background image

Co Krasnokutski przekazał na pokład tupolewa? 

 

MAK  uznał,  że  płk  Nikołaj  Krasnokutski  nie  był  zaangażowany  w  koordynację  i  kontrolę 
pracy  wszystkich  służb  lotniska  i  nie  brał  udziału  w  kierowaniu  ruchem  lotniczym. 
Jednocześnie  w  raporcie  znalazły  się  jego  słowa,  w  rozmowie  z  załogą  Tu-154M,  których 
notabene nie ma w stenogramie VCR 

"Doprowadzamy  do  100  metrów,  100  metrów  i  koniec  rozmowy"

  -  takie  słowa 

wypowiedział płk Paweł Plusnin, szef smoleoskiej wieży 10 kwietnia w czasie sprowadzania 
do lądowania polskiego Tu-154M. 

Osobą, która, pomimo kilkakrotnych sugestii kontrolera o 

przerwaniu podejścia, jednoznacznie ucięła próby odesłania maszyny na lotnisko zapasowe, 
był  płk  Nikołaj  Krasnokutski.

 

Rozmowa  ta  została  zarejestrowana  na  dziewiątej  szpuli  w 

czwartym kanale magnetofonu kierownika lotów.

 

W  raporcie  Międzypaostwowego  Komitetu  Lotniczego  Rosjanie,  wykorzystując  przepisy 
Federacji Rosyjskiej, sprytnie wywinęli się od jakiejkolwiek odpowiedzialności za katastrofę. 

W  ocenie  MAK,  załoga  wykonywała  nieregularny  międzynarodowy rejs  PLF  101  oznaczenie 
"A".  Jak  jednak  zauważyła  strona  polska  w  swoich  uwagach  do  projektu  raportu  MAK 
(stanowią one załącznik do koocowego raportu), 

Rosjanie nie wskazali nawet, jakie przepisy 

Federacji Rosyjskiej określają nadanie statusu lotu oznaczeniem "A" lub "K", nie określili, co 
one oznaczają oraz czy takie loty są szczególnie traktowane.

 

Zdaniem strony polskiej, lot z 

10  kwietnia  2010  r.  należało  uznad  za  wojskowy.  Jak  podkreślono,  już  sam  statek 
powietrzny  był  zarejestrowany  jako  wojskowy,  także  jego  oznaczenie  jednoznacznie 
wskazywało  na  wojskowy  charakter.  Ponadto  pilotowała  go  wojskowa  załoga,  złożony 
został dokument "claris", który wskazywał, że jest to statek wojskowy z prezydentem RP 
na  pokładzie.  Także  w  planie  lotu  określono  lot  jako  "M"  (military)  o  statucie  "HEAD". 
Strona  polska  otrzymała  też  zgodę  na  wykonanie  lotu  wojskowego  zarówno  od  władz 
Białorusi, jak i Federacji Rosyjskiej. Do tego lotnisko lądowania było wojskowe, z wojskową 
obsadą,  a  karta  podejścia  pochodziła  z  wojskowego  zbioru  informacyjnego.  Ponadto 
Siewiernyj  nie  został  dopuszczony  do  przyjmowania  lotów  międzynarodowych, 
zabezpieczenie  meteorologiczne  realizowane  było  według  wojskowych  przepisów,  a 
kontrolerzy nie posiadali uprawnieo cywilnych wymaganych przez standardy ICAO.

 

Jak  wskazali  polscy  eksperci  z  Paostwowej  Komisji  Badania  Wypadków  Lotniczych,  były  też 
poważne  powody,  dla  których  lot  na  Siewiernyj  w  ogóle  nie  powinien  dojśd  do  skutku. 
Wszystkie leżały po stronie rosyjskiej. Jak zauważyła polska komisja, lotnisko Siewiernyj nie 
zapewniło  norm  bezpieczeostwa  w  zakresie  ratownictwa  i  ochrony  przeciwpożarowej  przy 
wykonywaniu  operacji  lotniczej  statku  powietrznego  wielkości  Tu-154  z  96  osobami  na 
pokładzie. Komisja stwierdziła, że w takiej sytuacji polski samolot nie powinien uzyskad zgody 
strony rosyjskiej na wykonanie operacji lotniczej na lotnisko Siewiernyj. 

background image

Tu-154M  nie  został  odesłany  na  zapasowe  lotnisko  nawet  po  poważnym  incydencie 
rosyjskiego  samolotu  wojskowego  Ił-76.

 

Załoga  kilka  metrów  nad  ziemią  przerwała  próbę 

lądowania  -  było  to  kilkanaście  minut  przed  katastrofą.

