background image

Bo Yin Ra

Księga

Małżeńska

Przekład

Franciszek Skąpski

1962

1

background image

Wszystkim, którzy szukają

szczęścia w małżeństwie …. 

 
 
 
 

 

Czyniąc zadość wymaganiom prawa autorskiego

zaznaczam, że w życiu doczesnym nazywam się

Jozeph Anton Scheiderfranken,

natomiast w moim bycie wiekuistym

byłem, jestem i pozostanę tym,

który te księgi podpisuje.

2

background image

Spis treści

1. O wzniosłej świętości małżeństwa / 6

2. O miłości / 14

3. O wspólnocie / 26

4. O cierpieniu i radości / 36

5. O pokusie i niebezpieczeństwach / 44

6. O przymusie dnia powszedniego / 55

7. O woli zgody / 66

8. O dziedziczeniu szczęścia / 78

9. O związku wiekuistym / 85

3

background image

 

Szczęśliwi – mężczyzna i kobieta, którzy to pojmują 

i w miłosnym zjednoczeniu potrafią  rozpoznać  siebie, 
podobnie   jak   Praźródło   wszelkiego   Bytu   rozpoznaje 
samo siebie jako „męża” i „niewiastę” w wieczystym 
zjednoczeniu miłosnym.

Błogosławiony dom, który się staje tu na ziemi naj-

wznioślejszą  świątynią  Boga, gdyż  dopełnia się  w nim 
prawdziwe małżeństwo, zawarte w obliczu wieczności 
przez ludzi świadomych wysokiej godności swego czło-
wieczeństwa. Co się tu dokonuje, jest Pełnym tajemnic 
cudem, znanym tylko niewielu ludziom na tym świecie, 
a ukrytym nawet przed tymi, którzy go uprawiają.

Jak bardzo niedorzecznie brzmi to dla mych uszu – 

jak jest – nieskończenie dalekie od wszelkiej mądrości – 
jeśli ktoś  mówi mi  o „doskonałości”, gdy mężczyzna 
i kobieta unikają  się  wzajemnie na swych drogach  ży-
ciowych rzekomo gwoli wyższemu swych dusz rozwo-
jowi.

Twór połowiczny wyobraża sobie,  że w ten sposób 

osiągnie doskonałość  – a nie przeczuwa,  że mógłby ją 
osiągnąć  tylko   w   stopieniu   z   drugą  połową,   niegdyś 
zjednoczoną z nim w duchu i jedynie tu w życiu ziem-
skim cieleśnie odeń oderwaną.

Raczej pożałowania godny jest mężczyzna, pożało-

wania godna kobieta na tej ziemi, jeśli im się  nie uda 
każdej poszczególnej połowie odnaleźć  w ciągu tutej-
szego życia odpowiadającej jej drugiej połowy, z którą 

4

background image

dopiero   zjednoczona   utworzyłaby   całość,   dopełniona 
tym, czego własna wibracja pojedynczego jej bieguna 
dać jej nie może. 

Godni są oni pożałowania, jak tyle innych istnień na 

tej   ziemi,   które   podobnie   natrafiają  na   przeszkody  w 
dążeniu do istotnego osiągnięcia takiego rozwoju, jakie-
go posiadają ukrytą możliwość.

Widzący miewają często w takich wypadkach – wra-

żenie, jak gdyby sama natura chciała się  ulitować  nad 
tymi   nieszczęśnikami,   skazanymi   na   nierozkwitnięte, 
tylko   połowiczne   człowieczeństwo,   pobudzając   ich 
twórczą  fantazję  do   stwarzania   sobie   poza  światem 
jakichś bożyszcz płci odmiennej, aby im choć jako tako 
wyrównały odczuwany tu na ziemi brak cielesnego bie-
guna przeciwnego.

Kto zna dzieje ekstazy i Mistyki, jakże  łatwo znaj-

dzie na to wiele, bardzo wiele przykładów.

Jednakże to, co ci nieszczęśni przeżywają, jest póź-

niej błędnie tłumaczone i uważane za najwznioślejsze 
doznania duchowe, aczkolwiek wszystko, czego można 
w ten sposób doświadczyć, zawsze da się objaśnić samą 
tylko cielesną reakcją i podnieceniem.

Nigdy człowiek tej ziemi – czy to mężczyzna, czy 

kobieta   –   CIELEŚNIE   zdatny   do   małżeństwa,   a   nie 
zmuszony wyrzec się go wskutek nieubłaganych wyro-
ków   losu   lub   przeszkód   nie   do   przezwyciężenia,   nie 
będzie zdolny już  tu na ziemi przeżywać  ostatecznego 
rozjaśnienia swej duchowości, póki dobrowolnie unikać 
będzie  realnego, przez samą  naturę  dyktowanego wy-
równania płci.

Nie ma tu miejsca na „targi”, matactwa ni mędrko-

wanie.

5

background image

Rozdział 1.

O wzniosłej świętości małżeństwa

Nie zdoła dopiąć swego celu nikt z tych, co wyobra-

żają sobie, że „DOSKONALĄ” się na ziemi, a małżeń-
stwo traktują jako zawadę na drodze do tej „doskonało-
ści” lub zgoła jako coś, czego należy unikać; nie zdołają 
oni dopiąć  swego celu bądź  dlatego,  że to tylko zama-
skowane samolubstwo ich zaślepia, bądź też że urojenia 
„religijne” skłaniają  ich do tego błędnego mniemania, 
jakoby tutaj, gdzie Boskość tak nisko ku nim zstępuje, 
winni się wystrzegać sideł „szatana”, aby dostąpić „świę-
tości”. Świętość taka – to jedynie złuda, to chimera nie-
zrównoważonych mózgów ascetów, ale niestety w tym 
świecie ułudy zaznawała, a nawet wciąż jeszcze zaznaje 
złowróżbnej zaprawdę czci. 

Rozpustnik znajduje w najświętszym misterium czło-

wieka tylko pobudkę do stwarzania sobie podniety ner-
wowej i szukania rozkoszy w zaspakajaniu tej podniety.

Jest on człowiekiem zbłąkanym, który nie odczuwa 

godności swego człowieczeństwa i błotem obrzuca świę-
tość największą. 

6

background image

 Ale nie mniej błądzą ci wszyscy, co drogą do dosko-

nałości chcą iść i przyjść pierwsi, a nie rozumieją, iż po-
trzeba im bieguna przeciwnego, by stać się całością.

Błądzą  też  owi nierozumni pyszałkowie, którzy są-

dzą, jakoby ich stan bezżenny stanowił już rękojmię, że 
znajdują  się  na właściwej drodze i wznieśli się  ponad 
innych,   ponieważ  –   rzekomo   dla   „Królestwa   Niebie-
skiego” – wyrzekają się zjednoczenia z płcią odmienną 
przez związek małżeński.

Kto nie wstąpił  w związek małżeński, może też  sa-

motnie   przemierzyć  swą  drogą  do   doskonałości   i   na 
swój sposób dojść kiedyś do najwyższego celu, ale tu na 
ziemi nie zdoła nigdy osiągnąć tego rodzaju spełnianie 
swych przeznaczeń, które tylko w małżeństwie osiągnąć 
by zdołał. 

Jako twór połowiczny, może zawsze dążyć do zdoby-

cia doskonałości tylko częściowej i nigdy nie dojdzie 
w życiu doczesnym do takiej jasności, jaką  się  osiąga 
tylko tam, gdzie człowiek stworzył w prawdziwym mał-
żeństwie   nową  nierozdzielną  całość  ze   zjednoczenia 
pierwiastka męskiego i kobiecego.

Jednakże człowiek bezżenny jedynie wówczas zdoła 

na swój sposób osiągnąć  częściowo doskonałość, gdy 
istotnie rozumie racje, a nie takie, które obłąkany umysł 
ludzki dopiero sobie wynajduje, zaświadczą wobec Bo-
ga, iż człowiek ten nie z własnej woli wyrzekł się mał-
żeństwa.

Wszelako znacznie rzadziej, niż to się błędnym uro-

jeniom   wydaje,   można   powołać  się  na   tego   rodzaju 
racje przed sądem Boga.

Niechże się nimi nie zasłania nikt, kto nie radził się 

sam z sobą w najgłębszym skupieniu ducha, i nie uzy-

7

background image

skał zupełnej pewności, że w ciszy spokojnego zatopie-
nia się w sobie usłyszał głos BOGA.

Lecz z drugiej strony niech też nikt nie dąży do zjed-

noczenia z biegunem płci odmiennej tylko z cielesnej 
żądzy i zanim nie pojmie, że takie zjednoczenie jedynie 
wtedy   będzie   dlań  zbawienne,   jeśli  świadomie   jest 
gotów sam ponosić za nie wieczystą odpowiedzialność 
– bez względu na to, czy i druga strona w jego małżeń-
stwie zechce odpowiedzialność  taką  za siebie ponosić, 
czy  też  może   nie   podejrzewa   nawet   istnienia   takiego 
obowiązku. 

Stare to i niedorzeczne urojenie, jakoby:  „żenić  się 

było dobrze lecz nie żenić lepiej”, a ten, kto nieodporny 
na podobne głupstwa wygłosił je po raz pierwszy, posia-
dał zaprawdę głęboki wgląd w pewne tajniki duchowe, 
tak iż odtąd ciąży to na sumieniach wszystkich następ-
nych pokoleń brzemię duchowe o straszliwej wadze.

Czas już, aby błąd owego mędrca stracił tu n areszcie 

moc swoją.

 Czas już, aby nareszcie przestano haniebnie zniewa-

żać  małżeństwo, które ludzie chcą  uważać  za „Sakra-
ment”, czyli w języku naszym: – za środek do osiągnię-
cia świętości – mimo, iż stan bezżenny uważany jest za 
nieporównanie   bardziej  świętobliwy.   Znieważanie   to 
znajduje swój wyraz w tym, że stawia się wyżej dojrzałą 
niewiastę, której obce jest najwyższe i najświętsze zada-
nie kobiecości, niż  małżonkę, która potrafiła osiągnąć 
godność macierzyństwa jałowego zaś samoluba, trawią-
cego w sobie swoją siłę męską i pozbawiającego ziemię 
wartości krwi swojej, usiłuje się  wynosić  ponad męż-
czyznę, który się stał tu na ziemi ojcem nowego życia.

Czas już  zaprawdę, aby małżeństwo podjęło obronę 

największej   swej  świętości,   skoro   akt   płodzenia   zwą 

8

background image

ludzie: „pokalaniem”, nie wahając się  przyjąć  od daw-
nych „pogan” ich legendy, wzorowanej na mitach od-
wiecznych,   a   przypisującej   „dziewicy”   zrodzenie   naj-
wznioślejszego, boskiego Człowieka, gdyż  nie przeczu
wają  nawet,  że   dawne   mity   podają  tutaj   w   osłonie 
tajemniczej wieść o narodzeniu Boga w sercu ludzkim – 
o narodzeniu „Syna Bożego” w duszy, którą tylko Duch 
Boży zdolny jest zapłodnić.

Godna zaprawdę najwyższej czci jest owa niewiasta, 

co mogła się stać matką Syna, którego świetlana nauka 
całemu  światu   zgotowałaby   zbawienie,   gdyby   ludzie 
zadali sobie trud postępowania wedle niej przynajmniej 
o tyle, o ile ją jeszcze zaprawdę znają.

Niemniej   wszakże   należałoby   czcić  Ojca   takiego 

Syna, albowiem: kto widzi tutaj Syna, widzi też i tego 
co   go   spłodził,   gdyż  dziedzictwo   krwi   musi   przede 
wszystkim powstać, nim zdoła się stać dziedzictwem.

Zaprzeczenie poczęcia z krwi ojca jest tu tylko wyra-

zem owej wzgardy, która tez kiedy indziej określa stan 
bezżenny, jako „świętobliwszy” od stanu małżeńskiego. 

„Małżeństwo” nie jest oczywiście bezmyślnym, od-

danym  w  niewolę  popędów  życiem  małżonków  obok 
siebie,   mającym   na   celu   wzajemne   gaszenie   w   sobie 
bezdusznego żaru zmysłów. 

„Małżeństwo” to nie  łączenie się  płci, przy którym 

dziecko jest uważane za zło, zagrażające rozkoszy. 

„Małżeństwo” – nie jest też jednak: nieodpowiedzial-

nym płodzeniem nowego życia, któremu nie można dać 
warunków błogiego rozkwitania. 

Zaiste: nie ma na ziemi stanu  życiowego, który by 

wymagał więcej panowania człowieka nad sobą, więcej 
współodczuwania z drugim człowiekiem, więcej poczu-
cia odpowiedzialności, niż prawdziwe małżeństwo. 

9

background image

Ten tylko, kto tu spełnia wszystkie wysokie wymaga-

nia, może się spodziewać, że znajdzie również szczęście 
małżeńskie, którego tak wielu przecie szuka, a tak nie-
wielu doświadcza : większość bowiem ludzi domagając 
się go, jako rzeczy osiągalnej, uważa je – za swoje „pra-
wo”, zamiast zrozumieć,  że – jak wszelkie szczęście, 
musi   je   człowiek   sam   zbudować,   musi   je   sobie   sam 
stworzyć. 

W księdze tej będzie mowa o tym, czym jest praw-

dziwe małżeństwo i czego ono wymaga.

Wykażę  tu,  że aczkolwiek trzeba niewzruszonej go-

towości,   wyszkolonej   woli   i   wyćwiczonej   siły,   aby 
uczynić  małżeństwo takim, jakim musi być,  to jednak 
stworzyć prawdziwe dobre małżeństwo i jego szczęście 
jest znacznie  łatwiej, niżby można było przypuszczać, 
sadząc z tak wielu małżeństw nieszczęśliwych.

Kto jeszcze nie zawarł związku małżeńskiego, temu 

niech to, co dalej powiem służy ku przygotowaniu.

Ci zaś, co już od dawna żyją w małżeństwie – bądź 

szczęśliwym, bądź niezbyt pogodnym – niechaj wybiorą 
z moich słów, to co im się jeszcze przydać może.

Kto   jednak   nie   widzi   dla   siebie  żadnego   wyjścia 

stojąc   przed   straszliwie   poważnym   pytaniem,   czy  ma 
oto rozwiązać  małżeństwo zawarte niegdyś  w radosnej 
nadziei   zaznania   szczęścia,   gdyż  wszelka   możliwość 
szczęścia wydaje mu się dawno stracona, niech po prze-
czytaniu tej księgi zapyta sam siebie, czy istotnie czuje 
się uprawniony do rozwiązania małżeństwa i czy gotów 
jest ponieść za to odpowiedzialność również i w obliczu 
wieczności? 

Rzecz prosta, iż to, co nieodwołalnie zostało zburzo-

ne, nie powinno stać na zawadzie wszelkiemu nowemu 
szczęściu.

10

background image

Rzecz jasna, że nie powinno się obstawać za wszelką 

cenę przy związku życiowym, który przynosił zawód za 
zawodem i teraz już  dzień  w dzień  gotuje tylko nowe 
zgryzoty i niedole.

Jednakże – ile już małżeństw ludzie rozwiązali, choć 

wobec Boga bynajmniej nie ujawniały takich skaz, które 
by usprawiedliwiały ich rozwiązanie.

Jakże często ostateczne rozpoczęcie na nowo pożycia 

małżeńskiego   mogłoby   założyć  podwaliny   pod   nowe 
i tym razem trwałe szczęście, gdyby przedwcześnie nie 
zburzono   wszystkich   mostów   porozumienia   między 
małżonkami, którzy spoglądali już  ukradkiem ku owe-
mu szczęściu – u boku innego człowieka.

Kto ma uszy ku słuchaniu, a czuje, ze jego to dotyczy 

– niechaj słucha.

Lecz kto musi się wyrzec małżeństwa – bądź dlatego, 

że los mu go odmawia, bądź  że obowiązek go zmusza 
do trwania w pozamałżeńskim stanie, bo nie zdołałby 
nigdy ponieść  odpowiedzialności za małżeństwo – ten 
niech odłoży tę księgę, gdyż nie dla niego ją napisałem. 

Piszę  tu   dla   tych,   którym  żadna   niezwalczona, 

a przez Boga uznana przyczyna nie stoi na przeszkodzie 
w dążeniu do doskonałości w jedni małżeńskiej.

Tylko tych, dotyczy to, co się tu staje słowem.
Zaprawdę znam też dobrze zwodnicze upiory błędne-

go   odczuwania,   wstrząsające  świętością  małżeństwa 
niby zmurszałym murem, który należy zwalić  jeśli się 
chce znaleźć drogę do wolności.

Z   całym   jednak   naciskiem   trzeba   tu   ostrzec   przed 

zgubną omyłka, a żadna w tym względzie przestroga nie 
może być dość stanowcza.

Od dzikiej społeczności stada, w którym jeszcze – 

mówiąc krótko i bez osłonek – każda kobieta musiała 

11

background image

się  oddawać  każdemu mężczyźnie, co potrafił  ją  znie-
wolić,   niezmiernie   daleka   droga   przywiodła   w  końcu 
człowieka ziemskiego do wzniosłej  świątyni w świecie 
Ducha, jednoczącej jednego mężczyznę z jedną kobietą. 

Zwierzęcość  została poddana Duchowi, aczkolwiek 

wciąż jeszcze się opiera, nie chcąc mu być poddana.

A chociaż  po dziś  dzień  miliony ludzi nie stoją  na 

tym poziomie – choć jeszcze całe ludy widzą w kobie-
cie jedynie rodzicielkę i narzędzie rozkoszy lub po pro-
stu zwierzę robocze, którym się kupczy jak miłym bydeł-
kiem, tak iż ilość „posiadanych” przez mężczyzn kobiet 
staje się świadectwem jego zamożności na równi z jego 
stadami na pastwisku – to jednak na wyższym stopniu 
rozwoju dawno już zrozumiano, że tylko takie małżeń-
stwo, które wiąże jedna kobietę  z jednym Mężczyzną, 
odpowiada duchowo boskiemu prawu.  

Kimkolwiek jest i jakimikolwiek pobudkami kieruje 

się – człowiek, który się waży zbrodniczo burzyć mał-
żeństwo, wiążące jedną  kobietę  z jednym mężczyzną, 
nie zważając na więzy i obowiązki takiego małżeństwa, 
bierze na swe barki najcięższą  winę: popełnia grzech 
wobec całej ludzkości ziemskiej i stwarza zamęt kos-
miczny – niezależnie od okropnego zhańbienia Świąty-
ni, która  została wzniesiona  w czystym,  prawdziwym 
Duchu tam, gdzie się małżeństwo dopełnia. 

JEDYNIE  ŁASKA Z WYSOKOŚCI może rozgrze-

szyć  zbrodniarza obarczonego tak bezecną wobec mał-
żeństwa przewiną, i tylko wówczas, gdy sam pragnie 
oczyścić się z grzechu. 

Biada tym, co w niepohamowanej  żądzy podmino-

wują  własne małżeństwo – niezdolni rzucić  okiem na 
człowieka płci odmiennej, aby go nie pożądać. 

12

background image

Nie zwijcie tego „przypadkiem”, lecz dopatrujcie się 

działania   określonej   woli   w  tym,  że   małżeństwo  naj-
skrzętniej   chronione   od   wszelkiego   innego   zetknięcia 
płciowego   nie   ulega   owej   straszliwej,   a   wynikającej 
z kontaktu płciowego zarazie, która przez chwile niepo-
hamowanej  żądzy  ściąga   na   całe   pokolenia   przekleń-
stwo i nieszczęście.

Natura   okazuje   tu   całkiem   wyraźnie,   czego   –   już 

sama   przez   się  wymaga   od   dzisiejszego   człowieka 
ziemskiego!

Lecz   nie   o  wiele   mniejszą  jest   również  i   ta   wina, 

którą się obarcza każdy, kto śmie rozbijać tu formę, któ-
ra wydaje się „przeżytkiem”, gdyż nie umie jej wypeł-
nić życiem prawdziwym.

Daremne   pozostają  na   tej   ziemi   wszelkie   wysiłki 

zmierzające do stworzenia jakiejś  nowej lepszej formy 
skojarzenia płci, albowiem – to, co ludzkość  potrafiła 
osiągnąć  w   związku   małżeńskim   jednego   mężczyzny 
z jedna   kobietą,   ugruntowane   jest   w   najgłębszym 
ukształtowaniu Boskości.

Kto chce tu burzyć to, co zbudowało wysokie pozna-

nie, ten nie jest świadom następstw swoich czynów.

Zostałoby   w   ten   sposób   zniszczone   sanktuarium 

Ducha,   które   najmędrsi   na   ziemi   wznosili   w   ciągu 
tysiącleci.

A gdyby to sanktuarium legło w gruzach, upłynąć by 

musiały nowe tysiąclecia, zanim by je kiedyś  na nowo 
zbudowano, jeśliby się to okazało w ogóle możliwe. 

13

background image

 

Rozdział 2.

O Miłości

Ponieważ święty, wzniosły związek małżeński – jaki 

chcę ukazać – dopełnia się przede wszystkim w miłości 
i bez niej istnieć nie może, przeto należy tu przed inny-
mi poświęcić nieco uwagi miłości.

Mowa będzie najpierw o pewnej formie miłości, któ-

ra w ziemskości wprawdzie przejawia się i działa, lecz 
ugruntowana jest głęboko w Duchu.

I w zwierzęciu można znaleźć  tę  miłość, podobnie 

jak we wszystkim co żyje.

Ale zwierzę nie jest w stanie wyczuć podstaw ducho-

wych tego rodzaju miłości, toteż ogranicza się do popę-
du i chuci – do bezwiednego poszukiwania macierzyń-
stwa i troski o „pomiot”. 

Jakże często niestety człowiek ziemski bywa również 

w   ten   sam   zupełnie   sposób   niewolnikiem   zwierzęcej 
swej   powłoki   i   zgoła   nie   tęskni   do   stania   się  panem 
i władcą swej zwierzęcości.

14

background image

Litość ogarnia widzącego, gdy dostrzega takie pohań-

bienie u istot swego gatunku – gdy patrzy na pożałowa-
nia godne poniżenie zadowalające się  lubieżną  chucią 
i uciechą zwierzęcą tam, gdzie dana jest możność prze-
żywania najczystszych boskich radości. 

Niejeden zaś  z tych, którzy wprawdzie nie widzieli 

dość wyraźnie najgłębszych podwalin wszelkiego życia, 
lecz nosili w sobie przeczucie godności swego człowie-
czeństwa, nie mógł opanować odrazy na widok takiego 
bezczeszczenia imienia ludzkiego.

I poczynał sądzić, że każda miłość, która po to, aby 

się  ujawnić  wyzwala   siły   zwierzęcości,   musi   stać  na 
tym samym przepastnie niskim stopniu, a nie mógł zro-
zumieć,  że i popęd zwierzęcy może się  stać  dla ducha 
bodźcem do przeżywania samego siebie.

