Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
Psychologia podręczna
część trzecia
Anna Dodziuk
P O K O C H A Ć S I E B I E .
Całość w jednym tomie.
`Dzień dobry, mój kochany.
Znajdź trochę czasu na to, by być szczęśliwym!
Jesteś cudem, który Ŝyje,
Który rzeczywiście istnieje na ziemi.
Jesteś kimś jedynym, niepowtarzalnym,
nie moŜna cię z nikim pomylić.
Czy wiesz o tym?
Dlaczego się nie zdumiewasz,
nie podziwiasz,
nie cieszysz się swym istnieniem
i istnieniem innych wokół ciebie?
Czy to tak oczywiste,
czy to nic nadzwyczajnego,
Ŝe Ŝyjesz,
Ŝe moŜesz Ŝyć,
Ŝe dano ci czas,
abyś śpiewał i tańczył,
czas, abyś był szczęśliwy? (...)
Phil Bosmans: Nie zapomnij o radości.
Pallotinum Warszawa 1990
Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy przeczytali maszyno-
pis i podzielili się ze mną swoimi uwagami: Agnieszce Korzenie-
wskiej, Mai Lis, GraŜynie Płachcińskiej, Piotrowi Fijewskiemu,
Włodkowi Kameckiemu, a zwłaszcza Andrzejowi Goszczyńskiemu,
który od paru lat jest cierpliwym i bardzo wnikliwym pierwszym
czytelnikiem tego, co przetłumaczę lub napiszę.
Wiesz, zajmuję się tym juŜ prawie 20 lat i ciągle nie mogę
się nadziwić. AŜ trudno uwierzyć, jak źle ludzie myślą o sobie
i jak źle sami siebie traktują. Zrób mały eksperyment: powiedz
paru znajomym komplement, a zobaczysz, ile wysiłku włoŜą w to,
Ŝeby go "uniewaŜnić" - udowodnić Ci, Ŝe są brzydsi i głupsi niŜ
myślisz, a ciuch, który Ci się spodobał, to stara szmata.
A co Ty robisz, kiedy ktoś Tobie powie coś miłego albo Cię
pochwali? Co Ci wtedy przychodzi do głowy? Czy natychmiast za-
czynasz szukać argumentów, Ŝeby udowodnić sobie, Ŝe to niepraw-
da? JeŜeli tak, to myślę, Ŝe nie lubisz teŜ patrzeć na siebie w
lustrze. Jedna moja koleŜanka wróciła po długich wakacjach na
zabitej wsi w bardzo dobrym humorze i stwierdziła, Ŝe najlepszy
był nie wspaniały las dookoła, nie piękny widok na Tatry ani
zatrzęsienie grzybów, które uwielbia zbierać - tylko fakt, Ŝe
nie było tam lustra i przez dwa miesiące nie musiała na siebie
patrzeć.
Chcesz przyglądać się temu dalej? Sprawdź jeszcze coś, tym
razem u siebie. Zaznacz we właściwych miejscach odpowiedzi na
pytania i połącz je linią tak, Ŝeby tworzyły wykres.
Jakie uczucia odczuwasz do samego siebie?
W tym celu uŜyj poniŜszej skali skali:
1. Nigdy.
2. Wyjątkowo.
3. Rzadko.
4. Czasem.
5. Często.
6. Prawie zawsze.
Strona 1
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
W stosunku do swoich uczuć:
1. Miłość, sympatia do samego siebie.
2. Uczucia mieszane (do samego siebie).
3. Niechęć, nienawiść do samego siebie.
Przeanalizuj swoje odpowiedzi. Po przeczytaniu ksiąŜki od-
powiedz ponownie na postawione wyŜej pytania.
Chciałam Cię prosić, Ŝebyś to zrobił nie tylko dla siebie,
ale i dla mnie. MoŜe się kiedyś spotkamy, wtedy poproszę Cię,
Ŝebyś mi powiedział, czy była jakaś róŜnica - jeśli tak, to
znaczy, Ŝe udało mi się wpłynąć na zmianę Twojego autoportretu.
A na tym mi zaleŜy, bo mam taki oto ambitny zamiar: Ŝebyś nie
tylko dowiedział się czegoś o sobie, ale teŜ Ŝeby coś się w To-
bie zmieniło. śeby Ci było łatwiej i weselej Ŝyć.
W największym skrócie moŜna to ująć tak. Myślenie o sobie
moŜe dodawać Ci skrzydeł, a moŜe je obcinać. MoŜe być motorem,
który dostarcza Ci energii do Ŝycia, realizowania przedsięw-
zięć, pomysłów i marzeń, a moŜe być kulą u nogi, bagaŜem, z po-
wodu którego wszystko przychodzi Ci z trudem, rzadko coś się
udaje, a marzenia nie spełniają się nigdy. Najczęściej myślimy
o sobie źle, chociaŜ zwykle nie przyznajemy się do tego przed
ludźmi, a nawet przed sobą. PoniewaŜ wiele lat temu, zaczynając
pracę jako psycholog w poradni rodzinnej przekonałam się, Ŝe
wszystkim Ilekroć miałam na ten temat wykład czy jakieś spot-
kanie - a sprawa poczucia własnej wartości jest moim hobby i
mówiłam o tym do setek słuchaczy - zadawałam zebranym prościut-
kie zadanie: prosiłam, Ŝeby dokończyli zdanie, składające się z
własnego imienia i słowa "jest". W moim przypadku brzmiało to
"Ania jest...". Oni mieli na "trzy-cztery" złapać pierwszą myśl
jaka odruchowo przyjdzie im do głowy.
OtóŜ niezaleŜnie od tego, czy byli to pacjenci, którzy mie-
li jakieś kłopoty ze sobą, psycholodzy szkolący się w lepszym
pomaganiu innym czy teŜ po prostu ludzie zainteresowani pozna-
waniem siebie, którzy przyszli "z ulicy" do jakiegoś domu kul-
tury - zawsze reakcja była taka sama. Najpierw poruszenie,
szmer, wyraźne zaskoczenie na wielu twarzach, potem pełen na-
pięcia śmiech albo smutek. Niektórzy zaczynali niecierpliwie
trącać sąsiada, Ŝeby natychmiast zwierzyć się ze swojego odkry-
cia.
Oczywiście tak mocna reakcja pojawiała się nie u wszystkich,
ale u znacznej większości. Znalazło się zawsze parę osób na ty-
le odwaŜnych i otwartych, Ŝeby podzielić się tym, co im wyszło.
Mogłoby się wydawać, Ŝe pojawią się tu głównie takie okreś-
lenia, których uŜywamy zapytani o charakterystykę jakiejś oso-
by. Kto to jest Kowalczyk? Młody facet z Poznania, nauczyciel,
Ŝonaty. Albo sprzedawczyni z naszego sklepu osiedlowego, star-
sza pani. Jednak wśród setek odpowiedzi, jakie zdarzyło mi się
słyszeć, zawód ani miejsce zamieszkania nie występowało nigdy,
płeć i wiek tylko parę razy, podobnie stan rodzinny.
Określenia, jakie padały, to nie były informacje, lecz oce-
ny. I to oceny w znacznej większości negatywne: "Piotrek jest
głupi", "Basia jest brzydka", "Józek jest do niczego". Czasem
bardziej rozwinięte bardziej szczegółowe - niektórym na przy-
kład przychodziło do głowy zdanie "Krysia wszystko gubi" albo
"niczego nie potrafi doprowadzić do końca".
Robię ten eksperyment juŜ kilka lat i nadal szokuje mnie,
jak duŜy jest procent osób z takimi negatywnymi ocenami wśród
zgromadzonych na dowolnej sali. No dobrze, nie ma się czemu
dziwić, kiedy siedzą tam ludzie z jakimiś problemami: alkoholo-
wymi, małŜeńskimi, z trudnościami w szkole (daję takie przykła-
dy, bo z kłopotami tego rodzaju najczęściej miałam do czynie-
nia). Ale równieŜ kiedy grupy były dobierane pod innym kątem -
młodzieŜ z warszawskiego klubu osiedlowego, studenci, dokształ-
cający się pracownicy socjalni - zawsze określenia "na minus"
przewaŜały nad pozytywnymi i była to przewaga miaŜdŜąca.
A co z Tobą? Czy juŜ sprawdziłeś, co masz w głowie na włas-
ny temat? MoŜesz powiedzieć, Ŝe to się rozpisuje na całe mnóst-
wo róŜnych szczegółowych ocen. To znaczy: co myślisz o sobie
jako o człowieku w ogóle albo jako o kobiecie czy męŜczyźnie
Strona 2
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
jakim jesteś synem, jaką matką, jakim pracownikiem. Jak gotu-
jesz, pływasz, całujesz, jak sobie radzisz w towarzystwie, czy
umiesz zbierać grzyby, co myślisz o własnych zdolnościach do
uczenia się języków obcych. To prawda, w kaŜdym z tych obszarów
masz jakąś samoocenę, myślisz o sobie dobrze albo źle. KaŜdy z
nich zresztą i niezliczone inne moŜna by dzielić na jeszcze
mniejsze cząstki.
Ale masz równieŜ - jak kaŜdy - pewien syntetyczny obraz,
jakieś ogólne poczucie na własny temat. U amerykańskiego psy-
choterapeuty Erica Berne'a nazywało się to poczuciem, czy jes-
tem O.K. czy nie O.K., czy jestem w porządku, czy nie. MoŜna o
tym mówić jeszcze inaczej, mianowicie: jaki mam stosunek do sa-
mego siebie? Czy siebie akceptuję, lubię, kocham? Czy godzę się
na siebie takiego lub taką, jaka jestem? Co jestem wart czy wa-
rta? (Niestety, mam z tą ksiąŜką pewien kłopot w zdaniach ta-
kich jak dwa poprzednie trudno za kaŜdym razem uŜywać i rodzaju
męskiego, i Ŝeńskiego. Po długich wahaniach zdecydowałam się
konsekwentnie zwracać się do Ciebie w rodzaju męskim, poniewaŜ
wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni do określonego sposobu czyta-
nia. OtóŜ -jak myślę - zdanie "jesteś dobra" zostanie tylko
przez kobiety odczytane jako skierowane do nich, zaś "jesteś
dobry" brzmi naturalnie zarówno dla męŜczyzn, jak i dla kobiet.
Andrzej, mój przyjaciel i recenzent, któremu zwierzałam się
z tej trudności, trochę mnie pocieszył: "PrzecieŜ zwracasz się
do człowieka, a człowiek w naszym języku jest rodzaju męskie-
go").
Mnie samej, muszę Ci powiedzieć, jako uzupełnienie zdania
"Ania jest..." przez wiele lat pojawiało się "głupia" albo
"brzydka". Mówię to, bo chcę, Ŝeby było jasne, Ŝe problem nis-
kiej samooceny znam nie tylko z pracy z pacjentami i psycholo-
gicznej literatury - gdzie ostatnio poświęca się tej sprawie
coraz więcej miejsca - ale teŜ z własnych przeŜyć. Udało mi się
wiele poprawić, mój autoportret jest coraz lepszy.
Z tym, Ŝe w trakcie tej niełatwej pracy uprzytomniłam sobie
coś waŜnego: Ŝe negatywne myślenie o sobie to sprawa nie tylko
indywidualna, ale i społeczna. Mówić - i myśleć! - o sobie dob-
rze jest czymś nieładnym, nietaktownym, tak nie wypada. Czło-
wiek boi się, Ŝe zostanie uznany za chwalipiętę, narazi się na
zarzut wywyŜszania się albo pychy.
Nie ma zwyczaju nie tylko chwalenia siebie, ale teŜ innych.
Skrytykować, powiedzieć "całą prawdę prosto w oczy", wytknąć
błędy i niedostatki - tak, to się ceni. Jesteśmy przesiąknięci
takimi nawykami. Natomiast rzadko kiedy spotykamy się z pochwa-
łą chwalenia, dostrzegania korzystnych cech i otwartego wyraŜa-
nia pozytywnych opinii o drugim człowieku. Dlatego nawet jeśli
jak powietrza potrzebujesz dobrego słowa, Ŝyczliwego zdania o
sobie, uznania ze strony innych, to sam uparcie im tego odma-
wiasz. I oto mamy do czynienia ze społeczeństwem pod tym wzglę-
dem dosłownie wygłodzonym.
Nie da się tego zmienić tak od razu, ale - jak mawiał pe-
wien chiński mędrzec - nawet droga o długości dziesięciu tysię-
cy li zaczyna się od pierwszego kroku. Napisałam tę ksiąŜkę dla
tych, którzy chcą go zrobić.
Kilkanaście lat temu pracowałam przez pewien czas w zespole
jednego z najlepszych polskich psychoterapeutów. Kiedyś rozma-
wialiśmy o wypisaniu z ośrodka pacjentki z nerwicą, której uda-
ło się podczas leczenia pozbyć przykrych objawów nieustannego
lęku. Pamiętam smutne słowa szefa: "Ona jest młoda, ładna, in-
teligentna ale tak strasznie źle myśli o sobie. Anka, co ja mam
zrobić?"
Wzięłam sobie to pytanie mocno do serca i przez następne
piętnaście lat szukałam odpowiedzi na nie. Czytałam ksiąŜki,
analizowałam własne przeŜycia, a przede wszystkim słuchałam lu-
dzi, którzy zdecydowali się zajrzeć w siebie i coś w sobie
zmienić. Poszukiwania wciągały mnie coraz bardziej i nie wyglą-
da na to, Ŝebym miała ich zaprzestać, bo ciągle odnajduję ja-
kieś nowe cegiełki, z których buduje się odpowiedź. W kaŜdym
razie dzisiaj wiem juŜ na pewno, Ŝe niska samoocena to jedna z
Strona 3
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
najwaŜniejszych i najbardziej powszechnych ludzkich dolegliwoś-
ci. moim pacjentom doskwiera złe mniemanie o sobie, zaczęłam to
sprawdzać u innych ludzi.
Rozdział I: Co naprawdę myślisz o sobie?
Czy juŜ wiadomo, o czym właściwie mamy rozmawiać? W języku
psychologicznym mówi się o poczuciu własnej wartości, samooce-
nie albo obrazie własnej osoby. I kaŜdy wie, Ŝe najogólniej
chodz
i o to, jak przeŜywamy samych siebie, czy myślimy o sobie
dobrze czy źle, jaki jest nasz prywatny "wewnętrzny autopor-
tret". Ale... co innego patrzeć z zewnątrz, z dystansu, a co
innego znaleźć się w skórze człowieka z samopoczuciem typu
"mniej niŜ zero".
1. Skomplikowany autoportret
Jestem głupia, zła i brzydka; do niczego się nie nadaję,
nic mi nigdy nie wychodzi; czy komuś moŜe zaleŜeć na kimś takim
jak ja? - niestety, większość ludzi przynajmniej czasami myśli
o sobie w ten sposób. Niektórzy nawet zawsze. Najpierw spróbu-
jemy połapać się w tym myśleniu, przeanalizować je nieco dokła-
dniej, rozłoŜyć na czynniki pierwsze - bowiem kaŜdy plan popra-
wy sytuacji musi poprzedzać rozeznanie czyli diagnoza.
Masz więc i Ty, jak kaŜdy, jakąś ogólną samoocenę. Malujesz
swój autoportret w jaśniejszych lub ciemniejszych barwach. Ale
ten obraz jest oczywiście znacznie bardziej skomplikowany, zło-
Ŝony z róŜnych - jeśli tak moŜna powiedzieć - składników czy
wymiarów. Myślę, Ŝe cztery z nich są najwaŜniejsze:
- powierzchowność, wygląd zewnętrzny, ciało
- inteligencja, mądrość, zdolności
- dobroć, uczciwość, kwalifikacje moralne
- jaką jestem kobietą? jakim męŜczyzną?
Jest jeszcze piąty waŜny wymiar co myślę o sobie w obszarze
"ja-inni". Czy ludzie mogą mnie lubić? Czy warto ze mną być?
Czy zasługuję na miłość? MoŜna być przecieŜ pięknym, mądrym i
dobrym, a mimo to czuć się bardzo samotnie.
Jedna z moich przyjaciółek zwierzała mi się kiedyś: "Jestem
niebrzydka, Ŝyczliwie traktuję wszystkich i chętnie im pomagam,
głowę mam teŜ nie najgorszą, nauka zawsze szła mi dobrze i w
pracy osiągam spore sukcesy. Ale chyba mi czegoś waŜnego braku-
je. Prawie nie mam przyjaciół, znajomi o mnie zapominają, męŜ-
czyźni się mną nie interesują. Strasznie mi tego brakuje". Ro-
zumiem ją, pewnie i Ty ją rozumiesz - trudno cieszyć się Ŝyciem
bez dobrych kontaktów ze znajomymi, przyjaciółmi, najbliŜszymi.
Spróbuję zastanowić się przez chwilę nad kaŜdym z tych pię-
ciu obszarów - zachęcam Cię do tego samego. Ale przedtem jesz-
cze parę zdań dla tych, którzy lubią rozwaŜać kwestie teorety-
czne. JeŜeli Ciebie to nie interesuje, po prostu opuść ten ka-
wałek i zacznij czytać dalej od następnego.
2. Dla tych, co lubią rozwaŜania teoretyczne
Czy obraz własnej osoby i poczucie własnej wartości to jest
to samo, czy teŜ co innego? - pytają mnie czasami. OtóŜ moim
zdaniem, chociaŜ na temat tego rozróŜnienia została napisana
niejedna ksiąŜka, dla naszych potrzeb moŜna uŜywać tych dwóch
pojęć zamiennie.
Co prawda poczucie własnej wartości - i słychać to juŜ w
samym sformułowaniu - jest skojarzone z wartościowaniem czyli
myśleniem o sobie dobrze albo źle, z plusem albo z minusem. Na-
tomiast obraz własnej osoby mógłby być czymś neutralnym czymś w
rodzaju nieoceniającego samoopisu. Tylko Ŝe tak nie bywa. Czło-
wiek jest dla siebie zbyt waŜnym tematem i sam siebie przeŜywa
w sposób ogromnie zaangaŜowany. W związku z tym, gdy próbujesz
zrobić nawet najbardziej neutralny opis, sporządzić czysto in-
formacyjny autoportret, to jest on taki tylko pozornie, bo do
kaŜdego jego elementu są dołączone jakieś uczucia i oceny.
Strona 4
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
Jeśli czytasz ten fragment, to znaczy, Ŝe jesteś dociekliwy
i pewnie zechcesz na własnym przykładzie sprawdzić, czy tak
jest. Wypisz na kartce dziesięć cech, które charakteryzują Cie-
bie bądź Twoją sytuację, a potem dopisz do kaŜdej plus albo mi-
nus - w zaleŜności od tego, czy to dobrze czy źle, Ŝe tak jest.
Drugie waŜne pytanie: jak się ma poczucie własnej wartości
do uczuć wobec siebie samego? Inaczej mówiąc, idzie o to, czy
siebie lubisz, czy nie lubisz. Ludzie o niskiej samoocenie czy
negatywnym obrazie własnej osoby nie lubią siebie, nie mają do
siebie zaufania, brakuje im pewności siebie, kiedy zabierają
się do zrobienia czegoś albo kiedy kontaktują się z innymi. Nie
musi tak być w kaŜdej sytuacji ani we wszystkich sprawach, ale
generalnie tak właśnie jest.
Marzy mi się, Ŝeby ktoś skonstruował przyrząd do mierzenia
samooceny. Taki wartościometr na jednym krańcu skali miałby to-
talną akceptację: lubię siebie, kocham siebie, w całości siebie
akceptuję. Na drugim biegunie: w ogóle siebie nie lubię, nic mi
się w sobie nie podoba, uwaŜam, Ŝe zasługuję wyłącznie na nega-
tywne oceny we wszystkich sprawach. Oczywiście takie skrajne
okazy nie występują w przyrodzie, więc ani na jednym, ani na
drugim końcu skali mego przyrządu pomiarowego nie znalazłby się
Ŝaden konkretny człowiek.
Na "lepszym" nie byłoby nikogo, poniewaŜ róŜne niesprzyja-
jące okoliczności i przeszkody Ŝyciowe są informacją, Ŝe czegoś
się nie moŜe, nie wie, coś się nie udaje - i w wyniku zetknię-
cia z nimi nawet absolutnie jasny obraz samego siebie musiałby
ulec przyciemnieniu. Natomiast człowiek z drugiego bieguna,
który niczego by w sobie nie akceptował, niczego nie lubił, Ŝy-
wił do siebie wyłącznie niechęć, moim zdaniem umarłby po pros-
tu, pogrąŜony w głębokiej depresji i apatii.
A więc wszyscy lokujemy się gdzieś pośrodku. Zaś przyrząd
pomiarowy chciałabym mieć, bo myślę, Ŝe ogólna samoocena stano-
wi fundament, na którym gorzej lub lepiej buduje się cały gmach
swojego Ŝycia.
No dobrze - zapytał mnie kiedyś znajomy psycholog - ale czy
nie spotkałaś takich ludzi, którzy w zasadzie siebie akceptują,
ale jest jakiś obszar, którego nie tolerują, jakaś cecha czy
własność, której wręcz nienawidzą i chcieliby ją wyciąć, usu-
nąć? OtóŜ nie spotkałam. Myślę, Ŝe jeśli człowiek absolutnie
odrzuca, fundamentalnie nie akceptuje jakiegoś kawałka samego
siebie, to ten fakt musi rzutować na całość. Ludzie z dobrym
stosunkiem do siebie są tolerancyjni i ta tolerancja obejmuje
równieŜ ich samych. Powiadają: ja jestem w porządku, a moje
słabości, wady czy nieudolność znoszę i godzę się z nimi albo
próbuję je poprawiać.
Ale dość teoretyzowania. Wróćmy do samooceny w pięciu naj-
waŜniejszych wymiarach.
3. Nie kaŜda jest jak Wenus, nie kaŜdy jak Apollo
Byłam kiedyś uczestniczką grupy rozwoju osobistego dla ko-
biet, gdzie waŜnym tematem - jak zwykle w kobiecych grupach -
była atrakcyjność fizyczna. Dla niektórych najwaŜniejsza była
twarz, dla innych zgrabna sylwetka. Przy bardziej szczegółowym
rozwaŜaniu kompleksów okazało się, iŜ jednej zatruwa Ŝycie
fakt, Ŝe ma nie dość szczupłe nogi, drugiej - za duŜy brzuch i
pupa, kolejnej - za mały biust (ta miała zresztą w grupie swój
"negatyw" - dziewczynę, która uwaŜała za niewybaczalną wadę
swojej urody biust zbyt wydatny). Miały jeszcze nie takie nosy,
ręce, oczy, no i oczywiście włosy.
Muszę tutaj zrobić dygresję na temat włosów. Wyczytałam
gdzieś opis pracy z grupą młodzieŜy, w której coś się zgadało
na temat włosów. Nie było tam ani jednej osoby, która akcepto-
wałaby to, co ma na głowie.
"Ludzie w tej grupie mieli włosy najróŜniejsze: byli brune-
ci i szatyni, blondyni; o włosach prostych i kręconych, długich
i krótkich - nikomu nie podobały się takie, jakie ma. Wszyscy
się ich wstydzili. KaŜdy próbował coś z nimi zrobić, ale nikomu
nic nie wychodziło. Myślę, Ŝe wszyscy czujemy się nieswojo w
Strona 5
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
sprawie swego wyglądu zewnętrznego i jakoś się to wiąŜe z wło-
sami. Włosy są śmieszne. Kupa czegoś takiego wyrasta ci z gło-
wy. I masz coś z nimi zrobić. Są pewne reguły, których naleŜy
przestrzegać, tylko nikt dobrze nie wie jakie". (Tim Jackins:
Wstyd - nie trzeba się z nim liczyć, tylko odreagowywać. "Nowi-
ny Psychologiczne" nr 1-2 (66-67), 1990, s.161).
Zaczęłam po cichu sprawdzać i po paru latach musiałam zgo-
dzić się z opinią autora tamtego artykułu: prawie nie zdarzają
się ludzie - i kobiety, i męŜczyźni - zadowoleni ze swoich wło-
sów. I niemal całej reszty.
Jestem pewna, Ŝe nie ma wśród moich czytelników nikogo, kto
nie uwaŜałby, Ŝe ma jakąś fundamentalną skazę na urodzie. Od-
stające uszy czy za duŜe stopy to coś, czym sami jesteśmy goto-
wi latami zatruwać sobie Ŝycie. I co ciekawe, obiektywność nie
ma tu nic do rzeczy. Spotkałam przy róŜnych okazjach dziesiątki
bardzo atrakcyjnych kobiet i męŜczyzn, którzy uwaŜali, Ŝe są
okropni. Na szczęście pracuję głównie z grupami i okazuje się,
Ŝe jeśli kilka osób w grupie wypowiada się o kimś pozytywnie,
to ów ktoś musi zmienić nastawienie do siebie, chociaŜ trochę
uwierzyć, Ŝe moŜe się podobać. Tylko niestety w Ŝyciu rzadko
trafiają się okazje pozbierania takich opinii o sobie.
Zresztą jeŜeli spojrzeć na całą tę sprawę od innej strony,
to okazuje się, Ŝe prawie wszyscy powyŜej pewnego wieku komuś
się w Ŝyciu bardzo spodobali. Statystyka jest wysoce wymowna:
dziewięćdziesiąt parę procent dorosłych wchodzi w związki mał-
Ŝeńskie, a przecieŜ zwykle mąŜ czy Ŝona nie jest pierwszą oso-
bą, która zwróciła na nich uwagę. Widocznie za długi nos albo
nie taka sylwetka jeszcze niczego nie przekreślają - waŜny jest
cały człowiek.
W poradni małŜeńskiej wielokrotnie pytałam męŜów i Ŝony, co
im się podoba u drugiej połowy, i najczęściej słyszałam: "Ona
cała" albo "Wszystko mi w nim odpowiada". Zaręczam, Ŝe nie
przychodzili do mnie akurat małŜonkowie nadzwyczaj urodziwi,
tylko zwyczajni ludzie, niekiedy niemłodzi, niekiedy sporej tu-
szy. I co z tego? KaŜdy z nas ma w głowie jakiś ideał urody,
zwykle bardzo odbiegający od własnego wyglądu. Tymczasem dla
osoby, której się podobasz, atrakcyjne są cechy, na jakie się
emocjonalnie i erotycznie "uwarunkowała". A mówiąc prościej, z
którymi ma pozytywne skojarzenia.
Dla jednych będzie to typ urody - wtedy ktoś z boku moŜe na
przykład zauwaŜyć, Ŝe kolejne dziewczyny Grzesia są do siebie
dosyć podobne, zawsze blondynki bez biustu, o ostrych rysach i
długim nosie. Innych najmocniej pociąga sposób poruszania się
albo głos. I podobno wszystkich - zapach, którego zwykle w ogó-
le nie jesteśmy świadomi. A więc paradoksalnie: jakaś dziewczy-
na moŜe zadręczać się tym, Ŝe ma grube nogi, gdy tymczasem dla
męŜczyzny jej Ŝycia w wyniku określonego uwarunkowania erotycz-
nego pociągające są wyłącznie kobiety z grubymi nogami.
W sprawie nóg, jak teŜ innych rzekomo niewybaczalnych fele-
rów urody, polecam wszystkim opowiadanie Witolda Gombrowicza ze
zbioru "Bakakaj" zatytułowane "Na kuchennych schodach" (Witold
Gombrowicz "Bakakaj", W: "Dzieła" t. I, Wydawnictwo Literackie
Kraków - Wrocław 1986). W skrócie: jego bohatera, nieskończenie
eleganckiego pana, wysoko postawionego urzędnika Ministerstwa
Spraw Zagranicznych latami fascynują nogi sług do wszystkiego,
grube i pokraczne jak słupy, o potwornie rozklapanych stopach.
Marzy o nich i podgląda je ukradkiem, a z obrzydzeniem myśli o
nogach własnej Ŝony, "giętkich jak liana, długich, cienkich w
pęcinie". Podsumowanie moŜna zrobić banalne: jeśli chodzi o
atrakcyjność zewnętrzną, nie to ładne, co ładne, a co się komu
podoba.
To jak jest z Tobą? Czy Ty teŜ jesteś w stanie spojrzeć na
siebie od tej strony tylko przez pryzmat za grubych nóg (jeśli
jesteś kobietą) albo zbyt słabo umięśnionej klatki piersiowej
(jeśli jesteś męŜczyzną)? A Twoje piękne oczy? A wyrazista, ła-
dna twarz, niepowtarzalna, jedyna na świecie? A ręce, które na
pewno chciałby malować któryś ze starych holenderskich mistrzów
albo rzeźbić Wit Stwosz?
Strona 6
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
Tym, którzy mają szczególne pretensje do losu, Ŝe nie wypo-
saŜył ich w olśniewającą filmową urodę, chcę zalecić parę minut
rozmyślań nad wyglądem zewnętrznym dwojga ludzi sukcesu. Dla
zakompleksionych panów - Woody Allen, mały, źle zbudowany, ły-
siejący okularnik, twarz Ŝe poŜal się BoŜe. A w Ŝyciu? WyreŜy-
serował i zagrał w kilkunastu filmach, które ogląda cały świat,
rozchwytywany przez elitę intelektualną i kulturalną USA oraz
reszty kuli ziemskiej, bogaty do obrzydliwości, romansował z
niebywale pięknymi kobietami, przez kilkanaście lat Ŝonaty ze
zjawiskowo śliczną Mią Farrow (właśnie się z nią rozchodzi, o
czym plotkuje Ameryka i pół Europy). Dla pań - Barbara Strei-
sand, niezgrabna, nieregularne rysy, małe, jakby krzywe oczy i
długi nieforemny nos. Co zrobiła z tym wyposaŜeniem, chyba nie
trzeba nikomu mówić. Niezwykle popularna aktorka, sama robi fi-
lmy, śpiewa i mimo niemłodego wieku ciągle podbija serca setek
nowych wielbicieli.
