background image

Zygmunt  Balicki.

Zasady  wychowania

narodowego.

Referat,  przedst&wionY  na  Polskim  K o n g resie  Pedagogicznym  

we  Lwowie  dnia  1  listop ad a  1909  r.

Przejrzany  oddruk  z  „Przeglądu  Narodowego” .

Warszawa.

Druk  Edwarda  Nicza  i  S-ki,  Nowy-świat  70.

background image
background image

Polski  K o n g res  Pedagogiczny,  bardziej  niż  jakikolw iek 

inny,  rozpoczynać  powinien  swe  obrad y   z  poczuciem  w iel­
kiej  odpowiedzialności,  ciążącej  na  nim   wobec  przeszłości 

i  przyszłości  narodu.  W obec  przeszłości  —  gdyż  ma  on  za 

sobą  wspaniały  dorobek  Komisyi  Edukacyjnej,  przekazany 

nam  jako  testam ent  odradzającej  się  P olsk i,  któremu  nietyiko 
sprostać  należy,  ale  i  rozwijać  go  trz e b a   równie  konsekw en­

tnie  jak  samodzielnie;  wobec  przyszłości —gdyż  ciąży  na  nim 
część  olbrzymiego  zadania,  które  p o leg a  nietyiko  na  w y ch o­
wywaniu  ludzi,  nietyiko  na  wychowywaniu  obywateli  kraju, 
chcących  i  umiejąc3^ch  służyć  sprawie  publicznej,  lecz  —   co 

najważniejsza— na  wychowywaniu  narodu   samego,  jak o   je d ­
nolitego,  potężnego  organizmu,  pow ołanego  do  spełnienia 

wielkich  zadań  dziejowych,  które  go  czek;  ją.

W ychow anie  człowieka,  wychowanie  obywatela,  w y ch o ­

wanie  narodu— oto  trójjedyne  zadanie,  które  staje  przed  każ- 
dem  pokoleniem  wychowawców,  bez  względu  na  to,  na  j a ­
kiem  polu  działać  im  przychodzi.  ■

Przeu  kongresem   pedagogicznym  zadanie  to  nie  s ta je  

w  całej  rozciągłości  i  w  całym  swym  ogromie.  W  udziale 

przypada  mu  przedewszj^stkiem  tech niczn a  jego  strona,  ro z ­
legła  dziedzina  zagadnień  specyałnych,  stanowiących  w  ogniu 

doświadczenia  wypalone  cegły,  z  k tóry ch   się  wznosi  ginach 

wychowania  narodow ego,  zagadnień,  dostępnych  tylko  siłom  
fachowym,  uzbrojonym   w  należytą  po  temu  kompetencyę. 
A le  praca  ta,  ja k   i  praca  wychowania  samego,  powinna  by ć 

przeniknięta  jed ny m   duchem—duchem  narodowej  myśli,  uczu­

cia  i  woli,  ożyw iającym   każde  poczynanie,  każdy  krok  i  czyn, 
aczkolwiek  w  sw em   ciągłem  w cielaniu  się  duch  ten  nie  da 

się  może  ująć  w   suche  przepisy  postępow ania,  ani  w  form u­
ły,  ani  w  rezolucye.  Temu  duchowi  wychowania  narodow e­
go  powinno  być  poświęcone  słowo  w stępne  przy  otw arciu 
każdego  kongresu  pedagogicznego  polskiego.

W ychow anie  człowieka,  w ychow anie  obywatela,  w ycbo-  * 

wanie  narodu  całego!  To  znaczy  —   w   porządku  doniosłości 
zadań;  wychowanie  rodzime]  duszy  narodu  w  każdem  w stę- 
pującem  w  ży cie  pokoleniu,  w ychow anie  jego  instynktów 

społecznych,  w reszcie  wychowanie  ch arakteru   w  jednostkach.

background image

 

4

 

O kreślenia  ogólne,  ja k   wychowanie  w  duchu  narodo­

wym,  wychowanie  patryotyczne,  wystarczać  m ogą  tylko  wte- 

dy,  gdy  się  przeciwstawiają  pojęciom  i  stanom   przeciwnym 

w ychow ania  wynaradawiącemu  lub  beznarodowemu.  W   dzia­
łalności  budującej  —  a  ta k ą   w  samem  swem  założeniu  musi 

być  każda  zdrowa  działalność  wychowawcza  —   określenia  te 

s ta ją   się  ogólnikami,  w  k tó re   dopiero  należytą  treść  wcielić 

należy.

"Można  wychować  m łod e  pokolenie w  egzaltacyi  dla  oder­

w anego  pojęcia  Polski,  a  nie  dać  mu  podstaw  patryotyzmu; 

m ożna  wszczepić  mu  jak  najobszerniejsze  w iadom ości  zdz  Si­

dziny  języka,  historyi  i  literatu ry   polskiej,  a  n ie  dać  mu wy­
chow ania  narodowego;  w  tych  bowiem  p o jęciach   mieści  się 
cały  św iat  duszy,  leżący  poza  umiejętnością  i  wiedzą,  świat 
rów nie  niedostępny  dla  beznarodowo,  choć  popolsku,  wy­

chow anego  młodzieńca,  ja k   je st  nim  dla  cudzoziemca,  cho­
ciażby  posiadał  całą  dla  P o lsk i  sympatyę,  znał  dokładnie  jej 
ży cie  przeszłe  i  teraźniejsze  i  przejęty  był  współczuciem  dla 

iej  losów .

Wychowanie  narodow e  wymaga  od  jed nostki  innego 

stosunku  do  Ojczyzny,  niż  jak o   do  czegoś,  co  na  zewnątrz  du­
szy  naszej  istnieje,  przy  c a h m   pragnieniu  d o b ra  tej  Oiczyzny 

i  potępianiu  wszystkiego,  co   w  nią  godzi 

D u sza  polska  nie- 

tylko  nosi  Ojczyznę  w ew nątrz  siebie,  ale  czu je  się  również 
w ew nątrz  niej,  wszystkimi  swymi  splotami  z  nią  zespoloną 
i  zlew a  całkowicie  swą  osobow ość  z  iej  jaźnią,—-a  taki  zwią­
zek  tylko  wówczas  utrw alić  się  może,  gdy  pokłady  instynktu 
narodow ego  sięgają  do  g łęb in   przeszłości  o jczy stej.

„Od  chwili—mowi  A .  Comte  — gdy  się  poznaje,  że  si$ 

ma  wspólnych  przodków,  gdy  się  wie  o  tych  zmarłych,  któ­

rzy  nami  rządzą,  od  tej  chwili  ma  się  O jcz y z n ę”!  <Dzieje 

narodu  powinny  być  wietcowem  wykonywaniem  testamentu,, 
pozostaw ionego  przez  ty ch ,  którzy  nadali  narodow i  swemu 

osobow ość  między  innymi  narodami  w  postaci  państwa  i  na­
kreślili  drogi  jego  przyszłości 

Woła  zm arłych  przodków 

oży^wia  i  zapładnia  w olę  żyjących:  trzeba,  żeb y   się  ona  speł­
niła,  a  wtedy  spełnią  się  dziejowe  zadania  narodu.  Żywe 
obcow anie  ze  zmarłem)  pokoleniam i—oto  czem   powinna  być 

h isto ry a  ojczysta  dla  m łodzieży,  jeżeli  ma  by ć  rzeczywistą 

pudstaw ą  je j  patryotyzmu,  zadatkiem  ścisłego  zespolenia  je j 

z  tą  Ojczyzną,  która  była,  je st  i  będzie.

