background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

MARIA CIEŚLANKA 

 

PRZYJACIÓŁKA DUSZ CZYŚDCOWYC

background image

 

ŚWIĘTY MICHALE ARCHANIELE , BROŃ NAS W WALCE . 
PRZECIW NIEGODZIWOŚCI I ZASADZKOM ZŁEGO DUCHA 
BĄDŹ NASZĄ OBRONĄ. 
NIECH GO BÓG POGROMIĆ RACZY, POKORNIE O TO PROSIMY. 
A TY WODZU NIEBIESKICH ZASTĘPÓW , SZATANA I INNE 
DUCHY ZŁE, KTÓRE NA ZGUBĘ DUSZ LUDZKICH PO TYM 
ŚWIECIE KRĄŻĄ , MOCĄ BOŻĄ STRĄĆ DO PIEKŁA. AMEN.  

OJCZE PRZEDWIECZNY PRZEZ NIEPOKALANE I MIECZEM 
PRZEBITE SERCE MARYI OFIARUJE CI NAJDROŻSZĄ KREW I 
RANY JEZUSA CHRYSTUSA , ABY MARYJA NASZA MATKA 
STARŁA GŁOWĘ SZATANA I Z ARCHANIOŁEM MICHAŁEM 
ORAZ ZE WSZYSTKIMI ANIOŁAMI STRĄCIŁA DO PIEKŁA ZŁE 
DUCHY I WSZYSTKIE ICH DZIEŁA I PLANY ZNISZCZYŁA , 
SZCZEGÓLNIE OBECNE W TEJ GODZINIE I NADE WSZYSTKO 
W NASZEJ OJCZYŹNIE

 . 

MARIA CIEŚLANKA — PRZYJACIÓŁKA DUSZ CZYŚĆCOWYCH 

Urodziła  się  25  maja  1855  r.  w  Siemiechowie  w  pow.  tarnowskim.  Rodzice  jej 
Michał Cieśla i Tekla z Wąsików byli ludźmi zacnymi i pobożnymi, toteż postarali 
się, by na drugi dzieo po przyjściu na świat otrzymała łaskę Chrztu św. 

W  drugim  roku  życia  Maria  straciła  matkę.  Jej  ojciec  ożenił  się  wkrótce 
powtórnie. Biedna sierotka  nie mając co robid przy macosze,  poszła  do swojej 
cioci,  która  z  miłością  iście  macierzyoską  przygarnęła  maleostwo  do  siebie. 
Ciotka  uczyła  ją  czytad,  pisad,  a  przede  wszystkim  znad  i  całym  sercem  kochad 
Boga!  Biedowały  obie,  bo  ciotka  ubogą  była.  Do  15.  roku  życia  pozostała  przy 
zacnej  ciotce,  następnie  rok  służyła  u  p.  Kulinowskiego  w  Gromniku.  Gdy  jej 
siostra cioteczna Wiktoria wyszła za mąż za Stanisława Gadka, osiadła przy niej i 
jej rodzinie, spędziła  nieomal całe swoje życie w Faściszowej,  wiosce należącej 
do parafii zakliczyoskiej. 

Bóg  od  najmłodszych  lat  darzył  tę  wybraną  duszę  nadzwyczajnymi  łaskami. 
Kiedy jeszcze jako maleoka dziewczynka pasała bydełko, jej duszyczka ulatywała 
myślą  i  sercem  do  Boga,  zatapiając  się  w  modlitwie.  Gdy  ujrzała  orszak 
pogrzebowy,  lub  gdy  ją  doleciał  smutny  i  poważny  głos  dzwonu  bijącego 
zmarłemu  ostatnie  pożegnanie,  ona  pogrążała  się  w  krainie  wieczności,  biegła 
myślą  za  umarłym  gdzie  on  jest,  co  się  z  nim  dzieje,  pragnęła  spieszyd  mu  z 
pomocą, modląc się gorąco za jego duszę. 

Kiedy  nieco  podrosła,  pragnęła  pomóc  ciotce  obarczonej  liczną  rodziną. 
Chodziła  na zarobek, a zapracowany  grosz dzieliła na  trzy części. Pierwsza szła 
na  jej  własne  utrzymanie,  drugą  oddawała  ciotce,  a  trzecią  na  Msze  św.  za 
dusze w czyśdcu cierpiące. Tak to Bóg przygotowywał od wczesnej młodości tę 
duszę na Apostołkę modlitwy za dusze w ogniu czyśdcowym zostające. 

background image

 

Z  wielkich  łask,  jakie  Bóg  na  Marię  Cieślankę  zlewał,  zrobiła  dobry  użytek. 
Wszyscy  ci,  co  osobiście  stykali  się  z  nią  za  życia,  a  z  którymi  miałem 
sposobnośd rozmawiad – oddają wielkie pochwały jej cnocie i pobożności. Była 
to  przede  wszystkim  dusza  anielskiej  niewinności  oraz  dziwnej  pokory.  Do  25. 
roku  życia  –  jak  się  zwierzyła  S.  X.  Franciszkance,  swojej  przyjaciółce  – 
pozostawała  w  zupełnej  niewiadomości  o  rzeczach  mogących  obrazid  świętą 
cnotę czystości. W swojej obecności nie  pozwalała  nikomu  prowadzid rozmów 
lekkomyślnych,  obrażających  dobre  obyczaje.  Niewinnośd  poświęciła  Bogu, 
żyjąc  do  śmierci  w  panieostwie.  Całe  jej  życie  było  ciche,  ukryte  w  Bogu. 
Potulna,  dobra,  nikomu  przykrości  nie  wyrządzała.  Usposobienia  żywego,  gdy 
się  uniosła,  umiała  zaraz  opanowad  swe  poruszenia.  Toteż  jej  szwagier, 
obarczony  dziesięciorgiem  dzieci  mógł  zeznad,  że  ani  jemu,  ani  żadnemu 
dziecku  „nigdy  żadnej  krzywdy,  ani  nawet  złego  słowa  nie  powiedziała”.  A 
później  ileż  to  upokorzeo,  obmów,  podejrzeo,  złego  obchodzenia  się  musiała 
wycierpied z powodu swoich „objawieo” o duszach czyśdcowych! 

Wielu  ogłosiło  ją  za  uwodzicielkę,  oszustkę,  kłamczynię  itd.  Wszystkie  te 
upokorzenia nie tylko cierpliwie, ale z pogodnym humorem znosiła, ofiarując je 
Bogu za grzeszników a szczególnie za dusze w czyśdcu cierpiące. 

Niewinnośd i pokora to dwie cnoty, które schylają do nas Serce Boże, otwierają 
nam  skarbiec  łask  Pana.  Dusza  pokorna  i  niewinna,  tj.  oderwana  od  grzechu, 
uciech  świata  i  miłości  własnej  –  nie  idzie,  ale  leci  po  drodze  doskonałości 
chrześcijaoskiej. 

