background image

 

Polityka zagraniczna Polski 1918-1989 
 

1. 

Proces kształtowania granic II RP 

Koniec I wojny światowej przyniósł odbudowę państwa polskiego, którego istnienie przerwał III 
rozbiór Polski 
w 1795 r. Formowanie terytorium państwa polskiego rozpoczęte pod koniec 1918 r. 

trwało do 1922 r. i w takim kształcie przetrwało do wybuchu II wojny światowej. 

 

Kontekst międzynarodowy 

Zasadniczy los Polski zależał od sytuacji międzynarodowej oraz decyzji zwycięskich mocarstw. Zgodnie 

popierały konieczność istnienia niepodległego państwa polskiego, tym bardziej, że mogłoby ono 
stanowić barierę odgradzającą Europę Zachodnią od niebezpieczeństwa komunizmu. Kwestia granic 

natomiast stanowiła drugi plan i pozostawała bliżej nieokreślona. Pierwsze decyzje w sprawie 

przyszłego kształtu Polski zapadły podczas konferencji pokojowej w 1919 r. w Wersalu pod Paryżem, 
gdzie zebrali się przywódcy 27 państw, które walczyły i zwyciężyły w wojnie, by ustalić zasady 

trwałego pokoju i określić losy państw pokonanych. Główną rolę na konferencji odgrywali przywódcy 

trzech państw, tzw. gruba trójka. Byli to premierzy: Francji Georges Clemenceau i Wielkiej Brytanii 

Lloyd George oraz prezydent Stanów Zjednoczonych Woodrow Wilson. 28 czerwca1919 podpisano 
traktat pokojowy z Niemcami, który jednocześnie ustalał polską granicę zachodnią. Niemcy utraciły na 

rzecz Polski prawie całą Wielkopolskę, która zresztą nie czekając na postanowienia traktatu sama 

wywalczyła swe wyzwolenie spod zaboru (zobacz powstanie wielkopolskie). Polsce przyznano też pas 
Pomorza wzdłuż Wisły jednak bez Gdańska, który otrzymał status wolnego miasta i pozostawał pod 

zarządem Komisarza Ligi Narodów. Natomiast na Śląsku, Warmii i Mazurach miały odbyć się plebiscyty. 

Plebiscyt na Warmii i Mazurach  

Warunki tuż przed głosowaniem mającym zadecydować o przynależności terenów Warmii i Mazur były 
trudne. Armia Czerwona zbliżała się do granicy Prus Wschodnich, co rodziło w ludności poczucie 

nadchodzącego końca niepodległości Polski. Negatywny wpływ na sprawy polskie miało także 

długotrwałe panowanie na tym terenie Niemców, stosowanie przez nich terroru i prowadzoną 
propagandą niemiecką. 11 lipca1920 odbył się plebiscyt, który skończył się dla Polski klęską. Tylko 3% 

ludności opowiedziało się za włączeniem do Polski, w związku, z czym przyznano jej tylko osiem gmin. 

Do takiego wyniku plebiscytu w jakiejś mierze przyczyniła się manipulacja. Polegała ona na tym, że 

głosujący musieli wybierać między kartkami z napisem "Polska – Polen" i "Prusy Wschodnie – 
Ostprussen". Większość, więc wybrała to, co znane – Prusy Wschodnie. 

Górny Śląsk  

Sytuacja na Śląsku przedstawiała się nieco inaczej. Pogłębiała się polska świadomość narodowa, rosła 
liczba działaczy na rzecz polskości. Społeczeństwo polskie na Górnym Śląsku było rozczarowane 

decyzją paryskiej konferencji pokojowej w sprawie zarządzenia plebiscytu na tym terenie. 

Spodziewano się, że zapadnie decyzja o inkorporacji Górnego Śląska do Polski. Tymczasem sytuacja na 
Górnym Śląsku przedstawiała się coraz gorzej. Wzmógł się terror niemiecki wobec ludności polskiej, 

przeprowadzano rekwizycje, rewizje i aresztowania, rozbijano polskie wiece i zebrania, utrudniano 

życie polskich organizacji, hamowano działalność towarzystw kulturalno-oświatowych. Wszystko to 
jeszcze bardziej wzmagało opór ludności polskiej, która coraz częściej myślała o zbrojnym 

przeciwstawieniu się narastającemu terrorowi. Przełomowym momentem stał się strajk robotniczy w 

dniach 11-15 sierpnia 1919 oraz masakra robotników, głównie narodowości polskiej, dokonana w 
Mysłowicach przez niemiecki Grenzschutz 15 sierpnia. Wydarzenia te stały się bezpośrednią przyczyną 

I powstania śląskiego, które wybuchło w nocy z 16 na 17 sierpnia 1919. Zostało szybko stłumione 

przez Niemców. Jednak niepowodzenie nie odebrało polskim Górnoślązakom wiary w możliwość i 
celowość dalszych walk o przyłączenie Śląska do Polski. 

W toku przygotowań plebiscytowych rósł niemiecki terror. Utrudniano rozwój polskiej akcji 

plebiscytowej, propagandowej i organizacyjnej, a z rąk niemieckich bojówek zaczęli ginąć działacze 

polscy (czasem ginęli również działacze niemieccy, zamordowani przez Polaków). W wyniku rosnącego 
napięcia wybuchło II powstanie śląskie, którego skutkiem stała się decyzja Komisji Międzysojuszniczej 

o powołaniu wspólnej polsko-niemieckiej policji podległej Komisji oraz wydała zarządzenie o 

zaprzestaniu terroru. Polakom udało się osiągnąć zamierzony cel, jakim była samoobrona ludności 
polskiej. Siła i zasięg powstania zaskoczyła zarówno Niemców, jak i Sprzymierzonych. Nie miało też 

ono specjalnego poparcia międzynarodowego. Włosi, jak i hierarchia kościoła katolickiego opowiadały 

się za Niemcami, podczas gdy Francuzi zachowali neutralność. 

20 marca1921 odbył się zapowiadany plebiscyt na Górnym Śląsku. Wzięło w nim udział 1191 tys. osób, 

z czego za połączeniem z Polską opowiedziało się 479 tys., a pozostaniem w granicach Niemiec – 708 

tys. Tak duża przewaga Niemców wynikała z dopuszczenia do głosowania ludzi urodzonych na Śląsku, 
niezależnie od miejsca zamieszkania. Z Niemiec przybyło blisko 180 tys., a z Polski zaledwie 10 tys. 

emigrantów. Rząd angielski wysunął wówczas propozycję, aby Polsce przyznać jedynie powiaty: 

rybnicki, pszczyński i część katowickiego i tarnogórskiego, a cały Górnośląski Okręg Przemysłowy 
pozostawić Niemcom. 

background image

 

Odpowiedzią na niekorzystne dla Polski projekty podziału był strajk generalny na Śląsku, a następnie 
wybuch III powstania śląskiego w nocy z 2 na 3 maja1921. Po krwawych walkach na linii Odry i o Górę 

świętej Anny, mimo przewagi regularnych wojsk niemieckich powstańcy zdołali utrzymać swe pozycje 

na przedpolu Śląskiego Okręgu Przemysłowego. Od 5 do 25 czerwca trwały rozmowy, które zdołały 
doprowadzić do zawieszenia broni 28 czerwca 1921. 12 października 1921 Liga Narodów odrzuciła 

wniosek angielsko-niemiecki pozostawienia Górnego Śląska przy Niemczech i poleciła dokonać podziału 

tego regionu. Decyzją Rady Ambasadorów przyznano Polsce 29% terytorium plebiscytowego, który 

obejmował powiaty: katowicki, lubliniecki, pszczyński, rybnicki, świętochłowicki, i tarnogórski. Na tym 
obszarze znajdowała się większa część przemysłu górnośląskiego, który miał ogromne znaczenie 

gospodarcze. 15 maja 1922 podpisano w Genewie polsko-niemieckie porozumienie regulujące podział 

Górnego Śląska. 

Po wydaniu decyzji dotyczącej podziału Górnego Śląska polskie stronnictwa polityczne i organizacje 

zawodowe utworzyły Naczelną Radę Ludową z Józefem Rymerem na czele. Na czele analogicznego 

organu niemieckiego – Wydziału Niemieckiego – stanął Hans Lukaschek. Rozpoczęła się ewakuacja 
wojsk Komisji Międzysojuszniczej, podczas której bojówki niemieckie rozpoczęły gwałtowną akcję 

terrorystyczną, w wyniku, której zginął m.in. oficer francuski. 

20 czerwca wojska polskie przekroczyły granicę koło Szopienic i wkroczyły na Śląsk. W lipcu 1922 
Polska przejęła ostatecznie administrację na przyznanym jej obszarze, który zgodnie z obietnicą 

zachował pewną autonomię – miał swój sejm lokalny. Pierwszym wojewodą śląskim został Józef 

Rymer. 16 lipca 1922 roku podpisano w Katowicach dokument upamiętniający przejęcie części Śląska 
przez Rzeczpospolitą. 

W tym czasie na terenach przyznanych Niemcom rozpoczął się odwet na tych Ślązakach, którzy w 

okresie plebiscytowym działali na rzecz Polski. Zabraniano rozmawiać po polsku w lokalach 
publicznych, znieważając tych, którzy zakazu tego nie przestrzegali. Bojkotowano działaczy polskich, 

wprowadzano ograniczenia w działalności polskich organizacji. 

Śląsk Cieszyński  

Na południu Polski trwał spór z Czechosłowacją o Śląsk Cieszyński oddziałujący przez wiele lat na 
atmosferę wzajemnych stosunków politycznych. 5 Listopada 1918 w wyniku uzgodnień lokalnych rad: 

polskiej Rady Narodowej Księstwa Cieszyńskiego i czeskiej Krajowej Rady Narodowej dla Śląska teren 

Śląska Cieszyńskiego został podzielony według kryterium etnicznego. 

Ustaleń tych nie uznały władze czeskie w Pradze i zażądały wycofania oddziałów polskich, aby 

uniemożliwić przeprowadzenie w polskiej strefie wyborów do sejmu. Wobec odmowy 26 stycznia1919 

wojska czeskie korzystając z zaangażowania Polski w walki z bolszewicką Rosją, zajęły wschodnią 
cześć Śląska Cieszyńskiego do rzeki Olzy. Nastąpiło to za aprobatą państw sprzymierzonych, które 

poparły czeską akcję. Na terenach Śląska Cieszyńskiego, a także Orawy i Spiszu miał się odbyć 

plebiscyt. Sprzeciw Czechów obawiających się przegranej, a także niekorzystna w tym momencie 
sytuacja Polski w wojnie z bolszewikami przyczyniły się do zmiany decyzji, co do losów spornych 

terenów. 

Na podstawie postanowień konferencji w Spa w dniach 5-16 lipca 1920, Rada Ambasadorów państw 
Ententy 28 lipca podjęła decyzję o zaniechaniu plebiscytu i arbitralnym podziale tego regionu. 

Mocarstwa koalicji przyznały Czechosłowacji większość spornych obszarów Śląska Cieszyńskiego, tzw. 
Zaolzia, Spiszu i Orawy. Szczególnie dotkliwa dla Polski była utrata Zaolzia ze względu na liczebną 

ludność polską, istniejące tam bogactwa naturalne i zakłady przemysłowe. Po czeskiej stronie granicy 

pozostało ok. 120 tysięcy Polaków. 

Granica wschodnia  

Kwestię granicy wschodniej Polski nie rozstrzygnięto podczas konferencji wersalskiej i pozostała ona 

otwarta. W poglądach polityków polskich ścierały się jej dwie koncepcje. Józef Piłsudski skłaniał się do 

idei federacyjnej. Zakładała ona oderwanie od Rosji: Białorusi, Litwy i Ukrainy jako niepodległych 
państw w federacji z Polską. Państwa te miały stanowić swego rodzaju mur przed Rosją. Inną 

koncepcję przedstawiał Roman Dmowski. Głosił program inkorporacji, czyli włączenia do Polski tych 

ziem litewskich, białoruskich i ukraińskich, na których Polacy stanowili znaczny odsetek ludności. 

Od listopada 1918 na południowym wschodzie trwał spór polsko-ukraiński o Galicję wschodnią. Walki 

toczyły się ze zmiennym powodzeniem. O zakończeniu walk ostatecznie zadecydowała sytuacja wojsk 

ukraińskich, które jednocześnie były atakowane z północnego wschodu przez bolszewików, oraz 
przybycie Armii Hallera. Polakom udało się do lipca 1919 wyprzeć armię ukraińską za Zbrucz, czyli za 

wschodnią granicę Galicji na tereny Ukraińskiej Republiki Ludowej, a we wrześniu 1919 podpisano 

rozejm. 

Armia Czerwona od grudnia 1918 r., kiedy to wojska niemieckie zaczęły wycofywać się z Ukrainy i 

Białorusi, rozpoczęła marsz na zachód zajmując stopniowo te tereny. Zamierzeniem polityki 

bolszewików było dążenie do wsparcia rewolucji w Niemczech i rozszerzenie jej na inne kraje 
europejskie. Powstanie niepodległej Polski stało się przeszkodą w rozszerzaniu rewolucji na Zachód. 

W lutym 1919 roku doszło do pierwszych starć oddziałów polskich z Armią Czerwoną, które rozpoczęły 

wojnę polsko-bolszewicką. W połowie lutego 1919 r. Polskie siły Frontu Litewsko-Białoruskiego podjęły 
kontrofensywę przeciwko armii bolszewickiej i 19 kwietnia wkroczyły do Wilna, gdzie Józef Piłsudski 

wydał odezwę dając nadzieje samookreślenia politycznego tego obszaru. W lipcu 1919 miała miejsce 

konferencji pokojowa w Paryżu, na której Rada Najwyższa zatwierdziła granicę polsko-litewską według 

linii Focha (Niemen  Grodno  Wilno  Dyneburg) wraz z Wilnem. Jednak Armia Czerwona odnosiła 
coraz większe sukcesy w swoim marszu na Zachód i w lipcu 1920 weszła na ziemie polskie. Wojsko 

dotarło wkrótce do Warszawy gdzie, 13 sierpnia rozpoczęła się decydująca bitwa warszawska. Polakom 

udało się obronić stolicę i do końca września wyprzeć wojska bolszewickie za Mińsk. 

12 października1920 r. delegacje polska i bolszewicka podpisały w Rydze umowy rozejmowe i podjęły 

rokowania pokojowe. 18 marca1921 został ostatecznie podpisany traktat pokojowy między Polską, 

Rosyjską SRR i Ukraińską SRR. Granica Polski na wschodzie została ustalona na linii Zbrucza i Dźwiny 
obejmując po stronie polskiej ziemie na wschód od Bugu, należące przed 1914 r. do Rosji: zachodnią 

część Wołynia i Polesia z Brześciem, Pińskiem i Łuckiem, gubernie: grodzieńską oraz wileńską wraz z 

zachodnią częścią Mińszczyzny (Nieśwież). Rosja i Ukraina uznały polskie prawa do Galicji Wschodniej. 
W październiku 1920 roku Józef Piłsudski upozorował bunt gen. Lucjana Żegligowskiego. Zajmując 

Wilno i okolice, ogłaszając powstanie tzw. 

Litwy Środkowej

. W wyniku postanowienia sejmu Litwy 

Środkowej, Wileńszczyzna z Wilnem zostały włączone do Polski w 1922 roku. Niepodległa Litwa 
proklamowała stan wojny z Polską, który trwał do 1938 roku. 

background image

 

Przebieg wschodniej granicy II RP został zatwierdzony przez Radę Ambasadorów15 marca1923. 

 
2. 

Zagadnienia bezpieczeństwa w polskiej polityce zagranicznej 1921-1925 

Polityka zagraniczna II Rzeczpospolitej była w naturalny sposób konsekwencją procesu 
kształtowania się granic tego państwa i systemu wersalskiego, który zdecydował o układzie sił w 

Europie po I wojnie światowej. Podstawowym celem tej polityki było zabezpieczenie istnienia państwa 

polskiego w jego niekorzystnym położeniu geopolitycznym między dwoma wielkimi sąsiadami: 

Niemcami i ZSRR, oraz przy napiętych stosunkach z innym sąsiadami: Czechosłowacją i Litwą. 

W latach 20. podstawowym środkiem realizacji polityki zagranicznej były działania na forum Ligi 

Narodów oraz współpraca z Francją. Wobec niekorzystnych rezultatów tej polityki, która nie zapobiegła 

m.in. układom lokarneńskim, w latach 30. Polska rozwinęła stosunki z Niemcami i Związkiem 
Radzieckim, starając się o wzajemną równowagę. Stopniowe zbliżanie się do Niemiec nie zmieniło 

faktu, że w roku 1939 Polska odrzuciła żądania Adolfa Hitlera i stała się pierwszym celem napaści 

Niemiec w II wojnie światowej. 

Układ sił w Europie po zakończeniu wojny uzależniony był od rozbieżności w państwach zwycięskiej 

koalicji. Polska stała się naturalnym sojusznikiem Francji, która poszukiwała partnera w miejsce 

osłabionej i podbitej przez bolszewicką rewolucję Rosji. W lutym 1921 r. w Paryżu doszło do 
podpisania polsko-francuskiej deklaracji o przyjaźni i układu politycznego wraz z konwencją wojskową, 

zgodnie z którą państwa zobowiązywały się do udzielenia pomocy w razie napaści Niemiec na którąś ze 

stron. 

Jednocześnie Francja liczyła na wysokie reparacje ze strony Niemiec, które miały zrekompensować jej 

utracone wierzytelności rosyjskie. Z drugiej strony, osłabiona po wojnie Wielka Brytania liczyła na 

rozwój eksportu do Niemiec i nawiązanie stosunków handlowych z Rosją (co nastąpiło 16 marca 
1921). Inny wielki członek Ententy, Stany Zjednoczone po odmowie ratyfikacji traktatu wersalskiego 

zajął pozycję izolacjonistyczną. 

Młode państwo polskie stanęło wobec ułożenia polityki z Niemcami i Rosją. Republika Weimarska 

liczyła na rewizję postanowień traktatu na wschodzie, gdy tymczasem bolszewicka Rosja w ogóle nie 
uznawała traktatu. Niezadowolenie obu tych państw skłoniło je do współpracy. Najpierw, 6 maja 1921 

zawarły układ handlowy, poprzedzający nawiązanie stosunków. 16 kwietnia 1922 Niemcy i Rosja 

Radziecka zawarły w Rapalloukład, na mocy którego nawiązały stosunki dyplomatyczne i współpracę 
ekonomiczno-wojskową. Jan Dąbski skomentował ten traktat 7 lipca 1922: 

Traktat w Rapallo jest 

najgorszą konstelacją, jaka się może w dziejach dla Polski zdarzyć

[1]

. Poczucie zagrożenia Polski 

doprowadziło do zacieśnienia współpracy polsko-francuskiej, m.in. w maju 1923 francuski marszałek 
Ferdinand Foch otrzymał buławę marszałka Polski; wspólnie też rozważano akcję militarną przeciw 

Niemcom, które w tym czasie odmawiały spłaty reparacji

[2]

. 

Polska szukała też sprzymierzeńców w Europie Środkowo-Wschodniej. Jednak tylko Rumunia jako 
jedyne państwo na tym obszarze chętnie współpracowała z Polską i podpisała 3 marca 1921 pakt o 

wzajemnej pomocy przeciw bolszewickiej Rosji (sojusz polsko-rumuński). Stabilnej polityce 

zagranicznej Polski nie sprzyjały liczne przesilenia rządowe oraz związana z nimi rotacja na stanowisku 
ministra spraw zagranicznych. 

Kryzys gospodarczy w Niemczech (i niebezpieczeństwo komunistycznej rewolucji) doprowadził do 
wstrzymania przez to państwo spłaty reparacji wojennych, zaś w sierpniu 1924 w Londynie przyjęto 

plan Dawesa, który zakładał rozłożenie spłat odszkodowań i pomoc w odbudowie gospodarki 

niemieckiej. Również polityka francuska wobec Niemiec, od czasu zwycęstwa lewicy w wyborach 1924 
stała się bardziej ugodowa. 

Minister Aleksander Skrzyński podejmował próby porozumienia z ZSRR i uświadomienia państwom 

zachodnim zagrożenia niemieckiego. W listopadzie 1924 podpisano dodatkowy protokół do układu 

polsko-francuskiego, zaś w czerwcu 1925 Francja przyjęła propozycję układów gwarantujących polskie 
granice. 

Na kształt polskiej polityki zagranicznej w okresie międzywojennym wpłynął system wersalski, który 

zapewnił jej integralność terytorialną. Jednak część granic państwa polskiego została ukształtowana w 
wyniku działań wojennych, co wywarło wpływ na dalsze stosunki z sąsiadami. Mimo że wojna polsko-

radziecka zakończyła się pokojem ryskim 18 marca 1921 r. to stosunki między tymi państwami 

pozostały nadal napięte, a władze radzieckie dążyły do zmiany postanowień traktatu. Trudne były też 
stosunki polsko-niemieckie, ponieważ kwestie sporne (Gdańsk, Warmia, Mazury, Śląsk i Pomorze) 

zostały uregulowane niezgodnie z oczekiwaniami stron. Niemcy dawali temu jednoznaczny wyraz 

nazywając Polskę państwem „sezonowym”. Nie lepiej układały się stosunki z Czechosłowacją (spór o 
Zaolzie) i Litwą (kwestia Wilna). W rezultacie dobre stosunki łączyły nas tylko z Rumunią i Łotwą.  

   

Polska, mimo krytyki niektórych postanowień traktatu wersalskiego, była zainteresowana utrzymaniem 
jego postanowień. Wobec obojętności Włoch i Stanów Zjednoczonych, a nawet niechęci Anglii wobec 

spraw polskich, jedynym gwarantem międzynarodowej pozycji Polski stała się Francja. Dlatego 

dyplomacja polska oparła koncepcję swojej polityki zagranicznej na zbliżeniu z Francją.   

Jednak stosunki między Francją a Wielką Brytanią skomplikowały się na, tyle, że zaistniała potrzeba 

zwołania w 1922 r. konferencji w Genui w sprawie roszczeń pieniężnych wobec Rosji oraz niemieckich 

zobowiązań z tytułu odszkodowań wojennych. Twarda polityka Francji wobec Niemców i chęć 

Brytyjczyków do osłabienia pozycji Francji w Europie spowodowały, że ten brak jedności stał się 
powodem kruszenia się ładu wersalskiego. Wykorzystały tę sytuację dwa kraje, pozostające w izolacji: 

Rosja i Niemcy. One to właśnie w trakcie konferencji genueńskiej zawarły między sobą układ w Rapallo 

(kwiecień 1922 r.).  

Dla Polski układ w Rapallo oznaczał porozumienie potężnych, żądnych rewindykacji terytorialnych 

sąsiadów. Ustalenie granic II Rzeczypospolitej odbywało się w atmosferze ostrego konfliktu z 

państwami sąsiednimi. Dlatego polska dyplomacja zabiegała o zabezpieczenie swej pozycji na arenie 
międzynarodowej systemem sojuszy obronnych.  

Pierwszy sojusz zawarła Polska z Rumunią w styczniu 1921 r. Uzupełnienie do układu stanowiła 

konwencja o przymierzu odpornym, podpisana w marcu 1921 r. w Warszawie. O wiele ważniejszy był 
dla państwa polskiego układ z Francją z 19 lutego 1921 r., parafowany przez Piłsudskiego w czasie 

jego pobytu w Paryżu. Do układu dołączona była konwencja wojskowa. Układ stwarzał korzystniejsze 

warunki dla Francji, szczególnie w sferze gospodarczej. Do układu była dołączona konwencja 
wojskowa przewidująca ewentualną pomoc Francji w razie ataku Niemiec na Polskę. We Francji 

widziano potężnego gwaranta pozycji narodowej Polski, zabezpieczającego przed rewizjonistycznymi 

zapędami Niemiec 

background image

 

 
 
3. 

Polityka zagraniczna w okresie lokarneńsko-genewskim 

Niejednolite traktowanie Polski przez państwa zachodnie stało się faktem 16 października 1925, gdy 
podpisano Traktat z Locarno gwarantujący (w tzw. pakcie reńskim) granice Francji i Belgii z Niemcami. 

Gwarantami układu były poza tym Wielka Brytania i Włochy. Polska i Czechosłowacja otrzymały tylko 

gwarancje francuskie. Minister Skrzyński podpisał układy, dochodząc do wniosku, że ewentualne 

protesty mogłyby tylko pogorszyć sytuację Polski

[3]

. Jednocześnie Niemcy otrzymały stałe miejsce w 

Radzie Ligi Narodów, którego nie otrzymała Polska, wybierana jednak od 1926 w drodze głosowania. 

W 1929 Niemcy otrzymały w ramach Planu Younga kolejne rozłożenie spłat długów wojennych. 

Nawiązywała się również dalsza współpraca Związku Radzieckiego z Niemcami, które 16 kwietnia 1926 
zawarły układ o neutralności i nieagresji. 

Układ w Locarno z 1925 r. Układ ten był sukcesem dyplomacji niemieckiej, a głównie Gustawa 

Stresemanna, niemieckiego ministra spraw zagranicznych w latach 1923-1929.  

Locarno było przegraną Polski, gdyż układ ustalał nienaruszalność tylko granicy francusko-niemieckiej i 

belgijsko-niemieckiej. W takiej samej sytuacji jak Polska była Czechosłowacja. [2]Przejściowo nastąpiło 

zbliżenie polsko-czechosłowackie, czego wyrazem były wzajemne wizyty ministrów spraw 
zagranicznych. Nadwyrężenie systemu wersalskiego doprowadziło do przyznania Niemcom, po ich 

przystąpieniu do Ligi Narodów, miejsca stałego członka w jej kierowniczym organie - Radzie Ligi.  

