background image

O. Klemens $wiżek O. Cist.

iiMHi<isij\uioi\!\ ui\f:i:rvTY 

kadm

 in;h

Wstęp

Pierwszy  uczony  Polak,  historyk  dziejów  ojczystych,  mistrz  Wincenty 

zwany  od  czasów  Długosza  Kadłubkiem,  biskup  krakowski,  potem  mnich 

cystersów  w  Jędrzejowie,  jest  postacią  wieloaspektową,  postacią  nader 

złożoną. Złożoność ta odnosi się zarówno do jego osobowości, jak i do jego 
dzieła,  zwanego  Kroniką  polską.  Przyczyną,  która sprawia  trudność w  od­
czytywaniu  mistrza  Wincentego  i  Kroniki,
  płynie  przede  wszystkim  ze 
szczupłości źródeł historycznych, a oprócz tego z wielu innych przyczyn.

Wiele spraw w życiu Wincentego nas zadziwia i zdumiewa. Rozpatrzy­

my  tu  jedną  z nich.  Kronika  np. jest uznana  za  dzieło historyczne.  Jednak 

to słuszne stwierdzenie prowadziło i prowadzić może do grubych nieporo­

zumień.  Jest  to  w  rzeczy  samej  historia,  ale  historia  pojmowana  tak,  jak 
rozumiało  ją  średniowiecze,  historia  zbeletryzowana  i  udramatyzowana. 
Jest to  zatem  nie tyle  historia w  naszym rozumieniu  tego wyrazu, ile jakiś 

traktat  historycznopolityczny  na  kanwie  dziejów  Polski  snujący  rozmaite 

uwagi.  A  więc  ówczesny  sposób  pisania  historii,  a  nie  nieadekwatna  treść, 

jest przyczyną utrudniającą odczytanie nurtu historycznego, który gubi się 

wśród  labiryntu  nazbyt  hojnych  sentencji,  różnych  opowiastek,  które  od­
wodzą  uwagę  czytelnika  od  właściwego  wątku  historycznego.  Przy  czy­
taniu  Kroniki
  trzeba  trudu,  uwagi,  skupienia,  by  treść  historyczna  nie 

rozpłynęła się wśród różnorodnych dykteryjek, przypowieści, przysłów itp. 

Na taki trud przeciętny czytelnik zdobyć się nie może i nie potrafi.

Wincenty  pisał  historię  Polski  z  polecenia  księcia  Kazimierza  Spra­

wiedliwego,  jednego  z  intelektualistów  kręgu  krakowskiego,  a  zatem  pi­
sarstwo  Kadłubkowe  było  przeznaczone  dla  ówczesnych  warstw  elitar­
nych,  kierowniczych,  dlatego  to  Kronika  jest  przepełniona  całym  szere­
giem  wskazań  dydaktycznych.  Kronikę
  można  nazwać  jakąś  pedagogiką 
narodową,  ma  ona  charakter  wybitnie  nauczycielski.  Czegoś  równie  go­
rącego  i  żarliwego  nie  spotykamy,  bodajże  dopiero  w  w.  XVI  w  kazaniach
 
kvS. Skargi.

Oczywiście ten charakter dydaktyczny, elitarno-naukowy zachowała

background image

12

o. 

K U  

Sic; 

1

 k O. Cist.

Kr  v  k.  jako  stały  swój  atrybut.  Stąd  dzieło  to  dawniej  i  dzisiaj  znane 

byle  raczej  w  wąskich  kręgach  wybitnych  historyków,  amatorów  historii, 

i  ^daiwzi  w.  Sam  Wincenty  zdawał  sobie  sprawy  z  powagi  swego  dzieła, 

sk.  ro  w  prologu  prosi  i  upomina  czytelników,  by  nic  porywali  się  na 

hyU;  jaku  o  nim  sądy,  niech  czynią  to  ludzie  przygotowani  do  tego  i  kul­
turalni:  „Nu  &-ma  się  bowiem  smaku  imbiru  bez  rozgryzienia  i  nic  nas
 

nu 

zachwyci. 

;uy 

na 

co 

spojrzymy 

mimochodem. 

Atoli 

niesprawiedli­

wości-  j^st  osądzać  sprawę  bez  dokładnego  jej  poznania.  Kto  więc  skąpi 

pochwał, niech bę-^Ie bard? ■- j skąpy w ganieniu”.

Ktoś  powiedział  żart  bliwie,  że  Wincenty  jest  dany  ku  zmartwieniu 

historyków  i  ku  upokorzeniu  wielu,  którzy  nie  potrafią  z  nim  sobi*’  po­

radzić.  A  więc  nie  banalna  treść  „bajkopisarza”,  jak  mniemało  dawniej 

wiem,  jest  przyczyną  nmpopularności  Kroniki,  lecz  nader  erudycyjne  wy­
śrubowanie  j  oo  uczoności.  Dodajmy  jeszcze  przy  tym,  że  nazbyt  trudna
 

łacińska  szata  j  yyk  va  jest  tą  barierą,  która  broni  przystępu  do  Kroniki 

nawet  uczonym  ni  .-beuianym  gruntownie  z  językiem  łacińskim.  Wincenty 
wiec  staje  przed  narr.i  iak.  ..Mąż  nauką  i  cnotą  znakomity”,  jak  go  zowią 

akta beatyfikacyjna O 764 r.).

Kronika  Mistrza  Wincentego  jest  dziełem,  do  którego  wraca  każde  po­

kolenie  Polaków, 

ocć

"  a  ie  i  Komentuje  wskazania  w  nim  zawarte,  to 

samo  czyni  i  współczesne  pokoi  nie,  przeprowadza  nad  nim  wszechstronne 

badania,  analizuje,  werbuje.  Ca

1

:  owita  i  pełna  prawda  o  pierwszym  histo­

ryku Polski ma dopiero nas

ł

ąp:ć.

..Zdawać  by  się  m**u!o,  żc  człowiek  tak  dawno  żyjący,  jak  Wincenty 

Kadłubek  —  nic  nie  ma  do  powiedzenia  współczesnemu  Polakowi.  Win­
centy,  pierwszy  historyk  Polski,  jest  postacią  bogatą,  wyrosłą  w  promie­
niach  krzyża,  na  światłach  Ewangelii,  wziętą  z  ludu  polskiego,  z  krwi
 

i  kości  naszych  ojców  i  matek.  Trzeba  takie  postacie  wydobywać  na 

światło  dzienne  i  ukazywać  narodowi.  Postacie,  które  dla  Kościoła  i  na­

rodu  miały  ogromne  znaczenie”.  Słowa  te  wypowiedział  w  homilii  Stefan 
kardynał  Wyszyński,  Prymas  Polski,  w  dniu  30  sierpnia  1964  r.  z  okazji 

dwóchsetnej 

rocznicy 

beatyfikacji 

bl. 

Wincentego 

Kadłubka 

wobec 

gre­

mium  Episkopatu  Polski,  w  skład  którego  wchodził  ówczesny  metropolita 

krakowski 

Karol 

Wojtyła, 

wobec 

opata 

generalnego 

zakonu 

cystersów 

Sigharda 

Kleinera, 

wobec 

licznego 

duchowieństwa, 

sióstr 

zakonnych 

i 40-tysięcznej rzeszy pielgrzymów przybyłych z różnych stron Polski.

To  był  pierwszy  impuls  podjęcia  szerszej  pracy  nad  postacią,  którą 

trzeba  wydobywać  na  światło  dzienne  i  ukazywać  narodowi.  Ale  od  roz­

poczęcia  tej  pracy  upłynęło  już  25  lat  (1957-1982).  Pragnę  podzielić  się 

tym.  co  osiągnąłem  w  ciągu  tego  ćwierćwiecza  i  co  przeżyłem  w  Jędrze­

jowskim 

Sanktuarium 

bł. 

Wincentego 

Kadłubka. 

Czynię 

to 

nie 

tylko 

z  potrzeby  własnego  serca,  lecz  także  powodowany  serdeczną  troską  o  to, 
by  zebrane  materiały  me  poszły  w  zapomnienie  lub  nie  uległy  przypad­

kowemu zniszczeniu.

Jako 

wucepostulator 

sprawy 

kanonizacji 

bł. 

Wincentego 

dotarłem 

do 

źródeł,  które  są  dostępne  i  przetrwały  mimo  zniszczeń  archiwów  z  po­
wodu  wojen  i  pożarów.  Przeczytałem  dawne  i  nowe  życiorysy  Błogosła­

wionego. 

studia 

krytyczne, 

literaturę 

pomocniczą. 

Na 

tej 

podstawie 

sta­

rałem  się  przedstawić  postać  bł.  Wincentego,  jego  życie  i  cnoty,  przybli­

żyć ją dzisiejszemu czytelnikowi.

background image

Nie  jest  to  wynik  pogłębionych  studiów  historycznych,  praca  oryginal­

na  ,  ale  raczej  krytyczna  kompilacja  wyników  dotychczasowych  badań 
historycznych,  aby  poznać  bł.  Kadłubka,  tak  dawno  żyjącego  i  działającego 
na ziemiach polskich.

Przed  oddaniem  maszynopisu  do  druku  znacznie  go  skróciłem  i  usyste­

matyzowałem,  korzystając  z  pomocy  i  rady  o.  prof.  J.  R.  Bara,  redaktora 

serii ..Polscy święci”.

W  nowszych  czasach  o  bł.  Wincentym  pisał  o.  opat  Stanisław  Kiełtyka 

(Kraków  1968)  i  s.  Jadwiga  Stabińska  (Kraków  1973).  Wiele  korzystałem 
z  tych  opracowań  i  przytoczyłem  niektóre  ich  sformułowania.  Sądzę  jed­

nak,  że  i  moja  praca  będzie  pożyteczna  oraz  przyczyni  się  do  lepszego  po­
znania 

Błogosławionego 

zachęci 

do 

ufności 

jego 

wstawiennictwo 

u Boga.

Błogosławiony Wincenty Kadłubek 

__  13

I.  POCHODZENIE, ŚRODOWISKO

1. Pochodzenie

Z  lat  wczesnej  młodości  ani  źródła  historyczne,  ani  tradycja  nie  prze­

kazały  nam  o  Wincentym  żadnych  zgoła  wiadomości.  Biografowie  nie  są 

zgodni  co  do  roku  jego  urodzenia.  Jedni  twierdzą,  że  ujrzał  on  światło 
dzienne około 1150, a inni o dziesięć lat później, w 1160 lub w 1161 r.

Imię  Wincenty  do  czasów  Kadłubka  było  w  Polsce  nie  znane.  Dopiero 

kiedy  Piotr  Włost  sprowadził  do  Wrocławia  po  1145  r.  relikwie  św.  Win­
centego,  imię  to  bardzo  się  rozpowszechniło.  Kadłubek  zdaje  się  być  nie­
mal  pierwszym,  który  to  imię  nosił.  To  świadczy,  że  jego  rodzice  trzymali
 
rękę  na  pulsie  życia  kościelnego,  skoro  pierwsi  nadali  to  imię  swojemu 
synowi.

„Urodzony  pod  szczęśliwą  gwiazdą”  powiada  Jan  Długosz  o  Wincentym 

Kadłubku.  Naukę,  twierdzi  on,  obrał  sobie  Wincenty  za  klejnot  szlachecki. 
Nauka  była  karmicielką  jego  umysłu.  Dzięki  swej  wybitnej  erudycji  nau­

kowej 

stworzył 

Wincenty 

dzieło 

historyczno-literackie 

zwane 

Kroniką. 

Dzieło  to  stało  się  dokumentem  i  wymownym  świadectwem  ówczesnych 
dziejów  Polski  Piastowskiej.  A  wskazania  Kroniki  pozostały  aktualne  po 

dzień 

dzisiejszy. 

Kronika 

ponownie 

została 

wydana 

za 

dni 

naszych 

w 1974 r.

Wincenty  Kadłubek  należy  do  osobistości  wybitnie  utalentowanych, 

o  szerokich  horyzontach  intelektualnych,  o  bogatym  życiu  religijno-asce- 

tycznym.  Potwierdza  to  z  jednej  strony  nauka  polska  zaliczając  go  do 

areopagu  uczonych  polskich  historyków,  a  z  drugiej  strony  Kościół 
daje  świadectwo  o  wybitnych  jego  cnotach  wynosząc  go  na  ołtarze  jako 
błogosławionego.

background image

14

o. Klemens S witek O. Cm.

2.  Środowisko

Wincenty  wychowywał  się  i  kształcił  wśród  sprzyjających  okoliczności. 

W  wieku  szkolnym  wszedł  w  atmosferę  eklezjalna  biskupów  i  był  słucha­
czem  ich  dostojnych  rozmów  m.  in.  na  tematy  miłości  Ojczyzny.  A  ponie­

waż  te  rozmowy  były  również  prowadzone  na  dworze  książąt  krakow­

skich,  stąd  miał  możność  poznać  bliżej  ówczesnych  mu  książąt  krakow­

skich 

Bolesława 

Kędzierzawego, 

Kazimierza 

Sprawiedliwego, 

Leszka 

Bia­

łego.  Studia  w  Paryżu,  a  następnie  we  Włoszech  w  Bolonii  pozwoliły  uta­

lentowanemu 

młodzieńcowi 

ubogacić 

swój 

umysł 

wszechstronnym 

wy­

kształceniem,  zdumiewającą  po  prostu  erudycją  oraz  przyswoić  sobie  nur­

tujące  ówczesne  prądy  kulturalno-naukowe  na  zachodzie  i  południu  Eu­

ropy. Wincenty swoją pilnością i talentem w pełni z tego skorzystał.

Z  lat  nieco  późniejszych  wiemy,  że  przebywał  w  otoczeniu  dostojni­

ków* 

kościelnych, 

zwłaszcza 

biskupa 

krakowskiego. 

Kontakt 

Wincentego 

z  hierarchami  Kościoła  był  bliski  i  bezpośredni,  skoro  miał  możność  przy­
słuchiwania 

się 

ich 

poważnym 

dostojnym 

rozmowom. 

Wincenty, 

jak 

gdyby  na  usprawiedliwienie  swej  między  nimi  obecności,  mówi  na  począt­

ku  czwartej  księgi  Kroniki,  że  był  tam  jako  „sługa,  który  trzymał  kała­

marz  i  oczyszczał  kopcące  łuczywo”.  Mógł  tę  posługę  spełniać  jako  ma­
łoletni  scholarz,  odbywający  naukę  w  krakowskiej  szkole  katedralnej  u  mi­
strza Aemiliusa (t 1177).

W  Kronice  Wincenty  znalazł  dla  siebie  miejsce  jakby  mimochodem,  gdy 

pod  rokiem  1191  wyrażał  podziw  dla  arcybiskupa  Piotra,  który  zręczną  ak­
cją  zdołał  doprowadzić  do  zgody  Mieszka  Starego  z  Kazimierzem  Sprawied­

liwym  po  sromotnym  wypędzeniu  Mieszka  Starego  z  Krakowa.  W  czwar­

tej  księdze  czytamy:  „Sprawcą  tej  zgody  i  wiązadłem,  złotym  łańcuchem 
zgoła,  był  mąż  w  pilnym  staraniu  o  wszelką  cnotę,  o  wszelką  wiedzę, 

o  wszelką  mądrość  utwierdzony,  wszelką  grzecznością  obyczajów  się  wy­
różniający,  rodu  szlachectwem  nie  mniej  niż  umysłu  nader  wybitny  —

 

ten  sam  arcybiskup  Piotr.  I  choćbym  pękł,  słowami  nie  potrafię  oddać 
jego  zasług”.  I  jakby  z  wielką  satysfakcją  dodaje  autor  Kroniki:  „Wi­

dział  to  Wincenty,  który  to  napisał  —  a  wiemy,  że  świadectwo  jego  jest 
prawdziwe”.

Arcybiskup  Piotr  odegrał  pewną  rolę  w  życiu  Wincentego,  jako  drugi 

dostojnik  kościelny  —  po  Gedce,  biskupie  krakowskim.  Żył  więc  Wincenty 

w  atmosferze  wy  bitnych  hierarchów  kościelnych  i  czerpał  doświadczenie 
z  ich  działalności.  To  niewątpliwie  wskazuje,  że  Wincenty  dla  swych  za­
let  intelektualnych  i  etycznych  był  ceniony  w  kręgach  książęcych  i  bisku­
pich,  a  jednocześnie  nasuwa  się  mimo  woli  refleksja,  że  ród  Różyców  miał
 
bliższe 

powiązania 

dworem 

biskupów 

książąt 

krakowskich. 

Długosz 

bowiem  zaliczył  Wincentego  do  rodu  Różyców  herbu  Poraj,  pieczętujących 

się białą pięciolistną różą na czerwonym tle.

Godnym  jest  uwagi  fakt,  że  w  wieku  XVI,  w  chórze  zakonnym  kościoła 

cystersów  w  Jędrzejowie,  znajdował  się  grobowiec  kamienny  na  trzy  łok­

cie 

wysoki 

wyrzeźbiony 

obrazem 

Wincentego 

stroju 

pontyfikalnym, 

z  aureolą  świętych,  z  infułą  i  różą.  Komisja  kościelna  w  1680  r.  orzekła 
jego  pochodzenie  na  400  lat  wcześniej,  czyli  na  rok  1280.  Na  płycie  gro­

bowca  istniał  napis:  „Hic  jacet  Yincentius  Episcopus  Cracoviensis  mona-

background image

chus  Andreovitriois

M

.  Skoro  na  płycie  grobowej  znajdowała  się  róża  na  dłu­

go  wcześniej  przed  Długoszem,  to  wyprowadzenie  Kadłubka  z  rodu  Róży- 
ców będzie uzasadnione tym kamiennym przekazem pomnikowym.

W  okolicach  Jędrzejowa  i  Sandomierza,  nad  rzeką  Nidą,  od  wieków 

mieszkały 

132 

rody 

różnych 

topograficznych 

nazwach, 

pieczętujących 

się  herbem  Poraj  lub  Kóżyc.  Semkowicz  zaliczył  Wincentego  do  Lisów 

współfundatorów Jędrzejowa, a inni do Junoszów-Łabędziów.

Wśród  tych  pewnych  niedomówień  o  pochodzeniu  Wincentego  jedno 

jest  pewne:  „Pochodził  z  możnego  rodu  rycerskiego...  za  czym  istotnie 

orz- mawiają jego nadania...” (B. Kiirbis); „W każdym razu* 

Win­

centego  należy  umieścić  w  środowisku  rycerskim,  a  nawet  możnowład- 

czym” (Janusz Bieniak).

Rodzina  Wincentego  musiała  mieć  bliskie  stosunki  z  dworem  książę­

cym  w  Krakowie.  W'iślicy  i  Sandomierzu,  dzięki  czemu  Wincenty  móg: 

znaleźć  się  na  wysokich  progach  książęco-biskupich,  by  następnie  inn  e 
możność wyjechać na studia zagraniczne do Paryża i Bolonii.

błogosławiony Wincenty Kadłubek 

i •

3.  Miejsce urodzenia

Biografowie  błogosławionego  Wincentego  Kadłubka,  począwszy  od  Ja­

na  Długosza  aż  do  obecnej  chwili,  wypowiadali  i  nadal  wypowiadają 

sprzeczne  sądy  odnoszące  się  do  miejsca  jego  pochodzenia.  Nikt  z  nich  nie 

wskazał  dokumentu,  na  podstawie  którego  można  by  ostatecznie,  bez  wąt­
pliwości,  ustalić  miejsce  urodzenia  Mistrza.  W  rozpatrywaniu  sporu,  jaki
 
w  tej  sprawie  trwa  między  historykami,  zarysowują  się  dwa  przeciwstaw­
ne  stanowiska.  Jedno  z  nich  reprezentuje  prof.  Marian  Plezia,  znany  me-
 

diewista  krakowski,  wybitny  znawca  Kroniki  Polski  Wincentego  Kadłub­
ka.  W  swej  ciekawej  książce  pt.  Od  Arystotelesa  do  Złotej  Legendy
  pod­

dał  on  teksty  Długosza  wszechstronnej  analizie  naukowej,  z  której  wynika, 

że  miejscem  urodzenia  bł.  Wincentego  Kadłubka  jest  Kargów  koło  Stop­
nicy.  Należy  przy  tym  zaznaczyć,  że  wątpliwości  co  do  miejsca  pochodze­
nia  Wincentego  spowodował  sam  Długosz,  gdyż  w  swym  rękopisie  używał
 
jednoznacznie  nazwy  Kargów  jak  i  Karwów  na  oznaczenie  miejsca  uro­

dzenia  Wincentego  Kadłubka.  Fakt  ten  prof.  Plezia  tłumaczy  m.  in.  tym. 
że  tradycja  o  pochodzeniu  biskupa  Wincentego  z  Kargowa  pod  Stopnicą 

jest  starsza  od  tej,  którą  ukształtował  Długosz  w  ostatnich  latach  swego 
życia i taką narzucił potomnym.

Na  stanowisku,  że  mistrz  Wincenty  Kadłubek  pochodzi  z  Karwowa. 

stanął  natomiast  o.  Stanisław  Kiełtyka,  opat  ze  Szczyrzyca.  Temat  po­
chodzenia  mistrza  Wincentego  podjął  on  w  cztery  lata  po  ogłoszeniu  ba­

dań  przez  prof.  Mariana  Plezię.  Opat  szczyrzycki  wyszedł  mianowicie 
w  swej  pracy  pt.  Błogosławiony  Wincenty  Kadłubek,  zamieszczonej  w  „Na­

szej  Przeszłości”,  z  innych  założeń  niż  badacz  krakowski.  Daje  on  dłuższy 
wykład  oparty  na  osobistych  badaniach  istniejącej  już  wiele  wieków  tra­

dycji, według której miejscem urodzenia jest Karwów koło Opatowa.

Długosz  używa  dwu-  nazw,  tj.  Kargów  i  Carwow,  na  oznaczenie  tej  sa­

mej  miejscowości,  a  z  kontekstu  wynika,  że  chodzi  tutaj  o  tę  samą  miej­

scowość. Poza tym zaskakuje nas fakt, że w aktach beatyfikacyjnych

background image

16

o. Klemens Suu:ek O. Cist.

z  1764  r.  spotyka  się  obydwie  nazwy,  tj.  Kargów  i  Karwów,  jako  miejsce 
urodzenia  Wincentego  Kadłubka.  Ciekawe,  że  i  wówczas  nie  rozstrzyg­
nięto  ostatecznie  nazwy  miejscowości,  w  której  urodził  się  mistrz  Win­
centy.  A  tu  obydwie  miejscowości  do  dnia  dzisiejszego  istnieją  w  swej
 

pełnej krasie.

W  sprawę  ustalenia  właściwej  nazwy  miejscowości,  z  której  pochodzi 

Wincenty,  pewne  zamieszanie  wprowadza  również  fakt,  że  obydwie  nazwy, 

tj.  Kargów  i  Karwów,  posiadają  zbliżone  brzmienie  fonetyczne.  W  związku 
z  tym  identyfikuje  się  te  nazwy,  a  czego  żadną  miarą  uczynić  nie  można, 

bowiem  znajomość  topografii  wyjaśnia,  że  Kargów  leży  przy  drodze  ze 

Stopnicy  do  Szydłowca,  posiada  kościół  pod  wezwaniem  św.  Władysława, 

który  miał  wznieść  Kazimierz  Wielki,  i  był  własnością  benedyktynek  ze 
Staniątek.  Karwów  zaś  jest  położony  w  pobliżu  Opatowa  i  kościół  para­

fialny  ma  we  Włostowie.  Świątynia  ta  zbudowana  jest  w  stylu  romańskim 

i  pochodzi  z  pierwszej  połowy  XII  w.  Uchodzi  za  fundację  słynnego  Piotra 

Włosta.

Biorąc  pod  uwagę  większość  przekazów  historycznych  z  XV  w.  i  tra­

dycję  jak  również  kult,  który  nieprzerwanie  istniał  i  przetrwał  aż  do  na­

szych  czasów,  można  przyjąć,  że  Karwów,  należący  do  parafii  Włostów, 

jest  miejscem  urodzenia  Wincentego,  a  nie  Kargów,  gdzie  nie  ma  naj­

mniejszego śladu jego kultu.

Karwów  położony  jest  w  rozległej  kotlinie.  Z  opadających  w  głąb  ko­

tliny  zwałów  wytryska  kilka  źródeł,  a  jedno  z  nich  nosi  nazwę  „Źródła 

Wincentego’*.  Lud  miejscowy  uważa  według  wielowiekowej  tradycji,  że 
woda  z  tego  „źródła”  używana  z  wiarą  leczy  choroby  oczu  oraz  inne  do­
legliwości.  Postulacja  Jędrzejowska  ma  zanotowane  w  swych  aktach  kilka
 

wypadków uleczenia cierpień po użyciu tej wody.

W  pobliżu  źródła  widnieje  duży  kamień  z  charakterystycznymi  wy­

żłobieniami  na  płaskiej  powierzchni,  które  żywa  wyobraźnia  ludowa  chce  „ 

widzieć  jako  odciski  kolan  błogosławionego  Wincentego,  wygniecione  dłu­

gim  klęczeniem  podczas  jego  modlitwy.  Ponadto  na  środku  wsi  stoi  ka­
mienny  pomnik  wzniesiony  przez  miejscową  ludność  w  1919  r.  z  napisem
 
„Dla  uczczenia  pamięci  bł.  Wincentego  Kadłubka  urodzonego  w  tej  wsi”. 

Pomnik  ten  jest  nowym  faktem  historycznym  potwierdzającym  długo­

wieczną,  nieprzerwaną  tradycję  przez  współczesne  pokolenie  karwowian 
XX  wieku.  Według  opinii  starszych  ludzi  pomnik  ten  został  postawiony 

na  miejscu  starego,  zniszczonego  przez  działanie  wpływów  atmosferycz­
nych.  Na  południowym  zaś  krańcu  Karwowa,  na  tzw.  Górce,  ukazują  lu­

dzie  ślady  domostwa  rodziny  Różyców.  Tu  miał  przyjść  na  świat  bł.  Win­
centy.  W  Karwowie  utrzymuje  się  także  od  niepamiętnych  czasów  pa­
mięć.  że  jego  mieszkańcy  oraz  mieszkańcy  okolicznych  wsi  doznawali  opie­

ki  od  bł.  Wincentego.  Także  i  dziś  garną  się  oni  do  swego  Opiekuna 

i polecają mu swoje troski duchowe oraz dolegliwości fizyczne.

II.  STUDIA

W  szkole  krakowskiej  Wincenty  był  najpierw  uczniem,  potem  jako 

scholastyk  jej  kierownikiem,  a  wreszcie  jako  biskup  jej  opiekunem.  Prof. 

Marian Plezia mówi, że początków szkoły krakowskiej należy szukać już

background image

za  czasów  Kazimierza  Odnowiciela  (1039-1058).  On  to  powróciwszy  z  dwu­
letniego  wygnania  (1038),  na  które  skazali  go  nieznani  bliżej  przeciwnicy
 
dynas-tii  piastowskiej  w  Polsce  i  przeciwnicy  chrześcijaństwa,  dokonał 
powtórnej  chrystianizacji  kraju  za  pomocą  zakonników  benedyktyńskich 

sprowadzonych  z  Nadrenii,  w  której  ośrodkiem  kulturalnym  było  miasto 
Leodium  (Liege).  Warto  wspomnieć,  iż  z  ich  grona  pochodził  słynny  opat 

Aaron  i  że  to  oni  położyli  pierwsze  zręby  pod  kulturę  umysłową  Krakowa. 

U  schyłku  XI  w.  kronikarz  Gall  Anonim  zanotował,  że  książę  Władysław 
Herman  oddał  starszego  swego  syna  Zbigniewa  na  naukę  do  Krakowa. 

Z  jakichkolwiek  względów  uczynił  to  książę,  fakt  ten  świadczy  o  istnie­

niu  katedralnej  szkoły  krakowskiej  już  przed  1102  r.,  gdyż  o  innej  szkole 

w tym czasie .brak wzmianek.

O  życiu  umysłowym  w  Krakowie  świadczą  również  inne  wzmianki, 

np.  z  początku  XII  w.  z  czasów  rządów  diecezją  biskupa  Maura  (1110-1118). 

Zachowały  się  dwa  zabytki,  które  świadczą  o  pewnej  kulturze  tak  biskupa, 

jak  i  jego  otoczenia,  w  którym  musieli  znajdować  się  ludzie  wykształceni. 

Na  jego  to  polecenie  w  1110  r.  sporządzono  spis  inwentarza  skarbca  kapi­

tulnego  zachowany  do  dnia  dzisiejszego  w  oryginale.  Wśród  członków  ka­
pituły  znajdowali  się  ludzie  uczeni,  którzy  przyczynili  się  do  powstania
 
tego  księgozbioru  i  to  dość  licznego  jak  na  ówczesne  stosunki  w  Polsce. 
Biskup  Maur  zainteresowany  „książką”  powiększył  istniejący  księgozbiór, 
przeprowadził  dokładną  inwentaryzację,  a  do  oprawy  dzieł  liturgicznych 
użył  nawet  srebra  i  złota.  W  spisie  tym  znajdowały  się  dzieła  Owidiusza, 

Persjusza,  Stacjusza,  Boecjusza,  Izydora,  Lombarda  i  Kronika  Galla.  Z  ta­
kiej  to  biblioteki  korzystała  szkoła  krakowska,  w  której  szczególną  uwagę
 

zwracano  na  opanowanie  języka  łacińskiego.  Z  wszystkich  wymienionych 

dzieł  korzystał  niewątpliwie  Wincenty,  bowiem  inteligentnego  ucznia  po­

ciągał  rozległy  świat  wiedzy.  Można  przypuszczać,  że  już  w  szkole  kra­

kowskiej  obudziło  się  w  nim  pragnienie  poszerzenia  nauki  na  wyższych 

studiach,  a  które  można  było  wówczas  osiągnąć  jedynie  na  zachodzie 

Europy.

