background image

LAURA LEONE 

Odrobina 

szaleństwa

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

-Przepraszam - powiedział miły, męski głos. 
Nina podniosła wzrok i ujrzała  parę ciepłych, piwnych oczu przyglądających się jej z 
zainteresowaniem. 
-Słucham? 
Szukam Niny G...Guh-na...um - mężczyzna rzucił okiem na trzymaną w ręku kartkę papieru. 
Gnagnarelli - pospieszyła mu z pomocą. 

Mogłaby pani powtórzyć? 
Gnagnarelli. Nja-nja-rel-li - powtórzyła, wyraźnie wymawiając każdą sylabę. 

Zgadza się. Czy pani wie, gdzie mogę ją znaleźć? 
To ja - odpowiedziała z uśmiechem. Najwyraźniej nie był bywalcem opery, w przeciwnym razie 
poznałby ją natychmiast, pomyślała, wygładzając zmarszczkę na swej czarnej, wieczorowej 
sukni. 

Aha, a więc to z panią dziś wieczór wręczam nagrodę jazzową. 

Z panem? Myślałam, że z Luisem Evansem... 

Wiem.  Ale  właśnie  zawiadomił,  że  z  powodu  mgły  jego  lot  z  Londynu  opóźnił  się  i  dopiero 
niedawno  wylądował  na  lotnisku  Kennedy'ego.  W  żaden  sposób  nie  zdążyłby  na  uroczystość. 
Tylko ja byłem uchwytny, więc poproszono mnie, bym go zastąpił. A ponieważ mam dobre serce, 
zgodziłem się - uśmiechnął się ujmująco. 

Nina  przyglądała  mu  się  uważnie.  Był  to  przystojny  mężczyzna  o  zdecydowanie  męskiej, 

atrakcyjnej  twarzy  i  nieco  przydługich,  falujących,  ciemnych  włosach.W  uśmiechu  odsłaniał 
białe,  równe  zęby,  a  jego  ciemne  oczy  błyszczały  ciepłym  blaskiem.  Był  wysoki,  mocno 
zbudowany, o szerokich ramionach i wąskich biodrach.  Nina zorientowała się,  że uwaga, z jaką 
mu  się  przygląda,  wyraźnie  go  bawi.  Zarumieniła  się  i  zdenerwowała.  Dawno  powinna  już 
wyrosnąć z dziecinnego nawyku gapienia się na ludzi. 

Ma pan nade mną przewagę - powiedziała uprzejmie. 

Naprawdę? 
Pan wie, kim ja jestem, a ja o panu nic nie wiem. 

Przepraszam. Przyzwyczaiłem się, że ludzie mnie rozpoznają. Nazywam się Luke Swain. 

Wyciągnął do niej silną, opaloną rękę. Podała mu swą drobną, zadbaną dłoń. Pomyślała, że to, 
jak się przedstawił, zabrzmiało całkiem naturalnie, a nie jak przechwałka. 

Miło mi pana poznać - powiedziała poważnie. 

Czyżby? 

Jej niebieskie oczy napotkały jego rozbawione spojrzenie. 

W tym właśnie momencie ktoś z licznej obsługi  krzątającej się za kulisami zawiadomił ich, że 
wchodzą na wizję zaraz po przerwie na reklamę. Spojrzała na Luka i ze zdziwieniem spostrzegła, 

że  wciąż  jeszcze  ściska  jego  rękę.  Wyrwała  swoją  dłoń  i  aby  zatuszować  zakłopotanie, 
powiedziała szybko: 

A czym pan się zajmuje? 
Jestem piosenkarzem. A pani, pani Nan...gan? 
Nja-nja-rel-li. 

Takie trudne nazwisko. Dlaczego nie zmieni go pani? 

Jeśli  było  dobre  dla  mego  ojca,  to  i  dla  mnie  jest  dobre  -  odparła  chłodno.  -  W  każdym  razie 
miałam nadzieję, że będzie dobrze wyglądać na afiszu. Jestem śpiewaczką operową. Uniósł jedną 
brew. Tylko jedną. Nie znosiła ludzi, którzy tak robili. 

To dlaczego wręcza pani nagrodę jazzową? 
Uwielbiam jazz. A poza tym, mój ulubiony jazzman jest kandydatem do nagrody. Wiem, 

że  w  tej  roli  powinnam  być  bezstronna,  ale  bardzo  bym  chciała,  żeby  zwyciężył  Jesse 
Harmon. Należy mu się. No i, -dodała z uśmiechem - jeśli zwycięży, będę miała okazję go 
poznać. 
Tak pani lubi saksofon? 

background image

Uwielbiam saksofon. To jedyny instrument o brzmieniu piękniejszym niż głos ludzki. Nie 
da  się  go  z  niczym  porównać.  Zwłaszcza,  gdy  gra  Jesse  Harmon.  A  jaki  jest  pański 
ulubiony instrument, panie Swain? 

Czy mogłaby pani mówić do mnie Luke - wtrącił-żebym mógł się zwracać do pani po prostu 
Nino? Nie jestem w stanie wymówić pani nazwiska. 
Luke - wymówiła z wahaniem. 
Mój ulubiony instrument? Gram na gitarze, ale najbardziej lubię słuchać trąbki. 

Wezwali  ich  na  scenę.  Jak  było  w  zwyczaju,  wychodząc  Nina  wzięła  go  pod  rękę, 
całkowicie  ignorując  jego  rozbawione  spojrzenie.  Czuła  jednak,  że  Luke  wie,  jakie 
wrażenie  wywarł  na  niej  ten  fizyczny  kontakt.-A  teraz,  o  wręcznie  następnej  nagrody  – 
rozległ 

się 

donośny 

głos 

megafonu 

-poproszę 

Luke'a 

Swaina i Ninę Gnagnarelli. 

Publiczność entuzjastycznie ich powitała. Nina uznała, że to obecność Luke'a wywołała 

taką  reakcję.  Wiedziała,  że  wprawdzie  jest  dobrze  znana  w  świecie  opery,  ale  poza  nim 
jeszcze nie. Publiczność operowa była bardziej dyskretna w manifestowaniu uczuć. 

Dobry wieczór - powiedział Luke, podchodzą do mikrofonu. - Chciałem przedstawić 

państwu Ninę Gnagnarelli. 

Tym  razem  bezbłędnie  wymówił  jej  nazwisko.  Nina  spojrzała  na  niego  z  wdzięcznością,  po 

czym wspólnie przystąpili do prezentacji kandydatów do nagrody. 
Wreszcie Luke otworzył kopertę, mówiąc: 
-A zwyciężył... 

Zajrzał do kartki i z uśmiechem wręczył ją Ninie tak, by to ona mogła ogłosić zwycięzcę. 
-Jesse Harmon! - oznajmiła z entuzjazmem. Cała sala, nie wyłączając Niny i Luka, szalała z 

zachwytu, gdy stary jazzman wchodził na scenę, by odebrać nagrodę. Nina chciała uścisnąć jego 
dłoń, ale on chwycił ją w ramiona, a następnie, ku jej zdumieniu, serdecznie uściskał Luka. 
Później wygłosił krótką mowę, tłumacząc publiczności, że gdy nie ma trąbki w ręku, paraliżuje 
go trema. Po chwili razem z Niną i Luke'em udał się za kulisy. Gdy tylko znaleźli się za sceną, 
stary muzyk poklepał Luka po ramieniu mówiąc: Gdzieś się podziewał, stary? Wieki całe cię nie 
widziałem. Tak długo? - z niedowierzaniem zapytał Luke.-  Dlaczego żartujesz sobie z biednego, 
wiejskiego chłopca? 

Nina przyglądała się im ze zdumieniem. 

Znacie się? - wykrzyknęła, zapominając na chwilę o swoim dobrym wychowaniu. Ktoś z obsługi 
natychmiast ją uciszył. 

Dlaczego mi nie powiedziałeś? - wyszeptała z wyrzutem. 

Nie chciałem, żebyś myślała, że się przechwalam-  powiedział Luke z udawaną skromnością. - 
Jesse, to jest Nina Gnagnarelli, śpiewaczka operowa. Nie próbuj nawet tego wymówić. 
-Oczywiście słyszałem o pani, panno Gnagnarelli - powiedział Jesse, poprawnie wymawiając jej 
nazwisko i całując jej delikatną dłoń. - Jestem pani wielbicielem. Z pewnością wkrótce będzie 
pani jednym z najsławniejszych sopranów na świecie. 

To  może  zostawię  was  samych,  żebyście  mogli  spokojnie  prawić  sobie  komplementy. 
Przed wejściem na scenę cały czas paplała z uwielbieniem na twój temat - Luke starał się 
wyglądać na obrażonego, ale jego oczy wyrażały rozbawienie. 
Nie  zwracaj  na  niego  uwagi,  kochanie  -  powiedział  Jesse.  -  Jest  zazdrosny,  bo  zwykle 
wszystkie dziewczyny  natychmiast  tracą  głowę  na  jego  widok.  Ale  dziś  jest  mój  wieczór, 
kolego! 
Naturalnie  -  przyznała  Nina.  -  Zasłużyłeś  sobie  na  to,  Jesse.  Może  będę  kiedyś  wśród 
najlepszych,  ale  ty  już  dziś  jesteś  między  nimi.  Nikt  nie  potrafi  tak  jak  ty  grać  na 
saksofonie. Saksofon śpiewa w twoich rękach. 

Ho, ho, ho! Wiesz, jak schlebiać staremu człowiekowi - zaśmiał się Jesse. - Słuchajcie - 
dodał - na widowni jest moja żona, dzieci oraz paru przyjaciół. Chcieliśmy zakończyć ten 
wieczór w małym klubie w Greenwich Village.  Takie miejsce,  gdzie można od czasu  do 
czasu pograć z przyjaciółmi. Może byście z nami poszli? 

Oczy Niny rozbłysły dziecięcą radością. 
Znakomicie! - zgodziła się. 

Czy nie macie nic przeciw temu, żebym się dołączył? Zapytał Luke z pewną ironią. 

A kto cię zapraszał, stary? - zaśmiał się Jesse, klepiąc go po ramieniu. 

background image

Luke wzniósł oczy ku górze z miną męczennika. 

W  wesołym  zamieszaniu  panującym  po  zakończeniu  programu  Luke  zauważył,  że  paru 
panów  próbowało  zawrzeć  znajomość  z  Niną.  Przyglądał  się  jej  zgrabnej,  filigranowej 
figurce, mlecznej cerze i błękitnym oczom, które chwilami nabierały fiołkowego odcienia. 
Jej  błyszczące,  kruczoczarne  włosy  podkreślały  ładny  kształt  nosa,  interesujące  rysy 
twarzy i wysmukłą szyję. Nie można jej było nie zauważyć. 

Nina zabrała swoje rzeczy i wyszła do toalety, aby poprawić makijaż. 

Philippe, jej były mąż, nauczył ją, jak osiągnąć własny styl i zawsze wyglądać elegancko. 

Miała na sobie prostą czarną suknię i naszyjnik z pereł. Przed uroczystością proponowano jej, 

by  włożyła  błyszczącą  sztuczną  biżuterię,  ale  zdecydowanie  odmówiła.  Była  przekonana,  że 
klasyczna prostota będzie się wyróżniać na tle cekinów i sztucznych brylantów. 

Zdecydowanym krokiem wyszła na spotkanie z innymi. 

Pierwszą osobą, jaką zobaczyła, był Luke. Jego słowa wcale nie dodały jej otuchy. 

Coś ty na siebie włożyła? 
 To są norki - powiedziała Nina, patrząc na swój czarny futrzany żakiet. 
Norki? Ach, norki! - chwycił jej małą torebkę. 
To skóra krokodyla - odpowiedziała starając się nie wypuścić torebki z ręki. - O co ci chodzi? 
Nie  mam  nic  przeciwko  ludziom,  którzy  używają  skór  zwierząt  dla  celów  praktycznych,  na 
przykład  na  skórzane  buty,  ale  zupełnie  nie  jestem  w  stanie  zrozumieć,  jak  można  zabijać 
bezbronne, nieszkodliwe zwierzęta tylko po to, by zaspokoić ludzką próżność.  

Bezbronne?  Ile  znasz  łagodnych  krokodyli?  A  wiedz,  że  norki  to  wredne  małe  stworzenia. 

Uważasz,  że  można  je  zabijać  tylko  po  to,  aby  je  zarzucić  na  ramiona?  Ja  ich  nie  zabiłam!  - 
krzyknęła. Opanowała się i dodała już spokojnie. - Nie odpowiadam za tych, którzy je zabijają. 
One  już  dawno  nie  żyły,  kiedy  je    kupowałam,  a  gdybym  to  nie  ja  je  kupiła,  zrobiłby  to  ktoś 
inny.-Gdyby 

ludzie 

przestali 

kupować 

te... 

upiorne 

modne cacka, położyłoby to kres ohydnej rzezi zwierząt 
-  odparł. - Istnieją przecież świetne imitacje...-Nigdy nie noszę imitacji. Żadnych - przerwała 
mu lodowato. Zmrużył oczy. Nie było w nich cienia ciepła. Zaczął coś mówić, ale przerwało mu 
wejście Jesse'a i reszty towarzystwa. Była tam jego żona, Rebecca, ich córka z mężem, syn z 

żoną oraz jeszcze parę osób. Wszyscy okazali się bardzo mili, ale drażnił ją fakt, że traktowali 
ich jak parę. Całe towarzystwo upchnęło się do dwóch taksówek. Choć Nina i Luke znaleźli się 
w tej samej taksówce, całkowicie go zignorowała. Luke na to nie reagował. Głośno opowiadał o 
ekscesach z udziałem jakiegoś ich wspólnego znajomego. Wszyscy, poza nią, świetnie się bawili. 
Nina poczuła się zupełnie nie na miejscu i całą drogę do Greenwich Village z ponurą miną 
wyglądała przez okno. Klub jazzowy „Rootie" mieścił się w piwnicy pod modnym butikiem. 
Chociaż nie był mały, tłum szczelnie wypełniał salę, w której panował nastrój dobrej zabawy. 
Natomiast znalazł się dla nich wolny stolik, ponieważ byli w towarzystwie Jesse Harmona. Wiele 
osób zatrzymywało ich po drodze, żeby wyrazić gratulacje Jesse'emu. Niektórzy wydawali się 
rozpoznawać Luke'a,  a jakaś  młoda  kobieta  zaczęła  piszczeć: -O Boże, to Luke Swain! 
Patrzcie, tu jest Luke Swain! - Wyciągnęła do niego ręce, dotykając go jakby był uzdrowicielem. 
- Luke, naprawdę jesteś znakomity. -Dziękuję - odparł Luke cicho. 

Jesse roześmiał się, wyraźnie go to rozbawiło.- 

Żeby byle chłopak z Kansas przyćmił mnie 

na moim własnym terytorium - zawołał. 

Wszyscy  wokół  krzyczeli.  Muzyka  była  bardzo  głośna.  Gdy  w  końcu  dotarli  do  stolika  Jesse 
posadził  Ninę  obok  siebie,  co  jej  sprawiło  wyraźną  przyjemność.  Nazwał  ją  „honorowym 
gościem honorowego gościa". Luke zajął miejsce po jej drugiej stronie, odpowiadając na jej zimne 
spojrzenie filuternym uśmiechem. Podeszła kelnerka i całe towarzystwo zamówiło piwo.-Poproszę 
kieliszek  koniaku  -  powiedziała  Nina.  Chyba  żartujesz,  dziecino  -  odpowiedziała  kelnerka. 
Nina zupełnie nie wiedziała, jak się w tej sytuacji zachować. Jesse roześmiał się.-Tu nie podają 
takich wymyślnych trunków, Nino. Przynieś jej piwo. - Luke zwrócił się do kelnerki. 

Nina spojrzała na niego. W jego oczach wyczytała wyzwanie, którego nie rozumiała, ale wcale 
nie miała zamiaru go podjąć. 

Kelnerka wróciła z tacą pełną butelek piwa, które postawiła na stole. - Dobrej zabawy - rzuciła 

na odchodnym, ale Nina ją zatrzymała. 

Czy mogę prosić o szklankę? 

Szklankę? - powtórzyła z niedowierzaniem kelnerka. 

background image

Tak, szklankę - Nina starała się nie stracić panowania nad sobą. 

Czy możesz przynieść mojej znajomej szklankę, kochanie? - włączył się Jesse. 

Kelnerka uśmiechnęła się do niego i spojrzała na Ninę. 

Skarbie, sama obsługuję te wszystkie stoliki, przyniosę ci szklankę, kiedy będę mogła. - Nie była 
nieuprzejma, ale nie przejmowała się specjalnie Niną. 

Córeczka swojego tatusia nie pija z butelki?- spytał cicho Luke. Nikt poza nimi nie słyszał tego 
pytania i o to mu chodziło. 

Dał jej do zrozumienia, że zachowuje się jak snobka i prowokował ją, by dowiodła, że tak 

nie jest. Ze złością podniosła butelkę do ust. 
Zdrowie Jesse'ego! - zawołała, po czym wychyliła prawie pół butelki, zanim ją odstawiła na 
stół. Popatrzyła wyzywająco na Luka. W jego oczach wyczytała rozbawienie, uznanie i coś 
jeszcze,  czego  nie  mogła  określić.  Ostentacyjnie  odwróciła  się  do  niego  tyłem.  Mogła 
przysiąc, że usłyszała jego śmiech. 

Patrzcie, patrzcie! Kto nauczył naszą małą Ninę tak żłopać piwo? - zawołał Jesse klepiąc ją 
po ramieniu. Wygląda na to, że tym razem trafiłam w dziesiątkę -pomyślała. 

Kończyli właśnie drugą kolejkę, kiedy cała sala uznała, że Jesse powinien już zagrać. 

Stary  muzyk  z  czułością  wziął  trąbkę  do  ręki  i  wszedł  na  scenę.  W  krótkich  słowach 

powitał  wszystkich  i  podziękował  za  ciepłe  przyjęcie.  Potem  przedstawił  Luka,  Ninę  oraz 
swoją rodzinę a następnie paru przyjaciół, którzy zgodzili się z nim zagrać. 

To  co  nastąpiło,  było  jak  sen.  Ten  człowiek  był  mistrzem.  Wkładał  tyle  serca  w  swój 

występ,  że Nina słuchała go pełna zachwytu, zarówno jako artystka  jak i wielbicielka jego 
muzyki. Saksofon ożywał w jego rękach, wypełniając salę burzą dźwięków, na które nikt nie 
mógł pozostać obojętny. 

Na  prawie  godzinny  koncert  składały  się  głównie  szybkie,  szalone  kawałki.  Nina 

zastanawiała  się,  skąd  mężczyzna  w  wieku  Jesse'a  bierze  tyle  energii.  Wiele  osób 
poderwało  się  do  tańca  zajmując  każdy  wolny  skrawek  sali.  Występ  zakończył  się 
smutnym, bluesowym utworem. Jesse grał z zamkniętymi oczyma. Saksofon w jego rękach 

żalił się głosem cierpiącego kochanka. Nina siedziała jak zahipnotyzowana. Jesse wydał się 
jej  geniuszem.  Gdy  w  końcu  Jesse  powiedział,  że  musi  odpocząć  i  zszedł  ze  sceny,  Nina 
odprężyła się. Nie zdawała sobie sprawy, do jakiego stopnia była spięta słuchając muzyki. 

Gdy  lekko  odwróciła  głowę,  spostrzegła  dużą,  opaloną  dłoń  obok  swojej  małej,  białej  ręki. 
Muzyka ucichła i nagle znów zaczęła myśleć o Luke'u.- Naprawdę nie przesadzałaś mówiąc, że 
uwielbiasz saksofon - przyznał cicho. Spojrzeli na siebie, w pełni się rozumiejąc. Chociaż każde 
z nich uprawiało inny rodzaj muzyki, oboje byli artystami i umieli docenić mistrzostwo. 

Nagle Nina przypomniała sobie, że się jej naraził.-  Napije się pan jeszcze piwa, panie Swain? – 
spytała ironicznie, po czym odwróciła się do niego plecami i włączyła się do ożywionej rozmowy 
z Rebeccą i jej przyjaciółmi. Ale cały czas czuła jego obecność. 

Godziny  upływały  na  znakomitej  zabawie.  Wieczór  okazał  się  towarzyskim  sukcesem  Niny. 

Jeszcze parę godzin temu marzyła o poznaniu Jesse'ego - a teraz byli tu razem i on traktował ją 
jak córkę. Czuła się niemal jak członek rodziny. 

Zabawa  trwała  dalej.  Wieczór  był  wspaniały,  lecz  jej  wciąż  czegoś  brakowało.  Zobaczyła 

Luke'a tańczącego z córką Jesse'a. Poruszał się z wdziękiem lamparta. Szybko odwróciła wzrok. 
Jeszcze zwauważy, że mu się przyglądam - pomyślała - jest zbyt spostrzegawczy. 

Zatopiona  w  myślach  słuchała  muzyki,  gdy  poczuła  czyjąś  dłoń  na  ramieniu.  Przed  nią  stał 

uśmiechnięty Jesse. 

O czym marzysz? Chodź, zatańcz ze starym człowiekiem. Własna żona mi odmówiła. 

Aha!  I  przypomniałeś  sobie  o  mnie  -  Nina  roześmiała  się,  gdy  poprowadził  ją  na  zatłoczony 
parkiet. 

Cieszę się, że mnie zaprosiłeś - krzyczała mu prosto do ucha. - Nigdy, przenigdy nie zapomnę 
twego dzisiejszego występu. 

To ja się cieszę, że przyszłaś. Twoje uznanie wiele dla mnie znaczy. Widziałem cię w II Pirata w 

zeszłym roku. A rok przedtem też podziwiałem kilka twoich występów. Przypominam sobie, jak 
grałaś w San Francisco. Śpiewałaś wtedy partię Glauce w Medei. To była twoja pierwsza solowa 
rola. Mimo młodego wieku i braku doświadczenia wykazałaś wiele męstwa. Jesteś stworzona do 

śpiewania, Nino. 

background image

Duma i wdzięczność sprawiły, że oczy jej zaszły łzami a gardło ścisnęło się boleśnie. Bardzo 

ceniła sobie to uznanie. 

Gdy wrócili z powrotem do stolika, Rebecca przysiadła się do nich na piwo i pogawędkę. 

A więc od jak dawna znasz Luke'a, Nino? 
W  ogóle  go  nie  znam  -  oświadczyła  z  naciskiem.  Po  raz  pierwszy  spotkałam  go  na  dzisiejszej 
uroczystości. 
Ho,  ho,  ho  -  wtrącił  się  Jesse.  Sądziłem,  że  coś  jest  między  wami,  ponieważ  Luke  bardzo 
niechętnie patrzy na każdego mężczyznę, który z tobą rozmawia. 
Nie, nic - skrzywiła się Nina. - Prawdę mówiąc, nie przypadliśmy sobie do gustu. 

Co  ty  opowiadasz?  Cały  wieczór  nie  spuszcza  cię  z  oczu,  kochanie.  Myślałem,  że  kark  sobie 
skręci,  gdy  w  czasie  tańca  wodził  za  nami  wzrokiem,  I  o  kogo  on  jest  zazdrosny?  O  mnie? 
Starego, żonatego mężczyznę? - zachichotał Jesse. 
Nie  zwracaj  uwagi  na  to,  co  mówi  ten  stary  dureń  -  zażartowała  Rebecca.  -  I  nie  przejmuj  się 
zachowaniem  Luke'a,  on  po  prostu  zawsze  mówi  to  co  myśli,  nie  owijając  w  bawełnę.  Ale  to 
człowiek o wielkim sercu. 

Podoba ci się jego muzyka? - spytał Jesse. 

Jego muzyka? Nigdy przedtem o nim nie słyszałam, ale zauważyłam, że jest bardzo popularny. 

Zgadza  się.  I  to  już  od  paru  lat.  Bardzo  ciężko  na to pracował.  A to,  co piszą na jego temat w 
gazetach o pięknych dziewczynach, szybkich samochodach i szalonych przyjęciach, to wierutne 
bzdury.  Ty  wiesz,  jak  naprawdę  wygląda  świat  muzyczny:  próby,  występy,  próby,  nagrania, 
próby, wywiady, trasy, występy, próby, próby, próby. A w dodatku sam komponuje. Kiedy miałby 
jeszcze czas być playboyem? Połowa tego, co czyta się o wokalistach rockowych, to stek bzdur, a 
druga połowa jest mocno naciągnięta. 

Nigdy  o  nim  nic  nie  czytałam  -  z  naciskiem  powtórzyła  Nina.  -1  nigdy  nie  słyszałam  jego 
muzyki. 

W  takim  razie  powinnaś,  kochanie.  Nie  mówię  mu  tego,  bo  jest  i  tak  pewny  siebie,  ale  jest 
rzeczywiście znakomity. Gdyby tylko nie mieszał polityki ze sztuką. 

W tym momencie „człowiek o wielkim sercu" wrócił do stolika. 

Już jesteś zmęczony, Jesse? Przecież to dopiero trzecia nad ranem - zażartował. 
Uważaj  co  mówisz  -  upomniał  go  Jesse.  -  Pani  Gnagnarelli  jest  przyzwyczajona  do  dobrze 
wychowanych mężczyzn, synu. 

Zauważyłem  -  powiedział  Luke.  Odwrócił  się  do  Niny,  wyciągnął  rękę  i  zapytał:  -  Czy  pani 
tańczy? 

Ton  był  uprzejmy,  ale  spojrzenie  niemal  zuchwałe.  Odpowiadając  na  wyzwanie,  Nina  wstała, 
podała mu dłoń i odparła. - Nie tylko. Robię jeszcze wiele innych rzeczy, panie Swain. 

Poprowadził ją na parkiet. Za plecami słyszeli wesoły chichot Jesse'ego. 

W  ramionach  Luke'a  Nina  była  bardzo  sztywna.  Wzrok  miała  utkwiony  w  jakiś  niewidoczny 
punkt za jego plecami. Przez chwilę tańczyli w milczeniu. 

Nie trudno lekceważyć mężczyznę, siedząc koło niego przy stoliku, ale ignorowanie go w 

tańcu, to już prawdziwa sztuka. Gratuluję - powiedział Luke. Niektórzy mężczyźni na to 
zasługują - odparła Nina. 
Aha! 
Niektórzy mężczyźni - ciągnęła dalej - mają wdzięk muła i maniery słonia. 
Uniósł prawą brew.-  Czy nie mógłbyś unosić obu brwi, jak normalny 
człowiek? - spytała. Luke zareagował niepohamowanym śmiechem.- 

Naprawdę nie mogę. 

Jako dziecko spadłem z roweru, rozciąłem sobie lewą stronę twarzy i najwyraźniej nastąpiło 
jakieś uszkodzenie nerwu. 

Przepraszam - szepnęła Nina ze skruchą. Przytuliła się do niego czując, że taniec 

zaczyna sprawiać jej jednak coraz większą przyjemność. Łagodnie kołysali się w takt muzyki. 
Luke był znacznie wyższy od Niny, tak że z łatwością unikała jego wzroku. 

Czuła bijące od niego ciepło. Pod obejmującą go ręką wyczuwała mocne, twarde mięśnie. 

Spojrzała na szyję, silny kark i włosy. Były błyszczące, w kolorze ciemnego brązu. Z przodu 
podcięte  dość  krótko,  z  tyłu  sięgały  daleko  poza  kołnierzyk.  Zatrzymała  wzrok na twarzy, 
przypatrując  się  ciemnym  łukom  brwi  i  długim  rzęsom.  Nagle  ich  oczy  spotkały  się.  On 
także  badał  ją  wzrokiem.  Nina  świadoma  była  swej  urody,  ale  nagle  poczuła  się  niepewnie. 
Zakłopotana spuściła oczy, przysłaniając je długimi, czarnymi rzęsami. 

background image

Muzyka skończyła się. Bez słowa wrócili do stolika. 

Mam nadzieję, że byłeś miły dla naszej małej dziewczynki - zażartował Jesse. 

Byłem dżentelmenem w każdym calu - zapewnił go. 

Jesse - powiedziała w końcu Nina - to był wspaniały wieczór, ale od wielu godzin przekrzykuję 
muzykę i jeżeli natychmiast nie przestanę, to przez najbliższe sześć tygodni nie będę w stanie 
wydobyć z siebie głosu. Idę do domu. 

Jesse, Rebecca i reszta towarzystwa próbowali zatrzymać Ninę. Planowali wspólną zabawę do 

białego rana. 

Gdy chciała pożegnać się z Luke'em, powiedział: 
Ja również muszę już wyjść. Mam jutro wywiad w telewizji. Może razem weźmiemy taksówkę? 

Tylko pamiętaj, żeby jechać prosto do domu, chłopcze - upomniał go Jesse. 
Nie bój się - obiecał Luke. - Poza wszystkim muszę się wyspać, aby jutro olśnić miliony widzów. 
Jesse przyjrzał mu się krytycznie. 
-W takim razie lepiej, żebyś już poszedł. 

Nina  bez  pomocy  Luke'a  włożyła  swoje  norki  i  skierowali  się  do  drzwi.  Była  chłodna, 
październikowa  noc.  Luke  zatrzymał  przejeżdżającą  taksówkę,  otworzył  drzwi  i  oboje  wsiedli. 
Nina  podała  swój  adres,  a  taksówkarz  ruszył  z  szybkością  charakterystyczną  dla  nowojorskich 
taksówkarzy. 
Nina raz jeszcze próbowała nawiązać uprzejmą rozmowę o muzyce. 

Słuchaj,  dlaczego  po  prostu  nie  powiesz,  że  muzyka  rockowa  jest  nic  nie  warta?  -  zapytał 
gwałtownie, gdy powiedziała, że nie przepada za nią. 
O co ci chodzi? - odparła. 

Jesteśmy muzykami, nie dyplomatami. Interesuje mnie twoje zdanie. Nie jesteśmy na przyjęciu i 
nie otaczają nas reporterzy. Dlaczego po prostu  nie  powiesz, co naprawdę myślisz? Boisz się, że 
się obrażę? Nie chcę być niegrzeczna. 

Nie będę się czuł urażony. Ale jak możemy prowadzić szczerą i ciekawą rozmowę, jeżeli kręcisz 
i stosujesz uniki.- 

Widzę, że nie podoba ci  się nie tylko mój  styl  ubierania się,  ale  również 

mój sposób mówienia. 

Rozmowa  zamieniała  się  w  ostrą  sprzeczkę.  Gdy  wreszcie  taksówka  zatrzymała  się  na 

czerwonym świetle, dwie przecznice od jej domu, Nina otworzyła drzwi i wyskoczyła. 
Wysiadam tutaj - krzyknęła. - Nie mam zamiaru znosić twoich obelg ani chwili dłużej. 

A kto mi zapłaci? - zawołał taksówkarz. 

Proszę! - warknęła Nina wyciągając kilka dolarowych banknotów z krokodylowej torebki. 

To za mało - domagał się kierowca. 

Ja zapłacę - rzucił Luke. - Nino, wsiadaj do samochodu! 
Mowy nie ma! 

Jesteś nierozsądna. 
Panie  Swain.  Skrytykował  pan  moją  garderobę,  mój  sposób  picia  alkoholu,  moją 
inteligencję,  moją  uczciwość  i  moje  maniery.  Jest  pan  najgorzej  wychowanym  mężczyzną 
jakiego  spotkałam  i  największym  gburem,  z  jakim  przyszło  mi  spędzić  wieczór  od  czasu, 
gdy  miałam  siedemnaście  lat.  Czy  mam  być  bardziej  dosadna?  I  niech  się  pan  nie  waży 
odprowadzać mnie do domu - dodała, widząc jak wysiada z taksówki. 

Nino, jest czwarta rano. Nie mogę pozwolić, byś poszła sama do domu. 

Jeśli mnie napadną, to na pewno zabiorą mi zarówno futro, jak i torebkę. Sądzę, że pana to 
ucieszy. 

Odwróciła  się  na  pięcie  i  pomaszerowała  do  domu,  pozostawiając  wściekłego  Luka  na 

środku ulicy. Kierowca przypomniał mu, że licznik wciąż bije. 

ROZDZIAŁ DRUGI

 

-Dzień dobry! Przepraszam, że się spóźniłam. Nie mogłam złapać taksówki, na mieście są 
straszne korki.- 

Powiedziała Nina zdyszanym głosem wchodząc do dobrze sobie znanej 

sali prób. 

W porządku. Nie często ci się to zdarza - odpowiedziała Elena z silnym obcym akcentem. Była 
ona  pierwszą  nauczycielką  śpiewu,  a  później  wierną  przyjaciółką  Niny.  Wprowadziła  ją  do 

świata  muzyki  i  chociaż  obecnie  Nina  była  wschodzącą  gwiazdą  opery,  stale  utrzymywała 
kontakt z Eleną i słuchała jej rad. 

background image

Przepraszam, że odwołałam naszą wczorajszą próbę, - usprawiedliwiła się Nina - ale miałam taką 
chrypę, że postanowiłam odpocząć. 

A coś ty takiego robiła? 

Krzyczałam.  Głównie  na  pewnego  gbura.  Nie  ma  o  czym  mówić.  Czy  oglądałaś  wręczenie 
nagród w telewizji? 

Naturalnie.  I  nie  mogłam  się  nadziwić,  co  obecnie  uważa  się  za  muzykę.  Ale  twój  bohater 
zwyciężył. 
Jesse? Tak. - Nina opowiedziała Elenie o wieczorze spędzonym w towarzystwie Jesse'ego i jego 
przyjaciół, starannie unikając wzmianki o Luke'u Swainie. 

No, dobrze... A teraz zabierajmy się do pracy. 

-  Elena usiadła do pianina. 

Po udanej próbie Nina opuściła studio w świetnym nastroju. Nucąc szła ulicą. Kochała śpiew. 

Nic  innego  nie  dawało  się  z  nim  porównać,  a  już  z  pewnością  nie  miłość  do  Phillippe'a  - 
pomyślała.  Przeżyła  z  nim  romans,  pełen  zarówno  rozkoszy  jak  i  bólu.  Ale  nigdy  nie  zaznała 
tego  wspaniałego  momentu,  kiedy  myśli  się:  -  Tak,  to  jest  to,  dlatego  jesteśmy  razem  i  warto 
było  żyć  dla  tej  chwili.  Seks  wprawdzie  sprawiał  jej  przyjemność,  ale  traktowała  go  jako 
przemijającą  potrzebę  fizyczną,  taką  jaką  jest  na  przykład  głód.  Pożądanie  przychodziło  bez 
wielkiego zaangażowania duszy i umysłu i bywało zaspokajane lub nie, zależnie od okoliczności. 
Kochała  swoją  rodzinę,  doceniała  codzienne  przyjemności  życia,  piękne  przedmioty  i  dobre 
jedzenie.  Ale  zawsze  była  w  niej  jakaś  tęsknota,  której  nie  rozumiała,  ogromna  potrzeba 
spełnienia.  Tylko  śpiew  ją  zaspokajał.  Dopiero  wtedy  przeżywała  największe  namiętności  i 
wyrażała  je  z  samej  głębi  swej  duszy.  Musiała  ciężko  pracować,  ale  w  zamian  zyskiwała  te 
krótkie, lecz wspaniałe, magiczne chwile, w których żyła pełnią życia. 

-  Czy  nie  jestem  dziś  zbyt  poważna?  -  powiedziała  do  swego  odbicia  w  szybie  sklepowej. 

Nagle  ujrzała  parę  przyglądających  się  jej  piwnych  oczu.  Serce  zamarło  w  niej  na  moment, 
następnie się roześmiała - to był tylko plakat. 

Uważnie  przyjrzała  się  wystawie.  Najwyraźniej  Luke  był  tak  popularny,  jak  mówił  Jesse. 

Połowę wystawy zajmował plakat z powiększeniem okładki jego ostatniej płyty. Na zdjęciu widać 
było Luke'a na tle rozsypującej się chałupy, stosu śmieci i bielizny suszącej się na sznurze. Luke 
miał  na  sobie  wytarte  dżinsy  i  starą  bluzę.  Twarz  miał  nieogoloną  a  jego  oczy  świeciły 
płomiennym blaskiem. Album nosił tytuł „Odrobina szaleństwa". 

Już miała wejść do sklepu i kupić tą płytę, ale uświadomiła sobie, że nie powinna tego robić. 

Była to muzyka rockowa, a ona nie lubiła słuchać rocka. Nie cierpiała Luke'a. Nigdy więcej go 
nie  zobaczy  i  nie  ma  powodu,  żeby  miała  czegokolwiek  się  dowiadywać  o  jego  muzyce  i 
filozofii życiowej. Zatrzymała przejeżdżającą taksówkę i pojechała do domu. 

Mieszkanie  Niny  urządzone  było  elegancko  i  ze  smakiem.  Lubiła  nowoczesne  meble  o 

prostych  liniach  i  jasnych  kolorach.  Podobały  jej  się  przedmioty  orientalne  -  dywany,  wazy, 
malarstwo  i  bonsai,  a  sposób  układania  kwiatów  wyraźnie  wskazywał,  że  dobrze  opanowała  tę 
japońską sztukę. W rogu, pod oknem, stało pianino ze stertą nut arii operowych oraz znakomitej 
klasy wieża stereo. 

Gdy weszła do domu, dzwonił telefon. 
Halo - powiedziała do słuchawki. 
Halo, tu Luke. 

Była tak zaskoczona, że nie mogła wydobyć z siebie głosu. 

Luke Swain - powiedział niepewnie. 

Wiem, kim jesteś. Skąd wziąłeś mój numer? 

Jest tylko jedna Nina Gnagnarelli w książce telefonicznej. 

Ach, tak. Po co dzwonisz? 

Zachowałem się niezbyt uprzejmie tamtego wieczoru... 

Rzeczywiście. 

I chciałbym to naprawić. 
Czy to przeprosiny? 

Wolałbym przeprosić osobiście. Czy zjesz ze mną kolację? 

Chyba żartujesz. 

Słuchaj,  nasza  znajomość  źle  się  zaczęła,  ale  ja  nie  zawsze  zachowuję  się  tak  grubiańsko. 
Czasami potrafię być bardzo dobrym kompanem. 

background image

Ale naprawdę nie wydaje mi się... 
Ja stawiam. 

Obawiam się, że... 
- Możesz wybrać restaurację. 

Milczała przez chwilę. Potem złośliwy uśmiech pojawił się na jej twarzy. Da mu porządną 
nauczkę! 

Dobrze. Z przyjemnością - powiedziała. 

Zgadzasz się? - w jego głosie słychać było niedowierzanie. 

Oczywiście. Może w czwartek? 

Nie mogę, jestem umówiony. Może we wtorek? 

Odpada, mam występ. Środa? 
Nie, mam próbę. Może piątek? 

Zajrzała  do  kalendarza.  -  Piątek  może  być  -  odpowiedziała,  podając  mu  nazwę  i  adres 

lokalu. Ustalili, że spotkają się na miejscu o ósmej wieczorem. Na wszelki wypadek podał 
jej swój numer telefonu, który oczywiście był zastrzeżony. 

-  Do zobaczenia w piątek - powiedział i odwiesił słuchawkę. 

Nina zapisała numer telefonu. Oczy jej błyszczały. Luke Swain nie wiedział, że zaprosił 

ją  na  kolację  do  chyba  najdroższej,  a  z  pewnością  najbardziej  eleganckiej  restauracji  w 
Nowym Jorku. Nie mogła doczekać się piątku.  

Luke czekał na Ninę przed wejściem. 

Miał  na  sobie  ciemną  koszulę  i  spodnie  oraz  brązową  marynarkę  o  modnej  linii.  Był 

ogolony,  włosy  miał  starannie  uczesane,  a  buty  nawet  wyczyszczone.  Wyglądał  bardzo 
dobrze. 

-  Nieźle, ale myślę, że to ci się przyda – wyjęła z torebki czarny, jedwabny krawat. - Jest 

tutaj niezbędny. 

