background image

Nalini Singh

Blask pamięci.

Tłumaczenie nieoficjalne: 

zapiski_mola_ksiazkowego

ŚMIERĆ

Śmierć podążała za Zapomnianymi niczym bicz. Bez odpoczynku. Bez litości.
Pragnęli odnaleźć nadzieję, gdy opuścili Sieć Psi. Chcieli jedynie zbudować nowe życie z dala od 
zimnych wyborów ich pobratymców. Ale Psi znajdujący się w Siecie, z sercami zmrożonymi przez 
pozbawiony emocji  chłód  Ciszy,  odmówili  pozwolenia  przeciwnikom ich  wyborów odejścia  w 
pokoju. Bo Zapomniani, z ich nadziejami i snami o lepszym życiu stanowili blokadę dla celu Psi, 
jakim była władza absolutna.
Uciekinierzy   w   swoich   szeregach   mieli   sporą   liczbę   telepatów   i   specjalistów   medycznych, 
mężczyzn   i   kobiet   obdarowanych   psychometrią,   jasnowidztwem   i   posiadających   wiele   innych 
umiejętności. Te silne jednostki, ci rebelianci, stanowili jedyne psychiczne zagrożenie dla roznącej 
potęgi Rady Psi.
Więc Rada zaczęła ich likwidować.
Jedno po drugim.
Rodzina po rodzinie.
Ojca. Matkę. Dziecko.
Dalej, ponownie, i znowu.
Aż Zapomnieni byli zmuszeni by uciekać, by się ukryć.
Z czasem, wspomnienia zostały utracone, prawdy zakryte, a Zapomniani niemal przestali istnieć.
Ale stare sekrety nie mogą pozostawać wiecznie w ukryciu. Teraz, w końcowych miesiącach roku 
2080   podnosi   się   kurz.   Światło   zaczyna   się   przez   niego   przebijać.   A   Zapomniani   stają   u 
skrzyżowania dróg. Walka oznacza ponowne stawienie czoła śmierci. Możliwe nawet, że będzie 
oznaczać całkowitą zagładę ich rodzaju. Ale ucieczka … czy to również nie jest odmiana zagłady?

ROZDZIAŁ 1

Otworzyła oczy i przez sekundę czuła się tak, jakby świat się poruszał. Te oczy, te które się w nią  
wpatrywały, były brązowe. Ale był to brąz inny niż ten jaki kiedykolwiek widziała. Miały w sobie 

background image

złoto. Plamki bursztynu. I brąz. Tyle kolorów.
„Obudziła się.”
Ten głos, pamiętała ten głos.
„Ćśś. Trzymam cię.”
Przełknęła i próbowała znaleźć własny głos.
Surowy świst powietrza. Bezdźwięczny. Bez formy.
Mężczyzna z brązowymi oczami wśliznął rękę pod jej głowę i uniósł ją, gdy przykładał coś do jej 
ust.
Zimne.
Lód.
Rozchyliła usta starając się desperacko, by stopić fragmenty lodu w ustach. Jej gardło stało się 
mokre, ale to nie wystarczyło. Potrzebowała wody. Ponownie spróbowała przemówić. Nie mogła 
nawet sama siebie usłyszeć, ale on to zrobił.
„Usiądź.”
To było jak próba pływania przez najbardziej kleisty płyn – jej kości były niczym galaretka, jej 
mięśnie były bezużyteczne.
„Poczekaj.” Niemal sam uniósł ją do pozycji siedzącej na łóżku. Jej serce waliło w piersi. Bijący 
skrzydłami pojmany w klatkę ptak.
Pik-pik.
Pik-pik.
Pik-pik.
Ciepłe dłonie na jej twarzy obróciły jej głowę. Jego twarz pojawiła się w polu jej widzenia, a potem 
niemożliwie rozmazała się na boki.
„Nie sądzę, by narkotyki całkowicie zniknęły z jej systemu.” Jego głos był głęboki, sięgał bardzo 
głęboko. Prosto do jej bijącego, wystraszonego serca. „Czy masz może – dzięki.” Uniósł coś.
Kubek.
Woda.
Złapała jego nadgarstek. Jej palce niemal ześliznęły się z żywego męskiego żaru jego skóry.
Nadal trzymał kubek poza jej zasięgiem. „Powoli. Rozumiesz?” To bardziej był rozkaz niż pytanie. 
Wydany głosem, który mówił, że przywykł do uzyskiwania posłuszeństwa.
Przytaknęła i pozwoliła mu przyłożyć coś do jej ust. Słomkę.
Jej dłoń zacisnęła się na jego ręce, była tak spragniona.
„Powoli.” Powtórzył.
Pociągnęła łyk. Bogaty. Pomarańczowy. Słodki. Mimo cienia żądania w głosie jej ratownika, mogła 
go nie usłuchać i wypić sok wielkimi łykami, ale jej usta nie pracowały prawidłowo. Lewie mogła 
pociągnąć najcieńszą ze słomek. Ale było to wystarczająco, by załagodzić podrażnione ciało jej 
gardła i wypełnić pusty ból w jej żołądku.
Od tak dawna była głodna.
Przebłysk czegoś w rogu jej umysłu. Zbyt szybki, by mogła to pochwycić. A potem wpatrywała się 
w te dziwnie przyciągające ją oczy. Ale on nie składał się jedynie z oczu. Miał czyste, niemal ostre 
linie i złoto-brązową skórę. Egzotyczne oczy. Egzotyczna skóra.

background image

Jego usta poruszyły się.
Jej oczy zawisły na nich na dłużej. Dolna warga była trochę bardziej pełna, niż wydawało się, że 
pasowałoby do jego niezakwestionowanie męskiej  twarzy. Ale nie miękka. Nigdy miękka. Ten 
mężczyzna w całości składał się z twardości i rozkazów.
Kolejny dotyk. Palce na jej policzku. Mrugnęła ponownie skupiając się na jego ustach. Próbując 
usłyszeć.
„... imię?”
Odsunęła sok i przełknęła. Upuściła dłonie na pościel. Chciał wiedzieć jak ma na imię. To było 
rozsądne pytanie. Też chciała znać jego imię. Ludzie zawsze wymieniali się imionami, gdy się 
spotykali. To było normalne.
Jej palce zacisnęły się na miękkiej bawełnianej pościeli.
Pik-pik.
Pik-pik.
Pik-pik.
Ten bijący skrzydłami o klatkę ptak wrócił, uwięziony w jej piersi. Jak okrutnie.
To nie było normalne.
„Jak masz na imię?” Jej oczy były przeszywające w swojej bezpośredniości. Odmawiał pozwolenia 
jej, by spojrzała w bok.
A ona musiała mu odpowiedzieć. „Nie wiem?”
Dev spojrzał w te zachmurzone orzechowe spojrzenie i dostrzegł jedynie pełen zagubienia strach. 
„Glen?”
Dr.   Glen   Herriford   zmarszczył   czoło   z   drugiej   strony   łóżka.   „To   może   być   efekt   uboczny 
narkotyków.   Była   dość   mocno   nimi   napełniona,   gdy   się   pojawiła.   Dajmy   temu   jeszcze   kilka 
godzin.”
Dev przytaknął, odłożył sok na stolik i ponownie zwrócił swoją uwagę na kobietę. Jej rzęsy już 
opadały. Nic nie mówiąc pomógł jej zmienić pozycję tak, by leżała płasko na plecach. Chwilę 
później już spała.
Skinął głową w stronę drzwi i wyszedł, Glen podążył za nim. „Co znalazłeś w jej organizmie?”
„To właśnie jest zabawne.” Glen postukał w kartę elektroniczną. „Wszystkie składniki chemiczne 
składają się na zwykłe stare tabletki nasenne.”
„To   na   to   nie   wygląda.”   Była   zbyt   mocno   zdezorientowana,   jej   źrenice   były   bardzo   mocno 
powiększone.
„Chyba, że …” Glen uniósł brew.
Usta Dev'a zacisnęły się. „Jakie są szanse, że sama to sobie zrobiła?”
„Zawsze jest taka możliwość – ale ktoś pozostawił ją przed twoim mieszkaniem.”
„Wszedłem   do   środka   o   dwudziestej   drugiej,   wyszedłem   piętnaście   minut   później.”   Zostawił 
telefon w samochodzie. Był poirytowany, że musiał przestać pracować, by wrócić do garażu. „Gdy 
ją znalazłem, była nieprzytomna.”
Glen   potrząsnął   głową.   „W  takim   razie   nie   mogła   mieć   wystarczającej   koordynacji,   by  samej 
przedostać się przez system ochrony – utraciłaby swoje wyższe zdolności motoryczne na długo 
przed tym.”
Walcząc z przypływem gniewu spowodowanym tym jak bardzo bezbronna musiała się czuć, co 

background image

mogło zostać jej zrobione w tym czasie, Dev ponownie zerknął do pokoju. Jasne białe światło 
wiszące nad głową spływało po jej matowych bond włosach i rozjaśniało zadrapania na jej twarzy i 
ostrze kości prześwitujące przez jej skórę. „Wygląda na praktycznie zagłodzoną.”
Zazwyczaj uśmiechająca się twarz Glen'a była ponurą maską. „Nie mieliśmy okazji, by zrobić pełna 
kontrolę, ale na jej ramionach i nogach są sińce.”
„Chcesz mi powiedzieć, że ona została pobita?” Surowa furia pulsowała przez ciało Dev'a, gorąca i 
pełna przemocy.
„Torturowana, tego słowa bym użył. Pod tymi świeżymi są stare sińce.”
Dev zaklął pod nosem. „Jak długo potrwa zanim będzie w stanie funkcjonować?”
„Całkowite wypłukanie leku zajmie prawdopodobnie czterdzieści osiem godzin. Sądzę, że została 
nimi   jednorazowo   odurzona.   Gdyby   znajdowała   się   na   nich   dłużej,   byłaby   jeszcze   bardziej 
rozwalona.”
„Informuj mnie na bieżąco.”
„Zamierzasz zadzwonić do Egzekutywy?”
„Nie.” Dev nie miał zamiaru spuścić jej z wzroku. „Została porzucona pod moimi drzwiami z 
jakiegoś powodu. Zostanie z nami, aż odkryjemy co do jasnej cholery się dzieje.”
„Dev...” Glen powoli wypuścił powietrze. „Jej reakcja na lek wskazuje, że musi być Psi.”
„Wiem.” Jego własne zmysły psychiczne odebrały „echo” pochodzące od tej kobiety. Przytłumione, 
ale obecne. „Na tym etapie nie stanowi zagrożenia. Ocenimy ponownie sytuację, gdy się ocknie i 
będzie funkcjonować.”
Z wewnątrz pokoju coś piknęło sprawiając, że Glen zerknął na kartę. „To nic takiego. Nie masz 
czasem dzisiaj rano spotkania z Talin?”
Rozumiejąc sugestię Dev pojechał do domu wziąć prysznic i się przebrać. Zegar właśnie wybił 
szóstą trzydzieści, gdy ponownie wszedł do budynku, który był główną siedzibą Fundacji Światło. 
Cztery najwyższe   piętra   zawierały liczbę   mieszkań   dla  gości,   dziesięć   środkowych   pięter   było 
zajętych przez różnego rodzaju biura administracyjne, a piętra poniżej piwnicy zawierały kompleks 
testowy i medyczny. A dzisiaj – także Psi. Kobietę, która mogła okazać się być ostatnim ruchem 
Rady stanowiącym próbę zniszczenia Zapomnianych.
Ale, przypomniał sobie, teraz ona spała, a on miał pracę do wykonania. „Aktywuj. Kodowanie 
głosowe – Devraj Santos.” Pusty ekran komputera wysunął się z jego biurka i zapełnił się sporą 
ilością   nieprzeczytanych   wiadomości.   Jego   sekretarka,   Maggie,   była   dobra   w  oznaczaniu   tych, 
które „mogą-zaczekać” od tych, na które „trzeba odpowiedzieć”, a wszystkie dziesięć wiadomości 
wyświetlonych na ekranie należało do tej drugiej kategorii. A dzisiejszy dzień jeszcze się nie zaczął. 
Odchylił się w krześle i zerknął na zegarek.
Zbyt wcześnie, by zacząć oddzwaniać – nawet w Nowym Jorku większość ludzi nie znajdywało się 
przy biurkach przed szóstą czterdzieści pięć. Ale znowu, większość ludzi nie prowadziło Fundacji 
Światło, a co dopiero mówić o działaniu w roli „głowy” rodziny składającej się z tysięcy ludzi 
rozsianych po kraju, a także w wielu przypadkach, po całym świecie. 
Fakt, że pomyślał w tym momencie o Marty'm był nieunikniony.
„Ta praca pożre ciebie żywcem, wyssie szpik z twoich kości, a na końcu wypluje cię jak pustą 
skorupę.” Powiedział do niego jego poprzednik w nocy, gdy Dev zaakceptował funkcję dyrektora.
„Ty trzymałeś się tej pracy.” Marty prowadził Światło przez ponad czterdzieści lat.
„Miałem szczęście.” Powiedział starszy mężczyzna w swój bezpośredni nie znoszący nonsensów 
sposób. „Gdy objąłem to stanowisko byłem żonaty, i ku mojej odwiecznej wdzięczności, moja żona 
została ze mną przez całe to gówno. Ty wchodzisz w to sam, i skończysz zostając sam.”