Złorzeczył  losowi, co mu kazał  odczuwać  w swych 

żyłach „ZWIERZĘCOŚĆ”, od której się całkowicie nig-
dy wyzwolić nie mógł.

Aż wreszcie w udręce takiego zamętu popadał w uro-

jenie, jakoby wszelka miłość, która się w nim na sposób 
zwierzęco  – ziemski  przejawić  pragnie, była z piekła 
rodem i groziła mu zagładą duszy.

Gdzież  miał  szukać  pouczenia,   które   by   go   mocą 

poznania wyzwoliło z tej samoudręki? 

Jedni usiłowali go utwierdzić  w tym jego urojeniu, 

sami bowiem byli ogarnięci podobnym obłędem, inni 
szydzili z niego.

Ci zaś, co sami zaznali szczęścia błogiego posiadania 

– szczęścia miłości, która jednoczy „zwierzę” z Bosko-
ścią, która wyzwala je od „pogardy”, oczyszczając je do 
służby przeżywania duchowego – ci rzadko tylko potra-
fili mówić o tym, co było najświętszym ich doznaniem. 

15

background image

Gdzież jednak bardziej brak pouczeń niż na drogach 

przez ziemskie niwy miłości, gdzie co krok wykwitają 
nabrzmiałe   jadem   rośliny,   tymi   samymi   barwami   się 
mieniąc, co i najczystsze kielichy kwietne które kryją w 
swym wnętrzu rosę niebiańską?

Nietrudno znaleźć  ludzi, którzy potrafią  uśmiechać 

się  z gorzką  ironią, gdy się  wobec nich głosi chwałę 
miłości.

Jakże łatwo policzyć małżeństwa, w których mężczy-

zna i kobieta znają taką miłość, jaką powinna znać każ-
da para małżeńska.

Jedni mniemają,  że miłość  prawdziwa musi się  dać 

sprowadzić do duchowości i na niej wyłącznie poprze-
stać, ciało zaś staje się dla nich wzajem czymś odrażają-
cym, co niemal zgrozą ich przejmuje, bo przecież z utę-
sknieniem łakną właśnie jeszcze czegoś innego.

Inni znów sadzą,  że można zaznawać  miłości tylko 

w zaspokajaniu   popędów   zmysłowych,   aż  wreszcie 
z przesytem odwracają się od siebie. 

Żaden z tych poglądów nie jest słuszny, gdy chodzi 

o przeżywanie miłości w takiej formie, jakiej wymaga 
prawdziwe małżeństwo.

Miłość, dzięki której jedynie spełnia się tutaj prawo 

duchowe, nie zrzeka się ani duchowości, ani zwierzęco-
ści.

Jednakże  tego,   co  dano  człowiekowi  w  zwierzęcej 

jego naturze, nie powinien on bynajmniej odczuwać  – 
skoro jest mu już dane – w sposób wyłącznie zwierzęcy, 
w sposób „bydlęcy”, lecz uświadamiać to jako przepo-
jone duchowością  i przez nią  odmienione – niejako do 
duchowości wzniesione.

A więc mężczyzna i kobieta, gdy się z sobą duchowo 

i cieleśnie jednoczą, winni się w sobie nawzajem rozpo-

16

background image

znawać  w   tej   formie,   w   jakiej   niegdyś  przed 
„upadkiem”   w   ten   fizyczno-zmysłowy  świat   zjawisk 
mąż i niewiasta zjednoczeni byli z sobą w łonie Bosko-
ści   i   w   jakiej   męskość  ponownie   złączy  się  w  jedno 
z kobiecością, gdy tylko obie te części istoty ludzkiej 
osiągną wreszcie zbawienie w świecie Ducha.

Słowa te nie znajdują  zrozumienia ani u lubieżnego 

rozpustnika, ani u ascety, który w każdym odruchu swo-
jej – tylko przez niego samego zbrukanej – natury zwie-
rzęcej wietrzy jedynie „szatańską” pokusę. 

Ale ci, którzy choć  raz doznali w sobie tego, co tu 

próbuję opisać, będą zaiste wiedzieli, co znaczą te sło-
wa. 

Kto zaś nie wie z doświadczenia, o jakim to mówię 

tutaj  świętym   misterium,   przeżywanym   w   cielesnym 
zjednoczeniu, ten, jeśli tylko czyste ma serce, przeczu-
ciem   potrafi   odgadnąć  to,   co   będzie   mógł  wiedzieć 
dopiero wtedy, gdy sam to przeżyje.

Tylko   w   tym   najwyższym   tu   na   ziemi   cieleśnie   – 

zmysłowo-duchowym

 

przeżywaniu nowej jedności znaj-

dzie każda kobieta i każdy mężczyzna spełnienie swych 
tęsknot ; ono to – nie pozostawiając ani odrobiny nieza-
spokojonego   uczucia   –   ucisza   całkowicie   ów   gorący, 
duchowo-cielesny poryw, który w miłości pociąga obie 
płci ku sobie nawzajem aż do samozapomnienia – jeśli 
to nie zwierzęca tylko chuć w nich żąda zaspokojenia. 

Lecz tylko w prawdziwym małżeństwie, które męż-

czyznę  i kobietę  w nową  łączy jedność  i które – przy-
najmniej według szczerej a stanowczej woli – zostało 
zawarte na całe  życie obydwojga, może się  zjednocze-
nie płci wznieść  na podobne szczyty, gdyż  tylko tutaj 
owa forma jedności kształtuje się  w istotnym Duchu, 
tak iż staje się dostępna przeżyciu ludzkiemu.

17

background image

Zawsze   jednak   tylko   najwyższe   opanowanie   zmy-

słów,   najwyższa   karność  wyobraźni   sprawią,   iż  owo 
niepojęte stanie się przeżyciem. 

Niewątpliwie celem i pragnieniem każdego prawdzi-

wego małżeństwa jest dziecko.

A   jednak   wedle   prawa   duchowego   –   które   chce 

w małżeństwie znaleźć  wyraz – poczęcia i wydania na 
świat nowego życia jest dopiero wtórnym celem zjedno-
czenia małżeńskiego. 

Pierwszym jego celem jest stworzenie nowej jedno-

ści duchowej, gdzie obie jej połowy stapiają się z sobą 
w owa całość, którą  człowiek tej ziemi może jeszcze 
odczuć  tylko w sposób duchowo-cielesny, a która po-
tem,   wskutek   dalszego   oddziaływania   tego   przeżycia, 
staje się  przyczyną  takiego przyrostu sił  w całym jego 
życiu, jakiego może mu udzielić tylko ta właśnie całość 
duchowa, a jakiego żadna część samodzielnie, przy naj-
większym wysiłku, nie zdoła osiągnąć.

Już więc z uwagi na to, że jedynie małżeństwo umoż-

liwia zaspokojenie wszelkiej tęsknoty za czystą ducho-
wo-cielesną miłością, jest ono wydatną pomocą na dro-
dze   do   doskonałości,   jest   pełnym   tajemniczej   głębi 
przygotowaniem   do   powrotu   do   królestwa   istotnego 
Ducha, furtą, przez którą wejdzie na drogę ku błogosła-
wionemu przeczuwaniu nadziemskiego życia każdy, kto 
zechce użyć klucza danego mu w tej oto księdze. 

Gdyby   człowiek   ziemski   był  jedynie   duchem,   co 

przybrał kształt istoty ziemskiej, to zaprawdę wszystko, 
co   przez   małżeństwo   staje  się  dla   niego   dostępne   do 
przeżywania, mógłby przeżywać tylko w postaci ducho-
wej.

Lecz taki, jaki jest dzisiaj – człowiek, który niegdyś 

przez   swój   upadek   przestał  jaśnieć  wysoką  „światło-

18

background image

ścią”, niby bogowie, aby przeżywać siebie w fizycznie – 
zmysłowym  świecie zjawisk – – w mniemaniu swym: 
jako swój własny, nie związany już  ze swym praźró-
dłem „Bóg”– człowiek ten uwięziony jest tu w zwierzę-
cości, tak iż wszystko, co pragnie jeszcze odczuć ducho-
wo, jest dlań  dostępne tylko jako odczucie cielesne za 
pośrednictwem powierzonych mu sił  jego natury zwie-
rzęcej. 

A jeśli w obłędzie próżności sadzi, że nie ma w sobie 

nic zwierzęcego – mimo iż tylko ciało zwierzęcia ziem-
skiego utrzymuje go w  życiu ziemskim – to oszukuje 
tylko samego siebie i hamuje własny rozwój, gdyż rze-
komo „duchowe”  przeżywanie, które  jakoby zna,  jest 
tylko odczuwaniem „zwierzęcia”, skierowanym na błęd-
ne drogi. 

I nic tak skutecznie nie broni przed takim zbłąkaniem 

zwierzęcego odczuwania, jak prawdziwe małżeństwo, w 
którym   duchowo  –   cielesna   miłość  znalazła   swą  naj-
czystszą, najwyższą formę.

Wszelako miłość, która w prawdziwym małżeństwie 

wszystkim   kieruje   i   przewodzi   wszystkiemu,   nie   jest 
bynajmniej   skazana   tylko   na   to,   by   się  przejawiać 
wyłącznie w duchowo – cielesny sposób – w związku 
z tęsknotą płci do jednoczenia się.

Niezależnie

 

od

 

tego, że owa duchowo-cielesna miłość 

jest   zawsze   nieodzownym   warunkiem   zjednoczenia 
małżeńskiego i bez niej „związek małżeński” spada do 
nikczemnego poziomu ohydnej karykatury, miłość  jest 
równocześnie tym, co w innej jeszcze formie opromie-
nia  życie dwojga ludzi, którzy tworzą  parę  małżeńską 
i wiedzą o swej dwójjedni w duchu.

Mam na myśli miłość bez jej przedmiotu: pewną for-

mę miłości, której przedmiotu nie potrzeba.

19

background image

A Człowiek ziemski dopiero wtedy też  ją  odczuje, 

gdy za pośrednictwem ziemskości jej zazna.

Jeśli   jednak   duchowo-cielesna   miłość,   wiodąca   do 

jednoczenia płci w małżeństwie , aby odczuwać żar tego 
zjednoczenia, wymaga zawsze swego przedmiotu miło-
ści – a nawet ta miłość, która otacza dziecko i promie-
niuje   swym  odblaskiem  na  parę  rodzicielską,  nie  jest 
przedmiotu miłości pozbawiona, to miłość, o jakiej chcę 
tu teraz mówić, jest całkowicie wyzwolona z więzów 
przedmiotowości, nie pożąda niczego z zewnątrz i nie 
wymaga też  wzajemności, albowiem gdziekolwiek się 
urzeczywistnia, w sobie samej znajduje spełnienie. 

Niezbyt wielu jednostkom miłość ta jest znana.
Niezbyt często zdarza się w życiu ziemskim.
A jednak o ileż częściej można ją napotkać, niż ową 

najwyższą  postać  miłości małżeńskiej, o której przed-
tem pisałem. 

Choćby   dlatego,  że   może   ona   osiągnąć  spełnienie 

bynajmniej nie tylko w małżeństwie.

Jeśli jednak małżeństwo ma być  naprawdę  szczęśli-

we, to i tej miłości bez jej przedmiotu braknąć  w nim 
nie powinno.

Nie tylko w najdostojniejszej świątyni, gdzie małżeń-

stwo ma swoja siedzibę – a świątynią taka staje się naj-
mniejsza, najciaśniejsza, najuboższa chata, w której męż-
czyzna i kobieta  żyją  zjednoczeni w owej najwyższej 
formie miłości duchowo-cielesnej nie tylko w tej świą-
tyni spełnia się życie dwojga małżonków.

Prawdziwe małżeństwo jest wspólnotą  życia w naj-

szerszym znaczeniu tego słowa.

Lecz nie podobna, aby małżonkowie wiedli wspólne 

życie ziemskie nie spostrzegając na każdym kroku,  że 
mimo   całego   duchowo-cielesnego   zjednoczenia   pozo-

20

background image

stają wszakże jeszcze – w świecie zewnętrznym – dwie-
ma odrębnymi cząstkami całości duchowej, z których 
każda z natury swojej podporządkowana jest własnym 
prawom.  

W ten sposób stają  naprzeciw siebie dwa samoistne 

życia,  a  przecież  mają  się  one  zjednoczyć  w  jednym 
nowym życiu wspólnoty.

I tę jedność muszą tak samo osiągnąć – jeśli nie chcą 

spłoszyć swego szczęścia – jak stali się nową jednostką 
w swej duchowo-cielesnej miłości.

Ale tutaj miłość duchowo-cielesna już nie wystarcza, 

aby  osiągnąć  zjednoczenie   –  i   oto   tutaj   właśnie   tkwi 
rdzeń owego urojenia, które wieści o wrodzonej „niena-
wiści płci”.

Ależ  nie, przyjaciele moi wierzajcie mi, nienawiść 

tego rodzaju nie tkwi w płci samej w sobie, choć niekie-
dy zjawia się  tam, gdzie się  spotykają  we współżyciu 
ludzie płci odmiennej. 

Chodzi   wówczas   zawsze   tylko   o   opór   erotycznej 

woli zjednoczenia przeciwko owej innej woli, która by 
pragnęła uznawać tylko część za całość i liczyć się jedy-
nie z normami własnego, osobnego życia.

Z takiego oporu może potem zrodzić  się  nienawiść, 

którą  się  zupełnie   niesłusznie   tłumaczy,   jako   coś  już 
w samej naturze płci tkwiącego.

A tę nienawiść przezwyciężyć jest zdolna tylko taka 

miłość, której nie zapala w nas dopiero jakiś przedmiot 
miłości i która do swego wyładowania przedmiotu nie 
poszukuje, bo sama w sobie się spełni. 

I tylko taka miłość gwoli miłowania uczy ludzi, znaj-

dować zawsze właściwy sposób, w jaki i jedna i druga 
strona w małżeństwie muszą się ciągle starać wzajemnie 

21

background image

kształtować i doszlifowywać, jeśli w jedności życiowej 
chcą wzajem do siebie pasować. 

Nawet   niejedno   tak   zwane   „małżeństwo”,   które 

z prawdziwym,   prócz   nazwy,   nie   ma   nic   wspólnego, 
kształtuje się nieraz w znośna wspólnotę, gdy w jednym 
z małżonków, lub tym bardziej gdy w obydwojgu, dzia-
ła coś z owej miłości gwoli miłowania – choćby nawet 
ich   duchowo-cielesna,   miłość  nie   odnalazła   drogi   do 
swej najwyższej postaci, a choćby nawet zaledwie istnia-
ła w formie niższej.

 Przysłowiowa jest owa „gorąca miłość”, co później 

ostygła.

Ale prawdziwa miłość  nigdy nie może „ostygnąć”, 

gdzie jasny jej płomień znajduje pokarm w niewyczer-
panej obfitości. 

Może   wybuchnąć  ogniem   szalejącym,   ale   nigdy   – 

choćby wszelkimi środkami usiłowano ją stłumić – zga-
snąć nie może, nie może ostygnąć.

Co zaś  nie  odpowiada takiemu  żarowi  miłosnemu, 

jest może szałem zmysłowym czy sztucznie wznieco-
nym   erotyzmem,  źle   zrozumianą  przyjaźnią,   czy   też 
braniem   podziwu   lub   wdzięczności   za   „miłość”   – 
z prawdziwą jednak miłością uczucie to ma wspólne tyl-
ko imię.

Niechże   się  nikt   nie   dziwi,   jeśli   ta   pseudo-miłość 

wcześniej czy później „ostygnie”.

Niech wszakże złuda uczucia w ten sposób wykar-

miona nigdy nie osiągnie w człowieku tej władzy, by 
zwodził samego siebie i wmawiał w siebie, jakoby ist-
niało tu podłoże do małżeństwa. 

Uniknęłoby   się  niezmiernego   nieszczęścia,   gdyby 

mężczyzna   i   kobieta,   którzy   dorywczo   spotykają  się 
w życiu, z każdego przelotnego swego odruchu erotycz-

22

background image

nego nie czynili od razu fetysza, którego nazywają swą 
„miłością”.

Leży to w naturze ludzkiej, że między każdym męż-

czyzną  i   każdą  kobietą  jest   stały  łącznik   w   postaci 
wibracji erotycznych, choćby ta subtelna a ciągła wibra-
cja niedostrzegalnych fal energetycznych była – jak się 
to dzieje u wszystkich ludzi z czystą  duszą  – tak nie-
znaczna, że pozostaje całkiem poza obrębem świadomo-
ści.

Niebezpieczeństwo polega tu tylko na tym, że natury 

nieuodpornione,   których   wyobraźnia   ani   się  domyśla, 
czym jest obyczajność i władza czystego serca nad czło-
wiekiem, już  w takich najlżejszych wibracjach szukają 
radosnego   upojenia,   same   z   siebie   wzmagają  stale   te 
wibracje i nie spoczną, aż póki z tego ich nadmiernego 
podniecenia siebie nie zrodzi się w nich: pożądanie.

To zaś pożądanie zwą potem „miłością”, i z takiego 

poronionego   płodu   swojej   zwyrodniałej   i   niczym   nie 
hamowanej   wyobraźni   wywodzą  nawet   swoje   prawo 
dążenia do związku małżeńskiego; nieskończenie dale-
cy od poczucia odpowiedzialności – niemal maniacko 
dążąc do zaspokojenia swego pożądania – aby wreszcie, 
cel   swój   osiągnąwszy,   pozbawić  tak   gorąco   niegdyś 
pożądaną  drugą  stronę  „małżeństwa” wszelkiego przy-
wiązania, gdyż dawno już przecie inna ich kusi żądza.

Nie potrzebuję  chyba dodawać,  że w takich wypad-

kach chodzi przeważnie o mężczyzn, pożądających ko-
biety,   albowiem   rzadko   się  zdarza,   aby   i   w   kobiecie 
wyobraźnia była tak zwyrodniała i podobnymi wiodła ją 
ścieżkami.

Kto   twierdzi,  że   jego   znajomość  kobiet   mówi   mu 

o nich  co   innego,  niech  sobie  uprzytomni,  że   ta  jego 
mądrość  pochodzi w takim razie z pewnością  od męż-

23

background image

czyzn, którzy aż nazbyt jawnie się z tym zdradzają, że 
najchętniej znaleźliby własne swe usposobienie również 
i w kobiecie – albo też ów znawca kobiet przestaje tylko 
z nierządnicami i wietrzy charakter nierządnicy w każ-
dej kobiecie. 

Częstokroć  jednak daje się  niestety i kobieta skusić 

do   zawarcia   „małżeństwa”   bez   miłości,   by   potem 
wybuchnąć skargą, że nie znalazła „szczęścia” w swym 
małżeństwie.

Wszakże kobieta wtrąca siebie w nieszczęście prze-

ważnie z innego rodzaju pobudek, które wybaczyć moż-
na częstokroć będzie tylko nędzną karykaturą prawdzi-
wego małżeństwa.

Prawo duchowe, domagając się nieubłaganie, aby mu 

uczyniono zadość tam, gdzie mężczyzna i kobieta chcą 
w jedność  złączyć  się  małżeństwem, nie daje się  „na-
giąć”   ani   „złamać”,   jak   się  nagina   i  łamie   „mał-
żeństwo”, które nie jest nim w istocie i nigdy nim nie 
było, chociażby oboje małżonkowie – o ile coś podob-
nego może się  przytrafić  – niegdyś  wierzyli zrazu,  że 
ich jednoczy małżeństwo, i choćby wierzyli w to dopó-
ty, dopóki kruchości podwalin tego ich małżeństwa nie 
dowiodło życie. 

Tam więc, gdzie ma powstać prawdziwe małżeństwo, 

pytajcie przede wszystkim o prawdziwą miłość.  

Jakże łatwo ją poznać – nie sposób, aby się ukryła.
Lecz nigdy nie można dość  wcześnie otrząsnąć  się 

z marzeń, lubujących się  w pseudo-miłości i nigdy nie 
można dość surowo wzbraniać sobie wszelkiego czynu, 
który by stwierdzał w złudzeniu bliźniego, co zmamio-
ny uczuciem, upodoba sobie taką pseudo – miłość. 

Prawdziwa miłość  nie jest jedynie „uczuciem” i w 

uczuciu nie daje się wyczerpać.

24

background image

Miłość jest przede wszystkim siłą.
Kto jej używa na złe, może poznać te samą siłę w – 

nienawiści.

Tam działa ona wtedy w swym własnym skażeniu.
Lecz kto odczuwa w sobie siłę miłości w jej najwyż-

szym i najwspanialszym rozkwicie, ten promieniuje też 
miłością i niechybnie zbudzi ja również tam, gdzie jesz-
cze jest uśpiona – zbudzi ją, gdy tylko wyczuje, że spo-
tkał  człowieka przeznaczonego mu przez los, aby się 
z nim w prawdziwym małżeństwie zjednoczył. 

Gdzie obie strony odczuwały wzajemnie,  że jedno-

czy  je  miłość  prawdziwa,  tam właśnie  powinno  z  tej 
miłości powstać też małżeństwo.

Szczęśliwe – wszelkie małżeństwo na takiej wznio-

słej podwalinie.

Nie zachwieje nim żadna szalejąca wokół burza i ża-

den napór fal go nie podmyje.

25

background image

 

Rozdział 3.

O Wspólnocie

Najściślejsze nawet pożycie dwojga małżonków nie 

jest bynajmniej wspólnotą, podczas gdy istnieje ona nie-
raz tam, gdzie mężczyzna i kobieta – wyraźnie wbrew 
swej woli i pragnieniom – zmuszeni są przez czas dłuż-
szy przebywać  zewnętrznie z dala jedno od drugiego, 
z rzadka   tylko   i   na   krótko   pod   jednym   schodząc   się 
dachem.

Lecz choć wspólnota nie zawisła od stałego przeby-

wania małżonków w tym samym miejscu – każde praw-
dziwe małżeństwo będzie jednak dążyć  do mieszkania 
razem, o ile to się  da pogodzić  z nieuchronną  troską 
o potrzeby  życia, z obowiązkami, jakie nakłada zawód 
i stan.

Co innego jest jednak  życie obok siebie w tym sa-

mym mieszkaniu tylko dlatego, że ktoś nie znosi samot-
ności i że nie chce się narażać na przykrość odczuwania 
braku kogoś drugiego przy sobie – a co innego wspól-
nota.

26

background image

Wspólnota   jest   zjednoczeniem   dwojga   ludzi   we 

wszelkim   także   myśleniu,   we   wszelkim   czuciu,   we 
wszelkim działaniu.