Obracał go w rękach, jakby to był jakiś rzadki okaz. 
-  Oczywiście  mają  tu  kolekcję  krawatów  dla  panów,  którzy  zapomnieli  włożyć  własny. 

Ale  ten  jest  jedwabny.  I  jestem  gotowa  ofiarować  ci  go,  jeżeli  żadnego  nie  posiadasz  - 
powiedziała wspaniałomyślnie. 

-  To bardzo wielkoduszne, Nino. Zawsze będę go cenił. 

Zaczął  wiązać  krawat,  nie  spuszczając  oczu  z  jej  twarzy.  Jego  długie  sprawne  palce  szybko 

uporały się z zadaniem. 

Zadowolona? 

Ze złośliwym uśmiechem Nina wyciągnęła ręce i zacisnęła węzeł krawata nieco ciaśniej. 

Wygląda wspaniale. 

Czuję się w nim jak w obroży. 

Gdy weszli do środka oczy  Luka rozszerzyły się  ze zdumienia. Elegancki  dywan, francuskie 

antyczne  meble  i  nieskazitelnie  ubrani  kelnerzy.  -  „Les  Precieu-ses"  było  bardzo  eksluzywną 
restauracją. 

-  Ach, Madame Gnagnarelli.  Mais ca fait bien  ongtemps  qu'on ne vous voit pas.  Quel  grand 

plaisir! - powitał Ninę kierownik sali. 

Podała mu rękę, nad którą pochylił się szarmancko i odpowiedziała po francusku: 

Tak,  rzeczywiście,  wiele  czasu  minęło,  Henri.  Ale  cieszę  się,  że  wróciłam.  Mam  nadzieję,  że 
dałeś nam dobry stolik. 

Mais bien sur, madame. Najlepszy. Proszę tędy- powiedział, wskazując drogę. 

Często tu bywasz? - zapytał Luke podejrzliwie. 
Od czasu, do czasu. 

Henri zaprowadził ich daleko od wejścia do łagodnie oświetlonej niszy. Gdy Nina podała swoje 

futro kelnerowi oczy Luka rozbłysły na jej widok. Tego wieczora ubrała się niezwykle starannie. 
Suknia  w  kolorze  ciemnego  szkarłatu  podkreślała  wysmukłą  szyję  i  lekko  osłoniętą  krągłość 
piersi.  Kolor ostro konstrastował z jej czarnymi  włosami  zebranymi w elegancki  kok. Biżuteria 
była  skromna  -  komplet  z  białego  złota  wysadzany  maleńkimi  rubinami.  Zobaczyła,  że  oczy 
Luke'a  rejestrują  każdy  szczegół  z  prawdziwą  przyjemnością,  a  gdy  napotkała  jego  spojrzenie 
wyczytała w nim coś, co wprawiło ją w panikę. Szybko opuściła wzrok. 

Zjawił  się  kelner.  Kilku  pomocników  krzątało  się  wokół  ich  stolika,  nalewając  wodę  i 

background image

podając pieczywo.  Nina  zdołała się  opanować. Podczas  gdy  Luke  z ponurą  miną  studiował 
ceny w karcie, bezstrosko gawędziła z kelnerem. Zamówili różne pyszne rzeczy a następnie 
ktoś podał Luke'owi kartę win. Nina przyglądała mu się niewinnym wzrokiem. Luke oddał 
kartę Ninie. 

-  Może ty wybierzesz - powiedział. - Jak się zapewne domyśliłaś, francuskie wina nie są 

moją specjalnością. 

Dobrze,  że  chociaż  nie  cierpi  na  nadmiar  pewności  siebie  -  pomyślała.  Widziała  wielu 

mężczyzn, którzy woleli wybrać kiepskie wina niż przyznać się do tego, że po prostu się na 
nich nie znają. 

Mam  nadzieję,  że  lubisz  bardzo  wytrawne  białe  wino  -  powiedziała  do  Luke'a,  gdy 
przyniesiono butelkę. 

Na  ogół  wolę  czerwone,  ale  jestem  pewien,  że  to  będzie  mi  samkowało  -  odpowiedział 
uprzejmie. 

Powstrzymał kelnera przed nalaniem sobie wina do spróbowania. 

-  Pozwólmy pani zdecydować - powiedział, wskazując na Ninę. 

Wino  było  doskonałe.  Gdy  znów  zostali  sami  przy  stoliku,  Luke  popatrzył  na  nią  ze 

szczerym rozbawieniem. 

Widzę, że sam zastawiłem na siebie pułapkę - powiedział. 

Umiesz przegrywać - odparła Nina ze śmiechem. 

Myślę, że jest to subtelny rewanż za nasze poprzednie spotkanie. 

Za to jedzenie jest tu doskonałe. Przynajmniej to nie sprawi ci zawodu. 

A ja myślałem, że także nie zawiodę się na partnerce, Nino. 

Te uprzejme słowa wypowiedziane były z taką szczerością, że błyskotliwa odpowiedź ugrzęzła 

Ninie  w  gardle,  więc  aby  pokryć  zmieszanie  skoncentrowała  się  na  winie.  Zgodnie  z  jej 
obietnicą, dania były doskonałe. Nina z łatwością gawędziła z Luke'em i wkrótce zapomniała o 
urazie. 

Gdzie nauczyłaś się żłopać piwo jak marynarz? - zapytał Luke. Nina zaśmiała się. 

Mam czterech starszych braci. Byłam takim urwisem! - Prawa brew Luke'a uniosła się z niedo-
wierzaniem. - Naprawdę! Grywałam z nimi w futbol i baseball, jeździłam na wycieczki. Razem z 
nimi  biłam  się  z  chłopakami  z  sąsiedztwa,  a  w  niedzielne  popołudnia  oglądałam  mecze  w 
telewizji, ciągnąc piwo i głośno kibicując. Chciałam we wszystkim im dorównać - w piciu, biciu, 
zabawie... 

Kiedy stałaś się bardziej, kobieca? 

Gdy  odkryłam,  że  jest  coś,  w  czym  ja  jestem  dobra,  a  oni  nie.  Śpiew.  Sprawiał  mi  więcej 
przyjemności  niż  cokolwiek  innego  i  dawał  przyjemność  innym.  Przez  całe  dzieciństwo 

śpiewałam  w  chórach  kościelnych,  ale  kiedy  skończyłam  piętnaście  lat,  występowałam  już  w 
całym Brooklynie - na przyjęciach, w klubach, na ślubach, na potańcówkach... 

W Brooklynie? Jesteś z Brooklynu? - Luke zapytał z niedowierzaniem. 
A  jednak  tak  -  Nina  posłała  mu  harde  spojrzenie.  -  Nigdy  nie  starałam  się  ukrywać  tego,  kim 
jestem, ani skąd pochodzę, Luke. Jestem amerykańską dziewczyną włoskiego pochodzenia. Wy-
chowałam się w Brooklynie. Mój ojciec jest stolarzem. Kocham swoją rodzinę i choć moje gusty 
i zachowanie zmieniły się, to jednak jestem tym, kim zawsze byłam. 

A więc dowiedziałaś się, że możesz śpiewać - i co dalej? 

Wiedziałam, że chcę śpiewać do końca życia. I jakoś naturalnie zwróciłam się w stronę opery. 
Cała  moja  rodzina  zawsze  kochała  operę.  A  jeśli  o  mnie  chodzi,  uważam,  że  to  muzyka,  która 
stawia  artyście  największe  wymagania,  ale  równocześnie  pozwala  mu  najpełniej  się 
wypowiedzieć.  Jazz  jest  temu  bliski,  ale  ja  chciałam  śpiewać  w  operze.  Ponieważ  nie  byliśmy 
bogaci,  nauczyciel  muzyki  w  liceum  udzielał  mi  prywatnych  lekcji  za  darmo.  W  zamian 
sprzątałam w szkole i wykonywałam różne tego rodzaju prace. Nic wielkiego, biorąc pod uwagę, 
co  on  robił  dla  mnie.  Skończyłam  szkołę  rok  wcześniej  i  dostałam  stypendium  muzyczne  w 
Akademii Juilliard. Gdy ją skończyłam, zaproponowano mi pracę w San Francisco. Natychmiast 
skorzystałam z okazji. I tak zaczęła się moja droga do sławy i fortuny. 

Czy w operze można zdobyć sławę i fortunę? 
Niektórym się to udaje. Wielkie gwiazdy biorą mnóstwo pieniędzy za występ, choć myślę, że nie 
tak wiele, jak gwiazdy rocka. Poza tym występy w telewizji, koncerty, nagrywanie płyt, a ostatnio 
nawet  występy  w  filmie.  Jak  na  osobę  w  moim  wieku  dobrze  sobie  radzę.  Zarabiam  nieźle, 

background image

śpiewam w dobrych teatrach, ze znakomitymi artystami. Ale ciągle muszę przyjmować te role, 
jakie  mi  proponują,  nie  mogę  sobie  pozwolić  na  odrzucenie  tej,  która  mi  nie  odpowiada  w 
obawie, że nie dostanę innej. Wciąż muszę pracować na dobrą opinię i powiększać repertuar, aż w 
końcu osiągnę to, że będę miała tyle propozycji, ile mam zapału do pracy. 

Na pewno tak będzie. Wierzę w ciebie - powiedział Luke poważnie. 

Skąd taka pewność? - zapytała zdziwiona. - Nie znasz świata opery. Nawet mnie nie znasz. 
- Ale widzę w tobie niezwykłą dzielność. Pozwoliła ci już zajść tak daleko... Im większa sława i 
większe wynagrodzenia, tym większe ryzyko i dotkliwsza samotność w świetle jupiterów. 

Prawdopodobnie  mówi  tak  z  własnego  doświadczenia  -  pomyślała.  Już  dziś  jest  zapewne 

bogatszy i sławniejszy niż ja będę kiedykolwiek. 

Widziałam twój album któregoś dnia - powiedziała nagle. - Nie kupiłam go. 

Szkoda.  Potrzebny  mi  będzie  każdy  grosz  z  jego  sprzedaży.  Choćby  po  to,  aby  zapłacić  ten 
rachunek. 

Roześmiała się. 

Naprawdę jesteś z Kansas? I nazywasz się Luke Swain? 
Zgadza się. Lucas Bartholomew Swain. Wyrosłem wśród pól pszenicy, w samym sercu Kansas. 
Bartholomew? 
Ciii, to tajemnica - syknął. 

Twoi rodzice naprawdę są farmerami? Jak to przyjęli, że zostałeś gwiazdą rocka? 

Są  ze  mnie  dumni,  gdy  śpiewam  na  wiecach  na  rzecz  praw  człowieka  i  koncertach 
dobroczynnych.  Myślę,  że  są  zakłopotani,  gdy  śpiewam  piosenki  o  miłości,  a  na  pewno  są 
zażenowani, gdy moje nazwisko pojawia się w prasie w rubryce plotek. 

A jak to wszystko się zaczęło? 
Jako dziecko nauczyłem się sam grać na gitarze. Słyszałaś o Beatlesach? 

Oczywiście. - Żachnęła się. 

Tylko  sprawdzam.  W  szkole  średniej  z  przyjaciółmi  założyłem  zespół  i  zacząłem  pisać  swoje 
własne piosenki. Moi rodzice pogodzili się z myślą, że nie chcę być farmerem. Sądzili jednak, że 
to szaleństwo rzucić college w wieku dziewiętnastu lat po to, by z gitarą udać się w trasę. Miałem 
mały zespół. Najczęściej  graliśmy w miastach uniwersyteckich i stopniowo pięliśmy się w górę. 
Trzy lata później podpisaliśmy pierwszą umowę na nagranie płyty, ale nie odniosła ona sukcesu. 

Jak się nazywała? 

„Na  prerii".  Na  pewno  o  niej  nie  słyszałaś.  Później  pojawiły  się  trudności.  Parę  osób 
opuściło  zespół,  zostawił  nas  menażer.  Zwykła  historia.  Niekończące  się  trasy,  zimno, 
kłopoty  z  samochodem,  samotne  pokoje  hotelowe,  rozsypujący  się  sprzęt,  żadnego  życia 
towarzyskiego,  rozstania  z  członkami  zespołu,  gdy  takie  życie  stawało  się  dla  nich  zbyt 
uciążliwe... 

Jak to wszystko wytrzymałeś? Co dodawało ci siły? 

Może  to  się  wydać  dziwne,  ale  właśnie  wtedy  byłem  w  swoim  żywiole.  Chciałem  grać  i 
pisać piosenki i robiłem  to. Nie każdy ma tyle szczęścia w życiu, by robić to, co lubi. Nie 
odnosiłem  sukcesów,  ale  na  ogół  miałem  co  jeść.  Wierzyłem,  że  kiedyś  się  to  zmieni,  bo 
wierzyłem w swój talent. Byłem młody i pełen energii. I zawsze, w czasie tych długich tras 
i samotnych nocy myślałem, że przecież mógłbym wylądować za kierownicą traktora lub w 
dusznym  biurze.  I  byłem  szczęśliwy.  Pewnego  razu  zobaczyła  nas  Kate  Hammer.  Była 
menażerem  i  wzięła  nas  pod  swoje  skrzydła.  I  nagle  zaczęliśmy  dostawać  lepszy  sprzęt, 
większe  pieniądze,  znalazł  się  lepszy  samochód.  Rok  później  załatwiła  nam  duży  kontrakt 
nagraniowy  i  zmusiła  wydawcę,  aby  zorganizował  reklamę  i  promocję  naszego  albumu, 
zatytułowanego „Z uśmiechem na ustach". 

Czekaj! „Z uśmiechem na ustach"? Słyszałam to. Bardzo mi się podobało. 

A ja myślałem, że nigdy nie słuchasz rocka. 

Oczywiście,  że  nie.  Trudno  było  nie  usłyszeć  tej  piosenki.  Grali  ją  wszędzie,  w 
restauracjach,  sklepach,  w  radio.  Bardzo  ją  lubiłam.  Tak  dobrze  oddawała  to,  co  czułam, 
gdy  musiałam  wyjeżdżać  z  koncertami,  zostawiać  wszystkich,  którzy  byli  mi  bliscy,  żyć 
tylko pracą... Ale nie wiedziałam, że to była twoja piosenka! 

Na  szczęście  wszyscy  inni  wiedzieli  -  roześmiał  się.  -  Nie  minęło  wiele  czasu,  a  byłem  w 
telewizji,  radiu,  występowałem  dla  tysięcy  słuchaczy,  udzielałem  wywiadów,  otrzymywałem 
znakomite  propozycje,  zostałem  uznany  za  dziecko  szczęścia.  Dziecko  szczęścia!  Miałem 

background image

dwadzieścia  osiem  lat,  a  za  sobą  długie  dziewięć  lat  spędzonych  w  trasach  i  nagle  zostałem 
odkryty, zupełnie tak, jakbym po raz pierwszy tego dnia wziął gitarę do ręki. 

To dlaczego teraz nie jesteś w drodze? 
Niedawno  wróciłem.  A  niedługo  jadę  na  wschód  z  nowymi  koncertami.  Chyba  oboje  jesteśmy 
szaleni. 
-  Oczy ich spotkały się i roześmieli się. Żadne z nich nie wyobrażało sobie innego życia. 

Gdy kelner przyniósł rachunek, Luke ze zdumienia szeroko otworzył oczy. 

- Myślę, że będę musiał nagrać następny album - 

zajęczał. 

To był twój pomysł, żeby zaprosić mnie do restauracji, którą sama wybiorę - przypomniała mu 
Nina. 

Następnym razem, gdy będę chciał cię przeprosić, sam ugotuję kolację. 
Gotujesz? 

Wszystko robię, panno Gnagnarelli. 
Luke zapłacił rachunek i pomógł włożyć jej futro. 
- Czy włożyłaś to paskudztwo, żeby mnie zdenerwować? - zapytał. 

Nina roześmiała się. - Może troszeczkę - przyznała. 
-  Ale również dlatego, że jest piękne. Powiedz szczerze, nie jest? 

Spojrzenie jego było jak pieszczota, a uśmiech rozjaśnił mu twarz. 

To  ty  jesteś  piękna  -  powiedział  po  prostu.  Nina  chciała  wziąć  taksówkę.  Luke 

zaproponował  spacer.  Noc  była  piękna,  powietrze  rześkie,  wiał  lekki  wiatr.  Nina  chętnie 
przystała  na  tę  propozycję.  Wzięła  go  pod  rękę.  Szli  wzdłuż  Piątej  Alei,  mijając  park  po 
przeciwnej stronie ulicy. 

O czym jest „Odrobina szaleństwa"? 

Kup album, to się dowiesz. 

A jeśli nie będzie mi się podobał? 

To oddam ci pieniądze. 
Jak twoje wczorajsze spotkanie? 

W porządku. 

Ktoś, kogo znam? 

Poza jednym sławnym saksofonistą, nie mamy chyba wspólnych znajomych? 

Przez chwilę szli w milczeniu. 

Skąd się to wszystko wzięło? 
Co takiego? 

Włoskie obuwie, najdroższe ubrania, maniery, akcent. 

Różnie. Języków nauczyłam się studiując śpiew i współpracując z Europejczykami. Świat opery 
jest  elegancki.  Prawdę  mówiąc,  wielu  rzeczy  nauczył  mnie  mój  mąż,  i  co  więcej,  obudził  we 
mnie dążenie do doskonałości. 
Twój mąż? - zatrzymał się tak gwałtownie, że Nina się potknęła. 

Powinnam powiedzieć mój były mąż. Rozeszliśmy się trzy lata temu. - Szli dalej. 

Kiedy wyszłaś za mąż? 

Gdy miałam dwadzieścia dwa lata, w San Francisco. Spotkałam go wkrótce po podjęciu pracy. 
Nazywał  się  Philippe  Garnier.  Pochodził  z  bogatej,  francuskiej  rodziny,  która  łożyła  ogromne 
sumy  na  operę  i  w  związku  z  tym  posiadała  wielkie  wpływy.  Miał  trzydzieści  siedem  lat,  był 
bardzo uprzejmy, przystojny, bardzo europejski. Myślałam, że jestem w nim zakochana, a to jest 
chyba to samo co miłość. 

Naprawdę? 

Teraz już sama nie wiem.  W każdym  razie, oczarował mnie całkowicie, co nie było specjalnie 
trudne. Byłam młodą, niedoświadczoną, zapracowaną dziewczyną, która znała tylko Nowy Jork. 
Pobraliśmy się sześć miesięcy później. Jego rodzinie nie spodobała się moja rodzina, ale sądzili, 

że będę kiedyś gwiazdą. Philippe nauczył mnie, jak się ubrać, jak robić makijaż, układać włosy, 
jakie  czytać  książki,  jakie  pić  wino.  Przyswoił  mi  wytworne  maniery,  poznałam  francuski. 
Zachęcał mnie do pozbycia się resztek akcentu z Brooklynu. Wprowadził mnie w świat. Pomagał 
mi  również  w  karierze.  Zachęcał  mnie  do  wspólnej  pracy.  Nigdy,  ani  razu  nie  narzekał,  kiedy 
musiałam wyjeżdżać na koncerty, gdy pracowałam do późna, lub gdy wracałam tak zmęczona, że 
nie  mogłam  poświęcać  mu  uwagi.  Był  moim  menażerem  i  używał  swych  wpływów,  aby 
zapewnić mi główne role, abym była dostrzeżona przez liczące się osobistości, abym pracowała 

background image

ze sławnymi dyrygentami. Wydawało mi się, że złapałam Pana Boga za nogi. Dostawałam dobre 
role i cieszyłam się, że nie muszę latami o nie walczyć. Z jego punktu widzenia także wszystko 
dobrze  się  układało.  Byłam  dokładnie  taką  żoną,  o  jakiej  marzył.  Gdy  jednak  zaczęłam 
samodzielnie  myśleć,  wiele  rzeczy  przestało  mi  się  podobać.  Zrozumiałam,  że  niektóre  zwykłe, 
niewyszukane,  codzienne  obyczaje  mogą  być  największymi  przyjemnościami  w  życiu  -  na 
przykład,  pociąganie  piwa  z  braćmi  w  czasie  oglądania  meczów  ligowych  w  telewizji.  A  co 
najważniejsze, zrozumiałam, że nie kocham Philippa i, że przy całym swoim wyrafinowaniu, jest 
w zasadzie płytkim i głupim człowiekiem. 

Dlatego się rozstaliście? 
- Nie. Ciągle pewne rzeczy nas łączyły. Moja kariera, nasz dom. Nie byłam pewna, jak postąpić. 

Gdy pewnego dnia wróciłam z Włoch, weszłam do domu i zobaczyłam blondynkę ubraną 

w mój płaszcz kąpielowy, pijącą moje wino, siedzącą na moim ulubionym krześle, a własny 
mąż przygotowywał jej kąpiel używając moich soli. Opuściłam go tego samego dnia. 
Luke gwizdnął cicho. 

Wystąpiłam o rozwód, podając jako powód jego niewierność. Okazało się, że wszyscy moi 
znajomi mogli wymienić co najmniej pół tuzina kobiet, którymi mój mąż interesował się w 
czasie trwania naszego małżeństwa. Starałam się zachować spokój, choć nie było to łatwe. 
Po zakończeniu sezonu opuściłam San Francisco i wróciłam do Nowego Jorku. Szczęśliwie 
od razu dostałam pracę. 

A jak zareagowała na to twoja rodzina? 

Nie byli zadowoleni, gdy za niego wychodziłam - zaśmiała się krótko. - Mój ojciec go nie 
znosił. Ale zaakceptowali małżeństwo. Byli zmartwieni moim rozwodem, ale znów udzielili 
mi pełnego poparcia. Cieszę się, że już z nim nie jestem. 
A ty - znaczy - jak ty... 

Dobrze,  że  to  już  jest  poza  mną.  On  nie  był  potworem.  Był  po  prostu  słabym,  małym 
człowieczkiem  z  dużą  ilością  pieniędzy.  A  ja  byłam  zbyt  młoda  i  naiwna.  Nigdy  nie 
zapomnę  upokorzenia,  gdy  zobaczyłam,  z  jaką  łatwością  inna  kobieta  zajmuje  moje 
miejsce.  I  te  wszystkie  kłamstwa,  którymi  mnie  karmił,  a  ja  mu  wierzyłam,  bo  nie 
przypuszczałam, że ma powód, aby mnie oszukiwać. 

Otrząsnęła się ze  wstrętem. Wszystkie uczucia, jakimi  darzyła  Philippe'a,  wygasły  w  niej 

już  dawno,  lecz  ta  zdrada  i  fakt,  że  zawiódł  jej  zaufanie  raniły  ją  w  dalszym  ciągu.  Luke 

ścisnął jej rękę i przyciągnął nieco bliżej do siebie. Przez chwilę szli w milczeniu. 

Zatrzymali  się,  gdy doszli do ulicy, na której  mieszkała Nina.  Luke starając się odwlec 

chwilę rozstania pokazywał jej gwiazdy ledwie widoczne przez chmury i nowojorski smog. 

Łagodny  wietrzyk  zwiał  jej  na  czoło  lok  czarnych,  błyszczących  włosów.  Przekrzywiła 
głowę. 

- Chyba widzę Gwiazdę Północną... 

Luke stał nieruchomo. Trzymał ją za rękę a jego palce zaczęły lekko kreślić wzory na jej dłoni. 

I  nagle,  na  środku  pustej  ulicy,  wydało  jej  się,  że  nie  może  złapać  powietrza.  Uporczywie 
wpatrywała się w gwiazdy. 

-  Nina...  -  głos  jego  był  zduszony,  a  oddech  delikatnie  owiewał  jej  policzek.  Stała 

nieruchomo, jak sparaliżowana. 

Nina - usłyszała jego naglący szept. 

Podniosła ku niemu wzrok. Jego oczy płonęły. 

Z jej gardła wyrwał się niski dźwięk, a przemożna siła pchnęła ją ku niemu. 

Ich  wargi  spotkały  się.  Jego  usta  były  gorące  i  słodkie.  Jej  dłonie  dotykały  twarzy  Luka, 

gładziły  włosy,  obejmowały  ramiona.  Oczy  miała  zamknięte  i  wszystko  wokół  zdawało  się 
wirować i rozpływać. 

Oderwał  się  od  jej  ust  i  drobnymi,  gorącymi  pocałunkami  zaczął  obsypywać  całą  twarz. 

Całował  czoło  i  skronie,  policzki  i  czubek  brody.  Podniecony  nerwowym  dotykiem  jej  dłoni, 
zanurzył swą twarz we włosach Niny, szepcząc jej imię. Przytulała się do niego coraz mocniej. Z 
tłumionym pomrukiem zaczął obsypywać pocałunkami jej szyję, wdychając słodki zapach ciała. 

Świadomość czegoś nieuniknionego towarzyszyła jej od pierwszego spotkania, ale Nina starała 

się  jednak  ignorować  te  uczucia.  Teraz  czuła,  jak  rośnie  w  niej  namiętność  całkowicie 
wymykająca się spod kontroli. 

Usta  Luke'a  znów  odnalazły  jej  wargi.  Język  wsunął  się  między  zęby,  a  ona  przyjęła  to 

background image

wyzwanie.  Nagle  usłyszeli  głośny  dźwięk  klaksonu  samochodowego  i  odskoczyli  od  siebie  jak 
para nastolatków, pochwycona na gorącym uczynku. 
Luke pierwszy odzyskał równowagę. 
- Przyłapani na całowaniu się przy świetle księżyca - powiedział z wymuszonym humorem. 

Zdumiona  tym,  co  się  stało,  Nina  patrzyła  na  niego,  ciężko  oddychając.  Prawie  go  nie 

znała,  twierdziła,  że  go  nie  lubi  i  nagle,  na  środku  ulicy  rzuciła  mu  się  w  ramiona  jak 
nastolatka. 

Zdumienie musiało odbić się jej na twarzy, bo Luke powiedział łagodnie: 
-  Poniosło nas nieco. Nie przejmuj się. Chodź, odprowadzę cię do domu. 

W  milczeniu  przebyli  pozostałą  część  drogi,  starannie  unikając  jakiegokolwiek  kontaktu. 

Nina  szła,  wpatrując  się  w  chodnik  i  starała  się  uporządkować  chaotyczne  myśli.  Luke  ze 
wzrokiem utkwionym w niebo również wydawał się zamyślony. 

Gdy doszli do domu, portier rozpoznał Ninę i otworzył drzwi. 

-  Dobranoc,  Nino  -  powiedział  Luke.  Pochylił  się  ku  niej  i  po  bratersku  pocałował  w 

policzek. Wywołało to jeszcze większy zamęt w jej myślach, bo przecież przed chwilą jego 
pocałunki miały zupełnie inny charakter. 

Otworzyła usta, żeby wygłosić uprzejme podziękowanie za wspólnie spędzony wieczór i 

ze zdumieniem stwierdziła, że nic nie przychodzi jej do głowy. 

-  Nie zapraszaj mnie na górę na kawę – powiedział Luke. Roześmiał się z trudem. - Nie 

sądzę, abym mógł sobie na to pozwolić. - Potem szybko się oddalił. 

Nina weszła do mieszkania. Spędziła długą, bezsenną noc. 

ROZDZIAŁ TRZECI

 

Dwa dni później, w niedzielne popołudnie, Nina niechętnie wykręcała numer telefonu Luke'a. Po 

ósmym dzwonku usłyszała wreszcie ciepły kobiecy głos. Poczuła niespodziewany ból. 

Halo, czy mogę mówić z Luke'em? 

Oczywiście. Ale muszę panią ostrzec, że jest w fatalnym humorze. 

Nina usłyszała jakieś głosy. Najwyraźniej Luke i ta kobieta kłócili się. W końcu podszedł do 

telefonu. 

- Halo! - powiedział agresywnie. 
- Halo Luke, tu Nina. 
Zapanowała cisza. 

Mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam - powiedziała chłodno. 
Nie. 

Jeżeli masz gościa... 
Nie, nie mam. 

Ta rozmowa była trudniejsza niż przypuszczała, a Luke nie chciał jej pomóc. 

Dwie najstarsze bratanice zaczęły ją ponaglać. Z kuchni dochodził krzyk matki. Chwilę później 
przez  pokój  przebiegł  pies  Gnagnarellich  z  ogromnym  kawałem  pieczonej  wieprzowiny  w 
zaciśniętych szczękach. Za psem biegła matka, dwóch braci i gromada dzieci. Wszyscy krzyczeli 
i wymachiwali rękami. 

O Boże! - westchnęła Nina. 
Koncert, Nino. Zapytaj go o koncert - ponaglały bratanice.  

Co się tam dzieje? Skąd dzwonisz? - krzyknął Luke do telefonu. 
Jestem  w  domu  rodziców,  w  Brooklynie.  To  typowy  niedzielny  obiad  w  rodzinie 
Gnagnarellich - odkrzyknęła mu. 

Pies zaczął szczekać, a najmłodsze dziecko wybuchnęło płaczem. 

Poproś go, Nino! - nalegały bratanice. 

O co masz mnie poprosić? - zapytał Luke. 

Uciszcie  się  wszyscy!  -  Nina  powiedziała  to  tonem  zwykle  używanym  w  najbardziej 
dramatycznych  momentach  na  scenie.  I  rzeczywiście  odniosło  to  skutek.  Rodzina  się 
uspokoiła. - Dziękuję - odezwała się już normalnym głosem. 
Sytuacja opanowana? - zapytał Luke. W jego głosie wyczuła rozbawienie. 

Mniej więcej. Teraz wszyscy krzyczą po cichu. 
Dlaczego dzwonisz? 
Widzisz, moja bratanica Maria obchodzi w przyszłym tygodniu czternaste urodziny - Maria 

background image

z zapałem przytakiwała - i ona wraz z siostrą... W każdym razie, Luke, widziały mnie z tobą 
w telewizji. Starałam się zdobyć bilety na twój dobroczynny koncert w przyszłym tygodniu 
na Long Island, ale wszystkie są już wyprzedane. Pomyślałyśmy sobie, że skoro poznałam 
cię osobiście, może mógłbyś... - zawiesiła głos. Skąd córki brata mogłyby wiedzieć, że tego 
wieczoru,  kiedy  go  poznała,  zostawiła  go  na  środku  ulicy  po  ostrej  wymienię  zdań?  A 
zakończenie następnego spotkania ciągle wprawiało Ninę w takie zakłopotanie, że w ogóle 
wolała o tym nie myśleć. 

Załatwię wam specjalne zaproszenia. Czy trzy wystarczą? 

Tak. Dziękuję. Bardzo ci dziękuję, Luke - z ulgą powiedziała Nina. 

Cała przyjemność po mojej stronie. A po przedstawieniu przyprowadź swoje bratanice za kulisy, 
dobrze? 

Będą zachwycone. 

W  porządku.  -  Wyjaśnił  jej,  gdzie  ma  odebrać  zaproszenia  i  jak  dostać  się  za  kulisy.  -  Do 
zobaczenia w przyszłą niedzielę. I, Nino, ta kobieta, która odebrała telefon... 
Tak? - usłyszała, że zadaje to pytanie i była wściekła na siebie, że chce poznać odpowiedź. 
To mój menażer, Kate Hammer. Tylko biznes. 
Aha. 

A więc do zobaczenia w niedzielę. Do widzenia, Nino. 

Odłożyła  słuchawkę.  Jak  zwykle,  udało  mu  się  wprawić  ją  w  zakłopotanie.  Była  zmieszana,  że 
okazała  zainteresowanie  tą  kobietą.  I  była  wdzięczna,  że  sam  pospieszył  z  wyjaśnieniem. 
Odczuwała ulgę i równocześnie była na niego zła, że nic nie wspomniał o ich ostatnim spotkaniu. 
A tak w ogóle nie był to najlepszy moment do rozmyślania o tym wszystkim. Delikatnie odsunęła 
wiercące się bratanice. 

Mam trzy specjalne bilety, a po koncercie jesteśmy zaproszone za kulisy. 

Dziewczynki zaczęły podskakiwać i piszczeć z radości. Żona jej brata Michaela, Nancy, weszła 

do pokoju. - Widzę, że macie bilety? 

Obie córki jednocześnie oznajmiły jej dobrą nowinę, a później wyszły do ogrodu, powiedzieć o 

tym ojcu. 

-  Dziękuję,  Nino  -  powiedziała  Nancy.  –  Sami  poszlibyśmy  chętnie.  Luke  Swain  jest 

fantastyczny. Ale przecież nie można iść na koncert rockowy z własnymi dziećmi. 

Przy kolacji ojciec Niny wyraził swoje uznanie dla projektu. 

-  Koncert dobroczynny na rzecz walki z głodem  na  świecie? Cieszę  się,  że was,  dziewczęta, 

interesują  poważne  problemy.  Świat  się  zmienia  dzięki  ludziom,  którzy  skupiają  się  wokół 
słusznej sprawy, by wymóc na rządach podejmowanie odpowiednich decyzji. Przy okazji tej tak 
zwanej muzyki, ludzie mogą się czegoś nauczyć. 
-Tak zwana muzyka! - powtórzył za ojcem Joe 
-  Tato, już tyle razy rozmawialiśmy na ten temat... 

A ja w dalszym ciągu uważam, że kilka gitar, perkusja i paru długowłosych wykrzykujących 
o seksie, to nie jest muzyka. Nina się ze mną zgadza, prawda Nino? 
Zgadzam się, że dużo gitar i perkusji oraz długowłosi wykrzykujący o seksie, to jeszcze nie 
muzyka, ale... 

Nagle  rozpętało  się  prawdziwe  rodzinne  piekło,  wszyscy  zaczęli  krzyczeć,  każdy  z 

naciskiem  dowodził  słuszności  swego  punktu  widzenia  i  nikt  nikogo  nie  słuchał.  Wkrótce 
pies zaczął biegać wokół stołu wesoło poszczekując.  Typowa  niedziela  u Gnagnarellich 
-  pomyślała Nina. 

Minęło co najmniej dziesięć minut, zanim rodzina znów zaczęła rozmawiać normalnym 

tonem. 

To  Nina  bierze  was  na  ten  koncert?  -  Stefano  uprzejmie  spytał  Marię  i  jej  siostrę  Angelę, 
zupełnie tak, jakby poprzednia awantura w ogóle nie miała miejsca. 

Tak dziadku! Powiedziała, że możemy zostać u niej na noc i następnego dnia jeszcze gdzieś 
pojedziemy. 

A ty, Nino, chcesz iść na koncert rock'n'rolla? 

Z przyjemnością wezmę dziewczynki, Tato - odparła Nina. - I będą mogły osobiście poznać 
Luke'a Swaina, na co się bardzo cieszą. 

Słyszałam o Luke'u Swainie, Stefano - powiedziała matka Niny. - Podobno jest inteligentny i 
ma coś do powiedzenia. Powinieneś się cieszyć, że dziewczęta chcą słuchać jego muzyki. 

background image

-Tak, Michael; ja też słucham tej muzyki - powiedziała Nancy. 

Nina czekała, żeby wreszcie zmienili temat. 

Mam jeden jego album - z dumą oznajmiła Maria. Zwróciło to uwagę Niny. 

Nic o tym nie wiedziałam. Czy mogłabyś mi pożyczyć na tydzień tę płytę? - Maria popatrzyła na 
nią z wielką niechęcią. Nina westchnęła. Pomyślała, że może sama kupi tę płytę. 

Po ich nieszczęsnym pierwszym spotkaniu Nina nie spodziewała się, że go jeszcze zobaczy. Po 

drugim obiecała sobie trzymać się od niego z dala. A teraz sama zgodziła się wkroczyć do jaskini 
lwa. To już po raz ostatni - mówiła sobie. Naprawdę ostatni - powtarzała, kończąc deser. 

Przez  cały  tydzień  Nina  była  tak  zajęta,  że  nie  miała  czasu  myśleć  o  nadchodzącym 

weekendzie, a co dopiero o kupnie płyty. 

Do  premiery  „Rigoletta"  pozostały  niecałe  trzy  tygodnie.  Czas  i  uwagę  Niny  całkowicie 

zajmowały sprawy związane z występem. Czuła, że zaśpiewanie partii Gildy właśnie w Nowym 
Jorku może być najważniejszym krokiem w jej dotychczasowej karierze. Świetnie się rozumieli z 
Giorgio Bellantim, który występował w roli Rigoletta i obojgu dobrze układała się współpraca z 
reżyserem.  Jednakże  Nina  czuła,  że  wciąż  nie  do  końca  rozumie  uczucia  i  namiętności,  jakie 
targały tą kobietą. A przecież nie wystarczyło wyjść na scenę i poprawnie zaśpiewać, aby odnieść 
sukces. 

Nina pracowała niezwykle ciężko. Całkowicie zrezygnowała z życia towarzyskiego i z pełnym 

oddaniem starała się ożywić postać Gildy. 

W rezultacie, gdy nadszedł sobotni wieczór była bardzo zmęczona, w złym humorze i zupełnie 

nie miała nastroju na swój pierwszy rockowy koncert.  

Nie  mogła  jednak  zawieść  swoich  bratanic.  Spotkała  Marię  i  Angelę  na  dworcu  i  wszystkie 

trzy udały się na Long Island. 

Z  łatwością  odnalazły  stadion  idąc  za  tłumem. Już  na  miejscu,  z  biletami  w  ręku,  Nina 

dała  za  wygraną  i  kupiła  dziewczynkom  potwornie  drogi  program  koncertu  z  kolorowymi 
zdjęciami wykonawców, piwo bezalkoholowe, prażoną kukurydzę i po trzy koszulki: jedną 
z  podobizną  Luke'a  o  „leniwym  zmysłowym  spojrzeniu",  jedną  z  piękną  blondynką 
imieniem Gingie i jedną z hasłem koncertu „Walka z głodem". 

Gdy  okazało  się,  że  Ninie  brakuje  już  pieniędzy,  dziewczęta  zgodziły  się  zająć  swoje 

miejsca. To naprawdę były miejsca dla specjalnych gości - zauważyła Nina - blisko sceny, 
wygodne i stosunkowo czyste. 

-  Chyba się spóźniłyśmy - próbowała przekrzyczeć muzykę. 
-  Nie - wyjaśniła Angela. - To tylko rozgrzewka. 
Zaglądając do programu Marii Nina stwierdziła, 

że  lista  nazwisk  uczestników  koncertu  przedstawiała  się  imponująco.  Byli  wśród  nich 
wokaliści  rockowi,  aktorzy  komediowi,  postacie  znane  z  filmu  i  telewizji,  szereg młodych 
polityków i pisarz. Ponieważ wyglądało na to, że wieczór może ciągnąć się bez końca, Nina 
uzgodniła  z  dziewczętami,  że  po  występie  Luke'a  (był  dziesiąty  w  kolejności)  pójdą  za 
kulisy, a potem do domu. 

W  końcu  nadszedł  czas  na  występ  Luke'a.  Gdy  pojawił  się  na  scenie  tłum  powitał  go 

owacyjnie. Uśmiechnął się, pozdrowił ręką widownię, a później spojrzał w kierunku Niny. 
Oczy ich spotkały się nad głowami ludzi. 

-  Cieszę  się  z  tego  spotkania  -  powiedział  do  mikrofonu,  patrząc  prosto  na  Ninę. 

Zarumieniła się i spuściła wzrok. 

Widownia radośnie odpowiedziała na jego powitanie. Słyszała ludzi krzyczących „Luke!", 

„Cześć Luke" albo „Luke, hej Luke". 

Podniosła oczy i zobaczyła, że choć brał już gitarę do ręki, patrzył na nią. 

Angela i Maria machały do niego, aż nagle jakiś obcy człowiek siedzący za Nina powiedział: 

-  No, pomachaj mu, kochana! 

Widząc,  że  ludzie  zaczynają  się  jej  przyglądać,  popatrzyła  na  Luka  z  wyrzutem  i  szybko 

pomachała ręką. Roześmiał się, a potem zwrócił się do swojej grupy, aby sprawdzić, czy mogą 
zaczynać. 

