background image

Ernest Mandel

Dlaczego biurokracja 

radziecka nie jest nową 

klasą panującą?

Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

WARSZAWA 2010

background image

Ernest Mandel – Dlaczego biurokracja radziecka nie jest nową klasą panującą? (1979 rok)

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 2 –

http://skfm.dyktatura.info/

Artykuł   Ernesta   Mandela   „Dlaczego   biurokracja 
radziecka nie jest nową klasą panującą?” („Why 
The   Soviet   Bureaucracy   is   not   a   New   Ruling 
Class?”)   został   napisany  i   opublikowany  po   raz 
pierwszy   w   języku   angielskim   w   czasopiśmie 
„Monthly   Review”,   Vol.   31,   Issue   No.   3, 
lipiec/sierpień 1979, ss. 63-86.

Podstawa niniejszego wydania: Ernest Mandel, „O 
biurokracji   i   planowaniu   gospodarczym”,   wyd. 
ZW ZSMP we Wrocławiu, 1989.

Tłumaczenie   z   języka   angielskiego:   Małgorzata 
Kowalska. Korekta tłumaczenia: Piotr Strębski.

background image

Ernest Mandel – Dlaczego biurokracja radziecka nie jest nową klasą panującą? (1979 rok)

Paul   Sweezy   postanowił   ostatecznie   rozprawić   się   z   trockistowską   interpretacją   rewolucji 

radzieckiej i jej późniejszych losów. Faktem jest, nadal odrzuca on tę interpretację. Ale po raz pierwszy 
od czterdziestu lat zgadza się wreszcie na to, by ją przedyskutować, a jego pierwsze komentarze, zawarte 
w artykule, który ukazał się w „Monthly Review” w październiku 1978 roku, mają wyraźnie charakter 
tylko   orientacyjny.   Odpowiadając   na   główne   wyzwania,   które   tam   rzuca,   mamy   nadzieję   na 
przeprowadzenie z nim, z redaktorami oraz czytelnikami „Monthly Review” konstruktywnej dyskusji na 
temat tego, co pozostało ciągle kluczowym pytaniem w związku z przyszłością międzynarodowego ruchu 
robotniczego.

I

Sweezy atakuje nas, ponieważ powtarzamy w 40 lat po jej sformułowaniu przez Trockiego w 1939 

r.   tezę,   że   los   Związku   Radzieckiego   nie   jest   jeszcze   ostatecznie   przesądzony,   z   czego   wynika,   że 
biurokracja nie przybrała jeszcze ostatecznej formy nowej klasy społecznej. Formuła Trockiego, twierdzi 
Sweezy, miała sens, póki usytuowana była w krótkiej perspektywie czasowej. Teraz jednak powtarza ją 
Mandel,   nie   zdając   sobie   sprawy   z   tego,   że   zmienione   ramy   czasowe   całkowicie   podważają   jej 
wiarygodność.

To, co wydaje się umykać uwadze Sweezy’ego, to fakt, że analiza  Trockiego wcale nie była 

powiązana z pewnymi określonymi formami czasowymi, lecz łączyła się z określeniem podstawowych 
kierunków rozwoju w naszej epoce. Przytoczymy dwa ustępy z artykułu Trockiego „ZSRR w wojnie”, 
który Sweezy zacytował na początku swego artykułu w „Monthly Review”:

„Jednak jeśli przyjmie się, że obecna wojna nie wywoła rewolucji, lecz spowoduje upadek proletariatu,  
pozostaje druga alternatywa: stopniowy rozkład kapitalizmu monopolistycznego, jego stopniowe stopienie 
się z państwem i zastąpienie demokracji tam, gdzie jeszcze istnieje, przez rządy totalitarne. Niezdolność  
proletariatu   do   przejęcia   w   swoje   ręce   kierownictwa   społeczeństwa   mogłaby   doprowadzić   w   swych  
warunkach do wytworzenia się nowej klasy wyzyskującej, wywodzącej się z bonapartystycznej dyktatury 
faszystowskiej”.

I jeszcze:

„Jeśli   wbrew   wszelkiemu   prawdopodobieństwu   Rewolucja   Październikowa   nie   znajdzie   swego 
przedłużenia w toku wojny lub zaraz po jej zakończeniu – w jakimś kraju rozwiniętym, wówczas będziemy 
musieli bezwarunkowo zrewidować naszą koncepcję epoki współczesnej i jej sił napędowych. Nie będzie 
chodziło w tym wypadku o proste posłużenie się jakąś etykietą pochodzącą z podręczników o ZSRR czy o  
bazę   stalinowską,   lecz   o   rzeczywistą   rewaloryzację   perspektywy   historii   światowej   na   nadchodzące 
dziesięciolecia: czy weszliśmy w epokę rewolucji społecznej i społeczeństwa socjalistycznego, czy też  
przeciwnie: w epokę dekadenckiego społeczeństwa i totalnej biurokracji?”

Otóż, twierdzi Sweezy, w żadnym rozwiniętym kraju nie doszło do nowego zwycięstwa rewolucji 

proletariackiej ani w czasie wojny, ani po jej zakończeniu. To prawda. Ale zapomina on o drugim członie 
alternatywy.

Czy   nastąpił   schyłek   proletariatu?   Ilościowy?   Kwalifikacyjny?   W   płaszczyźnie   organizacji   i 

aktywności bojowej? Jak można coś podobnego po Maju 1968 r. twierdzić, który widział trzy razy więcej 
okupujących fabryki robotników niż w roku 1936?; po jesieni 1969 r. we Włoszech, która widziała osiem 
razy więcej strajkujących niż słynna fala strajków w listopadzie 1920?; po pierwszym półroczu 1976 r. w 
Hiszpanii,   które   widziało   3   razy   więcej   strajkujących   niż   było   ich   w   czasie   rewolucji   1936?   Nie 
wspominamy o Wielkiej Brytanii, Japonii, Portugalii i o innych mniejszych krajach kapitalistycznych, w 
których w ciągu dwóch ostatnich dziesięcioleci walki robotnicze były o wiele bardziej masowe niż w 
latach 20-tych i 30-tych. Czy proletariat został rzucony wstecz „wszędzie i na wszystkich frontach”? 
Najwidoczniej nie. Czy, z drugiej strony, demokracja została zdławiona przez rządy totalitarne wszędzie 
tam, gdzie istniała ona jeszcze w 1939? Znów, najwyraźniej nie mamy z czymś takim do czynienia.

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 3 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Ernest Mandel – Dlaczego biurokracja radziecka nie jest nową klasą panującą? (1979 rok)

Tak więc nie przez czystą rutynę ani przez zbytnią nabożność wobec Słowa Mistrza powtarzamy 

jeszcze dziś dylemat sformułowany przez Trockiego w 1939 r. Postępujemy tak, opierając się na bilansie 
tego, co rzeczywiście wydarzyło się na świecie w ciągu ostatnich czterdziestu lat.

W skali historycznej pytanie postawione przez Trockiego nadal pozostaje ważne i aktualne. Tyle, 

że   błędne   jest   przyjmowanie   dlań   jakichś   określonych   „ram   czasowych”.   W   skali   historycznej 
zagadnienie   pozostaje   takim,   jak   je   postawił   Trocki   w   1939   r.   Lecz   „krótka   perspektywa   czasowa” 
okazała się błędna. Dlatego urzeczywistnił się wariant pośredni. Poprawnie wyjaśnia to, dlaczego historia 
nie odrzuciła dylematu sformułowanego przez Trockiego w 1939 r.

Miało miejsce wzniesienie się rewolucji światowej w czasie II wojny i nazajutrz po niej. Miało 

miejsce i ma nadal – wzniesienie się, a nie schyłek walk robotniczych. Lecz na skutek wpływu, jaki na 
przeciętną   świadomość   proletariatu   wywarło   20   lat   porażek   rewolucji,   to   wzniesienie   się   było   tylko 
częściowe.   Mogło   więc   zostać   w  większości   skanalizowane   przez   siły  polityczne,   wywodzące   się   z 
tradycyjnych   aparatów   biurokratycznych   ruchu   robotniczego   (francuska,   włoska   i   grecka   partie 
komunistyczne;   Labour   Party   angielska;   titoizm;   maoizm   itd.).   W   niektórych   słabiej   rozwiniętych 
państwach nie przeszkodziło to zwycięstwu nowych rewolucji socjalistycznych obalających kapitalizm, 
nawet jeśli  były to rewolucje biurokratyczne,  od początku  ograniczone  i zdeformowane (Jugosławia, 
Chiny,   Wietnam).   Natomiast   w   krajach   rozwiniętych   przemysłowo   doprowadziło   to   do   dławienia 
antykapitalistycznego potencjału potężnych walk masowych, zresztą nie bez tego, że proletariat zdołał 
zdobyć dla siebie w ramach społeczeństwa burżuazyjnego nowe reformy, zaś burżuazji przeszkodzić 
temu, żeby w kluczowych krajach świata imperialistycznego uciekała się pod opiekę nowych krwawych 
dyktatur.