background image

Dev nadal pamiętał jak się roześmiał. „Co, masz tak niską opinię na temat mojego czaru?”
„Możesz mieć tyle czaru ile zechcesz.” Powiedział Marty z prychnięciem. „Ale kobiety mają w 
zwyczaju   pragnąć   twojego   czasu.   Dyrektor   Fundacji   Światło   nie   ma   czasu.   Ma   jedynie   wagę 
tysięcy snów, marzeń i lęków spoczywającą na jego barkach.” Posłał mu spojrzenie wypełnione 
cieniami. „To ciebie zmieni Dev. Sprawi, że staniesz się okrutny, jeżeli nie będziesz ostrożny.”
„Teraz jesteśmy stabilnym zespołem.” Argumentował Dev. „Przeszłość, to przeszłość.”
„Drogi chłopcze, przeszłość nigdy nie będzie tylko przeszłością. Jesteśmy w stanie wojny, a jako 
dyrektor, jesteś generałem.”
Dev przepracował trzy lata na tym stanowisku, zanim naprawdę zrozumiał ostrzeżenie Mart'iego. 
Gdy   jego   przodkowie   uciekli   z   Sieci   Psi   mieli   nadzieję   na   zorganizowanie   życia   poza   zimną 
sztywnością   Ciszy.  Wybrali   chaos   zamiast   kontroli.   Niebezpieczeństwa   emocji   zamiast   pewnej 
przytomności umysłu i życia przeżytego bez nadziei, miłości i radości. Ale razem z tymi wyborami 
nadeszły konsekwencje.
Rada Psi nigdy nie przestała polować na Zapomnianych.
By z nimi walczyć, by utrzymać swoich ludzi w bezpieczeństwie, Dev sam musiał podjąć kilka 
brutalnych decyzji.
Jego palce zacisnęły się wokół długopisu, który trzymał, grożąc jego zmiażdżeniem. „Wystarczy.” 
Wymruczał ponownie zerkając na zegarek. Nadal zbyt wcześnie, by zadzwonić.
Odepchnął fotel, wstał zamierzając nalać sobie trochę kawy. Zamiast tego ku własnemu zdziwieniu 
znalazł się w windzie jadąc na poziom piwniczny. Korytarze były spokojne, ale on wiedział, że 
laboratoria już mruczały od aktywności – obciążenie pracą było po prostu zbyt duże, by pozwolić 
na duży czas bezczynności.
Ponieważ, choć Zapomniani kiedyś byli tacy jak Psi, którzy patrzyli na Radę, by nimi przewodziła. 
Czas   i   małżeństwa   z   innymi   rasami   zmieniły   sprawy   w   ich   strukturze   genetycznej.   Zaczęły 
pojawiać się dziwne nowe umiejętności … ale również i dziwne nowe choroby.
Ale to nie było zagrożenie, które musiał dzisiaj ocenić.
Jeżeli mieli rację, nieznana kobieta w łóżku szpitalnym znajdującym się przed nim, była podłączona 
do samej Sieci Psi. To sprawiało, że była dużo bardziej niż tylko niebezpieczna – była jak koń 
trojański. Jej umysł był przewodnikiem, przez który można było przekazywać dane lub zaszczepić 
śmiertelne strategie.
Ostatni szpieg, który był wystarczająco głupi, by zinfiltrować Światło zbyt późno odkrył śmiertelnie 
groźną prawdę – że Devraj Santos nigdy nie zostawił za sobą swojego podłoża wojskowego. Teraz, 
gdy patrzył na posiniaczoną, podrapaną i wyniszczoną twarz tej kobiety rozważał, czy byłby w 
stanie skręcić jej kark z zimną krwią, gdyby nadszedł taki czas.
Bał się, że jego odpowiedź może być lodowato praktycznym tak.
Zmrożony tą myślą, już miał opuścić pokój, gdy zauważył, że jej oczy mocno poruszały się pod 
powiekami. „Psi nie powinni śnić.” Wymruczał.
„Powiedz mi.”
Przełknęła krew z języka. „Powiedziałam ci wszystko. Zabrałeś wszystko.”
Oczy czarne jak noc z zaledwie kilkoma plamkami bieli wpatrywały się w nią, gdy mentalne palce 
rozprzestrzeniały się przez jej umysł, przeszywając, drapiąc, niszcząc. Przełknęła krzyk, ugryzła 
kolejną linię na języku. 
„Tak.” Powiedział jej oprawca. „Wygląda na to, że rozebrałem cię ze wszystkich twoich sekretów.”
Nie odpowiedziała mu, nie rozluźniła się. Robił to już wcześniej. Tak wiele razy. Ale za minutę 
znowu   zaczną   się   pytania.   Nie   wiedziała   czego   chciał,   nie   wiedziała   czego   szukał.  Wiedziała 

background image

jedynie, że się złamała. Nie było w niej już nic. Była popękana, zniszczona, zginęła.
„Teraz.” Powiedział tym samym zawsze cierpliwym głosem. „Opowiedz mi o eksperymentach.”
Otworzyła usta i powtórzyła to co już wyznała. Kilka razy. Raz za razem. „Przerobiłyśmy wyniki.” 
Wiedział to od samego początku. To nie była zdrada. „Nigdy nie dałyśmy ci prawdziwych danych.”
„Powiedz mi prawdę. Powiedz mi co znalazłyście.”
Te   palce   bezlitośnie   wędrowały   po   jej   umyśle   wystrzeliwując   czerwony   ogień,   który   groził 
spaleniem jej istoty. Nie mogła się powstrzymać. Nie mogła ich obronić. Nie mogła nawet obronić 
siebie. Ponieważ przez cały ten czas on siedział niczym wielki czarny pająk wewnątrz jej umysłu, 
obserwując, ucząc się i nabywając wiedzę. Na końcu, zabrał jej sekrety, jej honor, jej lojalność, a 
gdy skończył, jedyną rzeczą jaką pamiętała był bogaty żelazny zapach krwi.
Obudziła się z urwanym krzykiem na ustach. „On wie.”
Brązowe oczy ponownie patrzyły prosto na nią. „Kto wie?” Imię sformułowało się na jej języku, a 
potem uciekło w mieszaninie jej zniszczonego umysłu. „On wie.” Powtórzyła zdesperowana, by 
ktoś zrozumiał, to co zrobiła. „On wie.” Jej palce zacisnęły się na jego dłoni.
„Co on wie?” Elektryczność przesunęła się przez nie jakby pod jej skórą znajdowało się piekło.
„O dzieciach.” Wyszeptała. Jej głowa znowu stawała się ciężka, a przed jej oczy znów wypływała 
ciemność. „O chłopcu.”
Złoto zmieniło się w brąz, a ona chciała na to popatrzeć, ale było już za późno.

ARCHIWA RODZINY PETROKOV
List datowany na 17 czerwca 1969 r.
Drogi Matthew,
na dzisiejszym spotkaniu głów rządu, Rada zaproponowała radykalne nowe podejście do problemu 
przed którym stanęliśmy. Wiedziałam, że to się zbliżało, ale mimo to, nadal ciągle nie mogę sobie 
wyobrazić jak to będzie działało.
Celem tego nowego programu będzie uwarunkowanie, by przyszłe pokolenia Psi nie odczuwały 
wszystkich   negatywnych   emocji.   Gdybyśmy  mogli   uleczyć   wściekłość   jaką   byłoby   to   łaską   – 
można by powstrzymać tak wiele przemocy, ocalić tak wiele żyć. Ale teoretycy poszli jeszcze dalej. 
Powiedzieli, że gdy będziemy mogli opanować wściekłość, możemy być w stanie kontrolować inne 
angażujące nas mocno emocjonalne wydarzenia – sprawy, które powodowały pęknięcia prowadzące 
do chorób umysłowych.
Jestem ostrożną optymistką. Bóg wie, że ta rodzina zapłaciła cenę za jej umiejętności o jeden raz za 
dużo.
Z wyrazami całej mojej miłości,
Mama.

ROZDZIAŁ 2

On wie … O dzieciach. O chłopcu.
Dev zmusił się, by zaczekać do dziewiątej, a potem niecierpliwymi dłońmi wystukał numer Talin. 
Jego   ramiona   były   napięte.   Blond   kobieta   po   wypowiedzeniu   tych   słów   ponownie   straciła 
przytomność, ale Dev nie potrzebował wiedzieć niczego więcej – jego przeczucie podpowiadało 
mu, że odpowiedź mogła być tylko jedna.

background image

„Dev?” Twarz Talin nosząca ewidentne ślady snu pojawiła się na jego przeźroczystym monitorze, 
jej ziewnięcie nie było zaskakujące biorąc pod uwagę, że w jej części kraju dopiero dochodziła 
szósta.   „Wydawało   mi   się,   że   nasze   spotkanie   miało   być   o   dziesiątej   trzydzieści   czasu 
wschodniego.”
„Zmiana planów.” Uważnie rozważył swoje następne słowa. Talin była pragmatyczna, ale była 
również bardzo przywiązana do swoich podopiecznych. „Muszę porozmawiać z Jon'em.”
Zrobiła niezadowoloną minę. „On nie zmieni zdania na temat przystąpienia do szkoły Światła. Ale 
upewnię się, że przeczyta wszystko co przyśle mu Glen, a Psi w stadzie pomagają mu trenować 
jego umiejętności.”
„On jest już zadomowiony w Ciemnej Rzece.” Dev doszedł do tego wniosku po osobistej wizycie w 
bazie stada w San Francisco. „Sądzę, że to dla niego najlepsze miejsce.”
„W takim razie …?”
„Jak wiele ludzi wiedziało o tym, że Jon był w laboratorium Psi – po tym jak został porwany?” Ten 
chłopiec był – genetycznie rzecz ujmując – w ponad czterdziestu pięciu procentach Psi, i urodził się 
z unikalnym rodzajem umiejętności wokalnych. Jonquil Duchslayq mógł dosłownie namówić ludzi 
do zrobienia czegokolwiek tylko chciał. Był to dar, za który, by mieć go pod kontrolą wielu byłoby 
gotowych rozlewać krew.
Drobne linie pojawiły się z w kącikach oczu Talin, gdy jej spojrzenie wyostrzyło się. „Oczywiście 
Ashaya. Była głównym naukowcem.”
Ashaya  Aleine   była   teraz   związana   z   leopardem   Ciemnej   Rzeki   i   nie   zrobiłaby   niczego,   by 
sprowadzić niebezpieczeństwo na Jon'a lub inne dzieci Zapomnianych. „Kto jeszcze?”
„Nikt   żywy.”   Głos  Talin   wibrował   echem   najczystszej   wściekłości.   „Clay  zajął   się   Larsen'em, 
draniem, który eksperymentował na dzieciach. A wiesz przecież, że Rada zniszczyła laboratorium 
Ashay'i po tym jak uciekła, zabijając wszystkich jej asystentów badawczych.”
Lód rozlał się przez jego klatkę, zimny, sztywny, śmiertelnie niebezpieczny. „Jak mocno jesteś tego 
pewna?”
„Ciemna   Rzeka   ma   kontakty   w   Sieci.   Wilki   również.”   Dodała   odnosząc   się   do   najbliższego 
sprzymierzeńca Ciemnej Rzeki, Śnieżnych Tancerzy. „Nie było nawet jednego szeptu o ocalałych.”
Ale Psi, jak Dev wiedział, byli dobrzy w utrzymywaniu sekretów. Zwłaszcza Psi tacy jak Ming 
LeBon,   Radny,  który  zgodnie  z   plotkami  stał   za  zniszczeniem  laboratorium.  „Jeżeli   przyślę  ci 
fotografię, czy możesz dowiedzieć się, czy Jon rozpozna tą osobę z czasu swojego porwania?”
„Nie.” Padła absolutna odpowiedź. Wyraz jej twarzy był równie nieugięty jak leopardów z jej stada. 
„W końcu zaczyna zachowywać się jak normalny dzieciak – nie chcę mu przypominać tego co 
przeszedł w tym miejscu.”
Dev znał Talin wystarczająco długo, by wiedzieć, że nie zmieni jej zdania. „W takim razie będę 
potrzebować numeru Ashay'i.”
„Była dosyć podłamana utratą swoich ludzi.” Zamilkła na chwilę. „Po prostu bądź z nią delikatny.”
Dev usłyszał to, czego nie powiedziała głośno. „Boisz się, że wyciągnę z niej odpowiedź siłą?”
„Zmieniłeś się Dev.” Padła cicha odpowiedź. „Stałeś się twardszy.”
Było to oskarżenie, któremu często stawiał czoła w ciągu kilku ostatnich miesięcy.
Ty pozbawiony serca draniu! Umieściłeś go w szpitalu! Jak możesz ze sobą żyć?
Odkładając to ostre jak brzytwa wspomnienie na półkę, wzruszył ramionami. „To część pracy.” To 
była prawda, ale nawet, gdyby jutro przestał być dyrektorem Światła, jego umiejętność sprawiłaby 
dalsze rozprzestrzenianie się zimna w jego duszy. Paradoksalnie, dokładnie ten sam lód sprawiał, że 
był najlepszą osobą do prowadzenia Światła – wiedział jak myśleli Psi.

