background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

                              Psychologia podręczna
                                  część trzecia
                                        
                                  Anna Dodziuk
                                        
                        P O K O C H A Ć   S I E B I E . 
                                        
                                        
                             Całość w jednym tomie.

            
            
            `Dzień dobry, mój kochany.
            Znajdź trochę czasu na to, by być szczęśliwym!
            Jesteś cudem, który Ŝyje,
            Który rzeczywiście istnieje na ziemi.
            Jesteś kimś jedynym, niepowtarzalnym,
            nie moŜna cię z nikim pomylić.
            Czy wiesz o tym?
            Dlaczego się nie zdumiewasz,
            nie podziwiasz,
            nie cieszysz się swym istnieniem
            i istnieniem innych wokół ciebie?
            Czy to tak oczywiste,
            czy to nic nadzwyczajnego,
            Ŝe Ŝyjesz,
            Ŝe moŜesz Ŝyć,
            Ŝe dano ci czas,
            abyś śpiewał i tańczył,
            czas, abyś był szczęśliwy? (...)
            
            Phil Bosmans: Nie zapomnij o radości.
            Pallotinum Warszawa 1990
            
             Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy przeczytali  maszyno-
         pis i podzielili się ze mną swoimi uwagami: Agnieszce Korzenie-
         wskiej, Mai Lis, GraŜynie Płachcińskiej, Piotrowi  Fijewskiemu, 
         Włodkowi Kameckiemu,  a  zwłaszcza  Andrzejowi  Goszczyńskiemu, 
         który od paru lat jest cierpliwym i bardzo wnikliwym  pierwszym 
         czytelnikiem tego, co przetłumaczę lub napiszę.
             Wiesz, zajmuję się tym juŜ prawie 20 lat i ciągle nie  mogę 
         się nadziwić. AŜ trudno uwierzyć, jak źle ludzie myślą o  sobie 
         i jak źle sami siebie traktują. Zrób mały eksperyment:  powiedz 
         paru znajomym komplement, a zobaczysz, ile wysiłku włoŜą w  to, 
         Ŝeby go "uniewaŜnić" - udowodnić Ci, Ŝe są brzydsi i głupsi niŜ 
         myślisz, a ciuch, który Ci się spodobał, to stara szmata.
             A co Ty robisz, kiedy ktoś Tobie powie coś miłego albo  Cię 
         pochwali? Co Ci wtedy przychodzi do głowy? Czy natychmiast  za-
         czynasz szukać argumentów, Ŝeby udowodnić sobie, Ŝe to niepraw-
         da? JeŜeli tak, to myślę, Ŝe nie lubisz teŜ patrzeć na siebie w 
         lustrze. Jedna moja koleŜanka wróciła po długich  wakacjach  na 
         zabitej wsi w bardzo dobrym humorze i stwierdziła, Ŝe najlepszy 
         był nie wspaniały las dookoła, nie piękny widok  na  Tatry  ani 
         zatrzęsienie grzybów, które uwielbia zbierać - tylko  fakt,  Ŝe 
         nie było tam lustra i przez dwa miesiące nie musiała na  siebie 
         patrzeć.
             Chcesz przyglądać się temu dalej? Sprawdź jeszcze coś,  tym 
         razem u siebie. Zaznacz we właściwych miejscach  odpowiedzi  na 
         pytania i połącz je linią tak, Ŝeby tworzyły wykres.
             Jakie uczucia odczuwasz do samego siebie?
             W tym celu uŜyj poniŜszej skali skali:
            1. Nigdy.
            2. Wyjątkowo.
            3. Rzadko.
            4. Czasem.
            5. Często.
            6. Prawie zawsze.

Strona 1

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

             W stosunku do swoich uczuć:
            1. Miłość, sympatia do samego siebie.
            2. Uczucia mieszane (do samego siebie).
            3. Niechęć, nienawiść do samego siebie.
             Przeanalizuj swoje odpowiedzi. Po przeczytaniu ksiąŜki  od-
         powiedz ponownie na postawione wyŜej pytania.
             Chciałam Cię prosić, Ŝebyś to zrobił nie tylko dla  siebie, 
         ale i dla mnie. MoŜe się kiedyś spotkamy, wtedy  poproszę  Cię, 
         Ŝebyś mi powiedział, czy była jakaś róŜnica  -  jeśli  tak,  to 
         znaczy, Ŝe udało mi się wpłynąć na zmianę Twojego autoportretu. 
         A na tym mi zaleŜy, bo mam taki oto ambitny zamiar:  Ŝebyś  nie 
         tylko dowiedział się czegoś o sobie, ale teŜ Ŝeby coś się w To-
         bie zmieniło. śeby Ci było łatwiej i weselej Ŝyć.
             W największym skrócie moŜna to ująć tak. Myślenie  o  sobie 
         moŜe dodawać Ci skrzydeł, a moŜe je obcinać. MoŜe być  motorem, 
         który dostarcza Ci energii do  Ŝycia,  realizowania  przedsięw-
         zięć, pomysłów i marzeń, a moŜe być kulą u nogi, bagaŜem, z po-
         wodu którego wszystko przychodzi Ci z trudem,  rzadko  coś  się 
         udaje, a marzenia nie spełniają się nigdy. Najczęściej  myślimy 
         o sobie źle, chociaŜ zwykle nie przyznajemy się do  tego  przed 
         ludźmi, a nawet przed sobą. PoniewaŜ wiele lat temu, zaczynając 
         pracę jako psycholog w poradni rodzinnej  przekonałam  się,  Ŝe 
         wszystkim  Ilekroć miałam na ten temat wykład czy jakieś  spot-
         kanie - a sprawa poczucia własnej wartości jest  moim  hobby  i 
         mówiłam o tym do setek słuchaczy - zadawałam zebranym prościut-
         kie zadanie: prosiłam, Ŝeby dokończyli zdanie, składające się z 
         własnego imienia i słowa "jest". W moim przypadku  brzmiało  to 
         "Ania jest...". Oni mieli na "trzy-cztery" złapać pierwszą myśl 
         jaka odruchowo przyjdzie im do głowy.
             OtóŜ niezaleŜnie od tego, czy byli to pacjenci, którzy mie-
         li jakieś kłopoty ze sobą, psycholodzy szkolący się  w  lepszym 
         pomaganiu innym czy teŜ po prostu ludzie zainteresowani  pozna-
         waniem siebie, którzy przyszli "z ulicy" do jakiegoś domu  kul-
         tury - zawsze reakcja  była  taka  sama.  Najpierw  poruszenie, 
         szmer, wyraźne zaskoczenie na wielu twarzach, potem  pełen  na-
         pięcia śmiech albo smutek.  Niektórzy  zaczynali  niecierpliwie 
         trącać sąsiada, Ŝeby natychmiast zwierzyć się ze swojego odkry-
         cia. 
            Oczywiście tak mocna reakcja pojawiała się nie u wszystkich, 
         ale u znacznej większości. Znalazło się zawsze parę osób na ty-
         le odwaŜnych i otwartych, Ŝeby podzielić się tym, co im wyszło.
             Mogłoby się wydawać, Ŝe pojawią się tu głównie takie okreś-
         lenia, których uŜywamy zapytani o charakterystykę jakiejś  oso-
         by. Kto to jest Kowalczyk? Młody facet z Poznania,  nauczyciel, 
         Ŝonaty. Albo sprzedawczyni z naszego sklepu osiedlowego,  star-
         sza pani. Jednak wśród setek odpowiedzi, jakie zdarzyło mi  się 
         słyszeć, zawód ani miejsce zamieszkania nie występowało  nigdy, 
         płeć i wiek tylko parę razy, podobnie stan rodzinny.
             Określenia, jakie padały, to nie były informacje, lecz oce-
         ny. I to oceny w znacznej większości negatywne:  "Piotrek  jest 
         głupi", "Basia jest brzydka", "Józek jest do  niczego".  Czasem 
         bardziej rozwinięte bardziej szczegółowe - niektórym  na  przy-
         kład przychodziło do głowy zdanie "Krysia wszystko  gubi"  albo 
         "niczego nie potrafi doprowadzić do końca".
             Robię ten eksperyment juŜ kilka lat i nadal  szokuje  mnie, 
         jak duŜy jest procent osób z takimi negatywnymi  ocenami  wśród 
         zgromadzonych na dowolnej sali. No dobrze,  nie  ma  się  czemu 
         dziwić, kiedy siedzą tam ludzie z jakimiś problemami: alkoholo-
         wymi, małŜeńskimi, z trudnościami w szkole (daję takie przykła-
         dy, bo z kłopotami tego rodzaju najczęściej miałam  do  czynie-
         nia). Ale równieŜ kiedy grupy były dobierane pod innym kątem  - 
         młodzieŜ z warszawskiego klubu osiedlowego, studenci, dokształ-
         cający się pracownicy socjalni - zawsze określenia  "na  minus" 
         przewaŜały nad pozytywnymi i była to przewaga miaŜdŜąca.
             A co z Tobą? Czy juŜ sprawdziłeś, co masz w głowie na włas-
         ny temat? MoŜesz powiedzieć, Ŝe to się rozpisuje na całe mnóst-
         wo róŜnych szczegółowych ocen. To znaczy: co  myślisz  o  sobie 
         jako o człowieku w ogóle albo jako o  kobiecie  czy  męŜczyźnie 

Strona 2

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         jakim jesteś synem, jaką matką, jakim pracownikiem.  Jak  gotu-
         jesz, pływasz, całujesz, jak sobie radzisz w towarzystwie,  czy 
         umiesz zbierać grzyby, co myślisz o  własnych  zdolnościach  do 
         uczenia się języków obcych. To prawda, w kaŜdym z tych obszarów 
         masz jakąś samoocenę, myślisz o sobie dobrze albo źle. KaŜdy  z 
         nich zresztą i niezliczone inne moŜna  by  dzielić  na  jeszcze 
         mniejsze cząstki.
             Ale masz równieŜ - jak kaŜdy -  pewien  syntetyczny  obraz, 
         jakieś ogólne poczucie na własny temat. U  amerykańskiego  psy-
         choterapeuty Erica Berne'a nazywało się to poczuciem, czy  jes-
         tem O.K. czy nie O.K., czy jestem w porządku, czy nie. MoŜna  o 
         tym mówić jeszcze inaczej, mianowicie: jaki mam stosunek do sa-
         mego siebie? Czy siebie akceptuję, lubię, kocham? Czy godzę się 
         na siebie takiego lub taką, jaka jestem? Co jestem wart czy wa-
         rta? (Niestety, mam z tą ksiąŜką pewien kłopot w  zdaniach  ta-
         kich jak dwa poprzednie trudno za kaŜdym razem uŜywać i rodzaju 
         męskiego, i Ŝeńskiego. Po długich  wahaniach  zdecydowałam  się 
         konsekwentnie zwracać się do Ciebie w rodzaju męskim,  poniewaŜ 
         wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni do określonego  sposobu  czyta-
         nia. OtóŜ -jak myślę - zdanie  "jesteś  dobra"  zostanie  tylko 
         przez kobiety odczytane jako skierowane do  nich,  zaś  "jesteś 
         dobry" brzmi naturalnie zarówno dla męŜczyzn, jak i dla kobiet.
             Andrzej, mój przyjaciel i recenzent, któremu zwierzałam się 
         z tej trudności, trochę mnie pocieszył: "PrzecieŜ zwracasz  się 
         do człowieka, a człowiek w naszym języku jest  rodzaju  męskie-
         go").
             Mnie samej, muszę Ci powiedzieć, jako  uzupełnienie  zdania 
         "Ania jest..." przez wiele  lat  pojawiało  się  "głupia"  albo 
         "brzydka". Mówię to, bo chcę, Ŝeby było jasne, Ŝe problem  nis-
         kiej samooceny znam nie tylko z pracy z pacjentami i  psycholo-
         gicznej literatury - gdzie ostatnio poświęca  się  tej  sprawie 
         coraz więcej miejsca - ale teŜ z własnych przeŜyć. Udało mi się 
         wiele poprawić, mój autoportret jest coraz lepszy.
             Z tym, Ŝe w trakcie tej niełatwej pracy uprzytomniłam sobie 
         coś waŜnego: Ŝe negatywne myślenie o sobie to sprawa nie  tylko 
         indywidualna, ale i społeczna. Mówić - i myśleć! - o sobie dob-
         rze jest czymś nieładnym, nietaktownym, tak nie  wypada.  Czło-
         wiek boi się, Ŝe zostanie uznany za chwalipiętę, narazi się  na 
         zarzut wywyŜszania się albo pychy.
             Nie ma zwyczaju nie tylko chwalenia siebie, ale teŜ innych. 
         Skrytykować, powiedzieć "całą prawdę prosto  w  oczy",  wytknąć 
         błędy i niedostatki - tak, to się ceni. Jesteśmy  przesiąknięci 
         takimi nawykami. Natomiast rzadko kiedy spotykamy się z pochwa-
         łą chwalenia, dostrzegania korzystnych cech i otwartego wyraŜa-
         nia pozytywnych opinii o drugim człowieku. Dlatego nawet  jeśli 
         jak powietrza potrzebujesz dobrego słowa, Ŝyczliwego  zdania  o 
         sobie, uznania ze strony innych, to sam uparcie im  tego  odma-
         wiasz. I oto mamy do czynienia ze społeczeństwem pod tym wzglę-
         dem dosłownie wygłodzonym.
             Nie da się tego zmienić tak od razu, ale - jak  mawiał  pe-
         wien chiński mędrzec - nawet droga o długości dziesięciu tysię-
         cy li zaczyna się od pierwszego kroku. Napisałam tę ksiąŜkę dla 
         tych, którzy chcą go zrobić.
             Kilkanaście lat temu pracowałam przez pewien czas w zespole 
         jednego z najlepszych polskich psychoterapeutów. Kiedyś  rozma-
         wialiśmy o wypisaniu z ośrodka pacjentki z nerwicą, której uda-
         ło się podczas leczenia pozbyć przykrych  objawów  nieustannego 
         lęku. Pamiętam smutne słowa szefa: "Ona jest młoda, ładna,  in-
         teligentna ale tak strasznie źle myśli o sobie. Anka, co ja mam 
         zrobić?"
             Wzięłam sobie to pytanie mocno do serca  i  przez  następne 
         piętnaście lat szukałam odpowiedzi na  nie.  Czytałam  ksiąŜki, 
         analizowałam własne przeŜycia, a przede wszystkim słuchałam lu-
         dzi, którzy zdecydowali się zajrzeć w  siebie  i  coś  w  sobie 
         zmienić. Poszukiwania wciągały mnie coraz bardziej i nie wyglą-
         da na to, Ŝebym miała ich zaprzestać, bo ciągle  odnajduję  ja-
         kieś nowe cegiełki, z których buduje się  odpowiedź.  W  kaŜdym 
         razie dzisiaj wiem juŜ na pewno, Ŝe niska samoocena to jedna  z 

Strona 3

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         najwaŜniejszych i najbardziej powszechnych ludzkich dolegliwoś-
         ci. moim pacjentom doskwiera złe mniemanie o sobie, zaczęłam to 
         sprawdzać u innych ludzi.
            
            
            Rozdział I: Co naprawdę myślisz o sobie? 
            
             Czy juŜ wiadomo, o czym właściwie mamy rozmawiać? W  języku 
         psychologicznym mówi się o poczuciu własnej wartości,  samooce-
         nie albo obrazie własnej osoby. I  kaŜdy  wie,  Ŝe  najogólniej 
         chodz
            i o to, jak przeŜywamy samych siebie, czy  myślimy  o  sobie 
         dobrze czy źle, jaki jest nasz  prywatny  "wewnętrzny  autopor-
         tret". Ale... co innego patrzeć z zewnątrz, z  dystansu,  a  co 
         innego znaleźć się w  skórze  człowieka  z  samopoczuciem  typu 
         "mniej niŜ zero".
            
            1. Skomplikowany autoportret 
             Jestem głupia, zła i brzydka; do niczego  się  nie  nadaję, 
         nic mi nigdy nie wychodzi; czy komuś moŜe zaleŜeć na kimś takim 
         jak ja? - niestety, większość ludzi przynajmniej czasami  myśli 
         o sobie w ten sposób. Niektórzy nawet zawsze. Najpierw  spróbu-
         jemy połapać się w tym myśleniu, przeanalizować je nieco dokła-
         dniej, rozłoŜyć na czynniki pierwsze - bowiem kaŜdy plan popra-
         wy sytuacji musi poprzedzać rozeznanie czyli diagnoza.
             Masz więc i Ty, jak kaŜdy, jakąś ogólną samoocenę. Malujesz 
         swój autoportret w jaśniejszych lub ciemniejszych barwach.  Ale 
         ten obraz jest oczywiście znacznie bardziej skomplikowany, zło-
         Ŝony z róŜnych - jeśli tak moŜna powiedzieć  -  składników  czy 
         wymiarów. Myślę, Ŝe cztery z nich są najwaŜniejsze:
            - powierzchowność, wygląd zewnętrzny, ciało
            - inteligencja, mądrość, zdolności
            - dobroć, uczciwość, kwalifikacje moralne
            - jaką jestem kobietą? jakim męŜczyzną?
             Jest jeszcze piąty waŜny wymiar co myślę o sobie w obszarze 
         "ja-inni". Czy ludzie mogą mnie lubić? Czy warto  ze  mną  być? 
         Czy zasługuję na miłość? MoŜna być przecieŜ pięknym,  mądrym  i 
         dobrym, a mimo to czuć się bardzo samotnie.
             Jedna z moich przyjaciółek zwierzała mi się kiedyś: "Jestem 
         niebrzydka, Ŝyczliwie traktuję wszystkich i chętnie im pomagam, 
         głowę mam teŜ nie najgorszą, nauka zawsze szła mi  dobrze  i  w 
         pracy osiągam spore sukcesy. Ale chyba mi czegoś waŜnego braku-
         je. Prawie nie mam przyjaciół, znajomi o mnie zapominają,  męŜ-
         czyźni się mną nie interesują. Strasznie mi tego brakuje".  Ro-
         zumiem ją, pewnie i Ty ją rozumiesz - trudno cieszyć się Ŝyciem 
         bez dobrych kontaktów ze znajomymi, przyjaciółmi, najbliŜszymi.
             Spróbuję zastanowić się przez chwilę nad kaŜdym z tych pię-
         ciu obszarów - zachęcam Cię do tego samego. Ale przedtem  jesz-
         cze parę zdań dla tych, którzy lubią rozwaŜać kwestie  teorety-
         czne. JeŜeli Ciebie to nie interesuje, po prostu opuść ten  ka-
         wałek i zacznij czytać dalej od następnego.
            
            2. Dla tych, co lubią rozwaŜania teoretyczne 
             Czy obraz własnej osoby i poczucie własnej wartości to jest 
         to samo, czy teŜ co innego? - pytają mnie  czasami.  OtóŜ  moim 
         zdaniem, chociaŜ na temat tego  rozróŜnienia  została  napisana 
         niejedna ksiąŜka, dla naszych potrzeb moŜna uŜywać  tych  dwóch 
         pojęć zamiennie.
             Co prawda poczucie własnej wartości - i słychać  to  juŜ  w 
         samym sformułowaniu - jest skojarzone z  wartościowaniem  czyli 
         myśleniem o sobie dobrze albo źle, z plusem albo z minusem. Na-
         tomiast obraz własnej osoby mógłby być czymś neutralnym czymś w 
         rodzaju nieoceniającego samoopisu. Tylko Ŝe tak nie bywa. Czło-
         wiek jest dla siebie zbyt waŜnym tematem i sam siebie  przeŜywa 
         w sposób ogromnie zaangaŜowany. W związku z tym, gdy  próbujesz 
         zrobić nawet najbardziej neutralny opis, sporządzić czysto  in-
         formacyjny autoportret, to jest on taki tylko pozornie,  bo  do 
         kaŜdego jego elementu są dołączone jakieś uczucia i oceny.

Strona 4

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

             Jeśli czytasz ten fragment, to znaczy, Ŝe jesteś dociekliwy 
         i pewnie zechcesz na własnym  przykładzie  sprawdzić,  czy  tak 
         jest. Wypisz na kartce dziesięć cech, które charakteryzują Cie-
         bie bądź Twoją sytuację, a potem dopisz do kaŜdej plus albo mi-
         nus - w zaleŜności od tego, czy to dobrze czy źle, Ŝe tak jest.
             Drugie waŜne pytanie: jak się ma poczucie własnej  wartości 
         do uczuć wobec siebie samego? Inaczej mówiąc, idzie o  to,  czy 
         siebie lubisz, czy nie lubisz. Ludzie o niskiej samoocenie  czy 
         negatywnym obrazie własnej osoby nie lubią siebie, nie mają  do 
         siebie zaufania, brakuje im pewności  siebie,  kiedy  zabierają 
         się do zrobienia czegoś albo kiedy kontaktują się z innymi. Nie 
         musi tak być w kaŜdej sytuacji ani we wszystkich sprawach,  ale 
         generalnie tak właśnie jest.
             Marzy mi się, Ŝeby ktoś skonstruował przyrząd do  mierzenia 
         samooceny. Taki wartościometr na jednym krańcu skali miałby to-
         talną akceptację: lubię siebie, kocham siebie, w całości siebie 
         akceptuję. Na drugim biegunie: w ogóle siebie nie lubię, nic mi 
         się w sobie nie podoba, uwaŜam, Ŝe zasługuję wyłącznie na nega-
         tywne oceny we wszystkich sprawach.  Oczywiście  takie  skrajne 
         okazy nie występują w przyrodzie, więc ani na  jednym,  ani  na 
         drugim końcu skali mego przyrządu pomiarowego nie znalazłby się 
         Ŝaden konkretny człowiek.
             Na "lepszym" nie byłoby nikogo, poniewaŜ róŜne  niesprzyja-
         jące okoliczności i przeszkody Ŝyciowe są informacją, Ŝe czegoś 
         się nie moŜe, nie wie, coś się nie udaje - i w wyniku  zetknię-
         cia z nimi nawet absolutnie jasny obraz samego siebie  musiałby 
         ulec przyciemnieniu. Natomiast  człowiek  z  drugiego  bieguna, 
         który niczego by w sobie nie akceptował, niczego nie lubił, Ŝy-
         wił do siebie wyłącznie niechęć, moim zdaniem umarłby po  pros-
         tu, pogrąŜony w głębokiej depresji i apatii.
             A więc wszyscy lokujemy się gdzieś pośrodku.  Zaś  przyrząd 
         pomiarowy chciałabym mieć, bo myślę, Ŝe ogólna samoocena stano-
         wi fundament, na którym gorzej lub lepiej buduje się cały gmach 
         swojego Ŝycia.
             No dobrze - zapytał mnie kiedyś znajomy psycholog - ale czy 
         nie spotkałaś takich ludzi, którzy w zasadzie siebie akceptują, 
         ale jest jakiś obszar, którego nie tolerują,  jakaś  cecha  czy 
         własność, której wręcz nienawidzą i chcieliby ją  wyciąć,  usu-
         nąć? OtóŜ nie spotkałam. Myślę, Ŝe  jeśli  człowiek  absolutnie 
         odrzuca, fundamentalnie nie akceptuje jakiegoś  kawałka  samego 
         siebie, to ten fakt musi rzutować na całość.  Ludzie  z  dobrym 
         stosunkiem do siebie są tolerancyjni i ta  tolerancja  obejmuje 
         równieŜ ich samych. Powiadają: ja jestem  w  porządku,  a  moje 
         słabości, wady czy nieudolność znoszę i godzę się z  nimi  albo 
         próbuję je poprawiać.
             Ale dość teoretyzowania. Wróćmy do samooceny w pięciu  naj-
         waŜniejszych wymiarach.
            
            3. Nie kaŜda jest jak Wenus, nie kaŜdy jak Apollo 
             Byłam kiedyś uczestniczką grupy rozwoju osobistego dla  ko-
         biet, gdzie waŜnym tematem - jak zwykle w kobiecych  grupach  - 
         była atrakcyjność fizyczna. Dla niektórych  najwaŜniejsza  była 
         twarz, dla innych zgrabna sylwetka. Przy bardziej  szczegółowym 
         rozwaŜaniu kompleksów okazało  się,  iŜ  jednej  zatruwa  Ŝycie 
         fakt, Ŝe ma nie dość szczupłe nogi, drugiej - za duŜy brzuch  i 
         pupa, kolejnej - za mały biust (ta miała zresztą w grupie  swój 
         "negatyw" - dziewczynę, która  uwaŜała  za  niewybaczalną  wadę 
         swojej urody biust zbyt wydatny). Miały jeszcze nie takie nosy, 
         ręce, oczy, no i oczywiście włosy.
             Muszę tutaj zrobić dygresję  na  temat  włosów.  Wyczytałam 
         gdzieś opis pracy z grupą młodzieŜy, w której coś  się  zgadało 
         na temat włosów. Nie było tam ani jednej osoby, która  akcepto-
         wałaby to, co ma na głowie.
             "Ludzie w tej grupie mieli włosy najróŜniejsze: byli brune-
         ci i szatyni, blondyni; o włosach prostych i kręconych, długich 
         i krótkich - nikomu nie podobały się takie, jakie  ma.  Wszyscy 
         się ich wstydzili. KaŜdy próbował coś z nimi zrobić, ale nikomu 
         nic nie wychodziło. Myślę, Ŝe wszyscy czujemy  się  nieswojo  w 

Strona 5

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         sprawie swego wyglądu zewnętrznego i jakoś się to wiąŜe z  wło-
         sami. Włosy są śmieszne. Kupa czegoś takiego wyrasta ci z  gło-
         wy. I masz coś z nimi zrobić. Są pewne reguły,  których  naleŜy 
         przestrzegać, tylko nikt dobrze nie wie jakie".  (Tim  Jackins: 
         Wstyd - nie trzeba się z nim liczyć, tylko odreagowywać. "Nowi-
         ny Psychologiczne" nr 1-2 (66-67), 1990, s.161).
             Zaczęłam po cichu sprawdzać i po paru latach musiałam  zgo-
         dzić się z opinią autora tamtego artykułu: prawie nie  zdarzają 
         się ludzie - i kobiety, i męŜczyźni - zadowoleni ze swoich wło-
         sów. I niemal całej reszty.
             Jestem pewna, Ŝe nie ma wśród moich czytelników nikogo, kto 
         nie uwaŜałby, Ŝe ma jakąś fundamentalną skazę na  urodzie.  Od-
         stające uszy czy za duŜe stopy to coś, czym sami jesteśmy goto-
         wi latami zatruwać sobie Ŝycie. I co ciekawe, obiektywność  nie 
         ma tu nic do rzeczy. Spotkałam przy róŜnych okazjach dziesiątki 
         bardzo atrakcyjnych kobiet i męŜczyzn, którzy  uwaŜali,  Ŝe  są 
         okropni. Na szczęście pracuję głównie z grupami i okazuje  się, 
         Ŝe jeśli kilka osób w grupie wypowiada się o  kimś  pozytywnie, 
         to ów ktoś musi zmienić nastawienie do siebie,  chociaŜ  trochę 
         uwierzyć, Ŝe moŜe się podobać. Tylko niestety  w  Ŝyciu  rzadko 
         trafiają się okazje pozbierania takich opinii o sobie.
             Zresztą jeŜeli spojrzeć na całą tę sprawę od innej  strony, 
         to okazuje się, Ŝe prawie wszyscy powyŜej pewnego  wieku  komuś 
         się w Ŝyciu bardzo spodobali. Statystyka jest  wysoce  wymowna: 
         dziewięćdziesiąt parę procent dorosłych wchodzi w związki  mał-
         Ŝeńskie, a przecieŜ zwykle mąŜ czy Ŝona nie jest pierwszą  oso-
         bą, która zwróciła na nich uwagę. Widocznie za długi  nos  albo 
         nie taka sylwetka jeszcze niczego nie przekreślają - waŜny jest 
         cały człowiek.
             W poradni małŜeńskiej wielokrotnie pytałam męŜów i Ŝony, co 
         im się podoba u drugiej połowy, i najczęściej  słyszałam:  "Ona 
         cała" albo "Wszystko mi w  nim  odpowiada".  Zaręczam,  Ŝe  nie 
         przychodzili do mnie akurat  małŜonkowie  nadzwyczaj  urodziwi, 
         tylko zwyczajni ludzie, niekiedy niemłodzi, niekiedy sporej tu-
         szy. I co z tego? KaŜdy z nas ma w głowie  jakiś  ideał  urody, 
         zwykle bardzo odbiegający od własnego  wyglądu.  Tymczasem  dla 
         osoby, której się podobasz, atrakcyjne są cechy, na  jakie  się 
         emocjonalnie i erotycznie "uwarunkowała". A mówiąc prościej,  z 
         którymi ma pozytywne skojarzenia.
             Dla jednych będzie to typ urody - wtedy ktoś z boku moŜe na 
         przykład zauwaŜyć, Ŝe kolejne dziewczyny Grzesia są  do  siebie 
         dosyć podobne, zawsze blondynki bez biustu, o ostrych rysach  i 
         długim nosie. Innych najmocniej pociąga sposób  poruszania  się 
         albo głos. I podobno wszystkich - zapach, którego zwykle w ogó-
         le nie jesteśmy świadomi. A więc paradoksalnie: jakaś dziewczy-
         na moŜe zadręczać się tym, Ŝe ma grube nogi, gdy tymczasem  dla 
         męŜczyzny jej Ŝycia w wyniku określonego uwarunkowania erotycz-
         nego pociągające są wyłącznie kobiety z grubymi nogami.
             W sprawie nóg, jak teŜ innych rzekomo niewybaczalnych fele-
         rów urody, polecam wszystkim opowiadanie Witolda Gombrowicza ze 
         zbioru "Bakakaj" zatytułowane "Na kuchennych schodach"  (Witold 
         Gombrowicz "Bakakaj", W: "Dzieła" t. I, Wydawnictwo  Literackie 
         Kraków - Wrocław 1986). W skrócie: jego bohatera, nieskończenie 
         eleganckiego pana, wysoko postawionego  urzędnika  Ministerstwa 
         Spraw Zagranicznych latami fascynują nogi sług do  wszystkiego, 
         grube i pokraczne jak słupy, o potwornie rozklapanych  stopach. 
         Marzy o nich i podgląda je ukradkiem, a z obrzydzeniem myśli  o 
         nogach własnej Ŝony, "giętkich jak liana, długich,  cienkich  w 
         pęcinie". Podsumowanie moŜna zrobić  banalne:  jeśli  chodzi  o 
         atrakcyjność zewnętrzną, nie to ładne, co ładne, a co się  komu 
         podoba.
             To jak jest z Tobą? Czy Ty teŜ jesteś w stanie spojrzeć  na 
         siebie od tej strony tylko przez pryzmat za grubych nóg  (jeśli 
         jesteś kobietą) albo zbyt słabo umięśnionej  klatki  piersiowej 
         (jeśli jesteś męŜczyzną)? A Twoje piękne oczy? A wyrazista, ła-
         dna twarz, niepowtarzalna, jedyna na świecie? A ręce, które  na 
         pewno chciałby malować któryś ze starych holenderskich mistrzów 
         albo rzeźbić Wit Stwosz?

Strona 6

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

             Tym, którzy mają szczególne pretensje do losu, Ŝe nie wypo-
         saŜył ich w olśniewającą filmową urodę, chcę zalecić parę minut 
         rozmyślań nad wyglądem zewnętrznym dwojga  ludzi  sukcesu.  Dla 
         zakompleksionych panów - Woody Allen, mały, źle zbudowany,  ły-
         siejący okularnik, twarz Ŝe poŜal się BoŜe. A w Ŝyciu?  WyreŜy-
         serował i zagrał w kilkunastu filmach, które ogląda cały świat, 
         rozchwytywany przez elitę intelektualną i kulturalną  USA  oraz 
         reszty kuli ziemskiej, bogaty do  obrzydliwości,  romansował  z 
         niebywale pięknymi kobietami, przez kilkanaście lat  Ŝonaty  ze 
         zjawiskowo śliczną Mią Farrow (właśnie się z nią  rozchodzi,  o 
         czym plotkuje Ameryka i pół Europy). Dla pań -  Barbara  Strei-
         sand, niezgrabna, nieregularne rysy, małe, jakby krzywe oczy  i 
         długi nieforemny nos. Co zrobiła z tym wyposaŜeniem, chyba  nie 
         trzeba nikomu mówić. Niezwykle popularna aktorka, sama robi fi-
         lmy, śpiewa i mimo niemłodego wieku ciągle podbija serca  setek 
         nowych wielbicieli.
            