Z powodów, o których nie możemy się tu rozpisywać

1

, miał miejsce nowy okres przyśpieszonego 

wzrostu   gospodarczego   w   krajach   imperialistycznych,   prowadzący   do   istotnego   ilościowego   i 
organizacyjnego wzmocnienia proletariatu, znów rewolucja proletariacka stała się aktualna na Zachodzie, 
począwszy od maja 1968 roku.

Innymi słowy: proletariat nie został wcale „rzucony wstecz wszędzie i na wszystkich frontach”, 

mimo faktu, że rewolucja proletariacka nie zwyciężyła na Zachodzie. Miało miejsce wzniesienie się walk 
rewolucyjnych,   wprawdzie   niewystarczających   dla   obalenia   kapitalizmu,   lecz   wystarczających   by 
przeszkodzić   temu,   żeby   kapitalizm   przeobraził   się   w   „dekadenckie   społeczeństwo   totalitarnej 
biurokracji”. Lecz po „długiej fali” powojennego ekspansjonizmu, kapitał znów wpadł, począwszy od 
końca lat 60-tych, w „długą falę” depresji, nacechowaną kolejnymi głębokimi kryzysami gospodarczymi, 
monetarnymi, społecznymi, politycznymi i militarnymi, które postawiły na dawne miejsce ów dylemat 
dziejowy, i to wyrażony dokładnie tymi samymi pojęciami, w jakich sformułował go Trocki w 1939 r.

Dodajmy, że artykuł Trockiego z 1939 r., był zaledwie pierwszą próbą określenia perspektywy 

historycznej wobec II wojny światowej. W dokumencie o charakterze bardziej pragmatycznym – swym 
prawdziwym   testamencie   politycznym   –   mianowicie   w   Manifeście   Konferencji   Alarmowej   IV 
Międzynarodówki,   Trocki   skorygował   tymczasowe   ramy   artykułu   z   1939   r.   w   sposób   bardziej 
realistyczny:

„Czy   rewolucja   nie   zostanie   tym   razem   znów   zdradzona   w   następstwie   tego,   że   istnieją   dwie 
Międzynarodówki pozostające na służbie imperializmu, podczas gdy elementy prawdziwie rewolucyjne 
stanowią drobną mniejszość?... Aby odpowiedzieć poprawnie na to pytanie, należy je poprawnie postawić. 
Oczywiście, jedno czy drugie powstanie może się zakończyć, i pewnie się zakończy, klęską, na skutek 
braku dojrzałości kierownictwa rewolucyjnego. Ale nie chodzi o jakieś proste powstanie.  Chodzi o całą 
rewolucyjną epokę
... Należy koniecznie przygotować się na długie lata, jeśli nie  dziesięciolecia  wojen, 
powstań, krótkich przerw, zawieszeń broni, nowych wojen i nowych powstań. Młoda partia rewolucyjna 
musi się opierać na takiej perspektywie.”

1

 Szczegółowo analizowaliśmy je w naszej książce Le Troisieme Age du Capitalisme, Paris, Editions 10-18.

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 4 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Ernest Mandel – Dlaczego biurokracja radziecka nie jest nową klasą panującą? (1979 rok)

W tym ujęciu nie tylko lata następujące bezpośrednio po zakończeniu wojny, lecz całość okresu 

powojennego  stanowi   faktycznie   ramy   czasowe,   w   których   dylemat   Trockiego   z   1939   r.   pozostaje 
aktualny.

Można   by   zapytać,   jaki   to   wszystko   ma   związek   z   klasową   naturą   biurokracji   radzieckiej. 

Jesteśmy tu w historycznym sercu „trockizmu”, tj. rewolucyjnego marksizmu naszej epoki. Robotnicy i 
biedni   chłopi   mogą   i   powinni   przejmować   władzę   wszędzie   tam,   gdzie   zaistnieją   sprzyjające   temu 
okoliczności. W epoce imperialistycznej te sprzyjające okoliczności mogą pojawiać się w krajach słabiej 
rozwiniętych,   zanim   zaistnieją   w   krajach   rozwiniętych   przemysłowo.   Ale   przejęcie   władzy,   obalenie 
kapitalizmu,   zniesienie   prywatnej   własności   środków   produkcji   –   to   warunki   konieczne,   lecz   nie 
wystarczające dla zbudowania socjalizmu. Proces ten wymaga wielu innych warunków, aby mógł zostać 
rzeczywiście zakończony. Te warunki mogą zaś powstać tylko w skali międzynarodowej.

Stalinizm,  tj. zwycięstwo biurokracji w ZSRR, jest  rezultatem  częściowych  porażek rewolucji 

światowej. Rewolucja nie rozciągnęła się jeszcze zwycięsko na kraje rozwinięte. Ale nie została też do 
tego stopnia zgnieciona, by w Rosji mógł zostać przywrócony kapitalizm (imperializm robił, co mógł, 
żeby tego dokonać, najpierw w latach 1919-1921, następnie w okresie 1941-1944, wreszcie w sposób 
bardziej pośredni w latach 1947-1951). Ostateczny los Związku Radzieckiego zależy od ostatecznego 
wyniku walki klasowej między Kapitałem a Pracą w skali światowej. Jeśli proletariat światowy zostanie 
definitywnie   zgnieciony,   klasą   panującą   zostanie   biurokracja   (inna   sprawa,   czy   chodziłoby   w   tym 
wypadku o „nową klasę panującą”, czy też mniej lub bardziej klasyczną burżuazję). Jeśli przeciwnie, na 
Zachodzie   zatryumfuje   rewolucja   światowa   lub   jeśli   w   Europie   Wschodniej   zatryumfuje   rewolucja 
polityczna, proletariatowi radzieckiemu nie trzeba będzie wiele czasu, żeby obalić dyktaturę biurokracji, 
zanim zdoła ona ukształtować się w nową klasę społeczną.

Powiedzieliśmy: „Lub jeśli w Europie Wschodniej zatryumfuje rewolucja polityczna”. Bowiem 

drugiemu   koronnemu   argumentowi   Sweezy’ego   –   idei,   według   której   klasa   robotnicza   krajów 
wschodnich, choć z niezadowoleniem,  akceptuje jednak istniejący reżim  – zaprzeczają  spektakularne 
wydarzenia, o których w najmniejszym nawet stopniu nie wspomina: powstanie robotników w NRD w 
czerwcu 1953 r., rewolucja węgierska w październiku – listopadzie 1956 r., „wiosna praska” 1968 r., 
powtarzające się wystąpienia polskich robotników. Czyż więc „abstrakcyjna” idea rewolucji politycznej, 
rzucona   przez   Trockiego   i   IV   Międzynarodówkę   45   lat   temu   nie   uzyskała   poprzez   te   wydarzenia 
historyczne treści bardziej konkretnej?

II

Hipoteza,   według   której   biurokracja   radziecka   miała   być   nową   klasą   panującą,   nie   daje   się 

pogodzić z poważną analizą rzeczywistego rozwoju gospodarki i społeczeństwa radzieckiego w ciągu 
minionego pół wieku oraz wewnętrznych sprzeczności tego rozwoju – przynajmniej, jeśli z hipotezy tej 
wynikałoby,   że   w   ZSRR   pojawił   się   nowy  sposób   produkcji   opartej   na   wyzysku   (a   wynikałoby  to 
koniecznie w ujęciu materializmu historycznego).

Przede wszystkim, po raz pierwszy w historii społeczeństw klasowych mielibyśmy do czynienia z 

„klasą panującą”, której całokształt zachowania się oraz interesy materialne (które dyktują to zachowanie) 
przeciwstawiałyby się potrzebom i wewnętrznej logice danego systemu społeczno-ekonomicznego (jego 
prawom rozwoju). W rzeczywistości, jedną z cech charakterystycznych i jedną z głównych sprzeczności 
gospodarki   radzieckiej   jest   niemożność   pogodzenia   potrzeb   planowania,   „optymalizacji”   wzrostu 
gospodarczego, tak ze sobą mało zharmonizowanych (nie tylko z „absolutnego” punktu widzenia, lecz 
nawet   w   ramach   logiki   systemu),   z   interesami   materialnymi   biurokracji,   całkowicie   nastawionej   na 
obronę   i   umocnienie   swoich   przywilejów   materialnych.   Wszystkie   kolejne   reformy   gospodarcze 
prowadzone w ZSRR – od systemu „kozrasczot” (rozrachunek gospodarczy przedsiębiorstwa) w czasach 
Stalina, przez przygody „Sownarchozów” w czasach Chruszczowa, do reform zwanych libermanowskimi, 
polegających   na   przywróceniu   kategorii   zysku   jako   syntetycznego   wskaźnika   wyników   działalności 
przedsiębiorstw, i do kontrreformy Kosygina z lata 1979 r. – usiłują przezwyciężyć tę sprzeczność, nie 
osiągając jednak w najmniejszym stopniu pożądanego rezultatu.

