background image

Dzienniki Hansa Nilzera lub co ukrywa Watykan? 

Wybrane cytaty z dzienników Hansa Nilzera z 1899 r., w których pisze on o tajemnicach 
Watykanu, starych manuskryptach, z którymi pracował. Nieznanymi rękopisami Ewangelii i 
opowieściami z życia Jezusa Chrystusa. Wedami i wielu innymi, które tak skrupulatnie 
ukrywane są przed ludźmi.
 

 

Hans Nilzer urodził się w 1849 roku w wielodzietnej rodzinie mieszczańskiej i był gorliwym 
katolikiem. Od dzieciństwa rodzice przygotowywali go do przyjęcia święceń, a sam chłopiec 
od najmłodszych lat chciał poświęcić się służbie Bogu. Miał wiele szczęścia: biskup zauważył 
jego zdolności i wysłał utalentowanego młodego człowieka na dwór papieski. Ponieważ Hans 
interesował się przede wszystkim historią Kościoła, został wysłany do pracy w archiwach 
Watykanu. 

12 kwietnia 1899 r. Dziś starszy archiwista pokazał mi kilka rzeczy, o których nie miałem 
pojęcia. Oczywiście, sam też będę musiał milczeć na temat tego co zobaczyłem. Z podziwem 
patrzyłem na te półki, na których przechowywane są dokumenty odnoszące się do 
najwcześniejszych okresów naszego Kościoła. Pomyśleć tylko, że wszystkie te księgi są 
świadkami życia i czynów świętych apostołów, a być może i Zbawiciela! Moje zadanie na 
najbliższych kilka miesięcy — sprawdzić, uściślić i uzupełnić katalogi dotyczące tych spraw. 
Same katalogi umieszczone są we wnęce w ścianie zamaskowanej tak, że w życiu nie 
domyśliłbym się o ich istnieniu. 

28 kwietnia 1899 r. Pracuję po 16-17 godzin na dobę. Starszy bibliotekarz chwali mnie i z 
uśmiechem ostrzega, że w takim tempie w ciągu roku przejrzę wszystkie watykańskie zbiory. 
Problemy ze zdrowiem już dają o sobie znać — tu w podziemiach, utrzymuje się temperaturę 

background image

i wilgotność optymalną dla ksiąg, ale niezbyt przyjazną dla człowieka. Jednak w końcu robię 
coś, co podoba się Panu! Tym nie mniej mój spowiednik namówił mnie na wychodzenie na 
powierzchnię co dwie godziny i przynajmniej na dziesięć minut. 

18 maja 1899 r. Nie mogę się nadziwić skarbom przechowywanym w tym miejscu. Tyle 
materiałów nieznanych nawet mnie, gorliwie studiującemu tę epokę! Dlaczego trzymają je w 
tajemnicy zamiast udostępnić teologom? Widocznie materialiści, socjaliści i oszczercy mogą 
przeinaczyć te teksty przynosząc straty nie do naprawienia naszej świętej sprawie. Tego 
oczywiście dopuścić nie można. A jednak … 

2 czerwca 1899. Przeczytałem szczegółowo teksty. Jest coś niezrozumiałego — dzieła 
heretyków w katalogu stoją obok prawdziwych dzieł ojców Kościoła! Zupełnie niemożliwe 
jest, że zostało to przypadkiem pomieszane. Na przykład życiorys Zbawiciela przypisany 
samemu apostołowi Pawłowi. Nie mieści się w żadnych ramach! Zwrócę się do starszego 
bibliotekarza. 

3 czerwca 1899 r. Starszy bibliotekarz wysłuchał mnie, z jakiegoś powodu zamyślił się, 
spojrzał na znaleziony przeze mnie tekst a potem po prostu poradził zostawić wszystko jak 
jest. Powiedział, że powinienem kontynuować pracę, a on wszystko wytłumaczy później. 