Maria  Cieślanka  była  osobą  gruntownej  i  nadzwyczajnej  pobożności.  Fałszywą 
pobożnością  –  tak  zwaną  dewocją  –  brzydziła  się  całą  duszą.  Pobożnośd 
pojmowała jako sumienne wypełnienie swoich obowiązków z czystej miłości ku 
Bogu,  oddając  się  Jemu  bez  podziału,  bez  zastrzeżenia.  Praca  i  modlitwa 
stanowiły  jej  życie.  Chod  była  „drobna”,  tj.  nie  silnego  zdrowia,  nikomu  się  w 
pracy prześcignąd nie dała. Nigdy też nie opuściła pracy pilnej lub obowiązków 
pod  pozorem  modlitwy  lub  kościoła.  Natomiast  gdy  nie  było  pilnej  pracy 
spieszyła do kościoła o 4 kilometry oddalonego na Mszę św., spowiadała się co 
tydzieo, ile możności łączyła się z Panem Jezusem codziennie w Komunii św. Jej 
umartwienie  było  naprawdę  wielkie  –  w  braniu  pokarmów  bardzo 
wstrzemięźliwa, „nawet za dziecko nie zjadła” świadczy jeden z domowników. 

Posty  kościelne  zachowywała  może  nazbyt  surowo,  jeśli  się  uwzględni  ciężką 
pracę  na  roli.  Nosiła  włosiennicę,  czuwania  i  modlitwy  u  stóp  Najświętszego 
Sakramentu  przeciągała  często  do  późna  w  noc.  Nic  też  dziwnego,  że  takim 
umartwieniem  poskromiła  zupełnie  swe  ciało  i  jego  popędy.  Jak  się  zwierzyła 
swojej przyjaciółce X. Franciszkance: „nie  wiedziała co  to jest zniecierpliwid się 
albo gniewad na kogo
”. 

background image

 

Odznaczała  się  dziecięcym  nabożeostwem  do  Najświętszej  Maryi  Panny  i  do 
Najświętszego Sakramentu. W  izbie,  w  której się modliła i sypiała  nad łóżkiem 
wisiało  dużo  obrazów,  Pana  Jezusa,  Matki  Najświętszej,  które  gustownie 
zdobiła  w  sztuczne  lub  świeże  kwiaty.  W  młodszych  latach,  gdy  jej  siły 
dopisywały,  chętnie  odprawiała  dalekie  pielgrzymki  –  szczególnie  do  Kalwarii 
Zebrzydowskiej i do Tuchowa, by uczcid Najświętszą Maryję Pannę. 

W  domu,  chod  nie  była  gospodynią,  życiem  religijnym  kierowała  sama. 
Modlitwy odbywały się zawsze wspólnie – a ona im przewodniczyła. 

Ze  słuchania  słowa  Bożego,  czytania  książek  duchownych,  a  szczególnie  z 
kontemplacji,  którym  to  darem  cieszyła  się  przez  wiele  lat,  nabyła  wielkiego 
światła  w  rzeczach  duchownych.  Chętnie  też  radziły  się  jej  w  sprawach  duszy 
osoby wykształcone i z prostego ludu. Jej kuzynka tak zaś się wyraziła: „Ciotka, 
gdy jej się w czym poradzę – odpowiada zupełnie tak, jak ksiądz
”. Umysł, miała 
niepospolity,  jasny,  przenikliwy,  usposobienie  ludzi  przychodzących  do  niej  po 
radę,  odgadywała  w  lot.  W  słowach  ostrożna  zwierzała  się  tylko  osobom 
wypróbowanej cnoty, które potrafiły zjednad sobie jej zaufanie. 

Cicha i pokorna służebnica Boża stała się głośną z powodu swych „objawieo” o 
duszach  czyśdcowych.  Do  Kościoła  św.  należy  jedynie  wydad  sąd  o  tych 
ekstazach zmarłej śp. Marii Cieślanki. Tutaj dla całości obrazu jej życia podamy 
kilka szczegółów z jej objawieo o duszach czyśdcowych. Jak już wspomnieliśmy, 
Maria  Cieślanka  miała  szczególne  nabożeostwo  do  dusz  czyśdcowych...  To 
nabożeostwo  rosło  z  każdym  rokiem.  –  Trudno  na  razie  ustalid  rok  w  którym 
zaczęła  miewad  swoje  „objawienia”.  W  każdym  razie  od  40.  roku  jej  życia 
powtarzały  się  one  regularnie  co  tydzieo,  nieraz  dwa  razy  na  tydzieo...  Oto 
początek  tych  „objawieo”.  W  25.  roku  życia  (według  innych  w  40.)  w  maju, 
podczas  wspólnego  nabożeostwa  do  Matki  Najświętszej,  jakie  wspólnie  z 
rodziną  odprawiała,  stanął  przed  nią  jej  Anioł  Stróż  w  postaci  ślicznego 
młodzieoca  i  rzekł  do  niej:  „Chodź  za  mną,  zaprowadzę  cię  do  czyśdca”.  „Na 
słowo i widok anioła nie wiedziałam, co ze mną się dzieje; popadłam w dziwny 
stan,  straciłam  panowanie  nad  sobą
”.  Obecni  natychmiast  to  zauważyli. 
Marysia  stała  się  sztywną,  martwą  –  zaczęli  ją  cucid,  myśląc  że  zemdlała  lub 
umiera.  Stan  ten  trwał  długie  godziny.  „Gdy  ujrzałam  Anioła  i  usłyszałam  jego 
słowa
  –  opowiadała  później  –  w  jednej  chwili  ujrzałam  czyściec.  Anioł  mi 
pokazywał  różne  miejsca,  dusze,  męki,  jakie  cierpiały,  oraz  przyczynę  tychże 
mąk.  Pierwsza  dusza  jaką  ujrzałam,  była  dusza  mojej  matki.  Tknięta 
współczuciem  i  zgrozą  z  powodu  jej  cierpieo  rzekłam:  Aniele  Boży,  za  co  moja 
matka  tak  bardzo  cierpi?  «Za  grzechy  przekleostwa»  –  odpowiedział  Anioł
”. 
Kiedy przyszła  do siebie, czuła się bardzo osłabiona  grozą strasznych cierpieo  i 
mąk dusz czyśdcowych. Z drugiej strony dręczyły ją niepokoje, czy nie stała się 

background image

 