Życie obok siebie dopiero ją stwarza.
Gdzie   nie   istniała   już  wewnętrzna   i   zewnętrzna 

wspólnota,   zanim   poczęto   szukać  wspólnoty   miejsca, 
tam   pożycie   w  ścisłej   bliskości   przestrzennej   zamiast 
wzmagać wspólnotę, może jej najokrutniej zagrażać.

Jakoż jest to bezwzględnie konieczne dla wszystkich, 

co chcą się połączyć węzłem małżeńskim, aby dążyli do 
wspólnoty  w   tym   znaczeniu,   jak   tu   wykazuję,   zanim 
jeszcze małżeństwo zawrą.

Iluż nieszczęść można by było uniknąć, gdyby się we 

właściwym   czasie   doszło   do   przekonania,  że   tego 
warunku niepodobna pominąć, zamiast beztrosko odda-
wać się błędnemu mniemaniu, że niezbędna w każdym 
prawdziwym małżeństwie wspólnota znajdzie się  sama 
przez się w trakcie pożycia małżeńskiego. 

Lecz dążenie do wspólnoty we wszelkim myśleniu, 

czuciu i działaniu nie doprowadzi nigdy do pomyślnych 
wyników tam, gdzie jedna strona chce stale przekony-
wać drugą za pomocą szermierki słownej, że wystarczy, 
aby się zgodziła z jej poglądami, a natychmiast osiągnie 
z nią „wspólnotę”.

W ten sposób jedna strona na pewno znuży drugą, 

a wreszcie, dla świętego spokoju, zmusi ją do powolno-
ści ; jednakże to, co w ten sposób zostanie osiągnięte, 
będzie wszystkim innym  raczej  niż  wspólnotą, a prę-
dzej, czy później złe skutki wyjdą na jaw.

Nigdy przymus choćby to był nawet „słodki przymus 

miłości” – nie może utrwalić w małżeństwie wspólnoty, 
która tu jest potrzebna nie mniej od miłości.

27

background image

Jeśli chcąc się  połączyć  węzłem małżeńskim z uko-

chanym człowiekiem będziesz, o miłujący, usiłował się 
z   nim   zjednoczyć  we   wszystkim   myśleniu,   wszelkim 
czuciu i wszelkim działaniu, to musisz przede wszyst-
kim trzymać samego siebie mocno w cuglach.

Musisz dawać sam sobie „surową szkołę”, abyś osią-

gnął  potrzebną  ruchliwość  i nauczył  się  dostosowywać 
do kroku innych.

Dotychczas sam byłeś dla siebie miarą.
Czy wyniosłeś  z domu rodzicielskiego właściwy ci 

sposób   myślenia,   czucia   i   wynikającego   stąd   później 
działania, czy też sam jesteś twórcą zasad swego życia, 
zawsze aż nadto jesteś skłonny do niezmiernego przece-
niania własnych sądów i oglądania wszystkiego, z czym 
się stykasz, przez okulary, któreś sam zabarwił. 

Lecz oto teraz masz przed sobą, przyjacielu drugiego 

człowieka, z którym sprawa stoi bodajże tak samo i któ-
ry podobnie rad by oglądał wszystko przez własne oku-
lary.

Będziecie się  musieli oboje zdecydować  na zdjęcie 

swych „okularów”, chociaż wam one dotychczas ukazy-
wały rzeczy w tak niesłychanie pięknych kolorach,  że 
trudno wam będzie teraz uwierzyć, by można je było 
gołym okiem widzieć też inaczej.

Nie spodziewaj się  jednak,  że z dnia na dzień  nau-

czycie się wzajemnie rozumieć, gdyż jeśli nawet używa-
cie tych samych słów, to jednak mówicie o rzeczach róż-
nych, albowiem każde z was widzi jeszcze rzeczy na 
swój i tylko na swój sposób potrafi je ujmować w sło-
wa.

I wydaje się wam omal nieprawdopodobieństwem, że 

każda sprawa istotnie dochodzi do świadomości każde-
go z was dwojga inaczej.

28

background image

Zdaje się  wam oto,  że mówicie o tej samej rzeczy, 

a jednak mówicie o rzeczach zupełnie różnych, a każde 
z was ma na myśli tylko własny obraz tej rzeczy. 

Potrzeba tu niezachwianej cierpliwości, jeśli chcecie 

kiedyś uzyskać ten sam wspólny sposób widzenia.

Każda   strona   będzie   tu   musiała   wpierw   dojść  do 

przekonania,  że  jej  sposób widzenia  – choćby  się  jej 
wydawał  dotychczas normą  – nie stanowi bynajmniej 
jedynego możliwego dla niej sposobu widzenia.

Trzeba też będzie nie tylko słuchać słów, ale również 

starać  się  zawsze   wyczuć,   co   rozumie   druga   strona 
przez te swoje słowa i czy to w zupełności odpowiada 
temu, co by się samemu przez takież słowa rozumiało.

Jakże się  często słyszy przykre spory ludzi, którzy 

się dopatrują przeciwieństw nie do pogodzenia, podczas 
gdy tylko  źle dobrane słowa stwarzają  pozór istnienia 
tych przeciwieństw.

Często znów ludzie sadzą, że dzieli ich głęboka prze-

paść  kiedy   to   tylko   mrok   niezrozumienia   wywołuje 
takie złudzenie, nie pozwalające dojrzeć, że ta pozornie 
„głęboka przepaść” jest : tylko samowolnie i dość bez-
prawnie wykopanym płytkim rowem, który by z łatwo-
ścią można przekroczyć.

Tymczasem przy nie dającej się wytracić z równowa-

gi   cierpliwej  łagodności   i   pełnym   miłości   pobłażaniu 
można trafić  wreszcie nawzajem do siebie nawet tam, 
gdzie

 

rzeczywiście istnieją przeciwieństwa: gdzie napra-

wdę  „głęboka   przepaść”   zdawała   się  dzielić  ludzi   na 
zawsze, zanim się nauczyli most przez nią przerzucać.  

Wspólnota we wszystkim myśleniu, wszelkim czuciu 

i wszelkim działaniu stwarza dla każdego małżeństwa 
potężne mury obronne, dające najzupełniejsze bezpie-
czeństwo.

29

background image

Małżeństwo   nie   znosi   tego,   by   miało   pozostawać 

w życiu zewnętrznym niechronione, bez murów warow-
nych.

Zjednoczenie  życiowe   dwojga   małżonków   nie   po-

winno nigdy być  wystawione na wszystkie wiatry, na 
każdą nawałnicę, na wszelkie zalewy.

Dwoje   ludzi,   którzy   się  pobrali   –   mogą  w   miarę 

swych upodobań szukać towarzystwa i rozrywki w ob-
cowaniu z innymi ludźmi – lecz zawsze powinni wy-
czuć tę swoją warownię koło siebie, a do świętego obrę-
bu, który należy tylko do nich, nikt nie powinien mieć 
dostępu.

I tutaj również – jak zawsze w stosunkach z ludźmi – 

umiejętność  milczenia jest prawdziwą  „sztuką”, której 
powinien nauczyć się każdy, kto dotąd jej nie posiadł.

Sprawy   obchodzące   tylko   samych   małżonków   nie 

powinny nigdy docierać do oczu innych ludzi, choćby ci 
inni byli najbliższymi i krewnymi – a nawet rodzicami.

Jakże wątpliwa jest „pomoc”, którą by można w ten 

sposób uzyskać, nawet gdyby ci, których by się obdarza-
ło takim zaufaniem, mieli najrzetelniejszą i najszczersza 
wolę naprawdę przyjść z pomocą.

Miast doznania istotnej pomocy, ileż  częściej czuje 

się tylko, jak się pogłębia ta niedola, o której odwróce-
nie chodziło, tak iż teraz dopiero rozrasta się ona i krze-
wi naprawdę, choć  początkowo można ją  było, uczy-
niwszy wysiłek samemu wnet zdławić  w zarodku, nie 
uskarżając się  przed innymi mimo największego cier-
pienia. 

Ale i szczęście swoje należy zachowywać dla siebie 

i nie pozwalać mu się rozpływać w czczej gadaninie.

Nawet   słowami   nie   powinno   się  go   chcieć  dzielić 

z innymi. 

30

background image

To sprawa, która dotyczy tylko obojga małżonków – 

jeśli jako zjednoczona duchowa całość  potrafili stwo-
rzyć sobie swoje szczęście.

Lecz przede wszystkim strzec się należy wywoływa-

nia zawiści, która – często sztucznie tylko uśpiona – jak-
że  łatwo   daje   się  zbudzić,   gdy  rozlewny  czyjś  język 
nazbyt wychwala szczęście małżeńskie.

Szkodzi się przez to zarówno zawistnikowi jak i so-

bie samemu, albowiem zawiść wprawia zawsze w dzia-
łanie siłę, która neguje to, co wywołało zawiść i w rów-
nej mierze skierowuje się  przeciwko zawistnikowi, jak 
i temu, komu zazdroszczą, chcąc bowiem ujrzeć zagładę 
wartości,   której   ten   jest   posiadaczem,   a   którą  tamten 
bardzo by pragnął posiadać.

Lecz   jeśli   nawet   w   szczęściu,   zarówno   jak   wtedy, 

gdy nieszczęście grozi, wskazane jest milczenie, to tym 
bardziej milczeć  trzeba tam, gdzie płaskie, niesmaczne 
koncepty   i   luba   skłonność  do   bawienia   się  cudzym 
kosztem usiłują  ściągnąć  małżeństwo w płytką, mętną 
kałużę duchowego poniżenia, aby o nim pleść rynszto-
kowe mądrości i szukać  zadowolenia w karczemnych 
dowcipach.

Każdy, kto czyta te słowa, domyśli się  z  łatwością, 

o co mi chodzi.

Tylko niechaj nikt nie myśli,  że takie czcze i puste 

dowcipkowanie dozwolone jest ludziom, którzy z całą 
pewnością  nie mogą  czynić  sobie wyrzutów, by kiedy-
kolwiek na serio sprofanowali świętość małżeństwa.

Świętość nie powinna nigdy stawać się przedmiotem 

płytkich żartów, jeśli nie ma jej dotknąć śniedź rozkła-
du, a najdrobniejszy nawet humor będzie musiał pozwo-
lić na nałożenie sobie cugli, aby nie zburzyć tego, czego 
zburzyć nie chce.

31

background image

Święte pozostaje dla człowieka to tylko, co potrafi on 

jeszcze odczuwać jako „święte” – co jest stale chronio-
ne przed poniżającymi słowy i nietykalne dla wszelkie-
go   przejawu  życiowego,   niezdolnego   zbliżyć  się  do 
świętości z należytą czcią.

A obręb  święty,  kędy wskrzeszać  nie wolno nigdy 

i nikomu   prócz   dwojga   małżonków,   sięga   zaprawdę 
dalej, niźli do ścian ich sypialni.

Obejmuje   on   jeszcze   niemało   spraw,   które   same 

przez się bynajmniej nie wymagałyby ukrywania.

Wspólnota chce ukryć  przed  światem zewnętrznym 

niejedna sprawę, nawet nie dotyczącą  samego małżeń-
stwa.

Wspólnota   wymaga   niezłomnej   ufności   i  żąda,   by 

każdej  chwili  człowiek   mógł  stanąć  przed   złączonym 
z nim człowiekiem, jak przed samym sobą. 

Wspólnota nic nie wie o bezmiłosnym zarozumiałym 

wyśmiewaniu się z kogoś.

Wspólnota stale dba o to, by wzajemnie się oszczę-

dzano: starano się  ukryć  swe wady i okazywano sobie 
pomoc.

Życie we wspólnocie wieść można tylko wtedy, gdy 

oboje małżonków wiedzą, że żadne z nich nie jest zmu-
szone ukrywać przed drugim czegoś, do czego się przy-
znaje wobec samego siebie. 

Tylko w ten sposób wspólnota może się stać zewnę-

trzna szkołą doskonałości wewnętrznej.

Miłość  i   wyrozumiałość  niewiele   jednak   sprawią, 

póki nie będzie absolutnej pewności, ze furta tej szkoły 
stale   pozostanie   szczelnie   zamknięta   i   otwierać  się 
będzie tylko dla dwojga ludzi, którzy w tej szkole usi-
łują życiem swoim pouczać się wzajemnie. 

32

background image

Trzeba wpierw całkowicie usunąć wszelka obawę, że 

pewnego dnia gadatliwość  mogłaby nieopatrznie zdra-
dzić  innym, coś  z rzeczy, które się  uważa za zawarte 
w ukryciu wspólnoty.

Nie wolno dopuścić, by kiedykolwiek powstało nie-

bezpieczeństwo,  że to, co sobie małżonkowie wzajem 
ufnie zawierzyli, dojdzie do uszu innych.

Niejedna   już  powstająca   wspólnota   została   zniwe-

czona nieopatrznymi słowy. 

A   wreszcie   wspólnota   rozciąga   się  dla   każdego 

z małżonków również  na wszelkie niedole i cierpienia, 
którymi   dotknięte   jest   drugie,   choćby   się  przy   tym 
samemu nie było wespół dotkniętym i nie miało powo-
du do nadawania danemu strapieniu tej samej wagi – 
bądź dlatego, że się nie zna w całym zakresie jego roz-
woju, bądź też, że się inaczej udrękę tę odczuwa.

Pomoc w borykaniu się  z bólem jest tu częstokroć 

zupełnie   niemożliwa,   lecz   zawsze   możliwa   jest   chęć 
dopomożenia, a samo to już stanowi ulgę dla dotknięte-
go cierpieniem.  

Nie wolno się  wymawiać  od takiej chętnej gotowo-

ści, nawet gdy wiadomo z pewnością, że pomóc się nie 
zdoła – gdyż sama już wola niesienia pomocy przynosi 
ulgę drugiej stronie.

Niepodobna   też  utrzymać  wspólnotę,   póki   jedno 

z małżonków odczuwa z goryczą,  że brzemię  swoje – 
istotnie, czy też  tylko w jego wyobraźni tak dotkliwie 
ciężkie – samo musi dźwigać, podczas gdy współmałżo-
nek niemal nie bierze udziału w tej miłości.

Jest oczywiście rzeczą  zrozumiałą,  że się  wspólnie 

dźwiga brzemię  cierpienia tam, gdzie los włożył  je na 
barki obojga małżonków, lecz jakże często najgłębsza 
nawet miłość nie pojmuje swego obowiązku współczu-

33

background image

cia, gdy widzi, że nie jest w stanie jednakowo dźwigać 
pospołu, lub choćby tylko rozumieć cierpienie, dotykają-
ce wyłącznie drugiego z małżonków.

Jeśli szukasz szczęścia w małżeństwie, dąż do wspól-

noty we wszystkich sprawach życia powszedniego, dają-
cych się przeżyć wspólnie i rozciągnij tę granicę dalej, 
niż byś to na pierwszy rzut oka uważał za możliwe.

Wskazane jest dla każdego z małżonków, by również 

tam,   gdzie   sprawy współmałżonka   nie  zainteresowały 
go   od   pierwszej   chwili,   dążył  do   obudzenia   w   sobie 
zainteresowania dla nich.

Niemniej też  należy się  starać  zjednać  sobie drugą 

stronę w małżeństwie dla tych obcych jej spraw i otwo-
rzyć jej dostęp do nich, aby się nauczyła je rozumieć.

Ale wiedz również, że każda dusza posiada swe wła-

sne dziedziny, które nawet przed najbliższą  duszą  nie 
mogą się rozewrzeć.

Wiedz także, iż nieraz obowiązek nakazuje zachować 

pewne sprawy w ukryciu i z ufnością szanuj, wówczas 
to, czego współprzeżywać ci nie wolno.

A  będziesz   mógł  ufać,   jeśli   we   wszystkim   co   do 

wspólnoty  się  nadaje,   panować  będzie   niczym   nieza-
chwiane zaufanie pomiędzy tobą a twoim, przez małżeń-
stwo z tobą zjednoczonym, przeciwnym biegunem.

Wystrzegaj się ciekawości, aby cię ona nie skusiła do 

wdarcia   się  w   sfery  przeżyć,   od   których   furty   druga 
strona nie posiada klucza albo jej obowiązek nie pozwa-
la tobie go doręczyć.

W prawdziwym małżeństwie sprawy tak się mają, że 

nawet i tam, gdzie odrębne przeżycie, jednego z mał-
żonków nie daje się  uczynić  wspólną  własnością  oboj-
ga,   ten,   kto   takiego   przeżycia   doznaje,   z   pewnością 
będzie umiał dostatecznie pouczyć drugą stronę, jakiego 

34

background image

rodzaju są  owe niemożliwe do zakomunikowania spra-
wy, tak iż i tutaj nie wystąpi rysa na doskonałej wspól-
nocie przeżywania.

Gdzie   panuje   wzajemne   zaufanie,   tam   nigdy   nie 

będzie się starało zakraść podejrzenie, nawet gdy ogól-
nikowo tylko będzie dane do zrozumienia, o co chodzi 
przy sprawach, których ujawnić nie można lub wskutek 
obowiązku milczenia nie wolno – prawdziwa zaś miłość 
z   pewnością  nie   będzie   chciała   badać  dalej,   skoro 
odczuje,  że   poważne   względy   wymagają  zachowania 
tajemnicy.

Gdzie jednak w grę  zachodzą  sprawy, które się  nie 

dają ująć w słowa lub których ujmować w słowa raz na 
zawsze   nie   pozwala   obowiązek,   tam   nie   należy   się 
bawić w zbędną i sztuczną tajemniczość i w ten sposób 
stale podniecać  ciekawość  lub wręcz się  otaczać  nim-
bem zagadkowości.

Tak   postępują  tylko   beznadziejni   głupcy,   a   takie 

postępowanie samo ściąga na siebie karę w postaci skut-
ków, na pewno bardzo dalekich od próżnych zamierzeń 
ich sprawców.

Jeśli ma istnieć i trwać prawdziwa wspólnota, trzeba 

umieć szanować, a niekiedy i wielbić to, co druga strona 
– choćby najchętniej pragnęła o tym mówić, gdyby mo-
gła, ale tu trzymać musi w ukryciu.

Wówczas ludzie tym się  zadowalają, co sobie wza-

jemnie   wyjawić  mogą  a   doprawdy:   aż  nadto   będzie 
tego,   aby   w   najbardziej   wewnętrznych   przeżyciach 
zapewnić  małżeństwu niezbędną  wspólnotę, gdyż  i tak 
żadna jeszcze dusza tu na ziemi nie potrafiła wypowie-
dzieć bez reszty wszystkich swoich przeżyć. 

35

background image

Rozdział 4.

O cierpieniu i radości

Nie   było   jeszcze   małżeństwa   zawsze   wolnego   od 

wszelkiego cierpienia, a znającego tylko radość.

Cierpienie i radość zmieszane ze sobą w czarze życia 

ziemskiego, którą  nie każdy wychyla z przyjemnością; 
lecz   od   nas   zależy   wyznaczać  rodzaj   tej   mieszaniny, 
chociaż  niestety nie mamy na to rady,  że i cierpienie 
obok radości zawsze w niej istnieć musi.

Zwłaszcza   w   małżeństwie   jest   rzeczą  doniosłą,   do 

jakiego   stopnia   zdolni   jesteśmy   zmniejszać  cierpienie 
i pomnażać radość.

Oczywiście   cierpienie   będzie   zawsze   cierpieniem, 

choćby niejedno powiedzenie chciało nas pocieszyć, że 
cierpienie może samo obrócić się w radość.

W tym pocieszeniu jest mowa właściwie tylko o ko-

lejności   –   o   wypieraniu   cierpienia   przez   powracającą 
radość.

My jednak posiadamy moc pomagania do powrotu 

radości – mamy moc pomnażania radości ziemskich.

Nie potrzeba rzecz prosta, uczyć człowieka, aby cier-

pienie stwarzał  – bo choćby człowiek nigdy nie zadał 
bólu człowiekowi, dość by i tak było cierpienia na ziemi 

36

background image

; albowiem wszystko, co w tym  świecie zewnętrznym 
tworzy jakiejś zjawisko, istnieje tylko przez cierpienie : 
może się utrzymywać przy życiu jedynie tym, że gwoli 
sobie każe cierpieć inaczej.

Tylko tam, gdzie dobroć  zrodziła pragnienie marzy-

cielskie,   a  litość  –  szaleństwo,  myśl   człowieka   ziem-
skiego może tak dalece zatracić wszelką miarę, iż wie-
rzy   w   możliwość  znalezienia   sposobu   wyrugowania 
cierpień z tego świata zewnętrznego, w którym cierpie-
nie   jest   skutkiem   samej   struktury   tego  świata,   gdzie 
wszystko dąży do wypełnienia sobą  przestrzeni i zara-
zem do zamykania się w swych granicach.

Gdziekolwiek

 

świat

 

zewnętrzny

 

rozczłonkowuje samą 

przez się  jednorodną  przestrzeń, tam istnieje cierpienie 
– a moc ludzka tylko wówczas byłaby w stanie cierpie-
nie to usunąć, gdyby zdołała unicestwić  raz na zawsze 
wszystek świat „zewnętrzny”, przez co jednak zginąłby 
też równocześnie wszelki świat „wewnętrzny”.

Jeżeli wszakże pełen jest cierpienia ten najbardziej 

zewnętrzny   ze  światów   „zewnętrznych”,   który   my, 
wskutek   swego   zwierzęcego   ukształtowania,   czujemy 
się  zmuszeni postrzegać  zmysłami zwierzęcymi, i jeśli 
dalej   nawet   rozległe   niewidzialne   krainy   tego  świata 
„zewnętrznego” są  tak samo – niektóre w silniejszym 
nawet stopniu – wydane na  łup cierpienia, gdyż  i tam 
życie wszelkie utrzymuje się jedynie przez wypełnianie 
przemocą przestrzeni i zarazem przez zamykanie się w 
swych granicach – to jednak przeciwstawione są  temu 
niezliczone  światy   „wewnętrzne”,   w   których   wszelki 
byt – bynajmniej nie wolny od przynależności do jedno-
rodnej przestrzeni – nawzajem się  dla siebie rozwiera 
i przenika, tak iż brak tu zupełnie wszelkiej możliwości 
doznawania cierpienia.

37

background image

Lecz nigdy się  nie uda uwolnić  od cierpień  świata, 

który może istnieć tylko przez cierpienie – wszelkie zaś 
wysiłki jednostek, aby tłumieniem w sobie i wyrzeka-
niem się życia zmniejszyć cierpienie na tej ziemi, pozo-
staną  bezowocne:   będą  tylko   kojącym   oszałamianiem 
się przez współcierpienie.

W tym  życiu ziemskim wszelka moc człowieka jest 

w tym tylko ograniczona; jest on władny wzmagać cier-
pienie ziemskie do bezgranicznych i nigdy niepotrzeb-
nych rozmiarów, jest zdolny wtłaczać cierpienie znowu 
w pierwotne wyznaczone mu ramy – lecz z tych ram nie 
może go już usunąć, jeśli ten świat „zewnętrzny” – ma 
trwać a zaprawdę trwać on „powinien”. 

