background image

Stephanie Bond

Nic gorszego się nie zdarzy

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Fryzjerka wzięła w palce pasmo ciemnych włosów Cindy Warren i uniosła je do góry. 
– Czy na pewno chce pani to zrobić? – zapytała, trzymając nożyczki tuż przy głowie 

swojej klientki. 

Cindy   przygryzła   wargę.   Długie   włosy   są   prostsze   w   pielęgnacji.   Łatwiej   dają   się 

układać. Nie mówiąc już o tym, podpowiadał głos rozsądku, że zawsze można się za nimi 
schować. 

W   tej   samej   chwili   rozległo   się   znaczące   chrząknięcie.   To   Jerry,   ciemnoskóry   stary 

fryzjer, a właściwie chodząca instytucja w hotelu Pod Kryształowym Pająkiem, wyraził swój 
pogląd na sprawę. Potem ostentacyjnie naciągnął czapkę Świętego Mikołaja na łysą głowę i 
zajął się siedzącym w fotelu klientem. Jerry bowiem kategorycznie odmawiał marnowania 
własnego talentu i nie zajmował się kobiecymi fryzurami. 

Przecież to moje włosy! pomyślała Cindy i zerkając na identyfikator fryzjerki, spytała:
– Jak długo pracuje pani w naszym salonie, Beo?
–   Trzy...   Nie.   Cztery   dni,   wliczając   w   to   dzisiejszy.   Dopiero   dwa   tygodnie   temu 

skończyłam szkołę, proszę pani. 

Cindy przełknęła informację w milczeniu. Wyprostowała się tylko i kątem oka patrzyła, 

jak Jerry – także bez słowa – odwraca fotel, żeby od przodu przyjrzeć się efektowi swojej 
pracy. 

– Najwyższy czas na zmianę – mruknęła nie wiadomo do kogo. – W moim wieku nie 

wypada już nosić długich, prostych włosów. No, chyba, że jest się piosenkarką country. 

– Zawsze można zanucić kilka taktów – zaproponował Jerry. 
– Dlaczego nie podobają się pani długie, proste włosy? – odezwał się klient Jerry’ego. 
Cindy spojrzała na jego odbicie w lustrze i na moment zaparło jej dech w piersiach. W 

fotelu obok siedział wysoki mężczyzna o jasnoniebieskich oczach i wydatnym nosie i patrzył 
na   nią   z   lekko   złośliwym   uśmiechem.   Spod   popielatej   peleryny,   którą   był   owinięty, 
wystawały   długie   kończyny,   osłonięte   nieskazitelnie   odprasowanymi   nogawkami   spodni. 
Ciemne,   kręcone   włosy   dzięki   kunsztowi   Jerry’ego   przylegały   mu   ciasno   do   głowy. 
Przystojniak, uznała Cindy. 

– Słucham? – wyjąkała. 
– Spytałem, czego pani chce od długich, prostych włosów? – odparł. 
Cindy nastroszyła się. Sprawiło to zarówno jego bezceremonialne zachowanie, jak i chęć 

zduszenia dreszczu erotycznej emocji, o którą nigdy by siebie nie podejrzewała. 

– Nie chcę wyglądać jak licealistka. – Wzruszyła ramionami. 
– Większość kobiet skakałaby z zachwytu. 
–  Być   może.  Mnie   to  nie   dotyczy  –  rzuciła   ostro,   coraz   bardziej   zirytowana  reakcją 

swojego ciała. 

Jerry nachylił się do klienta i obwieścił scenicznym szeptem:
– Stara się zrobić dobre wrażenie. 

background image

– Jerry! – rzuciła Cindy ostrzegawczym tonem. 
–   Jasne,   rozumiem.   –   Przystojniak   ze   zrozumieniem   pokiwał   głową   do   lustra.   – 

Mężczyzna?

– Tak. – Jerry zdjął z niego pelerynę i dokładnie strzepał z niej włosy. 
– Jerry, dość tego!
– Sympatia?
– Nie. – Jerry pokręcił głową ze smutkiem. – Panna Cindy nie ma czasu na randki. Dzień 

i noc pracuje. 

– Dzień i noc!? – Mężczyzna jęknął ze współczuciem. – W takim razie, na kim to stara 

się zrobić dobre wrażenie?

– Na pewnym facecie z centrali. – Jeny westchnął i małą szczoteczką zaczął omiatać mu 

kark i śnieżnobiałą, wizytową koszulę. 

– Jerry! Nigdy w życiu nie zrobiłam na nikim dobrego wrażenia! – W tej samej chwili 

Cindy zdała sobie sprawę z tego, co powiedziała. – Miałam na myśli to, że nigdy nie starałam 
się robić na kimś dobrego wrażenia!

Stary fryzjer zignorował jej słowa. 
– W przyszłym tygodniu przyjeżdża tu tajny agent z centrali. Będzie nas sprawdzać. I 

naturalnie, pannę Cindy też. 

– Z jakich powodów, poza oczywistymi – mężczyzna znacząco prześlizgnął się wzrokiem 

po sylwetce Cindy – miałby ktoś sprawdzać tę panią?

– Bo – Jerry kiwnął głową w kierunku przedmiotu ich rozmowy – to ona prowadzi cały 

ten cyrk. 

– Naprawdę? – Ostatnia wiadomość najwyraźniej zrobiła na tamtym wrażenie. 
– Naprawdę! – warknęła Cindy, omal nie zabijając wzrokiem Jerry’ego. 
–   Proszę   pani   –   wtrąciła   się   Bea   drżącym   głosem,   –   Niech   pani   tego   nie   robi.   – 

Mężczyzna, kładąc ręce na miękkich oparciach fotela, wychylił się w przód. 

Cindy czuła rosnącą irytację. Ale dlaczego ma się przejmować opiniami zupełnie obcych 

facetów!

– Gdyby  to zależało  od mężczyzn  – prychnęła  – to wszystkie  kobiety obowiązkowo 

musiałyby mieć włosy do kolan. 

Klient Jerry’ego podniósł palec do góry. 
– Ja wolałbym do kostek, a ty, Jer?
– Święte słowa. 
– Proszę pani! – błagała Bea. – Mdleją mi ręce. Cindy wyprostowała się, uniosła głowę i 

obwieściła:

– Niech pani tnie. Zrobię sobie prezent świąteczny przed czasem. 
–   Kara   za   to,   że   było   się   niegrzecznym,   tak?   –   Przystojniak   zwrócił   się   znowu   do 

Jerry’ego. 

–   Kara   za   to,   że   było   się   zbyt   miłym   –   sprostował   fryzjer.   Cindy   miała   dosyć   tej 

konwersacji. Parsknęła ze złością i skinęła na fryzjerkę. 

– Proszę ciąć. 

background image

–   Niech   pani   nie   słucha!   –   Mężczyzna   z   determinacją   próbował   przeciwstawić   się 

nieuniknionemu. 

–   Tniemy   i  już.  Chcę   być   całkiem   inna.   Przystojniak   zwrócił   ku   Jerry’emu   pytające 

spojrzenie. 

– Czy z tą panią jest coś nie w porządku?
– Jest trochę impulsywna, i tyle. Bea przełknęła głośno ślinę. 
– Zostawię długość do ramion – oznajmiła i zamknęła oczy. Dopiero wtedy Cindy wpadła 

w popłoch. 

– Nie! – krzyknęła. 
Za późno. Dokładnie w tej samej chwili rozległ się szczęk nożyczek. Bea otworzyła oczy 

i z przerażeniem  spoglądała  na ponad trzydziestocentymetrowe  pasmo  ciemnych  włosów, 
które trzymała w palcach. Jerry chrząknął z bólem, jego klient z niedowierzaniem zamrugał 
oczami, a Cindy, patrząc na opadające na ramiona resztki włosów, z trudem opanowywała 
panikę. Czuła, jak strużki potu spływają jej po karku. W końcu uśmiechnęła  się z trudem i 
gestem zachęciła fryzjerkę. 

Może, myślała, starannie omijając wzrokiem lustro, może ta kobieta zostanie u nas dłużej 

niż siedem dni. Siedem dni było bowiem normą, którą poprzednie fryzjerki wytrzymywały w 
pracy. Cindy na próżno zachęcała swój personel do korzystania z usług hotelowego salonu 
piękności. Jej dzisiejsza wizyta miała być przykładem dla wszystkich. 

Jednak kiedy dwadzieścia minut później zobaczyła swoje odbicie, zrozumiała, dlaczego 

jej współpracowniczki jak ognia unikają nie sprawdzonych fryzjerów. 

– O mój Boże! – mruknął pod nosem Jerry i potrząsnął głową. 
– Nie jest dobrze – potwierdził przystojniak. 
– Nie podoba się pani, prawda? – zapytała Bea ze zrozpaczoną miną. 
– N... nie, skądże – pospieszyła z zapewnieniem Cindy. – Muszę się tylko przyzwyczaić. 
Drżącą ręką przesunęła po cieniowanych warstwach prostych włosów, które jak ciasna 

wełniana   czapeczka   oblepiały   jej   czaszkę.   Potem   wciągnęła   powietrze   i   uśmiechnęła   się 
promiennie. 

– Ciekawe, czy z taką głową uda się wywrzeć na nim dobre wrażenie? – zastanawiał się 

na głos klient Jerry’ego. 

– Może... Ale pod warunkiem, że nie będzie patrzeć na włosy szefowej. 
– A może byście tak panowie przestali?
Cindy zerwała się z fotela, zdarła z siebie pelerynkę i nerwowymi ruchami strzepnęła 

włosy z rękawów bluzki. Kpiny Jerry’ego mogła jeszcze znieść. Ale ten... ten... arogancki, 
kompletnie obcy facet, to już było zbyt wiele! Nadchodzące święta i tak zszargały jej nerwy. 
Nie   miała   zamiaru   dodawać   sobie   stresów,   Gwałtownie   odwróciła   się,   żeby   wyjść   jak 
najprędzej z salonu, ale poślizgnęła się na kupce własnych włosów i pojechała kilka metrów 
po marmurowej posadzce, machając rękami jak szmaciana kukiełka. 

Byłaby upadła, gdyby nieznajomy jej nie przytrzymał. Wyprostowała się w jednej chwili. 

Podniosła   głowę   i   zobaczyła   badawcze   spojrzenie   niebieskich   oczu   utkwione   w   swojej 
twarzy. Gwałtownie wyrwała się z uścisku. 

background image

– Dziękuję – wymamrotała, płonąc ze wstydu. 
– Najwyraźniej  nowa fryzura zachwiała  pani poczuciem równowagi – uśmiechnął się 

lekko jej wybawca. 

Cindy czuła się jak kompletna idiotka. Nie wdając się w dalsze rozmowy, szybko włożyła 

zielony służbowy żakiet, zostawiła spłoszonej Bei szczodry napiwek i pospieszyła do drzwi. 
Sytuacja była straszna: nie dość, że miała na głowie niepodobną do niczego sterczącą szopę 
włosów, to jeszcze została upokorzona przez nieznajomego mężczyznę, który na domiar złego 
okazał się bardzo atrakcyjny. 

Wiedziała,   że   musi   wziąć   się   w   garść.   Nie   wolno   się   rozklejać,   kiedy   ma   się   w 

perspektywie   kontrolę   z   centrali,   świąteczny   wyjazd   do   domu   i   dziesiątki   spojrzeń 
współpracowników, którzy przyjdą sprawdzić, co się stało z jej fryzurą. Wyprostowała się i 
uniosła głowę. Nieważne! Ten człowiek niedługo wyjedzie. A Manny na pewno wymyśli, co 
zrobić z jej włosami. 

Gdy chwilę później stanęła przed recepcją, jej przyjaciel Manny oniemiał. 
– O rany! – wykrzyknął po chwili. – Cindy, błagam cię! Powiedz, że to peruka. 
– Peruka – zgodziła się słabym głosem. 
– Kłamczucha. – Manny wyszedł zza kontuaru i z bolesnym wyrazem twarzy dotknął jej 

głowy. 

Manny Oliver pracował jako szef recepcji w hotelu Pod Kryształowym Pająkiem od roku. 

Cindy uważała, że zatrudnienie go było jej najlepszym posunięciem podczas całych czterech 
lat kierowania hotelem. Jego obecność wśród reszty personelu – przedziwnych typów, które 
odziedziczyła  po  poprzedniej   dyrekcji   –  działała   na  nią   jak  powiew  świeżego   powietrza. 
Manny był przystojny, dobrze wychowany, pomocny i dowcipny. Nigdy jej nie zawiódł, a na 
dodatek  dobrze  gotował.  Dlaczego,   westchnęła  w duchu,  wszyscy  mili   faceci   muszą   być 
gejami?

– Chyba mi nie powiesz – przesunął palcami po jej włosach, jakby była kotem – że dałaś 

się obsmyczyć tej rzeźniczce Bei!

– Znasz ją?!
– Wczoraj pocieszałem pewną damę, która nie mogła dojść do siebie po tym, jak wyrwała 

się z jej łap. Musiałem postawić nieszczęsnej kolację. 

– I teraz mi o tym mówisz? – Cindy była bliska łez. 
– Przecież. wiesz, że nie zwykłem na nikogo donosić. A swoją drogą, co ci przyszło do 

głowy, żeby obcinać takie piękne włosy?

– Chciałam zachęcić personel do korzystania z usług naszego salonu. 
– Świetnie! Jesteś teraz chodzącą reklamą umiejętności Bei!
– Manny, czy da się coś z tym zrobić? Manny uśmiechnął się szeroko. 
– Jasne, że tak. Znam rewelacyjny mały sklep z kapeluszami. Tam na pewno... 
– Manny!
– Dobrze, już dobrze. Coś wymyślę. Przyjdę do ciebie wieczorem. Tylko dobrze nagrzej 

lokówkę. 

background image

– Co to jest lokówka?
– Nieważne. – Popatrzył na nią z politowaniem. – Przyniosę własny sprzęt. 
– Dobrze. – Cindy kiwnęła głową i ukradkiem rozejrzała  się po holu. – Zauważyłeś 

kogoś?

Manny pochylił się lekko i wyszeptał z konspiracyjną miną:
– Melduję, że nie widziałem ani jednego faceta w prochowcu. – Parsknął śmiechem. – 

Dlaczego myślisz, że Stanton ma zamiar pojawić się tutaj wcześniej?

– Bo będąc na jego miejscu, tak bym się zachowała. 
– Szkoda, że nie wiemy, jak wygląda. 
– Podejrzewam, że ma około pięćdziesiątki. Prawdopodobnie jest siwy, ale nie wiem. Na 

pewno zamelduje się pod fałszywym nazwiskiem. Może nawet jakoś się przebrać, dlatego 
zwracaj szczególną uwagę na typy, których nigdy nie podejrzewałbyś o pracę dla centrali. 

Miała minę Sherlocka Holmesa i doktora Watsona razem wziętych. 
–   Czy   nie   mogłabyś   być   trochę   bardziej   konkretna,   Cindy?   –   W   głosie   Manny’ego 

słychać było powątpiewanie. 

– W porządku – westchnęła. – Masz rację. W takim hotelu niełatwo rozpoznać szpiega. 

Ale miej oczy szeroko otwarte. Idę. Zobaczymy się później na zebraniu. 

Przeszła do głównej recepcji. Kilkunastu eleganckich młodych ludzi, którzy zajmowali 

się   właśnie   rejestracją   gości,   spojrzało   na   jej   fryzurę   z   wyraźnym   popłochem   w   oczach; 
Podobnie   zachowali   się   pracownicy   techniczni   rozwieszający   świąteczne   girlandy.   Na 
szczęście nikt nie odezwał się ani słowem. 

W holu kłębiła się co najmniej setka wystrojonych kobiet. Wszystkie miały wyjątkowo 

kunsztownie   ułożone   fryzury:   to   kosmetyczki   przyjechały   na   konferencję   zorganizowaną 
przez producentów kosmetyków. Cindy odszukała Amy, swoją zastępczynię odpowiedzialną 
za ruch gości. 

– Wszystko w porządku? – zapytała. 
– Oczywiście. – Szczupła brunetka uśmiechnęła się, ale zaraz potem zbolałym gestem 

przyłożyła rękę do czoła. – Gdyby tylko nie bolała mnie głowa... 

Cindy   w   żaden   sposób   nie   mogła   zmusić   się   do   współczucia.   Amy   była   świetnym 

pracownikiem, ale po całym hotelu krążyły legendy o jej hipochondrii. 

– Prawdopodobnie przez te perfumy – rzuciła Cindy łagodnym tonem i głową wskazała 

pachnący tłumek, stojący karnie wzdłuż aksamitnych sznurów przed recepcją. 

Amy westchnęła ciężko. 
– Nie martw się, przeżyję. Nie mam wyjścia. Kiedy już rozmieszczę te wszystkie panie, 

będziemy   mieć   pełne   dwie   godziny   luzu.   Nie   więcej,   bo   później   pojawi   się   cały   tłum 
Trekersów. 

– Niech więc Moc będzie z tobą – powiedziała Cindy z pełną powagą. 
– To wielbiciele  „Star Treks”, nie „Gwiezdnych  wojen”, Cindy.  – Amy zaśmiała się 

cicho. 

– Szkoda. Ale może mogę ci w czymś pomóc, zanim zacznie się zebranie personelu?
Amy spojrzała na nią z wdzięcznością i zgrabnie przecisnęła się do recepcji. Za chwilę 

background image

wynurzyła się zza kontuaru z deseczką do pisania i plikiem notatek. 

– Pokój 620 narzeka na widok z okna. Pokój 916 nie życzy sobie kanału z filmami tylko 

dla dorosłych, a pokój 1Ol0 chce przenieść się do części dla palących, ale za to z wielkim 
łóżkiem. 

– Czy możemy zaproponować im inne lokum?
– Nie, nie i jeszcze raz nie! – Amy znacząco postukała ołówkiem w swoją listę. 
–   Każde   „nie”   oznacza   osobiste   spotkanie   –   skrzywiła   się   Cindy,   biorąc   od   Amy 

deseczkę. 

– Oczywiście. – Amy uśmiechnęła się szeroko. – Wszyscy wiedzą, że taka jest praktyka 

naszego naczelnego dyrektora. 

– Trafiłaś w dziesiątkę. 
– A tak na marginesie – Amy zmrużyła oczy i przyjrzała się Cindy badawczo – co się 

stało z twoimi włosami?

Cindy zesztywniała. Jedno jest pewne. Nie może wdawać się w żadne dyskusje. Ma zbyt 

wiele do zrobienia. 

– Zobaczymy się za pół godziny na zebraniu – rzuciła obojętnym tonem i odeszła. 
W holu nawet najdrobniejszy szczegół nie uszedł jej uwagi. Szare marmury na podłodze 

lśniły czystością, antyczne meble stojące w części wypoczynkowej świeżo wypolerowano, a 
brzuchate, miękkie kanapy wprost kusiły, żeby na nich siadać. 

W powietrzu czuło się już zapach Bożego Narodzenia. Cindy westchnęła. Ją i jej personel 

czekają teraz dwa najcięższe tygodnie w roku. Kiedy wszyscy ludzie zajmują się zakupami i 
planowaniem towarzyskich spotkań, oni mają najwięcej pracy. I w takim okresie naczelna 
dyrekcja   wymyśla   kontrolę!   Wszystko   dlatego,   że   współwłaściciele   hotelu   planują   jakieś 
zmiany. Przez kilka tygodni wynajęty przez nich fachowiec będzie zaglądać jej przez ramię i 
sprawdzać każdy krok. Najgorsze jest to, Cindy poczuła dreszcz strachu, że nie przysyłają 
żadnego szeregowego pracownika, ale samego Stantona, który jest postrachem całej branży. 
Nie rokowało to niczego dobrego hotelowi Pod Kryształowym Pająkiem. Podobno Stanton 
jest bezlitosnym, bezkompromisowym facetem od czarnej roboty. Taki sztywniak jak on na 
pewno nie zaakceptuje ekscentrycznych pomysłów jej szalonego personelu. 

Żeby uniknąć tłoku w windzie, Cindy podeszła do wysokich na trzy piętra, kręconych 

schodów, z których rozciągał się imponujący widok na cały hol. Zawsze kiedy wchodziła po 
wyłożonych   ciemnozłotym   chodnikiem   stopniach,   zatrzymywała   się,   żeby   spojrzeć   na 
olbrzymi   żyrandol,   błyskający   setkami   kryształowych   wisiorków.   Przypominała   sobie 
wówczas opowieści dziadka o początkach tego hotelu i nazwie, którą mu nadał. 

Ruch w holu nie ustawał. Wszyscy – od chłopców hotelowych po wytworne hostessy – 

zwijali   się   jak   w   ukropie.   Robotnicy   dekorowali   kolejne   ściany   zielonymi   girlandami, 
zawieszali coraz to nowe stroiki i zapalali migające światełka. Wesołe, świąteczne melodie 
płynące z głośników dodawały wszystkim ducha. Niespodziewanie dla siebie samej Cindy 
pomyślała z nadzieją o nadchodzącym roku. Był jak nie zapisana karta. Na pewno czekają ją 
same korzystne zmiany: w hotelu, w relacjach z matką; kto wie – może nawet w jej życiu 
pojawi się jakiś sensowny mężczyzna... 

background image

Wierzysz w cuda! skarciła siebie samą i pobiegła dalej. Na górze złapała windę, żeby 

pojechać   na  szóste   piętro,   i   już  po   chwili   pukała   do  drzwi   pokoju   620.  W   progu  stanął 
podstarzały mężczyzna w grubych okularach. Miał na sobie zwyczajne spodnie, a do nich 
koszulę z plisowanym  gorsem i rozluźniony krawat. Pod pachą trzymał  zeszyt,  a w ręce 
antyczną lampę należącą niewątpliwie do wyposażenia pokoju. Cindy uniosła brwi, robiąc 
ostentacyjnie zdumioną minę, potem przedstawiła się i poinformowała zagadkowego gościa, 
że wprawdzie hotel dysponuje pokojem z lepszym widokiem na miasto, ale, jako że jest to 
apartament, cena za jedną noc jest odpowiednio wyższa. 

Mężczyzna, marszcząc brwi, zsunął okulary na czubek nosa i zaczął głośno narzekać. 

Cindy nie reagowała. Stała spokojnie ze wzrokiem wbitym  znacząco  w lampę.  W końcu 
starszy pan oznajmił obrażonym tonem, że dotychczas zajmowany pokój mu odpowiada, i 
zatrzasnął   jej   drzwi   przed   nosem.   Zanotowała   sobie,   żeby   następnego   dnia   przysłać   mu 
śliwkowe ciasto z hotelowej cukierni. Lokator pokoju 620 wyglądał na kogoś, kto ma kłopoty 
z żołądkiem. 

Zawinięta w płaszcze kąpielowe para z pokoju 916 wyjaśniła, że zaszło nieporozumienie: 

nie narzekają na dostęp do kanału z filmami tylko dla dorosłych. Wręcz przeciwnie! Uważają 
tylko, że kanał ten powinien być bezpłatny. Cindy było przykro, że nie może im pomóc, ale 
wieczór przed telewizorem – nawet z płatnym programem – był i tak jedną z najtańszych 
rozrywek, jakie oferuje gościom San Francisco. 

Zbliżając   się   do   numeru   1010   uznała,   że   dzisiejsze   pretensje   gości   są   niczym   w 

porównaniu ze skargami, którym zwykle stawiają czoło ona i jej personel. Dużo trudniej jest 
na przykład przekonać centralę do zmiany starej, pomarańczowej wykładziny z kwiatowym 
wzorem, który nieodmiennie przyprawiał ją o mdłości. Patrząc pod nogi, skrzywiła się po raz 
nie wiadomo który i postanowiła, że tym razem nie da się zbyć i wymusi na nich pieniądze na 
nowe dywany. 

Zapukała lekko. Minęło zaledwie kilka sekund, kiedy ku jej ogromnemu zaskoczeniu w 

drzwiach stanął przystojny nieznajomy z salonu fryzjerskiego. Cindy znowu znalazła się w 
polu oddziaływania jego męskiej siły. 

– A więc ponownie się spotkaliśmy – przywitał ją przyjaźnie i uśmiechnął się. 
W kącikach oczu pojawiły mu się kurze łapki. Jest grubo po trzydziestce, skonstatowała 

Cindy, walcząc z chęcią ucieczki. 

– Hm, tak – mruknęła, zastanawiając się, czy aby nie zarzucić sobie żakietu na głowę. 

Spojrzała w notatki. – Pan Quinn, prawda?

– Tak, Eryk Quinn. – Wyciągnął rękę i mocno uścisnął jej dłoń. 
– Jestem Cindy Warren i... 
– ... prowadzi pani cały ten cyrk. Pamiętam. 
Zaczerwieniła się lekko. 
– Jestem tu dyrektorem. Chciałabym porozmawiać o zmianie pokoju, o którą pan prosi. 
Eryk  Quinn skrzyżował  ramiona  na piersiach,  oparł się o framugę  i patrzył  na nią z 

lekkim uśmieszkiem. 

– Czy osobiście zajmuje się pani wszystkimi skargami gości?

background image

– Nie, ja... 
– W takim razie czuję się zaszczycony. 
Cindy uznała, że najwyższy czas wydostać się spod jego zniewalającego wpływu. Musi 

sama kontrolować sytuację. Ten facet był irytująco pewny siebie. 

– Trochę bez powodu. Moi pracownicy są teraz bardzo zajęci, więc przejęłam na pewien 

czas ich obowiązki.  Mamy w tej chwili wolny pokój dla palących,  o ile to jeszcze pana 
interesuje. Niestety, jest tam łóżko zwykłych rozmiarów. 

Quinn zmarszczył brwi i z namysłem potarł policzek. 
Nie ma obrączki, zauważyła Cindy, po czym natychmiast przywołała się do porządku. 

Robisz się coraz bardziej podobna do swojej matki, ofuknęła siew myślach. Zresztą, brak 
obrączki   wcale   nie   znaczy,   że   mężczyzna   jest   wolny,   a   ona,   Cindy,   nie   będzie   przecież 
polować na swoich gości! Nawet jeśli któryś z nich wprawia ją w dziwne zmieszanie... W tym 
najtrudniejszym z zawodowego punktu widzenia okresie w roku człowiek jest bardzo podatny 
na wszelkiego rodzaju emocje. 

Tymczasem Eryk Quinn potrząsnął ponuro głową:
– Nie – powiedział. – Małe łóżko nie wchodzi w grę. Bez papierosów jakoś wytrzymam, 

ale bez snu nie. Jestem dużym facetem, jak pani widzi – dodał zupełnie niepotrzebnie. 

Cindy nie mogła się powstrzymać i – ó zgrozo – zmierzyła go wzrokiem od stóp do głów. 

Natychmiast   poczuła,   jak   rumieniec   zalewa   jej   szyję.   Nerwowo   strzelała   metalowym 
zatrzaskiem umocowanym na desce do pisania. 

– W takim razie – Quinn wzruszył  ramionami  – zostaję tutaj. Wybieram przestronne 

łóżko. 

– Auuuu! – rozległ się nagle wrzask. 
To Cindy, bawiąc się coraz szybciej zatrzaskiem, nie cofnęła w porę ręki i mocny zacisk 

przyciął jej palce. Quinn nie tracił czasu. Złapał za deskę i uwolnił z pułapki jej dłoń, zanim 
jeszcze dotarło do niej, co się wydarzyło. 

– Pani krwawi – powiedział i zacisnął jej palce. 
– To nic – wyjąkała, przerażona bólem i krwią, która lała się z niewielkiego na pozór 

skaleczenia. 

Co takiego jest w tym mężczyźnie, zastanawiała się, że kolejny raz zachowuję się jak 

uczennica... 

– Proszę wejść i włożyć rękę pod zimną wodę. – Wziął ją delikatnie pod ramię. 
– Nie, nie – broniła się. – Mam tu swoje mieszkanie – dodała po chwili pauzy, podczas 

której z trudem próbowała przypomnieć sobie, gdzie mieszka. 

– Proszę zachowywać się rozsądnie, panno Warren. Zaraz zniszczy sobie pani ubranie. 

Nie mówiąc już o tym nadzwyczajnie pięknym dywanie. – Uśmiechnął się z przekąsem. 

Gdyby nie ból, na pewno parsknęłaby śmiechem. 
– Może pożyczę tylko wilgotny ręcznik. 
– Jest pani u siebie. To pani hotel. – Quinn zrobił krok w tył i przytrzymał jej drzwi. – 

Poczekam na zewnątrz. 

– To nie potrwa długo. – Wchodząc znalazła się tak blisko niego, że widziała każdy szew 

background image

na jego koszuli. 

Miała wielką ochotę rozejrzeć się po pokoju, ale podeszła od razu do drzwi łazienki, 

przeskakując przez porzucone na podłodze buty. Ich rozmiar siłą rzeczy przywodził na myśl 
inne anatomiczne porównania. Przestań, idiotko, skarciła siebie samą. I nie rozpływaj się nad 
męskim zapachem jego mydła i wody po goleniu. Nie ma powodu!

Chwyciła ręcznik i odkręciła kran. Strumień zimnej wody ochłodził jej obolałe palce. 

Westchnienie ulgi przerodziło się w jęk rozpaczy, kiedy spojrzała w lustro. Sterczące jak 
druty   włosy...   rozmazany   makijaż.   Przez   otwarte   drzwi   łazienki   widziała   cień   Quinna, 
rysujący   się   na   dywanie.   Na   pewno   teraz   śmiał   się   do   rozpuku   z   jej   nadzwyczajnych 
autodestrukcyjnych Zdolności. 

– W mojej saszetce z kosmetykami powinien być bandaż i plastry. Proszę ją otworzyć i 

wziąć sobie wszystko, co trzeba. 

Dopiero teraz zwróciła uwagę, że Quinn mówi z lekkim południowym akcentem. 
Rozejrzała się z Wahaniem. Nie bardzo chciała grzebać w jego rzeczach, ale z drugiej 

strony... Chodziło tylko o głupie bandaże! Kosmetyczka leżała na wierzchu otwartej torby 
podróżnej. Znieruchomiała  z  ręką w powietrzu,  kiedy zauważyła  wiszące  obok jedwabne 
spodnie od piżamy. Wyobraźnia podsuwała jej takie obrazy, że zaczerwieniła się dzisiaj po 
raz nie wiadomo który. Wiedziała jedno. Musi uciec stąd jak najprędzej. Drżącą ręką sięgnęła 
do małej kieszonki z boku kosmetyczki i wtedy deszcz niedużych płaskich pakiecików ze 
srebrnej folii spadł na jej eleganckie czółenka. Prezerwatywy. Co najmniej tuzin. Kolorowe, o 
różnych kolorach i fakturach. 

O mój Boże, jęknęła i rzuciła się na kolana, żeby jak najszybciej je pozbierać. Lekka 

piżama sfrunęła jej pod nogi. Zapominając o krwawiącym palcu, odrzuciła ją z drogi. I wtedy 
na   własne   oczy   przekonała   się,   że   prawdą   jest   wszystko,   co   mówi   się   o   znakomitych 
właściwościach absorpcyjnych naturalnego jedwabiu. Bladoniebieski materiał nasiąkał krwią 
szybciej niż gąbka. Odrzuciła spodnie, jakby parzyły. A niech to! mruknęła. 

–   Czy   potrzebuje   pani   pomocy?   –   dobiegł   ją   głos   z   korytarza.   –   Czy   znalazła   pani 

wszystko, co trzeba?

Z walącym sercem otworzyła następną przegródkę i spomiędzy tubek kremu do golenia, 

pasty do zębów i szamponu Wyłowiła bandaże. 

– T... taak – odpowiedziała z trudem. 
Drżącymi rękami obwiązała sobie palec i sięgnęła po piżamę, żeby sprawdzić rozmiar 

szkód, jakie wyrządziła. 

Dokładny odcisk jej dłoni odbijał się wyraźną czerwienią od tła. Zasłoniła ręką oczy. 

Zupełnie   jakby   próbowała   złapać   kogoś   za   pośladki.   Dlaczego   zawsze   muszę   się   tak 
urządzić? myślała spanikowana. Dlaczego to ja mam takiego pecha?

– Czy wszystko w porządku? – usłyszała znowu głos Quinna. 
Zrozpaczona oparła się o umywalkę. Powinna chyba odpowiedzieć, że poruszona do głębi 

wielką liczbą prezerwatyw zniszczyła mu piżamę! Zaraz, zaraz... Nic gorszego już się nie 
zdarzy. A gdyby tak zabrać spodnie i oddać je do czyszczenia? Na pewno przed wieczorem 
udałoby się jej niepostrzeżenie podrzucić je z powrotem. Poczuła się lżej na duchu. Zwinęła 

background image

spodnie   w  kłębek   i   wepchnęła   je  pod   bluzkę.   Na   szczęście   miała   na   sobie   żakiet,   który 
wszystko maskował. 

Wzięła głęboki oddech i na miękkich nogach wyszła z łazienki. Marzyła tylko o tym, 

żeby znaleźć się na korytarzu. 

– Dziękuję. – Odebrała od Quinna deseczkę z notatkami. 
– Nie ma sprawy. – Uśmiechnął się promiennie. 
Cindy przywołała samą siebie do porządku. Każda kobieta powinna wiedzieć, że takich 

donżuanów należy unikać jak ognia. Przecież dopiero co widziała dowody jego seksualnej 
gotowości! Musi załatwić sprawę, z jaką tu przyszła,  i wracać do zadań. Odchrząknęła i 
spojrzała Quinnowi w oczy. 

– Przykro mi z powodu pokoju. Mogę tylko zapewnić, że w głównym holu znajdzie pan 

wygodne miejsca do palenia. 

– A może – wzruszył ramionami – skorzystam z okazji i zerwę ze złymi skłonnościami?
– Życzę szczęścia. – Cindy skinęła głową i odeszła z nadzieją, że gość nie zauważył 

wypukłości powstałej nagle tuż pod jej biustem. 

Eryk stał na korytarzu i odprowadzał ją wzrokiem. Nie miał pojęcia, skąd wzięła się w 

nim nieodparta chęć, żeby droczyć się z tą kobietą. Niedługo przecież Cindy Warren zobaczy 
go w zupełnie nowym świetle. W końcu uznał, że właśnie z tego powodu lepiej być z nią w 
przyjacielskich   stosunkach.   Zupełnie   zapomniał,   że   nigdy   wcześniej   w   podobnych 
okolicznościach nie odczuwał potrzeby zaprzyjaźniania się. Czyżby fakt, że Cindy obcięła 
swoje piękne włosy, żeby zrobić wrażenie na inspektorze z centrali, tak na niego podziałał?

Z raportów dotyczących hotelu wiedział, że prowadzi go kobieta, ale nie miał pojęcia, że 

jest to ktoś tak młody i piękny. Wystarczyło mu jednak kilka chwil w salonie fryzjerskim, 
żeby zrozumieć, czemu Cindy Warren zawdzięcza swoje wysokie stanowisko. Szczególny 
błysk   w   oczach   i   stanowczy   sposób,   w   jaki   trzymała   podbródek,   charakteryzowały   ją 
jednoznacznie. Nawet koszmarna fryzura nie mogła nic tutaj zmienić. 

Eryk  wrócił do siebie i usiadł przy zabytkowym  biurku, na którym  wcześniej zdążył 

rozłożyć swoje papiery. Stare krzesło było wyjątkowo wygodne, mógł więc bez problemów 
skończyć zadanie – opis i ocenę pokoju, w którym zatrzymał się incognito jako biznesmen, 
przybywający w interesach do San Francisco. Jeszcze raz ogarnął wzrokiem pokój. 

Drewniane meble nie były w idealnym stanie, ale miały w sobie subtelny urok rzeczy 

staroświeckich. W dodatku były to przedmioty o niezłej klasie artystycznej. Zarówno łóżko, 
jak   i   biurko   oraz   spora   szafa   na   ubrania   pachniały   lekko   cytrynowym   środkiem   do 
konserwacji drewna. Pościel w stonowaną beżowo-brązową kratę była idealnie dobrana do 
wystroju całości. Wytarte miejsca na dywanie zostały sprytnie zakryte wełnianymi kilimami 
wielkiej   urody.   Wszystkie   elektryczne   urządzenia   działały   nienagannie,   a   łazienka   była 
przestronna   i   czysta.   Jedynie   pakiecik   landrynek,   który   znalazł   na   poduszce,   uznał   za 
dziwaczną ekstrawagancję. 

Dopisał kilka uwag i odłożył  pióro ozdobione hotelowym  logo. Z głową podpartą na 

ramieniu próbował odtworzyć w wyobraźni kształt ramion Cindy Warren. Nagle uświadomił 

background image

sobie, jak niebezpieczny i niemoralny jest bliższy związek z osobą, która może ucierpieć z 
powodu zadania, jakie wykonywał dla korporacji. 

Marzył o papierosie. Żeby zająć czymś ręce, sięgnął po telefon. Po chwili w słuchawce 

zabrzmiał znajomy głos:

– Lancaster. Słucham. 
– Bill? Tu Stanton. Dzwonię, żeby ci powiedzieć, że jestem dokładnie naprzeciwko. 
– Świetnie. I jak znajdujesz hotel? Naprawdę jest do niczego?
– Jeszcze za wcześnie, żeby o tym mówić. – Eryk bawił się pakietem słodyczy z łóżka. 
– Rozmawiałem dzisiaj z człowiekiem od Harmona. Jeśli w ciągu kilku następnych dni 

uznasz,   że   Kryształowy   Pająk   nie   pasuje   do   wizerunku   ich   firmy,   nie   będziemy   nawet 
przysyłać reszty zespołu. 

– Niezbyt to uczciwe, – Quinn zmarszczył brwi, niezadowolony. 
– Jestem niemal pewien, że Harmon chce się pozbyć tego hotelu. 
– Przecież Kryształowy Pająk ma świetne wyniki finansowe. 
– Właśnie dlatego. Chyba jakiś śmieszny starzec w ich radzie nadzorczej lubi to miejsce, 

więc żeby je sprzedać, muszą mieć dowody czarno na białym. 

– I dlatego przyślesz tu cały zespół! Nie mam zamiaru oddawać raportów bez pokrycia. 

To nie tylko sprawa mojej dobrej reputacji. – Eryk usiadł głębiej w krześle. – Tu pracuje 
mnóstwo ludzi. 

Usłyszał, jak jego zastępca parsknął śmiechem. 
– Mnóstwo ludzi? Przepraszam, wydawało mi się, że rozmawiam z Erykiem Stantonem. 

Czyżby wakacje tak cię rozmiękczyły?

Eryk przypomniał sobie szarozielone oczy Cindy Warren. 
– Nie, jestem chyba zmęczony. 
– Widziałeś się już z szefową hotelu?
– Tak. 
– No i co? Masz coś na nią?
– Nie. – Eryk nie miał zamiaru mówić, że to raczej ona ma coś na niego. 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Wchodząc do pokoju konferencyjnego, Cindy myślała tylko o jednym: jak wyrzucić z 

głowy obraz Eryka Quinna. Zakładając, że w ogóle istnieje odpowiedni moment na flirty z 
atrakcyjnymi   gośćmi,   ten   człowiek   pojawił   się  w  czasie   najgorszym   z   możliwych,   kiedy 
ważyły się losy jej personelu. 

