background image

LAURA LEONE

Odrobina szaleństwa

ROZDZIAŁ PIERWSZY

- Przepraszam - powiedział miły, męski głos.
Nina podniosła wzrok i ujrzała  parę ciepłych, piwnych oczu przyglądających się jej z 
zainteresowaniem.

- Słucham?

- Szukam Niny G...Guh-na...um - mężczyzna rzucił okiem na trzymaną w ręku kartkę papieru.

- Gnagnarelli - pospieszyła mu z pomocą.

- Mogłaby pani powtórzyć?

- Gnagnarelli. Nja-nja-rel-li - powtórzyła, wyraźnie wymawiając każdą sylabę.

- Zgadza się. Czy pani wie, gdzie mogę ją znaleźć?

- To ja - odpowiedziała z uśmiechem. Najwyraźniej nie był bywalcem opery, w przeciwnym razie 

poznałby ją natychmiast, pomyślała, wygładzając zmarszczkę na swej czarnej, wieczorowej 

sukni.

- Aha, a więc to z panią dziś wieczór wręczam nagrodę jazzową.

- Z panem? Myślałam, że z Luisem Evansem...

- Wiem. Ale właśnie zawiadomił, że z powodu  mgły jego lot z Londynu opóźnił się i dopiero 

niedawno  wylądował na lotnisku Kennedy'ego. W żaden sposób  nie zdążyłby na uroczystość. 

Tylko ja byłem uchwytny, więc poproszono mnie, bym go zastąpił. A ponieważ mam dobre serce, 

zgodziłem się - uśmiechnął się ujmująco.

Nina   przyglądała   mu   się   uważnie.   Był   to   przystojny  mężczyzna   o   zdecydowanie   męskiej, 

atrakcyjnej twarzy  i nieco przydługich, falujących,  ciemnych  włosach.  W uśmiechu odsłaniał 

białe,   równe   zęby,   a   jego   ciemne   oczy   błyszczały   ciepłym   blaskiem.   Był   wysoki,   mocno 

zbudowany, o szerokich ramionach i wąskich biodrach. Nina zorientowała się, że uwaga, z jaką 

mu   się  przygląda,   wyraźnie   go  bawi.  Zarumieniła  się   i  zdenerwowała.   Dawno  powinna   już 

wyrosnąć z dziecinnego nawyku gapienia się na ludzi.

- Ma pan nade mną przewagę - powiedziała uprzejmie.

- Naprawdę?

- Pan wie, kim ja jestem, a ja o panu nic nie wiem.

- Przepraszam. Przyzwyczaiłem się, że ludzie mnie rozpoznają. Nazywam się Luke Swain.

Wyciągnął do niej silną, opaloną rękę. Podała mu swą drobną, zadbaną dłoń. Pomyślała, że to, 

jak się przedstawił, zabrzmiało całkiem naturalnie, a nie jak przechwałka.

- Miło mi pana poznać - powiedziała poważnie.

- Czyżby?

Jej niebieskie oczy napotkały jego rozbawione spojrzenie.

W tym właśnie momencie ktoś z licznej obsługi krzątającej się za kulisami zawiadomił ich, że 

wchodzą na wizję zaraz po przerwie na reklamę. Spojrzała na Luka i ze zdziwieniem spostrzegła, 

że   wciąż   jeszcze  ściska   jego   rękę.   Wyrwała   swoją   dłoń   i   aby   zatuszować  zakłopotanie, 

powiedziała szybko:

- A czym pan się zajmuje?

- Jestem piosenkarzem. A pani, pani Nan...gan?

- Nja-nja-rel-li.

- Takie trudne nazwisko. Dlaczego nie zmieni go pani?

- Jeśli było dobre dla mego ojca, to i dla mnie jest dobre - odparła chłodno. - W każdym razie 

miałam nadzieję, że będzie dobrze wyglądać na afiszu. Jestem śpiewaczką operową. Uniósł jedną 

brew. Tylko jedną. Nie znosiła ludzi, którzy tak robili.

- To dlaczego wręcza pani nagrodę jazzową?

- Uwielbiam jazz. A poza tym, mój ulubiony jazzman jest kandydatem do nagrody. Wiem, 

że w tej  roli powinnam być bezstronna, ale bardzo bym  chciała,  żeby zwyciężył  Jesse 

Harmon. Należy mu się. No i, - dodała z uśmiechem - jeśli zwycięży, będę miała okazję go 

poznać.

background image

- Tak pani lubi saksofon?

- Uwielbiam saksofon. To jedyny instrument o brzmieniu piękniejszym niż głos ludzki. 

Nie da się go z niczym porównać. Zwłaszcza, gdy gra Jesse Harmon. A jaki jest pański 

ulubiony instrument, panie Swain?

- Czy mogłaby pani mówić do mnie Luke - wtrącił - żebym mógł się zwracać do pani po prostu 

Nino? Nie jestem w stanie wymówić pani nazwiska.

- Luke - wymówiła z wahaniem.

- Mój ulubiony instrument? Gram na gitarze, ale najbardziej lubię słuchać trąbki.

Wezwali   ich   na   scenę.   Jak   było   w   zwyczaju,   wychodząc   Nina   wzięła   go   pod   rękę, 

całkowicie   ignorując   jego   rozbawione   spojrzenie.   Czuła   jednak,   że   Luke   wie,   jakie 

wrażenie wywarł na niej ten fizyczny kontakt. - A teraz, o wręczenie następnej nagrody – 

rozległ się donośny głos z megafonu - poproszę Luke'a Swaina i Ninę Gnagnarelli.

Publiczność entuzjastycznie ich powitała. Nina uznała, że to obecność Luke'a wywołała 

taką reakcję. Wiedziała, że wprawdzie jest dobrze znana  w świecie opery, ale poza nim 

jeszcze nie. Publiczność operowa była bardziej dyskretna w manifestowaniu uczuć.

- Dobry wieczór - powiedział Luke, podchodzą do mikrofonu. - Chciałem przedstawić państwu 

Ninę Gnagnarelli.

Tym razem bezbłędnie wymówił jej nazwisko. Nina spojrzała na niego z wdzięcznością, po czym 

wspólnie przystąpili do prezentacji kandydatów do nagrody.

Wreszcie Luke otworzył kopertę, mówiąc:

- A zwyciężył...

Zajrzał do kartki i z uśmiechem wręczył ją Ninie tak, by to ona mogła ogłosić zwycięzcę.

- Jesse Harmon! - oznajmiła z entuzjazmem. Cała sala, nie wyłączając Niny i Luka, szalała z 

zachwytu, gdy stary jazzman wchodził na scenę, by odebrać nagrodę. Nina chciała uścisnąć jego 

dłoń, ale on chwycił ją w ramiona, a następnie, ku jej zdumieniu, serdecznie uściskał Luka. 

Później wygłosił krótką mowę, tłumacząc publiczności, że gdy nie ma trąbki w ręku, paraliżuje 

go trema. Po chwili razem z Niną i Luke'em udał się za kulisy. Gdy tylko znaleźli się za sceną, 

stary muzyk poklepał Luka po ramieniu mówiąc: 

- Gdzieś się podziewał, stary? Wieki całe cię nie widziałem. 

- Tak długo? - z niedowierzaniem zapytał Luke. - Dlaczego żartujesz sobie z biednego, 

wiejskiego chłopca?

Nina przyglądała się im ze zdumieniem.

-  Znacie   się?   - wykrzyknęła,  zapominając  na  chwilę  o  swoim  dobrym  wychowaniu.   Ktoś   z 

obsługi natychmiast ją uciszył.

- Dlaczego mi nie powiedziałeś? - wyszeptała z wyrzutem.

- Nie chciałem, żebyś myślała, że się przechwalam -powiedział Luke z udawaną skromnością. - 

Jesse, to jest Nina Gnagnarelli, śpiewaczka operowa. Nie próbuj nawet tego wymówić.

- Oczywiście słyszałem o pani, panno Gnagnarelli - powiedział Jesse, poprawnie wymawiając jej 

nazwisko i całując jej delikatną dłoń. - Jestem pani wielbicielem. Z pewnością wkrótce będzie 

pani jednym z najsławniejszych sopranów na świecie.

- To może zostawię was samych, żebyście mogli spokojnie prawić sobie komplementy. 

Przed wejściem na scenę cały czas paplała z uwielbieniem na twój temat - Luke starał się 

wyglądać na obrażonego, ale jego oczy wyrażały rozbawienie.

- Nie zwracaj na niego uwagi, kochanie - powiedział  Jesse. - Jest zazdrosny, bo zwykle 

wszystkie dziewczyny natychmiast tracą głowę na jego widok. Ale dziś jest mój wieczór, 

kolego!

- Naturalnie - przyznała Nina. - Zasłużyłeś sobie na to, Jesse. Może będę kiedyś wśród 

najlepszych,   ale   ty   już   dziś   jesteś   między   nimi.   Nikt   nie   potrafi   tak   jak   ty   grać   na 

saksofonie. Saksofon śpiewa w twoich rękach.

- Ho, ho, ho! Wiesz, jak schlebiać staremu człowiekowi - zaśmiał się Jesse. - Słuchajcie - 

dodał - na widowni jest moja żona, dzieci oraz paru przyjaciół. Chcieliśmy zakończyć ten 

wieczór w małym klubie w Greenwich Village. Takie miejsce, gdzie można od czasu do 

czasu pograć z przyjaciółmi. Może byście z nami poszli?

Oczy Niny rozbłysły dziecięcą radością.

- Znakomicie! - zgodziła się.

- Czy nie macie nic przeciw temu, żebym się dołączył? Zapytał Luke z pewną ironią.

background image

- A kto cię zapraszał, stary? - zaśmiał się Jesse, klepiąc go po ramieniu.

Luke wzniósł oczy ku górze z miną męczennika.

W wesołym zamieszaniu panującym po zakończeniu  programu Luke zauważył, że paru 

panów próbowało zawrzeć znajomość z Niną. Przyglądał  się jej zgrabnej,  filigranowej 

figurce, mlecznej cerze i błękitnym oczom, które chwilami nabierały fiołkowego odcienia. 

Jej   błyszczące,   kruczoczarne   włosy   podkreślały   ładny   kształt   nosa,   interesujące   rysy 

twarzy i wysmukłą szyję. Nie można jej było nie zauważyć.

Nina zabrała swoje rzeczy i wyszła do toalety, aby poprawić makijaż.

Philippe, jej były mąż, nauczył ją, jak osiągnąć własny styl i zawsze wyglądać elegancko.

Miała na sobie prostą czarną suknię i naszyjnik z pereł. Przed uroczystością proponowano jej, by 

włożyła błyszczącą sztuczną biżuterię, ale zdecydowanie odmówiła. Była przekonana, że klasyczna 

prostota będzie się wyróżniać na tle cekinów i sztucznych brylantów.

Zdecydowanym krokiem wyszła na spotkanie z innymi.

Pierwszą osobą, jaką zobaczyła, był Luke. Jego słowa wcale nie dodały jej otuchy.

- Coś ty na siebie włożyła?

- To są norki - powiedziała Nina, patrząc na swój czarny futrzany żakiet.

- Norki? Ach, norki! - chwycił jej małą torebkę.

- To skóra krokodyla - odpowiedziała starając się nie wypuścić torebki z ręki. - O co ci chodzi?

- Nie mam nic przeciwko ludziom, którzy używają skór zwierząt dla celów praktycznych, na 

przykład   na   skórzane   buty,   ale   zupełnie   nie   jestem   w   stanie   zrozumieć,   jak   można   zabijać 

bezbronne, nieszkodliwe zwierzęta tylko po to, by zaspokoić ludzką próżność. 

- Bezbronne? Ile znasz łagodnych krokodyli? A wiedz, że norki to wredne małe stworzenia. - 

Uważasz, że można je zabijać tylko po to, aby je zarzucić na ramiona? 

- Ja ich nie zabiłam! - krzyknęła. Opanowała się i dodała już spokojnie. - Nie odpowiadam za 

tych, którzy je zabijają. One już dawno nie żyły, kiedy je   kupowałam, a gdybym to nie ja je 

kupiła, zrobiłby to ktoś inny. 

- Gdyby ludzie przestali kupować te... upiorne  modne cacka, położyłoby to kres ohydnej rzezi 

zwierząt - odparł. - Istnieją przecież świetne imitacje...

- Nigdy nie noszę imitacji. Żadnych - przerwała mu lodowato. 

Zmrużył oczy. Nie było w nich cienia ciepła. Zaczął coś mówić, ale przerwało mu wejście Jesse'a 

i reszty towarzystwa. Była tam jego żona, Rebecca, ich córka z mężem, syn z żoną oraz jeszcze 

parę osób. Wszyscy okazali się bardzo mili, ale drażnił ją fakt, że traktowali ich jak parę. Całe 

towarzystwo   upchnęło   się   do   dwóch   taksówek.   Choć   Nina   i   Luke   znaleźli   się   w   tej   samej 

taksówce, całkowicie go zignorowała. Luke na to nie reagował. Głośno opowiadał o ekscesach z 

udziałem   jakiegoś  ich   wspólnego   znajomego.   Wszyscy,   poza   nią,   świetnie  się   bawili.   Nina 

poczuła się zupełnie nie na miejscu i całą drogę do Greenwich Village z ponurą miną wyglądała 

przez okno. Klub jazzowy „Rootie" mieścił się w piwnicy pod modnym butikiem. Chociaż nie był 

mały, tłum szczelnie wypełniał salę, w której panował nastrój dobrej zabawy. Natomiast znalazł się 

dla nich wolny stolik, ponieważ byli w towarzystwie Jesse Harmona. Wiele osób zatrzymywało 

ich po drodze, żeby wyrazić gratulacje Jesse'emu. Niektórzy wydawali się rozpoznawać Luke'a, 

a jakaś  młoda  kobieta  zaczęła  piszczeć: 

- O Boże, to Luke Swain! Patrzcie, tu jest Luke Swain! - Wyciągnęła do niego ręce, dotykając go 

jakby był uzdrowicielem. - Luke, naprawdę jesteś znakomity. 

- Dziękuję - odparł Luke cicho.

Jesse roześmiał się, wyraźnie go to rozbawiło.

- Żeby byle chłopak z Kansas przyćmił mnie na moim własnym terytorium - zawołał.

Wszyscy wokół krzyczeli. Muzyka była bardzo głośna. Gdy w końcu dotarli do stolika Jesse 

posadził   Ninę   obok   siebie,   co   jej   sprawiło   wyraźną   przyjemność.  Nazwał   ją   „honorowym 

gościem honorowego gościa".  Luke zajął miejsce  po jej drugiej stronie,  odpowiadając  na jej 

zimne spojrzenie filuternym uśmiechem. Podeszła kelnerka i całe towarzystwo zamówiło piwo.

- Poproszę kieliszek koniaku - powiedziała Nina. 

- Chyba żartujesz, dziecino - odpowiedziała kelnerka. Nina zupełnie nie wiedziała, jak się w tej 

sytuacji zachować. 

Jesse roześmiał się.

- Tu nie podają takich wymyślnych trunków, Nino. Przynieś jej piwo. - Luke zwrócił się do 

kelnerki.

background image

Nina spojrzała na niego. W jego oczach wyczytała wyzwanie, którego nie rozumiała, ale wcale 

nie miała zamiaru go podjąć.

Kelnerka wróciła z tacą pełną butelek piwa, które postawiła na stole. 

- Dobrej zabawy - rzuciła na odchodnym, ale Nina ją zatrzymała.

- Czy mogę prosić o szklankę?

- Szklankę? - powtórzyła z niedowierzaniem kelnerka.

- Tak, szklankę - Nina starała się nie stracić panowania nad sobą.

Czy możesz przynieść mojej znajomej szklankę, kochanie? - włączył się Jesse.

Kelnerka uśmiechnęła się do niego i spojrzała na Ninę.

- Skarbie, sama obsługuję te wszystkie stoliki, przyniosę ci szklankę, kiedy będę mogła. - Nie 

była nieuprzejma, ale nie przejmowała się specjalnie Niną.

- Córeczka swojego tatusia nie pija z butelki? - spytał cicho Luke. Nikt poza nimi nie słyszał tego

pytania i o to mu chodziło.

Dał jej do zrozumienia, że zachowuje się jak snobka i prowokował ją, by dowiodła, że tak 

nie jest. Ze złością podniosła butelkę do ust.

- Zdrowie Jesse'ego! - zawołała, po czym wychyliła prawie pół butelki, zanim ją odstawiła 

na stół. Popatrzyła wyzywająco na Luka. W jego oczach wyczytała rozbawienie, uznanie i 

coś jeszcze, czego nie mogła określić. Ostentacyjnie odwróciła się do niego tyłem. Mogła 

przysiąc, że usłyszała jego śmiech.

- Patrzcie, patrzcie! Kto nauczył naszą małą Ninę tak żłopać piwo? - zawołał Jesse klepiąc ją 

po ramieniu. Wygląda na to, że tym razem trafiłam w dziesiątkę - pomyślała.

Kończyli właśnie drugą kolejkę, kiedy cała sala uznała, że Jesse powinien już zagrać.

Stary muzyk z czułością wziął trąbkę do ręki i wszedł na scenę. W krótkich słowach powitał 

wszystkich i podziękował za ciepłe przyjęcie. Potem przedstawił Luka, Ninę oraz swoją 

rodzinę a następnie paru przyjaciół, którzy zgodzili się z nim zagrać.

To co nastąpiło,  było  jak sen. Ten  człowiek  był  mistrzem.  Wkładał  tyle  serca w  swój 

występ, że Nina słuchała go pełna zachwytu, zarówno jako artystka jak i wielbicielka jego 

muzyki. Saksofon ożywał w jego rękach, wypełniając salę burzą dźwięków, na które nikt nie 

mógł pozostać obojętny.

Na   prawie   godzinny   koncert   składały   się   głównie   szybkie,   szalone   kawałki.   Nina 

zastanawiała   się,   skąd   mężczyzna   w   wieku   Jesse'a   bierze   tyle   energii.   Wiele   osób 

poderwało   się   do   tańca   zajmując   każdy   wolny   skrawek   sali.   Występ   zakończył   się 

smutnym, bluesowym utworem. Jesse grał z zamkniętymi oczyma. Saksofon w jego rękach 

żalił się głosem cierpiącego kochanka. Nina siedziała jak zahipnotyzowana. Jesse wydał się 

jej geniuszem. Gdy w końcu Jesse powiedział, że musi odpocząć i zszedł ze sceny, Nina 

odprężyła się. Nie zdawała sobie sprawy, do jakiego stopnia była spięta słuchając muzyki.

Gdy   lekko   odwróciła   głowę,   spostrzegła   dużą,   opaloną   dłoń   obok   swojej   małej,   białej   ręki. 

Muzyka ucichła i nagle znów zaczęła myśleć o Luke'u. 

- Naprawdę nie przesadzałaś  mówiąc,  że uwielbiasz  saksofon - przyznał  cicho.  Spojrzeli na 

siebie, w pełni się rozumiejąc. Chociaż każde z nich uprawiało inny rodzaj muzyki, oboje byli 

artystami i umieli docenić mistrzostwo.

Nagle Nina przypomniała sobie, że się jej naraził.

- Napije się pan jeszcze piwa, panie Swain? - spytała ironicznie, po czym odwróciła się do niego 

plecami i włączyła się do ożywionej rozmowy z Rebeccą i jej przyjaciółmi. Ale cały czas czuła 

jego obecność.

Godziny  upływały  na znakomitej  zabawie.   Wieczór  okazał   się  towarzyskim   sukcesem  Niny. 

Jeszcze parę godzin temu marzyła o poznaniu Jesse'ego - a teraz byli tu razem i on traktował ją 

jak córkę. Czuła się niemal jak członek rodziny.

Zabawa trwała dalej. Wieczór był wspaniały, lecz jej wciąż czegoś brakowało. Zobaczyła Luke'a 

tańczącego z córką Jesse'a. Poruszał się z wdziękiem lamparta. Szybko odwróciła wzrok. Jeszcze 

zauważy, że mu się przyglądam - pomyślała - jest zbyt spostrzegawczy.

Zatopiona  w myślach  słuchała  muzyki,  gdy poczuła czyjąś  dłoń na ramieniu.  Przed nią stał 

uśmiechnięty Jesse.

- O czym marzysz? Chodź, zatańcz ze starym człowiekiem. Własna żona mi odmówiła.

- Aha! I przypomniałeś sobie o mnie - Nina roześmiała się, gdy poprowadził ją na zatłoczony 

parkiet. Cieszę się, że mnie zaprosiłeś - krzyczała mu prosto do ucha. - Nigdy, przenigdy nie 

background image

zapomnę twego dzisiejszego występu.

- To ja się cieszę, że przyszłaś. Twoje uznanie wiele dla mnie znaczy. Widziałem cię w II Pirata 

w zeszłym roku. A rok przedtem też podziwiałem kilka twoich występów. Przypominam sobie, 

jak grałaś w San Francisco. Śpiewałaś wtedy partię Glauce w Medei. To była twoja pierwsza 

solowa   rola.   Mimo   młodego   wieku   i   braku   doświadczenia   wykazałaś   wiele   męstwa.   Jesteś 

stworzona do śpiewania, Nino.

Duma i wdzięczność sprawiły, że oczy jej zaszły łzami a gardło ścisnęło się boleśnie. Bardzo 

ceniła sobie to uznanie.

Gdy wrócili z powrotem do stolika, Rebecca przysiadła się do nich na piwo i pogawędkę.

- A więc od jak dawna znasz Luke'a, Nino?

- W ogóle go nie znam - oświadczyła z naciskiem. Po raz pierwszy spotkałam go na dzisiejszej 

uroczystości.

- Ho, ho, ho - wtrącił się Jesse. Sądziłem, że coś jest między wami, ponieważ Luke bardzo 

niechętnie patrzy na każdego mężczyznę, który z tobą rozmawia.

- Nie, nic - skrzywiła się Nina. - Prawdę mówiąc, nie przypadliśmy sobie do gustu.

- Co ty opowiadasz? Cały wieczór nie spuszcza cię z oczu, kochanie. Myślałem, że kark sobie 

skręci, gdy w czasie tańca wodził za nami wzrokiem,  I o kogo on  jest zazdrosny?  O mnie? 

Starego, żonatego mężczyznę? - zachichotał Jesse.

- Nie zwracaj uwagi na to, co mówi ten stary dureń - zażartowała Rebecca. - I nie przejmuj się 

zachowaniem Luke'a, on po prostu zawsze mówi to co myśli, nie owijając w bawełnę. Ale to 

człowiek o wielkim sercu.

- Podoba ci się jego muzyka? - spytał Jesse.

- Jego muzyka? Nigdy przedtem o nim nie słyszałam, ale zauważyłam, że jest bardzo popularny.

- Zgadza się. I to już od paru lat. Bardzo ciężko na to pracował. A to, co piszą na jego temat w 

gazetach o pięknych dziewczynach, szybkich samochodach i szalonych przyjęciach, to wierutne 

bzdury.   Ty  wiesz,   jak   naprawdę   wygląda   świat   muzyczny:   próby,   występy,  próby,  nagrania, 

próby, wywiady, trasy, występy, próby, próby, próby. A w dodatku sam komponuje. Kiedy miałby 

jeszcze czas być playboyem? Połowa tego, co czyta się o wokalistach rockowych, to stek bzdur, a 

druga połowa jest mocno naciągnięta.

- Nigdy o nim nic nie czytałam - z naciskiem powtórzyła Nina. - I nigdy nie słyszałam jego 

muzyki.

- W takim razie powinnaś, kochanie. Nie mówię  mu tego, bo jest i tak pewny siebie, ale jest 

rzeczywiście znakomity. Gdyby tylko nie mieszał polityki ze sztuką.

W tym momencie „człowiek o wielkim sercu" wrócił do stolika.

- Już jesteś zmęczony, Jesse? Przecież to dopiero trzecia nad ranem - zażartował.

- Uważaj co mówisz - upomniał go Jesse. - Pani Gnagnarelli jest przyzwyczajona do dobrze 

wychowanych mężczyzn, synu.

- Zauważyłem - powiedział Luke. Odwrócił się do Niny, wyciągnął rękę i zapytał: - Czy pani 

tańczy?

Ton był uprzejmy, ale spojrzenie niemal zuchwałe. Odpowiadając na wyzwanie, Nina wstała, 

podała mu dłoń i odparła. 

- Nie tylko. Robię jeszcze wiele innych rzeczy, panie Swain.

Poprowadził ją na parkiet. Za plecami słyszeli wesoły chichot Jesse'ego.

W ramionach Luke'a Nina była bardzo sztywna. Wzrok miała utkwiony w jakiś niewidoczny 

punkt za jego plecami. Przez chwilę tańczyli w milczeniu.

- Nie trudno lekceważyć mężczyznę, siedząc koło niego przy stoliku, ale ignorowanie go w 

tańcu, to już prawdziwa sztuka. Gratuluję - powiedział Luke. 

- Niektórzy mężczyźni na to zasługują - odparła Nina.

- Aha!

- Niektórzy mężczyźni - ciągnęła dalej - mają wdzięk muła i maniery słonia. 

Uniósł prawą brew.

- Czy nie mógłbyś unosić obu brwi, jak normalny człowiek? - spytała. Luke zareagował 

niepohamowanym śmiechem.

- Naprawdę nie mogę. Jako dziecko spadłem z roweru, rozciąłem sobie lewą stronę twarzy i 

najwyraźniej nastąpiło jakieś uszkodzenie nerwu.

- Przepraszam - szepnęła Nina ze skruchą. Przytuliła się do niego czując, że taniec zaczyna 

background image

sprawiać jej jednak coraz większą przyjemność. Łagodnie kołysali się w takt muzyki. Luke 

był znacznie wyższy od Niny, tak że z łatwością unikała jego wzroku.

Czuła bijące od niego ciepło. Pod obejmującą go ręką wyczuwała mocne, twarde mięśnie. 

Spojrzała   na szyję,  silny kark  i  włosy.   Były   błyszczące,   w  kolorze  ciemnego  brązu.  Z 

przodu podcięte dość krótko, z tyłu sięgały daleko poza kołnierzyk. Zatrzymała  wzrok na 

twarzy, przypatrując się ciemnym łukom brwi i długim rzęsom. Nagle ich oczy spotkały się. 

On także badał ją wzrokiem. Nina świadoma była swej urody, ale nagle poczuła się niepewnie. 

Zakłopotana spuściła oczy, przysłaniając je długimi, czarnymi rzęsami.

Muzyka skończyła się. Bez słowa wrócili do stolika.

- Mam nadzieję, że byłeś miły dla naszej małej dziewczynki - zażartował Jesse.

- Byłem dżentelmenem w każdym calu - zapewnił go.

- Jesse - powiedziała w końcu Nina - to był wspaniały wieczór, ale od wielu godzin przekrzykuję 

muzykę i jeżeli natychmiast nie przestanę, to przez najbliższe sześć tygodni nie będę w stanie 

wydobyć z siebie głosu. Idę do domu.

Jesse, Rebecca i reszta towarzystwa próbowali zatrzymać Ninę. Planowali wspólną zabawę do 

białego rana. Gdy chciała pożegnać się z Luke'em, powiedział:

- Ja również muszę już wyjść. Mam jutro wywiad w telewizji. Może razem weźmiemy taksówkę?

- Tylko pamiętaj, żeby jechać prosto do domu, chłopcze - upomniał go Jesse.

- Nie bój się - obiecał Luke. - Poza wszystkim muszę się wyspać, aby jutro olśnić miliony 

widzów.

Jesse przyjrzał mu się krytycznie.

- W takim razie lepiej, żebyś już poszedł.

Nina   bez   pomocy   Luke'a   włożyła   swoje   norki  i   skierowali   się   do   drzwi.   Była   chłodna, 

październikowa  noc. Luke zatrzymał przejeżdżającą taksówkę, otworzył  drzwi i oboje wsiedli. 

Nina podała swój adres, a taksówkarz ruszył z szybkością charakterystyczną dla nowojorskich 

taksówkarzy.

Nina raz jeszcze próbowała nawiązać uprzejmą rozmowę o muzyce.

- Słuchaj, dlaczego po prostu nie powiesz, że muzyka  rockowa jest nic nie warta? - zapytał 

gwałtownie, gdy powiedziała, że nie przepada za nią.

- O co ci chodzi? - odparła.

- Jesteśmy muzykami, nie dyplomatami. Interesuje mnie twoje zdanie. Nie jesteśmy na przyjęciu 

i nie otaczają nas reporterzy. Dlaczego po prostu nie powiesz, co naprawdę myślisz? Boisz się, że 

się obrażę? 

- Nie chcę być niegrzeczna.

- Nie będę się czuł urażony.  Ale jak możemy prowadzić szczerą i ciekawą rozmowę, jeżeli 

kręcisz i stosujesz uniki. 

- Widzę, że nie podoba ci się nie tylko mój styl ubierania się, ale również mój sposób mówienia.

Rozmowa  zamieniała   się  w   ostrą  sprzeczkę.   Gdy  wreszcie  taksówka  zatrzymała   się  na 

czerwonym świetle, dwie przecznice od jej domu, Nina otworzyła drzwi i wyskoczyła.

- Wysiadam tutaj - krzyknęła. - Nie mam zamiaru znosić twoich obelg ani chwili dłużej.

- A kto mi zapłaci? - zawołał taksówkarz.

- Proszę! - warknęła Nina wyciągając kilka dolarowych banknotów z krokodylowej torebki.

- To za mało - domagał się kierowca.

- Ja zapłacę - rzucił Luke. - Nino, wsiadaj do samochodu!

- Mowy nie ma!

- Jesteś nierozsądna.

-   Panie   Swain.   Skrytykował   pan   moją   garderobę,   mój   sposób   picia   alkoholu,   moją 

inteligencję, moją  uczciwość i moje maniery. Jest pan najgorzej wychowanym mężczyzną 

jakiego spotkałam i największym gburem, z jakim przyszło mi spędzić wieczór od czasu, 

gdy miałam siedemnaście lat. Czy mam być bardziej dosadna? I niech się pan nie waży 

odprowadzać mnie do domu - dodała, widząc jak wysiada z taksówki.

- Nino, jest czwarta rano. Nie mogę pozwolić, byś poszła sama do domu.

- Jeśli mnie napadną, to na pewno zabiorą mi zarówno futro, jak i torebkę. Sądzę, że pana to 

ucieszy.

Odwróciła  się na pięcie  i pomaszerowała  do domu,  pozostawiając wściekłego  Luka na 

środku ulicy. Kierowca przypomniał mu, że licznik wciąż bije.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

- Dzień dobry! Przepraszam, że się spóźniłam. Nie mogłam złapać taksówki, na mieście są 
straszne korki. - Powiedziała Nina zdyszanym głosem wchodząc do dobrze sobie znanej sali 
prób.

- W porządku. Nie często ci się to zdarza - odpowiedziała Elena z silnym obcym akcentem. Była 

ona   pierwszą   nauczycielką   śpiewu,   a   później   wierną   przyjaciółką   Niny.   Wprowadziła   ją   do 

świata   muzyki   i   chociaż   obecnie   Nina   była   wschodzącą   gwiazdą   opery,   stale   utrzymywała 

kontakt z Eleną i słuchała jej rad.

- Przepraszam, że odwołałam naszą wczorajszą próbę, - usprawiedliwiła się Nina - ale miałam 

taką chrypę, że postanowiłam odpocząć.

- A coś ty takiego robiła?

- Krzyczałam. Głównie na pewnego gbura. Nie ma o czym mówić. Czy oglądałaś wręczenie 

nagród w telewizji?

- Naturalnie. I nie mogłam się nadziwić, co obecnie uważa się za muzykę. Ale twój bohater 

zwyciężył.

- Jesse? Tak. - Nina opowiedziała Elenie o wieczorze spędzonym w towarzystwie Jesse'ego i jego 

przyjaciół, starannie unikając wzmianki o Luke'u Swainie.

- No, dobrze... A teraz zabierajmy się do pracy. - Elena usiadła do pianina.

Po udanej próbie Nina opuściła studio w świetnym nastroju. Nucąc szła ulicą. Kochała śpiew. 

Nic   innego   nie   dawało   się   z   nim   porównać,   a   już   z   pewnością   nie   miłość   do   Phillippe'a   - 

pomyślała. Przeżyła z nim romans, pełen zarówno rozkoszy jak i bólu. Ale nigdy nie zaznała 

tego wspaniałego momentu, kiedy myśli się: - Tak, to jest to, dlatego jesteśmy razem i warto 

było   żyć   dla   tej   chwili.   Seks   wprawdzie   sprawiał   jej   przyjemność,   ale   traktowała   go   jako 

przemijającą  potrzebę fizyczną, taką jaką jest na przykład głód. Pożądanie  przychodziło  bez 

wielkiego zaangażowania duszy i umysłu i bywało zaspokajane lub nie, zależnie od okoliczności. 

Kochała   swoją  rodzinę,   doceniała   codzienne   przyjemności   życia,   piękne  przedmioty   i   dobre 

jedzenie.   Ale   zawsze   była   w   niej   jakaś   tęsknota,   której   nie   rozumiała,   ogromna   potrzeba 

spełnienia.   Tylko   śpiew   ją   zaspokajał.   Dopiero   wtedy   przeżywała   największe   namiętności   i 

wyrażała je z samej głębi swej duszy. Musiała ciężko pracować, ale w zamian zyskiwała te 

krótkie, lecz wspaniałe, magiczne chwile, w których żyła pełnią życia.

- Czy nie jestem dziś zbyt poważna? - powiedziała do swego odbicia w szybie sklepowej. Nagle 

ujrzała parę przyglądających się jej piwnych oczu. Serce zamarło w niej na moment, następnie 

się roześmiała - to był tylko plakat.

Uważnie przyjrzała się wystawie. Najwyraźniej Luke był tak popularny, jak mówił Jesse. Połowę 

wystawy  zajmował plakat z powiększeniem okładki jego ostatniej  płyty. Na zdjęciu widać było 

Luke'a na tle rozsypującej się chałupy, stosu śmieci i bielizny suszącej się na sznurze. Luke miał 

na sobie wytarte dżinsy i starą bluzę. Twarz miał nieogoloną a jego oczy świeciły płomiennym 

blaskiem. Album nosił tytuł „Odrobina szaleństwa".

Już miała wejść do sklepu i kupić tą płytę, ale uświadomiła sobie, że nie powinna tego robić. 

Była to muzyka rockowa, a ona nie lubiła słuchać rocka. Nie cierpiała Luke'a. Nigdy więcej go 

nie   zobaczy   i   nie   ma   powodu,   żeby   miała   czegokolwiek   się   dowiadywać   o   jego   muzyce   i 

filozofii życiowej. Zatrzymała przejeżdżającą taksówkę i pojechała do domu.

Mieszkanie Niny urządzone było elegancko i ze smakiem. Lubiła nowoczesne meble o prostych 

liniach i jasnych kolorach. Podobały jej się przedmioty orientalne - dywany, wazy, malarstwo i 

bonsai,  a sposób układania  kwiatów  wyraźnie  wskazywał,  że dobrze  opanowała tę  japońską 

sztukę. W rogu, pod oknem, stało pianino ze stertą nut arii operowych oraz znakomitej klasy 

wieża stereo. Gdy weszła do domu, dzwonił telefon.

- Halo - powiedziała do słuchawki.

- Halo, tu Luke.

Była tak zaskoczona, że nie mogła wydobyć z siebie głosu.

- Luke Swain - powiedział niepewnie.

- Wiem, kim jesteś. Skąd wziąłeś mój numer?

- Jest tylko jedna Nina Gnagnarelli w książce telefonicznej.

- Ach, tak. Po co dzwonisz?

- Zachowałem się niezbyt uprzejmie tamtego wieczoru...

background image

- Rzeczywiście.

- I chciałbym to naprawić.

- Czy to przeprosiny?

- Wolałbym przeprosić osobiście. Czy zjesz ze mną kolację?

- Chyba żartujesz.

- Słuchaj, nasza znajomość źle się zaczęła, ale ja nie zawsze zachowuję się tak grubiańsko. 

Czasami potrafię być bardzo dobrym kompanem.

- Ale naprawdę nie wydaje mi się...

- Ja stawiam.

- Obawiam się, że...

- Możesz wybrać restaurację.

Milczała przez chwilę. Potem złośliwy uśmiech pojawił się na jej twarzy. Da mu porządną 

nauczkę!

- Dobrze. Z przyjemnością - powiedziała.

- Zgadzasz się? - w jego głosie słychać było niedowierzanie.

- Oczywiście. Może w czwartek?

- Nie mogę, jestem umówiony. Może we wtorek?

- Odpada, mam występ. Środa?

- Nie, mam próbę. Może piątek?

Zajrzała do kalendarza. 

- Piątek może być - odpowiedziała, podając mu nazwę i adres lokalu. Ustalili, że spotkają 

się na miejscu o ósmej wieczorem. Na wszelki wypadek podał jej swój numer telefonu, 

który oczywiście był zastrzeżony.

- Do zobaczenia w piątek - powiedział i odwiesił słuchawkę.

Nina zapisała numer telefonu. Oczy jej błyszczały. Luke Swain nie wiedział, że zaprosił ją 

na kolację do chyba najdroższej, a z pewnością najbardziej eleganckiej restauracji w Nowym 

Jorku. Nie mogła doczekać się piątku. 

Luke czekał na Ninę przed wejściem.

Miał   na   sobie   ciemną   koszulę   i   spodnie   oraz   brązową  marynarkę   o   modnej   linii.   Był 

ogolony,  włosy miał  starannie  uczesane, a buty nawet wyczyszczone.  Wyglądał  bardzo 

dobrze.

- Nieźle, ale myślę, że to ci się przyda – wyjęła z torebki czarny, jedwabny krawat. - Jest 

tutaj niezbędny.

Obracał go w rękach, jakby to był jakiś rzadki okaz.