igraszką  ułudy  szataoskiej.  Ten  stan  niepokoju  i  udręczenia  trwał  dośd  długo. 
Widzenia  z  jednej  strony  rozbudzały  w  niej  bojaźo  grzechu  oraz  gorące 
pragnienie  ratowania  dusz  czyśdcowych  modlitwą,  ofiarami  na  Mszę  św., 
postem  i  pokutą,  z  drugiej  strony  napawały  ją  obawą,  że  diabeł  tak  ją  dręczy. 
Nie  mogąc  znieśd  dłużej  tych  wewnętrznych  udręczeo,  udała  się  do  Tuchowa, 
prosząc  Matkę  Najświętszą  o  światło  i  pomoc.  Następnie  otworzyła  swe  serce 
na  św.  spowiedzi  o.  Jedkowi  redemptoryście,  sławnemu  misjonarzowi  i 
wytrawnemu  spowiednikowi.  Ten  wysłuchawszy  jej  spowiedzi  i  zbadawszy 
gruntownie szczegóły objawieo oraz jej ducha – zupełnie ją uspokoił. Zapewnił, 
że nie jest to sprawa szataoska ale Boża.  – Ma oddad się zupełnie i całkowicie 
Bogu – a z objawieo powinna korzystad, aby siebie i innych zachęcad do bojaźni 
grzechu – oraz do nabożeostwa za dusze w czyśdcu cierpiące. 

Objawienia  i  zachwyty  zaczynały  nabierad  coraz  to  większego  rozgłosu  w 
okolicy. A kiedy pewnego roku była na Kalwarii Zebrzydowskiej i tam miała owe 
nadzwyczajne  stany  –  wieśd  o  nich  rozeszła  się  prawie  w  całej  zachodniej 
Małopolsce.  Odtąd  w  wigilie  świąt  Matki  Boskiej  i  w  soboty  schodziły  się  do 
Faściszowej  gdzie  mieszkała  tłumy  ludzi  z  okolicy  i  hen  aż  od  Krakowa,  z 
Podwiśla, z gór od Sącza i od Pilzna; jednych ciągnęła prosta ciekawośd, innych 
złośliwośd  lub  zawiśd  –  ogólnie  miłośd  ku  swoim  drogim  zmarłym,  aby  się 
dowiedzied od Marysi o losie ich w drugim życiu – gdzie są, jakie męki cierpią, a 
szczególnie  co  mają  zrobid,  aby  im  pomóc.  Przebieg  zwyczajny  jej  wizji  czy 
zachwyceo był następujący: wieczorem po pracy klękała przy małym stoliku do 
modlitwy – po kwadransie traciła przytomnośd, sztywniała; wówczas kładziono 
ją  na  łóżku.  Trwało  to  od  pół  godziny  do  dwóch  godzin.  Kto  miał  dobry  słuch, 
nadstawiwszy  ucha, mógł słyszed rozmowę, jaką prowadziła z Aniołem. Gdy ją 
Anioł  oprowadzał  po  miejscach  najstraszniejszych  mąk  czyśdcowych,  na  jej 
twarzy malowała się zgroza i najwyższy przestrach, drżała na całym ciele i nieraz 
broniła  się,  wypraszała  od  tego  widoku,  a  otaczający  słyszeli:  „nie  pójdę  tam, 
nie chcę widzied tego!
”. Gdy zaś Anioł oprowadzał ją po miejscach, gdzie dusze 
mało albo nic nie cierpiały – twarz jej pospolita nabierała dziwnego uroku, była 
pogodnie uśmiechnięta,  niewysłowienie szczęśliwa.  Tymczasem  ludzie tłumnie 
wypełniali  izbę,  tłoczyli  się  przy  oknach,  stali  na  podwórzu  i  obejściu,  czekając 
nowin  o  swoich  najdroższych  z  zaświatów.  –  Przyszedłszy  do  siebie  zachęcała 
obecnych  do  nabożeostwa  za  dusze  czyśdcowe,  odpowiadała  na  pytanie  gdzie 
znajdują  się  ich  dusze,  jakie  męki  cierpią,  jakie  modlitwy  lub  pokuty  trzeba  za 
ich wybawienie odprawiad. 

Niekiedy same dusze czyśdcowe przychodziły do niej, prosząc ją o modlitwy. O 
zjawieniu  się  dusz  mówiła:  „To  straszna  rzecz  widzied  ducha  –  człowiek,  który 
nie ma łaski od Boga do tego – zanadto by się przeraził – owszem, nie zniósł by 
widoku tych dusz
”. 

background image

 

Widzeniem  Anioła  Stróża  często  się  cieszyła.  „Ile  razy  przychodziła  do 
rozmównicy,
 pisze matka X, a ja ją zapytywałam o jaką duszę, ona najpierw się 
głęboko upokarzała przede mną, że jest niegodna żadnej łaski od Pana Boga, a 
ja  słuchając  jej  słów  byłam  wzruszona  i  czułam  mimo  woli  jakąś 
niewytłumaczoną  cześd  dla  tej  przez  Boga  wybranej  duszy.  Byłam  raz 
świadkiem, gdy z Marysią rozmawiałam w rozmównicy o duszach, jej zachwytu. 
Nagle  przybrała  majestatyczną  postawę,  głowę  jednym  prędkim  zwrotem 
obróciła,  oczy  utkwiła  w  jeden  punkt  –  oblicze  nagle  przybrało  dziwny, 
nadziemski  wyraz.  Uczyniło  to  na  mnie  wielkie  wrażenie,  pewien  przestrach 
zmieszany z radością napełnił mą duszę... Po chwili, gdy zachwyt ustał, pytałam 
ją:  «co  za  przyczyna  tej  nagłej  zmiany,  czy  co  widziała?».  «Ujrzałam  mojego 
kochanego Anioła Stróża» – odrzekła
”. 

Zachwyty  i  objawienia  Marii  Cieślanki  narobiły  wiele  hałasu.  Musiały  się  więc 
nimi  zająd  władze.  Władze  świeckie  wysłały  policję,  by  zbadała  zajścia. 
Żandarm,  chcąc  się  przekonad,  czy  zachwyty  nie  są  oszukaostwem,  wbijał  jej 
szpilki  za  paznokcie  lecz  ekstatyczka  zupełnie  na  to  nie  reagowała.  Natomiast 
po przebudzeniu czuła dotkliwy ból w poranionych palcach. +*- 

Zawezwano ją również przed sąd. Ale rozmowa sędziów z Cieślanką tak na nich 
podziałała,  że  władze  świeckie  dały  jej  zupełny  spokój.  Badała  również 
„objawienia i zachwyty Marii” komisja duchowna, na czele której stanął śp. ks. 
kanonik  Maciejowski,  dziekan  tuchowski,  ale  nic  w  tej  sprawie  nie  wykryła 
zdrożnego lub chodby nagany godnego.  