„Historya  narodu  zapisana  jest  żywemi  głoskam '  w  du­

szach  obywateli—mówi  je d e n   z  myślicieli  m łodszego  pokole­
nia,  Ludwik  P osadzy1). 

Sięgnąw szy  w  g łąb  duszy,  może 

każdy  obudzić  w  sobie  te  uczucia,  które  w strząsały   dawne- 
mi  pokoleniami.  A lbow iem   każdy  człowiek  je s t  stworzony

background image

lia  cbraz  i  podobieństw o  społeczeństwa,  w  którem  żyje,  i  n o ­
si  w  sobie  jeg o   rysopis.  Kto  umie  genezę  tego  rysopisu 
w  sobie  wyczytać,  posiada  rzadki  dar  intaicyi  historycznej”. 
Rozwijać  w  m iodem   pokoleniu  tę  intuicyę  historyczną,  k azać 
mu  przeżywać  w espó  z  narodem  je g o   dzieje,  na  pam iętni­
kach  odtwarzać  ważni ajsze  ich  m om enty,  obrazować  z  całą 

p'astyką  życie,  obyczaje  i  wierzenia,  zawody  i  nadzieje  p o ­

koleń  minionych  i  na  tem  tle  ryć  w  je g o   duszy  wiekowy  t e ­

stament  narodu;— to  nietylko  coś  w ięcej,  to  zupełnie  co  in n e ­

go,  niż  uczyć  chronologii  i  wyliczać  wypadki  dziejowe.

Związek  ze  zmarłymi  obeimował  niegdyś  związek  z  z ie ­

mią,  w  której  prochy  ich  spoczęły 

A nalogiczne  zespolenie 

krajoznawstwa  z  historya  łączyć  winno  w   umysłach  młodzieży 
przyrodę  rodzimą  i  ziemię  ojczystą,  g ro b y  

Drzodków, 

ślady 

dawne]  kultury  i.z a b y tk i  przeszłości,  ludzi  żyjących  z  ich  c e ­
chami  dziedziczności  plemiennej,  ich  zabiegi  gospodarcze,  d o ­
robek  cywilizacyjny,  walki  i  troski  dzisieisze— w  jeden w y ra­
zisty  obraz  P olski. 

I  znowu  takie  poznaw anie  kraju—to  zu­

pełnie  coś  m nego,  niż  geografia  form alna  ziem  polskich  i  su ­

che  wiadomości  o  stanie  kultury  na  ty ch   z'emiach.

Łącznikiem  pokuleń  i  żywem  ogniw em ,  wiążącem  sp ół- 

czesnych  w  naród,  jest  mowa  o jczy sta.  Młodzież  powinna 
czuć  i  wiedzieć,  że  język,  którym  m ów i,  służy  nietylko 

do 

wyrażania  myśli  w   najłatwieiszei  dla  P olaka  formie,  ale  do 
wyrażania  duszy  narodu,  że  w  n:m,  ja k   w  zwierciadle,  od bi­

ja ją   się:  jeg o   dar  spostrzegawczy,  m etody  myśli,  charakter 

uczuć  i  wogóle  te  szczególne  cechy,  które  nadają  sw oistą 
postać  duchowej  je g o   indywidualności. 

W  ścisłości  jęz y k a  

!  mowy  leżą  zadatki  prawdy,  tkwiące  w   umysłowości  narodu. 

Słusznie  też  powiedziano,  że  „język  narodow y  jest  tem  do­
skonalszy,  im  trudniej  w  nim  kłam ać”. 

Na  mowie  ojczystej 

młodzież  uczyć  się  powinna  tej  p rostoty  i  prawości  orzeczeń, 
która  nie  znosi  ani  dwuznaczności,  ani  rozciągliwości  p o jęć, 
ani  umysłowego  szalbierstwa.  D osadn ość,  trafność i  jęd rność 
wyrażeń  jest  n ajlep szą  ochroną  przed  wielomównością  w  s ło ­
wach,  tą  cechą  umysłów  małych,  która  tak łatwo  rodzi  w ielo- 

mówność  w  czyn ach — cechę  charakterów   małych.  Jedn a  je s t  

obu  tych  wad  natura:  nagromadzanie  danych  bez  treści,  nie 

dających  m ateryału  do  wniosków— te g c   początku  w szelkiego 

celowego  działania.  Dlatego  zw ięzłość  mowy  jest  bezw ied- 

nem  ćwiczeniem  zdolności  do  czynu.  Zaprawiajmyż  młodzież

')  W   sw ej  książce:  „O  p o s ł a n n i c t w i e   n a r o d ó w   e u r o ­

p e j s k i c h .   P o m y s ł y   d o   f i l o z o f i i   d z i e j ó w   F  r  a n c y i,  N i e ­

m i e c   i  P o l s k i ”,  In o w ro cław ,  1909

background image

—  

na  staropolszczyźnie  do  odzwierciedlania  w  jęz y k u   cech  zdro­
w ego,  potężniejącego  narodu,  a  nadewszjrstko  uczmy  ją   od­

czuwać  ducha  języka,  a  n ietyłko  znać  zasady  je g o   form  po­

praw nych.

Je ż e li  język  jest  środkiem   do  wyrażania  duszy  narodu, 

to  literatura  ojczysta  jest  bezpośrednim  tej  duszy  wyrazem. 
I  tu  właśnie  pole  do  w yrabiania  w  miodem  pokoleniu  tego 
czucia  subtelnego,  tej  n aw et  in tu icji  bezpośredniej,  która  od- 
razu  pozwala  rozpoznać,  co  w  piśmiennictwie  polskiem  jest 
odbiciem   nieskażonej  niczem   duszy  narodu,  co  je s t  naleciało­
ścią  o bcą  i  naśladownictwem,  a  co  jej  zboczeniem   i  zwyrod­

nieniem .  W szystkie  w ielkie  dzieła  literatury  wszechświato­
w e’  odbijały  w  sobie  ducha  tych  narodów,  k tó re  je   wydały, 
i  n iem a  utworów  pomnikowych,  któreby  tego  piętna  nie  no­
siły  na  sobie.  Jak   niema  pięknego  krajobrazu  w   malarstwie, 
k tóry b y   nie  odtwarzał  sw oistej  przjTody  w  pewnym  czasie 
i  m iejscu,  widzianej  przez  pryzmat  duszy  arty sty ,  tak  samo 

m em a  takiego  piękna  w  literaturze,  któreby  nie  było  odbi­
ciem   sw oistej  narodowej  duszy  jeg o   twórcy. 

W ielkie  dzieła 

piśm iennictwa  polskiego,  w  stopniu  wyższym  niż  jakiekolwiek 
inne,  są  bezpośrednim  w yrazem   nietylko  ducha  narodu,  ale 
i  m yśli  narodowej;  w  n ich   zawiera  się  wszechogarniająca 
syn teza  wierzeń  polskich,  znacząca  blasKiem  poezyi  wyżyny, 
do  których  wznosić  się  pow inna  myśl  tw órcza  każdego  z  na­

stępujących   po  sobie  pokoleń.

W   piśmiennictwie,  zarówno  jak  i  we  w szystkich  dzie­

łach  ludzkich,  umysł  m łodzieży  szukać  powinien  nie  tego  co 

nowe,  lecz  tego  co  niepożj^te  i  wieczne,  i  wynaidować  nie 

to  co  zasługuje  na  kr\'tvkę  i  budzi  zwątpienie,  lecz  to  co  jest 
godne  uwielbienia  i  budzi  zachwyt.  W tedy  um ysł  młodzień­
czy  odkryje  prawdziwy  sk arb ,  w  piśmiennictwie  ojczystem 

zaw arty:  pozna  to,  co  w  życiu,  w  dziełach  człow ieka  w  duszy 
ludzkiej  i  w  duszy  narodu  je st  godne  kochania.