- Oczywiście mają tu kolekcję krawatów dla panów, którzy zapomnieli włożyć własny. Ale 

ten   jest   jedwabny.   I   jestem   gotowa   ofiarować   ci   go,   jeżeli   żadnego  nie   posiadasz   - 

powiedziała wspaniałomyślnie.

- To bardzo wielkoduszne, Nino. Zawsze będę go cenił.

Zaczął wiązać krawat, nie spuszczając oczu z jej twarzy.  Jego długie sprawne palce szybko 

uporały się z zadaniem.

- Zadowolona?

Ze złośliwym uśmiechem Nina wyciągnęła ręce i zacisnęła węzeł krawata nieco ciaśniej.

- Wygląda wspaniale.

- Czuję się w nim jak w obroży.

Gdy weszli do środka oczy Luka rozszerzyły się ze zdumienia. Elegancki dywan, francuskie 

antyczne meble i nieskazitelnie ubrani kelnerzy. - „Les Precieuses" było bardzo ekskluzywną 

restauracją.

- Ach, Madame Gnagnarelli. Mais ca fait bien ongtemps qu'on ne vous voit pas.  Quel grand 

plaisir! - powitał Ninę kierownik sali.

Podała mu rękę, nad którą pochylił się szarmancko i odpowiedziała po francusku:

- Tak, rzeczywiście, wiele czasu minęło, Henri. Ale cieszę się, że wróciłam. Mam nadzieję, że 

dałeś nam dobry stolik.

- Mais bien sur, madame. Najlepszy. Proszę tędy - powiedział, wskazując drogę.

- Często tu bywasz? - zapytał Luke podejrzliwie.

- Od czasu, do czasu.

Henri zaprowadził ich daleko od wejścia do łagodnie oświetlonej niszy. Gdy Nina podała swoje 

background image

futro kelnerowi oczy Luka rozbłysły na jej widok. Tego wieczora ubrała się niezwykle starannie. 

Suknia w kolorze ciemnego szkarłatu podkreślała wysmukłą szyję i lekko osłoniętą krągłość 

piersi. Kolor ostro kontrastował z jej czarnymi włosami zebranymi w elegancki kok. Biżuteria 

była skromna - komplet z białego złota wysadzany maleńkimi rubinami. Zobaczyła,  że oczy 

Luke'a rejestrują każdy szczegół z prawdziwą przyjemnością, a gdy napotkała jego spojrzenie 

wyczytała w nim coś, co wprawiło ją w panikę. Szybko opuściła wzrok.

Zjawił   się kelner.   Kilku  pomocników   krzątało   się wokół  ich  stolika,  nalewając  wodę  i 

podając pieczywo. Nina zdołała się opanować. Podczas gdy Luke z ponurą miną studiował 

ceny w karcie, beztrosko gawędziła z kelnerem. Zamówili różne pyszne rzeczy a następnie 

ktoś podał Luke'owi kartę win. Nina przyglądała mu się niewinnym wzrokiem. Luke oddał 

kartę Ninie.

- Może ty wybierzesz - powiedział. - Jak się zapewne domyśliłaś, francuskie wina nie są 

moją specjalnością.

Dobrze, że chociaż  nie cierpi  na nadmiar  pewności siebie - pomyślała.  Widziała  wielu 

mężczyzn, którzy woleli wybrać kiepskie wina niż przyznać się do tego, że po prostu się na 

nich nie znają.

-   Mam   nadzieję,   że   lubisz   bardzo   wytrawne   białe   wino   -   powiedziała   do   Luke'a,   gdy 

przyniesiono butelkę.

- Na ogół wolę czerwone, ale jestem pewien, że to będzie mi smakowało - odpowiedział 

uprzejmie.

Powstrzymał kelnera przed nalaniem sobie wina do spróbowania.

- Pozwólmy pani zdecydować - powiedział, wskazując na Ninę.

Wino   było   doskonałe.   Gdy   znów   zostali   sami   przy   stoliku,   Luke   popatrzył   na   nią   ze 

szczerym rozbawieniem.

- Widzę, że sam zastawiłem na siebie pułapkę - powiedział.

- Umiesz przegrywać - odparła Nina ze śmiechem.

- Myślę, że jest to subtelny rewanż za nasze poprzednie spotkanie.

- Za to jedzenie jest tu doskonałe. Przynajmniej to nie sprawi ci zawodu.

- A ja myślałem, że także nie zawiodę się na partnerce, Nino.

Te uprzejme słowa wypowiedziane były z taką szczerością, że błyskotliwa odpowiedź ugrzęzła 

Ninie   w   gardle,   więc   aby   pokryć   zmieszanie   skoncentrowała   się   na   winie.   Zgodnie   z   jej 

obietnicą, dania były doskonałe. Nina z łatwością gawędziła z Luke'em i wkrótce zapomniała o 

urazie.

- Gdzie nauczyłaś się żłopać piwo jak marynarz? - zapytał Luke. Nina zaśmiała się.

-  Mam   czterech   starszych   braci.   Byłam   takim   urwisem!   -   Prawa   brew   Luke'a   uniosła   się  z 

niedowierzaniem. 

- Naprawdę! 

- Grywałam  z nimi  w futbol i baseball, jeździłam  na wycieczki.  Razem z nimi  biłam się z 

chłopakami z sąsiedztwa, a w niedzielne popołudnia oglądałam mecze w telewizji, ciągnąc piwo 

i głośno kibicując. Chciałam we wszystkim im dorównać - w piciu, biciu, zabawie...

- Kiedy stałaś się bardziej, kobieca?

- Gdy odkryłam, że jest coś, w czym ja jestem dobra, a oni nie. Śpiew. Sprawiał mi więcej 

przyjemności   niż   cokolwiek   innego   i   dawał   przyjemność   innym.   Przez   całe   dzieciństwo 

śpiewałam w chórach kościelnych, ale kiedy skończyłam piętnaście lat, występowałam już w 

całym Brooklynie - na przyjęciach, w klubach, na ślubach, na potańcówkach...

- W Brooklynie? Jesteś z Brooklynu? - Luke zapytał z niedowierzaniem.

- A jednak tak - Nina posłała mu harde spojrzenie. - Nigdy nie starałam się ukrywać tego, kim 

jestem,   ani   skąd   pochodzę,   Luke.   Jestem   amerykańską   dziewczyną   włoskiego   pochodzenia. 

Wychowałam się w Brooklynie. Mój ojciec jest stolarzem. Kocham swoją rodzinę i choć moje 

gusty i zachowanie zmieniły się, to jednak jestem tym, kim zawsze byłam.

- A więc dowiedziałaś się, że możesz śpiewać - i co dalej?

- Wiedziałam, że chcę śpiewać do końca życia. I jakoś naturalnie zwróciłam się w stronę opery. 

Cała moja rodzina zawsze kochała operę. A jeśli o mnie chodzi, uważam, że to muzyka, która 

stawia   artyście   największe   wymagania,   ale   równocześnie   pozwala   mu   najpełniej   się 

wypowiedzieć. Jazz jest temu bliski, ale ja chciałam śpiewać w operze. Ponieważ nie byliśmy 

bogaci,   nauczyciel   muzyki   w   liceum   udzielał   mi   prywatnych   lekcji   za   darmo.   W   zamian 

background image

sprzątałam w szkole i wykonywałam różne tego rodzaju prace. Nic wielkiego, biorąc pod uwagę, 

co on robił dla mnie. Skończyłam  szkołę rok wcześniej i dostałam stypendium muzyczne w 

Akademii Juilliard. Gdy ją skończyłam, zaproponowano mi pracę w San Francisco. Natychmiast 

skorzystałam z okazji. I tak zaczęła się moja droga do sławy i fortuny.

- Czy w operze można zdobyć sławę i fortunę?

- Niektórym się to udaje. Wielkie gwiazdy biorą mnóstwo pieniędzy za występ, choć myślę, że 

nie tak  wiele, jak gwiazdy rocka. Poza tym występy w telewizji,  koncerty,  nagrywanie płyt,  a 

ostatnio nawet występy w filmie. Jak na osobę w moim wieku dobrze sobie radzę. Zarabiam 

nieźle, śpiewam w dobrych teatrach, ze znakomitymi artystami. Ale ciągle muszę przyjmować te 

role, jakie mi proponują, nie mogę sobie pozwolić na odrzucenie tej, która mi nie odpowiada w 

obawie, że nie dostanę innej. Wciąż muszę pracować na dobrą opinię i powiększać repertuar, aż w 

końcu osiągnę to, że będę miała tyle propozycji, ile mam zapału do pracy.

- Na pewno tak będzie. Wierzę w ciebie - powiedział Luke poważnie.

- Skąd taka pewność? - zapytała zdziwiona. - Nie znasz świata opery. Nawet mnie nie znasz.

- Ale widzę w tobie niezwykłą dzielność. Pozwoliła ci już zajść tak daleko... Im większa sława i 

większe wynagrodzenia, tym większe ryzyko i dotkliwsza samotność w świetle jupiterów.

Prawdopodobnie   mówi   tak   z   własnego   doświadczenia   -   pomyślała.   Już   dziś   jest   zapewne 

bogatszy i sławniejszy niż ja będę kiedykolwiek.

- Widziałam twój album któregoś dnia - powiedziała nagle. - Nie kupiłam go.

- Szkoda. Potrzebny mi będzie każdy grosz z jego sprzedaży. Choćby po to, aby zapłacić ten 

rachunek.

Roześmiała się.

- Naprawdę jesteś z Kansas? I nazywasz się Luke Swain?

- Zgadza się. Lucas Bartholomew Swain. Wyrosłem wśród pól pszenicy, w samym sercu Kansas.

- Bartholomew?

- Ciii, to tajemnica - syknął.

- Twoi rodzice naprawdę są farmerami? Jak to przyjęli, że zostałeś gwiazdą rocka?

-   Są   ze   mnie   dumni,   gdy   śpiewam   na   wiecach   na   rzecz   praw   człowieka   i   koncertach 

dobroczynnych.   Myślę,   że   są   zakłopotani,   gdy   śpiewam   piosenki   o   miłości,   a   na   pewno   są 

zażenowani, gdy moje nazwisko pojawia się w prasie w rubryce plotek.

- A jak to wszystko się zaczęło?

- Jako dziecko nauczyłem się sam grać na gitarze. Słyszałaś o Beatlesach?

- Oczywiście. - Żachnęła się.

- Tylko sprawdzam. W szkole średniej z przyjaciółmi założyłem zespół i zacząłem pisać swoje 

własne piosenki. Moi rodzice pogodzili się z myślą, że nie chcę być farmerem. Sądzili jednak, że 

to szaleństwo rzucić college w wieku dziewiętnastu lat po to, by z gitarą udać się w trasę. Miałem 

mały zespół. Najczęściej  graliśmy w miastach uniwersyteckich i stopniowo pięliśmy się w górę. 

Trzy lata później podpisaliśmy pierwszą umowę na nagranie płyty, ale nie odniosła ona sukcesu.

- Jak się nazywała?

- „Na prerii". Na pewno o niej nie słyszałaś. Później pojawiły się trudności. Parę osób 

opuściło   zespół,  zostawił  nas   menadżer.  Zwykła   historia.  Niekończące  się trasy,  zimno, 

kłopoty z samochodem, samotne  pokoje hotelowe, rozsypujący się sprzęt, żadnego życia 

towarzyskiego, rozstania z członkami zespołu, gdy takie życie stawało się dla nich zbyt 

uciążliwe...

- Jak to wszystko wytrzymałeś? Co dodawało ci siły?

- Może to się wydać dziwne, ale właśnie wtedy byłem w swoim żywiole. Chciałem grać i 

pisać piosenki i robiłem to. Nie każdy ma tyle szczęścia w życiu, by robić to, co lubi. Nie 

odnosiłem sukcesów, ale na ogół miałem co jeść. Wierzyłem, że kiedyś się to zmieni, bo 

wierzyłem w swój talent. Byłem młody i pełen energii. I zawsze, w czasie tych długich tras 

i samotnych nocy myślałem, że przecież mógłbym wylądować za kierownicą traktora lub w 

dusznym  biurze. I byłem  szczęśliwy.  Pewnego razu zobaczyła  nas Kate Hammer.  Była 

menadżerem i wzięła nas pod swoje skrzydła. I nagle zaczęliśmy dostawać lepszy  sprzęt, 

większe pieniądze, znalazł się lepszy samochód.  Rok później załatwiła nam duży kontrakt 

nagraniowy  i zmusiła  wydawcę, aby zorganizował reklamę  i promocję  naszego  albumu, 

zatytułowanego „Z uśmiechem na ustach".

- Czekaj! „Z uśmiechem na ustach"? Słyszałam to. Bardzo mi się podobało.

background image

- A ja myślałem, że nigdy nie słuchasz rocka.

-   Oczywiście,   że   nie.   Trudno   było   nie   usłyszeć   tej   piosenki.   Grali   ją   wszędzie,   w 

restauracjach, sklepach, w radio. Bardzo ją lubiłam. Tak dobrze oddawała to, co czułam, 

gdy musiałam wyjeżdżać z koncertami, zostawiać wszystkich, którzy byli mi bliscy, żyć 

tylko pracą... Ale nie wiedziałam, że to była twoja piosenka!

- Na szczęście wszyscy inni wiedzieli - roześmiał się. - Nie minęło wiele czasu, a byłem w 

telewizji,  radiu,   występowałem   dla   tysięcy   słuchaczy,   udzielałem  wywiadów,   otrzymywałem 

znakomite   propozycje,   zostałem   uznany   za   dziecko   szczęścia.   Dziecko   szczęścia!   Miałem 

dwadzieścia osiem lat, a za sobą długie dziewięć lat spędzonych w trasach i nagle zostałem 

odkryty, zupełnie tak, jakbym po raz pierwszy tego dnia wziął gitarę do ręki.

- To dlaczego teraz nie jesteś w drodze?

- Niedawno wróciłem. A niedługo jadę na wschód z nowymi koncertami. Chyba oboje jesteśmy 

szaleni.

Oczy ich spotkały się i roześmieli się. Żadne z nich nie wyobrażało sobie innego życia.

Gdy kelner przyniósł rachunek, Luke ze zdumienia szeroko otworzył oczy.

- Myślę, że będę musiał nagrać następny album - zajęczał.

- To był twój pomysł, żeby zaprosić mnie do restauracji, którą sama wybiorę - przypomniała mu 

Nina.

- Następnym razem, gdy będę chciał cię przeprosić, sam ugotuję kolację.

- Gotujesz?

- Wszystko robię, panno Gnagnarelli.

Luke zapłacił rachunek i pomógł włożyć jej futro.

- Czy włożyłaś to paskudztwo, żeby mnie zdenerwować? - zapytał.

Nina roześmiała się. 

- Może troszeczkę - przyznała. - Ale również dlatego, że jest piękne. Powiedz szczerze, nie jest?

Spojrzenie jego było jak pieszczota, a uśmiech rozjaśnił mu twarz.

- To ty jesteś piękna - powiedział po prostu. 

Nina chciała wziąć taksówkę. Luke zaproponował spacer. Noc była piękna, powietrze rześkie, 

wiał lekki wiatr. Nina chętnie przystała na tę propozycję. Wzięła go pod rękę. Szli wzdłuż Piątej 

Alei, mijając park po przeciwnej stronie ulicy.

- O czym jest „Odrobina szaleństwa"?

- Kup album, to się dowiesz.

- A jeśli nie będzie mi się podobał?

- To oddam ci pieniądze.

- Jak twoje wczorajsze spotkanie?

- W porządku.

- Ktoś, kogo znam?

- Poza jednym sławnym saksofonistą, nie mamy chyba wspólnych znajomych?

Przez chwilę szli w milczeniu.

- Skąd się to wszystko wzięło?

- Co takiego?

- Włoskie obuwie, najdroższe ubrania, maniery, akcent.

-   Różnie.   Języków   nauczyłam   się  studiując   śpiew   i  współpracując   z   Europejczykami.   Świat 

opery jest elegancki. Prawdę mówiąc, wielu rzeczy nauczył mnie mój mąż, i co więcej, obudził 

we mnie dążenie do doskonałości.

- Twój mąż? - zatrzymał się tak gwałtownie, że Nina się potknęła.

- Powinnam powiedzieć mój były mąż. Rozeszliśmy się trzy lata temu. - Szli dalej.

- Kiedy wyszłaś za mąż?

- Gdy miałam dwadzieścia dwa lata, w San Francisco. Spotkałam go wkrótce po podjęciu pracy. 

Nazywał się Philippe Garnier. Pochodził z bogatej, francuskiej rodziny, która łożyła ogromne 

sumy na operę i w związku z tym posiadała wielkie wpływy. Miał trzydzieści siedem lat, był 

bardzo uprzejmy, przystojny, bardzo europejski. Myślałam, że jestem w nim zakochana, a to jest 

chyba to samo co miłość.

- Naprawdę?

- Teraz już sama nie wiem. W każdym razie, oczarował mnie całkowicie, co nie było specjalnie 

trudne. Byłam młodą, niedoświadczoną, zapracowaną dziewczyną, która znała tylko Nowy Jork. 

background image

Pobraliśmy się sześć miesięcy później. Jego rodzinie nie spodobała się moja rodzina, ale sądzili, 

że będę kiedyś gwiazdą. Philippe nauczył mnie, jak się ubrać, jak robić makijaż, układać włosy, 

jakie   czytać   książki,   jakie   pić   wino.   Przyswoił   mi   wytworne   maniery,   poznałam   francuski. 

Zachęcał mnie do pozbycia się resztek akcentu z Brooklynu. Wprowadził mnie w świat. Pomagał 

mi również w karierze. Zachęcał mnie do wspólnej pracy.  Nigdy, ani razu nie narzekał, kiedy 

musiałam wyjeżdżać na koncerty, gdy pracowałam do późna, lub gdy wracałam tak zmęczona, że 

nie   mogłam   poświęcać   mu   uwagi.   Był   moim   menadżerem   i   używał   swych   wpływów,   aby 

zapewnić mi główne role, abym była dostrzeżona przez liczące się osobistości, abym pracowała 

ze sławnymi dyrygentami. Wydawało mi się, że złapałam Pana Boga za nogi. Dostawałam dobre 

role i cieszyłam się, że nie muszę latami o nie walczyć. Z jego punktu widzenia także wszystko 

dobrze   się   układało.   Byłam   dokładnie   taką   żoną,   o   jakiej   marzył.  Gdy   jednak   zaczęłam 

samodzielnie myśleć, wiele rzeczy  przestało mi się podobać. Zrozumiałam, że niektóre zwykłe, 

niewyszukane,   codzienne   obyczaje   mogą   być   największymi   przyjemnościami   w   życiu   -   na 

przykład,  pociąganie  piwa  z braćmi  w  czasie  oglądania  meczów  ligowych w telewizji. A co 

najważniejsze, zrozumiałam, że nie kocham Philippa i, że przy całym swoim wyrafinowaniu, jest 

w zasadzie płytkim i głupim człowiekiem.

- Dlatego się rozstaliście?

- Nie. Ciągle pewne rzeczy nas łączyły. Moja kariera, nasz dom. Nie byłam pewna, jak postąpić.

Gdy pewnego dnia wróciłam z Włoch, weszłam do domu i zobaczyłam blondynkę ubraną w 

mój płaszcz  kąpielowy, pijącą moje wino, siedzącą na moim ulubionym krześle, a własny 

mąż przygotowywał jej kąpiel używając moich soli. Opuściłam go tego samego dnia.

Luke gwizdnął cicho.

- Wystąpiłam o rozwód, podając jako powód jego niewierność. Okazało się, że wszyscy moi 

znajomi mogli wymienić co najmniej pół tuzina kobiet, którymi mój mąż interesował się w 

czasie trwania naszego małżeństwa. Starałam się zachować spokój, choć nie było to łatwe. 

Po zakończeniu sezonu opuściłam San Francisco i wróciłam do Nowego Jorku. Szczęśliwie 

od razu dostałam pracę.

- A jak zareagowała na to twoja rodzina?

- Nie byli zadowoleni, gdy za niego wychodziłam - zaśmiała się krótko. - Mój ojciec go nie 

znosił. Ale zaakceptowali małżeństwo. Byli zmartwieni moim rozwodem, ale znów udzielili 

mi pełnego poparcia. Cieszę się, że już z nim nie jestem.

- A ty - znaczy - jak ty...

- Dobrze, że to już jest poza mną. On nie był  potworem. Był po prostu słabym, małym 

człowieczkiem  z   dużą   ilością   pieniędzy.   A   ja   byłam   zbyt   młoda   i   naiwna.   Nigdy   nie 

zapomnę   upokorzenia,   gdy   zobaczyłam,   z   jaką   łatwością   inna   kobieta   zajmuje   moje 

miejsce.   I   te   wszystkie   kłamstwa,   którymi   mnie   karmił,   a   ja   mu   wierzyłam,   bo   nie 

przypuszczałam, że ma powód, aby mnie oszukiwać.

Otrząsnęła się ze wstrętem. Wszystkie uczucia, jakimi darzyła Philippe'a, wygasły w niej już 

dawno, lecz ta zdrada i fakt, że zawiódł jej zaufanie raniły ją w dalszym ciągu. Luke ścisnął 

jej rękę i przyciągnął nieco bliżej do siebie. Przez chwilę szli w milczeniu.

Zatrzymali się, gdy doszli do ulicy, na której mieszkała Nina. Luke starając się odwlec 

chwilę rozstania pokazywał jej gwiazdy ledwie widoczne przez chmury i nowojorski smog. 

Łagodny wietrzyk  zwiał  jej  na czoło  lok czarnych,  błyszczących  włosów. Przekrzywiła 

głowę.

- Chyba widzę Gwiazdę Północną...

Luke stał nieruchomo. Trzymał ją za rękę a jego palce zaczęły lekko kreślić wzory na jej dłoni.

I  nagle,   na  środku   pustej   ulicy,   wydało   jej   się,   że   nie   może   złapać   powietrza.   Uporczywie 

wpatrywała się w gwiazdy.

- Nina... - głos jego był zduszony, a oddech delikatnie owiewał jej policzek. Stała nieruchomo, 

jak sparaliżowana.

- Nina - usłyszała jego naglący szept.

Podniosła ku niemu wzrok. Jego oczy płonęły.

Z jej gardła wyrwał się niski dźwięk, a przemożna siła pchnęła ją ku niemu.

Ich wargi spotkały się. Jego usta były gorące i słodkie. Jej dłonie dotykały twarzy Luka, gładziły 

włosy, obejmowały ramiona. Oczy miała zamknięte i wszystko wokół zdawało się wirować i 

rozpływać.

background image

Oderwał się od jej ust i drobnymi, gorącymi pocałunkami zaczął obsypywać całą twarz. Całował 

czoło i skronie, policzki i czubek brody. Podniecony nerwowym dotykiem jej dłoni, zanurzył swą 

twarz we włosach Niny, szepcząc jej imię. Przytulała się do niego coraz mocniej. Z tłumionym 

pomrukiem zaczął obsypywać pocałunkami jej szyję, wdychając słodki zapach ciała.

Świadomość czegoś nieuniknionego towarzyszyła jej od pierwszego spotkania, ale Nina starała 

się   jednak   ignorować   te   uczucia.   Teraz   czuła,   jak   rośnie   w   niej   namiętność   całkowicie 

wymykająca się spod kontroli.

Usta   Luke'a   znów   odnalazły   jej   wargi.   Język   wsunął   się   między   zęby,   a   ona   przyjęła   to 

wyzwanie. Nagle usłyszeli głośny dźwięk klaksonu samochodowego i odskoczyli od siebie jak 

para nastolatków, pochwycona na gorącym uczynku.

Luke pierwszy odzyskał równowagę.

- Przyłapani na całowaniu się przy świetle księżyca - powiedział z wymuszonym humorem.

Zdumiona tym, co się stało, Nina patrzyła na niego, ciężko oddychając. Prawie go nie znała, 

twierdziła, że go nie lubi i nagle, na środku ulicy rzuciła mu się w ramiona jak nastolatka.

Zdumienie musiało odbić się jej na twarzy, bo Luke powiedział łagodnie:

- Poniosło nas nieco. Nie przejmuj się. Chodź, odprowadzę cię do domu.

W milczeniu przebyli pozostałą część drogi, starannie unikając jakiegokolwiek kontaktu. Nina 

szła,   wpatrując  się   w   chodnik   i   starała   się   uporządkować   chaotyczne   myśli.   Luke   ze 

wzrokiem utkwionym w niebo również wydawał się zamyślony.

Gdy doszli do domu, portier rozpoznał Ninę i otworzył drzwi.

-  Dobranoc,   Nino  -   powiedział   Luke.   Pochylił   się   ku   niej   i   po   bratersku   pocałował   w 

policzek. Wywołało to jeszcze większy zamęt w jej myślach, bo przecież przed chwilą jego 

pocałunki miały zupełnie inny charakter.

Otworzyła usta, żeby wygłosić uprzejme podziękowanie za wspólnie spędzony wieczór i ze 

zdumieniem stwierdziła, że nic nie przychodzi jej do głowy.

- Nie zapraszaj mnie na górę na kawę – powiedział Luke. Roześmiał się z trudem. - Nie 

sądzę, abym mógł sobie na to pozwolić. - Potem szybko się oddalił.

Nina weszła do mieszkania. Spędziła długą, bezsenną noc.

ROZDZIAŁ TRZECI

Dwa dni później, w niedzielne popołudnie, Nina niechętnie wykręcała numer telefonu Luke'a. Po 

ósmym dzwonku usłyszała wreszcie ciepły kobiecy głos. Poczuła niespodziewany ból.

- Halo, czy mogę mówić z Luke'em?

- Oczywiście. Ale muszę panią ostrzec, że jest w fatalnym humorze.

Nina usłyszała jakieś głosy. Najwyraźniej Luke i ta kobieta kłócili się. W końcu podszedł do 

telefonu.

- Halo! - powiedział agresywnie.

- Halo Luke, tu Nina.

Zapanowała cisza.

- Mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam - powiedziała chłodno.

- Nie.

Jeżeli masz gościa...

- Nie, nie mam.

Ta rozmowa była trudniejsza niż przypuszczała, a Luke nie chciał jej pomóc.

Dwie najstarsze bratanice zaczęły ją ponaglać. Z kuchni dochodził krzyk matki. Chwilę później 

przez   pokój   przebiegł   pies   Gnagnarellich   z   ogromnym   kawałem   pieczonej   wieprzowiny   w 

zaciśniętych szczękach. Za psem biegła matka, dwóch braci i gromada dzieci. Wszyscy krzyczeli 

i wymachiwali rękami.

- O Boże! - westchnęła Nina.

- Koncert, Nino. Zapytaj go o koncert - ponaglały bratanice. 

- Co się tam dzieje? Skąd dzwonisz? - krzyknął Luke do telefonu.

-   Jestem   w   domu   rodziców,   w   Brooklynie.   To   typowy   niedzielny   obiad   w   rodzinie 

Gnagnarellich - odkrzyknęła mu.

Pies zaczął szczekać, a najmłodsze dziecko wybuchło płaczem.

background image

- Poproś go, Nino! - nalegały bratanice.

- O co masz mnie poprosić? - zapytał Luke.

-   Uciszcie   się   wszyscy!   -   Nina   powiedziała   to  tonem   zwykle  używanym   w  najbardziej 

dramatycznych  momentach   na   scenie.   I   rzeczywiście   odniosło   to   skutek.   Rodzina   się 

uspokoiła. - Dziękuję - odezwała się już normalnym głosem.

- Sytuacja opanowana? - zapytał Luke. W jego głosie wyczuła rozbawienie.

- Mniej więcej. Teraz wszyscy krzyczą po cichu.

- Dlaczego dzwonisz?

- Widzisz,   moja  bratanica  Maria  obchodzi   w  przyszłym   tygodniu  czternaste  urodziny - 

Maria z zapałem przytakiwała - i ona wraz z siostrą... W każdym razie, Luke, widziały mnie 

z tobą w telewizji. Starałam się zdobyć bilety na twój dobroczynny koncert w przyszłym 

tygodniu na Long Island, ale wszystkie są już wyprzedane. Pomyślałyśmy sobie, że skoro 

poznałam cię osobiście, może mógłbyś... - zawiesiła głos. 

Skąd córki brata mogłyby wiedzieć, że tego wieczoru, kiedy go poznała, zostawiła go na 

środku   ulicy   po   ostrej   wymianie   zdań?   A   zakończenie   następnego   spotkania   ciągle 

wprawiało Ninę w takie zakłopotanie, że w ogóle wolała o tym nie myśleć.

- Załatwię wam specjalne zaproszenia. Czy trzy wystarczą?

- Tak. Dziękuję. Bardzo ci dziękuję, Luke - z ulgą powiedziała Nina.

- Cała przyjemność po mojej stronie. A po przedstawieniu przyprowadź swoje bratanice za 

kulisy, dobrze?

- Będą zachwycone.

- W porządku. - Wyjaśnił jej, gdzie ma odebrać zaproszenia i jak dostać się za kulisy. - Do 

zobaczenia w przyszłą niedzielę. I, Nino, ta kobieta, która odebrała telefon...

- Tak? - usłyszała, że zadaje to pytanie i była wściekła na siebie, że chce poznać odpowiedź.

- To mój menadżer, Kate Hammer. Tylko biznes.

- Aha.

- A więc do zobaczenia w niedzielę. Do widzenia, Nino.

Odłożyła słuchawkę. Jak zwykle, udało mu się  wprawić ją w zakłopotanie. Była zmieszana, że 

okazała  zainteresowanie   tą   kobietą.   I   była   wdzięczna,   że   sam   pospieszył   z   wyjaśnieniem. 

Odczuwała ulgę i równocześnie była na niego zła, że nic nie wspomniał o ich ostatnim spotkaniu. 

A tak w ogóle nie był to najlepszy moment do rozmyślania o tym wszystkim. Delikatnie odsunęła 

wiercące się bratanice.

- Mam trzy specjalne bilety, a po koncercie jesteśmy zaproszone za kulisy.

Dziewczynki zaczęły podskakiwać i piszczeć z radości. Żona jej brata Michaela, Nancy, weszła 

do pokoju. 

- Widzę, że macie bilety?

Obie córki jednocześnie oznajmiły jej dobrą nowinę, a później wyszły do ogrodu, powiedzieć o 

tym ojcu.

-   Dziękuję,   Nino   -   powiedziała   Nancy.   -   Sami   poszlibyśmy   chętnie.   Luke   Swain   jest 

fantastyczny. Ale przecież nie można iść na koncert rockowy z własnymi dziećmi.

Przy kolacji ojciec Niny wyraził swoje uznanie dla projektu.

- Koncert dobroczynny na rzecz walki z głodem na świecie? Cieszę się, że was, dziewczęta, 

interesują   poważne   problemy.   Świat   się   zmienia   dzięki   ludziom,   którzy   skupiają   się   wokół 

słusznej sprawy, by wymóc na rządach podejmowanie odpowiednich decyzji. Przy okazji tej tak 

zwanej muzyki, ludzie mogą się czegoś nauczyć.

- Tak zwana muzyka! - powtórzył za ojcem Joe

- Tato, już tyle razy rozmawialiśmy na ten temat...

-   A   ja   w   dalszym   ciągu   uważam,   że   kilka   gitar,  perkusja   i   paru   długowłosych 

wykrzykujących o seksie, to nie jest muzyka. Nina się ze mną zgadza, prawda Nino?

- Zgadzam się, że dużo gitar i perkusji oraz długowłosi wykrzykujący o seksie, to jeszcze 

nie muzyka, ale...

Nagle   rozpętało   się   prawdziwe   rodzinne   piekło,  wszyscy   zaczęli   krzyczeć,   każdy   z 

naciskiem dowodził  słuszności swego punktu widzenia i nikt nikogo nie  słuchał. Wkrótce 

pies zaczął biegać wokół stołu wesoło poszczekując.  Typowa  niedziela  u Gnagnarellich

- pomyślała Nina.

Minęło co najmniej dziesięć minut, zanim rodzina znów zaczęła rozmawiać normalnym 

background image

tonem.

- To Nina bierze was na ten koncert? - Stefano uprzejmie spytał Marię i jej siostrę Angelę, 

zupełnie tak, jakby poprzednia awantura w ogóle nie miała miejsca.

- Tak dziadku! Powiedziała, że możemy zostać u niej na noc i następnego dnia jeszcze 

gdzieś pojedziemy.

- A ty, Nino, chcesz iść na koncert rock'n'rolla?

-   Z   przyjemnością   wezmę   dziewczynki,   tato   -   odparła   Nina.   -   I   będą   mogły   osobiście 

poznać Luke'a Swaina, na co się bardzo cieszą.

- Słyszałam o Luke'u Swainie, Stefano - powiedziała matka Niny. - Podobno jest inteligentny 

i ma coś do powiedzenia. Powinieneś się cieszyć, że dziewczęta chcą słuchać jego muzyki.

-Tak, Michael ja też słucham tej muzyki - powiedziała Nancy.

Nina czekała, żeby wreszcie zmienili temat.

- Mam jeden jego album - z dumą oznajmiła Maria. Zwróciło to uwagę Niny.

- Nic o tym nie wiedziałam. Czy mogłabyś mi pożyczyć na tydzień tę płytę? - Maria popatrzyła 

na nią z wielką niechęcią. Nina westchnęła. Pomyślała, że może sama kupi tę płytę.

Po ich nieszczęsnym pierwszym spotkaniu Nina nie spodziewała się, że go jeszcze zobaczy. Po 

drugim obiecała sobie trzymać się od niego z dala. A teraz sama zgodziła się wkroczyć do jaskini 

lwa. To już po raz ostatni - mówiła sobie. Naprawdę ostatni - powtarzała, kończąc deser.

Przez cały tydzień Nina była tak zajęta, że nie miała czasu myśleć o nadchodzącym weekendzie, 

a co dopiero o kupnie płyty.

Do   premiery   „Rigoletta"   pozostały   niecałe   trzy   tygodnie.   Czas   i   uwagę   Niny   całkowicie 

zajmowały sprawy związane z występem. Czuła, że zaśpiewanie partii Gildy właśnie w Nowym 

Jorku może być najważniejszym krokiem w jej dotychczasowej karierze. Świetnie się rozumieli z 

Giorgio Bellantim, który występował w roli Rigoletta i obojgu dobrze układała się współpraca z 

reżyserem. Jednakże Nina czuła, że wciąż nie do końca rozumie uczucia i namiętności, jakie 

targały tą kobietą. A przecież nie wystarczyło wyjść na scenę i poprawnie zaśpiewać, aby odnieść 

sukces.

Nina pracowała niezwykle ciężko. Całkowicie zrezygnowała z życia towarzyskiego i z pełnym 

oddaniem starała się ożywić postać Gildy.

W rezultacie, gdy nadszedł sobotni wieczór była bardzo zmęczona, w złym humorze i zupełnie 

nie miała nastroju na swój pierwszy rockowy koncert. 

Nie mogła jednak zawieść swoich bratanic. Spotkała Marię i Angelę na dworcu i wszystkie trzy 

udały się na Long Island.

Z łatwością odnalazły stadion idąc za tłumem. Już na miejscu, z biletami w ręku, Nina dała 

za   wygraną   i   kupiła   dziewczynkom   potwornie   drogi   program   koncertu   z   kolorowymi 

zdjęciami wykonawców, piwo bezalkoholowe, prażoną kukurydzę i po trzy koszulki: jedną 

z   podobizną   Luke'a   o   „leniwym   zmysłowym  spojrzeniu",   jedną   z   piękną   blondynką 

imieniem Gingie i jedną z hasłem koncertu „Walka z głodem".

Gdy   okazało   się,   że   Ninie   brakuje   już   pieniędzy,   dziewczęta   zgodziły   się   zająć   swoje 

miejsca. To naprawdę były miejsca dla specjalnych gości - zauważyła Nina - blisko sceny, 

wygodne i stosunkowo czyste.

- Chyba się spóźniłyśmy - próbowała przekrzyczeć muzykę.

- Nie - wyjaśniła Angela. - To tylko rozgrzewka.

Zaglądając do programu Marii Nina stwierdziła, że lista nazwisk uczestników koncertu 

przedstawiała się imponująco. Byli wśród nich wokaliści rockowi, aktorzy komediowi, 

postacie znane z filmu i telewizji, szereg młodych polityków i pisarz. Ponieważ wyglądało na 

to, że wieczór może ciągnąć się bez końca, Nina uzgodniła z dziewczętami, że po występie 

Luke'a (był dziesiąty w kolejności) pójdą za kulisy, a potem do domu.

W końcu  nadszedł  czas  na  występ   Luke'a.  Gdy  pojawił  się  na  scenie  tłum  powitał   go 

owacyjnie. Uśmiechnął się, pozdrowił ręką widownię, a później spojrzał w kierunku Niny. 

Oczy ich spotkały się nad głowami ludzi.

-   Cieszę   się   z   tego   spotkania   -   powiedział   do   mikrofonu,   patrząc   prosto   na   Ninę. 

Zarumieniła się i spuściła wzrok.

Widownia radośnie odpowiedziała na jego powitanie.  Słyszała ludzi krzyczących „Luke!", 

„Cześć Luke" albo „Luke, hej Luke".

Podniosła oczy i zobaczyła, że choć brał już gitarę do ręki, patrzył na nią.

background image

Angela i Maria machały do niego, aż nagle jakiś obcy człowiek siedzący za Nina powiedział:

- No, pomachaj mu, kochana!

Widząc,   że   ludzie   zaczynają   się   jej   przyglądać,   popatrzyła   na   Luka   z   wyrzutem   i   szybko 

pomachała ręką. Roześmiał się, a potem zwrócił się do swojej grupy, aby sprawdzić, czy mogą 

zaczynać.

