background image

Wojciech Prus OP

Wykład I i II - Święty Augustyn: droga do

wiary.

Wytłumaczę się najpierw z pomysłu, dlaczego dziś
spotkanie   ze   świętym   Augustynem,   a   jutro   ze
świętym   Hieronimem.   Otóż   dlatego,   że   człowiek
poszukuje   miłości,   takiej,   która   rozumie,   która
potrafi   wysłuchać,   a   najbardziej   poszukuje
przyjaźni.   Jestem   przekonany,   że   istnieje
możliwość   zaprzyjaźniania   się   również   z   ludźmi,
którzy są z nami obecni nie fizycznie, ale w inny
sposób   -   świętymi.   Dzięki   nawiązaniu   relacji   z
nimi   możemy   zostać   zrozumiani   z   tym,   co   jest
naszym   przeżyciem,   drogą   poznania,   rozterką,
poszukiwaniem,   cierpieniem,   radością   i
szczęściem.   Możemy   zostać   zrozumiani,
wysłuchani,   a   na   dodatek   odkryjemy,   że   to,   co
jest   nasze,   jest   nie   tylko   nasze,   że   inni   ludzie
przeżyli to samo doświadczenie, które my nosimy
w naszym sercu. Dlatego podczas tego spotkania
nie   będziemy   mówić   o   filozofii,   a   przede
wszystkim o przyjaźni, o miłości i o wierze.

W   przyjaźni   istotne   jest   słuchanie.   Kiedy
dostajemy   list   od   kogoś   nam   bliskiego,   często
czytamy go  kilka razy. Słowa, czytane kolejnego
dnia,   brzmią   trochę   inaczej,   nagle   dostrzegamy,
że   zmienił   się   kolor   atramentu,   jakim   list   był
pisany,   zastanawiamy   się,   co   by   to   mogło
znaczyć.   Może   zabrakło   atramentu   w   jednym
piórze i trzeba było wziąć drugie? A może list był
pisany przez  kilka dni? Kiedyś  dostałem taki list,
gdzie   jedno   słowo   w   tytule   zostało   dopisane
innym   atramentem   do   dwóch   pozostałych.   Ktoś
najpierw   napisał   list,   a   potem   przeglądał   go,
zastanowił   się   i   dopisał   słowo,   bo   coś   jeszcze
chciał   dopowiedzieć.

  Przyjaźń

  wymaga

poszukiwań   przypominających   niekiedy   te
dokonywane przez archeologów, zwracania uwagi
na szczegóły,  na ton głosu czy właśnie na kolor
atramentu.

Odtąd będę rozważał cuda Twojego Prawa. Znasz
moją   niewiedzę,   słabość   moją,   poucz   mnie   i
uzdrów   mnie.   Przecież   Syn   Twój   jedyny,   w
którym   ukryte   są   wszystkie   skarby   mądrości   i
wiedzy, odkupił mnie krwią własną. Niechże mnie
nie oczerniają pyszni, bo pamiętam o cenie, jaką
za mnie zapłacono. Pożywam ją i piję, i udzielam
jej   innym.   Biedak,   pragnę   się   nią   nasycić!   -

SZkoła Wiary .. Freta 10: Wojciech Prus OP, wykład z marca 2003

http://www.szkolawiary.dominikanie.pl/archiwum02_03/0303_1.htm

1 z 23

2011-01-27 16:34

background image

jej   innym.   Biedak,   pragnę   się   nią   nasycić!   -
pośród tylu innych, którzy jedzą i są nasyceni,  i

chwalą Pana, dążąc do Niego

1

.

I   kiedy   rozpoczynamy   rozmowę   ze   św.
Augustynem, kiedy czytamy napisane przez niego
"Wyznania"   -   z   tego   dzieła   pochodzi   fragment,
który   przed   chwila   usłyszeliśmy   -   pierwsze,
najprostsze   pytania,   które   przychodzą   nam   na
myśl,   są   najlepsze:   kto   mówi,   kiedy   mówi,
dlaczego mówi.

Trwa   właśnie   401   rok   i   mówi   do   nas   człowiek,
który   ma   wówczas   czterdzieści   siedem   lat.   Jeśli
ktoś z państwa osiągnął właśnie ten wiek, to może
poczuć   wspólnotę   doświadczeń   ze   świętym
Augustynem.   Czterdzieści   siedem   lat   to,   jak
twierdzą   niektórzy,   połowa   życia,   a   zatem   czas,
kiedy   zadajemy   sobie   pytania   o   to,   co   było   za
nami i o to, co jest przed nami, kiedy zaczynamy
podsumowywać nasze życie.

Jeśli  nie   mamy   jeszcze   czterdziestu   siedmiu   lat,
możemy próbować w inny sposób zaprzyjaźnić się
ze świętym Augustynem. Kolejne elementy, które
wydają   się   mało   znaczące,   również   okazują   się
ważne.   Ten   człowiek   jest   od   czternastu   lat
chrześcijaninem   -   łatwo   policzyć,   że   został   nim
mając   trzydzieści   trzy   lata.   Jeżeli   kogoś   z   tu
obecnych   ochrzczono   w   wieku   dorosłym,   po
długim   poszukiwaniu   Chrystusa,   albo   przeżył
doświadczenie   nawrócenia,   albo   też   cały   czas
jeszcze poszukuje, to również może znaleźć jakąś
bliskość,   jakiś   wspólny   element   łączący   go   z
Augustynem.

Co  więcej,  Augustyn,  który  do  nas  mówi w  401
roku, ma czterdzieści siedem lat i od lat dziesięciu
jest księdzem.  Niecałe trzy lata krócej kapłanem
aniżeli ja, ale ma jedną małą znaczącą przewagę
nade mną - od siedmiu lat jest biskupem. Na tym
też polega wspaniałość Kościoła. Augustyn został
biskupem   po   trzech   latach   bycia   kapłanem,
podczas, gdy niekiedy w diecezji bardzo długo się
czeka, żeby zostać choćby proboszczem. Kariera
Augustyna nie była w każdym razie najszybsza; o
krótszej   historii   biskupstwa   opowiem   jeszcze
podczas tego wykładu.

Człowiek   w   wieku   czterdziestu   siedmiu   lat,   od
czternastu   lat   chrześcijanin,   od   dziesięciu   lat
kapłan,  od siedmiu lat biskup - dlaczego  te daty
są   ważne?   Dlatego,   aby   usłyszeć,   jak   Augustyn
postrzega samego siebie. W "Wyznaniach", które
pisze jako biskup Kościoła, mówi o sobie, że jest

SZkoła Wiary .. Freta 10: Wojciech Prus OP, wykład z marca 2003

http://www.szkolawiary.dominikanie.pl/archiwum02_03/0303_1.htm

2 z 23

2011-01-27 16:34

background image

pisze jako biskup Kościoła, mówi o sobie, że jest
chorym człowiekiem:

Rozliczne bowiem i  ciężkie są te moje choroby.
Rozliczne   są   i   ciężkie.   Lecz   nad   nimi   mają

przewagę Twoje lekarstwa.

2

Podobne   słowa   Augustyn   powtarza   wielokrotnie.
Okazuje   się,   iż   nie   jest   wcale   tak,   że   chrzest
załatwił  sprawę,   świecenia   kapłańskie   rozwiązały
problemy a bycie biskupem sprawiło, że Augustyn
mógł powiedzieć:  ja jestem zdrowy,  a teraz  wy,
którzy   jesteście   moimi   owcami,   słuchajcie,   bo
teraz będę do was mówił, to wy jesteście chorzy.
Nie,   jeżeli   staję   przed   wami,   jeżeli   zaczynam
mówić do was jako biskup Kościoła, jako kapłan -
mówię   jako   wasz   brat,   jako   ten,   który   również
potrzebuje Chrystusa, po to, żeby nieustannie był
uzdrawiany.   To   jest   zupełnie   fascynujące
wyznanie, że Augustyn pomimo już odbytej drogi
cały czas z wielką pokorą mówi o sobie: ja jestem
słabym   człowiekiem,   ja   jestem   chorym
człowiekiem,   ja   jestem   tym,   który   nieustannie
potrzebuje Jezusa Chrystusa. Do tego stopnia, że
- mówi - tak bardzo biłem się z myślami, tak mi
było   ciężko,   że   chciałem   uciec   na   pustelnię.
Moglibyśmy   zapytać:   Augustynie,   w   którym   to
było   momencie?   Czy   przed   chrztem,   czy   po
chrzcie, a może już po święceniach biskupich?

Możemy próbować zadawać sobie pytanie, jaki to
rodzaj   choroby,   o   której   święty   mówi.
Współczesna epoka, wychowana na reportażach z
miejsca akcji albo na komisjach parlamentarnych,
od razu żądałaby konkretnych odpowiedzi, z kim
Augustyn   rozmawiał,   zapytałaby   o   biling   jego
rozmów   telefonicznych.   Tutaj   mamy   zaś   do
czynienia   człowiekiem   w   pewien   sposób   bardzo
oszczędnym   w   odsłanianiu   swojego   serca.
Możemy powiedzieć  tylko  tyle i to  wystarczy,  że
każdy   święty   mówił   o   sobie:   Ja   jestem   wielkim
grzesznikiem.   I   nie   chodziło   o   to,   że   mieli
rzeczywiście   jakieś   wielkie   grzechy,   ale   im
bardziej człowiek zbliża się do miłości, im bardziej
wzrasta   w   prawdzie,   tym   bardziej   nawet
najmniejsze rzeczy staja się dla niego  niezwykle
wielkim ciężarem. A zatem jeżeli nie kocha się tak,
jakby pragnęło się kochać, to jest tak ciężkie, że
rzeczywiście   rozdziera   serce.   Właśnie   w   takim
stanie duszy Augustyn zasiada do pisania.