Całościowo oceniając polską politykę zagraniczną lat 1921-1925 trzeba stwierdzić, że cechował ją 
realizm. Jej podstawowe kierunki to zagwarantowanie granic, co niestety nie udało się, gdy idzie o 

granice z Niemcami i umocnienie pozycji Polski w Lidze Narodów - co udało się częściowo. Jednak 

Locarno było dla Polski klęską, podobnie jak dla jej południowego sąsiada - Czechosłowacji. Na 
sytuacji międzynarodowej obu państw niekorzystnie zaciążyła proniemiecka polityka Wielkiej Brytanii.  

Zaraz po 1926 r. nie nastąpiła istotna zmiana polskiej polityki zagranicznej, gdyż nie zmieniły się 

warunki, które o niej decydowały. Polska znajdowała się między dwoma państwami większymi 

terytorialnie i o różnych ustrojach politycznych. Niemcy były republiką z parlamentarnymi rządami i 
dążyły do obalenia "dyktatu wersalskiego" i powrotu do granic sprzed 1914 r. Wschodni sąsiad był 

zajęty problemami wewnętrznymi i umacnianiem dyktatury przez J. Stalina. ZSRR, który wyszedł z 

międzynarodowej izolacji po Rapallo, zawarł dodatkowo układ o nieagresji i neutralności z Niemcami, 
podpisany w Berlinie w kwietniu 1926 r.[3] Ta linia niemieckiej polityki, szachująca Zachód radziecko-

niemieckim zbliżeniem, pozwoliła uzyskać kolejne sukcesy.  

W 1926 r. Niemcy przyjęto do Ligi Narodów i uzyskały one stałe przedstawicielstwo w Radzie Ligi. 
Miało to dla Polski istotne znaczenie ze względu na problem Gdańska i niemieckiej mniejszości w 

Polsce. Hałaśliwa propaganda przeciw "płonącym" granicom wschodnim przysparzała Niemcom 

sympatii, ale osłabiała międzynarodową pozycję Rzeczypospolitej. Podobnie jak konflikt polityczny z 
Litwą. 

 

Próbę zmiany tej sytuacji podjął sam Piłsudski, który udał się na sesję Ligi Narodów do Genewy i tam 
spotkał się w grudniu 1927 r. z ministrem spraw zagranicznych Niemiec, Stresemannem. W trakcie 

pobytu Marszałka w Genewie nastąpiło częściowe rozładowanie konfliktu polsko-litewskiego w 
dwustronnej rozmowie Marszałka z premierem rządu litewskiego.  

W drugiej połowie lat dwudziestych polityka Piłsudskiego była oparta na założeniu, iż nie nastąpią w 

Europie zasadnicze zmiany i czas ten należy przeznaczyć na wysondowanie, jakie stanowisko zajmie 
Francja w dalszej polityce wobec Niemiec. Nadal, bowiem podstawą bezpieczeństwa Rzeczypospolitej 

pozostał sojusz z Francją.  

Podpisanie w 1928 r. przez Polskę, a następnie ZSRR wielostronnego paktu Brianda-Kelloga, 

potępiającego wojnę jako środek rozstrzygania sporów międzynarodowych, stworzyło fundament do 
rokowań z ZSRR. Były one prowadzone przez polskiego posła w Moskwie, Stanisława Patka i 

zakończyły się tzw. protokołem Litwinowa (wicekomisarz spraw zagranicznych ZSRR) w lutym 1929 r. 

Cieszący się zaufaniem Piłsudskiego Patek rozpoczął następnie rozmowy na temat układu o nieagresji 
z ZSRR. Dokument taki podpisano w lipcu 1932 r. Zobowiązywał on strony polską i radziecką do 

zachowania ścisłej neutralności, gdyby jedno z państw stało się ofiarą agresji strony trzeciej. Został on 

przedłużony w 1934 r. na dalsze 10 lat, w podpisanym wówczas protokole ZSRR uznał granicę 
wschodnią Polski.[4] 

Zasadnicze kierunki polityki zagranicznej po 1926 r. wyznaczał marszałek Piłsudski. Wśród celów, jakie 

zamierzał osiągnąć Marszałek, do najważniejszych należało uregulowanie, drogą paktów, stosunków z 
sąsiadami, przy respektowaniu zasady równego dystansu pomiędzy Moskwą a Berlinem, oraz zrzucenie 

traktatu mniejszościowego, który stawiał Polskę w roli petenta Ligi Narodów w związku ze skargami 

Niemiec i Litwy.  

 

4. 

Dyplomacja polski wobec sytuacji międzynarodowej w latach 30-tych 

Na początku lat 30. państwa zachodnie odczuwały skutki wielkiego kryzysu gospodarczego, co 
doprowadziło do wzrostu nastrojów pacyfistycznych i antydemokratycznych. W 1932 zawieszony został 

praktycznie plan Younga. Jednocześnie dojście do władzy partii hitlerowskiej oznaczało, przynajmniej 

na początku prześladowania komunistów niemieckich i napięcie w stosunkach z ZSRR. 

To oddalenie obu największych sąsiadów wykorzystała Polska, zawierając traktaty regulujące stosunki 
z nimi. 25 lipca 1932 został podpisany polsko-rosyjski pakt o nieagresji, który 5 maja1934 przedłużono 

na kolejne dziesięć lat. 26 stycznia1934 podpisano deklarację o niestosowaniu przemocy we 

wzajemnych stosunkach między Polską a Niemcami. Zamierzeniem Hitlera było wciągnięcie Polski w 
strefę wpływów niemieckich, a jednocześnie osłabienie sojuszu Polski i Francji. 

Kierownikiem polskiej polityki zagranicznej od listopada 1932 był Józef Beck, który zgodnie z 

instrukcjami Józefa Piłsudskiego starał się realizować politykę równej odległości między Niemcami i 
Rosją, choć sam Piłsudski w 1934 już nie wierzył, aby dobre stosunki polsko-niemieckie mogły potrwać 

ugo

[4]

. 

Wraz ze wzrostem potęgi Niemiec rosło zagrożenie Polski. W 1935 r. Niemcy zawarły umowę z Wielką 
Brytanią, która zezwalała Niemcom na znaczną rozbudowę marynarki wojennej. W 1938 roku na mocy 

układu w Monachium przyznano im Kraj Sudetów, który do tej pory należał do Czechosłowacji. Układ 

monachijski przewidywał też zwołanie konferencji w sprawie rozstrzygnięcia granicznych kwestii 

background image

 

spornych Polski i Czechosłowacji. Nie czekając jednak na pośrednictwo mocarstw 2 października1938 
wojska polskie zajęły obszar Zaolzia, przez co w przyszłości obarczono Polskę zarzutem współpracy z 

Niemcami w dziele rozbioru Czechosłowacji. W październiku 1938 niemiecki minister spraw 

zagranicznych Joachim Ribbentrop złożył Polsce propozycję zawarcia paktu o nieagresji na 25 lat w 
zamian za zgodę polskiego rządu na włączenie Gdańska do Rzeszy i budowę eksterytorialnej drogi i 

linii kolejowej przez polskie Pomorze, pomiędzy Niemcami a Prusami Wschodnimi. Propozycje te Polska 

odrzuciła. Pogorszenie stosunków Polski z Rzeszą zmusiło Polskę do poszukiwania pomocy, by w razie 

napaści niemieckiej nie pozostała osamotniona. Niejako w odpowiedzi premier Wielkiej Brytanii Neville 
Chamberlain 
ogłosił w brytyjskim parlamencie w marcu 1939 jednostronne gwarancje wobec Polski. 6 

kwietnia1939 w Londynie opublikowano komunikat o zobowiązaniach wzajemnej pomocy w wypadku 

zagrożenia niepodległości Polski czy Wielkiej Brytanii. W kilka dni później rząd francuski potwierdził 
swe zobowiązania sojusznicze wobec Polski. Łudząc się jeszcze, co do zamiarów Związku Radzieckiego, 

mocarstwa Zachodnie szukały z nim porozumienia. Prowadzone w Moskwie w sierpniu 1939 r. 

rozmowy zostały niespodziewanie przerwane przez stronę rosyjską. Zaproszono natomiast do Moskwy 
ministra spraw zagranicznych III Rzeszy i 23 sierpnia podpisano niemiecko-radziecki pakt o nieagresji, 

który zawierał tajny protokół zawierający plany podziału stref wpływów w Europie Środkowo-

Wschodniej. Według niego Polska miała przestać istnieć jako suwerenne państwo i zostać rozdzielona 
pomiędzy Niemcy a Związek Radziecki. 25 sierpnia zawarto w Londynie polsko-brytyjski układ 

sojuszniczy, w którym Brytyjczycy zobowiązywali się do udzielenia Polsce w przypadku napaści 

natychmiastowej pomocy wojskowej. Dzień ten wyznaczył też Hitler jako datę uderzenia na Polskę, ale 
dowiedziawszy się o porozumieniach w Londynie akcję odwołał. Zaplanował, że napaść na Polskę 

nastąpi 1 września 1939. 

Idea wojny prewencyjnej wobec Trzeciej Rzeszy w polskiej polityce zagranicznej 1932-33 
ncydent z „Wichrem” miał stanowić sprawdzian zachowania Niemiec. Piłsudski potwierdził w ten 

sposób swoje przypuszczenie, że zachodniego sąsiada, który nie zareagował na polską manifestację 

stanowczości, nie stać jeszcze na żadne wystąpienie militarne przeciw Polsce. Reichswehra 

ograniczona przez traktat wersalski do 100 tys. żołnierzy nie była na razie groźna dla prawie 
trzykrotnie liczniejszej armii polskiej. 

 

Demonstracje siły 
 

 Z inicjatywy Piłsudskiego w drugiej połowie 1932 r. i wiosną 1933 r. doszło do kilku znaczących 

incydentów. 
 

15 czerwca tego roku do portu gdańskiego wpłynął kontrtorpedowiec „Wicher”, by czynić honory domu 

wobec wizytującej Wolne Miasto eskadry okrętów brytyjskich. Załoga „Wichra” otrzymała rozkaz 
otwarcia ognia do najbliższego budynku rządowego, gdyby władze Gdańska, które w 1930 roku 

wypowiedziały Polsce umowę o używalności portu i uzyskały dla siebie korzystne orzeczenie 

Międzynarodowego Trybunału w Hadze w grudniu tegoż roku, zdecydowały się na demonstrację 
wobec polskiej bandery. Kroki te wystarczyły, by sekretarz generalny Ligi Eric Drummond i brytyjski 

minister spraw zagranicznych John Simon w obawie, że podczas przewidywanej wizyty okrętów 

niemieckich w Gdańsku Piłsudski wyśle również polskie okręty i dojdzie do nieobliczalnego w skutkach 
starcia zbrojnego, skłonili delegację Wolnego Miasta do zgody na odnowienie z Polską układu o 

używalności portu. Układ taki został podpisany 13 sierpnia 1932 roku. [1] 

 

Incydent z „Wichrem” miał stanowić sprawdzian zachowania Niemiec. Piłsudski potwierdził w ten 
sposób swoje przypuszczenie, że zachodniego sąsiada, który nie zareagował na polską manifestację 

stanowczości, nie stać jeszcze na żadne wystąpienie militarne przeciw Polsce. Reichswehraograniczona 

przez traktat wersalski do 100 tys. żołnierzy nie była na razie groźna dla prawie trzykrotnie liczniejszej 
armii polskiej. 

 

W rozwiązywaniu incydentu polsko-gdańskiego brał udział minister Zaleski, zręcznie strasząc 
zachodnich dyplomatów determinacją Marszałka. Jednakże koniunktura międzynarodowa pozwalająca 

Augustowi Zaleskiemu sprawować nadal funkcję ministra spraw zagranicznych Rzeczpospolitej 

kończyła się. Liga Narodów, do której  Rady Polska dzięki niemu została wybrana powtórnie w 1929 

roku, a następnie jeszcze raz w 1932 roku, powoli traciła znaczenie. Rzeczpospolita znalazła się na 
arenie międzynarodowej w obliczu wydażeń rozwijających się z nie znaną dotychczas dynamiką. Do 

realizacji polityki zagranicznej potrzebny stał się Piłsudskiemu dyplomata mniej układny, a za to 

bardziej zdecydowany i energiczny. Na stanowisko ministra spraw zagranicznych przewidywał 
Marszałek dotychczasowego wiceministra tego resortu, Józefa Becka, przygotowującego się już od 

gudnia 1930 roku do przejęcia po Zaleskim nowych obowiązków. [2] 

 
Piątego marca 1933 r. Hitler, od stycznia już kanclerz, wygrał wybory po wyeliminowaniu silnej dotąd, 

ale skłóconej lewicy. Następnego dnia na gdańskim Westerplatte, gdzie mieściły się polskie składy 

importowanej amunicji, wylądował oddział polskiej piechoty; jednocześnie na Pomorzu 
przeprowadzono koncentracje wojskowe i zarządzono pogotowie w dywizjach. [3] Gazety na zachodzie 

podniosły wielkie larum. W samym zaś Gdańsku HelmerRosting, Duńczyk pełniący wówczas obowiązki 

Wysokiego Komisarza Ligi Narodów, określił akcję polską jako samowolną. Samowolność tej akcji była 
faktem oczywistym. Ale samowolność tę spowodowały liczne, uprzednie samowolności podjudzanych 

nieustannie z Berlina rajców gdańskich.W efekcie za wycofanie z Westerplatte nadzwyczajnie 

zwiększonego kontyngentu wojskowego, senat Wolnego Miasta musiał przywrócić funkcjonowanie 
mieszanej, polsko-niemieckiej policji portowej, której rozwiązanie i zastąpienie wyłącznie gdańską, to 

jest czysto niemiecką, już wcześniej zarządził. Doszło więc do swego rodzaju kompromisu, który 

wszakże ze względu na nieprzychylne stanowisko Genewy należało uznać za sukces Polski. Szło jednak 

w tej rozgrywce nie tyle o przywołanie do porządku gdańskich szowinistów, ile o przestrzeżenie 
rodzącej się właśnie Trzeciej Rzeszy przed zakusami na uprawnienia polskie w Wolnym Mieście. Pod 

tym względem demonstracje, acz przecież niewielkie, wywołały pożądane skutki. [4] 

 
W tym okresie stosunkowo niewielkimi siłami i akcjami o charakterze demonstracji można jeszcze było 

osiągnąć bardzo wiele; pod względem militarnym Niemcy były po prostu słabe. Z realiów tej tak dla 

nas korzystnej sytuacji, która wszelako nie mogła trwać długo, wynikła polska inicjatywa zdetonowania 
przeciw Niemcom wojny prewencyjnej, [4] to jest zapobiegawczej, stosunkowo taniej, szybkiej, 

niszczącej w zarodkach możliwości odbudowy niemieckiej potęgi wojskowej. Stutysięczna Reichswehra 

nie stanowiła problemu; jej manifestacyjne manewry, jesienią 1932 r. przeprowadzone właśnie nad 
granicą polską w okolicach Frankfurtu nad Odrą i świadczące o wyraźnym ukierunkowaniu niemieckich 

dążeń, w Warszawie nikogo nie przestraszyły. Chodziło przede wszystkim o likwidację prób, na razie 

utajonych, odtwarzania wielkiego przemysłu zbrojeniowego, oraz o rozpędzenie niezliczonych formacji 
paramilitarnych, jakimi już Republika Weimarska usiłowała zastąpić traktatowy zakaz pobierania i 

szkolenia rekrutów. 

 
Dwunastego lutego 1933 r. niemal więc natychmiast po objęciu urzędu kanclerskiego, ale jeszcze 

przed wyborami ostatecznymi, w londyńskim piśmie „Sunday Express” ukazał się wywiad Hitlera 

uzyskany przez pewnego pułkownika rezerwy nazwiskiem Etherton. Traktat wersalski został tu 

określony jako „nieszczęście nie tylko dla Niemiec”. Przynależność do Polski obszaru Pomorza, 
oddzielającego Berlin od enklawy wschodnio-pruskiej nazwano „haniebną niesprawiedliwością”. Nie 

omieszkał Hitler dodać, iż Niemcy oczekują w najbliższym czasie odzyskania owego „pomorskiego 

korytarza”.[6] 

background image

 

 
Niemiecka oficjalna agencja prasowa niemal natychmiast ogłosiła, że Etherton przeinaczył 

sformułowania kanclerza i podała tekst wywiadu jakoby właściwy, z usunięciem akcentów najbardziej 

agresywnych. Lecz sam Etherton oświadczył następnie korespondentowi „Kuriera Warszawskiego”, 
Czarnomorskiemu, że Hitler w rzeczywistości wypowiadał się jeszcze ostrzej, i że jego wypowiedzi 

trzeba było znacznie złagodzić, aby w ogóle mogły się ukazać. 

 

Dementi agencji niemieckiej było oczywiście zwyczajnym zabiegiem taktycznym. Nic już wszakże nie 
mogło powstrzymać komentarzy różnych wpływowych dziennikarzy, którzy natychmiast podchwycili w 

Wielkiej Brytanii ton propagandy niemieckiej i krzyczeli o niemieckiej krzywdzie oraz o Pomorzu 

zamieszkałym w większości przez uciśnioną ludność niemiecką. 
 

Przyznac trzeba, że bardzo przyzwoicie znalazła się w tej sprawie prasa francuska, wtedy rzadko 

Polsce przyjazna. Poza nielicznymi wyjątkami dziennikarze francuscy, w ślad za kolegami polskimi, 
określili wywiad Hitlera jako krańcową bezczelność i w sprostowania oficjalne najsłuszniej nie uwierzyli. 

Piłsudski nie miał zamiaru oddawać Niemcom Pomorza, Wielkopolski czy Śląska. Jeden z najbardziej 

zaufanych podwładnych marszałka, Ignacy Matuszewski [7], pisał w kwietniu 1933 r. w oficjalnej 
„Gazecie Polskiej”: „W  sprawie ziem zachodnich Polska mówić może i będzie tylko głosem armat”.[8] 

 

Niemal natychmiast po wywiadzie Ethertona z Hitlerem, z końcem lutego 1933 r. Piłsudski zdecydował 
zbadać postawę francuskiej sojuszniczki wobec tak wyraźnie ujawnionej drapieżności nowego reżimu 

niemieckiego. Należało rozumieć, iż także Locarno stanie się wkrótce bezwartościowe i należało ustalić, 

czy zagrożenie tego rodzaju widzą również politycy francuscy. 
 

Do Paryża pojechali dwaj emisariusze. Jeden z nich udawał się oficjalnie na zjazd francuskich 

kombatantów, organizowany w marcu; był nim gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski [9], ulubieniec 

marszałka i jego kiedyś adiutant, człowiek wielkich zalet towarzyskich, przyjaciel wybitnych poetów i 
sam po trosze poeta. Miał dotrzeć do najwyższych wojskowych. Drugi wysłannik, senator Jerzy 

Potocki, który miał rangę politycznie znacznie wyższą i ponadto dobre skoligacenia, dotrzeć miał z 

propozycją wojny prewencyjnej do ministra spraw zagranicznych Paul-Boncoura i w ogóle do 
środowisk decydujących o polityce Francji. Rzecz całą utrzymywano w głębokiej tajemnicy. Propozycji 

wszakże tego rodzaju nie można było przedstawić oficjalnie; na całym świecie okrzyczano by wtedy 

Polskę niebezpieczną agresorką. 
 

Sondażom wysłanników towarzyszyły takie przedsięwzięcia , jak wspomniana wyżej demonstracja 

gdańska, jak zarządzenie pogotowia w dywizjach pomorskich, jak wreszcie pewne enuncjacje prasowe. 
 

Polskie operacje rozpoznawcze skończyły się niestety fiaskiem. Wieniawa-Długoszowski nie dotarł do 

nikogo poważnego. Potocki zaś, zderzając się wszędzie z niechęcią, uznał sprawę za beznadziejną i 
szybko wycofał się ze swej misji. 

 

W tym samym przecież czasie, kiedy usiłował ją wypełnić, kiedy Polska demonstrowała na 
Westerplatte i Pomorzu, urodził się w marcu 1933 r. z naiwnej wiary w możliwość ugłaskania 

agresorów cudzym kosztem, tak zwany „pakt czterech”, w którego ramach zapewniono Niemcom 

równouprawnienie obok Wielkiej Brytanii, Francji i Włoch. [10] Zapowiadał się dyktat europejskich 

mocarstw z udziałem wrogich Polsce Niemiec, którym niedwuznacznie znów otwierano drogę do 
rewanżu na wschodzie. Podopieczne Francji państwa małej Ententy, to jest Czechosłowacja, Rumunia i 

Jugosławia klauzule paktu czterech przyjęły właściwie bez zastrzeżeń. Beck natomiast 8 czerwca, a 

więc nazajutrz po parafowaniu w Rzymie dokumentów paktu, przekazał prasie oświadczenie, w którym 
stwierdził: 

 

„Podany do wiadomości publicznej tekst paktu czterech mocarstw, parafowane7 b.m w Rzymie zawiera 
postanowienia dość ogólnikowe, różniące się znacznie od pierwotnych projektów. Niemniej przeto 

historia negocjacji w sprawie paktu i niektóre fragmenty obecnego tekstu stwarzają konieczność 

pewnych precyzji. Przede wszystkim wyjaśnić należy że żadne postanowienia powzięte na podstawie 

tego paktu, które dotyczyłyby bezpośrednio lub pośrednio interesów państwa polskiego, nie będą 
miały dla rządu polskiego w żadnym wypadku mocy obowiązującej. Rząd polski nie przyjął żadnych 

zobowiązań co do jakiejkolwiek współpracy z blokiem czterech państw jako z organem 

międzynarodowym. Stanowisko rządu polskiego w tej dziedzinie było w odpowiednim czasie jasno 
sformułowane. Wejście w życie paktu czterech otworzy praktycznie kryzys w dziedzinie organizacji Ligi 

Narodów...” [11] 

 
Nastąpiło też oprotestowanie ze strony Związku Radzieckiego i Turcji. Ostatecznie pakt ów nie został 

ratyfikowany i nie wszedł w życie, choć z przyczyny raczej na zachodzie nieoczekiwanej; oto Niemcy 

właśnie uchylały się konsekwentnie od współpracy z pozostałymi sygnatariuszami, te same Niemcy, 
jakie usiłowano obłaskawić za wszelką cenę. W październiku zaś 1933 r. opuściły z hałasem Ligę 

Narodów.    

 
Kwestia wojny prewencyjnej zdaje się być przez niektórych zaliczana raczej do legend niż faktów, jak 

twierdzi Marian Wojciechowski: „Dziś już wiadomo, że Polska nie nosiła się z zamiarem prowadzenia 

wojny prewencyjnej z Niemcami i to z trzech oczywistych powodów: wojny takiej nie była w stanie 
prowadzić, o wojnie takiej nawet nie marzyło się Francji, Piłsudski jeszcze w 1932 roku zecydowany 

był na porozumienie się z Niemcami.” Przyznać trzeba, iż po dojściu Hitlera do władzy Warszawa 

sądziła, że „nowe” Niemcy będą bardziej podatne na polskie zabiegi co do porozumienia się. Idąc w 

tym kierunku stosował Piłsudski metodę „kija i marchewki”. 
 

Kijem było zainicjowanie  polskich przygotowań do wojny prewencyjnej z Niemcami, oraz 

rozpuszczanie stosownych pogłosek. Szerzono je nie tylko w Warszawie, ale i w Berlinie, a także w 
Rzymie. Wprawdzie Niemcy, w ciągu kwietnia 1933 roku, w wyniku analizy przeprowadzonej przez 

poselstwo Rzeszy w Warszawie, stwierdzili iż nie może być mowy o wszczęciu przez Polskę wojny 

prewencyjnej, niemniej polityka „kija i marchewki” przyczyniła się do zmiany w Berlinie polityki wobec 
Polski.  

Okoliczności zawarcia polsko-niemieckiego paktu o nieagresji z 26.I.1934 r. 

Hitler wykręcał się jak umiał, zaprzysięgał, w końcu nawet w komunikacie oficjalnym, wierność 
traktatom, klął się na swe najuczciwsze zamiary i nawet mienił się „pacyfistą”; w tym czasie wciąż 

jeszcze bał się polskich reakcji. Lecz równocześnie sugerował wspólny, „polsko-niemiecki marsz na 

Moskwę”, ostrzegając niby mimochodem przed płodnością Rosjan, oraz wymianę Pomorza na 
wybrzeże litewskie. Apelował do swego rodzaju wspólnoty nacjonalizmów, spodziewając się 

pozytywnego odzewu i dawał do zrozumienia, iż Polska, gdyby tylko zechciała, stać by się mogła 

cenioną kolonią surowcową Rzeszy. Nawiasem mówiąc, uznawał wspaniałomyślnie prawo Polski do 
istnienia. Należało przewidywać, iż akcenty w tej rozmowie tylko zaznaczone stać się mogą z czasem 

postulatami.  

Zbliżenie z Niemcami 

background image

 

Francuska indolencja, tak wyraźnie ujawniona w czasie sondaży na temat wojny prewencyjnej, 
umacniała pozycję Becka w kierownictwie państwa polskiego, który jako jeden z nielicznych za 

francuzami nie przepadał (z powodów raczej osobistych), ale też nie był nigdy germanofilem wbrew 

licznym insynuacjom, pochodzącym głównie i bezpodstawnie od wywiadu francuskiego. [1] Praw 
polskich w Gdańsku bronił wręcz zażarcie. Lecz na przedwiośniu 1933 r. uznał, że ułożenie dobrych 

stosunków z Niemcami staje się podstawową koniecznością. Wynikała bezspornie z bierności mocarstw 

zachodnich, a przede  wszystkim sojuszniczej Francji. Był to wniosek ogólnie biorąc słuszny. Niestety 

Beck założył dodatkowo, iż ułożenie dobrych stosunków z Niemcami będzie nie tylko możliwe, ale też 
trwałe właśnie w pertraktacjach z Hitlerem, który nie był „Prusakiem” i uchodził za „dobrego 

Austriaka”, nie godzącego się z „imperialnymi zapędami pruskich junkrów”. Podstawowe dzieło Hitlera, 

„Mein Kampf”, w którym powiadano bardzo wyraźnie o „niemieckim posłannictwie na Wschodzie” i o 
konieczności przedsięwzięcia przez Niemcy wielkiego Marszu na Wschód [2], najprawdopodobniej 

skłonny był Beck uznać za zwyczajną „propagandówkę” wyborczą. Tak zresztą oceniali wówczas „Mein 

Kampf” również inni, wybitni politycy europejscy. Wywiad z Ethertonem szybko szedł w zapomnienie.  