- Myślę, że znacie ten utwór - powiedział do mikrofonu. Gdy zagrał kilka pierwszych akordów 

tłum znowu ogarnęło szaleństwo.

Czystym,   ciepłym   głosem   Luke   zaczął   śpiewać   wzruszającą   balladę   o   biedzie,   głodzie   i 

rozpaczy.   Nina   czuła   jego   żarliwą   troskę   o   świat,   jego   smutek   i   złość.   Widownia   znała   tę 

piosenkę, gdyż dosłownie wszyscy śpiewali razem z Lukiem. Wytężali głosy i wierzyli w to, o 

czym śpiewali. Nina odczuła wielką satysfakcję, choć zdawała sobie sprawę, że nie ma żadnego 

tytułu, by dzielić z nim sukces.

Gdy skończyli zerwały się owacje, za które Luke i jego grupa krótko podziękowali, po czym 

gładko przeszli do typowego rocka. Nina doszła do wniosku, że naprawdę jest dobry. Utwory 

skomponowane przez Luke'a były melodyjne, pod silnym wpływem jazzu i muzyki country. Głos 

pełen wyrazu, ciepły i... uwodzicielski. W występ wkładał wiele energii, z wdziękiem poruszał się 

po scenie i umiał skłonić widownię, by śpiewała razem z nim.

Nina świetnie się bawiła.

Potem   Luke   zaśpiewał   tytułowy   utwór   ze   swego   najnowszego   albumu.   Dopiero   teraz   Nina 

znalazła odpowiedź na niektóre pytania, jakie zadawała sobie, oglądając ten album na wystawie 

sklepu   muzycznego.   Utwór   ten   natarczywie   stawiał   pytania   dotyczące   uczciwości   i   odwagi 

osobistej, nakłaniając słuchaczy, by z uporem szukali własnej tożsamości.

Piosenka   dobiegła   końca,   ale   Nina   była   tak   zatopiona   w   myślach,   że   zapomniała   o 

oklaskach. Czuła, że musi ją jeszcze raz usłyszeć.

- Na koniec zagramy nowy numer - zakomunikował Luke.

Na razie go nie nazywamy, jest jeszcze trochę surowy, ale napisałem go dla kogoś, kto jest 

na widowni i chcę, byście tego posłuchali: „Kto się na gorącym sparzy..."

Zespół   zaczął   grać   tradycyjnego   melodyjnego   rocka.  Na   czoło   wybijały   się   pianino   i 

saksofon. Luke wiedział, że Nina uwielbia saksofon. Wtuliła się głębiej w krzesło. Ogarnęło ją 

wzruszenie.   Słuchała   piosenki   i   nie   była   w   stanie   logicznie   myśleć.   Czyżby   się   jej 

oświadczał w obecności tysięcy ludzi? Co za zuchwałość! Ale to było w jego stylu.

Gdy skończyli, publiczność szalała. Luke spojrzał prosto na Ninę. Uśmiechał się. Krótko 

pożegnał się z widownią i opuścił scenę, a jego miejsce wkrótce zajął aktor komediowy.

Bratanice   Niny   obrzuciły   ją   szelmowskim   spojrzeniem   i   z   ożywieniem   coś   do   siebie 

szeptały.

Zgodnie z umową Nina zaprowadziła dziewczynki za kulisy. Pokazała portierowi swoje 

zaproszenie i podała nazwisko. Natychmiast znalazł się ktoś, kto przeprowadził je przez 

tłum piosenkarzy, muzyków, charakteryzatorów, reporterów i wielbicieli, kręcących się za 

sceną. Znaleźli Luke'a, który właśnie udzielał wywiadu. Gdy zauważył Ninę, natychmiast 

wstał.

- To wszystko, Mariella - powiedział.

- Dziękuję, Luke - odpowiedziała reporterka, ściskając jego dłoń na pożegnanie. Przebijał 

się przez tłum, żeby zbliżyć się do Niny.

- No, już myślałem, że nie przyjdziecie.

Uśmiechnęli się do siebie. Nagle Nina poczuła się zmieszana jak uczennica. Nikt nigdy nie 

powiedział jej, jak powinna się zachować wobec mężczyzny, który napisał dla niej piosenkę i 

śpiewał ją przed wielotysięczną widownią. Oczy ich spotkały się. Jednocześnie zaczęli:

- Ja...

- Czy ty...

Wybuchli   beztroskim   śmiechem.   Uczucie   skrępowania   minęło   i   Nina   przedstawiła   swoje 

bratanice.

- Luke, to jest Angela, a to Maria.

Uścisnął ich dłonie, potem pochylił się: 

- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Mario - powiedział i pocałował ją w policzek. Oczy 

jej zrobiły się jak spodki, wpatrywała się w niego z uwielbieniem. Nina wiedziała, że Maria 

zachowa pamięć o tym pocałunku przez całe życie.

background image

-   Jesteście   ładną   rodziną   -   powiedział   Luke,   z   uwagą   przyglądając   się   trzem   filigranowym 

osóbkom, które stały przed nim. - Czy zostajecie do końca koncertu?

- Nie, zaraz wychodzimy - odparła Nina. Nie chcę wracać pociągiem późnym wieczorem.

- Dlaczego nie wzięłaś samochodu?

- Nie umiem prowadzić.

- Nie umiesz prowadzić? - powtórzył z niedowierzaniem.

-  Nie  umiem.  Naprawdę,  Luke.  Całe  życie   mieszkałam  w   Nowym   Jorku.  W  San Francisco 

jeździłam   autobusami   lub   samochodem   Philippe'a   z   kierowcą.   Kiedy   miałam   się   nauczyć 

prowadzić samochód?

- Kobieta, która nie prowadzi, bo jeździ metrem albo Rolls-Roycem z kierowcą! Wasza ciotka 

jest dziwną osobą - zwrócił się do dziewczynek. 

- Nie jest taka zła - odpowiedziała Angela, uważnie obserwując reakcje ciotki i swego idola.

- Nie, nie taka zła - powtórzył w zamyśleniu. Ninie zrobiło się gorąco, gdy poczuła na sobie 

jego wzrok. Oczyma wyobraźni ujrzała się w ramionach Luke'a, poczuła uścisk ramion, 

dotyk   warg,   smak   pocałunku...   Odwróciła   oczy   uciekając   przed   jego   hipnotycznym 

spojrzeniem.

- Dziewczęta, jeśli nie możecie zostać do końca koncertu, to przynajmniej poznacie Gingie. 

Chcecie?   -   zwrócił   się   do   Angeli   i   Marii,   przyglądając   się   ich   nowym   koszulkom   z 

podobizną piosenkarki.

- Tak, tak, och tak - piszczały z radości.

Luke wziął je za ręce. 

- Chodź z nami - powiedział przez ramię do Niny. Pospieszyła za nimi i dopiero wtedy 

zauważyła, ile aparatów fotograficznych skierowanych było na Luka. Miała nadzieję, że ani 

ona sama, ani jej bratanice nie zostaną uwiecznione na zdjęciu przez reportera któregoś z 

tych okropnych, plotkarskich czasopism.

Gdy doszli do garderoby Gingie, Luke zapukał i zawołał ją. Przyszła od razu. Wyglądali na 

dobrych znajomych.

- Jak ci poszło? - spytała Luke'a.

- Nieźle. Chcę, abyś poznała moje znajome. To jest Angela, to Maria, a to ich ciotka Nina.

Gingie przywitała się ze wszystkimi. 

- Podobało wam się? - zapytała. Gdy Gingie rozmawiała z dziewczętami, Nina mogła się jej 

przyjrzeć. Była wysoka, miała dobrą figurę, a stroje dopasowane były do wzrostu. Krótkie, 

jasnoblond   włosy   podkreślały   urodę.   W   stosunku   do   dziewcząt   była   uprzejma   i   nie 

traktowała ich z wyższością. Spodobała się Ninie. Zamienili jeszcze kilka słów, Gingie dała 

dziewczynkom   autografy   i   pożegnała  się   ze   wszystkimi.   Gdy   Luke   odprowadzał   je   do 

wyjścia, zwrócił się do Niny:

- Właściwie, ja też mogę już stąd iść. Skończyłem na dzisiaj. Jeśli chcecie, mogę was odwieźć do 

miasta.

- Naprawdę nie zrobi ci to różnicy?

- Oczywiście, że nie. Przepraszam, powiem tylko chłopakom, że wychodzę.

- Jeśli naprawdę...

- Jak zwykle bardzo uprzejma Nina - podśmiewał się Luke.

- Jak stąd wyjdziemy?

Zaparkowałem   samochód   na   strzeżonym   parkingu  dla   artystów.   Miejmy   nadzieję,   że   wciąż 

jeszcze jest strzeżony.

- Co chcesz przez to powiedzieć?

- No, wiesz, czasami młodzież, która nie dostała się na koncert wymyka się spod kontroli i trudno 

nad nią zapanować.

Wyszli z budynku i skierowali się w stronę zaparkowanych  samochodów. Mignęły flesze, a 

potem ktoś krzyknął: 

- Kto to? Czy to Gingie?

- Nie, to Luke Swain.

- Luke! Luke!

- O rany - westchnął Luke. Wydawał się nie tyle zmartwiony, co przygnębiony. Luke, Nina i jej 

bratanice stali się nagle ośrodkiem zainteresowania fanów.

Nina nigdy nie zapomni tego, co się potem zdarzyło. Setki ludzi ruszyły w ich kierunku, omijając 

background image

strażników,  prześlizgując  się między zaporami.  Jedną ręką popchnęła  dziewczynki  za  siebie, 

drugą trzymała się Luke'a licząc, że będzie wiedział, co w tej sytuacji zrobić.

Gdy tłum naparł, próbował osłonić Ninę i dziewczęta, krzycząc: 

- No, dobrze, dobrze, ale cofnijcie się już! Strażnicy, wyprowadźcie stąd te panie! - Wszystko 

jednak potoczyło się bardzo szybko. Nina i dziewczęta nie zdążyły schronić się w budynku.

Nina puściła rękę Luka, ogarnęła ją panika. Maria i Angela nagle zniknęły jej z oczu. Nie mogła 

ich dostrzec w falującym tłumie.

- Maria ! - krzyknęła.

- Kim ona jest? - spytał ktoś patrząc na Ninę.

- Ona jest z nim!

Zupełnie niespodziewanie ludzie zaczęli ją ciągnąć za włosy, szarpać ubranie, ktoś chwycił ją za 

pasek.

- Zostawcie mnie!! - krzyknęła przerażona.

Gdy chcąc odnaleźć dziewczynki przedzierała się przez gąszcz obcych dziewczyn wrzeszczących 

imię Luke'a, czuła jak zdejmują jej pasek i biżuterię, urywają rękaw i rozrywają kurtkę, a z nogi 

ściągają jeden kozak. Ktoś, podskakując obok, niechcący uderzył  ją w twarz tak mocno,  że 

zobaczyła  wszystkie  gwiazdy. Słyszała gwizdki policjantów i donośne męskie  głosy.  Ktoś, kto 

przebił się przez tłum, wpadł na nią. Nina upadła. Gdy stanęła z powrotem na nogi tłum się 

rozproszył, a opornych policjanci odciągnęli za barierki.

- Nino, czy jesteś cała? - to był głos Angeli.

Nina chwyciła ją za ramię. 

- Tak, a jak ty, kochanie?

Angela była cała umazana błotem i jakimś smarem. Miała poodrywane guziki, rozerwane 

ubranie, zerwane gumki z włosów, a po zakupach nie zostało ani śladu.

- Świetnie! Jest cudownie, cudownie! - nie posiadała się z radości Angela.

Ktoś z tyłu popchnął Ninę tak mocno, że się znów przewróciła. Gdy Luke wraz z Angela i Marią 

podszedł do niej, wciąż jeszcze siedziała wściekła na ziemi. Nie zwróciła uwagi na zaniepokojony 

wyraz twarzy Luke'a.

- Nino, czy nic ci się nie stało? - ukląkł przy niej.

- W porządku. Czy to ci się często zdarza? - spytała lodowato.

- Już od dawna nie miałem takiej przygody - odparł zmęczony.

- O rany, ktoś ci nawet ukradł but, Nino! - wykrzyknęła Maria.

Luke wybuchnął śmiechem, a razem z nim Angela i Maria. Tego już było za wiele!

- Co w tym jest śmiesznego, do cholery?

- No, Nino. Można się z tego tylko śmiać. Popatrz na nas wszystkich.

Luke miał podarte dżinsy i koszulę, był wysmarowany błotem i smarem.

- Wiem, że jesteś wstrząśnięta. Ale nie ma o czym mówić. To często się zdarza gwiazdom rocka.

- Nie jestem gwiazdą rocka - powiedziała zirytowana, stając znowu na nogi. - A gdybym chciała 

być napadnięta, okradziona czy ogłuszona czymś ciężkim, to wystarczyłoby przejść się po parku 

Bowery  po   zmroku.   Dlaczego   właściwie   zaproponowałeś   nam   odwiezienie   do   domu,   jeżeli 

wiedziałeś, że coś takiego może się zdarzyć?

- Nie myślałem...

- Rzeczywiście!

- Nino, nie denerwuj się - powiedziała Maria.

- Wszyscy jesteśmy cali i zdrowi - wtrąciła Angela.

Złość Niny skierowała się przeciwko dziewczętom.

- Nie wtrącajcie się. To ja będę się tłumaczyć przed waszym ojcem.

- Ja wszystko wyjaśnię - zaczął Luke ugodowo.

- Nie mieszaj się - rzuciła Nina kompletnie rozjuszona.

- Na Boga, Nino! Nikt nie chciał ci zrobić krzywdy! Oni tylko chcieli...

- Poszarpać moje ubranie, ukraść mi biżuterię i wytargać mnie za włosy tylko dlatego, że z tobą 

wychodziłam. Jeśli ty gustujesz w takim bezmyślnym, brutalnym i wulgarnym uwielbieniu, to 

twoja sprawa. Ja nie!

Wydawało   się,   że   Luke   liczy   do   dziesięciu,   żeby   nie   wybuchnąć   śmiechem.   W   końcu 

powiedział:

- Dobra, no to idziemy. Zawiozę was do domu.

background image

Nie mając innego wyjścia Nina zgodziła się bez entuzjazmu. Droga upłynęła w pełnej 

napięcia ciszy. Gdy dotarli do domu, Nina nie mogła dłużej wytrzymać tego napięcia.

Pospiesznie   wyciągnęła   dziewczęta   z   samochodu,   popchnęła   je   w   kierunku   budynku   i 

dopiero wtedy spojrzała na Luke'a. Stał zamyślony na chodniku, ręce trzymał w kieszeniach 

i choć październikowa noc była zimna, był bez kurtki.

- Nie możemy teraz rozmawiać - powiedział cicho. Zadzwonię.

- Nie! - przerwała mu Nina.

Popatrzył na nią.

- Już jestem spokojna. Straciłam... panowanie nad sobą. Jakoś zawsze to mi się zdarza przy 

tobie.

- Zauważyłem - odparł sucho.

- Zrozum, Luke. Nie podoba mi się to. Nie pasuję do świata gwiazd rocka. Nie chcę się z 

tobą spotykać.

- Czy to z powodu dzisiejszego wieczoru?

- Naturalnie.

- Naturalnie? - badał ją uważnie wzrokiem.

- Dobranoc panie Swain - powiedziała cicho i odwróciła się w kierunku drzwi wejściowych.

Mało kto rozpoznałby w  tej  wymiętej,  obszarpanej  postaci,  która kulejąc wchodziła do 

budynku zawsze niezwykle elegancką Ninę Gnagnarelli.

Luke stał na ulicy wpatrując się w drzwi jeszcze długo po tym, kiedy Nina za nimi zniknęła.

ROZDZIAŁ CZWARTY

Premiera „Rigoletta" była wielkim sukcesem. Ostatnie dni przed premierą Nina pracowała 
niezwykle intensywnie. Nie miała czasu na rozpamiętywanie ostatnich przeżyć. Po 
przedstawieniu otrzymała mnóstwo kwiatów, wiele telegramów, listów i kart z gratulacjami. 
Rodzina, znajomi, przyjaciele, koledzy, wiele znanych i wpływowych osób przychodziło do jej 
garderoby, by osobiście jej pogratulować, a tłum reporterów czekał, kiedy ona i inni artyści będą 
opuszczać teatr.

Po premierze odbył się elegancki bankiet z szampanem. Gdy w czasie uroczystości powiodła 

wzrokiem po wykwintnym otoczeniu i eleganckich gościach wiedziała, że tu jest jej miejsce. 

Wszystko było przeciwieństwem świata Luke'a, źle ubranych, zbuntowanych artystów i masowej 

histerii publiczności. Nie, nie było czego żałować.

Przez kilka  następnych  dni Nina czuła się wyczerpana i przygnębiona.  Nie było  w tym  nic 

niezwykłego. Tak zazwyczaj reagowała, gdy kończył się okres wytężonej pracy na próbach i 

mijało podniecenie premierą. Trochę się jednak zaczęła niepokoić, gdy wyczerpanie minęło a 

przygnębienie wciąż nie ustępowało. Nie rozumiała, co się z nią dzieje.

Leżała na łóżku z zamkniętymi oczyma. Ostatnio często o nim myślała. Płomienne piwne oczy 

sięgały w głąb jej duszy, ciepłe, silne wargi dotykały jej...

- Nie dręcz mnie - szeptała - nie dręcz...

Każde z nich żyło w innym świecie, a jego świat zupełnie jej nie odpowiadał. Luke był kłótliwy, 

źle wychowany i bardzo uparty, zupełnie jak jej ojciec i rodzeństwo. Wyzwalał w niej wszystko, 

co najgorsze. Rumieniła się, jąkała, piszczała - tak jak kiedyś w dzieciństwie.

Gdy   tylko   się   pojawiał,   chłodna,   światowa,   wyrafinowana   kobieta,   której   wizerunek 

wytrwale budowała,  ustępowała miejsca niedoświadczonej, wrażliwej dziewczynie. W jego 

towarzystwie ujawniały się nowe cechy jej osobowości.

W następnym tygodniu znów śpiewała w „Rigoletcie". Jesse Harmon prosił o pięć biletów 

na przedstawienie i dzięki znajomościom, udało się załatwić najlepsze miejsca.

Tego wieczora w jej śpiewie brzmiała gwałtowna namiętność i niepohamowany żal, co 

całkowicie   oczarowało   słuchaczy.   Giorgio   był   międzynarodową   gwiazdą.   To   jego 

podziwiali  melomani,  ale promieniał  ojcowską dumą,  gdy publiczność  zgotowała Ninie 

gorącą owację.

Gdy przyjmowała  gratulacje  od wielbicieli  i  paru przyjaciół,  w  drzwiach  jej  garderoby 

pojawili się Jesse i Rebecca.

background image

- Jesse! - szczerze się ucieszyła na widok przyjaznej twarzy.

- Byłaś wspaniała! - podszedł do niej i objął ją tak mocno, że nie mogła oddychać. Rebecca 

przytakiwała.   -   Myślę   -   Jesse   zmrużył   oko   porozumiewawczo   -   że   nawet   nawróciłaś 

pewnego poganina.

- Nie rozumiem?

- Jesteśmy w towarzystwie - zaśmiał się.

Spojrzała ku drzwiom i ujrzała Luke'a. Ich oczy się spotkały. Wszystko inne nagle przestało 

istnieć. Gdy zaczął iść w jej kierunku, utkwiła w nim wzrok przestraszonego zwierzęcia. Nie 

widziała go przez trzy tygodnie, ale nie zapomniała jego wijących się włosów, lśniących, 

białych zębów, kontrastujących z ciemną cerą. Miał na sobie elegancki strój wieczorowy. 

Był niesłychanie przystojny. Patrzył na nią płomiennym wzrokiem, jakby lekko 

onieśmielony jej kostiumem i pełną charakteryzacją.

- Gratuluję - powiedział cicho. - Byłaś fenomenalna. W życiu czegoś takiego nie słyszałem.

Luke wręczył Ninie białą różę.

- Przypomina mi ciebie. Jest piękna, delikatna i... ma kolce.

- Dziękuję - powiedziała sucho. Po czym zwróciła się do Jesse'ego:

- Kto jeszcze z wami przyszedł?

-   Mój   perkusista   ze   swoją   dziewczyną   -   odpowiedział   Luke   na   jej   pytanie,   przedstawiając 

sympatycznie wyglądającego blondyna. - Nino, to jest Robin Good. Pracuje ze mną prawie od 

początku.

- Robin Good? - powtórzyła. - Ma pan chyba jeszcze więcej kłopotów z nazwiskiem niż ja.

- Nie ma się czym przejmować - zapewnił ją.

Robin przedstawił Ninę swojej towarzyszce, miłej dziewczynie dobiegającej trzydziestki.

- Przepraszam was, ale muszę zmyć charakteryzację i przebrać się - oznajmiła Nina.

- Poczekamy na ciebie - powiedział Jesse. Wszyscy wyszli z garderoby. Nina nie mogła zrozumieć, 

dlaczego Luke nie próbował choć na chwilę zostać z nią sam na sam.

Mnie   na   tym   nie   zależy   -   pomyślała   zdejmując   kostium   i   podając   go   garderobianej   z 

podziękowaniem. Zmyła teatralny makijaż i potrząsnęła głową, by rozburzyć włosy.

Naga weszła do małej kabiny prysznicowej, znajdującej się w rogu garderoby, aby zmyć z siebie 

brud i pot i pod gorącą wodą rozluźnić napięte mięśnie.

Kiedy skończyła, wytarła się szybko i owinęła w ręcznik. Przetarła duże, zaparowane lustro i 

zaczęła suszarką układać gładką fryzurę ze swoich kręconych włosów. Stała przed lustrem, tyłem 

do drzwi, zajęta włosami. Hałas suszarki tłumił inne odgłosy. Nagle drzwi otworzyły się. W 

lustrze ujrzała oczy Luke'a.

- Pukałem - powiedział.

Zamknął za sobą drzwi i oparł się o nie. Pieścił wzrokiem jej ledwie zakryte ciało.

Spojrzenia ich spotkały się. Wstrzymała oddech. Wyłączyła suszarkę i opuściła rękę. Nie 

była w stanie nic powiedzieć. Naelektryzowana cisza wypełniła pokój.

- Żałujesz, że przyszedłem? - zapytał cicho.

Zaprzeczyła ruchem głowy.

Gdyby choć się poruszył - pomyślała. Ale on stał nieruchomo. Napięcie narastało. Jego 

wzrok palił ją przez cienki ręcznik. Nina poczuła się zagrożona. W powietrzu unosił się 

silny zapach kwiatów. Garderoba nagle przestała być znajomym miejscem.

Wreszcie   Luke   ruszył   w   jej   kierunku.   Suszarka   wypadła   jej   z   ręki.   Zahipnotyzowana 

patrzyła, jak się zbliża. Stał za nią tak blisko, że czuła ciepło bijące z jego ciała, męski, 

czysty zapach.

- Masz piękne ramiona - wyszeptał delikatnie ją dotykając. Poczuła ciarki na całym ciele.

Ich   oczy   znowu   spotkały   się   w   lustrze,   zdziwione   i   rozognione.   Przez   chwilę   Luke 

obserwował wyraz jej twarzy, po czym powoli spuścił głowę.

Ustami dotykał miękkiej skóry ramion. Z trudem łapała oddech. Widziała obraz ciemnej 

głowy  pochylonej   nad   jej   ramieniem,   czuła   jego   palce   i   usta   na  skórze, słyszała ciche, 

bezsensowne   słowa,   które   szeptał  całując   ją   w   szyję,   lekko   gryząc   w   ucho   i   wreszcie 

pieszcząc   ustami   włosy.   Jego   oddech   był   nierówny.   Jęknęła   cichutko.   To   szaleństwo   - 

myślała. - Muszę położyć temu kres. Ale pożądanie było zbyt silne, kolana jej się ugięły, 

gdy przechyliła się ku niemu w tył. Objął ją silnym ramieniem. Przesuwał w górę i w dół 

swe opalone dłonie po jej ramionach, pieszcząc je. Przez ręcznik lekko dotykał jej pełnych, 

background image

białych piersi. Paliła ją skóra pod materiałem. Ogarnięta namiętnym uniesieniem chciała, 

żeby to trwało bez końca, pragnęła połączyć się z nim.

- Nina, prześliczna Nina - szeptał. Jego pożądanie było gwałtowne. Wsunął dłoń między fałdy 

ręcznika.

Głaskał i pieścił jedwabistą skórę jej talii i brzucha.

Całował ją, szeptał namiętne słowa. Nina odchyliła głowę do tyłu, i obserwowała w zamglonym 

lustrze jak uwodzi go, wyginając zmysłowo plecy i sięga ręką za siebie, by pieścić jego włosy i 

głaskać silne ramiona.

Jego ciepła, zręczna ręka dotykała jej brzucha, po czym zaczęła się przesuwać niżej, niżej... Nina 

gwałtownie złapała oddech.

- Pragnę cię - wyszeptał niecierpliwie.

Była gotowa, bezwolna, słaba, bezradna...

- Nie! - nagle wyrwało się jej z ust z taką siłą, że wprawiło ją to w osłupienie. Odepchnęła 

ramiona Luke'a i uciekła przyciskając mocno ręcznik. Patrzyli  na siebie. Przez chwilę tylko 

ciężki oddech zakłócał obezwładniającą ciszę.

- Nie? - usłyszała.

- Nie!

Była   bliska   płaczu,   zażenowana   i   przestraszona.   Wszystko   potoczyło   się   tak   szybko   i 

nieoczekiwanie. W jednej sekundzie suszyła włosy, a w następnej oddawała swe ciało temu 

mężczyźnie. Co się z nią działo?

Widząc   jej   zalękniony   wyraz   twarzy   Luke   zmiękł.   Wziął   głęboki,   uspokajający   oddech,   by 

opanować rozgorzałe zmysły.

- Dobrze - odwrócił się do wyjścia. - Prawie zapomniałem - powiedział - Jesse mnie przysłał, 

żeby   zapytać   dokąd   masz   ochotę   pójść   wieczorem.   Podejrzewam,   że   w   tej   sytuacji   jest   ci 

wszystko jedno? Nina przytaknęła.

- Powiem, że zostawiasz mu wybór. Będzie zadowolony.

Potrząsnęła lekko głową.

Luke zatrzymał się przy drzwiach. Patrzył na nią łagodnymi oczyma, w których nie było już 

śladu gorącej namiętności sprzed paru chwil.

- Nino, dobrze się czujesz? - spytał troskliwie. Przytaknęła. Wtedy Luke wyszedł.

- Nareszcie sama - Nina popatrzyła w lustro. Zobaczyła małą, zalęknioną dziewczynkę. Nie było 

w niej śladu zmysłowej kobiety, która jeszcze parę minut temu oddawała się namiętności. Po 

policzkach płynęły jej łzy goryczy i zażenowania. Przecież nie była już małą dziewczynką z 

Brooklynu, ale dorosłą doświadczoną kobietą. Przestała sypiać z Philippe'em nie dlatego, że nie 

lubiła  seksu, ale dlatego,  że już nie darzyła  go szacunkiem.  Ale nigdy dotąd nie odczuwała 

takiego... obezwładniającego uniesienia. Nie zdarzyło  jej się to ani z Philippe'em ani z tymi 

kilkoma mężczyznami, z którymi się spotykała już po rozwodzie. Bała się tego nagłego przepływu 

niepohamowanej namiętności w ramionach mężczyzny, którego prawie nie znała.

Obserwowała, jak dziewczyny i młode kobiety szalały, by się do niego zbliżyć i dotknąć go. 

Wtedy wydawało jej się to niesmaczne, ale czy ona w gruncie rzeczy była inna? Co wywoływało 

takie reakcje u kobiet?

Ta krótka scena pozostawiła ją wstrząśniętą i niepewną.   Nina  dołożyła   wielkich  starań,   żeby 

wyglądać jak najlepiej zarówno po to, by ukryć swe burzliwe uczucia, jak i po to, by pokazać 

Luke'owi Swainowi z kim ma do czynienia. Gdy wreszcie spotkała się z czekającym na nią 

towarzystwem wyglądała elegancko, kobieco, szykownie i uwodzicielsko, mimo że w jej sercu 

szalała burza.

Jesse głośno dał wyraz swemu podziwowi, Robin  stał oszołomiony, oczy Luke'a błyszczały w 

zachwycie, ale od razu wszystko popsuł pytaniem: 

-   Co?   Dzisiaj   bez   żadnych   martwych   zwierzątek?   Co   to   za   okazja?   -   Nina   całkowicie   go 

zignorowała.

Jesse   nigdy   nie   lubił   „zwyczajnych"   miejsc.   Poszli   więc   do   spokojnego   klubu   jazzowego. 

Właścicielem  oczywiście   był   stary   znajomy   Jesse'a.   Dostali   najlepszy  stolik.   Obsługa   była 

wspaniała. Gdy uspokoiła się trochę, poczuła wilczy głód. Tak wszystko jej smakowało, że w 

końcu Jesse zauważył zadowolony:

-   Podobają   mi   się   kobiety,   które   lubią   jeść.   Nie   ma   nic   gorszego   niż   jakaś   wychudzona 

dziewczyna dłubiąca widelcem w talerzu i jęcząca, że musi dbać o figurę.

background image

- Śpiewacy operowi nie muszą być wychudzeni zauważyła Nina. - A poza tym ja bardzo dużo 

ćwiczę: gimnastyka, balet, pływanie oraz piłka nożna z moją rodziną.

Po  zaspokojeniu   głodu,  Nina  zainteresowała  się  rozmową.  Luke uśmiechał  się przyjaźnie  do 

wszystkich  przy stoliku,  wzrok jego był  wesoły,  ale niczego  nie  zdradzał.  Nie  próbował  jej 

dotknąć, nie poprosił jej do tańca, choć tańczyła z Jess'em i z Robinem. Wypytywał ją o operę, o 

jej poprzednie role, o naukę, o ulubione miejsca w Europie.

- Jaką   rolę   najbardziej   chciałabyś   zaśpiewać? - zapytał.

- Medeę - odpowiedziała bez zastanowienia.

- Medeę? Tę Greczynkę, która mordowała swoje dzieci? - spojrzał z niesmakiem.

- Tak.

- O, to bardzo ciekawe - powiedział Robin z zainteresowaniem - Moralnym problemem tej 

postaci jest oczywiście...

- Daruj nam dziś wieczór - przerwał Luke. - Nino, ty w ogóle nie wiesz, na co się narażasz. 

- Rebecco, zlituj się nade mną i chodź zatańczyć.

- Nie przejmuj się nim - uśmiechnął się Robin. - Musi mnie wysłuchiwać przez te długie, 

samotne dni i noce, gdy jesteśmy w trasie.

- Nie rozumiem - powiedziała Nina.

- Robię magisterium z filozofii.

- Ach tak! Perkusista jednego z najlepszych zespołów rockowych w Ameryce?

- Byłem sobie zwykłym studentem z Iowa, gdy spotkałem Luke'a, który właśnie tamtędy 

przejeżdżał.   Wiedziałem,   że   potrzebuje   dobrego   perkusisty,   więc   rzuciłem   studia   i 

dołączyłem do niego. Wtedy dopiero zaczynał. W końcu zdecydowałem się kontynuować 

studia, ale jednocześnie nie chciałem porzucić zespołu. Tak więc studiowałem w różnych 

miejscach, aż w końcu, bo trwało to latami, uzyskałem pierwszy stopień naukowy, a teraz 

robię magisterium.

- A co masz zamiar potem robić? - spytała Nina.

- W tym tempie, w jakim to teraz idzie, zrobię doktorat, gdy będę taki stary, że będę musiał 

już dać sobie spokój z rockiem.

- Nie chcesz pozostać przy rocku?

Kocham to, co robię, ale to naprawdę szalone życie. Na pewno będę miał tego po dziurki w 

nosie za jakieś dziesięć, piętnaście lat. Luke jest geniuszem. On może w każdej chwili 

przestać śpiewać, poświęcić się pisaniu piosenek i ewentualnie od czasu do czasu dać jakiś 

występ. Ja muszę myśleć o mojej przyszłości.

Nina się uśmiechnęła. Podobał jej się ten pogodny, łagodny mężczyzna.

- Czy znasz dobrze Luke'a? - spytał Robin taktownie.

Wyraźnie go to interesowało, ale był za dobrze wychowany, żeby się wypytywać.

- Mówiąc szczerze, prawie w ogóle go nie znam. Dzisiaj widzimy się chyba po raz czwarty. 

Nasze spotkania zazwyczaj kończą się... burzliwie. Nic ci o mnie nie wspominał?

- Nie, nic. Są rzeczy, o których mówi bez przerwy, bez względu na to czy to kogoś interesuje, 

czy nie. Z drugiej strony, jeśli o czymś nie mówi, to nigdy nie wiesz, czy dlatego, że to go nie 

obchodzi, czy dlatego, że obchodzi go za bardzo. Zazwyczaj jest otwarty, ale bywają sprawy, w 

które nikogo nie wtajemnicza.

- Ciekawe...

-  Zastanawiałem  się  tylko,   dlaczego  jest  taki   humorzasty   ostatnimi  czasy,   dużo  bardziej  niż 

przedtem. - Przerwał na chwilę. - Ten nowy utwór „Kto  się na gorącym sparzy, ten na zimne 

dmucha" poświęcił tobie, prawda?

- Tak.

- Zmuszał nas do pracy ponad siły, żeby zdążyć na ten koncert. A od tamtego wieczora ani razu 

nad tym nie pracował. Nasz producent zainteresował się utworem, ale to i tak nie ma znaczenia. 

Luke robi to, na co ma ochotę.

Nina wpatrywała się w jakiś punkt, próbowała uporządkować myśli.

- Przepraszam cię, Nino, że się wtrącam.

- Nic nie szkodzi. Wiem, że pytasz dlatego, bo jesteś jego przyjacielem. Ale ja ci na to nie umiem 

odpowiedzieć. Na pewno nie dziś - uśmiechnęła się do niego. - Powiedz mi coś o Medei, może 

wykorzystam te wiadomości.

Byli zaabsorbowani rozmową, gdy pozostali wrócili do stolika.

background image

 - Jeśli nie bardzo wiesz, o co mu chodzi, nie martw się - Luke poradził Ninie. - Czasami dopiero 

po tygodniach, gdy przebrnę przez te jego wywody, dochodzę do wniosku, że w gruncie rzeczy 

chodzi mu o to, że kłamstwo, zabijanie i niewierność nie są zjawiskami pozytywnymi.

Robin roześmiał się i zrezygnował z dalszego wykładu.

Kilka młodych kobiet podeszło do stolika prosząc Luke'a o autograf.

- Ach, przypomniałem sobie, że miałem cię o coś zapytać - powiedział Robin, gdy zostali już we 

własnym gronie. - Słyszałem, że chciałeś się wcześniej wyrwać z tego koncertu dobroczynnego 

parę tygodni temu, ale przydybali cię twoi wielbiciele. Czy to prawda?

Luke popatrzył porozumiewawczo na Ninę.

- Wyszedł wcześniej, bo chciał mnie i moje bratanice odwieźć do domu - wyjaśniła Nina.

- Byłaś tam? Nic ci się nie stało?

Nina   i   Luke   spojrzeli   na   siebie   jednocześnie.   Wybuchli   śmiechem.   Wreszcie   nabrała 

odpowiedniego dystansu do tego zdarzenia. I mogła śmiać się sama z siebie. Razem z Luke'em 

opowiedzieli wszystkim, co się wydarzyło.

- Musiałam wyglądać jak niezła wariatka - przyznała - ubranie w strzępach, włosy rozwichrzone, 

w jednym botku. Wyładowywałam swoją złość na Luke'u.

- No, myślę, że teraz Nina powinna się za to na tobie odegrać - powiedziała Rebecca.

- O, ona już to wcześniej zrobiła. Ja jej uprzejmie zaproponowałem pójście na kolację, a ona 

zamiast tego zaprowadziła mnie na rzeź.

I   opowiedział   o   swoich   perypetiach   z   menu   po  francusku,   o   imponującej   karcie   win   i   o 

obowiązujących strojach w „Les Precieuses".

- Myślę, że teraz moja kolej - powiedział Luke.

- Nie rozumiem - odpowiedziała niepewnie.

- Tym razem ty mnie zapraszasz na obiad, a ja wybieram restaurację.

- No, tak jest sprawiedliwie - stwierdził Jesse.

Nina spojrzała na Luke'a, ich spojrzenia skrzyżowały się. To było znowu wyzwanie. Gdyby była 

mądra, wycofałaby się.

- No, to może w czwartek? - spytała.

- Nie mogę. Umówiłem się z Kate. A co robisz w piątek?

- Nie, w piątek wieczorem śpiewam, a wiem, że całe popołudnie krzyczałabym na ciebie. Może w 

środę?

- To do środy. - Podał jej adres restauracji.

Nina sama pojechała do domu taksówką, gdyż mieszkała w zupełnie innej  dzielnicy  niż  reszta 

towarzystwa.

Usiadła  przed  lustrem  w sypialni  i  zmyła  makijaż.  Popatrzyła  zirytowana  na swoje odbicie. 

Chyba   zwariowała.   Przecież   mogła   łatwo   wykręcić   się   ze   spotkania.   Przyznaj.   Chciałaś   go 

znowu zobaczyć. Dziewczyna w lustrze przytaknęła. W takim razie do środy - wyszeptała Nina.

ROZDZIAŁ PIĄTY

- Mam nadzieję, że spróbujesz każdej z potraw - namawiał złośliwie Luke. - Jest to zdrowy obiad 
domowy. Nie znajdziesz w nim żadnych sztucznych składników ani konserwantów.

- Lubię konserwanty - stwierdziła ponuro, grzebiąc w talerzu. Spojrzała w jego śmiejące się oczy. 

- Zadowolony z odwetu?