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 5 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Ernest Mandel – Dlaczego biurokracja radziecka nie jest nową klasą panującą? (1979 rok)

Można   łatwo   wyjaśnić   tę   trudność,   wskazując   pasożytniczy   charakter   biurokracji,   działającej 

wbrew   logice   planowości   w   szeroko   uspołecznionej   gospodarce.   Można   też   dodać,   że   planowanie 
rzeczywiście   socjalistyczne   (globalne   dla   całego   społeczeństwa,   w   przeciwieństwie   do   „planowania” 
charakterystycznego   dla   kapitalizmu   –   wewnątrz   każdego   przedsiębiorstwa,   czy   każdego   odrębnego 
trustu) może  funkcjonować  w  sposób  harmonijny  i  skuteczny  dopiero pod  panowaniem  zrzeszonych 
producentów,   materialnie   zainteresowanych   w   „dywidendach   społecznych”,   a   nie   w   sektorowych 
korzyściach grupy, które przeciwstawiają robotników jednej fabryki robotnikom innej fabryki, jedną gałąź 
gospodarki drugiej, jeden region drugiemu.

Ale to wszystko dowodzi, że biurokracja, która poszukuje takich właśnie prywatnych korzyści, nie 

jest jeszcze nową klasą panującą, i nie będzie nią tak długo, jak długo gospodarka, choć z rosnącymi 
wykrzywieniami   i   coraz   bardziej   niefunkcjonalna,   będzie   planowana   i   uspołeczniona.   Zarządzanie 
biurokratyczne nie tylko marnotrawi coraz więcej bogactw materialnych i ludzkich.  Przeszkadza  ono 
normalnemu   funkcjonowaniu   gospodarki   planowej,   opartej   na   uspołecznionej   własności   środków 
produkcji. Fakt ten powinien wystarczyć sam w sobie, aby odrzucić wszelką ideę, jakoby biurokracja była 
nową klasą panującą; pogląd o jakimś nowym sposobie produkcji, którego prawa rozwoju nigdzie zresztą 
nie zostały określone.

Czy można wyobrazić sobie gospodarkę feudalną, która nie może normalnie funkcjonować, gdyż 

szlachta   dla   wyzysku   poszukuje   nowych   ziem   i   nowych   poddanych?   Czy   daje   się   pomyśleć 
kapitalistyczny   sposób   produkcji   rozsadzony   w   wyniku   poszukiwań   przez   poszczególne   firmy 
kapitalistyczne   zysków   większych   od   przeciętnego?   Co   innego   powiedzieć,   że   takie   zachowania 
wywołują co pewien czas nieuchronne kryzysy, co innego twierdzić, że pozostają one w sprzeczności z 
logiką systemu, podczas gdy są one skoncentrowanym wyrazem owej logiki. Właśnie zaś tego nie da się 
powiedzieć w poszukiwaniu i obronie przez biurokrację radziecką swoich przywilejów w społeczeństwie 
radzieckim.

Dalej, mielibyśmy do czynienia, znów po raz pierwszy w historii społeczeństw klasowych, z klasą 

panującą niezdolną do utrwalenia swojego panowania poprzez samo funkcjonowanie systemu społeczno-
gospodarczego.   Biurokrata   nie   ma   żadnej   gwarancji,   że   pozostanie   biurokratą.   Ma   jeszcze   mniej 
gwarancji na to, że jego dzieci będą należeć do biurokracji.

To prawda, że pionowa ruchliwość społeczna, która w epoce stalinowskiej była jedną z głównych 

klap   bezpieczeństwa,   wyraźnie   zmniejszyła   się   w   ZSRR   w   ciągu   dwóch   ostatnich   dziesięcioleci. 
„Gerontokracja”   Prezydium   KPZR   jest   w   tym   przypadku   symbolem   tego,   co   dzieje   się   w   całym 
społeczeństwie. Poszczególny biurokrata nie musi już drżeć o swoje życie i o swoją wolność jak w epoce 
Stalina.   Ale   powoduje   to   jedynie   rosnące   napięcie   społeczne   (zwłaszcza   w  związku   z   dostępem   do 
Uniwersytetów), a nie prowadzi do rzeczywistego rozwiązania sprawy  gwarancji  odnośnie utrzymania 
pozycji i przywilejów, które w dalszym ciągu są związane z wykonywaniem określonych funkcji i zależą 
od decyzji politycznych.

Nikita   Chruszczow,   pierwszy   sekretarz   Prezydium,   był   jednym   z   najpotężniejszych   ludzi   na 

świecie,   posiadającym   dostęp   do   praktycznie   nieograniczonych   zasobów.   Nikita   Chruszczow 
zdymisjonowany ze swoich funkcji, stał się zwyczajnym lokatorem w trzypokojowym mieszkaniu, na 
Zachodzie godnym przeciętnego drobnomieszczanina. To nomenklatura i decyzje partyjne komisji kadr, a 
nie ogólna rola w procesie produkcji społecznej, decydują o losie poszczególnego biurokraty.

Stąd stały nacisk szerokich kół biurokracji do zdobycia, na poziomie  przedsiębiorstwa, gałęzi 

przemysłu   czy   administracji,  jakościowo  wyższego   stopnia   autonomii   niż   ten,   z   jakiego   obecnie 
korzystają. Stąd nacisk tych warstw na uzyskanie stałych związków z fabrykami, z gałęziami przemysłu i 
administracji, tj. na przywrócenie własności prywatnej, w ekonomicznym sensie tego terminu, zanim nie 
uda się jej osiągnąć także w sensie prawnym. Stąd ich tendencja do prymitywnej akumulacji kapitału, 
poprzez łapówki, nadużycia, korupcję, nepotyzm, opcje czarno- i „szaro-” rynkowe, gromadzenie dewiz 
zagranicznych,   złota   itd...   Stąd   także   rosnąca   „symbioza”   z   „odpowiednikami”   na   Zachodzie,   z 
zakładaniem  kont w bankach krajów imperialistycznych włącznie  (jest to zjawisko charakterystyczne 
zwłaszcza dla krajów „demokracji ludowej”).

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 6 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Ernest Mandel – Dlaczego biurokracja radziecka nie jest nową klasą panującą? (1979 rok)

Wszystko to wskazuje, że pojawienie się „klasy panującej” jest możliwe i wpisane w sprzeczności 

społeczeństwa radzieckiego. Zachowanie biurokracji zresztą o wiele bardziej przypomina zachowanie 
klasy burżuazyjnej, niż jakiejś „nowej klasy panującej” typu odmiennego od kapitalistów. Wszak właśnie 
w własności prywatnej i jej poszerzaniu poszukuje ona ostatecznej gwarancji swoich przywilejów.

Lecz zanim proces ten zdoła zakończyć się, muszą zostać obalone dwie ogromne przeszkody. 

Musi zostać złamany opór klasy robotniczej, a proletariat radziecki jest świadomy tego, co może stracić w 
wyniku ukończenia procesu restauracji: praktycznie zagwarantowane zatrudnienie oraz wynikające z tej 
stabilności zatrudnienia znacznie mniejsze niż na Zachodzie tempo i intensywność pracy.

Złamany musi też zostać opór kluczowych działów aparatu państwowego (proszę przyjrzeć się, w 

jaki sposób Tito rozprawił się z „socjalistycznymi miliarderami” w czasie wielkiego kryzysu lat 1969-71, 
kiedy niebezpieczeństwo restauracji kapitalizmu  w Jugosławii  zaczynało  nabierać coraz  realniejszych 
kształtów). Zapewniać, że nowa klasa panująca posiada już władzę, to deformować prawdziwą dynamikę 
społeczną tych krajów. Oznacza to przedstawiać, jako już przesądzoną przez walki w przeszłości, próbę 
sił, która zapowiada się dopiero w przyszłości.

Po trzecie, w myśl hipotezy o nowej klasie panującej w ZSRR, mielibyśmy do czynienia, znów po 

raz   pierwszy   w   historii,   z   „klasą   panującą”   reprezentującą   „sposób   produkcji”,   którego   „obalanie” 
pozastawiałoby nietkniętą strukturę ekonomiczną bazy. W słynnym ustępie III tomu „Kapitału” Marks 
podkreślił, że każdy sposób produkcji charakteryzuje się  specyficzną formą przywłaszczania wartości  
dodatkowej
.