Po  Maurze  diecezją  krakowską  rządził  Mateusz  (.1143-1166).  Jego  i  ar­

cybiskupa  gnieźnieńskiego  Jana  uważał  Kadłubek  za  największych  poten­

tatów  umysłowych  swego  pokolenia,  ludzi  o  szerokich  horyzontach  nauko­
wych  i  o  wytwornym  wykształceniu  literackim.  W  ostatnim  roku  rządów
 
Mateusza  (1166)  w  źródłach  zarejestrowany  jest  magister  Aemilius,  pierw­

szy  scholastyk  kapituły  krakowskiej.  Fakt  ten  świadczy  o  regularnym 
funkcjonowaniu  szkoły  krakowskiej.  Do  szkoły  tej  uczęszczała  zapewne 
większa  grupa  scholarów,  skoro  jej  uczestnicy  dopuścili  się  nawet  ekscesów 
przeciw  Żydom.  Za  swój  wybryk  zostali  surowo  skarceni  przez  Mieszka 

Starego.  Szkoła  -krakowska  stanowiła  więc  jakąś  zwartą  grupę  scholarów 

w  mieście,  a  jej  uczniowie  nie  mogli  pozwalać  sobie  na  swawolę,  gdyż  nad 

ich  karnością  czuwał  sam  książę.  Stąd  można  być  przekonanym,  że  w  tak 
surowo  utrzymywanej  szkole  -Wincenty  dobrze  przygotował  się  do  stu­
diów  zagranicznych,  z  których  tak  skwapliwie  skorzystał,  gdy  został  tam

 

skierowany przez swych możnych opiekunów.

Po  śmierci  Mateusza  rządy  diecezją  objął  bp  Gedko  (1166-1185),  dba­

jący  o  kler  diecezjalny.  Troska  jego  rozciągała  się  również  na  młodych 

kandydatów  do  stanu  duchownego.  Biskup  Gedko  przejął  przeto  z  rąk 

Mateusza opiekę nad dalszym kształceniem ucznia Wincentego. Dzięki

________________________ Błogosławiony Wincenty Kadłubek______________________________ 17

i —

 Polscy święci

WSOTortf

background image

18

o. Klemens Sutiżek O. Cist.

tej  opiece  Wincenty  mógł  udać  się  na  studia  do  Paryża,  a  potem  do  Bo­

lonii.  Jeszcze  za  życia  Gedki,  tj.  przed  1185  r.,  a  po  studiach  zagranicznych, 

Wincenty  już  jako  magister  mógł  wejść  do  grona  dostojników  katedry 

krakowskiej, 

do 

grona 

kapelanów 

księcia 

Kazimierza 

Sprawiedliwego 

(1177-1194).  Gedko  stanął  w  ostrej  opozycji  wobec  Mieszka  Starego  i  być 

może,  że  był  przyczyną  zamachu  stanu  w  1177  r.  Wtedy  to  Mieszko  mu­

siał  uchodzić  z  Krakowa  przed  młodym  księciem  Kazimierzem,  z  którym 

Wincenty serdecznie się przyjaźnił.

W  takim  to  klimacie  politycznym  magister  Wincenty  rozpoczął  swoją 

karierę  społeczno-narodową.  Jego  imię  pojawia  się  po  raz  pierwszy  wśród 
świadków  dyplomu  Kazimierza  dla  kapituły  krakowskiej,  w  którym  ksią­
żę  oddawał  jej  opole  Chropy  w  1189  r.  Przed  tym  rokiem  Wincenty  musiał
 

przyjąć  święcenia  kapłańskie,  choć  o  tym  wydarzeniu  nie  ma  wzmianki 

w żadnym dokumencie.

Swego  czasu  wyłonił  się  między  uczonymi  spór,  w  którym  usiłowano 

rozstrzygnąć,  kiedy  i  gdzie  Wincenty  przebywał  na  studiach  wyższych. 

Jedni  wskazywali  na  Bolonię  we  Włoszech,  gdzie  istniał  wówczas  fakul­

tet  prawa,  inni  twierdzili,  że  Wincenty  Kadłubek  odbył  studia  w  Paryżu, 

gdzie  znów  kwitnęły  nauki  wyzwolone.  Sprawę  tę  omówili  dokładnie 

polscy  raediewiści,  z  czego  wynika,  że  zdobywał  wykształcenie  zarówno 

w  Paryżu,  jak  i  w  Bolonii.  Jest  rzeczą  pewną,  że  do  kraju  wrócił  z  dy­

plomem  magistra,  co  dawało  mu  prawo  do  prowadzenia  samodzielnych 
wykładów.

Wincenty  po  powrocie  do  kraju  znalazł  dla  swej  działalności  nader 

sprzyjający  klimat.  W  Krakowie  panował  wówczas  Kazimierz  Sprawied­
liwy,  z  którym  łączyła  go  dawna  znajomość,  gdy  przebywali  na  dworze
 

krakowskiego  seniora  Bolesława  Kędzierzawego.  Dawna  znajomość  prze­

mieniła  się  odtąd  w  serdeczną  przyjaźń.  Obaj  w  jakiś  sposób  byli  sobie 

nawzajem 

potrzebni. 

Kazimierz 

był 

mądrym 

monarchą, 

zaprowadzał 

w  kraju  ład  i  porządek.  Dziełem  jego  był  synod  w  Łęczycy  w  1180  r. 
i  przeprowadzenie  na  nim  reform  społecznych,  poprawienie  bytu  kmieci, 

likwidacja  „ius  spoili”  itp.  Warto  zauważyć,  że  Wincenty  jako  magister 

przyjechał  do  kraju  wzbogacony  wielkim  zasobem  wiedzy  uniwersytec­
kiej,  zdobył  wykształcenie  na  skalę  europejską.  Jego  wykształcenie  oka­
zało  się  niebawem  wszechstronne,  a  erudycja  zdumiewająca.  Wincenty
 

okazał  się  „wielkim  talentem”,  człowiekiem  ukształtowanym  na  kulturze 

zachodniej,  która  wówczas  promieniowała  na  kraje  europejskie.  Dostrzegł 
to  oczywiście  Kazimierz  Sprawiedliwy,  przyjmując  Wincentego  bardzo  ser­

decznie na swego doradcę.

Przyjmuje  się  powszechnie  pogląd,  że  Wincenty  po  studiach  był  kie­

rownikiem, 

czyli 

scholastykiem 

katedralnej 

szkoły 

krakowskiej. 

Pogląd 

ten  budzi  jednak  poważne  zastrzeżenia,  bowiem  kierownikiem  szkoły  ka­

tedralnej  był  scholastyk,  niejaki  Benedykt,  pozostający  na  tym  stanowi­

sku  przez  blisko  20  lat.  Przypuszczenie,  że  Wincenty  był  kierownikiem 

szkoły  katedralnej  może  odnosić  się  do  okresu,  zanim  kierownictwo  nią 

objął wspomniany Benedykt.

Można  natomiast  z  całą  pewnością  przyjąć,  że  po  powrocie  Wincentego 

do  kraju  nastąpiły  pomyślne  warunki  dla  rozwoju  krakowskiego  środo­

wiska  naukowego.  Przyczynił  się  do  tego  niewątpliwie  Kazimierz  Spra­

wiedliwy.  Książę  ten,  być  może  w  młodości  przeznaczony  do  stanu  du­

background image

Błogosławiony Wincenty Kadłubek

19

chownego  i  stąd  obeznany  z  kulturą  literacką,  wówczas  dostępną  jedynie 
duchowieństwu,  po  wstąpieniu  na  tron  nie  porzucił  intelektualnych  zain­

teresowań,  rozprawiając  chętnie  z  otoczeniem  na  historyczne  i  religijne 
tematy.  Interesowała  go  również  muzyka.  Wokół  niego  skupiło  się  grono 
wykształconego 

'kleru, 

którego 

najwybitniejszym 

przedstawicielem 

był 

mistrz Wincenty, późniejszy biskup krakowski.

Poziom  kultury  polskiej  w  XII  w.  podniósł  się  znacznie,  o  czym  daje 

świadectwo  geograf  arabski,  który  nazywa  Polskę  „krajem  wiedzy  i  mędr­

ców”,  a  Kraków  „miastem  pięknym  i  wielkim  o  wielu  domach  i  mieszkań­
cach,  targach,  winnicach  i  ogrodach”.  Kraków  zaliczył  nawet  do  ośrodków,
 

które  „zażywają  szacunku,  ponieważ  w  nim  przebywają  uczeni  w  dzie­

dzinach  nauk  i  religii  chrześcijańskiej”.  Oczywiście  jest  w  tym  dużo  prze­
sady,  ale  i  prawdą  jest,  że  poziom  naszej  kultury  umysłowej  był  dość
 

wysoki  i  dostrzegany  przez  cudzoziemców.  Klasycznym  reprezentantem 
naszej  kultury  tamtych  czasów  jest  właśnie  znakomity  erudyta,  nie  tylko 
„ojciec  historiografii  polskiej”,  ale  i  ojciec  piśmiennictwa  polskiego,  który 

potomnym przekazał w swej Kronice cenne ziarna prawdy historycznej

0  czasach i wypadkach, o których skądinąd nic nie wiemy.

Wincenty  posiadał  rozległą  wiedzę  i  doświadczenie  europejskiego,  tj. 

francuskiego  i  włoskiego  bywalca.  Pobyt  takiego  wykształconego  człowieka 

w  Krakowie,  obeznanego  doskonale  ze  sprawami  wiedzy  i  polityki,  odpo­

wiadał  bardzo  księciu  Kazimierzowi.  Nie  można  przy  tym  wykluczyć,  że 

„światły  i  pobożny  książę”  przyczynił  się  do  tego,  iż  Wincenty  został  księ­

dzem.  Nade  wszystko  łączyła  ich  serdeczna  przyjaźń,  a  którą  można  do­

strzec  na  wielu  kartach  Kroniki.  Wprawdzie  i  Gall  Anonim  szukał  wzglę­

dów  u  Bolesława  Krzywoustego  i  często  palił  przed  nim  kadzidła  pochwał, 
ale  widać,  że  chodziło  mu  raczej  o  sprawy  niższego  rzędu,  o  lepsze,  bar­

dziej  intratne  uposażenia.  Wincenty  natomiast  kochał  swego  przyjaciela 

miłością  ewangeliczną,  bo  znał  szlachetne  serce  Kazimierza  Sprawiedli­
wego.  Zdając  sobie  sprawę  z  opóźnienia  kulturalno-społecznego  Polski  wo­

bec państw Europy zachodniej, tym bardziej oceniał jego szczery wysiłek
1  szczere  starania  o  dobro  narodu,  o  podniesienie  jego  kultury.  Mistrz
 
Wincenty  był  w  tym  czasie  jedynym  człowiekiem  w  kraju,  który  tę  kul­

turę  poznał  i  jako  taką  pragnął  przeszczepić  na  grunt  piastowski.  Cele 

Kazimierza i Wincentego były identyczne, stąd wydawały owoc.

Prof.  Balzer  jest  przekonany,  że  Wincenty  na  dworze  Kazimierza  Spra­

wiedliwego  pełnił  funkcje  notariusza  prawnego.  Zdaje  się  jednak,  że  głów­

nym  zajęciem  Kadłubka  w  tym  okresie,  tj.  przed  otrzymaniem  biskup­
stwa,  było  pisanie  Kroniki,
  dziejów  ojczystych,  którego  podjął  się  z  inspi­

racji  Kazimierza.  Praca  taka  przy  ówczesnej  technice  pisania  zajmowała 

wiele  czasu.  Wiadomo  bowiem,  że  na  przepisywanie  dzieła  niejeden  mnich 
poświęcał  nierzadko  całe  swe  życie.  Również  Wincenty  musiał  zbierać  ma­
teriał  historyczny,  segregować  go,  sprawdzać  i  wreszcie  pisać.  Nie  wiemy
 

na  pewno,  w  jakim  czasie  powstała  Kronika,  ale  wszelkie  dane  skłaniają  do 
twierdzenia,  że  trzy  pierwsze  księgi  Wincenty  napisał  w  czasie  pobytu  na 
dworze  Kazimierza  Sprawiedliwego  i  to  przed  objęciem  urzędu  biskupie­

go  w  Krakowie.  Być  może,  że  napisanie  Kroniki  miało  wpływ  na  utorowa­

nie  mu  drogi  do  biskupstwa.  Wincenty  jako  znawca  retoryki  i  ars  dictandi 

w  kancelarii  książęcej  sporządzał  dyplomy-dokumenty,  a  zatem  spełniał 

ważną funkcję notarialną. Nie był on jednak kanclerzem ani jego za-

background image

20

o. Klemens Suńżek O. Cist.

stępcą.  Pozostawał  tylko  doradcą  prawnym,  chociaż  dzięki  uznaniu,  jakim 

cieszył  się,  i  głosowi,  który  wiele  ważył,  był  motorem  i  sprawcą  wielu 

ważnych  postanowień.  Mimo  przyjaźni  z  księciem  nie  ubiegał  się  o  prze­

sunięcia  w  hierarchii  urzędniczej.  Prof.  Marian  Plezia  jest  jednak  zdania, 

że Kadłubek pełnił funkcje kanclerza książęcego.

III.  PREPOZYTURA W SANDOMIERZU

Wincenty  po  śmierci  Kazimierza  Sprawiedliwego  1194  r.  spotkał  się 

w  Sandomierzu  z  księżną  wdową  Heleną  i  jej  synami,  Leszkiem  Białym 

i  Konradem.  Był  nadal  jej  kapelanem  nadwornym  oraz  scholastykiem  ko­

legiaty  przy  kościele  NMP  w  Sandomierzu.  Należy  wyjaśnić,  że  do  nie­

dawna  interpretowano  objęcie  prepozytury  w  Sandomierzu  z  usunięciem 
się  Wincentego  z  Krakowa.  Tłumaczenie  takie  wydaje  się  niewłaściwe, 
gdyż  kolegiata  Panny  Marii  w  Sandomierzu  była  siedzibą  członków  ka­

pituły  krakowskiej.  Tak  więc  jako  prepozyt  sandomierski  Wincenty  właś­

ciwie  nie  usunął  się  z  Krakowa.  Jeśli  nawet  zmniejszył  się  jego  kontakt 

z  dworem  książęcym,  to  jednak  zajmował  nadal  należne  mu  miejsce  w  hie­

rarchii  kościelnej  i  znajdował  się  stale  w  centrum  jej  spraw.  Ponadto  na­
leży  zwrócić  uwagę,  że  były  to  lata  niespokojnej  regencji  księżnej  Heleny,
 

gdy  Leszek  był  jeszcze  małym  chłopcem,  a  Mieszko  Stary  walczył  o  zdo­
bycie  dla  siebie  tronu  krakowskiego,  który  był  przynależny  potomstwu
 

Kazimierza,  co  reprezentowała  księżna  wdowa  Helena  oraz  jej  synowie 

Leszek i Konrad.

Wincenty  był  bardzo  zainteresowany  walką  o  tron  krakowski,  jaką 

wszczął  Mieszko  Stary  nad  rzeką  Mozgawą.  Brał  w  niej  udział  biskup 

Pełka  i  mistrz  Wincenty,  który  w  sposób  drobiazgowy  jako  naoczny  świa­

dek bitwę tę opisał.

Bitwę  nad  Mozgawą  przeżył  Wincenty  jako  prepozyt  sandomierski 

(1194-1207),  interesując  się  jednocześnie  sprawami  politycznymi  z  bisku­

pem  Pełką  i  regentką  Heleną  na  czele.  Wśród  możnowładców  krakowskich 
przywództwo  dzielili  biskup  Pełka  i  potężny  palatyn  Mikołaj,  filar  poli­
tyki  kazimierzowskiej.  Do  wierności  biskupa  Pełki  wobec  Kazimierza  od­

nosił  się  Wincenty  dość  chłodno.  Podobnie  też  nie  entuzjazmował  się  jego 

postawą  podczas  krwawej  bitwy  nad  Mozgawą  w  1195  r.,  gdy  biskup 

chwiał się „w strapieniu między nadzieją i obawą" wyczekując wieści
0  tym,  kto  zwyciężył,  Mieszko  czy  strona  krakowska.  Po  tej  właśnie  nie
 
rozstrzygniętej  bitwie  tron  krakowski  utrzymał  się  w  linii  Kazimierza 

reprezentowanej przez księżną wdowę Helenę oraz jej synów Leszka

1  Konrada.

Palatyn  Mikołaj  zdołał  przeprowadzić  sojusz  polsko-węgierski  wespół 

z  biskupem  Pełką.  W  wyniku  tego  układu  powstało  księstwo  halickie,  a  na 
jego  tron  powołały  obie  strony  młodziutkiego  Kolomana  i  poślubioną  mu 
kilkuletnią  Salomeę,  córkę  Leszka.  Wydarzenia  te  nie  są  już  w  Kronice 
opisane,  ale  od  czasów  Długosza  utrzymuje  się  opinia,  iż  właśnie  Kadłubek  . 

jako  biskup  krakowski  dokonał  koronacji  Kolomana  w  Krakowie.  Źródła 
przeczą temu, koronacja odbyła się bowiem w Ostrzyhomiu. Nie znajduje

background image

Blogoslawi&ny Wincenty Kadłubek

21

także  potwierdzenia  w  ówczesnych  źródłach  piękna  historia,  jak  to  bi­

skup  Wincenty  odwoził  Salomeę  na  dwór  węgierski.  Jednakże  powaga 
Długosza  była  nader  silna  i  znalazła  odbicie  w  sztuce  kościelnej  i  w  ak­
tach modlitewnych zaaprobowanych przez władzę kościelną.

A  oto  znamienna  uwaga.  Otóż  w  Jędrzejowie  w  bocznej  nawie  kościoła 

cystersów,  na  sklepieniu  tejże,  znajduje  się  polichromia  Radwańskiego 
z  XVIII  w.,  która  przedstawia  bł.  Salomeę  i  jej  męża  Kolomana  w  hołdzie 
dziękczynnym  wobec  bł.  Wincentego,  który  w  tym  wypadku  uważany  jest 
za  patrona  par  narzeczeńskich  idących  do  małżeństwa.  Poza  tym  w  ko­
ściele  parafialnym  w  Sędziszowie  kieleckim  jest  polichromia  takiej  sa­
mej  treści.  Odpowiedni  akt  modlitwy  brzmi:  „Bądź  pomocą  dla  par  narze­
czeńskich  idących  do  małżeństwa,  jak  ongiś  byłeś  pomocą  dla  bł.  Salomei
 

i  księcia  Kolomana,  wyproś  im  prawdziwą  miłość  i  wierność  małżeńską, 

opartą  o  nakazy  Ewangelii”.  Jest  to  wyjątek  z  dłuższej  modlitwy  odma­
wianej  w  sanktuarium  Błogosławionego  w  Jędrzejowie  od  niepamiętnych
 

czasów.  Należy  zauważyć  przy  tym,  że  w  Jędrzejowie  wszystkie  pary  no­

wożeńców po zawarciu ślubu idą obowiązkowo do kaplicy bł. Wincentego.

Drugim  wydarzeniem  historycznym  w  czasie  prepozytury  Wincentego 

w  Sandomierzu  była  bitwa  pod  Zawichostem  w  1205  r.  prowadzona  przez 

Leszka  Białego  z  Romanem,  księciem  halickim.  Wincenty  znał  osobiście 

Romana,  który  jako  siostrzeniec  Kazimierza  Sprawiedliwego  wychowywał 
się  na  jego  dworze.  Walka  Romana  przeciw  Leszkowi  była  zdradą,  którą 

przypłacił  życiem.  Prepozyt  Wincenty  chował  doczesne  szczątki  Romana, 
by  je  następnie  wydać  Rusinom  za  okup.  Wincenty  w  czasie  prepozytury 
w  Sandomierzu  występuje  jako  dobroczyńca,  nadając  dwie  wsie  cyster­
som  w  Sulejowie,  mianowicie  Czerników  i  Gojców  k.  Opatowa,  a  to  przez
 

pamięć  na  zbawienie  duszy  jego  fundatora  księcia  Kazimierza  (1176)  i  je­

go małżonki, Heleny, oraz własnej swej rodziny.

W  sąsiedztwie  Czernikowa  i  Gojcowa  jest  wieś  Niekisiałka,  którą  Win­

centy  darował  cystersom  w  Koprzywnicy,  również  fundacji  Kazimierza 

Sprawiedliwego  (1185).  Jan  Długosz  w  swoim  rejestrze  dóbr  biskupstwa 
krakowskiego  określił  Niekisiałkę  jako  hereditas  paterna  Wincentego,  do­

dając  przy  tym,  iż  darował  on  opactwu  koprzywnickiemui  połowę  wsi 

Karwowa,  a  równocześnie  drugą  połowę  dla  swoich  bratanków.  Był 

wtedy  w  tej  wsi  folwark  szlachecki  dający  dziesięcinę  proboszczowi  pa­
rafii Włostów. Reszta wsi płaciła ją biskupowi krakowskiemu.

Według  Katalogu  prałatów  i  kanoników  sandomierskich  ks.  J.  Wiśniew­

skiego  Wincenty  Kadłubek  pasterzował  przy  kolegiacie  już  od  1186  r., 

a  więc  jeszcze  za  życia  księcia  Kazimierza  mógł  być  nadwornym  kapela­
nem,  a  po  jego  śmierci  kontynuował  tę  godność,  gdy  do  Sandomierza  przy­

była  wdowa  Helena  ze  swymi  małoletnimi  synami  Leszkiem  i  Konradem. 
Wydaje  się  to  bardzo  prawdopodobne,  zwłaszcza  gdy  weźmiemy  pod  uwa­
gę,  że  parafie  w  Polsce  powstawały  dopiero  pod  koniec  XII  w.  i  na  począt­
ku  XIII  w.  Funkcje  duszpasterskie  przy  dworach  książęcych  i  pańskich
 

wykonywali  kapelani.  Istnieje  więc  możliwość,  że  takim  kapelanem  przy 

boku  księcia  Kazimierza  był  Wincenty.  Tak  czy  inaczej  są  to  jednak  przy­
puszczenia.  Z  całą  pewnością  wiadomo  natomiast,  że  Wincenty  był  prepo­

zytem  sandomierskim  w  1206  r.,  gdyż  w  tym  czasie  stał  na  czele  ka­
pituły  kolegiaty  sandomierskiej,  z  tym  że  nie  dłużej,  gdyż  objął  niebawem
 
urząd biskupi w Krakowie.

background image

22

o. Klemens Suńzek O. Ctet.

Tymczasem  dorósł  książę  Leszek,  zwany  Białym,  który  odegrał  nie­

zmiernie ważną rolę w rządach biskupa Wincentego.

Wincenty  będąc  kapelanem  nadwornym  Heleny  podczas  j*:j  pobytu 

z  synami  w  Sandomierzu  wspólnie  z  nimi  przeżywał  okrucieństwo,  pod­
stęp  i  zdradę  Romana  (który  był  siostrzeńcem  Leszka),  jak  i  matactwa,
 

chytrość,  zachłanność  i  podstęp  Mieszka  Starego,  który  sprytem  i  chci­

wością  na  władzę  zawierał  kłamliwe  ugody,  potwierdzane  publiczną  przy­

sięgą,  lecz  nigdy  nie  dotrzymane.  Dwukrotnie  okłamując  Helenę  [  Leszka 
(Mieszko  Stary  był  jego  stryjem),  dzięki  temu  zdobywał  Kraków.  Jego 

chciwość  na  pieniądze  i  cudze  majątki  były  przyczyną,  że  wkrótce,  tj. 

w  1202  r..  został  z  Krakowa  wypędzony.  W  takiej  sytuacji  panowie  kra­

kowscy  przysyłają  posłów  do  księcia  Leszka,  ofiarując  mu  najwierniejsze 

posłuszeństwo  i  pryncypat.  Leszek  jednak  tronu  krakowskiego  nie  objął, 

gdyż  na  przeszkodzie  stanął  potężny  wojewoda  krakowski  Mikołaj,  który 

oznajmił,  że  na  tron  krakowski  wprowadzi  Leszka  wówczas,  gdy  ten  od­

dali  od  siebie  i  ześle  na  wygnanie  Gaworka,  męża  szlachetnego  rodu  i  nie­

skazitelnego  charakteru,  a  z  którym  popadł  w  nieubłaganą  niezgodę. 
Do  rozstrzygnięcia  sprawy  przyczynił  się  sam  Gaworek,  godząc  się  pój*ć 
na  wygnanie  „dla  dobra  swego  pana”.  Wysoko  cenił  on  Leszka,  a  przy 
tym  dzielnie  sprawował  godność  wojewody  sandomierskiego.  Dlatego  to 

mistrz  Wincenty  w  jego  usta  włożył  takie  oto  słowa:  „Nie  nazwałbym  te­

go  wygnaniem,  gdy  ktoś,  kto  jest  wygnańcem,  ani  przyjaciół  nie  opuszcza, 
ani  przez  przyjaciół  nie  jest  opuszczony.  Szczęśliwy  wygnaniec!  Towarzy­

szy mu łaska, a nie ściga nienawiść”.

Leszek  okazał  się  godnym  synem  swego  ojca  Kazimierza  Sprawiedli­

wego.  Odrzucił  niegodne  i  krzywdzące  warunki  wojewody  Mikołaja  i  pa­
nów  krakowskich  i  rzekł  ze  szlachetną  dumą  i  godnością,  nie  chcąc,  by
 

człowiek  niewinny  i  sprawiedliwy  był  skrzywdzony  jako  wygnaniec: 

„Niech  z  dala  będą  od  księcia  wszelkiego  rodzaju  frymarczenia.  Z  dala 

niech  będzie  nieuczciwe  kupczenie  uczciwymi.  Cóż  bowiem  ofiarują  ci, 

którzy  pragną  nagrody  za  utracenie  najniewinniejszego  człowieka,  skóro 

sprzedajność  dostojeństw  pociąga  za  sobą  opłakane  skutki,  a  dla  wolnego 

człowieka  nie  ma  żadnego  poszanowania?  Innego  niż  księcia  Leszka  niech 

sobie  szukają  Krakowianie,  któryby  odpowiadał  ich  żądaniom”.  Są  to  sło­

wa  jakby  wypowiedziane  współcześnie  w  obronie  godności  niewinnego 

człowieka. Wincenty występuje tu jako wielki obrońca praw człowieka.

W  takim  to  klimacie  pisał  Wincenty  dzieje  umiłowanej  przez  niego 

Ojczyzny,  a  raczej  królów  i  książąt  dzielnicowych,  którzy  aż  nazbyt  czę­
sto  w  sposób  zachłanny,  nawet  krwawy,  pragnęli  dojść  do  władzy,  o  czym
 

m.in.  świadczy  krwawa  bitwa  nad  Mozgawą.  Była  to  właściwie  bitwa 

bratobójcza.  Pisanie  dziejów  ojczystych  urywa  on  niespodziewanie,  choć 

chyba  świadomie,  gdyż  dalszą  historię  miały  pisać  następne  już  pokole­

nia.

Zwróćmy jednak baczną uwagę na to, w jakim momencie urwał on 

pisanie. Nastąpiło to w chwili konfliktu między księciem i możnym wo­

jewodą Mikołajem, który chciał „zniszczyć” i „unicestwić” prawego i za­

służonego Gaworka, w obronie którego stanął Leszek i odrzucił pryncy­

pat krakowski, by w ten sposób ratować godność i dostojność niewinnego 

człowieka.

'?•

-f

7

background image

Błogosławiony Wincenty Kadłubek

23

IV.  BISKUP KRAKOWSKI

1. Pierwsza wolna elekcja

Śmierć  biskupa  krakowskiego  (11  IX  1207)  pogłębiła  trudną  sytuację 

Kościoła  w  Polsce.  Przed  rokiem  bowiem  arcybiskup  gnieźnieński  Henryk 

Kietlicz  musiał  uchodzić  z  Gniezna  i  z  Polski  przed  Władysławem  Lasko- 

nogim.  Wybór  nowego  biskupa  krakowskiego  miał  się  zatem  odbyć  na  tle 
ostrej  walki  pomiędzy  arcybiskupem  i  księciem  Władysławem  Lasko- 
nogim.

Znaczenie  elekcji  Wincentego  Kadłubka  na  biskupa  krakowskiego,  któ­

ra  stała  się  ważnym  wydarzeniem  w  dziejach  Polski  katolickiej,  można 
ocenić  i  pojąć  na  tle  ówczesnej  sytuacji  w  kraju  i  na  tle  dążeń  do  reform 
kościelno-społecznych, podejmowanych przez arcybiskupa H. Kietlicza.

Wprawdzie  arcybiskup  Kietlicz  był  nominatem  Mieszka  Starego  (od 

1199),  lecz  niebawem  stał  się  bojownikiem  o  prawa  wolnej  elekcji  bisku­

pów.  Był  on  hierarchą  bezgranicznie  oddanym  Kościołowi.  Z  Mieszkiem 
Starym,  swym  protektorem  i  zwolennikiem  rządów  silnej  ręki,  nie  miał 
żadnych  zatargów.  Zawzięty  spór  rozgorzał  natomiast  począwszy  od  1206  r. 

między  jego  synem  Władysławem  Laskonogim  a  Kietliczem.  Obie  strony 

posługiwały  się  właściwą  sobie  bronią:  metropolita  —  anatemami,  ksią­

żę  aktami  gwałtu  uzewnętrznionego  poprzez  egzekwowanie  dawnego  pra­

wa  monarszego,  zwłaszcza  „ius  spolii”,  czyli  przez  zabór  ruchomości,  a  tak­

że  i  nieruchomości  w  wypadku  śmierci  biskupa.  Wprawdzie  prawo  „ius 

spolii”  zostało  zniesione  w  Łęczycy  (1180),  ale  nie  honorowano  tego  poza 
Krakowem.

Troska  o  właściwe  obsadzenie  osieroconej  stolicy  w  Krakowie  leżała 

głęboko  na  sercu  Kietliczowi,  tym  bardziej,  że  stołeczne  to  miasto  zajmo­
wało pierwsze miejsce wśród wszystkich dzielnic.