Kalkulacja Becka, który postanowił poradzić sobie sam, okazać się miała wielką pomyłką. Ale pierwsze 

efekty wyglądały  nieźle. Bez wątpienia nowy kanclerz Rzeszy uznać musiał za przypartego do muru.  

Odpowiednią instrukcję, zalecającą skupienie się na temacie Gdańska, polski poseł w Berlinie, Alfred 
Wysocki [3] otrzymał z datą 18 kwietnia. 2 maja odbył rozmowę z Hitlerem i natychmiast sporządził 

dla swego ministra ściśle tajny raport, w którym referował:  

Opinia publiczna Polski stale jest np. alarmowana stanowiskiem stronnictwa nacjonal-socjalistycznego 

w Gdańsku, którego prasa i przywódcy starają się we wszystkich wpoić przekonanie, że oddanie 

Wolnego Miasta Gdańska Niemcom jest tylko kwestią czasu i to szczególnie od chwili, kiedy ster rządu 

w Rzeszy objął Adolf Hitler.

 

Jako przedstawiciel Polski w Berlinie muszę zaznaczyć, że nie dopatrzyłem się dotąd w bezpośrednich 

wystąpieniach Kanclerza potwierdzenie owych pogróżek. Uważam je jednak wraz z moim Rządem i 

polską opinią publiczną za niezwykle niebezpieczne nie tylko dla stosunku Polski do Wolnego Miasta 

Gdańska, ale także dla naszego pokojowego współżycia między moim krajem a Rzeszą.

..”.  

Swoje wyjaśnienia na temat polskich racji tak opisuje Wysocki w dalszej części raportu.  

„..

.Pozwalam sobie przy tym zwrócić uwagę Kanclerza na niezwykłą czujność, z jaką Polska odnosi się 

w ogóle do całokształtu kwestii łączących się z jej dostępem do morza i prawami jakie nabyła w 

Gdańsku na podstawie Traktatu Wersalskiego. Ojcowie nasi popełnili już raz wielki błąd nie popierając 

należycie rozwoju własnej floty handlowej i lekceważąc sobie stanowisko, jakie Polsce przypadło w 

udziale na Bałtyku. Tego błędu nasze pokolenie popełnić nie może i każdy z nas bez wyjątku uważa 

nasz dostęp do morza za interes życiowy Polski i jest gotów bronić go do upadłego. Byłoby więc 

niezmiernie pożądanym, aby Kanclerz zechciał w formie jaką uważa za stosowną oświadczyć, że ani 

on, ani rząd rzeszy nie mają zamiaru naruszać nabytych przez Polskę praw i interesów w Wolnym 

Mieście Gdańsku. Jestem przekonany, że tego rodzaju oświadczenie wpłynie nie tylko uspokajająco na 

bardzo podnieconą i zaniepokojoną opinię publiczną w Polsce, ale także będzie wskazówką dla tych 

niemieckich czynników, które zasłaniając się autorytetem Kanclerza działają często przeciwko nam na 

własną rękę..

.”.  

 Hitler miał na to odpowiedzieć w dłuższym przemówieniu, w którym między innymi Wysocki usłyszał:  

„..

.Kanclerz nie pojmuje zaniepokojenia opinii publicznej  w Polsce. Ani on, ani żaden z członków jego 

rządu nie uczynili ani nie powiedzieli nic takiego, co mogłoby to zaniepokojenie usprawiedliwić. Rząd 

Rzeszy pod przewodnictwem Kanclerza nie ma bynajmniej zamiaru naruszania istniejących traktatów i 

uważa je za obowiązujące, respektując te obowiązki i prawa, jakie te traktaty na Rzeszą nakładają. 

Niemcy nie uznają natomiast żadnych praw Polski do Gdańska, które wykraczałyby poza ramy 

istniejących traktatów. Uważały też obsadzenie Westerplatte przez wzmocnione oddziały polskie za 

bezprawne i miały wszelki powód, Niemcy, nie Polska, do zaniepokojenia..

.”.  

Przyszła z kolei pora na ton bardziej pojednawczy:  

„...

W zupełnie innym tonie rozmawialibyśmy z pewnością – mówił Kanclerz zwracając się wprost do 

mnie – z przedstawicielem Polski, gdyby np. traktat pokoju wyznaczył Polsce jej dostęp do morza dalej 

na wschód od Gdańska, a nie rozdzierał żywe ciało niemieckie. Gdyby nie ten złośliwy i bezsensowny 

wymysł, byłyby z pewnością stosunki niemiecki-polskie ułożyły się tak, jak tego domaga się prawda 

życia, sąsiedztwo i wzajemne położenie gospodarcze. Ciągły niepokój i troska o jutro polityczne są 

jedną z przyczyn, dla których 7 milionów Niemców jest pozbawionych pracy i siły nabywczej. Gdyby 

tego bezrobocia nie było, Niemcy pochłaniałyby łatwo w normalnych warunkach politycznych tę 

nadwyżkę produktów rolnych, jaką Polska ma do zbycia. Stosunki obu państw oparłyby się wówczas o 

najrozumniejsze, bo naturalne podstawy. Niemcy sprzedawałyby Polsce wyroby fabryczne, kupując w 

zamian jej produkty rolnicze. Kanclerz nie podziela zapatrywań wątpiących w prawa do bytu Polski, 

przeciwnie, uznaje je i rozumie. Polska powinna także ze swej strony starać się zrozumieć prawa i 

interesy Niemiec. Jeżeli we wzajemnym ocenianiu się zapanuje pewne umiarkowanie, wówczas 

uwidoczni się także wiele wspólnych obu państwom interesów. Fuhrer przeglądał niedawno tabele 

statystyczne obejmujące liczbę urodzin w Rosji. Zdumiewająca płodność tego narodu nasunęła mu 

wiele poważnych myśli o niebezpieczeństwach jakie z tego faktu dla Europy, a więc i dla Polski, 

wyniknąć mogą. Kanclerz wspomina o tym dlatego, aby mi dać przykład, jak bez żadnych uprzedzeń 

odnosi się do naszego państwa.

 

Kanclerz mówił bez przerwy, tak że dopiero przy samym końcu naszej rozmowy mogłem zwrócić jego 

uwagę na cały szereg wypadków ostatniej doby w Niemczech, które usprawiedliwiają w zupełności 

zaniepokojenie polskiej opinii publicznej. Zaznaczyłem że stosunek obu państw ocenia się tutaj (to jest 

w Berlinie) tylko na podstawie jednostronnego naświetlenia i jednostronnie przedstawianych 

wypadków. Rząd niemiecki widzi zawsze tylko pewne fakty w Polsce, a nie chce nic wiedzieć o tym, że 

są one niemal wyłącznie następstwem odpowiednich zdarzeń w Niemczech. Prasa niemiecka i tutejszy 

Urząd dla Spraw Zagranicznych oburzali się np. na ostatnie wystąpienia Związku Powstańców na 

Górnym Śląsku, a wystąpienia te były tylko bezpośrednią konsekwencją barbarzyńskiego pobicia trzech 

polaków we Wrocławiu, ponieważ używali oni w miejscu publicznym języka polskiego. Jeżeli w Polsce 

odbywają się czy odbywały przeciwniemieckie demonstracje, to uważa się je tutaj (w Berlinie) za 

bezpodstawne wybuchy nienawiści do Niemiec, kiedy one są naturalną odpowiedzią na pobicie i 

znęcanie się nad stu kilkudziesięciu obywatelami polskimi w Niemczech, którzy mimo sześciu złożonych 

przeze mnie w Urzędzie dla Spraw Zagranicznych not nie otrzymali żadnego zadośćuczynienia czy 

odszkodowania. Powiedziałem dalej, że wiem, iż Kanclerz jest bardzo zajęty, nie chcę go więc trudnić 

przytaczaniem dziesiątku wypadków, jakie zdarzają się bez przerwy na terenie Niemiec i są wyłącznie 

skierowane przeciwko obywatelom polskim lub polskości obywateli niemieckich. Aby temu 

niebezpiecznemu stanowi rzeczy zapobiegnąć wydaje mi się więc bardzo pożądanym wydanie 

komunikatu, który potwierdziłby pokojowe intencje Kanclerza Rzeszy wobec naszego państwa. W 

background image

 

odpowiedzi na to zwrócił się Kanclerz do ministra Neuratha [4], godząc się na tego rodzaju 

komunikat.

”  

Formuła wszakże tego komunikatu nie od razu została uzgodniona ze względu na niespodziewanie 

wynikłe obstrukcje von Neuratha, oczywiście zaprogramowane wcześniej przez jego zwierzchnika. W 
tekście na koniec przyjętym czytelnicy prasy przeczytali jednak: „...Kanclerz podkreślił zdecydowany 

zamiar rządu niemieckiego do utrzymywania jak najściślej jego postawy i postępowania w ramach 

istniejących traktatów”. Zarówno rozmowa, jak i komunikat po niej ogłoszony, wywarły w Europie 

wrażenie. Nikt się nie spodziewał podobnej ugodowości Hitlera, i to właśnie w stosunku do Polski.  

Inicjatywę można było uznać za rzeczywiście śmiałą. Wysockiemu zlecił Beck misję, prawie równą 

wystosowaniu ultimatum. Wykorzystywał pożyteczne pogłoski, obiegające już Europę, o polskim 

zamiarze spacyfikowania Niemiec w wojnie prewencyjnej. Równocześnie pogłoski te na prawo i lewo 
dementował, jak przystało politykowi bezwzględnie żądającemu pokoju.  

Hitlera postraszono więc i przychamowano. Rezultaty dały się zaobserwować niemal natychmiast, 

mianowicie po wyborach w Gdańsku przeprowadzonych z końcem maja 1933 r. Wygrała je partia 
hitlerowska.  

   

Przewodzący jej tutaj Albert Forster i jego zastępca, Herman Rauschning obejmujący prezydenturę 
Senatu oznajmili natychmiast, że będą respektować prawa Polski w Wolnym Mieście. Tak polecił im 

Hitler żądając jednocześnie cierpliwości; zapowiadał rozstrzygnięcie sprawy gdańskiej w momencie 

przezeń wybranym, kiedy Niemcy zyskają na siłach. Na razie jednak, senat Wolnego Miasta zaprzestał 
skarżenia Polski do Ligi Narodów. Rozmaite spory, niekiedy bardzo ważne i latami wleczone stawały się 

teraz możliwe do rozstrzygnięcia w dwustronnych rozmowach bezpośrednich; tak sfinalizowano sprawę 

korzystania przez Polskę z portu gdańskiego, tak doprowadzono do zabezpieczenia praw ludności 
polskiej. Działo się to kosztem zgody polskich czynników oficjalnych na „hitleryzację” władz miasta, co 

ułatwiało i przyspieszało likwidację miejscowej, niemieckiej opozycji antyhitlerowskiej. W Warszawie 

wszelako „hitleryzm”, jak to już wyżej wspominano, traktowany był początkowo jako system polityczny 

w każdym razie mniej polakożerczy od systemu choćby Republiki Weimarskiej.  

Tak więc, pierwsze efekty rozmowy z 2 maja mogły skłaniać do pewnego optymizmu zresztą nie tylko 

w sprawach gdańskich; oto nagle wpłynęły zaległe pieniądze za tranzyt przez Pomorze. Wydaje się 

jednak, że zarówno Wysocki, jak i w jeszcze większym stopniu jego mocodawca nie zwrócili zbyt wiele 
uwagi na parę istotnych kwestii, jakie Hitler zaznaczył wobec posła polskiego w wygłoszonym doń, 

długim przemówieniu. Wykręcał się jak umiał, zaprzysięgał, w końcu nawet w komunikacie oficjalnym, 

wierność traktatom, klął się na swe najuczciwsze zamiary i nawet mienił się „pacyfistą”; w tym czasie 
wciąż jeszcze bał się polskich reakcji. Lecz równocześnie sugerował wspólny, „polsko-niemiecki marsz 

na Moskwę”, ostrzegając niby mimochodem przed płodnością Rosjan, oraz wymianę Pomorza na 

wybrzeże litewskie. W przeciwieństwie do swego rozmówcy, pomstował na Traktat Wersalski. 
Apelował do swego rodzaju wspólnoty nacjonalizmów, spodziewając się pozytywnego odzewu i dawał 

do zrozumienia iż Polska, gdyby tylko zechciała, stać by się mogła cenioną kolonią surowcową Rzeszy. 

Nawiasem mówiąc, uznawał wspaniałomyślnie prawo Polski do istnienia. Należało przewidywać, iż 
akcenty w tej rozmowie tylko zaznaczone stać się mogą z czasem postulatami.  

Piłsudski jak i Beck, zgodnie zresztą z większością ówczesnych polityków europejskich i wielu poza tym 

politykami niemieckimi, nie za bardzo wierzyli w trwałość sukcesu Hitlera. Na razie był dla nich 

wygodny jako całkiem nieoczekiwany orędownik sprawy ugodzenia się z Polską, ustąpienia w Gdańsku, 
zakończenia wojny celnej. Słusznie zamierzali wygrać tę bardzo osobliwą koniunkturę.  

W Genewie latem 1933 r. odbywały się trwające już od dawna obrady konferencji rozbrojeniowej. 

Hitlerowcy mieli już w głowach cały wielki plan, oczywiście nie rozbrojenia, lecz uzbrojenia Niemiec. 14 
października Niemcy z hukiem opuściły konferencję, po czym wkrótce wystąpiły z Ligi Narodów. Rząd 

hitlerowski motywował ów krok rzekomą dyskryminacją Niemiec wypływającą z Traktatu Wersalskiego.   

Wyście Niemiec z Ligi Narodów poniekąd uwalniało wprawdzie Hitlera od przymusu przestrzegania 

reguł gry międzynarodowej, a ściśle od ograniczeń narzuconych traktatem wersalskim, ale krok ten też 
mógł i powinien był wywołać najostrzejsze reakcje ze strony przede wszystkim Francji. Hitler liczył się 

nawet z możliwością koncentrycznej interwencji zbrojnej sił francuskich, polskich, belgijskich i 

czechosłowackich działających w imieniu Ligi Narodów. Lecz interwencja nastąpić nie mogła ze 
względu na zupełny brak zainteresowania Francji.  I tak Hitlerowi udał się pierwszy bluff.  

Polsko-niemiecka deklaracja o nieagresji  

15 listopada Hitler przyjął nowego posła polskiego, Józefa Lipskiego (Wysocki odszedł z 
awansem, obejmując ambasadę w Rzymie). W czasie tej rozmowy Hitler znowu „grał 

zaprzysięgłego pacyfistę”, a wracając do myśli wykluczenia wojny ze stosunków polsko-

niemieckich zaznaczył, że „...można by to ubrać w formę traktatową”.  
   

Dość szybko bo już 27 listopada poseł niemiecki w Warszawie, von Moltke został przyjęty przez 

Piłsudskiego i przedłożył projekt przyszłego układu. Miał od Neuratha instrukcje wykręcenia się od 
powszechnie w dyplomacji przyjętych terminów i proponował zamiast „paktu” lub „układu” niemieckie 

Erklarung co znaczy „określenie” lub „deklaracja”. Przejrzawszy projekt Piłsudski zauważył, że stare 

terminy też mają swoją wartość. Zakwestionował zawartą w projekcie możliwość, w oparciu o układ 
arbitrażowy z Locarno, odwoływania się do Ligi Narodów; Niemcy wszakże już do niej nie należały.  

Z pewnym opóźnieniem, aby Niemcy nie pomyśleli, że Polakom bardzo się spieszy, a więc z 

zastosowaniem taktyki, ale w tym wypadku przemyślanej i zastosowanej słusznie, 9 stycznia 1934 r. 

przedstawił Lipski ministrowi Neurathowi polski kontrprojekt przyszłego układu. Zawierał on między 
innymi poprawkami zgodę na ominięcie terminów „pakt” lub „układ” jak orzekli prawnicy, z punktu 

widzenia prawa międzynarodowego była to w końcu sprawa bez znaczenia.  

26 stycznia 1934 r. w Berlinie ogłoszono polsko-niemiecką deklarację o niestosowaniu przemocy w 
stosunkach wzajemnych obu państw, czyli mówiąc językiem dyplomacji klasyczny pakt  o nieagresji.  

Deklaracja miała pozostawać w mocy przez dziesięć lat, przy tym dokumenty ratyfikacyjne 

postanowiono wymienić w Warszawie.  

Zresztą o to właśnie chodziło obu stronom, choć każdej z innych powodów. Dla Polski układ z 

Niemcami miał stanowić ukoronowanie doktryny polityki równowagi, stanowić miał też prowizoryczne 

zabezpieczenie wobec utraty wszelkich zabezpieczeń ze strony Ligi Narodów, z którą Niemcy po prostu 
zerwały, a także w związku z niepewnością co do postawy sojuszniczki francuskiej, zachowującej się 

coraz bardziej dwuznacznie. Dla Niemiec natomiast układ formalny z Polską stwarzać mógł, po 

opuszczeniu przez nie Ligi Narodów, sytuację poniekąd rechabilitacyjną na arenie międzynarodowej, 

background image

 

stanowiąc kamuflażowe świadectwo „najlepszej woli niemieckiej” w uregulowaniu stosunków 
sąsiedzkich; przyciągać też miał, i chyba przede wszystkim, „oszołomioną dobrodziejstwem” takiego 

porozumienia Polskę do coraz ściślejszego współdziałania w realizacji hitlerowskich planów 

zawładnięcia Europą.  

Jak pisze Alan Bullock „Niespodziewanym posunięciem Hitlera, które zmieniło w sposób zasadniczy 

dotychczasową politykę zagraniczną Niemiec, było podpisanie w styczniu 1934 roku paktu o nieagresji 

z Polską. Jeżeliby szukać państwa, które samym swym istnieniem stanowiło obrazę dla niemieckich 

nacjonalistów, to była nim niewątpliwie Polska. Po pierwszej wojnie światowej Niemcy utraciły na jej 
korzyść Poznań, Wielkopolskę i Górny Śląsk, a polski korytarz oddzielał od Rzeszy Gdańsk i Prusy 

Wschodnie. Polska odgrywała też główną rolę w cordonesanitaire, stworzonym przez Francję wokół 

Niemiec w Europie wschodniej.”  

Kolejnym krokiem Hitlera było zakończenie wojny celnej w marcu 1934 r. zwykłym protokołem. Był to 

następny pojednawczy gest wobec Polski, aby w ten sposób osłabić sojusz polsko-francuski w czasie, 

kiedy sam przeciwstawiał się państwom zachodnim i Moskwie oraz rozpoczynał intensywne zbrojenia 
Niemieckie.  

Na linii Berlin-Warszawa zanotowano u schyłku roku dalszy postęp: 1 listopada poselstwa obu stron 

podniesiono do rangi ambasad.  

Wszystkie te działania udowadniały, że Hitler nie mógł sobie jeszcze pozwolić na zdetonowanie wojny 

choćby lokalnej. Sztabowcy niemieccy liczyli się wciąż z możliwością inwazji polskiej i na taki 

przypadek, celem zabezpieczenia kierunku berlińskiego, rozpoczęli w tymże 1934 roku budowę 
systemu umocnień stałych na rubieży Szczecinek, Wałcz, Gorzów Wielkopolski; tak powstawać zaczął 

Wał Pomorski, po niemiecku Pommerrnstellung, którego  budowę prowadzono aż do roku 1939.  

Szybko jednak przyszła kolej na hitlerowskie przedsięwzięcia już wyraźnie ofensywne. 16 marca 1935 
rząd niemiecki ogłosił wprowadzenie w Rzeszy powszechnego obowiązku służby wojskowej. 

Zapowiadano utworzenie sił lądowych złożonych z 36 dywizji o łącznej sile 550 tysięcy ludzi na stopie 

pokojowej. [15] Podobną siłą nie dysponowało w okresie pokoju żadne z państw kontynentu. W 

zdumiewającej zgodzie z wielu europejskimi politykami, doprawdy Hitlerowi niechętnymi, przyjmował 
Beck stwierdzenie, iż Niemcy i tak już od dawna zbroją się spiesznie, wobec czego decyzja z 16 marca 

stanowi tylko podanie tego faktu do publicznej wiadomości.  

Narosłemu tak groźnie problemowi remilitaryzacji Niemiec poświęcona została sesja Rady Ligi 
Narodów, która dała możliwość wypracowania rezolucji formalnie potępiającej niemiecką zapowiedź 

zbrojeń. Francja wystąpiła z projektem rozszerzenia sankcji za łamanie przez Niemcy obowiązujących 

je traktatów. 16 kwietnia Beck stwierdził wobec forum rady, iż uchwalenie jakiegoś nowego paragrafu 
sankcyjnego nie wzmoże bezpieczeństwa Europy, skoro nie stosuje się paragrafów już poprzednio 

uchwalonych. Dyskretne zadowolenie w Berlinie zmroziła zaraz potem wiadomość, że bezpośrednnio 

po swym przemówieniu głosował Beck za rezolucją antyniemiecką.  

Wizyta Becka w Berlinie   

W trakcie przygotowywania wizyty Becka w Berlinie, która miała nastąpić natychmiast po upływie 

sześciu tygodni żałoby oficjalnej, 18 czerwca podpisany został brytyjsko-niemiecki układ morski, 

stanowiący ruinę kolejnego punktu traktatu wersalskiego i umożliwiający Niemcom legalną rozbudowę 
wielkiej marynarki wojennej, w skali do RoyalNavy jak 35 do 100, wprawdzie z rezygnacją niemiecką z 

budowania lotniskowców, ale za to z równym dla obu stron parytetem w budowaniu okrętów 

podwodnych. Beck następnego dnia na konferencji z najbliższymi współpracownikami omawiał to 
złowróżbne wydarzenie polityczne, nie okazywał jednak zaniepokojenia perspektywą obecności na 

Bałtyku silnej Kriegsmarine. Interesowała go bardziej możliwość oddalenia się Wielkiej Brytanii od 

kontynentu.  

 
W przededniu wizyty berlińskiej narastał tymczasem nowy konflikt gdański. Było rzeczą oczywistą, że 

nieustanne kolizje finansowe, gospodarcze i celne między Polską i Wolnym Miastem wynikały w 

głównej mierze z inspiracji Berlina, z inspiracji znajdujących podatną glebę pomiędzy gdańskimi 
szowinistami niemieckimi. Sprzeciwianie się Polsce stanowiło w gruncie rzeczy program, a był to 

program stworzony w Berlinie. Próbowano udowodnić światu, że odłączenie polityczne Gdańska od 

Rzeszy jest nonsensem. W istocie rozwój Gdańska i jego dostatek zależały wyłącznie od handlu z 
Polską; odcięcie od Polski oznaczałoby natychmiastową ruinę całej gospodarki tego mini-państewka. 

Nieco zamętu wprowadziła polsko-niemiecka deklaracja o nieagrsji, kiedy to w Berlinie zdecydowano 

przychamować przede wszystkim propagandową działalność antypolską. Beck był gotów, jeżeli zaszła 
by potrzeba, w sprawie Gdańska choćby stanąć do walki z Niemcami; równocześnie, na płaszczyźnie 

dyplomatycznej, wykluczał ich z pertraktacji nad sprawami Wolnego Miasta. Słusznie zalecał 

niedopuszczenie do rozmów z Niemcami o relacjach polsko-gdańskich; rozmowy takie rzeczywiście 
ułatwiać mogły Niemcom ustawienie się na pozycji arbitra. Lecz z drugiej strony, paradoksalnie 

stanowisko zajęte przez Becka bardzo odpowiadało Niemcom. Gdańsk był przecież organizmem 

państwowym na pozór od nich niezależnym. W Gdańsku nie obowiązywał zawarty przez Niemcy z 
Polską układ o nieagresji, nie obowiązywały też umowy o wyhamowywaniu nieprzyjaznej wzajemnie 

propagandy. Toteż w Gdańsku hitlerowcy robili co chcieli w zakresie działalności antypolskiej. Z 

polskiego punktu widzenia należało traktować Wolne Miasto, zgodnie z rzeczywistym stanem rzeczy, 

nie jako państwo i nawet nie jako państewko, lecz jako niemiecką agenturę i rozmawiać o jej sprawach 
bezpośrednio z jej niemieckimi mocodawcami. Beck jednak wierzył w dobrą wolę Hitlera, gdańskie 

kłopoty przypisywał działaniu owych starego chowu Prusaków, od których jego zdaniem odcinało się 

kierownictwo hitlerowskie i tym samym poniekąd oddawał pole nieprzyjacielowi. Dopiero u schyłku 
roku miał się rozeznać w mechanizmie tej dywersji przeciwpolskiej.  

3 lipca wyjechał do Berlina. Przed frontem Dworca Śląskiego witała go kompania honorowa SS, po 

czym przyjął defiladę pułku już nie dawnej Reichswehry, lecz nowego Wehrmachtu. Zastosowano 
protokół jak dla premiera.  

Beck napisał później: „..