Specyficzne warunki pracy w hotelu sprawiają, że bardzo prędko zaczyna się traktować 

wszystkich jak rodzinę. Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, Cindy czuła się odpowiedzialna za 
ich przyszłość. 

Od kiedy dwa lata temu korporacja Harmona kupiła hotel Pod Kryształowym Pająkiem, 

Cindy otrzymała niezliczoną ilość pisemnych uwag i wskazówek mających na celu jedno: 
upodobnienie jej ukochanego hotelu do sztampy hoteli Harmona. Jak dotąd udawało się jej 
ignorować wszystkie zarządzenia. Nikt z podwładnych nie wiedział o dyrektywach centrali – 
podporządkowywali się jej poleceniom, nie zastanawiając się nawet, kto je wydaje. Wszystkie 
prace były wykonywane  bez zarzutu,  a zadowoleni goście  wracali  do hotelu  przy każdej 
nadarzającej się okazji. 

– Dzień dobry! – Cindy, uśmiechając się szeroko, podeszła do długiego stołu, za którym 

zasiadło już sześciu jej zastępców oraz kierownicy poszczególnych działów. 

Odpowiedział jej chór wesołych głosów. Wszyscy polowali właśnie na co lepsze ciastka, 

które podano na stół. W pokoju mieszały się zapachy kawy i ziołowej herbaty, a w szklanym 
dystrybutorze czerwienił się jakiś sok. Cindy nalała sobie filiżankę czarnej kawy. 

– Ooo! Masz nową fryzurę, Cindy. – Joel Cutter, odpowiedzialny za restaurację i bary, 

odgryzł szybko kawałek pączka, żeby ukryć uśmiech. 

Wśród przyjaznych chichotów zebranych pracowników Cindy rzuciła Joelowi mordercze 

spojrzenie.   Nawet   się   nie   stropił.   I   nic   dziwnego   –   ceniony   współpracownik   i   osobisty 
przyjaciel Cindy nie zwykł przejmować się byle czym. Chyba że chodziło o serwowane w 
hotelu jedzenie lub organizację przyjęć. 

– Przysuńcie te pączki. – Cindy usiadła w wyściełanym krześle u szczytu stołu. – Dzięki, 

Joel, za dobry początek. Co robić z salonem fryzjerskim? Masz jakiś pomysł, Amy?

Oczy   wszystkich   zwróciły   się   na   zagadniętą   kobietę,   która   wytrząsała   właśnie   małe 

pastylki   z   jednej   z   czterech   buteleczek   ustawionych   przed   nią   w   równym   szeregu 
Podpowiedziała dopiero po przełknięciu całej porcji. 

– Gdyby nie Jerry, odpowiedziałabym, że należy zlikwidować salon, a na jego miejscu 

otworzyć lodziarnię. Na razie udało mi się namówić fryzjerkę, żeby została, ale nie wierzę, że 
zostanie na długo. – Amy uśmiechnęła się z zakłopotaniem. – Jerry mówi, że odkąd szefowa 
wyszła, Bea nie przestaje płakać. 

Pokój zatrząsł się od śmiechu. Cindy podniosła dłoń, żeby uciszyć towarzystwo. 
– Ha! Ha! Ha! Bardzo śmieszne. Tylko że ja naprawdę chciałabym wiedzieć, dlaczego 

wciąż nie udaje się nam zatrudnić fryzjerki z prawdziwego zdarzenia?

– Większość tych, z którymi rozmawiałam – Amy zmarszczyła brwi – nie chce marnować 

background image

swoich umiejętności na zwykłe strzyżenie. Wolą pracować tam, gdzie mogą się wykazać. 
Moim zdaniem, trzeba rozszerzyć zakres usług oferowanych przez nasz salon. 

– Rozumiem. – Cindy zrobiła kilka notatek. 
– Byłoby dobrze, gdyby Jerry... – zaczęła Amy. 
– Wiem, wiem. Byłoby dobrze, gdyby Jerry zgodził się obsługiwać kobiety – skończyła 

za nią Cindy. – Ale się nie zgodzi. 

A jest za dobry, żebyśmy mieli go stracić. On jest legendarną postacią w tym hotelu. 
– Twoja fryzura też – mruknął Joel w chusteczkę, prowokując nowe wybuchy śmiechu. 
– Sam – Cindy postanowiła go zignorować – jak idą interesy?
–   Nigdy   nie   szły   lepiej.   –   Samanta   Riggs,   odpowiedzialna   za   rezerwację   i   sprzedaż 

miejsc,   miała   na   sobie   kompletny   kostium   wojownika   z   serialu   „Star   Trek”.   –   Jeśli 
wielbicielom Trekersów spodoba się u nas, następną konferencję mamy jak w banku. Tym 
razem regionalny zlot Androidów. 

Samanta   z   wdziękiem   poprawiła   metalowy   łańcuch   przewieszony   przez   ramię, 

demonstrując przy okazji pomalowane na czarno paznokcie. 

Cindy   miała   nadzieję,   że   nikt   nie   zauważył   jej   zdenerwowania.   Amatorzy   gier 

fabularnych stanowili tak liczną i lojalną grupę gości, że w niektórych kręgach hotel uznano 
za ich kwaterę główną. Ostatnio doszły ją słuchy, że w centrali przemianowano nazwę Pod 
Kryształowym Pająkiem na Ostatni Etap, a to już brzmiało niepokojąco. 

Tymczasem Samanta odliczała na palcach:
– Pod koniec tygodnia zjadą się wampiry, potem uzdrawiacze kryształami, a w przyszły 

poniedziałek zaczynają się Targi zabawek dla dorosłych. 

– Zabawki dla dorosłych od poniedziałku? – W głosie Cindy zabrzmiała zgroza. 
– Czy to nie w poniedziałek przyjeżdża ten gość z korporacji? – wtrącił od niechcenia 

Joel, sięgając po następny pączek. 

Cindy tylko kiwnęła głową. Czuła, że ogarnia ją panika. Nie widziała niczego zdrożnego 

w   fakcie   prezentowania   produktów   dla   sex-shopów   w   swoim   hotelu,   ale   trudno   było 
wyobrazić sobie gorszy termin Targów. 

– Miejmy nadzieję, że facet ma poczucie humoru – oznajmiła Amy. 
– Oraz jako takie życie seksualne – dodał Manny. 
– O to się nie martw – nie ustępował Joel. – . Cindy i tak zmusi każdego do celibatu. 
Znowu rozległy się śmiechy. Wszyscy wiedzieli, że Joel z żoną nieustannie swatają z 

kimś Cindy, ale ich próby, jedna po drugiej, kończyły się całkowitą klapą. 

– Jesteś dziś bardzo dowcipny, Joel. – Cindy wzruszyła ramionami i odwróciła się do 

Samanty. – Niech będzie, ale postaraj się, żeby Targi nie rzucały się zbyt w oczy, dobrze?

–   Jeśli   sobie   życzysz,   żeby   nie   rzucały   się   w   oczy,   to   nie   będą.   –   Sam   energicznie 

pokiwała głową. 

– Powiedziała kobieta w stroju wojownika – spuentował Manny. 
– Nasz klient, nasz pan. 
Cindy  odszukała  wzrokiem  Williama   Belka,  swojego  naczelnego   inżyniera,  który  nie 

proszony odzywał się z rzadka. 

background image

– Jak idą poszukiwania choinki do głównego holu?
– W hodowli wciąż szukają czegoś, co by nas zadowoliło. – William z zakłopotaną miną 

gniótł w rękach czapkę. 

Żołądek Cindy ścisnął się ze zdenerwowania. 
– A dni lecą. Mamy już grudzień. – Z trudem zachowywała dobry humor. – Chciałabym 

zobaczyć drzewko najpóźniej w poniedziałek, dobrze?

– Uhm, postaram się. 
Zapisała   w   notesie,   żeby   koniecznie   zadzwonić   do   hodowli   choinek,   i   przeszła   do 

omawiania bieżących spraw administracyjnych i personalnych. Potem, uśmiechając się kątem 
ust, zagadnęła Joela:

– Kolej na ciebie. A może moja fryzura zbyt cię rozprasza?
– Muszę być silny i odważny. 
– No, to zaczynaj od bankietów. 
– Do Nowego Roku zarezerwowane w dziewięćdziesięciu procentach. 
– Świetnie. – Otworzyła szeroko oczy. – A restauracją?
– W ostatniej „Kronice” dali nam mierną ocenę. – Joel pchnął gazetę w jej kierunku. 
– To i tak postęp. W zeszłym roku nie zostawili na nas suchej nitki. Coś jeszcze?
– Myślę, że nie ja jeden chciałbym dowiedzieć się czegoś o tym siepaczu, Stantonie. 
W jednej chwili w pokoju zapadła cisza jak makiem siał. Cindy zwilżyła wargi, wzięła 

głęboki oddech i oparła łokcie na stole. 

–   Cieszę   się,   że   sam   zacząłeś.   Miał   to   być   następny   punkt   naszego   spotkania.   Jak 

większość   z   was   na   pewno   wie,   Harmon   wynajął   specjalistyczną   firmę,   która   ma 
skontrolować wybrane hotele należące do korporacji. My należymy do szczęśliwców, których 
prześwietlą   na   wylot.   Planowana   jest   rewizja,   ksiąg   rachunkowych,   sprawdzenie   całego 
systemu rezerwacji, sprzedaży oraz – co oczywiste – bezpośredniej obsługi gości. 

Manny odchrząknął i zadał pytanie za wszystkich:
– Czy jest jakiś powód dla tak dokładnej kontroli?
– Być może – Cindy zacisnęła dłonie – powodem kontroli jest to, że od dłuższego czasu 

opieram się zmianom, które Harmon usiłuje narzucić. 

– A może fakt, że masz biust – mruknęła Amy. 
– Nie, nie myślę, żeby moja płeć miała tu jakiekolwiek znaczenie. Zresztą – dotknęła 

palcem niewielkich wypukłości pod żakietem – sprawa biustu jest dyskusyjna. 

Wybuch śmiechu rozładował trochę napięcie panujące w pokoju. 
– Chcą nas przerobić na swoje kopyto, tak? – podsumował Joel. 
Cindy wiedziała, że musi starannie ważyć słowa. 
– Wydaje się, że centrala życzy sobie, żebyśmy dostosowali się do ustalonego przez nich 

profilu   –   zmusiła   się   do   optymistycznego   tonu.   –   Pan   Stanton   i   jego   współpracownicy 
zapowiedzieli się na najbliższy poniedziałek, ale nie zdziwiłabym się, gdyby on sam pojawił 
się tu wcześniej. Pod cudzym nazwiskiem oczywiście. Dajcie mi znać, jeśli zauważycie kogoś 
podejrzanego. 

– Czy powinniśmy się czegoś obawiać? – Amy masowała sobie skronie. – Chyba będę 

background image

miała migrenę. 

– Nie, raczej nie. – Cindy próbowała dodać współpracownikom odwagi. – Musimy tylko 

mieć   świadomość,   że   wszystko,   co   robimy,   będzie   wzięte   pod   mikroskop   i   dokładnie 
sprawdzone. Oczywiście, zaraz po przyjeździe Stantona zwołam zebranie i przedstawię go 
państwu. A na razie kończymy. 

– Jedną chwilkę! – zawołał Joel. – Pamiętajcie, że jutro jest nasze świąteczne przyjęcie!
Cindy z trudem stłumiła jęk. 
– Oczywiście, że pamiętamy. 
– Myślę, że w związku z nieuniknionymi zwolnieniami powinniśmy przynieść ze sobą 

własne kanapki – rzuciła ze śmiechem Samanta. 

– Tym razem obejdzie się jeszcze bez kanapek, ale – tu Joel zrobił wymowną minę – 

przyprowadźcie kogoś do pary dla Cindy. 

– Oj, Joel, wszedłeś na grząski grunt – pogroziła mu Cindy. – Zebranie skończone. 
Kiedy zebrani wyszli już z pokoju, Cindy szturchnęła Joela w ramię. 
– Nie bądź taki pewny, że przyjdę sama. Możesz się przeliczyć. 
Wyraz niedowierzania na twarzy Joela sprawił, że Cindy za wszelką cenę postanowiła 

przyprowadzić kogoś na to przyjęcie. Przed oczami stanął jej Eryk Quinn. Ale by zaskoczyła 
wszystkich!

– Cindy, i tak nie masz kogo zaprosić! Wymień chociaż jednego mężczyznę do wzięcia w 

tym mieście, którego nie zraziłabyś swoją obojętnością. A widzisz! Nie przychodzi ci do 
głowy   żadne   nazwisko.   Jeśli   przyjdziesz   z   kimś   jutro,   to   –   zastanowił   się   przez   chwilę, 
szukając natchnienia – wezmę za ciebie całą środę. 

No,   no.   Kusząca   propozycja.   Cindy   miała   mieszkanie   na   górnym   piętrze   hotelu   i 

właściwie rzadko kiedy wychodziła z budynku. Środa była ostatnią szansą zrobienia zakupów 
przed bożonarodzeniowym urwaniem głowy. 

– I będziesz załatwiać wszystkie służbowe telefony?
– Jasne. 
A może nawet kupi dla siebie jakieś ubranie na wyjazd do domu do Wirginii... 
– Ale pager też ci zostawię. 
– Nie ma sprawy. Jeśli przyjdziesz sama, oddajesz mi swoje miejsce na parkingu. Na cały 

miesiąc. 

A torba? Jej torba podróżna ma zepsuty zamek od czasu ostatniej podróży samolotem. 

Nowa jest jej niezbędnie potrzebna. 

– I zrobisz to wszystko, jeśli tylko przyjdę z jakimś facetem?
– Ale ma to być normalny facet – uściśliła Amy, podchodząc do nich. 
– Racja. – Joel z powagą pokiwał głową. – Liczą się tylko osobnicy heteroseksualni. 
– Więc oboje uważacie, że nie umiem zorganizować sobie randki?
– Właśnie tak uważamy – odpowiedzieli zgodnym chórem Amy i Joel. 
– Zakład stoi!
– Mam parking dla VIP-ów. – Joel zacierał ręce z radości. 
– Już nie mogę się doczekać. 

background image

– A ja nie mogę doczekać się tego tajemniczego mężczyzny. 
– Z tymi słowami Amy wybiegła za Joelem. 
– Ani ja – mruknęła do siebie Cindy, którą nagle zaczął boleć żołądek ze strachu. 
Eryk  spędził następne kilka godzin, wędrując po całym  hotelu i zaglądając wszędzie, 

gdzie się dało. Gdy ktoś z pracowników hotelu proponował mu pomoc, udawał, że się zgubił, 
albo mówił, że właśnie na kogoś czeka. Od czasu do czasu przystawał w jakimś kącie i 
pospiesznie zapisywał coś na małych kartkach. 

Tak   naprawdę   bardzo   nie   lubił   tego   etapu   pracy.   Nigdy   nie   miał   kłopotów   z 

wyłapywaniem słabych punktów w pracy kontrolowanych przedsiębiorstw, ale zdecydowanie 
wolał działać jawnie. 

Dwa razy udało mu się zauważyć zabieganą Cindy Warren, ale pomimo wielkiej chęci, 

żeby   z   nią   znowu   porozmawiać,   trzymał   się   z   daleka.   Z   doświadczenia   wiedział,   że 
najważniejsze wiadomości zdobywa się na początku. Poza tym nigdy nie mógł być pewien, 
czy   jego   tożsamość   nie   wyjdzie   nagle   na   jaw,   więc   starał   się   zrobić   jak   najwięcej   W 
pierwszych   dniach   pobytu   w   nowym   miejscu.   I   jeszcze   jedno   –   traktował   sprawę 
ambicjonalnie. Jego informacje były podstawą działania grupy konsultantów, którzy zjawiali 
się później, ale, jego zdaniem, przeszkadzali tylko . w pracy. 

Po sprawdzeniu wszystkich pozycji, które miał na liście, podszedł do recepcji. 
– Dzień dobry panu. Czy mogę w czymś pomóc? – Sympatyczny blondyn powitał go 

profesjonalnym uśmiechem. 

Erykowi   wystarczyła   jedna   chwila,   żeby   zorientować   się,   iż   Cindy   Warren   wybrała 

właściwego człowieka na właściwe stanowisko. 

– Proszę mi poradzić, gdzie zjeść kolację. 
– Czy ma pan na myśli jakąś określoną kuchnię?
– Nie. Zjadłbym dobry stek. 
–   Jeśli   nie   zależy   panu   na   zwiedzaniu   miasta,   powiem,   że.   szef   naszej   restauracji 

przyrządza znakomitą polędwicę z grilla. 

Eryk pomyślał, że nie pomylił się w ocenie blondyna. 
– Świetnie. Spróbuję. A jaki jest tu bar?
–   Dobre   drinki,   ale   w   poniedziałkowe   wieczory   nie   dzieje   się   tam   nic   szczególnie 

ekscytującego. 

– Całkiem mi to odpowiada – zaśmiał się Eryk. 
– Bardzo mi miło, że wybrał pan nasz hotel. Proszę dać mi znać, gdybym mógł coś dla 

pana zrobić. Jestem Manny Oliver. 

– Recepcjonista wyciągnął rękę. 
– Eryk Quinn. 
W tym momencie w odległym kącie holu pojawiła się Cindy. Eryk nawet nie zdawał 

sobie sprawy, że nie spuszcza z niej wzroku, dopóki nie usłyszał chłodnego głosu Manny’ego:

– To Cindy Warren, dyrektorka hotelu. Eryk zmusił się do niezobowiązującego tonu. 
– Spotkaliśmy się dziś rano u fryzjera. Muszę przyznać, że zrobiła na mnie wrażenie 

swoim profesjonalizmem. 

background image

Że nie powiem o nogach, dodał w duchu, obserwując, jak Cindy razem z jakimś krępym 

mężczyzną wchodzi po schodach i żywo gestykulując, wskazuje mu coś na ścianach i suficie. 

– Pierwszorzędna. Hotel wygrał los na loterii. 
– Młoda, jak na takie wysokie stanowisko. 
– Ma trzydzieści kilka lat – poinformował go Manny. 
– Czy jest mężatką? – Eryk ugryzł się w język, ale było już za późno. 
Zaskoczony Manny zesztywniał i przyjął postawę obronną. Eryk zaczął się zastanawiać, 

czy aby nie łączy go z szefową jakiś romantyczny związek. 

– Nie, pani Warren nie ma męża. 
Eryk tylko kiwnął głową, chociaż miał szczerą chęć dać sobie kopniaka. 
–   Dziękuję   panu   bardzo   za   gastronomiczne   rekomendacje   –   powiedział,   sięgając   po 

portfel. 

Nie zdążył jeszcze wyjąć banknotu, kiedy Manny powstrzymał go nieznacznym gestem 

dłoni. 

– Proszę nawet o tym nie myśleć. Moim obowiązkiem jest pomoc każdemu naszemu 

gościowi. 

Przyjazny uśmiech bynajmniej nie maskował błysku ostrzeżenia w oczach Manny’ego. 
– I robi to pan znakomicie. – Eryk udał, że niczego nie zauważa. 
– Jestem najlepszy – zapewnił go Manny kpiąco i zajął się nowym gościem, który właśnie 

podszedł do recepcji. – Mam nadzieję, że stek będzie panu smakować. 

Eryk nie mógł się powstrzymać i jeszcze raz spojrzał na schody. Uznał, że los nagrodził 

jego   ciekawość.   Cindy,   wyciągnąwszy   wysoko   rękę,   ustalała   właśnie   ze   swoim 
współpracownikiem   sposób   zawieszenia   nowych   świątecznych   dekoracji,   nieświadoma 
zupełnie, że przy okazji odsłania oczom postronnych obserwatorów swoje zgrabne uda. 

Eryk czuł, jak Manny wbija mu w plecy twarde spojrzenie. Z dużym trudem oderwał oczy 

od Cindy. Do kolacji zostało jeszcze mnóstwo czasu. Powędrował więc do baru, analizując po 
drodze naturę swojego wyraźnego zauroczenia osobą pani dyrektor. Uznał, że wszystkiemu 
winien jest przedświąteczny nastrój – to dlatego zachowuje się jak napalony nastolatek. 

Bar   „U   Sama”   był   jednym   z   miejsc,   do   których   Eryk   nie   zdążył   zajrzeć   podczas 

przedpołudniowego myszkowania po hotelu. Pokonując dwa schodki w dół, nie spodziewał 
się niczego szczególnego: wszystkie bary, jakie odwiedził w ciągu piętnastu lat pracy, były do 
siebie podobne. Tutaj jednak czekało go miłe zaskoczenie. W sali królowało stare pianino, w 
tej chwili niestety zamknięte. Z głośników sączyły się nastrojowe melodie. Przypomniał sobie 
Boże   Narodzenia   spędzane   w   domu.   To   było   przed   wieloma   laty...   Miłe   wspomnienie, 
zmącone gorzką myślą, że po śmierci matki rodzinne zgromadzenia przestały mieć sens. 

O tej   porze  bar  był  niemal  pusty.   Jedynie   niewielka   garstka  przybyłych  za  wcześnie 

Trekersów raczyła się w kącie piwem. Ku wyraźnemu zadowoleniu Eryka Jerry, ciemnoskóry 
fryzjer,   który   siedział   akurat   na   jednym   z   wysokich   stołków   i   gawędził   z   atletycznie 
zbudowanym barmanem, poznał go od razu. 

– I kogóż tu widzimy! Pan Quinn we własnej osobie. – Jerry uśmiechnął się i poprawił 

czapkę Świętego Mikołaja, którą nosił od rana. – Niech pan siada. Tony zrobi panu drinka. 

background image

– Mała przerwa, Jerry? – zagadnął Eryk, opierając łokcie o wypolerowany blat. 
Fryzjer kiwnął głową i wydmuchał kłąb słodkawego dymu z grubego cygara. 
– Mam’ dosyć. Nie mogę już dłużej słuchać tych jęków. 
– Co proszę? Czyich jęków?
– Tej kobiety, która załatwiła pannę Cindy. Maże się przez cały dzień. 
– Właściwie twoja szefowa sama jest sobie winna. – Eryk parsknął śmiechem. – Przecież 

ją ostrzegaliśmy. 

– Zna pan Cindy? – odezwał się niespodziewanie Tony, mierząc go długim, twardym 

spojrzeniem. 

Nawet czerwone szelki w różnokolorowe dzwoneczki nie łagodziły wrażenia, jakie robił 

na ludziach. 

Następny wielbiciel szefowej, domyślił się Eryk. 
– Nie bardzo – odpowiedział lekkim tonem. 
– Niech się pan nim nie przejmuje.  – Jerry poczekał,  aż barman  zajmie  się nowymi 

gośćmi. – Od jakiegoś czasu Tony mianował się osobistym ochroniarzem panny Cindy. Atak 
między nami – nie wzruszony niczym Jerry zaciągnął się cygarem – Tony siedział kiedyś w 
San Quentin. 

– Za co? – Eryk drgnął w popłochu. 
– Nigdy go nie pytałem. – Fryzjer wzruszył ramionami. – Facet jest w porządku. No, 

może za bardzo chroni naszą damę. 

– Panna Warren musi być popularną osobą. 
– Jest dobrą osobą. Chociaż upartą. – Jerry pokiwał głową. 
– Upartą jak sto diabłów. 
– To znaczy,  że nie jest dobrym  dyrektorem,  tak? – Eryk  postanowił  nie przepuścić 

okazji. 

– Co też pan! Jest najlepsza. Ale kilka lat temu ten hotel został kupiony przez wielką 

firmę,   która   od   samego   początku   próbuje,   wszystko   tu   zmienić.   Panna   Cindy   ręce   sobie 
urabia, żeby do tego nie dopuścić, chociaż przy okazji podcina gałąź, na której siedzi, bo tym 
od Harmona to się nie podoba. 

– Zawsze można zmienić coś na lepsze. Na przykład poprą, wić skuteczność działania. 
– Panie Quinn! Ludzie nie przyjeżdżają do hotelu Pod Kryształowym Pająkiem z powodu 

naszej   skuteczności.   To   można   znaleźć   byle   gdzie.   Zresztą   tuż   za   rogiem   konkurencja 
proponuje większe pokoje z lepszym widokiem za mniej pieniędzy. 

– To dlaczego ludzie w ogóle przyjeżdżają do Kryształowego Pająka?
Jeny roześmiał się i pochylił do Eryka:
– My tutaj jesteśmy trochę dziwni. I dlatego lubią nas różni dziwacy. Choćby tacy jak oni 

– wskazał na siedzących w kącie Trekersów. – Usługi dla takich wariatów to bardzo intratny 
interes, ale panna Cindy nie może przekonać o tym ludzi z centrali. 

– I wszystko to sama ci powiedziała?
– Skądże. Ale ja znam ten hotel. Pracuję tu od trzydziestu lat. Poza tym znam się na 

kobietach. Trzy razy byłem żonaty. 

background image

– No, nie. To ostatnie nie jest dowodem znajomości kobiet. – Eryk ze śmiechem przełknął 

następny łyk burbona. 

– Kobiety, synu, są największym darem Boga. A ty? Stałeś już kiedyś u ołtarza?
– Nie – odpowiedział. 
– Ale panna Cindy jest ciekawą osobą, prawda? I atrakcyjną kobietą. – Stary człowiek 

zmierzył Eryka wszystkowiedzącym spojrzeniem. 

Zaskoczony   Eryk   znieruchomiał.   Czy   naprawdę   było   widać,   że   interesuje   się   Cindy 

Warren i ma ochotę się z nią umówić? Wcale nie był tym zachwycony. 

– Mało ją znam odpowiedział wymijająco. 
Jerry przyglądał mu się uważnie, wydmuchując małe chmurki ze swojego cygara. 
– Taaak, ale ona ci się, synu, podoba. 
Eryk sięgnął po kieliszek, żeby ukryć zniecierpliwienie i zakłopotanie. 
– Zostawiam to bez komentarza – mruknął. 
– Hm, uznajmy, że się pomyliłem! – Jeny ryknął krótkim, podobnym do rżenia śmiechem 

i zmienił temat. – Jak długo zostaje pan w San Francisco?

Eryk   wzruszył   ramionami.   Temat   był   bolesny,   ale   Jerry   nie   mógł   przecież   o   tym 

wiedzieć. 

– Kończę interesy za kilka dni, ale mam zamiar pokręcić się tu do Nowego Roku. Może 

pojadę obejrzeć rejon winnic... 

Jerry wpatrywał się w rozżarzony czubek cygara. 
– Sam w Boże Narodzenie? A rodzina?
Eryk   zastanawiał   się,   jakie   kłamstwo   wymyślić,   dopóki   nie   zdał   sobie   sprawy,   że 

powiedzenie prawdy będzie prostsze. 

– Po śmierci matki moje stosunki z ojcem bardzo się rozluźniły. Mam młodszą siostrę i 

ona spędzi z nim Boże Narodzenie.

– A siostra? Wasze drogi też się rozeszły? – Jerry nie był ciekawski ani niedyskretny. Po 

prostu ustalał fakty. 

– Nie, to nie tak. Alicja jest dużo młodsza. Ma męża, dzieci... 
–   A   jednak   rodzina   powinna   trzymać   się   razem.   –   Jerry   wyraźnie   mu   współczuł.   – 

Szczególnie o tej porze roku. 

Eryk odwrócił się na krześle. Ogarnęła go fala tęsknoty za świętami, jakie pamiętał ze 

swojego   dzieciństwa.   Prawdziwa   choinka   obwieszona   łańcuchami,   które   robił   z   prażonej 
kukurydzy. Zapach domowego ciasta. Ojciec grający na pianinie... 

Ale po śmierci żony Gomas Stanton robił się coraz bardziej milczący i Eryk z wielkim, 

trudem znosił święta w rodzinnym domu. W końcu w ogóle przestał tam jeździć. W tym roku 
wszystko będzie jak zwykle – zadzwoni do ojca w Wigilię i wysłucha przemowy o tym, jak to 
on, Eryk, przyczynia się do upadku amerykańskiego kapitalizmu. 

Ojciec,   przez   trzydzieści   trzy   lata   mistrz   w   hucie   szkła,   wierzył   głęboko,   że   wkład 

człowieka w rozwój świata polega na wytwarzaniu dóbr materialnych – czegoś, co można 
sprzedać, kupić i posiadać. Nie widział żadnego sensu w pracy konsultanta, którą wybrał 
Eryk.   „Ludzie   tacy   jak   ty   –   usłyszał   raz   od   ojca   –   doprowadzają   do   upadku   wszystkie 

background image

rodzinne przedsiębiorstwa. A przecież Ameryka rozwinęła się dzięki takim właśnie małym 
zakładom i ludziom, którzy w nich ciężko pracowali”. 

Święta spędzone na Zachodzie wydawały się więc najlepszym wyjściem z sytuacji. Tym 

bardziej że rysowała się możliwość nawiązania bliższej znajomości z Cindy Warren. Wielu 
dyrektorów hoteli nie wyjeżdża na ferie... Może nawet uda mu się spędzić z nią sylwestra. O 
ile, oczywiście, Cindy, która wydaje się ściągać na siebie wypadki, dożyje do tego czasu. 

– Kiedyś się, synu, ustatkujesz – ciągnął Jeny z zadumą, kopcąc cygaro. – Będziesz miał 

swoją panią...  Od razu zaczniesz  inaczej  traktować Boże Narodzenie.  Miłość sprawia, że 
każde święta są szczególne. Zapamiętaj moje słowa, synu. 

– Nie ma obawy. Wcale nie mam zamiaru się zakochiwać – parsknął Eryk. – Ani w 

święta, ani kiedy indziej. 

– Ciekawe... – Fryzjer spojrzał na niego z ukosa. – Przyglądałem się wam dwojgu dzisiaj 

rano. Przyciągacie się jak dwa magnesy. Może jestem stary, ale na pewno nie jestem ślepy. 

Eryk pokręcił głową i odsunął od siebie szklankę. 
– Masz zbyt bujną wyobraźnię, Jerry. – Wstał i ukłonił się na pożegnanie. – Do widzenia. 

I dziękuję za towarzystwo. 

– Ja tam bym uważał – ostrzegł Jerry, nie podnosząc głowy. 
– Nic się nie martw – rzucił Eryk nonszalanckim tonem. 
– Nie mam zamiaru narażać się Tony’emu. 
Fryzjer roześmiał się głośno. 
– Panie  Quinn, czy pan  nie wie, że  piękna  kobieta  jest  dziesięć  razy groźniejsza  od 

najgroźniejszego   kryminalisty?   –   Wydmuchał   dym   z   cygara   i   zakończył   stanowczo:   – 
Przepadłeś, synu. Wesołych świąt. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

– Kto jest tym szczęśliwym facetem? – zapytał Manny, nawijając pasmo włosów Cindy 

na grubą lokówkę. 

Cindy obserwowała w skupieniu jego zabiegi. Musiała wszystkiego się nauczyć. Przecież 

włosy nie odrastają tak szybko. 

– Jakim szczęśliwym facetem? – nie zrozumiała. 
– Amy powiedziała mi, że umówiłaś się z kimś na jutrzejsze przyjęcie. Kto to jest?
– Czy w tym hotelu nie ma nic świętego?
– Myślę, że gdzieś mamy jeszcze butelkę święconej wody. Została od dnia poświęcenia 

hotelu. 

– Z nikim się jeszcze nie umówiłam – westchnęła Cindy. 
– Zadzwonić do kogoś?
– Nie. To nie mogą być geje. 
– Takich też znam – oburzył się Manny. – Dwóch – dodał po chwili, ale zaraz zmarszczył 

brwi. – Cholera, zapomniałem, że obaj są żonaci. A jeden z nich to Joel. 

–   Czuję   dym!   –   Zaniepokojona   Cindy   pociągnęła   nosem.   Manny   podskoczył   i 

gorączkowo   odłożył   lokówkę.   Włosy   Cindy   nie   wyglądały   lepiej,   a   nawet,   chociaż 
wydawałoby się to niemożliwe, były jeszcze bardziej proste niż przed kręceniem. 

– Nic się nie stało – zapewnił. – Dziwne włosy. – Pokręcił głową z niedowierzaniem. – 

Strasznie cienkie. 

– Ładne rzeczy!  – Cindy podniosła zabandażowaną rękę i próbowała jakoś poprawić 

fryzurę. 

– A to co? Co zrobiłaś z ręką?! Cindy zawahała się chwilę. 
– Może potem ci powiem. Spróbuj jeszcze raz. Tylko się pośpiesz. 
– Każda fryzjerka powinna wiedzieć, że podobnych włosów nie da się wycieniować. 
– To ja jej kazałam. 
– W takiej sytuacji każdy zawodowiec ma obowiązek się sprzeciwić!
– Manny, chyba powinieneś zatrudnić się w naszym salonie!
– Cindy, nie irytuj się. Robię, co mogę, żeby ci pomóc. Ale muszę przyznać – dodał po 

chwili, odwijając z lokówki kolejne pasmo włosów – że bez skutku. 

– Moja mama dostanie zawału, kiedy pojawię się w domu z taką fryzurą. 
– Nie przejmuj się mamą. W końcu będziesz w domu niecałe trzy dni. Przeżyjesz. Ona 

tez. 

– Cieszę się, że ze mną jedziesz! Tobie na pewno uwierzy, jeśli powiesz, że taka fryzura 

to ostatni krzyk mody. 

– O, nie. Jadę z tobą na pieczoną szynkę i domowe ciasto orzechowe. Nie mam zamiaru 

być rozjemcą w sporach między paniami. 

– Nie jesteśmy takie straszne. Uprawiamy tylko normalne przepychanki matka – córka – 

zaśmiała się Cindy. – Ale wiesz, ona będzie przekonana, że ze sobą sypiamy. 

background image

– Czy to komplement? – Manny zmarszczył brwi. 
–   Jasne,   że.   tak.   –   Cindy   dała   mu   kuksańca   w   bok.   –   I   już   z   góry   ci   dziękuję,   że 

oszczędzisz mi zwykłych tyrad na temat tego, że najwyższy czas ułożyć sobie życie. 

– No właśnie! – Manny tapirował jej włosy i lekko spryskiwał je lakierem. – Dlaczego 

tego nie chcesz?

– Czego? Tyrad mojej mamy?
– Nie. Związać się z kimś na stałe. Masz jakieś złe wspomnienia z przeszłości?
Cindy przygryzła policzek. No właśnie. Pytanie za sto punktów. A ona nie znała na nie 

odpowiedzi. 

–   Nie   przypominam   sobie   żadnych   traumatycznych   przejść.   Tak   naprawdę,   niczego 

szczególnego sobie nie przypominam. 

–   Wzruszyła   ramionami.   –   Jeszcze   nie   spotkałam   mężczyzny,   który   robiłby   coś 

niezwykłego.   Ani   takiego,   który   na   co   dzień   używałby   słów   typu   „koincydencja”   albo 
„supremacja”. 

Manny wpatrywał się w nią osłupiałym wzrokiem. 
– W porządku – westchnęła. – Masz rację. Może oczekuję zbyt wiele. 
– Nie. – Manny zaczesał jej włosy za uszy i sprawdzał efekt. 
– Nie związuj się z nikim na stałe, bo jeśli jesteś podobna do reszty moich przyjaciół, na 

pewno wybierzesz partnera, który reprezentuje sobą wszystko to, czego nie znosisz. 

– Oho, zmieniasz front – zaśmiała się. 
– Wcale nie. Nawet nie wiesz, ile łez przelano na tej piersi. – Postukał palcem w klatkę 

piersiową. – Mówię ci, nie warto. 

–   Mnie   nie   trzeba   przekonywać.   Ale   dzisiaj   muszę   znaleźć   partnera   na   przyjęcie, 

choćbym miała wynająć go w agencji. Bardzo potrzebuję wolnego dnia. 

– Agencja? Może to jest wyjście – odpowiedział kpiąco Manny, wpatrując się w odbicie 

Cindy. – Bardzo mi przykro. Już lepiej tego nie zrobię. Na pocieszenie powiem ci, że dopiero 
teraz widać twoje piękne oczy. 

Cindy wpatrywała się w swoje odbicie. Myślała, że niczego gorszego nie da się zrobić na 

jej głowie, ale myliła się. Dłuższe kosmyki zwisały smętnie, a krótsze sterczały nad uszami 
we wszystkie strony. 

–   Dziękuję   za   twoje   dobre   chęci,   ale   nie   mogę   pokazać   się   ludziom   z   taką   fryzurą. 

Pomyślą, że sypiam w rajstopach na głowie. 

Udawała przed sobą, że nie chodzi jej wcale o mężczyznę z pokoju 1010, na którego 

może wpaść przypadkiem. 

– Powinnaś jutro pójść jeszcze raz do salonu i zdać się na instynkt fryzjerki. Tylko jej nie 

mów, co ma robić. Kiedy klientki wiedzą za dużo, zaczynają się kłopoty. – Manny popatrzył 
na nią znacząco. 

Cindy wstała, zrezygnowana. 
– Wracam do pracy. Właściwie mam na głowie dużo poważniejsze sprawy niż głupia 

fryzura. 

Na przykład zwitek jedwabiu pod bluzką, którym jeszcze nie miała czasu się zająć. 

background image

– Tylko nie zapomnij, że masz znaleźć kogoś na jutrzejszą randkę. 
– Z takim wyglądem będzie mi potrzebną broń. Inaczej nikt się ze mną nie umówi. 
– Cindy, gdzie jest szal, który kochana mama przysłała ci na urodziny?
– Ten żółty? – Cindy wygrzebała z komody cienki kawałek jedwabiu. – Tutaj. A bo co?
– Zawiąż go na szyi, a końce spuść z tyłu. Odwróci uwagę od twoich włosów. – Manny 

uśmiechnął się przepraszająco, ale okazało się, że ma rację – Martwisz się tym Stantonem, 
prawda? – odezwał się zaniepokojonym tonem. 

– Między innymi – kiwnęła głową. 
– A ja już zdążyłem polubić to zwariowane miejsce. 
–   Jeszcze   nas   nie   wyrzucili   –   próbowała   go   pocieszać,   ale   nie   brzmiało   to   zbyt 

przekonująco. – Ciebie nie mogę okłamywać: Harmon zawsze traktował nas jak podrzutka. 
Podejrzewam, że chce się nas całkiem pozbyć. 

Manny zrozumiał, że musi zmienić temat. 
– Wiesz, spotkałem dzisiaj pewnego faceta, który wyglądał, jakby chciał znaleźć cię pod 

swoją choinką. Nazywa się Quinn. 

– Eryk Quinn? – Serce Cindy zaczęło bić szybciej. 
– Znasz go?
Cindy sięgnęła pod bluzkę i wyciągnęła stamtąd spodnie od piżamy. 
– W pewnym sensie. – Poczuła ulgę, że podzieli się z kimś swoim kłopotem. 
– Cooo? – Manny’emu oczy niemal wyszły z orbit. – Ty uwodzicielko!
– To nie jest tak, jak myślisz. 
– A co mam myśleć? Czyż to nie są męskie spodnie od piżamy?
– Owszem, są. Ale nie zdobyłam ich w taki sposób, jak sobie wyobrażasz. 
– A co? Mam uwierzyć, że je ukradłaś? Cindy z zawstydzoną miną przygryzła wargi. 
– Cindy! – Manny wpatrywał się w nią z ustami szeroko otwartymi  ze zdziwienia. – 

Ukradłaś je?! Zaczynam naprawdę martwić się o ciebie!