Na  ogół  duchowieostwo  zachowywało  wielką  rezerwę  –  niektórzy  księża, 
obawiając  się  nadużyd,  byli  zdecydowanymi  przeciwnikami  tych  objawieo  – 
otwarcie  je  ganili,  wiernym  zakazując  udawad  się  do  Marii  o  radę  w  sprawie 
swoich zmarłych. Ks. proboszcz Ligaszewski, jej spowiednik polecił jej zachowad 
objawienia  w  tajemnicy  i  z  nikim  o  nich  nie  mówid.  Posłuchała.  Również  Kuria 
biskupia  zakazała  jej  udzielania  rad  i  wskazówek  wiernym  w  sprawie  dusz 
czyśdcowych. Zastosowała się chętnie i ściśle do zakazu swego Arcypasterza. 

Raz  była  na  kazaniu,  w  którym  kaznodzieja  ostro  gromił  łatwowiernośd  ludu: 
Czemu  tam  do  niej  chodzicie?  To  oszustka!  Kłamczyni!”.  Wysłuchawszy 
spokojnie  nauki  wróciła  do  klasztoru  SS.  Franciszkanek,  którym  się  zwierzyła  z 
wrażeo, jakie na kazaniu odczuła. „Co też ten kochany ksiądz X dzisiaj na mnie 
na kazaniu nie mówił! Że ja oszustka, uwodzicielka, kłamczyni!  – nie słuchajcie 
jej – nie chodźcie do niej! Ależ dobrze, dobrze, będę miała przynajmniej spokój
”. 

Po  pewnym  czasie  ks.  biskup  cofnął  swój  zakaz,  dając  zupełną  swobodę  Marii 
Cieślance co do jej objawieo  – mówiąc „nic w  tym złego nie ma”. – Korzystała 
więc z tego pozwolenia, zachęcając dalej wiernych do nabożeostwa za dusze w 
czyśdcu  cierpiące  –  udzielając  objawieo  co  do  ich  losu  oraz  jakiej  pomocy 

background image

 

potrzebują  od  swoich  przyjaciół  i  krewnych.  Na  dwa  lata  przed  śmiercią 
przeniosła się do Zakliczyna i zamieszkała w małym domku niedaleko klasztoru 
SS. Franciszkanek, by móc codziennie słuchad Mszy św. i komunikowad. 

Uwolnij,  Panie,  dusze  wszystkich  wiernych  zmarłych  od  wszelkich  więzów 
grzechowych.  A  przy  pomocy  łaski  Twojej  niechaj  unikną  strasznego  wyroku 
zatracenia. I niech zażywają szczęścia wiecznej światłości. 

Tractus Mszy Requiem 

W  jednym  objawieniu  powiedział  do  niej  Anioł,  że  przed  śmiercią  będzie 
musiała  wiele  cierpied.  I  rzeczywiście,  ostatni  rok  jej  życia  był  rokiem 
prawdziwego  męczeostwa.  Rak  zaczął  toczyd  jej  piersi,  na  domiar  złego  kilka 
miesięcy przed zgonem złamała nogę.  

Człowiek, który ją składał, tak nieudolnie zabrał się do rzeczy, że bóle całą nogę 
pokrzywiły  –  stopa  sięgała  drugiego  kolana,  a  górna  częśd  kości  udowej 
zachodziła  za  żebra.  Gdy  zaś  rak  wżarł  się  w  jej  ciało  i  zaczął  toczyd  mięśnie  i 
nerwy  koło  serca,  bóle  miała  straszliwe,  ustawiczne.  Znosiła  swoje  męki  z 
heroiczną  cierpliwością  i  poddaniem  się  woli  Bożej,  ofiarując  je  za  dusze  w 
czyśdcu cierpiące i modląc się za nie ustawicznie.  

Do  boleści  ciała  dołączyły  się  straszne  męki  duszy.  Szatan  zaczął  ją  dręczyd 
niepokojem,  widokiem  strasznych  mąk  czyśdcowych,  jakie  ją  czekają.  W  tych 
hiobowych cierpieniach  duszy i ciała mimo całej rezygnacji i poddania się  woli 
Bożej  wydobywały  się  nieraz  westchnienia  z  jej  zbolałych  piersi.  Pocieszał  Pan 
Jezus swoją sługę. Spowiednik SS. Franciszkanek codziennie zanosił jej Komunię 
św.  

Na  kilka  dni  przed  śmiercią  powiedział  jej  Anioł  Stróż,  że  umrze  w  święto 
Wniebowstąpienia.  I  tak  się  też  stało,  zjednoczona  z  Bogiem,  spokojnie  i 
świątobliwie  umarła  w  sam  dzieo  Wniebowstąpienia  Pana  Jezusa  1923  roku. 
Ciało  jej  ubrano  w  białe  szaty,  głowę  w  białą  zasłonę,  na  ramiona  włożono 
szkaplerz  tercjarski  –  trumnę  wysłano  kwiatami  i  kaliną.  Pogrzeb  miała 
wspaniały, bo  tłumy ludu zbiegły się z  bliskich  i dalekich okolic na jej pogrzeb. 
Młodzieocy zanieśli trumnę na swoich barkach na wieczny spoczynek. 

Jej  życie,  postad  i  opowiadania,  robiły  ogólnie  mówiąc,  wielkie  i  dodatnie 
wrażenie  na  tych,  co  się  z  nią  stykali.  Gdy  opowiadała  o  cierpieniach,  ogniu, 
długości mąk czyśdcowych – słuchający drżeli ze zgrozy i wzruszenia przejmując 
się  bojaźnią  grzechu  oraz  pragnieniem  ratowania  dusz  zmarłych.  Gdy  zaś 
opowiadała o wspaniałości lub rozkoszach raju (rajem  nazywała miejsce, gdzie 
dusze nie cierpią, ale jeszcze Boga nie oglądają  – carcer honoratus) zapalali się 
obecni pragnieniem śmierci i rozkoszy nieba.  

background image

 

Gdy  się  tak  słyszy,  opowiadała  s.  Delfina  Franciszkanka,  która  ją  w  ostatniej 
chorobie  pielęgnowała,  co  Marysia  mówi  o  przyszłym  życiu,  to  chciałoby  się 
zaraz umrzed, aby to widzied i cieszyd się z Panem Jezusem w niebie
”. „I tak tym 
była  przejęta
  –  dodaje  jej  Siostra  zakonna  –  że  ta  najmilsza  Siostra  nasza, 
krzyżem leżąc, prosiła Pana Jezusa – żeby ją zabrał do siebie
”. 

Co  się  też  stało.  „Pewnego  wieczoru,  opowiada  siostra  Delfina,  gdym  Marii 
łóżko prześcielała, mówię jej: «Marysiu, kiedy mówisz, że  w raju tak pięknie, to 
poproś Pana Jezusa, żebym umarła prędko i poszła do nieba». A Marysia na to: 
«wneciuchno
 (wnet) po mnie Siostra umrze!»”. W miesiąc po śmierci Cieślanki 
zachorowała ciężko s. Delfina i przeniosła się do lepszego życia w wieczności. 