4. Co wiesz? Co umiesz? Co potrafisz?
Intrygujące, co teŜ przychodzi Ci do głowy w odpowiedzi na
te pytania. Nie sądzę, Ŝeby lawiną napływały myśli o niezliczo-
nych talentach i umiejętnościach. Raczej dwa-trzy nieśmiałe po-
mysły, a i to ze znakami zapytania. Zawsze mnie szokowało, jak
wielu ludzi uwaŜa się za nieudolnych czy wręcz tępych. A juŜ
prawie kaŜdy jest zdania, Ŝe nie ma zdolności do matematyki,
nie potrafi nauczyć się języków obcych i na pewno nie umie
śpiewać.
No właśnie, jak to jest z tym śpiewaniem? Chyba nie znalaz-
łby się nikt o zdrowych zmysłach, kto gotów byłby powiedzieć o
Luisie Armstrongu, Ŝe nie umiał śpiewać. A wiesz, Ŝe miał wro-
dzoną wadę strun głosowych i jego słynna chrypka to nie manie-
ra, nie sposób na słuchaczy ani wyrafinowanie artystyczne?
Twierdzę, Ŝe masz lepszy głos od Armstronga, i w 99% nie mylę
się.
Jestem przekonana, Ŝe Twoje zdolności umysłowe są wielokro-
tnie większe, niŜ sobie wyobraŜasz. Skąd to wiem? Z obserwacji
dzieci: wszystkie są zdolne, twórcze, łatwo przyswajają nowe
wiadomości i łatwo je kojarzą. Niestety, później - w za duŜej
grupie, w atmosferze konkurencji i ostrego oceniania - zbyt
często przestają korzystać ze swoich moŜliwości, zaczynają źle
reagować na samo uczenie się i pozornie głupieją.
Pewien psycholog z małego miasteczka opowiadał mi, jak ro-
bił sześciolatkom wiejskim tak zwany test dojrzałości szkolnej.
Na jednym z obrazków był królik bez oka, dzieciaki miały odpo-
wiedzieć na pytanie, czego mu brakuje. Jakiś bystry maluch po-
wiedział, Ŝe ten królik nie ma Ŝarcia, więc śpi. I oczywiście w
teście dostał minus, bo odpowiedź przewidziana przez miejskich
autorów sprawdzianu była inna. Zawsze mi się przypomina ten
królik bez oka i bez Ŝarcia, kiedy zastanawiam się nad tym, jak
oduczano nas od myślenia.
Zwłaszcza Ŝe wszystkie sprawdziany odbywały się na pewno w
atmosferze napięcia i stresu. Tylko nieliczni w takiej sytuacji
mobilizują się i zaczynają radzić sobie lepiej niŜ zwykle. Wię-
kszość ludzi gorzej się wtedy skupia, myśląc głównie o czekają-
cym ich niepowodzeniu. A przecieŜ bywa inaczej. Wielki pianista
Artur Rubinstein, jeden z nielicznych szczęśliwych geniuszy, w
swoich pamiętnikach opowiada o tym, jak po raz pierwszy koncer-
tował publicznie.
"Dla rodziców była to niełatwa decyzja, nie miałem jeszcze
ośmiu lat (...). Termin koncertu ustalono na 14 grudnia 1894.
Rankiem tego dnia cały dom popadł w stan najwyŜszego podniece-
nia i tylko ja byłem spokojny i zadowolony. Otrzymałem właśnie
piękne, wspaniałe ubranko, z czarnego aksamitu z białym koron-
kowym kołnierzykiem, toteŜ czułem się okropnie waŜny. Koncert
wypadł znakomicie (...). PoniewaŜ w garderobie artystów juŜ
wcześniej zauwaŜyłem wielkie pudło czekoladek, w nader szczęś-
liwym nastroju wykonałem sonatę Mozarta, a takŜe dwa utwory
Schuberta i Mendelssohna, publiczność zaś, złoŜona głównie z
członków mojej rodziny, ich przyjaciół, a takŜe łódzkich melo-
Strona 7
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
manów (...) nagrodziła mnie gorącą owacją". (Artur Rubinstein:
Moje młode lata. Państwowe Wydawnictwo Muzyczne, Warszawa 1976,
s.17).
I w tej dziedzinie - podobnie jak w sprawach wyglądu zewnę-
trznego - bardziej koncentrujemy się na brakach niŜ na tym, co
nam wychodzi dobrze. Szkoda, Ŝe ludzie prawie nie mają wspom-
nień podobnych do Rubinsteina.
5. Uczciwy, dobry, szlachetny
Jak często gryzą Cię wyrzuty sumienia, co? Nie tylko w
związku z tym, co zrobiłeś wczoraj albo tydzień temu, ale teŜ
parę miesięcy czy parę lat wstecz. Czy kiedy wyrządzisz komuś
coś złego, myślisz raczej: "Przykro mi, zdarzyło się, muszę
przeprosić", czy teŜ zagłębiasz się w bolesne rozwaŜania o tym,
Ŝe jesteś z gruntu zły? Gdyby przeciągnąć linię od anioła do
diabła i kazać Ci umieścić się gdzieś na niej w zaleŜności od
tego, ile masz z jednego i z drugiego, gdzie wypadłoby Twoje
miejsce?
MoŜe zawsze, kiedy tylko coś się nie układa - niekoniecznie
Tobie, innym teŜ - myślisz sobie: to wszystko przeze mnie. MoŜe
czujesz się podobnie jak dziecko z rodziny alkoholika, którego
samopoczucie tak opisuje Janet Woititz, amerykańska specjalist-
ka od tego problemu:
"Nie mogłeś się oprzeć wraŜeniu, Ŝe gdyby cię nie było, nie
byłoby wszystkich tych kłopotów. Matka nie walczyłaby z ojcem.
Nie byłaby spięta cały czas, nie krzyczałaby, nie byłaby skłon-
na do wybuchów. śycie byłoby o niebo lŜejsze, gdyby cię po pro-
stu nie było. Czułeś się bardzo winny. W pewien sposób juŜ samo
twoje istnienie spowodowało tę sytuację: gdybyś był lepszym
dzieckiem, byłoby mniej problemów. To wszystko przez ciebie,
jednak najwidoczniej nie mogłeś zrobić nic, Ŝeby zmienić Ŝycie
na lepsze". (Janet Woititz: Dorosłe Dzieci Alkoholików. IPZiT,
Warszawa 1992, s.13).
Wszyscy mamy sobie coś do zarzucenia, chodzących ideałów
nie ma - i chyba nawet byłyby nieznośne. Moja znajoma dopytywa-
ła się kiedyś o pewnego męŜczyznę, nazwijmy go Józkiem, który
jej się podobał, a ja go dobrze znałam. Zaczęłam opowiadać o
jego zaletach, nazbierało się tego sporo i na to ona poprosiła
mnie: "Znajdź szybko jakąś wadę, bo zaraz Józek w ogóle prze-
stanie mnie interesować".
Chcę opowiedzieć o jednej rzeczy, która zawsze zdarza się w
grupach, jakie prowadzę. Po pewnym czasie uczestnicy nabierają
zaufania do innych, coraz więcej mówią o sobie, zaczynają zdra-
dzać wstydliwe tajemnice. KaŜdy jakąś ma, nie Ŝyjemy wśród
świętych, a niektórzy naprawdę nieźle w Ŝyciu narozrabiali.
Przyznają się do tego, bo chcą sprawdzić, czy mimo to ktoś moŜe
ich jeszcze akceptować, nie potępiać, nie skreślać całkiem. Nie
mają śmiałości zapytać o to, patrzą w podłogę, boją się rozej-
rzeć dookoła. Zachęcam wtedy, Ŝeby taki winowajca podszedł do
kaŜdego członka grupy, zadał pytanie: "Co teraz o mnie myś-
lisz?" i Ŝeby patrzył na tego kogo pyta. Reakcje są róŜne, ale
najwięcej jest rozumiejących i Ŝyczliwych typu: "Wiem coś o
twoim Ŝyciu i myślę, Ŝe trudno ci było postąpić inaczej", "Sama
nieraz robiłam podobne rzeczy, ale nie chcę się tym dręczyć do
końca Ŝycia", "Znam cię i lubię, więc nie przekonasz mnie, Ŝe
jesteś aŜ taki okropny".
Okazuje się, Ŝe jeśli człowiek sam się osądza, zwykle jest
dla siebie znacznie surowszy niŜ inni. Nie mówię tu o tych,
którzy są zawsze pewni swojej racji i znajdują róŜnorakie uza-
sadnienia dla własnych świństw i podłości. Mówię o osobach z
mizerną samooceną moralną. Te nie są zbyt skłonne do uwzględ-
niania okoliczności łagodzących, a swoje trudności i problemy
widzą jako wady czy skazy moralne.
6. Jaka z ciebie kobieta? Jaki męŜczyzna?
Wyobraź sobie pierwsze spotkanie księcia i Kopciuszka,
tylko bez interwencji dobrej wróŜki. MoŜe ksiąŜę nawet się i
zakocha, ale Kopciuszek musi mieć niebywałą siłę ducha, Ŝeby
Strona 8
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
chociaŜ na pięć minut przestać się zajmować swoją podartą su-
kienką i zaczerwienionymi od domowych prac rękami.
Będzie więc albo zachowywać się nienaturalnie, próbując
jakoś odciągnąć uwagę księcia od swego mizernego połoŜenia,
albo wciąŜ sprawdzać, czy takie umorusane zero jak ona napra-
wdę podoba się temu wspaniałemu facetowi. Panna Kopciuszek -
tak samo jak jej męski odpowiednik - pełna lęku i niepewna
własnej atrakcyjności nie będzie w stanie zdobyć się na spon-
taniczność, swobodnie dawać ("co godnego uwagi mogłabym mu
dać?") ani brać ("cóŜ moŜe się naleŜeć komuś tak niepociąga-
jącemu jak ja?").
Pamiętasz zresztą, jakie plany miał Kopciuszek, zanim nie
pojawiła się wróŜka? W ogóle nie zamierzał iść na bal. Ty ró-
wnieŜ - jak Cię znam - często w ogóle nie wychodzisz z kąta,
boisz się odezwać wyczekująco podpierasz ścianę, zwłaszcza
jeśli w pobliŜu jest ktoś bardzo dla Ciebie atrakcyjny. Za-
miast zachować się jak paw, rozpuszyć najpiękniejsze pióra
swego ogona, chowasz się albo uciekasz.
W dodatku na pewno masz w głowie szereg wyobraŜeń o tym,
jaka powinna być kobieta i jaki powinien być męŜczyzna. A te
wyobraŜenia często Ci przeszkadzają, bo zwykle nie pasują do
tego, jaka czy jaki jesteś. Facet ma być silny, twardy, pełen
inicjatywy, niczym się nie przejmować. Więc pod groźbą utraty
poczucia, Ŝe jest prawdziwym męŜczyzną, nie moŜe pozwolić so-
bie na miękkość i ciepło ani chwilową nawet słabość, chociaŜ
na pewno czasem bardzo tego potrzebuje. Kobieta ma być ciep-
ła, na pierwszym miejscu stawiać miłość i rodzinę, nie moŜe
być za mądra ani zbyt przedsiębiorcza. Więc boi się okazać
złość czy zachować stanowczo nawet w obronie swoich najwaŜ-
niejszych praw, nie wypada jej za bardzo koncentrować się na
sprawach zawodowych, wiecznie ma wyrzuty sumienia, Ŝe zanie-
dbuje rodzinę.
Spotkałam u znajomych pewną panią z zagranicy, świetnego
lekarza o międzynarodowej sławie, którą zapraszano, Ŝeby je-
szcze raz przyjechała do Polski, tym razem na dłuŜej. Bez za-
stanowienia odpowiedziała, Ŝe nie moŜe tego zrobić swojej ro-
dzinie. PoniewaŜ miała najwyraźniej ponad 60 lat, z czystej
ciekawości zapytałam o tę rodzinę. Ku mojemu zdziwieniu oka-
zało się, Ŝe ma męŜa, równieŜ lekarza rozjeŜdŜającego po
świecie i dwie zamęŜne córki po trzydziestce, które w dodatku
mieszkają w innym niŜ ona mieście. Czyli w rzeczywistości pa-
ni profesor nie miała juŜ absorbujących obowiązków rodzin-
nych, a jednak wciąŜ gotowa była czuć się nie w porządku jako
kobieta, Ŝona i matka.
Wiesz, tak naprawdę nikt dobrze nie wie, na czym polega
prawdziwa męskość i kobiecość. DąŜąc do tego, Ŝeby to uściś-
lić, próbowano na róŜne sposoby badać wrodzone psychologiczne
róŜnice między płciami, ale wyniki zawsze wychodziły sprze-
czne i niepewne. Zwyczaje czy tradycja teŜ nie dostarczają
jasnych wskazówek, raczej - tworząc zdumiewające mieszanki z
dąŜeniem do nowoczesności - są źródłem dodatkowego zamętu.
A skoro nie ma jednego wyraźnego modelu męŜczyzny i ko-
biety, dla mnie wynika z tego przynajmniej tyle: masz więcej
do wyboru. Twoje cechy, skłonności, zachowania są wystarcza-
jąco męskie, nawet jeśli daleko odbiegasz od ideału spartańs-
kiego wojownika, i dostatecznie kobiece, nawet jeśli nie jes-
teś wzorową straŜniczką domowego ogniska ani słodkim kobie-
ciątkiem.
7. W kontaktach z ludźmi
Jakie uczucia i myśli towarzyszą Ci, kiedy wybierasz się
gdzieś z wizytą? Co sobie wyobraŜasz, kiedy masz wkrótce spo-
tkać się z osobą najbliŜszą Twemu sercu? Na pewno inaczej
jest przed pierwszą randką, a inaczej po dwudziestu latach
małŜeństwa. Ale czy jest to raczej radosne oczekiwanie miłego
kontaktu, czy ponure przewidywania czegoś przykrego?
"Bezpiecznie czuję się tylko wtedy, kiedy jestem sama.
Jak tylko znajdę się w towarzystwie, boję się, Ŝe się zbłaź-
Strona 9
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
nię, wykonam coś nie tak i zrobi się głupia sytuacja. Ale
znowu w ogóle nic nie mówić i nie robić - teŜ głupio. To mnie
kompletnie paraliŜuje" - tak napisała do mnie kiedyś Kasia,
którą usiłowałam korespondencyjnie leczyć z kompleksów. Nie-
stety, listowne poradnictwo nie jest zbyt skuteczne, bo Ŝeby
się czegoś istotnego dowiedzieć o sobie w układzie "ja-inni",
potrzebne są informacje od tych innych. Kasia mimo nieśmiało-
ści dała się przekonać i znalazła się w jednej z prowadzonych
przeze mnie grup.
Poprosiłam ją, Ŝeby zrobiła bilans swoich wad i zalet w
kontaktach międzyludzkich. Oczywiście bukiet wad był daleko
bogatszy i bardziej barwny niŜ nieliczne i mizerne zalety. A
potem zrobiłyśmy sprawdzian: dla kogo jej poszczególne wady
rzeczywiście są wadami, komu są obojętne, a kto uwaŜa je za
zalety? Katarzyna była bardzo zdziwiona. Paru osobom na przy-
kład podobała się jej nieśmiałość i zahamowania. Ktoś powie-
dział, Ŝe lubi nieśmiałe dziewczyny, ktoś jeszcze określił tę
cechę jako skromność, dwie osoby uznały, Ŝe to pasuje do
niej. Pamiętam, jak się rozpogodziła, kiedy jeden chłopak,
jej równieśnik, prawie na nią nakrzyczał: "To co, Ŝe się nad
wszystkim długo zastanawiasz? Nie znoszę mówienia co ślina na
język przyniesie. Ty jak się odezwiesz, to przynajmniej do
sensu. Mówisz mało, ale smacznie". I tak było ze wszystkim
oprócz obgryzania paznokci, którego nie pochwalił nikt.
Czy Ty teŜ stronisz od ludzi, jak kiedyś Kasia? Pamiętaj,
Tobie teŜ - jak jej - tylko wydaje się, Ŝe inni nie będą
chcieli Cię zaakceptować. Bzdura! Większość z nich po prostu
boi się tego samego co Ty i dlatego trzyma się na dystans.
8. Inne plusy i minusy
Wiem, Ŝe to jeszcze nie wszystko w Twoim skomplikowanym
autoportrecie. KaŜdą z tych rzeczy moŜna rozłoŜyć na szereg
mniejszych i większych kawałków. Jedne z nich będą dla Ciebie
bardzo waŜne, inne prawie bez znaczenia. Często nawet nie w
pełni zdajesz sobie sprawę, ile tego jest.
Kiedy pogrzebać głębiej, stworzyć ludziom okazję, Ŝeby
uwaŜniej rozejrzeli się w sobie pod kątem samooceny, wówczas
kolejne nieakceptowane detale wyskakują jak grzyby po desz-
czu. Najczęściej, niestety, nie równowaŜone przez plusy. Zrób
teraz swoją listę. Nie tak, Ŝeby wypisywać wszystko, tylko
pięć rzeczy, jakie Ci najpierw przyjdą do głowy. Nie myśl
zbyt długo, waŜne są pierwsze skojarzenia. Natomiast w rubry-
ce plusów moŜesz się zastanawiać dłuŜej, bo podejrzewam, Ŝe
nie nawykłeś do zauwaŜania swoich mocnych stron i moŜe będzie
to okazja, Ŝebyś trochę poćwiczył tę bardzo potrzebną umieję-
tność.
A oto lista:
I. W wyglądzie zewnętrznym, we własnym ciele:
1) nie lubię w sobie (uwaŜam za swój minus):
a...
b...
c...
d...
e...
2) lubię w sobie (uwaŜam za swój plus):
a...
b...
c...
d...
e...
II. W swojej inteligencji, mądrości, zdolnościach:
1) nie lubię w sobie (uwaŜam za swój minus):
a...
b...
c...
d...
e...
2) lubię w sobie (uwaŜam za swój plus):
Strona 10
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
a...
b...
c...
d...
e...
III. W swoim charakterze, kwalifikacjach moralnych:
1) nie lubię w sobie (uwaŜam za swój minus):
a...
b...
c...
d...
e...
2) lubię w sobie (uwaŜam za swój plus):
a...
b...
c...
d...
e...
IV. Jako męŜczyzna/kobieta
1) nie lubię w sobie (uwaŜam za swój minus):
a...
b...
c...
d...
e...
2) lubię w sobie (uwaŜam za swój plus):
a...
b...
c...
d...
e...
V. W związkach z ludźmi, byciu z nimi, kontaktach
1) nie lubię w sobie (uwaŜam za swój minus):
a...
b...
c...
d...
e...
2) lubię w sobie (uwaŜam za swój plus):
a...
b...
c...
d...
e...
VI. W innych waŜnych dla mnie sprawach, które nie mieszczą
się w tamtych kategoriach
1) nie lubię w sobie (uwaŜam za swój minus):
a...
b...
c...
d...
e...
2) lubię w sobie (uwaŜam za swój plus):
a...
b...
c...
d...
e...
Ciekawe, czy coś Cię zaskoczyło? Czy łatwiej było Ci pi-
sać o plusach, czy o minusach? Czy Twoje ogólne zdanie na
własny temat wiąŜe się jakoś ze szczególnymi ocenami?
9. Sytuacja Ŝyciowa a samoocena
Chcę jeszcze powiedzieć o jednej rzeczy, z której pewnie
zdajesz sobie sprawę, ale moŜe nie dość wyraźnie. Samoocena
nie jest człowiekowi dana raz na zawsze. Zmienia się na przy-
kład z wiekiem. Przypomnij sobie, co było najwaŜniejsze w
Twoim autoportrecie parę lat wstecz, spróbuj wyobrazić sobie
Strona 11
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
co moŜe wybić się na pierwszy plan za parę lat.
Dostałam list od Małgosi dokładnie na ten temat. Pisała:
"Będąc młodą dziewczyną strasznie się męczyłam. Zawsze mi się
zdawało, Ŝe jestem niestosownie ubrana, inne dziewczyny - one
umiały zrobić się na bóstwo! W dodatku nie tańczyłam za dob-
rze. W ogóle byłam strasznie zakompleksiona. Teraz przestałam
się przejmować tym, jak wyglądam. WaŜne, Ŝeby ludzie mnie lu-
bili i Ŝeby mieć paru przyjaciół od serca. Potrafię gadać z
nimi godzinami, pomagamy sobie nawzajem w trudnych chwilach.
Nie wyładniałam, nigdy nie byłam zbyt ładna, zresztą wiesz -
lata lecą. Ale chyba zmądrzałam i mniej się skupiam na sobie,
a bardziej na innych. MoŜe to jest mój sposób na kompleksy?"
Bez wątpienia na samoocenę wpływa Twoja sytuacja Ŝyciowa,
co najlepiej widać, kiedy się gwałtownie zmienia. Przekonują
się o tym choćby wszyscy młodzi rodzice, kiedy - wraz z poja-
wieniem się na świecie ich pierwszego potomka - zaczynają li-
czyć się umiejętności i dobra orientacja w sprawach pielu-
szek, kolek, karmienia itd. itp. Na parę tygodni albo miesię-
cy dla matki takie rzeczy stają się najwaŜniejsze we własnym
autoportrecie, określają jego jasną lub ciemną tonację.
A wszyscy ci, którzy ze wsi przenieśli się do miasta i
nagle okazało się, Ŝe cała ich skomplikowana i obszerna wie-
dza o przyrodzie oraz zdolności do cięŜkiego wysiłku fizycz-
nego specjalnie się nie liczą? A męŜczyźni, którzy wraz ze
wzrostem bezrobocia stracili pracę i teraz muszą jakoś odna-
leźć się w sytuacji, kiedy jedyną pracującą osobą w rodzinie
jest Ŝona?
10. Lepszy - gorszy czyli w pułapce bezustannych porównań
Jeszcze siedziałeś w wózku, siusiałeś w pieluchy i nie-
wiele rozumiałeś z tego, co mówią dorośli, a juŜ nad Twoją
głową co chwila ktoś Cię do kogoś porównywał: Piotrusiowi wy-
rósł ząbek! A mojemu Stasiowi jeszcze nie. A czy juŜ siada,
czy juŜ staje, czy juŜ liczy do pięciu, bo moje juŜ do sied-
miu? śyjemy w społeczeństwie, w którym od zera uczą nas poró-
wnywania. Na pewno byłoby Ci łatwiej wymienić pięćdziesiąt
rzeczy, w których jesteś od innych lepszy albo gorszy, niŜ
pięć takich, które są niepowtarzalne, odrębne, jedyne na
świecie.
Takie myślenie w kategoriach "lepszy-gorszy" wrosło w nas
do tego stopnia, Ŝe nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie in-
nego podejścia do Ŝycia. A przecieŜ moŜna. Z wykształcenia
jestem etnografem, w związku z tym miałam okazję - oczywiście
poprzez lekturę - przyjrzeć się na przykład południowo-amery-
kańskim Indianom Zuni, opisywanym przez Ruth Benedict, słynną
badaczkę ludów egzotycznych. Owi Zuni w ogóle ze sobą nie ry-
walizują. Podczas rytualnych świąt urządzają biegi, w których
wcale nie chodzi o to, Ŝeby wygrać. KaŜdy biegacz ma dotrzeć
do mety, natomiast nie stara się wyprzedzić innych.
Często coś podobnego dzieje się w grupach terapeutycz-
nych, kiedy usiłujemy wyeliminować porównywanie, a w to miej-
sce wprowadzić koncentrowanie się na swoich mocnych stronach.
I okazuje się, Ŝe moŜna myśleć w taki sposób: jestem inny,
niepodobny do nikogo na świecie. W czymś dobry, a nie lepszy;
w czymś marny, a nie gorszy. Albo jeszcze inaczej - nie jes-
tem kiepski, tylko to jest moja trudność.
Jest jedna sytuacja, w której się nie porównuje, raczej
przeciwnie - podkreśla jedyność i wyjątkowość. "Jest inna niŜ
wszystkie", "nikogo takiego jeszcze nie spotkałam" - tak mó-
wią zakochani. A więc umiemy patrzeć teŜ w ten sposób, a
wszyscy ci, którzy byli zakochani z wzajemnością, wiedzą, jak
szczęśliwy moŜe być człowiek, gdy nie obawia się porównań.
I przeciwstawna sytuacja: z pracy odchodzi ktoś kogo
wszyscy lubili i cenili, a Ty przychodzisz na jego miejsce i
masz wraŜenie, Ŝe kaŜdy Twój krok i kaŜde odezwanie jest ze-
stawiane z postępowaniem owej nieobecnej osoby. Trudno się w
takiej sytuacji wyrobić, prawda? KaŜde "inaczej" oznacza "go-
rzej", wszystko obraca się na Twoją niekorzyść.
Strona 12
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
11. Czy masz być ideałem?
Pełno jest wszędzie dookoła nas róŜnych wzorów doskonało-
ści, modeli do naśladowania, które - jeŜeli traktowane zbyt
powaŜnie - potrafią popsuć humor nawet zadowolonym z siebie.
Wkroczyliśmy w epokę reklam i mam wraŜenie, Ŝe musi się to
źle odbijać na poczuciu własnej wartości wielu z nas. Bo któ-
ra ma takie włosy i sylwetkę, jak Cindy Crawford, zachęcająca
do kupowania szamponu firmy L'Oreal? Który wygląda tak korzy-
stnie jak facet z reklamy "Gilette - najlepsze dla męŜczyz-
ny"? Nie stać Cię równieŜ na nowy model Opla czy nawet Polo-
neza. Zapewne nie jesteś i moŜe nigdy nie będziesz eleganckim
biznesmenem korzystającym z komputera IBM najnowszej genera-
cji.
Ale czy tylko o to chodzi? Zastanów się dobrze: pragniesz
mieć hollywoodzką urodę, umysł Einsteina i karierę zawodową w
tempie Alexis Colby czy po prostu chcesz być szczęśliwy? Nie-
jednokrotnie te reklamowane symbole powodzenia i sukcesu wca-
le nie mają szczęśliwego Ŝycia. Jestem przekonana, Ŝe Marylin
Monroe zamieniłaby się z niejedną szarą myszką, dziewczyną z
Pułtuska, która ma kochającego męŜa i udane dzieci.
Wrócimy do tego jeszcze, a teraz posłuchaj: kaŜdy z nas,
a więc i Ty, ma w sobie coś niepowtarzalnego, jedynego na
świecie i przez to cudownego i pięknego. Nikt nie jest idea-
łem, ale teŜ nikt nie jest kompletnym zerem. A więc i Ty nie
jesteś. Spróbuj spojrzeć na to tak: często myślę o sobie źle,
ale to nie jest obiektywna prawda, tylko moje wyobraŜenia. A
skoro tak, to mogę zacząć je zmieniać.
Rozdział II: Co wynika z twojego myślenia
Weźmy sytuację najprostszą, jakiś sprawdzian czy egzamin.
Dostałeś pierwsze pytanie, które nie bardzo Ci pasuje, i zma-
gając się z nim moŜesz wpaść - jak wóz na piaszczystej drodze
w wyŜłobione koleiny - w jeden z dwóch torów myślenia:
1. Na pewno następne pytanie będzie gorsze i skompromitu-
ję się jeszcze bardziej. Po co w ogóle się do tego zabiera-
łem, skoro wiem, Ŝe jestem do niczego. JuŜ tyle razy mi się
nie powiodło. Dobrze pamiętam, jaką dałem plamę w zeszły wto-
rek. Mam coraz większą pustkę w głowie... Nic mi nie wyjdzie!
2. Zobaczymy, czy następne pytanie nie będzie lepsze. Je-
stem całkiem nieźle przygotowany. Teraz trzeba tylko skupić
się i nadrobić złe wraŜenie. JuŜ parę razy poradziłem sobie z
duŜo trudniejszą sytuacją. PrzecieŜ nie dalej jak przedwczo-
raj poszło mi tak dobrze. Musi się udać!
Nie muszę mówić, kto ma większe szanse. Lubię to porówna-
nie, bo właściwie we wszystkich Ŝyciowych sprawach jest pod-
obnie, od projektu ugotowania zupy po plan przebudowy świata.
Najpierw coś zamierzamy - sami lub pod wpływem oczekiwań in-
nych ludzi - potem zastanawiamy się, jak nam to pójdzie, i
ten pesymizm albo optymizm wyznacza dalszy bieg zdarzeń.
Idzie jak z płatka albo jak po grudzie. Oczywiście, tak zwane
obiektywne okoliczności teŜ mają znaczenie, ale nasze nasta-
wienie jest duŜo waŜniejsze, niŜ na ogół sądzimy.
1. A moŜe sam jesteś autorem własnych niepowodzeń?
Jak to się dzieje? OtóŜ najpierw uruchamiamy łańcuch
wspomnień. Osoby, które mają skłonność do dołowania się,
przypominają sobie swoje poprzednie niepowodzenia i dosłownie
zwieszają nos na kwintę. Do i tak juŜ cięŜkiego bagaŜu prze-
konania o swoich nikłych szansach dodają nową cegłę i znowu
próbują. Nadal bez skutku, tyle Ŝe dalej jest im coraz cię-
Ŝej. Kolekcja niepowodzeń rośnie jak toczona w dół kula ze
śniegu.
A ci, którzy są nastawieni, Ŝe pójdzie dobrze? Ich kolek-
cja składa się z kolorowych baloników - wspomnień udanych
działań i sytuacji - które ciągną ich do góry, łącząc się w
Strona 13
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
coraz większy pęk. Czyli im gorzej, tym gorzej, a im lepiej,
tym lepiej. Co jest przeciwieństwem nosa na kwintę? Nos triu-
mfalnie skierowany ku górze.