Czym   są   "Wyznania"?   Augustyn   bardzo   często
będzie mówił: piszę, żeby dziękować, piszę, żeby
wychwalać,   piszę,   żeby   pokazać,   jak   Ty   jesteś

SZkoła Wiary .. Freta 10: Wojciech Prus OP, wykład z marca 2003

http://www.szkolawiary.dominikanie.pl/archiwum02_03/0303_1.htm

3 z 23

2011-01-27 16:34

background image

wychwalać,   piszę,   żeby   pokazać,   jak   Ty   jesteś
wierny   i   jak   Ty   jesteś   wspaniały.   Właściwie
moglibyśmy   powiedzieć,   że   to   zapis   rekolekcji.
Rekolekcje to  nic  innego  - przynajmniej tak sam
je   rozumiem   i  myślę,   że   wielu   z   was   się   z   tym
zgodzi - jak przeglądanie kalendarza. Jest trochę
tak,   że   bierzemy   jakiś   wycinek   naszego   czasu,
otwieramy   kalendarz   po   to,   żeby   sobie
przypomnieć   wydarzenia,   przypomnieć   sobie
ludzi,   spotkania,   próbujemy   uchwycić   sens,
odpowiedzieć na pytanie, po co to wszystko było?
Gdzie byłem wtedy? Gdzie byłem rok temu? Gdzie
jestem   dzisiaj?   Co   się   zmieniło?   Jakich   ludzi  już
przy   mnie   nie   ma?   Dzięki   jakim   ludziom   jestem
taki, jaki jestem?

Augustyn  spogląda na całość  swojego  życia,  tak
jakby otworzył kalendarz i zaczął go przeglądać, i
opowiada.   Co   ciekawe,   nie   ma   drugiej   takiej
książki   w   historii   chrześcijaństwa,   ani   drugiej
takiej   książki   napisanej   przez   któregoś   z   Ojców
Kościoła, gdzie by tak bardzo ktoś odsłaniał swoje
serce,   do   tego   stopnia,   że   opowiadałby   na
przykład o tym, jak był nieznośnym niemowlakiem
i   płaczem   wymuszał   to   wszystko,   co   chciał
otrzymać.

Gdyby   nie   było   by   tej   perspektywy:   dziękuje,
wychwalam,   uwielbiam,   powiedzielibyśmy,   że
"Wyznania"   to   trochę   opowieść   egocentryka,
który odsłania swoje serce, aby z lubością mówić
o   swoich   słabościach.   Właściwie   tam   na   każdej
stronie jest mowa o tym jaki Augustyn był słaby,
co  przydarzało   się jemu  i jego  przyjaciołom,  ale
tak   naprawdę   on   nie   opisuje   tego   celem
wywoływania   sensacji,   tylko   po   to,   aby
powiedzieć   "dziękuję",   a   przez   to   ocalić   całość
swojego życia dla samego siebie.

"Wyznania"   (w   oryginale   "Confessiones")   mogą
być również nazywane spowiedzią świętą, zresztą
sam   Augustyn   to   w   którymś   miejscu   tekstu
potwierdza. Najgłębszy sens tej spowiedzi, czy w
ogóle   każdej   spowiedzi,   to   odzyskanie   całości
życia,   próba   powiedzenia   o   całości   moich
wydarzeń,   że   one   są   moje.   Pokażę   to   na
przykładzie.   Jak   się   przydarzy   człowiekowi   zło,
konsekwencją   jest   bardzo   często   próba
zapomnienia,   wyparcia   tego   doświadczenia,   tak
jakby go wcale nie było, bo trudno się patrzy na
te sytuacje,  kiedy  nie byliśmy bohaterami,  kiedy
ujawniała się w nas ta ciemna strona księżyca.

Augustyn,   kiedy   zaczyna   opowiadać   w
czterdziestym siódmym roku swojego życia, to po

SZkoła Wiary .. Freta 10: Wojciech Prus OP, wykład z marca 2003

http://www.szkolawiary.dominikanie.pl/archiwum02_03/0303_1.htm

4 z 23

2011-01-27 16:34

background image

czterdziestym siódmym roku swojego życia, to po
to,   żeby   móc   powiedzieć,   że   również   wtedy   był
sobą,   gdy   szedł  z   kolegami   do   ogrodu   sąsiada,
żeby kraść gruszki i że to jest cząstka jego życia.
Opisuje   tę   sytuację,   aby   pokazać   ludzką
skłonność   do   czynienia   bezinteresownego   zła:
kradzież   dla   samej   przyjemności   kradzieży.
Opowiada,   nie   po   to,   aby   nas   zaszokować,   ale
żeby powiedzieć: ja, Augustyn, też miałem i mam
tę   skłonność   w   sobie.   Nie   aby   się   nad   sobą
użalać,  ale by powiedzieć:  To  również  jest moje
życie   i   ja   dziękuje   za   to   Panu   Bogu.   To   jest
oczywiście   paradoks,   bo   nie   powinno   się
dziękować za zło. Zło jako takie nigdy nie będzie
dobrem. Jednak przez  mówienie: Panie Boże,  że
Ty   byłeś   ze   mną,   chociaż   ja   nie   byłem   z   Tobą,
można próbować  spojrzeć również na to, co jest
najciemniejsze,   aby   odzyskać   swoje   życie   dla
samego   siebie.   Ten   refren,   Ty   byłeś   ze   mną,
chociaż ja nie byłem z Tobą, ciągle powtarza się w
tej opowieści:

Późno Cię umiłowałem, Piękności tak dawna a tak
nowa,   późno   Cię   umiłowałem.   W   głębi   duszy
byłaś,   a   ja   się   po   świecie   błąkałem   i   tam
szukałem   Ciebie,   bezładnie   chwytając   rzeczy
piękne, które stworzyłaś. Ze mną byłaś, a ja nie
byłem z Tobą. One mnie więziły z dala od Ciebie -
rzeczy,  które by nie istniały,  gdyby w  Tobie nie
były.   Zawołałaś,   krzyknęłaś,   rozdarłaś   głuchotę
moją.   Zabłysnęłaś,   zajaśniałaś   jak   błyskawica,
rozświetliłaś   ślepotę   moją.   Rozlałaś   woń,
odetchnąłem nią - i oto dyszę pragnieniem Ciebie.
Skosztowałem   -   i   oto   głodny   jestem,   i   łaknę.
Dotknęłaś   mnie   -   i   zapłonąłem   tęsknotą   za

pokojem Twoim.

3

Przytaczam ten tekst,  żeby pokazać  zmysłowość
świętego   Augustyna.   To   jest   człowiek,   który
smakuje, to jest człowiek, który czuje, to poeta:
"zabłysnęłaś",   "zajaśniałaś",   "rozlałaś   woń",
"odetchnąłem",   "łaknę",   "pragnę",   "rozerwałeś
moja   ślepotę".   Nie   ma   takiego   drugiego   opisu
przeżywania   swoich   stanów   wewnętrznych,   jak
ten   i   inne,   zawarte   w   "Wyznaniach".
Prawdopodobnie   dlatego,   że   późniejszy   święty
wychowywał   się   w   Afryce   Północnej,   nazywanej
"spichlerzem   żywych",   z   racji,   że   była   ona
głównym dostawcą zboża, oliwy i wina dla całego
imperium   rzymskiego.   Piękno   tych   krajobrazów
musiało   głęboko   zapaść   Augustynowi   w   pamięć.
Kiedy   myśli   on   o   Bogu   i   zadaje   sobie   kolejne
pytania, pisze w taki oto sposób:

SZkoła Wiary .. Freta 10: Wojciech Prus OP, wykład z marca 2003

http://www.szkolawiary.dominikanie.pl/archiwum02_03/0303_1.htm

5 z 23

2011-01-27 16:34

background image

Lecz co ja właściwie miłuję, kiedy miłuję Ciebie?
Nie urodę cielesną ani urok życia doczesnego. Nie
promienność światła tak miłego moim oczom. Nie
melodie   słodkie   pieśni   rozmaitych.   Nie   woń
upajającą   kwiatów,   olejków,   pachnideł.   Nie
mannę   ani   miód.   Nie   ciało,   które   pragnąłbym
uścisnąć.

Nie takie rzeczy miłuję, gdy miłuję mojego Boga.
A   jednak   kocham   pewnego   rodzaju   światło,
pewnego   rodzaju   głos,   woń   i   pokarm,   i   uścisk,
gdy Boga mego kocham jako światło, głos, woń i
pokarm, uścisk we wnętrzu mojej ludzkiej istoty,
gdzie   rozbłyska   dla   mej   duszy   światło,   którego
nie   ogarnia   przestrzeń,   gdzie   dźwięczy   głos,
którego  czas  ze sobą nie unosi, gdzie bije woń,
której wiatr  nie rozwiewa,  gdzie doświadcza  się
smaku, którego nie psuje sytość, gdzie się trwa w
uścisku,   którego   nasycenie   nie   rozerwie.   To

właśnie kocham, gdy kocham mojego Boga. 

4

Augustyn   to   zatem   człowiek,   który   czuje,   który
oddycha, który smakuje, opowiada o Panu Bogu,
ze jest światłem,  ze jest głosem,  że jest wonią,
pokarmem,   uściskiem   dla   wewnętrznego
człowieka.