            4. Co wiesz? Co umiesz? Co potrafisz? 
             Intrygujące, co teŜ przychodzi Ci do głowy w odpowiedzi  na 
         te pytania. Nie sądzę, Ŝeby lawiną napływały myśli o niezliczo-
         nych talentach i umiejętnościach. Raczej dwa-trzy nieśmiałe po-
         mysły, a i to ze znakami zapytania. Zawsze mnie szokowało,  jak 
         wielu ludzi uwaŜa się za nieudolnych czy wręcz  tępych.  A  juŜ 
         prawie kaŜdy jest zdania, Ŝe nie ma  zdolności  do  matematyki, 
         nie potrafi nauczyć się języków obcych  i  na  pewno  nie  umie 
         śpiewać.
             No właśnie, jak to jest z tym śpiewaniem? Chyba nie znalaz-
         łby się nikt o zdrowych zmysłach, kto gotów byłby powiedzieć  o 
         Luisie Armstrongu, Ŝe nie umiał śpiewać. A wiesz, Ŝe miał  wro-
         dzoną wadę strun głosowych i jego słynna chrypka to nie  manie-
         ra, nie sposób  na  słuchaczy  ani  wyrafinowanie  artystyczne? 
         Twierdzę, Ŝe masz lepszy głos od Armstronga, i w 99%  nie  mylę 
         się.
             Jestem przekonana, Ŝe Twoje zdolności umysłowe są wielokro-
         tnie większe, niŜ sobie wyobraŜasz. Skąd to wiem? Z  obserwacji 
         dzieci: wszystkie są zdolne, twórcze,  łatwo  przyswajają  nowe 
         wiadomości i łatwo je kojarzą. Niestety, później - w  za  duŜej 
         grupie, w atmosferze konkurencji i  ostrego  oceniania  -  zbyt 
         często przestają korzystać ze swoich moŜliwości, zaczynają  źle 
         reagować na samo uczenie się i pozornie głupieją.
             Pewien psycholog z małego miasteczka opowiadał mi, jak  ro-
         bił sześciolatkom wiejskim tak zwany test dojrzałości szkolnej. 
         Na jednym z obrazków był królik bez oka, dzieciaki miały  odpo-
         wiedzieć na pytanie, czego mu brakuje. Jakiś bystry maluch  po-
         wiedział, Ŝe ten królik nie ma Ŝarcia, więc śpi. I oczywiście w 
         teście dostał minus, bo odpowiedź przewidziana przez  miejskich 
         autorów sprawdzianu była inna. Zawsze  mi  się  przypomina  ten 
         królik bez oka i bez Ŝarcia, kiedy zastanawiam się nad tym, jak 
         oduczano nas od myślenia.
             Zwłaszcza Ŝe wszystkie sprawdziany odbywały się na pewno  w 
         atmosferze napięcia i stresu. Tylko nieliczni w takiej sytuacji 
         mobilizują się i zaczynają radzić sobie lepiej niŜ zwykle. Wię-
         kszość ludzi gorzej się wtedy skupia, myśląc głównie o czekają-
         cym ich niepowodzeniu. A przecieŜ bywa inaczej. Wielki pianista 
         Artur Rubinstein, jeden z nielicznych szczęśliwych geniuszy,  w 
         swoich pamiętnikach opowiada o tym, jak po raz pierwszy koncer-
         tował publicznie.
             "Dla rodziców była to niełatwa decyzja, nie miałem  jeszcze 
         ośmiu lat (...). Termin koncertu ustalono na 14  grudnia  1894. 
         Rankiem tego dnia cały dom popadł w stan najwyŜszego  podniece-
         nia i tylko ja byłem spokojny i zadowolony. Otrzymałem  właśnie 
         piękne, wspaniałe ubranko, z czarnego aksamitu z białym  koron-
         kowym kołnierzykiem, toteŜ czułem się okropnie  waŜny.  Koncert 
         wypadł znakomicie (...). PoniewaŜ  w  garderobie  artystów  juŜ 
         wcześniej zauwaŜyłem wielkie pudło czekoladek, w nader  szczęś-
         liwym nastroju wykonałem sonatę Mozarta,  a  takŜe  dwa  utwory 
         Schuberta i Mendelssohna, publiczność zaś,  złoŜona  głównie  z 
         członków mojej rodziny, ich przyjaciół, a takŜe łódzkich  melo-

Strona 7

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         manów (...) nagrodziła mnie gorącą owacją". (Artur  Rubinstein: 
         Moje młode lata. Państwowe Wydawnictwo Muzyczne, Warszawa 1976, 
         s.17).
             I w tej dziedzinie - podobnie jak w sprawach wyglądu zewnę-
         trznego - bardziej koncentrujemy się na brakach niŜ na tym,  co 
         nam wychodzi dobrze. Szkoda, Ŝe ludzie prawie nie  mają  wspom-
         nień podobnych do Rubinsteina.
            
            5. Uczciwy, dobry, szlachetny 
             Jak często gryzą Cię wyrzuty  sumienia,  co?  Nie  tylko  w 
         związku z tym, co zrobiłeś wczoraj albo tydzień temu,  ale  teŜ 
         parę miesięcy czy parę lat wstecz. Czy kiedy  wyrządzisz  komuś 
         coś złego, myślisz raczej: "Przykro  mi,  zdarzyło  się,  muszę 
         przeprosić", czy teŜ zagłębiasz się w bolesne rozwaŜania o tym, 
         Ŝe jesteś z gruntu zły? Gdyby przeciągnąć linię  od  anioła  do 
         diabła i kazać Ci umieścić się gdzieś na niej w  zaleŜności  od 
         tego, ile masz z jednego i z drugiego,  gdzie  wypadłoby  Twoje 
         miejsce?
             MoŜe zawsze, kiedy tylko coś się nie układa - niekoniecznie 
         Tobie, innym teŜ - myślisz sobie: to wszystko przeze mnie. MoŜe 
         czujesz się podobnie jak dziecko z rodziny alkoholika,  którego 
         samopoczucie tak opisuje Janet Woititz, amerykańska specjalist-
         ka od tego problemu:
             "Nie mogłeś się oprzeć wraŜeniu, Ŝe gdyby cię nie było, nie 
         byłoby wszystkich tych kłopotów. Matka nie walczyłaby z  ojcem. 
         Nie byłaby spięta cały czas, nie krzyczałaby, nie byłaby skłon-
         na do wybuchów. śycie byłoby o niebo lŜejsze, gdyby cię po pro-
         stu nie było. Czułeś się bardzo winny. W pewien sposób juŜ samo 
         twoje istnienie spowodowało tę  sytuację:  gdybyś  był  lepszym 
         dzieckiem, byłoby mniej problemów. To  wszystko  przez  ciebie, 
         jednak najwidoczniej nie mogłeś zrobić nic, Ŝeby zmienić  Ŝycie 
         na lepsze". (Janet Woititz: Dorosłe Dzieci Alkoholików.  IPZiT, 
         Warszawa 1992, s.13).
             Wszyscy mamy sobie coś do  zarzucenia,  chodzących  ideałów 
         nie ma - i chyba nawet byłyby nieznośne. Moja znajoma dopytywa-
         ła się kiedyś o pewnego męŜczyznę, nazwijmy go  Józkiem,  który 
         jej się podobał, a ja go dobrze znałam.  Zaczęłam  opowiadać  o 
         jego zaletach, nazbierało się tego sporo i na to ona  poprosiła 
         mnie: "Znajdź szybko jakąś wadę, bo zaraz Józek w  ogóle  prze-
         stanie mnie interesować".
             Chcę opowiedzieć o jednej rzeczy, która zawsze zdarza się w 
         grupach, jakie prowadzę. Po pewnym czasie uczestnicy  nabierają 
         zaufania do innych, coraz więcej mówią o sobie, zaczynają zdra-
         dzać wstydliwe tajemnice. KaŜdy  jakąś  ma,  nie  Ŝyjemy  wśród 
         świętych, a niektórzy naprawdę  nieźle  w  Ŝyciu  narozrabiali. 
         Przyznają się do tego, bo chcą sprawdzić, czy mimo to ktoś moŜe 
         ich jeszcze akceptować, nie potępiać, nie skreślać całkiem. Nie 
         mają śmiałości zapytać o to, patrzą w podłogę, boją się  rozej-
         rzeć dookoła. Zachęcam wtedy, Ŝeby taki winowajca  podszedł  do 
         kaŜdego członka grupy, zadał pytanie: "Co  teraz  o  mnie  myś-
         lisz?" i Ŝeby patrzył na tego kogo pyta. Reakcje są róŜne,  ale 
         najwięcej jest rozumiejących i Ŝyczliwych  typu:  "Wiem  coś  o 
         twoim Ŝyciu i myślę, Ŝe trudno ci było postąpić inaczej", "Sama 
         nieraz robiłam podobne rzeczy, ale nie chcę się tym dręczyć  do 
         końca Ŝycia", "Znam cię i lubię, więc nie przekonasz  mnie,  Ŝe 
         jesteś aŜ taki okropny".
             Okazuje się, Ŝe jeśli człowiek sam się osądza, zwykle  jest 
         dla siebie znacznie surowszy niŜ inni. Nie  mówię  tu  o  tych, 
         którzy są zawsze pewni swojej racji i znajdują róŜnorakie  uza-
         sadnienia dla własnych świństw i podłości. Mówię  o  osobach  z 
         mizerną samooceną moralną. Te nie są zbyt skłonne  do  uwzględ-
         niania okoliczności łagodzących, a swoje trudności  i  problemy 
         widzą jako wady czy skazy moralne.
            
            6. Jaka z ciebie kobieta? Jaki męŜczyzna?
             Wyobraź sobie pierwsze spotkanie  księcia  i  Kopciuszka, 
         tylko bez interwencji dobrej wróŜki. MoŜe ksiąŜę nawet się  i 
         zakocha, ale Kopciuszek musi mieć niebywałą siłę ducha,  Ŝeby 

Strona 8

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         chociaŜ na pięć minut przestać się zajmować swoją podartą su-
         kienką i zaczerwienionymi od domowych prac rękami.
             Będzie więc albo zachowywać się nienaturalnie, próbując 
         jakoś odciągnąć uwagę księcia od swego mizernego połoŜenia, 
         albo wciąŜ sprawdzać, czy takie umorusane zero jak ona napra-
         wdę podoba się temu wspaniałemu facetowi. Panna Kopciuszek - 
         tak samo jak jej męski odpowiednik - pełna lęku i niepewna 
         własnej atrakcyjności nie będzie w stanie zdobyć się na spon-
         taniczność, swobodnie dawać ("co godnego uwagi mogłabym mu 
         dać?") ani brać ("cóŜ moŜe się naleŜeć komuś tak niepociąga-
         jącemu jak ja?").
             Pamiętasz zresztą, jakie plany miał Kopciuszek, zanim nie 
         pojawiła się wróŜka? W ogóle nie zamierzał iść na bal. Ty ró-
         wnieŜ - jak Cię znam - często w ogóle nie wychodzisz z kąta, 
         boisz się odezwać wyczekująco podpierasz ścianę, zwłaszcza 
         jeśli w pobliŜu jest ktoś bardzo dla Ciebie atrakcyjny. Za-
         miast zachować się jak paw, rozpuszyć najpiękniejsze pióra 
         swego ogona, chowasz się albo uciekasz.
             W dodatku na pewno masz w głowie szereg wyobraŜeń o tym, 
         jaka powinna być kobieta i jaki powinien być męŜczyzna. A te 
         wyobraŜenia często Ci przeszkadzają, bo zwykle nie pasują do 
         tego, jaka czy jaki jesteś. Facet ma być silny, twardy, pełen 
         inicjatywy, niczym się nie przejmować. Więc pod groźbą utraty 
         poczucia, Ŝe jest prawdziwym męŜczyzną, nie moŜe pozwolić so-
         bie na miękkość i ciepło ani chwilową nawet słabość, chociaŜ 
         na pewno czasem bardzo tego potrzebuje. Kobieta ma być ciep-
         ła, na pierwszym miejscu stawiać miłość i rodzinę, nie moŜe 
         być za mądra ani zbyt przedsiębiorcza. Więc boi się okazać 
         złość czy zachować stanowczo nawet w obronie swoich najwaŜ-
         niejszych praw, nie wypada jej za bardzo koncentrować się na 
         sprawach zawodowych, wiecznie ma wyrzuty sumienia, Ŝe zanie-
         dbuje rodzinę.
             Spotkałam u znajomych pewną panią z zagranicy, świetnego 
         lekarza o międzynarodowej sławie, którą zapraszano, Ŝeby je-
         szcze raz przyjechała do Polski, tym razem na dłuŜej. Bez za-
         stanowienia odpowiedziała, Ŝe nie moŜe tego zrobić swojej ro-
         dzinie. PoniewaŜ miała najwyraźniej ponad 60 lat, z czystej 
         ciekawości zapytałam o tę rodzinę. Ku mojemu zdziwieniu oka-
         zało się, Ŝe ma męŜa, równieŜ lekarza rozjeŜdŜającego po 
         świecie i dwie zamęŜne córki po trzydziestce, które w dodatku 
         mieszkają w innym niŜ ona mieście. Czyli w rzeczywistości pa-
         ni profesor nie miała juŜ absorbujących obowiązków rodzin-
         nych, a jednak wciąŜ gotowa była czuć się nie w porządku jako 
         kobieta, Ŝona i matka.
             Wiesz, tak naprawdę nikt dobrze nie wie, na czym polega 
         prawdziwa męskość i kobiecość. DąŜąc do tego, Ŝeby to uściś-
         lić, próbowano na róŜne sposoby badać wrodzone psychologiczne 
         róŜnice między płciami, ale wyniki zawsze wychodziły sprze-
         czne i niepewne. Zwyczaje czy tradycja teŜ nie dostarczają 
         jasnych wskazówek, raczej - tworząc zdumiewające mieszanki z 
         dąŜeniem do nowoczesności - są źródłem dodatkowego zamętu.
             A skoro nie ma jednego wyraźnego modelu męŜczyzny i ko-
         biety, dla mnie wynika z tego przynajmniej tyle: masz więcej 
         do wyboru. Twoje cechy, skłonności, zachowania są wystarcza-
         jąco męskie, nawet jeśli daleko odbiegasz od ideału spartańs-
         kiego wojownika, i dostatecznie kobiece, nawet jeśli nie jes-
         teś wzorową straŜniczką domowego ogniska ani słodkim kobie-
         ciątkiem.
            
            7. W kontaktach z ludźmi 
             Jakie uczucia i myśli towarzyszą Ci, kiedy wybierasz się 
         gdzieś z wizytą? Co sobie wyobraŜasz, kiedy masz wkrótce spo-
         tkać się z osobą najbliŜszą Twemu sercu? Na pewno inaczej 
         jest przed pierwszą randką, a inaczej po dwudziestu latach 
         małŜeństwa. Ale czy jest to raczej radosne oczekiwanie miłego 
         kontaktu, czy ponure przewidywania czegoś przykrego?
             "Bezpiecznie czuję się tylko wtedy,  kiedy  jestem  sama. 
         Jak tylko znajdę się w towarzystwie, boję się, Ŝe się  zbłaź-

Strona 9

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         nię, wykonam coś nie tak i zrobi  się  głupia  sytuacja.  Ale 
         znowu w ogóle nic nie mówić i nie robić - teŜ głupio. To mnie 
         kompletnie paraliŜuje" - tak napisała do mnie  kiedyś  Kasia, 
         którą usiłowałam korespondencyjnie leczyć z kompleksów.  Nie-
         stety, listowne poradnictwo nie jest zbyt skuteczne, bo  Ŝeby 
         się czegoś istotnego dowiedzieć o sobie w układzie "ja-inni", 
         potrzebne są informacje od tych innych. Kasia mimo nieśmiało-
         ści dała się przekonać i znalazła się w jednej z prowadzonych 
         przeze mnie grup.
             Poprosiłam ją, Ŝeby zrobiła bilans swoich wad i  zalet  w 
         kontaktach międzyludzkich. Oczywiście bukiet wad  był  daleko 
         bogatszy i bardziej barwny niŜ nieliczne i mizerne zalety.  A 
         potem zrobiłyśmy sprawdzian: dla kogo jej  poszczególne  wady 
         rzeczywiście są wadami, komu są obojętne, a kto uwaŜa  je  za 
         zalety? Katarzyna była bardzo zdziwiona. Paru osobom na przy-
         kład podobała się jej nieśmiałość i zahamowania. Ktoś  powie-
         dział, Ŝe lubi nieśmiałe dziewczyny, ktoś jeszcze określił tę 
         cechę jako skromność, dwie osoby  uznały,  Ŝe  to  pasuje  do 
         niej. Pamiętam, jak się rozpogodziła,  kiedy  jeden  chłopak, 
         jej równieśnik, prawie na nią nakrzyczał: "To co, Ŝe się  nad 
         wszystkim długo zastanawiasz? Nie znoszę mówienia co ślina na 
         język przyniesie. Ty jak się odezwiesz,  to  przynajmniej  do 
         sensu. Mówisz mało, ale smacznie". I tak  było  ze  wszystkim 
         oprócz obgryzania paznokci, którego nie pochwalił nikt.
             Czy Ty teŜ stronisz od ludzi, jak kiedyś Kasia? Pamiętaj, 
         Tobie teŜ - jak jej - tylko wydaje  się,  Ŝe  inni  nie  będą 
         chcieli Cię zaakceptować. Bzdura! Większość z nich po  prostu 
         boi się tego samego co Ty i dlatego trzyma się na dystans.
            
            8. Inne plusy i minusy 
             Wiem, Ŝe to jeszcze nie wszystko w  Twoim  skomplikowanym 
         autoportrecie. KaŜdą z tych rzeczy moŜna rozłoŜyć  na  szereg 
         mniejszych i większych kawałków. Jedne z nich będą dla Ciebie 
         bardzo waŜne, inne prawie bez znaczenia. Często nawet  nie  w 
         pełni zdajesz sobie sprawę, ile tego jest.
             Kiedy pogrzebać głębiej, stworzyć  ludziom  okazję,  Ŝeby 
         uwaŜniej rozejrzeli się w sobie pod kątem samooceny,  wówczas 
         kolejne nieakceptowane detale wyskakują jak grzyby  po  desz-
         czu. Najczęściej, niestety, nie równowaŜone przez plusy. Zrób 
         teraz swoją listę. Nie tak, Ŝeby  wypisywać  wszystko,  tylko 
         pięć rzeczy, jakie Ci najpierw przyjdą  do  głowy.  Nie  myśl 
         zbyt długo, waŜne są pierwsze skojarzenia. Natomiast w rubry-
         ce plusów moŜesz się zastanawiać dłuŜej, bo  podejrzewam,  Ŝe 
         nie nawykłeś do zauwaŜania swoich mocnych stron i moŜe będzie 
         to okazja, Ŝebyś trochę poćwiczył tę bardzo potrzebną umieję-
         tność.
            A oto lista:
            I. W wyglądzie zewnętrznym, we własnym ciele:
            1) nie lubię w sobie (uwaŜam za swój minus):
            a...
            b...
            c...
            d...
            e...
            2) lubię w sobie (uwaŜam za swój plus):
            a...
            b...
            c...
            d...
            e...
            II. W swojej inteligencji, mądrości, zdolnościach:
            1) nie lubię w sobie (uwaŜam za swój minus):
            a...
            b...
            c...
            d...
            e...
            2) lubię w sobie (uwaŜam za swój plus):

Strona 10

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

            a...
            b...
            c...
            d...
            e...
            III. W swoim charakterze, kwalifikacjach moralnych:
            1) nie lubię w sobie (uwaŜam za swój minus):
            a...
            b...
            c...
            d...
            e...
            2) lubię w sobie (uwaŜam za swój plus):
            a...
            b...
            c...
            d...
            e...
            IV. Jako męŜczyzna/kobieta
            1) nie lubię w sobie (uwaŜam za swój minus):
            a...
            b...
            c...
            d...
            e...
            2) lubię w sobie (uwaŜam za swój plus):
            a...
            b...
            c...
            d...
            e...
            V. W związkach z ludźmi, byciu z nimi, kontaktach
            1) nie lubię w sobie (uwaŜam za swój minus):
            a...
            b...
            c...
            d...
            e...
            2) lubię w sobie (uwaŜam za swój plus):
            a...
            b...
            c...
            d...
            e...
            VI. W innych waŜnych dla mnie sprawach, które nie mieszczą 
         się w tamtych kategoriach
            1) nie lubię w sobie (uwaŜam za swój minus):
            a...
            b...
            c...
            d...
            e...
            2) lubię w sobie (uwaŜam za swój plus):
            a...
            b...
            c...
            d...
            e...
             Ciekawe, czy coś Cię zaskoczyło? Czy łatwiej było Ci  pi-
         sać o plusach, czy o minusach? Czy  Twoje  ogólne  zdanie  na 
         własny temat wiąŜe się jakoś ze szczególnymi ocenami?
            
            9. Sytuacja Ŝyciowa a samoocena
             Chcę jeszcze powiedzieć o jednej rzeczy, z której  pewnie 
         zdajesz sobie sprawę, ale moŜe nie dość  wyraźnie.  Samoocena 
         nie jest człowiekowi dana raz na zawsze. Zmienia się na przy-
         kład z wiekiem. Przypomnij sobie,  co  było  najwaŜniejsze  w 
         Twoim autoportrecie parę lat wstecz, spróbuj wyobrazić  sobie 

Strona 11

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         co moŜe wybić się na pierwszy plan za parę lat.
             Dostałam list od Małgosi dokładnie na ten temat.  Pisała: 
         "Będąc młodą dziewczyną strasznie się męczyłam. Zawsze mi się 
         zdawało, Ŝe jestem niestosownie ubrana, inne dziewczyny - one 
         umiały zrobić się na bóstwo! W dodatku nie tańczyłam za  dob-
         rze. W ogóle byłam strasznie zakompleksiona. Teraz przestałam 
         się przejmować tym, jak wyglądam. WaŜne, Ŝeby ludzie mnie lu-
         bili i Ŝeby mieć paru przyjaciół od serca. Potrafię  gadać  z 
         nimi godzinami, pomagamy sobie nawzajem w trudnych  chwilach. 
         Nie wyładniałam, nigdy nie byłam zbyt ładna, zresztą wiesz  - 
         lata lecą. Ale chyba zmądrzałam i mniej się skupiam na sobie, 
         a bardziej na innych. MoŜe to jest mój sposób na kompleksy?"
             Bez wątpienia na samoocenę wpływa Twoja sytuacja Ŝyciowa, 
         co najlepiej widać, kiedy się gwałtownie zmienia.  Przekonują 
         się o tym choćby wszyscy młodzi rodzice, kiedy - wraz z poja-
         wieniem się na świecie ich pierwszego potomka - zaczynają li-
         czyć się umiejętności i dobra orientacja  w  sprawach  pielu-
         szek, kolek, karmienia itd. itp. Na parę tygodni albo miesię-
         cy dla matki takie rzeczy stają się najwaŜniejsze we  własnym 
         autoportrecie, określają jego jasną lub ciemną tonację.
             A wszyscy ci, którzy ze wsi przenieśli się  do  miasta  i 
         nagle okazało się, Ŝe cała ich skomplikowana i obszerna  wie-
         dza o przyrodzie oraz zdolności do cięŜkiego wysiłku  fizycz-
         nego specjalnie się nie liczą? A męŜczyźni,  którzy  wraz  ze 
         wzrostem bezrobocia stracili pracę i teraz muszą jakoś  odna-
         leźć się w sytuacji, kiedy jedyną pracującą osobą w  rodzinie 
         jest Ŝona?
            
            10. Lepszy - gorszy czyli w pułapce bezustannych porównań
             Jeszcze siedziałeś w wózku, siusiałeś w pieluchy  i  nie-
         wiele rozumiałeś z tego, co mówią dorośli, a  juŜ  nad  Twoją 
         głową co chwila ktoś Cię do kogoś porównywał: Piotrusiowi wy-
         rósł ząbek! A mojemu Stasiowi jeszcze nie. A czy  juŜ  siada, 
         czy juŜ staje, czy juŜ liczy do pięciu, bo moje juŜ do  sied-
         miu? śyjemy w społeczeństwie, w którym od zera uczą nas poró-
         wnywania. Na pewno byłoby Ci  łatwiej  wymienić  pięćdziesiąt 
         rzeczy, w których jesteś od innych lepszy  albo  gorszy,  niŜ 
         pięć takich, które  są  niepowtarzalne,  odrębne,  jedyne  na 
         świecie.
             Takie myślenie w kategoriach "lepszy-gorszy" wrosło w nas 
         do tego stopnia, Ŝe nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie in-
         nego podejścia do Ŝycia. A przecieŜ  moŜna.  Z  wykształcenia 
         jestem etnografem, w związku z tym miałam okazję - oczywiście 
         poprzez lekturę - przyjrzeć się na przykład południowo-amery-
         kańskim Indianom Zuni, opisywanym przez Ruth Benedict, słynną 
         badaczkę ludów egzotycznych. Owi Zuni w ogóle ze sobą nie ry-
         walizują. Podczas rytualnych świąt urządzają biegi, w których 
         wcale nie chodzi o to, Ŝeby wygrać. KaŜdy biegacz ma  dotrzeć 
         do mety, natomiast nie stara się wyprzedzić innych.
             Często coś podobnego dzieje się  w  grupach  terapeutycz-
         nych, kiedy usiłujemy wyeliminować porównywanie, a w to miej-
         sce wprowadzić koncentrowanie się na swoich mocnych stronach. 
         I okazuje się, Ŝe moŜna myśleć w taki  sposób:  jestem  inny, 
         niepodobny do nikogo na świecie. W czymś dobry, a nie lepszy; 
         w czymś marny, a nie gorszy. Albo jeszcze inaczej - nie  jes-
         tem kiepski, tylko to jest moja trudność.
             Jest jedna sytuacja, w której się nie  porównuje,  raczej 
         przeciwnie - podkreśla jedyność i wyjątkowość. "Jest inna niŜ 
         wszystkie", "nikogo takiego jeszcze nie spotkałam" - tak  mó-
         wią zakochani. A więc umiemy patrzeć  teŜ  w  ten  sposób,  a 
         wszyscy ci, którzy byli zakochani z wzajemnością, wiedzą, jak 
         szczęśliwy moŜe być człowiek, gdy nie obawia się porównań.
             I przeciwstawna sytuacja:  z  pracy  odchodzi  ktoś  kogo 
         wszyscy lubili i cenili, a Ty przychodzisz na jego miejsce  i 
         masz wraŜenie, Ŝe kaŜdy Twój krok i kaŜde odezwanie jest  ze-
         stawiane z postępowaniem owej nieobecnej osoby. Trudno się  w 
         takiej sytuacji wyrobić, prawda? KaŜde "inaczej" oznacza "go-
         rzej", wszystko obraca się na Twoją niekorzyść.

Strona 12

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

            
            11. Czy masz być ideałem? 
             Pełno jest wszędzie dookoła nas róŜnych wzorów doskonało-
         ści, modeli do naśladowania, które - jeŜeli  traktowane  zbyt 
         powaŜnie - potrafią popsuć humor nawet zadowolonym z  siebie. 
         Wkroczyliśmy w epokę reklam i mam wraŜenie, Ŝe  musi  się  to 
         źle odbijać na poczuciu własnej wartości wielu z nas. Bo któ-
         ra ma takie włosy i sylwetkę, jak Cindy Crawford, zachęcająca 
         do kupowania szamponu firmy L'Oreal? Który wygląda tak korzy-
         stnie jak facet z reklamy "Gilette - najlepsze  dla  męŜczyz-
         ny"? Nie stać Cię równieŜ na nowy model Opla czy nawet  Polo-
         neza. Zapewne nie jesteś i moŜe nigdy nie będziesz eleganckim 
         biznesmenem korzystającym z komputera IBM najnowszej  genera-
         cji.
             Ale czy tylko o to chodzi? Zastanów się dobrze: pragniesz 
         mieć hollywoodzką urodę, umysł Einsteina i karierę zawodową w 
         tempie Alexis Colby czy po prostu chcesz być szczęśliwy? Nie-
         jednokrotnie te reklamowane symbole powodzenia i sukcesu wca-
         le nie mają szczęśliwego Ŝycia. Jestem przekonana, Ŝe Marylin 
         Monroe zamieniłaby się z niejedną szarą myszką, dziewczyną  z 
         Pułtuska, która ma kochającego męŜa i udane dzieci.
             Wrócimy do tego jeszcze, a teraz posłuchaj: kaŜdy z  nas, 
         a więc i Ty, ma w sobie  coś  niepowtarzalnego,  jedynego  na 
         świecie i przez to cudownego i pięknego. Nikt nie jest  idea-
         łem, ale teŜ nikt nie jest kompletnym zerem. A więc i Ty  nie 
         jesteś. Spróbuj spojrzeć na to tak: często myślę o sobie źle, 
         ale to nie jest obiektywna prawda, tylko moje wyobraŜenia.  A 
         skoro tak, to mogę zacząć je zmieniać.
            
            
            Rozdział II: Co wynika z twojego myślenia 
            
             Weźmy sytuację najprostszą, jakiś sprawdzian czy egzamin. 
         Dostałeś pierwsze pytanie, które nie bardzo Ci pasuje, i zma-
         gając się z nim moŜesz wpaść - jak wóz na piaszczystej drodze 
         w wyŜłobione koleiny - w jeden z dwóch torów myślenia:
             1. Na pewno następne pytanie będzie gorsze i skompromitu-
         ję się jeszcze bardziej. Po co w ogóle się do  tego  zabiera-
         łem, skoro wiem, Ŝe jestem do niczego. JuŜ tyle razy  mi  się 
         nie powiodło. Dobrze pamiętam, jaką dałem plamę w zeszły wto-
         rek. Mam coraz większą pustkę w głowie... Nic mi nie wyjdzie!
             2. Zobaczymy, czy następne pytanie nie będzie lepsze. Je-
         stem całkiem nieźle przygotowany. Teraz trzeba  tylko  skupić 
         się i nadrobić złe wraŜenie. JuŜ parę razy poradziłem sobie z 
         duŜo trudniejszą sytuacją. PrzecieŜ nie dalej jak  przedwczo-
         raj poszło mi tak dobrze. Musi się udać!
             Nie muszę mówić, kto ma większe szanse. Lubię to porówna-
         nie, bo właściwie we wszystkich Ŝyciowych sprawach jest  pod-
         obnie, od projektu ugotowania zupy po plan przebudowy świata. 
         Najpierw coś zamierzamy - sami lub pod wpływem oczekiwań  in-
         nych ludzi - potem zastanawiamy się, jak nam  to  pójdzie,  i 
         ten pesymizm albo  optymizm  wyznacza  dalszy  bieg  zdarzeń. 
         Idzie jak z płatka albo jak po grudzie. Oczywiście, tak zwane 
         obiektywne okoliczności teŜ mają znaczenie, ale nasze  nasta-
         wienie jest duŜo waŜniejsze, niŜ na ogół sądzimy. 
            