Znajdowali   się   w   zatłoczonej   wegetariańskiej   jadłodajni   o  nazwie   „Natura".   Na  niepewnych 

stołkach goście siedzieli ramię przy ramieniu. Nina miała miejsce naprzeciwko damskiej toalety i 

za każdym razem, kiedy ktoś tam wchodził lub wychodził, musiała wstawać. Nad głowami wiły 

się rośliny w doniczkach, a na ścianach wisiały kolorowe plakaty ekologiczne. Nina była osobą 

bywałą,   ale   nigdy   dotąd   czegoś   podobnego   nie   widziała.   Nagle   poczuła   się   nieswojo,   gdy 

zauważyła, jak niektórzy ludzie z niesmakiem spoglądają na jej dodatki z cielęcej skóry.

- Żałuję, że tak się ubrałam - przyznała niezadowolona. Luke uniósł prawą brew. - Właściwie to 

czułam się zmuszona. Nie chciałam, żebyś myślał, że zaczynam hołdować twojemu stylowi. - 

Popatrzyła krytycznie na jego wytarte dżinsy i wełniany sweter.

- Napij się koziego mleka - zaproponował. - Od razu się lepiej poczujesz.

- Czy mogę dostać teraz ciastko morelowe? - spytała Nina zniecierpliwiona.

background image

- Najpierw skończ swoje jarzyny.

- Jesteś potworem.

- Oh, Nino, długo jeszcze będę pamiętał dzisiejszy obiad.

Z niechęcią podnosiła widelec do ust.

- Wydaje mi się, że nie lubisz... uległości, prawda?

- Nie.

- Według mnie, nie oczekujesz, że wszyscy się z tobą zgodzimy,  ale chcesz nas zmusić  do 

myślenia.

- Właśnie o to mi chodzi, Nino: o myślenie, o troskę i o pomoc. Nikt do nas nie przyjdzie, jeśli 

sami nie wyciągniemy ręki. Jeśli mamy żyć pełnym życiem, to nie możemy się izolować od świata. - 

Nagle uśmiechnął się.

- Jasne, że jeśli ktoś się ze mną nie zgadza, to twierdzę, że nie ma racji, ale tylko dlatego, że 

jestem uparty.

- Powiedziałabym, że zawzięty i nieustępliwy.

- Jak będę chciał usłyszeć komplement, zgłoszę się do ciebie.

- Dobry jesteś w tym, co robisz.

Spojrzał na nią.

- Twoje piosenki są ciekawe pod względem muzycznym, a teksty napisane mądrze i szczerze - 

ciągnęła trochę zakłopotana. - Lubię cię słuchać.

-   Dziękuję   ci,   Nino.   Pochwała   z   twoich   ust   wiele   dla   mnie   znaczy.   -   Podniósł   jej   rękę   i 

pocałował. Popatrzyli sobie w oczy.

- No, a teraz skończ jarzyny, bo nie będzie deseru - upomniał ją.

Z nieszczęśliwą miną zjadła parę kęsów i zauważyła:

- Ojej, Luke! Jesteśmy tu już od pół godziny, a jeszcze nie dopadli nas twoi wielbiciele. Stajesz 

się mniej popularny?

- A może to twój strój odstrasza? - mruknął. Posłała mu złe spojrzenie. - Nie wiem, czy będę tu 

miał jeszcze wstęp po tym, kiedy pokazałem się z tak ubraną kobietą - zauważył.

- Nie wiem, czy byłoby to takie złe - stwierdziła Nina odstawiając swój talerz z jedzeniem. 

- Masz dość? - Masz ochotę na coś jeszcze? Koktajl z mleka sojowego? A może kawę zbożową? – 

zapytał troskliwie. - Wiem! Na pewno dobrze ci zrobi budyń z czerwonej fasoli.

Nina zbladła.

- W porządku, odegrałeś się na mnie, ale już dość. Nie zmusisz mnie, żebym coś takiego 

zjadła - broniła się słabo.

- Czy może masz ochotę już stąd wyjść? - oczy Luka jaśniały śmiechem. Nina zerwała się w 

kierunku drzwi, podczas gdy Luke regulował rachunek.

- Mam ochotę na lody - powiedziała, gdy znaleźli się na ulicy. - I krem czekoladowy. I 

orzeszki.   Mam  ochotę   na   ciężkie,   słodkie   jedzenie,   które   jest   niezdrowe  i   pełne 

konserwantów.

Luke śmiał się. Wziął ją do popularnej lodziarni.

- Naprawdę masz zamiar jeść to paskudztwo? - spytał spoglądając na lody czekoladowe, 

obłożone dużą ilością owoców kandyzowanych.

- Oczywiście! - powiedziała.

- Będziesz kiedyś grubą śpiewaczką operową - powiedział Luke ze śmiechem.

- O obfitych kształtach, może. Na pewno nie grubą. Zresztą dużo...

- Ćwiczę. Tak, to już słyszałem.

Nina   skończyła   swoją   porcję,   potem   dojadła   resztę  deseru   Luka.   Otworzył   oczy   ze 

zdziwienia, gdy sięgnęła jeszcze po czekoladki miętowe.

- Po tym jarskim posiłku umieram z głodu.

-  Czy  Philippe  nie   uważał,  że   twój  apetyt  jest...  niezbyt  wytworny?  -  dopytywał   się  z 

ciekawością 

- Nie przeszkadzało mu to, dopóki byłam smukła i piękna - odpowiedziała. Na początku 

naszej znajomości ja naprawdę napychałam się. Zapraszał mnie na kolację w środę, a ja 

byłam tak biedna, że nic nie jadłam do następnej proszonej kolacji w piątek.

-   Ja   też   kiedyś   robiłem   takie   numery   –   powiedział   Luke.   -   Na   początku   śpiewałem   w 

kawiarenkach   uniwersyteckich.  W  honorarium  wliczone  były   posiłki,  więc  najadałem   się na 

zapas.

background image

Przy   kawie   gawędzili   o   chudych   latach,   później   wyszli   z   lodziarni   i   szli   bez   celu   ulicą. 

Zatrzymywali   się   przed   witrynami   sklepów,   udając   zainteresowanie   sztuką   pop,   sztuczną 

biżuterią, książkami i indonezyjskimi starociami.

Nina zastanawiała się, czego właściwie sama chce. Bezsprzecznie Luke podobał się jej, pociągał 

ją. Te ciemne oczy, opadająca brew, ten uśmieszek, prześladowały ją nawet w sali prób.

Nic,   nawet   skandaliczny   rozwód   nie   odciągnął   jej   od   pracy.   A   teraz   coraz   częściej,   kiedy 

pracowała   z   Eleną   czy   śpiewała   z   Giorgio   Bellantim,   uciekała   myślami   do   tych   szalonych, 

rozkosznych pamiętnych chwil w garderobie. Marzyła o nim, jak rozkochana nastolatka. - Nie, 

nie, to musi się skończyć!

Ze zdziwieniem odkrywała, że w zasadzie lubi Luke'a. Nawet bardzo go lubi. To prawda, że był 

irytujący, zawzięty, zmienny i uparty, ale jednocześnie był uczciwy, wielkoduszny, troskliwy, 

inteligentny,   utalentowany,   oddany   sprawie,   i   co   bardzo   ważne,  samokrytyczny.   Podziwiała 

również jego męstwo, które okazywał przez te dziesięć długich, ciężkich lat, gdy piął się na szczyt 

kariery. Imponowała jej odwaga, z jaką występował przed wielotysięczną publicznością.

- Chyba nie jesteś nadal głodna? - spytał z niedowierzaniem.

- Słucham? - Nina drgnęła zaskoczona.

- Nie przejmuj się. Kupię ci trochę - zadrwił dobrodusznie. Nina zorientowała się, że od pewnego 

czasu wlepia wzrok w wystawę z czekoladkami.

- Och - powiedziała wracając na ziemię - nie, nie. Ja... Tylko... podziwiałam...

- Masz ochotę przejść się po parku? - spytał.

- Tak - odpowiedziała natychmiast, chcę być z nim jak najdłużej.

Wyciągnął rękę, którą pochwyciła pospiesznie. Chciała go dotykać, czuć jego ciepły uścisk. 

Przyciągnął ją trochę bliżej, napawała się jego bliskością.

Pospacerują   chwilę   po   parku,   prawie   jak   kochankowie,   a   potem   pójdą   każde   w   swoją 

stronę. Nina zdała sobie sprawę, że tak być musi. To w ogóle zadziwiające, że tak odkryli 

się przed sobą, ale było mało prawdopodobne, żeby mogli kontynuować znajomość. Nic ich 

nie łączyło, wciąż się kłócili. Byli bardzo zajętymi ludźmi, żyjącymi w dwóch różnych 

światach.

Gdy   już   wszystko   przemyślała   i   wiedziała,   jak   powinna   się   zachować,   poczuła   się... 

straszliwie nieszczęśliwa.

- Czy coś ci się stało? - spytał Luke.

- Nie, nic.

- Wyglądasz na niezbyt zadowoloną.

- Nie, wszystko w porządku.

- Czy to jest związane ze mną? - próbował się dowiedzieć.

- Spróbuj zrozumieć: wszystko jest w największym porządku - powiedziała z naciskiem.

- Bo jeśli to ma jakiś związek ze mną, to myślę, że powinniśmy porozmawiać. Zawsze wolę 

stawiać   sprawy   jasno.   Chodź,   usiądźmy   na   chwilę   i   pogadajmy   -   powiedział   Luke 

wskazując pustą ławkę w parku.

Luke usiadł obok Niny tak blisko, że owładnęło ją błogie uczucie, ale zarazem czuła się 

onieśmielona. Delikatnie zgarnął kosmyk czarnych włosów z jej czoła.

- Nigdy nie wyobrażałem sobie siebie z kimś takim jak ty - zaczął niezdecydowanie.

- Ja też nie.

- Chcę cię lepiej poznać.

- Ale Luke... my jesteśmy tak od siebie różni. Jesteśmy jak ogień i woda.

- Czy chcesz zakończyć naszą znajomość?

- Tak... sądziłam - zawahała się pod wpływem jego magnetycznego spojrzenia. Odsunęła się, 

żeby nie patrzeć na niego. Nie była w stanie myśleć.

- Ja chyba też tak sądziłem parę tygodni temu. Ale uważam, że teraz jest już trochę za późno. - 

Czy jesteś pewna, że nic jeszcze między nami nie zaszło? Nic się nie zmieniło? Nie myślisz o 

mnie, kiedy nie jestem z tobą?

Skierowała ku niemu błyszczące oczy. Jej płomienny wzrok mówił sam za siebie. Luke podniósł 

prawą brew.

- Miałem taką nadzieję - powiedział cicho - bo ja o tobie myślę bez przerwy, dniem i nocą. 

Szczególnie nocą.

- Czy uważasz, że jest coś przed nami? - spytała niespokojnie.

background image

- Nie wiem. Ale życie jest wtedy ciekawe, kiedy nie wiesz, co cię czeka.

- Nie zgadzam się z tobą.

Przyciągnął ją do siebie. Poszukał ustami jej warg. Głaskał jej szyję, przytulał ramiona, pieścił 

włosy. Jego wargi łagodnie muskały usta i policzki leciuteńkimi pocałunkami.

Z ust Niny wyrwało się tęskne westchnienie. Pragnęła  go, jego dotyku,  namiętności.  Musiała 

przyznać przed samą sobą, że jego postać też prześladowała ją dniami i nocami, że cieszyła się z 

jego przyjścia do opery i że nie chciała, żeby to wszystko się dzisiaj skończyło.

Pocałunek stał się zachłanny, namiętny. Od razu przebaczyła mu, że rozpraszał ją przy pracy, 

przebaczyła mu nieprzespane noce. Pocałunki były tak słodkie, że nikt nie mógłby się im oprzeć. 

Wtuliła się w niego i żal jej się zrobiło na myśl, że być może później nie zazna już takich 

uniesień.

Nina poczuła, że Luke lekko ją od siebie odpycha.

- Musimy przestać - szepnął drżącym głosem. -Jesteśmy w samym środku Central Parku - 

przypomniał jej.

- Ach tak! - Nina szeroko otworzyła oczy. Spojrzał na nią w czułym rozbawieniu.

- I co z nami teraz będzie?

Patrzyła mu w oczy przez dłuższą chwilę zanim odpowiedziała.

- Nie wiem, ale wydaje mi się... że jest już za późno, żeby zawrócić.

Mimo, że nie była to na pewno najbardziej entuzjastyczna deklaracja, jaką usłyszał od kobiety, 

Luke wydawał się być zadowolony.

Odprowadził ją do domu, gdyż dzień był piękny. Gdy stanęli przed jej domem, zapytał:

- Nie zaprosisz mnie na górę?

- Nie - odpowiedziała zdecydowanie.

- Dlaczego nie? Boisz się tego, co się może zdarzyć? - uśmiechnął się.

- Oczywiście. Jestem przekonana, że nie będzie ci się podobało moje mieszkanie i boję się, że 

znowu pokłócimy się, a ja nie jestem przygotowana na następną kłótnię.

Nina zgodziła się spotkać z nim za dwa dni. Zgodnie postanowili na jakiś czas zrezygnować z 

restauracji.   Zamiast   tego,   Nina   zaprosiła   Luke'a   w   niedzielę   na   wernisaż   artysty,   którego 

szczególnie lubiła.

-   Nie   musisz   wkładać   krawata   -   zapewniła   go   Nina.   -   Ale   gdybyś   mógł   ubrać   się   trochę 

bardziej... znaczy... trochę mniej...

Luke popatrzył w niebo.
- Zobaczę, czy coś znajdę w szafie.
Właśnie miał zamiar pocałować ją na pożegnanie, kiedy jedna z sąsiadek Niny rozpoznała go i po 
prostu „musiała" się z nim przywitać i poprosić o autograf.

Przez kilka minut stała i rozmawiała z nimi przed domem. Nina zorientowała się, że nie zostawi 

ich, dopóki Luke nie odejdzie. Ponieważ nie miała ochoty, żeby Luke pocałował ją przy sąsiadce, 

powiedziała „do widzenia" i weszła do domu. Była trochę poirytowana, że ostatnie chwile z 

Luke'em Swainem - mężczyzną, straciła na rzecz Luke'a Swaina - gwiazdy rocka.

W mieszkaniu usiadła wygodnie w fotelu, potarła czoło i westchnęła głęboko. Chyba będzie 

musiała się do tego przyzwyczaić, przecież to dopiero początek.

ROZDZIAŁ SZÓSTY

- To już naprawdę koniec - powiedziała Nina z naciskiem. - Słowo daję. Mam tego dość. Nie idź 
ze mną nawet do końca ulicy.

- O co chodzi? - Luke zignorował jej zakaz i szedł za nią dalej bez trudu dotrzymując jej kroku, 

gdy przyspieszyła ze złością.

-   O   co   chodzi?   -   powtórzyła   z   niedowierzaniem,   nacierając   na   niego   z   wściekłością.   -   Jak 

mogłeś? Czy ty wiesz, jak się za ciebie wstydziłam? Ekskluzywny wernisaż artysty tylko dla 

zaproszonych gości! Jak mogłeś się tak nietaktownie zachować?

- Nietaktownie? Ten facet spytał mnie, co myślę o jego sztuce. Jeśli nie chciał wiedzieć, nie 

powinien był pytać.

- Jezu, czy ty kiedykolwiek zrozumiesz, że nie każdy chce wysłuchiwać gorzkiej, nagiej prawdy 

background image

- ciągnęła ze złością.

- Rozumiem i dlatego nigdy nie powiedziałem mojej matce, jak trudno być gwiazdą rocka. Ale 

ten facet jest artystą, Nino. Jeśli on swoje uczucia przenosi na płótno a potem to wiesza na 

ścianie, nie może oczekiwać, że inni będą swoje uczucia ukrywać.

-   Nikt   od   ciebie   nie   wymaga,   żebyś   ukrywał   swoje   uczucia.   Wystarczy,   że   je   wyrazisz   w 

łagodniejszej formie.

- Ależ on nie  był  obrażony - twierdził  Luke.  - Jak myślisz,  dlaczego  rozmawialiśmy  przez 

dwadzieścia minut?

- Bo lubisz gadać!

- Nie przeczę. Ale tym razem rozmowa była bardzo interesująca. Mnie nie podobają się jego 

prace, a on przyznał, że nie znosi mojej muzyki, ale to jeszcze wcale nie znaczy, że nie możemy 

wymienić poglądów. Różnica gustów nie wyklucza wzajemnego szacunku.

Nina odetchnęła głęboko, żeby się uspokoić. Przynajmniej w tym miał rację. Jej własna głośna i 

uparta rodzina była dowodem, potwierdzającym tę tezę.

- Dobrze, przyjmuję twoje wyjaśnienia. Ale wyobraź sobie, jak się wstydziłam, gdy sprzeczaliście 

się tak głośno, że wszyscy na was patrzyli.

Luke wziął głęboki oddech.

- Przepraszam cię, Nino. Wierz mi, że nie chciałem, żeby to tak wyszło. Następnym razem, kiedy 

gdzieś pójdziemy, będę pamiętał, że nie lubisz zwracać na siebie uwagi.

- Następnym razem? - powtórzyła Nina z powątpiewaniem.

- Co przez to chciałaś powiedzieć? - Luke rzucił jej gniewne spojrzenie.

- Uważam, że to nie ma sensu, Luke - odpowiedziała ostrożnie.

- Wiedzieliśmy, że to nie będzie łatwe, Nino. Wydaje mi się jednak, że doszliśmy do wniosku, że 

warto spróbować - też mówił ostrożnie. Oboje czuli, że sytuacja jest nad wyraz delikatna.

- Może nie mieliśmy racji.

Luke przez dłuższą chwilę obserwował ją badawczo, po czym powiedział:

- Jeśli chcesz zakończyć naszą znajomość, zanim na dobre się zaczęła, nie licz na mnie, ja ci w 

tym nie pomogę. Nie zgodzę się, żebyś mi się wymknęła. Za bardzo mi na tobie zależy.

Na te słowa Nina zaczerwieniła się.

- Czy masz zamiar zrobić mi scenę? - spytała.

Luke próbował opanować gniew.

- Nie. Nawet jeśli jestem nieokrzesanym gburem, to nie mam zwyczaju rozwiązywać problemów 

osobistych na ulicach Manhattanu, panno Gnagnarelli. I nie zrezygnuję tak łatwo. Chodź! - 

Chwycił ją za rękę i pociągnął za sobą.

- Co ty wyczyniasz?

- Idziemy do domu porozmawiać na ten temat.

- Do domu? - spytała zaniepokojona.

- Tutaj nie możemy rozmawiać.

- Nie idę z tobą do domu - powiedziała ze złością. - Nie mamy o czym rozmawiać.

- Czyżby? - chwycił ją i przyciągnął do piersi. - Czy ty naprawdę uważasz, że tak łatwo 

powinniśmy zrezygnować?

- Tak uważam - warknęła. Przez suknię czuła twarde mięśnie jego ud i brzucha. Odepchnęła się 

rękoma   od   jego   piersi   i   popatrzyła   w   tę   twarz,   która   wypełniała   jej   myśli   i   sny.   Czuła   się 

zagubiona   i   zagrożona   falą   gwałtownego   pragnienia,   szalonego   pożądania.   Buntowała   się 

przeciwko temu. Nie chciała, żeby wywrócił jej życie do góry nogami. - Nie chcę cię więcej 

widzieć i tym razem żadne twoje argumenty nie zmienią mojej decyzji.

Dalej trzymał ją w ramionach. Oboje byli wściekli. Szeptał wzburzony:

-   Czy   pamiętasz,   że   pragnęłaś   mnie   tak   bardzo,   jak   ja   ciebie,   Nino?   Czy   pamiętasz,   jak 

przytulałaś się do mnie w parku? Jak dotykałem cię wtedy w garderobie?

- Uspokój się! - krzyknęła wyzwalając się z jego objęć.

Patrzyli na siebie zaniepokojeni. Jak to się stało? Zaczęło się przyjemnie, wspólnie spędzonym 

popołudniem, a teraz skakali sobie do oczu.

- Chodźmy stąd - powiedział.  Chwycił  ją za nadgarstek i pociągnął  tak szybko  za sobą, że 

musiała biec, żeby dotrzymać mu kroku.
Kiedy dotarli do rogu jego ulicy, uspokoił się trochę. Puścił rękę Niny i przeciągnął dłonią po 

background image

włosach mierzwiąc ich ciemne fale. Nie odzywając się do siebie, czekali na zmianę świateł.

- Przepraszam, czy pani jest Nina Gnagnarelli? - usłyszała męski głos o szorstkim angielskim 

akcencie.

Odwróciła się i zobaczyła mężczyznę o prostych blond włosach i jasnoniebieskich oczach, 

patrzącego na nią z podziwem.

- Tak.

- Miło mi panią poznać - wyciągnął rękę na przywitanie i wyjaśnił, że jest jej wielbicielem. - 

Widziałem panią w II Turco in Italia parę tygodni temu. Chciałbym powiedzieć, że poza tym, że 

ma pani wspaniały, przepiękny głos, jest pani również geniuszem komicznym.

-   Dziękuję   panu   -   powiedziała   zadowolona.   Zdawała   sobie   sprawę,   że   Luke   stoi   obok   niej 

wściekły.

- Umie pan prawić komplementy - posłała mu swój najpiękniejszy uśmiech.

- To jest najszczersza prawda.

Szli tak ulicą Luke'a: Nina gawędząc wesoło z nieznajomym, a Luke w gniewnym milczeniu. 

Zatrzymał się przed swoim domem i czekał, aż Nina skończy rozmawiać. Po paru minutach 

stracił jednak cierpliwość.

- Tu wchodzimy - oznajmił krótko.

Nina popatrzyła na Luke'a, jakby był nieznośnym dzieckiem.

- Obawiam się, że musimy się pożegnać - powiedziała Anglikowi.

Zaczął jej mówić, jaką przyjemność sprawiło mu poznanie jej. Trwało to bardzo długo.

- Wystarczy - powiedział Luke i wepchnął ją do domu. - Nie jestem w nastroju na pogawędki.

- Ależ, proszę pana, tak nie... - zaczął Anglik.

- Niech się pan nie wtrąca - odburknął Luke.

- No, wie pan...

- Jeszcze jedno słowo, a zmiażdżę pana - ostrzegł Luke.

Widząc,   że   Anglik   chce   wykonać   rycerski   gest   w   jej   obronie,   Nina   próbowała   go   od   tego 

odwieść.

- Niech pan się nie denerwuje. Wszystko jest w porządku. On jest zupełnie niegroźny, tylko nie 

umie zachowywać się w towarzystwie - krzyknęła, gdy Luke wciągnął ją do windy. Nie patrzył 

na nią, ani nie powiedział słowa, dopóki nie znaleźli się w jego mieszkaniu.

- Czy wiesz, - w jego głosie słychać było zmęczenie - że od wielu lat nikogo nie straszyłem, że 

użyję siły. Dałem się sprowokować. Przyznaj, że świadomie wystawiłaś mnie na próbę? - na jego 

twarzy malowała się zarówno złość, jak i rozbawienie.

- Chciałam ci tylko pokazać, jak zachowuje się dżentelmen.

-   Czy   ty   naprawdę   oczekujesz   ode   mnie   takiego   zachowania,   Nino?   -   spytał   Luke   z 

powątpiewaniem.

- Nie odpowiadała przez chwilę. To prawda, nie chciała, żeby tak się zachowywał. Wszystko, co 

robił Luke było autentyczne, niezakłamane. Był w nim jakiś magnetyzm. Nie pasowały do niego 

wyszukane maniery i nic nie znacząca paplanina.

- Czego ty chcesz, Nino? - ciągnął.

- Chciałabym, żebyś był bardziej... ustępliwy.

- Ja też bym chciał, żebyś ty była bardziej zgodna, ale nie wydaje mi się możliwe, żeby któreś z 

nas się zmieniło.

Zapadła pełna napięcia cisza. Przerwał ją Luke:

- Pójdę zrobić kawę, potem usiądziemy wygodnie i porozmawiamy jak dwoje dorosłych ludzi. 

Liczę na to, że nie uciekniesz stąd, kiedy będę w kuchni? 

- Nie jestem tchórzem, Luke - zirytowała ją ta uwaga.

Spojrzał na nią badawczo i powiedział: 

- Wiem, że nie jesteś. Zaraz wracam.

Nina z zaciekawieniem zaczęła rozglądać się po pokoju. Wszędzie stały półki pełne książek, 

wyroby  sztuki   indiańskiej   oraz   ręcznie   wyszywane   poduchy   -   na  pewno   od   jego   matki.   Na 

ścianach wisiało wiele obrazów i rysunków. Jeśli chodzi o sztukę, Luke miał  dobry gust. Była 

zaskoczona,  że jednak dosyć  tradycyjny.   Na   pierwszy  rzut   oka   każdy  przedmiot   był   z   innej 

parafii, ale wszystko razem świetnie pasowało. Było to przytulne mieszkanie. Tak jak u niej, 

wiele   przedmiotów   świadczyło   o   jego   muzycznych   zainteresowaniach:  wieża   stereo,   gitary, 

pianino, stosy nut, płyty, kasety itp.

background image

Piękną ozdobą był wspaniały dywan, miękki i puszysty. Zdjęła buty, by poczuć go pod stopami.

Luke wrócił do pokoju z pełną tacą, którą postawił na małym stoliku. Nina usiadła obok niego.

- Z czym pijesz kawę? - spytał.

- Ze śmietanką i z cukrem.

- A ja czarną - powiedział oschle. Oczy ich spotkały się. Uśmiechnęli się do siebie rozbawieni. 

Czy istniało coś, co robili tak samo?

Nina zamieszała cukier spod rzęs obserwując Luka. Znów był spokojny i rozluźniony. Szybko 

wpadał w szał, ale i szybko się uspokajał. Przeciągnął ręką po włosach rozrzucając w nieładzie 

długie, czarne fale. Usiadł wygodnie w fotelu.

Wzrok jego, gdy spojrzał na Ninę, był łagodny i melancholijny.

- Nie powiedziałem ci jeszcze, jak dzisiaj ślicznie wyglądasz. Zawsze tak ślicznie wyglądasz. 

Bardzo bym chciał cię zobaczyć rano, zaraz po przebudzeniu, żeby przekonać się, czy wtedy też 

jesteś taka ładna, czy może bardziej ludzka, jak my wszyscy.

- Jestem taka jak inni, uwierz mi na słowo - poruszyła się nerwowo.

- Wolałbym sam się o tym przekonać. Sprawi mi to dużą przyjemność - powiedział cicho.

Nina nie wiedziała, co na to powiedzieć. Oczyma wyobraźni zobaczyła Luka rano, zaraz po 

przebudzeniu, ciepłego, rozespanego, rozluźnionego, czułego. Serce jej ścisnęło się. Chciała 

do niego podbiec, usiąść mu na kolanach, znaleźć schronienie w jego silnych ramionach.

Luke patrzył  na nią płomiennym  wzrokiem.  Czuła się zakłopotana i bezbronna. Wstała 

szybko i podeszła  do okna. Spoglądała na jesienne kolory drzew w parku,  kiedy usłyszała 

ciche kroki za sobą. Objął ramionami jej talię i musnął ustami włosy. Czuła, jak się poddaje 

jego gorącemu uściskowi i szalonej namiętności.

- Popychasz mnie - poskarżyła się cicho.

- Wiem - przyznał. Odwrócił ją ku sobie. - Jesteś zakłopotana. Ja jestem na swoim gruncie, 

w swoim domu i po prostu wykorzystuję przewagę.

Pocałował ją, był to słodki pocałunek pełen hamowanego pożądania i ukrytych obietnic.

- To nie w porządku - powiedziała Nina, kiedy przytulił jej głowę do swego ramienia. 

Całował jej włosy i głaskał plecy. 

- Posłuchaj.

- Słucham.

- Jestem przygotowany na krytykę, kłótnie, nieporozumienia. Jestem gotów na kompromisy. 

Będę się bardzo starał być kimś takim, z kim tobie będzie dobrze. Ale jest jedna rzecz, 

której   nie   zniosę.   -   Chwycił   jej   ramiona   i   odsunął   od   siebie.   Jego   wzrok   był   znów 

stanowczy.

- O czym ty mówisz?

- Nie zniosę twoich gróźb, że odejdziesz ode mnie. Ja na pewno z ciebie nie zrezygnuję 

Nino, ale jeśli ty nie przyrzekniesz, że będziesz się starała wytrzymać ze mną, to proszę cię, 

proszę, odejdź teraz, na zawsze. Doprowadza mnie to do szaleństwa. Za każdym razem, gdy 

się spotykamy zastanawiam się, czy to już po raz ostatni.

Zdała sobie sprawę, że to prawda. Bała się, więc próbowała znaleźć sposób na ucieczkę od 

niego, od uczucia. To nie było w porządku.

- To dlatego, że ty mnie prowokujesz - odpowiedziała bezradnie.

- Boisz się?

- Chyba tak.

- W porządku. Ja też się boję. Oboje możemy wyjść z tego zranieni.

-   Ty   dobrze   wiesz,   że   już   kiedyś   wiele   przeszłam,   Luke.   Nie   chciałabym   przeżywać     tego 

ponownie - powiedziała Nina ze ściśniętym gardłem.

- Jakie więc widzisz rozwiązanie? Chcesz żyć gdzieś wysoko, na piedestale, gdzie nic i nikt cię nie 

dosięgnie? - rzucił wyzywająco.

- Nie! Wcale taka nie jestem.

- To prawda, nie jesteś. Dlatego właśnie chcę, żebyś była przy mnie, tu na ziemi. Może okaże się, 

że nie mamy ze sobą nic wspólnego, ale żeby się o tym przekonać, musimy spróbować. I w 

ogóle,  czy  to  ma  jakieś znaczenie?  Najważniejsze, że mi na tobie zależy,  że  cię   szanuję,  że 

świetnie się bawię w twoim towarzystwie i... - dodał, przytulając ją do siebie i muskając jej usta 

swoimi - jest jeszcze to. W sumie uważam, że to dużo, jak na początek.

Nina zamknęła oczy i wzniosła twarz po jeszcze jeden pocałunek, słodką chwilę, która miała 

background image

złagodzić prawdę jego słów.

- Popatrz na mnie, Nino - zażądał. - Nino, to jest dla mnie bardzo ważne. Nie będziesz potem 

mogła  mnie  winić, że uległaś  moim  namowom. Jesteś dorosła.  Sama  musisz  podjąć  decyzję. 

Wiesz, czego ja chcę. Wodziła za nim otępiałym wzrokiem, gdy zbierał filiżanki i zaniósł je do 

kuchni.

Chciała,   żeby   on   jej   wszystko   ułatwił,   żeby   ją   uwolnił   od   wzięcia   na   siebie 

odpowiedzialności za decyzję. Oczywiście, on na to nie poszedł. Powinna  była się tego 

spodziewać.   Był   uczciwym   i   wymagającym  człowiekiem,   który   nie   toleruje   żadnych 

półśrodków.   Zdawała   sobie   sprawę,   że   decyzję   będzie   musiała   powziąć   dzisiaj,   zanim 

opuści to mieszkanie. Czuła się osaczona. Była przy nim bezbronna, niepewna....

Popatrzyła na drzwi. Gdyby teraz wyszła, nigdy więcej nie byłoby krzyków, wściekłości ani 

obaw. I na pewno żałowałaby tej decyzji. Musi się przekonać, co ją z nim czeka.

Luke wrócił do pokoju po paru minutach... Twarz jego przybrała zacięty wyraz. Zrozumiała, 

że wyjaśnił swoje stanowisko, ale się obawia, jak ona to przyjmie. To była jakaś pociecha. 

Nie tylko ona miała wątpliwości na temat ich wspólnej przyszłości.

Popatrzył na nią.

- Wszystko w porządku - powiedziała.

- W porządku? - spytał niepewnie.

- Nie będę więcej groziła, że się już nigdy nie zobaczymy.  Będę bardziej wyrozumiała. 

Zdecydowałam, że... podejmuję ryzyko.

Całe jego ciało się rozluźniło, na twarzy malowała się radość a oczy płonęły. Po raz pierwszy 

uświadomiła sobie, jak spięty był przez cały dzień.

- Cieszę się - odezwał się nieśmiało, ale zaraz potem dodał żartobliwie. - No i co, nie 

miałem racji?

Podniosła oczy do niebios. Uśmiechnęli się do siebie. Do tej pory nie byli sobie bliscy.

- Co teraz? - spytała bez tchu.

- Moglibyśmy to... uczcić - powiedział cicho.

Ruszył ku niej powoli, jak we śnie. Był tak blisko, że czuła ciepło jego ciała, ale nie dotykał 

jej.

- Uczcić? - szepnęła cofając się. - Chyba jeszcze na to za wcześnie.

Skinął głową. Na jego twarzy malował się kuszący uśmiech.

- Znam pewien odwieczny rytuał znakomity na tę okazję. - Wyciągnął ręce i chwycił jej dłonie.

- Może byśmy... zamiast tego otworzyli butelkę szampana - zaproponowała nieśmiało.

- Nie znoszę szampana - westchnął. Nagle przyciągnął ją do siebie i lekko musnął ustami jej 

miękkie wargi. - To o czym myślę smakuje znacznie lepiej.

- Och - szepnęła. Przecież miała powiedzieć, że nie jest jeszcze na to gotowa i uważa, że powinni 

się opanować, póki nie jest za późno, ale jakoś nie mogła wydusić z siebie słowa. Jęknęła cicho. 

Suknia opadła na podłogę, a ona stanęła przed nim w koronkowej halce. Ich oczy spotkały się. 

W jego wzroku wyczytała zaniepokojenie.

- Nie chcę robić niczego, na co ty nie masz ochoty. Jeśli nie jesteś pewna, dajmy temu spokój. 

Nino...

Zaprzeczyła głową, gdyż nagle nabrała pewności.

- Dotknij mnie - poprosiła szeptem. Jakże ona tego pragnęła. Choć raz bez wahania spełnił jej 

prośbę. Luke przytulił ją, a jego ręce przesuwały się powolutku po miękkiej halce otulającej jej 

pełne piersi, gładkie plecy, wąską talię aż po kształtne biodra.

- Boże, jak cudownie cię dotykać - przyznał namiętnie.

- To czysty jedwab.

- Nie o to mi chodzi.

W   zachwycie   dotknął   delikatnych,   klasycznych  konturów  jej twarzy,  musnął  lekko  jej kości 

policzkowe, pieścił jej pełne wargi, głaskał podbródek.

Nina poczuła, że też pragnie go poznać. Dotknęła brwi, mocnych kości twarzy, głaskała jego 

szyję, a Luke czule całował jej dłoń pieszczącą jego policzek.

Nigdy w życiu nie podejrzewała, że można odczuwać tak głębokie pragnienie. Zarzuciła mu ręce 

na szyję, przycisnęła usta do jego ust, ciało do jego ciała. Ich namiętność była gwałtowna i 

szalona. Czuła jego ręce na całym swoim ciele, dotykały jej włosów, pieściły twarz, głaskały 

plecy, przyciskały biodra.

background image

Z   niecierpliwością   Luke   zdejmował   halkę   i   pończochy   Niny.   Stała   przed   nim   naga, 

zdumiona swoją śmiałością. Odczuwała niewymowną radość z zachwytu, jaki malował się 

w jego wzroku.

- Boże, jakaś ty piękna - mruczał zdumiony. - Absolutnie piękna. Nina, Nina... zdejmij moją

koszulę.

Trzęsącymi  palcami  pomogła mu rozpiąć i zdjąć koszulę. Wtuliła głowę w jego piersi, 

upajając się jego  męskim zapachem i dotykiem silnych, gładkich ramion.  W namiętnym 

uścisku, całując się i pieszcząc, powoli osunęli się na miękki, puszysty dywan.

Zaczął masować jej piersi, odsuwając się trochę, by obserwować jej reakcje. Westchnęła 

głęboko.

Opuścił głowę i wargami muskał jej napiętą skórę. Jego gorące wargi znaczyły ślad na jej 

ciele, zbliżając się do nabrzmiałych piersi i twardych sutek. Była bliska szaleństwa. Wygięła 

się   do   tyłu,   mrucząc   jak   kotka.   Coraz   mocniej   przytulała   jego   głowę,   głaszcząc   gęste, 

ciemne włosy i radując się ich dotykiem. Dłonie jej niespokojnie przesuwały się po jego 

ciele, pieszcząc jego ramiona, wyczuwając pod palcami mocne, napięte mięśnie i dotykając 

jego pewnych dłoni głaszczących jej drżące ciało.

Odsunęła się od niego, żeby łatwiej sięgnąć do klamry jego paska. Przez chwilę przyglądał 

się jej wysiłkom, całując jej włosy i gładząc plecy. W końcu spytał: 

- Potrzebujesz pomocy?

Zdjął pasek, rzucił go w kąt pokoju i rozpiął dżinsy.

- Czy teraz sobie poradzisz? - spytał cicho.

Leżał na wznak, opierając się na łokciach i obserwował wysiłki Niny.

Czując dowód jego podniecenia, całowała go namiętnie. Spojrzała mu w oczy. Poruszyła się 

prowokacyjnie.  Wtuliła  się w niego, poznając wszystkie  tajemnice   jego   ciała,   dotykając   go   i 

drażniąc, aż z tłumionym jękiem przewrócił ją na plecy, przykrywając własnym ciałem.

Spoważniała natychmiast.

Nina   wstrzymała   oddech,   gdy   ich   ciała   połączyły   się   w   jedno.   Poruszali   się   zgodnie,   w 

odwiecznym rytmie. To było niewiarygodne, nieporównywalne. I wiedziała, że Luke czuje to 

samo, gdy w ekstazie powtarzał jej imię. Cały świat przestał istnieć. Liczyło się tylko to, że byli 

razem.