Mówię zawsze, Ŝe człowiek ma wypisane na nosie to, co ma
go spotkać. I jest to - po łańcuchu wspomnień - druga tajem-
nica Twoich sukcesów i niepowodzeń. Tam wszystko odbywa się w
Twojej głowie: musisz zuŜyć mnóstwo energii, Ŝeby przebić się
przez swoje negatywne nastawienie i juŜ nie tak wiele zostaje
na samo zadanie, które przed Tobą stoi. Tu w grę wchodzą inni
ludzie, którzy czytają z Twojego nosa.
Zresztą nie tylko z nosa. Niska samoocena, niewiara we
własne moŜliwości da się odczytać z wielu róŜnych sygnałów,
chociaŜ być moŜe nie zdajesz sobie z tego sprawy. Przyjrzyj
się na przykład swojej sylwetce. Jeśli masz złe mniemanie o
sobie, pewnie nie nosisz dumnie wypiętej piersi, tylko raczej
kulisz ramiona. Pewnie masz skłonność do cofania brody i po-
chylania głowy, zamiast obnosić ją wyprostowaną po królewsku.
MoŜe teŜ trzymasz ręce blisko tułowia i nie zagarniasz nimi
świata, tylko często krzyŜujesz na piersiach, jakbyś się
chciał przed nim osłonić.
Bywa odwrotnie: chociaŜ w środku czujesz się bezradny jak
małe dziecko i tak naprawdę nie wart uznania i uczucia - nad-
rabiasz miną i postawą, wypinasz pierś, zadzierasz głowę, mo-
cno gestykulujesz. Wymowa niby inna niŜ u tych niepewnych i
zahamowanych, ale tylko niektórzy dają się zwieść pozorom. Bo
jednak często moŜna zauwaŜyć, Ŝe Twoja przebojowość jest tro-
szkę przesadna czy sztuczna, Ŝe jesteś odrobinę za sztywny
albo ciut zbyt głośny. Jakbyś to nie był Ty, tylko maska czy
przebranie, zza których chwilami przeziera coś całkiem inne-
go.
Jeśli tak właśnie funkcjonujesz - wewnątrz niska samooce-
na, na zewnątrz pewność siebie i dobre samopoczucie - to jes-
tem przekonana, Ŝe musi Cię to drogo kosztować. Płacisz ciąg-
łym napięciem, albowiem wspinanie się na palce pochłania wie-
le energii i na krótką metę zwyczajnie męczy. A jeśli utrzy-
muje się przez dłuŜszy czas, moŜe się nawet niekorzystnie od-
bić na Twoim zdrowiu.
I drugi rodzaj kosztów: zamieszanie, jakie wywołuje Twoja
niejednoznaczność u ludzi, którzy usiłują Cię zrozumieć. Gdy-
by ktoś nawet chciał dać Ci to, czego potrzebujesz, trudno mu
będzie odczytać, o co Ci właściwie chodzi. Mam przyjaciela
Filipa, który załoŜył nową firmę i wpadł w - przejściowe zre-
sztą - tarapaty. Jego dziewczyna Ŝaliła się kiedyś, Ŝe chcia-
łaby podtrzymać go na duchu ale nie umie tego zrobić. Wyczuwa
jego znękanie i niepokój, natomiast Filip zachowuje się tak,
jakby wszystko spływało po nim jak woda po gęsi.
Pozostając jednak przy skulonych ramionach i nosie na
kwintę - to tylko przykłady sygnałów, jakie bezwiednie dajesz
innym. Jeden z nich jest szczególnie waŜny, to mianowicie,
czy w kontaktach z ludźmi patrzysz im w oczy. Osoby niepewne
siebie na ogół tego nie robią. Co wtedy przeŜywa ten, na kogo
nie patrzysz? Najczęściej myśli sobie: coś tu jest nie w po-
rządku, chce coś przede mną ukryć, pewnie oszukać; a moŜe,
skoro unika kontaktu, źle o mnie myśli albo mnie lekcewaŜy.
Mało komu przychodzi do głowy, Ŝe to z nieśmiałości czy zaŜe-
nowania.
Jak wiele moŜe zmienić patrzenie w oczy, sprawdziłam w
bardzo niewdzięcznej sytuacji międzyludzkiej, mianowicie przy
załatwianiu spraw urzędowych. Największy formalista, dla któ-
rego normalnie klient czy petent to wróg, jeŜeli złapać jego
wzrok - mięknie i zaczyna traktować człowieka bardziej po lu-
dzku.
Nie mówię juŜ o tym, Ŝe jeśli nie patrzysz, pozbawiasz
się wielu bezcennych informacji, przede wszystkim nie dowia-
dujesz się, jaka jest reakcja na Ciebie i róŜne Twoje zacho-
wania. Miałam raz w prowadzonej przez siebie grupie przykład
jak z podręcznika. Był tam bardzo duŜy facet, Krystian, który
bał się ludzi, i kiedy coś od nich chciał, zawsze patrzył so-
Strona 14
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
bie na buty. Zaproponowałam mu, Ŝeby podnosił wzrok, ilekroć
zwraca się do innej osoby. I dokonało się wielkie odkrycie:
Krystian stwierdził, Ŝe to oni się go boją. No, moŜe nie
wszyscy, ale spora część.
Wróćmy do sytuacji egzaminacyjnej mając na uwadze, Ŝe ca-
łe Ŝycie to jeden wielki egzamin, bo - pamiętasz, jak pisała
Wiesława Szymborska - "nic dwa razy się nie zdarza i nie zda-
rzy. Z tej przyczyny zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy
bez rutyny". A więc stajesz ze skulonymi ramionami i oczami
wbitymi w podłogę, a na nosie masz wypisane, Ŝe na pewno Ci
się nie uda. Egzaminator widzi to i Twoje przekonanie przy-
najmniej w jakimś stopniu mu się udziela. Czyli jeszcze zanim
cokolwiek się zacznie, juŜ ma do Ciebie nie najlepsze nasta-
wienie. Ono z kolei udziela się Tobie, kulisz się jeszcze ba-
rdziej i Twój sygnał, Ŝe spodziewasz się niepowodzenia, staje
się wyraźniejszy. I tak nastawiacie się nawzajem coraz gorzej
i gorzej.
Na szczęście w Ŝyciu nie jest aŜ tak źle. Specjalnie
przesadziłam w tym opisie, Ŝeby wyraźniej było widać, jak sam
stajesz się źródłem własnych kłopotów. Namawiam Cię w tym
miejscu na mały eksperyment: postaraj się parę razy w róŜnych
sytuacjach, kiedy czujesz się nieszczególnie, wyprostować ra-
miona, podnieść głowę i patrzeć prosto w oczy. Sprawdź, czy
to coś zmienia, moŜe się zachęcisz do trochę innego zachowa-
nia, niŜ dotąd miałeś w zwyczaju.
2. Trudne początki
Pamiętasz jak było, kiedy znalazłeś się w nowej szkole
albo poszedłeś na studia? Gdy zaczynałeś nową pracę? Opowia-
dała mi znajoma dziewczyna, jak czuła się przez parę pierw-
szych tygodni w szkole za granicą, dokąd wyjechali słuŜbowo
jej rodzice: "Byłam kompletnie ogłupiała i zupełnie do nicze-
go. Na lekcjach jak przygłup, na prywatkach jak jakiś raróg.
Nie wiedziałam nawet, o czym rozmawiać na przerwach, co się
odezwałam, to głupio. Byłam nie tak ubrana, inaczej podnosi-
łam rękę na lekcjach. Miałam wraŜenie, Ŝe nawet nogi i ręce
mam nie takie. Tak mi się wtedy wydawało. Z czasem zaczęło
być lepiej, wciągnęłam się". Co jakiś czas, bez wyjeŜdŜania,
wszyscy trafiamy na sytuacje, w których czujemy się jak w ob-
cym kraju.
KaŜda nowa sytuacja wymaga przystosowania, wszystkie po-
czątki obfitują w niepowodzenia, bo poruszasz się po niezna-
nym gruncie bez rozeznania i wprawy. Nic dziwnego, Ŝe reagu-
jesz niepewnością wątpliwościami na własny temat i zwykle w
konsekwencji pogarsza się Twój autoportret. Przypuszczam, Ŝe
nie jesteś wtedy dla siebie zbyt dobry i nie fundujesz sobie
okresu ochronnego, czasowej taryfy ulgowej na wejście w nowe
układy. Pewnie z przykrością stwierdzasz, Ŝe inni radzą sobie
lepiej, zazdrościsz im, a nawet jesteś na nich zły.
Trudno bywa zwłaszcza wtedy, gdy oni znają się od lat i
duŜo ich ze sobą łączy. Naprawdę nie do pozazdroszczenia jest
sytuacja nowego pracownika trafiającego do zgranego zespołu,
nowej dziewczyny czy chłopaka wprowadzanego do paczki starych
przyjaciół swojej sympatii, małŜonka przyjeŜdŜającego z pier-
wszą wizytą do rodziny partnera. Oni śmieją się z jakiejś za-
bawnej historii sprzed lat, a Tobie wydaje się, Ŝe z Ciebie.
Rozumieją się w pół słowa, przerzucają doskonale czytelnymi
dla nich aluzjami, a Ty nic nie kojarzysz i czujesz się jak
ostatni tuman.
Spokojnie! MoŜesz być pewien, Ŝe to minie, jeŜeli tylko
nie zamkniesz się w sobie i nie podejmiesz postanowienia, Ŝe
się odcinasz i wycofujesz. To trochę tak, jakbyś się znalazł
wśród ludzi mówiących w obcym języku i z czasem zaczął się
nim posługiwać, najpierw słabo, a potem coraz swobodniej.
Więc lepiej poprzyglądaj się i trochę poczekaj pamiętając, Ŝe
na początku pewna sztywność i niezręczność to rzecz natural-
na, a Twoje marne samopoczucie jest zrozumiałe i przejściowe.
Pół biedy, kiedy chodzi o dalszą rodzinę albo szkolnych
Strona 15
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
kolegów Twojej drugiej połowy - moŜesz przestać się z nimi
widywać. Ale jeŜeli to jest nowa praca lub szkoła czy, powie-
dzmy, teściowie? Trudno całkiem zerwać takie kontakty. Bywa,
Ŝe decydujesz się wówczas na coś w rodzaju "emigracji wewnę-
trznej". Rezygnujesz z włączania się we wspólne rozmowy i
rozrywki, jeŜeli to moŜliwe siadasz w kącie, starasz się
wyjść jak najwcześniej. I moŜe się to ciągnąć latami, pogłę-
biając Twoje poczucie, Ŝe jesteś niewaŜny, nielubiany, gor-
szy.
3. Pobrały się dwa zera
A jeśli Ŝyjesz z kimś pod jednym dachem i - jak dawniej
mówiono - dzielisz z nim lub nią stół i łoŜe? Pracując w po-
radni rodzinnej zauwaŜyłam, Ŝe raz po raz powtarza się pewien
rodzaj kłopotów, które trapią małŜonków ze złą samooceną.
Chcę przedstawić je tutaj bardziej szczegółowo, bo prawie
wszyscy albo jesteśmy z kimś w stałym związku, albo będziemy,
albo - co gorsza - juŜ mamy za sobą rozpad takiego układu.
Zacznijmy od konkretnej sytuacji, bardzo prostej i typo-
wej. Niech to będzie Gosia i Andrzej, moŜe po dwóch, moŜe po
siedmiu latach małŜeństwa. W kaŜdym razie zdąŜyli juŜ zapom-
nieć o zalotach i miodowym miesiącu, tkwią w prozie codzien-
nego Ŝycia: praca, gospodarstwo domowe, pewnie teŜ dzieci. On
uwaŜa, Ŝe jest niezbyt atrakcyjnym męŜczyzną i marnym męŜem,
ona nie czuje się ani ładna, ani pociągająca i stale ma do
siebie pretensje, Ŝe nie wywiązuje się na piątkę z roli Ŝony
(bo prowadzenie domu, proszę Państwa, to tak skomplikowane i
wielowątkowe zadanie, Ŝe zawsze moŜna znaleźć coś, co się
zrobiło nie dość dobrze). Punkt wyjścia weźmiemy banalny - on
mówi do niej: "Miła moja, zupa jest przesolona". Bo rzeczywi-
ście jest.
Teraz zajmiemy się czytaniem w myślach. Kobieta, która
dobrze czuje się w Ŝyciu, w swoim związku i w roli gospodyni
domowej, pomyśli w takiej sytuacji: "Przykro mi. Następnym
razem, kiedy będę robić ogórkową, muszę pamiętać, Ŝeby dać
mniej soli". A nasza Gosia? Jej monolog wewnętrzny wygląda
zupełnie inaczej: "Nie smakuje mu. Dobra Ŝona potiafiłaby
ugotować tak, jak on lubi. Pewnie ma do mnie jeszcze masę in-
nych zastrzeŜeń i pretensji. Kto wie, czy w ogóle mu odpowia-
dam. MoŜe juŜ nie chce ze mną być?". I tylko czeka, Ŝe An-
drzej za chwilę zacznie mówić o rozwodzie. A on powiedział
jedynie, Ŝe zupa jest przesolona.
Teraz kolej na to, Ŝeby zajrzeć do głowy Andrzejowi. Go-
sia, u której jego niewinna uwaga uruchomiła lawinę małŜeńs-
kich kompleksów, musi zrobić niezadowoloną minę, bo przecieŜ
z jej punktu widzenia juŜ nie chodzi o zupę, tylko o ostate-
czne rozstanie. A on patrząc na tę skrzywioną buzię myśli so-
bie: "Coś jej złego zrobiłem, zaraz obrazi się i dojdzie do
wniosku, Ŝe ma mnie po prostu dosyć. To, Ŝe wyszła za takie
zero, wcale nie oznacza, Ŝe zawsze będzie chciała ze mną
być". Jednym słowem on teŜ juŜ prawie pakuje walizki.
Tym razem - jak setki razy wcześniej i później - rozej-
dzie się po kościach. Pewnie za parę minut albo parę godzin
któreś z nich wykona jakiś pojednawczy gest i wszystko jako
tako wróci do normy. Tylko Ŝe jeśli tak dzieje się często, w
pewnym momencie ilość przejdzie w jakość. Spójrzmy więc na
konsekwencje podobnych sytuacji.
Po pierwsze - obydwoje zuŜywają duŜą część swojej energii
na ciągłe sprawdzanie. Z napiętą uwagą śledzą: jak jest w tej
chwili? czy on jeszcze mnie kocha? czy jej jeszcze na mnie
zaleŜy? I wtedy oczywiście zawsze znajdzie się coś, co po-
twierdzi najczarniejsze przewidywania, jak choćby owa przeso-
lona zupa. Powiem więcej, nawet niektóre obojętne albo pozy-
tywne uwagi mogą być odbierane jako negatywne. ZałóŜmy, Ŝe
Gosia załoŜyła nowy opalacz, zaś Andrzej, któremu się w nim
spodobała, powie: "O masz dwuczęściowy kostium". A ona - pew-
na tego, Ŝe nie jest dość zgrabna - nawet na niego nie spoj-
rzy i nie zauwaŜy jego zadowolonej miny, tylko pomyśli: "No
Strona 16
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
tak, chciał mi delikatnie dać do zrozumienia, Ŝe nie powinnam
pokazywać brzucha. JuŜ mu się nie podobam". Wobec nagromadze-
nia podobnych niezrozumień i nieporozumień obydwoje starają
się uniknąć zapalnych tematów.
W ich sytuacji takimi szybko okazują się wszystkie, które
coś mówią o drugiej stronie. Inaczej mówiąc, w ogóle przesta-
ją ze sobą rozmawiać o sobie.
Po drugie - unikają zwłaszcza okazywania wszelkich oznak
niezadowolenia. Andrzej na drugi raz głęboko się zastanowi,
czy w ogóle mówić, Ŝe mu nie smakuje zupa. W efekcie Gosia
będzie niewiele wiedzieć o tym, co on lubi a czego nie, zaś
Andrzej będzie tłumił swoje niezadowolenie i godził się z sy-
tuacją, która mu nie odpowiada. Do czasu, poniewaŜ kiedy
uzbiera się tego duŜo i w róŜnych dziedzinach, jedno z nich
pierwsze wybuchnie. Wtedy to drugie, które teŜ zdąŜyło juŜ
nagromadzić sporo urazy i pretensji, odpowie tym samym. I za-
cznie się coś, czego obydwoje nie rozumieją: wielka awantura
z błahego powodu.
Po trzecie - kaŜda oznaka smutku, złości lub zniecierpli-
wienia Gosi jest odbierana przez Andrzeja jako sygnał, Ŝe to
on zrobił coś nie tak, Ŝe "wszystko przez niego". A Gosię mo-
Ŝe boleć ząb, mogły ją spotkać jakieś przykrości w pracy czy
zdenerwować dzieci. I chce, Ŝeby ją ktoś pocieszył albo cho-
ciaŜ wysłuchał, a tu ślubny najdroŜszy teŜ juŜ zdąŜył wpaść w
przygnębienie bądź irytację pod wpływem jej minorowej miny.
Więc traci chęć opowiadania temu ponuremu facetowi, co jej
się dziś przykrego wydarzyło. To samo Andrzej: miał męczący
dzień albo boli go głowa, a Gosia juŜ jest pewna, Ŝe ma coś
do niej. Więc na wszelki wypadek nie odzywa się i schodzi mu
z drogi. W ten sposób zamiast wspierać się nawzajem w drob-
nych i większych kłopotach, oddalają się od siebie.
Po czwarte - obydwoje czekają na jakieś potwierdzenie,
dowartościowanie, przejaw uczucia drugiej strony, ale nie są
zbyt skłonni wychylać się z tym sami. Nie zrobię tego, boję
się, Ŝe mnie odtrąci - myślą. I tak czekają obydwoje, nieraz
latami, coraz bardziej utwierdzając się w poczuciu, Ŝe są
niewaŜni, niekochani, niezauwaŜani.
Po piąte - unikają jak ognia wyjaśniania tego, co się
między nimi dzieje. KaŜde z nich obawia się, Ŝe kiedy choćby
piśnie coś na ten temat, dopiero wtedy druga strona zacznie
się serio zastanawiać i niechybnie dojdzie do wniosku, Ŝe
zrobiła Ŝyciowy błąd decydując się na ten związek. Jest w tym
coś z myślenia magicznego (niektórzy nazywają to strusią po-
lityką): jeśli nie dotknę tej chwiejnej konstrukcji, jest
szansa, Ŝe się utrzyma; ale jak nieopatrznie ruszę, a jest
to gmach wzniesiony z chybotliwych, nie połączonych ze sobą
cegieł, to w ciągu paru sekund rozsypie się w gruzy.
Niestety, małŜeństwom takim jak Gosia i Andrzej nie
sprzyja teŜ tradycja czy zwyczaje rodzinne. Spodobało mi się
podsumowanie, jakie zrobiła kiedyś na moją prośbę pewna pani:
"Pochodzę z rodziny, gdzie nawet pytanie 'która godzina?' by-
ło zbyt osobiste". W ich rodzinnych domach musiało być tak
samo: dorośli ani między sobą, ani z dziećmi nie rozmawiali o
wzajemnych uczuciach, o Ŝalach i pretensjach, nikt nikogo nie
chwalił i nie zapewniał, Ŝe kocha. Skąd to wiem? Bo inaczej
nie mieliby tych kłopotów.
Zamiast zadręczać się wątpliwościami, mogliby zabrać się
do wyjaśniania sytuacji i przekonaliby się szybko, Ŝe cała ta
spirala rozkręcająca się w ich głowach jest absurdalna - Ŝe
naprawdę chodzi tylko o zupę, a całą resztę kochają nad Ŝy-
cie. Więc gdyby to ode mnie zaleŜało, od przedszkola wprowa-
dziłabym naukę porozumiewania się z bliskimi.
Kiedy pracowałam w poradni rodzinnej, miałam okazję towa-
rzyszyć wielu ludziom w próbach lepszego pozorumiewania się
Ŝałując, Ŝe spotkaliśmy się tak późno, gdy juŜ narosło mnóst-
wo przykrych "zaszłości". Umawiałam się z róŜnymi małŜeństwa-
mi, Ŝe wprowadzą u siebie zwyczaj systematycznego rozmawiania
o tym, jak im ze sobą jest, co do siebie czują, z czego są
Strona 17
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
zadowoleni, a z czego nie. Wiem, wiem, to takie sztuczne, ale
chcę podkreślić, Ŝe ludzie, którzy mają duŜo lęków i wątpli-
wości - wynikających z niskiej samooceny - z pewnością nie
przestawią się spontanicznie na inny sposób porozumiewania.
Natomiast przy odpowiedniej zachęcie mogą popracować nad wy-
robieniem sobie lepszych nawyków czy rutyny.
Jeśli partnerzy wspólnie decydują się na mówienie o tym,
co się pomiędzy nimi dzieje, wtedy wiadomo, Ŝe naraŜają się
obydwoje, więc powaŜnym i zasadniczym rozmowom przestaje to-
warzyszyć atmosfera zagroŜenia, nikt nie musi się wychylać z
inicjatywą, moŜna nawet losować, kto zaczyna. W poradni do-
kładnie uzgadnialiśmy, Ŝe na przykład we wtorki po połoŜeniu
dzieci spać zawsze przeznaczają na ten cel po pół godziny lub
trzy kwadranse i obydwoje mają powiedzieć, co złego i co dob-
rego spotkało ich ze strony tego drugiego w minionym tygod-
niu.
Gdybyś się zdecydował wprowadzić taki zwyczaj w swoim
związku, musisz trzymać się kilku zasad. Trzeba pilnować: a)
Ŝeby nie skończyło się na samym postanowieniu; to naturalne,
Ŝe - tak jak od kaŜdej trudnej rzeczy - będziecie mieli chęć
się wykręcić; b) Ŝeby kaŜdy miał z góry uzgodnioną ilość cza-
su, a potem zmiana (np. Gosia kwadrans, Andrzej kwadrans,
Gosia kwadrans, Andrzej kwadrans - po dwóch-trzech próbach
będziecie wiedzieli, jaki czas jest dla Was najwygodniejszy);
c) Ŝeby w tych uzgodnionych ramach czasowych nie przerywać
sobie nawzajem; d) Ŝeby mówić i o plusach, i o minusach, na-
wet gdyby na początku trzeba było wyszukiwać coś na siłę (je-
dnym jest trudniej mówić o dobrym, innym o złym, to teŜ jest
naturalne); e) Ŝeby zaczynać od Ŝalów i pretensji, a kończyć
na rzeczach pozytywnych, miłych, ciepłych.
4. Z czym jeszcze mogą być kłopoty?
Sądzę, Ŝe miałeś okazję stwierdzić to sam w róŜnych sytu-
acjach: niekorzystne myślenie o sobie jest samospełniającym
się proroctwem. Nie jestem w stanie omówić rozlicznych dzie-
dzin, w których moŜe Cię hamować i ograniczać, jednak muszę
poświęcić parę słów przynajmniej nauce i pracy. Co do zdolno-
ści uczenia się - mam sporą wprawę w przebijaniu się przez
uporczywe złe mniemanie o sobie osób uczących się języków ob-
cych i pracy z komputerem. To równie dobre przykłady jak kaŜ-
de inne.
We wmawianiu sobie, Ŝe "komputer to nie dla mnie" i "nig-
dy się tego nie nauczę" celują kobiety. JeŜeli juŜ potrzeba
albo chęć zmusi którąś z moich zaprzyjaźnionych pań, Ŝeby je-
dnak spróbować, zaczynam od tego: "Ta maszyna nie jest duŜo
bardziej skomplikowana od pralki automatycznej. Umiesz ją ob-
sługiwać? Jeśli tak, to z komputerem teŜ dasz sobie radę".
Oczywiście początkowo nie wierzą, ale stopniowo - parę pros-
tych operacji, Ŝeby przekonać się, Ŝe to skomplikowane zwie-
rzę jest posłuszne - nabierają pewności siebie. "Napisz coś,
wydrukujemy to", Ŝeby mogły szybko zobaczyć efekt swojej pra-
cy. I jeszcze namawiam je do robienia błędów, Ŝeby się z nimi
oswoiły i przy samodzielnych próbach nie wpadały w totalną
bezradność, kiedy coś pójdzie nie tak.
Z nauką języków jest podobnie. Jest mnóstwo ludzi, którzy
latami obiecują sobie, Ŝe zabiorą się za angielski czy fran-
cuski, i nie robią tego, bo nie wierzą, Ŝe coś im wyjdzie.
Znam na to dwa sposoby proste i trzeci pracochłonny. Pierw-
szy: weź obcojęzyczną gazetę i na dowolnej stronie (byle nie
z ogłoszeniami) znajdź 100 słów, które rozumiesz. Nie uda Ci
się to po grecku czy po węgiersku, ale angielski, niemiecki,
włoski, hiszpański, nawet holenderski czy portugalski od razu
stanie się bardziej przezroczysty.
Drugi sposób polega na tym, Ŝeby przed kaŜdą lekcją czy
odrabianiem zadań domowych powtórzyć sobie kilka razy na głos
(jeśli się boisz, Ŝe rodzina uzna Cię za wariata, który gada
sam do siebie, zrób to szeptem): "Angielski sam wchodzi mi do
głowy". JeŜeli jesteś zainteresowany innym językiem, wstaw go
Strona 18
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
w miejsce angielskiego.
I sposób trzeci: poproś kogoś, Ŝeby wskazał Ci prosty i
niezbyt długi, a interesujący dla Ciebie tekst, i przetłumacz
go ze słownikiem. MoŜe się okazać, Ŝe satysfakcja ze zrozu-
mienia czegoś, na czym Ci zaleŜało, jest większa niŜ niepora-
dność językowa. Moje pokolenie z duŜym skutkiem uczyło się
angielskiego na Beatlesach, a rosyjskiego na OkudŜawie.
Opowiadam to wszystko, Ŝeby było widać, co oznacza czy
teŜ z czego się składa owo "nie potrafię się tego nauczyć".
Na pierwszym miejscu oczywiście króluje ogólne poczucie nie-
moŜności. Ale waŜne jest teŜ i to, Ŝe ani Twoi dotychczasowi
nauczyciele, ani Ty sam nie mieliście wprawy w stopniowaniu
trudności, wybieraniu na początek zadań, których dobre wyko-
nanie zachęciłoby Cię do dalszych prób. Nie było teŜ pomostu
do czegoś, co juŜ umiesz. A poza tym nie miałeś okazji prze-
Ŝyć choćby niewielkiej satysfakcji związanej z wstępnym opa-
nowaniem nowej umiejętności.
Chcę Ci na zakończenie tego wątku powiedzieć jedną rzecz:
Ŝeby przekonać mnie, Ŝe nie jesteś w stanie czegoś się nau-
czyć, musiałbyś zuŜyć bardzo duŜo energii i czasu. A myślę,
Ŝe i tak by Ci się nie udało.
Teraz sprawa pracy. Odnosi się do niej to wszystko, co
mówiłam o trudnych początkach. Na niepewność związaną z nową
sytuacją i nowymi zadaniami nakłada się jeszcze coś - po-
wszechny niedobry zwyczaj, Ŝe przełoŜeni niechętnie wyraŜają
uznanie, za to dość skrupulatnie wytykają błędy i z upodoba-
niem ganią. Jeśli juŜ i tak nie myślisz o sobie zbyt dobrze,
pogrąŜasz się w tym jeszcze bardziej. I często nawet nie
umiesz zobaczyć, kiedy z nieporadnego nowicjusza zmieniasz
się w kompetentnego fachowca. A dopóki czujesz się "młodszym
kolegą", Twoi współpracownicy i zwierzchnicy teŜ mają skłon-
ność, Ŝeby Cię tak traktować. MoŜe warto co pewien czas spra-
wdzać to przekonanie?
Jednym z łatwo dostępnych sprawdzianów jest robienie od
czasu do czasu - co pół roku, co rok - bilansu własnych doko-
nań. Szczegółowo i konkretnie: kartka papieru, Twoje prywatne
podliczenie, ile i czego wykonałeś w "okresie sprawozdaw-
czym". Sama tak robię, bo mnie teŜ nieraz przychodzi do gło-
wy, Ŝe od dłuŜszego czasu nic godnego uwagi nie zrobiłam.
Muszę powiedzieć, Ŝe ilekroć kogoś namówiłam na takie
sprawozdanie, zawsze kończyło się radosnym zaskoczeniem. A
gdyby nawet wyszło Ci inaczej, przynajmniej będziesz miał ja-
kąś miarę, rozeznanie, Ŝe Twoje "nic nie zrobiłem" oznacza" o
trzy za mało" w jednej sprawie, "nie dość starannie" w innej,
a w pozostałych nie najgorzej. Zobacz, Ŝe to zupełnie inny
punkt wyjścia, gdybyś chciał coś zmienić.
Najlepiej takie podliczenie robi niepracującym matkom,
które często uwaŜają, Ŝe czas przecieka im przez palce, są
źle zorganizowane i z niczym nie dają sobie rady. JeŜeli je-
szcze krytykuje je w tym duchu mąŜ albo teściowa, trudno
przekonać je inaczej niŜ robiąc bilans czasu. Mówię o tym
przy okazji pracy, poniewaŜ uwaŜam, Ŝe zajmowanie się małym
dzieckiem i domem to cięŜka i odpowiedzialna praca, niejedno-
krotnie trudniejsza niŜ zajęcia zawodowe.
W podsumowaniu chcę przypomnieć, Ŝe w kaŜdej z wymienio-
nych dziedzin - w małŜeństwie, w nauce, w pracy - Twoje zda-
nie o sobie jest waŜnym czynnikiem sprawczym. Mówiąc proś-
ciej, kiedy jest dobre, lepiej funkcjonujesz i Ty, i często
inni wokół Ciebie; kiedy jest złe, wyrabiasz się z reguły go-
rzej.
Podstawowa zasada postępowania byłaby tutaj taka: nie
ufaj swoim ogólnym złym opiniom o sobie spróbuj je podwaŜać,
zbieraj dowody na to, Ŝe nie masz racji, kiedy się tak dołu-
jesz.