– Sama martwię się o siebie. – Na myśl o tym, co zrobiła, oblała się potem. – Ile razy 

spotykam Eryka Quinna, robię coś idiotycznego. Poszłam do niego załatwić błahą skargę. 
Następnie  skaleczyłam  sobie palec zatrzaskiem  deski z notatkami  i znalazłam  się w jego 
łazience, żeby zatamować krew. 

– Może byś tak przeszła do rzeczy – ponaglił ją Manny. 
– Potem zrzuciłam piżamę, a kiedy ją podnosiłam... – Rozwinęła spodnie i pokazała mu 

plamę. 

– I wtedy zaproponowałaś, że oddasz spodnie do czyszczenia, tak?
– Nnie. – Cindy ukryła twarz w dłoniach. – Nie chciałam, żeby pomyślał, iż objawiam 

jakieś   perwersyjne   zainteresowanie   jego   garderobą,   więc   wzięłam   spodnie,   nic   mu   nie 
mówiąc. 

–   Kierujesz   wielkim   hotelem   i   chcesz   powiedzieć,   że   to   był   jedyny   pomysł,   który 

przyszedł ci do głowy? – Manny sięgnął po wygniecione spodnie i uważnie obejrzał plamę, a 
potem dokładnie przeczytał metkę. – Nie chcę cię martwić, ale szansa wywabienia krwi z 
jedwabiu, którego nie można prać na mokro, jest raczej zerowa. 

background image

– I co teraz? – jęknęła. 
–   Pozostaje   Beckwith.   To   męski   butik,   w   którym   sprzedają   podobne   rzeczy.   Trzeba 

przyznać, że ten facet nie liczy się z kosztami. 

– Myślisz, że piżamę można odkupić? Naprawdę? – Twarz Cindy wypogodziła się w 

jednej chwili. – Manny, czy przypadkiem nie mógłbyś... – zaczęła, wyjmując portmonetkę. 

– Pobiec do sklepu i znaleźć duplikat? Jak rozumiem, to właśnie chciałaś zaproponować. 
– Błagam cię na kolanach. – Cindy złożyła ręce jak do modlitwy. 
Manny wydął usta i zrobił rozmarzoną minę. 
– Wiesz, od pewnego czasu w oknie wystawowym Beckwitha wisi pewien krawat... 
– Jest twój – wykrzyknęła i wręczyła mu kartę kredytową. 
– Ale muszę  mieć tę piżamę jeszcze przed kolacją. I, Manny – podniosła ostrzegawczo 

palec – ani słowa nikomu. 

– Za kogo ty mnie masz – wydął usta obrażony. – No, to lecę. Aha, byłbym zapomniał. 

Amy prosiła, żebyś do niej wpadła. Jest w głównej recepcji. Chyba udało się jej wpaść na trop 
Stantona. 

– Nie żartuj!
– Nic więcej nie wiem. Amy powiedziała, że będzie rozmawiać tylko z tobą. 
Zjechali razem windą. Mariny obiecał, że da znać, kiedy wróci z „towarem”, i wypadł na 

ulicę. Cindy udała się na poszukiwania Amy. Była zła, że przed przyjazdem Stantona nie 
udało im się ustawić choinki ani dokończyć dekoracji wnętrz. 

W pokoju na zapleczu  recepcji Amy z głową podniesioną do góry wpuszczała  sobie 

krople do oczu. 

– Alergia? – zapytała Cindy. 
– Myślę, że jestem uczulona na świerk. 
– Boże Narodzenie musi być straszne, jeśli człowiek jest uczulony na świerk. 
– Tak. Jest nawet gorsze niż Walentynki. 
– A co? Masz alergię na czekoladę?
– Nie. Na penicylinę. 
Cindy zamrugała oczami. 
– A co ma penicylina... – zaczęła, ale machnęła ręką. – Manhy mówił, że zdemaskowałaś 

Stantona. 

– Tak myślę. Ale sprawdź sama. Tu mieszka. – Amy wyjęła z kieszeni małą karteczkę i 

podała Cindy. 

–   Coś   takiego!   Przed   południem   rozmawiałam   z   nim   o   zamianie   pokoju.   Dlaczego 

przypuszczasz, że to on?

– Po pierwsze – jest sam. Ma podobnie brzmiące nazwisko. Po drugie – chodzi po hotelu, 

dopytuje się o nasze meble i robi notatki. Poza tym ma pokój zarezerwowany do Wigilii 
włącznie i – tu Amy, która właśnie skończyła wycierać łzy z oczu, zniżyła głos – depozyt za 
pokój opłacił nie kartą kredytową, ale gotówką. 

– Rzeczywiście podejrzane. – Cindy pokiwała głową. – Myślę, że wybiorę się do niego 

jeszcze raz. 

background image

– Dobry pomysł, szefowo. Ale zanim do niego pójdziesz, odsłoń trochę nogi, dobrze?
–   Amy!   –   Cindy   całkiem   osłupiała.   –   Naprawdę   myślisz,   że   wykorzystam   kobiece 

wdzięki, żeby wpłynąć na decyzję tego faceta?

Amy  nie  odpowiedziała,  ale  przez   całą  długą  minutę  wpatrywała  się  w Cindy,  aż  ta 

skapitulowała.   Westchnęła   ciężko,   rozpięła   żakiet   i   rozglądając   się,   czy   nikt   nie   widzi, 
zawinęła pasek spódnicy. 

– No dobrze. Ile odsłonić?

Chwilę później Cindy z uśmiechem przyklejonym do twarzy stała przed pokojem 620. 
– Dzień dobry raz jeszcze. 
– O co chodzi? – odezwał się niezbyt uprzejmie pan Stark, patrząc na nią znad grubych 

okularów zsuniętych na czubek nosa. 

Wyglądał identycznie jak przed południem. Trzymał nawet ten sam notatnik w rękach. 
– Nazywam się Cindy Warren. Jestem dyrektorką, tego hotelu. Rozmawialiśmy dziś rano 

o zmianie pokoju. 

–   Teraz   pamiętam   –   odpowiedział   opryskliwie.   –   Już   się   tutaj   rozlokowałem   i   nie 

interesuje mnie zamiana. 

– Rozumiem. – Cindy nie miała zamiaru wspominać, że apartament, który proponowała 

mu rano, jest już zarezerwowany. – Przyszłam przeprosić raz jeszcze w imieniu hotelu. Jeśli 
jest coś, co moglibyśmy zrobić, żeby uprzyjemnić panu pobyt, proszę dać znać mnie lub 
komukolwiek z personelu. 

– Liczę na kilka darmowych posiłków – rzucił bezczelnym tonem. 
Cindy szybko przełknęła ślinę. 
– Wydałam już dyspozycje, żeby przynoszono panu śniadanie do pokoju. 
– Mam nadzieję, że będzie to coś więcej niż kawa i zwykły pączek.
– Tak. – Cindy zacisnęła usta, żeby nie powiedzieć czegoś, czego później będzie żałować. 

– Życzę miłego pobytu. 

Zanim zdążyła odejść, Stark zamknął jej drzwi przed nosem. Jeśli od tego złośliwego 

człowieka   zależeć   mają   ich   losy,   przyszłość   nie   rysuje   się   zbyt   różowo.   Zatopiona   w 
ponurych rozmyślaniach stanęła przed lustrzanymi drzwiami windy. Kątem oka zauważyła 
swoje odbicie i jęknęła głośno. Potem przypomniała sobie o głupim zakładzie z Joelem i 
jęknęła jeszcze raz. Z opuszczoną głową weszła do środka i oparła się o ścianę. 

– Witam – usłyszała nagle głęboki, męski głos. Podniosła oczy. O krok od niej stał Eryk 

Quinn i uśmiechał się miło. Przez kilka następnych sekund kontemplowała jego wygląd. W 
luźnym,   białym   podkoszulku,   spodniach   do   ćwiczeń   i   tenisówkach   wyglądał   równie 
atrakcyjnie, jak rano. Miała nadzieję, że nie zauważył braku piżamy. 

– Jakieś problemy? – zapytał. 
– Nie, nie – zapewniła pośpiesznie i uśmiechnęła się. – Nie więcej niż zwykle. 
– Chyba nie wyrządziła sobie pani następnej krzywdy?
– Nie. – Zaczerwieniła się i gorączkowo próbowała wymyślić inny temat rozmowy. – Czy 

dobrze się panu u nas mieszka?

background image

– Tak. Owocny pobyt – odpowiedział, wodząc wzrokiem po jej odsłoniętych nogach. – I 

proszę mówić do mnie Eryk – dodał. 

Co za spojrzenie! Cindy zaczęły drżeć ręce, a tym razem nie miała przy sobie deseczki. Z 

udawanym   skupieniem   obserwowała,   jak   wyświetlają   się   numery   pięter.   Zupełnie 
zapomniała, dokąd jedzie. 

– Czym się pan... czym się zajmujesz? – zapytała w końcu. 
– Sprzedażą. 
– Co sprzedajesz?
– Takie tam... różne głupstwa.
Jego   wymijające   odpowiedzi   bardzo   ją   zaskoczyły,   ale   przypomniała   sobie   o 

producentach zabawek dla sex-shopów. 

– Pewnie przygotowujesz się do przyszłotygodniowych targów. 
Quinn kręcił się niespokojnie. 
–   Rzeczywiście,   przygotowuję   coś   na   przyszły   tydzień.   Tak.   To   wyjaśniałoby   pełen 

asortyment prezerwatyw w jego kosmetyczce. Cindy odwróciła oczy. Miała nadzieję, że tym 
razem udało się jej ukryć rumieniec. Zawsze uważała siebie za osobę liberalną, która nie 
gorszy się byle czym. Kiedyś nawet poszła z Mannym do nocnego klubu na męski striptiz. 
Dlaczego   więc   tak   bulwersuje   ją   myśl,   że   ten   człowiek   sprzedaje   plastikowe   penisy   i 
samoprzylepne wisiorki na sutki?

–   Czy   jedziemy   razem   do   podziemia?   –   zapytał   nagle   Eryk,   wskazując   jedyny 

podświetlony guzik. 

– Nie! – Nacisnęła gwałtownie literę P. 
Niemal w tej samej chwili rozsunęły się drzwi i Cindy, z trudem utrzymując równowagę, 

wypadła do holu. Zanim zdążyła się pozbierać, poczuła na szyi bolesne szarpnięcie. Zatoczyła 
się do tyłu i zrobiła obrót o sto osiemdziesiąt stopni. Przerażonym wzrokiem patrzyła, jak jej 
jedwabny szal, przytrzaśnięty przez drzwi, wciągany jest w szyb windy. Wolała nie myśleć, 
co   by   się   stało,   gdyby   zawiązała   go   na   mocniejszy   węzeł.   Przycisnęła   ręce   do   czoła   i 
zamknęła oczy. Musiała się uspokoić. 

– To on? – usłyszała głos Amy, która podeszła do niej, drapiąc się w ramię. – Pokrzywka 

– wyjaśniła nie pytana. – Czy Stark jest człowiekiem, którego próbujemy znaleźć?

– Może i tak – mruknęła Cindy. – Jest raczej nieuprzejmy. 
– To znaczy, że jest nieczuły na widok kobiecych nóg. A jeśli – Amy wpadła na nowy 

pomysł – on woli mężczyzn? Powinnyśmy wysłać do niego Manny’ego. 

–   Dosyć,   Amy.   Daj   lepiej   znać   całemu   personelowi,   że   trzeba   traktować   wstrętnego 

Starka jak zgniłe jajo. 

– A gdyby tak – Amy strzeliła palcami – zaprosić go na nasze przyjęcie!
– Oszalałaś?!
– Dlaczego nie? Niechby się trochę pobawił. 
– O, tak. I zobaczył bandę pijanych szaleńców. 
– Rozumiem! – Amy zmarszczyła czoło. 
– Może i tak. Za to ty miałabyś partnera. 

background image

– Moim partnerem nie będzie facet, który przyjechał tu po to, żeby zetrzeć nas na miazgę. 

Mogę grać milutką kobietę, ale tylko do pewnych granic. Nie chcę, żeby moi ludzie myśleli, 
że za wszelką cenę chcę zachować stanowisko. 

– Wycofuję się. Masz rację. – Amy, – drapiąc się w szyję, wróciła do recepcji. 
Cindy pobiegła do podziemi  z wątłą  nadzieją,  że jej szalik  leży nietknięty gdzieś na 

podłodze. Niestety. Prezent jej matki, wplątany w tryby, najprawdopodobniej niszczył teraz 
najważniejsze części napędowe windy. 

Zerknęła na zegarek. Trzecia. Niedługo Manny powinien wrócić z piżamą. Im szybciej, 

tym lepiej. Łatwo będzie ją podrzucić, kiedy Eryk jest w siłowni. Wyobraźnia podsunęła jej 
obraz ćwiczącego Eryka – tak sugestywny, że poczuła na czole krople potu. Wiedziała, że 
musi natychmiast zająć się pracą. 

Zatelefonowała do działu technicznego. Choinki wciąż nie dostarczono. Przeszła przez 

salę, w której Trekersi urządzili kiermasz. Swoją drogą, ciekawe, czy w przyszłym tygodniu 
Eryk osobiście zasiądzie za stołem, otoczony erotycznymi rekwizytami? Ona na pewno nie 
pójdzie tego sprawdzić. 

Kiedy o siódmej wciąż nie było śladu Manny’ego, Cindy postanowiła nie tracić czasu i 

zjeść kolację. Służbowymi schodami zeszła do restauracji i znalazła stolik, najgorszy w całej 
sali, tuż przy toalecie, i z ulgą usiadła. Co za dzień! Na szczęście nic gorszego nie może się 
już zdarzyć. 

– Nie wierzę, że . ma pani zamiar jeść sama – usłyszała za plecami głos Eryka Quinna. 
Siedział   nieco   dalej,   ukryty   za   donicą   dorodnej   mimozy.   Cindy   znowu   poczuła 

pulsowanie w skroniach. 

– Zupełnie mi to nie przeszkadza. 
– Przecież nie ma s, ensu, żebyśmy oboje siedzieli samotnie. Czy mogę się przysiąsć? – 

Było to zwykłe pytanie, bez cienia dwuznaczności. 

Zgódź   się,   mówiła   sobie   w   duchu.   To   tylko   miły   sprzedawca   erotycznych   zabawek. 

Żadna praca nie hańbi. Poza tym będziesz miała go na oku, kiedy już pojawi się Manny. 

– Proszę – wskazała wolne krzesło naprzeciw siebie. – I proszę mówić do mnie Cindy. 
– Z przyjemnością. – Eryk wziął swój kieliszek i podszedł jej stolika. 
– Co polecasz?
Hm. Jedna z moich znajomych,  mężatka, naszkicowała mi kiedyś na serwetce pewną 

pozycję, którą zawsze chciałam wypróbować, przypomniała sobie. 

– Polędwicę z grilla – odparła, bojąc się, że słychać, jak głośno bije jej serce. 
– To samo sugerował szef recepcji. – Eryk kiwnął głową. – Miły facet.
– Mówisz o Mannym?  To moja  prawa ręka. – Nie chodzi o to, że nie mam  szansy 

wypróbowania jej z kimś innym... Po prostu żaden z mężczyzn, z którymi się umawiałam, nie 
umiał rozpalić we mnie ognia, pomyślała. 

– W dzisiejszych czasach niełatwo o kogoś takiego. 
– Szczególnie w naszym fachu. – Ale ty działasz na mnie jak rozżarzona lawa. 
– Cindy – powiedział  nagle  Eryk  ze  szczególnym  błyskiem  w oczach.  – Jest  pewna 

sprawa, którą musimy załatwić. 

background image

Zrobiło się jej zimno. Koniec z nią. Zauważył brak piżamy. Wie, że tylko ona mogła 

wynieść ją z pokoju. 

– Ja... Jaka sprawa? – wyjąkała, sięgając po szklankę z wodą. 
– Chodzi o pewien element garderoby. 
Omal nie udławiła się wodą. W panice próbowała coś wymyślić. 
– Ach, to. Wiesz, wytłumaczę... 
– Ale tu nie ma czego tłumaczyć. – Uśmiechnął się, potrząsając głową. – Miałaś inne 

problemy na głowie. 

– Właśnie, ale... 
– Myślę, że te wszystkie nieszczęśliwe wypadki są nawet zabawne. 
– Miło, że się dobrze bawisz... – zaczęła zirytowana. 
– Skonsultowałem się z pralnią pó drugiej stronie ulicy. – Eryk nie zwrócił wcale uwagi 

na jej słowa. – Mam nadzieję, że nie weźmiesz mi tego za złe... – Sięgnął ręką do kieszeni. 

– Właściwie.. Właściwie zamówiłam już coś na wymianę. Nie musisz się martwić o ślady 

krwi. 

– Ślady krwi? – Eryk wlepił w nią zdumione spojrzenie. – Chcesz powiedzieć, że coś ci 

się stało, zanim szalik się odwinął?

– Szalik?
– No, tak. – Z uśmiechem wyjął żółty zwitek jedwabiu z małej papierowej torby. – A 

myślałaś, że o czym mówię?

– Byłam pewna, że mówisz o... o szaliku, oczywiście. Bałam się, że mogą być na nim 

ślady krwi z mojej ręki. 

– Udało mi się wciągnąć go do windy – wyjaśnił. – Przy okazji trochę się zabrudził. 

Postanowiłem pójść z nim do pralni. I tak zanosiłem tam swoje koszule. 

– Dziękuję. To prezent od mojej mamy. 
– Aha. Czy ona też mieszka w San Francisco?
– Nie. W Wirginii. 
– Naprawdę? Ja też jestem z Wirginii. 
W   tej   samej   chwili   w   kieszeni   Cindy   zadźwięczał   dzwonek.   Z   przepraszającym 

uśmiechem wyciągnęła małą krótkofalówkę, sprawdziła numer i połączyła się z Amy. 

– Tak, Amy?
– Przepraszam, że ci przeszkadzam, ale nasz gość specjalny z pokoju 620 narzeka na 

temperaturę w pokoju. 

Następny test, pomyślała. 
– Za zimno czy za gorąco?
– Za gorąco. 
– Idź tam osobiście, Amy, i sprawdź klimatyzator. I na wszelki wypadek weź ze sobą 

wiatraczek.   –   Cindy   odłożyła   krótkofalówkę.   –   Na   czym   przerwaliśmy?   Już   wiem   – 
uśmiechnęła się. – Z której części Wirginii?

– Okolice Manassas. 
– A ja z Fredericksburga. Jaki ten świat jest mały. Pojawił się kelner. Ustalili, że wezmą 

background image

na   spółkę   butelkę   wina,   po   czym   zamówili   kolację.   Cindy   trochę   się   rozluźniła,   ale   nie 
opuszczała jej myśl o nieobecnym wciąż Mannym. 

– Czy często bywasz w rodzinnych stronach?
Pokręcił głową, ale wydawało się, że cień smutku przemknął mu przez twarz. 
–   Rzadko.   Bardzo   się   lubimy   z   moją   młodszą   siostrą,   ale   ojciec   nie   akceptuje 

wykonywanej przeze mnie pracy. 

Spojrzała na niego współczująco, ale w głębi ducha rozumiała ojca Eryka. Nikt chyba nie 

byłby zachwycony faktem, że jego syn zaopatruje sex-shopy. 

– A ty? Lubisz to, co robisz? – zapytał. 
Nie zdążyła odpowiedzieć, bo znowu odezwał się dzwonek. 
– Przepraszam bardzo. 
– Cindy, nasz znajomy narzeka na hałas w sąsiednim pokoju – odezwała się zgnębiona 

Amy. 

– A co się tam dzieje?
– Nic. Cisza. Osobiście poszłam sprawdzić. Obrzydliwy facet. 
–   Wiem,   ale   sprawdź   jeszcze   raz.   Pochodź   chwilę   po   korytarzu,   dobrze?   –   Cindy 

rozłączyła   się.   –   Bardzo   lubię   –   odpowiedziała   Erykowi.   –   Chociaż   czasami   kontakty   z 
ludźmi bywają frustrujące. 

Przez chwilę rozmawiali w spokoju. Raz czy dwa, kiedy sięgali po wino, ich palce się 

zetknęły. Cindy mogłaby przysiąc, że czuje iskry przelatujące między ich dłońmi. 

Co   za   przystojny   facet!   myślała   po   raz   setny.   Na   pewno   nadaje   się   na   partnera   na 

jutrzejsze przyjęcie – ma prezencję, jest dżentelmenem i nie zostanie tu długo. Wzięła głęboki 
oddech. 

– Zastanawiam się czy zechcesz... 
Następny dzwonek. Tym razem był to Manny. 
– Mam to, o co prosiłaś. Spotkajmy się w recepcji, dobrze?
–  Będę  za  dwie   minuty  –  rzuciła  w  słuchawkę,  po czym  odwróciła   się do  Eryka.  – 

Potrzebują mnie  w recepcji. Wrócę, zanim  przyniosą  nam kolację. Mam nadzieję, że nie 
czujesz się urażony. 

Wzięła do ręki szal. Musi ładnie wyglądać, kiedy będzie zapraszać Eryka na przyjęcie. 
– Oczywiście, że nie – odpowiedział uprzejmie i wstał, kiedy odchodziła od stolika. – 

Tylko nie daj się zaatakować żadnej windzie. 

Patrzył za nią i zastanawiał się, w czym tkwi jej sekret. Jest piękna, bez względu na to, co 

ma  na   głowie.  Silna   i  równocześnie   bardzo.  podatna  na  zranienie.  Mieszanka,   której   nie 
potrafił się oprzeć. Nie miał wątpliwości, że między nimi zaczyna się coś dziać. 

A przecież nie powinien się angażować. To nieetyczne w sytuacji, w jakiej się znalazł. 

Musi najpierw skończyć kontrolę, wyjaśnić wszystko. Wtedy będzie mógł zagrać w otwarte 
karty.   Zerknął   na zegarek.   Trzeba  zatelefonować   do Lancastera.  Powinien  zdążyć,   zanim 
wróci Cindy. Taka rozmowa pomoże mu utrzymać dystans. 

Wstał i informując kelnera, że zaraz wróci, szybko poszedł w kierunku swojego pokoju. 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

– Dlaczego chcesz, żebym poszedł z tobą? – protestował Manny, biegnąc korytarzem w 

kierunku pokoju Eryka Quinna. 

– W zamian za krawat wart dziewięćdziesiąt pięć dolarów, możesz chyba postać chwilę 

na czatach, prawda? – Cindy nawet się nie obejrzała. 

– W porównaniu ze spodniami od piżamy, krawat był okazją. Cindy zatrzymała się tak 

gwałtownie, że Manny omal na nią nie wpadł. 

– Ile kosztowały?
– Trzysta pięćdziesiąt. 
– Trzysta pięćdziesiąt dolarów? – Nogi ugięły się pod Cindy. 
– Nic na to nie poradzę. Mówiłem ci, że facet nie liczy się z forsą. Swoją drogą, czym on 

się zajmuje?

– Ma przedsiębiorstwo handlowe – odpowiedziała wymijająco. 
Manny   nie   zadawał   więcej   pytań,   gdyż   właśnie   stanęli   przed   pokojem   1010.   Cindy 

zarzuciła szal na ramiona, żeby jej nie przeszkadzał, i włożyła klucz do zamka. 

– Za coś takiego mogę wylecieć z pracy. – Manny był bardzo poważny. 
– Wstawię się za tobą u twojej szefowej. A teraz daj mi te spodnie i uważaj. 
– Co będzie, jeśli pojawi się tutaj Quinn?
Cindy oblała się potem. O czymś takim lepiej nie myśleć. 
– Jest teraz w restauracji i... czeka na mnie. 
– Ho! Ho! Ho! Wspólna kolacyjka?
– Manny, nie zaczynaj!
– Skoro ty wyszłaś, on też może wyjść. I co wtedy?
– Nie wiem – westchnęła. – Śpiewaj albo wymyśl coś innego. Nie utrudniaj mi, Manny. 

Nie umiem włamywać się do cudzych pokojów. 

Serce waliło jej jak młotem, kiedy otwierała drzwi. Nie oglądając się na boki, wpadła do 

łazienki, zapaliła światło i wyjęła obie pary spodni. Były naprawdę identyczne. Z jednym 
wyjątkiem – te nowe były trochę... zbyt nowe. Błyskawicznie oderwała metkę, nie patrząc 
nawet na przerażającą cenę, i delikatnie zgniotła gładki materiał. Potem trzęsącymi się rękami 
podniosła zniszczoną parę. Pachniały dziwnie znajomą wodą kolońską. 

Chwyciła kosmetyczkę i zanim zastanowiła się, co robi, zaczęła przeglądać jej zawartość 

w poszukiwaniu wody toaletowej. Natrafiła palcami na coś szklanego. Tak. Tego szukała! 
Wyjęła butelkę tradycyjnej English Leather. Coś podobnego! Eryk Quinn wydawał trzysta 
pięćdziesiąt dolarów na piżamę, a używał wody kolońskiej za siedem! Takiej samej, jak jej 
ojciec. 

Nacisnęła rozpylacz i delikatnie skropiła nowe spodnie wodą toaletową. Powinno być 

dobrze. Zadowolona odwiesiła je na drzwiach i sprawdziła czas. Sześć minut. Nieźle!

Już miała wychodzić, kiedy na korytarzu rozległ się niepokojący hałas; Nadstawiła ucha. 

Czyżby ktoś śpiewał „Białe Boże Narodzenie”? Nagle zrozumiała. To Manny. Ostrzega ją! 

background image

Potykając się o własne nogi, rzuciła się do kontaktu i zgasiła światło. Manny przestał śpiewać. 
Zza drzwi dobiegały słabe odgłosy rozmowy. Boże, spraw, żeby to była pokojówka!

Nagle dotarło do niej, że ktoś wkłada klucz do zamka. Nie zrozumiała słów Manny’ego, 

mimo   że   wyraźnie   zaczął   mówić   głośniej.  Mimo   ciemności   panującej   w  łazience,   Cindy 
zobaczyła w lustrze białka swoich oczu, szeroko otwartych z przerażenia. Nie było gdzie 
uciekać. Rozejrzała się i bez namysłu wskoczyła do wanny. Potem szybko zaciągnęła zasłonę. 
Skulona, myślała tylko o tym, że właśnie zrujnowała sobie karierę. 

Słyszała, jak otwierają się drzwi. Słyszała kroki Eryka, a potem dźwięk wystukiwania 

numeru i szmer jego głosu. A gdyby tak spróbować się wymknąć? Jeśli będzie poruszać się 
cicho, nikt jej nie usłyszy, Ale Eryk może przecież niespodziewanie skończyć rozmowę. I co 
wtedy? Złapie ją na gorącym uczynku. Postanowiła zostać w wannie. 

Ciekawe, do kogo dzwonił? Do dziewczyny? A może do żony? Idiotko! skarciła siebie 

zaraz. Co cię obchodzi, czy w życiu pana Quinna jest jakaś kobieta. W żaden sposób nie 
zmieni to twego losu, który w tej chwili wisi na włosku. 

Drgnęła, bo rozległ się szczęk odkładanej słuchawki. Znowu usłyszała kroki i stało się to 

najgorsze.   „Eryk   wszedł   do   łazienki.   Fluorescencyjne   światło   zalało   całe   pomieszczenie. 
Cindy przytknęła dłoń do ust, żeby stłumić oddech. Co on zamierza teraz zrobić, zastanawiała 
się przerażona. 

Zgrzytnął rozsuwany suwak. Na pewno sięgnął do kosmetyczki. Prezerwatywy! Czyżby... 

Czyżby ten człowiek sądził, myślała oburzona, że uda się mu zaciągnąć ją do łóżka? Potem 
do umywalni polała się woda. W tym samym momencie Eryk zaczął myć zęby z ferworem 
godnym dentysty. 

Cindy nie przyznałaby się nikomu, ale poczuła wtedy lekkie rozczarowanie. Eryk zaś, 

najwyraźniej w świetnym humorze, podśpiewywał pod nosem. Cień jego sylwetki rysował się 
na zasłonie coraz większy i wyraźniejszy. Nagle plastikowe kółka zastukały o szynę. I kiedy 
Cindy była pewna, że to już koniec, na szynie wylądował niedbale rzucony ręcznik. Potem 
zgasło światło, stuknęły zamykane drzwi i zapadła cisza. 

Siedząc na brzegu wanny, Cindy próbowała wziąć się w garść. Mięśnie, napięte do granic 

możliwości, odmówiły jej posłuszeństwa. Minęły dwie długie minuty, zanim udało się jej – 
wstać i podejść do drzwi. Wyjrzała przez dziurkę od klucza. Na korytarzu nie było nikogo. 
Dopiero wtedy otworzyła drzwi. 

– Nareszcie! – zachrypiał Manny gdzieś za jej plecami. Omal nie zemdlała. 
– Umierałem ze strachu. Co się tam działo? Czy on cię nie zauważył?
– Nie. – Cindy stanęła przed windą i nacisnęła guzik. – Schowałam się w wannie. – 

Popatrzyła na Manny’ego zawstydzona. 

– Nie do wiary! – Pokręcił głową z niedowierzaniem, a potem parsknął śmiechem. – Nie 

słyszałaś przypadkiem, jaka jest dzisiaj średnia stawka szantażysty? Chciałbym to wiedzieć. 

– Wracam na kolację z panem Quinnem. – Cindy oddychała ciężko jak po długim biegu i 

zupełnie nie miała ochoty na żarty. Podała Manny’emu papierową torbę, którą ściskała w 
spoconych dłoniach. – Wyrzuć to gdzieś, dobrze?

– Dobrze. A jak reszta?

background image

– O co ci chodzi? – nie zrozumiała. 
– O kolację z kwintesencją męskości. 
– Dzięki wspólnej kolacji mogłam kontrolować ruchy Eryka Quinna, zanim ty wróciłeś 

do hotelu. 

– I nie doszło do łapania się za kolana pod stołem?
– Oczywiście, że nie – prychnęła obrażona. 
– Nie oburzaj się tak – zaprotestował Manny. – Przecież widzę, że ten facet ci się podoba. 
Winda   dojechała   na   parter.   Wychodząc,   Manny   odwrócił   się   z   wszystkowiedzącym 

uśmiechem. 

– No to cześć. Tylko nie zapomnij powiedzieć panu Quinnowi, że jutro na przyjęciu 

obowiązują stroje wizytowe. 

Cindy otworzyła usta, żeby zaprotestować, ale drzwi zasunęły się i winda zjechała na dół. 
Kiedy z pojawiła się w sali, Eryk wstał i odsunął jej krzesło. 
– Przepraszam, że tak długo czekałeś. – Zmusiła się do uśmiechu, modląc się w duchu, 

żeby dotrwać do końca kolacji, nie robiąc żadnego głupstwa. 

– Mam nadzieję, że tym razem nic ci się nie stało? – zapytał wesoło. 
– Nic. 
Kelner wniósł półmiski nakryte kopulastymi pokrywami. Potrawy wyglądały pięknie, ale 

Cindy zupełnie straciła apetyt. Przypatrywała się spod oka Erykowi, licząc na to, że zauważy 
w   nim   jakiś   ślad   pospolitości,   wulgarność   zachowania   małego   handlarza,   i   dzięki   temu 
wyrwie się spod jego uroku. Nic z tego. Widziała tylko wyjątkowo przystojnego, męskiego w 
każdym calu faceta, który z galanterią czekał, aż ona zacznie jeść. 

Eryk też ją obserwował, zachwycając się coraz bardziej jej klasyczną urodą, której nawet 

koszmarna fryzura nie była w stanie zaszkodzić. Jakim cudem udało mu się nie wzbudzić w 
niej podejrzeń? Tego nie mógł pojąć. 

– Na czym skończyliśmy?  – zapytał, odsuwając na bok przysmażone plasterki cebuli, 

choć przecież nie miał zamiaru z nikim się dziś całować. 

– Mówiliśmy o Wirginii. Czy wciąż mieszkasz w Manassas?
– Nie! Mam kilka mieszkań, ale wszystkie daleko od rodzinnego domu. 
Eryk zastanawiał się, jak zmienić temat. Na samą myśl o ojcu i ich kłótniach dostawał 

niestrawności. 

– Wybierasz się tam na Boże Narodzenie?
Oni chyba się uwzięli. Najpierw Jerry, teraz Cindy. Jak tak dalej pójdzie, uwierzy, że 

wiedzą, kim jest, i próbują jakoś go rozmiękczyć. Miał tego dosyć. 

– Nie. Ale zanim wyszłaś, chciałaś mnie o coś spytać. 
– Chyba wypadło mi to z głowy. – Cindy sięgnęła po wino i przez chwilę bawiła się 

kieliszkiem. – Czy mieszkałeś już kiedyś Pod Kryształowym Pająkiem?

– Nie. Nigdy, chociaż co najmniej kilka razy w roku przyjeżdżam tu, nad Zatokę, w 

interesach. 

Cindy spojrzała na niego tak dziwnie, że po raz kolejny zaczął zastanawiać się, czy na 

pewno nie wie, kim on jest. Nawet jeśli wie, nie pozostaje mu nic innego, tylko prowadzić tę 

background image

grę. 

– Miłe miejsce – dodał. 
– Dzięki. Ten hotel zbudowano w latach dwudziestych. Nieźle ucierpiał podczas dwóch 

trzęsień   ziemi,   ale   jakoś   udawało   się   doprowadzić   go   do   poprzedniej   świetności.   I   na 
szczęście dotrwał do dziś. 

– Mówisz o nim jak o starym znajomym – zauważył szczerze zdziwiony. 
– Bo nim jest. Mój dziadek ze strony matki był jednym z jego pierwszych właścicieli. 
– To niezwykłe. Czyli to nie przypadek, że prowadzisz ten właśnie... cyrk? – zaśmiałsię. 
Ciekawe, dlaczego nikt nie poinformował go o osobistych związkach Cindy Warren z 

tym hotelem. 

– I tak, i nie. – Cindy podniosła do ust mikroskopijny kawałek łososia, udając, że coś je. – 

Dziadek sprzedał swoje udziały lata całe przed moimi narodzinami. Ledwo go pamiętam – 
uśmiechnęła   się   ciepło   –   ale   mama   twierdzi,   że   jestem   do   niego   podobna.   Zresztą   to 
nieważne.   Studiowałam   zarządzanie   i   hotelarstwo,   potem   kierowałam   kilkoma   małymi, 
niezależnymi hotelami, aż trafiłam tutaj. 

Postanowił udać głupiego. 
– To Kryształowy Pająk jest niezależnym hotelem?
–  Był,   kiedy  tu   nastałam.   Dwa   lata   temu   kupiła   go  wielka  korporacja  z   Detroit.   Na 

szczęście pozwolili mi dalej nim zarządzać. 

– To znaczy, że mają do ciebie zaufanie. Wzruszyła ramionami. 
– Nie chwalę się, ale ten hotel naprawdę jest wyjątkowym miejscem. I ma wyjątkowych 

pracowników. Takich, którzy doceniają jego specyficzną atmosferę. 

Cindy   z   uśmiechem   wskazała   grupę   Trekersów   w   dziwacznych   kostiumach,   którzy 

właśnie wchodzili do restauracji. 

– Tu nigdy nie jest nudno – dodała. 
Chciał dolać jej wina, ale powstrzymała go nieznacznym gestem dłoni. 
Dziękuję, ale jeszcze przez całą godzinę jestem w pracy – wyjaśniła, a on patrzył, jak 

pięknie wygląda z rumieńcem zażenowania na policzkach. 

– A więc – spojrzał na Trekersów – tak wygląda wasza typowa klientela. 
– O, nie! Nasi goście są dużo bardziej niesamowici. Na przykład zaklinacze węży. Z 

wężami. 

– O rany!
–   Najuprzejmiejsi   byli   mistrzowie   tatuażu,   a   najlepiej   bawiliśmy   się,   kiedy   były   tu 

wampiry. Muszę ci powiedzieć, że wszyscy czekają na ich następny zjazd. 

– Wampiry, powiadasz. 
–   Nie   martw   się.   Cały   personel   dostał   surowicę   przeciwtężcową   z   odpowiednim 

wyprzedzeniem. Teraz spodziewamy się, hm... waszych ludzi. 

A więc jednak wie. Poczuł ulgę, ale i coś w rodzaju zawodu. Powoli pokiwał głową. 
– Myślę, że rozumiesz, dlaczego muszę działać dyskretnie – mruknął. 
– Jasne. 
– Kiedy ludzie znają prawdę, zaczynają inaczej cię traktować. Ja chciałbym tego uniknąć. 

background image

–   Gdybym   nie  poznała   cię   wcześniej   –   Cindy   spuściła   oczy   –  prawdopodobnie 

zachowałabym się jak wszyscy. 

– Cieszę się, że moja praca nie wpłynęła na... na naszą znajomość. 
– Jestem kobietą bez uprzedzeń. 
Eryk   zmartwiał.   Co   ona   miała   na   myśli,   zastanawiał   się.   Chyba   nie   dawała   mu   do 

zrozumienia, że dzięki ich znajomości liczy na coś w rodzaju protekcji. 

– Nie mówmy o pracy; Nigdy nie psuję sobie przyjemności rozmowami o interesach. 
– Świetnie. – Cindy uśmiechnęła się miło i zaczęła jeść z dużo większym apetytem. 
Eryk z trudem krył zaskoczenie. Bał się, że moment konfrontacji może być trudny, a 

nawet   niemiły.   Mylił   się.   Cindy   ż   całkowitym   spokojem   podchodziła   do   jego   pobytu   w 
hotelu, bez względu na to, jaki był tego powód. Rozluźniony, doszedł do wniosku, że już od 
miesięcy nie trafił mu się taki miły wieczór. 

Tymczasem Cindy odsunęła swój talerz i podniosła błyszczące oczy na Eryka. Potem 

pochyliła się i powiedziała:

–   Muszę   ci   się   do   czegoś   przyznać   –   zaczęła,   ale   przerwał   jej   atak   czkawki.   – 

Przepraszam – wyjąkała, zakrywając usta dłonią.

Eryk roześmiał się, zachwycony, że choć trochę przestała się kontrolować. Odsunął swój 

talerz i rozlał resztkę wina do ich kieliszków. 

– Do czego chcesz się przyznać?
Cindy podniosła kieliszek i wypiła duszkiem całe wino. Potem pochyliła się ku niemu i 

odezwała niepewnym głosem:

– Już wcześniej chciałam cię o coś prosić. 
– Dobry wieczór, Cindy. – Przy ich stoliku pojawił się niespodziewanie elegancko ubrany 

mężczyzna   z   tacą,   na   której   stały   dwa   brzuchate   kieliszki   i   malutka   butelka   ozdobiona 
czerwoną wstążką. 

Cindy wyprostowała się natychmiast. 
– Joel – powiedziała. – To pan Eryk Quinn, nasz gość. Panie Quinn, to jest Joel Cutter. W 

naszym hotelu podlega mu wszystko, co wiąże się z jedzeniem i piciem..... 

Mężczyźni podali sobie ręce. To dobrze, pomyślał Eryk, że postanowiła nie ujawniać 

jeszcze mojej tożsamości całemu personelowi. 

–   Przepraszam,   że   państwu   przeszkadzam   –   odezwał   się   Joel   swobodnym   tonem.   – 

Pomyślałem sobie, że być  może  mielibyście  ochotę spróbować cynamonowy likier, który 
właśnie zamówiłem na święta. 