Kościół  w  Polsce  przeżywał  tymczasem  sytuację  podobną  do  okresu 

walki  o  inwestyturę  na  Zachodzie  pomiędzy  Grzegorzem  VII  a  cesarzem 
Henrykiem  IV.  Odpowiednikiem  Grzegorza  był  arcybiskup  Kietlicz,  zaś 

Henryka  IV  Władysław  Laskonogi.  Kiedy  papieżem  w  1198  r.  został  In­

nocenty  III,  idea  Królestwa  Bożego  na  ziemi  pod  berłem  tego  dzielnego 

następcy  św.  Piotra  nabrała  nowych,  bardziej  wyrazistych  rumieńców. 
W  rok  po  wstąpieniu  na  Stolicę  Apostolską  Innocentego  III,  nowo  miano­
wany  arcybiskup  Henryk  Kietlicz  rozpoczął  pracę  nad  wcieleniem  w  ży­

cie  planów  wielkiego  papieża.  Działalność  Kietlicza  zyskała  sobie  przy­

chylność  Henryka  Brodatego,  Leszka  Białego  i  Władysława  Odonicza.  Na­

potykała  jednak  niestety  i  trudności,  mianowicie  ze  strony  Laskonogie- 

go.  Ten  idąc  śladami  ojca  usiłował  mocną  ręką  ujarzmić  możnowładców 
i  duchowieństwo,  co  w  1202  r.  doprowadziło  do  buntu,  a  następnie  do  utra­

ty książęcej stolicy krakowskiej.

Po  tym  wydarzeniu  Laskonogi  rozpanowawszy  się  w  swej  wielkopol­

skiej  dzielnicy  gnębił  i  Kietlicza,  i  Kościół.  Natężenie  tej  walki  przybrało 

nawet  na  sile  na  krótko  przed  śmiercią  biskupa  Pełki.  Jak  wiadomo,  arcy­

biskup  musiał  wówczas  uciekać  z  Gniezna  (1206),  a  książę  Władysław 
w swych włościach zaczął w sposób stanowczy prześladować Kościół. Przez

background image

24

o. Klemens Swiżek O. Cist

takie  postępowanie  naraził  się  oczywiście  Stolicy  Apostolskiej.  Gdy  arcy­

biskup  był  na  wygnaniu,  przedstawił  papieżowi  bardzo  ciężką  sytuację 
Kościoła  w  Wielkopolsce.  Papież  w  liście  z  dn.  4  I  1207  r.  ostro  napominał 

Laskonogiego.  Poza  tym  wysłał  poprzez  arcybiskupa  list  do  biskupów 
polskich  z  zaleceniem,  aby  ci  mocno  trwali  przy  metropolicie  i  wspierali 

go  tak  materialnie,  jak  i  duchowo.  Skierował  także  list  do  książąt  pol­
skich,  w  którym  upominał,  aby  nie  stwarzali  trudności  w  wolnym  wyborze
 
biskupów  i  członków  kapituł,  wyjaśniając,  że  stanowiło  to  do  tego  czasu 
najdotkliwszą  ingerencję  w  sprawy  wewnętrzne  Kościoła.  To  właśnie  było 

kością niezgody między władzą kościelną a świecką.

Na  Zachodzie  już  od  1122  r.,  tj.  od  ugody  w  Wormacji,  kapituły  posia­

dały  prawo  wyboru  biskupów.  W  Polsce  panowało  jeszcze  prawo  zdobyte 

na  zjeżdzie  w  Gnieźnie  w  1000  roku.  Panujący  w  sprawach  opieki,  upo­
sażenia  i  karności  kościelnej  był  najwyższym  czynnikiem  w  kraju.  Dokąd
 
rządzili  królowie,  troska  ich  o  rozwój  Kościoła  była  zjawiskiem  mile  wi­
dzianym.  Kościół  nawzajem  służył  interesom  państwowym,  które  nie  stały
 

w  sprzeczności  z  jego  zasadami,  z  jego  misją  ewangeliczną.  Jednak  taki 
stan  był  krępujący  dla  Kościoła  i  nie  dawał  swobody  działania  według 
jego  pragnień  i  jego  apostolskich  zamierzeń.  Dlatego  też  usiłował  się  wy­
zwolić  i  uniezależnić  od  władzy  panującego.  Ale  panujący  nie  rezygnowali
 
ze  swych  praw,  dochodzili  ich.  W  związku  z  tym  w  Polsce  przed  XIII  w. 

nie  było  mowy  o  obsadzie  stolic  biskupich  wprost  przez  papieży.  Dlatego 
też  starania  Innocentego  III  i  arcybiskupa  Kietlicza  miały  być  decydujące 
w  dziejach  Kościoła  w  Polsce.  Takim  układem  stosunków  można  sobie 
tylko  wytłumaczyć  ostrą  walkę,  jaka  wywiązała  się  w  Polsce  o  inwesty­

turę.  Na  tle  przedstawionych  wyżej  stosunków  wystąpił  arcybiskup  Hen­
ryk  Kietlicz  jako  niezłomny  szermierz  reformy  kościelnej.  Pragnął  on
 

przy  tym  skupić  wokół  siebie  w  walce  o  prawa  Kościoła  ówczesnych  bi­

skupów i duchowieństwo.

W  Krakowie  stosunkowo  było  najlepiej,  a  poza  tym  Leszek  Biały  zain­

teresowany  osobiście  wyborem  nowego  biskupa  poszedł  śladami  swego 
ojca  Kazimierza  Sprawiedliwego  i  okazał  się  bardzo  uległy  poleceniom 

Innocentego  III,  stając  się  gorliwym  zwolennikiem  reform  kościelnych. 

Pragnął  on  w  ten  sposób  wzmocnić  swą  pozycję  w  Krakowie,  którą  uzy­

skał  po  usunięciu  Władysława  Laskonogiego.  I  rzeczywiście  Innocenty  III 

wydał  dla  niego  akt  protekcyjny  (4  I  1207  r.),  biorąc  go  w  opiekę  jako 
księcia  krakowskiego.  W  ten  sposób  sprawa  elekcji  biskupa  uprościła  się 
wydatnie  i  miała  się  rozegrać  w  gronie  wyborców  kapitulnych.  Wyborcy 

wyłonili  dwie  kandydatury:  Wincentego  Kadłubka,  prepozyta  sandomier­

skiego,  i  Gedkę,  biskupa  płockiego.  Za  tymi  dwoma  kandydatami  stały  dwa 
obozy  wyborców.  Jeden  opowiadał  się  za  reformą  w  myśl  dążeń  Innocen­

tego  III  i  arcybiskupa  Kietlicza,  drugi,  konserwatywny,  uznawał  stary  po­

rządek.  Nikt  nie  wątpił,  że  Wincenty  Kadłubek  pójdzie  całą  duszą  za  arcy­

biskupem  według  wskazań  papieskich.  Podobnie  nikt  nie  wątpił,  że  Gedko 

będzie  tolerował  swawolę  i  bezład  wśród  duchowieństwa.  Gedko  nie  był 
biskupem  według  wymagań  Rzymu.  Zaniedbywał  obowiązki  duszpaster­

skie,  nie  wygłaszał  kazań  do  wiernych,  tolerował  niekamość  księży  i  roz­

wody  małżeństw  prawnie  zawartych,  nie  chciał  płacić  podatków  na  rzecz 

Ziemi Świętej i Stolicy Apostolskiej, oddawał się obyczajom świeckim.

Stanisław Ługuna w swojej pięknej pracy Dwie elekcje Gedkę, rywala

1

background image

Błogosławiony Wincenty Kadłubek

25

Wincentego,  odmalował  wręcz  demonicznie.  Do  takiej  opinii  skłania  się 
także  Umiński.  Inne  jednak  dokumenty  nie  świadczą  aż  tak  żle  o  Gedce. 
Dwaj  kolejni  papieże,  Innocenty  III  i  Honoriusz  III,  wyrażali  się  o  nim 

z  uznaniem,  zaś  katedry  krakowska  i  płocka  oraz  misja  pruska  Christiana 

zawdzięczały  mu  sporo  w  zakresie  darowizn  materialnych.  Nawet  reforma 

zyskała  w  nim  lojalnego  wykonawcę  zasadniczych  postulatów.  Niemniej 
jednak  biskup  płocki  związany  był  z  odchodzącą  przeszłością  i  liczył  się 
ze  zdaniem  starszego  pokolenia  kapłańskiego.  Poza  tym  w  ciągu  swego 

pasterzowania  zdążył  się  poróżnić  ze  swym  metropolitą.  Chodziło  o  od­

prawienie  Mszy  św.  ślubnej  z  racji  związku  małżeńskiego  Konrada  Mazo­

wieckiego.  Arcybiskup  Henryk  z  pominięciem  praw  ordynariusza  celebro­
wał  ją  osobiście.  Gedko  nie  zaprotestował,  ale  zachował  urazę.  Nastawie­
nie  Gedki  do  reformy  i  Kietlicza  nie  było  tajemnicą  i  ono  uczyniło  go  fa­

worytem kapituły krakowskiej.

Wincenty  Kadłubek  zachował  się  przeciwnie.  Jako  człowiek  wykształ­

cony  gruntownie,  spokojny,  pokorny  i  świątobliwy,  rokował  wszelkie  na­
dzieje,  że  może  stać  się  filarem  Kościoła  w  Polsce  i  że  będzie  wiernym
 

sojusznikiem  Kietlicza  w  walce  o  reformę.  Jakkolwiek  przebywał  w  nie­
wielkim  wówczas  Sandomierzu,  nabrał  przecież  rozgłosu,  a  to  poprzez  pi­

sanie  Kroniki  Polaków,  jak  również  na  skutek  przyjaźni,  jaką  darzyli  go 

Kazimierz  Sprawiedliwy  i  jego  syn  Leszek  Biały.  Stąd  wybór  Wincentego 
popierał  Leszek,  jako  że  pragnął  mieć  przy  boku  biskupa  mądrego,  a  w  je­

go osobie szlachetnego człowieka i kapłana według serca i myśli Bożej.

Sprawa  wyboru  nowego  biskupa  była  jednak  skomplikowana.  Mimo 

wybitnych  zalet,  jakie  posiadał  Wincenty,  duchowieństwo  kapituły  krakow­
skiej  tkwiące  w  starych  obyczajach  skłaniało  się  w  stronę  biskupa  Gedki.
 
Wyborcy,  którym  odpowiadał  bardziej  Wincenty,  zaprotestowali  przeciw 

biskupowi  płockiemu.  Wobec  braku  jednomyślności,  kapituła  zwróciła  się 

po  decyzję  do  papieża.  Innocenty  III,  dobrze  poinformowany  przez  Kietlicza 

i  Leszka  Białego  co  do  wartości  przedstawionych  mu  do  rozstrzygnięcia 
kandydatów,  opowiedział  się  za  Wincentym,  korzystając  przy  tym 

z  oświadczenia  zwolenników  Gedki,  którzy  byli  gotowi  na  życzenie  papieża 
zgodzić się na wybór kandydata innego.

W  związku  z  tym  papież  bullą  z  28  marca  1208  r.  zatwierdził  Wincen­

tego  na  biskupa  krakowskiego.  Jako  wydarzenie  wielkiej  wagi  historycz­

nej  rzutowało  ono  odtąd  na  przyszłość  Kościoła  w  naszej  Ojczyźnie,  a  to 

dlatego,  że  po  raz  pierwszy  w  dziejach  Kościoła  w  Polsce  wyboru  biskupa 
dokonała  kapituła,  nie  panujący  książę.  Wydarzenie  to  posiadało  dla  Ko­
ścioła  olbrzymie  znaczenie,  gdyż  wyzwalało  kapitułę  spod  wpływu  mo­
narchy,  a  papieżowi  dało  możność  zatwierdzenia  najgodniejszego  kandy­

data na biskupa.

Elekcja  Wincentego  dokonana  przez  kapitułę  była  zatem  nowym  eta­

pem  w  dziejach  Kościoła  w  naszym  kraju,  była  aktem  wyzwalającym 
Kościół  spod  supremacji  władzy  świeckiej,  ponadto  spełniła  pragnienie 
Kościoła  dążącego  do  swobodnego  sprawowania  swej  misji  dziejowej  bez 
ograniczania lub hamowania ze strony władców świeckich.

background image

26

o. Klemens Swiiek O. Cist.

2.  Mąż zgody i pojednania

Konsekracji 

Wincentego 

Kadłubka 

dokonał 

arcybiskup 

Henryk 

Kie- 

tlicz po powrocie z wygnania 24 \ 1208 r.

Jednym  z  pierwszych  czynów  Wincentego  było  pogodzenie  księcia  Wła­

dysława"  Laskonogiego  z  jego  synowcem  Władysławem  Odoniczem,  księ­

ciem  kaliskim.  Kadłubek  spełnił  wówczas  główną  rolę  płynącą  tak  z  mocy 

swego  urzędu  biskupiego,  jak  i  z  dostojnej  powagi,  jaką  cieszył  się  na  dwo­

rze  Leszka  Białego.  Książę  ten  cenił  go  wysoko  jako  długoletniego  do­
radcę  swego  ojca  Kazimierza  Sprawiedliwego,  a  równocześnie  jako  swego
 

wychowawcę  z  czasów  prepozytury  sandomierskiej  oraz  za  jego  charyz­

matyczne przymioty.

W  kraju  trwało  wrzenie  i  niemal  nieustanne  walki  o  tron  krakowski. 

Dochodziło  do  walk  bratobójczych,  których  był  świadkiem  Wincenty,  np. 

w  bitwie  nad  rzeką  Mozgawą.  Wprawdzie  z  chwilą  objęcia  diecezji  uci­
chły  walki  o  tron  krakowski,  ale  mimo  to  wrzenie  w  kraju  nie  ustawało
 
z  powodu  przeprowadzania  reformy  kościelnej  przez  władczego  arcybisku­
pa  Kiethcza,  który  z  całą  bezwzględnością  dążył  do  upodobnienia  nieco
 
zacofanych stosunków kościelnych w Polsce do wzoru krajów zachodnich.

Już  w  1207  r.  na  synodzie  w  me  znanej  nam  miejscowości  arcybiskup 

pozbawił  duchownych  ich  żon,  które  pojęli,  mimo  że  posiadali  wyższe 

święcenia.  Ówcześni  biskupi  i  kler  uwikłani  byli  w  sprawy  polityki  świec­

kiej  i  rodowej,  często  obojętni  na  sprawy  natury  duchowej.  Życie  reli­

gijne 

ludu 

pozostawiało  wiele 

do 

życzenia. 

Zakorzenione 

były  jeszcze 

wśród  nich  praktyki  pogańskie  oraz  wiara  w  gusła  i  czary.  Ówczesne  ży­
cie  religijne  ludu  w  Polsce,  zwłaszcza  na  Śląsku,  opisał  zakonnik  jędrze­
jowski  Rudolf  w  1250  r.  w  dziele  Summa  de  Poenitentia.
  Życie  zaś  spo­
łeczne  i  gospodarcze  oraz  stosunki  między  ludźmi,  liczne  napady  i  gra­
bieże 

przedstawił 

opat 

Piotr 

Henrykowa 

Księdze 

Henrykowskiej. 

Najwięcej  światła  na  życie  i  obyczaje  społeczeństwa  polskiego  rzucił  jed­

nak  mistrz  Wincenty  w  Kronice  Polaków.  Przedstawił  w  niej  bowiem 

tarcia  polityczne  i  wojny  wśród  książąt,  brak  wierności,  zdobywanie  urzę­

dów 

przekupstwem, 

pochlebstwem, 

ponadto 

różnice 

klasowe, 

niszczenie 

przez  książąt  i  możnowładców  dobytku  rolników  oraz  takie  cechy,  jak  le­

nistwo, tchórzostwo, chciwość, pycha, fałszywa ambicja.

W  takich  to  warunkach  wypadło  Wincentemu  przyjąć  ster  nad  olbrzy­

mią  diecezją  krakowską,  z  której  powstało  później  prawie  7  diecezji. 

W  osobie  Wincentego  diecezja  krakowska,  a  wraz  z  nią  Polska  otrzy­

mała 

pasterza 

opatrznościowego, 

arcybiskup 

zaś 

Kietlicz 

wspaniałego 

współpracownika w dziele reformy.

Należy  zaznaczyć,  że  Innocenty  III  pragnął  nie  tylko  uwolnić  Kościół 

w

r

  Polsce  spod  przemocy  świeckiej,  ale  chciał  także  wprowadzić  w  jego 

życie  reformę  gregoriańską.  Czynił  to  za  sprawą  oddanego  jej  arcybiskupa 

i  współpracującego  z  nim  biskupa  Wincentego.  Lecz  sytuacja  w  Polsce  nie 

sprzyjała reformie.

W  tym  czasie  arcybiskup  Kietlicz  i  biskupi,  m.  in.  wrocławski,  toczyli 

spór  z  książętami  o  dziesięciny  i  ,,ius  spolii”.  Sprawa  dziesięcin,  zwłaszcza 

wykarczowanych 

terenów, 

przybierała 

charakter 

zasadniczy, 

wyższy 

ponad kwestie materialne. Dziesięcina, którą przydzielali biskupi poszczę-

background image

gólnym  kościołom,  stanowiła  nie  tylko  źródło  dochodów,  lecz  była  zna­
kiem  suwerenności  Kościoła.  Innocenty  III  na  wniosek  arcybiskupa
 
(4  I  1207)  napomniał  książąt  polskich,  aby  ci  nie  przeszkadzali  w  płace­
niu  dziesięcin  oraz  aby  nie  zwalniali  nikogo  od  ich  uiszczania  na  rzecz
 
instytucji  kościelnych.  Spór  o  dziesięciny  trwał  przez  cały  okres  rządów 
biskupa  Wincentego.  Jego  uśmierzenie  nastąpiło  chwilowo  dopiero 

w  1217  r.  na  mocy  wyroku  sędziego  polubownego,  cystersa  Konrada,  by­
łego biskupa w Halberstadt.

Dziesięcioletni  okres  pasterskich  rządów  Wincentego  Kadłubka  zapisał 

się  w  Krakowie  jako  pontyfikat  dobrego,  wzorowego  biskupa.  Znamienne 

są  jego  słowa,  jakie  pozostały  w  wydanym  przezeń  dokumencie:  „Ponieważ 

poważne  zaniedbanie  jest  winą,  nie  chcemy  dopuścić  się  występku  w  tym, 
w  czym  z  powierzonego  sobie  urzędu  innych  musimy  poprawiać.  Widząc 
że  przywileje  domu  jędrzejowskiego  z  powodu  niedbalstwa  zostały  okro­

jone  i  wniwecz  obrócone,  a  dom  chyli  się  ku  upadkowi  i  zgubie,  posta­

nowiliśmy  w  sposób  właściwy  zapobiec  niechybnej  ruinie,  gdyż  lepiej  jest 

przed czasem zaradzić, niż po czasie szukać lekarstwa”.

W  słowach  tych  Wincenty  mimo  woli  odsłoniwszy  nam  wnętrze  du­

chowe  ukazał  swoje  zasady  etyczne,  którymi  jako  biskup  kierował  się 
w  całej  działalności  duszpasterskiej.  Chciał  być  daleki  od  zawinionego  nie­

dbalstwa,  które  jako  dobry  pasterz  Chrystusowy  miał  obowiązek  zwalczać 

u  innych.  Zanim  jednak  innym  ukazał  popełnione  winy,  wcześniej  chciał 

być sam od nich wolny.

W innym swym dokumencie mówi Wincenty o niedbalstwie jako

0  „karmicielce  zapomnienia”.  Ponieważ  chciał  wszystkich  od  tego  przewi­
nienia uwolnić, dlatego wspomina o nim w publicznym dokumencie.

Wincenty musiał być dobrym pasterzem, skoro jednał sobie wiernych

1  kapłanów.  Czynił  to  poprzez  dobroć,  wyrozumiałość,  a  równocześnie  po­
przez stanowczość w trosce o ich najwyższe dobro — zbawienie.

W  źródłach  historycznych  nazwany  jest  Wincenty  również  „pluribus 

commendatus”,  tj.  godzien  zalecenia  dla  wielu.  I  to,  co  jest  najbardziej 

godne  zalecenia  w  jego  sposobie  bycia,  godne  uwagi  i  zastanowienia,  to 
świadectwo  dawane  własnym  przykładem  życia,  życia  zgodnego  z  zasada­
mi Ewangelii.

___  

_____ Ulogoslawtony Wincenty Kadłubek___________ ________________ 27

3.  Szczodrobliwy donator

Wincenty  jako  hierarcha  krakowski  był  dysponentem  fortuny  iście 

królewskiej.  Miał  z  czego  dawać  i  czynił  to  chętnie.  Nie  szczędził  przy 
tym  własnego  majątku.  Szczególnie  troszczył  się  o  klasztory  cysterskie, 

bowiem  odnosił  się  do  nich  ze  specjalną  predylekcją.  Jego  wielkoduszność 

wyrażała  się  przede  wszystkim  w  darowiznach  na  rzecz  klasztorów  cyster­
skich,  choć  i  inne  w  tym  względzie  nie  były  pomijane.  M.in.  w  1206  r.
 
Wincenty  darował  klasztorowi  cystersów  w  Sulejowie  dwie  wsie:  Czer­
ników  i  Gojców.  W  trosce  o  trwałość  tej  darowizny,  poczynionej  uprzed­

nio,  potwierdził  ją  osobnym  dyplomem  jako  biskup  krakowski  w  1208  r. 

Spośród 

wielu 

czynności 

biskupich, 

jakie 

spełniał, 

wiadomo, 

że 

w 1210 r. Wincenty konsekrował dwa kościoły, a mianowicie: św. Floriana

background image

28

o. Klemens Snńżek O. Cist.

w  Krakowie  oraz  kościół  cysterski  w  Jędrzejowie.  Z  okazji  tej  drugiej 

konsekracji  darował  klasztorowi  jędrzejowskiemu  dziesięciny  z  3  wsi,  tj. 

ze  Zdanowic,  Wilczyc  i  Niegosławic.  Zatwierdził  przy  tym  darowizny 

poprzednich biskupów, tj. Maura, Radosta i Gedki.

Spojrzyjmy  jeszcze  raz  na  hojnego  dobrodzieja  Wincentego  Kadłubka. 

Wiadomo,  że  cystersom  w  Koprzywnicy  ze  swej  posiadłości,  majątku  ro­

dowego.  zapisał  wieś  Niekisiałkę,  zaś  bożogrobcom  w  Miechowie  zapisał 

dziesięciny  z  biskupiej  wsi  Swmiarowo  pod  Stopnicą.  Przy  złożeniu  tej 

darowizny  Wincenty  pisał  (15  VIII  1214):  „Ponieważ  świat  przemija  i  zmie­

nia  się  codziennie,  pod  wpływem  różnych  czynników,  należy  te  szacowne 
czynności,  których  pamięć  nie  zachowa,  utrwalić  na  piśmie  ku  pamięci 

potomnych.  Dlatego  ja,  Wincenty  ze  zmiłowania  Bożego  biskup  krakowski, 

z  natchnienia  pobożności  i  za  zgodą  kapituły  katedralnej  dałem  klaszto­
rowi w Miechowie dziesięciny ze wsi Swiniarowo”.

Wincenty  w  1217  r.  zatwierdził  ponadto  wspomnianym  bożogrobcom 

w  Miechowie  nadaną  przez  Leszka  Białego  karczmę  w  Czyżynach.  Zadbał 

przy  tym  o  kościoły,  których  sytuacja  prawna  wskutek  instytucji  patro­
natu  była  wtedy  dość  zagmatwana.  Jednym  z  żądań  emancypująeego  się
 

Kościoła  było  usamodzielnienie  się  świątyń  i  stworzenie  regularnej  sieci 
parafialnej. Wincenty starał się uregulować te trudne sprawy.

Jak  się  zdaje,  biskup  Wincenty  w  ciągu  swych  krótkich  rządów  die­

cezją  nieustannie  szukał  sposobności  do  tego,  by  móc  dawać.  Czynił  to 
według zasady ewangelicznej, że lepiej jest dawać aniżeli brać.

A  oto  dalsze  jego  szczodrobliwe  nadania.  W  1213  r.  w  porozumieniu 

z  kapitułą  krakowską  przekazał  kapitule  kieleckiej  swoje  prawo  do  pa­

tronatu  nad  kościołem  w  Kijach,  dodając  jej  poza  tym  wieś  Podłęże  pod 

Pińczowem.  Na  prośbę  drugiego  patrona  wsi  Kije,  komesa  Wojsława, 

pozwolił  mu  na  miejsce  przeniesionej  prebendy  ustanowić  małe  benefi­
cjum, które uposażył.

Biskup  Wincenty  zatroszczył  się  także  o  dochody  katedry  krakowskiej, 

zapisując  jej  według  późniejszych,  ale  niepodejrzanych  relacji  Kalendarza 

Krakowskiego  oraz  Długosza  19  wsi  dziesięcinnych  koło  Czchowa  (Są­
decczyzna)  częściowo  na  potrzeby  kanoników,  a  częściowo  na  wieczne
 

śwńatło  w  katedrze.  Wincenty  był  pierwszym  biskupem  w  Polsce,  który 
wprowadził  zwyczaj  palenia  wiecznego  światła  przed  Najświętszym  Sa­
kramentem.  Zwyczaj  ten  był  prawdopodobnie  infiltracją  wpływów  cy­

sterskich,  gdyż  do  swoich  kościołów  wprowadził  go  św.  Stefan  Harding, 

prawodawca  Citeau.  Wpływ  Wincentego  zdradza  zbliżony  treścią  akt 

Leszka  Białego,  który  przy  wspomnianym  nadaniu  karczmy  bożogrobcom 

miechowskim  czyni  to,  aby  zapewnić  „wieczne  światło  w  kościele  pomie- 

nionego  domu”.  Ewentualnym  gwałcicielom  tej  woli  książę  zagraża  eks­
komuniką  „swego  Ojca  Biskupa  krakowskiego”,  u  którego  prosił  i  uzy­

skał  „potwierdzenie  tak  zbożnego  dzieła”.  Tytuł  „ojca”  wskazuje,  że  Win­

centy  był  najwidoczniej  duszpasterzem  monarchy,  kaznodzieją  dworskim 

i co najważniejsze — spowiednikiem Leszka.

Długo  trzeba  było  czekać,  zanim  inne  katedry  w  Polsce  znalazły  na­

śladowców  Kadłubka.  Dopiero  w  1605  r.  biskup  Tylicki  (Włocławek) 
ufundował  wieczną  lampkę  w  swej  katedrze,  jako  znak  miłości  euchary­

stycznej.  Z  przekazów  historycznych  wiadomo,  że  kapituła  gnieźnieńska 

poszła za przykładem mistrza Wincentego jeszcze później, bo dopiero

background image

w 1633 r., zaś kapituła w Sandomierzu uczyniła to dopiero w 1700 r.

Pewne  praktyki  religijne,  jak  w  tym  wypadku  kult  eucharystyczny, 

dojrzewały  powoli,  w  ciągu  całych  wieków,  zanim  znalazły  należne 

i  głębsze  zrozumienie  w  szerszych  kręgach  społecznych.  Trzeźwy  umysł 
mistrza  Wincentego  i  jego  niezwykła  intuicja  sprawiły,  że  już  na  począt­
ku  XIII  w.  wskazały  Polsce,  gdzie  należy  szukać  źródła  odradzania  się
 
siły Bożej w życiu Narodu.

W  związku  z  tym  problemem  należy  zwrócić  uwagę  na  przyczynę, 

która  w  jakiś  sposób  wpłynęła  i  przynagliła  biskupa  krakowskiego  do 
zwrócenia  szczególnej  uwagi  na  obecność  Chrystusa  Pana  w  Najświęt­

szym  Sakramencie.  Otóż  zapalenie  wiecznego  światła  w  katedrze  wawel­

skiej  zostało  dokonane  przez  Wincentego  w  związku  z  Soborem  Laterań­
skim  IV,  jaki  odbył  się  w  1215  r.  Na  tym  bowiem  soborze  powzięto
 

uchwałę  zobowiązującą  wiernych  do  przyjmowania  Eucharystii  przy­

najmniej  raz  w  roku  w  okresie  wielkanocnym.  Konieczność  powzięcia  ta­

kiej  uchwały  wskazuje  na  pewne  zobojętnienie  i  niedocenianie  wartości 

nadprzyrodzonych,  płynących  z  pokarmu  „chleba,  który  zstąpił  z  nieba”, 

by karmić dusze ludzkie, jednoczyć je z Bogiem-Miłością.

_______________________ Błogosławiony Wincenty Kadłubek___________________ _ ??

V.  UCZESTNICTWO WINCENTEGO W ZJAZDACH BISKUPÓW

Wszyscy  niemal  biografowie  charakteryzują  Wincentego  jako  czło­

wieka  cichego  i  spokojnego,  pełnego  równowagi  wewnętrznej,  oddanego 

bardziej  życiu  kontemplacyjnemu  niż  aktywnej  działalności  społeczno- 

-politycznej,  to  znaczy  mało  interesującego  się  sprawami  publicznymi. 
Taka  opinia  o  Wincentym,  dziejopisarzu  i  biskupie,  tylko  w  części  jest 
słuszna.  Kontemplacja  bowiem  spraw  nadprzyrodzonych,  eschatologicz­
nych,  tworzy  i  gromadzi  energie  duchowe  pobudzające  do  czynów  wznio­
słych  wymagających  poświęcenia  i  wielu  trudów  życia  codziennego.  Dla­

tego  to  Wincenty,  późniejszy  mnich,  mimo  trwania  w  kontemplacji, 

a  może  dzięki  niej,  jest  przecież  aż  nadto  czynny,  brał  przecież  udział  we 

wszystkich  zjazdach  biskupów,  w  synodach  oraz  w  Soborze  Laterań­
skim IV.