-  Myślę,  że  znacie  ten  utwór  -  powiedział  do  mikrofonu.  Gdy  zagrał  kilka  pierwszych 

akordów tłum znowu ogarnęło szaleństwo. 

Czystym,  ciepłym  głosem  Luke  zaczął  śpiewać  wzruszającą  balladę  o  biedzie,  głodzie  i 

rozpaczy.  Nina  czuła  jego  żarliwą  troskę  o  świat,  jego  smutek  i  złość.  Widownia  znała  tę 

background image

piosenkę,  gdyż dosłownie wszyscy  śpiewali razem  z  Lukiem. Wytężali  głosy  i  wierzyli w to, o 
czym śpiewali. Nina odczuła wielką satysfakcję, choć zdawała sobie sprawę, że nie ma żadnego 
tytułu, by dzielić z nim sukces. 

Gdy skończyli zerwały się owacje, za które Luke i jego grupa krótko podziękowali, po czym 

gładko  przeszli  do  typowego  rocka.  Nina  doszła  do  wniosku,  że  naprawdę  jest  dobry.  Utwory 
skomponowane przez Luke'a były melodyjne, pod silnym wpływem jazzu i muzyki country. Głos 
pełen wyrazu, ciepły i... uwodzicielski. W występ wkładał wiele energii, z wdziękiem poruszał się 
po scenie i umiał skłonić widownię, by śpiewała razem z nim. 

Nina świetnie się bawiła. 

Potem  Luke  zaśpiewał  tytułowy  utwór  ze  swego  najnowszego  albumu.  Dopiero  teraz  Nina 

znalazła odpowiedź na niektóre pytania, jakie zadawała sobie,oglądając ten album na wystawie 
sklepu  muzycznego.  Utwór  ten  natarczywie  stawiał  pytania  dotyczące  uczciwości  i  odwagi 
osobistej, nakłaniając słuchaczy, by z uporem szukali własnej tożsamości. 

Piosenka  dobiegła  końca,  ale  Nina  była  tak  zatopiona  w  myślach,  że  zapomniała  o 

oklaskach. Czuła, że musi ją jeszcze raz usłyszeć. 

-  Na koniec zagramy nowy numer - zakomunikował Luke. 

Na  razie  go  nie  nazywamy,  jest  jeszcze  trochę  surowy,  ale  napisałem  go  dla  kogoś,  kto 

jest na widowni i chcę, byście tego posłuchali: „Kto się na gorącym sparzy..." 

Zespół  zaczął  grać  tradycyjnego  melodyjnego  rocka.  Na  czoło  wybijały  się  pianino  i 

saksofon. Luke wiedział, że Nina uwielbia saksofon. Wtuliła się głębiej w krzesło. Ogarnęło ją 
wzruszenie.  Słuchała  piosenki  i  nie  była  w  stanie  logicznie  myśleć.  Czyżby  się  jej 
oświadczał w obecności tysięcy ludzi? Co za zuchwałość! Ale to było w jego stylu. 

Gdy skończyli, publiczność szalała. Luke spojrzał prosto na Ninę. Uśmiechał się. Krótko 

pożegnał się z widownią i opuścił scenę, a jego miejsce wkrótce zajął aktor komediowy. 

Bratanice  Niny  obrzuciły  ją  szelmowskim  spojrzeniem  i  z  ożywieniem  coś  do  siebie 

szeptały. 

Zgodnie z umową Nina zaprowadziła dziewczynki za kulisy. Pokazała portierowi swoje 

zaproszenie  i  podała  nazwisko.  Natychmiast  znalazł  się  ktoś,  kto  przeprowadził  je  przez 
tłum  piosenkarzy,  muzyków,  charakteryzatorów,  reporterów  i  wielbicieli,  kręcących  się  za 
sceną.  Znaleźli  Luke'a,  który  właśnie  udzielał  wywiadu.  Gdy  zauważył  Ninę,  natychmiast 
wstał. 
To wszystko, Mariella - powiedział. 

Dziękuję, Luke - odpowiedziała reporterka, ściskając jego dłoń na pożegnanie. Przebijał się 
przez tłum, żeby zbliżyć się do Niny. 
- No, już myślałem, że nie przyjdziecie. 
Uśmiechnęli się do siebie. Nagle Nina poczuła się 

zmieszana  jak  uczennica.  Nikt  nigdy  nie  powiedział  jej,  jak  powinna  się  zachować  wobec 
mężczyzny, który napisał dla niej piosenkę i śpiewał ją przed wielotysięczną widownią. Oczy ich 
spotkały się. Jednocześnie zaczęli: 
Ja... 
Czy ty... 

Wybuchnęli  beztroskim  śmiechem.  Uczucie  skrępowania  minęło  i  Nina  przedstawiła  swoje 
bratanice. 

- Luke, to jest Angela, a to Maria. 

Uścisnął  ich  dłonie,  potem  pochylił  się:  -  Wszystkiego  najlepszego  z  okazji  urodzin,  Mario  - 
powiedział i pocałował ją w policzek. Oczy jej zrobiły się jak spodki, wpatrywała się w niego z 
uwielbieniem. Nina wiedziała, że Maria zachowa pamięć o tym pocałunku przez całe życie. 

Jesteście  ładną  rodziną  -  powiedział  Luke,  z  uwagą  przyglądając  się  trzem  filigranowym  osó-
bkom, które stały przed nim. - Czy zostajecie do końca koncertu? 
Nie, zaraz wychodzimy - odparła Nina. Nie chcę wracać pociągiem późnym wieczorem. 

Dlaczego nie wzięłaś samochodu? 

Nie umiem prowadzić. 

Nie umiesz prowadzić? - powtórzył z niedowierzaniem. 

Nie  umiem.  Naprawdę,  Luke.  Całe  życie  mieszkałam  w  Nowym  Jorku.  W  San  Francisco 
jeździłam  autobusami  lub  samochodem  Philippe'a  z  kierowcą.  Kiedy  miałam  się  nauczyć 
prowadzić samochód? 

background image

Kobieta, która nie prowadzi, bo jeździ metrem albo Rolls-Roycem z kierowcą! Wasza ciotka jest 
dziwną osobą - zwrócił się do dziewczynek.  

Nie jest taka zła - odpowiedziała Angela, uważnie obserwując reakcje ciotki i swego idola. 

Nie, nie taka zła - powtórzył w zamyśleniu. Ninie zrobiło się gorąco, gdy poczuła na sobie 
jego  wzrok.  Oczyma  wyobraźni  ujrzała  się  w  ramionach  Luke'a,  poczuła  uścisk  ramion, 
dotyk  warg,  smak  pocałunku...  Odwróciła  oczy  uciekając  przed  jego  hipnotycznym 
spojrzeniem. 
Dziewczęta, jeśli nie możecie zostać do końca koncertu, to  przynajmniej poznacie Gingie. 
Chcecie?  -  zwrócił  się  do  Angeli  i  Marii,  przyglądając  się  ich  nowym  koszulkom  z 
podobizną piosenkarki. 
Tak, tak, och tak - piszczały z radości. 

Luke  wziął  je  za  ręce.  -  Chodź  z  nami  -  powiedział  przez  ramię  do  Niny.  Pospieszyła  za 
nimi i dopiero wtedy zauważyła, ile aparatów fotograficznych skierowanych było na Luka. 
Miała nadzieję, że ani ona sama, ani jej bratanice nie zostaną uwiecznione na zdjęciu przez 
reportera któregoś z tych okropnych, plotkarskich czasopism. 

Gdy doszli do garderoby Gingie, Luke zapukał i zawołał ją. Przyszła od razu. Wyglądali 

na dobrych znajomych. 

Jak ci poszło? - spytała Luke'a. 

Nieźle. Chcę, abyś poznała moje znajome. To jest Angela, to Maria, a to ich ciotka Nina. 

Gingie  przywitała  się  ze  wszystkimi.  -  Podobało  wam  się?  -  zapytała.  Gdy  Gingie 

rozmawiała z dziewczętami, Nina mogła się jej przyjrzeć. Była wysoka, miała dobrą figurę, 
a  stroje  dopasowane  były  do  wzrostu.  Krótkie,  jasnoblond  włosy  podkreślały  urodę.  W 
stosunku  do  dziewcząt  była  uprzejma  i  nie  traktowała  ich  z  wyższością.  Spodobała  się 
Ninie. Zamienili jeszcze kilka słów, Gingie dała dziewczynkom autografy i pożegnała się ze 
wszystkimi. Gdy Luke odprowadzał je do wyjścia, zwrócił się do Niny: 

Właściwie, ja też mogę już stąd iść. Skończyłem na dzisiaj. Jeśli chcecie, mogę was odwieźć do 
miasta. 

Naprawdę nie zrobi ci to różnicy? 

Oczywiście, że nie. Przepraszam, powiem tylko chłopakom, że wychodzę. 

Jeśli naprawdę... 
Jak zwykle bardzo uprzejma Nina - podśmiewał się Luke. 

Jak stąd wyjdziemy? 

Zaparkowałem  samochód  na  strzeżonym  parkingu  dla  artystów.  Miejmy  nadzieję,  że  wciąż 
jeszcze jest strzeżony. 

Co chcesz przez to powiedzieć? 

No, wiesz, czasami młodzież, która nie dostała się na koncert wymyka się spod kontroli i trudno 
nad nią zapanować. 

Wyszli  z  budynku  i  skierowali  się  w  stronę  zaparkowanych  samochodów.  Mignęły  flesze,  a 

potem ktoś krzyknął: - Kto to? 

Czy to Gingie? 
Nie, to Luke Swain. 
Luke! Luke! 
O  rany  -  westchnął  Luke.  Wydawał  się  nie  tyle  zmartwiony,  co  przygnębiony.  Luke,  Nina  i  jej 
bratanice stali się nagle ośrodkiem zainteresowania fanów. 

Nina nigdy nie zapomni tego, co się potem zdarzyło. Setki ludzi ruszyły w ich kierunku, omijając 
strażników,  prześlizgując  się  między  zaporami.  Jedną  ręką  popchnęła  dziewczynki  za  siebie, 
drugą trzymała się Luke'a licząc, że będzie wiedział, co w tej sytuacji zrobić. 

Gdy  tłum  naparł,  próbował  osłonić  Ninę  i  dziewczęta,  krzycząc:  -  No,  dobrze,  dobrze,  ale 
cofnijcie się już! Strażnicy, wyprowadźcie stąd te panie! – Wszystko jednak potoczyło się bardzo 
szybko. Nina i dziewczęta nie zdążyły schronić się w budynku. 

Nina  puściła  rękę  Luka,  ogarnęła  ją  panika.  Maria  i  Angela  nagle  zniknęły  jej  z  oczu.  Nie 

mogła ich dostrzec w falującym tłumie. 

Maria ! - krzyknęła. 
Kim ona jest? - spytał ktoś patrząc na Ninę. 
Ona jest z nim! 

Zupełnie niespodziewanie ludzie zaczęli ją ciągnąć za włosy, szarpać ubranie, ktoś chwycił ją 

background image

za pasek. 

- Zostawcie mnie!! - krzyknęła przerażona. 

Gdy  chcąc  odnaleźć  dziewczynki  przedzierała  się  przez  gąszcz  obcych  dziewczyn 

wrzeszczących imię Luke'a, czuła jak zdejmują jej pasek i biżuterię, urywają rękaw i rozrywają 
kurtkę, a z nogi ściągają jeden kozak. Ktoś, podskakując obok, niechcący uderzył ją w twarz tak 
mocno,  że  zobaczyła  wszystkie  gwiazdy.  Słyszała  gwizdki  policjantów  i  donośne  męskie  głosy. 
Ktoś, kto przebił się przez tłum, wpadł na nią. Nina upadła. Gdy stanęła z powrotem na nogi tłum 
się rozproszył, a opornych policjanci odciągnęli za barierki. 
- Nino, czy jesteś cała? - to był głos Angeli. 
Nina chwyciła ją za ramię. - Tak, a jak ty, kochanie? 
Angela była cała umazana błotem i jakimś smarem. 

Miała poodrywane guziki, rozerwane ubranie, zerwane gumki z włosów, a po zakupach nie 
zostało ani śladu. 

Świetnie! Jest cudownie, cudownie! - nie posiadała się z radości Angela. 

Ktoś  z  tyłu  popchnął  Ninę  tak  mocno,  że  się  znów  przewróciła.  Gdy  Luke  wraz  z  Angela  i 

Marią  podszedł  do  niej,  wciąż  jeszcze  siedziała  wściekła  na  ziemi.  Nie  zwróciła  uwagi  na 
zaniepokojony wyraz twarzy Luke'a. 

Nino, czy nic ci się nie stało? - ukląkł przy niej. 

W porządku. Czy to ci się często zdarza? - spytała lodowato. 

Już od dawna nie miałem takiej przygody - odparł zmęczony. 

O rany, ktoś ci nawet ukradł but, Nino! - wykrzyknęła Maria. 
Luke wybuchnął śmiechem, a razem z nim Angela i Maria. Tego już było za wiele! 

Co w tym jest śmiesznego, do cholery? 

No, Nino. Można się z tego tylko śmiać. Popatrz na nas wszystkich. 
Luke miał podarte dżinsy i koszulę, był wysmarowany błotem i smarem. 

Wiem, że jesteś wstrząśnięta. Ale nie ma o czym mówić. To często się zdarza gwiazdom rocka. 

Nie jestem gwiazdą rocka - powiedziała zirytowana, stając znowu na nogi. - A gdybym chciała 
być napadnięta, okradziona czy ogłuszona czymś ciężkim, to wystarczyłoby przejść się po parku 
Bowery  po  zmroku.  Dlaczego  właściwie  zaproponowałeś  nam  odwiezienie  do  domu,  jeżeli 
wiedziałeś, że coś takiego może się zdarzyć? 

Nie myślałem... 

Rzeczywiście! 

Nino, nie denerwuj się - powiedziała Maria. 

- Wszyscy jesteśmy cali i zdrowi - wtrąciła Angela. 
Złość Niny skierowała się przeciwko dziewczę 
tom. 

Nie wtrącajcie się. To ja będę się tłumaczyć przed waszym ojcem. 

Ja wszystko wyjaśnię - zaczął Luke ugodowo. 

Nie mieszaj się - rzuciła Nina kompletnie rozjuszona. 

Na Boga, Nino! Nikt nie chciał ci zrobić krzywdy! Oni tylko chcieli... 

Poszarpać moje ubranie, ukraść mi biżuterię i wytargać mnie za włosy tylko dlatego, że z tobą 
wychodziłam.  Jeśli  ty  gustujesz  w  takim  bezmyślnym,  brutalnym  i  wulgarnym  uwielbieniu,  to 
twoja sprawa. Ja nie! 

Wydawało  się,  że  Luke  liczy  do  dziesięciu,  żeby  nie  wybuchnąć  śmiechem.  W  końcu 

powiedział: 

- Dobra, no to idziemy. Zawiozę was do domu. 
Nie mając innego wyjścia Nina zgodziła się bez entuzjazmu. Droga upłynęła w pełnej 
napięcia ciszy. Gdy dotarli do domu, Nina nie mogła dłużej wytrzymać tego napięcia. 

Pospiesznie  wyciągnęła  dziewczęta  z  samochodu,  popchnęła  je  w  kierunku  budynku  i 

dopiero wtedy spojrzała na Luke'a. Stał zamyślony na chodniku, ręce trzymał w kieszeniach 
i choć październikowa noc była zimna, był bez kurtki. 
-Nie możemy teraz rozmawiać - powiedział cicho.  
Zadzwonię. 
- Nie! - przerwała mu Nina. 
Popatrzył na nią. 

Już jestem spokojna. Straciłam... panowanie nad sobą. Jakoś zawsze to mi się zdarza przy 

background image

tobie. 

Zauważyłem - odparł sucho. 

Zrozum, Luke. Nie podoba mi się to. Nie pasuję do świata gwiazd rocka. Nie chcę się z tobą 
spotykać. 

Czy to z powodu dzisiejszego wieczoru? 
Naturalnie. 
Naturalnie? - badał ją uważnie wzrokiem. 

Dobranoc panie Swain - powiedziała cicho i odwróciła się w kierunku drzwi wejściowych. 

Mało  kto  rozpoznałby  w  tej  wymiętej,  obszarpanej  postaci,  która  kulejąc  wchodziła  do 
budynku zawsze niezwykle elegancką Ninę Gnagnarelli. 
Luke stał na ulicy wpatrując się w drzwi jeszcze długo po tym, kiedy Nina za nimi zniknęła. 

ROZDZIAŁ CZWARTY

 

Premiera „Rigoletta" była wielkim sukcesem. Ostatnie dni przed premierą Nina pracowała 
niezwykle intensywnie. Nie miała czasu na rozpamiętywanie ostatnich przeżyć. Po 
przedstawieniu otrzymała mnóstwo kwiatów, wiele telegramów, listów i kart z gratulacjami. 
Rodzina, znajomi, przyjaciele, koledzy, wiele znanych i wpływowych osób przychodziło do jej 
garderoby, by osobiście jej pogratulować, a tłum reporterów czekał, kiedy ona i inni artyści będą 
opuszczać teatr. 

Po premierze odbył się elegancki bankiet z szampanem. Gdy w czasie uroczystości powiodła 

wzrokiem  po  wykwintnym  otoczeniu  i  eleganckich  gościach  wiedziała,  że  tu  jest  jej  miejsce. 
Wszystko było przeciwieństwem świata Luke'a, źle ubranych, zbuntowanych artystów i masowej 
histerii publiczności. Nie, nie było czego żałować. 

Przez  kilka  następnych  dni  Nina  czuła  się  wyczerpana  i  przygnębiona.  Nie  było  w  tym  nic 

niezwykłego.  Tak  zazwyczaj  reagowała,  gdy  kończył  się  okres  wytężonej  pracy  na  próbach  i 
mijało  podniecenie  premierą.  Trochę  się  jednak  zaczęła  niepokoić,  gdy  wyczerpanie  minęło  a 
przygnębienie wciąż nie ustępowało. Nie rozumiała, co się z nią dzieje. 

Leżała na łóżku z zamkniętymi oczyma. Ostatnio często o nim myślała. Płomienne piwne oczy 

sięgały w głąb jej duszy, ciepłe, silne wargi dotykały jej... 

- Nie dręcz mnie - szeptała - nie dręcz... 

Każde z nich żyło w innym świecie, a jego świat zupełnie jej nie odpowiadał. Luke był kłótliwy, 

źle wychowany i bardzo uparty, zupełnie jak jej ojciec i rodzeństwo. Wyzwalał w niej wszystko, 
co najgorsze. Rumieniła się, jąkała, piszczała - tak jak kiedyś w dzieciństwie. 

Gdy  tylko  się  pojawiał,  chłodna,  światowa,  wyrafinowana  kobieta,  której  wizerunek 

wytrwale  budowała,  ustępowała  miejsca  niedoświadczonej,  wrażliwej  dziewczynie.  W  jego 
twarzystwie ujawniały się nowe cechy jej osobowości. 

W  następnym  tygodniu  znów  śpiewała  w  „Rigoletcie".  Jesse  Harmon  prosił  o  pięć 

biletów na przedstawienie i dzięki znajomościom, udało się załatwić najlepsze miejsca. 

Tego wieczora w jej śpiewie brzmiała gwałtowna namiętność i  niepohamowany  żal,  co 

całkowicie  oczarowało  słuchaczy.  Giorgio  był  międzynarodową  gwiazdą.  To  jego 
podziwiali  melomani,  ale  promieniał  ojcowską  dumą,  gdy  publiczność  zgotowała  Ninie 
gorącą owację. 

Gdy  przyjmowała  gratulacje  od  wielbicieli  i  paru  przyjaciół,  w  drzwiach  jej  garderoby 

pojawili się Jesse i Rebecca. 
Jesse! - szczerze się ucieszyła na widok przyjaznej twarzy. 

Byłaś wspaniała! - podszedł do niej i objął ją tak mocno, że nie mogła oddychać. Rebecca 
przytakiwała.-  Myślę  -  Jesse  zmrużył  oko  porozumiewawczo  -  że  nawet  nawróciłaś 
pewnego poganina. 

Nie rozumiem? 
- Jesteśmy w towarzystwie - zaśmiał się. 
Spojrzała ku drzwiom i ujrzała Luke'a. Ich oczy się 

spotkały. Wszystko inne nagle przestało istnieć. Gdy zaczął iść w jej kierunku, utkwiła w 
nim  wzrok  przestraszonego  zwierzęcia.  Nie  widziała  go  przez  trzy  tygodnie,  ale  nie 
zapomniała jego wijących się włosów, lśniących, białych zębów, kontrastujących z ciemną 
cerą. Miał na sobie elegancki strój wieczorowy. Był niesłychanie przystojny. Patrzył na nią 

background image

płomiennym wzrokiem, jakby lekko onieśmielony jej kostiumem i pełną charakteryzacją. 

- Gratuluję - powiedział cicho. - Byłaś fenomenalna. W życiu czegoś takiego nie słyszałem. 
Luke wręczył Ninie białą różę. 

Przypomina mi ciebie. Jest piękna, delikatna i... ma kolce. 

Dziękuję - powiedziała sucho. Po czym zwróciła się do Jesse'ego: 

Kto jeszcze z wami przyszedł? 
Mój  perkusista  ze  swoją  dziewczyną  -  odpowiedział  Luke  na  jej  pytanie,  przedstawiając 
sympatycznie  wyglądającego  blondyna.  -  Nino,  to  jest  Robin  Good.  Pracuje  ze  mną  prawie  od 
początku. 
Robin Good? - powtórzyła. - Ma pan chyba jeszcze więcej kłopotów z nazwiskiem niż ja. 
- Nie ma się czym przejmować - zapewnił ją. 
Robin przedstawił Ninę swojej towarzyszce, miłej 

dziewczynie dobiegającej trzydziestki. 

Przepraszam was, ale muszę zmyć charakteryzację i przebrać się - oznajmiła Nina. 
Poczekamy na ciebie - powiedział Jesse. Wszyscy wyszli z garderoby. Nina nie mogła zrozumieć, 
dlaczego Luke nie próbował choć na chwilę zostać z nią sam na sam. 

Mnie  na  tym  nie  zależy  -  pomyślała  zdejmując  kostium  i  podając  go  garderobianej  z 
podziękowaniem. Zmyła teatralny makijaż i potrząsnęła głową, by rozburzyć włosy. 

Naga weszła do małej kabiny prysznicowej, znajdującej się w rogu garderoby, aby zmyć z siebie 
brud i pot i pod gorącą wodą rozluźnić napięte mięśnie. 

Kiedy skończyła, wytarła się szybko i owinęła w ręcznik. Przetarła duże, zaparowane lustro i 
zaczęła suszarką układać gładką fryzurę ze swoich kręconych włosów. Stała przed lustrem, tyłem 
do drzwi, zajęta włosami. Hałas suszarki tłumił inne odgłosy. Nagle drzwi otworzyły się. W 
lustrze ujrzała oczy Luke'a. 
- Pukałem - powiedział. 

Zamknął za sobą drzwi i oparł się o nie. Pieścił wzrokiem jej ledwie zakryte ciało. 

Spojrzenia ich spotkały się. Wstrzymała oddech. Wyłączyła suszarkę i opuściła rękę. Nie 

była w stanie nic powiedzieć. Naelektryzowana cisza wypełniła pokój. 
- Żałujesz, że przyszedłem? - zapytał cicho. 
Zaprzeczyła ruchem głowy. 

Gdyby choć się poruszył - pomyślała. Ale on stał nieruchomo. Napięcie narastało. Jego 

wzrok  palił  ją  przez  cienki  ręcznik.  Nina  poczuła  się  zagrożona.  W  powietrzu  unosił  się 
silny zapach kwiatów. Garderoba nagle przestała być znajomym miejscem. 

Wreszcie  Luke  ruszył  w  jej  kierunku.  Suszarka  wypadła  jej  z  ręki.  Zahipnotyzowana 

patrzyła,  jak  się  zbliża.  Stał  za  nią  tak  blisko,  że  czuła  ciepło  bijące  z  jego  ciała,  męski, 
czysty zapach. 

-  Masz piękne ramiona - wyszeptał delikatnie ją dotykając. Poczuła ciarki na całym ciele. 

Ich  oczy  znowu  spotkały  się  w  lustrze,  zdziwione  i  rozognione.  Przez  chwilę  Luke 

obserwował wyraz jej twarzy, po czym powoli spuścił głowę. 

Ustami dotykał miękkiej skóry ramion. Z trudem łapała oddech. Widziała obraz ciemnej 

głowy  pochylonej  nad  jej  ramieniem,  czuła  jego  palce  i  usta  na  skórze,  słyszała  ciche, 
bezsensowne  słowa,  które  szeptał  całując  ją  w  szyję,  lekko  gryząc  w  ucho  i  wreszcie 
pieszcząc  ustami  włosy.  Jego  oddech  był  nierówny.  Jęknęła  cichutko.  To  szaleństwo  - 
myślała.  -  Muszę  położyć  temu  kres.  Ale  pożądanie  było  zbyt  silne,  kolana  jej  się  ugięły, 
gdy przechyliła się  ku niemu  w tył. Objął ją  silnym ramieniem.  Przesuwał  w górę  i  w dół 
swe opalone dłonie po jej ramionach, pieszcząc je. Przez ręcznik lekko dotykał jej pełnych, 
białych  piersi.  Paliła  ją  skóra  pod  materiałem.  Ogarnięta  namiętnym  uniesieniem  chciała, 

żeby to trwało bez końca, pragnęła połączyć się z nim. 

-  Nina, prześliczna Nina - szeptał. Jego pożądanie było gwałtowne. Wsunął dłoń między fałdy 

ręcznika. 
Głaskał i pieścił jedwabistą skórę jej talii i brzucha. 

Całował  ją,  szeptał  namiętne  słowa.  Nina  odchyliła  głowę  do  tyłu,  i  obserwowała  w 

zamglonym lustrze jak uwodzi go, wyginając zmysłowo plecy i sięga ręką za siebie, by pieścić 
jego włosy i głaskać silne ramiona. 

Jego ciepła, zręczna ręka dotykała jej brzucha,  po czym  zaczęła się przesuwać niżej,  niżej... 

Nina gwałtownie złapała oddech. 

background image

- Pragnę cię - wyszeptał niecierpliwie. 
Była gotowa, bezwolna, słaba, bezradna... 

Nie! - nagle wyrwało się jej z ust z taką siłą, że wprawiło ją to w osłupienie. Odepchnęła ramiona 
Luke'a i uciekła przyciskając mocno ręcznik. Patrzyli na siebie. Przez chwilę tylko ciężki oddech 
zakłócał obezwładniającą ciszę. 

Nie? - usłyszała. 
Nie! 

Była  bliska  płaczu,  zażenowana  i  przestraszona.  Wszystko  potoczyło  się  tak  szybko  i 
nieoczekiwanie.  W  jednej  sekundzie  suszyła  włosy,  a  w  następnej  oddawała  swe  ciało  temu 
mężczyźnie. Co się z nią działo? 

Widząc  jej  zalękniony  wyraz  twarzy  Luke  zmiękł.  Wziął  głęboki,  uspokajający  oddech,  by 

opanować rozgorzałe zmysły. 

-  Dobrze - odwrócił się do wyjścia. – Prawie zapomniałem - powiedział - Jesse mnie przysłał, 

żeby  zapytać  dokąd  masz  ochotę  pójść  wieczorem.  Podejrzewam,  że  w  tej  sytuacji  jest  ci 
wszystko jedno? Nina przytaknęła. 

-  Powiem, że zostawiasz mu wybór. Będzie zadowolony. 

Potrząsnęła lekko głową. 

Luke zatrzymał się  przy  drzwiach. Patrzył  na nią łagodnymi oczyma, w których nie było już 

śladu gorącej namiętności sprzed paru chwil. 

- Nino, dobrze się czujesz? - spytał troskliwie. Przytaknęła. Wtedy Luke wyszedł. 
- Nareszcie sama - Nina popatrzyła w lustro. Zobaczyła małą, zalęknioną dziewczynkę. Nie było 
w  niej  śladu  zmysłowej  kobiety,  która  jeszcze  parę  minut  temu  oddawała  się  namiętności.  Po 
policzkach  płynęły  jej  łzy  goryczy  i  zażenowania.  Przecież  nie  była  już  małą  dziewczynką  z 
Brooklynu, ale dorosłą doświadczoną kobietą. Przestała sypiać z Philippe'em nie dlatego, że nie 
lubiła  seksu,  ale  dlatego,  że  już  nie  darzyła  go  szacunkiem.  Ale  nigdy  dotąd  nie  odczuwała 
takiego...  obezwładniającego  uniesienia.  Nie  zdarzyło  jej  się  to  ani  z  Philippe'em  ani  z  tymi 
kilkoma mężczyznami, z którymi się spotykała już po rozwodzie. Bała się tego nagłego przepływu 
niepohamowanej namiętności w ramionach mężczyzny, którego prawie nie znała. 

Obserwowała, jak dziewczyny i młode kobiety szalały, by się do niego zbliżyć i dotknąć go. 

Wtedy wydawało jej się to niesmaczne, ale czy ona w gruncie rzeczy była inna? Ćo wywoływało 
takie reakcje u kobiet? 

Ta  krótka  scena  pozostawiła  ją  wstrząśniętą  i  niepewną.  Nina  dołożyła  wielkich  starań,  żeby 

wyglądać  jak  najlepiej  zarówno  po  to,  by  ukryć  swe  burzliwe  uczucia,  jak  i  po  to,  by  pokazać 
Luke'owi  Swainowi  z  kim  ma  do  czynienia.  Gdy  wreszcie  spotkała  się  z  czekającym  na  nią 
towarzystwem wyglądała elegancko, kobieco, szykownie i  uwodzicielsko, mimo  że w jej sercu 
szalała burza. 

Jesse głośno dał wyraz swemu podziwowi, Robin Stał oszołomiony, oczy Luke'a błyszczały w 

zachwycie,  ale  od  razu  wszystko  popsuł  pytaniem:  -  Co?  Dzisiaj  bez  żadnych  martwych 
zwierzątek? Co to za okazja? 

-  Nina całkowicie go zignorowała. 

Jesse  nigdy  nie  lubił  „zwyczajnych"  miejsc.  Poszli  więc  do  spokojnego  klubu  jazzowego. 

Właścicielem  oczywiście  był  stary  znajomy  Jesse'a.  Dostali  najlepszy  Stolik.  Obsługa  była 
wspaniała.  Gdy  uspokoiła  się  trochę,  poczuła  wilczy  głód.  Tak  wszystko  jej  smakowało,  że  w 
końcu Jesse zauważył zadowolony: 

Podobają mi się kobiety, które lubią jeść. Nie ma nic gorszego niż jakaś wychudzona dziewczyna 
dłubiąca widelcem w talerzu i jęcząca, ie musi dbać o figurę. 

Śpiewacy operowi nie muszą być wychudzeni

zauważyła Nina. - A poza tym ja bardzo 

dużo ćwiczę: gimnastyka, balet, pływanie oraz piłka nożna z moją rodziną. 

Po  zaspokojeniu  głodu,  Nina  zainteresowała  się  rozmową.  Luke  uśmiechał  się  przyjaźnie  do 

wszystkich  przy  stoliku,  wzrok  jego  był  wesoły,  ale  niczego  nie  zdradzał.  Nie  próbował  jej 
dotknąć, nie poprosił jej do tańca, choć tańczyła z Jess'em i z Robinem. Wypytywał ją o operę, o 
jej poprzednie role, o naukę, o ulubione miejsca w Europie. 

- Jaką   rolę   najbardziej   chciałabyś   zaśpiewać?-  zapytał. 

Medeę - odpowiedziała bez zastanowienia. 

Medeę? Tę Greczynkę, która mordowała swoje dzieci? - spojrzał z niesmakiem. 
Tak. 

background image

O, to bardzo ciekawe - powiedział Robin z zainteresowaniem, - Moralnym problemem tej postaci 

jest oczywiście... 

Daruj nam dziś wieczór - przerwał Luke. - Nino, ty w ogóle nie wiesz, na co się narażasz. 
Rebecco, zlituj się nade mną i chodź zatańczyć. 

Nie  przejmuj  się  nim  -  uśmiechnął  się  Robin.  -  Musi  mnie  wysłuchiwać  przez  te  długie, 
samotne dni i noce, gdy jesteśmy w trasie. 

Nie rozumiem - powiedziała Nina. 

Robię magisterium z filozofii. 

Ach tak! Perkusista jednego z najlepszych zespołów rockowych w Ameryce? 

Byłem  sobie  zwykłym  studentem  z  Iowa,  gdy  spotkałem  Luke'a,  który  właśnie  tamtędy 
przejeżdżał.  Wiedziałem,  że  potrzebuje  dobrego  perkusisty,  więc  rzuciłem  studia  i 
dołączyłem do niego. Wtedy dopiero zaczynał. 

W  końcu  zdecydowałem  się  kontynuować  studia,  ale  jednocześnie  nie  chciałem  porzucić 
zespołu.  Tak  więc  studiowałem  w  różnych  miejscach,  aż  w  końcu,  bo  trwało  to  latami, 
uzyskałem pierwszy stopień naukowy, a teraz robię magisterium. 

A co masz zamiar potem robić? - spytała Nina. 

W tym tempie, w jakim to teraz idzie, zrobię doktorat, gdy będę taki stary, że będę musiał 
już dać sobie spokój z rockiem. 

Nie chcesz pozostać przy rocku? 

Kocham to, co robię, ale to naprawdę szalone życie. Na pewno będę miał tego po dziurki w 
nosie  za  jakieś  dziesięć,  piętnaście  lat.  Luke  jest  geniuszem.  On  może  w  każdej  chwili 
przestać śpiewać, poświęcić się pisaniu piosenek i ewentualnie od czasu do czasu dać jakiś 
występ. Ja muszę myśleć o mojej przyszłości. 

Nina się uśmiechnęła. Podobał jej się ten pogodny, łagodny mężczyzna. 

- Czy znasz dobrze Luke'a? - spytał Robin taktownie. 

Wyraźnie go to interesowało, ale był za dobrze wychowany, żeby się wypytywać. 

Mówiąc szczerze, prawie w ogóle go nie znam. Dzisiaj widzimy się chyba po raz czwarty. Nasze 
spotkania zazwyczaj kończą się... burzliwie. Nic ci o mnie nie wspominał? 

Nie, nic. Są rzeczy, o których mówi bez przerwy, bez względu na to czy to kogoś interesuje, czy 
nie.  Z  drugiej  strony,  jeśli  o  czymś  nie  mówi,  to  nigdy  nie  wiesz,  czy  dlatego,  że  to  go  nie 
obchodzi, czy dlatego, że obchodzi go za bardzo. Zazwyczaj jest otwarty, ale bywają sprawy, w 
które nikogo nie wtajemnicza. 
Ciekawe... 

Zastanawiałem się tylko, dlaczego jest taki humorzasty ostatnimi czasy, dużo bardziej niż przed-
tem. - Przerwał na chwilę. - Ten nowy utwór „Kto się na gorącym sparzy, ten na zimne dmucha" 
poświęcił tobie, prawda? 
Tak. 

Zmuszał nas do pracy ponad siły, żeby zdążyć na ten koncert. A od tamtego wieczora ani razu 
nad tym nie pracował. Nasz producent zainteresował się utworem, ale to i tak nie ma znaczenia. 
Luke robi to, na co ma ochotę. 

Nina wpatrywała się w jakiś punkt, próbowała uporządkować myśli. 

Przepraszam cię, Nino, że się wtrącam. 

Nic nie szkodzi. Wiem, że pytasz dlatego, bo jesteś jego przyjacielem. Ale ja ci na to nie umiem 
odpowiedzieć. Na pewno nie dziś - uśmiechnęła się do niego. - Powiedz mi coś o Medei, może 
wykorzystam te wiadomości. 

Byli zaabsorbowani rozmową, gdy pozostali wrócili do stolika.- Jeśli  nie  bardzo  wiesz,  o  co 

mu chodzi, nie martw się - Luke poradził Ninie. - Czasami dopiero po tygodniach, gdy przebrnę 
przez  te  jego  wywody,  dochodzę  do  wniosku,  że  w  gruncie  rzeczy  chodzi  mu 
o to, że kłamstwo, zabijanie i niewierność nie są zjawiskami pozytywnymi. 

Robin roześmiał się i zrerygnował z dalszego wykładu. 

Kilka młodych kobiet podeszło do stolika prosząc Luke'a o autograf. 

-  Ach, przypomniałem  sobie,  że miałem  cię  o coś  zapytać - powiedział Robin, gdy zostali już 

we  własnym  gronie.  -  Słyszałem,  że  chciałeś  się  wcześniej  wyrwać  z  tego  koncertu 
dobroczynnego parę tygodni temu, ale przydybali cię twoi wielbiciele. Czy to prawda? 
Luke popatrzył porozumiewawczo na Ninę. 

Wyszedł wcześniej, bo chciał mnie i moje bratanice odwieźć do domu - wyjaśniła Nina. 

background image

Byłaś tam? Nic ci się nie stało? 

Nina  i  Luke  spojrzeli  na  siebie  jednocześnie.  Wybuchnęli  śmiechem.  Wreszcie  nabrała 

odpowiedniego dystansu do tego zdarzenia.  I mogła  śmiać  się  sama z siebie. Razem z Luke'em 
opowiedzieli wszystkim, co się wydarzyło. 

Musiałam wyglądać jak niezła wariatka - przyznała - ubranie w strzępach, włosy rozwichrzone, 
w jednym botku. Wyładowywałam swoją złość na Luke'u. 

No, myślę, że teraz Nina powinna się za to na tobie odegrać - powiedziała Rebecca. 

O,  ona  już  to  wcześniej  zrobiła.  Ja  jej  uprzejmie  zaproponowałem  pójście  na  kolację,  a  ona 
zamiast tego zaprowadziła mnie na rzeź. 

I  opowiedział  o  swoich  perypetiach  z  menu  po  francusku,  o  imponującej  karcie  win  i  o 
obowiązujących strojach w „Les Precieuses". 

Myślę, że teraz moja kolej - powiedział Luke. 

Nie rozumiem - odpowiedziała niepewnie. 

Tym razem ty mnie zapraszasz na obiad, a ja wybieram restaurację. 

No, tak jest sprawiedliwie - stwierdził Jesse. 

Nina spojrzała na Luke'a, ich spojrzenia skrzyżowały 

się. To było znowu wyzwanie. Gdyby była mądra, wycofałaby się. 

No, to może w czwartek? - spytała. 

Nie mogę. Umówiłem się z Kate. A co robisz w piątek? 

Nie, w piątek wieczorem śpiewam, a wiem, że całe popułudnie krzyczałabym na ciebie. Może w 

środę? 

- To do środy. - Podał jej adres restauracji. 
Nina sama pojechała do domu taksówką, gdyż 

mieszkała w zupełnie innej  dzielnicy  niż  reszta towarzystwa. 

Usiadła  przed  lustrem  w  sypialni  i  zmyła  makijaż.  Popatrzyła  zirytowana  na  swoje  odbicie. 

Chyba zwariowała. Przecież mogła łatwo wykręcić się ze spotkania. 

Przyznaj. Chciałaś go znowu zobaczyć. Dziewczyna w lustrze przytaknęła. 

W takim razie do środy - wyszeptała Nina. 

ROZDZIAŁ PIĄTY

 

Mam nadzieję, że spróbujesz każdej z potraw - namawiał złośliwie Luke. - Jest to zdrowy obiad 
domowy. Nie znajdziesz w nim żadnych sztucznych składników ani konserwantów. 

Lubię konserwanty - stwierdziła ponuro, grzebiąc w talerzu. Spojrzała w jego śmiejące się oczy. - 
Zadowolony z odwetu? 