Zżycie  się  z  dziejami,  z  ziemią  i  ludźmi,  z  mową  i  lite­

raturą  ojczystą  daje  pilodemu  pokoleniu  podstaw y  pozytyw­
nego  patryotyzmu.  ^Miłość 

Ojczyzny,  jeżeli  ma  pozostać 

w  w ieku  dojrzałym  zdrową,  czystą  i  wielką,  nie  może  się  ży­

wić  za  młodu  sokami,  płynącym i  2  uczuć  negatyw nych,  z  nie­

naw iści  i  przeczenia  w  jak iejk olw iek   p o stać.  > A   nie  dlatego 
bvnajm niej,  że  uczucia  te  są  „niehumanitarne”,  lecz  dla  tego, 
że  z  dwóch  kierunków  duchowjrch,  składających  się  na  indy­

widualność  narodu:  pozytyw nego  i  negatywnego,  twórczego 

i  zaprzecznego,  jednego  zw róconego  na  w ew nątrz,  drugiego 
na  zewnątrz,  uczuć  łączących   i  uczuć  dzielących,  świadomej 
siebie  woli  i  odruchow3rch  wstrętów,  myśli  organicznej  i  my­

background image

śli  opozycyjnej,  -pierw szy  tylko  je s t   kierunkiem  budującym. 

Uczucia  zaprzeczne  mogą  mieć  o  ty le  tylko  wartość  sp o łecz­

ną,  o  ile  są  negacyą  negacyi,  g ro żącej  pozytywnym,  św iado­
mym  siebie  i  celow ym   usiłowaniom  narodu,  to  też  burzyć 

cokolwiek  ma  praw o  tylko  ten,  kto  tworzy.  Pokolenie,  w y­
chowane  w  atm osferze  uczuć  negatyw nych,  przestaje  być 

zdolne  do  p racy   twórczej,  rodzi  w iecznych  opozycyonistów 
i  umieć  żyć  ju ż  tylko  negacyą.  S a m o   nie  wiedząc  kiedy  prze­

nosi  ją   na  spraw y  własnego  kraju  i  na  życie  jego  w ew nętrz­

ne  i  staje  się  zaczynem  rozkładu  duszy  swego  narodu.

Oparty  na  przesłankach  w yłącznie  dodatnich,  w rośnięty 

korzeniami  w  rzeczywistą  przeszłość  i  złączony  m ocnym : 
węzłami  z  rzeczyw istą  teraźniejszością,  patryotyzm  m łodego 
pokolenia  będ zie  patryotyzmem  realnym .  iNie  przerodzi  się 

on  w  jałow y  pod  względem  czynu,  oderwany  kult  P olsk i, 

takiej  Polski,  która — jak   mówi  W y sp iański— „ma  być  m item  
narodów,  państw em   ponad  państw a,  prześcigającem  w szy ­
stkie  jakie  są  republiki  i  rządy,  oczyw iście  niedościgłem,  wy- 
marzonem:  ma  być  marzeniem,  ideałem ,  a  nigdy  nie  m a  się 
stać,  nigdy  b y ć,  nigdy  się  urzeczyw istnić”,—lecz  dążyć  będzie 
przedewszystkiem   do  osiągnięcia  „tego,  co  jest  w szęd zie”, 
a  nie  tworząc  sobie  przesadnego,  więc  błędnego  p o jęcia

o  wartości  sw o je j  ojczyzny,  zapragnie  przyczynić  się  do  rze­

czywistej  jej  w yższości  pośród  in n y ch   narodów.  W   takim  

patryotyzmie  wychowany  naród  będ zie  dopiero  mógł  z  cza­

sem  powiedzieć  o  sobie:  „Skrom nym   się  czuję,  gdy  w glą­
dam  w  siebie;  dumnym—gdy  się  porów nyw am ”.

Na  tak  pojętnym   patryotyzmie  kończy  się  w ychow anie 

narodowe,  w spólne  dla  mężczyzn  i  kobiet.  Poza  tem  m ęż­

czyźni  mi,ją  przed  sobą  wyższy  je sz cz e   szczebel  tego  w ych o­
wania:—w yrabianie  w  sobie  przymiotów,  potrzebnych  im,  ja ­

ko  przyszłym  odpowiedzialnym  kierow nikom   na~odu;  k o b iety  
zaś  mają  przechow yw ać  w  sobie  i  przekazywać  w  p rzy szło ­

ści  swym  dzieciom   w  czystej,  nie  zmąconej  mętami  życia 

postaci  n ajgłębsze  pokłady  instynktu  narodowego'.  W ym aga 

tego  inna  natura,  inna  duchowość  społeczna  mężczyzn  i  ko­
biet,  a  więc  i  odmienny  zakres  ich  kom petency1’  w  życiu  pu- 
blicznem.  D o  teg o  życia  publicznego  we  właściwej  sferze  i  k o ­
biety  wychowywane  być  muszą,  n ie  zapominajmy  bow iem , 
że  i  tak  połow ę  bodaj  naszych  wTad  narodowych  przypisać 

należy  brakom   w  wychowaniu  i  charakterze  kobiet.

W szelkie  wychowanie  ani  na  chw ilę  o  różnicy  roli  dwu 

płci  w  życiu  narodu  zapominać  nie  może.  Jeżeli  zAdaniem 
pedagogii  je s t  rozw ijać  w  duszy  dziecka  właściwe  mu  zadat­

ki  uzdolnień,  skłonności,  słowem  ca łą   jego  naturę  duchową, 
to  stosowanie  jed nego  i  tego  sam ego  szablonu  do  chłopców

—   7 

background image

 

8

 

I  dziew cząt  może  te  zadatki  tylko  zabić  lub  w ypaczyć.  Gdzie 
dusze  są  różne,  tam  i  m etody  wychowawcze  różne  być  mu­
szą. 

D lategoto  system  t.  zw.  koedukacyi  jest  usprawiedliwio­

ny  jed y n ie  do  wieku,  od  k tó reg o   poczyna  się  różniczkowanie 
duszy  m ęskiej  i  kobiecej  w   zakresie  przez  w ychow anie  obję­

tym. 

K obieta,  wychowana  w  t}Tm  zakresie  p o ję ć   i  sposobie 

ich  u jęcia,  które  odpow iadają  umysłowości  i  przeznaczeniu 
mężczyzny,  zwichnie  tylko  typ  swej  duszy  k o b iecej,  a  wła­

ściw ości  i  zalet  duszy  m ęsk iej  nie  zdobędzie,  zuboży  więc 

tylko  dorobek  ogólny,  zam iast  go  wzbogacić. 

Mężczyzna, 

w ychow any  w  tym  zakresie  p o jęć  i  sposobie  ich   ujęcia,  kio- 
re  odpowiadają  duszy  i  zadaniom   kobiety,  nie  rozwinie  naj­

cen n iejszych   i  najtęższych  sw ych  zalet  i  w łaściw ości.  Tą 
drogą  dochodzi  o.ę  jedynie  do  tego,  że  społeczeństw o  skła­

dać  się  będzie  z  wynaturzonych  kobiet i znjew ieściałych  męż­
czyzn.

