background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

1

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

Spis treści

Wstęp - Skąd taki pomysł?...................................................................................................................4
„Leniwy blog”, ale bardzo energiczny blogger....................................................................................7
„Humanistyczne” podejście do inwestowania....................................................................................14
„Akcje przy kawie” z gawędziarskim akcentem................................................................................21
„Moje (wy)kreski”, czyli blog o analizie technicznej........................................................................29
„Sukces na giełdzie” może stać się i Twoim udziałem.......................................................................35
Astronomiczne inwestycje giełdowe..................................................................................................38
Ynwestycje czas zacząć......................................................................................................................41
Ostatni rozdział...................................................................................................................................45

Spekulanci są potrzebni, ale......................................................................................................45
Obligacje są bezpieczniejsze niż akcje, dopóki pozostają papierkami.....................................47
Dywersyfikacja, a koncentracja inwestycji...............................................................................48
Inwestuj samodzielnie, ale poszukuj dobrych funduszy inwestycyjnych.................................49
Dlaczego zacząłem dzielić się swoją wiedzą?..........................................................................50

Zakończenie........................................................................................................................................51

Motywacja do prowadzenia bloga............................................................................................51
Obligacje vs. Akcje...................................................................................................................52
Fundusze inwestycyjne.............................................................................................................52
Dywersyfikacja, a koncentracja portfela inwestycyjnego.........................................................52
Instrumenty pochodne...............................................................................................................52
Spekulacja.................................................................................................................................53
Jedna rada na koniec.................................................................................................................53
Lista blogów oraz bloggerów....................................................................................................54

Książki napisane przez bloggerów.....................................................................................................54

2

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

Utwór może być użytkowany na zasadach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – użycie 
niekomercyjne – bez utworów zależnych 3.0 Polska. Pełny tekst licencji znajduje się na stronie 
internetowej 

CreativeCommons.org

.

Autorzy dołożyli wszelkich starań, by zawarte w tej książce informacje były kompletne i rzetelne. 
Nie   biorą   jednak   żadnej   odpowiedzialności   ani   za   ich   wykorzystanie,   ani   za   związane   z   tym 
ewentualne   naruszenie   praw   patentowych   lub   autorskich.  Autorzy   nie   ponoszą   również   żadnej 
odpowiedzialności za ewentualne szkody wynikłe z wykorzystania informacji zawartych w książce.

Autorzy: Bartek Szyma, Radek Chodkowski, Bartek Zieliński, L.R., Marek Marcinowski, Zbigniew 
Stawicki, Adam Nowak, Tobiasz Maliński.

Publikacja udostępniona w serwisie Wydaje.pl za darmo.

3

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

Wstęp - Skąd taki pomysł?

Był ciepły, majowy dzień 2011 roku, w którym temperatura wynosiła ponad 25 

stopniu Celsjusza, a pogoda zdawała się być bardziej letnia niż wiosenna. Siedziałem 
na kanapie  w domowym zaciszu czytając  książkę,  kiedy  nagle doznałem małego 
olśnienia.  Od  kilku dni  myślałem  wtedy   nad tematem  darmowej  broszurki, która 
pojawiłaby się w formie elektronicznej, poświęconej inwestycjom giełdowym. Był to 
czas, kiedy ukończyłem pisać swoją drugą książkę znajdującą się wtedy w trakcie 
procesu wydawniczego. Nie chciałem zatem pisać kolejnej książki o inwestycjach 
giełdowych, którą wydałbym pod swoim nazwiskiem. Naszło mnie po prostu małe 
olśnienie   i   wpadłem   na   pomysł   stworzenia   e-booka,   w   którym   zawarłbym   kilka 
wywiadów z polskimi bloggerami, zajmującymi się na co dzień inwestowaniem oraz 
prowadzącymi blogi właśnie na ten temat. Koncepcja tej publikacji była pierwotnie 
bardzo prosta, tzn. chciałem pokazać świat inwestycji giełdowych oczami bloggerów. 
Tak zresztą zostało. Książka, którą właśnie czytasz jest kompletnym opracowaniem 
wspomnianej myśli, która niespodziewania przyszła mi do głowy owego majowego 
dnia. 

Nazajutrz po dniu, w którym zostałem zainspirowany do stworzenia e-booka, 

usiadłem   przy   komputerze   i   wymyśliłem   dziesięć   pytań,   które   rozesłałem   do 
znajomych bloggerów. Spotkałem się z bardzo entuzjastycznym podejściem moich 
znajomych do pomysłu stworzenia tej broszury. Ci, którzy ostatecznie postanowili 
odpowiedzieć na moje pytania stali się bohaterami tego e-booka, a tym samym jego 
współtwórcami. Napisanie wstępu, zakończenia oraz opatrzenia komentarzem każdej 
z   rozmów,   z   bloggerami,   wziąłem   nie   jako   na   siebie,   lecz   zrezygnowałem   z 
sygnowania tej publikacji swoim nazwiskiem. Niniejszy e-book jest jakby nie było 
pracą zbiorową, dlatego został podpisany frazą „polscy bloggerzy giełdowi”. Myślę, 
że tak jest uczciwie. Po napisaniu każdego rozdziału przesyłałem gotowe fragmenty 
e-booka   do   bloggerów,   aby   każdy   z   nich   mógł   zapoznać   się   z   postępem 
dotychczasowych prac oraz ustosunkować się do nich.

Blog   jako   forma   przekazu   informacji   stał   się   dzisiaj   bardzo   popularny.   W 

zasadzie każdy może stworzyć własny blog i pisać na dowolny temat. Z jednej strony 
taka liberalizacja wypowiedzi jest pozytywna i bardzo korzystna, ale z drugiej strony 
stwarza   niesamowite   zagrożenie   związane   z   rzetelnością   informacji.   Wystarczy 
bowiem zarejestrować się w serwisie Blogger, Wordpress, Blox itd., aby móc wyrazić 
własną   opinię.   W   samym   serwisie   Blox   istnieje   kilkaset   blogów   poświęconych 
finansom   oraz   inwestycjom   giełdowym.   Podejrzewam,   że   dzisiaj   w   polskim 

4

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

internecie   funkcjonuje   kilka   tysięcy   takich   blogów,   spośród   których   najwięcej 
pojawia  się  blogów  pisanych  w  formie  inwestycyjnych  pamiętników. Ich  autorzy 
opisują po prostu w kolejnych wpisach swoją strategię inwestycyjną, skład portfela 
inwestycyjnego   oraz   poczynione   w   nim   zmiany.   Miałem   okazje   zapoznać   się   z 
wieloma tego typu blogami i muszę powiedzieć, że nie są one w większości warte 
funta kłaków! Pomimo że sam prowadzę blog oraz tego, że moi znajomi bloggerzy 
również to robią, muszę zaznaczyć, że w istocie większość blogów poświęconych 
inwestycjom giełdowym jest mało warta. Jednak pośród tego informacyjnego szlamu, 
którymi   jesteśmy   wszyscy   otoczeni   można   znaleźć   pewną   grupę   blogów,   które 
przekazują bardzo ciekawe i zarazem unikalne informacje inwestycyjne. Tak samo 
jak   pereł   szuka   się   pośród   mulistego   morskiego   dna,   a   kwiat   lotosu   wyrasta   na 
błotnistym terenie, tak w środowisku polskich bloggerów, znajdują się ludzie, którzy 
z pasją opowiadają innym o swoich przygodach inwestycyjnych. Ten e-book jest 
stworzony właśnie przez takich ludzi – ludzi, którzy za darmo zgodzili się włożyć 
pewien   wkład   osobistej   pracy,   po   to   aby   zaprezentować   innym  inwestorom  swój 
sposób postrzegania rynku giełdowego oraz inwestycji kapitałowych.

Eryk   Mistewicz,   najlepszy   polski   marketer,   w   książce   „Anatomia   władzy” 

stwierdził,   że   żyjemy   w   czasach   kiedy   nie   liczy   się   „kto”   przekazuje   określoną 
informację, ale liczy się to, czy odbiorcy tej informacji mają zaufanie do jej autorów. 
Mistewicz twierdzi, że wystarczy kilka wątpliwości co do rzetelności internetowego 
przekazu, aby jego odbiorca zmienił kanał informacyjny. Z własnego doświadczenia 
wiem,  że   poszukując   informacji  najpierw  zwracam  uwagę  na   ich  rzetelność  oraz 
skuteczność,   a   potem   sprawdzam   kto   je   napisał.   Bloggerzy   wraz   z   którymi 
stworzyłem   tą   publikację   z   pewnością   są   ludźmi   godnymi   zaufania,   dlatego   to 
właśnie   ich   zaprosiłem   do   współpracy.   Można   by   się   zastanawiać   dlaczego   nie 
zaproponowałem   współpracy   bloggerom,   którzy   w   polskim   świecie   inwestycji 
giełdowych są o wiele bardziej znani niż bohaterowie tej książki? Otóż, bloggerzy 
bardzo   znani   często   prezentują   informację   w   sposób   bardziej   komercyjny,   co 
kłóciłoby   się   z   ideą   e-booka.   Bloggerzy,   z   którymi   rozmawiałem   na   tematy 
inwestycyjne   z   pewnością   posiadają   pewien   unikalny,   i   co   najważniejsze, 
niekomercyjny pogląd na te zagadnienia. 

Polskie   środowisko   bloggerów   giełdowych   jest   dość   rozproszone.   Nie 

przesadzę,   jeśli   powiem,   że   w   tym  środowisku   –   „każdy   sobie,   rzepkę   skrobie”. 
Niniejsza publikacja stanowi chyba pierwszy efekt, zbiorowych wysiłków polskich 
bloggerów. Myślę, że ten e-book będzie ciekawą lekturą dla każdego inwestora – 
zarówno   początkującego   jak   i   zaawansowanego.   Blogi   mają   dzisiaj   bardo   duży 
wpływ na swoich czytelników, dlatego nie można przejść obok nich obojętnie.

5

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

Na koniec tych kilku wstępnych zdań chciałbym się przedstawić. Nazywam się 

Tobiasz Maliński, jestem inwestorem giełdowym oraz autorem książek poświęconych 
inwestowaniu. Prowadzę ponadto blog inwestycyjny pod adresem – 

TobiaszMalinski.pl

. 

Publikuję   na   nim   analizy   ciekawych   spółek   giełdowych   oraz   zamieszczam   klipy 
video   z   moim   udziałem,   w   których   omawiam   różne   zagadnienia   finansowe.   Nie 
pozostaje mi w tym miejscu nic jak tylko życzyć Tobie, Czytelniku, przyjemnej i 
owocnej lektury tego e-booka.

6

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

„Leniwy blog”, ale bardzo energiczny blogger.

Bloggerem,   który   jako   pierwszy   odpowiedział   na   moje   pytania   był 

Bartek,   autor   bloga   LazyShare,   znajdującego   się   pod   adresem 

lazyshare.blogspot.com

  Kolejne   rozmowy   zamieściłem   zresztą.   zgodnie   ze 

„spływalnością” do mnie kolejnych odpowiedzi na zadane pytania. 

Bartek   jest   osobą,   która   również   komentuje   wpisy   na   moim   blogu,   a   ja 

wypowiadam się też na jego blogu, także trochę już się znamy. Posiada on dość 
bezpośrednie podejście, pisząc często wprost i bez ogródek. Ma trochę cięty język i 
nie stroni od wyrazistego i nacechowanego emocjonalnie słownictwa, które jednak 
bardzo wydatnie wpływa na wyobraźnię czytelników jego bloga. Blog Bartka jest 
zbiorem przemyśleń oraz spostrzeżeń jego autora. Można znaleźć na nim zarówno 
posty poświęcone analizie technicznej jak i fundamentalnej. Są też posty zahaczające 
o tematy  polityczne  w zakresie  polityki finansowej  Polski  oraz  posty  z kategorii 
„sprawdziłem w praktyce”, w których Bartek opisuje swoje przygody związane z 
rozmowami   z   przedstawicielami   instytucji   finansowych.   Można   też   znaleźć   dużo 
postów zawierających ciekawostki oraz pewne niuane finansowe, na które przeciętny 
Kowalski nie zwraca uwagi. Jeśli szukasz, drogi Czytelniku, bloga inwestycyjnego, 
który   wywołuje   różne   ciekawe   emocje,   a   jego   autor   cechuje   się   unikalnym 
podejściem do tematu, zajrzyj koniecznie na blog Lazy Share, Bartka. 

Zadałem   Bartkowi   10   pytań,   na   które   otrzymałem   naprawdę   wyczerpujące 

odpowiedzi. Odpowiedzi zamieszczone poniżej są odpowiedziami oryginalnymi, nie 
wprowadzałem do nich żadnych swoich modyfikacji, bo nie miałoby to sensu. Ta 
zasada obowiązuje zresztą w każdej następnej rozmowie.

Tobiasz Maliński (T.M.): Od jak dawna inwestujesz?

Bartek   Szyma   (B.S.):  „To   w   gruncie   rzeczy   proste   pytanie   nie   jest   wcale   takie 
łatwe :) Chyba należałoby zacząć od definicji "inwestycji" - jeżeli podciągnąć pod  
inwestycje nabywanie jednostek funduszy inwestycyjnych, to zacząłem na przełomie 
2003/2004 roku. Z kolei pierwsze akcje, które sam wybrałem, kupiłem na początku 
2005 roku (dodam, że część z nich jest ze mną do dzisiaj). Mój pierwszy kontakt z 
giełdą papierów wartościowych zaczął się jednak sporo wcześniej - mniej więcej w  
połowie roku 2000 na zajęciach z przedsiębiorczości, kiedy to miałem przygotować  
prezentację   dotyczącą   rodzimego   rynku.   Natomiast   pierwsze   kroki   na   rynku 

7

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

instrumentów   pochodnych   zacząłem   stawiać   pod   koniec   2005,   nieco   wcześniej  
miałem kontakt z rynkiem forexowym - skończyło się jednak tylko na demie platformy 
transakcyjnej   amerykańskiego   brokera,   a  pierwszą   rzeczywistą  transakcję   na  tym 
rynku zawarłem dopiero w połowie 2006.”

T.M.: W co najbardziej lubisz inwestować? Na jakich aktywach najbardziej lubisz 
zarabiać i dlaczego?

B.S.:  „I znowu może być problem z definicją inwestowania - najwięcej transakcji  
zawieram   na   opcjach   na   miedź   (notowaną   na   LME),   którą   pieszczotliwie   ze 
znajomymi określamy koperkiem (od copper). Dużą dozę sympatii odczuwam również  
do akcji Telekomunikacji Polskiej, które są w mojej ocenie najlepszym materiałem 
dla spekulanta - wystarczy popatrzeć, jak często te papiery pozostają w konsolidacji. 
Sporo środków trzymam aktualnie w obligacjach, ale ponieważ obligacje wg modelu 
Mertona   to   opcje   na   majątek   emitenta,   więc   uznajmy,   że   najbardziej   lubię 
inwestować   w   opcje.   Powodem   jest   niesamowita   elastyczność   tych   instrumentów, 
które w połączeniu z akcjami, kontraktami, czy nawet zwykłymi lokatami bankowymi  
pozwalają   na   kreowanie   bardzo   interesujących   strategii.   Nie   bez   znaczenia   jest 
możliwość otrzymania premii za wystawienie opcji (a kto nie lubi dostawać premii), 
oczywiście nieco mniej zabawnie jest, kiedy rynek "złośliwie" idzie w przeciwnym 
kierunku :).”

T.M.: W jednym z tegorocznych (2011 r.) numerów, Forbes napisał, że nadchodząca 
dekada   będzie   dekadą   spekulantów.   Jakbyś   się   do   tego   odniósł?   Czy   również 
uważasz, że najbliższa przyszłość będzie należała głównie do graczy giełdowych, a 
nie do inwestorów?

B.S.: „Przede wszystkim sam łączę strategie krótkoterminowe z długoterminowymi i 
nie uważam, żeby spekulanci robili coś złego. Po drugie o minionej dekadzie również  
można powiedzieć, że była dekadą spekulantów. Zresztą trudno mi wyobrazić sobie  
rynek na którym nie ma spekulantów - chyba musiałoby to wyglądać tak, jak obecnie 
jest na Catalyscie - kompletny brak transakcji na większości papierów. Osobiście  
uważam, że to dzięki spekulantom, inwestorzy długoterminowi mogą wyjść z "dobrze  
zarobionej"   inwestycji.   W   końcu   to   spekulant   odkupuje   ode   mnie   akcje,   które 
osiągnęły wartość, jaką uważam za godziwą. Oczywiście gracz giełdowy kupuje te  
akcje w nadziei na to, że jeszcze trochę urosną, ale gdyby nie było graczy, to komu 
mógłbym   oddać   akcje,   które   osiągnęły   wartość   wynikającą   z   ich   fundamentów?

Nie zgodziłbym się również z założeniem, że nadchodząca dekada nie da zarobić 
inwestorowi i jedynie krótkie i szybkie strategie stosowane przez spekulantów będą  
miały szansę na wygenerowanie sensownych przychodów. Wystarczy spojrzeć np. na 

8

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

strategię,   jaką   posługiwały   się   Żółwie.   Nie   raz   słyszałem,   aktualnych   guru  
stwierdzających, że strategia Żółwi jest martwa, a tymczasem lata 2009-2011 były  
świetne dla ludzi stosujących to, w gruncie rzeczy ograne podejście.

