background image

BARBARA BOSWELL

ZA WSZELK  CEN

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

1

- Chyba nie mówisz powa nie! To niemo liwe! Jak mo esz oczekiwa ,  e b

pracowa a nad scenariuszem z kim  - z kim  z „The National Cesspool”! - Kelly Malloy

chodzi a nerwowo po w skim biurze redaktora Arta Wittnera.

- Witt, wiesz,  e od dawna staram si  o t  adopcj ! Wszystko sprawdzi am, zebra am

materia y...

-  Wiem,  Kelly,  wiem.  -  Witt  przeci gn   r

  po  swych  rzadkich,  siwych  w osach  i

poprawi  si  w fotelu. - Ale kiedy wydawca dzwoni i mówi,  e jego zdaniem to bez sensu,

eby i w magazynie, i w gazecie pokaza y si  artyku y na dok adnie ten sam temat i  e

powinno si

czy  wysi ki... - Zmarszczy  brwi. - Nikt nie odmówi Tuckerowi Norwalkowi.

Przynajmniej nikt, komu on p aci. Nie zapominaj,  e oboje jeste my na jego li cie p ac.

- Pami tam o tym doskonale. Ilekro  dostaj  list z „Norwalk Publications” czuj  si ,

jakby mnie kto  kneblowa  - westchn a. - Po co Norwalk kupi  „In the Know?” Zacz o nam

si  powodzi , nak ad si  zwi kszy , dostali my nagrody...

- Znalaz

 odpowied  na w asne pytanie, Kel. - Witt bawi  si  rozdart  kopert . - „In

the Know” by  jednym z niewielu magazynów, które w zesz ym roku przynios y dochód. Od

pocz tku byli my nastawieni na rynek Yuppie i uda o nam si  go zdoby ; z braku miejsca

musieli my odrzuca  oferty reklamowe i - zdobywali my uznanie za dziennikarstwo na

wysokim poziomie. A poniewa  Norwalk twierdzi,  e chce podnie  poziom wydawnictwa,

to naturalne,  e zainteresowa  si  w

nie nami.

Kelly prychn a pogardliwie:

- Nawet gdyby kupi  „The New Yorkera”, „The Atlantic Monthly’’ i „Puncha” - i tak

mu to nie pomo e. Wszyscy w tym kraju wiedz ,  e „Norwalk Publications” to najgorszy

cham!

- Ale pomimo szczytnych idea ów i przekona  nikt w redakcji nie z

 wymówienia,

gdy Norwalk wykupi  magazyn - stwierdzi  z przek sem Witt. - I wszyscy skrupulatnie

realizujemy wystawione przez niego czeki.

- To dlatego,  e ten magazyn jest dla nas wszystkim! My go stworzyli my. Jest

naszym dzieckiem, nie mo emy go porzuci  tylko dlatego,  e tak sobie  yczy wydawca „The

National Cesspool”!

- Równie  dlatego,  e w Chicago trudno o dobr  prac  w naszym zawodzie - doda

oschle.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

Kelly bawi a si  kosmykiem w osów.

- To przestanie by  dobra praca, je eli Norwalk b dzie nalega ,  eby my

wspó pracowali z gryzipiórkami z Cesspoola!

-  Facet,  z  którym  masz  robi   ten  materia ,  nie  jest  gryzipiórkiem,  Kelly.  To  Brandt

Madison. Musia

 o nim s ysze . Jest autorem czterech bestsellerów zainspirowanych przez

prawdziwe przest pstwa. Za jeden z nich, opowiadaj cy o siedemdziesi cioo mioletniej

matronie, która sprowadzi a trzy pokolenia swej rodziny na drog  rozboju i morderstwa,

dosta  Pulitzera.

-  Och,  tak,  ten  nies awny  klan  Osgoodów.  -  Kelly  skrzywi a  si .  -  Makabryczna

rodzinka, jakby  ywcem wyj ta ze szpalt Cesspoola. Ten Madison i Norwalk doskonale do

siebie pasuj . Obydwaj maj  taki sam z y gust.

- To jest cholernie interesuj ca ksi ka, Kelly. Uwarunkowania psychologiczne i

motywacje, które przedstawi ...

- Jestem pewna,  e wi kszo  czytelników pana Brandta Madisona nie by a

zainteresowana aspektem psychologicznym, Witt. Kupi a t  ksi

, bo jest w niej krew i

przemoc...i, oczywi cie, seks. - Domy lam si ,  e jest w niej tego pe no.

Gdy przytakn  nie mia o, Kelly spojrza a na niego z niesmakiem.

- Ale dlaczego, na Boga, Madison interesuje si  adopcj ? Ten temat nie podpada

chyba pod jego dzia

: „sensacja, seks i przemoc”. A w ogóle, co autor bestsellerów robi w

redakcji „The National Cesspool”?

- Madison nie jest w redakcji Cesspoola - Cholera, Kel, ju  go nazywam tak jak ty.

Tylko tego by brakowa o,  eby mi si  to wymkn o przy Norwalku! - Witt przerwa  na

chwil . - Madison nie jest w redakcji „The National Informant”. Ksi ka, nad któr  ostatnio

pracuje, traktuje o aferze adopcyjnej. W dodatku - jest zaprzyja niony z Norwalkiem.

Informant zamierza drukowa  t  ksi

 w odcinkach, zanim zostanie wydana. Norwalk

twierdzi,  e Brandt prowadzi badania bez zarzutu - doda  zach caj co.

- Badania - powtórzy a za nim pogardliwie. - Co Tucker Norwalk mo e o tym

wiedzie ? Jego ludzie w Informant nie przeprowadzaj

adnych bada , oni wy miewaj  te

historie. Widzia

 ich nag ówki? BLI NIACZKA SYJAMSKA MA DZIECKO NIE Z TEJ

PLANETY. OFIARA MORDERSTWA WSTAJE Z GROBU I WYGRYWA NA LOTERII.

Sensacyjki. Bzdury.

Witt próbowa  si  wykr ci .

-  Mieli  kilka  niez ych  kawa ków,  Kelly.  Czasami  te   drukuj   w  odcinkach  dobre

ksi ki. Wydaje mi si ,  e Brandt Madison mie ci si  w obu kategoriach.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Ksi

 Madisona b dzie mo na zaliczy  do kategorii dziennikarstwa brukowego,

je eli Informant b dzie mia  z ni  cokolwiek wspólnego, Witt. Mam ju  pewne plany do-

tycz ce mego artyku u. Tak zwany szary rynek adopcyjny...

-  Kelly,  naprawd   nie  ma  sensu  dyskutowa   tego  ze  mn .  Norwalk  nie   yczy  sobie,

eby „In The Know” przygotowywa o jakikolwiek artyku  na ten temat, chyba,  e we wspó -

pracy z Madisonem. Nie chce, by pojawi a si  podobna historia, zanim Informant nie zacznie

drukowa  Madisona.

By  ju  zm czony t  rozmow . Wiedzia , jak bardzo Kelly potrafi by  nieust pliwa.

- Je eli nie chcesz pracowa  z Brandtem Madisonem, nie musisz. Zawsze mo esz

znale  inny temat. Ale jak chcesz pisa  o adopcji... - przerwa .

- Musz  wspó pracowa  z Madisonem - doko czy a za niego.

Rozmowa by a sko czona. Powstrzymywa a si  od westchni cia. Nic by go to nie

obchodzi o, gdyby odmówi a wspó pracy z Madisonem i tym obrzydliwym Informantem. Ale

je eli  odmówi,  straci  szans   napisania  o  sprawie,  która  by a  jej  obsesj   przez  lata.  Nikt  nie

wiedzia  o tej obsesji i jej powodach. Kelly chcia a zachowa  swój sekret tylko dla siebie.

Bardzo chcia a te  napisa  ten artyku .

- W porz dku - powiedzia a - spotkam si  z nim. Mo e uda mi si  go przekona , by

porzuci  temat adopcji i skupi  si  na ciekawszych tematach: walcz cych szczepach kanibali,

owcach g ów, wielokrotnych mordercach zabijaj cych siekier , czy te  czym  w tym

rodzaju.

Wittner roze mia  si .

- Spróbuj.

Kelly przeprasowa a czarn  we nian  spódnic , potem dobra a do niej  akiet. By  to

najbardziej sztywny, pruderyjny i brzydki strój, jaki posiada a. „Ta garsonka z pewno ci

mog aby by  wymy lona przez projektanta nazistowskich mundurów” - pomy la a i

miechn a si  zadowolona. Kupi a j  na wyprzeda y par  lat temu, gdy  s dzi a,  e tak

odpychaj cy ubiór mo e si  przyda . Teraz w

nie nadarzy a si  okazja.

Zapi ta wysoko pod szyj  bia a bluzka by a nast pnym akcentem podkre laj cym jej

nieprzyst pno . Z premedytacj  w

a pantofle na szerokich obcasach. Bardzo 

owa a,

e nie ma w osów na tyle d ugich, by mo na je upi  w surowy kok. Zamiast tego podpi a je

po obu stronach metalowymi spinkami.

Okulary w czarnych oprawkach ze  wiecide kami udaj cymi diamenty mia y zwykle

szk a. Mimo  e obdarzona doskona ym wzrokiem, nie mia a zamiaru pozbawi  si  przy-

jemno ci zobaczenia efektu, jaki wywo aj  te koszmarne oprawki. Oczywi cie, na twarzy nie

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

by o  ladu makija u, nawet szminki. Przyjació ka, z któr  mieszka a, Susan Lippert,

skrzywi a si  na jej widok.

- Kelly, co  ty z sob  zrobi a. Naprawd , wygl dasz... - Susan przerwa a, szukaj c

odpowiedniego s owa.

- Milutko? - Kelly spyta a z nadziej  w glosie.

Susan przygryz a wargi.

- Hm, w zasadzie zupe nie przeciwnie.

- Chodzi o o to,  ebym wygl da a jak najbrzydziej. - Kelly przejrza a si  w lustrze.

- Nie mog aby  wygl da  brzydko, nawet gdyby  bardzo si  stara a, Kel - odezwa a

si  Susan. - Teraz te  ci nie wysz o.

- Chc  przytrze  nosa pró nemu, p ytkiemu idiocie, udaj cemu prawdziwego

czyzn , na którego lec  wszystkie panienki. Gotowa jestem zrobi  to za wszelk  cen .

- Mnie si  zdaje,  e w wywiadzie dla „Tribune” by  ca kiem w porz dku. - Susan

podnios a wycinek z gazety i wpatrywa a si  w niego bezmy lnie. - Zw aszcza w cz ci, gdzie

mówi,  e gdy „Cosmopolitan” wybra  go Kawalerem Miesi ca w ubieg ym roku, dosta  listy

od dwóch tysi cy kobiet, a po owa z nich zawiera a takie rzeczy, jak zdj cia nago i czarne,

koronkowe majtki z wyhaftowanym na nich numerem telefonu.

- W porz dku?! - Kelly spojrza a gniewnie na Susan. - Mia am mu za z e,  e lubuje si

w przemocy i seksie. Ale fakt,  e najbardziej upodoba  sobie to, w co natura wyposa a

kobiety, przy miewa wszystko.

Susan u miechn a si .

- Nalega

, by cie spotkali si  w bibliotece, a to z pewno ci  zawa y na jego

zachowaniu. Biblioteki nie s  dobra aren  dla podrywaczy.

Kelly wróci a my

 do krótkiej rozmowy telefonicznej z Brandtem Madisonem, któr

odby a nieco wcze niej. Jego g os by  niski i m ski. Mog aby nawet pokusi  si  o mil

odpowied , gdyby nie kawa ek gazety z wywiadem, który Susan wygrzeba a ze sterty

egzemplarzy „Chicago Tribune.”

Artyku  rozwia  jej w tpliwo ci. Kawaler Miesi ca wybrany przez „Cosmopolitan”!

Listy od dwu tysi cy wielbicielek. Czarne majtki przys ane poczt ! Szukaj cy sensacji,  dny

krwi i gwa tu pisarz, wspó pracuj cy z odra aj cym „The National Cesspool”! Ten cz owiek

by  obraz  dla ka dego powa nego dziennikarza.

Nalega a, by ich pierwsze spotkanie odby o si  w Bibliotece G ównej. Zamierza a mu

si  przedstawi  jako beznadziejny mól ksi kowy. Brandt Madison nie b dzie si  wysila , by

wywrze  na takiej kobiecie wra enie. I, je li b dzie mia a szcz cie, mo e zdo a go

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

przekona ,  eby sam zrezygnowa  ze wspó pracy.

- No i jak wygl dam?

Brandt Madison przedefilowa  przez  rodek swego przestronnego salonu. Corrine -

jego siostra i jej dwoje dzieci odwrócili si  od telewizora i spojrzeli w jego kierunku.

- Wujku, chyba  artujesz - zaoponowa  czternastoletni Todd.

- Nie wyjdziesz przecie  w czym  takim! B yszcz ca, czarna koszula rozpi ta do

pka? Wygl dasz jak dinozaur z...epoki disco!

- Najgorsze s  te tandetne z ote 

cuchy! - lamentowa a trzynastoletnia Debbie. - Nie

wychod  w tym stanie, wujku. Kto  z moich znajomych móg by ci  zobaczy , umar abym

chyba ze wstydu!

- Masz tak obcis e spodnie,  e lepiej zrobisz, nie siadaj c przez ca y wieczór - doda a

Corrine ze  miechem. - Sk d, u licha, wytrzasn

 te ciuchy, Brandt?

miechn  si .

- Ze sklepu ze starzyzn . My

,  e Todd ma racj  - naprawd  wygl dam jak dinozaur

z epoki disco.

- Czy musia

 tak zaczesa  w osy, wujku? - narzeka a Debbie. - Wygl daj , jakby

by y t uste. Nie mo na nawet zgadn , jaki jest ich kolor.

Brandt zachichota .

- Zu

em ca e opakowanie specyfiku waszej mamy, by uzyska  taki efekt, który -

mam nadziej  - sk oni pann  Malloy do ucieczki. A potem do powiadomienia swego naczel-

nego o zarzucenie absurdalnego pomys u Tuckera z t  nasz  wspó prac .

- Dlaczego wujek Tuck tak na to nalega ? - spyta a Corrine - I odk d to zgadzasz si

dyktowa  sobie warunki?

- Zrobi a na nim wra enie jej pisanina. Widocznie zdoby a jak  nagrod . Poza tym

chce podnie  poziom magazynu, dla którego ona pisze. - Brandt westchn . - Wiesz,  e Tuck

jest zbyt dobrym przyjacielem, by mu powiedzie  „nie”. Po tym wszystkim, co zrobi  dla

naszej rodziny...Dlatego zgodzi em si  przynajmniej spotka  z t  Malloy. Je eli ona odmówi

wspó pracy, b

 mia  to z g owy.

- A je li oka e si  niez  sztuk , wujku? B dzie ci g upio, gdy pomy li,  e jeste

beznadziejny - dorzuci  Todd.

- Tym si  zupe nie nie martwi , Todd. Niez a sztuka nie pisa aby dla „In the Know”,

pretensjonalnego, ponurego magazynu dla materialistów, ko tunów i egoistów. Co wi cej,

os niez ej sztuki przez telefon nie przypomina by komendanta rosyjskiego gu agu.

Dzisiejsza  rozmowa  z  pann   Malloy  potwierdzi a  tylko  moje  przypuszczenia.  Jest  sztywna,

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

ozi

a, ma zahamowania i brak poczucia humoru. - Skrzywi  si . - Z jakiego powodu kto

taki jak ona mia by interesowa  si  tak ludzkim problemem jak adopcja - tego nie wiem.

Bardziej do niej pasuje snobizm intelektualny z wrogim elementem radykalnego feminizmu.

- Wi c zamierzasz wystraszy  j  swoimi strojnym wygl dem samca w okresie

godowym? - Za mia a si  Corrine.

- Nie mam w tpliwo ci: podejrzewa,  e nie przepuszcz

adnej istocie

przypominaj cej kobiet . Wi c zamierzam zachowywa  si  stosownie do jej oczekiwa  tak

ugo, a  dojdzie do wniosku,  e praca ze mn  by aby nie do zniesienia.

- I w ten sposób pogrzeba  projekt - zako czy a Corrine.

- A tak w ogóle, to która powa na, szanuj ca si  kobieta mog aby znie  wspó prac  z

Kawalerem Miesi ca wybranym przez Cosmo?

Brandt j kn , gdy wypomnia a mu ten tytu , i ca a czwórka wybuchn a  miechem.

Kelly zauwa

a go, gdy wchodzi  do biblioteki. P aszcz niós  przewieszony przez

rami , ubrany by  w czarn  jedwabn  koszul  z bufiastymi r kawami i w skie, b yszcz ce

spodnie. Spomi dzy rozpi tej a  do p pka koszuli w g stwinie jasnych w osów na piersi

po yskiwa y z ote 

cuchy i medaliony.

- O, nie - j kn a Kelly. By  okropny. Bardziej, ni  si  tego spodziewa a. Wygl da  jak

komisowa parodia playboya. A w osy? Nie mog a nawet odgadn , jakiego s  koloru. W

ostatniej chwili powstrzyma a si  przed ucieczk  z biblioteki i wzi a g boki oddech. Spotka

si  z tym maniakiem seksualnym i przekona go,  e ich wspólna praca jest niemo liwa. To on

by  przyjacielem Norwalka - je eli on si  wycofa, b dzie to mia a z g owy i b dzie mog a

spokojnie pisa  swój artyku  o adopcji.

Sprawi o jej przyjemno ,  e by  nie mniej przera ony jej widokiem ni  ona jego. W

swym zasznurowanym pod szyj  ubiorze starej panny, bez w tpienia nie by a w typie pusz -

cego si  pawia w strojnych piórkach. Pewnie wola by platynow  blondynk  w obcis ych, za

ma ych o dwa numery d insach i obfitym biu cie, wylewaj cym si  z ozdobionego z ot  nitk

dekoltu.

Gdy Brandt spostrzeg  id

 mu na spotkanie kobiet  w czerni, zdusi  w sobie j k. To

musia a by  Kelly Malloy. W strasznym, czarnym mundurze i okularach, którym brakowa o

tylko  doczepionego  nosa  i  w sów.  Pasowa a  do  g osu,  który  us ysza   w  s uchawce.

Zgorzknia a, zaci ta, cnotliwa stara panna. Opu ci  wzrok na jej nogi. „Czy by nosi a po-

czochy ortopedyczne? - zastanawia  si . - I te do obrzydzenia praktyczne pantofle.” By

zdziwiony,  e nie nosi wysoko zasznurowanych trzewików, ale i te rzucaj ce si  w oczy,

niemodne buty te

wietnie dope nia y ca

ci.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

Wci gn  g boko powietrze. Ksi ka by a jednak tego warta. Tysi ce bezdzietnych

ma

stw, które gor co pragn y dziecka, by y bezbronne wobec chciwych i pozbawionych

skrupu ów handlarzy, wykorzystuj cych istniej ce luki w przepisach prawnych dotycz cych

adopcji. Tysi ce innych, które nie mog y sobie pozwoli  na kupienie dziecka, i którym w ten

sposób odebrano rado  rodzicielstwa. Michele i on byli w

nie tak  par .

Brandt poczu  znajomy, przygn biaj cy ból. Jego nat

enie zmala o z up ywem lat,

ale nie móg  si  go do ko ca pozby . Przypomnia  sobie g bokie rozczarowanie Michele

(które w ko cu wp dzi o j  w chorob ), gdy lata mija y, a ona wci  nie mia a dziecka.

To jej w

nie pragn  zadedykowa  t  ksi

. Najpierw jednak musia  si  pozby  tej

nieproszonej wspó pracowniczki, panny Kelly Malloy.

Kelly podesz a do niego.

- Pan Madison? - spyta a z rezygnacj  w g osie.

Nie mia a  adnych w tpliwo ci. To musia  by  on. Któ  inny ni  ten pró ny,

przerysowany i wydumany playboy pojawi by si  w bibliotece, wygl daj c jak... jak relikt

epoki disco?

- Jestem Kelly Malloy.

Szkoda,  e nie nosi a jakiego  bardziej odpychaj cego imienia, w rodzaju Abstynencji

czy Dziewicy.

Brandt schyli  g ow , rozb ysn  wystudiowanym, drapie nym u miechem i obj  j

wpó , palcami muskaj c biodro.

- Brandt Madison, do us ug, s odziutka. Jestem - uda o mu si  rzuci  jej prawdziwie

po dliwe spojrzenie - zwarty, gotowy, by ci  w

ciwie obs

, kociaczku.

Kociaczku! Kelly szybko odepchn a d

 ze swego biodra i uwolni a si  od

oplataj cego j  w pasie ramienia.

- Panie Madison, na pocz tku ustalmy pewne rzeczy. Nie  ycz  sobie  adnego

ob apiania i nie b

 reagowa a na od ywki typu „kociaczku.”

Urazi  j , bardzo dobrze. Zwyci stwo ju  blisko. U miechn  si  szerzej, chwytaj c jej

skie ramiona.

-  Nie  walcz  z  tym,  kochanie.  Poczu em,   e  co   nas   czy,  gdy  tylko  nasze  oczy

spotka y si  w tym zat oczonym pomieszczeniu, w tej...bibliotece - pieszczotliwie g adzi  j

po r kach. - Spod jakiego jeste  znaku, s odka? Nie czujesz nic? Nasze spotkanie by o

zapisane gdzie  w gwiazdach. Jeste my sobie przeznaczeni. Wyjd my st d i pójd my tam,

gdzie b dziemy mogli by  sami. Najlepiej do mojej sypialni.

Kelly odskoczy a od niego, nie dowierzaj c w asnym uszom.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Gdzie si  pan tego nauczy ? Mo e cytuje pan za magazynem „Mad”, opisuj cym

knajpy dla samotnych?

Trafi a go bole nie. Todd i Debbie byli wielbicielami magazynu „Mad”; tam w

nie

przeczyta  pastisz na bary dla samotnych. Opanowa  si  i zmusi  do uroczego u miechu.

- Chcesz i  do baru, koteczku? Twoje  yczenie jest dla mnie rozkazem.

Chwyci  j  za r

 i usi owa  wsun  j  do kieszeni swych obcis ych spodni.

- Chod my si  upi , laleczko. Potem ci  rozbior .

Roz

ci  j . By  nachalny ponad wszelk  miar . Wyszarpn a r

, która dotyka a

napi tych mi ni,  ci le opi tych przylegaj cymi spodniami.

-  Có   za  tupet!  Co  za  bezczelno !  -  jej  g os  podnosi   si ,  w  miar   jak  ros o  jej

oburzenie. - Nigdy nie spotka am tak zuchwa ego, krzykliwego, szowinistycznego...

- Cii, spokojnie, kochanie. Pami taj,  e jeste my w bibliotece. Chod , pójdziemy do

mnie. B dziesz mog a krzycze , j cze , sapa  tak g

no, jak tylko zamarzysz, mój ma y,

nami tny kwiatuszku.

Wiedzia a,  e musi uciec od niego, w przeciwnym razie gotowa by a go zamordowa .

Wiedzia a,  e ka dy sk ad s dziowski, w którym znajdowa aby si  przynajmniej jedna

kobieta, skaza by j .

- Panie Madison - zacz a tonem, który móg by zmrozi  nawet ogie .

- Chod , kochanie. Widz ,  e masz na mnie ochot . Chod my st d.

- Nigdzie z panem nie pójd .

- Nie? Dlaczego nie, cukiereczku? Nie podobam ci si ?

- Panie Madison, có  za niedocenianie siebie! - wzdrygn a si  Kelly.

Iskra triumfu zab ysn a w piwnych oczach Brandta. Dopi  swego.

- Ju  nie chcesz ze mn  pracowa , co, kiciu?

- Mo na to uj  w ten sposób,  e wola abym raczej pracowa  w kamienio omach ni  z

panem.

- No i bardzo dobrze. Pierwsz  rzecz , jak  powinna  zrobi  jutro rano jest telefon do

naczelnego. Powiedz mu,  e si  wycofujesz.

Porwa  jej r

 i podniós  do swych ust, ca uj c opuszki palców. Tak to nale

o

zrobi , tak to robili amanci.

- Ca a przyjemno  po mojej stronie, s odziutka. Au revoir! Ciao! Sayonara!

Ruszy  w kierunku drzwi. Triumfowa .

- Chwileczk , panie Madison.

Brandt zatrzyma  si  i odwróci . Niedost pna Forteca wo

a go. Na twarzy wykwit!

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

mu ob udny u miech.

- Zmieni

 zdanie, koteczku? Dosz

 do wniosku,  e nie mo esz mi si  oprze ?

Podesz a do niego z r koma z

onymi na piersi. Okulary zsun y si  na czubek nosa.

Wygl da a jak nauczycielka starej daty, która ma zamiar przywo

 klasowego rozrabiak  do

porz dku.

- Z ca  pewno ci  mog  si  panu oprze , panie Madison. Prawd  powiedziawszy, nie

ma si  czemu opiera . I chocia  na pewno nie chc  z panem pracowa , nie powiedzia am,  e

tego nie zrobi .

- Wi c nie rezygnujesz? - na twarzy Brandta malowa o si  pot

ne rozczarowanie.

- Nie - odpar a stanowczo. - Mo e si  pan przesta  wyg upia . Nie odstraszy mnie

pan.

Brandt westchn .

- Przesadzi em?

- Stanowczo.

- Tak na przysz

: czym si  zdradzi em?

- Zachowywa  si  pan jak posta  z komiksu. - Kelly spojrza a na niego. - Gdy

otrz sn am si  z szoku wywo anego przez pana wygl d, przysz o mi do g owy,  e mo e i jest

pan pró nym, p ytkim, skretynia ym podrywaczem, ale nie tak odpychaj cym. Ten strój, te

miertelnie obra liwe bana y, którymi pan szafowa  - musia y by  mask . A gdy pan tak

ochoczo za

,  e ja si  wycofuj ... - Wzdrygn a si . - Przekona o mnie to ca kowicie.

Nie le pan sobie radzi , panie Madison, ale to nie ja b

 osob  rezygnuj

 z narzuconej si

wspó pracy.

Brandt wpatrywa  si  w ni  d ugo. Potem podniós  r

 i  ci gn  jej okulary. Po raz

pierwszy zobaczy  jej oczy, du e szeroko rozstawione, o barwie zielonego nefrytu. Mia a d u-

gie, grube i ciemne rz sy. Po raz pierwszy przyjrza  si  jej cerze. By a delikatna,

brzoskwiniowa, wydawa a si  g adka pe ne usta. Prze kn

lin .

- Prosz  mi je odda ! - Kelly si gn a po okulary.

Brandt trzyma  je od niej z daleka. Pó niej spojrza  przez nie.

- Bardzo interesuj ce, panno Malloy. Zwyk e szk a, prawda? Okulary dla kogo

obdarzonego doskona ym wzrokiem. Czy istnieje jaki  szczególny powód, dla którego ubra a

si  dzi  pani jak zasuszona stara panna?

Odda  jej okulary. Schowa a je do ogromnej torby przewieszonej przez rami .

- Nie mam wcale wi kszej ochoty wspó pracowa  z panem ni  pan ze mn  -

powiedzia a cicho.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Ach, tak. I dlatego powzi a pani zamiar odstraszenia mnie tym przebraniem

Niedost pnej Fortecy?

- Pomy la am,  e to dobry sposób na udaremnienie pa skich planów. Panie Playboyu.

- Najlepszy. Osobnik, którego gra em, zwiewa by st d, gdzie pieprz ro nie, gdyby

tylko ujrza  pani . - U miechn  si  do niej nie mia o.

- Co b dziemy teraz robi ?

Nie odwzajemni a u miechu.

- Tucker Norwalk jest pana przyjacielem. Dlaczego pan mu nie powie,  e nasza

wspó praca jest niemo liwa?

- Niech pani naczelny mu to powie. Albo pani.

- Nie mog . Je eli odmówi  wspó pracy z panem, b

 zmuszona po egna  si  z

moim artyku em o adopcji. Dlaczego pan nie mo e tego powiedzie  Norwalkowi? Jest pan

jego w asno ci ? Co sprawia,  e tak ulega pan zachciankom tego Króla Blichtru i  miecia?

Wyprowadzi a go tym z równowagi - odczyta a to z jego spojrzenia. Przez moment

napawa a si  swoim zwyci stwem.

- Nic pani nie wie o Tuckerze Norwalku ani o pobudkach kieruj cych moim wyborem

przy rozpatrywaniu jego pró b.

Popatrzy  na ni  gro nie. By

wiadomy tego,  e ludzie, którzy znaj  Tuckera

Norwalka jako wydawc  gazetek „blichtru i  miecia”, nie mog  nic wiedzie  o tym,  e jest

wspania ym, kochaj cym wujkiem, pod którego skrzyd ami wzrastali on i Corrine. Ten

zuchwa y milioner, który do wszystkiego doszed  sam, mia  niewielu przyjació , ale tych,

których za takich uwa

 - traktowa  zupe nie wyj tkowo. Ojciec Brandta by  jednym z nich.

Kelly nie mia a poj cia, nie wiedzia a,  e zawsze mo na by o na Norwalka liczy . Mimo to

czu  si  ura ony jej pomówieniami i aluzjami.

- Mog aby  pami ta  o tym,  e zawdzi czasz Tuckowi Norwalkowi to,  e mo esz

pisa  te swoje kawa ki o tym, jaki jest najmodniejszy kolor makaronu przepuszczanego przez

najnowocze niejszy model maszynki do jego robienia.

Obra

 jej magazyn! Poczu a,  e p on  jej policzki. To by o równoznaczne ze

zniewag  osobist .

- „In the Know” wcale nie jest banalny ani pretensjonalny, panie Madison. Owszem,

drukujemy króciutkie, humorystyczne artyku y na takie tematy, ale w zasadzie...

- Humorystyczne? Mam powa ne w tpliwo ci, czy mo na znale  cho  iskierk

humoru w przynajmniej jednym kawa ku napisanym przez nieustraszonych i zwartych

cz onków pani redakcji, panno Malloy.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

Punkt dla niego. Dostrzeg  wzburzenie Kelly. Nale

o jej si  za t  napa  na Tuckera.

Przeszywali si  nawzajem zjadliwymi spojrzeniami. Na ich twarzach malowa  si

gniew i zdenerwowanie.  adne z nich nie chcia o ust pi .

- Pos uchaj. To, nad czym pracujesz, to tylko artyku  dla magazynu o niewielkim

nak adzie - odezwa  si  Brandt, przerywaj c cisz . - Ja natomiast pracuj  nad ksi

, która

pewnie znajdzie si  na li cie bestsellerów „Times’a”. B dzie omawiana w najpoczytniejszych

magazynach, zostanie sprzedana za granic . Spotka si  z odd wi kiem, mo e zmieni co  w

zasadach adopcji. Twój artyku  nie b dzie w stanie zmieni  nic. Niech pani znajdzie sobie

inny temat do zabawy, panno Malloy.

-  Do  zabawy? -  powtórzy a za nim Kelly. -  Nie  ma  mowy  o  zabawie,  je eli  chodzi o

moje pisanie, panie Madison. Poza tym mam przeczucie,  e mój artyku  mo e si  na co  przy-

da , nawet je li tak arogancka i maj ca o sobie wysokie mniemanie  winia, jak pan, s dzi

inaczej!

Oczy Brandta zap on y.

- Mog  co  powiedzie ? Jeste

liczna, gdy tak si  z

cisz.

Nie móg  si  powstrzyma  od wypowiedzenia tych s ów. Podniecona i gniewna,

wydawa a mu si  jeszcze bardziej poci gaj ca pomimo ubioru starej panny i niech ci, jak

wzbudza a w nim perspektywa wspó pracy z ni .

Kelly nie przyj a komplementu.

- Je eli to jeszcze jeden przejaw narzuconego sobie si  uroku osobistego, prosz  sobie

darowa .

- Koniec z urokiem, narzuconym czy jakimkolwiek innym. Mo e rzeczywi cie

zachowywa em si  jak arogancka i maj ca o sobie wysokie mniemanie  winia. Mog  zacz

od pocz tku?

miechn  si  do niej i wtedy po raz pierwszy Kelly mu si  przyjrza a. Dostrzeg a go

poza tym udziwnionym strojem i egzaltowanym zachowaniem. By  wysoki, mia  co najmniej

metr osiemdziesi t. Budowa cia a znamionowa a si  fizyczn  i psychiczn  odporno . Mia

ostre rysy, prosty nos, siln  szcz

,  adne usta i dziwnie sympatyczny pieprzyk na lewym

policzku. Przez chwil  wpatrywa a si  w niego, za enowana faktem,  e przykuwa  jej uwag .

Gdyby nie te ohydne, przylizane w osy nieokre lonego koloru, mo na by by o powiedzie ,  e

jest bardzo atrakcyjnym m czyzn .

Podnios a wzrok. Mia  niespotykane, jasnobr zowe oczy. Kelly zamy li a si .

Jasnobr zowe ze z otymi plamkami. W miar  jak si  wpatrywa a, oczy te zdawa y si

zmienia  barw  z br zowej na z ot .

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Ta ksi ka jest dla mnie bardzo wa na z powodów osobistych - odezwa  si  cicho,

patrz c na ni . - Gdyby Tucker zaproponowa  inny temat dla naszej wspó pracy, pewnie bym

nie protestowa .

- Gdyby Tucker zaproponowa  cokolwiek innego, moja odpowied  brzmia aby

„zdecydowanie nie”.

Przerwa a sielank  tego wpatrywania si  w niego. By a na siebie z a. Z ca  pewno ci

mog a mu si  oprze . Tylko gdy spogl da a w jego z ote oczy...

Odwa

a si  raz jeszcze podnie  na niego wzrok. Ci gle patrzy  na ni . Przez

moment zupe nie si  zapomnia a. Szybko odwróci a si , usi uj c si  uspokoi .

- Powiedzia  pan,  e ksi ka jest dla pana wa na z pobudek osobistych. To samo z

moim artyku em. Jest dla mnie wa ny z pobudek osobistych.

W ci gu ostatnich lat przyzwyczai  si  do tego,  e zawsze dostawa , czego chcia :

ksi ki na listach bestsellerów, programy telewizyjne, nagroda Pulitzera. Spe niano jego wy-

magania, a wszelkie przeszkody dawa y si

atwo usun . Kelly Malloy by a wyj tkiem. Sta a

mu na drodze i pozostawa a nieugi ta.

Usta wykrzywi  mu grymas w ciek

ci. Kto i kiedy ostatnio mu si  sprzeciwi ,  mia

mie  odmienne zdanie? Nawet krytycy zajmuj cy si  jego ksi kami zawsze wyra ali tylko

swój podziw.

Czy  aby  rzeczywi cie  nie  sta   si   aroganck ,  maj

  o  sobie  wysokie  mniemanie

wini , o co oskar

a go Kelly Malloy? Ta my l nie dawa a mu spokoju.

Zebra a si  w sobie i spojrza a na niego.

- Ja si  nie wycofam, panie Madison - oznajmi a. - Je li wspó praca z panem jest

jedynym sposobem, bym mog a napisa  swój artyku , to j

cierpi .

- Za

my,  e powiem Tuckerowi,  e spotkali my si  i doszli my do wniosku,  e cele

przy wiecaj ce w tej pracy pani i mnie ró ni  si  dalece i s  nie do pogodzenia - zacz

wolno. -  e pomimo tego,  e temat jest ten sam, nasze prace dotycz  zupe nie innych

tków, mo e wtedy uda si  nam od tego wymiga .

Pomy la ,  e chyba jednak nie jest aroganck , maj

 wysokie mniemanie o sobie

wini .

- To powinno wystarczy  - na twarzy Kelly pojawi  si  pierwszy tego wieczoru

miech.

Brandt wpatrywa  si  w ni , zaskoczony t  przemian . Mia a urzekaj cy u miech. Jej

twarz o regularnych rysach okala y ciemnokasztanowe w osy; nie zauwa

 wcze niej ich

koloru. Nawet w tym nijakim uczesaniu wygl da a nie le. Przypatrywa  si  jej.  adna.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

Bardzo  adna. W zasadzie, u ywaj c proroczych s ów jego bratanka, naprawd  „niez a

sztuka”. Która uwa

a go za podrywacza. Wzdrygn  si .

- Ciesz  si ,  e doszli my do porozumienia, panie Madison - powiedzia a Kelly

uprzejmie. Wyci gn a do niego r

 na po egnanie.

- By o - hmm - mi o pozna  pana.

Brandt wci  si  jej przygl da . Pod tym staromodnym strojem kry y si  intryguj ce

kszta ty.  adna buzia. Dobra figura. Czy rude w osy i ciemne zielone oczy  wiadczy y o

wielkim temperamencie? U miechn  si . By oby interesuj ce móc to sprawdzi .

- Poniewa  przestajemy by  partnerami, mo e uczcimy to jako ? - zapyta , ujmuj c jej

 w bardziej za

ym ni  zawodowy u cisku.

Obdarzy a go zjadliwym u miechem.

- Nigdy! - Uwolni a d

.

- Dlaczego? - Patrzy  na ni  niepocieszony. Oczekiwa , liczy  na to,  e z odmow

spotka si  jego bufonada, ale teraz ju  nie gra . By  sob . Nie móg  sobie przypomnie , kiedy

ostatnio jaka  kobieta odmówi a randki z Brandtem Madisonem.

-  Ka dy,  kto  zdobywa  tytu   Kawalera  Miesi ca  w  „Cosmopolitan”,  nie  zas uguje  na

wi cej ni  M czyzna Do Towarzystwa „Playboy’a” - odpar a weso o Kelly. - To nie dla

mnie. Dobranoc, panie Madison.

- Moment! - Chwyci  j  za r

 i przytrzyma .

Kelly spojrza a gro nie na jego d

, na zaci ni te palce. Nie wypu ci  jej.

- Mówi am ju ,  e nie  ycz  sobie by  ob apiana, panie Madison - powiedzia a

rozdra nionym tonem.

- Wcale pani nie ob apiam. I mów mi Brandt. To „panie Madison” dzia a mi na nerwy.

- Ale mi pan dzia a na nerwy. Zamierza pan powróci  do swego poprzedniego

wcielenia?

Zab ys y mu oczy.

- Co masz na my li?

- Przyzna  pan,  e przesadzi  solidnie w odgrywaniu zach annego rozpustnika, ale to

nie znaczy,  e nim nie jest. Chocia  teraz traktuje mnie pan jak rekwizyt w nieco zmo-

dyfikowanej wersji swej roli. Dzi kuj  bardzo, panie Madison. Nie zale y mi na tym, by mnie

pan uwiód .

- Uwiód ? Spyta em tylko, czy napije si  pani ze mn ! Nie mo na chyba nazwa  tego

uwodzeniem!

- Dostrzeg am to spojrzenie wyg odnia ego wilka, gdy mi pan proponowa  drinka.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Wyg odnia ego wilka?! - wrzasn  Brandt. - S dz ,  e to pani wraca do swego

poprzedniego wcielenia. Droga Pani Pruderio.

- Nie mo e pan nazwa  mnie pruderi  tylko dlatego,  e nie mam ochoty na drinka z

czyzn , który dostaje poczt  czarn  koronkow  bielizn  damsk  z wyhaftowanymi

numerami telefonów! Ile z tych numerów pan obdzwoni ?

Oczy zap on y mu z otym p omieniem.

- Wszystkie! - warkn . - Wszystkie siedemset osiemdziesi t osiem.

Popatrzy a na niego, jakby by  jak  chodz

 zaraz . Bardzo gro

.

- Mam nadziej ,  e ju  si  pan kontaktowa  ze s

 zdrowia - odrzek a z

niesmakiem.

Uwierzy a mu! Naprawd  uwierzy a,  e siedemset osiemdziesi t osiem wariatek

przys

o mu bielizn  z wyhaftowanymi na niej numerami telefonów - i  e on do nich

dzwoni ! W rzeczywisto ci, ich liczba by a bli sza dwóm, a nie zadzwoni  do  adnej.

Zazgrzyta  z bami.

- Jeste  ma  idiotk .

- A pan czym , przed czym nale

oby szczepi !

Wykr ci a si  i skierowa a ku rz dom ksi ek. Bogu dzi ki,  e nie b dzie musia a

pracowa  z tym facetem, pociesza a si , w miar  jak opada y emocje. Dru yna Malloy -

Madison okaza aby si  fataln  pomy

.

Brandt ruszy  w drug  stron , wprost ku drzwiom wyj ciowym. Owion  go podmuch

lodowatego styczniowego wiatru. Pierwszy raz w  yciu kto  porówna  go do zarazy! Jak

tylko wstanie, zadzwoni do Tuckera Norwalka i powie mu,  e zespó  Madison - Malloy to

kompletne nieporozumienie.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

2

Przez okno w salonie Kelly obserwowa a wiruj ce p atki  niegu.

- Przyjemnie by  w domu, Butter - powiedzia a do grubego kota w 

te paski,

le cego na sofie i z zadowoleniem li cego pazury. - Biedna Susan, musi dotrze  teraz na

ten zjazd a  do Evanston.

Butter spojrza  na ni , potem wróci  do swojej toalety, wykazuj c zupe ny brak

zainteresowania dla dalszej rozmowy. Mimo to Kelly mówi a dalej.

- Na szcz cie mamy tylko zamie . Zapowiadana burza  nie na nie zacznie si  przed

pó noc . To tej pory Susan wróci.

Usiad a obok Buttera, wzi a do r ki fili ank  herbaty i ksi

 (powie

szpiegowsk ). S ysza a  wist wiatru uderzaj cego w szyby i czu a si  wygodnie i bezpiecznie

w przytulnie o wietlonym pokoju. Upi a  yk herbaty i zacz a czyta .

Dwadzie cia minut pó niej, gdy w

nie grupa szalonych terrorystów mia a porwa

ównego bohatera z pokoju hotelowego, Kelly by a zmuszona wróci  do rzeczywistego

wiata. A  podskoczy a, kiedy us ysza a g

ne pukanie do drzwi. Butter popatrzy  na ni  i

zamrucza  z wyrzutem.

- Przepraszam, stary. - Czu a si  w obowi zku przeprosi  kota, któremu zak ócono

spokój. Susan i ona zawsze go przeprasza y, gdy przeszkodzi y w jakikolwiek sposób.

Wymaga o tego kocie poczucie godno ci.

Od

a ksi

 i pobieg a do drzwi. Przyzwyczajenie kaza o jej spojrze  przez

wizjer. Mieszka y w du ym, starym domu, gdzie nie by o domofonu.

Widok Brandta Madisona w korytarzu sparali owa  j . Sta  ze skórzan  aktówk

wetkni

 pod rami . Po chwili ponownie nacisn  dzwonek.

Lekko dr cymi r kami otworzy a drzwi. Stan  przed ni  zupe nie inny Brandt

Madison ni  ten, którego pozna a wczoraj wieczorem w bibliotece. Nie mia  swojego teatral-

nego stroju, z otych 

cuchów ani popa kanych w osów. By  ubrany zwyczajnie: w d insy,

koszul  w kratk  i zrobiony na drutach sweter w kolorze ecru. W r ku trzyma  granatow

kurtk . W ko cu mog a rozpozna  kolor jego w osów. By y ciemnoblond z ja niejszymi

pasmami. Zmierzwione kosmyki opada y mu na czo o.

Jego widok oddzia ywa  na jej zmys y z fizyczn  si . Poczu a,  e nie mo e z apa

oddechu. By  bardzo m ski. Bardzo przystojny. Jej cia o odczuwa o jego obecno .

Przywita  j  szczerym u miechem, a nie lubie nym, wypracowanym wykrzywieniem

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

ust, jak wczoraj. Serce zabi o jej mocniej.

Powstrzyma a si  od spytania go o powód wizyty. By aby to pewnie reakcja, jakiej od

niej oczekiwa , daj ca mu przewag . Je eli pojawi  si  tu, by rozgrywa  dalsze gierki, nie

dzie mu tego u atwia .

-  Nie  zapytasz,  co  tutaj  robi ?  -  zacz ,  przypatruj c  si   jej.  By a  w  szlafroku  w

kolorze tosta i ró owo - 

to - niebieskiej koszulce. Zamiast pantofli mia a na nogach

we niane skarpety.

Zauwa

a, jak na ni  patrzy , i winszowa a sobie,  e jest ubrana w strój tak szczelny i

gruby. Nic w nim nie by o dwuznaczne: ani praktyczny szlafrok, ani prosta koszulka, ani

skarpety bez wyrazu.

- Jestem pewna,  e sam mi to powiesz.

Mia a zaró owione policzki - czu a si  troch  za enowana faktem,  e przy apa  j  w

domowym  stroju  w  pi tek  o  ósmej  wieczorem.  Ugryz a  si   w  j zyk,  by  nie  t umaczy   si ,

dlaczego nie jest gotowa do wyj cia.

- Czy mog  wej ? - spyta  rozbawiony.

Wiedzia ,  e jego widok poruszy  j . Kelly skrzywi a si . Wzruszy a ramionami, nie

chcia a, by zauwa

 jej niepokój. Cofn a si  troch , pozwalaj c mu wej .

Rozejrza  si  po niewielkim pokoju. Obok pluszowej, brzoskwiniowej sofy sta y

brzoskwiniowo - zielone krzes a, nad nimi kwiaty w doniczkach zawieszonych na sznurko-

wych makramach, obok ró ne bibeloty i fotografie w ramkach na stole.

-  adnie tu - odezwa  si . - Mieszkasz sama?

- Nie - odpar a nie mia o.

- M czyzna czy kobieta?

Widzia a,  e domy la  si ,  e nie mieszka a z m czyzn . By oby  wietnie odpali  mu,

e dzieli apartament z silnie umi nionym napastnikiem dru yny rugby. Niestety, Susan nie

pasowa a do takiego opisu.

- Mieszkam z Susan Lippert, dziennikark  z „Tribune” - odpowiedzia a szorstko.