C h cąc  dobrze  w ychow ać  naród  w  jego  m łodem   poko­

leniu,  trzeba  ¡męską  jeg o   p ołow ę wychowywać  do  tych  zadań, 
które  na  niej  'zaciążą  w  przyszłości:  do  walki,  do  obrony,  do 

kierow nictw a,  odpowiedzialności  i  rządów  k o b iecą  zaś  —  do 

tych  zadań,  które  są  je j  przyrodzoną  sferą  kom petencyi:  do 
przechow ania  najgłębszych,  najelem entarniejszych,  ale  zara­
zem  najbardziej  podstawowych  instynktów  i  zadatków  narodu, 
do  utw orzenia  tej  ostoi  narodow ego  bytu,  do  k tó rej  nie  się­
gają  ani  wpływy  obce,  ani  rozkładow e  działanie  powikłanych 
i  pełnych  dotknięć  nieczystych  stosunków życiow ych.  Uczucia 
narodow e  powinny  mieć  m ocn ą podstawę  w  duszy kobiety,  ale 
wola  narodowa  tyłku  przez  dusze;  męską  przejaw iać  się  może.

W   wychowaniu  narodow em   mężczyzn  patryotyzm   nie 

w ystarcza.  Muszą  oni  za  młodu  nawykać,  w  odpowiedn;m 

w iekow i  swemu  zakresie,  do  systematycznego  obejmowania 

całośc;  życia  narodu,  całokształtu  jeg o   zadań,  spraw   i  celów, 

do  um iejętności  rozwiązywania  węzłów  i  sprzeczności  życia 
publicznego,^  muszą  nadto  m ieć  tę  głęboko 

zakorzenioną 

w  duszy  świadomość,  że  O c z y z n a — to  gmach  realny,  który 
nieustannie  z  planem  budow ać  i  wznosić  należy,  że  nie  wol­

no  nic  trwonić  z  dorobku  przeszłości  lecz  itrzeba  go  w  każ- 

dem  pokoleniu  pomnażać.^  W   ten  sposób  m łodzież  ma  za­

wczasu  rozwijać  w  swej  duszy  zarówno  poczucie  przyszłej 

za  ca ło ść  dóbr  narodowych  odpowiedzialności,  ja k   i  uczucia 
gospodarcze  względem  w łasnego  kraju.  Spadkobierca  pu­
ścizny  ojczystej  i  późniejszy  odpowiedzialny  je j  gospodarz 
innem  okiem   i  z  innem  uczuciem   patrzeć  musi  n a  czekające 
go  w  przyszłości  dziedzictwo,  niż  widz  postronny,  dla  które­

go  je s t   ono  tylko  przedmiotem  postrzeżeń.

W yrabian ie  się  w  m łodzieży  tego  poczucia  gospodar-

background image

-czego  wzglądem  ojcowizny  narodow ej  metylko  me  pociąga 

za  sobą,  lecz  w p rost  wyklucza  w szelkie  mieszanie  si-e  czynne, 
a  choćby  tylko  zaprzątanie  swego  umysłu  sprawami  p olityki 

bieżącej  i  praktycznej,  przed  dojściem   do  pelnoletności  o b y ­
watelskiej.  Przedw czesne  zwracanie  myśli  ku  sprawom  sz cz e ­
gółowym  i  przem ijającym ,  gdy  umysł  młodzieńczy  nie je s t  j e ­

szcze  zdolny  ogarnąć  całokształtu  zadań  narodowych  planem  
syntetycznym  i  celowym,  rozDudzanie  w  sobie  nam iętności 

politycznych,  gdy  me  okrzepł  jeszcze  charakter  i  nie  p o g łę ­

biły  się  należycie  uczucia,  oswajanie  się  z  wymaganiami  o p o r­

tunizmu  praktvcznego  w  wieku,  w  którym   one  muszą je s z c z e  
b3'ć  kompromisami  sumienia  i  skazam i  na  charakterze,  s ło ­

wem—branie  się  nieudolne  do  pełnienia  zawodu, gdy  się  sz k o ­

ły  odpowiedniej  jeszcze  nie  przeszło,  równa  się  zwichnięciu 

charakterów  obyw atelskich  i  uczynieniu  ich  niezdolnymi  do 

należytego  p ełn ien ia  swej  roli  w  przyszłości,  a  me  m ówim y 

już  o  szkodach  bezpośrednich,  w ynikających  stąd  dla  życia 

publicznego.

Szkolą  praktyczną  uczuć  gospodarczych  względem  n a ­

rodu,  poczucia  odpowiedzialności  za  całość  życia  zbiorow ego 
i  umiejętności  rządzenia  się  i  rządzenia— może być  tylko  w ła­

sna  sfera  życia  młodzieży,  i  to  o  ty le  tylko,  o  ile  nie  w k ra ­
cza  w  dziedzinę  polityki  narodu  i  stronnictw .  Instynkty  sa­

morządu  we  właściwym   zakresie  m ożna  i  należy  rozw ijać ju ż  

od  lat  wczesnych,  aż  do  wieku  dojrzałości, 

W   życiu  m ło­

dzieży  uniw ersyteckiej  stowarzyszenia,  oparte  na  zasadach 

nie  zrzeszeń  luźnych,  lecz  związków  korporacyjnych,  byle  w y ­

pływających  z  charakteru  narodowego  i  ściśle  do  niego  p rzy ­
stosowanych,  )  ;dynie  są  zdolne  dać  młodzieży  zadatki,  p o ­

trzebne  do  pełnienia  najwyższych  funkcyi  w  życiu  narodu. 
One  również  są,  najlepszą  szkołą  wychowaw czą  dla  w y ro ­

bienia  w  m łodem   pokoleniu  zdrowych  instynktów  o by w atel­

skich.

Błędem  byłob}^  mniemanie,  że  na  to,  aby  w ychow ać 

z  młodzieży  d obrych  obywateli, w ystarcza  dać  jej  należyte  pod- 

dtawy  patryotyzmu  i  przywiązania  do  rzeczy  ojczystych  w  c a ­

łej  ich  rozciągło ści.  Najwznioślejszy  cel  może  być  zw ich ­
nięty,  jeśli  szw ankuje  technika  wykonania.  Niema  tra g icz ­
niejszych  w yników   systemu  w ychow aczego  niż  wtedy,  gdy 
stawiając  przed  oczyma  młodego  pokolenia  wielkie  cele, 
równocześnie  pozwolimy  zakorzenić  się  w  iego  charakterze 
takim  wadom  i  narowom  obywatelskim,  że  cele  te  własnem i 
burzyć  będzie  rękom a.

■’ierwszą 

cnotą  obywatelską, 

dającą  możność  pracy 

zbiorowej,  je s t   zdolność  uwspółrzędniania  swych  działań  i

background image

czynów ,  oraz  zdolność  poddawania  ich  jednem u  planowemu 

kierow nictw u.  Uznawanie  prawowitej  władzy,  a  zwłaszcza 
tak  rzadki  u  nas  przymiot— karne  uleganie  w ładzy  raz  uzna­
nej,  czy   przez  siebie  w ybran ej,  wejść  powinno  w  instynkt 
pokolenia,  które  ma  w  życiu  czegokolwiek  dokonać

. 1

  Jeżeli 

słuszne  są  słowa  prof.  M ilew skiego,  że  „społeczna  cnota  kar­
ności  mniej  ma  u  nas  wyznawców  niż  teo ry a   i  praktyka 

osobniczej  swawoli”,  a  słuszności  odmówić  im ,  niestety,  nie 

m ożna,  to  wszystkie  czynniki,  któremi  społeczeństw o  rozpo­
rządza,  jak  oto:  rodzina,  nauczycielstwo,  szkoła,  wreszcie 
wszelkia-  zrzeszenia  młodzieży  —  zgodnie  zm ierzać  powinny 
w  kierunku  rozwinięcia  w  niej  przeświadczenia,  że  umieć  słu­
chać  nie  słabością  jest,  le c z   siłą,  że  niekarność  nie  świa­

dectw em   je st  mocnej  indywidualności,  lecz  samowolnego  in­
dywidualizmu,  że  wreszcie  człow iek  samowolny  nie  jest  wol­

nym,  bo  jest  niewolnikiem  własnych  słabości. 