Wiele  osób   zapomina,  że   inwestycja  w   akcje  nie  musi   przynosić  zysków  tylko  ze  
wzrostu wyceny tych akcji - całkiem sporo można zarobić na podziale zysków, czyli z 
dywidendy. Na rynku amerykańskim można spotkać spółki, które zostały założone 
jeszcze w połowie XIX w - przykładem może być American Express (zał. 1850), czy  
chociażby Corning Incorporated (zał. 1851). Innym przykładem, z troszkę krótszą  
historią, będzie, znany wszystkim, McDonald's - spółka założona w 1940, obecna na 
Nowojorskiej   Giełdzie   od   1966   roku,   od   1976   roku   Mac   dzieli   się   zyskiem   z 
akcjonariuszami, a od 1977 roku wypłaca coraz wyższe dywidendy. Przez ostatnie 5 
lat McDonald's zwiększył wypłacaną dywidendę o ponad 32% - przy obecnej cenie 
akcji stopa dywidendy wynosi ok 3%, więc niedużo - jednak dla osoby, która kupiła 
akcje tej spółki w najbardziej niekorzystnym momencie w latach 90 - 12 listopada 
1999 roku przy cenie 48 USD za akcję - stopa dywidendy wyniosłaby obecnie ok 5%,  
czyli   na   poziomie   przeciętnej   lokaty   (oczywiście   w   Polsce,   bo   w   USA  większość 
inwestorów dałaby się pokroić za tak oprocentowany depozyt). W latach 90 XX w, 
można było nabyć akcje MCD za mniej niż 20 dolarów. Jak ważnym czynnikiem jest 
dywidenda dobrze zobrazuje fakt, że inwestor, który kupił akcje omawianej spółki w 
grudniu   1995   za   22   USD,   do   dzisiaj   tylko   z   płatności   od   spółki   otrzymałby 
równowartość   kwoty   przeznaczonej   na   zakup   akcji,   a   obecnie   stopa   dywidendy 
wynosiłaby   ok   11%.   Do   tego   dochodzi   jeszcze   wzrost   wartości   akcji,   żeby   nie 
wspomnieć o dodatkowych możliwościach, jakie daje wykorzystanie strategii covered 
call   (zakładając,   że   akcje   mają   być   trzymane   w   długim   terminie   -   należałoby  
wystawiać wyoutowane opcje). Oczywiście przykład jest dobrany tendencyjnie, ale 
obecnie na rynku amerykańskim są notowane akcje spółek, które od 57 lat wypłacają  
coraz   wyższą   dywidendę   (a   nie   można   wykluczyć,   że   nawet   dłużej   -   większość  
popularnych screenerów takich, jak oferowany przez Yahoo, czy Google ma historię 
ograniczoną do lat 60-70 XXw). Osobiście żywię przekonanie, że część spółek za 
kolejne   50   lat   będzie   mogło   pochwalić   się   100  letnią   historią   coraz   wyższych   (i  
nieprzerwanie

 

wypłacanych)

 

dywidend.”

T.M.: Obligacje są bezpieczniejsze niż akcje - to bardzo popularne stwierdzenie. Czy 
Twoim zdaniem kupowanie obligacji jest sensowniejsze niż kupowanie akcji?

B.S.:  „Na  pewno, wbrew obiegowemu poglądowi,   handlowanie  obligacjami jest 
trudniejsze niż obrót akcjami. Przede wszystkim posiadacze akcji pozostających w 
giełdowym   obrocie   mają   takie   same   prawa   niezależnie   od   tego,   czy   są 
współwłaścicielami   KGHMu,   Telekomunikacji,   czy   GPW.   W   przypadku   obligacji 
mnogość  rozwiązań  może  przytłoczyć  początkującego  inwestora.  Z doświadczenia 

9

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

wiem, że osoby nie mające rozeznania w tym rynku, mają duży problem z określeniem  
stopy zwrotu do wykupu dla ceny brudnej (sam koncept ceny czystej i brudnej rodzi 
wiele problemów). Najwięcej kłopotów z obligacjami bierze się jednak stąd, że nawet  
dwie różne serie tych papierów wypuszczone przez jedną spółkę mogą się znacznie  
od siebie różnić. 

W   przypadku   obligacji,   wystarczy   sprawdzić   parę   podstawowych   danych   z 
bilansu/rachunku   przepływów   -   takich   jak   struktura   zadłużenia,   rentowność 
(dokładniej, czy spółka w ogóle zarabia, czy traci) i można w miarę bezpiecznie kupić 
papiery   -   z   pewnością   jest   to   duża   przewaga   tych   instrumentów.   Poza   tym,   w 
przypadku obligacji kuponowych - wypłata odsetek zmniejsza możliwą do poniesienia 
stratę. Ważny jest również fakt, iż ceny tych instrumentów zazwyczaj nie podlegają  
tak gwałtownym wahaniom, jak ceny akcji. Jak dotąd największy spadek ceny, wśród  
papierów   notowanych   na   Catalyscie,   zaliczyły   obligacje   wyemitowane   przez  Anti 
(ANT0611) - ich cena spadła do 70% ceny nominalnej (plus narosłe odsetki - kłania 
się cena brudna), w tym samym czasie akcje spółki spadły z 3.97 do 1.40 PLN, a więc  
o 65%. Z punktu widzenia inwestora kupującego obligacje zaletą jest to, że mogą być  
zabezpieczone. Wadą - to, że mogą mieć wbudowane opcje wcześniejszego wykupu. 
Generalnie, jak każdy inny instrument - obligacje mogą być świetnym sposobem na 
pomnażanie majątku, ale mogą też być drogą do szybkiego bankructwa lub wielkich 
strat   (o   czym   zapewne   przekonali   się   właściciele   papierów   General   Motors   czy 
wierzyciele Grecji). Obligacje i akcje to po prostu dwa różne instrumenty, a ryzyko, 
jakie ze sobą niosą, zależy głównie od inwestora.”

T.M.:   Czy   dywersyfikujesz   swoje   inwestycje?   Warren   Buffett   powiedział,   że 
dywersyfikacja nie ma sensu dla tych, którzy wiedzą co robią. Jak Ty postrzegasz to 
zagadnienie?

B.S.:  „Średnio posiadam w portfelu ok 20 - 30 instrumentów. Oczywiście zdarzało 
się, że miałem akcje, kontrakty, opcje i obligacje danej spółki. Ze względu na to, że  
jestem   obecny   na   rynku   amerykańskim,   uważnie   przyglądam   się   kursowi   dolara  
wobec złotego, do tego stosowanie strategii covered call podwaja ilość instrumentów 
(na akcje części spółek z portfela wystawiam opcje call). Zazwyczaj nie przekraczam 
liczby 15 spółek, którymi się w danym momencie zajmuję - większej ilości nie dałbym  
rady   dokładnie   śledzić.   Ogólnie  dywersyfikuję   metody   -   dzielę   portfel   na   część 
spekulacyjną i fundamentalną, przy czym nie przeszkadza mi, że czasem jeden papier  
jest w obu częściach jednocześnie.” 

T.M.:  W   dzisiejszych   czasach   instytucje   finansowe   obracają   dość   złożonymi 
instrumetnami pochodnymi. Pojawiają się komentarze, że za dziesięć lat na rynku 

10

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

będzie   dostępnych   tak   wiele   tych   instrumentów,   że   nie   będzie   wiadomo   kto   jest 
czyim   dłużniekiem,   a   kto   wierzycielem.   Na   warszawskiej   Giełdzie   Papierów 
Wartościowych inwestorzy indywidualni w 2010 roku odpowiadali za ponad 50% 
obrotu kontraktami terminowymi na WIG 20 oraz za 60% obrotu opcjami na ten 
indeks. Czy według Ciebie jest to pozytywne czy niepokojące zjawisko?

B.S.: „Odnosząc się do wątku coraz bardziej złożonych instrumentów finansowych - 
jest to z pewnością duży problem. Szczególnie dlatego, że obecnie nadzory takie, jak 
SEC, czy KNF, oględnie mówiąc nie spełniają pokładanych w nich nadziei i nie tylko 
nie posiadają specjalistów, którzy rozumieją współcześnie stosowane rozwiązania, 
ale wręcz nie reagują na docierające do nich informacje o nadużyciach (np. zarzuty 
wobec SECu w sprawie Lehman Brothers). Nie ma tu prostych rozwiązań, a tak 
długo,   jak   wielkie   instytucje   finansowe   będą   oferować   znacznie   lepsze   warunki 
specjalistom od inżynierii finansowej niż nadzorcy, regulatorzy nie będą w stanie  
skutecznie   wypełniać   swojej   roli.   Oczywiście   racjonalny   inwestor   nie   powinien 
wykorzystywać   instrumentów,   których   nie   rozumie   lub   przynajmniej   znacząco 
ograniczać ich udział we własnym portfelu.

Polska Giełda jest bardzo interesującym zjawiskiem - o ile dobrze pamiętam, udział 
inwestorów indywidualnych w całości obrotu na warszawskim parkiecie to ok 30%.  
Jestem głęboko przekonany, że wraz z wymianą systemu francuskiego (WARSET) na  
amerykański (UTP) ten udział zacznie gwałtownie maleć. Przede wszystkim dlatego, 
że UTP przyciągnie inwestorów instytucjonalnych z USA, UE, czy nawet Chin, Indii 
lub Brazylii. Tacy globalni gracze na pewno poprawią płynność na naszym parkiecie.  
I to na pewno dobra wiadomość dla każdego inwestora - większa płynność oznacza 
mniejsze szanse na "cudofixingi". 

Czy obecnie, znaczący udział indywidualnych w obrocie na GPW jest niepokojący? 
Nie sądzę. Przewrotnie powiem, że może być korzystny dla posiadaczy akcji giełdy - 
wyznacza   bowiem   jasny   kierunek,   w   którym   GPW   powinna   się   rozwijać   i 
jednocześnie pokazuje, że jest jeszcze spory potencjał w naszym rynku.”

T.M.:  Jeśli   mógłbyś   wybrać   między   samodzielnym   kupowaniem   akcji,   a 
kupowaniem   ich   za   pośrednictwem   funduszu   inwestycyjnego,   co   byś   wybrał? 
Dlaczego?

B.S.:  „Bezdyskusyjnie wolę wziąć los we własne ręce i kupować akcje, które sam 
wybrałem.   Większość   funduszy   lepiej   lub   gorzej   naśladuje   wig20.   Nie   mam 
wątpliwości, że jeżeli chcę osiągać lepsze wyniki niż rynek muszę samemu zając się  
zarządzaniem   własnymi   pieniędzmi   -   nie   mówiąc   o   tym,   że   to   znacznie   większa  

11

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

frajda. 

Przed inauguracją rynku Catalyst wykorzystywałem fundusze obligacji, obecnie wolę 
we własnym zakresie nabywać te papiery - z powodów opisanych powyżej.

Czasem   jednak   korzystam   z   oferty   TFI   -   dzieje   się   tak   wtedy,   gdy   chcę   uzyskać  
ekspozycję na inne, niż polski, rynki. W sytuacji, kiedy chcę być obecny np. na rynku  
w Turcji, fundusz jest korzystniejszym rozwiązaniem - raz z powodu bardzo wysokich 
prowizji,   jakie   musiałbym   płacić   za   dostęp   do   tego   parkietu,   a   dwa   dlatego,   że 
zarządzający funduszem powinien (przynajmniej w teorii) lepiej ode mnie orientować 
się w specyfice danego rynku i zapewne mieć znacznie lepszy dostęp do informacji.”

T.M.:  Jeśli miałbyś okazję do zadania jednego pytania inwestorowi wszechczasów, 
np. Warrenowi Buffettowi lub George'owi Sorosowi, o co byś zapytał?

B.S.: „Pytanie inne niż: "co kupić?", jak sądzę. Nie mam sprecyzowanego pytania,  
które   chciałbym   zadać.   Bardziej   interesowałaby   mnie   możliwość   prześledzenia 
rozumowania jakim posługują się Buffett, Soros, Mobius, czy inna legenda rynku. 
Oczywiście   mam   na   myśli   nie   ten   wygładzony,   medialny   tok   myślenia,   ale   taki 
całkowicie   nieoficjalny,   jaki   towarzyszy   tym   inwestorom   od   początku   do   końca 
procesu decyzyjnego.”

T.M.: Co skłoniło Cię do dzielenia się swoją wiedzą w ramach bloga?

B.S.:  „Początkowo   blog   miał   być   pewnego   rodzaju   dziennikiem   transakcyjnym   i 
ułatwiać mi analizowanie przyczyn porażek i sukcesów. Nieco później pojawiła się  
myśl, że być może pisanie nie jest głupim pomysłem na jakieś chociażby skromne, 
dodatkowe   przychody.   Obecnie   jednak   głównym   powodem,   dla   którego   prowadzę  
bloga jest możliwość wymiany poglądów z innymi inwestorami. Już mi się zdarzyło,  
że czytelnik dostarczył mi materiału do przemyśleń, na podstawie którego udało mi 
się wypracować sensowne zyski. Zdarzają się osoby krytycznie nastawione do moich 
pomysłów   i   potrafią   poprzeć   swoje   stanowisko   rozsądnymi   argumentami.   Dzięki 
wrzuceniu pomysłu na bloga, jest on poddany pewnemu stress testowi, a poprzez 
konstruktywną   krytykę   mam   szansę   zwrócić   uwagę   na   inne   aspekty   danego 
zagadnienia. Kilku znajomych ze świata rzeczywistego (nie sieciowego) poznałem 
właśnie poprzez blogowanie, a z częścią z nich udało się przeprowadzić parę fajnych  
projektów. Patrząc wstecz, na pewno było warto - wyniosłem z tego doświadczenia co 
najmniej tyle ile przekazałem innym.”

12

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

T.M.: Jakiej jednej rady udzieliłbyś początkującym inwestorom giełdowym?

B.S.:  „Jedyna   sensowna   rada,   jakiej   mogę   udzielić   początkującemu 
inwestorowi/graczowi giełdowemu to: "Ucz się od każdego, ale decyzje podejmuj 
sam(a) na bazie własnych opinii i przemyśleń".”

Po rozmowie z Bartkiem stwierdziłem, że mamy ze sobą wiele wspólnego, tzn. 

obaj   wolimy   brać   własny   los   we   własne   ręce   i   oddzielamy   spekulację   od 
inwestowania.   Rada   Bartka   udzielona   inwestorom   jest   moim   zdaniem   jedną   z 
najlepszych rad z jakimi miałem okazję się zetknąć w swojej karierze inwestycyjnej. 
Bartek jest sztandarowym przykładem Buffettowskiego, niezależnego myślenia lub 
jeśli ktoś woli – myślenia na własny rachunek. Bartek zwracaj uwagę na bardzo 
ważne zagadnienie, tzn. na udział spekulantów w ogólnej liczbie uczestników rynku. 
Zgadzam się   z  Bartkiem,  że  pewien   poziom  ich  aktywności   jest  wymagany,  aby 
inwestorzy   długoterminowi   mogli   zarabiać   na   swoich   inwestycjach.   Niemniej 
uważam, że nadmierna ich aktywność może prowadzić do poważnych problemów. 
Bartek   zwrócił   również   uwagę   na   dochodowość   inwestycji   długoterminowych   z 
uwzględnieniem dywidend oraz momentu zakupu akcji. O tym samym napisałem w 
jednej ze swoich książek, podając za przykład notowania KGHMu z początku 2009 
roku. Wraz z rozwojem polskiego rynku kapitałowego coraz więcej spółek będzie 
wypłacało dywidendy i coraz więcej będzie je podwyższało. Może doczekamy się 
kiedyś   w   Polsce   kolejnej   spółki   typu   Pensylvannia   Railroad   Company,   która 
wypłacała nieprzerwanie dywidendę przez ponad 100 lat swojego istnienia?

13

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

„Humanistyczne” podejście do inwestowania.

Kolejnym rozmówcą jest Radek prowadzący blog noszący nazwę 

„Humanista na 

giełdzie”

  Jest   to   blog   niesamowicie   precyzyjny   –   jeśli   Radek   podejmie   się 

sprawdzenia konkretnej strategii inwestycyjnej i jej opisania, to robi to rzetelnie, 
wnikliwie   i   bardzo   dokładnie.   Niejednokrotnie   byłem   pod   wrażeniem   jego 
skrupulatnych   wyliczeń,   które   z   pewnością   przydały   się   czytelnikom   jego   bloga. 
Myślę,   że   wnioski   wyciągane   przez   Radka   w   blogowych   postach   są   trudne   do 
podważenia, gdyż opierają się na konkretnych liczbach i z pewnością nie należą do 
wniosków, którym można byłoby zarzucić zbytnią ogólność.

Obiektem zainteresowania Radka jest przede wszystkim analiza techniczna. On 

sam mówi o sobie następująco:

„Jestem inwestorem, który w ślad za Charlesem Dowem uważa, iż cena dyskontuje  
wszystko. Dlatego też moim głównym przewodnikiem w działaniach na giełdzie jest 
analiza techniczna, która jest też najczęściej przewijającym się tematem na moim 
blogu. Jestem osobą bez ekonomicznego wykształcenia, więc wszystkie interesujące 
mnie   koncepcje   staram   się   sprawdzić   osobiście,   bez   ślepej   wiary   w   podręczniki, 
dzięki czemu czytelnikom serwuję nie tylko założenia teoretyczne, ale również sporą  
ilość uwag praktycznych, które w mojej ocenie są szczególnie przydatne inwestorom 
indywidualnym”.

Radek jest chodzącym zaprzeczeniem hipotezy, głoszącej że trzeba posiadać 

ekonomiczne wykształcenie oraz teoretyczną wiedzę finansową, aby móc zarabiać 
pieniądze. Nasz giełdowy humanista świetnie sobie radzi w tym, z pozoru, trudnym 
świecie inwestycji.

Tobiasz Maliński (T.M.): Od jak dawna inwestujesz?

Radek   Chodkowski   (R.Ch.):  „Jestem   stosunkowo   świeży   w   tym   temacie,   gdyż 
giełdową   przygodę   rozpocząłem   w   maju   2009   roku,   czyli   około   2   lata   temu. 
Wcześniej   miałem   kilka   epizodów   związanych   z   funduszami   inwestycyjnymi   oraz 
srebrnymi monetami, lecz ciężko jest to nazwać inwestowaniem, raczej było to hobby 
i   pierwsze   kroki.   Od   tego   czasu   moje   zainteresowanie   rynkiem   finansowym 
zdecydowanie wzrosło, dzięki czemu dziś mogę powiedzieć, że czuję się już pewnie i 
dostrzegam owoce tych kilkuletnich starań”.

T.M.:  W co najbardziej lubisz inwestować? Na jakich aktywach najbardziej lubisz 
zarabiać i dlaczego?

14

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

R.Ch.:  „W  chwili   obecnej   zdecydowaną   większość   mojej   uwagi   przyciąga   rynek 
opcji. Może na rodzimej giełdzie nie jest on szczególnie rozwinięty, lecz i w takiej 
formie daje on niesamowite możliwości, które poznaję i staram się eksploatować 
każdego   dnia.   Szansa   założenia   praktycznie   każdego   scenariusza   rynkowego   jest 
czymś fascynującym, a w połączeniu z bardzo dobrymi rezultatami już pierwszych 
zrealizowanych   przeze   mnie   strategii   sprawia,   iż   prawdopodobnie   opcje   będą 
stanowiły trzon moich inwestycji na giełdzie.

W drugiej kolejności zajmuję się oczywiście wieloma innymi instrumentami, które 
oferuje   rynek,   czyli   kontrakty   terminowe   (jako   uzupełnienie   opcji,   ale   również 
samodzielne   kontrakty   na   akcje),   akcje   spółek   z   okolic   mWIG40,   jak   również 
certyfikaty strukturyzowane na metale szlachetne. Poza tym mniejsze części portfela 
umieściłem w funduszach obligacji przedsiębiorstw o niskich ratingach (tzw. high 
yieldy), jak również zabezpieczam ryzyko kursowe na rynku forex”.

T.M.: W jednym z tegorocznych (2011 r.) numerów, Forbes napisał, że nadchodząca 

dekada   będzie   dekadą   spekulantów.   Jakbyś   się   do   tego   odniósł?   Czy   również 
uważasz, że najbliższa przyszłość będzie należała głównie do graczy giełdowych, a 
nie do inwestorów?