O śp. Marii Cieślance jej proboszcz i spowiednik ks. Ligaszewski tak się wyraża: 
Była to dusza pobożna prawdziwie, i bogobojna i dla dusz czyśdcowych wielce 
oddana...  Wzrostu  była  średniego,  twarz  jakby  nieco  spalona.  Zapytana,  co 
widzi i jak dusze wyglądają, odpowiadała: że dusze te jakby w ogniu cielesnym 
zostawały, czyli ciało było ogniste, że bardzo one cierpią
”. 

U  nas  odszczególniło  ją  to,  iż  kiedy  śp.  Zdzisław  Mikułowski,  dawniejszy 
dziedzic Siemiechowa w dzieo św. Marcina chory pojechał do Krakowa – i umarł 
w  drodze  –  ona  najpierw  to  powiedziała,  iż  go  ks.  Jezuita  czy  inny  w  drodze 
spowiadał  –  o  tym  nikt  nie  wiedział,  dopiero  po  śmierci  te  okoliczności  się 
odsłoniły.  Zażywała  ogólnie  wielkiego  szacunku  –  chociaż  niektórzy  w  te 
objawienia nie wierzyli
”.  

Ten  szacunek  i  cześd  dla  śp.  Marii  Cieślanki  nie  zmniejszyły  się  po  śmierci; 
owszem,  bardzo  się  wzmogły.  Jej  pamięd  żyje  wśród  ludu  –  wielu  żywi  ku  niej 
szczególną jakąś miłośd i przywiązanie. Opowiadano mi o jej kuzynce, w której 
domu  przeżyła  Marysia  kilkadziesiąt  lat  –  że  z  żalu  i  tęsknoty  za  nią  po  jej 
śmierci zachorowała i w trzy miesiące przeniosła się do wieczności. 

I nic dziwnego, że żyje wśród ludu niezatarta pamięd o tej wielkiej przyjaciółce 
dusz  zmarłych.  Przecież  to  nasi  najdrożsi,  związani  z  nami  węzłem  krwi, 
przyjaźni,  wiary,  to  nasi  bracia  w  Chrystusie  a  kiedyś  towarzysze  chwały  i 
szczęścia w niebie, a Maria Cieślanka ratowaniu ich poświęciła całe życie.  

Módlmy  się  więc  gorąco  za  przykładem  śp.  Marii  Cieślanki  za  dusze  w  czyśdcu 
cierpiące. Ofiarujmy za nie wszystkie zasługi  naszych cierpieo, pokut,  modlitw, 
pamiętając na słowo Pana: „błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia 
dostąpią
”.  

Módlmy się często a gorąco z Kościołem świętym: 

Wieczne odpoczywanie racz 

im dad, Panie, a światłośd wiekuista niechaj im świeci

. Ω 

Artykuł jest fragmentem książki o. Franciszka Świątka CSsR, Świętośd Kościoła w 
Polsce w okresie rozbiorowym i porozbiorowym
, Kielce 1930. 

background image

 

PRZYKŁADY  

JAK  SIOSTRA  DE  MARTIGNAT  -  Z  ZAKONU  NAWIEDZENIA  NMP  (WIZYTKI) 
POMAGAŁA DUSZOM CZYŚDCOWYM 

W  klasztorze  utrwaliła  jeszcze  silniej  w  swej  duszy  to  nabożeostwo.  Nie  tylko 
modliła  się  za  zmarłych,  ale  przyjmowała  na  siebie  ich  cierpienia.  Czasami 
cierpiała   całe  miesiące  niewypowiedziane  boleści,  a  potem  ogarniała  ja  nagle 
radośd  nie  do  opisania.  Wtedy  pokazywały  jej  się  dusze,  jaśniejące  chwałą  i 
dziękowały  za  uwolnienie  z  mąk  czyśdcowych.  Niekiedy  widywała  niewyraźne 
cienie,  które  do  nie  na  przykład  w  taki  sposób  przemawiały:  „Moja  wierna 
siostro,  pomóż  mi,  bo  jestem  w  czyśdcu”.  Siostra   de  Martignat  podwajała 
wtenczas   zwykłe  swe  ostrości  i  z  wielką  gorliwością  ofiarowała  je  Bogu  za 
cierpiące swe przyjaciółki. Pewnego razu była trapiona sinymi bólami… Nagle w 
czasie  modlitwy  wyszła  jej  kośd  z  biodra  z  takim  trzaskiem,  że  go  siostry  obok 
klęczące  słyszały.  Chciała  wstad,  lecz  ani  kroku  postąpid  nie  mogła,  bo  noga 
stała się  krótsza o  pół stopy i  pozostała  taką do  kooca życia siostry Martignat. 
„Moje biedne  dusze czyśdcowe  – mówiła  – potrzebują  pokutnych uczynków, a 
że  dotąd  nic  nie  cierpiałam,  więc  Bóg  w  miłosierdziu  swoim  daje  mi  sposób 
przyjścia im z pomocą”. 

Najgoręcej  jednak  modliła  się,  ciągłe  łzy  i  krwawe  pokuty  ofiarowała  za  duszę 
księcia  de  Nemours,  Karola  Amadeusza,  którego  dobrze  znała  na  sabaudzkim 
dworze. Książe ten zginął w pojedynku z ciotecznym swym bratem, księciem de 
Beaufort.  W  chwili  gdy  miecz  przeciwnika  miał  go  przeszyd,  zdążył  wznieśd 
duszę  swoją  do  Boga  i  otrzymał  od  Niego  przebaczenie  swoich  grzechów. 
Siostra  de  Martignat  dowiedziała  się  o  tym  z  objawienia.  Pobiegła  zatem 
natychmiast do przełożonej i prosiła, aby jej pozwoliła oddad się Bogu na ofiarę 
za tę biedną duszę. „Moja Matko – mówiła – widziałam tę duszę w czyśdcu, tak 
nisko,  tak  głęboko  i  na  tak  długi  czas  skazana,  że  nie  mogę  przyjśd  do  siebie  z 
boleści.  Ach!  Kiedyż  się  stamtąd  wydobędzie?  Może  Bóg  przed  sądem 
ostatecznym  nie  zechce  jej  stamtąd  uwolnid!”  A  gdy  przełożona  nie  chciała 
wierzyd,  aby  ta  dusza  mogła  byd  zbawioną.  „Ach,  rzekła  siostra  de  Martignat, 
tysiące  innych  dusz  zginęłoby  w  podobnych  okolicznościach.  Pozostawała 
księciu  tylko  jedna  chwila,  aby  korzystad  z  łaski  Bożej  i  z  tej  chwili  skorzystał
Wiara  jego  nie  zgasła  zupełnie,  lecz  była  podobną  do  dymiącego  się  knota, 
który od iskry Bożej natychmiast się zapalił. Może nigdy, od czasu jak diabeł jest 
diabłem,  nie  wymknęła  mu  się  taka  zdobycz,  nie  zawiodły  go  tak  pewne 
nadzieje”. 