Wincenty  interesując  się  i  przeżywając  aktualne  problemy  Kościoła 

miał  w  sobie  coś  jakby  z  mentalności  krzyżowca.  Chwalił  on  np.  wypra­
wy  o  charakterze  krucjat  przeciwko  pogańskim  Prusakom  i  Pomorza­

nom.  Ganił  natomiast  Bolesława  Kędzierzawego  za  opieszałość  w  karce­
niu  odstępców  od  wiary,  byle  mu  tylko  płacili  podatki.  W  tym  wypadku
 
jego  nietolerancję  tłumaczyć  należy  ówczesną  mentalnością,  która  ze­
zwalała  szerzyć  prawdy  Boże  nawet  przemocą,  uważając  tego  rodzaju  po­

stępowanie  za  dobrodziejstwo  w  zakresie  zbawienia.  Nietolerancja  nato­
miast  w  ujęciu  Anonima  Galla  jest  skrajna  i  kategoryczna,  bowiem  autor
 
ten uważał za nieobowiązującą każdą przysięgę złożoną poganom.

background image

30

0. 

Klemens Swizek O. Cist.

1.  Zja

2

tl w Borzykowej

Wincenty  współpracując  ścisłe  z  arcybiskupem  Henrykiem  Kietliczcm 

trwał  wiernie  przy  nim.  Podążał  więc  wszędzie  tam,  gdzie  swą  działal­

ność  przejawiał  Kietlicz.  Spojrzyjmy  najpierw  na  burzliwy  rok  1210, 

i£^

CU

  - 

ktÓreg

° 

w

  Borzykowej.'w  województwie  sieradzkim,  odbył  się 

wip*ki 

zjazd 

stronników 

arcybiskupa 

Kietlicza. 

Brali 

nim 

udział 

wszyscy  biskupi,  wielu  opatów,  prałatów  i  panów  świeckich.  Z  książąt 
przybyli:  Leszek  Biały.  Konrad  Mazowiecki,  Henryk  Brodaty  i  Włady­

sław  Odonicz.  Przedmiotem  obrad  zjazdu  była  sprawa  senioratu,  który, 

na  skutek  błędnej  informacji,  papież  przywrócił  Laskonogiomu.  Na  zjeź- 

dzie  tym  W  incenty  wystąpił  jako  świadek  w  dokumencie  Słabosza,  od­
nawiającym  nadanie  Słaboszowa  pod  Miechowem  klasztorowi  norberta-
 

nów 

w*  B

usku

Uczestnicy  uwiecznili  swoje  imiona  na  dokumencie,  mocą 

którego  Władysław  Odonicz  przekazał  opatowi  cystersów  Pforty,  posesję 

w

 Przemęcie, na założenie nowego klasztoru.

Nie  da  się  dziś  ustalić  dokładna,  jakie  punkty  reformy  kościelnej  po­

ruszano  na  zjeżdzie,  choć  źródła  podkreślają  symidalny  charakter  zjazdu. 
Obecni  na  zjeżdzie  Piastowie  zawiązali  ligę  przeciw  Laskonogiemu.  Nie­

bawem  po  synodzie  książę  Mieszko  Raciborski  zajął  Kraków,  był  on  bo­

wiem 

sojusznikiem 

Władysława  Laskonogiego  i  szermierzem  senioratu. 

Z  tej  racji  biskup  Wincenty  jako  zdeklarowany  przyjaciel  Leszka  Białego 
musiał  przymusowo  przebywać  poza  Krakowem,  to  znaczy  był  na  wy­
gnaniu. 

.

'  Wobec  tych  zamieszek  w  kraju  i  na  skutek  zagrożenia  obozu  arcybis­
kupa  Kietlicza  jeszcze  w  tym  roku,  tj.  w  1210,  odbył  się  drugi  zjazd,  tym
 

razem  w  nieznanej  miejscowości.  Na  zjazd  ten  przybył  niewątpliwie  rów­

nież  Wincenty.  Książęta  zaś,  którzy  uczestniczyli  w  zjeżdzie,  chcąc  sobie 
zjednać  papieża  wystawili  przywilej  wolnościowy  dla  Kościoła,  zwany 

borzykowskim. 

Obejmował 

on 

szeroko 

pojęty 

immunitet 

gospodarczy, 

zda  się  i  sądowy,  z  zastrzeżeniem  dla  władcy  części  „iuris  spolii”.  Papież 

jednak  tego  nie  zatwierdził.  Były  to  czasy,  kiedy  Kościół  i  państwo  żyły 
w  symbiozie,  gdy  dla  osiągnięcia  celów  politycznych  chwytano  się  argu­
mentów religijnych i odwrotnie.

Choć  nie  wiadomo,  jakich  przykrości  doznał  Wincenty,  gdy  był  prze­

śladowany  ze  strony  Mieszka  Raciborskiego,  na  pewno  jako  członkowi  li­

gi  arcybiskupa  przypadł  mu  tak  samo  gorzki  kielich,  jaki  od  dawna  pił 
arcybiskup  Kietlicz.  Na  podstawie  tych  wydarzeń  historycznych  widać, 

jakie  Wincenty  Kadłubek  ponosił  trudy  w  czasie  swych  rządów  diecezją 

krakowską.  Warto  jednak  zaznaczyć,  że  w  tej  przykrej  rozgrywce  między 
Kietliczem  a  Laskonogim  Wincenty  niezłomnie  trwał  przy  arcybiskupie 
i  przy  księciu  Leszku  Białym.  Cichy,  ale  wielce  wpływowy  arcypasterz 

krakowski  nie  zaniedbał  żadnej  okazji,  aby  przyczynić  się  do  wzmocnienia 
obozu, po którego stronie były słuszne i uzasadnione racje Kościoła.

background image

Błogosławiony Wincenty Kadłubek

31

2. Zjazd w Mąkolnie

Na  zjeździe  w  Mąkolnie  Wielkopolskim  24  maja  1212  r.  radzono  nie 

tylko  nad  sprawami  dotyczącymi  walki  między  Kietliczem  i  Laskonogim. 
lecz  omawiano  również  misję  pruską,  którą  niewątpliwie  żywo  intereso­
wał  się  biskup  Wincenty,  tym  bardziej,  że  prowadzili  ją  cystersi  z  Łekna,
 
członkowie  zakonu,  do  którego  Wincenty  odnosił  się  zawsze  ze  szczerym 
uznaniem.

Misja  pruska,  jak  wiadomo,  podjęta  była  z  inspiracji  Kietlicza.  Stąd 

i  bliższe  zainteresowanie  tą  sprawą.  Dodać  trzeba,  że  zjazd  przyjął 
z  uznaniem  wiadomość  o  tym,  że  misjonarze  cysterscy  pod  przewod­
nictwem  Boguchwała  Filipa  i  Chrystiana  pozyskali  w  Prusach  wielu  lu­
dzi  dla  wiary  chrześcijańskiej.  Innocenty  III  już  4  IX  1210  r.  przekazał
 

arcybiskupowi  jurysdykcję  nad  nowo  nawróconymi  w  Prusach,  dopóki  nie 

otrzymają  własnego  biskupa.  Warto  zaznaczyć,  że  Boguchwał  zginął 

śmiercią  męczeńską  w  1213  r.,  a  w  trzy  lata  później,  tj.  w  1216  r.,  Chrys­

tian  mianowany  został  biskupem  misyjnym  Prus.  W  Mąkolnie  Wincenty 

potwierdził  swoją  gratyfikację  dla  klasztoru  w  Sulejowie,  której  dokonał 
w  1206  r.  jako  ówczesny  prepozyt  sandomierski.  Na  zjeździe  w  Mąkolnie 

bratankowie  Wincentego,  tj.  Bogusław  i  Sulisław,  wobec  uczestników 

zjazdu  i  Mszczuja,  księcia  pomorskiego,  zrzekli  się  wszelkich  pretensji  do 
dóbr  rodzinnych  Czerników  i  Gojców,  które  stryj  ich  jako  prepozyt  san­
domierski  podarował  klasztorowi  w  Sulejowie  ze  względu  na  pamięć
 

zbawienia  duszy  jego  fundatora,  tj.  księcia  Kazimierza  i  jego  małżonki 

Heleny oraz własnej rodziny.

3. Zjazd w Mstowie

W  czasie  zjazdu  w  Mstowie  w  1212  r.  metropolita  konsekrował  nowe­

go  biskupa  Pawła,  co  oznaczało  zakończenie  sporu  o  jego  elekcję,  jako 
biskupa  poznańskiego,  będącego  zwolennikiem  Laskonogiego.  Przeciwko 

tej  elekcji  bezskutecznie  występował  arcybiskup  u  papieża.  Po  uroczy­
stościach  religijnych,  w  związku  z  wydarzeniami  przy  elekcji  Pawła,
 
episkopat  grożąc  ekskomuniką,  uchwalił  zakaz  zdradzania  sekretu  obrad 
kapitulnych.  Prawdopodobnie  zakaz  ten  został  powzięty  z  inicjatywy  bis­
kupa krakowskiego, który słynął z prawdomówności.

4.  Synod w Sieradzu

Na  Synodzie  w  Sieradzu  24  czerwca  1213  r.  omawiano  sprawy  Koś­

cioła  i  sytuację  w  kraju.  Radzono  nad  sporem  między  Laskonogim  a  Koś­
ciołem.  Poza  tym  synod  zajął  się  uporządkowaniem  zagadnień  prawno-
 
-kościelnych  w  Polsce  oraz  sprawą  zebrania  materiałów  na  Sobór  Po­

wszechny  Laterański  IV  wyznaczony  na  dzień  1  XI  1215  r.  bullą  papieża 

Innocentego III z dn. 13 IV 1213 r. Z kolei miał wybrać biskupów, którzy

background image

32

o. Klemens Swiżek O. Ci»t.

według  wskazań  papieża  mają  zostać  w  kraju  dla  sprawowania  sakra*, 

mentów  świętych.  Zajął  się  także  ustaleniem  terminu  wyjazdu  biskupów 
do Rzymu, a także zabezpieczeniem interesów Kościoła i Jego reform przed 

ewentualnymi  niebezpieczeństwami  w  czasie  nieobecności  arcybiskupa 
Kietlicza.  Między  innymi  mówiono  o  tym,  jak  godnie  reprezentować 

episkopat  polski  na  soborze,  bowiem  wymagały  tego  wówczas  średnio­
wieczne  pojęcia  ludzi  o  zewnętrznej  potędze  Kościoła.  Rozplanowano
 
więc całokształt tej wielkiej wyprawy biskupów polskich do Rzymu, któ­

rzy  mieli  spotkać  się  z  całą  elitą  średniowiecznego  świata.  Dla  omówie­

nia  dalszych  szczegółów  postanowiono  zebrać  się  po  upływie  dwóch  lat. 
Jako wielce zainteresowany sprawami polskimi w soborze miał uczestni­
czyć  również  biskup  Wincenty,  biskup  szczególnie  wrażliwy  na  sprawy
 

Kościoła i sprawy Polski.

5.  Synod w Wolborzu

W  połowie 1215 r. zgromadzili się biskupi na synodzie prowincjonal­

nym  w  Wolborzu.  Arcybiskup  Kietlicz  uzyskał  na  nim  przywilej  immu­

nitetu  dla  Kościoła  od  książąt:  Leszka  Białego,  Konrada  Mazowieckiego, 
Władysława  Odonicza  i  Kazimierza  Opolskiego,  syna  Mieszka  Racibor­

skiego.  Książęta  chcąc  uzyskać  przychylność  episkopatu  i  papieża  przy­

znali  Kościołowi  niezależne  własne  sądownictwo,  a  wynagradzając 
krzywdy wyrządzone Kościołowi przez poprzedników zobowiązali się pod 

przysięgą  przestrzegać  wiernie  zasady  immunitetu  kościelnego  i  na  przy­
szłość nie narażać Kościoła na straty. Zebrawszy obfity materiał, udali się
 

biskupi  we  wrześniu  tegoż  roku  do  Rzymu.  Uczestniczyli  w  soborze  jako 

członkowie episkopatu, arcybiskup Kietlicz, biskup krakowski — Wincen­

ty  Kadłubek,  biskup  wrocławski  —  Wawrzyniec,  biskup  lubuski  —  Wa­

wrzyniec,  biskup  kujawski  —  Bartosz.  W  kraju  pozostali:  biskup  płoc­
ki  —  Gedko  i  biskup  poznański  —  Paweł.  Żaden  z  książąt  polskich  nie
 

brał  udziału  w  soborze.  Leszek  Biały,  chcąc  jednak  zyskać  sobie  uznanie 

i  przychylność  papieża,  oddał  się  pod  jego  opiekę  i  przyrzekł  mu  wier­
ność  oraz  gotowość  do  obrony  skrzywdzonych  kościołów.  Wpływ  Win­

centego  na  wspomniany  akt  Leszka  i  na  jego  treść  jest  niewątpliwy,  gdyż 
przyjaźnił  się  on  z  tym  księciem,  a  wcześniej  w  okresie  prepozytury  san­
domierskiej  był  jego  wychowawcą  po  śmierci  ojca,  Kazimierza  Sprawied­
liwego.  Jak  wiadomo,  w  Sandomierzu  mieszkała  matka,  wdowa  Helena
 

wraz ze swymi małoletnimi synami

Po  przysiędze  książąt  i  wielkodusznym  akcie  Leszka  arcybiskup  Kiet­

licz  mógł  spokojnie  wraz  z  biskupami  wyruszyć  na  sobór  do  Rzymu.  Było 

to  zapewne na początku września,  tj.  na dwa miesiące przed  rozpoczęciem 

soboru.

background image

Błogosławiony Wincenty Kadłubek

33

VI.  NA SOBORZE LATERAŃSKIM IV

Na  Soborze  Laterańskim  IV  okazała  się  w  całej  pełni  zewnętrzna  po­

tęga  Kościoła.  Przybyło  nań  wielu  książąt  i  wasalów  papieskich,  metro­
politów,  biskupów,  opatów.  Innocenty  III  wystąpił  na  soborze  w  całej
 

okazałości,  nie  tylko  jako  głowa  Kościoła  ze  wspaniałą  swą  świtą  kardy­

nalską, lecz także jako władca państwa kościelnego.

Wincenty  Kadłubek  był  więc  świadkiem  jedynej  w  swoim  rodzaju 

manifestacji  prezentującej  siły  zwycięskie  ówczesnego  Kościoła.  Nie 
wiadomo  jednak,  jak  wyglądał  orszak  biskupa  krakowskiego.  Należy 

przyjąć,  że  reprezentował  się  on  godnie,  choć  przecież  skromnie,  jak  to 
przystało  roztropnemu,  pokornemu  i  świątobliwemu  pasterzowi.  Wincen­
ty  jako  pasterz  krakowski  miał  precedencję  po  metropolicie  i  wyłączne
 
prawo  jego  konsekracji.  Hierarcha  krakowski  według  ówczesnych  po­

trzeb  i  zwyczajów  posiadał  dość  liczny  dwór,  skoro  na  zjazd  w  Mąkolnie 
w  1212  r.  przybył  w  towarzystwie  sześciu  własnych  kapelanów,  komor­

nika,  sędziego,  koniuszego  i  wojskiego  oraz  w  orszaku  rycerzy  i  gierm­

ków.  Świta  taka  była  nie  tylko  dopuszczalna,  ale  wprost  niezbędna,  gdyż 

młodzież  rycerska,  a  często  i  plebejska  nabierała  ogłady  na  dworach  bis­

kupich,  by  potem  niejednokrotnie  awansować  na  wysokie  stanowiska. 

Podobnie  działo  się  z  Wincentym,  który,  jak  wiadomo,  w  swej  młodości 

przebywał  jako  scholarz  na  dworze  biskupa  i  książąt  krakowskich.  Na­

leży  zaznaczyć,  że  ten  jakby  książęcy  dwór  i  splendor  nie  omamił  Win­
centego.  Było  to  jednak  potrzebne  dla  jego  uczestników.  Z  przekazów
 
źródłowych  wiadomo,  że  osoba  Wincentego  była  „cicha  i  skromna,  nie 

wysuwająca  się  nigdy  na  czoło”  i  że  przez  swą  skromność  nie  zwracała 

na  siebie  uwagi.  Jest  on  jedynym  hierarchą,  o  którym  źródła  nie  notują 

nic ujemnego.

Laikat,  tj.  dostojników  świeckich,  reprezentowali  przede  wszystkim 

panujący  oraz  magnaci  i  przedstawiciele  miast.  Przybyły  także  na  sobór 
szlachetne  damy,  m.in.  królowa  cypryjska,  Alicja.  Należy  przypom­

nieć,  że  chociaż  Innocenty  III  prosił  o  to,  aby  poczty  biskupów  były 
skromne,  ci  jakby  mimo  woli  wystąpili  z  największą  okazałością.  Dele­

gacja  polska  (na  soborze  brała  ud

2

iał  po  raz  pierwszy),  okazałością  nie 

różniła  się  wówczas  od  innych.  Nie  zauważono  też  pośród  jej  uczestników 

jakichś  przejawów  niższości  względem  innych  delegacji.  Mieszkańcy  bun­
towniczego  Rzymu  podziwiali  owszem  wspaniałą  procesję  czterystu  bis­
kupów,  ośmiuset  opatów  i  przełożonych  zakonnych,  ale  zatarasowali

 

wejścia  i  przez  to  przyczynili  się  do  tego,  że  kilku  uczestników  soboru 

zatratowano.

Biskup  Wincenty  pilnie  przysłuchiwał  się  obradom  soborowym  oraz 

powziętym  uchwałom.  Brak  jednak  wiadomości  o  ewentualnym  czynnym 

udziale  polskiej  delegacji  w  soborze.  Wiadomo  tylko,  że  wszystkie  dele­

gacje,  a  więc  i  Polacy  musieli  się  stawić  na  pożegnalnej  audiencji  u  pa­
pieża  i  że  29  XII  12i5  r.  Innocenty  II!  zatwierdził  przywilej  wolborski.
 
Tak  więc  wszyscy  biskupi  polscy  łącznie  z  Wincentym  spotkali  się  z  pa­
pieżem.

Do  Rzymu  z  delegacją  soborową  przybyli  również  dwaj  nowo  nawró­

ceni  zwierzchnicy  szczepów  pruskich,  Surawabuno  i  Warpoda,  którym 

papież  osobiście  udzielił  chrztu  6  stycznia  1216  r.,  a  zatem  jeszcze  w  at-

3 — Polscy święci

background image

34

o. Klemens Swiźek O. Cist.

mosferze  soborowej.  Był  to  pierwszy  efekt  polskiej  misji  okupionej 

śmiercią  męczeńską  Filipa  Boguchwała,  do  której  doszło  4  V  1215  r.,  tj. 
zaledwie  na  kilka  miesięcy  przed  rozpoczęciem  soboru.  Krew  męczen- 

mkow  jest  posiewem  dla  wzrostu  nowych  chrześcijan.  Krwawe  ziarno 

Boguchwała  rzucone  w  ziemię  pruską  zaowocowało  nowym,  zbawiennym 

pędem,  sakrą  biskupią  apostoła  Prus,  Chrystiana.  W  ten  sposób  mógł  on 
utwierdzać  w  sercach  „dojrzewających  do  żniwa”  ziarno  dobrej  nowiny 

-■wangelicznej.

Sobór  Laterański  IV  w  1215  r.  wieńcząc  niejako  pontyfikat  Innocentego 

III  siał  się  również  przeglądem  sił  Kościoła.  Jest  to  jednak  tylko  ze­

wnętrzna  strona  sprawy.  Na  soborze  przeprowadzono  przede  wszystkim 
bardzo ważne reformy dotyczące spraw Kościoła. Oto one:

1)  Ustalenie corocznego obowiązku przystępowania do sakramentu

pokuty i Ołtarza. 

J

 *

2) 

Obostrzenie czujności w stosunku do małżeństw katolickich w ce­

lu unikania konkubinatu.

3 Obostrzenie karności duchownych,

4) Ogłoszenie nowej krucjaty do Palestyny, którą wyznaczono na 

1 VI 1217 r. itd.

Ponadto  biskupów  zobowiązano,  aby  co  roku  odbywali  synody  diece­

zjalne  i  prowincjonalne  celem  wprowadzenia  reform  nakazanych  przez 

sobór.  Dwaj  biskupi  stojący  na  czele  reformy,  tj.  „wszechwładny”  Kiet- 

licz  i  pokorny  Wincenty,  biskup  krakowski,  synody  takie  przeprowadzili 

w  swvch  diecezjach  w  1216  i  1217  r.  Spotkali  się  w  czasie  ich  przeprowa­
dzania  z  dużymi  trudnościami,  przede  wszystkim  zaś  z  opozycją  kleru,
 
przez  którv  reforma  soborowa  nie  została  przyjęta  z  należytym  zrozu­
mieniem.  stanowiła  problem  „niemiły  i  wprost  niepożądany”,  choć  wia­

domo było powszechnie, że była ona konieczna.

W  Płocku  np.  synod  odbył  się  w  1216  r.  Jeżeli  tam  bawił  Kietlicz, 

odzie  nieprzychylnvm  mu  biskupem  był  Gedko,  to  w  innych  diecezjach 
akcja  synodalna  musiała  się  rozwijać  znacznie  lepiej.  Wszystko  to  działo 

się  ku  radości  arcybiskupa  i  ściśle  z  nim  współpracującego  Wincentego 

w  zakresie  przeprowadzania  reformy  soborowej.  Nie  ulega  wątpliwości, 

że  Henryk  Kietlicz  był  trudnym  zwierzchnikiem  swoich  sufraganów,  jak 

wówczas  nazywano  pasterzy  diecezji  podległych  Gnieznu.  W  latach  po­

soborowych  doszło  między  nim  a  Gedką  w  Płocku  do  procesu  na  forum 
papieskim.  Łagodny  Honoriusz  III,  którego  raziły  metody  bojowego  me­
tropolity,  stanął  zasadniczo  po  stronie  Kietlicza,  ale  polecił  mu  zająć  się
 
bardziej  diecezją  własną,  zostawiając  inne  w  spokoju.  Była  to  więc  w  ja­

kimś  stopniu  satysfakcja  dana  Gedce.  Również  jakieś  zadrażnienia  czy 
nieporozumienia  musiały  zaistnieć  także  między  Kietliczem  a  biskupami 

lubuskim  i  wrocławskim,  gdyż  w  latach  1217-1218  przyłączyli  się  oni  do 
nieprzychylnego  mu  Pawła.  Przy  metropolicie  pozostał  tylko  biskup  Win­
centy  i  biskup  kujawski  Bartosz.  Jak  widać,  wśród  episkopatu  mimo
 

energicznych  działań  ze  strony  Kietlicza,  tj.  z  jednej  strony,  i  mimo  spo­

kojnie  i  refleksyjnie  działającego  Wincentego  Kadłubka,  z  drugiej  strony, 
zaistniał  na  pewien  czas  rozłam.  Dodać  jeszcze  przy  tym  trzeba,  że  bis­
kupowi krakowskiemu chodziło o porządek i ład społeczny, konieczny

przecież  dla  pełnego  rozwoju  życia  religijnego,  narodowego  i  państwo- 

wego.

background image

Dziesięcioletni  okres  pasterskich  rządów  Wincentego  Kadłubka  die­

cezją  zapisał  się  jako  okres  mądrej,  rzetelnej  oraz  gorliwej  na  wskroś 

biskupiej  działalności  w  Krakowie  i  terenie.  Przez  okres  ten,  a  także  po 

soborze  laterańskim  mimo  przeprowadzonej  reformy  kościelnej  me  było 

w  kraju  pożądanego  spokoju.  Po  prostu  wrzało  w  nim  w  wyniku  róż­

norakiej  niezgody.  Z  jednej  strony  wojna  z  Prusami  angażowała  Konra­
da  Mazowieckiego,  z  drugiej  Leszek  Biały  zmagał  się  z  Danielem  Roma-
 
nowiczem,  Laskonogi  zaś  i  Henryk  Brodaty  zajęli  ziemię  Władysława 
Odonicza.  Niepokoje,  waśnie,  krwawe  walki  między  książętami  w  jakiś 

sposób  zaczęły  doskierać  i  Wincentemu,  coraz  bardziej  niepokoić,  smucić 
i  martwić.  Doszedł  do  przekonania,  że  tych  piętrzących  się  trudności  i  za­

ciętych  walk  żadna  siła  ludzka  nie  zdoła  pokonać.  Wincenty  bowiem  jako 
człowiek  żyjący  życiem  wewnętrznym,  wpatrzony  w  ofiarę  krzyżową 

Chrystusa,  którą  podjął,  by  zbawić  świat,  sam  zapragnął  pójść  jego  śla­
dem,  śladem  ofiary,  wyrzeczenia  i  zaparcia  samego  siebie.  I  wówczas,
 

jakby  mimo  woli,  zrodziło  się  postanowienie  odejścia  od  apostolskiego 
urzędu  biskupa  i  podjęcia  nowego  trudu  życia  oddanego  całkowicie  Bogu 

przez  uciążliwą  pracę  nawet  fizyczną  i  przez  nieustanne  zadośćuczynienie 
modlitewne  praktykowane  w  dzień  i  w  nocy.  Zdaje  się,  że  nieustanna 
ofiara wynagradzająca pociągała jego szlachetną duszę.

Miejscem  takiego  ascetycznego  sposobu  życia  kontemplacyjnego  był 

wówczas  bardzo  ceniony  przez  Wincentego  zakon  cystersów,  z  którym 

żył  w  serdecznej  przyjaźni.  W  tym  więc  zakonie  o  surowej  regule  (ubós­
two  i  żołnierskie  posłuszeństwo),  widział  doskonałe  miejsce  dla  złożenia
 

ofiary  i  z  siebie,  i  z  tego,  co  posiadał.  Zatem  postanowił  odejść  i  opuścić 

wszystko,  by  się  tylko  upodobnić  do  Chrystusa  —  ubogiego  i  posłusznego. 
Motywy  odejścia  były  więc  ewangeliczne,  stąd  najbardziej  godne  po­

chwały i uznania.

W  pierwszych  latach  działalności  biskupiej  Wincentego  (1212  r.)  na 

Wawelu  spłonął  skarbiec  od  uderzenia  pioruna.  Jako  biskup  był  tym 
wydarzeniem  głęboko  poruszony  i  zasmucony,  tym  bardziej,  że  pożar  spo­

wodował  duże  straty  materialne.  Fakt  ten  jednak  mimo  wszystko  przyjął 
spokojnie  i  rozważnie,  przyjmując  go  jako  wyraz  niezbadanych  i  nie­
doścignionych  zrządzeń  Opatrzności  Bożej.  Wkrótce  szczodrą  ręką  na­

prawił  spowodowane  pożarem  straty,  a  zniszczone  przedmioty  nowymi  za­

stąpił.  W  związku  z  tym  niektórzy  biografowie  przypuszczają,  że  wypa­
dek  z  piorunem  zadecydował  o  odejściu  Wincentego  z  Krakowa.  Takie
 
mniemanie  wydaje  się  wielce  nieuzasadnione,  a  nawet  fałszywe,  gdyż 

biskup  odszedł  z  Krakowa  dopiero  sześć  lat  później  po  wypadku  z  pio­
runem, a nie bezpośrednio po tym wydarzeniu.

Podobnie  rozumuje  ks.  prof.  Umiński,  gdy  pisze:  „Osobowość  tego 

rodzaju  co  mistrza  Wincentego,  subtelną,  wrażliwą  na  wszelkie  zło  i  pra­
worządną,  razić  musiał  ten  świat  bezprawia,  którego  na  każdym  kroku,
 

nawet  we  własnym  obozie  był  świadkiem,  oraz  intryg  nieraz  zwycięskich, 
z  którymi  jako  biskup  wielokrotnie  spotykał  się.  Zdumiewały  go  i  znie­

chęcały  te  ciągłe  zmagania,  pozornie  bezużyteczne,  o  ideały,  o  które  razem 

z  arcybiskupem  walczył  i  które  kochał.  Bolał  go  ten  brak  całkowitego 
zrozumienia  dla  wszystkich  wysiłków  jego  kierowników  w  Polsce,  na 
które patrzył”.

Oczywiście  na  obniżenie  ewentualnego  lotu  mógł  wpływać  sędziwy  już

______________________ Błogosławiony Wincenty Kadłubek_________________________ 35

background image

36

o. Klemens Sieizek O. Cist.

wiek  Wincentego  i  pewne  znużenie  z  powodu  wieści  o  częstych  utarcz­
kach  i  zbrojnych  walkach,  jakie  prowadzili  ze  sobą  książęta  w  dzielnico­

wej  Polsce.  Miał  w  pewnym  stopniu,  jak  się  zdaje,  dosc  tego  wszystkiego. 

Należy  zwrócić  uwagę,  że  Wincenty  do  klasztoru  poszedł  nie  jako  re­
zydent  —  na  odpoczynek,  lecz  jako  nowicjusz,  którego  czekała  nowa
 
ciężka  próba  życia.  Cystersi  nie  stosowali  żadnych  ulg  dla  nikogo,  nawet 

i  dla  biskupów.  Wszyscy  traktowani  byli  na  równi.  Należy  przy  tym 
zauważyć,  że  biskup  krakowski  musiał  mieć  jeszcze  wówczas  na  tyle  sił 

fizycznych  i  czuć  się  zdrowo,  skoro  świadomie  zdecydował  się  na  tak  su­
rowe  trudy  życia  zakonnego.  Co  więcej,  ich  początek  rozpoczął  przeby­

ciem  pieszo  i  boso  80-kilometrowego  odcinka  drogi  z  Krakowa  do  Jędrze­
jowa.  Nie  wchodziła  tutaj  w  rachubę  względna  starość  ani  tym  bardziej
 

zmęczenie fizyczne. On chciał znosić trudy dla Bożej chwały.

VII.  WINCENTY I CYSTERSI

Wpływ  sw.  Bernarda  z  Clairvaux  na  bł.  Wincentego  był  przemożny, 

a  nawet  zdumiewający.  Ten  dawny  rycerz,  a  następnie  „szalony”  mnich 
cysterski 

zachowywał 

regułę 

św. 

Benedykta 

dosłownym 

brzmieniu 

według  interpretacji  założycieli  zakonu  cysterskiego:  św.  Roberta,  św. 

Alberyka  i  św.  Stefana  Hardinga.  Wtenczas,  kiedy  Wincenty  był  na  stu­
diach  w  Paryżu  (przed  rokiem  1180),  uczniowie  św.  Bernarda  odgrywali
 

wybitną  rolę,  byli  narzędziem  jedności  uniwersalizmu  Kościoła.  Słowem 

i  przykładem  umacniali  chrześcijaństwo  i  bronili  Kościoła.  Wincenty  nie 

mógł  nie  spotkać  się  z  cystersami  we  Francji,  gdzie  wówczas  było  już 

około 150 klasztorów, natomiast we Włoszech posiadali około 50 domów

zakonnych.