Każdy człowiek może wyzwolić się od przeróżnych 

cierpień,   które   w   niemądrym   zaślepieniu   sam   sobie 
stworzył  – a iluż  cierpień  potrafi uniknąć, byle tylko 
czynił użytek z tej mocy swojej.

W równej też mierze ma on też władzę odwrócić nie-

jedno cierpienie od swych bliźnich.

Gdziekolwiek spotykają się ludzie, jest ich obowiąz-

kiem zmniejszać własne i bliźnich cierpienia.

Lecz   jeśli   ludzie,   którzy   się  nigdy   w  życiu   nie 

widzieli i nigdy już  się  nie zobaczą, muszą  uznać  taki 
nakaz obowiązku, to zaprawdę ileż świętszym i bardziej 
wiążącym   jest   on   dla   najściślejszego   zjednoczenia 
dwojga ludzi, którzy tworzą  w małżeństwie nową  jed-
ność  życiową  w   celu   wzajemnego   doskonalenia   się 
przez uzupełnienie.

A gdzież łatwiej odwracać cierpienia od bliźniego niż 

tutaj, gdzie kobieta i mężczyzna przez to,  że  żyją  we 
wspólnocie, wiedzą o wszelkich poszczególnych i oboj-
gu wspólnie grożących cierpieniach?

38

background image

Małżeństwo może być krynicą radości, lecz można je 

również obrócić w bagnisko cierpienia.

Kto w małżeństwie nie dąży do szczęścia współmał-

żonka, jako do najwyższego swego celu, ten, nawet nie 
przeczuwając   tego,   z  łatwością  sam   siebie   pozbawi 
szczęścia. 

Lecz kto żyje istotnie w miłości, będzie wolał raczej 

sam cierpieć, niżeli patrzeć na cierpienie współmałżon-
ka. 

Nic mu się  nie wyda uciążliwe, jeśli wie,  że może 

przez to zmniejszyć cierpienie współmałżonka.

Ale to nie wystarcza – nie wolno ograniczać się tylko 

do tego, by zapobiegać wszelkiemu cierpieniu, któremu 
zapobiec można.

Dopiero wtedy spełniamy najwyższy, najpiękniejszy 

obowiązek   ludzki,   gdy  koimy  ból,   innego   człowieka, 
przez radość, jaką wnosimy w jego życie.

A gdzież piękniej niż w małżeństwie można ten obo-

wiązek miłości spełnić ? 

W życiu małżeńskim niemało można znaleźć rzeczy 

zdolnych wywołać radość i stłumić w zarodku wszelkie 
cierpienie.

Wszelako w tym celu trzeba się starać wyczuć, czego 

pragnie, czego z tęsknotą  wygląda ta druga istota : co 
się  może stać  dla niej prawdziwą  radością, gdyż  jakże 
łatwo   mogą  tu   zbłądzić  nawet   najlepsze   chęci,   jeśli 
skłonią  nas do tego, abyśmy mierzyli wszystko miarą 
własnych odczuwań i pragnień.

To, co dla ciebie byłoby niewątpliwie najwyższą rado-

ścią, może się  twemu przeciwnemu biegunowi wydać 
rzecz  ą  niegodną  uwagi,   a   obudzi   się  w   nim   radość 
może tylko tam, gdzie w tobie odczucia ani nawet nie 
drgną.

39

background image

Jakkolwiek jednak miałyby się  te sprawy i choćbyś 

miał najbardziej „chybić”, nie wolno ci w żadnym razie 
czuć  się  „urażonym”   za   to,  że   usiłowania   twoje   nie 
odniosły   skutku,  że   z   taką  miłością  obmyślona   przez 
ciebie radość nie znalazła we współmałżonku echa.

Jeśli doświadczenie ma istotnie wyjść c i na pożytek, 

będziesz się musiał zastanowić w duszy i w końcu doj-
dziesz do wniosku, że zaniedbałeś wczucia się w sposób 
przeżywania   tej   drugiej   istoty,   bo   chociaż  łączy   was 
oboje najściślejsza wspólnota, to przecież każde przeby-
wa w swym własnym świecie wrażeń, a rytm przebiegu 
jego życia będzie określał, co w danej chwili może stać 
się dla niego radością.

Nie szukaj więc siebie samego w swej chęci zgoto-

wania radości drugiej istocie.

Kto chce sobie stale stwarzać  radość, niechaj szuka 

jej w dawaniu radości innym zgodnie z ich upodoba-
niem.   Lecz   próżno,   byś  usiłował  obdarzać  radością, 
póki wątpisz o swojej mocy sprawiania radości.

Nigdy na przykład nie wolno ci sadzić , że może ci 

się  nie udać, to, co ci się  z tych lub innych powodów, 
niestety, tak często nie udawało.

Lecz winieneś  wpierw siebie samego „nastroić” do 

radości, nim zapragniesz sprawić radość zjednoczonemu 
z tobą człowiekowi.

Ten tylko, kto „ma” w nadmiarze, może przelewać 

swoją radość na innych. 

Staraj   się  więc   przede   wszystkim   znaleźć  w  sobie 

samym  źródło stałej radości, abyś  się  uniezależnił  od 
wszelkich zewnętrznych wydarzeń i nie musiał dopiero 
z zewnątrz wyglądać  okazji do radości, chociaż  powi-
nieneś  zawsze skorzystać  z każdej takiej sposobności, 
gdziekolwiek się nadarzy.

40

background image

Najłatwiej  jednak będzie ci przelać  na drugiego tę 

właśnie radość której powodu nie potrafisz się doszukać 
w życiu zewnętrznym.

Przez taką radość zdołasz bardziej uszczęśliwiać, niż 

przez wszelki inny rodzaj radości, pochodzącej z zew-
nątrz. 

Mimo to jednak nie zapominaj i o swych drobnych 

radościach, do których okazję  i zachętę  daje ci raz po 
raz każdy dzień powszedni.

Nie uważaj za zbyt błahe, cokolwiek może ci posłu-

żyć do zgotowania choćby najmniejszej radości. 

Nieraz już właśnie taka najdrobniejsza radość zrodzi-

ła w duszy wielkie, dawno upragnione szczęście.

Życie małżeńskie przynosi dzień  w dzień  „tysiące” 

sposobności   wyszukiwania   małych   radości,   z   których 
płynie uszczęśliwianie wzajemne, choćby tylko na krót-
ką chwilę.

Nie wolno żadnej z takich sposobności pominąć, nie 

skorzystawszy z niej skwapliwie.

Gdziekolwiek widzisz, że w małżeństwie zamieszka-

ło szczęście, tam możesz też  zauważyć  niewyczerpaną 
pomysłowość  w   dostarczaniu   drobnych   wzajemnych 
radości, do których każda godzina nową dostarcza spo-
sobność.

Dobry ogrodnik nie przeoczy w swym ogrodzie naj-

drobniejszych kwiatków, choćby się one wydawały nie-
zwykle   skromne   obok   okalających   klomby   barwnych 
cudów o smukłej łodydze.

To samo dotyczy małżeństwa: najmniejszy bodziec 

do radości nie jest bez znaczenia i nie wolno go prze-
oczyć  temu,   kto   chce   stworzyć  przepiękną  harmonię 
kwietnego ogrodu małżeństwa.

41

background image

Jeżeli więc małżeństwo jest prawdziwym zjednocze-

niem dwojga ludzi i jeżeli w życiu trzeba znosić cierpie-
nia,   które   częstokroć  stają  się  jedynie   znośne   dzięki 
zjednoczeniu woli obojga – to należy dążyć i do takiej 
też radości, jaką oboje mogą stworzyć tylko wtedy, gdy 
się stopią w nową życiową jedność.

Wówczas każde ze współmałżonków będzie stroną 

darzącą  i   obdarowywaną  i   tylko   wspólnie   będą  one 
w stanie

 

pomnażać

 

 

radość, która nosi znamię jedności.

Tylko wtedy, gdy wola obu stron całkowicie się zjed-

noczy, można będzie w taki sposób przeciwstawić  się 
cierpieniu   i   tylko   z   tego   zjednoczenia   będzie   mogła 
wykwitnąć najwyższa radość.

Małżeństwo,   które   pozna   pod   tym   względem   moc 

swoją  i   potrafi   się  nią  posługiwać,   nigdy   nie   dozna 
uszczerbku przez cierpienie ani też nie doświadczy gło-
du radości.

Posiadło bowiem sztukę wtłaczania cierpienia w naj-

ciaśniejsze jego ramy. Zna radość, której żadne cierpie-
nie przyćmić już nie zdoła.

I taka radość, tego rodzaju siła, płynąca z odtrącania 

cierpienia, będzie promieniowała również na wszystkich 
innych ludzi, którzy się z taką parą małżeńską stykają.

A  więc   błogosławiony   wpływ   takiego   małżeństwa 

rozciągać

 

się będzie daleko poza własny jego obręb i za-

prawdę sprowadzi ono nieporównanie więcej dobra, niź-
li niejeden związek małżeński, w którym małżonkowie 
dawno zapomnieli, jak siebie mogą  wzajem uszczęśli-
wiać i nie mają już pojęcia o radości, jakaby mogła z ich 
zjednoczenia powstać – gdyż w ciągłej trosce o to, aby 
z gorliwą  uczynnością  dopomagać  innym,   stracili   już 
z oczu  swój  pierwszy obowiązek  – przede  wszystkim 
ukształtować harmonijnie swe własne małżeństwo.

42

background image

W zupełnym przeciwieństwie do takiej błędnie prze-

cenianej gorliwości, dla której obowiązek „miłości bliź-
niego”,   zaczyna   się  dopiero   od   najdalszych   bliźnich 
i która chcąc uszczęśliwiać innych, wypłasza równocze-
śnie wszelkie szczęście z własnego domu – w przeci-
wieństwie do tego, małżeństwo, które zaznało szczęścia 
jedności w radości zjednoczenia, nie będzie nawet wie-
działo, że pomaga innym przez to, że we własnym tylko 
obrębie   koi   cierpienie   ziemskie,   a   nieuniknioną  jego 
resztkę stara się odtrącać od siebie przez radość.

Takie małżeństwo jest prawdziwym sanktuarium ra-

dości, z którego na najdalsze następne pokolenia będzie 
spływać błogosławieństwo. 

Każde małżeństwo winno stać się tu na ziemi sanktu-

arium radości wśród świata cierpienia i każde potrafi się 
wznieść na tę wyżynę, jeśli tylko obu współmałżonkom 
nie brak woli do tworzenia owej czystej, wzniosłej rado-
ści, która daje się ukształtować tylko w dwójjedni mał-
żeństwa.

Jeśli ludzkość tej ziemi ma dojść kiedyś do doskona-

łości, która i tu, w tym świecie „zewnętrznym”, jest dla 
niej osiągalna – to cud ten zdoła sprawić tylko prawdzi-
we małżeństwo, które umie się samo w radości dosko-
nalić. 

Aby zaś  mogło cud ten sprawić, musi pojawić  się 

ono na ziemi utysiąckrotnione, świadome dostojnej swej 
mocy kojenia ziemskich cierpień i pomnażania najczyst-
szych radości doczesnych. 

 

43

background image

Rozdział 5.

O pokusie i niebezpieczeństwach

Gdzie   miłość  stworzyła   małżeństwo,   tam   jedność 

współmałżonków jest tak ugruntowana i obwarowana, 
że rzadko tylko może coś z zewnątrz zmącić wzajemne 
uczucie.

A jednak  żadne małżeństwo nie jest tak chronione, 

aby pokusa, nie mogła znaleźć do niego dostępu.

Lecz przy zbliżaniu się pokusy okaże się zawsze, czy 

dane   małżeństwo   jest   istotnie   oparte   na   podwalinie 
prawdziwej miłości, czy też tylko pociąg wzajemny złą-
czył mężczyznę i kobietę – skłonność, którą u obu stron 
bardzo łatwo może wyprzeć inna znowu skłonność.

Gdzie małżeństwo opiera się  na mocnych podwali-

nach prawdziwej miłości, tam najsilniejsza nawet poku-
sa nie zdoła wyrządzić mu szkody.

Nawet gdy pokusę da się zmóc już tylko ciężką wal-

ką, miłość  odniesie w końcu zwycięstwo, gdyż  żadne 
siły pokusy nie będą  zdolne do dalszego oporu, skoro 
prawdziwa miłość uświadomi sobie swą moc i tą mocą 
zwalczać będzie wszystko, co zechce jej zagrozić. 

Lecz trzeba mimo wszystko czuwać, a nie czekać, aż 

pokusa wzmocni się o tyle,  że da się  zmóc dopiero po 
ciężkiej walce.

44

background image

Możesz   sam   się  w   takiej   czujności   wykształcić, 

podobnie   jak   możesz   lekkomyślnie   wystawiać  się  na 
pokusę, aż  póki nie stanie się  dla ciebie groźna i nie 
będziesz się musiał gwałtem od niej bronić. 

Pokusę  możesz   spotkać  na   swej   drodze   wszędzie, 

nawet gdy jej wcale nie szukasz, a nawet i wówczas, 
gdy najstaranniej wybierasz swe drogi, bojąc się na nią 
natknąć, bo budzi lęk w tobie.

Wszakże pokusa nie jest jeszcze „winą”.
Dopiero – gdy poczynasz dawać jej posłuch, pozwa-

lasz jej zbytnio zbliżać się do siebie, podsycasz ją i z nią 
igrasz – wówczas zaprawdę nie możesz już uważać, żeś 
wolny od winy. 

Jeśli nawet ostatecznie zostaniesz zwycięzcą, wziąłeś 

na siebie ciężką winę i nie wolno co odtąd spocząć, aż 
wszelkie następstwa tej winy znikną z twego życia. 

Może będziesz musiał przyznać się do tego, że często 

nie byłeś dość baczny, gdy można było żądać od ciebie 
baczności?
Byłoby   daremne,   gdybyś  się  chciał  teraz   wić  w   sa-
moudręce.

Żadnymi czynionymi sobie wyrzutami nie odrobisz 

już tego, co się stało, a ślady swego błędu tylko w ten 
sposób za życia swojego wymażesz, że będziesz dbał o 
usunięcie skutków wszelkiego  zła,  jakie  z tego  błędu 
powstało lub jeszcze powstać może.

Z każdego doświadczenia wyciągaj naukę, wówczas 

twoje potknięcia uczyć cię będą, jak masz czuwać, aby 
na   przyszłość  ustrzec   się  winy,   chociaż  nie   zawsze 
będziesz w stanie umknąć przed pokusą.

Naucz się  kontrolować, najlżejsze wrażenie, ważyć 

je w sobie i odtrącać już w tej samej chwili, gdy poczu-
jesz, że się w nim usiłuje zaczaić pokusa.

45

background image

Jeśli od razu poznawać będziesz wroga w chwili, gdy 

się zbliżać będzie do ciebie, łatwo go pokonasz i nigdy 
naprawdę  –   w   ostatecznym   tego   słowa   znaczeniu   – 
„pokusie nie ulegniesz”.

Tylko jeśli będziesz znajdował upodobanie w budzą-

cej się pokusie, przerodzi się ona dla ciebie w winę.

Pokusa może niezmiernie wzmóc twe siły jeśli stale 

będziesz   czuwał  i   starał  się  rozpoznać  pod   wszelkim 
przybraniem, aby nie dopuścić jej do siebie.

Każdy ma jakąś  „słabą  stronę”, a pokusa zawsze ją 

wyśledzi.

Lecz jeśli już  pierwsze jej zbliżenie przyjmujesz od 

razu z oporem i z owym „nie”, któremu jest obce wszel-
kie paktowanie, to będziesz coraz bardziej rósł  w siły, 
i to   w   tym   właśnie,   w   czym   odczuwasz   potrzebę 
wzmocnienia.

Przez

 

czujność

 

swoją zmienisz się do gruntu, a wszel-

ka pokusa przestanie być dla ciebie niebezpieczna, gdy 
obrona przejdzie w nawyk: wtedy pokusa daremnie bę-
dzie szukała niestrzeżonej furty, przez którą  by mogła 
przedostać się do ciebie.

Dopiero   wówczas   bezpieczny   będziesz   i   godzien 

zaufania.

Dopiero wówczas małżeństwo twoje będzie tak strze-

żone, iż  potrafi dać  ci wszystko, co w niewyczerpanej 
obfitości i wciąż od nowa ma zawsze do dania mężczyź-
nie i kobiecie, zasługującym na to, aby misterium jego 
przeżywali. 

Nie   tylko   za   siebie   samego   ponosić  będziesz   naj-

świętszą odpowiedzialność, gdy się wobec drugiej stro-
ny zobowiążesz wespół z nią budować duchową jedność 
małżeństwa.

46

background image

Małżeństwo jest też nie tylko: „umową ludzką”, acz-

kolwiek druga strona uzyskała od ciebie bezsporne pra-
wo, ty zaś  winieneś  jej „wierność” nawet wtedy, gdy 
ona zdradziecko ją łamie.

Każda przysięga miedzy kobietą i mężczyzną, przez 

którą oboje ślubują sobie jedność małżeńską, jest wyda-
rzeniem właściwie kosmicznym i wiąże oboje małżon-
ków, nie tylko wobec ludzkości całej, ale swym „tak” 
sięga w najwyższy świat Ducha.

  Może   ona   być  rozwiązana   tylko   wówczas,   gdy 

„śmierć”, rozłączy małżonków, albo gdy – z najdonio-
ślejszych przyczyn – obie strony ujrzą się zmuszone do 
uwolnienia się  wzajem od siebie – odwołując również 
wspólnie,   jak   niegdyś  je   zawarli,   swoje  ślubowanie 
wobec siebie wzajem, wobec ludzkości całej i wobec 
istotnego   Ducha,   chyba  że   jedna   strona   bez   takiego 
odwołania opuści drugą  lub w inny jakiś  sposób unie-
możliwi jej dochowanie przysięgi.

Póki więc twa przysięga moc jeszcze zachowuje, po-

trójnie jesteś zobowiązany, a żaden „Bóg” nie zdoła cię 
od tego zobowiązania uwolnić. 

Do odpowiedzialności pociągnięty będziesz, chociaż-

byś  przez   ciąg   tej   krótkiej   chwili   –   jaka   jest   wobec 
wieczności   nawet   najdłuższe  życie   doczesne   –  łudził 
się, żeś od odpowiedzialności wolny.

Nigdy   twojej   winy   nie   zmaże   to,  że   inni   szukają 

pokusy i nie stawiają jej oporu.

W małżeństwie twoim jesteś odpowiedzialny za sie-

bie samego i nikt nie może ci pomóc w dźwiganiu tej 
odpowiedzialności,   nikt   nie   może   jej   zdjąć  z   ciebie– 
choćby cię tu na ziemi miano uznać za zasługującego na 
uniewinnienie.

47

background image

Choćbyś w obliczu Wieczności zasługiwał na „unie-

winnienie”, jednak odpowiedzialność ponosić będziesz, 
tak iż będziesz musiał dźwigać wszystkie skutki wywo-
łanych przez siebie impulsów, aż się ostatni z nich dopeł-
ni w łańcuchu wydarzeń.

Niegdyś  nauczał  Mistrz, który zaiste miał  z Ducha 

prawo nauczać , że już popełnia cudzołóstwo ten, kogo 
widok kobiety kusi, aby jej pożądał.

Słowa te częstokroć nie podobały się ludziom i usiło-

wano wykrętnie tłumaczyć je sobie, jako że nie dogadza-
ły wielu.

Lecz ja ci rzec muszę,  że nawet wszelkie pielęgno-

wanie i rozmyślne wzmaganie naturalnej wibracji ero-
tycznej między mężczyzną a kobietą – jeśli tylko doty-
czy   kogo   innego,   a   nie   współmałżonka   –   już  kale 
małżeństwo, choćby takie odczucie nie budziło jeszcze 
cielesnego  pożądania,   a  przeto   nie  wiodło  jeszcze  do 
cudzołóstwa w świecie niewidzialnym.

Nawet jeśli pozwalasz, aby czyjaś  podobizna kusi-

cielsko wywoływała w tobie świadome swego seksual-
nego charakteru poruszenia i poddajesz się im – kalasz 
małżeństwo.

Musisz tak siebie samego urobić, abyś umiał z podzi-

wem patrzeć na piękno osób płci odmiennej, a przecież 
nie dawał przy tym dostępu do swej świadomości nawet 
najlżejszemu podnieceniu erotycznemu.

  Każdy prawdziwy artysta, który tworzy z modelu 

postaci ludzkiej, musi nauczyć się w ten sposób patrzeć 
na swój model i może ci powiedzieć, że w tym swoim 
patrzeniu, zupełnie pozbawionym erotyzmu, potrafi osią-
gnąć  cudowną  szczęśliwość  duszy,   niedostępną  dla 
nikogo, kto świadomie hoduje w sobie tutaj wzruszenie 
płciowe i nigdy niedosięgłe dla tego kto tchnie żądzą.

48

background image

Że spotkasz też  artystów, którzy nawet swój talent 

poniżają  do   roli   pośrednika   pożądliwości,   jest   tylko 
dowodem, że i artyzm nie chroni od niewolniczego ule-
gania naturze zwierzęcej, jeśli człowiek sam nie pragnie 
się z tego jarzma wyzwolić.

Nigdy nie dość  surowości w kontrolowaniu samego 

siebie, jeśli chcesz się wyzwolić z zależności i nauczyć 
panować nad popędem płciowym. 

Każde skradające się ku tobie wrażenie, które nie zdo-

ła   się  ostać  najsurowszemu   badaniu,   powinieneś  albo 
odtrącić precz od siebie albo zepchnąć na tory, gdzie zo-
stanie doszczętnie pozbawione seksualnego charakteru.

Niech cię  nie wprowadza tutaj w błąd ten niedbały 

i niesumienny sposób, w jaki zazwyczaj traktuje się  te 
sprawy, uważając je z pobłażliwą  lekkomyślnością  za 
tzw. „rzeczy ludzkie”, a nie uprzytomniając sobie hań-
by, jaką  się  ściąga na imię  ludzkie już  samym takim 
powiedzeniem.

Jeśli nie potrafisz rozluźnić innym ich pęt zwierzęco-

ści w tym – już z góry pewny zwycięstwa – nie dając się 
podniecić, choćby cię kusiła wszelkimi swymi sztuczka-
mi – pewny siebie w obronie i pełen stanowczej woli.

Wówczas nie tylko zachowasz świętość swego mał-

żeństwa i przed wszelkim ustrzeżesz je skalaniem, lecz 
oszczędzisz też sobie i złączonemu z tobą człowiekowi 
wiele cierpienia, choćby to miało być  tylko cierpienie 
przelotne, smutek który już następny dzień ukoić może.