            1. A moŜe sam jesteś autorem własnych niepowodzeń?
             Jak to się  dzieje?  OtóŜ  najpierw  uruchamiamy  łańcuch 
         wspomnień. Osoby, które  mają  skłonność  do  dołowania  się, 
         przypominają sobie swoje poprzednie niepowodzenia i dosłownie 
         zwieszają nos na kwintę. Do i tak juŜ cięŜkiego bagaŜu  prze-
         konania o swoich nikłych szansach dodają nową cegłę  i  znowu 
         próbują. Nadal bez skutku, tyle Ŝe dalej jest im  coraz  cię-
         Ŝej. Kolekcja niepowodzeń rośnie jak toczona w  dół  kula  ze 
         śniegu.
             A ci, którzy są nastawieni, Ŝe pójdzie dobrze? Ich kolek-
         cja składa się z kolorowych  baloników  -  wspomnień  udanych 
         działań i sytuacji - które ciągną ich do góry, łącząc  się  w 

Strona 13

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         coraz większy pęk. Czyli im gorzej, tym gorzej, a im  lepiej, 
         tym lepiej. Co jest przeciwieństwem nosa na kwintę? Nos triu-
         mfalnie skierowany ku górze.
             Mówię zawsze, Ŝe człowiek ma wypisane na nosie to, co  ma 
         go spotkać. I jest to - po łańcuchu wspomnień - druga  tajem-
         nica Twoich sukcesów i niepowodzeń. Tam wszystko odbywa się w 
         Twojej głowie: musisz zuŜyć mnóstwo energii, Ŝeby przebić się 
         przez swoje negatywne nastawienie i juŜ nie tak wiele zostaje 
         na samo zadanie, które przed Tobą stoi. Tu w grę wchodzą inni 
         ludzie, którzy czytają z Twojego nosa.
             Zresztą nie tylko z nosa. Niska  samoocena,  niewiara  we 
         własne moŜliwości da się odczytać z wielu  róŜnych  sygnałów, 
         chociaŜ być moŜe nie zdajesz sobie z tego  sprawy.  Przyjrzyj 
         się na przykład swojej sylwetce. Jeśli masz złe  mniemanie  o 
         sobie, pewnie nie nosisz dumnie wypiętej piersi, tylko raczej 
         kulisz ramiona. Pewnie masz skłonność do cofania brody i  po-
         chylania głowy, zamiast obnosić ją wyprostowaną po królewsku. 
         MoŜe teŜ trzymasz ręce blisko tułowia i nie  zagarniasz  nimi 
         świata, tylko często  krzyŜujesz  na  piersiach,  jakbyś  się 
         chciał przed nim osłonić.
             Bywa odwrotnie: chociaŜ w środku czujesz się bezradny jak 
         małe dziecko i tak naprawdę nie wart uznania i uczucia - nad-
         rabiasz miną i postawą, wypinasz pierś, zadzierasz głowę, mo-
         cno gestykulujesz. Wymowa niby inna niŜ u tych  niepewnych  i 
         zahamowanych, ale tylko niektórzy dają się zwieść pozorom. Bo 
         jednak często moŜna zauwaŜyć, Ŝe Twoja przebojowość jest tro-
         szkę przesadna czy sztuczna, Ŝe jesteś  odrobinę  za  sztywny 
         albo ciut zbyt głośny. Jakbyś to nie był Ty, tylko maska  czy 
         przebranie, zza których chwilami przeziera coś całkiem  inne-
         go.
             Jeśli tak właśnie funkcjonujesz - wewnątrz niska samooce-
         na, na zewnątrz pewność siebie i dobre samopoczucie - to jes-
         tem przekonana, Ŝe musi Cię to drogo kosztować. Płacisz ciąg-
         łym napięciem, albowiem wspinanie się na palce pochłania wie-
         le energii i na krótką metę zwyczajnie męczy. A jeśli  utrzy-
         muje się przez dłuŜszy czas, moŜe się nawet niekorzystnie od-
         bić na Twoim zdrowiu.
             I drugi rodzaj kosztów: zamieszanie, jakie wywołuje Twoja 
         niejednoznaczność u ludzi, którzy usiłują Cię zrozumieć. Gdy-
         by ktoś nawet chciał dać Ci to, czego potrzebujesz, trudno mu 
         będzie odczytać, o co Ci właściwie  chodzi.  Mam  przyjaciela 
         Filipa, który załoŜył nową firmę i wpadł w - przejściowe zre-
         sztą - tarapaty. Jego dziewczyna Ŝaliła się kiedyś, Ŝe chcia-
         łaby podtrzymać go na duchu ale nie umie tego zrobić. Wyczuwa 
         jego znękanie i niepokój, natomiast Filip zachowuje się  tak, 
         jakby wszystko spływało po nim jak woda po gęsi.
             Pozostając jednak przy skulonych  ramionach  i  nosie  na 
         kwintę - to tylko przykłady sygnałów, jakie bezwiednie dajesz 
         innym. Jeden z nich jest szczególnie  waŜny,  to  mianowicie, 
         czy w kontaktach z ludźmi patrzysz im w oczy. Osoby  niepewne 
         siebie na ogół tego nie robią. Co wtedy przeŜywa ten, na kogo 
         nie patrzysz? Najczęściej myśli sobie: coś tu jest nie w  po-
         rządku, chce coś przede mną ukryć, pewnie  oszukać;  a  moŜe, 
         skoro unika kontaktu, źle o mnie myśli albo  mnie  lekcewaŜy. 
         Mało komu przychodzi do głowy, Ŝe to z nieśmiałości czy zaŜe-
         nowania.
             Jak wiele moŜe zmienić patrzenie w  oczy,  sprawdziłam  w 
         bardzo niewdzięcznej sytuacji międzyludzkiej, mianowicie przy 
         załatwianiu spraw urzędowych. Największy formalista, dla któ-
         rego normalnie klient czy petent to wróg, jeŜeli złapać  jego 
         wzrok - mięknie i zaczyna traktować człowieka bardziej po lu-
         dzku.
             Nie mówię juŜ o tym, Ŝe jeśli  nie  patrzysz,  pozbawiasz 
         się wielu bezcennych informacji, przede wszystkim nie  dowia-
         dujesz się, jaka jest reakcja na Ciebie i róŜne Twoje  zacho-
         wania. Miałam raz w prowadzonej przez siebie grupie  przykład 
         jak z podręcznika. Był tam bardzo duŜy facet, Krystian, który 
         bał się ludzi, i kiedy coś od nich chciał, zawsze patrzył so-

Strona 14

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         bie na buty. Zaproponowałam mu, Ŝeby podnosił wzrok,  ilekroć 
         zwraca się do innej osoby. I dokonało się  wielkie  odkrycie: 
         Krystian stwierdził, Ŝe to oni się  go  boją.  No,  moŜe  nie 
         wszyscy, ale spora część.
             Wróćmy do sytuacji egzaminacyjnej mając na uwadze, Ŝe ca-
         łe Ŝycie to jeden wielki egzamin, bo - pamiętasz, jak  pisała 
         Wiesława Szymborska - "nic dwa razy się nie zdarza i nie zda-
         rzy. Z tej przyczyny zrodziliśmy się bez  wprawy  i  pomrzemy 
         bez rutyny". A więc stajesz ze skulonymi ramionami  i  oczami 
         wbitymi w podłogę, a na nosie masz wypisane, Ŝe na  pewno  Ci 
         się nie uda. Egzaminator widzi to i Twoje  przekonanie  przy-
         najmniej w jakimś stopniu mu się udziela. Czyli jeszcze zanim 
         cokolwiek się zacznie, juŜ ma do Ciebie nie najlepsze  nasta-
         wienie. Ono z kolei udziela się Tobie, kulisz się jeszcze ba-
         rdziej i Twój sygnał, Ŝe spodziewasz się niepowodzenia, staje 
         się wyraźniejszy. I tak nastawiacie się nawzajem coraz gorzej 
         i gorzej.
             Na szczęście w Ŝyciu nie  jest  aŜ  tak  źle.  Specjalnie 
         przesadziłam w tym opisie, Ŝeby wyraźniej było widać, jak sam 
         stajesz się źródłem własnych kłopotów.  Namawiam  Cię  w  tym 
         miejscu na mały eksperyment: postaraj się parę razy w róŜnych 
         sytuacjach, kiedy czujesz się nieszczególnie, wyprostować ra-
         miona, podnieść głowę i patrzeć prosto w oczy.  Sprawdź,  czy 
         to coś zmienia, moŜe się zachęcisz do trochę innego  zachowa-
         nia, niŜ dotąd miałeś w zwyczaju.
            
            2. Trudne początki 
             Pamiętasz jak było, kiedy znalazłeś się  w  nowej  szkole 
         albo poszedłeś na studia? Gdy zaczynałeś nową pracę?  Opowia-
         dała mi znajoma dziewczyna, jak czuła się przez  parę  pierw-
         szych tygodni w szkole za granicą, dokąd  wyjechali  słuŜbowo 
         jej rodzice: "Byłam kompletnie ogłupiała i zupełnie do nicze-
         go. Na lekcjach jak przygłup, na prywatkach jak jakiś  raróg. 
         Nie wiedziałam nawet, o czym rozmawiać na przerwach,  co  się 
         odezwałam, to głupio. Byłam nie tak ubrana, inaczej  podnosi-
         łam rękę na lekcjach. Miałam wraŜenie, Ŝe nawet nogi  i  ręce 
         mam nie takie. Tak mi się wtedy wydawało.  Z  czasem  zaczęło 
         być lepiej, wciągnęłam się". Co jakiś czas, bez  wyjeŜdŜania, 
         wszyscy trafiamy na sytuacje, w których czujemy się jak w ob-
         cym kraju.
             KaŜda nowa sytuacja wymaga przystosowania, wszystkie  po-
         czątki obfitują w niepowodzenia, bo poruszasz się po  niezna-
         nym gruncie bez rozeznania i wprawy. Nic dziwnego, Ŝe  reagu-
         jesz niepewnością wątpliwościami na własny temat i  zwykle  w 
         konsekwencji pogarsza się Twój autoportret. Przypuszczam,  Ŝe 
         nie jesteś wtedy dla siebie zbyt dobry i nie fundujesz  sobie 
         okresu ochronnego, czasowej taryfy ulgowej na wejście w  nowe 
         układy. Pewnie z przykrością stwierdzasz, Ŝe inni radzą sobie 
         lepiej, zazdrościsz im, a nawet jesteś na nich zły.
             Trudno bywa zwłaszcza wtedy, gdy oni znają się od  lat  i 
         duŜo ich ze sobą łączy. Naprawdę nie do pozazdroszczenia jest 
         sytuacja nowego pracownika trafiającego do zgranego  zespołu, 
         nowej dziewczyny czy chłopaka wprowadzanego do paczki starych 
         przyjaciół swojej sympatii, małŜonka przyjeŜdŜającego z pier-
         wszą wizytą do rodziny partnera. Oni śmieją się z jakiejś za-
         bawnej historii sprzed lat, a Tobie wydaje się, Ŝe z  Ciebie. 
         Rozumieją się w pół słowa, przerzucają  doskonale  czytelnymi 
         dla nich aluzjami, a Ty nic nie kojarzysz i czujesz  się  jak 
         ostatni tuman.
             Spokojnie! MoŜesz być pewien, Ŝe to minie,  jeŜeli  tylko 
         nie zamkniesz się w sobie i nie podejmiesz postanowienia,  Ŝe 
         się odcinasz i wycofujesz. To trochę tak, jakbyś się  znalazł 
         wśród ludzi mówiących w obcym języku i z  czasem  zaczął  się 
         nim posługiwać, najpierw słabo,  a  potem  coraz  swobodniej. 
         Więc lepiej poprzyglądaj się i trochę poczekaj pamiętając, Ŝe 
         na początku pewna sztywność i niezręczność to rzecz  natural-
         na, a Twoje marne samopoczucie jest zrozumiałe i przejściowe. 
             Pół biedy, kiedy chodzi o dalszą rodzinę  albo  szkolnych 

Strona 15

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         kolegów Twojej drugiej połowy - moŜesz przestać  się  z  nimi 
         widywać. Ale jeŜeli to jest nowa praca lub szkoła czy, powie-
         dzmy, teściowie? Trudno całkiem zerwać takie kontakty.  Bywa, 
         Ŝe decydujesz się wówczas na coś w rodzaju "emigracji  wewnę-
         trznej". Rezygnujesz z włączania się  we  wspólne  rozmowy  i 
         rozrywki, jeŜeli to moŜliwe  siadasz  w  kącie,  starasz  się 
         wyjść jak najwcześniej. I moŜe się to ciągnąć latami,  pogłę-
         biając Twoje poczucie, Ŝe jesteś niewaŜny,  nielubiany,  gor-
         szy.
            
            3. Pobrały się dwa zera 
             A jeśli Ŝyjesz z kimś pod jednym dachem i -  jak  dawniej 
         mówiono - dzielisz z nim lub nią stół i łoŜe? Pracując w  po-
         radni rodzinnej zauwaŜyłam, Ŝe raz po raz powtarza się pewien 
         rodzaj kłopotów, które trapią  małŜonków  ze  złą  samooceną. 
         Chcę przedstawić je tutaj  bardziej  szczegółowo,  bo  prawie 
         wszyscy albo jesteśmy z kimś w stałym związku, albo będziemy, 
         albo - co gorsza - juŜ mamy za sobą rozpad takiego układu. 
             Zacznijmy od konkretnej sytuacji, bardzo prostej i  typo-
         wej. Niech to będzie Gosia i Andrzej, moŜe po dwóch, moŜe  po 
         siedmiu latach małŜeństwa. W kaŜdym razie zdąŜyli juŜ  zapom-
         nieć o zalotach i miodowym miesiącu, tkwią w prozie  codzien-
         nego Ŝycia: praca, gospodarstwo domowe, pewnie teŜ dzieci. On 
         uwaŜa, Ŝe jest niezbyt atrakcyjnym męŜczyzną i marnym  męŜem, 
         ona nie czuje się ani ładna, ani pociągająca i  stale  ma  do 
         siebie pretensje, Ŝe nie wywiązuje się na piątkę z roli  Ŝony 
         (bo prowadzenie domu, proszę Państwa, to tak skomplikowane  i 
         wielowątkowe zadanie, Ŝe zawsze moŜna  znaleźć  coś,  co  się 
         zrobiło nie dość dobrze). Punkt wyjścia weźmiemy banalny - on 
         mówi do niej: "Miła moja, zupa jest przesolona". Bo rzeczywi-
         ście jest.
             Teraz zajmiemy się czytaniem w  myślach.  Kobieta,  która 
         dobrze czuje się w Ŝyciu, w swoim związku i w roli  gospodyni 
         domowej, pomyśli w takiej sytuacji:  "Przykro  mi.  Następnym 
         razem, kiedy będę robić ogórkową, muszę  pamiętać,  Ŝeby  dać 
         mniej soli". A nasza Gosia? Jej  monolog  wewnętrzny  wygląda 
         zupełnie inaczej: "Nie smakuje  mu.  Dobra  Ŝona  potiafiłaby 
         ugotować tak, jak on lubi. Pewnie ma do mnie jeszcze masę in-
         nych zastrzeŜeń i pretensji. Kto wie, czy w ogóle mu odpowia-
         dam. MoŜe juŜ nie chce ze mną być?". I tylko  czeka,  Ŝe  An-
         drzej za chwilę zacznie mówić o rozwodzie.  A  on  powiedział 
         jedynie, Ŝe zupa jest przesolona. 
             Teraz kolej na to, Ŝeby zajrzeć do głowy Andrzejowi.  Go-
         sia, u której jego niewinna uwaga uruchomiła lawinę  małŜeńs-
         kich kompleksów, musi zrobić niezadowoloną minę, bo  przecieŜ 
         z jej punktu widzenia juŜ nie chodzi o zupę, tylko o  ostate-
         czne rozstanie. A on patrząc na tę skrzywioną buzię myśli so-
         bie: "Coś jej złego zrobiłem, zaraz obrazi się i  dojdzie  do 
         wniosku, Ŝe ma mnie po prostu dosyć. To, Ŝe wyszła  za  takie 
         zero, wcale nie oznacza, Ŝe  zawsze  będzie  chciała  ze  mną 
         być". Jednym słowem on teŜ juŜ prawie pakuje walizki.
             Tym razem - jak setki razy wcześniej i później  -  rozej-
         dzie się po kościach. Pewnie za parę minut albo  parę  godzin 
         któreś z nich wykona jakiś pojednawczy gest i  wszystko  jako 
         tako wróci do normy. Tylko Ŝe jeśli tak dzieje się często,  w 
         pewnym momencie ilość przejdzie w jakość.  Spójrzmy  więc  na 
         konsekwencje podobnych sytuacji.
             Po pierwsze - obydwoje zuŜywają duŜą część swojej energii 
         na ciągłe sprawdzanie. Z napiętą uwagą śledzą: jak jest w tej 
         chwili? czy on jeszcze mnie kocha? czy jej  jeszcze  na  mnie 
         zaleŜy? I wtedy oczywiście zawsze znajdzie się  coś,  co  po-
         twierdzi najczarniejsze przewidywania, jak choćby owa przeso-
         lona zupa. Powiem więcej, nawet niektóre obojętne albo  pozy-
         tywne uwagi mogą być odbierane jako  negatywne.  ZałóŜmy,  Ŝe 
         Gosia załoŜyła nowy opalacz, zaś Andrzej, któremu się  w  nim 
         spodobała, powie: "O masz dwuczęściowy kostium". A ona - pew-
         na tego, Ŝe nie jest dość zgrabna - nawet na niego nie  spoj-
         rzy i nie zauwaŜy jego zadowolonej miny, tylko  pomyśli:  "No 

Strona 16

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         tak, chciał mi delikatnie dać do zrozumienia, Ŝe nie powinnam 
         pokazywać brzucha. JuŜ mu się nie podobam". Wobec nagromadze-
         nia podobnych niezrozumień i nieporozumień  obydwoje  starają 
         się uniknąć zapalnych tematów.
             W ich sytuacji takimi szybko okazują się wszystkie, które 
         coś mówią o drugiej stronie. Inaczej mówiąc, w ogóle przesta-
         ją ze sobą rozmawiać o sobie.
             Po drugie - unikają zwłaszcza okazywania wszelkich  oznak 
         niezadowolenia. Andrzej na drugi raz głęboko  się  zastanowi, 
         czy w ogóle mówić, Ŝe mu nie smakuje zupa.  W  efekcie  Gosia 
         będzie niewiele wiedzieć o tym, co on lubi a czego  nie,  zaś 
         Andrzej będzie tłumił swoje niezadowolenie i godził się z sy-
         tuacją, która mu nie  odpowiada.  Do  czasu,  poniewaŜ  kiedy 
         uzbiera się tego duŜo i w róŜnych dziedzinach, jedno  z  nich 
         pierwsze wybuchnie. Wtedy to drugie, które  teŜ  zdąŜyło  juŜ 
         nagromadzić sporo urazy i pretensji, odpowie tym samym. I za-
         cznie się coś, czego obydwoje nie rozumieją: wielka  awantura 
         z błahego powodu.
             Po trzecie - kaŜda oznaka smutku, złości lub zniecierpli-
         wienia Gosi jest odbierana przez Andrzeja jako sygnał, Ŝe  to 
         on zrobił coś nie tak, Ŝe "wszystko przez niego". A Gosię mo-
         Ŝe boleć ząb, mogły ją spotkać jakieś przykrości w pracy  czy 
         zdenerwować dzieci. I chce, Ŝeby ją ktoś pocieszył albo  cho-
         ciaŜ wysłuchał, a tu ślubny najdroŜszy teŜ juŜ zdąŜył wpaść w 
         przygnębienie bądź irytację pod wpływem jej  minorowej  miny. 
         Więc traci chęć opowiadania temu ponuremu  facetowi,  co  jej 
         się dziś przykrego wydarzyło. To samo Andrzej:  miał  męczący 
         dzień albo boli go głowa, a Gosia juŜ jest pewna, Ŝe  ma  coś 
         do niej. Więc na wszelki wypadek nie odzywa się i schodzi  mu 
         z drogi. W ten sposób zamiast wspierać się nawzajem  w  drob-
         nych i większych kłopotach, oddalają się od siebie.
             Po czwarte - obydwoje czekają  na  jakieś  potwierdzenie, 
         dowartościowanie, przejaw uczucia drugiej strony, ale nie  są 
         zbyt skłonni wychylać się z tym sami. Nie zrobię  tego,  boję 
         się, Ŝe mnie odtrąci - myślą. I tak czekają obydwoje,  nieraz 
         latami, coraz bardziej utwierdzając się  w  poczuciu,  Ŝe  są 
         niewaŜni, niekochani, niezauwaŜani.
             Po piąte - unikają jak ognia  wyjaśniania  tego,  co  się 
         między nimi dzieje. KaŜde z nich obawia się, Ŝe kiedy  choćby 
         piśnie coś na ten temat, dopiero wtedy druga  strona  zacznie 
         się serio zastanawiać i niechybnie  dojdzie  do  wniosku,  Ŝe 
         zrobiła Ŝyciowy błąd decydując się na ten związek. Jest w tym 
         coś z myślenia magicznego (niektórzy nazywają to strusią  po-
         lityką): jeśli nie dotknę  tej  chwiejnej  konstrukcji,  jest 
         szansa, Ŝe się utrzyma; ale jak nieopatrznie  ruszę,  a  jest 
         to gmach wzniesiony z chybotliwych, nie połączonych  ze  sobą 
         cegieł, to w ciągu paru sekund rozsypie się w gruzy.
             Niestety, małŜeństwom  takim  jak  Gosia  i  Andrzej  nie 
         sprzyja teŜ tradycja czy zwyczaje rodzinne. Spodobało mi  się 
         podsumowanie, jakie zrobiła kiedyś na moją prośbę pewna pani: 
         "Pochodzę z rodziny, gdzie nawet pytanie 'która godzina?' by-
         ło zbyt osobiste". W ich rodzinnych domach  musiało  być  tak 
         samo: dorośli ani między sobą, ani z dziećmi nie rozmawiali o 
         wzajemnych uczuciach, o Ŝalach i pretensjach, nikt nikogo nie 
         chwalił i nie zapewniał, Ŝe kocha. Skąd to wiem?  Bo  inaczej 
         nie mieliby tych kłopotów.
             Zamiast zadręczać się wątpliwościami, mogliby zabrać  się 
         do wyjaśniania sytuacji i przekonaliby się szybko, Ŝe cała ta 
         spirala rozkręcająca się w ich głowach jest absurdalna  -  Ŝe 
         naprawdę chodzi tylko o zupę, a całą resztę kochają  nad  Ŝy-
         cie. Więc gdyby to ode mnie zaleŜało, od przedszkola  wprowa-
         dziłabym naukę porozumiewania się z bliskimi.
             Kiedy pracowałam w poradni rodzinnej, miałam okazję towa-
         rzyszyć wielu ludziom w próbach lepszego  pozorumiewania  się 
         Ŝałując, Ŝe spotkaliśmy się tak późno, gdy juŜ narosło mnóst-
         wo przykrych "zaszłości". Umawiałam się z róŜnymi małŜeństwa-
         mi, Ŝe wprowadzą u siebie zwyczaj systematycznego rozmawiania 
         o tym, jak im ze sobą jest, co do siebie czują,  z  czego  są 

Strona 17

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         zadowoleni, a z czego nie. Wiem, wiem, to takie sztuczne, ale 
         chcę podkreślić, Ŝe ludzie, którzy mają duŜo lęków i  wątpli-
         wości - wynikających z niskiej samooceny -  z  pewnością  nie 
         przestawią się spontanicznie na inny  sposób  porozumiewania. 
         Natomiast przy odpowiedniej zachęcie mogą popracować nad  wy-
         robieniem sobie lepszych nawyków czy rutyny.
             Jeśli partnerzy wspólnie decydują się na mówienie o  tym, 
         co się pomiędzy nimi dzieje, wtedy wiadomo, Ŝe  naraŜają  się 
         obydwoje, więc powaŜnym i zasadniczym rozmowom przestaje  to-
         warzyszyć atmosfera zagroŜenia, nikt nie musi się wychylać  z 
         inicjatywą, moŜna nawet losować, kto zaczyna. W  poradni  do-
         kładnie uzgadnialiśmy, Ŝe na przykład we wtorki po  połoŜeniu 
         dzieci spać zawsze przeznaczają na ten cel po pół godziny lub 
         trzy kwadranse i obydwoje mają powiedzieć, co złego i co dob-
         rego spotkało ich ze strony tego drugiego w  minionym  tygod-
         niu.
             Gdybyś się zdecydował wprowadzić  taki  zwyczaj  w  swoim 
         związku, musisz trzymać się kilku zasad. Trzeba pilnować:  a) 
         Ŝeby nie skończyło się na samym postanowieniu; to  naturalne, 
         Ŝe - tak jak od kaŜdej trudnej rzeczy - będziecie mieli  chęć 
         się wykręcić; b) Ŝeby kaŜdy miał z góry uzgodnioną ilość cza-
         su, a potem zmiana (np. Gosia kwadrans,  Andrzej    kwadrans, 
         Gosia kwadrans, Andrzej kwadrans -  po  dwóch-trzech  próbach 
         będziecie wiedzieli, jaki czas jest dla Was najwygodniejszy); 
         c) Ŝeby w tych uzgodnionych ramach  czasowych  nie  przerywać 
         sobie nawzajem; d) Ŝeby mówić i o plusach, i o minusach,  na-
         wet gdyby na początku trzeba było wyszukiwać coś na siłę (je-
         dnym jest trudniej mówić o dobrym, innym o złym, to teŜ  jest 
         naturalne); e) Ŝeby zaczynać od Ŝalów i pretensji, a  kończyć 
         na rzeczach pozytywnych, miłych, ciepłych.
            
            4. Z czym jeszcze mogą być kłopoty?
             Sądzę, Ŝe miałeś okazję stwierdzić to sam w róŜnych sytu-
         acjach: niekorzystne myślenie o sobie  jest  samospełniającym 
         się proroctwem. Nie jestem w stanie omówić rozlicznych  dzie-
         dzin, w których moŜe Cię hamować i ograniczać,  jednak  muszę 
         poświęcić parę słów przynajmniej nauce i pracy. Co do zdolno-
         ści uczenia się - mam sporą wprawę w  przebijaniu  się  przez 
         uporczywe złe mniemanie o sobie osób uczących się języków ob-
         cych i pracy z komputerem. To równie dobre przykłady jak kaŜ-
         de inne.
             We wmawianiu sobie, Ŝe "komputer to nie dla mnie" i "nig-
         dy się tego nie nauczę" celują kobiety. JeŜeli  juŜ  potrzeba 
         albo chęć zmusi którąś z moich zaprzyjaźnionych pań, Ŝeby je-
         dnak spróbować, zaczynam od tego: "Ta maszyna nie  jest  duŜo 
         bardziej skomplikowana od pralki automatycznej. Umiesz ją ob-
         sługiwać? Jeśli tak, to z komputerem teŜ  dasz  sobie  radę". 
         Oczywiście początkowo nie wierzą, ale stopniowo - parę  pros-
         tych operacji, Ŝeby przekonać się, Ŝe to skomplikowane  zwie-
         rzę jest posłuszne - nabierają pewności siebie. "Napisz  coś, 
         wydrukujemy to", Ŝeby mogły szybko zobaczyć efekt swojej pra-
         cy. I jeszcze namawiam je do robienia błędów, Ŝeby się z nimi 
         oswoiły i przy samodzielnych próbach nie  wpadały  w  totalną 
         bezradność, kiedy coś pójdzie nie tak.
             Z nauką języków jest podobnie. Jest mnóstwo ludzi, którzy 
         latami obiecują sobie, Ŝe zabiorą się za angielski czy  fran-
         cuski, i nie robią tego, bo nie wierzą, Ŝe  coś  im  wyjdzie. 
         Znam na to dwa sposoby proste i trzeci  pracochłonny.  Pierw-
         szy: weź obcojęzyczną gazetę i na dowolnej stronie (byle  nie 
         z ogłoszeniami) znajdź 100 słów, które rozumiesz. Nie uda  Ci 
         się to po grecku czy po węgiersku, ale angielski,  niemiecki, 
         włoski, hiszpański, nawet holenderski czy portugalski od razu 
         stanie się bardziej przezroczysty.
             Drugi sposób polega na tym, Ŝeby przed kaŜdą  lekcją  czy 
         odrabianiem zadań domowych powtórzyć sobie kilka razy na głos 
         (jeśli się boisz, Ŝe rodzina uzna Cię za wariata, który  gada 
         sam do siebie, zrób to szeptem): "Angielski sam wchodzi mi do 
         głowy". JeŜeli jesteś zainteresowany innym językiem, wstaw go 

Strona 18

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         w miejsce angielskiego.
             I sposób trzeci: poproś kogoś, Ŝeby wskazał Ci  prosty  i 
         niezbyt długi, a interesujący dla Ciebie tekst, i przetłumacz 
         go ze słownikiem. MoŜe się okazać, Ŝe satysfakcja  ze  zrozu-
         mienia czegoś, na czym Ci zaleŜało, jest większa niŜ niepora-
         dność językowa. Moje pokolenie z duŜym  skutkiem  uczyło  się 
         angielskiego na Beatlesach, a rosyjskiego na OkudŜawie.
             Opowiadam to wszystko, Ŝeby było widać,  co  oznacza  czy 
         teŜ z czego się składa owo "nie potrafię się  tego  nauczyć". 
         Na pierwszym miejscu oczywiście króluje ogólne poczucie  nie-
         moŜności. Ale waŜne jest teŜ i to, Ŝe ani Twoi  dotychczasowi 
         nauczyciele, ani Ty sam nie mieliście wprawy  w  stopniowaniu 
         trudności, wybieraniu na początek zadań, których dobre  wyko-
         nanie zachęciłoby Cię do dalszych prób. Nie było teŜ  pomostu 
         do czegoś, co juŜ umiesz. A poza tym nie miałeś okazji  prze-
         Ŝyć choćby niewielkiej satysfakcji związanej z wstępnym  opa-
         nowaniem nowej umiejętności.
             Chcę Ci na zakończenie tego wątku powiedzieć jedną rzecz: 
         Ŝeby przekonać mnie, Ŝe nie jesteś w stanie czegoś  się  nau-
         czyć, musiałbyś zuŜyć bardzo duŜo energii i czasu.  A  myślę, 
         Ŝe i tak by Ci się nie udało.
             Teraz sprawa pracy. Odnosi się do niej  to  wszystko,  co 
         mówiłam o trudnych początkach. Na niepewność związaną z  nową 
         sytuacją i nowymi zadaniami nakłada się  jeszcze  coś  -  po-
         wszechny niedobry zwyczaj, Ŝe przełoŜeni niechętnie  wyraŜają 
         uznanie, za to dość skrupulatnie wytykają błędy i z  upodoba-
         niem ganią. Jeśli juŜ i tak nie myślisz o sobie zbyt  dobrze, 
         pogrąŜasz się w tym jeszcze  bardziej.  I  często  nawet  nie 
         umiesz zobaczyć, kiedy z  nieporadnego  nowicjusza  zmieniasz 
         się w kompetentnego fachowca. A dopóki czujesz się  "młodszym 
         kolegą", Twoi współpracownicy i zwierzchnicy teŜ mają  skłon-
         ność, Ŝeby Cię tak traktować. MoŜe warto co pewien czas spra-
         wdzać to przekonanie?
             Jednym z łatwo dostępnych sprawdzianów jest  robienie  od 
         czasu do czasu - co pół roku, co rok - bilansu własnych doko-
         nań. Szczegółowo i konkretnie: kartka papieru, Twoje prywatne 
         podliczenie, ile i czego  wykonałeś  w  "okresie  sprawozdaw-
         czym". Sama tak robię, bo mnie teŜ nieraz przychodzi do  gło-
         wy, Ŝe od dłuŜszego czasu nic godnego uwagi nie zrobiłam.
             Muszę powiedzieć, Ŝe ilekroć  kogoś  namówiłam  na  takie 
         sprawozdanie, zawsze kończyło się  radosnym  zaskoczeniem.  A 
         gdyby nawet wyszło Ci inaczej, przynajmniej będziesz miał ja-
         kąś miarę, rozeznanie, Ŝe Twoje "nic nie zrobiłem" oznacza" o 
         trzy za mało" w jednej sprawie, "nie dość starannie" w innej, 
         a w pozostałych nie najgorzej. Zobacz, Ŝe  to  zupełnie  inny 
         punkt wyjścia, gdybyś chciał coś zmienić.
             Najlepiej takie podliczenie  robi  niepracującym  matkom, 
         które często uwaŜają, Ŝe czas przecieka im  przez  palce,  są 
         źle zorganizowane i z niczym nie dają sobie rady. JeŜeli  je-
         szcze krytykuje je w tym  duchu  mąŜ  albo  teściowa,  trudno 
         przekonać je inaczej niŜ robiąc bilans  czasu.  Mówię  o  tym 
         przy okazji pracy, poniewaŜ uwaŜam, Ŝe zajmowanie  się  małym 
         dzieckiem i domem to cięŜka i odpowiedzialna praca, niejedno-
         krotnie trudniejsza niŜ zajęcia zawodowe.
             W podsumowaniu chcę przypomnieć, Ŝe w kaŜdej z  wymienio-
         nych dziedzin - w małŜeństwie, w nauce, w pracy - Twoje  zda-
         nie o sobie jest waŜnym czynnikiem  sprawczym.  Mówiąc  proś-
         ciej, kiedy jest dobre, lepiej funkcjonujesz i Ty,  i  często 
         inni wokół Ciebie; kiedy jest złe, wyrabiasz się z reguły go-
         rzej.
             Podstawowa zasada postępowania  byłaby  tutaj  taka:  nie 
         ufaj swoim ogólnym złym opiniom o sobie spróbuj je  podwaŜać, 
         zbieraj dowody na to, Ŝe nie masz racji, kiedy się tak  dołu-
         jesz.
            