background image

„Trzymaj.”
Zanotował numer, który Talin wyświetliła na ekranie. „Czy możemy odłożyć nasze spotkanie?”
Przytaknęła. „Daj mi znać, czego się dowiesz.”
Dev zakończył rozmowę i wprowadził numer Ashay'i. Z jej strony odebrało dziecko o szarych 
oczach i prostych jedwabistych czarnych włosach. „Hallo. W czym mogę pomóc?”
Dev nie sądził, że cokolwiek będzie dzisiaj w stanie sprawić, by się uśmiechnął, ale poczuł jak 
kąciki jego ust unoszą się na to poważne powitanie. „Czy twoja mama jest gdzieś w pobliżu?”
„Tak.” Oczy chłopca roziskrzyły mu się i nagle stały się bardziej niebieskie niż szare. „Robi mi 
ciasteczka do przedszkola.”
Dev nie mógł zbytnio pogodzić się z wizją naukowca Psi Ashay'i Aleine jako matki, która o szóstej 
piętnaście rano robiła ciasteczka dla swojego małego synka. „Nie powinieneś jeszcze spać?”
Zanim   chłopiec   mógł   odpowiedzieć   zmarszczona   twarz   kobiety   wypełniała   ekran.   „Z   kim 
rozmawiasz ...” Jej spojrzenie padło na niego. „Tak?”
„Nazywam się Devraj Santos.”
Ashaya podniosła syna i przytrzymała go na swoim biodrze. Chłopiec natychmiast wtulił główkę w 
jej   ramię.   Jedna   mała   dłoń   rozłożyła   się   na   jej   jasno   niebieskiej   koszuli.   Inteligentne   oczy 
obserwowały Dev'a z nieskrywanym zainteresowaniem.
„Fundacja Światło.” Powiedziała Ashaya poprawiając mechanicznymi ruchami kołnierzyk piżamki 
syna. Były to ruchy matki przyzwyczajonej do robienia tego typu rzeczy.
„Tak.”
„Talin opowiadała o panu.” Założyła za uszy pasemko lokowanych czarnych włosów, które uciekło 
z jej warkocza. „Co mogę dla pana zrobić?”
Oczy Dev'a przesunęły się na jej syna. Rozumiejąc aluzję Ashaya pocałowała chłopca w policzek i 
uśmiechnęła   się.   „Keenan   chcesz   wyciąć   trochę   ciasteczek,   gdy   ja   porozmawiam   z   Panem 
Santos'em?”
Chłopiec przytaknął entuzjastycznie. Matka i dziecko na minutkę zniknęli z ekranu, gdy czekał, 
Dev   zastanawiał   się,   czy   on   kiedykolwiek   będzie   trzymał   w   ramionach   swoje   dziecko. 
Prawdopodobieństwo   było   bardzo   niskie   –   nawet,   gdyby   zaufał   swojemu   dziedzictwu 
genetycznemu, zrobił zbyt wiele, zbyt wiele widział. Nie zostało w nim już nic z łagodności.
Twarz Ashay'i wróciła na ekran. Jej oczy były wypełnione pozostałościami śmiechu. „Będziemy 
musieli się pośpieszyć – Keenan jest bardzo grzeczny, ale to nadal czterolatek sam z masą na 
ciasteczka.”
Wiedząc, że właśnie zmaże tą świecącą radość z jej oczu nie próbował nawet złagodzić ciosu, nie 
próbował osłodzić możliwych skutków tej rozmowy. „Potrzebuję, by zobaczyła Pani, czy może 
kogoś rozpoznać.” A potem opowiedział jej o kobiecie, którą znalazł porzuconą przed drzwiami 
jego mieszkania.
Twarz Ashay'i stała się blada pod jej śniadą cerą. „Czy sądzi pan, że ...”
„To może nie być nic takiego.” Wtrącił. „Ale jest taka możliwość, i muszę ją sprawdzić.”
„Oczywiście.”  Jej   gardło  poruszyło   się, gdy  przełknęła.  „Jeżeli  Rada  wie  na temat  unikalnych 
umiejętności, które manifestują się w dzieciach Zapomnianych, istnieje szansa, że ponownie zaczną 
na nich eksperymentować.” Zamilkła na chwilę. „Sądzę, że Ming zabiłby je, gdyby nie mógł ich 
wykorzystać.”
Szczęka Dev'a zacisnęła się. Dokładnie tego się obawiał – Rada nigdy nie zgodzi się na istnienie 
innej   gruby   z   dostępem   do   mocy   psychicznych   –   a   co   dopiero   niesamowicie   silnych 

background image

manifestujących się u części jego ludzi. „Czy ta linia jest bezpieczna?”
„Tak.”
Przesłał zdjęcie. „Ona może nie wyglądać tak jak kiedyś.”
Ashaya przytaknęła, wzięła głęboki wdech i otworzyła załącznik. Wiedział w momencie, gdy to się 
stało, że rozpoznała kobietę ze zdjęcia. Przytłaczająca ulga, gniew i ból – wszystkie te uczucia 
przelały się po jej twarzy silnymi falami. „Dobry Boże.” Jej palce zasłoniły usta. „Ekaterina. To 
Ekaterina.”

ROZDZIAŁ 3

Rada Psi spotkała się w swojej zwyczajowej lokalizacji – mentalnym sejfie głęboko w Sieci Psi, 
psychicznej sieci, która łączyła każdego Psi na planecie, za wyjątkiem renegatów. Nieskończona 
płaszczyzna czerni, każdy umysł Psi był reprezentowany przez pojedynczą białą gwiazdę. Sieć 
miała w sobie niesamowity rodzaj piękna. Ale oczywiście, ci wewnątrz Sieci nie byli już w stanie 
rozumieć piękna.
Tak jak ich Rada, rozumieli jedynie logikę, praktyczność i ekonomię.
Zamknięci wewnątrz solidnych czarnych ścian sejfu. Nikita spojrzała na Ming'a. „Masz coś do 
omówienia?”
„Tak.” Umysł tego Radnego był niczym ostrze, precyzyjny i lodowato zimny. „Byłem w stanie 
odzyskać część danych, które Ashay'a Aleine zaciemniła przed ucieczką.”
„Doskonale.” Głos mentalny Shoshann'y Scott był równie spokojnie elegancki, jak w codziennym 
życiu. Dlatego to ona była jedną z dwóch publicznych twarzy Rady. Jej „mąż” Henry, ich związek 
był jedynie fasadą by ułagodzić media ludzi i zmiennokształtnych, był drugą połową tego zespołu. 
Choć jak Nikita zauważyła, w ciągu ostatnich kilku miesięcy tych dwoje nie pracowało jako zespół.
„Cokolwiek, co może nam się przydać?” Ponownie zapytała Shoshanna.
„Możliwe.” Ming zamilkł. „Ładuję teraz informacje.”
Pasma danych przesunęły się po czarnych ścianach. Srebrny wodospad możliwy do zrozumienia 
jedynie przez najbardziej potężne umysły Psi. Nikita przyswoiła informacje skanując przez ciche 
punkty. „To dotyczy Zapomnianych.”
„Wydaje się, że ich najnowsi potomkowie rodzą się z umiejętnościami nie widzianymi w Sieci.” 
Powiedział Ming.
„To nie jest dziwne.” Gładki głos Kaleb'a.
Nikita uważała go za najbardziej śmiertelnie groźnego członka nie tylko samej Rady, ale całej Sieci. 
Obecnie, w pewnych sprawach stał się jej sprzymierzeńcem, ale nie wątpiła, że zabiłby ją bez 
wahania, gdyby okazało się to konieczne.
„Radny Krychek ma rację.” Powiedziała Tatiana odzywając się po raz pierwszy. „Wypracowaliśmy 
praktykę   eliminowania   mutacji   z   zasobu   genetycznego   za   wyjątkiem,   tych   mutacji,   które   są 
esencjonalne do funkcjonowania Sieci.”
Nikita wiedziała, że ten przytyk był skierowany do niej. Było to przypomnienie nie akceptowanego 
dziedzictwa genetycznego jej córki. „Oznaczenie E nie jest mutacją.” Powiedziała ze spokojem, 
który został w nią warunkowany od kołyski. „Empaci są krytycznym komponentem Sieci. Czy 
może   zapomniałaś   lekcję   z   historii?”   Ostatnim   razem,   gdy   Rada   próbowała   powstrzymać 
powstawanie   osób   z   umiejętnościami   oznaczonymi   E   –   niszcząc   wszystkie   embriony,   które 
wykazywały pozytywny wynik  testów na tą umiejętność  – Sieć Psi krytycznie  zbliżyła  się  do 
załamiania.

background image

„Niczego   nie   zapomniałam”   Głos  Tatiany   był   całkowicie   pozbawiony   intonacji.   „Wracając   do 
bieżącej sprawy – usunięcie mutacji spowodowało wzmocnienie naszych głównych umiejętności, 
sprawiając,   że   stały   się   czystsze,   ale   nieuniknionym   skutkiem   ubocznym   tego   działania   było 
zahamowanie rozwoju nowych talentów.”
„Czy   to   naprawdę   stanowi   problem?”   Anthony   Kyriakus   zapytał   jak   zawsze   rzeczowo.   „Z 
pewnością, gdyby Zapomniani rozwinęli jakieś nowe niebezpieczne umiejętności do tej pory na 
pewno już użyliby ich przeciwko nam.”
„Też   doszedłem   do   takiego   wniosku.”   Powiedział   Ming.   „Jednakże,   jeżeli   nikt   nie   ma   nic 
przeciwko   chciałbym   przeznaczyć   małą   część   środków   Rady   na   monitorowanie   populacji 
Zapomnianych   w   celu   zebrania   dowodów   na   istnienie   bardziej   poważnych   mutacji   –   musimy 
upewnić się, że oni nigdy więcej nie staną się tym, czym kiedyś byli.”
Nie było sprzeciwów.
„Nikita.” Powiedziała Tatiana, gdy dane Ming'a zniknęły ze ścian. „Jak przebiega w twoim regionie 
ochotnicza rehabilitacja?”
„Jej tępo jest stabilne.” Pozwolenie populacji wybrać, by mieć sprawdzone warunkowanie – i, jeżeli 
okaże się to konieczne, poprawione – zamiast zmuszania ich do tego, zebrało bardziej pozytywne 
skutki niż cokolwiek czego się spodziewała. „ Sugeruję byśmy kontynuowali pozwolenie, by ludzie 
przychodzili ochotniczo – Sieć już staje się spokojniejsza.”
„Tak.” Powiedział Henry. „Wybuchy przemocy ustały.”
Nikita   nie   była   w   stanie   zdemaskować   indywiduum,   które   zaprojektowało   ostatni   wybuch 
morderczych   publicznych   aktów   przemocy   spowodowanych   przez   Psi,   ale   wiedziała,   że 
najprawdopodobniej był to ktoś z tego pokoju. Jeżeli celem tej osoby było skłonienie ludzi do 
przyklejenia  się  do Ciszy,   on lub  ona  odnieśli  sukces. Ale  te  krwawe wydarzenia  pozostawiły 
psychiczne echo – Sieć była zamkniętym systemem. Cokolwiek wchodziło do środka, pozostawało 
w niej.
Pozostali Radni wydawali się o tym zapominać, ale ona nie zapomniała. Już budowała swoje tarcze, 
czekając na moment, gdy zapłacą cenę za ten pełen przemocy fragment strategii.