.rzeczywista wartość mej wizyty w Berlinie polegała na tym, że wydarzenie to 

było dla opinii publicznej świadectwem nowej formy stosunków między Polską a Niemcami. W pewnym 

sensie najważniejszą sprawą było nie to, czy stosunki te będą w przyszłości dobre czy złe; dotychczas 

uważano po prostu, że są one w ogóle niemożliwe; dlatego sam fakt nawiązania ich wprowadzał już 

nowy czynnik do polityki europejskiej

.”  

W czasie tej wizyty pomyślnie zostały też rozstrzygnięte sprawy gdańskie. W wyniku nacisku Berlina 

senat Wolnego Miasta od razu zmienił stanowisko czego wyrazem było ratyfikowanie w Gdyni układu, 

który przywracał polską barierę celną na zewnętrznych granicach obszaru Gdańska i załatwiał sprawę 
finansowych rozrachunków z Wolnym Miastem.Berlin starał się tym sposobem niejako wypróbować 

odporność nowych władz w zmienionych uwarunkowaniach. Generalnie Hitler dawał odczuć wielki 

background image

 

10 

respekt dla postaci nieżyjącego już Marszałka Piłsudskiego. Równocześnie badano czy zgon Marszałka 
nie wpłynie na jakąś gwałtowną zmianę jego polityki.  

Koncepcja "Międzymorza" i polska polityka zagraniczna w latach 1936-39 

Rząd polski nadal zachowywał wobec ZSSR stanowisko pełne rezerwy i ostatecznie uznał ją za kraj 
bardziej niebezpieczny. Pogląd taki przede wszystkim reprezentował Piłsudski, który „porządnie 

skrytykował i zwymyślał” generała Fabrycego, gdy ten przedstawił raport sugerujący, że Niemcy są 

wrogiem Polski numer jeden . Polityka równowagi była uzupełnieniem koncepcji znanej pod nazwą 

„Międzymorze”. Chodziło w niej o polepszenie stosunków z państwami znajdującymi się w podobnej 
sytuacji co Polska i budowy wspólnego bloku politycznego, mającego stanowić przeciwwagę dla dwóch 

potężnych sąsiadów.  

W procesie przejmowania schedy, poczynającym się w obozie Piłsudskiego po jego śmierci, Beck 
uczestniczył z dużym umiarkowaniem. Jego część (spraw zagranicznych) polityczni pobratymcy w 

żadnej mierze nie kwestionowali i swój prymat miał zapewniony.  

W istocie swój cel uważał za jasno określony: utrzymywanie polityki równowagi pomiędzy obu 
ościennymi mocarstwami; osiągnięcie zbliżenia  z Wielką Brytanią jako czynnikiem na arenie 

międzynarodowej nadrzędnym wobec Francji; współpraca z Turcją i Japonią jako państwami 

szachującymi Związek Radziecki; trzymanie w ryzach Gdańska; energiczne działania polityczne wobec 
mniejszych państw i państewek „Międzymorza” celem skupienia ich przy Polsce, w sumie 

wyprowadzenie Polski na pozycję mocarstwa, zdolnego kształtować losy tej tak newralgicznej części 

Europy.  

Koncepcje integracji Międzymorza, obejmujące mniejszą czy większą część tej strefy, pojawiły się 

bardzo dawno. Po raz pierwszy przejawiają się w polityce Kazimierza Sprawiedliwego i Romana 

Halickiego (koniec XII w.), a zwłaszcza księcia Lwa, który bezskutecznie usiłował przejąć tron 
krakowski dwa pokolenia później. Najbardziej udanym przedsięwzięciem integracyjnym była tzw. 

koncepcja jagiellońska, która doprowadziła w punkcie szczytowym do połączenia czterech państw 

(królestwa Polski, Węgier, Czech oraz Wielkiego Księstwa Litewskiego) pod rządami jednej dynastii. Po 

upadku Rzeczypospolitej programy jej odbudowy na ogół ograniczały się do projektów ponownej 
integracji Polski, Litwy i Rusi (najsilniej w 1863 r.).  

Tak więc, koncepcja powyższa nie była nowym pomysłem Piłsudskiego czy Becka, lecz odwieczną ideą 

przyświecającą politykom polskim i środkowo-europejskim, a wynikała z uwarunkowań 
geopolitycznych.      

Początkowo stosunki z Niemcami były oziębłe, a nawet wrogie. W istocie Hitler nie był zainteresowany 

polepszeniem wzajemnych relacji, jednak dla dobra swych interesów gotów był maskować swe 
rzeczywiste zamierzenia pokojowym frazesem. Powoli stosunki między państwami polepszały się i już 

niedługo potem zrodził się projekt układu o nieagresji miedzy nimi. Podpisano go 26 stycznia 1934 r. i 

nosił nazwę deklaracji o niestosowaniu przemocy w stosunkach wzajemnych. Wtedy to, powoli 
następowało naruszanie polityki równowagi na korzyść sąsiada niemieckiego. Formalnie Polska 

zyskiwała wiele, stała się krajem równorzędnym. Lecz już wówczas można było zauważyć nietrwałość 

stosunków wytworzonych po zawarciu układu. Rząd niemiecki nie uznał i nie zagwarantował istniejącej 
granicy z Polską. Faktycznie Rzeczpospolita dzięki układowi nie zyskała nic, zaś Niemcy uzyskały 

bardzo dużo.  

Stroną bardziej aktywna we wzajemnych stosunkach była Trzecia Rzesza. Starała się ona narzucić 
Polsce swą inicjatywę, zneutralizować ją wobec swych kolejnych posunięć. I udało jej się to. 

Jeden z czołowych dygnitarzy hitlerowskich Hermann Goering bawiący w Polsce w 1935 r. wysunął 

plany wspólnego marszu przeciwko Rosji. powtórzył to parokrotnie w latach następnych. Lecz Polska 
nie zgadzała się na działania wymierzone przeciw wschodniemu sąsiadowi. Gdy na początku 1935r. 

Goering przebywał na spotkaniu z Piłsudskim i zaczął mówić o agresji na ZSSR, ten przerwał mu 

kategorycznie i oświadczył, że Polska jako sąsiad ZSSR musi prowadzić spokojną i powściągliwą 

politykę i nie chce wplątać się w żadne antyradzieckie kombinacje „Nie możemy dopuścić, abyśmy się 
znaleźli w sytuacji , w której trzeba było by spać z karabinem pod poduszką. Karabiny powinny 

pozostawać w arsenałach” – konkludował. Także Beck po śmierci Piłsudskiego zajmował podobne 

stanowisko.  
   

Od początku 1937 r. daje się zauważyć wzmożenie antypolskiej propagandy w III Rzeszy. Polskie 

stosunki z innymi państwami ( głównie z Litwą) uległy pogorszeniu. Rząd polski nadal zachowywał 
wobec ZSSR stanowisko pełne rezerwy i ostatecznie uznał ją za kraj bardziej niebezpieczny. Pogląd 

taki przede wszystkim reprezentował Piłsudski, który „porządnie skrytykował i zwymyślał” generała 

Fabrycego, gdy ten przedstawił raport sugerujący, że Niemcy są wrogiem Polski numer jeden . Polityka 
równowagi była uzupełnieniem koncepcji znanej pod nazwą „Międzymorze”. Chodziło w niej o 

polepszenie stosunków z państwami znajdującymi się w podobnej sytuacji co Polska i budowy 

wspólnego bloku politycznego, mającego stanowić przeciwwagę dla dwóch potężnych sąsiadów.  

Na północy była to Litwa, z która dzielił Polskę otwarty konflikt. Od lat 1933-1934 nasiliły się ze strony 

polskiej propozycje załatwienia spraw spornych, jednak rząd litewski grał na zwłokę. W takiej sytuacji 

Beck za najlepsza metodę złamania uporu Litwinów, uznał drogę ponawiania nacisków. Występował 
przeciwko rozwiązaniom częściowym i koncesjom w dziedzinie transportu i handlu. Lecz ów nacisk 

okazał się niewystarczający i tylko wywołał na Litwie opory. 

 

Na południu zaś, nadal źle układały się stosunki z Czechosłowacją. Przyczyna tkwiła w stosunku Becka 
do owego sąsiada i vice versa. Tak wiec idea „międzymorza” była realizowana bez Litwy i 

Czechosłowacji. Beck skupił się więc na północy. Próby ożywienia stosunków z Łotwą i Estonia również 

nie przyniosły rezultatów . Szwecja i Finlandia także nie wykazywały inicjatywy . Żadne z państw 
skandynawskich trzymając się ściśle polityki neutralności , nie wykazało ochoty włączenia się w wir 

skomplikowanych spraw środkowoeuropejskich.  

Podobnie ukształtowała się sytuacja na południowym skrzydle. Węgry opowiadały się za współpracą z 
Polską, lecz w rzeczywistości między obydwoma krajami istniały dość wątłe bezpośrednie powiązania. 

Łączył je przede wszystkim wspólny antagonizm do Czechosłowacji.  

Ogólnie wiec patrząc plany koncepcji „międzymorza” zakończyły się niepowodzeniem . Polsce 
pozostało wiec złudzenie polityki równowagi , tak bardzo w rzeczywistości zachwianej pomiędzy 

sąsiadami. Niemcy mając pewność, że żadne ich działania nie będą kontrolowane przez inne państwa, 

powoli przechodziły do otwartych aktów agresji. Pierwszym obiektem ich działań miała stać się Austria.  

Dnia 13 marca 1938 r. Niemcy proklamowały wcielenie Austrii do Rzeszy. Niemcy rzeczywiście nie 

pomyliły się co do stanowiska innych mocarstw. W 1938 r. nastąpiło największe zbliżenie między 

Trzecią Rzesza a Rzeczpospolitą Polską. Państwo polskie, może nie tyle okazywało Niemcom wszelka 
pomoc przy minimalnych bądź żadnych korzyściach dla siebie, co przynajmniej zbytnio nie 

przeszkadzało. Również Polska dążyła do załatwienia swych spraw w sposób jaki robiły to Niemcy. 

background image

 

11 

Otóż 17 marca 1938 r. Beck wystosował Litwie ultimatum, z kategorycznym żądaniem nawiązania 
stosunków dyplomatycznych. Rząd litewski nie otrzymawszy znikąd pomocy, musiał ugiąć się pod 

presją. 

Jednak większe i bardziej negatywne było wystąpienie w stosunku do Czechosłowacji, ona widząc jak 
groźna jest Polska starała się unormować z nią stosunki, jednak ta była nieprzejednana. Gdy tylko 

zapadły decyzje monachijskie, rząd polski wystosował 30 września 1938r. ultimatum do Pragi żądając 

natychmiastowego oddania Zaolzia, Niemcy poparły to żądanie. Dnia 2 października wojska polskie 

przekroczyły Olzę.  
 

Po upokorzeniu mocarstw zachodnich w Monachium, Hitler uznał, iż najwyższy czas podporządkować 

sobie Polskę, która ciągle wymykała im się z rąk. Niemcy żądały od Polski przyłączenia Wolnego Miasta 
Gdańska do Niemiec i budowy eksterytorialnej autostrady przez Pomorze. W zamian za to obiecywali 

zagwarantowanie Polsce istniejących granic, przedłużenie układu polsko-niemieckiego o 25 lat i 

współpracę w działaniach na rzecz zaspokojenia roszczeń kolonialnych. Otwarty konflikt zbliżał się 
coraz szybciej. Dnia 26 marca Ribbentrop w rozmowie z ambasadorem Lipskim wystąpił z ostrymi 

zarzutami w związku z podjętymi przez Polskę krokami wojskowymi (mobilizacja).  

Dyplomacja polska zaczęła podejmować gorączkowe starania o pozyskanie dla kraju sojuszników 
wobec grożącej mu agresji. Już 30 marca Polska przyjęła gwarancje brytyjskie, do których następnie 

przyłączyła się Francja. Na przychylność i neutralność Węgier można było liczyć, choć i one znalazły się 

pod wzrastającym wpływem Rzeszy. Także w Rumunii wzmagały się wpływy niemieckie, a to 
zmniejszało wartość sojuszu polsko-rumuńskiego. 

 

Praktycznie rzecz biorąc, Polska pozostała osamotniona w grożącej jej agresji. Tymczasem decyzje w 
Berlinie zapadały a moment uderzenia na Polskę zależał już tylko od gotowości Wehrmachtu.  4 

kwietnia 1939 r. Hitler powołując się na fakt przyjęcia przez Polskę gwarancji brytyjskich, wypowiedział 

układ polsko-niemiecki z 1934 r. Polska stała się barierą na drodze ekspansywnej polityki Niemiec na 

wschodzie. Dzieje polityki zagranicznej Polski w okresie międzywojennym zamykają się bardzo 
mocnym akcentem, kraj najpierw znalazł się pod presją Hitlera i stawił mu czoło . Polska stała się 

ofiara napaści Trzeciej Rzeszy, przyjęła na siebie pierwsze uderzenie wojennej machiny Hitlera i mimo 

bohaterskiego oporu żołnierzy polskich – została pokonana. Wciągnęła jednak hitlerowskie Niemcy w 
wir wojny, z której już nie miały powrotu.   

Jak twierdzi Stanisław Mackiewicz (Cat) „Beck miał swoją formułę, którą często wypowiadał i w którą 

niestety całkiem szczerze uwierzył. Powiadał: ani o jeden krok nie bliżej Berlina niż Moskwy. Formuła 
ta była alogiczna i ahistoryczna. Niestety, polityka Becka doprowadziła do jej realizacji. Formuła becka 

tryumfowała dn. 17 września 1939 r., gdy Beck opuszczał kraj zajmowany na równi przez wojska 

niemieckie i sowieckie – wtedy istotnie dzieliła politykę polską taka sama idealnie odległość od Moskwy 
jak i od Berlina".  

Mackiewicz równie namiętnie uwielbiał Marszałka Piłsudskiego, co nie cierpiał Becka, to ostatnie tak go 

zaślepiało, tak rzutowało na ocenę polityki zagranicznej prowadzonej przez zaufanego ministra 
Marszałka, że nie zauważał rzeczy oczywistych: przecież polityka zagraniczna Becka była wierną kopią, 

a po śmierci Marszałka kontynuacją polityki zagranicznej Pilsudskiego. Testament Marszałka: 

„Balansujcie dopóki się da, a gdy się już nie da, podpalcie świat" - Beck zrealizował z całą 
dokładnością. O cóż więc Mackiewiczowi chodziło? Gdyby chciał być racjonalny w swych sądach, 

winien atakować nie Becka, lecz Piłsudskiego, bo to Marszałek był autorem koncepcji jednakowego 

dystansu wobec Berlina i Moskwy, wobec obydwu totalitaryzmowi, szykujących się do rozprawy z 
wolnym światem - Beck był tylko wiernym tego wykonawcą.  

Droga ku wojnie. Polska polityka wobec presji niemieckiej 

5 maja Beck wystąpił w Sejmie i wygłosił swoje słynne expose. „Polska od Bałtyku odepchnąć się nie 
da”, mówił „...Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną” – kończył. – „Nasza generacja, skrwawiona w 

wojnach, na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę. 

My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i 

państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor”.  

5 listopada 1937 roku w berlińskiej Kancelarii Rzeszy odbyła się odprawa, na którą Hitler wezwał 

ministra wojny i naczelnego dowódcę Wehrmachtu feldmarszałka von Blomberga, dowódcę sił 

lądowych generała von Fritscha, dowódcę lotnictwa marszałka Goeringa, dowódcę marynarki wojennej 
admirała Raedera i ministra spraw zagranicznych von Neuratha.  Owemu zespołowi przekazał Fuhrer 

swe prognozy, projekty i wytyczne. Oświadczył, że pierwszym zadaniem jest zdobycie obszarów 

rolniczych i surowcowych, najlepiej w samej Europie i przede wszystkim w krajach graniczących z 
Niemcami. Imperium Brytyjskie nazwał potęgą chylącą się ku ruinie. Słabość Francji widział w 

chwiejnym systemie wciąż zmieniających się rządów parlamentarnych. Nie wierzył jednak w możliwość 

wytargowania przez Niemcy od obu mocarstw jakichś kolonii, chyba że cudzych, w rodzaju 
portugalskiej Angoli. Tak powtarzając opinie powszechnie znane i powtarzane w wielu gazetach 

świata, przygotowywał swych podwładnych na przyszłe uderzenie przede wszystkim w kierunku 

zachodnim.  

„W czasie konfliktu francusko-niemieckiego – mówił – można się liczyć z neutralnością Polski. Nasze 

umowy z Polską będą działać, dopóki siła Niemiec pozostanie niewzruszona. Jeśliby zaś spotkała nas 

odmiana fortuny, trzeba by się liczyć z atakiem polskim na Prusy Wschodnie i być może z napadem na 
Śląsk i Pomorze”.  

Hitler przewidywał także, iż zajęcie Austrii i Czechosłowacji nie spotka się z przeciwdziałaniem 

zbrojnym Francji i Wielkiej Brytanii, choć nie był jeszcze pewny, czy zaborowi Austrii nie sprzeciwią się 

Włochy. O Polsce wspomniał raz jeszcze; kalkulował mianowicie , że ze względu na presję naturalną 
swego wschodniego sąsiada, Polska nie zechce podejmować walki przeciwko Niemcom zwycięskim. 

Stanowisko Związku Radzieckiego widział równie ostrożne, a to z uwagi na presję z kolei japońską. Tak 

więc realizacja wieczystej idei DrangnachOsten ulegała na owej odprawie poniekąd zawieszeniu; 
podbicie Wschodu odkładał Hitler na okres późniejszy, zakładając przy tym, iż  na razie, barierę od 

strony Rosji stanowić będzie Polska, pod warunkiem wszakże, iż rozmach, szybkość i skuteczność 

operacji niemieckich na Zachodzie unicestwią ewentualność polskich zakusów.  

Czy istotnie mógł mieć w tym czasie pewność, że Polska osłoni Rzeszę od wschodu w wypadku jej 

wojny z Zachodem? Pewności takiej nie posiadał, ale w jego kalkulacjach możliwość taka mogła się 

rysować. Możliwe że liczył na ostateczne „zmiękczenie” kierownictwa polskiego. Włochy wiązał właśnie 
ściślej w obrębie paktu antykominternowskiego, do którego przystąpienie ogłosić miały w dniu 

następnym, to jest 6 listopada 1937 roku. Mimo to nie był jeszcze pewny reakcji włoskiej na 

zagarnięcie Austrii. Powiedział w czasie odprawy: „

Problemy Niemiec można rozwiązać przy użyciu siły, 

a to zawsze wiąże się z ryzykiem

”. Udawały mu się coraz lepiej przedsięwzięcia rzeczywiście 

ryzykanckie, i do tego umacniała się jego „mistyczna wiara” w siebie i swą misję. Obecnie zamierzał 

zwiększyć stopień ryzyka, by utworzyć nadeuropejskie i poza tym światowe Wielkie Niemcy, 

background image

 

12 

Grossdeutschland, jeszcze  przed terminem zestarzenia się gromadzonej właśnie gorączkowo 
najnowocześniejszej broni, a także przed terminem uzyskania pełnej planowanej gotowości sił 

zbrojnych, to jest w ciągu mniej więcej pięciu lat. Zakładał, zresztą niekiedy nie bez racji, że starczy 

mu czasu i że wiele celów pośrednich uzyska przed tym bez wojny, wykorzystując powolność działań 
wielkich demokracji zachodnich, lękliwość słabszych sąsiadów i naiwność polityków obozu 

przeciwnego. Wszystkie wymienione elementy miały mu się sprawdzać  przez jakiś czas bardzo 

dokładnie. Jednak niedługo miał się potknąś na Polsce, którą  uznawał za skłonną do służenia Rzeszy. 

Założenie neutralności Polski w przypadku wybuchu wojny pomiędzy Niemcami a Francją stanowiło w 
kalkulacjach Hitlera element już nie tylko ryzykanctwa; stanowiło błąd podstawowy, niosący zapowiedź 

przyszłej klęski Niemiec . 

Do pewnego stopnia nadzieje Hitlera uzasadniał minister Józef Beck, choć oczywiście nigdy nie był i 
być nie chciał nie tylko „jakimś satelitą”, ale nawet współpracownikiem kanclerza Trzeciej Rzeszy.  

Beck pisał później w swoim „Ostatnim raporcie”: „Zagrożenie ze strony dynamicznej polityki Niemiec, 

tych nowych Niemiec, które szaleńczo się zbroiły i które już podminowane były przez 
maksymalistyczną doktrynę Hitlera, zaczynało przybierać coraz realniejsze kształty. Potęga ekspansji 

Rzeszy coraz bardziej kierowała się na zewnątrz. Doktryna nacjonalistyczna używana była przez 

Trzecią Rzeszę jako środek presji w stosunku do jej południowych sąsiadów. Rzecz charakterystyczna, 
że wobec nas Niemcy w tym czasie unikały jednak stosowania tego rodzaju metod; wydawało się więc, 

że nie chcą wywierać na nas silniejszego nacisku.”  

Tymczasem w Gdańsku znów mnożyły się prowokacje. W początkach roku szkolnego nastąpiła próba 
zapędzenia dzieci polskich do szkół niemieckich. Aresztowano kilku doręczycieli Poczty Polskiej, 

skonfiskowano egzemplarze kilku dzienników polskich. Wiele protestów spowodowała zapowiedź 

wprowadzenia swastyki do flagi Wolnego Miasta. Wszystko to oczywiście z inspiracji Berlina.  

Jednakże 5 listopada ogłoszono jednocześnie w Warszawie i Berlinie negocjowaną od miesięcy tak 

zwaną deklarację mniejszościową. Niemcom chodziło głównie o umocnienie w Polsce żywiołu 

niemieckiego. Ale przyjęta formuła o tyle stanowiła osiągnięcie, iż strona niemiecka przyznawała słabej 

ekonomicznie, głównie robotniczej i rolniczej mniejszości polskiej w Rzeszy przynajmniej częściowo 
prawa, od dawna posiadane w Polsce przez mniejszość niemiecką, ekonomicznie silną, w dużej mierze 

złożoną z przemysłowców, bankierów, posiadaczy ziemskich i ponadto potężnie dotowaną na cele 

polityczne z Berlina.  

Przeświadczenie Hitlera, że Polacy są już obłaskawieni dowodzi brak w wystąpieniu na Konferencji 

Hossbacha, akcentów ostro i wyraźnie antypolskich, poza stwierdzoną ogólnie koniecznością uzyskania 

przez Niemcy w sąsiedztwie terenów rolniczych. 6 listopada podpisał oświadczenie w sprawie 
gdańskiej, zawierające trzy punkty przekazane Lipskiemu: 1) że w prawno-politycznej sytuacji Gdańska 

nie będzie żadnych zmian, 2) prawa ludności polskiej w Gdańsku mają być poszerzone, 3) prawa Polski 

w Gdańsku nie będą naruszane. Kanclerz stwierdził z stanowczością, iż zawarty przez siebie układ z 
Polską będzie poszanowany i to również w stosunku do Gdańska. Słowo, które ona daje, jest i będzie 

dotrzymywane.  

W Europie polsko-niemiecką deklarację mniejszościową komentowano jako dowód ścisłego już 
związania Polski z umacniającym się właśnie blokiem państw totalitarnych. Opinie te skłoniły Becka do 

rozesłania placówkom dyplomatycznym specjalnej instrukcji, po czym 12 listopada agencja o nazwie 
Polska Informacja Polityczna ogłosiła z inspiracji Becka komunikat:  

W związku z podpisaniem w Rzymie dnia 6 listopada 1937 roku protokołu o przystąpieniu Włoch do 

paktu antykomunistycznego niemiecko-japońskiego, pojawiły się pogłoski, jakoby Polska została 

zaproszona do tego porozumienia. Wiadomość ta nie odpowiada jednak bynajmniej rzeczywistości, 

żadne bowiem tego rodzaju propozycje nie zostały do Polski skierowane. Należy przy tym zaznaczyć, 

że specyficzne położenie Polski jako sąsiada Związku Sowieckiego, zasadnicze stanowisko polityki 

polskiej przeciwne blokom, oraz wreszcie potrzeba utrzymania polityki równowagi między dwoma 

sąsiadami sprzeciwiałoby się przystąpieniu Polski do omawianego porozumienia...”

 

...Negatywne stanowisko do przystąpienia do paktu nie oznacza bynajmniej rezygnacji z walki z 

wpływami Kominternu na zewnątrz Polski, która jak była tak i będzie nadal prowadzona we własnym 

zakresie z całą stanowczością.”

 

„Punktem, w którym utknęły rokowania (polsko-niemieckie) była odmowa Polski przystąpienia do 

paktu antykominternowskiego – stwierdza wybitny historyk angielski Alan Bullock – mimo 
zdecydowanego antykomunizmu i niezbyt przyjaznych stosunków z Rosją. Krok ten postrzegano jako 

utratę niezawisłości i pogodzenie się z zależnością wobec Niemiec.”  

4 lutego 1938 Hitler dokonał zmian w dotychczasowym dowództwie Wehrmachtu i w resorcie spraw 
zagranicznych. Obecnie sam Hitler przejmował najwyższe zwierzchnictwo nad siłami zbrojnymi, 

mianując szefem sztabu Keitla, z kolei Neuratha zastąpił Ribbentrop [5], który jako ambasador 

przybywający do Londynu wsławił się wyrzuceniem ręki w hitlerowskim pozdrowieniu podczas 
ceremonii wręczania królowi listów uwierzytelniających. Zmiana ta oznaczała wyraźną intensyfikację 

agresywności w polityce niemieckiej. Na jej efekty nie trzeba było długo czekać.  

Wojska niemieckie wkroczyły do Austrii 12 marca 1938 r. W dniach 29-30 września 1938 r. doszło w 
Monachium do spotkania przywódców czterech mocarstw, w wyniku którego pokojowo rozgromiona 

została Czechosłowacja. Rdzeń Europy Środkowej wpadł w ręce Hitlera bez jednego wystrzału. 