            5. Obiektywność nie ma tu nic do rzeczy 
             Namawiam Cię, Ŝebyś konkretnie i  szczegółowo  analizował 
         swoje przeświadczenia na własny temat,  poniewaŜ  przekonałam 

Strona 19

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         się, Ŝe niskie poczucie własnej wartości w  róŜnych  dziedzi-
         nach potrafi mieć niezbyt wiele wspólnego z  obiektywną  rze-
         czywistością sprowadzoną właśnie  do  namacalnych  konkretów. 
         Chcę opowiedzieć tu o dwóch przypadkach, kiedy kontrast  mię-
         dzy ogólną złą oceną a jej rozpisaniem na poszczególne eleme-
         nty był wyjątkowo dobrze widoczny.
             Jedna to opowieść Marka, pacjenta z grupy dla osób z ner-
         wicą, w której byłam obserwatorem, kiedy  uczyłam  się  swego 
         zawodu. OtóŜ Marek uwaŜał, Ŝe jest nie dość sprawny fizycznie 
         i wysportowany. Jego niedościgłym wzorem był ojciec,  kapitan 
         marynarki, któremu chciał zaimponować. Zapytany, czy uprawiał 
         kiedyś jakiś sport, Marek wymienił  jeździectwo,  pływanie  i 
         parę innych dyscyplin, w których osiągał bardzo dobre wyniki. 
         Kiedy doszedł do tego, Ŝe zdobył mistrzostwo Polski w skokach 
         spadochronowych, grupa zaczęła  się  śmiać.  On  w  pierwszej 
         chwili nie zrozumiał, co ludzi tak bawi, więc  chichocąc  za-
         częli mu tłumaczyć, Ŝe wyŜej w męskich  sportach  wspiąć  się 
         juŜ nie moŜna.
             Bohaterką drugiej sytuacji, teŜ w grupie  terapeutycznej, 
         była Lusia, trzydziestoletnia pracująca męŜatka, matka dwojga 
         dzieci. Płacząc oskarŜała się o to, Ŝe jest wyrodną  matką  i 
         złą Ŝoną, nie dba o dom i rodzinę, poświęca im za mało  czasu 
         i starań. Na marginesie dodam, Ŝe pracowała na półtora etatu. 
         Poprosiłam Lusię, Ŝeby opowiedziała, jak wygląda jej powszed-
         ni dzień i sobota z niedzielą, szczegółowo, od rana  do  wie-
         czora. W tej grupie było nas jeszcze pięć w  podobnej  sytua-
         cji, jednocześnie matek i pracownic. Wszystkie opowiedziałyś-
         my o swoim gospodarowaniu czasem i okazało się,  Ŝe  kaŜda  - 
         chociaŜ ma tylko jedną pracę - poświęca obowiązkom domowym  i 
         rodzicielskim mniej więcej tyle samo czasu co Lusia.
             MoŜna powiedzieć, Ŝe tych dwoje to wyczynowcy. I  rzeczy-
         wiście, a mimo to wynikom ich Ŝyciowych starań nie udało  się 
         przebić przez uporczywe przeświadczenie,  Ŝe  nie  sprawdzili 
         się w waŜnych dla siebie dziedzinach. Tym bardziej trudno  mi 
         uwierzyć, Ŝe uda się to w Twoim przypadku, skoro nie skaczesz 
         ze spadochronem i nie pracujesz na półtora etatu (trochę  się 
         niepokoję, czy aby te przykłady - powtarzam, wyjątkowe - znów 
         nie wpędziły Cię w kompleksy).
             Dlatego jeszcze raz namawiam  Cię  do  sprawdzania  swego 
         ogólnego mniemania o sobie za pomocą rozkładania go na  czyn-
         niki pierwsze. Nic nie zrobiłeś w tym tygodniu? Wypisz,  czym 
         się zajmowałeś w kaŜdym kolejnym dniu.  Zawsze  wszystko  gu-
         bisz? Przypomnij sobie ostatnie trzy przypadki, kiedy Ci  coś 
         zginęło. Jesteś złym pracownikiem? Sprawdź, ile razy i za  co 
         zganił Cię ostatnio szef. MoŜe uda Ci się prześledzić to bar-
         dziej szczegółowo i konkretnie, a dzięki temu bardziej reali-
         stycznie - i w korzystniejszym świetle - zobaczyć siebie.
            
            6. Na wierzchu i pod spodem 
             Chciałabym wspomnieć o jeszcze jednej  konsekwencji  nis-
         kiej samooceny, która chyba Ciebie nie dotyczy. Jeśli  zabra-
         łeś się do czytania tej ksiąŜki, to na pewno masz  świadomość 
         swoich kłopotów i chęć zmiany. Natomiast sytuacja, którą  te-
         raz chcę opisać, dotyczy ludzi nieświadomych swoich  komplek-
         sów. Chodzi mi o zarozumialców, szpanerów, zadufków -  osoby, 
         które za wszelką cenę usiłują udowodnić swoją wyŜszość.  OtóŜ 
         chcę Ci zwrócić uwagę, Ŝe w gruncie rzeczy są do Ciebie  pod-
         obni.
             Przypomina mi się Wiśka, która nie dawała nikomu dojść do 
         słowa; Paweł, który zawsze wiedział lepiej; Monika  próbująca 
         oczarować wszystkich męŜczyzn bez wyboru; Kuba zawsze gotowy, 
         Ŝeby lekcewaŜąco wypowiedzieć się  o  cudzych  osiągnięciach, 
         choćby to nawet była nagroda Nobla. Zawsze myślałam o nich ze 
         współczuciem. Skoro tak bardzo chcieli udowodnić całemu świa-
         tu, Ŝe są lepsi - albo Ŝe inni są gorsi, co na jedno wychodzi 
         - to rozumiem, Ŝe sami bynajmniej nie byli o tym przekonani.
             Czuli się tak niepewnie, Ŝe aŜ musieli zbudować sobie ca-
         łą sztuczną konstrukcję, teatr pozorów, Ŝeby  zasłonić  przed 

Strona 20

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         ludźmi swoje prawdziwe samopoczucie. Zresztą robili to nie ze 
         złej woli, tylko dlatego, Ŝe było im - tak jak Tobie - trudno 
         ze sobą wytrzymać. Z czasem tak zŜyli się z  odgrywaną  przez 
         siebie rolą, Ŝe stracili kontakt ze  swoim  wnętrzem,  swoimi 
         prawdziwymi przeŜyciami.
             Myślę, Ŝe czasem im zazdrościsz łatwości, z  jaką  przed-
         stawiają swoje zdanie, siły przebicia i pewności siebie. Rze-
         czywiście, z wieloma sytuacjami radzą sobie lepiej od Ciebie, 
         ale czy lepiej się czują? Nie jestem o tym  przekonana.  Wiem 
         na pewno, Ŝe dopadają ich załamania i depresje,  nagle  prze-
         stają się wyrabiać i wtedy czują  się  bardziej  bezradni  od 
         Ciebie. A przede wszystkim kiepsko im się układają kontakty z 
         ludźmi.
             Paradoksalnie, potrzebują tego samego co Ty: uznania, do-
         cenienia, pochwały. A inni wcale się do tego nie kwapią.  Sam 
         pewnie wiesz, Ŝe jak ktoś się wywyŜsza, masz  go  ochotę  nie 
         pochwalić, tylko ściągnąć na ziemię, przekłuć szpilką jak ba-
         lon, Ŝeby uszło powietrze.
             Ci, którzy naprawdę siebie lubią, znają swoją  wartość  i 
         mają zaufanie do własnych moŜliwości, nie muszą się przed ni-
         kim wykazywać. Nie potrzebują ciągłych potwierdzeń od innych, 
         bo rzeczy oczywiste nie wymagają dowodów. Są zwyczajnie skro-
         mni, nie muszą teŜ ukrywać wad i słabości, Ŝyć z ciągłą  oba-
         wą, Ŝe ktoś ich zdemaskuje. Ich spokój i harmonia  wewnętrzna 
         promieniują na zewnątrz, a ludzie lgną do nich  i  kochają  - 
         zdawałoby się - za nic.
            
            7. Prawie wszystko moŜesz
             KaŜdy z nas wykorzystuje  tylko  niewielki  procent  siły 
         swoich mięśni i moŜliwości swojego umysłu. I nie jest to moje 
         poboŜne Ŝyczenie ani wyraz ogólnej wiary w  człowieka,  tylko 
         wynik Ŝmudnych i wieloletnich badań  fizjologów.  Jak  sądzę, 
         osiągamy tak mało w stosunku do swoich moŜliwości między  in-
         nymi dlatego, Ŝe brak nam wiary w ich ogrom i róŜnorakość.
             Przez wiele lat zgromadziłam niemałą kolekcję opowieści z 
         literatury i z Ŝycia o ludziach,  którym  udało  się  dokonać 
         rzeczy niemoŜliwych. Joanna D'Arc zebrała wielką armię i  po-
         prowadziła ją do walki, Ghandi bez przemocy uwolnił Indie  od 
         Anglików, Jacek Kuroń zapoczątkował  ruch  społeczny,  dzięki 
         któremu runął w Polsce ustrój komunistyczny - to są przykłady 
         szeroko znane.
             Ale chcę teŜ wspomnieć o kilku innych, znacznie skromnie-
         jszych, a równie nieprawdopodobnych.  Mówię  "nieprawdopodob-
         nych", poniewaŜ zanim te osoby zrobiły to, co zrobiły, wszys-
         tkim wokół wydawało się to niemoŜliwe. Jak choćby Tadeusz Pa-
         ciorek, psycholog więzienny z Siedlec, który przez  parę  lat 
         dobijał się o wprowadzenie grup  Anonimowych  Alkoholików  do 
         zakładów karnych. Kto trochę wie  o  polskim  więziennictwie, 
         przyzna, Ŝe taki pomysł całkiem niedawno musiał  wydawać  się 
         szalony. Dzisiaj mamy w Polsce juŜ kilkadziesiąt grup  AA  za 
         kratkami, są nawet stosowne  odgórne  instrukcje  ułatwiające 
         zakładanie nowych. Zawsze, kiedy spotykam Tadeusza, mam  wra-
         Ŝenie, Ŝe kontaktuję się z człowiekiem, który  przebił  głową 
         mur.
             Inny przykład to Ewa Milewicz, kobieta po chorobie Heine-
         go-Medina, której tak trudno się poruszać, Ŝe  problemem  dla 
         niej jest nawet wejście na schody. A jednak: była w  opozycji 
         jeszcze przed Sierpniem  1980,  w  stanie  wojennym  aktywnie 
         działała w podziemiu, dziś jest w czołówce dziennikarzy  "Ga-
         zety Wyborczej". Ale najbardziej Ewa zadziwiła mnie  tym,  Ŝe 
         po wyjściu za mąŜ urodziła i wychowała dziecko,  choć  w  jej 
         sytuacji wydawało się to zamiarem ponad siły. Córka Ewy  jest 
         juŜ na studiach i stanowi Ŝywy dowód na to, Ŝe rzeczy niemoŜ-
         liwe są moŜliwe.
             I wreszcie trzeci przykład: Tadeusz Orłowski,  niepełnos-
         prawny zdobywca Tatr. Wybitny lekarz, członek Polskiej Akade-
         mii Nauk, dziś juŜ starszy pan, naleŜał do  najlepszych  pol-
         skich taterników swojego pokolenia. Ma  jedną  nogę  krótszą, 

Strona 21

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         mocno utyka, a mimo to dokonał pierwszych przejść wielu  dróg 
         wspinaczkowych w Tatrach. Tak trudnych, Ŝe podobno wśród  na-
         szych alpinistów kursuje powiedzenie: "Ja na drogi Orłowskie-
         go wolę chodzić na  drugiego" (bo wtedy spadanie  jest  mniej 
         niebezpieczne). Myślę, Ŝe kto inny na jego miejscu  nawet  by 
         się nie wybrał na dłuŜszy górski spacer.
             Nie namawiam Cię tutaj, Ŝebyś nastawiał się na przebudowę 
         świata albo całkiem nie licząc się z okolicznościami  porywał 
         się z motyką na słońce. Chcę tylko uprzytomnić Ci, Ŝe  zasad-
         nicza róŜnica pomiędzy tymi osobami a innymi  jest  taka,  Ŝe 
         one wierzyły w moŜliwość osiągnięcia z pozoru nierealnych ce-
         lów. Chcę korzystając z ich przykładu przekonać Cię, Ŝebyś  - 
         zanim odruchowo, z nawyku powiesz o czymś "to nie dla mnie" - 
         zastanowił się nad tym. MoŜe  jednak  warto  zakreślać  swoje 
         plany ambitniej, a nawet duŜo ambitniej, niŜ masz w zwyczaju? 
            

            Rozdział III: O ładowaniu akumulatorów,  nagrywaniu  płyt  i 
         filtrach
            
             Gdyby Ci się zdawało, Ŝe ten rozdział został przez  pomyłkę 
         przeniesiony z innej ksiąŜki, to chcę Cię uspokoić,  Ŝe  jednak 
         tak nie jest. Nadal będziemy się zajmować poczuciem własnej wa-
         rtości, a konkretnie tym, jak ono  się  kształtuje.    Poprostu 
         czasem lubię porównywać mechanizmy  psychologiczne  do  jakichś 
         urządzeń, bo wtedy najwaŜniejsza  zasada  funkcjonowania  staje 
         się lepiej widoczna - wpływy, jakim podlega psychika ludzka, są 
         tak skomplikowane i róŜnorodne, Ŝe często warto opisać  coś  za 
         pomocą pewnego skrótu.
             Akumulator jako model pojawił mi się tak  dawno,  Ŝe  juŜ 
         nawet nie pamiętam kiedy. Na pewno było to  w  momencie,  gdy 
         czułam się wyczerpana, na resztkach energii i  bez  szans  na 
         oparcie w kimś z zewnątrz, kto mógłby mi pomóc doładować nie-
         co nowych sił i optymizmu. Potem się okazało, Ŝe nie ja jedna 
         mam podobne skojarzenia, w kaŜdym razie dla bardzo wielu osób 
         jest ono czytelnym i równie wygodnym skrótem myślowym jak dla 
         mnie.
             O czymś w rodzaju zapisów czy teŜ nagrań w psychice czło-
         wieka mówi wielu autorów, a w języku potocznym teŜ natrafiamy 
         na wyraźne ślady tego typu skojarzeń, kiedy  mówimy,  Ŝe  coś 
         komuś w duszy gra albo Ŝe stale powtarza  starą  śpiewkę.  Ta 
         analogia przyda nam się teŜ w następnym rozdziale, kiedy  bę-
         dę mówić o tym, jak wymazywać stare nagrania i  nagrywać  czy 
         zapisywać inny tekst - moŜe melodię?  -  w  miejsce  starego, 
         który nie najlepiej Ci słuŜy. Zaś do filtrów dojdziemy w sto-
         sownym momencie.
             Wszystkie te porównania  czy  modele  mają  swoje  zalety 
         (prostota, czytelność, łatwość przekazywania innym), ale  teŜ 
         zasadniczą wadę: nie do wszystkiego  pasują,  naduŜywane  nie 
         sprawdzają się.
            
            1. JeŜeli jesteś jak gramofon...
             Wróćmy do ćwiczenia  z  początku  -  uzupełniania  zdania 
         "Ania jest...". Jest to najbardziej zwięzły i zarazem  bardzo 
         archaiczny opis Twego poczucia własnej wartości. Jak juŜ  mó-
         wiłam, mnie przez całe lata pojawiało się - mimo całkiem nie-
         złych zdolności intelektualnych - zdanie "Ania jest  głupia". 
         I Ŝadne dobre stopnie, sukcesy na studiach, rozpoczęty dokto-
         rat, nawet napisane ksiąŜki nie potrafiły tego zmienić.  Dla-
         czego?
             Bo w głowie miałam - Ty teŜ masz - jakiś wcześniejszy za-
         pis, jakieś przeświadczenie na własny temat, twarde jak skała 
         i jak skała odporne na wpływy zewnętrzne. Trudno je  zmienić, 
         bo pochodzi z najwcześniejszego okresu Ŝycia, jeszcze z  nie-
         mowlęctwa. Pamiętasz film Disneya o śpiącej  królewnie?  Jest 
         tam scena, kiedy trzy zacne grubiutkie wróŜki  pochylają  się 
         nad kołyską królewskiej córki i dotykając jej róŜdŜkami prze-

Strona 22

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         powiadają, Ŝe będzie piękna, dobra i mądra. Z nami wszystkimi 
         było podobnie: nad kołyską albo trochę później  jakieś  waŜne 
         osoby powiedziały nam, jacy będziemy.
             MoŜe nie tyle powiedziały, co mówiły wiele razy i w ciągu 
         wielu lat. MoŜe nie zawsze mówiły, tylko dawały do  zrozumie-
         nia poprzez gest czy minę, jak równieŜ poprzez to, czego  nie 
         robiły. Dziesiątki razy we wspomnieniach z dzieciństwa, jakie 
         słyszałam w prowadzonych przez siebie grupach, powtarzały się 
         gorzkie słowa: "Nikt mnie nigdy nie brał na kolana, nie przy-
         tulał, nie głaskał po głowie, nie chwalił". W pierwszych  la-
         tach Ŝycia - jedni mówią o pierwszym roku, inni o  dwóch  la-
         tach, jeszcze inni o pięciu albo nawet dłuŜej  -  nagrało  Ci 
         się w głowie szereg płyt z informacjami o tym, jaki jesteś, o 
         Twojej urodzie, zdolnościach, moŜliwościach.
             Weźmy sobie prosty przykład. Maluch postawił trzy  klocki 
         jeden na drugim i przyszedł do mamy ze słowami: "Patrz,  jaki 
         zbudowałem piękny pałac". Rzecz zresztą mogła dziać się  zna-
         cznie wcześniej nie przyszedł, tylko przyczołgał się na czwo-
         rakach i nie powiedział, tylko spojrzał pytająco. Od tego, co 
         zrobi matka, zaleŜy teraz, jakie nagranie na własny temat za-
         pisze się w głowie jej dziecka.
             Rozpatrzmy kilka moŜliwości zakładając,  Ŝe  tak  właśnie 
         matka reaguje często, na tyle często, Ŝe u  dziecka  wytwarza 
         się na tej podstawie przekonanie o naturze świata. Tak,  tak, 
         myśl Ŝe nie przesadzam dla niemowlaka do roku czy półtora ma-
         tka stanowi prawie cały świat, więc to ona jest głównym źród-
         łem poczucia, Ŝe ten świat  jest  Ŝyczliwy,  godny  zaufania, 
         bezpieczny, czy teŜ obojętny albo wręcz szorstki i wrogi.
             MoŜliwość pierwsza - mama zajęta czym  innym  nie  zwraca 
         uwagi na dziecko. Skutek: wytwarza się u  niego  przekonanie, 
         Ŝe "Ŝadne moje starania czy osiągnięcia nie mają znaczenia".
             MoŜliwość druga - mama zirytowana na przykład na ojca al-
         bo bardzo zmartwiona brakiem pieniędzy  odburknie,  Ŝeby  dać 
         jej spokój. Skutek: powstaje zapis, Ŝe "kiedy coś  mi  wycho-
         dzi, inni złoszczą się i opędzają ode mnie".
             MoŜliwość trzecia - mama odezwie się  lekcewaŜąco:  tylko 
         trzy klocki? i stoją krzywo! Skutek: "Ŝebym nie wiem jak  się 
         starał, nic godnego uwagi mi nie wyjdzie, nie uda się  zasłu-
         Ŝyć na uznanie".
             MoŜliwość czwarta - mama pochwali "ślicznie, synku!  "  i 
         pogłaszcze albo popatrzy z ciepłą  aprobatą.  Skutek:  "warto 
         się starać, potrafię!".
             MoŜliwość piąta (a właściwie cała gama moŜliwości) - mama 
         pochwali, ale nawet nie spojrzy albo  zrobi  zniecierpliwioną 
         minę. Skutek: niepewność dezorientacja co do  znaczenia  róŜ-
         nych sygnałów docierających ze świata, poczucie, Ŝe  się  ich 
         nie rozumie.
             Naturalnie w rzeczywistości malutkie dziecko podlega naj-
         róŜnorodniejszym wpływom, zwykle juŜ od  początku  otacza  je 
         kilka osób, a matka nie jest automatem i  zachowuje  się  raz 
         tak, a raz inaczej. MoŜna więc raczej mówić o  tym,  Ŝe  suma 
         tych wszystkich oddziaływań składa się  na  powstanie  pewnej 
         skłonności do odbierania świata. Sytuacja z klockami to celo-
         we uproszczenie, zrobione po to, Ŝeby łatwiej było zaobserwo-
         wać, jak kształtuje się poczucia własnej wartości.
             Wydaje mi się, Ŝe przywiązujemy zbyt małą wagę do tego, w 
         jakim stopniu i w jaki sposób nasza własna historia odcisnęła 
         się w nas i jak wpływa na teraźniejszość.  Pozwól,  Ŝe  odbę-
         dziemy teraz tę wędrówkę: od początku Ŝycia do dorosłości.
            
            2. Narodziny - najwaŜniejsza chwila w Ŝyciu
             Psychika noworodka to nieomalŜe czysta, biała karta czy - 
         jeśli wolisz - zestaw nowych płyt, na których jeszcze nic nie 
         zostało nagrane. Dlatego wszystko, co do Ciebie  wówczas  do-
         cierało, osadziło się bardzo głęboko, tworząc jakby fundament 
         tego, jakim się staniesz.
             To, czego dowiadujesz się o sobie, moŜe pochodzić nawet z 
         czasów jeszcze wcześniejszych. W mądrości ludowej zawsze było 

Strona 23

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         wiadomo, Ŝe kobieta w ciąŜy nie  powinna  oglądać  strasznych 
         widoków, Ŝe trzeba chronić ją przed przykrymi  przeŜyciami  i 
         dostarczać nie tylko dobrego jedzenia, ale teŜ dobrych myśli, 
         otaczać miłością, zaś dookoła powinno być duŜo pięknych  rze-
         czy i muzyki.
             JeŜeli lubisz racjonalne wyjaśnienia, to moŜe przekonywa-
         jąco zabrzmi dla Ciebie przypuszczenie, Ŝe  zapewne  jest  to 
         zjawisko o naturze biochemicznej: pod wpływem pozytywnych bo-
         dźców, w dobrej atmosferze zmienia się wydzielanie wewnętrzne 
         i do płodu przez pępowinę docierają wraz z krwią  matki  inne 
         substancje. Wiele kobiet w ciąŜy odruchowo  głaszcze  się  po 
         brzuchu, niektóre rozmawiają ze swoim  jeszcze  nienarodzonym 
         dzieckiem, co - dla mnie nie ulega wątpliwości - dobrze  robi 
         takiemu małemu człowiekowi.
             Z drugiej strony wiele kobiet, zwłaszcza w pierwszej cią-
         Ŝy, przeŜywa bardzo duŜo lęku i napięcia. Gdyby mogły się nim 
         podzielić, opowiedzieć komuś o swoich obawach, juŜ to miałoby 
         dobroczynny, kojący skutek. MoŜe mogłyby usłyszeć coś  pocie-
         szającego - wiem, Ŝe kilka uspokajających słów potrafi  rady-
         kalnie zmienić na lepsze nastrój przyszłej matki. Jej natura-
         lny obrońca i opiekun, przyszły ojciec, akurat  tutaj  często 
         nie potrafi wiele pomóc, bo sam bardzo się boi i woli  unikać 
         niepokojących tematów.
             W dodatku wszyscy - niestety - jesteśmy wychowani  w  ja-
         kimś fałszywym kulcie macierzyństwa, który nakazuje  kobiecie 
         być zadowoloną i szczęśliwą w oczekiwaniu  na  dziecko  (mówi 
         się przecieŜ "błogosławiony stan"), a  nie  pozwala  zdradzać 
         się z obawami i poczuciem dyskomfortu.  Pozostaje  więc  albo 
         tłumić te uczucia, albo rozmawiać o nich tylko  z  kobietami, 
         które są bądź były w podobnej sytuacji. A ich opowieści  zwy-
         kle dodatkowo podsycają lęk.
             Pamiętam, jak pod koniec pierwszej ciąŜy zostałam  wcześ-
         niej skierowana do szpitala i głównie chowałam głowę pod koł-
         drę albo zasłaniałam się ksiąŜką (walkmanów jeszcze wtedy nie 
         było), Ŝeby nie słyszeć tego, co mówią moje  współmieszkanki. 
         Bo cały czas opowiadały tylko o smutnych,  przykrych,  okrop-
         nych i przeraźliwych rzeczach, jakie zdarzyły się i mogą zda-
         rzyć przy porodzie lub po nim.
             Przyszła matka rzadko moŜe dać upust napięciom  i  lękom, 
         więc nosi je niejako w sobie  razem  z  przyszłym  dzieckiem. 
         Dlatego nie jest rzadkością sytuacja, gdy ono, zanim się  je-
         szcze urodzi - tak przynajmniej twierdzą niektórzy, a ja  się 
         z nimi zgadzam - odbiera komunikat, Ŝe coś w  związku  z  nim 
         jest nie w porządku.
             Wreszcie poród, zwykle bardzo higieniczny, ale teŜ bardzo 
         przykry i bezosobowy. Pierwsze wraŜenia, jakie atakują dziec-
         ko przychodzące na świat w szpitalu, to ostre światło,  prze-
         raźliwie głośne dźwięki, straszne zmiany temperatury i mecha-
         niczne dotknięcia rąk. To nie jest powitanie oczekiwanego go-
         ścia, tylko taśmowa obróbka: mycie, krępowanie na  sztywno  w 
         kilka pieluch, zakraplanie czegoś do oczu, zastrzyk. I przede 
         wszystkim samotność. Są juŜ miejsca na  świecie,  gdzie  jest 
         inaczej: dziecko rodzi się do rąk ojca, który z  czułością  i 
         troską przenosi je na brzuch matki. Myślę, Ŝe to zupełnie in-
         ny start w Ŝycie.
             PrzecieŜ i tak noworodek ma wystarczająco trudne zadanie. 
         Musi z przyjaznego i w stu procentach dostosowanego  do  jego 
         moŜliwości środowiska przenieść się w takie, do którego on ma 
         się przystosować. Musi nauczyć się oddychać,  ssać,  opanować 
         regulację temperatury - są to wszystko rzeczy, które wymagają 
         nieprawdopodobnego nakładu energii i wytęŜonego treningu. Je-
         śli kompletnie bezbronny maluszek nie ma wtedy poczucia  czy-
         jejś ciepłej obecności, oparcia, źródła ukojenia,  to  juŜ  u 
         samych początków nabiera przekonania, Ŝe nie jest wart opieki 
         i troski, Ŝe nie zasługuje na miłość.
             Stanowimy kolejne pokolenie takich szpitalnych noworodków 
         i na pewno fakt, Ŝe jest wśród nas tak wiele osób o złej  sa-
         moocenie, po części z tego właśnie  wynika.  A  swoją  drogą, 

Strona 24

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         ciekawa jestem, jakie będą dzieci rodzone bez lęku,  w  przy-
         ćmionym świetle i cichych dźwiękach łagodnej muzyki, nie  od-
         rywane od matki, której cały czas towarzyszy  ktoś  bliski  i 
         kochający.
             Czy wiesz coś o tym, w jakiej atmosferze  Ty  przyszedłeś 
         na świat? W domu czy w szpitalu? Czy byłeś dla  rodziców  wy-
         czekiwanym gościem, czy zbędnym balastem? Chcę się z Tobą po-
         dzielić historią jednej z najbardziej promiennych osób, jakie 
         spotkałam w Ŝyciu, amerykańskiej terapeutki Heidi Schleifer.
             Jej rodzice uciekli z hitlerowskiego obozu  koncentracyj-
         nego w Transylwanii i po wielokilometrowej  pieszej  wędrówce 
         znaleźli się w miejscu, z którego cudem  przedostali  się  do 
         Szwajcarii. Heidi opowiadała: "Przyszłam tam na świat dokład-
         nie w dniu, kiedy została wyzwolona Francja. Wszyscy  szaleli 
         z radości. Nieznajomi rzucali się sobie na szyję, ludzie szli 
         po ulicach objęci, płakali ze szczęścia, śpiewali - a ja myś-
         lałam, Ŝe to wszystko na moją cześć".
            