Jednak wcześniej czekała go jeszcze bardzo długa
droga.   Trzydzieści   trzy   lata   upłynęło,   zanim
zdecydował   się   na   przyjęcie   chrztu.   Augustyn
pisze   też,   że   urodził   się   z   imieniem   Jezusa
Chrystusa,   chociaż   nie   został   ochrzczony.
Oznacza   to,   że   jest   katechumenem   -   w   bardzo
wczesnych  latach  przygotowywano  go  do  chrztu
ponieważ   był   śmiertelnie   chory,   ale   jednak
wyzdrowiał   i   w   końcu   chrztu   mu   nie   udzielono.
Taka   była   praktyka   ówczesnego   Kościoła,   że
chrzczono raczej dopiero osoby dorosłe, a dzieci i
ludzi młodych raczej w wyjątkowych sytuacjach.

To,   co   cały   czas   prowadziło   Augustyna,   to
tęsknota, jedno z kluczowych słów w jego tekście,
tęsknota za mądrością, za czymś, co jest trwałe,
za   czymś,   co   nie   przemija.   Sam   potem   powie:
całe życie prawdziwego chrześcijanina jest święta
tęsknotą, za czym zaś  tęsknisz, tego jeszcze nie
widzisz, gdy jednak tęsknisz, stajesz się podatny
do   przyjęcia   tego   co   zobaczysz,   gdy   nadejdzie.
Augustyn   zastanawia   się,   co   jest   źródłem   tej
tęsknoty. Wie tylko, że ma ją w sobie od samego
początku,   że   cały   czas   nie   zadowala   go   to,   co
odkrywa   i   to   czego   doświadcza.   Zawdzięcza   ją
innym   ludziom.   Właściwie   "Wyznania"   są
wypełnione   obecnością   innych,   którzy   ciągle   z

SZkoła Wiary .. Freta 10: Wojciech Prus OP, wykład z marca 2003

http://www.szkolawiary.dominikanie.pl/archiwum02_03/0303_1.htm

6 z 23

2011-01-27 16:34

background image

wypełnione   obecnością   innych,   którzy   ciągle   z
Augustynem   rozmawiają,   którzy   ciągle   mu   coś
opowiadają, którzy na niego wpływają, prowadza
go   dalej   i   dalej   w   jego   drodze   tęsknoty.
Najważniejszą   osobą   jest   bez   wątpienia   jego
matka,   która   ma   na   imię   Monika,   i   która   jest
również   świętą   Kościoła   katolickiego.   To   bardzo
ważna   postać,   dla   mnie   kluczowa   w   historii
nawrócenia świętego Augustyna.

Zacznę   od   tego,   że   dom   Augustyna   jest
klasycznie   dysfunkcyjny   -   matka   jest   bardzo,
wręcz   dewocyjnie   wierząca,   wierząca   w   sposób
prosty,

 

pozbawiony

 

jakiegokolwiek

intelektualizmu, natomiast ojciec jest niewierzący.
Augustyn   może   z   mamą   rozmawiać   o   sprawach
duchowych,   w   jej   języku,   w   języku   prostym,
języku zwykłej pobożności. Natomiast z ojcem, o
którym krótko  wspomina, że nie był wierzący (o
tacie   zresztą   pisze   bardzo   mało,   wspomina
jeszcze,   że   dbał   on   o   wykształcenie   syna),
Augustyn   nie   pójść   w   rozmowie   w   obszary
dotyczące życia duchowego.

Jedyną   rozmówczynią   była   zatem   Monika   i   to
stanowi   problem,   ponieważ   Augustyn   jest   nie
tylko   mężczyzną,   ale   również   intelektualistą
poszukującym

 

racjonalnych

 

odpowiedzi.

Podejrzewam,   że   Monika,   kiedy   syn   z   nią
rozmawiał, nie była w stanie odpowiedzieć mu na
pytania, które go  dręczyły: Jaka jest natura zła?
Jak zdefiniować zło? Czy istnieje coś innego poza
materią?   Jaka   jest   kwestia   odpowiedzialności   za
własne czyny, za moje własne zło? To są rzeczy,
które   dręczą  Augustyna,   zwłaszcza,  że  nie  umie
on  poradzić  sobie  z   własna  cielesnością.   Monika
nie proponuje mu odpowiedzi, nie potrafi udzielić
jakichś   wskazówek   czy   przekonywująco
argumentować,   dlaczego   powinno   być   właśnie
tak, a nie inaczej.

W   związku   z   tym   symbol,   którego   bym   użył
opisując drogę świętego Augustyna to jest droga
od   Moniki   do   Moniki.   Dlaczego?   Augustyn   w
pewnym   momencie   Monikę   zostawia.   Jej   wiara
jest   dla   niego   niewystarczająca,   ona   nie   potrafi
mu   pokazać   drogi,   nie   jest   dla   niego   światłem.
Równocześnie   paradoksalnie   ta   Monika,   o   której
on powie,  ze jej miłość  była zbyt zazdrosna,  bo
ona chciała mieć swojego syna zawsze przy sobie,
cały  czas  z  nim  jest.  Pojedzie z  nim do  Rzymu,
kiedy Augustyn ma trzydzieści lat i jest dorosłym
mężczyzną, pojedzie z nim również do Mediolanu,
kiedy Augustyn zostanie w tym mieście retorem,
będzie chodziła na kazania świętego Ambrożego i

SZkoła Wiary .. Freta 10: Wojciech Prus OP, wykład z marca 2003

http://www.szkolawiary.dominikanie.pl/archiwum02_03/0303_1.htm

7 z 23

2011-01-27 16:34

background image

będzie chodziła na kazania świętego Ambrożego i
rozmawiała z nim na temat swojego syna, płacząc
tak bardzo, że Ambroży w pewnym momencie się
zdenerwuje  i  powie:  Przestań   już   mnie   wreszcie
męczyć!   Monika,   która   jest   taka,   jaka   jest;
właśnie   dzięki   niej   Augustyn   staje   się   tym,   kim
jest.

Właściwie   cała   historia   spotkania   Augustyna   z
Bogiem daje się streścić jako droga od Moniki do
Moniki. Augustyn w pewnym momencie odchodzi
od   Moniki,   zostawia   ją,   może   w   ramach
młodzieńczego buntu, zakwestionowania tego, co
widział   w   domu,   wyrusza   własną   drogą.
Paradoksalnie to właśnie Monikę na końcu swojej
drogi   znajdzie.   Można   przedstawić   to
symbolicznie, że Augustyn w  pewnym momencie
swojego życia usiądzie w jednej ławce z Moniką i
stwierdzi,   że   Chrystus   w   którego   ona   wierzy   w
taki   sposób,   w   jaki   wierzy,   to   jest   ten   sam
Chrystus,   którego   on   znalazł   na   sposób
intelektualny   w   wyniku   swoich   rozlicznych
poszukiwań.

W   tym   znaczeniu   opowieść   o   Augustynie   i   o
Monice   jest   opowieścią   o   równowadze   między
intelektualnym wymiarem wiary, a tym wymiarem,
który   nazywamy   pobożnością   ludową.   Ta
równowaga   jest   w   Kościele   potrzebna.   Ten
problem   bardzo   mocno   dotknął   kościoły   na
Zachodzie,   w   szczególny   sposób   Kościół   we
Francji,   który   poszedł   w   kierunku   pogłębienia
wiary,   takiego   prawdziwego   wierzenia,   a   nie
katolicyzmu   tylko   z   nazwy,   jaki  wyznaje   według
badań   (podobno   dzisiaj   drukowanych   w
"Rzeczypospolitej")   95%   Polaków.   Otóż   we
Francji   po   soborze   intelektualiści   katoliccy
stwierdzili,   że   tacy   katolicy   są   nic   nie   warci,   ze
ważny   jest   prawdziwy   katolicyzm,   prawdziwa
wiara,   quintesentium   intellectum,   która   potrafi
znaleźć   uzasadnienie.   W   konsekwencji   wylano
dziecko   z   kąpielą   i   Kościół   francuski   stał   się
bardzo,   bardzo   mały.  Do  tego  stopnia,  że kiedy
byłem w Carcasanne, jednym z pierwszych miast,
gdzie   święty   Dominik   głosił   Ewangelię   (kręcono
tam   "Robin   Hooda"   ponieważ   zachował   się   tam
średniowieczny   układ   architektoniczny   miasta   i
średniowieczna zabudowa), widziałem taką scenę,
że   do   kościoła   weszło   małżeństwo   Francuzów   z
psem.  Jeden z  naszych francuskich braci zwrócił
im uwagę, że pies  powinien zostać  na zewnątrz.
Para odpowiedziała mu: przepraszamy bardzo, ale
ten   pies   też   jest   wierzący,   został   ochrzczony.
Wykorzenienie   ludowej   pobożności   doprowadza

SZkoła Wiary .. Freta 10: Wojciech Prus OP, wykład z marca 2003

http://www.szkolawiary.dominikanie.pl/archiwum02_03/0303_1.htm

8 z 23

2011-01-27 16:34

background image

Wykorzenienie   ludowej   pobożności   doprowadza
właśnie   do   czegoś   takiego,   że   tkanka   życia
społecznego   zostaje   gdzieś   pozbawiona   tradycji,
tego, co jest odruchem.