Lecz inne jeszcze niebezpieczeństwo – nie mniejsze 

od pokusy, co zda się  z zewnątrz przychodzić, jako  że 
w świecie zewnętrznym dostrzegasz powód jej powsta-
nia – może z głębiny odczuć zagrozić twemu szczęściu 
małżeńskiemu.

49

background image

I tutaj ostrzeżenie jest niezbędne i tutaj przed złem 

niejednym można cię jeszcze z łatwością uchronić, jeśli 
się pojmie od razu, że . obowiązkiem jest odpędzać nie-
bezpieczeństwo od siebie.

W   każdym   człowieku   tej   ziemi   istnieje   pewna 

wewnętrzna sfera, której on sam prawie nie zna, a którą 
tym mniej może całkowicie odsłonić  bliźniemu – nie 
dlatego, aby stanowiła tajemnicę, o której milczeć nale-
ży, albo iżby coś  zbyt dostojnego nie dawało się  tutaj 
ująć  w słowa, lecz dlatego,  że człowiek za mało wie 
sam o sobie.

Otóż może się zdarzyć, że dwoje ludzi, zjednoczyw-

szy się  w małżeństwie, pokusi się  o to, aby odsłonić 
wzajem przed sobą  nawet i te sprawy, co do których 
panuje bezwzględny nakaz tajemnicy – i wtedy nagle 
ujrzą z przerażeniem, iż się nawzajem do siebie rozcza-
rowali: rozczarowanie to wywołali sami, a bodaj czy da 
się  ono   choć  w   części   usprawiedliwić,   tym,  że   sami 
stworzyli sobie jakieś fantomy, ukazujące ich oblicza w 
wypaczonych i niezgodnych z prawdą zarysach.

Sądzą  oni,  że powinni się  przed sobą  odsłonić  na-

wzajem aż do głębi, a potem wzdrygają się z przeraże-
niem, gdy im się wreszcie wyda, iż widzą duchową swą 
nagość, nie przeczuwając zaś, że każde stworzyło sobie 
tylko   straszydło,   z   drugiego   i   w   to   straszydło   więcej 
teraz wierzy niż w całą rzeczywistość.

Dwoje ludzi, którzy w głębi dusz odczuwali się zaw-

sze jako jedność, staja się sobie teraz obcy przez to, iż 
chcieli   sobie   prawdę  rzec   słowami   tam,   gdzie   słowa 
w ogóle znać prawdy nie mogą.

Jakieś  zewnętrzne   zdarzenie,   jakieś  spotkanie   lub 

inny powód, który przyszedł z zewnątrz, staje się nagle 
dla obojga zarodkiem wątpliwości; czy jeszcze niepo-

50

background image

dzielnie „należą” do siebie i rychło tracą wszelką pew-
ność wyczuć, poczynają szperać w sobie i wypatrywać 
dopóty, aż w końcu zacznie im się zdawać, że oto odna-
leźli siebie w najgłębszej swej istocie.

Na żywym swym ciele dokonali sekcji, a że tą drogą 

nie sposób im było siebie znaleźć, utworzyli z własnych 
trzewi ów fantom, który dopiero uznali za swoje właści-
we ja.

A wówczas, ukazując sobie wzajem te płody uroje-

nia, z odraza się odwracają od tego widoku.

Ileż wielkich nieszczęść ściągnięto już w ten sposób 

tylko przez brak rozumu, a niejedno małżeństwo, które 
powinno było ostać  się  wobec Boga, tak oto zburzone 
zostało przez pragnienie dojścia do prawdy; pragnienie 
to musiało przywieźć do błędu, gdyż pod jego wpływem 
bardziej   ufano   słowom,   niż  wewnętrznej   pewności 
odczutego przeżycia, w której to pewności jedynie moż-
na było znaleźć prawdę.

A przecież  jest nie tylko zbyteczne – to usiłowanie 

wykrycia o sobie wzajem wszystkiego, co tam, gdzie 
ledwie się zna siebie, jako niejasny odruch chce w błąd 
wprowadzić  uczucie – lecz jest to w każdym wypadku 
rzecz niewątpliwie zgubna – to skrzętne wydobywanie 
i wtłaczanie w formę  określonych słów owych spraw, 
które w  świetle własnej  świadomości mają  dotychczas 
niewyraźne jeszcze kształty i – to jasne, to znów ciemne 
– mienią się najsprzeczniejszymi barwami.

Szybko ulatuje z ust słowo, którego skutków niepo-

dobna już usunąć nawet w ciągu długiego żywota ludz-
kiego.

Przy takich zaś niejasnych odruchach, które wyraźnie 

określonych   form   posiadać  nie   mogą,   słowo   będzie 
ponadto   zawsze   przeinaczać,   będzie   z   konieczności 

51

background image

wulgaryzować i przesadzać, chcąc ująć i wypowiedzieć 
to, co się  jeszcze wypowiedzieć  ani  ukształtować  nie 
daje.

I padną wówczas słowa, wywołujące lęk już w chwi-

li, gdy język poczuje się  zmuszony wyrzucić  je gwał-
townie, jakby pod nakazem demonów.

Już  w następnej chwili chciałoby się  te wyrzeczone 

słowa odwołać, gdyby nie to,  że– wbrew woli– ma się 
już ileż cięższe zniewagi na ustach.

Słowa,   których   się  wcale   nie   chciało   powiedzieć, 

wynurzają się z głębin, o których istnieniu nigdy się nie 
wiedziało; a mają te słowa moc przekonywującą tak dla 
nas jak i dla innych, chociaż są raczej wszystkim, tylko 
nie świadectwem prawdy.

Gdy wszakże raz zostały wyrzeczone, już żadna moc 

ziemska nie strąci ich z powrotem w niebyt, a nawet póź-
niejszemu, szczeremu ich odwołaniu będzie można led-
wie z wahaniem i słabo zaufać.

A przecież

 

w szaleńczym urojeniu tylko się wzajem 

okłamano, w chwili gdy chciano nareszcie – jak gdyby 
to było po raz pierwszy– powiedzieć sobie „prawdę”.

Zwłaszcza

 

wówczas,

 

gdy

 

na

 

domiar

 

złego gniew i po-

rywczość postarały się jeszcze wzmocnić dzieło słów. 

Spokojnie   rzecz   rozważywszy  spostrzeżemy  nieba-

wem, jak takie słowa tracą  pozór prawdy – co więcej, 
odkryjemy nieraz, że właśnie przeciwieństwo tego, coś-
my   w   obłędnym   swoim   urojeniu   jako   „prawdziwe” 
odczuwali, mogłoby było dać tej prawdy nie sfałszowa-
ny obraz.

Teraz jednak uświadomienie przychodzi niestety zbyt 

późno, a skrucha już tylko mało zmienić zdoła.

Jeśli człowiek potem próbuje wyrwać  z korzeniem 

zło, czerpiące coraz nową  strawę  z przedwcześnie zro-

52

background image

dzonych słów, ma ciężkie zaiste zadanie – a jeśli nawet 
uda mu się wreszcie zło usunąć, to jednak zawsze jesz-
cze zostaną  po nim  ślady, których nigdy nie podobna 
zatrzeć całkowicie. 

A  przecież  nieskończenie  łatwiej   byłoby   przedtem 

wzbronić sobie mówienia i nigdy nie wypowiadać rze-
czy, które nie miały prawa stać się słowem.

To, co usiłuje się ukryć w owej sferze wewnętrznej, 

w której człowiek sam sobie pozostaje obcy, żąda zata-
jenia z poważnych powodów, i nigdy przemocą nie wol-
no wydobywać tego na rażące światło dzienne.

Co wymaga spokoju, to zawsze najlepiej w spokoju 

pozostawić, aby w napadzie gniewu nie zburzyło gma-
chu, które powinno budować. 

Również w dążeniu do zbadania własnej głębi trzeba 

się umieć opanowywać, aby nie ulec pokusie sondowa-
nia bezdennych otchłani – i aby nie przeszkodzić życiu 
tam, gdzie ono dopiero dąży do ukształtowania osiągal-
nego jedynie w niezmiennym spokoju.

Wówczas zaś każdy niejasny odruch zbłąkania wew-

nętrznego okaże się stadium przejściowym do zupełnie 
odmiennego   ukształtowania   wrażeniowego,   –   zawsze 
bowiem, gdy wrażenie chce przybrać  formę  stałą, po-
trzeba mu przeciwieństwa, które musi sobie samo stwo-
rzyć, by potem je przemóc.

Dwoje   ludzi,   którzy   w   małżeństwie   pewni   są 

swojej   miłości,   a   przecie   co   dzień  na   nowo   chcą  się 
wystawiać na próbę, aby sobie także i słowami „dowo-
dzić” miłości, narażają  się  tylko na niebezpieczeństwo 
zburzenia szczęścia, które mają stworzyć, zanim się ono 
jeszcze zdoła wznieść śmiało na swych podwalinach. 

Czego ci dowodzi głębia twoich uczuć, tego nie 

pragnij potwierdzić ponadto dowodem słownym.

53

background image

Nie  żądaj go także wówczas, gdy niewytłumaczony 

odruch wzbierającego niejasnego odczucia poczyna cię 
oszukiwać, tak iż  to, co przedtem uczucie za pewnik 
uznawało, nieraz staje się wątpliwe.

Czekaj   spokojnie   na   odpowiedź  w   samym   sobie 

i trwaj w milczeniu, aż ją otrzymasz.

W milczeniu pokonasz z pewnością wszystko, co za-

kłóca twe odczuwanie.

W milczeniu powróci do ciebie twój spokój, a wkrót-

ce będziesz znów pewien odczuć swoich.

A   wówczas   przerazisz   się  każdego   słowa,   które 

przedtem miałeś już na ustach.

I będziesz wdzięczny swojemu milczeniu.
Ustrzegło ci ono twe małżeństwo od niejednego nie-

szczęścia. 

Odtąd zaś naprawdę wolno ci będzie mówić.
Zdobyłeś ponownie szczęście i radość, a o szczęściu 

i radości będzie świadczyło teraz każde twoje słowo.

Z przerażeniem będziesz myślał  o owym ponurym 

dniu, gdy groziła ci już pokusa i niebezpieczeństwo zło-
rzeczenia temu, co teraz z całej duszy błogosławisz. 

Doprawdy: to  żeś  potrafił  milczeć, gdy słowa twoje 

byłyby przekleństwem – to stanie się teraz błogosławień-
stwem twego małżeństwa. 

54

background image

Rozdział 6.

O przymusie dnia powszedniego

Bez   liku   jest   owych   „nieszczęśliwych   małżeństw”, 

w których obie strony uważało się niegdyś za uprawnio-
ne do pełnego szczęścia, dopóki marzenie to nie rozwia-
ło się w żalu i rezygnacji.  

Niestety, istnieje aż  nazbyt wiele powodów, mogą-

cych, przywieść do tak gorzkiego rozczarowania.

Nie zbłądzimy jednak z pewnością, jeśli przyjmiemy, 

że główną  przyczyną  niedoli bardzo wielu małżeństw 
jest to, iż obie strony spodziewały się osiągnąć w mał-
żeństwie spełnienie pragnień całego  życia: toteż – idąc 
za podszeptem nierozsądnej i nieżyciowej wyobraźni – 
widziały w szczęściu małżeńskim jakiś  błogostan nie-
ustannych odświętnych przeżyć. 

Wszakże   małżeństwo   nie   jest   bynajmniej   nieprze-

rwanym  świętem i nigdy nie da się wyzwolić od przy-
musu dnia powszedniego.

Nie można w nim stale obchodzić świąt ani w szczę-

snym upojeniu miłosnym zapominać o całym świecie. 

Życie, jeśli ma się pomyślnie układać, musi posiadać 

swój   rytm,   musi   nieprzerwanie   wznosić  się  i   opadać 
w swym biegu.

55

background image

Tak   i   w   małżeństwie   winien   panować  stały   rytm 

życiowy.

Tam nawet, gdzie stoją do dyspozycji wszelkie boga-

ctwa ziemskie, małżeństwo tylko wówczas może zaży-
wać pomyślności, gdy prócz świąt swoich zna także dni 
powszednie.

Ale i tu również, gdzie dzień powszedni narzuca nę-

dza   bytowania,   nie   ma   wcale   powodu   do   uważania 
szczęścia małżeńskiego za zagrożone, jeśli tylko oboje 
małżonkowie usiłują  skorzystać  z tego przymusu dnia 
powszedniego w taki sposób, aby wewnętrznemu ryt-
mowi życiowemu ich małżeństwa użyczył sił, z których 
kiedyś zrodzą się dla małżonków i święta.

Zapewne łatwiej jest podobać się w szatach odświęt-

nych, niż w odzieniu codziennym.

I łatwiej jest oddawać się wspólnie przyjemnościom 

i zabawom,   niż  czynić  zadość  twardym   wymaganiom 
codzienności.

Małżeństwo nie może być  jednak ciągłym „chodze-

niem pod rękę”, – ustawiczna pieszczotą, a choćby każ-
de z małżonków było aż  nazbyt skore do okazywania 
drugiemu nieustannej czułości, to jednak jakże często 
troska o potrzeby życiowe lub jakieś obowiązki podyk-
tują  co innego, i godziny miłości pozostaną  godzinami 
odświętnymi. Lecz nazbyt często brak dla tych spraw 
należytego zrozumienia.

Ludzie   chcieliby   dzień  w   dzień  przeżywać  święto 

w małżeństwie,   a   gdy   dzień  okaże   się  powszednim, 
mają  wrażenie, iż  im podstępnie „wydarto” ich szczę-
ście. 

Na domiar wszystkiego niepodobna na ogół uniknąć 

tego,  żeby  każde   z   małżonków   nie   musiało   w  swym 
dniu powszednim służyć innej dziedzinie życia.

56

background image

Może   się  przeto   zdarzyć,  że   po   ukończeniu   pracy 

jedno z małżonków znajdzie się u szczytu fali odczuwa-
nia, podczas gdy drugie czuje się na dole tej fali i musi 
dopiero   przemóc   w   sobie   ten   niż,   aby   móc   znowu 
wznieść się na wyżyny.

Gdy więc małżonkowie, spotkawszy się nie postarają 

się  miłosnym   zrozumieniem   wyczuć  od   razu   swego 
nastroju,   każde   z   nich   będzie   musiało   cierpieć  wraz 
z drugim, choć  tego cierpienia tak  łatwo byłoby unik-
nąć, gdyby nie zbytnie przejmowanie się własnym prze-
żywaniem.

Ileż niesnasek powstaje tylko stąd, że jedna strona w 

parze   małżeńskiej   chce   znać  wyłącznie   swój   własny 
dzień  powszedni,   nie   mając   zrozumienia   dla   szarego 
dnia przeciwnego bieguna małżeńskiego.

Mówiąc   wówczas   do   siebie   z   różnych   poziomów 

przeżywania i czują „urazę” nie znajdując zrozumienia, 
miast najpierw pojąć stan przeżyć współmałżonka.

Wszystko to jednak wypływa tylko z chęci pozba-

wiania dnia powszedniego jego praw: umknięcia przed 
jego żądaniami jak najdalej.

Zwyczaj

 

rozpoczynania

 

małżeństwa, po zewnętrznym 

jego   zatwierdzeniu,   od   natychmiastowej   podróży   ma 
może pewne dobre strony, a jednak bardzo często on to 
właśnie jest przyczyną,  że początek szczęśliwy kończy 
się rozczarowaniem.

Wolna od obowiązków powszednich i oddana tylko 

przyjemnościom   i   rozrywkom   para   małżeńska   rozpo-
czyna w takiej podróży swoje przeżywanie wspólnoty 
w warunkach, które rzadko lub nigdy w życiu już się nie 
powtórzą.

Jakże  łatwo się  skusić  i w tym beztroskim sam na 

sam zacząć dopatrywać się treści pożycia małżeńskiego. 

57

background image

Dni tej podróży staja się dla nich pełne wdzięku ułu-

dą, której małżonkowie chętnie się poddają i której koń-
ca radzi by nigdy nie oglądać.

Lecz, gdy para, której się  zdaje,  że dobrze już  zna 

małżeństwo,   powróci   wreszcie   do   domu,   zazwyczaj 
poczyna zaraz kołatać  do drzwi dzień   powszedni i na 
każdego z małżonków czyhają obowiązki jego odrębne-
go życia.

Własne cztery ściany zdają się obce młodej małżonce 

niczym pokój  hotelowy – tylko  że teraz dochodzi do 
tego gospodarstwo domowe, czyniąc  życie już  nie tak 
zupełnie łatwym, jakim się ono wydawało, gdy w podró-
ży inni troszczyli się  o wszystko, czego było potrzeba 
dla wygody młodej pary.

Po raz pierwszy konieczna jest wielogodzinna, a nie-

raz nawet  dni całe trwająca rozłąka małżonków, przy 
czym każde z nich staje w obliczu zadań, które były 
zupełnie obce jego dotychczasowym przeżyciom mał-
żeńskim.

I zaraz na wstępie zaczyna się niekiedy otrzeźwienie 

z pierwszego upojenia miłosnego i prawdziwa miłość 
staje przed swą pierwszą próbą.

Nie tak łatwo wyzwolić się z nadmiaru radości, jaka 

daje podróż poślubna i wziąć się za bary z „codzienno-
ścią”. 

W  wielu  wypadkach  wyniki  byłyby na  pewno po-

myślniejsze,  gdyby małżeństwo  oparło się  wprzód  na 
dniu powszednim, zanim by nastąpiło współżycie w cią-
głym  święcie,   wyzwolone   od   wszelkich   obowiązków 
codzienności.

Jakkolwiek by jednak było, można tu powiedzieć, że 

osiągnięta zostaje rzecz wielkiej wagi, gdy młoda para 
wżyje się zwolna i w swój dzień powszedni, albowiem 

58

background image

małżeństwo   będzie   dopiero   wówczas   utrwalone,   gdy 
potrafi zapanować nad codziennością.

Wy, których teraz jednoczy święty i wzniosły węzeł 

małżeństwa, byliście sobie może przed niedawnym cza-
sem jeszcze zupełnie obcy.

Każde z was dwojga  żyło jeszcze własnym  życiem, 

a krąg ludzi, którym w owym życiu go otaczał, był mu 
bliski, jak i on temu kręgowi.

Jeśli był to dom rodzicielski, to przenikało was może 

co dzień od nowa atmosfera najserdeczniejszego zespo-
lenia, a wierna miłość rodziców i rodzeństwa troskliwie 
dbała o wasze dobro.

A może wyszliście już dawno z domu rodzicielskie-

go, przyjaciół zaś swoich pozyskaliście w obcym sobie 
świecie ?

Teraz jednak oboje znaleźliście się  wzajem, a z tą 

chwilą  zdobyło   sobie   prawo   uczucie   nowe,   uczucie 
innego rodzaju, niż miłość rodziców i rodzeństwa – in-
nego rodzaju, niż najgłębsza przyjaźń, i uczuciem tym, 
które wiąże tylko was dwoje, nigdy nie będziecie dzielić 
się z nikim.

Nie sądźcie,  że nowe to uczucie polega jedynie na 

ziemskim szczęściu przynależności cielesnej.

Jeśli łączy was miłość prawdziwa, to zaiste zakwitło 

w was coś  innego, co wprawdzie zespala was również 
cieleśnie, lecz zarazem promieniuje nadziemskim świa-
tłem ponad cielesne zjednoczenie. 

Oto jesteście – przynajmniej wedle woli waszej – na 

dolę  i niedolę  ziemską  zjednoczeni – lecz są  to nadal 
dwa życia, które z dnia na dzień nie dają się bynajmniej 
tak stopić, aby mogły istotnie i w zewnętrznym bytowa-
niu wytworzyć  jedno nowe  życie, będące najwyższym 

59

background image

celem   i   najwznioślejszą  nadzieją  młodego   waszego 
związku.

Na razie musicie się  jeszcze uzbroić  w cierpliwość, 

a wszelkie   dążenie   wasze   skierowane   być  winne   ku 
temu, aby z wzajemnym zrozumieniem wyczuć, gdzie 
się  jawią  rozstaje waszych dróg  życiowych, gdzie zaś 
jedna z nich już jest skłonna złączyć się z drugą.

Przymus   codzienności   będzie   tu   dla   was   dobrym 

nauczycielem.

Na pewno daleko więcej dostrzeżecie rzeczy, które 

was dzielą niż byście sobie tego życzyć mogli – ale gdy 
miłość  rozjaśni   wam   oczy,   zauważycie   rychło,   gdzie 
jedno życie najłatwiej się z drugim da zjednoczyć.

Tego zaś, co dotąd dzieliło wasze  życie – w całym 

ujmowaniu życia – tego powinniście mądrze, z zupełną 
świadomością coraz bardziej i bardziej nie dostrzegać, a 
równocześnie świadomie szukać i wzajemnie ofiarowy-
wać  sobie   to,   co   może   przywieźć  do   zjednoczenia 
waszych do niedawna jeszcze odrębnych żywotów.  

Codzienność  ześle   na   was   niejedna   ciężką  próbę, 

którą  wówczas tylko przetrwacie, gdy oboje ożywieni 
będziecie stałym dążeniem : odnajdywać w sobie to, co 
was jednoczy w waszych sposobach ujmowania  życia, 
a nie chcieć znać tego, co was dotychczas dzieli.

Już sama nowa dla was wspólność mieszkania wysta-

wi was na niejedną, często wcale niełatwą próbę, z któ-
rej będziecie musieli wyjść zwycięsko.

Póki  żyliście  życiem  indywidualnym,   każde  z  was 

dwojga   posiadało   kąt   własny,   który   zdobiło   na   swój 
sposób i w którym na swoją modłę rozmieszczało wszy-
stko, co lubiło i ceniło.

Lecz teraz mieszkacie razem, a jeśli warunki zew-

nętrzne nawet dają  możność  każdemu z was urządzić 

60

background image

sobie kącik własny, t o przecież nie jest to z pewnością 
to samo, co wasze poprzednie samowładztwo w przypa-
dającej wam cząstce przestrzeni.

Jesteście teraz skazani na wzajemną od siebie zależ-

ność  i już  sama miłość  wasza będzie was skłaniała ku 
temu, abyście urządzili swój dom ku obopólnemu zado-
woleniu.

Niejednego ulubionego urządzenia z tych czy innych 

względów ostatecznie wypadnie się  wyrzec gwoli dru-
giej istoty, a niejedno dawne upodobanie będzie musiało 
ulec zmianie, jeśli mieszkanie wasze ma się istotnie stać 
dla   was   obojga   ogniskiem   domowym,   gdzie   każde   z 
małżonków będzie czuło się „u siebie”. 

Nie mniej ważne jak mieszkanie jest jedzenie.
Nie poruszam tu zagadnienia, czy należy spożywać 

mięso zwierząt, czy też unikać wszystkiego, co pocho-
dzi ze zwierzęcia – nie mówiąc też o innych podobnych 
„reformach” odżywiania.

