam sobie w myślach zanim wyszłam na 
podjazd przed domem. 

Zrobiłam tak, jak sobie obiecałam. Wchodząc do klasy 

udawałam, że nie widzę Cullena spoglądającego na mnie 
podejrzliwie i chcącego się dowiedzieć, dlaczego jestem w tak 
okropnym nastroju. Ja jednak nie odezwałam się do niego ani 
słowem.  
-Bello. Co się dzieje? Wczoraj zachowywałaś się jakoś inaczej.- 
usłyszałam za sobą głos sąsiada z ławki gdy pakowałam się po 
skończonej lekcji. Nie chciałam mu odpowiadać, ale nie potrafiłam 
go ciągle ignorować. Chciałam, żeby wiedział, że wiem, kim jest. 
-Wczoraj nie pamiętałam jeszcze mojej rozmowy z pewnym 
facetem.- ciągle dziwiłam, się sobie, jak to było możliwe. Przecież 
nie dało się zapomnieć tak z dnia na dzień tego, że wampir zabił 
twoich rodziców. Ale ja byłam do tego zdolna. Może dlatego, że 
nie chciałam o tym pamiętać i wmawiałam sobie, że te postaci 
rodem z legend nie istnieją.  
-Jakim facetem? I co to ma wspólnego ze mną? Widziałem, że do 
innych odnosisz się całkiem normalnie. O co chodzi?- głos 
Edwarda wyrwał mnie z zamyśleń. Odwróciłam się w jego stronę 
uważając, żeby nie spojrzeć mu w oczy. 

background image

-Siedem lat temu umarli moi rodzice.- zaczęłam.- Zginęli w bardzo 
dziwnych okolicznościach. Znaleziono ich w lesie. Ich ciała były 
pozbawione choćby jednej kropli krwi.- chłopak wydawał się 
wiedzieć, o czym mówię.- przez pięć lat nie wiedziałam kto to 
zrobił, ale dwa lata temu w moim domu pojawił się pewien 
człowiek. Przedstawił się jako James. To on zamordował moich 
rodziców. 
-Ale ja nadal nie rozumiem.- powiedział szczerze zdziwiony. 
-Powiem jaśniej. Ten facet zapolował na moich rodziców i wyssał 
z nich krew.  Sam przede mną przyznał się do tego.- zniżyłam głos 
do szeptu.- dobrze wiesz, kim był, bo i ty należysz do tej rasy. On, 
ty i twoja rodzina. Jesteście wampirami.- Edward zesztywniał. 
Patrzył na mnie przerażonym wzrokiem.  

Czułam, że nic więcej nie powie, więc odwróciłam się na pięcie 

i chciałam odejść, gdy chłopak złapał mnie za rękę. 
-Możemy porozmawiać? 
-Przepraszam, ale zaraz mam następną lekcję.- odmówiłam, 
chociaż o niczym tak nie marzyłam jak o zamienieniu paru słów z 
tym tajemniczym chłopakiem. Zaniepokoiło mnie to. Powinnam 
trzymać się jak najdalej od niego. Nie zmieniać raz podjętej 
decyzji. Powinnam wiele rzeczy, jednak wiedziałam, że prędzej 
czy później złamię się i wyznam mu co na prawdę do niego 
czułam. Chociaż znałam go zaledwie dwa dni, to już czułam do 
niego coś więcej niż do zwykłego kolegi. 
-Proszę. Naprawdę mi na tym zależy. Może po szkole wpadnę do 
ciebie? Nie będzie ci to przeszkadzało?- spytał. Chciałam się 
zgodzić, ale się powstrzymałam. Nie byłoby to rozsądne. On był 
wampirem, a ja człowiekiem. To nie mogło się udać. 
-Nie. To nie jest dobry pomysł.- odpowiedziałam i szybko 
odeszłam, zanim zdążyłam palnąć jakieś głupstwo. 

Wf był jeszcze gorszy niż poprzedniego dnia. W głowie 

kumulowały się myśli o Edwardzie. Czy porozmawiać z nim? Jeśli 
tak, to gdzie? Czy powinnam się go bać? Przecież nie wydaje się 
zły. On nie może być zły. Tego bym nie zniosła.  

background image

Po lekcji cały czas zadawałam sobie te pytania, ale nie 

zbliżyłam się do odpowiedzi chociażby o milimetr. Ciągle 
chciałam z nim porozmawiać, ale jednocześnie nie chciałam. Było 
to bardzo dziwne. Nigdy wcześniej tak się nie czułam. Jednak 
musiałam przerwać moje rozmyślania gdy tylko wyszłam z Sali 
gimnastycznej. Edward czekał na mnie tuż przy wyjściu. 
-Cały czas mi zależy na rozmowie z tobą. Proszę. Zajmę ci tylko 
chwilę. Obiecuję.- nie miałam wyboru. Musiałam się zgodzić. Nie 
umiałam mu odmówić.  
-Dobrze. Ale szybko. Muszę jeszcze zrobić zakupy. – chłopak od 
razu się rozchmurzył.  
-Dobrze. Może pojedziemy na małą przejażdżkę. Zapraszam do 
mojego samochodu.- wtedy dopiero zwróciłam uwagę na to, jak 
jest ubrany i zastanowiłam się, ile może mieć pieniędzy. Chyba 
dużo. Szczególnie patrząc na jego samochód. Srebrne volvo. Był to 
najprawdopodobniej najlepszy samochód na całym parkingu. 
Oczywiście nie wliczając mojego cudeńka. Karoline jak zwykle 
przesadziła.  
-Ok. Ale pod jednym warunkiem.- Edward stał się podejrzliwy. 
-To nic takiego. Po prostu moglibyśmy pojechać moim 
samochodem? Nie będę miała jak później wrócić do domu. 
-Dobrze.- odpowiedział z wahaniem. Pewnie się zastanawiał, który 
z tych aut nie mogących jeździć więcej niż siedemdziesiąt na 
godzinę jest mój. Już wyobrażałam sobie jego minę gdy zobaczy, 
czym jeżdżę. 
-To zapraszam. Nie bój się. To żaden z tych samochodów. Mój stoi 
tam.- pokazałam na swoje cudeńko. Chłopak wytrzeszczył oczy na 
jego widok, a ja zachichotałam. 

Gdy wsiadaliśmy czułam na sobie spojrzenia wielu 

ciekawskich osób. Postanowiłam ich zignorować. 
-Dobra. Gdzie mam jechać?  
-Może pojedziemy jednak do ciebie? Chyba tam będziemy mogli 
spokojnie porozmawiać. Prawda? 
-Jasne. 

background image

Pojechaliśmy do mojego domu. Dopiero gdy miałam otworzyć 

drzwi przypomniałam sobie, że w domu jest straszny bałagan. 
-Może pójdziemy do ogrodu?- spytałam, chociaż wiedziałam, że to 
bez sensu. Zaczynało padać. Edward zdawał się pomyśleć o tym 
samym i spojrzał znacząco na chmury. 
-Coś mi się wydaje, że na dworze raczej nie będziemy mogli 
spokojnie porozmawiać. Dlaczego nie chcesz wpuścić mnie do 
domu? Boisz się, że ci coś zrobię?- chłopak zachichotał. 
-Nie. Po prostu Jeszce nie zdążyłam wszystkiego posprzątać. 
-Nic nie szkodzi. Mi to nie przeszkadza. 
-W takim razie zapraszam.- powiedziałam jednocześnie otwierając 
zamek.