R.Ch.:  „Aby   odpowiedzieć   na   to   pytanie   należy   poprawnie   zdefiniować   pojęcia 
inwestora i spekulanta, zwłaszcza odcinając się od negatywnych konotacji i nieco 
spaczonego obrazu spekulanta, funkcjonującego w naszym społeczeństwie. Stało się 
tak   w   wyniku   historycznych   zaszłości   oraz   działań   dziennikarzy   i   polityków 
szukających chwytliwych określeń. Tak więc spekulacja jest w uproszczeniu kupnem 
danego waloru w celu jego późniejszej odsprzedaży z zyskiem. Niczym więcej.

Dlatego   też   w   świetle   powyższego,   większość   z   uczestników   rynków   finansowych  
stanowią spekulanci. Osoba kupująca jednostki TFI kupuje je właśnie po to, aby 
sprzedać je kiedyś za wyższą cenę. Również inwestor indywidualny, jeśli nie stosuje 
strategii   typowo   inwestycyjnych   (szukanie   spółek   płacących   wysokie   dywidendy, 
analiza fundamentalna połączona z uczestnictwem w WZA), jest spekulantem. 

Oczywiście istnieje wiele strategii, które ciężko jest jednoznacznie zaklasyfikować do 
inwestycyjnych   lub   spekulacyjnych.   Arbitraż,   transakcje   zabezpieczające,   czy   też 
HFT (High Frequency Trading) są podejściami stosowanymi głównie przez instytucje 
finansowe i również silnie oddziałują na obecny kształt rynków.

Mimo niechęci do dokonywania uproszczeń, mogę przychylić się do omawianego  

15

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

stwierdzenia, gdyż głównym powodem obecności inwestorów na rynku jest osiąganie 
zysku, a ten, bez specjalistycznego zaplecza eksperckiego, najłatwiej jest realizować 
właśnie poprzez kupowanie w celu sprzedaży po wyższych cenach, czyli spekulację”.

T.M.: Obligacje są bezpieczniejsze niż akcje - to bardzo popularne stwierdzenie. Czy 

Twoim zdaniem kupowanie obligacji jest sensowniejsze niż kupowanie akcji?

R.Ch.:  „Próba odpowiedzi na tak postawione pytanie jest niczym porównywanie  
koparki z bolidem formuły 1. Każde z nich jest czym innym, do czego innego służy i 
nie da się powiedzieć, że jedno z nich jest sensowniejsze, niż drugie.

Obligacje są papierami wartościowymi gwarantowanymi najczęściej przez państwa 
co sprawia, że ich bezpieczeństwo jest stosunkowo wysokie. Nieco inaczej wygląda to 
w przypadku obligacji emitowanych przez przedsiębiorstwa, szczególnie przez te o 
niskich ratingach. Niestety, zgodnie z zasadą kija posiadającego dwa końce, zyski z 
obligacji są zazwyczaj niewielkie.

Z kolei akcje są instrumentami, które niosą za sobą dużo większe ryzyko, głównie 
wynikające z wahań ich ceny, lecz dają szanse na zyski idące niekiedy w setki procent 
rocznie. 

Dlatego też każdy z powyższych papierów wartościowych ma swoją specyfikę, a co za  
tym idzie, można i należy je wykorzystywać w odmienny sposób. Inwestor chcący 
zbudować   portfel   osiągający   stopę   zwrotu   wyższą   niż   lokaty   bankowe   powinien  
łączyć różnego typu aktywa, które w jego portfolio będą pełniły różne role. I tak 
obligacje często nabywane są w celu stabilizacji wahań naszych aktywów, a z kolei  
akcje   stanowią   część   agresywną,   która   odpowiedzialna   jest   za   wypracowywanie 
zysków większych niż te oferowane przez banki.

Nie   da   się   powiedzieć,   co   jest   sensowniejsze,   akcje   czy   obligacje.   Stanowią   one  
zaledwie małą część z szerokiej palety możliwości oferowanych przez współczesne 
rynki finansowe i to inwestor musi zadecydować, z czego będzie składał się jego  
portfel”.

T.M.:  Czy   dywersyfikujesz   swoje   inwestycje?   Warren   Buffett   powiedział,   że 
dywersyfikacja nie ma sensu dla tych, którzy wiedzą co robią. Jak Ty postrzegasz to 
zagadnienie?

R.Ch.:  „Dywersyfikacja   jest   pożytecznym   rozwiązaniem   z   punktu   widzenia   wielu 
portfeli. Odpowiednio zastosowana pozwala eksploatować poszczególne rynki w taki 

16

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

sposób, aby zyski osiągane na jednych przewyższały straty powstające na drugich, co 
w efekcie pozwala na zbudowanie stabilnie rosnącego portfela.

Sam stosuję dywersyfikację między kilka rodzajów aktywów, lecz z różnym poziomem  
zaangażowania w każdy z nich. Dzięki temu staram się w sposób zrównoważony  
zwiększać wartość moich aktywów.

Odnosząc się do wypowiedzi Warrena Buffetta muszę stwierdzić, iż jest w nim sporo 
racji,   lecz   dotyczy   to   głównie   inwestorów,   którzy   posiadają   już   odpowiednie  
doświadczenie, a także wykazali się zyskownością w różnych fazach trendu (hossa, 
bessa,   ruch   boczny).   Jeśli   ktoś   jest   w   stanie   osiągać   atrakcyjną   i   co   ważniejsze 
stabilną stopę zwrotu na jednym rynku, nie musi dywersyfikować swoich środków 
między różne aktywa, gdyż z jego punktu widzenia, nie ma to sensu. Wielu jest graczy, 
którzy niemalże do perfekcji opracowali systemy zarabiania na rynkach terminowych  
i   osiągają   tam   bardzo   dobre   wyniki,   więc   będąc   na   ich   miejscu   skupiłbym   się  
wyłącznie na utrzymywaniu poziomu i rozwijaniu swoich umiejętności.

Aby móc ograniczyć się tylko do jednego z rynków, potrzebna jest możliwość gry  
zarówno na spadki, jak i na wzrosty. Obecnie w Polsce jest to do zrealizowania 
głównie na instrumentach pochodnych (kontraktach terminowych, opcjach, foreksie), 
dlatego też ciężko jest mi sobie wyobrazić rezygnację z dywersyfikacji przy grze tylko  
na rynku akcji lub obligacji.

Myślę,   że   początkujący   inwestor   powinien   bezwzględnie   dywersyfikować   swoje 
inwestycje. Dopiero, gdy uzyska już niezbędne doświadczenie i stwierdzi, że osiąga 
bardzo dobre rezultaty na jednym z rynków, może skoncentrować swoje działania 
właśnie na tym typie aktywów.

Dlatego też zgodzę się z Warrenem Buffettem, że inwestor świadomy swoich poczynań 
na rynku finansowym, może zrezygnować z dywersyfikacji”.

T.M.:  W   dzisiejszych   czasach   instytucje   finansowe   obracają   dość   złożonymi 

instrumentami pochodnymi. Pojawiają się komentarze, że za dziesięć lat na rynku 
będzie   dostępnych   tak   wiele   tych   instrumentów,   że   nie   będzie   wiadomo   kto   jest 
czyim   dłużnikiem,   a   kto   wierzycielem.   Na   warszawskiej   Giełdzie   Papierów 
Wartościowych inwestorzy indywidualni w 2010 roku odpowiadali za ponad 50% 
obrotu kontraktami terminowymi na WIG 20 oraz za 60% obrotu opcjami na ten 
indeks. Czy według Ciebie jest to pozytywne czy niepokojące zjawisko?

R.Ch.:  „Przede wszystkim,  jest to zjawisko obiektywne. Na  udział inwestorów  w 

17

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

rynku można oddziaływać poprzez regulacje prawne lub też system zachęt i ułatwień, 
lecz   jeśli   dostęp   jest   szeroki,   każdy   kto   wyraża   taką   chęć,   może   w   tym   obrocie  
uczestniczyć.

Opcje i kontrakty terminowe są instrumentami uznawanymi za skomplikowane, lecz 
warto nadmienić, iż w świetle tego, co jest dostępne na światowych rynkach, są one 
stosunkowo proste. Widać to chociażby poprzez pryzmat opcji, z których na GPW 
możemy odszukać opcje waniliowe, czyli te najmniej skomplikowane w porównaniu 
do opcji egzotycznych. 

Relatywnie duży udział inwestorów indywidualnych może wskazywać, że rynki te są 
jednak   atrakcyjne     dla   graczy   giełdowych   i   postanowili   oni   ponieść   trud  
przyswojenia   specyfiki   instrumentu   oraz   technik   inwestycyjnych   aby   skutecznie 
pomnażać swoje środki. Dlatego też mnie osobiście cieszy ten fakt i pozwala mieć  
nadzieję, że coraz więcej osób nie będzie ograniczało się do podstawowych walorów 
takich   jak   akcje,   czy   obligacje,   ale   zdecyduje   się   na   spróbowanie   swoich   sił   na 
derywatach.

Jeśli   zaś   chodzi   o   ogólny   poziom   złożoności   instrumentów   finansowych,   to 
zdecydowana większość z nich nie jest dostępna dla „zwykłych” inwestorów, ale są  
to   produkty   konstruowane   przez   instytucje   dla   instytucji.   Jeśli   taki   wehikuł   jest 
udostępniany graczom indywidualnym za pośrednictwem np. jednostek uczestnictwa, 
to w interesie tych osób jest dokładne przejrzenie umowy oraz specyfiki instrumentu, 
aby później nie było niedomówień. Już dziś można kupować fundusze surowcowe, 
które w swej konstrukcji uwzględniają wszystko, tylko nie fizyczne srebro czy złoto”.
 

T.M.:  Jeśli   mógłbyś   wybrać   między   samodzielnym   kupowaniem   akcji,   a 

kupowaniem   ich   za   pośrednictwem   funduszu   inwestycyjnego,   co   byś   wybrał? 
Dlaczego?

R.Ch.: „Najlepszą odpowiedzią na to pytanie jest „to zależy”. Przede wszystkim od 
tego, czy byłyby to akcje polskie, czy też inne, specyficzne akcje. Uważam siebie za  
inwestora na tyle doświadczonego, że byłbym w stanie samodzielnie inwestować w  
akcje na naszym rynku, co zresztą czynię każdego dnia. Jest to tańsze, gdyż nie muszę 
ponosić znacznych niekiedy kosztów zarządzania takowym funduszem, a poza tym 
samodzielnie mogę dobierać walory do portfela.

Gdybym   natomiast   zamierzał   wyjść   poza   granice   naszej   giełdy,   prawdopodobnie 
zdecydowałbym   się   na   fundusz.   Większy   kapitał   oraz   większa   znajomość   tematu 
pozwala   zarządzającym   na   lepsze   lokowanie   środków   np.   w   spółki   drzewne   w 
Kanadzie,   czy   też   wydobywcze   w   RPA.   Osoba   z   małymi   środkami   oraz  

18

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

ograniczeniami   w   postaci   konieczności   założenia   konta   za   granicą   lub   też 
rozliczeniami podatkowymi ma tu znacznie utrudnione zadanie. Dlatego też sprawy 
na których się nie znam, wolę zostawiać specjalistom”.

T.M.:  Jeśli miałbyś okazję do zadania jednego pytania inwestorowi wszechczasów, 
np. Warrenowi Buffettowi lub George'owi Sorosowi, o co byś zapytał?

R.Ch.: „Nigdy nie spodziewałem się i nie spodziewam spotkania z takim inwestorem, 
więc   trudno   wymyślić   takie   pytanie.   Osoby   te   zarządzały   znacznie   większymi 
środkami, co wiąże się z pewną specyfiką, która jest nieporównywalna z sytuacją 
osoby dysponującej małym portfelem. 

Z drugiej strony jedno pytanie stanowi problem, gdyż z natury rzeczy za jego pomocą 
nie jesteśmy w stanie uzyskać dokładnych informacji na temat konkretnych technik  
inwestycyjnych stosowanych przez tę osobę. 

Dlatego   też,   gdybym   miał   możliwość   zdać   takie   pytanie,   prawdopodobnie  
poprosiłbym  o kilka  rad,  które  taki inwestor  uzna  za  najważniejsze  i najbardziej  
przydatne. Wierzę, że lata doświadczenia pozwalają na wypracowanie kilku takich 
uniwersalnych zasad, które konsekwentnie przestrzegane przybliżają do sukcesu na 
rynkach finansowych”.

T.M.: Co skłoniło Cię do dzielenia się swoją wiedzą w ramach bloga?

R.Ch.:  Przede   wszystkim   jest   to   fakt,   że   nie   posiadając   wykształcenia 
ekonomicznego, zaczynałem interesować się giełdą, jako amator. Okazało się, że jeśli  
ma   się   trochę   zacięcia,   można   poznać   podstawy   i   próbować   samodzielnie  
inwestować.   Niestety   wiedza   z   książek   nie   zawsze   wprost   przekłada   się   na  
rzeczywistość, dlatego też bardzo cenne są rady doświadczonych inwestorów.

Po około roku aktywności na giełdzie uznałem, że być może mam już coś ciekawego  
do przekazania innym graczom, czym warto by było się podzielić. A z drugiej strony, 
jeśli nawet moje opinie nie byłyby w pełni wolne od niedociągnięć, w komentarzach 
zawsze można podjąć dyskusję na ich temat, czy też wyjaśnić niejasności.

Dlatego też stwierdziłem, że blog pisany z punktu widzenia gracza giełdowego, który 
zaczynał od zera, może być przydatną lekturą dla osób, które dopiero chciałyby się 
zainteresować tą tematyką. Niekiedy praktyk jest w stanie lepiej wyjaśnić niektóre 

19

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

kwestie, zwłaszcza gdy jest do niego stały dostęp poprzez komentarze czy e-mail”.

T.M.: Jakiej jednej rady udzieliłbyś początkującym inwestorom giełdowym?

R.Ch.:  „Nauka funkcjonowania na rynku finansowym jest długotrwała i wymaga 
poświęcenia znacznej ilości czasu i uwagi. Dlatego też początkującym inwestorom 
radzę, aby potraktowali naukę gry na giełdzie jak studia i dali sobie na to 3-5 lat. 
Ponadto, bardzo przydatna jest dociekliwość, chęć zdobywania wiedzy, a także pasja,  
z jaką się to robi, ponieważ aby wytrwać do czasu, gdy gra na giełdzie zacznie 
przynosić pozytywne rezultaty, należy przebić się przez masę informacji i przetrzymać 
wiele trudnych chwil. 

Dlatego też uważam, że najważniejsza jest wytrwałość i cierpliwość w poszukiwaniu 
własnych   metod   i   wypracowywaniu   własnego   podejścia.   A   później   nie   ma   nic  
fajniejszego, niż otrzymywanie owoców tych starań – wierzcie mi”. 

Dywersyfikacja,   dywersyfikacja....Radek   zwrócił   uwagę   na   bardzo   ważne 

zagadnienie związane z alokacją kapitału inwestycyjnego – trzeba kupować różne 
aktywa,   bo   wtedy   portfel   jest   rzeczywiście   zdywersyfikowany.   Jeśli   kupujemy 
wyłącznie akcje kilkunastu spółek, to taki portfel przypomina bardziej dywersję, o 
której   wspomina   Robert   Kiyosaki   w   swoich   książkach.   Dokonujmy   zatem 
rzeczywistej dywersyfikacji swoich aktywów, a nie tylko pozornej.

Końcowa rada dla początkujących inwestorów jest bardzo prawdziwa – bez 

chęci   do   zarabiania   na   giełdzie   (pasji)   nikt   nie   jest   w   stanie   niczego   osiągnąć. 
Potrzeba rzeczywiście pewnej wytrwałości oraz czasu, aby zdobyć doświadczenie, 
dzięki któremu będzie można później czerpać wspomnianą satysfakcję z zarabiania. 
Nie mogę się zatem nie zgodzić z Radkiem – jest ona naprawdę duża. Myślę, że 
warto   spojrzeć   na   przeciwności   inwestycyjne,   występujące   głównie   na   początku 
przygód giełdowych, jako na pewną „inwestycję w siebie”. Lepiej tracić pieniądze 
przez 5 lat, a przez kolejne 50 lat życia nieustannie je zarabiać nić tracić je przez całe 
życie. Kwestię tą pozostawiam Tobie, Czytelniku, do samodzielnego przemyślenia.

20

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

„Akcje przy kawie” z gawędziarskim akcentem

Istnieje bardzo ciekawy blog o dość wdzięcznej nazwie - 

Akcje przy kawie

 - 

znajdujący się pod adresem bart-zielinski.blogspot.com. Jego autor – Bartek Zieliński 
–   w   luźny   i   zarazem   przystępny   sposób   opisuje   różne   zagadnienia   dotyczące 
inwestycji giełdowych. To właśnie Bartek jest moim kolejnym rozmówcą. Muszę 
przyznać,   że   po   zapoznaniu   się   z   odpowiedziami   Bartka   na   zadane   pytania 
stwierdziłem, że gdzieś już spotkałem taki sam punkt widzenia. Okazuje się bowiem, 
że myślimy z Bartkiem w wielu kwestiach zupełnie jednakowo, tzn. obaj jesteśmy 
typowymi fundamentalistami, dla których pierwotną inspiracją był Warren Buffett. 
Dzielimy się też swoją wiedzą z chęci pomagania innym. Żałuję tylko jednego....że 
poznałem Bartka tak późno, no ale lepiej późno niż później....

Tobiasz Maliński (T.M.): Prowadzisz ciekawy blog inwestycyjny, co Cię skłoniło do 

jego prowadzenia?

Bartek   Zieliński   (B.Z.):  „Dzięki   za   dobre   słowo.   Pisanie   bloga   przyszło   mi  
naturalnie jako chęć dzielenia się doświadczeniem, chęć pomagania innym. Mam w 
sobie wewnętrzny „przymus” dzielenia się wiedzą i jeśli wiem, że mogę komuś pomóc 
w jego życiu, to staram się działać. Wiem też, że im więcej się daje tym więcej się  
dostaje, stąd nie jest to taka znowuż altruistyczna idea. Blogi giełdowe prowadzę od 
2003 roku. 

Pamiętam po sobie, jak bardzo w początkach na giełdzie, brakowało mi osób, które 
pomogłyby mi wybrać dobrą, sprawdzoną drogę do poznania sztuki inwestowania.  
Sam musiałem czytać wszystko, co wpadło mi w ręce na temat giełdy i testować to w 
praktyce.   Przez   kilka   lat   udało   mi   się   sprawdzić   setki   strategii   i   odkryłem,   że  
większość   książek   była   prawie   nic   nie   warta.   Uczyła   spekulacji   i   hazardu,   była 
dostosowana głównie do osobowości i predyspozycji autora danej książki. 