            3. Miłość przenika przez skórę 
             To zdanie, które poraziło mnie swoją trafnością, pochodzi 
         z artykułu w czasopiśmie  "Rodzice  i  Dziecko"  (maj  1992), 
         gdzie wyczytałam, Ŝe w proporcji do wagi  ciała  niemowlę  ma 
         około dwa razy większą powierzchnię skóry niŜ dorosły. I  je-
         szcze: "Dla niemowlęcia czułości ze strony matki są warunkiem 
         niezbędnym do Ŝycia, poniewaŜ kaŜde dotknięcie jest  impulsem 
         dla mózgu i systemu nerwowego. Od dawna  wiadomo,  Ŝe  rozwój 
         dzieci, które nie są głaskane i pieszczone,  jest  gorszy.  W 
         skrajnych przypadkach brak kontaktu fizycznego prowadzić moŜe 
         nawet do śmierci".
             Dlatego dawny zwyczaj noszenia niemowlaka  w  chuście  na 
         piersiach czy na plecach i nasze dzisiejsze nosidełka, pozwa-
         lające swobodnie poruszać się z maluszkiem  przytroczonym  do 
         brzucha lub biodra, mają dobroczynne działanie.  Instynktowna 
         wiedza o waŜności kontaktu fizycznego sprawia, Ŝe często  oj-
         cowie - mniej niŜ matki przejęci  straszliwymi  bakteriami  - 
         kładą sobie taką kruszynkę na brzuch albo pierś i tak spędza-
         ją z nią czas ku obopólnemu wielkiemu zadowoleniu.
             Widziałeś na pewno, jak matka albo  babcia  przewija  lub 
         ubiera dziecko. Jeśli masz własne, czy zastanawiałeś się, jak 
         to robisz? Najczęściej jest to okazja do pieszczot i  czułoś-
         ci, ale niekiedy widuję mamy bardzo spięte  albo  zirytowane, 
         kiedy to robią. ZauwaŜyłam teŜ, Ŝe znaczna część matek -  na-
         wet tych najczulszych - omija róŜne partie ciała, na przykład 
         prawie nie dotyka dołu brzucha i narządów płciowych, chyba Ŝe 
         podczas mycia.
             Kiedy juŜ byłam tego świadoma, zorientowałam się w pewnym 
         momencie, Ŝe przy przewijaniu  mojej  młodszej  córki  lepiej 
         traktuję tył niŜ przód, o wiele rzadziej dotykając jej klatki 
         piersiowej, brzuszka i podbrzusza. Starałam  się  to  później 
         zmienić w obawie, Ŝeby moja mała nie została z informacją, Ŝe 
         jedne kawałki jej ciała są lepsze, a inne gorsze.  Myślę,  Ŝe 
         skoro miłość przenika przez  skórę,  niemowlaki  powinno  się 
         głaskać od stóp do głów.
             WaŜne jest nie tylko dotykanie, lecz cały sposób  kontak-
         towania się, na przykład noszenie na rękach: moŜna jak oboję-
         tny pakunek, a moŜna czule, miękko i wygodnie. WaŜnym źródłem 
         informacji o sobie jest teŜ dla malutkiego dziecka ton  głosu 
         otaczających je dorosłych. Treści być moŜe jeszcze nie  rozu-
         mie, ale sens wyczuwa, głównie z tonu  głosu.  ZauwaŜyliście, 
         Ŝe matki, babcie, a często i ojcowie, kiedy mają poczucie, Ŝe 
         nikt się im nie przysłuchuje, zaczynają przemawiać do niemow-
         laków takim specjalnym, wysokim głosem? To "ciu-ciu-ciu" nie-
         których śmieszy, ale jego główny odbiorca jest zachwycony, bo 
         z tego czyta, Ŝe jest kochany, Ŝe lubi się z nim być.
             Pomiędzy niemowlęciem a jego otoczeniem, zwłaszcza matką, 
         wkrótce wytwarza się odruchowy mechanizm  porozumiewania  się 
         bez słów, odczytywania stanów uczuciowych. Zwykle matka  bar-
         dzo szybko uczy się, Ŝe kiedy jest spięta, zdenerwowana, peł-

Strona 25

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         na niepokoju albo złości, wtedy jej dziecko zaczyna być  pła-
         czliwe, gorzej je, wyrywa się przy ubieraniu. W niedobrej at-
         mosferze nawet karmienie piersią - tak wskazane  dla  dziecka 
         zarówno ze względu na wartość pokarmu, jak i moŜliwość najcu-
         downiejszego dla niego kontaktu - moŜe okazać się niekorzyst-
         ne.
             Wyczytałam gdzieś kilkanaście lat temu sprawozdanie z ba-
         dań amerykańskich nad dwoma rodzajami Ŝłobków. Jedne - w  bo-
         gatej dzielnicy, prowadzone  były  niezwykle  higienicznie  i 
         "naukowo", z fachowymi pielęgniarkami w  charakterze  opieku-
         nek. Drugie - w dzielnicy biedoty miały kiepskie warunki  lo-
         kalowe i poziom czystości, zaś dziećmi zajmowały  się  proste 
         kobiety bez Ŝadnych kwalifikacji.
             Pielęgniarki w obawie przed infekcją starały się jak naj-
         mniej dotykać niemowlaków, a one mimo to bardzo duŜo chorowa-
         ły, rozwijały się wolno, były apatyczne.  Natomiast  w  "gor-
         szych" Ŝłobkach maluchy były wesołe, energiczne,  rozgarnięte 
         i zdrowe. O ile pamiętam, właśnie te choroby spowodowały całą 
         serię badań.
             Nie udało się znaleźć Ŝadnego czynnika o charakterze  me-
         dycznym czy higienicznym, który mógłby je powodować.  Domysły 
         skierowano więc w stronę psychologii i wtedy wyszło  na  jaw, 
         Ŝe ciepłe, gadatliwe murzyńskie nianie - które skubały, głas-
         kały, przewracały, przytulały, nosiły dzieci - są właśnie tym 
         poszukiwanym elementem zapewniającym zdrowie i dobre  samopo-
         czucie.
             A zatem w tym okresie Ŝycia, kiedy jeszcze nie potrafiłeś 
         porozumiewać się za pomocą słów, wieloma innymi  drogami  do-
         cierały do Ciebie informacje kształtujące  Twój  autoportret. 
         Od tego, czy otaczała Cię wówczas atmosfera zadowolenia i za-
         chwytu, czy lęku, złości i napięcia, zaleŜało  nie  tylko  to 
         jak w niemowlęctwie spałeś i jadłeś, płakałeś czy nie,  byłeś 
         zdrowy jak rydz czy chorowity, ale równieŜ to, jak się w póź-
         niejszych latach czułeś na świecie i jak z tym jest  dzisiaj. 
         Inaczej mówiąc, z tamtego  okresu  pochodzi  podstawowy  zrąb 
         Twego poczucia, Ŝe zasługujesz na miłość i radość Ŝycia  albo 
         nie.
             Muszę tu zrobić jedną  dygresją,  przeznaczoną  zwłaszcza 
         dla kobiet, które mają do siebie pretensje, Ŝe za mało  czasu 
         poświęcają dziecku. OtóŜ myślę, Ŝe lepsza od pełnego  poświę-
         cenia i ciągłej obecności jest sytuacja, kiedy matka  potrafi 
         zorganizować sobie "wychodne", skoro  poczuje,  Ŝe  ma  dosyć 
         opiekowania się swoją pociechą i przesiadywania w domu.
             Zajmowanie się malutkim dzieckiem to cięŜka praca i  duŜy 
         wysiłek psychiczny, który wymaga przerw na odpoczynek i zmia-
         nę otoczenia. JeŜeli matka sobie tego  nie  zapewni,  często, 
         chcąc nie chcąc, daje dziecku odczuć, Ŝe jest nim zmęczona. I 
         mimo najlepszych intencji i najuczciwszych starań zamiast ko-
         munikatu "dobrze mi z tobą", przekazuje coś wręcz  przeciwne-
         go: "jesteś dla mnie  cięŜarem",  "męczysz  mnie",  "złościsz 
         mnie".
             Kiedy moja pierwsza córka miała  cztery  miesiące,  a  ja 
         chciałam być idealną matką i byłam juŜ na  ostatnich  nogach, 
         mądra lekarka - pediatra, która się  nią  opiekowała,  powie-
         działa do mnie: "Niech pani zadba o siebie, zajmie się trochę 
         czym innym. Małej jest potrzebna mama wypoczęta i  zadowolona 
         z Ŝycia".
            
            4. Na co mnie stać? 
             Odpowiedź na to pytanie kształtuje się nieco  później,  w 
         czasie, kiedy malutki człowiek zaczyna zdobywać  świat:  uczy 
         się siadać, stawać i chodzić,  posługiwać  się  przedmiotami, 
         uruchamiać urządzenia. WciąŜ jeszcze jego osiągnięcia i pora-
         Ŝki zaleŜą od innych, ale w coraz większym stopniu staje  się 
         aktywnym uczestnikiem, a nie tylko obiektem ich zabiegów.  Na 
         przykładzie nauki chodzenia najlepiej widać, jak powstaje po-
         czucie "ja mogę" - ta część samooceny, od której będzie zale-
         Ŝała aktywność i inicjatywa, zdolność  osiągania  sukcesów  i 

Strona 26

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         znoszenia niepowodzeń.
             Dwuletni Krzyś, o którym chcę tu opowiedzieć, jest dziec-
         kiem chyba nietypowym. Włazi na kredens w kuchni i na  piani-
         no, wędruje po poręczach foteli, skacze z murków  i  sprzętów 
         prawie tak wysokich jak on sam. Przewraca  się  czasami  przy 
         bieganiu, ale rzadko kiedy płacze. Musi się naprawdę  porząd-
         nie rąbnąć, Ŝeby chciało mu się  obwieszczać  światu  głośnym 
         rykiem, Ŝe coś sobie złego zrobił. Wyraźnie róŜni się od swo-
         ich rówieśników sprawnością fizyczną i śmiałością.
             Spytałam jego mamę, skąd się bierze ta róŜnica. A ona  na 
         to opowiedziała mi, jak postępują słoniowe matki względem ma-
         łych słoni, kiedy te mają się wygramolić z dołu albo wejść na 
         skarpę. Wyczytała to gdzieś i postanowiła przyjąć jako regułę 
         własnego postępowania. OtóŜ słoniątko samo wdrapuje  się  pod 
         górę tak długo i na tyle wysoko, jak da radę. I dopiero kiedy 
         zaczyna się obsuwać, słonica podpycha je trąbą, ale  delikat-
         nie, tylko na tyle, Ŝeby starało się dalej. Pozwala mu  nawet 
         spadać, a z pomocą przychodzi dopiero wtedy, gdy  zanosi  się 
         na to, Ŝe małe zrezygnuje. Inaczej mówiąc, pozwala mu przeko-
         nać się, ile potrafi, i wykorzystać do maksimum własne moŜli-
         wości.
             "Wiesz - mówiła dalej - strasznie się o niego boję i dla-
         tego staram się być w pobliŜu i w razie czego złapać w locie. 
         Ale nie chcę, Ŝeby wyrósł na taką niezdarę jak ja. Mnie, kie-
         dy byłam mała, mama albo babcia tak skutecznie chroniły przed 
         jakimkolwiek niebezpieczeństwem, Ŝe zawsze byłam  jakaś  taka 
         nieruchawa i nieporadna. Nie biegaj, bo upadniesz, nie skacz, 
         bo się potłuczesz - bez przerwy wbijali mi do głowy w dzieci-
         ństwie. Wbijali, aŜ wbili chyba na zawsze."
             Często dorośli próbują ochronić dziecko albo ułatwić  Ŝy-
         cie jemu i sobie: nakarmię cię, bo się ubrudzisz; dam pić, bo 
         jeszcze rozlejesz; ubiorę, to będzie szybciej; przyniosę, Ŝe-
         by ci nie było cięŜko. Na róŜne sposoby ograniczają jego  dą-
         Ŝenie do samodzielności. A do malucha,  któremu  nie  pozwala 
         się próbować, dociera wyraźny komunikat, Ŝe  "nie  potrafisz, 
         nie moŜesz, tobie się nic nie uda".
            
            5. Lepiej nie przeŜywać
             Chcę tu powiedzieć o jeszcze jednym  fragmencie  autopor-
         tretu, który zaczyna kształtować się na tyle wcześnie, Ŝe wa-
         rto o nim mówić juŜ teraz, kiedy zastanawiamy się nad znacze-
         niem najwcześniejszego etapu Ŝycia. Chodzi mianowicie  o  to, 
         co wolno, a czego nie wolno przeŜywać. W  tym  miejscu  oddam 
         głos świetnemu angielskiemu psychoterapeucie Robinowi Skynne-
         rowi, który opisuje powstawanie wewnętrznego zakazu przeŜywa-
         nia na przykładzie złości.
             "(...) Nasz maluch stopniowo nabierze przekonania, Ŝe złość 
         jest niedobra, poniewaŜ pozostała część jego rodziny czuje  się 
         w obliczu złości bardzo nieswojo, niezręcznie i bardzo się  jej 
         wstydzi. (...) Taki komunikat dociera do dziecka  raz  po  raz. 
         Widzi ono równieŜ, jak bardzo jego złość  smuci  rodziców,  jak 
         wcale nie potrafią sobie z nią poradzić i jak ignorują je  albo 
         odsuwają się od niego czy nawet atakują, ilekroć ono samo  pró-
         buje ją okazać. Nie trzeba wiele czasu, Ŝeby dziecko teŜ zaczę-
         ło przeŜywać złość jako coś niedobrego. Widzi przecieŜ, Ŝe  nie 
         moŜe być kochane, kiedy się wścieka, a poniewaŜ wszystkie dzie-
         ci chcą być kochane przez rodziców, chcą ich kochać i  uszczęś-
         liwiać - stara się ukryć przed nimi wszelkie  przejawy  własnej 
         złości.
             Czyli kojarzy sobie złość z lękiem przed odrzuceniem, a  to 
         dla dziecka musi być zagroŜeniem najgorszym z moŜliwych.  (...) 
         W dodatku dziecko oczywiście ma jeszcze poczucie, Ŝe  oszukuje, 
         poniewaŜ nie moŜe być naprawdę sobą. Czuje się w jakimś stopniu 
         odcięte od rodziców, bo nie jest akceptowane  w  pełni  -  musi 
         udawać, Ŝe nie przeŜywa złości. Ale oszukiwanie nie jest aŜ tak 
         złe, jak groźba kompletnego odrzucenia, więc  zapewne  wybierze 
         raczej to, by być fałszywym i kochanym niŜ  autentycznie  sobą, 
         ale odrzuconym.

Strona 27

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

             Czyli odtąd, kiedy wydarzy się coś, co rozzłościłoby norma-
         lnego malucha, to dziecko pohamuje swoją złość. AŜeby ukryć  ją 
         przed rodzicami. A następnie nauczy się ukrywać ją  przed  sobą 
         samym, gdyŜ tylko w ten sposób zdoła zachować poczucie, Ŝe jest 
         warte miłości. Złość jest czymś aŜ tak niedobrym,  Ŝe  w  ogóle 
         nie moŜe przyznać się do jej  przeŜywania,  nawet  przed  sobą. 
         Dlatego przyzwyczai się do niezauwaŜania złości  -  nauczy  się 
         odcinać od niej - w końcu nabierze przekonania, Ŝe jej tam wca-
         le nie ma. (...)
             W kaŜdej rodzinie niektóre uczucia są uwaŜane za  dobre,  a 
         niektóre za złe. Złe umieszcza się za kurtyną i cała rodzina ma 
         rodzaj cichej, ale bardzo wiąŜącej umowy, Ŝe  emocje  ulokowane 
         za kurtyną muszą pozostać niezauwaŜone. Wszyscy udają,  Ŝe  ich 
         tam nie ma. Więc teŜ kaŜde kolejne dziecko uczy się  usuwać  te 
         same rzeczy z pola widzenia. Zwyczaj odcinania się od nich jest 
         przekazywany jak odra - ani celowo, ani świadomie,  toteŜ  nikt 
         nie wie, Ŝe się to dzieje". (Robin Skynner, John Cleese: "śyć w 
         rodzinie i przetrwać". Jacek Santorski & Co,   Warszawa,  1992, 
         s.38-39)
             A więc w róŜnych rodzinach dzieci uczą się,  Ŝe  nie  wolno 
         przeŜywać, a przynajmniej okazywać róŜnych uczuć i tym sposobem 
         stają się jakby okaleczone emocjonalnie. Ma to dwojaki wpływ na 
         poczucie własnej wartości. Weźmy tym razem jako przykład ból  i 
         rozpacz, Ŝeby pokazać, jakie skutki  ma  zakaz  odczuwania.  Po 
         pierwsze - kiedy zakazane uczucie pojawia się (a  pojawiać  się 
         musi, bo tak jest skonstruowany człowiek, Ŝe  reaguje  bólem  i 
         rozpaczą na przykład na rozstanie z kochaną osobą czy pozbawie-
         nie waŜnej dla siebie rzeczy), w ślad za nim narasta  przekona-
         nie, Ŝe jestem "nie w porządku", jestem "niedobry".
             Spróbuj sobie uprzytomnić, ile razy w dzieciństwie musiałeś 
         jakoś zareagować na to,Ŝe mama wychodzi, Ŝe trzeba wyjechać  od 
         babci, Ŝe ojca nie ma, gdy go potrzebujesz. Albo tragedia, kie-
         dy zgubiła się ulubiona zabawka - takich  i  podobnych  zdarzeń 
         były dziesiątki. Jeśli otaczający Cię dorośli dawali Ci do zro-
         zumienia, Ŝe nie naleŜy płakać, bardzo często musiałeś mieć po-
         czucie, Ŝe nie jesteś taki, jak trzeba, skoro zbiera Ci się  na 
         płacz.
             Po drugie - odcinając się od własnych bolesnych  uczuć  mu-
         siałeś stracić zdolność rozpoznawania ich u innych i odpowiada-
         nia współczuciem. Chciałeś być dobry, współczujący -  wszystkie 
         dzieci chcą - ale jakoś Ci to nie wychodziło  i  zresztą  nadal 
         nie wychodzi. Nie wiesz, jak się zachować, co powiedzieć, kiedy 
         przytulić, zaproponować pomoc. A czując się  niewojo  z  cudzym 
         bólem, unikasz go i w ten sposób oddalasz się  od  ludzi  nawet 
         bardzo Ci bliskich. I teŜ dochodzisz do wniosku,  Ŝe  coś  musi 
         być z Tobą nie w porządku, skoro Twoje kontakty są tak powierz-
         chowne.
             To samo moŜna powiedzieć o wielu rozmaitych uczuciach:  za-
         zdrości, radości, wstydzie i  wszystkich  innych.  Odcięcie  od 
         któregokolwiek - a trening w tej  sprawie  zaczyna  się  bardzo 
         wcześnie, jeszcze przed nauką siadania na nocniku  -  powoduje, 
         Ŝe czujesz się gorszy i nie moŜesz w pełni zaakceptować siebie.
            
            6. "KaŜdy jest dzieckiem podszyty"
             Takim wnioskiem kończy się jedno z opowiadań w moim ulubio-
         nym zbiorze Gombrowicza zatytułowanym "Bakakaj", który juŜ  tu-
         taj cytowałam. Oczywiście w pełni podzielam ten pogląd. To,  co 
         zostanie przekazane małemu dziecku przez  najbliŜsze  otoczenie 
         czyli rodzinę, zapisuje się bardzo głęboko z dwóch powodów.  Po 
         pierwsze - jest to zwykle najwcześniejszy i przez parę lat  je-
         dyny model, jaki widzi z bliska, najwaŜniejsza pula doświadczeń 
         i informacji, w tym oczywiście równieŜ informacji na własny te-
         mat. Po drugie - rodzice są tak waŜnymi osobami, od ich  opieki 
         i miłości zaleŜą dosłownie szanse przetrwania,  Ŝe  dzieci  nie 
         mają innego wyjścia: muszą dostosować się do  sposobu  Ŝycia  i 
         myślenia, jaki się im proponuje.
             Wpływ rodziców moŜe  być  bardzo  wyraźnie  widoczny  lub 
         ogromnie subtelny: od solidnego klapsa za to, Ŝe  maluch  do-

Strona 28

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         tknął panią w kolejce (na marginesie: przyjrzyj się, jaki po-
         płoch budzi u mamuś "dotykalskie" dziecko i jaki to musi mieć 
         wpływ na późniejsze trudności w kontaktach fizycznych) do ba-
         rdziej uwaŜnego  spojrzenia,  nieznacznego  uniesienia  brwi, 
         kiedy zrobił coś niestosownego.
             MoŜe to być bicie, ale moŜe teŜ być kara równie dotkliwa, 
         mianowicie odmowa miłości. Jeśli nie sam, to u innych na pew-
         no słyszałeś zdanie: "Jak nie zjesz zupki (nie włoŜysz kapci, 
         nie przestaniesz wrzeszczeć, nie pocałujesz  cioci),  mamusia 
         nie będzie cię kochała". I znów, nie musi tego mówić, wystar-
         czy, Ŝe spojrzy w określony sposób, wzruszy ramionami,  lekko 
         się zmarszczy.
             Taka "warunkowa miłość" - jak się ją określa w niektórych 
         podręcznikach psychologii - jest niewątpliwie skuteczną meto-
         dą uzyskiwania poŜądanych rezultatów. Jest łatwiejsza,  mniej 
         pracochłonna, szybsza niŜ przekonywanie,  zachęta,  cierpliwe 
         znoszenie złych humorów i ataków wściekłości,  jakie  inaczej 
         nieuchronnie wywołują zakazy i nakazy nie po myśli  wychowan-
         ka. Tak jest wygodniej: dzieci pełne lęku, Ŝe  rodzice  prze-
         staną je kochać, jeŜeli będą nieposłuszne, nie buntują się.
             Są naturalnie gorsze  rzeczy:  maltretowanie,  głodzenie, 
         całkowity brak zainteresowania i opieki. Ale  uwaŜamy  je  za 
         wynaturzenie i kiedy wychodzą na jaw,  rodzicom  odbiera  się 
         prawa rodzicielskie, a nawet stawia  przed  sądem.  JuŜ  samo 
         groŜenie czymś takim jest uwaŜane za znęcanie się nad  dziec-
         kiem. Natomiast groźba odebrania miłości jest traktowana jako 
         coś całkiem normalnego w arsenale podręcznych metod wychowaw-
         czych. A dla mnie to jeden z najprzykrzejszych moŜliwych  wi-
         doków: mały człowiek idealnie grzeczny, apatyczny, co  chwila 
         z niepokojem popatrujący na rodzica, czy aby jest w porządku.
             To teŜ jest przeświadczenie, które  moŜe  zapisać  się  w 
         psychice na całe dalsze Ŝycie: miłość, akceptacja,  zaintere-
         sowanie to nie jest coś, na co zasługujesz sam przez się,  Ty 
         jako taki, z tego tylko powodu, Ŝe jesteś; musisz na nie  za-
         robić, dostosować się do określonych oczekiwań,  być  taki  a 
         nie inny. Dość szybko stajesz się własnym straŜnikiem -  psy-
         chologowie mówią, Ŝe "uwewnętrzniasz" te wymagania. I sam za-
         czynasz się dołować, kiedy tylko nie zdołasz utrzymać  się  w 
         ramach, dawno temu narzuconych Ci z zewnątrz.
             W poradni, kiedy zachęcałam ludzi do trochę innych zacho-
         wań niŜ dotąd, często miałam wraŜenie, Ŝe reagują, jakby cho-
         dziło o naruszenie jakiegoś straszliwego tabu. Gdy mówiłam na 
         przykład zaradnym,  dzielnym  kobietom,  z  pogodą  znoszącym 
         przeciwności losu, Ŝe mogłyby pokazać męŜowi i dzieciom,  ja-
         kie w rzeczywistości są zmęczone i zagonione - nieraz  reago-
         wały na te moje sugestie autentycznym silnym lękiem. Po bliŜ-
         szym rozpatrzeniu okazywało się, Ŝe  boją  się  utraty  uczuć 
         swoich bliskich, jeśli się zmienią; były przekonane, Ŝe są do 
         przyjęcia tylko w tej jednej wersji. Zawsze w takiej sytuacji 
         pytam: "A jak było u pani w domu rodzinnym?" i w 99% tam  od-
         najdujemy źródło owego lęku.
             Zaręczam Ci, Ŝe z Tobą było tak samo. TeŜ musiałeś dosto-
         sować się do oczekiwań, uwewnętrznić je i uznać, Ŝe wynik te-
         go zabiegu to właśnie prawdziwy Ty. Nie miałeś innego  źródła 
         wiedzy o sobie i siłą rzeczy musiałeś uwierzyć w to,  co  wy-
         czuwałeś przez skórę, odczytywałeś z zachowania  swoich  naj-
         bliŜszych, słyszałeś o sobie. Jednym słowem, Ty równieŜ  jes-
         teś dzieckiem podszyty.
             Na Twoje pierwsze, najwcześniej zapisane w psychice prze-
         konania na własny temat z czasem zaczynają nakładać się inne, 
         które mogą być zgodne lub sprzeczne z tamtymi, mogą je utrwa-
         lać albo modyfikować. Ale późniejsze wpływy są  zwykle  słab-
         sze, gdyŜ trafiają na coś, co juŜ jest nagrane. Owe istnieją-
         ce nagrania stanowią jakby filtr, który z  większą  łatwością 
         przepuszcza informacje  podobne  do  juŜ  zgromadzonych,  zaś 
         osłabia albo wręcz nie pozwala przedostać się tym, które  od-
         biegają od istniejącego zapisu. MoŜna tu uŜyć teŜ innego  po-
         równania: Ŝe jest to rodzaj okularów, które  są  róŜowe  albo 

Strona 29

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         ciemne i nadają odpowiedni odcień wszystkiemu, co widzimy.
             Dlatego ktoś, kto nabrał przekonania, Ŝe jest  okropny  i 
         nie da się nawet lubić, a cóŜ dopiero kochać, moŜe latami być 
         głuchy na szczere komplementy i nie dostrzegać dowodów sympa-
         tii. Trochę tak, jakby klawisz  "play"  w  jego  magnetofonie 
         wcisnął się na stałe i gra mu ciągle tylko "nikt mnie nie ko-
         cha, nikt mnie nie lubi". Nawet w  przyjaznym  otoczeniu  nie 
         rozstanie się z poczuciem, Ŝe tak  naprawdę  wcale  nie  jest 
         dobrze, a  swoim  zachowaniem  faktycznie  będzie  zniechęcać 
         tych, którzy zechcą okazać mu Ŝyczliwość, miłość czy uznanie.
             Ile razy moŜna na przykład powiedzieć: "podobasz mi  się" 
         albo "mądrze myślisz" komuś, kto na kaŜdy taki tekst  odwraca 
         wzrok, krzywi się, chce odejść, odpowiada "nie wygłupiaj się" 
         albo zastanawia, czego od niego chcesz? W kaŜdym razie widać, 
         Ŝe raczej nie sprawia mu to  przyjemności,  moŜe  nawet  jest 
         przykre. Oczywiście spróbujesz raz i drugi, ale potem zrezyg-
         nujesz. To jakby działanie wbrew  własnym  potrzebom:  osoby, 
         które mają najgorsze zdanie o sobie i dlatego najmocniej  po-
         trzebują dowartościowania z zewnątrz, najbardziej teŜ od nie-
         go uciekają i nawet bronią się.
             Natomiast jeśli główny motyw nagrany  na  płycie  jakiejś 
         osoby brzmi "jestem sympatyczna i warta miłości", "dobrze  mi 
         idzie", "ludzie mnie lubią", to z  łatwością  zobaczy  ona  i 
         usłyszy pozytywne sygnały z otoczenia, odpowie na nie  i  na-
         stępnie zbierze kolejne dowody,  umacniające  ją  w  poczuciu 
         własnej wartości.
            
            7. Goebbels miał rację
             Szef hitlerowskiej propagandy twierdził, Ŝe dowolne kłam-
         stwo powtarzane wystarczająco często i uporczywie wchodzi lu-
         dziom do głowy. Mówił co prawda o  propagandzie  politycznej, 
         ale jestem gotowa posunąć się do stwierdzenia, Ŝe  róŜne  de-
         precjonujące bzdury, które uwaŜasz za prawdę na swój temat  - 
         przypomnę: Ŝe jesteś brzydki, niezdolny, niedobry, mało inte-
         ligentny, nie nadajesz się do tego czy tamtego, a  w  trudnej 
         sytuacji juŜ na pewno nie dasz sobie rady - zostały  Ci  wmó-
         wione na takiej samej zasadzie, jak nazizm Niemcom.
             Raz zdarzyło mi się słyszeć coś podobnego w postaci  rze-
         czywiście zbliŜonej do okupacyjnej szczekaczki. Przechodziłam 
         ulicą obok naroŜnego domu i usłyszałam z  okna  na  pierwszym 
         piętrze straszny wrzask. W pierwszej chwili sądziłam,  Ŝe  to 
         awantura małŜeńska, moŜe mąŜ wrócił do domu pijany.  Brzmiało 
         to tak: "Co ty sobie myślisz, ty łajdaku! Myślisz, Ŝe  ja  ci 
         będę na wszystko pozwalała? Co ty sobie wyobraŜasz?  Mam  juŜ 
         przez ciebie kompletnie zdarte nerwy!" I niespodziewane zako-
         ńczenie: "Ile razy będziesz jeszcze wychodził z kojca?"  Myś-
         lę, Ŝe skoro on był w stanie wyjść z kojca, to juŜ  na  pewno 
         rozumiał, co się do niego mówi.
             Normalnie brzmi to o wiele znośniej i dlatego mniej  zau-
         waŜalnie. "Znowu rozlałeś mleko? Ale jesteś niedorajda", "Jak 
         ty okropnie wyglądasz!  Idź  się  uczesz",  "Dlaczego  zawsze 
         wszystko gubisz?", "To nie do pomyślenia,  Ŝeby  tak  brzydko 
         pisać" itd. itp. Muszę podkreślić to bardzo wyraźnie: nie by-
         ło w tym Ŝadnej złej woli. Po prostu wszyscy myśleli, Ŝe  tak 
         trzeba, bo dziecko moŜe się zepsuć, wbić się w dumę, bo  musi 
         realistycznie oceniać swoje moŜliwości, bo trzeba je odpowie-
         dnio wychować. A "odpowiednio" oznacza  za  pomocą  wytykania 
         błędów, okazywania niezadowolenia i pretensji, krytykowania.
             Mam przed oczami pewną scenę jak z filmu. Jedna z  dziew-
         czynek z mojej dalszej rodziny była bardzo mała, siedziała  w 
         niemowlęcym leŜaczku i zakochany w niej  bez  pamięci  ojciec 
         powtarzał: "Monisiu, jaka ty jesteś śliczna, ja ciebie uwiel-
         biam, jaka ty jesteś cudowna". Na to weszła  babcia  i  mówi: 
         "Jak to dobrze, Ŝe Monika jest jeszcze taka malutka. JuŜ nie-
         długo nie będzie moŜna mówić do niej takich rzeczy, bo się ją 
         zepsuje".
             Szkoda, Ŝe wychowaliśmy się w takiej atmosferze. PrzecieŜ 
         czulibyśmy się na świecie zupełnie inaczej, gdyby od początku 

Strona 30

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         towarzyszyły nam takie słowa, jakie na co dzień słyszy  Moni-
         ka. JuŜ sobie wyobraŜam, Ŝe w tym miejscu ktoś  moŜe  zgłosić 
         sprzeciw, Ŝe dzieci akceptowane bez zastrzeŜeń  wyrastają  na 
         egoistów przekonanych, Ŝe im się wszystko naleŜy  i  Ŝe  mają 
         większe prawa od innych ludzi. Takie myślenie - moim  zdaniem 
         - opiera się na nieporozumieniu: brak dyscypliny i pozwalanie 
         dziecku na wszystko myli się z jego dowartościowaniem.
             Często rodzicom, którzy postanowili wychowywać swoją  po-
         ciechę bez hamulców - a właściwie nie wychowywać jej wcale  - 
         przyświeca szlachetna intencja, Ŝeby przypadkiem  nie  wytwo-
         rzyć u dziecka kompleksów. Nic bardziej  mylnego.  Pozbawione 
         drogowskazów i reguł czuje się  zdezorientowane  zagubione  i 
         rzeczywiście depcze ludziom po odciskach, poniewaŜ  nie  wie, 
         Ŝe im to przeszkadza. AŜ w końcu - nawet jeśli  rodzicom  uda 
         się wytrwać w takiej nieznośnej sytuacji - dowie  się,  kiedy 
         juŜ wyjdzie spod rodzinnego ochronnego klosza, Ŝe inni ludzie 
         nie mogą z nim wytrzymać.
             A wracając do Goebbelsa: paradoksalnie rodzina jest  naj-
         lepszym miejscem do wkładania dziecku bzdur do głowy. Zwłasz-
         cza Ŝe ma ono mizerne moŜliwości sprawdzenia, czy to, co  po-
         wtarzają mu na okrągło i dają do zrozumienia na róŜne  sposo-
         by, jest zgodne z prawdą, czy od niej odbiega. I tak oto  ol-
         brzymie moŜliwości, z jakimi przychodzimy na świat, są bardzo 
         często blokowane zamiast rozwijać się i rozkwitać.
             Na zakończenie tego wątku chcę opowiedzieć coś  o  sobie. 
         Moja macocha z duŜą pewnością siebie mawiała do mnie:  "śaden 
         z Dodziuków nie miał zdolności artystycznych". Nie wiem, moŜe 
         rzeczywiście ich nie miałam, ale nawet nie próbowałam  się  o 
         tym przekonać. Przez następne 30 lat nie rysowałam nawet  dla 
         własnej przyjemności, starannie omijałam w  szkole,  na  stu-
         diach i podczas wakacyjnych szaleństw wszelkie inicjatywy te-
         atralne czy kabaretowe, nie zabierałam się do grania na  Ŝad-
         nym instrumencie, nie napisałam teŜ chyba ani jednego zdania, 
         które byłoby blisko literatury.
            
            8. W gronie kolegów
             Dzieciaki z podwórka, koledzy z klasy, Twoja paczka  albo 
         chociaŜ jeden-dwóch przyjaciół, dziewczyny, chłopaki - z cza-
         sem to wszystko zaczyna być coraz waŜniejsze. Od ich opinii w 
         coraz większym stopniu zaleŜy poczucie własnej wartości. Naj-
         wyraźniej widać to w sytuacjach skrajnych: spotkałam w  Ŝyciu 
         paru niedoszłych młodych samobójców, którzy postanowili skoń-
         czyć ze sobą, bo zostali odtrąceni przez rówieśników.
             JuŜ od piaskownicy, od pierwszych zabaw na podwórku kaŜdy 
         z nas stanął przed nowym zadaniem Ŝyciowym  -  przystosowania 
         się do równieśników. Pamiętasz, jak w gronie  kolegów  bardzo 
         chciałeś mieć to co inni i umieć to co inni, nawet  jeśli  to 
         wcale do Ciebie nie pasowało? Mini, punkowe fryzury,  muzyka, 
         która doprowadzała do szału  dorosłych,  i  niezliczone  inne 
         rzeczy powodowały konflikty z rodzicami i poczucie, Ŝe  jeśli 
         Tobie tak nie wolno, to jesteś gorszy, bo  Kasia  czy  Mietek 
         wszystko ma i moŜe.
             Opinia kolegów, akceptacja z ich strony była  waŜniejsza, 
         jeśli nie miałeś oparcia w jakim-takim  albo  jeszcze  lepiej 
         dobrym zdaniu o sobie samym. AŜeby je poprawić  zyskując  ich 
         uznanie, byłeś gotów robić rzeczy, które nie podobały się do-
         rosłym naraŜały Cię na kary i które być moŜe sam równieŜ uwa-
         Ŝałeś za niesłuszne. Kiedy się  zastanawiam  nad  przyczynami 
         tak powszechnego wśród młodych ludzi palenia, picia alkoholu, 
         próbowania rozmaitych narkotyków, łamania prawa -  myślę,  Ŝe 
         robią to mimo potępienia społecznego głównie po to, Ŝeby pod-
         nieść w ten sposób poczucie własnej wartości.
             Pod tym względem nastoletni etap Ŝycia to  bardzo  trudny 
         czas. Nie będę się przy nim zatrzymywać dłuŜej, bo o  okresie 
         dojrzewania i konflikcie pokoleń zostały napisane całe  tomy. 
         Myślę, Ŝe jednym z częściej przeŜywanych wtedy uczuć są  nie-
         pewność i wstyd. Pamiętam opowiadanie GraŜyny o  tym  okresie 
         jej Ŝycia: "Nie cierpię przypominać sobie, jak to wtedy było. 