Kto się lęka grzechu zarżnięcia lub upolowania zwie-

rzęcia, niech tego zaniecha, ale niech nie sądzi,  że się 
stanie przez to lepszym człowiekiem i niechaj nie bała-
muci innych nauką, która tak  łatwy znajduje popyt na 
pstrym jarmarku przesady ludzkiej. 

Mówię tu tylko o przyrządzaniu tego, co ma dać cia-

łu ziemskiemu nowe pierwiastki odżywcze.

Pochodzicie  z  dwu różnych  domów  rodzicielskich, 

może nawet z dwu bardzo oddalonych od siebie dzielnic 
ojczyzny   –   a   w   każdym   z   tych   domów,   noszących 
zapewne   charakterystyczne   piętno   dzielnicowe,   stoso-
wano odrębny sposób przyrządzania potraw.

Każdy zaś człowiek przedkłada nade wszystko to, do 

czego z dawna był  przyzwyczajony, jak więc przyrzą-

61

background image

dzane były potrawy, które dawano mu od dzieciństwa, 
tak też pragnie i nadal mieć je przyrządzane.

I   tutaj   dzień  powszedni   nieraz   będzie   wam   dawał 

sposobność wzajemnego przystosowania się.

Może się  kto uśmiechnie,  że uważam te rzeczy za 

godne wzmianki na tym miejscu ale przecież  niejedno 
małżeństwo wie niestety z doświadczenia, że często naj-
staranniej przyrządzona potrawa wnosi na stół domowy 
niesnaski.

Żyjąc teraz we dwoje, obowiązani jesteście dostoso-

wywać się wzajem do siebie, choć każde z was uznaje 
doskonałość  kuchni tylko swego domu rodzicielskiego 
i każde ma własne upodobania i niechęci w stosunku do 
pewnych potraw.

Lecz często „ulubione danie” jednego z małżonków 

dlatego tylko budzi wstręt w drugim,  że ma odmienny 
wpływ na odbudowę  jego organizmu – a niejedna nie-
chęć  do   sposobu   przyrządzania   potraw   rodzi   się  z 
instynktownego wyczucia, że sprzeciwia się on fizjolo-
gicznym potrzebom danej natury.

Że jednak małżonkowie chcą  jadać  wspólnie, więc 

często bywa bardzo trudno zaspokoić  nader rozbieżne 
potrzeby,   zwłaszcza,  że   nieraz   jakaś  niestosowna   dla 
danego organizmu potrawa drażni nie do zniesienia już 
sam zmysł powonienia.

Tutaj   każde   ze   współmałżonków   będzie   musiało 

przede wszystkim postarać się wyczuć, co jest dla dru-
giej strony miłe dzięki przyzwyczajeniu lub czego pożą-
da ona instynktownie czy tez z tej samej uzasadnionej 
przyczyny instynktownie unika.

Również i tutaj każde z was dwojga będzie musiało 

wyszukać, gdzie leżą „punkty rozbieżne”, a gdzie panu-
je miedzy wami zgoda w upodobaniach i niechęciach.

62

background image

Nie sadźcie, że takie wzajemne zrozumienie się może 

być  zbędne lub  że mówię  tu o tych dziwnych małżeń-
stwach, w których tylko podniebienie męża decyduje, 
co wolno podawać w domu na stół.

Przymus   dnia   powszedniego:   przygotowanie   nie-

zbędnego posiłku, daje obu współmałżonkom dość oka-
zji do sprawiania sobie przyjemności i wzmagania har-
monii małżeńskiej – ile że zadowolenie ciała sprowadza 
tez zadowolenie duszy. 

Należy więc w miarę  możności dbać  w pewne dnie 

i o to, aby nie tylko najniezbędniejsze do życia potrawy 
znajdowały się na stole, choć daleki jestem od tego, aby 
opowiadać się tutaj za jakimiś zbytkami w jedzeniu.

Lecz często można jakąś błahostką sprawić niemało 

radości – zwłaszcza jeśli z tego widać, że się chce wza-
jem   sprawić  sobie   radość  przez   dogodzenie   jakiemuś 
drobnemu upodobaniu, któremu tak  łatwo jest uczynić 
zadość.

A jak pani domu może z miłością starać się o pozna-

nie gustu swego męża, tak niechaj i mąż  próbuje spra-
wiać jej te drobne niespodzianki, które kobiety przeważ-
nie umieją tak bardzo cenić.

Nieco „zbytku” – choćby miał być utrzymany w na-

der   skromnych   granicach   –   uczyni   zawsze,   jak   we 
wszystkim na tym  świecie, współżycie w małżeństwie 
radośniejszym i lżejszym, tak iż  tam, gdzie go można 
jeszcze wprowadzić, nie wolno zaiste mówić o „rozrzut-
ności”. 

Stąd jeden już tylko krok do zasadniczo odmiennego 

sposobu odczuwania w małżeństwie przymusu codzien-
ności – a przymus ten bywa doprawdy gorzki.

Mam na myśli ową  tak ciężką  nieraz walkę  w celu 

zdobycia choćby najniezbędniejszego pożywienia – nie-

63

background image

ubłaganą  konieczność  wyczerpującego natężenia wszy-
stkich sił, aby zarobić  ledwie tyle, ile trzeba na odpę-
dzenie najpilniejszych potrzeb życiowych.

Doprawdy – małżeństwo, które się musi liczyć z ta-

kim   ciężkim   przymusem   codzienności,   staje   dzień  w 
dzień  na nowo wobec poważnej próby miłości obojga 
małżonków. 

Lecz zarazem mają  tu oboje – jak nigdzie indziej – 

sposobność, co dzień na nowo czynem okazywać sobie 
miłość: niosąc jedno drugiemu pomoc i starając się ul-
żyć sobie wzajemnie w tym, co najcięższe, jak to potrafi 
tylko miłość.

Bardziej jeszcze, niż w jakichś pomyślniejszych wa-

runkach życiowych, będziecie musieli duchowo w jedno 
się  z sobą  stapiać, gdy przymus dnia powszedniego w 
tak dotkliwy sposób dawać się będzie waszemu małżeń-
stwu we znaki.

Nie dopuszczajcie do siebie nawet przelotnego wra-

żenia, które by mogło was nakłaniać ku utracie wspól-
noty wewnętrznej właśnie tutaj, gdzie jest najbardziej 
mu   potrzebna,   jeśli   chcecie   wyjść  kiedyś  zwycięsko 
z takiej walki.

Na każdym kroku możecie nieść sobie pomoc – na-

wet gdy niemożliwa jest jakakolwiek pomoc z zewnątrz, 
byleby każde z was starało się swą miłością przywracać 
drugiemu   jego   zużyte   siły:   budzić  w   nim   na   nowo 
odwagę, gdy ta go opuszcza. 

Nie zapominajcie też, że możecie się stać dla siebie 

przekleństwem losu, jeżeli obie strony – miast się wza-
jem stale podnosić – ściągać będzie jedna drugą w dół: 
bieda bowiem wytwarza w was to mylne przekonanie, 
jakoby  łatwiej  było ją  znosić, gdy człowiek wciąż  ją 
sobie przed oczy stawia i zarazem czuwa nad tym, aby 

64

background image

i to drugie nie zdołało czasem tak się dźwignąć w górę, 
żeby nic sobie nie robiło ze swego brzemienia. 

Wtedy tylko możecie sobie naprawdę pomagać, gdy 

jedno stale żyje drugim, gdy brzemię, jakie nakłada na 
was przymus dnia powszedniego, staracie się  dźwigać 
wspólnie – skrywając jedno przed drugim, że brzemię to 
jednakowo przytłacza każde z was.

Nic   niedorzeczniejszego,   jak   lamentować  na   stan, 

którego niepodobna przez własny czyn zmienić i przez 
ciągłe skargi czynić go niemożliwym do zniesienia.

Niepodobna błogosławić i przeklinać równocześnie – 

i tak samo nie sposób powierzonego sobie  życia innej 
istoty wypełnić  błogosławieństwem i szczęściem, jeśli 
się równocześnie swoje własne życie – przez swe postę-
powanie – obciąża tylko przekleństwem, oddzierając je 
tym sposobem ze wszelkich możliwości szczęścia. 

Osiągniecie   jednak   spełnienia   swoich   wszystkich 

pragnień, jeśli w tak umiejętny sposób będziecie chodzi-
li w jarzmie dnia powszedniego, że się nauczycie wresz-
cie panować nad nim całkowicie.

Wówczas będziecie tez umieli tak obchodzić święta, 

jak świecić je należy, jeśli z nich maja się w was znów 
zrodzić  świeże   siły   do   znoszenia   dnia   powszedniego, 
który   koniec   końców   dostarcza   wam   przecież  coraz 
nowych radosnych okazji do waszych świąt. 

65

background image

Rozdział 7.

O woli zgody

W iluż  małżeństwach mogłoby rozkwitnąć  nieskoń-

czenie więcej szczęścia, gdyby się bardziej starano dą-
żyć zawsze do jednomyślności.

Jakże   często   nie   docenia   się  wartości   zgody,   jako 

czynnika   utrwalającego   szczęścia   –   w   przeciwnym 
bowiem razie czyżby ją tak często zakłócano dla błaho-
stek i dla zapewnienia triumfu swoim „poglądom”, któ-
re doprawdy niewiele zaważą, jeśli na drugiej dłoni zło-
żyć swoje szczęście.

Dla jakiejś  błahostki naraża się  zgodę  małżeńską, – 

gdyby zaś wszyscy, małżonkowie, którzy oglądają ruinę 
swego szczęścia, zechcieli sobie zadać pytanie, co było 
przyczyną rozbicia, to daleko częściej niżby można było 
przypuszczać, okaże się,  że przeważnie  śmiechu warte 
nieporozumienia   sprowadziły   ruinę  szczęścia   małżeń-
skiego – chociaż  później doszukiwano się  również  in-
nych powodów, które by się nigdy nie wyłoniły, gdyby 
się już przedtem nie poróżniono z sobą. 

Mówię  tu nie tylko o dążeniu do tego, aby zawsze 

mieć „rację” i nie tylko o „uporze” – obie te rzeczy nale-

66

background image

ży traktować jedynie jako oręż głupoty lub jako nędzną 
tarczę skostniałej sztywności: w takich przejawach stają 
się one przecież, jak wiadomo, we wszelkich związkach 
życiowych   „zmorą”   wszystkich   jednostek   o  żywym 
umyśle   i   wyzwolonej   duszy:   „zmorę”   tę  tylko   litość 
zdolna jest „zażegnać”, ironia – odstraszyć.

Mówię tu raczej o tym rodzaju zakłóceń zgody, przy 

którym sprzeczności istotne są  poważne, mimo to jed-
nak ich wyrównanie byłoby możliwe, gdyby mądrość i 
ufność wraz z miłością spróbowały znaleźć podstawę do 
porozumienia   ;   wreszcie   mówię  o   pewnym   swoistym 
zaślepieniu, któremu się wydaje, że cały jego światopo-
gląd zaraz ległby w gruzach, gdyby dla  świętej zgody 
białe miało być  nazwane „czarnym”, a czarne – „bia-
łym”.

Nawet gdy całkowita „racja” bezsprzecznie jest po 

twojej stronie, musisz jednakże ty dążyć do porozumie-
nia – chociażby chwila wymagała od ciebie, abyś  dla 
świętej   zgody  zrezygnował  ze   swej   „racji”   aż  kiedyś 
druga strona sama ci ją może przyzna dobrowolnie.

Zastanów   się,  że   wchodzi   tu   w   grę  twe   szczęście 

małżeńskie i zważ  następnie wartość  rzeczy, które mu 
zagrażają.

Potem zaś wybierz, co droższe sercu twemu.
Jakże rzadko będzie chodziło o sprawy na tyle poważ-

ne, żebyś musiał być przygotowany na poświęcenie dla 
nich nawet swego szczęścia małżeńskiego, jeśli się wam 
nie uda między sobą tych spraw tak ułożyć, aby surowe 
ich wymagania dały się spełnić bez uszczerbku dla twe-
go szczęścia.

Na ogół jednak mącą zgodę małżeńską spory w kwe-

stiach, które doskonale można rozstrzygnąć  w najroz-
maitszy sposób.

67

background image

Chodzi po prostu o to, abyś pozostawił stronie prze-

ciwnej jej zdanie i czekał spokojnie, aż błąd swój uzna, 
albo – aż ty sam pojmiesz, że byłeś w błędzie.

Tak

 

zachowana

 

będzie

 

harmonia

 

miedzy

 

wami,

 

a przez 

odrobinę  panowania   nad   sobą  potraficie   ustrzec   swe 
szczęście małżeńskie od niebezpieczeństwa.

Wolę zgody winniście uważać za niezbędny warunek 

przez szczęście wymagany i żadnej z obu stron nie wol-
no się od tego wymagania uchylać. Zbyt wiele zawisło 
od stałego wypełniania tego warunku.

Przy każdej sposobności, mogącej – choćby na krót-

ko, na godziny tylko – przywieźć do poróżnienia, musi-
cie się  starać  uświadomić  sobie,  że przecież  człowiek 
stoi   na   pierwszym   miejscu   przed   wszystkimi,   tak  że 
wchodzące tu w grę  ujmowanie rzeczy, doprawdy, do-
piero w drugim rzędzie godne jest uwagi, jeśli w ogóle 
nie   traci   wszelkiego   znaczenia   wtedy,   gdy   chodzi   o 
szczęście człowieka.

Nie wolno wam też nigdy zapomnieć, że to zapatry-

wanie się na rzeczy, które dzisiaj jest w waszych oczach 
tak   „ważne”,   kiedy   indziej   może   całkowicie   stracić 
wszelką wagę.

A   przede   wszystkim   dojdźcie   do   zrozumienia   tej 

prawdy, że przeciwieństw, nie podobna usunąć ze świata 
przez spory.  

Nawet wtedy, gdy sprawia wam ból dotkliwy nagłe 

uświadomienie   sobie   jakichś  przeciwieństw,   które 
waszym zdaniem zupełnie nie dadzą się wyrównać, nic 
nie   osiągniecie   przez  żadne   spory,   przez  żadna   chęć 
przekonywania.

W rezultacie sami tylko pozbawicie się w ten sposób 

możności przerzucania mostu, na którym mogłoby dojść 
do spotkania i ponownego pojednania.

68

background image

Ileż  małżeństw   nie   byłoby   dziś  rozbitych,   gdyby 

w swoim czasie nie podkreślano różnic, które doprowa-
dziły do ich zburzenia, gdyby z ufnością powierzono te 
sprawy   czasowi   i   jego   zdolności   zacierania   różnic   – 
miast przybierać postawę napastniczą i dochodzić swej 
urojonej czy istotnej „racji” słowem i czynem – obrazą 
wywołującą obrazę – aż póki w końcu ostatnia iskierka 
miłości nie przerodziła się w nienawiść.

Wy jednak, którzy pożycie małżeńskie chcecie do-

piero rozpocząć – wy macie jeszcze w ręku moc, którą 
wiele małżeństw już utraciło; – moc oszczędzania sobie 
najboleśniejszych rozczarowań. 

Strzeżcie się więc pierwszego sporu. 
Jeśli choć raz zetrzecie się z sobą w sprzeczce, utra-

cicie wiele ze swej mocy.

A choć miłość wasza zdolna jest niebawem taki spór 

załagodzić,   to   jednak   w   tajemnych   zakamarkach   nie-
świadomego odczuwania pozostanie o nim wspomnie-
nie, chociażby w myśli wszystko zostało dawno zapo-
mniane.

Przy każdej nowej sposobności, mogącej doprowa-

dzić do sprzeczki, coś z podświadomości popycha was 
do jej powtórzenia, wy zaś ulegacie temu tajemniczemu 
podszeptowi,

 

nie

 

zdając

 

sobie

 

zgoła

 

sprawy,

 

co

 

się z wa-

mi dzieje.

Gdzie raz powstał spór, tam chce on stale powracać, 

jakkolwiek się człowiek temu by przeciwstawiał – tam 
wciąż  będzie on sobie wynajdywał  nowe powody, by 
jak   upiór   odżywać,   jeśli   się  go   nie   pogrzebie,   zanim 
jeszcze spróbuje zmartwychwstać. 

Toteż,   póki   możecie   się  ustrzec   pierwszego   sporu, 

wytężcie wszystkie siły wasze i starajcie się go unikać.

69

background image

Znacznie trudniej wam będzie wzbronić mu powrotu, 

niżeli nie dopuścić, by po raz pierwszy wkroczył w wa-
sze pożycie małżeńskie.

Jeśli raz jeden przyznacie mu prawa, będzie umiał 

ich bronić  – i ostatecznie wyda wam się  niepodobień-
stwem, aby w małżeństwie waszym mogło obejść  się 
bez sporów.

Iluż  ludzi nie może tego pojąć  w  żaden sposób,  że 

i drobne sprzeczki, które z dawna stały się dla nich chle-
bem   powszednim   można   usunąć  z   małżeństwa,   jeśli 
obie strony pragną tego szczerze.

Jak dla owego lisa z bajki „kwaśne” są to winogrona, 

których   nie   może   dosięgnąć,  tak   też  i   oni  starają  się 
wmówić  w siebie i w innych małżonków,  że małżeń-
stwo, które by znało tylko zgodę, byłoby dla nich zupeł-
nie   nie   do   zniesienia,   a   bywa   chyba   możliwe   tylko 
wśród   ludzi   niezdolnych   do   stanowczych  życiowych 
poczynań.

A  jednak   niedorzeczne   są  podobne   słowa,   tak   też 

karygodne jest uważanie sporu za rzekomo nieodłączny 
składnik pożycia małżeńskiego.

Jakże często niestety najbłahsza, niemal żartem pro-

wadzona   sprzeczka   stawała   się  pierwszym   ogniwem 
sporów   małżeńskich,   które   wreszcie   musiały   zburzyć 
ich szczęście.

A jeżeli coś  podobnego jest w ogóle możliwe, tedy, 

doprawdy obowiązkiem jest wytężyć wszystkie siły, aby 
stale utrzymać w małżeństwie zgodę. 

Najlepsze  jednak  chęci   będą  musiały  czasem  ulec, 

gdy znienacka zaskoczy je afekt.

Jeśli więc spór nagle rozszerzy się niby wylew, który 

zrywa   tamy   i   wnet   pokrywa   kwitnące  łany   jałowym 
mułem, wtedy pierwszą troską waszą musi być jak naj-

70

background image

rychlejsze przerwanie takiego stanu rzeczy – a nigdy na 
to   nie   będzie   za   wcześnie,   jeśli   pragniecie   powrotu 
poprzedniego ładu.

Teraz jeszcze bardziej niż  kiedykolwiek będzie rze-

czą  niezbędną, byście oboje mieli dobrą  wolę  i starali 
się  dopomóc sobie wzajem do przywrócenia harmonii 
w waszym małżeństwie.

Nigdy nie powinno dojść do tego, aby jedna strona, 

widząc u drugiej chęć pojednania, zachowywała do niej 
urazę.

Lecz i teraz nie powinniście próbować dowodzić jed-

no drugiemu swych racji, dążąc jedynie do tego, by nie 
narazić na szwank tak drogocennej próżności własnej.

A tym mniej powinniście się  zajmować  ustalaniem, 

kto ponosi winę  za nieporozumienie – kto tam z was 
miał mniej, kto zaś trochę więcej słuszności.

Jest to nierozsądne i jakże łatwo może doprowadzić 

do nowego sporu, gdy zechcecie sobie dowodzić szero-
ko : „dlaczego” – „po co” , – „jak” – moglibyście się aż 
tak zapomnieć.

Zawsze – choć nieraz zupełnie nieświadomie – chce 

w ten sposób dojść  do głosu próżność  każdego z was, 
starając się za wszelka cenę zapobiec, aby przy zawar-
ciu pokoju nie została „terytorialnie uszczuplona”.

Nieraz jedna strona w małżeństwie dawno jest skłon-

na zaproponować pokój, a tylko lęk – że odmowa dru-
giej może ją dotknąć w jej próżności – powstrzymuję ją 
od   tego   i   nie   pozwala   jej   wyrzec   pierwszego   słowa 
pojednania.

Stoicie więc wówczas naprzeciw siebie, a żadne nie 

ma  odwagi   się  przemóc,  żadne  nie   chce   być  „pierw-
szym”, które zdradzi chęć do zgody.

71

background image

Z   dziecinnie  śmiesznych   względów   „pedagogicz-

nych” chcecie oboje – którzyście się dopiero co okazali 
tak źle wychowani – wychowywać się nawzajem, przy 
czym w cichości ducha macie nadzieję zapobiec ponow-
nym sporom najłatwiej w ten sposób, że teraz – w sercu 
dawno wybaczywszy okażecie się na zewnątrz nieprze-
jednani, bo przez to druga strona naocznie się przekona, 
jak trudno powrócić po sprzeczce do zgody.

Powinniście doprawdy choć trochę się wstydzić jed-

no   drugiego,   a   może   wówczas   ten   wstyd   rychlej   po-
pchnąłby was ku sobie. 

Przy waszych metodach szukania zgody będziecie się 

tylko   wzajem   nadal   dręczyć,   a   jeśli  żaden   wypadek 
zewnętrzny nie przyjdzie wam z pomocą  i nie zmusi 
was do pojednania, będziecie się jeszcze na siebie dąsali 
całymi dniami, nie widząc, jak się do siebie zbliżyć.

W swej  wyobraźni gmatwacie tylko coraz bardziej 

to, co i tak zda się wam niezbyt proste, i coraz trudniej 
będzie wam uczynić  tą  rzecz najprostszą, która jest do 
zrobienia   –  śmiałym,   gorącym   pocałunkiem   zamknąć 
jedno drugiemu usta, niewiedzące przecie, jak mają uło-
żyć pierwsze słowa.

Aby się wam jednak nigdy nie zdarzyło, jak upartym 

i krnąbrnym dzieciom, czekać:  „kto też  pierwszy ustą-
pi.”
 – radzę wam, abyście sobie wzajem w dniach pogo-
dy nieodwołalnie przyrzekli nigdy nie odtrącić  drugie-
go,   gdy   po   zakłóceniu   zgody   jedna   strona   zechce 
pojednać się z drugą. 

Musicie się też przy tym solennie zobowiązać, że do 

pojednania nigdy nie stanie wam na przeszkodzie wasza 
luba próżność i że ten, kto pierwszy okaże wole zgody, 
nie będzie się obawiał, że dążąc do ponownego zbliże-
nia uzna się przez to za bardziej winnego.