– Oczywiście – odpowiedziała Cindy. – Co o tym sądzisz, Eryku?
– Brzmi interesująco. 
Joel   napełnił   kieliszki   czerwonawym   płynem   i   odszedł,   wyrażając   nadzieję,   że   likier 

będzie im smakować. Cindy wpatrywała się przez chwilę w swój kieliszek. Nie była pewna, 
czy powinna próbować. Chyba wypiła już za dużo wina. 

– Czy wzniesiemy toast? – zapytał Eryk. 
– Sama nie wiem. 
– Tylko jeden łyk. – Doskonale rozumiał, dlaczego się waha, i nie chciał nalegać. 

background image

– W porządku. – Uśmiechnęła się, sięgając po kieliszek. – Za Boże Narodzenie. 
– Za Boże Narodzenie – odparł i stuknęli się tuż nad płomieniem świecy, której światło 

załamywało się w rubinowym płynie. 

Może oboje dostaniemy to, czego chcemy. 
W tym momencie kieliszek wypadł Cindy z rąk i, przewracając świecę, potoczył się po 

białej serwecie, w którą natychmiast wsiąkła cała jego zawartość. W jednej chwili alkohol, a 
zatem i obrus, stanęły w płomieniach. Po minucie palił się cały stół. Eryk wyciągnął rękę i 
odepchnął Cindy na bok. Przy okazji ogniem zajął się rękaw jego koszuli. 

Zewsząd dobiegały przerażone okrzyki Ktoś domagał się gaśnicy. Na szczęście okazało 

się to niepotrzebne, bo Eryk szybko zdarł obrus ze stołu i zwijając go pod pachą, zdusił ogień. 

–   Czy   wszystko   w  porządku?   –   Podszedł   do   nieruchomej   Cindy,   która   przerażonym 

wzrokiem wpatrywała się w dymiącą serwetę. – Hej! – Wziął ją za łokieć i odwrócił do 
siebie. – Wszystko dobrze się skończyło. 

Zawstydzona, mrugała oczami. 
– Podpaliłam cię. 
– Nie. To stało się przypadkiem. 
Eryk podniósł rękę, pokazując jej rękaw koszuli. Był wprawdzie czarny od dymu, ale nie 

przepalony. 

– Widzisz? – Potem rozpiął mankiet i zawinął rękaw. – Żadnego śladu. 
Cindy stała w milczeniu. Nigdy nie podejrzewała siebie o taki brak odpowiedzialności. 

Najpierw piżama, teraz koszula... A o mały włos – ręka. 

– Cindy! Co się stało? – Zdyszany Joel stanął przy nich. 
– Nic się nie stało – uspokoił go Eryk. – Wylany likier zapalił się od świecy. 
– Joel – Cindy odzyskała głos – przepraszam za zamieszanie. Zechciej przysłać kogoś, 

żeby usunął cały ten bałagan. Sama zapłacę za obiad pana Quinna. Potem zawiozę go na 
pogotowie. 

– Nie ma sensu – zaczął Eryk, ale zamilkł, gdy Cindy rzuciła mu wymowne spojrzenie 

typu „wiem lepiej, co się robi w takich sytuacjach”

Stanął z boku i przyglądał się jej z uśmiechem,  od którego ugięły się pod nią, i tak 

miękkie   po   niedawnym   wypadku,   kolana..   Drżącą   ręką   podpisała   rachunek,   wciąż 
rozpaczając w duchu nad własną głupotą. 

–   Nie   przejmuj   się   tak   bardzo   –   szepnął   jej   do   ucha   Joel.   –   Zaraz   to   posprzątają. 

Najważniejsze, że tobie nic się nie stało. Cindy – uśmiechnął się z zakłopotaniem – wiem, że 
to nie czas ani miejsce, ale szukam ochotnika, który przebrałby się za Mikołaja na naszym 
jutrzejszym przyjęciu. 

– I chcesz, żebym ja się zgłosiła – zaśmiała się Cindy. 
– Wiesz, pomyślałem sobie, że to bardzo podniesie na duchu cały personel. Na widok 

szefowej w świątecznym nastroju wszyscy poczują się lepiej przed kontrolą. 

– No, dobrze – westchnęła ciężko. – Załatw kostium. Wymknę się przed rozdawaniem 

prezentów, żeby się przebrać. 

– Świetnie. Przyniosę coś ognioodpornego. 

background image

– Umiesz człowieka zagadać. – Pokręciła głową z niedowierzaniem. 
Kiedy   Joel   odszedł,   Cindy   rozejrzała   się   za   Erykiem.   Stał   niedaleko,   zapewniając 

wszystkich,   że   nic   mu   się   nie   stało.   Nawet   gdyby   jakimś   cudem   zdobyła   się   teraz   na 
zaproszenie go na przyjęcie, byłby szalony, gdyby się zgodził. Przecież ona w każdej chwili 
jest zdolna go zabić. Wyszli razem. 

– Znowu nabroiłam – odezwała się zawstydzona, kiedy już stanęli pod windą. 
– To był przypadek – powtórzył jeszcze raz. 
Zauważyła, że na policzku ma czarną smugę. Wyjęła z kieszeni chusteczkę i już, już 

podnosiła rękę, żeby zetrzeć sadzę, kiedy ich spojrzenia skrzyżowały się. Zamarła w pół 
ruchu, potem przełknęła ślinę i podała mu biały kwadracik materiału. 

– Tu... Coś czarnego... – Dotknęła dłonią własnej twarzy i odsunęła się od niego. 
Eryk uniósł się na palcach i próbował przejrzeć się w błyszczących panelach na ścianie 

windy. 

– Chyba powinniśmy wybrać piętro – mruknął, trąc chusteczką policzek. 
Wybrać piętro? Czyżby w ten sposób dawał do zrozumienia, że chce spędzić z nią noc? 

Cindy stała bez ruchu, zastanawiając się, gdzie podziały się resztki jej godności. Nagle zapalił 
się przycisk jego piętra. 

– Na które jedziesz? – usłyszała obojętny głos Eryka. 
– Na pie... piętnaste – wychrypiała. 
Czuła się jak idiotka. Niczego nie dawał jej do zrozumienia. Wszystko sobie wymyśliła. 

A on na pewno wraca do pokoju, żeby dzwonić do swojego agenta ubezpieczeniowego... 

–   Chyba   że   masz   ochotę   wpaść   do   mnie   na   wieczornego   drinka   –   zaproponował   z 

niepewnym uśmiechem i zerknął na zegarek. – Nie zadałaś mi jeszcze swojego pytania. 

– Nie. 
Dzisiaj nigdy bym się na to nie odważyła, pomyślała spanikowana. Sufit spadłby mu na 

głowę. Albo doznałby śmiertelnego porażenia prądem. A swoją drogą, ten Eryk Quinn ma 
mocne nerwy. Żeby bez mrugnięcia okiem zapraszać do pokoju podpalaczkę?

– Rozumiem. Dziękuję za miłe towarzystwo i kolację. 
– Mimo pożaru i strat cielesnych?
– Mimo pożaru i strat cielesnych – roześmiał się. 
– Mnie też było bardzo przyjemnie. 
– Może nasze drogi jutro też gdzieś się zejdą – powiedział, kiedy winda przystanęła na 

jego piętrze. – Dobranoc, – Może. 

Drzwi zasunęły się bezszelestnie. Cindy oparła się ciężko o ścianę i zapatrzyła w sufit. 

Boże,   niech   ten   dzień   już   się  skończy!   Najpierw   koszmarne   przeżycie   u   fryzjera,   potem 
poplamiona piżama, następnie historia z szalikiem... 

Szalik!   Gdzie   jest   szalik?   Miała   go   przy   sobie,   kiedy   szła   spotkać   się   z   Mannym. 

Zarzuciła go na ramiona, kiedy... 

O, nie! Poczuła, że oblewa się zimnym potem. Nic gorszego nie mogło się wydarzyć:. 

zgubiła go w pokoju Eryka! Na pewno. Prawdopodobnie jest w łazience, o ile nie w wannie. 
Jeśli Eryk go znajdzie, domyśli się, że myszkowała w jego pokoju!

background image

Przerażona Cindy wybiegła z windy i popędziła w stronę schodów. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Cindy   zbiegła   pięć   pięter   z   rekordową   szybkością   i   tylko   dwa   razy   wywinęła   sobie 

kostkę. Na szczęście pokój Eryka znajdował się w oddalonym od windy skrzydle, więc przy 
odrobinie szczęścia miała szansę dogonić go, zanim wejdzie do środka. 

Biegła korytarzem, skręciła raz, a potem drugi i wtedy go zobaczyła. Właśnie wkładał 

klucz do zamka. 

– Eryk!
Odwrócił się, zdziwiony. Cindy zwolniła nieco, żeby uspokoić oddech. 
– Co się stało?
Następny szok! Przecież w panice nie przygotowała sobie żadnego wytłumaczenia!
– Ja... ja... Chcę odkupić ci koszulę – wyjąkała. 
–   Cindy!   –   Eryk   był   wyraźnie   rozbawiony.   –   Przybiegłaś   tutaj   tylko   dlatego,   żeby 

powiedzieć, że chcesz odkupić mi koszulę!? Zapewniam cię, że nie ma takiej potrzeby. Nie 
przywiązuję się do ubrań. 

Szkoda, że nie wiedziała tego trzysta pięćdziesiąt dolarów temu!
– A jednak. Nalegam... Jeśli pożyczysz mi... jeśli dasz mi kawałek papieru, zapiszę numer 

i nazwę firmową. 

– Dobrze. – Życzliwie wzruszył ramionami. – Skoro uważasz, że dzięki temu poczujesz 

się lepiej... A może dam ci koszulę? – zaproponował. – Potrzebuję minuty na przebranie się. 

– Świetnie, ale, Eryku.. – Cindy gorączkowo myślała, jak dostać się do środka. – Co do 

tego pytania, które chciałam ci zadać, to... 

– Tak? – Z jego twarzy nie schodził wyraz rozbawienia. 
– To osobiste pytanie. 
Tak jak się spodziewała, gestem zaprosił ją, żeby weszła. Rozejrzała się po pokoju. Ani 

śladu przeklętego szala. Musi być w łazience. 

– Czego się napijesz?
–   Dziękuję,   nie   będę   nic   piła.   Czy   mogłabym   pójść   do   łazienki?   –   wypaliła, 

zdesperowana. – Żeby się odświeżyć – dodała szybko. 

– Proszę bardzo. – Zerknął na nią ukradkiem. 
Cindy szybko pobiegła do łazienki i zatrzasnęła drzwi za sobą. Przez chwilę widziała w 

lustrze   swoje   odbicie.   Koszmar!   Przymknęła   oczy.   Okropne   włosy   i   jeszcze   gorsze 
zachowanie. Co on sobie o niej pomyśli?

Rozejrzała się dookoła. Szal był w wannie. Mogła się tego spodziewać! Zawiązała go na 

szyi   i   sprawdziła   węzeł.   Trzymał   się   mocno.   Potem   przeczesała   palcami   włosy,   wymyła 
kciukiem zęby i spłukała dłonie. 

Nie udało się jej znaleźć następnego pretekstu do pozostania w łazience. Wzięła głęboki 

oddech i udając spokój, wyszła do małego przedpokoju. Nie wiedziała, czego spodziewać się 
w sypialni. Przez chwilę wyobraziła sobie nastrojowe światło świecy, Eryka wyciągniętego na 
łóżku z kieliszkiem w ręku. 

background image

Stanęła w progu i poczuła coś na kształt rozczarowania. W pokoju paliły się wszystkie 

możliwe lampy, a on sam stał tyłem i patrzył w okno. 

W   dole   rozciągało   się   rozświetlone   San   Francisco,   dzięki   świątecznym   iluminacjom 

wspanialsze niż zwykle. Eryk jednak wcale nie podziwiał widoków. Myślał o sytuacji, w 
jakiej się znalazł. Dlaczego spośród tylu kobiet na świecie musiała spodobać mu się akurat ta? 
Nie dość, że jest dyrektorką hotelu, który on kontroluje, to jeszcze ten akurat hotel ma zostać 
zlikwidowany. W dodatku jego rękami. 

I chociaż sama mu oświadczyła, że nie żywi uprzedzeń do jego pracy, czuł się mało 

komfortowo. 

Czy Cindy nie pociągała go aby dlatego, że w głębi ducha wiedział doskonale, że to 

właśnie   z   nią   nic   nie   powinno   go   łączyć?   A   ona?   Czy   przypadkiem   –   świadomie   bądź 
nieświadomie – nie pragnęła wpłynąć na jego ostateczną decyzję dotyczącą Kryształowego 
Pająka?   Przecież  w  przeszłości   zdarzyło   mu  się   kilka  razy  być  w  sytuacjach,  w  których 
sprawdzani   pracownicy,   szczególnie   ci   odmiennej   płci,   starali   się   jakoś   na   niego 
oddziaływać... 

Słysząc szmer za plecami, odwrócił głowę i zobaczył Cindy stojącą w progu. Na pewno 

nie wyglądała jak ktoś, kto przyszedł go uwieść. Ani zostać uwiedzionym. Wydawało mu się 
nawet, że jest trochę przestraszona. 

– Wspaniały widok – powiedział. 
– Uhm. Jeśli kiedyś w nocy będziesz miał czas, wjedź pod sam dach. Tylko wcześniej 

zadzwoń na dół, żeby recepcjonista otworzył ci drzwi przeciwpożarowe. 

– Dzięki za radę. Zrobię tak. Włożyłaś szal – dodał, patrząc na nią z aprobatą. 
– Tak. – Zgniatała w palcach jedwabne końce i nawet nie spojrzała w jego stronę. – Pójdę 

już. Ale przedtem podaj mi swoją koszulę. 

Eryk poczuł podniecający dreszcz. Czy w ten sposób Cindy daje mu do zrozumienia, że 

powinien zrobić pierwszy krok? Miał wielką ochotę zedrzeć z niej to nudne służbowe ubranie 
i sprawdzić, czy kocha z równą pasją, z jaką żyje. Ale ponieważ szczycił się tym, że erotyczne 
fascynacje nigdy nie wpływają na prowadzone przez niego prace, szybko rozpiął koszulę, 
uśmiechając się pod nosem na widok Cindy, która z uwagą zaczęła kontemplować obrazek 
zawieszony na najbliższej ścianie. 

–   Proszę.   –   Wręczył   jej   zniszczoną   koszulę,   zadowolony,   że   zastosował   się   do   rad 

swojego taty, który twierdził, że mężczyzna powinien zawsze mieć na sobie podkoszulek. 

Zauważył, że Cindy poczuła wyraźną ulgę na widok jego zakrytego torsu. 
–   Dostarczę   ci   ekwiwalent   jak   najprędzej   –   powiedziała.   Machnął   ręką,   widząc   że 

wszelka dyskusja jest bezcelowa. 

Nagle zdał sobie sprawę, że bardzo jej pragnie. 
– Cindy – zaczął. 
W jej szarozielonych oczach dojrzał popłoch. A więc i ona była świadoma, że między 

nimi coś się dzieje. Wyobraził sobie, że trzyma ją w ramionach i całuje w usta. Nie! Wcale 
sobie   tego   nie   wyobrażał.   Trzymał   ją   w   ramionach!   Czuł   jej   oddech,   miękkość   warg   i 
koniuszek  języka,  którym   dotykała  jego ust.  Pragnął,  aby  ta  chwila  trwała  jak najdłużej. 

background image

Pocałował   ją   mocniej.   Odpowiedź   Cindy   była   na   tyle   gwałtowna,   że   Erykowi   wróciło 
poczucie rzeczywistości. 

Oderwał się od niej z trudem i łapiąc powietrze, próbował uspokoić urywany oddech. 

Cindy przygryzła nabrzmiałe usta i cofnęła się pół kroku. 

– Nie chciałem tego – zaczął niezgrabnie i schylił się, żeby podnieść koszulę leżącą u ićh 

stóp. – Ale ponieważ przez cały dzień walczyłem z pragnieniem, żeby wziąć cię ramiona, nie 
mógłbym teraz szczerze powiedzieć, że jest mi przykro. 

– Walczyłeś? – powtórzyła cicho. – Dlaczego? Jesteś żonaty?
– Nie. Nie jestem ani żonaty, ani zaręczony. – Uśmiechnął się, ale zaraz spoważniał i 

dodał: – Ale wciąż mam skrupuły. Nie powinniśmy... hm... angażować się zbyt mocno ze 
względu na charakter mojej pracy. 

Cindy wpatrywała się przez chwilę w nadpalony rękaw koszuli, a potem powoli uniosła 

głowę. 

– Postaram się, jeśli i ty się postarasz. 
Eryk  nie  wierzył   własnym  uszom.  Nie  był   jej  obojętny!  Nigdy  nie  narzekał   na  brak 

kobiecego towarzystwa, ale nie pamiętał, żeby podobne wyznanie sprawiło mu kiedykolwiek 
aż taką przyjemność. I zanim zorientował się, co robi, zaproponował:

– Może zjedlibyśmy jutro razem kolację?
Stropił się, słysząc śmiech Cindy. Nie takiej odpowiedzi się spodziewał. 
– Eryku, czy wiesz, że pytanie, które chciałam ci zadać przez cały wieczór, brzmi: „Czy 

zechciałbyś   jutro   towarzyszyć   mi   podczas   świątecznego   przyjęcia,   które   wydajemy   dla 
wszystkich pracowników?”

Najpierw poczuł się absurdalnie zadowolony, ale już po chwili zaczął zastanawiać się nad 

konsekwencjami takiego zaproszenia. 

–   Czy   powiedziałaś   twoim   podwładnym,   dlaczego   tu   jestem?   Nie   chciałbym,   żeby 

zaczęły się plotki o szefowej. 

Cindy spojrzała na niego spod oka. 
– Jak dotąd, nie widziałam potrzeby dzielenia się z personelem informacjami tego typu. 
– A jeśli wszystko wyjdzie na jaw?
– Powiesz prawdę – wzruszyła ramionami – i zobaczysz, co inni z nią zrobią. 
Na takim przyjęciu, przekonywał siebie Eryk, spotkam ją i resztę pracowników hotelu na 

nieoficjalnym   gruncie.   Nie   mówiąc   już   o   tym,   że   to   najlepsza   okazja   sprawdzenia,   ile 
pieniędzy przeznacza się tutaj na rozrywki. 

– Świetnie. Obowiązują stroje wizytowe, jak rozumiem? Kiwnęła głową i podeszła do 

drzwi. 

– Wypożyczalnia jest dwie przecznice stąd, ale pozwól, że ja zapłacę za wszystko. Tylko 

to mogę zrobić. 

– To bardzo miło z twojej strony, ale mam własny smoking. 
– Aha! – Odwróciła się zdumiona. 
– O której zaczyna się przyjęcie?
– O ósmej. W barze. Ma trwać do północy. 

background image

Eryk postanowił nie zwracać uwagi na ostrzegawcze sygnały, które podsuwał mu rozum. 
– Przyjdę po ciebie za kwadrans ósma – uśmiechnął się. 
–   Trwała?   –   Cindy   z   powątpiewaniem   wpatrywała   się   w   swoje   odbicie.   –   Jest   pani 

pewna?

– Jasne, że tak. – Kamelia, nowa fryzjerka, pokiwała głową z takim przekonaniem, że jej 

koński ogon podskoczył pod sufit. – Są dwa sposoby, żeby proste i cienkie włosy wydawały 
się puszyste. Po pierwsze, można je ścieniować. To już pani przerobiła. Po drugie, zrobić 
trwałą. Potrzymamy piętnaście do osiemnastu minut. Według mnie tyle będzie w sam raz. 

– To potrwa niecałe dwadzieścia minut? – ucieszyła się Cindy. 
–   Też   coś!   Co   najmniej   godzinę   będę   nawijać   ten   bałagan   na   wałki.   Potem   jeszcze 

suszenie. 

Cindy zerknęła na Jerry’ego, jakby szukając jego aprobaty, ale stary fryzjer był tak zajęty 

goleniem klienta, że. nawet nie podniósł głowy. Zwróciła się niepewnie do Kamelii:

– I co z tego wyjdzie?
– Puszysta, śliczna fryzura. Coś w rodzaju grubych, swobodnie układających się loków. 

Sama pani zobaczy. 

– Zawsze chciałam mieć kręcone włosy – rozmarzyła się Cindy. – Wieczorem idę na 

przyjęcie i zależy mi bardzo, żeby dobrze wyglądać. 

– Na nikogo innego nie będą patrzeć. – Fryzjerka nie mogła się doczekać. – Zaczynamy. 
Cindy   postanowiła   bez   szemrania   znieść   bolesne   szarpanie.   Wąskie   pasma   włosów 

zostały nawinięte na wałki tak ciasno, że uniosły się jej kąciki ust. Patrzyła na swoje odbicie, 
pewna,   że   nigdy   nie   wyglądała   gorzej.   Podkrążone   oczy   –   efekt   nie   przespanej   po 
wczorajszych niepowodzeniach nocy – dopełniały efektu. 

Podczas   bezsennych   godzin   prześladowały   ją   obrazy   Eryka   Quinna.   Ostatnim   razem 

podobnych sensacji doznawała chyba w okresie dojrzewania, w podstawówce, po tym, jak 
najprzystojniejszy chłopak w klasie puścił do niej oko na lekcji algebry. Wprawdzie w szkole 
średniej posunęła się kilka kroków dalej, a na studiach rzuciła się, raz czy dwa, na całkiem 
głęboką wodę, ale zawsze prześladowało ją pytanie, czy to na pewno jest to. 

Teraz też gryzła się, co będzie później. Pragnęła Eryka, ale w głębi duszy przygotowana 

była na wielkie rozczarowanie. I jeszcze jedno. Mimo że wstydziła się powiedzieć to sobie na 
głos, wzdrygała się na myśl o jego pracy, całym tym erotyzmie na sprzedaż. Gdyby matka 
dowiedziała się, czym zajmuje się wybranek jej córki, zmarłaby prawdopodobnie na zawał. 

– Prawie gotowe – zaśpiewała jej nad uchem radosna Kamelia. 
Potem polała jej głowę śmierdzącym płynem. 
– Proszę poczekać, aż roztwór wsiąknie we włosy. Za kilka minut przyjdę sprawdzić skręt 

włosów. 

W tej samej chwili w kieszeni Cindy zabrzęczał dzwonek. 
– Cindy? Tu Amy – odezwał się zaniepokojony głos. – Czy mogłabyś przyjść na chwilę 

do holu?

Cindy spojrzała w lustro. 
– Jest mi to trochę nie na rękę. Czy to coś pilnego?

background image

– Chodzi o Starka – szeptała Amy.  – Ten nieznośny facet awanturuje się, że w jego 

pokoju jest szczur. Chce rozmawiać tylko z dyrektorem hotelu. 

–   Zaprowadź   go   do   pokoju   śniadaniowego   i   poczęstuj   kawą.   Bezkofeinową.   Zaraz 

przyjdę. 

Cindy spojrzała na Kamelię z przepraszającym uśmiechem. 
– Czy może pani zawinąć mi głowę ręcznikiem? Muszę wyjść na chwilę do recepcji. 
Kamelia zmarszczyła brwi. 
– Tylko żeby to nie trwało długo – upomniała Cindy surowo, zawijając jej głowę w 

jaskrawozielony ręcznik. 

– Dziesięć minut, nie więcej – przyrzekła Cindy. 
Jedną ręką podtrzymując ręcznik, z oczami wbitymi w podłogę pobiegła do holu, licząc 

na to, że przemknie się, nie zauważona przez nikogo. Sekundę później wylądowała na pupie i 
zanim zdołała się zatrzymać, przejechała dobre dwa metry po śliskiej, marmurowej podłodze. 
Spojrzała na buty człowieka, z którym się zderzyła, i natychmiast rozpoznała ich właściciela. 
Z trudem powstrzymała przekleństwo. Co sobie tym razem pomyśli o niej Eryk?!

– Dzień dobry – usłyszała nabrzmiały śmiechem głos. 
– Cześć – mruknęła, nie patrząc w górę. 
– Nic ci się nie stało?
Kiedy pokręciła głową, wałki zastukały o siebie głucho. 
– Przepraszam, Cindy. Nie zauważyłem cię, chociaż teraz zachodzę w głowę, jak to było 

możliwe. 

– Każdy z nas ma w sobie coś z klauna. Eryk przykucnął tuż obok. 
– Czy pozwolisz sobie pomóc? – zapytał, kiedy już jego twarz znalazła się na poziomie 

twarzy Cindy. 

– Chyba wolałabym oklaski – odpowiedziała z nieszczęśliwą miną.
Eryk roześmiał się, a ona poczuła znajomy ucisk w żołądku. Prezentował się bez zarzutu 

w popielatych spodniach i szaro-fioletowej koszuli. 

– No, już! – Chwycił ją za rękę i postawił na nogi. – Czy to jakieś dalekowschodnie 

przebranie? – zapytał, mierząc wzrokiem jej turban. 

Wolała   nie   myśleć   o   estetycznych   walorach   zestawienia   zielonego   ręcznika   i   jej 

szkarłatnej ze wstydu twarzy. Jedno jest pocieszające, uznała. Nie może już mnie zobaczyć w 
gorszym stanie!

– Wywołano mnie z salonu fryzjerskiego – wyjaśniła. 
– Więc nie będę cię dłużej zatrzymywać. Widzimy się przed ósmą, tak?
– Tak. Chyba że się rozmyśliłeś. 
– No, to do zobaczenia. 
W pokoju śniadaniowym Amy skakała wokół nadętego pana Starka. Uciekła, kiedy tylko 

pojawiła się Cindy. 

– Dzień dobry panu. Nazywam się Cindy Warren. Jestem dyrektorką tego hotelu. 
– Widzieliśmy się już dwa razy. Czy uważa mnie pani za głupca?!
– Przepraszam. Oczywiście, że nie miałam nic takiego na myśli. Podobno zauważył pan 

background image

w pokoju, hm... gryzonia?

– Szczura. – Stark poprawił nijaki, bordowy krawat i spojrzał na nią karcącym wzrokiem. 

– Co pani ma na głowie?

– Byłam właśnie w salonie fryzjerskim. – Cindy zastanawiała się, ile razy jej nazwisko 

zostało już wymienione w raporcie Starka. 

Mężczyzna podniósł krzaczaste brwi z triumfalną miną. 
– Przesiaduje pani u fryzjera w godzinach pracy?
– Tak rzadko wychodzę z tego hotelu, że można uznać, iż pracuję tu dwadzieścia cztery 

godziny na dobę. Załatwiam swoje prywatne sprawy niezbyt często i tylko wtedy, kiedy trafi 
się wolna chwila. 

– Wygląda pani jak cała reszta tych półgłówków, którzy włóczą się w dzikich kostiumach 

po tym hotelu. 

Cindy zagryzła zęby, żeby nie wybuchnąć potokiem przekleństw. 
– Przykro mi,  że irytują  pana niektórzy nasi goście. Zapewniam,  że gry fabularne to 

zupełnie  nieszkodliwe  hobby.  – Odetchnęła  głęboko kilka  razy.  – A co do zwierzęcia  w 
pańskim   pokoju...   Zaraz   przyślę   kogoś   z   obsługi,   żeby   się   tym   zajął.   I   najmocniej 
przepraszam. 

Stark wydął policzki. 
– Uważam, że należy mi się jakaś rekompensata. 
Cindy z największym trudem zmusiła się do przyjaznego uśmiechu. 
– Wydam odpowiednie zarządzenia w recepcji, żeby od pańskiego rachunku odliczono 

koszty pobytu za jedną noc. Mam nadzieję, że ten incydent nie zepsuł panu pobytu w naszym 
hotelu. 

– To się już stało – chrząknął znacząco i włożył na głowę kapelusz – kiedy dostałem na 

śniadanie zwykłą drożdżówkę. 

– Stark wyszedł, nie zamykając za sobą drzwi. 
Cindy   zmarszczyła   brwi.   Tak!   Zapomniała   zadysponować,   żeby   przynoszono   mu   do 

pokoju angielskie śniadanie. Nagle przypomniała sobie o włosach i co sił w nogach popędziła 
do salonu, gdzie Kamelia czekała na nią, przestępując niecierpliwie z nogi na nogę. 

– Miała pani wrócić dziesięć minut temu. 
– Czy zrujnowałam sobie włosy? – Cindy usiadła ciężko w fotelu. 
– Nie wiem jeszcze. – Fryzjerka zdjęła jeden wałek. – Na szczęście bez utrwalacza trwała 

nie jest trwała. 

Zachwycona Cindy patrzyła na skręconą spiralkę, która opadła jej na czoło. Poszukała 

wzrokiem Jerry’ego i rzuciła mu do lustra triumfalne spojrzenie. Ale Jerry tylko pokręcił 
głową. 

– Skręt jest trochę za mocny – mruknęła Kamelia ze zmarszczonym czołem. 
Nie dla Cindy! Nareszcie miała, to o czym zawsze marzyła: kręcone włosy. 
– Mnie się to podoba! – wykrzyknęła. 
– W porządku. – Kamelia odkręciła buteleczkę utrwalacza. 
– Skoro mają być kręcone... 

background image

Kiedy Cindy otworzyła drzwi, Manny tylko wytrzeszczył oczy. 
– O... mój Boże! – wyjąkał po dobrej chwili. Potwierdził tym najgorsze przeczucia Cindy. 
– Tak źle? – spytała wybuchnęła płaczem. Manny objął ją i pogładził po plecach. 
– Dobrze, już dobrze. Nie jest aż tak strasznie. Co się stało tym razem?
–  Dałam  się  namówić  na  trwałą  –  łkała  Cindy.  –  Ale  musiałam   wyjść.   I trzymałam 

roztwór   na   głowie   za   długo.   A   potem   okazało   się,   że   podczas   trwałej   włosy   mogą   się 
odbarwić. Moje się odbarwiły i są pomarańczowe. 

– Co na to Jerry?
– W ogóle się do mnie nie odzywa. Widząc, jak Manny marszczy nos, dodała:
– Nie miałam pojęcia, że to tak cuchnie. 
– Dziś wieczorem powinnaś trzymać się z dala od ognia, bo możesz się zająć. 
– Z czego wnoszę – parsknęła – że słyszałeś o małym incydencie, który wydarzył się 

wczoraj wieczorem w restauracji. 

– Dziś rano nastawiłem radio na „Wiadomości” Joela – zaśmiał się. 
– Przypaliłam Erykowi Quinnowi koszulę. Manny cmoknął karcąco. 
– Cindy, wiem, jak bardzo chcesz zobaczyć tego faceta nago, ale zapewniam cię, że tym 

celu wcale nie musisz niszczyć jego garderoby. 

– Kto mówi, że chcę zobaczyć go nago?
– Dobrze, dobrze. Może to moja nadinterpretacja, ale przyznasz sama, że ile razy facet 

jest w pobliżu, ty tracisz kontrolę nad sobą. 

– Manny, miałeś mi pomóc, nie dokuczać. 
– To nie będzie łatwe zadanie. – Dotknął jej nastroszonego afro. 
– Jedno jest załatwione – rozjaśniła się Cindy. – Mam z kim pójść na przyjęcie, a więc 

jutro mam wolny dzień. Co prawda – uśmiech zamarł jej na ustach – umówiłam się z nim 
przed trwałą. 

– Ale po podpaleniu. Przynajmniej wiemy, że facet nie da się tak łatwo przestraszyć. 

Pamiętaj tylko, żeby włożyć suknię od Donny Karan. 

– Tak uważasz? Ma za wysokie rozcięcie. 
– Na twoim miejscu ciachnąłbym dobre kilka centymetrów więcej. Będzie pasowała do 

fryzury. 

– Nie robisz mi żadnych nadziei? Manny próbował objąć dłońmi jej włosy. 
– Na wieczór potraktuj je mocnym żelem i zaczesz do tyłu. Teraz trzeba je zakryć. Gdzie 

twój szal?

–   Przypomnij,   żebym   opowiedziała   ci   później   o   szalu.   –   Podała   mu   zwitek   żółtego 

jedwabiu, który wyjęła właśnie z szuflady. – Go za historia! – westchnęła, przeczesując włosy 
palcami. – Jakbym nie miała dosyć kłopotów. 

– Co się dzieje?
– Słyszałeś już, że Stark vel Stanton zgłosił obecność szczura w pokoju?
– A jest w tym jakieś ziarno prawdy?
– Obsługa znalazła pod kaloryferem nadgryzioną kanapkę, ale szczura nie było. 
– Mógł sam podrzucić jedzenie. 

background image

–   Jasne.   Jestem   już  zmęczona   jego  wyskokami.   Poza   tym   choinki   wciąż   nie   ma.   W 

hodowli zrobili nas na szaro. Nie zdziwię się, jeśli przyślą nam jakiegoś drapaka w okolicach 
Nowego Roku. 

–   Co?   –   Zirytowany   Manny   wziął   się   pod   boki.   –   Czy   mogę   skorzystać   z   twojego 

telefonu, kochanie?

– Ten ma zepsutą słuchawkę. Zadzwoń z sypialni. 
– Wracam za minutkę. 
Podczas jego nieobecności Cindy próbowała na różne sposoby udrapować na głowie szal. 

Bez skutku. Zrezygnowana uznała, że najlepiej będzie używać go jako welonu. Przynajmniej 
nikt jej nie pozna. 

– Choinka będzie za godzinę – obwieścił od progu zadowolony z siebie Manny. 
– Jak to zrobiłeś? – Cindy wpatrywała się w niego w najwyższym zdumieniu. 
–   Znajomości.   –   Wzruszył   ramionami.   –   Zadzwoniłem   do   tych   palantów   z   hodowli, 

rzuciłem  kilka  nazwisk  i  powiedziałem,  że  jeśli  dzisiaj   nie  dostarczą  nam  superdrzewka, 
napuszczę na nich gejowską mafię i siądzie im cała hurtowa sprzedaż kwiatów. 

– Manny, nie wiem, co ja bym bez ciebie zrobiła!
– Ja też nie. – Sczesał jej grzywę do tyłu i związał w gruby ogon. Potem sięgnął po szal. – 

A teraz opowiedz mi o coś o facecie; który zrobił z ciebie taką galaretę. 

– Zajmuje się handlem – odpowiedziała od niechcenia. 
– To już mówiłaś. Czym?
– Co czym? – udała, że nie rozumie. 
– Czym handluje? – Wzniósł oczy do nieba. 
Cindy zdecydowała, że powie prawdę, bo Manny i tak wszystkiego się dowiadywał w 

sobie tylko wiadomy sposób. Chrząknęła cicho. 

– Artykuły rozrywkowe tylko dla dorosłych. 
– Cooo? Zabawki dla sex-shopów!?
–   Wszystko   potrafisz   strywializować.   Ktoś   to   musi   robić,   prawda?   –   broniła   się 

nieprzekonywająco. 

– Rozumiem i jestem mu wdzięczny, ale to wcale nie znaczy, że mogę powierzyć mu 

swoją najlepszą przyjaciółkę. A swoją drogą – uśmiechnął się szeroko – chyba odpali mi 
jakieś darmowe próbki. 

Cindy dała mu kuksańca w bok. 
– Samanta przekazała mi do ocenzurowania wszystkie rzeczy, które będą na Targach dla 

dorosłych. Pod moim łóżkiem stoi pudło. Pobuszuj sobie w nim. 

– Masz to jak w banku. 

Eryk wszedł do „Sama”. Małe karteczki przyklejone do popielniczek obwieszczały, że 

dzisiejszego wieczora bar będzie czynny tylko do godziny ósmej ze względu na prywatne 
przyjęcie.   U   Tony’ego,   który   patrzył   na   niego   z   jeszcze   większą   niechęcią   niż   wczoraj, 
zamówił kanadyjskie piwo. Sięgając po papierosa, zdał sobie nagle sprawę, że zaczął palić 
dokładnie wtedy, kiedy uznał, że jest zbyt zajęty, by grać na pianinie. 

background image

Zaciągnął   się   głęboko.   Fuj,   skrzywił   się.   Naprawdę   powinien   to   rzucić.   Te   cholerne 

papierosy   dawno   przestały   mu   smakować.   Siedzący   obok   mężczyzna   w   średnim   wieku 
spojrzał na niego i pokiwał głową. 

– Papierosy nas zabijają. – Odsunął wymięty kapelusz, który leżał pomiędzy nimi na 

barze. – Ma pan jeszcze jednego?

Eryk pchnął paczkę w jego kierunku. 
– Proszę. 
Mężczyzna zamówił dużą szkocką, zapalił papierosa i wyciągnął rękę. 
– Dzięki. Reginald Stark. 
– Eryk Quinn. 
– Miło pana poznać. – Stark rozejrzał się dookoła z niesmakiem  i wskazał na grupę 

Trekersów, którzy oglądali właśnie swój serial. – Jesteśmy chyba jedynymi ludźmi w tym 
hotelu, którzy nie są przebrani. 

– Jestem tu wyłącznie w interesach – zaśmiał się Eryk. – A pan?
– W podróży służbowej. Handluję antykami. Zawsze zatrzymuję się w starych hotelach i 

mam oczy szeroko otwarte. Zdarza mi się natrafiać na cenne przedmioty, które kupuję za 
bezcen. Oni na ogół nie wiedzą, że posiadają jakieś cenne rzeczy. – Stark wydmuchiwał dym 
prosto w nos Erykowi. 

– Znalazł pan tu coś ciekawego?
– E, nie. Mają zupełnie niezłe meble, ale dzisiaj meble mnie nie interesują. – Zaśmiał się 

urywanym, niemiłym śmieszkiem. – To miejsce jest bezcenne z innego powodu. Odkryłem, 
że jeśli dobrze ponarzekać, dają ci różne rzeczy za darmochę. 

Eryk pomyślał ze współczuciem o całym personelu, który dniem i nocą musi mieć do 

czynienia z takim człowiekiem’. 

– Ma pan jakąś forsę, Quinn? – zapytał Stark po dokładnym rozejrzeniu się na boki. 
Eryk sięgnął po portfel. 
– Znajdę dziesiątaka, o ile to panu wystarczy. 
– Nie, człowieku. Ja mówię o prawdziwej forsie. Jest pewien interes do zrobienia. 
– Interesy typu: Kupno-sprzedaż mnie nie interesują. 
– To nie jest tak, jak myślisz, Quinn. Przypadkiem wiem o wielkiej forsie, która tylko 

czeka na kogoś mądrego, kto ją zgarnie. 

Co   za   namolny   typ.   Eryk   zgasił   swojego   papierosa   i   zamierzał   odejść,   kiedy   Stark 

odezwał się z tajemniczą miną:

– Powiem panu, bo wydaje mi się pan uczciwym facetem. 
– Rozejrzał się podejrzliwie jeszcze raz. – Chodzi o żyrandol. 
– Żyrandol?
– Tak, wielki, kryształowy pająk z głównego holu. 
– I co z nim?
–   Wart   jest   fortunę.   –   Mężczyzna   wyjął   z  kieszeni   zmiętą   kartkę   wyrwaną   z   jakiejś 

książki. – Niech pan sam zobaczy. 