Po kilku bezowocnych latach na parkiecie, wkurzyłem się i zacząłem szukać takich 
zasad i metod, które działają niezależnie, kto ich używa. Pomyślałem, że warto uczyć  
się od najlepszych i wtedy trafiłem na książki o inwestowaniu na sposób Warrena 
Buffetta, najbogatszego inwestora świata. Tam trafiłem na proste, logiczne zasady, 
plus dokładny opis myślenia i podejścia W. Buffetta do życia. To bardzo ważne, bo nie 
da się kogoś naśladować, nie wiedząc jak i o czym myśli. Zacząłem wdrażać jego  
zasady   inwestycyjne.   Od   tamtej   pory   wszystko   się   zmieniło.   Moje   inwestycje 
odblokowały się i w końcu zarobiłem sporo pieniędzy. Gdy odkryłem, co na giełdzie 
działa, a co nie, od razu zacząłem dzielić się tym z innymi na swoim pierwszym 
blogu. 

21

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

I tak jest do dziś. Staram się prostymi słowami dzielić doświadczeniem, przy okazji 
porządkując sobie wiedzę giełdową i poznając wielu podobnych do mnie ludzi. Mam  
możliwość rozmawiać z Czytelnikami bloga na tematy spółek i giełdy, po prostu o 
naszej pasji. Zyskują na tym wszyscy. No a dodatkowo, ja po prostu lubię pisać”.

T.M.:  Widziałem,   że   opublikowałeś   darmowy   e-book   poświęcony   analizie 

fundamentalnej.   Dlaczego   wybrałeś   właśnie   analizę   fundamentalną,   a   nie   np. 
techniczną?

B.Z.: „Na przykład dlatego, że analiza fundamentalna mówi mi z wyprzedzeniem jak 
zachowają się wykresy giełdowe. Analiza fundamentalna często wyprzedza o całe 
miesiące analizę techniczną. Dla mnie to logiczny wybór lepszej dla mnie metody, 
przetestowanej   w   praktyce.   Nauczyłem   się   na   własnych,   wieloletnich   błędach,   że 
spekulacja = hazard, i przynosi mi podobną do hazardu stopę zwrotu. Przez ponad 
12 lat przygody z GPW poznałem obydwa sposoby inwestycyjne i stwierdzam, że 
analiza   fundamentalna   jest   dla   mnie   bardziej   fascynująca.   Jest   też   dużo 
skuteczniejsza, zyskowniejsza, a także trudniejsza. Wg mnie wymaga ona większej  
wiedzy, niż samo czytanie wykresów. 

Na początku inwestowania używałem tylko analizy technicznej, jednak uważam ją za 
zbyt   powierzchowne   podejście   do   inwestowania.   Przypomina   mi   ona   trochę 
przysłowiowe   wróżenie   z   fusów.   Wolę   podejście   W.   Buffetta,   który   traktuje 
inwestowanie   na   giełdzie,   nie   jak   zakup   akcji,   tylko   jak   wybór   i   zakup   świetnie  
prosperujących   biznesów.   Kupując   akcje,   wchodzi   on   do   firmy   na   lata   jako  
współwłaściciel.   Interesuje   go,   ile   firma   potrafi   generować   zysków,   kto   zarządza 
„jego” firmą, czy produkt jest świetny, czy konkurencja jest silna, ile na tym zarobi  
itd. W. Buffett jest biznesmanem, nie kupuje kota w worku.  

Podejście   fundamentalne,   wg   mnie,   ma   też   po   prostu   ręce   i   nogi.   Jest   dla   mnie 
logicznym,   racjonalnym   rozwiązaniem,   w   przeciwieństwie   do   suchej   analizy 
wykresów.   Ja   chcę   wiedzieć,   dlaczego   kurs   „mojej”   firmy   rośnie,   albo   dlaczego 
spada, a nie być giełdowym lemingiem-samobójcą. Nie chcę też nikogo tu obrażać, 
mówię   opierając   się   na   własnych   doświadczeniach,   sam   też   kiedyś   grałem   jak 
leming.   Obecnie   wolę   jednak   zarabiać   na   giełdzie,   zamiast   szukać   kosztownej   i 
czasochłonnej   rozrywki.   Trzeba   w   pewnym   momencie   podjąć   decyzję   i   albo 
przeskoczyć mentalnie na wyższy poziom „zarabiania pieniędzy”, albo pozostać na  
etapie „czystej zabawy” giełdą. Ten drugi „level” niestety nie daje pieniędzy.

22

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

Obecnie  korzystam w 97% z analizy fundamentalnej i psychologii giełdowej, oraz w  
3%   korzystam   z   analizy   wykresów.   Dzięki   dobrej   znajomości   analizy   technicznej  
wiem   też,   o   czym   może   myśleć   90%   inwestorów   na   rynku.   To   mi   daje   drobną 
przewagę nad graczami giełdowymi.

Dodam jeszcze dla sprostowania, że napisany przeze mnie darmowy e-book „Bóg,  
pieniądze i giełda!” porusza szerzej tematykę inwestowania. Kolejność doboru słów 
w   tytule   e-booka,   nie   jest   przypadkowa.   Piszę   w   nim   wpierw   o   tym,   jak   zdrowo 
podchodzić do pieniędzy, następnie jak je gromadzić, a dopiero później opisuję jak 
swoje pieniądze pomnażać na giełdzie. Uważam, że te 3 tematy najlepiej działają 
wtedy, gdy wzajemnie się uzupełniają”. 

T.M.: W jednym z tegorocznych (2011 r.) numerów, Forbes napisał, że nadchodząca 
dekada   będzie   dekadą   spekulantów.   Jakbyś   się   do   tego   odniósł?   Czy   również 
uważasz, że najbliższa przyszłość będzie należała głównie do graczy giełdowych, a 
nie do inwestorów?

B.Z.: „Nie czytałem powyższego artykułu, zatem trudno mi jest się odnieść do tego, 
co   autorzy   w  nim   napisali.   Wg   mnie,  dzisiejszy   świat   będzie   nabierał   prędkości. 
Dzięki  internetowi,  globalizacji,  nowoczesnym  technologiom  itp. wszystko  zacznie 
przyśpieszać,   również   styl   inwestowania   na   giełdzie.   Myślę,   że   dzięki   łatwemu 
dostępowi   do   giełdy,   na   rynki   światowe,   co   roku   będzie   napływało   coraz   więcej  
nowych inwestorów, żądnych łatwych i szybkich pieniędzy. A ponieważ początkujący 
inwestorzy zaczynają najczęściej jako spekulanci, więc na pewno spekulacja nabierze 
tempa. Trzeba też pamiętać, że mamy modę na instrumenty finansowe bazujące na  
dźwigni finansowej. To również powiększy skalę spekulacji oraz szaleństwo wahań 
cen na rynkach finansowych i towarowych. Niestety mnóstwo ludzi straci wszystkie 
oszczędności życia, ale jak historia pokazuje to normalne, tak się dzieje od wieków.

Jednak ostateczne słowo i tak nadal będzie należało do inwestorów fundamentalnych. 
Nawet   w   tych   szybkich   czasach,   o   rentowności   transakcji   będzie   decydowała, 
wysokiej jakości analiza fundamentalna i rozumienie tego, co się robi. Nawet, jeśli  
dojdzie do coraz większej informatyzacji systemów transakcyjnych i analitycznych, to 
na   ostateczny   sukces   z   inwestycji   będzie   miał   nadal   ogromny   wpływ   kunszt 
rozumienia spółki, branży i wrodzona żyłka do giełdy. Być może też nowe technologie 
sprawią, że więcej osób będzie mogła zarabiać na giełdzie zamiast tracić, jednak 
najlepsi inwestorzy to ci, którzy najciężej pracują, a jednocześnie dobrze się przy tym  
bawią. Sama informatyzacja systemów transakcyjnych nie wystarczy do pobijania 
rekordów giełdowych prawdziwych pasjonatów. 

23

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

Spekulanci w swej naturze skupiają się na szybkich i łatwych zyskach, co na wstępie 
przekreśla ich szanse na bardzo wysokie zarobki. Bo te na giełdzie wymagają spokoju  
i rozwagi, paradoksalnie jeszcze bardziej w tak zmiennych i szalonych czasach”. 

T.M.: Co według Ciebie jest najważniejsze w kierowaniu się fundamentami podczas 

inwestowania?

B.Z.:  „Rozumienie   tego   co   się   robi,   dlaczego   to   się   robi   i   jakie   będą   tego 
konsekwencje. Jeśli poświeciłem tygodnie na analizy i zrozumienie działalności mojej 
spółki, jej konkurentów i zasad działających w branży, to jestem bliżej zysków, niż 
strat.   Trzeba   po   prostu   wiedzieć,   dlaczego   spółka,   której   akcje   kupiłem   jest   tak 
wspaniała, że w przyszłości „na pewno” polepszy zyski, będzie się rozwijać, pokona 
konkurencję i za co klienci ją kochają. Trzeba dokonać wizualizacji i zobaczyć spółkę 
oczami wyobraźni za 5-10 lat w przód. 

Tak naprawdę trzeba również rozumieć, jaka jest prawdziwa wartość firmy i jaka 
będzie jej wartość w najbliższych latach. Prawdziwa wartość firmy, najczęściej różni  
się od tego, jakie są jej notowania. Ważne jest by wiedzieć, czy te notowania są już za  
wysokie,   czy   za   niskie.   W   swoim   e-booku   opisuję   najprostszy   znany   mi   sposób 
poznania   szacunkowej   wartości   wewnętrznej   wyrażonej   w   cenie   na   jedną   akcję.  
Wyliczenia te, to jednak tylko drobny element całej wyceny wartości firmy.

Staram   się   podchodzić   do   giełdy   „na   chłopski   rozum”:   wybieram   spółki,   które 
rozumiem, lubię i które od lat potrafią generować duże zyski netto. W ostatnim czasie 
wybieram również spółki z rynku NewConnect bazując na całkowicie nowej analizie  
fundamentalnej,   opartej   na   znajomości   firmy   i   branży,   własnych   prognozach   i 
wyliczeniach oraz bazując na psychologii tłumu. Testowe efekty takich inwestycji 
przerosły moje oczekiwania, dlatego będę je nadal testował”.

T.M.: Czy początkujący inwestor według Ciebie powinien pójść na łatwiznę i oddać 
swoje   pieniądze   w   zarządzanie   innym   ludziom,   czy   powinien   sam   nauczyć   się 
inwestować?

B.Z.:  „Początkujący   inwestor   powinien   wg   mnie   samemu   najpierw   spróbować  
inwestować pieniądze na GPW, aby sprawdzić czy sprawia mu to przyjemność i czy 
go to trochę wciągnęło. Dopóki nie spróbuje, nie będzie wiedział jak to działa i czy  
nie   ma   przypadkiem   talentu   inwestycyjnego.   Na   pewno   warto   spróbować  
samodzielnego inwestowania i sprawdzić, czy mnie do tego ciągnie i chce mi się w to  
bawić.

24

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

Starałem   się   kiedyś   namawiać   wszystkich   do   samodzielnego   inwestowania   na 
giełdzie,   ale   wiem,   że   mało   kogo   to   interesuje.   Większości   ludziom   nie   chce   się 
przeczytać nawet jednej książki o rynku kapitałowym. Wszystkim inwestorom, którym 
nie chce się rozwijać wiedzy w tym temacie, np. za pomocą czytania książek, analizy  
sprawozdań   finansowych,   rynku,   konkurencji   itd.,   odradzam   inwestowanie   na 
giełdzie.   Bez   pracy   nie   ma   kołaczy.   Inwestor,   który   chce   łatwych   pieniędzy,  
prawdopodobnie straci swoje pieniądze. Lepiej zatem, żeby ich większą część oddał 
pod opiekę komuś, kogo ten temat pasjonuje i wychodzi.

GPW to praca jak każda inna: trzeba mieć talent, ciężko pracować, uczyć się i w  
końcu   osiągać   sukcesy.   Jeśli   chcesz   być   dobrym   lekarzem,   musisz   mieć   pasję   i  
pragnienie poświęcić lata na naukę, tak samo, jeśli chcesz być dobrym inwestorem.  
Warto być gorliwym w swojej pracy, bo to daje wielkie zyski”.
 

T.M.:  Jaki horyzont inwestycyjny preferujesz? Myślisz typowo Buffettowsko, aby 

trzymać akcje co najmniej przez dekadę?

B.Z.: „Tak. Mimo dynamicznych czasów nadal bliżej mi do naśladowania W. 
Buffetta, niż Georga Sorosa. Jeśli kupuję jakiś biznes(tzn. akcje spółki), który ciągle 
się rozwija i jego wartość co roku się zwiększa, to bez sensu jest go sprzedać, tylko 
dlatego, że np. wzrósł o 500%. Pozwalam zyskom rosnąć i szukam spółek, w których 
mógłbym „siedzieć” przez lata. Spokój, cierpliwość i wytrwałość na giełdzie to złoto 
– to się raczej nigdy nie zmieni. 

Jeśli jednak firma nie radzi sobie na rynku i nie potrafi się dalej rozwijać, jestem 
gotowy sprzedać akcje nawet po paru miesiącach. Wszystko zależy od konkretnej 
sytuacji spółki. Muszę wiedzieć, kiedy spółka ma „chwilowe” kłopoty(np. 1-3 lata w 
czasie bessy), a kiedy spółka jest po prostu słaba. Jeśli nie umiałbym odróżniać tych 
dwóch rzeczy, musiałbym zostać co najwyżej średnioterminowym spekulantem.

Przy inwestowaniu trzeba wierzyć w firmę, której akcje się kupuje. Muszę czuć do 
niej „miętę”, a dobre wyniki finansowe muszą mnie do niej przyciągać i kokietować. 
Na giełdzie jak w innych „relacjach”, też musi działać „chemia” - finansowe 
przyciąganie ;)”

T.M.: Co według Ciebie cechuje od strony finansowej spółkę godną uwagi?

B.Z.:  „Coraz większe zyski netto(i operacyjne też), wysoki wskaźnik ROE i niskie 
zadłużenie  długoterminowe.  To takie  3 punkty  zaczepne  dla dalszej  analizy.  Jeśli 

25

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

widzę w sprawozdaniach finansowych, od lat wysokie ROE, to wyczuwam smakowitą  
spółkę. Taka spółka zazwyczaj osiąga dobre wyniki netto. O czym mówi mi ROE? O  
tym, jak firma potrafi generować zyski z zarządzania swoimi kapitałami własnymi. Im 
firma robi to lepiej, tym lepszą przyszłość sobie maluje.

Do swoich zakupów wybieram najczęściej spółki, które mają zdrowe finanse od kilku 
ostatnich lat. Takie firmy łatwiej analizować i przewidywać ich najbliższą przyszłość. 

No i zawsze trzeba pamiętać, że przeszłość nie równa się przyszłości i istnieje ryzyko,  
że spółka akurat po naszym zakupie akcji, wpadnie w jakieś kłopoty. Dlatego ważne 
jest to, by być elastycznym przy zakupie i sprzedaży akcji swojej firmy. Jeśli w spółce  
coś idzie nie tak jak powinno i nie wiemy dlaczego, to często po prostu najlepiej jest 
wyjść  z   inwestycji,  nawet   ze  stratą.  „Jak  nie  wiadomo   o  co  chodzi,  to  chodzi  o  
pieniądze” – może oznaczać to, że w spółce zaczęły się kłopoty”.

T.M.:  Niedawno w Polsce odbyła się emisja pierwszej edycji programu Dragon's 
Den   jak   zostać   milionerem   -   czy   sądzisz,   że   ten   program   jest   w   stanie   pomóc 
zrozumieć zasady inwestowania?

B.Z.:  „Ponieważ współtworzyłem już dwa biznesy i pomagałem przy kilku innych, 
miałem   okazje   uczestniczyć   w   kilkudziesięciu   spotkaniach   z   inwestorami 
finansowymi.   Sytuacja   pokazana   w   programie   jest   dość   podobna   do   sytuacji 
wstępnych rozmów z aniołami biznesu lub funduszami inwestycyjnymi. W programie 
telewizyjnym oczywiście nie ma zbyt wiele czasu na zapoznanie się z biznesplanem,  
strategią, zespołem itd. Jednak program ten pokazuje dość trafnie, że biznes trzeba 
umieć sprzedać i warto uczyć się sztuki negocjacji.

Myślę,   że   dla   każdego   Czytelnika   tego   e-booka,   dużo   lepszym   rozwiązaniem,   niż 
oglądanie programu TV, jest założenie przynajmniej jednego, własnego biznesu lub 
wejście w spółkę z kimś i poznanie od środka, na co się patrzy prowadząc swoją 
firmę.   Własny  biznes  to  doskonała   sprawa,  pozwala   zrozumieć,   co  się  liczy   przy  
kupnie spółek, jak ta machina wygląda od strony „zza lady”. Nic tak nie uczy jak 
praktyka.

Natomiast sam program Dragon’s Den bardziej pokazuje jakie pomysły i czynniki 
interesują inwestorów. Można podejrzeć tok myślenia inwestorów, przeanalizować co 
ich interesuje, zobaczyć jak z nimi rozmawiać oraz to jak sprzedać swój pomysł.  
Warto też uczyć się, jak nie sprzedać się za bezcen”.

T.M.: Wolisz dywersyfikować czy koncentrować swój portfel inwestycyjny?

26

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

B.Z.:  „Należę do inwestorów, którzy potrafią inwestować 100% kapitału w jeden  
biznes, w jedną spółkę. Tzn. jeśli przeanalizowałem jakąś firmę i uważam, że dobrze 
rozumiem jej działalność, to gotowy jestem czerpać maksimum zysków z inwestycji.  
Oczywiście   w   przypadku   złej   analizy,   straty   są   wyższe,   niż   przy   dywersyfikacji.  
Jednak, jeśli kontrolujemy ryzyko, straty można mocno ograniczać. 

Ogólnie dla kwoty do 1 mln zł, za zdrowy portfel uważałbym ten złożony z max 3-4 
spółek. Im mniej spółek w portfelu tym lepiej, można je bowiem solidniej analizować,  
zrozumieć i obserwować. A sama dywersyfikacja to bardzo złudny mechanizm, który 
bardzo utrudnia zarabianie dużych pieniędzy na giełdzie. 

Osobiście stosuję własny system dokupowania akcji najsilniejszej spółki w portfelu. 
Metodę opisuję w e-booku, o którym już wspominałeś. W skrócie powiem, że chodzi o 
to, że jeśli przeanalizuję rynek, wybiorę wg mnie np. 3-4 super spółki, to zawsze tylko 
jedna z tych spółek może być liderem. Z początku mogę posiadać drobne kwoty we 
wszystkich 4 spółkach, ale gdy rozpoznaję lidera, mogę angażować resztę kapitałów 
w lidera. Oczywiście to tylko moja strategia i jest ona obarczona bardzo wysokim  
ryzykiem.   Ja   po   prostu   mam   wysoką   tolerancję   ryzyka.   Jak   więc   widać,   oprócz 
stosowania metod W. Buffetta, korzystam również z mojego doświadczenia na GPW i 
szukam własnych sposobów maksymalizacji zysków. 