Już   po   wszystkim,   leżała   cicho   w   jego   ramionach.   Oboje   byli   wstrząśnięci   wspólnym 

przeżyciem. Po pewnym czasie, który wydawał się wiecznością, Luke poruszył się nieco i biorąc 

ją za ręce, zaczął całować jej szyję, piersi i gładką skórę, aż w końcu ułożył głowę na jej brzuchu.

- Och, Nino - westchnął. - To było niesłychane.

W odpowiedzi uścisnęła jego dłonie, zdumiona tym, co się stało. Dotychczas, gdy się kochała, 

robiła to zawsze w nocy i w łóżku.

Luke podniósł głowę i popatrzył na nią. Poczuła, że się czerwieni. Wyraźnie go to bawiło.

-   Czy   spodziewasz   się,   że   po   tym   wszystkim   uwierzę,   że   marzysz   o   seksie   eleganckim   i 

uporządkowanym?

Zaczerwieniła się jeszcze bardziej.

- Nie - zgodziła się. - Po prostu jeszcze nigdy nie kochałam się na podłodze, w środku dnia. To 

dla mnie nowość.

- Żałujesz? - zapytał łagodnie.

- Nie - To była prawda. Nina przeciągnęła się.

- Nie - powtórzyła z naciskiem i radośnie się roześmiała.

Następną noc Luke spędził w mieszkaniu Niny. Krytykował jego urządzenie, dopóki nie 

poświęcił całej uwagi ważniejszym sprawom.

W piątek przyszedł do opery, by zobaczyć ją w „II Turco in Italia", a po przedstawieniu zabrał ją 

na kolację.

- Nie byłem w stanie śledzić akcji, ale ty byłaś wspaniała - powiedział, całując jej dłoń.

Jeśli odnosił się z szacunkiem do tego, co robiła, była gotowa mu wybaczyć jego niechęć do 

opery.

Tego   wieczora   zjedli   kolację   w   restauracji,   a   potem   postanowili   posłuchać   muzyki.   Gdy 

wychodzili z baru od Rootiego znienacka zrobiono im zdjęcie. Luke szybko pozbył się reportera, 

ale Nina miała przeczucie, że na tym się nie skończy.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Widziałaś to? - zapytała Nina rzucając stos gazet i magazynów na pianino Eleny.

- Czy książę Walii ma kontakt z istotami pozaziemskimi? - przeczytała na głos Elena. - No, no, 

nie wierzę, że czytasz takie bzdury.

-   Nie   to!   To!   -   Nina   wskazała   palcem   zdjęcie   swoje   i   Luka   przed   wejściem   do   klubu   „U 

Rootiego". Podpis głosił: Nowa miłość Luka - ile czasu potrwa tym razem? - I to! I to!

Jedno z pism zamieściło ich zdjęcie z ceremonii wręczania nagród, na której się po raz pierwszy 

spotkali. Towarzyszył mu artykuł, w którym nieznane „źródła" ujawniały sekrety ich miłości. W 

innym   opublikowano   stare   zdjęcie   Niny   podając   jej   wymiary   i   znak   Zodiaku.   W   kolejnym 

cytowano   słowa   „wspaniałej   włoskiej   piękności   operowej":   „Daje   mi   więcej   szczęścia,   niż 

którykolwiek z moich europejskich kochanków." - Słowa, których nigdy nie wypowiedziała.

- Skąd to wzięłaś? - zapytała Elena.

- Z supermarketu.

- Czy on już wie?

- Nie wiem. Ma koncerty w Detroit i Chicago. Jeszcze nie wrócił. Myślę, że zadzwoni do mnie 

dziś lub jutro. I wtedy powiem mu, co myślę.

- Nino, zastanów się. Jak on mógłby...

-   Musiał   zdawać   sobie   z   tego   sprawę.   Nie   pierwszy   raz   go   to   spotyka.   Ale   mnie   nic   nie 

powiedział,  bo wiedział,  że mi  się to nie spodoba. Niech go tylko  dostanę w swoje ręce! - 

krzyczała ze złością.

Co   innego   było   trafić   do   gazet,   ponieważ   dobrze   lub  źle   zaśpiewała,   lub   też   odmówiła 

śpiewania. A co innego,  gdy nazwisko  jej   pojawiało  się  na  łamach   jakiegoś  szmatławca. 

Rozwścieczała ją myśl, że każdy, kto będzie w tym tygodniu robić zakupy, zobaczy te tytuły.

Elena starała się ją uspokoić i pocieszyć, ale Nina nie chciała słuchać. Pół godziny później 

wybiegła na ulicę i skierowała się do domu. Przed jej domem czekał reporter.

- Pani Gaggarelli - zawołał.

-   Nazywam   się   Gnagnarelli,   ty   idioto.   Nja-nja-rel-li.   I   jeżeli   się   zbliżysz,   zawołam 

policjanta.

Wpadła do budynku. Dwie godziny później zatelefonował Luke.

- Nina? Właśnie widziałem gazety. Jak się czujesz? - wydawał się zaniepokojony.

- Czuję się dobrze. Zabarykadowałam  drzwi. Zmieniam  imię.  Zmieniam  kolor włosów. 

Wycofuję się z życia publicznego. I nie chcę cię więcej widzieć na oczy!

- Nino...

- Wiedziałeś, że tak będzie. I wiedziałeś także, że ty będziesz bezpieczny w Cleveland.

Chicago. Gdziekolwiek, kiedy to się stanie. Raz już przeszłam przez ten rodzaj wstrętnego, 

cuchnącego bagna, gdy rozwodziłam się z francuskim playboyem i obiecałam sobie nigdy więcej 

nie dać się w to wciągnąć. Byłam szalona, kiedy się z tobą związałam.

Przez chwilę oboje milczeli. Czuła narastający ból głowy. Nagle zapragnęła, by był przy 

niej.

- O, Luke... - powiedziała nieszczęśliwym głosem.

- Będę w domu za cztery dni - obiecał. - Coś razem wymyślimy.

- Dobrze - zgodziła się łagodnie. Rozmawiali jeszcze  przez  pół  godziny.  A w końcu się 

rozłączył, długo jeszcze siedziała słuchawką w dłoni.

Następne cztery dni żyła jak w gorączce. Musiała wyłączyć telefon, który do tej pory nie był 

zastrzeżony.   Zaczęła   czynić   starania,   aby  zastrzec   swój   numer.   Reporterzy   skandalizujących 

pism śledzili każdy jej krok do opery i z powrotem, a jeden z nich stale stał na chodniku przed jej 

domem.   W   najmniej   spodziewanych   momentach   robiono   jej   zdjęcia:   gdy   robiła   zakupy, 

zatrzymywała taksówkę, u fryzjera, wszędzie.

Po powrocie do Nowego Jorku Luke udał się wprost do jej mieszkania. Roztrzęsiona padła mu w 

ramiona szukając w nim siły i oparcia.

- Cześć - powiedziała, choć zupełnie nie oddawało to jej uczuć.

- Czy uwierzysz mi, gdy powiem, że całe to  zamieszanie ucichnie za kilka dni? Złapali nowy 

kąsek, będą go przeżuwać przez jakiś czas i potem o wszystkim zapomną.

- I nigdy już nie wrócę na łamy tych pism?

- Tego nie powiedziałem, Nino. Jest to obecnie  nieodzowny element mojego życia, więc musi 

background image

dotyczyć także kogoś, kto jest mi bliski. Nic nie mogę na to poradzić.

- Przynajmniej jesteś szczery - powiedziała smutno. Odsunęła się, przeczesując włosy palcami.

- Nie przypuszczałem, że tak cię to dotknie. Czy twój rozwód istotnie był taki nieelegancki?

- Nie wiedziałeś? - Pokręcił przecząco głową. - To była katastrofa. Nasze życie było szeroko 

omawiane   przez   tych   pismaków.   Nawet   nasze   współżycie   seksualne.   Z   niego   zrobiono 

supermena, francuskiego Romea, a ze mnie oschłą kobietę całkowicie oddaną pracy. To było 

okropne. - Wstrząsnęła się na myśl o tamtych dniach.

- Nie zdawałem sobie z tego sprawy - wyszeptał, tuląc jej głowę do swej szerokiej piersi. - 

Słuchaj, w tym tygodniu już nie występujesz - powiedział. - Dlaczego nie moglibyśmy razem 

wyjechać? Jesse ma domek na wsi, z którego moglibyśmy skorzystać przez kilka dni. Jeżeli 

wyjedziemy jutro rano, możemy być na miejscu w południe.

Nina chętnie się zgodziła.

Droga na północ była piękna. Pogoda wciąż się utrzymywała i drzewa mieniły się wszystkimi 

kolorami jesieni. Zatrzymali się w małym sklepiku, aby zrobić zakupy i później pojechali już 

prosto do domku Jesse'ego.

- Oh, Luke! Tu jest przepięknie - zawołała Nina, gdy zatrzymali się w zalanej słońcem dolince. 

Domek Jesse'ego, prosty i solidny znajdował się w samym jej środku.

Po obiedzie, ręka w rękę, poszli na długi spacer. Świeże powietrze i spokój to było właśnie to, 

czego Nina potrzebowała. Czuła jak wraca jej normalna siła ducha i radość życia.

Po kolacji posiedzieli trochę na ganku, a potem przenieśli się do środka.

Przy   kominku   do   późna   rozmawiali,   śmieli   się,   Luke   grał   na   gitarze...   Cieszyli   się   sobą. 

Nareszcie byli sami.

Następnego ranka Nina obudziła  się przed Lukiem. Wzięła prysznic i umyła  włosy,  gdy on 

jeszcze spał. Owinięta ręcznikiem, obudziła go pocałunkiem. Luke miał wyraźną ochotę na coś 

więcej, ale Nina była stanowcza.

- Wstań i zrób śniadanie. Umieram z głodu. To chyba to świeże powietrze.

Była już całkowicie ubrana i suszyła włosy, gdy przyniósł jej sok pomarańczowy. Nagle odebrał 

jej suszarkę i zmierzwił włosy.

- Mogłabyś dać sobie spokój. Nikt tu cię nie zobaczy poza mną, a ja już wiem, że nie jesteś 

doskonała.

- Ale chcę, by były proste.

Przeciągnął obiema rękami po jej włosach, przewróciła się na łóżko, a Luke rzucił się na nią. 

Wkrótce zapomnieli o śniadaniu i o całym świecie.

Tego wieczora, gdy Nina zapytała, co z kolacją, Luke oświadczył, że dziś jej kolej. Dotychczas 

on przygotowywał wszystkie posiłki.

- Ale ja nie umiem gotować.

- Nie umiesz gotować? - zapytał z niedowierzaniem.

- Naprawdę, Luke. Gdy mieszkałam w domu, kuchnią zajmowała się mama, a Philippe miał 

francuskiego kucharza. Kiedy miałam się nauczyć gotować?

- Ale teraz mieszkasz sama. Co wobec tego jesz?

- Głównie sałatki lub gotowe jedzenie. I oczywiście, panowie zapraszają mnie do restauracji.

- Ja cię nie zaproszę do restauracji.

- Chodźmy, Luke. Będzie zabawnie. Ja stawiam - dodała.

- Nino, uwierz mi. To nie jest dobry pomysł. W takim małym miasteczku...

- Dlaczego? Na pewno jest tu choć jedno miejsce, w którym będziemy mogli coś zjeść.

- Nie o to chodzi. Najważniejszy problem...

- Bierz kluczyki - nalegała, wkładając żakiet.

- Będziesz żałować - ostrzegł.

Wybrali   małą,   cichą   restaurację   z   domową   kuchnią,   lnianymi   obrusami   i   romantycznymi 

świecami.   Przygrywała   cicha   muzyka   jazzowa.   Siedzieli   blisko   siebie,   głowa   przy   głowie, 

trzymali się za ręce jak zakochani i cicho rozmawiali.

- Przestań być taki ponury. Czego się obawiasz? - wesoło powiedziała Nina.

Nie minęło wiele czasu, a sama się przekonała.

- Czy ty nie jesteś Luke Swain?

Luke podniósł wzrok. Młodzi ludzie, którzy jedli kolację przy sąsiednim stoliku, zatrzymali 

się   przy   nich   po   drodze   do   wyjścia.   Luke   spojrzał   na   Ninę,   która   odpowiedziała   mu 

background image

porozumiewawczym spojrzeniem. Była trochę zła, że naruszono ich spokój, ale czasami 

było to nie do uniknięcia. Uśmiechnęła się do niego uspokajająco.

- Tak, to ja - potwierdził Luke.

- Wiedziałam! - wykrzyknęła entuzjastycznie młoda  kobieta. - Proszę, Luke, czy mógłbyś 

dać mi swój autograf? - szperała w torebce w poszukiwaniu pióra i kawałka papieru. - 

Przepraszam, że przerwałam wam kolację, ale dla nas to jest prawdziwa sensacja! Mam 

wszystkie  twoje płyty.  Myślę,  że „Odrobina szaleństwa" jest najlepszym  albumem  tego 

dziesięciolecia!

-  Dziękuję  -  odpowiedział  z   uśmiechem  Luke.   Wręczył   jej   kawałek   papieru   ze  swoim 

autografem. Przycisnęła go do piersi i z uwielbieniem w dalszym ciągu wpatrywała się w 

Luke'a.

- Dziękujemy,   Luke.   To   wspaniałe   spotkanie - powiedział młody człowiek, po czym oboje 

pożegnali się i odeszli.

Luke spojrzał przepraszająco na Ninę.

- W porządku - powiedziała, nieco rozbawiona. Czy rzeczywiście była takim potworem? 

Rozpoznano cię. I co z tego? Nie pierwszy raz się to zdarza. Byli bardzo uprzejmi. W 

każdym razie mnie także rozpoznano, gdy odprowadzałeś mnie do domu, więc nie mogę 

narzekać.

- Może się okazać, że to jednak coś innego, to nie są miłośnicy opery - ostrzegł Luke.

- Luke Swain? Luke Swain! Powiedz mi, powiedz, czy ty naprawdę jesteś Luke Swain?

- Tak - odpowiedział ponuro ładnej dziewczynie, która jeszcze przed chwilą pracowała przy 

barze.

- Luke Swain! Wiedziałem! - powiedział kelner podchodząc do ich stolika.

Od tej chwili wszyscy w restauracji zwrócili na nich uwagę. Wkrótce każdy miał jakiś powód, by 

przejść koło ich stolika. Na próżno usiłowali dokończyć kolację. Niektórzy prosili o autograf lub 

starali się nawiązać z Luke'em rozmowę. Inni gapili się z zazdrością. Nina całkowicie straciła 

apetyt.

Pojawiało się coraz więcej ludzi. Najwyraźniej całe miasto już wiedziało, że Luke Swain je tu 

kolację. Mężczyźni i kobiety w różnym wieku tłoczyli się, czekając na wolny stolik.

W końcu Nina się poddała i odsunęła talerze. Spojrzała na Luke'a, który nawet nie zaczął jeść 

swej kolacji.

Właściciel lokalu podszedł do nich, żeby przeprosić za zamieszanie.

- Myślę, że jest pan do tego przyzwyczajony - dodał.

- Rzeczywiście jestem - powiedział Luke tonem pełnym rezygnacji.

- Kolacja jest na koszt lokalu. Bardzo o to proszę.

- Ależ to niepotrzebne - powiedział Luke.

-   Czy   może   mi   pan   zrobić   tę   przyjemność?   Niecodziennie   mamy   okazję   gościć   kogoś   tak 

sławnego. A kim pani jest?

- Pani - powiedział Luke powoli - jest obcą dyplomatką, która chciała... obejrzeć piękne zakątki 

naszego kraju. Mam nadzieję, że rozumie pan konieczność zachowania dyskrecji.

- Naturalnie. Nic nikomu nie powiem.

Z tymi słowy właściciel się oddalił. Przez kilka minut nikt nie podszedł do ich stolika.

- Nareszcie sami - powiedział Luke.

- Tylko nie mów: „A nie mówiłem".

- Myślałem, że byłaś głodna - zaśmiał się Luke patrząc na jej pełen talerz.

- Trudno jest jeść w takich warunkach. Jak znoszą to zwierzęta w ZOO? Lub gwiazdy 

rocka?

- Hej! Tam jest Luke Swain! - krzyczał ktoś na zewnątrz.

Nina jęknęła. Luke rzucił pieniądze na stół. 

- Chodźmy stąd. - Złapał Ninę za rękę, podbiegł do samochodu i odjechał tak szybko, że 

nikt nie zdążył udać się za nim w pogoń.

- Zadowolona? - burknął.

- Skąd mogłam wiedzieć? - przysunęła się bliżej. Luke objął ją ramieniem.

- Ciągle jednak jestem głodna - powiedziała po chwili ciszy.

- Powinienem był wiedzieć. Kupimy po drodze pizzę. Ale to ty po nią pójdziesz.

Dni   płynęły   Ninie   zbyt   szybko.   Dolina   zamieniła  się   w   mały   raj,   współczesny   Eden. 

background image

Każdego popołudnia zamykali się na pewien czas w osobnych pokojach. Luke opracowywał 

muzykę  lub pisał słowa piosenek, a Nina ćwiczyła  wokalizę. Nie mogli sobie pozwolić 

nawet na krótką przerwę w pracy. Oboje doskonale to rozumieli.

Całą resztę czasu spędzali wspólnie, spacerując, rozmawiając, jedząc, śpiąc i kochając się. 

Kochali  się wszędzie,  w ogromnym  łóżku z baldachimem,  na skórze niedźwiedzia  pod 

kominkiem, w wannie i raz, chichocząc jak dzieci, na ławce na ganku. W jego towarzystwie 

Nina uczyła się swobody i ku swemu zdziwieniu odkryła, że całe dni mijały bez kłótni lub 

sprzeczki. Nic nie zakłócało radości, jaką czerpali z bycia razem.

Nina zaczęła głębiej poznawać Luke'a: siłę biorącą się z przeświadczenia, że życie jest wiele warte, 

ogromne zaangażowanie po stronie sprawiedliwości, zarówno w wielkich, jak i małych sprawach, 

poczucie humoru pozwalające śmiać się z siebie samego, wielką wrażliwość na brutalność i 

okrucieństwo, bezwarunkowe oddanie tym, których kochał. Nina zorientowała się, że najpełniej 

wypowiadał się poprzez muzykę.

Nina leżała na hamaku rozpiętym między dwoma starymi drzewami za domem i wpatrywała się 

w błękit nieba. Luke ciągle jeszcze grał na gitarze w swoim pokoju. Wiatr poruszył gałęziami 

drzew i kilka liści sfrunęło na nią. Noce już były zimne, ale w dzień słońce jeszcze mocno 

przygrzewało. Zdjęła żakiet i została w grubej, flanelowej koszuli Luke'a. Błogo uśmiechnięta z 

zamkniętymi oczyma grzała się w promieniach słońca.

- Śnisz na jawie? - hamak zakołysał się.

Zobaczyła uśmiechniętego Luke'a. W jego oczach było tyle ciepła, że poczuła, iż cała topnieje. 

Czy rzeczywiście myślała kiedyś, by go porzucić? Wyciągnęła do niego ręce.

- Połóż się przy mnie - poprosiła.

- O, nie. Spadniemy jak wczoraj. Jeszcze dzisiaj mam sińce.

- Tylko poleżymy - obiecała.

- To samo mówiłaś wczoraj.

- O ile dobrze pamiętam, nie ja jedna ponoszę odpowiedzialność za to, co się stało - roześmieli 

się oboje.

- Wszystko jedno. Nie zbliżę się więcej do tego urządzenia.

Nina podała mu rękę i przez pewien czas spacerowali po lesie.

- Czy na początku swojej kariery zdawałeś sobie sprawę, że tak bardzo wpłynie ona na twoje 

życie? - zapytała Nina po chwili.

- Jak?

- Że będziesz żył otoczony przez tłumy wielbicieli, ścigany przez fotoreporterów, śledzony 

przez fanów.

- Wiedziałem, że tak się dzieje w przypadku ludzi, którzy zrobili karierę. Nie wiedziałem, 

że będę jednym z nich, ale chciałem spróbować.

- Ale jak możesz to wytrzymać?

- Ma to swoje dobre strony. Czy masz pojęcie, jaką radość sprawia fakt, że napisana i 

nagrana   przez  ciebie   piosenka   rozchodzi   się   w   milionach   egzemplarzy.  Wiedzieć,   że 

milionom obcych ludzi tak bardzo się spodobała, że chcą jej słuchać we własnych domach? 

Albo śpiewanie własnej piosenki na koncercie przed wielotysięczną widownią, która nuci 

razem z tobą. To jest sukces. To świadomość, że to, co się robi, ma jakiś sens. Coś takiego 

musi   się   i   tobie   zdarzać.   Gdy   ludzie   podchodzą   do   ciebie   na   ulicy   i   mówią,   jak   ich 

wzruszasz lub inspirujesz.

-  No  tak,  ale   dopóki  nie   spotkałam   ciebie,  nikt  nie   rzucał   się  na  mnie  publicznie,   nie 

przeszkadzał w zjedzeniu posiłku, nie śledził z aparatem fotograficznym jak idę do sklepu. 

Podziwiać artystę to jedno, ale całkowicie uniemożliwić mu życie prywatne, to coś całkiem 

innego.

- A jednak wydaje się, że największą uwagę zwraca się na tych, którzy są aroganccy wobec 

swych wielbicieli i nie współpracują z prasą i telewizją.

- Nie zwracałbyś takiej uwagi na siebie, gdybyś swoje opinie wyrażał bardziej dyskretnie.

- Niewiele by to pomogło. I wówczas nie byłbym sobą. A poza tym, to nie ja narzekam na 

nadmiar popularności.

Nina kopnęła szyszkę leżącą na drodze.

- To wszystko jest bardzo trudne - powiedziała z westchnieniem.

- A jednak sama wybrałaś karierę sceniczną.

background image

- Ja wybrałam śpiew - poprawiła go. - I poza rozwodem nigdy nie byłam w sytuacji, której nie 

mogłam opanować. Dziennikarze przeprowadzający wywiady pytają mnie o moją pracę, 

wykształcenie i plany na przyszłość. A jeżeli nawet zadają mi pytania dotyczące mojego życia 

prywatnego, to jest ich niedużo i nie są napastliwe. To jest zupełnie inny świat, niż świat muzyki 

pop, Luke. My nie jesteśmy ani tak znani, ani tak popularni i mało kto interesuje się naszym 

życiem prywatnym.

- To dlaczego twój rozwód wywołał taki rozgłos?

- Ponieważ na swój sposób Philippe był również gwiazdą. W jego żyłach płynęła błękitna krew, 

posiadał ogromny majątek. Był dobrze znany w Paryżu, Monte Carlo, Mediolanie, Beverly Hills i 

San Francisco. W pewnych kręgach uosabiał przepych, doskonałe urodzenie etc. Nasz rozwód 

był wystarczająco odrażający, aby stanowić dobry temat dla prasy - dodała z niesmakiem.

Zatrzymali się na polanie. Luke namówił ją by usiedli w promieniach słońca. Nina zamyśliła się.

- Czy to znaczy - zapytała w końcu - że nigdy nie będziemy się mogli pokazać publicznie, jak 

każda inna normalna para?

-   Nie   -   odpowiedział   Luke   zdecydowanie   -   we   wsiach   i   w   małych   miastach,   gdzie   rzadko 

docierają sławni ludzie możemy się spodziewać takiej reakcji, jak tutaj. Dlatego właśnie tak 

bardzo   lubię   Nowy   Jork.   Poza   paroma   fotografami   i   fanatykami,   ludzie   rzadko   mnie   tam 

niepokoją. Nowojorczycy widzieli już wszystko. Znane twarze niewiele dla nich znaczą. Mogę 

chodzić po ulicach, jeść w restauracjach, robić zakupy - to wspaniałe uczucie.

- Musi to być niezwykle cenna wolność - powiedziała Nina, leżąc na trawie i melancholijnie 

wpatrując się w niebo.

Luke szukał odpowiednich słów, żeby ją przekonać.

- Są jeszcze inne rzeczy, które sobie cenię, Nino. Przyjaciele, rodzina, praca i teraz ty. Chcę 

być   z   tobą.   Mogę   zmienić   pewne   rzeczy   w   moim   życiu,   ale   nad   innymi   nie   mogę 

zapanować.

Oczy ich się spotkały i w jej wzroku ujrzał niechęć, która go zaniepokoiła. Nina zbudowała 

swoje własne życie i karierę i wydawało się jej, że nie chciałaby ryzykować zmian. Ale coś 

silniejszego niż te różnice i jej wątpliwości pociągało ją w głębi tych piwnych oczu. Jego 

wzrok   przesunął   się   po   jej   ciele,   wyciągniętym   na   trawie.   Poczuła   ciepło   na   skórze   i 

pożądanie, które ogarniało ją stopniowo ze wzrastającą siłą słodkiego oczekiwania.

- Powinnam się jeszcze wiele dowiedzieć o twoim życiu, prawda?

Ton głosu zdradził jej uczucia. Zobaczyła, że oczy mu ciemnieją i lewa brew leniwie opada.

- Ja również powinienem się wiele dowiedzieć o tobie - powiedział miękko. - Chciałbym 

wiedzieć wszystko.

Odgarnął jej włosy i delikatnie zaczął wodzić po konturach policzków, twarzy, szyi.

Nina ujęła jego dłoń i powiodła ją pod luźną flanelową koszulę, aż spoczęła na jej piersi. 

Była   to   chwila   pełna   wzajemnej   czułości.   Obydwoje   trwali   w   bezruchu,   pieszcząc   się 

jedynie oczyma. W końcu Luke zaczął rozpinać koszulę Niny.

- Nigdy nie kochałam się na trawie - wyszeptała, obserwując go spod rzęs.

- Na wszystko kiedyś  musi przyjść pora - odpowiedział zduszonym  głosem, pochylając 

głowę, aby ucałować jej miękkie wargi.

ROZDZIAŁ ÓSMY

- Święto Dziękczynienia jest w czwartek - oznajmił Luke.

Nina zmywała naczynia. Tego wieczora wrócili do miasta i, ponieważ Nina nie umiała gotować, 

przypadła jej brudna robota. Luke wycierał naczynia i chował je do szafek. Jeszcze nie bardzo 

orientował się, gdzie  co stoi i Nina co chwila  musiała  wskazywać  mokrą  ręką odpowiednią 

szafkę.

- Tak, wiem - odpowiedziała zakłopotana.

Czuła wyzwanie w jego głosie. Wydawało się jej, że wie, o co mu chodzi, ale chyba jeszcze nie była na 

to gotowa.

- Jakie masz plany, Nino?

- Jeżeli  jestem w Nowym  Jorku, zawsze spędzam ten dzień  u rodziców. A ty?  Polecisz  do 

Kansas?

background image

- Nie. W piątek mam program na żywo w telewizji.

- O, zupełnie zapomniałam. To postaw na lodówkę, Luke. Nina w milczeniu myła naczynia, 

wiedząc, że Luke czeka na jej propozycję.

- No?

- Co, no? - spytała niepewnie.

-   Nino,   dlaczego   nie   chcesz   przedstawić   mnie   swojej  rodzinie.   Przecież   prędzej   czy   później 

będziesz musiała to zrobić.

- Dlaczego?

- Jak to, dlaczego?

- No przecież ty jesteś... my jesteśmy... to znaczy...

Luke zmrużył oczy. W pokoju zapanowało niebezpieczne napięcie.

- O co ci chodzi? Boisz się, że im się nie spodobam?

- Nie.

- Obawiasz się, że oni mnie się nie spodobają?

- Nie...

- No więc co, Nino?

Poruszyła się nerwowo, niezdolna wydusić z siebie odpowiedzi.

- Czy chcesz trzymać mnie pod kluczem w sypialni do swego wyłącznego użytku? Czy 

masz zamiar bawić się mną, aż się nie znudzisz, a wtedy mnie rzucisz? Czy ja jestem tylko 

epizodem w twoim życiu i nie chcesz, żeby ktokolwiek o nim wiedział?

- Nie! Uspokój się!

Chwycił ją gwałtownie za ramiona. Przez chwilę trwali oboje w niemej złości.

- Posłuchaj, spędzę z tobą Święto Dziękczynienia w twoim... - zaczęła.

-   Mnie   to   guzik   obchodzi,   gdzie   będziesz   jadła   indyka   w   czwartek!   -   oznajmił   z 

wściekłością.

- To o co ci chodzi?

Puścił ją, odsunął się i przeciągnął ręką po włosach. Spostrzegł, że ona patrzy w kierunku 

drzwi.

- Tym razem nie możesz iść do domu, Nino. Jesteś w domu. Właśnie dlatego postanowiłem 

porozmawiać z tobą tutaj, żebyś nie mogła uciec.

- Czy to ma jakieś znaczenie, czy poznasz moją rodzinę, czy nie? Dlaczego tak chcesz ją 

poznać? - broniła się.

-  To  nie   o  to  chodzi   -  westchnął   głęboko.  Nie  mam  zamiaru   udawać,  że   przeżywamy 

krótkotrwałą   miłostkę.   Może   i   pochodzimy   ze   światów,   które   różnią   się   pod   każdym 

względem,   ale   zdarzyło   się   coś   bardzo   ważnego   między   nami.   Być   może   kiedyś   się 

rozstaniemy,   ale  nie  pozwolę  na  to,  żeby  wszystko   się  rozleciało  tylko  dlatego,   że  nie 

robiliśmy nic, aby to utrzymać.

- Czy stawiasz mi warunki?

- Tak. Nie chodzi o to, żeby poznać twoją rodzinę w czwartek. Musisz pogodzić się z tym, że 

teraz jestem częścią twojego życia, a ty mojego. Jest mi z tobą cudownie w łóżku, Nino, ale poza 

sypialnią każde z nas ma swoje życie: przyjaciół, rodzinę, pracę, przyzwyczajenia. Jeśli chcesz 

wykluczyć mnie z reszty twojego życia i nie uczestniczyć w moim, to nasza znajomość zmieni 

się w banalną przygodę. Nie chcę brać w tym  udziału, Nino. Chcę, żeby między nami było 

inaczej.

Nina   zagłębiła   się   w   fotelu   i   wbiła   wzrok   w   podłogę.  Ona   również   nie   miała   ochoty   na 

krótkotrwałą   przygodę,   ale   jeszcze   nie   była   gotowa   angażować   się   bardziej   poważnie. 

Wprawdzie  stworzyli  swój własny,  mały świat w letnim domku  Jesse'ego, ale była  to tylko 

ucieczka od zwykłego życia. Oboje potrzebowali swej pracy, za bardzo kochali kariery. Ich styl 

życia,   przyjaciele,   przyzwyczajenia   były   tak   różne!   Jakie   więc   szanse   przetrwania   miał   ich 

związek? Czy za parę miesięcy nie będzie musiała organizować swojego życia na nowo?

- Ja... - zaczęła.

Luke podszedł do niej, przykucnął obok fotela i łagodnym ruchem głaskał jej włosy.

- No, już dobrze, Nino. Trudno ci podjąć decyzję. Nie wiesz, co masz zrobić. Musisz mieć czas, 

żeby to  przemyśleć. Chyba oboje potrzebujemy spokojnej nocy.  Idę do domu. Pomyśl teraz nad 

tym, co ci powiedziałem. Wiesz, gdzie mnie znaleźć, jeśli będziesz chciała porozmawiać.

Pocałował ją lekko w czoło. Jeszcze długo po jego wyjściu siedziała nieruchomo.

background image

Po jakimś  czasie wyciągnęła się w fotelu i westchnęła  głęboko.   Teraz   ona  musiała  wykonać 

następny gest. Ale jaki?

Od chwili kiedy znalazła się w jego ramionach, wiedziała do czego to doprowadzi. Starała się o 

tym nie myśleć. Od początku nic jej nie ułatwiał i była pewna, że teraz też nie może liczyć na 

niego.

Sam  powiedział,   że  być  może  kiedyś  się   rozstaną.  Czy  będzie   w  stanie  i   czy  chce   to 

przeżyć?

Po raz pierwszy zrozumiała, dlaczego ze swego nieudanego małżeństwa wyszła z urażoną 

dumą, ale z nietkniętym  sercem. Po prostu w jej związku z Philippe'em serce nie było 

narażone na żadne ryzyko. Gdy myślała o swojej przeszłości, wszystko zaczęło się układać 

w pewną całość. Bardzo kochała swoją rodzinę. Ale nawet wobec niej zdołała utrzymać 

pewien dystans. Ponieważ była inna niż pozostałe dzieci, była „artystką", akceptowali to. 

Jej związki z mężczyznami wyglądały podobnie. Nie stawiano jej żadnych wymagań, a ona 

zawsze   zachowywała   dystans.  Nawet   w   przyjaźni   nie   dawała   z   siebie   wszystkiego.   Do 

pewnego stopnia pozostawała samotna.

Do tej pory pochłonięta była całkowicie śpiewaniem. Ale chyba jednak potrzebowała czegoś 

więcej... Teraz, przy długowłosym wokaliście rockowym miała przedsmak szczęścia, o ile 

będzie miała dość odwagi, by po nie sięgnąć.

Złościł ją, irytował i doprowadzał do furii, bawił, zaspakajał, uszczęśliwiał, rozpalał w niej 

namiętność. Jedno jest pewne - nigdy jej nie nudził. Zmuszał ją do  pełnego uczestnictwa 

zarówno   wtedy,   kiedy   się   kochali,  jak   i   wtedy,   kiedy   się   kłócili,   kiedy   rozmawiali, 

obserwowali zachód słońca, czy zmywali naczynia. Przy nim każda chwila była ważna.

Zdawała sobie sprawę, że on oczekiwał od niej pełnego zaangażowania. Nigdy dotąd nie 

wymagano  od  niej  aż  tyle.   Ogarniał  ją strach  na  myśl,   że  może  w  ogóle  jest  do tego 

niezdolna.

Nadszedł czas decyzji. Czy była do niej gotowa?

Na pewno on był tego wart. Odejść od niego? To było nie do pomyślenia. Wzięła gorącą kąpiel, a 

potem zadzwoniła do rodziców.

- Mamo, czy mogę przyprowadzić gościa w Święto Dziękczynienia?

- Och, Nino, naprawdę chcesz go przyprowadzić?

Tak mamo.

Ojciec Niny wziął słuchawkę do ręki.

- No, wreszcie - wyrzucił z siebie. - Najwyższy czas! Wszyscy już o tym mówią, a mnie nie 

dane było nawet go poznać. Matka Niny wyrwała ojcu słuchawkę.

- Będę się starała powstrzymać ojca od pochwalenia się wszystkim sąsiadom, że twój ukochany 

będzie u nas na kolacji.

-  Mój   ukochany?   -   powtórzyła   Nina.   Nie  mogła   przecież   przedstawić   Luka   rodzicom   jako 

swojego kochanka. W czwartek trzeba będzie uważać na słowa.

- Twój ojciec prosił mnie, żeby cię zapewnić, że nie powie nic, co może wprawić tego pana w 

zakłopotanie.

- Myślę, że ten pan sam sobie da radę. Może się nawet okazać, że tato znajdzie w nim godnego 

przeciwnika. Do zobaczenia w czwartek, mamo.

Nina postanowiła nie dzwonić do Luke'a tego wieczora. Jeszcze nie czuła się na siłach, by z nim 

rozmawiać. Leżała na łóżku przewracając się z boku na bok. Nie mogła usnąć. W końcu 

zdecydowała się zadzwonić.

Długo nie odbierał telefonu mimo, że aparat stał przy jego łóżku. Kiedy się odezwał, miał 

bardzo zaspany głos. Zaklął siarczyście.

- To ja - zaczęła Nina.

- Kto, ja? - warknął.

- Nina. Czy jeszcze ktoś dzwoni do ciebie o trzeciej w nocy?

- O co ci chodzi? - spytał niezbyt uprzejmie.

- Luke... - Boże, jak mu to powiedzieć. Czy choć raz nie mógłby jej czegoś ułatwić. Przez długi 

czas w słuchawce panowała cisza. Kiedy się wreszcie odezwał, usłyszała to, co chciała usłyszeć.

- Nino... najmilsza - nigdy przedtem tak do niej nie mówił. - Czy wszystko jest w porządku? 

Czy chcesz, żebym przyszedł do ciebie?

Nina uśmiechnęła się z radością ściskając słuchawkę  obiema rękoma. To był znowu ten 

background image

Luke, którego znała i z którym mogła rozmawiać. Oczyma wyobraźni widziała wyraźnie, 

jak leży nagi pod prześcieradłem  na swym wielkim łożu, włosy zmierzwione, lewa brew 

opuszczona, oczy zaspane. Ach, jak chciała się do niego przytulić!

- Luke, jakie masz plany na czwartkowy wieczór?

Mimo nawału pracy Ninie udało się znaleźć trochę czasu, by spotkać się z Luke'em w ciągu 

tygodnia. Umówili się na obiad, podczas którego Nina ze zdziwieniem dowiedziała się, że Luke 

nie lubi futbolu.

- Nie lubisz futbolu? - spytała z niedowierzaniem. - Jak to możliwe, żebyś nie lubił futbolu? Co z 

ciebie za mężczyzna?

- Lubię koszykówkę - odrzekł ugodowym tonem.

- To nie to samo. - Nie jestem pewna, czy będę mogła jadać śniadanie z człowiekiem, który 

nie lubi futbolu - oznajmiła. - A przede wszystkim, co ja zrobię z tymi biletami? Z wielkim 

wysiłkiem i za duże pieniądze udało jej się zdobyć dwa bilety na sobotni mecz i z dumą 

położyła je na stole przed Luke'em.

- Sprzedaj je.

- Chyba zwariowałeś. Czy wiesz, jak trudno było je załatwić? Raczej bym sprzedała swoją 

cnotę.

- Na to jest chyba trochę za późno - odparł rozbawiony.

- Jak chcesz. Jeśli o mnie chodzi, możesz sobie w sobotę siedzieć w domu przed telewizorem. - 

Pójdę z Matthew.