– Pokazał czarnobiałe zdjęcie żyrandola z obszernym podpisem. 

background image

Ciekawość zwyciężyła. Eryk przyglądał się uważnie zdjęciu, słuchając wyjaśnień Starka, 

– Najlepszy francuski kryształ. Podobno wykonano trzy takie żyrandole. Tutaj wspominają o 
dwóch. Podejrzewam, że trzeci wisi właśnie tam – wskazał palcem hol. – Brakuje mu jedynie 
centralnego fragmentu. 

– Tu piszą, że wart jest siedemset tysięcy dolarów. 
– To stara książka. Według mnie, teraz można za niego dostać równy milion. 
– Co?! – Eryk  próbował przypomnieć sobie wycenę  wartości hotelu, którą oglądał u 

Harmona. Nie było tam żadnej szczególnie wysokiej pozycji. – Chce mi pan powiedzieć, że 
nikt inny o tym nie wie?

– Na to wygląda. Ja widzę to tak: jeśli masz, człowieku, z pięćset paczek, składam im 

ofertę kupna. 

– Jeśli ja mam pięćset tysięcy? – Eryk wytrzeszczył oczy. 
– Jasne. Znam ludzi zainteresowanych czymś podobnym. 
Potrzebna mi forsa na zakup żyrandola z pierwszej ręki. Potem podzielę się z panem 

zyskiem. O, ty skunksie, pomyślał Eryk. 

– Przykro mi – powiedział – ale nie wchodzę w to. 
– Twoja strata, bracie. – Stark wstał, wziął kapelusz i rzucił pieniądze na bar. – Dzięki za 

papierosa. Do widzenia gdzieś tutaj. 

Eryk   też   już   wychodził,   kiedy   w   barze   pojawił   się   człowiek,   który   poczęstował   ich 

wczoraj cynamonowym likierem. 

–   Joel   Cutter.   –   Wyciągnął   rękę   do   Eryka.   –   Spotkaliśmy   się   wczoraj.   Pan   Quinn, 

prawda?

– Tak. – Mężczyźni uścisnęli sobie dłonie. – Mam nadzieję, że dzisiaj obeszło się bez 

wypadków. 

– Dzień się jeszcze nie skończył – zaśmiał się Joel. – Słyszałem, że przychodzi pan z 

Cindy na nasze przyjęcie. 

Eryk   kątem   oka   zauważył,   jak   Tony   drgnął   i   obrzucił   go   ostrym   spojrzeniem.   Na 

szczęście w barze zadzwonił telefon, więc został sam na sam z Joelem. 

–   Cindy   jest   świetnym   kumplem   –   odezwał   się   Cutter   ciepło.   –   I   kocha   ten   hotel. 

Poświęca mu cały swój czas, kosztem życia osobistego – o ile rozumie pan, co mam na myśli. 

Eryk kiwnął głową, zastanawiając się, czy przypadkiem Joel nie chwali szefowej dlatego, 

że jakimś cudem odkrył jego prawdziwe nazwisko. To był następny element pracy, którego 
nie znosił: musiał podejrzewać wszystkich i wszystko. 

– Joel! – Tony odwiesił słuchawkę i zaczął szybko odwiązywać fartuch. – Problemy w 

holu. Cindy potrzebuje wszystkich, natychmiast. 

– Czyżby przybył Stanton?
Eryk  drgnął  nerwowo, kiedy usłyszał  swoje  nazwisko. A  więc  Cindy jeszcze  im  nie 

powiedziała! Wydaje się, że oni wszyscy bardzo obawiają się jego przybycia. 

– Nie, to nie Stanton. – Tony wyszedł zza baru, napinając mięśnie. – To choinka. Utknęła 

we frontowych drzwiach. 

– A nie mówiłem, że dzień się jeszcze nie skończył. – Joel spojrzał na Eryka. 

background image

– Może przyda się wam dodatkowy ochotnik? – Eryk zsunął się ze stołka. 
– Niech pan idzie. Nigdy nie wiadomo, kto jeszcze może się przydać – zawołał Joel od 

drzwi. 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

W głównym holu panował totalny chaos. Szczyt wielkiej, ponad czterometrowej choinki 

znajdował się w holu, natomiast druga część leżała na chodniku oraz blokowała jeden pas 
ruchliwej jezdni przed hotelem. Goście, zachwyceni niespodziewaną atrakcją, fotografowali 
całe widowisko. 

Manny stał na zewnątrz, wymachując rękami i miotając gromy na brygadę transportową. 

W   środku   pracownicy   techniczni   z   bezradnymi   minami   i   rękami   w   kieszeniach   patrzyli 
wyczekująco na Cindy, która gorączkowo próbowała coś wymyślić. 

Najpierw wysłała na ulicę kogoś z ochrony, żeby kierował ruchem samochodów, które 

musiały objeżdżać pień choinki. Uczyniła to również ze strachu, że Manny z wściekłości 
zrobi komuś krzywdę. 

– Pani Warren, w jaki sposób mogę  opuścić to miejsce? Cindy przymknęła oczy i z 

trudem stłumiła złość. Potem odwróciła się w stronę zniecierpliwionego pana Starka. 

– Przepraszamy za nieprzewidziane trudności – wycedziła. – Boczne wyjście jest z tyłu, 

obok wind. 

– Wychodzę kupić pułapkę na szczura. – Stark uśmiechnął się kwaśno. 
Cindy   westchnęła   z   ulgą,   kiedy   w   jej   polu   widzenia   pojawiła   się   Amy   w   białej, 

antyalergicznej   maseczce   na   ustach   i   nosie.   Widać   było,   że   nie   jest   zachwycona,   kiedy 
zorientowała się, dlaczego Cindy ją woła. 

– Amy, bądź tak miła i zamów panu Starkowi taksówkę na koszt hotelu i podprowadź go 

do bocznego wyjścia. 

Mina Starka złagodniała nieco, ale nie na długo, gdyż Amy, odprowadzając go do drzwi, 

zrobiła mu krótki wykład na temat fenomenu medycznego pod nazwą Christmasitis, którego 
objawy   zdefiniowano   dopiero   niedawno.   Nadpobudliwość   oraz   przykre   dla   otoczenia 
zachowanie ofiar tej przypadłości bierze się z ich fizjologicznej nadwrażliwości na zapach 
świerka, żele do włosów... 

Cindy wolała dłużej tego nie słuchać. 
– Co się stało? – Joel zahamował gwałtownie tuż przed jej nosem. 
Byli z nim Tony, Samanta i – ku jej wielkiej konsternacji – Eryk Quinn. 
– Pękła plastikowa siatka, którą obwiązana była choinka, i gałęzie rozłożyły się dokładnie 

w drzwiach. Teraz nie da się jej przepchnąć ani w jedną, ani w drugą stronę. 

– Pytam, co stało się z twoimi włosami. 
Joel   tak   wytrzeszczał   na   nią   oczy,   że   miała   ochotę   go   uderzyć.   –   Są   takie   jakieś... 

pomarańczowe. 

– Wydaje ci się w tym świetle – rzuciła przez ściśnięte zęby. 
– Masz jakiś plan? – włączył się Eryk z rozbawioną miną. 
– Rozważam pomysł ostrzyżenia się na łyso. 
–   Pytam   o   świerk.   –   Eryk   popatrzył   na   niepewne   miny   Cindy   i   wszystkich   jej 

pracowników. 

background image

Podszedł do drzewka i za chwilę odwrócił się triumfalnie. 
– Zadzwoń po głównego inżyniera. Może da się usunąć panele podtrzymujące drzwi. 
–  Świetny  pomysł  –  zgodziła   się.  – Nie  da  się. ich  usunąć.  Wiem,   bo już do  niego 

dzwoniłam. 

– W takim razie – rozłożył ręce – trzeba przeciąć świerk na pół. 
– Minichoinka w tym ogromnym holu! Jak to będzie wyglądać?!
– Cindy, to tylko drzewko. Postoi tu nie dłużej niż trzy tygodnie, a potem i tak wyląduje 

na jakimś śmietniku. 

Co za bezduszny pragmatyzm! Najwyraźniej nie udało się jej ukryć swoich uczuć, bo 

Eryk zaśmiał się pod nosem:

– Cindy, to tylko mój prywatny pogląd. 
– Widzę, że potrzebujesz sporej dawki świątecznego nastroju. – Pogroziła mu palcem jak 

małemu chłopcu. Potem odwróciła się energicznie i zawołała: – Joel, będą nam potrzebne 
wszystkie robocze rękawice, jakie mamy w hotelu. Spróbujemy odginać gałęzie jedną po 
drugiej i wpychać choinkę po centymetrze. Nawet z kilkoma połamanymi gałęziami będzie 
lepsza niż przecięta na pół. 

Rozbawione   spojrzenie   Eryka   zalśniło   niewiarygodnym   błękitem.   Zachwycona   Cindy 

przełknęła ślinę. Na szczęście pojawił się Joel z rękawicami. Cały personel i kilkoro gości 
ustawiło się wokół świerka, słuchając wskazówek Manny’ego, który przepchał się do środka i 
samowładnie obwołał się liderem grupy. 

Eryk   znalazł   sobie   miejsce   naprzeciwko   Cindy.   Nie   miała   pojęcia,   czy   stało   się   to 

przypadkiem, czy zrobił to celowo. Cały czas ukradkowo spoglądała w jego stronę, z trudem 
koncentrując się na poleceniach Manny’ego. 

– Nie pchajcie, dopóki nie powiem. Raz... Dwa... Już!
Choinka   przesunęła   się   o   kilka   centymetrów,   a   Cindy   powróciła   na   swój   punkt 

obserwacyjny, podniecona myślą, że za sześć godzin spędzi wieczór z najseksowniejszym 
mężczyzną, jakiego kiedykolwiek znała. I nie tylko to. Eryk miał poczucie humoru, świetny 
gust, przyzwoitą pracę. 

– Uwaga! – krzyknął Manny. – Trzymać ją, żeby się nie odwróciła. 
No, może „przyzwoity” nie było najstosowniejszym określeniem. Pewną pracę, brzmiało 

odpowiedniej. Bo co na świecie może być pewniejszego od seksu?

– Mamy ją!
Rozległ się zbiorowy okrzyk satysfakcji, a potem oklaski i wiwaty. Choinka leżała na 

marmurowej podłodze w holu!

– A teraz – roześmiał się Eryk – musisz rozdać wszystkim swoim robotnikom papierosy. 
Powinien   częściej   się   śmiać,   uznała.   Bardzo   mu   z   tym   do   twarzy.   Mimo   gwaru   i 

rozgardiaszu dookoła, Cindy miała dziwne uczucie, że jest z nim sam na sam. Sam na sam z 
mężczyzną, który w alarmująco krótkim czasie poruszył jej uczucia, jak nikt dotąd. 

– A nie lepiej rzucić palenie? – Nic lepszego nie przyszło jej do głowy. 
– Nie muszę palić. Bylebym miał czymś zajęte ręce. Cindy wyprostowała się. Do diabła z 

grzecznymi odzywkami. Właśnie teraz miała ochotę trochę poflirtować. 

background image

– A co zrobisz – ściszyła głos – jeśli ci powiem, że mam coś, co zajmie równocześnie 

twoje ręce i twoje usta?

– Powiem, że jesteśmy w miejscu publicznym. – Rozejrzał się wokół. 
– To trudno. Wracam do pracy, bo pojawili się dekoratorzy. 
– Poczekaj! – zawołał, łapiąc ją za rękę. – Musisz mi powiedzieć, co to takiego!
–  Powiem,   że  chodzą  ci  po głowie   same   brudne myśli  –  zaśmiała  się,  wyciągając   z 

kieszeni paczkę landrynek. – Każdy, kto rzuca palenie, powinien je mieć przy sobie. To znana 
sprawa.   –   Podała   mu   słodycze.   –   Do   zobaczenia   wieczorem.   I   dziękuję   za   pomoc   przy 
choince. 

– A ja dziękuję za potężną dawkę świątecznego nastroju. Kiedy Cindy była w pobliżu, 

wszystkie argumenty za tym, żeby nie ciągnąć ich znajomości, brały w łeb. Chciał mieć ją 
stale w zasięgu wzroku i zupełnie nie rozumiał, skąd brało się w nim to pragnienie. 

Patrzył, jak odchodzi. W świetle kryształowego żyrandola jej czerwonawe włosy rzucały 

metaliczne blaski. Eryk popatrzył w górę i po raz pierwszy od dłuższego czasu pomyślał o 
ojcu. Na pewno byłby zachwycony pracą rzemieślników, którzy obrabiali te kryształy. Może 
powinien wysłać mu pocztówkę ze zdjęciem żyrandola i kilkoma  serdecznymi  zdaniami? 
Żeby wiedział, że syn o nim myśli. I Eryk, dziwnie rozradowany, powędrował do siebie. 

Reszta popołudnia minęła Cindy w radosnym podnieceniu. Koniec kłopotów! Nic złego 

nie może już się zdarzyć. Dekoratorzy – nieco ekscentryczni, choć mili – obiecali, że do rana 
zamienią  choinkę  w prawdziwe  dzieło  sztuki. Pan Stark  został  namówiony na wieczorną 
wyprawę   do   teatru   –   oczywiście   na   koszt   hotelu   –   i   nie   było   obawy,   że   zgorszy   się 
wieczornym przyjęciem dla personelu. 

Kiedy   zajrzała   do   baru,   Joel   przywitał   ją   wzniesionym   do   góry   kciukiem.   Na 

podwyższeniu,   na   którym   zwykle   stało   pianino,   Jerry   wieszał   kolorowe   lampki.   Cindy 
podeszła pod podium. 

– Jerry! – Spojrzała w górę. – Nadal jesteś na mnie wściekły?
– To twoje włosy, nie moje – burknął, nie spojrzawszy nawet na nią. 
– Nie martw się. Odrosną. 
– O ile wcześniej nie wypadną. 
– Wtedy wszyscy zobaczą, że mam ładny kształt czaszki. 
– Nawet z głową jak szczotka klozetowa umiesz zwabić ptaszki z drzewa – roześmiał się 

w końcu i zszedł z drabiny. 

– Cieszę się, że mi nareszcie darowałeś. Co zrobiliście z pianinem?
– Stoi w sali obok. Znalazłem tam sztuczną jemiołę. Powieszę ją pod sufitem, dobrze?
–   Broń   Boże.   W   zeszłym   tygodniu   przyszedł   faks   z   centrali.   Odgórnie   zabroniono 

wieszania jemioły na pracowniczych przyjęciach. 

– Do tej pory nie przejmowałaś się ich instrukcjami. 
– Najwyższa pora zacząć. „Nie” dla jemioły. 
– Powiedz prawdę: boisz się, że ktoś cię złapie pod jemiołą?
– Nie. 

background image

– Aha. Boisz się, że nikt cię nie złapie! – Uśmiechnął się szeroko. 
– Jerry! Nie zniżę się do odpowiedzi na takie pytanie. 
– Przychodzisz dzisiaj ż młodym Quinnem, tak?
– Jerry, on wcale nie jest młody. – Cindy popatrzyła na niego badawczo. 
– Skąd wiesz?
– Kamelia powiedziała mi o tym z samego rana. 
– Ale ja widziałam ją pierwszy raz w życiu dziś rano, kiedy robiła mi tę koszmarną 

trwałą. 

– Dowiedziała się od pucybuta. 
–   Nie   do   wiary.   –   Cindy   pokręciła   głową.   –   A   zresztą   nieważne.   Grunt,   że   mamy 

fryzjerkę. 

Stary fryzjer popatrzył na nią z ukosa. 
– A co? Nie mamy?
– Uciekają jedna po drugiej. Z twojego powodu. Przynosisz im pecha. 
– I co zrobimy? Jerry, gdybyś tylko zgodził się czesać kobiety... Czy wiesz, jakie miałbyś 

napiwki?

–   Nie.   Mężczyzn   łatwo   zadowolić.   Wystarczy   machnąć   nożyczkami   raz   czy   dwa, 

wyrównać wąsy, usunąć włosy z ucha i już są szczęśliwi. A kobiety? Nie, dziękuję. 

– Muszę iść. Trzeba ściągnąć nową fryzjerkę. 
– Cindy! – Jerry zerknął znacząco na zegarek. – Jeśli chcesz olśnić wszystkich facetów na 

przyjęciu, powinnaś się zbierać. 

– Myślisz, że trzeba mi aż tyle czasu? – udała obrażoną. Zupełnie niespodziewanie Jerry 

objął ją i powiedział poważnie:

– Daj sobie trochę czasu na odpoczynek, dobrze? Postaraj się raz nie myśleć o tym starym 

hotelu.   A   wieczorem   baw   się   dobrze   z   tym   młodym   człowiekiem.   –   Podnosząc   wysoko 
jemiołę, wyszczerzył białe zęby. – A ja już znajdę odpowiednie miejsce, żeby to powiesić. 

– Ty naprawdę uwziąłeś się, żeby ściągnąć na mnie kłopoty. – Dała mu kuksańca w bok. 

– Do zobaczenia wieczorem. 

Mimo rad Jerry’ego Cindy wylądowała w swoim mieszkaniu dopiero o szóstej. Zjadła 

jabłko   i   powtarzając   pod   nosem   wszystkie   instrukcje   Manny’ego,   weszła   do   łazienki. 
Rozwiązała   włosy,   które   natychmiast   stanęły   na   sztorc.   Chyba   dotykam   nimi   sufitu, 
mruknęła, stając pod prysznicem. Manny kazał jej umyć głowę dwa razy, żeby rozprostować 
trwałą i usunąć wstrętny zapach. Później miała wetrzeć we włosy gęstą odżywkę, którą jej 
dostarczył. 

Po kąpieli owinęła głowę ręcznikiem. Nie mogła się zdobyć, żeby od razu usiąść przed 

lustrem. Wtarła w skórę perfumowany balsam, znaleziony gdzieś na dnie szuflady, ogoliła 
nogi i dopiero wtedy podeszła do lustra. Drżącymi rękami odsłoniła głowę. Mocno skręcone 
loczki sterczały na wszystkie strony. Nawet mokre, łyskały podejrzanie miedzianym kolorem. 

Cindy   jęknęła   i   otworzyła   kosmetyczkę,   również   przyniesioną   przez   Manny’ego. 

Wewnątrz znalazła całą masę spinek i żeli, czarną siateczkę, która wyglądała jak mały hamak, 
oraz kartkę z dokładną instrukcją. Westchnęła i zaczęła czytać. 

background image

Po trzydziestu minutach wytężonych starań udało się jej wyprostować większość loków, 

które sterczały teraz wokół jej głowy jak dziwaczny, egzotyczny kapelusz. Powoli smarowała 
je żelem i zbierała w koński ogon. Zgodnie z rysunkiem dostarczonym przez Manny’ego 
umocowała na ogonie siatkę i mocno zawiązała. Koniec, westchnęła z ulgą i uśmiechnęła się. 
Nie wyglądało to wcale źle. 

Teraz przyszła kolej na makijaż. „Musisz mocno podkreślić oczy!” polecił jej Manny 

surowo. Posykując z bólu, wyrównała pęsetą linię brwi, a potem wzięła do rąk zalotkę. Oparła 
łokieć o toaletkę i patrząc w powiększające lusterko, ostrożnie chwyciła rzęsy w małe szczęki 
i ścisnęła rączki. Nagle w sypialni odezwał się dzwonek. Cindy drgnęła przestraszona i łokieć 
obsunął się jej z blatu. Poczuła ból tak ostry, że z oczu polały się jej łzy. Przyciskając dłonią 
powiekę, pobiegła odebrać telefon. 

– Cindy, to ja, Manny. Mam dla ciebie specjalną przesyłkę. Czy mogę przywieźć ją na 

górę?

– Jaką przesyłkę?
– Niespodzianka. 
Cindy spojrzała na zalotkę i jęknęła, tym razem z przerażenia, widząc przylepione do niej 

dziesiątki wyrwanych rzęs. 

– Dobra, przywieź. 
Pełna najgorszych przeczuć wróciła do toaletki i przysunęła twarz do lustra. Jej lewa 

powieka   była   niemal   całkiem   łysa.   Dziwne,   ale   nigdy   nie   przypuszczałam,   myśli   w 
zwolnionym tempie przelatywały jej przez głowę, że rzęsy tak bardzo wpływają na wygląd 
ludzkiej twarzy... 

Dopiero po Miku sekundach dotarło do niej, co się stało. Zakryła twarz rękami. Musi 

zaraz zadzwonić do Eryka i wszystko odwołać. A zobowiązania wobec personelu? Trudno! Z 
połową rzęs nie może przecież pokazać się nikomu!

Kiedy rozległo się pukanie do drzwi, sprawdziła przez dziurkę od klucza, czy to na pewno 

Manny. 

Wszedł, trzymając w rękach mały wazon z piękną kompozycją róż i lilii, między które 

wetknięty był bilecik. 

– A to co? – krzyknęła. 
–   Nie   czytam   cudzych   liścików,   ale   mogę   się   założyć,   że   to   bukiet   od   twojego 

olśniewającego kawalera. – Manny poszedł za nią do pokoju. – Włosy wyglądają świetnie. 

– Z twojego tonu wnioskuję, że nie bardzo wierzyłeś,  iż coś da się z nimi  zrobić  – 

powiedziała Cindy z nosem w kwiatach. – Podobasz mi się w smokingu – dodała. 

– Dziękuję. I co? Miałem rację? – zapytał, widząc, że czyta bilecik. 
„Zawczasu   dziękując   za   miły   wieczór.   Eryk”   napisał   na   karteczce   wyrobionym, 

pochyłym charakterem pisma. Cindy podniosła głowę z uszczęśliwioną miną. 

– Cindy! Twoje oko! Co ty zrobiłaś z rzęsami? – wymamrotał Manny. – Zalotka, tak?
Kiwnęła jedynie głową. Dlaczego tylko jej przytrafiają się takie straszne rzeczy?
– Niebezpieczne narzędzie w rękach nerwowej kobiety – mruknął. 
– Wcale nie jestem nerwowa. 

background image

– Nie? – Popatrzył na nią znacząco. 
– Dobra. Trochę nerwowa. Drgnęła mi ręka, kiedy zadzwonił telefon. Co ja teraz zrobię?
– Odrosną. 
– Mówię o dzisiejszym przyjęciu. 
– Sztuczne. 
– Jak to sztuczne? Przyjęcie?
– Sztuczne rzęsy!
– Nie mam. 
– Kończ makijaż i ubieraj się. Oczu nie ruszaj. – Manny już był przy drzwiach. – Zaraz 

wracam. 

Kiedy Cindy została sama, znowu zanurzyła twarz w kwiatach. Podobało się jej, że Eryk 

jest tak uprzedzająco grzeczny. Oczywiście, musiał zdawać sobie sprawę, że Cindy jest nieco 
skrępowana jego profesją, stąd to wszystko. 

Powoli   kończyła   robić   makijaż.   Jeszcze   tylko   puder   i   szminka.   Zdecydowała   się   na 

najbardziej   jaskrawy   odcień,   jaki   udało   się   jej   znaleźć   w   kosmetyczce.   Malując   wargi, 
przypomniała sobie wczorajszy pocałunek. Przymknęła oczy, przywołując w pamięci smak 
ust Eryka i drżenie, które poczuła, kiedy ujął dłońmi jej twarz. 

Jeszcze kilka dni temu mogłaby przysiąc, że nic nie zdoła oderwać jej od problemów 

związanych z hotelem. I co? W tak trudnym czasie pozwoliła zawrócić sobie w głowie. I 
bardzo dobrze! Dzięki temu nie wpadała w panikę na widok okropnego Starka Stantona, a 
nawet skuteczniej pacyfikowała jego pretensje. 

Spojrzała   na  zegarek.  Prawie  wpół do  ósmej!  Szybko   włożyła   czarną,  wąską  suknię. 

Obejrzała w lustrze swoją górną połowę, a potem wdrapała się na łóżko, żeby obejrzeć dół. 

– Muszę w końcu zainwestować w duże lustro – mruknęła, wkładając zamszowe pantofle. 
Kończyła malować paznokcie, kiedy wrócił zdyszany Manny. Już w progu wręczył jej 

pudełeczko. ze sztucznymi rzęsami. 

– Nie mam czasu ich przyklejać. – Machnęła ręką zrezygnowana. – Eryk będzie tu za 

piętnaście minut. 

– Jak chcesz. – Manny rozłożył ręce. – Ale pomyśl: nie będziesz miała czym zatrzepotać, 

kiedy już staniesz z nim twarzą w twarz u niego w pokoju. 

– Chyba nie myślisz, że zaprosi mnie do siebie? Manny zaśmiał się i wskazał palcem 

bukiet. 

– Czy takie kwiaty mówią: „O pani, dobranoc. Do zobaczenia, do jutra. „? Czy może 

raczej „Mam ochotę schrupać cię całą, maleńka.”?

– Naprawdę tak uważasz? – Poruszyła palcami, żeby lakier szybciej wysechł. – W takim 

razie zabieraj się do roboty. 

– Daj mi pięć minut. – Manny wyjął z pudełka buteleczkę przezroczystego płynu. 
Po chwili Cindy zatrzepotała na próbę rzęsami, próbując przyzwyczaić się do ich ciężaru. 
– Nigdy jeszcze nie nosiłam czegoś takiego – powiedziała. 
– Szybko się przyzwyczaisz – pocieszył  ją Manny i widząc jej zdziwione spojrzenie, 

pośpiesznie dodał: – Tak mi przynajmniej mówiono. 

background image

Rozległo się pukanie do drzwi. 
– Idź do sypialni i skończ makijaż. Ja zajmę się twoim panem Quinnem. Nie zapomnij 

nałożyć swoich szklanych kolczyków. 

– Jestem wrak – zaśmiała się nerwowo Cindy. – Twoja ostatnia rada?
Manny udawał, że się zastanawia. 
– Postaraj się nie zniszczyć temu facetowi następnej części garderoby, kiedy będziesz 

rozbierać go dziś w nocy – odpowiedział z poważną miną. 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Pukając do drzwi na piętnastym piętrze, Eryk czuł się jak nastolatek, który zabiera na 

randkę   swoją   pierwszą   dziewczynę.   Zdawał   sobie   sprawę,   że   Cindy   pociąga   go   coraz 
bardziej,   a   od   czasu   epizodu   z   choinką   z   trudem   udawało   mu   się   o   niej   nie   myśleć. 
Równocześnie jednak z każdą wspólnie spędzoną minutą rosły jego rozterki. 

Po południu  z trudem  zmusił  się do pracy.  Tym  razem sprawdzał  piętra,  na których 

znajdowały się pomieszczenia konferencyjne, i odkrył rzeczy nie bardzo licujące z powagą 
hotelu. Na przykład trzy toalety na jednym z korytarzy oznaczone były napisami: „Panie”, 
„Panowie” oraz „Inni”. Straszne. A sale posiedzeń, zamiast mieć normalne, stateczne nazwy, 
odpowiadające randze miejsca, nazywały się Pokój Nadprzyrodzonych Zjawisk lub Komnata 
Czwartego Wymiaru. 

Sprawdził   także   księgę   inwentarzową.   Wartość   żyrandola   oszacowano   na   sensownie 

brzmiącą sumę dwudziestu ośmiu tysięcy dolarów. Mimo to wysłał do ojca pocztówkę: Tato, 
może mógłbyś wyszperać dla mnie jakieś informacje o żyrandolu, który jest na odwrocie?  
Prawdopodobnie francuski, z lat dwudziestych. Zadzwonią niedługo. Pozdrowienia. 

Drzwi   się  otworzyły   i,  ku   swojemu   zdziwieniu,   Eryk   zobaczył   w  progu   Manny’ego. 

Ogarnęło go nieracjonalne uczucie zazdrości, tym silniejsze, że na policzku Olivera dostrzegł 
ślad szminki. Czyżby tych dwoje rzeczywiście coś łączyło? Byłoby to co najmniej dziwne, 
sądząc   z   reakcji   Cindy   na   jego   pocałunek.   Chyba   że   z   całą   premedytacją   próbowała   go 
wczoraj wykorzystać. 

–   Proszę   wejść.   Cindy   będzie   gotowa   za   minutę.   –   Manny  z   oficjalnym   uśmiechem 

zaprosił go do środka. – Świetny smoking – dodał. 

– Dziękuję. Pański także. – Zaległa cisza, którą na szczęście przerwało pojawienie się 

Cindy. 

– Jestem gotowa!
Erykowi zaparło dech w piersiach z zachwytu. Cindy miała na sobie wąską, czarną suknię 

skromnie zakrywającą dekolt i ramiona, ale doskonale podkreślającą kształty, zamaskowane 
dotąd zielonoszarym mundurkiem, który nosiła w pracy. Już wcześniej domyślał się, że pod 
żakietem mogą kryć się nieodgadnione skarby. Przypuszczenia potwierdziły się z nawiązką: 
szczupła   talia,   piękny   biust   i   lekko   zaokrąglone   biodra   były   bez   zarzutu.   W   wysokim 
rozcięciu mignęła mu długa, zgrabna noga w błyszczącej, czarnej pończosze. 

Popatrzyli   na   siebie.   Cindy   była   piękna.   Nowa   fryzura   uwydatniła   delikatne   rysy   jej 

twarzy i wielkie zielonoszare oczy ocienione grubymi rzęsami. Z małych uszu zwisały długie, 
szklane kolczyki. Mrugnęła do niego niespodziewanie, a on uśmiechnął się, ale nie był w 
stanie wyjąkać ani słowa. 

– Cindy zachwyciła się kwiatami, które od pana dostała – zaczął Manny. – Kocha białe 

róże, prawda, szefowo?

Nie   odpowiedziała.   Wydawało   się,   że   nie   usłyszała   pytania.   Eryk   wpatrywał   się   w 

błękitną   żyłkę   pulsującą   na   jej   szyi   i   nawet   nie   miał   zamiaru   otworzyć   ust.   Manny 

background image

odchrząknął. 

– Chyba was tu zostawię, dzieci. Tylko nie zagadajcie się na śmierć. 
Zamykane drzwi trzasnęły cicho, a oni wciąż patrzyli na siebie bez słowa. 
– Cześć. – Eryk odezwał się pierwszy. – Wyglądasz wspaniale. 
– Cześć. Ty też. Dziękuję za piękne kwiaty oraz miły liścik. 
– Cała przyjemność po mojej stronie. Idziemy? Kiwnęła głową i odwróciła się, by sięgnąć 

po torebkę. Eryk pożerał wzrokiem nagie plecy Cindy, próbując wyobrazić sobie rozkosz, 
jakiej  doznałby,  przesuwając palcami  po jej  skórze. Z wysiłkiem  oderwał od niej  oczy i 
zmusił się do zachowania spokoju. Patrzył w drugą stronę, kiedy ona, również bez słowa, 
mijała go w drzwiach. Dopiero w windzie napięcie między nimi zelżało. Eryk gorączkowo 
poszukiwał jakiegoś neutralnego tematu do rozmowy i ostatecznie zdecydował się załatwić 
przynajmniej jeden z nurtujących go problemów. 

–   Cindy   –   zaczął.   –   Kiedy   dzisiaj   wciągaliśmy   do   holu   choinkę,   zauważyłem   wasz 

niezwykły żyrandol. Musi mieć sporą wartość. 

–   Dla   wszystkich,   którzy   tu   pracują,   ma   wielką   wartość   emocjonalną.   –   Ledwo 

dostrzegalnie wzruszyła ramionami. 

– Myślałem, że to cenny zabytek – próbował wyciągnąć od niej coś więcej. 
– To kopia, ale prawdopodobnie można już uznać ją za zabytek. 
– Kopia?
–   Tak.   Oryginał   został   przywieziony   z   Francji.   Podobno   do   Ameryki   w   latach 

dwudziestych   trafiły   trzy   takie   egzemplarze:   do   nas,   do   hotelu   w   Chicago   oraz   do 
luksusowego   domu   towarowego   w   Beverly   Hills.   Niestety   –   uśmiechnęła   się   smutno   – 
podczas drugiej wojny wszystkie trzy zostały zastąpione zwykłymi szklanymi replikami, a 
oryginały darowano na wspomożenie funduszu wojennego. 

Winda zatrzymała się na parterze. 
– Przykro mi, że musiałam przekłuć szklaną bańkę pańskich złudzeń, panie Quinn. 
A więc wciąż w to grała... A może nie używała nazwiska Stanton w obawie, żeby nie 

usłyszał tego nikt z personelu?

– Panie Quinn? A gdzie podział się Eryk? – zapytał, biorąc ją pod ramię, gdyż stanęli 

właśnie u wejścia do baru. 

Ze środka dobiegał gwar i dźwięki muzyki. 
– Pora wchodzić, Eryku. – Uśmiechnęła się. 
Wszystkie głowy odwróciły się w ich stronę. Zdziwione spojrzenia i podniesione brwi 

utwierdziły Eryka w przekonaniu, że nieczęsto widywano szefową w towarzystwie obcych 
mężczyzn.   Wkrótce   otoczył   ich   wianuszek   ludzi.   Wszyscy   ściskali   sobie   ręce,   Cindy 
przedstawiano współmałżonków, ona zaś przedstawiała swojego towarzysza po prostu jako 
„Eryka”. 

Eryk pod pretekstem pójścia po drinki opuścił towarzystwo i przepchał się do baru. Na 

stołku   przy   barowej   ladzie   królował   Jerry   w   ciemnoszarym   garniturze   i   imponująco 
czerwonym krawacie. 

– Jesteś sam, Jerry? – zapytał Eryk, przekrzykując hałas. 

background image

– Tak. 
– A mówiłeś, że jesteś żonaty. 
– Byłem żonaty. Teraz mam okres pomiędzy żonami – sprostował Jerry i spoglądając z 

ukosa na oniemiałego Eryka, zapytał. – Pewnie pan i pani Cindy macie wielkie plany na 
jutro?

– Na jutro? – Eryk zmarszczył brwi, zmieszany. 
– Skoro dzięki panu ma dzień wolny, wyobrażam sobie, że chcecie spędzić go razem. 
– Dzięki mnie?
– Nie powiedziała panu? Joel Cutter założył się, że Cindy nie znajdzie sobie partnera na 

dzisiejsze przyjęcie. Obiecał, że jeśli ona przyjdzie z kimś, on zastąpi ją jutro w pracy. – Jerry 
poklepał Eryka po plecach. – Musiała bardzo potrzebować wolnego dnia. 

A więc Cindy wykorzystała go, żeby wygrać zakład! Eryk poczuł się dotknięty. 
– Nie martw się tak, synu. Jestem pewien, że ona trochę cię lubi. 
Eryk zademonstrował najbardziej obojętną minę, na jaką mógł się zdobyć, wziął kieliszki 

i zaczął znowu przepychać się przez tłum. Podchodząc do Cindy, poczuł falę podniecenia. 
Dlaczego ma się bronić? Była piękna, inteligentna i bardzo seksowna. 

I zakazana, mruknął pod nosem. Przełknął spory łyk zimnego rumu z colą, żeby ostudzić 

swoje zmysły. Pocieszał się myślą, że jeśli Cindy zaprosiła go, żeby wygrać zakład, to nie 
miała zamiaru podstępnie wpływać na jego decyzje dotyczące hotelu. 

– Słyszałem historię o jakimś zakładzie – zagaił, wręczając jej kieliszek.
– Zakładzie? – Cindy zaczerwieniła się po korzonki włosów. 
– Podobno jestem wart jeden wolny dzień – droczył się z nią. 
– To była tylko zabawa między przyjaciółmi – wyjąkała zdesperowana. 
– I o co się założyliście?
– Jeśli wygram, Joel przejmuje jutro wszystkie moje obowiązki. Jeśli przegram, przez 

miesiąc ma moje miejsce na parkingu. 

– A ja myślałem, że mnie lubisz. 
– Bardzo lubię – odparła spontanicznie i zaraz zaczerwieniła się znowu. – Kiedy cię 

zapraszałam, nie pamiętałam wcale o zakładzie. 

– W takim razie – wziął ją za rękę i poprowadził na parkiet – musimy porozmawiać o 

jakiejś rekompensacie dla mnie. 

Z głośników płynął wolny walc. 
– Fatalnie tańczę – przyznała się. 
– Po prostu daj się prowadzić. 
Zadrżała, czując jego rękę na swoich odkrytych plecach. 
1 bojąc się, że zdradzi ją jej własne ciało, przez cały taniec utrzymywała między nimi jak 

największą odległość, – A więc – odezwał się Eryk niskim głosem – porozmawiajmy o jutrze. 

– O jutrze? – Cindy walczyła z pragnieniem oparcia głowy na jego ramieniu. 
Pachniał tak pięknie. I tak pięknie się poruszał. 
– Skoro to dzięki mnie masz jutro dzień wolny, uważam, że mam prawo do jego części. 
– Co masz na myśli? – udawała, że nie rozumie, chociaż w duchu gubiła się w słodkich 

background image

przypuszczeniach. 

– Najpierw się wyśpimy... Zgubiła krok i nadepnęła mu na palec. 
– Auu!
– Przepraszam. Ja naprawdę nie umiem tańczyć. Czy to miało znaczyć, że chce spać z 

nią?!

– ... bo nie ma potrzeby wychodzić za wcześnie – ciągnął jakby nigdy nic. 
–   Ja   mam   zamiar   kupić   prezenty   świąteczne.   –   Cindy   udało   się   uspokoić   oddech.   – 

Niezbyt ciekawe zajęcie:

– Ale za to w ciekawym towarzystwie. Zresztą nie będziesz robić zakupów przez cały 

dzień. 

– Nie. Myślałam o tym, żeby przespacerować się mostem Golden Gate. To mi zawsze 

dodaje energii. O tej porze roku nie ma mgły i widoki są naprawdę wspaniałe. 

– Świetnie. Nigdy nie widziałem Golden Gate z bliska. Cindy pożałowała nagle swoich 

słów. 

– Ale co do mgły, to nie ma pewności. Równie dobrze możesz niczego nie zobaczyć. A 

most  wcale  nie jest złoty.  Raczej  brązowy od rdzy.  Tak naprawdę,  to nic  specjalnego  – 
dokończyła szybko, denerwując się coraz bardziej. 

– Coś mi się wydaje, że próbujesz się wymigać od spotkania. – Popatrzył jej głęboko w 

oczy. – To bardzo brzydko z twojej strony, skoro to dzięki mnie jutrzejszy dzień możesz 
poświęcić na głupstwa. – Eryk puścił do niej oko, kolejny raz tego wieczoru. 

Walc zmienił się w szybkiego rock and rolla. Z każdym obrotem Cindy czuła, jak alkohol 

coraz głębiej wnika w jej krwiobieg. Rozluźniona, nadążała teraz za Erykiem bez deptania mu 
po nogach. Ich ciała spotykały się i rozdzielały zgodnie z rytmem muzyki. 

– Wydaje mi się, że jestem trochę wstawiona – zaśmiała się do niego. 
– Jeśli przestaniemy teraz tańczyć, będę musiał znaleźć coś, czym można zająć ręce. 
Słysząc   jego  szept,   Cindy  miała   poczucie   –   cudowne   i   groźne   zarazem   –   że   powoli 

przestaje panować nad sytuacją. To było jak jazda na zjeżdżalni – ekscytujące i przyjemne. W 
końcu pośród okrzyków i braw melodia się skończyła. 

– Tańczysz naprawdę wspaniale – pochwaliła Eryka, kiedy schodzili z parkietu. 
– Nie tańczyłem całe wieki. Dawniej szalałem w kuchni z moją małą siostrą, która zrobiła 

sobie ze mnie worek treningowy. 