5. Obiektywność nie ma tu nic do rzeczy
Namawiam Cię, Ŝebyś konkretnie i szczegółowo analizował
swoje przeświadczenia na własny temat, poniewaŜ przekonałam
Strona 19
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
się, Ŝe niskie poczucie własnej wartości w róŜnych dziedzi-
nach potrafi mieć niezbyt wiele wspólnego z obiektywną rze-
czywistością sprowadzoną właśnie do namacalnych konkretów.
Chcę opowiedzieć tu o dwóch przypadkach, kiedy kontrast mię-
dzy ogólną złą oceną a jej rozpisaniem na poszczególne eleme-
nty był wyjątkowo dobrze widoczny.
Jedna to opowieść Marka, pacjenta z grupy dla osób z ner-
wicą, w której byłam obserwatorem, kiedy uczyłam się swego
zawodu. OtóŜ Marek uwaŜał, Ŝe jest nie dość sprawny fizycznie
i wysportowany. Jego niedościgłym wzorem był ojciec, kapitan
marynarki, któremu chciał zaimponować. Zapytany, czy uprawiał
kiedyś jakiś sport, Marek wymienił jeździectwo, pływanie i
parę innych dyscyplin, w których osiągał bardzo dobre wyniki.
Kiedy doszedł do tego, Ŝe zdobył mistrzostwo Polski w skokach
spadochronowych, grupa zaczęła się śmiać. On w pierwszej
chwili nie zrozumiał, co ludzi tak bawi, więc chichocąc za-
częli mu tłumaczyć, Ŝe wyŜej w męskich sportach wspiąć się
juŜ nie moŜna.
Bohaterką drugiej sytuacji, teŜ w grupie terapeutycznej,
była Lusia, trzydziestoletnia pracująca męŜatka, matka dwojga
dzieci. Płacząc oskarŜała się o to, Ŝe jest wyrodną matką i
złą Ŝoną, nie dba o dom i rodzinę, poświęca im za mało czasu
i starań. Na marginesie dodam, Ŝe pracowała na półtora etatu.
Poprosiłam Lusię, Ŝeby opowiedziała, jak wygląda jej powszed-
ni dzień i sobota z niedzielą, szczegółowo, od rana do wie-
czora. W tej grupie było nas jeszcze pięć w podobnej sytua-
cji, jednocześnie matek i pracownic. Wszystkie opowiedziałyś-
my o swoim gospodarowaniu czasem i okazało się, Ŝe kaŜda -
chociaŜ ma tylko jedną pracę - poświęca obowiązkom domowym i
rodzicielskim mniej więcej tyle samo czasu co Lusia.
MoŜna powiedzieć, Ŝe tych dwoje to wyczynowcy. I rzeczy-
wiście, a mimo to wynikom ich Ŝyciowych starań nie udało się
przebić przez uporczywe przeświadczenie, Ŝe nie sprawdzili
się w waŜnych dla siebie dziedzinach. Tym bardziej trudno mi
uwierzyć, Ŝe uda się to w Twoim przypadku, skoro nie skaczesz
ze spadochronem i nie pracujesz na półtora etatu (trochę się
niepokoję, czy aby te przykłady - powtarzam, wyjątkowe - znów
nie wpędziły Cię w kompleksy).
Dlatego jeszcze raz namawiam Cię do sprawdzania swego
ogólnego mniemania o sobie za pomocą rozkładania go na czyn-
niki pierwsze. Nic nie zrobiłeś w tym tygodniu? Wypisz, czym
się zajmowałeś w kaŜdym kolejnym dniu. Zawsze wszystko gu-
bisz? Przypomnij sobie ostatnie trzy przypadki, kiedy Ci coś
zginęło. Jesteś złym pracownikiem? Sprawdź, ile razy i za co
zganił Cię ostatnio szef. MoŜe uda Ci się prześledzić to bar-
dziej szczegółowo i konkretnie, a dzięki temu bardziej reali-
stycznie - i w korzystniejszym świetle - zobaczyć siebie.
6. Na wierzchu i pod spodem
Chciałabym wspomnieć o jeszcze jednej konsekwencji nis-
kiej samooceny, która chyba Ciebie nie dotyczy. Jeśli zabra-
łeś się do czytania tej ksiąŜki, to na pewno masz świadomość
swoich kłopotów i chęć zmiany. Natomiast sytuacja, którą te-
raz chcę opisać, dotyczy ludzi nieświadomych swoich komplek-
sów. Chodzi mi o zarozumialców, szpanerów, zadufków - osoby,
które za wszelką cenę usiłują udowodnić swoją wyŜszość. OtóŜ
chcę Ci zwrócić uwagę, Ŝe w gruncie rzeczy są do Ciebie pod-
obni.
Przypomina mi się Wiśka, która nie dawała nikomu dojść do
słowa; Paweł, który zawsze wiedział lepiej; Monika próbująca
oczarować wszystkich męŜczyzn bez wyboru; Kuba zawsze gotowy,
Ŝeby lekcewaŜąco wypowiedzieć się o cudzych osiągnięciach,
choćby to nawet była nagroda Nobla. Zawsze myślałam o nich ze
współczuciem. Skoro tak bardzo chcieli udowodnić całemu świa-
tu, Ŝe są lepsi - albo Ŝe inni są gorsi, co na jedno wychodzi
- to rozumiem, Ŝe sami bynajmniej nie byli o tym przekonani.
Czuli się tak niepewnie, Ŝe aŜ musieli zbudować sobie ca-
łą sztuczną konstrukcję, teatr pozorów, Ŝeby zasłonić przed
Strona 20
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
ludźmi swoje prawdziwe samopoczucie. Zresztą robili to nie ze
złej woli, tylko dlatego, Ŝe było im - tak jak Tobie - trudno
ze sobą wytrzymać. Z czasem tak zŜyli się z odgrywaną przez
siebie rolą, Ŝe stracili kontakt ze swoim wnętrzem, swoimi
prawdziwymi przeŜyciami.
Myślę, Ŝe czasem im zazdrościsz łatwości, z jaką przed-
stawiają swoje zdanie, siły przebicia i pewności siebie. Rze-
czywiście, z wieloma sytuacjami radzą sobie lepiej od Ciebie,
ale czy lepiej się czują? Nie jestem o tym przekonana. Wiem
na pewno, Ŝe dopadają ich załamania i depresje, nagle prze-
stają się wyrabiać i wtedy czują się bardziej bezradni od
Ciebie. A przede wszystkim kiepsko im się układają kontakty z
ludźmi.
Paradoksalnie, potrzebują tego samego co Ty: uznania, do-
cenienia, pochwały. A inni wcale się do tego nie kwapią. Sam
pewnie wiesz, Ŝe jak ktoś się wywyŜsza, masz go ochotę nie
pochwalić, tylko ściągnąć na ziemię, przekłuć szpilką jak ba-
lon, Ŝeby uszło powietrze.
Ci, którzy naprawdę siebie lubią, znają swoją wartość i
mają zaufanie do własnych moŜliwości, nie muszą się przed ni-
kim wykazywać. Nie potrzebują ciągłych potwierdzeń od innych,
bo rzeczy oczywiste nie wymagają dowodów. Są zwyczajnie skro-
mni, nie muszą teŜ ukrywać wad i słabości, Ŝyć z ciągłą oba-
wą, Ŝe ktoś ich zdemaskuje. Ich spokój i harmonia wewnętrzna
promieniują na zewnątrz, a ludzie lgną do nich i kochają -
zdawałoby się - za nic.
7. Prawie wszystko moŜesz
KaŜdy z nas wykorzystuje tylko niewielki procent siły
swoich mięśni i moŜliwości swojego umysłu. I nie jest to moje
poboŜne Ŝyczenie ani wyraz ogólnej wiary w człowieka, tylko
wynik Ŝmudnych i wieloletnich badań fizjologów. Jak sądzę,
osiągamy tak mało w stosunku do swoich moŜliwości między in-
nymi dlatego, Ŝe brak nam wiary w ich ogrom i róŜnorakość.
Przez wiele lat zgromadziłam niemałą kolekcję opowieści z
literatury i z Ŝycia o ludziach, którym udało się dokonać
rzeczy niemoŜliwych. Joanna D'Arc zebrała wielką armię i po-
prowadziła ją do walki, Ghandi bez przemocy uwolnił Indie od
Anglików, Jacek Kuroń zapoczątkował ruch społeczny, dzięki
któremu runął w Polsce ustrój komunistyczny - to są przykłady
szeroko znane.
Ale chcę teŜ wspomnieć o kilku innych, znacznie skromnie-
jszych, a równie nieprawdopodobnych. Mówię "nieprawdopodob-
nych", poniewaŜ zanim te osoby zrobiły to, co zrobiły, wszys-
tkim wokół wydawało się to niemoŜliwe. Jak choćby Tadeusz Pa-
ciorek, psycholog więzienny z Siedlec, który przez parę lat
dobijał się o wprowadzenie grup Anonimowych Alkoholików do
zakładów karnych. Kto trochę wie o polskim więziennictwie,
przyzna, Ŝe taki pomysł całkiem niedawno musiał wydawać się
szalony. Dzisiaj mamy w Polsce juŜ kilkadziesiąt grup AA za
kratkami, są nawet stosowne odgórne instrukcje ułatwiające
zakładanie nowych. Zawsze, kiedy spotykam Tadeusza, mam wra-
Ŝenie, Ŝe kontaktuję się z człowiekiem, który przebił głową
mur.
Inny przykład to Ewa Milewicz, kobieta po chorobie Heine-
go-Medina, której tak trudno się poruszać, Ŝe problemem dla
niej jest nawet wejście na schody. A jednak: była w opozycji
jeszcze przed Sierpniem 1980, w stanie wojennym aktywnie
działała w podziemiu, dziś jest w czołówce dziennikarzy "Ga-
zety Wyborczej". Ale najbardziej Ewa zadziwiła mnie tym, Ŝe
po wyjściu za mąŜ urodziła i wychowała dziecko, choć w jej
sytuacji wydawało się to zamiarem ponad siły. Córka Ewy jest
juŜ na studiach i stanowi Ŝywy dowód na to, Ŝe rzeczy niemoŜ-
liwe są moŜliwe.
I wreszcie trzeci przykład: Tadeusz Orłowski, niepełnos-
prawny zdobywca Tatr. Wybitny lekarz, członek Polskiej Akade-
mii Nauk, dziś juŜ starszy pan, naleŜał do najlepszych pol-
skich taterników swojego pokolenia. Ma jedną nogę krótszą,
Strona 21
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
mocno utyka, a mimo to dokonał pierwszych przejść wielu dróg
wspinaczkowych w Tatrach. Tak trudnych, Ŝe podobno wśród na-
szych alpinistów kursuje powiedzenie: "Ja na drogi Orłowskie-
go wolę chodzić na drugiego" (bo wtedy spadanie jest mniej
niebezpieczne). Myślę, Ŝe kto inny na jego miejscu nawet by
się nie wybrał na dłuŜszy górski spacer.
Nie namawiam Cię tutaj, Ŝebyś nastawiał się na przebudowę
świata albo całkiem nie licząc się z okolicznościami porywał
się z motyką na słońce. Chcę tylko uprzytomnić Ci, Ŝe zasad-
nicza róŜnica pomiędzy tymi osobami a innymi jest taka, Ŝe
one wierzyły w moŜliwość osiągnięcia z pozoru nierealnych ce-
lów. Chcę korzystając z ich przykładu przekonać Cię, Ŝebyś -
zanim odruchowo, z nawyku powiesz o czymś "to nie dla mnie" -
zastanowił się nad tym. MoŜe jednak warto zakreślać swoje
plany ambitniej, a nawet duŜo ambitniej, niŜ masz w zwyczaju?
Rozdział III: O ładowaniu akumulatorów, nagrywaniu płyt i
filtrach
Gdyby Ci się zdawało, Ŝe ten rozdział został przez pomyłkę
przeniesiony z innej ksiąŜki, to chcę Cię uspokoić, Ŝe jednak
tak nie jest. Nadal będziemy się zajmować poczuciem własnej wa-
rtości, a konkretnie tym, jak ono się kształtuje. Poprostu
czasem lubię porównywać mechanizmy psychologiczne do jakichś
urządzeń, bo wtedy najwaŜniejsza zasada funkcjonowania staje
się lepiej widoczna - wpływy, jakim podlega psychika ludzka, są
tak skomplikowane i róŜnorodne, Ŝe często warto opisać coś za
pomocą pewnego skrótu.
Akumulator jako model pojawił mi się tak dawno, Ŝe juŜ
nawet nie pamiętam kiedy. Na pewno było to w momencie, gdy
czułam się wyczerpana, na resztkach energii i bez szans na
oparcie w kimś z zewnątrz, kto mógłby mi pomóc doładować nie-
co nowych sił i optymizmu. Potem się okazało, Ŝe nie ja jedna
mam podobne skojarzenia, w kaŜdym razie dla bardzo wielu osób
jest ono czytelnym i równie wygodnym skrótem myślowym jak dla
mnie.
O czymś w rodzaju zapisów czy teŜ nagrań w psychice czło-
wieka mówi wielu autorów, a w języku potocznym teŜ natrafiamy
na wyraźne ślady tego typu skojarzeń, kiedy mówimy, Ŝe coś
komuś w duszy gra albo Ŝe stale powtarza starą śpiewkę. Ta
analogia przyda nam się teŜ w następnym rozdziale, kiedy bę-
dę mówić o tym, jak wymazywać stare nagrania i nagrywać czy
zapisywać inny tekst - moŜe melodię? - w miejsce starego,
który nie najlepiej Ci słuŜy. Zaś do filtrów dojdziemy w sto-
sownym momencie.
Wszystkie te porównania czy modele mają swoje zalety
(prostota, czytelność, łatwość przekazywania innym), ale teŜ
zasadniczą wadę: nie do wszystkiego pasują, naduŜywane nie
sprawdzają się.
1. JeŜeli jesteś jak gramofon...
Wróćmy do ćwiczenia z początku - uzupełniania zdania
"Ania jest...". Jest to najbardziej zwięzły i zarazem bardzo
archaiczny opis Twego poczucia własnej wartości. Jak juŜ mó-
wiłam, mnie przez całe lata pojawiało się - mimo całkiem nie-
złych zdolności intelektualnych - zdanie "Ania jest głupia".
I Ŝadne dobre stopnie, sukcesy na studiach, rozpoczęty dokto-
rat, nawet napisane ksiąŜki nie potrafiły tego zmienić. Dla-
czego?
Bo w głowie miałam - Ty teŜ masz - jakiś wcześniejszy za-
pis, jakieś przeświadczenie na własny temat, twarde jak skała
i jak skała odporne na wpływy zewnętrzne. Trudno je zmienić,
bo pochodzi z najwcześniejszego okresu Ŝycia, jeszcze z nie-
mowlęctwa. Pamiętasz film Disneya o śpiącej królewnie? Jest
tam scena, kiedy trzy zacne grubiutkie wróŜki pochylają się
nad kołyską królewskiej córki i dotykając jej róŜdŜkami prze-
Strona 22
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
powiadają, Ŝe będzie piękna, dobra i mądra. Z nami wszystkimi
było podobnie: nad kołyską albo trochę później jakieś waŜne
osoby powiedziały nam, jacy będziemy.
MoŜe nie tyle powiedziały, co mówiły wiele razy i w ciągu
wielu lat. MoŜe nie zawsze mówiły, tylko dawały do zrozumie-
nia poprzez gest czy minę, jak równieŜ poprzez to, czego nie
robiły. Dziesiątki razy we wspomnieniach z dzieciństwa, jakie
słyszałam w prowadzonych przez siebie grupach, powtarzały się
gorzkie słowa: "Nikt mnie nigdy nie brał na kolana, nie przy-
tulał, nie głaskał po głowie, nie chwalił". W pierwszych la-
tach Ŝycia - jedni mówią o pierwszym roku, inni o dwóch la-
tach, jeszcze inni o pięciu albo nawet dłuŜej - nagrało Ci
się w głowie szereg płyt z informacjami o tym, jaki jesteś, o
Twojej urodzie, zdolnościach, moŜliwościach.
Weźmy sobie prosty przykład. Maluch postawił trzy klocki
jeden na drugim i przyszedł do mamy ze słowami: "Patrz, jaki
zbudowałem piękny pałac". Rzecz zresztą mogła dziać się zna-
cznie wcześniej nie przyszedł, tylko przyczołgał się na czwo-
rakach i nie powiedział, tylko spojrzał pytająco. Od tego, co
zrobi matka, zaleŜy teraz, jakie nagranie na własny temat za-
pisze się w głowie jej dziecka.
Rozpatrzmy kilka moŜliwości zakładając, Ŝe tak właśnie
matka reaguje często, na tyle często, Ŝe u dziecka wytwarza
się na tej podstawie przekonanie o naturze świata. Tak, tak,
myśl Ŝe nie przesadzam dla niemowlaka do roku czy półtora ma-
tka stanowi prawie cały świat, więc to ona jest głównym źród-
łem poczucia, Ŝe ten świat jest Ŝyczliwy, godny zaufania,
bezpieczny, czy teŜ obojętny albo wręcz szorstki i wrogi.
MoŜliwość pierwsza - mama zajęta czym innym nie zwraca
uwagi na dziecko. Skutek: wytwarza się u niego przekonanie,
Ŝe "Ŝadne moje starania czy osiągnięcia nie mają znaczenia".
MoŜliwość druga - mama zirytowana na przykład na ojca al-
bo bardzo zmartwiona brakiem pieniędzy odburknie, Ŝeby dać
jej spokój. Skutek: powstaje zapis, Ŝe "kiedy coś mi wycho-
dzi, inni złoszczą się i opędzają ode mnie".
MoŜliwość trzecia - mama odezwie się lekcewaŜąco: tylko
trzy klocki? i stoją krzywo! Skutek: "Ŝebym nie wiem jak się
starał, nic godnego uwagi mi nie wyjdzie, nie uda się zasłu-
Ŝyć na uznanie".
MoŜliwość czwarta - mama pochwali "ślicznie, synku! " i
pogłaszcze albo popatrzy z ciepłą aprobatą. Skutek: "warto
się starać, potrafię!".
MoŜliwość piąta (a właściwie cała gama moŜliwości) - mama
pochwali, ale nawet nie spojrzy albo zrobi zniecierpliwioną
minę. Skutek: niepewność dezorientacja co do znaczenia róŜ-
nych sygnałów docierających ze świata, poczucie, Ŝe się ich
nie rozumie.
Naturalnie w rzeczywistości malutkie dziecko podlega naj-
róŜnorodniejszym wpływom, zwykle juŜ od początku otacza je
kilka osób, a matka nie jest automatem i zachowuje się raz
tak, a raz inaczej. MoŜna więc raczej mówić o tym, Ŝe suma
tych wszystkich oddziaływań składa się na powstanie pewnej
skłonności do odbierania świata. Sytuacja z klockami to celo-
we uproszczenie, zrobione po to, Ŝeby łatwiej było zaobserwo-
wać, jak kształtuje się poczucia własnej wartości.
Wydaje mi się, Ŝe przywiązujemy zbyt małą wagę do tego, w
jakim stopniu i w jaki sposób nasza własna historia odcisnęła
się w nas i jak wpływa na teraźniejszość. Pozwól, Ŝe odbę-
dziemy teraz tę wędrówkę: od początku Ŝycia do dorosłości.
2. Narodziny - najwaŜniejsza chwila w Ŝyciu
Psychika noworodka to nieomalŜe czysta, biała karta czy -
jeśli wolisz - zestaw nowych płyt, na których jeszcze nic nie
zostało nagrane. Dlatego wszystko, co do Ciebie wówczas do-
cierało, osadziło się bardzo głęboko, tworząc jakby fundament
tego, jakim się staniesz.
To, czego dowiadujesz się o sobie, moŜe pochodzić nawet z
czasów jeszcze wcześniejszych. W mądrości ludowej zawsze było
Strona 23
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
wiadomo, Ŝe kobieta w ciąŜy nie powinna oglądać strasznych
widoków, Ŝe trzeba chronić ją przed przykrymi przeŜyciami i
dostarczać nie tylko dobrego jedzenia, ale teŜ dobrych myśli,
otaczać miłością, zaś dookoła powinno być duŜo pięknych rze-
czy i muzyki.
JeŜeli lubisz racjonalne wyjaśnienia, to moŜe przekonywa-
jąco zabrzmi dla Ciebie przypuszczenie, Ŝe zapewne jest to
zjawisko o naturze biochemicznej: pod wpływem pozytywnych bo-
dźców, w dobrej atmosferze zmienia się wydzielanie wewnętrzne
i do płodu przez pępowinę docierają wraz z krwią matki inne
substancje. Wiele kobiet w ciąŜy odruchowo głaszcze się po
brzuchu, niektóre rozmawiają ze swoim jeszcze nienarodzonym
dzieckiem, co - dla mnie nie ulega wątpliwości - dobrze robi
takiemu małemu człowiekowi.
Z drugiej strony wiele kobiet, zwłaszcza w pierwszej cią-
Ŝy, przeŜywa bardzo duŜo lęku i napięcia. Gdyby mogły się nim
podzielić, opowiedzieć komuś o swoich obawach, juŜ to miałoby
dobroczynny, kojący skutek. MoŜe mogłyby usłyszeć coś pocie-
szającego - wiem, Ŝe kilka uspokajających słów potrafi rady-
kalnie zmienić na lepsze nastrój przyszłej matki. Jej natura-
lny obrońca i opiekun, przyszły ojciec, akurat tutaj często
nie potrafi wiele pomóc, bo sam bardzo się boi i woli unikać
niepokojących tematów.
W dodatku wszyscy - niestety - jesteśmy wychowani w ja-
kimś fałszywym kulcie macierzyństwa, który nakazuje kobiecie
być zadowoloną i szczęśliwą w oczekiwaniu na dziecko (mówi
się przecieŜ "błogosławiony stan"), a nie pozwala zdradzać
się z obawami i poczuciem dyskomfortu. Pozostaje więc albo
tłumić te uczucia, albo rozmawiać o nich tylko z kobietami,
które są bądź były w podobnej sytuacji. A ich opowieści zwy-
kle dodatkowo podsycają lęk.
Pamiętam, jak pod koniec pierwszej ciąŜy zostałam wcześ-
niej skierowana do szpitala i głównie chowałam głowę pod koł-
drę albo zasłaniałam się ksiąŜką (walkmanów jeszcze wtedy nie
było), Ŝeby nie słyszeć tego, co mówią moje współmieszkanki.
Bo cały czas opowiadały tylko o smutnych, przykrych, okrop-
nych i przeraźliwych rzeczach, jakie zdarzyły się i mogą zda-
rzyć przy porodzie lub po nim.
Przyszła matka rzadko moŜe dać upust napięciom i lękom,
więc nosi je niejako w sobie razem z przyszłym dzieckiem.
Dlatego nie jest rzadkością sytuacja, gdy ono, zanim się je-
szcze urodzi - tak przynajmniej twierdzą niektórzy, a ja się
z nimi zgadzam - odbiera komunikat, Ŝe coś w związku z nim
jest nie w porządku.
Wreszcie poród, zwykle bardzo higieniczny, ale teŜ bardzo
przykry i bezosobowy. Pierwsze wraŜenia, jakie atakują dziec-
ko przychodzące na świat w szpitalu, to ostre światło, prze-
raźliwie głośne dźwięki, straszne zmiany temperatury i mecha-
niczne dotknięcia rąk. To nie jest powitanie oczekiwanego go-
ścia, tylko taśmowa obróbka: mycie, krępowanie na sztywno w
kilka pieluch, zakraplanie czegoś do oczu, zastrzyk. I przede
wszystkim samotność. Są juŜ miejsca na świecie, gdzie jest
inaczej: dziecko rodzi się do rąk ojca, który z czułością i
troską przenosi je na brzuch matki. Myślę, Ŝe to zupełnie in-
ny start w Ŝycie.
PrzecieŜ i tak noworodek ma wystarczająco trudne zadanie.
Musi z przyjaznego i w stu procentach dostosowanego do jego
moŜliwości środowiska przenieść się w takie, do którego on ma
się przystosować. Musi nauczyć się oddychać, ssać, opanować
regulację temperatury - są to wszystko rzeczy, które wymagają
nieprawdopodobnego nakładu energii i wytęŜonego treningu. Je-
śli kompletnie bezbronny maluszek nie ma wtedy poczucia czy-
jejś ciepłej obecności, oparcia, źródła ukojenia, to juŜ u
samych początków nabiera przekonania, Ŝe nie jest wart opieki
i troski, Ŝe nie zasługuje na miłość.
Stanowimy kolejne pokolenie takich szpitalnych noworodków
i na pewno fakt, Ŝe jest wśród nas tak wiele osób o złej sa-
moocenie, po części z tego właśnie wynika. A swoją drogą,
Strona 24
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
ciekawa jestem, jakie będą dzieci rodzone bez lęku, w przy-
ćmionym świetle i cichych dźwiękach łagodnej muzyki, nie od-
rywane od matki, której cały czas towarzyszy ktoś bliski i
kochający.
Czy wiesz coś o tym, w jakiej atmosferze Ty przyszedłeś
na świat? W domu czy w szpitalu? Czy byłeś dla rodziców wy-
czekiwanym gościem, czy zbędnym balastem? Chcę się z Tobą po-
dzielić historią jednej z najbardziej promiennych osób, jakie
spotkałam w Ŝyciu, amerykańskiej terapeutki Heidi Schleifer.
Jej rodzice uciekli z hitlerowskiego obozu koncentracyj-
nego w Transylwanii i po wielokilometrowej pieszej wędrówce
znaleźli się w miejscu, z którego cudem przedostali się do
Szwajcarii. Heidi opowiadała: "Przyszłam tam na świat dokład-
nie w dniu, kiedy została wyzwolona Francja. Wszyscy szaleli
z radości. Nieznajomi rzucali się sobie na szyję, ludzie szli
po ulicach objęci, płakali ze szczęścia, śpiewali - a ja myś-
lałam, Ŝe to wszystko na moją cześć".
3. Miłość przenika przez skórę
To zdanie, które poraziło mnie swoją trafnością, pochodzi
z artykułu w czasopiśmie "Rodzice i Dziecko" (maj 1992),
gdzie wyczytałam, Ŝe w proporcji do wagi ciała niemowlę ma
około dwa razy większą powierzchnię skóry niŜ dorosły. I je-
szcze: "Dla niemowlęcia czułości ze strony matki są warunkiem
niezbędnym do Ŝycia, poniewaŜ kaŜde dotknięcie jest impulsem
dla mózgu i systemu nerwowego. Od dawna wiadomo, Ŝe rozwój
dzieci, które nie są głaskane i pieszczone, jest gorszy. W
skrajnych przypadkach brak kontaktu fizycznego prowadzić moŜe
nawet do śmierci".
Dlatego dawny zwyczaj noszenia niemowlaka w chuście na
piersiach czy na plecach i nasze dzisiejsze nosidełka, pozwa-
lające swobodnie poruszać się z maluszkiem przytroczonym do
brzucha lub biodra, mają dobroczynne działanie. Instynktowna
wiedza o waŜności kontaktu fizycznego sprawia, Ŝe często oj-
cowie - mniej niŜ matki przejęci straszliwymi bakteriami -
kładą sobie taką kruszynkę na brzuch albo pierś i tak spędza-
ją z nią czas ku obopólnemu wielkiemu zadowoleniu.
Widziałeś na pewno, jak matka albo babcia przewija lub
ubiera dziecko. Jeśli masz własne, czy zastanawiałeś się, jak
to robisz? Najczęściej jest to okazja do pieszczot i czułoś-
ci, ale niekiedy widuję mamy bardzo spięte albo zirytowane,
kiedy to robią. ZauwaŜyłam teŜ, Ŝe znaczna część matek - na-
wet tych najczulszych - omija róŜne partie ciała, na przykład
prawie nie dotyka dołu brzucha i narządów płciowych, chyba Ŝe
podczas mycia.
Kiedy juŜ byłam tego świadoma, zorientowałam się w pewnym
momencie, Ŝe przy przewijaniu mojej młodszej córki lepiej
traktuję tył niŜ przód, o wiele rzadziej dotykając jej klatki
piersiowej, brzuszka i podbrzusza. Starałam się to później
zmienić w obawie, Ŝeby moja mała nie została z informacją, Ŝe
jedne kawałki jej ciała są lepsze, a inne gorsze. Myślę, Ŝe
skoro miłość przenika przez skórę, niemowlaki powinno się
głaskać od stóp do głów.
WaŜne jest nie tylko dotykanie, lecz cały sposób kontak-
towania się, na przykład noszenie na rękach: moŜna jak oboję-
tny pakunek, a moŜna czule, miękko i wygodnie. WaŜnym źródłem
informacji o sobie jest teŜ dla malutkiego dziecka ton głosu
otaczających je dorosłych. Treści być moŜe jeszcze nie rozu-
mie, ale sens wyczuwa, głównie z tonu głosu. ZauwaŜyliście,
Ŝe matki, babcie, a często i ojcowie, kiedy mają poczucie, Ŝe
nikt się im nie przysłuchuje, zaczynają przemawiać do niemow-
laków takim specjalnym, wysokim głosem? To "ciu-ciu-ciu" nie-
których śmieszy, ale jego główny odbiorca jest zachwycony, bo
z tego czyta, Ŝe jest kochany, Ŝe lubi się z nim być.
Pomiędzy niemowlęciem a jego otoczeniem, zwłaszcza matką,
wkrótce wytwarza się odruchowy mechanizm porozumiewania się
bez słów, odczytywania stanów uczuciowych. Zwykle matka bar-
dzo szybko uczy się, Ŝe kiedy jest spięta, zdenerwowana, peł-
Strona 25
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
na niepokoju albo złości, wtedy jej dziecko zaczyna być pła-
czliwe, gorzej je, wyrywa się przy ubieraniu. W niedobrej at-
mosferze nawet karmienie piersią - tak wskazane dla dziecka
zarówno ze względu na wartość pokarmu, jak i moŜliwość najcu-
downiejszego dla niego kontaktu - moŜe okazać się niekorzyst-
ne.
