background image
background image

Louisa Heaton

Zbyt wiele pokus

Tłumaczenie: Alina Patkowska

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2021

background image

Tytuł oryginału: The Icelandic Doc’s Baby Surprise

Pierwsze wydanie: Harlequin Medical Romance, 2020

Redaktor serii: Ewa Godycka

© 2020 by Louisa Heaton

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o.,

Warszawa 2021

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin

Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji

części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek

podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych –

jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Medical są zastrzeżonymi znakami

należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte

na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym

do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą

być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books

S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-7943-7

background image

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek

Woblink

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Doktor Merry Bell ze zdumieniem potrząsnęła głową, gdy

usłyszała muzykę dochodzącą z radia w taksówce. Kiczowata
świąteczna  piosenka  tu,  w  Islandii?  Spodziewałaby  się  tego
w  Anglii,  gdzie  świąteczne  piosenki  grano  już  od  połowy
listopada.  Tylko  z  tego  powodu  przestała  słuchać  radia
w  samochodzie;  przerzuciła  się  na  podcasty  i  audiobooki.
Wszystko  było  lepsze  niż  ta  fałszywa  radość  przed  Bożym
Narodzeniem.

Gdy  zbliżał  się  grudzień,  ludzie  dostawali  kręćka.  Merry

nie  widziała  w  tym  żadnego  sensu.  Boże  Narodzenie
przypominało jej tylko o najgorszych błędach, jakie popełniła
w  życiu.  Przyjeżdżając  tutaj,  do  Islandii,  spodziewała  się
czegoś innego – może tradycyjnej islandzkiej muzyki?

Z  niechęcią  spojrzała  w  okno.  Taksówka  powoli  pełzła

w  górę,  na  zaśnieżoną  przełęcz.  Po  obu  stronach  drogi
piętrzyły  się  zaspy.  Padał  gęsty  śnieg,  wycieraczki  ledwie
nadążały go odgarniać.

Zadymka  zaczęła  się  zaraz  po  tym,  jak  samolot  Merry

wylądował  w  Reykjaviku.  Takiego  śniegu  nie  widywało  się
w Anglii, Merry jednak nie miała teraz głowy do podziwiania
pogody. Jej myśli zaprzątało co innego – miejsce, do którego
zmierzała, oraz doktor Kristjan Gunnarsson.

Kiedy  widziała  go  po  raz  ostatni,  leżał  nagi  w  jej  łóżku,

a  w  jego  niebieskich  oczach  migotały  iskierki.  To  było  na

background image

Hawajach. Poniosło ich obydwoje, rzucili ostrożność na wiatr
i  poszli  na  całość.  W  końcu  Merry  miała  nigdy  więcej  nie
zobaczyć tego mężczyzny.

Poleciała  na  Hawaje  na  konferencję  medyczną  i  zanim

program  się  rozpoczął,  poszła  na  spacer  na  plażę.  Zobaczyła
go,  kiedy  wynurzył  się  z  morza.  Spodenki  przylegały  do
muskularnych ud, po ramionach spływała woda. Wyglądał jak
James  Bond  i  pan  Darcy  w  jednej  osobie,  jak  Posejdon
wynurzający się z fal. Odgarnął włosy z oczu i po prostu tam
stał, patrząc na nią i czekając, żeby coś powiedziała. Chciała
błysnąć czymś inteligentnym albo zabawnym, ale udało jej się
tylko wykrztusić:

– Dobrze wygląda ta woda.

–  Tylko  woda?  –  odpowiedział  z  uroczym  akcentem,

którego nie potrafiła rozpoznać.

Tak się zaczął flirt. Miała nadzieję, że jest tylko turystą, ale

okazał  się  lekarzem.  On  również  brał  udział  w  konferencji,
wygłosił nawet referat o społecznych determinantach zdrowia
dzieci.  Siedziała  w  sali  i  patrzyła  na  niego.  Szary  garnitur
podkreślał jego sylwetkę, długie jasne włosy splecione były na
karku w warkoczyk jak u wikinga.

Próbowała się skoncentrować na tym, co mówił, ale przez

cały  czas  widziała  go  przed  sobą  półnagiego  i  ociekającego
wodą. Nigdy nie uważała się za szczególnie namiętną kobietę,
ale  gdy  na  nią  spojrzał,  poczuła  napięcie  w  całym  ciele,
a kiedy skończył mówić, nogi same ją poniosły w jego stronę.
Podziękowała  mu  za  inspirujący  referat,  roztapiając  się
w spojrzeniu szafirowych oczu.

background image

Kupił  jej  drinka,  potem  następnego  i  dowiedziała  się,  że

oboje  wychowali  się  bez  rodziców.  Ją  kolędnicy  znaleźli
w kartonowym pudełku pod domem miejscowego proboszcza.
Właśnie dlatego dostała na imię Merry. Ratownik medyczny,
którego do niej wezwano i który opiekował się nią w karetce,
nazywał  się  Bell.  Wszystko  doskonale  do  siebie  pasowało,
zwłaszcza że było Boże Narodzenie. Ale gdy poszła do szkoły,
żarty z jej nazwiska nie miały końca.

Początek  życia  Kristjana  nie  był  tak  ponury,  ale  on

również wcześnie stracił rodziców i trafił do systemu opieki.

Siedzieli  w  barze,  wymieniając  się  opowieściami,

i  nieoczekiwanie  powstała  między  nimi  więź.  Zanim  Merry
zdała sobie sprawę, co robi, podała mu numer swojego pokoju
i tak się to skończyło, a właściwie zaczęło.

To była najgorętsza noc w jej życiu, i to nie tylko dlatego,

że  znajdowali  się  w  tropikach.  Seks  w  jej  małżeństwie  był
szybki  i  byle  jaki,  miał  tylko  dostarczyć  przyjemności  jej
mężowi, który zaraz potem zasypiał.

Z Kristjanem było inaczej. Jej przyjemność była dla niego

równie ważna jak własna i Merry miała wrażenie, że całe jej
ciało przy nim śpiewa. Na samą myśl o tym poczuła rumieńce.
Na  szczęście  było  już  po  zmroku  i  taksówkarz  nie  mógł  ich
dostrzec.

Co  Kristjan  powie,  kiedy  ją  zobaczy?  Czy  się  ucieszy?

A  może  okaże  się,  że  ma  żonę,  o  której  zapomniał  jej
powiedzieć?  Bo  jak  taki  mężczyzna  mógł  być  samotny?  To
przecież  nie  było  możliwe,  chyba  że  należał  do
niepoprawnych  podrywaczy,  którzy  nie  komplikowali  sobie

background image

życia stałymi związkami. Tak czy owak, na pewno zdziwi się
jak jeszcze nigdy w życiu.

Zamierzała  dotrzeć  do  pensjonatu,  wziąć  prysznic,  zjeść

coś  i  położyć  się  wcześnie  spać,  a  jutro  się  z  nim  spotkać.
Powie  mu  i  wróci  do  domu.  Miała  zamiar  postąpić  zgodnie
z tym, co słuszne i moralne. Nie chciała, by się wtrącał w tę
sprawę  i  gdyby  chodziło  tylko  o  nią,  w  ogóle  by  tu  nie
przyjeżdżała.

Zmarszczyła brwi, próbując coś dostrzec przez gęsty śnieg.

W oddali błysnęły jakieś światła. Taksówkarz, który zabrał ją
z lotniska, mówił, że jazda do Snowy Peak potrwa jakieś dwie
godziny.

Merry wiedziała tylko, gdzie Kristjan pracuje. Powiedział

jej  to,  gdy  leżeli  na  śnieżnobiałych  poduszkach,  a  jego  ręka
wędrowała po jej brzuchu.

Wiedziała, co chce zrobić. Chciała urodzić to dziecko, ale

nie potrzebowała  Kristjana.  Jej dziecko  też nie potrzebowało
nikogo  oprócz  niej.  Nie  miała  najmniejszego  zamiaru
zostawiać go gdzieś w pudełku.

Naraz  uświadomiła  sobie,  że  taksówka  się  zatrzymała,

i pochyliła się w stronę kierowcy.

– Czy coś się stało?

Byli  na  odludziu.  Spod  śniegu  nie  było  widać  drogi,

a dokoła zalegała ciemność.

–  Droga  jest  zbyt  niebezpieczna.  Dalej  musi  pani  iść

piechotą.

Jeszcze  raz  spojrzała  na  taksówkarza,  a  potem  na  swoje

buty.  W  bagażniku  znajdowała  się  walizka,  którą  z  trudem

background image

przeciągnęła przez lotnisko. Nie było nawet mowy o tym, by
mogła ją wnieść na tę górę.

– Żartuje pan?

Ciemnowłosy kierowca obrócił się do niej.

– Mówię najzupełniej poważnie. Ja tu zawrócę. Niech pani

idzie, dopóki jeszcze da się przejść.

– Przecież jesteśmy pośrodku niczego!

– Snowy Peak jest na szczycie tej góry. To tylko dziesięć

minut drogi.

– Skoro to tylko dziesięć minut, to przecież może mnie pan

zawieźć! Za to panu płacę.

–  Tu  jest  zbyt  stromo  i  za  dużo  śniegu.  To  bardzo

niebezpieczne. Musi pani iść piechotą.

– Naprawdę? – Wciąż nie potrafiła w to uwierzyć.

–  Chce  pani,  żebyśmy  zsunęli  się  z  drogi  i  spadli  z  tej

góry? Tak się stanie, jeśli pojadę dalej.

Widziała, że mówi poważnie. Wcześniej nie zauważyła, że

samochód wciąż wspina się pod górę, bo za bardzo była zajęta
rozmyślaniem o Kristjanie. Dopiero teraz dostrzegła, że droga
wspina się po dość ostrym kątem i jest zasypana.

Widziała  jakieś  światło  na  grzbiecie  wzgórza.  Może  to

Snowy  Peak?  Gdzieś  tam  znajdował  się  szpital.  A  skoro  to
tylko dziesięciominutowy spacer…

Niechętnie podała taksówkarzowi pieniądze, a on pomógł

jej wydostać walizkę z bagażnika.

background image

Śnieg padał coraz mocniej. Był zimny i mokry i uderzał ją

w twarz. Teraz, kiedy wyszła na zewnątrz, nie wydawał się już
tak  ładny  jak  wcześniej,  kiedy  siedziała  w  ciepłym
samochodzie.  Miała  nieodpowiednie  buty  i  nieodpowiednie
ubranie,  a  kółka  walizki  w  tych  okolicznościach  były
bezużyteczne.

– Jest pan pewien? – zawołała do kierowcy, przekrzykując

wyjący wiatr.

– Tak. Niech pani idzie, bo zaraz za bardzo zasypie.

Zarzuciła  torbę  na  ramię  i  zaczęła  się  wspinać  pod  górę,

ciągnąc  walizkę.  Zlodowaciały  śnieg  zacinał  prosto  w  twarz,
buty  i  ubranie  natychmiast  przemokły.  Brnęła  przez  przed
siebie z pochyloną głową. Obejrzała się przez ramię i zdążyła
zobaczyć, jak tylne światła taksówki znikają w mroku. Zaklęła
i  brnęła  dalej  przez  śnieg  sięgający  kolan.  Miała  ochotę
rozzłościć się na taksówkarza, widziała jednak, jak głębokie są
zaspy. I tak zdumiewające, że udało mu się dotrzeć aż tutaj.

Była  zziębnięta,  przemoczona  i  bolały  ją  wszystkie

mięśnie,  ale  kiedy  już  jej  się  wydawało,  że  nie  zdoła  się
posunąć nawet o metr dalej, znalazła się na grzbiecie wzgórza.
Przed sobą zobaczyła światła – ciepłe żółte i białe kule latarń,
a  nieco  z  boku  stał  budynek  z  napisem  Szpital  Dziecięcy
Snowy Peak.

Nie  miała  pojęcia,  jak  dotrzeć  do  pensjonatu,  więc

skierowała  się  do  szpitala,  który  wydawał  się  bezpieczną
przystanią.  Przeszła  przez  rozsuwane  drzwi  i  poczuła
rozkoszne  ciepło.  Wszystkie  oczy  skierowały  się  na  nią
i uświadomiła sobie, jak musi wyglądać…

background image

Doktor Kristjan Gunnarsson z radością zawiózł Arona do

szpitalnego  sklepiku.  Chłopiec  był  po  operacji  kręgosłupa
i czekał wiele dni, by móc spróbować batonika z kawałkami
lukrecji  w  nadzieniu.  Zdrowe  szpitalne  menu  nie
przewidywało  takich  przysmaków,  ale  Kristjan  obiecał
Aronowi,  że  dostanie  batonik,  kiedy  będzie  w  stanie
samodzielnie usiąść na wózku i wytrzymać w nim godzinę bez
bólu. Ten dzień nadszedł i chłopiec był bardzo dumny z siebie.
Chciał  nawet  zostać  na  wózku  aż  do  wieczora,  kiedy  do
szpitala przyjdzie jego mama, żeby ona też mogła to zobaczyć.

Aron jadł swój batonik, a Kristjan popychał wózek przez

hol w stronę wind. Naraz w drzwiach stanęła kobieta ciągnąca
za sobą ośnieżoną walizkę. Zatrzymała się, postawiła walizkę
i  strzepnęła  śnieg  z  ramion  i  włosów.  Wydawała  się
przemarznięta do szpiku kości.

Była  ubrana  absolutnie  nieodpowiednio  na  islandzką

zimę  –  w  adidasy,  zielone  rajstopy,  żółtą  wełnianą  sukienkę
i  krótką  kurtkę.  Znał  tylko  jedną  kobietę,  która  ubierała  się
podobnie. Mieszkała w Brighton, w Anglii, ale po raz ostatni
widział ją na Hawajach.

Wyglądało jednak na to, że teraz jest tutaj. Doktor Merry

Bell.  Jeszcze  go  nie  zauważyła,  toteż  wyrównał  oddech
i przyjrzał się jej ponownie.

Włosy  miała  dłuższe  niż  wtedy,  gdy  stali  razem  pod

prysznicem, a on całował rozgrzaną skórę na jej karku. Na to
wspomnienie znów ogarnęła go tęsknota. Nie była podobna do
żadnej  kobiety,  którą  znał,  i  wyjeżdżając  z  Hawajów  cieszył
się, że mieszkają w różnych krajach.

background image

Była  pierwszą  kobietą  w  jego  życiu,  przy  której  zaczął

tęsknić  do  czegoś  więcej,  ale  doktor  Kristjan  Gunnarsson
z nikim się nie wiązał. To była jego żelazna zasada. Trzymał
wszystkich  na  dystans,  by  w  ten  sposób  uniknąć  cierpienia
i nieuniknionej straty.

Ale  od  wyjazdu  na  Hawaje  minęły  już  trzy  miesiące.  Co

ona  tu  robi?  Czyżby  przyjechała  do  pracy?  W  szpitalu  był
wolny  etat,  ale  o  ile  Kristjan  wiedział,  zamierzali  kogoś
poszukać dopiero po świętach.

Podniosła  głowę  i  ich  oczy  się  spotkały.  Poczuł  się  tak,

jakby go ktoś uderzył, a ona rozchyliła usta, jakby chciała coś
powiedzieć,  ale  zaraz  przygryzła  wargi.  Z  trudem  wziął  się
w garść i pochylił, udając, że sprawdza hamulec przy wózku
Arona.

–  Przepraszam  cię  na  chwilę  –  powiedział  i  podszedł  do

Merry.

Z bliska zobaczył płatki śniegu topniejące na jej ciemnych

włosach  i  rozmazany  makijaż.  Wyglądała  tak,  jakby  bardzo
potrzebowała gorącego prysznica.

– Cześć, Merry – powiedział.

Widział,  że  jest  równie  wytrącona  z  równowagi  jak  on.

Zaczerwieniła się i obciągnęła kurtkę.

– Cześć, Kristjan.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Nie  wyobraziła  sobie  tego.  Kristjan  naprawdę  był  tak

przystojny jak zapamiętała – wysoki, o szerokich ramionach,
mocno  umięśniony.  W  ubraniu  wyglądał  równie  dobrze  jak
bez niego.

Zacisnęła  powieki,  ale  gdy  znów  je  uniosła,  obraz  nie

zniknął. Nadal wyglądał jak wiking. Zmusiła się, by odwrócić
wzrok i jej spojrzenie padło na wielką choinkę pośrodku holu.
Z  niewidocznych  głośników  sączyła  się  melodia  „White
Christmas”.

– Czemu zawdzięczam tę… przyjemność? – zapytał.

Czuła na sobie jego spojrzenie i znów pożałowała, że nie

ubrała  się  stosowniej.  Nie  miała  zamiaru  przyjeżdżać  do
szpitala prosto z lotniska. Chciała się spotkać z Kristjanem na
własnych warunkach i nie w stroju podróżnym.

– Taksówkarz zmusił mnie, żebym dotarła pieszo na szczyt

góry. Miał mnie zawieźć do pensjonatu. Pomyślałam, że może
tutaj  ktoś  będzie  mi  potrafił  powiedzieć,  gdzie  to  dokładnie
jest.

Kristjan  spojrzał  przez  szybę  na  wirujący  w  powietrzu

śnieg.

– Weszłaś na górę przy tej pogodzie? – zapytał z wyraźną

złością.

– Nie miałam wyboru. Więc gdzie jest pensjonat Kerling?

background image

–  Ta  śnieżyca  jeszcze  trochę  potrwa.  Nie  mogę  cię  stąd

wypuścić w tym mokrym ubraniu.

– Nie możesz mnie wypuścić? – obruszyła się. Za kogo on

się uważa?

– Możesz przenocować tutaj.

– Tu, w szpitalu? Nie.

– W dyżurkach są wolne łóżka.

Merry  doskonale  wiedziała,  co  się  dzieje  nocą

w  dyżurkach,  i  znów  się  zaczerwieniła.  Wolałaby,  żeby
Kristjan nie wiedział, gdzie ma spędzić noc i niczego od niej
nie  oczekiwał,  na  przykład  kontynuacji  tamtej  przygody.
Przecież nie po to tu przyjechała.

W żadnym razie nie chciała się z nim wiązać, nawet jeśli

przez ułamek sekundy przyszło jej do głowy, że może porwie
ją  na  ręce  i  poniesie  w  kierunku  zachodzącego  słońca,  jak
w filmie.

– Wolałabym jakoś dostać się do pensjonatu.

–  Dlaczego?  –  Wydawał  się  rozbawiony.  Pochylił  się

i  szepnął  jej  do  ucha:  –  Myślisz,  że  zakradnę  się  do  twojej
dyżurki w środku nocy? Widzę, że jesteś zmarznięta. Musisz
się rozgrzać i przebrać.

Niechętnie musiała przyznać, że to dobry pomysł. Kristjan

sięgnął po jej walizkę i poprowadził ją do wind, gdzie czekał
wózek z Aronem. Chłopiec miał twarz pobrudzoną czekoladą.

– Aron, to jest doktor Bell. A to jest Aron Mikaelson.

– Cześć, Aron – uśmiechnęła się.

– Pani jest Angielką?

background image

Zaskoczona była, że chłopiec mówi w jej języku.

– Tak.

– A zna pani królową? – zapytał z podnieceniem.

Roześmiała się i potrząsnęła głową.

– Niestety, nie.

– No trudno…

Drzwi  windy  otworzyły  się.  Kristjan  stanął  po  drugiej

stronie wózka i przycisnął guzik czwartego piętra.

– Co robisz w szpitalu, Aron? – zapytała Merry.

– Miał operację – wyjaśnił Kristjan.

Aron tylko się uśmiechnął i oblizał usta z czekolady.

– Usunięcie złośliwego guza glejowego – dodał Kristjan.

Skinęła głową i znów się uśmiechnęła do Arona. Łatwiej

było patrzeć na niego niż na towarzyszącego mu mężczyznę.
Na  dłoni  Kristjana  spoczywającej  na  rączce  wózka  nie  było
obrączki,  ale  czy  to  może  cokolwiek  znaczyć?  Nie  każdy
żonaty  facet  nosi  obrączkę,  a  poza  tym  Merry  nie  miała
pojęcia,  jakie  tradycje  i  zwyczaje  dotyczące  małżeństwa
obowiązują w Islandii.

Drzwi  windy  rozsunęły  się  i  wyszli  na  korytarz

udekorowany  łańcuchami  z  folii  aluminiowej,  obrazkami
reniferów i sznurami światełek.

Przy stanowisku pielęgniarek również stała mała choinka,

a  w  kącie  obok  szafy  z  pościelą  leżała  sterta  prezentów
sięgająca niemal sufitu.

background image

–  Zaczekaj  tutaj,  odprowadzę  tylko  Arona  do  sali  –

powiedział Kristjan.

Skinęła  głową,  patrząc  na  jego  plecy.  Dziwnie  było

zobaczyć go w szpitalnym otoczeniu. Dotychczas widziała go
tylko na konferencji i niemal zapomniała, że też jest pediatrą,
tak jak ona.

Powiedział  coś  do  chłopca  i  obaj  wybuchnęli  śmiechem.

Merry  podeszła  do  drzwi  sali  i  przez  szybę  patrzyła,  jak
Kristjan  pomaga  Aronowi  przesiąść  się  z  fotela  na  łóżko.
Podał mu książkę, powiedział coś jeszcze i potargał mu włosy.

Cofnęła  się,  udając,  że  patrzy  na  ulotki  przy  biurku

pielęgniarek.  Chyba  dotyczyły  szczepień.  Kristjan  na  pewno
się zastanawia, po co tu przyjechała. Jeszcze nie jest za późno.
Mogłaby udawać, że znalazła się tu z jakiegoś innego powodu
i  po  prostu  wrócić  do  domu.  Nie  musiałby  się  w  ogóle
dowiedzieć. On mieszka w Islandii, ona w Brighton i pewnie
już nigdy by się nie spotkali.

Wiedziała  jednak,  że  nie  może  tego  zrobić  ani  jemu,  ani

dziecku. Ona sama, gdy podrosła, gotowa byłaby kogoś zabić,
by  się  dowiedzieć,  kim  byli  jej  rodzice.  A  dziecko  w  jej
brzuchu miało ojca i powinno go poznać, nawet gdyby potem
mieli się nie widywać.

Tak  właśnie  wyglądał  jej  plan.  Nie  oczekiwała  niczego,

chciała tylko powiedzieć Kristjanowi, że jest w ciąży, a potem
wrócić  do  domu.  Jej  dziecko  będzie  wiedziało,  kim  są  jego
rodzice, a jeśli kiedyś zechce przyjechać do Islandii, no cóż –
Merry nie zamierzała się martwić na zapas.

Wyczuła obecność Kristjana za plecami.

background image

– A więc? – powiedział.

Rzuciła  mu  krótki  uśmiech.  To  nie  była  odpowiednia

chwila  na  wyznania.  Wciąż  trzęsła  się  z  zimna,  a  on  miał
dyżur.

– Wspominałeś, że jest tu jakieś miejsce, gdzie mogłabym

się przebrać?

– Oczywiście. Pozwól, że to wezmę. – Sięgnął po walizkę.

Poszła  za  nim,  podziwiając  jego  opanowanie.  Na  razie

o nic jej nie pytał. Doprowadził ją do drzwi z napisem Aðeins
Starfsfólk.  Był  to  pokój  personelu.  Przy  ścianie  stały  szafki
i kuchenka, dalej były drzwi prowadzące do łazienki.

– Prysznic jest tam. Potrzebujesz jakiejś pomocy?

Spojrzała na niego i znów oblała się rumieńcem.

– Nie, absolutnie nie.

–  Tylko  żartuję  –  roześmiał  się.  –  Spokojnie,  mam  teraz

dyżur. – Sięgnął po skrawek papieru i coś na nim napisał. – To
numer  mojej  komórki.  Kiedy  się  przebierzesz,  poproś  którąś
z pielęgniarek, żeby dała mi znać.

Merry  wzięła  od  niego  kartkę,  chociaż  miała  inne  plany.

Chciała  wziąć  prysznic,  przebrać  się,  a  potem  poprosić
pielęgniarki,  by  jej  powiedziały,  jak  dotrzeć  do  pensjonatu.
Wróci tu jutro i wtedy powie mu o dziecku.

– Dziękuję.

–  Proszę  bardzo  –  uśmiechnął  się.  –  Miło  znów  cię

widzieć, Merry.

Odpowiedziała  mu  zdawkowym  uśmiechem  i  odwróciła

wzrok. Gdy znów podniosła głowę, już go nie było.

background image

Poszła do łazienki. Wzięła prysznic, przebrała się, zgarnęła

swoje  rzeczy  i  wyszła  z  pokoju,  by  poszukać  pielęgniarki,
która  mogłaby  jej  udzielić  wskazówek,  jak  dotrzeć  do
pensjonatu.  Jednak  kiedy  wyszła  na  korytarz,  znów  ujrzała
Kristjana.

Siedział na kanapie i czytał gazetę. Na jej widok przechylił

głowę na bok i wstał.

– Jesteś tu – powiedziała oskarżycielsko.

– Jestem.

– Powinieneś pracować.

–  A  ty  powinnaś  do  mnie  zadzwonić,  ale  miałem

przeczucie, że tego nie zrobisz i znikniesz. Czy słuszne?

Zaczerwieniła się.

– Co się dzieje, Merry? Dlaczego przyjechałaś?

Wydawał  się  szczerze  zainteresowany.  Właściwie  równie

dobrze mogła mu wszystko wyjaśnić już teraz.

– Przyjechałam, żeby się z tobą spotkać.

Jego  oczy  pociemniały,  ale  nie  miała  pojęcia,  czy

z radości, czy z zakłopotania.

– Dlaczego? – zapytał. – To, co przeżyliśmy na Hawajach,

było  niezwykłe,  ale  skończyło  się  w  chwili,  kiedy  wyszłaś
z pokoju hotelowego w tej niebieskiej sukience.

A zatem pamiętał, co miała na sobie. To miłe.

– Dla mnie to się nie skończyło.

Kristjan uśmiechnął się.

background image

–  Dlaczego?  Nie  interesują  mnie  stałe  związki,  Merry.

Jednak jeśli miałabyś ochotę na układ czysto seksualny, to…

–  Jestem  w  ciąży,  Kristjan.  Z  twoim  dzieckiem  –  dodała

niepotrzebnie.

Czekała  na  jego  odpowiedź.  Dostrzegła  przebiegające

przez  jego  twarz  emocje  –  szok,  zdumienie,  niedowierzanie.
Zamrugał,  odwrócił  wzrok  i  natychmiast  znów  zatrzymał
spojrzenie na jej twarzy, jakby chciał ją o coś zapytać, ale się
nie odezwał.

Po  raz  pierwszy  dostrzegła  w  nim  niepewność.  Podczas

godzin, które spędzili razem, przez cały czas był pewny siebie,
miał wszystko pod kontrolą i doskonale wiedział, co robi. To
był  mężczyzna,  który  stojąc  przed  setkami  innych  lekarzy
wygłaszał  referat  spokojnym  głosem  i  bez  cienia
zdenerwowania, doskonale panując nad publicznością.

Zdawało  się,  że  tak  jest  przez  cały  czas,  ale  teraz

dostrzegła  jego  niepewność  i  widziała,  że  jego  samego
wyprawia to w zakłopotanie.

Ona również przeżywała podobne emocje, kiedy w domu

patrzyła  na  test  ciążowy.  Czysta  niewiara,  zaprzeczanie
prawdzie, którą miała przed oczami. Teraz cieszyła się, że dla
niego to też nie jest łatwe.

A  zatem  już  wie.  Zrobiła,  co  zamierzała  zrobić,  i  mogła

wracać do domu.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Słyszał  wycie  wiatru  za  murami.  Za  oknem  wirowały

płatki śniegu. Na jego tle Merry wyglądała jak anioł. W ciąży.
Z jego dzieckiem.

Kłębiły się w nim emocje. Niektóre rozpoznawał, innych

nie.  Przebiegały  tak  szybko  jak  płatki  śniegu  w  porywistym
wietrze.

Nie  spodziewał  się  takich  komplikacji.  Kochał  dzieci,

uwielbiał im pomagać, sprawiać, że czuły się lepiej i odsyłać
do domu, ale nie przychodziło mu do głowy, że sam mógłby
mieć dziecko. Dziecko oznacza związek, zobowiązanie, to zaś
otwiera nowe możliwości, że zostanie się zranionym, a życie
i bez tego jest wystarczająco trudne. Bycie z kimś w związku
oznacza,  że  można  tego  kogoś  stracić,  a  on  już  stracił  zbyt
wiele.

Ale  teraz,  kiedy  Merry  stała  przed  nim  i  czekała  na  jego

reakcję,  poczuł  drgnienie  czegoś,  co  pozostawało  w  nim
uśpione od bardzo długiego czasu. Od dzieciństwa.

To  jest  jego  dziecko.  Jego.  Więc  to  musi  być  trzeci

miesiąc.  Wkrótce  zacznie  się  drugi  trymestr.  Spojrzał  na  jej
brzuch – wciąż był płaski. Oparła na nim dłonie, jakby chciała
ochronić dziecko przed jego spojrzeniem.

– Chcesz urodzić to dziecko?

background image

Wiedział, że to pytanie brzmi okropnie, ale domyślił się, że

skoro przyjechała z tak daleka, to zapewne taki właśnie miała
zamiar. Musiał jednak usłyszeć to z jej ust.

W jej brązowych oczach błysnęło wyzwanie.

–  Tak.  Nie  potrzebuję  od  ciebie  niczego,  Kristjan,

pomyślałam tylko, że powinieneś wiedzieć. A teraz, skoro już
ci powiedziałam, mogę wrócić do domu.

Zmarszczył  brwi.  Chyba  żartowała.  Ona  zamierza  teraz

zejść z góry? W tej zadymce? W dodatku niczego nie ustalili.
Jak  będzie  wyglądała  przyszłość?  Co  z  pieniędzmi?
Z  prawami  do  opieki?  Absolutnie  nie  mógł  jej  jeszcze  stąd
wypuścić.

–  Nigdzie  nie  pójdziesz.  Widziałaś,  co  się  dzieje  za

oknem? Ta góra jest zdradziecka. Ludzie tu ginęli przy lepszej
pogodzie.

Ona również zmarszczyła brwi i zerknęła w okno.

– Jak długo to potrwa? Do jutra?

Naprawdę nie miała pojęcia o pogodzie w tym kraju.

– Powiedziałbym, że co najmniej kilka dni.

Na jej twarzy odbił się szok.

– Kilka dni? Ale ja mam bilet powrotny za dwa!

–  Nic  z  tego.  Zadzwonimy  na  lotnisko  i  zmienimy

rezerwację.  Wygląda  na  to,  że  będziesz  musiała  spędzić  tu
święta.

– Ale…

background image

Gonitwa  myśli  odbiła  się  na  jej  twarzy.  Naprawdę  była

piękna i miał wielką ochotę wziąć ją w ramiona. Wróciły do
niego  wszystkie  uczucia,  które  stłumił  na  Hawajach.
Wydawała  się  zagubiona,  pozbawiona  nadziei  i  czuł  wielką
ochotę,  by  się  nią  zaopiekować,  ale  nie  mógł  tego  zrobić
właśnie  dlatego,  że  była  w  ciąży  z  jego  dzieckiem.  Gdyby
próbował  wrócić  do  tego,  co  połączyło  ich  wcześniej,
pomyślałaby, że gotów jest się zaangażować.

Ale dziecko… To doniosła nowina, wielkie zobowiązanie

i Kristjan miał świadomość, że teraz wiele się będzie musiało
dla niego zmienić.

– Znajdę ci tu jakieś miejsce na nocleg.

–  Nic  nie  znajdziesz.  Jest  grudzień.  Wszystkie  pokoje

w hotelach są zajęte przez ludzi, którzy przywieźli  dzieci do
krainy  świętego  Mikołaja.  Dostałam  ostatni  pokój  w  tym
pensjonacie,  i  tylko  na  dwie  noce.  Pewnie  mogłabym  ich
poprosić,  żeby  pozwolili  mi  się  przespać  na  jakieś  kanapie,
kiedy rezerwacja się skończy. Czekają na mnie.

Kraina  świętego  Mikołaja  była  specjalnie  zbudowaną

wioską  w  pobliżu  Snowy  Peak,  zimowym  rajem  dla  dzieci
i rodziców. Przyciągała turystów, przynosiła znaczne dochody
i  dawała  miejsca  pracy  ludziom,  którzy  mieszkali  po  drugiej
stronie góry.

Kristjan westchnął i podjął decyzję.

– W takim razie zamieszkasz u mnie.

– Nie mogę.

–  Nie  zgadzam  się,  żeby  matka  mojego  dziecka  spała  na

kanapie, skoro u mnie w domu jest pokój gościnny.

background image

Popatrzyła na niego niepewnie i znów przygryzła usta.

– Masz drugie łóżko?

– A myślisz, że proponuję ci spanie ze mną?

– Nie wiem.

–  Rozluźnij  się.  Potrafię  ci  się  oprzeć.  Będziesz

bezpieczna.

Miał  nadzieję,  że  to  zabrzmiało  wiarygodnie.  Nigdy

dotychczas nikogo nie zapraszał do domu.

– Chyba powinnam ci podziękować.

– Proszę bardzo.

– Czy mam tam siedzieć bezczynnie przez całe dnie?

Zastanawiał się przez chwilę.

–  Możemy  dać  ci  coś  do  roboty  tutaj  w  szpitalu.  Jesteś

pediatrą, a w święta i tak będziemy potrzebować dodatkowej
osoby.

Skinęła głową.

–  Dobrze.  Poczuję  się  lepiej,  kiedy  będę  mogła  jakoś

zapracować na swoje utrzymanie.

– Nie musisz tego robić.

– Ale chcę.

Miał ochotę zamknąć jej usta pocałunkiem. Nie przywykł

do  tego,  by  ktoś  stawiał  mu  opór,  a  jej  determinacja,  by
odpłacić za gościnę, zwiększała tylko jego pożądanie. To było
dziwne,  bo  nigdy  nie  oglądał  się  za  siebie,  zawsze  szedł  do
przodu.

background image

– W takim razie chodźmy do szefa, żeby wszystko ustalić.

A potem trzeba będzie znaleźć ci jakieś ubranie.

– Najmocniej przepraszam, to są bardzo dobre rzeczy.

–  Miałem  na  myśli  fartuch  lekarski  –  uśmiechnął  się

i otworzył przed nią drzwi.

Zerknęła na pierwszą kartę i podeszła do łóżka, w którym

leżała dziewczynka otoczona misiami.

– Cześć. Jestem doktor Bell. Czy możesz mi powiedzieć,

jak masz na imię? – Uśmiechnęła się. Na karcie było napisane,
że  dziewczynka  ma  trzy  lata,  chociaż  wyglądała  na  półtora
roku.

– Tinna.

– Witaj, Tinno, miło mi cię poznać. – Uścisnęła jej drobną

rączkę  i  spojrzała  na  rodziców  stojących  po  drugiej  stronie
łóżka.  –  Czy  możecie  mi  powiedzieć,  co  was  tu  dzisiaj
sprowadziło?

Rodzice popatrzyli na siebie niepewnie. Wyglądało na to,

że komunikacja z nimi będzie problemem. Znali podstawowy
angielski,  ale  niezbyt  dobrze,  a  ona  w  ogóle  nie  mówiła  po
islandzku.

Rozejrzała się i przy sąsiednim łóżku dostrzegła Kristjana.

– Potrzebujesz pomocy? – zapytał.

– Zdaje się, że mamy tu barierę językową.