Na koniec dodam, że optymalny wybór dotyczący dywersyfikacji swojego portfela,  
zalecam dostosować każdemu Czytelnikowi do swojej własnej osobowości. W innym 
razie, można się dorobić np. wrzodów żołądka, a nie o to chodzi. Najlepsze zyski 
osiąga   się   inwestując   w   zgodzie   ze   sobą,   a   nie   próbując   być   kimś   innym. 
Prawdziwym   wyzwaniem   dla   inwestora   jest   zatem   wpierw   poznać   pełnię   swojej 
wspaniałej osobowości i następnie wykorzystać tę wiedzę również na giełdzie. Warto 
odkryć siebie, bo to czysty zysk i radość!” 

T.M.: Jakiej jednej rady udzieliłbyś początkującym inwestorom giełdowym?

B.Z.:  „Zachęcam poznać zasady W. Buffetta i zastanowić się czy są logiczne oraz  
namawiam wszystkich do pogłębiania wiedzy na temat sztuki czytania sprawozdań 
finansowych. Dzięki za rozmowę”.

Nie wiem czy zauważyłeś, Czytelniku, ale Bartek zwrócił uwagę na bardzo 

ważną   kwestię,   tzn.   na   panującą   modę   obracania   instrumentami   pochodnymi. 
Okazuje   się   również,   że   różni,   ważni,   ludzie   z   branży   finansowej   zaczynają   się 
poważnie obawiać o przyszłość rynków finansowych z punktu widzenia mnogości 
istnienia   różnych   rodzajów   derywatów.   Nie   mam   wcale   na   myśli   osławionego 

27

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

powiedzenia   Warrena   Buffetta,   że   instrumenty   pochodne   są   bronią   masowego 
rażenia, ale myślę o niedawnych słowach Marka Mobiusa opublikowanych na jego 
blogu oraz o spostrzeżeniach George'a Sorosa. Otóż - „mamy globalne rynki, ale nie 
mamy globalnych regulacji”
 - jak powiedział Soros. Podzielam więc punkt widzenia 
Bartka, dlatego że zauważył bardzo istotną tendencję ostatnich lat. 

Myślę też, że warto promować pośród polskich inwestorów indywidualnych 

podejście fundamentalne, gdyż wydaje się nie być ono chwytliwe, ale jest skuteczne. 
Powoli   zaczyna   się   kształtować   trend   odchodzenia   dotychczasowych   graczy 
giełdowych od metod spekulacji na korzyść metod inwestycyjnych. Warto również 
zapoznać się z książką Bartka, o której wspominaliśmy w naszej rozmowie, gdyż 
każda   lektura   tego   typu   jest   pouczająca.   Dzisiaj   mamy   tak   wiele   książek 
parafrazujących słowa innych ludzi – Bartek wnosi coś od siebie, coś nowego, a 
zarazem wartościowego.

28

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

„Moje (wy)kreski”, czyli blog o analizie technicznej

Blog 

„Moje kreski”

 jest blogiem odzwierciedlającym, jak każdy blog zresztą, 

osobowość autora – jest lakoniczny i konkretny zarazem - takie też są odpowiedzi 
zawarte w tym rozdziale. Poszukując chętnych bloggerów do współtworzenia tego e-
booka   pomyślałem   również   o   autorze   bloga   „Moje   Kreski”,   który   bez   wahania 
zgodził się uczestniczyć w tej inicjatywie. Jako, że autor chciał pozostać anonimowy, 
w wywiadzie używam jedynie jego inicjałów – L.R.

Tobiasz Maliński (T.M.): Od jak dawna inwestujesz?

Moje Kreski (L.R.): Za realne pieniądze gram na giełdzie stosunkowo krótko, bo 
od   marca   tego   roku.   Miałem   jednak   wcześniej   do   czynienia   z   różnymi   grami  
giełdowymi oraz trochę bawiłem się na forexie, jednak ze średnim skutkiem”.
 

T.M.:  W co najbardziej lubisz inwestować? Na jakich aktywach najbardziej lubisz 
zarabiać i dlaczego?

L.R.:  Jeżeli   rozpatrywać   instrumenty   o   podwyższonym   ryzyku   to   zdecydowanie  
akcje.   Po   moich   mało   chwalebnych   doświadczeniach   na   walutach   i   surowcach 
zdecydowanie bardziej preferuję akcje. Ostatnio również poznałem nowy instrument, 
certyfikat ustrukturyzowany RC , dzięki któremu można grać np. na spadek danego  
indeksu.   Jest   to   o   tyle   wygodne,   że   jest   on   notowany   na   giełdzie   i   nie   trzeba 
podpisywać   dodatkowych   umów   o   instrumenty   pochodne   ze   swoim   biurem 
maklerskim.   Oprócz   akcji   trzymam   część   pieniędzy   bezpiecznie   na   lokatach   i 
rachunku oszczędnościowym”.

T.M.: W jednym z tegorocznych (2011 r.) numerów, Forbes napisał, że nadchodząca 
dekada   będzie   dekadą   spekulantów.   Jakbyś   się   do   tego   odniósł?   Czy   również 
uważasz, że najbliższa przyszłość będzie należała głównie do graczy giełdowych, a 
nie do inwestorów?

L.R.: „Obawiam się, że sporo w tym prawdy. Poziom zmienności na rynku od czasu  
sierpniowego tąpnięcia jest ogromny. Mało kto miał odwagę kupować na dłużej akcje 
w dołku, z drugiej strony spekulanci mieli cudowne okazję do skalpowania zysków 
niemal   co   drugi   dzień,   które   sięgały   nawet   po   5-10%.   W   przypadku   niskiej  

29

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

zmienności, daytraderzy nie mają za bardzo gry, bo jak wszystko rośnie po 1-2% to 
jak tu się zadowolić realizowaniem takich zysków. Obawiam się, że przy wiszącej nad  
nami recesji w Europie, problemach strefy euro z których możemy nie wyjść jeszcze 
długo, zagrożeniu recesją w USA mało osób odważy się na otwieranie kilkuletnich 
pozycji. Właśnie w jednym z numerów tegorocznego Forbes’a czytałem artykuł o tym, 
że strategia kup i trzymaj w ostatniej dekadzie nie sprawdzała się dla większości 
inwestorów i podejrzewam że w najbliższych latach może być podobnie. Dopiero po 
ostatecznym rozwiązaniu problemów zadłużenia w Europie i tak naprawdę szerokim 
strukturalnym   zmianom   funkcjonowania   rynku   będzie   można   mówić   o   ponownym 
wejściu   na   stabilną   ścieżkę   wzrostu,   która   jest   idealna   dla   długoterminowych 
inwestorów”.

T.M.: Obligacje są bezpieczniejsze niż akcje - to bardzo popularne stwierdzenie. Czy 
Twoim zdaniem kupowanie obligacji jest sensowniejsze niż kupowanie akcji?

L.R.: „To w sumie zależy od tego, jakie ktoś ma podejście do ryzyka i ile ma czasu na  
interesowanie się sytuacją na rynku i inwestowaniem. Jeżeli osoba kompletnie nie ma 
czasu lub po prostu ochoty na interesowanie się tematem pomnażania pieniędzy na 
rynku kapitałowym, to obligacje są bezpieczniejszym rozwiązaniem. Najgorzej   jest  
dowiedzieć się z telewizji, że straciło się już np. 20% na swoich spółkach. Jeżeli ktoś  
jednak aktywnie podchodzi do inwestowania, to myślę, że przy racjonalnym doborze  
spółek akcje dadzą lepszy zwrot, choć to wymaga już większej wiedzy. Ja osobiście 
nie inwestuje i nigdy nie inwestowałem w obligacje skarbowe, gdyż oprocentowanie 
jest   bardzo   zbliżone   do   lokat   bankowych,   więc   bardziej   preferuje   te   drugie   gdyż  
ciągle mogę je mieć na oku i jednak zazwyczaj są na krótszy okres czasu. Oddzielnym 
tematem są obligacje korporacyjne, na których można otrzymać naprawdę niezłe 
stopy zwrotu i ten rynek podejrzewam będzie rósł w Polsce w najbliższych latach”.

T.M.:  Czy   dywersyfikujesz   swoje   inwestycje?   Warren   Buffett   powiedział,   że 
dywersyfikacja nie ma sensu dla tych, którzy wiedzą co robią. Jak Ty postrzegasz to 
zagadnienie?

L.R.:  „Częściowo   popieram   pogląd   Warrena   Buffetta,   że   dywersyfikacja   jest   dla 
tych,   którzy   nie   wiedzą   do   końca   na   którą   spółkę   postawić.   Ja   jednak   jestem  
zwolennikiem zarówno dywersyfikacji swoich pieniędzy (część trzymam na relatywnie 
wolnych od ryzyka lokatach i kontach oszczędnościowych, a część w akcjach – kiedyś 
może   dojdą   nieruchomości   ),   jak   i   dywersyfikacji   portfela   akcji.   Jestem 
zwolennikiem posiadania około 3-5 spółek w portfelu. Większą liczbę spółek może 

30

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

uzasadniać   kryterium   płynności,   dla   osób   z   dużym   majątkiem   może   być   trudno 
wsadzić np. 100 tys zł w spółkę której dzienne obroty wynoszą 50 tys zł. Tak więc  
portfel kilku spółek jest jak najbardziej w porządku, tak czy siak i tak najpewniej 
jedna ze spółek będzie odpowiadała za większość zysków całego portfela. Szaleńcza 
dywersyfikacja   jest   według   mnie   bez   sensu   i   znacząco   zwiększa   liczbę   pieniędzy  
oddawanych swojemu domowi maklerskiemu”.

T.M.:  W   dzisiejszych   czasach   instytucje   finansowe   obracają   dość   złożonymi 
instrumentami pochodnymi. Pojawiają się komentarze, że za dziesięć lat na rynku 
będzie   dostępnych   tak   wiele   tych   instrumentów,   że   nie   będzie   wiadomo   kto   jest 
czyim   dłużnikiem,   a   kto   wierzycielem.   Na   warszawskiej   Giełdzie   Papierów 
Wartościowych inwestorzy indywidualni w 2010 roku odpowiadali za ponad 50% 
obrotu kontraktami terminowymi na WIG 20 oraz za 60% obrotu opcjami na ten 
indeks. Czy według Ciebie jest to pozytywne czy niepokojące zjawisko? 

L.R.:  „To generalnie bardzo ciężki temat   i chyba nie mam wystarczającej wiedzy,  
żeby jednoznacznie ocenić czy instrumenty pochodne są dobre czy szkodliwe. Tak 
naprawdę   wszystko   zależy   od   tego   w   jakim   celu   są   i   będą   tworzone   te   nowe  
instrumenty. W ręku jednej osoby nóż służy do krojenia marchewki, w drugim ręku  
jest to narzędzie zbrodni. Myślę, że tu jest podobnie.
Jeśli   się   nie   mylę,   instrumenty   pochodne   pierwotnie   powstawały   głównie   w   celu 
zabezpieczania się i ochrony przed ryzykiem. Ten cel jest bardzo istotny, gdyż część  
inwestorów np. mogłaby nie chcieć kupić obligacji danego państwa gdyby nie były 
wstanie się zabezpieczyć przed jego bankructwem np. dzięki CDS’owi. Bez takiego  
zabezpieczenia duże instytucje życzyłyby sobie znacznie wyższej premii za ryzyko, na 
którą   rząd   nie   mógłby   sobie   pozwolić.   Stąd   podejrzewam   te   ostatnie   skoki   na 
oprocentowaniu   obligacji   Włoch,   po   tym   jak   kontrolowana   restrukturyzacja 
Greckiego   długu   (jakby   nie   patrzeć   częściowe   bankructwo),   wywołała   burzę   w  
związku z niewypłacaniem pieniędzy za CDS’y na grecki dług, czyli tak naprawdę  
anulowaniem ubezpieczenia tego długu. A takie sytuacje powodują panikę na rynku.
Z tego przykładu wynika, że instrumenty potrzebują bardzo dobrze doprecyzowanych  
regulacji, żeby mogły prawidłowo funkcjonować (już nie wspominając o „nagich” 
instrumentach pochodnych).
Motyw spekulacyjny wiele osób ceni za to, że zwiększa płynność której tak bardzo  
pragną   rynki.   Sam   przyznam   szczerze,   że   nie   wiem   jak   to   się   ma   akurat   do 
instrumentów pochodnych.
Instrumenty   pochodne   dają   szansę   zarabiania   na   wszystkich   możliwych   klasach 
aktywów, z drugiej strony mogą się odbija  na życiu codziennym innych ludzi (szalone 

31

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

spekulacje na surowcach chociażby). Tak jak na początku powiedziałem, temat jest 
trudny i ciężko przewidzieć co by było gdyby takich instrumentów nie było – z jednej 
strony czy rynek byłby tak rozwinięty jak teraz bez nich? Pewnie nie. Z drugiej strony, 
czy ten poziom rozwoju rynków jest Nam tak naprawdę potrzebny? Tego nie wiem.
Podsumowując   sądzę,   że   złożone   instrumenty   są   potrzebne,   tyle   że   często   są  
wykorzystywane   do   celów,   do   których   być   nie   powinny.   Poziom   spekulacji   na 
niektórych   instrumentach   mnie   faktycznie   niepokoi,   ale   jeśli   chodzi   kontrakty   na 
WIG20 to raczej nie widzę z tym problemu”.

T.M.:  Jeśli   mógłbyś   wybrać   między   samodzielnym   kupowaniem   akcji,   a 
kupowaniem   ich   za   pośrednictwem   funduszu   inwestycyjnego,   co   byś   wybrał? 
Dlaczego?

L.R.:  „W   przeszłości   zdarzyło   mi   się   dwukrotnie   inwestować   w   fundusze 
inwestycyjne, jednak w obu przypadkach byłem zdecydowanie niezadowolony z ich 
wyników, który w obu przypadkach był gorszy niż rynek. Podejrzewam, że znajdzie  
się ktoś, kto zarzuci mi wybór słabych funduszy, jednak patrząc na fundusze jako cały 
rynek   to   uważam   je   za   mało   efektywne.   Narzucone   na   nie   limity   minimalnego  
poziomu akcji w portfelu powodują, że w przypadku mocnych spadków na rynkach 
nie mogą szybko reagować na zmiany i wychodzić z akcji. Ma to oczywiście dobre  
strony, ponieważ wychodzenie z akcji na spadkach podwajało by tylko efekt, ale to 
już inny temat. Kupowanie akcji na pewno bardziej pochłania czas, gdyż trzeba być 
w   miarę   na   bieżąco,   ale   myślę,   że   sama   właśnie   elastyczność   w   kupowaniu   i  
sprzedawaniu zwiększa szanse na lepszy wynik. Przy dobrej selekcji spółek, nawet  
jeżeli przyjmie się strategię kup i trzymaj to powinno się otrzymać znacznie lepszy 
wynik, stąd zdecydowanie stoję za samodzielnym kupowaniem akcji”.

T.M.:  Jeśli miałbyś okazję do zadania jednego pytania inwestorowi wszechczasów, 
np. Warrenowi Buffettowi lub George'owi Sorosowi, o co byś zapytał?

L.R.:  „Chciałbym   się   zapytać   Sorosa,   co   się   działo   w   jego   głowie   kiedy 
spekulacyjnie zaatakował funta. Ciekawy jestem, czy był w pełni świadom skutków 
które zgotował  bankowi centralnemu Anglii i czy w ogóle się tym przejął”.
 

T.M.: Co skłoniło Cię do dzielenia się swoją wiedzą w ramach bloga?

32

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

L.R.: „Założyłem swojego bloga w sumie niedługo po tym jak trafiłem na trop całej  
blogosfery inwestorskiej. Otworzenie bloga miało całkiem praktyczny powód, gdyż 
wcześniej podczas różnych dyskusji wrzucałem swoje wykresy na obcych blogach, 
więc zdecydowałem że czemu nie zrobić tego na swoim własnym. I tak się zaczęło, 
blog   prowadzę   od   marca   tego   roku,   tak   naprawdę   kilka   tygodni   po   tym   jak  
zdecydowałem   się   inwestować   za   „żywe”   pieniądze.   Dzięki   temu   mam   większą  
motywację   żeby   pogłębiać   własną   wiedzę   i   uczyć   się   nowych   rzeczy,   dodatkowo  
niektóre komentarze mogą pomóc zauważyć rzeczy których samemu nie dostrzegałem 
do tej pory i wyeliminować błędy. Prowadząc blog mogę odwdzięczyć się tym, którzy 
piszą swoje własne blogi i darmowo korzystam z ich wiedzy. Cała idea blogowania 
jest   dla   mnie   świetna   i   mam   nadzieję,   że   czas   pozwoli   na   dalsze   aktywne 
blogowanie”.

T.M.: Jakiej jednej rady udzieliłbyś początkującym inwestorom giełdowym?

L.R.:  „Pierwsza   rada   jest   bardzo   ważna   i   szczególnie   ją   polecam   od   samego 
początku   –   prowadź   zapiski   swoich   transakcji,   okoliczności   i   powodów   zakupu 
danych akcji! Mogę to powiedzieć z całą odpowiedzialnością, gdyż sam bardzo żałuję  
że nie robiłem tego od początku. Tak naprawdę bez tego nie jest się w stanie samemu  
zapamiętać   wszystkiego,   powodów   dla   których   kupiło   się   daną   spółkę,   bez   tego 
ciężko później wyeliminować błędy. Tą poradę można znaleźć w wielu książkach o  
inwestowaniu   i   jest   ku   temu   powód.   Przeglądając   później   takie   notatki   można 
wyciągnąć szereg istotnych wniosków, które zwiększą efektywność inwestycji.
Druga rada to obserwowanie przez jakiś czas notowań akcji spółki którą zamierza 
się kupić, jeżeli ma się taką możliwość. Często na jednej spółce grają ciągle te same 
osoby i niektóre schematy się powtarzają, np. Kopex bardzo często na zamykającym 
sesję   fixingu   z   minusowej   sesji   zamyka   się   na   dużym   plusie.   Oczywiście   ma   to 
znaczenie dla osób ze krótkim i średnim horyzontem inwestycji, ale myślę że nawet  
dla długoterminowców takie obserwacje pozwolą wybrać dobry moment do wejścia.
I na koniec, jeżeli jesteś początkującym to nie graj od razu za cały kapitał, ale graj za  
prawdziwe pieniądze. Psychologia w grze na giełdzie to naprawdę więcej niż 50% 
sukcesu,   trzeba   się   uczyć   kontrolować   emocje   –   gra   na   fikcyjnych   kontach, 
prawdziwych emocji nie dostarczy”.