W Związku Radzieckim wartość dodatkowa jest przywłaszczana w postaci podwójnej i sprzecznej 

(co stanowi o całej różnicy z kapitalizmem, gdzie jest ona przywłaszczana w postaci pieniężnej – przez 
realizację wartości dodatkowej). Raz w postaci wartości użytkowych, w tym stopniu, w jakim na tę 
wartość  dodatkową  składają  się  w większości  maszyny i   dodatkowe  surowce,  które  krążą   wewnątrz 
sektora państwowego, są z urzędu rozdzielane i przybierają „postać” pieniężną jedynie dla prostych celów 
buchalteryjnej kontroli i porównań ekonomicznych. Po drugie, w postaci wartości wymiennych, towarów, 
w stopniu, w jakim wartość dodatkowa wciela się w artykuły zbytku, konsumowane przez biurokrację 
(poważna część tych przywilejów konsumpcyjnych również realizuje się zresztą pod postacią korzyści 
uzyskanych w naturze, a nie pod postacią towarów kupowanych za zarobki wyższe od robotniczych).

Cóż   więc   stanie   się   po   obaleniu   dyktatury   biurokracji   i   ustanowieniu   bezpośredniej   władzy 

zrzeszonych   wytwórców?   Ta   podwójna   i   sprzeczna   forma   przywłaszczania   wartości   dodatkowej   nie 
ulegnie   zmianie.   Maszyny   pozostaną   zwykłymi   wartościami   użytkowymi;   w   przeciwnym   wypadku 
mielibyśmy   do   czynienia   z   tryumfem   kontrrewolucji   kapitalistycznej,   a   nie   zwycięstwem   rewolucji 
politycznej. „Nadwyżka” dóbr konsumpcyjnych będzie także nadal rozdzielana w postaci towarów, gdyż 
nawet po zwycięstwie rewolucji politycznej robotnicy radzieccy nie będą mogli realizować „socjalizmu w 
jednym kraju”, tj. zlikwidować całkowicie produkcji towarowej, gospodarki pieniężnej  i nierówności 
społecznych, które się z tym nieuchronnie łączą.

Tak oto jawi się nam jasno obraz struktury społeczno-ekonomicznej, która pozostanie zasadniczo 

niezmieniona, tj. obraz społeczeństwa przejściowego między kapitalizmem a socjalizmem, ze wszystkimi 
cechami charakterystycznymi i wszystkimi sprzecznościami, które są mu właściwe.

Zapewne, obalenie dyktatury biurokracji od dołu do góry zmodyfikuje funkcjonowanie gospodarki 

radzieckiej.   Zakres   nierówności   społecznej   zostanie   radykalnie   zmniejszony.   Zmniejszenie 
marnotrawstwa,   obojętności   wobec   wysiłku   ludzkiego   pozwoli   na   znaczne   podniesienie   poziomu 
życiowego, znaczne skrócenie czasu pracy. Władza zrzeszonych wytwórców wyzwoli twórczą energię, 
zmniejszy rozsiew między pracą fizyczną i umysłową, pozwoli masie proletariackiej, jeśli nie wszystkim 
obywatelom, demokratycznie decydować o priorytetach w projektach inwestycyjnych, w asortymencie 
produkcji i w organizacji oraz o wyborze alternatyw technicznych. Lecz powracając do formuły Marksa: 
specyficzna forma przywłaszcza społecznego produktu dodatkowego, wynikająca ze struktury społeczno-
ekonomicznej nie ulegnie jakościowej zmianie.

Po   czwarte,  hipoteza,   według   której   biurokracja  radziecka   miałaby  być  nową   klasą  panującą, 

stawiałaby nas, znów po raz pierwszy w historii, wobec „klasy panującej”, która nie istnieje jako klasa 
przed przejęciem władzy
. Skąd więc się wzięła?

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 7 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Ernest Mandel – Dlaczego biurokracja radziecka nie jest nową klasą panującą? (1979 rok)

Sweezy odpowiada: „Nową klasę panującą zrodziły same warunki, stworzone przez rewolucję”. 

Ale przyjmuje się tu za odpowiedź to, co jest samym przedmiotem pytania. Klasy społeczne to grupy istot 
ludzkich, które nawiązują ze sobą specyficzne stosunki mające swoje korzenie w społecznym procesie 
produkcji („stosunki produkcyjne”). Rewolucje społeczne mogą przekształcić te stosunki produkcji, ale 
nie mogą one zrodzić jakichś nowych stosunków, ani nowych klas ex nihilo.

W rzeczywistości, wszelka spójna teoria „nowej klasy wyzyskującej” w ZSRR jest możliwa tylko 

wówczas,   gdy   założy   się,   że   pewne   odłamy   klasy   robotniczej   (biurokracja   robotnicza,   arystokracja 
robotnicza),   lub   drobnomieszczaństwo   (inteligencja,   technokraci,   politycy),   bądź   jakaś   kombinacja 
pomiędzy obu tymi grupami,  tworzą jądro owej przyszłej  klasy panującej  już w łonie społeczeństwa 
burżuazyjnego
.   Lecz   prowadzi   to   do   szokujących   wniosków,   które   dotyczą   praktycznie   wszystkich 
aspektów walki klasowej we współczesnym świecie i podminowują praktycznie wszystkie konstruktywne 
elementy teorii marksistowskiej. Zaś bez podobnego założenia, hipoteza „nowej klasy wyzyskującej”, 
wyłaniającej się „z procesu historycznego”, „z samej rewolucji” (bez pośrednictwa specyficznych walk 
społecznych?) zaprzecza elementarnej logice.

Twierdzi się, że biurokracja przejęła władzę w ZSRR. Czy fakt przejęcia władzy nie zakłada 

konieczności uprzedniego istnienia biurokracji jako klasy? Jeśli się twierdzi, że przejęła ona władzę jako 
klasa
, czyż  nie należy przynajmniej  przyjąć, że jako klasa  potencjalna  istniała  już przed przejęciem 
władzy?

III

Idea, według której biurokracja radziecka (tak jak i biurokracja związkowa na Zachodzie) nie 

przecięła   jeszcze   pępowiny  łączącej   ją   z   klasą   robotniczą,   a   jej   specyficzne   interesy  materialne,   jak 
również   odpowiadające   im   decyzje   polityczne   oraz   szczególna   ideologia   są   zrozumiałe   na   tle   jej 
pasożytniczych   stosunków   z   proletariatem,   prowadzi   do   wniosku,   że   walka   klasowa   w   krajach 
kapitalistycznych jest nadal istotnie procesem dwubiegunowym: walka Pracy z Kapitałem (pozostawiając 
na boku szczególną rolę drobnomieszczaństwa, oscylującego między tymi biegunami). Biurokracja działa 
w   tych   warunkach,   z   grubsza   rzecz   biorąc,   na   zasadzie   „agenta   burżuazji   w   łonie   proletariatu”,   by 
przywołać tu słynną formułę marksisty amerykańskiego, Daniela de Leon, którą gorąco poparł Lenin.

Lecz idea, według której biurokracja jest nową klasą panującą i wyzyskującą, oraz nieuchronnie 

wynikający stąd  wniosek,  że  aparat  kierowniczy  partii   komunistycznych  nie  sprawujących  władzy w 
krajach kapitalistycznych jest przynajmniej potencjalnym jądrem, zarodkiem takiej klasy wyzyskującej – 
implikuje w sposób konieczny całkowitą rewizję sposobu oglądu historii walk społecznych w XX wieku. 
Walka klasowa staje się bowiem teraz trójbiegunowa: Kapitał przeciwko Pracy, Biurokracja przeciwko 
Kapitałowi i przeciwko Pracy, Praca przeciwko Kapitałowi i przeciwko Biurokracji.

Nie chodzi tu tylko o rewizję analizy perspektywy historycznej marksizmu, który na podstawie 

danych,  jakimi   dysponujemy,   jawi   się   wówczas   jako  totalnie   nierealistyczny  i   nie   do   zrealizowania. 
Chodzi   zwłaszcza   o   rewizję   najbardziej   ważkich   w   konsekwencje   implikacji   politycznych.   Jesteśmy 
bowiem   wówczas   postawieni   przed   wyborem   między   dwoma   złami,   a   każdy   wybór   prowadziłby 
obrońców   „nowej   klasy   wyzyskującej”   do   pozycji   uderzających   frontem   w   fundamentalne   walki 
emancypacyjne wyzyskiwanych w świecie kapitalistycznym warstw społecznych. Istnieją bowiem tylko 
dwa sposoby pojmowania tej „nowej klasy panującej i wyzyskującej”.

Albo   chodzi   o   klasę,   która   jest   globalnie   i   zasadniczo   postępowa   w   porównaniu   z   klasą 

kapitalistów,   tzn.   która   znajduje   się   w   tym   samym   położeniu,   co   ongiś   burżuazja   wobec   szlachty 
półfeudalnej we wszystkich krajach, gdzie dojrzewała rewolucja burżuazyjno-demokratyczna. Z podobnej 
hipotezy   nie   wynikałoby   oczywiście,   że   marksiści   powinni   chociażby   na   chwilę   zaprzestać   krytyki 
dotyczącej wyzyskującego i ciemiężycielskiego charakteru tej klasy. Ale wynikałoby też z tego, zapewne, 
że w bezpośrednich konfliktach między burżuazją a ową „nową potencjalną klasą panującą” należałoby 
udzielić tej ostatniej tego samego rodzaju „krytycznego poparcia”, jakie „Manifest Komunistyczny” ma 
na uwadze w stosunku do burżuazji w zapowiedzianej przez niego rewolucji niemieckiej. Tym samym 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 8 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Ernest Mandel – Dlaczego biurokracja radziecka nie jest nową klasą panującą? (1979 rok)

należałoby   wówczas   powstrzymać   –   przynajmniej   częściowo   –   antybiurokratyczne   walki   klasy 
robotniczej, aby nie przeszkodzić zwycięstwu „postępowej” biurokracji nad reakcyjną burżuazją.