Przyszedł czas na skierowanie ostrza agresji na wschód.  

24 października 1938 roku w Berchtesgaden doszło do spotkania von Ribbentropa z ambasadorem  
Lipskim, podczas którego niemiecki minister przedstawił „propozycje” rozwiązania spraw jakie jeszcze 

były w zawieszeniu między Trzecią Rzeszą a Rzeczpospolitą:  

1.Wolne Miasto Gdańsk wraca do Niemiec.  

2.Przez korytarz pomorski przeprowadzi się należącą do Niemiec autostradę eksterytorialną, jak też 

eksterytorialną, wielotorową linię kolejową.  

3. Na terytorium gdańskim Polska otrzyma również eksterytorialną szosę lub autostradę i linię kolejową 
oraz port.  

4. Polska uzyska gwarancję dalszej możności sprzedawania swych towarów na terytorium gdańskim.  

background image

 

13 

5. Oba państwa uznają wzajemnie swe granice; w razie potrzeby można by podpisać gwarancje 
terytorialne.  

6. Deklaracja niemiecko-polska zostanie przedłużona na 25 lat.  

7. Oba państwa wprowadzą do deklaracji klauzulę konsultatywną[6].  

Wprowadzenie do polsko-niemieckiego układu z roku 1934 klauzuli konsultatywnej zobowiązywałoby 

do porozumiewania się ścisłego we wszelkich działaniach politycznych i militarnych na szerszej arenie. 

Było jasne że chodzi o związanie, chociaż na razie jeszcze niezupełnie formalne, Polski z paktem 

antykominternowskim. Propozycje z 24 października Beck odrzucił, spodziewając się zapewne, iż zdoła 
w końcu spowodować złagodzenie tak nagle narosłego nacisku niemieckiego. Skupił się na zabiegach o 

wspólną granicę z Węgrami kosztem oderwanej od Czechosłowacji Rusi Zakarpackiej; Niemcy 

natomiast wciąż się temu sprzeciwiali, nie zamierzając umacniać ani Polski ani Węgier przed 
ostatecznym przywiązaniem tych państw do swojego bloku [7].  

5 stycznia 1939 r. Beck został przyjęty przez Hitlera w Berchtesgaden. Usłyszał tam tylko raz 

jeszcze propozycje z października, co niewątpliwie pozbawiło go złudzeń, lecz próbował jeszcze 
„lawirować” i zaprosił Ribbentropa do złożenia wizyty w Warszawie. Po powrocie do kraju 7 stycznia 

zaalarmował Mościckiego i Śmigłego. Decydowano aktywizować politykę wobec wielkich demokracji 

Zachodu.  

 Dnia 4 stycznia 1939 r. odbyła się na warszawskim Zamku, z udziałem prezydenta Rzeczypospolitej, 

narada, w czasie której zebrani ustalili, ze „a) jeśli Niemcy podtrzymywać będą nacisk w sprawach dla 

nich drugorzędnych, jak Gdańsk i autostrada, to nie można mieć złudzeń że grozi nam konflikt w 
wielkim stylu, a obiekty są tylko pretekstem; b) wobec tego chwiejne stanowisko z naszej strony 

prowadziłoby nas w sposób nieunikniony na równię pochyłą , kończącą się utrata niezależności i rolą 

wasala Niemiec; c) w konkluzji, zarówno w wypadku, jeśli mamy do czynienia z próbą zwycięstwa za 
pomocą bluffu czy też z zamiarem wojny Niemiec – jako podstawa naszej polityki przyjęta została 

stanowczość, przy zachowaniu spokoju i określeniu wyraźnym granicy w każdej poszczególnej sprawie, 

granicy między prowokacją a naszym non possumus .  

25-26 stycznia 1939 r. w Warszawie gościł minister Ribbentrop i powtórzył propozycje sojuszu , kładąc 
nacisk na wynikające z niego korzyści . Jednak nic nie osiągnąwszy, rozgoryczony i zniecierpliwiony , 

miał Ribbentrop powiedzieć do towarzyszących mu osób: „

No tak, oni są twardzi. Trzeba będzie chyba 

zmienić kolejność spraw i najpierw rozstrzygnąć inne zagadnien

ia"[9].  

Decydowano aktywizować politykę wobec wielkich demokracji Zachodu. 30 stycznia przemawiając z 

okazji rocznicy zdobycia władzy, Hitler co prawda wspomniał jeszcze o walorach układu polsko-

niemieckiego z roku 1934, ale był to już akcent wyraźnie słaby. W Berlinie uruchamiano już aparat 
antypolskiej propagandy.  

Wydarzenia narastały lawinowo. 27 lutego dobiegła kresu wojna domowa w Hiszpanii, rządy brytyjski i 

francuski uznały oficjalnie rząd generała Franco. 15 marca niemieckie kolumny zmechanizowane 
wjechały do Pragi i Czechosłowacja przestała istnieć. Wyodrębniona Słowacja wchodziła w ścisłą 

zależność od Rzeszy. 21 marca w Warszawie odrzucono oficjalnie żądania niemieckie. Tego samego 

dnia przeprowadzono w Polsce tajną mobilizację niektórych grup rezerwistów, zrealizowaną 

wezwaniami imiennymi. 22 marca Niemcy zabrali Kłajpedę Litwinom, następnego dnia natomiast 
wymusili na Rumunii układ oddający im do dyspozycji rumuńską naftę.  

Hitlerowska ekspansja otrzeźwiła w końcu polityków zachodnich. Obawiano się tam, że Polska także 

zwiąże się z Niemcami. 31 marca Chamberlain ogłosił w Izbie Gmin gwarancje swego rządu dla 
Polski[10]. Deklaracja ta była oczywiście uprzednio przygotowana gorączkowymi sondażami 

dyplomatycznymi. 2 kwietnia Beck wyjechał do Londynu, a 4 dni później ogłoszono wspólny komunikat 

o rozmowach polsko-brytyjskich. Deklarację brytyjską z 31 marca uzupełniono Polską, to znaczy 

zapewnieniem przez Polskę o pomocy dla Wielkiej Brytanii w wypadku jej zagrożenia i zapowiadano 
zawarcie wkrótce formalnego układu.  

Następnego dnia, 7 kwietnia, oddziały włoskie wylądowały w Albanii. Narastało zagrożenie dla całej 

Europy Środkowej i Bałkanów. Porozumienie brytyjsko-polskie wywołało oczywiście zaskoczenie w 
Berlinie. Minęło jednak trochę czasu zanim, Niemcy postanowili zareagować. Dopiero 28 kwietnia Hitler 

wystąpił z wielkim przemówieniem i obwieścił zerwanie układu o nieagresji z Polską oraz układu 

morskiego z Wielką Brytanią. Ogłosił po raz pierwszy całemu światu swe żądania wysuwane od jesieni 
wobec Polski, pomijając jednak propozycję przystąpienia Polski do paktu antykominternowskiego.  

5 maja Beck wystąpił w Sejmie gdzie wygłosił swoje słynne expose . „

Polska od Bałtyku 

odepchnąć się nie da

”, mówił „.

..Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną” – kończył. – „Nasza generacja, 

skrwawiona w wojnach, na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak wszystkie sprawy tego świata, 

ma swoją cenę. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu 

ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor

”[11].  

Mowa została przyjęta z wielkim entuzjazmem. W Sejmie owacja na stojąco, gratulacje i deklaracje 

solidarności od tych, którzy wysłuchali transmisji radiowej lub przeczytali tekst w gazetach. Ta 

powszechna euforia nie robiła na Becku większego wrażenia nie tylko dlatego, że był człowiekiem 
chłodnym i zdystansowanym, ale przede wszystkim dlatego, że oto walił się jeden z filarów stworzonej 

jeszcze przez Piłsudskiego koncepcji polskiej polityki zagranicznej – dobre stosunki z Niemcami. 

Rekompensatę stanowić miały stosunki z Wielką Brytanią, ale Beck, osobiście zresztą zafascynowany 

Anglikami (najbliżsi nazywali go Jimem), był politykiem zbyt inteligentnym, aby wierzyć, że Londyn 
odegra istotną rolę w stosunkach Warszawy z Berlinem i Moskwą.  

Rządy brytyjski i francuski badały tymczasem możliwość nawiązania współpracy wojskowej ze 

Związkiem Radzieckim. Rozmowy prowadziły w Moskwie, dokąd przedstawiciela Polski nie zaproszono. 
Rząd radziecki uzależniał rezultaty rokowań od zgody rządu polskiego na przemarsz Armii Czerwonej 

przez terytoria wschodniej Polski. Beck 19 sierpnia odmówił kategorycznie stwierdzając wszakże, iż w 

wypadku agresji niemieckiej wspólna z ZSRR akcja jest możliwa na warunkach do ustalenia. Lecz w 
ciągu kilku dni sytuacja uległa zasadniczej zmianie. 23 sierpnia zawarto w Moskwie radziecko-niemiecki 

pakt o nieagresji, nazywany później paktem Ribbentrop-Mołotow.   

Już o dzień wcześniej Hitler wezwał na odprawę wyższych dowódców i wydał rozkaz uderzenia 26 
sierpnia o świcie. Odwrócenie kierunków hitlerowskiego marszu było zresztą zawczasu postanowione. 

Już 2 kwietnia gen. Keitel podpisał wytyczne do uruchomienia „Fall Weiss”, czyli planu ataku na Polskę.  

Tymczasem w reakcji na pakt niemiecko-radziecki Chamberlain wygłosił w Izbie Gmin mowę: „

Berlinie – wiadomość o podpisaniu przez ministra spraw zagranicznych Rzeszy paktu ze Związkiem 

background image

 

14 

Radzieckim powitana została z nadzwyczajnym cynizmem jako wielkie zwycięstwo dyplomatyczne, 

które całkowicie usunęło niebezpieczeństwo wojny, albowiem i my i Francja nie jesteśmy jakoby w 

stanie wypełnić naszych zobowiązań wobec Polski. Uważaliśmy za nasz pierwszy obowiązek rozwiać  

wszelkie podobne złudzenia"

.  

25 sierpnia podpisano w Londynie polsko-brytyjski traktat o wzajemnej pomocy wywołująca w Berlinie 

pewną dezorientację. Hitler wydał rozkaz wstrzymania ataku do 1 września. Chciał zyskać na czasie, 

liczył na możliwość skłonienia państw zachodnich do odwrotu. 29 sierpnia zażądał od ambasadora 

brytyjskiego, Handersona, by rząd brytyjski skłonił Polaków do wysłania pełnomocnego 
przedstawiciela, gotowego przyjąć i podpisać warunki niemieckie.  

Również 29 sierpnia ogłoszono w Polsce mobilizację powszechną  odwołaną jednak na skutek 

interwencji mocarstw zachodnich. W Paryżu i Londynie nadal liczono na pertraktacje.  

Trzydziestego sierpnia mobilizację w Polsce ogłoszono ponownie. Następnego dnia  Lipski, na 

polecenie Becka (po przedstawieniu ultimatum w sprawie Gdańska tzw. 16 punktów[13]) zażądał  

rozmowy z Ribbentropem. Usłyszawszy pytanie o pełnomocnictwa, odpowiedział negatywnie. Na tym, 
przed siódmą wieczorem skończyły się polsko-niemieckie kontakty dyplomatyczne. Kiedy ambasador 

opuszczał gmach ministerstwa, dowodzona przez SS banda kryminalistów przygotowywała się już do 

sfingowania napadu na radiostację w Gliwicach. Miał to być pretekst dla Hitlera do rozpoczęcia agresji.  

Uderzenie nastąpiło 1 września 1939 r. o godzinie 4.45.   

Stosunki polsko- litewskie 

Po zakończeniu wojny, gdy przyszedł czas na politykę, obie strony usztywniły swoje stanowiska. Polacy 

zgadzali się na powstanie niepodległej Litwy, ale tylko w jej ścisłych etnograficznych granicach, czyli 
bez Wilna. Litwini natomiast nie tylko nie wyobrażali sobie Litwy bez Wilna, ale także wysunęli 

pretensje wobec Lidy, Grodna, Suwałk i Białegostoku, gdzie byli mniejszością. W tym miejscu należy 

dodać, że według spisu ludności z 1897 r., w Wilnie Litwini stanowili 2% ludności, a Polacy 31%39. W 
pierwszych latach powojennych, 1919 - 1920 Wilno i Wileńszczyzna, które stały się w stosunkach 

polsko - litewskich przysłowiową iskrą na beczce prochu, ukoronowaniem i ucieleśnieniem stereotypów 

i wzajemnych urazów przechodziły z rąk do rąk. I tak, pod koniec wojny, w grudniu 1917 r., pod 
panowaniem Niemców, Litwini ogłaszają niepodległość i powołują Litewską Krajową Radę (Tarybę). 

Niemcy jednak jej nie uznają. Zmieniają zdanie i w obliczu klęski; zgadzają się na ogłoszenie przez 

Litwinów niepodległości, dzieje się to 16 lutego 1918 r. Mimo początkowych, udanych rozmów Litwini 

powołują pierwszy rząd dopiero jesienią, już po klęsce Niemiec. W grudniu, gdy rząd litewski przeniósł 
się do Kowna, Polacy na krótki czas zajęli Wilno, musieli jednak uciekać przed Armią Czerwoną. 

Podobna sytuacja powtórzyła się w kwietniu 1919 r., gdy Polacy ponownie, po pięciu dniach walki 

zajmują Wilno i Wileńszczyznę, ale i tym razem muszą się wycofać przed naporem zmierzającej w 
kierunku Warszawy, niosącej Europie wielkie hasła Rewolucji Październikowej, Armii Radzieckiej. Która 

to w swej łaskawości, za możliwość przemarszu przez terytorium Litwy obiecała Litwinom nie tylko 

Wilno, ale nawet Suwałki. 

Sytuacja Polaków na arenie międzynarodowej uległa poprawie po sierpniowym zwycięstwie J. 

Piłsudskiego nad bolszewikami w 1920 r.. Wtedy to J. Piłsudski nie wyobrażając sobie Polski bez Wilna 

decyduje się na przeprowadzenie zakamuflowanej pod nazwiskiem gen. Ł. Żeligowskiego aneksji 

miasta. W wyniku tzw. "buntu Żeligowskiego", przeprowadzonego 8 października 1920 r. Już 
następnego dnia całe Wilno, wraz z Wileńszczyzną znalazło się pod polskim panowaniem. Tym samym 

zrodził się największy punkt niezgody między Polską, a Litwą, który zdominował cały okres 

międzywojenny. 

 

Nie jest bowiem prawdą, jak powszechnie się dziś sądzi, że po zajęciu przez Polskę Wilna wszelkie 

kontakty między państwami zostały zerwane. Wręcz przeciwnie "dla Polski sprawa stosunków z Litwą 

była ważna. Był od niej uzależniony pomyślny rozwój współpracy z pozostałymi państwami bałtyckimi, 
czy nawet w ogóle aktywność polska w regionie Bałtyku.(...) Można śmiało powiedzieć, że sprawy 

litewskie zabierały znacznie więcej czasu i uwagi , aniżeli mogłoby to wynikać z rozmiarów i faktycznej 

siły sąsiada litewskiego. 

Dla Litwy stosunki z Polską były problemem numer jeden w polityce zagranicznej. (...) Mając na 

względzie stosunki z Polską, rząd litewski kształtował swoją strategię bezpieczeństwa i polityki 

zagranicznej, szukając pomocy i oparcia w Niemczech i Związki Radzieckim"40 

Jest natomiast prawdą, że po zajęciu przez Polaków Wilna bardzo trudno było nawiązać jakiekolwiek 

stosunki. Polacy pragnęli prowadzić rozmowy z Litwinami, i budować przyjazne, sąsiedzkie relacje, 

tylko w oparciu na istniejące status quo. Litwinom natomiast zależało na jego zmianie, a przede 
wszystkim na umiędzynarodowieniu całego problemu. "Usztywnienie polityki Kowna wobec Warszawy 

stało się dogmatem. Uważano, że rząd, który zrzekłby się Wilna nie utrzymałby się ani dnia przy 

władzy. Antypolskość ześrodkowana wokół sprawy Wilna stała się racją nadrzędną"41. 

W rozwiązaniu konfliktu nie pomogła nawet Liga Narodów. Rokowania w sprawie uregulowania 

stosunków między obydwoma państwami prowadził belgijski delegat Paul Hymans, który 20 maja i 3 

września 1921 r. przedstawił, odrzucone zresztą przez obie strony, dwa plany. Pierwszy z nich zakładał 
m. in., że "oba państwa uznają wzajemnie swoją suwerenność, ale i wspólne interesy. Granica między 

Polską a Litwą pozostawi Wilno po stronie litewskiej, zaś Suwałki i Grodno po stronie polskiej. Litwa 

będzie się składać z dwóch kantonów autonomicznych: kowieńskiego i wileńskiego, które będą miały 

analogiczny charakter do kantonów szwajcarskich.(...) Język litewski i język polski będą językami 
urzędowymi w całym państwie, zaś mniejszości narodowe uzyskają pełnię praw". Drugi był bardziej 

atrakcyjny dla Litwinów. "Litwa nie miała już być państwem federacyjnym, zaś okręg wileński miał 

stanowić tylko kanton autonomiczny w jej składzie"42. 

W wyniku braku porozumienia sejm Litwy Środkowej (fikcyjnego państwa powstałego po "buncie gen. 

Żeligowskiego"), 8 stycznia 1922 roku, podjął decyzję, na mocy której przyłączono na trwale Wilno i 

pozostałe zajęte terytorium do Polski. Po tym fakcie Józef Piłsudski w Wilnie mówił: "... przez cześć dla 
przeszłości przez szacunek dla krwi wspólnie przelanej, dzisiaj w dzień wielkiego triumfu, triumfu 

polskiego, który tak gorąco tu wszyscy odczuwają, nie mogę nie wyciągnąć przez kordon nas dzielący 

do tych tam w Kownie, którzy może dzień dzisiejszy, dzień naszego triumfu uważają za dzień klęski i 
żałoby. Nie mogę nie wyciągnąć ręki, nawołując do zgody i miłości. Nie mogę nie uważać ich za braci" 

Wrogie dwudziestolecie miało jednak także swój przedziwny finał. W wyniku incydentu granicznego, 

podczas którego zginął żołnierz KOP Stanisław Serafin rząd polski zredagował 17 marca 1939r. 
ultymatywną notę w której stwierdzał, że „ za jedyne załatwienie odpowiadające powadze sytuacji 

background image

 

15 

uważa się natychmiastowe nawiązanie normalnych stosunków, bez żadnych warunków wstępnych”. 
Odpowiedź miała być udzielona w ciągu 48 godzin. W przeciwnym wypadku, jak była dalej mowa, 

„rząd polski własnymi środkami zabezpieczy słuszne interesy swego państwa” Nota przekazana została 

niezwłocznie stronie litewskiej za pośrednictwem poselstwa polskiego w Tallinie. 

W publikacjach niektórych autorów litewskich zawarte jest twierdzenie, iż cała sprawa była z góry 

ukartowana, gdyż rząd litewski dał Warszawie do zrozumienia, że przyjmie polskie ultimatum. Było ono 

dla niego nawet pożądane, ponieważ nie widział innego sposobu zakończenia konfliktu, a to ze 

względu na nastroje społeczeństwa litewskiego. Kwestia ta nie została do końca wyjaśniona i nie 
znajduje pełnego potwierdzenia w źródłach polskich. Jedno wszakże można powiedzieć, że wysyłając 

swe żądania do Kowna, minister Beck był prawie pewien, iż zostaną one przyjęte. 

Polityka zagraniczna II Rzeczypospolitej 

Polityka zagraniczna II Rzeczpospolitej była w naturalny sposób konsekwencją procesu kształtowania 

się granic tego państwa i systemu wersalskiego, który zdecydował o układzie sił w Europie po I wojnie 

światowej. Podstawowym celem tej polityki było zabezpieczenie istnienia państwa polskiego w jego 
niekorzystnym położeniu geopolitycznym między dwoma wielkimi sąsiadami: Niemcami i ZSRR, oraz 

przy napiętych stosunkach z innym sąsiadami: Czechosłowacją i Litwą. 

W latach 20. podstawowym środkiem realizacji polityki zagranicznej były działania na forum Ligi 
Narodów oraz współpraca z Francją. Wobec niekorzystnych rezultatów tej polityki, która nie zapobiegła 

m.in. układom lokarneńskim, w latach 30. Polska rozwinęła stosunki z Niemcami i Związkiem 

Radzieckim, starając się o wzajemną równowagę. Stopniowe zbliżanie się do Niemiec nie zmieniło 
faktu, że w roku 1939 Polska odrzuciła żądania Adolfa Hitlera i stała się pierwszym celem napaści 

Niemiec w II wojnie światowej. 

Położenie międzynarodowe Polski w latach 20.  

Układ sił w Europie po zakończeniu wojny uzależniony był od rozbieżności w państwach zwycięskiej 

koalicji. Polska stała się naturalnym sojusznikiem Francji, która poszukiwała partnera w miejsce 

osłabionej i podbitej przez bolszewicką rewolucję Rosji. W lutym 1921 r. w Paryżu doszło do 

podpisania polsko-francuskiej deklaracji o przyjaźni i układu politycznego wraz z konwencją wojskową, 
zgodnie z którą państwa zobowiązywały się do udzielenia pomocy w razie napaści Niemiec na którąś ze 

stron. 

Jednocześnie Francja liczyła na wysokie reparacje ze strony Niemiec, które miały zrekompensować jej 
utracone wierzytelności rosyjskie. Z drugiej strony, osłabiona po wojnie Wielka Brytania liczyła na 

rozwój eksportu do Niemiec i nawiązanie stosunków handlowych z Rosją (co nastąpiło 16 marca 

1921). Inny wielki członek Ententy, Stany Zjednoczone po odmowie ratyfikacji traktatu wersalskiego 
zajął pozycję izolacjonistyczną. 

Młode państwo polskie stanęło wobec ułożenia polityki z Niemcami i Rosją. Republika Weimarska 

liczyła na rewizję postanowień traktatu na wschodzie, gdy tymczasem bolszewicka Rosja w ogóle nie 
uznawała traktatu. Niezadowolenie obu tych państw skłoniło je do współpracy. Najpierw, 6 maja 1921 

zawarły układ handlowy, poprzedzający nawiązanie stosunków. 16 kwietnia 1922 Niemcy i Rosja 

Radziecka zawarły w Rapallo układ, na mocy którego nawiązały stosunki dyplomatyczne i współpracę 

ekonomiczno-wojskową. Jan Dąbski skomentował ten traktat 7 lipca 1922: Traktat w Rapallo jest 
najgorszą konstelacją, jaka się może w dziejach dla Polski zdarzyć[1]. Poczucie zagrożenia Polski 

doprowadziło do zacieśnienia współpracy polsko-francuskiej, m.in. w maju 1923 francuski marszałek 

Ferdinand Foch otrzymał buławę marszałka Polski; wspólnie też rozważano akcję militarną przeciw 
Niemcom, które w tym czasie odmawiały spłaty reparacji[2]. 

Polska szukała też sprzymierzeńców w Europie Środkowo-Wschodniej. Jednak tylko Rumunia jako 

jedyne państwo na tym obszarze chętnie współpracowała z Polską i podpisała 3 marca 1921 pakt o 

wzajemnej pomocy przeciw bolszewickiej Rosji (sojusz polsko-rumuński). Stabilnej polityce 
zagranicznej Polski nie sprzyjały liczne przesilenia rządowe oraz związana z nimi rotacja na stanowisku 

ministra spraw zagranicznych 

Kryzys gospodarczy w Niemczech (i niebezpieczeństwo komunistycznej rewolucji) doprowadził do 
wstrzymania przez to państwo spłaty reparacji wojennych, zaś w sierpniu 1924 w Londynie przyjęto 

plan Dawesa, który zakładał rozłożenie spłat odszkodowań i pomoc w odbudowie gospodarki 

niemieckiej. Również polityka francuska wobec Niemiec, od czasu zwycęstwa lewicy w wyborach 1924 
stała się bardziej ugodowa. 

Minister Aleksander Skrzyński podejmował próby porozumienia z ZSRR i uświadomienia państwom 

zachodnim zagrożenia niemieckiego. W listopadzie 1924 podpisano dodatkowy protokół do układu 
polsko-francuskiego, zaś w czerwcu 1925 Francja przyjęła propozycję układów gwarantujących polskie 

ganice. 

Niejednolite traktowanie Polski przez państwa zachodnie stało się faktem 16 października 1925, gdy 
podpisano Traktat z Locarno gwarantujący (w tzw. pakcie reńskim) granice Francji i Belgii z Niemcami. 

Gwarantami układu były poza tym Wielka Brytania i Włochy. Polska i Czechosłowacja otrzymały tylko 

gwarancje francuskie. Minister Skrzyński podpisał układy, dochodząc do wniosku, że ewentualne 
protesty mogłyby tylko pogorszyć sytuację Polski[3]. Jednocześnie Niemcy otrzymały stałe miejsce w 

Radzie Ligi Narodów, którego nie otrzymała Polska, wybierana jednak od 1926 w drodze głosowania. 

W 1929 Niemcy otrzymały w ramach Planu Younga kolejne rozłożenie spłat długów wojennych. 

Nawiązywała się również dalsza współpraca Związku Radzieckiego z Niemcami, które 16 kwietnia 1926 
zawarły układ o neutralności i nieagresji. 