–  Aha.  Dobrze,  będę  dla  ciebie  tłumaczył.  Miała  atak

drgawek – wyjaśnił po chwili.

– Kiedy to się zdarzyło?

background image

– Zaraz po obiedzie.

– Nie zakrztusiła się jedzeniem albo coś w tym rodzaju?

Rodzice potrząsnęli głową.

– A czy miała takie ataki już wcześniej?

Wszystkie  te  informacje  były  w  notatkach,  ale  Merry

chciała je potwierdzić, bo czasami rodzice przypominali sobie
jakieś dodatkowe szczegóły.

– Nie.

– W porządku. Jak długo trwał ten atak?

– Niedługo. Może trzydzieści sekund?

– Ona ma Tay–Sachsa, tak?

Zespół  Tay–Sachsa  był  chorobą  genetyczną,  która

przejawiała się przede wszystkim u niemowląt i małych dzieci.
Nie  było  na  nią  leku.  Układ  nerwowy  przestawał  pracować,
przez  co  dzieci  traciły  możliwość  używania  mięśni
i normalnego rozwoju. Pojawiały się kłopoty z przełykaniem,
ataki  drgawek  i  w  końcu  choroba  prowadziła  do  śmierci.
Niewielu pacjentów dożywało szóstego roku życia.

– Tak.

Merry  odłożyła  kartę  i  przysiadła  na  skraju  łóżka,

uśmiechając się do Tinny.

–  Musimy  ci  dać  lekarstwo,  żeby  to,  co  stało  się  dzisiaj,

nie powtórzyło się więcej. Zgadzasz się na to, Tinno?

– Ona pyta, czy to będzie niedobre.

– Nie – uśmiechnęła się Merry. – Jak się czujesz teraz?

– Dobrze.

background image

Zwróciła się do rodziców.

–  Czy  zauważyliście  u  niej  ostatnio  sztywność,  jakieś

problemy z mową albo z połykaniem?

– Tak, trochę.

– Fizjoterapia może pomóc. Będziemy dążyć do tego, żeby

Tinna mogła się poruszać i jak najdłużej zachować siły.

–  Jak  długo  zostanie  w  szpitalu?  Spodziewają  się

odwiedzin  rodziny.  Nadchodzą  święta  i  chcą  wiedzieć,  czy
będą mogli ją zabrać do domu – przetłumaczył Kristjan.

Merry znów spojrzała na rodziców i powiedziała do niego

cicho:

–  Na  wszelki  wypadek  chciałabym  ją  tu  zatrzymać

przynajmniej  przez  dwadzieścia  cztery  godziny.  Damy  jej
środek  przeciwdrgawkowy,  a  jeśli  atak  się  nie  powtórzy,  to
myślę, że będą mogli ją zabrać do domu.

– Dziękujemy, pani doktor.

Uścisnęła  ich  dłonie,  pożegnała  się  z  Tinną  i  poszła

z Kristjanem do dyżurki lekarzy.

– I jak się czujesz po pierwszej konsultacji?

–  Dobrze.  Bardzo  mi  żal  tej  dziewczynki  i  jej  rodziców.

Jak musi się czuć rodzic, który wie, że jego dziecko niedługo
umrze? To okropnie niesprawiedliwe.

Uzupełniła  notatki  i  wypisała  receptę  na  lek  dla  Tinny.

Atak  drgawek,  który  zdarzył  się  tego  dnia,  był  pierwszym
z  wielu.  Następnym  razem  mogą  mu  towarzyszyć  problemy
z oddychaniem, a jeśli Tinna złapie zapalenie płuc…

background image

Próbowała  odsunąć  od  siebie  smutne  myśli,  ale  do  oczu

napływały jej łzy. Zespół Tay–Sachsa był chorobą genetyczną,
a  ona  nie  znała  własnej  historii  medycznej.  Jej  dziecko  też
mogło  urodzić  się  chore.  Na  razie  obydwoje  z  Kristjanem
wydawali  się  zdrowi,  ale  co  może  się  stać  w  przyszłości?
Przerażająca była myśl, że żadne z nich tego nie wie.

– Dobrze się czujesz? – zapytał Kristjan z troską.

Zmusiła  się  do  pogodnego  uśmiechu  i  wzruszyła

ramionami.

– Doskonale. Dlaczego myślisz, że nie?

–  Bo  nagle  przestałaś  pisać  i  wydawało  się,  że  odbiegłaś

gdzieś myślami.

– Zastanawiałam się.

– Nad czym?

Czy ma mu się zwierzać z każdej myśli? Za kogo on się

uważa?  Czy  sądzi,  że  ma  prawo  wiedzieć  o  niej  wszystko
tylko  dlatego,  że  się  z  nim  przespała,  a  teraz  nosi  jego
dziecko?  Może  to  nie  był  dobry  pomysł,  żeby  się  u  niego
zatrzymać. Co właściwie o nim wie?

Jednak nie mogła mu się zwierzyć z tych wątpliwości. Jak

by  to  brzmiało?  „Nie,  nie  mogę  się  u  ciebie  zatrzymać,  bo
może jesteś seryjnym mordercą”?

– Po prostu jestem głodna. To był długi dzień.

Przez chwilę patrzył na nią bez słowa.

–  Oczywiście.  Nie  pomyślałem  o  tym.  Jadłaś  coś

w samolocie?

– Nie, to były tylko dwie godziny lotu.

background image

– Zaraz coś ci przyniosę.

– Nie musisz – zaprotestowała, ale on już wstał.

– Naturalnie, że muszę. Ty jeszcze nie wiesz, gdzie co jest.

Na co masz ochotę? Słodkie czy wytrawne?

Była tak głodna, że zjadłaby wszystko.

– Jedno i drugie!

– Kobieta o zdrowym apetycie – uśmiechnął się. – Podoba

mi się to.

Czy nadal mówił o jedzeniu? Nie była tego pewna. Patrzył

na  nią,  jakby  sam  miał  ochotę  ją  połknąć.  Zmieszała  się,
odwróciła wzrok i wróciła do pisania.

Kiedy znów na niego spojrzała, był już w połowie drogi do

drzwi.  Warkocz  związany  rzemykiem  sięgał  mu  niemal  do
połowy pleców.

Ma  z  nim  spędzić  kilka  dni,  może  nawet  tydzień,  w  tym

Boże  Narodzenie.  Nie  miała  żadnej  rodziny,  a  on  teraz
właściwie  był  jej  rodziną.  Bez  względu  na  to,  co  przyniesie
przyszłość,  na  zawsze  pozostanie  w  jej  życiu  z  powodu
dziecka. Jak się z tym czuła?

Był  przystojny,  atrakcyjny,  ale  co  więcej  może  o  nim

powiedzieć?  Zapewne  jest  dobrym  lekarzem.  Zajmował  się
chorymi  dziećmi,  a  do  tego  trzeba  sporej  odporności,  więc
musi być silny emocjonalnie. No i jeszcze to, że był doskonały
w łóżku.

Zaklęła  w  duchu  i  znów  odsunęła  od  siebie  te  myśli.

Powinna  podejść  do  sprawy  racjonalnie.  Kristjan  nie  będzie
o niczym decydował. Dziecko spłodzili wspólnie, ale to jest jej

background image

ciało i jej życie. Żaden mężczyzna, nawet najprzystojniejszy,
nie będzie o nim decydował.

Już  raz  oddała  mężczyźnie  pełną  kontrolę  nad  swoim

życiem.  Właściwie  nie  oddała  –  sam  ją  sobie  wziął.  Dlatego
teraz nie ma żadnej szansy, by miała znów powtórzyć ten błąd
z Kristjanem Gunnarssonem. Nigdy w życiu.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Kristjan jeszcze nigdy nie przyprowadził do domu kobiety.

To  była  wyłącznie  jego  przestrzeń  i  czuł  się  dziwnie,
wpuszczając tu Merry, kobietę, która nosiła jego dziecko.

Weszła do środka, spojrzała na wielki kamienny kominek,

który  dominował  w  pomieszczeniu,  i  udekorowaną  choinkę
obok  niego.  Wielkie,  rozciągające  się  od  podłogi  do  sufitu
okna  ozdobione  były  malutkimi  białymi  światełkami
i  girlandami  z  gałęzi  sosny,  na  których  bieliły  się  ośnieżone
jagody i srebrzyste wstążki.

Co miał powiedzieć? Uwielbiał Boże Narodzenie, tak jak

kiedyś  jego  rodzice,  i  co  roku  próbował  uczcić  ich  pamięć,
przygotowując jeszcze piękniejsze dekoracje niż w poprzednie
święta.  Dlatego  cały  dom  emanował  świątecznym  nastrojem.
Dzięki  temu  Kristjan  czuł  się  bliżej  rodziców.  Przypominał
sobie  ubieranie  choinki  w  towarzystwie  mamy  i  ojca
przebranego za świętego Mikołaja i udawał, że nie doskwiera
mu samotność.

W każde Boże Narodzenie brał dyżur w szpitalu i zostawał

z dziećmi, które nie mogły pojechać do domu. Dawało mu to
dziwną pociechę i pokrzepienie.

Merry stanęła przy kominku i rozejrzała się.

– Lubisz Boże Narodzenie?

– A ty nie?

background image

– Nie za bardzo.

Kristjan  dotychczas  sądził,  że  wszyscy  lubią  Boże

Narodzenie.

– Dlaczego?

Wzruszyła  ramionami.  Domyślał  się,  że  ma  jakiś

konkretny powód, o którym nie ma ochoty mówić. Właściwie
dlaczego  miałaby  mu  to  wyjaśniać?  W  końcu  prawie  się  nie
znają.

– Oprowadzę cię po domu, tylko rozpalę w kominku.

Rozniecił  ogień,  a  potem  pokazał  jej  kuchnię,  łazienkę,

gościnny pokój, a także własną sypialnię. Stanęła w drzwiach
i spojrzała na wielkie łóżko.

– Nie martw się – uśmiechnął się – nie mam zamiaru cię

uwodzić.

– To dobrze, bo ja nie mam zamiaru dać się uwieść.

Podszedł bliżej i spojrzał jej w twarz.

– Zrobię ci coś do picia.

Przyjemnie było znaleźć się tak blisko niej. Wbrew sobie

zatrzymał wzrok na jej ustach. Merry chyba wyczuła kierunek
jego myśli, bo odwróciła się i zeszła na dół.

– Masz ładny dom.

–  Dziękuję  –  odparł,  zatrzymując  się  obok  niej  na  dole

schodów.

–  Chociaż  wygląda  tak,  jakby  święty  Mikołaj  tu

zwymiotował!

Kristjan roześmiał się.

background image

–  Przywykniesz.  My,  Islandczycy,  kochamy  Boże

Narodzenie.

– Zdążyłam to zauważyć.

Poprawiła  krzywo  stojącą  na  parapecie  ozdobę.  Było  to

stado reniferów ciągnących sanki, w których siedział Mikołaj
z olbrzymim worem prezentów.

–  Zanim  stąd  wyjedziesz,  ty  też  pewnie  pokochasz  to

święto.

– Nie sądzę.

– Nie?

Oddała mu spojrzenie.

– Nie.

– Królowa Lodu. Ale nie martw się, roztopimy ci serce.

– Dobrze jest tak, jak jest. Wspominałeś o czymś do picia.

Może ja coś przygotuję. Co dla ciebie?

Miał  ochotę  na  wiele  rzeczy,  szczególnie  gdy  tak  na  nią

patrzył, ale musiał zachować zimną krew.

– Herbata, dziękuję.

Poszedł  za  nią  do  kuchni  i  pokazał  jej,  gdzie  co  jest,

z rozbawieniem obserwując grymas niechęci, który pojawił się
na  jej  twarzy  na  widok  kubków  w  kształcie  świątecznych
ciast. To były specjalne kubki, których używał tylko w Boże
Narodzenie.

Spojrzała na pudełko z herbatą i podejrzliwie powąchała.

– Co to za aromat?

– Jabłko i gruszka z imbirem.

background image

– Poważnie?

–  Wstrzymaj  się  z  komentarzem,  dopóki  nie  spróbujesz.

Tylko  nie  dodawaj  cukru,  lepiej  odrobinę  tego.  –  Podał  jej
butelkę syropu klonowego.

– Zęby ci zgniją.

– To tylko na specjalne okazje.

– Takie jak?

– Boże Narodzenie. Może mi jednak powiesz, dlaczego tak

nie  cierpisz  tych  świąt?  Dlatego,  że  porzucono  cię  w  Boże
Narodzenie? Chyba o tym wspomniałaś.

Podała mu herbatę i oparła się o szafkę.

–  Kiedyś  uwielbiałam  Boże  Narodzenie.  Wszystkie  te

obietnice…

– I co się potem stało?

Potrząsnęła głową, jakby nie mogła uwierzyć, że opowiada

mu o tym.

– Pojawił się facet.

Skinął  głową  ze  zrozumieniem.  Właśnie  coś  takiego

podejrzewał. To tylko wzmacniało jego przekonanie, że lepiej
pozostać  samemu.  Gdy  się  dopuści  kogoś  blisko,  trzeba  się
odsłonić, a wtedy ten ktoś może cię zranić. Najlepiej w ogóle
nie wchodzić w związki.

Popatrzył jednak na jej brzuch i pomyślał o dziecku. Nie

mógł  uniknąć  tego  związku.  Był  przyzwoitym  człowiekiem
i nie wypierał się odpowiedzialności.

background image

–  Przepraszam  cię  w  imieniu  wszystkich  mężczyzn.  –

Uśmiechnął się, unosząc kubek.

–  A  teraz  inny  facet  zrobił  mi  dziecko  i  będę  samotną

matką.

–  Do  tego  trzeba  dwojga,  Merry.  Zresztą  użyliśmy

zabezpieczenia.

– Wiem.

– Zamierzasz nadal mieszkać w Anglii?

– A spodziewasz się, że przeniosę się do Islandii?

– Nie – powiedział, ale pomyślał: tak.

Myśl,  że  będzie  miał  dziecko,  którego  nie  będzie  mógł

zobaczyć,  wydawała  się  niepokojąca.  Już  od  dawna  nie  miał
żadnej rodziny, a teraz…

Uśmiechnął  się  do  siebie.  To  była  przedziwna  sytuacja.

Jeszcze tego ranka jego życie toczyło się zwykłym torem. Nie
miał  żadnych  związków  ani  zobowiązań  i  czuł  się  z  tym
doskonale,  a  teraz,  wieczorem,  zastanawiał  się,  w  którym
kraju  będzie  mieszkać  jego  dziecko,  bo  chciałby  je  widywać
codziennie.

Nigdy  świadomie  nie  zdecydowałby  się  na  ojcostwo,  ale

skoro  już  tak  się  stało,  ze  zdumieniem  odkrył,  że  ma  jakieś
przekonania  na  ten  temat.  Kiedy  już  coś  robił,  robił  to
porządnie.  Był  bardzo  zaangażowany  w  pracę  w  szpitalu,
oddział  pediatryczny  stanowił  całe  jego  życie,  więc  myśl,  że
miałby zostać ojcem tylko na pół etatu, nie odpowiadała mu.
Wysyłanie  kartek  na  urodziny  i  pieniędzy  absolutnie  nie
wystarczy.

background image

– To dobrze, bo moje życie jest w Anglii – stwierdziła.

– Mogłabyś zamieszkać tutaj.

– W tym kraju śniegu i lodu? Chyba nie.

– Wierz mi, po jakimś czasie byś to pokochała.

–  Nie  mam  zamiaru  przewracać  swojego  życia  do  góry

nogami  i  przeprowadzać  się  tutaj  dlatego,  że  chce  tego  jakiś
facet.

– W takim razie zrób to, bo prosi cię o to ojciec twojego

dziecka. – Patrzył na nią nieustępliwym wzrokiem.

Oddała  mu  spojrzenie  i  zauważył,  że  poczuła  się

przestraszona. Nie chciał jej straszyć. Powstrzymał odruch, by
ją  przytulić.  Wiedział,  że  w  tej  chwili  nie  potrzebowała  tego
i nie byłaby mu wdzięczna. Uznałaby to za próbę wymuszenia
na niej zmiany.

Jakiś  mężczyzna  zranił  ją  bardzo  mocno.  Kristjan  nie

wiedział, co się dokładnie stało, ale miał świadomość, że jeśli
ma  mieć  jakąś  szansę  na  kontakt  z  dzieckiem,  to  musi
przekonać Merry, by zamieszkała tutaj.

On sam nie mógłby zamieszkać w Anglii. Islandię miał we

krwi. Tu była jego historia, korzenie, a poza tym to jest dobre
miejsce do wychowywania dziecka.

Wiedział,  że  jest  szalony,  w  ogóle  się  nad  tym

zastanawiając, ale musiał. Kiedyś stracił rodzinę i teraz bardzo
chciał kogoś mieć. W szkole widział, jak inne dzieci wpadały
przy bramie w ramiona rodziców, którzy witali je pocałunkiem
w policzek.

background image

On też kiedyś miał rodziców. Po ich śmierci przygarnęli go

wuj i ciotka. Starali się, jak mogli, ale sami nigdy nie chcieli
mieć dzieci i rola rodziców ich przerosła.

Czuł, że jest dla nich ciężarem, obciążeniem finansowym

i  emocjonalnym.  Czuł  się  tam  zbędny,  a  ponieważ
rozpaczliwie potrzebował miłości, narastała w nim złość i jako
nastolatek zaczął się buntować. Nie zostało to dobrze przyjęte.
O  każdy  drobiazg  wybuchały  awantury  i  w  końcu  trafił  do
opieki  zastępczej.  Ten  gniew  napędzał  go  przez  cały  czas
i kazał żyć po swojemu.

Ale dla własnego dziecka chciał czegoś więcej. Chciał, by

miało  ojca,  który  będzie  na  nie  czekał  przy  szkolnej  bramie
i witał pocałunkiem.

– Chciałbym ci to udowodnić – powiedział.

– Co udowodnić?

– To, że tobie i dziecku mogłoby być dobrze w tym kraju.

Objęła  kubek  obydwiema  dłońmi  i  popatrzyła  na  niego

z zastanowieniem.

– Chcesz uczestniczyć w jego życiu?

–  Chcę.  –  Nie  był  pewien,  czy  usłyszała  drżenie  w  jego

głosie.  –  Daj  mi  czas  do  Nowego  Roku,  żebym  mógł  cię
przekonać.  Jeśli  mi  się  nie  uda,  wrócisz  do  Anglii  i  jakoś
wszystko poukładamy.

Patrzyła na niego przez bardzo długą chwilę. Nie potrafił

przeniknąć jej myśli. Czy zgodziłaby się dać mu szansę? Czy
zgodziłaby  się  tu  zostać?  Nie  miał  pojęcia,  ale  musiał
spróbować.  W  końcu  było  Boże  Narodzenie,  czas,  gdy
życzenia się spełniają.

background image

– Dobrze.

– Zgadzasz się?

– Daję ci czas, dopóki drogi nie będą przejezdne, a potem

wyjeżdżam.

Skinął  głową.  Pogoda  i  pora  roku  były  po  jego  stronie.

Drogi  mogą  pozostać  nieprzejezdne  bardzo  długo.  Jeśli
zapewni jej zajęcie i pokaże wszystkie atrakcje tego miejsca,
to może Merry zapomni o sprawdzaniu prognozy pogody.

Był  pewien,  że  jeśli  pokaże  jej  prawdziwe  piękno  tego

kraju, Merry zakocha się w Islandii po uszy.

Stukanie  do  drzwi  wyrwało  ją  z  głębokiego  snu.  Łóżko

było  niewiarygodnie  wygodne,  materac  nie  za  twardy,  koce
grube i ciepłe, a do tego jeszcze narzuta z białego sztucznego
futra.  Kiedy  weszła  tu  poprzedniego  wieczoru,  przebrała  się
w piżamę i przez długą chwilę siedziała na łóżku, przesuwając
palcami po narzucie.

Nie  mogła  uwierzyć,  że  ma  spać  w  tym  luksusowym

pokoju. A najlepsze było to, że tutaj nie było prawie żadnych
świątecznych  dekoracji  –  tylko  grube  białe  świece  na
parapecie,  girlanda  z  ostrokrzewu  nad  niedużym  kominkiem
i zestaw drewnianych bałwanków na stoliku przy łóżku. Tyle
była w stanie znieść.

Położyła się więc i spała jak zabita, dopóki Kristjan jej nie

obudził.

– Wejdź! – zawołała.

Otworzył  drzwi  i  z  uśmiechem  wniósł  do  środka  tacę  ze

śniadaniem.  Była  tam  jajecznica,  grzanki  i  gorąca  czekolada
w  kubku,  który  miał  kształt  świątecznego  prezentu,  a  także

background image

miseczka  musli,  mały  dzbanuszek  do  mleka  i  w  malutkim
wazoniku gałązka czegoś, co wyglądało jak jemioła. Dotknęła
jej i zapytała ze zdziwieniem:

– Do czego to?

– Do dekoracji. Nie jedz, to trujące.

Oddała mu uśmiech i usiadła oparta o poduszkę, z tacą na

kolanach.  Kristjan  stał  obok.  Ubrany  był  w  ciemne  obcisłe
dżinsy i koszulę w kratę.

– Będziesz patrzył, jak jem?

Przysiadł na skraju łóżka i sięgnął po kawałek grzanki.

– Nie. Pójdę zaraz zrobić śniadanie dla siebie.

– No tak. Czy każdego ranka będę dostawać śniadanie do

łóżka?

– A czy to by cię przekonało do pozostania?

– Przecież już zostałam.

– Miałem na myśli pozostanie na dłużej.

Napiła się gorącej czekolady. Była doskonała.

–  Trzeba  czegoś  więcej  niż  taca  ze  śniadaniem,  żebym

zdecydowała się wywrócić wszystko do góry nogami.

–  Ach,  no  tak.  A  cóż  to  jest  to  „wszystko”?  Chciałbym

wiedzieć, z czym muszę konkurować.

Zawahała  się.  Nie  mogła  powiedzieć,  że  myślała

o rodzinie. Jej adopcyjna matka nie żyła, a ojciec wyprowadził
się  wiele  lat  wcześniej,  gdy  choroba  żony  go  przerosła.  Był
tchórzem,  nie  potrafił  zostać  i  patrzeć,  jak  choroba  powoli
zabija jego żonę, więc odszedł i zostawił je same.

background image

Życie  potraktowało  Merry  okrutnie.  Prawdziwa  matka  ją

porzuciła, adopcyjna gasła z dnia na dzień, aż śmierć zacisnęła
na  niej  swoje  zimne  palce.  Czasami  Merry  przychodziło  do
głowy,  że  może  jej  przeznaczeniem  jest  samotność.  Dlatego
przeżyła  wstrząs,  gdy  Kristjan  oświadczył,  że  chce
uczestniczyć  w  życiu  dziecka  i  że  będzie  próbował  ją  tu
zatrzymać. Właściwie w Anglii nie czekało na nią nic oprócz
złych wspomnień, ale…

– Przyjaciele. Praca.

Skinął głową i podniósł się.

–  Rozumiem.  Zjedz  śniadanie.  Za  godzinę  musimy  być

w szpitalu.

– Kristjan…

– Tak? – zatrzymał się.

– Dziękuję za śniadanie. To bardzo miłe z twojej strony.

– Proszę bardzo – uśmiechnął się i zniknął.

Myślała  o  tym,  na  co  się  zgodziła.  Nie  miała  ochoty

mówić  Kristjanowi,  że  jej  dom  w  Brighton  to  po  prostu
malutkie mieszkanie z kilkoma zaledwie meblami, że rzadko
tam  bywa,  bo  dużo  pracuje,  a  sąsiad  z  dołu  głośno  puszcza
rocka aż do bladego świtu i że straciła większość przyjaciół,
kiedy  przeprowadziła  się,  by  uciec  od  dawnego  z  życia
z Markiem.

Owszem,  miała  pracę,  ale  pracować  można  wszędzie.

Miała bardzo dobrych kolegów, ale nigdy nie zbliżyła się do
nich  zanadto,  jeśli  nie  liczyć  imprez  na  Boże  Narodzenie,
których  nigdy  nie  lubiła,  bo  ludzie  dobierali  się  tam  w  pary

background image

z kimś, na kogo normalnie by nie spojrzeli, tylko dlatego, że
dopadł ich świąteczny nastrój.

A  teraz  Kristjan  chce  pokazać  jej  ducha  Bożego

Narodzenia i uroki życia w Snowy Peak. Cieszyła się, że chce
uczestniczyć  w  życiu  dziecka,  ale  jednocześnie  była
przerażona.  A  jeśli  okaże  się  kimś  takim  jak  jej  adopcyjny
ojciec?  Jeśli  w  razie  jakichś  trudności  uzna,  że  sytuacja  go
przerasta, i odejdzie? Dziecko to ciężka praca.

To nie tylko urocze zdjęcia w mediach społecznościowych,

lecz  również  biegunki,  wymioty  i  długie  przepłakane  noce.
A  jeśli  ona  sama  również  nie  będzie  potrafiła  sobie  z  tym
poradzić?  W  końcu  jej  własna  matka  zostawiła  ją  na  śniegu.
Kto  może  wiedzieć,  czy  ona  okaże  się  lepsza?  Może  ma  to
w genach.

Poczuła,  jak  kładzie  się  na  niej  mroczny  cień  lęku  przed

przyszłością.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

– Jesteś gotowa? Musimy już iść.

Merry  włożyła  pożyczone  śniegowce.  Poprzedniego

wieczoru  droga  ze  szpitala  do  domu  Kristjana  zajęła  im
dwadzieścia minut. Ze zdumieniem patrzyła na rozgwieżdżone
niebo.  Wydawało  się  zupełnie  inne  niż  w Anglii  –  czystsze,
a gwiazdy większe.

Trudno było nadążyć za Kristjanem. Był przyzwyczajony

do śniegu, a ona nie. Kilka razy zatrzymywał się i czekał na
nią,  a  w  którymś  momencie  musiał  wziąć  ją  za  rękę,  by
przeprowadzić przez szczególnie głęboką połać śniegu.

– Jestem prawie gotowa, muszę tylko się ubrać.

Zapiął grubą wełnianą kurtkę i otworzył drzwi.

– Ubierz się ciepło. Nie idziemy prosto do szpitala.

– A dokąd?

– Dostaliśmy wezwanie do wypadku.

Zdziwiła  się.  Jak  mają  się  gdziekolwiek  dostać,  skoro

drogi są nieprzejezdne?

– Jak sobie radzisz z psami? – zapytał Kristjan.

– Z psami? – zdziwiła się znowu.

Uśmiechnął się zagadkowo. Poszła za nim i zobaczyła na

końcu  ulicy  zaprzęg  dziewięciu  psów  ciągnących  sanie.

background image

Patrzyła na nie z zachwytem.

To  były  psy  husky,  jakie  widziała  kiedyś  w  telewizji,

w różnych kolorach – białe, szare, brązowe. Ten na przedzie,
który  prowadził  cały  zaprzęg,  był  zupełnie  czarny
i przypominał wilka.

– Chyba żartujesz?

– Niestety nie udało mi się zdobyć zaprzęgu reniferów. Za

krótki  termin.  –  Uśmiechnął  się  szeroko  i  przejął  wodze  od
mężczyzny, który odsunął się na bok.

–  To  jest  Henrik,  właściciel  psów.  Wsiadasz?  –  zapytał,

widząc, że po Merry prostu stoi i patrzy.

Musi wziąć się w garść. Gdzieś tam czeka chore lub ranne

dziecko.

Usiadła  w  saniach,  przykryła  się  futrem  i  poczuła  pod

stopami jakieś paczki. Podniosła futro: sanki wyładowane były
sprzętem medycznym.

– Zawsze macie te sanie w gotowości?

Kristjan z uśmiechem skinął głową.

– Ja! – wykrzyknął i strzelił wodzami.

Psy ruszyły biegiem. Merry była zachwycona. Sypki śnieg

uderzał  ją  w  twarz,  ale  to  nie  miało  znaczenia.  Jazda  była
wspaniała.  Mijali  sklepy  i  domy  udekorowane  świątecznymi
ozdobami.  Wszędzie  widziała  choinki  i  światełka.  Na  rogu
ulicy  stał  gigantyczny  bałwan,  a  dalej  ktoś,  kto  najwyraźniej
miał talent rzeźbiarski, ulepił ze śniegu ogromny zamek.

Wyjechali z miasta w stronę Krainy Czarów, gdzie turyści

przyjeżdżali z dziećmi na spotkanie z Mikołajem. Minęli łuk

background image

zrobiony z poroży reniferów i naraz psy skręciły, niewątpliwie
kierowane ręką Kristjana.

Zjechali  z  drogi  prosto  w  wielką  zaspę,  kierując  się

w  stronę  ciemnego  sosnowego  lasu.  Merry  niemal  przestała
oddychać. Jeszcze nigdy nie przeżyła czegoś podobnego.

Jazda przez zaspy nie była taka zła, jak się obawiała. Miała

ochotę  krzyknąć  do  Kristjana,  by  popędził  psy  szybciej.
Dzwoneczki na ich uprzęży dźwięczały.

Wkrótce  zobaczyła  przed  sobą  niewielki  kemping,

w którym płonęło ognisko. Smuga dymu wznosiła się w stronę
ciemnego  nieba.  No  tak,  pomyślała,  tutaj  dzień  wstaje
znacznie  później.  Psy  zwolniły  i  w  końcu  stanęły,  dysząc
ciężko.

– Wszystko w porządku? – zapytał Kristjan i wyciągnął do

niej dłoń w rękawiczce.

–  Świetnie!  –  Chciała  powiedzieć,  że  jest  zachwycona  tą

jazdą, ale wiedziała, że przyjechali do pracy. – Co tu się stało?

– Podejrzenie złamania nogi. – Wskazał mężczyznę, który

wyszedł  z  jednego  z  namiotów  i  zaczął  do  nich  machać.  –
Zabierz zestaw.

Skinęła  głową,  odrzuciła  futro i podała  Kristjanowi  torbę

z zestawem pierwszej pomocy. Zarzucił ją sobie na ramię.

– Czy możesz wziąć entonox?

Sięgnęła  po  mniejszą,  niebieską  torbę  i  razem  z  nim

ruszyła przez śnieg sięgający kolan w stronę mężczyzny przed
namiotem.

– Egill? – zapytał Kristjan.

background image

Tamten skinął głową.

– Já. Sonur minn er inni.

Przytrzymał  przed  nimi  poły  namiotu.  Merry  pochyliła

głowę  i  weszła.  W  środku  było  cieplej,  niż  się  spodziewała.
Chłopiec leżał na podłodze na kilku śpiworach, z nogą opartą
na poduszce.

–  Cześć,  mały.  Jestem  doktor  Gunnarsson,  ale  możesz

mówić do mnie Kristjan. A to jest doktor Merry Bell z Anglii.
Mówisz po angielsku?

– Trochę. – Chłopiec skinął głową.

Merry przyklękła przy nim.

– Jak masz na imię?

– Arnar – odparł nieśmiało.

–  Arnar,  czy  możesz  nam  opowiedzieć,  co  się  stało?  –

zapytał  Kristjan,  zmieniając  wełniane  rękawiczki  na
lateksowe.

– Próbowałem wejść na drzewo.

– I spadłeś?

Arnar  skinął  głową  i  skrzywił  się  lekko.  Merry  spojrzała

na jego nogi w grubym kombinezonie.

– Jak wysoko byłeś na tym drzewie?

– Na czubku.

Przeniosła wzrok na ojca chłopca.

– Jaka to wysokość?

background image

– Jakieś trzy metry? Byłem w namiocie, robiłem śniadanie.

Myślałem, że on po prostu się bawi. Wcześniej ganiał króliki.

– No dobrze. Arnar, musimy obejrzeć twoją nogę.

Chłopiec skinął głową.

– Musimy rozciąć kombinezon.

Kristjan otworzył torbę, wyjął z niej nożyczki i delikatnie

zaczął  rozcinać  kombinezon  od  kostek  w  górę,  Merry
tymczasem kontynuowała wywiad.

– Czy uderzyłeś się w głowę?

– Nie.

– Na pewno? Mogę zobaczyć?

Zbadała głowę dotykiem, sprawdziła, czy nie ma wycieku

płynu  z  nosa  ani  z  uszu  i  przez  cały  czas  zadawała  chłopcu
pytania,  by  sprawdzić  poziom  jego  świadomości
i  prawidłowość  reakcji.  Nie  miał  wyraźnych  obrażeń  na
głowie  ani  na  szyi.  Nie  wyczuła  też  żadnego  uszkodzenia
kości,  więc  sprawdziła  jeszcze  klatkę  piersiową,  obojczyki
i ramiona, a potem zwróciła się do ojca.

– Czy dał mu pan jakieś leki przeciwbólowe?

– Daliśmy mu ibufen.

– Czy to ibuprofen?

Kristjan skinął głową.

–  Spójrz  tutaj.  Wyraźne  zniekształcenie  nogi  w  stronę

kostki. Musimy to unieruchomić. Arnar, Merry da ci lekarstwo
wziewne. Nazywa się entonox. To jest środek przeciwbólowy,

background image

rozumiesz?  Może  ci  się  trochę  zakręcić  w  głowie  i  możesz
mieć potem sucho w ustach, ale to nie jest groźne. Dobrze?

– Dobrze.

Merry otworzyła torbę, założyła nowy ustnik do inhalatora

i podała go Arnarowi. Kristjan po cichu tłumaczył jej słowa.

–  Oddychaj  teraz  przez  to,  nie  odrywając  ust  od  ustnika.

Tam  jest  specjalny  filtr,  który  działa  w  obie  strony,  więc  po
prostu oddychaj spokojnie i równo. Czy możesz to potrzymać?

Podała  dziecku  entonox.  Teraz  miała  wolne  ręce  i  mogła

pomóc Kristjanowi.

–  Poruszymy  nogą,  żeby  założyć  szynę  i  sprawdzić,  czy

krew płynie prawidłowo. Jak tam puls na tętnicy grzbietowej
stopy? – zapytała szeptem.

Skinął głową i odszepnął:

–  Dobry,  ale  i  tak  musimy  nastawić  kość  i  pociągnąć  za

stopę.

Znów spojrzała na Arnara.

– Potrzymam cię za drugą rękę, a ty spróbuj się rozluźnić,

dobrze?  Oddychaj  spokojnie  i  głęboko.  Wdech,  wydech.  –
Popatrzyła  na  ojca.  –  Egill,  czy  mógłbyś  do  niego  mówić?
Cokolwiek, żeby tylko przyciągnąć jego uwagę.

Egill  skinął  głową,  przyklęknął  przy  synu  i  zaczął  coś

mówić.  Merry  nie  rozumiała  ani  słowa,  pomogła  jednak
Kristjanowi  wsunąć  nadmuchiwaną  szynę  pod  nogę  Arnara.
Kristjan ujął stopę chłopca i naciągnął ją szybkim wprawnym
ruchem. Chłopiec jęknął.

– Wdychaj gaz – podpowiedziała.

background image

–  Świetnie  sobie  radzisz,  Arnar  –  oświadczył  Kristjan.  –

Teraz  tylko  muszę  to  zapiąć,  a  potem  przejedziesz  się  psim
zaprzęgiem. Jechałeś kiedyś takim zaprzęgiem?

Arnar wyjął ustnik i skinął głową.

– Mój tato ma psy.

–  Świetna  sprawa,  prawda?  Merry  jechała  dzisiaj  po  raz

pierwszy. Tutaj, do ciebie.