Wincenty  widział,  że  cystersi  odgrywali  w  życiu  publicznym  Kościoła 

wybitną  rolę.  Papież  odznaczył  15  cystersów  purpurą  kardynalską,  stu 

innych  powołał  na  biskupie  i  arcybiskupie  stolice,  a  wielu  por  uczył  naj­

ważniejsze  legacje  w  Kościele.  Wincenty  zapoznał  się  z  listami  i  z  działal­

nością  św.  Bernarda.  Przejął  się  jego  mistyką.  Jako  biskup  krakowski 

otaczał 

Wincenty 

specjalną 

troską 

zakon 

cystersów; 

pragnął 

bowiem 

wzbogacić  swój  naród  nie  tylko  w  wartości  religijno-moralne,  ale  rów­
nież  w  wartości  z  dziedziny  kultury  materialnej,  gospodarczej,  społecznej,
 
oświatowej  i  w*  to  wszystko,  co  ówcześnie  dawał  społeczeństwu  bezinte­
resownie zakon cystersów, a co miało przetrwać całe wieki.

Zakon  cystersów  niósł  ze  sobą  nie  tylko  głęboką  ascezę,  opromienioną 

wielkością 

św. 

Bernarda 

Clairvaux, 

ale 

także 

wiele 

praktycznych 

i  wielce  użytecznych  umiejętności.  Zaliczyć  do  nich  m.in.  należy  szeroko 

pojętą  agrokulturę  z  różnymi  specjalnościami,  jak  np.  zakładanie  win­
nic,  które  przetrwały  w  Zielonej  Górze  do  dnia  dzisiejszego.  Dalej  orga­
nizowanie 

przemysłu, 

prowadzenie 

hut 

wraz 

wydobywaniem 

rudy 

z  własnych  kopalń.  Zakładanie  szpitali,  uczenie  rzemiosła,  prowadzenie 

szkół,  aptek,  rozpowszechnienie  budownictwa  sakralnego,  a  także  klasz­

tornego o niepospolitych walorach architektonicznych. Dość na tym miej-

background image

Błogosławiony Wincenty Kadłubek

37

scu  wspomnieć  Krzeszów,  Mogiłę,  Pelplin,  gdzie  zachowała  się  prawie 
całkowicie  dawna  biblioteka  cysterska,  Oliwę  z  dekoracyjnym  parkiem 
cysterskim,  z  własną  drukarnią,  a  szczególnie  ze  znanymi  powszechnie 
organami, zbudowanymi przez brata konwersa żmudną pracą 25 lat.

Dekoracyjne  parki  cysterskie  należą  do  najpiękniejszych  w  Europie. 

Oprócz  Oliwy  fragmenty  takiego  parku  można  jeszcze  dziś  oglądać 

w  Jędrzejowie  i  podziwiać  wspaniałe  kolumny  barokowe,  mocno  nad­

werężone zębem czasu.

Wincenty  miał  głębokie  zrozumienie  podejmowania  tego  rodzaju 

prac  —  i  stąd  jego  wielkie  uznanie  dla  działalności  zakonu  cystersów. 
W  ówczesnych  warunkach  gospodarczych  w  naszym  kraju  była  to  dzia­
łalność  pionierska.  Rozumiemy  teraz,  dlaczego  Wincenty  uposażył  hojnie
 
klasztory  cysterskie  w  swojej  diecezji.  Można  rzec,  że  tak  wyrażała  się 
praktycznie jego troska o dobro Ojczyzny.

Co  dotąd  jednak  powiedziano,  nie  wyczerpuje  problemu:  Wincenty 

i  cystersi.  Jest  to  zagadnienie  złożone,  idące  w  głąb  życia  społecznego, 

dosięgając życia osobistego mistrza Wincentego.

W  Kronice  Wincentego  dostrzega  się  wpływ  mistyczno-etyczny  św. 

Bernarda  z  Clairvaux,  wielkiego  współtwórcy  duchowości  cysterskiej. 
Większą  część  wykładu  historii  Polski  wkłada  Kadłubek  w  usta  dwóch 

wybitnych  biskupów  —  humanistów,  a  zarazem  swych  pierwszych  mi­
strzów  duchowych  —  biskupa  krakowskiego  Mateusza

1

  i  arcybiskupa 

gnieźnieńskiego  Janika.  Obaj  są  przyjaciółmi  i  protektorami  cystersów. 

Janik  ufundował  pierwszy  klasztor  polski  cystersów  w  Jędrzejowie  za 

aprobatą  Mateusza.  Wielkim  admiratorem  cystersów  był  książę  Kazi­

mierz,  wszechstronny  intelektualista,  bliski  i  sercem,  i  umysłem  Wincen­

temu.  Włączył  on  cystersów  sulejowskich  do  grona  swych  kapelanów, 
czyniąc nadania dla klasztoru z dwóch wsi.

Należy  tu  jeszcze  uwzględnić  stosunkowo  duży  wkład  cystersów 

w  ruch  umysłowy  XII  wieku.  Ponadto  do  podstawowych  cech  formacji 
duchowej  polskich  elit  intelektualnych  epoki  Kadłubka-pisarza,  elit,  któ­
re  przyswoiły  naszemu  krajowi  nowe  horyzonty  myślowe  i  nowe  zdo­
bycze  kulturalne  „renesansu  XII  wieku”  trzeba  zaliczyć  poczucie  szcze­

gólnej  atrakcyjności  ideału  cysterskiego  i  szczególnej  rangi  zakonu  św. 
Bernarda  w  życiu  chrześcijańskim.  Owo  uznanie,  a  może  i  uwielbienie 
dla  cystersów  przybierało  w  kulturze  polskiego  środowiska  dość  specjal­
ną postać, chyba nie upowszechnioną w całej Europie.

W  takiej  to  atmosferze  żył  i  działał  przez  długie  lata  Wincenty  Kadłu­

bek.  Odejście  od  biskupstwa  i  udanie  się  do  klasztoru  cystersów  w  Ję­
drzejowie  oznaczało  tylko  przejście  ze  środowiska  elity  polityczno-inte-
 

lektualnej  w  kraju  do  elity  bardziej  duchowej.  Ku  swej  ostatecznej  de­

cyzji  szedł  Kadłubek  przez  doświadczenie  rządów  biskupich  i  prawdopo­

dobnie bez ich udziału nie doszłaby ona do skutku.

Wincenty  obserwował  wówczas  niezwykłą  aktywność  „zewnętrzną” 

zakonu  w  Europie  środkowej  i  na  wschodzie.  Cystersi  odegrali  niebłahą 

rolę  jako  łącznicy  pomiędzy  papiestwem  i  Polską  w  procesie  reformy  Koś­

cioła,  przede  wszystkim  stali  się  wykonawcami  wielkiego  programu  mi- 
syjnego  rzutującego  na  Ruś.  Akcja  misyjna  inspirowana  przez  Rzym  nie 

była  zgodna  z  duchem  zakonu  i  zadaniami  zakonu,  toteż  cystersi  musieli 

tu ustąpić z czasem miejsca innym instytucjom.

background image

38

o. 

Klemens Swuek O. Cist.

________________

Wincenty  wraz  z  całym  episkopatem  i  większością  książąt  zaangażo­

wany  był 

w  popieraniu 

wspomnianej  misji  kierowanej  przez  zakonm- 

•cow.  uzyskujących  wraz 

rozwojem  dzielą  sakry  biskupie.  Umiłowany 

rason  pretendował  dla  niego  najwyższy  wariant  drogi  życiowej  ewoluują­

cej  ku  świętości.  Cela  zakonna  klasztoru  cysterskiego  stanowiła  końcowe 

ogmwo  rozwoju  duchowego  Wincentego  Kadłubka.  Rozwój  ten  w  kon­

sekwencji ujawnił się w osobistej jego świętości i dojrzał w celi mnicha

Ówc2

ł

esno

  k  Woęr  cysterskie  miały  charakter  cudzoziemski.  Taka  sy­

tuacja  utrzymała  się  bardzo  długo.  Pierwszym  polskim  cystersem  w  klasz- 
torze  jęd^ejow^kim  w  gronie  mnichów  francuskich  był  Wincenty  Ka­

dłubek.  Pomewaz  znałA

ęzy

.

k

  francuski  i  był  w  dobrym  znaczeniu  czło­

wiekiem  Zachodu  dzięki  studiom  zagranicznym  (Paryż,  Bolonia),  więc 

je^o adaptacja nie 

problemu Faktem jednak jest. że Idasztor

^tr.ejący  k,d  <8  lat  (11*9-1-18)  nie  miał  w  swoim  gronie  do  tej  pory  żad­

nego Polaka.

Przyczyna,  dla  której  element  miejscowy  nie  garnął  się  i  nie  przenikał 

na  razie  klauzury  cysterskiej,  tkwi  m.in.  i  w  tym,  że  mnisi  francuscy  pod 

wpływem  św.  Bernarda  zbyt  może  jednostronnie  podkreślali  ideał  samot­
ności,  co  niezbyt  odpowiada  ruchliwiej  naturze  sangwinicznej  Polaków.
 
Niemniej  jednak  i  w  tym  okresie  obok  mistrza  Wincentego  polscy  cy­

stersi  zaznaczyli  czynną  swoją  obecność  w  życiu  Kościoła  na  ziemiach., 

polskich, 

a  następnie  w  wielu  dziedzinach  życia  społecznego,  narodowegoj 

i  państwowego.  Już  w  XII  wieku  mieliśmy  świętych  mnichów  i  święte’ 
mniszki,  taki  np.  byl  Bertold  biskup,  apostoł  Łotwy,  zamordowany* 

24 lipca 1198 r. Ten fakt musiał Wincenty głęboko przeżywać.

To  asceza  cysterska  ukształtowała  na  oczach  Wincentego  świątobliwe., 

mnisze postacie, jak: 

<

_ św. Jadwiga, księżna śląska (1178/80-1243), fundatorka klasztoru cy-

stersek w Trzebnicy;

—  bi.  Bogumił,  arcybiskup  gnieźnieński  (1187-1198),  zmarł  1203  (1204); 

wstąpił  do  cystersów  w  Kazimierzu  i  przybrał  imię  Piotra,  był  opa- 

tem w Koprzywnicy, jak przyjmują niektórzy historycy;

—  bł.  Benigna,  mniszka  klasztoru  w  Trzebnicy,  męczennica  cysterska  za­

mordowana przez Tatarów w 1241 r.;

—  bł. Chrystian, biskup, pierwszy, apostoł Prus, z Sulejowa, zm. 1245 r.;

—  bł. Władysław — konwers;

—  św.  Zbigniew,  zamordowany  wraz  z  zakonnikami  w  Koprzywnicy 

przez Tatarów 2 II 1260 r.;

—  i wiele innych, które wyliczają menologia cysterskie.

Jest  rzeczą  znamienną,  że  tylko  Wincenty  „mąż  nauki  i  cnotą  znako­

mity”  zachował  się  w  sanktuarium  pamięci  narodowej  z  tendencją  do 

kanonizacji,  a  wszystkie  inne  wymienione  świątobliwe  postacie,  prócz 
Jadwigi  i  Bogumiła,  pogrążyły  się  w  atmosferze  zapomnienia,  lecz  ich 

trud  i  krew  męczeńska  —  to  wkład  fundamentalny  w  naszą  przeszłość 

historyczną, z której wyrasta dzień dzisiejszy.

background image

VIII.  ŻYCIE ZAKONNE WINCENTEGO

Błogosławiony Wincenty Kadłubek________________ _____  39

1. Rezygnacja z biskupstwa

Znamienna  jest  wypowiedź  ks.  Karola  Wojtyły  w  sprawie  odejścia 

Wincentego  z  biskupstwa  krakowskiego  do  klasztoru  w  Jędrzejowie: 

„Wincenty  to  człowiek  stworzony  do  tego,  ażeby  rozkazywać,  żeby  być 

władcą,  biskupem,  a  więc  pasterzem  i  rządcą  ludu  wiernego.  Za  god­

nego  tego  władztwa  w  Kościele  uznał  go  papież  i  uznało  go  społeczeń­

stwo.  F^zecież  widzieli  w  nim  światłość,  widzieli  dobroć,  pochodzącą 

z  Chrystusa,  a  ta  dobroć  pochodząca  z  Chrystusa  winna  znamienować  pa­
sterza  w  Kościele.  A  więc  łatwo  było  dostrzec  w  Wincentym  Kadłubku
 

również  pasterza,  arcypasterza  w  wielkiej  historycznej  stolicy  Krakowie. 

Do  tego  wszystkiego  był  nie  tylko  dysponowany,  ale  i  był  także  powoła­

ny  przez  Boga  i  ludzi,  bo  w  Kościele  Bożym  —  Bóg  sam  powołuje.  Bo 
to,  co  czynią  ludzie,  jest  jakimś  wykładnikiem  woli  i  zamiarów  Bożych. 

A  więc  to,  co  czynił  Wincenty  opuszczając  stolicę  biskupią  w  grodzie  Kra­

ka, jest wykładnikiem woli Bożej i Jej zamierzeń”.

Swą  myśl  późniejszy  metropolita  krakowski  kontynuuje  jeszcze  w  na­

stępnych  słowach:  „Właśnie  wówczas,  kiedy  oddano  w  jego  ręce  władzę 
w  Kościele,  kiedy  został  biskupem  krakowskim,  właśnie  wówczas  poczuł, 

że  jego  osobiste  powołanie  życiowe  jeszcze  się  nie  zakończyło,  że  jest 
przed  nim  jeszcze  jakaś  droga,  na  którą  ma  wejść.  I  wówczas  to, 
co  nie  trwało  oczywiście  krótko,  to  były  jednak  lata,  szereg  lat  spędzo­
nych  na  biskupstwie  krakowskim,  w  ciągu  których  z  jednej  strony  rzą­

dził,  pasterzował,  władał  ludem  Bożym,  a  z  drugiej  strony  jakoś  jeszcze 

wewnętrznie dojrzewał do tego, co było jego dalszym powołaniem”.

„I  właśnie  kres  tego  procesu  dojrzewania  był  wydarzeniem  historycz­

nym  w  dziejach  opactwa  i  tego  kościoła,  które  przykuwa  dzisiaj  naszą 
uwagę.  To  był  ten  moment,  kiedy  on,  mistrz  Wincenty,  biskup  krakow­

ski,  autor  Kroniki,  biskup  i  historyk,  kronikarz  stanął  bosą  nogą  na  pro­
gu  tego  opactwa  i  zapukał  do  furty  klasztornej,  zakołatał  klęcząc  na  pro­

gu  tego  miejsca,  prosił  tak  jak  najgorętszy  nowicjusz  o  to,  ażeby  mógł 
być  przyjęty  do  grona  mnichów.  To  był  dalszy  ciąg  jego  powołania.  Tu 

miał być kres jego życia wewnętrznego i wewnętrznego dążenia”.

„W  gronie  mnichów  cysterskich  miał  spędzić  ostatnie  lata  swego  życia. 

Spędzić,  to  jest  słowo  zbyt  małe,  zbyt  błahe,  trzeba  by  powiedzieć  ina­
czej.  On  tu  nie  pędził  lat  swego  życia,  on  pozwalał  się  pędzić  tej  łasce
 
Bożej,  przeobrażać,  przeistaczać,  bo  doszedł  do  przekonania,  że  jeszcze  za 
mało  zjednoczony  z  Bogiem,  mało  zjednoczony  z  Chrystusem.  Chciał  być 

zjednoczony  bardziej,  uznał,  że  jeszcze  zbyt  jest  oderwany  na  stolicy  bis­

kupiej,  zbyt  oderwany,  a  chciał  stanowić  jedno  z  Chrystusem,  jedność 
z  Bogiem.  Chciał  się  uniżyć,  chciał  się  oderwać  od  świata  i  od  ludzi,  chciał 
się  oderwać  od  tego,  co  zewnętrzne,  aby  wejść  w  swoje  wnętrze  i  w  za­
cisze  i  w  tym  wnętrzu  i  zaciszu  swej  własnej  duszy  oraz  w  murach  tego
 
klasztoru  i  w  ramach  cysterskiej  reguły  szukać  całkowitego  zjednocze­
nia z Bogiem” (Kazanie z dn. 8 III 1958 r. Jędrzejów).

Słowa te godne są głębszej refleksji. Wskazują na to, że powołanie ży-

background image

40

o. Klemens Swiiek O. Cist.

Ciowe  człowieka 

kształtuje  się  i 

rozwija 

przez  szereg  lat,  powoli,  w  ukry­

ciu. 

często  Ujawnia 

się  ono  na  zewnątrz  w  dojrzalej  formie  s  osunkowo 

późno, 

ku 

zdziwieniu  i 

zaskoczeniu  wielu  ludzi,  z  którymi  człowiek  ow 

wspólnie 

żył i pracował. Tak było u mistrza Wincentego.

Rezygnacja  Wincentego  z  biskupstwa  krakowskiego  nie  przyszła  łat­

wo,  owszem  przysporzyła  mu  wiele  trudności.  Długosz  mówił,  że  Wincenty 
postanowił  wydobyć  się 

z

  tego  burzliwego  odmętu.  Mąż  wielkiej  nauki 

i  świątobliwości  zapragnął  odejść  z  biskupstwa.  Nie  mógł  jednak  tego 
łatwo  przeprowadzić,  gdyż  jego  zamiarom  sprzeciwiał  się  Leszek  Biały 

kapituła. 

Wspólnie 

ubolewali 

nie

 

wyrażali 

zgody, 

aby 

Kraków 

i  Rzeczpospolita  straciły  tak  znakomitego  męża.  Wreszcie  ulec  musieli, 
widząc  stanowczość  ze  strony  biskupa.  A  gdy  szukano  po  nim  następcy 
na biskupstwo, Iwo 

S1

S księciu godniejszy od innych. Ponieważ

jednak  w  związku  z  odejściem  Wincentego  z  Krakowa  obawiano  się  za­
strzeżeń  ze  strony  papieża,  przeto  Iwo  wraz  z  Jackiem,  kanonikiem  kra­
kowskim,  udał  się  do  Honoriusza  III,  u  którego  uzyskał  zwolnienie  Win­

centego z biskupstwa, a potwierdzenie siebie na stolicy krakowskiej.

Skuteczność  misji  Iwona  tym  się  tłumaczy,  że  kardynał  Iiugolin  był 

z  nim  zaprzyjaźniony  z  okresu  wspólnych  studiów  w  Paryżu  i  w  wyniku 
tego  przedstawił  go  papieżowi  jako  odpowiedniego  następcę  Wincentego. 
Rezygnacja 

Wincentego 

biskupstwa 

krakowskiego 

została 

przyjęta 

przez papieża w 1218 roku.

2. Klasztor w Jędrzejowie

Okolica 

Jędrzejowa, 

choć 

dzisiaj 

porośnięta 

nowoczesnym 

budow­

nictwem,  niby  plennym  chwastem,  pozostaje  urocza.  Pofałdowanie  grun­

tu  wydaje  się  równomierne,  a  jednak  spływa  fałdami  w  dół,  tworząc  cy­

sterską vallis. W jej centrum wyrasta kościół.

Kościół  cysterski  w  Jędrzejowie  był  w  1210  r.  konsekrowany  przez 

Wincentego  Kadłubka.  Rozrósł  się  jednak  wzwyż  i  wszerz,  przyhołubił 

i  objął  swymi  ramionami  dawny  kościółek  św.  Wojciecha  z  epoki  romań­

skiej,  przybierając  nową  formę  architektoniczną.  Dotąd  pozostała  z  niego 

duża’  część  z  wieży  kościelnej  w  formie  rotundy,  wtopiona  w  zręby  obec­
nego kościoła.

Pierwszą  fundacją  cysterską  na  ziemiach  polskich  jest  klasztor  w  Ję­

drzejowie  i  jako  taki  stanowi  pierwszą  kolonię  tego  zakonu  we  wschod­
niej  Europie.  Cystersi  osiedlając  się  tutaj  z  francuskiej  Burgundii  nie
 
ograniczyli  swej  działalności  do  spełniania  obowiązków  religijno-kościel- 
nych,  aczkolwiek  to  było  ich  głównym  i  podstawowym  celem  (uświęcanie 

mnichów  według  obostrzonej  reguły  św.  Benedykta),  ale  przystąpili  rów­

nież  z  całą  energią  do  przeszczepiania  nowości  gospodarczych,  promie­
niując  nimi  poza  obręb  jędrzejowskiej  siedziby.  Cystersi  jędrzejowscy
 

Mjmowali  się  również  sprawą  oświaty,  prowadzili  bowiem  szkołę  klasz­
torną,  zapewne  jedyną  do  XV  wieku  w  Jędrzejowie.  Począwszy  od  XV  w.
 

me 

zaniedbywali 

udostępnienia 

dla 

swych 

zakonników 

wyższego 

wy- 

naukowp

13 na Akademii

 Krakowskiej, z których wielu osiągnęło stopnic

błogo

*

background image

Fundacja  klasztoru  cysterskiego  w  Brzeźnicy,  potem  zwanej  Jędrze­

jowem.  pochodzi  z  1140  r.  Fundatorami  klasztoru  byli  właścice  ;e  Brzeź­

nicy,  dwaj  bracia  Jan  (Janik)  i  Klemens  Świebodzice  h.  Gryf,  powszech­

nie  znani  jako  Gryfici.  Jan  był  najpierw  proboszczem  we  Wrocławiu 
i  kanonikiem  gnieźnieńskim  i  krakowskim,  następnie  biskupem  wrocław­
skim,  a  w  końcu  arcybiskupem  gnieźnieńskim  (1148).  Komes  Klemens,
 

jako dziedzic Brzeźnicy, był bogatym panem świeckim i rycerzem.

Klasztor  w  Brzeźnicy  przez  pewien  czas  nazywał  się  Morimundus  Mi­

nor  (Morimond  Mały),  a  to  w  odróżnieniu  od  macierzystego  Morimundus 

Maior.  Nowy  klasztor  zyskał  sobie  duży  rozgłos,  a  to  z  racji  nieprzecięt­

nej  gorliwości  oraz  karności  zakonnej.  Z  tego  więc  powodu  wielki  propa­

gator  zakonu  cystersów,  św.  Bernard  z  Clairvaux,  zapragnął  go  odwie­
dzić  i  wybrał  się  w  podróż  do  Polski,  ale  rozchorowawszy  się  w  drodze
 

zatrzymał  się  z  konieczności  w  Niemczech  i  do  Jędrzejowa  już  nie  przy- 

był.

Początkowo  klasztor  jędrzejowski  był  słabo  uposażony  i  nie  mógł 

utrzymać  przybyłych  tam  zakonników.  Brakowi  temu  zaradził  fundator, 
arcybiskup  Jan  wraz  ze  swym  bratem  Klemensem.  Czynił  to  m.in.  na 

skutek  wyjątkowej  gorliwości  mnichów  jędrzejowskich.  Warto  przy  tym 

wspomnieć,  że  klasztor  cysterski  w  Jędrzejowie  w  1149  r.  podniesiony  zo­
stał do godności opactwa.

Klasztor  cystersów  w  Brzeżnicy-Jędrzejowie,  w  chwili  gdy  przybył 

do  niego  biskup  krakowski  Wincenty,  miał  już  pewną,  własną  historię. 

Jak  wiadomo,  przebywali  w  nim  od  samego  .początku  Francuzi.  Byli  to 

pierwsi  mnisi  tej  narodowości  na  polskiej  ziemi.  Historia  klasztoru 

w  Jędrzejowie  zamykała  się  wówczas  w  latach  1140—1218,  tj.  spisywana 

była  już  od  78  lat.  Klasztor  tworzył  zamkniętą  społeczność  nie  przyjmu­

jąc  zgoła  nikogo  na  członków  zakonu  z  miejscowych  mężczyzn.  Rządził 
się  też  swoistym  prawem  zakonno-kościelnym  na  podłożu  kultury  fran­

cuskiej.  Był  po  prostu  zamkniętą  enklawą  zakonną,  do  której  nie  mieli 
wstępu  Polacy.  Okres  takiej  wyłączności  trwał  długo,  bo  około  200  lat, 
chociaż  po  Francuzach  wyłączność  klasztorną  stanowili  Niemcy.  Oczy­
wiście  cudzoziemscy  mnisi  niechętnie  patrzyli  na  żywioł  miejscowy  jako
 

„minoris gentium”.

Pierwszym  opatem  klasztoru  w  Jędrzejowie  był  Mikołaj  z  Burgundii, 

którego  dawne  kroniki  i  kalendarze  zakonne  darzyły  mianem  święty.  On 
to  „święty  przełożony”  klasztoru  jędrzejowskiego  przygotowywał  glebę 
dla  przyszłego  ziarna  polskiego,  które  miało  zakwitnąć  cystersko-bene- 
dyktyńską  świętością.  Tym  pierwszym  ziarnem  był  Wincenty  Kadłubek, 

pierwszy  Polak  wśród  francuskiej  braci  zakonnej.  Nie  był  na  pewno  in­
truzem  wśród  zamkniętej  małej  społeczności  francuskiej,  znał  bowiem
 

kulturę  francuską,  boć  przecież  studia  kończył  w  Paryżu  i  znał  doskonale 

język  francuski.  To,  że  był  biskupem,  nie  dawało  mu  prawa,  aby  go 

traktowano  łagodniej  niż  innych,  jak  wiadomo  z  bardzo  surowej  wów­

czas  reguły  cysterskiej.  Wincenty  wiedział,  że  nie  będą  mu  pobłażać  z  po­
wodu  uprzednio  zajmowanego  stanowiska  i  że  musi  wykazać,  iż  „na­
prawdę szuka Boga”.

Sw.  Benedykt  zabraniał  okazywania  jakichkolwiek  względów  przyję­

tym  do  klasztoru  kapłanom.  Zakon  cystersów  obejmował  tym  przepisem 
nawet i biskupów. Wielu nie okazawszy się zdaniem konwentu godnymi

___ 

Błogosławiony Wincenty Kadłubek 

4!

background image

Klemens 

Swłżek 

O. 

Cist

.

profesji,  pozostawało  w  klasztorze  w  charakterze  rezydentów.  Także  mni­

si  podnoszeni  do  godności  biskupów  byli  poddani  surowej  kontroli  żako- 
nu.  W  tym  czasie  kiedy  Wincenty  wstąpił  do  zakonu,  mnisi  żyli  w  peł­
nej  surowości  obowiązującej  reguły.  Gdy  zdarzały  się  wykroczenia,  np.
 
w  dziedzinie  zbytku  czy  abstynencji,  kapituły  generalne  nie  wahały  się 

przed usunięciem takiego współbrata z zakonu.

Dostojnego  kandydata,  biskupa  krakowskiego,  przyjmował  do  klasz­

tor.!  opat  Teodoryk,  trzoci  z  kolei  w  Jędrzejowie  (1206-1247).  Według 
?godnej  opinii  biografów  odległość  80  km  międzv  Krakowem  a  Jędrzejo­
wem  biskup  Wincenty  przebył  w  charakterze  pobożnego  pielgrzyma  bo-
 

s,  i  pieszo.  Wszystko  wskazuje  na  to,  że  w  czasie  podróży,  w  połowie 

drogi,  zatrzymał  się  w  Miechowie,  w  klasztorze  bożogrobców,  którym  ja- 

ao

  biskup  nadał  na  własność  wieś  Swiniarowo.  Słudzy  Grobu  Bożego 

z  wielką  czcią  i  szacunkiem  przyjmowali  niezwykłego,  tajemniczego  pąt­
nika,  niedawno  przecież  swego  dobrodzieja,  a  obecnie  zdążającego  do  Ję­

drzejowa  w  celu  oddania  się  na  dobrowolną  służbę  Bożą  w  tamtejszym 
klasztorze  cystersem.  Niebawem  wieść  o  zdążający^  pielgrzymie  dotarła 

do  wspólnoty  zakonnej  w  Jędrzejowie.  Wszyscy  mnisi  byli  tym  wydarze­
niem  głęboko  poruszeni.  Spotkanie  miało  nastąpić  w  miejscu,  gdzie  dziś
 

znajduje  się  „Kopiec  spotkania  \  położony  około  1  km  poza  zabudowa­

niami  klasztornymi  przy  zbiegu  dzisiejszej  drogi  asfaltowej  prowadzącej 

orzez  Szczekociny  do  Katowic  i  polnej  ścieżki  z  figurą  bł.  Wincentego. 

Według  tradvcji  "do  tego  miejsca  wyszedł  konwent  jędrzejowski  na  czele 
z opatem Teodorykiem na powitanie niezwykłego pielgrzyma.

Jadwiga  Stabińska,  autorka  pracy  Mistrz  Wincenty,  pisze,  że  bez  ucie­

kania  się  w  sferę  fantazji  można  na  podstawie  zwyczajów  monastycznych 

odtworzyć  tę  scenę.  A  więc  sędziwy  hierarcha  krakowski  upadł  na  kola­

na  przed  młodszym  znacznie  od  siebie  opatem,  który  od  tej  chwili  stawał 

się  dla  Wincentego  „ojcem  i  panem”,  jak  mówi  reguła  św.  Benedykta. 
Również  pokorne  było  powitanie  braci  zakonnych.  Stanął  w  ich  szeregu 
jako  ostatni,  by  w  przyszłości  stać  się  pierwszym  świętym  wśród  wszyst­

kich polskich cystersów.

Tak  oto  rozpoczął  się  ostatni  etap  życia  Wincentego  w  gronie  cyster­

skiej braci francuskiej na ziemi jędrzejowskiej.