Brandt dostrzeg  Buttera siedz cego na sofie, podszed  i pochyli  si , by go pog aska

po g owie. Butter przyj  ten przejaw zainteresowania jako rzecz zupe nie naturaln  i mu

nale

.

- Czy ten kot te  jest wspólny?

-  Nie, nale y do  mnie, ale toleruje Susan, i to,  e  z  ni   mieszkam. - U miechn a si

do kota. - Pozwala jej  askawie nak ada  sobie jedzenie i sprz ta  po sobie, cho  woli, gdy ja

to robi .

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Koty s  takimi indywidualistami. Mia bym ich kilka, gdyby tylko trzymanie zwierz t

nie by o zabronione tam, gdzie mieszkam.

Zapad a cisza. Brandt w dalszym ci gu zajmowa  si  kotem, a Kelly go obserwowa a.

W ko cu nie wytrzyma a.

- No wi c, po co tu przyszed

?

By o to pytanie, którego przyrzek a sobie nie zada .

Brandt wsta  i popatrzy  jej w oczy.

- Przyszed em, poniewa  potrzebuj

ony.

Spojrza a na niego lodowato.

- To przecie  nie ma nic wspólnego ze mn .

- Zgadnij, kto ma ni  zosta ? - U miechn  si .

- Nie mam najmniejszego poj cia, ale kimkolwiek jest ta pani, serdecznie jej

wspó czuj .

- Nie mo na dzi  tob  wstrz sn , prawda?

- Straci

 element zaskoczenia. Po tym, co zobaczy am wczoraj, nic nie jest w stanie

przyprawi  mnie o wstrz s.

Usiad  i otworzy  aktówk . 

czy a ich teraz p aszczyzna zawodowa.

- Kelly, b

 mówi  krótko. Potrzebuj  ci ,  eby  przez kilka dni zagra a moj

on .

- Czy to jaki  nast pny pomys , aby mnie wystraszy ?

- Wr cz przeciwnie. B dziemy musieli wspó pracowa .

- Wspó pracowa ? - powtórzy a, udaj c przera enie. - Ale wczoraj mówi

,  e... -

przerwa a i rzuci a mu gro ne spojrzenie. - To ty si  przestraszy

, tak? Boisz si  i  do

Norwalka! Pozwalasz mu si  terroryzowa .

- On mnie nie terroryzuje - zareagowa  ostro. - Mia em zamiar zadzwoni  do niego

dzi  rano, tak jak mówi em. Ale rozmowa telefoniczna, któr  odby em wczoraj w nocy, ca -

kowicie zmieni a moje plany. Musimy wspó pracowa .

Parskn a niedowierzaj co.

- Nic i nikt nie mo e zmusi  mnie do wspó pracy z panem, panie Madison.

Brandt zignorowa  to parskni cie, pochyli  si  i zapyta  szeptem:

- Czy mówi ci co  nazwisko Manuel Carista?

Pomy la a przez chwil , po czym potrz sn a g ow .

- Nie, nic. A powinno? - Wtuli a si  w zielono-brzoskwioniowy fotel.

- To w

nie przez niego tu jestem. To on jest powodem, dla którego musimy

pracowa  razem, nie zwa aj c na nasze wcze niejsze... animozje.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

Wsta  i skrzy owa  r ce na piersi. Kelly zauwa

a pod swetrem poruszaj ce si

mi nie. Znów czu a blisko  m czyzny. Prze kn a nerwowo  lin . Stara a si  przybra  ma-

sk  oboj tno ci.

- Animozje to za s abe s owo. Wczoraj oboje zgodzili my si  na awersj  -

przypomnia a mu.

- To by o wczoraj wieczorem. Od tego czasu wiele si  zmieni o. Brandt przeszed

przez ca y pokój i stan  za ni .

Mia  wyra

 przewag , wi c wsta a po piesznie, by wyrówna  przynajmniej poziom

ich oczu. Pope ni a b d, lecz zda a sobie z tego spraw  dopiero, gdy ich cia a zatkn y si .

Nie s dzi a,  e stan  tak blisko jej fotela.

Odsun a si  szybko i niezr cznie, jak oparzona. Brandt po

 swe d onie na jej

ramionach i przytrzyma  j .

-  Spokojnie,  Kelly  -  w  jego  glosie  s ycha   by o  nutk   rozbawienia.  Podzia

o  to  na

ni  jak odg os poci gni cia paznokciami po tablicy szkolnej. - Nie mam zamiaru powtarza

wczorajszego przedstawienia.

- Nic by ci to nie da o - odpar a pr dko. Próbowa a zdj  z siebie jego r ce, ale jej nie

wypu ci .

- Ci gle na mnie patrzysz, jakbym by  nad tym bufonem, obwieszonym tymi

cuchami, mówi cym w  argonie barów dla samotnych?

- Tak! - odpowiedzia a krótko. „K ami ” - pomy la a. Wcale ju  tak nie uwa

a.

-  Có ,  mo e  sprawi  ci  to  przyjemno ,   e  ja  ju   wcale  nie  my

  o  tobie  jak  o

zasuszonej starej pannie.

- Sprawia mi to wielk  przyjemno . Ostatnie dwadzie cia cztery godziny sp dzi am,

zamartwiaj c si ,  e mog  zosta  przez ciebie w

nie tak zaszufladkowana.

Jej g os mia  zabrzmie  sardonicznie, ale by  tylko ochryp y. Czy z powodu jego

blisko ci? Chcia a si  cofn  i stworzy  mi dzy nimi pewien dystans.

Przytrzyma  j  i przyci gn  do siebie. Ich uda zetkn y si . Czu a dotyk jego silnych

mi ni na swych szczup ych nogach, nawet poprzez potrójn

cian  d insów, flaneli i swetra.

Parzy  j . Nie mog a normalnie oddycha .

„Nie gor czkuj si , Kelly” - ostrzeg a siebie. Nie udawa a ju  przecie  starej panny,

tak jak poprzedniego wieczoru. To co si  dzia o teraz, to by o takie erotyczne przekomarzanie

si  z ni . Nic wi cej. Zdecydowanie nie chcia a, by zorientowa  si ,  e ma na ni  du y

wp yw.

- Podejrzewam,  e mój dzisiejszy strój pasuje do pana wyobra enia o zasuszonej starej

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

pannie? - Usi owa a zdoby  si  na odrobin  kpiny z samej siebie, ale nawet dla niej, jej g os

brzmia  sztucznie. Czu a si  to spi ta, to o ywiona. Serce wali o jej tak mocno, jakby za

chwil  mia o wyskoczy  z piersi.

- Podoba mi si  to, co masz na sobie - odpowiedzia  jej cicho. Jego chrapliwy g os

przyprawi  j  o ugi cie kolan. Wi c nie by  z kamienia, jak jej si  wydawa o. Gdy jego d

przesun a si  wzd

 jej kr gos upa i zacz a delikatnie g adzi  szyj , poczu a t tni

 w

sobie krew.

Jego kciuk musn  przód jej szyi. Nie odrywa  oczu od jej twarzy. Wydawa o jej si ,

e tonie w tych z ocistych oczach.

- Jeste  taka m oda i krucha, i... - obni

 g os - ...i, w przeciwie stwie do

wczorajszego wieczoru, cudownie przyst pna.

miechn   si ,  a  Kelly  wpatrywa a  si   w  jego  usta.  Mia   takie  pi kne  usta.   adnie

zarysowane, zmys owe, czu e... Zda a sobie spraw  z tego,  e pragnie, by j  poca owa , by

otworzy  jej usta swym j zykiem, wsun  go do  rodka i...

- Nie masz poj cia, jak bardzo pragn  ci  poca owa , ale lepiej b dzie, je li tego nie

zrobi . Nie teraz.

Dopiero po chwili dotar  do niej jego g os. By a oszo omiona. Mia a wpó przymkni te

oczy, zaczyna a pogr

 si  w cudowny  wiat pragnie . A Brandt Madison odczytywa  to

wszystko z jej oczu.

- Zawsze b

 nieprzyst pna dla... dla pe nego samouwielbienia, pró nego wilka,

Brandcie Madisonie!

Odskoczy a od niego przestraszona tym wszystkim. Co si  z ni  dzieje? Nie snu a

chyba fantazji seksualnych z m czyzn , który jej si  nawet nie podoba ! A przecie  Brandt

Madison nie podoba  si  jej, upomnia a si . By  zachwyconym sob , pró nym wilkiem! Nie,

wcale si  jej nie podoba .

- Jestem pe nym samouwielbienia, pró nym wilkiem, dlatego  e ci  nie poca owa em?

- U miechn  si  szyderczo. - I pomy le ,  e nie poca owa em twych wodz cych na po-

kuszenie ust tylko dlatego,  eby nie wyda  ci si  porywczym i nie przepuszczaj cym  adnej

kobiecie rozpustnikiem oraz by  wyrzuconym st d bez mo liwo ci powiedzenia tego, z czym

tu przyszed em. Nie mo

 z tob  wygra !

- Zgadza si ! - krzykn a. Czu a si  jak idiotka, ale nic j  to nie obchodzi o. - Prosz

wyj ! Natychmiast!

-  Cholera,  i  tak  mnie  wyrzuca.  -  Nie  wydawa   si   by   specjalnie  poruszony.

Podejrzewa a nawet,  e w duchu pod miewa si  z niej.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Powinienem podda  si  prymitywnym chuciom i poca owa  ci  bez wzgl du na

wszystko. Có , lepiej pó no ni  wcale. Chod , kotku.

Uderzy a j  zmiana tonu jego g osu. Doskonale pami ta a ten charakterystyczny,

denerwuj cy ton z wczorajszego wieczoru.

Spojrza  na ni  z przesadn  po dliwo ci  i wyci gn  r ce w jej kierunku.

- Chod , wiem,  e a  si  do tego palisz.

Znów przesadza  do granic absurdu z odgrywaniem roli playboya. Piwne oczy

yszcza y i zach ca y j  do wzi cia udzia u w tej farsie.

Próbowa a uda  rozgniewan , naprawd  próbowa a, ale nie mog a zapanowa  nad

miechem.

- Przestaniesz czy nie? - Teraz te  próbowa a zabrzmie  ostro, ale nie wysz o.

- Gramy marchewk  na ko cu kija? - Zuchwale ruszy  ku niej.

Wznios a oczy do nieba i opad a na tapczan obok  pi cego Buttera. Odczu a ulg .

Trz

y si  jej nogi.

Brandt usiad  z drugiej strony kota.

- Naprawd  uwierzy

 w to,  e zadzwoni em do siedmiuset osiemdziesi ciu o miu

panienek, które przys

y mi swe numery wyhaftowane na czarnych koronkowych majtkach?

Nie spojrza a na niego.

- A nie zadzwoni

?

- Za

 si ,  e grywasz totka i liczysz na dziesi  milionów nagrody.

Podnios a brwi.

- Dajesz mi delikatnie do zrozumienia,  e jestem naiwna?

- Nie daj  ci delikatnie do zrozumienia. Ty po prostu jeste  naiwna.

- Wi c nie dzwoni

 do tych od majtek?

- Czy ty zadzwoni aby  do kogo , kto przys

by ci numer wyszyty na slipkach?

Za mia a si .

- TOUCHE.

Jej ciemnozielone oczy napotka y jasnobr zowe spojrzenie Brandta. Siedz c w

milczeniu, przez d ugi moment nie odrywali od siebie wzroku.

- By em prawie przera ony, gdy dost pi em tego w tpliwego zaszczytu, jakim jest

tytu  Kawalera Miesi ca - odezwa  si . - Nie ja si  o to ubiega em. Spisek uknuli moja siostra

i mój agent. Dostali hopla na punkcie tego pomys u. Przysz o dwa tysi ce listów - pochyli  si

nad kotem,  eby z apa  jej podbródek - z których dwa zawiera y majtki z wyhaftowanymi na

nich numerami telefonów.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Tylko dwa?

- Chyba ci  to nie rozczarowa o? Czy poczujesz si  lepiej, je li opowiem ci tak e o

zdj ciach z aktami?

- Czy by tych by o siedemset osiemdziesi t osiem? I z numerami? - z jakiego

powodu, który w zasadzie ma o j  obchodzi , zdenerwowa o j  to.

- Nigdy nie s ysza

 o LICENTIA POETICA? Niczego nie by o siedemset

osiemdziesi t osiem sztuk. Pomy la em sobie,  e to  mieszna liczba, i tyle. Sk d mog em

wiedzie ,  e potraktujesz to powa nie?

- Ile by o w ko cu tych zdj ? - nalega a, staraj c si  odgadn  powód swego

zainteresowania. Nie mog a powstrzyma  si  od zadania mu tego pytania.

Brandt wzruszy  ramionami.

- Co  ko o siedemdziesi ciu pi ciu.

- To bardziej realne. Rozumiem,  e te wszystkie obdzwoni

?

-  le rozumiesz. Nawet nie mia em zamiaru. Powiem ci, jak wygl da  typowy list.

Prawie wszystkie z tych dwu tysi cy sz y jako  tak: „Drogi Brandcie. Zawsze pragn am

pozna  bogatego zdobywc  nagrody Pulitzera, który je dzi granatowym maserati i lubi

osk  kuchni ”. Koniec cytatu.

Roze mia a si . Musia a, nie mog a wytrzyma .

- B

 zgadywa . Artyku  opisywa  ci  jako bogatego zdobywc  nagrody Pulitzera,

posiadacza granatowego maserati, lubi cego w osk  kuchni .

- Dok adnie.

- Powiniene  uwa

 si  za szcz ciarza, bo w tych listach mog

 dostawa  pizz .

Przecie  droga do serca m czyzny wiedzie... i tak dalej, i tak dalej.

- Droga do serca m czyzny nie wiedzie t dy,  e kto  pisze do niego tak, jakby

zamawia  co  z katalogu jakiej  firmy. Ani przez wys anie aktów, ani majtek, ani innych

akcesoriów.

- Dzi ki za rad . B

 pami ta a.

Brandt opar  si  na poduszkach i nadal si  jej przygl da .

- Nie wydaje mi si ,  eby potrzebowa a pani jakiejkolwiek rady na temat: „jak znale

drog  do serca m czyzny”, panno Malloy.

Wzruszy a ramionami.

- A jednak. Siedz  przecie  w domu w pi tkowy wieczór, nieprawda ?

- Nie jeste  zwi zana z nikim na powa nie?

- Nawet na niepowa nie. Nie chc . Nie mam czasu. Praca poch ania mnie ca kowicie -

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

wyzna a.

- Tak? - Uwa nie wpatrywa  si  w ni  swymi piwnymi oczami.

- Tak.

- To dobrze - powiedzia  zwyczajnym tonem.

Kelly zastanawia a si , czy co  si  za tym nie kry o.

- W takiej sytuacji nie b dziesz mog a odmówi  mojej pro bie, poniewa  zwi zana

jest z twoj  prac  - mówi  dalej. - Chcia bym,  eby  przez kilka dni udawa a moj

on .

- Nie! - odpar a natychmiast. - To wykluczone - doda a,  eby nie by o w tpliwo ci.

- Kelly, przynajmniej wys uchaj, co mam ci do powiedzenia. - Pochyli  si  ku niej. -

Pewnie nigdy nie s ysza

 o tym facecie, o którym przed chwil  mówi em, o tym Manuelu

Cari cie. Ja tak e nie wiedzia em,  e kto  taki istnieje. Dowiedzia em si  przed kilkoma

dniami od, hm - przerwa  i zakas

 - od pewnego reportera i...

-  Od  kogo   z  „The  National  Cesspool”?  -  odgad a  krzywi c  si .  -  Nie  w tpi ,   e

Norwalk oddal wszystkich do twojej dyspozycji. Tak, dyspozycji, to dobre okre lenie. - By a

z siebie zadowolona. - Wszystkie te bzdury, które ci reporterzy wyszukuj , powinny by  do

dyspozycji...

- Od

my na bok twoje uprzedzenia do Tuckera Norwalka i tego, co wydaje -

przerwa  jej ch odno. Sam pewnie nigdy nie natkn bym si  na Carist . Jestem wdzi czny za

pomoc okazan  mi przez reportera Informanta.

- Wdzi czny? Cesspoolowi? Nie licz na to,  e przy

 r

 do czegokolwiek, co ma

co  wspólnego z tym szmat awcem.

- Tysi ce ludzi uwa a gazety Norwalka - nie wy czaj c „The National Informant” -

za interesuj ce i zabawne.

- Kiedy  za interesuj ce i zabawne uwa ano publiczne egzekucje!

- Kelly, nie zmuszaj mnie, bym ustosunkowa  si  do twojego zawsze  wietnie i

jedynie prawdziwie poinformowanego magazynu o nieskazitelnym gu cie.

- Nie musz , ju  to zrobi

! - Zerwa a si  na równe nogi z b yskiem w oku. - Pracuj

w „In the Know” od trzech lat, od pierwszego wydania, i ka

 napa  na ten magazyn od-

czuwam jak osobist  zniewag ! Nie ma mowy, aby my razem pracowali. A zw aszcza nie ma

mowy o tym,  ebym udawa a pana  on , panie Madison. Nie jestem aktork , a musia aby

mie  klas  co najmniej zdobywczym Oskara, by odegra  t  w

nie rol !

Brandt  wsta   tak e  i  ruszy   w  jej  kierunku.  Kelly  by a  w ciek a  na  siebie  za

instynktowne cofanie si  przed nim. Wzburzona by a faktem,  e górowa  nad ni  wzrostem.

Ona mia a tylko metr sze dziesi t (w we nianych skarpetkach). Nie mog a stan  w miejscu i

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

ci gle cofa a si , a on wci  si  do niej zbli

.

Zatrzymali si  dopiero wtedy, gdy dziewczyna opar a si  plecami o  cian .

- Nie masz wyboru, Kelly. Potrzebuj  tymczasowej  ony, a ty musisz ze mn

wspó pracowa , je li chcesz napisa  swój artyku . Obawiam si ,  e jeste my na siebie

skazani.

To by o cholernie prawdziwe.

Patrzy  z góry na jej buntownicz  min : gniewnie pa aj ce zielone oczy,  wiadcz cy o

zaci to ci podbródek. Zacisn  z by, powstrzymuj c  miech. Wygl da a rzeczywi cie

licznie, gdy si  z

ci a. Zdecydowa  jednak,  e jej o tym nie powie. Nie poczyta aby tego za

komplement.

Przypomina a mu teraz ma ego, zielonookiego kociaka, zagonionego w kozi róg przez

jakiego  wi kszego przeciwnika, ale gotowego parska  i fuka  w swojej obronie bez wzgl du

na wszystko.

Podoba a mu si . By a k ótliwa i skora do gniewu, ale rozwesela a go i podnieca a.

Pami ta , jak trzyma  j  przez chwil . Czu ,  e by a ma a,  agodna, kobieca i delikatna.

wie y zapach k pieli dotar  wtedy do jego nozdrzy. Dzia

a na jego zmys y jak  adna inna

kobieta przez lata. Strasznie chcia  j  poca owa , tak bardzo,  e za artowa  z tego i zmusi  j

do odsuni cia si  od niego.

Zrobi  tak, poniewa  nie móg  straci  g owy dla tej w gor cej wodzie k panej j dzy,

która bardziej go nienawidzi a, ni  lubi a. Musi napisa  ksi

. I odegra  rol  zdespe-

rowanego m a szukaj cego dziecka. Skrzywi  si  z dezaprobat . To by a rola dobrze mu

znana - gra  j  kiedy  przez pi  lat swego  ycia.

Nagle ujrza  Michele. Wstrzyma  oddech. Nie, nie powinien teraz o niej my le .

Patrzy  na Kelly i wróci  do rzeczywisto ci.

Dziewczyna wpatrywa a si  w niego. Zauwa

a grymas bólu rysuj cy si  na jego

twarzy. Widzia a go na pewno. Znikn  tak szybko,  e gdyby nie patrzy a uwa nie, nic by nie

dostrzeg a.

- Dobrze... dobrze si  czujesz? - Czu a si  w obowi zku zapyta .

- Oczywi cie - odpowiedzia  ch odno. By a pewna,  e gdyby spyta a o t  oznak

cierpienia, zby by j  jakim  g upstwem.

Odsun  si  od niej.

- Czy mo esz przesta  mnie wyzywa  i w ko cu wys ucha  mojego planu?

- Je li nadal b dziesz wys awia  pod niebiosa Cesspool, to nie przestan  - ostrzeg a go.

- Czy zawsze ostatnie s owo musi nale

 do ciebie?

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- A mo e do ciebie?

- Tak - przyzna

 u miechem. - My

,  e tak.

- To samo my

 o sobie.

miechn li si  razem w obopólnym zrozumieniu. Ich oczy znów si  spotka y. Kelly

powtórnie poczu a przy pieszone bicie serca.

- Napijesz si  kawy? - zapyta a, próbuj c skierowa  przyp yw energii w innym

kierunku. Mo e herbaty? Albo czego  zimnego?

„Cholera, zachowuj  si  jak stewardesa - pomy la a. - Lepiej zamkn  buzi .”

- Nie, dzi kuj . Chcia bym opowiedzie  ci o Manuelu Cari cie, zanim znów si

pok ócimy.

- Wydaje si ,  e robimy to do  cz sto - zastanowi a si  g boko.

- Mog  dorzuci ,  e jeste  tego urocz  sprawczyni ?

- Mog  dorzuci ,  e jeste  niepoprawnym ogniskiem zapalnym? - zaripostowa a i

pchn a go na sof . - Koniec z awanturami. Usi

 i opowiedz mi o tym Manuelu Cari cie.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

3

- Carista jest przedstawicielem nielegalnej adopcji, potocznie zwanej czarnym

rynkiem - zacz , gdy oboje usiedli na sofie. - Sprzedaje dzieci - przerwa  i spojrza  na ni .

Je li zamierza  ni  wstrz sn , to mu si  to nie uda o.

- Jeste  pewien,  e nie wszed

 omy kowo na teren tak zwanego szarego rynku, czyli

prywatnych adopcji? Na szarym rynku pieni dze przechodz  z r ki do r ki. Matka naturalna

mo e otrzyma  od ludzi zdecydowanych na adopcj  pieni dze pokrywaj ce jej wydatki na

cele medyczne, a w niektórych przypadkach - za zgod  s du - pieni dze pokrywaj ce koszty

jej utrzymania w czasie ci y. Do tego dochodzi suma p acona prawnikowi, który jest

po rednikiem mi dzy matk  i adoptuj cym. Niektórym wydaje si ,  e jest to sprzedawanie

dzieci.

- Ale tu nie chodzi o pieni dze na zap acenie rachunków medycznych i op at

dowych. Carista prowadzi tajn , lukratywn  dzia alno , sprzedaj c dzieci z sieroci ca w

Avida, w Ameryce Po udniowej.

- Tak po prostu?

- Owszem. Rodzicie zamierzaj  adoptowa  dziecko, lec  do Avidy i zatrzymuj  si  w

hotelu Caristy, a potem s  przewo eni do jego sieroci ca. Z tego co mówi , wynika,  e

bardziej przypomina on dom towarowy ni  placówk  opieku cz . Tam decyduj  si  na które

z dzieci. P aci si  gotówk  zaraz po dokonaniu transakcji, a rodzice zabieraj  kupione dziecko

do hotelu. W ci gu kilku dni otrzymuj  wszystkie niezb dne dokumenty, podpisane i

opiecz towane. Z ca  pewno ci  Carista ma powi zania ze  rodowiskiem prawniczym i

dowym. Ma

stwo wraz z dzieckiem jest odwo one na lotnisko. Czas oczekiwania na

wiz  dla dziecka jest przedziwnie krótki, Cari cie udaje si  w jaki  sposób pokona  wszelkie

trudno ci.

- To brzmi zbyt prosto, by mog o by  prawdziwe - powiedzia a powoli. - Kupowa

dziecko, tak jak kupuje si  jak  zabawk  albo zwierz .

- Nie prowadzi si

adnych bada  wst pnych, przysz ym rodzicom nie zadaje si

adnych pyta  dotycz cych ich osób i pochodzenia ani powodów, dla których zamierzaj

zaadoptowa  dziecko. Je li maj  gotówk , dziecko zostaje sprzedane bez  adnych przeszkód.

- A je eli niektórzy potrzebuj  dzieci do ró nych perwersji, to dzieci nie s  w  aden

sposób zabezpieczone?

- Niestety nie. Powiedzia bym raczej,  e Carista nie ma nic przeciwko temu. Kto , kto

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

ma zamiar u

 dziecka dla celów sprzecznych z prawem lub niemoralnych, nie mia by

adnego  interesu  w  tym,  by  ujawni   poczynania  Caristy.  -  Westchn .  -  Je

  tam  te

zdesperowane pary, b kaj ce si  od agencji do agencji, które ju  próbowa y dokona  pry-

watnej adopcji, ale sparza y si  na po rednikach. Carista naprawd  daje im szans . Je eli maj

gotówk  - nie musz  czeka  ani martwi  si  o cokolwiek.

- To co daje im Carista jest urzeczywistnieniem ich marze  - powiedzia a cicho. - Oni

te  z pewno ci  nie b

 go wystawia .

- S  mu wdzi czni, zreszt  sami post puj  nielegalnie. Kupuj  przecie  istot  ludzk . -

Przesun  si  do niej. - Mój cz owiek z Informanta twierdzi,  e rodzice zamierzaj cy ad-

optowa  dziecko u Caristy musz  by  ma

stwem. Ale nie wymaga si  od nich  adnych

papierków. Wymaga si  natomiast tego,  eby osobi cie przylecieli do Ameryki Po udniowej,

by odebra  dziecko. I  eby zap acili. Oczywi cie, gotówk .

- Wi c potrzebujesz fikcyjnej  ony,  eby przeprowadzi  fikcyjn  adopcj  i zdoby

dobre materia y do ksi ki? - powiedzia a z namys em. - Ale dlaczego zwracasz si  z tym do

mnie? Co najmniej dwa tysi ce kobiet podskoczy oby z rado ci, gdyby  pozwoli  im odegra

rol  swej  ony.

- Tak, tak, dwa tysi ce kobiet, które zawsze chcia y pozna  zdobywc  Pulitzera,

posiadacza granatowego Maserati, lubi cego w osk  kuchni . - Skrzywi  si . - Kelly, czy

mo emy ju  darowa  sobie t  bzdur  z Kawalerem Miesi ca? Podró  do Avidy to nie

przeja

ka, to powa na sprawa. Zbieram materia y na rozdzia  mojej ksi ki. Nie chcia bym,

by przeszkadza  mi kto , kto by by tam z powodów... niezawodowych.

- Doskonale to rozumiem. By oby ci to nie na r

 - powiedzia a oschle. - Odpieranie

entuzjastycznych zakusów na tw  osob  w czasie, gdy akurat starasz si  zebra  jak najwi cej

informacji.

- Chcia bym unikn  wszelkich komplikacji. Sytuacja i tak jest wystarczaj co

zagmatwana.

- To prawda. Jak zamierzasz opu ci  Avid  bez dziecka, po które przecie  tam

przyje

asz?

- My la em nad tym i wymy li em co , co powinno si  uda . Powiemy Cari cie,  e nie

chcemy pierwszego lepszego dziecka. Zdecydujemy,  e we miemy tylko niemowl  o blond

osach i niebieskich oczach. I  adne inne. Z ca  pewno ci  dzieci w przytu ku s

pochodzenia india skiego, hiszpa skiego, albo s  miesza cami. Wi c chyba najbezpieczniej

za

,  e nie b dzie w ród nich niebieskookiego blondynka. Wiem,  e mówi  jak rasista,

ale  to  b dzie  nasza  wymówka.  Chc   nagra   ka

  rozmow ,  jak   tam  odb dziemy.  Ta my

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

 s

y za dowód.

- Mo esz odgrywa  Wielkiego Bia ego My liwego. - Skrzywi a si . - Nie b

 nawet

sili  si  na udawanie,  e nie b dzie mnie interesowa  ca y przytu ek, poniewa  jedno z dzieci

nie b dzie blondynem.

- Kelly, przecie  to nie b dzie naprawd . To podst p. Tak jak nasze ma

stwo. Ca a

ta historia s

y temu by zdoby  materia . Zreszt  to, co mówisz, mo e si  nam przyda .

dziemy bardziej przekonuj cy, je eli tylko ja si  wycofam, a ty nie odpu cisz. - Oczy

Brandta roziskrzy y si  w podnieceniu.

- Mogliby my stoczy  brawurow  walk  na oczach Caristy. Mog aby  zagrozi  mi

rozwodem. To by by niez y pretekst. Nic nie b dzie podejrzewa .

- Nie jeste  przypadkiem sfrustrowanym autorem telewizyjnych tasiemców? Ca y ten

scenariusz jako  ywo przypomina ich najlepsze kawa ki.

- Kelly, mo emy zdoby  dowody na nielegaln  dzia alno  Caristy i jego kwitn cy

proceder - ci gn  zach caj co. - Nie wiem, czy nasz wspólny wysi ek da jakie  namacalne

korzy ci, ale warto zaryzykowa . To, o co go oskar ymy, zwróci uwag  ogó u. A to oznacza

mo liwo  zdobycia Pulitzera. Dla nas obojga, Kelly.

- Obawiam si ,  e balansujesz na kraw dzi manii wielko ci.

- Zawsze mnie mocno porusza nowa sprawa. Musisz przyzna ,  e to b dzie niez a

historia, je li si  nam poszcz ci. Zrobisz to, Kelly? Polecisz ze mn  do Ameryki Po u-

dniowej? Jako moja  ona?

Kelly zastanawia a si  przez chwil .

-  Pierwszy  raz  w   yciu  spotykam  si   z  powa

  propozycj   ma

sk   -  odpar a  po

chwili. - Chyba powinnam j  przyj .

Im  d

ej  si   nad  tym  zastanawia a,  tym  bardziej  j   to  poci ga o.  Poleci  z  Brandtem

do Ameryki Po udniowej jako kobieta desperacko pragn ca kupi  dziecko i w ten sposób

uka e  wiatu niegodne machinacje Caristy. Jak mog a odmówi ? To rzeczywi cie mo e by

„niez a historia”.

- No i co, Kelly?

- Z

 mi propozycj , której nie sposób odrzuci . - U miechn a si  do niego. -

Korzy ci p yn ce z tej wyprawy przewy szaj  t  niedogodno , jak  jest w tpliwa przyje-

mno  udawania twojej  ony.

- Prawdopodobnie podejdziemy do tego zupe nie inaczej. - Te  si  u miechn ,

ucieszony jej zgod . - Ja zamierzam przestawi  fakty bez komentarza, budowa  napi cie,

odpowiadaj c wszystko krok po kroku. Zaczn  od twojej zgody na odgrywanie mojej  ony na

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

czas podró y do Avidy.

Kelly  widzia a  niemal e,  jak  rozplanowuje  ca

  w  swej  g owie,  i  zacz a

zastanawia  si  nad kszta tem swego artyku u.

- A ja potraktuj  kupowanie dziecka od Caristy jako odpowied  na jedno z dwóch

pyta , które b

 podstaw  mego artyku u: Je eli popyt na dzieci do adopcji jest wi kszy od

ich poda y, do czego posun  si  zdesperowani przyszli rodzicie, aby dosta  dziecko?

- Brzmi nie le. - Skin  z aprobat  g ow . - Jaki jest twój drugi problem?

- Co sk ania kobiet  do donoszenia ci y i oddania swego dziecka komu  innemu na

wychowanie? - odpowiedzia a natychmiast.

Przymkn a oczy, kiedy u wiadomi a sobie wag  tego pytania. Co sk ania kobiet  do

urodzenia dziecka, chowania go przez dwa lata i porzucenia go na ulicy, jak jaki  zb dny

pakunek?

Oddali a natr tn  my l. To nie by  czas na pogr anie si  w przesz

ci. Nie mog a

sobie pozwoli  na to,  eby prze ladowa y j  upiory. By a doros  kobiet , dziennikark , mia a

wielu przyjació , interesuj

 prac  i w asny dom. Bezbronna i zrozpaczona dwuletnia

dziewczynka,  któr   znaleziono  porzucon   w  deszczowy  dzie   na  ulicy,  by a  tylko  widmem

zamierzch ej przesz

ci. Ju  wiele lat temu pogodzi a si  z t  my

. Gdyby jeszcze tylko

mog a si  pogodzi  z post pkiem kobiety, która zostawi a swoje dziecko w odludnym miejscu

w ciemn , deszczow  noc.

- Kelly?

Us ysza a, jak Brandt wymówi  jej imi , i szybko wyzby a si  natr tnych wspomnie .

- Przepraszam ci , Brandt, zastanawia am si  nad czym . Czy móg by  powtórzy  to,

co powiedzia

 przed chwil ? - Usi owa a si  u miechn . Ale jej oczy wci  spogl da y w

przesz

.

- Mówi em,  e moja praca b dzie raczej oparta na nagich faktach, a twoja uka e

emocjonaln  stron  adopcji.

Przygl da  si  jej bacznie. Zastanowi  go nag y smutek, który pojawi  si  w jej oczach.

By a m oda,  adna i zdolna; mia a prac , któr  kocha a. Co by o zatem powodem jej nag ego

smutku? Zawód mi osny? A mo e...?

Zagra a w nim dziennikarska 

ka. Mówi a w

nie o kobietach oddaj cych swoje

dzieci innym na wychowanie, kiedy zauwa

 smutek na jej twarzy. Czy to mo liwe,  e...?

- Kelly, wspomnia

,  e masz jakie  osobiste powody, by zajmowa  si  adopcj .

Móg bym je pozna ?

Kelly widzia a g bokie zainteresowanie w jego oczach i czu a,  e przemawia przez

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

niego naturalna wszystkim pisz cym sk onno  do odnajdywania ukrytych impulsów i

motywów dzia ania.

- Ten temat zawsze mnie fascynowa  - odpar a, wzruszaj c ramionami.

Nikt nie pozna  dot d jej sekretu, zawsze si  z nim kry a, by  tylko jej w asno ci .

Nawet Susan - która by a najbli sz  jej osob  - nie wiedzia a nic o dwuletniej dziewczynce,

porzuconej przez matk  dwadzie cia trzy lata temu.

- A jakie s  twoje osobiste powody, aby pisa  o adopcji? - spyta a szybko.

„Za szybko” - pomy la  Brandt. Utwierdzi o go to w jego podejrzeniach. W  yciu

Kelly Malloy by o jakie  dziecko, którego nie mo e zapomnie . Dziecko, które oddano do ad-

opcji. Mo e... mo e jej dziecko?!

- By em jednym z tych zdesperowanych, potencjalnych rodziców adopcyjnych, o

których wspomnia

.

Je eli ona nie mog a zdradzi  mu swego prawdziwego powodu, on nie mia  z tym

adnych trudno ci. Mia  osiem lat,  eby si  z tym oswoi .

- Moja  ona i ja nie mogli my mie  dzieci. Próbowali my wi c adoptowa .

Kelly spojrza a na niego uwa niej.

- By

onaty?

- Nie wierzysz,  e ktokolwiek móg by wyj  za mnie? - zapyta  powa nie.

-  Po  prostu  nie  s dzi am,   e  Kawalerowie  Miesi ca  s   gatunkiem,  który  wst puje  w

wi zy ma

skie.

- Nigdy nie uwa

em si  za kawalera, Kelly. Jestem wdowcem. Moja  ona, Michele,

zmar a osiem lat temu, gdy oboje mieli my po dwadzie cia siedem lat.

- Tak m odo! - Trudno jej by o to wszystko ogarn . - Tak mi przykro - wyszepta a

za enowana.

Brandt przyj  jej wyrazy wspó czucia skinieniem g owy.

- Byli my ma

stwem przez pi  lat. Poznali my si  ju  na studiach; pobrali my si

w dwa tygodnie po ich uko czeniu.

Ku swemu zdziwieniu, pragn  opowiedzie  jej ca  t  histori . Nigdy nie rozmawia  o

Michele z innymi kobietami. By oby to jakby  wi tokradztwo.

Teraz by o inaczej. Nie czu

adnych oporów, by opowiedzie  Kelly histori  swojego

ycia.

- Trzy miesi ce po  lubie okaza o si ,  e Michele cierpi na zapalenie osierdzia serca.

Chorowa a przez d ugi czas. Czu a si  coraz gorzej. Lekarze ostrzegali j  przed zachodzeniem

w ci

. Twierdzili,  e by oby to zbyt du ym obci eniem dla jej mocno nadwyr onego

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

serca. - Pokr ci  g ow  na znak dezaprobaty. - To by  straszny cios dla Michele. Bardzo

chcia a mie  dzieci. Zamierza a zaj  w ci

 w noc po lubn .

Kelly poruszy a si . Wyobrazi a sobie  arliwego pana m odego adoruj cego sw

on .

Dlaczego wzmianka o nocy po lubnej Brandta sprawi a jej przykro ? Obraz pojawi  si  i

znikn .

- Michele mimo wszystko chcia a zaryzykowa , ale ja nie zgodzi em si  na ci

. -

Brandt patrzy  gdzie  przed siebie. - Nie chcia em jej narazi .

- Dlatego próbowali cie adoptowa  dziecko - podpowiedzia a spokojnie.

- Tak. I zostali my odrzuceni przez wszystkie zajmuj ce si  tym agencje, ze wzgl du

na d ug  list  oczekuj cych i stan zdrowia Michele. - Skrzywi  si  na wspomnienie tych

czasów. - Próbowali my adoptowa  prywatnie, ale nigdy nie mieli my tyle pieni dzy, ile

dali po rednicy. To by o okropnie frustruj ce. Michele by a na skraju wyczerpania. B aga a

mnie, bym pozwoli  jej spróbowa .

To co mówi , mrozi o jej krew w 

ach.

- Dlaczego umar a? - zmusi a si  do tego pytania. - By a w ci y?

- Zarazi a si  jakim  paciorkowcem i infekcja spowodowa a nawrót choroby -

odpowiedzia  beznami tnie. - Jej serce by o tak s abe,  e umar a w ci gu kilku dni. Nie, nie

by a w ci y. Nie mog em si  na to zdoby . Pó niej cz sto zastanawia em si , czy nie

powinienem by  tego zrobi . I tak umar a. Przynajmniej by aby szcz liwa przez ostatnie mie-

si ce.

- Brandt - powiedzia a cicho. Czu a nieodpart  ch , by go obj  i przytuli . - Tak mi

przykro.

Wspó czu a mu z ca ego serca. Nie czu a si  skr powana tym,  e wypowiedzia a to na

os. Nie wiadomie zbli

a si  do niego.

- To stare dzieje. Musia em wiele zmieni  w moim  yciu, wiele znie  i zapomnie .

Przenios em si  do Chicago, zacz em pracowa  jako reporter dla „Tribune”. W wolnym

czasie zajmowa em si  gangiem przest pców skazanych na  mier  w Pensylwanii. Zebra em

materia  na moj  pierwsz  ksi

. Kiedy sko czy em r kopis, Tucker Norwalk zam cza

wydawc  tak d ugo, a  ten zdecydowa  si  rzuci  na niego okiem. Tucker by  nie mniej ni  ja

zdziwiony, gdy wydawca postanowi  go kupi .

- To by  bestseller - doda a za mego.

- Dzi ki niemu zacz em nowe  ycie. Po sukcesie mojej drugiej ksi ki rzuci em prac

w redakcji i powa nie zaj em si  pisaniem. Poci ga y mnie motywy post powania ludzi, to

co rozgrywa si  w ich psychice. Wszystkie moje cztery ksi ki to g ównie studia

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

charakterów. Ksi ka na temat adopcji ma by  nieco inna, bardziej dokumentalna.

- Dlatego  e temat jest dla ciebie zbyt osobisty? - zapyta a  agodnie.

-  Nie.  -  Dotkn   nie mia o  ko ców  jej  kasztanowych  w osów.  -  Nie  przypisuj  mi

swojej w asnej motywacji, Kelly. Pogodzi em si  ze  mierci  Michele. Nie musz  oddziela

si  murem od tego, przez co przeszed em. Mam to ju  za sob .

Kelly poczu a na policzku jego ciep y oddech. Delikatnie bawi  si  jej w osami.

Zwyczajnie, ale jako  serdecznie. Jak to si  sta o,  e siedzieli tak blisko siebie? Nie dzieli  ich

ju  Butter, nawet nie zauwa

a, kiedy sobie poszed .

- Ale - musia a jako  podtrzymywa  rozmow  - nie o eni

 si  powtórnie. Min o ju

osiem lat...

- By em bardzo poch oni ty prac . Wiesz, jak praca mo e by  zajmuj ca, Kelly. Sama

mówi

,  e jeste  ca kowicie oddana temu, co robisz.

- Tak... - Westchn a. By  tak blisko niej,  e czu a ciep o emanuj ce od jego m skiej,

umi nionej sylwetki. Wci gn a g boko powietrze i poczuta jego zapach, który zdawa  si

pobudza  jej wszystkie zmys y. Nie mog a my le  racjonalnie.

Opuszki jego palców delikatnie dotkn y jej policzka.

- Ty te  nie masz czasu na jakikolwiek zwi zek? - spyta  cicho, g adz c jej podbródek.

- Tak - wyszepta a. Wype ni o j  nieznane ciep o. Skupi a na nim sw  ca  uwag .

Sprawi o,  e czu a si  rozmarzona i senna.

- Ani troch ? - Powiód  d oni  w kierunku jej talii, zataczaj c powolne, okr ne ruchy

wokó  jej brzucha. - Poza tym nie chcesz. To w

nie mi chcia

 powiedzie ?

Przytakn a tylko, nie mog c wydoby  z siebie g osu. Jego rytmiczne, okr ne

pieszczoty trwa y nadal. W pewnym momencie czubki jego palców musn y jej piersi. Przy

nast pnym okr eniu prze lizgn y si  po biodrach. Siedzia a nieruchomo, sparali owana

jego dotykiem. Wewn trzny  ar rozchodzi  si  po ca ym ciele.

-  Kelly...  -  Jej  imi   zabrzmia o  w  jego  ustach  mi kko  i  zach caj co.  Druga  r ka

Brandta b dzi a po jej karku i powoli przyci ga a j  coraz bli ej i bli ej, a  jej usta prawie

zetkn y si  z jego ustami.

Nie mia o obj a Brandta, wyczula pod swetrem napi te mi nie. Jego r ka zastyg a

dok adnie pod jej lew  piersi . Wstrzyma a oddech, gdy dotkn  j  ustami. Ca owa  j  de-

likatnie, d ugo, dopóki z jej gard a nie doby  si  cichutki j k. Opu ci a ci kie powieki na

zamglone po

daniem oczy.

- Jeste  taka s odka - powiedzia , nie oddalaj c si  od niej. - Taka delikatna.

Jego m ski g os i s owa, które wypowiada , pot gowa y jej pobudzenie. Ton a w

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

morzu zmys owo ci, ka da fala wci ga a j  coraz g biej. Porywa  j  jego dotyk, brzmienie

osu, zapach. Jej zmys y domaga y si  poznania jego smaku. Powierzchowne poca unki nie

wystarcza y. Chcia a wi cej. Oplot a d

mi jego szyj .

Obj y j  silne ramiona. Odchyli a g ow  w oczekiwaniu na jego usta. Rozum, którym

zawsze si  kierowa a, zdawa  si  by  w tej chwili zupe nie nieobecny.

Rozchyli  jej wargi j zykiem i wsun  go g biej. Przywar a do niego, zniewolona,

aba, pos uszna  daniom jego ust, jego j zyka. Poca unek stawa  si  coraz g bszy, gor t-

szy. Poddawa a si  ca kiem bezbronna. Nigdy nie do wiadczy a takich uczu .

Jej s abo  zmieni a si  w nagl

 potrzeb . Upadli na mi kkie poduszki. Przycisn  j

biodrami. Poczu a jego pobudzon  m sko .

Przycisn a si  do niego zach caj co. Mia a bole nie nabrzmia e piersi. Chcia a, by

ich dotkn , pragn a tego. Ale jego r ce porusza y si  z powoln  precyzj . Jedna w drowa a

od talii do biodra, przez brzuch i z powrotem, druga posuwa a si  jednostajnie wzd

obojczyka.

Cierpi c z powodu jego opiesza

ci, próbowa a u wiadomi  mu sw  z

 i

podniecenie. Ale Brandt ignorowa  jej ruchy, westchnienia niecierpliwo ci i nie posuwa  si

dalej w swych pieszczotach. Ca owa  j  tak, jakby pi  z jej ust; ich j zyki, ich oddechy

stapia y si  w jedno a  do momentu, gdy nie mog a opanowa  przemo nego po

dania.

Przeszywa y j  dreszcze zmys owego gor ca, jakiego nie zna a. Odkrywa a w sobie

budz ce si , st umione dot d pop dy, popychaj ce j  do rzeczy, które zawsze uwa

a za

zakazane. Jak wzi cie jego d oni i po

enie ich na swoich piersiach.

Jej w asne my li przestraszy y j . Nigdy przedtem nie czu a si  tak swobodnie.

Otworzy a oczy.

- Brandt! - krzykn a, gdy zostawi  jej sutka i zacz  ca owa  szyj .

ka Brandta powoli zjecha a do ko ca jej pleców. Kelly czu a si  rozlu niona i

oci

a, ale równocze nie wzrasta o w niej napi cie. Te sprzeczne doznania tylko

wzmacnia y i pobudza y coraz bardziej zmys owe przyjemno ci.

Brandt rozwi za  pasek i zsun  szlafrok z jej ramion. Zacz  rozpina  guziki koszuli.

W dalszym ci gu wydawa  si  by  opanowany i spokojny.

Spojrza a w jego oczy i uton a w ich z ocistej otch ani.

- Kelly, pragn  ci  - zsun  koszul . - Chc  si  z tob  kocha .

Si a tego pragnienia zdumia a go. Tak  arliwej potrzeby nie czu  od lat. Jej moc

osza amia a go.