Chłopiec uśmiechnął się do niej. Kristjan z łatwością wziął

go  na  ręce  i  zaniósł  na  sanki.  Psy  leżały  na  śniegu,  zupełnie
niewrażliwe  na  zimno,  choć  przy  oddechu  z  ich  pysków
unosiły się obłoczki pary.

Merry pomogła przykryć Arnara futrem i przypięła go do

sanek  pasami,  a  potem  usiadła  obok  niego.  Kristjan  usiadł
z tyłu i zawołał do Egilla:

– Jedziemy do szpitala dziecięcego w Snowy Peak. Wiesz,

gdzie to jest?

Ojciec skinął głową.

– Pojadę za wami. Mam narty.

Kristjan  szarpnął  wodze  i  krzyknął  na  psy,  które  ruszyły.

Merry była zadziwiona tym, jak ludzie radzą sobie w Islandii,
w ogóle się nad tym nie zastanawiając.

W  Anglii,  gdy  padał  śnieg,  wszyscy  chowali  się

w  domach,  narzekali  na  oblodzone  drogi,  gubili  się  na
autostradach  albo  skarżyli  się  na  obrzydliwą  chlapę,  bo
wszystko natychmiast się topiło. Życie zwalniało lub zupełnie
zamierało z powodu śniegu.

background image

Tutaj jednak ludzie potrafili się przystosować. Spodziewali

się  takiej  właśnie  pogody  i  nic  sobie  z  niej  nie  robili.  Mieli
psy, sanki lub narty.

Śnieg  był  tu  sposobem  życia.  Nieprzejezdne  drogi  nie

miały  znaczenia;  radzili  sobie  inaczej.  W  Wielkiej  Brytanii,
gdy  jakaś  droga  została  zablokowana,  wszyscy  natychmiast
zgłaszali skargi do urzędów.

Pod  futrem  trzymała  Arnara  za  rękę.  Miała  nadzieję,  że

chłopiec  nie  będzie  potrzebował  operacji.  Kość  nie  przebiła
skóry, ale nie wiedzieli, jak skomplikowane jest złamanie i czy
będą potrzebne płytki albo gwoździe.

Chłopiec  od  czasu  do  czasu  wciągał  haust  lekarstwa,

zwłaszcza  gdy  podskakiwali  na  nierównościach.  Przejechali
pod bramą z reniferowych rogów. Kilka osób machało do nich.
Merry i Arnar odmachali z uśmiechem.

Zbliżali  się  już  do  Snowy  Peak.  Minęli  pług  śnieżny

obwieszony  dzwoneczkami.  Kierowca  również  pomachał  do
Arnara i w pozdrowieniu nacisnął klakson.

Wszyscy  tutaj  zachowywali  się  tak  przyjaźnie!  Może  ze

względu  na  porę  roku,  a  może  po  prostu  tacy  byli  –  mała
społeczność, w której wszyscy troszczą się o siebie, bo dobrze
wiedzą, jakie trudne bywa tu czasem życie.

Kristjan  chciał,  by  tu  została,  a  w  każdym  razie  żeby  się

nad  tym  zastanowiła.  Czy  mogłaby  zmienić  wszystko
w  swoim  życiu?  A  może  patrzyła  na  sytuację  przez  różowe
okulary, bo chciała w to uwierzyć?

Przed  szpitalem  zwolnili.  Z  drzwi  wyszedł  Henrik,

właściciel  zaprzęgu,  popychając  przed  sobą  pusty  fotel  na

background image

kółkach  z  podpórką  na  nogi.  Ubrany  był  w  gruby  kożuch.
Pomachał im ręką i psy zaniosły się szczekaniem.

– Jesteśmy, Henrik! Dotarliśmy cało.

– Cieszę się. Jak tam chłopiec?

– 

Podejrzewamy 

złamanie 

kości 

piszczelowej

i strzałkowej. Musimy go zabrać na prześwietlenie.

– Fotel jest gotowy.

– Świetnie. Nie miałem czasu was wcześniej przedstawić.

Henrik, to jest doktor Merry Bell.

Merry  zeszła  z  sanek  i  uścisnęła  dłoń  mężczyzny,  który

uśmiechnął się do niej.

–  Jestem  tym  facetem,  którego  wołają,  kiedy  zdarzy  się

wypadek. Na co dzień moje psy wożą turystów, ale przy złej
pogodzie zatrzymuję je w domu, żeby były w gotowości.

Za  nimi  Kristjan  wyniósł  Arnara  z  sanek  i  posadził

w fotelu.

– Wspaniałe psy. Bardzo silne i szybkie.

– Najlepsze w całym Snowy Peak. Sekret polega na tym,

że karmię je mięsem reniferów.

–  Reniferów?  –  Merry  poczuła,  że  żołądek  podchodzi  jej

do gardła.

–  Bo  wtedy  latają!  –  Henrik  wybuchnął  donośnym

śmiechem, usiadł na sankach i ruszył.

Kristjan  i Arnar  również  się  zaśmiewali.  Merry  zacisnęła

usta, udając urazę, ale w końcu nie wytrzymała i ona również
parsknęła śmiechem.

background image

– Chyba sama się o to prosiłam.

– Oczywiście, że tak – odrzekł Kristjan. – A teraz, Arnar,

musimy cię zarejestrować i zrobić zdjęcia twojej nogi.

Wszyscy troje weszli do szpitala.

–  Popatrz  tutaj.  Złamany  jest  trzon  piszczelowej  i  trzon

strzałkowej. – Kristjan wskazał zdjęcie na ekranie monitora.

Merry, stojąca u jego boku, westchnęła.

– Wieloodłamowe złamanie. Będzie potrzebna operacja.

Znaczyło to, że kość roztrzaskała się na kilka fragmentów.

– Skontaktuję się z chirurgami. Będą musieli porozmawiać

z jego ojcem.

– Biedny chłopak. Chciał się tylko pobawić.

Pochyliła  się  nad  jego  ramieniem,  by  widzieć  ekran,

i  Kristjan  poczuł  jej  zapach.  Wyprawa  psim  zaprzęgiem
powiedziała  mu  bardzo  wiele.  Nie  był  pewien,  jak  Merry
zareaguje  na  widok  sanek,  zdawało  się  jednak,  że  ta  podróż
bardzo  jej  się  podobała.  Podczas  jazdy  widział  na  jej  twarzy
szeroki uśmiech.

– Pójdę powiedzieć ojcu.

Wymknął  się  z  gabinetu,  niepewny,  dlaczego  naraz

ogarnęła go irytacja. Czy chodzi o to, że pojawienie się Merry
zmieniło  całą  jego  przyszłość,  wywróciło  do  góry  nogami
wszystkie dawne priorytety? Dziecko, które nosiła, naraz stało
się najważniejszą rzeczą na świecie.

Porozmawiał  z  Egillem,  zostawił  chłopca  w  rękach

chirurgów i poszedł zaparzyć kawę.

background image

Przechodząc  przez  oddział  zobaczył,  jak  jeden  z  jego

kolegów  rozmawia  z  Merry,  a  ona  śmieje  się  głośno.  To  na
pewno nic nie znaczy, zwykła koleżeńska rozmowa. Po prostu
się poznawali. Merry wpasowywała się w swoje tymczasowe
miejsce pracy.

Zupełnie  normalna  rzecz,  ale  Kristjan  nie  miał  wcześniej

pojęcia, że Johann w ogóle mówi po angielsku.

Siedząc nad kawą rozmyślał o tym, że chciałby, żeby to do

niego  się  śmiała.  Na  tę  myśl  zmarszczył  brwi  i  zaczął  się
zastanawiać, co się z nim właściwie dzieje. To z pewnością nie
jest normalne.

– Zrobiłaś kolację?

Zamknął  drzwi,  strząsnął  na  wycieraczce  śnieg  z  butów

i wszedł do kuchni, gdzie Merry mieszała coś w garnku.

–  Ty  przygotowałeś  śniadanie,  więc  wydawało  mi  się,  że

tak będzie sprawiedliwie.

– Co to jest?

– Zupa minestrone i domowe bułeczki.

Podniosła  ściereczkę,  pod  którą  bułeczki  studziły  się  na

kratce.  Spodziewała  się  zobaczyć  jego  uśmiech,  ale  nic
takiego się nie zdarzyło. Czyżby przesadziła?

–  Mam  nadzieję,  że  nie  masz  nic  przeciwko  temu,  ale

skoro byłeś tak miły, że pozwoliłeś mi się u siebie zatrzymać,
to mogę przynajmniej pomóc.

Skinął głową, wziął z misy z owocami mandarynkę, obrał

i wepchnął sobie kilka cząstek do ust.

– Wszystko w porządku.

background image

– Naprawdę? Nie wydajesz się zadowolony.

–  Cieszę  się,  tylko  po  prostu  muszę  się  do  tego

przyzwyczaić.

Potrafiła to zrozumieć.

– Do tego, że ktoś z tobą mieszka?

Nie odpowiedział. W milczeniu jadł mandarynkę.

–  Naprawdę  cię  rozumiem.  Jeśli  wolisz,  mogę  się

przenieść do pensjonatu. Zadzwonię do nich po kolacji.

Ta  perspektywa  napełniła  ją  smutkiem.  Dom  Kristjana,

mimo wszystkich zasiedlających go świętych Mikołajów, był
piękny  –  ciepły,  wygodny  i  przestronny.  Były  tu  wygodne
kanapy,  miękkie  poduchy,  ciepłe  koce  i  kominek,  w  którym
huczał ogień. Poza tym była to doskonała okazja, by mogli się
lepiej poznać.

W pensjonacie na pewno nie będzie równie wygodnie, ale

jeśli  Kristjanowi  jej  obecność  miałaby  przeszkadzać,  gotowa
była się przenieść.

– Nie, nie rób tego. Zostań, proszę.

– Jesteś pewien?

– Tak. – Skinął głową.

Wyrzucił  skórki  od  mandarynki  do  kosza,  umył  ręce

i  wytarł  je  ręcznikiem  w  bałwanki.  Musiała  się  uśmiechnąć.
Kristjan naprawdę uwielbiał Boże Narodzenie. Jeszcze nigdy
nie  widziała  domu,  w  którym  byłoby  aż  tyle  świątecznych
dekoracji.

– Może usiądziesz do stołu?

background image

Stały  tam  dwa  nakrycia.  Merry  przeszukała  wszystkie

szafki  w  poszukiwaniu  czegoś,  co  nie  byłoby  ozdobione
świątecznymi  motywami,  ale  Kristjan  wymienił  chyba  całe
wyposażenie  kuchni.  Wszystkie  talerze,  miski  i  garnki  były
ozdobione  wzorem  srebrzystych  płatków  śniegu.  W  końcu
musiała  się  pogodzić  z  myślą,  że  jeśli  tu  zostanie,  będzie
musiała do tego przywyknąć.

Nalała  zupy  do  dwóch  miseczek,  postawiła  przed  nim

jedną i dołożyła koszyk świeżo upieczonych bułeczek.

– Mam nadzieję, że lubisz zupy?

– Tak. Od dawna nie jadłem domowej zupy. – Spróbował

i jego twarz się rozjaśniła. – Doskonała! Gdzie się nauczyłaś
gotować?

– W internecie.

Kristjan  miał  zdrowy  apetyt.  Zjadł  dwie  miski  zupy

i jeszcze dwie bułeczki. Patrzyła na niego z uśmiechem.

– Mam nadzieję, że zmieścisz jeszcze deser?

Spojrzał na nią ze zdziwieniem. Zaczerwieniła się i szybko

wstała z krzesła.

–  Nie  taki.  Taki  do  jedzenia.  Nie  jest  domowej  roboty.

Kupiłam go po drodze.

– Co to?

–  Nie  jestem  pewna,  jak  to  się  wymawia.  To  ciasto

z  płatkami  owsianymi  i  dżemem,  ozdobione  kratką.
Zobaczyłam je w piekarni. – Wyciągnęła ciasto z lodówki.

– Ach. Hjónabandsæla.

– Co to znaczy?

background image

– Szczęście małżeńskie.

– Chyba żartujesz?

– Nie.

– Aha. – Pomyślała, że lepiej zmienić temat.

Położyła ciasto na stole, pokroiła i podsunęła mu kawałek

na talerzyku ozdobionym motywem płatków śniegu.

– Powiedz mi, dlaczego tak uwielbiasz Boże Narodzenie.

To święto rodzin i ludzi, którzy są w związkach, a ty mówiłeś,
że nie należysz do tego typu.

– Masz rację, nie należę.

– Więc dlaczego?

– Moi rodzice je uwielbiali i przekazali mi tę miłość. Po

ich śmierci wydawało mi się, że powinienem nadal ozdabiać
cały  dom.  Przez  to  czuję  się  bliżej  nich.  A  poza  tym  to  jest
czas na cuda. Ludzie w święta są szczęśliwsi, a ja lubię, kiedy
ludzie są szczęśliwi.

– Przykro mi z powodu twoich rodziców. – Przypomniała

sobie,  co  jej  powiedział  tamtej  nocy  na  Hawajach.  –  To  był
wypadek samochodowy, tak?

– Na tej samej przełęczy, którą ty tu przyjechałaś podczas

zamieci. Teraz chyba rozumiesz, dlaczego nie mogłem wtedy
pozwolić, żebyś znowu wyszła na dwór.

Skinęła głową. Nic dziwnego, że był tak związany z tym

miejscem. Było dla niego pełne wspomnień. Tymczasem ona
przez  całe  życie  się  przeprowadzała.  Jej  adopcyjna  matka
wciąż  zmieniała  miejsce  zamieszkania,  szukając  najlepszej

background image

pomocy  lekarskiej,  choć  żadna  pomoc  nie  była  w  stanie
powstrzymać tego, co się z nią działo.

–  Powiedz  mi  teraz,  dlaczego  ty  nie  cierpisz  Bożego

Narodzenia.  Przecież  widzę,  jak  się  krzywisz  na  moje
dekoracje – zauważył z uśmiechem.

Zaśmiała się krótko.

–  W  Boże  Narodzenie  popełniłam  największy  błąd

swojego życia i teraz każde święta mi o tym przypominają.

– Opowiesz mi, co zrobiłaś, czy mam zgadywać?

Merry westchnęła.

– W wigilię Bożego Narodzenia wyszłam za mąż. Byłam

bardzo  młoda,  ale  powinnam  być  mądrzejsza.  Pozwoliłam,
żeby  zwalił  mnie  z  nóg  romans  ze  starszym  mężczyzną
i magia świąt, a potem wszystko poszło nie tak.

– Jesteś rozwiedziona? – Wydawał się zdziwiony.

– Tak.

–  Czy  to  ten  mężczyzna,  o  którym  wspominałaś

wcześniej?

Skinęła głową.

– Tak. Mark. Mój największy błąd życiowy.

– Co się stało?

Wydawał  się  szczerze  zainteresowany  i  pomyślała,  że

właściwie może mu powiedzieć. W końcu otworzył przed nią
drzwi  swojego  domu,  więc  wydawało  się  uczciwe,  by  ona
również odpowiedziała mu otwartością.

background image

–  Poznałam  Marka  w  klubie,  do  którego  weszłam

podstępem, udając, że jestem starsza niż w rzeczywistości.

– Ile miałaś wtedy lat?

– Osiemnaście, a trzeba było mieć dwadzieścia jeden, żeby

wejść.  Bardzo  klaustrofobiczne  miejsce,  tak  zatłoczone,  że
trudno  było  się  poruszać.  Było  ciemno,  kolorowe  światła
pulsowały  i  napotkałam  spojrzenie  barmana,  który  robił
niesamowite  rzeczy  z  koktajlami.  Widziałeś  ten  film,  gdzie
barmani żonglują butelkami, mieszając drinki?

Skinął głową.

– Mark robił właśnie takie rzeczy, tylko to było znacznie

lepsze,  bo  widziałam  go  na  własne  oczy.  Kiedy  nasze
spojrzenia się spotkały, przyszło mi do głowy, że on się przede
mną  popisuje.  Był  gładki,  czarujący,  zabawny  i  niegłupi.
Zaczęliśmy rozmawiać, potem flirtować i zanim zdążyłam się
zorientować,  co  się  dzieje,  mieliśmy  na  siebie  wielką  ochotę
i  nie  potrafiliśmy  oderwać  od  siebie  rąk.  Przekonał  mnie,
żebym  wyjechała  z  nim  do  Gretna  Green  i  wzięliśmy  ślub
w wigilię.

Przypomniała  sobie  dreszczyk  podniecenia,  jaki  wtedy

poczuła,  i  przekonanie,  że  spotkała  mężczyznę,  który
naprawdę  ją  widzi  i  chce  z  nią  być.  Przywykła  do  tego,  że
wszyscy  ją  porzucają,  więc  kiedy  spotkała  kogoś,  kto  chciał
podjąć zobowiązanie,  że będzie ją kochał, uderzyło jej to do
głowy.

Kristjan słuchał z nieprzeniknioną twarzą.

– I co było dalej?

Zaśmiała się cynicznie.

background image

–  Byliśmy  przepełnieni  świąteczną  radością!  Życie  było

cudowne!  Wszyscy  się  kochali!  W  podróż  poślubną
wyjechaliśmy  do  Nowego  Jorku  na  weekend  po  okazyjnej
cenie,  załatwiony  przez  jakiegoś  znajomego  Marka,  a  kiedy
wróciliśmy,  nastąpiło  twarde  zderzenie  z  rzeczywistością
i  czar  prysł.  Mark  wrócił  do  pracy,  ja  na  studia  medyczne
i nagle stał się zupełnie innym człowiekiem.

– Jak to?

Ile może mu powiedzieć? Czy ma wyznać wszystkie swoje

najbardziej  gorzkie  tajemnice?  Czy  ma  opowiedzieć,  jak
bardzo się wstydziła za Marka, jaki był słaby i żałosny, jak nie
potrafił znieść myśli, że miałaby spędzić chociaż chwilę z dala
od niego, w towarzystwie młodszych, przystojnych mężczyzn?

– Stał się chorobliwie zazdrosny i zaborczy. Nie mogłam

nigdzie  wyjść,  bo  musiał  wiedzieć,  gdzie  idę,  z  kim,  z  kim
będę rozmawiać i czy ubrałam się przyzwoicie. Próbował mi
dyktować, co mam włożyć, jak sprzątać mieszkanie, próbował
przekonać,  żebym  się  nie  malowała.  Pojawiło  się  w  nim
mnóstwo złości. Nie poznawałam go i zaczęłam się go bać.

Nie  wspomniała  o  długich  godzinach,  jakie  spędziła  na

próbach dogłaskania jego ego, by poczuł się lepiej. Powtarzała
mu  w  nieskończoność,  jak  bardzo  go  kocha,  by  wreszcie  się
uśmiechnął  i  żeby  znów  zobaczyła  w  nim  człowieka,
w  którym  się  zakochała.  Nie  potrafiła  tego  pojąć.  Nie
spodziewała  się,  że  miłość  może  być  tak  trudna
i skomplikowana.

– Czy stosował przemoc?

–  Na  początku  nie.  Zaczęło  się  od  drobnych  rzeczy.

Twierdził,  że  były  przypadkowe  i  oczywiście  potem  bardzo

background image

mnie  przepraszał.  Mówił,  że  doprowadziłam  go  do  szalonej
zazdrości  i  że  nic  nie  może  na  to  poradzić.  Gdybym  tylko
zrobiła to czy tamto…. Zasadniczo to była moja wina, że on
wpadał w złość.

Za  pierwszym  razem  była  tak  wstrząśnięta,  że  uwierzyła

bez zastrzeżeń, że jego przeprosiny są szczere, że naprawdę to
był  przypadek  i  może  rzeczywiście  to  była  jej  wina,  że
doprowadziła go do takiego stanu.

Zanim go poznała, była absolutnie pewna, że wie, co jest

dopuszczalne  w  związku,  a  co  nie.  Miała  niezachwiane
przekonanie,  że  gdyby  mężczyzna  kiedykolwiek  ją  uderzył,
natychmiast  by  odeszła.  Jednak  kiedy  to  się  rzeczywiście
zdarzyło,  wszystko  okazało  się  bardzo  skomplikowane,  a  do
tego wydawało jej się, że wciąż go kocha.

Miała  zamęt  w  głowie.  Musiała  z  kimś  porozmawiać

i  w  końcu  zwierzyła  się  przyjaciółce,  a  ta  przekonała  ją,  że
pozostanie z Markiem nie jest dla niej bezpieczne. Gdy Merry
uświadomiła sobie, że jej małżeństwo, jej marzenie, poniosło
porażkę, poczuła się zrozpaczona.

– Nie próbowałaś odejść?

–  Próbowałam.  Koleżanka  ze  studiów  zaproponowała,  że

mogę spać u niej na podłodze. Ale on mnie śledził.

Urwała, wracając myślami do tamtego wieczoru, kiedy ją

znalazł.  Była  bardzo  wystraszona,  a  Mark  zagroził,  że  się
zabije, jeśli nie wróci z nim do domu. Nie chciała mieć go na
sumieniu,  więc  wróciła  z  nadzieją,  że  tym  razem  wszystko
będzie  dobrze,  jakoś  sobie  ze  wszystkim  poradzą.  Przecież
Mark ją kocha!

background image

On  zaś  chciał  tylko  zostać  z  nią  sam,  by  się  zemścić  za

upokorzenie, jakim było dla niego to, że od niego odeszła.

–  Ukarał  mnie  za  to,  że  odeszłam  i  zrobił  to  tak,  żebym

bała się znowu próbować, ale następnego dnia, kiedy wyszedł
do  pracy,  zaryzykowałam  i  poszłam  na  policję.  Znaleźli  mi
miejsce w schronisku dla kobiet. Mogłam tam zostać, dopóki
nie  stanę  na  nogi.  Więc  teraz  już  wiesz,  dlaczego  nie  jestem
fanką świąt ani pochopnych decyzji.

– Przykro mi, że zostałaś tak zraniona.

Wzruszyła ramionami.

– Przecież to nie była twoja wina.

– Twoja też nie.

Popatrzyła na niego speszona. Zawsze sądziła, że to była

jej  wina,  a  teraz,  gdy  Kristjan  powiedział,  że  nie,  poczuła
się… no cóż, nie była pewna, co o tym myśleć.

Zaskakiwał  ją.  W  mężczyźnie,  którego  poznała  na

Hawajach i o którym myślała, że miło byłoby spędzić z nim
gorącą  noc,  skrywała  się  większa  głębia,  niż  można  było
przypuszczać.  Nie  był  tylko  zabawką,  ucztą  dla  oczu
i  zmysłów.  Był  inteligentny,  życzliwy  i  zdawało  się,  że  ma
również otwarte serce.

Doktor  Kristjan  Gunnarsson  z  całą  pewnością  okazał  się

niespodzianką.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Nie mógł przestać myśleć o tym, co Merry powiedziała mu

przy  kolacji.  Znów  leżał  w  łóżku,  zmagając  się  z  własnymi
uczuciami  i  próbując  je  zrozumieć.  Gdy  słuchał,  jak  została
potraktowana  przez  innego  mężczyznę,  krew  w  jego  żyłach
zaczynała wrzeć i wstydził się, że należy do tej samej płci.

Bardzo się cieszył, że udało jej się uciec z tego związku, że

poszła  na  policję.  Musiała  się  czuć  bardzo  wystraszona
i  samotna.  Nie  pozwoli,  by  coś  takiego  znów  jej  się
przytrafiło, o ile tylko będzie w pobliżu.

O ile Merry tu zostanie.

Ale  z  drugiej  strony  niepokoiła  go  ta  troska  o  nią

w  połączeniu  z  faktem,  że  Merry  leżała  w  tej  chwili
w sąsiedniej w sypialni z jego dzieckiem w brzuchu.

Nie spodziewał  się, że tak się będzie czuł i że te emocje

będą tak silne.

Nie  mógł  zasnąć.  Odrzucił  koc,  naciągnął  białą  koszulkę

i  poszedł  do  kuchni  napić  się  wody.  Nie  chciał  jej  obudzić,
więc starał się zachowywać cicho, wiedział jednak, że na razie
nie  uda  mu  się  zasnąć,  więc  zaczął  ćwiczyć  w  nadziei,  że
zmęczenie pomoże mu złapać kilka godzin snu.

Zrobił kilka serii przysiadów, skłonów i pompek, a potem

wyciągnął  zza  kanapy  ciężarki.  Dobrze  było  rozładować

background image

frustrację.  Gdy  już  poczuł  się  lepiej,  dopił  resztę  wody
i odwrócił się do drzwi.

Merry  stała  w  progu  i  patrzyła  na  niego.  Nie  słyszał,  jak

wychodziła z sypialni.

– Obudziłem cię? Przepraszam.

Potrząsnęła głową.

–  Nie.  Chciało  mi  się  pić,  ale  nie  chciałam  cię  wybijać

z rytmu.

– Nie mogłem spać. – Wzruszył ramionami.  – Czego się

napijesz? Wody? Gorącego mleka? Mogę ci zrobić kakao albo
gorącą czekoladę.

– Już nie chce mi się pić.

W  takim  razie  dlaczego  tak  na  niego  patrzy,  z  lekkim

rumieńcem  i  pożądaniem  w  oczach?  Poczuł  gromadzące  się
napięcie.  Obydwoje  mieli  na  sobie  bardzo  niewiele  ubrania.
Wystarczyłoby kilka sekund, żeby byli nadzy.

Tęsknił za nią po powrocie z Hawajów i bardzo się cieszył,

że oddziela ich całe morze. Teraz już ich nie oddzielało, ale…
Pracowali razem, w zasadzie mieszkali razem i Merry nosiła
jego  dziecko.  Gdyby  jeszcze  zaczęli  z  sobą  sypiać…  Nie
chciał, by niewłaściwie odczytała sytuację. Owszem, pożądał
jej, ale ich relacja była już wystarczająco skomplikowana.

Podszedł do niej z wahaniem.

– Dobranoc, Merry. Śpij dobrze.

Z determinacją odwrócił się i poszedł do swojej sypialni.

Zamknął drzwi i wydał z siebie pełne frustracji westchnienie,

background image

po  czym  ruszył  do  łazienki.  Bardzo  potrzebował  zimnego
prysznica.

– Dzień dobry, jestem doktor Bell. Powiedzcie mi, co was

tu sprowadza.

Uśmiechnęła  się  do  stojącej  przed  nią  rodziny  –  mama,

tato i mała dziewczynka. Kristjan przydzielił jej pielęgniarkę,
która po cichu tłumaczyła rozmowę.

–  Dzisiaj  rano  zabraliśmy  Heklę  do  naszego  lekarza,  bo

boli ją brzuch i od czasu do czasu ma mdłości.

– Czy to tylko mdłości, czy naprawdę wymiotuje?

– Wymiotuje. Nie zawsze, czasami, ale zdarza się to coraz

częściej.  Lekarz  zbadał  jej  brzuch,  powiedział,  że  wyczuwa
jakieś zgrubienie i kazał nam przyjść prosto tutaj.

– Dobrze.

Spojrzała  na  Heklę.  Dziewczynka  była  bardzo  szczupła

i  blada.  Miała  dwanaście  lat  i  długie,  piękne,  złociste  włosy
splecione w warkocze. W tej chwili trzymała w ustach koniec
jednego z nich.

–  Czy  nie  ma  żadnych  innych  problemów  ze  zdrowiem?

Jakichś alergii?

Matka dziewczynki potrząsnęła głową.

– Heklo, czy mogę cię zbadać? Wejdź, proszę, na to łóżko.

Hekla przysiadła na skraju łóżka.

– Najpierw cię osłucham, dobrze?

Merry  wzięła  do  ręki  stetoskop  i  osłuchała  serce  i  płuca

dziewczynki. Wszystko w normie.

background image

– To urządzenie to pulsoksymetr. Zakłada się je na palec,

widzisz? – Wsunęła opaskę na palec dziewczynki i przycisnęła
guzik.  –  Na  tym  ekranie  zobaczę,  ile  tlenu  wdychasz  i  jakie
masz tętno, a na drugiej ręce zmierzę ci ciśnienie krwi. Opaska
mocno uciśnie ci ramię, ale to nie powinno boleć.

Wszystkie  podstawowe  badania  były  w  normie.  Merry

uśmiechnęła się do Hekli.

–  Czy  możesz  się  teraz  położyć?  Chciałabym  dotknąć

twojego brzucha, jeśli pozwolisz.

Przy badaniu dzieci zawsze wyjaśniała im szczegółowo, co

robi, i pytała o pozwolenie.

– Dobrze. – Hekla położyła się na plecach.

Merry najpierw spojrzała na kształt brzucha, sprawdzając,

czy  nie  ma  zmian  na  skórze  i  czy  nie  jest  wzdęty,  ale  tu
również nie zauważyła niczego niepokojącego.

Potem zaczęła badanie, palcami uciskając brzuch, szukając

guzów  lub  krepitacji  i  natychmiast  znalazła  to,  o  czym
wspominał  lekarz  –  zgrubienie  mniej  więcej  wielkości  piłki
golfowej, którego nie powinno tu być. Trudno było je wyczuć,
bo  chwilami  wydawało  się  znikać;  Merry  przypuszczała,  że
znajduje się w przewodzie pokarmowym i nie jest przyrośnięte
do ściany jamy brzusznej.

Znów  sięgnęła  po  stetoskop  i  osłuchała  brzuch  Hekli.

Odgłosy wydawały się normalne, ale coś tu było nie tak.

–  Myślę,  Heklo,  że  powinniśmy  zrobić  prześwietlenie.

Pójdziesz  do  innego  pokoju,  gdzie  jest  takie  wielkie
urządzenie,  które  zrobi  zdjęcie  twojego  brzucha,  żebyśmy
lepiej wiedzieli, co się dzieje. Wydaje mi się, że coś blokuje

background image

twój  przewód  pokarmowy.  Nie  połknęłaś  niczego,  czego  nie
powinnaś połykać?

Dziewczynka potrząsnęła głową.

– Dobrze. – Merry obciągnęła jej koszulkę i zwróciła się

do  rodziców.  –  Wyślemy  ją  na  tomografię.  Możecie  pójść
razem z nią. Zdjęcie powinno wyjaśnić, co tam się dzieje.

Zostawiła  ich  za  parawanem  i  poszła  na  stanowisko

lekarzy,  skąd  zadzwoniła  na  radiologię,  a  potem  na  oddział
dziecięcy,  by  przygotowali  łóżko,  podejrzewała  bowiem,  że
Hekla będzie potrzebować operacji.

Kiedy  odłożyła  słuchawkę,  przy  biurku  pojawił  się

Kristjan.  Granatowy  garnitur  z  kamizelką  podkreślał  błękit
jego  oczu  i  zmysły  Merry  natychmiast  weszły  w  stan
podwyższonej gotowości.

Zawsze  miała  duży  popęd  seksualny,  a  ciąża  jeszcze  go

zwiększyła  i  ostatniej  nocy,  po  tym,  jak  widziała  Kristjana
przy  ćwiczeniach,  perfekcyjną  koordynację  jego  mięśni
i gładkość skóry, długo nie mogła zasnąć.

– Hej – powiedziała.

– Hej. Jak leci? Twoja tłumaczka się sprawdza?

–  Agnes  sprawdza  się  doskonale.  Właśnie  wysłałam

pacjentkę na tomografię.

– A ja przyszedłem, żeby zajrzeć do Arnara i sprawdzić, co

z jego nogą. Miał już operację i czuje się dobrze. Siedzi teraz
w łóżku i gra z jedną w pielęgniarek w gry komputerowe.

Kristjan  miał  duże  dłonie,  silne  i  zręczne,  z  ładnymi

czystymi paznokciami. Nie mogła oderwać od nich wzroku.

background image

– Merry, dobrze się czujesz?

– Przepraszam. Mówiłeś coś?

– Powiedziałem, że damy mu kule i wypiszemy dzisiaj do

domu, ale ty chyba byłaś w innym świecie.

Uśmiechnęła się i zaczerwieniła.

– Jestem w innym świecie. To znaczy w Islandii.

Poszła do Hekli, by zaprowadzić ją na tomografię. Jaśniej

jej się myślało, gdy Kristjana nie było w pobliżu.

Zostawiła  Heklę  i  jej  rodziców  pod  opieką  pielęgniarek

z radiologii, a sama usiadła przy biurku lekarza i czekała, aż
na ekranie pojawi się obraz. Przez wielkie okno widziała, jak
pielęgniarki  układają  Heklę  w  odpowiedniej  pozycji
i podsuwają jej pod kolana poduszkę. Potem przycisnęły guzik
i Hekla wsunęła się do urządzenia.

Merry  patrzyła  na  ekran  i  w  końcu  pojawiły  się  obrazy.

Hekla  miała  sześciocentymetrowy  guz  w  dwunastnicy,  który
niemal  zupełnie  blokował  zwieracz  odźwiernika.  Nic
dziwnego,  że  miała  mdłości  i  że  bolał  ją  brzuch.  Ale  co  to
mogło być i czy jest złośliwe? Na razie nie można było tego
stwierdzić. Heklę trzeba operować.

Westchnęła  i  podniosła  się,  żeby  porozmawiać

z rodzicami.

– Co takiego?

Chirurg uśmiechnął się.

– Trichobezoar.

– Kula z włosów?

background image

Merry  przypomniała  sobie,  że  Hekla  podczas  badania

trzymała  w  ustach  koniec  warkocza.  Czy  rzeczywiście
połknęła  tyle  włosów,  że  zbiły  się  w  kulę?  Czy  to  był  tylko
nawyk, czy też działo się coś jeszcze?

–  Dobrze,  dziękuję  –  powiedziała.  –  Pójdę  porozmawiać

z rodzicami. Pewnie będą mieli jakieś pytania co do operacji.

– Dobrze. Zajrzę do Hekli, kiedy przywiozą ją na oddział.

Podziękowała jeszcze raz i poszła do pokoju personelu. To

był  długi  dzień.  Bolały  ją  stopy  i  była  głodna.  Pomyślała
o Hekli, która zjadła tyle włosów, że zablokowały jej przewód
pokarmowy. Biedactwo!

Ale  tej  chwili  niepokoiło  ją  coś  jeszcze.  Poczuła  kilka

bolesnych  skurczów  i  w  łazience  zauważyła  na  bieliźnie
plamkę krwi.

Z  mocno  bijącym  sercem  zastanawiała  się,  co  zrobić.

Czyżby  miała  stracić  dziecko?  Nie,  to  niemożliwe.  To  jej
jedyna  szansa,  by  mieć  rodzinę,  własne  dziecko,  które
mogłaby  kochać  i  które  bezwarunkowo  kochałoby  ją.  Kiedy
odkryła, że jest w ciąży, w pierwszej chwili przeżyła szok, ale
teraz nie wyobrażała sobie, że mogłaby stracić dziecko.

–  Merry?  Jesteś  blada  jak  ściana.  Dobrze  się  czujesz?  –

Kristjan  stał  w  drzwiach  łazienki  i  patrzył  na  nią
z niepokojem.

– Mam plamienie.

Zachmurzył się.

– Czujesz jakieś bóle?

background image

–  Lekkie.  –  Poczuła  narastający  lęk  i  usta  jej  zadrżały.

Chciała, by ktoś ją objął, przytulił i powiedział, że wszystko
będzie dobrze.

– Musimy zrobić USG.

Skinęła głową. Czuła się mała i bezradna.

– Wszystko jeszcze może być dobrze. – Podszedł do niej,

wziął ją na ręce i spojrzał w oczy. – Wszystko będzie dobrze.

– Nie możesz być tego pewny.

– Wiem, ale staraj się myśleć pozytywnie.

– Boję się.

Posadził ją na kanapie.

– Posiedź tu chwilę, a ja wszystko przygotuję.