Kiedy opowiadam o Augustynie, robię to również,
aby   ocalić   katolicyzm   ludowy,   prostą,   zwykłą
wiarę,   która   jest   nierefleksyjna,   i   pokazać,   że
chodzi   w   niej   dokładnie   o   to   samo,   o   co   w
pogłębionej   intelektualnie   religijnej   refleksji.
Augustyn,   odchodząc   od   Moniki,   wraca   do   niej.
Opisze to w bardzo pięknych słowach jako scenę
w   oknie w  Ostii,  kiedy  już  jego  po   chrzcie  mieli
razem   wrócić   do   Afryki   i   oczekiwali   na   statek.
Monika   jednak   tam   zmarła.   Krótko   przed   jej
śmiercią przeprowadzili rozmowę, którą Augustyn
częściowo   zacytuje.   To   jedna   z   piękniejszych
rozmów   syna   ze   swoja   mamą.   Monika   mówi:
Synu,   mnie   już   nic   nie   cieszy   w   tym   życiu.
Niczego się już po nim nie spodziewam, więc nie
wiem,  co  ja tu  jeszcze robię i  po  co  tu  jestem.
Jedno  tylko  było  życzenie,  dla którego  chciałam
trochę dłużej pozostać na tym świecie: aby przed
śmiercią ujrzeć ciebie chrześcijaninem katolikiem.
Obdarzył   mnie   Bóg   szczęściem   ponad   moje
życzenie, bo widzę, jak wzgardziwszy szczęściem

doczesnym stałeś się Jego sługą.

5

Pełnia szczęścia.  Augustyn mówi o  tym w  takich
słowach:   Gdy   zbliżał   się   dzień   w   którym   miała
odejść z tego życia - ów dzień, który Ty znałeś, a
my   nie   wiedzieliśmy   o   nim   -   zdarzyło   się,   jak
myślę,   za   tajemnym   Twoim   zrządzeniem   ,   że
staliśmy tylko we dwoje, oparci o okno, skąd się
roztaczał   widok   na   ogród   wewnątrz   domu,
gdzieśmy mieszkali - w Ostii u ujścia Tybru. Tam
właśnie,   z   dala   od   tłumów,   po   trudach   długiej
drogi  nabieraliśmy sił do czekającej nas  żeglugi.

W   odosobnieniu   rozmawialiśmy   jakże   błogo.

6

Rozmawiali o  tym, jaki jest Pan. Na tę rozmowę
Augustyn   czekał   właściwie   trzydzieści   trzy   lata
życia. Czekał na taki moment, żeby podziękować i
powiedzieć, że jeżeli znalazłem Pana Boga, jeżeli
w   jakiejś   mierze   zostałem   uzdrowiony,   to   jest
dzięki   tobie,   mamo.   Dzięki   tej   prostej   wierze,
która kazała ci płakać  nade mną,  na przykład  w
rozmowie   ze   świętym   Ambrożym.   Kiedy   Monika
przyszła porozmawiać  z  nim o  Augustynie, kiedy
płakała,  tak się zniecierpliwił,  że powiedział: Ufaj
kobieto, bo syn takich łez, na pewno nie zginie.

Mówię   o   Monice,   bo   "Wyznania"   to  jest  również
niezwykła   opowieść   o   matczynej   miłości   ze
świadomością   nadopiekuńczości.   Monika   jest

SZkoła Wiary .. Freta 10: Wojciech Prus OP, wykład z marca 2003

http://www.szkolawiary.dominikanie.pl/archiwum02_03/0303_1.htm

9 z 23

2011-01-27 16:34

background image

świadomością   nadopiekuńczości.   Monika   jest
nadopiekuńcza   i   sam   Augustyn   powie,   że   ta   jej
miłość   wobec   syna   była  zbyt  zazdrosna.   Monika
chciała   mieć   syna   cały   czas   przy   sobie,   nie
potrafiła   go   wypuścić.   Ale   równocześnie   to   jest
tak   bardzo   piękne   i   normalne.   Monika   została
świętą   Kościoła   i   być   może   również   patronką
nadopiekuńczych mam. Można się do niej uciekać
zawsze wtedy,  jak mama czuje niepokój,  bo  nie
wie, co dzieje się z synem, nie wie, co się dzieje z
innymi dziećmi i nie wie, co w ogóle dzieje się z
tym   całym   światem.   Tu   zacytuję   wiersz,   który
moim   zdaniem   opowiada   o   tym   w   sposób
genialny,   autorstwa   świętej   pamięci   księdza
Janusza   Pasierba.   Nosi   tytuł:   "Stare   kobiety   w
kościele":

Młodzi maja tyle na głowie

Choćby włosów

poza tym szkołę, miłość i konflikt pokoleń;

stare kobiety mają przede wszystkim

choroby i wnuki,

a ponadto mają na sercu kościół.

Stare kobiety lubią być w kościele,

są najwierniejszą publicznością Pana Boga

nie od święta, ale na co dzień;

stare panny i samotne wdowy

przychodzą rano, w południe, wieczorem.

Klęczą, ślęczą w półmroku cierpliwie

Tyle się naczekały w życiu

Na życie, na koniec którejś wojny, na szczęście,

Na dzieci ze szkoły, na męża z pracy albo knajpy.

One wiedzą, że miłość to czekanie.

One czuwają: panny wierne

w   niemodnych   kapeluszach,   gubiąc   zniszczone
torebki.

Świat widzi tylko staruszki siedzące w kościele,

czasem proboszcz ofuknie je z konfesjonału,

SZkoła Wiary .. Freta 10: Wojciech Prus OP, wykład z marca 2003

http://www.szkolawiary.dominikanie.pl/archiwum02_03/0303_1.htm

10 z 23

2011-01-27 16:34

background image

nawet wikary nie ma dla nich czasu.

Tylko Jezus, który jest wiecznie młodzieńcem

widzi w nich ciągle swoje narzeczone.

Widzi w nich te piękne dziewczyny,

które   w   czerwcowe   wieczory   stroiły   w   klonowe
wieńce,

w peonie i jaśminy, girlandy i wstążki

Feretrony na Boże Ciało na procesję.

7

Podsumowując   to,   co   mówiłem   wcześniej,
powiem, że ta scena w oknie w Ostii miała miejsce
w 387 roku i Augustyn miał wtedy trzydzieści trzy
lata. To było chwilę po chrzcie. Natomiast Monika
miała   pięćdziesiąt   sześć   lat   -   jeszcze   całkiem
młoda   niewiasta   -   i   w   tym   wieku   umarła.   To
znowu tak, żeby spróbować  zobaczyć  konkretnie
tych   ludzi.   Augustyn   w   taki   sposób   opowiada   o
tym,  jak  to  było,  kiedy  Monika już  umarła:  Cały
czas  się starałem,  aby  nie uronić  ani jednej łzy.
Cały czas trzymałem się załatwiając różne sprawy,
podtrzymując   innych   ludzi.   I   dopiero   jak
znalazłem   się   sam   i   nie   mogłem   zasnąć,   wtedy
dopiero się rozpłakałem. Tak bardzo pięknie o tym
opowiada,   mówi,   że   jeżeli   ktoś   czytając   jego
słowa   będzie   uważał,   że   nie   był   prawdziwie
chrześcijaninem, niech mu wybaczy tę słabość, że
nie   potrafił  inaczej,   ponieważ   było   mu   ogromnie
żal, że Moniki już nie ma.

Motyw   łez   nieustannie   przewija   się   w
"Wyznaniach",   jest   też   kluczem   do   zrozumienia
momentu   ostatecznego   nawrócenia   Augustyna.
Zanim jednak do tego momentu doszło, opowiem
o kolejnych etapach, nie zagłębiając się zbytnio w
szczegóły.

W   wieku   dziewiętnastu   lat   Augustyn   przeczytał
książkę   Cycerona   zatytułowaną   "Hortensjusz"   i
ona   rozpaliła   w   nim   pragnienie   znalezienia
mądrości. Nieustannie szedł za tym pragnieniem i
poszukiwał.

 

Tak

 

trafił

 

pod

 

skrzydła

manichejczyków, ludzi, którzy mu jak wydawało,
znali   racjonalne   odpowiedzi   na   jego   pytania.
Jedno   z   tych   pytań   brzmiało:   Kto   jest
odpowiedzialny   za   zło,   jakiego   dokonuję?
Manichejczycy   podpowiadali   rozwiązanie,   które
jest obecne w kulturze od bardzo bardzo dawna,
między   innymi   w   myśli   gnostyckiej,   zwane

SZkoła Wiary .. Freta 10: Wojciech Prus OP, wykład z marca 2003

http://www.szkolawiary.dominikanie.pl/archiwum02_03/0303_1.htm

11 z 23

2011-01-27 16:34

background image

między   innymi   w   myśli   gnostyckiej,   zwane
dualizmem. Według niego  istnieje dwóch bogów,
czy dwóch demiurgów,  czy dwie siły kosmiczne.
Jedna   jest   odpowiedzialna   za   to,   co   jest   dobre,
związane z duchem, tym, co intelektualne. Druga
siła jest odpowiedzialna za to, co złe i to złe jest
związane z materią.

Augustyn,   przebywając   wśród   manichejczyków,
czuł   się   zwolniony   z   odpowiedzialności   za   zło
(skoro   odpowiada   za   nie   demiurg),   jednak   nie
rozproszyło  to  jego  wątpliwości.  Augustyn ciągle
próbował zrozumieć. Ci, którym zadawał pytania,
radzili mu poczekać na przyjazd Faustusa, mistrza
i   nauczyciela   manichejczyków,   cieszącego   się
wśród   nich   ogromnym   autorytetem.   Jednak
spotkanie   z   Faustusem   rozczarowało  Augustyna,
mimo, że Faustus był doskonałym mówcą, pięknie
się   wysławiał   i   umiejętnie   dyskutował.   Augustyn
zrozumiał,   że   manichejczycy   nie   byli   tak
racjonalni, jak mówili, wbrew swoim twierdzeniom
nie znali też  odpowiedzi na wszystkie pytania,  a
nie potrafili się do tego przyznać.