ROZDZIAŁ 4

Sześć   godzin   po   ich   wczesnej   porannej   rozmowie,   Dev   prowadził  Ashay'ę  Aleine   na   piętro 
medyczne. Jej wybranek, Dorian, szedł przy jej boku z ponurą miną. „Jeżeli Ekaterina została 
zabrana z laboratorium, gdy zostało ono zniszczone, najprawdopodobniej od ponad pięciu miesięcy 
była w rękach Rady.”
Ashaya wydała z siebie zduszony dźwięk wyrażający jej ból sprawiając, że Dorian przeklął pod 
nosem. Przyciągnął swoją bratnią duszę do siebie i potarł twarzą o elektryzujące loki jej włosów. 
„Przepraszam Shaya.”
„Nie.” Wzięła głęboki wdech. „Masz rację.”
„A jeżeli to prawda, to oni wiedzą wszystko, co ona wiedziała.” Powiedział Dev.
Ashaya przytaknęła. „Ming LeBon rozerwałby jej umysł otworem. To on stał za zniszczeniem 
laboratorium – to na pewno on ją wziął.”
Mentalna przemoc byłaby wszechobecna, pomyślał Dev z wybuchem zimnego gniewu. Napaść 
psychiczna zostawiała ofiarę bez nawet najwęższej  ścieżki ucieczki. Bez miejsca, gdzie mogła 
choćby udawać, że wszystko było dobrze.
„Dlaczego mieliby zostawić ją pod twoimi drzwiami?” Powiedziała Ashaya łamiącym się głosem. 

background image

„Jako ostrzeżenie?”
„Bardziej jako sposób droczenia się.” Dev uznał przestudiowanie wroga za swój obowiązek. „To 
wojna psychologiczna.”
Dorian przytaknął. „Ming może próbować cię wystraszyć, byś zrobił coś pośpiesznego.”
„Wszystkie dzieci Światła są bezpieczne i policzone.” Powiedział Dev po tym jak spędził ostatnich 
kilka godzin potwierdzając to. „Niestety nadal mamy szary obszar, gdzie są one namierzone, ale nie 
zgodziły się jeszcze, by zaakceptować naszą pomoc.” Ostatni szpieg Rady wykorzystał ten obszar 
szarości namierzając dzieci do eksperymentów po tym jak przyszły do biur terenowych, ale zanim 
zostały bezpiecznie wciągnięte pod parasol Światła.
Każda taka śmierć prześladowała Dev'a. Ponieważ Światło było po to, by dawać bezpieczeństwo, 
by zlokalizować tych Zapomnianych, którzy się zgubili i zostali odcięci od grupy, gdy Rada po raz 
pierwszy  zaczęła   polować   na   ich   potomków.  Ale   zamiast   być   bezpieczną   przystanią   te   dzieci 
odnalazły tu jedynie śmierć … a gdy stara Rada Światła siedziała bezczynnie trzymając głowy w 
piasku.
Dev był gotowy ich zabić, za ich ślepotę i odmowę, by dostrzec, że rzeź ponownie się zaczęła. 
Zgodnie z niektórymi opiniami niemal mu się to udało. Jeden z członków rady dostał ataku serca po 
tym jak Dev rzucił zdjęcia zmasakrowanych ciał dzieci prosto przed niego. Kilkoro innych było 
bliskich załamania nerwowego.
Ale nikt nie powstrzymał go, gdy przejął władzę, gdy ruszył za szpiegiem mając tylko jedno w 
głowie. „W tą stronę.” Powiedział prowadząc ich cichym korytarzem.
„Tally powiedziała, że ostatnio zawiesiłeś proces rekrutacji.” Dorian rozejrzał się, jego oczy były 
genialnie   niebieskie.  Wydawały  się   nawet   bardziej   żywe   w   połączeniu   z   jego   wyróżniającymi 
włosami koloru białego blondu. „Tym razem też zamierzasz to zrobić?”
„By znaleźć te dzieci potrzebują szpiega, a szpieg nie żyje.” Powiedział Dev płaskim tonem.
Ashaya zamrugała zerkając z Dorian'a, ale nie odezwała się słowem. Jej wybranek przytaknął. „I 
dobrze.”
Dev użył skanu dłoni, by przeprowadzić ich przez drzwi ochrony. „Nie mogę uzasadnić ponownego 
zamknięcia   programu   tak   szybko   po   ostatnim   razie,   bez   solidnych   dowodów   kłopotów   – 
spędziliśmy   bardzo   dużo   czasu   i   wysiłku   by   odnaleźć   potomków   oryginalnych   rebeliantów   z 
ważnego powodu. Są tam dzieci, które szaleją, bo sądzą, że są ludźmi.”
Po stu latach Ciszy, Psi pozostających zamkniętych we własnej kulturze, nikt nie wysilał się, by 
testować obecność umiejętności psychicznych. Nikt nie zdawał sobie sprawy, że niektóre szalone 
dzieci tak naprawdę słyszały w głowie głosy. Niektóre były uśpionymi telepatami, których dary 
ujawniły się w okresie dojrzewania. Niektóre były słabymi empatami, były przytłoczone emocjami 
innych ludzi. A część z nich … część była ukrytymi skarbami, darami powstającymi w wyniku 
stulecia genetycznych zmian.
Zobaczył jak Glen wychodzi z pokoju i pomachał na doktora. Ten szybko do nich przyszedł. Miał 
ciemne kręgi pod oczami.
Dev   ocenił   pomarszczone   ubrania   swojego   przyjaciela   i   sposób   w   jaki   jego   imbirowe   włosy 
sterczały w niechlujnych kosmykach. „Sądziłem, że jesteś już po zmianie.”
Glen przesunął dłonią po włosach bardziej jeszcze elektryzując kosmyki. „Chciałem tutaj być na 
wypadek, gdyby nasz gość się obudził. Złapałem trochę snu w stołówce.”
Przedstawienie wszystkich zajęło tylko kilka sekund, a potem poszli do pokoju Ekaterin'y. Ku 
zaskoczeniu Dev'a była przytomna i siedziała popijając coś z małego kubka. Zerknął na Glen'a.
„Dopiero dziesięć minut temu.” Wymruczał doktor.

background image

Ekaterina spojrzała prosto na Dev'a. Jej oczy ześlizgiwały się z Ashay'i, tak jakby jej wcześniejsza 
współpracowniczka nie istniała. „Sieci zaczynają się rozmywać.” Jej głos był zachrypnięty. Brzmiał 
tak, jakby od dłuższego czasu go nie używała … albo tak jakby był złamany w najbardziej brutalny 
sposób.
Dev podszedł w jej stronę i wziął kubek, który skierowała w jego stronę. Dev był złapany w cienie, 
które krążyły w zielono-złotych głębiach jej oczów. „Jak dużo pamiętasz?”
Przełknęła, ale nie przerwała kontaktu wzrokowego. „Nie wiem kim jestem.” To była prośba, choć 
jej   głos   nie   załamał   się,   a   jej   oczy   nie   rozbłysły.  A   jednak   Dev   usłyszał   krzyk   –   cienkie 
przeszywające wołanie, które uderzyło go prosto w serce.
Część jego, mała, ledwie możliwa do zbawienia część, chciała zaoferować jej pocieszenie, ale ta 
kobieta po prostu przez sam fakt istnienia stanowiła zagrożenie dla jego ludzi. Była Psi. A Psi 
podłączonym do Sieci nie można było ufać. Bez względu na to, że zachowywała się bardziej ludzko 
niż jej pobratymcy. Musiał traktować ją jak broń noszącą w sobie ziarno zniszczenia Światła. A gdy 
to okaże się prawdziwe, będzie musiał podjąć najbardziej śmiertelnie niebezpieczną decyzję … 
nawet jeżeli zabije to ostatnie resztki człowieczeństwa jakie w nim pozostały.
„Ekaterina.” Głos Ashay'i był delikatny, łagodny.
Kobieta na łóżku zamrugała i potrząsnęła przecząco głową. „Nie.”
„Tak masz na imię.” Powiedział Dev nie pozwalając jej spojrzeć w inną stronę.
Zmienne orzechowe oczy zabłyszczały i zgasły, ogień umarł. „Ekaterina nie żyje.” Powiedziała z 
absolutnym spokojem. „Wszystko nie życie. Nic nie zosta...” Jej zęby zacisnęły się razem, gdy jej 
ciało zadrżało z bardzo dużą siłą.
„Glen!” Złapał ją zanim spadła z łóżka. Dev próbował powstrzymać ją przed skrzywdzeniem samej 
siebie. Jej kości pod jego dłońmi były niezwykle delikatne.

„Powiedz to.”

Trzymała usta zamknięte.
„Powiedz to.”
Nie. Nie. Nie.
„Powiedz to.”
Nie zmęczył się, nie przestał, nie pchnął w jej umysł. Horror czekania na ból, terror, był w jakiś 
sposób gorszy niż sama przemoc.
„Powiedz to.”
Przez pierwsze dni, pierwsze tygodnie trzymała się przytomności swojego umysłu.
Ale on nadal nie poddawał się.
Jej język był taki gruby, taki suchy. Jej żołądek bolał. Ale trzymała się.
„Powiedz to.”
Zajęło jej to trzy miesiące, ale zrobiła to. Powiedziała to.
„Ekaterina nie żyje.”

„Jest nieprzytomna.” Glen poświecił światłem w oczy Ekateriny, gdy leżała bezwładnie na 

poduszkach.   „To   może   być   pozostałość   po   lekach   będących   w   jej   systemie,   ale   sądzę,   że 
zapalnikiem było jej imię – jakiś rodzaj granatu psychicznego.”
„Raczej   ich   połączenie.”   Powiedziała  Ashaya   po   rozwinięciu   składników   chemicznych   pigułek 
nasennych, które Glen zanotował na karcie. „Nie które z tych składników powodują u Psi utratę 
pamięci.”

background image

Oczy doktora rozjaśniły się, gdy odnalazł w niej kolegę po fachu. „Tak. Istnieje możliwość, że 
niektóre leki były używane tylko po to, by wzmocnić inne metody mające na celu złamanie jej 
psychiki.”
Dev wpatrywał się w twarz Ekaterin'y Haas. Była podrapana i posiniaczona. Zastanawiał się, co 
musiała oddać, by wyjść żywo z tych tortur … co pozwoliła swoim porywaczom umieścić w sobie. 
Jego ręce zacisnęły się w kieszeniach spodni – jakąkolwiek umowę zawarła, nie uratowało to jej. 
„To co powiedziałeś zaraz po przyjeździe nie może mieć miejsca.” Wymruczał do Dorian'a podczas 
gdy doktor i Ashaya byli zajęci.
„Shaya chce mieć ją blisko.” Dorian skrzyżował ręce, a jego oczy nie opuszczały bratniej duszy. 
„To ją zrujnowało, gdy myślała, że Ekaterina umarła.”
„Cokolwiek się jej przytrafiło, cokolwiek jej zrobiono, ona już nie jest kobietą, którą znała twoja 
wybranka. Jesteśmy dużo bardziej przystosowani do monitorowania jej.” Powiedział Dev nie będąc 
w stanie oderwać własnych oczu o chudej postaci leżącej w łóżku.
„A jeżeli okaże się zagrożeniem?”
Dev spojrzał mu prosto w oczy. „Znasz odpowiedź na to pytanie.” Dorian był Strażnikiem Ciemnej 
Rzeki. A stado leopardów nie zajęło swojej obecnej pozycji jako jednej z najbardziej dominujących 
grup zmiennokształtnych w kraju przez okazywanie słabości … lub łatwe wybaczanie.
Wypuszczając   delikatnie   powietrze   Dorian   powrócił   spojrzeniem   do   swojej   wybranki.   „Jeżeli 
podejmiesz taką decyzję wprowadź mnie w nią. Pozwól mi ją na to przygotować.” Jego głos był 
szorstki. To był cicho wypowiedziany rozkaz.
Dev   był   bardziej   przyzwyczajony  do   wydawania   rozkazów,   niż   ich   przyjmowania,   ale  Ashaya 
uratowała   życia   dzieci   Zapomnianych   ryzykując   własnym.   A   potem   zdemaskowała   sekretną 
perwersję Rady stawiając ją otworem, by wszyscy mogli się o niej dowiedzieć. Zasłużyła na jego 
szacunek.   „To   wystarczająco   sprawiedliwe.”   Jednakże,   gdy   obserwował   jak   klatka   piersiowa 
Ekaterin'y unosi się i opada w rytmie, który jemu wydawał się niebezpiecznie płytki, raz jeszcze 
zastanawiał się, czy będzie w stanie wypełnić ten obowiązek, jeżeli do tego dojdzie. Czy mógłby 
złamać to ciało, które już tak wiele wycierpiało?
Odpowiedź padłą z tej części jego duszy, która była zahartowana w krwi i bólu. Tak.
Ponieważ, gdy walczono z potworami, czasami, samemu trzeba było stać się potworem.