Jeden  z  techników  USG  natychmiast  zaprosił  ją  na

badanie.  Po  dwudziestu  minutach,  które  zdawały  się  trwać
wieczność, Kristjan w końcu zobaczył, jak Merry kładzie się
na łóżku w pokoju diagnostycznym.

Zgasił światło. Czy powinien trzymać ją za rękę? Nie miał

pojęcia,  co  w  tej  sytuacji  jest  właściwe  ani  jaka  jest  jego
pozycja  wobec  Merry.  Byli  przyjaciółmi,  dobrze  się
dogadywali, bardzo się pociągali, nawet mieszkali razem, ale
czy można to nazwać związkiem?

Pozostawało w tej relacji coś nieokreślonego i Kristjan nie

czuł  się  z  tym  dobrze.  Zwykle  doskonale  potrafił  określać
swoje miejsce w życiu, a teraz miał wrażenie, że znalazł się na
nieznanym  terytorium.  Kiedyś  taka  sytuacja  potwierdziłaby
tylko  jego  przekonanie,  że  najlepiej  jest  się  z  nikim  nie
wiązać, bo wtedy nie trzeba się o nikogo martwić, ale teraz już

background image

tak  nie  myślał.  Poza  tym  wiedział,  że  Merry  jest  bardzo
wystraszona i zapewne czuje się samotna. Dlatego wziął ją za
rękę.

Spojrzała na niego ze zdziwieniem.

– Cokolwiek wyjdzie w badaniu, jesteśmy w tym razem.

Uśmiechnęła się z wdzięcznością.

– Który to tydzień? – zapytał Magnús.

–  Zaczął  się  czternasty.  Robiłam  USG  przed  przyjazdem

tutaj. Wtedy dziecko miało dwanaście tygodni i sześć dni.

Magnús posmarował jej brzuch żelem i przesunął głowicę

po podbrzuszu. Przez chwilę ze zmarszczonym czołem patrzył
na ekran, a potem obrócił go tak, żeby oni również widzieli.

– Serce pracuje. Spójrzcie.

Kristjan  patrzył  na  ekran  ze  zdumieniem.  To  jest  jego

dziecko?  Leżało  w  brzuchu  Merry  jak  zwinięta  fasolka.
Widział, jak porusza rączkami i nóżkami, jakby próbowało się
ułożyć wygodniej.

– O mój Boże. Czy wszystko w porządku?

–  W  absolutnym.  Czasami  zdarza  się  krwawienie

przełomowe. Nie zawsze wiemy, dlaczego tak się dzieje. Tak
po prostu bywa.

– Więc wszystko jest dobrze?

Merry  uścisnęła  dłoń  Kristjana,  a  on  odpowiedział  jej

uściskiem.

– O ile zachowasz spokój. Obserwuj te plamienia, a jeśli

będzie gorzej, wróć tutaj. Przeprowadzę tylko kilka pomiarów,

background image

żeby  sprawdzić  rozwój  dziecka.  –  Z  uśmiechem  spojrzał
najpierw na Merry, potem na Kristjana. – Kto by pomyślał, że
nasz wieczny kawaler zostanie ojcem?

– W życiu zdarzają się różne rzeczy, Magnús.

– To prawda.

– Ono się porusza! Skacze! – zawołała Merry.

Kristjan zaniemówił. Ogarnęła go czysta radość i obawiał

się otworzyć usta, by nie wybuchnąć płaczem. Nie płakał od
czasu, gdy był dzieckiem i po raz pierwszy zdał sobie sprawę,
że jest na świecie sam.

Wiedział, że bycie ojcem jest dla niego ważne, ale aż do

tej  chwili  nie  uświadamiał  sobie,  jak  bardzo.  Zrozumiał  to
dopiero teraz, gdy Merry powiedziała mu o plamieniu. Widział
wcześniej  wiele  badań  USG,  ale  to  było  wyjątkowe.  Bardzo
osobiste. To jest jego dziecko, to on je stworzył. To jest jego
rodzina.

Ucałował dłoń Merry.

–  To  wskazuje,  że  dziecko  jest  zdrowe  –  stwierdził

Magnús.  –  Sprawdzę  tylko  przezierność  fałdu  karkowego
i zrobię pomiary.

Kristjan nie mógł oderwać zafascynowanego spojrzenia od

ekranu.  Nie  chciał  stracić  ani  jednej  sekundy  tego  badania.
Łzy napłynęły mu do oczu. Otarł je ukradkiem z nadzieją, że
nikt  tego  nie  skomentuje.  Było  jeszcze  za  wcześnie,  by
rozpoznać płeć, ale i tak czuł się niezwykle podniecony.

Magnús  skupił  się  na  sercu  dziecka  i  ustawił  dźwięk

głośniej, by mogli posłuchać, jak bije. Serce było zdrowe.

background image

–  Wszystko  wygląda  dobrze.  Wielkość  dziecka  wskazuje

na ukończone trzynaście tygodni.

– To by się zgadzało – odparła Merry.

– Czy możemy dostać zdjęcie? – zapytał Kristjan.

– Jasne. – Magnus wydrukował kilka zdjęć i podał Merry

niebieski  papierowy  ręcznik  do  wytarcia  żelu.  –  Wszystko
wygląda dobrze. Nie widzę żadnych problemów.

–  Dziękuję  ci,  Magnús.  To  bardzo  miło,  że  znalazłeś  dla

nas czas.

–  Nie  ma  problemu.  Zostawię  was  teraz.  Do  zobaczenia

później – powiedział technik i wyszedł.

Merry spojrzała na Kristjana z szerokim uśmiechem.

– Nigdy nie widziałam czegoś wspanialszego!

– Ja też. – Uśmiechnął się oszołomiony.

– Myślisz, że damy sobie radę? Czy będziemy potrafili być

takimi rodzicami, jakich dziecko potrzebuje?

Nie  musiał  się  nad  tym  zastanawiać.  Gotów  byłby  oddać

życie dla tego dziecka, gdyby to było konieczne.

– Tak, damy sobie radę, o ile będziemy razem.

Skinęła  głową,  sygnalizując,  że  usłyszała  jego  słowa,  nie

był  jednak  pewny,  czy  się  z  tym  zgadzała.  Wciąż  nie  miał
pojęcia, czy Merry zostanie w Islandii. Miał taką nadzieję.

– Masz jakieś plany na dzisiejszy wieczór, Merry?

– Nie. Chciałabym tylko odpocząć. A dlaczego pytasz?

– Bo chciałbym ci coś pokazać.

background image

– Dobrze…

–  Ale  najpierw  musimy  wrócić  do  domu,  żeby  się

przebrać.

– Kraina Czarów? Zabierasz mnie do Krainy Czarów?

Kraina  Czarów  była  turystyczną  atrakcją  na  obrzeżach

Snowy  Peak,  miejscem,  przez  które  przejeżdżali  wcześniej
psim  zaprzęgiem.  A  teraz  zbliżali  się  do  bramy  z  rogów
reniferów, jadąc skuterem śnieżnym.

Kristjan  przyprowadził  skuter  przed  dom,  kazał  jej

wskoczyć na siodełko i objąć go wpół. Pomyślała, że tego nie
zrobi,  ale  gdy  ruszył,  zacisnęła  wokół  niego  ramiona
i przytuliła twarz do jego pleców. Na kilka sekund przymknęła
oczy, ciesząc się tą chwilą.

Właściwie chciało jej się śmiać. Przez całe życie docierała

wszędzie  samochodem  albo  pieszo,  a  tutaj  jechała  psim
zaprzęgiem,  a  teraz  skuterem  śnieżnym.  Widziała  ludzi
chodzących na rakietach śnieżnych, a także kilku narciarzy.

Islandia  w  zimie  to  był  naprawdę  inny  świat,  w  każdym

razie tutaj, w górach. Wydawało jej się, że będzie jej brakować
światła  dziennego,  ale  zaczęła  już  przyzwyczajać  się  do
półmroku  i  bożonarodzeniowych  światełek,  a  teraz  Kristjan
wiózł ją do miejsca, którego celem istnienia było świętowanie
Bożego Narodzenia.

– To dla mnie wyjątkowe miejsce – powiedział.

Zaparkował  skuter  i  pomógł  jej  zsiąść.  Rozejrzała  się.

Wszystkie  budynki  wyglądały  jak  chatki  z  piernika,  tylko  że
śnieg na dachach nie był zrobiony z lukru. Były tu prawdziwe
światełka, choinki, prawdziwy ostrokrzew i jemioła. Wszyscy

background image

byli  ubrani  w  wełniane  czapki,  szaliki  i  rękawiczki.
Z  głośników  dobiegała  świąteczna  muzyka.  Rodziny
wędrowały  od  domku  do  domku  i  zaglądały  do  sklepów
pełnych zimowych towarów – czekoladek, pierników…

To było Boże Narodzenie w dwustu procentach.

Merry ze wszystkich sił starała się poczuć niechęć do tego

miejsca i okazać dezaprobatę, ale było to trudne, gdy Kristjan
patrzył na nią z uśmiechem, a wokół łagodnie spadały płatki
śniegu. W końcu musiała się roześmiać.

– Dlaczego tak na mnie patrzysz? – zapytała.

– Widzę, że naprawdę ci się to podoba.

– Tak myślisz?

– Pewnie jeszcze dzisiaj zaśpiewasz jakąś kolędę.

– Chcesz się założyć?

–  Jasne.  –  Uśmiechnął  się  szeroko.  –  Przyjmuję  zakład.

O co?

–  Jeśli  zaśpiewam  dzisiaj  jakąś  świąteczną  piosenkę,  to

jutro przez cały dzień będę pracować w stroju elfa.

–  Zgoda,  ale  nie  jutro.  Chciałbym,  żebyś  jutro  została

w domu i odpoczęła.

Wyciągnął do niej dłoń w rękawiczce. Uścisnęła ją, pewna,

że  wygra  zakład.  Jeszcze  nigdy  nie  śpiewała  świątecznej
piosenki, chociaż znała słowa większości z nich. Wszyscy je
znali. Słychać je było wszędzie od początku listopada.

– Więc dokąd idziemy?

– Do Fundacji Elfów.

background image

Uniosła brwi. Brzmiało to kiczowato.

– Prowadź, drogi kolego.

Kristjan  skłonił  się  kpiąco  i  ruszył  na  drugą  stronę  ulicy.

Poszła za nim. Sprzedawcy w sklepach go pozdrawiali.

– Ci ludzie cię znają? Jak często tu przyjeżdżasz?

– Wszystko zostanie ci ujawnione w odpowiednim czasie.

– Jesteś bardzo tajemniczy.

– Każdy ma swoje sekrety. – Uśmiechnął się.

Przeszli  obok  sklepu,  w  którym  sprzedawano  wyłącznie

ozdoby  choinkowe.  Na  wystawie  były  malutkie  pociągi,
żołnierzyki,  reniferki  i  rozmaite  nowinki.  W  innym  sklepie
sprzedawano  tylko  swetry  ze  świątecznymi  motywami,
w  jeszcze  innym  tylko  książki.  Przy  tej  ostatniej  wystawie
Merry się zatrzymała.

– Lubisz książki? – zapytał Kristjan.

– Chyba żartujesz.  Uwielbiam! Moja ulubiona  autorka  to

Nicola Drake. Zobacz, mają jej najnowszą książkę. Jeszcze jej
nie czytałam. – Zerknęła na drzwi sklepu. Był już zamknięty. –
A niech to, będę musiała tu wrócić po tę książkę.

– Może Mikołaj ci ją przyniesie.

–  Może.  –  Odwróciła  się  do  niego  i  zauważyła  jego

twarz. – Przepraszam, psuję wieczór. Chciałeś mi pokazać coś,
co jest dla ciebie ważne.

Nie  miała  pojęcia,  co  mógł  mieć  wspólnego  z  Fundacją

Elfów.  Przecież  był  lekarzem,  pediatrą,  dorosłym
człowiekiem. Po cóż miałby przyjeżdżać do tego świątecznego
raju,  gdzie  było  cztery  razy  więcej  dzieci  niż  dorosłych?

background image

Nazwa Fundacja Elfów kojarzyła się z głupim warsztacikiem,
gdzie  dzieci  pomagają  w  robieniu  zabawek,  albo  z  czymś
podobnym.

Skręcili  za  róg  i  poszli  następną  ulicą.  Śnieg  padał  przez

cały czas. Na ulicy ktoś ulepił bałwana i Merry przyszło nagle
do  głowy,  że  w  dzieciństwie  nigdy  tego  nie  robiła  –  przede
wszystkim  dlatego,  że  w Anglii  nie  było  wystarczająco  dużo
śniegu.  Pamiętała  zaledwie  kilka  okazji,  kiedy  spadło  go
więcej, ale po kilku godzinach i tak topniał.

Gdy  przechodzili  obok  bałwana,  zauważyła,  że  jedna

z gałązek, które udawały jego ręce, wypadła, więc zatrzymała
się, podniosła ją i wbiła w tułów.

– Zaczyna cię ogarniać świąteczny nastrój, pani Bell.

–  Nie  –  uśmiechnęła  się.  –  Jestem  lekarką  i  leczę  ludzi,

a ten bałwan potrzebował mojej pomocy.

Kristjan  roześmiał  się.  Odciągnął  ją  od  bałwana,

pochwycił  za  ramiona  i  postawił  przed  następnym  domkiem
opatrzonym  szyldem  z  napisami  po  islandzku  i  angielsku.
Fundacja Elfów. Po islandzku brzmiało to Álfasjódurinn. Pod
spodem coś było napisane mniejszymi literami. Gdy podeszli
bliżej, przeczytała ze zdumieniem:

Założona przez doktora Kristjana Gunnarssona.

Spojrzała  na  niego  z  nadzieją  na  jakieś  wyjaśnienie,  ale

tylko uśmiechnął się tajemniczo.

W  domku  było  ciepło.  Kristjan  pomógł  jej  zdjąć  kurtkę

i  rozejrzała  się  dokoła.  Domek  był  pełen  dzieci  w  różnym
wieku.  Zauważyła  tylko  jednego  czy  dwóch  dorosłych,
zapewne personel fundacji.

background image

Wszyscy  ustawiali  się  na  scenie.  Niektórzy  byli  ubrani

normalnie, inni przebrani w kostiumy. Merry domyśliła się, że
ma  to  być  coś  w  rodzaju  szopki,  ale  nie  widziała  nigdzie
Marii,  Józefa  ani  Trzech  Króli.  Jedna  z  postaci,  ubrana
w myśliwski strój w panterkę, wyglądała jak górski troll, inna,
w  czarnym  futrze,  przedstawiała  garbusa.  Merry  nic  nie
rozumiała.

–  Kristjan,  przyszedłeś!  –  zawołała  jedna  z  dorosłych

kobiet, poklepując go po ramieniu.

– Oczywiście, Gudrun. Nie mogłem nie przyjść! Pozwól,

że  przedstawię  ci  doktor  Merry  Bell.  Ona  też  jest  elfem,  ale
mówi tylko po angielsku.

Gudrun uniosła brwi i uśmiechnęła się do Merry.

–  Miło  mi  cię  poznać.  Przyszłaś  na  przedstawienie?  –

zapytała po angielsku.

– Chyba tak.

–  Świetnie.  Zostawiliśmy  wam  krzesła  z  przodu,  jak

zawsze. Będziemy gotowi za pół godziny.

Uwagę  Gudrun  przyciągnął  jeden  z  chłopców,  który

przesuwał element dekoracji przypominający górę.

– Nie, nie, Bjarki, odstaw to na miejsce!

Merry zaśmiała się.

–  Co  tu  się  dzieje?  I  dlaczego  powiedziałeś,  że  jestem

elfem?

Kristjan znów się uśmiechnął.

– Wszystko się wkrótce wyjaśni.

background image

– A czy powiesz mi, dlaczego twoje nazwisko jest na tej

tabliczce na zewnątrz?

Skinął głową.

– Później, po przedstawieniu. A teraz przyniosę ci coś do

picia z kuchni. Chcesz coś gorącego?

– Czekoladę, jeśli mają.

– Mają. Mają też kjötsúpa. To zupa z jagnięciny.

Zupa zapewne była bardzo dobra, ale Merry od początku

ciąży zupełnie nie miała ochoty na mięso.

– Miałbyś coś przeciwko temu, gdybym ograniczyła się do

czekolady?

– Absolutnie nic. Zaczekaj tutaj.

Usiadła  z  boku,  starając  się  nie  wchodzić  w  drogę

dzieciom  i  opiekunom,  którzy  ustawiali  dekoracje.
Najwyraźniej  była  to  premiera;  wszyscy  byli  bardzo
zdenerwowani i podnieceni.

Merry  przypomniała  sobie  własne  szkolne  czasy.  Bez

względu na to, czy grała epizod, czy główną rolę, jak kiedyś
w  szkolnym  przedstawieniu  Romea  i  Julii,  rodzice  nie
przychodzili jej podziwiać. Adopcyjna matka nie pojawiała się
na  szkolnych  uroczystościach,  bo  choroba  –  stwardnienie
zanikowe  boczne  –  wyniszczyła  jej  ciało,  a  ojciec  zniknął
wiele lat wcześniej.

Nauczyła  się  więc  niezależności  i  była  dumna  z  siebie,

kiedy  publiczność  biła  brawo.  Nawet  jeśli  grała  tylko  małą
rólkę,  starała  się  wierzyć,  że  wszyscy  oklaskują  właśnie  ją.
Miała nadzieję, że te dzieci będzie ktoś oklaskiwał, że rodzice

background image

będą na nie czekać po spektaklu, mocno je uścisną, powiedzą,
że  są  z  nich  dumni,  a  potem  zabiorą  do  domu,  gdzie  pod
choinką będą czekać prezenty.

Drzwi  otworzyły  się  i  do  sali  zaczęli  wchodzić  dorośli.

Kristjan wrócił i podał jej gorący kubek.

– Co tam trzymasz pod pachą?

–  Stołek,  żebyś  mogła  sobie  oprzeć  nogi.  Masz

odpoczywać, pamiętasz?

– Nic mi nie jest!

–  I  lepiej,  żeby  tak  pozostało.  Pozwól  mi  się

porozpieszczać, Merry. Nie robię tego dla każdego.

– A dla pacjentów? – zapytała z uśmiechem.

Zastanawiał się przez chwilę.

– To co innego. A teraz podnieś nogi.

Oparła stopy na stołeczku.

– Rządzisz się. Czy to dlatego, że twoje nazwisko jest na

tabliczce na drzwiach?

– Być może.

– Jakie przedstawienie zobaczymy?

– Gryla, Leppaludi i Yule.

– Co to? Nigdy o tym nie słyszałam.

– Poczekaj, a zobaczysz.

Światła  przygasły  i  publiczność  ucichła.  Rozległa  się

muzyka, kurtyna rozsunęła się i zobaczyli dwie wielkie kukły,
które  wyglądały  jak  trolle.  Jeden  był  najwyraźniej  kobietą,

background image

przygarbioną  i  brzydką,  drugi  mężczyzną.  Ten  był  nieco
wyższy,  ale  równie  odrażający.  Publiczność  zaczęła  mruczeć
z  niezadowoleniem,  toteż  Merry  uznała,  że  muszą  to  być
czarne charaktery.

– Leppaludi! Jestem głodna! Przynieś mi jakieś dziecko do

zjedzenia!

Leppaludi przysiadł na piętach.

– Jestem zmęczony! Sama sobie przynieś!

Merry  niespostrzeżenie  wciągnęła  się  w  sztukę  o  dwóch

trollach,  które  zjadały  dzieci,  mieszkały  w  jaskini  i  miały
trzynastu synów nazywanych Yulami. Wszyscy mieli okropne
charaktery, kradli różne rzeczy i przez trzynaście nocy przed
Bożym  Narodzeniem  napadali  na  miejscowych  wieśniaków
mieszkających w pobliżu jaskini.

Rodzice  w  wiosce  straszyli  nimi  dzieci.  Pierwszy,  zwany

Głupim  Owczarzem,  kradł  mleko  owcom.  Grubas  kradł
jedzenie, jeszcze inny trzaskał drzwiami, następny szpiegował
przez  okna  i  kradł  dzieciom  zabawki,  a  każdy  był  gorszy,
brzydszy i bardziej śmierdzący niż poprzedni.

Sztuka  była  bardzo  zabawna  i  wciągająca.  Merry  bawiła

się  doskonale.  Na  koniec  publiczność  obdarzyła  artystów
brawami  na  stojąco.  Merry  nie  znała  żadnego  z  dzieci,  ale
oklaskiwała je gorąco.

Gdy  wyszły  na  scenę,  by  się  ukłonić,  Kristjan  również

wspiął się po schodkach, najwyraźniej mając zamiar wygłosić
przemowę. Słuchała oczarowana.

–  Dobry  wieczór,  panie  i  panowie.  Witamy  w  Fundacji

Elfów.  Wszyscy  chyba  się  zgodzimy,  że  dzieci  pokazały

background image

dzisiaj  doskonały  spektakl,  toteż  jeszcze  raz  chciałbym
wyrazić im uznanie.

Znów rozległy się oklaski.

–  Fundacja  Elfów  jest  dla  mnie  wyjątkowo  ważna.

Chciałem  stworzyć  miejsce,  gdzie  każde  dziecko,  które  ma
jakieś  kłopoty  albo  cierpi  na  chroniczną  lub  nieuleczalną
chorobę,  mogłoby  się  cieszyć  Krainą  Czarów  i  Bożym
Narodzeniem.

Merry wstrzymała oddech.

–  Straciłem  rodziców  w  bardzo  młodym  wieku  i  czułem

się samotny. Nie chciałem, żeby inne dzieci czuły się równie
samotne  jak  ja  wtedy.  Chciałem,  aby  czuły,  że  są  częścią
jakiejś  społeczności,  czegoś  wyjątkowego,  toteż  stworzyłem
Fundację dla dzieci, które czują się samotne. Mogą tu przyjść
i uczyć się przez muzykę i ruch, a potem pokazać innym, że są
równie ważne jak te dzieci, które są zdrowe i mają rodziny.

Każde  z  dzieci,  które  pojawiło  się  dzisiaj  na  scenie,  ma

trudną  historię  życia.  Niektóre  mają  rodziny,  ale  nie  mogą
z  nimi  przebywać,  inne  zostały  porzucone,  jeszcze  inne  są
nieuleczalnie  chore.  Wszystkie  jednak  są  tutaj,  żeby  dawać
innym  radość  w  święta,  jak  elfy  świętego  Mikołaja.  Mam
nadzieję,  że  pomożecie  mi  się  za  to  im  odwdzięczyć.
Zaśpiewamy  im  razem  piosenkę,  a  potem  zrobimy  zbiórkę.
Jeśli możecie, wspomóżcie nas, żeby to miejsce mogło nadal
istnieć.  Bardzo  wszystkim  dziękuję.  Zajrzyjcie  pod  krzesła,
znajdziecie tam tekst piosenki.

Serce  Merry  ścisnęło  się  na  myśl,  że  Kristjan  przekuł

swoją  tragiczną  przeszłość  i  cierpienie  w  coś  tak
wartościowego.  Sięgnęła  pod  krzesło  i  znalazła  kartkę.

background image

W  kącie  pomieszczenia  ktoś  zaczął  grać  na  pianinie  i  zanim
zdążyła  się  zorientować,  co  się  dzieje,  razem  ze  wszystkimi
śpiewała piosenkę o zimowej Krainie Czarów.

Przy  refrenie  napotkała  spojrzenie  Kristjana,  który

mrugnął  do  niej,  i  serce  zabiło  jej  mocniej.  Dopiero  teraz
uświadomiła  sobie  ze  zdumieniem,  że  wygrał  zakład.
Zaśpiewała  świąteczną  piosenkę.  Udało  mu  się  sprawić,  że
polubiła Boże Narodzenie.

Czy to dlatego, że te święta były tak różne od wszystkich,

które pamiętała z dzieciństwa? Tutaj pomimo śniegu i zimna
znalazła  prawdziwe  ciepło  i,  jeśli  mogła  się  odważyć  na  te
słowa, prawdziwą miłość – uczucie do dzieci, które nie znały
się  nawzajem,  ale  przyszły  tutaj,  żeby  wystawić
przedstawienie  dla  innych  ludzi,  którzy  mieli  kochające
rodziny.

To było niesłychanie wielkoduszne i Merry bardzo chciała

dowiedzieć się czegoś więcej o Fundacji Elfów. Chciała wziąć
udział  w  jej  pracy,  stać  się  częścią  tej  społeczności.  Czy
mogłaby to zrobić, mieszkając w Anglii? Zapewne nie.

Po piosence znów rozległy się oklaski. Dzieci ukłoniły się

jeszcze  raz.  Kristjan  zszedł  po  schodkach  i  stanął  przed  nią
z uśmiechem.

– No i jak ci się podoba?

–  To  niezwykłe,  Kristjan!  Cudowne.  Zrobiłeś  coś

takiego…  –  Zabrakło  jej  słów  i  łzy  napłynęły  do  oczu,
a  bardzo  nie  chciała  znów  się  przy  nim  rozpłakać.  Zawsze
uważała  płacz  za  oznakę  słabości,  więc  wzięła  się  w  garść
i odetchnęła głęboko. – Bardzo mi zaimponowałeś.

background image

– To dobrze. – Skinął głową. – Śpiewałaś!

– Śpiewałam.

– Więc następny dzień w pracy spędzisz w stroju elfa?

– Tak.

Uśmiechnął się szeroko.

– Już nie mogę się doczekać.

Roześmiała się i zeszło z niej napięcie.

– Ja też.

Nie miała więcej plamień i skurcze też ustały. Przez cały

dzień  zastanawiała  się  nad  przyczynami  i  odkryła,  że  mogło
istnieć wiele nieszkodliwych powodów – polip szyjki macicy,
podniesienie  czegoś  ciężkiego  albo  nadmiar  wysiłku
fizycznego.  Może  przyczyniła  się do tego podróż  samolotem
i  ciągnięcie  walizki  pod  górę  albo  jazda  psim  zaprzęgiem?
Mogło to być cokolwiek, ale dostała zapewnienie, że na USG
wszystko  wygląda  dobrze  i  czuła  się  gotowa,  by  wrócić  do
pracy.

Kostium  elfa  wisiał  na  drzwiach  pokoju  personelu.

Kristjan znalazł go dla niej w szafie obok kostiumu świętego
Mikołaja.

– To na Boże Narodzenie. Rozdajemy prezenty dzieciom,

które zostają w szpitalu.

– Ty się przebierasz za Mikołaja?

–  Tak,  i  robię  to  z  dumą.  –  Podał  jej  kostium.  –  Idź  się

przebrać. Zrobię ci zdjęcie.

background image

Poszła do przebieralni. Nałożyła zielony kapelusz z białym

piórkiem,  którego  nie  powstydziłby  się  Robin  Hood,  zielony
aksamitny  kubraczek  z  wielkimi  czerwonymi  guzikami,
dziwaczne  bufiaste  zielone  bryczesy,  rajstopy  w  biało-
czerwone paski i zielone buty z dzwoneczkami. Popatrzyła na
siebie w lustrze.

Jeszcze kilka dni temu za żadne pieniądze nie włożyłaby

czegoś  takiego,  ale  teraz  uświadomiła  sobie,  że  zaczyna
uważać  Boże  Narodzenie  za  radosne  święta.  Przyszło  jej  do
głowy, że nielubienie świąt jest bardzo wyczerpujące. I to była
przede wszystkim wina Marka. Co za okropny egoista.

Teraz  jednak  jest  tutaj,  w  krainie  Bożego  Narodzenia

w  towarzystwie  Kristjana  i  wszystko  wydawało  się  pełne
nadziei. Nawet jeśli wcześniej w Boże Narodzenie zdarzały się
jej złe rzeczy, to przecież nie była wina świąt.

Merry nie chciała na zawsze pozostać niewolnicą własnej

przeszłości.  Czas  już  na  nowy  początek.  Skoro  Kristjan
potrafił  przekształcić  własną  przeszłość  w  coś  tak
pozytywnego  jak  Fundacja  Elfów,  dlaczego  ona  również  nie
mogłaby tego zrobić?

Kiedy  wyszła  z  przebieralni,  zobaczyła  na  twarzy

Kristjana  szeroki  uśmiech.  Sięgnął  po  telefon  i  zrobił  jej
zdjęcie.

– Te buty bardzo pasują do mojego nazwiska. – Poruszyła

stopą i dzwoneczki zadźwięczały.

– Wyglądasz pięknie.

Windą  wjechali  na  oddział,  gdzie  czekała  Agnes,  jej

tłumaczka.  Ona  również  uśmiechnęła  się  szeroko  na  widok

background image

kostiumu.

– Bardzo ładnie wyglądasz.

– Przegrałam zakład. Od kogo dzisiaj zaczynamy?

Sięgnęła po karty pacjentów, ale Agnes ją uprzedziła.

– Doktor Gunnarsson zapowiedział, że nie wolno ci dzisiaj

pracować zbyt ciężko.

Merry przeniosła na niego wzrok. Wzruszył ramionami.

– Nie złość się. Muszę dbać o was oboje.

– Jestem dorosła i sama potrafię osądzić, co mogę robić,

a czego nie.

–  Wiem,  ale  nie  chodzi  tylko  o  ciebie,  więc  ja  również

chciałbym mieć coś do powiedzenia.

Uśmiechnął się i wyszedł. Merry z desperacją potrząsnęła

głową,  potem  znów  sięgnęła  po  kartę  i  popatrzyła  na
szczegóły. Połknięcie ciała obcego.

– Dobrze, idziemy. – Z brzękiem dzwoneczków weszła do

poczekalni  i  wywołała  pierwszego  pacjenta.  –  Darri
Edvardsson?

Podniosły  się  trzy  osoby:  matka,  ojciec  i  mniej  więcej

pięcioletni chłopiec.

– Witajcie. Jestem doktor Bell i spróbuję się zająć waszym

problemem.

– Jesteś prawdziwym elfem? – zapytał Darri.

– Tak. – Uśmiechnęła się, myśląc o poprzednim wieczorze.

Teraz ona również była jednym z elfów, porzuconych dzieci,
które chciały sprawić, by życie innych stało się lepsze. – Tu

background image

jest  napisane,  że  połknąłeś  coś,  czego  nie  powinieneś
połykać.  –  Zaczęła  już  przywykać  do  cichego  głosu  Agnes,
która szybko tłumaczyła wszystkie jej słowa, żałowała jednak,
że  sama  nie  potrafi  mówić  po  islandzku.  Może  powinna  się
nauczyć?

– Bawił się zestawem do budowy dźwigu – odezwała się

matka  Darriego.  –  Tam  są  takie  metalowe  kawałki.  Włożył
jeden do ust i połknął, pewnie dlatego, że kot go przestraszył.

– Kot? – Merry zmarszczyła brwi.

– Kotka zaskoczyła z okna i przestraszyła go. Nic mu nie

będzie?  Czy  to  normalnie  przejdzie  przez  przewód
pokarmowy?

– Jak duży był ten kawałek, który połknąłeś, Darri?

–  Mniej  więcej  taki.  –  Chłopiec  rozsunął  palce  na

odległość czterech lub pięciu centymetrów.

– A jakie miał krawędzie, ostre czy zaokrąglone?

– Nie pamiętam.

– W takim razie zrobimy prześwietlenie.

–  Chyba  nie  będzie  potrzebna  operacja?  –  dopytywała

matka.

– Muszę zobaczyć zdjęcie, ale skoro Darri nie wymiotuje

ani  nic  go  nie  boli,  to  wszystko  powinno  być  w  porządku.
Pójdę teraz zapowiedzieć go w rentgenie i zaraz wrócę.

Z  brzękiem  dzwoneczków  podeszła  do  biurka  lekarzy,

zadzwoniła do rentgena i zapowiedziała Darriego. Trzeba było
poczekać  jakieś  pół  godziny,  ale  nie  miała  powodu  do

background image

zmartwień.  Kawałek  metalu  powinien  przejść  przez  przewód
pokarmowy bez komplikacji.

Usłyszała  śmiech  Kristjana  w  sąsiednim  boksie

i  uśmiechnęła  się.  Kto  by  pomyślał,  że  kryją  się  w  jego
charakterze takie skarby?

Przy  pierwszym  spotkaniu  uznała  go  za  mężczyznę

odpowiedniego na krótki romans. Był pogodny, seksowny jak
diabli  i  była  pewna,  że  nigdy  więcej  go  nie  spotka,  bo  nie
wyglądał  na  człowieka,  który  chętnie  podejmuje
zobowiązania.

A  tymczasem  otworzył  przed  nią  dom,  zaakceptował  jej

ciążę,  a  na  widok  dziecka  na  ekranie  monitora  miał  łzy
w oczach. Założył fundację dla osieroconych dzieci, był dobry,
charyzmatyczny i troskliwy.

Coraz  bardziej  jej  się  podobał  i  było  to  niepokojące.  Nie

tak  miało  być.  Zamierzała  wpaść  do  Islandii  na  krótko,
przekazać mu nowinę i wrócić do Anglii, ale teraz wszystkie
plany wzięły w łeb, a jej zaczynało się tu podobać. To dobrze,
że udało im się zaprzyjaźnić, ale wciąż nie miała pojęcia, co
powinna zrobić – zostać tutaj czy wracać do domu.

Gdyby  została,  jej  dziecko  wzrastałoby  w  towarzystwie

obojga  rodziców.  Czy  to  nie  powinno  być  dla  niej
najważniejsze?  W  końcu  dzieci  wymagają  poświęceń.  Jej
własna matka również się poświęciła, oddając ją w nadziei, że
będzie miała lepsze życie niż to, które ona sama mogłaby jej
zapewnić.

Merry  musiała  wierzyć,  że  taki  właśnie  był  powód,  dla

którego  mama  zostawiła  ją  na  progu  domu  proboszcza.
Adopcyjna  matka  robiła,  co  mogła,  by  ją  wychować,  zanim

background image

zachorowała,  i  była  zdruzgotana,  kiedy  Merry  w  młodym
wieku musiała się stać jej opiekunką.

Właśnie  dlatego  zdecydowała  się  studiować  medycynę.

Nie mogła znieść uczucia bezradności i tego, że nie rozumiała,
co tak naprawdę się dzieje.

Chciała  dać  swojemu  dziecku  to,  czego  sama  nigdy  nie

miała  –  prawdziwą  rodzinę,  a  mogła  to  zrobić,  zostając
w Islandii. Ale…

Ale nigdy wcześniej nie zastanawiała się nad porzuceniem

dotychczasowego  życia.  Może  nie  miała  w Anglii  wiele,  ale
tam  był  jej  dom,  wszystko  było  znajome  i  miała  pracę.  Nie
robili jej kłopotów, gdy zadzwoniła i powiedziała, że utknęła
na jakiś czas w Islandii.

Czułaby się winna, gdyby musiała ich zawieść. Ale co jest

ważniejsze,  praca  czy  przyszłość  dziecka?  W  takich
kategoriach  wszystko  stawało  się  bardzo  proste,  choć
w rzeczywistości było bardzo trudne.

Z drugiej strony naprawdę zaczynało jej się tu podobać.

A  w  centrum  tych  wszystkich  dylematów  był  Kristjan.

Jego uczucia też musiała brać pod uwagę. Bardzo się cieszyła,
że chce być tatą. Przyjeżdżając tutaj, nie miała pojęcia, jakiej
reakcji może się po nim spodziewać.

Czy  potrafiłaby  stąd  wyjechać?  W  tej  chwili  nie  była

pewna, czy mogłaby się na to zdobyć. Jej uczucia do Kristjana
stawały  się  coraz  silniejsze,  ale  równie  szybko  narastały
obawy.