3. Wincenty w nowicjacie

Według  ówczesnych  zwyczajów  każdy  nowicjusz  był  poddawany  su­

rowym  doświadczeniom.  Badano  jego  powołanie  w  ogniu  upokorzeń,  tj. 

czy  naprawdę  szuka  Boga.  Przed  ciężką  próbą  stanął  również  krakowski 

nowicjusz  z  sakrą  biskupią.  Badano  go,  czy  będzie  zdolny  do  posłuszeń­

stwa.  Na  tę  cnotę  zwracał  szczególną  uwagę  św.  Benedykt,  według  któ­

rego  posłuszeństwo  zajmuje  wśród  ślubów  zakonnych  pierwsze  miejsce. 

Obok  posłuszeństwa  doświadczano  pokory  nowicjusza.  Tu  o  tyle  była 

sprawa  łatw.c-jsza,  że  już  w  czasie  rządów  w  Krakowie  znana  była  po­
kora  biskupa.  Wiadomo,  że  pokora  stała  się  najważniejszą  cnotą  w  życiu
 

Wincentego w klasztorze. W czasie rocznego nowicjatu, pogłębił ją jesz-

background image

Błogosławiony Wincenty Kadłubek

43

cze  bardziej,  tak  że  była  ona  dla  niego  jedną  z  dróg  do  udoskonalania 
życia.

Cystersi  przestrzegali,  by  nowicjat  trwał  przynajmniej  jeden  rok.  No­

wo  przyjętego  kandydata  pozostawiano  przez  4  dni  w  celi  gościnnej.  Na­

stępnie  wprowadzano  go  do  kapitularza,  gdzie  padał  krzyżem.  Zapytany, 

czego  żąda,  odpowiadał  „Miłosierdzia  Bożego  i  Waszego”.  Powstawszy  słu­

chał  homilii  opata  o  surowości  mniszego  życia.  Gdy  wyraził  zgodę  na 
przyjęcie  tych  wszystkich  trudów,  po  słowach  opata:  „Niech  Bóg,  który 

ten  zamiar  w  tobie  wzbudził,  dokona  go”,  powracał  do  celi  gościnnej.  Po 

trzech  dniach  otrzymywał  to,  co  my  nazywamy  habitem  i  szkaplerzem, 

a  zamiast  szaty  monastycznej,  czyli  kukuli,  dostawał  rodzaj  kapy  lub 

płaszcza.  Wtedy  dopiero  przechodził  do  „cella  novitiorum”  (nowicjatu). 
Stanowiło  to  rozpoczęcie  rocznej  próby  w  klasztorze.  Żaden  z  tym  zwy­

czajów nie ominął Wincentego.

Zgodnie  z  ascetyką  zakonną  każdy  nowicjusz,  a  więc  i  Wincenty,  sta­

wał  się  z  konieczności  jakby  początkującym  w  życiu  wewnętrznym, 

a  cnotą  zalecaną  najbardziej  przez  św.  Bernarda,  była  bojaźń  Boża.  Win­
centy  całym  wysiłkiem  woli  dążył  do  zjednoczenia  się  ze  swym  Stwórcą.
 
Tu  w  odosobnieniu  cysterskim  przyszedł  Go  szukać  w  pełni,  na  nowo  Go 
odnajdywać,  by  wnikać  w  Jego  tajemniczą  głębię.  Wszystkie  wskazania, 
jakie  mu  w  okresie  próby  podawano,  przyjmował  z  całą  świadomą 

wdzięcznością,  ponieważ  postęp  w  tych  cnotach  zbliżał  go  i  coraz  bardziej 

jednoczył  z  Chrystusem  oraz  wprowadzał  w  głębię  życia  nadprzyrodzo­
nego, życia łaski i dominacji Ducha Świętego.

Statut  kapituły  generalnej  z  1198  r.  nakazywał,  by  wychowanie  no­

wych  adeptów  odbywało  się  dokładnie  i  ściśle  według  reguły  św.  Bene­

dykta.  Wystarczy  przeczytać  58  jej  rozdział:  „O  przyjmowaniu  braci  do 

klasztoru”.  I  tak,  „gdy  zgłosi  się  ktoś  nowy  do  klasztoru,  nie  należy  go 

łatwo  przyjmować,  lecz  jak  mówi  Apostoł  „badajcie  duchy,  czy  są  z  Bo­

ga”.  Rozdział  ten  mówi,  że  nowicjusz  w  ciągu  roku  jest  obowiązany  trzy­

krotnie  gruntownie  przeczytać  tekst  reguły,  aby  poznał  prawo,  pod  któ­

rym ma bojować.

Magister  nowicjatu  był  zobowiązany  obserwować  Wincentego  tak  sa­

mo  jak  innych  nowicjuszów,  bacząc  czy  jest  pilny  w  służbie  Bożej,  także 

w  posłuszeństwie  i  upokorzeniach.  Te  ostatnie  nie  oznaczały  przesadnych 
i  fikcyjnych  prób,  były  w  sposób  naturalny  i  praktyczny  wykonywane 
w codziennym, bieżącym życiu niemal każdego dnia.

Cystersi  przestrzegali  ściśle  71  rozdziału  reguły  o  wzajemnym  posłu­

szeństwie  braci,  a  łatwo  sobie  wyobrazić,  ile  to  pociągało  rzeczywistych 

wyrzeczeń  ze  strony  Wincentego,  bądź  co  bądź  sędziwego  już  nowicjusza, 
liczącego  około  58  albo  i  więcej  lat,  który  musiał  dostosować  się  do  at­
mosfery  panującej  w  zakonie.  Byli  tam  przecież  osiemnastoletni  lub  dwu­
dziestoletni współno wic jusze.

W  nowicjacie  obowiązywała  wszystkich  mnichów  abstynencja  i  post. 

Z wielką skrupulatnością przestrzegano tego stałego umartwienia.

Po  odmówieniu  godzin  kanonicznych  nowicjusze  wychodzili  z  chóru 

na  początku  procesji,  a  po  komplecie  mieli  dodatkowo  modlitwy  poza  ora­

torium.  Słuchali  ascetycznych  pouczeń  magistra.  Przychodził  do  nich 

często i sam opat, a to w tym celu, by dać im swój wkład formacyjny.

Św. Bernard polecał nowicjuszom szczerość wobec swego ojca ducho-

background image

44

o. Klemens Świnek O. Cist.

wnego,  tak  samo  jak  magistrom  w  rozmowach  prywatnych,  by  ich  nie 
ogarnęła  acedia,  tj.  monotonia  życia  monastycznego,  zniechęcenie,  nie­

smak,  zdegustowanie.  Czasem  wygadanie  się  może  być  na  nie  najlepszym 

lekarstwem.  Samotność,  to  niekoniecznie  beata  solitudo,  bo  gdy  słowo 

ukryje  się  przed  duszą,  to  nawet  z  ust  św\  Bernarda  wyrwie  się  bolesna 
skarga.

Kiedy  Wincenty  wchodził  w  głęb  życia  monastycznego,  tj.  podczas 

nowicjatu,  zakon  ćyśtersów  był  w  pełnym  rozkwicie.  Zakon  ten  rozsła­
wiał  w  Polsce  także  jego  niecodzienny  nowicjusz,  biskup  Wincenty,  i  to

 

w  sposób  szczególny,  tzn.  poprzez  swą  entuzjastyczną  gorliwość,  samo­
zaparcie,  głęboką  pokorę,  całkowite  oddanie  się  na  służbę  Bogu  w  życiu
 

zakonnym cysterskim.

W  zakonie  nowicjusze  mieli  także  do  dyspozycji  pewien  zestaw  ksią­

żek,  których  lektura  obowiązywała  w  ciągu  rocznego  nowicjatu.  Oczy­

wiście  dla  Wincentego  była  to  rzecz  zbędna  i  nie  przynosiła  mu  zapewne 

żadnych  nowych  wartości  naukowych,  gdyż  je  zdobył  w  wysokim  stopniu 

w  czasie  swych  kilkuletnich  studiów  uniwersyteckich  za  granicą.  Już 

Oswald  Balzer  wykazał  jego  gruntowne  oczytanie  w  dziełach  św.  Ber­

narda.  Wincenty  nie  potrzebował  także  uczyć  się  na  pamięć  psałterza, 

gdyż znał go już o wiele w*cześniej.

Po  roku  pracy  i  modlitwy,  radości  i  cierpienia,  wzlotów  mistycznych 

i  upokorzeń,  szczegółów*,  których  nie  znamy,  miały  rozstrzygnąć  się  losy 

nowicjusza.  Do  profesji  dopuszczał  opat,  ale  po  wysłuchaniu  doradczej 

opinii  zgromadzenia.  Opinia  dla  Wincentego  wypadła  nader  pochlebnie. 
Klęcząc  przed  ojcem  klasztoru  złożył  Wincenty  profesję  monastyczną:  po­

słuszeństwa,  stałości  miejsca  i  prowadzenia  życia  mniszego.  Podpisany 

dokument  złożył  na  ołtarzu  i  na  przemian  z  chórem  odśpiewał  trzykrot­
nie  piękne  benedyktyńskie  suscipe:
  „Przyjmij  mnie  Panie  według  obiet­
nicy  Twrojej,  a  żyć  będę  i  nie  zawuedź  nadziei  mojej”,  zakończone  uro­
czystym  „Chwała  Ojcu  i  Synowi  i  Duchowi  Świętemu”.  Wówczas  opat
 
poświęcił  jego  kukulę  i  przyodział  go  w  nią.  Mistyczne  wręcz  przywią­

zanie  mnichów  do  tej  obszernej  i  fałdzistej  szaty  kazało  upatrywać  w  niej 
symbol  wyrzeczenia  i  doskonałości.  Rozstawali  się  z  nią  jedynie  przy 
pracy.  Na  zakończenie  tej  podniosłej  uroczystości  następował  jeszcze  po­

całunek  pokoju,  przyjęty  na  klęczkach,  co  odbywało  się  podczas  śpiewu 

kantyku  Zachariasza.  Od  tej  chwili  Wincenty  zaczął  prowadzić  życie  doj­

rzałego mnicha w klasztorze cysterskim w Jędrzejowie.

4.  Dzień Wincentego w klasztorze

Dzień  cystersów  jędrzejowskich,  w  którym  stale  uczestniczył  Win­

centy  po  złożeniu  uroczystej  profesji,  był  zasadniczo  identyczny  z  roz­
kładem  dnia  w  całym  zakonie.  W  tym  względzie  dopuszczalne  były  tylko
 

małe odchylenia lokalne.

Należy  zaznaczyć,  że  cystersi  znali  tylko  dwie  pory  roku:  zimę,  która 

trwała  dla  nich  od  dnia  Podwyższenia  Krzyża  Świętego  (14  IX)  do  świąt 
Wielkiej  Nocy,  i  „lato”,  które  obejmowało  resztę  roku  kalendarzowego. 

Także godziny cysterskie (jednostki pomiaru czasu) nie równały się pod-

background image

stawowym,  ogólnie  przyjętym  jednostkom  czasu.  Był  to  według  reguły 
św.  Benedykta  zapożyczony  od  Chaldejczyków  za  pośrednictwem  Rzy­
mian  podział  dnia  i  nocy  na  dwanaście  części,  przy  czym  dzień  liczył  się
 

od  wschodu  do  zachodu  słońca.  Dawało  to  latem  dłuższe  godziny  dnia 

i krótsze nocą, a zimą — odwrotnie.

Dzień zaczynali cystersi dwugodzinną modlitwą pomiędzy godziną

I  a  II  po  północy.  Wśród  głębokiego  milczenia,  po  modlitwie  porannej, 

podejmowano  prace  ręczne  przeplatane  śpiewem  chóralnej  modlitwy.  Od 

14  IX  zaczynał  się  post  monastyczny  i  trwał  do  Wielkiej  Nocy.  W  tym 

czasie  zadowalano  się  tylko  jednym  posiłkiem.  Podporządkowanie  się  temu 

prawu  wymagało  od  zakonników  dużego  hartu  psychiczno-fizycznego.  Zda­
wać  by  się  mogło,  że  była  to  tylko  zaledwie  wegetacja,  że  jednorazowy
 

posiłek  obniżał  wyraźnie  siły  fizyczne;  niewątpliwie  coś  z  tego  było,  a  mi­

mo  wszystko  mnisi  ze  spokojem  podejmowali  ten  postny  trud,  podjął  go 

również  i  Wincenty  Kadłubek.  To  ich  jednak  nie  odstraszało,  pracowali 

normalnie,  bez  uszczerbku  dla  spraw  gospodarczych  i  religijnych,  co  wię­

cej,  nie  odstraszało  nowych  adeptów  do  życia  zakonnego,  a  wnosić  można 

o tym stąd, że klasztory cysterskie zapełnione były wówczas mnichami.

Poza  okresem  wielkanocnym  dopuszczalne  były  tylko  dwa  posiłki 

dziennie.  W  piątki  Wielkiego  Postu  jedynym  posiłkiem  był  chleb  i  woda. 
Nigdy  nie  spożywano  mięsa  i  ryb,  w  Wielkim  Poście  także  nabiału.  Nie 

wypiekano  chleba  białego.  Potraw  nie  przyrządzano  żadnymi  przyprawa­

mi.  Kto  odważyłby  się  poza  klasztorem  spożywać  np.  jarzyny  z  tłuszczem, 

podlegał karze postu o Chlebie i wodzie przez 7 piątków.

Żaden  z  mnichów  nie  miał  własnej  celi.  Mnisi,  a  nawet  opat,  sypiali 

we  wspólnym  dormitorium.  W  Jędrzejowie  przechowała  się  jednak  trady­

cja,  że  Wincenty  miał  osobną  celę.  Trudno  się  z  tym  zgodzić,  biorąc  pod 
uwagę  surowość  tamtejszej  dyscypliny,  która  wobec  niego  nie  stosowała 
taryfy  ulgowej.  Jeżeli  taka  tradycja  przechowała  się,  to  można  tłumaczyć 

ją  tylko  dziejopisarstwem  Kadłubka.  Tym  więcej,  że  według  niektórych 

uczonych  czwartą  księgę  Kroniki  Wincenty  miał  pisać  w  Jędrzejowie  i  że 

przy  tym  właśnie  pisaniu  zastała  go  śmierć.  Nie  należy  tej  tradycji  lek­

ceważyć,  gdyż  mogła  to  być  jedna  z  nielicznych  ulg,  jaką  mógł  wyjątkowo 

otrzymać.  Taką  osobną  ceikę  miał  św.  Bernard  w  swoim  klasztorze  w  Clair- 

vaux,  ale  pod  schodami.  Naprawdę,  jakże  trudno  jest  pojąć  dzisiejszemu 

człowiekowi  to  jakby  jakieś  „zachłanne”  przypodobanie  się  Bogu  za  wszel­
ką  cenę  i  w  różnorodny  sposób.  O  czym  świadczyło  również  i  to,  że  każdy
 

mnich  posiadał  drewniane  lub  ceglane  wyrko  ze  słomianym  siennikiem, 

przykrytym  grubym  płótnem.  W  Polsce  mając  na  względzie  klimat  nie 

ograniczano  się  do  jednego  koca,  jak  np.  w  Burgundii.  Zimą,  w  czasie 
mrozów,  używano  kożuchów.  Już  w  XIII  w.  znane  są  wąchockie  calefacto- 
ria,  czyli  piece  umieszczone  na  dolnym  krużganku,  między  kościołem, 
a  kapitularzem,  które  przez  kanały  cieplne  promieniowały  na  dormitorium. 
Mnisi  spoczywali  w  swoich  codziennych  ubraniach  6-7  godzin.  Zakrystian 

sypiał oddzielnie, przy kościele. Zrywał się wcześniej, aby około godziny
II  po  północy  uderzyć  w  wielki  dzwon.  Na  głos  dzwonu  szybko  wstawali
 
mnisi,  a  ich  sylwetki  z  nasuniętymi  na  głowę  kapturami  posuwały  się 
pośpiesznie  ku  krużgankom,  ustawiając  się  tam  według  starszeństwa  w  po­

wołaniu.  Pochylali  się  nisko  w  pokłonie,  gdy  przechodził  opat.  Następnie 
procesja szła do chóru i każdy mnich zajmował miejsce w stallach.

Błogosławiony Wincenty Kadłubek___________ 

4^

background image

46

o. 

Klemens $v?i:ek

 O. Cist.

Całe  oficjum  jutrzni  (około  dwóch  godzin)  odmawiano  stojąc  poza 

chwilami,  co  do  których  były  inne  wskazania,  błahe  światło  przy  pulpicie 

dawała  świc

Ca

  tylko  tym  którzy  czytali  lekcję.  Ula  innych  było  ono  zby­

teczne,  gdyż 

mn

j

si

  opanowali  tekst  oficjum  na  pamięć.  Postacie  nierucho­

mo  Stojące 

stallach,  z  rękami  złożonymi  na  piersiach,  przypominały  wy- 

KUte  z  marmuru  posągi.  Tylko  wargi  poruszające  się  w  modlitwie  świad­

czyły o ich ziemskim bytowaniu.

I,audesy  rozpoczynano  z  brzaskiem  dnia,  latem  dawało  to  kilka  minut 

S

T2

£w’ 

tom

\

ast 

zimą

 

™»tfzy 

jutrznią 

laudesami 

upływało 

około 

dwóch  i  pół  godzin  czasu  pozostawionego  do  osobistego  wykorzystania 
przez pctszczególnych mnichów. Niektórzy pogrążali się wówczas w cichej

m0d

nS?lont 

ondfi

łę na

 £

ruż

g

an

kiobiegające czworobok klaszto­

ru. 

Oszklone 

P°^

ce

 

^e. 

były 

jakby 

wyr!jim 

dla 

mnichów. 

Więk­

szość pogrążała 

sl

^^

eClt

°

 

tj- w medytacyjnej lekturze. Biblioteki

cysterskie  były  zasobne  wzbogacone  przez  miejscowych  kopistów,  a  szafa 
biblioteczna 

stała 

otwarta 

do 

dyspozycji 

wszystkich. 

MistnwŁy 

mu­

siał  posiadać  obszerną  bibliotekę  własną  i  na  pewno 

przekazał 

ia  klaszto­

rowi 

jędrzejowskiemu. 

Podczas  pożaru 

180U 

r. 

spłonęło 

cał! 

zasobne 

archiwum klasztorne, a w nim bardzo wartościowe dokumenty _________________ 

ręko­

pisy.  Niepowetowana  to  strata  nie  tylko  dla  zakonu  cysterskiego,  ale  i  dla 
nauki polskiej.

W  klasztorach  cysterskich  szczególnymi  względami  cieszyły  się  teksty 

patrystyczne,  gdyż  duchowość  mnisza  pokrywa  się  z  wizją  świata  Ojców 

Kościoła.  W  Wielkim  Poście  lekturę  ograniczano  do  Biblii,  której  jedną 

księgę  otrzymywał  każdy,  przyjmując  ją  z  szacunkiem-i  z  wyciągniętymi 
na znak radości ramionami.

Prymę  odmawiano  o  wschodzie  słońca.  Po  odmówieniu  jej  udawano 

się,  jak  zwykle  procesjonalnie,  do  kapitularza.  Ten  ostatni  szczątek  sa­

kralnego  tańca  cieszył  się  ogromnym  powodzeniem  mnichów  w  klaszto­

rach.  Tutaj  najpierw  czytano  martyrologium  i  rozdział  z  reguły  św.  Bene­

dykta,  a  w  okresie  większych  świąt  —  tzw.  jesta  sermonis,  opat  wygła­
szał  homilię.  Teraz  następowało  wyznawanie  win,  popełnionych  przeciw
 
regule.  Każdy,  kto  poczuwał  się  do  przekroczenia  reguły,  padał  krzyżem 
i  wyznawał  popełnioną  winę.  Nie  było  mowy,  aby  ktoś  popełnionej  winy 
nie  wyznał,  nie  mógł  nawet  pomyśleć,  że  ujdzie  mu  to  płazem.  Cystersi 

żyli  ocierając  się  nieustannie  o  siebie,  a  mnich,  który  dostrzegał  wykrocze­

nie  współbrata,  miał  obowiązek  je  wyjawić.  Monastyczny  sayoir  vivre 
kazał  to  czynić  w  wyszukanej  formie.  ,,Nasz  drogi  brat  popełnił  następu­
jącą  winę”.  W  kapitularzu  wymierzano  także  pokuty,  choć  najczęściej  były
 

one  drobne.  Poważniejsze  naruszenie  reguły  pociągało  i  cięższe  kary, 
o  czym  była  już  wzmianka.  Kapituła  w  takiej  oprawie  była  innowacją 
cysterską,  nie  znaną  św.  Benedyktowi.  Mnisi  cysterscy  żywili  dla  niej 
szczególny  pietyzm,  chociaż  niejednokrotnie  kosztowało  to  ich  dużo  samo­
zaparcia i umartwienia.

Nieliczni  mnisi  kapłani  mogli  odprawiać  Mszę  św.  prywatnie.  Nie  mieli 

obowiązku  czynić  tego  wszyscy,  ale  i  nie  było  zakazów.  Opat,  lub  wyzna­

czony  przez  niego  kapłan,  odprawiał  codziennie  Mszę  św.  konwentualną, 

w  której  uczestniczyli  wszyscy  mnisi.  Można  przypuszczać,  że  Wincenty 

częściej  niż  inni  dostępował  tego  zaszczytu,  ponieważ  reguła  benedyktyń­
ska dawała w pewnych wypadkach większą szansę osobie biskupa. Pod-

background image

czas  Mszy  św.  konwentualnej,  raz  na  tydzień,  zazwyczaj  w  niedzie­

lę,  mnisi  i  bracia  laicy  przyjmowali  Komunię  św.  pod  dwiema  posta­

ciami.

Rozkład  dnia  cysterskiego  w  klasztorze  przewidywał  około  dwie  i  pół 

godziny  pracy  przed  południem  (latem)  i  nieco  ponad  godzinę  zimą.  Spe­

cyfiką  cysterską  była  praca  fizyczna,  najczęściej  na  roli,  i  nikt  od  mej  me 

był  całkowicie  zwolniony,  gdyż  zdrowi  mnisi  musieli  wykonać  tą  pracę 

jako  pensum  servitutis.  Podczas  pracy  fizycznej  część  mnichów  pozosta­

wała  w  klasztorze,  aby  uporać  się  z  zajęciami  domowymi,  część  zaś  i  to 

liczna, udawała się do skryptorium, tj. sali prac pisemnych.

Sw.  Bernard  i  Stefan  Harding  nie  popierali  wprawdzie  z  naciskiem 

prac  intelektualnych,  ale  też  ich  i  nie  zabraniali.  Sam  św.  Bernard  był 

niezwykle  płodnym  pisarzem  i  jednym  z  najbardziej  wytwornych  stylistów 
prozy  średniowiecznej.  Cała  tradycja  monastyczna  zmierzała  do  rewalo­
ryzacji  wysiłku  umysłowego.  Nawet  prace  kopistów,  przepisywaczy,  ota­

czano  ogromnym  szacunkiem.  Dyktować  książkę,  to  tyle  co  modlić  się 

i  pościć,  mawiał  Abbon  z  Fleury.  Stąd  nic  dziwnego,  że  ze  skryptorium 

cysterskiego  wyszła  maksyma:  „Ponieważ  mnisi  nie  mogą  głosić  wargami 

słowa  Bożego,  niech  czynią  to  rękami.  Książki  przez  nas  przepisywane  są 
w równym stopniu zwiastunami prawdy”.

Citeaux  dało  wybitnych  pisarzy  mistycznych,  jak  np.  bł.  Guerric 

(1157).  Mnisi  cysterscy  parali  się  także  historiografią.  Z  klasztorów  cy­

sterskich  wyszli  znakomici  dziejopisarze,  np.  Otto  Freising,  stryj  Fryde­

ryka  Barbarossy  (1158),  Ralf  Coggehal,  twórca  Chronicon  Anglicanum, 
czy  Gunter  z  alzackiego  opactwa  Pairis.  W  1162  r.  w  Soroe  (Dania)  po­

wstało  opactwo  cysterskie  w  tym  celu,  „aby  znaleźli  w  nim  pomieszcze­

nie  ludzie  wielkiej  erudycji,  którzy  układaliby  roczniki  (Annales)  Kró­

lestwa i opisywali dla potomności godne pamięci wydarzenia”.

.  Jest  więc  rzeczą  znamienną,  że  mnisi  cysterscy  umieli  połączyć  suro­

wy  tryb  życia  zakonnego  z  erudycją  naukową.  Trzeba  tu  zauważyć,  że 
umiejętność  taką  zdobył  mistrz  Wincenty  w  cysterskiej  wspólnocie  ję­

drzejowskiej  w  czasie  pięcioletniego  pobytu.  Jego  wszechstronne  wy­
kształcenie  naukowe  stało  się  dla  niego  fundamentem  do  wzlotów  mi­

stycznych  Miłości  Bożej  na  wzór  św.  Bernarda,  a  z  drugiej  strony  prowa­
dziło  go  i  jakby  przymuszało  do  przenikania  głębi  tajemnic  Bożych  świa­

ta 

nadprzyrodzonego. 

Albowiem  łaska  Boża  nie  umniejsza  natury 

człowieka, lecz ją wywyższa.

Twierdzić  można  ze  spokojem,  że  mnich  Wincenty,  człowiek  gruntow­

nie  wykształcony  (jeden  z  największych  erudytów  polskich  XII  w.),  a  jed­

nocześnie  człowiek  żywej  i  gorącej  wiary,  wyrastał  w  ukrytym  użyciu 

zakonnym  „ponad  poziomy”,  choć  nie  był  tego  świadomy  ani  on,  ani  jego 

otoczenie,  że  stawał  się  jakby  mimo  woli  niewzruszonym  fundamentem, 

na  przykładzie  którego  należy  budować  życie  Kościoła  w  naszej  Ojczyź­
nie.

Hipoteza,  że  czwarta  księga  Kroniki  Polaków,  napisanej  przez  Ka­

dłubka,  powstała  w  Jędrzejowie,  ma  swoje  głębokie  uzasadnienie  w  at­
mosferze  sposobu  życia  ówczesnych  mnichów  cysterskich.  Ta  atmosfera
 
w  czasach  Kadłubka  dochodziła  do  zenitu.  Z  czasem  zaczęła  opadać,  aż 
wreszcie  opadła  do  minimum.  Dziś  należy  do  zapomnianej  przeszłości, 
w której umieszczono Wincentego Kadłubka, tak że trzeba go „wydoby-

___  ___________________ lilogo*launony Wincenty Kadłubek_____________ ______ 

47

background image

48

o. 

Klemens Su't:ek O. Cist.

w

«ć  i  ukazywać  Narodowi”,  jak  pragnął  tego  wielki  Prymas  Polski  Stefan 

kardynał Wyszyński. 

. . 

.

Ł

  Popatrzmy  dalej  w  jakich  warunkach  rosło  i  potężniało  wewnętrznie, 

choc 

niewidocznie 

iycio 

Wincentego 

gronie 

mnichów 

jędrzejowskich, 

mnichów 

cudzoziemskich 

wielbiących 

Boga 

dniem 

nocą 

klasztorze 

cysterskim nad polską Brzeźnicą. * 

J

ato 

przynosiło 

zakonnikom 

godzinę 

czytania 

duchowego 

(lectio 

di- 

vina)  przed  południem,  następnie^odmawiano  sekstę  i  około  11  rozpoczy­
nał  się  obiad,  który  był  pierwszym  posiłkiem  dziennym.  Nie  było  na  nim
 

przysmaków,  a  ponieważ  podobno  najlepszym  kucharzem  jest  głód,  wiąc 

SKromne  potrawy  smakowały  znakomicie.  i)wa  dania  gotowanych  jarzyn 

i  nieco  wina  cienkuszu  musiało  wystarczyć.  Dodawano  do  tego  funt  ra- 

zowca.  ktorego  trztcią  częsc  zostawiał  sobie  każdy  mnich  na  wieczerzę, 

o  ile  takowa  była  przewidziana.  Później.  zgodniez,recula  benedyktyńska 

uwzględniano  poza  okresem  postu  nabiał,  a  w  Polsce^  racii  wzmożonego 

zapotrzebowania  organizmu  na  kalorie,  także  i  ryby  Mtesa  nTe  snożywl- 

no nigdy, wyjątkowo tylko w czasie choroby. 

Y y

ę me p y

Jedyny  posiłek,  jaki  podawano  zimą,  przesuwano  aż  na  godzinę  14 

a  w  Wielkim  Poście  spożywano  go  o  godzinie  17.  W  piątki  okresu  poku^ 
poprzestawano  na  Chlebie  i  wodzie.  Chorych  taki  rozkład  posiłków  nie 
obowiązywał.

Latem  wieczerza  mnicha  składała  się  z  reszty  chleba 

obiadowego  oraz 

z  surowych 

owoców. 

Przewidywano  również  tzw.  biberes,  czyli  chwilę, 

kiedy  można  było  w  refektarzu  ugasić  pragnienie,  oczywiście  tylko  wodą. 

W lecie mnisi mieli godzinę sjesty po obiedzie, a to ze względu na krótki
spoczynek nocny. 

, .

U  schyłku  dnia,  jeszcze  przy  świetle  dziennym,  śpiewano  nieszpory. 

Tak  jak  brzask  tak  również  i  zmierzch  niósł  szczególne  błogosławieństwo 

Pana  Psalmista  Pański  mówi  (psalm  64):  „Ty  napełniasz  radością  nad­

chodzące  poranki  i  wieczory”.  Laska  skupienia,  wyłącznego  oddania  Bogu 

tych  chwil,  czyniła  je  dla  mnichów  czymś  bardzo  cennym.  Potem  na­

stępowała  cisza,  której  nie  wolno  było  zmącić,  nawet  znakami.  Cisza  mil­

czenia  tworzyła  klimat,  w  którym  dojrzewała  dusza  mnicha  do  pełni  do­
skonałości zakonnej.

W  ciszy,  w  głębokim  skupieniu  i  nieustannym  prawie  milczeniu  doj­

rzewała  osobista  świętość  mnicha,  ukryta  w  cysterskiej  klauzurze.  Na 

spoczynek  mnisi  udawali  się  latem  bardzo  wcześnie  (o  ósmej  godzinie), 
a  zimą  o  szóstej  (osiemnasta),  co  łącznie  z  letnią  sjestą  dawało  siedem  go­

dzin wypoczynku. Mnisi zasypiali w głębokim milczeniu.