Znajdowali  się  w  zatłoczonej  wegetariańskiej  jadłodajni  o  nazwie  „Natura".  Na  niepewnych 

stołkach  goście siedzieii ramię przy ramieniu. Nina miała miejsce naprzeciwko damskiej  toalety i 
za każdym razem, kiedy ktoś tam wchodził lub wychodził, musiała wstawać. Nad głowami wiły 
się rośliny w doniczkach, a na  ścianach wisiały kolorowe plakaty ekologiczne. Nina była osobą 
bywałą,  ale  nigdy  dotąd  czegoś  podobnego  nie  widziała.  Nagle  poczuła  się  nieswojo,  gdy 
zauważyła, jak niektórzy ludzie z niesmakiem spoglądają na jej dodatki z cielęcej skóry. 

Żałuję, że tak się ubrałam - przyznała niezadowolona. Luke uniósł prawą brew. - Właściwie to 
czułam  się  zmuszona.  Nie  chciałam,  żebyś  myślał,  że  zaczynam  hołdować  twojemu  stylowi.  - 
Popatrzyła krytycznie na jego wytarte dżinsy i wełniany sweter. 

Napij się koziego mleka - zaproponował. -- Od razu się lepiej poczujesz. 

Czy mogę dostać teraz ciastko morelowe? - spytała Nina zniecierpliwiona. 

Najpierw skończ swoje jarzyny. 

Jesteś potworem. 
- Oh, Nino, długo jeszcze będę pamiętał dzisiejszy obiad. 

Z niechęcią podnosiła widelec do ust. 

Wydaje mi się, że nie lubisz... uległości, prawda? 
Nie. 

Według  mnie,  nie  oczekujesz,  że  wszyscy  się  z  tobą  zgodzimy,  ale  chcesz  nas  zmusić  do 
myślenia. 

Właśnie o to mi chodzi, Nino: o myślenie, o troskę i o pomoc. Nikt do nas nie przyjdzie, jeśli sami 
nie  wyciągniemy  ręki.  Jeśli  mamy  żyć  pełnym  życiem,  to  nie  możemy  się  izolować  od  świata.  - 
Nagle uśmiechnął się. 

background image

-  Jasne, że jeśli ktoś się ze mną nie zgadza, to twierdzę, 

że nie ma racji, ale tylko dlatego, że jestem uparty. 

Powiedziałabym, że zawzięty i niustępliwy. 

Jak będę chciał usłyszeć komplement, zgłoszę się do ciebie. 
- Dobry jesteś w tym, co robisz. 
Spojrzał na nią. 

Twoje  piosenki  są  ciekawe  pod  względem  muzycznym,  a  teksty  napisane  mądrze  i  szczerze  - 
ciągnęła trochę zakłopotana. - Lubię cię słuchać. 

Dziękuję ci, Nino. Pochwała z twoich ust wiele dla mnie znaczy. - Podniósł jej rękę i pocałował. 
Popatrzyli sobie w oczy. 

No, a teraz skończ jarzyny, bo nie będzie deseru - upomniał ją. 

Z nieszczęśliwą miną zjadła parę kęsów i zauważyła: 
Ojej, Luke! Jesteśmy tu już od pół godziny, a jeszcze nie opadli nas twoi wielbiciele. Stajesz się 
mniej popularny? 

A może to twój strój odstrasza? - mruknął. Posłała mu złe spojrzenie. - Nie wiem, czy będę tu 
miał jeszcze wstęp po tym, kiedy pokazałem się z tak ubraną kobietą - zauważył. 

Nie wiem, czy byłoby to takie złe - stwierdziła Nina odstawiając swój talerz z jedzeniem.  
- Masz dość? - Masz ochotę na coś jeszcze? Koktajl z mleka sojowego? A może kawę zbożową? – 
zapytał troskliwie. - Wiem! Na pewno dobrze ci zrobi budyń z czerwonej fasoli. 

Nina zbladła. 

W  porządku,  odegrałeś  się  na  mnie,  ale  już  dość.  Nie  zmusisz  mnie,  żebym  coś  takiego 
zjadła - broniła się słabo. 

Czy może masz ochotę już stąd wyjść? - oczy Luka jaśniały śmiechem. Nina zerwała się w 
kierunku drzwi, podczas gdy Luke regulował rachunek. 

Mam  ochotę  na  lody  -  powiedziała,  gdy  znaleźli  się  na  ulicy.  -  I  krem  czekoladowy.  I 
orzeszki.  Mam  ochotę  na  ciężkie,  słodkie  jedzenie,  które  jest  niezdfowe  i  pełne 
konserwantów. 
Luke śmiał się. Wziął ją do popularnej lodziarni. 

Naprawdę  masz  zamiar  jeść  to  paskudztwo?  -  spytał  spoglądając  na  lody  czekoladowe, 
obłożone dużą ilością owoców kandyzowanych. 

Oczywiście! - powiedziała. 

Będziesz kiedyś grubą śpiewaczką operową - powiedział Luke ze śmiechem. 

O obfitych kształtach, może. Na pewno nie grubą. Zresztą dużo... 

Ćwiczę. Tak, to już słyszałem. 

Nina  skończyła  swoją  porcję,  potem  dojadła  resztę  deseru  Luka.  Otworzył  oczy  ze 

zdziwienia, gdy sięgnęła jeszcze po czekoladki miętowe. 

Po tym jarskim posiłku umieram z głodu. 

Czy  Philippe  nie  uważał,  że  twój  apetyt  jest...  niezbyt  wytworny?  -  dopytywał  się  z 
ciekawością- Nie przeszkadzało mu to, dopóki byłam smukła i piękna - odpowiedziała. 

Na początku naszej znajomości ja naprawdę napychałam się. Zapraszał mnie na kolację w 

środę, a ja byłam tak biedna, że nic nie jadłam do następnej proszonej kolacji w piątek. 

-  Ja  też  kiedyś  robiłem  takie  numery  –  powiedział  Luke.  -  Na  początku  śpiewałem  w 

kawiarenkach  uniwersyteckich.  W  honorarium  wliczone  były  posiłki,  więc  najadałem  się  na 
zapas. 

Przy  kawie  gawędzili  o  chudych  latach,  później  wyszli  z  lodziarni  i  szli  bez  celu  ulicą. 

Zatrzymywali  się  przed  witrynami  sklepów,  udając  zainteresowanie  sztuką  pop,  sztuczną 
biżuterią, książkami i indonezyjskimi starociami. 

Nina  zastanawiała  się,  czego  właściwie  sma  chce.  Bezsprzecznie  Luke  podobał  się  jej, 

pociągał ją. Te ciemne oczy, opadająca brew, ten uśmieszek, prześladowały ją nawet w sali prób. 

Nic,  nawet  skandaliczny  rozwód  nie  odciągnął  jej  od  pracy.  A  teraz  coraz  częściej,  kiedy 

pracowała  z  Eleną  czy  śpiewała  z  Giorgio  Bellantim,  uciekała  rnyślami  do  tych  szalonych, 
rozkosznych  pamiętnych  chwil  w  garderobie.  Marzyła  o  nim,  jak  rozkochana  nastolatka.  -  Nie, 
nie, to musi się skończyć! 

Ze zdziwieniem odkrywała, że w zasadzie lubi Luke'a. Nawet bardzo go lubi. To prawda, że 

był irytujący, zawzięty, zmienny i uparty, ale jednocześnie był uczciwy, wielkoduszny, troskliwy, 
inteligentny,  utalentowany,  oddany  sprawie,  i  co  bardzo  ważne,  sjimokrytyczny.  Podziwiała 

background image

również jego męstwo, które okazywał przez te dziesięć długich, ciężkich lat, gdy piął się na szczyt 
kariery. Imponowała jej odwaga, z jaką występował przed wielotysięczną publicznością. 

Chyba nie jesteś nadal głodna? - spytał z niedowierzaniem. 

Słucham? - Nina drgnęła zaskoczona. 

Nie przejmuj się. Kupię ci trochę - zadrwił dobrodusznie. Nina zorientowała się, że od pewnego 
czasu wlepia wzrok w wystawę z czekoladkami. 
Och - powiedziała wracając na ziemię - nie, nie. Ja... Tylko... podziwiałam... 

Masz ochotę przejść się po parku? - spytał. 
Tak - odpowiedziała natychmiast, chcę być z nim jak najdłużej. 

Wyciągnął rękę, którą pochwyciła pospiesznie. Chciała go dotykać, czuć jego ciepły uścisk. 
Przyciągnął ją trochę bliżej, napawała się jego bliskością. 

Pospacerują  chwilę  po  parku,  prawie  jak  kochankowie,  a  potem  pójdą  każde  w  swoją 

stronę. Nina zdała sobie sprawę, że tak być musi. To w ogóle zadziwiające, że tak odkryli 
się przed sobą, ale było mało prawdopodobne, żeby mogli kontynuować znajomość. Nic ich 
nie  łączyło,  wciąż  się  kłócili.  Byli  bardzo  zajętymi  ludźmi,  żyjącymi  w  dwóch  różnych 

światach. 

Gdy  już  wszystko  przemyślała  i  wiedziała,  jak  powinna  się  zachować,  poczuła  się... 

straszliwie nieszczęśliwa. 

Czy coś ci się stało? - spytał Luke. 
Nie, nic. 

Wyglądasz na niezbyt zadowoloną. 

Nie, wszystko w porządku. 

Czy to jest związane ze mną? - próbował się dowiedzieć. 
Spróbuj zrozumieć: wszystko jest w największym porządku - powiedziała z naciskiem. 

Bo jeśli to ma jakiś związek ze mną, to myślę, że powinniśmy porozmawiać. Zawsze wolę 
stawiać sprawy jasno. Chodź, usiądźmy na chwilę i pogadajmy - powiedział Luke wskazując 
pustą ławkę w parku. 

Luke usiadł obok Niny tak blisko, że owładnęło ją błogie uczucie, ale zarazem czuła się 

onieśmielona. Delikatnie zgarnął kosmyk czarnych włosów z jej czoła. 

-  Nigdy nie wyobrażałem sobie siebie z kimś takim jak ty - zaczął niezdecydowanie. 

Ja też nie. 

Chcę cię lepiej poznać. 
Ale Luke... my jesteśmy tak od siebie różni. Jesteśmy jak ogień i woda. 

Czy chcesz zakończyć naszą znajomość? 

Tak... sądziłam - zawahała się pod wpływem jego magnetycznego spojrzenia. Odsunęła się, żeby 
nie patrzeć na niego. Nie była w stanie myśleć. 

Ja chyba też tak sądziłem  parę tygodni  temu. Ale uważam,  że teraz jest już trochę za późno. - 
Czy  jesteś  pewna,  że  nic  jeszcze  między  nami  nie  zaszło?  Nic  się  nie  zmieniło?  Nie  myślisz  o 
mnie, kiedy nie jestem z tobą? 

Skierowała ku niemu błyszczące oczy. Jej płomienny wzrok mówił sam za siebie. Luke podniósł 

prawą brew. 

Miałem  taką  nadzieję  -  powiedział  cicho  -  bo  ja  o  tobie  myślę  bez  przerwy,  dniem  i  nocą. 
Szczególnie nocą. 

Czy uważasz, że jest coś przed nami? - spytała niespokojnie. 

Nie wiem. Ale życie jest wtedy ciekawe, kiedy nie wiesz, co cię czeka. 

Nie zgadzam się z tobą. 

Przyciągnął ją do siebie. Poszukał ustami jej warg. Głaskał jej szyję, przytulał ramiona, pieścił 
włosy. Jego wargi łagodnie muskały usta i policzki leciuteńkimi pocałunkami. 

Z  ust  Niny  wyrwało  się  tęskne  westchnienie.  Pragnęła  go,  jego  dotyku,  namiętności.  Musiała 
przyznać przed samą sobą, że jego postać też prześladowała ją dniami i nocami, że cieszyła się z 
jego przyjścia do opery i że nie chciała, żeby to wszystko się dzisiaj skończyło. 

Pocałunek stał się zachłanny, namiętny. Od razu przebaczyła mu, że rozpraszał ją przy pracy, 

przebaczyła mu nieprzespane noce. Pocałunki były tak słodkie, że nikt nie mógłby się im oprzeć. 
Wtuliła  się  w  niego  i  żal  jej  się  zrobiło  na  myśl,  że  być  może  później  nie  zazna  już  takich 
uniesień. 

Nina poczuła, że Luke lekko ją od siebie odpycha. 

background image

- Musimy przestać - szepnął drżącym głosem. 
-  Jesteśmy w samym środku Central Parku - przypomniał jej. 
Ach tak! - Nina szeroko otworzyła oczy. Spojrzał na nią w czułym rozbawieniu. 

I co z nami teraz będzie? 

Patrzyła mu w oczy przez dłuższą chwilę zanim odpowiedziała. 

-Nie wiem, ale wydaje mi się... że jest już za późno, żeby zawrócić. 

Mimo, że nie była to na pewno najbardziej entuzjastyczna deklaracja, jaką usłyszał od kobiety, 
Luke wydawał się być zadowolony. 

Odprowadził ją do domu, gdyż dzień był piękny. Gdy stanęli przed jej domem, zapytał: 

Nie zaprosisz mnie na górę? 
Nie - odpowiedziała zdecydowanie. 

Dlaczego nie? Boisz się tego, co się może zdarzyć? 
-  uśmiechnął się. 

-Oczywiście.  Jestem  przekonana,  że  nie  będzie  ci  się  podobało  moje  mieszkanie  i  boję  się,  że 
znowu pokłócimy się, a ja nie jestem przygotowana na następną kłótnię. 

 Nina  zgodziła  się  spotkać  z  nim za  dwa  dni.  zgodnie  postanowili  na  jakiś  czas  zrezygnować  z 
restauracji.  Zamiast  tego,  Nina  zaprosiła  Luke'a  w  niedzielę  na  wernisaż  artysty,  którego 
szczególnie lubiła. 

-  Nie  musisz  wkładać  krawata  -  zapewniła  go  Nina.  -  Ale  gdybyś  mógł  ubrać  się  trochę 

bardziej... znaczy... trochę mniej... 

Luke popatrzył w niebo. 
- Zobaczę, czy coś znajdę w szafie. 
Właśnie miał zamiar pocałować ją na pożegnanie, kiedy jedna z sąsiadek Niny rozpoznała go i po 
prostu „musiała" się z nim przywitać i poprosić o autograf. 

Przez  kilka  minut  stała  i  rozmawiała  z  nimi  przed  domem.  Nina  zorientowała  się,  że  nie 

zostawi ich, dopóki Luke nie odejdzie. Ponieważ nie miała ochoty, żeby Luke pocałował ją przy 
sąsiadce,  powiedziała  „do  widzenia"  i  weszła  do  domu.  Była  trochę  poirytowana,  że  ostatnie 
chwile z Luke'em Swainem - mężczyzną, straciła na rzecz Luke'a Swaina - gwiazdy rocka. 

W mieszkaniu  usiadła wygodnie w fotelu,  potarła czoło i  westchnęła  głęboko. Chyba będzie 

musiała się do tego przyzwyczaić, przecież to dopiero początek. 

ROZDZIAŁ SZÓSTY

 

To już naprawdę koniec - powiedziała Nina z naciskiem. - Słowo daję. Mam tego dość. Nie idź 
ze mną nawet do końca ulicy. 

O co chodzi?  -  Luke  zignorował jej zakaz i  szedł  za nią  dalej bez trudu dotrzymując jej kroku, 
gdy przyspieszyła ze złością. 
O co chodzi? - powtórzyła z niedowierzaniem, nacierając na niego z wściekłością. - Jak mogłeś? 
Czy  ty  wiesz,  jak  się  za  ciebie  wstydziłam?  Ekskluzywny  wernisaż  artysty  tylko  dla 
zaproszonych gości! Jak mogłeś się tak nietaktownie zachować? 

Nietaktownie?  Ten  facet  spytał  mnie,  co  myślę  o  jego  sztuce.  Jeśli  nie  chciał  wiedzieć,  nie 
powinien był pytać. 

Jezu, czy ty kiedykolwiek zrozumiesz, że nie każdy chce wysłuchiwać gorzkiej, nagiej prawdy - 
ciągnęła ze złością. 

Rozumiem i dlatego nigdy nie powiedziałem mojej matce, jak trudno być gwiazdą rocka. Ale ten 
facet jest artystą, Nino. Jeśli on swoje uczucia przenosi na płótno a potem to wiesza na  ścianie, 
nie może oczekiwać, że inni będą swoje uczucia ukrywać. 

Nikt  od  ciebie  nie  wymaga,  żebyś  ukrywał  swoje  uczucia.  Wystarczy,  że  je  wyrazisz  w 

łagodniejszej formie. 

Ależ  on  nie  był  obrażony  -  twierdził  Luke.  -  Jak  myślisz,  dlaczego  rozmawialiśmy  przez 
dwadzieścia minut? 

Bo lubisz gadać! 
- Nie przeczę. Ale tym razem rozmowa była bardzo interesująca. Mnie nie podobają się jego 
prace, a on 
przyznał, że nie znosi mojej muzyki, ale to jeszcze 
wcale nie znaczy, że nie możemy wymienić poglądów. 

background image

Różnica gustów nie wyklucza wzajemnego szacunku. 

Nina odetchnęła głęboko, żeby się uspokoić. Przynajmniej w tym miał rację. Jej własna głośna i 

uparta rodzina była dowodem, potwierdzającym tę tezę. 

-Dobrze,  przyjmuję  twoje  wyjaśnienia.  Ale  wyobraź  sobie,  jak  się  wstydziłam,  gdy 

sprzeczaliście się tak głośno, że wszyscy na was patrzyli. 
Luke wziął głęboki oddech. 

Przepraszam cię, Nino. Wierz mi, że nie chciałem, żeby to tak wyszło. Następnym razem, kiedy 
gdzieś pójdziemy, będę pamiętał, że nie lubisz zwracać na siebie uwagi. 

Następnym razem? - powtórzyła Nina z powątpiewaniem. 

Co przez to chciałaś powiedzieć? - Luke rzucił jej gniewne spojrzenie. 

Uważam, że to nie ma sensu, Luke - odpowiedziała ostrożnie. 

Wiedzieliśmy, że to nie będzie łatwe, Nino. Wydaje mi się jednak, że doszliśmy do wniosku,  że 
warto spróbować - też mówił ostrożnie. Oboje czuli, że sytuacja jest nad wyraz delikatna. 

Może nie mieliśmy racji. 
Luke przez dłuższą chwilę obserwował ją badawczo, po czym powiedział: 

Jeśli chcesz zakończyć  naszą znajomość, zanim na dobre się zaczęła, nie licz na mnie, ja  ci  w 
tym nie pomogę. Nie zgodzę się, żebyś mi się wymknęła. Zą bardzo mi na tobie zależy. 

Na te słowa Nina zaczerwieniła się. 
- Czy masz zamiar zrobić mi scenę? - spytała. 
Luke próbował opanować gniew. 

Nie. Nawet jeśli jestem nieokrzesanym gburem, to nie mam zwyczaju rozwiązywać problemów 
osobistych na ulicach Manhattanu, panno Gnagnarelli. I nie zrezygnuję tak łatwo. Chodź! - 
Chwycił ją za rękę i pociągnął za sobą. 
Co ty wyczyniasz? 

Idziemy do domu porozmawiać na ten temat. 
Do domu? - spytała zaniepokojona. 

Tutaj nie możemy rozmawiać. 

Nie idę z tobą do domu - powiedziała ze złością. 

-  Nie mamy o czym rozmawiać. 

- Czyżby? - chwycił ją i przyciągnął do piersi. 

-  Czy ty naprawdę uważasz, że tak łatwo powinniśmy 
zrezygnować? 

Tak uważam - warknęła. Przez suknię czuła twarde mięśnie jego ud i brzucha. Odepchnęła się 
rękoma  od  jego  piersi  i  popatrzyła  w  tę  twarz,  która  wypełniała  jej  myśli  i  sny.  Czuła  się 
zagubiona  i  zagrożona  falą  gwałtownego  pragnienia,  szalonego  pożądania.  Buntowała  się 
przeciwko temu. Nie chciała, żeby wywrócił jej życie do góry nogami. 

Nie chcę cię więcej widzieć i tym razem żadne twoje argumenty nie zmienią mojej decyzji. 

Dalej trzymał ją w ramionach. Oboje byli wściekli. Szeptał wzburzony: 

Czy pamiętasz, że pragnęłaś mnie tak bardzo, jak ja ciebie, Nino? Czy pamiętasz, jak przytulałaś 
się do mnie w parku? Jak dotykałem cię wtedy w garderobie? 
Uspokój się! - krzyknęła wyzwalając się z jego objęć. 

Patrzyli na siebie zaniepokojeni. Jak to się stało? Zaczęło się przyjemnie, wspólnie spędzonym 
popołudniem, a teraz skakali sobie do oczu. 

-Chodźmy stąd - powiedział. Chwycił ją za nadgarstek i pociągnął tak szybko za sobą, że musiała 
biec, żeby dotrzymać mu kroku. 

Kiedy  dotarli  do  rogu  jego  ulicy,  uspokoił  się  trochę.  Puścił  rękę  Niny  i  przeciągnął  dłonią  po 
włosach mierzwiąc ich ciemne fale. Nie odzywając się do siebie, czekali na zmianę świateł. 
- Przepraszam, czy pani jest Nina Gnagnarelli?- usłyszała męski głos o szorstkim agnielskim 
akcencie. 
Odwróciła się i zobaczyła mężczyznę o prostych blond włosach i jasnoniebieskich oczach, 
patrzącego na nią z podziwem. 
Tak. 

Miło mi panią poznać - wyciągnął rękę na przywitanie i wyjaśnił, że jest jej wielbicielem. - Wi-
działerm  panią  w  II  Turco  in  Italia  parę  tygodni  temu.  Chciałbym  powiedzieć,  że  poza  tym,  że 
ma pani wspaniały, przepiękny głos, jest pani również geniuszem komicznym. 

background image

Dziękuję  panu  -  powiedziała  zadowolona.  Zdawała  sobie  sprawę,  że  Luke  stoi  obok  niej 
wściekły. 
-  Umie pan prawić komplementy - posłała mu swój najpiękniejszy uśmiech. 
- To jest najszczersza prawda. 

Szli  tak  ulicą  Luke'a:  Nina  gawędząc  wesoło  z  nieznajomym,  a  Luke  w  gniewnym  milczeniu. 
Zatrzymał  się  przed  swoim  domem  i  czekał,  aż  Nina  skończy  rozmawiać.  Po  paru  minutach 
stracił jednak cierpliwość. 
- Tu wchodzimy - oznajmił krótko. 

Nina popatrzyła na Luke'a, jakby był nieznośnym dzieckiem. 
-Obawiam się, że musimy się pożegnać - powiedziała Anglikowi. 

Zaczął jej mówić, jaką przyjemność sprawiło mu poznanie jej. Trwało to bardzo długo. 
Wystarczy - powiedział Luke i wepchnął ją do domu. - Nie jestem w nastroju na pogawędki. 

Ależ, proszę pana, tak nie... - zaczął Anglik. 
Niech się pan nie wtrąca - odburknął Luke. 
No, wie pan... 

Jeszcze jedno słowo, a zmiażdżę pana - ostrzegł Luke. 

Widząc,  że  Anglik  chce  wykonać  rycerski  gest  w  jej  obronie,  Nina  próbowała  go  od  tego 
odwieść. 

Niech pan się nie denerwuje. Wszystko  jest  w porządku. On jest zupełnie niegroźny, tylko  nie 
umie zachowywać się w towarzystwie - krzyknęła, gdy Luke wciągnął ją do windy. Nie patrzył 
na nią, ani nie powiedział słowa, dopóki nie znaleźli się w jego mieszkaniu. 
Czy  wiesz,  -  w  jego  głosie  słychać  było  zmęczenie  -  że  od  wielu  lat  nikogo  nie  straszyłem,  że 
użyję siły. Dałem się sprowokować. Przyznaj, że świadomie wystawiłaś mnie na próbę? - na jego 
twarzy malowała się zarówno złość, jak i rozbawienie. 

Chciałam ci tylko pokazać, jak zachowuje się dżentelmen. 

Czy  ty  naprawdę  oczekujesz  ode  mnie  takiego  zachowania,  Nino?  -  spytał  Luke  z 
powątpiewaniem. 

Nie odpowiadała przez chwilę. To prawda, nie chciała, żeby tak się zachowywał. Wszystko, co 

robił Luke było autentyczne, niezakłamane. Był w nim jakiś magnetyzm. Nie pasowały do niego 
wyszukane maniery i nic nie znacząca paplanina. 
Czego ty chcesz, Nino? - ciągnął. 

Chciałabym, żebyś był bardziej... ustępliwy. 

Ja też bym chciał, żebyś ty była bardziej zgodna, ale nie wydaje mi się możliwe, żeby któreś z 
nas się zmieniło. 

Zapadła pełna napięcia cisza. Przerwał ją Luke: 

-  Pójdę zrobić kawę, potem usiądziemy wygodnie i porozmawiamy jak dwoje dorosłych ludzi. 

Liczę na to, że nie uciekniesz stąd, kiedy będę w kuchni?  
-Nie jestem tchórzem, Luke - zirytowała ją ta uwaga. 

Spojrzał na nią badawczo i powiedział: - Wiem, że nie jesteś. Zaraz wracam. 

Nina  z  zaciekawieniem  zaczęła  rozglądać  się  po  pokoju.  Wszędzie  stały  półki  pełne  książek, 
wyroby sztuki indiańskiej oraz ręcznie wyszywane poduchy - na pewno od jego matki. Na ścianach 
wisiało wiele obrazów i rysunków. Jeśli chodzi o sztukę, Luke miał dobry gust. Była zaskoczona, 

że  jednak  dosyć  tradycyjny.  Na  pierwszy  rzut  oka  każdy  przedmiot  był  z  innej  parafii,  ale 
wszystko razem świetnie pasowało. Było to przytulne mieszkanie. Tak jak u niej, wiele przedmio-
tów  świadczyło  o  jego  muzycznych  zainteresowaniach:  wieża  stereo,  gitary,  pianino,  stosy  nut, 
płyty, kasety itp. 

Piękną  ozdobą  był  wspaniały  dywan,  miękki  i  puszysty.  Zdjęła  buty,  by  poczuć  go  pod 

stopami. 

Luke wrócił do pokoju z pełną tacą, którą postawił na małym stoliku. Nina usiadła obok niego. 

Z czym pijesz kawę? - spytał. 

Ze śmietanką i z cukrem. 

A ja czarną - powiedział oschle. Oczy ich spotkały się. Uśmiechnęli się do siebie rozbawieni. Czy 
istniało coś, co robili tak samo? 

Nina  zamieszała  cukier  spod  rzęs  obserwując  Luka.  Znów  był  spokojny  i  rozluźniony.  Szybko 
wpadał w szał, ale i szybko się uspokajał. Przeciągnął ręką po włosach rozrzucając w nieładzie 

background image

długie, czarne fale. Usiadł wygodnie w fotelu. 

Wzrok jego, gdy spojrzał na Ninę, był łagodny i melancholijny. 

-  Nie powiedziałem ci jeszcze, jak dzisiaj ślicznie wyglądasz. Zawsze tak ślicznie wyglądasz. 

Bardzo bym chciał cię zobaczyć rano, zaraz po przebudzeniu, żeby przekonać się, czy wtedy też 
jesteś taka ładna, czy może bardziej ludzka, jak my wszyscy. 

Jestem taka jak inni, uwierz mi na słowo - poruszyła się nerwowo. 

Wolałbym sam się o tym przekonać. Sprawi mi to dużą przyjemność - powiedział cicho. 

Nina nie wiedziała, co na to powiedzieć. Oczyma wyobraźni zobaczyła Luka rano, zaraz po 
przebudzeniu, ciepłego, rozespanego, rozluźnionego, czułego. Serce jej ścisnęło się. Chciała 
do niego podbiec, usiąść mu na kolanach, znaleźć schronienie w jego silnych ramionach. 

Luke  patrzył  na  nią  płomiennym  wzrokiem.  Czuła  się  zakłopotana  i  bezbronna.  Wstała 
szybko  i  podeszła  do  okna.  Spoglądała  na  jesienne  kolory  drzew  w  parku,  kiedy  usłyszała 
ciche kroki za sobą. Objął ramionami jej talię i musnął ustami włosy. Czuła, jak się poddaje 
jego gorącemu uściskowi i szalonej namiętności. 
Popychasz mnie - poskarżyła się cicho. 
Wiem - przyznał. Odwrócił ją ku sobie. - Jesteś zakłopotana. Ja jestem na swoim gruncie, w 
swoim domu i po prostu wykorzystuję przewagę. 

Pocałował ją, był to słodki pocałunek pełen hamowanego pożądania i ukrytych obietnic. 

To  nie  w  porządku  -  powiedziała  Nina,  kiedy  przytulił  jej  głowę  do  swego  ramienia. 
Całował jej włosy i głaskał plecy. - Posłuchaj. 

Słucham. 

Jestem przygotowany na krytykę, kłótnie, nieporozumienia. Jestem gotów na kompromisy. 
Będę  się  bardzo  starał  być  kimś  takim,  z  kim  tobie  będzie  dobrze.  Ale  jest  jedna  rzecz, 
której  nie  zniosę.  -  Chywycił  jej  ramiona  i  odsunął  od  siebie.  Jego  wzrok  był  znów 
stanowczy. 
O czym ty mówisz? 

Nie zniosę twoich gróźb, że odejdziesz ode mnie. Ja na pewno z ciebie nie zrezygnuję Nino, 
ale  jeśli  ty  nie  przyrzekniesz,  że  będziesz  się  starała  wytrzymać  ze  mną,  to  proszę  cię, 
proszę, odejdź teraz, na zawsze. Doprowadza mnie to do szaleństwa. Za każdym razem, gdy 
się spotykamy zastanawiam się, czy to już po raz ostatni. 

Zdała  sobie  sprawę,  że  to  prawda.  Bała  się,  więc  próbowała  znaleźć  sposób  na  ucieczkę  od 

niego, od uczucia. To nie było w porządku. 

To dlatego, że ty mnie prowokujesz - odpowiedziała bezradnie. 

Boisz się? 
Chyba tak. 

W porządku. Ja też się boję. Oboje możemy wyjść z tego zranieni. 

Ty  dobrze  wiesz,  że  już  kiedyś  wiele  przeszłam,  Luke.  Nie  chciałabym  przeżywać    tego 
ponownie - powiedziała Nina ze ściśniętym gardłem. 

-  Jakie więc widzisz rozwiązanie? Chcesz żyć gdzieś wysoko, na piedestale, gdzie nic i nikt cię 

nie dosięgnie?- rzucił wyzywająco. 
Nie! Wcale taka nie jestem. 

To prawda, nie jesteś. Dlatego właśnie chcę, żebyś była przy mnie, tu na ziemi. Może okaże się, 

że  nie  mamy  ze  sobą  nic  wspólnego,  ale  żeby  się  o  tym  przekonać,  musimy  spróbować.  I  w 
ogóle,  czy  to  ma  jakieś  znaczenie?  Najważniejsze,  że  mi  na  tobie  zależy,  że  cię  szanuję,  że 

świetnie się bawię w twoim towarzystwie i... - dodał, przytulając ją do siebie i muskając jej usta 
swoimi - jest jeszcze to. W sumie uważam, że to dużo, jak na początek. 

Nina zamknęła oczy i wzniosła twarz po jeszcze jeden pocałunek, słodką chwilę, która miała 

złagodzić prawdę jego słów. 
-Popatrz  na  mnie,  Nino  -  zażądał.  -  Nino,  to  jest  dla  mnie  bardzo  ważne.  Nie  będziesz  potem 
mogła  mnie  winić,  że  uległaś  moim  namowom.  Jesteś  dorosła.  Sama  musisz  podjąć  decyzję. 
Wiesz,  czego  ja  chcę.Wodziła  za  nim  otępiałym  wzrokiem,  gdy  zbierał  fliżanki  i  zaniósł  je  do 
kuchni. 

Chciała,  żeby  on  jej  wszystko  ułatwił,  żeby  ją  uwolnił  od  wzięcia  na  siebie 

odpowiedzialności  za  decyzję.  Oczywiście,  on  na  to  nie  poszedł.  Powinna  była  się  tego 
spodziewać.  Był  uczciwym  i  wymagającym  człowiekiem,  który  nie  toleruje  żadnych 
półśrodków.  Zdawała  sobie  sprawę,  że  decyzję  będzie  musiała  powziąć  dzisiaj,  zanim 

background image

opuści to mieszkanie. Czuła się osaczona. Była przy nim bezbronna, niepewna.... 

Popatrzyła na drzwi. Gdyby teraz wyszła, nigdy więcej nie byłoby krzyków, wściekłości 

ani obaw. [ na pewno żałowałaby tej decyzji. Musi się przekonać, co ją z nim czeka. 

Luke  wrócił  do  pokoju  po  paru  minutach...  Twarz  jego  przybrała  zacięty  wyraz. 

Zrozumiała,  że  wyjaśnił  swoje  stanowisko,  ale  się  obawia,  jak  ona  to  przyjmie.  To  była 
jakaś pociecha. Nie tylko ona miała wątpliwości na temat ich wspólnej przyszłości. 

Popatrzył na nią. 

Wszystko w porządku - powiedziała. 

W porządku? - spytał niepewnie. 

Nie  będę  więcej  groziła,  że  się  już  nigdy  nie  zobaczymy.  Będę  bardziej  wyrozumiała. 
Zdecydowałam, że... podejmuję ryzyko. 

Całe jego ciało się rozluźniło, na twarzy malowała się radość a oczy płonęły. Po raz pierwszy 
uświadomiła sobie, jak spięty był przez cały dzień. 
-Cieszę się - odezwał się nieśmiało, ale zaraz potem dodał żartobliwie. - No i co, nie miałem 
racji? 

Podniosła oczy do niebios. Uśmiechnęli się do siebie. Do tej pory nie byli sobie bliscy. 

- Co teraz? - spytała bez tchu. 
- Moglibyśmy to... uczcić - powiedział cicho. 
Ruszył ku niej powoli, jak we śnie. Był tak blisko, że czuła ciepło jego ciała, ale nie dotykał 
jej. 
-Uczcić? - szepnęła cofając się. - Chyba jeszcze na to za wcześnie. 

Skinął głową. Na jego twarzy malował się kuszący uśmiech. 

Znam pewien odwieczny rytuał znakomity na tę okazję. - Wyciągnął ręce i chwycił jej dłonie. 

Może byśmy... zamiast tego otworzyli butelkę szampana - zaproponowała nieśmiało. 

Nie znoszę szampana - westchnął. Nagle przyciągnął ją do siebie i lekko musnął ustami jej miękkie 
wargi. 

To o czym myślę smakuje znacznie lepiej. 
Och - szepnęła. Przecież miała powiedzieć, że nie jest jeszcze na to gotowa i uważa, że powinni 
się opanować, póki nie jest za późno, ale jakoś nie mogła wydusić z siebie słowa. Jęknęła cicho. 
Suknia opadła na podłogę, a ona stanęła przed nim w koronkowej halce. Ich oczy spotkały się. W 
jego wzroku wyczytała zaniepokojenie. 

Nie chcę  robić niczego,  na co ty  nie masz ochoty. Jeśli nie jesteś pewna, dajmy  temu spokój. 
Nino... 

Zaprzeczyła głową, gdyż nagle nabrała pewności. 
Dotknij  mnie  —  poprosiła  szeptem.  Jakże  ona  tego  pragnęła.  Choć  raz  bez  wahania  spełnił  jej 
prośbę.  Luke  przytulił  ją, a jego ręce przesuwały  się powolutku  po  miękkiej  halce  otulającej  jej 
pełne piersi, gładkie plecy, wąską talię aż po kształtne biodra. 

Boże, jak cudownie cię dotykać - przyznał; namiętnie. 
To czysty jedwab. 
Nie o to mi chodzi. 

W  zachwycie  dotknął  delikatnych,  klasycznych  konturów  jej  twarzy,  musnął  lekko  jej  kości 
policzkowe, pieścił jej pełne wargi, głaskał podbródek. 

Nina poczuła, że też pragnie go poznać. Dotknęła brwi, mocnych kości twarzy, głaskała jego 

szyję, a Luke czule całował jej dłoń pieszczącą jego policzek. 

Nigdy  w  życiu  nie  podejrzewała, że  można  odczuwać  tak  głębokie  pragnienie.  Zarzuciła  mu 

ręce na szyję, przycisnęła usta do jego ust, ciało do jego ciała. Ich namiętność była gwałtowna i 
szalona.  Czuła  jego  ręce  na  całym  swoim  ciele,  dotykały  jej  włosów,  pieściły  twarz,  głaskały 
plecy, przyciskały biodra. 

Z  niecierpliwością  Luke  zdejmował  halkę  i  pończochy  Niny.  Stała  przed  nim  naga, 

zdumiona swoją śmiałością. Odczuwała niewymowną radość z zachwytu, jaki malował się 
w jego wzroku. 
-Boże, jakaś ty piękna - mruczał zdumiony.-Absolutnie piękna. Nina, Nina... zdejmij moją 
koszulę. 

Trzęsącymi  palcami  pomogła  mu  rozpiąć  i  zdjąć  koszulę.  Wtuliła  głowę  w  jego  piersi, 

upajając  się  jego  męskim  zapachem  i  dotykiem  silnych,  gładkich  ramion.  W  namiętnym 
uścisku, całując się i pieszcząc, powoli osunęli się na miękki, puszysty dywan. 

background image

Zaczął masować jej piersi, odsuwając się trochę, by obserwować jej reakcje. Westchnęła 

głęboko. 

Opuścił głowę i wargami muskał jej napiętą skórę. Jego gorące wargi znaczyły ślad na jej 

ciele, zbliżając się do nabrzmiałych piersi i twardych sutek. Była bliska szaleństwa. Wygięła 
się  do  tyłu,  mrucząc  jak  kotka.  Coraz  mocniej  przytulała  jego  głowę,  głaszcząc  gęste, 
ciemne  włosy  i  radując  się  ich  dotykiem.  Dłonie  jej  niespokojnie  przesuwały  się  po  jego 
ciele, pieszcząc jego ramiona, wyczuwając pod palcami mocne, napięte mięśnie i dotykając 
jego pewnych dłoni głaszczących jej drżące ciało. 

Odsunęła  się  od  niego,  żeby  łatwiej  sięgnąć  do  klamry  jego  paska.  Przez  chwilę 

przyglądał  się  jej  wysiłkom,  całując  jej  włosy  i  gładząc  plecy.  W  końcu  spytał:  - 
Potrzebujesz pomocy? 

Zdjął pasek, rzucił go w kąt pokoju i rozpiął dżinsy. 
- Czy teraz sobie poradzisz? - spytał cicho. 

Leżał na wznak, opierając się na łokciach i obserwował wysiłki Niny. 

Czując dowód jego podniecenia, całowała go namiętnie. Spojrzała mu w oczy. Poruszyła się 

prowokacyjnie.  Wtuliła  się  w  niego,  poznając  wszystkie  tajemnice  jego  ciała,  dotykając  go  i 
drażniąc, aż z tłumionym jękiem przewrócił ją na plecy, przykrywając własnym ciałem. 

Spoważniała natychmiast. 

Nina  wstrzymała  oddech,  gdy  ich  ciała  połączyły  się  w  jedno.  Poruszali  się  zgodnie,  w 

odwiecznym  rytmie.  To  było  niewiarygodne,  nieporównywalne.  I  wiedziała,  że  Luke  czuje  to 
samo, gdy w ekstazie powtarzał jej imię. Cały świat przestał istnieć. Liczyło się tylko to, że byli 
razem. 