ARCHIWA RODZINY PETROKOV
List datowany na 24 maja 1969 r.
Mój kochany Matthew, 
twój tata mówi, że pewnego dnia będziesz śmiał się z tych listów, które do ciebie piszę. Listy do 
syna, który w tym momencie w tym samym czasie próbuje ssać oba kciuki naraz. „Zarina, co za 
matka pisze polityczne traktaty do swojego siedmiomiesięcznego syna?” Tak zapytał mnie David 
dzisiejszego popołudnia.
Wiesz co mu odpowiedziałam?
„Matka, która jest pewna, że jej dziecko wyrośnie na geniusza.”
Och, jak ty wywołujesz uśmiech na mojej twarzy. Zastanawiam się, nawet gdy to piszę, czy w ogóle 
kiedykolwiek   pozwolę   ci   przeczytać   te   listy.   Pewnie   staną   się   dla   mnie   swoistym   rodzajem 
dziennika, ale ponieważ jestem zbyt mocno rozsądna, by pisać „Drogi dzienniku...” zamiast tego 
piszę do mężczyzny, którym pewnego dnia się staniesz.
Mam   nadzieję,   że   ten   mężczyzna   dorośnie   w   czasach,   które   będą   dużo   mniej   burzliwe.   Nie 
zważając na teoretyków psychologi wczesne badania wskazują, że niemal niemożliwe okaże się 

background image

zlikwidowanie warunkowaniem wściekłości z naszych młodych.
Ale nie to mnie martwi – słyszałam niepokojące plotki, że Rada coraz bardziej i bardziej spogląda 
w   stronę   Mercur'ego,   sekretnej   grupy   Catherin'y   i   Arif'a   Aselaja.   Jeżeli   te   plotki   okażą   się 
prawdziwe, możemy znajdować się w dużo większych kłopotach niż początkowo sądziłam.
Nie   żebym   miała   coś   przeciwko   Catherin'ie   i  Arif'owi.   Właściwie,   kiedyś   uważałam   ich   za 
przyjaciół i darzyłam jedynie podziwem ich odwagę, za to że przetrwali najgorszą tragedię jaka 
może   spotkać   rodzica.   Nie   sądzę,   że   przesadą   jest   stwierdzenie,   że   są   dwoma   najbardziej 
niezwykłymi umysłami naszego pokolenia. I, po spędzeniu znaczącej ilości czasu z nimi obojgiem, 
wiem jedną rzecz z kategoryczną pewnością – chcą jedynie tego co najlepsze dla naszej rasy.
Ale  czasami,  głębia  tego  pragnienia  – by  ocalić,  by  chronić  –  może  okazać  się zaślepiająca  i 
doprowadzić do zniszczenia tego, co chciało się chronić.
Mam jedynie nadzieję, że Rada też to dostrzeże.
Kocham cię, 
Mama.

ROZDZIAŁ 5

Dwa dni później kobieta, którą wszyscy nazywali Ekaterin'ą wpatrywała się w nieznajomą w lustrze 
i próbowała zobaczyć to co dostrzegali inni. „To nie ja.”
„Nadal nie pamiętasz?”
Obróciła   się,   by   odnaleźć   mężczyznę,   który   przedstawił   się   jako   Devraj   Santos   stojącego   w 
przejściu do łazienki. Ciemne włosy, ciemne oczy … i sposób poruszania, który przypominał jej 
nienazwanego drapieżnika, gładki, czujny, niebezpieczny ponad wszelką możliwość pojmowania.
Ten drapieżnik miał na sobie perfekcyjny grafitowy garnitur.
Kamuflaż,   pomyślała.   Jej   najbardziej   podstawowe,   zwierzęce   instynkty   szeptały   jej,   że   ten 
mężczyzna nie był bezpieczny. „Nie. To imię … ono nie jest moje.” Nie mogła do końca wyjaśnić 
tego co chciała mu powiedzieć. Słowa uwięzły za ścianą, przez którą nie mogła się przebić. „Nie 
teraz.”
Spodziewała   się,   że   zbędzie   jej   zdanie,   ale   on   zamiast   tego   oparł   się   o   framugę   z   rękami   w 
kieszeniach garnituru. „Wolisz coś innego?”
Wybór?
Nikt nie dał jej prawa do wyboru od … bardzo długiego czasu. Wiedziała to. Ale gdy próbowała 
sięgnąć po szczegóły, wyślizgiwały się z jej rąk. Były bezkształtne jak mgła, którą czuła na twarzy 
jako dziecko. 
Schwyciła się tego fragmentu wspomnienia. Zdesperowana, by odnaleźć choć poświatę tego kim 
kiedyś   była.   Jej   psychiczne   palce   niemal   zmieniły   się   w   szpony,   gdy   próbowała   rozerwać   tą 
zasłonę.
Nic. Jedynie ciemność.
„Nie.” Powiedziała. „Tylko nie to imię.” Mężczyzna z cienia go używał. Jego głos ją prześladował. 
Wypowiadał to imię raz po raz, w kółko. A gdy je wypowiadał zaraz po nim następował ból. Tak 
wiele bólu. Aż fantomowe wspomnienia sprawiły, że obudziła się szokiem pewna, że ją odnalazł i z 
powrotem umieścił ją w tej dziurze, w tej nicości.
„A może Trina?” Głos Dev'a przywrócił ja do teraźniejszości, do świadomości, że była w obecności 
mężczyzny, którego tak naprawdę nie znała. Mężczyzny, który może być kolejnym cieniem. „Jest 

background image

wystarczająco podobne, by pobudzać twoją pamięć.”
Włoski na jej karku stanęły dęba. „Zbyt podobne.”
„Kate?”
Zamilkła na chwilę, rozważyła jego propozycję. Zawahała się. 
„Katya?”
Skądś wiedziała, że nikt jej jeszcze tak nie nazywał. To sprawiało wrażenie nowości. Było świeże. 
Żywe. Ekaterina była martwa. Katya żyła. „Tak.”
Gdy Dev bardziej wszedł do pomieszczenia po raz pierwszy zdała sobie sprawę z tego jak był duży. 
Poruszał się z taką śmiertelnie niebezpieczną gracją. Było łatwo przeoczyć fakt, że miał ponad metr 
dziewięćdziesiąt   wzrostu   i   solidne   ramiona,   które   nosiły   marynarkę   z   pozbawioną   wysiłku 
pewnością siebie. Na jego wysokiej ramie ciała było sporo mięśni – wystarczająco dużo, by bez 
wysiłku złamać ją w pół.
Powinna się bać, ale Devraj Santos miał w sobie ciepło, które sprawiało, że miała ochotę przysunąć 
się do niego bliżej. Nie był cieniem, pomyślała. Jeżeli ten mężczyzna zdecyduje się ją zabić zrobi to 
z   ostrym   pragmatyzmem.   Nie   będzie   jej   torturował   ani   prześladował.   Więc   pozwoliła   mu   się 
zbliżyć, unieść dłoń do jej włosów i przesunąć pasemka między palcami. Zapach jego wody po 
goleniu wchłonął się w jej skórę, aż jego świeży zapach był wszystkim co była w stanie wyczuć.
Jej ciało zaczęło kołysać się w jego stronę na chwilę zanim powiedział. „Musisz to rozczesać.”
„Umyłam je.” Podniosła szczotkę walcząc z pragnieniem, które groziło zniszczeniem tej odrobiny 
kontroli, którą zdołała zebrać do kupy. „Ale są tak splątane, że nie potrafiłam ich wygładzić. Chyba 
łatwiej będzie je ściąć.”
„Daj mi to.” Wyjął jej szczotkę z ręki i popchnął ją w stronę łóżka.
Ten drobny dotyk poraził ją. Sprawił, że jej ruchy były nerwowe. Ale zamiast podejść do łóżka 
usiadła zamiast tego na krześle. „Tutaj nie ma światła słonecznego.” Światło słoneczne. Te słowa 
przeszły rykoszetem w jej głowie, było to echo echa. Światło słoneczne. Bolesne łomotanie w 
sercu, ale echo już bladło. Zagubiło się we mgle jej umysłu.
„Na powierzchni pada śnieg.” Powiedział Dev. „Ale słońce jest na zewnątrz – jesteśmy po prostu 
zbyt mocno zagłębieni.” Zaczekał aż usiądzie zanim zaczął rozczesywać jej włosy. Nie wiedziała, 
czego się spodziewała, ale cierpliwość z jaką rozczesywał jej kołtuny na pewno tym nie była. 
Jakaś jej mała część wiedziała, że on był doskonale w stanie użyć tych samych delikatnych rąk, by 
zakończyć jej życie. A jednak nadal siedziała. Jej ciało było bezbronne. Czuła skóra na karku drżała 
w   miejscach,   których   dotknęły  jego   palce.   Chciała   powiedzieć,   więcej   proszę.   Zamiast   jednak 
zdradzić głębię jej pragnienia, zamiast błagać, złapała się boków krzesła. Pod jej dłońmi metal stał 
się ciepły. Ale bez względu  na dotyk to nie było prawdziwe, nie było ludzkie. 
„Wiem o pewnych rzeczach.” Wypaliła. 
Nie zamilkł. „Jakich rzeczach?”
Ku własnemu zaskoczeniu zaczęła pochylać się w jego stronę. Była tak głodna kontaktu, że jej 
skóra wydawała się wysuszona, jakby umierała z pragnienia. „Wiem o świecie. Wiem, że jestem 
Psi. Wiem, że nie powinnam być w stanie czuć emocji.” Ale czuła. Pragnienie, strach, zagubienie, 
tak wiele rzeczy, które nią szarpało i rozrywało, żądało jej uwagi, pragnęło się wynurzyć.
A pod tym wszystkim był terror. Nieskończony. Niemy. Niezmienny.
Palce Dev'a dotknęły jej karku, żywe ciepło i ciche żądanie. „Jak wiele wiesz na temat świata? 
Polityki?”
„Wystarczająco. Fragmenty.” Wzięła głęboki wdech. Odkryła, że jego zapach, bogaty i ciemny 
znajdujący się pod świeżością jego wody po goleniu, znajdował się w jej płucach. To sprawiło, że 