72

background image

Dalej   musicie   sobie   solennie  ślubować,  że   po  wa-

szym pojednaniu „powód” załagodzonego sporu nie sta-
nie się przedmiotem wyjaśniających roztrząsań i że nig-
dy   nie   będzie   się  żadnemu   poczytywało   za   jakąś 
„kapitulację”,   jeśli   bezzwłocznie   po   sprzeczce   zechce 
wyciągnąć do drugiego dłoń na zgodę.

A choćby utrzymanie stałej zgody miało być dla was 

nawet   niemożliwe,   to   takie   wiążące   was  ślubowanie 
pomoże wam przynajmniej zwalczać  upór i próżność, 
które   by   mogły   wam   przeszkodzić  do   ponownego 
zawarcia zgody.

Lecz lepiej będzie, rzecz prosta, abyście, dążąc ku 

temu  świadomie, przez czyn i przykład wychowywali 
się wzajemnie – ku woli zgody i jedności.

Ale i tu próżność wszelka musi być z góry usunięta.
Niedopuszczalne jest, aby jedno z was „tryumfowa-

ło”, gdy zobaczy słabość drugiego i tylko dzięki własne-
mu rozumnemu postępowaniu uniknie sporu. 

Winniście raczej – pomni, iż  jest to przecież  szczę-

ście,  że   możecie   sobie   nieść  pomoc   w   każdej   chwili 
życia chcieć sobie też pomagać, nigdy się nie wynosząc, 
gdy wam się to uda.

Ten,   kto   dopomógł  ustrzec   się  sporu,   gdyż  umiał 

mądrze „lawirować”–„ustępować” i nie dolewać  oliwy 
do   ognia,   może   zaprawdę  cieszyć  się  ze   swej   mocy 
powściągania  siebie;  – lecz  w równej  mierze i  druga 
strona,   która   się  dała   skłonić  do   pokoju,   choć  ja   już 
chwytało rozdrażnienie, może doznawać  zadowolenia, 
że zapanowała znowu nad sobą.

Dopiero wtedy będziecie ujmować  rzeczy w sposób 

właściwy, gdy zawsze potraficie dziękować  jedno dru-
giemu, że obopólnej dobrej woli udało się zażegnać nie-
bezpieczeństwo, grożące waszemu szczęściu.

73

background image

Lecz i w tym tez wypadku nie jest dobrze rozwodzić 

się później o tym w jaki sposób uniknęło się niebezpie-
czeństwa, –gdzie leży wina jego powstania i kto postę-
pował słuszniej.

I bez jakiegokolwiek wypominania strona, która się 

pierwsza „zapomniała”, wie, że postąpiła źle.

Potrafi ona być  ci bardzo wdzięczna, jeśli jej samej 

teraz pozostawisz szukania w sobie sposobów rozwiąza-
nia zadania, jak w przyszłości unikać  podobnych błę-
dów. 

Nic  zaś  nie mści się  boleśniej  w małżeństwie,  jak 

przymus wzajemnego upokarzania się jednego małżon-
ka przed drugim.

Upokarzanie jednego przez drugie jest najstraszliw-

szą  trucizną  dla każdego małżeństwa i nawet po dzie-
siątkach lat trucizna ta może jeszcze działać.

Powinniście chcieć patrzeć na siebie tylko z wzajem-

nym

 

szacunkiem, a jeśli musicie niekiedy widzieć i swo-

je słabe strony, niemniej nie wolno wam przez to tracić 
szacunku dla współmałżonka.

Świadomie nie dostrzegajcie swych wad, nie mówcie 

o nich nigdy i nie okazujcie sobie, że znacie wzajemnie 
swe wady. 

Niech każde z was stale podtrzymuje w drugim jego 

ufność w siebie samego, uczcie się też wzajem szacun-
ku wobec siebie przez sposób, w jaki się do siebie odno-
sić będziecie.

Ślubujcie sobie, że będziecie się starali dostrzegać w 

sobie wzajem jedynie to, co dobre, dzielne i pożądane, 
a pomijać błędy i słabości. 

Wykazywanie bliźniemu jego wad, nie jest w  żad-

nych  stosunkach  ludzkich  tak   zgubne,  jak  w  małżeń-
stwie.

74

background image

To, czego każda strona w małżeństwie może się  od 

drugiej nauczyć, musi być skutkiem własnego jej prze-
życia.

Nie   wolno  żadnej   stronie   chcieć  „pouczać”   drugą, 

niczym nauczyciel, udzielający lekcji uczniowi. 

Nazbyt głęboko jest już w samej istocie płci zakorze-

nione,  że każda strona chce być  widziana przez drugą 
tylko w możliwie najpiękniejszej formie, aby stała chęć 
pouczania lub zgoła niezręczne i niemądre ustawiczne 
poprawianie błędów nie musiała pociągnąć najzgubniej-
szych skutków, choćby te skutki nie ujawniły się zaraz 
w pierwszej chwili. 

Jakże   mogą  łączyć  się  w   cielesnym   zjednoczeniu 

dusze, jeśli wciąż  stoi na zawadzie myśl,  że to tylko 
popęd cielesny, chce znaleźć tu zaspokojenia, gdy jednej 
stronie nic się  właściwie w drugiej nie podoba– chyba 
to ciało, które się czuje nadużyte, gdy się je poniża do 
roli igraszki dla zmysłów? 

Żaden człowiek nie jest zupełnie bez wad, lecz leży 

to   w   jego   naturze,  że   tam,   gdzie   szuka   zjednoczenia 
płciowego, chciałby jednakże, aby jego biegun uzupeł-
niający wad tych nie dostrzegał.

Ileż  cudzołóstw   zostało   popełnionych   tylko   z   tej 

przyczyny,  że ktoś  czuł, iż  we własnym małżeństwie z 
powodu swych wad był tak lekceważony, że wydało mu 
się „wyzwoleniem”, gdy poza swoim małżeństwem zna-
lazł jeszcze kogoś, kto mimo jego wad – cenił go i starał 
się widzieć takim, jakim on chciał być widzianym.

Rzecz prosta, trzeba tu nadmienić, że pożycie małżeń-

skie ukazuje człowieka innym, niż  wydaje się  on tam, 
gdzie   brak   wszelkich   istotnych   powodów,   zdolnych 
ujawnić jego błędy.

75

background image

Ale właśnie takim, jakim człowiek byłby bez swych 

wad, chce każdy, aby inni go „widzieli”.

Że   jednak   w   małżeństwie   jest   rzeczą  nieuchronną 

wzajemne   poznawanie   również  i   wad   swoich,   więc 
jedyna na to rada : zobowiązać się wzajem z całym roz-
mysłem wad tych nie dostrzegać. 

W ten tylko sposób będzie można oszczędzić  sobie 

wielu cierpień  i wzajemnie wznieść  prawdziwe szczę-
ście w swoje życie.

Jeżeli   zrozumiecie,   co   znaczy   stworzyć  szczęście 

jednostki   jako   szczęście   we   dwoje   w   najściślejszym 
zespoleniu, to uda się  wam niezawodnie uchronić  swe 
małżeństwo od wszelkich zadrażnień i sprzeczek.

Potraficie

 

zapobiec każdemu niebezpieczeństwu, jeśli 

tylko będziecie mieć  świadomość  swego zjednoczenia 
w woli zgody.

I   tutaj   same   „dobre   chęci”   tylko   niewiele   pomóc 

mogą.

Rzadko można trafić na ludzi, którzy by nie „pragnę-

li” zachowania zgody w swym małżeństwie.

A jeśli mimo to, jest tyle sporów i waśni w małżeń-

stwach   i   jeśli   nawet   pary  na   pozór   „dobrane”   gotują 
sobie całą gehennę cierpień przez ciągłe mącenie zgody 
małżeńskiej, płynie to tylko stąd, że braknie im woli. 

Zazwyczaj małżonkowie nie są świadomi tego braku, 

biorąc „dobre chęci” za wolę.

Lecz wola zgody nie żyje, jak i „dobre chęci”, tylko 

nadzieją, że może się uda to, czego się pragnie.

Wola zgody jest niezachwianą  pewnością,  że zgodę 

i jedność zachować można i że się je zachowa.

Wola zgody nie zna granic ufności w siebie samą, 

i wie,  że jest niezwyciężona, choćby jej wciąż  groziły 
niebezpieczeństwa. 

76

background image

Od takiej zaś woli – nie od „dobrych chęci” – zawi-

sło, czy w małżeństwie waszym utrzyma się trwała zgo-
da.

Będziecie wiec musieli postanowić  zbudzić  w sobie 

z „dobrych  chęci”  taką  wolę  i  stale  podtrzymywać  ją 
w czujności. 

Jeśli żywicie prawdziwa wolę zgody, żadne niesnaski 

nie zdołają się zakraść do waszego małżeństwa.

Nic się wam nie wyda tyle warte, co szczęście wasze, 

które może być zbudowane tylko na fundamencie nigdy 
niezakłóconej zgody w małżeństwie. 

A  wtedy   miłość  znajdzie   w   waszym   małżeństwie 

owo spełnienie, które w każdym małżeństwie znaleźć 
winna.

Wtedy   miłość  was   dwojga   będzie   zaprawdę  „od 

śmierci   silniejsza   wciąż  trwać  będzie,   chociaż  gruzy 
tego globu ziemskiego dawno się rozsypią w przestwo-
rzach na pył kosmiczny.

77

background image

Rozdział 8.

O dziedziczeniu szczęścia

Gdziekolwiek na tym padole zakwitło szczęście, tam 

pomnażało   ono   możliwość  szczęścia   doczesnego   aż 
w najodleglejsze pokolenia.

Szczęście daje się  też  w pewnym sensie „przekazy-

wać dziedzicznie”, a jak dobra doczesne mogą być dzie-
dziczone przez dzieci i wnuki, tak też może dom rodzi-
cielski   swoje   szczęście   –   szczęście   prawdziwego   mał
żeństwa – przekazać  w spadku wszystkim, którzy się 
z niego wywodzą.

Każde dziecko od wczesnej młodości zdoła odczuć, 

czy na związek  życiowy jego rodziców spływa błogo-
sławieństwo szczęścia, czy przeciwnie – dzielą ich swa-
ry i niesnaski. 

A chociaż  dziecko nie jest jeszcze  świadome swych 

odczuć, jednakże – nawet nie mając możności zdania 
sobie   sprawy   ze   swych   wrażeń  –   musi   przejmować 
wszelkie wibracje płynące z krwi tych, którzy w nim 
swój żywot ziemski przedłużyli.

Powszechnie wiadomo, że przez krew przekazywana 

bywa tężyzna i cherlactwo; zdolności i talenty, jak rów-
nież ograniczoność i niedołęstwo; ale dotychczas ludzie 

78

background image

nie   przeczuwają,  że   krew   jest   aparatem   nadawczym 
i odbiorczym najsubtelniejszych promieniowań, do któ-
rych   wykrycia   odpowiedni   przyrząd   nie   został  dotąd 
wynaleziony, a może nigdy nie będzie mógł być wyna-
leziony.

Nie jest również  wiadomo,  że rodzaj wibracji tych 

promieni zależy od obojga rodziców – od czasu i miej-
sca spłodzenia dziecka przez ojca i od brzemienności 
matczynej – i że póki rodzice ci żyją na ziemi, trwa mię-
dzy nimi a dzieckiem związek dany od natury. 

Ludzie nie wiedzą, że zachodzi tu nieustanna wymia-

na   wibracji   dzięki   której   ojciec   bezwiednie   kształtuje 
duszę dziecka, matka zaś już od pierwszego dnia współ-
działa jeszcze daleko silniej w kształtowaniu tej duszy. 

Nawet gdy dziecko dorośnie, wymiana wibracji ist-

nieć będzie nadal bez względu na to, czy osobiste życie 
dziecka ją  osłabi, czy też  w dalszym ciągu będzie ona 
trwała bez zmiany.

Ale wówczas możliwy jest tutaj pewien rodzaj rozłą-

czenia, gdy dziecko świadomie jakimś nowym i silnym 
nastawieniem czucia stara się związać z innym człowie-
kiem przez promieniowanie krwi.

A choć i wówczas ta wymiana pomiędzy dzieckiem 

a rodzicami nie ustanie całkowicie, lecz nie będzie już 
sprowadzała żadnych skutków.

Wpływ jej może się jednak wznowić w każdej chwili 

przez proste nastawienie woli. 

O tych sprawach wiedziały każdego czasu tylko bar-

dzo nieliczne na ziemi jednostki, inne znów przeczuwa-
ły te prawdy, tak iż mówiono o „więzach krwi” i uważa-
no, że zostało zawarte „braterstwo krwi” tam, gdzie się 
zeszli   dwaj   ludzie   i   symbolicznie   krople   swej   krwi 
zmieszali.

79

background image

A jeśli mam tu oznajmić, co jest do oznajmienia, to 

musiałem wpierw wspomnieć  o istnieniu tego promie-
niowania krwi, ile że na nim się opiera owa możliwość 
pobudzenia dziecka od pierwszych chwil jego życia do 
kształtowania sobie szczęścia, jak również odwrotnie – 
możliwość  skierowania   sił  duszy   dziecięcej   na   takie 
tory, na których potem przez cały ciąg jego życia siły te 
starać się będą instynktownie wynajdywać wszystko, co 
może ściągnąć na dziecko nieszczęście.

Z chwilą gdy dziecko żyć zaczyna, przybywa małżeń-

stwu   nowy,   przeogromny   obowiązek   polegający   na 
odpowiedzialności za nowe życie, któremu tylko wtedy 
można   „pozostawić  w   spadku”   szczęście,   jeżeli   para 
rodzicielska umiała samej sobie to szczęście zbudować.

A jeśli dobra doczesne mogą się dla pozostałego przy 

życiu pokolenia dopiero wówczas stać „dziedzictwem”, 
gdy przodkowie rozstaną się z ziemią, to szczęście lub 
nieszczęście „dziedziczy” się już w łonie matki. 

I to dziedzictwo będzie mogło zawsze być pomnaża-

ne lub też uszczuplane aż po kres życia rodziców na zie-
mi.

Przeważa nadal jednak i to, co nowemu życiu ofiaro-

wano w dobie dzieciństwa.

A chociaż dziecko może później walczyć z tym dzie-

dzictwem czy to,  że nie potrafi ocenić  swej spuścizny 
szczęścia, czy też  że chce się  uwolnić  od dziedzictwa 
niedoli – jednakże tego, co rodzice „pozostawili w spad-
ku” w dobie dziecięctwa, nie podobna nigdy unicestwić 
–  jak  to   wdzięcznym   sercem  chyba   przyzna   niejeden 
z tych, którzy umieli zabudować swe szczęście na pod-
walinach,   założonych   przez   dom   rodzicielski   i   jak   to 
również  dzień  w dzień  znajduje, niestety, coraz nowe 
potwierdzenie w  życiu niejednego człowieka, zmuszo-

80

background image

nego ciężko walczyć o wyzwolenie ze swego dziedzic-
twa niedoli.

Lecz muszę zaznaczyć tu wyraźnie, że mówię wciąż 

tylko   o   „dziedzictwie”,   które   przez   promieniowanie 
krwi otrzymuje każde dziecko i  że chodzi przy tym o 
rzeczy wiele ważniejsze i donioślejsze, niż to wszystko, 
co można dać dziecku przez wychowanie zewnętrzne.

Gdzie   małżeństwo   nie   potrafiło   jeszcze   zbudować 

sobie własnego szczęścia, tam zachodzi poważne nie-
bezpieczeństwo, że dusza dziecka zostanie ukształtowa-
na przez promieniowanie; płynące z krwi rodziców jesz-
cze   nader   chwiejnych   w  pożyciu   i   którym   zbywa   na 
harmonii, tak iż będzie ono musiało wlec za sobą przez 
życie ową  „spuściznę”, która zaprawdę  niewiele przy-
nieść mu może błogosławieństwa.

Licznym parom małżeńskim, ubogim w dobra docze-

sne, nieobca jest troska, czy aby zdołają wyżywić dziec-
ko – niejedno więc nowe życie musi się wskutek takiej 
troski rodziców dowiedzieć  już  w  łonie matki,  że jego 
przyjście na świat nie będzie pożądane.

Wszakże ileż ważniejsza od tej troski rodzicielskiej – 

gdy przecie później daje się  przeważnie jakoś  zaradzić 
brakom – powinna być zawsze troska o spuściznę szczę-
ścia, jaką się dziecku będzie miało do ofiarowania.

Lecz   i   tej   troski   ileż  łatwiej   jest   człowiekowi   się 

pozbyć, gdy potrafi znaleźć  drogę  do poznania,  że ma 
obowiązek zbudować  sobie szczęście małżeńskie i na-
stępnie to swoje szczęście „przekazać  w spadku” wła-
snemu dziecku.

Jak zaś stworzyć szczęście małżeńskie, to zostało już 

tutaj z różnych stron dokładnie oświetlone. 

Wiem wprawdzie aż  nadto dobrze,  że księga ta nie 

może   rozważyć  tych   wszystkich   wydarzeń,   na   które 

81

background image

w poszczególnych   wypadkach   zainteresowani   muszą 
baczną  zwrócić  uwagę  –   jednakże   wszystkie   takie 
poszczególne przypadki zostały tu w istocie uwzględ-
nione,   tak   iż  ze   słów   tej   księgi   każde   małżeństwo   z 
łatwością może wyciągnąć te wnioski, które w szczegól-
ności jego będą dotyczyć.

Wiem   jednak   również,  że   niepodobieństwem   jest, 

aby bez czynnego współudziału bezpośrednio zaintere-
sowanych, tylko przez nauki słowne, mógł dać od razu 
owo   wielkie   szczęście   tym   wszystkim   małżeństwom, 
które dotychczas szczęścia nie zaznały.

Wśród stosunków ludzkich tu na ziemi małżeństwo 

jest tym, któremu najmniej można dopomóc z zewnątrz 
do stworzenia szczęścia.

Ci   tylko   znajda   u   mnie   pomoc,   którzy   są  skłonni 

przyjąć naukę, jak mają dopomóc sobie sami. 

Im tylko poświęcam księgę niniejszą.
Gdzie kwitnie szczęście małżeńskie, tam dziecko nie 

tylko otrzyma ową  spuściznę  szczęścia, które promie-
niuje z krwi rodziców na nowe życie i użycza jego krwi 
rady i kierownictwa, ale spuścizna ta pomnoży się rów-
nież przez życie zewnętrzne domu rodzicielskiego.

Jak wskazówki słowne tylko wówczas „wychowują” 

gdy   są  potwierdzane   i   popierane   przykładem,   tak 
i wszystko dobre promieniujące z krwi będzie działać w 
dwójnasób,   jeśli   dom   rodzicielski,   w   którym   dziecko 
wzrasta   i   w   którym  żyje   jako   jego   współuczestnik, 
świadczy o szczęściu i pokoju i wywiera w jego duszy 
wrażenie, że inny tryb życia niż ten, który ma oto przed 
oczyma, jest w ogóle niemożliwy.

A choć z czasem na życie takiego dziecka spaść mia-

ły   ciężkie   niedole,   niemniej   będzie   ono   stało   ponad 
wypadkami,   albowiem   to,   co   mu   na   drogę  życia   dał 

82

background image

dom   rodzicielski,   pozostanie   dla   niego   trwałą  ostoją 
nawet wtedy, gdy wszystko inne się zachwieje.

Kto wie z własnego doświadczenia, nabytego jeszcze 

w domu rodzicielskim, jaką obfitość możliwości szczę-
ścia nastręcza to  życie ziemskie, ten nigdy nie potrafi 
złorzeczyć życiu, nawet gdy – z jego winy czy bez niej 
– spotka go przez innych wielkie cierpienie.  

Siły   do   nowej   walki   od   początku   znajdzie   on   w 

samym sobie i będzie musiał – nawet z gruzów – zbudo-
wać nowe szczęście.

Wszelkie dziedzictwo szczęścia jest dlatego właśnie 

tak cenne,  że uczy „spadkobiercę” stwarzać  szczęście 
własne. 

Jest to „spadek”, z którego się korzysta jedynie w ten 

sposób, że staje się on oparciem dla własnych czynów.

Próżno szukają szczęścia ci, którzy się wciąż rozglą-

dają za nowymi drogami, gdzie by mogli je spotkać.

Próżną  też  będzie rzeczą  wyczekiwać  szczęścia, jak 

gdyby musiało ono pewnego dnia przyjść  samo, ile  że 
każdy, według mniemania swego, niezaprzeczalnie ma 
do niego prawo.

Nikt nie ma „prawa” do szczęścia – natomiast każdy 

z nas ma obowiązek stworzenia sobie szczęścia; poczu-
cie tej prawdy widzimy już w znanym ludowym powie-
dzeniu,   które   o   człowieku   „szczęśliwym”   mówi,  że 
„stworzył sobie” szczęście.

Prawdziwego szczęścia nie podobna napotkać na zie-

mi chyba tylko tam, gdzie ktoś je sobie stworzy. 

Podobnie i owo dziedzictwo szczęścia, jakie rodzice 

mogą  przekazać  dziecku, musi być  wpierw stworzone 
przez rodziców.

Stanie się  zaś  ono dla dziecka mieniem użytkowym 

dopiero wówczas, gdy dziecko to, dorósłszy, nie tylko 

83

background image

radować  się  będzie dziedzictwem szczęścia, ale rozu-
mie,  że powstał  dla niego obowiązek korzystania teraz 
z tego spadku i zbudowania na nim, jak na podwalinie, 
szczęścia własnego 

Ci zaś  najłatwiej nauczą  się  je budować, którzy już 

w domu rodzicielskim widzieli, jak się buduje

 

szczęście.

Siły do stworzenia nowego szczęścia nigdy nie utra-

cą ci, na których w młodości przeszedł niegdyś prąd tej 
siły z rodziców, co potrafili szczęście sobie stworzyć. 

I tym sposobem szczęście dobrego małżeństwa spły-

wać będzie jeszcze i na wnuków darząc ich coraz nowy-
mi możliwościami szczęścia.

Błogosławione małżeństwo, co w ten sposób staje się 

skarbem, w którym bogactwo szczęścia nigdy nie zosta-
nie uszczuplone, choćby się najobficiej na świat rozlewa-
ło. Wszystko zaś, co można poza tym znaleźć tu na zie-
mi, jest błahostką wobec owego szczęścia, które należy 
stworzyć w małżeństwie. 

To, co poza tym wydaje się tu na ziemi godne pożą-

dania, rzadko zależy od woli i władzy człowieka.

Zależy

 

ono

 

zawsze

 

od rzeczy zewnętrznych: mogą mu 

stanąć na przeszkodzie ludzie inni i mogą je zniszczyć.

Prawdziwe zaś życie małżeńskie może być ugrunto-

wane tylko w  życiu wewnętrznym, a jeśli zostało tam 
zbudowane na trwałych podwalinach, wtedy nic z zew-
nątrz nigdy nie zdoła go zburzyć – przetrwa ono nawet 
śmierć  ziemską, jeśli zechcą  utrzymać  je ci, co je nie-
gdyś zbudowali dla siebie. 