Rzeczpospo­

lita  upadać  poczęła  od  chw ili,  gdy  społeczeństw o  wojowni­
ków

7

  zamieniało  się  stopniow o  na  społeczeństwo  sejmikujące, 

a  słusznie  mówi  Nietzsche,  że  dobre  u  w ojow nikow i  miłej 
brzmi  „musisz”,  niźli  „ ch cę”,  mus  t e Ł  bowiem  jest.  dla  niego 

g ło sem   sumienia  narodow ego,  wyrazem  siły  zbiorow ej  i  we­

zwaniem   do  ©zynu 

*

A le  karność nie  pow inna  być  mechaniczną. 

Opierać  się 

ona  musi  a_£zynniki  w ew nętrzne:  o  poczucie  hierarchii  —  od 

najprostszych  organizacyi  doraźnych  aż  do  najw yższej  stałej 

organizacyi-  społeczeństwa  ja k   również  o  poczucie  szacunku 
dla  tych ,  którzy  mają  do  niego  prawo.  Młodzieniec,  który 

nie  um ie  schylić  czoła  przed  powaga  \łieku,  człowiek  dc  - 
rżały— przed  pŁóWagą  fcharakteru  i  rozumu,  obyw atel—przed 
pow agą  zasługi,—nie  stw orzą  nigdy narodu  pow ażnego, bo  sa­
mi,  nie  wiedząc  jak  i  kiedy,  rozszarpią  na  strzępy  płaszcz 

jego  m ajestatu.

B e z   powag  niemasz  społeczeństw a,  i  rzecz  to  znamien­

na,  że  ci,  co  najsilniej  przeciw ko  powagom  p o w stają,  co  je  
dyskredytują  i  podkopują  szacunek  dla  nich  w  narodzie,  ci 

sami  ulegają  biernie  a  ch ętn ie  różnym  powagom   koteryjnym, 

które  tylko  w  ich  kole  cieszą  sie  uznaniem. 

Otóż  narodu 

niem a  tam,  gdzie  niema  czci  w s p ó l n e j   dla  tych,  co  na 
?wyeh  barkach  niSsą  brzem ię  je g c   wielkości. 

Młodzież  nie­

chybnie  zbacza  z  drogi  w ychow ania  obyw atelskiego  i  wcho­
dzi  na  manowce,  jeżeli  ma  dla  siebie  inne,  sw o je  powagi, 

powagi  przygodne  i  partykularne,  a  nie  te,  k tó re   świecą  za­

sługą  i  uznaniem  w  narodzie.

Jeżeli  poczucie  szacunku,  powagi  i  hierarchii  zapewnia 

w szelkiej  organizacyi  społecznej  siłę  budowy,  to  cementem 
spajający m   je j  cząstki  je s t  koleżeństwo  i  solidarność  współ-

10

 

background image

xlw

członków.  P ierw iastek ów nierówności  równoważy się  tu  w  pol- 

skiem  rozumieniu  ż\Tcia  obywatelskiego  pierwiastkiem  ró w ­
ności.  „Ramię  do  ramienia“,  J e d e n   za  wszystkich,  w szyscy 
za  jednego“  —   oto  hasia,  zdolne  w ychow ać  młodzież  na  do­

brych  obywateli,  umiejących  iść  ław ą  do  zamierzonego  celu. 

W szystkie  rzeczy   wielkie  i  płodne  w  społeczeństwie  p o czy ­

nały  się  od  związków  blizkicb,  prz3Tjacielskich,  jako  ogniw , 

łączącj^ch  ich  inicyatoiów ,  a  wszelka  akcya  zbiorowa,  zn a­

cząca  swój  pochód  głębokimi  śladam i,  była  prowadzona  przez 

kadry,  przeniknięte  silnem  poczuciem  solidarności  i  k o leżeń ­

stwa.  Dobrze  to,  gdy  węzły,  zadzierzgnięte  na  ławie  szkol­

n e j  przetrwać  m ogą  przez  całe  ż y cie  i  stać  się  jed^rm   w ię­
cej  łącznikiem  w e  wszelkich  poczynaniach  zbiorowych;  fak t 
to  bowiem  niezbity,  ze  zły  za  miodu  kolega  nie będzie  w  w ie­
ku  dojrzałym  dobrym   obj^watelem.

Wpływ  współtowarzyszy,  o p arty   na  solidarności  i  k o ­

leżeństwie,  je s t   potężnjmi  współczynnikiem   nietylko  w  w y­
chow aniu'obyw atela,  lecz  zarazem  i  w  wychowaniu  czło w ie­
ka,  a  przełożeni,  którzy  do  tego  czynnika  odwołać  się  um ie­

ją,  trafią  zawsze  w  strunę,  w ydającą  dźwięk  czysty.

Przechodząc  do  zadań,  mającj^ch  bezpośrednio  na  w ido­

ku  wychowanie  człowieka  jako  jed nostki,  stajemy  odrazu 
wobec  zagadnienia  zasadniczego,  dotyczącego  ogólnej  m eto ­
dy  postępowania:  ^Czy  należy  w ytw arzać  w  życiu  m łodzieży 

atmosferę  dobra,  prawdy,  czystości  piękna,  chociażby  sztucz^ si 
ną,  i  usuwać  z  'nięjjpierw iastki' zła  i  brzydoty*  o  które  póź­

niej,  w  ż}rciu  dojrzałem  każdemu  ocierać  się  przj^chodzi  czy 
też  oswajać  młodzież  zawczasu  z  tem ,  co  ją   czeka  w  życiu, 
uświadamiać  przed  nią  zle  i  brzydkie  jego  strony  i  tą  drogą 
czynić  ją  odporną  na  ich  działanie,  słowem  -hygiena  m oralna 
czyi hartowanie  przeciwko  złu?

Cała  bodaj  treść  drugiej  stron y   zagadnienia  zaw iera  się 

w  zbyt  rozciągiem   i  nieścislem  p o jęciu   „hartowania”. 

Dusza 

dziecka,  podobnie  ja k   jego  ciało,  m usi  być  przedewszystkiem 

mocna,  zdrowa  i  odporna  na  zew nętrzne  wpływy  u jem ne,  na 
to  chyba  zgodzą  się  wszyscy.  G d y   jednak  hartujemy  ciało, 
ab}"  je  uczynić  odpornem  na  zimno,  nie  dążymy  przecież  do 
obniżenia  w ew nętrznej  ciepłoty  organizm u,  lecz  pobudzamy 

go  do  w ytw arzania  drogą  reakcyi  wzmożonego  ciepła,  które 
chroni  go  od  zaziębienia  śród  o taczająceg o   chłodu. 

Nikomu 

przecie  nie  przyjdzie  do  głowy  w ychow yw ać  dziecko  w  bru­

dzie,  aby  je   tym   sposobem  zahartow ać  na  spotykanie  się 
z  nim  w  życiu, ’ ani  sprowadzać  sztucznie  wszelkie,  m ogące 

je   nawiedzić  w   przjrszłości  chorob}^  celem  wzmocnienia  od­

porności  organizmu.