Autor bloga „Moje Kreski” poruszył dość ważny temat, mianowicie nie popadania w 
hurraoptymizm w początkach inwestycyjnej kariery i nie wkładania na rynek całego 
kapitału. Zauważył on również, że wykorzystanie instrumentów pochodnych zależy 
w   rzeczywistości   od   motywacji   podmiotu   z   nich   korzystającego.   Można   więc 

33

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

powiedzieć, że instrument pochodny, podobnie jak większość rzeczy, ma charakter 
neutralny. To ludzie oraz przedsiębiorstwa decydują w jakich celach instrumenty te 
będą   wykorzystywane.  W  wywiadzie   pojawiło   się   pytanie,   co   by   było   gdyby   w 
przeszłości   nie   pojawiły   się   instrumenty   pochodne.   Myślę,   że   ludzie   prędzej   czy 
później   i   tak   by   je   wymyślili.   Wynika   to   z   naszej   wrodzonej   skłonności   do 
przerzucania negatywnych skutków na inne osoby oraz podmioty, w tym ryzyka. Na 
koniec muszę się przychylić do postulatu zawartego w ostatniej odpowiedzi – warto 
prowadzić zapiski z przeprowadzonych transakcji, tym bardziej jeśli dokonuje się 
mnóstwa różnych transakcji.

34

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

„Sukces na giełdzie” może stać się i Twoim udziałem

W   tym   roku   (2011)   ukazała   się   bardzo   ciekawa   książka,   pt.   „Sukces   na 

giełdzie”,   którą   można   zakupić   w   księgarni  

Maklerska.pl

  Jej   autorem   jest   Marek 

Marcinowski. Prowadzi on blog na temat techniki Ichimoku.

Tobiasz Maliński (T.M.): Od jak dawna inwestujesz?
Marek Marcinowski (M.M.): „Od 2004 roku”.

T.M.:  W co najbardziej lubisz inwestować? Na jakich aktywach najbardziej lubisz 
zarabiać i dlaczego?
M.M.: „Moimi ulubionymi instrumentami są akcje i opcje. Wcześniej spekulowałem 
także intensywnie na rynku FOREX, lecz absorbował on mi zbyt wiele czasu. Nie 
widziałem żadnej różnicy w porównaniu ze zwykłą pracą na etacie, a przecież nie po 
to wybrałem drogę spekulanta, by siedzieć 8-10h dziennie i tracić wzrok obserwując  
wykresy. 
Na akcjach można zarabiać równie wysokie pieniądze jak na rynku FOREX, a robi 
się przy dużo mniejszym obciążeniu czasowym. Mogę spokojnie podróżować i parę 
razy w tygodniu rzucić okiem na rynek by utrzymać nad tym kontrolę. Czytelnicy 
mojego bloga 

technikaichimoku.pl

 mogą obserwować moje zagrania na akcjach, gdzie  

dzień wcześniej informuję jakie akcje zamierzam zakupić i później transparentnie się  
z tego rozliczam. 
Na   opcjach   natomiast   lubię   grać,   gdyż   wypracowałem   na   przestrzeni   lat   własny  
system opcyjny, który perfekcyjnie się sprawdza na polskich opcjach. Gdyby nie to, że  
płynność tego rynku jest fatalna, spekulowałbym wyłącznie na nich”.

T.M.: W jednym z tegorocznych (2011 r.) numerów, Forbes napisał, że nadchodząca 
dekada   będzie   dekadą   spekulantów.   Jakbyś   się   do   tego   odniósł?   Czy   również 
uważasz, że najbliższa przyszłość będzie należała głównie do graczy giełdowych, a 
nie do inwestorów?
M.M.: „Nie można tak uogólniać. To bardziej zagrywka medialna. Zawsze znajdzie 
się dobry rynek do inwestycji jak i dobry rynek do spekulacji”.
 
T.M.: Obligacje są bezpieczniejsze niż akcje - to bardzo popularne stwierdzenie. Czy 

35

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

Twoim zdaniem kupowanie obligacji jest sensowniejsze niż kupowanie akcji?
M.M.: „Wszystko zależy od metodologii doboru instrumentów do portfela, którą się 
posługujemy. Ważne by być konsekwentnym. Niestety niewielki odsetek graczy ma 
metodologię,   a   jeszcze   mniejszy   konsekwencję.   Dlatego   też   jak   nadchodzi   bessa 
większość z nich traci to co zarobiła w czasie hossy”.

T.M.:  Czy   dywersyfikujesz   swoje   inwestycje?   Warren   Buffett   powiedział,   że 
dywersyfikacja nie ma sensu dla tych, którzy wiedzą co robią. Jak Ty postrzegasz to 
zagadnienie?
M.M.:  „Mam inne zdanie na ten temat. Świadoma dywersyfikacja   jest potrzebna.  
Jak to mówią, nie należy nosić wszystkich jajek w tym samym koszyku”.

T.M.:  W   dzisiejszych   czasach   instytucje   finansowe   obracają   dość   złożonymi 
instrumentami pochodnymi. Pojawiają się komentarze, że za dziesięć lat na rynku 
będzie   dostępnych   tak   wiele   tych   instrumentów,   że   nie   będzie   wiadomo   kto   jest 
czyim   dłużnikiem,   a   kto   wierzycielem.   Na   warszawskiej   Giełdzie   Papierów 
Wartościowych inwestorzy indywidualni w 2010 roku odpowiadali za ponad 50% 
obrotu kontraktami terminowymi na WIG 20 oraz za 60% obrotu opcjami na ten 
indeks. Czy według Ciebie jest to pozytywne czy niepokojące zjawisko? 
M.M.: „Nie ma to większego znaczenia”.

T.M.:  Jeśli   mógłbyś   wybrać   między   samodzielnym   kupowaniem   akcji,   a 
kupowaniem   ich   za   pośrednictwem   funduszu   inwestycyjnego,   co   byś   wybrał? 
Dlaczego?
M.M.: „Wolę sam dokonywać wyborów, dlatego wybrałbym akcje”.

T.M.:  Jeśli miałbyś okazję do zadania jednego pytania inwestorowi wszechczasów, 
np. Warrenowi Buffettowi lub George'owi Sorosowi, o co byś zapytał?
M.M.: „Czy przyjmie zaproszenie na mój jacht i popływa z moją drużyną w rejonie  
przepięknych wysp Malezji”.

T.M.: Co skłoniło Cię do dzielenia się swoją wiedzą w ramach bloga?
M.M.:  „Chęć pokazania czytelnikom, że da się zarabiać na rynkach finansowych i 
podanie   im   wskazówek   jak   to   robić,   a   czasem   nawet   podanie   gotowej   ryby,   by  
materialnie mogli sami sprawdzić, że rzeczywiście można zarabiać”.

36

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

T.M.: Jakiej jednej rady udzieliłbyś początkującym inwestorom giełdowym?
M.M.:  „Poleciłbym by dziesięć razy się zastanowili, czy chcą się tym zajmować.  
Unikną przez to bólu i późniejszych rozczarowań, gdyż zarabianie na giełdzie jest  
dużo   trudniejsze   niż   na   przykład   wspinanie   się   po   szczebelkach   kariery   w   dużej 
korporacji.   To   są   fakty,   a   zdecydowana   większość   początkujących   graczy   nie  
przyjmuje tego do wiadomości.”

Muszę   przyznać,   że   odpowiedzi   Marka   na   niektóre   pytania   są   bardzo 

kontrowersyjne, ale ocenę stopnia kontrowersyjności pozostawiam Tobie, Czytelniku. 
Myślę, że rada Marka dla początkujących inwestorów jest ważna – trzeba lubić to, co 
się robi i na pewno osoba z predyspozycjami, np. twórczymi lepiej żeby realizowała 
się   w   zakresie   tworzenia,   a   nie   zarabiania   pieniędzy,   bo   może   to   się   skończyć 
rozczarowaniem.   Bardzo   dziękuję   Markowi   za   udzielone   odpowiedzi   i   myślę,   że 
będą   stanowiły   one   bardzo   dobre   źródło   informacji   dla   każdego   inwestora 
giełdowego.

37

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

Astronomiczne inwestycje giełdowe

Mój kolejny rozmówca nie zajmuje się analizą techniczną, ani fundamentalną, 

tylko astronomią. Nazywa się on Zbigniew Stawicki i prowadzi blog noszący nazwę 

Astronomia Finansowa

 i znajdujący się pod adresem 

AstronomiaFinansowa.blogspot.com

. 

Zbigniew Stawicki jest zatem  „praktykiem rynku giełdowego o ogromnym stażu i 
wiedzy.   Specjalizuje   się   w   odnajdywaniu   zależności   na   rynkach   finansowych   na 
podstawie   astronomii,   dzięki   którym   można   skutecznie   zarabiać   duże   pieniądze. 
Ponad   dekadę   temu   rzucił   czasochłonną   pracę   na   etacie.   Żyje   obecnie   tylko   i 
wyłącznie z inwestowania."

Tobiasz Maliński (T.M.): Od jak dawna inwestujesz?
Zbigniew Stawicki (Z.S.): „0d końca 1992 roku.”

T.M.:  W co najbardziej lubisz inwestować? Na jakich aktywach najbardziej lubisz 
zarabiać i dlaczego?
Z.S.:  „Kontrakty terminowe, na tym rynku dzieje się jednego dnia tyle, (z powodu 
dźwigni finansowej), ile w akcjach w ciągu miesiąca.”

T.M.: W jednym z tegorocznych (2011 r.) numerów, Forbes napisał, że nadchodząca 
dekada   będzie   dekadą   spekulantów.   Jakbyś   się   do   tego   odniósł?   Czy   również 
uważasz, że najbliższa przyszłość będzie należała głównie do graczy giełdowych, a 
nie do inwestorów?
Z.S.: „Nikt nie wie, jak ułoży się fala wzrostowa lub spadkowa. Jeśli będzie stromo w 
dół, to czas dla kontraktów i opcji spadkowych, do zarabiana długofalowego na  
spadku,   jeśli   tylko   bujanie   indeksu   –   to   również   czas   dla   kontraktów   zwłaszcza. 
Posiadacze akcji zarabiają tylko w hossie.”
 
T.M.: Obligacje są bezpieczniejsze niż akcje - to bardzo popularne stwierdzenie. Czy 
Twoim zdaniem kupowanie obligacji jest sensowniejsze niż kupowanie akcji?
Z.S.: „Kupowanie akcji jest sensowniejsze.”

T.M.:  Czy   dywersyfikujesz   swoje   inwestycje?   Warren   Buffett   powiedział,   że 
dywersyfikacja nie ma sensu dla tych, którzy wiedzą co robią. Jak Ty postrzegasz to 
zagadnienie?

38

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

Z.S.: „Zgadzam się z Warrenem Buffetem.”

T.M.:  W   dzisiejszych   czasach   instytucje   finansowe   obracają   dość   złożonymi 
instrumentami pochodnymi. Pojawiają się komentarze, że za dziesięć lat na rynku 
będzie   dostępnych   tak   wiele   tych   instrumentów,   że   nie   będzie   wiadomo   kto   jest 
czyim   dłużnikiem,   a   kto   wierzycielem.   Na   warszawskiej   Giełdzie   Papierów 
Wartościowych inwestorzy indywidualni w 2010 roku odpowiadali za ponad 50% 
obrotu kontraktami terminowymi na WIG 20 oraz za 60% obrotu opcjami na ten 
indeks. Czy według Ciebie jest to pozytywne czy niepokojące zjawisko? 
Z.S.:  „ To jest fakt. Inwestorzy polscy dostrzegli możliwości zarabiania   na rynku 
instrumentów pochodnych. Zdecydowana większość jednak traci pieniądze. I z tego 
powodu ten segment rynku jest atrakcyjny dla umiejących się po nim poruszać. ”

T.M.:  Jeśli   mógłbyś   wybrać   między   samodzielnym   kupowaniem   akcji,   a 
kupowaniem   ich   za   pośrednictwem   funduszu   inwestycyjnego,   co   byś   wybrał? 
Dlaczego?
Z.S.:  „Samodzielne kupowanie akcji. Potrafię na podstawie samego wykresu ceny 
wybrać spółki, które pozwolą godziwie zarobić. Moi uczniowie są bardziej skuteczni  
w zarabianiu niż fundusze inwestycyjne.”

T.M.:  Jeśli miałbyś okazję do zadania jednego pytania inwestorowi wszechczasów, 
np. Warrenowi Buffettowi lub George'owi Sorosowi, o co byś zapytał?
Z.S.: „Czy znaleźli szczęście, jako najbogatsi. Co o tym myślą.”

T.M.: Co skłoniło Cię do dzielenia się swoją wiedzą w ramach bloga?
Z.S.:  „Mam   64   lata,   do   ubiegłego   roku   zajmowałem   się   sportami   extremalnymi, 
miałem wiele wypadków. Piszę o tym książkę. Teraz zostały Podróże i Ogród. Nie 
zabiorę   pieniędzy   na   tamten   świat,   mam   takie   powiedzenie:   „trumna   nie   ma 
kieszeni”. A więc dzielę się. Wiedza jest cenną rzeczą. Słuchają mnie. Korzystam z 
okazji i zmieniam świat forsując sprawy duchowe, by ludzie umieli żyć w radości. 
Kluczem jest poznanie siebie z pomocą takich nauczycieli duchowych jak Osho.”

T.M.: Jakiej jednej rady udzieliłbyś początkującym inwestorom giełdowym?
Z.S.: „Żeby przeczytali którąś z książek z biblioteki Osho. Człowieku, naucz się być w 
zgodzie ze sobą, a wszystko przyjdzie do ciebie samo i bez wysiłku. Pieniądze także.”

39

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

Odpowiedzi Zbigniewa, szczególnie ostatnie dwie, bardzo mnie zaskoczyły – 

w   pozytywnym   znaczeniu.   Chciałbym   zwrócić   uwagę   na   to,   o   czym   wspomniał 
Zbigniew – paradoksalnie w inwestowaniu i zarabianiu pieniędzy  ważniejsza jest 
duchowość, niż wiedza stricte techniczna. Myślę, że świetnym uzupełnieniem dla 
każdego inwestora będzie lektura książki Osho, pt. „Zdrowie emocjonalne”, którą 
można   znaleźć   w   każdym   Empiku,   bo   to   od   umiejętności   okiełznywania   swoich 
emocji zależy sukces w świecie pieniędzy. W pełni zgadzam się ze Zbigniewem, co 
do wartości wiedzy i przyznam rację powiedzeni - „trumna nie ma kieszeni”, dlatego 
celem w życiu nie powinno być li tylko gromadzenie dóbr materialnych. Myślę, że 
lepiej   realizować   się   i   wypełniać   swoją   życiową   misję,   zarabiając   przy   tym 
dodatkowo   pieniądze,   które   będą   jak   gdyby   skutkiem   ubocznym   samorealizacji. 
Pieniądze bowiem szczęścia nie dają, ale lepiej je mieć niż ich nie mieć.

40

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

Ynwestycje czas zacząć

Z   Adamem   zetknęliśmy   się   po   raz   pierwszy   podczas   wymiany   linków 

pomiędzy naszymi blogami, tzn. moim oraz blogiem  

Ynwestycje

, znajdującym się 

pod   adresem  

Ynwestor.blogspot.com

  Adam   ma   dość   wyróżniającą   się   ksywkę, 

dlatego jeśli w sieci mówi się o „Ynwestorze” to wiadomo o kogo chodzi. Lubi 
zajmować się analizą fundamentalną, którą przedkłada ponad techniczną. Uważa, też 
że większość blogów giełdowych w internecie nie zasługuje na uwagę (zobacz też 
Wstęp), zauważa jednak, że można znaleźć blogi wartościowe, których jest niewiele, 
ale jednak istnieją.

Tobiasz Maliński (T.M.): Co Cię skłoniło do prowadzenia bloga?
Adam Nowak (A.M.): „To był impuls. Stwierdziłem, że kwestia finansów osobistych  
jest na tyle ważna i ciekawa, że będę dzielił się swoimi przemyśleniami w tym temacie 
właśnie na blogu. Ta forma przekazu jest wg mnie bardzo praktyczna, bo pozwala mi  
na   łatwy   kontakt   z   osobami,   które   interesują   się   dokładnie   tym,   czym   i   ja   się 
interesuje. Poza tym blog pozwala mi na przekonywanie ludzi do własnych racji. Dla 
mnie   to   bardzo   ważne,   ponieważ   jestem   blogerem-idealistą.   Bloguję   kierując   się 
misją przekonania ludzi, że o emeryturze warto pomyśleć już dziś”.

T.M.: Postawiłeś sobie za cel zarobienie 0,5 mln zł, czemu akurat taka kwota, a nie 
np. 1 mln zł?
A.M.: „1 mln zł jest bardziej medialny, ale w moim położeniu dużo trudniej byłoby  
dojść do aż tak dużej kwoty. Rozpocząłem przecież praktycznie od zera! Kwota 0,5 
mln zł jest efektem żmudnych wyliczeń w Excelu. Tyle właśnie pieniędzy pozwoli mi 
na przejście na emeryturę dokładnie w wieku 50 lat. Dzięki tym pieniądzom nie będę  
musiał przejmować się finansami tylko zacznę beztroskie i niezależne życie. Nie będę  
już musiał pracować, tylko zajmę się spełnianiem marzeń. Co więcej! Obliczyłem 
sobie, że w wieku 80 lat oprócz sowitej emerytury, którą będę sobie ciągle wypłacał, 
zostanie mi jeszcze 1 mln zł, który zostawię rodzinie w spadku! Nieźle, prawda?  
Wystarczy, że przez 25 lat będę oszczędzał po 300 zł miesięcznie i tę sumę inwestował 
z   zyskiem,   by   w   wieku   50   lat   przejść   na   prywatną   emeryturę,   żyć   na   wysokim 
poziomie z oszczędności i umrzeć jako milioner! Nie bez kozery sam Albert Einstein  
nazwał procent składany największym wynalazkiem ludzkości”.