9 czerwca 1899 r. Długa rozmowa z głównym bibliotekarzem. Okazuje się, że większość 
tego co uważałem za apokryfy jest czystą prawdą! Oczywiście Ewangelia jest tekstem 
przekazanym przez Boga, a sam Pan (?) nakazał ukryć niektóre dokumenty aby nie mącić 
umysłów wierzącym. W końcu prostemu człowiekowi potrzeba prostej nauki jak to tylko jest 
możliwe, bez zbędnych szczegółów, istnienie rozbieżności przyczynia się tylko do podziałów. 
Apostołowie byli w sumie tylko ludźmi pomimo, że świętymi to każdy z nich mógł coś dodać 
od siebie, wymyślić lub po prostu nieprawidłowo zinterpretować, dlatego wiele tekstów nie 
stało się kanonicznymi i nie weszło do Nowego Testamentu. Tak wytłumaczył mi to starszy 
bibliotekarz. To wszystko brzmi rozsądnie i logicznie, ale coś mnie niepokoi. 

11 czerwca 1899 r. Mój spowiednik powiedział, że nie powinienem myśleć zbyt wiele o tym 
czego się dowiedziałem. W końcu jestem silny w mojej wierze, a ludzkie błędy nie powinny 
wpływać na wizerunek Zbawiciela. Uspokojony, kontynuowałem pracę. 

12 sierpnia 1899 r. Z każdym dniem mojej pracy piętrzą się dziwne fakty. Historia 
ewangeliczna jawi się całkowicie w nowym świetle. Zresztą nie dowierzam nikomu nawet 
swojemu pamiętnikowi. 

23 października 1899 r. Lepiej bym umarł dziś rano. Ponieważ w zbiorach mi powierzonych 
znalazłem wiele dokumentów, które mówią, że od początku do końca historia Zbawiciela jest 
wymyślona! Starszy bibliotekarz, do którego zwróciłem się o wytłumaczenie powiedział, że 
tu ukryta jest główna tajemnica: ludzie nie widzieli przybycia Zbawiciela i go nie rozpoznali. 
Wtedy Pan nauczył Pawła jak powinno się nieść wiarę ludziom, i ten zabrał się za to. 
Oczywiście do tego musiał skomponować z Bożą pomocą pewien mit, który przyciąga ludzi. 
Wszystko to jest logiczne ale z jakiegoś powodu czuję się nieswojo: czy podstawy naszej 
nauki są na tyle chwiejne i nietrwałe, że potrzebujemy jakiś mitów? 

15 stycznia 1900 roku. Postanowiłem zobaczyć, jakie inne sekrety skrywa biblioteka. 
Magazynów takich jak ten, w którym pracuję teraz istnieją setki. Ponieważ pracuję sam, mogę 

background image

z pewnym ryzykiem, dostać się do reszty. To grzech, tym bardziej, że nie powiem o tym 
swojemu spowiednikowi. Ale przysięgam na imię Zbawiciela, że pomodlę się do niego! 

22 marca 1900 r. Starszy bibliotekarz zachorował i wreszcie mogłem dostać się do innych 
ukrytych pokoi. Obawiam się, że nie znam ich wszystkich. Te, które widziałem, wypełnione 
były najróżniejszymi księgami w nieznanych mi językach. Są wśród nich takie, które 
wyglądają bardzo dziwnie: płyty kamienne, 5 glinianych tablic, różnokolorowe nici splecione 
w oryginalne węzły. Widziałem chińskie hieroglify i arabską ligaturę. Nie znam wszystkich 
tych języków, znam tylko grecki, hebrajski, łacinę i aramejski. 

26 czerwca 1900 r. Od czasu do czasu kontynuuję swoje badania obawiając się, że ktoś mnie 
w końcu nakryje. Dzisiaj znalazłem grubą teczkę z raportami Fernanda Cortesa do papieża. 
Dziwne, nigdy nie wiedziałem, że Cortes był ściśle związany z Kościołem. Okazało się, że 
jego oddział na wpół składał się z duchownych i zakonników. Miałem wrażenie, że Cortes od 
początku doskonale wiedział dokąd i po co idzie, i celowo udał się do stolicy Azteków. 
Zresztą, Pan ma wiele cudów! Jednak dlaczego przemilczamy tak ogromną rolę naszego 
Kościoła? 

9 listopada 1900 r. Postanowiłem odstawić na bok dokumenty związane ze Średniowieczem. 
Moja praca w repozytorium jest prawie zakończona i wydaje się, że nie chcą mnie dalej 
dopuszczać do tajnych dokumentów. Widocznie moi przełożeni mieli podejrzenia, choć 
staram się nie przyciągać ich uwagi. 