- Chc  zobaczy , dotkn  i spróbowa  ka dego milimetra twojego cia a.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

Z trudem  apa a powietrze, gdy jego palce pie ci y jej delikatn  skór .

- Ty te  tego chcesz, prawda? Powiedz,  e chcesz.

- Chc  - wyszepta a. Ca a dr

a w oczekiwaniu na jego d onie, jego usta. Wiedzia a,

e powinna si  z tego otrz sn ,  e robi o si  to niebezpieczne; oprócz nich nie by o w domu

nikogo. Ale by o tak wspaniale,  e nie chcia a tego przerywa . Przedtem nie zdawa a sobie

sprawy z tego, jak cudowne mo e by  dotykanie i g askanie. Nikt nie okazywa  jej uczu  w

taki sposób. Nikt nie by  tak tkliwy i delikatny dla pow ci gliwego i zamkni tego w sobie

dziecka z przepe nionego domu wychowawczego. Jako kobieta, wyczuwa a jednak

instynktownie,  e m czyzn  powinna trzyma  na dystans.

Jednak e Brandt Madison zburzy  wszystkie zapory i wydoby  z niej pragnienia, o

których istnieniu nie mia a poj cia; pobudza  jej zmys y, nami tno ci i emocje. By a za-

wstydzona, przestraszona i o ywiona jednocze nie. Nie wiedzia a, czy przerwa  to wszystko,

czy odda  si  bez reszty nami tno ci.

- Jeste

liczna, Kelly. - Jego g os by  pe en po dania. Zastyg  w bezruchu na widok

jej piersi. - Taka delikatna i bia a tutaj... - G adzi  jej piersi, dotykaj c kciukami stercz cych

brodawek... i taka ró owa i napi ta tutaj.

Kelly by a zafascynowana erotyzmem tej sceny. Przesta a niemal e oddycha , gdy

zast pi  d onie ustami. Poczu a lepkie ciep o na swej wra liwej skórze. J kn a:

- Brandt, prosz  ci ...

- Czy to ma by  b aganie o to,  ebym przesta ? - Podniós  g ow , szukaj c wzrokiem

jej oczu. - Czy o wi cej?

- Nie... nie wiem.

By a rozpalona, jej cia o p on o ogniem.

- Mam za ciebie zdecydowa , kochanie?

Dobrze wiedzia a, jaka b dzie jego decyzja. Jaka  jej cz

, zawieraj ca nowo

rozbudzone zmys y, pragn a prze ywa  rozkosze, które jej dawa . Poza tym dawno temu do-

sz a do wniosku,  e jest zbyt stara na dziewictwo, ale nie mog a jako  przedsi wzi

odpowiednich kroków, by zmieni  ten stan. Teraz nadarza a si  po temu wspania a okazja.

Brandt wsta  i wzi  j  na r ce.

- Gdzie jest twoja sypialnia, kochanie? - zapyta  cicho, zanim znów j  poca owa .

Obj a go za szyj . Niós  j ! Nie mog a sobie przypomnie , czy ktokolwiek i

kiedykolwiek  nosi   j   na  r kach.  Nigdy.  Na  chwil   odegna a  natr tne  my li.  By   silny,  mia

mocne ramiona; szed  swobodnie, trzymaj c j  bez wysi ku. Zatrzyma  si  przed drzwiami

Susan.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Czy to twoja sypialnia, skarbie? - szepn .

Kelly potrz sn a g ow . W pokoju Susan  ciany by y pokryte kompozycjami z

fotografii rodzinnych. Gdyby Brandt zna  j  cho  troch , wiedzia by,  e to nie mo e by  jej

sypialnia. Ona nie mia a rodzinnych zdj , nie mia a  adnej rodziny. Ale on o tym oczywi cie

nie wiedzia . Nie wiedzia  w ogóle kim ona jest. Byli sobie obcy.

- To pokój Susan... - odpowiedzia a wolno. Co  w niej p

o. Wróci a do

rzeczywisto ci. Do  wiata, w którym m czyzna bra  do 

ka kobiet , nie znaj c i nie

kochaj c Jej.

Zamar a. Ale nie j , do cholery! Nikt jej nigdy nie kocha , ale nikt jej nigdy nie

wykorzysta .

- ... mój jest w ko cu korytarza.

Zanim doszli do jej sypialni, Kelly u wiadomi a sobie,  e nic z tego nie b dzie. Zda a

sobie spraw ,  e idealizowa a seks. Akt seksualny by  wyrazem g bokiej za

ci. Za-

ci stworzonej przez mi

. Natomiast Brandt Madison jej nie kocha . Nie mia a zamiaru

si  oszukiwa ,  e jest inaczej. W tpi a, czy kiedykolwiek j  pokocha. Dziecko odrzucone

przez w asn  matk  musi mie  w sobie co , co nie pozwala mu by  kochanym. Pogodzi a si

z tym wiele lat temu i nauczy a z tym 

. Egzystowa a jako , poniewa  by a mi a i uprzejma

dla innych, ale zamierza a utrzyma  status samotnej, niezale nej kobiety. Kiedy co  psu o jej

szyki lub by a w jaki  sposób zagro ona, jej mi y styl bycia zamienia  si  w upór stawiaj cy

czo a ka demu wyzwaniu.

Kiedy po

 j  na 

ku, poczu a si  zagro ona. Nie znal jej, by a dla niego po

prostu kobiet , tak  sam  jak ka da inna. Po

by j  na 

ku Susan i kocha by si  z ni

tam, wierz c,  e wszystkie te fotografie to podobizny jej krewnych,  e ma rodzin , która j

kocha. Nie mia a jednak nikogo i dlatego sama nauczy a si  o siebie troszczy . Wszystkie

nabyte odruchy samoobrony wzi y teraz gór .

Po

 si  ko o niej i próbowa  j  obj .

Usiad a znienacka.

- Nie.

Wpatrywa  si  w ni  oczami pe nymi  dzy.

- Nie? - powtórzy  zaskoczony.

- Wystarczy! - Zapi a guziki koszuli trz

cymi si  r kami, wsta a i zawi za a pasek.

- Kiedy zgodzi am si  gra  rol  twojej  ony, nie zobowi za am si ,  e b

 - prze kn a

no  lin  - odgrywa  j  tak e w sypialni.

Brandt przewróci  si  na plecy i przeci gn  r

 po w osach.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Kelly - stara  si  nie okazywa  niezadowolenia - to nie fair.

-  yczy abym sobie,  eby pan teraz wyszed , panie Madison. - Zmru

a oczy.

Podniós  si  powoli.

- Cz sto tak robisz, Kelly? Rozpalasz si  jak po ar, a potem zamieniasz w bry  lodu?

Jego gniew rós , podsycany przez niezdrowe emocje. Tak gwa towne by o to przej cie

od s odkiej obietnicy spe nienia do zimnej, ostrej odmowy.

Wysz a z sypialni. Brandt patrzy  na burz  kasztanowych w osów spadaj cych na jej

ramiona. Podesz a prosto do drzwi wyj ciowych i otworzy a je.

- Wyjd ! - rozkaza a.

Wpatrywa  si  w ni , zapami tuj c jej rozp omienion  twarz i wilgotne, nabrzmia e od

jego poca unków usta.

- Kelly - zacz . Nie wiedzia , czy ma potrz sn  m  tak,  eby znowu by a sob , czy

te  z apa  j  w ramiona i doprowadzi  do powtórnej ekstazy.

Rzuci a mu p aszcz i torb  i czeka a przy otwartych drzwiach.

- Do widzenia, panie Madison.

Nagle sk

 pojawi  si  Butter i wybieg  za drzwi.

- Butter! - Kelly pobieg a za nim. - Butter, wracaj.

Kot zbieg  po schodach do zau ka przy drzwiach frontowych budynku, Kelly zaraz za

nim, a na ko cu Brandt Du e drewniane drzwi otworzy y si  w momencie, gdy do nich

dotarli. Lodowaty wiatr momentalnie nawia  do  rodka tuman wini cego  niegu. Butter

miaukn  przera liwie i pogna  po schodach do góry.

Do  korytarza  weszli  Donna  i  Dave  Everingham,  s siedzi  z  pierwszego  pi ta.  Kelly

przedstawi a im Brandta i wyjrza a na zewn trz. Poprzez g sty, szybko spadaj cy  nieg nie

by o nic wida . W bezlistnych ga ziach drzew przed domem szala  wiatr.

- Zrobi a si  prawdziwa zawierucha - zauwa

 Dave, strz saj c  nieg z butów i

przygl daj c si  Brandtowi z zaciekawieniem.

Brandt spojrza  na swój samochód, ca kowicie skryty pod pokryw

niegu.

- Jak wygl daj  drogi? - zapyta .

- Okropnie.

Donna zdj ta czapk  i szalik i otrzepywa a je ze  niegu.

- Dojechali my do trzeciego bloku i zawrócili my. Jezdnia jest tak  liska,  e

samochody ta cz , przez tumany  niegu nie wida  dalej ni  na odleg

 metra. Z ca

pewno ci  nie jest to odpowiednia noc na jazd  dok dkolwiek.

-  Susan  jest  w  Evanston  -  zaniepokoi a  si   Kelly.  -  Czy  s dzicie  pa stwo,   e  b dzie

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

mia a k opoty z dotarciem do domu?

- Dzi  na pewno nie wróci. - Dave by  pewien. - Nigdzie nie mo na dotrze  w tej

nie nej burzy. B dzie musia a zosta  w Evanston.

- Jakie mam szans  dotrze  do Lake Short Drive? - spyta  Brandt ze wzrokiem

utkwionym w wiruj cych p atkach.

Dave’a i Donn  rozbawi o jego pytanie.

- Dzi  nigdzie pan nie dojedzie - zapewni  go m czyzna.

Po egnali si  i poszli do swego mieszkania. Kelly i Brandt zostali sami.

Stali bez s owa, gdy Brandt zak ada  p aszcz. Otworzy  drzwi i do korytarza wtargn

pot

ny podmuch wiatru.

- Kelly, nawet nie widz  swojego samochodu, jak mam prowadzi ? - Zamkn  drzwi i

odwróci  si  od niej. - Obawiam si ,  e ugrz

em tu na noc.

- Nie mo esz zosta  w moim mieszkaniu! Nie po tym, co si  zdarzy o! - perspektywa

ta przera

a j .

- Chyba b

 musia  - odpar  ponuro.

Spojrza  gniewnie na jej przera on  min .

- Wierz mi, chc  tu zosta  nie bardziej ni  ty tego pragniesz, ale nie mam wyboru. Nie

zamierzam wyrusza  w t  zamie  i nara

 si  na powa ne k opoty. Nie mam te  zamiaru

sp dzi  nocy, zamarzaj c w samochodzie.

Chocia  wiedzia a,  e ma racj , nie chcia a,  eby zosta . Odwróci a si , nic nie

mówi c i ruszy a na gór . Brandt pospieszy  za ni , nie zniech cony brakiem zaproszenia.

Butter siedzia  na wycieraczce przed drzwiami. Sprawia  wra enie zaniepokojonego.

Kelly wzi a go na r ce. W chwili gdy weszli do  rodka zadzwoni  telefon. Pobieg a, by go

odebra .

- Zgadnij, kto jest unieruchomiony w Evanston na dzisiejsz  noc? - Us ysza a pogodny

os Susan.

- Och, Susan, gdzie jeste ?

- Nic si  nie martw. Jest ze mn  fotograf i operatorzy kamer. Mamy miejsca w

Holiday Inn. W

nie lecimy do baru na dó ,  eby opi  t  zawieruch .

Kelly od

a s uchawk . Te  chcia aby tak si  niczym nie przejmowa . Rzuci a

ukradkowe spojrzenie na Brandta. G aska  niezadowolonego kota. Podniós  g ow  i napotka

jej wzrok.

- Susan zostaje w Evanston?

Kelly potakn a.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Mo esz spa  w jej pokoju. Przynios  ci now  po ciel.

- Dzi kuj .

Zdj  p aszcz i usiad  na sofie.

- Ale nie chc  si  k

. Jeszcze nie ma dziesi tej.

- Zmieni  po ciel.

Sztywnym krokiem przesz a przez pokój i wzi a ksi

.

-  Potem  poczytam  troch   w  

ku.  Czuj  si   swobodnie,  mo esz  w czy   telewizor  i

obs

 si  w kuchni.

- Doceniam pani wielk  go cinno .

Spojrza a na niego z wyrzutem. Je eli chcia  by  z

liwy, ona nie b dzie rewan owa

si  tym samym.

- Zatem, dobranoc.

- Kelly!

Brzmienie jego g osu, niskiego, g bokiego i lekko dr cego zatrzyma o j

natychmiast. Stara a si  opanowa .

- Tak?

- Nie chc  by  karany za winy innych.

Odwróci a si  do niego.

- S ucham?

Patrzy  na ni .

- Zamieni

 si  dzisiaj w bry

 lodu. Sta

 si  nagle taka obca. Nie s dz ,  ebym to

ja spowodowa  t  ca kowit  odmian  twojego zachowania.

- Czy aby na pewno? - Skrzy owa a r ce na piersi. - Nie s dzisz,  e po prostu dosz am

do wniosku,  e pój cie z tob  do 

ka b dzie z ym posuni ciem? Uwa asz,  e musz  mie

jakie  g boko ukryte psychologiczne motywacje,  eby nie i  do 

ka z m czyzn , którego

w ogóle nie znam i który ma zamiar mnie wykorzysta  dla zaspokojenia... szybkiego

zaspokojenia swej potrzeby?

- Nie wykorzystywa em ci , Kelly. Pragn em ci , a ty pragn

 mnie.

- Pragn

 kobiety - poprawi a go. - Ka da by si  nada a.

-  askawie przyjmij do wiadomo ci,  e jestem troch  bardziej wymagaj cy -

odburkn . - A ty? Sprawia

 wra enie zadowolonej, dopóki...

- Dopóki nie ockn am si  - przerwa a mu szybko. - Jak pan zapewne wie, jest pan

technicznie doskona y. Niezwykle przekonywaj cy i skuteczny. Zanim do mnie dotar o, co

si

wi ci, ju  le

am na tym 

ku.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Po co grasz niedo wiadczon  dziewic , oszo omion  pierwszym w  yciu nami tnym

zbli eniem. Oboje pragn li my siebie, Kelly. Nie ma sensu zaprzecza  i nie ma si  czego

wstydzi .

Podnios a g ow  i spojrza a na niego.

- Wi c uwa asz,  e nie jestem niedo wiadczon  dziewic , oszo omion  pierwszym w

yciu nami tnym zbli eniem?

Brandt za mia  si  ironicznie.

- Ile masz lat? Dwadzie cia cztery? Dwadzie cia pi ?

Przytakn a.

- Tak cudowna i nami tna kobieta nie mo e by  dziewic  w wieku dwudziestu pi ciu

lat.

Ukry a zadowolenie. Gdyby wiedzia ...

- Có  za spostrzegawczo !

- Jestem spostrzegawczy.

Wsta  i podszed  do niej. Trzyma a si  dobrze i nie cofn a si  przed nim. Nawet

wtedy, gdy uj  jej d onie.

- Uwa am si  za bystrego pisarza, obdarzonego du  intuicj  i nie wydaj cego opinii

pochopnie. Sp dzimy z sob  du o czasu - b dziemy pracowa . Nie chcia bym,  eby my mieli

przed sob  jakie  sekrety i jakie  do siebie pretensje.

Zamar a na chwil .

- Do czego w

ciwie zmierzasz?

- Znów jeste  podenerwowana - stwierdzi . - Nie musisz ukrywa  prawdy przede mn .

Domy lam si  wszystkiego.

Jej usta by y zupe nie suche. Zwil

a je ko cem j zyka.

- Prawdy? - wyszepta a.

- O twoim dziecku.

- O moim dziecku? - powtórzy a g ucho.

- Mówi em ci,  e jestem spostrzegawczy. Kiedy rozmawiali my o matkach

oddaj cych swe dzieci do adopcji, wyczyta em prawd  w twoich oczach, Kelly. Widzia em

ból, smutek. To w

nie ci si  przytrafi o, prawda? Napisanie tego artyku u jest jednym ze

sposobów pomocy sobie samej.

- S dzisz,  e urodzi am dziecko i odda am je do adopcji?

By a zdziwiona jego spostrze eniem. Naprawd  by  bystry: zauwa

 na jej twarzy

przeb ysk bólu w chwili, gdy my la a o matce, która porzuci a j  wiele lat temu. Jednak

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

interpretacja tej obserwacji pozostawia a wiele do  yczenia.

- Kelly, ja ci  wcale nie pot piam. Podziwiam ci  za to,  e donosi

 ci

 i urodzi

dziecko, a potem odda

 je ludziom, którzy pragn li je mie .

Kusi o j  by wyprowadzi  go z b du, ale nie zrobi a tego. Przed chwil  o ma o co nie

zakpi a z niego, gdy powiedzia  jej,  e nie jest dziewic . Skoro tak bardzo chcia  wierzy ,  e

mia a nie lubne dziecko, które da a do adopcji, niech... niech trwa w swych z udzeniach. Ona

go w nich utwierdzi. Utwierdzi a  do pewno ci.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

4

Napr dce obmy li a plan dzia ania.

- Wi c dlatego ci gn

 mnie dzi  do 

ka?

Po

a r

 na czole i stara a si  zabrzmie  gniewnie. Uzna a,  e ca kiem nie le jej

to  wysz o.  Chyba  naprawd   mia a  talent  aktorski.  -  My la

,   e  ci  ze  mn

atwo  pójdzie  -

ziewn a ostentacyjnie -  e skoro mia am dziecko, wskocz  z tob  do 

ka mimo tego,  e ci

zupe nie nie znam.

Ukry a twarz w d oniach i podgl da a go przez palce.

- My lisz pewnie,  e robi  takie rzeczy bez przerwy.

- Nieprawda, Kelly.

Wygl da  na zrozpaczonego. Chodzi  po pokoju bez celu; nie wiedzia , co zrobi , co

powiedzie .

Sta a si  z

liwa, cho  s dzi a,  e ma to za sob .

- My lisz,  e jestem tani  kobiet . Bezwoln . Rz dzon  przez... podszepty zmys ów.

- Kelly, oczywi cie,  e tak nie my

. - Z apa  j  za r

 i przyci gn  do siebie. - Nie

rozumiesz? Przemawia przez ciebie brak szacunku dla siebie samej. To jest przyczyn  twoich

mylnych wniosków. - Obj  j  czule. - My

,  e to ojciec twojego dziecka jest

odpowiedzialny za to,  e tak si  obwiniasz - mówi  powoli, starannie dobieraj c s owa.

- Tak, tak, to on - zgodzi a si  Kelly. Jej g os gin  w jego grubym swetrze.

Brandt g adzi  j  delikatnie po w osach. Drug  r

 przyciska  j  do siebie. Chcia  j

ochrania . Nie zazna  takiego uczucia wobec  adnej kobiety od czasu zwi zku z Michele.

- Co si  sta o, gdy zorientowa

 si ,  e jeste  w ci y? - zapyta  cicho.

Oczyma wyobra ni ujrza  zrozpaczon  i przestraszon  Kelly, mówi

 niewra liwemu

i niedojrza emu kochankowi o ci y. Wzdrygn  si . Obraz Kelly z innym m czyzn

dziwnie go denerwowa . Trudniej si  by o z nim upora  ni  z obrazem jej bezbronnego,

niewinnego dziecka.

Kelly te  intensywnie pracowa a nad tym obrazem. By a dziennikark , powinna zrobi

to solidnie. Dobrze, wi c kto by  ojcem tego wymy lonego dziecka?

- Wierzy am,  e to by a jedyna w  wiecie wielka mi

. - rozpocz a pompatycznie. -

Potem powiedzia  mi,  e kocha innego m czyzn .

- Innego m czyzn ? - Brandt os upia . - Biedaczko.

- Tak - potakn a, wci  wtulona w jego sweter. Omal nie zacz a chichota . - By am

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

pierwsz  dziewczyn  Richarda. T umaczy  mi,  e próbowa  zosta  biseksualist , ale nic z

tego nie wysz o. Nie móg  kocha  mnie tak, jak kocha  swojego ch opaka.

- Nie mia  prawa eksperymentowa  na tobie! - krzykn  Brandt. - Co za karygodne i

egoistyczne zachowanie!

- Kiedy powiedzia am mu,  e jestem w ci y, stwierdzi ,  e to tylko moja wina i  e nie

chce mie  do czynienia ani z dzieckiem, ani ze mn . - Kelly delektowa a si  dramatyzmem tej

sceny. - Razem z Rupertem przeniós  si  do San Francisco i otworzy  sal

wicze  si owych.

To by o oryginalne. Wystawi a sobie pi tk  za pomys owo .

- Rupert? Sala  wicze  si owych?

Mo e by a za bardzo pomys owa. Swemu kochankowi powinna by a da  na imi  Tom,

a potem kaza  mu otworzy  agencj  ubezpieczeniow .

- Potem by am zdana tylko na siebie - dorzuci a pospiesznie, kieruj c rozmow  na

odpowiednie tory. - Odda am dziecko cudownemu ma

stwu, które od dwunastu lat nie

mog o doczeka  si  w asnego potomka. Bardzo kochaj  moje dziecko.

Zamkn a oczy i stara a si  wyobrazi  sobie t  par : kochaj cych rodziców, których

zawsze pragn a mie . Zadowolona by a,  e im w

nie da a swoje dziecko. U miechn a si .

Ta cz

 historii podoba a jej si  znacznie bardziej ni  si ownia Richarda i Ruperta.

- Jeste  pierwszym m czyzn , którego... poca owa am od czasu, gdy Richard mnie

opu ci . - To by o godne wzmianki.

Richard i Rupert? Sala  wicze  si owych? Przez chwil  w tpi  w ca  t  histori , ale

jego obawy wyda y mu si  nieuzasadnione. Dziwna historia, ale czy on nie zrobi  kariery,

opisuj c rzeczy osobliwe, kuriozalne i niewyt umaczalne?

Poza tym pocieszanie Kelly sprawia o mu przyjemno . Wydawa a si  taka ma a,

bezbronna w jego ramionach.

-  Kelly,  rozumiem  ci .  -  U cisn   j   mocno.  -  Twój  gniew  i  strach.  To  dlatego

wycofa

 si  tak nagle. Dlatego obawia

 si ,  e chc  ci  wykorzysta . Nie jestem podrywa-

czem. Owszem, mia em kontakty seksualne z innymi kobietami, ale zawsze by y to zwi zki

anga uj ce obie strony.

Przymkn a oczy i przywar a do niego. Cudownie by o przytuli  si  do tego silnego

czyzny, by  przez niego trzyman  w ramionach, my la a rozmarzona.  adnych pod-

tekstów seksualnych. Tylko czu

. Tylko komfort. Wtuli a si  g biej i obj a go w pasie,

rozkoszuj c si  ich blisko ci . Chcia a, by trwa o to wiecznie.

Poczu a jego usta we w osach. Jego cia o napr

o si .

- Kelly - szepn . - Nie musisz si  mnie obawia . Nie skrzywdz  ci .

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

Wyczu a  zmian   w  jego  pieszczotach.  Ju   nie  koi   jej  w  ramionach,  próbowa   j

podnieci . Jej cia o zesztywnia o. Gorej ce nami tno ci rozbudzone wcze niej, przerodzone

w ledwie tl cy  ar, teraz znowu rozpali y si  z ca  moc .

- Nie!

Wyrwa a si  i odepchn a go obiema r kami. Poniewa  zbyt wiele chcia a mu

ofiarowa . Poniewa  byli sami, i je li mia  zamiar zanie  j  do sypialni...

- Nic si  mi dzy nami nie zmieni o. - Oskar

a jego i siebie równie . - W dalszym

ci gu nie znamy si  i...

- I w

nie si  poznajemy - odpar  spokojnie. - Zaczynamy si  te  rozumie .

- Co nie znaczy,  e wskocz  z tob  do 

ka.

Brandt skrzywi  si .

- Wiem. Ja wprost przeciwnie.

Nie mówi  tego ze z

ci  ani z wyzwaniem. Przypatrywa a mu si , nie wiedz c, co

powiedzie .

- Mo e poogl damy telewizj , a potem pójdziemy spa ? Osobno - doda  - w osobnych

sypialniach.

czy  telewizor, wzi  j  za r

 i posadzi  na sofie. Siedzieli blisko, ale nie

dotykali si . Na kolanach Kelly rozsiad  si  Butter. Brandt u miechn  si  do niej. Kelly

odwzajemni a si  mu tym samym.

- Jutro zaczn  przygotowania do naszej podró y do Avidy - zacz . - Zadzwoni  pod

numer, który dosta em zesz ej nocy. Je li wszystko pójdzie dobrze, b dziemy mogli wyruszy

ju  pod koniec przysz ego tygodnia.

Si gn , by pog aska  kota. Dotkn  jej uda.

- Brandt! - ostrzeg a go i zdj a jego d

.

- Kelly! - powtórzy , przedrze niaj c j .

- Mia

 zostawi  mnie w spokoju - rzuci a mu ostre spojrzenie. - Po tym wszystkim,

co przesz am. Po dziecku, Richardzie i Rupercie, si owni i w ogóle.

Skr ca  j  paroksyzm  miechu. Z oczami skierowanymi w dó , szybko zaj a si

askaniem grubego, l ni cego futra Buttera.

Brandt przygl da  si  jej. Twarz mia a spokojn , ale ramiona dziwnie jej podrygiwa y.

Czy si

mia a? To raczej nie to; chyba p aka a.

- Kelly.

Chcia  do siebie odwróci  jej buzi .

Skoczy a  na  równe  nogi  i  podesz a  do  okna.  Je eli  dalej  chce  ci gn   t   fars   z

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

Richardem i Rupertem, musi by  bardziej opanowana.

W tym momencie program telewizyjny zosta  przerwany i nadano komunikat

meteorologiczny. Mówiono o trudnych warunkach drogowych stworzonych przez zamie . To

przypomnia o Brandtowi,  e nie wraca dzi  wieczorem do domu.

- Czy mog  skorzysta  z telefonu? - wsta . - Musz  zadzwoni .

- Telefon jest w kuchni.

Patrzy a za nim, gdy wychodzi  z pokoju. Do kogo chcia  dzwoni  o tej godzinie?

Dlaczego? Kelly wesz a cichutko do ma ego korytarza prowadz cego do kuchni i nie zauwa-

ona przez Brandta zacz a nas uchiwa . By a nie tylko ciekawa. Odezwa  si  tak e jej

instynkt samoobrony.

- Corrine? - zapyta  ciep ym g osem. - Pomy la em,  e lepiej b dzie, je li dam ci zna ,

e ugrz

em, kochanie. Nie wracam dzi  na noc do domu.

Kelly zamar a. Corrine? Dzwoni  do jakiej  kobiety,  eby powiedzie  jej,  e nie wróci

na noc do domu? W lot zrozumia a ca  gorzk  prawd . Brandt Madison mieszka  z kobiet .

- Nic si  nie martw, Corrine. Jestem u przyjaciela. Tak, u znajomego.

ucha a, jak nabiera t  kobiet  swym n dznym wykr tem. Wzbiera a w niej

gwa towana z

. U znajomego, dobre sobie. Szkoda tylko,  e tak si  przej zyczy  i pomyli

. Znajomego w koszuli nocnej. Którego omal nie uwiód ! Jak  mia  ok amywa  Corrine?

Jak  mia  j  oszukiwa ? Po prostu zapomnia  nadmieni ,  e mieszka z kobiet , kiedy

doprowadzi  do tego,  e pragn a go...  e czu a...

ce Kelly zacisn y si  w pi ci. Ostatkiem si  powstrzyma a si  przed wtargni ciem

do kuchni i wyrwaniem mu s uchawki. I powiedzeniem tej biednej Corrine, kim by  jego

„znajomy” i jak  mia o sobie z nim poczyna .

Jednak nie odwa

a si  na to. Przekrad a si  obok kuchni do swojej sypialni i

zamkn a drzwi na klucz. Bardzo chcia a stan

 z nim twarz  w twarz, ale instynktownie

czu a,  e by aby na z góry straconej pozycji. Mo e pocz tkowo odczu aby satysfakcj ,

wymierzaj c mu policzek, ale pr dzej czy pó niej wykorzysta by sw  przewag  nad ni . Nie

fizyczn . Nie obawia a si  z jego strony przemocy.

Jego metody by y zbyt wyrafinowane. Móg  podporz dkowa  j  sobie w daleko

bardziej perfidny sposób. Poprzez uwiedzenie. Oboje byli  wiadomi jej uleg

ci. Jej duch

móg  nie poddawa  si , ale cia o by o zdradzieckie. Przypomnia a sobie, jak przytula a si  do

Brandta: jego usta na swoich, jego j zyk w jej ustach, jego r ce w druj ce po jej ciele. I to,

jak wi a si  i poj kiwa a z rozkoszy, chc c wi cej.

Poczu a,  e robi jej si  zimno. Wskoczy a do 

ka i naci gn a ko dr , ale to jej nie

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

rozgrza o. Przez chwil  pozwoli a Brandtowi Madisonowi niebezpiecznie zbli

 si  do tej

cz ci swej psychiki, któr  dawno temu odkry a, daj

 z udzenie bezpiecze stwa skorup . I

po raz pierwszy od bardzo dawna poczu a si  zagro ona, przestraszona i okropnie,

przera liwie samotna.

- Przesta o pada . Od rana p ugi od nie aj  drogi. Nie powiniene  mie

adnych

opotów z dotarciem do domu. - Kelly wsypywa a sobie p atki kukurydziane do mleka, nie

spogl daj c nawet na stoj cego obok Brandta. - Mam dzi  du o pracy, wi c...

- Chcesz si  mnie pozby  - westchn . - Na tyle jestem rozgarni ty.

- Naprawd ? To dlaczego jeszcze tu jeste ?

Usiad a na taborecie i zacz a je , zwracaj c baczn  uwag  na to, by nie patrze  w

jego kierunku.

- Kelly, czemu nie chcesz powiedzie  mi, co  le robi ? Dlaczego tak si  zachowujesz?

Czemu zabarykadowa

 si  wczoraj w swojej sypialni i nie odpowiedzia

, gdy puka em do

drzwi?

- Po

am si , kiedy rozmawia

 przez telefon. Nie s ysza am twojego pukania.

Spa am.

- Kelly, przez telefon rozmawia em raptem trzy minuty. Nie mog

 przez ten czas

zamkn  drzwi, po

 si  i zasn .

-  Zawsze  zasypiam  w  chwili,  gdy  k ad   g ow   na  poduszce  -  sk ama a.  -  Zreszt

post pi am cholernie rozwa nie zamykaj c drzwi, skoro podst pnie chcia

 si  do mnie do-

sta .

- Nie robi em nic podst pnie - zapewnia  j . - Podszed em do twoich drzwi, kiedy nie

zasta em ci  w pokoju.

Chcia em powiedzie  dobranoc i...

- No to dlaczego tego nie powiedzia

, zamiast wali  w drzwi i wrzeszcze  przez

dwadzie cia minut?

- A! - Oczy mu zab ys y. - Wi c jednak s ysza

 mnie? Powiedzia

,  e by

pogr ona w g bokim  nie i nie wiedzia

 nic o moim pukaniu.

- Musia abym le

 chyba w grobie,  eby nie s ysze  tego rabanu - odpar a.

- Wi c dlaczego przynajmniej si  nie odezwa

? Móg bym zrozumie  to zamykanie

drzwi. Je eli si  mnie boisz, ale...

- Ja si  ciebie nie boj ! - zaprzeczy a gorliwie. - Mam ci  po prostu dosy ! W

nie

dlatego nie otworzy am ci. Bo by am zm czona odpieraniem twoich... twoich nie chcianych

zalotów. I dlatego te  si  nie odzywa am. Mia am po dziurki w nosie rozmów z tob .

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

Brandt popatrzy  na ni  przeci gle.

- Moich zalotów nie mo na chyba nazwa  nie chcianymi.

- Pewna jestem,  e taka egoistyczna, egomaniakalna, niezaspokojona i nienasycona

kreatura jak ty, mog aby w to uwierzy .

- Do licha, jeste  lepsza ni  s ownik synonimów! Je eli sposób twojego pisania

przypomina cho  po cz ci twoj  mow , twój redaktor naczelny zu ywa na poprawki co

najmniej tuzin d ugopisów.

- Mój naczelny jest zadowolony z mojego pisania. - Kelly spokojnie zjad a nast pn

 p atków, wpatruj c si  w talerz.

Brandt obserwowa  j , krzywi c usta w grymasie niezadowolenia. Nie móg  jej

rozgry . Odrzuci a go bardzo skutecznie zesz ej nocy, zamykaj c drzwi. Ale dlaczego?

Powstrzyma  si  od zgarni cia od ty u kosmyka kasztanowych w osów, który opad  jej

na oczy. Doskonale pami ta , jak trzyma  te mi kkie, jedwabiste w osy, kiedy podtrzymywa

jej g ow  i ca owa  j . Wspomnieniu towarzyszy o nieprzyjemne uczucie. Wczoraj bardzo jej

pragn .

Wci  na ni  patrzy . Mia a lekko pochylon  g ow , w osy ca kiem spad y i zakry y

jej twarz - jakby kurtyn . Ods oni y natomiast jej szyj . Bardzo chcia  poca owa  to pon tne

miejsce. Pod zielono - niebiesk  bluzk , któr  nosi a do niebieskich spodni rysowa y si  jej

piersi. Znów powróci y wspomnienia wczorajszego wieczoru. Pami ta , jak patrzy  na nie, jak

je ca owa  i pie ci . I jak poj kiwa a z zadowolenia w jego ramionach.

Przekl  w duchu. Pragn  jej w tej chwili tak samo jak wczoraj. A ona, z powodów o

których nie mia  poj cia, zadecydowa a,  e jest tak poci gaj cy, jak wirus grypy i traktowa a

go odpowiednio do tego za

enia.

- Kelly - zacz , ale by a ju  na nogach, wylewaj c resztk  p atków do zlewu.

- Musz  ju  i  - spojrza a znacz co na zegarek - o dziesi tej mam wa ne spotkanie.

Poszed  za ni  do pokoju sto owego. Dlaczego by a tak wrogo do niego nastawiona?

Wczoraj wieczorem ufa a mu. Czu  si  jej bliski i wiedzia ,  e z ni  by o to samo.

Co  mu za wita o. Ubieg ej nocy przekroczy  pewn  granic  jej komfortu

psychicznego i zareagowa a na to, odpychaj c go. Móg  jej na to pozwoli , mo e nawet

powinien. Mia a skomplikowane wn trze. Jedno, co by o pewne, to to,  e zagmatwa jego

proste, znormalizowane  ycie.

Przyci ga a jego uwag , pobudza a wyobra ni  i wzbudza a jego zainteresowanie, co

nie uda o si  dotychczas  adnej kobiecie oprócz Michele.

apa  j  za r

 i przyci gn  do siebie.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Zaryzykuj  nawet pos dzenie mnie o brutalno , ale nie wyjdziesz st d, dopóki nie

wyja nimy sobie tego nieporozumienia.

- Nie zauwa

am  adnego nieporozumienia!

„Musz  zachowa  zimn  krew” - ostrzeg a si  w duchu. Ogarn a j  dzika pasja, ale

postanowi a nie okazywa  tego,  eby nie pomy la ,  e jej na nim zale y. Powiedzia a tylko:

- Wiem o Corrine.

Patrzy  na ni  zdziwiony.

- Co wiesz o Corrine?

- Co? To,  e - na mi

 bosk  - mieszkasz z ni .

- Jasne. Wprowadzi a si  z dzie mi rok temu, kiedy Ross zosta  s

bowo wys any do

Bejrutu. Wraca za miesi c i wtedy wszyscy przenios  si  do Columbii, nast pnego miejsca

jego pracy.

Wpatrywa a si  w niego. Co  tu nie gra o.

- Kto to jest Ross?

- Ross Collins to mój szwagier - odpar  zniecierpliwiony. - M  Corrine.

Kelly nerwowo prze kn a  lin .

- Corrine jest twoj  siostr ?

- Oczywi cie. Mówi

 przecie ,  e j  znasz.

- Nie znam. - Pokr ci a g ow . - Powiedzia am tylko,  e wiem o niej.

Sp yn a na ni  pot

na fala ulgi. Zrozumia a to, do czego nie chcia a si  przyzna

przed sob  sam : by a chora z zazdro ci, gdy pomy la a o innej kobiecie w  yciu Brandta.

- S dzi am... s dzi am,  e jest twoj  kochank .  e dlatego mieszka z tob .

Nast pi a chwila ciszy. Kelly kr ci o si  w g owie. Nigdy nie by a zazdrosna, nie

mia a do tego podstaw. Zazdro  zawsze zawiera element posiadania, a ona nigdy nie

nale

a do nikogo ani nie mia a nikogo, kto nale

by do niej. Nigdy nie uwa

a,  e mo na

uwa

 kogo  za swoj  w asno . Ale Brandt...

Oblecia  j  zimny strach. Jak mog a wierzy ,  e znaczy co  w jego  yciu? Zna a go tak

krótko. Nie mia a  adnego powodu  eby uwa

,  e by ... jej.

-  My la

,   e  Corrine  mieszka  i   yje  ze  mn ?  -  Przygl da   si   jej.  -  Sk d  tak  g upi

pomys  przyszed  ci do g owy?

Skrzywi a si . Nie mia a ochoty przyzna  si ,  e pods uchiwa a jego rozmow

telefoniczn .

- Chyba... chyba dosz am do mylnego wniosku.

- Chyba tak - powiedzia  z

liwie. - My la

,  e  yj  z jak  kobiet  i w tym samym

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

czasie robi  podchody do ciebie.

Kelly  wpatrywa a  si   w  niego.  Serce  wali o  jej  w  piersi.  Nie  by   wi c  taki

nieosi galny. On te  kierowa  si  emocjami. Wszystko wygl da o zupe nie inaczej.

Brandt powoli uk ada  sobie wszystko.

- Wi c to jest powód do wyzywania mnie? Dlatego zachowywa

 si , jakbym by

czym , co nale

oby jak najszybciej zetrze  z podeszwy swojego buta?

Zagryz a doln  warg  i z wahaniem przytakn a.

- Powinienem si  w ciec,  e pos dzasz mnie o takie historie. Ju  si  w ciek em. -

Potrz sn  g ow . By  zdenerwowany, ale powoli si  uspokaja .

- Kelly, nigdy nie zrobi em nic, co uzasadnia oby taki brak zaufania.

Zbli

 si  do niej.

Odsun a si .

-  To  przez  moje  tragiczne  prze ycia  z  Rupertem  -  odpar a  szybko.  Chcia a  zaj   go

opowie ciami o jej urazach psychicznych,  eby przesta  zg bia  motywy trzymania go na

dystans. - Od tamtej pory zawsze mia am k opoty z zaufaniem.

Brandt zmarszczy  brwi.

- Rupert? My la em,  e to by  Richard.

- Tak, tak, oczywi cie, Richard.

Nerwowo przeczesa a palcami w osy. Bo e, naprawd  by  bystry. Richard, Rupert, co

za ró nica. Jemu widocznie robi o ró nic . Patrzy  na ni  dziwnie.

- To dlatego,  e zawsze uwa

am Ruperta - hmm - za g ównego sprawc  tej tragedii.

Spojrza  na ni  uwa nie.

-  Sprawy  mi dzy  nami  posuwaj   si   w  szybkim  tempie,  Kelly.  Mo e  po  prostu

potrzebowa

 tego nieporozumienia, co?  eby stworzy  mi dzy nami dystans? - Wydawa

si  by  przej ty i pe en zrozumienia.

Zach cona i o mielona tym, skin a g ow .

- Chyba czasem wymy lam co

eby...  eby trzyma  si  z daleka od ciebie.

- Dlaczego? - zapyta  cicho.

- Bo sprawiasz,  e czuj  si  tak... jak si  czuj .

Przysun  si  i stan  tak blisko,  e ich cia a niemal si  styka y.

-  e co czujesz, Kelly? - zapyta  niskim, g bokim g osem, który zdawa  si  j  pie ci .

- Powiedz mi.

Nagle otworzy y si  drzwi wej ciowe i Kelly odskoczy a od niego jak oparzona.

Brandt zakl  cicho pod nosem. Do mieszkania wtargn a  adna, ma a brunetka i m ody,

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

zaro ni ty m czyzna z kamer  w r ku.

- Susan! - krzykn a dr cym g osem Kelly. - Mia

 k opoty z dojechaniem do domu?

-  G ówne  drogi  s   ju   przejezdne  -  odpar a  Susan.  Kelly,  to  Peter  Naddox,  nasz

fotograf. Uwi ziony razem ze mn  w Evanston ubieg ej nocy - doda a, u miechaj c si  do

niego za omie.

- Cze  Peter - powita a go Kelly. - Ciesz  si ,  e wrócili cie bez przeszkód.

Przepraszam, nie mog  zosta  i pogada , lec  spotka  si  z Cindy.

Z mocno bij cym sercem z apa a z wieszaka przy drzwiach jasnozielon  kurtk  i

wybieg a, nawet nie spogl daj c na Brandta.

-  Pa,  Kel  -  zawo

a  za  ni   Susan.  Potem  odwróci a  si   i  spostrzeg a  Madisona.

Reakcja by a natychmiastowa, jak z najg upszego serialu telewizyjnego: zrobi a wielkie oczy.

Os upia a.

- Brandt Madison. - Wyci gn  do nich r

 na powitanie. Tylko Peter u cisn  j .

Susan sta a jak s up soli, nie odrywaj c od niego wzroku.

- Utkn em tu dzi  na noc - rozpocz  konwersacj . - Kelly tak si  spieszy o,  e mnie

nie przedstawi a.

- Susan Lippert. Czy... czy spa

 tutaj? - zapiszcza a - z Kelly?

Brandta bawi o jej niedowierzanie.

- Uhm.

- Cholera! - Susan opad a na sof . - Kawaler Miesi ca znów atakuje. I to Kelly!

Gdybym sama ci  tu nie widzia a, nigdy bym w to nie uwierzy a.

- Dlaczego nie? - zapyta  z zaciekawieniem. Powinien ju  pój , ale usiad  ko o Susan.

Ch  dowiedzenia si  czegokolwiek o tajemniczej Kelly Malloy okaza a si  zbyt silna. - Ty

tak e - hmm - ugrz

 wczoraj, i to nie sama.

Susan natychmiast spojrza a na Petera.

- Zgadza si , ale Kelly sp dzaj ca noc z m czyzn ... - Wzruszy a ramionami z

zak opotaniem. - B dziemy je

niadanie. Jad

 ju , czy zjesz z nami?

-  Nie,  nie  jad em,  i  owszem,  ch tnie  si   do  was  przy cz ,  wsta   i  u miechn   si .  -

Kelly... zapomnia a zaproponowa  mi co  do zjedzenia. To niedopatrzenie  wiadczy o

wyra nie o tym,  e chcia a si  go jak najszybciej pozby .

Susan potrz sn a g ow .

- Có , musisz by  wyrozumia y. Kelly nie jest przyzwyczajona do nocnych go ci.

Prawd  powiedziawszy, jeste  pierwszym, jakiego tu widz , od kiedy wprowadzi am si  tu

trzy lata temu.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Czy cz sto si ... umawia? - zapyta  od niechcenia.

- Mo na tak powiedzie , ale zawsze pami ta, by absztyfikantów zostawia  po tamtej

strome drzwi - odpar a uszczypliwie. Mo e i przed tob  powinna by a je zamkn ? Jest moja

dobr  przyjació

 i nie chcia bym dowiedzie  si ,  e kto  j  zrani .

- Hej, Susan, kto pstryka  te zdj cia? - zapyta  Peter przygl daj c si  kolekcji

dziwacznie oprawionych fotografii.

-  Ja  -  odpar a  Susan  z  dum .  -  Mówi am  ci  wczoraj,   e  interesuj   si   fotografi .  Nie

wierzy

 mi.

Peter u miechn  si .

- S dzi em,  e to tylko haczyk.  eby mnie z owi , wiesz?

- Gdyby tu by a Kelly, nazwa aby ci  pró nym, zapatrzonym w siebie wilkiem -

za mia  si  Brandt - albo egocentrycznym, egomaniakalnym, nienasyconym i niezaspokojo-

nym insektem. Mi dzy innymi.

-  Ho,  ho,  zdaje  si ,   e  by o  tutaj  gor co  -  zastanawia a  si   g

no  Susan.  -  Spa

  w

pokoju Kelly czy moim?

- Pierwsza odpowied  si  liczy.

- W moim, to jasne. Powinnam wiedzie  od razu.

- Kim s  ci ludzie na fotografiach, Susan? - dopytywa  si  Peter, wyra nie staraj c si

zwróci  na siebie jej uwag .

- To moja rodzinka. Ca kiem du a. Wszyscy z wyj tkiem tej, malej, ubranej na

niebiesko czarnej dziewczynki. To Cindy. M odsza Siostrzyczka Kelly.

- Ma czarn  siostr ? - Brandt wzi  fotografi  i przyjrza  si  jej uwa nie. Ma a, mo e

dziewi cioletnia Murzynka u miecha a si  do niego.

- M odsza Siostrzyczka. Z du ej litery - poprawi a go Susan. - Kelly wyst puje jako

Starsza Siostra. Ka

 sobot  od dziesi tej do trzeciej sp dza z Cindy. Trwa to ju  od dwóch

lat. Bardzo udany zwi zek.

Podziwia  j  za to,  e po wi ca a swój czas upo ledzonemu dziecku. Kelly Malloy

by a nie tylko pi kna. Uczucia, jakie w nim wzbudza a, wykracza y zdecydowanie poza po-

ziom hormonalny.

- Gdzie s  jakie  fotografie Kelly? - zapyta  Susan. Chcia  si  dowiedzie  o niej

czego  wi cej.