Surowość  dyscypliny  cysterskiej  wobec  milczenia  była  znana  ze  swej 

stanowczości. 

Sw. 

Benedykt 

przywiązuje 

do 

milczenia 

wielką 

wagę, 

w  swej  regule  poświęcił  mu  rozdział  42,  w  którym  m.in.  mówi:  „Mnisi 
powinni  przestrzegać  milczenia  w  każdej  porze,  zwłaszcza  jednak  w  go­
dzinach  nocnych”.  Dlatego  daje  szczegółowe  wyjaśnienie:  „We  wszyst­
kich  okresach  roku,  czy  to  w  czasie  postu,  czy  w  czasach  dwóch  posiłków
 

dziennych,  należy  zająć  braci  czytaniem  Żywotów  Ojców,  lub  cokolwiek 
innego  dla  zbudowania  słuchaczów...”.  Czytanie  ma  się  zacząć  bezpośred­

nio  po  kolacji.  Do  tej  czynności  spełnianej  w  milczeniu  przywiązuje  św. 
w 1*^5*?* 

wa

gS, „na czytanie winni zejść wszyscy, nawet gdyby

Ktoś 

był zajęty wyznaczoną mu pracą. Po czytaniu wszyscy razem od-

background image

Błogo łowiony WincentK<u

f

łubeh

mówią kompletę". I tu następuje stanowcze wezwanie: „Po skończmy 
komplecie nikomu już nie będzk wolno powiedzieć ani .słowa".

Mnisi  tego  okresu  doskonale  rozumieli,  że  milczenie  jest  ważnym  czyn­

nikiem  w  rozwoju  życia  wewnętrznego,  stąd  skrupulatnie  przestrzegali 

szczególnie  wieczornego  i  nocnego  milczenia.  Było  to  dla  nich  nleniium 

striclissimum  —  milczenie  najściślejsze,  bowiem  pozwalało  im  w  sposób 

bezkolizyjny  łączyć  się  z  wieczystym  milczeniem  Jezusa  Eucharystyczne­

go w tabernakulum.

Musiał  to  doskonale  pojmować  Wincenty,  skoro  prz  *d  trzema  laty,  tj. 

zanim  przybył  do  Jędrzejowa  (1215-1218),  zapalił  na  Wzgórzu  Wawelskim 
przed  Jezusem  ukrytym  w  Sakramencie  Ołtarza  wieczysty  znicz,  wpro­
wadzając  w  ten  sposób  w  Polsce  chwalebny  zwyczaj  palenia  przed  Nim
 

tak  zwanej  wiecznej  lampki.  Być  może,  że  nie  popełnimy  nawet  więk­

szego  ryzyka,  przypuszczając,  że  to  się  stało  w  jędrzejowskiej  wspólnocie 

zakonnej,  zanim  się  on  tu  znalazł.  Idąc  dalej  za  tą  wizją,  opartą  na  po­
dłożu  historycznym,  opat  Teodoryk  na  powitanie  Wincentego  polecił  za­

palić  wieczyste  światło  w  klasztornym  kościele,  jako  wyraz  radosnego 

dziękczynienia  za  dar  niezwykłego  powołania,  jakie  Wszechmocny  Bóg 
wskrzesił w sercu przybyłego tutaj Pielgrzyma z Krakowa.

Uzupełniając  naszą  hipotezę,  dodajmy  jeszcze,  że  według  pięknego  wy­

rażenia  św.  Jana  Klimaka  milczenie  „jest  matką  modlitwy”,  podczas  gdy 

św.  Bernard  nazywa  je  „stróżem  życia  zakonnego  i  źródłem  męstwa". 
W  interesującym  nas  okresie  dopuszczano  według  uznania  opata  także 
rekreacje.  Św.  Benedykt  nie  mówi  wprawdzie  nigdzie  o  rekreacjach,  ale 

w  rozdziale  6  swej  reguły  wspomina,  że  możliwe  są  rzadkie  rozmowy 

między  braćmi.  Świadczy  to  o  pewnym  umiarze,  który  specjalnie  cechuje 
regułę  benedyktyńską,  tj.  aby  żadna  praktyka  nie  przekraczała  ludzkich 
możliwości.  Ażeby  i  milczenie  nie  stało  się  zbyt  uciążliwe  dla  słabszych 
charakterów mniszych.

Specyfiką  cysterską  była  drobiazgowość  zwyczajów,  określająca  pra­

wie  każdy  gest.  Dzisiejszy  człowiek  nie  ścierpiałby  tego,  lecz  mentalność 

ludzi  XII  i  XIII  w.  była  inna,  uważali  oni,  że  właśnie  takie  zwyczaje  są 

szczególnie  pomocne  w  zachowaniu  stałego  kontaktu  z  Bogiem.  Dla  nich 

pobożność  tkwiła  w  literze,  jak  miód  w  wosku.  Nie  byli  jednak  przy  tym 
ciaśni.  To  cystersi  zerwali  z  pustelniczą  praktyką  odmawiania  psalmów 
przy pracy, ich modlitwa polegała na wzniesieniu serca do Boga.

Akcentując  mocno  i  stanowczo  surowość  dyscypliny  cysterskiej-  moż­

na  by  mniemać,  że  takie  zbyt  zdyscyplinowane  życie  i  starannie  ujęte 

w  formy  organizacyjne  nie  sprzyjało  rozwojowi  osobowości  ludzkiej. 

Obawa  ta  znika  z  pola  naszego  widzenia,  gdy  zwrócimy  uwragę  na  tzw. 
rekompensaty,  które  w  sposób  swoisty  dają  należny  oddech,  by  mnisi 

mogli  stale  kontynuować  tryb  życia  oparty  o  mądrą  i  p^łną  umiaru  re­

gułę  św.  Benedykta,  a  równocześnie  podjęte  decyzje  życia  pełnegc  ofiary 

i samozaparcia mogły być spokojnie realizowana.

Jak  już  wspomniano,  opat  co  powien  czas  mógł  zezwolić  na  rekreację 

i  połączone  z  nią  rozmowy  między  braćmi.  Poza  tym  mnisi  mku  jeszcze 

innego  rodzaju  rekompensaty.  Czas  między  poszczególnymi  ćwiczeniami 
(około  dwie  godziny)  pozostawiano  do  dyspozycji  swobodnej  mnicha 

Jest  to  luksus  niedostępny  dla  mieszkańców  klasztorów  kontemplacyj­
nych w dzisiejszym czasie. Ponadto wszystkie niedziele oraz święta Uicz-

4 — Polscy święci

background image

50

o. 

Klemens 

Suńzek O. Cist.

ne

  w  średniowieczu)  były  dniami  poświęconymi  wyłącznie  Bogu.  Sobota 

przynosiła  obrzęd  umywania  nóg  całemu  zgromadzeniu  przez  tygodnio- 

S-ych  serwitorów.  którymi  kolejno  byli  wszyscy  zakonnicy  Jakkolwiek 

reguła  nie  wiązała  tej  ceremonii  ze  sceną  ewangeliczną  w  Wieczerniku, 

podtekst  ten  został  odczytany  przez  mnichów  i  od  niej  przyjął  miano 

mandatum.  Obrzęd  ten  posiadał  rzecz  jasna  znaczenie  symboliczne,  gdyż 

każdy  wyszorował  sobie  nogi  wcześniej,  a  mimo  to  cystersi  uważali  go 

za  „sakrament”  wzajemnej  miłości  i  pokory.  Ich  konwenty  były  oazami 

doskonałej  realizacji  „nowego  przykazania”,  według  słów  Chrystusa: 

„Przykazanie  nowe  daję  wam,  abyście  się  wzajemnie  miłowali...  po  tym 

poznają,  żeście  uczniami  moimi,  gdy  iedni  ku  drugim  miłość  mieć  bę­

dziecie”. 

** 

J J

Mimo tych drobnych ułatwień i tzw. rekompensaty było to życie trud- 

wo,ał:

 "Nigdy ° bracia moi nie spoglądałem na was, nie 

sn ?udlki?h

Q

^ m^f?i

u

7

S

/

Ó,CZUCia

 '- 

Czy wasze

 cierpienia nie przekraczają 

f ie^ Sm Ten któ^ 

natury

Ktoś in

ny musi je za was dźwigać, 

sJej poTęgi”

T

 ’ 

kt6ry zdaniem

 Apostoła podtrzymuje wszystko słowem

Zapatrzenie  w  cierpiącego  Chrystusa,  kontemplacja  Jego  męki  była 

dźwignią i siłą, która przenikała członki Jego Mistycznego Ciała

Taki  był  w  ogólnym  zarysie  tryb  życia  Wincentego  w  ciągu  pięciu  lat 

w jędrzejowskiej asceterii. ^

Odejście  jego  z  ziemskiej  do  niebieskiej  ojczyzny  było  raczej  nie­

spodziewane  i  szybkie.  Wystarczyło  jednak  tyle  czasu,  danego  mu  przez 

Opatrzność, by jego świętość dojrzała do zamierzonej pełni.

5.  Cnota religijności w życiu Wincentego

Zasadniczą  cnotą  według  reguły  św.  Benedykta,  którą  winni  pielęg­

nować  jego  uczniowie,  jest  cnota  religii.  Podstawowymi  aktami  tej  cnoty 

są:  oddanie  się  Bogu  w  duchu  bo  jaźni  i  uwielbienia  oraz  skierowanie  swej 
woli  ku  Bogu  przez  całkowite  poświęcenie  się  Mu  na  służbę.  Akty  te  mu­

szą  opierać  się  na  duchu  wiary  i  miłości.  Cnotę  religii  pielęgnował  Win­

centy  i  to  w  sposób  szczególny.  Swą  postawą  głosił  on,  że  Bóg  jest  naj­
większą  wartością,  dla  którego  trzeba  wszystko  oddać  i  poświęcić,  gdy
 

taka  jest  jego  wola.  Prawdę  tę  potwierdził  swoim  życiem,  gdy  odszedł  od 
splendoru 

ówczesnego 

dworu 

biskupiego, 

wszystko 

wówczas 

opuścił 

i  wszystkiego  się  wyrzekł,  honorów,  zaszczytów,  a  nawet  szlechetnej  du­

my  związanej  ze  stanowiskiem  biskupa.  Godne  to  jest  tym  bardziej  pod­
kreślenia,  gdyż  dzięki  swoim  talentom,  swojemu  wszechstronnemu  wy­
kształceniu  imponował  ówczesnej  warstwie  intelektualnej,  a  na  dworze
 

książęcym  cieszył  się  specjalnymi  względami.  Ponadto  zaszczycony  był 
przyjaźnią  księcia  Kazimierza  Sprawiedliwego.  Trzeba  jednak  przy  tym 
stwierdzić,  że  odejście  od  tych  zaszczytów,  a  zwłaszcza  od  apostolskiego 

urzędu  biskupa,  wymagało  odeń  wiele  samozaparcia  i  nie  przyszło  mu 

łatwo.  Mimo  to  odszedł  z  własnej  woli,  z  własnego  wewnętrznego  prze­
konania,  że  tak  trzeba,  że  taka  jest  wola  Boża,  że  w  ten  sposób  najlepiej
 

uwielbi Boga*

background image

Rocznik  Sędziwoja  podkreśla  dobrowolność  tej  decyzji  Wincentego, 

zawartej  w  słowach  sponte  cessit,  dobrowolnie  odszedł,  dobrowolnie  ustą­
pił.  Z  właściciela  i  dysponenta  wielkich  dóbr  Wincenty  dobrowolnie  stał
 
się  ubogim,  podobnym  do  ubogiego  Mistrza  z  Nazaretu,  który  w  swoim 
kazaniu  na  górze  obwieścił  światu:  „Błogosławieni  ubodzy  duchem,  albo­
wiem  ich  jest  Królestwo  Niebieskie”.  Nie  ma  zatem  żadnej  wątpliwości,
 

że  Wincenty  dla  zdobycia  tego  Królestwa  poszedł  do  klasztoru,  po  to, 

aby  stać  się  żertwą  na  okup  wielu,  by  własnym  przykładem  dać  świa­
dectwo  głoszonej  prawdzie.  Trzeba  przypomnieć,  że  życie  zakonne  według
 
ówczesnych  poglądów  równało  się  męczeństwu.  Żaden  z  dostojników 
świeckich,  a  także  i  kościelnych  idąc  do  klasztoru  nie  mógł  liczyć  na  to, 
że  zakon  zastosuje  wobec  nich  jakąś  taryfę  ulgową.  Wręcz  przeciwnie  — 
psychika  ówczesnych  ludzi  chętnie  aprobowała  surowy  post,  dyscyplinę, 

włosiennicę,  umartwienie.  I  nie  tylko  aprobowała,  ale  tych  „mocnych 

akcentów  pragnęła”  —  podobnie  jak  my  dzisiaj  nie  tylko  aprobujemy 
coraz  wyższą  stopę  życiową,  ale  bez  wątpienia  pragniemy,  by  życie  nasze 
było  coraz  wygodniejsze,  łatwiejsze.  Postać  Wincentego  może  niejednemu 

wydać  się  jakby  pochodziła  z  innej  planety,  jakby  nie  dzisiejsza,  jakby 

anachroniczna.  Jest  to  jednak  tylko  złudzenie.  Wincenty  bowiem  pragnął 

ubogacenia  swej  duszy,  którą  otwierał  na  wartości  nadprzyrodzone,  któ­
rych  „ani  rdza  nie  zniszczy,  ani  mól  nie  stoczy,  ani  woda  nie  zabierze,
 

ani  złodziej  nie  ukradnie”.  Wincenty  pragnął  wzbogacić  swoją  osobowość 

w  pełnię  cnót  teologicznych  —  Wiary,  Nadziei  i  Miłości.  Innymi^  słowy, 
jego  wyłącznym  pragnieniem  było  uwielbienie  Boga.  I  to  jest  szczyt  jego 
religijności.

Wincenty  cnotę  religii  szczególnie  pielęgnował,  gdyż  jako  nauczyciel 

narodu  chciał  nam  wskazać,  iż  Boga  nie  można  pojmować  jako  źródła 

energii,  do  którego  trzeba  dotrzeć  i  wyzyskać  dla  pożytku  narodu,  ludz­
kości,  tak  jak  to  dzisiaj  sądzą  niektórzy  chrześcijanie.  Wincenty  uczy,  że
 
chrześcijaństwa  nie  można  sprowadzać  do  miłości  pojmowanej  jako  służ­
ba  człowiekowi.  Religia  ma  prowadzić  człowieka  do  tego,  by  uwielbiał
 
Boga,  a  nie  do  eksploatowania  Boga  ku  pożytkowi  człowieka.  Wincenty 

szukając  Boga,  szukał  Królestwa  Bożego  we  wspólnocie  cysterskiej,  odrzu­

cał  stworzenia,  chociaż  są  one  obrazem  Boga.  Odrzucał  je,  by  mu  nie  prze­

słaniały  Boga,  by  serce  jego  nie  przylgnęło  do  doczesności.  Przedzierał 
się  więc  ku  Bogu  samemu  w  surowej  ascezie  cysterskiej,  a  przez  to 

uwielbiał  miłosierdzie  Pana  w  nieprzystępnej  światłości,  pragnął  kochać 

. tylko Tego, którego nie widział, ale któremu ufał i w którego wierzył.

Dotąd  nikt  z  biografów  Wincentego  nie  zwrócił  uwagi  na  to,  że  jest 

on  pewnego  rodzaju  fenomenem  w  wypełnianiu  reguły  św.  Benedykta  na 
gruncie  polskim  w  dosłownym  zachowaniu  jej  wskazań,  jak  to  uczynił 
św.  Bernard  we  Francji.  Jego  bogactwo  życia  wewnętrznego  jest  dosko­
nałym  wyrazem  duszy  ukształtowanej  w  atmosferze  pedagogiki  wieczno­

trwałych  wskazań  zawartych  w  tej  właśnie  regule,  liczącej  zaledwie  sie­
demdziesiąt  kilka  stron,  ale  obfitującej  w  głęboką  treść  wychowawczo-
 
-ascetyczną.  Naprawdę  są  to  wartości  niezwykłe,  skoro  w  1980  r.  rodziny 
benedyktyńskie  obchodziły  w  skali  światowej  (w  Nursji  i  na  Monte 

Cassino)  z  udziałem  papieża  Jana  Pawła  II  1500  rocznicę  urodzin  ich 
twórcy.

Można  twierdzić,  niemal  z  całą  pewnością,  że  wrażliwe  serce  Wincen­

_____________________ Błogosławiony Wincenty Kadłubek___________________  51

background image

tego  przyswoiło  sobie  piękno  moralno-etyczno  emanujące  z  reguły  św 

Benedykta  już  w  czasie  studiów  w  Paryżu.  Tym  tylko  można  tłumaczyć 

jego  wielką  predylekcję  do  zakonu  cystersów  po  powrocie  do  kraju,  uwi- 

docznioną  przede  wszystkim  wówczas,  gdy  został  biskupem.  Świadczą 

o  tym  również  Jiczne  nadania  i  potwierdzenia  dawnych  przywilejów  na 

rzecz  klasztorów  togo  zakonu.  Wincenty  pragnął  bowiem,  aby  Bóg  w  Pol­

sce  był  tak  wielbiony  jak  to  miało  miejsce  wtedy  w  150  klasztorach  cy­

sterskich we Francji.

Tak to w sposób praktyczny i ewidentny cnota religii błogosławionego 

W .ncen»ego promieniowała na cały naród a i dziś promieniowanie to,

'loam L

n

"Y 

sposób

’ trwa nadal, skoro w ostatnich dziesię- 

;

 l ?rJkńw~ku)t°u R

a

t<

'

re

.

n

‘° dziewięciu diecezji powstało aż 22 no-

Ssta^Ukwd ~teg^ttari°?o

e

g

g

o°obroztu

ym

 ‘ 

*

o. Klemens Swizck O. Cist. 

___

6. Śmierć Wincentego

Okres  pięciu  lat  wydaje  się  krótki,  lecz  pomnożony  przez  ilość  dni 

ciągłej  pracy,  którą  stale  poprzedzała  obowiązująca  modlitwa  chórowa, 
\w$tarczvł  całkowicie,  aby  się  uświęcić.  Dodać  jeszcze  trzeba,  że  żaden 

zakonnik"  a  więc  i  Wincenty,  nie  był  zwolniony  od  codziennych  posług 

domowych.  Wszyscy  zatem  po  kolei  gotowali,  sprzątali  w  kuchni,  prali 

bieliznę,  myli  braciom  nogi.  Pokorne  wykonywanie  tych  codziennych  po­

sła*  dawało  sposobność  do  pomnażania  chwały  Bożej  według  słów  św. 
Pawła:  „Czy  jecie,  czy  pijecie,  czy  cokolwiek  innego  czynici*,  wszystko 
na  chwałę  Bożą  czyńcie”.  Ponadto  było  ono  naśladowaniem  Chrystusa, 

który  pełnił  posługi  dnia  każdego  w  Nazarecie  przez  trzydzieści  lat.  Po­

sługi codzienne wykonywane w duchu wiary wielbią Boga i uświęcają

człowieka. 

#

 

. . „

Wincenty  krótko  żyjąc  w  Jędrzejowie  „przezył  czasów  wiele’,  gdyż 

w  nieustannym  trudzie  codziennie  składał  siebie  w  ofierze  Chrystusowi, 
jednocząc  się  z  Nim  w  bezkrwawej  ofierze,  która  zbawia  świat  i  każde­
go  człowieka  nań  przychodzącego.  Teraz  zechciejmy  pomyśleć,  że  przez
 
tyle  dni  oełnił  dawny  biskup  krakowski  trud  codziennego  życia,  codzien­
nego  i  nadmiernego  wysiłku,  który  św.  Bernard  nazywa  męczeństwem.
 

Dusze  pragnące  męczeństwa  przyjmowały  „profesję  zakonną”  i  radowały 
się,  ze  im  było  dane  oddać  się  Bogu  do  wyłącznej  dyspozycji  w  pracy  za­

konnej,  aprobowanej  z  uznaniem  przez  Kościół.  To  trzeba  mieć  na  uwa­

dze,  aby  zrozumieć  motywy,  które  przywiodły  biskupa  krakowskiego  do 
cysterskiej,  izolowanej  wspólnoty,  aby  w  niej  umrzeć  światu  i  zamknąć 
siebie  już  za  życia  w  grobie  zapomnienia  z  miłości  dla  Chrystusa,  który 
także  zamknął  się  w  grobie,  aby  grób  ten  stał  się  grobem  zwycięstwa, 
grobem  zmartwychwstania,  grobem  triumfu.  Umrzeć  z  Chrystusem,  to 
znaczy zmartwychwstać.

W  1222  roku  od  Wielkiej  Nocy  do  jesieni  padały  bardzo  intensywne 

deszcze,  tak  że  obawiano  się  nawet  potopu.  W  związku  z  tym  przez  trzy 
lata  panował  w  okolicy  tak  wielki  głód,  że  w  jego  następstwie  wymarło 

wielu mieszkańców okolicznych osad. Klęska ta w jakiś sposób dotknęła

background image

53

fił'j(jovławiony

 W

:

uc Kadłubek

i  

klasztor  jędrzejowski,  choć  szczegółów  na  ten  temat  nie 

z n a m y .  

J<*dno 

jest  pewne,  że  mnisi  a  wraz  z  nimi  i  Wincenty  doświadczył;  klęsk,  głodu. 

Kroniki nie zapisały, aby ktoś z mnichów umarł śmiercią głodową.

Nie  dochowały  się  żadne  źródła  historyczne  o  ostatnich  chwilach  życia 

bł.  Wincentego.  Długosz  krótko  tylko  zapisał,  że  dawny  biskup  krakow­

ski  Wincenty  Kadłubek  zakończył  życie  w  klasztorze  jędrzejowskim  dnia 

8 marca 1223 r. i został pochowany w kościele pośrodku chóru zakonnego.

Co  do  tego,  w  jakim  wieku  odszedł  Wincenty  z  ziemskiej  do  niebies­

kiej  ojczyzny,  biografowie  nie  są  zgodni.  Różnice  są  dość  znaczne.  Według 
tradycji  dożył  on  nie  więcej  niż  63  lat.  Utożsamiając  go  z  synem  komesa 
Stefana,  dodać  można  10  lat.  Ewentualność  otrzymania  imienia  na  cześć 
sprowadzenia  relikwii  św.  Wincentego  do  Wrocławia  w  1145  r.  czyniłaby 
go starcem 73-letnim. Należy to jednak przyjąć z dużym zastrzeżeniem.

Jest  rzeczą  znamienną,  że  doczesnych  szczątków  biskupa-mnicha  me 

pochowano  razem  z  braćmi  ani  w  podziemiach  kościoła  według  ówczes­

nego  zwyczaju,  lecz  złożono  je  w  prezbiterium  między  stallami  u  stóp 

wielkiego  ołtarza,  pośrodku  chóru  zakonnego.  Fakt  ten  świadczy  o  wy­
jątkowym  przywileju,  na  który  mogła  sobie  w  klasztorze  cystersów  za­

służyć  tylko  wybitna  osobistość,  wstępująca  do  grobu  w  opinii  świętości, 

której  cystersi  nie  mieli  zwyczaju  propagować  zgodnie  z  ówczesnym  prze­

konaniem:  Każdy  wstępujący  do  klasztoru  jest  zobowiązany  dążyć  do 

świętości  —  a  gdy  nieco  w  niej  postąpił,  to  nie  ma  powodu  tym  się  chwa­

lić.  Tym  się  tłumaczy  zakaz  odgórny  zakonu,  aby  nie  propagować  świą­

tobliwych  zakonników.  Dopiero  gdy  poziom  życia  zakonnego  obniżył  się, 
czyniono  selekcje,  a  to  dlatego,  by  wskazać  świątobliwe  postacie  dla  przy­

kładu  innym.  Stąd  wiele  postaci  o  cnotach  heroicznych  na  zawsze  po­
zostało  w  ukryciu.  Ich  świętość  tylko  Bogu  wiadoma.  Tym  bardziej  nas
 
zadziwia  i  cieszy,  że  ten  zwyczaj  dziwnie  złagodniał  wobec  mistrza  Win­

centego.

IX. OSOBOWOŚĆ WINCENTEGO I JEGO „KRONIKA

1.  Sylwetka duchowa

Mistrz Wincenty to człowiek „bez skazy", jak jednogłośnie stwierdza­

ją jego biografowie.

Człowiek  głębokiej  wiedzy  i  nauki...  człowiek  żyjący  więcej  zyct^a 

wewnętrznym...  a  głęboko  swą  pokorę  zaznaczał  w  słowach  pełnych  pro­
stoty:  „Cracoviensis  ecclesiae  indignus  minister”,  „humilis  episcopus”...
 
Dowiódł  on  czynem  tych  słów,  gdy  rzucając  dostojeństwo,  władzę,  do­
statki  poszedł  za  mur  klasztorny,  gdzie  ta  pokora  miała  dlań  być,  obok
 
innych  cnót  zakonnych,  treścią  reszty  jego  życia.  Gdy  o  wielu  współ­

czesnych  mu  lub  wcześniejszych  i  późniejszych  osobach  niejeden  nieko* 

rzystny,  a  poważny  głos  przechował  relacje  źródłowe,  gdy  nadto  współ­

cześni niejeden przeciw nim wytaczali ciężki zarzut, o Wincentym mc

background image

o. 

Klemens Swizek 

O. Cisf.

54

takiego nie można przytoczyć, nic wydobyć, nawet najintensywniejszą

interpretacją.

Mistrz  Wincenty,  człowiek  sprzed  siedmiu  wieków,  pod  wieloma 

względami  jest  nam’bliski.  Jego  radosna  afirmacja  rzeczywistości  ziem­

skiej,  kojarzenie  wartości  religijnych  z  pozareligijnymi,  przyjęcie  wszyst­
kiego,  co  w  dorobku  ludzkości  jest  cenne,  odpowiada  posoborowej  po­

stawie  Kościoła  otwartego.  Jego  pogarda  pieniądza,  jakkolwiek  o  posma­

ku  filozoficznym,  ma  sporo  z  nastawienia  Kościoła  ubogich,  a  jego  auten- 

yczny  demokratyzm,  żądanie  sprawiedliwości  społecznej,  pokrywa  się 

i. współczesnym stosunkiem Kościoła do tych zagadnień.

Papież  Innocenty  III  nazywa  Wincentego  „Vir  omnimoda  laude  prae- 

c.anis  .  u  ‘

n

£

a

nt

'.  Kadłubek  to  jedna 

7

.  najpiękniejszych  postaci,  jakie 

wydai  na><  Naród.  Koleje  życia  niby  mistyczne  stopnie  prowadziły  go 

.irogami  najpierw  zycta  awtockirgo.  potom  kapłańskiego,  poprzez  godność 

oiskupią 

1

 celę zakonną — ku wyżynom świętości

Wincenty zapoczątkował w katolicyzmie polskim wiek świętych i bło­

gosławionych. Trzynaste bowiem stulecie dało Polsce i Kościołowi św.

dokonano  kanonizacji  św.  Stanisława  biskupa  i  męczennika.  Na  wymie­
nione  postacie  wywarł  swój  zbawienny  wpływ  Wincenty  bądź  to  "przez
 

osobiste  kontakty,  bądź  to  przez  swoją  Kronikę.  Do  czasu  wystąpienia 
Jana  Długosza  Kadłubek  cieszył  się  w  kraju  najwyższą  powagą  historyka 
i  popularnością  pisarza  na  skalę  narodową.  On  bowiem  był  pierwszym 
z Polaków, co imię Polski dał poznać narodom ościennym.

Był  istotnie  wielkim  luminarzem  swojej  epoki,  wielką  postacią  histo­

ryczną.  ale  nie  w  takim  znaczeniu,  jak  się  to  mówi  o  luminarzach  dziś... 
bvł wielkością zjednoczoną z największą i jedyną wielkością, z wielkością
Boga.

Zdobył  on  najwyższe  w  tym  czasie  gruntowne  wykształcenie  w  skali 

europejskiej  w  Paryżu  i  w  Bolonii,  przeszedł  do  historii  jako  człowiek 
wielkiej  zasługi.  W  aktach  beatyfikacyjnych  nazwany  jest  „Mężem  nauką 

:  cnotą  znakomitym”.  Umiał  stworzyć  głęboką  syntezę  nauki  i  wiary. 

Nauka  była  dlań  fundamentem,  na  którym  rosła,  pogłębiała  się  i  dojrze­
wała wiara, wznosząc się do wyżyn mistycznych.

Wszędzie,  gdzie  spotykał  się  z  ludźmi,  gdzie  spotykał  się  z  kulturą,  ‘ 

z  nauką,  wszędzie  starał  się  odnajdywać  Chrystusa.  Co  zostało  uwidocz­
niona  w  ikonografii  mówiącej  o  jego  życiu.  Między  innymi  w  krużgan­

kach  klasztoru  jędrzejowskiego  znajduje  się  obraz,  przedstawiający  Win­

centego  opromienionego  światłem,  jak  w  uniesieniu  mistycznym  rozma­

wia  w  Chrystusem.  Inna  wizja  mówi  o  widzeniu  mistycznym  bł.  Wincen­

tego Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus.

Świętość  to  dążenie  do  Boga,  po  twardej  i  skalistej  drodze,  wśród  wal­

ki  z  potrójną  pożądliwością.  Świętość,  to  nie  światło  i  blask  cudownych 

zjawisk,  to  ofiary,  zaparcie  siebie  i  niepodzielne  oddanie  się  Bogu  z  mi­

łości  i  pobudek  nadprzyrodzonych,  tak  też  należy  oceniać  świętość  Win­

centego.  Jego  wielkością  nie  był  przelotny  blask  wizji,  lecz  mrok  ukry­

cia, w którym się pogrążał zawierzywszy życie swoje Panu.

background image

2.  Cechy charakterystyczne

Błogosławiony Wincenty Kadłubek_________________________  

55

a)  Miłość Boga ponad wszystko

Bł.  Wincenty  zrealizował  znaną  zasadę  ascetyczną:  „Bogu  wszystko  — 

sobie  nic”.  I  rzeczywiście  porzucił  on  z  pobudek  nadprzyrodzonych  swój 

majątek  rodowy,  bogactwo  i  splendor  urzędu  biskupiego,  honor,  sławę, 
jaką  się  cieszył  na  dworze  księcia  krakowskiego,  i  poszedł  boso  i  pieszo 
jako 

pokutnik 

na 

dobrowolne, 

bezkrwawe 

męczeństwo 

do 

klasztoru, 

przyjmując  za  podstawę  swego  życia  ówczesną  surową  regułę  cysterską. 
Ten  rodzaj  życia  przyjął  on  po  to,  aby  stać  się  całopalną  ofiarą,  płynącą 

z  miłości  do  Boga.  Postanowił  to  czynić  do  końca  życia,  przez  modlitwę, 
pokutę, zadośćuczynienie w dzień i w nocy.