28 grudnia 1900 r. Znalazłem bardzo ciekawy materiał dotyczący mojego okresu. 
Dokumenty napisany w klasycznym języku greckim, czytam i rozkoszuję się. Wydaje się, że 
jest to przekład z egipskiego, nie mogę zagwarantować, że tak jest dokładnie, ale jedno jest 
pewne: mowa jest tam o jakiejś tajnej organizacji, bardzo potężnej, która opiera się na 
autorytecie bogów i rządzi państwem. 

17 stycznia 1901 roku. To niesamowite! Tego po prostu być nie może! W tekście greckim 
znalazłem wyraźne wskazania, że kapłani boga egipskiego Amona i pierwsi hierarchowie 
naszego świętego Kościoła należą do tego samego tajnego stowarzyszenia! Czy naprawdę 
takich ludzi wybrał Pan do niesienia ludziom światła swojej prawdy? Nie, nie, nie chcę w to 
wierzyć … 

22 lutego 1901 r. Moim zdaniem, starszy bibliotekarz coś podejrzewa. Czuję się śledzony, 
dlatego przerwałem pracę z tajnymi materiałami. I tak już zobaczyłem więcej niż 
powinienem. Okazuje się, że Dobra Nowina posłana przez Pana, była uzurpowana przez 
garstkę pogan, wykorzystujących ją do rządzenia światem. Jak Pan mógł to tolerować? Albo 
jest to kłamstwo? Jestem skołowany, nie wiem co o tym myśleć. 

4 kwietnia 1901 r. No cóż, dostęp do tajnych dokumentów został do końca przede mną 
zamknięty. Zapytałem starszego bibliotekarza o przyczyny. „Nie jesteś silny duchem, mój 
synu,”
 powiedział, „wzmocnij swoją wiarę a skarby naszej biblioteki otworzą się ponownie. 
Pamiętaj, że do wszystkiego co tu widzisz należy podchodzić z czystą, głęboką, niezmąconą 
wiarą”
. Tak, ale wtedy okazuje się, że przechowujemy mnóstwo sfałszowanych 
dokumentów, wiele kłamstw i oszczerstw! 

11 czerwca 1901 r. Nie, to nie są fałszerstwa i kłamstwa. Mam dobrą pamięć, poza tym 
(niech Bóg mi wybaczy!) Zrobiłem wiele wypisów z dokumentów. Starannie je sprawdziłem i 

background image

nie znalazłem żadnych błędów, ani jednej nieścisłości, która towarzyszyłaby fałszerstwu. I nie 
są bynajmniej przechowywane jak tanie i złośliwe oszczerstwa, ale ostrożnie i z 
pieczołowitością. Obawiam się, że nigdy nie będę już tą samą osobą z czystą duszą. Niech 
Bóg mi wybaczy! 

25 października 1901 r. Napisałem prośbę o udzielenie mi długiego urlopu w ojczyźnie. 
Moje zdrowie podupadało, ponadto pisałem już, że muszę w samotności oczyścić swoją 
duszę. Odpowiedzi jeszcze nie otrzymałem. 

17 listopada 1901 r. Prośbę przyjęto nie bez wahania. Za trzy miesiące mogę pojechać do 
domu. W ciągu tego czasu różnymi drogami wysyłam do Augsburga kopie znalezionych 
przeze mnie dokumentów. Oczywiście jest to sprzeczne z nauczaniem Pana … ale czy nie jest 
złe ich ukrywanie przed ludźmi? Starszy bibliotekarz wielokrotnie mi powtarzał, że nie 
powinienem nikomu mówić o tajemnicach, które widziałem w bibliotece. Uroczyście 
przysiągłem. Panie, nie pozwól mi też zostać krzywoprzysięzcą! 

12 stycznia 1902 r. Moje mieszkanie nawiedzili rabusie. Zabrali wszystkie pieniądze i 
dokumenty. Na szczęście wszystkie mniej lub bardziej wartościowe przedmioty potajemnie 
wysłałem już do Niemiec. Stolica apostolska hojnie zrekompensować mi koszty utraconych 
przedmiotów. Bardzo dziwna kradzież … 

18 lutego 1902 r. Wreszcie jadę do ojczyzny! Moi przełożeni odprowadzili mnie i życzyli mi 
szybkiego powrotu. Jest mało prawdopodobne, aby tak się stało … 

źródło