Spojrza a na niego zdziwiona.

- Kelly ci nie mówi a? Nie ma  adnej rodziny. Wychowywa a si  w kilku domach

zast pczych.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

By  poruszony.

- Nie ma nikogo?

Susan zje

a si .

- Mówisz tak, jakby by a jakim  biednym dziewcz tkiem z powie ci Dickensa. Jej by

si  to nie podoba o. Nie jest sama na  wiecie. Ma Cindy, Buttera, mnie i sw  prac  w

redakcji, i mas  przyjació .

- Ale  adnych krewnych? - nalega  Brandt. A jednak odda a dziecko do adopcji? A

mo e nie? By  pe en w tpliwo ci.

- Nie, nikogo. Mog  da  ci rad ? - zmierzy a go przeci

ym spojrzeniem. - Nie pytaj

 za du o o przesz

. Rzadko o niej mówi. My

,  e to dla niej bolesne. Wiedzie

szcz liwy  ywot, wi c po co odgrzebywa  stare dzieje.

- Robisz wreszcie to  niadanie, czy masz zamiar gada  ca y dzie ? - Peter z apa  j  za

, przyci gn  do siebie i poca owa  nami tnie.

Brandt odebra  ten niewerbalny znak od drugiego m czyzny. Tamten upomina  si  o

swoje. Brandt patrzy  na nich, splecionych w mocnym u cisku.

- Chyba ju  pójd  - rzuci , nie zwracaj c si  w

ciwie do  adnego z nich. - Zjem co

po drodze. Mi o by o was pozna .

adne z nich nie odpowiedzia o. Brandt wzi  p aszcz i teczk . Wyszed  i cicho

zamkn  za sob  drzwi.

- Masz paszport?

Nawet nie przywita  si  z ni . Ani nie przedstawi . Kelly zaniemówi a na chwil ,

zastanawiaj c si  dlaczego uwa

,  e natychmiast rozpozna jego g os. Oczywi cie,  e

pozna a. Ale on nie powinien by  tego zak ada  z góry.

„Wspinam si  na coraz wy sze wy yny absurdu” - z aja a si  w duchu. Zawsze by a

uosobieniem racjonalno ci - dopóki w jej  ycie nie wkroczy  Brandt Madison. Sprawi ,  e

mówi a, robi a i czu a dziwne rzeczy. Rzeczy, o których ba a si  mówi , których ba a si

robi  i odczuwa . Mia  nad ni  w adz , której nie rozumia a: z jednej strony obawia a si  go,

z drugiej - przyci ga  j .

- Kelly, jeste  tam? - odezwa  si .

- Tak. I mam paszport - odpowiedzia a ch odno. „Dam sobie z nim rad ” - zapewni a

si . B dzie oboj tna, obca. B dzie go trzyma  na dystans.

- To dobrze. Kelly, po po udniu dzwoni em do agencji adopcyjnej Przyjació  Dzieci.

Zachowywali si  bardzo pow ci gliwie, dopóki nie powiedzia em im,  e rozmawia em z

Carist  osobi cie i  e to on zgodzi  si  na mój przyjazd do Avidy. Wtedy zrobili si

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

straszliwie uczynni. Pojecha em do nich - to takie ma e biuro - dali mi tam mnóstwo

papierków...

- Jakich papierków? - Bardzo chcia a przytrze  mu nosa, ale ciekawo  zwyci

a.

Zreszt , te informacje by y niezb dne do przygotowania jej artyku u.

- Przeró nych: prawa obowi zuj ce w stanie Illinois, formularz 1 - 600

Ameryka skiego Urz du Imigracji i Naturalizacji. Musz  od nas pobra  odciski palców, i to

w dwóch egzemplarzach. Jeden dla policji stanowej, drugi dla federalnej.

- Nie s dzi am,  e b dziemy ociera  si  o agencje stanowe i federalne - odpar a wolno.

- Czy to co robimy, to przest pstwo?

- Przera ona? - Brandt za mia  si . - Za pó no,  eby si  wycofa , Kelly. Ludzie

Caristy bardzo si  staraj . Ju  za atwiaj  nasz  spraw .

Westchn a ci ko.

- Co takiego?

- Carist  nie zostawi w spokoju  adnej nitki wiod cej do k bka. Wydaje si ,  e ma

przyjació  na wszystkich szczeblach zwi zanych z przygotowaniami adopcyjnymi. Za pewn

op at  wszystkie da si  zrobi .

- Op at ? - powtórzy a jak echo. - Chyba  apówk ?

- Zap aci em gotówk  pi  tysi cy dolarów. Wr czy em je uroczej babuni -

recepcjonistce.  Co  dalej  stanie  si   z  tymi  pieni dzmi  -  albo  kto  je  dostanie  -  o  tym  nie

mówili my. Nie pad y  adne nazwiska. Jedyne, co mam na ta mie, to obietnica starszej pani,

e jakie  dobre i wp ywowe dusze przyspiesz  za atwienie moich papierów tak, abym wraz z

on  móg  jak najszybciej polecie  do Avidy po dziecko.

- To naprawd  by a  apówka - skonstatowa a niezadowolona.

- Kelly, nie defraudujemy skarbu pa stwa ani nie przekupujemy urz dników, nie

robimy te  nic wbrew prawu. Zbieramy materia y, sprawdzaj c jednocze nie Carist  i to, czy

nale y mu si  wi zienie.

- W dokumentach napisano,  e jeste my m em i  on , nieprawda ? To, dzi ki Bogu,

bezczelne k amstwo.

- Uwa aj! Nawet tacy bezwzgl dni,  asi na kobiety, pró ni i przebiegli rozpustnicy

do wiadczaj  uczu .

miechn a si . Jak mog a pozosta  oboj tna i na dystans, je eli  artowa  z siebie

samego?

- Kelly, czy nie mogliby my spotka  si  wieczorem i omówi  nasz  wypraw ? - Jego

os zmieni  si . - Mog  by  u ciebie za dwadzie cia minut.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Nie, Brandt! - odpowiedzia a szybko. Nie by a gotowa na to, by znów go zobaczy .

Potrzebowa a wi cej czasu, aby nauczy  si  niwelowa  jego pot

ny wp yw. Spojrza a na

Buttera li cego  apy. - Mam inne plany na dzisiejszy wieczór. Sp dzam go z przyjacielem. -

Nie by o potrzeby dodawa ,  e to koci przyjaciel.

- Mo emy tymczasem od

 nasz  rozmow , Kelly, ale musi si  ona odby .

Chcia bym te  us ysze  odpowied  na pytanie, które zada em ci dzi  rano.

To pytanie przez ca y czas ko ata o jej si  w g owie, jakby dopiero co je

wypowiedzia a: „Sprawiam,  e co czujesz?” Zadr

a. Niewiele brakowa o, a powiedzia aby

mu. Gdyby nie nagle pojawienie si  Susan, s owa, które by pad y, zosta yby u yte pó niej

przeciwko niej.

- Zupe nie nie mog  sobie przypomnie  o czym rozmawiali my dzi  rano. - Mia a

nadziej ,  e jej g os brzmia  naturalnie.

Znajomo  psychologii by a naprawd  pomocna. Gdyby nie zdawa  sobie sprawy z

tego,  e Kelly próbuje chroni  si  przed uczuciami, jakie  ywi do niego, jej wykr ty

doprowadzi yby go do szewskiej pasji.

- Zastanów si  nad tym, Kelly - powiedzia  bardzo mi kko. - W ka dym razie, mo esz

liczy  na to,  e od wie  twoj  pami .

Kelly wyczu a niedopowiedzian , zmys ow  obietnic  w jego g osie. Zamierza

od wie

 jej pami  innymi ni  s owa sposobami. A ona tego w

nie pragn a. To by o naj-

gorsze. Przymkn a oczy. Znów w jej wn trzu rozgorza  p omie  po

dania.

- Dobranoc, kochanie. - powiedzia  cicho.

Ostro nie od

a s uchawk . Wci  s ysza a w uszach jego g os. Przez jaki  czas

wpatrywa a si  bezmy lnie w przestrze  przed sob .

Butter zeskoczy  z krzes a i owin  si  wokó  jej kostek. Podnios a go i zanios a do

salonu.

- Przez ciebie odmówi am randki, staruszku. Susan wysz a z Peterem, wi c b dziemy

ca y wieczór sami.

Usiad a na sofie, uk adaj c kota obok siebie. Butter zamrucza , jakby chcia  co

powiedzie .

- Nie, wcale nie 

uj ,  e powiedzia am Brandtowi Madisonowi. Jestem zaj ta. - Kot

mrucza , kiedy mierzwi a jego futro. - Jest przekonany,  e mia am dziecko! I uwierzy  w ca

 beznadziejn  historie z Rupertem, Richardem i si owni .  atwiej to prze kn  ni  fakt,  e

nigdy dot d... - westchn a. - W tempie, które narzucam nie stanie si  to nigdy.

Kot przyjrza  si  jej  artobliwie i przewróci  si  na grzbiet Kelly podrapa a go po

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

brzuchu. Mia kn  z zadowoleniem.

- Stanowimy przecie  par , co, staruszku? Par  wyrzutków. Znalaz am ci  na ulicy tak

samo, jak oficer Malloy znalaz  mnie. Wydaje mi si ,  e oboje pojawili my si  znik d.

Kot z apa  jej r

 w  apy i poliza  czule. Uj to j  to.

- My

,  e nie dowiemy si  nigdy, kim byli my. Ale jest co , czego jestem pewna.

Nigdy nie porzuci abym nikogo - cz owieka czy zwierz cia - kto by mnie potrzebowa . Zro-

bi abym wszystko,  eby my tylko byli razem.

Butter ziewn  i mrukn  wymijaj co.

- Powiniene  powiedzie : „Ja te ”, ty stary cyniku.

miechaj c si  do siebie i do kota, przytuli a go mocno.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

5

- Skóra mi cierpnie, gdy na niego patrz  - szepn a do Brandta Kelly. Jej wzrok by

utkwiony w niewysokim, ciemnow osym m czy nie, który siedzia  na fotelu po drugiej

stronie przej cia jumbo jeta. - Wygl da jak  asica i ci gle si  na nas gapi.

Brandt spojrza  w jego stron . Napotka  zimne spojrzenie czarnych oczu. Lekko si

uk oni . M czyzna odwzajemni  uk on.

- Ca kiem niez e porównanie. - Brandt pochyli  si  ku Kelly. - Jak go tylko

zobaczy em, przysz o mi do g owy,  e jest podobny do fretki.

Spotkali go rankiem na lotnisku O’Hare, kiedy oddawali baga  do sprawdzania przed

lotem do Avidy. M czyzna przedstawi  si  im jako Alfredo Para de Leon, pracownik agencji

Przyjació  Dzieci, i powiedzia ,  e b dzie im towarzyszy  w drodze do Avidy, aby „u atwi

post powanie adopcyjne”. I od tej pory nawet na chwil  nie spu ci  ich z oczu.

-  Przyczepi   si   do  nas  jak  rzep  psiego  ogona  od  chwili,  gdy  w  Miami  zmienili my

plany - szepn a Kelly, unikaj c nieruchomego wzroku m czyzny. - My la am,  e pójdzie za

mn  do toalety.

- Z ca  pewno ci  przys ano go tak e z innych powodów.

- Chyba po prostu szpieguje dla Caristy - zauwa

a. - Nie robi tego najlepiej.

- Te  tak s dz . Pozostaje tylko pytanie: dlaczego? Czy Carista wie,  e jestem

dziennikarzem i podejrzewa,  e moim zamiarem nie jest adopcja dziecka? A mo e to

rutynowa obserwacja ka dej pary?

- A z jakiego innego powodu zatrudnia by szpiega, je li nie dla ochrony swoich

ciemnych sprawek?

- Mnie te  si  wydaje,  e Carista ma co  do ukrycia.

Zielone oczy Kelly znów zatrzyma y si  na twarzy Para de Leona. Spostrzeg a,  e

ci gle ich obserwowa .

- Jest co  w jego twarzy, jakby gro ba. To uporczywe spojrzenie jego malutkich

oczek. Co b dzie, je eli on nas naprawd  o co  podejrzewa? Jak my lisz, co zrobi?

- Nie wiem. Nawet przez chwil  nie wolno nam wzbudzi  jego podejrze . Musimy mu

udowodni ,  e jeste my jedynie szcz liw  par .

Brandt delikatnie podniós  r czk  oparcia dziel

 ich fotele.

Kelly przygl da a si  temu z niesmakiem.

- Mam lepszy pomys . Udawajmy,  e jeste my na skraju rozpadu naszego zwi zku i  e

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

adoptowanie dziecka jest dla nas ostatni  desk  ratunku. Ale, poniewa  nasze ma

stwo nie

jest jeszcze ocalone, wi c spokojnie mo emy by  na dystans.

- Powiedzia em w agencji,  e jeste my niezwykle szcz liw  par . Para de Leon

oczekuje od nas w

nie tego. Je eli nie damy mu na to dowodów, na pewno zacznie co

podejrzewa  - obj  j  ramieniem, nachyli  si  i roz

 jej fotel. - Do tej pory niezbyt

przekonuj co odgrywa

 rol  kochaj cej  ony. Nie spogl da

 na mnie, nie rozmawia

 i

odsuwa

 si  ode mnie nawet wtedy, gdy przypadkowo ci  dotkn em.

Kelly musia a tak robi . Nawet niezamierzony dotyk przyspiesza  bicie jej serca. Po

tym, jak przyrzek a sobie,  e b dzie twarda, by o to najstraszliwsze odkrycie.

- Zabierz te r ce! - sykn a przez zaci ni te z by.

- Nie zrozumia

, o czym mówi em? To nie jest reakcja oddanej  ony. - Przycisn  j

do na pó  roz

onego fotela i przysun  si  jeszcze bli ej. Prawie le

 na niej. Spokojnie

szepta  jej do ucha:

-  W  Miami  wyja nia em  panu  Para  de  Leonowi,   e  boisz  si   lata .  Mia o  to

usprawiedliwi   twoje  zachowanie.  Ale  teraz  musisz  si   rozlu ni ,  Kelly.  Dajmy  mu  pokaz

czu ej scenki ma

skiej. Obejmij mnie za szyj  i...

- Jak mnie nie pu cisz w tej chwili, to mu zademonstruj  scenk  wojenna, Madison.

Po

a mu r ce na ramionach, by go odepchn

; palce wtopi y si  w jego mi kki,

be owy sweter. Jego ramiona by y jednak zbyt mocne.

- On na nas patrzy, Kelly. Teraz nie mo e jednak zobaczy  twojej twarzy, bo ci

zas aniam. Wszystko co widzi, to nas dwoje, le

cych tutaj w gor cym najprawdopodobniej

cisku.

- Zaraz zobaczy, jak fruwasz, kiedy ci  st d wyrzuc ! Ruszaj si , Madison!

Chcia a go odepchn , ale Brandt tylko jeszcze bardziej si  nat

 i nie drgn  nawet

o milimetr.

Zacz  delikatnie muska  ustami jej szyj .

- Och, Kelly, tak dobrze smakujesz, i pachniesz tak s odko. My la em o tobie bez

przerwy przez ostatni tydzie .

- Z

 ze mnie! - sykn a. Raz jeszcze próbowa a go odepchn , ale nie mia a tyle si y.

- Nie mog  ci  ruszy  z miejsca, ty s oniu. Wstawaj! Zgnieciesz mnie!

- Ale podoba ci si  to!

Dzia

 jej na nerwy. Niemal le

 na jej piersiach. Jedn  r

 dotyka  jej biodra.

Czu a jego kolano pomi dzy nogami. I z by na wargach, potem delikatnie g adz cy je j zyk.

Uda o jej si  z apa  oddech.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Nie... wcale nie! - wysapa a. Cudowne doznania omal e nie powodowa y utraty

przytomno ci. Policzki pa

y, kiedy traci a panowanie nad sob .

- Tak, to ci si  podoba. - Obejmowa  j  silnie jednym ramieniem, drug  r

 g adz c

jej cia o. - Ciekawa jeste , sk d wiem? - sk ada  poca unki na jej powiekach, policzkach,

podbródku i z powrotem na ustach. - Ca a dr ysz.

- Wzdrygam si . Z... z obrzydzenia!

Brandt zachichota  g

no.

- Daj spokój, Kelly. Nie ma powodu zaprzecza ,  e mnie pragniesz. - Z apa  z bami

skrzyde ko jej ucha i wgryza  si  w nie nami tnie. Efekty tego poczu a gdzie  g boko w

swym wn trzu.

Nie ma powodu zaprzecza ,  e go pragnie? Kelly walczy a z ogarniaj

 j ,

alarmuj

 s abo ci . Ju  nie przeszkadza  przygniataj cy j  ci ar. Ich cia a zdawa y si  ide-

alnie do siebie pasowa . By o to bardzo podniecaj ce. Ich spojrzenia spotka y si .

Przez ca y zesz y tydzie  unika a go, zdecydowana zniweczy  jego panowanie nad jej

cia em.  Rozmowy  telefoniczne  utrzymywa a  w  tonie  s

bowym.  Jednak e  w  chwili,  gdy

ujrza a  go  dzi   rano  na  lotnisku,  wiedzia a,   e  wszystkie  te  wysi ki  posz y  na  marne.  Serce

zabi o jej mocno, gdy tylko podszed  do niej. S aba strona jej natury czeka a na niego.

Wiedzia a,  e on jej pragnie; nie robi  nic, by to ukry . S dzi a,  e jej opór musi

wydawa  si  dziwny i niczym nieuzasadniony. Oboje byli doros ymi, dojrza ymi lud mi.

Dlaczego nie zgadza a si  na ten romans, skoro Brandt tego chcia ? Przecie  ona te  tego

chcia a!

Jednak jej trze wy umys  odmawia  poddania si  fizycznym zachciankom i

potrzebom. Zna a siebie dostatecznie dobrze, by zdawa  sobie spraw  z tego,  e nie mog aby

kocha  si  z m czyzn , do którego nic nie czuje.

Potrzeby fizyczne nieuchronnie id  w parze z potrzebami emocjonalnymi. Kelly nigdy

nie pozwala a sobie anga owa  si  uczuciowo, poniewa  przeczuwa a,  e jej w asne potrzeby,

niczym nie skr powane, stanowi y zbyt du y ci ar dla drugiego cz owieka. Ka dy odsun by

si  do niej, gdyby tylko pozna  ogrom jej potrzeb emocjonalnych, tak jak zrobi a to jej matka.

Kelly nigdy nie mia a w tpliwo ci,  e to by a jej wina,  e zostawi a j  matka. By a

trudnym dzieckiem - powiedzia  jej to jeden z pracowników opieki spo ecznej. Du o p aka a,

wymaga a nieustannego zainteresowania, zabiera a zbyt du o czasu przybranym rodzicom.

Dlatego przerzucano ja z jednego domu do drugiego, a  w ko cu zosta a wychowank  stanu

Illinois.

Kelly wyobra

a sobie swoja matk , doprowadzon  do granic wytrzyma

ci przez

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

jej p acz i wymagania. Matka nie mog a sobie z ni  poradzi  i zostawi a j . Pó niej kolejne

matki zast pcze oddawa y j  z powrotem do domu dziecka. Kiedy mia a pi  lat, ostatecznie

poj a, o co chodzi. Od nikogo niczego nie  da , gdy  w przeciwnym razie mo na zosta

porzuconym. Ani nie oczekiwa  niczego od innych, poniewa  inni nie chc  (b

 nie mog )

tych oczekiwa  spe ni .  ycie by o  atwiejsze, a ludzie bardziej przyja ni, gdy o nic si  nie

prosi o. Nie by o wtedy g upich nadziei i oczekiwa , które nieuchronnie przeradza y si  w

dotkliwy zawód.

Kelly poj a to dobrze. Nigdy potem nie pozwoli a sobie samej, by rz dzi y ni

emocje lub jakiekolwiek potrzeby w asne. Jej umys  by  zdyscyplinowany i uporz dkowany -

 do momentu, gdy na horyzoncie pojawi  si  Brandt Madison.

Nie ma powodu zaprzecza ,  e go pragnie?  e go potrzebuje? Od tego zale y ca e jej

ycie.

- Wcale ci  nie chc ! - parskn a. - Nie potrzebuj  ci , ty... ty...

- Pró ny, zawsze zadowolony z siebie wilku? - podsun  Brandt, muskaj c jej usta.

- Ty p ytki, zidiocia y podrywaczu, ociekaj cy... - G os Kelly zachwia  si , gdy d

Brandta ruszy a pewnie i celowo w kierunku jej  ona. Niebiesko - czarna spódnica unios a si

do pól uda. D

 Brandta  lizga a si  po g adkiej powierzchni po czoch i Kelly straci a

poczucie rzeczywisto ci. Widok du ej d oni i mocnych palców poruszaj cych si  w gór  jej

ud zamroczy  j .

- Przesta ! - zdo

a wyszepta .

Brandt obci gn  jej spódnic , tak  e zakry a kolana.

- Widzisz? Nie musisz si  mnie obawia , Kelly. Nie mam zamiaru uczyni  w miejscu

publicznym nic, co wprawi oby ci  w zak opotanie. Nie mam zamiaru - gdy b dziemy sami -

uczyni  czegokolwiek, czego by  nie chcia a.

Wyg adzi  jej niebiesk  kamizelk  i poprawi  ko nierzyk czarnej bluzki.

Jego humor przemieszany z podnieceniem sprawi ,  e poczu a si  mi kka i s aba. Gdy

czubkiem j zyka dotkn  koniuszka jej j zyka, poczu a wype niaj

 j  gor

 fal . Jej r ce,

jakby  obdarzone  w asn   wol ,  obj y  go  za  szyj .  Nie  mog a  powstrzyma   ch ci

przyci gni cia jego g owy ku sobie i zasmakowania mocnego dotyku jego ust. Powieki

niezno nie ci

y.

Brandt delikatnie gryz  jej wargi.

- Kelly - zacz  mi kko. Ich oddechy miesza y si  z sob . - Tak dobrze trzyma  ci  w

ramionach.  Przez  ca y  tydzie   snu em  fantastyczne  wizje,  w  których  trzyma em  ci   w  ra-

mionach. Kupi em nawet bilety pierwszej klasy, poniewa  chcia em, by my czuli si

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

swobodniej.

Jego usta dotkn y j  - delikatne, mi kkie i zach caj ce. Przymilaj c si  nie pozwala

na  adne protesty, nie niepokoi  i dawa  oparcie. Poca unek, który pozwala  kobiecie czu  si

bezpiecznie i przytomnie do momentu, gdy kr ci o si  w g owie i by o za pó no na opór. Do

momentu, gdy umys  zasnuwa a mg a, a cia o poddawa o si  erotycznym wra eniom i nic ju

si  nie liczy o.

To by  zbyt wyrafinowany poca unek dla takiej nowicjuszki. Kelly poczu a si  mi kka

jak z gumy i cudownie uleg a.

- Pozwól mi si  ca owa ! - za da  Brandt.

Wpatrywa a si  w niego rozszerzonymi i sennymi oczyma. Co  tu nie gra o.

Nawyrzuca a mu, a gdy zacz  j  pie ci , ona nawet nie oponowa a. A teraz  da  jeszcze

wi cej. Nie mia a si y protestowa .

- Brandt, ja...

Gdy  tylko  otworzy a  usta,  wsun   w  nie  swój  zwinny  j zyk.  zag biaj c  si   w  ciep

wilgotno . Nie mia a czym oddycha , ca e powietrze usz o z jej p uc. Powieki opad y.

Jak b ogo by o uton  w tak silnie n

cym wirze nami tno ci! Czy nie by o

bezpiecznie poddawa  si  nami tnym poca unkom w samolocie? W takim otoczeniu poca-

unki mog y tylko pobudza  i kusi , ale nie mog y prowadzi  do dalszych za

ci. Czy  nie

mog a w takiej sytuacji sprowadzi  tego wszystkiego do poziomu wy cznie fizycznego,

uczucia pozostawiaj c bezpiecznie na boku?

Czyta a,  e dla dziewicy necking jest jednym z najs odszych i najbardziej

podniecaj cych dozna : rosn ce po danie, pokusy i igranie z ogniem bez obawy o spalenie

si . Nigdy nie oddawa a si  seksualnym rytua om dorastania; by a zbyt pow ci gliwa i

przezorna, mia a zbyt du o zahamowa . Wi c dlaczego nie mia aby si  cieszy  z szansy

do wiadczenia przyjemno ci, których dotychczas by a pozbawiona?

I wykorzysta a dobrze sw  szans ... gor cy, spragniony nacisk jego ust... sposób, w

jaki uwodzi  j  jego j zyk...dr cz ce ciep o jego d oni, gdy znajdowa y si  ca kiem blisko,

odbieraj cych oddech, ale nigdy w

ciwie nie dotykaj cych tam, gdzie a  do bólu pragn a

by  dotykana.

Czu a si  podniecona, po

dana i bardzo kobieca. Zmys owa i malutka w obliczu jego

despotycznej m sko ci. I troch  wi cej ni  oszala a na jego punkcie.

Na razie by a bezpieczna. Mimo oszo omienia s ysza a wewn trzny g os, ostrzegaj cy

 przed g bsz  za

ci . Po prostu by a sama zbyt d ugo,  eby nagle ca kowicie zaufa

komu  drugiemu, w dodatku - m czy nie. W tym samolocie nie b dzie siedzia a wiecznie,

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

ostrzega  j  wyra ny g os dochodz cy z g bi. Co si  stanie, gdy znajdzie si  na ziemi i

Brandt b dzie nalega  na podtrzymanie gry w „szcz liwe ma

stwo”? Czy si  na to zgodzi

tylko dlatego,  e teraz jest jej dobrze?

Nagle otworzy a oczy. Co on mówi? Wiedzia a,  e co  powiedzia , po chwili

uprzytomni a sobie sens jego s ów: „Przez ca y tydzie  snu em fantastyczne wizje, w których

trzyma em ci  w ramionach. Kupi em nawet bilet pierwszej klasy, poniewa  chcia em,

eby my czuli si  swobodniej...”. Zamar a.

Zauwa

 to natychmiast. By a zdumiona tym, jak dok adnie wyczuwa  najdrobniejsze

zmiany w jej zachowaniu.

- Kelly? - Poczu ,  e zesztywnia a. Odchyli  si , by spojrze  jej g boko w oczy. I nie

spodoba o mu si  to, co w nich zobaczy . Przezorno . Podejrzenia. Wrogo ? - O co chodzi,

kochanie?  -  szepn ,  a  ona  by a  gotowa  natychmiast  zamkn   oczy  i  przywrze   do  niego

ca ym cia em.

Ale nie mog a, po prostu nie mog a. On z premedytacj  zaplanowa  uwiedzenie jej.

Dla niego by aby tylko przyjemnym urozmaiceniem  ycia, jedn  z wielu, jakie mia  od czasu

mierci  ony. Ale dla niej...

Oczami wyobra ni widzia a ju  to, co sta oby si , gdyby zdecydowa a si  na romans z

Brandtem. Potrzebowa aby go tak bardzo,  e nie móg by tego znie . Zostawi by j , a ona

cierpia aby, samotna i nie chciana.

Wróci y stare wspomnienia. Wspomnienia tak ponure i przejmuj ce,  e niemal e

rozdzieraj ce dusz . Kelly wzdrygn a si . Nauczy a si  znosi  pora ki. I nie chcia a si  w nic

anga owa .

Usiad a tak gwa townie,  e Brandt nie zd

 si  odsun  i zderzyli si  bole nie

owami. Kelly zobaczy a wszystkie gwiazdy.

Brandt równie .

- Je eli próbowa

 roz upa  mi czaszk , uda o ci si . - Krzywi c si  przy

 r

 do

pulsuj cego bólem czo a.

Kelly te  dotkliwie czu a uderzenie, ale powstrzyma a si  od okazania tego. By a

twarda i silna, fizycznie i psychicznie. Brandt Madison musi by  tego  wiadom. Nie by a

abiutk  kobietk , dziewczynk  marz

 o lizaku na patyku. Zrobi aby wszystko, by go

przekona ,  e nie uda mu si  jej uwie .

- Jeste  tylko... beznadziejnym, apodyktycznym podrywaczem - sykn a.

Brandt opad  z j kiem na swoje siedzenie.

- Do  tych przymiotników! - Pulsowanie w jego g owie by o niczym w porównaniu z

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

pulsowaniem w zupe nie innym miejscu. Wszystko si  sko czy o - wspina  si  na nie-

botyczne  wy yny  przyjemno ci  tylko  po  to,   eby  zosta   z  nich  str conym.  I  w  dodatku

dowa  na g owie!

Kelly spojrza a na Para de Leona. Wci  ich obserwuj cy agent nie wysili  si  nawet,

eby otworzy  kolorowy tygodnik spoczywaj cy na jego kolanach. Czy zorientowa  si , o co

chodzi o? Od palców do czubka g owy przeszed  j  dreszcz.

- Nie dotykaj mnie, Madiosn! - szepn a, czuj c powtórnie na sobie r

 Brandta.

By a  wiadoma badawczego zaciekawienia Para de Leona i nie by o jej  atwo mówi  takie

rzeczy z przyklejonym do twarzy u miechem, maj cym go zmyli . - Masz trzyma  r ce z dala

ode mnie przez ca  reszt  wyprawy!

- Och, przesta , przecie  chcesz,  ebym nie trzyma  ich z dala - cedzi  Brandt. - Jeste

spragniona ich dotyku, Kelly. Umierasz z tego pragnienia. Wida  to nawet przez wszystkie te

mury i bariery, które stawiasz. Chcesz mnie tak samo jak ja ciebie, ale jeste  zbyt przera ona,

by to przyzna , nawet przed sob .

- Nie!

-  Tak,  male ka.  Ale  nie  mo esz  walczy   ze  mn   i  z  sob   przez  wieki.  W  ko cu

przyjdziesz do mnie, Kelly. A ja poczekam, a  b dziesz tego pewna, poniewa  jestem niespo-

tykanie cierpliwym cz owiekiem.

- Mylisz si  fatalnie, je eli s dzisz,  e stan  si  ofiar  zarozumia ego,

prestigitatorskiego....

- Oho, znowu si  zaczyna - przerwa  jej b aznuj c. Zacznij od razu od „egoistycznego,

egomaniakalnego i nienasyconego insekta”.

Rozbawi  j  tym. Jak mo na obrazi  kogo , kto si  nie daje obrazi ? Kto reaguje na

zaczepki u miechem? Nic do niego nie dociera o. Zawrza a gniewem.

- Jak nie przestaniesz mi dokucza , to...

- To si  przesi dziesz? - podsun  skwapliwie. - Mo e si dziesz ko o Para de Leona?

- Mo e! - zerwa a si  na równie nogi. Zauwa

a puste siedzenie obok agenta. Gdyby

tylko Para de Leon tak bardzo nie przypomina

asicy. Albo fretki. Gdyby tylko jego

nieruchomo utkwione spojrzenie nie przyprawia o j  o g si  skórk !

Niech tnie popatrzy a na Brandta. Napotka a jego wzrok i u miech. Serce na moment

przesta o jej bi , a potem ruszy o ze wzmo on  si . Mia  pi kne usta... Samo przygl danie

si  im przywo ywa o wspomnienia zmys owej rozkoszy, jego ust na jej ustach, jego j zyka

dr

cego wn trze w jej buzi. Dotkn a swych ust. Czu a delikatne mrowienie, tak jak wtedy,

gdy on ich dotyka .

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

Nigdy  aden m czyzna nie mia  takiej w adzy nad ni . „Brandt Madison jest

niebezpieczny” - upomina a siebie. Móg  j  sparali owa  samym spojrzeniem. Zawsze musi

pami ta ,  e jest przebieg y jak... jak  asica! Szkoda,  e nie malowa o si  to na jego twarzy,

tak jak w przypadku ich towarzysza.

- Przepraszam. - G os jej dr

, by a zmieszana.

Brandt pos

 jej znacz cy u mieszek, by

wiadom si y, z jak  j  pobudza . Kelly

posz a do toalety, znajduj cej si  z przodu przedzia u pierwszej klasy. Wysz a z niej po d

-

szej chwili, gdy zaniepokojony jej d ugim pobytem za zamkni tymi drzwiami steward zacz

si  do niej dobija .

Brandt s czy  drinka, chrupi c orzeszki. By a mu wdzi czna,  e nie dopytuje si  o

powód jej wyd

onej nieobecno ci.

- Napijesz si  czego ? - spyta . - Mo e wina?

- Nie, dzi kuj . Po alkoholu robi  si

pi ca. - Si gn a po czerwon  torb  pod

siedzeniem. - Wol  podszlifowa  mój hiszpa ski. - Wyj ta z torby kilka podr czników i prze-

wodnik po Ameryce Po udniowej.

Brandt przyjrz ! si  jej uwa nie.

- Uczy

 si  hiszpa skiego, przygotowuj c si  do podró y? - Jej dok adno  zrobi a

na nim wra enie. On nawet nie pomy la ,  eby nauczy  si  chocia  najpotrzebniejszych

zwrotów. Nie przysz o mu te  do g owy,  eby kupi  jaki  przewodnik, z którego

dowiedzia by si , co warto zobaczy  w Avidzie. Wyda o mu si ,  e Kelly podchodzi a do ich

wyprawy z niek amanym entuzjazmem.

- Uczy am si  przez dwa lata hiszpa skiego w szkole  redniej, mia am te  jakie  kursy

na studiach.

Otworzy a rozmówki, zadowolona z faktu,  e nie musi patrze  na Brandta. S dzi a,  e

uspokoi a si , kiedy siedzia a w toalecie, ale jego blisko  znów przyspiesza a jej puls. Moc

oddzia ywania Brandta na jej zmys y by a niesamowita. Szalona. Magiczna... „Z pogranicza

czarnej magii” - poprawi a si . Potencjalnie destrukcyjna.

- Kiedy  nawet do  dobrze porozumiewa am si  w tym j zyku - mówi a dalej,

poniewa  musia a co  powiedzie . Ci gle patrzy  na ni  tymi swoimi z otymi oczami. Jego

wzrok pali  j , robi o jej si  gor co, znowu czu a w ca ym ciele dreszcze po

dania. - Kiedy

my la am,  e przenios  si  na Floryd  albo do Teksasu. Wtedy hiszpa ski na pewno by si

przyda .

Wzi  przewodnik i przerzuci  kartki.

- Jak  sko czy

 uczelni ? - zapyta , aby podtrzyma  rozmow .

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Uniwersytet w Chicago. Studiowa am pi  i pó  roku, bo pracowa am i musia am

jako  pogodzi  nauk  z prac , a czasami prac  z nauk .

- Z jak  prac ? - by  ciekawy.

- By am kelnerk , pó niej niani , sprz ta am prywatne domy, pisa am na maszynie.

Roznosi am te  gazety. Nie chcia am by  uzale niona od stypendiów. Nie chcia am mie

sterty d ugów, kiedy zako cz  edukacj .

Policzki Kelly zaró owi y si . Zdawa a sobie spraw  z tego,  e papla a bez przerwy,

eby ukry  jego wp yw na ni , zdenerwowana jego blisko ci .

- Utrzymywa

 si  sama i sko czy

 studia bez  adnej pomocy rodziny? Godne

podziwu.

- Bez zb dnych pochwa , prosz  - przerwa a mu. - Robi am, co musia am. By am na

utrzymaniu stanu Illinois do osiemnastego roku  ycia i w ko cu mia am tego do .

Postanowi am sama zarobi  na swoje utrzymanie.

- Gdzie s  twoi rodzice. Kelly? - zapyta  prosto z mostu.

Nie by o to jej ulubione pytanie.

- Nie wiem. - Nie zdawa a sobie sprawy z obronnego tonu swojego g osu.

Brandt przysun  si  bli ej, zaintrygowany.

- Co o nich wiesz?

- S uchaj Madison, nie zabawiaj si  w detektywa. Zachowaj swoje pytania dla Para de

Leona i Przyjació  Dzieci. Z nikim nie rozmawiam o moich rodzicach. Nale  do przesz

ci i

nie maj  zwi zku z moim obecnym  yciem.

atwiej by o zamkn  temat w ramy tabu ni  przyzna ,  e nie wie si  absolutnie nic o

cz owieku, który j  sp odzi  i znikn  z  ycia jej i kobiety, która j  urodzi a, a potem porzuci a

w ciemnej, zalanej deszczem alei. Nie byli par , z której mo na by  dumnym, i - jak zwykle -

my l o nich przeszy a j  bólem.

Brandt nie odzywa  si , czekaj c, co Kelly powie dalej. Skrzywi  si  na cierpki i

szorstki ton jej g osu. Doskonale zauwa

 jej surow  poz  i nag y smutek, maluj cy si  w jej

pociemnia ych oczach, gdy mówi a o przesz

ci. Pomijaj c jej agresywne zapewnienia,

wyda o mu si ,  e jest bardzo ma a i  e  atwo j  zrani . Poczu  przemo

 ch  obj cia jej i

ukojenia, bez  adnego seksualnego podtekstu.

On wyrasta  w zwartej i wspieraj cej si  nawzajem rodzinie. Trudno mu by o

wyobrazi  sobie dzieci stwo bez poczucia bezpiecze stwa, jakie daj  kochaj cy rodzice.

Kelly sp dzi a szesna cie lat, zmieniaj c domy jak r kawiczki, ale potrafi a jednak

wykszta ci  swój mocny charakter, wyznaczy  sobie i osi gn  cele, sta  si  nie spaczonym,

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

doros ym cz owiekiem.

Nawet jej traumatyczny romans, który zaowocowa  nie lubnym dzieckiem, nie

sprowadzi   jej  z  raz  obranej  drogi.  Pozbiera a  si   jako   i  

a  dalej.  Umia a  wyj   z  ka dej

opresji, zawyrokowa  Brandt.

Zastanawia  si , dlaczego by  dumny z jej si y. Kiedy rzuci  na ni  okiem, ogarn a go

fala czu

ci. Podziwia  j , by  z niej dumny. Wiedzia  ju ,  e chce od niej wi cej ni  tylko

nie zamierzone przez ni  fizyczne po danie. Pragn  jej szacunku; chcia ,  eby mu wierzy a,

eby go potrzebowa a,  eby go lubi a.

Niestety  -  Kelly  Malloy  uzna a,   e  jest  p ytki,  apodyktyczny  i  beznadziejny.  Bez

przerwy obrzuca a go epitetami. Dlaczego? Co zrobi ,  e zas

 na tak  opini ? Po krótkim

przeanalizowaniu ich znajomo ci doszed  do wniosku,  e Kelly nie w czy a z nim, tylko z

si  przyci gaj

 j  do niego. Jej wrogo  by a obron , s

a do trzymania go na dystans.

Na  pierwszy  rzut  oka,  Kelly  Malloy,  która  umia a  wyj   z  ka dej  opresji  -  unikn a  urazów

powodowanych dzieci stwem pozbawionym uczu . Ale rysy w jej psychice, które musia y

si  przez to pojawi , by y ukryte bardzo g boko i niewidoczne na zewn trz. Chyba,  e kto

przyjrza  si  bli ej jej zachowaniu.

Kelly czu a,  e na ni  patrzy i spojrza a w jego kierunku. Ostro ne zielone oczy

napotka y oczy z ote i zamy lone. Ros o w niej podniecenie, które wstrz sa o ka dym

nerwem jej cia a.

Brandt chrz kn .

- Chcia aby  co  bezalkoholowego do picia? - zapyta , gdy  wiedzia ,  e nie odpowie

na nic, co nie by o przyziemnie. - Zawo am stewardes ,  eby ci co  przynios a.

Kelly zaskoczy o to niewinne pytanie. Podejrzewa a,  e b dzie chcia  si  wi cej

dowiedzie  o jej nieznanych rodzicach, by a ca kowicie zdecydowana odmówi  jakichkol-

wiek dalszych wyja nie . Ale by oby niegrzecznie nie odpowiedzie  na uprzejm  propozycj .

- Dzi kuj , napi abym si  piwa imbirowego.

Upewni  si ,  e dostanie je b yskawicznie. Potem zaoferowa  si ,  e przepyta j  z

hiszpa skiego. Reszt  lotu sp dzili powtarzaj c hiszpa skie zwroty,  wicz c poprawn

wymow  i przepytuj c si  ze s ówek.

Alfredo  Para  de  Leon  najwyra niej  uzna ,   e  nie  warto  si   nimi  dalej  zajmowa .

Poprawi  si  na fotelu i otworzy  swój tygodnik.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

6

Kelly z przera eniem wpatrywa a si  w podwójne 

e. Wydawa o jej si ,  e zajmuje

ca  sypialni . Oprócz 

ka by  tam jeszcze tylko dywan, szafka nocna i w ska komoda.

- Nie b

 tu z tob  spa a! - sykn a,  wiadoma obecno ci nieod cznego szpicla w

pokoju po drugiej stronie korytarza. - Para de Leon powiedzia ,  e b dziemy mieli aparta-

ment. Co najmniej dwa pokoje! Jeden dla ciebie, drugi dla mnie.

Brandt zajrza  do ma ego pomieszczenia z ty u sypialni. By o mniejsze ni

standardowa garderoba. Wt oczono w nie dwa niezbyt wygodne krzes a.

- Podejrzewam,  e to jest salon naszego apartamentu - zauwa

 z

liwie.  azienka

by a jeszcze mniejsza. - Có , nikt nie obiecywa ,  e Casa Carista b dzie konkurowa  z

hotelem Hilton w Avidzie.

Wyl dowali w Avidzie dwie godziny temu. Para de Leon wepchn  ich do taksówki,

która przywioz a ich do Casa Carista - ma ego hotelu, gdzie agencja Przyjació  Dzieci zawsze

umieszcza a potencjalnych rodziców. „Ten, który u atwi im wszystko” zaj  si  ka dym

drobiazgiem, od zarejestrowania ich w recepcji, przez pokazanie im apartamentu (dok adnie

naprzeciw swego w asnego, po drugiej stronie korytarza), a  do dania napiwku m odemu

ch opcu, który przyniós  ich baga e. Kelly i Brandt nie byli ani przez chwil  sami, dopóki nie

zamkn y si  za nimi drzwi hotelowego pokoju. Patrzyli teraz na siebie, stoj c po

przeciwnych stronach 

ka.

-  Nie  b

  spa a  z  tob   w  tym  samym  

ku!  -  powtórzy a  gniewnie.  Serce

wyskakiwa o jej z piersi na sam  my l o tym. - Powiedz Para de Leonowi,  e musimy dosta

drugi pokój.

- A jaki powód mam mu poda ? Dlaczego szcz liwe ma

stwo, które przyjecha o

adoptowa  dziecko, chce dosta  osobne pokoje, Kelly?

- Powiedz mu,  e chrapiesz i  e nie mog  przez to spa . Powiedz mu,  e ja lunatykuj

i  e ty nie mo esz przez to spa . Jeste  pisarzem, powiniene  mie  wyobra ni . Wymy l

cokolwiek, bo ja nie zostan  z tob  w tym pokoju.

Brandt powstrzyma  westchnienie. By  zm czony po d ugim locie. Ponadto

podejrzewa ,  e po

enie miasta na tej wysoko ci - ponad tysi c sze set metrów nad pozio-

mem morza - przyczyni o si  tak e do jego znu enia. Za to Kelly najwyra niej czu a si

doskonale. B yszcza y jej oczy, pe na energii przemierza a nerwowo pokój.

W sumie nie mia  nic przeciwko dzieleniu z ni  pokoju i 

ka. Ona wr cz przeciwnie.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

To spostrze enie rozkr ci o go troch .

- Kelly, musimy zosta  razem w tym pokoju - wyja ni  cierpliwie. - Nie ma  adnego

sensownego powodu,  eby by o inaczej.

- Co powiesz na to,  e wola abym raczej wyskoczy  z samolotu bez spadochronu ni

spa  z tob  w jednym 

ku?

Skrzywi  si .

- Jak to leci u Szekspira? „My

,  e pani zanadto protestuje?”

Spojrza a na niego gro nie.

- Ty by  powiedzia  to samo, nieprawda ? Wierzysz g boko,  e nie mo na ci si

oprze  i  e ka da kobieta czeka tylko na skinienie twego palca,  eby wskoczy  ci do 

ka?!

Doskonale by a  wiadoma faktu,  e je liby tak si  sta o, pewnie by si  podda a.

Wyobra nia podsuwa a jej obrazy ich obojga le cych nago, splecionych, dotykaj cych si

koma i ustami, smakuj cych, szukaj cych... Gdyby  te wizje budzi y w niej odraz !

Mog aby poprowadzi  przeciwko niemu uwie czon  sukcesem kampani , gdyby obrzydzenie

i strach do czy y si  do jej gniewu.

Ale obrazy te nie napawa y jej odraz  ani strachem, za to kusi y i dr czy y. Pragn a

go pomimo niebezpiecze stwa, jakie stanowi  dla jej bezpiecznego, uporz dkowanego  ycia.

Kelly spostrzeg a swoje odbicie w lustrze w  azience. Mia a rozp omienion  twarz -

nie tylko z powodu jawnego pogwa cenia jej zasad, by o w niej jeszcze co , czego nie umia a

nazwa . - Podniecenie? Pobudzenie? Cokolwiek to by o, bardzo j  denerwowa o.

- Nie pójd  z tob  do 

ka! - przysi

a, podnosz c g os.

- Ciii - ostrzeg  Brandt - chyba nie chcesz,  eby Para De Leon i reszta obs ugi hotelu

us ysza a, jak si  k ócimy.

- Nie obchodzi mnie, czy s ysz , czy nie! - odpar a zacietrzewiona, ale ju  znacznie

ciszej.

W oczach Brandta malowa o si  rozbawienie.