W takim wypadku jednak sama już tylko możliwość rewolucji socjalistycznej i zdobycia władzy 

przez klasę robotniczą staje się co najmniej hipotetyczna, jeśli nie zasadniczo zakwestionowana. Można 
by   wprawdzie   wyprowadzić   z   tego   wniosek,   że   upadający   kapitalizm   może   doprowadzić   albo   do 
socjalizmu,   albo   do   powstania   nowego   społeczeństwa   klasowego,   „postępowego”   w   porównaniu   z 
panowaniem Kapitału. Lecz biorąc pod uwagę okoliczności, że w takim przypadku wszystkie zwycięskie 
rewolucje,   jakie   się   dotąd   zdarzyły,   powinny   odtąd   zostać   po   nowemu   określone   jako   „rewolucje 
biurokratyczne”,   a   nie   proletariackie,   niemałą   wiarygodność   zyskałaby   teza,   głosząca   te   idee 
bezpośredniego przejścia od kapitalizmu do socjalizmu, dzięki zwycięstwu proletariatu, okazało się – po 
fakcie – jakby błędem koncepcji Marksa.

Jeśli   „nowa   klasa   wyzyskująca”   jest   w   porównaniu   z   kapitalizmem   wcieleniem   postępu, 

wynikałoby z tego również, że wbrew temu, co myślał Marks – społeczeństwo klasowe jako takie nie 
wyczerpało jeszcze swoich możliwości postępowych; że więc nowy burzliwy rozwój sił wytwórczych – 
prowadzący  w   dalszej   perspektywie   do   jakościowo   wyższego   rozwoju   „jednostki   społecznej”   –   jest 
jeszcze   możliwy   do   zniesienia   klas   społecznych.   Socjalizm,   tj.   społeczeństwo   bezklasowe   staje   się 
wówczas po prostu preferencją moralną a nie koniecznością historyczną, by uniknąć powrotu ludzkości 
do stanu barbarzyństwa i upadku całej cywilizacji ludzkiej.

Tak więc, wychodząc z surowego potępienia biurokracji jako nowych wyzyskiwaczy, pijawek, 

tyranów, despotów, wrogów klasy robotniczej, wolności człowieka, itd... – 99%  realnych  motywów, z 
racji których Sweezy, Bettelheim i ich zwolennicy nazywają biurokrację nową klasą społeczną, wywodzi 
się   z   takiego   właśnie   oburzenia   moralnego   (które   rzecz   jasna   jest   godne   pochwały,   nawet   gdy  jest 
cokolwiek spóźnione), a nie z chłodnej analizy naukowej

2

 – kończy paradoksalnie na usprawiedliwieniu 

tejże biurokracji, czy wręcz na dostarczeniu jej usprawiedliwień dla popełnionych przez nią zbrodni.

Nie   jest   to   sprawa   przypadku.   W   ujęciu   klasycznego   marksizmu   klasy  społeczne,   z   klasami 

panującymi włącznie, pełnią niezbędną, a więc z natury postępową funkcję historyczną, przynajmniej 
podczas określonej fazy ich istnienia

3

. Jeśli biurokracja radziecka jest nową klasą społeczną, która w 

porównaniu z burżuazją jest wcieleniem postępu, nie sposób uniknąć konkluzji, że ona także, w ZSRR i 
gdzie indziej, odgrywa rolę niezbędną i postępową, przynajmniej w ciągu pewnego okresu.

2

 Sweezy ma szczęśliwą rękę, wspominając w związku z tym problemem wysiłki Charlesa Bettelheima by sprecyzować owe 

prawa rozwoju. Poza tym, iż wspomniany autor do późnych lat pięćdziesiątych, względnie od początku lat sześćdziesiątych  
zahaczał   o   mit   „socjalistycznej”   natury   społeczeństwa   radzieckiego,   jego   pierwsze   analizy   „dysydenckie”   (wtedy 
„maoistyczne”) opierały się na hipotezie, według której gospodarka i społeczeństwo radzieckie  są kapitalistyczne. Takiego 
rodzaju   hipoteza   nie  wytrzymuje   poważniejszego   zestawienia   z   faktami,  występującymi   w  tym  kraju   w  ciągu   ostatniego 
półwiecza. Czy można poważnie twierdzić, iż RFN i NRD ewoluują według tych samych praw rozwoju, reprezentując taką 
samą strukturę socjoekonomiczną? Dlaczego ZSRR, NRD, Czechosłowacja były jedynymi uprzemysłowionymi krajami świata, 
które nie zaznały zwiększania się bezrobocia, tj. uniknęły kryzysu nadprodukcji, który dotknął wszystkie uprzemysłowione 
kraje kapitalistyczne?

3

 Biurokracja nie „wyłoniła się z warunków stworzonych przez samą rewolucję”. Przejęcie przez nią władzy było wynikiem 

kontrrewolucji politycznej, tj. konkretnej walki politycznej, która trwała dziesięciolecia, i w toku której jedne siły polityczne 
zostały   pokonane,   inne   zaś   zatryumfowały.   Żadna   z   nich   nie   wyrażała   odmiennych   interesów   społecznych.   Formuła 
Sweezy’ego zmierza do ukrycia zarówno jego własnej odmowy, jak i Bettelheima oraz wielu ex-stalinowców i ex-maoistów od 
jasnego zajęcia  stanowiska na rzecz walki prowadzonej  przez Lewą Opozycję  (i przez Lenina) przeciwko idącej  w górę 
biurokracji. Przynajmniej po niewczasie powinniśmy uznać, że owa walka była historycznie usprawiedliwiona i że w tej kwestii 
ich oszukano. Lecz Bettelheim nawet w Les Luttes de Klasse en URSS nie miał odwagi sformułować tego wniosku. Wynika zaś 
z  tego  jeden  z  najważniejszych  wniosków  politycznych:   to, że  wcale  nie  rozumieją,  że  jedyną   dość  silną  (nie  mówimy: 
dostateczną)  gwarancją  przeciw   biurokracji   jest   sprawowanie   władzy   politycznej   przez   klasę   robotniczą   (a   w   krajach 
zacofanych: przez klasę robotniczą i ubogich chłopów), tj. w systemie demokratycznie wybranych rad i rzeczywista oraz  
scentralizowana kontrola przez pracujących dodatkowego produktu społecznego. Na skutek obsesji odrzucenia „ekonomizmu 
trockistowskiego” ten aspekt  polityczny  walki antybiurokratycznej całkowicie im umknął z pola widzenia w toku „wielkiej 
proletariackiej rewolucji kulturalnej” w ChRL. Zostali więc ofiarami wszystkich mistyfikacji, według których walka przeciwko 
biurokracji rozwijała się głównie w dziedzinie ideologii, moralności, stopnia indoktrynacji politycznej itd. Całkowicie uszła ich 
uwadze kluczowa funkcja, zarówno polityczna jak i ekonomiczna, demokracji socjalistycznej w walce przeciwko biurokracji. 
Poznali więc przykrą przygodę obowiązku przyznania, że biurokracja („burżuazja etatystyczna”) powszechnie zatryumfowała 
w Chinach po tym, kiedy zwyczajna „rewolucja pałacowa” wyeliminowała „bandę czworga”.

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 9 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Ernest Mandel – Dlaczego biurokracja radziecka nie jest nową klasą panującą? (1979 rok)

W ten sposób powracamy okrężną drogą do starego dobrego punktu wyjścia stalinowskiego, czy 

też stalinizującego. Zapewne  Gułag  jest obrzydliwy. Stalinowski Kodeks Pracy najbardziej surowy na 
świecie, był trudny do strawienia. Masakra kadr bolszewickich była „straszliwym nadużyciem”. Ale czyż 
w istocie istniała jakaś inna droga? Czyż okoliczności zewnętrzne i wewnętrzne nie były do tego stopnia 
niekorzystne, że nie było po prostu wyboru?... Czyż można usmażyć omlet nie rozbijając jaj? Czy można 
wyjść z zacofania inaczej, niż stosując metody barbarzyńskie? Wczoraj myśmy nazwali to „budowaniem 
socjalizmu   barbarzyńskimi   metodami”.   Dziś   możemy   to   nazwać   „budowaniem   za   pomocą   metod 
barbarzyńskich nowego społeczeństwa klasowego opartego na wyzysku, ale postępowego w porównaniu 
z   kapitalizmem”.   Ale   dziś,   jak   wczoraj,   „my”   traktujemy   ten   despotyzm   jako   historycznie,   z   góry 
przesądzony i nie do uniknięcia (nawet jeśli nazwiemy go, jak Rudolf Behro, „niekapitalistyczną drogą do 
uprzemysłowienia”, która dla niektórych krajów była jedyną możliwą)... I tak dalej, i tak w kółko, aż do 
znudzenia...