Słusznie  zauważa  J.  Stabińska,  że  dla  takich  ludzi  jak  Wincenty,  „ob­

cujących  stale  z  Bogiem,  najwyższą  godnością,  którą  potrafili  osiągnąć, 

była  świętość”.  Hierarcha  krakowski  wiedział,  że  nie  będą  mu  pobłażać 

z  powodu  uprzednio  zajmowanego  stanowiska  i  że  musi  wykazać,  iż  „na­
prawdę szuka Boga”.

Sw.  Benedykt  zabraniał  okazywać  jakichkolwiek  względów  przyjętym 

kapłanom.  Zakon  cystersów  tym  przepisem  obejmował  i  biskupów.  Także 
mnisi  podniesieni  do  godności  biskupiej  byli  poddawani  surowej  kontroli 

zakonu.

Wincenty  był  pod  urokiem  św.  Bernarda.  Posiadał  gruntowne  oczyta­

nie  w  dziełach  Miodopłynnego  Doktora,  a  głoszoną  przez  niego  ascezę 
chłonął  swym  światłym  umysłem  i  gorącym  sercem.  Cechy  dominujące 
w  charakterystyce  Wincentego  mają  swe  źródło  w  odkrywczej  nauce  Ber- 
nardowej.  Jest  on  głosicielem  miłości  Bożej.  Miłość  tę  dostrzegł  on  w  na­

szej  naturze  ludzkiej,  zanurzonej  w  miłości  Syna  Bożego,  Chrystusa-Czło- 

wieka.  To  Bernard  „odkrył”  dla  Kościoła  Człowieczeństwo  Chrystusowe. 

Z  tego  odkrycia  wypłynęło  nabożeństwo  do  Męki  Pańskiej,  Bożego  Serca, 

Sakramentu  Ołtarza.  Tę  przyjaźń  z  Jezusem  ogrzał  ciepłem  Serca  Matki 
Bożej, której był piewcą i pierwszym mariologiem.

Można  chyba  twierdzić,  bez  większego  ryzyka,  że  kształt  wewnętrzny 

biskupa-mnicha  formował  się  na  doktrynie  odnowiciela  Citeaux.  Tym 

śmielej  tak  twierdzić  można,  mając  na  uwadze  to,  że  polscy  cystersi  byli 

mnichami  ścisłej  reguły  Citeaux.  Bernard  urzekał  i  pociągał  swoją  żar­
liwą  ascezą,  która  w  duszy  Wincentego  wyrzeźbiła  głębokie  ślady.  Asceza
 

ta  często  budziła  obawy  wobec  nadzwyczajnej  surowości,  a  równocześnie 
radowała  serce  mnichów  tak,  że  surowość  cysterska  nie  była  katorgą,  lecz 
szczęściem, źródłem upodobnienia się do Ukrzyżowanego z miłości.

A  oto  słowa  Bernarda,  które  mógł  bez  zastrzeżeń  przyjąć  za  dewizę 

swego  życia  monastycznego  ten,  który  miał  się  stać  „chwałą  biskupów  pol­

skich”: 

„Życie nasze jest życiem wzgardy, pokory, dobrowolnego

ubóstwa,  posłuszeństwa,  pokoju,  ale  i  radości  w  Duchu  Świętym.  Jest  też 
praktyką 

milczenia, 

postu, 

czuwań, 

modlitwy, 

pracy 

ręcznej, 

nade 

wszystko  zaś  jest  postępowaniem  po  najdoskonalszej  drodze  miłości  Bo­

żej” (Epistoła 142).

Pietyzm  Wincentego  dla  Bernarda  nie  był  bezkrytycznym  kopiowa­

niem modeli. Opat z Clairvaux jest wzorem nie jako mistyk, lecz jako

background image

o. Klemens Stciżek O. Cist.

56

humanista,  ze  względu  na  kunszt  pisarski  i  oratorski  o  wprost  niedościg­

łej  klasie.  Wincenty  może  podświadomie  pokusi  się  o  rywalizację  z  nim 

na  tym  polu,  używając  tych  samych  środkow  urozmaicenia  stylu  i  to 

niemal w identycznych rozmiarach.

b)  Miłość Ojczyzny

Z  miłością  Boga  łączy  Wincenty  żarliwą  miłość  Ojczyzny,  narodu, 

rodzimej  historii,  czemu  dał  specjalny  wyraz  we  wskazaniach  wiecznie 
żywych  w  swojej 

Kronice

,  np.:  „Nie  godzf  się  o  własnym  myśleć  bezpie­

czeństwie,  gdy  dobro  ogółu  na  niebezpieczeństwo  jest  narażone;  obrona 
lub  ocalenie  szczęścia  współobywateli  największym  jest  ze  wszystkich 
triumfów;  każde  państwo  zgodą  kwitnie,  a  nie  kłótniami;  Polaków  ocenia 

się według dzielności ducha i wytrwałości ciała, a nie według bogactw”.

Ogromny  wpływ  na  rozwój  chrześcijaństwa  i  kultury  w  Polsce  mia­

ły  wtedy  klasztory,  dlatego  to  otaczał  Wincenty  wielką  troską  zakony, 

a  szczególną  predylekcją  darzył  cystersów.  Jego  serdeczny  stosunek  do 
tego  zakonu  świadczy,  jak  bardzo  pragnął,  aby  ta  nowa  gałąź  reguły  św. 
Benedykta  utrwalała  w  społeczeństwie  naszym  wartości  religijno-moral­
ne,  wraz  z  wysoką  kulturą  materialną,  którą  nasycili  cystersi  wszystkie
 
kraje  europejskie.  To  był  powód,  dla  którego  biskup  Wincenty  obdarzał 
klasztory  majątkami,  aby  im  zapewnić  nie  tylko  rozwój  życia  religijnego, 
ale  dać  im  możność  szerzenia  oświaty,  której  jedynymi  ogniskami  były 

wtedy klasztory.

Wiekopomną  jego  zasługą  dla  zespolenia  Narodu  było  otwarcie  drogi 

do  kanonizacji  św.  Stanisława.  Wprawdzie  w  dziesięć  lat  po  jego  śmierci 
przeniesiono  jego  ciało  ze  Skałki  do  katedry,  ale  ożywienie  kultu  nastą­
piło  dzięki  Kronice
  i  dzięki  osobistym  staraniom  Wincentego,  co  w  kon­

sekwencji  doprowadziło  do  kanonizacji,  której  już  nie  doczekał  „szer­
mierz sprawiedliwości”. Odbyła się ona w 30 lat po jego śmierci w 1253 r.

U  Wincentego  miłość  Ojczyzny  jest  wyraźnie  dwukierunkowa:  jest 

obroną  jej  niepodległości  i  przestrzeganiem  jej  praworządności.  Obu 
czynnikom  nada,  co  jest  dowodem  dużego  realizmu,  równorzędne  znacze­
nie.  Miłość  Ojczyzny  w  pojęciu  Wincentego  jest  najwyższym,  po  Bogu,
 

szczytem  miłości  obywatelskiej.  Szuka  on  takich  bohaterów  w  dziejach 
własnego  narodu  i  odnajduje  w  oblężeniu  Głogowa,  gdzie  jest  uwidocz­
niona  “wyższość  miłości  Ojczyzny  ponad  więzami  rodzinnymi:  „W  obliczu
 

ojców  straszy  się  dzieci  przywiązane  do  machin  oblężniczych  wszelkie­

go  rodzaju  mękami,  lecz  daremnie.  Trwa  bowiem  postanowienie  ojców, 

powzięte  z  niezachwianą  mocą,  że  lepiej  ażeby  rodzicie  stracili  potom­

stwo,  niż  żeby  obywateli  pozbawiono  Ojczyzny,  i  zaszczytniej  jest  dbać 
o wolność, niż o dzieci” (Kronika, III, 18).

Imponuje  mu  szaleńcza  brawura  Krzywoustego  czy  Aleksandra,  któ­

rzy,  dysponując  słabymi  siłami,  rzucili  się  na  przeważające  zastępy  wro­
ga.  Nasze  późniejsze  Kircholmy  i  Chocimy  okupione  zostały  tylko  taką
 

ceną.  A  za  dni  naszych  dokazali  tego  samego  polscy  żołnierze  spod  Monte 
Cassino.  Każdy  z  poległych  tam  bohaterów  zda  się  mówić  do  nas  słowami 

mistrza  Wincentego:  „Niech  inni  żebrzą  o  swoją  sławę,  gdzie  się  im  po­
doba, ja moją w bliznach mego ciała wyrzeźbiłem” (II, 25). Ojczyzno!

background image

„Byle  cię  można  wspomóc,  byle  wspierać,  nie  żal  żyć  w  nędzy,  nie  żal 

i  umierać”.  Takim  aforyzmem  uwiecznił  ideał  mistrza  Wincentego  o  mi­
łości ojczyzny Ignacy Krasicki.

______________________ Błogosławiony Wincenty Kadłubek.________________________ 57

c)  Miłość Najświętszego Sakramentu

Kalendarz  Krakowski  z  XIII  w.  mówi,  że  część  dziesięciny  ze  wsi  po­

łożonych  koło  Czchowa  mają  kanonicy  kapituły  krakowskiej  przeznaczać 
na wieczne światło przed Najświętszym Sakramentem. Ten fakt świadczy
0  wielkim,  refleksyjnie  pogłębionym  i  przemyślanym  nabożeństwie  wo­

bec  Jezusa  Eucharystycznego  oraz  o  wyznaniu  żywej  wiary  w  jego  Bos­

ką obecność.

Biskup  Wojtyła  w  kazaniu  wygłoszonym  w  Jędrzejowie  8  III  1959 

r.  powiedział:  „Wincentego  nazywano  mistrzem...  i  chciał  nim  być,  ale 

w  oparciu  o  swego  Mistrza  Chrystusa  chciał  świecić  Jego  światłem  i  pro­
mieniować Jego dobrocią i Jego miłością”... a miłość to żar, to ogień.

1  musiała  być  wielka  ta  miłość  w  sercu  Wincentego  wobec  Więźnia  Miłoś­

ci,  skoro  wyraził  ją  w  postaci  „wiecznego,  nieustannego  światła”  przed 
tabernakulum.

Wincenty  był  pierwszym  biskupem,  jak  już  była  o  tym  mowa,  który 

w  Polsce  zapalił  wieczną  lampkę  przód  Najświętszym  Sakramentem.  Tra­
dycja  podaje,  że  oprócz  katedry  na  Wawelu  wieczne  światło  płonęło
 
w  kolegiacie  NMP  w  Kielcach.  Niebawem  ten  zwyczaj  upowszechnił  się 
w całym naszym kraju.

W  ten  sposób  przeszedł  Wincenty  do  historii  jako  pionier  i  jako  \vy- 

jątkowy  czciciel  Sakramentu  Ołtarza,  \apałając  na  ziemiach  polskich 

wieczny  znicz  eucharystyczny,  by  płonął  równocześnie  i  w  wiecznych 

lampkach i w sercach jego współrodaków.

d)  Miłość Matki Bożej

Cechę  maryjności  zakonowi  cystersów  nadał  św.  Bernard  z  Clairvaux, 

organizator  zakonu,  pierwszy  teolog  maryjny.  Za  Patronkę  zakonu  obrał 
NMP  Wniebowziętą  i  pod  tym  wezwaniem  są  wszystkie  kościoły  cyster­

skie  na  całym  świecie.  W  aktach  beatyfikacyjnych  Wincenty  nazwany 

jest „Czcicielem Najświętszej Dziewicy”.

W  Kronice  nazywa  Maryję  „Królową  Niebios”  i  „Matką  Stwórcy”. 

Z  tradycji  dowiadujemy  się  o  żarliwej  czci  wobec  Matki  Chrystusa,  co 
znakomicie  uchwyciła  ikonografia,  przedstawiając  go  w  katedrze  krakow­

skiej  i  sandomierskiej  jako  pokornego  sługę,  klęczącego  u  stóp  Najświęt­
szej  Maryi  Panny.  Ponadto  tradycja  głosi,  że  do  klasztoru  jędrzejowskie­

go  wstąpił  m.in.  i  dlatego,  bo  klasztor  ten  wtedy  zwał  się  „Domem  Ma­

ryi”.  Można  więc  śmiało  twierdzić,  że  maryjność  Wincentego  to  mocny 

choć  skromny  fundament,  a  raczej  ziarno  gorczyczne,  z  którego  wyrosło 
i  wspaniale  się  rozwinęło  w  ciągu  tysiąclecia  wielkie  drzewo  maryjne, 

a  za  dni  naszych  stało  się  ono  chlubą  duszpasterstwa  polskiego.  Na  szczy­

cie  tego  drzewa  maryjnego  stanął  niedawno  kanonizowany  Maksymilian 
Kolbe.

background image

o. 

Klemens Swiżek O. Cist^

58

e)  Miłość Kościoła

znamiennym rysem bl. Wincentego jest jego miłość Kościoła i nauka

0  Stosunku  władzy  kościelnej  do  świeckiej.  Gdy  około  roku  1190  pisa! 
Kronikę,  głosił  teorię  o  wyższości  władzy  kościelnej  nad  świecką.  Z  tej 

zasady  wychodząc,  przydzielił  biskupowi  Gedce  rolę  sędziego  ferującego 
wyroki  nad  oskarżonym  księciem,  zaznaczając  wyższość  jurysdykcji  koś- 

cieinej.  Dlatego  napiętnował  zbrodnię  na  Skałce  w  Krakowie,  ofiarą  któ­
rej  padł  sw.  Stanisław.  Będąc  na  studiach  słyszał  o  podobnej  zbrodni  do­
konanej  w  Anglii  na  św.  Tomaszu  Beket  przez  dworaków  króla.  Tu
 

w  Krakowie  sam  monarcha,  chwalony  przez  Wincentego  dla  wielu  zalet, 

splamił  się  krwią  i  poderwał  sobie  i  następcom  autorytet  monarszy.  Za- 

palony  kanonizacją  męczennika  angielskiego  w  czwartym  roku  po  mę­

czeństwie, Winc^ty w r. 1174 rozpalił kult krakowskiego męczennika
1 przyczynił się 

f° 3*8° kanonizacji. O świętym Stanisławie nikt

pięsmej  me  p

i

s

a

*

»

G

d

y

  prześwięty  biskup  krakowian 

Stanisław  me  mógł  Bolesława  odwieść  od  okrucieństw...  grozi  mu,  upo­

mina,  wreszcie  wyciąga  ku  memu  miecz  klątwy...  Tyran  podnoS  świeto- 
kradzkie  ręce  i  sam  zabija  pasterza  owczarni...  świętego  bezbożnik  miło­

siernego  zbrodniarz,  biskupa  niewinnego  najokrutniejszy  świętokradca 
rozszarpuje...  A  ja  ze  zdumienia  całkiem  zdrętwiałem...  i  jakże  wyrazić 
potrafię  cudowne  dzieła  na  tym  świętym  przez  Zbawiciela  zdziałane” 
(Kronika III, 117). 

.

Wincenty  jednak  całej  prawdy  o  Bolesławie  Śmiałym  nie  napisał, 

gdyż  nie  chciał  zadrasnąć  miłości  Kazimierza  Sprawiedliwego,  który  był 
jego potomkiem i dla którego Kronikę pisał.

Wincenty  był  mocną  indywidualnością,  skoro  tak  jasno  odważył  się 

sprecyzować  naukę  o  władzy  Kościoła  i  jego  stosunku  do  władzy  ksią­

żęcej,  mimo  że  pisał  na  życzenie  i  dla  książąt  polskich.  Nic  więc  dziw­
nego, że głosząc takie zasady, mógł być niepopularnym.

Położenie  jego  zmieniło  się,  gdy  Leszek  Biały  dał  kapitułom  prawo 

wolnej  elekcji  biskupów,  gdy  książęta  uznali  prawa  i  jurysdykcję  Koś­
cioła,  wywalczone  przez  Innocentego  III  i  arcbpa  Kietlicza.  Kadłubek  jed­

nak  wcześniej  przed  Innocentym  III  i  arcybiskupem  Kietliczem  głosił  za­

sady  o  supremacji  władzy  Kościoła.  Teorią  i  nauką^  torował  drogę  dla 

programu  Kietlicza.  Pierwszy  na  gruncie  polskim  próbował  zharmonizo­

wać  z  sytuacją  krajową  koncepcje  Bernardowe  o  Kościele.  Jest  pionie­

rem  tych  zasad  i  prekursorem  Kietlicza.  Z  okresu  krakowskiego  Kadłu­
bek  w  r.  1191  przedstawił,  jak  bp  Pełka,  w  którego  świecie  mógł  znajdo­
wać  się  kronikarz,  odprawiał  przed  bojem  Mszę  św.,  w  czasie  której  Ka­

zimierz  Sprawiedliwy  polecił  rycerzom  przyjąć  Komunię  św.  „Godzi  się, 

pisze  kronikarz,  aby  żołnierze  mający  walczyć  przeciwko  wrogom  wiary 

św. większe zaufanie położyli w tarczy wiary niż w broni wojennej”.

3.  Dzieło

Dzieło  „wiecznie  żywe”  to  Kronika  Kadłubka,  to  pierwsza  historii 

Polski,  która  spod  polskiego  wypłynęła  pióra.  Kronika  jest  bezcennyn 

pomnikiem kultury naszej na przełomie XII i XIII wieku, wymownyn

background image

dokumentem  przeszczepienia  do  Polski  najświeższych  zdobyczy  ówczes­
nej  cywilizacji,  przede  wszystkim  tradycji  prawa  rzymskiego  i  kanonicz­
nego,  oraz  odkrytych  wówczas  na  nowo  wartości  antycznej  literatury
 

rzymskiej.  Po  raz  pierwszy  wycisnęły  one  tak  silne  piętno  na  polskiej 

kulturze  umysłowej,  aby  następnie  przez  wieki  pozostać  jednym  z  naj­

donioślejszych czynników, kształtujących jej oblicze.

Mając  na  uwadze  całe  bogactwo  literackie  wystroju  Kroniki,  miałoby 

się  ochotę  dać  wiarę  dawniejszym  poglądom,  że  pomyślana  ona  była  nie 

tyle  jako  historia,  ile  jako  podręcznik  retoryki  oraz  encyklopedia  wiedzy 
średniowiecznej  dla  szkół...  i  tam  rzeczywiście  trafiła,  jako  podręcznik 
historii  przede  wszystkim.  Przez  całe  średniowiecze  cieszyła  się  ona  nie 

słabnącym  powodzeniem,  służąc  za  trzon  wszystkich  późniejszych  przed­

stawień  dziejów  naszych,  a  w  XV  wieku  przeżyła  swój  renesans,  studio­
wana pilnie w polskich szkołach z uniwersytetem krakowskim na czele.

Miała  Kronika  i  swoich  przeciwników,  niechętnie,  a  często  i  zjadliwie 

usposobionych,  dawniej  i  dziś.  „Dlatego  też  —  mówi  prof.  M.  Plezia  — 
łatwiej  jest  Kroniką  Wincentego  krytykować,  niż  obejść  się  bez  niej  tam, 

gdzie  jest  ona  naszym  jedynym  źródłem  do  danego  okresu  czasu,  jak  np. 
do  dziejów  XII  wieku.  Mistrz  Wincenty  miał  temperament  rasowego  hi­

storyka...  był  on  z  wykształcenia  i  zamiłowania  literatem,  prawnikiem 
i  moralistą,  któremu  jego  protektor  Kazimierz  Sprawiedliwy  kazał  zostać 

pisarzem  dziejów  ojczystych,  dlatego  rodzi  się  pytanie,  jak  Wincenty  po­

trafił  napisać  historię?  On  sam  w  przedmowie  do  swego  dzieła  powiada, 
że  jego  książęcy  mecenas  doceniał  fakt,  iż  wszelkie  czyny  bohaterskie, 
dowodzące  zacnego  charakteru,  rodzą  się  z  przykładu,  dlatego,  pragnąc 

udzielić  potomności  uczestnictwa  w  cnotach  naddziadów,  włożył  na  jego 
barki  ogromny  ciężar  przedstawienia  ich  dziejów.  Takie  pojmowanie  hi­
storii,  jako  zbioru  wzorów  czy  przykładów  było  w  XII  wieku  bardzo
 

rozpowszechnione”.

„Kroniką  można  nazwać  jakąś  pedagogiką  katolicką,  narodową  —  mó­

wił  kardynał  Stefan  Wyszyński,  Prymas  Polski.  Ma  ona  przecież  charakter 
wybitnie  nauczycielski...  Autor  jej  stawia  sobie  jako  cel  uczyć  cnoty, 

zwłaszcza  miłości  Ojczyzny,  miłości  własnego  kraju,  dziejów  ojczystych, 
zachęcać  do  czynów  rycerskich,  do  czynów  wzniosłych...  Czegoś  równic 

gorącego  i  żarliwego  nie  znajdujemy  w  piśmiennictwie  polskim,  bodaj 

że  dopiero  w  kazaniach  sejmowych  Piotra  Skargi...  Jest  to  księga  cieka­
wa,  niezwykła,  bo  jest  pełna  jakiegoś  przedziwnego  optymizmu,  jakiegoś
 
głębokiego  szacunku  dla  dziejów  narodu...”  Stąd  też  spływa  wielki  szacu­

nek dla jej Autora.

Kroniką  mistrza  Wincentego  można  uznać  za  jeden  z  fundamental­

nych  pomników  literatury  polskiej.  Kronika  ta  nie  przestała  być  przed­
miotem  pogłębionych  studiów.  Doceniono  jej  walory  erudycyjne,  co  wię­
cej,  okazało  się,  że  jest  to  świetny  europejski  pomnik  umysłowości
 

4  uczoności  dwunastowiecznego  humanisty.  Skierowanie  zaś  uwagi  ba­

dawczej  na  rozwój  samej  historiografii  pozwala  dzisiaj  wydobyć  na 

światło  dzienne  i  docenić  dzieło  mistrza  Wincentego  także  jako  history- 

ka-historiografa  swoich  czasów.  Pisarz  tego  pokroju  co  mistrz  Wincenty 

pozostawił  w  swym  utworze  szczególnie  silne  piętno  swojej  własnej  oso­

bowości twórczej.

Z jakąś wewnętrzną satysfakcją należy stwierdzić, że mistrz Wincen-

_____________________ Błogosławiony Wincenty Kadłubek_____________ _______  59

background image

60

o. 

Klemens

 Stncok O. C 

ust.

t

v

 t 

P.-l*k i ni*arz, owszem. moralista i prawnik, a przy

*ch 

Sk1?h«M«h 

«mvsłu 

'violco 

świątobliwy.kapłan 

biskup 

r

 

<»m»ik. 

a

 

,......  tkwi m.m. w tym, ie umiał 

on 

harmonizować

ł

______ , _______   U l K   C I H U U l i r j   » m i ; j i . u

U

v .  

..........- j .

Znamienna  jest  ref  lokaja  autorki  Mistrz  Wincenty:  „Ulepieni  z  tej  samej 
r

!

nv

CG

  dwunastowjoczni  Lochiei,  możemy  wiele  skorzystać  z  pouczeń 

;  prrestroc*  cz.*  wieka,  który”  swoim  Dziełem  przyczynił  się  do  ukształlo- 

v=an,a r>

;

ts/ei świadomości narodowej i dla którego dobro kraju stanowiło

>. ,V A'tesc .

X. KULT POŚMIERTNY

*w:«:o*ć bł. Wincentego była tak wybitna, że zwróć,la uwace jeno 

,

vsd

>'braci i pozostała w pamiyc, wielu pokoleń. Zaraz 

po

 zgonie Win- 

:n-co: oaczyto wzywać jego pomocy w różnych potrzebach duchowych 

: materialnych, oddawać mu ku»t prywatny, a powoli i kult publiczny. 

P. Bog wysłuchiwał proszących o łaski za pośrednictwem świątobliwego

jednak rzvnników działało hamująco na rozwój kultu bł. Win- 

oentpgo np. do XVI wieku kościoły cysterskie były niedostępne dla 

świeckich, wierni nie mogli się gromadzić przy grobie Wincentego. Nadto . 

cystersi zasadniczo nie starali się o przeprowadzenie kanonizacji swoich 
członków. Ale kult bl. Wincentego trwał stale, owszem wzmagał się z bie­
sem lat, gdyż wierni otrzymywali liczne łaski, gdy zwracali się do Boga .
 
za przyczyną świątobliwego cystersa. 

,

Wreszcie  w  1680  r.  rozpoczęto  proces  beatyfikacyjny,  zdążający  zgod­

nie  z  przepisami  pap.  Urbana  VIII  do  uzyskania  zatwierdzenia  przez  Sto­

licę  Apostolską  istniejącego  kultu.  Proces  ten  został  jednak  przerwany 

z  powodu  okoliczności  zewnętrznych  (woiny,  sytuacja  wewnętrzna  Polski 

pod  rzadami  obcych  królów)  i  dopiero  po  jego  wznowieniu  po  80  latach  dał 

pomyśhw  wynik.  Dnia  11  lutego  1764  r.  Kongregacja  Obrzędów  zatwier­
dziła  pradawny  kult  Wincentego,  a  tydzień  później  decyzję  tę  potwierdził
 

pap. Klemens XIII. Równało się to urzędowej beatyfikacji.

Jest  rzeczą  znamienną,  że  mimo  nie  sprzyjających  wydarzeń  historycz­

nych,  jak  rozbiory  Polski,  kult  pobeatyfikacyjny  nie  został  zahamowany, 

choć  był  znacznie  przyciszony.  Trwał  stale  w  świadomości  narodowo-koś- 
cielnej.  przejawiając  się  w  dwóch  nurtach.  Jeden  płynie  z  działalności 

hierarchii  kościelnej  —  biskupów  i  kardynałów,  drugi  wyraża  się  w  sze­
rokich masach ludu polskiego.

Pierwszeństwo zyskał sobie Kraków. W katedrze na Wawelu wznie­

siono ołtarz z obrazem malarza włoskiego San Salvatora z datą 1764 

przedstawiający bl. Wincentego Kadłubka u stóp Matki Bożej w habicie . 
cysterskim. Rzecz ciekawa i godna uwagi, że kult jego łączy się ze czcią

background image

Ponadto  krakowianie  uczcili  swego  hierarchę  nową  kaplicą  dobudowa­

ną  do  kościoła  św.  Wojciecha  na  Rynku  Krakowskim.  Stało  sin  to 

w  1778  r.,  a  więc  14  lat  po  beatyfikacji.  Kaplica  ta  jest  świadkiem  kultu 

bł.  Wincentego  szeregu  zstępujących  po  sobie  pokoleń.  Istnieje  ona  po 
dziś  dzień.  Posiada  pięknie  utrzymany  ołtarz  z  obrazem  swego  patrona 

i jego relikwiarzem.

Fakt,  że  kaplica  ta  została  zbudowana  po  I  rozbiorze  Polski,  jest  nader 

wymownym  świadectwem  żywej  czci  ludu  krakowskiego  wobec  Błogo­

sławionego dziejopisarza.

Rozbiory  Polski,  materialny  upadek  klasztoru  jędrzejowskiego,  pożar 

z  roku  1800,  a  wreszcie  kasata  klasztoru  w  1819  r.  wpływały  hamująco  na 

rozwój  kultu  bł.  Wincentego.  Nie  zamarł  on  jednak,  podtrzymywany 

przez  różnych  gorliwych  kapłanów,  a  także  biskupów  sandomierskich 

oraz  krakowskich.  Szczególnie  do  utrzymania,  a  nawet  rozwoju  kultu 
przyczynił  się  ks.  Stanisław  Marchewka,  proboszcz  w  Jędrzejowie  w  la­
tach 1915-1939.

Nowe  oblicze^  kultu  i  nowe  perspektywy  zaistniały  po  II  wojnie  świa­

towej,  gdy  w  19^5  r.  wrócili  cystersi,  obejmując  straż  przy  grobie  swego 

współbrata,  po  126  latach,  jakie  upłynęły  od  kasaty  zakonu  przez  rząd 

carski. Kult w okresie powojennym rozwijał się, rzec można imponująco

Po  paru  latach  sprawa  bł.  Wincentego  na  tyle  dojrzała,  że  skierowano 

ją oficjalnie na drogę kanonizacji do Kongregacji Obrzędów w 1959 roku.

W  1962  r.  Kongregacja  Obrzędów  pozwoliła  na  otwarcie  procesu  ka­

nonizacyjnego  a  w  związku  z  tym  została  wydrukowana  w  Rzymie  do­

kumentacja  pt. 

Positio  super  Causae  Reasstimptione.

 

Teraz  nastało  zbie­

ranie  pełnej  dokumentacji  odnoszącej  się  do  życia  i  cnót  bł.  Wincentego. 
Wydrukowano  w  Rzymie  w  1971  roku  nowy  zbiór  pod  tytułem: 

Cano~ 

nisationis Beati Vincentii Kadłubek, Positio super vita et uirtutibus

.

Dalszy  bieg  procesu  kanonizacyjnego  zależy  od  tego,  czy  uda  się,  mi­

mo  szczupłego  materiału  źródłowego,  udowodnić  heroiczność  cnót  Błogo­

sławionego i czy będą zatwierdzone cuda przedstawione do kanonizacji.

_____ Utogoslawiony Wincenty Ka/tlubek 

____

3

 

61


Document Outline