Kolejny   etap   w   życiu   Augustyna   to   pobyty   w
Rzymie   i   w   Mediolanie.   W   Mediolanie   zostaje
retorem - nauczycielem retoryki. Retoryka to, tak
najkrócej mówiąc, połączenie bycia prawnikiem z
byciem   rzecznikiem   prasowym   i   jednocześnie   z
tym, co dzisiaj nazywane jest public relations oraz
z  elementami filozofii. Retor to  był taki człowiek,
który   powinien   umieć   odnaleźć   się   w   każdej
sytuacji.   Augustyn   naucza   retoryki   również
innych. Później będzie bardzo  krytycznie wyrażał
się o swoim zajęciu:

W   owych   latach   nauczałem   zasad   retoryki.
Ponieważ   panowało   nade   mną   pożądanie
pieniędzy,  sprzedawałem innym tę sztukę,  która
miała im umożliwić panowanie nad przeciwnikami
w dyskusjach. Ale wiesz, Panie, że wolałem uczyć
ludzi uczciwych, jakich dziś można spotkać, i bez
żadnych   podstępnych   zamiarów   uczyłem   ich

retorycznych podstępów.

8

Kiedy   Augustyn   znajdzie   się   w   Mediolanie,   to
znowu   nazwalibyśmy   to   Opatrznością,   ponieważ
w całym cesarstwie zachodnim i w całym Kościele
zachodnim nie było wtedy innego człowieka, który
byłby   mądrzejszy   od   Augustyna   i   posiadałby
wyczucie   duchowe   tak   odpowiadające   jego
potrzebom,   jak   Ambroży,   biskup   Mediolanu,
później   również   uznany   przez   Kościół   za
świętego.   Augustyn   zaczyna   chodzić   na   kazania
Ambrożego; to kolejny etap w drodze nawrócenia.

SZkoła Wiary .. Freta 10: Wojciech Prus OP, wykład z marca 2003

http://www.szkolawiary.dominikanie.pl/archiwum02_03/0303_1.htm

12 z 23

2011-01-27 16:34

background image

Ambrożego; to kolejny etap w drodze nawrócenia.
Sam   tłumaczył   to   potem   tak:   Przylgnąłem   do
Ambrożego,   wcale   nie   ze   względu   na   jego
odpowiedzi,   wcale   nie   ze   względu   na   jego
racjonalność,   ale   przede   wszystkim   dlatego,   ze
był   dla   mnie   życzliwy   i   dobry   a   dopiero   potem
dlatego, że był sławny, że w całym mieście o nim
mówiono   i   wszyscy   chodzili   na   jego   kazania.
Chodzi   słuchać   Ambrożego   także   po   to,   aby   go
sprawdzić, tak jak faryzeusze, którzy w Ewangelii
sprawdzali pana Jezusa -  jeżeli jesteś  mistrzem,
jeżeli   jesteś   naprawdę   nauczycielem,   to
udowodnij to nam.

Augustyn podziwia kunszt oratorski Ambrożego. I
dalej,   stwierdza   Augustyn,   kiedy   Ambroży   tak
doskonale   mówił,   stopniowo   zaczęła   do   mnie
docierać   treść   i   zaczynałem   widzieć   coś,   czego
dotychczas  nie potrafiłem dostrzec  i uznałem, że
wiara   katolicka   jest   oparta   na   solidnych
argumentach.   Równocześnie   Ambroży   pokazał
Augustynowi   sposób   odczytywania   Pisma
Świętego.   Wprawdzie   Augustyn   czytał   je
wcześniej   w   ramach   swoich   poszukiwań
duchowych, ale odrzuciła go "słaba miara stylu", a
poza   tym   rozumiał   je   nazbyt   dosłownie   (na
przykład   Księgę   Rodzaju   -   sześć   dni   stwarzania
świata,   Pan   Bóg   który   się   męczy   i   odpoczywa,
historia   o   grzechu   pierworodnym)   i   to   nie
wytrzymywało próby.

Dopiero   Ambroży   pokazuje   Augustynowi   sposób
nazwany   alegoryczną   lektura   Pisma   Świętego   -
taką lekturą, która poza sensem dosłownym widzi
sens   głębszy,   duchowy.   Ambroży,   wielki   mistrz
duchowy, który ma zarazem rzadki dar, nazwany
w Kościele darem rozeznawania duchów. Kiedy do
Ambrożego   przychodzi   Monika   i   bardzo   prosi,
żeby się spotkał z Augustynem, Ambroży wyraża
swoją   niechęć,   mówiąc,   że   nie   będzie   z   nim
rozmawiał,   ponieważ   Augustyn   nie   jest   jeszcze
gotowy na przyjmowanie pouczeń.  Przez  pewien
czas   trzyma   Augustyna   na   dystans,   jakby
wiedząc, że to doprowadzi Augustyna do wzrostu
pragnienia i do jeszcze większych poszukiwań.

Rzeczywiście.   Augustyn   poszukuje   dalej   i   styka
się   z   filozofią   neoplatoników.   Czyta   ich   dzieła   i
odkrywa coś,  z  czym miał dotychczas  trudności.
Jest   to   przez   historyków   filozofii   nazywane
iluminacją   augustyńską   albo   augustyńskim
uwewnętrznieniem   -   czytając,   nagle   w   sobie
samym   odkrywa   światło,   ponieważ   te   książki
zwracają   jego   wzrok   na   siebie   samego.   Gdy

SZkoła Wiary .. Freta 10: Wojciech Prus OP, wykład z marca 2003

http://www.szkolawiary.dominikanie.pl/archiwum02_03/0303_1.htm

13 z 23

2011-01-27 16:34

background image

zwracają   jego   wzrok   na   siebie   samego.   Gdy
patrzymy   na   ten   świat   i   spoglądamy   na   nas
samych   to   odkrywamy,   że   jesteśmy   wszyscy
skończeni,   tacy   bardzo   delikatni,   bo   w   jednej
chwili   nasze   życie   może   nam   zostać   zabrane.
Przyszliśmy na ten świat nie sami z siebie i tego
istnienia  nie możemy  utrzymać.  Mówi Augustyn:
Nagle zobaczyłem w  sobie światło,  które dawało
mi istnienie, to światło było samym istnieniem, z
którego   ja   byłem   i   te   wszystkie   piękne   rzeczy
istniejące   na   świecie   o   tyle   były,   o   ile   były
zanurzone   w   tamtym   istnieniu.   I   dalej   pisze,   że
wreszcie zrozumiał, kim jest Bóg. Odnosi się tu do
słów   Boga   ze   Starego   Testamentu,   "Ja   jestem,
który  JESTEM".  Pan  Bóg  to  jest ktoś  taki,  komu
nikt nie daje istnienia, i nikt mu nie może zabrać
istnienia, który jest po prostu samym istnieniem i
czystym   istnieniem.   To   są   sformułowania
filozoficzne, ale one są ważne w życiu Augustyna;
dzięki nim on nagle odkrywa substancję duchową.

Dotychczas wydawało mu się, że istnieje tylko to,
co  jest materialne,  to  czego  można dotknąć,  to,
czego można posmakować, to co można opisać i
nagle   zobaczył,   że   jest   również   coś   takiego,   co
jest   samym   istnieniem.   To   ważny   moment.
Później będzie o  tym opowiadał, że neoplatonicy
potrafili mu  pokazać  ojczyznę,  a nie potrafili mu
pokazać   drogi.   To   jest   taki  klucz   do   opisywania
augustynowej   drogi   do   Boga,   kiedy   on   używa
łacińskich   słów   "via   et   patrum".   Oni   pokazywali
patrię,   czyli   ojczyznę,   że   to   te   miejsce,   ta
przestrzeń,   ten   ktoś   który   istnieje   i  jest   samym
istnieniem.  Natomiast nie potrafili mu powiedzieć
jak tam dojść. Jak dojść tak, żeby cały czas być w
istnieniu, żeby cały czas żyć w szczęśliwości, żeby
cały czas być z Panem Bogiem.

I mówi w innym miejscu, że problem, jaki nagle
się pojawił w jego sercu, nazywa się pycha. Tego
problemu nie miała Monika, ona była pokorna. On
zaś musiał się z tym zmagać. Posłuchajmy zresztą
samego Augustyna: Wiedziałem, ze Ty naprawdę
istniejesz. Będąc zawsze ten sam, nie zmieniając
się w  żadnej części  , ani  w  żadnym poruszeniu.
Wiedziałem   też,   iż   z   Ciebie   wszystkie   rzeczy
czerpią istnienie, a niezachwianym tego dowodem
jest już sam fakt, że istnieją. Tych prawd byłem
całkowicie pewny, lecz jeszcze byłem zbyt słaby
aby   radować   się   Tobą.   Wymownie   o   tym
rozprawiałem,  jakbym to  wszystko  już  rozumem
ogarnął,   ale   gdybym   nadal   nie   szukał   drogi   do
Ciebie  przez  Zbawiciela naszego,  Chrystusa,  nie
ja   te   sprawy,   lecz   mnie   zagarnęła   by   zagłada.
Zaczęła   mi   pochlebiać  opinia,   że   jestem  mądry.

SZkoła Wiary .. Freta 10: Wojciech Prus OP, wykład z marca 2003

http://www.szkolawiary.dominikanie.pl/archiwum02_03/0303_1.htm

14 z 23

2011-01-27 16:34

background image

Zaczęła   mi   pochlebiać  opinia,   że   jestem  mądry.
Była to kara jaka sam sobie wymierzyłem Zamiast
płakać - nadymałem się pychą: jakiż to ja jestem

uczony.