Już  po  wszystkim,  leżała  cicho  w  jego  ramionach.  Oboje  byli  wstrząśnięci  wspólnym 

przeżyciem. Po pewnym czasie, który wydawał się wiecznością, Luke poruszył się nieco i biorąc 
ją za ręce, zaczął całować jej szyję, piersi i gładką skórę, aż w końcu ułożył głowę na jej brzuchu. 
-Och, Nino - westchnął. - To było niesłychane. 
W odpowiedzi uścisnęła jego dłonie, zdumiona 

tym, co się stało. Dotychczas, gdy się kochała, robiła to zawsze w nocy i w łóżku. 

Luke podniósł głowę i popatrzył na nią. Poczuła, że się czerwieni. Wyraźnie go to bawiło. 

-  Czy  spodziewasz  się,  że  po  tym  wszystkim  uwierzę,  że  marzysz  o  seksie  eleganckim  i  upo 
rządkowanym? 

Zaczerwieniła się jeszcze bardziej. 

Nie - zgodziła się. - Po prostu jeszcze nigdy nie kochałam się na podłodze, w środku dnia. To dla 
mnie nowość. 

Żałujesz? - zapytał łagodnie. 
Nie. - To była prawda. Nina przeciągnęła się. 
- Nie - powtórzyła z naciskiem i radośnie się roześmiała. 

*    *    * 

Następną noc Luke spędził w mieszkaniu Niny. Krytykował jego urządzenie, dopóki nie 
poświęcił całej uwagi ważniejszym sprawom. 

W piątek przyszedł do opery, by zobaczyć ją w „II Turco in Italia", a po przedstawieniu zabrał 

ją na kolację. 

- Nie byłem w stanie śledzić akcji, ale ty byłaś wspaniała - powiedział, całując jej dłoń. 

Jeśli odnosił się z szacunkiem do tego, co robiła, była gotowa mu wybaczyć jego niechęć do 

opery. 

Tego  wieczora  zjedli  kolację  w  restauracji,  a  potem  postanowili  posłuchać  muzyki.  Gdy 

wychodzili z baru od Rootiego znienacka zrobiono im zdjęcie. Luke szybko pozbył się reportera, 
ale Nina miała przeczucie, że na tym się nie skończy. 

ROZDZIAŁ SIÓDMY

 

Widziałaś to? - zapytała Nina rzucając stos gazet i magazynów na pianino Eleny. 

Czy książę Walii ma kontakt z istotami pozaziemskimi? - przeczytała na głos Elena. - No, no, nie 
wierzę, że czytasz takie bzdury. 
Nie  to!  To!  -  Nina  wskazała  palcem  zdjęcie  swoje  i  Luka  przed  wejściem  do  klubu  „U 
Rootiego". Podpis głosił: Nowa miłość Luka - ile czasu potrwa tym razem? 
I to! I to! 

background image

Jedno  z  pism  zamieściło  ich  zdjęcie  z  ceremonii  wręczania  nagród,  na  której  się  po  raz 

pierwszy  spotkali.  Towarzyszył  mu  artykuł,  w  którym  nieznane  „źródła"  ujawniały  sekrety  ich 
miłości.  W  innym  opublikowano  stare  zdjęcie  Niny  podając  jej  wymiary  i  znak  Zodiaku.  W 
kolejnym cytowano słowa „wspaniałej włoskiej piękności operowej": „Daje mi więcej szczęścia, 
niż którykolwiek z moich europejskich kochanków." - Słowa, których nigdy nie wypowiedziała. 

Skąd to wzięłaś? - zapytała Elena. 
Z supermarketu. 

Czy on już wie? 
Nie  wiem.  Ma  koncerty  w  Detroit  i  Chicago.  Jeszcze  nie  wrócił.  Myślę,  że  zadzwoni  do  mnie 
dziś lub jutro. I wtedy powiem mu, co myślę. 
Nino, zastanów się. Jak on mógłby... 

Musiał zdawać sobie z tego sprawę. Nie pierwszy raz go to spotyka. Ale mnie nic nie powiedział, 
bo  wiedział,  że  mi  się  to  nie  spodoba.  Niech  go  tylko  dostanę  w  swoje  ręce!  -  krzyczała  ze 
złością. 

Co  innego  było  trafić  do  gazet,  ponieważ  dobrze  lub  źle  zaśpiewała,  lub  też  odmówiła 

śpiewania.  A  co  innego,  gdy  nazwisko  jej  pojawiało  się  na  łamach  jakiegoś  szmatławca. 
Rozwścieczała ją myśl, że każdy, kto będzie w tym tygodniu robić zakupy, zobaczy te tytuły. 

Elena  starała  się  ją  uspokoić  i  pocieszyć,  ale  Nina  nie  chciała  słuchać.  Pół  godziny 

później wybiegła na ulicę i skierowała się do domu. 

Przed jej domem czekał reporter. 
Pani Gaggarelli - zawołał. 

Nazywam się Gnagnarelli, ty idioto. Nja-nja-rel-li. I jeżeli się zbliżysz, zawołam policjanta. 

Wpadła do budynku. Dwie godziny później zatelefonował Luke. 

Nina? Właśnie widziałem gazety. Jak się czujesz? - wydawał się zaniepokojony. 

Czuję  się  dobrze.  Zabarykadowałam  drzwi.  Zmieniam  imię.  Zmieniam  kolor  włosów. 
Wycofuję się z życia publicznego. I nie chcę cię więcej widzieć ria oczy! 
Nino... 

Wiedziałeś, że tak będzie. I wiedziałeś także, że ty będziesz bezpieczny w Cleveland. 
Chicago. 

Gdziekolwiek,  kiedy  to  się  stanie.  Raz  już  przeszłam  przez  ten  rodzaj  wstrętnego, 
cuchnącego bagna,  gdy rozwodziłam się z francuskim playboyem  i  obiecałam  sobie nigdy 
więcej nie dać się w to wciągnąć. Byłam szalona, kiedy się z tobą związałam. 

Przez  chwilę  oboje  milczeli.  Czuła  narastający  ból  głowy.  Nagle  zapragnęła,  by  był  przy 
niej. 
O, Luke... - powiedziała nieszczęśliwym głosem. 

Będę w domu za cztery dni - obiecał. - Coś razem wymyślimy. 
-Dobrze - zgodziła się łagodnie. Rozmawiali jeszcze  przez  pół  godziny.  A w końcu się 
rozłączył, długo jeszcze siedziała słuchawką w dłoni. 

Następne cztery dni żyła jak w gorączce. Musiała wyłączyć telefon, który do tej pory nie był 

zastrzeżony.  Zaczęła  czynić  starania,  aby  zastrzec  swój  numer.  Reporterzy  skandalizujących 
pism śledzili każdy jej krok do opery i z powrotem, a jeden z nich stale stał na chodniku przed jej 
domem.  W  najmniej  spodziewanych  momentach  robiono  jej  zdjęcia:  gdy  robiła  zakupy, 
zatrzymywała taksówkę, u fryzjera, wszędzie. 

Po powrocie do Nowego Jorku Luke udał się wprost do jej mieszkania. Roztrzęsiona padła mu 

w ramiona szukając w nim siły i oparcia. 

Cześć - powiedziała, choć zupełnie nie oddawało to jej uczuć. 

Czy uwierzysz mi, gdy powiem, że całe to zamieszanie ucichnie za kilka dni? Złapali nowy kąsek, 
będą go przeżuwać przez jakiś czas i potem o wszystkim zapomną. 

I nigdy już nie wrócę na łamy tych pism? 

Tego  nie  powiedziałem,  Nino.  Jest  to  obecnie  nieodzowny  element  mojego  życia,  więc  musi 
dotyczyć także kogoś, kto jest mi bliski. Nic nie mogę na to poradzić. 
Przynajmniej jesteś szczery - powiedziała smutno. Odsunęła się, przeczesując włosy palcami. 

Nie przypuszczałem, że tak cię to dotknie. Czy twój rozwód istotnie był taki nieelegancki? 

Nie  wiedziałeś?  -  Pokręcił  przecząco  głową.  -  To  była  katastrofa.  Nasze  życie  było  szeroko 
omawiane  przez  tych  pismaków.  Nawet  nasze  współżycie  seksualne.  Z  niego  zrobiono 
supermena,  francuskiego  Romea,  a  ze  mnie  oschłą  kobietę  całkowicie  oddaną  pracy.  To  było 

background image

okropne. - Wstrząsnęła się na myśl o tamtych dniach. 

Nie zdawałem sobie z tego sprawy  - wyszeptał, tuląc jej  głowę do swej szerokiej  piersi.  - 

Słuchaj,  w  tym  tygodniu  już  nie  występujesz  -  powiedział.  -  Dlaczego  nie  moglibyśmy  razem 
wyjechać?  Jesse  ma  domek  na  wsi,  z  którego  moglibyśmy  skorzystać  przez  kilka  dni.  Jeżeli 
wyjedziemy jutro rano, możemy być na miejscu w południe. 

Nina chętnie się zgodziła. 

Droga na północ była piękna. Pogoda wciąż się utrzymywała i drzewa mieniły się wszystkimi 

kolorami  jesieni.  Zatrzymali  się  w  małym  sklepiku,  aby  zrobić  zakupy  i  później  pojechali  już 
prosto do domku Jesse'ego. 

-  Oh,  Luke!  Tu  jest  przepięknie  -  zawołała  Nina,  gdy  zatrzymali  się  w  zalanej  słońcem 

dolince. Domek Jesse'ego, prosty i solidny znajdował się w samym jej środku. 

Po obiedzie, ręka w rękę, poszli na długi spacer. Świeże powietrze i spokój to było właśnie to, 

czego Nina potrzebowała. Czuła jak wraca jej normalna siła ducha i radość życia. 

Po kolacji posiedzieli trochę na ganku, a potem przenieśli się do środka. 

Przy  kominku  do  późna  rozmawiali,  śmieli  się,  Luke  grał  na  gitarze...  Cieszyli  się  sobą. 

Nareszcie byli sami. 

Następnego  ranka  Nina  obudziła  się  przed  Lukiem.  Wzięła  prysznic  i  umyła  włosy,  gdy  on 

jeszcze spał. Owinięta ręcznikiem, obudziła go pocałunkiem.  Luke miał  wyraźną ochotę na coś 
więcej, ale Nina była stanowcza. 

-  Wstań i zrób śniadanie. Umieram z głodu. To chyba to świeże powietrze. 

Była już całkowicie ubrana i suszyła włosy, gdy przyniósł jej sok pomarańczowy. Nagle odebrał 
jej suszarkę i zmierzwił włosy. 

Mogłabyś  dać  sobie  spokój.  Nikt  tu  cię  nie  zobaczy  poza  mną,  a  ja  już  wiem,  że  nie  jesteś 
doskonała. 

Ale chcę, by były proste. 

Przeciągnął obiema rękami po jej włosach, przewróciła się na łóżko, a Luke rzucił się na nią. 

Wkrótce zapomnieli o śniadaniu i o całym świecie. 

Tego wieczora, gdy Nina zapytała, co z kolacją, Luke oświadczył, że dziś jej kolej. Dotychczas 

on przygotowywał wszystkie posiłki. 

Ale ja nie umiem gotować. 

Nie umiesz gotować? - zapytał z niedowierzaniem. 

Naprawdę, Luke. Gdy mieszkałam w domu, kuchnią zajmowała się mama, a Philippe miał fran-
cuskiego kucharza. Kiedy miałam się nauczyć gotować? 
Ale teraz mieszkasz sama. Co wobec tego jesz? 

Głównie sałatki lub gotowe jedzenie. I oczywiście, panowie zapraszają mnie do restauracji. 

Ja cię nie zaproszę do restauracji. 

Chodźmy, Luke. Będzie zabawnie. Ja stawiam - dodała. 

Nino, uwierz mi. To nie jest dobry pomysł. W takim małym miasteczku... 

Dlaczego? Na pewno jest tu choć jedno miejsce, w którym będziemy mogli coś zjeść. 

Nie o to chodzi. Najważniejszy problem... 
Bierz kluczyki - nalegała, wkładając żakiet. 

Będziesz żałować - ostrzegł. 

Wybrali  małą,  cichą  restaurację  z  domową  kuchnią,  lnianymi  obrusami  i  romantycznymi 

świecami.  Przygrywała  cicha  muzyka  jazzowa.  Siedzieli  blisko  siebie,  głowa  przy  głowie, 
trzymali się za ręce jak zakochani i cicho rozmawiali. 

- Przestań być taki ponury. Czego się obawiasz? 
-  wesoło powiedziała Nina. 

Nie minęło wiele czasu, a sama się przekonała. 
- Czy ty nie jesteś Luke Swain? 

Luke  podniósł  wzrok.  Młodzi  ludzie,  którzy  jedli  kolację  przy  sąsiednim  stoliku, 

zatrzymali się przy nich po drodze do wyjścia. Luke spojrzał na Ninę, która odpowiedziała 
mu porozumiewawczym spojrzeniem. Była trochę zła, że naruszono ich spokój, ale czasami 
było to nie do uniknięcia. Uśmiechnęła się do niego uspokajająco. 

Tak, to ja - potwierdził Luke. 

Wiedziałam! - wykrzyknęła entuzjastycznie młoda kobieta. - Proszę, Luke, czy mógłbyś dać 
mi  swój  autograf?  -  szperała  w  torebce  w  poszukiwaniu  pióra  i  kawałka  papieru.  - 

background image

Przepraszam,  że  przerwałam  wam  kolację,  ale  dla  nas  to  jest  prawdziwa  sensacja!  Mam 

wszystkie  twoje  płyty.  Myślę,  że  „Odrobina  szaleństwa"  jest  najlepszym  albumem  tego 
dziesięciolecia! 

Dziękuję  -  odpowiedział  z  uśmiechem  Luke.  Wręczył  jej  kawałek  papieru  ze  swoim 
autografem.  Przycisnęła  go do piersi i  z uwielbieniem w dalszym  ciągu  wpatrywała się  w 
Luke'a. 

Dziękujemy,   Luke.   To   wspaniałe   spotkanie-  powiedział młody człowiek, po czym oboje 
pożegnali się i odeszli. 
Luke spojrzał przepraszająco na Ninę. 

W  porządku  -  powiedziała,  nieco  rozbawiona.  Czy  rzeczywiście  była  takim  potworem? 
Rozpoznano  cię.  I  co  z  tego?  Nie  pierwszy  raz  się  to  zdarza.  Byli  bardzo  uprzejmi.  W 
każdym  razie  mnie  także  rozpoznano,  gdy  odprowadzałeś  mnie  do  domu,  więc  nie  mogę 
narzekać. 

Może się okazać, że to jednak coś innego, to nie są miłośnicy opery - ostrzegł Luke. 
Luke Swain? Luke Swain! Powiedz mi, powiedz, czy ty naprawdę jesteś Luke Swain? 
Tak  -  odpowiedział  ponuro  ładnej  dziewczynie,  która  jeszcze  przed  chwilą  pracowała  przy 
barze. 
Luke Swain! Wiedziałem! - powiedział kelner podchodząc do ich stolika. 
Od tej chwili wszyscy w restauracji zwrócili na nich uwagę. Wkrótce każdy miał jakiś powód, by 
przejść koło ich stolika. Na próżno usiłowali dokończyć kolację. Niektórzy prosili o autograf lub 
starali  się  nawiązać  z  Luke'em  rozmowę.  Inni  gapili  się  z  zazdrością.  Nina  całkowicie  straciła 
apetyt. 

Pojawiało się coraz więcej ludzi. Najwyraźniej całe miasto już wiedziało, że Luke Swain je tu 

kolację. Mężczyźni i kobiety w różnym wieku tłoczyli się, czekając na wolny stolik. 

W końcu Nina się poddała i odsunęła talerze. Spojrzała na Luke'a, który nawet nie zaczął jeść 

swej kolacji. 

Właściciel lokalu podszedł do nich, żeby przeprosić za zamieszanie. 

Myślę, że jest pan do tego przyzwyczajony - dodał. 

Rzeczywiście jestem - powiedział Luke tonem pełnym rezygnacji. 

Kolacja jest na koszt lokalu. Bardzo o to proszę. 

Ależ to niepotrzebne - powiedział Luke. 

Czy  może  mi  pan  zrobić  tę  przyjemność?  Niecodziennie  mamy  okazję  gościć  kogoś  tak 
sławnego. A kim pani jest? 
Pani - powiedział  Luke  powoli - jest obcą dyplomatką, która chciała... obejrzeć piękne zakątki 
naszego kraju. Mam nadzieję, że rozumie pan konieczność zachowania dyskrecji. 
Naturalnie. Nic nikomu nie powiem. 

Z tymi słowy właściciel się oddalił. Przez kilka minut nikt nie podszedł do ich stolika. 
Nareszcie sami - powiedział Luke. 

Tylko nie mów: „A nie mówiłem". 

Myślałem, że byłaś głodna - zaśmiał się Luke patrząc na jej pełen talerz. 

Trudno jest jeść w takich warunkach. Jak znoszą to zwierzęta w ZOO? Lub gwiazdy rocka? 
Hej! Tam jest Luke Swain! - krzyczał ktoś na zewnątrz. 

Nina  jęknęła.  Luke  rzucił  pieniądze  na  stół.  -  Chodźmy  stąd.  -  Złapał  Ninę  za  rękę, 

podbiegł do samochodu i odjechał tak szybko, że nikt nie zdążył udać się za nim w pogoń. 
Zadowolona? - burknął. 

Skąd mogłam wiedzieć? - przysunęła się bliżej. Luke objął ją ramieniem. 

Ciągle jednak jestem głodna - powiedziała po chwili ciszy. 

Powinienem był wiedzieć. Kupimy po drodze pizzę. Ale to ty po nią pójdziesz. 

Dni  płynęły  Ninie  zbyt  szybko.  Dolina  zamieniła  się  w  mały  raj,  współczesny  Eden. 

Każdego popołudnia zamykali się na pewien czas w osobnych pokojach. Luke opracowywał 
muzykę  lub  pisał  słowa  piosenek,  a  Nina  ćwiczyła  wokalizę.  Nie  mogli  sobie  pozwolić 
nawet na krótką przerwę w pracy. Oboje doskonale to rozumieli. 

Całą resztę czasu spędzali wspólnie, spacerując, rozmawiając, jedząc, śpiąc i kochając się. 

Kochali  się  wszędzie,  w  ogromnym  łóżku  z  baldachimem,  na  skórze  niedźwiedzia  pod 
kominkiem, w wannie i raz, chichocząc jak dzieci, na ławce na ganku. W jego towarzystwie 
Nina uczyła się swobody i ku swemu zdziwieniu odkryła, że całe dni mijały bez kłótni lub 

background image

sprzeczki. Nic nie zakłócało radości, jaką czerpali z bycia razem. 

Nina zaczęła głębiej poznawać Luke'a: siłę biorącą się z przeświadczenia, że życie jest wiele warte, 
ogromno zaangażowanie po stronie sprawiedliwości, zarówno w wielkich, jak i małych sprawach, 
poczucie humoru pozwalające śmiać się z siebie samego, wielką wrażliwość na brutalność i 
okrucieństwo, bezwarunkowe oddanie tym, których kochał. Nina zorientowała się, że najpełniej 
wypowiadał się poprzez muzykę. 

Nina leżała na hamaku rozpiętym między dwoma starymi drzewami za domem i wpatrywała 

się w błękit nieba. Luke ciągle jeszcze grał na gitarze w swoim pokoju. Wiatr poruszył gałęziami 
drzew  i  kilka  liści  sfrunęło  na  nią.  Noce  już  były  zimne,  ale  w  dzień  słońce  jeszcze  mocno 
przygrzewało. Zdjęła żakiet i została w grubej, flanelowej koszuli Luke'a. Błogo uśmiechnięta z 
zamkniętymi oczyma grzała się w promieniach słońca. 
- Śnisz na jawie? - hamak zakołysał się. 
Zobaczyła uśmiechniętego Luke'a. W jego oczach było tyle ciepła, że poczuła, iż cała topnieje. 
Czy rzeczywiście myślała kiedyś, by go porzucić? Wyciągnęła do niego ręce. 

Połóż się przy mnie - poprosiła. 

O, nie. Spadniemy jak wczoraj. Jeszcze dzisiaj mam sińce. 

Tylko poleżymy - obiecała. 
To samo mówiłaś wczoraj. 

O ile dobrze pamiętam, nie ja jedna ponoszę odpowiedzialność za to, co się stało - roześmieli się 
oboje. 

Wszystko jedno. Nie zbliżę się więcej do tego urządzenia. 

Nina podała mu rękę i przez pewien czas spacerowali po lesie. 

-Czy  na  początku  swojej  kariery  zdawałeś  sobie  sprawę,  że  tak  bardzo  wpłynie  ona  na  twoje 

życie?- zapytała Nina po chwili. 
Jak? 

Że  będziesz  żył  otoczony  przez  tłumy  wielbicieli,  ścigany  przez  fotoreporterów,  śledzony 
przez fanów. 

Wiedziałem, że tak się dzieje w przypadku ludzi, którzy zrobili karierę. Nie wiedziałem, że 
będę jednym z nich, ale chciałem spróbować. 

Ale jak możesz to wytrzymać? 

Ma  to  swoje  dobre  strony.  Czy  masz  pojęcie,  jaką  radość  sprawia  fakt,  że  napisana  i 
nagrana  przez  ciebie  piosenka  rozchodzi  się  w  milionach  egzemplarzy.  Wiedzieć,  że 
milionom obcych ludzi tak bardzo się spodobała, że chcą jej słuchać we własnych domach? 
Albo  śpiewanie  własnej  piosenki  na  koncercie  przed  wielotysięczną  widownią,  która  nuci 
razem z tobą. To jest sukces. To świadomość, że to, co się robi, ma jakiś sens. Coś takiego 
musi  się  i  tobie  zdarzać.  Gdy  ludzie  podchodzą  do  ciebie  na  ulicy  i  mówią,  jak  ich 
wzruszasz lub inspirujesz. 
No  tak,  ale  dopóki  nie  spotkałam  ciebie,  nikt  nie  rzucał  się  na  mnie  publicznie,  nie 
przeszkadzał w zjedzeniu posiłku, nie śledził z aparatem fotograficznym jak idę do sklepu. 
Podziwiać artystę to jedno, ale całkowicie uniemożliwić mu życie prywatne, to coś całkiem 
innego. 

A  jednak  wydaje  się,  że  największą  uwagę  zwraca  się  na  tych,  którzy  są  aroganccy  wobec 
swych wielbicieli i nie współpracują z prasą i telewizją. 

Nie zwracałbyś takiej uwagi na siebie, gdybyś swoje opinie wyrażał bardziej dyskretnie. 

Niewiele by to pomogło. I wówczas nie byłbym sobą. A poza tym, to nie ja narzekam na 
nadmiar popularności. 

Nina kopnęła szyszkę leżącą na drodze. 
To wszystko jest bardzo trudne - powiedziała z westchnieniem. 

A jednak sama wybrałaś karierę sceniczną. 

Ja wybrałam śpiew - poprawiła go. - I poza rozwodem nigdy nie byłam w sytuacji, której nie 
mogłam opanować. Dziennikarze przeprowadzający wywiady pytają mnie o moją pracę, 
wykształcenie i plany na przyszłość. A jeżeli nawet zadają mi pytania dotyczące mojego życia 
prywatnego, to jest ich niedużo i nie są napastliwe. To jest zupełnie inny świat, niż świat muzyki 
pop, Luke. My nie jesteśmy ani tak znani, ani tak popularni i mało kto interesuje się naszym 

życiem prywatnym. 
To dlaczego twój rozwód wywołał taki rozgłos? 

background image

Ponieważ  na  swój  sposób  Philippe  był  również  gwiazdą.  W  jego  żyłach  płynęła  błękitna  krew, 
posiadał ogromny majątek. Był dobrze znany w Paryżu, Monte Carlo, Mediolanie, Beverly Hills i 
San  Francisco.  W  pewnych  kręgach  uosabiał  przepych,  doskonałe  urodzenie  etc.  Nasz  rozwód 
był wystarczająco odrażający, aby stanowić dobry temat dla prasy - dodała z niesmakiem. 

Zatrzymali się na polanie. Luke namówił ją by usiedli w promieniach słońca. Nina zamyśliła się. 
-Czy  to  znaczy  -  zapytała  w  końcu  -  że  nigdy  nie  będziemy  się  mogli  pokazać  publicznie,  jak 
każda inna normalna para? 

Nie  -  odpowiedział  Luke  zdecydowanie  -  we  wsiach  i  w  małych  miastach,  gdzie  rzadko 

docierają  sławni  ludzie  możemy  się  spodziewać  takiej  reakcji,  jak  tutaj.  Dlatego  właśnie  tak 
bardzo  lubię  Nowy  Jork.  Poza  paroma  fotografami  i  fanatykami,  ludzie  rzadko  mnie  tam 
niepokoją.  Nowojorczycy  widzieli  już  wszystko.  Znane  twarze  niewiele  dla  nich  znaczą.  Mogę 
chodzić po ulicach, jeść w restauracjach, robić zakupy - to wspaniałe uczucie. 

-  Musi to  być  niezwykle  cenna wolność  - powiedziała Nina, leżąc na trawie i melancholijnie 

wpatrując się w niebo. 

Luke szukał odpowiednich słów, żeby ją przekonać. 
-  Są  jeszcze  inne  rzeczy,  które  sobie  cenię,  Nino.  Przyjaciele,  rodzina,  praca  i  teraz  ty. 

Chcę  być  z  tobą.  Mogę  zmienić  pewne  rzeczy  w  moim  życiu,  ale  nad  innymi  nie  mogę 
zapanować. 

Oczy  ich  się  spotkały  i  w  jej  wzroku  ujrzał  niechęć,  która  go  zaniepokoiła.  Nina 

zbudowała  swoje  własne  życie  i  karierę  i  wydawało  się  jej,  że  nie  chciałaby  ryzykować 
zmian.  Ale  coś  silniejszego  niż  te  różnice  i  jej  wątpliwości  pociągało  ją  w  głębi  tych 
piwnych oczu. Jego wzrok przesunął się po jej ciele, wyciągniętym na trawie. Poczuła ciepło 
na  skórze  i  pożądanie,  które  ogarniało  ją  stopniowo  ze  wzrastającą  siłą  słodkiego 
oczekiwania. 

-  Powinnam się jeszcze wiele dowiedzieć o twoim życiu, prawda? 

Ton  głosu  zdradził  jej  uczucia.  Zobaczyła,  że  oczy  mu  ciemnieją  i  lewa  brew  leniwie 

opada.- Ja  również  powinienem  się  wiele  dowiedzieć  o  tobie  -  powiedział  mkiękko.  - 
Chciałbym wiedzieć wszystko. 

Odgarnął jej włosy i delikatnie zaczął wodzić po konturach policzków, twarzy, szyi. 

Nina ujęła jego dłoń i powiodła ją pod luźną flanelową koszulę, aż spoczęła na jej piersi. 

Była  to  chwila  pełna  wzajemnej  czułości.  Obydwoje  trwali  w  bezruchu,  pieszcząc  się 
jedynie oczyma. 

W końcu Luke zaczął rozpinać koszulę Niny. 

Nigdy nie kochałam się na trawie - wyszeptała, obserwując go spod rzęs. 

Na  wszystko  kiedyś  musi  przyjść  pora  -  odpowiedział  zduszonym  głosem,  pochylając 
głowę, aby ucałować jej miękkie wargi. 

ROZDZIAŁ ÓSMY

 

-  Święto Dziękczynienia jest w czwartek – oznajmił Luke. 

Nina  zmywała  naczynia.  Tego  wieczora  wrócili  do  miasta  i,  ponieważ  Nina  nie  umiała 

gotować, przypadła jej brudna robota. Luke wycierał naczynia i chował je do szafek. Jeszcze nie 
bardzo  orientował  się,  gdzie  co  stoi  i  Nina  co  chwila  musiała  wskazywać  mokrą  ręką 
odpowiednią szafkę. 
- Tak, wiem - odpowiedziała zakłopotana. 
Czuła wyzwanie w jego głosie. Wydawało się jej, że wie, 

o co mu chodzi, ale chyba jeszcze nie była na to gotowa. 

Jakie masz plany, Nino? 

Jeżeli jestem w Nowym Jorku, zawsze spędzam ten dzień u rodziców. A ty? Polecisz do Kansas? 

Nie. W piątek mam program na żywo w telewizji. 

O,  zupełnie  zapomniałam.  To  postaw  na  lodówkę,  Luke.  Nina  w  milczeniu  myła  naczynia, 
wiedząc, że Luke czeka na jej propozycję. 

No? 
Co, no? - spytała niepewnie. 

Nino, dlaczego nie chcesz przedstawić mnie swojej rodzinie. Przecież prędzej czy później będziesz 
musiała to zrobić. 

Dlaczego? 

background image

Jak to, dlaczego? 

- No przecież ty jesteś... my jesteśmy... to znaczy... 
Luke zmrużył oczy. W pokoju zapanowało niebezpieczne napięcie. 

O co ci chodzi? Boisz się, że im się nie spodobam? 

Nie. 

Obawiasz się, że oni mnie się nie spodobają? 
Nie... 

No więc co, Nino? 

Poruszyła się nerwowo, niezdolna wydusić z siebie odpowiedzi. 

Czy chcesz trzymać mnie pod kluczem w sypialni do swego wyłącznego użytku? Czy masz 
zamiar  bawić  się  mną,  aż  się  nie  znudzisz,  a  wtedy  mnie  rzucisz?  Czy  ja  jestem  tylko 
epizodem w twoim życiu i nie chcesz, żeby ktokolwiek o nim wiedział? 
Nie! Uspokój się! 

Chwycił ją gwałtownie za ramiona. Przez chwilę trwali oboje w niemej złości. 

Posłuchaj, spędzę z tobą Święto Dziękczynienia w twoim... - zaczęła. 

Mnie to guzik obchodzi, gdzie będziesz jadła indyka w czwartek! - oznajmił z wściekłością. 
To o co ci chodzi? 

Puścił ją, odsunął się i przeciągnął ręką po włosach. Spostrzegł, że ona patrzy w kierunku 
drzwi. 

Tym razem nie możesz iść do domu, Nino. Jesteś w domu. Właśnie dlatego postanowiłem 
porozmawiać z tobą tutaj, żebyś nie mogła uciec. 

Czy  to  ma  jakieś  znaczenie,  czy  poznasz  moją  rodzinę,  czy  nie?  Dlaczego  tak  chcesz  ją 
poznać? - broniła się. 
To  nie  o  to  chodzi  -  westchnął  głęboko.  Nie  mam  zamiaru  udawać,  że  przeżywamy 
krótkotrwałą  miłostkę.  Może  i  pochodzimy  ze  światów,  które  różnią  się  pod  każdym 
względem,  ale  zdarzyło  się  coś  bardzo  ważnego  między  nami.  Być  może  kiedyś  się  roz-
staniemy, ale nie pozwolę na to, żeby wszystko się rozleciało tylko dlatego, że nie robiliśmy 
nic, aby to utrzymać. 
Czy stawiasz mi warunki? 

Tak. Nie chodzi o to, żeby poznać twoją rodzinę w czwartek. Musisz pogodzić się z tym, że teraz 
jestem  częścią  twojego  życia,  a  ty  mojego.  Jest  mi  z  tobą  cudownie  w  łóżku,  Nino,  ale  poza 
sypialnią  każde  z  nas  ma  swoje  życie:  przyjaciół,  rodzinę,  pracę,  przyzwyczajenia.  Jeśli  chcesz 
wykluczyć mnie z reszty twojego życia i nie uczestniczyć w moim, to nasza znajomość zmieni się 
w banalną przygodę. Nie chcę brać w tym udziału, Nino. Chcę, żeby między nami było inaczej. 

Nina  zagłębiła  się  w  fotelu  i  wbiła  wzrok  w  podłogę.  Ona  również  nie  miała  ochoty  na 

krótkotrwałą  przygodę,  ale  jeszcze  nie  była  gotowa  angażować  się  bardziej  poważnie. 
Wprawdzie  stworzyli  swój  własny,  mały  świat  w  letnim  domku  Jesse'ego,  ale  była  to  tylko 
ucieczka od zwykłego życia. Oboje potrzebowali swej pracy, za bardzo kochali kariery. Ich styl 

życia,  przyjaciele,  przyzwyczajenia  były  tak  różne!  Jakie  więc  szanse  przetrwania  miał  ich 
związek? Czy za parę miesięcy nie będzie musiała organizować swojego życia na nowo? 

- Ja... - zaczęła. 

Luke podszedł do niej, przykucnął obok fotela i łagodnym ruchem głaskał jej włosy. 

-No, już dobrze, Nino. Trudno ci podjąć decyzję. Nie wiesz, co masz zrobić. Musisz mieć czas, 

żeby  to  przemyśleć. Chyba oboje potrzebujemy spokojnej nocy.  Idę  do  domu.  Pomyśl  teraz  nad 
tym, 

co 

ci 

powiedziałem. 

Wiesz, 

gdzie 

mnie 

znaleźć, 

jeśli 

będziesz 

chciała 

porozmawiać. 

Pocałował ją lekko w czoło. Jeszcze długo po jego wyjściu siedziała nieruchomo. 

Po  jakimś  czasie  wyciągnęła  się  w  fotelu  i  westchnęła  głęboko.  Teraz  ona  musiała  wykonać 

następny gest. Ale jaki? 

Od chwili kiedy znalazła się w jego ramionach, wiedziała do czego to doprowadzi. Starała się 

o tym nie myśleć. Od początku nic jej nie ułatwiał i była pewna, że teraz też nie może liczyć na 
niego. 

Sam  powiedział,  że  być  może  kiedyś  się  rozstaną.  Czy  będzie  w  stanie  i  czy  chce  to 

przeżyć? 

Po raz pierwszy zrozumiała, dlaczego ze swego nieudanego małżeństwa wyszła z urażoną 

dumą,  ale  z  nietkniętym  sercem.  Po  prostu  w  jej  związku  z  Philippe'em  serce  nie  było 

background image

narażone na żadne ryzyko. Gdy myślała o swojej przeszłości, wszystko zaczęło się układać 
w  pewną  całość.  Bardzo  kochała  swoją  rodzinę.  Ale  nawet  wobec  niej  zdołała  utrzymać 
pewien  dystans.  Ponieważ  była  inna  niż  pozostałe  dzieci,  była  „artystką",  akceptowali  to. 
Jej związki z mężczyznami wyglądały podobnie. Nie stawiano jej żadnych wymagań, a ona 
zawsze  zachowywała  dystans.  Nawet  w  przyjaźni  nie  dawała  z  siebie  wszystkiego.  Do 
pewnego stopnia pozostawała samotna. 

Do  tej  pory  pochłonięta  była  całkowicie  śpiewaniem.  Ale  chyba  jednak  potrzebowała 

czegoś więcej... Teraz, przy długowłosym wokaliście rockowym miała przedsmak szczęścia, 
o ile będzie miała dość odwagi, by po nie sięgnąć. 

Złościł  ją,  irytował  i  doprowadzał  do  furii,  bawił,  zaspakajał,  uszczęśliwiał,  rozpalał  w 

niej namiętność. Jedno jest pewne - nigdy jej nie nudził. Zmuszał ją do pełnego uczestnictwa 
zarówno  wtedy,  kiedy  się  kochali,  jak  i  wtedy,  kiedy  się  kłócili,  kiedy  rozmawiali, 
obserwowali zachód słońca, czy zmywali naczynia. Przy nim każda chwila była ważna. 

Zdawała sobie sprawę, że on oczekiwał od niej pełnego zaangażowania. Nigdy dotąd nie 

wymagano  od  niej  aż  tyle.  Ogarniał  ją  strach  na  myśl,  że  może  w  ogóle  jest  do  tego 
niezdolna. 

Nadszedł czas decyzji. Czy była do niej gotowa? 

Na pewno on był tego wart. Odejść od niego? To było nie do pomyślenia. Wzięła gorącą kąpiel, a 
potem zadzwoniła do rodziców. 

Mamo, czy mogę przyprowadzić gościa w Święto Dziękczynienia? 

Och, Nino, naprawdę chcesz go przyprowadzić? 
Tak mamo. 

Ojciec Niny wziął słuchawkę do ręki. 
-No, wreszcie - wyrzucił z siebie. – Najwyższy czas! Wszyscy już o tym mówią, a mnie nie dane 
było nawet go poznać. Matka Niny wyrwała ojcu słuchawkę. 

Będę się starała  powstrzymać  ojca od pochwalenia  się  wszystkim  sąsiadom,  że  twój  ukochany 
będzie u nas na kolacji. 
Mój  ukochany?  -  powtórzyła  Nina.  Nie  mogła  przecież  przedstawić  Luka  rodzicom  jako 
swojego kochanka. W czwartek trzeba będzie uważać na słowa. 
Twój  ojciec  prosił  mnie,  żeby  cię  zapewnić,  że  nie  powie  nic,  co  może  wprawić  tego  pana  w 
zakłopotanie. 

Myślę, że ten pan sam sobie da radę. Może się nawet okazać, że tato znajdzie w nim godnego 
przeciwnika. Do zobaczenia w czwartek, mamo. 

Nina postanowiła nie dzwonić do Luke'a tego . wieczora. Jeszcze nie czuła się na siłach, by z 

nim rozmawiać. Leżała na łóżku przewracając się z boku na bok. Nie mogła usnąć. W końcu 
zdecydowała się zadzwonić. 

Długo  nie  odbierał  telefonu  mimo,  że  aparat  stał  przy  jego  łóżku.  Kiedy  się  odezwał,  miał 

bardzo zaspany głos. Zaklął siarczyście. 
To ja - zaczęła Nina. 
Kto, ja? - warknął. 

Nina. Czy jeszcze ktoś dzwoni do ciebie o trzeciej w nocy? 
O co ci chodzi? - spytał niezbyt uprzejmie. 
Luke... - Boże, jak mu to powiedzieć. Czy choć raz nie mógłby jej czegoś ułatwić. Przez długi 
czas w słuchawce panowała cisza. Kiedy się wreszcie odezwał, usłyszała to, co chciała usłyszeć. 
Nino... najmilsza - nigdy przedtem tak do niej nie mówił. - Czy wszystko jest w porządku? 
Czy chcesz, żebym przyszedł do ciebie? 

Nina uśmiechnęła się z radością ściskając słuchawkę obiema  rękoma.  To był znowu ten 

Luke,  którego  znała  i  z  którym  mogła  rozmawiać.  Oczyma  wyobraźni  widziała  wyraźnie, 
jak  leży  nagi  pod  prześcieradłem  na  swym  wielkim  łożu,  włosy  zmierzwione,  lewa  brew 
opuszczona, oczy zaspane. Ach, jak chciała się do niego przytulić! 

- Luke, jakie masz plany na czwartkowy wieczór? 

Mimo nawału pracy Ninie udało się znaleźć trochę czasu, by spotkać się z Luke'em w ciągu 
tygodnia. Umówili się na obiad, podczas którego Nina ze zdziwieniem dowiedziała się, że Luke 
nie lubi futbolu. 
Nie lubisz futbolu? - spytała z niedowierzaniem. 

Jak to możliwe, żebyś nie lubił futbolu? Co z ciebie za mężczyzna? 

background image

Lubię koszykówkę - odrzekł ugodowym tonem. 
To nie to samo. - Nie jestem pewna, czy będę mogła jadać śniadanie z człowiekiem, który 
nie lubi futbolu - oznajmiła. - A przede wszystkim, co ja zrobię z tymi biletami? Z wielkim 
wysiłkiem  i  za  duże  pieniądze  udało  jej  się  zdobyć  dwa  bilety  na  sobotni  mecz  i  z  dumą 
położyła je na stole przed Luke'em. 
Sprzedaj je. 

Chyba zwariowałeś. Czy wiesz, jak trudno było je załatwić? Raczej  bym  sprzedała swoją 
cnotę. 

Na to jest chyba trochę za późno - odparł rozbawiony. 