- Kim jest Matthew?

-   Jeszcze   jeden   mój   brat.   Między   Markiem   a   Joem.   Jest   moim   ukochanym   bratem. 

Akompaniował mi, kiedy śpiewałam jako mała dziewczynka. Nauczył mnie grać w piłkę nożną i 

bić się z chłopakami  z sąsiedztwa. To on załatwił  mi  występy w barach i klubach i dał do 

zrozumienia,   że   jeśli   ktoś   mnie   tknie,   będzie   miał   z   nim   do   czynienia.   Jest   uważany   za 

spokojnego, co w mojej rodzinie oznacza, że krzyczy mniej niż inni.

- Czy będzie u twoich rodziców w Święto Dziękczynienia?

- Tak. Przyjedzie z Vermont, gdzie razem ze swoją dziewczyną żyją blisko natury. On buduje 

drewniane domy, ona wyrabia ser. Będzie cię uważnie obserwował, czy na pewno jesteś wart jego 

małej siostrzyczki.

W Święto Dziękczynienia spóźnili się do jej rodziców. Nina chciała jechać metrem. Natomiast Luke 

postanowił   jechać   samochodem.   Jednakże   Luke   nie   znał   Brooklynu,   a   Nina   nigdy   tam   nie 

jeździła samochodem i nie potrafiła wskazać drogi. Błądzili przez ponad godzinę.

- Bardzo przepraszam za spóźnienie  - Luke użył  całego  swego wdzięku przepraszając  Julię, 

matkę Niny. - Nina postanowiła pokazać mi okolice.

- Ona jest wspaniałą śpiewaczką, ale jeśli chodzi o orientację w terenie, to jest zerem - przyznała 

Julia.

- Wspaniale wyglądasz w tej szacie, mamo. Co to za okazja? - śmiała się Nina. Ostatni raz 

widziała matkę tak elegancką na swej pierwszej premierze w Nowym Jorku.

Maria   i   Angela   wypadły   do   holu   piszcząc   entuzjastycznie.   Chwyciły   Luke'a   za   ręce   i 

zaprowadziły   do  saloniku,   by  przedstawić   swego  znajomego   pozostałym  Gnagnarellim.   Nina 

poszła za nimi  i świetnie  się bawiła obserwując, jak Luke całuje zaślinione  maleństwa, bez 

mrugnięcia okiem odpowiada na łamiący kości uścisk dłoni ojca, flirtuje z rozanielonymi żonami 

i dziewczynami  jej braci oraz próbuje zapamiętać imiona czterech  męskich  potomków  rodu. 

Nawet pies wiedział, jak się zachować i z uwielbieniem w oczach szedł za nim krok w krok.

Przed  kolacją cała  rodzina  zachowywała  się głośno, ale  całkiem  przyzwoicie.  Rozmowa 

toczyła się wokół błahych spraw. Kiedy matka Niny poprosiła, żeby żona Michaela pomogła 

jej w kuchni, Luke zadziwił wszystkich - oprócz Niny - nalegając, że to on pomoże Julii.

Luke i Julia przypadli sobie do gustu.

-   Luke   mówi,   że   powiedziałaś   mu,   że   nigdy   nie   nauczyłam   cię   gotować,   Nino   -   Julia 

odezwała się z pretensją w głosie. - Natomiast prawda jest taka, Luke, że kiedy próbowałam 

ją nauczyć, ona odmawiała. Twierdziła, że będzie sławną śpiewaczką i wyjdzie za mąż za 

bogatego człowieka, z którym będzie jadać w restauracjach.

- Mamo!

Luke ryczał ze śmiechu. Po minie Niny można było poznać, że jako mała dziewczynka 

naprawdę tak mówiła.

background image

- Wszyscy nasi synowie nauczyli się gotować, ale Nina jest strasznie uparta.

- Wiem - odparł Luke sucho. - Ale teraz będzie się musiała nauczyć. Nie jestem aż tak 

bogaty, by co wieczór odwiedzać jej ulubione restauracje.

- Czy macie zamiar wziąć ślub? - wtrąciła się Angela.

- Wystarczy  Angelo  - uciął  Stefano,  krojąc  indyka.  - Kto chce  białe  mięso,  a kto woli 

ciemne?

Nina się zarumieniła. Obawiała się, że ktoś z rodziny zechce rozwinąć ten temat. Był pierwszym 

mężczyzną od czasów Philippe'a, którego przyprowadziła do domu. Czuła, że może być źle 

zrozumiana. Odetchnęła, gdy nikt nie podjął kwestii „nowego narzeczonego". Małżeństwo? 

Przecież oni nawet nie potrafią słuchać tej samej stacji radiowej.

- Przyniosę bułeczki - oznajmiła matka Niny wstając.

- Julio, kochanie - zwrócił jej uwagę Stefano. - Kuchnia jest w przeciwnym kierunku.

- Ja tylko...

- Przecież postanowiliśmy, że poczekamy i wszyscy razem to potem obejrzymy, kochanie.

- No mamo, to nie w porządku - poparł ojca Mark.

Julia poszła do kuchni mamrocząc z niezadowoleniem.

- Może ktoś mi wyjaśnić, o co właściwie chodzi?- spytał Luke.

- O futbol - poinformowała Nina.

- Nagrywamy teraz mecz na video, które dostaliśmy od Niny - wyjaśnił Stefano. Postanowiliśmy, 

że w tym roku. zjemy kolację przy stole jak kulturalni ludzie, a mecz obejrzymy wieczorem. To 

będzie tak samo, jak byśmy oglądali grę na żywo.

- Luke nie lubi futbolu - powiedziała Nina złośliwie.

Ta informacja poważnie nadszarpnęła jego popularność wśród rodu Gnagnarellich i co najmniej 

przez dziesięć minut musiał się tłumaczyć.

Mniej więcej w połowie kolacji rodzina zapomniała o stanowczym postanowieniu trzymania się 

w ryzach i rozmowa przybrała normalny obrót. Zaczęło się od tego że Joe i Stefano pokłócili się 

o   coś,   co   zdarzyło   się   w   Waszyngtonie   w   poprzednim   tygodniu.   Każdy   musiał   oczywiście 

wyrazić swoją opinię i wkrótce przy stole rozgorzała jak zwykle wojna, tym razem z udziałem 

Luke'a.

- Luke, może byś wytłumaczył temu upartemu młodemu...

- Luke, przecież ty podobno jesteś zaangażowany po stronie...

Wciągnięty   siłą   do   rozmowy   Luke   przez   godzinę  rozprawiał   o   moralności,   polityce   i 

stosunkach społecznych, wykrzykując swoje racje jak wszyscy Gnagnarelli. Nina westchnęła i 

skoncentrowała uwagę na swoim talerzu. Od początku wiedziała, że Luke da się wciągnąć do 

dyskusji.

Jej „ukochany" podbił serca całej rodziny. Nie we wszystkim zgadzali się z Lukiem, ale z 

szacunkiem  odnosili   się   do   jego   racji.   Jej   ojciec   uważał,   że   jak   na   długowłosego 

wykrzykującego o seksie, ma dobrze poukładane w głowie. Joe był zdania, że Luke godzi się 

na kompromis. Matka Niny uznała, że jest wspaniałym  chłopcem o wielkim sercu, wyraźnie 

zakochanym w Ninie.

- Wcale nie jesteś takim, jakiego cię opisali w tym artykule, który przeczytałem w sklepie... - 

przyznała Julia przy kawie.

- A co o mnie pisali?

- Że jesteś arogancki...

- Ależ jest, mamo - wtrąciła Nina.

- Porywczy...

- Wiem coś o tym - powiedziała Nina.

- Że łatwo wpadasz w złość...

- Moje słowa - dodała Nina.

- Że nigdy nie wiadomo, czego się po tobie spodziewać...

- Czy to jakiś twój przyjaciel napisał ten artykuł? - Nina popatrzyła pytająco na Luke'a.

-   I   pies   na   dziewczyny.   Hordy   panienek.   Kobiety   za   nim   szaleją   -   zakończyła   Julia   i 

szelmowskim wzrokiem spojrzała na Ninę.

- Czy to na pewno chodziło o Luke'a? - spytała Nina.

- Oczywiście! I podano listę pań. Ty, Nino, byłaś na końcu tej listy. Inne...

- Mamo, nie uwierzę, że czytujesz takie brednie - wtrącił Michael. - To powinno być zabronione.

background image

- Zabronione? Czy ja się nie przesłyszałem, zabronione? - wykrzykiwał Mark. - Michael, czy ty 

nie wiesz, że...

Po   godzinie,   gdy   Nina   w   kuchni   z   niechęcią   zabierała  się   do   mycia   garnków,   dalej   się 

przekrzykiwano. Matthew miał wycierać. Byli sami. Matthew na ogół nie mówił zbyt wiele. 

Zachowywał się poprawnie wobec Luke'a, ale Nina wiedziała, jak mu się badawczo przyglądał.

- Mam dwa bilety na sobotni mecz. Może byś poszedł ze mną? - spytała.

Matthew  mieszkał  w Vermont,  co oznaczało,  że musiałby pokonać długą drogę do Nowego 

Jorku.

- Zaproszę cię za to później na kolację, gdzie tylko będziesz chciała.

Nina uśmiechnęła się do siebie, przypomniała sobie bowiem takie samo zaproszenie Luke'a.

Kiedy cała rodzina usadowiła się przed telewizorem, by oglądać mecz, Luke złapał wreszcie 

Ninę...

- Czy możemy już iść?

- Ale ja chciałam obejrzeć mecz.

- Proszę cię, Nino! Będziesz mogła pożyczyć od nich kasetę w przyszłym tygodniu. Naprawdę 

nie wysiedzę trzech godzin na meczu. Poza tym mam potworny ból głowy.

- W to mogę uwierzyć - powiedziała chichocząc.

- No dobrze, to pożegnajmy się.

Maria i Angela zaprotestowały tak głośno, jakby chodziło o wyjazd Luke'a gdzieś na Syberię. 

Kiedy Luke pocałował matkę Niny na pożegnanie odmłodniała o kilkanaście lat i wyglądała 

prawie jak Nina.

-  Mam   nadzieję,  że   cię   wkrótce  znów  ujrzymy  -  powiedział  ojciec   Niny  klepiąc  Luke'a   po 

ramieniu.

W samochodzie, w drodze powrotnej na Manhattan Nina siedziała blisko Luke'a z głową opartą o 

jego ramię.

- Czy oni zawsze tak... są tacy? - spytał.

- Tak.

- Teraz rozumiem dlaczego szukałaś ukojenia w muzyce.

- Nie podobali ci się?

- Wręcz odwrotnie, bardzo mi się podobali. Ale są trochę męczący.

- Ty też - wytknęła mu. - Zresztą pasujesz do nich jak ulał.

- Z tą różnicą, że ja jestem tylko jeden - odparł pogodnie. - Poza tym, ty wiesz, jak mi 

zamknąć usta.

Na chwilę zapadło milczenie.

- A jaka jest twoja rodzina? - spytała z zaciekawieniem.

- Spokojniejsza niż twoja.

- Ach, o to nie trudno. A poza tym?

- W pewnym sensie podobna do twojej. Pracują ciężko, mają ustalone poglądy, lubią się 

sprzeczać.   Bardzo   interesują   się   sprawami   rolnictwa   i   życia   na   wsi.   Moja   mama   jest 

przyjazna i otwarta. A tato? Trzeba go poznać bliżej, ale to człowiek o gołębim sercu. Moja 

siostra jest wesoła, silna i piękna. Jest położną.

- Jakie było twoje dzieciństwo?

Przez chwilę się zastanawiał zanim odpowiedział.

- Moi rodzice byli wspaniali, bo pozwolili, żebym sam o sobie decydował. Nie wtrącali się 

również, kiedy miałem jakieś kłopoty. Musiałem je sam rozwiązywać. To mnie wcześnie 

nauczyło   być   dojrzałym.   Chyba   miałem   całkiem   normalne   dzieciństwo.   Dopiero   jako 

nastolatek poczułem się jak w klatce. Nie miałem ochoty spędzać całego życia w jednym 

miejscu   robiąc   to,   co   mój   ojciec   i   dziad.   Marzyłem,   żeby   zobaczyć   co   jest   za   polami 

pszenicy, byłem ciekaw jak żyją inni, co myślą. No i miałem gitarę. Może nie uwierzysz, ale 

byłem wtedy nieśmiały, a pisanie piosenek dawało mi jedyną możliwość wyrażenia swoich 

uczuć.

- A teraz?

- Teraz, jak byłaś łaskawa mi wytknąć, nie mam problemów z wyrażaniem swoich uczuć. A 

muzyka? Muzyka jest odbiciem mojego stosunku do życia, dobrych i złych jego stron.

- Ale dlaczego muzyka rockowa?

- Bo mimo, że twoi koledzy artyści myślą inaczej, muzyka rockowa jest jedną z ważniejszych 

background image

form sztuki dwudziestego wieku. Potrafi obalać bariery językowe i narodowościowe. Przemawia 

do całego świata w taki sposób, w jaki żaden inny rodzaj muzyki dotychczas tego nie robił. Jest 

pełna seksu. No i - dodał z uśmiechem - mówiąc mniej poważnie, podoba mi się.

- Wobec tego... i ja spróbuję ją polubić, Luke.

Przez jakiś czas w samochodzie panowało przyjazne milczenie. Od momentu, kiedy zdecydowała 

się zostać z nim, Luke był miły i niewymagający. Musiał uświadomić sobie, jaka to była dla niej 

trudna decyzja i dla niego. Czy zawsze parł do przodu pewny swego, czy jak każdy człowiek 

miewał wątpliwości, obawy i wahania? Prawdopodobnie początkowe, trudne lata kariery 

nauczyły go wiary w swoje siły. Zastanawiała się, jaki on był wtedy, wiele lat temu, młody, 

biedny, nieznany. Czy już wtedy tkwił w nim taki magnetyzm? Czy już wtedy tak dokładnie 

wiedział, czego chce i czego potrzebuje? Przytuliła się do niego.

- Zimno ci? - spytał.

- Nie - zamruczała.

Pozostałą część drogi do domu Luke pokonał z niebezpieczną szybkością.

Mecz piłki nożnej był wspaniały. Matthew zagrzewał swoją drużynę do walki za dwoje, bo 

Ninie nie wolno było krzyczeć. Ale poza tym podskakiwała, jadła orzeszki i piła coca colę, 

ile dusza zapragnie. Jak to było możliwe, że zupełnie zrezygnowała z piłki nożnej w czasie 

trwania swego małżeństwa. Chyba upadła na głowę. Luke może i nie był entuzjastą futbolu, 

ale na pewno nigdy nie nalegałby, żeby nie chodziła na mecze tylko dlatego, że on tego nie 

lubi.

- Co miałabyś ochotę zjeść? - spytał Matthew, kiedy wychodzili po meczu.

- Pizzę, pizzę, pizzę! - wykrzykiwała i podskakiwała jak jej bratanice.

- Ostatnimi czasy jesteś bardzo radosna - zauważył Matthew. - Czy to ma jakiś związek z 

Luke'em?

- Chyba tak, Matt. Wszystko mi się w tym roku udawało, ale najbardziej właśnie Luke.

- On i „Rigoletto".

- Tak i „Rigoletto" - wspaniały sukces Niny jako Gildy wzbudził zainteresowanie jej osobą. 

Zaczynały się sypać fascynujące propozycje.

- Staram się myśleć perspektywicznie. W takich momentach trochę mi brakuje Philippe'a. On 

miał znakomity instynkt, jeśli chodzi o moją karierę.

- A Luke?

- On nie zna się na operze. Za to wie, co znaczy  ambicja. On mnie zachęca do pracy, ale 

gdyby przyszło do dawania mi rad, to wątpię, czy by się tego podjął. Często mówi, że coś mu 

się nie podoba, ale nie wygłasza kazań.

- Czy bardzo ci na nim zależy?

- Coraz bardziej.

- Od jak dawna go znasz?

- Nie tak dawno. Poznałam go podczas wręczania nagród muzycznych w telewizji. Ale dopiero 

od paru tygodni jesteśmy razem. No i jak już zaczęliśmy widywać się regularnie, on musiał 

wyjechać na dziesięć dni.

- Jest to fajny facet, Nino. I nie głupi. Nigdy przedtem nie widziałem nikogo, kto by potrafił 

przekonać Joego do zmiany zdania.

Przez chwilę oboje milczeli.

- Nie podoba ci się? - zawahała się Nina.

- Skądże, podoba mi się i to bardzo.

- No więc?

- Widzisz, nie chciałbym, żebyś myślała, że zachowuję się jak stara baba, Nino, ale jego życie 

było zupełnie inne niż...

- Wiem.

- Mam na myśli kobiety w jego życiu.

- Aha.

- Nawet mama uległa jego urokowi, zauważyłaś, dobrze, że ojciec był tak zajęty dyskusją, że 

tego nie zauważył, w przeciwnym razie mógłby być zazdrosny. Chodzi mi o to, że taki facet, 

który prowadzi życie gwiazdy rocka... Już dosyć przeżyłaś z Philippe'em, nie chcę, żebyś miała 

podobne problemy.

background image

-   Wierzę   w   to,   że   Luke   jest   wobec   mnie   uczciwy,   Matt.   Cokolwiek   się   stanie,   myślę,   że 

„oszukiwanie" nie wchodzi w grę.

- Mam nadzieję, że masz rację, siostrzyczko. Prawdopodobnie nie ma się czym przejmować. W 

każdym razie ma na twoim punkcie bzika. Kiedy go obserwowałem, straciłem rachubę, ile razy 

na ciebie zerkał.

Zmienili temat i beztrosko rozmawiali do koktajlu i kolacji. Na pożegnanie Matthew czule objął 

Ninę. Ta rozmowa dała jej dużo do myślenia. W przeszłości Luke'a było wiele kobiet, a co z 

przyszłością? Czy ona zajęła miejsce jednej z tych dziewczyn? Czy ktoś zajmie jej miejsce? 

Pamięta poniżenie i ból, kiedy poczuła się niepotrzebna, gdy rozpadło się jej małżeństwo.

Tego wieczora była wyjątkowo zimna wobec Luke'a. Zastanowiło go to, ale nic na ten temat 

nie wspomniał. Jednakże nie został u niej na noc. Zrozumiała, co chce przez to powiedzieć. 

Miał oczywiście rację. I tak często się kłócili. Następnego ranka już w dobrym humorze 

poszła do niego do domu.

Drzwi otworzyła jej atrakcyjna blondynka w średnim wieku.

- Od razu zorientowałam się, że ty jesteś Nina - przywitała ją na progu. Podała Ninie rękę i o 

mało nie pogruchotała jej dłoni w silnym uścisku. – Luke dużo mi o tobie opowiadał.

- Tak? - Nina była nieco zakłopotana.

- Jestem Kate.

- Ach, to ty jesteś Kate? Miło mi...

- Kate! - krzyknął zniecierpliwiony Luke. - Nie skończyliśmy jeszcze naszej rozmowy. - 

Wpadł   do   holu.   -   Czy   ty   nie   mogłabyś...   aaa,   Nina.   Co   ty   tu   robisz?   Dobra   Kate, 

porozmawiamy o tym jutro...

- Ale...

- Czy nie masz nic lepszego do roboty, niż zatruwać mi niedzielę?

- To ty do mnie dzwoniłeś - wypomniała mu Kate.

- O co tu właściwie chodzi? - Nina chciała wiedzieć. - Dlaczego ty ją tak traktujesz?

- Zawsze taki jest, zanim nie napije się kawy. Nie zauważyłaś? - spytała Kate.

- On często na mnie krzyczy, ale nie miałam pojęcia, że jest to związane z kawą.

- Uwierz mi - ciągnęła Kate. - Gdyby jego wielbiciele wiedzieli...

- No dobrze, wystarczy. Dajcie spokój. Dwie na jednego. Jedna z was musi stąd wyjść. Nie 

ty - dodał popychając Ninę w kierunku saloniku.

- Do  widzenia,   Kate.   Porozmawiamy  później - powiedział zamykając drzwi.

-   Czy   dowiem   się,   o   co   wam   chodziło?   -   Nina   jeszcze   bez   tchu   po   jego   entuzjastycznym 

powitaniu próbowała się czegoś dowiedzieć.

- Sprawy zawodowe. Nudne, męczące sprawy zawodowe. Potem ci powiem.

- Dlaczego nie teraz?

- Bo teraz - wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni - udowodnię ci, jak mi cię wczoraj w nocy 

brakowało.

Tak też zrobił. W jego ramionach Nina zapomniała o jego kłótni z Kate, zapomniała o swych 

planach na ten dzień, i pewnie zapomniałaby swego imienia, gdyby Luke nie powtarzał go 

szeptem wiele razy w chwilach uniesienia.

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

- Myślę, że niepotrzebnie się upierasz – powiedział Luke.

Nina spojrzała na niego sceptycznie.

- Może się okazać, że będzie to najprzyjemniejszy wieczór twego życia - kontynuował.

Wargi Niny wygięły się lekko w wyrazie niedowierzania.

- Naprawdę, będziesz się dobrze bawić - nalegał.

Westchnęła ciężko, rozumiejąc, że w tym wypadku Luke chce postawić na swoim. Ale była 

zdecydowana nie poddawać się bez walki.

- Myślisz, że będę się dobrze bawić? - spytała łagodnie.

- Tak.

- Na rocznicowym  przyjęciu wydanym  przez twoją  firmę  płytową?  Przyjęciu  pełnym  gwiazd 

rocka i ich  wielbicieli, promotorów, menażerów, muzyków i dziennikarzy. Przyjęciu, na którym 

background image

będzie głośna muzyka rockowa i niskiej klasy szampan.

- Więc...

- I ty jesteś przekonany, że ja, śpiewaczka operowa, całkowicie nie na miejscu w tym świecie i nie 

kochająca go, będę się świetnie bawiła?

-   Może   powiedzenie,   że   będzie   to   najprzyjemniejszy  wieczór   w   twoim   życiu   jest   nieco 

przesadzone - przytaknął.

-   Podaj   mi   jeden   ważny   powód,   dla   którego  powinnam   pójść   -   była   pewna,   że   miał 

przygotowanych wiele argumentów.

- Dam ci kilka - powiedział  pewnym  głosem.  - Po pierwsze, jest to część naszej umowy, że 

postaramy się dzielić swoje codzienne życie.

- To niezły powód - przyznała.

- Po drugie, na takie imprezy nie chodzi się bez dziewczyny, a poza tobą w moim życiu nie ma 

żadnej innej dziewczyny.

- A po trzecie... - jego ciemne oczy spojrzały na nią miękko. Wiedziała, że zrobi dla niego 

wszystko o co poprosi, byleby tylko patrzył na nią tym wzrokiem. - ... po trzecie, bardzo mi 

zależy, żebyś była ze mną. Naprawdę bardzo tego chcę - powiedział głosem pełnym uczucia.

- Czy nie mogłeś od tego zacząć? - zapytała łagodnie. - Oczywiście pójdę.

Wziął ją w ramiona i oparł czoło na jej czole.

- Naprawdę? - zapytał miękko, chyląc wargi do pocałunku.

Oddała mu pocałunek.

- Naturalnie, że chcę pójść, jeżeli jest to dla ciebie ważne.

Wtulił twarz w jej włosy i całował jej kark.

- Jesteś pewna, że chcesz iść?

-   Uh-hu   -   odpowiedziała   rozmarzonym   głosem,   czując   jego   dłonie   przesuwające   się   po   jej 

plecach.

- Nie chciałbym cię zmuszać do niczego wbrew twojej woli - zamruczał do jej ucha.

Nina odsunęła go. 

- W porządku, wygrałeś, lecz nie przeciągaj struny.

Uśmiechnął się łobuzersko i zamknął jej usta długim pocałunkiem, który pozbawił ją oddechu i 

rozpalił całe ciało.

- Myślałem, że najpierw moglibyśmy zjeść kolację z Gingie i jej chłopakiem, a później pójść 

razem na przyjęcie - powiedział po chwili. - Dałoby to wam szansę  poznać  się  lepiej.   Będziesz 

miała  z  kim rozmawiać na przyjęciu.

- Cokolwiek zadecydujesz - powiedziała zgodnie - będzie dobre.

Nina chciała spotkać Gingie. Nie widziała jej od dnia koncertu na rzecz walki z głodem, ale 

wiedziała, że ta jasnowłosa piosenkarka należy do grona najbliższych przyjaciół Luka.

- Będzie przyjemnie - zapewnił ją Luke. - Polubisz Gingie. Pod pewnymi względami jesteś 

do niej bardzo podobna - mądra, ambitna, szykowna. Oczywiście, ona się lepiej od ciebie 

ubiera.

Nina spojrzała na niego spod oka.

- Jeżeli nie będę się dobrze bawiła, w następnym tygodniu zabiorę cię na koncert kwartetu 

smyczkowego.

- Och, Nino, nie! Może moglibyśmy...

- I będziesz musiał włożyć garnitur i krawat. To przypomniało jej, że nie wie w co się ubrać:

- Co powinnam włożyć na ten galowy wieczór? Luke zdecydował, że chce jej kupić na 

nadchodzące przyjęcie coś najbardziej skandalicznego.

- Żebyś wyglądała jak prawdziwa przyjaciółka gwiazdy rocka - wyjaśnił.

Nina skrzywiła się z niesmakiem.

Chodzili razem po wszystkich najmodniejszych butikach Greenwich Village. Było to dla 

Niny niezwykłe przeżycie, ponieważ od czasu swego małżeństwa nosiła ubrania szyte na 

miarę albo klasyczne modele z najelegantszych domów mody Europy i Ameryki.

Po trzech godzinach zdecydowali się na obcisłą metaliczną sukienkę ze specjalnie dobranymi 

rękawiczkami i długimi butami. Choć Nina miała w niej zakryte dłonie i kolana, inne części 

ciała były w znacznym stopniu odsłonięte.

- Mam nadzieję, że się nie przeziębisz - powiedział Luke.

- Cieszę się, że uniknęłam aresztowania. Wyglądam w tym skandalicznie.

background image

-   Wyglądasz   wspaniale   -   pocałował   ją.   Nina   zaczerwieniła   się   zakłopotana.   Zauważyła,   że 

rozpoznano Luke'a. Dziewczęta pracujące w sklepie obserwowały ich zazdrośnie, a z głośników 

słychać było głos Luka śpiewającego jedną z piosenek z albumu „Odrobina szaleństwa".

Wyszli z butiku z zakupami żegnani rozmarzonym wzrokiem sprzedawczyń.

- Teraz moja kolej - powiedziała Nina złośliwie. - Idziemy.

- Och, nie, Nino. Myślę, że nie...

- A ja myślę, że tak. - Zatrzymała taksówkę.

- Dom Towarowy „Saks" na Piątej Alei - powiedziała kierowcy.

Sprzeczali się całą drogę.

- Mam mnóstwo ubrań - powtarzał Luke z uporem.

Mimo protestów, zaciągnęła go do sklepu. Jego reakcja na propozycję kupienia płaszcza 

deszczowego nie była zachęcająca.

- Nie potrzebuję. Mam parasol - powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu.

- To jest sprawa mody, nie deszczu.

- Czuję się w tym spętany. Jest za długi.

Nina poddała się. Wyraźnie nie była w stanie  wpłynąć na zmianę jego decyzji, a sprzedawca 

sprawiał już wrażenie zirytowanego krytycznymi uwagami Luke’a.

Nie miał też zamiaru kupić garnituru. I wyraźnie było jeszcze za wcześnie, aby namówić go na 

kupno skórzanego płaszcza. Będzie jeszcze musiała nad tym popracować. Upierał się, że nie 

potrzebuje krawata, a jednak ofiarowała mu jeden i to od razu, na pierwszym spotkaniu. Nie 

znaleźli żadnych butów, jakie by im odpowiadały.  Sytuacja nieco lepiej przedstawiała się w 

dziale spodni, dopóki nie zaczął nalegać, aby weszła razem z nim do przymierzalni, żeby mu 

pomóc zdjąć dżinsy.

- Tak się przyzwyczaiłem, że ty się tym zajmujesz, że już nie pamiętam, jak to się robi – 

wyjaśnił z niewinną miną.

W   końcu   osiągnęli   pewien   kompromis.   Nina   kupiła   mu   drogi   kaszmirowy   sweter   w 

kremowo-białym kolorze, który znakomicie podkreślał jego ciemną cerę i włosy.

- Myślę, że trochę przepłaciłaś - powiedział z namysłem.

- Luke, na litość Boga - odpowiedziała Nina, wyraźnie zirytowana. - Jest w wyśmienitym 

gatunku, będziesz go mógł nosić latami, nie wyjdzie z mody i - dodała złośliwie, aby powstał 

ten sweter żaden mały, bezbronny kaszmir nie musiał stracić życia.

- Tak, kochanie - powiedział posłusznie. - Jest wspaniały. Dziękuję.

Tego wieczora Nina zawiesiła swoją nową sukienkę w szafie. Wyglądała całkiem nie na 

miejscu pomiędzy jej ubraniami. Miała nadzieję, że wystarczy jej odwagi, aby ją włożyć na 

przyjęcie.   Uśmiechnęła   się.   Jeszcze   miesiąc   temu   byłaby   oburzona   samym   pomysłem 

włożenia czegoś takiego.

Luke sprawił, że czuła się swobodniejsza. Wprawdzie  wciąż jeszcze zdarzały jej się chwile 

obawy o ich wspólną przyszłość. Była teraz starsza i, miejmy nadzieję, mądrzejsza, to jednak 

„kto   się   na   gorącym   sparzy,   ten   na   zimne   dmucha".   To   świetna   piosenka.   Luke'owi 

znakomicie   udało   się   uchwycić   uczucia,   które   nią  targały.   To   było   zdumiewające,   tym 

bardziej, że prawie się nie znali, gdy pisał ten utwór. Ale Luke doskonale znał naturę ludzką, 

czego dowody dawał nieustannie. 

- To wszystko jest w  nie znanym mi języku - narzekał Luke, gdy razem poszli do opery. - 

Jak mogę być zachwycony, gdy nie rozumiem, co oni mówią?

Nina westchnęła. Jej początkowe kontakty z muzyką rockową też nie były obiecujące.

-   Co   oni   śpiewają?   Jak   mogę   się   tym   zachwycać,   gdy   oni   bełkoczą   coś   pod   nosem?   - 

protestowała.

Luke wyjaśnił jej, o czym śpiewają.

- Co za stek bzdur - powiedziała. - Co mnie obchodzi, że ten człowiek ma obsesję na punkcie 

swoich purpurowych zamszowych butów.

- Niebieskich. I posłuchaj tego rytmu - nalegał Luke.

Nie zgadzali się również w innych sprawach. Ona nie lubiła niektórych zbyt nonszalanckich jego 

przyjaciół, on nie lubił paru jej zbyt konserwatywnych. On był gotów rozmawiać ze wszystkimi 

nieznajomymi, którzy go zaczepiali w Nowym Jorku, podczas gdy ona unikała przypadkowych 

spotkań.   On   lubił   książki   i   filmy   o   tematyce   społecznej,   podczas   gdy   ona   wolała   sztukę 

klasyczną, uciekającą od problemów dnia codziennego. On lubił małe restauracje, gdzie podają 

background image

zdrową żywność, ona eleganckie lokale i egzotyczną kuchnię.

Jedyna restauracja, jaką oboje lubili, to „Les Precieuses".

- Myślę,   że  zaczynam  się  w  tym  orientować - powiedział Luke przekornie, gdy pewnego dnia 

jedli tam kolację. - Po prostu siedzę sobie, gdy inni kładą mi serwetkę na kolanach, napełniają 

kieliszki, kroją jedzenie, podają sztućce.

- To lepsze niż ten lokal z plakatami i papierowymi obrusami, do którego mnie zaprosiłeś.

- Uważaj, to moja ulubiona restauracja.

Po kolejnej kulinarnej przygodzie w „Naturze", Nina zdecydowała się omówić z Lukiem pewien 

problem, co do którego wiedziała, że wystąpią wyraźne różnice zdań. Gdy spacerem wracali do 

domu, powiedziała:

- Przypuszczam, że nawet nie przyszło ci dziś do głowy, aby otworzyć mi drzwi, puścić mnie 

przodem, podać rękę przy przechodzeniu przez ulicę?

Zmarszczył brwi.

- Dlaczego? Masz dwie ręce i nogi. Sama możesz przytrzymać sobie drzwi.

-   Oczywiście,   mogę   to   zrobić.   Ale   nie   o   to   chodzi.   Po   prostu   są   to   zasady   dobrego 

wychowania, które sobie cenię - powiedziała zirytowana.

- Słuchaj Nino, takie zachowanie jest na miejscu tylko w „Les Precieuses". A poza tym 

zauważyłem, że dotychczas z powodzeniem przechodzisz przez ulicę bez niczyjej pomocy.

- Popatrz na to z mojej strony. Jest to taki drobiazg, wymagający tak niewiele wysiłku, a 

sprawiłby mi przyjemność.

- Nie dam się nabrać na słodkie słówka, Nino - powiedział Luke.

Ostatecznie stanęło jednak na tym, że Luke będzie demonstrował kurtuazyjne gesty tylko w 

eleganckich miejscach publicznych.

Ponieważ te częste sprzeczki i przekrzykiwania zaczęły się niekorzystnie odbijać na głosie 

Niny, wynalazła inny sposób na wyrażenie swego niezadowolenia. Zaczęła rzucać w Luke'a 

nietłukącymi się przedmiotami.

- Koniec - powiedział pewnego dnia po powrocie do jej mieszkania. - Nigdy więcej tych 

artystycznych, zagranicznych filmów.

Poduszka przeleciała nad jego głową.

- Nie powiesz mi chyba, że podobała ci się ta szmira? - zapytał. Nina przytaknęła. 

-   Nie   udawaj   melodramatyczny,   kiczowaty...   Kilka   kłębów   wełny   poszybowało   w   jego 

kierunku.

- I ten kawałek, gdzie ten facet „w szlachetny sposób" poświęca dziewczynę. Jak ona, według 

ciebie, się czuła?

Rzuciła w niego kapciem, gdy wygodnie układał się na kanapie.

- Myślę, że te wszystkie surowe ryby, jakie zjadłaś musiały pomieszać ci w głowie - oznajmił 

szyderczo.

Nina   rzuciła   się   na   niego,   dusząc   go   poduszką.   Następnie   spróbowała   bardziej   skutecznego 

sposobu postępowania z nim, który natychmiast zyskał jego pełną aprobatę.

Zbliżyli się do siebie tak bardzo, że wszystkie ich sprzeczki i różnice zdań przestały być istotne. 

Luke poznał ją zdumiewająco dobrze, tak że często wiedział, co myśli lub na co ma ochotę. 

Natomiast dla Niny jego myśli ciągle były jeszcze zagadką, chociaż coraz lepiej poznawała jego 

gusta, cechy charakteru i przyzwyczajenia. Często też wiedziała, jak zareaguje na pewne osoby 

lub wydarzenia.

Luke uczył ją gotować i prowadzić samochód, ale również otwierał jej oczy na wiele różnych 

spraw. Zmieniła swój stosunek do otaczającego ją świata,  zaczęła zauważać niesprawiedliwość 

społeczną, zaniedbanie i okrucieństwo, nędzę i wyobcowanie. Właśnie tym  problemom Luke 

poświęcał swe piosenki. Ale otworzył jej oczy również na rzeczy piękne: życzliwość, okazywaną 

przez obcych sobie ludzi, sposób, w jaki małe dziecko lub zwierzątko odkrywają każdy nowy 

dzień,   coś,   o   czym   dorośli   już   zapomnieli,   odwagę   sprostowania   wymaganiom   zwykłego, 

codziennego życia.

Często też ją zaskakiwał.

Spotkała go pewnego dnia, gdy opuszczał studio nagrań, w którym wcześniej przygotowywał 

film. Był zmęczony i poirytowany. Wyszli razem ze studia. Ktoś zrobił im zdjęcie. Jakiś reporter 

podbiegł do nich.

- Pani Gagganereli...

background image

- Gnagnarelli. Nja-nja-rel-li. Czy nie możecie się tego nauczyć?

- Czy to prawda, że była pani żoną bogatego francuskiego playboya Philippe'a Garniera?

Nina   zatrzymała   się   gwałtownie.   Miała   nadzieję,   że   prasa   nie   wyciągnie   szczegółów 

dotyczących jej rozwodu. To było już ponad trzy lata temu.

- Znikaj - warknął Luke, przyciągając Ninę do siebie i przyspieszając kroku.

- No, Nino - odezwał się reporter z szelmowską poufałością. - Czy to prawda, że byłaś bez 

grosza, gdy się z tobą ożenił? Że to on zrobił z ciebie gwiazdę?

- Zostaw mnie! - wyszeptała.

- Jak się czułaś, gdy znalazłaś swojego męża w łóżku z inną kobietą?

- Spadaj - powiedział Luke wojowniczo.

- Czy wiedziałaś o tej drugiej kobiecie, Nino? Czy był to dla ciebie wstrząs, czy wyszłaś za 

niego tylko dla pieniędzy?

Nina zaczęła płakać. Luke nigdy nie widział jej płaczącej. Przestał nad sobą panować. Złapał 

reportera za krawat, miał zamiar dać mu nauczkę. Zanim się opanował, ktoś sfotografował 

całe zajście.

- Idziemy - Luke złapał Ninę za rękę i zatrzymał taksówkę.

Byli niedaleko jego mieszkania. Nina przestała płakać zanim weszli do środka.

- Mój ty bohaterze - śmiała się płaczliwie, gdy on tulił ją do siebie.

- Przykro mi, kochanie - szeptał, z twarzą wtuloną w jej włosy.

-   To   nie   twoja   wina.   Pamiętam,   że   kiedyś   pewien   mądry   człowiek   powiedział:   „Jeśli 

uderzysz reportera, to tylko zachęcisz go, żeby napisał o tobie więcej bzdur".