Wyczytałam gdzieś kilkanaście lat temu sprawozdanie z ba-
dań amerykańskich nad dwoma rodzajami Ŝłobków. Jedne - w bo-
gatej dzielnicy, prowadzone były niezwykle higienicznie i
"naukowo", z fachowymi pielęgniarkami w charakterze opieku-
nek. Drugie - w dzielnicy biedoty miały kiepskie warunki lo-
kalowe i poziom czystości, zaś dziećmi zajmowały się proste
kobiety bez Ŝadnych kwalifikacji.
Pielęgniarki w obawie przed infekcją starały się jak naj-
mniej dotykać niemowlaków, a one mimo to bardzo duŜo chorowa-
ły, rozwijały się wolno, były apatyczne. Natomiast w "gor-
szych" Ŝłobkach maluchy były wesołe, energiczne, rozgarnięte
i zdrowe. O ile pamiętam, właśnie te choroby spowodowały całą
serię badań.
Nie udało się znaleźć Ŝadnego czynnika o charakterze me-
dycznym czy higienicznym, który mógłby je powodować. Domysły
skierowano więc w stronę psychologii i wtedy wyszło na jaw,
Ŝe ciepłe, gadatliwe murzyńskie nianie - które skubały, głas-
kały, przewracały, przytulały, nosiły dzieci - są właśnie tym
poszukiwanym elementem zapewniającym zdrowie i dobre samopo-
czucie.
A zatem w tym okresie Ŝycia, kiedy jeszcze nie potrafiłeś
porozumiewać się za pomocą słów, wieloma innymi drogami do-
cierały do Ciebie informacje kształtujące Twój autoportret.
Od tego, czy otaczała Cię wówczas atmosfera zadowolenia i za-
chwytu, czy lęku, złości i napięcia, zaleŜało nie tylko to
jak w niemowlęctwie spałeś i jadłeś, płakałeś czy nie, byłeś
zdrowy jak rydz czy chorowity, ale równieŜ to, jak się w póź-
niejszych latach czułeś na świecie i jak z tym jest dzisiaj.
Inaczej mówiąc, z tamtego okresu pochodzi podstawowy zrąb
Twego poczucia, Ŝe zasługujesz na miłość i radość Ŝycia albo
nie.
Muszę tu zrobić jedną dygresją, przeznaczoną zwłaszcza
dla kobiet, które mają do siebie pretensje, Ŝe za mało czasu
poświęcają dziecku. OtóŜ myślę, Ŝe lepsza od pełnego poświę-
cenia i ciągłej obecności jest sytuacja, kiedy matka potrafi
zorganizować sobie "wychodne", skoro poczuje, Ŝe ma dosyć
opiekowania się swoją pociechą i przesiadywania w domu.
Zajmowanie się malutkim dzieckiem to cięŜka praca i duŜy
wysiłek psychiczny, który wymaga przerw na odpoczynek i zmia-
nę otoczenia. JeŜeli matka sobie tego nie zapewni, często,
chcąc nie chcąc, daje dziecku odczuć, Ŝe jest nim zmęczona. I
mimo najlepszych intencji i najuczciwszych starań zamiast ko-
munikatu "dobrze mi z tobą", przekazuje coś wręcz przeciwne-
go: "jesteś dla mnie cięŜarem", "męczysz mnie", "złościsz
mnie".
Kiedy moja pierwsza córka miała cztery miesiące, a ja
chciałam być idealną matką i byłam juŜ na ostatnich nogach,
mądra lekarka - pediatra, która się nią opiekowała, powie-
działa do mnie: "Niech pani zadba o siebie, zajmie się trochę
czym innym. Małej jest potrzebna mama wypoczęta i zadowolona
z Ŝycia".
4. Na co mnie stać?
Odpowiedź na to pytanie kształtuje się nieco później, w
czasie, kiedy malutki człowiek zaczyna zdobywać świat: uczy
się siadać, stawać i chodzić, posługiwać się przedmiotami,
uruchamiać urządzenia. WciąŜ jeszcze jego osiągnięcia i pora-
Ŝki zaleŜą od innych, ale w coraz większym stopniu staje się
aktywnym uczestnikiem, a nie tylko obiektem ich zabiegów. Na
przykładzie nauki chodzenia najlepiej widać, jak powstaje po-
czucie "ja mogę" - ta część samooceny, od której będzie zale-
Ŝała aktywność i inicjatywa, zdolność osiągania sukcesów i
Strona 26
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
znoszenia niepowodzeń.
Dwuletni Krzyś, o którym chcę tu opowiedzieć, jest dziec-
kiem chyba nietypowym. Włazi na kredens w kuchni i na piani-
no, wędruje po poręczach foteli, skacze z murków i sprzętów
prawie tak wysokich jak on sam. Przewraca się czasami przy
bieganiu, ale rzadko kiedy płacze. Musi się naprawdę porząd-
nie rąbnąć, Ŝeby chciało mu się obwieszczać światu głośnym
rykiem, Ŝe coś sobie złego zrobił. Wyraźnie róŜni się od swo-
ich rówieśników sprawnością fizyczną i śmiałością.
Spytałam jego mamę, skąd się bierze ta róŜnica. A ona na
to opowiedziała mi, jak postępują słoniowe matki względem ma-
łych słoni, kiedy te mają się wygramolić z dołu albo wejść na
skarpę. Wyczytała to gdzieś i postanowiła przyjąć jako regułę
własnego postępowania. OtóŜ słoniątko samo wdrapuje się pod
górę tak długo i na tyle wysoko, jak da radę. I dopiero kiedy
zaczyna się obsuwać, słonica podpycha je trąbą, ale delikat-
nie, tylko na tyle, Ŝeby starało się dalej. Pozwala mu nawet
spadać, a z pomocą przychodzi dopiero wtedy, gdy zanosi się
na to, Ŝe małe zrezygnuje. Inaczej mówiąc, pozwala mu przeko-
nać się, ile potrafi, i wykorzystać do maksimum własne moŜli-
wości.
"Wiesz - mówiła dalej - strasznie się o niego boję i dla-
tego staram się być w pobliŜu i w razie czego złapać w locie.
Ale nie chcę, Ŝeby wyrósł na taką niezdarę jak ja. Mnie, kie-
dy byłam mała, mama albo babcia tak skutecznie chroniły przed
jakimkolwiek niebezpieczeństwem, Ŝe zawsze byłam jakaś taka
nieruchawa i nieporadna. Nie biegaj, bo upadniesz, nie skacz,
bo się potłuczesz - bez przerwy wbijali mi do głowy w dzieci-
ństwie. Wbijali, aŜ wbili chyba na zawsze."
Często dorośli próbują ochronić dziecko albo ułatwić Ŝy-
cie jemu i sobie: nakarmię cię, bo się ubrudzisz; dam pić, bo
jeszcze rozlejesz; ubiorę, to będzie szybciej; przyniosę, Ŝe-
by ci nie było cięŜko. Na róŜne sposoby ograniczają jego dą-
Ŝenie do samodzielności. A do malucha, któremu nie pozwala
się próbować, dociera wyraźny komunikat, Ŝe "nie potrafisz,
nie moŜesz, tobie się nic nie uda".
5. Lepiej nie przeŜywać
Chcę tu powiedzieć o jeszcze jednym fragmencie autopor-
tretu, który zaczyna kształtować się na tyle wcześnie, Ŝe wa-
rto o nim mówić juŜ teraz, kiedy zastanawiamy się nad znacze-
niem najwcześniejszego etapu Ŝycia. Chodzi mianowicie o to,
co wolno, a czego nie wolno przeŜywać. W tym miejscu oddam
głos świetnemu angielskiemu psychoterapeucie Robinowi Skynne-
rowi, który opisuje powstawanie wewnętrznego zakazu przeŜywa-
nia na przykładzie złości.
"(...) Nasz maluch stopniowo nabierze przekonania, Ŝe złość
jest niedobra, poniewaŜ pozostała część jego rodziny czuje się
w obliczu złości bardzo nieswojo, niezręcznie i bardzo się jej
wstydzi. (...) Taki komunikat dociera do dziecka raz po raz.
Widzi ono równieŜ, jak bardzo jego złość smuci rodziców, jak
wcale nie potrafią sobie z nią poradzić i jak ignorują je albo
odsuwają się od niego czy nawet atakują, ilekroć ono samo pró-
buje ją okazać. Nie trzeba wiele czasu, Ŝeby dziecko teŜ zaczę-
ło przeŜywać złość jako coś niedobrego. Widzi przecieŜ, Ŝe nie
moŜe być kochane, kiedy się wścieka, a poniewaŜ wszystkie dzie-
ci chcą być kochane przez rodziców, chcą ich kochać i uszczęś-
liwiać - stara się ukryć przed nimi wszelkie przejawy własnej
złości.
Czyli kojarzy sobie złość z lękiem przed odrzuceniem, a to
dla dziecka musi być zagroŜeniem najgorszym z moŜliwych. (...)
W dodatku dziecko oczywiście ma jeszcze poczucie, Ŝe oszukuje,
poniewaŜ nie moŜe być naprawdę sobą. Czuje się w jakimś stopniu
odcięte od rodziców, bo nie jest akceptowane w pełni - musi
udawać, Ŝe nie przeŜywa złości. Ale oszukiwanie nie jest aŜ tak
złe, jak groźba kompletnego odrzucenia, więc zapewne wybierze
raczej to, by być fałszywym i kochanym niŜ autentycznie sobą,
ale odrzuconym.
Strona 27
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
Czyli odtąd, kiedy wydarzy się coś, co rozzłościłoby norma-
lnego malucha, to dziecko pohamuje swoją złość. AŜeby ukryć ją
przed rodzicami. A następnie nauczy się ukrywać ją przed sobą
samym, gdyŜ tylko w ten sposób zdoła zachować poczucie, Ŝe jest
warte miłości. Złość jest czymś aŜ tak niedobrym, Ŝe w ogóle
nie moŜe przyznać się do jej przeŜywania, nawet przed sobą.
Dlatego przyzwyczai się do niezauwaŜania złości - nauczy się
odcinać od niej - w końcu nabierze przekonania, Ŝe jej tam wca-
le nie ma. (...)
W kaŜdej rodzinie niektóre uczucia są uwaŜane za dobre, a
niektóre za złe. Złe umieszcza się za kurtyną i cała rodzina ma
rodzaj cichej, ale bardzo wiąŜącej umowy, Ŝe emocje ulokowane
za kurtyną muszą pozostać niezauwaŜone. Wszyscy udają, Ŝe ich
tam nie ma. Więc teŜ kaŜde kolejne dziecko uczy się usuwać te
same rzeczy z pola widzenia. Zwyczaj odcinania się od nich jest
przekazywany jak odra - ani celowo, ani świadomie, toteŜ nikt
nie wie, Ŝe się to dzieje". (Robin Skynner, John Cleese: "śyć w
rodzinie i przetrwać". Jacek Santorski & Co, Warszawa, 1992,
s.38-39)
A więc w róŜnych rodzinach dzieci uczą się, Ŝe nie wolno
przeŜywać, a przynajmniej okazywać róŜnych uczuć i tym sposobem
stają się jakby okaleczone emocjonalnie. Ma to dwojaki wpływ na
poczucie własnej wartości. Weźmy tym razem jako przykład ból i
rozpacz, Ŝeby pokazać, jakie skutki ma zakaz odczuwania. Po
pierwsze - kiedy zakazane uczucie pojawia się (a pojawiać się
musi, bo tak jest skonstruowany człowiek, Ŝe reaguje bólem i
rozpaczą na przykład na rozstanie z kochaną osobą czy pozbawie-
nie waŜnej dla siebie rzeczy), w ślad za nim narasta przekona-
nie, Ŝe jestem "nie w porządku", jestem "niedobry".
Spróbuj sobie uprzytomnić, ile razy w dzieciństwie musiałeś
jakoś zareagować na to,Ŝe mama wychodzi, Ŝe trzeba wyjechać od
babci, Ŝe ojca nie ma, gdy go potrzebujesz. Albo tragedia, kie-
dy zgubiła się ulubiona zabawka - takich i podobnych zdarzeń
były dziesiątki. Jeśli otaczający Cię dorośli dawali Ci do zro-
zumienia, Ŝe nie naleŜy płakać, bardzo często musiałeś mieć po-
czucie, Ŝe nie jesteś taki, jak trzeba, skoro zbiera Ci się na
płacz.
Po drugie - odcinając się od własnych bolesnych uczuć mu-
siałeś stracić zdolność rozpoznawania ich u innych i odpowiada-
nia współczuciem. Chciałeś być dobry, współczujący - wszystkie
dzieci chcą - ale jakoś Ci to nie wychodziło i zresztą nadal
nie wychodzi. Nie wiesz, jak się zachować, co powiedzieć, kiedy
przytulić, zaproponować pomoc. A czując się niewojo z cudzym
bólem, unikasz go i w ten sposób oddalasz się od ludzi nawet
bardzo Ci bliskich. I teŜ dochodzisz do wniosku, Ŝe coś musi
być z Tobą nie w porządku, skoro Twoje kontakty są tak powierz-
chowne.
To samo moŜna powiedzieć o wielu rozmaitych uczuciach: za-
zdrości, radości, wstydzie i wszystkich innych. Odcięcie od
któregokolwiek - a trening w tej sprawie zaczyna się bardzo
wcześnie, jeszcze przed nauką siadania na nocniku - powoduje,
Ŝe czujesz się gorszy i nie moŜesz w pełni zaakceptować siebie.
6. "KaŜdy jest dzieckiem podszyty"
Takim wnioskiem kończy się jedno z opowiadań w moim ulubio-
nym zbiorze Gombrowicza zatytułowanym "Bakakaj", który juŜ tu-
taj cytowałam. Oczywiście w pełni podzielam ten pogląd. To, co
zostanie przekazane małemu dziecku przez najbliŜsze otoczenie
czyli rodzinę, zapisuje się bardzo głęboko z dwóch powodów. Po
pierwsze - jest to zwykle najwcześniejszy i przez parę lat je-
dyny model, jaki widzi z bliska, najwaŜniejsza pula doświadczeń
i informacji, w tym oczywiście równieŜ informacji na własny te-
mat. Po drugie - rodzice są tak waŜnymi osobami, od ich opieki
i miłości zaleŜą dosłownie szanse przetrwania, Ŝe dzieci nie
mają innego wyjścia: muszą dostosować się do sposobu Ŝycia i
myślenia, jaki się im proponuje.
Wpływ rodziców moŜe być bardzo wyraźnie widoczny lub
ogromnie subtelny: od solidnego klapsa za to, Ŝe maluch do-
Strona 28
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
tknął panią w kolejce (na marginesie: przyjrzyj się, jaki po-
płoch budzi u mamuś "dotykalskie" dziecko i jaki to musi mieć
wpływ na późniejsze trudności w kontaktach fizycznych) do ba-
rdziej uwaŜnego spojrzenia, nieznacznego uniesienia brwi,
kiedy zrobił coś niestosownego.
MoŜe to być bicie, ale moŜe teŜ być kara równie dotkliwa,
mianowicie odmowa miłości. Jeśli nie sam, to u innych na pew-
no słyszałeś zdanie: "Jak nie zjesz zupki (nie włoŜysz kapci,
nie przestaniesz wrzeszczeć, nie pocałujesz cioci), mamusia
nie będzie cię kochała". I znów, nie musi tego mówić, wystar-
czy, Ŝe spojrzy w określony sposób, wzruszy ramionami, lekko
się zmarszczy.
Taka "warunkowa miłość" - jak się ją określa w niektórych
podręcznikach psychologii - jest niewątpliwie skuteczną meto-
dą uzyskiwania poŜądanych rezultatów. Jest łatwiejsza, mniej
pracochłonna, szybsza niŜ przekonywanie, zachęta, cierpliwe
znoszenie złych humorów i ataków wściekłości, jakie inaczej
nieuchronnie wywołują zakazy i nakazy nie po myśli wychowan-
ka. Tak jest wygodniej: dzieci pełne lęku, Ŝe rodzice prze-
staną je kochać, jeŜeli będą nieposłuszne, nie buntują się.
Są naturalnie gorsze rzeczy: maltretowanie, głodzenie,
całkowity brak zainteresowania i opieki. Ale uwaŜamy je za
wynaturzenie i kiedy wychodzą na jaw, rodzicom odbiera się
prawa rodzicielskie, a nawet stawia przed sądem. JuŜ samo
groŜenie czymś takim jest uwaŜane za znęcanie się nad dziec-
kiem. Natomiast groźba odebrania miłości jest traktowana jako
coś całkiem normalnego w arsenale podręcznych metod wychowaw-
czych. A dla mnie to jeden z najprzykrzejszych moŜliwych wi-
doków: mały człowiek idealnie grzeczny, apatyczny, co chwila
z niepokojem popatrujący na rodzica, czy aby jest w porządku.
To teŜ jest przeświadczenie, które moŜe zapisać się w
psychice na całe dalsze Ŝycie: miłość, akceptacja, zaintere-
sowanie to nie jest coś, na co zasługujesz sam przez się, Ty
jako taki, z tego tylko powodu, Ŝe jesteś; musisz na nie za-
robić, dostosować się do określonych oczekiwań, być taki a
nie inny. Dość szybko stajesz się własnym straŜnikiem - psy-
chologowie mówią, Ŝe "uwewnętrzniasz" te wymagania. I sam za-
czynasz się dołować, kiedy tylko nie zdołasz utrzymać się w
ramach, dawno temu narzuconych Ci z zewnątrz.
W poradni, kiedy zachęcałam ludzi do trochę innych zacho-
wań niŜ dotąd, często miałam wraŜenie, Ŝe reagują, jakby cho-
dziło o naruszenie jakiegoś straszliwego tabu. Gdy mówiłam na
przykład zaradnym, dzielnym kobietom, z pogodą znoszącym
przeciwności losu, Ŝe mogłyby pokazać męŜowi i dzieciom, ja-
kie w rzeczywistości są zmęczone i zagonione - nieraz reago-
wały na te moje sugestie autentycznym silnym lękiem. Po bliŜ-
szym rozpatrzeniu okazywało się, Ŝe boją się utraty uczuć
swoich bliskich, jeśli się zmienią; były przekonane, Ŝe są do
przyjęcia tylko w tej jednej wersji. Zawsze w takiej sytuacji
pytam: "A jak było u pani w domu rodzinnym?" i w 99% tam od-
najdujemy źródło owego lęku.
Zaręczam Ci, Ŝe z Tobą było tak samo. TeŜ musiałeś dosto-
sować się do oczekiwań, uwewnętrznić je i uznać, Ŝe wynik te-
go zabiegu to właśnie prawdziwy Ty. Nie miałeś innego źródła
wiedzy o sobie i siłą rzeczy musiałeś uwierzyć w to, co wy-
czuwałeś przez skórę, odczytywałeś z zachowania swoich naj-
bliŜszych, słyszałeś o sobie. Jednym słowem, Ty równieŜ jes-
teś dzieckiem podszyty.
Na Twoje pierwsze, najwcześniej zapisane w psychice prze-
konania na własny temat z czasem zaczynają nakładać się inne,
które mogą być zgodne lub sprzeczne z tamtymi, mogą je utrwa-
lać albo modyfikować. Ale późniejsze wpływy są zwykle słab-
sze, gdyŜ trafiają na coś, co juŜ jest nagrane. Owe istnieją-
ce nagrania stanowią jakby filtr, który z większą łatwością
przepuszcza informacje podobne do juŜ zgromadzonych, zaś
osłabia albo wręcz nie pozwala przedostać się tym, które od-
biegają od istniejącego zapisu. MoŜna tu uŜyć teŜ innego po-
równania: Ŝe jest to rodzaj okularów, które są róŜowe albo
Strona 29
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
ciemne i nadają odpowiedni odcień wszystkiemu, co widzimy.
Dlatego ktoś, kto nabrał przekonania, Ŝe jest okropny i
nie da się nawet lubić, a cóŜ dopiero kochać, moŜe latami być
głuchy na szczere komplementy i nie dostrzegać dowodów sympa-
tii. Trochę tak, jakby klawisz "play" w jego magnetofonie
wcisnął się na stałe i gra mu ciągle tylko "nikt mnie nie ko-
cha, nikt mnie nie lubi". Nawet w przyjaznym otoczeniu nie
rozstanie się z poczuciem, Ŝe tak naprawdę wcale nie jest
dobrze, a swoim zachowaniem faktycznie będzie zniechęcać
tych, którzy zechcą okazać mu Ŝyczliwość, miłość czy uznanie.
Ile razy moŜna na przykład powiedzieć: "podobasz mi się"
albo "mądrze myślisz" komuś, kto na kaŜdy taki tekst odwraca
wzrok, krzywi się, chce odejść, odpowiada "nie wygłupiaj się"
albo zastanawia, czego od niego chcesz? W kaŜdym razie widać,
Ŝe raczej nie sprawia mu to przyjemności, moŜe nawet jest
przykre. Oczywiście spróbujesz raz i drugi, ale potem zrezyg-
nujesz. To jakby działanie wbrew własnym potrzebom: osoby,
które mają najgorsze zdanie o sobie i dlatego najmocniej po-
trzebują dowartościowania z zewnątrz, najbardziej teŜ od nie-
go uciekają i nawet bronią się.
Natomiast jeśli główny motyw nagrany na płycie jakiejś
osoby brzmi "jestem sympatyczna i warta miłości", "dobrze mi
idzie", "ludzie mnie lubią", to z łatwością zobaczy ona i
usłyszy pozytywne sygnały z otoczenia, odpowie na nie i na-
stępnie zbierze kolejne dowody, umacniające ją w poczuciu
własnej wartości.
7. Goebbels miał rację
Szef hitlerowskiej propagandy twierdził, Ŝe dowolne kłam-
stwo powtarzane wystarczająco często i uporczywie wchodzi lu-
dziom do głowy. Mówił co prawda o propagandzie politycznej,
ale jestem gotowa posunąć się do stwierdzenia, Ŝe róŜne de-
precjonujące bzdury, które uwaŜasz za prawdę na swój temat -
przypomnę: Ŝe jesteś brzydki, niezdolny, niedobry, mało inte-
ligentny, nie nadajesz się do tego czy tamtego, a w trudnej
sytuacji juŜ na pewno nie dasz sobie rady - zostały Ci wmó-
wione na takiej samej zasadzie, jak nazizm Niemcom.
Raz zdarzyło mi się słyszeć coś podobnego w postaci rze-
czywiście zbliŜonej do okupacyjnej szczekaczki. Przechodziłam
ulicą obok naroŜnego domu i usłyszałam z okna na pierwszym
piętrze straszny wrzask. W pierwszej chwili sądziłam, Ŝe to
awantura małŜeńska, moŜe mąŜ wrócił do domu pijany. Brzmiało
to tak: "Co ty sobie myślisz, ty łajdaku! Myślisz, Ŝe ja ci
będę na wszystko pozwalała? Co ty sobie wyobraŜasz? Mam juŜ
przez ciebie kompletnie zdarte nerwy!" I niespodziewane zako-
ńczenie: "Ile razy będziesz jeszcze wychodził z kojca?" Myś-
lę, Ŝe skoro on był w stanie wyjść z kojca, to juŜ na pewno
rozumiał, co się do niego mówi.
Normalnie brzmi to o wiele znośniej i dlatego mniej zau-
waŜalnie. "Znowu rozlałeś mleko? Ale jesteś niedorajda", "Jak
ty okropnie wyglądasz! Idź się uczesz", "Dlaczego zawsze
wszystko gubisz?", "To nie do pomyślenia, Ŝeby tak brzydko
pisać" itd. itp. Muszę podkreślić to bardzo wyraźnie: nie by-
ło w tym Ŝadnej złej woli. Po prostu wszyscy myśleli, Ŝe tak
trzeba, bo dziecko moŜe się zepsuć, wbić się w dumę, bo musi
realistycznie oceniać swoje moŜliwości, bo trzeba je odpowie-
dnio wychować. A "odpowiednio" oznacza za pomocą wytykania
błędów, okazywania niezadowolenia i pretensji, krytykowania.
Mam przed oczami pewną scenę jak z filmu. Jedna z dziew-
czynek z mojej dalszej rodziny była bardzo mała, siedziała w
niemowlęcym leŜaczku i zakochany w niej bez pamięci ojciec
powtarzał: "Monisiu, jaka ty jesteś śliczna, ja ciebie uwiel-
biam, jaka ty jesteś cudowna". Na to weszła babcia i mówi:
"Jak to dobrze, Ŝe Monika jest jeszcze taka malutka. JuŜ nie-
długo nie będzie moŜna mówić do niej takich rzeczy, bo się ją
zepsuje".
Szkoda, Ŝe wychowaliśmy się w takiej atmosferze. PrzecieŜ
czulibyśmy się na świecie zupełnie inaczej, gdyby od początku
Strona 30
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
towarzyszyły nam takie słowa, jakie na co dzień słyszy Moni-
ka. JuŜ sobie wyobraŜam, Ŝe w tym miejscu ktoś moŜe zgłosić
sprzeciw, Ŝe dzieci akceptowane bez zastrzeŜeń wyrastają na
egoistów przekonanych, Ŝe im się wszystko naleŜy i Ŝe mają
większe prawa od innych ludzi. Takie myślenie - moim zdaniem
- opiera się na nieporozumieniu: brak dyscypliny i pozwalanie
dziecku na wszystko myli się z jego dowartościowaniem.
Często rodzicom, którzy postanowili wychowywać swoją po-
ciechę bez hamulców - a właściwie nie wychowywać jej wcale -
przyświeca szlachetna intencja, Ŝeby przypadkiem nie wytwo-
rzyć u dziecka kompleksów. Nic bardziej mylnego. Pozbawione
drogowskazów i reguł czuje się zdezorientowane zagubione i
rzeczywiście depcze ludziom po odciskach, poniewaŜ nie wie,
Ŝe im to przeszkadza. AŜ w końcu - nawet jeśli rodzicom uda
się wytrwać w takiej nieznośnej sytuacji - dowie się, kiedy
juŜ wyjdzie spod rodzinnego ochronnego klosza, Ŝe inni ludzie
nie mogą z nim wytrzymać.
A wracając do Goebbelsa: paradoksalnie rodzina jest naj-
lepszym miejscem do wkładania dziecku bzdur do głowy. Zwłasz-
cza Ŝe ma ono mizerne moŜliwości sprawdzenia, czy to, co po-
wtarzają mu na okrągło i dają do zrozumienia na róŜne sposo-
by, jest zgodne z prawdą, czy od niej odbiega. I tak oto ol-
brzymie moŜliwości, z jakimi przychodzimy na świat, są bardzo
często blokowane zamiast rozwijać się i rozkwitać.
Na zakończenie tego wątku chcę opowiedzieć coś o sobie.
Moja macocha z duŜą pewnością siebie mawiała do mnie: "śaden
z Dodziuków nie miał zdolności artystycznych". Nie wiem, moŜe
rzeczywiście ich nie miałam, ale nawet nie próbowałam się o
tym przekonać. Przez następne 30 lat nie rysowałam nawet dla
własnej przyjemności, starannie omijałam w szkole, na stu-
diach i podczas wakacyjnych szaleństw wszelkie inicjatywy te-
atralne czy kabaretowe, nie zabierałam się do grania na Ŝad-
nym instrumencie, nie napisałam teŜ chyba ani jednego zdania,
które byłoby blisko literatury.
8. W gronie kolegów
Dzieciaki z podwórka, koledzy z klasy, Twoja paczka albo
chociaŜ jeden-dwóch przyjaciół, dziewczyny, chłopaki - z cza-
sem to wszystko zaczyna być coraz waŜniejsze. Od ich opinii w
coraz większym stopniu zaleŜy poczucie własnej wartości. Naj-
wyraźniej widać to w sytuacjach skrajnych: spotkałam w Ŝyciu
paru niedoszłych młodych samobójców, którzy postanowili skoń-
czyć ze sobą, bo zostali odtrąceni przez rówieśników.
JuŜ od piaskownicy, od pierwszych zabaw na podwórku kaŜdy
z nas stanął przed nowym zadaniem Ŝyciowym - przystosowania
się do równieśników. Pamiętasz, jak w gronie kolegów bardzo
chciałeś mieć to co inni i umieć to co inni, nawet jeśli to
wcale do Ciebie nie pasowało? Mini, punkowe fryzury, muzyka,
która doprowadzała do szału dorosłych, i niezliczone inne
rzeczy powodowały konflikty z rodzicami i poczucie, Ŝe jeśli
Tobie tak nie wolno, to jesteś gorszy, bo Kasia czy Mietek
wszystko ma i moŜe.
Opinia kolegów, akceptacja z ich strony była waŜniejsza,
jeśli nie miałeś oparcia w jakim-takim albo jeszcze lepiej
dobrym zdaniu o sobie samym. AŜeby je poprawić zyskując ich
uznanie, byłeś gotów robić rzeczy, które nie podobały się do-
rosłym naraŜały Cię na kary i które być moŜe sam równieŜ uwa-
Ŝałeś za niesłuszne. Kiedy się zastanawiam nad przyczynami
tak powszechnego wśród młodych ludzi palenia, picia alkoholu,
próbowania rozmaitych narkotyków, łamania prawa - myślę, Ŝe
robią to mimo potępienia społecznego głównie po to, Ŝeby pod-
nieść w ten sposób poczucie własnej wartości.
Pod tym względem nastoletni etap Ŝycia to bardzo trudny
czas. Nie będę się przy nim zatrzymywać dłuŜej, bo o okresie
dojrzewania i konflikcie pokoleń zostały napisane całe tomy.