Jak chcesz. Jeśli o mnie chodzi, możesz sobie w sobotę siedzieć w domu przed telewizorem. 
Pójdę z Matthew. 
Kim jest Matthew? 
Jeszcze jeden mój brat. Między Markiem a Joem. Jest moim ukochanym bratem. Akompaniował 
mi,  kiedy  śpiewałam  jako  mała  dziewczynka.  Nauczył  mnie  grać  w  piłkę  nożną  i  bić  się  z 
chłopakami z sąsiedztwa. To on załatwił mi występy w barach i klubach i dał do zrozumienia, że 
jeśli ktoś  mnie tknie, będzie miał z nim  do czynienia. Jest  uważany za spokojnego, co w mojej 
rodzinie oznacza, że krzyczy mniej niż inni. 

Czy będzie u twoich rodziców w Święto Dziękczynienia? 

Tak.  Przyjedzie  z  Vermont,  gdzie  razem  ze  swoją  dziewczyną  żyją  blisko  natury.  On  buduje 
drewniane domy, ona wyrabia ser. Będzie cię uważnie obserwował, czy na pewno jesteś wart jego 
małej siostrzyczki. 

W Święto Dziękczynienia spóźnili się do jej rodziców. Nina  chciała  jechać  metrem.  Natomiast 

Luke postanowił jechać samochodem. Jednakże Luke nie znał Brooklynu, a Nina nigdy tam nie 
jeździła samochodem i nie potrafiła wskazać drogi. Błądzili przez ponad godzinę. 

Bardzo przepraszam za spóźnienie - Luke użył całego swego wdzięku przepraszając Julię, matkę 
Niny. - Nina postanowiła pokazać mi okolice. 

Ona jest wspaniałą śpiewaczką, ale jeśli chodzi o orientację w terenie, to jest zerem - przyznała 
Julia. 

Wspaniale  wyglądasz  w  tej  szacie,  mamo.  Co  to  za  okazja?  -  śmiała  się  Nina.  Ostatni  raz 
widziała matkę tak elegancką na swej pierwszej premierze w Nowym Jorku. 

Maria  i  Angela  wypadły  do  holu  piszcząc  entuzjastycznie.  Chwyciły  Luke'a  za  ręce  i 

zaprowadziły do saloniku, by przedstawić swego znajomego pozostałym 

Gnagnarellim. Nina poszła za nimi i świetnie się bawiła obserwując, jak Luke całuje zaślinione 

maleństwa,  bez  mrugnięcia  okiem  odpowiada  na  łamiący  kości  uścisk  dłoni  ojca,  flirtuje  z 
rozanielonymi  żonami  i  dziewczynami  jej  braci  oraz  próbuje  zapamiętać  imiona  czterech 
męskich potomków rodu. Nawet pies wiedział, jak się zachować i z uwielbieniem w oczach szedł 
za nim krok w krok. 

Przed  kolacją  cała  rodzina  zachowywała  się  głośno,  ale  całkiem  przyzwoicie.  Rozmowa 

toczyła się wokół błahych spraw. Kiedy matka Niny poprosiła, żeby żona Michaela pomogła 
jej w kuchni, Luke zadziwił wszystkich - oprócz Niny - nalegając, że to on pomoże Julii. 
Luke i Julia przypadli sobie do gustu. 
Luke mówi, że powiedziałaś mu, że nigdy nie nauczyłam cię gotować, Nino - Julia odezwała 
się  z  pretensją  w  głosie.  -  Natomiast  prawda  jest  taka,  Luke,  że  kiedy  próbowałam  ją 
nauczyć,  ona  odmawiała.  Twierdziła,  że  będzie  sławną  śpiewaczką  i  wyjdzie  za  mąż  za 
bogatego człowieka, z którym będzie jadać w restauracjach. 
Mamo! 

Luke  ryczał  ze  śmiechu.  Po  minie  Niny  można  było  poznać,  że  jako  mała  dziewczynka 

naprawdę tak mówiła. 

Wszyscy nasi synowie nauczyli się gotować, ale Nina jest strasznie uparta. 
Wiem - odparł Luke sucho. - Ale teraz będzie się musiała nauczyć. Nie jestem aż tak bogaty, 
by co wieczór odwiedzać jej ulubione restauracje. 

Czy macie zamiar wziąć ślub? - wtrąciła się Angela. 
Wystarczy Angelo - uciął Stefano, krojąc indyka. - Kto chce białe mięso, a kto woli ciemne? 

Nina się zarumieniła. Obawiała się, że ktoś z rodziny zechce rozwinąć ten temat. Był pierwszym 
mężczyzną od czasów Philippe'a, którego przyprowadziła do domu. Czuła, że może być źle 
zrozumiana. Odetchnęła, gdy nikt nie podjął kwestii „nowego narzeczonego". Małżeństwo? 

background image

Przecież oni nawet nie potrafią słuchać tej samej stacji radiowej. 

Przyniosę bułeczki - oznajmiła matka Niny wstając. 
Julio, kochanie - zwrócił jej uwagę Stefano. 

-  Kuchnia jest w przeciwnym kierunku. 

Ja tylko... 

Przecież postanowiliśmy, że poczekamy i wszyscy razem to potem obejrzymy, kochanie. 

- No mamo, to nie w porządku - poparł ojca Mark. 
Julia poszła do kuchni mamrocząc z niezadowoleniem. 
- Może ktoś mi wyjaśnić, o co właściwie chodzi?-  spytał Luke. 

O futbol - poinformowała Nina. 
Nagrywamy teraz mecz na video, które dostaliśmy od Niny - wyjaśnił Stefano. Postanowiliśmy, że 
w  tym  roku.  zjemy  kolację  przy  stole  jak  kulturalni  ludzie,  a  mecz  obejrzymy  wieczorem.  To 
będzie tak samo, jak byśmmy oglądali grę na żywo. 
Luke nie lubi futbolu - powiedziała Nina złośliwie. 

Ta  informacja  poważnie  nadszarpnęła  jego  popularność  wśród  rodu  Gnagnarellich  i  co 

najmniej przez dziesięć minut musiał się tłumaczyć. 

Mniej więcej w połowie kolacji rodzina zapomniała o stanowczym postanowieniu trzymania 

się w ryzach i rozmowa przybrała normalny obrót. Zaczęło się od tego

?

 że Joe i Stefano pokłócili 

się  o  coś,  co  zdarzyło  się  \y  Waszyngtonie  w  poprzednim  tygodniu.  Każdy  musiał  oczywiście 
wyrazić swoją opinię i wkrótce przy stole rozgorzała jak zwykle wojna,  tym  razem  z udziałem 
Luke'a. 

Luke, może byś wytłumaczył temu upartemu młodemu... 

Luke, przecież ty podobno jesteś zaangażowany po stronie... 

Wciągnięty  siłą  do  rozmowy  Luke  przez  godzinę  rozprawiał  o  moralności,  polityce  i 

stosunkach społecznych, wykrzykując swoje racje jak wszyscy Gnagnarelli. Nina westchnęła i 
skoncentrowała uwagę na swoim talerzu. Od początku wiedziała, że Luke da się wciągnąć do 
dyskusji. 

Jej „ukochany" podbił serca całej rodziny. Nie we wszystkim zgadzali się z Lukiem, ale z 

szacunkiem  odnosili  się  do  jego  racji.  Jej  ojciec  uważał,  że  jak  na  długowłosego 
wykrzykującego o seksie, ma dobrze poukładane w głowie. Joe był zdania, że Luke godzi się 
na  kompromis.  Matka  Niny  uznała,  że  jest  wspaniałym  chłopcem  o  wielkim  sercu,  wyraźnie 
zakochanym w Ninie. 

Wcale nie jesteś takim, jakiego cię opisali w tym artykule, który przeczytałem w sklepie... - 
przyznała Julia przy kawie. 
A co o mnie pisali? 

Że jesteś arogancki... 

Ależ jest, mamo - wtrąciła Nina. 
Porywczy... 

Wiem coś o tym - powiedziała Nina. 

Że łatwo wpadasz w złość... 

Moje słowa - dodała Nina. 

Że nigdy nie wiadomo, czego się po tobie spodziewać... 

Czy to jakiś twój przyjaciel napisał ten artykuł? - Nina popatrzyła pytająco na Luke'a. 

I  pies  na  dziewczyny.  Hordy  panienek.  Kobiety  za  nim  szaleją  -  zakończyła  Julia  i 
szelmowskim wzrokiem spojrzała na Ninę. 

Czy to na pewno chodziło o Luke'a? - spytała Nina. 

Oczywiście! I podano listę pań. Ty, Nino, byłaś na końcu tej listy. Inne... 

Mamo, nie uwierzę, że czytujesz takie brednie -wtrącił Michael. - To powinno być zabronione. 

-  Zabronione? Czy ja się nie przesłyszałem, zabronione? - wykrzykiwał Mark. - Michael, czy 

ty nie wiesz, że... 

Po  godzinie,  gdy  Nina  w  kuchni  z  niechęcią  zabierała  się  do  mycia  garnków,  dalej  się 

przekrzykiwano.  Matthew  miał  wycierać.  Byli  sami.  Matthew  na  ogół  nie  mówił  zbyt  wiele. 
Zachowywał się poprawnie wobec Luke'a, ale Nina wiedziała, jak mu się badawczo przyglądał. 

-  Mam dwa bilety na sobotni mecz. Może byś poszedł ze mną? - spytała. 

Matthew  mieszkał  w  Vermont,  co  oznaczało,  że  musiałby  pokonać  długą  drogę  do  Nowego 

Jorku. 

background image

-  Zaproszę cię za to później na kolację, gdzie tylko będziesz chciała. 

Nina uśmiechnęła się do siebie, przypomniała sobie bowiem takie samo zaproszenie Luke'a. 

Kiedy cała rodzina usadowiła się przed telewizorem,  by oglądać mecz,  Luke złapał wreszcie 

Ninę... 

Czy możemy już iść? 

Ale ja chciałam obejrzeć mecz. 

Proszę cię, Nino! Będziesz mogła pożyczyć od nich kasetę w przyszłym tygodniu. Naprawdę nie 
wysiedzę trzech godzin na meczu. Poza tym mam potworny ból głowy. 

W to mogę uwierzyć - powiedziała chichocząc. 
-  No dobrze, to pożegnajmy się. 

Maria i Angela zaprotestowały tak głośno, jakby chodziło o wyjazd Luke'a gdzieś na Syberię. 

Kiedy  Luke  pocałował  matkę  Niny  na  pożegnanie  odmłodniała  o  kilkanaście  lat  i  wyglądała 
prawie jak Nina. 

-  Mam  nadzieję,  że  cię  wkrótce  znów  ujrzymy-powiedział  ojciec  Niny  klepiąc  Luke'a  po 

ramieniu. 
W samochodzie, w drodze powrotnej na Manhattan Nina siedziała blisko Luke'a z głową opartą o 
jego ramię. 

Czy oni zawsze tak... są tacy? - spytał. 
Tak. 

Teraz rozumiem dlaczego szukałaś ukojenia w muzyce. 

Nie podobali ci się? 

Wręcz odwrotnie, bardzo mi się podobali. Ale są trochę męczący. 

Ty też - wytknęła mu. - Zresztą pasujesz do nich jak ulał. 

Z  tą  różnicą,  że  ja  jestem  tylko  jeden  -  odparł  pogodnie.  -  Poza  tym,  ty  wiesz,  jak  mi 
zamknąć usta. 

-  Na chwilę zapadło milczenie. 

A jaka jest twoja rodzina? - spytała z zaciekawieniem. 

Spokojniejsza niż twoja. 
Ach, o to nie trudno. A poza tym? 

W  pewnym  sensie  podobna  do  twojej.  Pracują  ciężko,  mają  ustalone  poglądy,  lubią  się 
sprzeczać.  Bardzo  interesują  się  sprawami  rolnictwa  i  życia  na  wsi.  Moja  mama  jest 
przyjazna i otwarta. A tato? Trzeba go poznać bliżej, ale to człowiek o gołębim sercu. Moja 
siostra jest wesoła, silna i piękna. Jest położną. 

Jakie było twoje dzieciństwo? 

Przez chwilę się zastanawiał zanim odpowiedział. 
-Moi  rodzice  byli  wspaniali,  bo  pozwolili,  żebym  sam  o  sobie  decydował.  Nie  wtrącali  się 
również,  kiedy  miałem  jakieś  kłopoty.  Musiałem  je  sam  rozwiązywać.  To  mnie  wcześnie 
nauczyło  być  dojrzałym.  Chyba  miałem  całkiem  normalne  dzieciństwo.  Dopiero  jako 
nastolatek  poczułem  się  jak  w  klatce.  Nie  miałem  ochoty  spędzać  całego  życia  w  jednym 
miejscu  robiąc  to,  co  mój  ojciec  i  dziad.  Marzyłem,  żeby  zobaczyć  co  jest  za  polami 
pszenicy, byłem ciekaw jak żyją inni, co myślą. No i miałem gitarę. Może nie uwierzysz, ale 
byłem wtedy nieśmiały, a pisanie piosenek dawało mi jedyną możliwość  wyrażenia swoich 
uczuć. 
A teraz? 

Teraz,  jak  byłaś  łaskawa  mi  wytknąć,  nie  mam  problemów  z  wyrażaniem  swoich  uczuć.  A 
muzyka? Muzyka jest odbiciem mojego stosunku do życia, dobrych i złych jego stron. 
Ale dlaczego muzyka rockowa? 

Bo mimo, że twoi koledzy artyści myślą inaczej, muzyka rockowa jest jedną z ważniejszych form 
sztuki  dwudziestego  wieku.  Potrafi  obalać  bariery  językowe  i  narodowościowe.  Przemawia  do 
całego  świata  w  taki  sposób,  w  jaki  żaden  inny  rodzaj  muzyki  dotychczas  tego  nie  robił.  Jest 
pełna seksu. No i - dodał z uśmiechem - mówiąc mniej poważnie, podoba mi się. 
- Wobec tego... i ja spróbuję ją polubić, Luke. 
Przez jakiś czas w samochodzie panowało przyjazne 

milczenie. Od momentu, kiedy zdecydowała się zostać z nim, Luke był miły i niewymagający. 
Musiał  uświadomić  sobie,  jaka  to  była  dla  niej  trudna  decyzja  i  dla  niego.  Czy  zawsze  parł  do 
przodu  pewny  swego,  czy  jak  każdy  człowiek  miewał  wątpliwości,  obawy  i  wahania? 

background image

Prawdopodobnie początkowe, trudne lata kariery nauczyły go wiary w swoje siły. Zastanawiała 
się, jaki on był wtedy, wiele lat temu, młody, biedny, nieznany. Czy już wtedy tkwił w nim taki 
magnetyzm? Czy już wtedy tak dokładnie wiedział, czego chce i czego potrzebuje? Przytuliła się 
do niego. 

- Zimno ci? - spytał. 
- Nie - zamruczała. 

Pozostałą część drogi do domu Luke pokonał z niebezpieczną szybkością. 

Mecz piłki nożnej był wspaniały. Matthew zagrzewał swoją drużynę do walki za dwoje, bo 
Ninie nie wolno było krzyczeć. Ale poza tym podskakiwała, jadła orzeszki i piła coca colę, 
ile dusza zapragnie. Jak to było możliwe, że zupełnie zrezygnowała z piłki nożnej w czasie 
trwania swego małżeństwa. Chyba upadła na głowę. Luke może i nie był entuzjastą futbolu, 
ale na pewno nigdy nie nalegałby, żeby nie chodziła na mecze tylko dlatego, że on tego nie 
lubi. 

Co miałabyś ochotę zjeść? - spytał Matthew, kiedy wychodzili po meczu. 

Pizzę, pizzę, pizzę! - wykrzykiwała i podskakiwała jak jej bratanice. 

Ostatnimi  czasy  jesteś  bardzo  radosna  -  zauważył  Matthew.  -  Czy  to  ma  jakiś  związek  z 
Luke'em? 

Chyba tak, Matt. Wszystko mi się w tym roku udawało, ale najbardziej właśnie Luke. 

On i „Rigoletto". 

Tak i  „Rigoletto"  - wspaniały sukces Niny jako  Gildy wzbudził zainteresowanie jej osobą. 
Zaczynały się sypać fascynujące propozycje. 

Staram się myśleć perspektywicznie. W takich momentach trochę mi brakuje Philippe'a. On 
miał znakomity instynkt, jeśli chodzi o moją karierę. 
A Luke? 

On nie zna się na operze. Za to wie, co znaczy ambicja. On mnie zachęca do pracy, ale gdyby 
przyszło do dawania mi rad, to  wątpię, czy by się tego podjął. Często mówi, że coś mu się 
nie podoba, ale nie wygłasza kazań. 

Czy bardzo ci na nim zależy? 
Coraz bardziej. 
Od jak dawna go znasz? 

Nie tak dawno. Poznałam go podczas wręczania nagród muzycznych w telewizji. Ale dopiero od 
paru  tygodni  jesteśmy  razem.  No  i  jak  już  zaczęliśmy  widywać  się  regularnie,  on  musiał 
wyjechać na dziesięć dni. 

Jest  to  fajny  facet,  Nino.  I  nie  głupi.  Nigdy  przedtem  nie  widziałem  nikogo,  kto  by  potrafił 
przekonać Joego do zmiany zdania. 

Przez chwilę oboje milczeli. 

Nie podoba ci się? - zawahała się Nina. 

Skądże, podoba mi się i to bardzo. 

No więc? 

Widzisz, nie chciałbym, żebyś myślała, że zachowuję się jak stara baba, Nino, ale jego życie było 
zupełnie inne niż... 
Wiem. 

Mam na myśli kobiety w jego życiu. 
Aha. 

Nawet mama uległa jego urokowi, zauważyłaś Dobrze, że ojciec był tak zajęty dyskusją, że tego 
nie  zauważył,  w  przeciwnym  razie  mógłby  być  zazdrosny  Chodzi  mi  o  to,  że  taki  facet,  który 
prowadzi  życiu  gwiazdy  rocka...  Już  dosyć  przeżyłaś  z  Philippe'em,  nie  chcę,  żebyś  miała 
podobne problemy. 

Wierzę  w  to,  że  Luke  jest  wobec  mnie  uczciwy,  Matt.  Cokolwiek  się  stanie,  myślę,  że 

„oszukiwanie" nie wchodzi w grę. 

Mam  nadzieję,  że  masz  rację,  siostrzyczko.  Prawdopodobnie  nie  ma  się  czym  przejmować.  W 
każdym razie ma na twoim punkcie bzika. Kiedy go obserwowałem, straciłem rachubę, ile razy 
na ciebie zerkał. 

Zmienili temat i beztrosko rozmawiali do koktajlu i kolacji. Na pożegnanie Matthew czule objął 
Ninę. Ta rozmowa dała jej dużo do myślenia. W przeszłości Luke'a było wiele kobiet, a co z 
przyszłością? Czy ona zajęła miejsce jednej z tych dziewczyn? Czy ktoś zajmie jej miejsce? 

background image

Pamięta poniżenie i ból, kiedy poczuła się niepotrzebna, gdy rozpadło się jej małżeństwo. 

Tego  wieczora  była  wyjątkowo  zimna  wobec  Luke'a.  Zastanowiło  go  to,  ale  nic  na  ten 

temat  nie  wspomniał.  Jednakże  nie  został  u  niej  na  noc.  Zrozumiała,  co  chce  przez  to 
powiedzieć. Miał oczywiście rację. I tak często się kłócili. Następnego ranka już w dobrym 
humorze poszła do niego do domu. 

Drzwi otworzyła jej atrakcyjna blondynka w średnim wieku. 

- Od razu zorientowałam się, że ty jesteś Nina - przywitała ją na progu. Podała Ninie rękę i o 
mało nie pogruchotała jej dłoni w silnym uścisku. – Luke dużo mi o tobie opowiadał. 
Tak? - Nina była nieco zakłopotana. 
Jestem Kate. 

Ach, to ty jesteś Kate? Miło mi... 
Kate!  -  krzyknął  zniecierpliwiony  Luke.  -  Nie  skończyliśmy  jeszcze  naszej  rozmowy.  - 
Wpadł  do  holu.  -  Czy  ty  nie  mogłabyś...  aaa,  Nina.  Co  ty  tu  robisz?  Dobra  Kate, 
porozmawiamy o tym jutro... 
Ale... 

Czy nie masz nic lepszego do roboty, niż zatruwać mi niedzielę? 

To ty do mnie dzwoniłeś - wypomniała mu Kate. 

O co tu właściwie chodzi? - Nina chciała wiedzieć. 
-  Dlaczego ty ją tak traktujesz? 

Zawsze taki jest, zanim nie napije się kawy. Nie zauważyłaś? - spytała Kate. 

On często na mnie krzyczy, ale nie miałam pojęcia, że jest to związane z kawą. 
Uwierz mi - ciągnęła Kate. - Gdyby jego wielbiciele wiedzieli... 
No dobrze, wystarczy. Dajcie spokój. Dwie na jednego. Jedna z was musi stąd wyjść. Nie ty 
- dodał popychając Ninę w kierunku saloniku. 

Do  widzenia,   Kate.   Porozmawiamy  później - powiedział zamykając drzwi. 

Czy dowiem się, o co wam chodziło? - Nina jeszcze bez tchu po jego entuzjastycznym powitaniu 
próbowała się czegoś dowiedzieć. 

Sprawy zawodowe. Nudne, męczące sprawy zawodowe. Potem ci powiem. 
Dlaczego nie teraz? 
Bo teraz - wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni - udowodnię ci, jak mi cię wczoraj w nocy 
brakowało. 
Tak też zrobił. W jego ramionach Nina zapomniała 

o jego kłótni z Kate, zapomniała o swych planach na tefl dzień, i pewnie zapomniałaby swego 
imienia, gdyby Luke nie powtarzał go szeptem wiele razy w chwilach uniesienia. 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

 

-Myślę, że niepotrzebnie się upierasz – powiedział Luke. 

Nina spojrzała na niego sceptycznie. 

-  Może się okazać, że będzie to najprzyjemniejszy wieczór twego życia - kontynuował. 

Wargi Niny wygięły się lekko w wyrazie niedowierzania. 

- Naprawdę, będziesz się dobrze bawić - nalegał. 
Westchnęła ciężko, rozumiejąc, że w tym wypadku 
Luke chce postawić na swoim. Ale była zdecydowana nie poddawać się bez walki. 

Myślisz, że będę się dobrze bawić? - spytała łagodnie. 
Tak. 

Na rocznicowym przyjęciu wydanym przez twoją firmę płytową? Przyjęciu pełnym gwiazd rocka 
i ich wielbicieli, promotorów, menażerów, muzyków i dziennikarzy. Przyjęciu, na którym będzie 
głośna muzyka rockowa i niskiej klasy szampan. 

Więc... 

I ty jesteś przekonany, że ja, śpiewaczka operowa, całkowicie nie na miejscu w tym świecie i nie 
kochająca go, będę się świetnie bawiła? 

Może powiedzenie, że będzie to najprzyjemniejszy wieczór w twoim życiu jest nieco przesadzone 
- przytaknął. 

Podaj mi jeden ważny powód, dla którego powinnam pójść - była pewna, że miał przygotowanych 
wiele argumentów. 
Dam  ci  kilka  —  powiedział  pewnym  głosem.  -  Po  pierwsze,  jest  to  część  naszej  umowy,  że 

background image

postaramy się dzielić swoje codzienne życie. 

To niezły powód - przyznała. 

Po drugie, na takie imprezy nie chodzi się bez dziewczyny, a poza tobą w moim życiu nie ma 

żadnej innej dziewczyny. 
A  po  trzecie...  -  jego  ciemne  oczy  spojrzały  na  nią  miękko.  Wiedziała,  że  zrobi  dla  niego 
wszystko  o  co  poprosi,  byleby  tylko  patrzył  na  nią  tym  wzrokiem.  -  ...  po  trzecie,  bardzo  mi 
zależy, żebyś była ze mną. Naprawdę bardzo tego chcę - powiedział głosem pełnym uczucia. 

Czy nie mogłeś od tego zacząć? - zapytała łagodnie. - Oczywiście pójdę. 

Wziął ją w ramiona i oparł czoło na jej czole. 

Naprawdę? - zapytał miękko, chyląc wargi do pocałunku. 

Oddała mu pocałunek. 

-  Naturalnie, że chcę pójść, jeżeli jest to dla ciebie ważne. 

Wtulił twarz w jej włosy i całował jej kark. 

Jesteś pewna, że chcesz iść? 
Uh-hu - odpowiedziała rozmarzonym głosem, czując jego dłonie przesuwające się po jej plecach. 

Nie chciałabym cię zmuszać do niczego wbrew twojej woli - zamruczał do jej ucha. 

Nina odsunęła go. - W porządku, wygrałeś, lecz nie przeciągaj struny. 

Uśmiechnął się łobuzersko i zamknął jej usta długim pocałunkiem, który pozbawił ją oddechu i 
rozpalił całe ciało. 
-Myślałem,  że  najpierw  moglibyśmy  zjeść  kolację  z  Gingie  i  jej  chłopakiem,  a  później  pójść 
razem na przyjęcie - powiedział po chwili. - Dałoby to wam szansę  poznać  się  lepiej.   Będziesz  
miała  z  kim rozmawiać na przyjęciu. 

-  Cokolwiek zadecydujesz - powiedziała zgodnie - będzie dobre. 

Nina chciała spotkać Gingie. Nie widziała jej od dnia koncertu na rzecz walki z głodem, 

ale wiedziała, że ta jasnowłosa piosenkarka należy do grona najbliższych przyjaciół Luka. 

-  Będzie  przyjemnie  -  zapewnił  ją  Luke.  –  Polubisz  Gingie.  Pod  pewnymi  względami 

jesteś  do  niej  bardzo  podobna  -  mądra,  ambitna,  szykowna.  Oczywiście,  ona  się  lepiej  od 
ciebie ubiera. 

Nina spojrzała na niego spod oka. 

Jeżeli  nie  będę  się  dobrze  bawiła,  w  następnym  tygodniu  zabiorę  cię  na  koncert  kwartetu 
smyczkoweogo. 

Och, Nino, nie! Może moglibyśmy... 

I będziesz musiał włożyć garnitur i krawat. To przypomniało jej, że nie wie w co się ubrać: 

Co powinnam włożyć na ten galowy wieczór? Luke zdecydował, że chce jej kupić na 
nadchodzące przyjęcie coś najbardziej skandalicznego. 

-  Żebyś wyglądała jak prawdziwa przyjaciółka gwiazdy rocka - wyjaśnił. 

Nina skrzywiła się z niesmakiem. 

Chodzili razem po wszystkich najmodniejszych butikach Greenwich Village. Było to dla 

Niny  niezwykłe  przeżycie,  ponieważ  od  czasu  swego  małżeństwa  nosiła  ubrania  szyte  na 
miarę albo klasyczne modele z najelegantszych domów mody Europy i Ameryki. 

Po  trzech  godzinach  zdecydowali  się  na  obcisłą  metaliczną  sukienkę  ze  specjalnie 

dobranymi rękawiczkami i długimi butami. Choć Nina miała w niej zakryte dłonie i kolana, 
inne części ciała były w znacznym stopniu odsłonięte. 

Mam nadzieję, że się nie przeziębisz - powiedział Luke. 

Cieszę się, że uniknęłam aresztowania. Wyglądam w tym skandalicznie. 

Wyglądasz wspaniale - pocałował ją. Nina zaczerwieniła się zakłopotana. Zauważyła, że rozpoz-
nano  Luke'a.  Dziewczęta  pracujące  w  sklepie  obserwowały  ich  zazdrośnie,  a  z  głośników 
słychać było głos Luka śpiewającego jedną z piosenek z albumu „odrobina szaleństwa". 

Wyszli z butiku z zakupami żegnani rozmarzonym wzrokiem sprzedawczyń. 

- Teraz moja kolej - powiedziała Nina złośliwie. 

-  Idziemy. 

Och, nie, Nino. Myślę, że nie... 

A ja myślę, że tak. - Zatrzymała taksówkę. 

-  Dom Towarowy „Saks" na Piątej Alei - powiedziała 
kierowcy. 

Sprzeczali się całą drogę. 

background image

- Mam mnóstwo ubrań - powtarzał Luke z uporem. 
Mimo protestów, zaciągnęła go do sklepu. Jego 

reakcja na propozycję kupienia płaszcza deszczowego nie była zachęcająca. 

Nie potrzebuję. Mam parasol - powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu. 

To jest sprawa mody, nie deszczu. 

Czuję się w tym spętany. Jest za długi. 

Nina poddała się. Wyraźnie nie była w stanie  wpłynąć na zmianę jego decyzji, a sprzedawca 

sprawiał już wrażenie zirytowanego krytycznymi uwagami Luk

e

'a. 

Nie miał też zamiaru kupić garnituru. I wyraźnie było jeszcze za wcześnie, aby namówić go na 

kupno  skórzanego  płaszcza.  Będzie  jeszcze  musiała  nad  tym  popracować.  Upierał  się,  że  nie 
potrzebuje  krawata,  a  jednak  ofiarowała  mu  jeden  i  to  od  razu,  na  pierwszym  spotkaniu.  Nie 

znaleźli  żadnych  butów,  jakie  by  im  odpowiadały.  Sytuacja  nieco  lepiej  przedstawiała  się  w 
dziale  spodni,  dopóki  nie  zaczął  nalegać,  aby  weszła  razem  z  nim  do  przymierzalni,  żeby  mu 
pomóc zdjąć dżinsy. 

-  Tak się przyzwyczaiłem, że ty się tym zajmujesz, że już nie pamiętam, jak to się robi – 

wyjaśnił z niewinną miną. 

W  końcu  osiągnęli  pewien  kompromis.  Nina  kupiła  mu  drogi  kaszmirowy  sweter  w 

kremowo-białym kolorze, który znakomicie podkreślał jego ciemną cerę i włosy. 

Myślę, że trochę przepłaciłaś - powiedział z namysłem. 
Luke,  na  litość  Boga  -  odpowiedziała  Nina,  wyraźnie  zirytowana.  -  Jest  w  wyśmienitym 
gatunku, będziesz go mógł nosić latami, nie wyjdzie z mody i - dodała złośliwie, aby powstał 
ten sweter żaden mały, bezbronny kaszmir nie musiał stracić życia. 
Tak, kochanie - powiedział posłusznie. - Jest wspaniały. Dziękuję. 

Tego  wieczora  Nina  zawiesiła  swoją  nową  sukienkę  w  szafie.  Wyglądała  całkiem  nie  na 

miejscu pomiędzy jej ubraniami. Miała nadzieję, że wystarczy jej odwagi, aby ją  włożyć  na 
przyjęcie.  Uśmiechnęła  się.  Jeszcze  miesiąc  temu  byłaby  oburzona  samym  pomysłem 
włożenia czegoś takiego. 

Luke sprawił, że czuła się swobodniejsza. Wprawdzie wciąż jeszcze zdarzały jej się chwile 

obawy o ich wspólną przyszłość. Była teraz starsza i, miejmy nadzieję, mądrzejsza, to jednak 

„kto  się  na  gorącym  sparzy,  ten  na  zimne  dmucha".  To  świetna  piosenka.  Luke'owi 
znakomicie  udało  się  uchwycić  uczucia,  które  nią  targały.  To  było  zdumiewające,  tym 
bardziej, że prawie się nie znali, gdy pisał ten utwór. Ale Luke doskonale znał naturę ludzką, 
czego dowody dawał nieustannie.  

- To wszystko jest w  nie znanym mi języku - narzekał Luke, gdy razem poszli do opery. – 

Jak mogę być zachwycony, gdy nie rozumiem, co oni mówią? 

Nina westchnęła. Jej początkowe kontakty z muzyką rockową też nie były obiecujące. 
-  Co  oni  śpiewają?  Jak  mogę  się  tym  zachwycać,  gdy  oni  bełkoczą  coś  pod  nosem?  - 

prostestowała. 

Luke wyjaśnił jej, o czym śpiewają. 

Co  za  stek  bzdur  -  powiedziała.  -  Co  mnie  ochodzi,  że  ten  człowiek  ma  obsesję  na  punkcie 
swoich purpurowych zamszowych butów. 

Niebieskich. I posłuchaj tego rytmu - nalegał Luke. 

Nie  zgadzali  się  również  w  innych  sprawach.  Ona  nie  lubiła  niektórych  zbyt  nonszalanckich 

jego  przyjaciół,  on  nie  lubił  paru  jej  zbyt  konserwatywnych.  On  był  gotów  rozmawiać  ze 
wszystkimi  nieznajomymi,  którzy  go  zaczepiali  w  Nowym  Jorku,  podczas  gdy  ona  unikała 
przypadkowych spotkań. On lubił książki i filmy o tematyce społecznej, podczas gdy ona wolała 
sztukę  kalsyczną,  uciekającą  od  problemów  dnia  codziennego.  On  lubił  małe  restauracje,  gdzie 
podają zdrową żywność, ona eleganckie lokale i egzotyczną kuchnię. 

Jedyna restauracja, jaką oboje lubili, to „Les Precieuses". 

- Myślę,   że  zaczynam  się  w  tym  orientować- powiedział Luke przekornie, gdy pewnego dnia 
jedli tam kolację. - Po prostu siedzę sobie, gdy inni kładą mi serwetkę na kolanach, napełniają 
kieliszki, kroją jedzenie, podają sztućce. 

To lepsze niż ten lokal z plakatami i papierowymi obrusami, do którego mnie zaprosiłeś. 

Uważaj, to moja ulubiona restauracja. 

Po kolejnej kulinarnej przygodzie w „Naturze", Nina zdecydowała się omówić z Lukiem pewien 
problem, co do którego wiedziała, że wystąpią wyraźne różnice zdań. Gdy spacerem wracali do 

background image

domu, powiedziała: 

-  Przypuszczam, że nawet nie przyszło ci dziś do  głowy, aby otworzyć mi drzwi, puścić 

mnie przodem, podać rękę przy przechodzeniu przez ulicę? 

Zmarszczył brwi. 

Dlaczego? Masz dwie ręce i nogi. Sama możesz przytrzymać sobie drzwi. 

Oczywiście,  mogę  to  zrobić.  Ale  nie  o  to  chodzi.  Po  prostu  są  to  zasady  dobrego 
wychowania, które sobie cenię - powiedziała zirytowana. 

Słuchaj  Nino,  takie  zachowanie  jest  na  miejscu  tylko  w  „Les  Precieuses".  A  poza  tym 
zauważyłem, że dotychczas z powodzeniem przechodzisz przez ulicę bez niczyjej pomocy. 
Popatrz  na  to  z  mojej  strony.  Jest  to  taki  drobiazg,  wymagający  tak  niewiele  wysiłku,  a 
sprawiłby mi przyjemność. 

Nie dam się nabrać na słodkie słówka, Nino - powiedział Luke. 

Ostatecznie stanęło jednak na tym, że Luke będzie demonstrował kurtuazyjne gesty tylko 

w eleganckich miejscach publicznych. 

Ponieważ te częste sprzeczki i przekrzykiwania zaczęły się niekorzystnie odbijać na głosie 

Niny, wynalazła inny sposób na wyrażenie swego niezadowolenia. Zaczęła rzucać w Luke'a 
nietłukącymi się przedmiotami. 
-Koniec-powiedział  pewnego  dnia  po  powrocie  do  jej  mieszkania.  -  Nigdy  więcej  tych 
artystycznych, zagranicznych filmów. 

Poduszka przeleciała nad jego głową. 

-  Nie  powiesz  mi  chyba,  że  podobała  ci  się  ta  szmira?  -  zapytał.  Nina  przytaknęła.-Nie 

udawaj Melodramatyczny, kiczowaty...Kilka kłębów wełny poszybowało w jego kierunku. 

-  I ten kawałek, gdzie ten facet „w szlachetny sposób" poświęca dziewczynę. Jak ona, według 

ciebie, się czuła? 

Rzuciła w niego kapciem, gdy wygodnie układał się na kanapie. 

-  Myślę, że te wszystkie surowe ryby, jakie zjadłaś musiały pomieszać ci w głowie - oznajmił 

szyderczo. 

Nina  rzuciła  się  na  niego,  dusząc  go  poduszką.  Następnie  spróbowała  bardziej  skutecznego 

sposobu postępowania z nim, który natychmiast zyskał jego pełną aprobatę. 

Zbliżyli  się  do  siebie  tak  bardzo,  że  wszystkie  ich  sprzeczki  i  różnice  zdań  przestały  być 

istotne.  Luke  poznał  ją  zdumiewająco  dobrze,  tak  że  często  wiedział,  co  myśli  lub  na  co  ma 
ochotę.  Natomiast  dla  Niny  jego  myśli  ciągle  były  jeszcze  zagadką,  chociaż  coraz  lepiej 
poznawała jego gusta, cechy charakteru i przyzwyczajenia. Często też wiedziała, jak zareaguje na 
pewne osoby lub wydarzenia. 

Luke uczył ją gotować i prowadzić samochód, ale również otwierał jej oczy na wiele różnych 

spraw.  Zmieniła  swój  stosunek  do  otaczającego  ją  świata,  zaczęła  zauważać  niesprawiedliwość 
społeczną,  zaniedbanie  i  okrucieństwo,  nędzę  i  wyobcowanie.  Właśnie  tym  problemom  Luke 
poświęcał swe piosenki. Ale otworzył jej oczy również na rzeczy piękne: życzliwość, okazywaną 
przez  obcych  sobie  ludzi,  sposób,  w  jaki  małe  dziecko  lub  zwierzątko  odkrywają  każdy  nowy 
dzień,  coś,  o  czym  dorośli  już  zapomnieli,  odwagę  sprostowania  wymaganiom  zwykłego, 
codziennego życia. 

Często też ją zaskakiwał. 

Spotkała go pewnego dnia, gdy opuszczał studio nagrań, w którym wcześniej przygotowywał 

film. Był zmęczony i poirytowany. Wyszli razem ze studia. Ktoś zrobił im zdjęcie. Jakiś reporter 
podbiegł do nich. 

Pani Gagganereli... 
Gnagnarelli. Nja-nja-rel-li. Czy nie możecie się tego nauczyć? 

Czy to prawda, że była pani żoną bogatego francuskiego playboya Philippe'a Garniera? 

Nina  zatrzymała  się  gwałtownie.  Miała  nadzieję,  że  prasa  nie  wyciągnie  szczegółów 

dotyczących jej rozwodu. To było już ponad trzy lata temu. 
Znikaj - warknął Luke, przyciągając Ninę do siebie i przyspieszając kroku. 
No,  Nino  -  odezwał  się  reporter  z  szelmowską  poufałością.  -  Czy  to  prawda,  że  byłaś  bez 
grosza, gdy się z tobą ożenił? Że to on zrobił z ciebie gwiazdę? 
Zostaw mnie! - wyszeptała. 

Jak się czułaś, gdy znalazłaś swojego męża w łóżku z inną kobietą? 
Spadaj - powiedział Luke wojowniczo. 

background image

Czy wiedziałaś o tej drugiej kobiecie, Nino? Czy był to dla ciebie wstrząs, czy wyszłaś za 
niego tylko dla pieniędzy? 

Nina  zaczęła  płakać.  Luke  nigdy  nie  widział  jej  płaczącej.  Przestał  nad  sobą  panować. 

Złapał  reportera  za  krawat,  miał  zamiar  dać  mu  nauczkę.  Zanim  się  opanował,  ktoś 
sfotografował całe zajście. 
-Idziemy - Luke złapał Ninę za rękę i zatrzymał taksówkę. 

Byli niedaleko jego mieszkania. Nina przestała płakać zanim weszli do środka. 
Mój ty bohaterze - śmiała się płaczliwie, gdy on tulił ją do siebie. 
Przykro mi, kochanie - szeptał, z twarzą wtuloną w jej włosy. 

To nie twoja wina. Pamiętam, że kiedyś pewien mądry człowiek powiedział: „Jeśli uderzysz 
reportera, to tylko zachęcisz go, żeby napisał o tobie więcej bzdur". 