- Postaram się zrobić, co w mojej mocy, aby nic się na ten temat nie ukazało w prasie.

Resztę wieczoru spędził telefonując do Kate, swojego adwokata i kilku wpływowych przyjaciół.

Dwa dni później ukazało się zdjęcie Luke'a stojącego obok reportera. Miał zaciśnięte pięści i 

gniewny wzrok. Artykuł obok zdjęcia donosił, że „arogancki gwiazdor rocka" stracił panowanie 

nad sobą i groził, że pobije reportera za zadanie Ninie kilku niedyskretnych pytań na temat jej 

rozwodu. Odetchnęli. Mogło być znacznie gorzej. Ubawiła ich natomiast inna historia. Nazwisko 

Luke'a pojawiło się w krótkim doniesieniu zatytułowanym „Szpieg, który mnie pokochał?"

- Co jeszcze wymyślą? - zapytał Luke, gdy Nina mu to pokazała.

Jak donosił dziennikarz, zauważono Luke'a Swaina w małej romantycznej, oświetlonej świecami 

restauracji w jakimś miasteczku na północy stanu. Był w towarzystwie pięknej cudzoziemki, która 

nie chciała ujawnić, kim jest. Informacja ta pochodziła z pewnego źródła, które ujawniło, że jej 

zmysłowy, niski głos...

- Niski? - powiedział Luke. - Przecież twój głos jest wysoki!

Czytaj dalej. Będzie jeszcze lepiej.

-  „Jej   zmysłowy,  niski  głos  ujawnił  silny  słowiański  akcent.  Czy była   ona  dyplomatką,   jak 

twierdził Luke? A może rzeczywiście szpiegiem? Co Luke Swain i ta tajemnicza kobieta robili w 

tym nieznanym miejscu?"

- Myślę, że należałoby oprawić to w ramkę - powiedziała Nina.

Raz jeszcze przebiegł artykuł wzrokiem i zaśmiał się.

-   To   fantastyczne.   Miejmy   tylko   nadzieję,   że   nie   znajdę   się   na   liście   rządowych   służb 

specjalnych.

- Ja cię obronię, Luke - powiedziała Nina obejmując go za szyję.

- Przyrzekasz? - zapytał leniwie, przyciskając ją do siebie.

- Tak. Powiem im, że ta kobieta nie jest wschodnioeuropejskim szpiegiem.

- Nie?

- Nie - wyszeptała.

- A kim?

- Powiem im, że masz kontakty z istotami pozaziemskimi!

- W takim razie, chodź tutaj - wyszeptał,  przytulając się do niej całym ciałem i dając jej do 

zrozumienia,  że   interesuje   go   coś,   co   jest   znacznie   bardziej   podniecające   niż   szpiegostwo 

międzynarodowe lub przybysze z innych planet.

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Nina stała przed lustrem w swojej nowej, ekstrawaganckiej sukience i spoglądała na siebie 
krytycznie.

- Co robisz? - zapytał Luke.

- Staram się dopasować do tego idiotycznego ubrania. Wyglądam w tym jak świąteczna choinka.

- Przy pomocy cieni  nadała  swym  oczom dramatyczny  wygląd,  zrobiła  ostre kolory i nieco 

bardziej niż zwykle zmierzwiła włosy.

- Wyglądasz wspaniale! - zapewnił ją.

Potem okazało się, że metaliczna sukienka Niny jest dużo   mniej   ekstrawagancka   niż strój 

Gingie - błyszczący,     kolorowy,     przeładowany     ozdobami - bardzo przypominający samą 

Gingie.   Luke   opisał  ją   kiedyś   Ninie   jako   niekonwencjonalną   i   sympatyczną.  Było   to   zbyt 

skromnym   wizerunkiem.   Gingie   szokowała   swoimi   pomysłami   i   bawiła   Ninę   przez   całą

kolację.   Nina   zrozumiała   nieomal   natychmiast,   dlaczego   Gingie   była   przyjaciółką   Luke'a 

emanowało z niej ciepło i dobroć.

Tego wieczoru partnerem Gingie był nieśmiały, cichy, pozostający całkowicie w jej cieniu młody 

człowiek, imieniem Sandy. Przez cały wieczór z ledwością zamienił z Niną dwa słowa. Luke 

powiedział Ninie, że Sandy jest jednym z najznakomitszych artystów rockowych, najbardziej 

znanym ze swoich niecenzuralnych piosenek erotycznych.

- Wcale na to nie wygląda - powiedziała Nina.

- Naprawdę - zapewnił ją Luke. - W tym tygodniu jego piosenka „Rozgrzej mnie" znalazła się na 

czele wszystkich list przebojów.

- Żartujesz sobie ze mnie - rzuciła wzrokiem na Sandy'ego, który właśnie podawał Gingie 

okrycie, zaprojektowane na wzór ośmiornicy. Miało ono osiem rękawów i Gingie nie mogła 

znaleźć właściwych.

- Czy Sandy kiedykolwiek rozmawia z kimś poza Gingie? - spytała Luke'a.

- Nieczęsto.

- Taki jest nieśmiały?

- A jednak potrafi wywołać przyspieszone bicie serca u milionów słuchaczy. Ale sam jest zbyt 

nieśmiały, żeby zaprosić dziewczynę na randkę. Więc Gingie wszędzie go za sobą ciągnie.

- Więc oni nie są...

- Nie, Gingie tylko mu matkuje. Kiedy się spotkali, wzięła go pod swoje skrzydła. Jest do 

niej bardzo przywiązany.

- Mogę zrozumieć  dlaczego.  Nie sposób jej  nie lubić. Ale dlaczego  nie  zachęca  go, by 

wydoroślał?

- Robi to. - Luke zaśmiał się. - Przypuszczam, że w tej chwili jest nieco zagubiony. To 

twarde życie.  Gdybym  ja w wieku dziewiętnastu  lat przemienił  się w pół roku z kogoś 

zupełnie nieznanego w gwiazdę, też byłbym zagubiony.

Nina wzięła Luke'a za rękę i wyszli na ulicę, by znaleźć taksówkę i poczekać aż Gingie 

wysupła się z licznych „macek".

- Czy w twoim świecie nie ma normalnych ludzi, Luke? - zapytała Nina niepewnie.

- No, a ja?

- Nie jest to najlepszy przykład. Uśmiechnął się do niej.

- Czy sugerujesz, że jestem nienormalny?

- Broń Boże!

- Oj, Nino, Nino. Chyba nie chcesz powiedzieć, że w świecie opery nie ma ludzi odrobinę 

ekscentrycznych, troszeczkę dziwacznych, lub po prostu szalonych.

- Ale to nie... nie tak samo - powiedziała, przyglądając się obu gwiazdom rocka wychodzącym  z 

lokalu.

- Rozumiem, o co ci chodzi - przytaknął Luke.

- Ale musisz przyznać, że to dobra zabawa.

- O tyle, o ile.

- Mam nadzieję, że dzisiaj będzie zdecydowanie dobra - wyszeptał Luke i pocałował ją czule.

Gingie   długo   wsiadała   do   taksówki   układając   starannie   swoje   szaty.   W   końcu   dotarli   na 

przyjęcie urządzone przez firmę płytową Luke'a.

background image

Wszyscy   goście   dobrze   się   bawili   tańcząc,   jedząc,   pijąc   i   rozmawiając.   Pomieszczenie 

udekorowane   było   ogrodami   muzycznymi   i   ogromnymi   plakatami   wszystkich   piosenkarzy   i 

muzyków, promowanych przez tę firmę.

- Luke, jak się czujesz, gdy przez cały wieczór znajdujesz się oko w oko ze swym własnym 

plakatem nadnaturalnych rozmiarów? - zapytała z ciekawością.

Wzruszył ramionami.

- Kiedyś było to denerwujące. Teraz po prostu nie zwracam na to uwagi.

Sandy przyglądał się swemu plakatowi tak, jak gdyby był to ktoś zupełnie inny.

Z drugiej strony Gingie głośno krytykowała swój.

- Wiedzieli, że nie znoszę tego zdjęcia. Powiesili je specjalnie, żeby mnie zdenerwować! Gingie 

jest w stanie wojny z firmą - wyjaśnił Luke Ninie.

- Bezustannej wojny - dodała Gingie z naciskiem.

- Dlaczego więc przyszłaś? - zapytała Nina.

- Sandy musiał przyjść - odpowiedziała Gingie.

Sandy wziął ją pod rękę i robił wrażenie, jakby nie miał zamiaru się z nią rozstawać przez cały 

wieczór.

Luke poszedł przynieść im coś do picia.  Wrócił z koktajlami o niezwykłych kolorach.

- Cieszę się, że przyszłaś, Nino - powiedziała Gingie. - Znam już twój znak zodiaku i imię 

twojego byłego męża, ale dopiero dzisiaj nadarzyła się okazja, żebyśmy mogły porozmawiać.

- Czytasz te brednie o mnie? - zapytał Luke ze zdziwieniem.

-   Gdy   ujrzałam   tytuł   „Luke   Swain   walczy   z   reporterem"   nie   mogłam   się   oprzeć.   Luke, 

pomyślałam, że na starość wydoroślałeś.

- Nina umie obudzić we mnie wojownika.

Nina odstawiła swój brązowo fioletowy koktajl.

- Jeśli pozwolicie, pójdę zobaczyć, czy nie dostanę tu czegoś tak prozaicznego, jak woda sodowa.

- Pójdę z tobą - natychmiast powiedział Luke.

- Nie przesadzaj. Mogę znaleźć bar bez twojej pomocy. Siedź tutaj i baw się dobrze z Gingie i... 

Sandy'ym.

Skierowała się w stronę baru.

- Hej, czy ty jesteś Nina Gnagnarelli, gwiazda opery?

-   Robin!   -   zawołała   Nina,   gdy   rozpoznała   jasnowłosego   perkusistę   Luke'a.   -   Dopiero 

przyszedłeś?

- Mniej więcej dwadzieścia minut temu. - Przyjrzał się z uznaniem jej ubraniu. - Jestem sam, 

więc jeśli chciałabyś porzucić tego piosenkarza rockowego, z którym przyszłaś...

- Uważaj, bo cię usłyszy, a wie, że lubię blondynów - powiedziała z uśmiechem.

W końcu Nina dostała wodę sodową i razem z Robinem wróciła do stolika. Przybywało coraz 

więcej gości. Zrobiło się tłoczno. Pracowały cały czas dwie kamery telewizyjne. Było wielu 

dziennikarzy i fotografów. Nina torowała sobie drogę przez tłum mężczyzn  i kobiet. Głośna 

muzyka rockowa płynąca z głośników wypełniała pomieszczenie powiększając panujący chaos.

- Gdzie jest Luke? - zapytała, gdy w końcu dotarła do Gingie.

-  Został   porwany  przez   kogoś   z  firmy,   kto   chciał   porozmawiać   z   nim   o...  -   Gingie   zrobiła 

nieokreślony ruch ręką - o sprawach zawodowych, jak sądzę... A więc, jak spotkałaś Luke'a? - 

zapytała głośno, tak aby przekrzyczeć muzykę.

- Przeznaczenie - odpowiedziała Nina dramatycznie. Następnie przedstawiła ocenzurowaną wersję 

ich pierwszego spotkania.

- To cały Luke - powiedziała Gingie ze śmiechem. - Jak na autora tak wspaniałych piosenek, 

Luke nieczęsto prowadzi miłe pogawędki.

- A jak ty go spotkałaś? - spytała Nina.

- Przy pracy. Wieki temu. On i ten tu - wskazała palcem na Robina - grali w Michigan, gdzie ja 

zaczynałam swoją karierę. Pewnego wieczoru przyszli mnie posłuchać. Luke namówił mnie, aby 

udać się w trasę. Bardzo się do siebie zbliżyliśmy, gdy oboje przenieśliśmy się do Nowego Jorku. 

Po prostu dwoje młodych, biednych piosenkarzy z Zachodu w tym ogromnym mieście.

- Trudno jest wyobrazić sobie was oboje jako nieznanych, biednych i borykających sie z życiem.

-   Ale   tak   było.   Ja   byłam   szalenie   ambitna.   Luke   też.   Ale   w   jego   przypadku   to   się   inaczej 

przejawiało. Miał wątpliwości w wielu sprawach, ale nawet wtedy, gdy nie mógł dostać żadnej 

propozycji nagraniowej lub kontraktu, ciągle pracował, nigdy się nie zniechęcał. Zawsze wierzył, 

background image

że to, co ma do zaoferowania jest coś warte i że wcześniej lub później ktoś się na nim pozna.

- I ja się poznałam - powiedział znajomy głos. Wszyscy się odwrócili i zobaczyli Kate Hammer.

- Dziwię się, że cię tu wpuścili, Gingie, biorąc pod uwagę twoje stosunki z firmą.

- Wiedzieli, że nie przyszedłbym bez niej - powiedział Sandy zdecydowanie. Nina spojrzała 

na niego zdziwiona. To było najdłuższe zdanie, jakie od niego usłyszała.

- Hallo, Nina! - Kate uścisnęła mocno jej rękę.

- Wyglądasz dziś inaczej niż zwykle. Nina się roześmiała.

-   Eksperymentujemy.   Chciałam   dziś   przypominać   dziewczynę   gwiazdora   rocka.   W 

przyszłym tygodniu Luke będzie musiał wyglądać jak dżentelmen.

- Kupuję na to bilety! - powiedział Robin.

- A ja będę sprzedawać na to bilety - powiedziała Kate.

- Zaczynam rozumieć, dlaczego Luke mówił, że jesteś takim wspaniałym menadżerem, Kate 

- powiedziała Nina.

- Z całą należną skromnością, rzeczywiście jestem - powiedziała Kate. - I dlatego mam zamiar 

dać Gingie dobrą radę. Jest tutaj reporter, który chce z tobą porozmawiać, Gingie. Jest to dobra 

dziennikarka z poważnego pisma rockowego. Myślę, że byłoby dobrze, gdybyś powiedziała parę 

miłych słów na temat firmy, której jesteś gościem. Poprawiłoby to wasze stosunki.

Mrucząc   z   niezadowolenia,   Gingie   próbowała   się   sprzeciwić,   ale   w   końcu   Kate   ją 

przekonała. Puściła dłoń Sandy'ego i wstała.

- Pilnuj go - powiedziała do Niny i odeszła.

Nina   zajęła   miejsce   Gingie   obok   Sandy'ego   i   uśmiechnęła   się   do   niego   zachęcająco. 

Czerwony jak burak Sandy odpowiedział uśmiechem. Rozmawiała z Kate i Robinem, którzy 

opowiadali jej zabawne historyjki na temat początków kariery Luke'a. Kate przypomniała, 

kiedy musiała zaciągnąć opierającego się Luke'a do francuskiego fryzjera, aby złagodzić 

nieco jego wizerunek sceniczny.

- Upierał się, że tylko kobiety chodzą do takich salonów. Jego siostra dbała o jego włosy, dopóki 

go nie spotkałam. - Kate się roześmiała. - Powinnaś usłyszeć jego wrzask, gdy fryzjer chciał użyć 

lakieru.

W końcu Kate i Robin odeszli, by powitać innych muzyków, a Nina została sama z Sandy'ym. 

Zaczynała go coraz bardziej lubić. Pośród tego całego udawania, hałasu i napuszonych rozmów, 

jego nieśmiałość była wzruszająca. Podziwiała również jego psie przywiązanie do Gingie. A poza 

tym, komu potrzebna była rozmowa? Wystarczyło przyglądać się temu, co się wokoło dzieje.

- Sandy! Tutaj jesteś! Wszyscy cię szukamy! - zaśmiał się nieszczerze zażywny mężczyzna w 

średnim wieku siadając nachalnie tuż obok Niny. Gdy odwrócił się, żeby kogoś zawołać, Nina 

zapytała Sandy'ego.

- Kto to jest?

Sandy się skrzywił. 

- Nie jestem pewien. Myślę, że jeden ze sponsorów.

W jednej chwili otoczyło ich kilkanaście osób. Sandy znakomicie potrafił być niezauważalny, ale 

teraz   kilkunastu   dziennikarzy   go   odnalazło.   Nina   kuliła   się   w   sobie,   żałując,   że   zostali 

dostrzeżeni. Była przekonana, że Sandy odczuwa to samo, ponieważ przysunął się do niej, jak 

wystraszony szczeniak. Poklepała go po dłoni, chcąc dodać mu odwagi. Próbowała zapanować 

nad sytuacją, ale żałowała, że nie ma z nimi Luke'a. Albo przynajmniej Gingie. Sama czuła się 

zdecydowanie nie na miejscu.

Wszyscy   zarzucili   Sandy'ego   pytaniami.   Nie   odpowiedział,   więc   zaczęto   zadawać   pytania 

również Ninie. Mężczyzna, który usiadł koło niej, nachylał się nad nią coraz bardziej. Jego jedna 

ręka spoczywała na oparciu krzesła za jej plecami, a jego oddech owiewał jej twarz. W końcu 

położył rękę na jej kolanie. Drgnęła, jak oparzona. Mężczyzna popatrzył  na nią błyszczącymi 

oczyma. Nina natychmiast zrzuciła jego dłoń ze swego kolana.

Sandy objął ją ramieniem i przysunął do siebie.

- Nie dotykaj jej - powiedział twardo.

Ten chłopiec może i był małomówny, ale gdy zachodziła potrzeba, wiedział, jakich słów należy 

użyć.

- Nie przesadzaj, dziecino, rozluźnij się. Jeśli będziesz dla mnie miła to i ja będę dla ciebie miły - 

powiedział pękaty mężczyzna.

Dziewczyna z ogromną ilością purpurowych włosów przerwała tę scenę.

background image

- Hej, czy ja cię już gdzieś nie widziałam? Jesteś dziewczyną Luke'a Swaina, prawda?

Ninie nigdy nie podobało się określenie „być czyjąś dziewczyną", a w tym kontekście zabrzmiało 

ono jeszcze gorzej. Zupełnie jak gdyby zgadzała się sypiać z Luke'em za prawo pokazywania się 

w jego towarzystwie.

Pękaty mężczyzna spojrzał na nią z ukosa.

- Jesteś dziewczyną Luke'a? - zdumiał się.

- Znasz go? - zapytała Nina chłodno.

- Widywałem go.

- Czyli go nie znasz - stwierdziła Nina stanowczo.

Miała   już   dosyć   tego   wypytywania   i   tych   odrażających   ludzi.   Bez   słowa   wstała,   wzięła 

Sandy'ego za rękę i razem odeszli. Za plecami słyszała, jak otaczający ich ludzie robili złośliwe 

uwagi.

- Czy możemy poszukać Gingie? - zapytał Sandy płaczliwie.

- Oczywiście - odpowiedziała.

Odnaleźli ją, jak sprzeczała się z przedstawicielem firmy płytowej, podczas gdy stojący obok 

reporter  skrzętnie notował każde słowo, a fotograf robił zdjęcia.  Sandy i Nina odciągnęli ją, a 

ciekawy tłumek przyglądał się tej scenie.

- I tyle wyszło z próby naprawienia stosunków - powiedziała Nina.

- Miałam dobre zamiary. Naprawdę - upierała się Gingie. - Ale on doprowadził mnie do szału.

- Czy możemy już iść? - poprosił Sandy.

- Oczywiście. Czy chcesz wyjść z nami, Nino?- zapytała Gingie.

- Nie. Lepiej będzie, jak znajdę Luke'a. Będzie się niepokoić, jeśli nagle zniknę.

Długo   szukała   Luke'a   i   gdy   w   końcu   go   zobaczyła,   czuła   się   już   bardzo   zmęczona.   Był 

pogrążony w rozmowie z Kate i mężczyzną w tradycyjnym garniturze. Choć dzieliło ich wiele 

osób, Nina widziała, że gwałtownie się o coś kłócą.

Gdy torowała sobie drogę przez tłum ludzi gapiących  się na nią i robiących głupie uwagi, była 

bliska płaczu. Niektórzy po prostu ignorowali jej prośbę, aby ją przepuścić.

- Nino! - Luke objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie.

Nina zamknęła oczy i starała się rozluźnić czerpiąc poczucie bezpieczeństwa z jego bliskości. 

Luke szybko zakończył rozmowę. Nina usłyszała jedynie fragmenty. Coś na temat tournee. Luke 

nie chciał jechać. Kate i ten drugi mężczyzna uważali, że powinien. Ninie było to obojętne. 

Chciała się tylko stąd wydostać. Powiedziała mu to, gdy tylko nadarzyła się okazja.

Popatrzył na jej spiętą, nieszczęśliwą twarz i zgodził się natychmiast. Kate przypomniała mu 

jednak, że o północy parę osób miało przemawiać i Luke także obiecał powiedzieć parę słów.

Luke spojrzał na nią i w zakłopotaniu  przesunął dłonią po włosach. Wówczas Nina podjęła 

decyzję. Nigdy nie stanie między Luke'em i jego pracą. 

- W porządku - powiedziała spokojnie. - Zostań. Ja wezmę taksówkę.

- Nie.

- Bądź rozsądny, Luke.

Westchnął znowu. 

- Odprowadzę cię do taksówki.

Ulica, wydawała się oazą spokoju po hałasie, jaki panował wewnątrz. Luke wziął ją pod rękę 

i poprowadził z dala od budynku, starając się umknąć ciekawskim spojrzeniom.

- Przepraszam, że cię tak zostawiłem, kochanie. Nigdy nie miałem takiego zamiaru... Wiem, 

nie bawiłaś się najlepiej... Przykro mi, to moja wina... Nie powinienem cię tu przyprowadzać. 

To był idiotyczny pomysł.

- Nie - zaprzeczyła płaczliwie.

- Nigdy więcej nie pójdziemy na takie przyjęcie. Żadne z nas.

- To nie sprawa przyjęcia. - Nina próbowała tłumaczyć. - Niezależnie od tego czy będziemy 

chodzić na przyjęcia czy nie, ty i tak jesteś Luke Swain. Jesteś idolem tłumów, nagrywasz 

płyty, dajesz koncerty, masz wielbicieli na całym świecie. Reporterzy i fotografowie śledzą 

każdy twój krok, kobiety rzucają się na ciebie, wszyscy chcą zwrócić twoją uwagę. A ja po 

prostu... nienawidzę tego - powiedziała cicho.

Luke wyglądał na przygnębionego i Nina miała do siebie o to pretensję. Ale musiała być z 

nim całkowicie szczera, on tego od niej oczekiwał.

- Nie możemy tutaj rozmawiać - powiedziała w końcu. - Powinnam już jechać do domu.

background image

- Dobrze. Jak tylko będę mógł się stąd wyrwać, przyjadę do ciebie i porozmawiamy...

-   Nie.   Naprawdę   muszę   być   dzisiaj   sama.   Nie   chcę   powiedzieć   czegoś,   czego   nie 

przemyślałam i będę później żałować.

Widziała, jak walczy ze sobą. W końcu powiedział:

- Dobrze. Wpadnę do ciebie jutro. Och, nie! Jutro mam nagranie. Przyjdę wieczorem.

- Wieczorem mam występ. Popatrzyli na siebie smutno.

- W takim razie pojutrze - powiedział.

- Będę na ciebie czekać.

Zatrzymał taksówkę. Nie spojrzała na niego. On nawet jej nie dotknął. Wydawał się być kimś 

zupełnie obcym.

Otworzył jej drzwi taksówki, nauczył się tego zwyczaju dla niej. Wsiadła. Podał kierowcy adres. 

Zatrzasnął drzwiczki i patrzył za odjeżdżającą taksówką.

Nina spędziła ciężką, niespokojną noc. Chciała spojrzeć obiektywnie na wszystko.

Kochała go. Starała się być ostrożna i rozważna. Pragnęła zachować dystans, ale on stawał się 

coraz bliższy. Teraz w żaden sposób nie mogła już od niego odejść, jakaś jej część i tak 

pozostałaby z nim na zawsze. Ale jak rozwiązać problemy ich wspólnego życia?

Była zszokowana napaścią wielbicieli po pamiętnym  koncercie, wówczas nie chciała mieć nic 

wspólnego  z jego światem. Ale choć wypadek ten był przerażający,  z biegiem czasu mogła na 

niego spojrzeć z pewnej perspektywy i nawet z humorem.

Jednakże, nie potrafiła do końca zaakceptować jego środowiska i sposobu życia.

Wyczerpanie psychiczne i fizyczne w końcu dało znać o sobie. Nina zapadła w niespokojną 

drzemkę i spała do południa następnego dnia. Obudziła się w nie najlepszym nastroju. Ciągle 

czuła się zmieszana i niezdecydowana.

Cieszyła się, że tego wieczoru idzie do pracy. Kochała te wysokie sklepienia, ciemne kąty i odgłosy 

teatru. Uwielbiała  przenikającą  duszę  muzykę   Verdiego, profesjonalizm i uprzejmość kolegów, 

gorący entuzjazm publiczności. Najchętniej zostałaby na scenie przez całą noc. Mogłaby schronić 

się tu przed problemami życia. Przedstawienie się jednak skończyło i trzeba było znów stanąć 

twarzą w twarz z rzeczywistością.

Była w swojej garderobie, gdy usłyszała pukanie do drzwi. Podniosła wzrok.

- Jesse! - wykrzyknęła. - Nie wiedziałam, że przyjedziesz.

Stary muzyk i jego żona, Rebecca weszli do małego pokoju. Obydwoje byli uśmiechnięci, a Jesse 

trzymał bukiet kwiatów.

- Chcieliśmy zrobić ci niespodziankę. Dawno już cię nie widzieliśmy.

W tym momencie Giorgio Bellanti zatrzymał się przy garderobie Niny, więc dokonała ogólnej 

prezentacji.

- Przyjaciele Niny są moimi przyjaciółmi - zadudnił Giorgio z entuzjazmem przytulając Ninę w 

niedźwiedzim uścisku.

Giorgio i Jesse natychmiast przypadli sobie do gustu i tak pogrążyli się w ożywionej rozmowie, 

że   w   końcu   Rebecca   musiała   im   przerwać   mówiąc,   że   Nina   prawdopodobnie   chciałaby   się 

przebrać.

- Oczywiście! - zawołał Giorgio. - Pójdziemy razem na kolację!

Jesse zgodził się natychmiast i zaproponował, żeby pójść do małego klubu jazzowego.

- Jeśli nie macie nic przeciwko temu - powiedziała Nina z wahaniem - wolałabym  pójść do 

domu. Jestem okropnie zmęczona.

- Ona za dużo pracuje - powiedział Giorgio ojcowskim tonem.

Nina uśmiechnęła się słabo, gdy Giorgio się pożegnał i razem z Rebeccą wyszli z pokoju. Jesse 

zatrzymał się jeszcze na chwilę i spojrzał na Ninę z niepokojem. 

- Wszystko w porządku? Przytaknęła ruchem głowy.

- Czy ten nicpoń z Kansas dobrze cię traktuje?

- Tak, oczywiście. - Na jej twarzy pojawił się wymuszony uśmiech, i dodała: - Na swój sposób.

- Nie chciałbym się wtrącać, ale gdybyś chciała porozmawiać...

Nina westchnęła.

- Och, Jesse. Wiesz, jakie jest jego życie. I odbija się to na wszystkich, którzy są razem z nim.

- Wiem. Z zasady nie udzielam rad, więc powiem ci, że jeżeli wasze uczucie jest głębokie, to 

będziesz musiała nauczyć się z tym żyć. Luke to wspaniały człowiek, który umie bronić tego, co 

dla   niego   jest  najważniejsze.  Trzydzieści   pięć   lat   temu   Rebecca   miała  podobne   wątpliwości. 

background image

Kiedy jest na mnie zła, udaje, że jeszcze nie podjęła decyzji - dodał z uśmiechem.

Nina uśmiechnęła się również. 

- Dobranoc, Jesse.

Wróciła do domu sama, żeby spędzić jeszcze jedną, bezsenną noc. Bardzo tęskniła za Luke'em.

Gdy przyszedł następnego dnia, obydwoje byli zakłopotani.

Z niepokojem przyglądali się sobie przez kilka chwil.

- Czy masz  zamiar  grzecznie  mnie  poprosić,  abym  sobie  poszedł?  - zapytał  niskim pełnym 

napięcia głosem.

- Nie, oczywiście nie. - Oczy jej napełniły się łzami. Tak bardzo go kochała.

- Przytul mnie - wykrztusił wreszcie.

Rzuciła się mu w ramiona i trzymali się tak mocno, jak dwoje zmęczonych pływaków trzyma się 

liny ratunkowej.

- Tak jest lepiej - wszeptał. - Byłaś bardzo daleko.

- Ty też. Usiądźmy.

Po chwili Nina opowiedziała mu o wszystkim, co przeżyła na przyjęciu.

- Było to takie przygnębiające. Czułam się taka... nic nie warta.

Luke również wyglądał na przygnębionego.

-   Dlatego   chciałem   być   przy   tobie.   Świat   rocka   pełen   jest   takich   ludzi,   ale   ja   świetnie 

opanowałem sztukę trzymania ich na dystans. Nie współpracuję z nikim takim i nie pozwalam, 

aby ktoś taki się do mnie zbliżył.  Nie chciałem, byś  musiała sama sobie z nimi radzić. Nie 

miałem pojęcia, że dam się dopaść urzędnikom.

- Dobrze się stało, Luke. Nie możesz zawsze mnie ochraniać.

- Ale ja chcę cię chronić.

- Ale nie możesz. Nawet nie powinieneś próbować - oparła głowę o poduszki kanapy. - Dla mnie 

jesteś   moim  mężczyzną,   a cały  świat   traktuje  cię  jak idola.   Wydaje  mi  się  to  zabawne,  ale 

czasami wprost mnie przeraża.

- I mnie to czasami przeraża. Dlatego potrzebuję ciebie, Nino. Potrzebuję kogoś w swoim życiu, 

kto będzie widział we mnie jedynie człowieka i mężczyznę. Kiedy wieczorem zamykam za sobą 

drzwi, nie jestem piosenkarzem ani idolem. Jestem tylko sobą.

Po długiej chwili zapytała ostrożnie:

- Czy inne kobiety przede mną bezkrytycznie cię wielbiły?

- Nie zawsze.

- Dużo ich było?

- Mam trzydzieści trzy lata. Jak sądzisz?

- Wczoraj ktoś mnie nazwał „nową dziewczynką", tak jakbyś  często je zmieniał. Plotkarskie 

pisma nazywają cię prawdziwym Casanovą. Od chwili, gdyśmy się poznali, widzę, jak kobiety 

rzucają się na ciebie.

Westchnął ciężko.

- Nie staram się usprawiedliwiać mojej przeszłości, Nino. Przyznaję, że byłem nieco szalony w 

młodości. Byłem samotny i niespokojny, a życie dostarczało mi wielu stresów. Ale uczciwie 

mogę powiedzieć, że nigdy nie zrobiłem niczego, czego musiałabym się wstydzić i że moja praca 

stała zawsze na pierwszym miejscu. Spotykałem się z wieloma kobietami. Nie było nikogo 

wyjątkowego. A po tym, ja zobaczyłem ciebie, nie miałem ochoty nikogo widzieć - przyglądał 

się jej przez dłuższy czas i w końcu powiedział ostrożnie. - Myślę, że wiem, przez co 

przechodzisz. Ja też ciężko bym to znosił, gdybyś ty była...

- Symbolem seksu? - przyznała.

- Nie jestem symbolem seksu. Powiedzmy, że gdyby sytuacja była odwrócona, czasami czułbym się 

niepewnie, zwłaszcza gdybym miał za sobą taki rozwód, jak ty.

- Właśnie - powiedziała.

- Ale nie ma powodu, byś się niepokoiła przy mnie - powiedział zdecydowanie. - Jak mogę cię 

przekonać?

Mógłbyś powiedzieć, że mnie kochasz - pomyślała tęsknie. - Że chociaż nie jestem pierwszą, ale 

na pewno będę ostatnią twoją miłością. Ale nie powiedziała tych słów głośno. Czekała, aż sam 

ich użyje. Bez podpowiadania i bez przymusu.

W zamian uśmiechnęła się do niego uspokajająco.

-To tylko te stresy. Wiem, że nie jesteś... playboyem.

background image

Objął ją ramieniem i westchnął. Przytuliła się do niego.

Ciszę przerwał telefon od Kate. Luke przeszedł do sypialni. W salonie rozbrzmiewała muzyka z 

opery, w której Nina miała wystąpić, więc nie słyszała, o czym rozmawiają. Słyszała tylko jak 

Luke wydziera się na Kate. W końcu krzyki ucichły, choć rozmowa trwała jeszcze dobre dziesięć 

minut. Spojrzała na niego, gdy wychodził z sypialni.

- Jak ona może z tobą wytrzymać? - zapytała.

- Tak samo, jak ty. Tylko, że ty masz z tego dodatkowe korzyści, jakich ona nie ma. - Pochylił się 

nad sofą i zanurzył twarz w jej włosach.

- Przestań. Mówiłam ci, że chcę przejrzeć tę partyturę.

Padł   na   drugi   koniec   kanapy   i   wpatrywał   się   w   nią   z   uwagą.   Po   chwili   to   intensywne 

spojrzenie zaczęło ją rozpraszać.

- Dlaczego się we mnie tak wpatrujesz?

- Muszę ci coś powiedzieć...

- Ciii... To najlepszy fragment - Nina ścisnęła partyturę w rękach i zamknęła oczy. - Zrobiłabym 

wszystko, żeby dostać tę rolę - powiedziała, gdy aria się skończyła. W pokoju panowała cisza.

- Od pewnego czasu mam zamiar ci powiedzieć, że... - zaczął wreszcie Luke.

-   Ciekawa   jestem,   czy   Giorgio   będzie   chciał   pracować   w   Nowym   Jorku   w   przyszłym 

sezonie?

- Nino, czy ty mnie słuchasz?

- Hmm?

Luke rzucił w nią poduszką.

- Hej, to mój sposób! - wykrzyknęła. - To nie w porządku. Wymyśl coś innego...

Rzucił w nią dwiema następnymi poduszkami.

- To moje poduszki - zauważyła. - Uważaj na ten obraz! Co robisz? - piszczała, śmiejąc się, 

gdy rzucił się na nią jak amerykański futbolista. Oboje upadli na rozrzucone poduszki.

- Czy gracz zawodowy zrobiłby to lepiej? - zapytał zuchwale.

- Jesteś ode mnie cięższy - przypomniała mu.

- Rzeczywiście. Mam nadzieję, że żadnych kości ci nie połamałem - przesunął dłońmi po jej 

ciele.

Ostudziła jego zapędy i wywinęła się z uścisku. Kiedyś przekonała się, że jest wrażliwy na 

łachotanie i teraz był dobry moment, żeby to sprawdzić.

- Hej! To nieuczciwe! Obiecałaś, że nie będziesz.

- Nigdy nie obiecywałam!

Wkrótce obydwoje tarzali się po podłodze, szamocząc się i śmiejąc. Wszystkie piękne i delikatne 

ozdoby w salonie Niny były w niebezpieczeństwie.

- Uważaj! - krzyczała między wybuchami śmiechu i pocałunkami, gdy ściągał z niej spódnicę. - 

Uważaj na ten stolik! Nie stłucz tego wazonu! Luke, uwaga lampa! - Nagle, ze świstem złapała 

powietrze.

- Oooch! Czy mógłbyś zrobić to jeszcze raz?

- Co? To?

- Tak, to. To jest... - gwałtownie pragnąc dotyku jego ciała, gorączkowo zsuwała koszulę z jego 

ramion.

Znacznie później, gdy Luke pokazywał jej, jak zrobić zapiekankę z makaronu i tuńczyka, znów 

wrócił do głównego tematu.

- Nie wiem, jak ci to powiedzieć, Nino. Muszę wyjechać. Nie wspominałem wcześniej o tym, bo 

miałem nadzieję, że uda mi się z tego wywinąć.

- Gdzie jedziesz? Kiedy?

- Na Zachodnie Wybrzeże. Wyjeżdżamy w przyszłym tygodniu.

- W przyszłym tygodniu? Jak długo ciebie nie będzie?

- Sześć tygodni.

- Sześć tygodni? - otworzyła szeroko oczy. Nie będzie go sześć tygodni. Półtora miesiąca. - Nie 

będzie cię na Święta?

Przytaknął. 

- Przykro mi, Nino. Nic nie mogłem zmienić. Naprawdę próbowałem.

Zaczęła rozumieć. 

- O to kłóciłeś się z Kate?

background image

- Taak. - Westchnął smutno. - Mam kilka występów w telewizji w okresie Świąt, które były już 

dawno zaplanowane i szereg dużych koncertów na północy i południu Zachodniego Wybrzeża. 

Sprzeczaliśmy się o to z Kate od kilku tygodni, ale ona ma rację. Z zawodowego i finansowego 

punktu   widzenia   nie   mogę   się   wycofać.   Kosztowałoby   mnie   to   fortunę   i   zyskałbym   opinię 

nieodpowiedzialnego faceta.

- Rozumiem.

- Kate twierdziła, że zrozumiesz.

Nałożył jej na talerz trochę zapiekanki. Nina wbiła w nią wzrok.

- Straciłam ochotę na jedzenie.

- Będę do ciebie codziennie dzwonić. Dwa razy dziennie. Może mogłabyś przylecieć...

- Nie mogę. Za kilka dni zaczynamy próby „Cosi fan tutte". Nie mogę nigdzie wyjechać.

Spojrzała na niego i zobaczyła niepokój w jego oczach. Nie powinna utrudniać im rozstania. 

Ile razy mówiła mu, że go opuści? Jak często wyrażała swoje obawy na temat ich wspólnej 

przyszłości? On wydawał się pewny, ale też przecież potrzebował zapewnienia.

Postarała się, aby wyglądać spokojnie.