Polska polityka zagraniczna, kierowana od czasu zamachu majowego przez Augusta Zaleskiego nie 

miała skutecznych sposobów na odwrócenie tych niekorzystnych tendencji. 27 sierpnia 1928 
podpisano w Paryżu tzw. pakt Brianda-Kellogga, formułujący zasadę wyrzekania się rozstrzygania 

problemów międzynarodowych na drodze wojny, którego sygnatariuszami były również Niemcy i 

Związek Radziecki. Polska podpisała 9 lutego 1929 wraz z ZSRR oraz Łotwą, Estonią i Rumunią tzw. 
protokół Litwinowa, w którym wyrzeczono się siły w dochodzeniu pretensji terytorialnych. 

Położenie międzynarodowe w latach 30.  

Na początku lat 30. państwa zachodnie odczuwały skutki wielkiego kryzysu gospodarczego, co 
doprowadziło do wzrostu nastrojów pacyfistycznych i antydemokratycznych. W 1932 zawieszony został 

praktycznie plan Younga. Jednocześnie dojście do władzy partii hitlerowskiej oznaczało, przynajmniej 

na początku prześladowania komunistów niemieckich i napięcie w stosunkach z ZSRR. 

background image

 

16 

To oddalenie obu największych sąsiadów wykorzystała Polska, zawierając traktaty regulujące stosunki 
z nimi. 25 lipca 1932 został podpisany polsko-radziecki pakt o nieagresji, który 5 maja 1934 

przedłużono na kolejne dziesięć lat. 26 stycznia 1934 podpisano deklarację o niestosowaniu przemocy 

we wzajemnych stosunkach między Polską a Niemcami. Zamierzeniem Hitlera było wciągnięcie Polski 
w strefę wpływów niemieckich, a jednocześnie osłabienie sojuszu Polski i Francji. 

Kierownikiem polskiej polityki zagranicznej od listopada 1932 był Józef Beck, który zgodnie z 

instrukcjami Józefa Piłsudskiego starał się realizować politykę równej odległości między Niemcami i 

Rosją, choć sam Piłsudski w 1934 już nie wierzył, aby dobre stosunki polsko-niemieckie mogły potrwać 
długo[4]. 

Wraz ze wzrostem potęgi Niemiec rosło zagrożenie Polski. W 1935 r. Niemcy zawarły umowę z Wielką 

Brytanią, która zezwalała Niemcom na znaczną rozbudowę marynarki wojennej. W 1938 roku na mocy 
układu w Monachium przyznano im Kraj Sudetów, który do tej pory należał do Czechosłowacji. Układ 

monachijski przewidywał też zwołanie konferencji w sprawie rozstrzygnięcia granicznych kwestii 

spornych Polski i Czechosłowacji. Nie czekając jednak na pośrednictwo mocarstw 2 października 1938 
wojska polskie zajęły obszar Zaolzia, przez co w przyszłości obarczono Polskę zarzutem współpracy z 

Niemcami w dziele rozbioru Czechosłowacji. W październiku 1938 niemiecki minister spraw 

zagranicznych Joachim Ribbentrop złożył Polsce propozycję zawarcia paktu o nieagresji na 25 lat w 
zamian za zgodę polskiego rządu na włączenie Gdańska do Rzeszy i budowę eksterytorialnej drogi i 

linii kolejowej przez polskie Pomorze, pomiędzy Niemcami a Prusami Wschodnimi. Propozycje te Polska 

odrzuciła. Pogorszenie stosunków Polski z Rzeszą zmusiło Polskę do poszukiwania pomocy, by w razie 
napaści niemieckiej nie pozostała osamotniona. Niejako w odpowiedzi premier Wielkiej Brytanii Neville 

Chamberlain ogłosił w brytyjskim parlamencie w marcu 1939 jednostronne gwarancje wobec Polski. 6 

kwietnia 1939 w Londynie opublikowano komunikat o zobowiązaniach wzajemnej pomocy w wypadku 
zagrożenia niepodległości Polski czy Wielkiej Brytanii. W kilka dni później rząd francuski potwierdził 

swe zobowiązania sojusznicze wobec Polski. Łudząc się jeszcze co do zamiarów Związku Radzieckiego, 

mocarstwa Zachodnie szukały z nim porozumienia. Prowadzone w Moskwie w sierpniu 1939 r. 

rozmowy zostały niespodziewanie przerwane przez stronę rosyjską. Zaproszono natomiast do Moskwy 
ministra spraw zagranicznych III Rzeszy i 23 sierpnia podpisano niemiecko-radziecki pakt o nieagresji, 

który zawierał tajny protokół zawierający plany podziału stref wpływów w Europie Środkowo-

Wschodniej. Według niego Polska miała przestać istnieć jako suwerenne państwo i zostać rozdzielona 
pomiędzy Niemcy a Związek Radziecki. 25 sierpnia zawarto w Londynie polsko-brytyjski układ 

sojuszniczy, w którym Brytyjczycy zobowiązywali się do udzielenia Polsce w przypadku napaści 

natychmiastowej pomocy wojskowej. Dzień ten wyznaczył też Hitler jako datę uderzenia na Polskę, ale 
dowiedziawszy się o porozumieniach w Londynie akcję odwołał. Zaplanował, że napaść na Polskę 

nastąpi 1 września 1939. 

Relacje z poszczególnymi krajami  

STOSUNKI POLSKO – CZECHOSŁOWACKIE 

5 listopada 1918 roku podpisane zostały umowy w sprawie przyszłych granic pomiędzy Polską a 

Czechosłowacją. Umowy te zostały złamane poprzez agresję wojsk czeskich w styczniu 1919 roku, gdy 
niekorzystny rozwój wydarzeń na froncie wschodnim, uniemożliwiał jakikolwiek opór państwa 

polskiego. Interwencja sprzymierzonych zapobiegła dalszym działaniom wojsk, lecz powiat frysztacki i 

cieszyński pozostały w granicach Czechosłowacji. Należy zwrócić uwagę na wrogą postawę władz 

czechosłowackich wobec Polski w trakcie wojny polsko – radzieckiej w 1920 roku. Ostateczne 
rozstrzygnięcia zapadły na międzynarodowej konferencji w Spa 17 lipca 1920 roku, gdzie mocarstwa 

zachodnie wymusiły na Polsce rezygnację z plebiscytu i oddały sporne terytorium, za 100 tysięczną 

ludnością polską, Czechosłowacji. Znów drugorzędną mogła wydawać się sprawa granicy południowej 
wobec postępującej armii radzieckiej. Natomiast błędem była polska akcja w październiku roku 1938, 

gdy wojska polskie wkroczyły na Śląsk Zaolziański. Sprawa była słuszna i być może fakt ten nie 

zmieniłby wiele w przebiegu historii, lecz w tym przypadku spuścizna II Rzeczpospolitej kładzie się 

niefortunnym cieniem na stosunkach między narodem Czeskim a Polskim. 

STOSUNKI POLSKO – UKRAIŃSKIE 

Galicja była regionem, w którym dwie nacje rościły sobie prawa do samostanowienia i utworzenia 

własnego państwa: Polacy i Ukraińcy. Przedmiotem konfliktu polsko – ukraińskiego była Galicja 
Wschodnia i Wołyń. Walki polsko–ukraińskie o sporne terytoria rozpoczęły się w nocy z 31 października 

na 1 listopada 1918 roku we Lwowie. Sukcesem było utrzymanie tych terenów przy Polsce ze względu 

na dość znaczny odsetek ludności, jaki stanowili Ukraińcy. Bohaterstwem wykazali się mieszkańcy 
Lwowa, którzy zaciekle bronili miasta w dniach 1 listopada 1918-22 maja 1919 roku. Młodzi uczestnicy 

walk zyskali miano Orląt Lwowskich. Należy tutaj również podkreślić sukcesy wojsk polskich na 

Wołyniu w lutym i marcu 1919 roku (zwycięskie walki zgrupowania mjr Leopolda Lisa – Kuli). Po 
włączeniu się o działań wojennych armii gen. Hallera Polacy doszli do linii rzeki Zbrucz w okresie maj – 

lipiec 1919 roku. W obliczu wspólnego zagrożenia ze strony bolszewików Polska i Ukraińska Republika 

Ludowa zawarły sojusz polityczno – wojskowy ustalając wspólną granicę na rzekach Zbrucz i Horyń 21 
kwietnia 1920 roku. Zwolennicy Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej nigdy nie zaakceptowali 

takiego rozstrzygnięcia. Ostatecznie uznanie polskich praw do ziem południowo–wschodnich znalazło 

się w traktacie ryskim podpisanym po wojnie z bolszewikami 18 marca 1921 roku[potrzebne źródło]. 

STOSUNKI POLSKO – LITEWSKIE 

Tereny dawnego zaboru rosyjskiego nie były problematyczne w przypadku dawnego Królestwa 

Polskiego. Inaczej przedstawiała się sprawa z ustaleniem przynależności obszarów wschodnich. Na 

północy rozgorzał konflikt z Litwą, która pragnęła odrodzenia ze stolicą w Wilnie, choć przeważali tam 
Polacy. Wilno było jednym z najważniejszych ośrodków kultury polskiej, więc w żaden sposób nie 

mogło być przyłączone do Litwy. Ostatecznie wejście tych terenów w skład II RP należy nazwać 

ogromnym sukcesem, gdyż odbyło się to nawet wobec niesprzyjającej roszczeniom państwa polskiego 
postawie mocarstw zachodnich. Działania gen. Żeligowskiego można uznać za najinteligentniejsze z 

posunięć broniących polskich praw. Przedmiotem konfliktu z Litwą była Wileńszczyzna i Suwalszczyzna. 

Do najważniejszych wydarzeń konfliktu należała wyprawa wileńska wojsk polskich, która doprowadziła 
do wyparcia bolszewików z miasta 22 kwietnia 1919 roku (odezwa Józefa Piłsudskiego do 

mieszkańców byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego). Następnie wytyczenie polsko – litewskiej linii 

demarkacyjnej 8 grudnia 1919 roku. Polska oficjalnie uznaje istnienie państwa Litewskiego 4 lipca 
1920 roku. Współdziałając z Sowietami wojska litewskie zajęły Sejny, Suwałki, przejęły od Sowietów 

Wilno w lipcu 1920 roku. Polska Dywizja Litewsko – Białoruska pod dowództwem gen. Lucjana 

Żeligowskiego (na zdjęciu po lewej) rozbiła siły litewskie i zajęła Wileńszczyznę 8-9 października 1920 
roku. Ostatecznie po zajęciu spornych terenów przez stronę polską (Suwalszczyzna – wrzesień 1920, 

Wileńszczyzna – października ’20) włączono je do odrodzonej Rzeczpospolitej (decyzja Sejmu Litwy 

Środkowej z 1922 roku). Litwa nigdy nie uznała włączenia Wileńszczyzny do Polski i do 1938 roku nie 
utrzymywała stosunków dyplomatycznych z Warszawą. 

background image

 

17 

STOSUNKI POLSKO – RADZIECKIE 

Wojna polsko – bolszewicka nie zakończyła się tak jak to było planowane. Nie udało się stworzyć 

niepodległych państw Ukraińskiego i Białoruskiego jak planował obóz związany z Piłsudskim (po 

lewej). Sukcesem było jednak przetrwanie Polski najechanej przez komunistycznego agresora. Pomimo 
podejścia Armii Czerwonej pod Warszawę i braku oparcia w mocarstwach zachodnich udało się 

pokonać najeźdźcę, a także powiększyć rozmiar II Rzeczpo-spolitej, wychodząc poza tzw. linię 

Curzona. Traktat ryski zagwaran-tował polskie prawa do wschodnich terenów. Być może był; on 

jednak najpoważniejszym błędem polskim, gdyż rezygnacja z utworzenia niepodległych państw 
Ukraińskiego i Białoruskiego powodowała brak zabezpieczenia Polski przed tak niebezpiecznym 

sąsiadem jak ZSRR. Brak państw buforowych oraz utrata białoruskich i ukraińskich sprzymierzeńców 

bardzo przyczyniła się do upadku II RP. Przedmiotem konfliktu polsko – radzieckiego była 
niepodległość Polski. Pierwsze starcie wojsk Polski z Armią Czerwoną miało miejsce w Mostach nad 

Niemnem 14 lutego 1919 roku. Następnie zwycięskie boje oddziałów polskich na Polesiu w marcu 1920 

roku. Wielka ofensywa wojsk polskich i ukraińskich doprowadziła do opanowania Kijowa (kwiecień – 
maj 1920). W dalszym przebiegu wojny doszło do przerwania frontu polskiego przez Armię Konną S. 

Budionnego – Samhorodek 5 czerwca 1920 roku. Ofensywa radzieckiego Frontu Zachodniego pod 

dowództwem M. Tuchaczewskiego na Białorusi i gwałtowny odwrót Polaków 4 lipca 1920 roku. O 
wyniku wojny polsko – radzieckiej zadecydowała ostatecznie bitwa warszawska rozgrywana między 

Włocławkiem rzeką Wieprz w dniach 13 – 25 sierpnia 1920 roku (decydujące uderzenie grupy 

manewrowej pod dowództwem J. Piłsudskiego). Bitwa nad Niemnem była kolejnym sukcesem wojska 
polskiego przesądzającym o zwycięstwie w całej wojnie 20 – 29 września 1920 roku. Rozejm i 

rokowania pokojowe miały miejsce w październiku 1920 roku. Ostatecznym rozstrzygnięciem był 

traktat w Rydze z 18 marca 1921 roku, który ustalił granicę polsko – radziecką na linii Dzisna – 
Dokszyce – Słucz – Ostróg – Zbrucz. Polska zgodziła się na utrzymanie sowieckiej władzy nad 

narodami ukraińskim i białoruskim. Zbliżenie w stosunkach polsko – radzieckich, rozpoczęło się już w 

roku 1929 – protokół Litwinowa z 9 lutego 1929 roku, mówiący o wyrzeczeniu się przemocy w 

stosunkach międzynarodowych między państwami Europy Środkowowschodniej. Swój punkt 
kulminacyjny osiągnęło 5 lat później 5 lipca 1932 roku w Moskwie, gdzie zatwierdzono dwustronny 

układ o nieagresji na 3 lata. Obie strony wyrzekały się wojny jako narzędzia polityki i zobowiązały się 

do zaprzestania wszelkich działań agresywnych lub napaści jedna na drugą zarówno samodzielnie, jak 
łącznie z innymi mocarstwami. W 1935 roku pakt został przedłużony o kolejne 10 lat. 

STOSUNKI POLSKO – NIEMIECKIE 

Przedmiotem konfliktu w stosunkach polsko – niemieckich po 1918 roku były: Pomorze Gdańskie, 
Mazury, Powiśle, Wielkopolska i Górny Śląsk. Należy podkreślić, że spory na temat granicy polsko – 

niemieckiej i Gdańska w trakcie konferencji wersalskiej (styczeń – czerwiec 1919 roku) były obciążone 

działaniem delegacji Wielkiej Brytanii, bardzo niechętnej Polakom. Zaślubiny Polski z morzem miały 
miejsce 20 lutego 1919 roku. W ostatecznym rozstrzygnięciu traktat wersalski z 28 czerwca 1919 roku 

gwarantował Polsce dostęp do morza przez Pomorze Wschodnie (70 km pas wybrzeża). Wolne Miasto 

Gdańsk decyzją zwycięskich mocarstw miało należeć do polskiego obszaru celnego, Polska uzyskała 
również przywilej posiadania wojskowej placówki tranzytowej na Westerplatte, 28 czerwca 1919 roku. 

Tak wyglądała sytuacja odnośnie Pomorza Gdańskiego. Na Warmii, Mazurach i Powiślu Konferencja 

wersalska podjęła decyzję o przeprowadzeniu na spornych terenach plebiscytu, 28 czerwca 1919 roku. 
Plebiscyt przeprowadzony w niekorzystnych dla Polski okolicznościach (ofensywa Tuchaczewskiego na 

Warszawę, terror władz niemieckich) doprowadził do ostatecznego rozstrzygnięcia, w rezultacie 

którego niemal całość spornego terytorium została włączona do niemieckich Prus Wschodnich w lipcu 

1920 roku. Najbardziej burzliwe wydarzenia miały miejsce w Wielkopolsce. 26 grudnia 1918 roku do 
Poznania przybywa Ignacy Paderewski (zdjęcie po prawej). Przybyciu Paderewskiego towarzyszy 

wielka manifestacja patriotyczna ludności Poznania. W następnym dniu, tj. 27 grudnia 1918 roku, 

wybucha powstanie w Wielkopolsce przeciwko Niemcom. Na zajętych przez Polaków terenach władzę 
obejmuje Komisariat Naczelnej Rady Ludowej, 8 stycznia 1919 roku. Na czele Sił Zbrojnych 

Wielkopolski staje gen. Józef Dowbór – Muśnicki (po lewej), 16 stycznia 1919 roku. Niemiecka 

ofensywa ze stycznia 1919 roku została powstrzymana przez ultimatum Ententy. Nastąpiło zawieszenie 

działań na większą skalę 16 lutego 1919 roku. W ostatecznym rozstrzygnięciu nastąpiło przejęcie 
niemal całej Wielkopolski przez stronę polską, zgodnie z decyzją traktatu wersalskiego z 28 czerwca 

1919 roku. Tak więc, powstanie Wielkopolskie zakończyło się pełnym sukcesem. Decyzją traktatu 

wersalskiego o przynależności państwowej ziem Górnego Śląska miał zadecydować plebiscyt. Wobec 
nasilających się wystąpień antypolskich wybuchło I powstanie śląskie 17 sierpnia 1919 roku (źle 

przygotowane i rozbite przez Niemców). Objęcie Śląska jurysdykcją Międzysojuszniczej Komisji 

Rządzącej i Plebiscytowej nastąpiło w lutym 1920 roku (wraz z nią przybyły wojska francuskie, 
angielskie i włoskie. II powstanie śląskie wybuchło 19 – 20 sierpnia 1920 roku i było reakcją na terror i 

naciski dyplomacji niemieckiej zmierzającej do uchylenia decyzji o plebiscycie. Następnie w wyniku 

rozejmu polsko – niemieckiego w dniu 28 sierpnia 1920 roku obie strony wyrzekają się stosowania 
terroru i tworzą wspólną Policję Plebiscytową. Wyniki plebiscytu na Górnym Śląsku z dnia 20 marca 

1921 roku: 479 gmin za Polską, 709 za Niemcami. III powstanie Śląskie wybuchło po ogłoszeniu przez 

Międzysojuszniczą Komisję Rządzącą i Plebiscytową projektu podziału Śląska (tylko 2 powiaty dla 
Polski), największe i dobrze zorganizowane, 3 maja 1921 roku. Walki o Górę św. Anny w okresie od 21 

maja do 11 czerwca 1921 roku miały dramatyczny charakter, gdyż góra ta była najważniejszym 

punktem strategicznym na drodze niemieckiej ofensywy. Obie strony zostały rozdzielone przez wojska 
Ententy, lipiec 1921 roku. W ostatecznym rozstrzygnięciu Rada Ligi Narodów, pod wrażeniem III 

powstania śląskiego przyznała Polsce 6 powiatów i 46% ludności Górnego Śląska (tj. 1/3 ludności 

obszaru plebiscytowego z większością przemysłu górnośląskiego). Na terenia Śląska bohaterem walk o 

granice i polskość Śląska był Wojciech Korfanty (1873 – 1939). Polityk, wydawca „Górnoślązaka”, 
przywódca III powstania śląskiego w niepodległej Polsce przeciwnik obozu sanacyjnego, więziony w 

Brześciu (1930 rok), następnie na emigracji, gdzie współtworzył opozycyjny Front Morges (1936 r.), po 

powrocie do kraju zmarł. Od 1933 roku nastąpił wzrost napięcia w stosunkach polsko – niemieckich, 
związane to było z pojawieniem się na arenie międzynarodowej nowego przywódcy Niemiec – Adolfa 

Hitlera (po lewej) oraz z polityka nowego ministra spraw zagranicznych Polski – Józefa Becka (po 

prawej). Korzystnie układające się stosunki polsko – radzieckie, a przede wszystkich zdecydowana 
postawa Polski w kwestii ewentualnych zmian granicznych zaniepokoiły szerzące do tej pory 

antypolską propagandę Niemcy i zmusiły je do szukania porozumienia. 26 stycznia 1934 roku doszło 

do podpisania w Berlinie polsko – niemieckiej deklaracji o niestosowaniu przemocy, która miała 
zapewnić pokojowe stosunki na okres 10 lat. 

STOSUNKI POLSKO – FRANCUSKIE 

W latach 1918 – 1921 Polska była zaabsorbowana walką o prawo do suwerennego bytu w 
sprawiedliwych granicach oraz budowaniem ustroju. Uregulowanie tych kwestii pozwoliło wyjść szerzej 

dyplomacji polskiej na arenę międzynarodową. Celem polskiej polityki zagranicznej było początkowo 

m.in. zawarcie układów z partnerami mającymi wspólne z Polską interesy. Te cele polska dyplomacja 
starała się realizować, zawierając dwu- i wielostronne układy. Głównego sojusznika Polacy widzieli we 

Francji, która dążyła również do osłabienia Niemiec i zatwierdzenia swej granicy z tym państwem. 19 

lutego 1921 roku doszło do podpisania umowy politycznej przewidującej współdziałanie w polityce 

międzynarodowe, porozumienie co do wspólnej obrony na wypadek wojny oraz współpracę 

background image

 

18 

gospodarczą obydwu państw. Dwa dni później została podpisana tajna konwencja wojskowa 
stwierdzająca m.in., że na wypadek agresji niemieckiej oba kraje są na równi zobowiązane do 

udzielenia sobie poparcia oraz, że Francja zobowiązuje się do udzielenia Polsce pomocy w obronie 

przeciw armii Sowietów. Warunkiem funkcjonowania układu wojskowego miało być podpisanie układu 
gospodarczego, gwarantującego Francji znaczne przywileje, co nastąpiło dopiero rok później. 

Dodajmy, że pomoc sojusznika francuskiego miała nie obejmować wysłania oddziałów wojskowych. I 

choć to zaskakujące, mimo że wartość faktyczna takiego traktatu jest wątpliwa, to jego znaczenie 

polegało na tym, że w ogóle go nie podpisano. 

STOSUNKI POLSKO – RUMUŃSKIE 

Porozumienie wojskowo – polityczne podpisano z graniczącą z państwem Polskim Rumunią. Zawarty 2 

marca 1921 roku układ przewidywał, że obie strony udzielą sobie pomocy w razie, gdyby jedna z nich 
bez dania powodu ze swej strony, została zaatakowana na swych obecnych wschodnich granicach. 

Faktycznie było to, więc przymierze skierowane przeciw Rosji Radzieckiej, a nie Niemcom. Po napaści 

ZSRR na Polskę prezydent Ignacy Mościcki (po prawej), Naczelny Wódz Edward Rydz-Śmigły wraz ze 
sztabem oraz rząd z premierem Felicjanem Sławojem Składkowskim przekroczył granicę w Kutach i 

ewakuował się właśnie do Rumunii. Rząd polski zdecydował się nie prosić Rumunii o pomoc militarną. 

STOSUNKI POLSKO – BRYTYJSKIE 

Polska zawarła z Wielką Brytanią umowę podpisaną 25 sierpnia 1939 roku, która gwarantowała 

wzajemną pomoc obydwu państw w przypadku wojny. Nie wpłynęła ona jednak na decyzję Hitlera 

dotyczącą wojny. Wojna miała wybuchnąć 1 września 1939 roku. 

KONKORDAT Z WATYKANEM 

Aktem wielkiej doniosłości był podpisany 10 lutego 1925 roku Konkordat, normujący stosunki Kościoła 

i państwa polskiego. Konkordat ustalił stałą administrację kościelną w Polsce, co stanowiło kolejne 
potwierdzenie stałości i nienaruszalności granic państwa polskiego. Zapewniał ponadto Kościołowi 

katolickiemu pełną wolność i swobodę wykonywania swojej misji duchowej jurysdykcji. Biskupi, 

duchowieństwo i wierni mogli się swobodnie i bezpośrednio kontaktować ze Stolicą Świętą. 

Zatwierdzone zostały wzajemne stosunki dyplomatyczne, powołano ambasadora RP przy Stolicy 
Apostolskiej i nuncjusza apostolskiego w Warszawie, którego uprawnienia rozciągały się również na 

Wolne Miasto Gdańsk. Polskie władze cywilne zostały zobowiązane do udzielania pomocy w realizacji 

postanowień i dekretów kościelnych. 

Polityka zagraniczna II Rzeczpospolitej [1] 

O II Rzeczpospolitej niewiele można napisać dobrego. Główną jej zaletą było to, że istniała. W 1918 

roku udało się Polakom wykorzystać niezwykle pomyślną koniunkturę międzynarodową, którą 
stworzyła jednoczesna klęska w Wielkiej Wojnie wszystkich trzech zaborców. Dzięki działalności 

wybitnych jednostek (Ignacy Jan Paderewski, Józef Piłsudski, Roman Dmowski), a przede wszystkim 

rzesz zwykłych Polaków w ojczyźnie i na emigracji, możliwe było odrodzenie się niepodległego 
państwa polskiego. Konfrontacja marzeń z rzeczywistością okazał się jednak bolesna. I to dość szybko. 

Gdy minęło bolszewickie zagrożenie, odżyły niestety najgorsze tradycje Polaków. Parlament stał się 

areną gorszących kłótni i partyjnego partykularyzmu, rządy zmieniały się jak w kalejdoskopie, a 

pierwszy prezydent Gabriel Narutowicz zginął od kuli przedstawiciela skrajnej prawicy. Aby położyć 
kres tej degrengoladzie, Piłsudski zdecydował się na dokonanie zamachu stanu w 1926 roku. Odtąd 

zaczął się okres rządów autorytarnych z procesami politycznymi, obozami dla dysydentów, 

ograniczeniem wolności słowa i nacjonalistyczną ideologią. Sytuacja kraju niewiele się jednak 
poprawiła. 