-  Postaram się zrobić, co w mojej mocy, aby nic się na ten temat nie ukazało w prasie. 

Resztę wieczoru spędził telefonując do Kate, swojego adwokata i kilku wpływowych przyjaciół. 

Dwa dni później ukazało się zdjęcie Luke'a stojącego obok reportera. Miał zaciśnięte pięści i 

gniewny wzrok. Artykuł obok zdjęcia donosił, że „arogancki gwiazdor rocka" stracił panowanie 
nad  sobą  i  groził,  że  pobije  reportera  za  zadanie  Ninie  kilku  niedyskretnych  pytań  na  temat  jej 
rozwodu. Odetchnęli. Mogło być znacznie gorzej. Ubawiła ich natomiast inna historia. Nazwisko 
Luke'a pojawiło się w krótkim doniesieniu zatytułowanym „Szpieg, który mnie pokochał?" 

-  Co jeszcze wymyślą? - zapytał Luke, gdy Nina mu to pokazała. 

Jak  donosił  dziennikarz,  zauważono  Luke'a  Swaina  w  małej  romantycznej,  oświetlonej 

świecami  restauracji  w  jakimś  miasteczku  na  północy  stanu.  Był  w  towarzystwie  pięknej 
cudzoziemki,  która  nie  chciała  ujawnić,  kim  jest.  Informacja  ta  pochodziła  z  pewnego  źródła, 
które ujawniło, że jej zmysłowy, niski głos... 

Niski? - powiedział Luke. - Przecież twój głos jest wysoki! 

Czytaj dalej. Będzie jeszcze lepiej. 

„Jej  zmysłowy,  niski  głos  ujawnił  silny  słowiański  akcent.  Czy  była  ona  dyplomatką,  jak 

twierdził Luke? A może rzeczywiście szpiegiem? Co Luke Swain i ta tajemnicza kobieta robili w 
tym nieznanym miejscu?" 

-  Myślę, że należałoby oprawić to w ramkę - powiedziała Nina. 

Raz jeszcze przebiegł artykuł wzrokiem i zaśmiał się. 

-  To  fantastyczne.  Miejmy  tylko  nadzieję,  że  nie  znajdę  się  na  liście  rządowych  służb 

specjalnych. 

Ja cię obronię, Luke - powiedziała Nina obejmując go za szyję. 

Przyrzekasz? - zapytał leniwie, przyciskając ją do siebie. 

Tak. Powiem im, że ta kobieta nie jest wschodnioeuropejskim szpiegiem. 
Nie? 
Nie - wyszeptała. 
A kim? 

Powiem im, że masz kontakty z istotami pozaziemskimi! 

-  W  takim  razie,  chodź  tutaj  -  wyszeptał,  przytulając  się  do  niej  całym  ciałem  i  dając  jej  do 

zrozumienia,  że  interesuje  go  coś,  co  jest  znacznie  bardziej  podniecające  niż  szpiegostwo 
międzynarodowe lub przybysze z innych planet. 

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

 

Nina stała przed lustrem w swojej nowej, ekstrawaganckiej sukience i spoglądała na siebie kry-
tycznie. 
Co robisz? - zapytał Luke. 

Staram się dopasować do tego idiotycznego ubrania. Wyglądam w tym jak świąteczna choinka. 

-  Przy  pomocy  cieni  nadała  swym  oczom  dramatyczny  wygląd,  zrobiła  ostre  kolory  i  nieco 
bardziej niż zwykle zmierzwiła włosy. 
-Wyglądasz wspaniale! - zapewnił ją. 

Potem okazało się, że metaliczna sukienka Niny  jest dużo  mniej  ekstrawagancka  niż strój  

Gingie-  błyszczący,      kolorowy,      przeładowany      ozdobami  -bardzo  przypominający  samą 
Gingie.  Luke  opisał  ją  kiedyś  Ninie  jako  niekonwencjonalną  i  sympatyczną.  Było  to  zbyt 
skromnym  wizerunkiem.  Gingie  szokowała  swoimi  pomysłami  i  bawiła  Ninę  przez  całą 
kolację.  Nina  zrozumiała  nieomal  natychmiast,  dlaczego  Gingie  była  przyjaciółką  Luke'a 

background image

emanowało z niej ciepło i dobroć. 

Tego  wieczoru  partnerem  Gingie  był  nieśmiały,  cichy,  pozostający  całkowicie  w  jej  cieniu 

młody  człowiek,  imieniem  Sandy.  Przez  cały  wieczór  z  ledwością  zamienił  z  Niną  dwa  słowa. 
Luke  powiedział  Ninie,  że  Sandy  jest  jednym  z  najznakomitszych  artystów  rockowych, 
najbardziej znanym ze swoich niecenzuralnych piosenek erotycznych. 

Wcale na to nie wygląda - powiedziała Nina. 

Naprawdę - zapewnił ją Luke. - W tym tygodniu jego piosenka „Rozgrzej mnie" znalazła się na 
czele wszystkich list przebojów. 

Żartujesz  sobie  ze  mnie  -  rzuciła  wzrokiem  na  Sandy'ego,  który  właśnie  podawał  Gingie 
okrycie, zaprojektowane na wzór ośmiornicy. Miało ono osiem rękawów i Gingie nie mogła 
znaleźć właściwych. 

Czy Sandy kiedykolwiek rozmawia z kimś poza Gingie? - spytała Luke'a. 

Nieczęsto. 

Taki jest nieśmiały? 

A jednak potrafi wywołać przyspieszone bicie serca u milionów słuchaczy. Ale sam jest zbyt 
nieśmiały, żeby zaprosić dziewczynę na randkę. Więc Gingie wszędzie go za sobą ciągnie. 

Więc oni nie są... 

Nie, Gingie tylko mu matkuje. Kiedy się spotkali, wzięła go pod swoje skrzydła. Jest do niej 
bardzo przywiązany. 

Mogę  zrozumieć  dlaczego.  Nie  sposób  jej  nie  lubić.  Ale  dlaczego  nie  zachęca  go,  by 
wydoroślał? 

Robi to. - Luke zaśmiał się. - Przypuszczam, że w tej chwili jest nieco zagubiony. To twarde 

życie.  Gdybym  ja  w  wieku  dziewiętnastu  lat  przemienił  się  w  pół  roku  z  kogoś  zupełnie 
nieznanego w gwiazdę, też byłbym zagubiony. 

Nina wzięła Luke'a za rękę i wyszli na ulicę, by znaleźć taksówkę i poczekać aż Gingie 

wysupła się z licznych „macek". 

Czy w twoim świecie nie ma normalnych ludzi, Luke? - zapytała Nina niepewnie. 

No, a ja? 

Nie jest to najlepszy przykład. Uśmiechnął się do niej. 

Czy sugerujesz, że jestem nienormalny? 

Broń Boże! 

Oj, Nino, Nino. Chyba nie chcesz powiedzieć, że w świecie opery nie ma ludzi odrobinę 
ekscentrycznych; troszeczkę dziwacznych, lub po prostu szalonych. 
 Ale to nie... nie tak samo - powiedziała, przyglądając się obu gwiazdom rocka wychodzącym  z 
lokalu. 

-  Rozumiem, o co ci chodzi - przytaknął Luke. 
Ale musisz przyznać, że to dobra zabawa. 

 O tyle, o ile. 
 Mam nadzieję, że dzisiaj będzie zdecydowanie dobra - wyszeptał Luke i pocałował ją czule. 

Gingie  długo  wsiadała  do  taksówki  układając  starannie  swoje  szaty.  W  końcu  dotarli  na 

przyjęcie urządzone przez firmę płytową Luke'a. 

Wszyscy  goście  dobrze  się  bawili  tańcząc,  jedząc,  pijąc  i  rozmawiając.  Pomieszczenie 

udekorowane  było  ogrodami  muzycznymi  i  ogromnymi  plakatami  wszystkich  piosenkarzy  i 
muzyków, promowanych przez tę firmę. 
-  Luke,  jak  się  czujesz,  gdy  przez  cały  wieczór  znajdujesz  się  oko  w  oko  ze  swym  własnym 
plakatem nadnaturalnych rozmiarów? - zapytała z ciekawością. 

Wzruszył ramionami. 
- Kiedyś było to denerwujące. Teraz po prostu nie zwracam na to uwagi. 

Sandy przyglądał się swemu plakatowi tak, jak gdyby był to ktoś zupełnie inny. 

Z drugiej strony Gingie głośno krytykowała swój. 

Wiedzieli, że nie znoszę tego zdjęcia. Powiesili je specjalnie, żeby mnie zdenerwować! 

Gingie jest w stanie wojny z firmą - wyjaśnił Lu.ke Ninie. 
Bezustannej wojny - dodała Gingie z naciskiem. 

Dlaczego więc przyszłaś? - zapytała Nina. 
- Sandy musiał przyjść - odpowiedziała Gingie. 
Sandy wziął ją pod rękę i robił wrażenie, jakby nie miał zamiaru się z nią rozstawać przez cały 

background image

wieczór. 
Luke poszedł przynieść im coś do picia.  Wrócił z koktajlami o niezwykłych kolorach. 

Cieszę  się,  że  przyszłaś,  Nino  -  powiedziała  Gingie.  -  Znam  już  twój  znak  Zodiaku  i  imię 
twojego byłego męża, ale dopiero dzisiaj nadarzyła się okazja, żebyśmy mogły porozmawiać. 
Czytasz te brednie o mnie? - zapytał Luke ze zdziwieniem. 

Gdy  ujrzałam  tytuł  „Luke  Swain  walczy  z  reporterem"  nie  mogłam  się  oprzeć.  Luke, 
pomyślałam, że na starość wydoroślałeś. 

- Nina umie obudzić we mnie wojownika. 
Nina odstawiła swój brązowofioletowy koktajl. 

Jeśli pozwolicie, pójdę zobaczyć, czy nie dostanę tu czegoś tak prozaicznego, jak woda sodowa. 
Pójdę z tobą - natychmiast powiedział Luke. 

Nie przesadzaj. Mogę znaleźć bar bez twojej pomocy. Siedź tutaj i baw się dobrze z Gingie i... 
Sandy'ym. 

Skierowała się w stronę baru. 

Hej, czy ty jesteś Nina Gnagnarelli, gwiazda opery? 
Robin! - zawołała Nina, gdy rozpoznała jasnowłosego perkusistę Luke'a. - Dopiero przyszedłeś? 
Mniej więcej dwadzieścia minut temu. - Przyjrzał się z uznaniem jej ubraniu. - Jestem sam, więc 
jeśli chciałabyś porzucić tego piosenkarza rockowego, z którym przyszłaś... 

Uważaj, bo cię usłyszy, a wie, że lubię blondynów - powiedziała z uśmiechem. 

W końcu Nina dostała  wodę sodową i  razem  z  Robinem wróciła do stolika. Przybywało  coraz 
więcej  gości.  Zrobiło  się  tłoczno.  Pracowały  cały  czas  dwie  kamery  telewizyjne.  Było  wielu 
dziennikarzy  i  fotografów.  Nina  torowała  sobie  drogę  przez  tłum  mężczyzn  i  kobiet.  Głośna 
muzyka rockowa płynąca z głośników wypełniała pomieszczenie powiększając panujący chaos. 
Gdzie jest Luke? - zapytała, gdy w końcu dotarła do Gingie. 

Został  porwany  przez  kogoś  z  firmy,  kto  chciał  porozmawiać  z  nim  o...  -  Gingie  zrobiła 
nieokreślony  ruch  ręką  -  o  sprawach  zawodowych,  jak  sądzę...  A  więc,  jak  spotkałaś  Luke'a?  - 
zapytała głośno, tak aby przekrzyczeć muzykę. 
Przeznaczenie -  odpowiedziała Nina dramatycznie.  Następnie  przedstawiła  ocenzurowaną  wersję 
ich pierwszego spotkania. 

To cały Luke - powiedziała Gingie ze śmiechem. - Jak na autora tak wspaniałych piosenek, Luke 
nieczęsto prowadzi miłe pogawędki. 

A jak ty go spotkałaś? - spytała Nina. 
Przy pracy. Wieki temu. On i  ten tu  - wskazała palcem  na Robina  -  grali w Michigan,  gdzie ja 
zaczynałam swoją karierę. Pewnego wieczoru przyszli mnie posłuchać. Luke namówił mnie, aby 
udać się w trasę. Bardzo się do siebie zbliżyliśmy, gdy oboje przenieśliśmy się do Nowego Jorku. 
Po prostu dwoje młodych, biednych piosenkarzy z Zachodu w tym ogromnym mieście. 

Trudno jest wyobrazić sobie was oboje jako nieznanych, biednych i borykających sie z życiem. 

Ale  tak  było.  Ja  byłam  szalenie  ambitna.  Luke  też.  Ale  w  jego  przypadku  to  się  inaczej 
przejawiało. Miał  wątpliwości  w wielu  sprawach, ale nawet  wtedy,  gdy nie mógł dostać  żadnej 
propozycji nagraniowej lub kontraktu, ciągle pracował, nigdy się nie zniechęcał. Zawsze wierzył, 

że to, co ma do zaoferowania jest coś warte i że wcześniej lub później ktoś się na nim pozna. 

I ja się poznałam - powiedział znajomy głos. Wszyscy się odwrócili i zobaczyli Kate Hammer. 
- Dziwię się, że cię tu wpuścili, Gingie, biorąc pod uwagę twoje stosunki z firmą. 

Wiedzieli, że nie przyszedłbym bez niej - powiedział Sandy zdecydowanie. Nina spojrzała na 
niego zdziwiona. To było najdłuższe zdanie, jakie od niego usłyszała. 
Hallo, Nina! - Kate uścisnęła mocno jej rękę. 

-  Wyglądasz dziś inaczej niż zwykle. 

Nina się roześmiała. 

Eksperymentujemy. Chciałam dziś przypominać dziewczynę gwiazdora rocka. W przyszłym 
tygodniu Luke będzie musiał wyglądać jak dżentelmen. 

Kupuję na to bilety! - powiedział Robin. 

A ja będę sprzedawać na to bilety - powiedziała Kate. 

Zaczynam rozumieć, dlaczego Luke mówił, że jesteś takim wspaniałym menażerem, Kate - 
powiedziała Nina. 

Z całą należną skromnością, rzeczywiście jestem - powiedziała Kate. - I dlatego mam zamiar dać 
Gingie dobrą radę. Jest tutaj reporter, który chce z tobą porozmawiać, Gingie. Jest to dobra 

background image

dziennikarka z poważnego pisma rockowego. Myślę, że byłoby dobrze, gdybyś powiedziała parę 
miłych słów na tema firmy, której jesteś gościem. Poprawiłoby to wasze stosunki. 

Mrucząc  z  niezadowolenia,  Gingie  próbowała  się  sprzeciwić,  ale  w  końcu  Kate  ją 

przekonała. Puściła dłoń Sandy'ego i wstała. 

- Pilnuj go - powiedziała do Niny i odeszła. 

Nina  zajęła  miejsce  Gingie  obok  Sandy'ego  i  uśmiechnęła  się  do  niego  zachęcająco. 

Czerwony jak burak Sandy odpowiedział uśmiechem. Rozmawiała z Kate i Robinem, którzy 
opowiadali  jej  zabawne  historyjki  na  temat  początków  kariery  Luke'a.  Kate  przypomniała, 
kiedy  musiała  zaciągnąć  opierającego  się  Luke'a  do  francuskiego  fryzjera,  aby  złagodzić 
nieco jego wizerunek sceniczny. 

-  Upierał  się,  że  tylko  kobiety  chodzą  do  takich  salonów.  Jego  siostra  dbała  o  jego  włosy, 

dopóki  go  nie  spotkałam.  -  Kate  się  roześmiała.  –  Powinnaś  usłyszeć  jego  wrzask,  gdy  fryzjer 
chciał użyć lakieru. 

W końcu Kate i Robin odeszli, by powitać innych muzyków, a Nina została sama z Sandy'ym. 

Zaczynała go coraz bardziej lubić. Pośród tego całego udawania, hałasu i napuszonych rozmów, 
jego nieśmiałość była wzruszająca. Podziwiała również jego psie przywiązanie do Gingie. A poza 
tym, komu potrzebna była rozmowa? Wystarczyło przyglądać się temu, co się wokoło dzieje. 

Sandy!  Tutaj  jesteś!  Wszyscy  cię  szukamy!  -  zaśmiał  się  nieszczerze  zażywny  mężczyzna  w 

średnim wieku siadając nachalnie tuż obok Niny. Gdy odwrócił się, żeby kogoś zawołać, Nina 
zapytała Sandy'ego. 

Kto to jest? 

Sandy się skrzywił. - Nie jestem pewien. Myślę, że jeden ze sponsorów. 

W jednej chwili otoczyło ich kilkanaście osób. Sandy znakomicie potrafił być niezauważalny, 

ale  teraz  kilkunastu  dziennikarzy  go  odnalazło.  Nina  kuliła  się  w  sobie,  żałując,  że  zostali 
dostrzeżeni.  Była  przekonana,  że  Sandy  odczuwa  to  samo,  ponieważ  przysunął  się  do  niej,  jak 
wystraszony  szczeniak.  Poklepała  go  po  dłoni,  chcąc  dodać  mu  odwagi.  Próbowała  zapanować 
nad sytuacją, ale żałowała, że nie ma z nimi Luke'a. Albo przynajmniej Gingie. Sama czuła się 
zdecydowanie nie na miejscu. 

Wszyscy  zarzucili  Sandy'ego  pytaniami.  Nie  odpowiedział,  więc  zaczęto  zadawać  pytania 

również Ninie. Mężczyzna, który usiadł koło niej, nachylał się nad nią coraz bardziej. Jego jedna 
ręka  spoczywała  na  oparciu  krzesła  za  jej  plecami,  a  jego  oddech  owiewał  jej  twarz.  W  końcu 
położył  rękę  na  jej  kolanie.  Drgnęła,  jak  oparzona.  Mężczyzna  popatrzył  na  nią  błyszczącymi 
oczyma. Nina natychmiast zrzuciła jego dłoń ze swego kolana. 

Sandy objął ją ramieniem i przysunął do siebie. 

-  Nie dotykaj jej - powiedział twardo. 

Ten  chłopiec  może  i  był  małomówny,  ale  gdy  zachodziła  potrzeba,  wiedział,  jakich  słów 

należy użyć.-  Nie przesadzaj, dziecino, rozluźnij się. Jeśli będziesz dla mnie miła to i ja będę dla 
ciebie miły - powiedział pękaty mężczyzna. 

Dziewczyna z ogromną ilością purpurowych włosów przerwała tę scenę.- Hej,  czy  ja  cię  już 

gdzieś nie widziałam? Jesteś dziewczyną Luke'a Swaina, prawda? 

Ninie  nigdy  nie  podobało  się  określenie  „być  czyjąś  dziewczyną",  a  w  tym  kontekście 

zabrzmiało  ono  jeszcze  gorzej.  Zupełnie  jak  gdyby  zgadzała  się  sypiać  z  Luke'em  za  prawo 
pokazywania się w jego towarzystwie. 

Pękaty mężczyzna spojrzał na nią z ukosa. 

Jesteś dziewczyną Luke'a? - zdumiał się. 
Znasz go? - zapytała Nina chłodno. 

Widywałem go. 
Czyli go nie znasz - stwierdziła Nina stanowczo. 

Miała  już  dosyć  tego  wypytywania  i  tych  odrażających  ludzi.  Bez  słowa  wstała,  wzięła 

Sandy'ego za rękę i razem odeszli. Za plecami słyszała, jak otaczający ich ludzie robili złośliwe 
uwagi. 

Czy możemy poszukać Gingie? - zapytał Sandy płaczliwie. 

Oczywiście - odpowiedziała. 

Odnaleźli ją, jak sprzeczała się z przedstawicielem firmy płytowej, podczas gdy stojący obok 

reporter  skrzętnie  notował  każde  słowo,  a  fotograf  robił  zdjęcia.  Sandy  i  Nina  odciągnęli  ją,  a 
ciekawy tłumek przyglądał się tej scenie. 

background image

- I tyle wyszło z próby naprawienia stosunków- powiedziała Nina. 

Miałam dobre zamiary. Naprawdę - upierała się Gingie. - Ale on doprowadził mnie do szału. 

Czy możemy już iść? - poprosił Sandy. 

Oczywiście. Czy chcesz wyjść z nami, Nino?- zapytała Gingie. 

-  Nie. Lepiej będzie, jak znajdę Luke'a. Będzie się niepokoić, jeśli nagle zniknę. 

Długo  szukała  Luke'a  i  gdy  w  końcu  go  zobaczyła,  czuła  się  już  bardzo  zmęczona.  Był 

pogrążony  w  rozmowie  z  Kate  i  mężczyzną  w  tradycyjnym  garniturze.  Choć  dzieliło  ich  wiele 
osób, Nina widziała, że gwałtownie się o coś kłócą. 

Gdy torowała sobie drogę przez tłum ludzi gapiących się na nią i robiących głupie uwagi, była 

bliska płaczu. Niektórzy po prostu ignorowali jej prośbę, aby ją przepuścić. 

-  Nino! - Luke objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie. 

Nina zamknęła oczy i starała się rozluźnić czerpiąc poczucie bezpieczeństwa z jego bliskości. 

Luke szybko zakończył rozmowę. Nina usłyszała jedynie fragmenty. Coś na temat tournee. Luke 
nie  chciał  jechać.  Kate  i  ten  drugi  mężczyzna  uważali,  że  powinien.  Ninie  było  to  obojętne. 
Chciała się tylko stąd wydostać. Powiedziała mu to, gdy tylko nadarzyła się okazja. 

Popatrzył na jej spiętą, nieszczęśliwą twarz i zgodził się natychmiast.  Kate przypomniała mu 

jednak, że o północy parę osób miało przemawiać i Luke także obiecał powiedzieć parę słów. 

Luke  spojrzał  na  nią  i  w  zakłopotaniu  przesunął  dłonią  po  włosach.  Wówczas  Nina  podjęła 

decyzję. Nigdy nie stanie między Luke'em i jego pracą. W porządku - powiedziała spokojnie. - 
Zostań. Ja wezmę taksówkę. 

Nie. 
 Bądź rozsądny, Luke. 

Westchnął znowu. - Odprowadzę cię do taksówki. 

Ulica, wydawała się oazą spokoju po hałasie, jaki pakował wewtiąttz,. Luke wziął ją pod 

rękę i poprowadził z dala od budynku, starając się umknąć ciekawskim spojrzeniom. 

Przepraszam, że cię tak zostawiłem, kochanie. Nigdy nie miałem takiego zamiaru... Wiem, nie 
bawiłaś się najlepiej... Przykro mi, to moja wina... 

Nie powinienem dę tu przyprowadzać. To był idiotyczny pomysł. 
Nie - zaprzeczyła płaczliwie. 

Nigdy więcej nie pójdziemy na takie przyjęcie. Żadne z nas. 

To  nie  sprawa  przyjęcia.  -  Nina  próbowała  tłumaczyć.  -  Niezależnie  od  tego  czy  będziemy 
chodzić  na  przyjęcia  czy  nie,  ty  i  tak  jesteś  Luke  Swain.  Jesteś  idolem  tłumów,  nagrywasz 
płyty, dajesz koncerty,  masz wielbicieli  na całym  świecie. Reporterzy i  fotografowie  śledzą 
każdy twój krok, kobiety rzucają się na ciebie, wszyscy chcą zwrócić twoją uwagę. A ja po 
prostu... nienawidzę tego - powiedziała cicho. 

Luke wyglądał na przygnębionego i Nina miała do siebie o to pretensję. Ale musiała być z 

nim całkowicie szczera, on tego od niej oczekiwał. 

Nie możemy tutaj rozmawiać - powiedziała w końcu. - Powinam już jechać do domu. 

Dobrze. Jak tylko będę mógł się stąd wyrwać, przyjadę do ciebie i porozmawiamy... 

Nie.  Naprawdę  muszę  być  dzisiaj  sama.  Nie  chcę  powiedzieć  czegoś,  czego  nie 
przemyślałam i będę później żałować. 

Widziała, jak walczy ze sobą. W końcu powiedział: 
-Dobrze. Wpadnę do ciebie jutro. Och, nie! Jutro mam nagranie. Przyjdę wieczorem. 

Wieczorem mam występ. Popatrzyli na siebie smutno. 
W takim razie pojutrze - powiedział. 

Będę na ciebie czekać. 

Zatrzymał taksówkę. Nie spojrzała na niego. On nawet jej nie dotknął. Wydawał się być kimś 

zupełnie obcym. 

Otworzył  jej  drzwi  taksówki,  nauczył  się  tego  zwyczaju  dla  niej.  Wsiadła.  Podał  kierowcy 

adres. Zatrzasnął drzwiczki i patrzył za odjeżdżającą taksówką. 

Nina spędziła ciężką, niespokojną noc. Chciała spojrzeć obiektywnie na wszystko. 

Kochała go. 

Starała się być ostrożna i rozważna. Pragnęła zachować dystans, ale on stawał się coraz bliższy. 

Teraz w żaden sposób nie mogła już od niego odejść, jakaś jej część i tak pozostałaby z nim na 
zawsze. Ale jak rozwiązać problemy ich wspólnego życia? 

Była zszokowana napaścią wielbicieli po pamiętnym koncercie, wówczas nie chciała mieć nic 

background image

wspólnego  z  jego  światem.  Ale  choć  wypadek  ten  był  przerażający,  z  biegiem  czasu  mogła  na 
niego spojrzeć z pewnej perspektywy i nawet z humorem. 

Jednakże, nie potrafiła do końca zaakceptować jego środowiska i sposobu życia. 

Wyczerpanie psychiczne i  fizyczne w końcu dało znać o sobie. Nina zapadła w niespokojną 

drzemkę  i  spała  do  południa  następnego  dnia.  Obudziła  się  w  nie  najlepszym  nastroju.  Ciągle 
czuła się zmieszana i niezdecydowana. 

Cieszyła  się,  że  tego  wieczoru  idzie  do  pracy.  Kochała  te  wysokie  sklepienia,  ciemne  kąty  i 

odgłosy teatru. Uwielbiała  przenikającą  duszę  muzykę   Verdiego, profesjonalizm i uprzejmość 
kolegów, gorący entuzjazm publiczności. Najchętniej zostałaby na scenie przez całą noc. Mogłaby 
schronić się tu przed problemami życia. Przedstawienie się jednak skończyło i trzeba było znów 
stanąć twarzą w twarz z rzeczywstością. 

Była w swojej garderobie, gdy usłyszała pukanie do drzwi. Podniosła wzrok. 

-  Jesse! - wykrzyknęła. - Nie wiedziałam, że przyjedziesz. 

Stary muzyk i  jego żona, Rebecca  weszli do małego pokoju.  Obydwoje byli  uśmiechnięci,  a 

Jesse trzymał bukiet kwiatów. 

-  Chcieliśmy zrobić ci niespodziankę. Dawno już cię nie widzieliśmy. 

W tym momencie Giorgio Bellanti zatrzymał się przy garderobie Niny, więc dokonała ogólnej 

prezentacji. 

-  Przyjaciele Niny są moimi przyjaciółmi – zadudnił Giorgio z entuzjazmem przytulając Ninę 

w niedźwiedzim uścisku. 

Giorgio  i  Jesse  natychmiast  przypadli  sobie  do  gustu  i  tak  pogrążyli  się  w  ożywionej 

rozmowie,  że  w  końcu  Rebecca  musiała  im  przerwać  mówiąc,  że  Nina  prawdobodobnie 
chciałaby się przebrać. 

-  Oczywiście! - zawołał Giorgio. - Pójdziemy razem na kolację! 

Jesse zgodził się natychmiast i zaproponował, żeby pójść do małego klubu jazzowego. 

Jeśli nie macie nic przeciwko temu - powiedziała Nina z wahaniem - wolałabym pójść do domu. 
Jestem okropnie zmęczona. 

Ona za dużo pracuje - powiedział Giorgio ojcowskim tonem. 

Nina uśmiechnęła się słabo, gdy Giorgio się pożegnał i razem z Rebeccą wyszli z pokoju. Jesse 

zatrzymał się jeszcze na chwilę i spojrzał na Ninę z niepokojem.  

Wszystko w porządku? Przytaknęła ruchem głowy. 

Czy ten nicpoń z Kansas dobrze cię traktuje? 

Tak, oczywiście. - Na jej twarzy pojawił się wymuszony uśmiech, i dodała: - Na swój sposób. 

Nie chciałbym się wtrącać, ale gdybyś chciała porozmawiać... 

Nina westchnęła. 

Och, Jesse. Wiesz, jakie jest jego życie. I odbija się to na wszystkich, którzy są razem z nim. 

Wiem.  Z  zasady  nie  udzielam  rad,  więc  powiem  ci,  że  jeżeli  wasze  uczucie  jest  głębokie,  to 
będziesz musiała nauczyć się z tym żyć. Luke to wspaniały człowiek, który umie bronić tego, co 
dla  niego  jest  najważniejsze.  Trzydzieści  pięć  lat  temu  Rebecca  miała  podobne  wątpliwości. 
Kiedy jest na mnie zła, udaje, że jeszcze nie podjęła decyzji - dodał z uśmiechem. 

Nina uśmiechnęła się również. - Dobranoc, Jesse. 

Wróciła do domu sama, żeby spędzić jeszcze jedną, bezsenną noc. Bardzo tęskniła za Luke'em. 

Gdy przyszedł następnego dnia, obydwoje byli zakłopotani. 

Z niepokojem przyglądali się sobie przez kilka chwil. 

Czy  masz  zamiar  grzecznie  mnie  poprosić,  abym  sobie  poszedł?  -  zapytał  niskim  pełnym 
napięcia głosem. 

Nie, oczywiście nie. - Oczy jej napełniły się łzami. Tak bardzo go kochała. 

Przytul mnie - wykrztusił wreszcie. 

Rzuciła się mu w ramiona i trzymali się tak mocno, jak dwoje zmęczonych pływaków trzyma 

się liny ratunkowej. 
Tak jest lepiej - wszeptał. - Byłaś bardzo daleko. 

Ty też. Usiądźmy. 

Po chwili Nina opowiedziała mu o wszystkim, co przeżyła na przyjęciu. 

Było to takie przygnębiające. Czułam się taka...nic nie warta. 

Luke również wyglądał na przygnębionego. 

Dlatego chciałem być przy tobie. Świat rocka pełen jest takich ludzi, ale ja świetnie opanowałem 

background image

sztukę trzymania ich na dystans. Nie współpracuję z nikim takim i nie pozwalam, aby ktoś taki 
się do mnie zbliżył. Nie chciałem, byś musiała sama sobie z nimi radzić. Nie miałem pojęcia, że 
dam się dopaść urzędnikom. 

Dobrze się stało, Luke. Nie możesz zawsze mnie ochraniać. 

Ale ja chcę cię chronić. 

Ale nie możesz. Nawet nie powinieneś próbować - oparła głowę o poduszki kanapy. - Dla mnie 
jesteś  moim  mężczyzną,  a  cały  świat  traktuje  cię  jak  idola.  Wydaje  mi  się  to  zabawne,  ale 
czasami wprost mnie przeraża. 

I mnie to czasami przeraża. Dlatego potrzebuję ciebie, Nino. Potrzebuję kogoś w swoim życiu, 
kto  będzie widział we mnie jedynie człowieka i mężczyznę. Kiedy wieczorem  zamykam  za sobą 
drzwi, nie jestem piosenkarzem ani idolem. Jestem tylko sobą. 

Po długiej chwili zapytała ostrożnie: 

Czy inne kobiety przede mną bezkrytycznie cię wielbiły? 
Nie zawsze. 

Dużo ich było? 

Mam trzydzieści trzy lata. Jak sądzisz? 

Wczoraj ktoś mnie nazwał „nową dziewczynką", tak jakbyś często je zmieniał. Plotkarskie pisma 
nazywają cię prawdziwym Casanovą. Od chwili, gdyśmy się poznali, widzę, jak kobiety rzucają 
się na ciebie. 

Westchnął ciężko. 
- Nie staram się usprawiedliwiać mojej przeszłości, Nino. Przyznaję, że byłem nieco szalony w 
młodości. Byłem samotny i niespokojny, a życie dostarczało mi wielu stresów. Ale uczciwie 
mogę powiedzieć, że nigdy nie zrobiłem niczego, czego musiałabym się wstydzić i że moja praca 
stała zawsze na pierwszym miejscu. Spotykałem się z wieloma kobietami. Nie było nikogo 
wyjątkowego. A po tym, ja zobaczyłem ciebie, nie miałem ochoty nikogo widzieć - przyglądał 
się jej przez dłuższy czas i w końcu powiedział ostrożnie. - Myślę, że wiem, przez co 
przechodzisz. Ja też ciężko bym to znosił, gdybyś ty była... 
Symbolem seksu? - przyznała. 

Nie jestem symbolem seksu. Powiedzmy, że gdyby sytuacja była odwrócona, czasami czułbym się 
niepewnie, zwłaszcza gdybym miał za sobą taki rozwód, jak ty. 

Właśnie - powiedziała. 

Ale  nie  ma  powodu,  byś  się  niepokoiła  przy  mnie  -  powiedział  zdecydowanie.  -  Jak  mogę  cię 
przekonać? 

Mógłbyś powiedzieć, że mnie kochasz - pomyślała tęsknie. - Ze chociaż nie jestem pierwszą, 

ale  na  pewno  będę  ostatnią  twoją  miłością.  Ale  nie  powiedziała  tych  słów  głośno.  Czekała,  aż 
sam ich użyje. Bez podpowiadania i bez przymusu. 

W zamian uśmiechnęła się do niego uspokojająco. 
-To tylko te stresy. Wiem, że nie jesteś... playboyem. 

Objął ją ramieniem i westchnął. Przytuliła się do niego. 

Ciszę przerwał telefon od Kate. Luke przeszedł do sypialni. W salonie rozbrzmiewała muzyka 

z opery, w której Nina miała wystąpić, więc nie słyszała, o czym rozmawiają. Słyszała tylko jak 
Luke wydziera się na Kate. W końcu krzyki ucichły, choć rozmowa trwała jeszcze dobre dziesięć 
minut. Spojrzała na niego, gdy wychodził z sypialni. 
- Jak ona może z tobą wytrzymać? - zapytała. 

Tak samo, jak ty. Tylko, że ty masz z tego dodatkowe korzyści, jakich ona nie ma. - Pochylił się 
nad sofą i zanurzył twarz w jej włosach. 

Przestań. Mówiłam ci, że chcę przejrzeć tę partyturę. 

Padł  na  drugi  koniec  kanapy  i  wpatrywał  się  \v  nią  z  uwagą.  Po  chwili  to  intensywne 

spojrzenie zaczęło ją rozpraszać. 

Dlaczego się we mnie tak wpatrujesz? 

Muszę ci coś powiedzieć... 
Ciii... To najlepszy fragment - Nina ścisnęła partyturę w rękach i zamknęła oczy. - Zrobiłabym 
wszystko, żeby dostać tę rolę - powiedziała, gdy aria się skończyła. W pokoju panowała cisza. 

Od pewnego czasu mam zamiar ci powiedzieć, że ... - zaczął wreszcie Luke. 

Ciekawa jestem, czy Giorgio będzie chciał pracować w Nowym Jorku w przyszłym sezonie? 

Nino, czy ty mnie słuchasz? 

background image

Hmm? 
Luke rzucił w nią poduszką. 

-  Hej, to mój sposób! - wykrzyknęła. - To nie w porządku. Wymyśl coś innego... 

Rzucił w nią dwiema następnymi poduszkami. 
To moje poduszki  - zauważyła.  -  Uważaj  na ten obraz! Co robisz?  -  piszczała,  śmiejąc się, 
gdy rzucił się na nią jak amerykański futbolista. Oboje upadli na rozrzucone poduszki. 

Czy gracz zawodowy zrobiłby to lepiej? - zapytał zuchwale. 

Jesteś ode mnie cięższy - przypomniała mu. 

Rzeczywiście. Mam ndzieję, że żadnych kości  ci nie połamałem  - przesunął dłońmi po jej 
ciele. 

Ostudziła jego zapędy i wywinęła się z uścisku. Kiedyś przekonała się, że jest wrażliwy na 

łachotanie i teraz był dobry moment, żeby to sprawdzić. 

Hej! To nieuczciwe! Obiecałaś, że nie będziesz. 

Nigdy nie obiecywałam! 

Wkrótce  obydwoje  tarzali  się  po  podłodze,  szamocząc  się  i  śmiejąc.  Wszystkie  piękne  i 

delikatne ozdoby w salonie Niny były w niebezpieczeństwie. 

Uważaj!  -  krzyczała  między  wybuchami  śmiechu  i  pocałunkami,  gdy  ściągał  z  niej  spódnicę.  - 
Uważaj na ten stolik! Nie stłucz tego wazonu! Luke, uwaga lampa! - Nagle, ze świstem złapała 
powietrze. 
Oooch! Czy mógłbyś zrobić to jeszcze raz? 
Co? To? 
Tak,  to.  To  jest...  -  gwałtownie  pragnąc  dotyku  jego  ciała,  gorączkowo  zsuwała  koszulę  z  jego 
ramion. 

Znacznie  później,  gdy  Luke  pokazywał  jej,  jak  zrobić  zapiekankę  z  makaronu  i  tuńczyka, 

znów wrócił do głównego tematu. 

Nie wiem, jak ci to powiedzieć, Nino. Muszę wyjechać. Me wspominałem wcześniej o tym, bo 
miałem nadzieję, że uda mi się z tego wywinąć. 
Gdzie jedziesz? Kiedy? 

Na Zachodnie Wybrzeże. Wyjeżdżamy w przyszłym tygodniu. 

W przyszłym tygodniu? Jak długo ciebie nie będzie? 

Sześć tygodni. 

Sześć tygodni? - otworzyła szeroko oczy. Nie będzie go sześć tygodni.  Półtora miesiąca. - Nie 
będzie cię na Święta? 

Przytaknął. - Przykro mi, Nino. Nic nie mogłem zmienić. Naprawdę próbowałem. 

Zaczęła rozumieć. - O to kłóciłeś się z Kate? 

-  Taak. -  Westchnął  smutno.  -  Mam kilka występów w telewizji w okresie  Świąt,  które były 

już  dawno  zaplanowane  i  szereg  dużych  koncertów  na  północy  i  południu  Zachodniego 
Wybrzeża.  Sprzeczaliśmy  się  o  to  z  Kate  od  kilku  tygodni,  ale  ona  ma  rację.  Z  zawodowego  i 
finansowego punktu widzenia nie mogę się wycofać. Kosztowałoby mnie to fortunę i zyskałbym 
opinię nieodpowiedzialnego faceta. 
Rozumiem. 

Kate twierdziła, że zrozumiesz. 

Nałożył jej na talerz trochę zapiekanki. Nina wbiła w nią wzrok. 

Straciłam ochotę na jedzenie. 

Będę do ciebie codziennie dzwonić. Dwa razy dziennie. Może mogłabyś przylecieć... 

Nie mogę. Za kilka dni zaczynamy próby „Cosi fan tutte". Nie mogę nigdzie wyjechać. 

Spojrzała  na  niego  i  zobaczyła  niepokój  w  jego  oczach.  Nie  powinna  utrudniać  im 

rozstania. Ile razy mówiła mu, że go opuści? Jak często wyrażała swoje obawy na temat ich 
wspólnej przyszłości? On wydawał się pewny, ale też przecież potrzebował zapewnienia. 

Postarała się, aby wyglądać spokojnie. 

W porządku. Naprawdę. Wiedzieliśmy, że nas to czeka wcześniej czy później. Oboje często 
wyjeżdżamy. Musimy się nauczyć dawać sobie z tym radę. 
Wiem - zgodził się. - Ja jedynie chciałem to przesunąć na wiosnę lub lato. Nie chciałem być 
tak daleko od ciebie teraz. To... za wcześnie - zakończył smętnie. 