-  Och,  Kelly.  -  Za mia   si   grubym  g osem  i  z apa   j   za  r kaw.  -  Uspokój  si ,

kochanie. Nic si  tu nie wydarzy, chyba  e ty b dziesz tego chcia a. Doskonale o tym wiesz, i

dlatego jeste  taka za enowana, prawda? Poniewa  to ty chcesz...

-  Za enowana?  -  Kelly  uwolni a  sw   r

  z  jego  u cisku.  Jestem  w ciek a!  I  nie

zamierzam tu z tob  zosta . Id  na dó  do recepcji za da  innego pokoju.

Brandt rozwa

, czy jej na to pozwoli . By  przekonany,  e jej pro ba nie b dzie

spe niona, poniewa  nic w tym hotelu nie dzia o si  bez zgody Caristy lub Para de Leona.

Ufa ,  e Kelly ich nie zdradzi, niewa ne, jak by by a na niego w ciek a.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

Kelly porwa a sw  czerwon  torb  i ruszy a do drzwi.

- Powodzenia - rzuci  za ni  ironicznie. Postanowi ,  e nie b dzie jej powstrzymywa .

Prawdopodobnie nie zdawa a sobie sprawy,  e prowadzi walk  nie tylko z nim, ale tak e z

asnymi pragnieniami. Chcia  pozwoli  jej wyj  z b dnego ko a w sposób przez ni  sam

obrany.

- Zaczn  si  rozpakowywa , bo ja zamierzam pozosta  w tym pokoju.

Kelly zbieg a ze schodów. W okienku zobaczy a znudzonego recepcjonist ,

wpatruj cego si  bezmy lnie gdzie  w przestrze  przed sob . Zdeterminowana, podesz a do

niego.

- Czy jest tu jaka  wolna sypialnia?

Zaj o jej pi  minut przekonywanie go,  e ona i jej m  nie chc  zmieni  pokoju,  e

ten, który dostali jest bez zarzutu, ale  e ona chce dosta  inny pokój. Dla siebie.

- Nie zostan  w jednym pokoju z tym m czyzn  - krzykn a  arliwie po hiszpa sku.

Natychmiast wzbudzi a zainteresowanie recepcjonisty.

- Pok óci a si  pani z m em? - przerzuci  si  na angielski z wymownym u miechem.

Przytakn a i doda a,  e chce pokój tylko dla siebie.

Recepcjonista wzruszy  ramionami.

- Przykro mi. Nic si  nie da zrobi  - chyba bardzo lubi  to powiedzenie i powtórzy  jej

jeszcze raz: - Nic si  nie da zrobi .

- Dlaczego nie? - dopytywa a si  Kelly.

-  Nic  si   nie  da  zrobi   -  popatrzy   na  ni   z  cieniem  m skiej  wy szo ci.  -  Za  chwil

dzie po k ótni. I b dzie pani zadowolona,  e dzieli pokój z m em.

To by a doprowadzaj ca do sza u m ska solidarno . Kelly wrza a.

Nie mia a w tpliwo ci,  e gdyby Brandt poprosi  o pokój, nie us ysza by,  e „nic si

nie da zrobi ”.

Potrz sn a g ow  i g ste w osy opad y jej na ramiona. Recepcjonista popatrzy  na ni

z uznaniem. Kelly spojrza a na niego z niesmakiem.

- Id  na spacer - oznajmi a i pomaszerowa a do drzwi. Postanowi a,  e nie zni y si  do

wej cia z powrotem na gór  do Brandta i tego pokoju, który zmuszona by a z nim dzieli .

Przynajmniej jeszcze nie teraz.

Brandt wcale nie zaj  si  rozpakowywaniem walizki. Usiad  na 

ku i czeka  na

powrót Kelly. Postanowi ,  e nie wspomni o ich k ótni ani s owem. Zaproponuje,  eby wyszli

gdzie  na obiad i poprosi j ,  eby wybra a któr  z restauracji spo ród rekomendowanych w

przewodniku. Zadowolony z u

onego przez siebie planu wyci gn  si  wygodnie i czeka .

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

Po chwili zacz o mu si  nudzi  i zdecydowa ,  e sam sprawdzi list  restauracji.

Przypomnia  sobie,  e przewodnik zosta  w czerwonej torbie Kelly, któr  wybiegaj c jak

burza, zabra a z sob . Spojrza  na zegarek. Min o ju  dwadzie cia minut. Postanowi  zej  na

dó  i zobaczy , jak Kelly radzi sobie ze sw  podr cznikow  hiszpa szczyzn  i targuje si  o

pokój z recepcjonist , mówi cym  aman  angielszczyzn . To musi by  niez e widowisko.

miechaj c si  zszed  do holu. Nie wiedzia ,  e jest  ledzony, dopóki nie zobaczy

Para de Leona, stoj cego tu  obok niego przy recepcji.

-  S ysza em  jak  wychodzi   pan  z  pokoju.  Czy   yczy  pan  sobie  czego ?  -  zapyta

zaniepokojony agent.

Kelly tam nie by o. U miech Brandta przerodzi  si  w grymas niezadowolenia.

Zwróci  si  do recepcjonisty.

- Moja... moja  ona zesz a tu jaki  czas temu.

- Nie s ysza em, jak wychodzi a z pokoju - wtr ci  si  Para de Leon.

Brandt rozz

ci  si  naprawd . Nie przyk ada  zbyt wielkiej wagi do faktu,  e ka dy

krok by

ledzony.

- Ale jednak wysz a - warkn . - Zesz a do recepcji.

Recepcjonista skrzywi  si .

- Tak, by a tutaj. W ciek a jak diabli. - To powiedzonko te  mu si  wyra nie

podoba o, wi c je powtórzy : - W ciek a jak diabli.

- Naprawd ? - dopytywa  Para de Leon.

Recepcjonista skin  g ow .

- Prosi a o inny pokój. Powiedzia em jej,  e nic si  nie da zrobi . - U miechn  si  do

Brandta. - Nic si  nie da zrobi  - doda  z upodobaniem.

Ciemne brwi Para de Leona unios y si .

- Prosi a o inny pokój? - Popatrzy  na Brandta. - Dlaczego?

Brandt powstrzyma  westchni cie i przyrzek  sobie,  e skr ci Kelly kark za wrobienie

ich w t  kaba . Je eli istnia  jaki  pewny sposób wzbudzenia podejrze  Para de Leona co do

ich ma

skiego szcz cia, to ona realizowa a go doskonale.

- Mieli my drobn  utarczk  - wyja ni . Nie by o w tym cienia k amstwa.

- Mówi a,  e nie chce dzieli  pokoju z tym m czyzn . - Recepcjonista okaza  si

bardzo pomocy.

Brandt popatrzy  na niego z wyrzutem.

- Tak, tak mówi a. Moja  ona jest bardzo wra liwa i... impulsywna - doda , wzruszaj c

ramionami.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Ma niedobry charakter. - Para de Leon przetransponowa  s owa Brandta, wyra aj c

skie wspó czucie.

Brandt westchn .

- Jest... hmm... bardzo zawzi ta.

- Kobiety! - mrukn  Para de Leon.

Recepcjonista pokiwa  g ow , podkre laj c m sk  solidarno .

- By a w ciek a jak diabli, gdy powiedzia em jej,  e nie ma dla niej pokoju. Potem

wysz a.

- Co? - krzykn li razem Brandt i Para de Leon.

- Posz a na spacer.

-  Spacer?  Ale  przecie   ona  w  ogóle  nie  zna  miasta  -  wykrzykn   Brandt.  -  Mo e  si

zgubi . Nie ma  adnych pesos. Wymieni em dolary na lotnisku, ale jeszcze nie zd

em jej

da  meksyka skich pieni dzy.

Troska przezwyci

a wzbieraj cy w nim gniew. Kelly nie by o ju  od pó  godziny.

- Czy w mie cie s  jakie  niebezpieczne dzielnice? - zwróci  si  do Para De Leona.

upie pytanie. W ka dym du ym mie cie by y niebezpieczne dzielnice. Nie chcia  nawet

my le  o tym,  e Kelly mog aby znale  si  w jednej z nich.

Agent zmarszczy  brwi.

-  Nie  najm drzej  jest  spacerowa   na  po udnie  do  Bolivar  Circle.  Roi  si   tam  od

gangów kieszonkowców i z odziejaszków. Trzeba te  uwa

 w kolejce linowej i na jej stacji

u podnó a Mansambra Peak. Poza tym s  tu slumsy. - U miechn  si  nieznacznie. - Nie

dz ,  eby pana  ona tam zaw drowa a, senior Madison. Prawdopodobnie ogl da sklepy, z

pewno ci  wkrótce si  tym zm czy i wróci do hotelu. B dziemy na ni  czeka . - Rozsiad  si

w fotelu. - Przynie  mi kawy - rozkaza  przygl daj cemu im si  m odemu ch opcu. - I jakie

gazety. Ameryka skie gazety - doda , patrz c na Madisona.

Brandt usiad  w drugim fotelu. Nie móg  zrobi  nic innego, móg  tylko cierpliwie

czeka  na Kelly. A kiedy wróci... - Zmarszczy  brwi, a na jego twarzy pojawi  si  niepokój.

Kelly ruszy a w kierunku centrum. Przygl da a si  le cym na sklepowych wystawach

wyrobom ze skóry, bi uterii i r cznie tkanym materia om. Jej wzrok przyci ga y zw aszcza

kolorowe, we niane poncza. Mo e kupi sobie jedno przed wyjazdem z Avidy - by aby to

oryginalna i praktyczna pami tka z tej wycieczki.

Lecz dzi  by a zbyt zdenerwowana, aby w pe ni rozkoszowa  si  atrakcjami miasta.

By a w ciek a na Brandta za zamiar wci gni cia jej do 

ka podst pem. By a w ciek a tak e

na siebie’ - zarówno za to,  e pragn a Brandta, jak i za to,  e nie umia a sobie z nim

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

poradzi . Je eli da si  ponie  emocjom, da mu tym samym do r ki bro , któr  b dzie móg

 g boko zrani .

Nigdy! - powiedzia a na g os. Wiedzia a, co to znaczy by  zranion , i nie chcia a czu

si  tak znowu. Znalaz a sposób na  ycie bez tego bólu i nie zamierza a dla kilku dreszczy

rozkoszy ryzykowa  utraty z trudem wypracowanego spokoju ducha.

W niepoj ty sposób wykszta ci  si  w niej naiwny sentymentalizm, który  cz c

nierozerwalnie seks z mi

ci , wi za  jej r ce wbrew jej nowoczesnym pogl dom. A ponie-

wa  wiedzia a,  e nie odwzajemniona mi

 powodowa a ból,  eby go unikn  - musia a

unika  seksu. Wydawa o si  to tak logiczne, kiedy sz a ulicami Avidy, zastanawiaj c si  na

tym. Dlaczego wszystko komplikowa o si  niemi osiernie, gdy tylko Brandt Madison

popatrzy  jej w oczy?

Dzielnica handlowa by a otoczona wieloma okaza ymi budowlami, odwiedzanymi

przez turystów i mieszka ców Avidy. Muzeum Narodowe, arena walki byków. Narodowa

Galeria Sztuki i inne atrakcje spowodowa y,  e gniew Kelly i jej dotychczasowe przemy lenia

ust pi y miejsca zainteresowaniu otaczaj

 j  rzeczywisto ci . By a w obcym mie cie, w

obcym kraju, na obcym kontynencie i powinna to wykorzysta . Pow drowa a wi c dalej i w

ko cu stan a przed stacj  kolejki linowej. Kolejka  czy a miasto z szczytem Monsambry.

Zdecydowa a si  pojecha  na gór .

Mia a w

nie wej  do budynku stacji, gdy zauwa

a grup  bacznie jej si

przygl daj cych, obdartych dzieciaków. Sta y niedaleko ze wzrokiem utkwionym w jej czer-

won  torb . Kelly wspomnia a o ostrze eniu przewodnika o kieszonkowcach i

odziejaszkach, napadaj cych na niczego nie spodziewaj cych si  turystów.

Do tej pory nawet nie pomy la a o swoim bezpiecze stwie. Po Chicago chodzi a sama

od pocz tku szko y. Ale wiedzia a, co si

wi ci: na zewn trz budynku by o pusto, a gang

podchodzi  coraz bli ej.

Najm odszy z nich, ma y, czarnooki, bosy ch opiec nie móg  mie  wi cej ni  pi ,

sze  lat. Zauwa

a,  e pomimo niskiej temperatury  adne z dzieci nie mia o butów. Cho

by o kalendarzowe lato po

enie miast na du ej wysoko ci wyklucza o prawdziwe ciep o.

Klimat bardziej przypomina  wiosn . Nie by o tak gor co,  eby chodzi  bez butów.

Obawy Kelly rozwia y si  tak szybko, jak si  pojawi y. Czu a pewien rodzaj

pokrewie stwa z tymi dzie mi: ona te  zosta a znaleziona w

nie na ulicy.

- Hola - zawo

a do nich po hiszpa sku. Dzieci sta y nieruchomo, zdziwione tym

pozdrowieniem. - Szukam kogo  - ci gn a pos uguj c si  poprawn  hiszpa szczyzn . - Mo-

ecie mi pomóc?

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

Dzieci podesz y bli ej. By o ich siedmioro. Co zrobi ,  eby okaza  im dobr  wol  i

sympati ? Zastanawia a si  przez chwil  i wpad a na pewien pomys . Si gn a do torby i

wyj a ma y aparat fotograficzny.

- Chcia am wam zrobi  zdj cie - wyja ni a. Dzieci wpatrywa y si  w ni  z

zaciekawianiem, ale i lekk  podejrzliwo ci . - Chcia abym mie  zdj cie ludzi mieszkaj cych

w Avidzie. - U miechn a si  do nich. - Mo ecie mi pozowa ?

Jako  e sama niecz sto by a fotografowana, rozumia a,  e propozycj  nie sposób by o

odrzuci . Wypieszczone dzieci kochaj cych rodziców traktowa y fotografowanie jako rzecz

zupe nie normaln ; te, które nie mia y nikogo, kto chcia by uwieczni  je na kliszy - by y

uszcz liwione samym pomys em.

Nie wymy li a tego najgorzej. W jednej sekundzie otoczy y j

miej ce si  i

pokrzykuj ce, a pó niej zdziwione, kiedy aparat wywo

 i wyrzuci  zdj cie.

Kelly zrobi a osiem odbitek, daj c po jednej ka demu dziecku i zostawiaj c sobie

ostatni . Lody zosta y prze amane. Ka de dziecko przedstawi o si . By o w ród nich sze ciu

ch opców i jedna dziewi cioletnia dziewczynka - Marisol. Kelly opowiedzia a im sw

zmy lon  ma

sk  histori  i poda a powód, dla którego znalaz a si  w Avidzie. Zabra a ich

wszystkich kolejk  na gór  Mansambra i cieszy a si  ich szczerymi reakcjami. Jechali kolejk

po raz pierwszy, cho  sp dzali mnóstwo czasu w okolicach stacji. Wiedzia a, szukali kieszeni

do obrobienia i portfeli do wyj cia. Za pieni dze wymienione wcze niej w przypadkowo

napotkanym banku kupi a na górnej stacji soki owocowe i s odycze.

Robi o si  ju  ciemno, kiedy zjechali na dó . Kelly spojrza a na zegarek.

- Chyba powinnam wraca  do hotelu. - Mia a d ug  drog  powrotn  przed sob .

Kr ci o si  jej lekko w g owie. - Nie wiecie, gdzie mog  z apa  taksówk ? - spyta a, nagle

zbyt zm czona, by wraca  na piechot . Nadmiar energii, który umo liwi  jej dotarcie tak

daleko, znikn  bezpowrotnie.

Jeden ze starszych ch opców, Juan, troskliwie podprowadzi  j  do  awki i kaza  na niej

spocz . Pó niej, wraz z innym ch opcem pobieg  gdzie  i wróci  po chwili z taksówk .

- Gracias. Dzi kuj  wam bardzo. - U miechn a si  i si gn a do torby. - Mam zamiar

zap aci  wam za pozowanie.

Dzieci zrobi y wielkie oczy, gdy wyj a pesos. Poda a je Juanowi.

- Podzielisz je mi dzy wszystkich, dobrze, Juan?

Potakn , zaskoczony.

- Seniorita Kelly, prosz  wróci  jutro - rozczuli  si  najm odszy, Diego.

cisn a go. Kocha a dzieci i czu a si  zwi zana z tymi obdartusami. Chcia a

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

zobaczy  ich jeszcze raz.

- Jutro o pierwszej - obieca a. Odje

a po ród chóru  egnaj cych j  g osów.

Taksówkarz by  niezwykle uprzejmy. Podejrzewa a,  e nie le przep aci a, lecz by a

zbyt zm czona, by targowa  si  o cen . Zegarek pokazywa  prawie ósm , by a g odna i zm -

czona, zaczyna a bole  j  g owa. Pragn a znale  si  jak najszybciej w Casa Carista. W

pokoju... który dzieli a z Brandtem. By a tak wyczerpana,  e nawet ta my l nie by a w stanie

ni  wstrz sn . Rozwi e ten problem pó niej. Czu a dotkliwy ból g owy, prawie zawroty. To

z g odu, pomy la a. Musia a co  zje .

Z trudem wesz a do hotelowego holu, zastanawiaj c si , czy mo liwe b dzie

zamówienie jedzenia do pokoju. By a zupe nie nie przygotowana na czekaj ce j  powitanie.

-  Jest  wreszcie!  -  zawo

  Para  de  Leon,  zrywaj c  si   na  równe  nogi  i  zrzucaj c  plik

gazet na pod og .

Recepcjonista - ten sam, który nie chcia  da  jej pokoju - wyskoczy  zza kontuaru i

krzycza  co  po hiszpa sku.

- Kelly! - Kiedy wpatrywa a si  w os upieniu w Para de Leona i recepcjonist , nagle,

jakby spod ziemi, pojawi  si  Brandt i z apa  j  w ramiona.

- Dzi ki Bogu, nic ci ci  nie sta o! - Zwróci  si  do recepcjonisty. - Prosz  zawiadomi

ambasad  i policj ,  e pani Madison szcz liwie wróci a. - Piwne oczy zmierzy y j

przenikliwie.

- Wszystko w porz dku, Kelly? Nic ci si  nie sta o?

Próbowa a oswobodzi  si  ze stalowych d oni.

- Oczywi cie,  e nic mi si  nie sta o. Posz am na spacer i zwiedza am miasto.

Dlaczego co  mog oby by  nie w porz dku?

Brandt zacisn  palce jeszcze mocniej.

- Nie by o ci  przez prawie cztery godziny! Nie mieli my poj cia, gdzie si

podziewasz! Dzwonili my w

nie do ambasady ameryka skiej, czy czasem nie zg osi

 si

do nich. Powiadomili my policj ,  e si  zgubi

.

- Zgubi am? Wcale si  nie zgubi am. Sp dzi am czas bardzo przyjemnie. Pojecha am

kolejk  na Monsambr  i...

- Pani tam pojecha a! - przerwa  jej Para de Leon. - To niebezpieczne miejsce dla

samotnych kobiet. Zreszt  dla ka dego turysty. Grasuj  tam bandy kryminalistów, czeka-

cych tylko na takie osoby jak pani.

Czy to Para de Leon zaszczepi  w g owie Brandta to absurdalne przekonanie? Ich

szpicel z pewno ci  by  rozdra niony,  e mu si  wymkn a. Kelly przeszy a go lodowatym

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

spojrzeniem.

- Wszyscy, których spotka am, byli pomocni i uprzejmi. Pomy la a o swych m odych

przyjacio ach, ich rado  ze zdj , przeja

ki kolejk  i smako yków na górze. - Avida to

urocze miasto - doda a u miechaj c si .

- Urocze miasto? - powtórzy  za ni  Brandt. Co  w nim p

o. By  chory ze

zmartwienia, wyobra aj c j  sobie jako ofiar  tysi ca napa ci, zbyt zdenerwowany,  eby

pó niej ujrze  j  wchodz

 do holu i oznajmiaj

 beztrosko,  e ugania a si  rado nie po

tym „uroczym mie cie”.

Przez ostatnie cztery godziny odgrywa  szalej cego m a i wczu  si  w t  rol

znakomicie. Zapomnia ,  e Kelly nie by a jego wra liw  i impulsywn

on . Przez chwil  sta

si  prymitywnym samcem, zagro onym utrat  swojej samicy.

- Pójdziesz ze mn ! - poci gn  j  w stron  schodów. - Natychmiast!

Kelly próbowa a mu si  wyrwa . Nie rozumia a dramatyzmu sytuacji; nie uwa

a si

za zaginion . Mia a coraz silniejsze zawroty g owy, ale odezwa  si  jej zaczepny charakter:

- Nie pójd  z tob ! Ani nie b

 dzieli  z tob  tego pokoju.

Para de Leon i recepcjonista wykrzykiwali co  histerycznie. Krzyczeli zbyt szybko,

eby Kelly mog a wszystko zrozumie , uda o jej si  tylko wy apa  kilka oderwanych zwro-

tów: „traktowa  kobiet ”, „pokaza , kto jest panem”. Brandt móg  nie rozumie

hiszpa skiego, ale ona nie mia a w tpliwo ci,  e przez ostatnie cztery godziny indoktrynowali

go, wpajaj c zasady machismo.

Kelly rozz

ci a si .

- Nie b

 tak traktowana ani pouczana przez nikogo! - powiedzia a to po angielsku i

hiszpa sku,  eby wszyscy trzej zrozumieli j  dok adnie. - I nie id  do tego pokoju. Id ... id

na obiad. Jestem g odna!

- Jeste  g odna! - rykn  Brandt. - Nie by em w stanie pomy le , nawet o jedzeniu

przez te godziny. Umiera em ze zmartwienia, widz c ci  rann , le

 w jakiej  plugawej

norze. Bóg wie gdzie... - G os mu si  za ama . - A ty wchodzisz sobie, jak gdyby nigdy nic, i

my lisz tylko o jedzeniu.

- Naogl da

 si  za du o filmów sensacyjnych, Brandt. - Kelly roze mia a si .

„Plugawa nora” by a jakby  ywcem wzi ta z mrocznego, sensacyjnego kina, które w  aden

sposób nie przypomina o tak przyjemnie sp dzonego przez ni  czasu. - Bawi am si

doskonale. Nie powiniene  da  si  ponosi  swej wybuja ej wyobra ni.

Brandt odburkn  co  cicho. To by a kropla przepe niaj ca kielich! Protekcjonalny

humor u osoby, która narazi a go na tortury jego wyobra ni. Przerzuci  dziewczyn  przez ra-

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

mi  chwytem stra ackim i zacz  wchodzi  po schodach. Pochwa y Para de Leona i

recepcjonisty odbija y si  echem, mieszaj c si  z pe nymi oburzenia okrzykami Kelly.

Wszed  do malej sypialni, zamkn  drzwi na klucz i bezceremonialnie rzuci  j  na

ko. Je eli przedtem nie czu a si  najlepiej, teraz niesienie do góry nogami znacznie

pogorszy o jej stan. Ukl

a jednak, obci gaj c spódnic .

- Jestem... - zd

a powiedzie  tylko tyle.

- Nic nie mów. Usi uj  zadecydowa , czy potrz sn  tob , czy wla  ci, czy te  ci

zamordowa , i wszystko co powiesz, mo e by  u yte przeciwko tobie.

- Nic mi nie zrobisz! - Mia a ju  nudno ci, bardzo trudno jej by o wytrwa . - Jestem

wolnym cz owiekiem. Mog  chodzi  gdzie mi si  podoba. Wystarczy jeden pies strzeg cy

mnie w czasie tej podró y, nie oczekuj,  ebym by a wdzi czna drugiemu!

Zesz a z 

ka, przewiesi a torb  przez rami  i pog adzi a w osy. Podejrzewa a,  e

musi wygl da  okropnie: potargana, z rozmazanym makija em, w niemi osiernie pomi tym

ubraniu. Opanowa o j  nagle straszliwe znu enie. Ostatkiem si  podesz a do drzwi. Je li nie

zje czego  natychmiast, umrze z g odu!

- Czy w tym hotelu jest jadalnia? Je eli tak, id  tam co  zje . Je li nie, wychodz  na

obiad do miasta. I nie próbuj mnie zatrzyma !

Brandt przypatrywa  si  jej. Gniew wypala  si  w nim w miar  powrotu racjonalnego

my lenia. By  psychicznie wyko czony. Otar  czo o r

 i na moment zamkn  oczy.

- Nie id , Kelly - powiedzia  zm czonym g osem. - My la em... chcia em...

próbowa em... - przerwa  z westchnieniem. - Mam nadziej ,  e jeste  zadowolona. Chyba

gadam bez sensu...

Kelly nie odpowiedzia a, zaskoczona jego widocznym wyczerpaniem. Mia

podkr one oczy. By  chory ze zmartwienia o ni ? Dotar o do niej znaczenie tych s ów. Nie

móg  je , bo si  o ni  ba ? Prze kn a nerwowo  lin . I wzi a g boki oddech.

- Przepraszam, je eli by am przyczyn  zmartwienia. - Szuka  jej oczu, wi c

natychmiast wbi a wzrok w sp owia y dywan le cy na pod odze. Wpatrywa a si  w kolorowe

wzory tak intensywnie, jakby uczy a si  ich na pami .

- Nie przypuszcza am,  e mo esz si  niepokoi . Przyzwyczajona jestem do spacerów

w pojedynk . Po Chicago zawsze chodz  sama.

- Teraz nie jeste  w Chicago. - U miechn  si  lekko. - Masz przewra liwionego

a.

- Zapami tam. - Próbowa a odwzajemni  u miech. Znów poczu a si  niedobrze.

Opar a si  o por cz 

ka.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Kelly? - Brandt by  przy niej w jednej chwili. Podtrzymywa  j . - Kelly, zrobi

 si

ca kiem bia a.

-  Jeste   pewien,   e  nie  zielona?  -  usi owa a  dowcipkowa .  Zauwa

a  trosk   w  jego

oczach. - Brandt, czuj  si  okropnie - wyzna a. - Poczu am si  dziwnie, gdy wysiad am z

kolejki, ale robi si  coraz gorzej.

Doprowadzi  j  do 

ka i pomóg  usi

. Po

a si  od razu i zamkn a oczy. Pokój

wirowa . By o jej niedobrze, 

dek podchodzi  do gard a.

- Kelly, id  prosi  Para de Leona, by wezwa  doktora. - G os Brandta przebija  si

przez  oskot, jaki czu a w g owie.

- Lepiej zawo aj ksi dza. Umieram - j kn a, nie otwieraj c oczu. - Trzymaj si  ode

mnie z daleka. To mo e by  zara liwe.

- Kelly, id  wezwa  pomoc! - Nie widzia a przera enia na jego twarzy i by a zbyt

chora, by us ysze  niepokój w jego g osie. - Zaraz wracam, kochana.

Wybieg   z  sypialni.  Para  de  Leon  wci   by   w  holu.  Rozmawia   z  m od   kobiet   w

obcis ej czerwonej mini sukience i niesamowicie wysokich szpilkach. By a bardzo mocno

umalowana i wyperfumowana.

- Kelly nie czuje si  dobrze! - krzykn  i opisa  objawy. - Potrzebny jest doktor.

- To pewnie soroche, choroba górska - odpar  Para de Leon z przekonaniem. - Za du o

dzi  chodzi a. To zbyt du y wysi ek, poza tym nie jest przyzwyczajona do tej wysoko ci.

Sporo turystów na to choruje. To nic powa nego.

- Mam zadowoli  si  pana diagnoz ? Nie jest pan lekarzem! - Brandt spojrza  na niego

gro nie.

- Prosz  zamówi  mat  de coca... - ci gn  Para de Leon, ci gle patrz c na sw

towarzyszk . Brandt zacz  si  denerwowa . Mia  sta  spokojnie i patrze , jak Para de Leon

ypie oczami do avida skiej dziwki, i w tym samym czasie snuje hipotezy na temat stanu

Kelly?

-  ...  To  herbata  z  li ci  koki.  Bardzo  skuteczna  w  leczeniu  objawów  soroche  -  mówi

dalej agent, ma ymi oczkami  widruj c wydatny biust kobiety. Mrukn  co  po hiszpa sku i

kobieta skin a g ow , u miechaj c si  przy tym.

Brandt zacisn  pi ci. Kelly le

a na górze, chora. A je eli to by o co  powa nego?

Chyba jej nie straci?

Odegna  od siebie t  my l. Nie, tak si  nie stanie. Nie pozwoli na to. Straci  ju

Michele. Nie mo e jeszcze straci  Kelly. Z b yskiem w oku z apa  Para de Leona za koszul  i

podniós  przera onego do góry.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Zadzwoni pan w tej chwili po doktora. Lepiej,  eby by  tu za dziesi  minut.

Zrozumia  pan? Bo je li go nie b dzie, to pan tego po

uje, senor. Bardzo po

uje.

Zrozumiano?

Para de Leon zap on  ze wstydu.

- Tak, oczywi cie, Senor Madison. Niepotrzebnie si  pan denerwuje, Senor Madison.

ona wkrótce poczuje si  lepiej. Zaraz wezw  lekarza.

Dziwka patrzy a na Brandta z podziwem. Zignorowa  j  i pospieszy  na gór . Kelly

le

a na 

ku z zamkni tymi oczyma.

- Doktor nied ugo tu b dzie - powiedzia  cicho i usiad  przy niej. Wzi  jej r

. By a

lodowato zimna, wi c ogrzewa  j  dotykiem swych d oni. - Wszystko b dzie dobrze - doda

uspakajaj co. Si gn  po jej drug  r

.

Kelly otworzy a oczy. Ca e jej cia o pokry  pot. Nie pami ta a, by kiedykolwiek czu a

si  tak s aba i bezsilna.

- Jestem tu obok, gdyby  mnie potrzebowa a.

Gdyby go potrzebowa a... S owa te brzmia y dono nie w jej sko atanej g owie. Nie

potrzebowa a nikogo. Ale to mi o,  e by  obok. Jej obrona przed nim za ama a si . Przyjemnie

by o to s ysze . Przyjemnie by o mie  go ko o siebie.

Lekarz potwierdzi  diagnoz  Para de Leona. Kaza  jej odpoczywa  i zaleci  niewielk

diet . Zapisa  tak e tabletki od bólu g owy i herbat  z li ci koki.

- Doktor powiedzia ,  e jutro poczujesz si  lepiej - oznajmi  Brandt po jego wyj ciu.

-  Ju   si   czuj   lepiej.  Le enie  pomaga,  dopóki  si   nie  poruszam.  Brandt,  czy  ta

herbata, któr  mam pi , ta robiona z li ci koki - czy to z tego robi si  kokain ?

- Boisz si ,  e ci  oszo omi i  e to wykorzystam? - zakpi . Blado  jej twarzy znika a

powoli i cieszy o go,  e patrzy na niego jakby rozgniewana. Rzeczywi cie czu a si  lepiej; nie

by o to nic powa nego i powinno si  szybko zako czy . Nagle u wiadomi  sobie, jak bardzo

mu na niej zale y. Wstrz sn o nim,  e sta o si  to tak szybko. Nie mia  czasu tego

przewidzie . Przyci ga a go. Intrygowa a. Podnieca a. Ale do tej pory nie zdawa  sobie

sprawy z tego,  e si  w niej zakocha .

- Nie jestem taka bezsilna - odpar a Kelly. - I b

 ca kowicie bezpieczna, dziel c to

ko z tob  dzi  w nocy, poniewa  soroche wyposa

o mnie znakomicie przeciw

wszelkiego rodzaju rozpustnikom. Je eli tylko podnios  g ow  z poduszki, zarzygam

natychmiast ca e 

ko.

- To, oczywi cie, powstrzyma ka dego rozpustnika - odpar  oschle. Tak oschle,  e j

tym rozbawi .

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

Zaraz jednak skrzywi a si .

- Nie roz mieszaj mnie. Okropnie boli mnie g owa. - Przy

a palce do t tni cych

skroni.

Brandt znów si  zaniepokoi .

- Doktor zostawi  tabletki od bólu g owy. - Przyniós  dwie niebieskie pigu ki i wod

do popicia. Uda o jej si  prze kn  je na le co. Ci gle czu a si  niepewnie i ba a si  nawrotu

nudno ci, gdyby usiad a.

Ch opiec hotelowy przyniós  mat  de coca. Brandt zamówi  ponadto kanapki z

kurczakiem dla obojga. Pomóg  Kelly wypi  herbat  przez s omk , a potem j  nakarmi .

Wypicie herbaty i za ycie tabletek przyprawi o j  o senno . Ziewn a. Trudno by o

powstrzyma  opadanie powiek. Ale kiedy poczu a d onie Brandta na pasku swojej spódnicy,

spojrza a na niego zaniepokojona.

Brandt prawie si  roze mia .

- Nic si  nie bój kochanie, nigdy w  yciu nie by

 bardziej bezpieczna. Twoja obawa

przed zwróceniem obiadu jest bardzo sugestywna. Chc  tylko rozpi  kilka guzików,  eby ci

by o wygodniej.

- Och. - Kelly ponownie zamkn a oczy, uspokojona ca kowicie. By o jej ciep o, czu a

si  cudownie rozmarzona, tak jakby odp ywa a na dryfuj cej wysoko po niebie chmurze.

- Moja koszula nocna jest w walizce - oznajmi a sennie. Zapomnia a o skromno ci i

ostro no ci. Chcia a  eby jej by o wygodnie, a wygodniej by o spa  w koszuli ni  w ubraniu.

Brandt znalaz  koszul , bia , z mi kkiej bawe ny, z kwadratowym dekoltem i

szerokimi r kawami. Bardzo si  stara  tak po prostu zdj  Kelly spódnic , sweter i bluzk .

Ale r ce mu si  trz

y, a cia o m nia o w odpowiedzi na jej uleg

.

Przygl da  si  jej, kiedy le

a na 

ku z zamkni tymi oczami i piersi  faluj

 w

rytm równego, spokojnego oddechu. Kszta t jej biustu pod koronkow  halk  hipnotyzowa

go. Spod halki prze witywa  sk py biustonosz i kuse, bia e majteczki.

Brandt prze kn

lin . Jej piersi mia y  liczny kszta t, niemal e nie mie ci y si  w

cienkim, przejrzystym staniku. Przypomnia  sobie, jak idealnie pasowa y do jego d oni.

Dreszcz wstrz sn  ca ym jego cia em. Nie móg  oderwa  od niej oczu. Kusi a go jej

delikatna szyja, jej w ska talia i szczup e, pi knie wyrze bione biodra i uda.

Zdawa   sobie  spraw   z  tego,   e  si   poci,  cho   w  pokoju  wcale  nie  by o  ciep o.  Czy

odwa

by si  dotkn  jej jeszcze raz? Czy powinien doko czy  jej rozbierania, czy w

koszul  przez g ow  ju  teraz? Kelly zdecydowa a za niego.

- Pospiesz si  - mrukn a, senna i niecierpliwa. Podnios a w gór  r ce,  eby u atwi

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

mu  ci gni cie halki.

Brandt  wzi   g boki  oddech  i   ci gn   j ,  potem  znów  zaczerpn   powietrza  i  zdj

cienkie rajstopy, ods aniaj c jej zgrabne nogi. Kelly wyci gn a si  i u miechn a. Brandtowi

zasch o w gardle. Jego cia o t

o z podniecenia. „Opanuj si , Madison - ostrzega  si . - By a

chora, a teraz jest pod dzia aniem pigu ek i herbaty. Tylko egoistyczny, egomaniakalny, nie

zaspokojony insekt móg by wykorzysta  kobiet  w takim stanie.”

miechn  si  na wspomnienie tych s ów. Wyobrazi  sobie Kelly ciskaj

 w niego

te obelgi, z pa aj cymi oczyma, bystr  i szybk . Chcia , by by a w

nie taka, kiedy b

 si

kochali po raz pierwszy, pe na ognia i nami tno ci, tak samo jak on napi ta i wype niona

po

daniem.

Zdecydowanym ruchem zsun  rami czka jej stanika i rozpi  go.  pi ca dziewczyna

stanowi a wielk  pokus  i zadr

 na my l o tym,  e pewnego dnia posi dzie t  powabn ,

delikatn  kusicielk .

Ale jeszcze nie teraz. Kelly ufa a,  e zaopiekuje si  ni , a to wyklucza o kochanie si ,

oboj tnie jak bardzo tego pragn . Przyjdzie czas i na to. Kelly mo e jeszcze tego nie

wiedzie , ale nale

a ju  do niego.

Ostro nie zdj  stanik i naci gn  koszul . Nagle uderzy  go jej dziewiczy wygl d. Za

bardzo fantazjuje. Przecie  przyzna a si ,  e urodzi a dziecko...

Dlaczego wci  do tego wraca ? By a to cz

 zagadki, któr  stanowi a Kelly. Nie

mog a  rozmawia   z  nim  o  swoich  rodzicach,  a  bez   enady  opowiada a  o  swoim  romansie  i

porzuconym dziecku.

Zmarszczy  brwi. Kiedy westchn a i przekr ci a si  na bok wygl da a jak niewinne i

kruche dziecko. Pragn  jej ca ej: jej mi

ci i zaufania tak samo jak jej cia a. Uwa nie j

nakry  i nachyli  si , by poca owa  j  w policzek.

Kelly le

a, pogr ona w spokojnym pó nie. Przebywanie pod czyj  opiek

stanowi o luksus i delektowa a si  nim w pe ni. Dziwne, jak szybko z e samopoczucie czyni o

cz owieka zale nym i potrzebuj cym...

Us ysza a szmer wody w  azience. Wiedzia a,  e Brandt bra  prysznic. Nakarmi  j  i

przebra , po

 do 

ka i poca owa  na dobranoc. Opiekowa  si  ni  jak dzieckiem, a jej -

tak silnej, niezale nej i samowystarczalnej - sprawia o to ogromn  przyjemno !

My l ta rani a j . Nie powinna by a na to Brandtowi pozwoli ; nie mog a odda  nawet

najmniejszej  cz ci  swej  niezale no ci,  bo  b dzie  jej  potrzebowa a,  kiedy  Brandt  j   opu ci.

Co do tego,  e j  opu ci nie mia a w tpliwo ci. Brakowa o jej tego, co podtrzymuje w innych

mi

. Zdo

a zatrzyma  przy sobie matk  tylko przez dwa lata, potem ju  nikogo nawet tak

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

ugo. Jak kto  taki jak ona, móg by  ywi  nadziej  na zatrzymanie przy sobie takiego faceta

jak Brandt Madison?

Kiedy chwil  pó niej Brandt wróci  do sypialni z grubym, bia ym r cznikiem

zawi zanym wokó  bioder, Kelly spa a. Popatrzy  na ni  zafascynowany jej pi knem. Wygl -

da a tak m odo i bezbronnie - i poci gaj co. Skrzywi  si , gdy uprzytomni  sobie, jak bardzo

na niego dzia

a. Chyba powinien wróci  pod zimny prysznic.

I wtedy zauwa

lad  ez na jej policzkach. Przebieg  go dreszcz. Czy by Kelly

aka a? Sprawi o mu to przykro . Chcia  odegna  od niej troski, obroni  przed bólem. Albo

przynajmniej dzieli  go z ni .

-  Kelly?  -  zawo

  j   cicho,  ale  nie  odpowiedzia a.  Spa a  g boko.  Zdj   r cznik,

za

 niebieskie spodnie od pi amy i ostro nie w lizgn  si  do 

ka...

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

7

Ranne s

ce, wpadaj ce do pokoju przez cienkie, bia e firanki, obudzi o Kelly.

Le

a na brzuchu na  rodku 

ka, z koszul  zamotan  wokó  ud. Pognieciona poduszka

wci ni ta by a w zag ówek. Potargane i rozczochrane kasztanowe w osy opada y w nie adzie

na jej twarz. Podnios a g ow , zgarn a w osy i spojrza a na Brandta. Zwisa  z brzegu 

ka,

ciskaj c pod g ow  poduszk . Jedn  nog  opiera  o pod og , prawdopodobnie po to, by

utrzyma  zdobyty przez siebie kawa ek materaca. Przytrzymywa  róg ko dry, jej reszta le

a

na pod odze.

- Nadajesz zupe nie nowego znaczenia powiedzeniu „szalona w 

ku” - odezwa  si ,

potrz saj c g ow .

Szybko obci gn a koszul  i usiad a.

- Usi owa am wyt umaczy  ci,  e to nie jest dobry pomys ,  eby spa  razem.

- Owszem, usi owa

. Ale s dzi em,  e to dlatego,  e jeste  nie mia a. Zapomnia

mnie ostrzec,  e spanie z tob  w jednym 

ku narazi  mo e na utrat

ycia albo przynajmniej

ko czyn.

-  pi  bardzo niespokojnie - przyzna a.

- Niespokojnie, to ma o powiedziane, skarbie. Czuj  si  tak, jakbym stoczy

czterdziestorundow  walk  z Rocky’m Balboa. I w dodatku j  przegra . - J kn  przy

wstawaniu. - Kopa

, wali

, t uk

 i  omota

. Zrzuca

 poduszk  i ko dr  i za ka dym

razem, gdy je podnosi em, pozbywa

 si  ich znowu. W pewnym momencie, kiedy le

 w

poprzek 

ka, próbowa em zasn  na pod odze. Niestety, dywan jest za cienki i ca y czas

czu em kafelki. Musia em wróci  na ring.

- Przepraszam - mrukn a. Gapi c si  na niego uprzytomni a sobie,  e po raz pierwszy

widzi go niekompletnie ubranego. Patrzy a zafascynowana na jego szerokie, mocne ramiona i

ow osion  klatk  piersiow . W porównaniu z pot nymi ramionami mia  bardzo w skie

biodra.

- Co ci si

ni o? - Przeci gn  r

 po w osach. -  e jeste  zawodnikiem olimpijskiej

dru yny zapa ników?

- Nie wiem. Nigdy nie pami tam snów. - By a to prawda. Nigdy nie  wiedzia a, jakie

boje toczy a w nocy jej pod wiadomo  i nad jakimi demonami odprawia a egzorcyzmy.

Spojrza a na jego twarz. Mia  jednodniowy zarost, a na czo o spada y mu skr cone

osy. Wygl da  bardzo m sko i seksownie. Mrówki przesz y jej po karku. Przecie  sp dzi a

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

z nim t  noc. „Bij c go - przypomnia  jej niezawodny g os wewn trzny. - Spanie ze mn  nie

by o dla niego erotycznym prze yciem; nazwa  mnie bokserem i zapa nikiem. Tak si  nie

mówi o dziewczynie z marze .”

Powstrzyma a westchni cie.

- Wezm  prysznic i umyj  g ow .

- Jak si  czujesz? Nadal masz nudno ci?

- Nic z tych rzeczy. Czuj  si  rewelacyjnie. - Spa a niespokojnie, ale g boko i

obudzi a si  naprawd  wypocz ta. Przynajmniej fizycznie. Zerwa a si  i pobieg a do  azienki.

-  Kelly?  -  G os  Brandta  powstrzyma   j   wpó   drogi.  Odwróci a  si   zdziwiona.  -  Nie

odpowiedzia

 mi jeszcze na pytanie, które ci zada em tamtej nocy, kiedy by a  nie yca.

Stara a si  wygl da  na opanowan .

-  Pytanie?  -  Patrzy a,  jak  ruszy   powoli  w  jej  kierunku.  Co   migota o  w  jego

ciemnozielonych oczach. Pomy la a,  e powinna pój  do  azienki i zamkn  za sob  drzwi

na klucz. Ale sta a jak wmurowana. D ugie, szczup e palce Brandta zacisn y si  na jej

ramionach.

- Sprawiam,  e jak si  czujesz? - spyta  niskim g osem, który zdawa  si  j  pie ci .

Kelly wstrzyma a oddech. Stali tak blisko siebie,  e czu a ciep o emanuj ce z jego

cia a. M ski zapach wype nia  jej nozdrza. Zesztywnia a i zacz a dr

. Ch  dotkni cia go

by a nie do opanowania, silniejsza ni  obawy i l k. Jej r ce naturalnym ruchem pow drowa y

na jego pier , palce wpl ta y si  w porastaj ce j  w osy. By y takie mi kkie. Czu a bicie jego

serca. Brandt po

 swoje d onie na jej r kach.

- Sprawiam,  e jak si  czujesz, Kelly? - zapyta  ponownie.

Zasch o jej w gardle.

- To trudno okre li . Nie... nie mog  znale  odpowiednich s ów.

- Spróbuj - nalega  nie mia o.

- Przyprawiasz mnie o zawrót g owy - odpar a w ko cu. - Jestem o ywiona i boj  si

zarazem.

- Brzmi to jak opis reakcji na jazd  kolejk  w weso ym miasteczku. - To zabawne

porównanie rozbawi o j . I pomog o mówi  dalej.

- Czuj  si  z tob  bezpieczna - wyzna a. Przypomnia a sobie poczucie bezpiecze stwa

w momencie, gdy trzyma  j  w ramionach.

- B dziesz ze mn  zawsze tak bezpieczna, jak tylko b dziesz chcia a. - Pochyli  si , by

poca owa  j  w szyj . Przesz y j  ciarki, gdy dotkn  j  policzkiem. Nie opiera a si . Jego

du e d onie  lizga y si  po jej plecach, a potem wzd

 bioder i po ladków. Z ca ej jego

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

postaci emanowa a wra liwo  i ciep o. Cia o Kelly rozpala o si . Zdawa o jej si ,  e

wyzwoli a si  od siebie samej. Znik a jej ma omówno .

- Sprawiasz,  e si

miej  i  e jestem w ciek a. Czuj ,  e  yj , kiedy jestem z tob .

Czuj  si  z tob  swobodnie i dobrze.

- Ty te  tak na mnie dzia asz - przyzna  ochoczo.

Spojrza a w gór  na jego twarz. Wiedzia a,  e chcia  j  poca owa . Ona te  tego

bardzo pragn a.