A tak dziedzictwo szczęścia, otrzymane przez dziec-

ko z dobrego małżeństwa, zakorzeni się głęboko w jego 
życiu wewnętrznym i żadna moc ziemska nigdy nie zdo-
ła   pozbawić  dziecka   tego   „dziedzictwa”,   które   mu 
będzie zachowane po wieki wieczne.  

84

background image

Rozdział 9.

O związku wiekuistym

Wszelkie pragnienie szczęścia, wznoszące się ponad 

przyziemne pożądanie, jest tylko tęsknotą ku zjednocze-
niu duchów w pragłębi Ducha, która wieczyście je pło-
dzi i nieustannie siebie wchłania.

Ale duch ludzki na tym padole jest jeszcze więźniem 

ziemskości, która tam, gdzie tęsknota jego łaknie zjed-
noczenia, stwarza jeno rozdział. 

Powstaje przyjaźń i stara się znieść ten rozdział, – ale 

patrz ; przyjaciel i przyjaciel pozostają mimo to zawsze 
dwiema   odrębnymi   jednostkami,   których   głębie   nie 
mogą się stopić z sobą i stać jednością.

Tylko małżeństwo, które jednoczy męskość z kobie-

cością, stwarza istotnie nową jedność. 

Tutaj oto człowiek z człowiekiem stopili się na nowo 

w nadziemską całość, jak niegdyś byli ze sobą zjedno-
czeni, zanim „upadli” w ten ziemski świat zjawisk. 

A  chociaż  tylko   w  rzadkich   niezwykłych   przypad-

kach dochodzi to do  świadomości zjednoczonych, fakt 
pozostaje faktem,  że zjednoczenie dokonało się  oto na 
nowo w tej samej pragłębi wszelkiego bytu, w której 
niegdyś było przedwiecznym zjawiskiem. 

85

background image

Jakże   znikoma   część  tego,   co   jest   rzeczywiście, 

dochodzi kiedykolwiek do „świadomości” człowieka, to 
zaś, co pozostaje w nieświadomości, w niewiedzy, jest 
mimo   to   dlań  bardziej   decydujące,   niż  wszystko   co 
sobie uświadamia. 

Gdy na tej ziemi mężczyzna i kobieta  ślubują  sobie 

wzajem – z niezłomna wolą stałego dochowywania i do-
chowania tej przysięgi aż  po kres swego  życia docze-
snego – powstaje w istotnym duchu nowa jedność: pod 
względem   formy   całkiem   podobna   do   owej   jedności, 
w której niegdyś każdy z tych dwu zjednoczonych obec-
nie na ziemi duchów ludzkich był  zjednoczony w du-
chowości ze swym odwiecznie mu przeznaczonym bie-
gunem przeciwnym.

W okresie tego życia ziemskiego działa stale i tylko 

sam ten cieleśnie widzialny, złączony z drugą  polową 
węzłem małżeńskim – biegun przeciwny, niezależnie od 
tego, czy – jak w niesłychanie rzadkich przypadkach – 
chodzi tu istotnie o dwa bieguny, które niegdyś były ze 
sobą złączone i kiedyś, po wypełnieniu się czasów, zno-
wu   złączą  się  na   wieczność,   czy   też  o   dwa   bieguny 
w Prabycie sobie „obce”.

Każda, więc strona w małżeństwie winna w poślu-

bionym mu tutaj na ziemi drugim małżonku widzieć wła-
śnie swój zjednoczony z nią biegun przeciwny, bowiem 
tu, w doczesności, żaden inny nie może się z nią jedno-
czyć.

Z tym właśnie biegunem wytworzyła ona tę jedność 

duchową, o której wszędy tu mowa, a nawet największy 
mędrzec nigdy nie wie tu z całą pewnością, czy ten złą-
czony z nim na okres życia doczesnego biegun przeciw-
ny nie pozostanie też  związany z nim wiekuiście, jako 
odwieczne przeznaczenie. 

86

background image

Tylko   zupełnie   niezawodnie   zdolność  duchowego 

doznawania może tu czasem, – choć  wcale niełatwo – 
uchylić rąbek zasłony.

Aby jednak nie pozostawiać niedomówień, muszę tu 

zaznaczyć,  że nawet tam, gdzie istnieje najpewniejsza 
rękojmia, że dwa bieguny przeciwne, niegdyś w Praby-
cie spłodzone duchowo jako z sobą zjednoczone, spotka-
ły się  tutaj w postaci ludzi tej ziemi,  że nawet i tam 
nowa forma jedności, o której mówię, może być  stwo-
rzona   dopiero   wtedy,   gdy  tych   dwoje   połączy   się  na 
życie doczesne prawdziwym węzłem małżeńskim. 

Ta   „forma   jedności”   jest   ukształtowaniem   ducho-

wym,   które   niejako   potencjalnie   zawsze   dane   jest   w 
duchu   jako   możliwość,   ale   osiąga   byt   rzeczywisty 
dopiero z chwilą, gdy wola małżeńska „rozbudzi” go na 
nowo, po czym trwa póty, póki ta wola małżeńska pozo-
staje w mocy.

A gdy ona zgaśnie przez śmierć ciała ziemskiego jed-

nego z małżonków albo przez rozwiązanie małżeństwa, 
to i ta forma jedności powraca do stanu potencjalnego, 
aby wciąż na nowo osiągać rzeczywisty byt tam, gdzie 
ją  „budzić” będzie coraz to nowa, inna wola małżeń-
stwa.

Niech nikt nie sadzi błędnie, jakoby w wieczności ta-

kie   stawanie   się  przemijanie,   zanikanie   i   ponowne 
powstawanie pewnych form było „niemożliwe”, ile  że 
wieczność  nie zniosłaby przecież  żadnego „początku” 
ani „końca”.

Rozum wyświadczył  tu człowiekowi złą  przysługę, 

zdoławszy przywieźć go do tego, że sklecił sobie obraz 
wieczności wedle swoich, tylko w ziemskości ugrunto-
wanych praw.

87

background image

Że na tej ziemi, jak i w całym widzialnym kosmosie, 

wszystko, co ma „początek”, znajdzie również „koniec” 
–  że tutaj wszystko, co niegdyś  powstało ze „składni-
ków” , musi się też nieubłaganie znów rozpaść – przeto 
rozum ziemski uważa się uprawniony do łatwego wnio-
sku : jakoby wieczność  mogła istnieć  tylko jako prze-
ciwstawienie doczesności – jeśli ta wieczność  w ogóle 
istnieje.

Tym zaś, co przemądrzale w ten sposób spekulują – 

radzi ze swej „mądrości”, którą ugruntowali, jak sądzą – 
niezachwianie na granitowych „prawach myślenia”– nie 
przychodzi   nawet   na   myśl,  że   mierzą  wiarą,   która 
w wieczności nie istnieje, gdy tylko nierealny odblask 
pewnych procesów myślowych nadaje jej pozór istnie-
nia. 

A choćby dla mózgów ludzi ziemskich było to zupeł-

nie

 

„niepojęte”

 

wszelako wieczność – a „wieczność” jest 

właśnie bytem istotnego Ducha – była i zawsze będzie, 
bez   początku   i   bez   końca,   wyłącznie   bytem,   czyli 
życiem   w   wiecznym   ruchu,   dla   którego   „życie”   tego 
świata ziemskiego, jak i wszelkie procesy fizyczno-ko-
smiczne, są tylko dalekim, ostatnim odblaskiem, zmąco-
nym przez chropawe i zaćmione zwierciadło „materii”. 

A istotnej wieczności – w czystym Duchu – ugrunto-

wane jest małżeństwo dwojga ludzi ziemskich. 

Gdyby nie istniało to ostateczne ugruntowanie, wów-

czas słusznie byłoby mówić  nie o „małżeństwie”, lecz 
tylko o łączeniu się płci wskutek wzajemnego upodoba-
nia i w celu płodzenia potomstwa ludzkości tej ziemi.

Wówczas byłoby najlepiej, aby wszelkie współżycie 

płci było pozostawione swobodnej dowolności i bodaj 
tam tylko znajdowało tamy, gdzie byłyby one niezbędne 
dla zawarowania dobra społecznego.

88

background image

Tymczasem   jednak   ludzie   ziemscy   mają  możność 

w stopieniu mężczyzny i kobiety wznieść świątynię się-
gającą do głębi Boskości.

„Mąż i niewiasta” w swej jedności sięgają wzwyż aż 

do Boskości –  śpiewa mądrość  niby z ust dziecięcych 
płynąca   w   pewnym   tekście,   który   jakiś  prostoduszny 
„wiedzący” dał  genialnemu artyście swych czasów do 
przetworzenia na muzykę. 

W czystym duchu staje się małżeństwo dwojga ludzi 

ziemskim procesem duchowym.

Tą  drogą, a nie przez słowa kapłana, a tym mniej 

przez uznanie władz państwowych, które dąży jedynie 
do uporządkowania spraw ziemskich, otrzymuje małżeń-
stwo swe wysokie święcenia w wieczności. 

Mglistemu   przeczuciu   tego   prawdziwego   związku 

w wieczności daje wyraz mądrość ludowa w przysłowiu 
głoszącym, że „małżeństwa zawierane są w niebie”.

A nawet  świadczymy swej potęgi Kościół  Rzymski 

ustalił od dawna, że wzajemne przyrzeczenie pomiędzy 
mężczyzna a kobietą, iż w małżeństwie należeć będą do 
siebie aż do śmierci, samo przez się jest już zawarciem 
małżeństwa, i  że akt  święcenia go przez kapłana może 
tylko pobłogosławić tak zawarty związek. Jednakże sta-
rannie się  unika ogłoszenia całemu  światu tej decyzji 
soboru,   która   przecież  wedle   dogmatu   pochodzi   od 
„Ducha Świętego”.

Odwieczna mądrość wiedzących działa i tam jeszcze, 

gdzie już dawno zagubiono klucz, który by dzisiejszym 
i przyszłym pokoleniom mógł stworzyć prastare, dostoj-
ne tabernakulum.

Wszelako człowiek znający małżeństwo w tej posta-

ci, w jakiej powinno się  ono kształtować  tu na ziemi, 
będzie miał niejasne odczucie wewnętrzne, dokonujące 

89

background image

się  w prawdziwym małżeństwie misterium – choć  nie 
dostrzeże rzeczywistości ostatecznej, która ponad każ-
dym prawdziwym małżeństwem wzwyż  ku niebu pro-
mieniuje. 

Tę  jednak   rzeczywistość  każda   para   małżeńska 

będzie się musiała pomału nauczyć odczuwać, jeśli chce 
poznać, że jest związana z wiecznością.

W życiu ziemskim panuje działanie nieugiętego pra-

wa kosmicznego i miłość może tu oddziaływać na życie 
tylko w ograniczonym stopniu.

To, co się na ziemi zwie „miłością” stanowi jeno ni-

kły odblask tej Miłości, którą jest przepojona wieczność 
Ducha w bycie: Miłości, która jest w Bogu i życiem Bo-
ga, która wszystkiemu, co zgodne z prawem kosmicz-
nym ku czemuś  dąży, nigdy nie mogąc tego osiągnąć, 
daje dopiero spełnienie.

Najpotężniejszy odblask jej na ziemi staje się przeży-

ciem w prawdziwym małżeństwie.

Przeżywać  ten odblask i w przeżywaniu go odczu-

wać, jest najwyższym szczęściem małżeństwa, zastrze-
żona wyłącznie dla niego.

Gdziekolwiek ten najczystszy odblask Miłości, która 

jest  życiem   Boga,   staje   się  przeżyciem   w   jedności 
duchowo – cielesnego stapiania się  z sobą, tam króle-
stwo istotnego Ducha łączy się z ziemskością, i podob-
nie jak kiedyś wszystkie duchy ludzkie w Miłości zjed-
noczą

 

się

 

na

 

wieczność

 

całą, tak  też  Mężczyzna  i  Ko

bieta, którzy znają to najświętsze przeżycie, są ze sobą 
już tutaj na ziemi zjednoczeni. 

Gdzie   zaś  to   zjednoczenie   duchów   raz   powstanie, 

tam nie będzie już ono zerwane, gdy odnajdą się kiedyś 
w wieczności te od prapoczątku istniejące bieguny, któ-

90

background image

re tutaj na ziemi kroczą w ciałach zwierząt ludzkich każ-
dy z osobna, przeważnie wzajem o sobie nie wiedząc.  

W duchowości jednostki przenikają się wzajem i tak 

też  żyje człowiek ducha, który w zespoleniu ze swym 
biegunem przeciwnym osiągnął  ponownie początkowy 
stan swego bytu, przenikając wszystkie inne na nowo 
zjednoczone duchy, jakie one jego wzajem przenikają.

Niemożliwa  to  w duchu  rzecz,  aby jakieś  małżeń-

stwo, które tutaj na ziemi osiągnęło najwyższą doskona-
łość  szczęścia, choć  obie połowy pary nie były bynaj-
mniej biegunami tejże samej pierwotnej jedności, mogło 
teraz w  świecie duchowym cierpieć  skutkiem rozłąki, 
której nie chciało.

Tylko ci co zechcą  rozstania, będą  tam rozdzieleni, 

a wystarczy już woli jednej strony, aby sprowadzić takie 
rozłączenie, póki z czasem obie strony nie staną na tym 
samym   najwyższym   szczeblu,   gdzie   już  nie   ma   woli 
rozstania.

Na owych niższych szczeblach duchowo rozbudzo-

nego   bytu,   które   po  śmierci”   ciała   ziemskiego   trzeba 
dopiero   przejść,   panuje   zarówno   wola   rozdziału,   jak 
i zjednoczenia.

Gdy   jednak   czynna   jest   wola   rozdziału,   jednostki 

przenikają  jedna   drugą  nieuświadamiają  sobie   swojej 
obecności,   natomiast   wola   zjednoczenia   stwarza   obu-
stronne przeżywanie we wzajemnym przenikaniu siebie, 
przeżywanie wyższe ponad wszelkie wyobrażenie ziem-
skie i nie dające się nigdy wyrazić słowami.

Nikłe   przeczucie   takiego   przeżywania   duchowego 

może   człowiek   mieć  wyobrażając   sobie,   jakoby   miał 
moc opuścić  tu ciało ziemskie, aby wcieliwszy się  w 
ukochanego człowieka współodczuwać z nim intensyw-
nie, jasno i  świadomie wszelkie odruchy ciała i duszy 

91

background image

w silniejszej mierze, niż  on je  sobie sam kiedykolwiek 
uświadamia.

Najwyższa tęsknota wszystkich, którzy się  szczerze 

miłują  na tej ziemi, znajduje w ten sposób spełnienie 
w bycie duchowym.  

Prawdziwe małżeństwo nie może być zaprawdę nig-

dy rozwiązane i trwać będzie po wieki wieków.

Lecz nie znaczy to wcale, aby w  życiu ludzkim na 

ziemi można je było przeżyć raz tylko.

Gdzie „śmierć” zerwie związek doczesny, pozostałe-

mu z małżonków nie wzbrania się zawrzeć nowego mał-
żeństwa i stworzyć w ten sposób nowe zjednoczenie w 
Duchu, które pierwszemu może nie może przynieść żad-
nego uszczerbku.

Duchowemu przenikaniu tych, którzy w miłości zwią-

zani są  na wieki, obca jest „zazdrość”, gdyż  w Duchu 
nie ma nic, co by ją  mogło wywołać  – gdyż  wszelka 
zazdrość  miłujących   na   tej   ziemi   płynie   ostatecznie 
z duszy pełnej lęku i niepokoju, aby upragnione zjedno-
czenie nie zostało narażone na niebezpieczeństwo nie 
dojścia do skutku.

Lecz w Duchu zjednoczenie doszło do skutku i nic 

go na szwank narazić nie zdoła.

Dzięki   wzajemnemu   przenikaniu   w  Duchu   zjedno-

czone jest wszystko, co kiedykolwiek tu na ziemi było 
w prawdziwej miłości. 

Co zaś  w małżeństwie raz już  doszło na ziemi do 

zjednoczenia,   to   przez  śmierć  ziemską  może   być 
wprawdzie rozłączone cieleśnie, lecz w  świecie Ducha 
już nigdy rozdzielone być nie może. 

Tam wzmacnia ono tylko wolę  zjednoczenia, która 

ma z czasem stworzyć  zjednoczenie duchowe wszyst-
kiej ludzkości ziemskiej, a która już w każdym nowym 

92

background image

prawdziwym małżeństwie wiedzie mężczyznę i kobietę 
do takiego zjednoczenia. 

Prawdziwe małżeństwo, tworzy w ten sposób zwią-

zek zaprawdę wiekuisty – i to nie tylko między obu bie-
gunami ludzkimi, które jednoczy duchowo, lecz potem 
w inny sposób również pomiędzy nimi a innymi ducha-
mi,

 

już w istotnym Duchu w wieczności zjednoczonymi.

Szczęśliwi ci, którzy zrozumieją tutaj, co jest do zro-

zumienia.   Szczęśliwi   ci,   którzy   potrafią  to   przeżyć 
w małżeństwie.

  Wszędzie,   jak   ziemia   długa   i   szeroka,   należałoby 

powznosić  „świątynie małżeńskie” – ołtarze, przy któ-
rych   urząd   kapłański   sprawować  byłoby   wolno   tylko 
ludziom,  świadomym możliwości zjednoczenia ducho-
wego w małżeństwie i pełnym woli dążenia do niego 
wszystkimi siłami.

Należałoby tutaj dawać mądre porady we wszystkich 

sprawach,   które   w   jakikolwiek   sposób   nadają  się  do 
tego : by na tej ziemi służyć wzniosłej świętości małżeń-
stwa. 

Stad   należałoby   również  dążyć  do   stworzenia   dla 

wszystkich  małżeństw także  zewnętrznych   warunków, 
które by im pozwoliły rozwijać się pomyślnie.

Te tak dostojne ołtarze winny być  punktem wyjścia 

dla wszelkiej troski o młodzież.

Tutaj   wszyscy   miłujący,   którzy   chcą  się  połączyć 

węzłem małżeńskim, winni by otrzymywać  dobrotliwą 
radę doświadczania.

Tutaj winno by się nieść pomoc tym wszystkim, któ-

rzy w swoim małżeństwie nie potrafili stworzyć szczę-
ścia i stoją w obliczu jego rozwiązania.

Doprawdy  –   wielkich   rzeczy  można   by  tu   jeszcze 

dokonać, a na całą  ludzkość  spływałoby błogosławień-

93

background image

stwo za  błogosławieństwem z działania  tych, co jako 
prawdziwi   opiekunowie   dusz   –   wolni   od   wszelkiej 
żądzy zdobywania ich dla jakiegoś wierzenia religijnego 
– chcieliby tu w miarę możności dopomagać, aby mał-
żeństwo   stało   się  tym,   czym   mogłoby  być  na   ziemi, 
gdyby człowiek wiedział o jego odwiecznym pochodze-
niu boskim.

Lecz  ludzkość  ziemska   nie  zrozumiała   dotychczas, 

że z małżeństwa może na nią spłynąć wszelkie błogosła-
wieństwo.

Jeszcze tu i ówdzie próbuje się  z rzetelnym wysił-

kiem coś  niecoś  „naprawić”, nikt jednak nie zdaje się 
dostrzegać, że pomóc ludzkości można by w tym wzglę-
dzie   tylko   wówczas,   gdyby   ta   pomoc   płynęła   sama 
przez się z prawdziwego małżeństwa.

Ludzie zdają  się  zgoła nie uświadamiać  sobie tego, 

że   zjednoczenie   ludzkie   stwarzające   nowe  życie,   jest 
zgodnym z naturą i Duchem, punktem wyjścia do wła-
ściwego kierowania tym życiem i przewodzenia mu.

Jeśli w ludzkości tkwi zło, które trzeba zwalczać  – 

a któż  by mógł  temu zaprzeczyć? – to korzeni owego 
zła szukać trzeba tam, gdzie nieznana jest wzniosła świę-
tość  małżeństwa   albo   gdzie   lubieżna   chuć  w   słowie, 
obrazie i czynie ośmiela się je kalać bezkarnie – często 
pewna poklasku nawet tych którzy potrafią  zachować 
czystość własnego małżeństwa.

Musi w tej dziedzinie nastąpić  zwrot, jeśli ludzkość 

nie   ma   doszczętnie   zmarnieć  w   gnuśnej   lubieżności 
i płytkim upodobaniu w stałym, a jakże chętnie poszuki-
wany, nadmiernym podnieceniu płciowym.

Przede   wszystkim   zaś  będzie   musiało   nowe  życie, 

będzie musiała młodzież  strzec się  sama rozkładu, to 
zaś  będzie mogło nastąpić  dopiero wtedy, gdy postara 

94

background image

się sama wzbudzić w swych sercach cześć dla świętości 
małżeństwa. 

Tylko pokolenie, pojmujące świętość małżeństwa i w 

czci   głębokiej   stające   przed   tym   najdostojniejszym 
misterium   ludzkim,   będzie   mogła   dostąpić  oglądania 
owego jutra ludzkości, które upragnione od dawna przez 
najlepsze   jednostki   każdego   narodu   z   pewnością  jest 
osiągalne, ale dopiero wtedy, gdy sami ludzie je stwo-
rzą.   Jedynie   wola   –   nigdy  zaś  pragnienie   –   może   tu 
sprawić ten wielki cud.

Wtedy   zaś  ludzkość  rozwiąże   niejedno   „zagadnie-

nie”, dotychczas uchodzące za nierozwiązalne i wiele 
cierpień zniknie z ziemskiego padołu. 

Niestety jesteśmy jeszcze zbyt dalecy od tej nowej 

epoki, gdy każdy będzie  świadomy  świętej i wzniosłej 
godności swego człowieczeństwa.

A jednak z czasem nadejdzie ta epoka, jeżeli w każ-

dym, kto zrozumiał te rzeczy, zbudzi się poczucie obo-
wiązku przyczynienia się ze wszystkich sił do tego, by 
jak najrychlej ja sprowadzić.

Niech zaś  nikt przypadkiem nie sądzi,  że zbyt mało 

leży w jego mocy.

Każdy przyczyni  się  tu do wzmocnienia  tej  jednej 

woli, która już na świecie istnieje, ta zaś, już tak zjedno-
czona   wola,   stworzy   sobie   swoje   drogi,   aby   się  stać 
wolą wszystkich.

A wówczas  świętym nazwą  wszyscy: – pęd płci do 

stapiania się w jedno. Świętym – misterium płodzenia i 
rodzenia.

Świętym, po trzykroć świętym; – zjednoczenie męż-

czyzny i kobiety w ścisłą wspólnotę po wieczne czasy.

 K O N I E C

95


Document Outline