- W porządku. Naprawdę. Wiedzieliśmy, że nas to czeka wcześniej czy później. Oboje często 

wyjeżdżamy. Musimy się nauczyć dawać sobie z tym radę.

- Wiem - zgodził się. - Ja jedynie chciałem to przesunąć na wiosnę lub lato. Nie chciałem być 

tak daleko od ciebie teraz. To... za wcześnie - zakończył smętnie.

Przez chwilę siedzieli w ponurym milczeniu. W końcu  Nina  włożyła   mu   na talerz  trochę 

zapiekanki.

- Nie jestem głodny - powiedział.

- Jedz. Będziesz potrzebował dużo energii.

- W takim razie - powiedział podsuwając jej talerz - ty także zjedz przyzwoitą porcję.

Popatrzyła na talerz.

- Jest coś, co powinnam ci była już dawno powiedzieć.

- Co takiego?

- Nie cierpię zapiekanki z makaronu i tuńczyka.

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Nina okropnie się bała nadchodzących tygodni.

„Weź się w garść", strofowała siebie surowo. Naprawdę nie było się czego obawiać. Wszystko w 

jej życiu  będzie toczyło  się normalnie. Miała przecież  pracę, przyjaciół i rodzinę. Będzie jej 

bardzo brakowało  Luke'a, ale on już przedtem wyjeżdżał i na pewno w przyszłości też będzie 

jeździł  na tournee. Sama  przecież  zaraz po ślubie, spędziła  wiele miesięcy bez Philippe'a, a 

wtedy była dużo młodsza i mniej doświadczona.

W   małżeństwie   nie   napotykała   na   takie   trudności,   jak   w   związku   z   Luke'em,   a   mimo   to 

skończyło   się   ono   fiaskiem.   Postawiona   przed   wyborem   pomiędzy   małżeństwem   i   karierą, 

wybrała   podświadomie   czy  świadomie,   karierę.   Po   paru   latach   rozwód   był   jedynym 

rozwiązaniem.

Teraz   z   Luke'em   mieli   ten   sam   problem.   A   Luke   powiedział,   że   praca   jest   w   jego   życiu 

najważniejsza.

Oczywiście nie było porównania między Luke'em a Philippe'em. Luke'a kochała naprawdę. Na 

pewno   nigdy   go   nie   idealizowała.   Często   była   zdania,   że   był   najbardziej   denerwującym 

mężczyzną na świecie. Kochała jego wady i zalety. Kiedyś walczyła z tym uczuciem tak, jak 

walczyła z nim samym. Luke znalazł drogę do jej duszy, do jej serca, do jej umysłu i ciała-

W dniu wyjazdu Luke przyszedł do domu Niny,  żeby choć przy pożegnaniu mogli być sami. 

Postanowili,  że   ona   nie   będzie   odprowadzać   go   na   lotnisko,   aby   nie   dać   okazji   jakiemuś 

wścibskiemu fotoreporterowi do zrobienia im zdjęcia „w namiętnym pożegnalnym uścisku".

Nie będzie go przez sześć długich tygodni. Przytuliła się do niego. Luke objął ją czule.

Zadzwonił telefon. Nina podniosła słuchawkę.

-  Tak Robin, jeszcze jest tutaj. W porządku, uspokój  się. Dobrze, wytłumacz Kate, że już 

wychodzi.   No   i   opiekuj   się   nim   w   moim   imieniu.   Jest   arogancki,   porywczy,   nigdy  nie 

wiadomo, czego się po nim spodziewać, ale nie widzę nic poza nim. - Odłożyła słuchawkę. - 

background image

- Musisz już iść - nie chciała, żeby jej się głos załamał.

Luke objął ją nieszczęśliwym spojrzeniem, chciał zapamiętać każdy szczegół jej postaci, 

nawet pasek ze  skóry wężowej. Nina rzuciła się w jego objęcia. Trzymał  ją tak mocno, że 

ledwie mogła oddychać.

- Będę dzwonił codziennie - szepnął.

- Nie dawaj żadnych obietnic. Dzwoń, kiedy będziesz mógł.

- Myśl o mnie - szeptał muskając jej usta wargami. Z trudem oderwali się od siebie.

Zadzwonił do niej jeszcze tego wieczora z Los Angeles.

- Cześć, tu Luke.

- Jaki Luke?

- Czy mam przylecieć następnym samolotem, żeby ci odświeżyć pamięć?

- Wystarczą mi te wspomnienia, które mam. Zostań w Los Angeles i postaraj się wzbogacić 

na tyle, żeby móc mnie co wieczór zapraszać do „Les Precieuses".

- Słyszałem, że kobiety są smutne i sentymentalne, kiedy rozstają się ze swoimi kochankami 

- żalił się Luke.

- Mężczyźni tak tylko się pocieszają. - Do jej uszu dochodziła muzyka, śmiechy i okrzyki 

gdzieś w tle.

- Skąd dzwonisz? Co się tam dzieje?

- To Kate z zespołem i jeszcze jacyś ludzie. Pracujemy od jutra.

Na twarzy Niny pojawił się szelmowski uśmiech, a odezwała się głosem pełnym uczucia:

- Luke, kochany, mój najdroższy, powiedz jak do mnie tęsknisz?

- Tu jest pełno ludzi - odrzekł zakłopotany.

- Czy nie chciałbyś, żebym tam była z tobą?

- Marzę o tym, choć chwilami mam ochotę położyć cię na kolanie i sprać na kwaśne jabłko.

Nina śmiała się wiedząc, że tak jest naprawdę. Jeszcze przez dziesięć minut rozmawiali o jakichś 

błahych sprawach. Kiedy się pożegnali, Nina tuliła w dłoniach słuchawkę. Na pewno wszystko 

będzie dobrze.

Luke'a nie było, ale istniała jej miłość i tęsknota. Czuła jego bliskość mimo, że dzieliła ich 

odległość  tysięcy   kilometrów.   Kiedy   tylko   była   w   domu,   słuchała  jego   muzyki.   Parę   razy 

prowadziła   samochód,   by  sprawdzić  swoje umiejętności.  Czytywała  książki, które  lubił.   No   i 

oczywiście były jego telefony.

Nie dzwonił codziennie. Pracował nieregularnie, a ona rzadko bywała w domu. Miała nawet 

numer do jego kwatery głównej w Los Angeles, ale trudno go było złapać, ponieważ wciąż 

wyjeżdżał   na   koncerty   po   całym   Zachodnim   Wybrzeżu.   Czasami   dzwonił   nawet   dwa   razy 

dziennie, ale zdarzało się, że czekała aż cztery dni na jego telefon.

Wigilia Bożego Narodzenia u Gnagnarellich była wesoła, rodzinna i hałaśliwa. Dzieci wnosiły 

do domu nastrój podniecenia, ale i dorośli mu ulegali. Jak zwykle raz po raz wybuchały krótkie 

sprzeczki. Gdy rozległ się dzwonek wszyscy z okrzykami ruszyli do drzwi.

To był posłaniec ze specjalną, ogromną przesyłką dla całej rodziny od Luke'a z Kalifornii. 

Oczywiście Nina chciała tę paczkę otworzyć jak najszybciej, ale jej bracia położyli ją tak, że nie 

mogła jej dosięgnąć i zapowiedzieli, że musi czekać na prezenty do rana tak, jak dzieci.

Luke zadzwonił w pierwszy dzień Świąt, późnym wieczorem.

- Wesołych Świąt, kochanie!

- Wesołych Świąt! - próbowała przekrzyczeć rodzinny hałas.

- Podobały się?

-   Bardzo   nam   się   podobały!   Wszyscy   mamy   je   na   sobie.   Luke   przysłał   im   koszulki 

bawełniane   w   bożonarodzeniowe   wzory   z   nazwiskiem   Gnagnarelli   na   przodzie

i imieniem każdego z nich. Zrobiło to ogromne wrażenie na całej rodzinie. Wszyscy włożyli 

swoje koszulki i nosili je cały dzień. Nina powiedziała o tym Luke'owi.

- Dostawałam w życiu wiele prezentów, biżuterię i futra, ale chcę, żebyś wiedział, że ten 

cenię najbardziej.

- Mam dla ciebie coś jeszcze. Nie jest to nic z futer czy biżuterii, bo wiesz, że za tym nie 

przepadam.   Jest   to   coś   bardzo   specjalnego.   Chciałbym,   żebyś   oglądała   mój   telewizyjny 

program sylwestrowy. Wtedy dostaniesz swój prezent.

- Co to będzie?

- Nie powiem. Oglądaj ten program.

background image

- Dobrze, będę oglądać.

- A ja będę myślał o tobie.

- Ja... mhm... - zauważyła, że jej bratanice obserwują ją bacznie.

- Tak najmilsza? - wyraźnie śmiał się z niej. - Nie powiesz mi, jak za mną tęsknisz noc po 

nocy samotna w łóżku? 

- W porządku, tak jak się umówiliśmy - zakończyła zakłopotana i odłożyła słuchawkę.

Giorgio Bellanti zaprosił do siebie na Sylwestra Ninę razem z Jesse'em i Rebeccą. Po kolacji 

włączyli telewizor. Na ekranie był właśnie przegląd rockowych przebojów roku oraz zapowiedzi 

albumów, które miały się ukazać w nowym roku. Potem obejrzeli wywiad na żywo z Luke'em, w 

którym   prowadzący   gratulował   mu   sukcesu   „Odrobiny   szaleństwa"   oraz   pytał   o   plany   na 

nadchodzący rok. Luke zapowiedział, że na jakiś czas zawiesza wyjazdy w trasy.

Nina zauważyła, że wyglądał na bardzo zmęczonego. W czasie następnej telefonicznej rozmowy 

musi powiedzieć mu, żeby odżywiał się regularnie i więcej sypiał. Prowadzący, bardzo starannie 

ufryzowany mężczyzna,  próbował wydobyć  z Luke'a jak najwięcej informacji  na temat jego 

dziewczyny,   gwiazdy   operowej,  Dlaczego   nie   jest   z   nim   w   Kalifornii?   I  czy  to   prawda,   że 

wkrótce   pewnie   się   rozejdą?   Niemile   ją   to   zaskoczyło.   Ku   jej   zadowoleniu,   Luke   odmówił 

odpowiedzi na te pytania. Po wywiadzie prowadzący z dumą zapowiedział premierę ostatniego 

teledysku Luke'a „Kto się na gorącym sparzy..."

Nina aż podskoczyła na krześle. Uśmiech rozjaśnił jej twarz. Była zarówno zaskoczona, jak i 

podniecona.

- Ten oszukaniec! Te długie dni spędzone w studio, te późne wieczory! Nigdy nie pisnął ani 

słowem, że to o to chodzi.

Film był zabawny i pełen seksu. Przede wszystkim jednak zaznaczona była wyraźnie osobowość 

Luke'a - jego śmiałość, odwaga i oryginalność. Mimo, że ona nie przepadała za tym rodzajem 

muzyki, żadna aria operowa ani sonet elżbietański nie mógłby jej sprawić większej radości.

- On jest genialny! - zachwycał się Giorgio. - Masz szczęście, Nino. Nina nagle poczuła łzy w 

oczach. Myślała tylko, jak ponad tysiącami kilometrów przytulić się do niego i wyznać mu, ile 

ten prezent dla niej znaczy.

Po skończonym filmie wszyscy bili brawo.

- I pomyśleć, że to ja ich sobie przedstawiłem - westchnął Jesse.

- Ależ skądże! - sprzeciwiła się Rebecca.

- No dobrze, ale gdyby nie ja, to...

- Uspokój się, już prawie północ - strofowała go Rebecca.

Wszyscy liczyli ostatnie sekundy starego roku. Nina oddałaby wszystko za to, żeby być z 

Luke'em. Miała nadzieję, że jak zamknie oczy i będzie się usilnie  koncentrować, to Luke 

będzie wiedział, że o nim myśli.

Wcześniej niż inni poszła do domu licząc, że Luke do niej zadzwoni. Jej serce rozpierała 

radość   tak   wielka,   że   chciała   jak   najszybciej   podzielić   się   z   nim   swoimi   uczuciami. 

Dotychczasowe obawy o wspólną przyszłość wydały jej się teraz zupełnie niedorzeczne. Jak 

tylko Luke zadzwoni, wyzna mu, że kocha go całą duszą i sercem.

Czekała   długo,   ale   tego   wieczora   nie   doczekała   się   od   niego   telefonu.   Choć   czuła   się 

rozczarowana, starała się wytłumaczyć to sobie trzygodzinną różnicą czasu, troską Luke'a, 

żeby  jej  nie   obudzić   w  środku  nocy oraz   tym,   że  człowiekowi  tak   popularnemu  trudno 

znaleźć choćby chwilę samotności, by zadzwonić do niej. No, trudno. Powie mu to następnego 

dnia.

ROZDZIAŁ DWUNASTY

- Czy coś jest nie w porządku? - pytał Luke wyraźnie zatroskany.

- Nie - brzmiała ponura odpowiedź Niny.

- Przecież cię znam, Nino, poznaję po twoim głosie, że coś cię gnębi - próbował się dowiedzieć.

To prawda, że przez ostatnie cztery dni zostawiał wiadomości jej automatycznej sekretarce, ale 

dopiero teraz po raz pierwszy od Nowego Roku udało mu się ją złapać. Jej próby porozumienia 

się z nim przez telefon też spełzły na niczym,  gdyż  Luke był  wyjątkowo zajęty podróżami, 

występami i wywiadami.

background image

- Po prostu jestem bardzo zmęczona - powiedziała Nina.

- Obojgu nam jest bardzo ciężko - rzucił poirytowany.

Naprawdę nie miała zamiaru mu tego mówić. Ale nalegał.

- Dobrze więc. Chcesz wiedzieć, to ci powiem. Dwa dni temu, w obecności całej rodziny, Maria i 

Angela   pokazały   mi   piękną   kolorową   okładkę   jakiegoś   czasopisma   z   twoim   zdjęciem   w 

objęciach rudowłosej aktoreczki.

W słuchawce zapadło długie milczenie.

- Nino, naprawdę chyba nie sądzisz, że jest jeszcze ktoś poza tobą? - spytał niepewnym głosem.

- Nie, jasne, że nie. Ale widzisz, moje bratanice były bardzo zaniepokojone, a reszta rodziny 

dosyć zakłopotana, kiedy próbowałam im wyjaśnić, że to tylko przypadkowe zdjęcie. Czułam sie 

jeszcze   gorzej   niż   wtedy,   gdy   starałam   się   im   wytłumaczyć   powody   mojego   rozwodu.   - 

Westchnęła głęboko. - To było okropne.

- Nino, tak mi przykro. - W jego głosie brzmiał szczery żal.

- Z Robinem, z tą aktorką i jej mężem byliśmy na balu dobroczynnym. Może powinienem 

był być bardziej ostrożny... ale takimi rzeczami już dawno przestałem się przejmować.

W głosie Niny przebijał wyraźny żal.

- Luke, dlaczego choć raz nie sfotografujesz się z mężczyzną?

- Jestem przekonany, że to wywołałoby dużo większy skandal.

- No tak, chyba masz rację - znów westchnęła. - Ja tylko nie rozumiem, dlaczego komuś 

zależy, żeby zrobić nam przykrość.

- To jest wyłącznie po to robione, żeby sprzedawać jak najwięcej egzemplarzy pisma. Czy 

twój ojciec i twoi bracia mają zamiar mnie zabić?

- Nie, wcale nie. Pragną mi uwierzyć. Moje sprawy bardzo im wszystkim leżą na sercu. 

Szczególnie po rozwodzie.

- Nino, kochanie wierz mi, że strasznie mi przykro, że cię naraziłem na taką sytuację wobec 

twojej rodziny. Od dziś będę bardziej ostrożny.

Po   paru   minutach   zakończyli   rozmowę.   Kiedy   Nina   odłożyła   słuchawkę,   była   wciąż 

niespokojna. Nagle zdała sobie sprawę, że w ogóle nic mu nie wspomniała o filmie video 

„Kto się na gorącym sparzy..." Na pewno poczuł się dotknięty.

Zapomniała również zawiadomić go, że jedzie na występ do Bostonu i wróci dopiero w 

następnym tygodniu.

- A niech to diabli! - ze złością rzuciła poduszkę w przeciwległą ścianę. Nawet nie zapytała, skąd 

dzwoni.

W Bostonie Nina stale próbowała telefonicznie połączyć się z Luke'em w jego bazie wypadowej 

w Los Angeles, ale nic z tego nie wychodziło.  Przypomniała sobie, że chyba coś wspominał o 

planach  koncertowych  w północnej Kalifornii.  Martwiła ją ta niefortunna, ostatnia  rozmowa. 

Wiedziała, że musi jak najszybciej wyjaśnić z nim wszystko.

Po   powrocie   w   dalszym   ciągu   nie   wiedziała,   gdzie   może   być   Luke.   Wróciła   przed   dwoma 

dniami, ale do tej pory nie było od niego telefonu.

W końcu zadzwonił, ale ze złymi wiadomościami.

- Nie będziesz chyba zachwycona tym, co ci powiem  - ostrzegł ją. - Zgodziłem się przedłużyć 

tournee o następne dziesięć dni.

- Ach tak?

- Ale Kate i ja postanowiliśmy, że...

- Nie ma sprawy. Nie musisz się tłumaczyć - przerwała mu ostro.

- To dobrze - warknął.

Nina zagryzła wargi. Wiedziała, że jest zmęczony i podenerwowany. Nie powinna była tak z nim 

rozmawiać, zdawała sobie sprawę, że oboje są u kresu wytrzymałości.

Po chwili, po suchym pożegnaniu, kiedy odeszła już od telefonu, zorientowała się, jak bardzo jest 

zdenerwowana. Powinna była reagować spokojniej. To zrozumiałe, że najbardziej liczy się jego 

kariera. Przecież swoją karierę też zawsze stawiała na pierwszym miejscu.

Dlaczego na przykład ona nie miałaby zająć najważniejszego miejsca w jego życiu? - pomyślała 

ze złością. Ona go potrzebowała właśnie teraz. W tym momencie związek z Luke'em był dla niej 

wyłącznie ciężarem, nie dawał jej żadnej radości. Nie widziała go od czterech tygodni i tylko od 

czasu do czasu rozmawiała z nim przez telefon. Bawił się świetnie w Kalifornii, podczas gdy ona 

tu, w Nowym Jorku, musiała przekonywać swoją rodzinę, że nie zrobiła największego błędu w 

background image

życiu. Co więcej, przedłużył pobyt o dziesięć dni. Jak mógł być tak bez serca?

- Uspokój się - upominała siebie surowo. On wcale nie wie, jak mi jest ciężko. A może i wie, 

ale uważa, że muszę nauczyć się dawać sobie z tym radę. Tylko, że nie musiałabym sobie z 

tym w ogóle radzić, gdyby on nie istniał w moim życiu.

Następnego dnia wieczorem zobaczyła w telewizji krótki wywiad z nim przed koncertem. 

Nie słyszała, co mówił, gdyż oczy miała wlepione w źle ubraną blondynkę, którą obejmował 

ramieniem. Dziewczyna przytulała się do niego dumna i szczęśliwa. Potem Nina zobaczyła, 

jak szepcze mu coś do ucha, a on uśmiecha się i całuje ją w policzek.

Jeszcze przez dłuższą chwilę Nina wpatrywała się błędnym wzrokiem w ekran telewizora. 

Starała się uspokoić i uwierzyć, że to jakaś stara znajomość Luke'a, że on nie byłby zdolny 

ją, Ninę oszukiwać.  Postanowiła, że zadzwoni do niego i wszystko wyjaśni. Ze względu na 

różnicę czasu pomiędzy Nowym Jorkiem a Los Angeles zdecydowała, że najlepiej będzie 

łapać go telefonicznie następnego dnia w jego bazie w Los Angeles.

O   piątej   rano   wciąż   jeszcze   nie   spała.   Wymęczona   i   lekko   nieprzytomna   podniosła 

słuchawkę. W Los Angeles była druga nad ranem. Luke na pewno już wrócił z koncertu.

- Halo? - odezwał się damski głos. Na pewno nie był to głos Kate.

Nie wpadaj w panikę, pomyślała Nina, zapytaj o to samego Luke'a.

- Czy mogę prosić Luke'a? - Chwileczkę... W tej chwili bierze prysznic, a potem idziemy spać. 

Czy może pani zadzwonić jutro?

Bierze prysznic. Idziemy spać. Nina próbowała się opanować.

- Ja chcę mówić z nim teraz - powiedziała najspokojniej jak umiała.

- No tak, ale czy to jest coś bardzo ważnego? Prosił, żeby mu dziś wieczór nie przeszkadzać - 

powiedziała dziewczyna.

- Ależ ja nie mam zamiaru wam obojgu w niczym przeszkadzać - oznajmiła Nina sarkastycznie. - 

Proszę mu tylko przekazać, że dzwoniłam, dobrze?

- Jak się pani nazywa?

-   Nina.   -   Odłożyła   słuchawkę   na   widełki.   Nagle,   z   gwałtownością,   której   się   po   sobie   nie 

spodziewała, jednym ruchem ręki zrzuciła wszystko co stało na nocnym stoliku. Czuła ostry, 

przejmujący ból.

Wtuliła twarz w poduszkę i łkała nieszczęśliwa. Jak on mógł tak postąpić?

A może nic złego nie zrobił, pomyślała. Spróbowała uspokoić swoje skołatane nerwy. Przecież 

zadzwoniła po to, by się dowiedzieć, kim była ta dziewczyna, ale nawet się nie zapytała.

Zanim go potępi, powinna wysłuchać, co ma do powiedzenia.

Może ta dziewczyna była masażystką, sekretarką lub sprzątaczką?

Przecież to jest Luke! Nie zdradza swoich przyjaciół.  Jest najuczciwszym człowiekiem, jakiego 

zna. Ale jest też gwiazdą rocka.

Zachowuję się jak schizofreniczka, pomyślała z niesmakiem. Na pewno zadzwoni. Co mu wtedy 

powie? Że ma już dość skandali, plotek, wielbicielek i długowłosych wokalistów rockowych? Że 

wraca do swego eleganckiego świata dobrych manier, wykwintnych strojów oraz importowanego 

wina?   Czy   może   ma   zażądać   wyjaśnienia,   co   robiła   ta   dziewczyna   w   środku   nocy   w   jego 

sypialni?

Czekała   długo   na   jego   telefon,   ale   nie   zadzwonił.   Poczuła   się   okropnie   rozczarowana   i 

przygnębiona.   Wreszcie   zdrzemnęła   się,   kompletnie   wyczerpana.   Po   godzinie   obudził   ją 

dzwonek budzika. Popatrzyła na telefon leżący na podłodze i zrozumiała, dlaczego nikt nie 

zadzwonił. Przecież zrzuciła go w gniewie na podłogę.

Nie   odłożyła   jednak   słuchawki   na   widełki.   Musiała   wszystko   przemyśleć,   zanim   z   nim 

porozmawia. On ma  tak silną osobowość, że jest w stanie wszystko jej wmówić,  a ona 

zupełnie   nie   potrafi   stawić   mu   czoła.   Ale   teraz   nadszedł   czas   decyzji   i   musi   podjąć   ją 

samodzielnie. Czy ma z nim zostać i próbować ułożyć sobie życie u jego boku, czy ma go 

opuścić i powrócić do dawnego, spokojnego świata.

Tego dnia na próbie nic jej nie wychodziło. Wyczerpana i nieszczęśliwa nie była w stanie się 

skupić. W pewnym momencie reżyser przedstawienia zaproponował jej, by poszła do domu i 

odpoczęła.

Wróciła do swego pustego, cichego mieszkania. Telefon wciąż leżał na podłodze. Umieściła 

słuchawkę na widełkach i położyła się na kanapie w saloniku. Zatopiła się w myślach.

Nie mógł jej zdradzić. Ta dziewczyna przyszła pewnie podyskutować z Luke'em o ochronie 

background image

zwierząt albo o sytuacji politycznej, a może była to jakaś dawna znajoma. Zresztą zapyta go, 

kim ona jest i poprosi, żeby w przyszłości był bardziej ostrożny.

Kochała Luke'a. Pragnęła go ponad wszystko. Gotowa była podjąć każde ryzyko, byle tylko 

z   nim   być.   Jak   mogła   pozwolić,   by   nadgorliwi   wielbiciele,   wścibscy   fotoreporterzy, 

bezczelni dziennikarze zniszczyli ich uczucie.

Pewnie, że byłoby cudownie mieszkać z Luke'em na pustkowiu, tak jak to było w domku letnim 

Jesse'ego, gdy mieli tylko siebie. Ale to w ogóle nie wchodziło w rachubę. Żadne z nich nie 

potrafiłoby tak żyć na dłuższą metę.

Nina ze zdziwieniem spostrzegła zmiany, jakie w niej samej zaszły. Luke natchnął jej duszę, odarł 

z fałszywego blasku, nauczył ją potrzeby poszukiwania porozumienia z drugim człowiekiem. 

Wreszcie odnalazła swoją tożsamość. Żądał od niej wiele, ale w zamian dawał z siebie wszystko. 

Zawsze będą się różnić od siebie - tak już pozostanie - ale w każdym z nich tkwić będzie cząstka 

tej drugiej istoty.

Wydawało jej się zupełnie nieistotne, co złośliwi recenzenci myślą o niej, co piszą skandalizujące 

gazety, ile posiłków zakłócą im wielbiciele rocka.

Wszystko to nieważne. Wiedziała, że rodzina ma wiele wątpliwości, co do słuszności jej wyboru, 

ale zdoła ich przekonać. Polubili go, może go kiedyś pokochają. To prawda, że był denerwujący, 

ale na pewno w przyszłości będą mu ufać tak, jak ona jemu zaufała. Ona go kocha.

Nina czuła się szalenie podbudowana. Jednakże on wciąż nie dzwonił. A przecież słuchawka 

leżała już na widełkach. Czy spodziewał się, że będzie czekać na jego telefon przez całą noc? 

Czy nie zdawał sobie sprawy, ile ważnych rzeczy ma mu do powiedzenia?

Gdyby mogła go zobaczyć. Gdyby mogła polecieć do Los Angeles. Niemożliwe. Miała próby w 

operze. A może jednak...?

- O to właśnie chodzi! - wykrzyknęła, zeskoczyła  z kanapy i pobiegła do sypialni. Wyjęła małą 

walizeczkę i otworzyła szafę. Musi do niego pojechać. Może polecieć dziś wieczór i wrócić jutro 

wieczór. Opuści jeden cały dzień prób, będzie to pierwszy raz w życiu. Trudno! Chciała być na 

pierwszym miejscu w życiu Luke'a. Jak mogła żądać tego od niego, jeśli on nie był na pierwszym 

miejscu w jej życiu. Musi dowieść mu, jak wiele dla niej znaczy. A jeśli wyrzucą ją z opery? 

Trudno!

Wrzuciła   niedbale   parę   rzeczy   do   walizeczki.   Wyjęła   płaszcz   z   norek.   Sprawdziła,   czy 

starczy jej pieniędzy.

Nagle usłyszała dzwonek u drzwi.

Włożyła   płaszcz.   Ktokolwiek   to   był,   musi   się   go   pozbyć   jak   najszybciej.   Już   musi 

wychodzić. Otworzyła drzwi.

- Luke! - jęknęła.

Wyglądał okropnie. Miał przekrwione oczy, zmierzwione włosy, był blady i nieogolony.

- Wyglądasz strasznie! - powitała go zupełnie nie tak jak planowała. - Och, Luke! - rzuciła 

się w jego ramiona obsypując pocałunkami. O mało go nie udusiła z radości.

W jakiś przedziwny sposób, mimo że spleceni w uścisku, z ustami złączonymi w gorącym 

pocałunku, zdołali wejść do mieszkania i zatrzasnąć za sobą drzwi. Nina wtuliła się w niego i 

poczuła, jak rośnie jego podniecenie, co bardziej niż jakiekolwiek słowa świadczyło o jego 

tęsknocie za nią.

- Daj spokój - w końcu oderwał się od niej z trudem.

- Co? - spytała bez tchu.

- Daj spokój. Usiądź tam - z poważną miną wskazał jej miejsce. - Chcę z tobą porozmawiać.

Nigdzie nie pójdziesz, dopóki nie wyjaśnimy pewnych spraw.

- Ale ja... no, dobrze.

- Całą noc próbowałem się połączyć z tobą telefonicznie i cały dzień przesiadałem się z 

samolotu   na   samolot,   żeby   się   tutaj   dostać!   Wczoraj   w   nocy   przekazano   mi   twoją 

wiadomość i mogę sobie wyobrazić, co się z tobą działo od tego momentu. Wiem, że po tym 

co   przeszłaś   w   małżeństwie,  trudno   ci   zaufać   komukolwiek.   Nie   jestem   człowiekiem 

cierpliwym, Nino, ale próbowałem być wyrozumiały, bo cię kocham...

- Ty mnie cooo? - przerwała, szeroko otwierając oczy.

- Czy możesz mi nie przerywać! Naprawdę nie jest mi łatwo. Nino, jak mogłaś po tym,  co 

wspólnie  przeżyliśmy nie dać mi nawet szansy, żebym ci wszystko  wytłumaczył, zanim podjęłaś 

definitywnie decyzję. Czy naprawdę wymagam tak wiele?

background image

- Nie.

- Nie? - Przez chwilę wydawało się, że zupełnie nie rozumie. - No i... w żadnym razie nie chcę 

już nigdy przeżywać czegoś takiego! Zrezygnuję z koncertów, obetnę włosy, zapuszczę brodę i 

będę zarabiał pisząc muzykę do reklam, ale z ciebie nie zrezygnuję. Nie ma nawet mowy!

- Luke, ja przecież nie żądam od ciebie takich wyrzeczeń.

- Ach tak? Nie zależy ci... naprawdę nie?

-   Nie,   bo   brody   łaskoczą,   bo   przyzwyczaiłam   się   od   twoich   włosów,   no   i   szkoda   twojego 

dorobku.

Opadł na krzesło zupełnie wyczerpany.

- Wobec tego, czego ode mnie żądasz?

- Powtórz to, co przedtem powiedziałeś.

- Co?

- Dwa krótkie słowa.

Spoglądał na nią nic nie rozumiejąc.

- Kocham cię? - powiedział z niedowierzaniem. - Nino, jestem na nogach prawie od czterdziestu

ośmiu godzin, spędziłem dzisiaj tysiące mil w powietrzu,  zatrułem życie wszystkim pracownikom 

linii lotniczych  na  trasie  Los  Angeles  -  Nowy Jork,  odepchnąłem   staruszkę  na nowojorskim 

lotnisku, żeby złapać pierwszą taksówkę. Całymi godzinami obmyślałem, co ci powiem ale i tak 

wszystko zapomniałem. Czy nie mogłabyś choć na chwilę skupić się?

Nina roześmiała się, Luke wydawał się nic nie rozumieć. Przytuliła się do niego i zarzuciła mu 

ręce na szyję.

- Luke, powiedziałeś mi, że nie znosisz moich strojów i mego mieszkania. Nie podobało ci się 

moje   zachowanie.   Krytykowałeś   moje   upodobania   muzyczne,   moje   poglądy   polityczne, 

nieumiejętność gotowania i mój charakter. Dlaczego pośród tych czułych słów nigdy nie znalazło 

się „kocham cię".

- Nina - odezwał się błagalnym tonem.

- Luke...

- Nina, obracam się w środowisku muzyków rockowych. Uwierz mi, że są to najbardziej wytarte, 

puste, obłudne słowa, jakie istnieją w języku angielskim. Powiedz sama, ilu mężczyzn mówiło ci, 

że cię kocha.

- Miłość nie jest pusta i obłudna, Luke.

- Nie, jasne, że nie. Miłość to jest właśnie to, co istnieje między nami. Boże, czy ty naprawdę 

uważasz, że byłbym zdolny do tych wszystkich poświęceń dla kogoś innego niż ty? Ty jesteś 

jedyną   osobą,   dla   której   byłem   skłonny   pójść   do   opery,   ekskluzywnych   sklepów   i   tych 

koszmarnych restauracji, za którymi przepadasz. Czy podejrzewasz, że zjadłbym surową rybę dla 

kogoś   innego   niż   ty?   -   zniżył   głos   i   odezwał  się  poważnym  tonem.  -  Jak  sądzisz,  dlaczego 

chodziłem  za tobą krok w krok, chociaż robiłaś wszystko, żeby się mnie pozbyć? Jak sądzisz, 

dlaczego nie chciałem jechać na tournee, tylko zostać z tobą? Dlaczego chciałem poznać twoją 

rodzinę i przyjaciół? Dlaczego chciałem ci pokazać, jak w rzeczywistości wygląda  moje życie? 

Dlaczego nie sypiałem nocami zamartwiając się, że będziesz miała dosyć Luke'a Swaina i opuścisz 

mnie? - Na pewno nie jesteś taka niedomyślna, Nino. - Czuła, że on jest u kresu wytrzymałości.

- A może jestem - szepnęła. - Dlaczego nigdy przedtem nie powiedziałeś mi tego? Czy sądzisz, 

że było mi łatwo kochać najbardziej uwielbianego mężczyznę w Ameryce?

Pieścił rękoma jej włosy i podniósł twarz, by móc jej spojrzeć w oczy.

- No tak, - przyznał niepewny - ale i ty nic nie mówiłaś.

- Jesteś okropnie uparty - zauważyła.

- Raczej niepewny.  No i może  trochę uparty.  Tyle  razy próbowałaś mnie opuścić, tyle  razy 

mówiłaś, że nigdy nie przystosujesz się do życia ze mną, że gdybym nie był uparty... Łatwo ci 

powiedzieć   „najbardziej   uwielbiany   mężczyzna   w   Ameryce".   To   nic   nie   znaczy   dla   faceta 

kochającego kobietę, która stara się dowieść, że ich związek nie ma sensu.

- Wiem, że jestem winna. Postaram się wszystko naprawić.

- To potrwa - ostrzegł ją - nie mniej niż czterdzieści, pięćdziesiąt lat.

- Nie mam żadnych innych planów.

- Wydawało mi się, że właśnie gdzieś się wybierałaś.

- Byłam w drodze na lotnisko. Chciałam złapać najbliższy lot do Los Angeles.

Podniósł prawą brew, na co ona skinęła głową. Roześmiał się.

background image

- Wydaje się, że choć raz jesteśmy tego samego zdania.

- Mmm. - Pocałowała go mając nadzieję, że jej następny pomysł uzna za trafny.

- Poczekaj, a jeśli idzie o tę dziewczynę...

- Mmm?

- To była moja siostra.

- Twoja siostra? - powtórzyła zaskoczona.

- Mogłam się była tego domyśleć.  Ubiera się podobnie, jak ty - gładziła go po twarzy. - Wezmę 

ją na zakupy, jak przyjedzie do Nowego Jorku.

Nina pocałowała go i zaczęła rozpinać guziki jego koszuli. - Musisz wracać z powrotem 

jutro?

Skinął głową.

- Bardzo żałuję, że przedłużyłeś tournee o dziesięć dni - szepnęła.

- Uzgodniłem z Kate, że jeśli tym razem zostanę parę dni dłużej, to już więcej nie będę musiał 

wyjeżdżać w tym roku. Będę cały czas z tobą. Już wybrałem. Ty jesteś najważniejsza.

- To świetnie - przytuliła się do niego. - Ja też będę pracowała tylko w Nowym  Jorku. 

Żadnych więcej kontraktów zagranicznych. Co ty na to?

- Cudownie. A jeśli chodzi o wielbicieli i fotoreporterów to... - zaczął niepewnie.

- Tym się nie przejmuj. Dam sobie z nimi radę. Sam zresztą kiedyś powiedziałeś, że nie 

warto przejmować się głupstwami, kiedy jest tyle ważnych spraw na świecie.

- Kochanie, parę razy dałem ci do zrozumienia, że pragnę się z tobą ożenić, a ty...

- Najmilszy, uwierz mi, że to naprawdę nie polega na dawaniu do zrozumienia.

- Nino - zaczął zirytowany, ale szybko się opanował i już spokojnie dodał - Nino, kocham cię 

i chcę z tobą spędzić resztę życia. Zgadzasz się?

- Oczywiście, że wyjdę za ciebie za mąż, ale nie zmienię nazwiska.

-   Bardzo   żałuję,   bo   wyobraź   sobie,   jak   będzie   brzmiało   Nina   Gnagnarelli   w   piosence 

miłosnej.

- Na pewno poradzisz sobie.

Możemy wziąć ślub zaraz po moim powrocie z tournee - zapalił się do swego pomysłu. - 

Taka kameralna uroczystość, skromna i cicha. Tylko... 

- Nie żartuj, Luke. Czy wyobrażasz sobie, że ktoś w mojej rodzinie mógłby mieć skromny i 

cichy ślub? Jestem przekonana, że powinien być wielki i wspaniały. Włoskie potrawy, lody, 

szampan, muzyka klasyczna...

- Rockowa.

- Myślę - powiedziała wstając powoli z krzesła - że możemy omówić te szczegóły, jak będziemy 

mieli więcej czasu. Chyba w tej chwili powinniśmy zająć się czymś ważniejszym.

- Masz rację - podniósł się z krzesła. - Tak mi ciebie brakowało - wyznał namiętnie. - Podejdź 

bliżej. Mamy tylko dwadzieścia cztery godziny.

- Musisz zachować trochę sił na jutrzejszy koncert - odparła przekornie.

- Tak, wiem, że to wyczerpujące zajęcie ale... tak dawno nie miałem cię w ramionach.

- Mmm...

Zrzucił z siebie koszulę.

- Przytul się do mnie - szepnął.

Nina roześmiała się.

- Dobrze,  ale  najpierw  chodźmy  do sypialni,  bo jeśli zgodzę  się na  to, co proponujesz, nie 

będziemy mieli siły przejść tam później.

Luke przystał na to bez wahania.