T.M.: Jesteś zwolennikiem analizy technicznej czy fundamentalnej, a może lubisz je 
łączyć?
A.M.:  Znam   się   na   analizie   fundamentalnej   i   wyłącznie   nią   kieruję   się   w  

41

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

podejmowaniu   decyzji   na   giełdzie.   Wg   mnie   giełda   to   racjonalny   mechanizm 
wyznaczania kursów akcji na podstawie realnej wartości notowanych na niej spółek.  
Jestem głęboko przekonany, że rynek jest nieomylny i wycenia akcje dokładnie na 
tyle, ile wynosi ich wartość ekonomiczna. To właśnie dlatego tak bardzo przykładam 
się   do   czytania   raportów   okresowych   spółek   i   wyliczania   wskaźników 
ekonomicznych.   W   swoich   decyzjach   inwestycyjnych   wzoruję   się   na   takich 
osobistościach jak Warren Buffett i Benjamin Graham. Mam nadzieję, że choć w  
części   powtórzę   ich   sukces.   Do   analizy   technicznej   jestem   natomiast   nastawiony 
bardzo sceptycznie. Nie wydaje mi się, że kierowanie samymi wykresami może pomóc  
w osiąganiu zysków na giełdzie. Na swoim blogu często krytykuję analizę techniczną, 
ale zdradzę, że dość często czytam analizy techniczne indeksów jak i spółek, które są 
publikowane przez innych blogerów. Nie żebym się nimi kierował - lubię po prostu 
poznawać opinie osób, z którymi się nie zgadzam”.

T.M.:  Z jakich źródeł informacji inwestycyjnych korzystasz? Czy blogi giełdowe są 
dobrymi źródłami informacji dla inwestorów?
A.M.:  „Najczęściej   korzystam   z   książek   ekonomicznych   i   zagranicznych   portali 
internetowych,   ale   subskrybuję   też   kilka   blogów.   Uważam,   że   każdy   inwestor 
powinien mieć zaplecze teoretyczne. Dopiero zaznajomienie się z zasadami ekonomii 
i funkcjonowania giełdy pozwala inwestorowi sięgać do innych źródeł informacji. 
Większość informacji, które bombardują inwestorów to stek bzdur! Tylko inwestor, 
który ma zaplecze akademickie, wie, czy dany artykuł czy wpis na blogu, to opinia 
specjalisty   czy   kompletnego   laika.   Przekornie   stwierdzę,   że   blogi   i   fora   są 
najgorszym źródłem informacji z możliwych. Większość polskich blogów giełdowych 
nie   nadaje   się   jako   źródło   informacji,   bo   są   niskiej   jakości.   Z   drugiej   strony   w 
polskiej blogosferze można znaleźć przynajmniej kilku blogerów, którzy prezentują 
bardzo wysoki poziom. Znacznie lepiej jest sięgnąć do wpisów blogera - praktyka, 
który   pisze   swobodnym   językiem   i   zna   się   na   rzeczy   niż   czytać   artykuły   na  
popularnych   portalach   ekonomicznych.   Słowem.   Polecam   blogi,   ale   tylko   te 
najbardziej wartościowe”.

T.M.:   Na   swoim  blogu  zamieszczasz  skład   swojego  portfela   inwestycyjnego,  w 
którym dość dużą pozycję stanowią fundusze inwestycyjne. Lepiej inwestować przez 
fundusze czy samodzielnie?
A.M.: To już kwestia indywidualna. Ja na przykład na giełdzie inwestuję wyłącznie 
samodzielnie. Dzięki temu mam wpływ na skład portfela i nie płacę prowizji za coś, 
co mogę równie dobrze zrobić sam. Prawdą jest, że mam w portfelu jednostki TFI, 
ale są to tylko bezpieczne aktywa, które nie są związane z giełdą. Kiedy mój portfel  

42

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

urośnie jeszcze bardziej, będę pewnie też inwestował w akcyjne jednostki TFI, ale 
najprawdopodobniej będą to głównie fundusze indeksowe. Jeśli ktoś nie czuje się na 
siłach, to niech lepiej powierzy oszczędności specjalistom”.

T.M.:  Jak postrzegasz spekulację? Czy według Ciebie jest to zjawisko pozytywne 
czy jednoznacznie negatywne?
A.M.: Spekulant to też inwestor. Obaj chcą zarobić. Jedyna różnica polega na tym, 
że spekulant chce zarobić szybciej. Choć sam jestem inwestorem długoterminowym, 
to   zjawisko   spekulacji   oceniam   jak   najbardziej   pozytywnie.   Gdyby   na   giełdzie 
inwestowali tylko inwestorzy długoterminowi, to na giełdzie nie dałoby się grać! 
Spekulanci spełniają bardzo pożyteczne funkcje w codziennym życiu giełdy. Przede 
wszystkim to właśnie oni zapewniają akcjom płynność. Nie zapominajmy też, że to  
dzięki spekulantom możliwa jest bieżąca wycena akcji. Gdyby przez dłuższy czas nie 
handlowano by akcjami, to inwestorzy nie wiedzieliby nawet, ile wart jest ich portfel.  
Pozdrawiam wszystkich spekulantów!”

T.M.: Jeśli spotkałbyś jednego z najbogatszych ludzi w Polsce, np. Jana Kulczyka, i 
mógł mu zadać jedno pytanie, o co byś zapytał?
A.M.:  Tu   akurat   nie   muszę   spekulować,   ponieważ   kilkukrotnie   miałem   okazję 
zamienić kilka zdań z Leszkiem Czarneckim. Gdybym miał jednak zadać tylko jedno 
pytanie Janowi Kulczykowi, to zapytałbym, czy sfinansowałby mój pomysł na biznes. 
Leszka Czarneckiego już pytałem i nie był zainteresowany. Może to i lepiej, bo w 
przeciwnym wypadku najprawdopodobniej nie pisałbym bloga o inwestowaniu i nie  
udzieliłbym tego wywiadu”.

T.M.:  W co najbardziej lubisz inwestować na giełdzie?
A.M.: Na giełdzie lubię inwestować w spółki, które wg mnie mają szansę na wzrost  
wartości. Przed kupnem akcji zastanawiam się zawsze, czy spółka jest warta swojej 
ceny i czy może kosztować więcej. Tym sposobem kilkukrotnie udało mi się trafić i 
zarobić ponad 50 % na jednej spółce w krótkim czasie. Z drugiej strony nigdy nie 
inwestuję w spółki, których biznesu nie rozumiem”.

T.M.: Dlaczego postanowiłeś się zająć giełdą, a nie np. nieruchomościami lub innymi 
aktywami?
A.M.:  Jestem   zapalonym   i   wykształconym   ekonomistą,więc   niejako   naturalnie 
zainteresowałem się rynkiem kapitałowym. Giełda to ogrom możliwości. Notowane 

43

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

są tu przeróżne spółki i praktycznie zawsze na którejś z nich można zarobić. Dla mnie  
bez znaczenia jest, czy zyskam na akcjach spółki paliwowej, sprzedaży pietruszki czy 
handlu mydłem. Zysk to zysk. Gdybym był związkowcem a nie ekonomistą, to pewnie 
zamiast akcjami handlowałbym węglem. Nieruchomości również są atrakcyjne, ale  
dysponuję za niskim kapitałem i myślę, że teraz nie jest na nie dobry czas”.

T.M.:  Jakiej jednej rady udzieliłbyś początkującemu inwestorowi?
A.M.: Kupuj tanio i sprzedawaj drogo :)”

Czytając odpowiedzi Adama zaskoczyła mnie jego precyzja podczas obliczania 

kwoty, której zebranie postawił sobie za cel. Szczerze mówiąc byłem przekonany, że 
owe   0,5   mln   zł   było   po   prostu   przypadkowym   wyborem.   Obliczenia  Adama   są 
bardzo   dobrym   przykładem   uzasadniającym   precyzyjne   wyznaczanie   celów   i 
powinny   być   prezentowane   podczas   treningów   motywacyjnych   z   zakresu     ich 
wyznaczania i realizacji. Adam należy również do tych szczęśliwców, którzy mieli 
okazję   spotkać   się   twarzą   w   twarz   z   jednym   z   najbogatszych   ludzi   w   Polsce   i 
zamienić   z   taką   osobą   choć   kilka   słów.   Adam   kieruje   się   prostymi   zasadami 
inwestycyjnymi, które wzorowane są, jak sam przyznał, na filozofii inwestycyjnej 
Warrena Buffetta. Geniusz przecież tkwi w prostocie, do czego również nawiązuje 
rada Adama dla początkujących inwestorów – kupuj taniej i sprzedawaj drożej – a 
zarobisz, to przecież takie proste.

44

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

Ostatni rozdział

Zastanawiałem   się   początkowo,   w   którym   miejscu   tego   e-booka   umieścić 

swoje  spostrzeżenia na różne zagadnienia  inwestycyjne. Na początku?  To byłoby 
zwyczajne   hochstaplerstwo,   dlatego   postanowiłem   podzielić   się   z   Tobą   moimi 
własnymi   wnioskami   w   ostatnim   rozdziale.   Nie   jestem   w   stanie   przeprowadzić 
wywiadu  sam ze  sobą, dlatego wybrałem pięć  kwestii z poprzednich rozdziałów, 
które wydają się być najbardziej palące i po prostu wyjaśnię ich postrzeganie. Zatem 
do dzieła.

Spekulanci są potrzebni, ale...

Kupując akcje na giełdzie papierów wartościowych nikt nie zastanawia się w 

początkowym stadium zainteresowania rynkiem kapitałowym, co dzieje się z jego 
pieniędzmi.   Kupno   akcji   lub   jakiegokolwiek   innego   papieru   wartościowego 
powoduje przepływ pieniądza – ktoś musi sprzedać konkretny papier po cenie, za 
którą inny chce ów papier nabyć. Nie jest tak, że pieniądze nagle znikają, one po 
prostu się przemieszczają, zmieniając swojego właściciela. Łatwo wyobrazić sobie 
rynek,   na   którym   dominują   wyłącznie   inwestorzy   długoterminowi.   Każdy   z 
uczestników dokonywałby zakupów po promocyjnych cenach, a sprzedawałby swoje 
walory   w   momencie   najwyższych   cen   rynkowych   lub   w   ogóle   by   się   ich   nie 
pozbywał.   Na   idealnym   rynku   z   punktu   widzenia   inwestycji   długoterminowych 
transakcje dokonywane byłyby tylko w okolicach dołków oraz szczytów notowań. W 
trakcie   trendów,   tzn.   w   ich   środkowej   fazie,   transakcji   by   po   prostu   nie   było. 
Wyobraź sobie teraz, że inwestor długoterminowy nagle zmuszony jest pozbyć się 
swoich   akcji   z   różnych   powodów.   Musi   i   koniec.   Jeśli   mielibyśmy   na   rynku 
wyłącznie inwestorów długoterminowych, to kto by odkupił od takiego inwestora 
akcje, np. w środkowej fazie trendu? Oczywiście nikt.

Obfitość   uczestników   rynków   kapitałowych   jest   moim   zdaniem   bardzo 

korzystna,  bowiem każdy  rodzaj uczestników rynkowych ma  inne cele  oraz inną 
motywację. W zasadzie istnieją tylko spekulanci oraz inwestorzy, ale mamy przecież 
daytraderów,   spekulantów   średnioterminowych,   spekulantów   długoterminowych, 
inwestorów długoterminowych, inwestorów, którzy prawie nigdy nie sprzedają itd. 
Ten mix motywacji kierujących różnymi uczestnikami sprawia, że rynek jest płynny, 
tzn. można na nim dokonywać transakcji kupna oraz sprzedaży w dowolnym czasie 
odbywającej się sesji. Na rynku, na którym występują gracze krótkoterminowi oraz 
spekulanci,   np.   średnioterminowi,   inwestorzy   długoterminowi   mogą   dokonywać 
zakupów oraz awaryjnie pozbywać się swoich akcji.

45

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

Tak   naprawdę   każdy   inwestor   długoterminowy   powinien   dziękować 

spekulantom za ich istnienie....do czasu....pieniądze są dla ludzi i spekulacja także, 
ale co za dużo to nie zdrowo. Z jednej strony gracze rynkowi powodują rozchwianie 
rynków, na którym korzystają inwestorzy długoterminowi. Ci drudzy mogą bowiem 
dokonywać okazyjnych, bardzo tanich zakupów. Teoria Grahama o „panu Rynku”, 
który   cierpi   na   zespół   maniakalno-depresyjny   jest   jak   najbardziej   korzystna   w 
inwestowaniu. Problem pojawia się, gdy występuje zbyt wiele spekulacji, a gracze 
zaczynają mieć na względzie wyłącznie własne dobro. Efekty gromadzenia coraz 
większej   ilości   pieniędzy   wskutek   spekulacji   są   bardzo   dobrze   przedstawione   w 
filmie   „Wall   Street”,   szczególnie   w   jego   pierwszej   części.   Nadmierna   spekulacja 
powoduje   bowiem   tylko   i   wyłącznie   przesuwanie   już   istniejącej   wartości,   a   nie 
kreowanie nowej. Pewien odsetek graczy krótkoterminowych jest zawsze korzystny, 
bo jak napisałem wcześniej – zapewniają oni płynność rynkową. Jeśli jednak pojawia 
się   ich   zbyt   wielu,   rynek   zaczyna   przypominać   szarpaninę   i   wyrywanie   sobie 
pieniędzy.   Trzeba   zdać   sobie   sprawę,   że   ciągłe   przemieszczanie   już   istniejącej 
wartości   nie   czyni   nikogo   prawdziwie   bogatym,   ale   wywołuje   jedynie   wrażenie 
bogactwa. 

W   XXI   wieku   pojawia   się   coraz   więcej   nowinek,   stwarzających   raj   dla 

spekulantów, np. HFT (High Frequency Trading). Dochodzimy do momentu iście 
dziejowego, ponieważ na giełdach zaczynają grać maszyny, a nie ludzie. Mechanizm 
spekulacji oraz łączenie go z nowinkami technicznymi można przedstawić na bardzo 
prostym   przykładzie.   Wyobraź   sobie,   że   jesteś   rolnikiem   i   wyhodowałeś   jeden 
ziemniak. Następnie podpisujesz umowę, z której wynika, że sprzedasz ziemniak za 
pół roku po określonej cenie. Twój nabywca wie, że na 99% kupi ziemniak, więc 
podpisuje kolejną umowę z kolejnym nabywcą na sprzedaż tego jednego ziemniaka, 
za   kolejne   pół   roku   itd.   Wystarczy   do   tego   wprowadzić   system   depozytów 
minimalnych, aby w jakimś minimalnym stopniu zabezpieczyć interesy przyszłych 
stron transakcji oraz połączyć ceny umowne ziemniaka z jego cenami rynkowymi, 
żeby   uzyskać   prosty   mechanizm   przesuwania   wartości.   Zauważ,   że   pierwotny 
nabywca wcale fizycznie nie sprzedał swojego ziemniaka, natomiast mogły na nim 
zarobić   następne   osoby,   które   podpisały   stosowne   umowy.   Jeśli   dodać   do   tego 
wszystkiego nowinki techniczne, to odstępy pomiędzy zawieraniem kolejnych umów 
uległyby   znacznemu   skróceniu,   powiedzmy   do   jednej   minuty.   Nowoczesne 
technologie   tradingowe   umożliwiają   handlowanie   w   odstępach   setnych   części 
sekundy, a nawet mniejszych. Co Ty na to? Spekulacja zaczyna tak przyspieszać, że 
za chwilę wymknie się ludziom spod kontroli. 

Gra giełdowa łączy się również ściśle z instrumentami pochodnymi (których 

mechanizm de facto opisałem w poprzednim akapicie), które umożliwiają zarabianie 
większych   sum   pieniędzy   w   krótszym   czasie.   Dzisiaj   można   powiedzieć,   że 

46

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

zaczynają   umożliwiać   zarabianie   kosmicznych   sum   w   ultrakrótkim   czasie.   Jeśli 
połączyć zachodzące zmiany w mentalności spekulantów z komplikowaniem budowy 
instrumentów pochodnych otrzymamy niezły finansowy koktajl, który kiedyś będzie 
trzeba wypić. Oby nikt z nas nie musiał tego robić.

Obligacje są bezpieczniejsze niż akcje, dopóki pozostają papierkami

Wszystkim   moim   rozmówcom   zadałem   pytanie   o   stopień   bezpieczeństwa 

inwestycji   w   obligacje   w   porównaniu   z   akcjami.   Odpowiedzi   były   nieco 
zróżnicowane. Ja natomiast widzę ten problem dwojako, tzn. w zależności od punktu 
widzenia inwestora obligacje i akcje mogą być zarówno bezpiecznymi instrumentami 
finansowymi jak i niebezpiecznymi. W zależności czy inwestor koncentruje się na 
papierze jako takim czy na emitencie tego papieru może różnie ocenić ów stopień 
bezpieczeństwa. 

Przyjęło się twierdzić, że obligacje są bezpiecznymi papierami wartościowymi, 

ponieważ:

cechują się pewnością wykupu,

podlegają o wiele niższym wahaniom cenowym niż akcje,

zapewniają niższy, ale pewniejszy dochód niż akcje.

Trzeba   jednak   dopowiedzieć,   że   powyższe   cechy   są   charakterystyczne   dla 

obligacji   skarbowych.   Mówiąc   o   obligacjach,   większości   przeciętnych   ludzi 
przychodzą do głowy tylko i wyłącznie obligacje skarbowe. Mamy jednak przecież 
również obligacje komunalne oraz obligacje korporacyjne. Im wyższe jest ryzyko 
związane   z   posiadaniem   danego   rodzaju   obligacji,   tym   wyższe   jest   ich 
oprocentowanie. W związku z tym obligacje komunalne są wyżej oprocentowane niż 
obligacje skarbowe, a obligacje korporacyjne są oprocentowane najwyżej. Jak jednak 
rozumieć   wysokość   odsetek   wypłacanych   obecnie   przez   Grecję   nabywcom   jej 
papierów   dłużnych?   Ich   wysokość   jest   bardziej   charakterystyczna   dla   obligacji 
korporacyjnych niż skarbowych. 

Najczęstszym zarzutem podnoszonym przeciwko akcjom jest zarzut wysokiej 

zmienności   cenowej.   Wystarczy   bowiem   spojrzeć   na   wykres   WIGu   20,   żeby 

47

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

zobaczyć jak na przestrzeni ostatnich 5 lat indeks ten najpierw znacząco zwyżkował, 
później zniżkował, żeby znowu rosnąć. Takie zachowanie giełdy większości ludziom 
wydaje się wysoce ryzykowne.

Problem z ocenianiem papierów wartościowych w oparciu o ich indywidualne 

cechy jest taki, że można w różnych dziwnych sytuacjach źle ocenić ich potencjał. 
Jeśli rynki zachowują się schematycznie lub inaczej mówiąc – książkowo – wszystko 
jest   w   porządku,   nie   ma   problemów.   Jeśli   jednak   pojawiają   się   różne   anomalie, 
zachowania, które zdają się rzadko występować, ale jeśli już wystąpią to pociągają za 
sobą poważne konsekwencje – standardowe myślenie na nic się nie zdaje.