Myślę, Ŝe jednym z częściej przeŜywanych wtedy uczuć są nie-
pewność i wstyd. Pamiętam opowiadanie GraŜyny o tym okresie
jej Ŝycia: "Nie cierpię przypominać sobie, jak to wtedy było.
Strona 31
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
Cały czas wydawało mi się, Ŝe robię coś nie tak i byłam goto-
wa spalić się ze wstydu. Oczywiście było mi głupio, Ŝe prze-
staję być kompletnie płaska, ale tak samo głupio, Ŝe jeszcze
nie mam duŜych piersi. Ze dwa lata musiałam się przełamywać,
Ŝeby chodzić do szkoły, kiedy miałam okres, a poza tym stara-
łam się nie wychodzić z domu, tak się wstydziłam. Jak nikt ze
mną nie tańczył, było mi okropnie wstyd, ale jeŜeli jakiś
chłopak mnie poprosił, robiłam się cała sztywna na myśl, Ŝe
wyjdę na środek i na pewno wszyscy będą na mnie patrzeć. Mó-
wię ci, po prostu koszmar!"
Tu chciałabym na chwilę wrócić do analogii z gramofonem.
Przez pierwsze lata Ŝycia zdąŜyła się juŜ nagrać cała płyto-
teka i w zaleŜności od sytuacji zaczyna się odtwarzać ta lub
inna płyta. Nawet jeśli ktoś ma w przewadze te gorsze, to
przecieŜ nie grają mu one w głowie cały czas: kiedy się ką-
pie, czyta ksiąŜkę, rozmawia z sympatyczną ciotką, robi coś,
co lubi, gramofon moŜe milczeć bądź snuć przyjemną melodię.
Natomiast w momentach napięć, niepowodzeń, w nowych lub nie-
jasnych okolicznościach albo gdy dzieje się coś, co przypomi-
na poprzednie przykre sytuacje - wtedy ciszej lub głośniej
włącza się jedna z płyt z negatywnym nagraniem.
Zawieszenie między dzieciństwem a dorosłością, zmiany fi-
zjologiczne, ujawniające się potrzeby seksualne, pierwsze
niepewne próby kontaktów erotycznych - wszystko to sprzyja
szczególnie częstemu przywoływaniu tych zapisów czy nagrań,
które nie naleŜą do przyjemnych.
Pamiętasz, jak bałeś się wówczas śmieszności? JeŜeli ktoś
się śmiał albo choćby uśmiechał, a Ty nie wiedziałeś, z ja-
kiego powodu, wtedy zawsze domyślałeś się, Ŝe z Ciebie - i
pewnie Ci to zostało do dziś. Często uśmiecham się do ludzi
albo śmieję z radości na ich widok i juŜ jestem przygotowana
na pytanie: "Ze mnie się śmiejesz?", bo często zdarza mi się
je słyszeć. Cierpliwie tłumaczę: "To nie z ciebie, tylko do
ciebie". A wtedy rzeczywiście wyśmiewaliście się z siebie na-
wzajem, poniewaŜ to był sposób, Ŝeby zagłuszyć własny wstyd i
obawę przed śmiesznością, wyglądać na bardziej pewnych sie-
bie.
Szczególnie trudną sytuację wśród równieśników, dojmujące
poczucie, Ŝe są gorsi, mają młodzi ludzie z biednych rodzin.
Krysia wspomina: "Miałam marne ciuchy, większość z darów.
Szliśmy gdzieś wszyscy i klasa mnie wypchnęła na jezdnię. Po-
wiedzieli, Ŝe nie mogę z nimi iść, bo wyglądam jak ze wsi.
Poszłam w drugą stronę i dostałam od nauczyciela naganę za
oddalanie się od klasy".
JeŜeli byłeś biedniejszy od kolegów, z innego środowiska
niŜ większość z nich, jeŜeli wyróŜniałeś się jakoś fizycznie
albo interesowałeś zupełnie czym innym niŜ oni - dawali Ci to
boleśnie odczuć. I Twój autoportret po kaŜdym takim doświad-
czeniu wydatnie się pogarszał.
9. Lepiej się nie wychylać czyli szkoła dla przeciętniaków
Rzadko spotykam ludzi, którzy mają dobre wspomnienia ze
szkoły. Pamiętają raczej nauczycieli, którzy się czepiali,
kary za nieprzygotowanie jakichś zadań domowych czy niewłaś-
ciwe zachowanie, konieczność naginania się do wymagań, w któ-
rych nie widzieli sensu. Z ich opowieści wyłania się obraz
szkoły, w której chodziło raczej o to, Ŝeby przyłapać na
czymś ucznia, niŜ Ŝeby czegoś go nauczyć. Byłam całkiem dobrą
uczennicą, ale mnie teŜ towarzyszyło poczucie, Ŝe potencjal-
nie jestem stale nie w porządku i w kaŜdej chwili moŜe to
wyjść na jaw.
Z dość pokaźnej wiedzy psychologicznej o funkcjonowaniu
grup wiadomo, Ŝe osoba prowadząca grupę moŜe przytomnie kon-
taktować się najwyŜej z kilkunastoma osobami. PowyŜej tego
progu juŜ nie sposób podchodzić do kaŜdego indywidualnie,
orientować się w jego moŜliwościach, nawet trudno utrzymać w
pamięci podstawowe informacje o poszczególnych osobach. Jak
liczne były klasy, do których Ty chodziłeś? Moje miewały po
Strona 32
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
30-35 osób, w największej było nas 56. Siłą rzeczy byliśmy
dla nauczycieli niesforną i niezróŜnicowaną gromadą, którą
trzeba było utrzymać w ryzach i wystawić stopnie, a nie uczyć
i wychowywać.
Dla rodziców i prawie wszystkich nauczycieli właśnie sto-
pnie były najwaŜniejsze. Rozumiem, Ŝe w szkole musi istnieć
pewien jednolity system ocen, ale ten, z którym mieliśmy do
czynienia, był wyjątkowo niefortunny. Określał zestaw stereo-
typowych umiejętności i wiadomości, a cała procedura ocenia-
nia polegała na przystawianiu kolejnych uczniów do gotowego,
bardzo sztywnego szablonu. Jeśli do niego pasowałeś - to dob-
rze, a jeśli nie - musiałeś strawić swoją porcję upokorzeń i
informacji, jaki to jesteś kiepski.
Mieliśmy w liceum chłopaka, niezwykle zdolnego chemika.
Uchodził wśród nas za geniusza, był pupilem pana od chemii,
ale najbardziej rzucało się w oczy - pamiętam to wyraźnie do
dzisiaj - Ŝe jest strasznie smutny. Miał cięŜkie Ŝycie z in-
nymi nauczycielami, z trudem przechodził z klasy do klasy i
ledwie zdał maturę. Jakoś niezwykle wcześnie w olimpiadzie
chemicznej zaszedł tak wysoko, Ŝeby bez egzaminów dostać się
na studia. Spotkałam go potem jeszcze parę razy i z przyjem-
nością stwierdziłam, Ŝe bardzo poweselał.
Nasz model szkoły w gruncie rzeczy najbardziej lubi ta-
kich, którzy są niekłopotliwi i układni. Podsłuchałam kiedyś
odbierając córkę ze szkoły, jak nauczycielka z zachwytem mó-
wiła do innej matki: "Kasia była dzisiaj taka grzeczna, taka
grzeczna, jakby jej w ogóle nie było". Ile musieli się nacie-
rpieć ci, którzy odwaŜyli się zaistnieć na lekcjach na swój
własny sposób, przeciwstawić się nauczycielom. Jeden z twór-
ców obecnej reformy naszego systemu oświaty opowiadał mi, Ŝe
przebrnął całą szkołę z opinią "uczeń arogancki", bo miewał
własne zdanie.
Tak, w szkole nie starano się o to, Ŝebyś myślał o sobie
dobrze, nabrał zaufania do własnych moŜliwości czy Ŝebyś miał
okazję przekonać się, jakie są Twoje mocne strony.
10. Dorównać idolom
Jako pracownik poradni rodzinnej miałam wiele lat temu
okazję oglądać szwedzki film "Język miłości", sponsorowany
przez Królewskie Towarzystwo Wychowania Seksualnego. W filmie
czwórka lekarzy i pedagogów omawiała rozmaite aspekty oświaty
seksualnej dla młodzieŜy, a poszczególne tematy były ilustro-
wane krótkimi scenkami. Szwedzi są - zgodnie z powszechnym
przekonaniem - śmielsi od nas w mówieniu o seksie i pokazywa-
niu go na ekranie, ale wraŜenie zrobiło na mnie całkiem co
innego. Oto na przykład siedzą tam na ławce młodzi ludzie
pieszcząc się i całując, on ma trądzik, a ona odciśnięty na
ramieniu ślad po ramiączku od stanika. Albo pokazany tam fra-
gment seksu małŜeńskiego: dosyć zaŜywna pani w wałkach na
głowie, ze śladami kremu na twarzy idzie do łóŜka z łysieją-
cym panem z brzuszkiem w mało efektownej piŜamie i skarpet-
kach.
śadnego retuszu, Ŝadnego upiększania - specjalnie po to,
Ŝeby było widać, Ŝe ci ludzie są zwyczajni. Właśnie to mnie
zafrapowało: róŜnica między tym, co widziałam, a gładkimi,
wypielęgnowanymi, idealnie pięknymi ciałami, jakie normalnie
oglądamy na ekranie. Film, reklamy, ilustrowane tygodniki
atakują nas takimi wizerunkami, do jakich mógłby się porówny-
wać najwyŜej jeden czy jedna na tysiąc.
Jaki to ma związek z poczuciem własnej wartości? Ano ta-
ki, Ŝe Twoje nogi w porównaniu z długością nóg lalki Barbie
czy Julii Roberts muszą wyglądać pokracznie, a mięśnie Schwa-
rzeneggera mogą wpędzić w kompleksy nawet kulturystę. Inaczej
mówiąc, film i reklama są dla większości z nas - zwłaszcza we
wczesnej młodości - nie tylko wzorem do naśladowania, ale teŜ
źródłem ciągłej frustracji, poniewaŜ do tak wygórowanych,
idealnych modeli nie sposób się dociągnąć.
"Mieszkańcy masowej wyobraźni", jak ich nazywał Krzysztof
Strona 33
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
Teodor Toeplitz, osoby przedstawiane w telewizji i prasie to
przecieŜ ci najlepsi, najwybitniejsi, rekordziści, ludzie su-
kcesu. W dodatku są wspaniali w tak róŜnych dziedzinach: jed-
ni zdobywają medale olimpijskie, inni nagrody Nobla, a jesz-
cze inni filmowe Oskary. W cichości ducha zazdrościliśmy im
wszystkim, zwykle zapominając, Ŝe ci najpiękniejsi czy najle-
piej wysportowani na ogół nie są tytanami intelektu, sławom z
ekranu nie musi układać się Ŝycie osobiste, a wielcy artyści
moŜe przez wiele lat klepali biedę czekając na uznanie.
Na pewno byłoby znakomicie mieć naraz olśniewającą urodę,
salomonową mądrość, wszechstronne zdolności Leonarda da Vin-
ci, mnóstwo siły i zręczności oraz zdolności do robienia
świetnych interesów. Tylko Ŝe tak po prostu nie bywa, choć
bardzo byśmy tego chcieli.
Jedynie nieliczni w wieku parunastu lat są na tyle pewni
siebie, Ŝeby myśleć: "Mnie teŜ na wiele stać, będę dąŜyć do
tego, Ŝeby coś niezwykłego zrealizować w przyszłości". Więk-
szość czuje się raczej przytłoczona takim zmasowanym atakiem
doskonałości i z góry poddaje się, nawet nie próbując ocenić,
w jakiej dziedzinie ma szanse powodzenia i jak duŜe są te
szanse. MoŜe posuwam się za daleko, ale mam wraŜenie, Ŝe śro-
dki masowego przekazu przyczyniają się do powstawania u więk-
szości z nas postawy rezygnacji i niemoŜności.
11. Z czym wchodzimy w dorosłe Ŝycie?
Mój kolega z poradni rodzinnej - znany Ci moŜe z telewi-
zyjnych "Rozmów intymnych" - Andrzej Komorowski mówi, Ŝe
wszystkiemu są winne duchy. Duch to ktoś (lub coś), kto (lub
co) juŜ nie istnieje, ale pojawia się w bezcielesnej postaci,
Ŝeby zakłócać Ŝycie tym, co Ŝyją. Nasze złe duchy to ślady
przeszłości, które utrwaliły się w psychice w dawnych i póź-
niejszych latach i w pewnych okolicznościach ujawniają się,
utrudniając nam funkcjonowanie. Często prawie nie kontaktuje-
my się z realną rzeczywistością, tylko właśnie z duchami.
Wczasy, wesoła zabawa, Magda siedzi w kącie i nie włącza
się ani do rozmów, ani do tańców - straciła cały impet towa-
rzyski, od kiedy paczka jej chłopaka przez rok usilnie udowa-
dniała jej, Ŝe do nich nie pasuje. Tamtych ludzi wśród rozba-
wionych wczasowiczów nie ma, ale Magdę te duchy nieomalŜe pa-
raliŜują.
Oldze nie układa się współŜycie seksualne z męŜem, bo za-
wsze w intymnych momentach nie moŜe odczepić się od poczucia,
Ŝe ma brzydkie ciało a takie przekonanie towarzyszy jej, od-
kąd siebie pamięta - przez ostatnie dwadzieścia parę lat
zmieniła się bardzo, jest ładnie zbudowaną, zgrabną kobietą,
ale duchy są silniejsze od zapewnień męŜa, Ŝe jest dla niego
bardzo pociągająca.
Te duchy szepcą nam do ucha swój własny tekst, nie pozwa-
lając usłyszeć informacji docierających z zewnątrz. Ustawiają
się pomiędzy nami a światem, zniekształcając jego obraz jak w
krzywym zwierciadle. Są źródłem takiego myślenia, które w
wielu dziedzinach zmniejsza nasze Ŝyciowe szanse. W psychice
jak w przyrodzie nic nie ginie, wszystkie jej warstwy - ta
ukształtowana w chwili narodzin, we wczesnym dzieciństwie, w
latach przedszkolnych i szkolnych w młodości - trwają w uta-
jeniu i zawsze coś moŜe nas cofnąć do którejś z nich, wywołać
jakiegoś ducha.
Inaczej mówiąc, jeŜeli byłeś nie dość tulonym niemowla-
kiem, nie chwalonym maluchem, wiecznie sztorcowanym dziec-
kiem, wyśmiewanym młodym człowiekiem - to nadal jesteś nimi
wszystkimi naraz. Pewnie dzisiaj, jako dorosła osoba, umiesz
to nieźle ukrywać i przed innymi, i często przed samym sobą.
Ale potrzeba ciepłego fizycznego kontaktu, dobrego słowa,
szacunku, uznania, jednym słowem dowartościowania na róŜne
sposoby nie da się zagłuszyć i nieraz daje o sobie znać. A
wtedy jest Ci przeogromnie smutno, bo nie wierzysz, Ŝe moŜesz
dostać w Ŝyciu to, czego Ci zawsze brakowało.
Strona 34
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
JuŜ czas, Ŝeby zobaczyć, czy jest to moŜliwe. A jeśli
tak, to jak to zrobić? Szczęśliwie róŜnego rodzaju pomoc psy-
chologiczna w postaci grupowego treningu, konsultacji indywi-
dualnych, warsztatów psychologicznych zaczyna być trochę bar-
dziej dostępna więc jeśli masz taką moŜliwość i wystarczająco
duŜo determinacji, moŜesz poszukać fachowców i zgłosić się do
nich. Jest teŜ parę "domowych" sposobów, pomocnych w zmianie
autoportretu na lepszy. O nich mówi następny, ostatni juŜ
rozdział.
Rozdział IV: KaŜde brzydkie kaczątko moŜe zostać łabędziem
Nieraz w rozmowach albo po wykładach o poczuciu własnej wa-
rtości, którym z uporem maniaka zajmuję się od lat, pada pyta-
nie: no dobrze, a co w sytuacji, kiedy ktoś rzeczywiście nic
nie potrafi, naprawdę jest głupi albo brzydki? Co wtedy?
1. Czy coś tu da się zmienić?
OtóŜ w tej sprawie mam bardzo skrajne stanowisko: głupi mo-
Ŝe stać się mądrym, z brzydkiego potrafi zrobić się piękny, a
największa niedorajda moŜe zmienić się w sprawną, świetnie fun-
kcjonującą osobę. Skąd to wiem? Bo widziałam wiele takich cudo-
wnych przemian na własne oczy. Negatywne cechy charakteru i
umysłu czy brzydki wygląd to skutek przykrych przeŜyć, które
się w człowieku zapisały, a więc mogą się teŜ "odpisać".
Powiem więcej, Ty teŜ to widziałeś, tylko moŜe nie przy-
szło Ci do głowy, Ŝeby popatrzeć od tej strony. Weźmy dwa
przykłady, kiedy zmiana sytuacji jest tak wyraźna, Ŝe moŜna
wyrobić sobie jakieś pojęcie o skali moŜliwych przeobraŜeń.
Gdy wychowanek domu dziecka trafia do dobrej rodziny adopcyj-
nej i po paru miesiącach z apatycznego, niezgrabnego, jakby
ocięŜałego umysłowo mruka robi się Ŝywe, wesołe, zgrabne i
przemądrzałe stworzenie. Albo kobieta, którą rzucił ukochany
mąŜ: gwałtownie postarzała się i zbrzydła, zgorzkniała, prze-
stała radzić sobie nawet z nieskomplikowanymi zadaniami Ŝy-
ciowymi. I nagle - jakby nie ta sama, znów ładna, pogodna,
energiczna, bo przeŜywa nową miłość.
Mówię o tym, poniewaŜ chcę, Ŝebyś sobie uprzytomnił, Ŝe i
z Tobą wcale nie jest tak beznadziejnie, jak myślisz. śeby
Cię jeszcze trochę poprzekonywać, chcę się zatrzymać przy
pięknie i brzydocie. Bo cóŜ to jest brzydki człowiek? Mam
wraŜenie, Ŝe taki, który ma gorycz, strach, wstyd, ból, złość
czy wstręt na stałe wypisane na twarzy, jakby zastygłe na
niej. Więc kiedy zmieni się coś w jego wnętrzu, w sposobie
przeŜywania uczuć i nastawieniu do świata, to łagodnieją
ostre rysy, kąciki ust unoszą się do góry, zmarszczki i bruz-
dy wokół ust rozprostowują się. Twarz przestaje mieć martwy,
białoszary odcień, nabiera ciepłego, róŜowego koloru, oczy
zaczynają być duŜe i błyszczące.
Bardzo często ludzie mają lęk wypisany na twarzy w ten
sposób, Ŝe ich oczy robią wraŜenie bardzo małych. Wydaje się,
Ŝe to konstrukcja powiek, zostają tylko wąskie szparki. Ale -
widziałam to wielokrotnie i uwielbiam ten widok - w Ŝyczliwym
otoczeniu, wśród dobrych uczuć, w atmosferze bezpieczeństwa,
kiedy moŜna być sobą bez obawy, Ŝe ktoś skrytykuje, ukarze,
wykpi, nagle okazuje się, Ŝe ten sam człowiek ma duŜe, błysz-
czące oczy. Zamiast dawnej brzydoty wszyscy dookoła zaczynają
dostrzegać, jaki jest piękny.
Bo piękno to nic innego jak harmonia wewnętrzna i Ŝywy,
nieskrępowany przypływ uczuć. Przyjrzyj się dzieciom: są ta-
kie róŜne i wszystkie takie ładne, kiedy całą gamę róŜnorod-
nych przeŜyć widać na ich twarzach i jasne jest, Ŝe to co we-
wnątrz i co na zewnątrz pozostaje ze sobą w zgodzie. Kiedy
się odzyskuje ten dziecięcy, bezpośredni sposób przeŜywania -
wszyscy stają się piękni. Brzydkich po prostu nie ma.
Albo inna cecha, o której myślisz, Ŝe nie da się jej
zmienić: głos. Tyle razy słyszałam, jak pod wpływem wewnętrz-
Strona 35
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
nych zmian - większej pewności i wiary w siebie, wzrostu po-
czucia, Ŝe mogę kochać i być kochany - wysokie, piskliwe gło-
sy zmieniały się w głębokie, dźwięczne, niskie, pełne wyrazu.
I nikt mnie nie przekona o tym, Ŝe to naleŜy do wrodzonego
wyposaŜenia człowieka.
Podobnie jest z wieloma cechami, o których myślisz, Ŝe to
Twoja natura czy charakter. Ja w ogóle uwaŜam, Ŝe charakteru
nie ma, poniewaŜ wiele razy w Ŝyciu widziałam, jak w wyniku
psychoterapii albo korzystnych zmian sytuacji Ŝyciowej zające
zamieniają się w lwy, a z jeŜozwierzy robią się gołąbki.
Z natury jesteś skryty? JuŜ taki masz charakter, Ŝe wo-
lisz nie ryzykować? Skłonność do podporządkowania się i bier-
ność to cechy Twojej osobowości? Z doświadczenia wiem, Ŝe
charakter, osobowość, natura człowieka nie są mu dane raz na
zawsze i traktowanie róŜnych swoich cech w ten sposób, opisy-
wanie ich za pomocą takich pojęć stanowi tylko wyraz naszej
niemoŜności uwierzenia, jak bardzo moŜemy się zmienić.
2. Nie bądź taki pewny, najpierw spróbuj
Prawdę mówiąc zaleŜałoby mi na tym, Ŝebyś jak najwięcej
swoich przeświadczeń o sobie samym postawił pod znakiem zapy-
tania. I oczywiście Ŝebyś zaczął je testować czynnie czyli
przez eksperymentowanie. Nie potrafisz czegoś? A kto powie-
dział? Spróbuj, a gdy nie wyjdzie, spróbuj jeszcze raz. Jes-
tem w tej szczęśliwej sytuacji, Ŝe zajmuję się pomaganiem lu-
dziom w zmianie. Dlatego mam okazję bardzo często słyszeć:
"Nigdy nie przypuszczałem, Ŝe uda mi się..."
Czasami taka zmiana będzie wymagała inwestycji i czasu.
Ale przecieŜ jeŜeli nie zaczniesz, na pewno Ci nie wyjdzie.
Przypominam: kaŜdy człowiek ma wielkie niewykorzystane rezer-
wy - uŜytkujemy tylko kilkanaście procent swojej siły mięś-
niowej i kilka procent moŜliwości swego mózgu. A więc wmawia-
nie sobie bezradności, bezsilności i niemoŜności nie ma Ŝad-
nego realnego uzasadnienia. Jedno z rozwiązań polega na tym,
Ŝeby przestać zastanawiać się nad swoim potencjałem, tylko
zrobić z niego uŜytek, przejść od teoretyzowania na ten temat
do eksperymentowania.
Ale do tego musisz zapewnić sobie dobre warunki zewnętrz-
ne i wewnętrzne. Wsparcie z zewnątrz to ktoś, z kim moŜesz
podzielić się swoimi trudnościami i niepowodzeniami. MoŜe to
być osoba z rodziny, przyjaciel, własne dziecko, jeŜeli nie
jest bardzo małe. Jedna z moich znajomych poszła teraz do no-
wej pracy w pręŜnej firmie z wymagającym szefem. I umówiła
się ze swoją siostrą, Ŝe będzie ją "wykorzystywać": dzwonić
nawet codziennie i opowiadać, jak jej idzie. Bała się, Ŝe bez
tego zjedzą ją obawy i niepewność, które przestają być tak
dolegliwe, jeŜeli moŜna dać im upust.
Zaś warunki wewnętrzne to przekształcenie własnego nasta-
wienia czyli świadoma, celowa zmiana negatywnego myślenia o
sobie na pozytywne. Mam tu ma myśli głównie afirmacje.
3. Człowiek jest automatem samosterującym
Tłumaczę to od dawna ludziom, z którymi pracuję: na co
się nastawisz, to najprawdopodobniej uzyskasz. Dla większości
z nas stałym, uwaŜanym za naturalny nawykiem jest ciągłe wma-
wianie sobie niekorzystnych treści. MoŜna ten proces odwrócić
i kazać mu działać na swoją korzyść - inaczej mówiąc, równie
skuteczne jest wmawianie sobie informacji pozytywnych. MoŜna
nazywać to z łacińska autosugestią.
Jest to metoda znana od staroŜytności, a współcześnie
szeroko wykorzystywana (chyba najbardziej popularny przykład
to wprowadzanie siebie w stan relaksu). Osoby od lat posługu-
jące się nią do wprowadzania głębokich zmian w Ŝyciu opraco-
wały wiele szczegółowych technik jej stosowania. Jedną z nich
- pracę z afirmacjami - zamierzam przedstawić tutaj na pod-
stawie ksiąŜki Sondry Ray "Zasługuję na miłość". Sondra, któ-
ra jest taką samą optymistką jak ja, w rozdziale zatytułowa-
nym "Potęga afirmacji" pisze:
Strona 36
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
"Afirmacja to pozytywna myśl którą się świadomie wybiera,
Ŝeby zaszczepić ją w swoim umyśle w celu uzyskania poŜądanego
wyniku. Innymi słowy, robisz tak celowo dostarczasz swojej
psychice określonych treści. Na pewno moŜe ona wykreować
wszystko, co zechcesz, jeŜeli tylko dasz jej szansę. Przez
powtarzanie moŜesz zasilić je pozytywnymi myślami i osiągnąć
poŜądany przez siebie cel. Są róŜne sposoby posługiwania się
afirmacjami.
Chyba najprostszą i najbardziej skuteczną, metodą, z jaką
się zetknęłam, jest przepisanie kaŜdej afirmacji 10 czy 20
razy na kartce papieru i zostawienie miejsca po prawej stro-
nie na reakcje (...). Kiedy afirmacja jest juŜ napisana po
lewej stronie, wtedy na prawej połowie kartki notuje się
wszystkie myśli, uwagi, przeświadczenia, lęki i inne emocje -
wszystko, co moŜe przyjść do głowy. Powtarzaj afirmację i ob-
serwuj, jak zmienia się reakcja po prawej stronie. Afirmacja
o duŜej mocy jest w stanie wydobyć wszystkie negatywne myśli
i uczucia tkwiące głęboko w podświadomości. A wtedy powstaje
szansa odkrycia, co przeszkadzało Ci osiągnąć cel. Systematy-
czne przerabianie afirmacji będzie wywierać wpływ na Twoją
psychikę, wymazując stare schematy myślowe i powodując trwałe
poŜądane zmiany w Twoim Ŝyciu!
(...) Za kaŜdym razem za pomocą afirmacji udawało mi się
odsłonić jakieś negatywne decyzje, które podjęłam w bardzo
wczesnym okresie swego Ŝycia. Zmieniając te postanowienia na-
gle poczułam się uwolniona od własnej przeszłości. Nabrałam
odwagi, Ŝeby zająć się rzeczami, które w cichości ducha za-
wsze chciałam robić. Stałam się niezaleŜna materialnie. Cał-
kiem przestałam chorować. A moje związki z męŜczyznami są te-
raz trwałe, wszechstronnie mnie wzbogacają i nie wymagają Ŝa-
dnego wysiłku. Jak łatwo sobie wyobrazić, te zmiany tak mnie
zafascynowały, Ŝe wprost nie mogłam się doczekać, kiedy po-
dzielę się nimi z przyjaciółmi i wreszcie z klientami. Zaczę-
łam uwaŜniej słuchać, co ludzie do mnie mówią, dostrzegać ich
negatywne myśli, przerabiać je na pozytywne i tą metodą do-
bierać dla nich afirmacje. Dotychczas nie zdarzyło mi się
stwierdzić, Ŝeby ta technika zawiodła wobec kogoś, kto ją za-
stosował". (Sondra Ray: "Zasługuję na miłość. Jak dzięki afi-
rmacjom poprawić swoje Ŝycie osobiste i seksualne. Agencja
Wydawnicza Jacek Santorski & Co, Warszawa 1991, s.8-10)
Jeszcze parę uwag technicznych i przykład, Ŝebyś mógł le-
piej zobaczyć, jak posługiwać się afirmacjami. OtóŜ trzeba je
pisać codziennie, mniej waŜne przez kilka dni, a zasadnicze,
fundamentalne nawet miesiąc i dłuŜej. Jestem stosunkowo świe-
Ŝym kierowcą i na początku ułoŜyłam sobie afirmację "Ja,
Ania, prowadząc samochód czuję się pewnie i bezpiecznie".
Mniej więcej po tygodniu zaczęła działać: przestałam się
ociągać z wychodzeniem z domu, kiedy miałam pojechać gdzieś
samochodem, i juŜ nie dręczyły mnie wizje strasznych wypad-
ków, którym ulegam. Teraz niekiedy ten sam lęk odzywa się
znowu, ale Ŝeby ustąpił, wystarczy kilkakrotne powtórzenie
albo napisanie tamtej afirmacji.
Warto na początku przez parę dni - zgodnie z sugestią So-
ndry Ray - dzielić kartkę na dwie części i na drugim kawałku
po kaŜdej afirmacji zapisywać reakcje. Następnie wybrać z
tych reakcji dwie-trzy najwaŜniejsze, przerobić na afirmacje
i dołączyć do pierwszej, wyjściowej. Czas na przykład. Ponie-
waŜ ostatnio nie najlepiej się czuję, zaczęłam dzisiaj od na-
pisania 15 razy następującej afirmacji: Ja, Ania, z dnia na
dzień czuję się lepiej, odzyskuję formę i energię do pracy.
Reakcje: Bzdura, przecieŜ to nie zaleŜy ode mnie; Dopiero
będę musiała się namęczyć, jeśli zacznę pracować na pełny
gaz; A czy to w ogóle warto? Po co?; I tak nie zarobię tyle,
ile mi się naleŜy; Znowu będę musiała udawać pogodną i weso-
łą. Jak jestem chora, to przynajmniej mogę mieć smutną minę;
MoŜe to jednak lepiej nie chorować; Właściwie lubię, jak mi
dobrze idzie; To wcale niezły pomysł.