Strona 31

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         Cały czas wydawało mi się, Ŝe robię coś nie tak i byłam goto-
         wa spalić się ze wstydu. Oczywiście było mi głupio, Ŝe  prze-
         staję być kompletnie płaska, ale tak samo głupio, Ŝe  jeszcze 
         nie mam duŜych piersi. Ze dwa lata musiałam się  przełamywać, 
         Ŝeby chodzić do szkoły, kiedy miałam okres, a poza tym stara-
         łam się nie wychodzić z domu, tak się wstydziłam. Jak nikt ze 
         mną nie tańczył, było mi okropnie  wstyd,  ale  jeŜeli  jakiś 
         chłopak mnie poprosił, robiłam się cała sztywna na  myśl,  Ŝe 
         wyjdę na środek i na pewno wszyscy będą na mnie patrzeć.  Mó-
         wię ci, po prostu koszmar!"
             Tu chciałabym na chwilę wrócić do analogii z  gramofonem. 
         Przez pierwsze lata Ŝycia zdąŜyła się juŜ nagrać cała  płyto-
         teka i w zaleŜności od sytuacji zaczyna się odtwarzać ta  lub 
         inna płyta. Nawet jeśli ktoś ma w  przewadze  te  gorsze,  to 
         przecieŜ nie grają mu one w głowie cały czas: kiedy  się  ką-
         pie, czyta ksiąŜkę, rozmawia z sympatyczną ciotką, robi  coś, 
         co lubi, gramofon moŜe milczeć bądź snuć  przyjemną  melodię. 
         Natomiast w momentach napięć, niepowodzeń, w nowych lub  nie-
         jasnych okolicznościach albo gdy dzieje się coś, co przypomi-
         na poprzednie przykre sytuacje - wtedy  ciszej  lub  głośniej 
         włącza się jedna z płyt z negatywnym nagraniem.
             Zawieszenie między dzieciństwem a dorosłością, zmiany fi-
         zjologiczne, ujawniające  się  potrzeby  seksualne,  pierwsze 
         niepewne próby kontaktów erotycznych -  wszystko  to  sprzyja 
         szczególnie częstemu przywoływaniu tych zapisów  czy  nagrań, 
         które nie naleŜą do przyjemnych.
             Pamiętasz, jak bałeś się wówczas śmieszności? JeŜeli ktoś 
         się śmiał albo choćby uśmiechał, a Ty nie wiedziałeś,  z  ja-
         kiego powodu, wtedy zawsze domyślałeś się, Ŝe z  Ciebie  -  i 
         pewnie Ci to zostało do dziś. Często uśmiecham się  do  ludzi 
         albo śmieję z radości na ich widok i juŜ jestem  przygotowana 
         na pytanie: "Ze mnie się śmiejesz?", bo często zdarza mi  się 
         je słyszeć. Cierpliwie tłumaczę: "To nie z ciebie,  tylko  do 
         ciebie". A wtedy rzeczywiście wyśmiewaliście się z siebie na-
         wzajem, poniewaŜ to był sposób, Ŝeby zagłuszyć własny wstyd i 
         obawę przed śmiesznością, wyglądać na bardziej  pewnych  sie-
         bie.
             Szczególnie trudną sytuację wśród równieśników, dojmujące 
         poczucie, Ŝe są gorsi, mają młodzi ludzie z biednych  rodzin. 
         Krysia wspomina: "Miałam marne  ciuchy,  większość  z  darów. 
         Szliśmy gdzieś wszyscy i klasa mnie wypchnęła na jezdnię. Po-
         wiedzieli, Ŝe nie mogę z nimi iść, bo wyglądam  jak  ze  wsi. 
         Poszłam w drugą stronę i dostałam od  nauczyciela  naganę  za 
         oddalanie się od klasy".
             JeŜeli byłeś biedniejszy od kolegów, z innego  środowiska 
         niŜ większość z nich, jeŜeli wyróŜniałeś się jakoś  fizycznie 
         albo interesowałeś zupełnie czym innym niŜ oni - dawali Ci to 
         boleśnie odczuć. I Twój autoportret po kaŜdym takim  doświad-
         czeniu wydatnie się pogarszał.
            
            9. Lepiej się nie wychylać czyli szkoła dla przeciętniaków
             Rzadko spotykam ludzi, którzy mają dobre  wspomnienia  ze 
         szkoły. Pamiętają raczej nauczycieli,  którzy  się  czepiali, 
         kary za nieprzygotowanie jakichś zadań domowych czy  niewłaś-
         ciwe zachowanie, konieczność naginania się do wymagań, w któ-
         rych nie widzieli sensu. Z ich opowieści  wyłania  się  obraz 
         szkoły, w której chodziło raczej  o  to,  Ŝeby  przyłapać  na 
         czymś ucznia, niŜ Ŝeby czegoś go nauczyć. Byłam całkiem dobrą 
         uczennicą, ale mnie teŜ towarzyszyło poczucie, Ŝe  potencjal-
         nie jestem stale nie w porządku i w  kaŜdej  chwili  moŜe  to 
         wyjść na jaw.
             Z dość pokaźnej wiedzy psychologicznej  o  funkcjonowaniu 
         grup wiadomo, Ŝe osoba prowadząca grupę moŜe przytomnie  kon-
         taktować się najwyŜej z kilkunastoma  osobami.  PowyŜej  tego 
         progu juŜ nie sposób  podchodzić  do  kaŜdego  indywidualnie, 
         orientować się w jego moŜliwościach, nawet trudno utrzymać  w 
         pamięci podstawowe informacje o poszczególnych  osobach.  Jak 
         liczne były klasy, do których Ty chodziłeś? Moje  miewały  po 

Strona 32

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         30-35 osób, w największej było nas 56.  Siłą  rzeczy  byliśmy 
         dla nauczycieli niesforną i  niezróŜnicowaną  gromadą,  którą 
         trzeba było utrzymać w ryzach i wystawić stopnie, a nie uczyć 
         i wychowywać.
             Dla rodziców i prawie wszystkich nauczycieli właśnie sto-
         pnie były najwaŜniejsze. Rozumiem, Ŝe w szkole  musi  istnieć 
         pewien jednolity system ocen, ale ten, z którym  mieliśmy  do 
         czynienia, był wyjątkowo niefortunny. Określał zestaw stereo-
         typowych umiejętności i wiadomości, a cała procedura  ocenia-
         nia polegała na przystawianiu kolejnych uczniów do  gotowego, 
         bardzo sztywnego szablonu. Jeśli do niego pasowałeś - to dob-
         rze, a jeśli nie - musiałeś strawić swoją porcję upokorzeń  i 
         informacji, jaki to jesteś kiepski.
             Mieliśmy w liceum chłopaka, niezwykle  zdolnego  chemika. 
         Uchodził wśród nas za geniusza, był pupilem pana  od  chemii, 
         ale najbardziej rzucało się w oczy - pamiętam to wyraźnie  do 
         dzisiaj - Ŝe jest strasznie smutny. Miał cięŜkie Ŝycie z  in-
         nymi nauczycielami, z trudem przechodził z klasy do  klasy  i 
         ledwie zdał maturę. Jakoś niezwykle  wcześnie  w  olimpiadzie 
         chemicznej zaszedł tak wysoko, Ŝeby bez egzaminów dostać  się 
         na studia. Spotkałam go potem jeszcze parę razy i z  przyjem-
         nością stwierdziłam, Ŝe bardzo poweselał.
             Nasz model szkoły w gruncie rzeczy najbardziej  lubi  ta-
         kich, którzy są niekłopotliwi i układni. Podsłuchałam  kiedyś 
         odbierając córkę ze szkoły, jak nauczycielka z zachwytem  mó-
         wiła do innej matki: "Kasia była dzisiaj taka grzeczna,  taka 
         grzeczna, jakby jej w ogóle nie było". Ile musieli się nacie-
         rpieć ci, którzy odwaŜyli się zaistnieć na lekcjach  na  swój 
         własny sposób, przeciwstawić się nauczycielom. Jeden z  twór-
         ców obecnej reformy naszego systemu oświaty opowiadał mi,  Ŝe 
         przebrnął całą szkołę z opinią "uczeń arogancki",  bo  miewał 
         własne zdanie.
             Tak, w szkole nie starano się o to, Ŝebyś myślał o  sobie 
         dobrze, nabrał zaufania do własnych moŜliwości czy Ŝebyś miał 
         okazję przekonać się, jakie są Twoje mocne strony.
            
            10. Dorównać idolom
             Jako pracownik poradni rodzinnej miałam  wiele  lat  temu 
         okazję oglądać szwedzki film  "Język  miłości",  sponsorowany 
         przez Królewskie Towarzystwo Wychowania Seksualnego. W filmie 
         czwórka lekarzy i pedagogów omawiała rozmaite aspekty oświaty 
         seksualnej dla młodzieŜy, a poszczególne tematy były ilustro-
         wane krótkimi scenkami. Szwedzi są -  zgodnie  z  powszechnym 
         przekonaniem - śmielsi od nas w mówieniu o seksie i pokazywa-
         niu go na ekranie, ale wraŜenie zrobiło na  mnie  całkiem  co 
         innego. Oto na przykład siedzą tam  na  ławce  młodzi  ludzie 
         pieszcząc się i całując, on ma trądzik, a ona  odciśnięty  na 
         ramieniu ślad po ramiączku od stanika. Albo pokazany tam fra-
         gment seksu małŜeńskiego: dosyć zaŜywna  pani  w  wałkach  na 
         głowie, ze śladami kremu na twarzy idzie do łóŜka z  łysieją-
         cym panem z brzuszkiem w mało efektownej piŜamie  i  skarpet-
         kach.
             śadnego retuszu, Ŝadnego upiększania - specjalnie po  to, 
         Ŝeby było widać, Ŝe ci ludzie są zwyczajni. Właśnie  to  mnie 
         zafrapowało: róŜnica między tym, co  widziałam,  a  gładkimi, 
         wypielęgnowanymi, idealnie pięknymi ciałami, jakie  normalnie 
         oglądamy na ekranie.  Film,  reklamy,  ilustrowane  tygodniki 
         atakują nas takimi wizerunkami, do jakich mógłby się porówny-
         wać najwyŜej jeden czy jedna na tysiąc.
             Jaki to ma związek z poczuciem własnej wartości? Ano  ta-
         ki, Ŝe Twoje nogi w porównaniu z długością nóg  lalki  Barbie 
         czy Julii Roberts muszą wyglądać pokracznie, a mięśnie Schwa-
         rzeneggera mogą wpędzić w kompleksy nawet kulturystę. Inaczej 
         mówiąc, film i reklama są dla większości z nas - zwłaszcza we 
         wczesnej młodości - nie tylko wzorem do naśladowania, ale teŜ 
         źródłem ciągłej frustracji,  poniewaŜ  do  tak  wygórowanych, 
         idealnych modeli nie sposób się dociągnąć.
             "Mieszkańcy masowej wyobraźni", jak ich nazywał Krzysztof 

Strona 33

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         Teodor Toeplitz, osoby przedstawiane w telewizji i prasie  to 
         przecieŜ ci najlepsi, najwybitniejsi, rekordziści, ludzie su-
         kcesu. W dodatku są wspaniali w tak róŜnych dziedzinach: jed-
         ni zdobywają medale olimpijskie, inni nagrody Nobla, a  jesz-
         cze inni filmowe Oskary. W cichości ducha  zazdrościliśmy  im 
         wszystkim, zwykle zapominając, Ŝe ci najpiękniejsi czy najle-
         piej wysportowani na ogół nie są tytanami intelektu, sławom z 
         ekranu nie musi układać się Ŝycie osobiste, a wielcy  artyści 
         moŜe przez wiele lat klepali biedę czekając na uznanie.
             Na pewno byłoby znakomicie mieć naraz olśniewającą urodę, 
         salomonową mądrość, wszechstronne zdolności Leonarda da  Vin-
         ci, mnóstwo siły i  zręczności  oraz  zdolności  do  robienia 
         świetnych interesów. Tylko Ŝe tak po prostu  nie  bywa,  choć 
         bardzo byśmy tego chcieli.
             Jedynie nieliczni w wieku parunastu lat są na tyle  pewni 
         siebie, Ŝeby myśleć: "Mnie teŜ na wiele stać, będę  dąŜyć  do 
         tego, Ŝeby coś niezwykłego zrealizować w przyszłości".  Więk-
         szość czuje się raczej przytłoczona takim zmasowanym  atakiem 
         doskonałości i z góry poddaje się, nawet nie próbując ocenić, 
         w jakiej dziedzinie ma szanse powodzenia i  jak  duŜe  są  te 
         szanse. MoŜe posuwam się za daleko, ale mam wraŜenie, Ŝe śro-
         dki masowego przekazu przyczyniają się do powstawania u więk-
         szości z nas postawy rezygnacji i niemoŜności.
            
            11. Z czym wchodzimy w dorosłe Ŝycie?
             Mój kolega z poradni rodzinnej - znany Ci moŜe z  telewi-
         zyjnych "Rozmów intymnych"  -  Andrzej  Komorowski  mówi,  Ŝe 
         wszystkiemu są winne duchy. Duch to ktoś (lub coś), kto  (lub 
         co) juŜ nie istnieje, ale pojawia się w bezcielesnej postaci, 
         Ŝeby zakłócać Ŝycie tym, co Ŝyją. Nasze złe  duchy  to  ślady 
         przeszłości, które utrwaliły się w psychice w dawnych i  póź-
         niejszych latach i w pewnych okolicznościach  ujawniają  się, 
         utrudniając nam funkcjonowanie. Często prawie nie kontaktuje-
         my się z realną rzeczywistością, tylko właśnie z duchami.
             Wczasy, wesoła zabawa, Magda siedzi w kącie i nie  włącza 
         się ani do rozmów, ani do tańców - straciła cały impet  towa-
         rzyski, od kiedy paczka jej chłopaka przez rok usilnie udowa-
         dniała jej, Ŝe do nich nie pasuje. Tamtych ludzi wśród rozba-
         wionych wczasowiczów nie ma, ale Magdę te duchy nieomalŜe pa-
         raliŜują.
             Oldze nie układa się współŜycie seksualne z męŜem, bo za-
         wsze w intymnych momentach nie moŜe odczepić się od poczucia, 
         Ŝe ma brzydkie ciało a takie przekonanie towarzyszy jej,  od-
         kąd siebie pamięta -  przez  ostatnie  dwadzieścia  parę  lat 
         zmieniła się bardzo, jest ładnie zbudowaną, zgrabną  kobietą, 
         ale duchy są silniejsze od zapewnień męŜa, Ŝe jest dla  niego 
         bardzo pociągająca.
             Te duchy szepcą nam do ucha swój własny tekst, nie pozwa-
         lając usłyszeć informacji docierających z zewnątrz. Ustawiają 
         się pomiędzy nami a światem, zniekształcając jego obraz jak w 
         krzywym zwierciadle. Są źródłem  takiego  myślenia,  które  w 
         wielu dziedzinach zmniejsza nasze Ŝyciowe szanse. W  psychice 
         jak w przyrodzie nic nie ginie, wszystkie jej  warstwy  -  ta 
         ukształtowana w chwili narodzin, we wczesnym dzieciństwie,  w 
         latach przedszkolnych i szkolnych w młodości - trwają w  uta-
         jeniu i zawsze coś moŜe nas cofnąć do którejś z nich, wywołać 
         jakiegoś ducha.
             Inaczej mówiąc, jeŜeli byłeś nie dość  tulonym  niemowla-
         kiem, nie chwalonym maluchem,  wiecznie  sztorcowanym  dziec-
         kiem, wyśmiewanym młodym człowiekiem - to nadal  jesteś  nimi 
         wszystkimi naraz. Pewnie dzisiaj, jako dorosła osoba,  umiesz 
         to nieźle ukrywać i przed innymi, i często przed samym  sobą. 
         Ale potrzeba ciepłego  fizycznego  kontaktu,  dobrego  słowa, 
         szacunku, uznania, jednym słowem  dowartościowania  na  róŜne 
         sposoby nie da się zagłuszyć i nieraz daje o  sobie  znać.  A 
         wtedy jest Ci przeogromnie smutno, bo nie wierzysz, Ŝe moŜesz 
         dostać w Ŝyciu to, czego Ci zawsze brakowało.
            

Strona 34

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

             JuŜ czas, Ŝeby zobaczyć, czy jest  to  moŜliwe.  A  jeśli 
         tak, to jak to zrobić? Szczęśliwie róŜnego rodzaju pomoc psy-
         chologiczna w postaci grupowego treningu, konsultacji indywi-
         dualnych, warsztatów psychologicznych zaczyna być trochę bar-
         dziej dostępna więc jeśli masz taką moŜliwość i wystarczająco 
         duŜo determinacji, moŜesz poszukać fachowców i zgłosić się do 
         nich. Jest teŜ parę "domowych" sposobów, pomocnych w  zmianie 
         autoportretu na lepszy. O nich  mówi  następny,  ostatni  juŜ 
         rozdział.
            
            
           Rozdział IV: KaŜde brzydkie kaczątko moŜe zostać łabędziem
            
             Nieraz w rozmowach albo po wykładach o poczuciu własnej wa-
         rtości, którym z uporem maniaka zajmuję się od lat, pada  pyta-
         nie: no dobrze, a co w sytuacji, kiedy  ktoś  rzeczywiście  nic 
         nie potrafi, naprawdę jest głupi albo brzydki? Co wtedy?
            
            1. Czy coś tu da się zmienić? 
             OtóŜ w tej sprawie mam bardzo skrajne stanowisko: głupi mo-
         Ŝe stać się mądrym, z brzydkiego potrafi zrobić się  piękny,  a 
         największa niedorajda moŜe zmienić się w sprawną, świetnie fun-
         kcjonującą osobę. Skąd to wiem? Bo widziałam wiele takich cudo-
         wnych przemian na własne oczy.  Negatywne  cechy  charakteru  i 
         umysłu czy brzydki wygląd to skutek  przykrych  przeŜyć,  które 
         się w człowieku zapisały, a więc mogą się teŜ "odpisać".
             Powiem więcej, Ty teŜ to widziałeś, tylko moŜe nie  przy-
         szło Ci do głowy, Ŝeby popatrzeć od  tej  strony.  Weźmy  dwa 
         przykłady, kiedy zmiana sytuacji jest tak wyraźna,  Ŝe  moŜna 
         wyrobić sobie jakieś pojęcie o skali  moŜliwych  przeobraŜeń. 
         Gdy wychowanek domu dziecka trafia do dobrej rodziny adopcyj-
         nej i po paru miesiącach z apatycznego,  niezgrabnego,  jakby 
         ocięŜałego umysłowo mruka robi się Ŝywe,  wesołe,  zgrabne  i 
         przemądrzałe stworzenie. Albo kobieta, którą rzucił  ukochany 
         mąŜ: gwałtownie postarzała się i zbrzydła, zgorzkniała, prze-
         stała radzić sobie nawet z nieskomplikowanymi  zadaniami  Ŝy-
         ciowymi. I nagle - jakby nie ta sama,  znów  ładna,  pogodna, 
         energiczna, bo przeŜywa nową miłość.
             Mówię o tym, poniewaŜ chcę, Ŝebyś sobie uprzytomnił, Ŝe i 
         z Tobą wcale nie jest tak beznadziejnie,  jak  myślisz.  śeby 
         Cię jeszcze trochę poprzekonywać,  chcę  się  zatrzymać  przy 
         pięknie i brzydocie. Bo cóŜ to  jest  brzydki  człowiek?  Mam 
         wraŜenie, Ŝe taki, który ma gorycz, strach, wstyd, ból, złość 
         czy wstręt na stałe wypisane na  twarzy,  jakby  zastygłe  na 
         niej. Więc kiedy zmieni się coś w jego  wnętrzu,  w  sposobie 
         przeŜywania uczuć i  nastawieniu  do  świata,  to  łagodnieją 
         ostre rysy, kąciki ust unoszą się do góry, zmarszczki i bruz-
         dy wokół ust rozprostowują się. Twarz przestaje mieć  martwy, 
         białoszary odcień, nabiera ciepłego,  róŜowego  koloru,  oczy 
         zaczynają być duŜe i błyszczące.
             Bardzo często ludzie mają lęk wypisany na  twarzy  w  ten 
         sposób, Ŝe ich oczy robią wraŜenie bardzo małych. Wydaje się, 
         Ŝe to konstrukcja powiek, zostają tylko wąskie szparki. Ale - 
         widziałam to wielokrotnie i uwielbiam ten widok - w Ŝyczliwym 
         otoczeniu, wśród dobrych uczuć, w atmosferze  bezpieczeństwa, 
         kiedy moŜna być sobą bez obawy, Ŝe ktoś  skrytykuje,  ukarze, 
         wykpi, nagle okazuje się, Ŝe ten sam człowiek ma duŜe, błysz-
         czące oczy. Zamiast dawnej brzydoty wszyscy dookoła zaczynają 
         dostrzegać, jaki jest piękny.
             Bo piękno to nic innego jak harmonia wewnętrzna  i  Ŝywy, 
         nieskrępowany przypływ uczuć. Przyjrzyj się dzieciom: są  ta-
         kie róŜne i wszystkie takie ładne, kiedy całą gamę  róŜnorod-
         nych przeŜyć widać na ich twarzach i jasne jest, Ŝe to co we-
         wnątrz i co na zewnątrz pozostaje ze sobą  w  zgodzie.  Kiedy 
         się odzyskuje ten dziecięcy, bezpośredni sposób przeŜywania - 
         wszyscy stają się piękni. Brzydkich po prostu nie ma.
             Albo inna cecha, o której myślisz,  Ŝe  nie  da  się  jej 
         zmienić: głos. Tyle razy słyszałam, jak pod wpływem wewnętrz-

Strona 35

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         nych zmian - większej pewności i wiary w siebie, wzrostu  po-
         czucia, Ŝe mogę kochać i być kochany - wysokie, piskliwe gło-
         sy zmieniały się w głębokie, dźwięczne, niskie, pełne wyrazu. 
         I nikt mnie nie przekona o tym, Ŝe to  naleŜy  do  wrodzonego 
         wyposaŜenia człowieka.
             Podobnie jest z wieloma cechami, o których myślisz, Ŝe to 
         Twoja natura czy charakter. Ja w ogóle uwaŜam, Ŝe  charakteru 
         nie ma, poniewaŜ wiele razy w Ŝyciu widziałam, jak  w  wyniku 
         psychoterapii albo korzystnych zmian sytuacji Ŝyciowej zające 
         zamieniają się w lwy, a z jeŜozwierzy robią się gołąbki.
             Z natury jesteś skryty? JuŜ taki masz charakter,  Ŝe  wo-
         lisz nie ryzykować? Skłonność do podporządkowania się i bier-
         ność to cechy Twojej osobowości?  Z  doświadczenia  wiem,  Ŝe 
         charakter, osobowość, natura człowieka nie są mu dane raz  na 
         zawsze i traktowanie róŜnych swoich cech w ten sposób, opisy-
         wanie ich za pomocą takich pojęć stanowi tylko  wyraz  naszej 
         niemoŜności uwierzenia, jak bardzo moŜemy się zmienić. 
            
            2. Nie bądź taki pewny, najpierw spróbuj
             Prawdę mówiąc zaleŜałoby mi na tym, Ŝebyś  jak  najwięcej 
         swoich przeświadczeń o sobie samym postawił pod znakiem zapy-
         tania. I oczywiście Ŝebyś zaczął je  testować  czynnie  czyli 
         przez eksperymentowanie. Nie potrafisz czegoś? A  kto  powie-
         dział? Spróbuj, a gdy nie wyjdzie, spróbuj jeszcze raz.  Jes-
         tem w tej szczęśliwej sytuacji, Ŝe zajmuję się pomaganiem lu-
         dziom w zmianie. Dlatego mam okazję  bardzo  często  słyszeć: 
         "Nigdy nie przypuszczałem, Ŝe uda mi się..."
             Czasami taka zmiana będzie wymagała inwestycji  i  czasu. 
         Ale przecieŜ jeŜeli nie zaczniesz, na pewno Ci  nie  wyjdzie. 
         Przypominam: kaŜdy człowiek ma wielkie niewykorzystane rezer-
         wy - uŜytkujemy tylko kilkanaście procent swojej  siły  mięś-
         niowej i kilka procent moŜliwości swego mózgu. A więc wmawia-
         nie sobie bezradności, bezsilności i niemoŜności nie ma  Ŝad-
         nego realnego uzasadnienia. Jedno z rozwiązań polega na  tym, 
         Ŝeby przestać zastanawiać się nad  swoim  potencjałem,  tylko 
         zrobić z niego uŜytek, przejść od teoretyzowania na ten temat 
         do eksperymentowania.
             Ale do tego musisz zapewnić sobie dobre warunki zewnętrz-
         ne i wewnętrzne. Wsparcie z zewnątrz to ktoś,  z  kim  moŜesz 
         podzielić się swoimi trudnościami i niepowodzeniami. MoŜe  to 
         być osoba z rodziny, przyjaciel, własne dziecko,  jeŜeli  nie 
         jest bardzo małe. Jedna z moich znajomych poszła teraz do no-
         wej pracy w pręŜnej firmie z wymagającym  szefem.  I  umówiła 
         się ze swoją siostrą, Ŝe będzie ją  "wykorzystywać":  dzwonić 
         nawet codziennie i opowiadać, jak jej idzie. Bała się, Ŝe bez 
         tego zjedzą ją obawy i niepewność, które  przestają  być  tak 
         dolegliwe, jeŜeli moŜna dać im upust.
             Zaś warunki wewnętrzne to przekształcenie własnego nasta-
         wienia czyli świadoma, celowa zmiana negatywnego  myślenia  o 
         sobie na pozytywne. Mam tu ma myśli głównie afirmacje.
            
            3. Człowiek jest automatem samosterującym
             Tłumaczę to od dawna ludziom, z którymi  pracuję:  na  co 
         się nastawisz, to najprawdopodobniej uzyskasz. Dla większości 
         z nas stałym, uwaŜanym za naturalny nawykiem jest ciągłe wma-
         wianie sobie niekorzystnych treści. MoŜna ten proces odwrócić 
         i kazać mu działać na swoją korzyść - inaczej mówiąc,  równie 
         skuteczne jest wmawianie sobie informacji pozytywnych.  MoŜna 
         nazywać to z łacińska autosugestią.
             Jest to metoda znana  od  staroŜytności,  a  współcześnie 
         szeroko wykorzystywana (chyba najbardziej popularny  przykład 
         to wprowadzanie siebie w stan relaksu). Osoby od lat posługu-
         jące się nią do wprowadzania głębokich zmian w Ŝyciu  opraco-
         wały wiele szczegółowych technik jej stosowania. Jedną z nich 
         - pracę z afirmacjami - zamierzam przedstawić tutaj  na  pod-
         stawie ksiąŜki Sondry Ray "Zasługuję na miłość". Sondra, któ-
         ra jest taką samą optymistką jak ja, w rozdziale  zatytułowa-
         nym "Potęga afirmacji" pisze:

Strona 36

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

             "Afirmacja to pozytywna myśl którą się świadomie wybiera, 
         Ŝeby zaszczepić ją w swoim umyśle w celu uzyskania poŜądanego 
         wyniku. Innymi słowy, robisz tak  celowo  dostarczasz  swojej 
         psychice określonych treści.  Na  pewno  moŜe  ona  wykreować 
         wszystko, co zechcesz, jeŜeli tylko dasz  jej  szansę.  Przez 
         powtarzanie moŜesz zasilić je pozytywnymi myślami i  osiągnąć 
         poŜądany przez siebie cel. Są róŜne sposoby posługiwania  się 
         afirmacjami.
             Chyba najprostszą i najbardziej skuteczną, metodą, z jaką 
         się zetknęłam, jest przepisanie kaŜdej afirmacji  10  czy  20 
         razy na kartce papieru i zostawienie miejsca po prawej  stro-
         nie na reakcje (...). Kiedy afirmacja jest  juŜ  napisana  po 
         lewej stronie, wtedy na  prawej  połowie  kartki  notuje  się 
         wszystkie myśli, uwagi, przeświadczenia, lęki i inne emocje - 
         wszystko, co moŜe przyjść do głowy. Powtarzaj afirmację i ob-
         serwuj, jak zmienia się reakcja po prawej stronie.  Afirmacja 
         o duŜej mocy jest w stanie wydobyć wszystkie negatywne  myśli 
         i uczucia tkwiące głęboko w podświadomości. A wtedy  powstaje 
         szansa odkrycia, co przeszkadzało Ci osiągnąć cel. Systematy-
         czne przerabianie afirmacji będzie wywierać  wpływ  na  Twoją 
         psychikę, wymazując stare schematy myślowe i powodując trwałe 
         poŜądane zmiany w Twoim Ŝyciu!
             (...) Za kaŜdym razem za pomocą afirmacji udawało mi  się 
         odsłonić jakieś negatywne decyzje, które  podjęłam  w  bardzo 
         wczesnym okresie swego Ŝycia. Zmieniając te postanowienia na-
         gle poczułam się uwolniona od własnej  przeszłości.  Nabrałam 
         odwagi, Ŝeby zająć się rzeczami, które w cichości  ducha  za-
         wsze chciałam robić. Stałam się niezaleŜna materialnie.  Cał-
         kiem przestałam chorować. A moje związki z męŜczyznami są te-
         raz trwałe, wszechstronnie mnie wzbogacają i nie wymagają Ŝa-
         dnego wysiłku. Jak łatwo sobie wyobrazić, te zmiany tak  mnie 
         zafascynowały, Ŝe wprost nie mogłam się doczekać,  kiedy  po-
         dzielę się nimi z przyjaciółmi i wreszcie z klientami. Zaczę-
         łam uwaŜniej słuchać, co ludzie do mnie mówią, dostrzegać ich 
         negatywne myśli, przerabiać je na pozytywne i tą  metodą  do-
         bierać dla nich afirmacje. Dotychczas  nie  zdarzyło  mi  się 
         stwierdzić, Ŝeby ta technika zawiodła wobec kogoś, kto ją za-
         stosował". (Sondra Ray: "Zasługuję na miłość. Jak dzięki afi-
         rmacjom poprawić swoje Ŝycie osobiste  i  seksualne.  Agencja 
         Wydawnicza Jacek Santorski & Co, Warszawa 1991, s.8-10)
             Jeszcze parę uwag technicznych i przykład, Ŝebyś mógł le-
         piej zobaczyć, jak posługiwać się afirmacjami. OtóŜ trzeba je 
         pisać codziennie, mniej waŜne przez kilka dni, a  zasadnicze, 
         fundamentalne nawet miesiąc i dłuŜej. Jestem stosunkowo świe-
         Ŝym kierowcą i na  początku  ułoŜyłam  sobie  afirmację  "Ja, 
         Ania, prowadząc samochód czuję  się  pewnie  i  bezpiecznie". 
         Mniej więcej po  tygodniu  zaczęła  działać:  przestałam  się 
         ociągać z wychodzeniem z domu, kiedy miałam  pojechać  gdzieś 
         samochodem, i juŜ nie dręczyły mnie wizje  strasznych  wypad-
         ków, którym ulegam. Teraz niekiedy ten  sam  lęk  odzywa  się 
         znowu, ale Ŝeby ustąpił,  wystarczy  kilkakrotne  powtórzenie 
         albo napisanie tamtej afirmacji.
             Warto na początku przez parę dni - zgodnie z sugestią So-
         ndry Ray - dzielić kartkę na dwie części i na drugim  kawałku 
         po kaŜdej afirmacji zapisywać  reakcje.  Następnie  wybrać  z 
         tych reakcji dwie-trzy najwaŜniejsze, przerobić na  afirmacje 
         i dołączyć do pierwszej, wyjściowej. Czas na przykład. Ponie-
         waŜ ostatnio nie najlepiej się czuję, zaczęłam dzisiaj od na-
         pisania 15 razy następującej afirmacji: Ja, Ania, z  dnia  na 
         dzień czuję się lepiej, odzyskuję formę i energię do pracy.
             Reakcje: Bzdura, przecieŜ to nie zaleŜy ode mnie; Dopiero 
         będę musiała się namęczyć, jeśli  zacznę  pracować  na  pełny 
         gaz; A czy to w ogóle warto? Po co?; I tak nie zarobię  tyle, 
         ile mi się naleŜy; Znowu będę musiała udawać pogodną i  weso-
         łą. Jak jestem chora, to przynajmniej mogę mieć smutną  minę; 
         MoŜe to jednak lepiej nie chorować; Właściwie lubię,  jak  mi 
         dobrze idzie; To wcale niezły pomysł.
             W zanotowanych z prawej strony reakcjach jest materiał na 

Strona 37

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         kilka następnych afirmacji, które mogę dołączyć do juŜ  napi-
         sanej. Są to: "Moje zdrowie i dobra forma zaleŜą  ode  mnie", 
         "Ja, Ania, zawsze mogę zrobić sobie przerwę w pracy  i  odpo-
         cząć" "To, co robię, jest sensowne i poŜyteczne",  "Zasługuję 
         na godziwe wynagrodzenie i takie będę dostawać",  "Ja,  Ania, 
         mam prawo być smutna i zła równieŜ kiedy jestem zdrowa".  Wy-
         brałam do dalszej pracy tę o wypoczywaniu i ostatnią, bo  wy-
         dają mi się najwaŜniejsze.
             Chcę tu przytoczyć jeszcze parę  przykładów  afirmacji  z 
         ksiąŜki Sondry Ray, Ŝeby pokazać, Ŝe nie muszą one -  jak  te 
         dotychczas cytowane - słuŜyć  doraźnym,  wąskim  celom.  Moje 
         ulubione to oczywiście tytułowa "Zasługuję na miłość" i doty-
         czące bezpośrednio poczucia własnej wartości:
            Ja, ..., z dnia na dzień lubię siebie coraz bardziej.
            Ja, ..., jestem tak udana, Ŝe mogę podobać się kaŜdemu.
            Ja, ..., staram się teraz być dobry dla siebie.
            Ja, ..., nie jestem pechowcem, tylko wyjątkowym szczęścia-
         rzem.
             I jeszcze dwie - przepraszam za ten natłok  -  dla  dwóch 
         specjalnych kategorii czytelników. Pierwsza dla tych,  którzy 
         są zdania, Ŝe mają nadmiarową tuszę i  muszą  się  odchudzać: 
         "Wszystko, co zjem, przysparza mi zdrowia i urody". Druga dla 
         osób samotnych, nieszczęśliwych z powodu braku partnera: "Ja, 
         ..., jestem teraz gotów, Ŝeby w moim Ŝyciu zjawiła  się  taka 
         kobieta, jakiej zawsze pragnąłem" albo "...taki męŜczyzna,  o 
         jakim marzę".
             Mogłabym, prawdę mówiąc, poświęcić sprawie afirmacji całą 
         ksiąŜkę, więc muszę się choć trochę ograniczać. Dlatego jesz-
         cze tylko kilka słów o sposobach ich układania i  stosowania. 
         Afirmacji nie trzeba daleko szukać: sprawdź, co o sobie  myś-
         lisz i zamień myśli negatywne na pozytywne. "Nie potrafię..." 
         na "coraz lepiej mi idzie...", "nie zasługuję..." na  "jestem 
         wart...", "nikt mnie nie lubi" na  "wszyscy  kochają  mnie  i 
         ubiegają się o mnie".
             Dalej: z afirmacjami jest jak z aspiryną -  nie  zaŜywane 
         nie skutkują. Chcesz mieć efekty, pisz je. MoŜna  teŜ  powta-
         rzać w myśli lub jeszcze lepiej głośno, zwłaszcza w chwilach, 
         kiedy masz wolną głowę i zajęte ręce, na przykład przy zmywa-
         niu naczyń albo goleniu. Jazda autobusem, stanie w kolejce to 
         teŜ dogodne momenty. Z tym Ŝe pisanie daje lepsze skutki,  bo 
         angaŜuje więcej zmysłów. Dobrze  jest  równieŜ  nagrać  sobie 
         afirmacje na magnetofon - mogą być takŜe  w  trzeciej  osobie 
         (na przykład "Kasia jest bardzo zgrabna"), bo w takiej formie 
         docierały do nas negatywne komunikaty - i  słuchać  choćby  w 
         łóŜku przed snem.
            