Zamyślił się chwilę, najwyraźniej wracając myślami do przeszłości, ale szybko pozbierał 

się i mrugnął do Cindy. Znowu!

Zaczynała obawiać się, że jest pijany. Nie dosyć, że zajmuje się sprzedażą erotycznych 

zabawek, to ma jeszcze problemy alkoholowe. Związek z kimś takim byłby najgłupszą rzeczą 
na świecie! Ale zaraz! Kto tu mówi o związku? To ma być niezobowiązujący flirt, nie żaden 
związek. 

Na chwilę zatrzymali się przy bufecie i z pełnymi talerzami przysiedli się do Manny’ego i 

Samanty, która bawiła się dzisiejszego wieczora z jakimś Trekersem. Młodzieniec miał na 
nogach lśniące nowością białe tenisówki. Najwyraźniej w ten sposób zrozumiał określenie 
„stroje wizytowe”. 

background image

Manny wydawał się niewiarygodnie znudzony. 
– Wyluzuj się – szepnęła do niego Cindy, kiedy Eryk poszedł po drinki. 
– Dobrze ci mówić, skoro sama się wyluzowałaś mruknął. – Widzę, że zamierzasz się z 

nim przespać. 

– Wcale nie!
– Ale założę się, że Quinn tak myśli. 
– Tylko dlatego, że z nim tańczyłam?
– Nie. Dlatego, że co chwila puszczasz do niego oko. 
– O czym ty mówisz?
– Sprawdź rzęsy. 
– O Boże! Manny, masz rację. Mrugałam na niego bez przerwy. Musi myśleć, że nie 

brakuje mi tupetu!

– Powiedziałbym, że jesteś trochę zbyt skromna, używając w tej sytuacji słowa „tupet” – 

prychnął Manny. 

– Zamknij się. „Wraca. 
– Cindy! – wtrąciła się Samanta, – Słyszałam, że udało ci się spacyfikować Starka. 
– Przynajmniej dziś mamy spokój – westchnęła Cindy. – Na pewno nie będzie żadnych 

kuriozalnych skarg. 

– Usłyszałem twoje ostatnie zdanie – włączył się Eryk, który wrócił z baru. – Jeśli mowa 

o kuriozalnych skargach, chyba muszę coś dorzucić. Wiecie, brzmi to idiotycznie, ale ktoś 
skradł mi z pokoju spodnie od piżamy i podłożył nowe. Identyczne – kolor, firma

3

 wszystko 

się zgadza... 

– Naprawdę? – Cindy bała się spojrzeć na Manny’ego, który trącił ją nogą pod stołem. 
– Tak. Myślę, że to jakiś drobny zboczeniec. Chciał mieć coś używanego. Tę piżamę 

dostałem   w   prezencie.   Chyba   musiała   sporo   kosztować,   ale   mnie   na   niej   zupełnie   nie 
zależało. Gdyby ten głupek to wiedział, zaoszczędziłby mnóstwo forsy. 

I   teraz   to   mówisz,   jęknęła   w   duchu   Cindy,   zastanawiając   się,   jak   zareagować   na   tę 

rewelację. 

– Eryku – zaczęła niepewnie – skoro spodnie są takie same, skąd wiesz, że to nie te same?
– Moje miały inicjały wyhaftowane na kieszeni. 
– Twoje inicjały? – wymamrotała. 
– No. – Eryk sięgnął po kanapkę. – Tylko chory człowiek robi coś takiego. 
–   Zgadzam   się.   –   Manny   kiwnął   głową.   –   Chory,   zdesperowany,   z   poważnymi 

zaburzeniami... 

Cindy walnęła go w żebra. 
– Eryku, jeśli jest coś, co hotel mógłby zrobić... 
–   Daj   spokój.   Nie   chodzi   mi   o   żadne   odszkodowanie.   Po   prostu   chciałem   wam 

powiedzieć,   żebyście   mieli   oczy   szeroko   otwarte,   bo   na   terenie   hotelu   może   grasować 
zboczeniec. 

– Dzięki. – Cindy uśmiechnęła się niepewnie. 
Na szczęście więcej nie wracali do sprawy. Jedli, pili, tańczyli, a kiedy Cindy nie miała 

background image

już sił, usiedli przy stoliku i opowiadali sobie dowcipy. Eryk był właśnie w połowie jakiejś 
śmiesznej historii, kiedy poczuł na nodze stopę Cindy. Przerwał i bezwiednie odwrócił się w 
jej kierunku. 

– Cindy – zawołał Manny surowo. – Rączki na stół, proszę. Wszyscy ryknęli śmiechem, a 

Eryk, ku jej zdumieniu, lekko się zaczerwienił. 

O wpół do dwunastej pojawił się Joel. 
–   Cindy!   Pora   na   Świętego   Mikołaja!   –   Widząc   jej   zaskoczoną   minę,   dodał:   –   Nie 

pamiętasz? Obiecałaś mi, że przebierzesz się za Mikołaja. Wtedy, kiedy podpaliłaś stół w 
restauracji. 

Owszem, mówiła mu coś podobnego, ale wówczas była pewna, że na przyjęcie przyjdzie 

sama. I znowu nie uda się jej zachować nawet resztek godności. Spojrzała na Eryka. Puścił do 
niej oko. 

Westchnęła ciężko i poszła za Joelem. 

– Nie ma mowy – powiedziała twardo, odrzucając kostium na bok. – Nie włożę tego. 
Jeszcze   dwie   minuty   temu   była   pewna,   że   nie   zdarzy  się   nic   jej   gorszego   niż   bycie 

Mikołajem. Nie doceniła swojego pecha. 

– Mówiłeś o stroju Mikołaja. A to jest kusa minisukienka obszyta białym futerkiem. 
– Ale jest czerwona. A tu są buty. – Pokazał jej czarne botki na wysokich obcasach. – I 

czapka. Z pomponem. 

– Joel, lepiej mi nie mów, kto wymyślił ten strój. I ciesz się, że wypiłam trochę, bo 

inaczej nie miałbyś szans. Ale butów nie włożę – dodała. – A teraz spadaj. 

Kostium okazał się za duży. Rękawy zakrywały niemal całą dłoń, dół sukienki wypadł 

gdzieś   pod   kolanami,   a   za   luźna   talia   znalazła   się   w   okolicy   bioder.   Najwyraźniej 
przeznaczony był  dla wyższego Mikołaja z o wiele większym biustem. Cindy wypatrzyła 
czarny plastikowy pasek, który leżał obok butów, i ścisnęła się nim, żeby trochę dopasować 
kreację, ale efekt i tak był żałosny. 

– Nic nie mów – syknęła, widząc minę Joela, który pojawił się w pokoju z czerwonym 

workiem wypchanym prezentami. 

Eryk  najpierw usłyszał  ryk  śmiechu,  potem dopiero zobaczył,  co jest jego powodem. 

Dołączył do reszty wiwatującego towarzystwa i z podziwem patrzył, jak Cindy, robiąc dobrą 
minę do złej gry, krąży wśród swoich pracowników i rozdaje im prezenty i uśmiechy. Widać 
było, że jest lubiana i popularna. 

Niestety,   z  jego  długoletnich   doświadczeń   wynikało,   że   lubiany  szef   nie   zawsze   jest 

skuteczny w działaniu – osobiste więzy zbyt mocno wpływają na jego decyzje. Dokładnie z 
tej przyczyny, pomyślał, wypijając spory łyk wina z kieliszka, powinienem sam trzymać się 
od niej z daleka, przynajmniej do zakończenia pracy w hotelu Pod Kryształowym Pająkiem. 

–   Dostajecie   jednakowe   prezenty!   –   Cindy   stanęła   właśnie   przed   nim   i   Mannym.   – 

Doceńcie, że nawet nie sprawdzam, czy byliście grzeczni – Spojrzała niepewnie na Eryka. – 
Zaraz kończę. Czy poczekasz na mnie, czy może uznałeś, że cię skompromitowałam?

background image

– Jasne, że mnie skompromitowałaś – zaśmiał się głośno – ale i tak na ciebie poczekam. 
Czuł, jak jego ciało nabrzmiewa oczekiwaniem. 
– Cindy to prawdziwy klejnot – odezwał się szorstko Manny, przerywając jego fantazje. 
Eryk spojrzał na niego, zaskoczony. Tymczasem Manny pochylił się ku niemu i popatrzył 

mu badawczo w oczy. 

– Cindy powiedziała mi, dlaczego jest pan tutaj. Na ogół nie obchodzi mnie, jak ludzie 

zarabiają na życie, ale tym razem jest inaczej. Za parę dni pan zniknie, a ona będzie musiała 
połknąć tę żabę. Sama. Chcę, żeby pan wiedział, iż Cindy jest kimś niezwykłym, a ja nie mam 
ochoty patrzeć, jak ktoś ją rani. 

Eryk powoli przecierał zaparowane okulary. Rozumiał, co mówi do niego Manny, ale nie 

chciał pogodzić się z konsekwencjami. 

– Tak samo jak pan nie chcę, żeby ktoś ją zranił – odezwał się w końcu. 
–   Dobrze,   że   doszliśmy   do   porozumienia   w   tej   sprawie.   –   Manny   wstał   od   stołu.   – 

Dobranoc panu. 

– Manny! – Eryk podniósł się nagle. – Mam do pana prośbę. Czy zechciałby pan zostać tu 

jeszcze chwilę i przeprosić Cindy w moim imieniu? Chyba wrócę do swojego pokoju. 

– Nie ma sprawy – odpowiedział Manny uprzejmie. – Wesołych świąt, panie Quinn. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

– Poszedł sobie? – Cindy przygryzła wargę, żeby ukryć rozczarowanie. 
– Mam cię bardzo przeprosić w jego imieniu. 
– Trudno. – Skubnęła nerwowo rąbek dekoltu. – To przecież tylko randka. Żeby wygrać 

zakład. 

– Wpadł ci w oko, prawda?
– Sama nie wiem. – Zmarszczyła brwi. – Zarabiam na życie, wynajmując sale ludziom 

typu Eryka, a potem gorszę się ich profesją. To hipokryzja, prawda? A jednak nie mogę się 
przyzwyczaić, że robi pieniądze, sprzedając ludziom plastikowe fallusy. Jak taki człowiek 
mógł trafić do tej’ branży?

– Może grał kiedyś, w filmach porno? Jest całkiem przystojny. 
– Jak to? – Oczy o mało nie wyszły Cindy z orbit. – Boże, mama padnie trupem, kiedy się 

dowie. 

– Cindy, nie spiesz się z tym pogrzebem. Przecież to tylko przypuszczenie. 
– Gdyby nie to, byłby doskonały – westchnęła. 
– Żaden mężczyzna nie jest doskonały, wierz mi. 
– Ty jesteś. – Objęła go czule. 
– Z wyjątkiem mnie, oczywiście. – Manny wyszczerzył zęby. – Odprowadzić cię na górę?
Rozejrzała się po opustoszałym barze. 
–   Nie.   Sprawdzę   jeszcze,   co   się   dzieje   na   zapleczu.   Skoro   Eryk   poszedł   sobie,   to 

przynajmniej się wyśpię. 

– Nie smuć się, mała. Jeśli ten facet złamie ci serce, ja złamię mu nos. Obiecuję. 
– Nie ma obawy – zapewniła szybko. 
A jednak, kiedy Manny odszedł, zaczęła natychmiast myśleć o Eryku. 
Miała   pecha.   Żeby   pierwszy   od  wielu   lat   mężczyzna,   który   poruszył   jej   zmysły,   nie 

poczuł do niej absolutnie nic! Westchnęła i podniosła z podłogi worek z resztą prezentów, 
pomachała grupie sprzątaczy, którzy pojawili się, by doprowadzić bar do stanu używalności, i 
zaczęła powoli wchodzić po schodach. Uznała, że po pokonaniu piętnastu pięter będzie tak 
zmęczona, że nawet nie pomyśli o Eryku Quinnie. 

Nagle usłyszała muzykę. Nastawiła uszu. Ktoś grał na pianinie. Zaciekawiona ruszyła 

korytarzem tam, skąd dochodziły dźwięki. Ostrożnie nacisnęła klamkę i na palcach weszła do 
środka. Wielka sala tonęła w mroku, tylko na pianinie stojącym w odległym kącie paliła się 
świeczka. 

Pianista nie słyszał jej, bo nawet nie odwrócił głowy. Grał – i to grał całkiem nieźle – 

znany   bożonarodzeniowy  standard.   Z   tej   odległości   nie   mogła   się  zorientować,   kim   jest. 
Ostrożnie zrobiła kilka kroków i... 

– Eryk! – wyrwało się jej, kiedy rozpoznała jego profil. 
Przestał grać i odwrócił się gwałtownie. Był w rozpiętej koszuli, jego smoking leżał na 

pianinie, a rozwiązana muszka zwisała przerzucona przez ramię. 

background image

– Usłyszałam muzykę – jąkała się. – Nie wiedziałam, że to ty... Nie miałam pojęcia, że 

tak dobrze grasz. 

Chrząknął zażenowany. 
– Nie grałem od lat. Przypadkiem  zauważyłem  pianino. Nie miałem zamiaru  nikomu 

przeszkadzać. 

– Graj tak długo, jak chcesz. Dobranoc. – Odwróciła się, żeby odejść. 
– Cindy! – zawołał. – Przepraszam, że cię zostawiłem. 
– Nie przejmuj się. Naprawdę nie masz czym. 
– Bardzo dobrze się bawiłem. Dziękuję. 
Przystanęła w pół kroku, bo miała wrażenie, że Eryk chce jeszcze coś powiedzieć. 
– Może masz jakieś życzenie? – wskazał dłonią klawiaturę. – Żebym miał czym zająć 

ręce, wiesz?

– Zawsze bardzo lubiłam Blue Christmas. Co ty na to, żeby wcielić się w Elvisa? – 

Postawiła na podłodze worek z prezentami. 

– Nie dajesz mi łatwych zadań. 
–  Graj.  – Podeszła  do  pianina.  –  A  ja  zaśpiewam.  Usiadła  w  bezpiecznej  odległości 

kilkunastu centymetrów od pianisty i zaczęła śpiewać. Po kilku chwilach Eryk przerwał i 
popatrzył na nią z podziwem. 

– Jesteś świetna. 
– Wiem. Nie przerywaj. – Śpiewała dalej. 
– Czekaj. Pomyliłaś słowa. 
– Nieważne. To też pasuje. Ty jesteś od grania. Od śpiewania jestem ja. 
Po chwili przerwał znowu. Pokazała mu, żeby grał dalej. 
– Eryku, zagapiłeś się. Tu wchodzi chórek, pamiętasz? O tak: ooo-oo-oo. 
Ryknął   takim   śmiechem,   że   aż   zatrzęsły   się   ściany.   Pomylił   melodię.   Cindy   nie 

wytrzymała   i   też   zaczęła   chichotać.   Dotknęli   się   ramionami.   Poczuła   na   plecach   dreszcz 
oczekiwania, ale nie dała niczego po sobie poznać. Eryk cicho swingował i Cindy dośpiewała 
piosenkę do końca. Potem zawołała:

– Wielki finisz. Cała sala śpiewa!
Eryk dołączył i zaśpiewali razem refren, za co nagrodziła go oklaskami i gwizdami. 
– Jesteś naprawdę wspaniały. Machnął ręką lekceważąco. 
– Żeby tak myśleć, trzeba chyba być w stanie upojenia alkoholowego. 
– Naprawdę tak uważam. Kto nauczył cię grać? Matka?
– Nie, ojciec. To on był wspaniały. – W głosie Eryka słychać było niekłamany podziw. – 

Nie znał nut, ale umiał zagrać ze słuchu najbardziej skomplikowane utwory. Ja brzdąkałem 
coś dla mamy i dla siostry. No i, oczywiście, żeby zaimponować dziewczynom. Ojciec, był 
wściekły, że się nie uczę. Chciał, żebym był lepszy od niego. 

– Kłóciliście się?
– Jasne. Miliony razy. – Eryk wciąż patrzył na swoje palce. 
– Ja chciałem szybko zrobić pieniądze. I to duże pieniądze. Ani w głowie były mi lekcje 

gry na fortepianie. 

background image

– Czy dlatego wasze drogi się rozeszły? – zapytała cicho. 
– Częściowo tak. Ale przede wszystkim dlatego, że do furii doprowadza go to, co robię w 

życiu. 

Cindy trudno było nie zgodzić się z jego ojcem. Miała ochotę coś poradzić Erykowi, ale 

wstrzymała się w ostatniej chwili. Przecież był dorosły i wiedział, co robi. 

– Powinieneś do niego zadzwonić. 
– Nasze rozmowy telefoniczne zawsze kończą się sprzeczką. 
– Przestał grać, milczał chwilę, a potem zaczął mówić. – Wiesz, kiedy dostałem swoją 

pierwszą prowizję pamiętam dokładnie, że to było cztery tysiące sześćset trzydzieści osiem 
dolarów i dwadzieścia pięć centów – poszedłem do sklepu z instrumentami muzycznymi i za 
całą sumę kupiłem fortepian. To był, prezent gwiazdkowy dla ojca. 

– Niesamowite. 
– Może. Ale on go nie chciał. Zarzucił mi, że jestem materialistą i nie rozumiem, co w 

życiu jest naprawdę ważne. To było piętnaście lat temu. Ten przeklęty fortepian do dziś stoi w 
kącie salonu. Ojciec nigdy na nim nie grał. 

Cindy łzy zakręciły się w oczach. 
– Kiedy widzieliście się ostatni raz?
– Na wiosnę były urodziny mojej siostrzenicy. Pojechałem do niej i wtedy wpadłem do 

ojca na kilka minut. 

–   Musi   cię   bardzo   kochać,   skoro   tak   ostro   zareagował,   kiedy   postanowiłeś   zostać   – 

zawiesiła głos, szukając jakiegoś eufemizmu – biznesmenem, a nie muzykiem. 

– Można i tak na to spojrzeć. – Uśmiechnął się lekko, ale widać było, że chce zmienić 

temat. – No, dobrze! Przyjmuję ostatnie życzenia. 

– Zagraj swoją ulubioną piosenkę. 
– Zgoda, ale pod warunkiem, że zaśpiewasz. 
Słuchała chwilę, a potem dołączyła się ze śpiewem. Wesoła melodia sprawiła, że zaczęła 

podskakiwać i klaskać do rytmu i już po chwili kołysali się oboje, śmiejąc się i przytupując. 

– Ale zabawa! – zawołała uszczęśliwiona, kiedy skończyli. 
– Bardzo się cieszę, że przyszłaś na inspekcję. – Eryk zamknął klapę pianina i wziął do 

ręki   świecę,   żeby   oświetlić   drogę   do   drzwi.   –   No,   no,   no!   –   powiedział   ze   wzrokiem 
utkwionym gdzieś wyżej. 

Cindy podniosła oczy i nagle jej serce zaczęło bić szybciej. Tuż nad pianinem wisiała 

jemioła. Dziękuję ci, Jerry, pomyślała, patrząc, jak Eryk powoli odkłada świecę. 

– To wstyd tak marnować jemiołę, prawda? – Odwrócił się do niej z nieprzeniknioną 

miną. . 

– Straszny wstyd – kiwnęła głową. Pochylił się, spoglądając jej w oczy. 
– Wyglądasz dzisiaj wyjątkowo pięknie. 
– Tak naprawdę jest już jutro. Leciutko dotknął jej warg. 
– Wobec tego wyglądasz pięknie jutro. 
– Czując jego ręce na skroniach, Cindy odchyliła głowę. Pachniał rumem, winogronami i 

wodą   kolońską.   Zamknęła   oczy   dokładnie   w   chwili,   gdy   poczuła   jego   usta   na   swoich. 

background image

Całował ją czule, delikatnie, słodko... Przylgnęła do niego całym ciałem. Na skórze czuła 
mrowienie, a w miała głowie pustkę. 

Wyrwała się z jego objęć, dopiero gdy zabrakło jej tchu. I wtedy Eryk odsunął się od niej 

i spojrzał gdzieś w bok. 

– Chyba powinniśmy już iść – powiedział. 
Wstał, zarzucił na ramiona smoking i uniósł świecę. Poszła za nim na uginających się 

nogach, niosąc czerwoną torbę z prezentami – żeby mieć czym zająć ręce. 

– Odprowadzę cię. – Wziął od niej worek, zdmuchnął świecę i odłożył ją na parapet okna 

w holu. 

– Nie musisz. 
– Niech to będzie zadośćuczynienie za to, że zostawiłem cię samą na bankiecie. 
– Widocznie miałeś swoje powody. 
– Owszem. Bałem się, że skończę, prosząc cię, żebyś spędziła ze mną noc. 
Cindy potknęła się i Eryk szybko chwycił ją za ramię. 
– Bałeś się, że powiem „nie”? – zapytała nerwowo. 
– Bałem się, że powiesz „tak”. 
Zgrabna odpowiedź, pomyślała. Dał mi kosza w pięknym stylu.
– Eryku – odwróciła się do niego, gdy wchodzili do windy – czy byłeś kiedyś związany z 

przemysłem filmowym?

– Słucham? – Nie był pewien, czy się nie przesłyszał. – Z filmem? Nie. Dlaczego pytasz?
– Tak sobie – powiedziała z wyraźną ulgą. 
Kiedy   otworzyła   drzwi   do   mieszkania,   wstawił   worek   do   środka   i   pocałował   ją   w 

policzek. 

–   Dobranoc,   Cindy.   To   był   naprawdę   cudowny   wieczór.   Chcąc   przedłużyć   chwilę 

pożegnania, Cindy z spojrzała na niego. 

– Eryku – zaczęła z bijącym sercem. – Czy wyszedłeś z przyjęcia, bo wciąż boisz się, że 

mam, hm... negatywny stosunek do wykonywanej przez ciebie pracy?

Zastanawiał się chwilę, zanim odpowiedział. 
– Tak. Częściowo dlatego. 
– Więc może w ten sposób – zrobiła krok w jego stronę – uspokoję tę niepewną część. 
Objęła go za szyję i pocałowała powoli, zmysłowo. Wahał się nie dłużej niż kilka sekund, 

potem także ją objął i przycisnął do siebie. Czuła, jak wzbiera w nim pożądanie. Jej ciało 
reagowało   podobnie.   Niech   się   dzieje,   co   chce,   postanowiła.   Od   poniedziałku   czeka   ją 
stresujący tydzień. Teraz może pozwolić sobie na nieco zabawy. 

– Eryku! – Spojrzała mu prosto w oczy. – Spędź tę noc ze mną. – Potem podniosła do 

góry dłoń. – Jestem całkowicie świadoma tego, co mówię. 

– Czy aby na pewno? – Przesunął ręką po włosach. 
W odpowiedzi chwyciła go za klapy smokinga i wciągnęła do środka. To wystarczyło, 

żeby Eryk odrzucił na bok skrupuły i zapomniał o wszystkich powodach, dla których nie 
powinien iść z nią do łóżka. Zmysły zwyciężyły nad rozumem. 

Szli ciemnym  korytarzem,  potykając się i przystając co chwila, żeby zerwać z siebie 

background image

kolejną część garderoby. Buty zostały w przedpokoju, marynarka w salonie, a spodnie na 
progu sypialni. Cindy męczyła  się z zamkiem błyskawicznym,  ale kiedy w końcu czarna 
suknia   spłynęła   z  szelestem  na  podłogę,  Eryk  ledwo  złapał   dech  z  zachwytu.   W  świetle 
padającym   z   okna   stała   piękna   kobieta,   naga   od   pasa   w   górę,   szczupła,   długonoga, 
olśniewająca. Jej twarde piersi przypominały dwie brzoskwinie gotowe do zerwania. 

Przyciągnął ją do siebie, a ona powoli zdjęła z niego podkoszulek. Poczuł dotyk jej skóry 

na   swoim   torsie.   Była   gładka   jak   klawisze   fortepianu.   Potem   wziął   Cindy   w   ramiona   i 
delikatnie położył na łóżku. 

Drżącymi rękami zdjął z niej pończochy i zsunął czarne, maleńkie majteczki. Zagryzł 

zęby, żeby nie krzyczeć z rozkoszy, kiedy wygięła się w łuk, a jej napięte sutki celowały w 
górę,   ku   niemu.   Całował   jej   doskonałe   piersi,   pieścił   palcami   szyję   i   ramiona,   dotykał 
ciemnego gniazdka w dole brzucha. 

Zamierzał   kochać   się   z   nią   powoli   i   delikatnie,   a   tymczasem   zachowywał   się   jak 

podniecony nastolatek^ który chciałby mieć ją całą dla siebie, zaraz, natychmiast. Ale gdy 
Cindy włożyła palce za gumkę jego bokserek, znieruchomiał. Z jękiem zawodu chwycił ją za 
ręce i odciągnął od siebie. 

– Coś nie tak? – szepnęła. 
Owszem. Był tak pewien, że nie pozwoli sobie na żadne intymne zbliżenia z Cindy, że 

zostawił w pokoju wszelkie zabezpieczenia. Zażenowany i skrępowany wymamrotał:

– Wiesz, jestem raczej nie przygotowany na... 
– Mówisz o gumkach? – zrozumiała po chwili. 
– Uhm... – Czuł się jak kompletny głupiec. 
Dziwne. Wyobrażała sobie, że tacy ludzie noszą przy sobie prezerwatywy jak wizytówki. 

Potem przypomniała sobie o pudełku z próbkami, które dostarczyła jej Samanta. Ale przecież 
nie będzie przeglądać jego zawartości przy Eryku! Skoro jednak on i tak zna wszystkie te 
rzeczy na pamięć... 

– Chyba coś znajdę. – Ześlizgnęła się z łóżka, wyciągnęła pudło i zdjęła pokrywę. 
– Nieźle! – gwizdnął zaskoczony, zaglądając jej przez ramię. 
Trzęsącymi się rękami wyjmowała coraz to nowe przedmioty, żeby pokazać mu, że wcale 

nie jest taka niedoświadczona. Olejek kokosowy do ciała, prezerwatywy o różnej fakturze, 
dziwny   sprzęt   z   bateryjką   w   środku...   Zapomniała   się   i   spojrzała   pytająco   na   Eryka. 
Roześmiał   się, patrząc  na  jej  minę   i  wszystko   się  wydało.  Wcale  niebyła   doświadczoną, 
seksowną kocicą, za jaką chciała uchodzić. 

– Cindy! – Pocałował ją w kark i wyjął z jej rąk pudło. – Czy nie uważasz, że mamy dość  

rzeczy na początek?

Uśmiechnęła się i objęła go za szyję. 
– W takim razie zgaś lampę. 
– Nie ma mowy. – Wciągnął ją do łóżka. – Jesteś taka piękna. Muszę cię widzieć. 
Ułożył ją na poduszkach i pieścił każdy centymetr jej skóry. Na piersiach czuła lekkie 

łaskotanie   jego   włosów.   Niezdolna   wyjąkać   choć   słowo,   odpowiadała   pieszczotą   na 
pieszczotę i pocałunkiem na pocałunek. A kiedy wszedł w nią, niemal od razu odnalazła 

background image

wspólny z nim rytm. Trwali w uścisku, aż krzyknął w ekstazie i opadł głową na jej ramię. 

Cindy westchnęła głęboko i przesunęła dłonią po jego plecach. 
– Cieszę się, że zmieniłeś zdanie co do sposobu, w jaki spędzisz noc. 
Zaśmiał się niskim, zmysłowym śmiechem. 
– Ja też. – Potem oparł się na łokciu i spojrzał na nią z błyskiem w oku. – A godzina 

jeszcze wczesna. 

– No więc – zmrużyła oczy – może opowiesz mi coś o tym dziwnym przedmiocie na 

baterię?

Rano Cindy dłuższą chwilę trwała w cudownym stanie pół snu, pół jawy. Wspomnienia 

upojnej   nocy   przepływały,   jedno   za   drugim,   przez   jej   głowę.   Wyciągnęła   siei   poczuła 
przyjemne   zmęczenie   w   całym   ciele.   Powoli   otworzyła   oczy,   zdziwiona   nieco,   że   lewa 
powieka nie bardzo chce jej słuchać. 

Eryk   leżał  obok.  Spał.  Nawet   we  śnie   był  piękny  jak  młody   bóg.  Przystojny,  czuły, 

zabawny, seksowny... Gdyby jeszcze miał... normalną pracę. 

Stop. Przecież powinna być wdzięczna, że nie umie pogodzić się z tym, co Eryk robi. 

Gdyby zajmował się czymś zwyczajnym, byłaby już zakochana w nim po uszy. 

Miłość? Przecież Manny ją ostrzegał... Czy wszystkie kobiety są takie głupie? Złapała się 

ręką za głowę. W pierwszej chwili nie wiedziała, do kogo należy ta sztywna, stercząca na 
wszystkie strony strzecha. 

Jak ja muszę wyglądać! jęknęła. Ostrożnie wysunęła się z łóżka i sięgnęła po szlafrok. 

Podchodząc   do   lustra,   zaczerwieniła   się   lekko   na   widok   podłogi   zasłanej   rekwizytami   z 
tekturowego   pudła   Samanty.   Jeszcze   bardziej   szokujące   było   to,   co   zobaczyła   w  lustrze. 
Meduza.   Meduza   ze   sztucznymi   rzęsami   przylepionymi   do   czoła.   Cindy   zasłoniła   twarz 
rękami, zastanawiając się, czy iść pod prysznic, czy od razu uciekać gdzie pieprz rośnie.

Właśnie  wtedy zadzwonił telefon.  O wpół do dziewiątej!  W dniu wolnym  od pracy! 

Zaniepokojona zerknęła na Eryka, który poruszył się lekko. Podniosła słuchawkę i odeszła tak 
daleko od łóżka, jak tylko sznur pozwalał. 

– Dzień dobry – odezwał się Manny dziwnym głosem. 
– Spróbowałby nie być – szepnęła niezbyt uprzejmie. 
– Nie jesteś sama?’
– Tak się składa, że nie. 
– I jak się domyślam, osobą, która ogrzewa twoją pościel, jest Quinn, tak?
– Nie twoja sprawa. 
– Całkowicie się zgadzam, ale mam dla ciebie wiadomość, która powinna cię rozbudzić. 
Cindy obejrzała się. Eryk już nie spał. Leżał na boku i przyglądał się jej z uśmiechem. 

Koc zsunął się na podłogę, odsłaniając jego nagość, ale on najwyraźniej nic sobie z tego nie 
robił.   Ona   zresztą   też.   Natychmiast   zatęskniła   do   jego   ciała,   którego   ciężar   tak   dobrze 
pamiętała. 

– Jaką? – Ciekawe, czy zaraz się dowie, że Eryk ma żonę. A może jest kryminalistą albo 

ojcem siedmiorga dzieci w Iowa?

background image

– Otóż – odchrząknął Manny – tak się składa, że nie wyrzuciłem wtedy jego spodni od 

piżamy. Myślałem, że taki jedwab można pociąć na kawałki, zrobić z niego poszewki na 
poduszki czy coś w tym rodzaju. No, w każdym mam je. 

– Wszystko mi jedno, co z nimi zrobisz – powiedziała słodkim tonem. – Ale wolałabym, 

żebyś przeszedł do rzeczy. 

–   Znalazłem   monogram   i   trochę   powęszyłem.   Facet   przebywający   w   twojej   sypialni 

rzeczywiście   nazywa   się   Eryk   Quinn.   Tylko   że   jego   pełne   nazwisko   brzmi   Eryk   Quinn 
Stanton!

Całe powietrze uszło jej z płuc. Nigdy w życiu nie czuła się tak upokorzona. Kłamał. 

Bezczelnie   kłamał.   Ciekawe,   co   chciał   osiągnąć?   Podejść   ją?   Czy   może   zaszantażować? 
Powoli ogarniała ją zimna wściekłość. Miałaby ochotę ukręcić mu... Nie będzie mówić na 
głos takich rzeczy. Przecież jest damą. Wypuściła z rąk słuchawkę i wstała. 

– Cindy, jesteś tam?
Eryk,   całkowicie   skupiony   na   jej   ruchach,   nawet   nie   zauważył,   że   dzieje   się   coś 

dziwnego.   Przed   chwilą   doszedł   do   wniosku,   że   oboje   nadzwyczajnie   do   siebie   pasują. 
Mógłby przysiąc, że tej nocy przez kilka sekund kwitowali nad łóżkiem. 

– Dobrze spałeś? – zapytała. 
Pokiwał głową. 
– Nie odłożyłaś słuchawki. 
– Wiem. 
Widocznie nie chce, żeby ktoś nam znowu przeszkodził, domyślił się z zadowoleniem. 
– Trzeba przyznać, że jesteś naprawdę dobry... – Zrobiła krok w jego stronę. 
Poczuł przypływ męskiej dumy. 
– Wolałbym usłyszeć, że jesteśmy dobrzy razem. 
– Tak, być może część winy – a może zasługi – za to, co się stało, spada na mnie. – 

Kręcąc biodrami, podeszła jeszcze bliżej. 

– Co to jest? Jakaś gra? – W jej zachowaniu był  tak ostentacyjny erotyzm,  że Eryk  

nareszcie zrozumiał, że coś jest nie w porządku. 

– Jedyną osobą, która w coś tu gra, jest pan, panie Stanton. I najwyższa pora, żeby pan 

przestał!

– O czym ty mówisz? – Zamrugał oczami. 
– Jesteś czy nie jesteś Stantonem? – warknęła, wyciągając zza pleców spray z czymś 

żrącym, jak należało sądzić po nalepce ż trupią czaszką. 

– Oczywiście, że jestem. 
– Nie kłam. 
– Jestem Erykiem Stantonem! – Czy ona zwariowała?
– I nawet nie masz na tyle wstydu, żeby spróbować mi zaprzeczyć?!
– Dlaczego miałbym zaprzeczać? Przecież niemal od początku wiedziałaś, kim jestem. 
– Ja? Jak śmiesz! Przez cały czas wmawiałeś mi, że jesteś Erykiem Quinnem i handlujesz 

produktami dla sex-shopów. A teraz wyłaź z mojego łóżka i wynoś się do diabła! Ale to już!

– Produkty dla sex-shopów?! Skąd ci przyszedł do głowy taki chorobliwy pomysł?  – 

background image

pytał wolno i spokojnie, nie spuszczając z oka dyszy sprayu. 

– Sam o tym mówiłeś, ty... ty... krętaczu. 
– Ja!? – Eryk przeklinał w duchu swoją nagość. – Cindy, musimy to wyjaśnić. Tylko 

odłóż spray. 

– Na twoim miejscu”, Stanton, zaczęłabym już wychodzić. Liczę do dziesięciu. Potem 

obleję każdy fragment twojego pięknego ciała. Dziesięć!

– Cindy, poczekaj. Muszę się ubrać. 
– Dziewięć. 
– Przestań! – Wyskoczył z łóżka i w pośpiechu chwycił spodnie. 
– Osiem. – Cindy deptała mu po piętach z kontenerem wycelowanym wprost w niego. 
– Nic nie rozumiem – protestował, szukając reszty ubrań. – W nocy... 
– Siedem. 
– ... kochaliśmy się szaleńczo... 
– Sześć. 
– Nie jeden raz, zresztą... 
– Pięć. 
– ... a teraz.. – wybiegł do przedpokoju po koszulę. 
– Cztery. 
– ... jesteś gotowa – Eryk jak błyskawica przebiegł przez salon. 
– Trzy. 
–   ...   zrobić   ze   mnie   kalekę!   –   Stanął   przy   drzwiach   z   naręczem   ubrań.   –   Czy   nie 

moglibyśmy porozmawiać o tym spokojnie?

– Dwa. – Psiknęła w. powietrze na próbę. Eryk odwrócił się i zdjął łańcuch z drzwi. 
– Jeden!
– Wychodzę! – wrzasnął i wypadł na korytarz głową do przodu. 
Odgłosowi jego upadku towarzyszyło trzaśniecie drzwiami. Eryk pozbierał się po chwili. 

Oba łokcie miał zdarte do krwi po jeździe po szorstkiej wykładzinie. W głębi korytarza stały 
dwie siwe, starsze panie i przyglądały się mu z wyraźną dezaprobatą. 

– Dzień dobry – ukłonił się im, podnosząc z ziemi smoking, bokserki i jedną skarpetkę. 
Na widok ich szeroko otwartych oczu poczuł się jak zboczeniec. Poczekał, aż znikną za 

zakrętem korytarza, i wrócił pod drzwi Cindy. 

– Cindy! – wyszeptał w dziurkę od klucza. – Otwórz drzwi. Albo przynajmniej oddaj mi 

buty. 

Ale ona nie była tak życzliwa jak ostatniej nocy. A niech to, zaklął Eryk, kuśtykając boso 

w kierunku schodów. Wtedy usłyszał skrzypienie uchylanych drzwi. Odwrócił się w samą 
porę, żeby zauważyć lecący na niego but. Schylił się gwałtownie. Ale następny wylądował 
dokładnie na jego plecach. 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Po sporej dawce porannej kawy, którą udało się jej cudem zaparzyć, Cindy poczuła się, 

jakby miała za chwilę umrzeć. Mocna kawa na pusty żołądek, i to po dopiero co przeżytym 
wstrząsie, rozłożyła ją zupełnie. Siedziała, obejmując palcami kubek, aby ciepło przeniknęło 
do jej ciała i przyniosło chwilowe ukojenie, którego nie dał jej nawet prysznic. 

Mimo   że   stała   pod   strumieniem   gorącej   wody   przez   długą   chwilę,   nie   udało   się   jej 

spłukać wspomnień miłosnej nocy spędzonej z tym... z tym... mężczyzną. Zacisnęła zęby i 
bezskutecznie próbowała wyrzucić z pamięci wszystkie intymne wyczyny, których dokonali 
wczoraj razem i oddzielnie. I pomyśleć, że jeszcze niedawno myślała, że może się w nim 
zakochać. 

Zadręczało ją poczucie winy. Jak mogła być taka nierozsądna? Jak mogła zadać się z 

człowiekiem,   który   pojawił   się   tu,   żeby   sprawdzić   jej   personel,   wziąć   pod   lupę   całą 
działalność hotelu, podać w wątpliwość jej profesjonalne umiejętności?

Czy  jej  pracownicy  pomyślą,   że  ich   zdradziła   i  zadała  się  z   wrogiem?   Plotki  o  tym 

wydarzeniu na pewno dotrą do centrali. Sam Stanton może poinformować jej zwierzchników, 
że dyrektorka hotelu uwodzi gości. Pozostaje pytanie, kiedy to zrobi? A może nie trzeba było 
rzucać w niego butami?

Rozległo się ciche pukanie do drzwi. Wyjrzała przez dziurkę i ku swojej wielkiej uldze 

zobaczyła, że to Manny. 

– Nie udało mi się usłyszeć wszystkiego, ale z tego, co do mnie dotarło, domyślam się, że 

nie było dobrze. Przykro mi, że to ode mnie dowiedziałaś się prawdy. 

– Ach, Manny!  Nawet w najgorszych  snach nie wymyśliłabym  czegoś podobnego! – 

Cindy rozszlochała się głośno. 