background image

jej  serce  przyspieszyło, a  dłonie  zrobiły się  mokre. „Gdy ludzie mówią,  gdy oglądam kanał  z 
wiadomościami, rozumiem. I wiem też inne rzeczy … wiem kim – czym – jesteś. Wiem czym jest 
Światło. Nie znam tylko siebie. Nic nie wraca.”
„To nie prawda.” Pewne ruchy, drobne pociągnięcia na jej głowie. „Śnisz.”
Oblał ją puls przerażenia. W jej gardle stanęła gula. „Nie chcę.”
„To sposób w jaki twój umysł przetwarza różne rzeczy.”
Ręce ją bolały, a ona zdała sobie sprawę, że trzymała się tak mocno, że mięśnie zaczynały ją palić. 
Zmuszając się, by puścić się krzesła skupiła się na powtarzających się ruchach przechodzących 
przez jej włosy, uczuciu czesania, agresywnym męskim cieple emanującym od stojącego za nią 
mężczyzny. „Jestem zagrożeniem.”
„Tak.”
To, że nie skłamał niemal sprawiło, że poczuła się lepiej. „Co ze mną zrobisz?”
„Teraz? Będę trzymał cię w pobliżu.”
„Nie rób tego.” Wyrwało się to jej  bez przemyślenia. „Ze mną jest coś nie tak.” To poczucie 
nieprawidłowości było niczym obcy byt w tyle jej czaszki. Fala szeptów, których nie była do końca 
w stanie usłyszeć.
„Wiem.”   Nie   brzmiał   na   zbytnio   zmartwionego,   ale,   pomyślała,   najprawdopodobniej   był 
mężczyzną, który nigdy nie znał strachu. Ona znała go zbyt dobrze, aż jego kwas splamił każdą jej 
komórkę. Ale nadal miała swój umysł, choćby miał się okazać uszkodzony.
„Chcesz   czegoś   ode   mnie.”   Z   jakiego   innego   powodu   miałby   chcieć   utrzymać   ją   przy  życiu, 
trzymać ją w pobliżu?
„Pamiętasz badania, które prowadziłaś z Ashay'ą?”
Jasne niebiesko-szare oczy, ciemne włosy układające się w fali dzikich loków, skóra koloru kawy. 
Ashaya. „Była tutaj?” Jej skóra napięła się, gdy linie uformowały się na jej brwi. „Była tutaj.”
„Tak.” Długie, łatwe pociągnięcia przez włosy, które już nie potrzebowały wygładzenia. „Chce, byś 
zatrzymała się u niej.”
Katya trzęsła przecząco głową jeszcze zanim skończył mówić. „Nie.” Strach zacisnął się na jej 
gardle, brutalne dłonie dusiły ją, aż nie mogła oddychać. Błyski światła przed jej oczami, agonia w 
klatce piersiowej.
Pociągnięcia jej włosów ustały, a ułamek sekundy później Dev kucał przed nią. Położył dłonie na 
jej   rękach.   „Oddychaj.”   Nie   znoszący  sprzeciwu   rozkaz   wydany  głosem   mężczyzny,   który  nie 
znosił sprzeciwu.
Wpatrując się w te nie-brązowe oczy próbowała odnaleźć jakieś poczucie równowagi, poczucie 
samej siebie. „Oddychaj.” Powtórzyła cienkim szeptem, który ledwie był dźwiękiem. „Oddychaj.” 
Powietrze zagwizdało w jej płucach, nasycone przez egzotyczny smak mężczyzny, który nigdy nie 
będzie postrzegał jej jako kogokolwiek innego niż wroga.
W tym momencie, nie obchodziło jej to.
Chciała jedynie utonąć w jego zapachu, aż strach w jej wnętrzu nie będzie niczym innym niż 
odległym wspomnieniem, zapomnianym snem. Wzięła następny głęboki wdech, rozkoszując się 
dzikim pobudzeniem się zmysłów w wyniku niewybaczalnego męskiego piękna Devraj'a Santos'a. 
Pachniał siłą i niespodziewanym szeptem dzikości, bogaty cynamon i wiatry Orientu – rzeczy, które 
w   jakiś   sposób   znała,   jej   mózg   dostarczał   słów   by   opisać   te   doznania.   Niemal   bez   podjęcia 
świadomej decyzji uniosła dłoń do jego grubych jedwabnych włosów. Były miękkie, miększe niż 
powinno to być możliwe na tym mężczyźnie. „Obiecasz mi coś?”
Po raz pierwszy w ciągu wielu lat Dev znalazł się naprzeciw oponenta tak nieczytelnego, nie mógł 

background image

jej pojąć. Przyszedł tutaj, by wyrobić sobie zdanie na temat tego czy była kimkolwiek więcej niż 
tylko zdolną i sprytną aktorką. Zamiast tego odnalazł ludzką postać swojej pięty Achillesową – 
kobietę, która wydawała się całkowicie pozbawiona barier, pozbawiona warstw ochronnych.
A potem dotknęła go, a on jej nie odtrącił … choć był mężczyzną, który nigdy łatwo nie zgadzał się 
na dotyk, na drobne intymności, które tak wiele osób uważało za oczywiste. Dev wolał zahowywać 
dystans. Tylko, że jej dłoń nadal była w jego włosach. Jej skóra była miękka pod jego bardziej 
szorstkim uchwytem.
Nawet teraz musiał walczyć z prymitywnym pragnieniem by bronić, chronić, ratować. Wydawało 
się, że to co niektórzy nazywali zimnym jak kamień sercem miało jednak w sobie jeszcze trochę 
ciepła. Ale to ciepło nie było wystarczające, by oślepić go na cyniczną prawdę – ona mogła być 
najlepszym ruchem jaki kiedykolwiek wykonała Rada Psi. Mogła być bronią stworzoną na miarę, 
by sprowokować instynkty tak podstawowe, że Dev posiadał nad nimi bardzo niewielką kontrolę. 
„Co chcesz, żebym ci obiecał?” Zapytał utwardzając się przeciwko prośby o łaskę.
Zamiast   tego   ona   ponownie   przesunęła   dłonią   po   jego   włosach,   tak   jakby  fascynowała   ją   ich 
tekstura. „Zabijesz mnie?”
Zamarł.
„Jeżeli okażę się zbyt połamana, zbyt zużyta, by można było mnie naprawić, zabijesz mnie?”
W tej chwili nie było w niej niczego, co byłoby zagubione, pomyślał. Jej zamiar palił się w niej, 
jasnym, wyróżniającym się ogniem. „Katya ...”
„On zrobił coś we mnie.” Wyszeptała napiętym głosem, który był dużo bardziej silny, dlatego że 
nad nim panowała. „On mnie zmienił. Nie chcę żyć jeżeli będę właśnie tym. Jego … tworem.”
Horror na jej twarzy wynikający z niemożliwego do ucieczki zła tego o czym opowiadała owinął 
się wokół żelaznych tarcz, które więziły jego duszę, grożąc zniszczeniem wszystkiego, co sądził, że 
wiedział na własny temat. „Jeżeli miałabyś się poddać, zrobiłabyś to już do tej pory.” Powiedział 
nie będąc w stanie odwrócić spojrzenia od tych oczu usianych złotem i zielenią.
Jej   dłoń   opadła   z   jego   włosów,   ale   jej   oczy   nadal   spoglądały   prosto   w   niego.   Była   w   nich 
niezmącona naga szczerość. „Skąd wiesz, że tak się nie stało?”

DZIENNIK POKŁADOWY ZIEMIA2: STACJA ŚWIATŁO SŁONECZNE
21   luty   2080   r.:   O   09:00   przybyła   nowa   zmiana   personelu.   Wszystkie   osoby   są   w   dobrym 
fizycznym i mentalnym stanie. Praca rozpocznie się w ciągu jednego dnia, po tym jak członkowie 
zespołu zaaklimatyzują się do panujących tu warunków.
Radny Ming LeBon poprosił o raport na temat możliwości kontynuowania działań w tym miejscu. 
Ma on zostać dostarczony razem z końcem tej zmiany. Zgodnie z obecnymi kalkulacjami to miejsce 
powinno dostarczać cennych składników przez możliwą do przewidzenia przyszłość, ale wszystkie 
dane zostaną potwierdzone przed ukończeniem raportu.

ROZDZIAŁ 6

Godzinę po tym jak Katya  zapytała go, czy obieca jej śmierć, Dev pchnął talerz przez stół w 
stołówce. „Jedz.”
Nie dotykając jedzenia przyszpiliła go oczami, które w tym momencie były bardziej złote niż 
zielone, pasma brązu wypływały od strony jej źrenic. „Dotrzymasz swojej obietnicy?”
Wiedział, gdy pogrywano z nim. Ale większość ludzi pragnęła przysług o dużo mniej ostatecznym 
rezultacie. „Zabiję cię jeżeli okaże się to konieczne.”

background image

Zamilkła na chwilę, tak jakby rozważała jego słowa, a potem podniosła widelec. „Dziękuję.” Gdy 
jadła w małych, ptasich kęsach zastanawiał się, co on do cholery miał z nią począć. Dev doskonale 
wiedział czym się stawał, ale nie był – jeszcze nie – takim potworem, który rzuciłby ją na pożarcie 
wilkom. Ale nie mógł jej też pozwolić stać się dobrze zaznajomioną z Światłem.
Katya   mogła   wyglądać   na   kruchą,   mogła   wołać   do   jego   instynktów   zrodzonych   w   mrokach 
dzieciństwa, które przeszyły jego duszę, ale była Psi – a Psi troszczyli się o ich wygląd fizyczny 
jedynie po to, by przysłużył się on do osiągnięcia celu. To jej umysł musiał rozważyć – nie można 
było jej dopuścić w pobliże komputerów, ani jakichkolwiek źródeł danych, a już na pewno nie tych 
dotyczących ich najbardziej bezbronnych członków.
Kobieta znajdująca się w centrum jego myśli potrząsnęła głową i odepchnęła od siebie nadal niemal 
pełen talerz. „Mój żołądek nie przyjmie więcej.”
„Kolejny posiłek za godzinę.”
Jej   wyraz   twarzy   pozostał   niezmienny,   ale   wiedział,   że   jej   palce   mocno   przycisnęły   się   do 
powierzchni stołu. „Jesteś przyzwyczajony do wydawania rozkazów.”
„I wypełniania ich przez innych.” Nie czynił wysiłku, by skrywać swoją naturę, swoją wolę. To 
właśnie to doprowadziło go tak daleko, i to obroni Zapomnianych przed morderczymi próbami 
Rady, by na zawsze wymazać ich z powierzchni ziemi. „Czy jesteś w stanie odpowiedzieć na kilka 
pytań?”
„Przestaniesz, jeżeli nie będę?”
„Nie.” Musiał ocenić poziom zagrożenia – zewnętrznie wydawała się równie krucha ja szkło, ale 
ponownie, większość trucizn, nie wygląda śmiertelnie groźnie.
W przeciwieństwie do większości ludzi, którzy stanęli naprzeciw jego ponurego nastroju, ona nie 
przerwała kontaktu wzrokowego. „Przynajmniej jesteś szczery.”
„W porównaniu z?”
Potrząsnęła przecząco głową, była to odpowiedź, której mu nie udzieli. „Zadaj swoje pytania.”
„Czy jesteś połączona z Siecią?”
Mrugnęła zaskoczona. „Oczywiście.” Ale jej ton był niepewny, a jej czoło zmarszczyło się.
Zaczekał, gdy jej rzęsy opadły, a oczy poruszały się szybko za delikatnymi powiekami. Chwilę 
później   otworzyły   się   nagle.   „Jestem   uwięziona.”   Jej   palce   leżące   na   stole   podkurczyły   się, 
paznokcie wbiły się w lakier stołu. „Pochował mnie w moim umyśle.”
„Nie. Gdyby tak było, byłabyś martwa.”
Te ostre słowa podziałały jak policzek. Katya szybko uniosła głowę zobaczyła zimny dystans w 
spoglądających na nią oczach i wiedziała, że od niego nie otrzyma żadnej delikatności. Nie był już 
Dev'em, który szczotkował jej włosy i pozwolił się dotknąć. Ten mężczyzna nie zawaha się, by 
wypełnić jej prośbę. Ale ona nie poprosiła o nią tego mężczyzny.
Paradoksalnie jego bezwzględność sprawiła, że jej kręgosłup wyprostował się. Uniosła się w jej 
poranionej duszy nowa fala siły. Tam gdzie zmiękłaby dla Dev'a, nie chciała poddać się i dać 
satysfakcji   dyrektorowi   Fundacji   Światło.   „Tak.”   Powiedziała   zmuszając   się,   by   powstrzymać 
panikę. „Tło biologiczne musi się przedostawać.” Logika tego zdania była niezbita – przetrwałaby 
nie więcej niż kilka minut bez tła biologicznego z neurologicznej sieci, z którą każdy Psi łączył się 
instynktownie po urodzeniu. „Ale nie sądzę, bym mogła wejść do samej Sieci.”
„To nie znaczy, że ktoś nie może znaleźć drogi, by dostać się do twojego umysłu.”
Jej żołądek zbuntował się. Utrzymanie w nim tego co zjadła wymagało całej jej siły woli. „Sądzisz, 
że on już to zrobił.” Wyszeptała wpatrując się w tą pozbawioną litości twarz. „Sądzisz, że nie 
jestem niczym więcej niż marionetką.”

background image

Idąc z powrotem do swojego biura, po tym jak Katya zaczęła słaniać się ze zmęczenia, 

pomyślał, ku własnemu zaskoczeniu, że to imię pasowało do niej dużo bardziej niż Ekaterina. Dev 
rozważał  kto  mógł  znać  odpowiedź  na  zagadkę,  którą  była  Katya  Haas.  Miał  sieć  szpiegów  i 
informatorów, która była równie rozległa jak Sieć Psi. Jednakże bezpośredni kanał do tej Sieci, był 
jedną z rzeczy, której nie udało mu się osiągnąć. Ale, pomyślał, Ciemna Rzeka miała więcej niż 
jednego Psi pełnej krwi wśród swoich szeregów – były bardzo duże szanse na to, że gdzieś istniała 
otwarta linia komunikacyjna. 
Patrząc na szaleńczą energię Nowego Jorku rozważał swój następny krok. Jeżeli Katya została 
porzucona przed jego domem jako ostrzeżenie, w takim razie władający Siecią Psi już wiedzieli, że 
była żywa i kontrolowali ją – jak sama to stwierdziła. Jednakże on rozważał też inną możliwość – 
że została uratowana i zostawiona przed jego domem, bo jej wybawca wiedział, że Zapomniani 
nigdy nie będą współpracować z Radą. A jeżeli tak było, jakiekolwiek pęknięcie na powierzchni 
może postawić jej życie w niebezpieczeństwie.
„Dev?”
Obrócił się, by znaleźć Maggie w przejściu. „O co chodzi?”
„Jack tu idzie.” Jej oczy były pełne sypmatii.
Wnętrzności   Dev'a   zacisnęły   się.   Jego   umysł   wypełnił   się   obrazami   William'a,   syna   Jack'a. 
Ostatnim razem, gdy Dev go widział, Will nadal się śmiał i był energicznym małym chłopcem. 
Teraz … „Wprowadź go, gdy przyjdzie.”
Deszcz   ze   śniegiem   zaczął   uderzać   w   okno,   gdy   Meggie   wycofała   się,   każde   uderzenie   było 
bardziej   zimne   i   chłodne   niż   poprzednie.   Odsuwając   się   od   nagłej   ciemności,   Dev   wrócił   do 
swojego biurka. Do swoich obowiązków. Była jedynie jedna decyzja, którą mógł podjąć jeżeli 
chodziło   o   poszukiwanie   informacji   na   temat   Katy'i   –   ona   nie   była   równie   ważna   jak   tysiące 
Zapomnianych, których obiecał chronić. Była to bezwzględna linia, ale on jej nie przekroczy.