A jeśli się okaże, że to byłby wielki błąd?

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

– Chciałabyś wyjść dzisiaj na kolację?

Oparł  się  o  biurko,  przy  którym  Merry  wprowadzała  do

komputera notatki o pacjentach. Podniosła wzrok i roześmiała
się. Ubrany był w kostium świętego Mikołaja – od czerwonej
czapki i białej brody aż po czarne buciory.

Musiał  przyznać,  że  dotrzymała  słowa  i  przez  cały  dzień

nosiła  strój  elfa.  Musiał  również  przyznać,  że  bardzo  mu  się
podobała w tym kostiumie. Wydawała się jeszcze piękniejsza
i  za  każdym  razem,  gdy  słyszał  na  korytarzu  dźwięk
dzwoneczków, uśmiechał się. Pacjentom również bardzo się to
podobało,  szczególnie  tym  młodszym,  i  niektórzy  zaczęli
dopytywać,  gdzie  jest  Mikołaj,  dlatego  Kristjan  uznał  za
stosowne również się przebrać.

–  Kolacja?  –  Zastanawiała  się  przez  chwilę.  –

A przebierzemy się czy zostaniemy w tych kostiumach?

– W kostiumach byłoby lepiej – uśmiechnął się szeroko –

ale pozwolę ci zdecydować.

–  No  cóż,  bardzo  dobrze  się  czułam  jako  Merry  Elf,  ale

mam już ochotę włożyć coś, co tak bardzo nie gryzie.

–  Dobrze.  Zarezerwuję  na  ósmą  stolik  w  Ingrid’s.  To

restauracja  w  mieście.  Pomyślałem,  że  moglibyśmy
porozmawiać o naszej sytuacji.

Uśmiech Merry przygasł.

background image

– Czy jest coś szczególnego, o czym chciałbyś rozmawiać?

–  Nie,  ale  kiedy  wracamy  z  pracy,  jemy  i  kładziemy  się

spać. Miło będzie dla odmiany wyjść gdzieś, gdzie ktoś inny
gotuje  i  sprząta,  i  tylko  odpoczywać.  A  poza  tym  wiesz,
normalni  ludzie  czasem  wychodzą  na  kolację.  Tak  mi  się
wydaje, chociaż nie jestem pewien.

– Tak, ja też o tym słyszałam. – Skinęła głową.

– Może nam się spodoba.

– Może.

Wciąż uśmiechali się do siebie i naraz Kristjan uświadomił

sobie,  że  kilka  osób  spogląda  na  nich  z  rozbawieniem.  Nie
trzeba było dużo czasu, by cały personel szpitala zorientował
się w sytuacji.

Wyprostował  się,  poprawił  drapiącą  brodę  i  fałszywy

brzuch i poszedł do kolejnego pacjenta.

Był  zadowolony,  że  Merry  zgodziła  się  z  nim  wyjść.

Powinni  poznać  się  lepiej,  a  czas  uciekał.  Nie  miał  pojęcia,
czy  ona  wyjedzie,  czy  nie  i  przyszło  mu  do  głowy,  że  jeśli
dowie  się  o  niej  czegoś  więcej,  to  może  znajdzie  argument,
którym będzie potrafił ją przekonać.

Kto  by  pomyślał,  że  wieczny  kawaler  zacznie  się

zastanawiać, jak umocnić związek. Pozostawało tylko pytanie,
jaki to miałby być związek.

W  co  się  ubrać?  Chciała  wyglądać  ładnie,  ale  z  drugiej

strony  nie  sprawiać  wrażenia,  że  wystroiła  się  dla  niego.
W końcu to nie jest romantyczna randka. Co zatem powinna
włożyć  na  kolację  z  przyjacielem?  Nie  przywiozła  z  sobą
wielu  rzeczy  i  nie  miała  czasu  wybrać  się  na  zakupy,  ale  na

background image

wszelki wypadek wrzuciła do walizki prostą czarną sukienkę.
To musi wystarczyć.

Włożyła ją i przejrzała się w lustrze. Nie przytyła jeszcze,

chociaż czuła, że brzuch zaczyna jej się zaokrąglać. Niewiele,
ale  przy  uważnym  przyjrzeniu  się  można  to  było  dostrzec.
Ściągnęła włosy do tyłu, potem zebrała na górze, próbując tak
i  siak,  i  w  końcu  zwyczajnie  spięła  je  spinką,  założyła
malutkie kolczyki z brylantami, użyła błyszczyku i kredki do
oczu. Dobrze, stwierdziła. Nie wygląda to, jakby za bardzo się
starała.

Włożyła  buty  na  wysokich  obcasach,  bez  zastanowienia

skropiła  przeguby  dłoni  perfumami  i  wyszła  do  salonu.
Kristjan  już  tam  był,  ubrany  w  ciemne  spodnie,  marynarkę
i błękitną koszulę. Serce zabiło jej mocniej.

– Pięknie wyglądasz, Merry.

–  Och,  to  stara  sukienka.  Mam  ją  od  lat  –  odrzekła

z nagłym napięciem.

–  Proszę.  Mam  coś  dla  ciebie.  –  Podał  jej  paczuszkę

zawiniętą w złoty papier.

– To prezent świąteczny?

–  Nie,  nie  świąteczny.  To  za  to,  że  zgodziłaś  się  zostać,

przynajmniej na razie.

– Och. Głupio się czuję, bo ja nie mam nic dla ciebie.

– Po prostu otwórz.

Nerwowo szarpnęła wstążkę, rozwinęła papier i zobaczyła

książkę Nicoli Drake, tę samą, którą widziała na wystawie.

– Kristjan, nie trzeba było!

background image

– Widziałem, że chciałaś ją mieć.

To bardzo miłe z jego strony, obawiała się jednak oderwać

wzrok  od  okładki  i  podnieść  głowę,  bo  miała  wielką  ochotę
ucałować go z wdzięczności.

– Ogromnie ci dziękuję. Zaniosę ją do sypialni i możemy

iść.

W  sypialni  oparła  się  o  ścianę,  starając  się  uspokoić

oddech. Czego jeszcze nie wie o Kristjanie? Musi mieć jakąś
ciemniejszą  stronę  charakteru.  Zawsze  tak  jest,  nie  mogła
o tym zapominać. Kiedyś już podjęła pochopną decyzję, gdy
chodziło o mężczyznę, i do czego ją to doprowadziło?

Przykleiła do twarzy uśmiech i wróciła do salonu.

– Możemy już iść?

Skinął głową.

–  Do  Ingrid’s  nie  jest  daleko,  ale  nie  dojdziesz  w  tych

butach przez śnieg.

– Mogę założyć śniegowce.

–  Te  buty  na  obcasach  są  ładniejsze  –  uśmiechnął  się.  –

Pojedziemy skuterem.

Pomógł  jej  założyć  kurtkę  jak  prawdziwy  dżentelmen.

Czuła jego ciepły oddech na nagich ramionach.

– Zaczekaj tutaj, przyprowadzę skuter.

Usłyszała  warkot  silnika.  Kristjan  wrócił  do  domu

i wyciągnął do niej rękę, a drugą zgarnął koc z kanapy.

– Żeby nie zmarzły ci nogi.

background image

Kazał  jej  usiąść  bokiem  na  siedzeniu  skutera,  okrył  nogi

kocem  i  usiadł  przed  nią.  Otoczyła  go  ramionami  i  ruszyli.
Restauracja rzeczywiście znajdowała się niedaleko.

Była  nieduża  i  przytulna,  pełna  ciemnych  zakamarków,

w  których  można  było  swobodnie  porozmawiać.  Z  grubych
drewnianych  belek  zwisały  świąteczne  girlandy  ozdobione
plasterkami pomarańczy i laskami cynamonu. W mosiężnych
uchwytach  płonęły  świece,  z  sufitu  spływała  kaskada
srebrnych i białych bąbelków przypominających płatki śniegu.

Kelner  zaprowadził  ich  do  narożnego  stolika.  Na  blacie

stała  misa,  która  wyglądała  jak  wycięta  ze  srebrnej  brzozy,
a w niej pływały trzy malutkie świeczki.

– Ładnie. Byłeś tu wcześniej?

–  Raz  czy  dwa.  W  zeszłym  roku  mieliśmy  tu  świąteczne

przyjęcie dla personelu.

– Gdzie ma się odbyć w tym roku?

– W Krainie Czarów. Ty też możesz przyjść. A właściwie

powinnaś. Będzie fajnie.

–  Zobaczymy.  –  Spuściła  wzrok  i  poprawiła  ułożenie

sztućców na stole, chociaż nie było to potrzebne.

– Czego się napijesz?

– Może jakiegoś soku owocowego.

– Ja wezmę to samo.

– Nie musisz.

–  Wiem,  że  nie  muszę,  ale  chcę.  Poza  tym  przecież

prowadzę. – Skinął na kelnera. – Poproszę dwa soki jabłkowe.

background image

–  Mamy  sok  z  jabłek,  gruszek  i  imbiru.  Może  być?  –

zapytał kelner.

Kristjan spojrzał na nią, a ona skinęła głową.

Gdy kelner odszedł, Kristjan próbował nawiązać rozmowę.

– Bardzo mi zaimponowałaś tym, że pracowałaś cały dzień

w stroju elfa.

– Zwykle dotrzymuję słowa.

– Zauważyłem. Nikt inny nie wyglądałby w tym stroju tak

dobrze jak ty.

–  A  ty  świetnie  się  prezentujesz  jako  Mikołaj  –  rzekła

z uśmiechem.

– Dziękuję.

–  Czy  myślisz,  że  byłbyś  dobrym  ojcem?  –  zapytała  bez

zastanowienia i natychmiast zaczerwieniła się jak burak.

–  Mam  taką  nadzieję.  Tak,  myślę,  że  będę  świetnym

ojcem, jeśli tylko będę miał szansę nim być.

– Chcesz się zaangażować w wychowanie dziecka?

–  A  jak  mogłoby  być  inaczej?  Kiedy  powiedziałaś  mi

o  dziecku,  to…  A  potem  jeszcze,  kiedy  zobaczyliśmy  je  na
USG,  po  prostu…  –  Potrząsnął  głową.  Najwyraźniej
brakowało  mu  słów.  –  Jeszcze  nigdy  w  życiu  nie  czułem
czegoś takiego.

– To było niesamowite.

Przypomniała  sobie  obraz  na  monitorze  i  poruszające  się

dziecko, które skakało, przemieszczało się, machało rączkami

background image

i nóżkami. Było już człowiekiem! To było niezwykłe, że takie
rzeczy działy się wewnątrz jej ciała.

–  Jak  się  czujesz  z  myślą,  że  wkrótce  będziesz  miała

prawdziwą rodzinę? – zapytał.

–  Sama  nie  wiem.  Chyba  tak  do  końca  w  to  nie  wierzę.

Pewnie uwierzę dopiero, kiedy wezmę je na ręce.

Skinął głową.

– Będę z tobą szczery. Aż do tej pory nigdy nie myślałem,

że  chciałbym  mieć  dziecko,  a  teraz  wiem,  że  niczego  na
świecie nie pragnę bardziej.

–  Rozumiem  cię.  Ja  też  byłam  przygotowana  na  to,  że

spędzę resztę życia samotnie, może najwyżej będę miała kota
albo dwa, ale…

– Możesz mieć kota albo dwa. W Islandii są koty.

– Wolę moje dziecko.

Spojrzała  w  jego  błękitne  oczy  i  zobaczyła

odzwierciedlone w nich własne uczucia. Kristjan pragnął tego
dziecka równie mocno jak ona. Dla nich obojga była to nowa
możliwość, nowa szansa.

–  Myślisz,  że  to  będzie  dziewczynka  czy  chłopiec?  –

zapytał.

–  Nie  mam  pojęcia.  Chcesz  się  dowiedzieć  przed

urodzeniem?

– A ty?

– Chyba tak, żebym mogła coś zaplanować, urządzić pokój

dziecięcy i tak dalej.

background image

– Ustalić imiona?

Kelner przyniósł im sok oraz kartę i znów zniknął.

Merry  podobało  się  to,  że  był  dyskretny,  nie  tak  jak

w niektórych restauracjach, gdzie kelnerzy wciąż krążą wokół
gości,  dopytując  o  coś.  Nie  cierpiała  tego.  Czy  przynieść
kartę? Czy podać coś jeszcze? Czy smakuje im jedzenie?

Tymczasem tutaj obsługa znikała na zapleczu i pozwalała,

by  atmosfera  restauracji  przemawiała  sama  za  siebie.  Merry
sięgnęła  po  szklankę.  Sok  był  doskonały,  imbir  przyjemnie
rozgrzewał.

– Myślisz o islandzkich imionach?

– Podobają mi się islandzkie, ale wolałbym wybrać jakieś,

na  które  moglibyśmy  się  zgodzić  obydwoje,  nieważne,  czy
będzie pochodziło z mojego kraju, czy z twojego.

A  niech  to,  znów  jest  uprzedzająco  szarmancki.  Czy  jest

w nim coś, co mogłoby się nie podobać albo do czego można
by  się  przyczepić?  Może  jest  zbyt  ustępliwy?  Może  po
mężczyźnie, który potrafił tylko brać, trafiła na takiego, który
umie  wyłącznie  dawać?  Czy  zaintrygował  ją  i  przyciągnął
właśnie dlatego, że był zupełnym przeciwieństwem Marka?

Musi być bardzo ostrożna.

– Myślę, że imiona mogą poczekać, dopóki nie poznamy

płci.

– Dobrze.

Sięgnęli  po  karty.  Merry  przez  cały  czas  próbowała

wyśledzić w Kristjanie jakieś wady, ukrytą mroczną stronę, ale
w jego oczach widziała tylko dobroć i seksapil. Te oczy kusiły.

background image

Wpatrywała  się  w  nie  bardzo  intensywnie  już  raz,  na
Hawajach.  Z  długimi  jasnymi  włosami  splecionymi
w warkocz, brodą i potężnymi mięśniami wyglądał jak wiking.
Gdyby  nie  garnitur  i  komórka,  bez  trudu  mogłaby  sobie
wyobrazić,  że  zszedł  z  planu  filmowego  albo  z  pokładu
drakkara i tylko na chwilę odłożył na bok rogaty hełm i topór.

Może  właśnie  ta  męskość  ją  pociągała.  Wyglądał  tak,

jakby potrafił ochronić wszystko, co należało do niego. Merry
nigdy dotąd nie czuła się chroniona, nigdy nie czuła się tak jak
przy Kristjanie.

– Znalazłaś coś, na co masz ochotę? – zapytał.

– Słucham?

Spojrzał na nią z rozbawieniem.

– Mówię o karcie.

– Ach, tak. A co byś polecał?

– Lubisz ryby?

– Lubię.

–  W  takim  razie  małże  z  puree  z  pasternaku

i  marynowanymi  figami.  A  na  główne  danie  filet  z  dorsza
z czosnkiem i sosem chrzanowym.

Skinęła  głową.  Wciąż  czuła  się  jak  na  randce,  choć  to

przecież nie była randka, ale nie miała najmniejszego zamiaru
wchodzić  w  romantyczny  związek  z  tym  mężczyzną.  Nie
może  tak  zaryzykować  własnym  sercem.  Czy  związek
z Kristjanem byłby ryzykowny? Czy popełniła błąd, osądzając
jednego mężczyznę na podstawie drugiego?

Kristjan mieszał jej w głowie.

background image

– Miłe miejsce – stwierdziła, popijając sok.

– Tak. Dobrze znam szefa kuchni.

– Znasz tu wszystkich?

– Kiedy nie ma się rodziny, to ma się czas na poznawanie

ludzi.

– A to jest nie duża społeczność.

– Właśnie.

–  Nie  czujesz  czasami,  że  to  trochę  duszne?  Wszyscy

o tobie wszystko wiedzą.

– Nie. W pewien sposób to miłe. Tu na górze ludzie dbają

o  siebie.  Wiem,  że  zawsze  ktoś  przyszedłby  mi  z  pomocą,
gdybym tego potrzebował.

–  W  takim  razie  masz  szczęście.  Ja  zawsze  czułam  się

samotna.

– Czy to dlatego tak szybko wyszłaś za mąż, żeby kogoś

mieć? Żeby stworzyć rodzinę?

–  Możliwe.  Byłam  chyba  marzycielką,  a  Mark  wydawał

się  o  wiele  mądrzejszy  ode  mnie.  Może  szukałam  postaci
ojcowskiej? Wtedy byłam romantyczką. Teraz już nie jestem.

– Nie masz czasu na romantyczne związki?

–  To  bez  sensu.  One  nie  kończą  się  dobrze.  Każdy

związek, jaki znam, ma jakieś problemy.

–  Ale  to  chyba  część  ludzkiej  natury,  prawda?

W  przyjaźniach  też  zdarzają  się  problemy.  Są  w  każdym
związku.

background image

–  Więc  dlaczego  ty  się  z  nikim  nie  związałeś?  Co  cię

powstrzymywało?

Kristjan potrząsnął głową.

–  Kochałem  rodziców.  Kiedy  ich  straciłem,  byłem

zrozpaczony i przysiągłem sobie, że już nigdy nikogo tak nie
pokocham. Poza tym ja też odczułem to, o czym wspomniałaś.
Widziałem  ludzi,  którzy  mieli  problemy,  wiele  dawali
i zatracali się tylko po to, żeby wpasować się w związek, żeby
wszystko  w  nim  działało.  Kiedy  dorosłem,  uznałem,  że  nie
chcę  iść  na  kompromisy.  Jestem  tym,  kim  jestem  i  nie
zgadzam się na utratę siebie.

– Więc nigdy nie byłeś w związku?

– Nie i nigdy nie miałem takiego zamiaru.

– Dopóki ja się nie pojawiłam.

Uśmiechnął się.

– Dopóki ty się nie pojawiłaś.

Kelner  przyniósł  im  przystawki.  Patrząc  na  talerz  Merry

zrozumiała, dlaczego niektórzy ludzie fotografują posiłki.

– Wygląda pięknie.

Zaczynała jednak tracić apetyt. Kristjan powiedział, że jest

wyjątkowa.  To  było  ważne,  ale  czy  chodzi  o  nią,  czy
o dziecko? W głębi duszy pragnęła czuć, że to ze względu na
nią  zmienił  przekonania,  że  to  w  niej  zobaczył  coś
wyjątkowego.

Małże  były  doskonałe,  o  pełnym  smaku,  puree

z pasternaku gładkie i słodkawe, a marynowane figi dodawały
nutki ostrości.

background image

– Nie czujesz, że coś straciłeś? – zapytała.

– A co straciłem?

– Bliskość, intymność, towarzystwo drugiej osoby?

– Zaznałem tego wszystkiego.

– Ale nie z jedną i tą samą osobą?

– Nie.

Westchnęła, niepewna, dlaczego te słowa zbiły ją z tropu.

Sama  nie  miała  właściwie  żadnego  doświadczenia,  które
pozwalałoby  jej  osądzić  jego  umiejętność  podtrzymania
relacji.  Skoro  nigdy  wcześniej  nie  był  w  związku,  to  skąd
miała wiedzieć, jak może się zachować? Może znudzi się po
kilku  miesiącach,  kiedy  entuzjazm  po  narodzinach  dziecka
opadnie, a zaczną się bezsenne noce, zmiana pieluch i ciągły
płacz?

Może to właśnie jest ta ukryta wada?

A zatem znalazła jego piętę achillesową.

–  Więc  w  ogóle  się  nie  angażujesz?  Chyba  rozumiesz,

dlaczego  dla  mnie  to  ma  znaczenie,  skoro  chcesz  być
zaangażowanym ojcem.

– Nigdy nie byłem zaangażowany w związek z kobietą, ale

angażowałem  się  we  własną  edukację,  studia  medyczne,
jestem  zaangażowany  w  pracę  w  szpitalu  i  od  lat  bardzo
oddany  Fundacji  Elfów.  Angażuję  się  w  przyjaźnie.  Potrafię
się zaangażować, Merry. A ty?

– Ja? Przecież ja byłam mężatką.

– Z oczywistych powodów ten związek nie trwał długo. To

nie była twoja wina, ale czy od tamtej pory zaangażowałaś się

background image

w  cokolwiek?  Zastanawiasz  się  nad  porzuceniem  pracy,  nad
porzuceniem swojego kraju…

– To ty tego chcesz!

– Mówię tylko, że… – Uśmiechnął się, jakby to dowodziło

prawdziwości jego słów.

Nigdy nie spotkała bardziej irytującego mężczyzny.

–  Prosiłeś,  żebym  się  nad  tym  zastanowiła,  a  ja  mówię

otwarcie, co myślę i biorę to pod uwagę ze względu na naszą
sytuację.

–  Bo  w  tej  chwili  nie  masz  wyboru.  Drogi  są

nieprzejezdne.

– Dla samochodów. Twój skuter na pewno mógłby zjechać

z tej góry.

Jego oczy pociemniały.

–  To  zbyt  niebezpieczne.  Obiecaj,  że  nigdy  nie  będziesz

tego próbować.

Patrzyła na niego przez chwilę, po czym odwróciła wzrok.

– Dobrze. Nigdy tego nie zrobię.

–  Dziękuję.  Przepraszam,  że  kwestionowałem  twoje

zaangażowanie,  ale  ty  zrobiłaś  to  samo  ze  mną.  Myślę,  że
obydwoje  jesteśmy  bardzo  spięci  przez  to,  co  się  stało.
Obydwoje chcielibyśmy zrobić wszystko dobrze i każde z nas
jest  zaangażowane  na  własny  sposób.  Czy  możemy  na  to
przystać?

Wzruszyła ramionami.

background image

–  Nie  możemy  sobie  pozwolić  na  błąd,  Kristjan.  Jest

bardzo ważne, żebyśmy posuwali się naprzód bardzo powoli,
z nadzieją, że wszystko się ułoży jak najlepiej. Musimy mieć
pewność, że wiemy, co robimy.

– Nie jestem pewien, czy rodzicielstwo polega właśnie na

tym.  Spotkałaś  kiedyś  jakiegoś  rodzica,  który  miałby  pełną
kontrolę nad sytuacją?

Rzeczywiście. Rodzice, których spotykała w szpitalu, gdy

ich  dziecko  było  chore,  przeważnie  wychodzili  z  siebie  ze
zmartwienia.  Jej  adopcyjna  matka  była  bezradna,  gdy
zaatakowała ją choroba.

– Musimy po prostu zrobić, co się da i działać wspólnie,

a nie przeciwko sobie – stwierdził.

–  I  twoją  pierwszą  prośbą  jest  to,  żebym  rozważyła

zamieszkanie w Islandii na stałe?

– Owszem, chciałbym, żebyś się nad tym zastanowiła. Czy

byłabyś w stanie porzucić pracę i dom w Anglii?

– Myślałam o tym.

– I?

– I nie wiem. Naprawdę nie wiem. Bardzo mi się podoba

ta  bajka  o  szczęśliwej  rodzinie.  Mama  i  tata  w  tym  samym
domu,  szczęśliwe  dziecko,  może  jeszcze  pies.  Tylko  czy  to
realne?

– Nie ma nic złego w marzeniach o bajce.

– Ale ja nie chcę angażować się uczuciowo, a ty mówiłeś,

że  też  nie  chcesz.  Czy  sądzisz,  że  moglibyśmy  mieszkać
w  jednym  domu,  ale  prowadzić  niezależne  życie?  –

background image

Uśmiechnęła  się  smutno.  –  Myślisz,  że  chcę,  żeby  nasze
dziecko  widziało,  jak  przyprowadzasz  do  domu  jakieś
kobiety?

– To by się nie zdarzyło.

–  Nie?  Patrzyłeś  ostatnio  w  lustro?  Kobiety  zwracają  na

ciebie uwagę, Kristjan. Trudno nie zwrócić na ciebie uwagi.

– Skupiałbym się na dziecku.

To,  co  mówił,  brzmiało  dobrze,  ale  nie  wydawało  się

realne.  Był  zdrowym  mężczyzną  i  potrzeby  prędzej  czy
później  dałyby  o  sobie  znać.  Czy  sądził,  że  mogliby
zamieszkać  razem,  a  on  od  czasu  do  czasu  wychodziłby
spotkać się z kimś, spędzałby noc u jakiejś kobiety, a potem
wracał do niej i dziecka?

Czułaby  się  wtedy…  właściwie  jak  by  się  czuła?  Byłaby

zazdrosna?  Bo  to  właśnie  poczuła  w  tej  chwili.  Zazdrość,
złość, zdenerwowanie…

Odłożyła sztućce na talerz i poczuła mdłości.

– Przepraszam, ale muszę pójść do łazienki.

Patrzył  na  nią  z  frustracją.  Miał  nadzieję  wyjaśnić  kilka

spraw,  tymczasem  wszystko  jeszcze  bardziej  się
skomplikowało. Rozmowa, która miała być lekka i swobodna,
od razu przybrała poważne tony.

Obydwoje  mieli  swoje  pragnienia  i  nie  chodziło  tylko

o  seks,  choć  to  również  komplikowało  sytuację.  Bo  choć
próbował zignorować uczucia, jakie wzbudzała w nim Merry,
one  wciąż  wypływały  na  wierzch,  a  fakt,  że  nosiła  jego
dziecko,  sprawiał,  że  budziły  się  w  nim  geny  jaskiniowca  –
chciał ją chronić za wszelką cenę.

background image

Żadna kobieta dotychczas nie budziła w nim takich reakcji.

Może  dlatego  był  trochę  kąśliwy,  kiedy  oskarżyła  go,  że  nie
potrafi  się  w  nic  zaangażować.  Przecież  był  zaangażowany.
Z wielkim zaangażowaniem zamierzał dopilnować, by dziecko
miało  jak  najlepsze  życie  i  dwoje  rodziców,  którzy  będą  je
kochać.

Postanowił  ją  przeprosić,  kiedy  wróci.  Powinni  zacząć  tę

rozmowę od początku. Są przyjaciółmi, to jedno było pewne.
Nie  chciał  wytrącać  jej  z  równowagi.  Jeśli  nie  uda  im  się
dogadać  teraz,  to  jak  będzie,  kiedy  dziecko  już  się  pojawi
i trzeba będzie podejmować wiele decyzji?

Wróciła  i  znów  usiadła  przy  stoliku.  Wydawała  się  nieco

zarumieniona.

– Dobrze się czujesz?

Skinęła głową z uśmiechem.

–  Przepraszam  cię,  Merry.  Nie  chciałem  tak  z  tobą

rozmawiać. Chyba po prostu jestem zdenerwowany.

– Z powodu sytuacji?

– I przez ciebie.

– Przeze mnie?

–  W  moim  życiu  od  śmierci  rodziców  nigdy  nie  było

nikogo ważnego, a teraz pojawiłaś się ty i nosisz to, co mam
najcenniejszego – dziecko. I wiem, że możesz w każdej chwili
stąd wyjechać, wsiąść w samolot i zniknąć z mojego życia. –
Sięgnął  po  jej  dłoń  i  ją  uścisnął.  –  Stałaś  się  dla  mnie  kimś
wyjątkowym, a zupełnie się tego nie spodziewałem.

– Z powodu dziecka?

background image

– Tak.

Skinęła głową i odwzajemniła uścisk, a potem cofnęła dłoń

i  sięgnęła  po  szklankę.  Wydawała  się  nieco  przygnębiona;
omijała  go  wzrokiem,  a  on  nie  miał  pojęcia  dlaczego.
Wydawało  mu  się,  że  powiedział  to,  co  chciałaby  usłyszeć.
Był szczery, w każdym razie na ile było to możliwe.

Kelner zabrał ich talerze i znowu zniknął.

Merry  wyglądała  pięknie.  Sukienka  podkreślała  jej

kształty, migotanie kolczyków przyciągało wzrok do miękkiej
skóry.  Oczywiście  zawsze  wyglądała  pięknie  i  każdy
mężczyzna na jego miejscu pomyślałby to samo.

Kristjan  wkraczał  na  nowe,  nieznane  terytorium.

Powiedział jej, że jest wyjątkowa tylko ze względu na dziecko,
bo nie chciał mieszać jej w głowie na temat własnych uczuć,
ale jak mógł je ujawnić, skoro nawet nie był w stanie wyrazić
ich głośno?

– Chcę, żebyś tu została, ale wiem, że masz dom i życie

gdzie indziej, więc wezmę renifera za rogi i w pełni ci zaufam.
Na  razie  wystarczy  mi  to,  że  zastanawiasz  się  nad
zamieszkaniem tutaj, a potem zobaczymy, co życie przyniesie.

– Dobrze.

Danie główne było doskonałe, ale jeszcze lepszy był deser

o  nazwie  kleinur.  Było  to  ciasto  podobne  do  pączkowego,
napełnione  rabarbarowym  nadzieniem  i  posypane  cukrem
pudrem.

Po  nieco  wyboistym  początku  rozmowy  przeszli  na

bezpieczniejsze  tematy,  a  w  końcu  zrobiło  się  późno  i  czas

background image

było  wracać  do  domu.  Merry  ziewnęła  i  poczuła,  że  ma  za
sobą długi dzień.

– Zmęczona? – zapytał Kristjan.

– Gotowa pójść do łóżka.

Nie  zauważyła  zwężenia  jego  źrenic,  usłyszała  tylko,  jak

dziękuje  szefowi  sali.  Wyszli  na  chłodną  ciemną  noc.  Śnieg
pod ich stopami chrzęścił.

Kristjan wyciągnął do niej rękę i pomógł usadowić się na

skuterze, a potem znów otulił kocem.

– Dobrze się czujesz? – zapytał z troską.

Serce biło jej mocno, nogi miała jak z galarety.

– Tak, po prostu jestem zmęczona. To był długi dzień.

– Wracajmy.

Objęła go mocno i oparła głowę o jego plecy.

W domu z grymasem zdjęła buty i usiadła na kanapie.

–  Nigdy  więcej  nie  włożę  butów  na  obcasie.  Kostki  mi

spuchły jak balony.

– Pozwól, że je obejrzę – powiedział i delikatnie położył

sobie jej stopy na kolanach.

Były  bardzo  drobne,  z  paznokciami  pomalowanymi  na

różowo.  Zaczął  masować  jej  kostki,  później  całe  stopy,
a jeszcze później łydki. Czuł się jak zahipnotyzowany, jakby
nie mógł oderwać palców od jej skóry. Zastanawiał się, co by
było, gdyby przesunął dłonie nieco dalej, powyżej kolana, pod
skraj tej małej czarnej sukienki, która tak pięknie uwidoczniała

background image

jej ramiona. Sukienka  na boku miała zamek. Można go było
rozsunąć jednym ruchem.

Próbował  znów  skupić  się  na  stopach,  ale  to  było

niemożliwe.  Zmysły  miał  przegrzane  i  musiał  nad  sobą
zapanować,  zanim  popełni  okropny  błąd.  Mruknął  coś,
przełożył jej stopy na kanapę i wstał.

– Co się stało? – zapytała.

– Nic.

– Widzę, że coś się stało. Powiedz co.

Zmusił  się,  by  na  nią  spojrzeć,  choć  wszystko  w  nim

krzyczało, by wziąć ją w ramiona i zanieść do łóżka.

– Mam ci powiedzieć prawdę?

Skinęła głową.

–  Gdybym  w  dalszym  ciągu  cię  dotykał,  to  nie  miałbym

najmniejszej ochoty przestać.

Otworzyła szeroko oczy i rozchyliła usta.

– Aha.

– A to chyba nie byłoby szczególnie mądre, prawda?

– Nie, chyba nie.

–  Więc  jeśli  nie  masz  nic  przeciwko  temu,  pójdę  się

położyć. Sam.

– Dobrze.

– Potrzebujesz czegoś?

– Chyba nie. A może szklankę wody, jeśli to nie jest wielki

kłopot.

background image

Owszem, mógł jej przynieść wodę. To prosta i praktyczna

prośba.

Zaniósł  szklankę  do  jej  sypialni  i  postawił  na  nocnym

stoliku,  próbując  nie  wyobrażać  sobie  jej  w  tym  łóżku,  nie
zastanawiać  się,  czy  śpi  nago,  nie  wdychać  zapachu  jej
perfum.

Wrócił do salonu i i nie patrząc na nią, powiedział:

– Dobranoc, Merry.

– Dobranoc, Kristjan.

Zamknął drzwi do swojej sypialni i oparł się o nie plecami,

żałując, że nie ma w nich zamka, a potem wyciągnął koszulę
ze spodni i rozebrał się powoli.

Gdyby  tego  dnia  wziął  jeszcze  jeden  zimny  prysznic,

zamieniłby się w bryłę lodu.

Obudził się wcześnie, a ponieważ wiedział, że i tak już nie

zaśnie,  postanowił  popływać  w  basenie  termalnym.  Musiał
pozbyć  się  nadmiaru  energii,  która  wrzała  w  nim  od
poprzedniego wieczoru.

Powierzchnia  wody  była  nieruchoma.  Rozebrał  się  do

szortów  i  wskoczył  do  ciepłej  wody.  O  tej  porze  nie  było  tu
nikogo więcej; miał cały basen dla siebie. Pływał od jednego
końca do drugiego, a w jego głowie kłębiły się myśli. Merry.
Dziecko. Jak to wszystko się poukłada.

Jeśli  Merry  zostanie,  czy  kupi  sobie  własne  mieszkanie

tutaj,  w  Snowy  Peak?  A  może  wolałaby  zamieszkać
w Reykjaviku, gdzie jest więcej ludzi?

background image

A  gdyby  się  pokłócili,  czy  wtedy  by  wyjechała?  Czy

groziłaby  mu,  że  opuści  Islandię  na  zawsze?  A  gdyby
wyjechała,  czy  ruszyłby  za  nią?  Ta  społeczność,  ludzie,  byli
dla  niego  bardzo  ważni,  całe  jego  życie  wiązało  się  z  tym
miejscem.  Tu  pochowani  byli  jego  rodzice,  tu  były  jego
korzenie. Ale… Nie potrafił sobie wyobrazić, że miałoby go
nie być w życiu jego dziecka.

Niepewność  i  bezsilność  były  frustrujące,  a  on  przywykł

mieć nad wszystkim kontrolę. Może dlatego zapragnął Merry
poprzedniego  wieczoru.  Może  wydawało  mu  się,  że  gdyby
mógł ją przynajmniej posiąść, to ona w jakiś sposób zaczęłaby
należeć do niego, przynajmniej na jakiś czas.

Bo przecież nie chciał stałego związku. Chyba nie?

Zaczerpnął  głęboko  powietrza  i  zanurkował.  Znów  się

wynurzył, popłynął kraulem do brzegu, zawrócił i przemierzył
długość  basenu  jeszcze  raz.  Chciał  być  wyczerpany,  kiedy
wróci  do  domu,  bo  Merry  zaraz  po  obudzeniu  wyglądała
bardzo  ponętnie  –  zaspana,  z  potarganymi  włosami.  Pół
godziny  później  wyłaniała  się  z  sypialni  schludna  i  pięknie
pachnąca.

Lubił z nią rozmawiać, gdy szli do pracy, lubił patrzeć, jak

obejmuje kubek z kawą obiema dłońmi, jak wydyma usta, by
podmuchać na gorący płyn. Podobało mu się w niej tak wiele
rzeczy i nie wiedział, co o tym myśleć.

Przecież miało chodzić tylko o dziecko, a on coraz więcej

myślał o samej Merry.