W zanotowanych z prawej strony reakcjach jest materiał na
Strona 37
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
kilka następnych afirmacji, które mogę dołączyć do juŜ napi-
sanej. Są to: "Moje zdrowie i dobra forma zaleŜą ode mnie",
"Ja, Ania, zawsze mogę zrobić sobie przerwę w pracy i odpo-
cząć" "To, co robię, jest sensowne i poŜyteczne", "Zasługuję
na godziwe wynagrodzenie i takie będę dostawać", "Ja, Ania,
mam prawo być smutna i zła równieŜ kiedy jestem zdrowa". Wy-
brałam do dalszej pracy tę o wypoczywaniu i ostatnią, bo wy-
dają mi się najwaŜniejsze.
Chcę tu przytoczyć jeszcze parę przykładów afirmacji z
ksiąŜki Sondry Ray, Ŝeby pokazać, Ŝe nie muszą one - jak te
dotychczas cytowane - słuŜyć doraźnym, wąskim celom. Moje
ulubione to oczywiście tytułowa "Zasługuję na miłość" i doty-
czące bezpośrednio poczucia własnej wartości:
Ja, ..., z dnia na dzień lubię siebie coraz bardziej.
Ja, ..., jestem tak udana, Ŝe mogę podobać się kaŜdemu.
Ja, ..., staram się teraz być dobry dla siebie.
Ja, ..., nie jestem pechowcem, tylko wyjątkowym szczęścia-
rzem.
I jeszcze dwie - przepraszam za ten natłok - dla dwóch
specjalnych kategorii czytelników. Pierwsza dla tych, którzy
są zdania, Ŝe mają nadmiarową tuszę i muszą się odchudzać:
"Wszystko, co zjem, przysparza mi zdrowia i urody". Druga dla
osób samotnych, nieszczęśliwych z powodu braku partnera: "Ja,
..., jestem teraz gotów, Ŝeby w moim Ŝyciu zjawiła się taka
kobieta, jakiej zawsze pragnąłem" albo "...taki męŜczyzna, o
jakim marzę".
Mogłabym, prawdę mówiąc, poświęcić sprawie afirmacji całą
ksiąŜkę, więc muszę się choć trochę ograniczać. Dlatego jesz-
cze tylko kilka słów o sposobach ich układania i stosowania.
Afirmacji nie trzeba daleko szukać: sprawdź, co o sobie myś-
lisz i zamień myśli negatywne na pozytywne. "Nie potrafię..."
na "coraz lepiej mi idzie...", "nie zasługuję..." na "jestem
wart...", "nikt mnie nie lubi" na "wszyscy kochają mnie i
ubiegają się o mnie".
Dalej: z afirmacjami jest jak z aspiryną - nie zaŜywane
nie skutkują. Chcesz mieć efekty, pisz je. MoŜna teŜ powta-
rzać w myśli lub jeszcze lepiej głośno, zwłaszcza w chwilach,
kiedy masz wolną głowę i zajęte ręce, na przykład przy zmywa-
niu naczyń albo goleniu. Jazda autobusem, stanie w kolejce to
teŜ dogodne momenty. Z tym Ŝe pisanie daje lepsze skutki, bo
angaŜuje więcej zmysłów. Dobrze jest równieŜ nagrać sobie
afirmacje na magnetofon - mogą być takŜe w trzeciej osobie
(na przykład "Kasia jest bardzo zgrabna"), bo w takiej formie
docierały do nas negatywne komunikaty - i słuchać choćby w
łóŜku przed snem.
4. Oprócz afirmacji
UwaŜam, Ŝe afirmacje są najskuteczniejszą z "domowych" -
nie wymagających pomocy psychoterapeuty - metod przekształca-
nia swojego myślenia, a w ślad za nim i Ŝycia. Ale chcę krót-
ko powiedzieć teŜ o innych sposobach, bo moŜe akurat któryś z
nich Ci się przyda. Pierwszy to chwalić siebie samego. Po raz
kolejny namawiam do tego, Ŝeby brać przykład z dzieci. Często
podsłuchuję własne i nieraz zdarza mi się słyszeć podniecony
szept: "Udało się! Udało!" albo "Ale mi fajnie wyszło!".
Podejrzewam, Ŝe jesteś z tych, co za niepowodzenia obwi-
niają tylko siebie, natomiast swoje sukcesy skłonni są uwaŜać
za dzieło przypadku albo innych ludzi. Dlatego zachęcam Cię,
Ŝebyś nie zostawiał Ŝadnego, nawet drobnego powodzenia bez
pochwalenia się za nie. MoŜesz nie doczekać się uznania od
innych - pamiętasz, co mówiłam o niedobrej tradycji, która
kaŜe unikać pochwał, rezerwując je tylko na wielkie okazje.
Zresztą o niektórych Twoich sukcesach wiesz tylko Ty sam.
Z trudem przychodzi Ci załatwianie spraw w urzędach, a dzi-
siaj zdobyłeś dwa papierki; nie umiesz zmusić się do odpisy-
wania na listy, ale wysłałeś kartkę z pozdrowieniami; zwykle
ubieranie dzieci trwa długo i denerwujesz się przy tym, teraz
poszło Ci spokojnie i sprawnie. Nie są to oczywiście wielkie
Strona 38
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
wydarzenia i nawet trudno byłoby dopominać się, Ŝeby ktoś je
zauwaŜył. Ale Ty wiesz i moŜesz nie pozostawiać ich bez skwi-
towania jakimś wyrazem uznania dla siebie samego.
MoŜesz posunąć się o krok dalej w dbaniu o siebie. OtóŜ
Ty sam moŜesz dawać sobie nagrody i sam pocieszać się w trud-
nych chwilach. JeŜeli coś Ci się udało - przeszedłeś trudny
sprawdzian, załatwiłeś sobie pracę, zdobyłeś się na powiedze-
nie waŜnej osobie, Ŝe nie chcesz być przez nią źle traktowa-
ny, skończyłeś robić półkę zaczętą dwa miesiące temu - konie-
cznie wymyśl dla siebie jakąś nagrodę. To nie musi być nic
wielkiego: kup sobie ładne skarpetki lub wymarzoną ksiąŜkę,
zjedz lodowego Snickersa albo piękną brzoskwinię, idź na mało
ambitny film czy do wesołego miasteczka. WaŜne, Ŝeby to było
coś, co lubisz, i Ŝeby było jasne, Ŝe to w nagrodę.
Teraz od drugiej strony: spotkało Cię coś przykrego. Bo-
lesne borowanie u dentysty, niemiła rozmowa z narzeczonym,
pominęli Cię przy awansach i podwyŜce, znowu zabrali się do
kucia ścian w Twoim bloku, jesteś w dołku psychicznym bez wy-
raźnego powodu - taktyka ta sama. Zrób coś, co sprawi Ci
przyjemność, zadbaj o siebie. Sprawdziłam na sobie i innych,
to działa! Agatka, moja młoda przyjaciółka, kobieta w wieku
późno-szkolnym, a więc bez własnych źródeł dochodu, kupuje
sobie w takich chwilach na pocieszenie ładną chusteczkę do
nosa.
Wszystkie te pochwały i nagrody zmierzają do jednego: Ŝe-
byś sam sobie udowodnił, Ŝe jesteś waŜny. A kiedy juŜ prze-
staniesz mieć siebie za nic i zaczniesz dobrze traktować, in-
ni na pewno się dołączą. To znana prawidłowość: kiedy chcesz
zmienić na lepsze nastawienie świata zewnętrznego, zacznij od
stosunku do samego siebie.
Inna moŜliwość zmiany myślenia na własny temat to koncen-
tracja na swoich mocnych stronach. Jeśli zatruwa Ci Ŝycie
fakt, Ŝe masz brzydkie nogi to znajdź jedną lub dwie cechy,
które Ci się u siebie podobają i zacznij trening przeciwsta-
wiania się myślom o nogach za pomocą zdania: "Ale przecieŜ
mam piękne oczy i ładne ręce". Dla myśli "nie umiem gotować"
przeciwwagą moŜe być "jednak dobrze sprzątam", a lekarstwem
na "jestem marnym pracownikiem" - "za to dobrą matką". Masz
wtedy szansę poprawić bilans, rozpamiętywanie minusów przy-
najmniej w pewnym stopniu równowaŜąc przypomnieniem o plu-
sach.
Znam jeszcze jeden, doraźny sposób usuwania złych myśli
ze świadomości. Jest on tak prosty, Ŝe przedstawiam go z pew-
nym zaŜenowaniem. OtóŜ gdy tylko pojawią się w głowie, trzeba
zacząć śpiewać albo chociaŜby nucić jakąś melodię. I ta tech-
nika - jak dwie poprzednie - wykorzystuje taką oto cechę lu-
dzkiego umysłu: w naszej świadomości moŜe zmieścić się naraz
tylko jedna myśl. Kiedy zaczynasz myśleć o czym innym, to si-
łą rzeczy wyrzucasz z głowy to, co było tam poprzednio. Właś-
nie dlatego moŜna sterować swoim myśleniem, przestawiać je na
lepsze tory.
5. PrzecieŜ moŜna się upomnieć
Czy wiesz, Ŝe moŜesz się upomnieć o aprobatę i docenie-
nie, kiedy uwaŜasz, Ŝe Ci się naleŜy? Rozumiem, boisz się, Ŝe
ktoś Cię zgasi i zamiast ciepłej, Ŝyczliwej reakcji zosta-
niesz potraktowany zimno i pogardliwie. Rzeczywiście ryzyku-
jesz, ale są moŜliwości zmniejszenia ryzyka.
Jeden ze sposobów to zacząć od rzeczy, których jesteś ab-
solutnie pewien. Asekurujesz się w ten sposób, bo zdanie in-
nych moŜe Cię zranić tylko wtedy, gdy sam masz wątpliwości.
Gdyby Ci ktoś powiedział, Ŝe masz zielone włosy, pomyślałbyś,
Ŝe to wariat, chociaŜ pewnie na wszelki wypadek zerknąłbyś w
lustro. Inny sposób polega na tym, Ŝeby nie pytać, tylko
zwracać się o potwierdzenie. Nie "Czy mi w tym ładnie?", tyl-
ko "Zobacz, jak mi w tym do twarzy!". Nie "Smakuje wam?", ty-
lko "Ugotowałam dzisiaj dla was pyszną zupę". Nie "Jak mi po-
szło?" tylko "UwaŜam, Ŝe mi poszło świetnie". Albo jeszcze
Strona 39
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
bardziej wprost: "Proszę mnie pochwalić".
Warto zainwestować pewien wysiłek w tym kierunku zwłasz-
cza w kontaktach z ludźmi, z którymi jesteś na codzień: z ro-
dziną, kolegami z pracy, z dziećmi. Z początku będziesz się
czuć głupio, ale z czasem najpewniej zdołasz ich nauczyć, Ŝe-
by Cię chwalili. Spróbuj raz-drugi, moŜe wyniki będą zachęca-
jące. Tylko nie zapominaj o tym, Ŝe ich teŜ trzeba chwalić,
jeśli mają się przyzwyczaić do takiego stylu Waszych wzajem-
nych stosunków.
Opowiadała mi pewna kobieta, jak latami cierpiała z tego
powodu, Ŝe jej męŜczyźni - ojciec, mąŜ i syn - wiecznie kry-
tykowali pieczołowicie przygotowywane dla nich obiady. CóŜ
poradzić, właśnie tutaj miała ulokowane ambicje i ich nieza-
dowolenie stawiało pod znakiem zapytania jej samopoczucie w
roli córki, Ŝony i matki. Miała mnóstwo pracy w domu i zajęć
zawodowych, więc tym bardziej oczekiwała, Ŝe docenią jej sta-
rania. Doradziłam jej taktykę opisaną przed chwilą i udało
się! Ojciec po raz pierwszy po obiedzie - zamiast z ponurym
wyrazem twarzy odsunąć od siebie talerz - powiedział "dzięku-
ję", czym wprawił ją w radosne osłupienie. MąŜ zaczął zjawiać
się w kuchni, gdzie jadali, z pytaniem: "Co mamy dzisiaj dob-
rego na obiad?". A syn coraz rzadziej mówi "nie lubię" albo
"nie będę tego jadł".
Pamiętam inny, bardzo wymowny przykład mego przyjaciela z
dawnej pracy, niesłychanie zdolnego i ogromnie pracowitego,
ale wiecznie skwaszonego, poniewaŜ - jak twierdził - nikt ni-
gdy nie wyraŜał się dobrze o tym, co zrobił, i wszyscy trak-
towali go jak klasycznego młodszego kolegę. Zbieg okolicznoś-
ci sprawił, Ŝe kilkakrotnie podczas dyskusji w zespole mu-
siał uŜyć jako argumentu informacji o swoich kompetencjach i
przypomnieć parę najlepszych rzeczy, jakie wykonał. Inni słu-
chali tego z szacunkiem i uwagą i chyba czegoś go to nauczy-
ło, bo zamiast złościć się w kącie zaczął od czasu do czasu
spokojnie przypominać, co potrafi. Po paru miesiącach uprzy-
tomniłam sobie, Ŝe po sfrustrowanym młodszym koledze nie zos-
tało śladu, a w swoim gronie mamy współpracownika pewnego
swoich racji i otoczonego uznaniem.
6. Nie puszczaj mimo uszu tego, co mówią inni
Pamiętasz, co mówiłam o filtrach, które lepiej przepusz-
czają te informacje z zewnątrz, które są zgodne z Twoim wcze-
śniejszym nastawieniem? Jeśli uwaŜasz, Ŝe jesteś nie w porzą-
dku, nie taki jak naleŜy, wówczas wyłapujesz z otoczenia głó-
wnie sygnały, które to potwierdzają. Ale skoro juŜ o tym
wiesz, moŜesz świadomie nastawić się na odbiór tych słabiej
słyszalnych czyli lepszych i nawet je wzmacniać.
Byłeś na przyjęciu, część obecnych potraktowała Cię obo-
jętnie, ale niektórzy wyraźnie ucieszyli się na Twój widok.
Przypomnij sobie, kto był zadowolony przy poprzedniej podob-
nej okazji i kiedy jeszcze miałeś poczucie, Ŝe jesteś mile
widziany. Panie niech sumiennie kolekcjonują przejawy męskie-
go zainteresowania, do prób nawiązania rozmowy w pociągu włą-
cznie. Pechowcy niech zrobią rejestr sytuacji, kiedy fortuna
uśmiechnęła się do nich. Musisz uświadomić sobie, co naprawdę
mówią i dają Ci do zrozumienia ludzie na Twój temat.
Po prostu potrzebujesz - jak kaŜdy - aktualnych informa-
cji o sobie, jeśli masz przestać polegać na tym, co tępo i
uporczywie odtwarza się na Twojej starej płycie. Nie jest ła-
two zapytać drugiego człowieka: "Jak ci ze mną jest?" albo
"Czy mnie lubisz? A za co?". Zdarzają się jednak takie momen-
ty szczerych nocnych rozmów z przyjacielem czy długiej wspól-
nej podróŜy, kiedy moŜna o to zagadnąć. A juŜ na pewno warto,
nawet bez specjalnego pretekstu, dowiadywać się o to od naj-
bliŜszych i kochanych. Tylko nie w momentach napięcia czy
złości, bo wtedy górę muszą wziąć pretensje.
Takie "informacje zwrotne" od innych są jedną z najwaŜ-
niejszych technik zmiany autoportretu stosowanych w grupowej
psychoterapii. Jestem pod świeŜym wraŜeniem z ostatniego we-
Strona 40
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
ekendu: spotkaliśmy się z grupą trzeźwych alkoholików i ich
Ŝon z pewnego Klubu Abstynenta, którzy od paru lat przyjaźnią
się ze sobą i Ŝyją - tak to określali - jak w rodzinie. Za-
proponowaliśmy im na zakończenie, Ŝeby kaŜdy wysłuchał od
wszystkich członków grupy informacji o dwóch rzeczach, jakie
się w nim podobają, i dwóch, które się nie podobają. Trochę
się tego bali, ale później wszyscy byli uszczęśliwieni. Mówi-
li, Ŝe mimo dobrej znajomości i częstych kontaktów jeszcze
nigdy nie dowiedzieli się tyle o sobie i Ŝe nie przypuszcza-
li, jak dobrze inni o nich myślą.
W naturalnych, nieterapeutycznych sytuacjach prawie nigdy
nie ma do tego okazji. Czasami na obozach harcerskich czy Oa-
zach robi się podsumowanie dnia z podziękowaniem dla tych,
którzy coś dobrego dzisiaj dla mnie zrobili. Niektóre małŜeń-
stwa zachowały z czasów pierwszego zakochania zwyczaj mówie-
nia sobie o miłości i waŜności dla siebie nawzajem. Niekiedy
przeglądu wspólnej przeszłości dokonują osoby sposobiące się
do śmierci. Są to wszystko rzadkie, wyjątkowe sytuacje. Nor-
malnie jesteś skazany na domysły albo przypadkowe strzępki
informacji.
Mogę Cię tylko zachęcać: nie zamykaj oczu i uszu. Nawet z
tych strzępków da się złoŜyć obraz bardziej prawdziwy niŜ
Twoje utrwalone dawno temu przeświadczenie. WaŜne jest nie
tylko to, co moŜesz usłyszeć, ale przede wszystkim inne syg-
nały - oczy rozjaśnione na Twój widok, oznaki troski i pamię-
ci, Ŝywe zainteresowanie słuchacza, kiedy mówisz o sobie.
7. "Wymazywanie" starych nagrań
Sposoby, o których dotąd była mowa, polegały na wprowa-
dzaniu nowych treści w miejsce starych niekorzystnych. Teraz
chcę opowiedzieć o tym, jak moŜna usuwać obciąŜenia z prze-
szłości. Tam świeŜy zapis nakładał się na dawny, tu idzie o
jego wymazanie. AŜeby mogło do tego dojść, musimy mieć moŜli-
wość odreagowania przykrych przeŜyć związanych z określonym
zdarzeniem czy serią zdarzeń z przeszłości.
Owo odreagowanie polega na ujawnieniu uczuć, którym dotąd
nie pozwalałeś dojść do głosu. ZałóŜmy, Ŝe kiedy byłeś mały,
musiałeś na jakiś czas rozstać się z matką, poniewaŜ poszła
do szpitala. Nie mogłeś wtedy smucić się, płakać i protesto-
wać, bo dorośli wokół Ciebie - ojciec, babcia, inni krewni -
sami byli zdenerwowani i smutni i starali się jak najszybciej
Cię uspokoić. Stłumiłeś więc swoje bolesne uczucia, które la-
tami tkwiły ukryte w zakamarkach Twojej psychiki, pozostawia-
jąc Cię w poczuciu, Ŝe widocznie nie jesteś aŜ tak waŜny,
skoro moŜna Cię niespodziewanie opuścić.
Gdybyś chciał dzisiaj stworzyć sobie okazję do odreagowa-
nia skutków tamtych zdarzeń - a w konsekwencji zmienić to po-
czucie, które zatruwa Ci Ŝycie - musiałbyś nie tylko opowia-
dać o tym, pewnie wiele razy, ale teŜ wypłakać cały ból, jaki
wtedy przeŜywałeś. Czasami robimy to w samotności, łkając w
poduszkę, czasami oglądając film, w którym los bohaterów ja-
koś przypomina nasz własny. Ale najbardziej pomocna w odrea-
gowaniu jest Ŝyczliwa obecność innego człowieka, który jest
uwaŜny i skoncentrowany na Tobie, rozumie Cię i nie stara się
uspokoić.
Trudno o kogoś takiego, zresztą samemu teŜ niełatwo się
zdecydować, bo od maleńkości konsekwentnie uczono nas po-
wstrzymywania się od płaczu. Kiedy się uderzyłeś albo spotka-
ła Cię inna przykrość, dorośli na wyprzódki zaczynali Cię
uspokajać.
"W jednych rodzinach ów tekst mógł brzmieć tak: 'No juŜ,
no juŜ, nie płacz (buju, buju). No juŜ, no juŜ, nie płacz,
nie płacz'. W innych słyszeliście coś w rodzaju: 'W porządku,
synu, weź się w garść! Nie ma co płakać nic ci z tego nie
przyjdzie. Co się stało, to się nie odstanie. JuŜ, w porząd-
ku!' itd.
Inne wersje, jakie znacie z własnego doświadczenia albo z
opowiadań, to między innymi: 'Cicho bądź! Przestań płakać al-
Strona 41
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
bo tak dostaniesz, Ŝe naprawdę będziesz miał powód do pła-
czu'; 'Proszę cię, przestań płakać, bo robisz mamie przy-
krość'; 'Patrz, jaki ładny obrazek! Śliczny, prawda? Lepiej
sobie obejrzeć ładny obrazek niŜ płakać, prawda?'
W miłych lub szorstkich słowach i tonie zmuszano kaŜdego
z nas, kiedy coś nas zraniło, do hamowania uzdrawiających
procesów. Zwykle pojedyncza wymówka nie wystarczała do po-
wstrzymania następnych prób pozbycia się cierpienia; ale za
kaŜdym razem nieodwołalnie zdarzało się to samo: kiedy zwra-
caliśmy się do jakiejś osoby, zaczynaliśmy odreagowywać i
uwalniać się od doznanego bólu, ktoś mówił - najczęściej ten
dorosły, u którego szukaliśmy wsparcia - Ŝe powinniśmy stłu-
mić swoje uczucia i nie obnosić się z nimi". (Harvey Jackins:
W pełni ludzkich moŜliwości. Teoria Wzajemnego Pomagania. Ra-
tional Island Publishers, Seattle /w druku/, s. 78-79).
Rzadko moŜna usłyszeć: "Wypłacz się, będzie ci lŜej". Ra-
czej wszyscy wokół nawet w przypadku wielkiego nieszczęścia
namawiają, Ŝeby wziąć się w garść, zająć czym innym, obnosić
pogodną twarz. Nawet mówienie o bólu czy cierpieniu jest na
ogół źle widziane. Dobry słuchacz - taki, który nie wyśmieje
i nie zbagatelizuje, nie będzie wtrącać się ze swoimi kłopo-
tami, podsuwać rozwiązań, oceniać ani zmieniać tematu - zda-
rza się niezwykle rzadko. A właśnie tego potrzebujemy: nie
tylko wypłakać ale i wypowiedzieć swój smutek, gorycz, lęk.
Bowiem mówienie, jeśli towarzyszą mu emocje, jest równieŜ fo-
rmą odreagowania.
Podobnie śmiech. Oglądając komedie Chaplina nie zdajemy
sobie sprawy, Ŝe zaśmiewając się do rozpuku odreagowujemy
wstyd, lęk przed ośmieszeniem, rozmaite obawy i napięcia. Mó-
wimy nawet "nerwowy chichot" o takim śmiechu, który słuŜy wy-
rzucaniu z siebie napięcia. A pamiętasz, jak bez końca zary-
kiwaliście się z byle czego wieczorami na kolonii albo innym
zbiorowym wyjeździe? Wiadomo, Ŝe po takim "seansie śmiechu"
człowiek czuje się znacznie lepiej.
Zdarzyło Ci się teŜ na pewno nieraz zetknąć z odreagowa-
niem złości. Klasyczny przykład to facet obsztorcowany przez
szefa, który po powrocie z pracy pod dowolnym pretekstem za-
czyna wściekać się na domowników. Sam zresztą wiesz, co się
dzieje, kiedy powiedzmy w urzędzie zostałeś potraktowany jak
śmieć: wewnętrzne ciśnienie, Ŝeby wyrzucić z siebie złość
jest tak duŜe, Ŝe niecierpliwie szukasz słuchacza, przed któ-
rym mógłbyś ciskać się, wymachiwać rękami, pokrzykiwać.
Wreszcie drŜenie, które jest odreagowaniem lęku. Kiedy
się dzieje coś strasznego - albo chwilę później, gdy zagroŜe-
nie mija i juŜ moŜna skupić się na sobie - czasem drŜą nam
kolana lub trzęsie się broda, jakbyśmy szczękali zębami. Mamy
tak mocno wbudowany zakaz pozwalania sobie na coś takiego, Ŝe
zdarza się nam nie przestrzegać go tylko w sytuacjach rzeczy-
wiście skrajnych: podczas poŜaru, napadu, wypadku. Dlatego
ten rodzaj odreagowania moŜna zobaczyć częściej w grupie te-
rapeutycznej, gdzie kaŜdy rodzaj przeŜywania jest dopuszczal-
ny, niŜ w Ŝyciu.
Skoro wiadomo juŜ, na czym polega odreagowanie, chcę je-
szcze poradzić Ci, jak z niego korzystać. OtóŜ przede wszyst-
kim - nie powstrzymywać, jeśli tylko warunki na nie pozwala-
ją. Osobiście bardzo bronię swojego prawa do płaczu i tego
samego domagam się dla moich dzieci. JeŜeli trafię w kinie na
"wyciskacz łez", staram się pójść drugi raz w celach leczni-
czych. Moi domownicy, przyjaciele, współpracownicy przyzwy-
czaili się do tego, Ŝe często płaczę. Kiedy ktoś usiłuje
uspokoić którąś z moich płaczących córek, cierpliwie tłuma-
czę, Ŝeby nie przeszkadzać, bo jest im to potrzebne. Nie jest
stosownym momentem narada u kierownika ani imieniny cioci,
ale sam ze sobą czy z bliskim człowiekiem moŜesz pozwolić so-
bie na łzy, bo one uzdrawiają.
Ten leczący mechanizm odreagowania, powodujący wymazywa-
nie starych zapisów w Twojej psychice, jest naturalny i odru-
chowy. Kolejny raz odwołam się do tego, jak zachowują się ma-
Strona 42
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
łe dzieci, zanim zostaną nauczone powstrzymywania naturalnych
reakcji. Płaczą całym ciałem, wrzeszczą wymachując rękami i
nogami, zaśmiewają się do rozpuku, lata im broda, a kiedy juŜ
potrafią mówić i spotka je coś przykrego, są gotowe gadać,
gadać i gadać. Zanim nie nauczą się, Ŝe to brzydko, nie wypa-
da i w ogóle bez sensu.
Na szczęście zdolność do odreagowania moŜna odzyskać. Wy-
starczy dać mu szansę czyli zapewnić sobie dobrego słuchacza
i bezpieczne warunki (Ŝeby nikt nie podglądał, nie przerywał
itp.), a odreagowanie przyjdzie samo, jeŜeli zdecydujesz się
poruszyć jakiś bolesny temat z przeszłości. MoŜe być konkret-
ny, jeśli na przykład byłeś bity lub upokarzany jako dziecko
i zechcesz o tym komuś szczegółowo opowiedzieć. MoŜe teŜ być
ogólny: opowieść o Twoim Ŝyciu, dzieciństwie, rodzinie, o
przykrych zdarzeniach, dotkliwych stratach czy poraŜkach.
Twoja mądra psychika sama wybierze z tego ogólnego tematu
takie wątki, które potrzebujesz odreagować. Gdybyś spróbował,
przekonałbyś się, Ŝe opowieść na ten sam temat za kaŜdym ra-
zem będzie inna. Dlatego jeśli widzisz, Ŝe ktoś bliski mówi o
czymś z przejęciem i zbacza z zapowiedzianego tematu, nie
trzeba zwracać mu uwagi - najpewniej zdrowy instynkt prowadzi
go we właściwą stronę. Od siebie teŜ nie musisz w podobnych
sytuacjach wymagać Ŝelaznej logiki, bo kieruje Tobą logika
emocjonalna.
Prawie zawsze w grupach, które prowadzę, próbuję uczyć
ludzi odreagowywania obciąŜeń z przeszłości. Najpierw ustala-
my temat, na przykład "Kiedy byłem dzieckiem...". Potem pro-
szę ich, Ŝeby usiedli w parach i uzgodnili, kto z nich będzie
mówił pierwszy, a kto drugi. śeby następnie podzielili dostę-
pny czas na pół - 10-15 minut to juŜ jest wartościowy kawałek
czasu - i Ŝeby najpierw jedna osoba opowiadała, a druga pa-
trzyła na nią i słuchała nie przerywając, nie komentując i
nie radząc (dobrze jest teŜ wziąć mówiącego za rękę). Zaś po
upływie pierwszej części umówionego czasu mają zamienić się
rolami.
Zawsze znajdą się jakieś osoby, które protestują, Ŝe kwa-
drans to dla nich za duŜo, a potem dziwią się, Ŝe to juŜ ko-
niec. Widzę, jak bardzo brakuje im tego, Ŝeby wyrzucić z sie-
bie swoją trudną przeszłość jak czasem Ŝywo gestykulują,
śmieją się albo ocierają łzy. I zawsze mówią, Ŝe im to przy-
nosi ulgę. Niejednokrotnie długo w noc rozmawiają ze sobą da-
lej, juŜ poza grupą.
Często zdarzało mi się równieŜ zalecać coś podobnego pa-
rom małŜeńskim: dwa razy w tygodniu po połoŜeniu dzieci spać
mieli - kaŜde przez pół godziny - opowiadać drugiemu historię
swego Ŝycia rozpoczynając od najwcześniejszych wspomnień. Li-
czyłam nie tylko na to, Ŝe w świetle przeszłości róŜne pozor-
nie nieuzasadnione zachowania i reakcje partnera staną się
zrozumiałe. UwaŜam równieŜ, Ŝe jest to okazja do odreagowania
uczuć, które - zalegając w psychice od dawna - utrudniają im
wzajemne kontakty.
Pamiętam pacjentkę, której mąŜ bardzo się złościł, Ŝe po
zmroku zawsze prośbą i groźbą zatrzymuje go w domu - widział
za tym brak zaufania i podejrzenie o niewierność. Zrozumiał,
Ŝe ona się zwyczajnie boi, dopiero kiedy odnaleźliśmy w jej
Ŝyciorysie straszną wojenną noc, gdy jako kilkuletnia dziew-
czynka z młodszym bratem i babcią, w domu oddalonym od wsi,
przez parę godzin w poczuciu pełnej bezsilności słuchała do-
bijania się do drzwi jakiegoś męŜczyzny.