– Powinienem się był domyślić. – Manny objął ją i próbował uspokoić. 
–  To   ja  powinnam   się  domyślić!   Przecież  Eryk   kręcił   się  po  hotelu   nie   po  to,  żeby 

widywać się ze mną. 

– Cindy, przestań się obwiniać. I nie zamartwiaj się rzeczami, których i tak nie da się 

zmienić. Szkoda czasu. 

–  Masz  rację  – westchnęła   głęboko  i  uniosła  brodę. –  Lepiej   zacisnąć   zęby  i  zrobić 

rachunek strat. 

– Dzielna dziewczynka. 
– Zastanówmy się, co Stanton wie o hotelu i o mnie. Manny spojrzał na zegarek, usiadł i 

nalał sobie kawy. 

–   Dobrze.   Mam   jeszcze   chwilę   przerwy.   Po   pierwsze   wie,   że   wciąż   brakuje   nam 

personelu w salonie fryzjerskim. Po drugie: po twoim wypadku z deską i z szalem oraz po 
pożarze, który spowodowałaś, może uznać, że jesteś niezrównoważona. 

Cindy słuchała ze zmarszczonym czołem. 
– Dalej: przy nim przepychaliśmy przez drzwi choinkę. A wczoraj na bankiecie mógł 

sobie do woli poobserwować, jak upija się personel i jak dyrektor hotelu wygłupia się w 

background image

kostiumie hm... Mikołaja z Playboya. Wie, że coś stało się z jego piżamą. I nie zapominaj – 
Manny machnął ręką w stronę sypialni – o tym. 

Po ostatnich słowach Cindy zapadła się w fotel. 
– A swoją drogą, jak było? – zapytał lekkim tonem. Spuściła oczy, zastanawiając się, czy 

powiedzieć prawdę.

– Niewiarygodnie. Chyba zrzuciłam co najmniej kilogram. 
– A niech to!
–   Tym   bardziej   przykro,   że   okazał   się   oszustem   i   szpiegiem   węszącym   za   każdym 

pretekstem; który może zostać użyty przeciwko mnie. 

– A dziś rano? Było mu choć trochę przykro?
– Nie. Odegrał scenę całkowitego  zaskoczenia.  Twierdził,  że znałam jego prawdziwe 

nazwisko. 

– To nie on powiedział ci, że zajmuje się zaopatrywaniem sex-shopów?
– Oczywiście, że on! – odparła natychmiast, ale po chwili znieruchomiała. Odtworzyła 

sobie rozmowę w windzie^ – Wyraził się, że sprzedaje „różne głupstwa”. 

– I ty dopowiedziałaś sobie, że chodzi o erotyczne zabawki. 
– Manny zmarszczył czoło. 
– Nie, nie. Zapytałam też o Targi. Mruknął coś o przygotowaniach na przyszły tydzień. 
– A co, może nie? Przygotowywał grunt na przyjazd swoich hunwejbinów. 
– A fakt, że jego ojciec nie aprobuje jego pracy?
– To mogło dotyczyć każdego innego zajęcia. 
–   A   prezerwatywy...   –   Zamilkła,   zawstydzona,   ale   widząc   wzrok   Manny’ego, 

opowiedziała historię o znalezisku w łazience. 

– Interesujące, ale niekoniecznie obciążające. 
– I jeszcze powiedział, że jest zadowolony,  że znam prawdę i ze rozumiem, że musi 

zachować pełną dyskrecję:

–   Bingo!   To  znaczy,   że   naprawdę   myślał,   iż   wiesz,   kim   jest!   Cindy  otworzyła   usta, 

całkiem zaskoczona. 

– Ale gdybym wiedziała, że to Stanton, po co zapraszałabym go na przyjęcie?
– Żeby się mu przypodobać, upić go. Możliwości jest wiele. 
– O Boże. – Cindy pobladła nagle. – Kiedyś ucieszył się, że jego praca „nie wpływa” na 

naszą znajomość, a ja wtedy... 

– Zasłoniła oczy dłonią. 
– Co?
– Powiedziałam, że jestem kobietą bez uprzedzeń!
– No to wiemy jedno! – podsumował Manny. – Nie przespał się z tobą pod fałszywym 

pozorem,  że jest kimś  innym.  Był  pewien, że wiesz, co robisz. Pewnie nie pierwszy raz 
zdarzyło mu się coś podobnego.. – Manny wzruszył ramionami i wstał. – Wracam do pracy. 
Dekoratorzy powinni niedługo odsłonić choinkę. Zobaczymy się później?

– Tak. Jak tylko zrobię coś z włosami, zwołam krótkie zebranie całego kierownictwa. 
– Do zobaczenia. Cindy – powiedział jeszcze, zatrzymując się w drzwiach – nie ma sensu 

background image

nosić sztucznych rzęs w dzień. Nie masz jakichś okularów do czytania?

–   Poszukam.   Dobry   pomysł   na   sińce   pod   oczami.   Manny   otarł   kciukiem   łzę,   która 

spłynęła jej z oka. 

W swoim pokoju Eryk  próbował uporać się w myślach z wydarzeniami  sprzed kilku 

godzin. Wycierając włosy, zastanawiał się, jakim cudem Cindy mogła przypuszczać, że on 
handluje   zabawkami   dla   dorosłych.   Poza   tym,   że   powiedział   kiedyś,   iż   sprzedaje   różne 
głupstwa, nie dał jej żadnego pretekstu do podobnych domysłów!

Nie miało to zresztą teraz żadnego znaczenia. Istotne było to, że spali ze sobą, mimo że 

on, Eryk, od początku wiedział, że każde zbliżenie doprowadzi do konfliktu interesów. Nie 
zachował się jak profesjonalista, za jakiego uważał się od zawsze. 

Dlaczego dał się wciągnąć do łóżka Cindy Warren? Nie raz i nie dwa zdarzyło mu się 

dostawać podobne propozycje od kobiet piękniejszych albo bardziej zdeterminowanych, ale 
nigdy jeszcze, będąc w pracy, nie uległ pokusie. Musi wszystko jej wyjaśnić. Ale co? Że 
uważał   ją   za   kobietę,   która   śpi   z   nim,   żeby   wpłynąć   na   treść   jego   raportu?   Tak   by   to 
wyglądało. Zaklął pod nosem. 

Wcale nie powinien szukać jej towarzystwa! Być może pasowali do siebie w łóżku, ale 

jeśli   chodzi   o   interesy,   dzieliło   ich   wszystko.   Ona   prowadziła   hotel   dla   dziwaków   i 
odmieńców, ignorując całkowicie polecenia centrali i, co gorsza, stroiła sobie żarty z czegoś, 
co było własnością korporacji. A on reprezentował interesy jej przełożonych. 

Mimo   to   przez   cały   czas   przelatywały   mu   przez   głowę   strzępy   wspomnień   nocy 

spędzonej z Cindy. Ta kobieta poruszyła w nim uczucia, których istnienia nie podejrzewał w 
sobie od dawna. Czułość. Namiętność. I poczucie winy. 

Kończył ubieranie, kiedy nastąpił stopą na coś twardego. Rozległ się cichy trzask. Schylił 

się   i   wyjął   spod   buta   pęknięty   na   pół   kolczyk.   Prawdopodobnie   zaczepił   się   o   smoking 
podczas ich szalonego wyścigu do łóżka. Kolejna strata... Przyjrzał się dokładnie szklanej 
łezce. Fragmenty pasowały dokładnie i nie było żadnych odprysków. Może jubilerowi uda się 
je skleić?

Z małym pakiecikiem w kieszeni zszedł do holu. Na jego widok Manny wyprostował się 

sztywno. 

– Dzień dobry – powiedział, a kiedy Eryk przechodził obok jego kontuaru, nachylił się i 

szepnął: – Powinienem teraz dać ci w pysk, Stanton!

– Nie wtrącaj się do cudzych spraw, Oliver. 
– Myślałem, że wczoraj wieczorem ustaliliśmy pewne sprawy. 
– Cindy zrobiła pierwszy krok. 
– Nie wiedziała, z kim ma do czynienia!
– Byłem pewien, że wie. 
– A zatem, to pańskie standardowe postępowanie – powiedział Manny z pogardą. 
– Przejdę do porządku nad tą uwagą, bo wiem, jak bardzo panu na niej zależy – rzucił 

Eryk przez zaciśnięte zęby. – Chciałbym zamienić z nią słowo. Gdzie mogę ją znaleźć?

– Ma dzisiaj dzień wolny. 

background image

– Czy jest jeszcze w hotelu? Manny zacisnął tylko usta. 
– Czym mogę panu służyć, panie Stanton?
Eryk  odwrócił się gwałtownie. Cindy stała kilka kroków za nim. Wydawała się dużo 

spokojniejsza niż on w tej chwili. W dżinsach, białym golfie i zgrabnej sportowej kurtce w 
kratę wyglądała jak uczennica. Kilka kosmyków czerwonawych włosów wymknęło się jej 
spod   zielonej   czapki   z   daszkiem   i   opadło   na   zabawne,   druciane   okularki,   w   których   – 
zauważył od razu – było jej bardzo do twarzy. 

I pomyśleć, co to uosobienie niewinności wyczyniało z nim ostatniej nocy!
– Czy mogę w czymś pomóc? – powtórzyła zimno. Podszedł do niej, pilnując się, żeby 

zachować odpowiednią odległość, i odezwał się najbardziej obojętnym tonem, na jaki mógł 
się zdobyć:

– Cindy, chciałbym prosić o chwilę prywatnej rozmowy. 
– Dobrze. – Zaskoczyła go tą odpowiedzią. – Ale dopiero po zebraniu, które zaczynam za 

chwilę. Za piętnaście minut będę do dyspozycji. – Uśmiechnęła się uprzejmie, potem skinęła 
na Manny’ego i oboje udali się w stronę windy. 

Eryk  zapragnął   usłyszeć   jej  śmiech.   Patrzył,  jak Cindy  odchodzi  korytarzem,  i  nagle 

poczuł się, jakby coś utracił. Zakaszlał i klepnął się kilka razy po piersi. Tak. Zdecydowanie 
nie powinien palić na pusty żołądek. Od razu ma kłopoty z sercem. 

... Dwadzieścia cztery, dwadzieścia pięć, dwadzieścia sześć... Cindy liczyła kroki. Potem 

zaczęła liczyć sekundy do przybycia windy. Liczenie zawsze pomagało się jej uspokoić. 

Za pięć minut stanie przed swoimi pracownikami i powie im, że swoim nierozważnym 

zachowaniem ułatwiła Stantonowi wgląd w sprawy hotelu. O tym, co mu jeszcze ułatwiła, 
wolała teraz nie myśleć. 

– Dzień dobry. – Reginald Stark z walizką w ręku przystanął obok. 
Zwalczyła w sobie złość i zmusiła się do uśmiechu. 
– Wyjeżdża pan?
– Tak.  Trochę  wcześniej, niż zamierzałem.  Dziękuję za  wczorajszy bilet  do teatru.  I 

pomijając incydent ze szczurem, muszę przyznać, że to zupełnie przyjemny hotel. 

– Miło mi to słyszeć. 
Wręczył jej wizytówkę. 
–   „Reginald   Stark   –   Antyki.   Kupno.   Sprzedaż.   Wycena”   –   przeczytała   z   gorzkim 

uśmiechem. 

– Gdyby zamierzała pani kiedyś przerobić ten hotel, proszę zadzwonić. Mogę odkupić 

niektóre z waszych rupieci. 

– Będę o tym pamiętać. Do widzenia. – W windzie natychmiast zgniotła wizytówkę. 
– Jestem z ciebie dumny. – Manny poklepał ją po ramieniu, kiedy zostali sami. – Nie 

dałaś Stantonowi poznać, jak się czujesz. Świetne przedstawienie. 

– Dzięki. Ale to nie koniec nieszczęść. Zgubiłam kolczyk. Szukałam wszędzie i nie ma. 

To chyba najgorszy tydzień w moim życiu. Manny, jak myślisz? – Pokazała palcem pokój 
konferencyjny. – Czy oni mnie ukamienują?

–   Nie   martw,   się   teraz   kolczykiem.   Może   Tony   znajdzie   go   w   barze.   A   co   do 

background image

ukamienowania – darują ci, kiedy zorientują się, że ten łajdak wystrychnął cię na dudka. 

– Nie darują, jeśli jego raport będzie dla nas niekorzystny. Manny, nie wiem, co się ze 

mną dzieje. Nie miałam pojęcia, że jestem zdolna do takich idiotyzmów, kiedy on jest w 
pobliżu. 

W sali konferencyjnej byli już wszyscy. Cindy postanowiła rozmawiać z nimi na stojąco. 

Tak będzie łatwiej, uznała. 

–   Ciekawe,   co   się   stało?   –   zawołał   rozbawiony   Joel.   –   Przecież   po   tym,   jak 

przyprowadziłaś na przyjęcie prawdziwego faceta, należał ci się dzień prawdziwych wakacji!

Wolała nie przypominać sobie, jak bardzo prawdziwym mężczyzną okazał się Eryk. Ani 

tego, co czuła rano. Zmusiła się do czegoś w rodzaju uśmiechu. 

–   Zamierzam   wyjść   na   zakupy   za   chwilę,   ale   najpierw   muszę   poinformować   was   o 

pewnej... prywatnej sprawie. 

Amy, z przyklejonym do czerwonego nosa plastrem ułatwiającym oddychanie, rzuciła jej 

uważne spojrzenie. 

– Cindy! Wszystko w porządku?
Cindy kiwnęła głową, potem spojrzała na Manny’ego, jakby szukając u niego pomocy, i 

wzięła głęboki oddech. 

– Większość z was poznała wczoraj człowieka, który towarzyszył mi na przyjęciu... 
– O rany! – Samanta aż podskoczyła. – Eryk ci się oświadczył!
– Wychodzisz za mąż? – Joel zaczął radośnie pohukiwać. 
Cały pokój napełnił się gwarem podnieconych głosów. Cindy, niemal na granicy histerii, 

wyciągnęła ręce, próbując uspokoić towarzystwo. I wtedy w drzwiach stanął Eryk Stanton. 
Manny włożył dwa palce do ust i gwizdnął. Poskutkowało. Wszyscy gapili się na Eryka, który 
podszedł do stołu. 

– Przepraszam, że przeszkadzam. Pukałem. Jestem tutaj, bo mam wrażenie, że to zebranie 

zostało zwołane z mojego powodu. 

– Proszę usiąść. – Cindy nie udało się podnieść oczu. 
– No to jak? Pobieracie  się w końcu, czy nie? – Zdezorientowany Joel rozejrzał  się 

dokoła. 

Cindy najchętniej rzuciłaby w niego czymś ciężkim. Chwyciła się blatu stołu z taką siłą, 

że zbielały jej kostki. 

–   W   najbliższej   przyszłości   nie   zamierzam   wychodzić   za   mąż.   –   Wskazując   Eryka, 

powiedziała: – Pozwólcie, że przedstawię wam pana Eryka Quinna Stantona. 

Eryk wstał. 
–   Dzień   dobry.   Na   zlecenie   korporacji   Harmona   ja   i   mój   zespół   przeprowadzamy 

rutynową kontrolę działalności hotelu. Większość z państwa poznałem już wczoraj. Witam 
nowe twarze. 

Wszyscy wytrzeszczyli  oczy,  a potem każdy z pracowników zwrócił  ku Cindy pełne 

wyrzutu spojrzenie. 

– Chciałem dodać, że panna Warren dowiedziała się, kim jestem, dopiero... – Eryk nie 

mógł powiedzieć „dziś rano”, żeby nie zabrzmiało to dwuznacznie – ... chwilę temu. 

background image

– Zespołu pana Stantona możemy oczekiwać w sobotę, a nie, jak ustalono wcześniej, w 

poniedziałek.   Zgodnie   z   moimi   informacjami   panowie   spędzą   u   nas   pięć   dni.   Proszę 
wszystkich o udzielanie im wszelkiej możliwej pomocy – dodała Cindy. Spojrzała na zegarek 
i wzięła ze stołu zeszyt z notatkami. Zebranie było skończone. 

– Proszę jeszcze, żeby wszyscy ci, którzy nie poznali pana Stantona, zechcieli mu się 

przedstawić. 

Wychodziła już, kiedy usłyszała, że Eryk ją woła. 
– Mieliśmy porozmawiać po zebraniu. 
– Będę w holu – warknęła i wybiegła, nie czekając na jego odpowiedź. 
– Tak mi przykro, szefowo. – Amy czekała na nią na korytarzu. – Gdyby nie mój głupi 

pomysł, że to Stark jest szpiegiem, może zaczęłabyś podejrzewać Eryka, zanim... 

Jak to? Przecież tylko Manny wiedział, z kim spędziła noc!
– ... zaprosiłaś go na przyjęcie – dokończyła  Amy.  – Nie powinnaś siebie obwiniać. 

Wykorzystał cię, żeby nas podejść. 

Inni też próbowali ją pocieszać. Tylko Joel zrobił ruch, jakby chciał uciec, ale właśnie 

wtedy rozległ się brzęczyk jego krótkofalówki. 

–   Joel?   –   odezwał   się   zniekształconym   głosem   Manny.   –   Mamy   kłopoty   z   choinką. 

Przyjdź tu szybko. I przyprowadź Cindy. 

Nie czekali dłużej i oboje pobiegli w stronę schodów. 
– Co to jest?! – Żadne z nich nie zdołało wyjąkać ani słowa więcej. 
Srebrny świerk udekorowany był na czarno. Od góry do dołu obwieszono go czarnymi 

kokardami,   czarnymi   łańcuchami   i   czarnymi   girlandami.   Nawet   gwiazda   na   czubku   była 
czarna. Goście i pracownicy hotelu przystawali zdumieni. 

– Czy oni zwariowali? – wymamrotał Joel. 
– Natychmiast zdejmijcie całą dekorację. Jeszcze chwila – wskazała ręką na grupki ludzi 

gromadzących   się   na   chodniku   –   i   będziemy   mieć   tu   pikiety   wszystkich   organizacji 
religijnych w mieście. 

– Stantonowi by się to spodobało – mruknął Joel. 
– Wrócę po niego i wyprowadzę stąd tylnym wyjściem. 
– Ale z ciebie komandos! – Joel uśmiechnął się z uznaniem. 
– Ale ze mnie idiotka, powiedz lepiej! – Cindy odwróciła się na pięcie i już jej nie było. 
Znowu znalazła się w niezłych tarapatach. Szybko oceniła sytuację i wybrała strategiczną 

pozycję   obok   windy.   W   samą   porę!   Kiedy   drzwi   się   rozsunęły,   zobaczyła   Eryka,   który 
wydawał się ucieszony jej widokiem. Triumf zwycięzcy, pomyślała gorzko, ale natychmiast 
odrzuciła nędzne resztki dumy, żeby zaproponować mu z uśmiechem:

– Pewnie nie zdążyłeś jeszcze nic zjeść. Może wyskoczymy do baru na śniadanie? Przy 

okazji moglibyśmy porozmawiać na osobności. 

– Dobrze. – Zrobił krok w stronę wyjścia. 
– Nie tędy – powiedziała, kierując go do bocznych drzwi. 
– Proszę o szynkę, smażone ziemniaki z cebulą, dwie grzanki, sos i zieloną sałatę. – 

Cindy oddała menu kelnerce. – Umieram z głodu. 

background image

Rozbawiony Eryk ledwo wierzył własnym uszom. Chociaż, prawdę mówiąc, oboje mieli 

prawo być głodni. 

– Dla mnie to samo – oznajmił. 
Niepewny,   jak   zacząć   rozmowę,   podniósł   do   ust   filiżankę   z   kawą.   W   drodze   do 

restauracji   Cindy   nie   odzywała   się   wcale,   mimo   że   kilka   razy   próbował   wciągnąć   ją   w 
niezobowiązującą pogawędkę. 

– Cindy, powinniśmy pogadać... – Chrząknął. 
– Ja pierwsza – odezwała się bez uśmiechu. – Chciałabym, żeby pan wiedział... 
– Jestem Eryk, nie pamiętasz?
Patrzył na dobrze znajome palce zaciskające się kurczowo na filiżance. 
– Być może... Ale wtedy brałam pana za kogoś innego. – Wyprostowała się i zaczęła 

jeszcze raz. – Chciałabym, żeby pan wiedział, że spoufalanie się z gośćmi nie jest moim 
zwyczajem... Ta noc – spuściła wzrok – to był pierwszy taki incydent. Nie mam dla siebie 
żadnego wytłumaczenia, ale – podniosła oczy i dokończyła mocnym głosem – liczę na to, że 
moje pożałowania godne zachowanie w żaden sposób nie wpłynie na ocenę podlegającego mi 
personelu. 

Eryk przygryzł wargi. Pożałowania godne?
–   Rozumiem,   że   jest   pan   zobowiązany   poinformować   o   tym   wydarzeniu   moich 

zwierzchników. Proszę jednak – zawahała się chwilę i powtórzyła dobitniej: – bardzo pana 
proszę, żeby zrobił to pań po oddaniu raportu o stanie hotelu. Gdybym teraz została usunięta z 
funkcji dyrektora, ucierpiałaby nie tylko dobra opinia Kryształowego Pająka, ale i morale 
moich pracowników. Nie mówiąc o tym, że na pewno odbiłoby się to na ich noworocznych 
premiach. 

Naprawdę troszczyła się o ludzi, którzy z nią pracowali... Nie próbowała osłaniać siebie... 

Jego szacunek do niej wzrósł gwałtownie. 

– Nie mam zamiaru informować nikogo u Harmona o tej... hm... niezręcznej sytuacji. Nie 

ukrywam jednak, że przyszło mi do głowy, że pani zechce to zrobić. Choćby po to, żeby 
obronić się przed następną możliwością wykorzystania partii. 

– Posunąłby się pan do szantażu?
Eryk   żałował,   że   nigdy   nie   obserwował   ludzkich   reakcji.   Może   wtedy   zrozumiałby 

emocje kryjące się w tych zachmurzonych, zielonych oczach. 

– Nie – odpowiedział cicho. – Nigdy nie posunąłbym się do szantażu, żeby wskoczyć do 

pani łóżka. 

Zapadła cisza. 
– Bardzo przepraszam, że wprowadziłem panią w błąd co do tego, kim jestem. Nigdy 

celowo nie oszukuję ludzi, nawet jeśli działam incognito. I jeszcze jedno – chciałbym, żeby 
pani wiedziała, iż po raz pierwszy w ciągu całej mojej pracy pozwoliłem sobie na podobny 
związek. 

– Nie mówmy o tym – przerwała mu. – Wolałabym wiedzieć, jak cała sytuacja wpłynie 

na przeprowadzaną przez pana kontrolę. 

Skoro własnymi rękami wznosi między nimi mur... Trudno. 

background image

– Są dwie możliwości – zaczął. – Albo zupełnie się wycofam... 
– Podoba mi się takie rozwiązanie. 
Eryk westchnął z rezygnacją. Rozumiał, że Cindy może być zła, ale nie powinna dawać 

ponosić się emocjom. To mogło być groźne dla przyszłości hotelu. 

– Tyle że wtedy Harmon przyśle tu kogoś innego. Młodego sępa, który z czystej żądzy 

awansu zniszczy pani hotel. 

– Dlaczego? – zawołała z gniewem. – Mamy świetne wyniki. Harmon zgarnia nasze zyski 

i nie daje prawie nic na rozwój ani remonty. 

– Dlatego, że hotel ma złą opinię – powiedział bez ogródek. – Od dawna pani wie, że cała 

strategia Harmona skierowana jest na ludzi biznesu. Korporacji nie podobają się wasi goście. 

– To niech sprzedadzą nas komu innemu!
– Cindy! – Eryk z trudem powstrzymał się, żeby nie wziąć jej za rękę. – Harmon na 

pewno nie sprzeda hotelu w całości. Oni zrobią to po kawałku – najpierw antyczne meble, 
potem urządzenia techniczne, na końcu sam budynek. I nie jest wykluczone, że ktoś kupi go 
tylko ze względu na wartość samej parceli i zrówna z ziemią, nie oglądając się na nic. 

Oddychała ciężko, przerażona wizją, która w ogóle nie przyszła jej do głowy. 
– Jaka jest druga możliwość?
– Zostaję i kończę pracę. Harmon dostanie uczciwe sprawozdanie. Jeśli wasze wyniki 

finansowe są rzeczywiście takie dobre, przedstawię im nowy biznesplan. Wiem, że to nie 
powstrzyma ich przed sprzedażą, ale utrudni pozbycie się własności. 

– Na pewno?
– Nie mogę niczego obiecywać – powiedział uczciwie. 
– A jeśli zostanę oszukana?
– Cindy,  rujnowanie czyjegoś życia  naprawdę nie jest moim powołaniem. Musisz mi 

zaufać. 

–   Mówi   się   o   panu   coś   wręcz   przeciwnego.   –   Wstała   powoli,   blada   i   napięta.   – 

Przepraszam, ale nie zostanę dłużej. Straciłam apetyt. Skoro będziemy musieli widywać się w 
ciągu   kilku   najbliższych   dni,   skorzystam   z   okazji,   żeby   zrezygnować   z   pańskiego 
towarzystwa w tej chwili. 

– Cindy... – Położył dłoń na jej ramieniu. 
Odwróciła głowę i popatrzyła zimno na jego rękę.. Cofnął ją po kilku sekundach. A ona 

zarzuciła sobie torbę na ramię i odeszła. 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

– Bardzo mi przykro. – Jubiler pokręcił głową. – Tego nie da się skleić. 
– Ale dwa dni temu mówił pan... 
– Przepraszam. Nie zorientowałem się, że to nie szkło, ale najczystszy kryształ. 
Eryk   z   trudem   hamował   irytację.   Od   dwóch   dni   wyobrażał   sobie,   jak   wręcza   Cindy 

kolczyk. Liczył, że to pomoże mu naprawić napięte stosunki panujące między nimi. Kupując 
fortepian dla ojca, też tak myślałeś! wytknął sobie z pogardą. 

–   Wielka   szkoda.   –   Jubiler   miał   zmartwioną   minę.   –   Są   piękne.   Wyglądają,   jakby 

zrobiono je z kawałków starego żyrandola. I to nie byle jakiego. 

– Żyrandola?!
Eryk   chwycił   rozłupane   fragmenty   i   wypadł   ze   sklepu.   Znalazł   budkę   telefoniczną. 

Nakręcał numer bardzo powoli. 

– Tato? Tu Eryk. 
– Domyślam się – usłyszał znajomy głos. – Nie mam więcej synów. 
Eryk ugryzł się w język. Tym razem nie da się sprowokować. 
– Jak się masz?
– Śmiertelnie znudzony. Dostałem twoją kartkę z San Francisco. Kogo teraz likwidujesz?
– Tato  – postanowił  sobie,  że  będzie  cierpliwy.  – Czy miałeś  szansę dowiedzieć  się 

czegoś o tym żyrandolu?

–   Oczywiście.   Znalazłem   odpowiednią   książkę.   Francuski.   Z   lat   dwudziestych.   Wzór 

nazywa się La Merveille. Trzeba miesięcy,  żeby zrobić coś tak finezyjnego. Do Ameryki 
trafiły zaledwie  trzy oryginalne  egzemplarze,  więc  podejrzewam,  że  to kopia,  ale bardzo 
dobra kopia. Na zdjęciu widać, że brakuje mu jednego elementu. 

– Tato! – Erykowi pulsowały skronie. Czyżby elementu brakowało, bo ktoś zrobił z niego 

kolczyki? – Opowiedz o tym brakującym kawałku. 

– Spiralny wisiorek w samym środku. 
– Ile byłby dzisiaj wart taki żyrandol?
– Ponad milion trzysta dolarów. A kopia – około trzydziestu tysięcy. Niby nie tyle samo, 

ale też nieźle. Skąd to twoje nagłe zainteresowanie żyrandolami?

– Próbuję ocenić jego wartość. Tato, czy mógłbyś przysłać mi tę książkę?
– Boże Narodzenie jest za kilka dni. Sam ją sobie weźmiesz. 
– Jest mi potrzebna już teraz. Jeszcze jedno, tato... Nie przyjadę w tym roku do domu na 

święta. 

Po drugiej stronie zapadła cisza. 
– W porządku, jeśli chodzi o mnie – odpowiedział ojciec powoli i bardzo wyraźnie. – Ale 

Alicja i dzieci będą rozczarowane. Na jaki adres mam wysłać książkę?

– Co to jest? – zapytała Cindy, kiedy Manny wręczył jej plastikową torbę. 
– Piżama Stantona. Nie mogę zdobyć się na wyrzucenie takiego kawałka szlachetnego 

jedwabiu, więc przyniosłem go tobie. 

background image

– Jakbym miała mało zmartwień! – Włożyła torbę pod pachę. – Idę sobie. Umówiłam się 

na wizytę u fryzjera. Tylko nic nikomu nie mów. 

Marzyła o chwilce spokoju. Pobyt w salonie da jej szansę na oderwanie się od myśli, 

które od kilku dni kłębiły się jej w głowie. 

–   O   rany!   Trwała   rzeczywiście   odbarwiła   pani   włosy.   –   Matylda,   nowa   fryzjerka, 

pokiwała głową. – Spróbuję odcienia  dwadzieścia  osiem B, kawa z czekoladą. – Widząc 
zdziwione spojrzenie Cindy, dodała: – Ciemny brąz. 

– Świetnie. Mój naturalny kolor. Ale czy można farbować włosy tuż po trwałej?
– Wiem, co zrobić, żeby się udało. Znam się na tym. 
Jerry pokręcił głową i ciężko westchnął, ale Cindy postanowiła zignorować jego dąsy. 

Bardzo chciała mieć normalne włosy na czas przybycia ekipy Stantona. Przymknęła oczy. 

– Pora na płukanie – usłyszała po chwili. 
Matylda zmyła jej z głowy lepką maź i z zadowoloną miną włączyła suszarkę. Wtedy w 

salonie zgasły wszystkie światła. W przylegających pomieszczeniach też było ciemno. 

– Zrobiłam spięcie? – Fryzjerka rozglądała się spłoszona. 
– Nie. Ktoś musiał włączyć urządzenie pobierające dużo więcej energii niż suszarka – 

zaczęła Cindy z namysłem. – Choinka! – krzyknęła i rzuciła się pędem do holu. 

Eryk  stał u szczytu  schodów z małą  lornetką przyłożoną do oczu i wychylony przez 

poręcz,   lustrował   żyrandol.   Kiedy   w   hotelu   zgasło   światło,   natychmiast   zaczął   się 
zastanawiać, co tym razem zbroiła Cindy.  Na myśl o niej poczuł lekkie ukłucie w sercu. 
Poczucie winy, powiedział do siebie. 

Na dole panował rozgardiasz. Ktoś krzyczał do robotników pracujących na rusztowaniu 

przy choince, żeby się nie ruszali. Tu i tam zapaliły się słabe światła awaryjne. 

Jak   się   spodziewał,   Cindy   pojawiła   się   w   holu   niemal   natychmiast.   Mokre   włosy   i 

plastikowa pelerynka na ramionach zdradzały, że była w trakcie kolejnego eksperymentu z 
włosami. Patrzył z uznaniem, jak sprawnie zarządziła ewakuację robotników z rusztowania, 
uspokajała ludzi i telefonowała równocześnie. 

W tej samej  chwili w drzwiach wejściowych  stanęła grupa nowo przybyłych  gości – 

sześciu   poważnych   mężczyzn   w   garniturach   i   z   walizkami   na   kółkach.   Jego 
współpracownicy. Nie mogli wybrać gorszej chwili!

Eryk zszedł do holu, żeby się z nimi przywitać. Potem podprowadził ich do Cindy. Z 

ociekającymi  włosami  i wielkimi  zielonymi  oczami  przypominała  świeżo  wyłowionego  z 
wody kota. 

– Dyrektor naczelny hotelu, Cindy Warren – przedstawił ją. – Panno Warren, proszę 

poznać   mój   zespół.   Przez   kilka   następnych   dni   panowie   będą   określać   wartość   całej 
nieruchomości. 

Zbladła lekko, ale zachowała przytomność umysłu. 
– Przepraszam za nieprzewidziane kłopoty – powiedziała z szerokim uśmiechem. – Zaraz 

dostaną panowie latarki... O, już są. 

Przywołała gestem młodego człowieka, który wręczał wszystkim gościom latarki. Eryk 

background image

spojrzał na podłużny przedmiot, który dostał do ręki, i zmarszczył brwi ze zdumienia. W tej 
samej chwili z głośników popłynął głos Samanty:

– Panie i panowie. Dzięki uprzejmości firmy „Bądź gotowy” możemy rozdać wszystkim 

państwu   zestaw   „Latarka   plus   wibrator.   Dwa   w   jednym”.   Do   zestawu   dołączona   jest 
zapasowa   bateria.   Firma   „Bądź   gotowy”   zaprasza   wszystkich   na   Targi   zabawek   dla 
dorosłych, które rozpoczną się w poniedziałek w salach na drugim piętrze. Wstęp wyłącznie z 
dokumentem tożsamości opatrzonym zdjęciem. W imieniu pracowników hotelu przepraszamy 
za chwilowe niedogodności spowodowane awarią sieci elektrycznej. 

Eryk,  z  trudem  hamując  śmiech,   spojrzał  na  Cindy.  Szerokimi  ze  zdziwienia  oczami 

przyglądała się opisanemu przez Samantę zestawowi. 

– Panno Warren – starał się mówić poważnie. – Mam nadzieję, że zje pani z nami kolację 

dziś wieczorem? Na dole w restauracji, o siódmej. Do tego czasu awaria na pewno zostanie 
usunięta. 

– Fioletowe! – wykrzyknęła Cindy, patrząc w lustro. 
– Powiedzmy: bakłażan. Brzmi bardziej dystyngowanie. Ostatnio bardzo modny kolor – 

wyjaśnił Manny. 

– Dlaczego to mnie zawsze przytrafia się coś takiego?!
– To na pewno jakiś spisek. Co powiedziała fryzjerka?
– Nie wiem. Jeny zdążył wysłać ją do domu. 
– Co powiedział Jerry?
–   Podał   mi   papierową   torbę,   żebym   zakryła   głowę.   Lepsza   byłaby   plastikowa. 

Przynajmniej można popełnić samobójstwo. 

–   Wiesz,   mnie   się   to   nawet   podoba.   –   Manny   pokiwał   głową.   –   Mnóstwo   ludzi 

zapłaciłoby majątek za podobny kolor. 

–   Manny!   Dzisiaj   wieczorem   idę   na   kolację   ze   Stantonem   i   jego   ludźmi.   Nie   mogę 

wyglądać jak jedna ze Spice Girls. 

– Słyszałem, że ci faceci pojawili się dokładnie wtedy, kiedy zgasło światło. 
– Jasne. Kiedy może wydarzyć się coś złego, na pewno się wydarzy. Musiałam zrobić na 

nich niezłe wrażenie swoim wyglądem. Że nie wspomnę o wibratorach, które Samanta kazała 
wręczać Wszystkim gościom. 

– Przynajmniej wiesz, że nic gorszego nie może się już zdarzyć. 
– Proszę, nie mów tego głośno, bo zapeszysz. Manny, czy mogę iść na kolację w mojej 

zielonej czapce?

– Nie ma mowy. – Przyjrzał się uważnie jej włosom. – Cindy, wydaje mi się, że masz 

sukienkę dokładnie w takim kolorze?

– Mam. 
– Włóż ją. I zamotaj coś na głowie. Najlepiej coś niebieskiego. 
– Nie mam niebieskiej chustki. Manny wydął usta. 
– Wiem! – wykrzyknął po chwili. – Gdzie jest ta piżama? Rozejrzał się i znalazł torbę 

leżącą na sąsiednim krześle. 

– Oszalałeś! Nie pójdę na kolację z Erykiem w jego spodniach od piżamy na głowie! W 

background image

dodatku w spodniach, które sama wykradłam mu z pokoju. 

Manny nie zwracał na nią uwagi, tylko na różne sposoby zawijał niebieski materiał. 
– Pomyśl, że to szal za trzysta pięćdziesiąt dolarów. Wystarczy podwinąć gumkę, ukryć 

plamę i proszę! – Przewiązał jej włosy i zaciągnął ją do lustra. 

Cindy   otworzyła   oczy   ze   zdziwienia.   Szeroka   jasnoniebieska   opaska   pięknie 

kontrastowała z kolorem włosów, zsuniętych teraz z czoła i spiętrzonych z tyłu. 

– Do diabła, Manny! Jak na to wpadłeś?
– Prawo ostatniej deski ratunku. 
– A jeśli je rozpozna?
– Gdyby był gejem, nie zaryzykowałbym.  Ale zwyczajny facet? W dodatku głodny i 

napalony na ciebie? Bądź spokojna. Poza tym nikomu nie przyjdzie na myśl, że można mieć 
na głowie spodnie. 

– Mam złe przeczucia – mruknęła Cindy do lustra. 

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Eryk pomachał ręką swoim współpracownikom wychodzącym z restauracji. To dziwne, 

ale nigdy dotąd nie zauważył, że są aż tak niewiarygodnie nudni. Kolacja dłużyła mu się 
strasznie, bo Cindy wybrała najodleglejsze miejsce przy stole i nie miał okazji zamienić z nią 
choćby słowa. 

– Dziękuję, że zgodziłaś się na chwilę rozmowy. Może poszlibyśmy na dach? Przy okazji 

zobaczyłbym ten wspaniały widok. Nie mówiąc o tym, że marzę o papierosie. 

Wahała się, więc szybko dodał:
– Nie chciałbym, żeby ktoś podsłuchał, o czym mówimy. 
– Wydawało mi się, że rozmowa ma dotyczyć spraw hotelowych... – Przyglądała mu się 

zmrużonymi oczami. 

– Tak, ale lepiej, żeby wszystko zostało między nami. 
– Skoro tak mówisz...  – Odeszła od stołu i zanim zdążył  ją powstrzymać,  podpisała 

rachunek za kolację. 

Eryk   odprowadzał   ją   wzrokiem.   Podziwiał   jej   biodra   rysujące   się   znajomą   linią   pod 

cienką,   bordową   sukienką.   Cindy   znowu   wyglądała   pięknie,   nawet   z   włosami   w   tym 
przedziwnym kolorze. 

Można się do nich przyzwyczaić, uznał. Przyzwyczaić? O czym on myśli? Przecież nie 

zamierza być tu na tyle długo, żeby przyzwyczajać się do czegokolwiek! Wspólnie spędzona 
noc będzie jedynie miłym wspomnieniem, i tyle. 

– Zrobiłaś doskonałe wrażenie na moich ludziach – powiedział, i była to szczera prawda. 
– Nie dziwię się – zaśmiała się krótko. – Po pierwszym spotkaniu nie mogłam już spaść 

niżej w ich oczach. 

– Powiedziałem im, że przywykną do ciebie... 
– Piękne dzięki. 
– ... bo zawsze jesteś tam, gdzie coś się dzieje. 
– Sam pan wie, że na tym polega moja praca. – Jej chłód był nie do przewalczenia. 
Zachowywała   się   wobec   niego   jak   obca   osoba.   Ale   w   międzyczasie   zostali   przecież 

kochankami... Nienawidził sytuacji, w jakiej znaleźli się teraz. 