Przyjęcie   pozycji   marksistowskiej,   tj.   trockistowskiej,   w   kwestii   ZSRR   oczywiście   pozwala 

uniknąć tej analitycznej pułapki. Wszystko, co jest rzeczywiście postępowe w rozwoju Rosji, Jugosławii, 
Chin,   jest   wytworem   Rewolucji  socjalistycznej,   tj.   w   ostatecznej   analizie   –   wytworem   proletariatu. 
Wszystko   zaś,   co   reakcyjne,   jest   wytworem   uzurpacji   władzy   przez   pasożytniczą   biurokrację, 
następstwem przeżycia się kapitalizmu w skali międzynarodowej. Nie ma żadnego związku pomiędzy 
tym,   co   jest   w   tych   społeczeństwach   postępowe   a   tym,   co   w   nich   reakcyjne.   Wprost   przeciwnie, 
panowanie biurokracji  jest  produktem kontrrewolucji,  nawet jeśli  była  to dotąd  kontrrewolucja tylko 
polityczna, a więc częściowa. Wynika z tego, że biurokracja nie jest żadną nową klasą lecz rakowatą 
naroślą  na  ciele   proletariatu,   że   społeczeństwo  radzieckie  nie   jest  społeczeństwem  jakiegoś  nowego, 
despotycznego   sposobu   produkcji,   lecz   społeczeństwem   przejściowym   między   kapitalizmem   a 
socjalizmem   –   ugrzęzłym,   zastygłym   w   pół   drogi   między   jednym,   a   drugim   z   powodu   dyktatury 
biurokracji, społeczeństwem, które nie może posuwać się ku socjalizmowi, tylko dopiero po obaleniu tej 
dyktatury przez rewolucję polityczną.

Lecz o ile hipoteza zakładająca, że biurokracja jako „nowa klasa wyzyskująca” jest postępowa w 

porównaniu   z   burżuazją,   prowadzi   już   do   poważnych   konkluzji,   o   tyle   hipoteza,   według   której 
biurokracja   byłaby   nową   klasą   panującą,   reakcyjną   w   porównaniu   z   panowaniem   kapitalistów,   ma 
implikacje jeszcze bardziej totalne. Wynikałoby z niej bowiem, że w konflikcie między burżuazją a ową 
„nową klasą” należałoby udzielić „krytycznego poparcia” pierwszej przeciwko drugiej.

Ten   logiczny   wniosek   wyciągnęli   zresztą   pierwsi   amerykańscy   inicjatorzy   koncepcji   „nowej 

klasy”, James Burnham i Max Shachtman, aż do końca obranej drogi: pierwszy zakończył swoją karierę 
jako rzecznik zimnej wojny i maccartyzmu, drugi – popierając „lewackie” skrzydło kontrrewolucjonistów 
kubańskich w czasie inwazji Playa Giron, zorganizowanej przez imperializm  amerykański przeciwko 
rewolucji   kubańskiej   (chodziło   wszak   o   obalenie   za   wszelką   cenę   panowania   „nowej,   reakcyjnej   i 
despotycznej klasy”).

Wprawdzie nie wszyscy obrońcy „kolektywizmu biurokratycznego” posuwają swoją sztukę bycia 

logicznym aż do takich skrajności, od tego jednak nie lepiej. Wszyscy oni bowiem stawiają sobie – z 
punktu   widzenia   uogólnienia   historycznego,   w   sytuacji   bezpośrednio   niemożliwej   i   całkowicie 
sprzecznej.   Ich   stanowisko,   zwane   „trzecim   obozem”,   opiera   się   na   (nie   zawsze   uświadamianej) 
absurdalnej hipotezie, że w tej samej epoce historycznej istnieją dwa całkowicie odmienne i  dokładnie 
ekwiwalentne
  oraz równie reakcyjne z punktu widzenia rozwoju – na dalszą metą – sił wytwórczych 
cywilizacji   ludzkiej   czy  innego   kryterium   obranego   przez   mniej   lub   bardziej   naukowego   mierzenia 
postępu ludzkiego. Podobna hipoteza jest trudna do obronienia.

Sweezy radzi sobie z tym, dokonując istnego piruetu: dlaczego nie wybrać przy każdej określonej 

okazji   stanowiska   odpowiadającego   potrzebom   specyficznej   analizy?   Gdy   „nowa   klasa”   pomaga 
rewolucji   wietnamskiej,   jest   ona   postępowa,   kiedy   uciska   robotników   i   dusi   Wiosnę   Praską,   jest 
reakcyjna.   Podobny   eklektyzm   może   wydawać   się   zadowalający   z   punktu   widzenia   pragmatyzmu 
anglosaskiego. Nie opiera się jednak krytyce, dokonanej na gruncie głębszej i spójnej analizy teoretycznej. 
Polityka zagraniczna jest kontynuacją polityki wewnętrznej. Interesy klasowe nie bywają podzielone. Jeśli 
na   arenie   międzynarodowej   „nowa   klasa”   przyczyniła   się   do   emancypacji   narodów   kolonialnych 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 10 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Ernest Mandel – Dlaczego biurokracja radziecka nie jest nową klasą panującą? (1979 rok)

(większość   rodzaju   ludzkiego)   spod   imperialistycznego   jarzma,   to   najwidoczniej   dlatego,   że   jej 
panowanie   klasowe   stanowi   postęp   w   porównaniu   z   imperializmem,   nawet   jeśli   wyzyskuje   ona 
robotników swojej własnej sfery wpływów, wliczając w to takie akcje, jak inwazja w Czechosłowackiej 
Republice Socjalistycznej.

Klasa   historycznie   reakcyjna   nie   może   przyczynić   się   do   wyzwolenia   setek   milionów   istot 

ludzkich, kiedy burżuazja, niewątpliwie po długich wahaniach, zniosła w końcu niewolnictwo (nawet za 
cenę wojny domowej, jak w Stanach Zjednoczonych), był to najoczywistszy znak, że jej historycznie 
postępowa rola była daleka od zakończenia. Marks nie wahał się zbytnio co do historycznego sensu tego 
wydarzenia. Burnham i Shachtman byli tylko marginesowymi amatorami bez znaczenia. Ale dziś mamy 
do czynienia  bez  porównania  z  groźniejszymi  głosicielami  tezy,  według której  biurokracja radziecka 
reprezentuje „nową klasę panującą”, reakcyjną w porównaniu z klasyczną burżuazją imperialistyczną. 
Chodzi,   rzecz   jasna   o   ex-stalinowców   (czy   też   raczej   o   ex-maoistów)   w   rządzie   pekińskim   i   ich 
zwolenników   spoza   Chińskiej   Republiki   Ludowej.   Skoro   Moskwa   jest   bardziej   reakcyjna   (lub,   co 
sprowadza się do tego samego, „bardziej niebezpieczna”) niż Waszyngton, dlaczego nie sprzymierzyć się 
z   cesarzem   Etiopii,   z   szachem   Iranu,   z   tyranem   Mobutu,   z   panami   Franz-Josephem   Straussem   i 
Reymondem Barre, z panią Thatcher, z reżimem  w Afryce południowej i ze zwolennikami  „twardej 
metody” wobec Kremla w USA (od Richarda Nixona to senatora Jacksona) – to znaczy ze wszystkimi 
siłami gotowymi „uspokoić nowych carów”, którzy mieliby być najgorszymi wrogami rodzaju ludzkiego? 
Czyż nie jest to logiczny wniosek, wynikający z tezy, iż rządzący w Moskwie stanowią „nową klasę 
panującą”, wsteczną w porównaniu z imperialistyczną burżuazją? Kontrrewolucyjne implikacje tej tezy są 
oczywiste.

W krajach kapitalistycznych toczy się walka nie „trójbiegunowa”, lecz między Pracą a Kapitałem

4

. 

Wszelka błędna interpretacja natury klasowej głównych sił uczestniczących w tej walce pociąga za sobą 
ryzyko zajęcia w toczących się walkach klasowych pozycji politycznych zdecydowanie antyrobotniczych, 
antysocjalistycznych, prokapitalistycznych.