Za  pozwoleniem  przełożonej  ta  czcigodna  Siostra  ofiarowała  się  Bogu  na 
wszelkie cierpienia dla złagodzenia mąk księcia. Bóg widocznie przyjął jej ofiarę. 

background image

10 

 

Uczuła  nagle  daleko  większe,  niż  przedtem  boleści;  utraciła  zwykłą  wesołośd; 
twarz  jej  wychudła,  oczy  nieustannie  wylewały  łzy,  a  dusza  była  napełniona 
ciągłą trwogą i niepokojem. Czasem wybiegała z celi i ze łzami prosiła siostry o 
modlitwę.  Najczęściej  widywano  ją  wspartą  nieruchomo  na  lasce,  z  rękami 
złożonymi. „Siostry drogie – prosiła -  módlcie się za mojego biednego księcia”. 
Zdrowie jej nikło coraz bardziej. … 

Ktokolwiek  wszedł  do  kaplicy,  prawie  zawsze  spotykał  tam  Siostrę  de 
Martignat,  która  klęcząc  lub  stojąc  wsparta  na  lasce,  modliła  się  za  dusze 
czyśdcowe i za tych wszystkich, którzy się polecali jej modłom. A liczba ich była 
wielka  i  coraz  bardziej  rosła.  Tak  strawiła  swe  serce  na  miłości,  życie  na 
modlitwie, a ostatnim jej westchnieniem była znowu modlitwa. 

Fragment z 

książki

: Ks. BISKUP E. BOUGAUD. "Życiorys Sw. de Chantal i historya początków Zakonu Sióstr 

Nawiedzenia N. M. P." TOM II. BRODY - LWÓW 1914. NAKŁADEM KSIĘGARNI FELIKSA WESTA

 

UDRĘCZONY ŻOŁNIERZ 

W 1870 roku Belgia sprzymierzyła się z Francją w wojnie przeciw Niemcom. We 
wrześniu tego roku siostra Maria Serafina, redemptorystka z klasztoru Malines 
w Belgii nagle odczula wielki smutek. Wkrótce potem otrzymała wiadomośd, że 
ojciec poległ na froncie. Od tego dnia pobożna zakonnica wielokrotnie słyszała 
pełne udręki jęki i wołania? Moja kochana córeczko, zlituj się nade mną!". 

Jednocześnie  ona  sama  odczuwała  potworny  ból  głowy.  Pewnego  dnia  miała 
wizję.  Ujrzała  ojca  otoczonego  płomieniami  i  pogrążonego  w  wielkim  smutku. 
Ojciec przechodził czyściec, jednak Bóg zezwolił mu na ukazanie się córce, którą 
chciał poprosid o modlitwę. Zezwolił również na zdanie relacji z tego, jak jest w 
czyśdcu. 

Udręczony  żołnierz  zwrócił  się  do  niej  tymi  słowami:  -  Chcę,  abyś  zamówiła 
Mszę  świętą  i  ofiarowała  modlitwy  oraz  odpusty  w  mojej  intencji.  Spójrz,  jak 
jestem pogrążony w tej otchłani pełnionej płomieniami. Ach, gdyby tylko ludzie 
wiedzieli,  czym  jest  czyściec,  wówczas  znosiliby  wszystko,  by  go  uniknąd.  Bądź 
świętą,  moja  córeczko,  zawsze  przestrzegaj  Świętej  Reguły  (zakonnej  -  przyp. 
red.), nawet w najdrobniejszych sprawach.  

Czyściec dla osób duchownych jest straszną rzeczą! Ten żołnierz otrzymał łaskę 
zejścia  na  ziemię  dzięki  sumiennej  pracy  w  ciągu  go  życia  i  dlatego,  że  był 
szczególnie  oddany  Matce  Bożej,  przystępując  Komunii  świętej  w  każde  Jej 
święto. 

W  czasie  tych  wizji  siostra  Maria  Serafina  zadała  duszy  ojca  kilka  pytao:  Czy 
dusze w czyśdcu wiedzą, kto się za nie modli, i czy mogą modlid się za nas? 

- Tak, moja córko. 

background image

11 

 

-  Czy  te  dusze  cierpią,  wiedząc,  że  Bóg  jest  obrażany  w  ich  rodzinach  i  na 
świecie? 

- Tak. 

- Czy to prawda, że cierpienia czyśdcowe są znacznie większe, aniżeli wszystkie 
nieszczęścia na ziemi, a nawet śmierd męczeoska? 

- Tak, moja córko. To wszystko Prawda. 

Następnie  siostra  Serafina  zapytała,  czy  ci,  którzy  należą  do  Bractwa 
Karmelitaoskiego, są uwalniani z czyśdca w pierwszą sobotę po śmierci? 

- Tak, ale tylko wtedy, jeśli są wierni obowiązkom Bractwa. 

- Czy to prawda, że niektóre dusze muszą zostad nawet przez 500 lat w czyśdcu? 

- Tak. Niektóre dusze są skazane na czyściec aż do skooczenia świata. Te dusze 
mają  wiele  win  i  są  całkowicie  opuszczone.  Są  trzy  rzeczy,  które  ściągają 
szczególny  gniew  Boga  na  ludzi:  zaniedbywanie  świętowania  Dnia  Paoskiego 
przez  wykonywanie  pracy,  bardzo  rozpowszechniony  grzech  nieczystości  i 
bluźnierstwo.  Moja  kochana  córko,  gdybyś  wiedziała,  jak  bardzo  te  grzechy 
obrażają Boga! 

Przez ponad trzy miesiące siostra Serafina i jej wspólnota zakonna modliły się i 
czyniły  pokutę  w  intencji  duszy  jej  ojca.  W  czasie  podniesienia  podczas  Mszy 
odprawianej  w  Boże  Narodzenie  siostra  Maria  miała  ponowną  wizję.  Ujrzała 
ojca lśniącego jak słooce o niewyobrażalnym pięknie, który powiedział: 

- Ukooczyłem już swoją pokutę i przyszedłem podziękowad tobie oraz siostrom 
za modlitwy i pobożne praktyki. Będę się modlił za ciebie w Niebie. 