Kilka pięter niżej, mając oczy pogrążone w śnie, Katy'a ponownie znalazła się w sieci 

pająka. 
„Jaki jest twój drugorzędny cel?”
„Zebrać informacje na temat Zapomnianych, odkryć ich sekrety.”
„A jeżeli nie uda ci się znaleźć jakichkolwiek użytecznych danych w zaplanowanej ramie czasu?”
Strach uniósł się w niej, ale był to przytłumiony. Było to uczucie, które znosiła od tak długiego 
czasu, że stało się sińcem, który nigdy nie zniknął. „Muszę przesunąć całe swoje skupienie na 
pierwotne zadanie.”
„Jakie to zadanie?”
„Zabić dyrektora Fundacji Światło, Devraj'a Santos'a.”
„Jak?”
„W   sposób,   który   będzie   wyraźnie   wskazywał,   że   został   zamordowany.   W   sposób,   który   nie 
pozostawi wątpliwości, kto wykonał to zadanie.”
„Dlaczego?”
To ją nieco wytrąciło z równowagi. „Nigdy nie powiedziałeś mi dlaczego.”
„Dobrze.”   Padło   pojedyncze   lodowate   słowo.   „Twoim   zadaniem   nie   jest   zrozumienie,   tylko 
działanie. A teraz powtórz co masz zrobić.”
„Zabić Devraj'a Santos'a.”
„A potem?”
„Zabić siebie.”

background image

Puls, szum tkaniny, gdy krzyżował nogi. Jego twarz była równie pozbawiona wyrazu, jak gdy 
ponownie zamykał ją w ciemności, choć błagała i prosiła na klęczkach.
„Proszę.” Powiedziała kuląc się, by przytrzymać się jego nóg. „Proszę, nie. Proszę, proszę!”
Ale on i tak kopnął ją od siebie i zamknął drzwi. A teraz siedział – bóg na swoim tronie, podczas 
gdy ona leżała na podłodze – mówiąc do niej tym chłodnym głosem, który nigdy się nie zmieniał, 
bez względu na to jak mocno krzyczała.
„To zadanie jest jedynym powodem, dla którego pozostawiam cię przy życiu.”
„Dlaczego ja?”
„Jesteś już martwa. Łatwo cię poświęcić.”
„A jeżeli zawiodę?” Była tak słaba. Jej kości wydawały się topić od środka. Jak mogła mieć szansę, 
by zabić jakiekolwiek mężczyznę, a co dopiero takiego, o który posiadał opinię bycia śmiertelnie 
niebezpiecznym dyrektorem Fundacji Światło?
Nie było żadnej natychmiastowej odpowiedzi, żadnego ruchu od pająka, który stał się jedyną żywą 
istotą  w  jej   wszechświecie   składającym  się   z  nieskończonego   bólu.  Był  prawdziwym   Psi.   Nie 
wykonywał gestów lub ruchów bez określonego celu. Kiedyś, ona też taka była. Zanim rozerwał jej 
umysł i przerwał pasma jej warunkowania wymazując wszystkie rzeczy, które czyniły ją tym kim 
była.
Zanim ją zabił.
„Jeżeli zawiedziesz Devraj Santos wyeliminuje cię z równania. Koniec, dla ciebie będzie taki sam.” 
Powiedział w końcu.

Katya nagle się obudziła. Jej ubranie było przyklejone do jej skóry. Głowa jej pękała. Strach 

i  horror drapały jej klatkę  piersiową, aż  skopała koce  pewna,  że coś siedziało  jej na  żebrach, 
miażdżąc jej kości.
Nic.
Nic, poza szaleństwem.
Wepchnęła pięść do ust i zwinęła się na boku walcząc z poszarpanymi fragmentami snu, który 
oplótł jej ciało w śliskim chłodzie strachu. Ale bez względu na to jak bardzo się starała nie mogła 
połączyć tych fragmentów, nie mogła zrozumieć co mężczyzna z cienia chciał, by zrobiła.
Wiedziała jedynie, że gdy nadejdzie czas … ona to zrobi. Bo mężczyzna z cienia nigdy nic nie 
zostawiał przypadkowi. A zwłaszcza swoich broni.

ARCHIWA RODZINY PETROKOV
List datowany na 3 grudnia 1970 r.
Mój kochany Matthew, 
jest   tak   jak   sądziłam   –   próba   warunkowego   zlikwidowania   wściekłości   z   naszych   młodych 
zawiodła. Ale to nie jest najbardziej niepokojąca wiadomość. Dzisiaj przeczytałam tajny raport 
mówiący, że Rada zaczęła rozważać efektywną eliminację wszystkich naszych emocji.
Moja dłoń trzęsie się, gdy to piszę. Czy oni nie widzą o co proszą? Co niszczą?
Mama.

ROZDZIAŁ 7

background image

Trzy dni później Dev otrzymał odpowiedź na swoje pytanie. 
„Sprawdziliśmy   wszystko   z   naszym   źródłem.   Oficjalnie   jest   umieszczona   na   liście   zmarłych.” 
Powiedział mu Dorian przez panel komunikacyjny.
„Ming musiał ją zabrać tuż przed wybuchem. Chyba, że wasz wywiad twierdzi inaczej?”
„Nie. W przypadku Ekaterin'y ...”
„Katy'i.” Poprawił automatycznie Dev.
„Tak.” Strażnik pojedynczo energicznie przytaknął. „Cóż, w przypadku Katy'i, naprawdę wyczyścił 
swoje ścieżki – najwyraźniej nie ma nawet szeptu na temat tego, że przetrwała eksplozję. Ashay'a 
zaczyna uważać, że amnezja może być efektem jakiegoś rodzaju blokady psychicznej. Czegoś co 
powstrzymuje ją przed zdradzeniem się w Sieci.”
„Pracujemy nad tym.” Zapomniani zmienili się na przestrzeni lat, ale nadal mieli wśród swoich 
szeregów telepatów. Nadal posiadali tych, którzy potrafili pracować z umysłami zamkniętymi w 
mentalnym więzieniu. Dev wiedział to o wiele zbyt dobrze, z bolesną pewnością. 
„Jeżeli będziesz potrzebować któreś z nas, powiedz tylko słowo. Sascha, Faith, Shaya są gotowe 
rzucić wszystko, by pomóc Katy'i.” Powiedział Dorian wskazując trzy silne Psi będące w jego 
stadzie.
„Nie   mogę   tego   zaryzykować,   dopóki   nie   będziemy   wiedzieli   jak   bardzo   jest   niebezpieczna.” 
Odpowiedział Dev. „Światło może być głównym celem, ale z tego co znam Radę, użyją każdej 
możliwości, by skrzywdzić kogo tylko mogą. Ciemna Rzeka jest prawdziwym cierniem w ich 
boku.” To wszystko było prawdziwe. Ale była także inna prawda – prosząc go, by zakończył jej 
życie, Katya powierzyła swoje życie w jego rękach – nie pozwoli komukolwiek wtrącać się w te 
relacje. „Dam ci znać, jeżeli dowiem się czegokolwiek więcej.”
Dev właśnie się rozłączył, gdy Glen przesłał mu wiadomość z pagerem z piętra medycznego. „Jest 
gotowa,   by  ją   wypisać.”   Doktor   powiedział   Dev'owi,   gdy  tylko   się   pojawił.   „Dałem   jej   kilka 
butelek suplementów, należy je połączyć z stabilną dietą. Powinna odzyskać siły dosyć szybko.”
Ramiona Dev'a spięły się, gdy przypomniano mu dokładnie jak bardzo źle ją traktowano. Ale 
zmusił   się,   by   skupić   się   na   bieżącym   problemie.   „Jakiekolwiek   informacje   na   temat   jej 
umiejętności?”
„Zgodnie z przeprowadzonymi przez nas testami jest na średnim poziomie siły. Nie potrafię ci 
powiedzieć, jakie umiejętności posiada, ale z tego co mogę ci powiedzieć, to nie wydaje się obecnie 
z nich korzystać.”
To obniżało poziom zagrożenia, ale … „Musimy trzymać ją blisko, aż dowiemy się dlaczego ją 
przysłano.”
„Nie mogę usprawiedliwić trzymania jej tutaj.” Chłopięca twarz Glen'a nabrała upartych rys, które 
mogły wielu zaskoczyć. „To wystarczająco miła klinika, ale ona potrzebuje światła słonecznego, 
świeżego powietrza.”
„Nie mogę jej uwolnić Glen, wiesz to przecież.” Tak, to sprawiało, że czół się jak drań. Może jego 
umiejętność bycia draniem, była przyczyną dla której wybrano go na dyrektora. Metal był darem, a 
także jego klątwą, ale ta rosnąca warstwa metalicznego lodu oznaczała, że nie wahał się robić tego, 
co musiało być zrobione.
Doktor   złapał   się   za   nos.   „Przysięga   Hipokratesa   nie   robi   różnic   w   stosunku   do   przyjaciół   i 
wrogów.”
„Wiem. Dlatego masz mnie.” Uścisnął jego ramię i zwrócił się w stronę pokoju Katy'i.
„Dev.” Wyraz twarzy Glen'a był zmartwiony, gdy Dev ponownie na niego spojrzał. „Nie możesz 
cały czas być odpowiedzialny za wszystkie trudne decyzje.”