Weźmy przykład z niedawnej przeszłości – rewolucję portugalską. Nie przyjmowało się, że chodzi 

o rewolucję proletariacką będącą w toku wynurzania się, i wówczas osądzało się istniejące siły polityczne 
wyłącznie z punktu widzenia sposobu, w jaki hamowały, przeszkadzały lub sprzyjały dojrzewaniu tej 
rewolucji  proletariackiej.   Wyłącznie   z   tego   klasowego   punktu   widzenia   surowo   krytykowaliśmy 
cunhalowskie kierownictwo KP Portugalii. Ono hamowało, obiektywnie przeszkodziło rozszerzeniu się 
sytuacji dwuwładzy, która mogła zakończyć się przejęciem władzy przez proletariat. Bądź też wychodziło 
się z absurdalnej hipotezy, że mamy do czynienia z „trójbiegunową” walką o władzę między burżuazją, 
proletariatem i rodzącą się „nową klasą panującą” (mianowicie zwłaszcza z aparatem Komunistycznej 
Partii Portugalii, sprzymierzoną z „nie-aparatem” Gonçalvesa, który mógł zostać wyeliminowany bez 
jednogodzinnego chociażby sporu)

5

.

Jaka powinna być postawa zdecydowanego zwolennika tezy o „nowej klasie panującej”, globalnie 

reakcyjnej  w porównaniu z  narodową burżuazją?  Oczywiście, powinien  przeciwstawić się wszelkimi 
siłami możliwości „przejęcia władzy” przez Partię Komunistyczną, poprzez kontrrewolucyjną kampanię 
Mario-Soaresa   i   popierających   go   sił   w   armii   przeciwko   „anarcho-żywiołowości”   (tj.   przeciwko 

4

  Oczywiście,   nie   jesteśmy  zwolennikami  ordynarnie   upraszczającej   tezy  o   „dwóch  obozach”,   tak   drogiej   stalinowcom  i 

apologetom   stalinizmu.   Walka   biurokracji   z   rewolucją   narastającą   w   NRD   w   1953   r.,   na   Węgrzech   w   1956   r.,   w 
Czechosłowacji  w 1968 r. itd... nie miała na celu restauracji  kapitalizmu, lecz zachowanie własnego monopolu władzy i 
własnych przywilejów, które są związane z systemem państwa niekapitalistycznego. Walka mas nie miała na celu (czy jako 
„obiektywną konsekwencję”) takiej restauracji. Nie była więc to bezpośrednia walka pomiędzy Kapitałem a Pracą. Lecz w 
sposób szczególny mieściła się w światowej walce pomiędzy Kapitałem i Pracą, gdyż interesy pracujących wszystkich krajów 
są jedne i niepodzielne. Wszystko, co przyśpiesza rewolucję proletariacką  w krajach  kapitalistycznych, sprzyja  rewolucji 
politycznej w ZSRR, w „demokracjach ludowych” itd... Wszystko, co przyspiesza antybiurokratyczną rewolucję polityczną w 
tych krajach, sprzyja rewolucji proletariackiej w krajach kapitalistycznych.

5

  Inny   paradoks   jaki   się   również   pojawił:   potencjalnie   „nowa   klasa”  uparcie   odmawia   przejąć   władzę,   kiedy   było   to 

obiektywnie możliwe. Rzeczywiście, bilans Francuskiej, Hiszpańskiej, Włoskiej czy Portugalskiej Partii Komunistycznej jest 
bilansem ratowania własności prywatnej i władzy starej klasy panującej, burżuazji, przynajmniej w pół tuzina przypadków: w 
latach 1936-37 w Hiszpanii i Francji, 1944-48 we Włoszech i Francji, w maju 1968 r. we Francji, w latach 1974-75 w  
Portugalii...

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 11 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Ernest Mandel – Dlaczego biurokracja radziecka nie jest nową klasą panującą? (1979 rok)

samoorganizacji   proletariatu   i   jego   sprzymierzeńców   wobec   wyłaniającej   się   sytuacji   dwuwładzy). 
Przeciwstawić się wszelkiej polityce Frontu Jedności Partii Komunistycznej – Partii Socjalistycznej – 
skrajnej lewicy, która groziłaby ryzykiem, iż rychło doprowadzi do obalenia władzy burżuazyjnej. Tak 
właśnie postąpili najbardziej „konsekwentni”, maoiści portugalscy, skierowując swój ogień na „socjal-
faszyście” Cunhalu, „agencie zagranicznym”, a nie na dokonującej się kontrrewolucji „demokratycznej”. 
Przyjęta przez nich teza jest jasna: nie czas jeszcze w Portugalii na rewolucję proletariacką, przynajmniej 
przez najbliższe pół wieku (-dixit Breżniew. Ależ tak, nasi konsekwentni wyznawcy omawianej hipotezy 
znaleźli  się w tym punkcie w dziwnym towarzystwie!). Potencjalnie rewolucyjna rola proletariatu w 
społeczeństwie burżuazyjnym zostaje tym samym całkowicie zakwestionowana.

IV

Również   i   to   nie   jest   sprawą   przypadku.   Jeśli   bowiem   społeczeństwo   burżuazyjne   nie 

doprowadziło, nie prowadzi i nie doprowadzi – przynajmniej w dającej się przewidzieć przyszłości – do 
rewolucji proletariackiej, a tylko do wyłonienia się „nowej biurokratycznej klasy panującej”; jeśli istnieje 
dziś  na świecie nie tuzin  państw robotniczych, choćby i straszliwie  zbiurokratyzowanych, lecz  tuzin 
krajów, w których panowanie Kapitału zostało zastąpione panowaniem nowej despotycznej klasy, to nie 
tylko   świadczyłoby  to   o   istnieniu   czegoś   fundamentalnie   fałszywego   w   perspektywach   i   projektach 
historycznych Marksa i Engelsa, ale także o błędach, popełnionych przez nich w analizie społecznej i 
politycznej   i   ekonomicznej   samego   społeczeństwa   burżuazyjnego,   jego  wewnętrznych   sprzeczności   i 
praw rozwoju, a zwłaszcza w analizie samej natury proletariatu.

Marksowska koncepcja socjalizmu – podzielona przez tych wszystkich, którzy odwoływali się do 

niej,   przynajmniej   od   końca   lat   20-tych   –   była   koncepcją   wolnego   i   bezklasowego   społeczeństwa 
zrzeszonych wytwórców, możliwego właśnie dzięki specyficznym cechom ekonomicznym proletariatu, 
uformowanego przez rozkwit samego kapitalizmu. Jeśli sądzi się, że kapitalizm, równie dobrze a nawet z 
większym   prawdopodobieństwem,   może   doprowadzić   do   nowego   społeczeństwa   klasowego,   jak   do 
socjalizmu;   jeśli   sędzi   się   że   sam   proletariat   może   raczej   zrodzić   tę   „nową   klasę   wyzyskującą”   niż 
zmierzać ku ogólnemu procesowi emancypacji ludzkiej, wówczas nasuwa się pytanie: czy analiza Marksa 
dotycząca rewolucyjnego i emancypacyjnego potencjału proletariatu nie była od samego początku błędna? 
Niektórzy   teoretycy   zrobili   już   pierwsze   stanowcze   kroki   na   tej   drodze.   Ostatni   rozdział   „Kapitału 
monopolistycznego”   Baran-Sweezy’ego   był   wysiłkiem   w   tym   kierunku.   Rudolf   Bahro   zepsuł   swoją 
„Alternatywę”, skądinąd dzieło godne uwagi, sądami jeszcze bardziej kategorycznymi: „Proletariat bije 
się żywiołowo tylko o to, by móc uczestniczyć w sposobie życia przynajmniej drobnej burżuazji”.

Zmarły   Herbert   Marcuse,   jak   można   się   było   spodziewać,   przyklasnął   oczywiście   temu 

sensacyjnemu odkryciu.

Nie   będziemy   się   zatrzymywali   nad   kwestią,   czy   z   podobnego   odrzucenia   klasycznej 

marksistowskiej analizy klasy robotniczej – zarówno tej z krajów imperialistycznych, jak i radzieckiej – 
automatycznie wynika, że socjalizm i społeczeństwo bezklasowe stały się niemożliwe. Rozmaite próby 
znalezienia   innego   niż   proletariat   „podmiotu   rewolucyjnego”,   zdolnego   do   stworzenia   takiego 
społeczeństwa   bezklasowego   –   chłopi   krajów   półkolonialnych,   rewolucyjni   studenci,   awangardowa 
inteligencja bądź marginesowe warstwy infra- i lumpenproletariackie krajów imperialistycznych – niezbyt 
odpowiadają decydującemu kryterium, które Marks zastosował, żeby przejść od socjalizmu utopijnego do 
naukowego: wykazać, że chodzi o warstwy społeczne, które posiadają potencjalną władzę ekonomiczną i 
społeczną, zdolność współpracy na dużą skalę, zostały wychowane przez samo ich istnienie i pracą, która 
czyni   je  materialnie  zdolnymi   do   obalenia   kapitalizmu   i   zorganizowania   społeczeństwa   o   wyższym 
poziomie solidarności i cywilizacji. W przeciwnym przypadku można by co najmniej powiedzieć, że 
powracamy zatem do marzenia o rewolucji opartej na oburzeniu moralnym, indywidualnym buncie lub 
ślepym gwałcie, których skuteczność antykapitalistyczna, by nie mówić już o komunistycznej, okazuje się 
w świetle  historii  co najmniej  niezbyt  przekonywująca. Trudno byłoby wykazać, że  którakolwiek ze 
wzmiankowanych warstw społecznych, czy jakiegokolwiek zgrupowania jednostek połączonych li tylko 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 12 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Ernest Mandel – Dlaczego biurokracja radziecka nie jest nową klasą panującą? (1979 rok)

wspólnymi przekonaniami osobistymi, dysponuje wyższym niż proletariat potencjałem siły materialnej i 
społecznej.