  W  ocenie  polskich  ekspertów, 

należało  wówczas  wstrzymad  operacje  powietrzne  na  lotnisku  w  Smoleosku.  Relacje 
świadków  publikowane  przez  MAK  potwierdzają,  że 

załoga  iła  wykonała  podejście  poniżej 

minimów  lotniska  (łamiąc  przepisy),  bez  nawiązania  we  właściwym  czasie  kontaktu 
wzrokowego  z  drogą  startową,  a  w  takiej  sytuacji  przepisy  FR  nakazują  wstrzymad 
lądowania i starty.

 

Strona polska podnosi, że MAK odmówił wydania zapisu rejestratora Iła-

76, uznając, że analiza tego lotu nie ma żadnego wpływu na badania katastrofy Tu-154.

  

 

Kontrolerzy poza kontrolą. 

MAK  uznał,  że  zarówno  kierownik  lotów  (KL),  jak  i  kierownik  strefy  lądowania  (KSL)  zostali 
dopuszczeni  do  służby  przez  lekarza  dyżurnego  punktu  opieki  medycznej  odpowiednio  o 
godz.  5.15  i  6.50.  Tymczasem  KSL  najpierw  oświadczył,  że  punkt  był  rano  zamknięty  i  obaj 
odbyli badania o godz. 7.00, a potem twierdził, że w punkcie medycznym nikogo nie było, a 
obaj czuli się dobrze, więc nic nie stało na przeszkodzie, by wykonywali swe obowiązki.

 

MAK 

przecenił  też  doświadczenie  Wiktora  Ryżenki  jako  KSL  (9  zmian  w  ciągu  ostatnich  12 
miesięcy). Faktycznie było ich 7, a do tego dokumenty nie potwierdzają, by Ryżenko w ogóle 
mógł sprawowad 10 kwietnia funkcję KSL na Siewiernym - miał uprawnienia tylko na dzieo i 
noc  w  dobrych  warunkach  pogodowych,

 

nie  mógł  sprowadzad  samolotów  wielkości  Tu-

154M.

 

Za  niezrozumiałe  uznano  też  pominięcie  przez  MAK  działao  płk.  Nikołaja 

Krasnokutskiego, które może świadczyd o chęci ukrycia niedociągnięd w procesie decyzyjnym 
na nadrzędnych stanowiskach kierowania ruchem lotniczym w Rosji.

 Według strony polskiej, 

działalnośd  Krasnokutskiego  została  niemal  całkowicie  pominięta,  a  to  on  powinien 
przekazywad do nadrzędnych stanowisk kierowania ruchem lotniczym  informacje o tym, że 
warunki  atmosferyczne  na  lotnisku  pogorszyły  się  poniżej  minimum  lotniska.  To  także  on 
powinien otrzymad z odpowiedniego stanowiska decyzję o dalszym postępowaniu mającym 
zapewnid  bezpieczeostwo  lotu  samolotu  o  statusie  szczególnie  ważnym.  Tymczasem  MAK 
uznał,  że  Krasnokutski  był  zaangażowany  w  koordynację  i  kontrolę  pracy  wszystkich  służb 
lotniska i nie brał udziału w kierowaniu ruchem lotniczym. Jednak 

w raporcie MAK znalazły 

się  jego  słowa  (w  rozmowie  z  załogą  Tu-154M),  a  to  oznacza,  że  przekroczył  on  swoje 
kompetencje,

  a  ustalenia  MAK  co  do  tej  osoby  są  sprzeczne.  Zdaniem  strony  polskiej, 

konieczna  jest  ocena  sytuacji  panującej  w  punkcie  dowodzenia  i  wpływu  Krasnokutskiego 
oraz innych osób na brak podjęcia decyzji o odesłaniu samolotu na lotnisko zapasowe.  

 

Żonglowanie ścieżką. 

MAK w sposób bardzo dowolny posługuje się dwiema ścieżkami schodzenia,

 jakie miałyby 

obowiązywad 10 kwietnia na Siewiernym. 

Najpierw uznał, że tego dnia kąt schodzenia miał 

background image

wynosid 3 st. 10"

 i taka wartośd została naniesiona na wskaźniku PRŁ (stacja radiolokacyjna) 

przez kontrolerów. Jednak opisane przez MAK działania Rosjan pokazują, że 

już na 10 km od 

lotniska  samolot  był  naprowadzany  wg  standardowej  ścieżki  (2  st.  40")  i  taka  wartośd 
figurowała  w  dokumentacji,  jaką  dysponowała  załoga.

  Jak  zauważyli  polscy  eksperci, 

kontrola  lotów  nie  spełniała  właściwie  swej  funkcji. 

Już  na  6.  km  kontroler  powinien 

zareagowad,  bo  samolot  był  zbyt  wysoko,  ale  wydał  komendę  "na  kursie  i  ścieżce", 
podobnie stało się na 4. km, chod samolot wychodził poza ścieżkę. Na 2,5. km samolot był 
16 m pod ścieżką i wychodził poza dopuszczalny obszar, na 2. km samolot był 42 m poniżej 
ścieżki, a KSL nie reagował i błędnie informował, że samolot jest na ścieżce.