- Kelly. - Sposób, w jaki wymówi  jej imi  przyprawi o j  o dreszcze. Patrzy a na jego

pochylon  g ow , zahipnotyzowana widokiem zmys owych ust. Rozchyli a wargi.

- Senor Madison! - Dono ny, nosowy g os rozleg  si  równocze nie z g

nym

pukaniem do drzwi. Kelly odskoczy a od Brandta jak oparzona.

-  To  ja.  Para  de  Leon  -  doszed   ich  g os  szpicla.  -  Oczekuj   nas  za  godzin   w

sieroci cu. Czy b dziecie pa stwo gotowi?

Brandt spojrza  na Kelly. Unika a jego wzroku.

- Tak - zawo

 przez drzwi i cicho zakl  pod nosem. Postaramy si  zd

.

Kelly uciek a do  azienki. Brandt us ysza  szcz k zamka.

- Zamówi

niadanie i ka  przynie  do pokoju - zawo

 do niej. Jedyn

odpowiedzi  by  plusk wody. Znów, mrucz c pod nosem, podniós  s uchawk  stylowego

telefonu.

cznie malowany znak Amigos del Ninos (Przyjaciele Dzieci) wisia  na drzwiach

pokrytego dachówk  i stiukami budynku. Kelly i Brandt stali wraz z Para de Leonem przed

bram , czekaj c w milczeniu, a  wysoka, ciemnow osa kobieta j  otworzy. Kelly wzdrygn a

si  i szczelnie otuli a swetrem. Oprócz niego mia a na sobie sukienk  w kwiaty z niewielkim

dekoltem,  obni on   tali   i  r kawami  do   okci  -  jedn   ze  swych  ulubionych  sukienek  -  i

powinno jej by  ciep o. Jednak ch ód nie mia  nic wspólnego z temperatur  powietrza.

Odczuwa a go na my l o wej ciu do tej instytucji. Mi dzy okresami przebywania w

przybranych domach sp dzi a du o czasu w ró nych placówkach tego typu w Chicago.

Nienawidzi a ich. Domy Dziecka zawsze wywo ywa y w niej przykre wspomnienia.

- W porz dku, Kelly? - zapyta  cicho Brandt, pochylaj c si  nad ni . Ju  w czasie

jazdy taksówk  zauwa

 niepokój na jej twarzy. Teraz by a blada i dr

a.

-  W  porz dku.  -  Zmusi a  si   do  u miechu  i  kiwn a  g ow .  -  Nie  martw  si .  To  nie

sorocha. - Obserwowa  j  bacznie.

- Obiecaj,  e powiesz mi, je li poczujesz si  nieszczególnie. - Obj  j  ramieniem i

przyci gn  do siebie.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

„Chyba nic si  nie stanie, je eli przytul  si  do niego na jedn , mo e dwie chwile” -

pomy la a. I przylgn a do niego. Tak naprawd  wcale go nie potrzebowa a, ale by o przy-

jemnie mie  kogo , na kim mo na si  oprze . Cho by na chwil  lub dwie. Brama by a

otwarta i Para de Leon zaprosi  ich gestem r ki do  rodka.

- Prosz , t dy.

Gdy dostrzeg a ich odbicie w szybkach drzwi, pomy la a,  e rzeczywi cie wygl daj

jak ma

stwo, które przyjecha o adoptowa  dziecko. By a lekko poddenerwowana, ale to

by o naturalne, któ  nie by yby w takiej sytuacji? Brandt obejmowa  j  jak daj cy oparcie,

odpowiedzialny m . Wprowadzono ich do du ego, przestronnego pokoju, w którym sta o

dwana cie drewnianych, dziecinnych 

eczek. Trzy m ode kobiety w bia o-niebieskich

uniformach sta y w pogotowiu pod  cian .

- Niemowl ta - powiedzia  Para de Leon, wskazuj c na dzieci.  adne nie ma jeszcze

roku.

Kelly przygl da a si  rz dom 

eczek. Pokój by  czysty i jasny, dzieci wygl da y na

zadbane i dobrze od ywione. W tej chwili  adne nie p aka o. Ale jej serce  cisn o si  na ich

widok. Wszystkie by y takie malutkie, potrzebuj ce domu. Wszystkie bez matek i ojców,

chyba  e kto  zap aci za nie Cari cie i zostan  zaadoptowane przez jak  rodzin .

- Tu mamy sal  jedno i dwulatków - obja nia  Para de Leon, prowadz c Kelly i

Brandta do nast pnego pokoju. Obok by  jeszcze jeden ma y pokój do zabawy. Przebywa a

tam grupa dzieci pod opiek  dwóch kobiet.

Kelly obserwowa a ciemnow os  i ciemnook  dziewczynk , mo e dwuletni ,

próbuj

 odebra  gumow  pi

 niewiele m odszemu od siebie ch opcu. Ch opiec krzykn  i

pobieg  do opiekunki, która odwróci a si , by z apa  dziewczynk . Kelly zobaczy a strach

maluj cy si  na twarzy dziecka. Chcia a porwa  j  w ramiona i uspokoi . Ale gdy ruszy a w

jej kierunku. Para de Leon zawo

 ich do pokoju starszaków. Starsze dzieci mia y po trzy -

cztery lata; w sieroci cu nie by o dzieci powy ej czwartego roku  ycia - wyja ni  Para de

Leon w odpowiedzi na pytanie Brandta. Kelly wiedzia a dlaczego. Ludzie chcieli bra  tylko

niemowlaki i ma e dzieci. Nawet z uroczymi trzy i czterolatkami by  ju  k opot. Sp dzi a

asne dzieci stwo  wiadoma tego,  e jest ju  za du a,  eby j  adoptowa .

- Pa stwo nie jeste cie zainteresowani starszymi dzie mi, chcecie niemowl , prawda?

- przypomnia  im Para de Leon, nie zwracaj c uwagi na dzieci w tym pokoju. - Wró my do

sali z niemowl tami i niech pa stwo wybior  synka lub córeczk .

Kelly wpatrywa a si  w bawi

 grup  przedszkolaków. Dzieci biega y, rozmawia y i

mia y si .

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Co si  dzieje z dzie mi, które ko cz  pi  lat, a nikt ich nie zaadoptowa ?

Para de Leon wzruszy  ramionami.

- Odsy amy je do pa stwowego domu dziecka. Jest o wiele wi kszy, maj  tam nawet

szesnastolatki, ale dzieci przewa nie nie chc  przebywa  tam tak d ugo. Wi kszo  zostaje

cymi u bogatych rodzin. Wiek pi ciu, sze ciu lat to odpowiednia pora na podj cie

pewnych obowi zków. Dzieci maj  zapewniony dach nad g ow  i wy ywienie, to cz

umowy. - Znów wzruszy  ramionami, zupe nie beznami tnie. - Umowy korzystnej dla

wszystkich.

- Z wyj tkiem dzieci wykorzystywanych do pracy! - wybuchn a Kelly. -

Podejrzewam,  e niektóre dzieci uciekaj  st d i zaczynaj  nowe  ycie, na ulicy?

- Je eli uciekn , nie maj  prawa powrotu. Ale nie zajmujmy si  nimi d

ej i

powró my  do  spraw  przyjemniejszych.  -  Na  jego  twarzy  pojawi   si   szeroki  u miech.  -

Widzieli cie ju  pa stwo ma e dzieci. Które z nich wybieracie? - D onie Kelly zacisn y si  w

pi ci. Nie poruszy a si  z miejsca.

- Trudno podj  decyzj , prawda, Senora Madison? - Dostrzeg  jej wrogie spojrzenie.

Nie czu  si  swobodnie w jej towarzystwie. Wczoraj przekona  si ,  e potrafi by  nieob-

liczalna. Zwróci  si  do spogl daj cego na ni  Brandta.

- Senor Madison, mo e zechcia by pan zabra

on  do pomieszczenia maluchów,

gdzie mogliby my dokona  transakcji?

- Kelly. - Brandt uj  j  pod r

. - Chod , kochanie.

Kelly pozwoli a si  poprowadzi  przez korytarz prowadz cy do sali z niemowl tami.

Wszystkie te dzieci by y same na  wiecie, wszystkie potrzebuj ce rodziny i domu. Ich

malutkie twarzyczki przesuwa y si  przed jej oczami jak klatki filmu. Tu przynajmniej mia y

szans  znale  rodziców i w asny dom. Mo e zrobili z Brandtem  le, mieszaj c si  do tego;

je eli jakie  ma

stwo zdecydowa o si  ju  tu przyjecha , mo e to wystarczy...

- Brandt, chc  wróci  do hotelu - szepn a mu do ucha i  cisn a jego rami . Spojrza

na ni .

- Nie czujesz si  dobrze? - zapyta  zaniepokojony.

- Czuj  si

wietnie. Po prostu nie chc  wraca  do tych dzieci. Chc  wróci  do hotelu -

odpar a na tyle g

no, by móg  j  us ysze  Para de Leon.

- Nie chce pani wróci  do tych dzieci? - powtórzy  za ni  Para de Leon. Patrzy  na ni

przez chwil  i powoli jego przebieg  twarz rozja ni  u miech. - Och, Senora Madison, chyba

rozumiem. Pani nie chce jeszcze wraca  do hotelu. Prosz  za mn . S dz ,  e wiem, czego

pani szuka.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

Kelly i Brandt wymienili zdziwione spojrzenia i ruszyli za Para de Leonem po

schodach  na  gór .  Znale li  si   w  nowej  sali.  By a  tam  trójka  dzieci,   adne  nie  mia o  roku  i

wszystkie...

- Niebieskookie blondynki - oznajmi  z dum  Para de Leon. Bia e, tak jak pani i Senor

Madison, Senora Madison. - Widzi pani,  e nie ma powodu wraca  do hotelu, nieprawda ? -

By  z siebie bardzo zadowolony. - My

,  e znajdzie tu pani to, czego pani szuka.

Kelly skierowa a ku niemu oczy pe ne gniewu. My la ,  e si  d sa, bo nie podoba y jej

si  dzieci, wi c pokaza  jej to, co mia  najlepszego, doskona y towar dla niezdecydowanego

nabywcy.

- Sk d pochodz  te dzieci? - spyta  Brandt, chodz c od 

eczka do 

eczka.

- Mamy w Avidzie niebieskookich blondynów - odpowiedzia  rozradowany Para de

Leon. Zw szy  dobry interes. - Chocia  wi kszo  mieszka ców naszego kraju to potom-

kowie Hiszpanów i Indian, pi  procent populacji jest pochodzenia europejskiego:

niemieckiego, francuskiego, szwajcarskiego.

-  Za  jasne  dzieci  o  niebieskich  oczach  trzeba  chyba  p aci   w  z ocie  tyle,  ile  wa   -

rzuci  Brandt od niechcenia. Kelly wiedzia a,  e w czy  ma y magnetofon w kieszeni p asz-

cza. Uzgodnili,  e spokojnie poprowadz  rozmow  w tym kierunku i mieli nadziej ,  e Para

de Leon oskar y siebie i ca y ten interes, co zostanie zarejestrowane na ta mie.

Para de Leon roze mia  si  i zatar  r ce. Kelly prawie zagotowa a si , patrz c na

niego. Myli a si  s dz c cho  przez moment,  e temu cz owiekowi i jego wspólnikom po-

winno si  pozwoli  dalej uprawia  proceder sprzeda y dzieci. Dzieci zas ugiwa y na co

lepszego. Potrzebowa y rodziców i domów, ale nie mog o tym kierowa  sk pstwo i stron-

niczo  ludzi, takich jak Carista czy Para de Leon.

Kelly odwróci a si  i zmierzy a Para de Leona przenikliwym wzrokiem.

- Ile pan sobie  yczy za takie dziecko, senor? - spyta a ch odno.

Chcia a mie  pewno ,  e b dzie mia a dowody przeciwko temu odra aj cemu

cz owiekowi i  e ujawni jego machinacje ca emu  wiatu. Rz d b dzie musia  wyda  jakie

wiadczenie w tej sprawie, nie b

 mogli si  od tego uchyli . I mo e jaka  organizacja

ko cielna albo charytatywna przejmie sierociniec i legalnie znajdzie rodziców dla tych

biednych dzieci.

- No wi c... - Kelly si  niecierpliwi a. - Zdaj  sobie spraw ,  e jasne, niebieskookie

dzieci musz  kosztowa  wi cej ni  ciemne i ciemnookie. Chc  wiedzie , o ile wi cej.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

-  Hm,  Kelly,  dlaczego  nie  pozwolisz,   ebym  ja  porozmawia   z  panem?  -  Brandt  nie

mia  uszcz liwionej miny. Nie by a zbyt subtelna w naprowadzaniu Para de Leona na w a-

ciwy temat.

Para de Leon przeniós  wzrok na Brandta.

- Zdaje si ,  e pa ska  ona jest lekko poddenerwowana, Senor Madison - powiedzia

nieco ochryp ym g osem.

- Tak, chyba ponosz  j  emocje - zgodzi  si  Brandt, rzucaj c Kelly ostrzegawcze

spojrzenie i bior c j  za r

. Kelly odsun a si  od niego.

- Przesta  mówi  o mnie tak, jakby mnie tu nie by o!

-  Nie  wiadomo,  czego  si   mo na  po  pani  spodziewa   -  zauwa

  Para  de  Leon,  z

pewno ci  maj c na my li jej wczorajsze znikni cie i scen  w holu. Pos

 jej lizusowski

miech. - Senora Madison, nie ma  adnej potrzeby si  denerwowa .

- Porozmawiajmy wreszcie o kupnie dziecka - Kelly nie ust powa a. - Prosz

wymieni  sum . Chc  tego ch opca w 

eczku pod oknem.

Para de Leon wydawa  si  by  przestraszony. Jasne by o,  e spodziewa si  nast pnego

jej wybuchu, i to w dodatku tutaj, w zak adzie Przyjació  Dzieci. - Prosz , niech si  pani

uspokoi. Je li chce pani to dziecko, mo e je pani dosta  za dwadzie cia pi  tysi cy dolarów

ameryka skich.

- Prawdziwa okazja - odpar a z sarkazmem. Para de Leon zlej  zrozumia .

- Tak, jest ju  w tym cena za atwienia potrzebnych dokumentów, za wiadczenia o

adopcji i wizy dla dziecka. Wszystko w ekspresowym tempie. B dziecie pa stwo mogli za-

bra  je do Stanów za trzy, cztery dni.

- Przypu my,  e mam dwadzie cia tysi cy? - Kelly by a nienasycona.

- Za dwadzie cia tysi cy mo ecie mie  pa stwo t  dziewczynk  - odpar , szybko

pokazuj c dziecko. - Ch opiec kosztuje dwadzie cia pi  tysi cy. Zawsze tyle dostajemy.

- Oczywi cie. Niebieskookie dzieci s  warte wi cej ni  ciemnookie, ch opcy kosztuj

wi cej ni  dziewczynki. - Kelly zatrz

a si  ze z

ci. Pogardza a tym cz owiekiem w

imieniu wszystkich bezdomnych dzieci na ca ym  wiecie.

Para de Leon nie domy la  si  niczego.

- Tak, zgadza si .

- Prosz  poda  sum  za tego ch opca, a dostanie j  pan - powtórzy a. Chcia a,  eby

zapis na ta mie by  jednoznaczny i stanowi  dowód nie do podwa enia. - Sprzeda nam pan to

dziecko za dwadzie cia pi  tysi cy dolarów? - Lekko podnios a g os.

Para de Leon spojrza  nerwowo na Brandta.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Czy by znów mia a zamiar zacz ? - mrukn .

- Chc  si  tylko upewni ,  e naprawd  sprzeda nam pan to dziecko.

- Tak, oczywi cie - przytakn  natychmiast - Je eli dacie mi pa stwo pieni dze,

mo emy zaraz zacz  podpisywa  dokumenty. Brandt i Kelly spojrzeli na siebie. Mieli na ta-

mie du o wi cej, ni  si  spodziewali.

- Chcieliby my najpierw wróci  do hotelu i to omówi  - wtr ci  si  Brandt. - Kelly jest

blada. Powinna odpocz . Nie chcia bym,  eby znowu zachorowa a.

„Mamy doskona e dowody” - pomy la  z rado ci . Kelly zrobi a  wietn  robot ,

prowokuj c Para de Leona. Wszystko by o na ta mie. Plan powiód  si  doskonale. Teraz mu-

sz  si  tylko wydosta  z Avidy, najlepiej najbli szym samolotem.

- A gdyby my chcieli kupi  ciemnoskóre dziecko? - naciska a Kelly, nie zwa aj c na

znaki dawane jej przez Brandta. Chcia a wszystko dok adnie nagra , bez  adnych

niedopowiedze . - Ile kosztuje ciemnow osa dziewczynka, mieszaniec?

Para de Leon zrobi  si  podejrzliwy.

- Senora Madison...

- A gdyby my chcieli kupi  dwójk  india skich dzieci, czteroletniego ch opca i

dziewczynk  - niemowl . Spu ci pan z ceny?

- Si, si. - Rozgor czkowany Para de Leon przerzuci  si  na hiszpa ski.

- Prosz  poda  kwot .

- Dziesi  tysi cy dolarów - warkn .

- Kupujesz jedno - drugie gratis. Dobrze opracowane prawa rynku - zauwa

a. -

Rozumiem,  e w te dziesi  tysi cy wchodzi oprócz dzieci op ata za wszystkie dokumenty.

- Tak - odpowiedzia  Para de Leon, coraz bardziej wstrz ni ty.

- Zabieram Kelly do hotelu. - Obj  j  w pasie, wyprowadzaj c si  z pokoju i

poci gn  na dó . - Porozmawiamy, kiedy odpocznie.

- Ale ja... - usi owa a protestowa .

- Zamknij si ! - sykn  przez z by i  cisn  j  mocniej.

- Z api  taksówk  i odwioz  pa stwa do hotelu - nalega  Para de Leon. Nie opu ci  ich

nawet na chwil . Zostali sami dopiero w swoim pokoju. W momencie, gdy zamykali drzwi,

Brandt przytkn  palce do ust, nakazuj c jej milczenie. Kelly obserwowa a, jak przeszukuje

bez s owa pokój. W ko cu znalaz  ma e urz dzenie elektroniczne ukryte pod ozdobnym

aba urem.

- Co  nam tu rano podrzucili - skrzywi  si , rozmontowuj c nadajnik. - My

,  e robi

si

lisko. Z

yli nam propozycj , a pieni dzy nadal nie wida .

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

Kelly przyjrza a si  pluskwie.

- Nie pomy la abym o tym,  eby tego poszuka . Jeste  prawdziwym Jamesem

Bondem, Madison.

- A ty jeste  bystra jak woda, Malloy. Pytania, które rzuca

 Para de Leonowi... -

Potrz sn  g ow . - S dzi em,  e b dziemy musieli robi  podchody i pos ugiwa  si  aluzjami,

zyskuj c tylko mgliste insynuacje. A ty nak oni

 go do podpisania nakazu aresztowania na

Carist  i samego siebie.

-  Robi  mi  si   niedobrze,  gdy  o  nim  my

  -  powiedzia a  zacietrzewiona.  -  Mam

nadziej ,   e  go  zamkn ,  a  klucz  wrzuc   do  morza.  Wyci gn abym  z  niego  wi cej,  gdyby

mnie stamt d nie wyprowadzi .

- By

 lekkomy lna, Kelly. - Przygl da  jej si  uwa nie. - Dlatego ci  stamt d

zabra em. Para de Leon zacz  si  denerwowa , ba em si ,  e sprowokujesz go do czego , na

co nie byli my przygotowani. Pami taj,  e mamy go teraz w gar ci. Przyzna  si  do

sprzedawania dzieci.

- Wy sza cena za dzieci niebieskookie ni  za te z oczami br zowymi! Wi cej za

ch opców ni  za dziewczynki! I wynajem starszych dzieci! - Kelly p on a. - Chcia  dorzuci

gratis czterolatka, je eli kupiliby my niemowl . Dla niego czterolatek nie przedstawia  adnej

warto ci!

- Mamy wystarczaj ce dowody,  eby wszcz

ledztwo, Kelly. Teraz musimy si  jak

najszybciej ulotni  z Avidy. S dz ,  e powinni my pojecha  prosto do ambasady i poprosi  o

odwiezienie na lotnisko.

-  Nie  musimy  powiadamia   Para  de  Leona,   e  rezygnujemy?  Zaproponowa   nam

przecie  bia e dzieci, nie mamy teraz  adnej wymówki. - Zbiera o jej si  na p acz. Odwróci a

si  szybko. Dobry Bo e, czy by mia a si  rozp aka ? Dlaczego?

- Mo emy mu powiedzie ,  e chcemy rudzielca o zielonych oczach. Nie widzia am

tam takiego. Mo e trzymaj  go na strychu,  eby podbi  cen . - Usi owa a by  dowcipna. Nie

uda o si . G os jej dr

. By a zdziwiona swoj  reakcj , zdziwiona  zami wype niaj cymi

oczy i sp ywaj cymi po policzkach. Od lat nie p aka a w niczyjej obecno ci! Co si  z ni

dzia o?

- Przepraszam - rzuci a pospiesznie i pobieg a do  azienki.

Brandt z apa  j , zanim dobieg a do drzwi.

- Pu  mnie! - Próbowa a mu si  wyrwa . - Czuj  si  dobrze. To tylko... uczulenie.

- Uhmmm.  - Okr ci   j ,  przycisn   do siebie i z apa  w obr cz ramion. - Na co jeste

uczulona? Na Para de Leona?

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

Walczy a z jego u ciskiem. Nie zwa

 na to, jego usta dotkn y czubka jej g owy.

- Niewielkie uczulenie mo e si  sko czy  powa

 alergi .

Kelly przesta a na moment si  szarpa ,  eby zebra  si y przed nast pnym atakiem.

Wtedy  jej  cia o  zareagowa o  na  blisko   Brandta.  By   taki  silny  i  ciep y;  mog a  si   na  nim

oprze , czu a si  przy nim bezpiecznie.

- Nie walcz ze mn , Kelly - szepn , ca uj c jej skronie i szyj . - Pragn  tylko trzyma

ci  w ramionach. Pozwól mi si  trzyma , skarbie.

Sta a spokojnie, pora ona jego dotykiem i tym, co powiedzia .

- Nie mog  patrze  jak p aczesz - mówi  dalej. - Kelly, ja...

- Wcale nie p acz . Nigdy nie p acz .

Powoli jej r ce obj y go w pasie.

- To nie s

zy? - Ca owa  jej mokre policzki. S ysza a go jakby z oddali. Trzyma  j ,

czu a na sobie jego r ce. - To te dzieci, prawda? Obserwowa em ci  w sieroci cu. Wygl da-

, jakby ci mia o p kn  serce.

- By am przygn biona, zw aszcza losem tych starszych. Nigdy nie b

 mia y swojego

domu. Jeszcze o tym nie wiedz . - Prze kn a g

no. - Ale dowiedz  si . Ju  wkrótce. A to...

to boli, kiedy sobie zda  z tego spraw . Wiedzie ,  e jest si  skazanym na samotno ,  e nikt

ci  nie chce. I ju  nigdy nie b dzie chcia .

„Ona mówi a nie tylko o dzieciach z domu Przyjació  Dziecka” - pomy la . Poczu

uk ucie w sercu. Ona mówi a o sobie.

- Ile mia

 lat, kiedy to zrozumia

, Kelly?

- Oko o pi ciu. - Przytula a si  do niego mocno, by a jak napr ona struna. - By am w

wieku, w którym Carista wyrzuca dzieci z przytu ku. Zaj o mi to du o czasu. Powinnam by a

doj  do tego wcze niej, kiedy mia am dwa lata i moja matka zostawi a mnie na ulicy, nie

fatyguj c si ,  eby po mnie wróci .

Zapad a cisza. R ce Brandta znieruchomia y.

- Twoja matka ci  porzuci a? - spyta  cicho.

Wi c powiedzia a mu w ko cu. Przerazi a si . Nigdy nikomu tego nie mówi a.

My la a,  e pr dzej umrze, ni  zdradzi komu  swój najwi kszy sekret. A teraz wygada a si

przed Brandtem Madisonem. Dlaczego to zrobi a? Ogarn  j  zupe nie niezrozumia y gniew.

atwiej by o w cieka  si  na Brandta ni  stawi  czo a prawdzie: tuli a si  do niego jak

dziecko i zdradzi a swój najwi kszy, najg bszy sekret! By a obna ona, bezbronna. Brzydzi a

si  tego, ba a si ...

- Cholera, powiedzia am,  eby  mnie pu ci ! -  zy znów p yn y jej po policzkach,

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

wyrywa a mu si . - Nie masz prawa... prawa...

- ... Trzyma  ci  wbrew twej woli - sko czy  spokojnie, nie puszczaj c ani na jot  i nie

zwa aj c na jej rozpaczliwe wysi ki. - Wiem,  e jeste  na mnie z a, Kelly. Nienawidzisz

rozmawia  o tym, co ci si  sta o. Nienawidzisz przypominania o tym, chocia  nigdy tego nie

zapomnisz.

- Jak mog abym zapomnie ? Porzucono mnie na deszczu, jak... jak worek  mieci! -

Oblewa y j  na przemian gor ce i zimne poty. - To sta o si  w marcu - siedemnastego, je li

chodzi o  cis

. W dzie

wi tego Patryka. By o zimno, nie mia am na sobie nawet swetra.

Gdyby oficer Malloy mnie nie znalaz ... - Trudno by o jej mówi  ze  ci ni tym gard em.

Mo e jej matka mia a nadziej ,  e umrze tam, tej zimnej i deszczowej nocy w swej krótkiej

sukience i p óciennych trzewikach? Odpowied  wydawa a jej si  bole nie oczywista.

- Znalaz  ci  policjant? - zapyta .

Przytakn a.

- W adze da y mi po nim nazwisko Malloy. Nie by

onaty; mieszka  z matk  i nie

mia  dziewczyny. Podejrzewam,  e chcieli mu zrobi  kawa , daj c znalezionemu na ulicy

dziecku jego nazwisko. Potrzebowa am przecie  jakiego  nazwiska. Powiedzia am im tylko,

e mam na imi  Kelly i  e mam dwa lata. Tylko tyle o mnie wiedzieli. Nie wiem nawet, kiedy

si  urodzi am. Zapisano siedemnasty marca, dzie , w którym mnie znale li.

Brandta przepe nia  ból, gniew i  al.

- Kelly - zacz , siadaj c z ni  na 

ko. Biedna ma a dziewczynka. Biedna ma a

Kelly.

Czu a,  e mo e p aka  przez milion lat. Co si  sta o z jej niez omnym opanowaniem?

Opar a r ce na jego piersi i usi owa a si  podnie .

- Pozwól mi wsta . Chc  zosta  sama...

- Nie pozwol  ci wsta , Kelly. - Trzyma  j  mocno, g adz c jej w osy i jej twarz

delikatnymi ruchami d oni. - Nie musisz zostawa  sama, by

 sama ju  wystarczaj co d ugo.

Koniec z tym. - Ca owa  jej policzki, spija zy, muska  usta. - Teraz masz mnie, kochana.

Pomy la a,  e próbuje j  uspokoi . By  mi y i jego wspó czucie dla porzuconego

dziecka - dla niej - by o naturalne. - By

 taka dzielna, taka silna - powiedzia , ko ysa  j  w

ramionach.

- A teraz pokaza am,  e potrafi  by  g upia i s aba - odpowiedzia a mu z  alem. By a

sob  zawiedziona. - Rozczula  si  tak nad czym , co zdarzy o si  tyle lat temu...

- Smutek to nie s abo  czy g upota, Kelly. Nie jest te  g upot  kogo  potrzebowa .

Ani... kogo  kocha . Mi

 daje sil . - Delikatnie uj  jej podbródek i podniós  jej g ow .

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

Kelly zadr

a na widok z otych refleksów w jego oczach. - Pozwól mi ci  kocha , Kelly.

Potrzebuj  tej mi

ci.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

8

Serce Kelly przesta o na chwil  bi , a pó niej zacz o wali  jak szalone. „Pozwól mi

si  kocha .” Jego s owa wci  d wi cza y w jej g owie. Co znaczy y naprawd ? Jej  cis y

umys  domaga  si  wyja nienia ich sensu. Musia a si  tego dowiedzie .

- Chcesz si  ze mn  kocha ? - szepn a.

Czu a,  e jest bardzo blisko niego, bli ej ni  kiedykolwiek. By  czu y, mi y, sama

rozmowa z nim koi a jej ból. Teraz chcia a mu da  wszystko, czegokolwiek by pragn ,

wszystko, co tylko mog a mu ofiarowa .

Nigdy nie do wiadczy a czego  podobnego. Czy by si  w nim zakocha a? Po raz

pierwszy odsun a na bok wszystkie stawiane przez siebie zapory i tamy. Chcia a uczyni  go

szcz liwym, nie zwa aj c na cen , jak  b dzie musia a zap aci . Je eli kochanie si  ma to

sprawi , je eli da mu to, czego potrzebuje... Je eli kochanie si  z ni  by o tym, czego

pragn ... ona tak e tego chcia a, przyzna a z bólem. Chcia a si  z nim po czy , sta  si  jego

cz ci . Cho by tylko na chwil .

- Chc  kocha  si  z tob  - odpar  cicho. - Kelly, chc  ciebie. Potrzebuj  ci , skarbie,

ale nie chc  ci  pop dza . Je eli chcesz jeszcze poczeka ...

- Nie chc . Poca uj mnie, Brandt - przerwa a mu szybko, podci gaj c si ,  eby go

poca owa . Czu a pod sob  jego napr one cia o. Us ysza a jego szybki oddech, zanim ich

usta zetkn y si  z sob . Kocha a go, by a tego pewna. A on jej pragn . Czu a si  szcz liwa.

By  upragnion , by  potrzebn  cz owiekowi, którego si  kocha - czego jeszcze mog a chcie ?

- Ja te  ci  pragn  - szepn a nami tnie. Powinna by a powiedzie ,  e go kocha, ale

nie chcia a,  eby pragn c si  jej zrewan owa , musia  k ama . Chcia a mu si  odda  bez

zobowi za  i z udnych nadziei. Przyrzek a sobie,  e nigdy nie b dzie mu kamieniem u szyi i

nie b dzie  da  tego, czego nie móg  albo nie chcia  jej da .

- Kelly, moja kochana! - Pie ci  jej usta. - Tak cudownie smakujesz. Mia em na ciebie

ochot  przez ca y czas, który wydawa  si  wieczno ci .

Kelly próbowa a z apa  oddech, ale zdawa o jej si ,  e p uca ju  nie pomieszcz

wi cej powietrza. Serce rozszala o si , s ysza a w uszach jego  omot.

Jego j zyk delikatnie obrysowywa  jej usta; jego d onie  arliwie poznawa y jej cia o,

pieszcz c piersi tak d ugo, a  j cza a z rozkoszy. Trzyma  je w d oniach, przez cienki materia

sukienki  czu a  jego  ciep o.  Tar   jej  sutki  kciukami,  a  ona  skr ca a  si   z  bólu  emanuj cego

spomi dzy ud, z zako czenia ka dego najmniejszego nerwu, z pragnienia, powoduj cego

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

dr enie ca ego cia a, z pragnienia, jakiego dot d nie pozna a.

- Och, Brandt - westchn a. Poca owa  j  nami tnie, wsuwaj c j zyk do jej ust.

Podnieca o j  to. Powoli j  rozbiera , ca uj c ukazuj

 si  nag  skór .

Zdj  z niej sukienk , potem halk . Po

 j  na materacu, sam k ad c si  obok. Jedn

 po

 na jej go ym brzuchu, druga posuwa a si  wzd

 nie istniej cej linii od szyi do

zacienionego do ka pomi dzy jej piersiami.

- Jeste  pi kna - szepn , pochylaj c si , by znów dosi gn  jej ust. Czu a gor co,  ar,

rozpiera a j  potrzeba spe nienia.

- Jeste  s odka i silna. Jeste  m dra, jeste  zabawna, jeste  pe na zrozumienia.

Musn  ustami przezroczysty stanik i twarde, stercz ce sutki, których ju  nie móg

ukry  cienki materia .

- I jeste  cholernie seksowna, trac  przy tobie g ow . - Za mia  si . - Och, Kelly, nie

mog  uwierzy  w to,  e ci  spotka em,  e teraz jeste  tu ze mn .

Jego s owa podzia

y na ni  jak afrodyzjak. Nigdy nie wyobra

a sobie,  e kto

dzie jej tak potrzebowa , tak jej pragn . „Nie mog  uwierzy ,  e ci  spotka em.” Ona te

nie mog a uwierzy . Przez ca e  ycie by a zagubiona, a teraz... teraz on ja odnalaz .

Zdj  zr cznie stanik i dotkn  jej nagich, czekaj cych na niego piersi. Masowa  je

delikatnie, potem pochyli  si  i wzi  w usta jedn  ró ow  brodawk . Krzykn a, gdy dotkn

jej gor cymi wargami, i wczepi a kurczowo palce w jego w osy.

- Tak, lubisz to - mówi , dotykaj c ustami jej brzucha i si gaj c r

 jej sk pych

majtek. - Ja te  to lubi . Jeste  czu a, nami tna. Czy zdajesz sobie spraw , jak to na mnie

dzia a,  e tak ci  podniecam?

Ca a dr

a. Ca  uwag  skupi a na d oni pieszcz cej jej brzuch. Dotkn  jej p pka.

Wstrzyma a oddech. Jego palce pow drowa y ni ej.

Du a,  ciep a  d

  wsun a  si   pod  majtki,  d ugie  palce  zag bi y  si   w  nieco

ciemniejszych w osach. Le

a bez ruchu, powstrzymuj c si  od natarczywej ch ci uniesienia

bioder i roz

enia nóg. Utkwi a w nim wzrok, robi o si  jej coraz bardziej gor co.

- Prosz  - szepta a bezbronna w udr ce zmys ów, ale poca unek zamkn  jej usta. Nie

zdawa a sobie sprawy,  e broni a si  zupe nie instynktownie. - Brandt, prosz .

Patrz c jej w oczy, jednym poci gni ciem  ci gn  majtki.

- Czy tego w

nie chcesz? - mrukn . Jej biodra porusza y si  bezwiednie w

odwiecznym rytmie. Jego palce znalaz y wilgotne ciep o, subtelnie poznaj c najmocniej

reaguj ce miejsca. Wzdycha a, wi a si  i zaciska a uda na jego w adczej r ce.

Dotkn  jej najg bszych, sekretnych miejsc i nagle pojawi  si  ból, tak nierozerwalnie

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

zwi zany z rozkosz , któr  jej dawa ,  e nie by a w ogóle pewna, czy rzeczywi cie by  to ból.

kn a cicho i przywar a do niego z zaci ni tymi oczami.

- Kelly. - Jego g os przebija  si  przez otaczaj

 j  mg . - Kelly - szepn  jeszcze raz

do jej ucha. Wymówione imi  odbi o si  jakby echem. - Otwórz oczy, Kelly.

Nie mog a d

ej udawa ,  e go nie s yszy. Powoli, niech tnie otworzy a oczy.

- Nie urodzi

adnego dziecka, Kelly. Mia em w tpliwo ci ju  wcze niej, a

upewni em si , widz c, jak patrzy

 dzi  na dzieci w sieroci cu.

Skin a g ow .

- Ta ca a opowie  o Richardzie i Rupercie by a...

- Wyssana z palca - doko czy a.

- Jeste  dziewic . Odkry em to przed chwil .

Potwierdzi a, rumieni c si  i nagle wróci a do rzeczywisto ci.

- Zwariowa

?

- Oczywi cie,  e nie zwariowa em, skarbie. - Wci gn  j  na siebie, g aszcz c po

plecach. Znalaz  i pie ci  malutki do ek u ich nasady. Patrzy , jak zaniepokojenie znika z jej

twarzy. By a zupe nie bezbronna i potrzebowa a mi

ci, jego mi

ci. Chroni  j , opiekowa

si  ni . Nale

a do niego, pragn  jej po wi ci  reszt

ycia.

miechn  si .

- Czy mog  zapyta , dlaczego wymy li

 panów R i ich si owni ?

Obrysowa a palcem kontur jego ust.

-  By

  z  siebie  tak  zadowolony,  kiedy  wpad

  na  pomys   z  moim  dzieckiem,

dlaczego mia am to popsu ? Doda am tylko kilka kolorowych akcentów.

Da  jej leciutkiego klapsa.

- Dobrze mi tak. Zakpi

 ze mnie, kiedy zlekcewa

em prawd , któr  próbowa

 mi

powiedzie , tak, Kelly? Stwierdzi em,  e nie powinna  odgrywa  niewinnej dziewicy,

porwanej przez emocje.

- To si  akurat zgadza. - Otar a si  o niego prowokuj co.

Przewróci  j  na plecy.

- Nami tna, urocza niewinno . - Znalaz  jej usta i ca owa  je powoli, mocno i gor co.

Kiedy podniós  g ow , jej  renice by y rozszerzone, a twarz p on a. - S odka i g odna

dziewica, która b dzie podniecaj

 i  ywo reaguj

 kochank .

Serce podskoczy o jej z rado ci.

- Tak s dzisz?

Ca owa  j

arliwie i czule.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Jestem tego pewny.

Westchn a i przytuli a si  mocniej, a on znów j  poca owa . Z szybko ci , która

zdumia a j , poca unek sta  si  g bszy, zmieni  si  z czu ego w nami tny.

Wsun a swój j zyk do ciep ej otch ani jego ust. Ich piersi styka y si . Wszystko,

czego pragn a, by o zawarte w tym poca unku. Po

danie i potrzeba. Dawanie i branie.

Partnerstwo i zrozumienie. Serce Kelly przepe nia a mi

. Poczu a przyp yw gwa townej,

kobiecej si y, kiedy jego cia o zadr

o pod jej r koma. Chcia  by  ca owany i pieszczony.

Pragn  jej. By  to najs odszy podarunek, jaki móg  jej da .

Po

 j . Pod plecami czu a mi kkie prze cierad o. Spojrza a na niego kochaj cymi

oczami.

- Nie chc  sprawi  ci bólu - szepn , schylaj c si  nad ni , du y, mocny i podniecaj co

ski. - B

 delikatny, Kelly. Nie zrani  ci . Nie bój si , kochanie.

- Nigdy - szepn a. Oddawa a mu si  z rozkosz , bez  adnych zobowi za  i

oczekiwa . Cokolwiek wydarzy si  pó niej, nikt jej nie odbierze wspomnie  tej chwili.

Ich cia a splot y si  z sob . Patrzy  jej w oczy, kiedy w ni  wszed . Otworzy a si

przed nim jak p k kwiatu. Wstrzyma a oddech, kiedy nadszed  ból i zaraz potem sta a si

jedno ci  z m czyzn , którego kocha a.

To przechodzi o jej wszelkie wyobra enia. Mówi a mu to, o czym do tej pory ba a si

nawet my le , on szepta  tak e s owa tajemne i  wi te. Rusza a si  razem z nim, dla niego, a

pulsuj ce napi cie ros o i pot

nia o a  do momentu, gdy jego cia o wygi o si  po raz ostatni

i  kiedy  krzykn .  Przytrzyma a  go  mocno,  gdy  wstrz sn y  nim  dreszcze  rozkoszy

rozchodz ce si  w jej wn trzu, pot guj c ekstaz  prawie nie do zniesienia.

Kelly j kn a i przywar a do niego ca ym cia em, kiedy wype nia a j  jego mi

.

Oboje pogr

yli si  w cudownym zapomnieniu.

Mog y min  minuty albo godziny, zanim Kelly wyrwa a si  z tego magicznego

wymiaru. Zwyk y czas nie mia  tu nic do roboty. Le

a w ramionach Brandta, wtula a si  w

jego spocone cia o. Jego du e d onie nie odpoczywa y. Czu a si  jednocze nie o ywiona i

omdla a, pobudzona i zaspokojona.

- Nie przypuszcza am,  e to b dzie tak cudowne - szepn a i poca owa a go w szyj .

- Nie zawsze jest tak wspaniale. To by o ca kowite spe nienie prawdziwej mi

ci. -

Musn  jej spuchni te od poca unków usta. - Spe nili my si  oboje.

miechn a si  przebiegle.

- Nie le jak na amatork , co, Madison?

Poca owa  jej powieki nos i usta.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Mam wystawi  ci ocen , Malloy? - Z apa  j  za udo. - Pi tka z plusem. Zas ugujesz

na najwy sz  pochwa .

-  Prawdziwe  wyró nienie  z  ust  ciesz cego  si   s aw   w  ca ym  kraju  Kawalera

Miesi ca! Wiesz,  e zawsze marzy am o pój ciu do 

ka ze zdobywc  Pulitzera, który lubi

kuchni  w osk  i je dzi granatowym maserati?

- Powa nie? Có , wystarczy para czarnych koronkowych majtek z wyhaftowanym

numerem telefonu wys ana poczt  - i jeste  wci gni ta na list .

Roze miali si . Pieszczotliwie uszczypn a go w brzuch. Z apa  jej d

, podniós  do

swoich ust i poca owa .

-  Nie  mia em  poj cia,  jak  szare  by o  moje   ycie,  dopóki  ty  go  nie  rozja ni

  -

powiedzia  lekko ochryp ym g osem, a oczy mu pociemnia y. - Kocham ci , Kelly.

owa uwi

y jej w gardle. Spojrza a na niego oszo omiona. Czy si  nie przes ysza a?

Nikt nigdy jej tego nie powiedzia . Chrz kn a.

- Mo esz powtórzy ?

Teraz Brandt popatrzy  na ni .

- Nie dos ysza am, co powiedzia

.

Uspokojony, u miechn  si . Przycisn  j  jeszcze mocniej.

- Powiedzia em,  e ci  kocham, Kelly.

Uczucie szalonej rado ci wype ni o jej serce. Powiedzia ,  e j  kocha! Zamkn a oczy

i rozkoszowa a si  t  chwil , by a pewna,  e zapami ta wszystko na zawsze: blask s

ca na

cianie, otaczaj ce j  ramiona, jego ci ar wgniataj cy j  w materac. Brzmienie jego g osu,

kiedy wypowiada  s owa, których nigdy nie spodziewa a si  us ysze . „Kocham ci , Kelly.”

Otworzy a oczy, spojrza a na niego i zastyg a tak, ucz c si  na pami  ka dego szczegó u

jego twarzy. Jeszcze d ugo po tym, jak odejdzie od niej, b dzie mog a odtworzy  ten

cudowny moment i ponownie prze

 ogarniaj ce j  teraz szcz cie.

Uj a jego twarz w d onie.

- Nie b dziesz nigdy 

owa ,  e to powiedzia

, Brandt - oznajmi a z przej ciem,

wpatruj c si  w niego szeroko rozwartymi, ciemnozielonymi oczami. - Nie dam ci powodu,

eby  tego 

owa .

- Oczywi cie,  e nie, kochanie. - U cisn  j .

Powiedzia a  to,  co  chcia a  powiedzie .  Brandt  by   tak  mi y,   eby  jej  to  powiedzie ,

poniewa  wiedzia ,  e trzeba to powiedzie  kobiecie, któr  kocha si  po raz pierwszy. Zda-

wa a sobie spraw ,  e nie nale y tego bra  powa nie, nie nale y spodziewa  si  niczego po

tej deklaracji. Brandt Madison mia by J  kocha ? By a realistk , potrafi a odró ni  fantazj

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

od rzeczywisto ci.

- Jeste  cudownym facetem, Brandt - westchn a szcz liwa. Zakocha a si  w

prawdziwym ksi ciu. Nigdy nie da mu pretekstu do tego,  eby poczu  si  nieszcz liwy albo

przygnieciony jej potrzebami i pragnieniami. Nie b dzie go do siebie przywi zywa , b dzie

móg  odej , kiedy tylko zechce. Tak bardzo go kocha.

miechn  si  i poca owa  j .

- To ty jeste  wspania  kobiet , najdro sza. - Ziewn  zupe nie nieromantycznie. -

Przepraszam ci , skarbie. Jestem taki zm czony. Oczy same mi si  zamykaj . Nie spa em

du o ubieg ej nocy.

- Tak si  ko czy spanie w jednym 

ku z zawodniczk  olimpijskiej kadry zapa niczej

- doci a mu.

Ziewn  przeci gle.

- Chyba zaryzykuj  znowu. Zdrzemnijmy si  chwilk , Kelly.

Po

 si  ko o niej na boku i przyci gn  do siebie. Obj  j  w pasie. Ich nogi splot y

si .

Po  chwili  ju   chrapa .  Kelly  le

a  spokojnie  w  jego  ramionach,  ciesz c  si   jego

blisko ci , znajduj c przyjemno  w ka dej chwili pozostawania w jego obj ciach.

Jej zupe nie nie chcia o si  spa . Unios a si  lekko i spojrza a na zegarek. Min o

po udnie. Co  jej si  przypomnia o...

Usiad a. Brandt mamrota  przez sen. Przekr ci  si  na brzuch. Dzieci! Mia a si  z nimi

spotka  na stacji pod Monsambr  o pierwszej. Szybko wyskoczy a z 

ka, uwa aj c, by nie

obudzi  Brandta. By  taki zm czony, biedaczek! Z czu

ci  poca owa a go w policzek.

Nie zdarza o jej si  nie pój  na umówione spotkanie. Zawsze dotrzymywa a obietnic.

Przejrza a walizk  i wci gn a w skie, szare spodnie i obszern , jasn  bluzk  w czarne pasy.

Wzi a  p ócienne  trzewiki,  bo  dosz a  do  wniosku,   e  b

  bardziej  praktyczne  na  t

okoliczno . Pr dko przyczesa a w osy, z apa a torb  i skierowa a si  ku drzwiom.

Zatrzyma a si  na progu.

Brandt by  na ni  wczoraj z y, kiedy wysz a. Nie chcia a denerwowa  go znowu.