Żaden z jego dotychczasowych związków nie trwał dłużej

niż jedną noc. Wiedział wszystko o pożądaniu, ale na tym jego
doświadczenie się kończyło.

background image

W  końcu,  wyczerpany,  wyszedł  z  basenu,  pochwycił

ręcznik  i  poszedł  się  przebrać.  Bolały  go  wszystkie  mięśnie,
ale  był  to  przyjemny  ból.  Teraz  już  mógł  wrócić  do  domu
i znów stanąć przed pokusą.

– Wstałaś już?

Wszedł  do  domu  w  chwili,  gdy  Merry  nakładała  kurtkę,

żeby wyjść do pracy.

– Tak. Gdzie byłeś? Martwiłam się, kiedy zobaczyłam, że

cię nie ma.

– Zostawiłem ci kartkę.

– Gdzie?

– Na lodówce.

– Nie zauważyłam.

Weszła  do  kuchni.  Na  podłodze,  niemal  poza  zasięgiem

wzroku,  leżała  zielona  samoprzylepna  karteczka.  Kristjan
otworzył  lodówkę  i  pociągnął  wielki  haust  soku
pomarańczowego.

– Jak tam dzisiaj twoje kostki?

– Po nocy znacznie lepiej, dziękuję.

– Dobrze się czujesz?

– Doskonale.

Patrzyła na niego. Sięgnął po torbę, którą przyniósł z sobą,

i ruszył do swojego pokoju. Co za tajemniczy człowiek.

– Gdzie byłeś? – zawołała za nim.

– Pływałem.

background image

– W taką pogodę? – zdumiała się.

Wyłonił się z pokoju.

– Basen geotermalny. Woda jest tam ciepła.

– Aha. Nie wiedziałam, że pływasz.

–  Czasami  pływam.  –  Z  uśmiechem  sięgnął  po  kurtkę.  –

Gotowa?

– Tak.

Po  wczorajszym  wieczorze  pozostała  między  nimi

odrobina  napięcia.  Merry  długo  nie  mogła  zasnąć  i  patrzyła
w  sufit  ze  świadomością,  że  zaledwie  kilka  metrów  dalej
Kristjan również leży w łóżku i żałuje, że nie jest razem z nią.
Jeśli miała być brutalnie szczera, ona również tego chciała, ale
rozsądek powtarzał jej, że dobrze, że tak się nie stało. Kristjan
zachował się honorowo.

W  ich  relacji  nie  chodzi  o  zaspokajanie  pożądania,  tylko

o  dziecko.  Gdyby  nie  dziecko,  w  ogóle  jej  by  tu  nie  było,
nigdy więcej by go nie zobaczyła, w ogóle nawet by o niej nie
pomyślał. Zatem to dobrze, że zachowywał rozsądek.

– Chodźmy – powiedział.

Skinęła głową i powlokła się za nim przez zaspy.

Na  szczęście  tego  dnia  na  oddziale  panował  duży  ruch

i  nie  miała  czasu  rozmyślać  o  Kristjanie.  Zszyła  ramię
dwunastolatka, stwierdziła astmę u czterolatka, ospę wietrzną
u  innego  czterolatka,  a  teraz  miała  przed  sobą  siedmioletnią
dziewczynkę, którą matka przyprowadziła, bo przez całą noc
bolał ją brzuch i wymiotowała.

background image

Mogła  to  być  zwykła  wirusówka,  ale  dzieci  często

wykazywały objawy kompensacyjne, kiedy w ciele działo się
coś innego i opłacało się być dokładnym w diagnozie. Merry
szybko  się  przekonała,  że  matczyna  intuicja  zwykle  nie
zawodzi. Czy z nią też tak będzie?

Ona sama poszła kiedyś za intuicją – uwierzyła, że Mark

jest  jej  drugą  połówką,  że  będzie  ją  kochał  i  wielbił  aż  do
końca życia, ale bardzo się pomyliła.

– Muszę dotknąć twojego brzucha. Zgadzasz się?

Ingmar skinęła głową. Była blada i w oczach miała łzy.

Merry  uważnie  obejrzała  jej  brzuch  i  zaczęła  badanie

palpacyjne. Szybko się okazało, że Ingmar odczuwa bolesność
w punkcie McBurneya, co wskazywało na to, że coś się dzieje
z wyrostkiem.

–  Myślę,  że  to  zapalenie  wyrostka  robaczkowego.  A  to

znaczy, Ingmar, że będziemy musieli go wyciąć.

Ingmar popatrzyła na matkę z przestrachem.

– Operacja? – zapytała kobieta.

Merry skinęła głową.

–  Tak  będzie  najbezpieczniej.  Jeśli  wyrostek  się  rozleje,

spowoduje  znaczny  ból  i  dodatkowe  komplikacje.  Lepiej
zadziałać wcześniej niż później. Kiedy ostatnio jadła?

–  Wczoraj  wieczorem,  około  szóstej  –  przetłumaczyła

Agnes.

To dobrze, pomyślała Merry. Minęło już ponad dwanaście

godzin, więc ryzyko przy znieczuleniu będzie mniejsze.

background image

– Dobrze. Na razie nie wolno jej nic jeść, ale może popijać

wodę  małymi  łykami,  jeśli  zechce.  Przyślę  tu  pielęgniarkę,
która wprowadzi wenflon i przygotuje środki przeciwbólowe,
a potem poproszę chirurga, żeby zszedł z góry i porozmawiał
z wami.

– Dobrze…

–  A  kiedy  już  będzie  po  wszystkim,  zajrzę  do  was.

Wszystko  będzie  w  porządku,  Ingmar.  Jesteś  w  dobrych
rękach.

Szybko uścisnęła dłoń dziewczynki. Dobrze wiedziała, jak

się  czuje  Ingmar.  Ona  sama  również  miała  dwanaście  lat,
kiedy wycięto jej wyrostek, i była przerażona. Opiekowała się
już  wtedy  matką,  która  siedziała  na  wózku  i  chociaż
przerażały ją bóle brzucha, myślała, że chodzi o nadchodzący
okres i nic nie mówiła, aż w końcu zemdlała w domu.

To  był  okropny  okres  w  jej  życiu,  ale  kiedy  leżała

w szpitalu, bardziej martwiła się o mamę niż o siebie.

Czy  Kristjan  będzie  przy  jej  łóżku,  kiedy  będzie  rodzić?

Czy będzie ją trzymał za rękę i pomagał przechodzić skurcze,
czy  będzie  się  o  nią  martwił  tak  jak  jej  matka?  A  może
przyjdzie z tylko z powodu dziecka?

Tak  przecież  powiedział  poprzedniego  wieczoru

w  restauracji  –  nie  istniała  między  innymi  żadna  prawdziwa
więź,  pożądanie  było  tylko  powierzchowne,  jak  swędzenie,
a gdyby się podrapali, nie zostałoby zupełnie nic.

Był przy stanowisku lekarskim i rozmawiał przez telefon.

Zaczekała, aż skończy, i dopiero wtedy zapytała:

– Czy chcesz być przy porodzie?

background image

Zamrugał ze zdziwienia.

– Oczywiście, że tak!

– Aha. No dobrze.

– A czy ty chcesz, żebym tam był?

Próbowała  to  sobie  wyobrazić.  Ona  w  bólach,  zdyszana

i sama, bez nikogo przy boku – to byłoby okropne. Mogłaby
wynająć  doulę,  ale  to  nie  byłoby  to  samo  co  ktoś  bliski.
Pomyślała,  że  chce  tego,  nawet  jeśli  tylko  ze  względu  na
dziecko.

– Chcę – powiedziała.

– To dobrze.

– Masz wycięty wyrostek?

– Nie.

– A miałeś kiedyś jakąś operację?

– Nie.

A zatem nie wie, jak to jest.

–  Siedziałem  przy  wielu  pacjentach,  czekając,  aż  się

wybudzą.

Owszem, potrafiła sobie to wyobrazić. Musiała przyznać,

że był troskliwy.

–  W  takim  razie  będziesz  dobrym  partnerem  przy

porodzie?

–  Chciałbym  tak  myśleć.  Czy  to  znaczy,  że  postanowiłaś

zostać?

background image

Zastanawiała  się  przez  chwilę.  Czyżby  już  podjęła

decyzję?  Trudno  było  się  zgodzić,  ale  po  części  bardzo  tego
chciała,  bo  wtedy  odpowiedzialność  za  to  nowe  życie
rozkładałaby  się  na  dwoje  i  miałaby  od  kogoś  wsparcie.
Zapomniała już, jakie to uczucie.

– Nie wiem – powiedziała.

Do  szpitala  przyszli  kolędnicy  i  stanęli  w  holu  pod

choinką.  Byli  w  ciemnych  kurtkach  i  czerwonych  szalikach,
każdy  z  nich  miał  na  głowie  czapkę  Mikołaja  z  puchatym
białym pomponem. Ich piękne głosy wznosiły się do niebios
jak głosy aniołów.

Merry  słuchała  i  wyobrażała  sobie  kolędników,  którzy

znaleźli ją przy domu proboszcza. Co sobie musieli pomyśleć?
Kolędnicy zawsze zajmowali wyjątkowe miejsce w jej sercu.
Chodzili  od  domu  do  domu,  próbując  dać  odrobinę  radości
ludziom, śpiewając ich ulubione świąteczne piosenki. Pewnie
dlatego  tak  łatwo  przyłączyła  się  do  zabawy  w  Fundacji
Elfów.

W  tej  chwili  śpiewali  islandzką  wersję  „Cichej  nocy”.

Merry  nie  wiedziała,  czy  sprawiła  to  muzyka,  czy  też
niezwykły kobiecy głos wybijający się ponad inne, ale do oczu
napłynęły jej łzy. To była taka piękna muzyka, prosto z serca.

Poczuła  dłonie  na  ramionach.  Odwróciła  się  i  zobaczyła

Kristjana, również wsłuchanego w kolędę.

– Piękna, prawda?

– Tak. Myślałem, że nie lubisz Bożego Narodzenia.

Uśmiechnęła się i pociągnęła nosem.

background image

–  Chyba  zaczynam  je  trochę  lubić.  A  kolędnicy  zawsze

byli dla mnie kimś wyjątkowym.

– Bo to oni cię znaleźli?

– Gdyby nie oni, mogłabym tam umrzeć z zimna.

Nie  odpowiedział,  ale  jego  kciuki  zaczęły  gładzić  jej

ramiona.  Stali  tak,  słuchając  i  patrząc.  Po  „Cichej  nocy”
kolędnicy  zaśpiewali  „Świętą  noc”,  a  potem  „Wszystkim
wesołych świąt”.

Westchnęła i spojrzała na Kristjana.

– Muszę zajrzeć do pacjentki. Powinna już wyjechać z sali

operacyjnej.

– Wyrostek?

– Tak.

– Pójdę z tobą.

W  milczeniu  pojechali  na  górę  i  weszli  do  sali

pooperacyjnej.  Ingmar  leżała  na  pierwszym  łóżku  z  brzegu.
Obok niej siedziała pielęgniarka, zapisując obserwacje.

– Jak ona się czuje? – zapytała Merry.

–  Bardzo  dobrze.  Temperatura  i  ciśnienie  w  normie.

Właśnie zaczyna się wybudzać.

– Kiedy będzie ją można przenieść na oddział Olafa?

– Za jakieś dwie godziny.

– Czy chirurg rozmawiał z jej rodzicami?

– Chyba tak.

background image

Powieki  Ingmar  zatrzepotały  lekko,  ale  zaraz  znów

zasnęła.  Dzieci  zwykle  spały  dłużej  po  znieczuleniu.
Najważniejsze było to, że wszystko poszło dobrze.

Merry  nie  miała  więcej  pacjentów  w  sali  pooperacyjnej,

więc podziękowała pielęgniarce i wróciła do windy.

–  Mnie  też  wycięto  wyrostek,  kiedy  miałam  dwanaście

lat – powiedziała.

– Naprawdę? – zdziwił się Kristjan.

–  Tak.  Pamiętam,  że  bardzo  martwiłam  się  o  mamę,  bo

akurat wtedy jej się pogorszyło.

– Pogorszyło?

–  Miała  stwardnienie  zanikowe  boczne.  Zdiagnozowano

je, kiedy skończyła czterdzieści lat.

– Przykro mi. To pewnie było dla ciebie trudne?

– Niewiarygodnie trudne. Widzisz, nie miałam pojęcia, co

robić.  Musiałam  się  nią  opiekować,  a  tymczasem  leżałam
w szpitalu, a ona musiała sobie radzić sama.

–  Dziecko  nie  powinno  być  obarczone  taką

odpowiedzialnością.

– Wiem, ale nie miałam wyboru. I w końcu dało mi to cel

w życiu.

– Medycyna?

Skinęła głową.

– Mama robiła, co mogła, nawet w najgorszych chwilach.

Mam nadzieję, że ja będę potrafiła być dobrą matką przez cały
czas.

background image

–  Dopóki  każdy  stara  się,  jak  może,  niczego  więcej  nie

możemy wymagać.

–  Czy  myślisz,  że  moi  rodzice  zrobili,  co  mogli,

porzucając mnie?

Zastanawiał się przez chwilę.

–  Mam  nadzieję,  że  tak.  Może  nie  mieli  warunków  do

wychowywania dziecka i oddali cię, żebyś mogła mieć lepsze
życie.

–  Ale  dlaczego  porzucili  mnie  na  mrozie?  Nie  wydaje  ci

się  to  okrutne?  Mogli  mnie  zostawić  w  szpitalu,  w  remizie
straży pożarnej albo w gabinecie lekarza.

– Spróbuj spojrzeć na to pozytywnie. Pewnie nigdy się nie

dowiesz, jak było naprawdę, więc lepiej uwierz, że zostawili
cię tam, gdzie ktoś musiał cię szybko znaleźć.

– Jesteś bardziej wyrozumiały niż ja.

– Już dawno nauczyłem się wybaczać światu.

– Ciekawa jestem, jak moje dziecko będzie mnie pamiętać.

– Na pewno będzie cię bardzo kochać.

Uśmiechnęła się z wdzięcznością.

– Widzę, że bardzo się martwisz o dziecko – stwierdził.

Skinęła głową.

–  Najbardziej  chyba  martwię  się  o  to,  żeby  zrobić

wszystko jak trzeba. O bycie matką.

–  Robimy  wszystko,  co  możemy,  żeby  dać  temu  dziecku

jak najlepszy start w życiu, żeby czuło się kochane i chciane.

– Tak myślisz?

background image

Podniósł rękę i wsunął kosmyk włosów za jej ucho.

– Tak myślę, Merry.

Cofnęła  się,  nagle  zirytowana.  Nie  chciała,  żeby

mężczyzna  mówił  jej,  co  ma  robić.  A  jednak  to  Kristjan
przekonał ją, by tu została, dopóki drogi nie będą przejezdne,
potem zaczął perswadować, by zamieszkała tu na stałe, a ona
naprawdę bierze to pod uwagę!

Przysięgła sobie przecież, że już nigdy nie podporządkuje

się żadnemu mężczyźnie, a teraz spełnia jego zachcianki. Po
raz  drugi  popełnia  ten  sam  błąd  –  pozwala,  by  pożądanie
przyćmiło rozsądek.

Cofnęła się jeszcze o krok.

– To wszystko jest nie tak.

– Co?

–  Ta  cała…  Wszystko!  Potrzebuję  przestrzeni.  Muszę

spojrzeć  na  to  z  perspektywy.  Potrzebuję…  –  Dostrzegła
zdziwienie na jego twarzy. – Muszę rozjaśnić sobie w głowie,
Kristjan. Muszę wrócić do domu.

– Jak to? Myślałem, że…

–  Że  zostanę?  Myślałeś  tak,  bo  nie  miałam  wyboru,  ale

tutaj, przy tobie, nie potrafię myśleć jasno.

– Merry…

– Nie! Za dużo już tego! Pracuję z tobą, mieszkam z tobą

i teraz jeszcze mam wychowywać z tobą dziecko? To za dużo
i za szybko.

Odetchnął głęboko.

background image

– Wpadłaś w panikę.

– Oczywiście, że tak!

– Co mogę zrobić, żeby ci pomóc?

–  Nic!  To  nie  ty  masz  mi  pomóc!  To  nie  ty  masz  to

naprawić. Muszę sobie sama wszystko poukładać.

Patrzył na nią przez chwilę.

– Dlaczego?

Oddała mu spojrzenie i naraz opuściła ją energia. Sama nie

wiedziała, czego chce.

– Jak to dlaczego?

– Dlaczego musisz sobie to układać sama? Może dlatego,

że  zawsze  tak  robiłaś,  a  teraz  dzielenie  odpowiedzialności
z kimś innym wydaje ci się dziwne? Przerażające?

Skąd wie? Skąd on wie, że jest przerażona?

– Ja też się boję. Myślisz, że ja wiem, co robię? Nie wiem,

ale  żaden  świeżo  upieczony  rodzic  tego  nie  wie.  Nie  ma  do
tego żadnych podręczników ani zasad. Każdy je musi tworzyć
w marszu, z chwili na chwilę.

Merry oddychała coraz szybciej.

–  Właśnie  o  to  chodzi!  Nie  mogę  popełnić  błędu.  Nie

mogę…

Oddech  przyspieszył  jeszcze  bardziej  i  zakręciło  jej  się

w głowie. Poczuła mrowienie w rękach i ból w piersi, jakby
brakowało jej powietrza.

– Merry?

background image

Pomachała  dłonią  przed  twarzą,  ale  to  nic  nie  dało.  Nie

była w stanie wykrztusić słowa. Kristjan jednak zrozumiał, co
się  dzieje.  Porwał  ją  na  ręce,  tyłem  wszedł  do  sali
pooperacyjnej, położył ją na łóżku i nasunął na twarz maskę
tlenową.

– Oddychaj, Merry. Oddychaj. Masz atak paniki.

Przycisnęła  maskę  do  twarzy,  jakby  było  to  koło

ratunkowe, i wdychała powietrze wielkimi haustami.

–  Oddychaj  spokojnie.  Pięć  sekund  wdech,  pięć  sekund

wydech. Spójrz na mnie. Patrz mi w oczy i oddychaj razem ze
mną. Raz, dwa, trzy…

Zatrzymała spojrzenie na jego niebieskich oczach i robiła,

co  kazał.  Po  chwili  jej  oddech  stał  się  swobodniejszy.  Całe
ciało  drżało  od  uderzenia  adrenaliny.  Poczuła  ulgę
i  zażenowanie,  ale  wciąż  nie  uzyskała  żadnych  jasnych
odpowiedzi, wciąż miała wrażenie, że lada moment ktoś stanie
przy  niej  i  powie:  ty  nie  możesz  mieć  dziecka,  przecież  nie
masz pojęcia, co robisz!

A  jeśli  jej  się  nie  uda?  Jeśli  okaże  się  taka  jak  jej

biologiczna matka?

– Patrz na mnie, Merry, i oddychaj.

Zdjęła maskę.

– Przepraszam. Nie miałam zamiaru wpadać w panikę.

– Wszystko w porządku.

– Pewnie myślisz, że jestem głupia.

– Nie myślę tak.

– A jeśli ja nie potrafię być matką? – szepnęła.

background image

Kristjan uśmiechnął się do niej z sympatią. Usiadł na łóżku

i pogładził ją po twarzy.

– Och, Merry. A jeśli potrafisz?

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

– Chcę ci coś pokazać. Masz ochotę wyjść z domu?

– Jasne. Dokąd?

– W pewne wyjątkowe miejsce – rzekł z uśmiechem.

Pomógł jej włożyć kurtkę, szalik i wełnianą czapkę.

– Potrafisz mi zaufać?

– To zależy.

–  Chciałbym,  żebyś  zasłoniła  oczy.  –  Pokazał  jej  drugi

szalik.

–  Kristjan,  to  nie  jest  „Pięćdziesiąt  twarzy  Greya”!  –

Roześmiała się.

– Wiem. Niczego takiego nie mam na myśli, ale chcę, żeby

to  była  dla  ciebie  niespodzianka.  Obiecuję,  że  będziesz
bezpieczna  i  jeśli  zechcesz  zdjąć  ten  szalik,  nie  będę  cię
powstrzymywał.

Zastanawiała się przez chwilę.

– Dobrze – powiedziała w końcu.

Zawiązał  jej  szalik  na  oczach,  wyprowadził  przed  dom

i posadził na skuterze śnieżnym.

– Trzymaj się mocno. Pojedziemy na drugą stronę Krainy

Czarów.

– Co tam jest?

background image

– Wszystko. – Był pewien, że jej się spodoba; on sam też

chciał to zobaczyć.

Zapalił  silnik  i  ruszyli  przez  prawdziwe  islandzkie

odludzie  do  miejsca,  gdzie  jeździło  mnóstwo  ludzi,  by
zobaczyć coś zupełnie wyjątkowego, bo nie przeszkadzało tam
zanieczyszczenie świetlne.

Zaparkował,  pomógł  jej  zejść  ze  skutera  i  zaprowadził

w  miejsce,  gdzie  należało  stanąć,  a  potem  spojrzał  w  niebo
i powoli rozwiązał jej szalik, przez cały czas na nią patrząc, by
nie przegapić jej reakcji.

– Zorza polarna – westchnęła.

Nad nimi na niebie rozwijały się błękitne i zielone wstęgi

napędzane  słonecznym  wiatrem.  Tańczyły  powoli  do
nieznanej  melodii,  migocząc  i  zmieniając  barwę  od
ciemnozielonej do jasnozielonej, z odrobiną żółci na brzegach.

– Magia! – Westchnęła po raz drugi.

Patrzył  na  jej  twarz  przepełnioną  podziwem,  na  zachwyt

błyszczący w oczach.

– To prawda.

Podniósł  głowę  i  on  też  zapatrzył  się  w  falujące  światła.

Zorza  polarna  powstawała  w  magnetosferze  –  zjonizowane
cząsteczki  emitowały  światło.  Kristjan  znał  naukowe
wyjaśnienie  tego  zjawiska,  ale  mimo  wszystko  był  to
fantastyczny, niemal mistyczny widok.

– Niesamowite, Kristjan. Dziękuję.

–  Musiałaś  to  zobaczyć.  To  jeden  z  cudów  świata.

W  naszej  pracy  widzimy  mnóstwo  cierpienia.  Można  się

background image

przestraszyć. A ja nie chcę, żebyś się bała.

Odwróciła  się  i  spojrzała  mu  w  oczy.  Zorza  polarna

odbijała  się  w  jej  źrenicach,  jakby  w  niej  również  wirowała
magia i i właściwie tak było, bo rosło w niej dziecko.

Nie  potrafił  się  powstrzymać.  Podszedł  bliżej,  objął  jej

twarz  i  pocałował  jej  miękkie  ciepłe  usta.  Przytuliła  się  do
niego.  Nie  potrzebował  już  zorzy  polarnej.  W  jego  głowie
wybuchły fajerwerki.

Marzył o tym, pragnął tego, odkąd zobaczył ją w drzwiach

szpitala zmarzniętą i przemoczoną, ciągnącą za sobą walizkę.
Każdy  dzień  w  jej  towarzystwie  był  torturą.  Próbował  nad
sobą  panować,  ale  teraz,  w  nocnym  powietrzu  i  zimnym
wietrze, poczuł się niewiarygodnie szczęśliwy.

Nie  całował  jej  tak  od  czasu  Hawajów.  Wtedy  byli  na

tropikalnej plaży, teraz w samym sercu zimy.

– Merry…

Przesunął  usta  na  jej  szyję,  ale  przeszkadzał  mu  ten

cholerny  szalik.  Miał  ochotę  zerwać  go  z  jej  szyi  razem
z  kurtką  i  pozostałymi  ubraniami,  ale  temperatura  na  to  nie
pozwalała.  Wiedział,  że  musi  ją  mieć.  Nie  mógł  czekać  już
dłużej.

Oczy  jej  pociemniały,  źrenice  miała  rozszerzone,  usta

nabrzmiałe 

od 

pocałunków. 

Patrzyła 

na 

niego

z oszołomieniem.

– Weź mnie za rękę.

Poprowadził  ją  z  powrotem  do  skutera,  zaczekał,  aż

usiądzie  i  obejmie  go  wpół  i  ruszył  do  domu,  gdzie  czekały
ciepłe łóżka i gorący prysznic.

background image

Powtarzał sobie, że musi jechać ostrożnie, nie przyspieszać

za  bardzo.  Wiózł  bardzo  cenny  ładunek  i  choć  miał  dużą
wprawę w kierowaniu skuterem, widział mnóstwo wypadków
z ich udziałem.

Dzieciaki  spadały  z  nich,  przewracały  się  razem  z  nimi

albo  po  prostu  jechały  zbyt  szybko  i  wpadały  w  przepaść
niewidoczną  pod  śniegiem.  Jazda  skuterem  wymagała
umiejętności  i  szóstego  zmysłu.  Trzeba  było  współpracować
ze śniegiem, zamiast z nim walczyć.

Światła  zorzy  polarnej  pozostały  za  nimi,  a  przed  sobą

mieli  Krainę  Czarów.  Kristjan  słyszał  muzykę,  widział
szczęśliwe  rodziny.  Normalnie  zatrzymałby  się  albo
przynajmniej  zwolnił,  by  się  nacieszyć  tymi  widokami
i odgłosami, ale nie dzisiaj.

Ramiona Merry zaciskały się wokół niego coraz mocniej.

Przycisnął jej dłoń do piersi. W miarę jak zbliżali się do domu,
było  mu  coraz  goręcej  i  czuł  się  coraz  bardziej  podniecony,
gotów natychmiast zrzucić ubrania z nich obojga i pochłonąć
ją całą, spalając się przy tym na popiół. Zaparkował, pomógł
jej wysiąść i wprowadził do domu, trzymając za rękę. Zaraz za
drzwiami pomógł jej zdjąć szalik i kurtkę, a potem spojrzał na
nią z uśmiechem.

– Jesteś pewna?

Skinęła głową.

Nie potrzebował dodatkowych potwierdzeń.

Obudziła się bardzo wcześnie. Kristjan już wstał. Przykrył

ją  ślicznym  czerwono-białym  kocem  i  rozpalił  ogień
w kominku. Na poduszce obok niej leżała kartka.

background image

Poszedłem popływać. Niedługo wrócę. K

Uśmiechnęła  się  i  usiadła,  przyciskając  koc  do  nagiej

piersi.  Była  głodna,  chciało  jej  się  pić  i  jak  na  zawołanie
zauważyła  na  stoliku  przy  łóżku  tacę:  dzbanek  kawy,  drugi
gorącej czekolady, kilka drożdżówek i świeże owoce.

Pomyślałem, że może Ci się to przydać. K

Karteczka  była  przyklejona  do  świątecznego  kubka.  Te

kubki  były  wszędzie  i  już  do  nich  przywykła.  Pomyślała,  że
zje i pójdzie pod prysznic. Spojrzała na zegar. Dopiero za trzy
godziny muszą być w pracy.

Ostatnia  noc  była  wielkim  krokiem  naprzód.  Kristjan

pokazał,  że  chce  z  nią  być.  To  było  ogromnie  ważne  dla
obojga, początek czegoś nowego, droga w przyszłość. Na razie
poczynili  pierwszy  krok,  a  teraz  trzeba  powoli  poruszać  się
naprzód.

Przemierzał  wodę  mocnym  kraulem.  Płuca  go  paliły

i brakowało mu tchu, ale chciał się przekonać, jak daleko uda
mu się dopłynąć i jak długo może nie wychodzić z wody bez
brania oddechu. Nie zamierzał się zatrzymywać, dopóki ciało
go do tego nie zmusi.

Poszedł  do  łóżka  z  Merry,  a  kiedy  obudził  się  rano,  sam

nie wiedział, co o tym myśleć. Seks był świetny, podobnie jak
wcześniej,  i  miał  nadzieję,  że  to  się  nie  zmieni,  ale
w  związkach  nigdy  nie  chodzi  tylko  o  seks.  Chodzi
o oczekiwania.

Czy idąc do łóżka z Merry dał jej do zrozumienia, że łączy

ich coś więcej? Dla niego ostatnia noc była tylko uwolnieniem

background image

pożądania,  które  nie  dawało  mu  spokoju,  odkąd  znów  ją
zobaczył.

Zatrzymał się w końcu i zaczerpnął powietrza. Rozgrzana

skóra parowała. Dokoła wszystko było przysypane śniegiem –
brzegi basenu, ławki, poręcze – on jednak nie czuł mrozu.

Merry  chyba  nie  będzie  niczego  od  niego  oczekiwać?

Powiedziała  wcześniej,  że  więcej  nie  popełni  tego  samego
błędu  i  nie  wejdzie  w  związek  tylko  z  powodu  pożądania.
A  przecież  ostatniej  nocy  połączyło  ich  właśnie  pożądanie.
Sytuacja  była  chyba  jasna?  Podrapali  się  nawzajem
w swędzące miejsca i teraz już wszystko powinno być dobrze.
Teraz obydwoje będą w stanie myśleć jasno i klarownie.

Ale  jego  myśli  zajmowały  wyłącznie  wspomnienia

ostatniej  nocy.  Blask  jej  skóry  oświetlonej  ogniem,  gładkie
zaokrąglenia,  miękkość  brzucha,  w  którym  rosło  dziecko.
Znów poczuł poruszenie w ciele. Z irytacją wyszedł na brzeg
i wytarzał się w śniegu.

Miał  nadzieję,  że  zimno  przeczyści  jego  umysł,  ale  nic

takiego  się  nie  stało.  Wciąż  przypływały  do  niego  jej
westchnienia, rytm jej oddechu, ruchy. Miał nadzieję, że ta noc
pomoże mu zapanować nad uczuciami, tymczasem wyglądało
na to, że tylko dolała oliwy do ognia.

Czy to kiedyś minie? Czy gdyby wróciła do Anglii, jego

ciało w końcu by ostygło i przestałby reagować na samą myśl
o niej? Tylko że nie chciał, by tam wracała.

Może  obydwoje  potrzebowali  więcej  przestrzeni.

Mieszkała w jego domu, pracowali razem. Może powinien jej
znaleźć  jakieś  inne  mieszkanie?  Miał  mnóstwo  przyjaciół,
którzy  mieli  wolny  pokój  albo  kanapę.  Tylko  czy  na  pewno

background image

chciał,  by  matka  jego  dziecka  spała  na  cudzej  kanapie?
Absolutnie nie. Zasługiwała na własne wygodne łóżko.

W  takim  razie  może  on  powinien  się  wyprowadzić?

Mógłby  spędzić  kilka  nocy  w  dyżurce.  To  zdarzało  się  już
wcześniej.  W  Boże  Narodzenie  ruch  w  szpitalu  zawsze  był
większy i nie wyglądałoby to, jakby jej unikał. Zabierałby ją
tylko  do  miejsc,  w  których  nie  było  sypialni.  Mógłby  na
przykład  pokazać  jej  miejscowe  szkoły  i  przedszkola,  by
potrafiła  sobie  wyobrazić  wychowywanie  dziecka  w  Snowy
Peak, uwierzyć, że nie jest to miejsce bez przyszłości.

Pomyślał, że to rozsądny plan. Zarzucił ręcznik na ramiona

i otrzepał się ze śniegu. Do świąt pozostały trzy dni. To miało
być  ich  pierwsze  Boże  Narodzenie  spędzone  razem  i  jedyne
spędzone we dwoje.

Miał nadzieję, że uda im się przynajmniej usiąść przy tym

samym stole. Myśl, że mogłoby być inaczej, była bolesna, ale
musiał być realistą. Za bardzo się do niej zbliżył i pozwolił, by
uczucia  nim  zawładnęły.  Jak  by  się  czuł,  gdyby  teraz  miał
stracić i ją, i dziecko?

Zapatrzył  się  na  góry  pokryte  śniegiem.  Nie,  nie  mógłby

ich stracić. Nie mógł nawet o tym myśleć.

– Od kilku dni był przeziębiony i miał gorączkę, ale dzisiaj

temperatura bardzo mu skoczyła i jest śpiący, więc…

– Dobrze pani zrobiła, przychodząc z nim tutaj – zapewnił

Kristjan  matkę  i  wziął  do  ręki  elektroniczny  termometr,  by
sprawdzić temperaturę chłopca.

Nałożył  na  termometr  jednorazową  osłonkę  i  wsunął  go

chłopcu do ucha. Usłyszał pisk i spojrzał na wynik: trzydzieści

background image

dziewięć i sześć.

–  Rzeczywiście  bardzo  wysoka  temperatura.  Czy

zauważyła pani jakąś wysypkę?

– Właściwie nie, może ze dwie krostki, ale…

– W którym miejscu?

– Na brzuchu.

Dziecko miało dziesięć miesięcy i w tej chwili ubrane było

tylko  w  śpioszki  bez  rękawów  i  pieluszkę.  Kristjan  odchylił
śpioszki i zauważył lekkie przebarwienie na skórze, które mu
się nie podobało.

– Czy dużo ostatnio siusiał?

– Nie tak dużo jak zwykle, ale też mniej pił. Jak pan myśli,

co to jest? Wirus?

Miał  nadzieję,  że  tylko  o  to  chodzi,  ale  w  tej  chwili

obawiał  się  sepsy  –  groźnej  dla  życia  reakcji  na  infekcję.
Czasami  system  immunologiczny  reagował  nadmiernie.
Chłopiec  oddychał  bardzo  szybko, Kristjan  nie chciał  jednak
alarmować matki, dopóki nie będzie miał pewności.

– Czy urodził się w terminie po prawidłowej ciąży?

– Urodził się miesiąc za wcześnie.

– A czy przyjął wszystkie szczepienia z kalendarza?

– Tak.

–  Dobrze.  Obawiam  się,  że  jego  organizm  zbyt  mocno

reaguje na infekcję, więc muszę go przyjąć na oddział, podać
mu płyny nawadniające i silne antybiotyki.

– Myśli pan, że to coś poważnego?

background image

– Możliwe, że to sepsa, a w takim razie zaczniemy z nią

walczyć od razu. Pielęgniarka za chwilę poda mu antybiotyk
i  będzie  go  monitorować,  dopóki  nie  przyjmiemy  go  na
oddział.

Matka  wydawała  się  zmartwiona,  ale  na  szczęście

zachowywała się spokojnie.

– Dziękuję, panie doktorze.

– Nie ma za co. Dobrze, że go tu pani przywiozła.

Poszedł do dyżurki wypełnić kartę i przepisać antybiotyki.

Zadzwonił  nie  tylko  na  oddział  dziecięcy,  ale  również  na
oddział  intensywnej  opieki,  by  sprawdzić,  czy  w  razie
potrzeby  mają  wolne  miejsce.  Na  szczęście  mieli.  Potem
poprosił pielęgniarkę o pobranie próbki krwi do badań.

– Dzień dobry – usłyszał za plecami i podniósł głowę.

To była Merry.

– Dzień dobry.

– Kiedy wstałam, już cię nie było.

Pochyliła  się  nad  biurkiem  i  poczuł  zapach  jej  perfum.

Powstrzymał się z trudem, by nie przyciągnąć jej do siebie.

– Wybrałem się popływać, a potem przyszedłem prosto do

szpitala.

– Dziękuję, że zostawiłeś mi śniadanie.

– Nie ma za co.

Rozejrzała się, a potem pochyliła bliżej i szepnęła:

– Bardzo miło wspominam ostatnią noc.

– Ja też.

background image

– I wszystko między nami w porządku?

– Oczywiście – uśmiechnął się. – A dlaczego nie?

–  To  dobrze.  Pomyślałam,  że  może  przygotuję  dzisiaj

kolację? A na deser moglibyśmy…

Zawiesiła  głos  i  zrozumiał,  co  miała  na  myśli.  Seks.