 

1 1  

background image

—  

12  —

P raw d a,  istnieje  skuteczna  metoda  szczepienia  ochron­

nego. 

Nio  polega  ona  je d n a k   na  wprowadzaniu  do  organiz­

mu  ch o ro b y  samej,  lecz  ty lk o   nieszkodliwej  d la  zdrowia 

;j 

p o staci,  zdolnej  w yw ołać  sam orzutną  reakcyę  ustroju.  T a­
kiego  szczepienia  ochronnego  w   dziedzinie  m oralnej  dostarcza 

dość  o kazyi  własne  życie  d ziecka,  z  jego  cierpieniam i,  tro­
skam i,  zawodami,  przeciwnościam i,  przykładam i  zła,  brzydoty 
d uchow ej  i  drobnych  u p ad k ó w ,  pomimo  że  n iem a  w   niem — 
a  raczej  właśnie  dlatego,  że   w   niem  niema  —   ani  duchowe­

go  brudu,  ani  rozkradu  m oraln ego,  ani  zw yrodnienia,  ani  zbro- 
dniczości,  gnieżdżących  się  z  regu ły  tylko  w   złożonem   życiu 
ludzi  dojrzałych.  W  tym  odrębnym   światku  d u sz  dziecęcych 
i  m łodocianych  otwiera  się  rozległe  dla  w y ch o w aw có w   pole 
do  ro zw ijan ia  w  nich  hartu  moralnego,  do  w y w o ły w a n ia   sa­
m orzutnej  reakcyi  przeciw ko  złemu we  w szelkiej  jego  formie, 
reak cyi  tem  donioślejszej  p o d   względem  w ychow aw czym ,  że 
to w a rz y sz y   jej  poczucie  skuteczności  i  celow ości  tych  wystą­

pień. 

A le   roztaczać  przed  m łodym   umysłem  o b ra zy  brudu, 

cierpień  i  zbrodniczości  o b c e g o   mu  jeszcze  św iata,  na  który 

żadnego  w pływ u  w yw ierać  nie  może,  znaczy  to  samo,  co 
szczepić  rozwiniętą  już  ch oro b ę,  znieprawiać  duszę  i  podko­
p yw ać  w   zarodku  w szelkie  p o d staw y  hygieny  m oralnej.

N iech  młode  pokolenie  chow a  się  w  czystej  atmosferze 

w łasn ego   świata,  niech  nie  zna  nizin  i  przepaści  życia,  dopó- 

k  szczytó w   jego   poznać  n ie  może,  niech  o d d ych a  czystem 

pow ietrzem   dusz  prostych  i  serc  niezużytych.

A tm o sfera  ta  niech  b ęd zie   nadewszystk^  atm osferą  po­

go d y  i  radości  żyeia.  „O d  czasu  gdy  ludzie  istn ie ją  —  mówi 

N ie tz sc h e - -  za  małe  w eselił  się  człowiek,  to  je d y n ie ,  bracia 

moi.  je s t   naszym  orzecheni_r-pierworodnym ” . 

B e z   promieni 

słońca  m łoda  sadzonka  zw ięd n ie  i  skarłow acieje,  w yhodow a­

na  zaś  fw  ^ego 'św ietle  i  c ie p le —zniesie,  jako  p ień   rozrośnię­

ty,  najzim niejsze  pŚodmuchy  w iatru.  Ten  sam  m yśliciel  twier­

dzi, 

ż e

  „fałszyw ą  każda  p ra w d a ,  która  choć  je d n y m   nie  ob­

darzyła  uśm iechem ” ,  a  c o k o lw ie k   podajemy  dziecku,  zw ra­

cajm y., do  "riego  stronę  jasn ą,  rodzącą  wiarę  i  u fn ość  w   czło­

w iek a— jeżeli  nie  w  ludzi,  w   życie — jeżeli  nie  w   je g o   prze­

ja w y   poszczególne.  Bo  ty lk o   w iara,  ufność,  n astrój  w ewnętrz­
nego  optym izm u  są  godnym i  bodźcami  działan  o.  „Ż a l  i  smu­
tek  —  sło w a  jednego  z  m łodszych  w ych ow aw ców ,  Zygmunta 
Z a le s k ie g o 1)—niedołężni  to  o jc o w ie   czynu.  B ó l  m oże  go  zro­
dzić,  ja k o   zabójcę  samego  sieb ie,  ale  smutek —  nigdy.  C zj’n

“)  Artykuł  „O  twórczości  poetyckiej  Leopolda  Staffa”.  (P rzegi. 

Naród.,  tom  IIIiA

background image

musi  być  ra d o sn y ” . 

A.  przecież  czyn   je st  jedynym  go d n ym  

celem  życia  czło w ieka.

Kto  potrafi  zapewnić  duszy  m łodzieńca  pogodę  i  rad ość 

życia,  da  mu  na  cala  dalszą  drogę  n e rw y   niestargane,^rów ­
nowagę  um ysłu,  w reszcie  pokój  uczu ciow y  wewnętrzny,  k tó ­
ry   jest  pierw szym   wailinkiem  pokoju  na  zewnątrz  nas.  Je s t  
to  kapitał,  zd o b y ty   zamłodu,  z  k tó reg o   się  czerpie  do  późnej 
starości.

Śród  zadań  poszczególnych,  sk ład ają cy ch   się  na  o lb rz y ­

mią i  rozległą  dziedzinę  wychowania  człow ieka,  na  pierw szem  

m.ejscu  stoi  je g o   wychowanie  religijn e,  w pływ a  ono  b ow iem  
silnie  wielu  sw e m i  stronami  na  w ych o w an ie  narodowe  i  o b y ­

watelskie.

Religia  n ie  sprowadza  się  b yn ajm n iej—jak  chcą  n ie k tó ­

rzy— do  p ew n ych   wierzeń  teologicznych  i  kosm ogonicznych, 
zespolonych  z  przepisam i  etyki,  lecz  opiera  się  przed ew szy- 
stkiem  na  u c z u c i u   religijnem.  „U czu cie  Boga—m ów i  B ro - 

dz.ński—nie  przeto  dane  jest  czło w ieko w i,  że  m yśli  i  ro zu ­

muje,  ale  że  c z u je “ .  Ż ycie  ludzkie  będzie  zawsze  duchow o 
ubogie,  b ezrad n e—nawet  w  swej  b u cie—i pozbawione  k rę g o ­
słupa  m oralnego,  jeżeli  mu  nie  p rz y św ie c a   absolut  u czu cio ­
wej  harmonii,  p o p arty  najwyższą  syn tezą  umysłową,  go d zącą 
z  sobą  wsz3rstk ie  sprzeczności  ż y w o ta .  Religia  daje  nam  to 
mocne  prześw iadczenie,  że  niema  s>ł  szkodliwych,  że  są  tylk o  
siły  użyteczne,  chociaż  niekiedy  źle  zastosowane.  W iara  je st 

jedna  i  m iłość  je s t  jedna  w  duszy  ludzkiej;  w szystkie  p o ­
stacie  i  odm iany  jednej  jak  drugiej,  od  najniższych  i  n a jp r o ­
stszych  do  n ajw y ższych   i  najbardziej  złożonych,  o  ile  nie  są 
wypaczone)  m ają  jedną  istotę  i  treść   wspólną,  k tó ra  się 
w   każdym  ich  przejaw ie  zaznaczać  powinna.  W iara  w   żad­
nej  postaci  (ch o ćb y  naukowej),  n iech   się  nie  przeciw staw ia 
wierze,  ani  m iło ść  miłości.  S iły   te,  rozbite  na  cząstki  bez 
związku  ze  so b ą,  rodzić  muszą  szarpan in ę  wewnętrzną  i  roz- 