            4. Oprócz afirmacji
             UwaŜam, Ŝe afirmacje są najskuteczniejszą z "domowych"  - 
         nie wymagających pomocy psychoterapeuty - metod przekształca-
         nia swojego myślenia, a w ślad za nim i Ŝycia. Ale chcę krót-
         ko powiedzieć teŜ o innych sposobach, bo moŜe akurat któryś z 
         nich Ci się przyda. Pierwszy to chwalić siebie samego. Po raz 
         kolejny namawiam do tego, Ŝeby brać przykład z dzieci. Często 
         podsłuchuję własne i nieraz zdarza mi się słyszeć  podniecony 
         szept: "Udało się! Udało!" albo "Ale mi fajnie wyszło!".
             Podejrzewam, Ŝe jesteś z tych, co za niepowodzenia  obwi-
         niają tylko siebie, natomiast swoje sukcesy skłonni są uwaŜać 
         za dzieło przypadku albo innych ludzi. Dlatego zachęcam  Cię, 
         Ŝebyś nie zostawiał Ŝadnego, nawet  drobnego  powodzenia  bez 
         pochwalenia się za nie. MoŜesz nie doczekać  się  uznania  od 
         innych - pamiętasz, co mówiłam o  niedobrej  tradycji,  która 
         kaŜe unikać pochwał, rezerwując je tylko na wielkie okazje.
             Zresztą o niektórych Twoich sukcesach wiesz tylko Ty sam. 
         Z trudem przychodzi Ci załatwianie spraw w urzędach,  a  dzi-
         siaj zdobyłeś dwa papierki; nie umiesz zmusić się do  odpisy-
         wania na listy, ale wysłałeś kartkę z pozdrowieniami;  zwykle 
         ubieranie dzieci trwa długo i denerwujesz się przy tym, teraz 
         poszło Ci spokojnie i sprawnie. Nie są to oczywiście  wielkie 

Strona 38

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         wydarzenia i nawet trudno byłoby dopominać się, Ŝeby ktoś  je 
         zauwaŜył. Ale Ty wiesz i moŜesz nie pozostawiać ich bez skwi-
         towania jakimś wyrazem uznania dla siebie samego.
             MoŜesz posunąć się o krok dalej w dbaniu o  siebie.  OtóŜ 
         Ty sam moŜesz dawać sobie nagrody i sam pocieszać się w trud-
         nych chwilach. JeŜeli coś Ci się udało -  przeszedłeś  trudny 
         sprawdzian, załatwiłeś sobie pracę, zdobyłeś się na powiedze-
         nie waŜnej osobie, Ŝe nie chcesz być przez nią źle  traktowa-
         ny, skończyłeś robić półkę zaczętą dwa miesiące temu - konie-
         cznie wymyśl dla siebie jakąś nagrodę. To nie  musi  być  nic 
         wielkiego: kup sobie ładne skarpetki lub  wymarzoną  ksiąŜkę, 
         zjedz lodowego Snickersa albo piękną brzoskwinię, idź na mało 
         ambitny film czy do wesołego miasteczka. WaŜne, Ŝeby to  było 
         coś, co lubisz, i Ŝeby było jasne, Ŝe to w nagrodę.
             Teraz od drugiej strony: spotkało Cię coś przykrego.  Bo-
         lesne borowanie u dentysty, niemiła  rozmowa  z  narzeczonym, 
         pominęli Cię przy awansach i podwyŜce, znowu zabrali  się  do 
         kucia ścian w Twoim bloku, jesteś w dołku psychicznym bez wy-
         raźnego powodu - taktyka ta sama.  Zrób  coś,  co  sprawi  Ci 
         przyjemność, zadbaj o siebie. Sprawdziłam na sobie i  innych, 
         to działa! Agatka, moja młoda przyjaciółka, kobieta  w  wieku 
         późno-szkolnym, a więc bez własnych  źródeł  dochodu,  kupuje 
         sobie w takich chwilach na pocieszenie  ładną  chusteczkę  do 
         nosa.
             Wszystkie te pochwały i nagrody zmierzają do jednego: Ŝe-
         byś sam sobie udowodnił, Ŝe jesteś waŜny. A kiedy  juŜ  prze-
         staniesz mieć siebie za nic i zaczniesz dobrze traktować, in-
         ni na pewno się dołączą. To znana prawidłowość: kiedy  chcesz 
         zmienić na lepsze nastawienie świata zewnętrznego, zacznij od 
         stosunku do samego siebie.
             Inna moŜliwość zmiany myślenia na własny temat to koncen-
         tracja na swoich mocnych stronach.  Jeśli  zatruwa  Ci  Ŝycie 
         fakt, Ŝe masz brzydkie nogi to znajdź jedną lub  dwie  cechy, 
         które Ci się u siebie podobają i zacznij trening  przeciwsta-
         wiania się myślom o nogach za pomocą  zdania:  "Ale  przecieŜ 
         mam piękne oczy i ładne ręce". Dla myśli "nie umiem  gotować" 
         przeciwwagą moŜe być "jednak dobrze sprzątam",  a  lekarstwem 
         na "jestem marnym pracownikiem" - "za to dobrą  matką".  Masz 
         wtedy szansę poprawić bilans, rozpamiętywanie  minusów  przy-
         najmniej w pewnym stopniu równowaŜąc  przypomnieniem  o  plu-
         sach.
             Znam jeszcze jeden, doraźny sposób usuwania  złych  myśli 
         ze świadomości. Jest on tak prosty, Ŝe przedstawiam go z pew-
         nym zaŜenowaniem. OtóŜ gdy tylko pojawią się w głowie, trzeba 
         zacząć śpiewać albo chociaŜby nucić jakąś melodię. I ta tech-
         nika - jak dwie poprzednie - wykorzystuje taką oto cechę  lu-
         dzkiego umysłu: w naszej świadomości moŜe zmieścić się  naraz 
         tylko jedna myśl. Kiedy zaczynasz myśleć o czym innym, to si-
         łą rzeczy wyrzucasz z głowy to, co było tam poprzednio. Właś-
         nie dlatego moŜna sterować swoim myśleniem, przestawiać je na 
         lepsze tory. 
            
            5. PrzecieŜ moŜna się upomnieć
             Czy wiesz, Ŝe moŜesz się upomnieć o aprobatę  i  docenie-
         nie, kiedy uwaŜasz, Ŝe Ci się naleŜy? Rozumiem, boisz się, Ŝe 
         ktoś Cię zgasi i zamiast ciepłej,  Ŝyczliwej  reakcji  zosta-
         niesz potraktowany zimno i pogardliwie. Rzeczywiście  ryzyku-
         jesz, ale są moŜliwości zmniejszenia ryzyka.
             Jeden ze sposobów to zacząć od rzeczy, których jesteś ab-
         solutnie pewien. Asekurujesz się w ten sposób, bo zdanie  in-
         nych moŜe Cię zranić tylko wtedy, gdy sam  masz  wątpliwości. 
         Gdyby Ci ktoś powiedział, Ŝe masz zielone włosy, pomyślałbyś, 
         Ŝe to wariat, chociaŜ pewnie na wszelki wypadek zerknąłbyś  w 
         lustro. Inny sposób polega na  tym,  Ŝeby  nie  pytać,  tylko 
         zwracać się o potwierdzenie. Nie "Czy mi w tym ładnie?", tyl-
         ko "Zobacz, jak mi w tym do twarzy!". Nie "Smakuje wam?", ty-
         lko "Ugotowałam dzisiaj dla was pyszną zupę". Nie "Jak mi po-
         szło?" tylko "UwaŜam, Ŝe mi poszło  świetnie".  Albo  jeszcze 

Strona 39

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         bardziej wprost: "Proszę mnie pochwalić".
             Warto zainwestować pewien wysiłek w tym kierunku  zwłasz-
         cza w kontaktach z ludźmi, z którymi jesteś na codzień: z ro-
         dziną, kolegami z pracy, z dziećmi. Z początku  będziesz  się 
         czuć głupio, ale z czasem najpewniej zdołasz ich nauczyć, Ŝe-
         by Cię chwalili. Spróbuj raz-drugi, moŜe wyniki będą zachęca-
         jące. Tylko nie zapominaj o tym, Ŝe ich teŜ  trzeba  chwalić, 
         jeśli mają się przyzwyczaić do takiego stylu Waszych  wzajem-
         nych stosunków.
             Opowiadała mi pewna kobieta, jak latami cierpiała z  tego 
         powodu, Ŝe jej męŜczyźni - ojciec, mąŜ i syn - wiecznie  kry-
         tykowali pieczołowicie przygotowywane dla  nich  obiady.  CóŜ 
         poradzić, właśnie tutaj miała ulokowane ambicje i ich  nieza-
         dowolenie stawiało pod znakiem zapytania jej  samopoczucie  w 
         roli córki, Ŝony i matki. Miała mnóstwo pracy w domu i  zajęć 
         zawodowych, więc tym bardziej oczekiwała, Ŝe docenią jej sta-
         rania. Doradziłam jej taktykę opisaną przed  chwilą  i  udało 
         się! Ojciec po raz pierwszy po obiedzie - zamiast  z  ponurym 
         wyrazem twarzy odsunąć od siebie talerz - powiedział "dzięku-
         ję", czym wprawił ją w radosne osłupienie. MąŜ zaczął zjawiać 
         się w kuchni, gdzie jadali, z pytaniem: "Co mamy dzisiaj dob-
         rego na obiad?". A syn coraz rzadziej mówi "nie  lubię"  albo 
         "nie będę tego jadł".
             Pamiętam inny, bardzo wymowny przykład mego przyjaciela z 
         dawnej pracy, niesłychanie zdolnego i  ogromnie  pracowitego, 
         ale wiecznie skwaszonego, poniewaŜ - jak twierdził - nikt ni-
         gdy nie wyraŜał się dobrze o tym, co zrobił, i wszyscy  trak-
         towali go jak klasycznego młodszego kolegę. Zbieg okolicznoś-
         ci  sprawił, Ŝe kilkakrotnie podczas dyskusji w  zespole  mu-
         siał uŜyć jako argumentu informacji o swoich kompetencjach  i 
         przypomnieć parę najlepszych rzeczy, jakie wykonał. Inni słu-
         chali tego z szacunkiem i uwagą i chyba czegoś go to  nauczy-
         ło, bo zamiast złościć się w kącie zaczął od czasu  do  czasu 
         spokojnie przypominać, co potrafi. Po paru miesiącach  uprzy-
         tomniłam sobie, Ŝe po sfrustrowanym młodszym koledze nie zos-
         tało śladu, a w swoim  gronie  mamy  współpracownika  pewnego 
         swoich racji i otoczonego uznaniem.
            
            6. Nie puszczaj mimo uszu tego, co mówią inni
             Pamiętasz, co mówiłam o filtrach, które lepiej  przepusz-
         czają te informacje z zewnątrz, które są zgodne z Twoim wcze-
         śniejszym nastawieniem? Jeśli uwaŜasz, Ŝe jesteś nie w porzą-
         dku, nie taki jak naleŜy, wówczas wyłapujesz z otoczenia głó-
         wnie sygnały, które to potwierdzają.  Ale  skoro  juŜ  o  tym 
         wiesz, moŜesz świadomie nastawić się na odbiór  tych  słabiej 
         słyszalnych czyli lepszych i nawet je wzmacniać.
             Byłeś na przyjęciu, część obecnych potraktowała Cię  obo-
         jętnie, ale niektórzy wyraźnie ucieszyli się na  Twój  widok. 
         Przypomnij sobie, kto był zadowolony przy poprzedniej  podob-
         nej okazji i kiedy jeszcze miałeś poczucie,  Ŝe  jesteś  mile 
         widziany. Panie niech sumiennie kolekcjonują przejawy męskie-
         go zainteresowania, do prób nawiązania rozmowy w pociągu włą-
         cznie. Pechowcy niech zrobią rejestr sytuacji, kiedy  fortuna 
         uśmiechnęła się do nich. Musisz uświadomić sobie, co naprawdę 
         mówią i dają Ci do zrozumienia ludzie na Twój temat.
             Po prostu potrzebujesz - jak kaŜdy - aktualnych  informa-
         cji o sobie, jeśli masz przestać polegać na tym,  co  tępo  i 
         uporczywie odtwarza się na Twojej starej płycie. Nie jest ła-
         two zapytać drugiego człowieka: "Jak ci ze  mną  jest?"  albo 
         "Czy mnie lubisz? A za co?". Zdarzają się jednak takie momen-
         ty szczerych nocnych rozmów z przyjacielem czy długiej wspól-
         nej podróŜy, kiedy moŜna o to zagadnąć. A juŜ na pewno warto, 
         nawet bez specjalnego pretekstu, dowiadywać się o to od  naj-
         bliŜszych i kochanych. Tylko nie  w  momentach  napięcia  czy 
         złości, bo wtedy górę muszą wziąć pretensje.
             Takie "informacje zwrotne" od innych są jedną  z  najwaŜ-
         niejszych technik zmiany autoportretu stosowanych w  grupowej 
         psychoterapii. Jestem pod  świeŜym wraŜeniem z ostatniego we-

Strona 40

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         ekendu: spotkaliśmy się z grupą trzeźwych alkoholików  i  ich 
         Ŝon z pewnego Klubu Abstynenta, którzy od paru lat przyjaźnią 
         się ze sobą i Ŝyją - tak to określali - jak w  rodzinie.  Za-
         proponowaliśmy im na zakończenie,  Ŝeby  kaŜdy  wysłuchał  od 
         wszystkich członków grupy informacji o dwóch rzeczach,  jakie 
         się w nim podobają, i dwóch, które się nie  podobają.  Trochę 
         się tego bali, ale później wszyscy byli uszczęśliwieni. Mówi-
         li, Ŝe mimo dobrej znajomości i  częstych  kontaktów  jeszcze 
         nigdy nie dowiedzieli się tyle o sobie i Ŝe nie  przypuszcza-
         li, jak dobrze inni o nich myślą.
             W naturalnych, nieterapeutycznych sytuacjach prawie nigdy 
         nie ma do tego okazji. Czasami na obozach harcerskich czy Oa-
         zach robi się podsumowanie dnia z  podziękowaniem  dla  tych, 
         którzy coś dobrego dzisiaj dla mnie zrobili. Niektóre małŜeń-
         stwa zachowały z czasów pierwszego zakochania zwyczaj  mówie-
         nia sobie o miłości i waŜności dla siebie nawzajem.  Niekiedy 
         przeglądu wspólnej przeszłości dokonują osoby sposobiące  się 
         do śmierci. Są to wszystko rzadkie, wyjątkowe sytuacje.  Nor-
         malnie jesteś skazany na domysły  albo  przypadkowe  strzępki 
         informacji.
             Mogę Cię tylko zachęcać: nie zamykaj oczu i uszu. Nawet z 
         tych strzępków da się złoŜyć  obraz  bardziej  prawdziwy  niŜ 
         Twoje utrwalone dawno temu przeświadczenie.  WaŜne  jest  nie 
         tylko to, co moŜesz usłyszeć, ale przede wszystkim inne  syg-
         nały - oczy rozjaśnione na Twój widok, oznaki troski i pamię-
         ci, Ŝywe zainteresowanie słuchacza, kiedy mówisz o sobie.
            
            7. "Wymazywanie" starych nagrań
             Sposoby, o których dotąd była mowa, polegały  na  wprowa-
         dzaniu nowych treści w miejsce starych niekorzystnych.  Teraz 
         chcę opowiedzieć o tym, jak moŜna usuwać obciąŜenia  z  prze-
         szłości. Tam świeŜy zapis nakładał się na dawny, tu  idzie  o 
         jego wymazanie. AŜeby mogło do tego dojść, musimy mieć moŜli-
         wość odreagowania przykrych przeŜyć związanych  z  określonym 
         zdarzeniem czy serią zdarzeń z przeszłości.
             Owo odreagowanie polega na ujawnieniu uczuć, którym dotąd 
         nie pozwalałeś dojść do głosu. ZałóŜmy, Ŝe kiedy byłeś  mały, 
         musiałeś na jakiś czas rozstać się z matką,  poniewaŜ  poszła 
         do szpitala. Nie mogłeś wtedy smucić się, płakać i  protesto-
         wać, bo dorośli wokół Ciebie - ojciec, babcia, inni krewni  - 
         sami byli zdenerwowani i smutni i starali się jak najszybciej 
         Cię uspokoić. Stłumiłeś więc swoje bolesne uczucia, które la-
         tami tkwiły ukryte w zakamarkach Twojej psychiki, pozostawia-
         jąc Cię w poczuciu, Ŝe widocznie nie  jesteś  aŜ  tak  waŜny, 
         skoro moŜna Cię niespodziewanie opuścić.
             Gdybyś chciał dzisiaj stworzyć sobie okazję do odreagowa-
         nia skutków tamtych zdarzeń - a w konsekwencji zmienić to po-
         czucie, które zatruwa Ci Ŝycie - musiałbyś nie tylko  opowia-
         dać o tym, pewnie wiele razy, ale teŜ wypłakać cały ból, jaki 
         wtedy przeŜywałeś. Czasami robimy to w samotności,  łkając  w 
         poduszkę, czasami oglądając film, w którym los bohaterów  ja-
         koś przypomina nasz własny. Ale najbardziej pomocna w  odrea-
         gowaniu jest Ŝyczliwa obecność innego człowieka,  który  jest 
         uwaŜny i skoncentrowany na Tobie, rozumie Cię i nie stara się 
         uspokoić. 
             Trudno o kogoś takiego, zresztą samemu teŜ  niełatwo  się 
         zdecydować, bo od maleńkości  konsekwentnie  uczono  nas  po-
         wstrzymywania się od płaczu. Kiedy się uderzyłeś albo spotka-
         ła Cię inna przykrość, dorośli  na  wyprzódki  zaczynali  Cię 
         uspokajać.
             "W jednych rodzinach ów tekst mógł brzmieć tak: 'No  juŜ, 
         no juŜ, nie płacz (buju, buju). No juŜ, no  juŜ,  nie  płacz, 
         nie płacz'. W innych słyszeliście coś w rodzaju: 'W porządku, 
         synu, weź się w garść! Nie ma co płakać nic  ci  z  tego  nie 
         przyjdzie. Co się stało, to się nie odstanie. JuŜ, w  porząd-
         ku!' itd.
             Inne wersje, jakie znacie z własnego doświadczenia albo z 
         opowiadań, to między innymi: 'Cicho bądź! Przestań płakać al-

Strona 41

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         bo tak dostaniesz, Ŝe naprawdę będziesz miał  powód  do  pła-
         czu'; 'Proszę cię, przestań płakać,  bo  robisz  mamie  przy-
         krość'; 'Patrz, jaki ładny obrazek! Śliczny,  prawda?  Lepiej 
         sobie obejrzeć ładny obrazek niŜ płakać, prawda?'
             W miłych lub szorstkich słowach i tonie zmuszano  kaŜdego 
         z nas, kiedy coś nas  zraniło,  do  hamowania  uzdrawiających 
         procesów. Zwykle pojedyncza wymówka nie  wystarczała  do  po-
         wstrzymania następnych prób pozbycia się cierpienia;  ale  za 
         kaŜdym razem nieodwołalnie zdarzało się to samo: kiedy  zwra-
         caliśmy się do jakiejś  osoby,  zaczynaliśmy  odreagowywać  i 
         uwalniać się od doznanego bólu, ktoś mówił - najczęściej  ten 
         dorosły, u którego szukaliśmy wsparcia - Ŝe powinniśmy  stłu-
         mić swoje uczucia i nie obnosić się z nimi". (Harvey Jackins: 
         W pełni ludzkich moŜliwości. Teoria Wzajemnego Pomagania. Ra-
         tional Island Publishers, Seattle /w druku/, s. 78-79).
             Rzadko moŜna usłyszeć: "Wypłacz się, będzie ci lŜej". Ra-
         czej wszyscy wokół nawet w przypadku  wielkiego  nieszczęścia 
         namawiają, Ŝeby wziąć się w garść, zająć czym innym,  obnosić 
         pogodną twarz. Nawet mówienie o bólu czy cierpieniu  jest  na 
         ogół źle widziane. Dobry słuchacz - taki, który nie  wyśmieje 
         i nie zbagatelizuje, nie będzie wtrącać się ze swoimi  kłopo-
         tami, podsuwać rozwiązań, oceniać ani zmieniać tematu -  zda-
         rza się niezwykle rzadko. A właśnie  tego  potrzebujemy:  nie 
         tylko wypłakać ale i wypowiedzieć swój smutek,  gorycz,  lęk. 
         Bowiem mówienie, jeśli towarzyszą mu emocje, jest równieŜ fo-
         rmą odreagowania.
             Podobnie śmiech. Oglądając komedie Chaplina  nie  zdajemy 
         sobie sprawy, Ŝe zaśmiewając  się  do  rozpuku  odreagowujemy 
         wstyd, lęk przed ośmieszeniem, rozmaite obawy i napięcia. Mó-
         wimy nawet "nerwowy chichot" o takim śmiechu, który słuŜy wy-
         rzucaniu z siebie napięcia. A pamiętasz, jak bez końca  zary-
         kiwaliście się z byle czego wieczorami na kolonii albo  innym 
         zbiorowym wyjeździe? Wiadomo, Ŝe po takim  "seansie  śmiechu" 
         człowiek czuje się znacznie lepiej.
             Zdarzyło Ci się teŜ na pewno nieraz zetknąć z  odreagowa-
         niem złości. Klasyczny przykład to facet obsztorcowany  przez 
         szefa, który po powrocie z pracy pod dowolnym pretekstem  za-
         czyna wściekać się na domowników. Sam zresztą wiesz,  co  się 
         dzieje, kiedy powiedzmy w urzędzie zostałeś potraktowany  jak 
         śmieć: wewnętrzne ciśnienie, Ŝeby  wyrzucić  z  siebie  złość 
         jest tak duŜe, Ŝe niecierpliwie szukasz słuchacza, przed któ-
         rym mógłbyś ciskać się, wymachiwać rękami, pokrzykiwać.
             Wreszcie drŜenie, które jest  odreagowaniem  lęku.  Kiedy 
         się dzieje coś strasznego - albo chwilę później, gdy zagroŜe-
         nie mija i juŜ moŜna skupić się na sobie -  czasem  drŜą  nam 
         kolana lub trzęsie się broda, jakbyśmy szczękali zębami. Mamy 
         tak mocno wbudowany zakaz pozwalania sobie na coś takiego, Ŝe 
         zdarza się nam nie przestrzegać go tylko w sytuacjach rzeczy-
         wiście skrajnych: podczas poŜaru,  napadu,  wypadku.  Dlatego 
         ten rodzaj odreagowania moŜna zobaczyć częściej w grupie  te-
         rapeutycznej, gdzie kaŜdy rodzaj przeŜywania jest dopuszczal-
         ny, niŜ w Ŝyciu.
             Skoro wiadomo juŜ, na czym polega odreagowanie, chcę  je-
         szcze poradzić Ci, jak z niego korzystać. OtóŜ przede wszyst-
         kim - nie powstrzymywać, jeśli tylko warunki na nie  pozwala-
         ją. Osobiście bardzo bronię swojego prawa do  płaczu  i  tego 
         samego domagam się dla moich dzieci. JeŜeli trafię w kinie na 
         "wyciskacz łez", staram się pójść drugi raz w celach  leczni-
         czych. Moi domownicy, przyjaciele,  współpracownicy  przyzwy-
         czaili się do tego, Ŝe  często  płaczę.  Kiedy  ktoś  usiłuje 
         uspokoić którąś z moich płaczących córek,  cierpliwie  tłuma-
         czę, Ŝeby nie przeszkadzać, bo jest im to potrzebne. Nie jest 
         stosownym momentem narada u kierownika  ani  imieniny  cioci, 
         ale sam ze sobą czy z bliskim człowiekiem moŜesz pozwolić so-
         bie na łzy, bo one uzdrawiają.
             Ten leczący mechanizm odreagowania, powodujący  wymazywa-
         nie starych zapisów w Twojej psychice, jest naturalny i odru-
         chowy. Kolejny raz odwołam się do tego, jak zachowują się ma-

Strona 42

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         łe dzieci, zanim zostaną nauczone powstrzymywania naturalnych 
         reakcji. Płaczą całym ciałem, wrzeszczą wymachując  rękami  i 
         nogami, zaśmiewają się do rozpuku, lata im broda, a kiedy juŜ 
         potrafią mówić i spotka je coś przykrego,  są  gotowe  gadać, 
         gadać i gadać. Zanim nie nauczą się, Ŝe to brzydko, nie wypa-
         da i w ogóle bez sensu.
             Na szczęście zdolność do odreagowania moŜna odzyskać. Wy-
         starczy dać mu szansę czyli zapewnić sobie dobrego  słuchacza 
         i bezpieczne warunki (Ŝeby nikt nie podglądał, nie  przerywał 
         itp.), a odreagowanie przyjdzie samo, jeŜeli zdecydujesz  się 
         poruszyć jakiś bolesny temat z przeszłości. MoŜe być konkret-
         ny, jeśli na przykład byłeś bity lub upokarzany jako  dziecko 
         i zechcesz o tym komuś szczegółowo opowiedzieć. MoŜe teŜ  być 
         ogólny: opowieść o Twoim  Ŝyciu,  dzieciństwie,  rodzinie,  o 
         przykrych zdarzeniach, dotkliwych stratach czy poraŜkach.
             Twoja mądra psychika sama wybierze z tego ogólnego tematu 
         takie wątki, które potrzebujesz odreagować. Gdybyś spróbował, 
         przekonałbyś się, Ŝe opowieść na ten sam temat za kaŜdym  ra-
         zem będzie inna. Dlatego jeśli widzisz, Ŝe ktoś bliski mówi o 
         czymś z przejęciem i zbacza  z  zapowiedzianego  tematu,  nie 
         trzeba zwracać mu uwagi - najpewniej zdrowy instynkt prowadzi 
         go we właściwą stronę. Od siebie teŜ nie musisz  w  podobnych 
         sytuacjach wymagać Ŝelaznej logiki, bo  kieruje  Tobą  logika 
         emocjonalna.
             Prawie zawsze w grupach, które  prowadzę,  próbuję  uczyć 
         ludzi odreagowywania obciąŜeń z przeszłości. Najpierw ustala-
         my temat, na przykład "Kiedy byłem dzieckiem...". Potem  pro-
         szę ich, Ŝeby usiedli w parach i uzgodnili, kto z nich będzie 
         mówił pierwszy, a kto drugi. śeby następnie podzielili dostę-
         pny czas na pół - 10-15 minut to juŜ jest wartościowy kawałek 
         czasu - i Ŝeby najpierw jedna osoba opowiadała, a  druga  pa-
         trzyła na nią i słuchała nie przerywając,  nie  komentując  i 
         nie radząc (dobrze jest teŜ wziąć mówiącego za rękę). Zaś  po 
         upływie pierwszej części umówionego czasu mają  zamienić  się 
         rolami. 
             Zawsze znajdą się jakieś osoby, które protestują, Ŝe kwa-
         drans to dla nich za duŜo, a potem dziwią się, Ŝe to juŜ  ko-
         niec. Widzę, jak bardzo brakuje im tego, Ŝeby wyrzucić z sie-
         bie swoją trudną  przeszłość  jak  czasem  Ŝywo  gestykulują, 
         śmieją się albo ocierają łzy. I zawsze mówią, Ŝe im to  przy-
         nosi ulgę. Niejednokrotnie długo w noc rozmawiają ze sobą da-
         lej, juŜ poza grupą.
             Często zdarzało mi się równieŜ zalecać coś podobnego  pa-
         rom małŜeńskim: dwa razy w tygodniu po połoŜeniu dzieci  spać 
         mieli - kaŜde przez pół godziny - opowiadać drugiemu historię 
         swego Ŝycia rozpoczynając od najwcześniejszych wspomnień. Li-
         czyłam nie tylko na to, Ŝe w świetle przeszłości róŜne pozor-
         nie nieuzasadnione zachowania i reakcje  partnera  staną  się 
         zrozumiałe. UwaŜam równieŜ, Ŝe jest to okazja do odreagowania 
         uczuć, które - zalegając w psychice od dawna - utrudniają  im 
         wzajemne kontakty.
             Pamiętam pacjentkę, której mąŜ bardzo się złościł, Ŝe  po 
         zmroku zawsze prośbą i groźbą zatrzymuje go w domu -  widział 
         za tym brak zaufania i podejrzenie o niewierność.  Zrozumiał, 
         Ŝe ona się zwyczajnie boi, dopiero kiedy odnaleźliśmy  w  jej 
         Ŝyciorysie straszną wojenną noc, gdy jako kilkuletnia  dziew-
         czynka z młodszym bratem i babcią, w domu oddalonym  od  wsi, 
         przez parę godzin w poczuciu pełnej bezsilności słuchała  do-
         bijania się do drzwi jakiegoś męŜczyzny.
             Umówiłam się z nimi, Ŝe on będzie wykorzystywał swoje pół 
         godziny na mówienie o tym, o czym zechce, zaś ona -  zaapelo-
         wałam do niego o cierpliwość -będzie za kaŜdym razem  opowia-
         dać tamto zdarzenie tak szczegółowo, jak  tylko  zdoła  sobie 
         przypomnieć. Potrzeba było  pięciu  czy  sześciu  razy,  Ŝeby 
         przestała bać się zostawać sama w domu kiedy jest ciemno. Na-
         wiasem mówiąc, przy okazji pozbyła się teŜ bezsenności, która 
         dręczyła ją zawsze, ilekroć mąŜ  wyjeŜdŜał  w  delegację,  do 
         czego wcześniej się nie przyznawała, bojąc się  posądzenia  o 

Strona 43

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         zazdrość.
             Gdybyś chciał skorzystać z  tego  sposobu,  musisz  prze-
         strzegać paru reguł. Przede wszystkim uzgodnij z osobą, którą 
         upatrzyłeś sobie na słuchacza, czy akurat  ma  czas  i  wolną 
         głowę. "Chciałbym Ci opowiedzieć coś o sobie. Masz  dla  mnie 
         pół godziny? Chodzi mi tylko o to, Ŝebyś mnie wysłuchał" -  z 
         grubsza tak mogłoby wyglądać to uzgodnienie. Poza tym trzymaj 
         się wyznaczonego czasu. Na końcu podziękuj za  wysłuchanie  i 
         zaproponuj, Ŝe teraz lub w innej umówionej chwili  Ty  jesteś 
         gotów zrewanŜować się tym samym.
             Wiesz, zawsze marzyłam o tym, Ŝeby wydostać się spod wła-
         dzy duchów przeszłości i wziąć swoje Ŝycie  we  własne  ręce. 
         Okazało się, Ŝe wiedza o odreagowaniu i sposobach przestawia-
         nia się na pozytywne myślenie, zwłaszcza o afirmacjach, umoŜ-
         liwia mi to w coraz większym stopniu. MoŜe Ty teŜ spróbujesz? 
         Kolejnym krokiem - po zadbaniu o swoje wewnętrzne nastawienia 
         - moŜe być zajęcie się tym, co jest na  zewnątrz,  mianowicie 
         środowiskiem, w jakim przebywasz.
            