Zwykle nie odrzucał propozycji seksu z kobietą, która bardzo
mu się podobała.

– Brzmi to dobrze. Bardzo chętnie bym się nad tym trochę

pozastanawiał,  ale  w  tej  chwili  mam  pilny  przypadek.
Podejrzenie sepsy.

Natychmiast zrozumiała i skinęła głową.

– Nie będę cię zatrzymywać.

Pochwycił  notatki  i  wrócił  do  dziecka,  by  przypilnować

podania  antybiotyków.  Nie  musiał  robić  tego  osobiście,
pielęgniarka  doskonale  by  sobie  poradziła,  ale  chciał  się
oddalić od Merry, by zachować jasność myśli. Tu, w szpitalu,
nie mógł sobie pozwolić na rozpraszanie.

W  przerwie  na  lunch  postanowiła  się  wybrać  na

świąteczne zakupy. Do świąt zostały już tylko dwa dni, a ona
chciała  kupić  Kristjanowi  jakiś  prezent.  Zasłużył  na  to.
Chciała  poszukać  czegoś,  co  wywołałoby  na  jego  twarzy
uśmiech.  A  dzisiaj  po  kolacji  da  mu  najlepszy  prezent  ze
wszystkich…

Wkrótce  znalazła  sklep  z  bielizną.  Przymierzyła  kilka

rzeczy, podjęła decyzję, a potem poszła kupić coś, co mógłby
zobaczyć dopiero dwudziestego piątego grudnia.

background image

Wybór  był  trudny.  Nie  miała  pojęcia,  na  co  się

zdecydować.  Jego  półki  na  książki  w  większości  wypełniała
literatura  medyczna,  a  muzykę  puszczał  przez  głośniki,  więc
nie  było  żadnej  kolekcji  płyt,  które  mogłaby  przejrzeć.
Wiedziała,  że  dobrze  się  ubiera,  lubi  pływać,  jest  oddany
pracy… Może coś dla Fundacji Elfów?

Przyszedł jej do głowy pewien pomysł, ale to nie było coś,

co można byłoby załatwić w ciągu godzinnej przerwy. Musiała
wrócić do szpitala i poszukać w internecie kogoś, kto mógłby
jej pomóc zadzwonić w kilka miejsc i puścić sprawę w ruch.

Była bardzo zadowolona ze swojej decyzji i nie mogła się

już  doczekać,  kiedy  zobaczy  minę  Kristjana.  Teraz  trzeba
tylko  przetrwać  popołudnie,  przygotować  kolację,  a  potem
pozwolić, by ją rozpakował jak prezent.

Najpierw  jednak  czekała  na  nią  lista  pacjentów.  Sięgnęła

po  pierwszą  kartę,  sprawdziła,  czy  Agnes  jest  w  pobliżu,
a  potem  poszła  za  parawan.  Na  łóżku  do  badań  siedziała
kobieta, a obok niej mały chłopiec czytał książkę.

– Dzień dobry, jestem doktor Bell. Co was tu sprowadza?

–  Nie  mogłam  się  dostać  do  lekarza  rodzinnego,  więc

przywiozłam  syna  tutaj.  Ma  okropne  siniaki.  Proszę  tylko
spojrzeć:  na  rękach,  na  nogach.  Powinna  pani  zobaczyć
jeszcze  te  na  plecach.  Nie  miał  ich  kilka  dni  temu,  kiedy
zostawiałam go u ojca.

Merry zrozumiała podtekst. Matka sugerowała, że jej były

partner  zaniedbywał  chłopca  albo  stosował  wobec  niego
przemoc fizyczną. Cóż, mogło tak być, a mogło być inaczej.
Merry  wiedziała,  że  przyczyną  sińców  może  być  jakiś  stan
chorobowy. Matce chłopca nie przyszło to do głowy.

background image

–  Chcę,  żeby  zrobiła  pani  zdjęcia.  Mam  już  kilka

w telefonie, ale chcę to zgłosić na policję.

– Dobrze, spokojnie. Pozwoli pani, że najpierw to obejrzę?

Chłopiec, Tómas, miał sześć lat – wystarczająco wiele, by

współpracować, o ile nie był za bardzo wystraszony.

– Cześć, Tómas. Czy mogę cię obejrzeć? – zapytała.

Chłopiec skinął głową i odłożył książkę.

– Co czytasz?

– O piratach i o smoku.

– Brzmi nieźle. Lubisz czytać?

– Tak.

– Ja też, ale już nie pamiętam, kiedy ostatni raz czytałam

o smokach. O piratach też. Czy to dobry pirat?

– Może być.

Chłopiec rzeczywiście miał na ciele kilka sińców, ale nie

wyglądały  na  ślady  uderzeń  ani  takie,  które  pozostałyby,
gdyby ktoś ściskał go zbyt mocno. Były niewielkie. Właściwie
nie  powinno  to  być  nic  dziwnego  u  energicznego  chłopca
w tym wieku, ale sińców było dużo, a jeden, na boku, całkiem
spory.

– Przewróciłeś się może, kiedy byłeś u taty?

– Nie.

– Uprawialiście jakieś sporty?

– Jeździliśmy na łyżwach.

– Dobra zabawa. Tam też się nie przewróciłeś?

background image

–  Mało  brakowało.  Ktoś  na  mnie  wpadł  i  uderzyłem

o bandę.

– Aha…

Mógł  to  być  ślad  po  uderzeniu,  ale  szósty  zmysł  Merry

podpowiadał  jej,  że  coś  tu  jest  nie  tak.  Chłopiec  był  blady
i miał lekką niedowagę. Zdziwiłaby się, gdyby się okazało, że
to rzeczywiście są ślady przemocy fizycznej.

– Jak się ostatnio czułeś, Tómas? Tak jak zwykle?

–  Był  zmęczony  –  odparła  matka.  –  W  ogóle  nie  miał

energii. Nie bardzo chciał iść do ojca, wolał zostać w domu.

Kolejny podtekst. Matka chciała, by Merry zrozumiała jej

podejrzenia.

– Czy to prawda, Tómas, że czułeś się ostatnio zmęczony

i śpiący?

– Różne rzeczy mnie bolą.

– Jakie rzeczy?

Tómas wzruszył ramionami.

– Wszystko.

Merry spojrzała na jego matkę.

– Czy myje mu pani zęby?

– Nie, sam myje. Zawsze bardzo dobrze mu to szło.

– Tómas, czy przy myciu zębów zauważyłeś krew?

– Tylko kiedy przyciska szczoteczkę za mocno – wtrąciła

znów matka.

background image

Merry  sprawdziła  dotykiem  szyję  chłopca,  szukając

powiększonych  węzłów  chłonnych,  i  znalazła  kilka.  Z  całą
pewnością coś tu się dzieje.

– A normalnie jest sprawny i zdrowy?

– Absolutnie tak.

–  Dobrze.  Pielęgniarka  pobierze  krew  do  badań.  To

malutka igiełka, w ogóle nie będzie bolało.

– Co chce pani sprawdzić? – zapytała matka.

–  Poziom  czerwonych  i  białych  krwinek.  Na  wszelki

wypadek będę musiała skonsultować wyniki z hematologiem.

– A potem złoży pani raport na policję?

–  Na  razie  jeszcze  nie.  Poczekajmy  na  wyniki  badania

krwi, dobrze?

Matka  niechętnie  skinęła  głową  i  Agnes  pobrała  krew.

Tómas  z  fascynacją  patrzył  na  chłodzący  sprej,  który
zastosowała  w  zgięciu  ramienia,  i  nie  odrywał  oczu  od  igły
zagłębiającej się w jego ciele.

– Czy to jest moja krew? – zapytał.

– Tak.

– Aha.

Merry  podpisała  buteleczki,  zaznaczyła  odpowiednie

rubryki  w  formularzu  badania  i  przykleiła  na  ręce  chłopca
plasterek.  Trwało  to  wszystko  nieco  dłużej  niż  zwykle,  ale
próbowała  nie  okazać  niepokoju.  Jeśli  ma  rację,  a  miała
szczerą  nadzieję,  że  nie,  ten  uroczy  chłopiec  cierpi  na  jakąś
odmianę białaczki.

background image

– Dobrze. Zostańcie tutaj, a ja prześlę to do laboratorium.

Tómas,  kiedy  wrócę,  chciałabym,  żebyś  mi  opowiedział
historię tego pirata.

– Dobrze. – Chłopiec uśmiechnął się blado.

Merry  zasunęła  zasłonkę  i  z  drżeniem  serca  wsunęła

buteleczkę do windy, która w ciągu kilku sekund dostarczyła
ją  do  laboratorium.  Potem  usiadła  przy  biurku  lekarskim,  by
wypełnić dokumenty.

– Jak idzie? – zapytał Kristjan, wyłaniając się zza rogu.

– Nie najlepiej. Jak tam twój przypadek? Czy to sepsa?

–  Nie,  chyba  tylko  jakiś  paskudny  wirus,  ale

zatrzymaliśmy  chłopca  w  szpitalu  na  obserwacji.  A  tobie  co
się trafiło?

Westchnęła i przygarbiła się na krześle.

– Mam nadzieję, że to nie jest ostra białaczka.

Kristjan się zachmurzył.

– Przykro mi. Potrzebujesz pomocy?

– Nie, wysłałam już krew do badań, ale wiesz, jak to jest,

kiedy czasami masz dziwne przeczucie?

– Wiem.

– No cóż, mam nadzieję, że moje przeczucie jest błędne.

– Oznaczyłaś te próbki jako pilne?

– Tak.

– Przytulić cię?

Podniosła wzrok i uśmiechnęła się.

background image

– Tak.

Obszedł  dokoła  biurko  i  objął  ją  mocno.  To  było  bardzo

miłe i miała ochotę pozostać w jego ramionach.

–  Czy  każdy  może  dostać  taki  uścisk?  –  zapytała  Agnes

z uśmiechem.

– Jeśli tego potrzebuje – odrzekł Kristjan.

Merry  po  raz  ostatni  wciągnęła  jego  zapach  i  niechętnie

oderwała się od niego.

– Dziękuję.

– Nie ma za co.

– Teraz pewnie mogę tylko czekać?

– I trzymać kciuki.

Odsunęła  się  na  bok,  zacisnęła  kciuki  i  popatrzyła  na

wielkiego Mikołaja, którym ozdobione było lekarskie biurko.

–  Jeśli  masz  z  tym  cokolwiek  wspólnego  –  szepnęła

z  napięciem  –  to  proszę,  proszę,  bardzo  cię  proszę,  spraw,
żeby ta rodzina miała szczęśliwe święta.

Przez  dłuższą  chwilę  nie  miała  pojęcia,  czy  jej  prośba

została  wysłuchana,  ale  kiedy  hematolog  zszedł  na  dół
z zachmurzoną twarzą, zrozumiała, że nie wszystkie modlitwy
zostają wysłuchane.

– Chcesz zrobić biopsję szpiku – domyśliła się. Była tego

pewna.

Skinął głową, nie zmieniając wyrazu twarzy.

– Dobrze. Chodźmy im o tym powiedzieć.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Przypadek  Tómasa  nie  dawał  jej  spokoju  przez  całe

popołudnie. Taka diagnoza była okropna w każdym momencie
życia, ale w tym wieku, i w dodatku tuż przed świętami…

Zastanawiała  się,  jakie  święta  czekają  tę  rodzinę.  Na

początek  trzeba  przeprowadzić  indukcję  remisji:  zabić
szkodliwe  komórki  w  szpiku  kostnym  Tómasa  i  przywrócić
równowagę  z  nadzieją,  że  uda  się  złagodzić  symptomy.
Typową  procedurą  w  takich  przypadkach  są  transfuzje  krwi,
oznacza to jednak, że system odpornościowy chłopca zostanie
niemal zupełnie unieruchomiony.

Następną  fazą  jest  konsolidacja,  by  zabić  pozostałe

komórki nowotworowe, i na koniec utrwalenie stanu remisji,
kiedy przez kilka lat regularnie stosuje się chemioterapię, by
zapobiec  nawrotom.  Drobne  ciało  Tómasa  będzie  musiało
znieść  wszystkie  leki,  które  należy  mu  podać,  a  także
kilkuletnią  terapię  sterydami.  Istniała  jednak  nadzieja,  że
leczenie zadziała i nie pojawiają się żadne komplikacje.

Chłopiec  i  jego  rodzina  mają  przed  sobą  długą  drogę

i Merry przez cały czas zastanawiała się, jak ona by się czuła,
gdyby to było jej dziecko. Jak by sobie z tym poradziła? Czy
czułaby  się  bezsilna,  zdana  na  łaskę  innych  lekarzy  i  ich
opinii? Zawsze starała się o tym pamiętać, kiedy rozmawiała
z pacjentami i ich rodzinami – myślała o tym, jak ona by się

background image

czuła,  otrzymując  takie  wiadomości  i  jak  chciałaby,  żeby
lekarze z nią rozmawiali.

A  teraz  zastanawiała  się,  czy  wolałaby  usłyszeć  takie

wiadomości  sama,  czy  z  Kristjanem.  Na  pewno  byłby  silny
i  wspierałby  ją  we  wszystkim.  Dostrzegała  wiele  korzyści
z  pozostania  przy  nim,  ale  właściwie  nie  chodziło  tylko
o  plusy  i  minusy,  lecz  o  uczucia,  a  ona  zgubiła  się  we
własnych. Pożądanie zaćmiewało jej osąd.

Marzyła  o  bajkowym  zakończeniu  tej  historii.  W  końcu

czy nie zasłużyła na nie po tylu latach cierpień?

Miała  zatem  nadzieje  związane  z  Kristjanem.  W  końcu

poczynili  ważny  krok  i  zbliżyli  się  do  siebie.  Jeśli  ma  się
cieszyć najbliższym wieczorem, to musi się otrząsnąć z myśli
o  Tómasie.  Chłopiec  wrócił  na  razie  do  domu  i  miał  się
pojawić  następnego  dnia  na  biopsję  szpiku.  Merry  miała
nadzieję,  że  choroba  jest  we  wczesnym  stadium  i  leczenie
okaże się skuteczne.

Wróciła  do  domu  wcześniej  niż  Kristjan  i  zajęła  się

przygotowywaniem  kolacji.  Postanowiła  przyrządzić  jakąś
tradycyjną islandzką potrawę. Zdążyła wziąć szybki prysznic,
ogolić nogi i pomalować paznokcie, kiedy usłyszała otwierane
drzwi.

– Wróciłem!

– Za chwilę wyjdę! – zawołała z podnieceniem.

Paznokcie  już  wyschły.  Narzuciła  sukienkę  na  fantazyjną

bieliznę  i  wyszła  z  łazienki  boso.  Kristjan  stał  w  salonie  na
dywaniku,  na  którym  kochali  się  poprzedniego  wieczoru,

background image

i  zdejmował  krawat.  Podeszła  do  niego  i  pocałowała  go.
Poczuła łaskotanie zarostu i pomogła mu rozwiązać krawat.

– Witaj w domu.

– Coś tu ładnie pachnie.

– To potrawka rybna. Ploppfishur?

– Mniej więcej – roześmiał się. – Czy zdążę jeszcze wziąć

prysznic?

Zastanowiła się. Mogła nieco przykręcić gaz…

– Może pójdę z tobą?

– Naprawdę?

–  Naprawdę.  –  Zaczęła  rozpinać  guziki  jego  koszuli.  –

Pomogę ci. Z tym paskiem też.

Wyciągnęła  pasek  z  jego  spodni.  Kristjan  patrzył  na  nią,

oddychając szybko.

– Chodź ze mną.

W małżeństwie z Markiem była tylko bierną uczestniczką

seksu.  Mark  nie  chciał  od  niej  niczego,  tylko  tyle,  by  leżała
nieruchomo,  dopóki  on  nie  skończy.  Nie  chciał,  by  go
dotykała, by sprawiała mu przyjemność.

Za  pierwszym  razem,  gdy  tego  spróbowała,  skrzywił  się

i  powiedział,  że  mu  się  to  nie  podoba.  Stwierdził,  że  jest
seksualnie  agresywna,  co  ją  zgasiło.  Dla  niego  mężczyzna
w  seksie  był  przywódcą,  a  kobieta  powinna  znać  swoje
miejsce.  Toteż  ich  życie  seksualne  było  dla  niej  bardzo
niesatysfakcjonujące i cieszyła się, gdy wreszcie mogła uciec
z ramion Marka.

background image

Spotkanie  z  Kristjanem  na  Hawajach  było  dla  niej

objawieniem. Poznawała własną siłę, odkrywała, do czego jest
zdolna i upajała się poczuciem wolności, gdy się okazało, że
w  intymnych  chwilach  może  prosić  o  różne  rzeczy.  Robiła
rzeczy,  jakich  nie  próbowała  nigdy  wcześniej,  a  Kristjan
każdym  swoim  oddechem  dawał  jej  do  zrozumienia,  że
podoba mu się jej siła.

Podczas  intymnych  chwil  z  Kristjanem  czuła  się  silna

i  uderzało  jej  to  do  głowy.  Z  kolei  kiedy  okazywała
wrażliwość oraz poddanie i otwierała się przed nim, widziała,
że  nic  złego  nie  dzieje  się  również  wtedy,  gdy  rezygnuje
z kontroli. Przy Kristjanie czuła się bezpiecznie i mogła sobie
pozwolić na odwagę. Czuła się jego partnerką.

Po  wyjściu  z  łazienki  zjedli  kolację  z  wielkim  apetytem.

Kristjan  pochłonął  trzy  miseczki  potrawki  rybnej.  Merry
dobrze  gotowała  i  podobało  mu  się  to,  że  nie  obawia  się
próbować nowych rzeczy.

Pomyślał,  że  jest  im  z  sobą  dobrze.  Dogadywali  się

i  w  pracy,  i  w  domu,  a  jej  towarzystwo  sprawiało  mu
przyjemność nawet gdy nie byli w łóżku, choć zaraz po kolacji
właśnie tam trafili.

Odkrył,  że  pójście  z  kobietą  do  łóżka  więcej  niż  raz  ma

swój  urok.  Zawsze  traktował  seks  jako  jednorazowe
doświadczenie – można się było zabawić, a potem zapominał
o  tej  kobiecie,  bo  nie  było  sensu  ciągnąć  tego  dłużej.
Właściwie powtarzał sobie, że byłoby to niebezpieczne.

A  teraz  bardzo  go  zdziwiło  to,  jak  dobrze  się  czuł,

wiedząc, że nie musi się śpieszyć z poznawaniem ciała Merry
i  jak  przyjemnie  jest  po  prostu  leżeć,  trzymając  ją

background image

w  ramionach.  Czuł  się  doceniony.  Nie  chodziło  tylko
o  szaleńcze  pragnienie;  ważne  było  to,  że  wybrała  właśnie
jego. Ze wszystkich mężczyzn na świecie właśnie jego uznała
za  wartościowego  i  nie  tylko  na  jeden  raz,  na  przelotne
seksualne  zetknięcie,  ale  na  wiele  razy.  Chciała  przy  nim
zostać. Chciała go, przynajmniej na jakiś czas.

– Jutro jest wigilia – powiedział.

– Wiem. Ten rok minął szybko.

–  W  tym  kraju  w  wigilię  ludzie  zwykle  dają  sobie

w prezencie książki, a potem wieczorem siedzą i czytają.

– Tak? Jakie książki lubisz?

–  Sam  nie  wiem.  Dotychczas  dawałem  książki  tylko

pacjentom, a sam czytałem literaturę fachową. Już od dawna
nie mam rodziny.

Odwróciła się do niego i pogładziła go po twarzy.

– Uważasz nas za rodzinę?

– A czy w pewien sposób nią nie jesteśmy?

– Chyba tak – uśmiechnęła się. – Kupię ci książkę, tylko

powiedz, co lubisz.

– Nie wiem. Kryminał? Thriller?

– Coś ci kupię.

Pocałował  ją w czubek nosa. Cieszył się z jej obecności,

cieszył  się,  dopóki  mógł.  Pomyślał  o  tym,  co  usłyszał  przed
wyjściem  ze  szpitala.  Musi  jej  powiedzieć.  Tak  będzie
uczciwie.

– Podobno przełęcz wkrótce będzie przejezdna.

background image

Obiecała,  że  zostanie,  dopóki  drogi  nie  będą  przejezdne,

ale to było wcześniej, zanim się do siebie zbliżyli. Czy teraz
zmieniła  zdanie?  Czy  przejezdność  dróg  ma  jeszcze
znaczenie?  Nic  nie  odpowiedziała,  ale  wyczuł  w  niej  lekkie
napięcie.

Wtulił twarz w jej włosy i wdychał jej zapach – miodowy,

łąkowy. Pachniała wolnością i latem.

– Kiedy? – zapytała.

Serce  mu  się  ścisnęło.  Czy  nadal  chce  wyjechać,  nawet

teraz, kiedy leży w jego ramionach? Nie chciał jej tracić, ale
jest  wolną  kobietą  i  nie  zamierzał  przykuwać  jej  do  siebie.
Mark  ograniczał  jej  ruchy,  Kristjan  nie  chciał  zrobić  tego
samego. Musi zaufać, że podejmie właściwą decyzję.

– Nie wiem. Pielęgniarka o tym wspominała. Ma nadzieję,

że uda jej się pojechać do rodziny w Reykjaviku.

– Aha.

Mocniej  zacisnęła  ręce  wokół  jego  ciała,  a  on  wciąż

wdychał  jej  zapach,  powtarzając  sobie,  że  jeśli  utrwali  go
w pamięci, to będzie w stanie zawsze przywołać jej bliskość,
na zawsze zapamiętać chwile, gdy miał ją przy sobie. Ufał, że
to nie jest ostatni raz, ale chciał być z nią uczciwy.

Przymknął oczy z nadzieją, że uda mu się zasnąć i znaleźć

się w świecie, gdzie to wszystko nie ma znaczenia, gdzie nie
czuł  bolesnego  ściskania  w  dołku,  tego  okropnego  uczucia,
które  prześladowało  go  ostatnio,  odkąd  pozwolił  sobie  coś
czuć, odkąd pozwolił sobie na utratę kontroli.

Ale sen nie nadchodził.

background image

Leżał  tak  bardzo  długo,  mając  nadzieję,  że  Merry  nie

planuje  już  przyszłości  bez  niego,  że  mówiąc  jej
o  przejezdności  przełęczy  nie  popełnił  największego  błędu
w życiu.

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Był  wigilijny  poranek.  Merry  pracowała  dopiero  po

południu – na szczęście, bo miała jeszcze do załatwienia kilka
rzeczy  dotyczących  prezentu,  który  organizowała  dla
Kristjana.  Jednak  biegając  z  jednego  miejsca  w  drugie  po
całym  Snowy  Peak  przez  cały  czas  myślała  o  tym,  co
powiedział  poprzedniego  wieczoru:  że  przełęcz  wkrótce
będzie przejezdna i mogłaby wrócić do Reykjaviku.

Tam  jest  lotnisko.  Będzie  mogła  wrócić  do  domu,  jeśli

zechce.  Kiedy  tu  przyjechała,  na  początku  nie  myślała
o niczym innym, ale teraz wszystko się skomplikowało i sama
nie wiedziała, co czuje. Już same jej uczucia do Kristjana były
skomplikowane, a sytuacja…

Nie miała pojęcia, co zrobić. Co by to oznaczało, gdyby tu

została? Bardzo jej się podobało w Snowy Peak. Podobało jej
się miejsce, krajobrazy, ludzie i szpital, zakochała  się w tym
wszystkim.  Czy  zakochała  się  również  w  Kristjanie?  Bardzo
dobrze  się  z  nim  czuła,  uwielbiała  z  nim  pracować  i  leżeć
w jego ramionach, ale czy było w tym coś więcej?

Nie chciała tego, przez całe lata powtarzała sobie, że nigdy

więcej nie zaangażuje się uczuciowo, a tymczasem zrobiła to,
a w dodatku chodziło o ojca jej dziecka.

Siedząc  nad  latte  w  jednej  z  kawiarń  patrzyła  na

przechodzące  obok  rodziny,  które  robiły  ostatnie  zakupy  –
prezenty  dla  przyjaciół  i  rodziny.  Widziała  matki  trzymające

background image

za  ręce  podniecone  dzieci,  ojców,  którzy  nosili  maluchy  na
barana, patrzyła, jak obrzucali się śnieżkami. Czy tak właśnie
wyglądałaby przyszłość jej i dziecka, gdyby tu pozostała?

Na co właściwie musiałaby się zgodzić? Ona i Kristjan nie

ustalili żadnych zasad, nie powiedzieli sobie, kim dla siebie są.
Może  przykłada  zbyt  duże  znaczenie  do  tego,  co  się  stało?
Kristjan nie zastrzegł, że są z sobą na wyłączność.

Co powinna zrobić, kiedy przełęcz zostanie otwarta? Czy

rzeczywiście  tak  ważne  jest,  by  dziecko  miało  oboje
rodziców?  Na  świecie  jest  mnóstwo  samotnych  rodziców,
którzy  potrafili  wychować  szczęśliwe,  dobrze  przystosowane
dzieci.  Niektóre  dzieci  mieszkały  raz  u  jednego  rodzica,  raz
u  drugiego  i  one  również  dobrze  sobie  radziły.  Tak  właśnie
Merry  widziała  to  na  początku,  ale  teraz  wszystko  się
zmieniło.

Kristjan  bardzo  się  zaangażował  w  ojcostwo  i  nie  była

pewna,  czy  miałaby  czyste  sumienie,  gdyby  ograniczyła  mu
dostęp do dziecka.

Ale  ponieważ  sama  nie  miała  rodziców,  to  może  dlatego

wydawało jej się, że lepiej mieć dwoje niż żadnego?

Na  razie  wszystko  wyglądało  bardzo  pięknie,  seks  był

wspaniały, ale co będzie, gdy ta faza przeminie? Obawiała się
znów popełnić ten sam błąd, ale jeśli to nie byłby błąd? Jeśli
pozostanie  w  Snow  Peak  z  Kristjanem  byłoby  najlepszą
decyzją w jej życiu?

Poszła  do  sklepu,  kupiła  wędzoną  jagnięcinę,  pardwę,

która  była  bardzo  popularnym  gatunkiem  drobiu  w  Islandii,
i  szynkę,  potem  trochę  warzyw,  laufabrauð,  czyli  bochenek
chleba,  i  zebrała  składniki  potrzebne  do  przyrządzenia

background image

tradycyjnego islandzkiego puddingu ryżowego, który nazywał
się möndlu grautur. Znalazła przepis po obejrzeniu programu
telewizyjnego;  pudding  ryżowy  z  bitą  śmietaną  i  migdałami
zapowiadał się nieźle.

Robienie zakupów sprawiło jej przyjemność i poczuła się

przy tym, jakby była częścią rodziny. Chciała przygotować dla
Kristjana  prawdziwe  islandzkie  Boże  Narodzenie.  Skoro  ją
ugościł, może mu przynajmniej gotować.

W  Wielkiej  Brytanii  zwykle  spędzała  święta  sama.

Gotowała  tylko  dla  siebie  albo  brała  dyżur  w  szpitalu.
Czasami  ten  dzień  upływał  całkiem  miło,  kiedy  indziej
wolałaby, by w ogóle go nie było.

Nawet  to  jedno  Boże  Narodzenie,  które  spędziła

z  Markiem,  było  pełne  ograniczeń.  Byli  wtedy  w  podróży
poślubnej,  a  Mark  uparł  się,  że  święta  muszą  wyglądać
dokładnie tak, jak zapamiętał je z domu rodzinnego. Ponieważ
Merry  nie  miała  żadnych  własnych  świątecznych  tradycji,
spełniła wszystkie jego wymagania, nieświadoma, jakie będą
tego konsekwencje.

Tym razem chciała, żeby było przyjemnie. Może mogłaby

zacząć  jakieś  własne  tradycje.  W  następne  święta  będą  już
mieli  syna  albo  córkę,  więc  będzie  to  wyjątkowe  Boże
Narodzenie.  Co  chciałaby,  żeby  święta  oznaczały  dla  jej
dziecka? Chciała, żeby był to dla niego szczególny okres, żeby
wszyscy  mieli  jednakowe  piżamy,  popijali  gorącą  czekoladę,
może  znaleźli  jakiś  prezent  świąteczny  w  pończochach  na
kominku.

A  może  mogliby  pójść  do  kościoła,  zapalić  świece

i  śpiewać  kolędy?  Mogłaby  przyrządzić  świąteczny  pudding

background image

i ukryć w nim monetę. A po kolacji mogliby ubrać się ciepło
i  pójść  na  długi  spacer.  Może  mieliby  psa  i  rzucaliby  mu
patyki.  Sfilmowałaby  twarze  swoich  najbliższych  przy
rozpakowywaniu prezentów, przez całe przedpołudnie graliby
w gry, potem gotowaliby świąteczny obiad. Mogłaby założyć
świąteczny fartuszek i…

Opamiętała  się  nagle.  Może  ja  jednak  też  kocham  Boże

Narodzenie?  –  pomyślała.  A  może  kocham  Kristjana?
Spojrzała na zegarek. Czas wracać do domu.

Do domu. To mógłby być jej dom, gdyby zdecydowała się

zostać  w  Snowy  Peak,  ale  dlaczego  z  góry  zakładała,  że
mieszkałaby  pod  jednym  dachem  z  Kristjanem?  Może  czas
poszukać własnego miejsca?

W  kawiarni  znalazła  miejscową  gazetę  ze  stroną

poświęconą  nieruchomościom.  To  nic  nie  znaczyło,  chciała
tylko zobaczyć, jakie ma opcje. Przejrzała je, zakreśliła kilka,
które wyglądały obiecująco i wróciła do domu.

W pracy większość personelu przebrana była w świąteczne

stroje.

Kristjan  miał  czerwone  spodnie  świętego  Mikołaja

przytrzymane  brązowymi  skórzanymi  szelkami  na  koszuli
w  kratę.  Z  podwiniętymi  rękawami  wyglądał  jak  Mikołaj,
który  spędził  kilka  godzin  w  warsztacie.  Pielęgniarki
poprzebierały się za elfy, anioły i pasterzy. Merry czuła się nie
na  miejscu  w  normalnym  ubraniu,  więc  poszła  po  kostium
elfa, który nosiła wcześniej.

Na całym oddziale słychać było świąteczną muzykę, liczba

pacjentów  jednak  nie  zmalała.  Przychodziło  mnóstwo  dzieci
z  wirusami,  infekcjami  dróg  oddechowych,  a  jedno  z  ospą

background image

wietrzną.  Merry  zdiagnozowała  złamanie  ręki,  złamanie
nadgarstka,  jednego  chłopca  wysłała  na  endoskopię,  bo
połknął  monetę,  która  utknęła  mu  w  przełyku.  Zajęła  się
ostrym przypadkiem zapalenia pieluszkowego, skontaktowała
się z okulistą, bo jakieś dziecko podrapało sobie oko gałęzią
kolczastego krzewu i przyjęła jedno na oddział z podejrzeniem
zapalenia  płuc.  Nie  lubiła  przyjmować  dzieci  do  szpitala  na
święta, ale czasami nie dało się tego uniknąć.

W  połowie  zmiany  ktoś  zadzwonił  na  jej  komórkę.

Przystanęła na chwilę w spokojnym kącie.

– Halo?

– Doktor Bell? Mówi Kari z firmy Viktorssons.

– Firma prawnicza, tak? – skojarzyła Merry.

–  Chciałam  tylko  powiedzieć,  że  mamy  wstępne

dokumenty, o które pani prosiła. Może je pani odebrać.

–  Naprawdę?  To  cudownie.  Dziękuję  bardzo.  Niestety,

pracuję dzisiaj do późna.

– W szpitalu?

– Tak.

– Mogę je pani podrzucić do recepcji, kiedy będę wracała

do domu. To dla mnie żaden kłopot.

– Kari, ratujesz mi życie! Ogromnie ci dziękuję. Przyszłam

z tym trochę późno i jestem bardzo wdzięczna.

– Nie ma problemu! Wesołych świąt, pani doktor.

– Tobie też, Kari.

background image

Rozłączyła  się  i  przygryzła  usta  z  podniecenia.  Miała

nadzieję, że Kristjanowi spodoba się to, co zrobiła. Wydawało
się to słuszne i nawet gdyby między nimi miało się nie ułożyć,
i tak uważałaby, że postąpiła słusznie.

– Z kim rozmawiałaś?

Odwróciła się, gdy usłyszała głos Kristjana.

– Z nikim.

Widziała, że jej nie uwierzył. Czy słyszał rozmowę?

– Kończę już i idę do domu. Chcesz, żebym coś kupił po

drodze?

–  Nie,  kupiłam  wszystko  rano.  Możesz  zajrzeć  do

jagnięciny. Jest w wolnowarze.

– Zajrzę. O której kończysz?

– O szóstej.

–  W  takim  razie  wszystko  będzie  już  gotowe,  kiedy

wrócisz.

Uśmiechnęła się.

– Masz ochotę wybrać się później na wielki koncert kolęd

w Krainie Czarów? Zaczyna się o dziewiątej. Fundacja Elfów
będzie  śpiewać  kilka  piosenek.  Powiedziałem,  że  postaramy
się zajrzeć.

– Bardzo chętnie – odrzekła szczerze.

–  Świetnie,  w  takim  razie  do  zobaczenia  później.  –

Pochylił się i pocałował ją.

Jedna z pielęgniarek zagwizdała i Merry się zaczerwieniła.

Część  personelu  wiedziała,  jak  wygląda  sytuacja  między  nią

background image

a  Kristjanem,  udało  jej  się  też  zaprzyjaźnić  z  kilkoma
osobami. Pomyślała, że to dobre miejsce, żeby osiedlić się na
stałe.

Kristjan wszedł do domu i gdy poczuł zapach dochodzący

z  kuchni,  zaburczało  mu  w  brzuchu.  Wszystko  szło  jak
najlepiej. Doskonale dogadywali się z Merry, a gdy powiedział
jej, że droga przez przełęcz jest już przejezdna, ani słowem nie
wspomniała o powrocie do domu.

To chyba dobrze wróży?

Nastawił  warzywa,  zrobił  sobie  kawę  i  usiadł  na  chwilę

w salonie. Na stole leżała miejscowa gazeta. Wziął ją do ręki,
rzucił  okiem  na  artykuł  o  sprawie  sądowej  w  Reykjaviku
i o jednodniowym wyścigu psich zaprzęgów na rzecz fundacji
wspierającej  ludzi chorych  na raka mózgu.  Przerzucał  wzrok
z  jednego  artykułu  na  następny,  ignorując  tylko  strony
telewizyjne  i  finansowe,  i  już  miał  zamknąć  gazetę,  kiedy
zobaczył, że kilka ogłoszeń o sprzedaży mieszkań w okolicy
zostało zakreślonych.

Pochylił się i spojrzał uważniej.

Mieszkanie na sprzedaż lub wynajem.

Dwie sypialnie, nieumeblowane.

Miejsce parkingowe i mała piwnica.

Merry  szuka  nieruchomości?  To  chyba  doskonała

wiadomość.  To  oznacza,  że  zamierza  tu  zostać,  że  widzi  dla
nich  wspólną  przyszłość.  Pewnie  właśnie  o  tym  rozmawiała
przez telefon!