Umówiłam się z nimi, Ŝe on będzie wykorzystywał swoje pół
godziny na mówienie o tym, o czym zechce, zaś ona - zaapelo-
wałam do niego o cierpliwość -będzie za kaŜdym razem opowia-
dać tamto zdarzenie tak szczegółowo, jak tylko zdoła sobie
przypomnieć. Potrzeba było pięciu czy sześciu razy, Ŝeby
przestała bać się zostawać sama w domu kiedy jest ciemno. Na-
wiasem mówiąc, przy okazji pozbyła się teŜ bezsenności, która
dręczyła ją zawsze, ilekroć mąŜ wyjeŜdŜał w delegację, do
czego wcześniej się nie przyznawała, bojąc się posądzenia o
Strona 43
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
zazdrość.
Gdybyś chciał skorzystać z tego sposobu, musisz prze-
strzegać paru reguł. Przede wszystkim uzgodnij z osobą, którą
upatrzyłeś sobie na słuchacza, czy akurat ma czas i wolną
głowę. "Chciałbym Ci opowiedzieć coś o sobie. Masz dla mnie
pół godziny? Chodzi mi tylko o to, Ŝebyś mnie wysłuchał" - z
grubsza tak mogłoby wyglądać to uzgodnienie. Poza tym trzymaj
się wyznaczonego czasu. Na końcu podziękuj za wysłuchanie i
zaproponuj, Ŝe teraz lub w innej umówionej chwili Ty jesteś
gotów zrewanŜować się tym samym.
Wiesz, zawsze marzyłam o tym, Ŝeby wydostać się spod wła-
dzy duchów przeszłości i wziąć swoje Ŝycie we własne ręce.
Okazało się, Ŝe wiedza o odreagowaniu i sposobach przestawia-
nia się na pozytywne myślenie, zwłaszcza o afirmacjach, umoŜ-
liwia mi to w coraz większym stopniu. MoŜe Ty teŜ spróbujesz?
Kolejnym krokiem - po zadbaniu o swoje wewnętrzne nastawienia
- moŜe być zajęcie się tym, co jest na zewnątrz, mianowicie
środowiskiem, w jakim przebywasz.
8. Trujące otoczenie
Zacznę od historii mojej przyjaciółki Misi, która przez
ostatnie parę lat chodzi do pracy jak na ścięcie. Zawsze się
denerwuje, rozmyśla, co ją tam złego spotka, rozpamiętuje
nieprzychylne uwagi koleŜanek. Często mam wraŜenie, Ŝe po po-
wrocie do domu nie rozstaje się z tamtymi problemami, które
nawet we śnie jakoś ją gnębią. Zresztą kiepsko sypia i w nocy
zastanawia się, jak powinna ustawić się wobec szefowej. Cała
sprawa nabrała juŜ niemal rozmiarów obsesji. Ale na wszelkie
moje sugestie, Ŝeby rozejrzała się za inną pracą, Misia rea-
guje źle.
Jest podobnie bezradna wobec teściów: utrzymuje z nimi
regularne kontakty, mimo Ŝe nie są dla niej w Ŝadnym stopniu
budujące. Zawsze jest naraŜona na uszczypliwe uwagi, próby
udowodnienia, Ŝe wszystkie jej pomysły na Ŝycie są bez sensu,
Ŝe źle wychowuje dziecko, a jeszcze na dodatek nie umie się
ubrać. Co tu mówić o wizytach - obowiązkowo co tydzień nie-
dzielny obiad - kiedy kaŜdy telefon teściowej wytrąca ją z
równowagi na parę godzin. Przy czym takie telefony bywają
prawie codziennie, a czasem kilka razy w ciągu dnia.
Jedyna rada, jaką mam dla Misi i osób jej podobnych, to
odciąć się od trujących wpływów. Najpierw trzeba rozejrzeć
się dookoła i sprawdzić: czy ludzie, z którymi się widuję,
pomagają mi myśleć o sobie dobrze, czy wręcz przeciwnie. Cza-
sami trudno bywa nawet zacząć zastanawiać się nad tym, bo na-
sze prawdziwe odczucia przesłania jakiś ogólnie słuszny po-
gląd, na przykład: jak moŜe mi być źle u rodziców, przecieŜ
dziecku u mamy zawsze musi być dobrze; albo: Nowakowie to ta-
cy kulturalni ludzie, powinniśmy się z nimi widywać. Nieraz
cięŜko się przebić przez tego typu przekonania.
śeby odróŜnić "trujące" otoczenie od "poŜywnego", musisz
zadać sobie dwa pytania. Pierwsze: co w danym miejscu słyszę
na swój temat, jakie komunikaty do mnie docierają? JeŜeli
głównie typu "źle postępujesz", "głupio myślisz", "brzydko
wyglądasz" oraz pretensje i pouczenia; jeśli spotyka Cię tam
głównie brak zrozumienia i nigdy nikt nie staje po Twojej
stronie - zastanów się, czy czasem nie warto zrezygnować z
tych kontaktów albo przynajmniej powaŜnie je ograniczyć.
Druga waŜna kwestia: jak reagujesz na towarzystwo tych
ludzi lub tej osoby. Czy na przykład masz poczucie, Ŝe jesteś
cięŜki czy lekki? Czy często boli Cię wtedy głowa albo
brzuch? Czy ktoś Cię tam uwaŜnie słucha? Czy są jakieś wyraź-
ne oznaki zadowolenia, kiedy się pojawiasz? U siebie zaobser-
wowałam pewną charakterystyczną reakcję: w miejscach, które
mi nie słuŜą, mam zwolnione ruchy, tak jakby było mi trudno
podnieść rękę czy nogę. Kiedy się na tym łapię, zaczynam uwa-
Ŝnie przyglądać się całej tej sytuacji i zastanawiać, czy mam
tam jeszcze zostać, czy raczej wyjść.
Szczególnie trudno odciąć się od trujących wpływów szer-
Strona 44
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
szego kręgu rodzinnego: rodziców, teściów, dalszych krewnych.
Często widzę, jak zupełnie dorośli, samodzielni ludzie, któ-
rzy mają juŜ własne potomstwo, zachowują się tak, jakby dali
im uprawnienia do wtrącania się i swobodnego wyraŜania swoich
niepochlebnych opinii. Jakby istniała cicha umowa, Ŝe rodzi-
nie nie moŜna w tym miejscu powiedzieć "stop, nie Ŝyczę sobie
tego". I zdecydować, Ŝe do podtrzymania więzi rodzinnych wy-
starczy BoŜe Narodzenie i Wielkanoc plus moŜe jeszcze imieni-
ny dziadka.
Przeczytałam kiedyś stosy pamiętników, przysłane na kon-
kurs "Moje małŜeństwo i rodzina" i utkwił mi w pamięci jeden
z nich. Młoda męŜatka pisała, jak parę razy w tygodniu przy-
chodzi do niej teściowa, zagląda we wszystkie kąty, nawet do
garnków i do szaf, nie szczędząc cierpkich uwag. Muszę powie-
dzieć, Ŝe dla mnie ta historia zabrzmiała naprawdę przeraŜa-
jąco. W podobnych przypadkach zachęcam Cię do kierowania się
zasadą ujętą w angielskim przysłowiu "Mój dom to moja twier-
dza".
Masz moŜliwość wyboru, moŜesz tam wpuszczać tylko swoich
sprzymierzeńców. A jeśli zdecydujesz się pozwolić wejść komu
innemu, to na wyraźnie określonych przez Ciebie zasadach.
Proszę bardzo, herbata albo kawa, pobawić się z dzieckiem ale
naprawdę świat się nie zawali, jeŜeli powiesz: "Kuchnia i sy-
pialnia nie jest dla gości" albo "O szóstej mamy coś waŜnego
do zrobienia, więc serdecznie zapraszam do za dziesięć szós-
ta, a potem juŜ musimy zająć się naszymi sprawami". I o 17.50
przypomnieć, Ŝe taka była umowa.
Boisz się narazić, jeŜeli zrobisz coś takiego? PrzecieŜ
naprawdę nic nie tracisz - z pewnością chodzi o kogoś, kto i
tak niezbyt Cię szanuje (a moŜe zacznie, kiedy okaŜe się, Ŝe
nie moŜe swobodnie chodzić Ci po głowie?). W rzeczywistości
grozi Ci nie to, Ŝe stracisz dobrą opinię, tylko złudzenie,
Ŝe uda Ci się na nią zasłuŜyć.
Rozmawiając z ludźmi przekonałam się, Ŝe najtrudniej
ograniczyć kontakty z własnymi rodzicami. I nie tylko z powo-
du normy społecznej czy teŜ obyczaju. Do ponawiania kontak-
tów, które juŜ tyle razy okazały się trujące, przyciąga nas
jak magnes nadzieja, Ŝe uda się otrzymać od nich coś, czego
się nie dostało w dzieciństwie. MoŜe teraz zauwaŜą, docenią,
zaczną kochać? Często nie do końca zdajemy sobie sprawę, Ŝe
takie dziecinne nadzieje na otrzymanie miłości i uznania
przetrwały do dziś. Tylko Ŝe skoro przez tyle lat ich speł-
nienie się nie powiodło, to trudno - trzeba rozstać się z
iluzjami i zacząć szukać gdzie indziej.
9. Jak zapewnić sobie wsparcie?
W tej sprawie masz zapewne bardzo słabą wyobraźnię, po-
niewaŜ - jak przypuszczam - rzadko kiedy ktoś Cię rozumnie
wspierał. Teoretycznie wiemy, Ŝe od tego mamy przyjaciół,
ukochanych czy rodziców, Ŝeby byli gotowi pomóc, podbudować,
dodać otuchy. W praktyce bywa z tym bardzo róŜnie. Zawsze za-
zdrościłam ludziom, których najbliŜsi poczuwali się do towa-
rzyszenia im w trudnych sytuacjach: chodzili z nimi do denty-
sty, tkwili na korytarzu podczas egzaminów - im trudniejszy
moment, tym większą otaczali troską i Ŝyczliwością.
Niestety, w moim otoczeniu częściej spotykam wyznawców
zasady "kaŜdy powinien radzić sobie sam". JeŜeli dorastałeś w
takim przekonaniu, to nic dziwnego, Ŝe kiedy dzisiaj masz
kłopoty albo chandrę, wstyd Ci nie tylko poprosić o pomoc
(choćby "pobądź trochę ze mną, bo jest mi smutno"), ale nawet
przyznać się, Ŝe coś Cię gnębi. To pierwsza bariera utrudnia-
jąca otrzymanie wsparcia. Zapominasz o tym, Ŝe wszyscy - na-
wet najwspanialsze okazy doskonałego zdrowia psychicznego -
mają swoje "dołki", załamania, momenty bezradności i beznad-
ziejności.
Drugą barierą jest przeświadczenie, Ŝe nie jesteś tego
wart i nic Ci się nie naleŜy. To oczywisty nonsens: wsparcie
naleŜy Ci się po prostu dlatego, Ŝe go potrzebujesz - i nie
Strona 45
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
wymaga to Ŝadnych dodatkowych uzasadnień.
Wreszcie trzecia bariera - poczucie, Ŝe wokół Ciebie nie
ma nikogo, kto byłby gotów zainteresować się Twoim samopoczu-
ciem, poświęcić Ci trochę czasu, kto Cię naprawdę lubi czy
kocha. śe nie ma Ŝadnego grona ludzi, w którym Ty autentycz-
ny, ze swoimi kłopotami i problemami mógłbyś znaleźć dla sie-
bie miejsce. Słyszałam to dziesiątki razy i tyleŜ razy zachę-
całam do rozpoczęcia poszukiwań i prób. I przekonałam się, Ŝe
kiedy człowiek jest gotów przyznać się przed sobą, Ŝe potrze-
buje innych ludzi, i zacznie się rozglądać - inni wyczuwają
to i zbliŜają się do niego.
Więc jeśli potrzebujesz dobrych, dowartościowujących kon-
taktów, a masz ich mało albo nie masz wcale, to najpierw zrób
przegląd swoich starych oraz obecnych znajomości i przyjaźni,
Ŝeby sprawdzić, czy nie warto niektórych z nich odnowić albo
wzmocnić. Miła koleŜanka szkolna ma dwójkę małych dzieci i
nie chcesz sprawiać jej dodatkowych kłopotów? AleŜ niewyklu-
czone, Ŝe ona marzy, Ŝeby ktoś wpadł do niej pogadać. U kuzy-
na, którego lubisz, nie byłeś juŜ trzy lata i czujesz się nie
w porządku? Całkiem moŜliwe, Ŝe jemu teŜ jest przykro, Ŝe się
nie widujecie. Chętnie zaprosiłbyś na imieniny parę osób z
pracy, ale nie ma takiego zwyczaju. To dlaczego Ty nie miał-
byś go wprowadzić?
Rozejrzyj się, popróbuj, włóŜ w to trochę wysiłku. Nastaw
się, Ŝe nie wszystkie próby pójdą Ci równie dobrze, pewnie
się zdarzy parę niewypałów. Cała sztuka polega na stworzeniu
sobie moŜliwości wyboru, bo przecieŜ widać, kogo Twoja obec-
ność cieszy, a komu ciąŜy. Tylko pamiętaj, Ŝe inni teŜ mogą
mieć kompleksy, więc musisz zdobyć się na trochę inicjatywy:
zapytać, czy moŜesz wpaść, zaproponować kawę u siebie, zapro-
sić na spacer.
Jest tutaj jeszcze jedna waŜna rzecz: nie tylko nie rób
drugiemu, co Tobie niemiło, ale i odwrotnie - rób to, co by-
łoby miłe dla Ciebie. Chcesz, Ŝeby ktoś był z Tobą szczery i
otwarty, więc pierwszy zdobądź się na szczerość. Chcesz, Ŝeby
Cię wysłuchał, więc zacznij od uwaŜnego słuchania. Chcesz
usłyszeć coś Ŝyczliwego o sobie, więc sam raz i drugi powiedz
coś miłego. MoŜe efekty nie będą natychmiastowe, ale wkrótce
przekonasz się, Ŝe to skutkuje.
10. Zadbaj o swoich bliskich, a oni zadbają o ciebie
Czasami trudno w to uwierzyć, zwłaszcza jeŜeli tkwisz w
małŜeństwie, gdzie uczucie wygląda na mocno juŜ wystygłe albo
teŜ toczy się nieustająca wojna; jeśli z rodziną czujesz się
obco; jeŜeli Twoje dzieci są z Tobą w ostrym konflikcie. Wiem
to na pewno: poza nielicznymi wyjątkami dowartościowanie bli-
skich osób zmienia sytuację na lepsze. Chcę Ci zaproponować
parę - zresztą dość oczywistych - sposobów jak to robić. Z
jednym zastrzeŜeniem: Ŝadnego fałszu, bo wtedy najbardziej
finezyjne metody nie skutkują.
Nawet w bardzo wrogich układach są lepsze momenty, kiedy
ciepło myślisz o drugiej osobie, czujesz, jak waŜna jest dla
Ciebie, coś Ci się szczególnie spodobało albo Cię ujęło. Nie
chodzi o manipulację, tylko o ujawnianie pozytywnych rzeczy,
które przychodzą Ci do głowy, a które dotąd miałeś w zwyczaju
zachowywać dla siebie.
Muszę się tu pochwalić najmniej pracochłonnym sukcesem,
jaki odniosłam w poradni rodzinnej. Przyszła do mnie pani po
pięćdziesiątce, o dość przeciętnej powierzchowności i pokaź-
nej tuszy. SkarŜyła się, Ŝe mąŜ zaczął znikać z domu, prawie
z nią nie rozmawia, burczą tylko na siebie i obrzucają się
pretensjami. Doradziłam jej, Ŝeby go czasem pochwaliła, po-
wiedziała coś miłego, zatroszczyła się trochę o niego (z za-
strzeŜeniem jak wyŜej). Pani zniknęła i pojawiła się znowu po
pół roku, tym razem w sprawie konfliktów z dorosłą córką zre-
sztą niezbyt głębokich. Przy okazji opowiedziała mi o czymś,
co zakrawało niemal na cud: zastosowała się do moich wskazań
i mąŜ zupełnie się odmienił. Znów przesiaduje w domu, jest
Strona 46
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
grzeczny i miły, powtarza, Ŝe ją kocha, i... nosi na rękach.
MoŜe zechcesz skorzystać z podobnych sposobów dowartoś-
ciowania swoich bliskich. Przede wszystkim mów im rzeczy dob-
re i miłe, kiedy tylko przyjdą Ci na myśl. Najpierw będą moŜe
nieufni, moŜe pomyślą, Ŝe coś chcesz za to uzyskać albo zatu-
szować jakieś swoje przewinienie (Ŝonom w pierwszej kolejnoś-
ci przychodzi do głowy, Ŝe skoro mąŜ jest taki podejrzanie
miły i prawi komplementy, to pewnie wykonał skok w bok). Ale
po pewnym czasie zobaczysz, jacy są uszczęśliwieni.
Drugim waŜnym sposobem dowartościowania są ciepłe gesty.
KaŜdy człowiek potrzebuje - wiesz o tym dobrze, kiedy chodzi
o Ciebie, a przecieŜ oni mają podobne potrzeby - pogłaskania,
przytulenia czy choćby przyjaznego poklepania albo wzięcia za
łokieć. Boisz się tak bez okazji? Nie wiesz, jak się przeła-
mać? MoŜesz jemu czy jej oprzeć głowę na ramieniu przy wspól-
nym oglądaniu telewizji albo usiąść ramię w ramię jadąc
gdzieś autobusem. Pomalutku, bezpiecznie.
Dobrze jest równieŜ trochę zadbać o najbliŜszych. Przygo-
tować albo kupić coś, co szczególnie lubią. Moja starsza cór-
ka za najwyŜszy dowód miłości uwaŜa to, Ŝe czasami przynoszę
jej polskie "Bravo" albo inne czasopismo z rockowymi zespoła-
mi. Warto zapewnić czasami odrobinę komfortu: podać gorącą
herbatę, kiedy wróci zziębnięty, chociaŜ mógłby obsłuŜyć się
sam; zaproponować półgodzinną drzemkę, kiedy ona wygląda na
zmęczoną; jeśli ma smutną minę, zapytać, czy czegoś nie po-
trzebuje.
Myślę, Ŝe bardzo waŜne jest takŜe okazywanie autentyczne-
go zainteresowania i uwagi. Banalne "jak tam dzisiaj?" czy
"jak ci poszło?" połączone z uwaŜnym spojrzeniem i gotowością
wysłuchania odpowiedzi moŜe być bardzo przekonywającym sygna-
łem. Tak samo powiedzenie, Ŝe widzisz, w jakim nastroju jest
druga strona "Chyba cię zmartwiło to, co powiedziałem", "Wi-
dzę, Ŝe jesteś dzisiaj bardzo zdenerwowana", "To miło, Ŝe
masz taki dobry humor".
Zdaję sobie sprawę, jak trudno jest zrealizować kaŜdą z
tych sugestii. Zwłaszcza jeŜeli nie masz Ŝadnego treningu czy
nawyku w tej dziedzinie: nie jesteś zbyt wylewny ani "dotyka-
lski", mało się orientujesz w potrzebach i upodobaniach swo-
ich bliskich, boisz się, Ŝe odrzucą Twoją troskę i zaintere-
sowanie. Niemniej moim zdaniem warto zacząć, bo często nawet
drobna zmiana wystarczy, Ŝeby uruchomić proces "ocieplania"
całego układu. Inaczej mówiąc, jest spora szansa, Ŝe jeśli
zrobisz pierwszy krok czy raczej parę kroków, Ŝeby dowartoś-
ciować najbliŜszych, to po pewnym czasie oni zaczną odpowia-
dać tym samym.
11. Co to znaczy "kochać siebie"?
Wszystko, o czym mówiłam w tym rozdziale zmierzało do je-
dnego celu: Ŝebyś się zapoznał z paroma sposobami zmiany wła-
snej samooceny na lepszą. śeby poprawiło się Twoje nastawie-
nie do siebie samego czyli Ŝebyś bardziej siebie polubił czy
nawet pokochał.
Cytowana tu niedawno Sondra Ray pisze, iŜ ludzie często
tak źle o sobie myślą, Ŝe nawet nie rozumieją, na czym ma po-
legać taka miłość do samego siebie. I proponuje swoje rozu-
mienie:
Kochać siebie to chwalić siebie i werbalnie wyraŜać dla
siebie uznanie.
Kochać siebie to akceptować wszystkie swoje działania.
Kochać siebie to mieć zaufanie do swoich moŜliwości.
Kochać siebie to sprawiać sobie przyjemność bez poczucia
winy.
Kochać siebie to kochać swoje ciało i zachwycać się swoim
pięknem.
Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z poczu-
ciem, Ŝe na to zasługujesz.
Kochać siebie to pozwalać sobie na wygrywanie.
Kochać siebie to dopuszczać do siebie innych zamiast go-
Strona 47
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
dzić się na samotność.
Kochać siebie to kierować się własną intuicją.
Kochać siebie to odpowiedzialnie tworzyć swoje własne za-
sady.
Kochać siebie to dostrzegać własną doskonałość.
Kochać siebie to sobie przypisywać zasługi za to, co się
zrobiło.
Kochać siebie to otaczać się pięknem.
Kochać siebie to pozwolić sobie na zamoŜność zamiast Ŝyć w
biedzie.
Kochać siebie to otoczyć się mnóstwem przyjaciół.
Kochać siebie to nagradzać się i nigdy się nie karcić.
Kochać siebie to mieć do siebie zaufanie.
Kochać siebie to karmić się dobrym poŜywieniem i dobrymi
myślami.
Kochać siebie to otaczać się ludźmi, których obecność ci
słuŜy.
Kochać siebie to czerpać radość z aktywności seksualnej.
Kochać siebie to często dawać sobie robić masaŜ.
Kochać siebie to uwaŜać siebie za równego innym.
Kochać siebie to wybaczać sobie.
Kochać siebie to pozwalać na czułość.
Kochać siebie to być dla siebie autorytetem zamiast cedo-
wać to na kogo innego.
Kochać siebie to rozwijać swoje twórcze impulsy.
Kochać siebie to cały czas dobrze się bawić.
Kochać siebie to przemawiać do siebie naprawdę łagodnie i
czule.
Kochać siebie to stać się własnym, akceptującym rodzicem
wewnętrznym.
Gdybyś do tego momentu jeszcze nie wiedział jak zabrać
się do kochania siebie samego, masz tu prawdziwą kopalnię po-
mysłów.
12. MoŜe być inaczej
Niewątpliwie byłoby lepiej, gdyby świat był inaczej urzą-
dzony: gdybyś był otoczony wyłącznie Ŝyczliwymi ludźmi, pomo-
cnymi i wspierającymi, pełnymi uznania dla Twoich zalet i
uroków, ale teŜ wyrozumienia dla słabości i felerów. Pomyśla-
łam, Ŝe na koniec mogłabym Cię zachęcić do tego, Ŝebyś nie
czekał, aŜ tak będzie, tylko zabrał się do zmieniania świata
- zaczął traktować innych tak, jak sam chciałbyś być trakto-
wany. MoŜesz zacząć od siebie i swoich najbliŜszych, swojego
miejsca pracy czy nauki.
śe nic Ci nie wyjdzie w pojedynkę? Dookoła masz pełno so-
juszników, chociaŜ zapewne oni sami jeszcze o tym nie wiedzą.
Kto moŜe być Twoim sprzymierzeńcem? KaŜdy. PrzecieŜ wszyscy -
podobnie jak Ty - marzą o tym, Ŝeby przestać się chować i od-
gradzać od innych, Ŝeby spotykać się z akceptacją i miłością.
Tylko Ŝe ktoś musi zacząć i nie ma Ŝadnego powodu, Ŝebyś to
nie był Ty.
Jak juŜ mówiłam, próbuję coś robić na tym polu od kilku-
nastu lat i mam poczucie, Ŝe moje starania nie idą na marne.
Wiem teŜ, Ŝe jestem jedną z wielu osób, które działają w tym
samym kierunku: lecząc ludzi, wychowując dzieci, tworząc
sztukę, wykonując inne zawody - robią to wszystko w taki spo-
sób, Ŝe kaŜdy, kto się z nimi styka, czuje się potem lepszy i
lepiej traktuje siebie i innych. Krąg się poszerza, bo ktoś,
kto bardziej kocha siebie, jest teŜ bardziej zdolny do obda-
rzania miłością innych.
Na koniec chcę Ci opowiedzieć bajkę, którą słyszałam po
raz pierwszy ponad 20 lat temu. Nie wiem, kto jest jej auto-
rem i skąd pochodzi, ale mam nadzieję, Ŝe - jak wszystkie ba-
jki - jest wspólnym dobrem, z którego wolno swobodnie korzys-
tać. Wahałam się trochę, czy umieścić ją tutaj, bo dotychczas
opowiadałam ją tylko ludziom zaprzyjaźnionym i bliskim, a
Ciebie przecieŜ nie znam. Ale przypomniałam sobie, Ŝe to nie-
ładnie być skąpym i postanowiłam podzielić się z Tobą.
Strona 48
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
13. Bajka o ciepłym i puchatym
W pewnym mieście wszyscy byli zdrowi i szczęśliwi. KaŜdy
z jego mieszkańców, kiedy się urodził, dostawał woreczek z
Ciepłym i Puchatym, które miało to do siebie, Ŝe im więcej
rozdawało się go innym, tym więcej przybywało. Dlatego wszys-
cy swobodnie obdarowywali się nawzajem Ciepłym i Puchatym
wiedząc, Ŝe nigdy go nie zabraknie.
Matki dawały Ciepłe i Puchate dzieciom, kiedy wracały do
domu; Ŝony i męŜowie wręczali je sobie na powitanie, po po-
wrocie z pracy, przed snem; nauczyciele rozdawali w szkole,
sąsiedzi na ulicy i w sklepie, znajomi przy kaŜdym spotkaniu;
nawet groźny szef w pracy nierzadko sięgał do swojego worecz-
ka z Ciepłym i Puchatym. Jak juŜ mówiłam, nikt tam nie choro-
wał i nie umierał, a szczęście i radość mieszkały we wszyst-
kich rodzinach.
Pewnego dnia do miasta sprowadziła się zła czarownica,
która Ŝyła ze sprzedawania ludziom leków i zaklęć przeciw ró-
Ŝnym chorobom i nieszczęściom. Szybko zrozumiała, Ŝe nic tu
nie zarobi, więc postanowiła działać. Poszła do jednej młodej
kobiety i w najgłębszej tajemnicy powiedziała jej, Ŝeby nie
szafowała zbytnio swoim Ciepłym i Puchatym, bo się skończy, i
Ŝeby uprzedziła o tym swoich bliskich.
Kobieta schowała swój woreczek głęboko na dno szafy i do
tego samego namówiła męŜa i dzieci. Stopniowo wiadomość roze-
szła się po całym mieście, ludzie poukrywali Ciepłe i Pucha-
te, gdzie kto mógł. Wkrótce zaczęły się tam szerzyć choroby i
nieszczęścia, coraz więcej ludzi zaczęło umierać.
Czarownica z początku cieszyła się bardzo: drzwi jej domu
na dalekim przedmieściu nie zamykały się. Lecz wkrótce wyszło
na jaw, Ŝe jej specyfiki nie pomagają i ludzie przychodzili,
coraz rzadziej. Zaczęła więc sprzedawać Zimne i Kolczaste, co
trochę pomagało, bo przecieŜ był to - wprawdzie nie najlepszy
- ale zawsze jakiś kontakt. JuŜ nie umierali tak szybko, jed-
nak ich Ŝycie toczyło się wśród chorób i nieszczęść.
I byłoby tak moŜe do dziś, gdyby do miasta nie przyjecha-
ła pewna kobieta, która nie znała argumentów czarownicy. Zgo-
dnie ze swoimi zwyczajami zaczęła całymi garściami obdzielać
Ciepłym i Puchatym dzieci i sąsiadów. Z początku ludzie dzi-
wili się i nawet nie bardzo chcieli przyjmować - bali się, Ŝe
będą musieli oddać. Ale kto by tam upilnował dzieci! Brały,
cieszyły się i kiedyś jedno z drugim powyciągały ze schowków
swoje woreczki i znów jak dawniej zaczęły rozdawać.
Jeszcze nie wiemy, czym się skończy ta bajka. Jak będzie
dalej, zaleŜy od Ciebie.
14. Post scriptum
Od Agnieszki i Lucyny, dwóch uroczych dziewczyn i świet-
nych terapeutek dowiedziałam się, co Albert Einstein uwaŜał
za największe odkrycie swego Ŝycia. Mylisz się, jeśli sądzisz
pochopnie, Ŝe teorię względności. OtóŜ pewien dziennikarz za-
pytał o to wielkiego uczonego pod koniec jego Ŝycia i usły-
szał od Einsteina: najwaŜniejsze, co odkryłem, to Ŝe
Wszechświat jest łaskawy
Autorka, Anna Dodziuk, od blisko 20 lat zajmuje się pora-
dnictwem, treningiem psychologicznym, psychoterapią oraz
uczeniem pomocy psychologicznej. Pracuje w Instytucie Psycho-
logii Zdrowia i Trzeźwości w Warszawie, głównie z grupami
trzeźwych alkoholików i członków ich rodzin. Poprzednio w Po-
radni PrzedmałŜeńskiej i Rodzinnej Towarzystwa Planowania Ro-
dziny zajmowała się indywidualnym poradnictwem i psychotera-
pią dla par.
Ukończyła studia etnograficzne. Ma 45 lat, wychowuje dwie
córki.
Strona 49
Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać
Strona 50