Przez  chwilę  siedzieli  w  ponurym  milczeniu.  W  końcu  Nina  włożyła  mu  na  talerz  trochę 

zapiekanki. 

background image

Nie jestem głodny - powiedział. 

Jedz. Będziesz potrzebował dużo energii. 
W takim razie - powiedział podsuwając jej talerz - ty także zjedz przyzwoitą porcję. 

Popatrzyła na talerz. 

Jest coś, co powinnam ci była już dawno powiedzieć. 
Co takiego? 

Nie cierpię zapiekanki z makaronu i tuńczyka. 

                    ROZDZIAŁ JEDENASTY

 

Nina okropnie się bała nadchodzących tygodni. 

„Weź się w garść", strofowała siebie surowo. Naprawdę nie było się czego obawiać. Wszystko 

w  jej  życiu  będzie  toczyło  się  normalnie.  Miała  przecież  pracę,  przyjaciół  i  rodzinę.  Będzie  jej 
bardzo  brakowało  Luke'a,  ale  on  już  przedtem  wyjeżdżał  i  na  pewno  w  przyszłości  też  będzie 
jeździł na tournee. Sama przecież zaraz po ślubie, spędziła wiele miesięcy bez Philippe'a, a wtedy 
była dużo młodsza i mniej doświadczona. 

W  małżeństwie  nie  napotykała  na  takie  trudności,  jak  w  związku  z  Luke'em,  a  mimo  to 

skończyło  się  ono  fiaskiem.  Postawiona  przed  wyborem  pomiędzy  małżeństwem  i  karierą, 
wybrała  podświadomie  czy  świadomie,  karierę.  Po  paru  latach  rozwód  był  jedynym 
rozwiązaniem. 

Teraz  z  Luke'em  mieli  ten  sam  problem.  A  Luke  powiedział,  że  praca  jest  w  jego  życiu 

najważniejsza. 

Oczywiście nie było porównania między Luke'em a Philippe'em. Luke'a kochała naprawdę. Na 

pewno  nigdy  go  nie  idealizowała.  Często  była  zdania,  że  był  najbardziej  denerwującym 
mężczyzną  na  świecie.  Kochała  jego  wady  i  zalety.  Kiedyś  walczyła  z  tym  uczuciem  tak,  jak 
walczyła z nim samym. Luke znalazł drogę do jej duszy, do jej serca, do jej umysłu i ciała- 

W  dniu  wyjazdu  Luke  przyszedł  do  domu  Niny,  żeby  choć  przy  pożegnaniu  mogli  być  sami. 

Postanowili,  że  ona  nie  będzie  odprowadzać  go  na  lotnisko,  aby  nie  dać  okazji  jakiemuś 
wścibskiemu fotoreporterowi do zrobienia im zdjęcia „w namiętnym pożegnalnym uścisku". 

Nie będzie go przez sześć długich tygodni. Przytuliła się do niego. Luke objął ją czule. 

Zadzwonił telefon. Nina podniosła słuchawkę. 

-  Tak Robin, jeszcze jest tutaj. W porządku, uspokój się. Dobrze, wytłumacz Kate, że już 

wychodzi.  No  i  opiekuj  się  nim  w  moim  imieniu.  Jest  arogancki,  porywczy,  nigdy  nie 
wiadomo, czego się po nim spodziewać, ale nie widzę nic poza nim. – Odłożyła słuchawkę. - 
Musisz już iść - nie chciała, żeby jej się głos załamał. 

Luke  objął  ją  nieszczęśliwym  spojrzeniem,  chciał  zapamiętać  każdy  szczegół  jej  postaci, 

nawet  pasek  ze  skóry  wężowej.  Nina  rzuciła  się  w  jego  objęcia.  Trzymał  ją  tak  mocno,  że 
ledwie mogła oddychać. 

Będę dzwonił codziennie - szepnął. 

Nie dawaj żadnych obietnic. Dzwoń, kiedy będziesz mógł. 

Myśl o mnie - szeptał muskając jej usta wargami. Z trudem oderwali się od siebie. 

Zadzwonił do niej jeszcze tego wieczora z Los Angeles. 

Cześć, tu Luke. 
Jaki Luke? 

Czy mam przylecieć następnym samolotem, żeby ci odświeżyć pamięć? 

Wystarczą mi te wspomnienia, które mam. Zostań w Los Angeles i postaraj się wzbogacić na 
tyle, żeby móc mnie co wieczór zapraszać do „Les Precieuses". 

Słyszałem, że kobiety są smutne i sentymentalne, kiedy rozstają się ze swoimi kochankami - 

żalił się Luke. 

Mężczyźni  tak  tylko  się  pocieszają.  -  Do  jej  uszu  dochodziła  muzyka,  śmiechy  i  okrzyki 
gdzieś w tle. 

Skąd dzwonisz? Co się tam dzieje? 

To Kate z zespołem i jeszcze jacyś ludzie. Pracujemy od jutra. 

Na twarzy Niny pojawił się szelmowski uśmiech, a odezwała się głosem pełnym uczucia: 

Luke, kochany, mój najdroższy, powiedz jak do mnie tęsknisz? 

Tu jest pełno ludzi - odrzekł zakłopotany. 

Czy nie chciałbyś, żebym tam była z tobą? 

background image

Marzę o tym, choć chwilami mam ochotę położyć cię na kolanie i sprać na kwaśne jabłko. 

Nina  śmiała  się  wiedząc,  że  tak  jest  naprawdę.  Jeszcze  przez  dziesięć  minut  rozmawiali  o 

jakichś  błahych  sprawach.  Kiedy  się  pożegnali,  Nina  tuliła  w  dłoniach  słuchawkę.  Na  pewno 
wszystko będzie dobrze. 

Luke'a  nie  było,  ale  istniała  jej  miłość  i  tęsknota.  Czuła  jego  bliskość  mimo,  że  dzieliła  ich 

odległość  tysięcy  kilometrów.  Kiedy  tylko  była  w  domu,  słuchała  jego  muzyki.  Parę  razy 
prowadziła  samochód,  by  sprawdzić  swoje  umiejętności.  Czytywała  książki,  które  lubił.  No  i 
oczywiście były jego telefony. 

Nie dzwonił codziennie. Pracował nieregularnie, a ona rzadko bywała w domu.  Miała nawet 

numer  do  jego  kwatery  głównej  w  Los  Angeles,  ale  trudno  go  było  złapać,  ponieważ  wciąż 
wyjeżdżał  na  koncerty  po  całym  Zachodnim  Wybrzeżu.  Czasami  dzwonił  nawet  dwa  razy 
dziennie, ale zdarzało się, że czekała aż cztery dni na jego telefon. 

Wigilia Bożego Narodzenia u Gnagnarellich była wesoła, rodzinna i hałaśliwa. Dzieci wnosiły 

do domu nastrój podniecenia, ale i dorośli mu ulegali. Jak zwykle raz po raz wybuchały krótkie 
sprzeczki. Gdy rozległ się dzwonek wszyscy z okrzykami ruszyli do drzwi. 

To był posłaniec ze specjalną, ogromną przesyłką dla całej rodziny od Luke'a z Kalifornii. 
Oczywiście Nina chciała tę paczkę otworzyć jak najszybciej, ale jej bracia położyli ją tak, że nie 
mogła jej dosięgnąć i zapowiedzieli, że musi czekać na prezenty do rana tak, jak dzieci. 

Luke zadzwonił w pierwszy dzień Świąt, późnym wieczorem. 

Wesołych Świąt, kochanie! 

Wesołych Świąt! - próbowała przekrzyczeć rodzinny hałas. 

Podobały się? 

Bardzo  nam  się  podobały!  Wszyscy  mamy  je  na  sobie.  Luke  przysłał  im  koszulki 
bawełniane  w  bożonarodzeniowe  wzory  z  nazwiskiem  Gnagnarelli  na  przodzie 
i imieniem każdego z nich. Zrobiło to ogromne wrażenie na całej rodzinie. Wszyscy włożyli 
swoje koszulki i nosili je cały dzień. Nina powiedziała o tym Luke'owi. 

„ 

Dostawałam w życiu wiele prezentów, biżuterię i futra, ale chcę, żebyś wiedział, że ten cenię 
najbardziej. 

Mam  dla  ciebie  coś  jeszcze.  Nie  jest  to  nic  z  futer  czy  biżuterii,  bo  wiesz,  że  za  tym  nie 
przepadam.  Jest  to  coś  bardzo  specjalnego.  Chciałbym,  żebyś  oglądała  mój  telewizyjny 
program sylwestrowy. Wtedy dostaniesz swój prezent. 

Co to będzie? 

Nie powiem. Oglądaj ten program. 

Dobrze, będę oglądać. 

A ja będę myślał o tobie. 

Ja... mhm... - zauważyła, że jej bratanice obserwują ją bacznie. 
Tak  najmilsza?  -  wyraźnie  śmiał  się  z  niej.  -  Nie  powiesz  mi,  jak  za  mną  tęsknisz  noc  po 
nocy  samotna  w  łóżku?-  W  porządku,  tak  jak  się  umówiliśmy  –  zakończyła  zakłopotana  i 
odłożyła słuchawkę. 

Giorgio Bellanti zaprosił do siebie na Sylwestra Ninę razem z Jesse'em i Rebeccą. Po kolacji 

włączyli telewizor. Na ekranie był właśnie przegląd rockowych przebojów roku oraz zapowiedzi 
albumów, które miały się ukazać w nowym roku. Potem obejrzeli wywiad na żywo z Luke'em, w 
którym  prowadzący  gratulował  mu  sukcesu  „Odrobiny  szaleństwa"  oraz  pytał  o  plany  na 
nadchodzący rok. Luke zapowiedział, że na jakiś czas zawiesza wyjazdy w trasy. 

Nina zauważyła, że wyglądał na bardzo zmęczonego. W czasie następnej telefonicznej rozmowy 

musi powiedzieć mu, żeby odżywiał się regularnie i więcej sypiał. Prowadzący, bardzo starannie 
ufryzowany  mężczyzna,  próbował  wydobyć  z  Luke'a  jak  najwięcej  informacji  na  temat  jego 
dziewczyny,  gwiazdy  operowej,  Dlaczego  nie  jest  z  nim  w  Kalifornii?  I  czy  to  prawda,  że 
wkrótce  pewnie  się  rozejdą?  Niemile  ją  to  zaskoczyło.  Ku  jej  zadowoleniu,  Luke  odmówił 
odpowiedzi  na  te  pytania.  Po  wywiadzie  prowadzący  z  dumą  zapowiedział  premierę  ostatniego 
teledysku Luke'a „Kto się na gorącym sparzy..." 

Nina aż podskoczyła na krześle. Uśmiech rozjaśnił jej twarz. Była zarówno zaskoczona, jak i 

podniecona. 

-  Ten oszukaniec! Te długie dni  spędzone w studio,  te  późne  wieczory!  Nigdy  nie  pisnął  ani 

słowem, że to o to chodzi. 

Film  był  zabawny  i  pełen  seksu.  Przede  wszystkim  jednak  zaznaczona  była  wyraźnie 

background image

osobowość Luke'a - jego śmiałość, odwaga i oryginalność. Mimo, że ona nie przepadała za tym 
rodzajem  muzyki,  żadna  aria  operowa  ani  sonet  elżbietański  nie  mógłby  jej  spr&wić  większej 
radości. 

-  On jest genialny! - zachwycał się Giorgio. - Masz szczęście, Nino. Nina nagle poczuła łzy w 

oczach. Myślała tylko,  jak ponad tysiącami kilometrów przytulić  się  do  niego i  wyznać  mu,  ile 
ten prezent dla niej znaczy. 

Po skończonym filmie wszyscy bili brawo. 

I pomyśleć, że to ja ich sobie przedstawiłem - westchnął Jesse. 

Ależ skądże! - sprzeciwiła się Rebecca. 
No dobrze, ale gdyby nie ja, to... 

Uspokój się, już prawie północ - strofowała go Rebecca. 

Wszyscy liczyli ostatnie sekundy starego roku. Nina oddałaby wszystko za to, żeby być z 

Luke'em.  Miała  nadzieję,  że  jak  zamknie  oczy  i  będzie  się  usilnie  koncentrować,  to  Luke 
będzie wiedział, że o nim myśli. 

Wcześniej niż inni poszła do domu licząc, że Luke do niej zadzwoni. Jej serce rozpierała 

radość  tak  wielka,  że  chciała  jak  najszybciej  podzielić  się  z  nim  swoimi  uczuciami. 
Dotychczasowe obawy o wspólną przyszłość wydały jej się teraz zupełnie niedorzeczne. Jak 
tylko Luke zadzwoni, wyzna mu, że kocha go całą duszą i sercem. 

Czekała  długo,  ale  tego  wieczora  nie  doczekała  się  od  niego  telefonu.  Choć  czuła  się 
rozczarowana,  starała  się  wytłumaczyć  to  sobie  trzygodzinną  różnicą  czasu,  troską  Luke'a, 

żeby  jej  nie  obudzić  w  środku  nocy  oraz  tym,  że  człowiekowi  tak  popularnemu  trudno 
znaleźć choćby chwilę samotności, by zadzwonić do niej. No, trudno. Powie mu to następnego 
dnia. 

ROZDZIAŁ DWUNASTY

 

Czy coś jest nie w porządku? - pytał Luke wyraźnie zatroskany. 
Nie - brzmiała ponura odpowiedź Niny. 

Przecież cię znam, Nino, poznaję po twoim głosie, że coś cię gnębi - próbował się dowiedzieć. 

To prawda, że przez ostatnie cztery dni zostawiał wiadomości jej automatycznej sekretarce, ale 

dopiero teraz po raz pierwszy od Nowego Roku udało mu się ją złapać. Jej próby porozumienia 
się  z  nim  przez  telefon  też  spełzły  na  niczym,  gdyż  Luke  był  wyjątkowo  zajęty  podróżami, 
występami i wywiadami. 

Po prostu jestem bardzo zmęczona - powiedziała Nina. 

Obojgu nam jest bardzo ciężko - rzucił poirytowany. 

Naprawdę nie miała zamiaru mu tego mówić. Ale nalegał. 
-  Dobrze  więc.  Chcesz  wiedzieć,  to  ci  powiem.  Dwa  dni  temu,  w  obecności  całej  rodziny, 

Maria i Angela pokazały mi piękną kolorową okładkę jakiegoś czasopisma z twoim zdjęciem w 
objęciach rudowłosej aktoreczki. 

W słuchawce zapadło długie milczenie. 

Nino, naprawdę chyba nie sądzisz, że jest jeszcze ktoś poza tobą? - spytał niepewnym głosem. 

Nie, jasne, że nie. Ale widzisz, moje bratanice były bardzo zaniepokojone, a reszta rodziny dosyć 
zakłopotana,  kiedy  próbowałam  im  wyjaśnić,  że  to  tylko  przypadkowe  zdjęcie.  Czułam  sie 
jeszcze  gorzej  niż  wtedy,  gdy  starałam  się  im  wytłumaczyć  powody  mojego  rozwodu.  - 
Westchnęła głęboko. - To było okropne. 
Nino, tak mi przykro. - W jego głosie brzmiał szczery żal. 

Z Robinem, z tą aktorką i jej mężem byliśmy na balu dobroczynnym. Może powinienem był 
być bardziej ostrożny... ale takimi rzeczami już dawno przestałem się przejmować. 

W głosie Niny przebijał wyraźny żal. 
Luke, dlaczego choć raz nie sfotografujesz się z mężczyzną? 

Jestem przekonany, że to wywołałoby dużo większy skandal. 
No  tak,  chyba  masz  rację  -  znów  westchnęła.  -  Ja  tylko  nie  rozumiem,  dlaczego  komuś 
zależy, żeby zrobić nam przykrość. 

To  jest  wyłącznie  po  to  robione,  żeby  sprzedawać  jak  najwięcej  egzemplarzy  pisma.  Czy 
twój ojciec i twoi bracia mają zamiar mnie zabić? 

Nie,  wcale  nie.  Pragną  mi  uwierzyć.  Moje  sprawy  bardzo  im  wszystkim  leżą  na  sercu. 
Szczególnie po rozwodzie. 

background image

Nino, kochanie wierz mi, że strasznie mi przykro,  że cię naraziłem na taką sytuację wobec 
twojej rodziny. Od dziś będę bardziej ostrożny. 

Po  paru  minutach  zakończyli  rozmowę.  Kiedy  Nina  odłożyła  słuchawkę,  była  wciąż 

niespokojna.  Nagle  zdała  sobie  sprawę,  że  w  ogóle  nic  mu  nie  wspomniała  o  filmie  video 

„Kto się na gorącym sparzy..." Na pewno poczuł się dotknięty. 

Zapomniała również zawiadomić go, że jedzie na występ do Bostonu i  wróci  dopiero w 

następnym tygodniu. 

- A niech to diabli! - ze złością rzuciła poduszkę w przeciwległą ścianę. Nawet nie zapytała, skąd 
dzwoni. 

W  Bostonie  Nina  stale  próbowała  telefonicznie  połączyć  się  z  Luke'em  w  jego  bazie 

wypadowej  w  Los  Angeles,  ale  nic  z  tego  nie  wychodziło.  Przypomniała  sobie,  że  chyba  coś 
wspominał o planach koncertowych  w północnej Kalifornii. Martwiła ją  ta niefortunna, ostatnia 
rozmowa. Wiedziała, że musi jak najszybciej wyjaśnić z nim wszystko. 

Po  powrocie  w  dalszym  ciągu  nie  wiedziała,  gdzie  może  być  Luke.  Wróciła  przed  dwoma 

dniami, ale do tej pory nie było od niego telefonu. 

W końcu zadzwonił, ale ze złymi wiadomościami. 

Nie  będziesz  chyba  zachwycona  tym,  co  ci  powiem  -  ostrzegł  ją.  -  Zgodziłem  się  przedłużyć 
tournee o następne dziesięć dni. 

Ach tak? 

Ale Kate i ja postanowiliśmy, że... 

Nie ma sprawy. Nie musisz się tłumaczyć - przerwała mu ostro. 

To dobrze - warknął. 

Nina zagryzła wargi.  Wiedziała, że jest zmęczony  i  poddenerwowany.  Nie powinna była tak z 
nim rozmawiać, zdawała sobie sprawę, że oboje są u kresu wytrzymałości. 

Po chwili, po suchym pożegnaniu, kiedy odeszła już od telefonu, zorientowała się, jak bardzo jest 
zdenerwowana. Powinna była reagować spokojniej. To zrozumiałe, że najbardziej liczy się jego 
kariera. Przecież swoją karierę też zawsze stawiała na pierwszym miejscu. 

Dlaczego na przykład ona nie miałaby zająć najważniejszego miejsca w jego życiu? - pomyślała 
ze złością. Ona go potrzebowała właśnie teraz. W tym momencie związek z Luke'em był dla niej 
wyłącznie ciężarem, nie dawał jej żadnej radości. Nie widziała go od czterech tygodni i tylko od 

czasu do czasu rozmawiała z nim przez telefon. Bawił się świetnie w Kalifornii, podczas gdy ona 
tu, w Nowym Jorku, musiała przekonywać swoją rodzinę, że nie zrobiła największego błędu w 

życiu. Co więcej, przedłużył pobyt o dziesięć dni. Jak mógł być tak bez serca? 

-Uspokój się - upominała siebie surowo. On wcale nie wie, jak mi jest ciężko. A może i wie, 
ale uważa, że muszę nauczyć się dawać sobie z tym radę. Tylko, że nie musiałabym sobie z 
tym w ogóle radzić, gdyby on nie istniał w moim życiu. 

Następnego dnia wieczorem zobaczyła w telewizji krótki wywiad z nim przed koncertem. 

Nie słyszała, co mówił, gdyż oczy miała wlepione w źle ubraną blondynkę, którą obejmował 
ramieniem. Dziewczyna przytulała się do niego dumna i szczęśliwa. Potem Nina zobaczyła, 
jak szepcze mu coś do ucha, a on uśmiecha się i całuje ją w policzek. 

Jeszcze przez dłuższą chwilę Nina wpatrywała się błędnym wzrokiem w ekran telewizora. 

Starała się uspokoić i uwierzyć, że to jakaś stara znajomość Luke'a, że on nie byłby zdolny 
ją,  Ninę  oszukiwać.  Postanowiła,  że  zadzwoni  do  niego  i  wszystko  wyjaśni.  Ze  względu  na 
różnicę  czasu  pomiędzy  Nowym  Jorkiem  a  Los  Angeles  zdecydowała,  że  najlepiej  będzie 

łapać go telefonicznie następnego dnia w jego bazie w Los Angeles. 

O  piątej  rano  wciąż  jeszcze  nie  spała.  Wymęczona  i  lekko  nieprzytomna  podniosła 

słuchawkę. W Los Angeles była druga nad ranem. Luke na pewno już wrócił z koncertu. 

-  Halo? - odezwał się damski głos. Na pewno nie był to głos Kate. 

Nie wpadaj w panikę, pomyślała Nina, zapytaj o to samego Luke'a. 

Czy mogę prosić Luke'a?- Chwileczkę... W tej chwili bierze prysznic, a potem idziemy spać. 

Czy może pani zadzwonić jutro? 

Bierze prysznic. Idziemy spać. Nina próbowała się opanować. 

Ja chcę mówić z nim teraz - powiedziała najspokojniej jak umiała. 

No tak, ale czy to jest coś bardzo ważnego? Prosił, żeby mu dziś wieczór nie przeszkadzać - po-
wiedziała dziewczyna. 

Ależ ja nie mam zamiaru wam obojgu w niczym przeszkadzać - oznajmiła Nina sarkastycznie. - 

background image

Proszę mu tylko przekazać, że dzwoniłam, dobrze? 

Jak się pani nazywa? 
Nina.  -  Odłożyła  słuchawkę  na  widełki.  Nagle,  z  gwałtownością,  której  się  po  sobie  nie 
spodziewała,  jednym  ruchem  ręki  zrzuciła  wszystko  co  stało  na  nocnym  stoliku.  Czuła  ostry, 
przejmujący ból. 

Wtuliła twarz w poduszkę i łkała nieszczęśliwa. Jak on mógł tak postąpić? 

A może nic złego nie zrobił, pomyślała. Spróbowała uspokoić swoje skołatane nerwy. Przecież 

zadzwoniła po to, by się dowiedzieć, kim była ta dziewczyna, ale nawet się nie zapytała. 

Zanim go potępi, powinna wysłuchać, co ma do powiedzenia. 

Może ta dziewczyna była masażystką, sekretarką lub sprzątaczką? 

Przecież to jest Luke! Nie zdradza swoich przyjaciół. Jest najuczciwszym człowiekiem, jakiego 

zna. Ale jest też gwiazdą rocka. 

Zachowuję  się  jak  schizofreniczka,  pomyślała  z  niesmakiem.  Na  pewno  zadzwoni.  Co  mu 

wtedy  powie?  Że  ma  już  dość  skandali,  plotek,  wielbicielek  i  długowłosych  wokalistów 
rockowych? Że wraca do swego eleganckiego świata dobrych manier, wykwintnych strojów oraz 
importowanego wina? Czy może ma zażądać wyjaśnienia, co robiła ta dziewczyna w środku nocy 
w jego sypialni? 

Czekała  długo  na  jego  telefon,  ale  nie  zadzwonił.  Poczuła  się  okropnie  rozczarowana  i 

przygnębiona.  Wreszcie  zdrzemnęła  się,  kompletnie  wyczerpana.  Po  godzinie  obudził  ją 
dzwonek budzika. Popatrzyła na telefon leżący na podłodze i zrozumiała, dlaczego nikt nie 
zadzwonił. Przecież zrzuciła go w gniewie na podłogę. 

Nie  odłożyła  jednak  słuchawki  na  widełki.  Musiała  wszystko  przemyśleć,  zanim  z  nim 

porozmawia.  On  ma  tak  silną  osobowość,  że  jest  w  stanie  wszystko  jej  wmówić,  a  ona 
zupełnie  nie  potrafi  stawić  mu  czoła.  Ale  teraz  nadszedł  czas  decyzji  i  musi  podjąć  ją 
samodzielnie. Czy ma z nim zostać  i  próbować  ułożyć  sobie  życie u jego boku, czy ma  go 
opuścić i powrócić do dawnego, spokojnego świata. 

Tego dnia na próbie nic jej nie wychodziło. Wyczerpana i nieszczęśliwa nie była w stanie 

się  skupić.  W  pewnym  momencie  reżyser  przedstawienia  zaproponował  jej,  by  poszła  do 
domu i odpoczęła. 

Wróciła  do  swego  pustego,  cichego  mieszkania.  Telefon  wciąż  leżał  na  podłodze. 

Umieściła  słuchawkę  na  widełkach  i  położyła  się  na  kanapie  w  saloniku.  Zatopiła  się  w 
myślach. 

Nie  mógł  jej  zdradzić.  Ta  dziewczyna  przyszła  pewnie  podyskutować  z  Luke'em  o 

ochronie zwierząt albo o sytuacji politycznej, a może była to jakaś dawna znajoma. Zresztą 
zapyta go, kim ona jest i poprosi, żeby w przyszłości był bardziej ostrożny. 

Kochała  Luke'a.  Pragnęła  go  ponad  wszystko.  Gotowa  była  podjąć  każde  ryzyko,  byle 

tylko  z  nim  być.  Jak  mogła  pozwolić,  by  nadgorliwi  wielbiciele,  wścibscy  fotoreporterzy, 
bezczelni dziennikarze zniszczyli ich uczucie. 

Pewnie, że byłoby cudownie mieszkać z Luke'em na pustkowiu, tak jak to było w domku letnim 
Jesse'ego, gdy mieli tylko siebie. Ale to w ogóle nie wchodziło w rachubę. Żadne z nich nie 
potrafiłoby tak żyć na dłuższą metę. 

Nina  ze  zdziwieniem  spostrzegła  zmiany,  jakie  w  niej  samej  zaszły.  Luke  natchnął  jej  duszę, 

odarł  z  fałszywego  blasku,  nauczył  ją  potrzeby  poszukiwania  porozumiania  z  drugim 
człowiekiem.  Wreszcie  odnalazła  swoją  tożsamość.  Żądał  od  niej  wiele,  ale  w  zamian  dawał  z 
siebie  wszystko.  Zawsze  będą  się  różnić  od  siebie  -  tak  już  pozostanie  -  ale  w  każdym  z  nich 
tkwić będzie cząstka tej drugiej istoty. 

Wydawało  jej  się  zupełnie  nieistotne,  co  złośliwi  recenzenci  myślą  o  niej,  co  piszą 

skandalizujące gazety, ile posiłków zakłócą im wielbiciele rocka. 

Wszystko  to  nieważne.  Wiedziała,  że  rodzina  ma  wiele  wątpliwości,  co  do  słuszności  jej 

wyboru,  ale  zdoła  ich  przekonać.  Polubili  go,  może  go  kiedyś  pokochają.  To  prawda,  że  był 
denerwujący, ale na pewno w przyszłości będą mu ufać tak, jak ona jemu zaufała. Ona go kocha. 

Nina czuła się szalenie podbudowana. Jednakże on wciąż nie dzwonił. A przecież słuchawka 

leżała  już  na  widełkach.  Czy  spodziewał  się,  że  będzie  czekać  na  jego  telefon  przez  całą  noc? 
Czy nie zdawał sobie sprawy, ile ważnych rzeczy ma mu do powiedzenia? 

Gdyby mogła go zobaczyć. Gdyby mogła polecieć do Los Angeles. Niemożliwe. Miała próby 

w operze. A może jednak...? 

background image

- O to właśnie chodzi! - wykrzyknęła, zeskoczyła z kanapy i pobiegła do sypialni. Wyjęła małą 

walizeczkę i otworzyła szafę. Musi do niego pojechać. Może polecieć dziś wieczór i wrócić jutro 
wieczór. Opuści jeden cały dzień prób, będzie to pierwszy raz w życiu. Trudno! Chciała być na 
pierwszym miejscu w życiu Luke'a. Jak mogła żądać tego od niego, jeśli on nie był na pierwszym 
miejscu  w  jej  życiu.  Musi  dowieść  mu,  jak  wiele  dla  niej  znaczy.  A  jeśli  wyrzucą  ją  z  opery? 
Trudno! 

Wrzuciła  niedbale  parę  rzeczy  do  walizeczki.  Wyjęła  płaszcz  z  norek.  Sprawdziła,  czy 

starczy jej pieniędzy. 

Nagle usłyszała dzwonek u drzwi. 

Włożyła  płaszcz.  Ktokolwiek  to  był,  musi  się  go  pozbyć  jak  najszybciej.  Już  musi 

wychodzić. 

Otworzyła drzwi. 
-Luke! - jęknęła. 

Wyglądał okropnie. Miał przekrwione oczy, zmierzwione włosy, był blady i nieogolony. 

- Wyglądasz strasznie! - powitała go zupełnie nie tak jak planowała. - Och,  Luke! - rzuciła 
się w jego ramiona obsypując pocałunkami. O mało go nie udusiła z radości. 

W jakiś przedziwny sposób, mimo że spleceni w uścisku, z ustami złączonymi w gorącym 

pocałunku, zdołali wejść do mieszkania i zatrzasnąć za sobą drzwi. Nina wtuliła się w niego i 
poczuła, jak rośnie jego podniecenie, co bardziej niż jakiekolwiek słowa  świadczyło o jego 
tęsknocie za nią. 

Daj spokój - w końcu oderwał się od niej z trudem. 

Co? - spytała bez tchu. 

Daj spokój. Usiądź tam - z poważną miną wskazał jej miejsce. - Chcę z tobą porozmawiać. 
Nigdzie nie pójdziesz, dopóki nie wyjaśnimy pewnych spraw. 

Ale ja... no, dobrze. 

Całą  noc  próbowałem  się  połączyć  z  tobą  telefonicznie  i  cały  dzień  przesiadałem  się  z 
samolotu na samolot, żeby się tutaj dostać! 

Wczoraj  w  nocy  przekazano  mi  twoją  wiadomość  i  mogę  sobie  wyobrazić,  co  się  z  tobą 
działo  od  tego  momentu.  Wiem,  że  po  tym  co  przeszłaś  w  małżeństwie,  trudno  ci  zaufać 
komukolwiek. Nie jestem człowiekiem cierpliwym, Nino, ale próbowałem być wyrozumiały, 
bo cię kocham... 

Ty mnie cooo? - przerwała, szeroko otwierając oczy. 

Czy  możesz  mi  nie  przerywać!  Naprawdę  nie  jest  mi  łatwo.  Nino,  jak  mogłaś  po  tym,  co 
wspólnie  przeżyliśmy  nie  dać  mi  nawet  szansy,  żebym  ci  wszystko  wytłumaczył,  zanim  podjęłaś 
definitywnie decyzję. Czy naprawdę wymagam tak wiele? 

Nie. 

Nie? - Przez chwilę wydawało się, że zupełnie nie rozumie. - No i... w żadnym razie nie chcę już 
nigdy przeżywać czegoś takiego! Zrezygnuję z koncertów, obetnę włosy, zapuszczę brodę i będę 
zarabiał pisząc muzykę do reklam, ale z ciebie nie zrezygnuję. Nie ma nawet mowy! 
Luke, ja przecież nie żądam od ciebie takich wyrzeczeń. 

Ach tak? Nie zależy ci... naprawdę nie? 

Nie, bo brody łaskoczą, bo przyzwyczaiłam się od twoich włosów, no i szkoda twojego dorobku. 

Opadł na krzesło zupełnie wyczerpany. 

Wobec tego, czego ode mnie żądasz? 
Powtórz to, co przedtem powiedziałeś. 
Co? 
Dwa krótkie słowa. 

Spoglądał na nią nic nie rozumiejąc. 

-Kocham  cię? - powiedział z niedowierzaniem.-  Nino, jestem na nogach prawie od czterdziestu 
ośmiu  godzin,  spędziłem  dzisiaj  tysiące  mil  w  powietrzu,  zatrułem  życie  wszystkim  pracownikom 
linii  lotniczych  na  trasie  Los  Angeles  -  Nowy  Jork,  odepchnąłem  staruszkę  na  nowojorskim 
lotnisku, żeby złapać pierwszą taksówkę. Całymi godzinami obmyślałem, co ci powiem ale i tak 

wszystko zapomniałem. Czy nie mogłabyś choć na chwilę skupić się? 

Nina roześmiała się, Luke wydawał się nic nie rozumieć. Przytuliła się do niego i zarzuciła mu 

ręce na szyję. 

Luke,  powiedziałeś  mi,  że  nie  znosisz  moich  strojów  i  mego  mieszkania.  Nie  podobało  ci  się 

background image

moje  zachowanie.  Krytykowałeś  moje  upodobania  muzyczne,  moje  poglądy  polityczne, 
nieumiejętność gotowania i mój charakter. Dlaczego pośród tych czułych słów nigdy nie znalazło 
się „kocham cię". 
Nina - odezwał się błagalnym tonem. 
Luke... 

Nina, obracam się w środowisku muzyków rockowych. Uwierz mi, że są to najbardziej wytarte, 
puste, obłudne słowa, jakie istnieją w języku angielskim. Powiedz sama, ilu mężczyzn mówiło ci, 

że cię kocha. 

Miłość nie jest pusta i obłudna, Luke. 

Nie,  jasne,  że  nie.  Miłość  to  jest  właśnie  to,  co  istnieje  między  nami.  Boże,  czy  ty  naprawdę 
uważasz,  że  byłbym  zdolny  do  tych  wszystkich  poświęceń  dla  kogoś  innego  niż  ty?  Ty  jesteś 
jedyną  osobą,  dla  której  byłem  skłonny  pójść  do  opery,  ekskluzywnych  sklepów  i  tych 
koszmarnych restauracji, za którymi przepadasz. Czy podejrzewasz, że zjadłbym surową rybę dla 
kogoś  innego  niż  ty?  -  zniżył  głos  i  odezwał  się  poważnym  tonem.  -  Jak  sądzisz,  dlaczego 
chodziłem  za  tobą  krok  w  krok,  chociaż  robiłaś  wszystko,  żeby  się  mnie  pozbyć?  Jak  sądzisz, 
dlaczego nie  chciałem  jechać  na tournee, tylko  zostać  z tobą? Dlaczego  chciałem  poznać  twoją 
rodzinę  i  przyjaciół?  Dlaczego  chciałem  ci  pokazać,  jak  w  rzeczywistości  wygląda  moje  życie? 
Dlaczego nie sypiałem nocami zamartwiając się, że będziesz miała dosyć Luke'a Swaina i opuścisz 
mnie? - Na pewno nie jesteś taka niedomyślna, Nino. - Czuła, że on jest u kresu wytrzymałości. 

A  może  jestem  -  szepnęła.  -  Dlaczego  nigdy  przedtem  nie  powiedziałeś  mi  tego?  Czy 

sądzisz, że było mi łatwo kochać najbardziej uwielbianego mężczyznę w Ameryce? 

Pieścił rękoma jej włosy i podniósł twarz, by móc jej spojrzeć w oczy. 

No tak, - przyznał niepewny - ale i ty nic nie mówiłaś. 

Jesteś okropnie uparty - zauważyła. 

Raczej  niepewny. No i  może trochę uparty. Tyle razy próbowałaś mnie  opuścić, tyle razy mó-
wiłaś, że nigdy nie przystosujesz się do życia ze mną, że gdybym nie był uparty... Łatwo ci po-
wiedzieć  „najbardziej  uwielbiany  mężczyzna  w  Ameryce".  To  nic  nie  znaczy  dla  faceta 
kochającego kobietę, która stara się dowieść, że ich związek nie ma sensu. 

Wiem, że jestem winna. Postaram się wszystko naprawić. 
To potrwa - ostrzegł ją - nie mniej niż czterdzieści, pięćdziesiąt lat. 

Nie mam żadnych innych planów. 

Wydawało mi się, że właśnie gdzieś się wybierałaś. 

Byłam w drodze na lotnisko. Chciałam złapać najbliższy lot do Los Angeles. 

Podniósł prawą brew, na co ona skinęła głową. Roześmiał się. 

Wydaje się, że choć raz jesteśmy tego samego zdania. 
Mmm. - Pocałowała go mając nadzieję, że jej następny pomysł uzna za trafny. 

Poczekaj, a jeśli idzie o tę dziewczynę... 
Mmm? 

To była moja siostra. 
Twoja siostra? - powtórzyła zaskoczona. 

Mogłam się była tego domyśleć.  Ubiera się podobnie, jak ty - gładziła go po twarzy. - Wezmę ją 
na zakupy, jak przyjedzie do Nowego Jorku. 

Nina pocałowała go i zaczęła rozpinać guziki jego koszuli. - Musisz wracać z powrotem 

jutro? 

Skinął głową. 

Bardzo żałuję, że przedłużyłeś tournee o dziesięć dni - szepnęła. 

Uzgodniłem z Kate, że jeśli tym razem zostanę parę dni dłużej, to już więcej nie będę musiał 
wyjeżdżać w tym roku. Będę cały czas z tobą. Już wybrałem. Ty jesteś najważniejsza. 

To  świetnie  -  przytuliła  się  do  niego.  -  Ja  też  będę  pracowała  tylko  w  Nowym  Jorku. 

Żadnych więcej kontraktów zagranicznych. Co ty na to? 

Cudownie. A jeśli chodzi o wielbicieli i fotoreporterów to... - zaczął niepewnie. 

Tym się nie przejmuj. Dam sobie z nimi radę. Sam zresztą kiedyś powiedziałeś, że nie warto 
przejmować się głupstwami, kiedy jest tyle ważnych spraw na świecie. 

Kochanie, parę razy dałem ci do zrozumienia, że pragnę się z tobą ożenić, a ty... 

Najmilszy, uwierz mi, że to naprawdę nie polega na dawaniu do zrozumienia. 
Nino - zaczął zirytowany, ale szybko się opanował i już spokojnie dodał - Nino, kocham cię i 

background image

chcę z tobą spędzić resztę życia. Zgadzasz się? 

Oczywiście, że wyjdę za ciebie za mąż, ale nie zmienię nazwiska. 

Bardzo żałuję, bo wyobraź sobie, jak będzie brzmiało Nina Gnagnarelli w piosence miłosnej. 
Na pewno poradzisz sobie. 

Możemy  wziąć  ślub  zaraz  po  moim  powrocie  z  tournee  -  zapalił  się  do  swego  pomysłu.  - 
Taka kameralna uroczystość, skromna i cicha. Tylko...  

Nie żartuj, Luke. Czy wyobrażasz sobie, że ktoś w mojej rodzinie mógłby mieć skromny i 
cichy ślub? 

Jestem  przekonana,  że  powinien  być  wielki  i  wspaniały.  Włoskie  potrawy,  lody,  szampan, 
muzyka klasyczna... 

Rockowa. 

Myślę - powiedziała wstając powoli z krzesła- że możemy omówić te szczegóły, jak będziemy 
mieli więcej czasu. Chyba w tej chwili powinniśmy zająć się czymś ważniejszym. 

Masz  rację  -  podniósł  się  z  krzesła.  -  Tak  mi  ciebie  brakowało  -  wyznał  namiętnie.  -  Podejdź 
bliżej. Mamy tylko dwadzieścia cztery godziny. 

Musisz zachować trochę sił na jutrzejszy koncert - odparła przekornie. 

Tak, wiem, że to wyczerpujące zajęcie ale... tak dawno nie miałem cię w ramionach. 

Mmm... 

Zrzucił z siebie koszulę. 
- Przytul się do mnie - szepnął. 
Nina roześmiała się. 
-Dobrze,  ale  najpierw  chodźmy  do  sypialni,  bo  jeśli  zgodzę  się  na  to,  co  proponujesz,  nie 
będziemy mieli siły przejść tam później. 

Luke przystał na to bez wahania.