Lecz czy jest ścisłe, iż 150 lat walki tego nowoczesnego proletariatu (pozostawiając na uboczu 

pierwotne bunty głodowe, które Bahro słusznie opatruje w swojej analizie w cudzysłów) dają się streścić 
w   formule:   „Żywiołowe   dążenie   do   udziału   w   sposobie   życia   burżuazji”?   Cóż   za   ślepota   wobec 
świadectwa realnej historii kończącego się wieku – by nie cofać się już w dalszą przeszłość – kryjące się 
za podobnymi i nieodpowiedzialnymi sądami!

Czy tylko dostępu do sposobu życia burżuazji szukali bojownicy Komuny Paryskiej, bohaterscy 

uczestnicy rewolucji lutowej i październikowej 1917 r. i wojny domowej w Rosji, robotnicy niemieccy lat 
1918, 1919, 1920, 1921, 1923 i setki tysięcy spośród nich, którzy na próżno domagali się od swoich 
zbrodniczych przywódców bezpośredniego strajku powszechnego przeciwko nazistom w 1932 i 1933 r., 
nawet   po   nominacji   Hitlera   na   kanclerza   Reichu?   Czy   tylko   do   burżuazyjnego   dostatku   dążyli 
bohaterowie   austriackiego   Schutzbundu   w   1934,   bohaterscy   bojownicy   proletariatu   hiszpańskiego   z 
października   1934   r.   i   lipca   1936   r.,   bojownicy  jugosłowiańscy  z   lat   1941-45,   którzy  prawie   nadzy 
powstali   przeciwko   najpotężniejszej   armii   świata,   bojownicy   rewolucji   wietnamskiej   i   kubańskiej, 
robotnicy węgierscy, którzy powstali w 1956 r., 10 milionów strajkujących w maju 1960 r. we Francji i 
jesienią 1969 r. we Włoszech, strajkujący w Portugalii w latach 1974-75 i w Kraju Basków w latach 
1975-76, którzy po raz pierwszy w historii prowadzili kilka zwycięskich, regionalnych i powszechnych 
strajków,   pod   panowaniem   dyktatury   faszystowskiej,   co   prawda   chylącej   się   ku   upadkowi,   ale 
wyposażonej we wcale nie osłabiony aparat represji, i którzy w strajkach wysuwali swe żądania zaiste 
żywo   świadczące   o   chęci   „udziału   w   sposobie   życia   burżuazji”,   mianowicie   żądania   uwolnienia 
wszystkich więźniów politycznych? A lista ta nie jest bynajmniej wyczerpująca, nie uwzględnia bowiem 
niezliczonych dodatkowych przykładów odwagi i samozaparcia (pomyślmy tylko o licznych strajkach 
powszechnych proletariatu argentyńskiego, których momentem szczytowym było „Cordovazo”).

Wobec tej realnej historii klasowych walk proletariackich, realnie nasuwającym się pytaniem nie 

jest:   „Czy   nie   zostało   dowiedzione,   że   proletariat   nie   stanowi   żadnego   potencjału   rewolucyjnego, 
przynajmniej   w  krajach   rozwiniętych   przemysłowo?”,   lecz:   „jak   to   się   dzieje,   że   mimo   okresowych 
imponujących  wysiłków,   zrywów  odwagi  i   samozaparcia,  cały  szereg  tych  okresami   imponujących  i 
potencjalnie   rewolucyjnych   walk   proletariackich   nie   zakończył   się   jeszcze   zwycięstwem   rewolucji 
socjalistycznej na Zachodzie?”.

Odpowiedzi na to pytanie powinno się poszukiwać w straszliwych trudnościach wewnętrznych 

przedsięwzięcia, u roli czynnika subiektywnego, w niezbędności posiadania kierownictwa rewolucyjnego, 
w   nierównomiernym   rozwoju   świadomości   klasy  robotniczej,   to   znaczy  w   rzeczywistej   historycznej 
dialektyce obiektywnych i subiektywnych warunków wyjściowych dla światowego zwycięstwa socjalizmu

warunków,   które   wyniknąć   mogą   jedynie   ze  świadomego  wysiłku   siły   społecznej,   obiektywnie   i 
materialnie zdolnej do odniesienia tego zwycięstwa. Nie ma w społeczeństwie kapitalistycznym innej siły, 
oprócz proletariatu, która posiada tę zdolność.

Marksiści   nie   są   ludźmi   wiary.   Nasze   przekonania   dotyczące   rewolucyjnego   potencjału 

proletariatu   wypływają   z   naukowej   analizy  i   uważnego,   krytycznego   zbadania   danych   empirycznych 
historii współczesnej – a nie z irracjonalnej i ślepej wiary, ze scholastycznych sylogizmów czy z prostego 
powoływania   się   na   święte   teksty.   Gdyby   istniały   nieodparte   i   ostateczne   dowody   historyczne, 
prowadzące   do   wniosku,   że   Marks   się   pomylił   w   tej   sprawie,   należałoby   ten   wniosek   wyciągnąć, 
niezależnie od tego, jak bolesny byłby dla nas.

To właśnie stanowi sens dylematu sformułowanego przez Trockiego w roku 1939. Jest to jedyny 

sposób pozostania wiernym duchowi Marksa, który nie dla zwykłego powiedzonka twierdził, że jego 
ulubioną maksymą jest „de omnibus dubitandum” („należy wątpić we wszystko”).

Istnieją ideolodzy, którzy racjonalizują własne rozczarowania i własną złą świadomość, zamiast 

trzeźwo sprawdzać fakty historyczne w ich całokształcie, którzy podchodzą do problemu w nienaukowy 
sposób   –   irracjonalny.   Fakty   empiryczne   potwierdzają   nie   tylko   rewolucyjny   potencjał   proletariatu 
współczesnego. Potwierdzają one zwłaszcza, że to nie marksizm, lecz kapitalizm i dyktatura biurokracji 
przechodzą   kryzys.   Zmęczenie   czy   osobista   demoralizacja   nie   są   usprawiedliwieniem   na   to,   żeby 

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 13 –

http://skfm.dyktatura.info/

background image

Ernest Mandel – Dlaczego biurokracja radziecka nie jest nową klasą panującą? (1979 rok)

wszystko ze zniechęceniem odrzucać, tracić wszelkie poczucie proporcji i „zamykać” decydujący rozdział 
na roku 1928, 1945, 1953, czy na jakiejkolwiek innej dacie (z których jedna jest bardziej dozwolona od 
drugiej), zamiast powiedzieć sobie: Przyjrzyjmy się, co robi proletariat w tej chwili i co będzie robił w 
najbliższych dziesięcioleciach, tj. w ciągu jakiegoś pół wieku, zanim wyciągniemy pochopne wnioski. 
Nie zadowalajmy się też przyglądaniem i biernym oczekiwaniem, lecz pomóżmy mu ze wszystkich sił, 
żeby jego okresowo rewolucyjne walki  zakończyły się wreszcie  obaleniem  panowania kapitału.  Jeśli 
robotnicy zatryumfują w kilku krajach Zachodu, szybko skończy się koszmar biurokracji radzieckiej i 
jakiejkolwiek „nowej klasy”. A jeśli zostaną oni definitywnie pokonani, doczekamy się koszmaru jeszcze 
straszliwszego niż breżniewowski, czy nawet stalinowski: upadku całej ludzkości do stanu barbarzyństwa 
czyli zniszczenia wszelkiego życia ludzkiego na Ziemi.

Tak oto powróciliśmy do naszego punktu wyjścia. Pytanie, czy biurokracja radziecka jest „nową 

klasą   wyzyskującą”   jest   bezpośrednio   i   w   sposób   nieodłączny  związane   z   pytaniem   o   rewolucyjno-
socjalistycznym potencjale proletariatu, tj. o socjalizmie naukowym jako takim. To pytanie jest podstawą 
marksowskiej analizy i perspektywy. Nie istnieje dziś żadna wskazówka na to, że historia przedstawi na 
nie swoje dementi, nie istnieje ona bardziej niż w momencie, gdy Marks i Engels sformułowali go po raz 
pierwszy w sposób integralny w „Manifeście Komunistycznym”.

© Samokształceniowe Koło Filozofii Marksistowskiej

– 14 –

http://skfm.dyktatura.info/