 W koocu padła 

komenda: "horyzont". Było to zaledwie na 14 sekund po wydaniu przez KSL komendy: "dwa 
na  kursie  na  glisadzie",  gdy  samolot  był  na  wysokości  17  metrów  w  odniesieniu  od  progu 
pasa.  Jak  wynika  z  zeznao  kontrolerów, 

komenda  "horyzont"  padła  dopiero  wtedy,  gdy 

znacznik samolotu zniknął ze wskaźnika.

 

Samolot wcześniej przez 29 sekund był poza strefą 

dopuszczalnego błędu, a mimo to kontrola nie reagowała.

 Co więcej, 

podawane komendy 

nie  dośd,  że  były  błędne,  to  padały  zbyt  rzadko,  bo  przyjęte  jest  informowanie 
maksymalnie  co  5  sekund.

  MAK  uznał  jednak,  że  obie  -  używane  w  rozważaniach 

przemiennie  -  ścieżki  schodzenia  mieszczące  się  w  granicach  2  st.  40"  i  3  st.  30"  są 
dopuszczalne. 

MAK  nie  zauważył  jednak,  że  w  tak  określonej  strefie  znajdowało  się  wiele 

drzew,  których  wysokośd  przekraczała  dopuszczalne  wartości.

  Według  strony  polskiej, 

niedociągnięcia w zobrazowaniu ścieżki zaniżania na wskaźniku PRŁ miały wpływ na koocowy 
rezultat lotu. Według polskiej komisji, raport MAK w ogóle nie bierze pod uwagę, że jednym 
z głównych czynników, które przyczyniły się do katastrofy, było to, iż 

Rosjanie nie przekazali 

tuż  przed  startem  Tu-154  ostrzeżenia  o  warunkach  pogodowych  uniemożliwiających 
lądowanie.

  Jak  podkreślono,  KL  wprawdzie  przekazał  załodze  informację  o  warunkach 

atmosferycznych  panujących  na  lotnisku,  ale  nie  uczynił  tego  zgodnie  z  obowiązującymi 
zasadami  -  miał  podad  kolejno  m.in.  informację  o  rodzaju  podejścia  i  drodze  startowej  w 
użyciu,  dokładne  dane  meteo,  widzialnośd,  zachmurzenie  poniżej  1500  m,  temperaturę, 
nastawy 

wysokościomierza 

informacje 

kolejnych 

znaczących 

zjawiskach 

meteorologicznych.  

 

Wydumana presja i rzekome błędy. 

MAK  uznał,  że  zarówno  obecnośd  gen.  Andrzeja Błasika  w  kokpicie,  jak  i  prezydenta  RP  na 
pokładzie  spowodowały  wysokie  obciążenie  psychiczne  załogi  i  presję,  a  jak  dodatkowo 
uznano, dowódca załogi kpt. Arkadiusz Protasiuk był "konformistą i człowiekiem uległym". Tu 

strona  polska  zauważyła,  że  zapisy  rozmów  z  kokpitu  w  żaden  sposób  nie  dokumentują 
prób  wywierania  presji  na  załogę,  a  uległości  dowódcy  nie  można  w  żaden  sposób 
udowodnid.

 

Podkreślono, że nie rozstrzygnięto, z jakiego powodu gen. Andrzej Błasik znalazł 

się w kabinie, i stwierdzono, iż nie ingerował on aktywnie w proces pilotowania.

 Zauważono 

także, że 

nie można jednoznacznie odnieśd się do informacji o obecności alkoholu we krwi

 

background image

gen. Błasika, z uwagi na brak dokumentacji źródłowej.

 Jak uznali polscy eksperci, nie można 

wykluczyd,  że 

alkohol  wykazany  podczas  autopsji  mógł  mied  pochodzenie  endogenne 

(samodzielnie  wytworzone  przez  organizm).

  Polskie  stanowisko  kwestionuje  także  uwagi 

MAK,  by  dane  o  przygotowaniu  dowódcy  samolotu  do  lotów  międzynarodowych  budziły 
wątpliwości. W uwagach stwierdzono, że 

MAK bezzasadnie podważa wiarygodnośd szkolenia 

mjr. Protasiuka w ośrodku PLL LOT, jakie odbył w 2005 roku.

 Jednak 

MAK krytycznie ocenił 

całą załogę.

 W odpowiedzi strona polska zauważyła, że do wyliczenia nalotu poszczególnych 

członków  załogi  nie  uwzględniono  wszystkich  przekazanych  danych. 