Wbrew obiegowym sądom Polska międzywojenna miała dość mierne elity, zwłaszcza polityczne. Gdyby 

nie to, że później wielu ich przedstawicieli (część uciekła za granicę) zostało zamordowanych przez 

hitlerowskich i stalinowskich siepaczy, ocenialibyśmy ich pewnie podobnie jak elity po 1989 roku. Było 
wprawdzie znakomite szkolnictwo średnie, jednak dostępne dla nielicznych, a i klasyczny program 

nauczania trącił już wówczas anachronizmem. Do głów młodzieży wtłaczano tyle patriotyzmu, że 

często brakowało już miejsca na rozum polityczny (ci młodzi ludzie dali się później łatwo poprowadzić 
na rzeź w powstaniu warszawskim, pociągając za sobą ludność cywilną i doprowadzając w efekcie do 

zagłady stolicy).  

 

Nad życiem społecznym II Rzeczpospolitej rozciągał się ponury cień Kościoła katolickiego. Rządzący 

postanowili uczynić z katolicyzmu ostoję polskości w wielonarodowym państwie (prawie 40 procent 

jego mieszkańców stanowiły mniejszości narodowe), nie oglądając się przy tym na niebywały 
prymitywizm, obskurantyzm i antysemityzm, jaki reprezentowała wówczas ta religia. Kontrola Kościoła 

rozciągała się zwłaszcza nad szkolnictwem i sferą obyczajową. „Przemoc Świętoszka w odrodzonej 

Polsce zaczyna być zastraszająca" pisał na przełomie lat 20. i 30. ubiegłego wieku Tadeusz Boy-
Żeleński, który znakomicie odmalowywał w swych felietonach obraz klerykalnego rozwydrzenia, 

pazerności, zakłamania i obłudy obyczajowej. 

 

Nieciekawej sytuacji II RP dopełniały permanentne trudności gospodarcze, a co za tym idzie 

rozpaczliwa bieda dużej części społeczeństwa. „Szklane domy" okazywały się zbyt często obskurnymi 

suterenami lub kurnymi chatami. Strzelanie do zdesperowanych robotników to też bynajmniej nie 

wynalazek PRL-u. Reforma walutowa Grabskiego, budowa Gdyni czy Centralny Okręg Przemysłowy 
stanowiły jaśniejsze punkty, ale nie były w stanie nadrobić wielowiekowego zapóźnienia 

gospodarczego Polski. 

Problemom wewnętrznym towarzyszyła na domiar złego fatalna sytuacja międzynarodowa II 
Rzeczpospolitej. Geopolityka w XX-leciu międzywojennym była bezlitosna. Mocarstwa rozbiorowe ani 

myślały o pogodzeniu się z utratą polskich ziem. Z jednej strony zagrażała nam Scylla bolszewickiej 

Rosji, z drugiej Charybda nacjonalistycznych, a później nazistowskich Niemiec. Jedynie zmurszałe 
imperium Habsburgów nie podniosło się już po katastrofie Wielkiej Wojny. W tak trudnym położeniu 

polityka zagraniczna wymagała wręcz ekwilibrystycznych zdolności. 

Walka o granice  

Pierwszym ważnym celem polskich władz stało się wywalczenie międzynarodowego uznania dla 

powstałego państwa i zapewnienie mu jak najbardziej korzystnych granic. Działania w tym kierunku 

prowadzono używając zarówno środków militarnych, jak i metod dyplomatycznych. Połowicznym 

background image

 

19 

sukcesem polskiej dyplomacji zakończyła się konferencja pokojowa w Paryżu (styczeń 1919-czerwiec 
1920). Potwierdzona została państwowość Polski, której przyznano Wielkopolskę (po zwycięskim 

powstaniu wielkopolskim już praktycznie włączoną do Polski) i Pomorze Gdańskie, jednak bez tak 

ważnego ośrodka jak Gdańsk (otrzymał on status Wolnego Miasta pod patronatem Ligi Narodów) i z 
bardzo wąskim dostępem do morza. O przynależności niektórych spornych z Niemcami obszarów jak 

Górny Śląsk, Powiśle, Warmia i Mazury miały zadecydować plebiscyty wśród miejscowej ludności. 

Ostatecznie do Polski została przyłączona jedynie część Górnego Śląska. 

Dramatyczniejszy przebieg miała walka o granice wschodnie. W zakresie polityki wschodniej ścierały 
się wtedy dwie koncepcje: Piłsudskiego i Dmowskiego. Pierwsza z nich miała charakter federalistyczny. 

Zakładała poparcie powstania na wschodzie suwerennych państw: Litwy, Białorusi i Ukrainy i 

powiązanie ich z Polską w ramach federacji (lub konfederacji). Stanowiłyby one naturalną osłonę przed 
rosyjską ekspansją. Druga, inkorporacyjna, przewidywała włączenie do Polski obszarów litewskich, 

białoruskich i ukraińskich z przewagą ludności polskiej. Zamieszkujące tam mniejszości narodowe miały 

być poddane polonizacji. 

Wydaje się, że koncepcja federacyjna mogła przynieść Polsce większe korzyści, jednak rozwój 

wydarzeń sprzyjał realizacji wizji Dmowskiego. Walki z Ukraińcami i Litwinami pogłębiły tylko i tak 

znaczne narodowe antagonizmy. Wyprawa kijowska Piłsudskiego (kwiecień-czerwiec 1920), mająca 
wspomóc powstanie niepodległej Ukrainy, zakończyła się ostatecznie porażką, prowokując najazd 

bolszewicki na Polskę. Został on wprawdzie odparty, jednak pogrzebał marzenia o wschodniej 

federacji. Zdominowana przez endeków delegacja polska na konferencję pokojową w Rydze 
(październik 1920-marzec 1921) przeforsowała rozwiązania bliższe koncepcji Dmowskiego, dzieląc się 

wschodnimi terenami z bolszewicką Rosją. Kończący konferencję traktat ryski z 18 marca 1921 roku 

ustalił wreszcie zasięg państwa polskiego na wschodzie. (Państwa zachodnie uznały polskie granice 
wschodnie dopiero w 1923 roku). 

Ukształtowane w tak dramatycznych okolicznościach granice Polski międzywojennej miały bardzo 

niekorzystny układ. Rozciągały się na przestrzeni ponad 5,5 tysiąca kilometrów i nie miały w większości 

oparcia o czynniki naturalne, co czyniło je niezwykle trudnymi do obrony. 

Mocarstwa sojusznicze: Francja i Wielka Brytania  

Dogmatem polskiej polityki zagranicznej okresu międzywojennego był strategiczny sojusz z Francją. 

Wycofanie się z Europy Stanów Zjednoczonych oraz niechętna postawa Wielkiej Brytanii powodowały, 
że właśnie we Francji upatrywano głównego gwaranta korzystnego dla Polski porządku wersalskiego. 

Francja już w czerwcu 1917 roku zgodziła się na utworzenie na jej terytorium ochotniczej armii polskiej 

(zwanej Błękitną Armią), a we wrześniu tegoż roku uznała jako pierwsza działający w jej stolicy 
Komitet Narodowy Polski — quasi-rząd z Romanem Dmowskim na czele. Najsilniej też popierała polskie 

postulaty podczas konferencji pokojowej w Paryżu. Podobnie w okresie późniejszym: w czasie najazdu 

bolszewickiego i gdy ważyły się losy przynależności Górnego Śląska. Rzeczą oczywistą jest, że Francja 
nie czyniła tego bezinteresownie. Miała przede wszystkim na uwadze własną rację stanu: poparcie dla 

Polski służyć miało jak największemu osłabieniu pozycji jej głównego wroga — Niemiec w powojennej 

Europie. Niemniej współpraca mogła przynieść korzyści obu stronom. 

Dnia 19 lutego 1921 roku goszczący w Paryżu Naczelnik Józef Piłsudski podpisał polsko-francuską 

deklarację o przyjaźni i układ polityczny wraz z konwencją wojskową, na mocy której strony 

zobowiązały się do wzajemnej pomocy w przypadku napaści Niemiec na którąś z nich. Układ ten 
uznano za wielki sukces polskiej dyplomacji. Stał się on fundamentem polskiej polityki zagranicznej w 

kwestii obronności przez całe dwudziestolecie międzywojenne. (Francuski sojusznik kazał sobie jednak 

zapłacić za gwarancje bezpieczeństwa: zażądał od Polski specjalnych przywilejów ekonomicznych dla 
swojego kapitału). Potwierdzeniem przyjaźni było wręczenie w 1923 roku buławy marszałkowskiej 

francuskiemu bohaterowi wojennemu Ferdynandowi Fochowi. 

Sojusz polsko-francuski wystawiony został wkrótce na ciężką próbę. Francja, podpisując wraz z innymi 

państwami tzw. pakt reński (w Locarno w 1925 roku), który gwarantował jedynie nienaruszalność 
niemieckich granic zachodnich, volensnolens dała Republice weimarskiej (tak zwano Niemcy w latach 

1919-1933, od miejsca uchwalenia ówczesnej konstytucji — Weimaru) zachętę dla prób rewizji jej 

granic na wschodzie. Ponadto pomoc dla Polski i Czechosłowacji, w wypadku agresji niemieckiej, 
uzależniła od stanowiska Ligi Narodów. O chwiejności francuskich gwarancji świadczyć mógł też fakt 

przyjęcia przez Francję obronnej doktryny wojennej symbolizowanej przez Linię Maginota. Państwo 

szykujące się do obrony jedynie własnego terytorium traciło wiarygodność jako gwarant granic 
polskich, stąd też rozluźnienie sojuszu po Locarno i dojściu do władzy w Polsce obozu sanacyjnego. 

Traumatyczne przeżycia I wojny światowej spowodowały we Francji dominację nastrojów 

pacyfistycznych. Z brakiem odzewu spotkały się polskie sugestie wojny prewencyjnej przeciwko 
Hitlerowi w 1933 roku. Militaryzacja Niemiec i kolejne agresywne posunięcia Hitlera nie wywoływały ze 

strony Francji żywszej reakcji, a prawdziwą kompromitacją okazała się konferencja monachijska z 

września 1938 roku, podczas której Francja (i Wielka Brytania) zgodziła się sprzedać swojego 
sojusznika — Czechosłowację, w zamian za papierową gwarancję pokoju. Musiało to wzbudzić w 

polskich sferach rządowych znaczne zaniepokojenie, co do wartości sojuszu z Francją. Dopiero 

pogwałcenie przez III Rzeszę układu monachijskiego (zajęcie całych Czech w marcu 1939 roku) oraz 
agresywne żądania wobec Polski zmobilizowały rząd francuski do zdecydowanej postawy. 

Dnia 19 marca 1939 roku podpisano polsko-francuski protokół przewidujący pomoc wojskową Francji 

w przypadku ataku Niemiec na Polskę: lotniczą natychmiast, sił lądowych w piętnastym dniu wojny. 

Zobowiązanie to zostało zrealizowane we wrześniu tego samego roku tylko w sferze formalnej. Francja 
3 września wypowiedziała Niemcom wojnę, nie podejmując jednak znaczących działań militarnych 

(określono to później jako drôle de guerre - dziwną wojnęlubSitzkrieg — siedzącą wojnę), do których 

zresztą — z własnej winy — nie była przygotowana. Niemniej jednak przystąpienie Francji do wojny z 
Niemcami nadało konfliktowi charakter ogólnoeuropejski. Na jej terenie zaczęło formować się wojsko 

polskie (z żołnierzy, którzy przedostali się z ojczyzny), a od października 1939 roku funkcjonował 

emigracyjny rząd polski generała Władysława Sikorskiego. 

Polityka zagraniczna II Rzeczpospolitej [1] 

O II Rzeczpospolitej niewiele można napisać dobrego. Główną jej zaletą było to, że istniała. W 1918 

roku udało się Polakom wykorzystać niezwykle pomyślną koniunkturę międzynarodową, którą 
stworzyła jednoczesna klęska w Wielkiej Wojnie wszystkich trzech zaborców. Dzięki działalności 

wybitnych jednostek (Ignacy Jan Paderewski, Józef Piłsudski, Roman Dmowski), a przede wszystkim 

rzesz zwykłych Polaków w ojczyźnie i na emigracji, możliwe było odrodzenie się niepodległego 
państwa polskiego. Konfrontacja marzeń z rzeczywistością okazał się jednak bolesna. I to dość szybko. 

Gdy minęło bolszewickie zagrożenie, odżyły niestety najgorsze tradycje Polaków. Parlament stał się 

areną gorszących kłótni i partyjnego partykularyzmu, rządy zmieniały się jak w kalejdoskopie, a 

background image

 

20 

pierwszy prezydent Gabriel Narutowicz zginął od kuli przedstawiciela skrajnej prawicy. Aby położyć 
kres tej degrengoladzie, Piłsudski zdecydował się na dokonanie zamachu stanu w 1926 roku. Odtąd 

zaczął się okres rządów autorytarnych z procesami politycznymi, obozami dla dysydentów, 

ograniczeniem wolności słowa i nacjonalistyczną ideologią. Sytuacja kraju niewiele się jednak 
poprawiła. 

Wbrew obiegowym sądom Polska międzywojenna miała dość mierne elity, zwłaszcza polityczne. Gdyby 

nie to, że później wielu ich przedstawicieli (część uciekła za granicę) zostało zamordowanych przez 

hitlerowskich i stalinowskich siepaczy, ocenialibyśmy ich pewnie podobnie jak elity po 1989 roku. Było 
wprawdzie znakomite szkolnictwo średnie, jednak dostępne dla nielicznych, a i klasyczny program 

nauczania trącił już wówczas anachronizmem. Do głów młodzieży wtłaczano tyle patriotyzmu, że 

często brakowało już miejsca na rozum polityczny (ci młodzi ludzie dali się później łatwo poprowadzić 
na rzeź w powstaniu warszawskim, pociągając za sobą ludność cywilną i doprowadzając w efekcie do 

zagłady stolicy).  

Nad życiem społecznym II Rzeczpospolitej rozciągał się ponury cień Kościoła katolickiego. Rządzący 
postanowili uczynić z katolicyzmu ostoję polskości w wielonarodowym państwie (prawie 40 procent 

jego mieszkańców stanowiły mniejszości narodowe), nie oglądając się przy tym na niebywały 

prymitywizm, obskurantyzm i antysemityzm, jaki reprezentowała wówczas ta religia. Kontrola Kościoła 
rozciągała się zwłaszcza nad szkolnictwem i sferą obyczajową. „Przemoc Świętoszka w odrodzonej 

Polsce zaczyna być zastraszająca" pisał na przełomie lat 20. i 30. ubiegłego wieku Tadeusz Boy-

Żeleński, który znakomicie odmalowywał w swych felietonach obraz klerykalnego rozwydrzenia, 
pazerności, zakłamania i obłudy obyczajowej. 

 

Nieciekawej sytuacji II RP dopełniały permanentne trudności gospodarcze, a co za tym idzie 
rozpaczliwa bieda dużej części społeczeństwa. „Szklane domy" okazywały się zbyt często obskurnymi 

suterenami lub kurnymi chatami. Strzelanie do zdesperowanych robotników to też bynajmniej nie 

wynalazek PRL-u. Reforma walutowa Grabskiego, budowa Gdyni czy Centralny Okręg Przemysłowy 

stanowiły jaśniejsze punkty, ale nie były w stanie nadrobić wielowiekowego zapóźnienia 
gospodarczego Polski. 

Problemom wewnętrznym towarzyszyła na domiar złego fatalna sytuacja międzynarodowa II 

Rzeczpospolitej. Geopolityka w XX-leciu międzywojennym była bezlitosna. Mocarstwa rozbiorowe ani 
myślały o pogodzeniu się z utratą polskich ziem. Z jednej strony zagrażała nam Scylla bolszewickiej 

Rosji, z drugiej Charybda nacjonalistycznych, a później nazistowskich Niemiec. Jedynie zmurszałe 

imperium Habsburgów nie podniosło się już po katastrofie Wielkiej Wojny. W tak trudnym położeniu 
polityka zagraniczna wymagała wręcz ekwilibrystycznych zdolności. 

Walka o granice  

Pierwszym ważnym celem polskich władz stało się wywalczenie międzynarodowego uznania dla 
powstałego państwa i zapewnienie mu jak najbardziej korzystnych granic. Działania w tym kierunku 

prowadzono używając zarówno środków militarnych, jak i metod dyplomatycznych. Połowicznym 

sukcesem polskiej dyplomacji zakończyła się konferencja pokojowa w Paryżu (styczeń 1919-czerwiec 
1920). Potwierdzona została państwowość Polski, której przyznano Wielkopolskę (po zwycięskim 

powstaniu wielkopolskim już praktycznie włączoną do Polski) i Pomorze Gdańskie, jednak bez tak 
ważnego ośrodka jak Gdańsk (otrzymał on status Wolnego Miasta pod patronatem Ligi Narodów) i z 

bardzo wąskim dostępem do morza. O przynależności niektórych spornych z Niemcami obszarów jak 

Górny Śląsk, Powiśle, Warmia i Mazury miały zadecydować plebiscyty wśród miejscowej ludności. 
Ostatecznie do Polski została przyłączona jedynie część Górnego Śląska. 

Dramatyczniejszy przebieg miała walka o granice wschodnie. W zakresie polityki wschodniej ścierały 

się wtedy dwie koncepcje: Piłsudskiego i Dmowskiego. Pierwsza z nich miała charakter federalistyczny. 

Zakładała poparcie powstania na wschodzie suwerennych państw: Litwy, Białorusi i Ukrainy i 
powiązanie ich z Polską w ramach federacji (lub konfederacji). Stanowiłyby one naturalną osłonę przed 

rosyjską ekspansją. Druga, inkorporacyjna, przewidywała włączenie do Polski obszarów litewskich, 

białoruskich i ukraińskich z przewagą ludności polskiej. Zamieszkujące tam mniejszości narodowe miały 
być poddane polonizacji. 

Wydaje się, że koncepcja federacyjna mogła przynieść Polsce większe korzyści, jednak rozwój 

wydarzeń sprzyjał realizacji wizji Dmowskiego. Walki z Ukraińcami i Litwinami pogłębiły tylko i tak 
znaczne narodowe antagonizmy. Wyprawa kijowska Piłsudskiego (kwiecień-czerwiec 1920), mająca 

wspomóc powstanie niepodległej Ukrainy, zakończyła się ostatecznie porażką, prowokując najazd 

bolszewicki na Polskę. Został on wprawdzie odparty, jednak pogrzebał marzenia o wschodniej 
federacji. Zdominowana przez endeków delegacja polska na konferencję pokojową w Rydze 

(październik 1920-marzec 1921) przeforsowała rozwiązania bliższe koncepcji Dmowskiego, dzieląc się 

wschodnimi terenami z bolszewicką Rosją. Kończący konferencję traktat ryski z 18 marca 1921 roku 
ustalił wreszcie zasięg państwa polskiego na wschodzie. (Państwa zachodnie uznały polskie granice 

wschodnie dopiero w 1923 roku). 

Ukształtowane w tak dramatycznych okolicznościach granice Polski międzywojennej miały bardzo 
niekorzystny układ. Rozciągały się na przestrzeni ponad 5,5 tysiąca kilometrów i nie miały w większości 

oparcia o czynniki naturalne, co czyniło je niezwykle trudnymi do obrony. 

Mocarstwa sojusznicze: Francja i Wielka Brytania  

Dogmatem polskiej polityki zagranicznej okresu międzywojennego był strategiczny sojusz z Francją. 
Wycofanie się z Europy Stanów Zjednoczonych oraz niechętna postawa Wielkiej Brytanii powodowały, 

że właśnie we Francji upatrywano głównego gwaranta korzystnego dla Polski porządku wersalskiego. 

Francja już w czerwcu 1917 roku zgodziła się na utworzenie na jej terytorium ochotniczej armii polskiej 
(zwanej Błękitną Armią), a we wrześniu tegoż roku uznała jako pierwsza działający w jej stolicy 

Komitet Narodowy Polski — quasi-rząd z Romanem Dmowskim na czele. Najsilniej też popierała polskie 

postulaty podczas konferencji pokojowej w Paryżu. Podobnie w okresie późniejszym: w czasie najazdu 
bolszewickiego i gdy ważyły się losy przynależności Górnego Śląska. Rzeczą oczywistą jest, że Francja 

nie czyniła tego bezinteresownie. Miała przede wszystkim na uwadze własną rację stanu: poparcie dla 

Polski służyć miało jak największemu osłabieniu pozycji jej głównego wroga — Niemiec w powojennej 
Europie. Niemniej współpraca mogła przynieść korzyści obu stronom. 

Dnia 19 lutego 1921 roku goszczący w Paryżu Naczelnik Józef Piłsudski podpisał polsko-francuską 

deklarację o przyjaźni i układ polityczny wraz z konwencją wojskową, na mocy której strony 
zobowiązały się do wzajemnej pomocy w przypadku napaści Niemiec na którąś z nich. Układ ten 

uznano za wielki sukces polskiej dyplomacji. Stał się on fundamentem polskiej polityki zagranicznej w 

background image

 

21 

kwestii obronności przez całe dwudziestolecie międzywojenne. (Francuski sojusznik kazał sobie jednak 
zapłacić za gwarancje bezpieczeństwa: zażądał od Polski specjalnych przywilejów ekonomicznych dla 

swojego kapitału). Potwierdzeniem przyjaźni było wręczenie w 1923 roku buławy marszałkowskiej 

francuskiemu bohaterowi wojennemu Ferdynandowi Fochowi. 

Sojusz polsko-francuski wystawiony został wkrótce na ciężką próbę. Francja, podpisując wraz z innymi 

państwami tzw. pakt reński (w Locarno w 1925 roku), który gwarantował jedynie nienaruszalność 

niemieckich granic zachodnich, volensnolens dała Republice weimarskiej (tak zwano Niemcy w latach 

1919-1933, od miejsca uchwalenia ówczesnej konstytucji — Weimaru) zachętę dla prób rewizji jej 
granic na wschodzie. Ponadto pomoc dla Polski i Czechosłowacji, w wypadku agresji niemieckiej, 

uzależniła od stanowiska Ligi Narodów. O chwiejności francuskich gwarancji świadczyć mógł też fakt 

przyjęcia przez Francję obronnej doktryny wojennej symbolizowanej przez Linię Maginota. Państwo 
szykujące się do obrony jedynie własnego terytorium traciło wiarygodność jako gwarant granic 

polskich, stąd też rozluźnienie sojuszu po Locarno i dojściu do władzy w Polsce obozu sanacyjnego. 

Traumatyczne przeżycia I wojny światowej spowodowały we Francji dominację nastrojów 
pacyfistycznych. Z brakiem odzewu spotkały się polskie sugestie wojny prewencyjnej przeciwko 

Hitlerowi w 1933 roku. Militaryzacja Niemiec i kolejne agresywne posunięcia Hitlera nie wywoływały ze 

strony Francji żywszej reakcji, a prawdziwą kompromitacją okazała się konferencja monachijska z 
września 1938 roku, podczas której Francja (i Wielka Brytania) zgodziła się sprzedać swojego 

sojusznika — Czechosłowację, w zamian za papierową gwarancję pokoju. Musiało to wzbudzić w 

polskich sferach rządowych znaczne zaniepokojenie, co do wartości sojuszu z Francją. Dopiero 
pogwałcenie przez III Rzeszę układu monachijskiego (zajęcie całych Czech w marcu 1939 roku) oraz 

agresywne żądania wobec Polski zmobilizowały rząd francuski do zdecydowanej postawy. 

Dnia 19 marca 1939 roku podpisano polsko-francuski protokół przewidujący pomoc wojskową Francji 
w przypadku ataku Niemiec na Polskę: lotniczą natychmiast, sił lądowych w piętnastym dniu wojny. 

Zobowiązanie to zostało zrealizowane we wrześniu tego samego roku tylko w sferze formalnej. Francja 

3 września wypowiedziała Niemcom wojnę, nie podejmując jednak znaczących działań militarnych 

(określono to później jako drôle de guerre - dziwną wojnęlubSitzkrieg — siedzącą wojnę), do których 
zresztą — z własnej winy — nie była przygotowana. Niemniej jednak przystąpienie Francji do wojny z 

Niemcami nadało konfliktowi charakter ogólnoeuropejski. Na jej terenie zaczęło formować się wojsko 

polskie (z żołnierzy, którzy przedostali się z ojczyzny), a od października 1939 roku funkcjonował 
emigracyjny rząd polski generała Władysława Sikorskiego. 

Zawarta w lutym 1939 roku umowa handlowa zdawała się potwierdzać trwałość pozytywnej zmiany w 

stosunkach między oboma państwami. Były to jednak pozory. Stalin widząc słabość Zachodu, którą w 
sposób jaskrawy ukazała konferencja monachijska, podjął nową politykę lawirowania między 

państwami zachodnimi a Niemcami, w celu osiągnięcia jak największych korzyści. Gdy rozmowy z 

Francją i Wielką Brytanią nie przyniosły konkretnych rozstrzygnięć, Stalin zdecydował się na pakt z 
hitlerowską III Rzeszą, który przewidywał obustronny najazd na ziemie polskie i podział stref wpływów 

na linii Narwi, Wisły i Sanu. Do praktycznej realizacji tego sojuszu doszło 17 września 1939 roku, kiedy 

to Armia Czerwona, łamiąc cztery wcześniejsze układy, zaatakowała walczącą z Wehrmachtem Polskę. 