Post internetowy. Napisane przez Andrzej, wrzesieo 17, 2013 

SEN MOJEJ MATKI 

Mateusz  Taborski  byt  rolnikiem.  Zmarł  w  1904  roku,  gdy  jego  córka,  a  moja 
matka, Agnieszka, miała 17 lat. Każdego roku zamawiano za zmarłego Mszę św. 
Po  10  latach,  gdy  wybuchła  wojna  światowa,  a  warunki  życia  były  trudne, 
matka moja postanowiła Mszy św. już nie zamawiad. Myślała sobie, że jej ojciec 
byt  dobrym  człowiekiem  i  że  po  tylu  latach  już  na  pewno  jest  w  niebie.  Gdy 
nadeszła  rocznica  śmierci  dziadka  Mateusza,  matka  moja  miała  dziwny,  jakby 
proroczy sen... 

Śniło jej się, że wchodzi do stodoły i na klepisku, utwardzonym gliną, na którym 
młócono zwykle cepami zboże, stał jej ojciec. Po jednej jego stronie, pod ścianą, 
leżała  sterta  zboża  w  plewach,  nie  oczyszczonego.  Zmarły  rolnik  brał  z  niej 
ziarenko,  przyglądał  mu  się,  jakby  się  modlił  i  smucił,  a  potem  odkładał  je  na 

background image

12 

 

drugą stronę. Agnieszka się  go zapytała: „Ojcze, co ty robisz?".  „Widzisz,  moje 
dziecko,  ja  oczyszczam  ziarna,  a  gdy  wszystko  oczyszczę,  wtenczas  pójdę  do 
nieba".  

Matka moja popatrzała na dużą stertę ziarna w plewach i na małą kupę ziarna 
czystego po drugiej stronie i wielce zdziwiona powiedziała: „Ojcze, to ty jeszcze 
nie  jesteś  w  niebie?".  Jej  ojciec  uniósł  nieco  palec  wskazujący  w  górę  i 
odpowiedział: „Pan Bóg jest sprawiedliwy" -po czym zniknął. 

Moja matka się przestraszyła, obudziła się, a rano poszukała pieniędzy i poszła 
do kościoła, aby u księdza proboszcza zamówid Mszę za swego ojca. 

Już później nigdy się nie zastanawiała, ile lat upłynęło od jego śmierci. Do kooca 
życia pamiętała o zamawianiu Mszy św. za swoich zmarłych rodziców. 

Przysłowie  powiada:  „Sen  mara,  Bóg  wiara";  to  znaczy,  że  nie  w  sny  należy 
wierzyd, lecz w Bożą Opatrznośd. To był jednak sen dobry i mądry. Może to sam 
Anioł  Stróż  ponaciskał  różne  komórki  w  mózgu  Agnieszki,  że  widziała  obraz  i 
słyszała słowa, aby pamiętała o zmarłych? Ja sądzę, że to był sen proroczy, czyli 
dany od Boga, dla mnie i dla nas wszystkich, a nie dla jednej dziewczyny. 

Mówimy, że dusza ludzka idzie do czyśdca, gdy ma łaskę uświęcającą i grzechy 
powszednie. To jest prawda, ale niecała. Grzechy nigdy nie są przedstawione w 
Piśmie  św.  jako  ziarna,  lecz  jako  plewy  -  według  św.  Jana  Chrzciciela, 
przedstawione i przeznaczone na spalenie. Ziarnem są dobre uczynki, które Pan 
Bóg chce wynagrodzid w niebie.  

W czyśdcu będziemy oczyszczad dobre uczynki cierpieniem i modlitwą, abyśmy 
bez  skazy  weszli  na  ucztę  niebieską.  Zmarłym  przyspieszamy  wejście  do 
światłości  wiekuistej  przez  swoje  modlitwy  i  własne  cierpienia  ofiarowywane 
Jezusowi.  W  ten  sposób  zyskujemy  dla  nich  odpusty.  My  się  za  zmarłych 
modlimy, a oni modlą się za nas - i to się nazywa „świętych obcowanie". 

Druga  sprawa:  Jak  długo  się  modlid  za  zmarłych?  Czas  jest  tylko  na  ziemi.  W 
niebie  ani  w  czyśdcu,  ani  w  piekle  czasu  nie  ma.  Tam  jest  tylko  „dziś".  Święty 
Augustyn pisał: „Tam wszystkie dni stają się równocześnie. Tam nie przychodzą 
ani  nie  odchodzą,  ani  też  nie  zaczyna  się  jeden,  gdy  drugi  kooczy;  wszystkie 
trwają bez kooca równocześnie" (św. Augustyn, List do Próby, 130.8.15). 

Nasze modlitwy za zmarłych trafiają w ich teraźniejszośd. Kiedy modlimy się za 
zmarłych, którzy już są w  niebie, to Pan Bóg bierze  to pod  uwagę,  gdy zabiera 
człowieka do wieczności. Módlmy się za zmarłych,  bo nigdy nie jest za późno i 
nigdy  nie  jest  za  wcześnie. 

Modląc się  za  zmarłych,  modlimy  się  za  siebie.  Jak 

kamieo  rzucony  w  górę  spadnie  na  ziemię,  tak  również  nasze  modlitwy  wrócą 
do nas. 

Kto innym dobrze czyni, ten sobie dobrze czyni. 

Antoni M 

background image

13 

 

NATUZZA EVOLO MISTYCZKA WŁOSKA 

Dusze  czyśdcowe  mogą  otrzymad  pomoc  od  żyjących,  ale  nie  od  innych  dusz 
zmarłych,  nawet  tych,  które  przebywają  w  raju.  Jedynym  wyjątkiem  jest  tu 
Maryja  Dziewica.  Natuzza  dodała,  że  podczas  celebracji  mszy  świętej  liczne 
dusze  gromadzą  się  w  kościołach,  czekając,  niczym  żebracy,  na  modlitwę 
kapłana w ich intencji. 1 października 1997 roku miałem okazję spotkad Natuzzę 
w  Domu  Spokojnej  Starości,  w  obecności  ojca  Michała.  Wróciłem  wówczas  do 
tego  tematu.  Zapytałem  ją,  czy  to  prawda,  że  cierpienia  na  Ziemi  są  niczym  w 
porównaniu  z  mękami  w  Czyśdcu.  Mistyczka  odpowiedziała,  że  cierpienia 
czyśdcowe  odpowiadają  grzechom  popełnionym  przez  konkretną  duszę. 
Cierpienia  ziemskie,  jeśli  są  przyjęte  z  cierpliwością  i  ofiarowane  Bogu, 
posiadają ogromną wartośd i mogą znacznie skrócid okres przebywania duszy w 
czyśdcu:  miesiąc  cierpienia  na  Ziemi  mógłby,  przykładowo,  skrócid  okres 
przebywania  w  czyśdcu  o  rok,  jak  miało  to  miejsce  w  przypadku  mojej  matki. 
Natuzza  przypomniała  mi,  że  dzięki  cierpieniu,  które  moja  mama  znosiła  z 
powodu  choroby  przed  swoją  śmiercią,  uniknęła  ona  części  cierpieo 
czyśdcowych  i  niemal  natychmiast  udała  się  na  Zieloną  Łąkę,  gdzie  nie  ogląda 
się  jeszcze  Boga,  ale  już  się  nie  cierpi.  Cierpienia  w  czyśdcu,  dodała  Natuzza, 
mogą  byd  czasami  bardziej  dotkliwe  od  tych  w  piekle,  lecz  dusze  znoszą  je 
chętnie,  gdyż  wiedzą,  że  wcześniej  czy  później  oglądad  będą  oblicze  Boga  i  ta 
pewnośd  je  umacnia.  Poza  tym  są  one  wspomagane  modlitwami  i  dobrymi 
uczynkami,  co  niesie  im  ulgę  i  skraca  ich  męki.  Czasami  pociesza  je  ich  anioł 
stróż. 