MAK  za  rażący  błąd 

uznał też korzystanie przez załogę podczas próbnego podejścia z autopilota i automatu ciągu. 
Jak zauważyła polska komisja, wykorzystania autopilota przy podejściu do lądowania według 
nieprecyzyjnych  systemów  rzeczywiście  nie  ma  w  instrukcji,  ale  chod  takiego  modelu 
działania  nie  opisano,  to  nie  został  on  zabroniony.

  Jeśli  więc  użycie  autopilota  w  takiej 

sytuacji byłoby groźne, to powinno ono byd wyraźnie zakazane przez producenta samolotu.  

 

Białe plamy zamiast dokumentów. 

Strona polska wypunktowała też dośd pokaźną listę dokumentów, o które zwrócono się do 
MAK, lecz ten ich nie przekazał. Są wśród nich m.in.: szczegóły techniczne pracy urządzeo na 
lotnisku,  wyniki  ekspertyz,  dokumentacji  fotograficznej  miejsca  zdarzenia  oraz  roli 
poszczególnych  osób  na  stanowisku  kontroli  lotów.  Rosjanie  nie  przekazali  dokumentu 
określającego  minimalne  warunki  do  lądowania,  nie  poinformowali  o  obowiązkach  osób 
odpowiedzialnych  za  kierowanie  i  zabezpieczenie  lotów.  Ponadto  polscy eksperci  nie  mogli 
wysłuchad  wszystkich  osób,  które  w  dniu  katastrofy  były  na  stanowisku  dowodzenia  na 
lotnisku.  Nie dostarczono  też  m.in.  schematu  rozmieszczenia  oświetlenia  lotniska,  środków 
radiolokacyjnych  i  radionawigacyjnych.  Nie  przekazano  wyników  wykonanego  po  wypadku 
oblotu  technicznego  sprawdzającego  pracę  systemów  na  lotnisku,  do  którego  nie  zostali 
dopuszczeni  polscy  eksperci.  Nie  wyjaśniono,  jak  interpretowad  zwrot  "posadka 
dopołnitielno"  (lądowanie  warunkowo)  oraz  czy  wyposażenie  lotniska  7  i  10  kwietnia  było 
identyczne.  MAK  nie  wskazał,  w  jaki  sposób  określił  masę  startową  samolotu.  Braki 
zauważono  w  ocenie  warunków  pogodowych,  gdzie  padły  jedynie  ogólne  stwierdzenia 
dotyczące powstawania mgły, bez podania czasu jej wystąpienia czy wpływu na widocznośd 
faktu  wypalania  łąk  i  torfowisk.  MAK  w  ogóle  nie  wyjaśnił,  skąd  wzięły  się  (i  jakie  miały 
znaczenie) różnice w przekazywanych stronie polskiej kartach podejścia. Uznano, że bliższa 
radiolatarnia odpowiada wymaganiom, pomijając informacje załogi Jak-40, iż pracowała ona 
niestabilnie, czego przyczyną mogły byd m.in. zbyt wysokie drzewa (wycięte po 10 kwietnia), 
obecnośd  linii  energetycznej  oraz  pobliski  jar.  MAK  stwierdził  też,  że  lotnisko  spełniało 
wymagania  lotnisk  klasy  I,  ale  tego  faktu  nie  można  zweryfikowad  z  powodu  braku 
dokumentów, schematów i aktów prawnych. Rosjanie bez szerszego komentarza przeszli też 
obok  faktu, że  współrzędne  radiolatarni  zostały załodze podane  w  układzie  odniesienia  SK-
42,  a  nie  obowiązującym  WGS-84,  o  czym  załoga  nie  wiedziała,  a  skutkowało  to  błędnym 

background image

wprowadzeniem  danych  do  systemów  GPS/FMS.  Wątpliwości  budzi też  źródło  informacji  o 
położeniu  wskaźnika  PRŁ  w  sytuacji  braku  nagrao  wideo  z  wieży.  Raport  nie  zawiera  też 
informacji,  na  jakiej  podstawie  sporządzono  opis  czynności  ratowniczych,  nie  ma 
stenogramów  z  samej  akcji  oraz  materiałów  filmowych  i  zdjęd.  Nie  ma  danych  o 
wprowadzeniu podwyższonej gotowości bojowej jednostek ratowniczych przy pogarszającej 
się pogodzie. Brak informacji o sposobie alarmowania straży pożarnej o wypadku i pominięto 
kwestię wysłania małej liczby jednostek ratowniczych w sytuacji pełnej świadomości upadku 
samolotu.  W  efekcie  strona  polska  wystąpiła  o  ponowne  sformułowanie  przyczyn  i 
okoliczności  katastrofy  Tu-154.  Jak  podkreślono,  przedstawione  przez  stronę  rosyjską 
konkluzje nie mają potwierdzenia w faktach.