Stosunki z sąsiadami  

O ile w polityce w stosunku do dwóch graniczących z Polską mocarstw trudno zarzucić polskiej 
dyplomacji jakieś generalne błędy, to już w relacjach z innymi sąsiadami — Czechosłowacją, a 

zwłaszcza Litwą — popełniono ich sporo. Historyczne tradycje konfederacji, a następnie unii realnej z 

Litwą, przesłoniły polskim politykom obraz współczesności. Litwini dążyli do utworzenia niezależnego 
państwa, w którego granicach znajdowałyby się ich historyczne ośrodki, co w Polsce nie znajdowało 

należytego zrozumienia. Zajęcie Wilna przez Piłsudskiego w kwietniu 1919 roku stało się przyczyną 

jawnie wrogich stosunków polsko-litewskich przez niemal całe dwudziestolecie międzywojenne i 

popychało Litwę w krąg oddziaływania Związku Radzieckiego, tym bardziej, że to właśnie Rosja 
Radziecka przekazała Litwie Wileńszczyznę, po zajęciu tych terenów przez Armię Czerwoną w lipcu 

1920 roku. Jednak po udanej kontrofensywie polskiej, w październiku 1920 roku Wilno i okolice zostały 

zajęte przez generała Lucjana Żeligowskiego (nazwano to buntem Żeligowskiego, choć wszystko działo 
się z rozkazu Piłsudskiego). Utworzono tam pozornie niepodległe państewko pod nazwą Litwa 

Środkowa, włączone następnie w 1922 roku do Polski. 

Konflikt polsko-litewski zaostrzył się w 1926 roku, po zamachu stanu na Litwie i dojściu do władzy 
zwolenników ostrego kursu antypolskiego i proniemieckiego. W 1927 roku zaostrzono represje wobec 

mniejszości polskiej na Litwie, a ponadto oskarżono Polskę w Lidze Narodów o agresywne zamiary. 

Sytuację załagodziło spotkanie Piłsudskiego z premierem Litwy i wzajemna deklaracja pokojowych 
zamiarów i chęci nawiązania normalnych stosunków dyplomatycznych. Kontakty dyplomatyczne zostały 

nawiązane jednak dopiero w marcu 1938 roku i to w bardzo niekorzystnej dla Polski formie. Tuż po 

wkroczeniu wojsk niemieckich do Austrii Polska postawiła litewskim władzom ultimatum w sprawie 
nawiązania stosunków dyplomatycznych, grożąc, w przypadku odmowy, zastosowaniem „innych 

środków". Na ulicach polskich miast pojawiły się manifestacje żądające „marszu na Kowno" (Kowno 

było wtedy stolicą Litwy). Litwa ugięła się przed tymi żądaniami, lecz w oczach opinii międzynarodowej 
forma tej normalizacji stosunków postawiła Polskę w złym świetle. Podczas najazdu Niemiec i Związku 

Radzieckiego na Polskę, Litwa zapewniała o neutralności i niewykorzystywaniu sytuacji do zajęcia 

Wilna, jednak pod naciskiem Stalina zdecydowała się w październiku 1939 roku na przyłączenie rejonu 

wileńskiego do swojego terytorium. 

Podobnie skomplikowane stosunki miała Polska z Czechosłowacją. Tutaj zarzewiem konfliktu była 

aneksja przez południowego sąsiada Śląska Cieszyńskiego (Zaolzia). Był to teren istotny ze względu na 

znajdujące się tam pokłady węgla i przebieg ważnej linii kolejowej. Wbrew porozumieniu obu stron, w 
styczniu 1919 roku doszło do zajęcia tego obszaru przez wojska czechosłowackie. Wykorzystano 

dogodny moment, gdy Polska zaangażowana była w walki na wschodzie oraz w Wielkopolsce. 

Mediacje państw zachodnich spowodowały zaprzestanie działań wojennych, a o przynależności 
spornych terenów miał zadecydować plebiscyt. Jednak w lipcu 1920 roku, gdy Polska walczyła z 

najazdem bolszewickim, Rada Ambasadorów (międzynarodowy organ mający czuwać nad wcieleniem 

w życie postanowień traktatu wersalskiego) przyznała większość Śląska Cieszyńskiego bez plebiscytu 
Czechosłowacji, z czego ta skwapliwie skorzystała. Taka postawa Czechosłowacji położyła się cieniem 

na obustronnych stosunkach. Do tego dochodził też spór o Spisz i Orawę (leżące na granicy polsko-

słowackiej). 

W 1925 roku podpisano polsko-czechosłowacki traktat arbitrażowy, umowę handlową i układ o 

mniejszościach narodowych, co zostało bardzo pozytywnie przyjęte przez państwa zachodnie. 

Ocieplenie stosunków nie trwało jednak długo. Wzajemna nieufność oraz zabiegi Polski o zbliżenie z 
Węgrami, Jugosławią i Austrią doprowadziły do kolejnego kryzysu w dwustronnych relacjach od 

połowy 1925 roku, trwającego praktycznie aż do upadku Czechosłowacji. Rząd polski starał się 

wykorzystywać antagonizmy czesko-słowackie udzielając wsparcia Słowakom, strona czeska 

background image

 

22 

rewanżowała się popieraniem antypolskich ekstremistów ukraińskich na Ukrainie Zakarpackiej 
(włączonej w granice Czechosłowacji). Fatalnym posunięciem Polski było wymuszenie na 

Czechosłowacji zwrotu Zaolzia w październiku 1938 roku, w chwili gdy ta została zdradzona przez 

zachodnich sojuszników i okrojona terytorialnie na konferencji w Monachium. Wkroczenie wojsk 
polskich na Śląsk Cieszyński stawiało Polskę w opinii międzynarodowej we wspólnym szeregu z 

hitlerowskimi Niemcami. W listopadzie wymuszono też zwrot niewielkich terenów w Spiszu i Orawie, co 

zraziło do Polski Słowaków.  

Złe stosunki II RP z Litwą i Czechosłowacją uniemożliwiły realizację lansowanej w kręgach 
piłsudczykowskich koncepcji Międzymorza. Miał to być blok państw Europy Środkowo-Wschodniej pod 

hegemonią Polski, który stanowiłby skuteczną zaporę przeciw ekspansywnej polityce zarówno Niemiec, 

jak i Związku Radzieckiego. Przyjazne stosunki jedynie z dwoma sąsiadami: Łotwą i Rumunią (z którą 
Polska zawarła w 1921 roku pakt o wzajemnej pomocy przeciw Rosji bolszewickiej), nie mogły 

rokować powodzenia tej inicjatywie. 

Tradycyjnie dobre relacje utrzymywała Polska z Węgrami, które stały się nawet na krótko jej sąsiadem 
(po zajęciu przez nie w 1939 roku Ukrainy Zakarpackiej). Było to jednak państwo, które wyszło 

niezwykle osłabione i okrojone terytorialnie z I wojny światowej, przez co nie mogło stać się dla Polski 

strategicznym sojusznikiem. O przyjaźni między obu krajami świadczyła odmowa Węgier 
przepuszczenia przez ich terytorium oddziałów niemieckich skierowanych do walki z Polską w 1939 

roku. 

Poza kontaktami z sąsiadami i europejskimi mocarstwami polska dyplomacja wykazywała małą 
aktywność w stosunkach z innymi państwami zarówno w Europie, jak i poza nią. Dosyć poprawnie 

układały się relacje z faszystowskimi Włochami. Benito Mussolini miał osobiście pozytywny stosunek do 

Polski, jednak sojusz z hitlerowskimi Niemcami powodował, że drogi Włoch i Polski często się 
rozchodziły. Wspomnieć trzeba, że system faszystowski wprowadzony we Włoszech przez Mussoliniego 

miał w Polsce wielu zwolenników, przede wszystkim w kręgach endeckich i ONR-owskich, a i obóz 

sanacyjny nie był wolny od oskarżeń (czy zupełnie bezpodstawnych?) o ciągoty faszystowskie. 

Znaczącym wydarzeniem w Europie stała się wojna domowa w Hiszpanii w latach 1936-1939, będąca 
— jak się rychło okazało — preludium do ogólnoświatowego konfliktu. Sympatia sanacyjnych władz 

lokowała się po stronie zrewoltowanego generała Francisco Franco, co jednak nie przeszkadzało im 

sprzedawać broni dysponującej skarbem hiszpańskim stronie republikańskiej. Handel ten stanowił 
prawie 2/3 wartości polskiego eksportu sprzętu wojskowego w okresie międzywojennym. Nota bene 

był to często sprzęt wadliwy, odrzucony przez komisje odbiorcze Wojska Polskiego. W konflikcie 

hiszpańskim Polacy uczestniczyli również bezpośrednio. Obrońców Republiki wspierali tzw. 
dąbrowszczacy (w sumie około pięciu tysięcy) wchodzący w skład brygad międzynarodowych. Dużo 

mniej Polaków walczyło po stronie generała Franco. 

Poza Europą  

Z krajów pozaeuropejskich Polska utrzymywała ściślejsze kontakty ze Stanami Zjednoczonymi, Japonią 

i Turcją. Powrót Stanów Zjednoczonych do polityki izolacjonizmu (wycofanie wojsk z Europy, 

nieprzystąpienie do Ligi Narodów) był dla Polski bardzo niekorzystny. To właśnie amerykański 
prezydent Thomas Woodrow Wilson był podczas wojny najpoważniejszym rzecznikiem odrodzenia 

niepodległego państwa polskiego, czemu dał wyraz w słynnej 14-punktowej deklaracji z 8 stycznia 

1918 roku. Stany Zjednoczone mogły stać się również gwarantem ładu wersalskiego. Niestety tak się 
nie stało i Amerykanie pozostawili Europejczyków samym sobie. Pozostała jedynie ograniczona 

współpraca gospodarcza. Władze polskie wiązały duże nadzieje z możliwością uzyskania od Stanów 

Zjednoczonych pożyczek na rozwój gospodarki, jednak Amerykanie wykazywali w tym względzie dużo 
większą aktywność w stosunku do Republiki weimarskiej. Niemniej wpłynęły do Polski pewne sumy 

pieniędzy amerykańskich, z których największa była pożyczka stabilizacyjna z 1927 roku. 

Zaskakiwać mogą bardzo dobre stosunki II Rzeczpospolitej z Japonią, krajem wówczas egzotycznym. 

Zbliżenie obu państw wiązało się z istnieniem wspólnego wroga — Rosji. Już na początku XX wieku 
Polacy próbowali zawiązać sojusz z Japonią, która toczyła z Rosją zwycięską wojną w latach 1904-

1905. Do Tokio udali się Piłsudski i Dmowski. Pojechali osobno i oddzielnie prowadzili negocjacje z 

Japończykami, bo gdzieżby dwóch Polaków mogło się porozumieć i wystąpić wspólnie. Do bliższego 
współdziałania wtedy nie doszło, ale nawiązano przyjazne relacje między narodami. 

Japonia uznała niepodległość Polski w marcu 1919 roku. Współpraca w latach 20. była ograniczona do 

kurtuazyjnych gestów. W 1922 roku powstało w Warszawie Towarzystwo Polsko-Japońskie, a w dwa 
lata później jego japoński odpowiednik. W 1930 roku franciszkanin Maksymilian Kolbe założył w 

Nagasaki misję i zaczął wydawać tam „Rycerza Niepokalanej". Japończycy z pewnością marzyli o 

nawróceniu na rzymski katolicyzm. Do ożywienia kontaktów doszło w latach 30. Podjęto współpracę 
wojskową, zwłaszcza w zakresie wywiadu i kryptologii. Po napaści Niemiec (sojusznika Japonii) na 

Polskę, Japończycy wystawili kilka tysięcy wiz dla polskich Żydów, ratując ich przed zagładą. 

Wypowiedzenie przez Polskę wojny Japonii w grudniu 1941 roku miało tylko charakter formalny i 
wynikało z sojuszniczych zobowiązań wobec aliantów. Przyjaźń polsko-japońska przetrwała. 

W kategoriach curiosum traktować można dążenia powstałej w 1930 roku Ligi Morskiej i Kolonialnej. 

Jej celem było zdobycie dla Polski posiadłości kolonialnych. W 1934 roku udało się jej wykupić od 
rządu brazylijskiego stanu Parana około dziewięciu tysięcy hektarów ziemi na cele osadnicze. Teren ten 

nazwano Morską Wolą i zaczęto osiedlać na nim polskich osadników (w sumie kilkuset). Wywołało to 

nawet zaniepokojenie co bardziej podejrzliwych Brazylijczyków, sądzących że Polska chce wykroić 

sobie z ich terytorium kolonię z dostępem do morza. Na tym tle doszło do drobnych incydentów. Liga 
współpracowała z inną organizacją o podobnych celach — Polskim Towarzystwem Kolonizacyjnym, 

które posiadało dużo większe, choć nie tak znane jak Morska Wola, obszary w dwóch brazylijskich 

stanach. Na tym jednak kolonialne „imperium" II Rzeczpospolitej się kończyło 

Współpraca wielostronna  

Oprócz stosunków bilateralnych, II Rzeczpospolita włączała się również w szersze inicjatywy 

międzynarodowe. W 1919 roku była jednym z 32 państw założycielskich mającej stać na straży 
światowego pokoju i współpracy Ligi Narodów. Organizacja ta została powołana z inicjatywy 

amerykańskiego prezydenta T. W. Wilsona, lecz wobec nieprzystąpienia do niej Stanów Zjednoczonych 

od początku skazana została na nieskuteczność i fasadowość. (Znany jest krytyczny stosunek jaki miał 
do bezsilnej Ligi Piłsudski. Marszałek przywiązywał większą wagę do bezpośrednich kontaktów między 

państwami). Liga Narodów objęła patronat nad Wolnym Miastem Gdańskiem, w związku z czym 

rozpatrywała częste zatargi tego miasta z Polską. Była też arbitrem w sporach Polski z Litwą (o Wilno) i 
z Niemcami (o Górny Śląsk). 

background image

 

23 

Kiedy w 1926 roku do Ligi przyjęte zostały Niemcy, polska dyplomacja sprzeciwiała się uczynieniu z 
nich członka stałego Rady, najważniejszego organu Ligi Narodów. Skończyło się na kompromisie. W 

zamian za złagodzenie stanowiska, Polsce przyznano specjalnie w tym celu utworzone miejsce członka 

półstałego Rady, które zajmowała ona w latach 1926-1938 roku (cztery 3-letnie kadencje). 
Początkowo Polska przejawiała sporą aktywność w pracach Rady wysuwając kilka ważnych projektów, 

lecz w latach 30. jej zaangażowanie w prace organizacji znacznie zmalało. Wystąpienie z Ligi Narodów 

w 1933 roku Japonii i Niemiec, partykularne rozgrywki mocarstw, całkowita bezsilność wobec agresji 

Włoch na Abisynię w 1935 roku powodowały utratę i tak wątłego prestiżu Ligi i stawiały pod znakiem 
zapytania sens jej dalszego istnienia. 

Odnotować należy też fakt podpisania się Polski pod traktatem Brianda-Kellogga (zwanym też paktem 

paryskim lub przeciwwojennym) w 1928 roku. Można nawet uznać, że ma on polskie korzenie. Polska 
w 1927 roku przedstawiła w Lidze Narodów projekt ogólnej deklaracji o nieagresji, przyjęty następnie 

przez Zgromadzenie tej organizacji. W roku następnym premier Francji Aristide Briand i amerykański 

sekretarz stanu Frank Billings Kellogg zaproponowali podobne rozwiązanie, jednak poza ramami Ligi 
Narodów. Pakt paryski został podpisany w sierpniu 1928 roku, a wszedł w życie rok później. Do 

września 1939 roku przystąpiło do niego w sumie aż 75 państw, w tym Japonia, Niemcy, Włochy i 

ZSRR. Była to pierwsza umowa międzynarodowa, której sygnatariusze odrzucali wojnę napastniczą, 
jako środek realizacji politycznych celów. Chociaż traktat nie był przestrzegany, dał później podstawę 

prawną do oskarżenia przywódców niemieckich w Norymberdze o złamanie zobowiązań 

międzynarodowych i prowadzenie wojny agresywnej. 

Polityka na kolanach, czyli konkordat  

Nie można oczywiście pominąć faktu zawarcia przez II RP konkordatu ze Stolicą Apostolską w lutym 

1925 roku. Od czasów Mieszkowego „Dagome iudex", aż po dzień dzisiejszy przywódcy Polski 
odczuwają obsesyjno-kompulsywną potrzebę lennego podporządkowania naszego kraju Państwu 

Kościelnemu. Tak też było w przypadku konkordatu z 1925 roku, który zapewnił Kościołowi 

katolickiemu szereg przywilejów. Przede wszystkim czynił obowiązkową naukę religii w szkołach 

państwowych, z wyjątkiem szkolnictwa wyższego. (Możliwość indoktrynacji religijnej młodego 
pokolenia to wszak pierwsza troska Kościoła). Funkcjonariusze kościelni mieli zapewnione wsparcie 

swej misji ze strony Państwa, otrzymując niemal status urzędników państwowych, a jednocześnie 

odpowiadając praktycznie tylko przed zwierzchnikami kościelnymi. Państwo miało pomagać w realizacji 
dekretów kościelnych [!], zrzekało się podatków od nieruchomości służących celom religijnym, a nawet 

zobowiązywało się do zapłaty Kościołowi rekompensaty za majątki przejęte przez zaborców. 

 

Kościół z kolei zobligował się w konkordacie — oprócz modlitwy za włodarzy Państwa — że żadna 

część Rzeczpospolitej nie będzie podlegać obcej stolicy biskupiej, a zwierzchnictwa prowincji 

zakonnych i beneficjów proboszczowskich nie będą mogli otrzymywać cudzoziemcy lub osoby uznane 
przez państwo polskie za niepożądane. Ile warte były te zapewnienia okazało się po wybuchu wojny, 

kiedy to Watykan — lekceważąc zupełnie stanowisko władz polskich na uchodźctwie — m.in. 

podporządkował diecezję chełmińską niemieckiemu biskupowi Gdańska, mianował niemieckiego 
administratora diecezji gnieźniesko-poznańskiej, zezwalał na wysyłanie niemieckiego kleru na 

okupowane ziemie Polski czy podporządkował niektóre polskie parafie ordynariuszom słowackim 

(Słowacja rządzona wówczas przez księdza-faszystę Józefa Tiso, wspomagała Niemców w ataku na 

Polskę w 1939 roku). Pasterz Polaków-katolików prymas August Hlond czmychnął z kraju już we 
wrześniu 1939 roku. Te haniebne poczynania Kościoła stały się powodem uznania konkordatu za 

nieobowiązujący przez Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej we wrześniu 1945 roku, co dziś 

przedstawia się jako niecny postępek komuchów. O postępkach Watykanu w ogóle się nie wspomina. 

Podsumowanie i ocena  

Polityka zagraniczna II RP oparta była na kilku podstawowych założeniach, które determinowały 

poczynania polskiej dyplomacji. Po pierwsze, było to założenie poszanowania traktatów 

międzynarodowych, zawłaszcza traktatu wersalskiego, który zapewniał powojenny ład w Europie, a 
tym samym istnienie niepodległego państwa polskiego w jego wywalczonych i uznanych przez Zachód 

granicach. Drugim filarem polskiej polityki zagranicznej był strategiczny sojusz z Francją (od 1921 

roku) oraz sojusze z państwami, z którymi zachodziła choćby częściowa wspólnota interesów. Udało to 
się w odniesieniu do Rumunii i państw bałtyckich: Łotwy i Estonii. 

Sojusznicze powiązania miały zapewnić Polsce pokój i nienaruszalność granic. W tym względzie liczono 

zwłaszcza na Francję, uznawaną za największą potęgę europejską, której dążenia do maksymalnego 
osłabienia pozycji Niemiec pokrywały się z polskimi interesami. Przymierze to okazało się jednak 

chwiejne, co dobitnie udowodniła konferencja w Locarno w 1925 roku, a sojusznik francuski wykazał 

się daleko idącą interesownością, wymuszając na Polsce niekorzystną dla niej umowę handlową. Mimo 
wszystko sojusz z Francją, wsparty układem o wzajemnej pomocy z Wielką Brytanią, spowodował, że 

Polska nie przystąpiła do wojny z Niemcami osamotniona. Wypowiedzenie wojny III Rzeszy przez 

Francję i Wielką Brytanię 3 września 1939 roku czyniło konflikt ogólnoeuropejskim i chociaż nie 
nadeszła wówczas oczekiwana pomoc militarna, działalność polskich rządów emigracyjnych na 

terytoriach tych krajów pozwoliła zachować ciągłość państwowości polskiej i dawała nadzieję na 

pomyślne wyjście Polski z kataklizmu dziejowego, jakim była II wojna światowa. 

Trzecim z głównych założeń polskiej polityki zagranicznej, realizowanym zwłaszcza w latach 30. przez 

ministra Józefa Becka, była polityka równowagi w stosunku do dwóch sąsiednich mocarstw: Niemiec i 

Związku Radzieckiego. Polegała ona na pozostawaniu w poprawnych relacjach z obu tymi państwami, 

bez wchodzenia w sojusz z którymś z nich przeciwko drugiemu. Można się spierać, czy było to 
założenie prawidłowe i odpowiednie dla geopolitycznego położenia Polski. Czy znajdując się „między 

kowadłem a młotem" można było sobie pozwolić na taką „neutralność"? Pojawiają się opinie głoszące, 

że należało wybrać sojusz z Niemcami i wspólnie uderzyć na ZSRR, który w takiej sytuacji musiałby 
zapewne ulec. Czy byłoby to dla Polski korzystniejsze? A gdyby koalicja Związku Radzieckiego, Francji i 

Wielkiej Brytanii pokonała III Rzeszę, czy Polska jako sojusznik Hitlera ostałaby się na mapie Europy? 

Łatwo wydawać opinie post fatum. Polska dyplomacja okresu międzywojennego, ufna w potęgę 
Francji, przyjęła inny wariant sojuszy. 

Nie powiodła się II Rzeczpospolitej realizacja idei Międzymorza, a więc skupienia wokół siebie grupy 

państw Europy Środkowo-Wschodniej w celu utworzenia wspólnego bloku zdolnego przeciwstawić się 
ekspansjonizmowi niemieckiemu i radzieckiemu (rosyjskiemu). Uniemożliwiły to złe czy wręcz wrogie 

stosunki z Litwą i Czechosłowacją. Polska, występując z pozycji siły, popełniła w kontaktach z tymi 

państwami szereg błędów (zajęcie Wileńszczyzny, Zaolzia), choć także i tamte rządy ponoszą część 
winy za niepowodzenie prób nawiązania współpracy w obliczu wspólnych zagrożeń. 

background image

 

24 

Dyplomacji Polski międzywojennej zarzucić można także zbyt małą aktywność w kontaktach z dalszymi 
sąsiadami europejskimi oraz państwami z innych kontynentów. Rzuca się w oczy brak powiązania 

działań dyplomatycznych z interesem gospodarczym Polski. (Tak Piłsudski, jak i jego następcy nie 

rozumieli gospodarki). Niekorzystny układ gospodarczy z Francją, zaniedbanie sprawy eksportu na 
olbrzymi i wygłodniały rynek radziecki, nieumiejętność pozyskania znaczniejszej pomocy finansowej z 

zagranicy, wskazują na brak należytego zrozumienia kwestii zależności pozycji państwa na arenie 

międzynarodowej od jego potencjału gospodarczego. 

Zapoznając się z oficjalnymi wystąpieniami polityków z lat 30. ubiegłego wieku, wertując ówczesną 
prasę czy czytając wspomnienia Polaków z tego okresu zdumiewa kompletny brak realizmu w ocenach 

położenia i możliwości Polski. Karmione wielkomocarstwowymi mrzonkami społeczeństwo przekonane 

było o rzeczywistej sile II RP. Były to złudzenia. Bolesne przebudzenie ze snu o potędze nastąpiło we 
wrześniu 1939 roku. Rządzący okazali się silni, zwarci i… gotowi do ucieczki z zaatakowanego z dwóch 

stron kraju, a słabe, niedoposażone i nieprzygotowane do nowoczesnej wojny wojsko nie mogło 

sprostać armiom wrogów. 

Gdyby oceniać politykę zagraniczną II Rzeczpospolitej jedynie przez pryzmat jej skutków, to byłaby to 

ocena jak najgorsza: katastrofa Września, nielojalność sojuszników, horror okupacji, a następnie 

przejściem do sowieckiej strefy wpływów i 45 lat degradującego gospodarczo i cywilizacyjnie 
komunizmu. Byłoby to chyba jednak uproszczenie. Los Polski zależał głównie od rozgrywek wielkich 

mocarstw, a nie od naszych zabiegów dyplomatycznych. Ani Hitler, ani Stalin, którzy rozdawali karty w 

tej części Europy, nie byli zainteresowani utrzymaniem niepodległego bytu Polski (tego „pokracznego 
bękarta traktatu wersalskiego" jak pogardliwie wyrażał się przewodniczący Rady Komisarzy Ludowych 

Wiaczesław Mołotow), zaś sojusznicy z zachodu Europy okazali się słabi i wiarołomni. To przesądziło o 

naszej klęsce. 

Na koniec krótkie odniesienie do współczesności. Warto docenić obecną, komfortową wręcz sytuację 

międzynarodową Polski. Zmieniły się zupełnie paradygmaty polityki zagranicznej państw europejskich. 

W miejsce konfrontacji i nacjonalizmów mamy współpracę i daleko idącą integrację gospodarczą, 

polityczną i społeczną krajów kontynentu. Polska, która po wyzwoleniu się z komunizmu włączyła się w 
powyższe procesy, po raz pierwszy od wieków nie jest zagrożona wojnami czy rozbiorami i ma szansę 

na dogonienie zachodu Europy. Wobec tego dziwią próby odgrzewania dawnych antagonizmów, 

urazów i nacjonalistycznej retoryki. Polityka zagraniczna w stylu panny brzydkiej i kłótliwej, a w 
dodatku ignorantki nieznającej języków obcych nie przynosi ani zaszczytu, ani korzyści.