            8. Trujące otoczenie
             Zacznę od historii mojej przyjaciółki Misi,  która  przez 
         ostatnie parę lat chodzi do pracy jak na ścięcie. Zawsze  się 
         denerwuje, rozmyśla, co ją  tam  złego  spotka,  rozpamiętuje 
         nieprzychylne uwagi koleŜanek. Często mam wraŜenie, Ŝe po po-
         wrocie do domu nie rozstaje się z tamtymi  problemami,  które 
         nawet we śnie jakoś ją gnębią. Zresztą kiepsko sypia i w nocy 
         zastanawia się, jak powinna ustawić się wobec szefowej.  Cała 
         sprawa nabrała juŜ niemal rozmiarów obsesji. Ale na  wszelkie 
         moje sugestie, Ŝeby rozejrzała się za inną pracą, Misia  rea-
         guje źle.
             Jest podobnie bezradna wobec teściów:  utrzymuje  z  nimi 
         regularne kontakty, mimo Ŝe nie są dla niej w Ŝadnym  stopniu 
         budujące. Zawsze jest naraŜona na  uszczypliwe  uwagi,  próby 
         udowodnienia, Ŝe wszystkie jej pomysły na Ŝycie są bez sensu, 
         Ŝe źle wychowuje dziecko, a jeszcze na dodatek nie  umie  się 
         ubrać. Co tu mówić o wizytach - obowiązkowo co  tydzień  nie-
         dzielny obiad - kiedy kaŜdy telefon teściowej  wytrąca  ją  z 
         równowagi na parę godzin. Przy  czym  takie  telefony  bywają 
         prawie codziennie, a czasem kilka razy w ciągu dnia.
             Jedyna rada, jaką mam dla Misi i osób jej  podobnych,  to 
         odciąć się od trujących wpływów.  Najpierw  trzeba  rozejrzeć 
         się dookoła i sprawdzić: czy ludzie, z  którymi  się  widuję, 
         pomagają mi myśleć o sobie dobrze, czy wręcz przeciwnie. Cza-
         sami trudno bywa nawet zacząć zastanawiać się nad tym, bo na-
         sze prawdziwe odczucia przesłania jakiś ogólnie  słuszny  po-
         gląd, na przykład: jak moŜe mi być źle u  rodziców,  przecieŜ 
         dziecku u mamy zawsze musi być dobrze; albo: Nowakowie to ta-
         cy kulturalni ludzie, powinniśmy się z nimi  widywać.  Nieraz 
         cięŜko się przebić przez tego typu przekonania.
             śeby odróŜnić "trujące" otoczenie od "poŜywnego",  musisz 
         zadać sobie dwa pytania. Pierwsze: co w danym miejscu  słyszę 
         na swój temat, jakie komunikaty  do  mnie  docierają?  JeŜeli 
         głównie typu "źle postępujesz",  "głupio  myślisz",  "brzydko 
         wyglądasz" oraz pretensje i pouczenia; jeśli spotyka Cię  tam 
         głównie brak zrozumienia i nigdy nikt  nie  staje  po  Twojej 
         stronie - zastanów się, czy czasem nie  warto  zrezygnować  z 
         tych kontaktów albo przynajmniej powaŜnie je ograniczyć.
             Druga waŜna kwestia: jak reagujesz  na  towarzystwo  tych 
         ludzi lub tej osoby. Czy na przykład masz poczucie, Ŝe jesteś 
         cięŜki czy lekki?  Czy  często  boli  Cię  wtedy  głowa  albo 
         brzuch? Czy ktoś Cię tam uwaŜnie słucha? Czy są jakieś wyraź-
         ne oznaki zadowolenia, kiedy się pojawiasz? U siebie zaobser-
         wowałam pewną charakterystyczną reakcję: w  miejscach,  które 
         mi nie słuŜą, mam zwolnione ruchy, tak jakby było  mi  trudno 
         podnieść rękę czy nogę. Kiedy się na tym łapię, zaczynam uwa-
         Ŝnie przyglądać się całej tej sytuacji i zastanawiać, czy mam 
         tam jeszcze zostać, czy raczej wyjść.
             Szczególnie trudno odciąć się od trujących wpływów  szer-

Strona 44

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         szego kręgu rodzinnego: rodziców, teściów, dalszych krewnych. 
         Często widzę, jak zupełnie dorośli, samodzielni ludzie,  któ-
         rzy mają juŜ własne potomstwo, zachowują się tak, jakby  dali 
         im uprawnienia do wtrącania się i swobodnego wyraŜania swoich 
         niepochlebnych opinii. Jakby istniała cicha umowa, Ŝe  rodzi-
         nie nie moŜna w tym miejscu powiedzieć "stop, nie Ŝyczę sobie 
         tego". I zdecydować, Ŝe do podtrzymania więzi rodzinnych  wy-
         starczy BoŜe Narodzenie i Wielkanoc plus moŜe jeszcze imieni-
         ny dziadka.
             Przeczytałam kiedyś stosy pamiętników, przysłane na  kon-
         kurs "Moje małŜeństwo i rodzina" i utkwił mi w pamięci  jeden 
         z nich. Młoda męŜatka pisała, jak parę razy w tygodniu  przy-
         chodzi do niej teściowa, zagląda we wszystkie kąty, nawet  do 
         garnków i do szaf, nie szczędząc cierpkich uwag. Muszę powie-
         dzieć, Ŝe dla mnie ta historia zabrzmiała naprawdę  przeraŜa-
         jąco. W podobnych przypadkach zachęcam Cię do kierowania  się 
         zasadą ujętą w angielskim przysłowiu "Mój dom to moja  twier-
         dza".
             Masz moŜliwość wyboru, moŜesz tam wpuszczać tylko  swoich 
         sprzymierzeńców. A jeśli zdecydujesz się pozwolić wejść  komu 
         innemu, to na wyraźnie  określonych  przez  Ciebie  zasadach. 
         Proszę bardzo, herbata albo kawa, pobawić się z dzieckiem ale 
         naprawdę świat się nie zawali, jeŜeli powiesz: "Kuchnia i sy-
         pialnia nie jest dla gości" albo "O szóstej mamy coś  waŜnego 
         do zrobienia, więc serdecznie zapraszam do za dziesięć  szós-
         ta, a potem juŜ musimy zająć się naszymi sprawami". I o 17.50 
         przypomnieć, Ŝe taka była umowa.
             Boisz się narazić, jeŜeli zrobisz coś  takiego?  PrzecieŜ 
         naprawdę nic nie tracisz - z pewnością chodzi o kogoś, kto  i 
         tak niezbyt Cię szanuje (a moŜe zacznie, kiedy okaŜe się,  Ŝe 
         nie moŜe swobodnie chodzić Ci po głowie?).  W  rzeczywistości 
         grozi Ci nie to, Ŝe stracisz dobrą opinię,  tylko  złudzenie, 
         Ŝe uda Ci się na nią zasłuŜyć.
             Rozmawiając z  ludźmi  przekonałam  się,  Ŝe  najtrudniej 
         ograniczyć kontakty z własnymi rodzicami. I nie tylko z powo-
         du normy społecznej czy teŜ obyczaju. Do  ponawiania  kontak-
         tów, które juŜ tyle razy okazały się trujące,  przyciąga  nas 
         jak magnes nadzieja, Ŝe uda się otrzymać od nich  coś,  czego 
         się nie dostało w dzieciństwie. MoŜe teraz zauwaŜą,  docenią, 
         zaczną kochać? Często nie do końca zdajemy sobie  sprawę,  Ŝe 
         takie dziecinne nadzieje  na  otrzymanie  miłości  i  uznania 
         przetrwały do dziś. Tylko Ŝe skoro przez tyle lat  ich  speł-
         nienie się nie powiodło, to trudno -  trzeba  rozstać  się  z 
         iluzjami i zacząć szukać gdzie indziej.
            
            9. Jak zapewnić sobie wsparcie?
             W tej sprawie masz zapewne bardzo słabą  wyobraźnię,  po-
         niewaŜ - jak przypuszczam - rzadko kiedy  ktoś  Cię  rozumnie 
         wspierał. Teoretycznie wiemy, Ŝe  od  tego  mamy  przyjaciół, 
         ukochanych czy rodziców, Ŝeby byli gotowi pomóc,  podbudować, 
         dodać otuchy. W praktyce bywa z tym bardzo róŜnie. Zawsze za-
         zdrościłam ludziom, których najbliŜsi poczuwali się do  towa-
         rzyszenia im w trudnych sytuacjach: chodzili z nimi do denty-
         sty, tkwili na korytarzu podczas egzaminów -  im  trudniejszy 
         moment, tym większą otaczali troską i Ŝyczliwością.
             Niestety, w moim otoczeniu  częściej  spotykam  wyznawców 
         zasady "kaŜdy powinien radzić sobie sam". JeŜeli dorastałeś w 
         takim przekonaniu, to nic  dziwnego, Ŝe  kiedy  dzisiaj  masz 
         kłopoty albo chandrę, wstyd Ci nie  tylko  poprosić  o  pomoc 
         (choćby "pobądź trochę ze mną, bo jest mi smutno"), ale nawet 
         przyznać się, Ŝe coś Cię gnębi. To pierwsza bariera utrudnia-
         jąca otrzymanie wsparcia. Zapominasz o tym, Ŝe wszyscy -  na-
         wet najwspanialsze okazy doskonałego zdrowia  psychicznego  - 
         mają swoje "dołki", załamania, momenty bezradności i  beznad-
         ziejności.
             Drugą barierą jest przeświadczenie, Ŝe  nie  jesteś  tego 
         wart i nic Ci się nie naleŜy. To oczywisty nonsens:  wsparcie 
         naleŜy Ci się po prostu dlatego, Ŝe go potrzebujesz -  i  nie 

Strona 45

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         wymaga to Ŝadnych dodatkowych uzasadnień.
             Wreszcie trzecia bariera - poczucie, Ŝe wokół Ciebie  nie 
         ma nikogo, kto byłby gotów zainteresować się Twoim samopoczu-
         ciem, poświęcić Ci trochę czasu, kto Cię  naprawdę  lubi  czy 
         kocha. śe nie ma Ŝadnego grona ludzi, w którym Ty  autentycz-
         ny, ze swoimi kłopotami i problemami mógłbyś znaleźć dla sie-
         bie miejsce. Słyszałam to dziesiątki razy i tyleŜ razy zachę-
         całam do rozpoczęcia poszukiwań i prób. I przekonałam się, Ŝe 
         kiedy człowiek jest gotów przyznać się przed sobą, Ŝe potrze-
         buje innych ludzi, i zacznie się rozglądać -  inni  wyczuwają 
         to i zbliŜają się do niego.
             Więc jeśli potrzebujesz dobrych, dowartościowujących kon-
         taktów, a masz ich mało albo nie masz wcale, to najpierw zrób 
         przegląd swoich starych oraz obecnych znajomości i przyjaźni, 
         Ŝeby sprawdzić, czy nie warto niektórych z nich odnowić  albo 
         wzmocnić. Miła koleŜanka szkolna ma dwójkę  małych  dzieci  i 
         nie chcesz sprawiać jej dodatkowych kłopotów? AleŜ  niewyklu-
         czone, Ŝe ona marzy, Ŝeby ktoś wpadł do niej pogadać. U kuzy-
         na, którego lubisz, nie byłeś juŜ trzy lata i czujesz się nie 
         w porządku? Całkiem moŜliwe, Ŝe jemu teŜ jest przykro, Ŝe się 
         nie widujecie. Chętnie zaprosiłbyś na imieniny  parę  osób  z 
         pracy, ale nie ma takiego zwyczaju. To dlaczego Ty nie  miał-
         byś go wprowadzić?
             Rozejrzyj się, popróbuj, włóŜ w to trochę wysiłku. Nastaw 
         się, Ŝe nie wszystkie próby pójdą Ci  równie  dobrze,  pewnie 
         się zdarzy parę niewypałów. Cała sztuka polega na  stworzeniu 
         sobie moŜliwości wyboru, bo przecieŜ widać, kogo Twoja  obec-
         ność cieszy, a komu ciąŜy. Tylko pamiętaj, Ŝe inni  teŜ  mogą 
         mieć kompleksy, więc musisz zdobyć się na trochę  inicjatywy: 
         zapytać, czy moŜesz wpaść, zaproponować kawę u siebie, zapro-
         sić na spacer.
             Jest tutaj jeszcze jedna waŜna rzecz: nie tylko  nie  rób 
         drugiemu, co Tobie niemiło, ale i odwrotnie - rób to, co  by-
         łoby miłe dla Ciebie. Chcesz, Ŝeby ktoś był z Tobą szczery  i 
         otwarty, więc pierwszy zdobądź się na szczerość. Chcesz, Ŝeby 
         Cię wysłuchał, więc zacznij  od  uwaŜnego  słuchania.  Chcesz 
         usłyszeć coś Ŝyczliwego o sobie, więc sam raz i drugi powiedz 
         coś miłego. MoŜe efekty nie będą natychmiastowe, ale  wkrótce 
         przekonasz się, Ŝe to skutkuje.
            
            10. Zadbaj o swoich bliskich, a oni zadbają o ciebie
             Czasami trudno w to uwierzyć, zwłaszcza jeŜeli  tkwisz  w 
         małŜeństwie, gdzie uczucie wygląda na mocno juŜ wystygłe albo 
         teŜ toczy się nieustająca wojna; jeśli z rodziną czujesz  się 
         obco; jeŜeli Twoje dzieci są z Tobą w ostrym konflikcie. Wiem 
         to na pewno: poza nielicznymi wyjątkami dowartościowanie bli-
         skich osób zmienia sytuację na lepsze. Chcę  Ci  zaproponować 
         parę - zresztą dość oczywistych - sposobów jak  to  robić.  Z 
         jednym zastrzeŜeniem: Ŝadnego fałszu,  bo  wtedy  najbardziej 
         finezyjne metody nie skutkują.
             Nawet w bardzo wrogich układach są lepsze momenty,  kiedy 
         ciepło myślisz o drugiej osobie, czujesz, jak waŜna jest  dla 
         Ciebie, coś Ci się szczególnie spodobało albo Cię ujęło.  Nie 
         chodzi o manipulację, tylko o ujawnianie pozytywnych  rzeczy, 
         które przychodzą Ci do głowy, a które dotąd miałeś w zwyczaju 
         zachowywać dla siebie.
             Muszę się tu pochwalić najmniej  pracochłonnym  sukcesem, 
         jaki odniosłam w poradni rodzinnej. Przyszła do mnie pani  po 
         pięćdziesiątce, o dość przeciętnej  powierzchowności i pokaź-
         nej tuszy. SkarŜyła się, Ŝe mąŜ zaczął znikać z domu,  prawie 
         z nią nie rozmawia, burczą tylko na siebie  i  obrzucają  się 
         pretensjami. Doradziłam jej, Ŝeby go czasem  pochwaliła,  po-
         wiedziała coś miłego, zatroszczyła się trochę o niego (z  za-
         strzeŜeniem jak wyŜej). Pani zniknęła i pojawiła się znowu po 
         pół roku, tym razem w sprawie konfliktów z dorosłą córką zre-
         sztą niezbyt głębokich. Przy okazji opowiedziała mi o  czymś, 
         co zakrawało niemal na cud: zastosowała się do moich  wskazań 
         i mąŜ zupełnie się odmienił. Znów przesiaduje  w  domu,  jest 

Strona 46

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         grzeczny i miły, powtarza, Ŝe ją kocha, i... nosi na rękach.
             MoŜe zechcesz skorzystać z podobnych  sposobów  dowartoś-
         ciowania swoich bliskich. Przede wszystkim mów im rzeczy dob-
         re i miłe, kiedy tylko przyjdą Ci na myśl. Najpierw będą moŜe 
         nieufni, moŜe pomyślą, Ŝe coś chcesz za to uzyskać albo zatu-
         szować jakieś swoje przewinienie (Ŝonom w pierwszej kolejnoś-
         ci przychodzi do głowy, Ŝe skoro mąŜ  jest  taki  podejrzanie 
         miły i prawi komplementy, to pewnie wykonał skok w bok).  Ale 
         po pewnym czasie zobaczysz, jacy są uszczęśliwieni.
             Drugim waŜnym sposobem dowartościowania są ciepłe  gesty. 
         KaŜdy człowiek potrzebuje - wiesz o tym dobrze, kiedy  chodzi 
         o Ciebie, a przecieŜ oni mają podobne potrzeby - pogłaskania, 
         przytulenia czy choćby przyjaznego poklepania albo wzięcia za 
         łokieć. Boisz się tak bez okazji? Nie wiesz, jak się  przeła-
         mać? MoŜesz jemu czy jej oprzeć głowę na ramieniu przy wspól-
         nym oglądaniu telewizji  albo  usiąść  ramię  w  ramię  jadąc 
         gdzieś autobusem. Pomalutku, bezpiecznie.
             Dobrze jest równieŜ trochę zadbać o najbliŜszych. Przygo-
         tować albo kupić coś, co szczególnie lubią. Moja starsza cór-
         ka za najwyŜszy dowód miłości uwaŜa to, Ŝe czasami  przynoszę 
         jej polskie "Bravo" albo inne czasopismo z rockowymi zespoła-
         mi. Warto zapewnić czasami odrobinę  komfortu:  podać  gorącą 
         herbatę, kiedy wróci zziębnięty, chociaŜ mógłby obsłuŜyć  się 
         sam; zaproponować półgodzinną drzemkę, kiedy ona  wygląda  na 
         zmęczoną; jeśli ma smutną minę, zapytać, czy czegoś  nie  po-
         trzebuje.
             Myślę, Ŝe bardzo waŜne jest takŜe okazywanie autentyczne-
         go zainteresowania i uwagi. Banalne "jak  tam  dzisiaj?"  czy 
         "jak ci poszło?" połączone z uwaŜnym spojrzeniem i gotowością 
         wysłuchania odpowiedzi moŜe być bardzo przekonywającym sygna-
         łem. Tak samo powiedzenie, Ŝe widzisz, w jakim nastroju  jest 
         druga strona "Chyba cię zmartwiło to, co powiedziałem",  "Wi-
         dzę, Ŝe jesteś dzisiaj bardzo  zdenerwowana",  "To  miło,  Ŝe 
         masz taki dobry humor".
             Zdaję sobie sprawę, jak trudno jest zrealizować  kaŜdą  z 
         tych sugestii. Zwłaszcza jeŜeli nie masz Ŝadnego treningu czy 
         nawyku w tej dziedzinie: nie jesteś zbyt wylewny ani "dotyka-
         lski", mało się orientujesz w potrzebach i upodobaniach  swo-
         ich bliskich, boisz się, Ŝe odrzucą Twoją troskę i  zaintere-
         sowanie. Niemniej moim zdaniem warto zacząć, bo często  nawet 
         drobna zmiana wystarczy, Ŝeby uruchomić  proces  "ocieplania" 
         całego układu. Inaczej mówiąc, jest spora  szansa,  Ŝe  jeśli 
         zrobisz pierwszy krok czy raczej parę kroków, Ŝeby  dowartoś-
         ciować najbliŜszych, to po pewnym czasie oni zaczną  odpowia-
         dać tym samym.
            
            11. Co to znaczy "kochać siebie"? 
             Wszystko, o czym mówiłam w tym rozdziale zmierzało do je-
         dnego celu: Ŝebyś się zapoznał z paroma sposobami zmiany wła-
         snej samooceny na lepszą. śeby poprawiło się Twoje  nastawie-
         nie do siebie samego czyli Ŝebyś bardziej siebie polubił  czy 
         nawet pokochał.
             Cytowana tu niedawno Sondra Ray pisze, iŜ  ludzie  często 
         tak źle o sobie myślą, Ŝe nawet nie rozumieją, na czym ma po-
         legać taka miłość do samego siebie. I proponuje  swoje  rozu-
         mienie:
            Kochać siebie to chwalić siebie i  werbalnie  wyraŜać  dla 
         siebie uznanie.
            Kochać siebie to akceptować wszystkie swoje działania.
            Kochać siebie to mieć zaufanie do swoich moŜliwości.
            Kochać siebie to sprawiać sobie przyjemność  bez  poczucia 
         winy.
            Kochać siebie to kochać swoje ciało i zachwycać się  swoim 
         pięknem.
            Kochać siebie to dawać sobie to, czego pragniesz z  poczu-
         ciem, Ŝe na to zasługujesz.
            Kochać siebie to pozwalać sobie na wygrywanie.
            Kochać siebie to dopuszczać do siebie innych  zamiast  go-

Strona 47

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

         dzić się na samotność.
            Kochać siebie to kierować się własną intuicją.
            Kochać siebie to odpowiedzialnie tworzyć swoje własne  za-
         sady.
            Kochać siebie to dostrzegać własną doskonałość.
            Kochać siebie to sobie przypisywać zasługi za to,  co  się 
         zrobiło.
            Kochać siebie to otaczać się pięknem.
            Kochać siebie to pozwolić sobie na zamoŜność zamiast Ŝyć w 
         biedzie.
            Kochać siebie to otoczyć się mnóstwem przyjaciół.
            Kochać siebie to nagradzać się i nigdy się nie karcić.
            Kochać siebie to mieć do siebie zaufanie.
            Kochać siebie to karmić się dobrym poŜywieniem  i  dobrymi 
         myślami.
            Kochać siebie to otaczać się ludźmi, których  obecność  ci 
         słuŜy.
            Kochać siebie to czerpać radość z aktywności seksualnej.
            Kochać siebie to często dawać sobie robić masaŜ.
            Kochać siebie to uwaŜać siebie za równego innym.
            Kochać siebie to wybaczać sobie.
            Kochać siebie to pozwalać na czułość.
            Kochać siebie to być dla siebie autorytetem zamiast  cedo-
         wać to na kogo innego.
            Kochać siebie to rozwijać swoje twórcze impulsy.
            Kochać siebie to cały czas dobrze się bawić.
            Kochać siebie to przemawiać do siebie naprawdę łagodnie  i 
         czule.
            Kochać siebie to stać się własnym,  akceptującym  rodzicem 
         wewnętrznym.
             Gdybyś do tego momentu jeszcze nie  wiedział  jak  zabrać 
         się do kochania siebie samego, masz tu prawdziwą kopalnię po-
         mysłów.
            
            12. MoŜe być inaczej
             Niewątpliwie byłoby lepiej, gdyby świat był inaczej urzą-
         dzony: gdybyś był otoczony wyłącznie Ŝyczliwymi ludźmi, pomo-
         cnymi i wspierającymi, pełnymi uznania  dla  Twoich  zalet  i 
         uroków, ale teŜ wyrozumienia dla słabości i felerów. Pomyśla-
         łam, Ŝe na koniec mogłabym Cię zachęcić do  tego,  Ŝebyś  nie 
         czekał, aŜ tak będzie, tylko zabrał się do zmieniania  świata 
         - zaczął traktować innych tak, jak sam chciałbyś być  trakto-
         wany. MoŜesz zacząć od siebie i swoich najbliŜszych,  swojego 
         miejsca pracy czy nauki.
             śe nic Ci nie wyjdzie w pojedynkę? Dookoła masz pełno so-
         juszników, chociaŜ zapewne oni sami jeszcze o tym nie wiedzą. 
         Kto moŜe być Twoim sprzymierzeńcem? KaŜdy. PrzecieŜ wszyscy - 
         podobnie jak Ty - marzą o tym, Ŝeby przestać się chować i od-
         gradzać od innych, Ŝeby spotykać się z akceptacją i miłością. 
         Tylko Ŝe ktoś musi zacząć i nie ma Ŝadnego powodu,  Ŝebyś  to 
         nie był Ty.
             Jak juŜ mówiłam, próbuję coś robić na tym polu od  kilku-
         nastu lat i mam poczucie, Ŝe moje starania nie idą na  marne. 
         Wiem teŜ, Ŝe jestem jedną z wielu osób, które działają w  tym 
         samym kierunku:  lecząc  ludzi,  wychowując  dzieci,  tworząc 
         sztukę, wykonując inne zawody - robią to wszystko w taki spo-
         sób, Ŝe kaŜdy, kto się z nimi styka, czuje się potem lepszy i 
         lepiej traktuje siebie i innych. Krąg się poszerza, bo  ktoś, 
         kto bardziej kocha siebie, jest teŜ bardziej zdolny do  obda-
         rzania miłością innych.
             Na koniec chcę Ci opowiedzieć bajkę, którą  słyszałam  po 
         raz pierwszy ponad 20 lat temu. Nie wiem, kto jest jej  auto-
         rem i skąd pochodzi, ale mam nadzieję, Ŝe - jak wszystkie ba-
         jki - jest wspólnym dobrem, z którego wolno swobodnie korzys-
         tać. Wahałam się trochę, czy umieścić ją tutaj, bo dotychczas 
         opowiadałam ją tylko ludziom  zaprzyjaźnionym  i  bliskim,  a 
         Ciebie przecieŜ nie znam. Ale przypomniałam sobie, Ŝe to nie-
         ładnie być skąpym i postanowiłam podzielić się z Tobą.

Strona 48

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

            
            13. Bajka o ciepłym i puchatym
             W pewnym mieście wszyscy byli zdrowi i szczęśliwi.  KaŜdy 
         z jego mieszkańców, kiedy się urodził,  dostawał  woreczek  z 
         Ciepłym i Puchatym, które miało to do siebie,  Ŝe  im  więcej 
         rozdawało się go innym, tym więcej przybywało. Dlatego wszys-
         cy swobodnie obdarowywali się  nawzajem  Ciepłym  i  Puchatym 
         wiedząc, Ŝe nigdy go nie zabraknie.
             Matki dawały Ciepłe i Puchate dzieciom, kiedy wracały  do 
         domu; Ŝony i męŜowie wręczali je sobie na powitanie,  po  po-
         wrocie z pracy, przed snem; nauczyciele rozdawali  w  szkole, 
         sąsiedzi na ulicy i w sklepie, znajomi przy kaŜdym spotkaniu; 
         nawet groźny szef w pracy nierzadko sięgał do swojego worecz-
         ka z Ciepłym i Puchatym. Jak juŜ mówiłam, nikt tam nie choro-
         wał i nie umierał, a szczęście i radość mieszkały we  wszyst-
         kich rodzinach.
             Pewnego dnia do miasta sprowadziła  się  zła  czarownica, 
         która Ŝyła ze sprzedawania ludziom leków i zaklęć przeciw ró-
         Ŝnym chorobom i nieszczęściom. Szybko zrozumiała, Ŝe  nic  tu 
         nie zarobi, więc postanowiła działać. Poszła do jednej młodej 
         kobiety i w najgłębszej tajemnicy powiedziała jej,  Ŝeby  nie 
         szafowała zbytnio swoim Ciepłym i Puchatym, bo się skończy, i 
         Ŝeby uprzedziła o tym swoich bliskich.
             Kobieta schowała swój woreczek głęboko na dno szafy i  do 
         tego samego namówiła męŜa i dzieci. Stopniowo wiadomość roze-
         szła się po całym mieście, ludzie poukrywali Ciepłe i  Pucha-
         te, gdzie kto mógł. Wkrótce zaczęły się tam szerzyć choroby i 
         nieszczęścia, coraz więcej ludzi zaczęło umierać.
             Czarownica z początku cieszyła się bardzo: drzwi jej domu 
         na dalekim przedmieściu nie zamykały się. Lecz wkrótce wyszło 
         na jaw, Ŝe jej specyfiki nie pomagają i ludzie  przychodzili, 
         coraz rzadziej. Zaczęła więc sprzedawać Zimne i Kolczaste, co 
         trochę pomagało, bo przecieŜ był to - wprawdzie nie najlepszy 
         - ale zawsze jakiś kontakt. JuŜ nie umierali tak szybko, jed-
         nak ich Ŝycie toczyło się wśród chorób i nieszczęść.
             I byłoby tak moŜe do dziś, gdyby do miasta nie przyjecha-
         ła pewna kobieta, która nie znała argumentów czarownicy. Zgo-
         dnie ze swoimi zwyczajami zaczęła całymi garściami  obdzielać 
         Ciepłym i Puchatym dzieci i sąsiadów. Z początku ludzie  dzi-
         wili się i nawet nie bardzo chcieli przyjmować - bali się, Ŝe 
         będą musieli oddać. Ale kto by tam upilnował  dzieci!  Brały, 
         cieszyły się i kiedyś jedno z drugim powyciągały ze  schowków 
         swoje woreczki i znów jak dawniej zaczęły rozdawać.
             Jeszcze nie wiemy, czym się skończy ta bajka. Jak  będzie 
         dalej, zaleŜy od Ciebie.
            
            14. Post scriptum
             Od Agnieszki i Lucyny, dwóch uroczych dziewczyn i  świet-
         nych terapeutek dowiedziałam się, co Albert  Einstein  uwaŜał 
         za największe odkrycie swego Ŝycia. Mylisz się, jeśli sądzisz 
         pochopnie, Ŝe teorię względności. OtóŜ pewien dziennikarz za-
         pytał o to wielkiego uczonego pod koniec jego Ŝycia  i  usły-
         szał od Einsteina: najwaŜniejsze, co odkryłem, to Ŝe 
            Wszechświat jest łaskawy
            
             Autorka, Anna Dodziuk, od blisko 20 lat zajmuje się pora-
         dnictwem,  treningiem  psychologicznym,  psychoterapią   oraz 
         uczeniem pomocy psychologicznej. Pracuje w Instytucie Psycho-
         logii Zdrowia i Trzeźwości w  Warszawie,  głównie  z  grupami 
         trzeźwych alkoholików i członków ich rodzin. Poprzednio w Po-
         radni PrzedmałŜeńskiej i Rodzinnej Towarzystwa Planowania Ro-
         dziny zajmowała się indywidualnym poradnictwem i  psychotera-
         pią dla par.
             Ukończyła studia etnograficzne. Ma 45 lat, wychowuje dwie 
         córki.

Strona 49

background image

Dodziuk Anna - Psychologia podręczna - Część III - Pokochać 

Strona 50