Wróci a i zostawi a ma  kartk : Wysz am spotka  si  z przyjació mi na stacji kolejowej na

Monsambr .

Podpisa a K i zatkn a papier za lustrem. Cicho wysz a z pokoju.

Gdy tylko wesz a do holu, dostrzeg a Para de Leona taksuj cego wzrokiem piersiast

kobiet  w krzykliwej sukience i najwy szych w  wiecie szpilkach. Przystan a na chwil  i

spojrza a na siebie. Czy biust tej kobiety by  naturalny? Je eli tak, powinna si  znale  w

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

Ksi dze Rekordów Guinessa!

Para de Leon by  z ca  pewno ci  oczarowany. Nie spuszcza  jej z oka. Powiedzia  jej

co  i kobieta skin a i wzi a go po r

. Kelly patrzy a, jak znikaj  w staromodnej windzie.

Wysz a na zewn trz. Ma y szpicel by  za bardzo zaj ty,  eby zauwa

 jej znikni cie.

eby nie marnowa  czasu wzi a taksówk  i dotar a ni  pod Monsambr . Jej mali

przyjaciele czekali przed budynkiem. Zauwa

a buty na nogach Diega, mia a nadziej ,  e

przyczyni y si  do tego pieni dze, które dala im wczoraj.

- Senorita Kelly! Przysz a pani! - krzykn a rado nie Marisol.

- Oczywi cie. Dlaczego mia am nie przyj ? Powiedzia am przecie ,  e b

. -

miechn a si  do nich. - Co b dziemy dzisiaj robi ?

- Senorita Kelly, czy ma ju  pani dziecko? - zapyta  powa nie Juan i Kelly spojrza a

na niego zaskoczona. Przypomnia a sobie,  e powiedzia a im,  e przyjecha a do Avidy

adoptowa  dziecko. 

owa a,  e ich ok ama a i mia a zamiar wszystko im wyja ni .

- My mamy dziecko dla pani! - oznajmi a triumfalnie Marisol, zanim Kelly si

odezwa a. - Niech pani pójdzie z nami. - Z apa a Kelly za jedn  r

, a Diego za drug . Zain-

trygowana ruszy a za nimi.

Po nied ugim czasie znale li si  w zat oczonej wiosce, której istnienia nawet nie

podejrzewa a. Nie by o tu ani  ladu szerokich, asfaltowanych ulic, wysokich budynków ani

eleganckich sklepów. Otoczona cha upami droga by a brukowana i brudna. Niektóre z nich

by y drewniane, inne zrobione z gliny, chrustu, b ota i karbowanej tektury. Na ko cu ulicy

by a studnia, przy której sta a kolejka ludzi z wiadrami. Nie by o kanalizacji. Nie by o

przewodów elektrycznych ani telefonicznych. Pude ka z tektury nie mog yby by  pod czone

do linii wysokiego napi cia lub komunikacyjnych.

- Mieszkacie tutaj? - spyta a. Serce jej trzepota o w piersi. Nigdy nie widzia a takiego

ubóstwa. Nigdy. My l o dzieciach mieszkaj cych w takich warunkach rani a j .

- Tu! - Juan wskaza  jak  chat  i po chwili weszli do jej jedynej izby. Wci  trzyma a

za r ce Marisol i Diego.

W   rodku  by o  ciemno.  Jedynymi  meblami  by y  stó   ze  z aman   nog   i  krzes o.  Na

rozwieszonych sznurkach wisia y koce. Na prymitywnym 

ku ma a dziewczynka bawi a si

lalk , W rogu pokoju dwoje dzieci (by y to chyba bli niaki) zabawia o si , rzucaj c do siebie

kolorow  pi

.

Zdumia  j  widok zabawek w r kach dzieci. Wygl da y na ca kiem nowe.

- To moja siostra, Carmelita. - Juan przedstawi  j  z dum . Przy 

ku siedzia a z

dzieckiem na r ku m oda,  adna kobieta. - Carmelita, to jest Senorita Kelly.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

Kelly u miechn a si  na przywitanie. Oczy Carmelity by y pe ne  ez.

- Dzi kuj  pani za jedzenie dla dzieci i za zabawki - powiedzia a po hiszpa sku.

Kelly wszystko natychmiast zrozumia a. Za cz

 pieni dzy, które im wczoraj da a,

dzieci kupi y  ywno  i zabawki dla najm odszych. Popatrzy a z zadowoleniem na Juana,

przypatruj c si  dzieciom Carmelity. Wydawa  si  taki doros y. Czu a dla niego podziw.

Móg  przecie  zostawi  pieni dze tylko dla siebie, a on kupi  jedzenie dla ca ej rodziny i

zabawki dla malutkiej siostrzenicy i siostrze ców.

Carmelita wsta a.

- Juan mówi  mi,  e pani szuka dziecka,  e po to przyjecha a pani do Avidy. - Poda a

Kelly niemowl . - Prosz  go wzi . Jest pani.

Kelly zg upia a. Dziecko wierci o jej si  na r ku. Spojrza a w jego du e, ciemne oczy.

- Pani... pani chce odda  mi swoje dziecko? - By a przera ona, to by o jakie  straszne

nieporozumienie.

Dzieci zacz y mówi  wszystkie naraz. Maluch w jej obj ciach pop akiwa . Carmelita

usiad a  na  zmi toszonym  

ku  i  szlocha a.  Kelly  przez  chwil   zastanawia a  si ,  czy  to  nie

jaki  koszmarny sen. Wiedzia a jednak,  e nie  ni. To by  koszmar, ale prawdziwy - koszmar,

w którym 

a Carmelita i reszta dzieci. Siad a obok kobiety, któr  wstrz sa y spazmy p aczu.

By a pewna jednego: Carmelita nie chcia a oddawa  dziecka.

- Juan - zwróci a si  do ch opca, próbuj c uspokoi  popiskuj ce niemowl . - Powiedz

mi, o co tu chodzi.

Juan wygl da  tak, jakby tak e mia  si  za chwil  rozp aka . Zacz  opowiada ,

wpatruj c si  w zarzucon  s om  pod og .

Przez ostatnie pi  lat mieszka  z siostr  i jej rodzin . M  Carmelity, Antonio, by

dobrym cz owiekiem, ci ko pracowa . Starali si  zaoszcz dzi  pieni dze,  eby si  st d

wynie . Ale ci gle rodzi y si  dzieci. Pó  roku temu, na dwa miesi ce przed urodzeniem si

ma ego Louisa... Kelly zamar a. Wiedzia a, co ch opiec powie, zanim jeszcze pad y te s owa.

Antonio, ojciec Louisa - zmar . Popatrzy a na dzieci, na za aman  Carmelit .

- Tak mi przykro - odezwa a si  cicho. Chcia o jej si  p aka .

Antonia  potr ci   samochód.  Zgin   na  miejscu  -  doko czy a  Carmelita.  -  Gdy  Louis

si  urodzi , przyszed  ten s p Carista i chcia  go kupi .

- Carista? - Kelly wstrzyma a oddech. - Manuel Carista?

Carmelita potakn a.

- Przychodzi tu cz sto i kupuje dzieci od ludzi zbyt biednych i zbyt zdesperowanych,

by mu odmówi . Obiecuje im,  e dzie mi zaopiekuj  si  bogate rodziny z Ameryki, które

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

mieszkaj  w pi knych domach i maj  wszystko. Ale ja nie mog am sprzeda  mojego

male stwa. Nawet teraz... - zaszlocha a. - Nie mog  jednak go tu zostawi . Nie mam pie-

ni dzy. Musz  go odda . Ale nie mog  go sprzeda  temu cz owiekowi. Juan mówi ,  e pani

jest mila i wielkoduszna i  e szuka pani dziecka. Dam pani moje dziecko. Czy we mie pani

Louisa do Ameryki i stworzy mu dobry dom?

Kelly s ysza a rozpacz w g osie Carmelity, widzia a rozterk  na jej twarzy. Nagle jej

my li pow drowa y gdzie indziej. Czy jej matka nie mog a te  by  tak zrozpaczona i

zdesperowana jak Carmelita? Czy nie by a zmuszona post pi  wbrew sobie, za lepiona

brakiem nadziei i strachem?

Ma ej Kelly ju  nic nie mog o pomóc. Ale by  jeszcze czas,  eby uratowa  ma ego

Louisa i jego rodzin . Odda a dziecko Carmelicie; gdy tylko znalaz o si  u niej na r kach

natychmiast przesta o p aka . Wiedzia a,  e post puje s usznie. Z torebki wyj a portfel.

Mia a sto pi dziesi t swoich dolarów i siedemset pi dziesi t z wydawnictwa na koszty

podró y. Oczywi cie, musia a zap aci  za posi ki i po ow  sumy rachunku za hotel, ale...

Kelly poda a Carmelicie zwitek banknotów.

- Miejsce Louisa jest przy tobie, tu, z rodzin , w Avidzie. Dobrze zrobi

,  e nie

sprzeda

 go Cari cie. - Przerwa a na sekund . - Mo esz wymieni  ameryka skie pieni dze?

W pokoju panowa a cisza. W ko cu Carmelita kiwn a g ow .

- Carmelita, chc  ci pomóc - ci gn a Kelly. Mo e, gdyby kto  pomóg  jej matce, nie

musia aby zostawi  swego dziecka na ulicy Chicago w t  deszczow  noc. - B

 przesy

pieni dze co miesi c. - Nie wydawa a du o na siebie i Buttera, wi c mog a sobie na to

pozwoli .

Juan u miechn  si  szeroko. Obj  siostr , wpatruj c si  w darowane jej pieni dze.

Kelly wyci gn a notes i d ugopis.

- Jaki jest wasz adres?

- Prosz  przysy

 pieni dze do ko cio a, do ojca Ramona - odpar  Juan. - Chod my,

zaprowadz  tam pani .

Kelly zgodzi a si .

- Czy pó niej zaprowadzisz mnie do kilku kobiet, które sprzeda y swe dzieci Cari cie?

Chcia abym zapozna  si  z faktami...

Trzy godziny pó niej Kelly  egna a si  ze swoimi m odymi przyjació mi na stacji

kolejki. Bez namys u poda a Marisol swój aparat fotograficzny i rolki nie wykorzystanych

filmów.

- Przysy ajcie mi wasze zdj cia od czasu do czasu. Ojciec Ramon ma mój adres.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

Z ojcem Ramonem pozna a si  w starym, zrujnowanym ko ció ku na obrze ach

wioski. Zakonnik ubolewa  nad ubóstwem swych parafian i z wdzi czno ci  przyj  jej pro-

pozycj  pomocy. Potem Juan zabra  j  do pi ciu m odych kobiet, które opowiedzia y jej, jak

Carista je podszed . Za dzieci dosta y równowarto  stu dolarów. Carista obieca  im,  e

„pomo e znale  bogatych rodziców i dobre domy dla ich dzieci”. Oferowana suma

wydawa a si  maj tkiem, a obietnica zapewnienia dzieciom wspania ego  ycia by a nie do

odrzucenia.  adna z kobiet nie mia a poj cia,  e Carista zarobi  na dzieciach fortun , a Kelly

nie mia a serca im tego powiedzie .

Przypomnia a sobie, jakiej ceny  da  Para de Leon - dziesi  tysi cy dolarów - i krew

si  w niej zagotowa a. Teraz bardziej ni  kiedykolwiek marzy a o tym,  eby aresztowa  te

dwa ludzkie s py,  eruj ce na nieszcz ciu innych, i ukróci  ich przest pczy proceder.

Kelly u ciska a ka de z dzieci na po egnanie. Nie mia a ani centa, wi c nie by o

mowy o taksówce, jednak perspektywa pój cia na piechot  do hotelu nie przera

a jej.

miechn a si  do siebie. By a ciekawa, co Brandt powie na jej rewelacje. Historie

opowiedziane przez matki i ich ta ma wystarcz ,  eby za

 dwóm handlarzom powa

spraw .

Wróci a my lami do kochanka. Przesz y j  przyjemne dreszcze na my l o ponownym

ujrzeniu go, ca owaniu, dotykaniu...

Taksówka podjecha a tak blisko kraw nika,  e Kelly musia a uskoczy  w bok.

- A podobno tylko w Nowym Jorku w taksówkach je

 wariaci - mrukn a.

Krzykn a, gdy tylne drzwi taksówki otworzy y si  i kto  wystawi  r

 w jej kierunku. Du a,

silna d

 z apa a jej nadgarstek i wci gn a j  do  rodka.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

9

- Brandt! - wrzasn a, gdy cisn  ja na siedzenie obok siebie. Zamkn  drzwi i kaza

kierowcy ruszy . - A to niespodzianka? - U miechn a si  do niego uradowana. - W

nie

wracam do hotelu. - Nagle zauwa

a,  e patrzy  na ni  gro nie.

- Brandt? Czy co  si  sta o?

„Czy co  si  sta o? ona jeszcze pyta! Takim niewinnym tonem!” - pomy la

wzburzony.

- Tak, Kelly, zdecydowanie co  si  sta o. Je dzi em po mie cie godzinami, próbuj c

ci  znale . Cholera! - zagrzmia .

- Gdzie by

, do diab a?

By a zdumiona.

- Pojecha am pod Mansambr ,  eby spotka  si  z przyjació mi. Zabrali mnie...

- Wysz

 z hotelu beze mnie i w óczy

 si  po mie cie z... Z kim w

ciwie ty si

spotka

, Kelly?

Nie podoba  jej si  ton ani to, co mówi .

- Spotka am si  z dzie mi, które pozna am wczoraj. Obieca am im,  e przyjd  dzisiaj

i...

- Pozwól,  e powiem ci, co o tym my

 - przerwa  jej, w ciek y. - Widzia

, jak

wczoraj martwi em si  o ciebie, gdy znikn

, wiedzia

, co czu em, i ca kowicie to zlekce-

wa

 (nie mówi c ju  o odrobinie zdrowego rozs dku), robi c dzisiaj to samo!

Przyjrza a mu si  uwa nie. Mia

ci gni

 twarz, malowa a si  na niej z

. Mia

szorstki g os, by  obcesowy. Bezwiednie odsun a si  od niego w stron  okna.

- Zostawi am... zostawi am ci wiadomo  - odpar a cicho.

- Wiadomo ? - wybuchn  - Wiadomo ! To mnie mia o uspokoi ? Budz  si  i widz

wistek, na którym jest napisane,  e polaz

 do jednego z najniebezpieczniejszych miejsc w

tym mie cie, do miejsca, które graniczy ze slumsami, ciesz cych si  najgorsz  s aw

przest pców w Ameryce Po udniowej...

-  Slumsy  naprawd   by y  okropne,  ale  nie  powiedzia abym,   eby  roi o  si   w  nich  od

przest pców. Chodzi am tam z dzie mi i nikt mnie nie zaczepi . Wr cz przeciwnie, wszyscy

byli bardzo mili i serdeczni.

- Chodzi

 po slumsach Monsambry? - Brandt cedzi  s owa. By  zupe nie czerwony,

ciwie purpurowy. Kelly wpatrywa a si  w niego zafascynowana. - Taksówkarz po-

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

wiedzia  mi,  e morduj  tam kogo  przynajmniej raz dziennie. W zesz ym tygodniu znale li

tam businessmana z Florydy z poder ni tym gard em!

- Mo e handlowa  narkotykami? - zaproponowa a nie mia o. - Nie widzia am nikogo,

kto by wygl da  na podrzynacza garde .

- A sk d mo esz wiedzie , jak kto  taki wygl da? Ma a, g upia kobietka! Nie zdajesz

sobie sprawy, gdzie by

?! - krzycza . Narastaj cy w ci gu ostatnich godzin strach o ni

przerodzi  si  w wybuch w ciek

ci, gdy zda  sobie spraw  z faktu,  e w ogóle nie

wiadamia a sobie gro

cego jej niebezpiecze stwa.

- To miejsce jest tak niebezpieczne,  e ostrzegaj  przed nim wszystkie przewodniki

turystyczne! I jeszcze ten Para de Leon. To przest pca, Kelly. Za

 przecie  u nas pod-

uch! Nie przysz o ci do g owy,  e móg  zacz  nas podejrzewa ?

Mia by u atwion  spraw , gdyby znalaz  ci  sam  w slumsach...

- Ale mnie nie znalaz  - odpar a z przekonaniem. - Para de Leon by  zaj ty kobiet ,

która ma najwi kszy biust w Ameryce Po udniowej. W  yciu by sobie o mnie nie przy-

pomnia . Nie zauwa

, kiedy wysz am.

Zrozumia ,  e nie zdawa a sobie sprawy z powagi sytuacji. Jego z

 si gn a zenitu.

- Teraz za to wie,  e wysz

. Szuka ci , Kelly. Na szcz cie nie ma poj cia,  e jeste

taka g upia, a ja mu tego nie powiedzia em. Poszed  szuka  ci  po sklepach - czyli tam, gdzie

posz aby ka da normalna, m oda dziewczyna.

- Nigdy nie twierdzi am,  e jestem normalna - rzuci a od niechcenia. - Przez ca e  ycie

nie mia am nic wspólnego z normaln  normalno ci .

- A gdzie si  podzia a twoja mózgownica? Z ni  te  nie mia

 nic wspólnego? -

wysapa .

Spojrza a na niego ukradkiem i z trudem prze kn a  lin . My la a,  e serce jej p knie.

Zaczyna a powoli rozumie . Brandt mia  ca e popo udnie na rozwa enie swej pochopnej

deklaracji. Teraz wpad  w panik ; nie by o co do tego cienia w tpliwo ci. Chcia  pozbawi  j

udze  i rozwia  plany na przysz

, które mog aby snu  po tym, jak powiedzia ,  e j

kocha. Jak gorzko teraz tego 

owa a.

Przeszy  j  straszliwy ból. Wbi a paznokcie w zaci ni te d onie. Wiedzia a od

pocz tku,  e b dzie chcia  j  zostawi , ale nie spodziewa a si ,  e nast pi to tak szybko.

Chcia a by  z nim d

ej, chcia a mie  wi cej wspomnie . Ale je eli to ma by  najwa niejsza

w jej  yciu nauczka - zapami taj  dobrze. Pragnienie czego  wcale tego nie przybli

o. Trze-

ba si  by o z tym pogodzi , i to im pr dzej, tym lepiej.

Wyprostowa a si , powstrzymuj c  zy.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Nie chodzi am tam dla przyjemno ci. Pracowa am dalej nad materia em o sieroci cu.

Mój notes jest pe en zezna  matek zmuszonych do sprzedania Cari cie swych dzieci.

- Mam gdzie  Carist .

- Dam ci ten notes, je li chcesz - by a uprzejma. - Znajdziesz tam nazwiska, daty i

sumy.

Poda a mu notes i znów skry a si  za murem budowanym przez lata. Poka e mu,  e

nie dba o to,  e on ju  jej nie chce. Ich zwi zek zacz  si  na p aszczy nie s

bowej i tak si

sko czy.

- Zawioz

 ju  ta

 do ambasady?

Brandt wpatrywa  si  w ni . Widzia  dok adnie jej mask .

Rozjuszy o go to.

- Niestety, jeszcze tam nie by em. Szuka em ciebie! Co za niedopatrzenie,  e nie

pomy la em o slumsach? Móg bym ci  tam znale  zabawiaj

 si  w Lois Lane - reporterk

z wlok cym si  za ni  gangiem m odocianych z odziejaszków.

Im d

ej mówi , tym bardziej si  od niej oddala . A ona robi a si  coraz bardziej

obca. W ko cu postanowi  z

liwo ci  pokona  spokój i zmusi  j  do p aczu. Chcia , by

aka a tak jak dzi  rano. Wtedy móg by wzi  j  w ramiona i kocha , a dziel cy ich mur

zosta by zburzony. Ale nie móg  jej dosi gn . Im d

ej si  stara , tym bardziej by  odleg a.

Fizycznie siedzia a tu  ko o niego, psychicznie by a o lata  wietlne dalej.

Kelly wyczu a jego desperacj . By a pewna,  e dobrze j  odczyta a. Chcia  si  od niej

uwolni . By a powodem jego w ciek

ci i musia  j  od siebie odepchn . Przypuszcza a,  e

wiele lat temu tak samo zareagowa a jej matka. Co , co w niej by o - ta wrodzona cecha, która

sprawia a,  e nikt nie móg  jej pokocha  - kaza o tej biednej kobiecie porzuci  j .

A teraz Brandt zachowywa  si  w ten sam sposób. Z t  ró nic ,  e Kelly nie by a ju

ma ym, potrzebuj cym mi

ci dzieckiem. Teraz by a doros  kobiet  i mog a pój  swoj

asn  drog .

Na pro

 Brandta taksówkarz zawióz  ich do Ambasady Ameryka skiej. Tam, po

rozmowie z urz dnikami zawiadomiono policj . Powiadomiono w adze tak e o materia ach,

których kopie udost pnili ambasadzie Brandt i Kelly.

ody 

nierz piechoty morskiej eskortowa  ich do hotelu. Spakowali si  szybko i

pojechali na lotnisko. 

nierz mia  rozkaz pozosta  z nimi do czasu, a  wejd  na pok ad

samolotu do Miami. Na lotnisku dowiedzieli si ,  e Para de Leon zosta  aresztowany w hotelu

w towarzystwie dobrze znanej avidia skiej puta.

-  Charles,  zanim  wejdziemy  do  samolotu,  chcia abym  ci   o  co   poprosi .  -  Kelly

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

zwróci a si  z u miechem do patrz cego na ni  z zachwytem m odego marynarza.

By a czaruj ca i przemi a dla tego ch opaka, ca kowicie inna ni  w stosunku do

Brandta.

- Czy po yczysz mi równowarto  dziewi ciu dolarów w pesos?

-  Oddam  oczywi cie  -  dorzuci a  szybko.  -  Chc   kupi   jaki   prezent  dla  mojej  Ma ej

Siostrzyczki. My

,  e spodoba jej si  india ska lalka ze sklepu z upominkami.

- Nie ma sprawy. - Si gn  do kieszeni i wyj  pieni dze z portfela. - Kup najwi ksz .

- Jeste  wspania y! - Kelly promienia a. - Jutro wy

 ci pieni dze. Obiecuj , Charles.

- Ca a przyjemno  po mojej stronie.

- Dlaczego musisz po ycza  pieni dze? - zapyta  ostro Brandt, z y,  e nie zwróci a si

z tym do niego. Przecie  wiedzia a,  e odda by jej wszystko. Po tym jak doprowadzi a go do

szale stwa ze strachu o ni , powinna wiedzie , ile dla niego znaczy.

Kelly zastanawia a si , czy mu odpowiedzie . Ostatnie dwie godziny nie by y

najgorsze, nie musia a zwraca  si  do niego bezpo rednio. Rani o j  mówienie, nawet

patrzenie na niego.

- Gdzie s  pieni dze na twoje wydatki? - naciska . - Mówi

,  e masz te  w asne

pieni dze...

- Nie mam ju

adnych pieni dzy - przerwa a.

- Przecie  nic nie kupi

... - przerwa , 

dek podszed  mu do gard a. - Bo e, okradli

ci  w tych slumsach. - I nie pisn a mu nawet s ówka. Jasne, przecie  by  na ni  tak w ciek y,

gdy tylko j  zobaczy ,  e nie da  jej doj  do g osu.

Mia  wyrzuty sumienia.

- Kelly, powiedz, co si  sta o. Nie jest jeszcze za pó no,  eby pój  na policj  i...

- Nikt mnie nie okrad . Da am komu  te pieni dze. - Brzmia o to jak prowokacja.

-  Da

  komu   swoje  wszystkie  pieni dze?  -  wtr ci   si   zdumiony  Charles.  -

Wszystkie?

Kelly potakn a. Brandt odetchn ,  e Charles przej  dochodzenie.

- Komu je da

, Kelly?

- Carmelicie, m odej matce, która chcia a odda  mi swoje dziecko,  eby nie musia a

sprzedawa  go Cari cie.

- Ile jej da

? - indagowa  zaciekawiony 

nierz.

- Dziewi  stów - odpowiedzia a niech tnie. Widzia a, jak wymieniaj  mi dzy sob

spojrzenia. - Potrzebowa a ich bardziej ni  ja.

- Da

 dziewi set dolarów obcej kobiecie? Której nigdy dot d nie widzia

 ani

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

nigdy wi cej nie zobaczysz? Dobry Bo e, potrzebny ci psychiatra!

- Chcia am pomóc Carmelicie i Louisowi - wysapa a, dotkni ta do  ywego. - Ona go

kocha, a dziecko powinno by  z matk . A zreszt , je li mam ochot  odda  komu  swojego

ostatniego centa, tobie nic do tego!

Posz a do ma ego sklepiku z pami tkami. Dwaj m czy ni odprowadzili j  wzrokiem.

- Nie spotka em w  yciu kogo , kto odda by dziewi set dolarów nieznajomej osobie -

dziwi  si  Charles. - Czy ona jest bogata?

- Wr cz przeciwnie - odpar  ponuro Brandt. - Zarabia pewnie mniej od ciebie.

- Aha. To jaka  wariatka? - skonkludowa

nierz.

- Ona... ona ma inny stosunek do  wiata. - Brandt próbowa  t umaczy  Kelly. Chcia

zrozumie  motywy jej post powania, ale ostatnio mia  zupe ny m tlik w g owie. By  pewien

tylko jednej rzeczy: pope ni  du y b d, pozwalaj c sobie na sen, po tym jak si  kochali.

Powinien by  powiedzie  jej to wszystko, co powinna us ysze .

Kocha a si  po raz pierwszy, i dlatego to nie by  odpowiedni czas na odwrócenie si

bokiem i zasypianie! Ale by  tak wyko czony bezsenn  noc  i nasycony fantastycznym

zbli eniem,  e nie móg  powstrzyma  si  od zamkni cia oczu. A Kelly wydawa a si  tak

szcz liwa, pewna jego mi

ci. Co jej kaza o zostawi  go, pój  do tych cholernych slumsów

i wa sa  si  tam z band  chuliganów? Teraz by a przy nim, ale jednocze nie bardzo daleko

od niego.

Wróci a, trzymaj c pod pach  lalk  w plastikowej torbie.

- Daj mi mój bilet, Brandt.

Bez wahania poda  jej kopert . Mieli jeszcze przed sob  ca  drog ,  eby wszystko

wyja ni . Trzygodzinny lot do Miami, przesiadk  i lot do Chicago.

-  Pierwsza  klasa?  -  Kelly  studiowa a  bilet.  Przypomnia a  sobie  ich  lot  do  Avidy,

poca unki Brandta i jego pieszczoty. Nauk  hiszpa skiego, to,  e jej pragn , a ona mu si

opiera a. Do jej oczu znów nap yn y  zy, ale nie rozp aka a si .

Zabawne, jak wszystko mo e si  zmieni  w przeci gu kilku dni. Teraz on jej nie

chcia . A ona wcale by si  nie opiera a. Ale przyrzek a sobie nie narzuca  si . Przeszywaj cy

 ból by  gorszy od ciosu w 

dek. Có , trzeba by o przesta  my le  i zacz  dzia

.

- Id  wymieni  ten bilet na klas  turystyczn  - oznajmi a. Zaczyna a my le  logicznie.

Dostanie zwrot ró nicy w cenie i w Chicago b dzie mog a wzi  z lotniska taksówk  do

domu.

- Kelly, nie b

mieszna! - wysapa  Brandt, ale nie spojrza a na niego i ruszy a

prosto do kasy. Poszed  za ni . Usi owa  jej to wyperswadowa . Po chwili przy czy  si  do

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

nich Charles.

Dosta a nowy bilet Oddala a si  od niego coraz bardziej...

-  Kelly,  na  mi

  bosk ,  mo esz  siedzie   w  drugim  ko cu  samolotu.  Ja  si

  z

przodu, ty w tyle! - By  bezsilny.

- To jest my l! - odparowa a zwi le. - Nie b

 musia a wys uchiwa  twoich

wrzasków.

- Nie wrzeszcza em na ciebie przez ca y nasz pobyt tutaj - zaprotestowa .

- Owszem, wrzeszcza

. Nadal wrzeszczysz. Wiem,  e my lisz,  e jestem g upia, ale

mam do  wys uchiwania tego.

- Kelly, wcale nie my

,  e jeste  g upia! Jeste  nieroztropna. I impulsywna. -

Wyobrazi  j  sobie w slumsach, gdzie niebezpiecze stwo czai o si  za ka dym rogiem. - I

lekkomy lna.

Za ka dym razem, gdy pomy la , jak  atwo móg  j  straci  mia  ochot  zabi  j  za to

nara anie si .

-  ycie jest pe ne niebezpiecze stw. Nie ma potrzeby dodatkowo kusi  losu.

Skin a g ow .

- A ty nie b dziesz traci  czasu na zamartwianie si  o idiotk , która tak post puje.

Rozumiem.  -  Wszystko  by o  jasne  jak  s

ce.  Nie  chcia   jej.  Ten  ranek  to  by a  fatalna

pomy ka, której teraz 

owa a. Dawa  jej to do zrozumienia pod przykrywk  troski o ni .

Brandt Madison by  gentelmanem: nie by by tak okrutny, by powiedzie  jej prosto z mostu,

eby znik a. Na szcz cie by a na tyle bystra,  eby odebra  ten niewerbalny przekaz. I by a na

tyle dumna,  eby na to odpowiednio zareagowa .

By a zdecydowana.

- Id  do odprawy. - Zwróci a si  do 

nierza. - Charles, dzi kuj  za wszystko. Mi o

by o ci  pozna .

- I wzajemnie. - U miechn  si  i podali sobie r ce. - Powodzenia, Kelly. Staraj si  -

hmm - pilnowa  swoich pieni dzy.

Zebra a swoje rzeczy i nie ogl daj c si , pospiesznie posz a w kierunku bramki.

Brandt popatrzy  za ni  ponuro.

- Czy rzeczywi cie na ni  wrzeszcza em? - powiedzia  do siebie, ale odpowiedzia  mu

Charles:

- Wydziera

 si  na ni  od kiedy was zobaczy em.

Brandt patrzy  zak opotany.

- My la em,  e dzi  oszalej , martwi c si  o ni . Za ka dym razem, kiedy my

, co

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

jej si  mog o zdarzy  - wpadam w furi .

nierz zachichota .

- Jak mamusia, której dziecko wybywa, nie mówi c dok d. Jest szcz liwa gdy wraca,

ale jednocze nie w ciek a na siebie o to,  e si  tak ba a i drze si  na nie.

Brandt skrzywi  si .

Dok adnie tak. Wszyscy to znali. Takiej reakcji matki do wiadczy o ka de dziecko,

przynajmniej raz w  yciu.

Dopiero w samolocie ta my l uderzy a go. Czy Kelly te  tego do wiadczy a? Czy

ktokolwiek zachowywa  si  irracjonalnie, boj c si  o ni ? Je eli nie, jego dzisiejsze zacho-

wanie by o dla niej zagadk . A je li nie dojrza a mi

ci i troski w jego oczach, a tylko

powierzchowny gniew i w ciek

? Co sprawi o,  e odsun a si  tak nagle, je li zaledwie

kilka godzin wcze niej odda a mu si  ca a i kocha a go tak mocno?

Musia  z ni  porozmawia ! Ale Kelly siedzia a w zat oczonej klasie turystycznej,

gdzie nie by o ani jednego wolnego miejsca. Zaprzyja ni a si  z bardzo m od  kobiet , po-

dró uj

 z dwójk  ma ych dzieci i przyklei a si  do nich jak rzep do psiego ogona a  do

samego Miami. Ka da próba rozmowy z ni  ko czy a si  niepowodzeniem. Za ka dym razem

dwie szczebiotki i ich nie miej rozmowna mamusia poch ania y ca kowicie jej uwag .

Gdy dotarli do Chicago zdo

a jako  odebra  baga  i z apa  taksówk , i zwia a mu.

Kiedy dzwoni  do niej do domu - jak tylko przyjecha  do siebie - telefon odebra a Susan

Lippert.

- Kelly jest ju  w 

ku - powiedzia a pogodnie. - To chyba ta zabójcza droga z Avidy.

Biedna Kelly wygl da a jak wrak, gdy zobaczy am j  w drzwiach. Powiedzia a,  e jest

skonana i posz a od razu do siebie. Zostawi  jej wiadomo ,  e dzwoni

.

- Nie wspomina a nic o naszej wyprawie? - zapyta  ostro nie.

- Nie, tylko to,  e jest zm czona po podró y.

Brandt zdr twia . Susan nie mia a zamiaru zawo

 Kelly do telefonu. Czy naprawd

spa a, czy tylko zabarykadowa a si  w swoim pokoju, celowo si  od niego odgradzaj c? Ju

raz tak zrobi a, kiedy podejrzewa a,  e Corrine jest jego kochank . Tylko przy u yciu si y

fizycznej mia  wtedy okazj , aby si  wyt umaczy .

Teraz nie móg  znale  si  blisko niej. Zdusi  pomruk niezadowolenia.

- Susan, wiesz mo e czy Kelly wybiera si  jutro do biura? - stara  si  by  uprzejmy, a

z pewno ci  nie mia  na to ochoty. By  zm czony, zniech cony i zawied my ponad miar .

- Pewnie pójdzie, bez wzgl du na to, jak si  b dzie czu a. Kelly jest strasznie

zawzi ta, je li chodzi o jej prac  - papla a.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

„W ogóle jest zawzi ta” - pomy la .

- Dobranoc, Susan - po

 s uchawk  i wpatrywa  si  w pust  przestrze  przed sob .

- To by  on. - Susan zwróci a si  do Kelly, opieraj

 si  o framug  drzwi z Butterem

na r kach. - On naprawd  chcia  z tob  porozmawia , Kel. - Susan spojrza a na Kelly

podejrzliwie. - I chyba o czym  innym ni  praca?

- Nie. - Kelly potrz sn a g ow . - Albo chce omówi  zebrany materia , albo znów

powiedzie  mi, jak by am g upia, daj c pieni dze Carmelicie. Ale ja dzi  wieczorem nie mam

ochoty tego s ucha .

Nie mog a zaufa  Susan. Musia a upora  si  z tym sama.

By a do tego przyzwyczajona.

- Kim jest ta Carmelita? Ile jej da

, Kelly? Co w ogóle zdarzy o si  w Avidzie?

Wcale nie przesadzi am, mówi c Brandtowi,  e po powrocie wygl da

 jak wrak. Dalej tak

wygl dasz - mówi a zmartwiona.

Kelly wzruszy a ramionami.

- To ta zabójcza podró  - z pe nym przekonaniem przytoczy a s owa Susan. - O

Carmelicie, o Louisie i reszcie dzieci opowiem ci jutro. - Ruszy a do swojej sypialni. - Musz

si  przespa .

- Butter t skni  za tob  - zawo

a za ni  Susan. - Ci gle  azi  do twojego pokoju i

miaucza . Wymusza ,  ebym z nim spa a. Och! Nie wiem jak ty znosisz spanie w nocy razem

z t  gór  t uszczu, Kel. On wa y chyba ton  i wierci si  niemo ebnie.

- Butter móg by to samo powiedzie  o mnie. - Kelly przypomnia a sobie wspóln  noc

z Brandtem i u miechn a si  gorzko. - Oboje jeste my jak zawodnicy olimpijskiej dru yny

zapa ników.

- Có , ja nie mog am tego znie . Wyrzuci am go z 

ka i zamkn am przed nim

drzwi.

Kelly zanios a kota do sypialni i po

a w nogach 

ka. Dwie minuty pó niej

siedzia  ju  na poduszce. Kelly przekr ci a si  na brzuch, a drug  poduszk  nakry a g ow .

Butter wlaz  pod ni  i po

 si  przy swojej pani. Przesun a si , robi c mu miejsce. Kot

zacz  mrucze . Wiedzia ,  e mo e le

 ko o Kelly, nie obawiaj c si  wyrzucenia za

jakiekolwiek kocie figle.

Kelly nie chcia a my le  o Brandcie; nie by o sensu rozdrapywa  starych ran. Da  jej

tak du o. Cudowne wspomnienia pierwszego zbli enia, s owa „kocham ci ” s yszane po raz

pierwszy. Wcale nie oczekiwa a,  e b

 razem. Wiedzia a od pocz tku,  e j  zostawi.

Ale racjonalne t umaczenie wcale nie  agodzi o bólu. Kocha a go, a jaka  g upia i

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

bezrozumna jej cz

 chcia a wierzy ,  e on kocha  j  tak e. Gdzie  w jej g bi wci

a

dziewczynka, która chcia a wierzy  w bajki. Znów p aka a, z powodu tej ma ej dziewczynki i

kobiety, która straci a sw  pierwsz  i jedyn  mi

.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

10

- Cze   Kelly,  kto   na  ciebie czeka  w  pokoju Witta  -  powiedzia a  Jenny,  sekretarka i

asystentka „In the Know”, pokazuj c si  na chwil  w pokoju, gdzie sta o biurko Kelly.

- Dzi kuj , Jenny. Zaraz id . - Pomacha a jej r

. Mia a nadziej ,  e wygl da a na

bardziej zainteresowan , ni  by a w rzeczywisto ci. Sp dzi a bezsenn  noc, usi uj c zapo-

mnie  o Brandcie; niestety, nie uda o si . Obrazy, w których wyst powa , migota y jak w

kalejdoskopie, wci  s ysza a jego g os. I cho  wyg asza a do siebie p omienne mowy maj ce

uwolni  od niego jej pami  i serce, ból i t sknota nie znika y. Kocha a go. Tak jak zawsze

podejrzewa a, mi

 nierozerwalnie wi za a si  z bólem i t sknot .

Wsta a wzdychaj c. Poprawi a we nian  spódniczk , ko nierzyk bluzki i przeczesa a

osy, chc c cho  troch  poprawi  swój wygl d. Wiedzia a,  e wygl da okropnie. By a

skonana, mia a podkr one oczy i blad , zm czon  twarz. Susan rano radzi a jej zosta  w

ku.

-  Ta  podró   musia a  ci   du o  kosztowa ,  Kelly.  Powinna   odpu ci   sobie  chocia

jeden dzie , zanim znów zaczniesz harowa .

Nawet o tym nie pomy la a. Chcia a jak najszybciej pogr

 si  w pracy. Kiedy

dzie pisa a, nie b dzie rozmy la  o Brandcie. Jednak tak jej si  tylko wydawa o. My lenie o

nim poch ania o j  bez reszty. Nie by a w stanie niczego napisa . Odk d przysz a do biura,

plotkowa a z kolegami, kilkakrotnie odwiedza a automat do kawy. Potem przek ada a

bezmy lnie rzeczy z jednej szuflady do drugiej, chocia  porz dkowi w nich panuj cemu nie

mo na by o nic zarzuci . Ale nie napisa a ani jednego s owa.

Drzwi do gabinetu Witta by y uchylone i Kelly wesz a bez pukania.

- Witt, Jenny mówi a,  e kto ... - zamilk a natychmiast. Jedna z nóg na biurku Witta

nale

a do... Brandta Madisona.

- Twój wspó pracownik przyszed  powspó pracowa  z tob , Kelly. - Witt uniós  z

zaciekawieniem brwi, gotowy obserwowa  dalszy rozwój wypadków.

- Nie jestem  lepa.

-  To   wietnie.  -  Witt  postanowi   zab ysn   dowcipem.  Kelly  zdo

a  u miechn   si

uprzejmie, ale jej oczy pozosta y niewzruszone.

- Cze , Brandt! - poczu a, jak serce zaczyna jej bi  gwa townie, a na policzkach

wykwita rumieniec podniecenia. Reagowa a na jego widok jak psy Pawiowa na d wi k

dzwonka.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Cze  Kelly.

Natychmiast odwróci a od niego wzrok. Sta a przed nim z przyklejon  do twarzy

osn  imitacj  - cudownego zazwyczaj - u miechu. Chowa a si  za swym murem, by a da-

leka i niedost pna.

- Susan mówi a mi,  e dzwoni

 wczoraj wieczorem, kiedy ju  spa am. Wiem,  e jak

najszybciej chcesz zacz  pracowa . Przepraszam,  e nie uda o nam si  zrobi  tego wczoraj. -

By a nies ychanie uprzejma i ch odna.

Brandt wiedzia  ju ,  e  udzi si  na pró no. Dzi  rano obudzi  si  z nadziej  na

wyja nienie wczorajszego nieporozumienia - cokolwiek to by o - które zaistnia o mi dzy

nimi. Kelly robi a wszystko,  eby rozwia  jego z udzenia. Ale ci gle jeszcze  czy a ich

wspó praca  zawodowa.  Kiedy  znajdzie  si   z  ni   sam  na  sam,  zrobi  co  tylko  w  jego  mocy,

eby prze ama  stawiane przez ni  bariery.

Odchrz kn .

- Tak, chcia bym zacz  pracowa  jak najszybciej - stara  si  pow ci gn  rozszala e

emocje. Cokolwiek my la a, nie chcia  jej wystraszy . - Rozmawia em z Wittem. Nie widzi

adnego powodu, dla którego mia aby  zosta  dzisiaj w biurze. Mo emy pracowa  u mnie.

Nawet patrzenie na niego sprawia o Kelly ból. Pragn a zamkn  oczy, by znikn

obraz m czyzny, którego kocha a, m czyzny, który ju  jej nie potrzebowa , który by

ca kowicie poza jej zasi giem. S ucha a jego beznami tnego g osu, kiedy omawia  prac .

Serce zamienia o jej si  w sopel lodu. Wywnioskowa a z ch odnego tonu,  e nie zamierza  z

ni  pracowa . Prawdopodobnie to Witt zasugerowa ,  eby poszli do Brandta. Z pewno ci

dzi ,  e w ten sposób wy wiadczy przys ug  zdobywcy nagrody Pulitzera, który by  przy

okazji bliskim przyjacielem ich szefa, Tuckera Norwalka. Witt podlizywa  si  bez

opami tania, kiedy tylko mia  ku temu okazj .

Kelly wiedzia a,  e nie zdo a zachowa  maski oboj tno ci, gdy znajdzie si  sam na

sam z Brandtem. Coraz trudniej by o jej ukrywa  uczucia. Przed oczyma stan  jej wyima-

ginowany koszmar zabiegania o jego  aski, b agania o mi

. I, oczywi cie, zdawa a sobie

spraw ,  e i tak od niej odejdzie. Za wszelk  cen  chcia a unikn  upokorze .

- Zdecydowa am si  nie pisa  artyku u o adopcji, Brandt. - S owa nie chcia y jej

przej  przez gard o. Powiedzia a to jednak tak samo jak on beznami tnie. - To co zdarzy o

si  w Avidzie, nie jest dobrym materia em wyj ciowym do tego, o czym chcia am napisa .

Zreszt , to niewa ne, oddam ci wszystkie twoje notatki, zrobisz z nimi, co zechcesz.

- Kelly, nie mówisz chyba powa nie! - Brandt wpad  w panik . Wymyka a mu si

coraz bardziej. Chwilami mia  wra enie,  e straci  j  ca kowicie.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Ca kiem powa nie - jej usta wygi y si  w co , co, mia a nadziej , przypomina o

miech. - Widzisz, my la am o tym, o czym mówi

, kiedy si  poznali my. Twoja ksi ka

przyci gnie mi dzynarodow  uwag , b dzie si

wietnie sprzedawa . Powinna si  w niej

znale  ca a historia z Avidy. Wtedy wywrze najwi kszy wp yw. Mo esz te  napisa

postscriptum o dalszych losach Caristy i Para de Leona. Mam nadziej ,  e dostaniesz

nast pnego Pulitzera. - U miechn a si  szczerze, bo by a to prawda. - Naprawd  ci tego

ycz .

Witt rozpromieni  si .

- Kelly, to nadzwyczaj wspania omy lny gest z twojej strony.

„I dobre poci gni cie strategiczne.” - Kelly mog a czyta  w my lach Witta. S dzi ,  e

chce sobie w ten sposób zaskarbi  dozgonn  wdzi czno  osobistego przyjaciela ich wy-

dawcy. Sobie i ca ej gazecie.

- Ale przecie  chcia

 pisa  o adopcji! - broni  si  Brandt. Spojrza  na u miechni tego

z zadowolenia Witta. - Co z pieni dzmi wydanymi w Avidzie? Przecie  to magazyn pokry

wszystkie koszty. Nawet nie chc  mie  z tego artyku u?

To nie by o fair, wiedzia  doskonale. Zw aszcza,  e wyda a pieni dze do ostatniego

centa i nie mia a  adnych rachunków. Je li si  przyczepi  zap aci. Musia  walczy  o Kelly i

zamierza  wykorzysta  wszystkie  rodki wiod ce do celu.

-  Napisz   artyku   o  Ojcu  Ramonie,  o  tym,  jak  pomaga  tym  biedakom  w  slumsach  -

Kelly zwróci a si  do Witta. By a pewna,  e to mu si  nie spodoba.

Mia a racj .

- To akurat mo esz opisa  w „Reader’s Digest”. To nie jest temat dla „In the Know”.

Rozumiesz, wola bym co  mniej - hmm - chwytaj cego za serce. Zapomnij o podró y do

Avidy. Pokrywamy czasem z bud etu wydatki, z których pó niej nic nie wynika.

Kelly przytakn a.

- Co by  powiedzia  na „Wp yw kuchni po udniowoameryka skiej na  ycie wieczne”?

- Doskonale! - odpar  Witt. - Ale lepiej napisz to, zanim kuchnia

po udniowoameryka ska wyjdzie z mody.

- Zaraz si  za to zabieram - obieca a. Odwróci a si  do Brandta, ale nie patrzy a ju  na

niego. - Zostawi  notes u Jenny.  ycz  powodzenia, Brandt. Mam nadziej ,  e znajd  twoj

ksi

 na li cie bestsellerów.