Jednak  pewna  dusza,  która  ciężko  zgrzeszyła,  przez  długi  czas 

pozostawała  w  niepewności  co  do  swego  zbawienia. 

Znajdowała  się  ona  na 

skraju  przepaści:  z  jednej  strony  rozciągała  się  ciemnośd,  z  drugiej  morze,  a  z 
trzeciej ogieo; dusza te nie wiedziała, czy był to czyściec, czy też piekło. Dopiero 
po  czterdziestu  latach  dowiedziała  się,  że  będzie  zbawiona,  co  napełniło  ją 
wielkim szczęściem>>.  

Don Marcello Stanzione

  

WIZJA CZYŚDCA W WIDZENIU ŚW. BRYGIDY. 

Święta Brygida, która miała łaskę widzenia czyśdca, tak go opisuje: „Widziałam 
ciemne  i  straszne  miejsce,  i  ognistą  przepaśd,  a  tuż  nad  nią  duszę  jakby 
przyobleczoną  ciałem.  Ogromne  płomienie  wznosiły się  ku  niej  z  tej  głębiny  i 
paliły  ją  z  wielką  mocą.  I  usłyszałam  tę  duszę,  jak  rozpaczliwie  pięd  razy 
zawołała:  «Biada»,  a  obfite  strumienie  łez  zalewały  jej  oblicze.  Mówiła  ona: 
«Biada  mi,  że  tak  mało  kochałam  Boga,  chociaż  byłam  tak  hojnie  obdarzona 
Jego  łaskami!  Biada  mi,  że  nie  lękałam  się  Jego  sprawiedliwości!  Biada  mi,  że 
szukałam  grzesznych  przyjemności  ciała!  Biada  mi,  że  pragnęłam  bogactw, 

background image

14 

 

zaszczytów  i  przemijającej,  ziemskiej  chwały!  Biada  mi,  że  słuchałam  ciebie, 
szatanie, który kusiłeś mnie do złego!».  

Wtedy anioł rzekł do mnie: 

«Ta przepaśd jest piekłem. Kto w nią wpadnie, nigdy 

Boga nie ogląda.

 Nad tą przepaścią jest miejsce największych mąk czyśdcowych. 

Dusza, którą tam widzisz, cierpi palenie ognia pożerającego, a zarazem dreszcze 
srogiego zimna. Cierpi głód, pragnienie, jest trapiona ciemnościami, ogłuszona 
jękami  i  krzykami,  wielce  poniżona,  zawstydzona  i  przerażona  straszliwym 
widokiem  złych  duchów.  Jednakże  wśród  tych  mąk  doznaje  pociechy  na 
wspomnienie  swoich  dobrych  uczynków.  Jest  także  drugie  miejsce 
oczyszczenia,  gdzie męki są już znacznie  mniejsze. Dusze tam  przebywające są 
podobne do chorych, którzy powoli odzyskują swoje siły i piękno. Nareszcie jest 
trzecie  miejsce,  wyższe  nad  dopiero  wspomnianym:  czyściec  duchowy,  gdzie 
dusze cierpią tylko straszną mękę tęsknoty za Bogiem. Niektórzy tak niewinnie 
żyją  na  ziemi,  że  po  śmierci  natychmiast  wstępują  do  chwały  wiecznej.  Ale, 
niestety,  takich  jest  mało,  nawet  pomiędzy  świętymi  duszami,  które  ominie 
trzecie  miejsce  oczyszczenia».Anioł  mówił  mi  jeszcze:  «Dusze,  które  cierpią  w 
tych  trzech  więzieniach,  korzystają  z  modlitw  Kościoła  i  mają  ulgę  z  dobrych 
uczynków, które wskutek ich ostatniej woli się spełniają. Jak pokarm rozwesela 
zgłodniałego człowieka, a świeża woda - spragnionego napoju, tak Msze Święte 
i  dobre  uczynki  rozweselają  dusze  czyśdcowe.  Błogosławiony  człowiek,  który 
wspomaga  dusze  cierpiące  w  czyśdcu  modlitwami,  dobrymi  uczynkami  i 
umartwieniem ciała». I słyszałam zaraz wiele głosów mówiących: «0, Panie Jezu 
Chryste,  Sędzio  sprawiedliwy,  pomnażaj  Twoją  miłośd  w  sercach  tych,  którzy 
nas  wspierają,  abyśmy  z  ich  dobrych  uczynków  mieli  wielką  pomoc!».  A  z 
wyższego  oddziału  wiele  głosów  mówiło:  «Niech  Bóg  stokrotnie  wynagrodzi 
tym, którzy nas wspierają i ratują w naszym nieszczęściu!»". 

UWAGA KOOCOWA 

Mógłby ktoś powiedzied, że bogaty człowiek nawet jak zamówi 200 Mszy św., a 
sam  jest  niepraktykujący,  to  zrobi  to  dla  spokoju  sumienia,  może  nawet  jego 
zagłuszenia.  Może  i  tak  czasem  jest.  Ale  niech  mimo  to  zamówi,  nawet  jeśli 
chce tylko na początku zagłuszyd sumienie. 

Jednak ileś dusz cierpiących zostanie 

uwolnionych z czyśdca, otrzyma pomoc.

 A – jak uczy Katechizm – wówczas one, 

z  wdzięcznością  będą  się  wstawiad  za  tym,  dzięki  którego  ofierze  otrzymały 
pomoc  
(por.  KKK 859).  Nawrócenie  jest  przecież  łaską,  ktoś  temu  człowiekowi 
musi  ją  wypraszad.  Jeżeli  pod  wpływem  tego  apostolstwa,  refleksji  o  śmierci  i 
łaskom  wypraszanym  przez  dusze  czyśdcowe  zaczyna  na  trwałe  praktykowad  i 
żyd odpowiedzialnie, to wówczas jest to trwałe, dojrzałe. Dlaczego? Gdyż rodzi 
się nie pod wpływem opinii ludzkiej, nagabywao, czy tylko emocji. Sam do tego 
się przekonuje. To jest jego wolny wybór.

 (Andrzej Wronka)