Istnieją   zatem   bezpieczne   i   niebezpieczne   obligacje   oraz   bezpieczne   i 

ryzykowne akcje. Od czego więc zależy opisywany stopień bezpieczeństwa? Jeśli 
spojrzymy   „w   głąb”   papieru   wartościowego,   tzn.   na   jego   emitenta   okaże   się,   że 
główne, powtarzam główne, ryzyko wiąże się właśnie z emitentem. Istnieją niuanse 
(np. zabezpieczenie emitowanego papieru), które sprawiają, że ryzyko związane z 
kupowaniem obligacji jest niższe niż w przypadku akcji, ale tymi niuansami się nie 
będę tutaj zajmował. Chodzi o główne źródło ryzyka, przy pomocy którego można 
wyjaśnić z pozoru dziwne zachowania, np. obligacji Grecji. Generalna zasada jest 
taka,   że   im   stabilniejszy   jest   emitent   danego   papieru,   tym   sam   papier   będzie 
bezpieczniejszy. Uważam, zatem że bez względu czy nabywamy akcje czy obligacje 
takiego   podmiotu,   zarobimy   na   nich.   Jeśli   jednak   kupimy   papiery   wartościowe 
emitenta   mało   stabilnego   lub   co   gorsze,   znajdującego   się   na   skraju   bankructwa, 
ryzyko  związane  z  taką inwestycją  znacząco  wzrośnie.  Co  prawda,  w przypadku 
obligacji  będziemy   mogli  zarobić więcej,  wykorzystując  płatności  odsetkowe,  ale 
ryzyko   związane   z   odzyskaniem   pożyczonej   kwoty   pieniędzy   będzie   znacznie 
wyższe.

Jeśli porównać podejście „papierkowe” od podejścia „emitentowego”, okazuje 

się, że to drugie się sprawdza praktycznie zawsze, a to pierwsze już nie koniecznie. 
Pozostawiam Ci, Czytelniku, wolną rękę co do wyboru podejścia inwestycyjnego, ale 
uważam, że warto skoncentrować się na drugim.

Dywersyfikacja, a koncentracja inwestycji

„Nie wkładaj wszystkich jajek do jednego koszyka” - twierdzą zwolennicy 

48

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

dywersyfikacji. Z kolei zwolennicy koncentracji twierdzą - „włóż wszystkie swoje 
jajka do jednego koszyka i obserwuj go uważnie”. Nie podejmę się polemizowania na 
temat   przewagi   dywersyfikacji   nad   koncentracją   i   odwrotnie,   ale   powiem   coś 
zupełnie innego – wystarczy połączyć dywersyfikację z koncentracją, aby skutecznie 
zarabiać.

Dywersyfikację należy rozumieć jako nabywanie różnych klas aktywów, tzn. 

akcji,   nieruchomości,   diamentów   itd.   Dywersyfikacją   na   pewno   nie   jest   kupno 
losowo wybranych akcji 100 spółek. Ale będzie nią już kupno akcji dobrych spółek z 
różnych sektorów biznesowych, ponieważ w czasach gdy jeden sektor będzie miał 
problemy, inne sektory będą nadrabiały straty tego jednego. Z kolei koncentracją, 
byłby zakup akcji jednej, najlepszej spółki z całego rynku. Moim zdaniem zarówno 
pierwsze jak i drugie z zaprezentowanych podejść są skrajnie ryzykowne. 

O   wiele   lepszym   rozwiązaniem   jest   wybór   kilku   najbardziej 

perspektywicznych   branży   oraz   kupno  jednej   lub  ewentualnie   dwóch   najlepszych 
spółek   z   każdej   z   nich.   Dzięki   temu   oto   podejściu   można   łatwo   połączyć 
dywersyfikację (różne branże) z koncentracją (kupno akcji branżowych liderów). 

Inwestuj samodzielnie, ale poszukuj dobrych funduszy inwestycyjnych

Jestem   zwolennikiem   samodzielnego   inwestowania,   jednak   nie   wykluczam 

możliwości inwestowania za pośrednictwem funduszy. Kieruję się prostą zasadą – 
jeśli mogę sam kupić papiery wartościowe jakiejś spółki – robię to. W przeciwnym 
przypadku   poszukuję   funduszu   inwestycyjnego.   Inwestowanie   na,   tzw.   rynkach 
emerging   markets   będzie   najczęściej   wymagało   kupna   jednostek   uczestnictwa 
funduszy inwestycyjnych. Inwestycje na rynku typu frontier markets, np. na rynku 
wietnamskim, będzie tym bardziej pociągało za sobą taką konieczność.

Należy   jednak   uważać   –   kupno   jednostek   nie   każdego   funduszu 

inwestycyjnego będzie równie dochodowe. Trzeba włożyć dość sporo wysiłku, żeby 
znaleźć   fundusz   kierowany   nie   tylko   przez   menedżera   z   licencją   doradcy 
finansowego,   ale   przez   menedżera-inwestora,   a   takich   jest   niewielu.   Eksperci 
finansowi   doradzają   zazwyczaj   powierzenie   swoich   pieniędzy   funduszom 
inwestycyjnym,   argumentując   to   dużą   ilością   spółek   notowanych   na   giełdach.  W 
Polsce,   np.   na   rynku   kapitałowym   notowanych   jest   nieco   ponad   400   spółek. 
Natomiast z danych Izby Zarządzania Funduszami i Aktywami wynika, że w roku 

49

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

2010 na polskim rynku działało ponad 600 funduszy inwestycyjnych! Jeśli zatem 
wybór, powiedzmy pięciu spółek spośród 400 jest zadaniem trudnym, to wybór takiej 
samej   ilości   funduszy   spośród   600   możliwości   jest   jeszcze   trudniejszy.   Gdzie   tu 
wobec tego sens i gdzie logika? 

Żeby umieć rozpoznać menedżera-inwestora, należy najpierw samemu umieć 

inwestować, aby wiedzieć jak taką osobę rozpoznać. Dopiero później można pokusić 
się o wybór funduszu inwestycyjnego.

Dlaczego zacząłem dzielić się swoją wiedzą?

Myślę, że jest to jedno z ważniejszych pytań, na które odpowiedź w moim 

przypadku jest bardzo prosta – chciałem po prostu pomóc innym szybciej osiągnąć to 
,   co   ja   osiągnąłem   przez   ostatnie   5   lat.   Pomyślałem,   że   jeśli   potrafię   w   końcu 
wybierać   dochodowe   spółki   to   czemu   by   nie   napisać   najpierw   książki,   w   której 
zebrałbym całą swoją wiedzę i przekazał innym? Tak narodził się pomysł wydania 
pierwszej książki – „I Ty możesz zostać Warrenem Buffettem, czyli inwestowanie 
skoncentrowane   na   GPW”.   Stwierdziłem,   że   ta   książka   będzie   odgrywała   rolę 
swoistego   save'a,   takiego   samego   jak   w   grach   komputerowych.   Zdobywszy 
odpowiednią   wiedzę   i   doświadczenie,   spisałem   je   na   kolejnych   stronach   książki, 
dzięki której początkujący mogą od razu zapoznać się ze sprawdzoną wiedzą, zamiast 
poszukiwać jej na własną rękę (innymi słowy zasave'owałem swoją wiedzę, z której 
inni   mogą   teraz   bardzo   łatwo   skorzystać).   W   dalszej   kolejności   postanowiłem 
stworzyć   blog  

TobiaszMalinski.pl

  na   którym   publikowałbym   bieżące   analizy 

ciekawych   spółek.   Książka   wraz   z   upływem   czasu   nieco   się   dezaktualizuje   pod 
kątem danych historycznych, a blog jest uaktualniany na bieżąco. Potem doszedłem 
do wniosku, że na blogu 

TobiaszMalinski.pl

 czegoś mi brakuje, dlatego poszerzyłem go 

o publikowane klipy video w moim udziałem, w których omawiam wszystko to, co 
jest związane z pieniędzmi. Wszystkie materiały sygnowane moim nazwiskiem są 
wzajemnie uzupełniającymi się zasobami.

Podsumowując, przedstawione w tym rozdziale moje poglądy na różne ważne 

zagadnienia inwestycyjne są porcją informacji, dzięki którym Ty, Czytelniku, możesz 
dowiedzieć się jak patrzy na świat inwestycji kolejny, polski blogger. Miej jednak w 
pamięci radę Bartka Szymy z pierwszego rozdziału, żeby uczyć się od wszystkich, 
ale   własne   decyzje   podejmować   samemu.   Jeśli   chodzi   natomiast   o   moją   radę 
inwestycjom   to   myślę,   że   ważne   jest   znalezienie   swojego   ulubionego   rodzaju 

50

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

aktywów i zarabianie właśnie na nim.

Zakończenie

Nasza   wędrówka   dobiegła   końca.   Jeszcze   raz   pragnę   wyrazić   szczere 

podziękowania   wszystkim   bloggerom,   którzy   postanowili   wziąć   udział   w   tym 
przedsięwzięciu – bez Waszego udziału ten e-book by nie powstał. Na początku, gdy 
jedynie koncepcja kołatała mi w głowie zastanawiałem się ile osób zdecyduje się 
podzielić się swoją wiedzą z innymi. Po ciuchu wierzyłem, że na pewno ktoś się 
znajdzie, ale nie myślałem, że spotkam się z tak dużym entuzjazmem. Myślę, że 
zdobyłeś bardzo ciekawe informacje, Czytelniku, które należą bardziej do kategorii 
filozoficznych, a nie typowo technicznych. Warto jednak wiedzieć, jak widzą świat 
inwestycji Polacy, zwykli, ludzie, którzy lubią to co robią. Nie znajdziesz nas na 
liście najbogatszych ludzi miesięcznika Forbes, ani tygodnika Wprost, jednak możesz 
się od nas wiele nauczyć. Słuchanie innych oraz zadawanie pytań jest przepisem na 
sukces chyba w każdej dziedzinie, nie tylko w inwestycjach giełdowych. Ostatecznie 
i tak każdy z nas będzie musiał wypowiedzieć we własnym imieniu sokratesowskie - 
„wiem, że nic nie wiem”, ale całe życie dociekałem.

Na zakończenie pragnę podsumować wszystkie wypowiedzi, na najważniejsze 

zagadnienia poruszone w każdej rozmowie. Myślę, że taki zbiorcze przypomnienie 
istoty wypowiedzi bloggerów, będzie postawieniem swoistej kropki na „i”. Każde 
zagadnienie opatrzone zostało zatem krótkim, podsumowującym komentarzem.

Motywacja do prowadzenia bloga

Polscy   bloggerzy   giełdowi   są   bardzo   otwartymi   ludźmi,   chętnymi   do 

pomagania innym, to cieszy. Wszyscy bloggerzy prowadzą swoje blogi w jednym 
celu - aby dzielić się wiedzą i pomagać innym. Niektórzy traktują również swoje 
blogi na zasadzie pamiętnika inwestycyjnego, w którym opisują swoje poczynania. 
Znamienne wydaje się być powiedzenie ostatniego z moich rozmówców - "trumna 
nie ma kieszeni" - dlatego warto dzielić się swoją wiedzą.

51

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

Obligacje vs. Akcje

Obligacje  czy   akcje?   Oto jest  pytanie....Parafrazując  trochę  słowa  Hamleta, 

okazuje się, że nie ma jednego rozwiązania i wbrew obiegowym opiniom, nie można 
odpowiedzieć jednoznaczne na to pytanie. Bloggerzy słusznie zauważyli, że zarówno 
obligacje   jak   i   akcje   mają   swoje   wady   oraz   zalety,   a   tylko   jeden   rozmówca 
odpowiedział jednoznacznie, wskazując na większą atrakcyjność akcji. Warto wziąć 
pod   uwagę   różne   zagadnienia   związane   z   kupowaniem   akcji   oraz   obligacji,   oraz 
konieczność   poznania   sytuacji   finansowej   spółki,   o   czym   również   wspomnieli 
bloggerzy. Innymi słowy, trzeba wiedzieć co się robi, gdy zarabia się na różnych 
instrumentach finansowych. Ostatecznie okazuje się, że akcje i obligacje różnią się 
między   sobą   jeśli   są   traktowane   jak   papierki,   natomiast   atrakcyjność   jednych   i 
drugich zależy przecież od ich emitentów.

Fundusze inwestycyjne

W   zakresie   kupowania   akcji   za   pośrednictwem   funduszy   inwestycyjnych 

polscy   bloggerzy   wykazali   chyba   największą   jednomyślność   –   warto   bowiem 
inwestować samemu. Tylko nieliczni dopuszczają możliwość kupowania jednostek 
uczestnictwa w funduszach nabywających walory, których nie można byłoby kupić 
samodzielnie. Wniosek jest jeden - większość inwestorów jest w stanie inwestować 
sama, bez konieczności posiłkowania się radami, tzw. ekspertów finansowych.

Dywersyfikacja, a koncentracja portfela inwestycyjnego

Bloggerzy   mieli   w   miarę   jednolite   poglądy   w   stosunku   do   poprzednich 

zagadnień,   natomiast   w   przypadku   dywersyfikacji   zdania   były   podzielone.   Część 
rozmówców stwierdziła, że dywersyfikacja nie jest potrzebna o ile inwestor wie co 
robi, z kolei reszta podkreśliła konieczność stosowania dywersyfikacji. Prawda jest 
jak zwykle gdzieś po środku i chyba każdy uczestnik rynku powinien dostosować 
koncepcje dywersyfikacji oraz koncentracji do własnych potrzeb.

Instrumenty pochodne

Bloggerzy zauważyli, że z jednej strony udział instrumentów pochodnych w 

52

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

ogóle   instrumentów   finansowych   jest   problemem,   ale   z   drugiej   strony   w   Polsce 
derywaty giełdowe są jeszcze w miarę proste. Ta cecha przyciąga coraz większą 
liczbę inwestorów indywidualnych. Pojawiły się głosy, że wraz z wymianą systemu 
giełdowego z systemu WARSET na UTP, polski rynek przyciągnie większą rzeszę 
instytucji, co rozwodni udział detalistów. Tylko jeden blogger nie widzi problemów 
związanych z rosnącą liczbą instrumentów pochodnych. Ja z kolei powołam się na 
George'a Sorosa, twierdzącego, że istnieją globalne rynki, ale brak jest globalnych 
regulacji, co stanowi problem oraz na Marka Mobiusa, który ma uzasadnione obawy 
w stosunku do obrotu instrumentami pochodnymi. Zarówno spekulacja jak i obrót 
instrumentami   pochodnymi   są   dość   delikatnymi   i   kontrowersyjnymi   tematami, 
dlatego   chyba   zdrowy   rozsądek   każdego   uczestnika   rynku   jest   w   stanie   znaleźć 
zadowalający kompromis pomiędzy szybkością zysków, a ich stabilnością.

Spekulacja

Zdania  na temat  spekulacji  pośród polskich bloggerów są  dość podzielone. 

Cechą od razu wyróżniającą się w odpowiedziach bloggerów jest zauważenie,   że 
spekulacja   nie   zawsze   musi   być   kojarzona   ze   złem   wcielonym,   a   określona 
liczebność   spekulantów   na   rynkach   kapitałowych   jest   przydatna.   Pojawiły   się 
również opinie, że nagonka na spekulantów odbywa się za sprawą mediów i nie ma 
wiele   wspólnego   z   rzeczywistością,   bowiem   zarówno   spekulanci   jak   również 
inwestorzy mogą zarabiać w każdych warunkach o ile wiedzą co robią. Z drugiej 
strony nie wiadomo, w jakim kierunku podąży rynek, a instrumenty spekulacyjne 
dają zarabiać praktycznie w każdych warunkach. Za sprawą internetu spekulacja staje 
się jednak łatwiejsza, a tempo życia oraz zarabiania pieniędzy przyspiesza, dlatego 
nadchodzące   czasy   będą   stwarzały   korzystne   warunki   dla   spekulacji.   Myślę,   że 
można podsumować rozważania na temat spekulacji stwierdzeniem, że wszystko jest 
dla ludzi i jest korzystne, jeśli jest rozsądnie wykorzystywane.

Jedna rada na koniec...

Większość bloggerów rozważając możliwość udzielenia innym osobom jednej 

rady zwraca uwagę na potrzebę uczenia się, co jest bardzo oczywiste. Inwestowanie 
bardziej   niż   inne   dziedziny   wiedzy   wymaga   poznania   najpierw   teoretycznych 
podstaw, a dopiero później przekłada się na możliwość zarabiania realnej gotówki. 
Nauka   inwestowania   nie   jest   jednak   tożsama   z   czytaniem   ulotek   funduszy 

53

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

inwestycyjnych   lub   produktów   strukturyzowanych   dystrybuowanych   przez   banki 
oraz   pośredników   finansowych.   Według   jednego   z   bloggerów   trzeba   dać   sobie 
wystarczająco dużo czasu - 3-5 lat - aby dobrze opanować rzemiosło inwestycyjne. 
Innymi ważnymi radami, które zostały udzielone w poprzednich rozdziałach są z 
pewnością następujące stwierdzenia:

konieczność   lubienia   inwestycji   giełdowych   oraz   wykazania   pasji   podczas 
zarabiania za ich pośrednictwem pieniędzy,

warto zajmować się nie tylko pieniędzmi, ale również sobą, bowiem pieniądze 
są pochodną szczęśliwego życia.

Z powyższego podsumowania wynika obraz polskiego bloggera giełdowego, 

który jest człowiekiem:

z pasją,

altruistycznym,

skutecznym w zakresie zarabiania pieniędzy,

otwartym na rady innych.

Warto zatem korzystać z wartościowych blogów giełdowych, prowadzonych przez 
ludzi, którzy mają coś w tym zakresie do powiedzenia.

Lista blogów oraz bloggerów

1.

Bartek Szyma - 

LazyShare

2.

Radek Chodkowski - 

Humanista na Giełdzie

3.

Bartek Zieliński - 

bart-zielinski.blogspot.com

4.

Moje Kreski - 

MojeKreski.blogspot.com

5.

Marek Marcinowski - 

www.technikaichimoku.pl

6.

Zbigniew Stawicki – 

AstronomiaFinansowa.blogspot.com

7.

Adam Nowak - 

Ynwestor.blogspot.com

8.

Tobiasz Maliński - 

www.tobiaszmalinski.pl

Książki napisane przez bloggerów

1.

Bartek Zieliński, Bóg, pieniądze, giełda!.

2.

Marek   Marcinowski,  Sukces   na   giełdzie.   Tajniki   i   wskazówki   największych 

54

background image

Polscy Bloggerzy Giełdowi – Od Bloggera do Milionera

polskich ekspertów giełdowych, Poligraf 2011.

3.

Tobiasz Maliński, I Ty możesz zostać Warrenem Buffettem, czyli inwestowanie 
skoncentrowane na GPW
, Helion, Gliwice 2010.

4.

Tobiasz Maliński, Dlaczego Twój makler wolałby, żebyś TEGO nie wiedział?
Dobry Ebook, Kraków 2011.

55


Document Outline