9

Wtedy następuje seria niezwykłych spotkań, które
rzeczywiście   doprowadzą   Augustyna   do
radowania   się   swoim   własnym   odkryciem.
Pierwsze   z   nich   to   było   spotkanie   z   Ambrożym.
Drugie   to   spotkanie   z   Symplicjanem,   ojcem
duchowym   świętego   Ambrożego.   Można   by   go
przyrównać   do   biskupa   Stanisława   Dziwisza,
sekretarza   Papieża,   albo   do   mojej   ulubionej
postaci literackiej -  subiekta Rzeckiego  z  "Lalki".
Taka   szara   eminencja,   człowiek,   który   wszystko
robi, od którego praktycznie wszystko zależy, a o
którym historia nie będzie mówiła.  Augustyn  też
poświęca   Symplicjanowi   ledwo   kilka   zdań.   Dla
mnie   Symplicjan   jest   patronem   asystentów   i
patronem   rodziców.   O   rodzicach   też   się
najczęściej   nie   mówi,   natomiast   mówi   się,   że
dzieci   wyrosły   na   wielkich   ludzi,   a   przecież   to
rodzice złożyli ofiarę z siebie. Symplicjan również
złożył  z   siebie   taką   ofiarę.   Taki  człowiek   drugiej
linii, człowiek cienia, schowany za tym, który jest
wieki - za świętym Ambrożym. Mówię też, że był
ojcem   duchowym   świętego   Ambrożego,   żeby
pokazać piękno tamtego Kościoła.

Jak wspominałem, kariera biskupia Augustyna nie
jest   najszybszą   z   karier   w   Kościele   -   zostanie
biskupem zajęło mu siedem lat. Z Ambrożym było
natomiast tak, że w pewnym momencie swojego
życia był prefektem w  Emilifiligurii,  krainie,  gdzie
robią parmezan (stamtąd jest też drużyna Param,
z   którą   wygrała   Wisła   Kraków)   i   jego   rządy
obejmowały także Mediolan. W Mediolanie właśnie
zmarł   biskup,   a   że   w   tym   czasie,   w   czwartym
wieku zamieszkiwały tam dwie grupy chrześcijan,
katolicy   i   arianie,   mogło   dojść   do   rozruchów
podczas   wyborów   nowego   biskupa   (w   owym
czasie   biskupów   jeszcze   wybierano).   Dlatego
potrzebna była obstawa policji (podobnie jak teraz
podczas   meczów   piłkarskich   Polonii   czy   Legii
Warszawa).  Dowodził nią Ambroży   i po   dobrych
kilku   dniach,   kiedy   nadal   nie   było   zgody,   ktoś
wysunął właśnie jego kandydaturę.

Z tą propozycją wszyscy się zgodzili, Ambroży z
racji   pełnionego   urzędu   cieszył   się   bowiem
ogromnym autorytetem. Problem polegał na tym,
że kandydat na biskupa nie był chrześcijaninem, a
tylko  katechumenem Kościoła.  Dlatego  przeszedł
najszybszy cykl wtajemniczenia chrześcijańskiego

SZkoła Wiary .. Freta 10: Wojciech Prus OP, wykład z marca 2003

http://www.szkolawiary.dominikanie.pl/archiwum02_03/0303_1.htm

15 z 23

2011-01-27 16:34

background image

najszybszy cykl wtajemniczenia chrześcijańskiego
- osiem dni, od chrztu do biskupstwa. Tym kimś,
kto   Ambrożego   prowadził   i   wprowadzał   w
tajemnice Kościoła, był właśnie Symplicjan. Mówię
to,   żeby   pokazać,   jak   wspaniały   jest   Kościół   w
swojej historii, jak jest niezwykły, choć wcale nie
twierdzę, że tak ma być dzisiaj.

Ponieważ   Ambroży   nie   jest   za   bardzo   skłonny
rozmawiać z Augustynem, Augustyn zaprzyjaźnia
się   z   Symplicjanem.   Odwiedza   go   kiedyś
wieczorem   w   domu   i   rozmawiają.   Jest   to   ich
drugie   spotkanie,   które   okazuje   się   później   być
kluczowe.   Augustyn   opowiada   Symplicjanowi
swoją   drogę,   wspomina   o   wszystkich   swoich
duchowych odkryciach, przyznaje się, iż pochlebia
mu,  że już  wszystko  wie i czuje się taki mądry.
Symplicjan,  który podobnie jak Ambroży ma dar
rozeznawania   duchów,   opowiada   mu   historię,
która   poniekąd   jest   także   historią   Augustyna.
Trochę   tak   jak   Pan   Jezus,   który   ważne   prawdy
wiary   przekazuje   za   pomocą   analogii.   Kiedy
rozmawiamy   z   ludźmi   o   wierze,   nie   należy   im
mówić o tym wprost, aby nie czuli się atakowani,
tylko   trzeba   im   opowiadać   przypowieści,   bo
najłatwiej   się   w   tym   odnajdują.   Dlatego
Symplicjan opowiada Augustynowi historię innego
człowieka.

Ten   inny   człowiek   to   Mariusz   Wiktoryn.   Można
porównać   go   dzisiaj   z   kimś   z   pierwszych   stron
gazet.   Był   najbardziej   znanym   filozofem
pogańskim   cesarstwa   w   owym   czasie,   wielkim
autorytetem.   Mariusz   Wiktoryn   przyjaźnił   się   z
Symplicjanem,   dużo   razem   rozmawiali.   Pewnego
dnia   przyszedł   do   Symplicjana,   mówiąc,   że   jest
już   chrześcijaninem,   ponieważ   wszystko   wie,
przeczytał całe Pismo  Święte,  wszystko  rozumie,
wszystko   potrafi   wytłumaczyć.   Symplicjan
odpowiedział,   że   nie   uwierzy   mu,   dopóki   nie
zobaczy   go   w   kościele.   Wiedział  on   bowiem,   że
wiara   nie   jest   tożsama   z   wiedzą,   bo   potrzebuje
czegoś,   co   byśmy   nazwali  krokiem   w   ciemność.
Decyzji, albo inaczej rzecz biorąc, ofiary, czegoś,
co człowiek rzeczywiście daje z całego siebie. To
nie   jest   tylko   kwestia   siedzenia   za   biurkiem   i
rozważania,   chociażby   te   rozważania   faktycznie
były genialne, tak jak rozważania Augustyna - to
nie   jest   jeszcze   to.   I   kiedy   Symplicjan   mówi
Mariuszowi   Wiktorynowi,   nie   uwierzę   dopóki   nie
zobaczę  cię  w  kościele,   to   ma   na  myśli  coś,   co
musiał   zrobić   Mariusz   Wiktoryn,   a   mianowicie
narazić   się   swoim   przyjaciołom,   pogańskim
filozofom i rzymskim intelektualistom. Narazić się
przez   to,   że   on   podejmie   decyzje   wejścia   do

SZkoła Wiary .. Freta 10: Wojciech Prus OP, wykład z marca 2003

http://www.szkolawiary.dominikanie.pl/archiwum02_03/0303_1.htm

16 z 23

2011-01-27 16:34

background image

przez   to,   że   on   podejmie   decyzje   wejścia   do
kościoła,   gdzie   w   pierwszej   ławce   siedzi   taka
Monika,   która   nie   rozumie   niczego   z   tych   jego
intelektualnych   rozważań.   I   Mariusz   Wiktoryn
stanie obok niej i powie: Ja jestem twoim bratem,
ty   jesteś   moją   siostra.   Wtedy   wszyscy   wielcy
intelektualiści   cesarstwa   popukają   się   w   głowę,
stwierdzą,   że   Mariusz   Wiktoryn   zwariował.   Ten,
który jest tak rzetelnym intelektualistą, robi rzecz,
której się nie da do końca wytłumaczyć.

Symplicjan wie, że dokładnie o to chodzi. Mariusz
Wiktoryn   dojrzewa   do   tej   decyzji   i   w   pewnym
momencie, kiedy dalej się spotykają, postanawia
w końcu, że pójdzie do kościoła. Gdy o tej decyzji
dowiadują

 

się

 

prezbiterzy

 

kościoła

mediolańskiego, proponują, żeby Mariusz udał się
do   nich   potajemnie,   może   do   jakieś   mniejszej
kaplicy,   ale   nie   przy   ludziach,   aby   nie   było
skandalu.   Jednak   Wiktoryn,   który   już   zdążył
zrozumieć   znaczenie   gestu,   jaki   ma   uczynić,
postanawia   publicznie   złożyć   wyznanie   wiary,
wchodzi   do   bazyliki   pełnej   ludzi.   Można   sobie
wyobrazić,   jakie   szepty   poszły   po   wszystkich
nawach na jego widok. Całą tę historię Symplicjan
przytacza Augustynowi, ponieważ odkrywa, że tak
jak   w   przypadku   Mariusza   Wiktoryna   problem
polega na tym, że wiara pomyliła się Augustynowi
z filozofią.

Teraz   o   najbardziej   przełomowym   akcie   w   życiu
Augustyna - jego nawróceniu, które dokonało się
podczas   tak   zwanej   sceny   w   ogrodzie
mediolańskim.   Ogrodzie   rozciągającym   się   przy
domu w Mediolanie, w którym Augustyn mieszkał
ze swoimi przyjaciółmi. Tam Augustyn podejmuje
Pontycjana,   przyjaciela   będącego   wysokim
urzędnikiem  cesarstwa,  Pontycjan,  będąc  świeżo
po   powrocie   z   Afryki,   opowiada   o   Antonim
Pustelniku,   który   po   nawróceniu   zostawił
wszystko   co   miał,   i   zamieszkał   na   pustyni.
Augustyn słucha tej opowieści i czuje, że:

Ty   zaś,   Panie,   jego   słowami   odwracałeś   mój
wzrok, abym wreszcie spojrzał na samego siebie.
Bo ja samego siebie umieściłem gdzieś za swoimi

plecami, aby siebie nie dostrzegać.