dwajanie  się  osobow ości  przjr  k ażd ej  pozornej  m iędzy  niem i 
kolizyi.  \R e ligia  daje  duszy  lu d zkiej,ya  tem  bardziej  duszy 
młodzieńczej,  jed n o ść  i  harmo"ię  w ew nętrzną, .'odkrywa  n-g  i-  
to  przed  nią  w y ż y n y   życia  d i   ic w e g o   i  chroni  ją   od  tego 
rozkładowego  poczucia,  że  w szystk o   je st  względne,  w sz y stk o  

znikome,  w sz y stk o   przemijające  i  skończone.  P e rsp e k ty w a  
nieskończoności  nietylko  nie  um niejsza  doniosłości  n a jd ro b ­
niejszych  rz e c z y   i  czynów,  ale  n a d a je "  im  "'ag ę  czynników  
wiecznych,  ro d zi  w iarę  w  to,  iż  żad n e  drgnienie  duszy  ludz­
kiej  nie  p rzem ija  we  w szechśw iacie  bez  śladu^  A   na  takich 
tylko  podstaw ach  może  okrzepnąć  i  stężeć  charakter  czło w ie­
ka.  Pokolenie  wychow ane  bez  religii.  nie  może  zrodzić  ludzi

 

13

 

background image

■jednolitych,  nie  może  ró w n ież  wydać  entuzyastów ,  ani  ludzi 

intuicyi,  ani  ludzi,  m ających  zupełne  poczucie  odpow iedzialno­
ści  za  sw oje  czyny.  W ych o w an ie  religijne  m łodzieży  zasa­

dzać  należy  przed  w szystkiem   innern  na  rozbudzeniu  w  niej 

uczucia  religijnego,  a  to  n ietj^ko  coś  w ięcej,  to  zupełnie  co 

innego,  niż  sucha  nauka  katechizm u  i  przep isów   Kościoła.

T u ,  jak  i  we  w szy stk ich   innych  dziedzinach,  w ychow a­

nie  'ś ć   powinno  przed  w ykształceniem .  D o b rz e   jest  w  tym 

w zg lęd zie  mieć  w  pam ięci  uw agę  O skara  W id e'a:  „W y­

kształcen ie  jest  rzeczą  śliczn ą,  ale  od  czasu  do  czasu  należy 

so b ie   przypominać,  że  co k o lw iek   jest  p raw d ziw ie  godne  wie­

d zy— tego  nauczyć  się  n iep o d o b n a” ,  a  do  tej  u w ag i  dodać,  ty­
tułem   dopełnienia,  sło w a  Ruskina:  „W y ch o w a ć  dziecko  nie 
zn aczy  to  wcale  nauczyć  go  czegoś,  czego  przedtem  nie 

w ied ziało ,  lecz  zrobić  z  n ie g o   kogoś,  kim  p ie rw e j  nie  było” .

B y ć   kimś  —  sprow adza  się  w e  w szystkich  dziedzinach 

ż y cja  do  jednego:  mieć  ch arakter.  Charakter  z a ś  łatwiej  nie­
w ątp liw ie  urabiać  w   dziecku  drogą  w ychow an ia,  niż  zmienić 

je g o   uczuciowość  lub  u m ysł,  charakter  bowiem   nadaje  kieru­

nek  uczuciowj-m  i  u m ysło w ym   skłonnościom.  G d y   się  go  nie 

um ocni  zamłodu,  człowiek  zestarzeje  się,  ale  n ie  dojrzeje  ni­
gd y,  będzie  wszj^stkiego  od  życia  oczekiw ał,  ale  się  nie 

p rzygo tu je  w  życiu  do  n iczego,  nic  też  nie  o siągn ie

M ieć  charakter— to  zn aczy  dojść  do  takiej  jedności  i  har­

monii  wewnętrznej,  aby  trz y   zasadnicze  p ierw iastk i  ducho­
w e:  u m ysł,  uczucie  i  w ola,  tak   zasadniczo  rozdzielan e  od sie­
bie  w   psychologii  teo retyczn ej,  w ystępow ały  zaw sze  łącznie 
w   należytem   ustosunkowaniu.  Nie  powinno  b yć  w   życiu 
dziecka,  ja k   i  w  życiu  c zło w iek a  dorosłego,  p ra c y   myśli  bez 

to w arzyszącego   mu  uczucia,  ani  gry  uczuć  n ie  regulowanych 
rozum em ,  ani  tych  dwóch  czynnników   bez  p o p a rc ia   woli,  ani 
w re sz c ie   woli  w  tej  p o staci,  która  jest  tylko  chceniem.  Przy 
takiem   założeniu  istotna  tre ść   charakteru  da  się  ująć  w   okre­
ślenie  ogólne,  w  którem  trz y   powyższe  p ierw iastk i  w ystę­

pują  w   harmonijnem  połączen iu:  charakter  p o le g a   na  właści­

wej  perspek tyw ie  i  należytem   ustosunkowaniu  pobudek  po­

stępow an ia,  tak,  ażeby  czło w iek   kierował  się  w   życiu  pobud­
kami  i  czynnikami  najważniejszym i.  Dlategoto  nieodłączne  od 
c h arak teru /jest  poczucie  obowiązku,“^ ko jarzące  v\  sobie:  po­

jęcie  roz.umowe,  bodziec  u czu cio w y  i  popęd  w o li;  sprzeczne 

z as  z  tem   poczuciem  są  pob ud ki  interesowne  jakiejkolw iek 

n atu ry,  p rzy  nich  bowiem  je d e n   z  tych  czyn n ików ,  i  to  za­
w sze  n ie  najwyższego  rzęd u ,  góruje  nad  innym i.  Stąd   Lacor- 
daire  m ógł  słusznie  zaw ołać:  „W szystko  co  się  w ielkiego  do­

k on ało   w  świecie,  stało  się  po d   hasłem  obow iązku;  wszystko, 
co  się  dokonało  nędznego,  stało  się.,  w  imię  in te re su r

 

14

 

background image

O bowiązek  tylko  wtedy  je st  ła tw y   do  spełnienia,  g d y  

nie  jest  biernem   pełnieniem  nakazów ,  lecz  czynnem  p o d e j­
mowaniem  ciężaró w   w  celu  rozszerzenia  i  wzbogacenia  ż y ­

cia.  Najlepszą  w ię c   metodą  zap raw iania  młodzieży  do  w y p e ł­

niania  obow iązków   je st  wyrabianie  w   niej  ducha  p rz e d ­

siębiorczości,  w ym agającej  w ysiłkó w   i  dobrowolnie  p rz y ję te ­

go  przymusu  w ew nętrznego  dla  d o p ięcia  celiâ  Pytanie:  C o  
stworzysz  w   ż y c iu ? — powinno  ciągle  przyśw iecać  m ło d zieży 
zarówno  indyw idualnie  jak  zbiorowo,  obok  haseł:  W ładaj  s c - 
bą,  licz  tylko  na  siebie!  A   my,  ja k   trafnie  zarzuca  n aszem u 
wychowaniu  R o m an   Dmowski,  „u c z y m y   nasze  dzieci,  czego  

nie  należy  robić,  tylko  ich  nie  uczymy',  co  robić  trzeba“ .  Im 

silniej  w  m łodej  duszy  rozwiniemy  n ak a zy  wewnętrzne,  tem  

mniej  potrzebow ać  będzie  zakazów  zewnętrznych,  a  p rze cie 
pierwsze  są  zadatkiem   twórczości,  d ru g ie — tylko  p o p raw n o ­

ści.  Na  drobnych  celach  twórczych,  przezwyciężonych  i  d o ­
konanych,  za p ra w ia   się  charakter  zaw cza su   do  osiągania  c e ­

ló w   wysokich  i  doniosłych, 

k,, 

M

„Czem  je s t   żyoie  w ielk ie?--p yta  A lfre d   de  V ign y.—Je s t  

to  myśl  m łodości,  urzeczyw istniona  w   wieku  d o jrz a ły m “ 

A   życie  w ielk ie,  w ielkie  me  przez  pow odzenie  ani  sta n o w i­

sko,  lecz  sw ą   tr e ś d ą ,  wartością  w ew n ętrzn ą  i  zasługą,  jest 

przecie  n ajw yższym   celen.  w ychow ania.