By a z siebie dumna. Nie za ama a si , nie upokorzy a i nie wprawi a Brandta w

zak opotanie. Dotrzyma a danej sobie obietnicy i nie sprawi a,  eby 

owa  s ów wypowie-

dzianych tamtej nocy.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

Z godno ci  wysz a z pokoju. Wiedzia a,  e widzi Brandta po raz ostatni. Jednak

nawet wtedy, kiedy gratulowa a sobie niez omnej postawy, znów odezwa y si  w niej wspo-

mnienia s odkich chwil sp dzonych u jego boku. Jedynych naprawd  szcz liwych chwil w

jej  yciu. Gdyby tylko j  zatrzyma , wzi  w ramiona i...

Potrz sn a g ow , chc c odegna  natr tne my li i posz a do swego pokoju po notes.

Brandt patrz c za ni , powstrzymywa  si  od przemo nej ch ci zatrzymania jej,

chwycenia w ramiona i zabrania tam, gdzie nikt by im nie przeszkadza . Do miejsca, gdzie

sprawi by,  e Kelly, musia by przyzna ,  e go potrzebuje.

Ale Witt wci  co  do niego mówi , a po chwili zjawi a si  Jenny z notesem Kelly.

Przygn biony Brandt wyszed  z biura sam.

O siódmej sta  pod drzwiami mieszkania Kelly z du ym bukietem stokrotek. Susan

by a nim oczarowana. Szybko znalaz a jaki  wazon. Kelly nie by o w domu. Brandt nie sili

si  nawet,  eby ukry  swe rozgoryczenie i z

 z tego powodu.

-  Kiedy  Kelly  wróci?  Mam  dla  niej  wa ne  wiadomo ci  o  Cari cie,  Para  do  Leonie  i

sieroci cu Przyjació  Dzieci w Avidzie.

Susan spojrza a na niego znacz co.

- Czy to jest powód, dla którego tu przyszed

?  eby przekaza  jej wiadomo ci?

- S dzi em,  e nie b dzie chcia a rozmawia  ze mn  przez telefon. Podejrzewa em,  e

ka e ci powiedzie ,  e ju  jest w 

ku czy co  takiego - odpar  otwarcie.

- Tak jak wczoraj - przyzna a Susan. Unios a brwi. - Czy myl  si , s dz c,  e nie

przyszed

 tu omawia  interesów? M czyzna nie przynosi stokrotek w styczniu, je eli ma

zamiar porozmawia  o sprawach zawodowych.

Wypytywanie zniecierpliwi o Brandta.

- Nie wiesz, gdzie jest Kelly?

- Dlaczego akurat stokrotki? - pad o nast pne pytanie. - My

,  e zaszala

 - s  takie

odkie. Jednak, gdyby bli ej przyjrze  si  zaistnia ej sytuacji, powiniene  raczej przyj  z

jak  ci

 maszyneri . Co najmniej tuzinem p sowych ró . Co si  zdarzy o mi dzy wami w

Avidzie?

- Kelly ci nic nie mówi a?

- Nie. I nie powie. Jeste my dobrymi przyjació kami, ale nie zwierza mi si . Nie

zwierza si  zreszt  nikomu, mo e z wyj tkiem Buttera. - Jakby na zawo anie, du y, 

tawy

kot wkroczy  do pokoju. Miaukn  na przywitanie i wskoczy  na krzes o, bacznie im si

przypatruj c. Susan u miechn a si . - Jest tak samo zagadkowy jak jego pani.

- Nie mam poj cia, co z ego zrobi em. - Brandt wlepi  wzrok w pod og . - Wszystko

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

potoczy o si  mo e zbyt szybko, ale od pocz tku by em pewny swych uczu  i my la em,  e

Kelly czuje to samo. I nagle odsun a si  ode mnie tak zdecydowanie i ca kowicie. -

Zdesperowany usiad  na sofie. - Ale dlaczego opowiadam to wszystko tobie? Powinienem

raczej porozmawia  z Kelly. Gdzie ona jest?

- Posz a odwiedzi  Cindy, sw  Ma  Siostrzyczk . Mia a dla niej jaki  prezent.

- Tak. tak. Lalk  z Avidy. - Brandt skrzywi  si .  eby j  kupi , poprosi a o pieni dze

Charlesa, nie jego. Nadal go to bola o. Kupi by z rado ci  dziesi  takich lalek, gdyby go

tylko o to poprosi a.

- Lalk , koszul  nocn , a tak e ksi ki, spodnie i sweter. Zrobi a dzi  rano zakupy.

Wydaje maj tek na to dziecko - westchn a Susan.

- Teraz jeszcze b dzie utrzymywa  rodzin  w Avidzie. Podejrzewam,  e znów zacznie

pisa  studentom prace,  eby sobie dorobi .

Brandt  pomy la   o  dziewi ciuset  dolarach,  które  ju   tam  zostawi a.  To  nie  by   tylko

wielkopa ski gest, zamierza a pomaga  w dalszym ci gu.

- Kelly jest bardzo wielkoduszna. Chce dawa , chce czu  si  potrzebna. - Susan

wzruszy a ramionami. - I jest jedyn  osob , jak  znam, która nie oczekuje niczego w zamian.

Nie rozumiem jej, ale bardzo j  za to podziwiam.

Brandt poderwa  si . „Nie oczekuje niczego w zamian.”

Te s owa uderzy y go.

Kelly umia a dawa , ale nie umia a bra . Dlaczego? Przed oczami stan  mu obraz,

kiedy p aka a w jego ramionach pewnego ranka w Avidzie. Co mu wtedy powiedzia a? ‘Tak

bardzo boli u wiadomi  sobie w ko cu,  e jeste  zupe nie sam,  e nikt ci  nie chce. I nikt

chcia  nie b dzie.”

Kelly  chcia a  dawa   mi

;  potrzebowa a  jej  dawa .  Ale  nie  oczekiwa a  niczego  w

zamian. Nigdy nie pozby a si  uczucia,  e jest nie kochana i nikomu niepotrzebna.

„Porzucona! Na ulicy, w deszczu jak... jak worek  mieci.” Wierzy a,  e matka

porzuci a j , gdy by a dzieckiem. Takie do wiadczenie zostawia rysy tak g bokie,  e z pew-

no ci  nie by a w stanie ich ogarn . Kocha  si  z ni  i wyzna  jej mi

, wierz c,  e ona

zrozumie, jak bardzo jest to prawdziwe. Oczywi cie,  e nie zrozumia a. Wymaga oby to du o

czasu i wiele cierpliwo ci. I sta ego okazywania uczu .

Sta  przed wyzwaniem. Michele te

da a wiele od niego. I za to j  kocha  jeszcze

bardziej. By  m czyzn , który musia  czu  si  potrzebny. Cieszy  si , wprowadzaj c Corrine,

Debbie i Todda do swego domu. Obowi zki  ycia w rodzinie sprawia y mu tylko

przyjemno . Czy to jaki  instynkt przyci gn  go do Kelly; do Kelly, która tak bardzo

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

potrzebowa a mi

ci?

- Dzi ki, Susan. - U miechn  si  do niej, lekki i podniesiony na duchu. - Bardzo mi

pomog

. Zapraszam ci  w pi tek na nasz  lub.

Susan wpatrywa a si  w niego.

- Hmm, nie s dzisz,  e jeste  nastawiony zbyt optymistycznie? Kelly nie b dzie

chcia a nawet rozmawia  z tob , a ty planujesz za cztery dni  lub?

- Po lubi bym j  ju  jutro, ale trzeba za atwi  kilka wa nych dokumentów, wi c chyba

dzie to mo liwe dopiero w pi tek - wyja ni  i u miechn  si , widz c jej zdumienie. - Ale

mo e nie wspominaj jej o tym jeszcze teraz. Jest kilka rzeczy, które musimy omówi .

- Te  tak uwa am - przytakn a. - Nic si  nie martw, nie puszcz  pary z ust.

„Susan podejrzewa,  e jestem lekko stukni ty” - pomy la  z satysfakcj . Chyba

rzeczywi cie by . By  stukni ty na punkcie Kelly. Wci  si  u miecha , nawet gdy znalaz  si

przed frontowymi drzwiami. U miech zamar  mu jednak na ustach, gdy otworzy  je i

zobaczy  w nich Kelly.

Dziewczyna cofn a si .

- Cze  Brandt. - U miechn a si  s abo. - Masz jakie  problemy z odczytaniem moich

notatek?

Jej wymuszona uprzejmo  by a tak samo trudna do pokonania jak ch ód. Czy by

naprawd  my la a,  e przyszed  tu omawia  materia y?

- Sk

e, s  przejrzyste i doskonale zredagowane. Mam... pewne wiadomo ci o

Cari cie i Para de Leonie.

- Ach tak?

Wygl da  wspaniale. Silny, du y i m ski - mimo woli podziwia a go. Kocha  si  z ni

i mówi ,  e j  kocha. Ale nigdy ju  tego nie powie. Serce jej si

cisn o. Oczywi cie,

przyszed  si  z ni  podzieli  wiadomo ciami i zako czy  ich wspó prace.

- Obaj zostali aresztowani i oskar eni o handel dzie mi, szanta , przekupstwo i wiele

innych przest pstw. Carista b dzie deportowany do Avidy.

Wygl da a na zzi bni

 i zm czon . Nigdy nie widzia  jej oczu tak du ych i tak

zielonych, jak w tej chwili. Ale mia a si  na baczno ci. Czul prawie namacalnie, jak bardzo

stara a si  nad sob  zapanowa . By a znowu niedost pna i ch odna. Dlaczego nie pozwala a

mu si  zbli

? By  jej pierwszym kochankiem. Odda a mu si , on wzi  wszystko, co mog a

mu da  - dziewictwo, nami tno , mi

. Dlaczego prowadzili wi c ten sztuczny dialog

zamiast porozmawia  o tym, co naprawd  by o dla nich istotne?

-  To  dobrze!  -  odpar a  krótko.  -  Co  z  domem  Przyjació   Dzieci?  -  W  ogóle  j   to  nie

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

interesowa o. Gdyby przyszed  zobaczy  si  z ni , a nie rozprawia  o tym obrzydliwym

Cari cie i Para de Leonie...

- Przejmie go mi dzynarodowa agencja, która b dzie dokonywa  legalnych adopcji. -

Spojrza   na  jej  usta.  Co  by  zrobi a,  gdyby  porwa   j   w  obj cia  i  delikatnie  poca owa ?  Jaka

by aby jej reakcja? A mo e odsun aby si  jeszcze bardziej?

- Bardzo si  ciesz . Te dzieci zas uguj  na co  wi cej ni  na traktowanie ich jak towar

przez par  ponurych, chciwych zysku drabów. Na du o wi cej... - Serce  omota o jej w piersi.

Patrzy  na ni , patrzy  w ten swój sposób, rozbudza  nadziej ...

- Butter, wracaj natychmiast! - Us yszeli g os Susan dobiegaj cy z pierwszego pi tra.

Na schodach pojawi  si  kot. Zaraz po nim zbieg a Susan.

- Kelly, ju  jeste ! Przypadkiem zostawi am otwarte drzwi i ten cholerny kot

oczywi cie zwia . Musia  us ysze  twój g os.

Kelly natychmiast podesz a do schodów i wzi a Buttera na r ce.

- Spotka

 Brandta? Przyniós  pi kny bukiet stokrotek - entuzjazmowa a si  Susan.

- Stokrotek? To bardzo mi o z jego strony - odpar a z ch odem. Odwróci a si  i

zawo

a do Brandta:

- Bardzo dzi kuj , panie Madison.

Brandt powstrzyma  j k. Susan mia a zupe

 racj . Czerwone ró e by yby lepsze.

Jedyny w swoim rodzaju tok rozumowania Kelly prowadzi  j  do wniosku,  e wr czenie

bukietu stokrotek jest stereotypowym gestem kolegi ko cz cego wspó prac . Odrzuci

pomys  kupienia ró , bo wydawa  mu si  bardzo oklepany, zbyt oczywisty. Teraz wiedzia ,  e

Kelly potrzebowa a w

nie takich kwiatów. „Zapomnij o subtelno ci, zapomnij o

delikatnych aluzjach, Brandt. Potrzeba ci kiej artylerii.”

Kelly wyrwa a kartk  z maszyny, zmi a j  w kulk  i wrzuci a ze z

ci  do kosza. Co

si  z ni  dzieje? Napisa a ju  przecie  artyku  o kuchni indonezyjskiej, pisa a ju  o kuchni

meksyka skiej, gdy ta by a zupe

 nowo ci . Dlaczego wi c nie mog a napisa  czego  o

najmodniejszej obecnie kuchni po udniowoameryka skiej?

Ale jak mog a zajmowa  si  sposobami przyrz dzania potraw, cho by najbardziej

egzotycznych, gdy palce  wierzbi y j , by napisa  o Carmelicie, Louisie i ulicznych z o-

dziejaszkach Monsambry? Wittowi, oczywi cie, nie spodoba by si  ten temat. Zgodzi by si

na adopcj , na co , co zaszokowa oby czytelników „In the Know”, ale nie by  zainteresowany

bied  i ubóstwem.

Westchn a i si gn a po nast pn  kartk  papieru, gania  si  za nielojalne my li. Co

si  z ni  dzia o? Kocha a ten magazyn, nie by a z niego niezadowolona. By a  wiadoma,  e -

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

gdy pisze si  dla pieni dzy - nie zawsze mo na wybiera  temat. Ale istnia y rekompensaty

daj ce satysfakcj .

Niech szlag trafi Brandta za to krytykowanie „In the Know”! Kelly próbowa a

wywo

 w sobie s uszny gniew. Znów si  jej nie uda o. Zamiast tego pomy la a o comiesi -

cznej rubryce „O czym wiedzie  trzeba, a o czym nie”. Wdowa z Avidy mieszkaj ca w norze

i otoczona gromad  g odnych dzieci w  achmanach nie by a tematem numer jeden.

-  Kelly.  -  Doszed   j   g os  Jenny,  która  pojawi a  si   jakby  spod  ziemi  przed  jej

biurkiem. - Witt prosi ,  eby ci przekaza ,  e kto  u niego na ciebie czeka.

Serce podesz o jej do gard a. Wczoraj to by  Brandt. Czy by przyszed  i dzisiaj?

- Dzi ki, Jenny.

owa a,  e nie ma na sobie czego  atrakcyjniejszego od szarej, plisowanej spódnicy

i bia o - szarej bluzki. Makija  te  nie by  najlepszy.

Ockn a si , gdy nerwowo przerzuci a torebk  w poszukiwaniu puderniczki. Co te

ona wyczynia? Brandt nie b dzie zwa

 na jej strój i brak makija u. To by a s

bowa

wizyta, taka jak wczoraj. Na pewno mia  jakie  rewelacje dotycz ce Caristy albo Para de

Leona...

Zebra a si  w sobie i wesz a do gabinetu szefa. Nie by o tam Brandta. Rozczarowanie

by o tak wielkie,  e ledwie dostrzeg a rozmawiaj cego z Wittem wysokiego,

serbrzystow osego m czyzn .

- Kelly! - Witt pospieszy  j  przywita . Nie wiadomo dlaczego by  zdenerwowany. -

Poznaj naszego wydawc , pana Tuckera Norwalka. Pofatygowa  si  do nas specjalnie,  eby

si  z tob  spotka .

Tucker Norwalk? Kelly stara a si  nie okaza  zdumienia. Nic dziwnego,  e Witt by

zdenerwowany! Sta  przed ni  s awny (niektórzy uj liby to wr cz odwrotnie) wydawca. Jego

nienagannie skrojony, trzycz ciowy garnitur wygl da  na kosztowny, nawet dla takiego laika

jak ona. Razi o j  tylko nieszcz liwe zestawienie go z jaskraworó ow  koszul , która mia a

ten sam kolor, co flamingi na krawacie.

- A wi c to pani jest t  Kelly Malloy? - Przyjrza  si  jej i na jego sympatycznej twarzy

pojawi  si  u miech. Wyci gn  do niej r

. - Czy ma pani co  przeciw temu,  e b

 si  do

niej zwraca  po imieniu? Lubi  my le ,  e wszyscy zatrudnieni w wydawnictwie Norwalka to

jedna wielka rodzina.

Kelly skrzywi a si . Taki bana  i jeszcze pos dzanie j ,  e ma w ogóle co  wspólnego

z „The National Cesspool” i jego podw adnymi. Zdo

a si  jednak u miechn .

- Bardzo mi mi o pana pozna , panie Norwalk. - Próbowa a oderwa  wzrok od

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

hipnotyzuj cego widoku flamingów.

- By a pani z moim chrzestnym synem, Brandtem Madisonem, w Avidzie - zagrzmia

Norwalk. - Podoba mi si  pomys , ca a ta historia i wasza praca. Udawanie,  e jeste cie

ma

stwem,  eby zdoby  dowody. Dobra robota, humanitarne cele. To co czytelnicy

Informanta lubi  najbardziej.

Kelly rzuci a w ciek e spojrzenie Wittowi, ale on unika  jej wzroku.

- Chc  mie  t  histori . Pójdzie na pierwszej stronie - zach ca . - Tylko potrzebne jest

lepsze zako czenie. Na przyk ad,  e adoptowali cie z Brandtem dziecko. Wszyscy by si  tym

zaczytywali!

Kelly by a przera ona. Ona w Cesspoolu? To musi by  jaki  senny koszmar. Mo e

je li b dzie rozs dna, obudzi si .

- Panie Norwalk, naprawd  nie s dz ,  e...

- Kelly jest u nas jedn  z najlepszych - wtr ci  Witt. - Pewnie by mog a...

- Z drugiej strony, dlaczego po prostu nie dopiszemy dobrego zako czenia? Po co si

sprzecza  o drobiazgi. To nie w naszym stylu. Tak zrobimy. Kelly i Brandt adoptuj  dziecko

z Avidy, wróc  do nas i b

 d ugo i szcz liwie. Nasi czytelnicy kochaj  szcz liwe

zako czenia - doda  z przekonaniem.

- Panie Norwalk! - wysapa a ze z

ci . Wcale si  nie budzi a. Setki ró nych

flamingów ta czy o jej przed oczami, gdy Tucker Norwalk pochyla  si , to w przód, to w ty .

- Absolutnie nie mog ...

- Czy masz jakie  swoje zdj cie, kochanie? - przerwa  jej Norwalk. - Chodzi mi o co

seksownego: w bikini albo frymu nej bieli nie. Zawsze chcemy pobudza  wyobra ni  na-

szych czytelników, niech si  przynajmniej domy la, co wydarzy o si  w waszej sypialni

podczas parnych avida skich nocy.

- Och! - To przechodzi o jej wszelkie wyobra enia. Wydawca Cesspoola by

dok adnie taki, jak to sobie wyobra

a. Ale ona nie b dzie wod  na m yn... jego

pornograficznych upodoba . - Panie Norwalk, ja...

- Kelly, chcia bym porozmawia  z tob  na osobno ci... - Witt chwyci  j  pod rami  i

szybko wyprowadzi  z pokoju, zanim zd

a oznajmi  Tuckerowi Norwalkowi, co mo e

sobie zrobi  z tym  mieciem, który uwa a za gazet . - Kelly, zgadzam si  z tym, co my lisz,

ale, na mi

 bosk , nie mów tego Norwalkowi! Nie pozostanie mu nic innego, jak tylko ci

wyla !

- Witt, nie b

 figurowa  na stronicach Cesspoola obok takich kawa ków jak

„Opiekun w ZOO zmienia si  w ma

 i zakochuje w gorylicy”!

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Mo e i nie b dziesz musia a, Kelly - uspokoi  j  Witt. - Norwalk zaznaczy

zdecydowanie,  e ukazanie si  tego artyku u zale y wy cznie od Brandta. Musisz po prostu

 po niego i zmusi  go,  eby tego zaniecha . Wydaje mi si ,  e jest ci co  winny, Kelly.

Da

 mu przecie  wszystkie swoje notatki, pami tasz?

Kelly dr

a. Ze z

ci, z oburzenia... i na my l o ponownym, nieoczekiwanym

spotkaniu z Brandtem Madisonem.

Drzwi gabinetu otworzy y si  i ukaza  si  w nich Tucker Norwalk.

- Musz  ju  lecie  - oznajmi  jowialnie. - Mam by  na lotnisku za godzin . Kelly,

przy lij te zdj cia do biura Informanta, najszybciej, jak si  da. - Uj  jej r

 i potrz sn  ni .

To samo zrobi  z d oni  Witta. - Trzyma  tak dalej! „In the Know” to klasa w swoim rodzaju!

Kelly zacisn a pi ci.

- Panie Norwalk...

- Dzi kuj  panu - przerwa  natychmiast Witt. - B dziemy stara  si ,  eby utrzyma  „In

the  Know”  na  dobrym  poziomie.  To  nasz  najlepszy  magazyn.  Nieprawda ,  Kelly?  -  Zanim

odpowiedzia a, wci gn  j  z powrotem do gabinetu. Tucker Norwalk znikn  w korytarzu.

- Witt... - zacz a Kelly, ale on gestem d oni nakaza  jej milczenie.

- Kelly, nie winie ci  za to,  e nie chcesz wspó pracowa  z Cess... z Informantem.

Spójrz, Norwalk zostawi  adres Madisona. - Poda  jej zapisan  kartk . - Dlaczego nie pój-

dziesz od razu i otwarcie nie wy uszczysz ca ej sprawy?

- Dzi kuj , Witt. - Kelly chwyci a kartk . - Wróc  niebawem. Nie zajmie mi du o

czasu przekonanie Brandta Madisona,  e zamieszczenie tego artyku u w szmat awej gazecie

Norwalka podwa y wiarygodno  jego ksi ki.

- Na to go we miesz, tak? - zastanawia  si  g

no Witt. - Pominiesz ten ca y numer z

seksem?

- Numer z seksem? - Niemal zabi a go wzrokiem. - My

,  e za d ugo przebywa

 w

towarzystwie Norwalka, Witt - otworzy a drzwi. - Zobaczymy si  niebawem.

Witt patrzy  na ni  z b yskiem w oku.

- Nie by bym taki pewny, Kelly - zachichota .

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

11

- To Tucker. Dzwoni  z limuzyny - powiedzia  do Corrine Brandt. - Widzia , jak Kelly

wychodzi a z biura. Przed chwil  z apa a taksówk .

- W takim razie powinna tu by  za pó  godziny. - Corrine spojrza a na zegarek. -

Wystarczy ci, je eli zabior  dzieciaki do dziesi tej wieczorem?

- Dziesi tej wieczorem? To ponad dziesi  godzin. U miechn  si  ponuro. - Mam

zamiar za atwi  z Kelly wszystko w przeci gu pi tnastu minut, licz c od momentu

przekroczenia progu tego domu.

- Ale tak na wszelki wypadek, gdyby jednak zesz o ci troch  wi cej czasu na

przekonywaniu tej dziewczyny,  e jest w tobie zakochana do szale stwa, nie wrócimy przed

dziesi

.

- Dzi kuj , Corrine. Nie musz  chyba mówi ,  e wszyscy troje - ty, Todd i Debbie -

jeste cie zaproszeni na nasz  lub w pi tek.

- Pi tek, tak? Zawsze mocno w siebie wierzy

. Poklepa a go po policzku. - Brandt,

je eli Kelly ma ci  uszcz liwi ,  ycz  wam obojgu wszystkiego najlepszego.

- Uszcz liwi mnie na pewno - odpar  z przekonaniem. - Ja tak e j  uszcz liwi . Nie

mam  adnych w tpliwo ci ani co do pierwszego, ani drugiego.

Nie mia  w tpliwo ci, ale by  zdenerwowany. Po wyj ciu Corrine chodzi  bez celu po

mieszkaniu, czekaj c na przyj cie Kelly. Wiedzia ,  e przyjdzie. Wys anie Tuckera do jej

biura z propozycj  umieszczenia ich w Cesspoolu by o ruchem z jego strony. Musia a na to

zareagowa . Nie chcia  nawet my le , co by si  sta o, gdyby tego nie zrobi a.

Dok adnie po trzydziestu jeden minutach od opuszczenia biura Kelly stan a pod

drzwiami apartamentu Madisona. Przez ca  drog  zastanawia a si  nad najlepszym sposobem

przekonania Brandta,  eby stanowczo odrzuci  propozycj  Norwalka. Czy ma na niego

krzycze ? Czy mu pochlebia ? Czy zachowywa  si  ch odno? Wszystkie sposoby mia y

swoje za i przeciw.

Brandt otworzy  drzwi po pierwszym dzwonku. Przez chwil  patrzyli na siebie bez

owa. Kelly poczu a,  e krew uderza jej do g owy. Mia  na sobie spodnie z grubego trykotu

w kolorze khaki i be owo - 

ty sweter, który podkre la  z ocisty kolor jego oczu. Kelly

mia a zupe nie wyschni te usta i spocone d onie.

- Wejd , Kelly - zaprosi  ja do  rodka, przepuszczaj c w drzwiach.

Zauwa

a,  e wcale nie by  zaskoczony jej widokiem. Zdenerwowana, obj a jednym

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

spojrzeniem ca y przestronny pokój, do którego wesz a. Brandt zamkn  drzwi. Us ysza a

szcz k zamka. Odwróci a si  i zobaczy a go opartego o drzwi i przygl daj cego si  jej z

miechem. Poczu a si  jak ma a myszka, która z powodu w asnej g upoty znalaz a si  w

jaskini lwa.

Czu a pustk  w g owie.

- Mog  wzi  twój p aszcz? - zapyta  uprzejmie.

W odpowiedzi otuli a si  nim jeszcze szczelniej.

-  Nie.  To,  z  czym  przychodz ,  nie  zajmie  du o  czasu.  -  Wzi a  g boki  wdech.  -

Za

 proces o znies awienie, je li moje imi  pojawi si  na  amach tego skandalicznego

szmat awca! - krzykn a. - Brandt jeste  powa nym znanym pisarzem. Na co ci ta mierna

reklama? - Teraz by o pochlebstwo. - Machlojki Caristy to przest pstwa mi dzynarodowe i

powinny si  nimi zaj  powo ane do tego organizacje, a nie brukowiec mieni cy si  gazet ,

ch odno i najbardziej rozs dnie. Dobra, wyczerpa a wszystkie trzy argumenty. Pozwoli a

sobie przelotnie spojrze  na Brandta. Jak zareaguje?

Podszed  do niej z rozbawieniem w oczach.

- Bardzo tu ciep o. Musisz zdj  p aszcz - powiedzia  spokojnie i nie zwa aj c na jej

protesty odpi  guzik.

- Nie! - Z apa a po y. - Nie... nie przysz am tu po to,  eby si ...

- Rozbiera ? - Zsun  p aszcz z jej ramion.

- Rozrywa  towarzysko - poprawi a go szybko rumieni c si . R ce jej si  trz

y i

Brandt nie mia

adnych problemów z p aszczem.

Rzuci  go na krzes o i natychmiast zabra  si  za guziki bluzki. Próbowa a odskoczy ,

ale j  przytrzyma . Zr cznie zdj  z niej bluzk  i upu ci  na pod og .

- Brandt - wyszepta a. Miesza o jej si  w g owie. By  tak blisko,  e czu a  ar jego

cia a, sil  jego m skich kszta tów. Podniecenie seksualne emanuj ce z niego, obezw adnia o

. Trudno jej by o oddycha .

- Nie przysz am tu po to,  eby...  eby... - zgubi a w tek, gdy dotkn  jej piersi. Pod

cienk , koronkow , jasnoró ow  halk  i biustonoszem w tym samym kolorze czu a, jak jej

sutki twardniej  w oczekiwaniu na jego dotyk.

- Nie, oczywi cie,  e nie... - Brandt by  ubawiony, ale i czu y. Przyci gn  j  bli ej i

poca owa  w szyj . - Przysz

 tu, wierz c  wi cie,  e Tucker chcia  nas na  amach „The

National  Informant”.  Jestem  pewien,   e  by

  przekonana  do  szpiku  ko ci,   e  celem  twojej

wizyty b dzie powstrzymanie mnie od tego.

Kelly nie zauwa

a,  e na pod odze, obok bluzki, le y ju  jej spódnica.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Nie... nie rozumiem.

- Podszed em ci , kochanie. Poprosi em Tuckera o zaaran owanie ca ej historii, gdy

zaczyna em traci  nadziej ,  e kiedykolwiek b dziesz chcia a ze mn  rozmawia . - Jego usta

ukry y jej usta, j zyk pie ci  delikatnie podniebienie, z by szarpa y leciutko wargi.

Oczywi cie, nie powiedzia em mu o twojej awersji do Informanta. Powiedzia em tylko,  e

jeste  osob , która nie lubi, aby jej prywatne sprawy wystawiano na widok publiczny. Tucker

by  zachwycony,  e mo e mi si  przys

. Mówi em ci,  e by  najstarszym i najbli szym

przyjacielem mego ojca?  e kiedy ojciec mia  wypadek i uznali go za niezdolnego do pracy,

wujek Tuck da  mu szans ?

- Wujek Tuck? - powtórzy a za nim sucho.

- To mój chrzestny ojciec. Corrine te . Zawdzi czamy mu tak wiele.

- Nie wspomnia

 o tym. Teraz rozumiem, dlaczego nie mog

 mu powiedzie  „nie”,

kiedy poprosi  ci  o wspó prac  ze mn .

- Uhmm. To by a najlepsza przys uga, jak  mi kiedykolwiek wy wiadczy .

Przerwa , by j  poca owa . Zadr

a i przylgn a do niego. U miechn  si .

- Nale ysz do mnie, Kelly. Do mnie, do moich ramion. Wiedzia em,  e je eli istnieje

jakakolwiek bro  mog ca przebi  si  przez wznoszone przez ciebie zapory i sprawiaj ca,  e

przybiegniesz do mnie jak na skrzyd ach, to musi ni  by  wmieszanie ci  w artyku

Informanta. - Za mia  si . - Zw aszcza te zdj cia!

To co mówi  by o, zbyt pi kne,  eby mog o by  prawdziwe.

- Nie... nie b dzie  adnego artyku u? - mog a si  zdoby  tylko na tyle.

Brandt udawa  zirytowanego.

- Widz ,  e b

 musia  w

 ci to do twojej g ówki  opat . Nie, Kelly, nie b dzie

adnego artyku u. - Odchyli  si  i spojrza  g boko w jej jeszcze niepewne oczy. - Kelly,

kocham ci . Powiedzia em ci to ju  w Avidzie, ale oczywi cie nie uwierzy

. A to jest

prawda, Kelly. Mam zamiar udowodni  ci to przez ca e  ycie.

Z gard a Kelly wydoby  si  cichy j k.

- Nie mog  uwierzy ,  e naprawd  mnie kochasz - wyszepta a.

-  Uwierz  w  to,  Kelly.  Kocham  ci   i  chc ,   eby   zosta a  moj

on   -  tak  szybko,  jak

dzie to mo liwe. W  adnym razie nie pó niej jak pod koniec tygodnia. - Pochyli  g ow  i

poca owa  j . By a tak oszo omiona,  e nawet nie zamkn a oczu, nawet wtedy, gdy

poca unek sta  si  gor cy i nami tny. Patrz c mu w oczy,  atwiej jej by o zaakceptowa

rzeczywisto .

Zostawi  jej usta, ale nadal trzyma  j  mocno w obj ciach.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Co by o nie tak w Avidzie, Kelly? - zapyta  cicho. - Dlaczego przesta

 wierzy ,  e

ci  kocham?

- Nie... nie przesta am wierzy ,  e mnie kochasz - wyzna a. - Nigdy w to nie

wierzy am. S dzi am,  e powiedzia

 tak dlatego,  eby by ... mi ym.

- M czyzna nie mówi kobiecie,  e j  kocha,  eby by  mi y, Kelly - odpar  krzywi c

si .

- Ale byli my w 

ku, w afekcie... - Wzdrygn a si . - Potem, kiedy by

 taki z y na

mnie, by am pewna,  e poczu

,  e wpad

 we w asne sid a. Wiedzia am,  e chcesz mnie

porzuci . - Spu ci a wzrok. - Rozumiem to. - W jej g osie nie by o nuty goryczy czy

oskar enia.

- I postanowi

 mi to u atwi , odsuwaj c si  ode mnie fizycznie i psychicznie. -

Smuci o go,  e nie pomy la a,  e ma prawo by  z y z powodu jej lekkomy lno ci. - Kelly, nie

czu em,  e wpad em w sid a. Nie chcia em ci  porzuca  i nie chcia em,  eby  ty mnie

porzuci a. Skarbie, potrzebuj  ci  - nie tylko w 

ku. To co  znacznie powa niejszego. Chc

ci  mie  przy sobie przez ca e  ycie. Chc  dzieli  z tob

ycie, chc  si

mia  razem z tob ,

by  z tob , gdy b dziesz si  czu a nieszcz liwa, zagubiona czy samotna. I chcia bym,  eby

ty potrzebowa a mnie tak samo.

Kelly wpatrywa a si  w niego, s uchaj c z zachwytem tego, co powinien by  jej

powiedzie  w Avidzie. Nie zrobi  tego, gdy  wydawa o mu si  to zbyt oczywiste!

Na twarzy Brandta pojawi  si  u miech. W tym momencie zda  sobie spraw  z tego,

e nadzieje na ich wspóln , cudown  przysz

 nie s  p onne. Zaczyna  doskonale pojmowa

tok rozumowania Kelly, jej wra liw  i skomplikowan  psychik . Ca e lata studiów nad

psychologi , wg bianie si  w umys y innych umo liwia y mu dotarcie do niej. A mo e

rozumia  j  dlatego,  e j  kocha . Niewa ne, nie b dzie ju  wi cej nieporozumie  mi dzy

nimi. Ju  on tego dopilnuje.

Kelly spostrzeg a,  e Brandt si  u miecha i tak e zaryzykowa a nieporadnym

miechem.

- Czy ty na pewno potrzebujesz w

nie mnie? - spyta a nie mia o.

- Potrzebuj  ci  bardziej ni  kogokolwiek czy czegokolwiek. Powiedz mi,  e mnie nie

zostawisz,  e nigdy ju  nie b dziesz mi si  wymyka .

Powoli obj a go za szyj .

- Kocham ci , Brandt. Nigdy ci  nie zostawi . Nigdy, je eli b dziesz mnie

potrzebowa .

- Potrzebuj  ci  teraz i zawsze b

 ci  potrzebowa .

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- Och, Brandt - wymówi a z czu

ci  jego imi  i przyci gn a go do siebie. Zacz

ca owa  j  tak, jak tego pragn a, gor co i mocno, z j zykiem tkwi cym g boko w jej ustach,

z r kami pobudzaj cymi ca e jej cia o.

-  Kocham ci ,  Kelly  -  powtórzy   nami tnie.  -  Nie  jeste my  w  

ku  i  cho  jestem  na

pewno w afekcie, chc ,  eby  wiedzia a,  e jestem w pe ni  wiadomy tego, co mówi . I

chcia bym,  eby  mi teraz uwierzy a.  eby  wierzy a mi zawsze.

Jej ró owa halka do czy a do spódnicy i bluzki na pod odze.

- Brandt! - krzykn a, gdy jego du e, ciep e r ce w lizgn y si  pod majtki i zacz y

adzi  brzuch.

- Co wi cej, oczekuj ,  e b dziesz mi stawia  jakie  wymagania - ci gn  dalej. -

Chc ,  eby  mnie potrzebowa a. Twoje miejsce jest przy mnie. Jeste  moja i nie pozwol  ci

odej .

Jego zach anno  porazi a j . Nigdy nie nale

a do niego. S owo „jeste  moja” by y

tak samo s odkie jak s owa „kocham ci ”. Wsuwaj c delikatnie r ce pod jego sweter,

odwa

a si  powiedzie :

- Kocham ci , Brandt - g boki oddech. - Jeste ... jeste  mój.

Porwa   j   w  ramiona  i  uniós   do  sypialni,  po  czym  po

  na  swym  szerokim,

królewskim 

u.

- Nie chcia bym,  eby  kiedykolwiek o tym zapomnia a.

Po

 si  obok niej i nami tnie si gn  po jej usta.

kn a i rozchyli a wargi. Zacisn a d onie na jego silnym karku. Czu a ciep y,

twardy ci ar nad sob . Jak we  nie, by a z nim, czu a si  kochana i upragniona. Wiedzia a,

e nale

 do niej, tak jak ona nale

a do niego.

Poca unek stawa  si  coraz g bszy, jego j zyk si ga  coraz dalej. Chwyci  palcami,

stercz ce pod cienkim materia em stanika, sutki. Pie ci  je delikatnie, doprowadzaj c j  tym

do sza u. Potem zdj  stanik i przylgn  do nich ustami.

Kelly zadr

a, gdy u wiadomi a sobie si  w asnego po dania. To nie by  sen. Jego

nami tno  by a prawdziwa i tak rzeczywista, jak wszechogarniaj ca ich mi

.

Rozebranie si  zaj o mu tylko kilka sekund. Nie d

ej trwa o  ci gni cie jej majtek.

Osuwa  si  coraz ni ej, a  nie mog a powstrzyma  j ków, westchnie  i dr enia na my l o

nadchodz cej rozkoszy.

Oboje byli jak szaleni. Cia o Kelly pr

o si  pe ne wyczekiwania, uleg

ci i

po

dania. Wszed  w jej wilgotn  delikatno , poruszaj c si  w adczo i narzucaj c jej swój

rytm, podczas gdy ona poddawa a mu si , w pe ni kobieca.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

ar ich cia  wzmaga  si , gorza  coraz ja niej, daj c obojgu niewypowiedzian

rozkosz. W ko cu fale gor cej ekstazy przenios y ich przez burz  uniesie  do brzegów

odkiego spe nienia.

Le eli razem przez d ugi czas, zespoleni fizycznie i duchowo, delektuj c si

prze ytym szcz ciem, ca uj c si  i cicho rozmawiaj c.

- Nasz  lub jest w pi tek - poinformowa  j , ca uj c po ka dym wypowiedzianym

owie. - Zaprosi em ju  Susan, Corrine i dzieciaki.

- Jak mi o,  e przypomnia

 sobie tak e o mnie. - G aska a go po karku.

- Yhmm. Pomy la em,  e mo e b dziesz potrzebowa a kilku dni na kupno sukienki i

zaplanowanie naszego miodowego miesi ca.

- Gdzie?

- Tam, gdzie jest ciep o. Daleko od Chicago i zimy. Nie do Avidy.

Kelly zachichota a.

- Nie mia abym nic przeciwko Avidzie. Je eli tylko nie musieliby my odwiedzi  Para

de Leona i Caristy w ich celach...

- Pojedziemy kiedy  do Avidy, Kelly. Odwiedzi  Carmelit  i dzieci, i mo e

adoptowa  dziecko z legalnego Domu Przyjació  Dzieci.

Kelly spojrza a z niedowierzaniem.

- Mówisz powa nie?

- Kiedy , pi knego dnia, przekonasz si ,  e mówi  to, co my

. - Poci gn  j  do

siebie i obj  mocno. - Chcia bym te  pomóc Carmelicie i jej dzieciom. Je eli zechcesz, mog

nawet  ci gn  ich do Stanów. I powa nie my

 o adoptowaniu dziecka.

W oczach Kelly pojawi y si

zy rado ci.

- Brandt nawet nie wiesz, jakie to dla mnie wa ne. Chc  mie  dziecko z tob , ale

zawsze chcia am stworzy  rodzin  ma emu, bezdomnemu cz owiekowi.

Wzruszony Brandt wyobrazi  j  sobie jako ma  dziewczynk , t skni

 za prawdziw

rodzin .

- B dziemy mieli swoje w asne i adoptowane dzieci. Oboje je lubimy. S dz ,  e

posiadamy cechy, które pozwol  nam zosta  dobrymi rodzicami tak licznej rodziny.

-  Och,  Brandt,  to  najszcz liwszy  dzie   w  moim   yciu.  Nie  wiem,  czym  sobie

zas

am na takie szcz cie. To... to chyba cud.

- To nie jest cud, Kelly. Zas ugujesz na szcz cie, poniewa  sama dajesz szcz cie.

Skarbie, d ugo my la em o tym, co mi powiedzia

; o tym, jak policjant znalaz  ci  na ulicy.

- Poczu ,  e robi si  napi ta, wi c natychmiast zacz  j  g adzi . - Nikt nie wie dlaczego ani

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

jak  znalaz

  si   tej  nocy  na  ulicy.  Czy  przysz o  ci  kiedykolwiek  do  g owy,   e  to  nie  twoja

matka ci  tam zostawi a?

Oczy Kelly zrobi y si  wi ksze.

- Nie, nigdy. Zawsze my la am, zreszt  wszyscy inni te ,  e zrobi a to moja matka.

-  Czy  nie  jest  mo liwe,   e  osoba,  która  zostawi a  ci   na  tej  ulicy  ukrad a  ci   twojej

matce? Mo e zosta

 porwana i uprowadzona z jakiego  innego, odleg ego stanu i przywie-

ziona do Chicago? To móg  by  kto  obcy, mo e kto  z rodziny próbowa  w ten sposób

zem ci  si  na twojej matce. Wtedy nie szukano jeszcze porwanych dzieci przez telewizj  i

radio. Znalezienie dziecka w Chicago nie by o wiadomo ci  przekazywan  na ca y kraj.

Gdyby porwano ci  dzisiaj, twoje zdj cie mog oby si  pojawi  na ka dym opakowaniu mleka

i w ka dym programie telewizyjnym po wi conym zagubionym dzieciom. Teraz s

komputery, które bardzo u atwiaj  odnajdywanie osób zaginionych. Ale kiedy mia

 dwa

lata, wygl da o to zupe nie inaczej.

-  Och,  Brandt,  my lisz,   e  to  naprawd   mo liwe?  -  Kelly  by a  ogromnie  przej ta  t

histori . Mo e wcale nie zosta a porzucona przez matk ? Przypu my,  e ta kobieta sta a si

ofiar  tak samo jak ona i bardzo cierpia a z powodu straty dziecka i samotno ci?

- Kelly, mo liwe,  e nigdy si  tego nie dowiemy. Pami taj jednak,  e pomimo szoku,

jaki prze

 w dzieci stwie, wyros

 na siln  i zaradn  osob . Gdy by

 dzieckiem, nie

obdarzono ci  czu

ci , ale teraz jeste  kochaj

 i oddan  kobiet . Nikt by si  tego nie

spodziewa  po tym, co przesz

. Ka dy podejrzewa by raczej,  e zostaniesz emocjonaln

kalek . Pokona

 to. Jak?

- Nie... nie wiem - szepn a.

- Mo e dlatego,  e pierwsze dwa lata swojego  ycia prze

 z matk , która nauczy a

ci  kocha  i wierzy  ludziom, z matk , która kocha a ci  tak bardzo,  e w pó niejszym

okresie, nawet gdy ci  od niej zabrano, mog

 normalnie. Podziwiam was obydwie.

To by o zupe nie inne spojrzenie na jej  ycie. Brandt zmieni  przesz

 Kelly jak

historyk - rewizjonista. I nagle ta przesz

 nie wyda a si  jej ju  tak wa na jak kiedy , nie

ci

a tak bardzo na sercu.

Cokolwiek si  wydarzy o, by o ju  poza ni  - pokona a to. Teraz kocha a cz owieka,

który kocha  j  na tyle, by zwróci  jej matk  w sposób, o jakim nigdy nie marzy a.

Cz owieka, który móg  j  uczyni  matk , samemu staj c si  ojcem rodziny, o której marzy a

zawsze.

- Kocham ci , Brandt - zapewnia a go gor co. Mówienie tych s ów by o tak samo

cudowne, jak ich s uchanie. - Zawsze b

 ci  kocha .

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

background image

- I ja ci  kocham, skarbie. - Pochyli  si , by poca owa  j  z czu

ci .

I wtedy zadzwoni  telefon. J kn li równocze nie i niech tnie odsun li si  od siebie.

- Je li to Corrine i dzwoni, ze pojawi si  wcze niej... - mrukn  Brandt, podnosz c

uchawk , ale nie doko czy .

- S ucham? - warkn . - Tucker? - Ton jego g osu zmieni  si  natychmiast. Roze mia

si .  -   lub  w  pi tek.  Oczywi cie,   e  jeste   zaproszony.  Dzi ki  za  pomoc,  wujku  Tuck.

Spe ni

 rol ...niezb dnego katalizatora. - Znów chichota!. - Nie, nie sadz , Tucker. Nie, na

pewno nie.

- Co na pewno nie? - spyta a, gdy po

 s uchawk .

W oczach Brandta pojawi y si  diabelskie ogniki.

- Wujek Tuck chcia  opisa  nasza love story w „The National Informant”. S dzi ,  e

wzbudzi du e zainteresowanie. Uwa a to za naturalne, podoba mu si  te  rola, jak  odegra  w

naszym ponownym po czeniu. Twierdzi,  e bawi  si  w swatk  dwa razy - pierwszy, gdy

wyst pi  z propozycja naszej wspó pracy, drugi - dzisiaj. Proponowa  reportera i fotografa z

Informanta na nasz  lub. Jak s ysza

, odmówi em.

- S uszna decyzja. Nasz  lub nie b dzie dla nich  adnym wydarzeniem. Jeste my zbyt

zwyczajni. Jak mogliby my konkurowa  z „Przybyszem z innej planety, po lubiaj cym

mumi  egipsk ”?

Brandt roze mia  si  serdecznie.

- Chyba  artujesz!

- Nie przesadzam. Czyta am ten artyku  w kolejce do kasy w supermarkecie.

Ceremonia za lubin odby a si  na pok adzie UFO, wisz cego nad Morzem  ródziemnym.

Panna m oda wyst pi a w bieli.

- Tak samo jak ty.

- Ale nie na pok adzie UFO!

Ca uj c si ,  miej c i trzymaj c w obj ciach snuli plany na przysz e, wspólne  ycie.

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m

Click here to buy

A

B

B

Y

Y

PD

F Transfo

rm

er

2

.0

w

w

w .A

B B Y Y.

c o

m