10

Dalej   następuje   piękny   opis   walki   wewnętrznej,
tego   wszystkiego,   co   działo   się   w   sercu
Augustyna,   wątpliwości,   czy   on   da   radę   żyć
Ewangelią.   Tutaj   ma   na   myśli   bardzo   konkretną
rzeczywistość,   a   mianowicie   wymiar   seksualny.
Na   to   wszystko   wskazuje   -   w   innym   miejscu

SZkoła Wiary .. Freta 10: Wojciech Prus OP, wykład z marca 2003

http://www.szkolawiary.dominikanie.pl/archiwum02_03/0303_1.htm

17 z 23

2011-01-27 16:34

background image

Na   to   wszystko   wskazuje   -   w   innym   miejscu
"Wyznań" powie, że gdy przyjechał do  Kartaginy
na   studia   i   potem   pracować,   zanurzył   się   we
wrzącym   kotle   erotyki.   Ta   sfera   w   jego   życiu
niezbyt   łatwo   poddawała   się   uporządkowaniu.
Dlatego   zadaje   sobie   pytanie,   czy   da   rade
wypełnić   to   wszystko,   o   czym   mówi
chrześcijaństwo.   I   za   każdym   razem   odpowiedź
brzmi: Nie, nie dam rady, bo jestem człowiekiem
zbyt   słabym.   Zresztą   bardzo   pięknie   w   innym
miejscu   "Wyznań"   jest   powiedziane,   jak   to
zmaganie   rozgrywało   się   w   sercu   Augustyna.
Przez cale życie, do  tego momentu, pamiętajmy,
że ma trzydzieści dwa - trzydzieści trzy lata, jak
już   poszukuje   Pana   Boga,   modli   się   takim
słowami:   Daj   mi   czystość   i   umiarkowanie,   ale
jeszcze   nie   w   tej   chwili.   To   jest   niezwykła
uczciwość,   tak   opowiedzieć   o   samym   sobie,   bo
przecież   proszę   zobaczyć,   że   to   bardzo   często
jest   nasza   modlitwa.   Daj   mi   czystość   i
umiarkowanie, ale jeszcze nie teraz.

Był   we   mnie   lęk,   że   mógłbyś   zbyt   rychło   mnie
wysłuchać   i   od   razu   mnie   uleczyć   z   choroby
pożądania,   które   chciałem   raczej   nasycić   niż

zgasić.

11

Gdy   Pontycjan   odchodzi,   w   Augustynie   zaczyna
się walka. Jest przy tym obecny Alipiusz, jeden ze
współlokatorów Augustyna. Nadal są w ogrodzie.
Augustyn   tak   to   opisuje:   Targałem   włosy,
gniotłem   czoło   pięściami,   splecionymi   dłońmi

ściskałem   kolano

12

  Można   to   sobie   wyobrazić.

Wyrywa włosy, gniecie czoło splecionymi dłońmi,
ściska kolana. On rzeczywiście cierpi. To jest ten
moment   kiedy   jakby   się   znajdował   na   granicy
życia   i  śmierci.   Opowiada   o   tym,   że   w   pewnym
momencie   zaczynają   już   w   jego   sercu   brzmieć
takie słowa, sam do siebie mówi: Niech się stanie.
Niech to już będzie w tym momencie, niech to już
będzie   teraz.   Na   progu   decyzji,   zarówno   w
ogrodzie   w   Mediolanie,   jak   i   wcześniej   trzymają
go   przyzwyczajenia,   które   nazywa   starymi
przyjaciółkami.   Śpiewają   mu   one   piosenkę,   czy
dasz   sobie   rade   bez   nas,   czy   jesteś   w   stanie
wyobrazić sobie życie bez nas, i tak mu ten głos
brzmi   w   uchu,   że   nie   potrafi   pójść   do   przodu,
wyobrazić   sobie   życia   bez   tego   wszystkiego   co
jest   związane   ze   słabością   w   sferze   zmysłowej.
Jednak   dzięki   różnym   poszukiwaniom   i
spotkaniom z ludźmi te glosy brzmią coraz słabiej,
a równocześnie coraz silniej brzmi głos: Czemu na
sobie samym się opierasz i upadasz? Rzuć się ku
Niemu, nie obawiaj się, On się nie cofnie. Rzuć się

SZkoła Wiary .. Freta 10: Wojciech Prus OP, wykład z marca 2003

http://www.szkolawiary.dominikanie.pl/archiwum02_03/0303_1.htm

18 z 23

2011-01-27 16:34

background image

Niemu, nie obawiaj się, On się nie cofnie. Rzuć się
z   całą   ufnością,   a   On   przygarnie   cię   i   uleczy.
Właściwie   to   jest   definicja   łaski,   kluczowa   dla
świętego Augustyna, zresztą w taki sam sposób o
wierze będzie mówiła święta Teresa od Dzieciątka
Jezus.

No   i   tutaj   zaczyna   się   -   będę   na   bieżąco
komentował   tekst   -   zmaganie   się   człowieka   z
Panem Bogiem, które można przyrównać do walki
Jakuba z Aniołem. Walka na śmierć i życie, kiedy
całość życia jest zaangażowana, bo wiąże się to z
ogromnymi   kosztami.   Dlatego   pokazałem   ten
moment   kiedy   Augustyn   na   targa   włosy,   ściska
czoło,   kolana,   możemy   sobie   wyobrazić,   że   na
pewno ze stresu miał też wszystko ściśnięte pod
mostkiem.   Augustyn   mówi   dalej   tak:   A   skoro
dociekliwa myśl zgarnęła z najskrytszych ostępów
duszy   całą   moją   nędzę   i   wyciągnęła   ją   na
powierzchnię, przed oczy mego serca, wtedy się
wreszcie   zerwała   we   mnie   burza,   niosąc   deszcz

łez rzęsistych.

13

Augustyn   zaczyna   płakać.   Opowiadam   o   tym
również dlatego, abyśmy pamiętali, że to jest opis
nawrócenia filozofa i intelektualisty. Augustyn nie
przestaje być tym, kim jest, a zaczyna płakać. Ta
ekspresja   jest   niesamowita.   Aby   się   wypłakać,
podniosłem się i odszedłem od Alipiusza. Wydało
mi   się,   że   najlepiej   jest   płakać   w   samotności.
Odszedłem więc  dostatecznie daleko,  aby nawet
jego   obecność   mi   nie   przeszkadzała.   Musiał   się
domyślać, co się ze mną dzieje, bo zdaje się, że
odchodząc coś do niego powiedziałem i głos mój
już   wtedy   się   łamał   wzbierającym   we   mnie
płaczem.   A   ja   rzuciłem   się   gdzieś   na   ziemię,   u
stóp drzewa figowego. Już nie powstrzymywałem
łez,   które   zaraz   popłynęły   z   moich   oczu
strumieniem   -   ofiara,   jaką   Ty   łaskawie

przyjmujesz. 

14

Łzy nazwane są ofiarą na rzecz Pana Boga. To jest
moment,   kiedy   Augustyn   zaczął   się   poddawać.
Wcześniej cały czas się bronił, cały czas trzymał w
rękach   tę   kierownicę   swojego   życia,   wszystko
miał pod kontrolą:

I   nie   takimi   wprawdzie   słowami,   ale   w   takiej
myśli przemawiałem do Ciebie: " O Panie, czemu
zwlekasz?   Dokądże,   Panie?   Wciąż   gniewać   się
będziesz?   Zapomnij   o   dawnych   nieprawościach
naszych!"   Czułem,   że   to   one,   te   nieprawości,
mnie więżą, więc krzyczałem z głębi niedoli: "Jak
długo,   jak   długo   jeszcze?   Ciągle   jutro   i   jutro?

SZkoła Wiary .. Freta 10: Wojciech Prus OP, wykład z marca 2003

http://www.szkolawiary.dominikanie.pl/archiwum02_03/0303_1.htm

19 z 23

2011-01-27 16:34

background image

długo,   jak   długo   jeszcze?   Ciągle   jutro   i   jutro?
Dlaczego   nie   w   tej   chwili?   Dlaczego   nie   w   tej
chwili?   Dlaczego  nie  teraz   już   kres   tego,   co  we

mnie wstrętne?" 

15

Przypominam słowa, którymi Augustyn modlił się
całe życie: nawróć mnie, ale jeszcze nie teraz. W
tym   momencie   z   pretensją   zaczyna   krzyczeć   w
niebo: dlaczego ciągle jutro i jutro, dlaczego nie w
tym   momencie?   I   to   jest   chwila,   kiedy   zaczyna
mówić:   Teraz.   Nie   interesuje   go,   jak   będzie
wyglądała   przyszłość,   on   chce   teraz,   w   tym
momencie. W tej chwili niech się stanie, cokolwiek
ma się stać.  Znowu  można by  czytać  ten  tekst,
mając obok tekst zwiastowania Najświętszej Marii
Panny: niech mi się stanie według słowa Twego.
W tym momencie. Teraz.