Jednym   z  doniosłych  w spółczynników   w  kształtow aniu 

charakterów  je s t   wychowanie  fizyczn e  młodzieży.  T o   też 
uszczuplilibyśm y  jeg o   znaczenie,  sp ro w ad zając  je  do  jedn ej 
wyłącznie  stro n y   —  do  zabiegów  zdrow otnych.  W yłączn ie 
zdrowotnym  zabiegiem   jest  np.  m ięsienie,  przy  którem   pa- 
cyertow i  p rzy p ad a  rola  czysto  bierna.  A le   ćwiczenia  fiz y c z ­
ne  wszelkiego  rodzaju  są  n aw skro ś  czynne  i  dają  n ietylk o  
zdrowie,  lecz  w y ra b iają  siłę,  spraw n ość,  stanowczość,  rzutko ść, 
odwagę  i  p ew n o ść  ruchów  celo w ych ,  a  to  są  już  w y b itn e 

i  dodatnie  c e ch y   charakteru.  A le   n ie  na  tem  ogranicza  się 

działanie  w ych o w aw cze  ćwiczeń  .fizycznych.  W   gim nastyce, 
grach  i  zab aw ach   niemniej  doniosłe  ma  znaczenie  zesp ó ł, 
zdolność  do  zgod n ych  zbiorow ych  poruszeń,  do  w s p ó łd z ia ­
łania  w  w y siłk ac h ,  do  organizacyi. 

Dłategoto 

\

 g ry   fizycz­

ne,  rozw ijające  takie  strony  charakteru,  które  są  n ajp o trzeb ­

niejsze  w  ż y ciu   zbiorowem,  mają  n ajw ięk sze  znaczenie  w y ­

chowawcze. 

I

  Je d e n   przykład  w y starczy :  palant,  p o lsk a  gra 

w   piłkę,  na  tem   opiera  się  założeniu,  że  im  kto  silniej  po d ­
bija  i  dalej  p iłk ą   dosięgnie,  tem  lep iej  spełni  sw e  zadanie, 

chociaż  gra  sam a  niema  cech  jed n o stk o w ych   zaw odów ;  an­

gielskie  gryr  tej  kategoryi  przeciw nie  —   posiadają  cel  ściśle 

ogranie  B^iâjSfcK ch o d aa  z  założenia,  że  nie  o  to  idzie,  aby 

dosięgnąć  ja k   'fraglalej,,  jeno  trafiać  tam,  gdzie  położenie  rze-

 

15

 

background image

c z y   i  warunki  gry  w y m a g a ją .  W   różnicy  tej  nietylko  od­
zw iercied la  się  różnica  charakterów   narodow ych,  lecz  nadto,, 
p rzez  działanie  zwrotne  praw id eł  gry  na  g ra jąc yc h ,  zaznacza 
się  rów nież  różnica  w p ły w u ,  w yw ieranego  p rzez  dwa  te  ty- 

P y   g>er  na  charakter  zb iorow ości,  pierw szy  rozwijać  będzie 
w   m łodzieży  zap alczyw e  i  hazardowne  dążenie  do  najdalej 

sięgających   postulatów  życiow ych,  drugi  n au czy  ją   stosować 
zam ierzenia  do  ściśle  określo n ego   przez  w aru n ki  celu.  A   sku­

teczność  wychowania  zasad za  się  n adew szystko  na  całym 

sz e re g u   drobnych,  bezw iednie  niemal  w siąk ających   w   charak­

te r  w pływ ów .

Na  zakończenie  s łó w   jeszcze  parę  o  stosunku  w ychow aw ­

c ó w   do  wychowańców.  A ż e b y   być  dobrym  kierow nikiem   mło­
d zie ż y   i  wywierać  n ależy ty  i skuteczny w pły w   na  nią,  trzeba so­

b ie  w yrobić  u niej  szacunek,  powagę i posłuch.  I te trzy warunki 
w   w ychow aniu  szkolnem  w ystarczają,  co  w ię c e j— wszystkie  in­
ne,  dodatkow e  czynniki  o słab iają  tylko  d oniosłość  w ychow aw ­
czą  tam tych.  Tym czasem ,  w b rew   nailepszym  tradycyom   peda­

go giczn ym  polskim, w  ostatnich  czasach  p o w sta ła  i zakorzeniła 
się  w   niektórych  kolach nauczycielskich  m etoda  kaptowania  so­
b ie  w zględów   młodych  w ychow ańców   i  szu k an ia  tego,  co  się 
w   życiu   publicznem  n a z y w a   popularnością.  C e l  ten  osiąga  się 
zazw yczaj  środkami  n a tu ry   uczuciowej:  form am i  przyjaźni, 

sentymentalizmem,  roztaczan ą  czułością  z  p o w o d u   lada  dole­
g liw o ści,  wreszcie  rozbudzaniem   osobistej  sym p atyi  uczniów. 

„ Z r ó b   to  dla  mnie,  ja k   m nie  kochasz”  —  o to  now a  demago­

giczn a  formuła,  m ająca  ro zkaz  żołnierski  zastąpić.

^.Społeczeństwo,  w  którem   w   dobie  upadku  musiano  na­

k ła n ia ć   obywateli  do  p ełn ien ia  obowiązków  względem   R ze­
czypospolitej  i  w p ływ ać  n a  kierunek  sp raw y  publiczne;  przez 
k apto w an ie  względów  i  g ło só w   braci  szlachty  społeczeństwo, 
w   którem   popularność  zaw sze  górowała  nad  zasługą  i  zdol­
n ością,  społeczeństwo  to  powinno  baczną  zw racać  uwagę  na 
to,  ja k ie   bodźce  postępow an ia  roznieca  się  w   miodem  poko­

len iu  i  jakie  struny  o b y w atelsk ie  w  niem  porusza.  Gonitwa 

za  popularnością  rozbudza  w   w ychow ańcach  skłonność  do 
ulegan ia  demagogii,  uderzanie  w  nutą  o so b istą  osłabia  głęb­

sze   poczucie,  ‘ ibow^zkti^śentym entalizm   podkopuje  prawdzi­
w e   i  mocne  uczucia,  czułostkow ość  zabija  h art  ducha.

Tu,  jak   i  w  całym   .-.ystemie  w ychow aw czym ,  przy  na­

k reślan iu   jego  kierunku,  tw órcom   przyśw iecać  powinna  jedna 

m y śl  przewodnia—dobro  narodu,  gdyż  naród  jest  naszem naj- 
w yższem   dobrem  na  ziem i.'

 

16