Winda wywiozła ich na samą górę. Cindy porozumiała się z ochroną, polecając wyłączyć 

urządzenie alarmowe na drzwiach, po czym wyszli na dach. Widok rzeczywiście zapierał 
dech w piersiach. Rozświetlone

1

  miasto i zatoka, żyjąca własnym życiem. Dokoła panował 

spokój.   Ciszę   zakłócały   jedynie   słabe   odgłosy   ruchu   ulicznego   i   szum   chłodnego, 
grudniowego wiatru. 

Cindy drgnęła, kiedy Eryk zarzucił jej marynarkę na ramiona. Poczuła zapach znajomej 

wody toaletowej i ciepło jego ciała bijące od jedwabnej podszewki. 

– Dzięki – mruknęła, zastanawiając się z niepokojem, dlaczego chciał przyjść właśnie 

tutaj. 

Jeśli rozmowa miała dotyczyć ich nocy, musi mu powiedzieć, że nie ma na to ochoty. 

background image

Przygładziła ręką włosy i z niepokojem zauważyła, że jej pseudo-szal nieco się rozluźnił. 

– Pięknie! – Eryk odwrócił się do niej. 
Ale   jak   mu   to   powiedzieć?   Paraliżowała   ją   świadomość,   że   Eryk   stoi   tuż   obok,   na 

wyciągnięcie ręki. A ona poznała wszystkie intymne sekrety jego wspaniałego ciała!

– Chciałabym iść dzisiaj wcześniej spać – oświadczyła i nagle zdała sobie sprawę, jak 

dwuznacznie zabrzmiały jej słowa. 

– Sama – dodała szybko, pogarszając jeszcze sytuację. – Zacznijmy więc tę rozmowę. 
Wyciągnął do niej rękę i dreszcz pożądania przeszedł ją od stóp do głów. Przerażona 

bezwstydną reakcją – własnego ciała, uciekła w agresję. 

– Jak śmiał pan zwabić mnie tutaj pod pozorem służbowej rozmowy, skoro ma pan w 

głowie tylko seks! Czyżby nie robił pan jeszcze tego na dachu? – Chciała go zranić, żeby 
ukarać samą siebie. – Jak widzę, potrzeba panu specjalnych podniet! Przecież dałam już panu 
niezły materiał do męskich rozmów w siłowni. 

Stała blada i wzburzona. 
– W kieszeni znajdzie pani mały pakiecik. – Spokojnie wskazał na marynarkę. – To pani 

własność. Ostrożnie – dodał, widząc, jak wyszarpuje zawiniątko z kieszeni. 

Odwinęła serwetkę. 
– Pęknięty – powiedziała cicho na widok szklanej łzy błyszczącej w świetle księżyca. 
– Przepraszam. Nastąpiłem  na niego przypadkiem.  Prawdopodobnie przyczepił  się do 

mojego smokinga i upadł nie zauważony. 

– Trudno – odparła, ale Eryk po głosie poznał, że było jej przykro. 
– Jubiler powiedział, że nie da się go naprawić. To stary, cenny kryształ. 
Jubiler? Co Eryk wie? zastanawiała się w panice. Napotkała jego uważny wzrok i ugięły 

się pod nią kolana. 

– Tak, mówiono mi to. – Wepchnęła paczuszkę do torebki i podeszła do balustrady na 

krańcu dachu. 

– Jubiler twierdzi, że kryształ może pochodzić z zabytkowego żyrandola, który dzisiaj 

miałby niezwykłą wartość – usłyszała stłumiony głos Eryka. Prawdopodobnie stał tyłem do 
niej i patrzył w drugą stronę. 

– Domyślam się. – Zwilżyła wargi i wystawiła twarz na wiatr, żeby jakoś dojść do siebie. 
I   wtedy   pstry   podmuch   zrujnował   całą   pracę   Manny’ego.   Jedna   nogawka   piżamy 

wysunęła się spod opaski i powiewała na wietrze jak flaga. Cindy obiema rękami próbowała 
wepchnąć ją pod gumkę spodni, ale śliski jedwab wciąż wymykał się jej z palców. Zerknęła 
przez ramię. Eryk wciąż stał tyłem do niej. 

Bała się jego następnego pytania. Bała się, że zaraz się odwróci i zobaczy, co ma na 

głowie. Histerycznym ruchem szarpnęła zawój i zerwała go z głowy. Co dalej? Nie miała 
kieszeni. Torebka była zbyt mała. Zwinęła materiał w kulkę i rozejrzała się bezradnie. 

– Cindy! – usłyszała i niewiele myśląc, wyrzuciła piżamę przez balustradę. – Czy ten 

kolczyk pochodzi z żyrandola wiszącego w holu?

– Nie wiem. To pamiątka rodzinna – wyjąkała. 
– Ale mówiłaś, że twój dziadek był kiedyś właścicielem Kryształowego Pająka. – Eryk 

background image

podszedł  i zajrzał  jej w oczy.  – Cindy,  mój  ojciec  twierdzi, że to może  być  oryginalny, 
francuski La Merveille, wart teraz fortunę!

– Twój ojciec?
– Całe lata pracował w hucie szkła. 
– Nie znam się na żyrandolach – odezwała się Cindy nienaturalnie wysokim głosem. – 

Ktoś w księgowości na pewno powie ci, jaka jest jego wartość. 

– Już sprawdziłem księgi inwentarzowe. Podejrzewam, że wpis dotyczący żyrandola jest 

fałszywy. Cindy! – Pochylił się ku niej. – Powiedz mi wszystko, co wiesz. Jeśli nie, będę 
musiał   powiadomić   ludzi   od   Harmona   o   swoich   podejrzeniach.   Wtedy   przyślą   tu 
rzeczoznawcę. 

Cindy rozważała wszystkie możliwości, włącznie z tą, żeby skoczyć z dachu. 
– Skąd mam wiedzieć, że i tak do nich nie zadzwonisz?
– Racja. Tego nie możesz wiedzieć. – Zacisnął usta. Oparła się łokciami o balustradę i 

zapatrzyła w przestrzeń. 

Stanął tuż przy niej. 
– Mój dziadek kochał ten hotel – zaczęła powoli – a żyrandol był dla niego kwintesencją 

świetności   i   wyjątkowości   tego   miejsca.   To   on   wymyślił,   żeby   zrobić   kolczyki   z 
kryształowego wisiora, który wieńczył całość. Podarował je mojej babce, a ja odziedziczyłam 
je po niej wraz z piękną historią o żyrandolu, który podczas wojny sprzedano i zastąpiono 
szklaną   kopią,   żeby   zasilić   fundusz   na   dozbrojenie   naszego   wojska.   Długo   nie   miałam 
pojęcia, że ta historia jest nieprawdziwa. 

– Kiedy zaczęłaś podejrzewać, że coś jest nie tak?
–  Przypadkiem  w  Chicago  zobaczyłam  jedną  z kopii.   Była   nieporównanie  gorsza  od 

naszej. Specjalnie pojechałam do Hollywood – to samo. I obie miały ten centralny fragment, 
którego brakowało w naszym żyrandolu. 

Potem zaczęłam przeglądać papiery po dziadku i w jego dzienniku znalazłam ostateczny 

dowód. Kiedy kopia była już gotowa, rozmyślił się. Zostawił oryginał, a kopię sprzedał na 
czarnym rynku. Fundusz wojenny zasilił pieniędzmi z własnych oszczędności. 

– Niesamowita historia! – Eryk pokręcił głową. 
–   I   smutna.   Suma   przekazana   na   armię,   znacznie   zresztą   przewyższająca   ówczesną 

wartość żyrandola, tak uszczupliła jego zasoby, że był zmuszony sprzedać swoje udziały w 
tym hotelu. Nikomu jednak nie powiedział, że w holu wisi oryginał. To była jego tajemnica. 

– Dlaczego nikogo o tym nie zawiadomiłaś?
–   Harmon   natychmiast   wystawiłby   żyrandol   na   licytację,   –   a   nam   zamówiłby   jakąś 

kiepską kopię albo zgoła nic. Ostatnia rozmowa z tobą utwierdziła mnie w tym przekonaniu. 

– Cindy! Taki żyrandol powinien wisieć w muzeum. 
– Jego miejsce jest tutaj – upierała się. 
– Nieprawda. Właściciele hotelu muszą wiedzieć, jaka jest prawdziwa wartość żyrandola. 
– I ty im o tym powiesz, tak?
– Nie wiem jeszcze, ale... 
–   A   ja   ci   zaufałam!   –   Mimo   starań   nie   mogła   powstrzymać   łez.   –   Uwierzyłam,   że 

background image

zrozumiesz, co naprawdę liczy się w życiu. 

Wyraz oczu Eryka nie zmienił się ani na jotę. Cindy odwróciła się zdruzgotana. Okazała 

się taka słaba! To przez nią setki ludzi stracą pracę. 

–   Wszystko   to   moja   wina   –   szepnęła   do   siebie.   –   Powinnam   wypełniać   polecenia 

korporacji, bez względu na to, jak były głupie. Teraz nas sprzedadzą albo zamkną, a żyrandol 
i tak będzie stracony. 

Zatkała ręką usta, żeby stłumić szloch. 
– Ejże! Nie traktuj wszystkiego tak osobiście. – Eryk odwrócił ją do siebie. – Przecież 

robiłaś   to,   co   według   ciebie   było   najsłuszniejsze.   Jeśli   Harmon   zdecyduje,   że   sprzedaje 
Kryształowego Pająka, nie będzie w tym twojej winy. 

Bliskość Eryka i ciepło jego rąk, które czuła nawet przez marynarkę, nie pomagały jej się 

uspokoić. 

– Raczej powiedz: jeśli ty zdecydujesz, że Harmon sprzedaje hotel. 
– Na tym polega mój zawód. 
– I nie przeszkadza ci, że kilka twoich słów może zmienić życie tylu Bogu ducha winnych 

ludzi?

– Oboje mamy swoją pracę. Nie wolno pozwolić, żeby emocje wpływały na interesy. 
Dlaczego pociągają akurat taki człowiek?! Odwróciła głowę, żeby nie widzieć jego ust, 

których dotyk tak dobrze pamiętała. 

– Mamy zupełnie różne poglądy, pan i ja. – Dumnie uniosła głowę. – Dla mnie hotel Pod 

Kryształowym Pająkiem to coś więcej niż zwykłe zestawienie zysków i strat. I gdyby tylko 
było mnie stać, kupiłabym go sama. 

Twarz Eryka złagodniała. Wyciągnął rękę i odsunął kosmyk włosów z policzka Cindy. 
– Gdyby mnie było stać, kupiłbym go dla ciebie – powiedział. 
Wszystko, co nastąpiło potem, przypominało film odtworzony w zwolnionym  tempie. 

Eryk przyciągnął ją do siebie i mocno objął. Cindy zamknęła oczy i poddała się kojącemu 
uściskowi, w którym oboje chcieli trwać jak najdłużej. On ujął jej twarz w dłonie i pochylił 
głowę, szukając ustami jej ust. Oddychała szybko w oczekiwaniu długiego pocałunku. Kiedy 
ich wargi zetknęły się w końcu, przylgnęła do niego całym ciałem i westchnęła głęboko. 

Eryk wędrował dłońmi po jej ciele, a ona z rozkoszą poddawała się temu dotykowi. 
– Cindy! – szepnął. – Przy tobie jestem zdolny do największych szaleństw. Chcę się z 

tobą kochać, tu i teraz. 

– Nie powinniśmy – wymamrotała nieprzytomnie, myśląc tylko o tym, żeby oddać mu się 

pod gołym niebem, w świetle gwiazd i przy wtórze szumu wiatru. 

Namiętne szepty i westchnienia przeplatały się z chwilami napiętej ciszy. 
Nagle niebo nad ich głowami przecięły smugi ostrego światła. Oboje drgnęli jak oparzeni. 

Gwałtownymi ruchami próbowali doprowadzać do porządku ubrania. 

– Co się dzieje, do diabła? – wyjąkał Eryk, którego twarz znalazła się nagle w zasięgu 

reflektora. 

Cindy   wyjrzała   przez   balustradę.   Na   chodniku   stał   szef   ochrony   z   tubą   przy   ustach. 

Dookoła zaczynali już gromadzić się gapie. 

background image

– Stop! – usłyszała. – Nie skakać. Zaraz będzie tu policja. 
– Oni tam na dole myślą, że ktoś chce zeskoczyć z dachu – wyjaśniła Erykowi. 
– Wierz mi – warknął – chętnie sam bym zeskoczył, żeby złamać kark temu idiocie. 
Cindy wychyliła się znowu. 
– Pete! – zawołała przez złożone w trąbkę dłonie. – Nikt nie ma zamiaru skakać!
– Cindy! To ty?
– Jak widzisz. 
– O rany! Co zrobiłaś z włosami?
Rozejrzała się, czy w pobliżu nie leży jakaś cegła, żeby rzucić nią w Pete’a. Na szczęście 

dla niego dach był czysty. 

– Zadzwoń na policję i powiedz, że to pomyłka. Zaraz schodzę. 
– Dobra. – Pete był wyraźnie rozczarowany. Światła zgasły i dach pogrążył się w mroku. 
– Muszę iść – oznajmiła Cindy. – W przeciwnym razie ktoś przyjdzie tu po mnie. 
Wstydziła się za siebie. Zachowywali się jak zwierzęta. Żadnych uczuć. Sam instynkt. 

Przynajmniej z jego strony. 

– Cindy – szepnął Eryk i szybko ją pocałował. – Czy wiesz, że jeszcze chwila i byłbym 

na samym szczycie... 

Wyrwała się z jego objęć i gwałtownym ruchem zerwała z siebie marynarkę. 
– Muszę iść – powiedziała ostro. 
– Co się dzieje? – Nie rozumiał jej zachowania. 
– Nic – warknęła. 
Nie mogła przecież przyznać się głośno, że zakochała się w Eryku Stantonie – człowieku, 

który reprezentował sobą wszystko to, czego ona nie znosiła. Manny wiedział, przed czym ją 
ostrzega. 

– Cindy!  Wyrzuciłaś piżamę Stantona z dachu?! – Manny patrzył to na Cindy, to na 

plastikową torbę. 

–   Jak   mogłam   przypuszczać,   że   zaczepi   się   o   okno?   Przez   cztery   dni   starałam   się 

wydostać ją od ochrony, nie wzbudzając podejrzeń. 

– Wolę nie pytać, dokąd z nią teraz idziesz. – Manny patrzył na nią jak na pomyloną. 
– Prosto do kotłowni. Dziś o czwartej Stanton pokaże mi gotowy raport, więc muszę 

zminimalizować do zera prawdopodobieństwo katastrofy, którą na pewno bym wywołała. 

– Przynajmniej choinkę masz z głowy. Cóż może być bezpieczniejszego od tradycyjnych 

cukierków?

– Też tak myślę. A teraz lecę, bo jestem umówiona u fryzjera.
– Coo? Dotychczasowe próby niczego cię nie nauczyły?
– Teraz będzie dobrze, zobaczysz. 
Coś w jej głosie sprawiło, że Manny popatrzył na nią uważnie. 
– Denerwujesz się raportem? – zapytał. 
– Jasne. – Głos jej zadrżał, mimo iż bardzo się starała zachować spokój. 
Manny poklepał ją po ręce. 

background image

– Wykonałaś tu wspaniałą robotę. Jeśli Stanton i jego ludzie tego nie zauważyli, są nie 

tylko ślepcami, ale kompletnymi głupcami. 

– Dzięki. 
– Nie znoszę tego człowieka za to, że przepuścił cię przez taką wyżymaczkę. 
– Nie wiń Eryka, Manny. Na wszystko sama zapracowałam. – Ze zgrozą czuła, że oczy 

napełniają się jej łzami. 

– O Boże! – Manny złapał się za głowę. – Tylko mi nie mów, że się w nim zakochałaś. 
– Zakochałam się. I wcale nie jestem z tego powodu dumna. Może mi przejdzie, kiedy 

zobaczę raport. 

– Będzie durniem, jeśli nie zauważy, jakie ma szczęście!
– Jak to dobrze, Manny, że jedziesz ze mną do domu na święta. 
– Ja też się cieszę. Spotkamy się na lotnisku. Na razie cześć. 

Cindy odetchnęła, widząc, jak płomienie pochłaniają pechowe niebieskie spodnie. Musi 

pamiętać, żeby wypisać później raport o zaginięciu ubrania należącego do gościa hotelowego. 
Przecież Eryk sprawdza wszystkie dokumenty... 

Spojrzała na zegarek i pędem pobiegła do fryzjera. W progu salonu przetarła oczy ze 

zdumienia. Zdyszana Matylda uwijała się wśród tłumu klientów. Na widok Cindy rozległy się 
okrzyki, że to jest kolor, o jaki wszystkim chodzi. 

– Przebój sezonu. – Matylda rozpromieniła się cała. – Zarobimy fortunę. 
– Niesamowite. – Oniemiała Cindy przesunęła ręką po włosach. – To znaczy, bardzo się 

cieszę. 

– Jeny jest na zapleczu – poinformowała Matylda i z nowym wigorem zajęła się pracą. 
Stary fryzjer czekał na Cindy. Posadził ją w fotelu i otulił zieloną peleryną. 
– To mój prezent gwiazdkowy dla ciebie – mruknął. – Mimo że byłaś niegrzeczna. 
– Jerry, nie wierz we wszystko, co ludzie mówią. 
– A jeśli widziałem to na własne oczy? – Popatrzył na nią z czułością. – Ładna z was 

para. Pasujecie do siebie, ty i Stanton. 

Już chciała protestować, ale przypomniała sobie, że nie warto, bo Jerry i tak nie zmienia 

zdania. 

– Jerry! – Nagle coś przyszło jej do głowy. – Ty wiedziałeś, że Quinn to Stanton, prawda?
– Od samego początku. 
– Powiedział ci?
– Nie. Wiedziałem i tyle. 
Westchnęła.  Cały Jerry.   Niczego  nie  da  się  przed  nim  ukryć.   Rzuciła   mu  mordercze 

spojrzenie, ale on zupełnie się tym nie przejął. Z cichym śmiechem wziął nożyczki i zaczaj ją 
strzyc. 

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Eryk   przejrzał   szczegółowe   sprawozdania   swoich   współpracowników.   Określenia 

„niekonwencjonalny, ale skuteczny” pojawiały się w nich raz po raz. Wszyscy potwierdzali 
jego   opinię.   Kryształowy   Pająk   działał   sprawniej   i   dawał   większe   zyski   niż   niejeden   z 
wzorcowo prowadzonych hoteli należących do korporacji. 

Jego raport był w zasadzie gotowy. Pozostały jedynie wnioski i rozwiązanie problemu: 

czy   funkcjonowanie   hotelu   Pod   Kryształowym   Pająkiem   pasuje   do   zaplanowanej   przez 
Harmona strategii działania?

Mimo że Eryk w raporcie napisał wiele zdań o korzyściach wynikających z posiadania 

takiego hotelu, nie miał wątpliwości, jak brzmi odpowiedź na tak sformułowane  pytanie. 
Czasami jednak przypominał sobie błagalne spojrzenie Cindy i ogarniały go rozterki. 

Nie   chciał   jednak   narazić   na   szwank   swojej   dobrej   reputacji.   Jedyne   co   mógł,   to 

przekonać Harmona, żeby sprzedać Kryształowego Pająka w całości. Powiedział Cindy, że 
kupiłby dla niej ten hotel, gdyby było go na to stać. Nie był aż tak zamożny, ale przecież znał 
wielu inwestorów, których mógłby do tego namówić. Zachowałby wówczas twarz wobec obu 
stron. 

Ale   korporacji   chodziło   tylko   o   prostą   odpowiedź   na   proste   pytanie.   Dlaczego   więc 

komplikować   całą  sprawę?  Dawno  temu   przysiągł  sobie,   że  nie   pozwoli  żadnej  kobiecie 
wtrącać się do swojej pracy, i dotrzymał słowa. Do dzisiaj. Z miłości do Cindy Warren musiał 
stracić rozum. 

Jak to z miłości?! opamiętał się. Kto tu mówi o miłości?
Usiadł przy biurku i w szalonym  tempie  dokończył  pisania  raportu. Nie miał  ochoty 

zakochiwać się w kobiecie, która jest ekscentryczna, nieprzewidywalna,  ma zbyt  miękkie 
serce i koszmarną fryzurę. NIGDY wystukał wielkimi literami na ekranie komputera. 

Cindy weszła do pokoju konferencyjnego kwadrans przed czasem. Musiała przygotować 

się   na   spotkanie   z   Erykiem.   Wybrała   sobie   miejsce   naprzeciw   drzwi   i   przez   pięć   minut 
ćwiczyła   scenę:   „Zajęta   kobieta   interesu   wita   interesanta,   pewnie   siedząc   w   fotelu”. 
Podwyższyła siedzenie swojego krzesła i obniżyła siedzenie krzesła stojącego po jej prawej 
stronie, żeby dosłownie pokazać swoją dominację nad Erykiem. 

Kiedy usłyszała na korytarzu jego kroki, usiadła i udawała, że robi notatki na marginesie 

jakichś dokumentów. 

– Wolisz, żebym przyszedł, kiedy skończysz? – Zatrzymał się w progu. 
– Ależ nie. – Powoli odłożyła pióro. 
Na razie wszystko szło po jej myśli. Najwyższy czas odegrać przećwiczoną etiudę. Z 

oczami utkwionymi pewnie w twarzy Eryka odchyliła się niedbale... Zapomniała tylko, że 
podwyższając krzesło, powinna przykręcić oparcie do siedzenia. Przerażony Eryk nie zdążył 
jej przytrzymać. Runęła plecami do tyłu i uderzyła głową o podłogę. 

– Nic mi nie jest – wyjąkała mimo bólu, który rozsadzał jej czaszkę. – Lepiej zacznijmy 

background image

od razu. – Podniosła się, zażenowana. 

Przyglądał się jej przez chwilę, potem usiadł i wyjął z teczki raport. Cindy wystarczył 

jeden rzut oka, żeby z twarzy Eryka wyczytać to, co usłyszy za chwilę. 

–   W   moim   raporcie   radzę   korporacji,   żeby   sprzedała   hotel.   Przykro   mi,   ale   z 

profesjonalnego   punktu   widzenia   musiałem   tak   postąpić.   Ja   i   wszyscy   moi   ludzie 
podkreślamy,   że   Kryształowy   Pająk   jest   znakomicie   prowadzony.   Błędem   Harmona   był 
zakup hotelu, który całkowicie nie odpowiada prowadzonej przez nich polityce. 

– Zakup? Raczej kradzież. Dwa lata temu Harmon oszukał grupę starych inwestorów, 

nabywając hotel za bezcen. 

– Starałem się bardzo rzetelnie wycenić jego dzisiejszą wartość. I, jeśli cię to interesuje, 

nie wspomniałem ani słowem o żyrandolu. Uznałem, że powinienem zachowywać się tak, 
jakbym nie znał jego historii. 

– Ale ją znałeś! Opowiedziałam ci ją, żebyś zrozumiał, że pewne wartości należy chronić. 

Likwidujesz hotel, który przynosi zyski!

– Na razie. 
– Co przez to rozumiesz?
– Za kilka lat gry fabularne oraz wampiry wyjdą z mody i możecie stracić klientów. 

Harmon wie, co robi, nastawiając się na grupę średnich i dużych biznesmenów... 

– Jak rozumiem, poznałam już najważniejsze założenia pańskiego raportu – przerwała. – 

Nie uważam, żeby dłuższa rozmowa mogła wnieść nowe aspekty do sprawy. Nasze spotkanie 
jest skończone. – Cindy wzięła głęboki oddech i wstała, starając się, żeby Eryk nie zauważył, 
ile ją to kosztuje. 

Odwróciła się tyłem do niego, by nie widział łez w jej oczach. Słyszała, że odchodzi, ale 

nawet nie drgnęła. 

–   Cindy!   –   odezwał   się,   stając   przy   drzwiach.   –   Przepraszam,   że   zepsułem   ci   Boże 

Narodzenie. 

– Panie Stanton! – rzuciła przez ramię. – Proszę sobie nie pochlebiać. Nie ma pan takiej 

władzy nade mną. 

Trafiła go. Poznała to po jego minie. I o to jej chodziło!
– Chciałbym powiedzieć, że mimo nieporozumień bardzo cenię sobie naszą współpracę. I 

jeszcze jedno – dodał po chwili. – Masz śliczną fryzurę. 

Zamknął za sobą drzwi. Cindy oparła głowę na rękach. Szkoda, że w ogóle spotkała tego 

człowieka!

W tym momencie odezwała się jej krótkofalówka. 
– Cindy – usłyszała zdyszany głos Manny’ego. – Czy zniesiesz jeszcze jeden kryzys 

choinkowy?

–   Chcesz   powiedzieć,   że   pięć   tysięcy   zwykłych   cukierków   może   okazać   się 

niebezpieczne?

– Tak, jeśli do holu wedrze się tłum chuliganów, żeby strząsnąć je z drzewka!

Eryk  uznał, że należy mu się łyk czegoś mocniejszego. Szedł właśnie do baru, kiedy 

background image

usłyszał szum dobiegający z holu. Zawrócił, żeby sprawdzić, co się dzieje. Z sufitu sypał się 
kolorowy grad. Czterech umięśnionych  mężczyzn  potrząsało świerkiem, a ich towarzysze 
łapali cukierki i wpychali je garściami do kieszeni i plastikowych toreb. Dolne gałęzie były 
już całkowicie ogołocone. 

Jak   należało   się   spodziewać,   Cindy   natychmiast   pojawiła   się   na   placu   boju.   Eryk 

obserwował z ukrycia, jak po raz kolejny udało się jej rozwiązać kryzys – szybko, skutecznie 
i elegancko. 

Szybko   usunęła   prowodyrów   całego   zajścia.   Kazała   ustawić   rusztowanie.   Cukierki 

zostały zdjęte z choinki i w wielkich koszach wystawione na ulicę. Każdy chętny mógł się 
nimi   poczęstować.   Pracownicy   Cindy   dwoili   się   i   troili.   Widać   było,   że   zrobią   dla   niej 
wszystko. Eryk nie miał co do tego żadnych wątpliwości. Oni po prostu ją kochali. 

On też. 
Pokochał niewłaściwą kobietę w niewłaściwym czasie. Przecież najbardziej cenił sobie 

uporządkowane życie. Zawsze otaczał się ludźmi praktycznymi  i reagującymi  w łatwy do 
przewidzenia   sposób.   Dlatego   nie   mógł   porozumieć   się   z   własnym   ojcem   – 
niekonwencjonalnym człowiekiem o duszy artysty. 

Eryk widział ze swojego kąta, jak Cindy powoli wchodzi po schodach. Przystanęła na 

górnym  podeście i zapatrzyła  się w żyrandol.  Dałby wiele, żeby dowiedzieć  się, o czym 
myśli. O dziadku? O długiej historii tego hotelu? Czy o przyszłości?

W holu panował spokój. Wielki świerk, całkowicie pozbawiony ozdób, stał pośrodku 

lekko pochylony. 

Pochylony?!   Eryk   wypadł   z   ukrycia.   Cindy   także   zauważyła,   że   coś   jest   nie   tak. 

Przerażona zbiegała po schodach. 

– Uwaga! – krzyczała. – Choinka się przewraca!
Ogromne drzewo zachwiało się i z szumem upadło, pokrywając całą podłogę grubym 

płaszczem   igieł.   Górne   gałęzie   zaczepiły   o   żyrandol,   który   rozhuśtał   się   niebezpiecznie. 
Kryształowe wisiorki uderzały o siebie z dźwięcznym stukotem. Eryk spojrzał w górę. 

– Usunąć się! – wrzasnął. 
Rozległ   się   zgrzyt   metalu...   Żyrandol   runął   na   ziemię   i   rozprysnął   się   na   tysiące 

kawałków. 

background image

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

Cindy przepłakała całą noc. Rano z trudem otworzyła zapuchnięte oczy. Jeszcze nigdy nie 

czuła się tak przegrana. Po spotkaniu z Erykiem była pewna, że nic gorszego już się nie 
zdarzy, ale wypadek z choinką i żyrandolem szybko rozwiał jej złudzenia. Wprawdzie gałęzie 
świerka osłabiły nieco siłę uderzenia, ale i tak żyrandol rozpadł się na niezliczone kawałki. 
Nie było pewności, czy kiedykolwiek uda się przywrócić mu dawną świetność. 

Eryk   razem   z   pracownikami   hotelu   zbierał   rozsypane   fragmenty   i   układał   je   do 

dziesiątków pudeł, ale Cindy przez cały czas uważała, żeby nie znaleźć się blisko niego. Był 
inny,   niż   sobie   wyobrażała.   Nie   umiałby   kochać   jej   takiej,   jaka   jest.   Nigdy   by   mu   nie 
zależało, żeby razem  z,  nią chronić ludzi, rzeczy i miejsca. On wolał niszczyć wszystko w 
imię interesu jakiejś tam korporacji. 

To była najgorsza Wigilia w jej życiu. Wstała z łóżka, podeszła do telefonu i odruchowo 

nakręciła numer. 

– Mamo, wesołych świąt... – Łzy popłynęły jej po policzkach. 

Eryk   postanowił   spędzić   poranek   w   siłowni.   Znalazł   wolny   przyrząd   do   joggingu   i 

dopiero wtedy zauważył, że na sąsiednim urządzeniu ćwiczy Manny. Kiwnęli głowami na 
przywitanie. 

– Wcześnie pan zaczyna – rzucił Eryk. 
– Za parę godzin mam „samolot. – Manny nawet nie starał się być uprzejmy. 
– Do domu” na święta?
– Uhm, jadę z Cindy. 
A więc jednak coś ich łączy. Dziwne, bo Manny nie wydawał się mężczyzną, który... 

Zresztą,   co   go   to   obchodzi.   Przyspieszył   prędkość   ścieżki,   żeby   wyładować   zazdrość   – 
uczucie, o które by siebie nie podejrzewał. 

– Mam nadzieję, że spędzicie oboje miłe święta – mruknął. 
– Z pańskiego tonu wnoszę – Manny nie zdejmował wzroku z monitora – że niezbyt się to 

panu podoba. 

Jego wrogość nie uszła uwagi Eryka. 
– Nie zdawałem sobie sprawy – wzruszył ramionami – że pana i Cindy łączy intymny 

związek. 

– Cindy i mnie nie łączy intymny związek, panie Stanton – warknął Manny. 
Eryk poczuł ulgę. Ale to nie była właściwa reakcja, kiedy człowiek rujnuje innym Boże 

Narodzenie, uświadomił sobie nagle. 

– Cindy pewnie powtórzyła panu, że poradziłem Harmonowi sprzedaż hotelu. Przykro mi, 

ale na tym polega moja... Co jest, do cholery... – przerwał, bo Manny jednym pchnięciem 
zrzucił go ze ścieżki i stojąc obok, patrzył na niego z wyraźnym obrzydzeniem. 

– Cindy powiedziała mi, że raport był pozytywny, palancie. Wygląda na to, że nie chciała 

mnie martwić. Jesteś pętakiem i tchórzem, Stanton. Nie zasługujesz na nią. A ona już na 

background image

pewno – nie zasłużyła na to, co jej zafundowałeś! Zawodowo i prywatnie. – Manny odwrócił 
się na pięcie. – Proszę mi wybaczyć. Muszę stąd odejść, zanim dam panu w pysk i stracę 
pracę. 

Zaskoczony Eryk wpatrywał się w plecy odchodzącego Manny’ego. I nagle zrozumiał 

wszystko. Naprawdę bał się okazywać uczucie ludziom, na których  mu zależało. Cindy i 
ojciec byli tego najlepszym przykładem. 

Jego mózg pracował teraz na najwyższych obrotach. Tak. Już wiedział. Harmon dostanie 

pieniądze   za   zniszczony   żyrandol   od   towarzystwa   ubezpieczeniowego.   Reszta   ich   nie 
obchodzi. Żyrandol można zrekonstruować. Wprawdzie nie odzyska nigdy swojej poprzedniej 
wartości,   ale   dla   Cindy   to   akurat   nie   ma   znaczenia.   Jej   zależy   na   symbolu.   Tak   się 
przypadkiem składa, że on zna znudzonego życiem eksperta od szkła, który z pewnością 
podejmie się rekonstrukcji. 

Kto wie, może przy okazji uda mu się odbudować swoje pokręcone relacje z ojcem? Ale 

najpierw musi odnaleźć Cindy. Przecież ona nie ma pojęcia o jego uczuciach! Szalona chwila 
wymaga szalonych czynów, pomyślał. 

– Oliver! – krzyknął i puścił się biegiem za Mannym. – Poczekaj!
–   Zwariowałeś,   człowieku   –   podsumował   go   Manny,   słuchając   jego   niezbornej 

wypowiedzi. 

– Wiem! – Eryk wyrzucił ręce w powietrze. – Ale moje stosunki z Cindy od początku 

były zwariowane. Ta sytuacja mnie przerosła – mówił nieskładnie, ale nie mógł nic na to 
poradzić.   –   Jeśli   się   dobrze   zastanowić,   to   cud,   że   nasze   ścieżki   w   ogóle   się   przecięły. 
Nastąpiła jakaś niezwykła koincydencja wypadków... 

– Koincydencja! – Manny wytrzeszczył na niego oczy... 
– Koincydencja... No, zbieżność... – Eryk się zaczerwienił. 
–   Wiem,   co   to   znaczy   koincydencja,   tylko...   Zresztą   teraz   to   nieważne   –   westchnął 

Manny. – Jeśli się nie uda, Cindy nam dokopie. 

Cindy do ostatniej chwili zwlekała z wejściem na pokład samolotu. Manny’ego wciąż nie 

było. W końcu, przełykając łzy zawodu, podniosła torbę i poszła do wejścia. 

Nie spędzi świąt z kimś, kto był jej szczególnie bliski. Zamknęła oczy i próbowała wziąć 

się w garść. Potrzebowała Manny’ego, mimo że cieszyła się na spotkanie z matką. Dzisiejsza 
poranna rozmowa okazała się punktem zwrotnym w ich stosunkach. Mama wysłuchała jej 
historii i umiała pocieszyć. 

– Cześć – usłyszała znajomy głos. 
Spojrzała w górę i zmartwiała. 
– Eryk?! Go ty tutaj robisz?
– Mam miejsce obok ciebie. Zamieniłem się z Mannym. On leci teraz do Atlanty. 
Pokiwała głową, ale było jej przykro, że Manny nic nie powiedział o zmianie planów. 
– Ma tam wielu przyjaciół. A ty? Jedziesz do ojca? To znaczy, że musieliście rozmawiać. 
– Tak, rozmawiałem z nim. – Eryk uśmiechnął się szeroko. 
– Nie było to wcale takie straszne. 

background image

Kapitan  poinformował,  że start samolotu  opóźni się o czterdzieści  pięć minut.  Cindy 

jęknęła. Oznaczało to czterdzieści pięć minut przebywania dłużej z Erykiem. 

– Będziemy mogli porozmawiać – powiedział spokojnie. 
– Porozmawiać?
Wtedy sięgnął do kieszeni płaszcza i wyjął małe pudełko w srebrnym^, metalizowanym 

papierze. 

– To dla ciebie. 
Cindy trzymała pudełko w drżących dłoniach, niepewna, co robić. 
– Dla mnie? – spytała, a potem rozwinęła papier. 
W pudełku, na czarnym aksamicie, błyszczały dwie brylantowe łzy niezwykłej urody. 
– Eryku, nie mogę tego przyjąć. 
– Przecież zniszczyłem ci tamte kolczyki – Przez przypadek. 
– I kocham cię. 
– Są o wiele za drogie – ciągnęła. – Co ty powiedziałeś?
– Dopiero teraz dotarł do niej sens jego słów. 
– Że cię kocham. Zmusiłem Manny’ego do odsprzedania mi biletu, żeby spędzić z tobą 

Boże Narodzenie. Nawet nie wiesz, jak się namęczyłem. 

Pochylił się i pocałował ją w usta. Siedziała nieporuszona. 
– Myślałem, że coś do mnie czujesz. – Rozczarowany i speszony zapadł się w fotel. – 

Poza niechęcią, oczywiście. 

Tymczasem   Cindy   próbowała   uporać   się   z   sama   ze   sobą.   W   jednym   momencie 

doświadczyła zbyt wielu wrażeń: szczęście, strach, zmieszanie, niepewność ogarnęły ją jak 
morskie tale. 

– Eryku – zaczęła powoli – ja też cię kocham. Ale sama miłość nie wystarczy. Żeby żyć 

razem, trzeba czegoś więcej – wspólnych wartości, wspólnego celu, rodzinnych więzi... Nie 
chcę, byś myślał, że jestem z tobą dlatego, bo niedługo zostanę bez pracy. 

Chwycił ją za rękę i podniecony opowiedział jej o planach kupienia hotelu. 
–   A   ty   jesteś   najodpowiedniejszą   osobą   do   prowadzenia   tego   cyrku   –   zakończył.   – 

Oczywiście pod warunkiem, że nie będziesz spoufalać się z gośćmi płci męskiej. 

Objął   ją  i   tym   razem   Cindy  zareagowała   tak,   jak  tego   pragnął.   Widział,   że   mu   ufa. 

Całowali się długo. 

– Eryku! – Uśmiechnęła się szelmowsko, kiedy skończyli. 
– Czy ty myślisz, że skoro podarowałeś mi brylantowe kolczyki, muszę się od razu w 

tobie zakochać?

– Jasne, że tak – parsknął śmiechem. – Sama przyznasz, że to działa, prawda?
– Masz całkowitą rację. Zachwycony wpatrywał się w jej twarz. 
– Czy jesteś przygotowany na spotkanie z moją rodziną? – zapytała. 
– Owszem. A ty z moją?
– Chyba tak. Zastanawiam się tylko, czy twój ojciec mnie polubi. 
– Kobietę, dzięki której znowu zacząłem grać?! Nie mam żadnych wątpliwości. 
Cindy usiadła głębiej i przymknęła oczy. Najgorsza Wigilia w jej życiu zamieniła się w 

background image

Wigilię najszczęśliwszą. 

– Cindy? – odezwał się Eryk. – Kiedy sprawdzałem dokumenty hotelowe, wpadł mi do 

ręki raport o mojej skradzionej piżamie. Czy wiesz coś o tym?

Zamrugała niepewnie oczami. 
– Tak. Sama go wypełniłam. 
– A skąd wiedziałaś, że była niebieska?
– Wisiała w łazience, kiedy opatrywałam sobie rękę. – Cindy udało się zachować spokój. 
– A monogram? Przecież na pewno nie mówiłem, że jest wyszyty na kieszeni. – Patrzył 

na nią z rozbawieniem w oczach. 

– Z... zgadłam. – Jeszcze nie zorientowała się, że Eryk z niej żartuje. 
– A kolor? Kochanie, jakim cudem domyśliłaś się, że litery były popielate?
Cindy   już,   już   miała   wpaść   w   panikę,   ale   uniosła   głowę   i   spojrzała   na   Eryka. 

Uśmiechnęła się i uwodzicielskim gestem przesunęła palcem po jego ustach. 

– Co byś  powiedział na to, żeby pójść do toalety?  Moglibyśmy  dokończyć  rozmowę 

zaczętą na dachu. 

– Coś mi się wydaje, że próbujesz zmienić temat! – Chwycił jej palec i pocałował. 
– Sam przyznasz, że to działa, prawda?
– Absolutnie tak!


Document Outline