Naraz przytłoczył go ciężar odpowiedzialności tak wielki,

że zaparło mu dech. Czego potrzebował, by udowodnić, że jest

background image

w  stanie  sprostać  sytuacji,  okazać  się  mężczyzną,  jakim
powinien  być? To niewiarygodne, że Merry  zdecydowała  się
mu  do  tego  stopnia  zaufać.  Przez  całe  życie  była  sama,
a teraz…

Tylko  czy  on  to  uniesie?  Czy  będzie  potrafił  otworzyć

serce  i  stać  się  z  nią  jednością?  Czy  będzie  potrafił  zadbać
o nich wszystkich? Musi coś zrobić, by jej pokazać, do jakiego
stopnia czuje się zaangażowany. Udowodnić to.

Wstał i poszedł do sypialni, by się przebrać. Skoro Merry

potrafiła  się  wykazać  taką  odwagą  po  tym  wszystkim,  co
przeszła, on nie może wymagać mniej od siebie.

Zapalił  świece  na  stole,  który  Merry  nakryła  przed

wyjściem do pracy. W głośnikach śpiewał Nat King Cole. Gdy
weszła, napełniał dwa kieliszki bezalkoholowym winem.

– Za nas. – Wzniósł toast.

– Za nas. – Uśmiechnęła się i popatrzyła podejrzliwie na

zawartość kieliszka. – Czy to kwas z akumulatora?

–  Mam  nadzieję,  że  nie,  bo  nie  chciałbym  dzień  przed

wigilią poddawać się operacji żołądka.

– Ja chyba pozostanę przy soku owocowym.

Poszła  do  kuchni,  nalała  sobie  soku  pomarańczowego

i nałożyła jedzenie do miseczek. Czekała na tę chwilę. Jeszcze
nigdy  nie  jadła  pardwy,  ale  przypuszczała,  że  smakuje
podobnie jak inne dzikie ptaki.

– Na wypadek, gdybyś nie miała ochoty na mięso, kupiłem

trochę rosołu i zapiekankę warzywną – powiedział.

– Och, dziękuję, że o tym pomyślałeś.

background image

– Nie ma za co. Siadamy do stołu?

Kiedy już zajęła miejsce, położył jej na kolanach czerwoną

serwetkę i pocałował ją w usta.

– Wesołych świąt, Merry.

– Wesołych świąt.

Nałożył  jej  na  talerz  po  odrobinie  wszystkiego,  a  ona

postanowiła  wszystko  spróbować.  Nie  miała  wielkiej  ochoty
na jagnięcinę ani szynkę, spróbowała pardwy, ale ta również
zanadto  nie  przypadła  jej  do  gustu,  więc  z  ochotą  zajęła  się
zapiekanką.

Jedli  nieśpiesznie,  rozmawiając  o  przypadkach

medycznych z przeszłości, a potem Kristjan zmienił temat.

– Opowiedz mi o swoim najlepszym Bożym Narodzeniu.

– To chyba jest właśnie teraz – odparła nieśmiało.

Wydawał się zadowolony.

– Ale zdaje się, że brałaś ślub w Boże Narodzenie?

– Tak.

– I to nie były dobre święta, zanim wszystko się popsuło?

Potrząsnęła głową.

– Nie, ale nie chcę myśleć o tamtych czasach. Ruszyłam

dalej i wszystko się zmieniło.

– Na lepsze?

– Taką mam nadzieję.

– Ja też.

background image

Podniósł  się  z  krzesła,  przyklęknął  obok  jej  i  wziął  ją  za

rękę.  Co  on  robi?  Mężczyźni  przyklękali  na  jedno  kolano
tylko  wtedy,  kiedy  chcieli  zawiązać  sznurówki  albo  się
oświadczyć, a Kristjan był w butach bez sznurowadeł.

– Kristjan…

Przyłożył palec do jej ust.

–  Proszę,  pozwól,  że  to  powiem.  Ostatnio  dużo  o  tym

myślałem  i  doszedłem  do  wniosku,  że  łączy  nas  coś
wyjątkowego.  Dobrze  się  rozumiemy,  obydwoje  mamy  za
sobą  bolesną  przeszłość,  ale  przede  wszystkim  łączy  nas
przyszłość,  nasze  dziecko.  To,  że  chcesz  się  tu  przenieść  na
stałe, zrezygnować z dawnego życia, to…

O czym on, do diabła, mówi? Jeszcze nie podjęła decyzji,

a on uważa, że wszystko będzie tak, jak on chce? Czy nigdy
nie słyszał o kompromisach, uzgadnianiu istotnych rzeczy?

Krzesło zazgrzytało, kiedy wstała.

– Przestań natychmiast! – zawołała ze złością. – Przecież

nie powiedziałam, że przenoszę się tu na stałe, a ty nie masz
prawa  zakładać,  że  tak  właśnie  zrobię!  To  ja  decyduję
o  własnym  życiu!  Myślisz,  że  wystarczy,  że  klękniesz  na
kolano,  oświadczysz  mi  się  i  wszystko  będzie  tak,  jak
zechcesz? Nie wychodzi się za kogoś tylko z powodu ciąży!
Małżeństwo zawiera się z miłości! W ogóle nie słuchałeś, co
mówiłam przez ten cały czas!

Rzuciła  serwetkę,  pobiegła  do  gościnnej  sypialni

i  zatrzasnęła  drzwi,  przepełniona  niedowierzaniem
i poczuciem niesprawiedliwości. Powiedziała mu przecież, jak
to  było  z  Markiem.  Wzięli  ślub  w  pośpiechu,  pod  wpływem

background image

kaprysu, żadne z nich nie przemyślało tego i Kristjan wiedział,
jak to się dla niej skończyło – poobijana i posiniaczona trafiła
do  schroniska  dla  kobiet  i  wyrzekła  się  mężczyzn  na  całe
życie.

A  mimo  to  uważał,  że  powinien  jej  się  oświadczyć,

w  dodatku  w  rocznicę  dnia,  kiedy  popełniła  największy  błąd
w życiu? Zupełnie nie zdawał sobie sprawy z tego, co robi.

Nie  bierze  się  ślubu  z  powodu  ciąży,  tylko  z  miłości,

dlatego  że  nie  można  żyć  bez  tej  drugiej  osoby,  bo  chce  się
z  nią  spędzić  resztę  życia,  zasypiać  przy  niej  i  budzić  się
każdego  dnia,  opiekować  się  w  chorobie,  trzymać  za  rękę
w trudnych chwilach.

Tymczasem  on  oświadczył  się  jej  z  zupełnie

niewłaściwych  powodów.  Po  prostu  z  wygody.  Bo  i  tak
mieszka  już  pod  jego  dachem,  śpi  w  jego  łóżku,  jest  z  nim
w ciąży. Nie oświadczył się jej dlatego, że ją kocha!

I dlaczego w ogóle zakładał, że ona tu zostanie? Próbował

ją  do  tego  przymusić,  zalepić  dziury  w  ich  relacji  wielkim
plastrem.  Ale  plastry  niczego  nie  leczą,  ukrywają  tylko
paskudne obrażenia. A jego zachowanie jasno świadczy o tym,
że próbuje ją kontrolować.

Z  twarzą  zalaną  łzami  wyciągnęła  swoje  rzeczy  z  szafy

i rzuciła na łóżko, a potem poszukała wzrokiem walizki. Czy
on  naprawdę  nic  nie  rozumie?  Jak  mógł  oczekiwać,  że
powtórzy przeszły błąd, rzucając się w małżeństwo z nim na
łeb na szyję? Było im razem dobrze, ale w żadnym razie nie
była jeszcze gotowa powiedzieć, że chce z nim dzielić życie.

Pociągnęła nosem, otarła łzy i usłyszała stukanie do drzwi.

background image

–  Merry  –  powiedział  i  uchylił  je.  Zauważył  walizkę

i wyrzucone z szafy ubrania. – Chyba nie wyjeżdżasz?

– Oczywiście, że wyjeżdżam. Nie ty będziesz decydował

o tym, co robię.

– Ale, Merry…

Sfrustrowana podniosła obie dłonie do góry.

– Nie chcę tego słuchać, Kristjan!

– Przecież jest wigilia! Dokąd chcesz pójść?

– Znajdę jakieś miejsce.

– Ale…

– Może da się już przejechać przez przełęcz. Rozejrzę się,

ale to, co zrobię i gdzie pojadę, to nie jest twoja sprawa.

– Nosisz moje dziecko.

– Och, wiem o tym! Niewiele brakowało, a wywróciłabym

z  tego  powodu  całe  swoje  życie  do  góry  nogami.  Tylko
dlatego udało ci się przekonać mnie, żebym tu została. Tylko
dlatego zacząłeś przesądzać wszystko z góry. Ale dosyć tego.

–  Merry,  nie  mogę  pozwolić,  żebyś  w  Boże  Narodzenie

błąkała się po ulicach. I nie zejdziesz z przełęczy, bo to nie jest
bezpieczne!

Zatrzasnęła walizkę i nałożyła kurtkę.

– Tylko spróbuj mnie powstrzymać – warknęła i poszła do

drzwi.

Na  zewnątrz  śnieg  padał  cicho  i  łagodnie.  W  progu

odwróciła się jeszcze.

background image

–  Myślałam,  że  jesteś  inny,  ale  wy,  mężczyźni,  wszyscy

jesteście tacy sami.

Zatrzaskując  drzwi,  zdążyła  jeszcze  zauważyć  zraniony

wyraz twarzy Kristjana.

Nat  King  Cole  śpiewał  cicho  w  głośnikach.  Kristjan

siedział  w  mieszkaniu,  które  naraz  wydało  mu  się  bardzo
puste,  i  zastanawiał  się,  co  się  do  diabła  stało.  Przecież
zamierzała zostać w Islandii.

Zaznaczyła mieszkania, rozmawiała z prawnikiem. Słyszał

tę  rozmowę.  Nie  przeglądałaby  ogłoszeń,  gdyby  nie  miała
zamiaru  oglądać  mieszkań,  a  mieszkania  ogląda  się  tylko
wtedy, gdy chce się w nich zamieszkać. No i ten prawnik?

No cóż, to mogło być cokolwiek.

Ale  może  niewłaściwie  wszystko  zrozumiał?  Tak  dobrze

im było razem, że pomyślał…

Co  właściwie  pomyślał?  No  dobrze,  może  trochę  się

pospieszył  z  oświadczynami,  ale  cała  ta  sytuacja  była  dla
niego nowa i właściwie nie wiedział, co powinien zrobić. Nie
chodziło  mu  o  oświadczyny  z  miłości,  chciał  ją  tylko
przekonać, że się zaangażował.

A jeśli ona w ogóle tego nie chce?

Przez  chwilę  siedział  nieruchomo,  próbując  spojrzeć  na

sytuację jej oczami. Odkryła, że jest w ciąży po jednorazowej
przygodzie  na  Hawajach  i  przyjechała  do  innego  kraju,  by
powiedzieć  o  tym  ojcu  dziecka,  ale  śnieg  uniemożliwił  jej
powrót. Ojciec dziecka zaprosił ją do swojego domu, załatwił
pracę w swoim w szpitalu i nie potrafił utrzymać rąk z dala od
niej. Do tego powiedział, że przekona ją, by tu została.

background image

Powiedział,  że  ją  przekona.  Czy  właśnie  o  to  chodziło?

Czy  Merry  poczuła,  że  zaciska  się  wokół  niej  pętla?
Opowiedziała  mu  o  Marku  i  o  tym,  co  się  stało  w  jej
małżeństwie.  Jej  mąż  był  kontrolującym  człowiekiem.  To  on
podejmował  decyzje  i  mówił  jej,  co  ma  robić.  Nie  lubiła
Bożego  Narodzenia,  bo  w  Boże  Narodzenie  podjęła  złą
decyzję  i  wyszła  za  mąż  pod  wpływem  impulsu.  A  on,
Kristjan,  oświadczył  jej  się  w  Boże  Narodzenie  również  pod
wpływem impulsu.

O  Boże,  co  z  niego  za  idiota!  A  teraz  Merry  błąka  się

gdzieś  w  śniegu,  w  ciąży,  nie  mając  miejsca,  gdzie  mogłaby
się schronić. W wigilię Bożego Narodzenia!

Oszołomiony wszedł do jej sypialni i rozejrzał się. Drzwi

szafy wciąż były otwarte, szuflady komody niedomknięte, a na
nocnej  szafce  leżała  książka,  którą  czytała.  Wziął  ją  do  ręki.
Kupił  jej  tę  książkę,  bo  wiedział,  że  chciała  ją  mieć  i  miał
nadzieję, że ją przeczyta. W środku była zakładka. Nie, to była
koperta. Rozchylił kartki i zobaczył na kopercie swoje imię.

Wesołych świąt, Kristjan!

Usiadł  na  skraju  łóżka,  otworzył  kopertę  i  zobaczył

w  środku  oficjalny  dokument  od  prawnika  potwierdzający
fakt, że doktor Merry Bell zamierza finansować każdego roku
tygodniowy  pobyt  w Fundacji  Elfów  jednemu  dziecku,  które
nie ma własnej rodziny.

Ach.  A  zatem  do  tego  potrzebowała  prawnika!  Serce  mu

nabrzmiało wdzięcznością. Chciała przyłączyć się do działania
jego  fundacji.  Troszczyła  się  o  te  dzieci  tak  samo  jak  on.
A teraz widział, że bała się tak jak on.

background image

A  on  wlazł  w  tę  sytuację  w  wielkich  ciężkich  buciorach.

Wydawało  mu  się,  że  Merry  zależy  tylko  na  jego
zaangażowaniu.  A  jeśli  się  mylił,  jeśli  chciała  usłyszeć  coś
więcej?  Trzeba  było  powiedzieć,  że  ją  kocha.  Nie  mógł  jej
stracić. Żadne z nich na to nie zasłużyło. Musi jej powiedzieć,
co naprawdę czuje!

Nie  zatrzymał  się  nawet,  by  założyć  kurtkę,  tylko  po

prostu  wybiegł  z  domu  i  zatrzasnął  drzwi.  Śnieg  osunął  się
z  dachu  ganku  prosto  na  jego  ramiona,  ale  zimno  nie  miało
znaczenia. Ważna była tylko Merry.

Nigdy nie przypuszczała, że znów będzie brnąć przez ten

śnieg  zziębnięta  i  przemoczona,  ciągnąc  za  sobą  tę  cholerną
walizkę, tak jak wtedy, kiedy tu przyjechała.

Po wyjściu z domu Kristjana jej pierwszą myślą było, by

zejść  w  dół  przełęczy,  ale  szybko  porzuciła  ten  pomysł.
Owszem, tym sposobem wydostałaby się poza granice Snowy
Peak,  ale  do  Reykjaviku  były  dwie  godziny  jazdy
samochodem,  a  nie  miała  ochoty  brnąć  w  śniegu  przez
godziny i łapać autostopu w obcym kraju.

I choć była pewna, że popełniła wielki błąd, opuszczając

ciepły i suchy dom Kristjana, nie chciała popełnić kolejnego.
Wiedziała, że zdradziecka przełęcz zabrała życie obojga jego
rodziców; nie mogła ryzykować życia dziecka.

Musi  znaleźć  jakiś  nocleg.  Pomyślała  o  pensjonacie  albo

pubie, ale nie miała ochoty patrzeć na świętujących ludzi, więc
poszła  do  szpitala.  To  najrozsądniejsze  wyjście.  Tam  jest
ciepło,  sucho  i  mnóstwo  wolnych  łóżek.  Mogła  się  zaszyć
w którejś dyżurce i zjeść świąteczny lunch w kafejce.

background image

Ale  nie  chciała,  by  ktoś  się  dowiedział,  że  tam  jest,

i  powiedział  o  tym  Kristjanowi.  Wemknęła  się  zatem  do
szpitala  przez  tylne  drzwi,  wjechała  na  piętro  dla  personelu
i  zamknęła  się  w  ciemnej  dyżurce.  Pokój  był  pusty,  stały  tu
tylko łóżko, stolik, lampka i telefon. Na oknie wisiała gwiazda
ze srebrnej folii. Merry nie zapaliła światła.

Zamierzała  tu  zostać,  dopóki  przełęcz  nie  będzie

przejezdna.  Nie  może  dłużej  mieszkać  z  człowiekiem,  który
próbował decydować o jej życiu i narzucać jej swoje zdanie.
Bóg  jeden  wie,  jak  zacznie  się  zachowywać  po  urodzeniu
dziecka.  Myślała,  że  mogą  żyć  razem  bez  miłości,  a  teraz
przekonała  się,  że  to  niemożliwe.  Och,  Kristjan,  dlaczego
musiałeś wszystko zniszczyć?

Położyła się na łóżku i zasłoniła ręką oczy, by nie płakać.

Naprawdę myślała, że to może się udać. Doskonale do siebie
pasowali  jako  przyjaciele,  jako  partnerzy,  a  także  w  pracy.
W dodatku go kochała.

Przez  cały  czas  wypatrywała  jakichś  jego  wad,  ale  nie

mogła  żadnych  znaleźć.  Może  jego  wadą  było  to,  że  nie
rozumiał jej pragnień i dlatego nie usłyszała od niego tego, co
pragnęła usłyszeć? Może to ona popełniła błąd, może widziała
to, co chciała zobaczyć, a czego w istocie nie było.

Przez cały czas chodziło mu tylko o dziecko. Oświadczył

się jej nie dlatego, że ją kocha, nie dlatego, by nie mógł bez
niej żyć, tylko ze względu na dziecko. Może poszedł z nią do
łóżka, bo myślał, że tym sposobem przekona ją do pozostania
tutaj? Może została okropnie wykorzystana. Może był taki jak
Mark  –  próbował  ją  omotać,  by  dostać  to,  czego  chciał.
Czyżby popełniła taki sam błąd jak wcześniej?

background image

Na tę myśl zebrało jej się na mdłości. Bo jeśli tak, to nie

chciała go nigdy więcej w życiu widzieć.

– Merry! Merry!

Kristjan brnął przez śnieg, nawołując i zastanawiając się,

gdzie,  do  diabła,  mogła  się  podziać.  Dokąd  udałoby  jej  się
zajść w tak krótkim czasie, na tym zimnie i w śniegu?

Przyszło  mu  do  głowy,  że  mogła  próbować  zejść

z przełęczy, ale to było niedorzeczne. Nie zrobiłaby tego, nie
naraziłaby  bezpieczeństwa  dziecka.  Poczuł  jednak  panikę
i  musiał  sprawdzić,  więc  wyciągnął  skuter  śnieżny  i  jak
najszybciej popędził w tamtą stronę.

Nigdzie  jej  nie  zobaczył,  nie  było  też  żadnych  śladów

wskazujących na to, by ktoś niedawno brnął tędy przez śnieg.
Nie, musiała być gdzie indziej.

Wrócił  do  Snowy  Peak  i  zajrzał  do  kilku  pensjonatów

i hoteli, ale nikt jej nie widział. W końcu pomyślał o Fundacji
Elfów. Na pewno poszła tam! Poza szpitalem  to było jedyne
miejsce, jakie znała.

Pojechał  zatem  przez  śnieg,  ignorując  spojrzenia  ludzi,

którzy  dziwnie  na  niego  patrzyli,  bo  miał  na  sobie  tylko
koszulę,  i  wpadł  do  budynku  fundacji.  Dzieci  siedziały
w  kręgu  i  czytały  książki.  Dokoła  nich  leżały  czekoladki,
ciasta  i  inne  delicje  pokryte  lukrem.  Wszystkie  oczy
zatrzymały się na nim.

– Czy była tu dzisiaj doktor Bell? – zapytał.

– Doktor Bell?

– Ta kobieta, którą przyprowadziłem tu kilka dni temu.

background image

– Niestety, nie widzieliśmy jej.

–  Aha  –  mruknął  z  rozczarowaniem.  –  Przepraszam.  Nie

mogę zostać dłużej. Wesołych świąt.

– Wesołych świąt, doktorze Gunnarsson!

Więc gdzie ona jest? W szpitalu?

Znów wskoczył na skuter. Musi wszystko naprawić, musi

jej powiedzieć, co naprawdę czuje.

Pomknął  przez  sypki  śnieg.  Wzdłuż  rzędu  sklepów

i  domów  leżały  wysokie  zaspy.  Spodnie  miał  przemoczone,
ale  nie  miało  to  znaczenia.  W  drzwiach  szpitala  trafił  na
portiera.

– Widziałeś doktor Bell?

– Niestety nie.

Pobiegł  do  wind  z  nadzieją,  że  znajdzie  ją  w  pokoju

personelu. Miał wrażenie, że czeka na windę całą wieczność,
a gdy wreszcie przyjechała, jadąc do góry przestępował z nogi
na  nogę  i  niecierpliwie  wzdychał.  Na  koniec  pobiegł
korytarzem, mijając Agnes, która wykrzyknęła za nim:

– Tu nie wolno biegać!

Zwolnił i otworzył drzwi pokoju personelu. Spodziewał się

zobaczyć  Merry  skuloną  na  kanapie,  z  zaczerwienionymi
oczami,  może  z  kubkiem  gorącej  czekolady  w  ręku,  ale  tu
również jej nie było. Odetchnął głęboko. Gdzie ona jest?

Sprawdził  dyżurki,  poruszając  klamkami,  ale  większość

była pusta albo zamknięta, co oznaczało, że ktoś tam w środku
śpi.  W  żadnej  nie  paliło  się  światło  i  nikt  nie  widział  tutaj

background image

Merry.  Chyba  nie  może  być  na  zewnątrz  na  tym  mrozie?
Gdyby coś jej się stało, nigdy by sobie tego nie wybaczył.

Nigdy by sobie nie wybaczył, bo ją kochał i nie mógł jej

stracić. Naraz uświadomił sobie, że być może zniszczył jedyny
związek,  jakiego  rzeczywiście  chciał.  Czyżby  przez  swoją
niezręczność  zrujnował  szansę  na  prawdziwą  miłość  i  na
wspólną przyszłość z matką swojego dziecka?

Nie  chciał  mieć  jednego  bez  drugiego.  Jeśli  ją  znajdzie,

a  ona  powie,  że  chce  wrócić  do  Wielkiej  Brytanii,  to  gotów
był pojechać za nią nawet na drugi koniec świata, byle tylko
z  nią  pozostać.  Pozwoli  jej  podejmować  wszystkie  decyzje.
Nie potrafił już żyć bez niej.

Musi ją znaleźć i powiedzieć jej to wszystko.

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

– Merry?

Klamka  poruszyła  się.  Merry  usłyszała  przekleństwo

i  swoje  imię  powtórzone  przy  drzwiach  innej  dyżurki,
położonej dalej w głębi korytarza. Zwinęła się w kłębek pod
kocem, tłumiąc pragnienie, by do niego wyjść, modląc się, by
nadszedł sen i wybawił ją od zamętu w myślach.

Nie mogła uwierzyć, że jest bezdomna w obcym kraju i nie

ma  dokąd  pójść  w  dzień  Bożego  Narodzenia.  Nie  ma  z  kim
świętować. Znów jest sama. To nie powinno boleć tak mocno.
Wiele świąt spędziła sama. Dlaczego tym razem miałoby być
inaczej?

Dlatego, że pozwoliła sobie marzyć.

Choć  powtarzała  sobie,  że  się  nie  zaangażuje,  zrobiła  to.

Każdego  dnia  powtarzała  sobie,  że  nie  powinna  za  mocno
przywiązywać się do Kristjana, że to nie jest typ mężczyzny,
który mógłby osiąść na stałe przy jednej kobiecie i choć jest
dobrym  lekarzem,  choć  byłby  dobrym  ojcem,  to  nie  znaczy
jeszcze, że byłby dobrym partnerem. W końcu nie miał w tym
żadnego doświadczenia.

A jednak udało mu się zakraść do jej serca. Może sprawiły

to  hormony  ciążowe,  ale  jakoś  przedarł  się  przez  jej  zapory
obronne,  a  ona  mu  na  to  pozwoliła,  powtarzając  sobie,  że

background image

chodzi tylko o seks, że to zupełnie rozsądne i logiczne, iż chce
stworzyć więź z ojcem dziecka.

Może  wszyscy  mężczyźni  uważali,  że  to  oni  powinni

podejmować decyzje, w pełni kontrolować sytuację, dyktować
innym,  co  mają  robić?  Kristjan  od  bardzo  dawna  nie  miał
rodziców.  Może  do  tego  stopnia  przywykł  do  decydowania
o  własnym  życiu,  że  odruchowo  chciał  decydować  również
o jej życiu?

Zastanawiała  się  nad  tym  przez  chwilę,  usiadła  nawet  na

łóżku.  Do  tego  stopnia  przywykł,  że  decyduje  o  wszystkim
w swoim życiu…

Czy właśnie o to chodzi? Czy to jest klucz? Bo co takiego

właściwie  zrobił  –  poprosił  ją,  by  zastanowiła  się  nad
pozostaniem tutaj? Dla dziecka. Dla niego. Dla niej samej. Na
pewno  nie  poprosił  jej  o  małżeństwo  z  powodu  kaprysu,
musiał  to  wcześniej  przemyśleć.  Nie  był  człowiekiem,  który
wchodziłby w związek pochopnie. Może źle go oceniła?

Ale z drugiej strony wydawał się zupełnie przekonany, że

ona  tu  zostanie,  że  podjęła  już  decyzję.  Skąd  mogło  mu  to
przyjść  do  głowy,  skoro  ani  nie  potwierdziła  tego,  ani  nie
zaprzeczyła?  A  potem  przypomniała  sobie  gazetę,  którą
przyniosła  do  domu  z  kawiarni,  i  te  ogłoszenia,  które
bezmyślnie  zakreśliła,  zastanawiając  się,  gdzie  chciałaby
zamieszkać, gdyby miała tutaj zostać.

Ale to była tylko taka zabawa!

Zostawiła  jednak  gazetę  na  stole.  Jeśli  ją  zobaczył

i  pomyślał…  och,  nie!  Pomyślał,  że  ona  chce  zostać
w  Islandii,  bo  sama  dała  mu  powód  do  takiego  myślenia!
Niczego nie zakładał z góry. A ona nie pozwoliła mu niczego

background image

wyjaśnić.  Wpadła  w  panikę  i  uciekła,  mając  wrażenie,  że
ścigają ją duchy poprzednich świąt, że za chwilę popełni ten
sam błąd co z Markiem.

Odrzuciła  koc  i  sięgnęła  po  buty.  Musi  go  dogonić!

Walizka na razie może tu zostać.

Wzięła  tylko  kurtkę  i  wybiegła  na  korytarz.  Był  pusty,

tylko  przy  parapetach  migotały  światełka,  a  obok  stał  wózek
ze złamaną poręczą. Dobiegła do końca korytarza i nacisnęła
guzik windy. Światełka migotały powoli, czwórka zmieniła się
w trójkę, potem w dwójkę, jedynkę i wreszcie winda stanęła
na dole.

Drzwi  rozsunęły  się  i  rozległa  się  świąteczna  muzyka.

Merry pobiegła przed siebie, minęła kolędników i gdy stanęła
w  drzwiach,  wydawało  jej  się,  że  dostrzega  w  mroku  męską
sylwetkę.

– Kristjan!

Odwrócił się, zauważył ją i odetchnął. Był przemarznięty.

Podbiegł  do  niej  i  spotkali  się  przy  ogromnej  choince.
Zatrzymał się jakiś metr od niej.

– Szukałem cię wszędzie.

– Byłam tutaj.

– Szukałem w pokoju personelu.

– Byłam w dyżurce.

– Wszystkie były puste albo zamknięte.

– Byłam tam przez cały czas.

Patrzył na nią.

background image

– Nawet przez chwilę nie zakładałem z góry, że zostaniesz.

Nie miałem zamiaru niczego ci dyktować.

–  Wiem.  Po  prostu  przestraszyłam  się  tego  wszystkiego.

Bałam się, że znów popełnię ten sam błąd, że zbyt pochopnie
wejdę  w  związek,  że  jesteśmy  razem  z  niewłaściwych
powodów.

– Chcę, żebyś tu została, żebym mógł być ojcem, Merry.

Skinęła  głową.  Nie  miała  prawa  oczekiwać,  że  Kristjan

będzie ją kochał.

On jednak podszedł bliżej i wziął ją za ręce.

– Ale chcę, żebyś tu została również dlatego, że się w tobie

zakochałem. Jeśli chcesz, żebym przeprowadził się z tobą do
Anglii, zrobię to, bo mój dom jest tam, gdzie ty i dziecko. Jeśli
boisz  się  małżeństwa,  możemy  przez  całe  lata  pozostać
zaręczeni  albo  wszystko  może  zostać  tak  jak  teraz.
Próbowałem ci to powiedzieć, ale zrobiłem wszystko źle. Nie
mam w tym wprawy, więc kiedy pojawiłaś się w moim życiu
i  zakwestionowałaś  moje  przekonania  i  zasady,  sam  nie
wiedziałem, co mam zrobić.

Uśmiechnęła się, przepełniona szczęściem.

– Naprawdę chciałeś mi się oświadczyć!

– Tak – skinął głową. – Wiem, że przechodziłaś już przez

coś  takiego  wcześniej,  ale  nie  ma  pośpiechu.  Nie  musimy
natychmiast  brać  ślubu.  Możemy  poczekać  tak  długo,  jak
zechcesz.  Chcę  tylko,  żebyś  wiedziała,  że  propozycja  przez
cały czas pozostaje aktualna. Ty zdecydujesz, czy weźmiemy
ślub i kiedy.

background image

Próbowała  się  roześmiać,  ale  dostała  czkawki.  Kristjan

powiedział jej wszystko, co pragnęła usłyszeć.

– Ja już podjęłam decyzję, więc zapytaj mnie jeszcze raz.

Podniósł jej dłonie do ust, pocałował je i przyklęknął.

Ludzie zaczęli się zatrzymywać wokół nich.

–  Merry,  bardzo  cię  kocham  i  chcę  cię  kochać  do  końca

życia. Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?

Po jej twarzy spłynęły łzy szczęścia.

– Tak.

Objęła  jego  twarz  i  przyciągnęła  do  swojej.  Chciała  mu

pokazać, że ona też go kocha.

– Zaczekamy, aż dziecko się urodzi – powiedziała. – Tym

razem chcę zaplanować prawdziwy ślub.

– Zrobimy wszystko tak, jak zechcesz.

Znów go pocałowała. Była taka szczęśliwa, że go znalazła,

że przyszedł tu, szukając jej, że się pomyliła.

Ludzie dokoła nich zaczęli klaskać.

–  Nie  mam  dla  ciebie  pierścionka  –  powiedział

niepewnie. – Czy to ci przeszkadza?

– Oczywiście, że nie. – Potrząsnęła głową.

Naraz  coś  mu  przyszło  do  głowy.  Sięgnął  po  koniec

warkocza, odwiązał rzemyk i owinął go dokoła jej palca.

– Proszę. To będzie musiało wystarczyć, dopóki nie znajdę

idealnego pierścionka.

Popatrzyła na rzemyk z szerokim uśmiechem.

background image

–  Nie  potrzebuję  idealnego  pierścionka.  Wystarczy,  że

mam idealnego mężczyznę.

background image

EPILOG

Rok później

Z  elektronicznej  niani  dochodziło  radosne  gaworzenie

dziecka. Merry z podnieceniem spojrzała na Kristjana.

– Obudził się!

To  było  ich  pierwsze  wspólne  Boże  Narodzenie.  Einar

miał sześć miesięcy; Merry wyczekiwała tego dnia od chwili,
gdy się urodził.

Wstali,  włożyli  jednakowe  świąteczne  piżamy  i  szlafroki

i poszli do pokoju syna.

– Wesołych świąt, Einar! Dzisiaj jest Boże Narodzenie!

Merry porwała syna w ramiona i pocałowała w policzek.

Był  duży,  tak  jak  jego  ojciec.  Bardzo  lubiła  codziennie  rano
brać go na ręce i wyjmować z łóżeczka.

Einar z uśmiechem wyciągnął do niej rączki.

– Chodź, zobacz, co ci przyniósł święty Mikołaj.

Chyba  trochę  przesadzili  z  prezentami  dla  Einara.  Merry

przypuszczała, 

że 

będzie 

bardziej 

zainteresowany

rozdzieraniem papieru, w który prezenty były opakowane, niż
samymi  zabawkami,  ale  ona  postanowiła  cieszyć  się  każdą
chwilą spędzoną z rodziną.

Kristjan  zmienił  synowi  pieluszkę,  Merry  przyniosła

pajacyk,  w  którym  wyglądał  jak  ludzik  z  piernika,  a  potem

background image

wszyscy poszli do salonu, gdzie stała choinka. Scena była jak
ze  świątecznej  pocztówki  –  dokoła  migały  złote  i  czerwone
światełka,  przy  kominku  stał  duży  renifer,  drewniany  brzuch
miał  wypełniony  bombkami,  a  z  jego  rogów  jak  sople  lodu
zwieszały się pasma srebrnej folii.

– Zobacz, Einar. Popatrz na swoje prezenty.

Siedział  już  samodzielnie.  Nauczył  się  tego  w  ostatnim

tygodniu,  ale  od  czasu  do  czasu  jeszcze  chwiał  się  na  boki,
więc  na  wszelki  wypadek  otoczyli  go  poduszkami.  Wydał
jakiś dźwięk i roześmiał się, pokazując pierwszy ząb i sięgając
po nisko wiszącą bombkę.

–  Popatrz,  Einar.  To  twój  pierwszy  świąteczny  prezent

w życiu.

Merry  podała  mu  luźno  opakowaną  paczkę  i  pomogła

rozwinąć  papier,  spod  którego  wyłonił  się  wielki  piszczący
pingwin. Einar przycisnął go do piersi, śliniąc jego głowę.

– Chyba mu się podoba – stwierdził Kristjan.

– Tak. Damy mu coś jeszcze czy będziemy wydzielać?

– Na razie wydaje się zadowolony z pingwina.

–  Mam  też  coś  dla  ciebie  –  powiedziała,  sięgając  pod

choinkę.

Kristjan pochylił się i pocałował ją.

– Dziękuję. Co to takiego?

– Otwórz – powiedziała ze śmiechem.

Wsunął  palce  pod  taśmę,  rozerwał  i  wyjął  kopertę.

W  środku  znajdował  się  kremowy  kartonik  ozdobiony
srebrnymi płatkami śniegu. Otworzył go.

background image

Zarezerwuj sobie termin

14 czerwca

Ślub doktor Merry Bell i doktora Kristjana Gunnarssona!

Popatrzył na nią ze zdziwieniem.

– Naprawdę?

– Tak. Zróbmy to, Kristjan! Weźmy ślub.

Przyciągnął ją do siebie i pocałował pod jemiołą zwisającą

z sufitu.

Merry  czuła  się  bardzo  szczęśliwa.  Ostatni  rok  minął  jak

sen. W całości wypełniła go ciąża, a potem pierwsze miesiące
macierzyństwa,  szybko  jednak  uświadomiła  sobie,  że
najlepsze  ze  wszystkiego  jest  poczucie  przynależności  do
rodziny. Nigdy nie sądziła, że może być z kimś tak szczęśliwa
jak  z  Kristjanem,  a  on  czekał  cierpliwie,  aż  będzie  gotowa.
Teraz czuła się gotowa i chciała to obwieścić całemu światu.

–  To  znaczy,  że  się  zgadzasz?  –  zapytała  i  jej  oczy

zabłysły.

Skinął głową.

– Zawsze tego chciałem. Kocham cię, Merry.

Pochyliła się i znów go pocałowała

background image

SPIS TREŚCI:

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Rozdział pierwszy

Rozdział drugi

Rozdział trzeci

Rozdział czwarty

Rozdział piąty

Rozdział szósty

Rozdział siódmy

Rozdział ósmy

Rozdział dziewiąty

Rozdział dziesiąty

Rozdział jedenasty

Epilog


Document Outline