Dalej   Augustyn   opowiada,   że   leżąc,   płacząc   i
krzycząc,   dlaczego   ciągle   jutro   i   jutro,   słyszy
nagle głos. Głos dziecka, nie wie, czy chłopca, czy
dziewczynki, z sąsiedniego domu, który co chwilę
powtarza: Weź to czytaj, weź to czytaj. Augustyn
opowiada   dalej,   że   się   ocknął,   przestał   płakać   i
usiłował   sobie   przypomnieć   czy   w   jakimkolwiek
rodzaju   zabawy   dzieci   śpiewają   taka   piosenkę.
Musiał   znać   dziecięce   piosenki,   skoro   się
zastanawia, czy zna taki tekst. Nie zna. Nigdy nie
słyszał czegoś  takiego.  Znajduje więc  tylko  takie
wytłumaczenie ze musi być to nakaz Boży:

Dowiedziałem   się   bowiem,   że   Antoni   poprzez
lekcje ewangeliczną,   którą przypadkiem usłyszał
w   kościele,   otrzymał   tak   wyraźne   pouczenie,
jakby   bezpośrednio   do   niego   były   zwrócone
słowa: "Idź, sprzedaj wszystko, co masz i rozdaj
ubogim, a będziesz miał skarb w niebie, a przyjdź
i pójdź za mną". I dzięki tej wyroczni nawrócił się

do Ciebie

16

Ja   bym   powiedział,   że   nie   ma   nic   mniej
racjonalnego   w   całej   tej   historii,   niż   ta   chwila.
Augustyn   leży   na   ziemi,   płacze,   krzyczy,   nagle
słyszy dziecko bawiące się za płotem i śpiewające
piosenkę,   której   nigdy   nie   znał,   weź   to,   czytaj,
weź  to,  czytaj. Wstaje, idzie tam,  gdzie zostawił
wcześniej   tom   pism   apostoła   Pawła,   otwiera
książkę na chybił trafił, i natrafia na słowa:

Nie w hulankach i w pijatykach, nie w rozpuście i
wyuzdaniu,   nie   w   kłótni   i   zazdrości.   Ale
przyobleczcie się w  Pana Jezusa Chrystusa i  nie
troszczcie   się   zbytnio   o   ciało,   dogadzając
żądzom. 
(Rz. 13,13-14)

SZkoła Wiary .. Freta 10: Wojciech Prus OP, wykład z marca 2003

http://www.szkolawiary.dominikanie.pl/archiwum02_03/0303_1.htm

20 z 23

2011-01-27 16:34

background image

Pewnie   czytał   ten   tekst   nie   raz,   ale   nigdy
wcześniej   te   słowa   nie   dotarły   do   niego   z   taką
mocą: Ani nie chciałem więcej czytać ani nie było
to potrzebne. Ledwie doczytałem tych słów, stało
się   tak,   jakby   do   mego   serca   spłynęło
strumieniem   światło   ufności,   przed   którym   cała
ciemność  wątpienia natychmiast się rozproszyła.

17

Światło   ufności   przyszło.   Już   nie   musiał   czytać
więcej,   już   wszystko   wiedział,   wszystko   mu   się
nagle   poukładało.   To   jest   ten   moment,   o   który
chodziło,   tekst   przemówił   do   Augustyna,
Augustyn wiedział, że niezależnie od tego, jak to
ma wyglądać, co się wydarzy, on chce teraz, w tej
chwili. Zaznaczywszy fragment idzie do Alipiusza i
Alipiusz odczytuje mu, wraz z dalszym ciągiem:

A   tego,   który   jest  słaby   w   wierze,   przygarnijcie
życzliwie, bez spierania się o poglądy. 
(Rz. 14,1)

I   właściwie   tyle   bym   chciał   pokazać,   że   w
nawróceniu   chodzi   dokładnie   o   ten   moment
padnięcia na ziemię i poddania się. O tyle jest to
ciekawe,   że   kiedy   poszukuje   się   różnych
analogicznych historii, to można znaleźć podobne
do tych opowiedzianych przez Augustyna, jak ta o
Antonim   Pustelniku,   który   wszedł   do   kościoła,
usłyszał   tekst   Ewangelii,   odniósł   go   do   siebie   i
postanowił zmienić całe swoje życie.

Ostatnio   czytałem   nieznany   mi   wcześniej   tekst
francuskiej filozofki Simone Weil, "List pożegnalny
do ojca J. M. Perrin" napisany w 1942 roku. Weil
w  końcu nie zdecydowała się przyjąć  chrztu,  ale
tak   naprawdę   stała   na   progu   chrześcijaństwa.
Zresztą ona sama mówi, że jej miejsce w Kościele
jest   właśnie   na   progu   kościoła,   ale   przed
Najświętszym Sakramentem - tak tłumaczyła ojcu
Perrin,   który   był   dominikaninem,   dlaczego   nie
chce się ochrzcić.

Weil opowiada o dwóch sytuacjach, kiedy była na
progu   nawrócenia,   kiedy   miała   wrażenie,   że
wszystko   jej   się   poukładało,   że   jest   w   swoim
czasie i na swoim miejscu.  Pierwsza przydarzyła
się podczas jej pobytu w Portugalii, kiedy oglądała
procesję   żon   rybaków   z   pochodniami   wokół
kutrów na brzegu. Te kobiety chodziły śpiewając
jakąś  bardzo  smutną pieśń.  Weil pisze,  że kiedy
słyszała   tę   pieśń,   widziała   te   pochodnie,   te
kobiety, czuła, że to jest również jej pieśń.

Druga   opowieść   Simone   Weil   jest   bardzo

SZkoła Wiary .. Freta 10: Wojciech Prus OP, wykład z marca 2003

http://www.szkolawiary.dominikanie.pl/archiwum02_03/0303_1.htm

21 z 23

2011-01-27 16:34

background image

Druga   opowieść   Simone   Weil   jest   bardzo
podobna.   Kiedyś   w   Asyżu   filozofka   weszła   do
kościoła   i   znalazła   się   w   ciszy.   Nagle   jakaś   siła
silniejsza   od   niej   samej   kazała   jej   uklęknąć   i
zacząć   odmawiać   po   grecku   modlitwę   "Ojcze
Nasz",   której   uczyła   się   wspólnie   ze   swoim
uczniem. Weil pisze, że miała wrażenie, że w tym
momencie zstąpił na nią Chrystus, który wziął ją
w posiadanie.

Dlatego o tym opowiadam, że Simone Weil bardzo
przypomina   mi   świętego   Augustyna.   Również
niezwykle  ostra  intelektualistka,  która  uważa,  że
w   drodze   do   Boga   też   niezwykle   istotne   jest
wątpienie   i   stawianie   bardzo   radykalnych   pytań.
Jednak   przełomowe   momenty   z   jej   opowieści
mają coś  w  sobie,  co  tak naprawdę nie poddaje
się   racjonalnemu,   intelektualnemu   opisowi.   Ktoś
wchodzi  do   kościoła  i  nagle  coś   się   dzieje,   ktoś
patrzy na procesję żon rybaków  i coś  się dzieje,
ktoś  słucha opowieści, coś  się wydarza, zaczyna
płakać, zaczyna się poddawać, słyszy dziecko za
płotem i otwiera na chybił trafił Pismo Święte. To
wszystko jest prawdą.

Zatem   element,   który   był   Augustynowi   w   życiu
potrzebny,   to   element   Moniki.   Opowieść   o
Augustynie   jest   tak   naprawdę   opowieścią   o
Monice.   O   pokorze,   którą   ona   w   sobie   miała,   a
której   nie   miał   Augustyn.   Kiedy   Augustyn
podsumuje swoją drogę, stwierdzi, że brakowało
mu właśnie pokory. Schlebiało mu to, że wszystko
wiedział,   wszystko   rozumiał,   że   potrafił   o   tym
uczenie rozprawiać, a brakowało  mu uznania, że
tak   naprawdę   był   słaby,   nie   potrafił,   nie   umiał.
Uznał to dopiero w tym przełomowym momencie,
w ogrodzie mediolańskim. Owocem było przyjęcie
chrztu. W ten sposób Augustyn wrócił do Moniki,
zrozumiawszy,   że   Chrystus,   którego   szukał   na
mojej drodze i Chrystus, którego cały czas miała
Monika, to jest jeden i ten sam Chrystus. To jest
ten   sam   Pan   i  my  tak  samo   w  niego  wierzymy,
chociaż dochodzimy do Niego różnymi drogami. I
dzięki temu odkryciu, jak powiedziałem na samym
początku, pisząc "Wyznania" w wieku czterdziestu
siedmiu lat jako  biskup od siedmiu lat, Augustyn
może powiedzieć: ja cały czas jestem słaby, cały
czas   jestem   chorym   człowiekiem,   który
nieustannie   potrzebuje   nawrócenia   i   nieustannie
potrzebuje uzdrowienia Chrystusowego.

Wszystkie   cytaty   biblijne   pochodzą   z:   Pismo
Święte   Starego   i   Nowego   Testamentu
,   wydanie
piąte, Pallotinum, Poznań 2000.

SZkoła Wiary .. Freta 10: Wojciech Prus OP, wykład z marca 2003

http://www.szkolawiary.dominikanie.pl/archiwum02_03/0303_1.htm

22 z 23

2011-01-27 16:34

background image

piąte, Pallotinum, Poznań 2000.

1.Św. Augustyn, Wyznania, tłum. Zbigniew Kubiak, Warszawa 1993, s. 205

2.Tamże, s. 204

3.Tamże, s. 187

4.Tamże, s. 169

5.Tamże, s. 159

6.Tamże, s. 157

7.ks.  Janusz   St.   Pasierb,  Stare   kobiety   w   kościele,   cyt.  za:   Wiersze   religijne,
Poznań 1983

8. Augustyn, Wyznania, dz. cyt., s. 45-46

9.Tamże, s. 119

10.Tamże, s. 133

11.Tamże, s. 133

12.Tamże, s. 133

13.Tamże, s. 140

14.Tamże, s. 140

15.Tamże, s. 141

16.Św. Augustyn, Wyznania, dz. cyt., s. 141

SZkoła Wiary .. Freta 10: Wojciech Prus OP, wykład z marca 2003

http://www.szkolawiary.dominikanie.pl/archiwum02_03/0303_1.htm

23 z 23

2011-01-27 16:34