background image

„Podjąłem się tego zadania, gdy przyjąłem tą pracę.” Albo może podjął je dekady temu. W dniu, 
gdy gliny znalazły go leżącego na wpół złamanego w rogu sypialni jego rodziców. Tego dnia po raz 
pierwszy   poczuł   metal.   Po   raz   pierwszy   zaczął   wyczuwać   zimną   inteligencję   otaczającej   go 
mechaniki. 
Glen potrząsnął głową. „To nie musisz być ty. Światło ma radę nadzorczą.”
Tak, miało. A teraz ta rada nie składała się z mężczyzn i kobiet, którzy po prostu spojrzą w drugą 
stronę, gdy realia staną się zbyt trudne, zbyt niewygodne. Ale … „Dobry przywódca nigdy nie prosi 
swoich oddziałów o zrobienie czegoś, czego sam nie jest w stanie zrobić.” Obrócił się na pięcie i 
powiedział. „Idź do domu Glen. Prześpij się trochę.”
„Nie, dopóki nie będę wiedzieć co z nią zrobisz.”
Właśnie wtedy Dev zdał sobie sprawę, że Glen nie ufał mu, że nie skrzywdzi kobiety, która przez 
samo istnienie, przetrwanie, sięgała do tych jego części, które wolał zostawić w ciemności. To był 
cios … i pokazywał dokładnie jak mocno zmienił się od mężczyzny, którego Glen po raz pierwszy 
nazwał przyjacielem. „Jeszcze nie zabrnąłem tak daleko.” Powiedział delikatnie.
„Nie … jeszcze nie.” Powiedział doktor, gdy Dev przeszedł przez próg pokoju Katy'i.
Znalazł ją siedzącą na łóżku i ubraną w nową parę niebieskich dżinsów i białą koszulkę, na którą 
zarzuciła ciężką szarą bluzę. Jej długie do ramion włosy zostały upięte w prosty francuski kok, a na 
jej stopach były trampki, tak białe jakby były prosto z pudełka. Jej usta uniosły się w nieśmiałym 
uśmiechu, gdy go zobaczyła. „Cześć.”
I tak szybko, metal groził wycofaniem się, zostawieniem go otwartym na szalejącą chęć ochrony, 
która uderzała z brutalną siłę w jego skórę. „Gdzie masz trapery i płaszcz?” Zapytał. Jego słowa 
były twarde.
„Tutaj.”   Jej   uśmiech   zbladł.   Poklepała   torbę   koloru   khaki   z   cichą   zaborczością.   „Dziękuję   za 
ubrania, i inne rzeczy.”
„Maggie je kupiła.” Skinął głową w stronę drzwi, gdy sięgną po jej torbę. „Choć, opuszczasz to 
miejsce.”
Pociągnęła torbę od niego. „Dokąd mnie zabierasz?” Najcieńsza warstwa stali.
Nie będąc zaskoczonym opuścił dłoń. „Na razie, do mojego domu w Vermont.”
„A co z twoją pracą?”
Spojrzał w tą nadal bladą twarz zastanawiając się czy to pytanie było po prostu ciekawością, czy 
czymś   dużo   bardziej   zdrożnym.   Jednakże   odpowiedź   nie   była   właściwie   sekretem.   „Mogę 
zajmować się sprawami na odległość, jeżeli okaże się to konieczne, mogę dojechać tutaj.” Jego 
zespół był solidny. Był przyzwyczajony do pracy z nim, bez względu na jego lokalizację. 
Światło miało dostęp do kilku odrzutowych helikopterów, ale Dev wolał przez większość czasu 
prowadzić – ta podróż trwała mniej niż trzy godziny w wysoko-prędkościowym pojeździe, i dawała 
mu czas, by myśleć bez konieczności rozpraszania się. 
„Dlaczego?” Oczy Katy'i były czyste jak kryształ, gdy spojrzały na niego. Każdy odcień – brązowy, 
zielony, żółty – doskonale zdefiniowany. „Dlaczego nie zrzucić mnie na głowę komuś innemu?”
„Ponieważ nie wiem jak duże stanowisz zagrożenie.” Odpowiedział, i była to prawda. Nie było 
potrzeby,   by   wiedziała   o   kompleksowych,   niechcianych   emocjach,   które   w   nim   wywoływała. 
Pochowanych wspomnieniach, które na nowo odsłaniała. „Zostaniesz ze mną, aż wymyślę co z tobą 
zrobić.”
„Mógłbyś puścić mnie wolno.” Jej palce zacisnęły się na torbie.
„To nie jest możliwe.”
„Więc ponownie jestem więźniem.”

background image

Jej   uwaga   mocno   go   uderzyła.   Dźgnęła   w   poczucie   honoru,   które   jakoś   do   tej   pory   zdołał 
zachować. Zastanawiał się, czy nadal będzie je miał, gdy to wszystko się skończy. „Nie, jesteś 
wrogiem.” Tym razem wziął od niej torbę nie czekając na jej zgodę.
Katya obserwowała szeroką ścianę oddalających się pleców Dev'a i zmusiła się do zejścia z łóżka. 
Po   raz   pierwszy  od   obudzenia   się   w   tym   miejscu   nie   czuła   strachu,   terroru,   ani   zmartwienia. 
Zamiast tego paliło się w niej coś innego, było gorące, ostre i pełne przemocy.
„Ruszaj się.” Padł rozkaz z przejścia.
Ta surowa nowa emocja wystrzeliła wysoko, musiała walczyć, by odnaleźć swój głos. „Jedziemy 
pociągiem?”
„Nie. Jedziemy samochodem. Ja prowadzę.”
Podeszła do niego, a potem razem z nim przeszła korytarz świadoma tego, że skracał swoje kroki, 
by dostosować się do niej. Jego wielkie ciało poruszało się z gracją, która powiedziała jej, że nigdy 
nie będzie w stanie poruszać się wystarczająco szybko, by mu uciec. Mimo wszystko pojawił się w 
niej puls podekscytowania, który rozświetlił jej umysł – samochód, to musiało mieć coś wspólnego 
z samochodem. Gdyby miała samochód mogłaby znaleźć …
Kolejny czarny ekran, jej pamięć odcięła się tak jak źle dostrojony panel komunikacyjny.
Paznokcie   wbiły   się   w   delikatne   ciało   jej   dłoni   tak   mocno,   że   poczuła   jak   jej   skóra   pęka. 
Rozluźniając palce z wysiłkiem, uniosła rękę, by spojrzeć na jedną dłoń. Te linie życia, były jej. Ale 
były też inne linie. Cienkie białe linie, które przecinały jej skórę bez przełamania jej, za wyjątkiem 
czerwonych krwawych półksiężyców, które właśnie stworzyła. Jak powstały te linie? Jej głowa 
zaczęła bębnić przytłumionym, ciężkim tempem. Wpatrywała się w nie zdeterminowana, by odkryć 
prawdę, bez względu na to jak brzydką.
Ciepłe męskie palce złapały jej dłoń. Zdumiona uniosła głowę – by spojrzeć w niezadowoloną minę 
Dev'a.   „Nie   wymuszaj   tego.”   Rozkazał   ściskając   jej   palce.   „Glen   powiedział,   że   wspomnienia 
wrócą, gdy będzie ich pora.”
Nie   zabrała   swojej  dłoni   z  jego,  mimo   pełnego  siły  chaosu  emocji.  Gdy ją  dotykał,   czuła   się 
prawdziwa, jak żywa istota, a nie duch. „Nie mogę nic na to poradzić. Nienawidzę tego, że nie 
wiem kim jestem.”
„Nienawiść   –   to   silne   słowo.”   Przeprowadził   ją   przez   parę   automatycznych   drzwi.   „Emocje 
przychodzą ci z łatwością?”
„Tak.” Przełknęła, gdy zatrzymał się przed windą. „Jest pewna granica tego co może znieść umysł. 
Potem, rozpada się.” Biorąc ze sobą linie warunkowania.
Drzwi windy otworzyły się, a Dev popchnął ją do środka. Zrobiła jeden krok przez przejście zanim 
zamarła. Oddech uwiązł jej w gardle. Jej kręgosłup stał się tak napięty, że dosłownie nie mogła się 
ruszyć.
Ręka Dev'a zacisnęła się wokół jej, i przez chwilę obawiała się, że wciągnie ją do środka. Był tak 
dużo większy, tak dużo silniejszy, że nigdy nie byłaby w stanie go powstrzymać. Strach był niczym 
pięść w jej gardle. Blokował jej dopływ powietrza.
A potem puścił jej dłoń, by opleść rękę wokół jej tali wyprowadzając ją z windy i wciągając z 
powrotem do korytarza. „Nie musisz tam wchodzić.” Jedna dłoń ujmowała tył jej głowy, gdy mówił 
tym głosem ostrym niczym papier ścierny. A jednak sposób w jaki ją trzymał …
Jej całe ciało zaczęło się trząść. Terror zmienił się w bolesny rodzaj ulgi. Nie zatrzymując się, by 
pomyśleć  zakopała  twarz   w  jego  klacie,   a  jej   ręce   owinęły się  wokół  niego.   Szorstkie   słowo. 
Tąpnięcie torby uderzającej o podłogę. A potem jego własne ręce owinęły się wokół niej z siłą, 
która mogła wywołać sińce. Chciała więcej. Chciała rozebrać go do skóry i dotknąć bicia jego 
serca. Przekonać się, że on istniał. Że ona istniała. Głęboko w środku była przerażona, że to tylko 

background image

kolejna   nasycona   szaleństwem   fantazja.   Jej   umysł   próbował   wymyślić   coś,   by   wypełnić 
niekończącą się próżnię.
„Ćśś.” Powiedział delikatnie do jej ucha. Gorący podmuch jego oddechu był kolejną zmysłową 
tarczą.
Ośmieliła poruszyć się dłonią i położyła palce na boku jego szyi. Czuła jego silny i stabilny puls 
pod opuszkami palców. Prawdziwy. Taki prawdziwy. „Nie mogę znowu być w pudełku.” Ostatnie 
było szeptem wypowiedzianym w przypływie wspomnienia. „Tam nie ma światła, dźwięku, dotyku, 
Sieci.” Jak w pustce może być tyle bólu? Ale był przeszywający, agonalny, nieskończony ból – ból, 
który zmienił ją z istoty żywej w coś gorszego niż zwierze. „Było tak jakbym nie istniała.”
Dev stał nie poruszając się pod wpływem ostrożnego dotyku Katy'i. To co opisywała było jedną z 
najokrutniejszych form tortur znanych człowiekowi. Nie zostawiała ona śladów, ale niszczyła ofiarę 
od   środka   –   pozbawienie   bodźców   zmysłowych.   Zostaw   myślącą,   żywą   istotę   bez   tła   przez 
wystarczająco długi czas, a umysł zacznie się łamać, zwracać się do środka wędrując tak daleko 
wewnątrz, że wielu nigdy nie wracało z powrotem. A bycie odciętym od Sieci dla Psi …
Zablokował falę litości, zanim mogła się ona unieść. Ponieważ deprawacja zmysłów nie miała 
jedynie na celu skrzywdzenie ofiary do tego stopnia, aż rozpadnie się ona. Mogła być użyta w dużo 
bardziej złowieszczym celu – do złamania jednostki, a potem zbudowania jej lub jego na nowo 
zgodnie z wymaganiami torturującego.
Katya mogła być dokładnie tym, czego się obawiała – tworem Ming'a.
Sińce,   zadrapania,   zagłodzenie,   to   wszystko   prawdopodobnie   nie   było   niczym   więcej   niż 
najbardziej przekalkulowanym rodzajem kamuflażu mającym na celu sprawienie, by wydawała się 
słaba, by wywoływała litość … i opiekuńczość.
Ale nawet rozumiejąc tą ciemną prawdę, nie mógł jej puścić. Nie gdy dreszcze nadal przeszywały 
tą niesamowicie szczupła figurę. Jeżeli ścisnąłby ją zbyt mocno, pomyślał, mógłby ją złamać. Kości 
Psi same w sobie były dużo bardziej łamliwe niż ludzkie, a ona do tego była zagłodzona – tylko 
dlatego, że był to kamuflaż nie znaczyło, że nie czuła każdego ciosu, każdego kopnięcia, każdej 
godziny głodu.
Świadomie wysilił się, by poluzować swój uścisk, ale w momencie, gdy to zrobił ona zaczęła tak 
mocno się trząść, że pomyślał, że się rozpadnie od wewnątrz. Przyciągając ją bliżej przesunął dłoń 
aż   leżała   pod   jej   kokiem   na   miękkiej   skóry  jej   karku.  Ta   skóra   sprawiała   wrażenie   łatwej   do 
posiniaczenia pod jego dużo bardziej szorstkim dotykiem, ale ona uspokoiła się na skutek tego 
kontaktu. Więc trzymał ją w ten sposób mrucząc pozbawione słów sygnały wsparcia, gdy jej palce 
delikatnie przesuwały się po jego pulsie a jej ciało niemal się w niego wtopiło.
Uspokojenie jej drżenia zajęło dziesięć długich minut. Ręka na jego karku ześliznęła się i na dłużej 
zatrzymała się na węźle jego krawatu. Wstrzymał oddech, gdy jej rzęsy uniosły się, by ujawnić 
oczy   nie   wypełnione   strachem   jak   się   tego   spodziewał,   ale   z   niemal   niemożliwym   spokojem. 
„Przetrwałam to. Muszę być silniejsza niż sama sądziłam.”
Wiedział, że to był niebezpieczny krok na teren wroga, ale nie mógł powstrzymać dumy, którą czuł 
z jej powodu … była to mieszanina emocji, prymitywna w swojej intensywności. „Tak.”
„Tak.” Odepchnęła się od jego klaty i wyszła z objęć jego ramion. „Wiesz – czasami pamiętam, że 
byłam ścigana przez panterę.”
Zmiana tematu przez chwilę go zaskoczyła. A potem zrozumiał. „Chcesz, żebym się dowiedział, 
czy to mogło się wydarzyć naprawdę?” Nadal czuł odcisk jej ciała na jego ciele. Ciche oznaczenie, 
które niepokoiło go na najgłębszym poziomie.
„Jeżeli możesz. Muszę wiedzieć, czy mogę zaufać rzeczom, które mam w głowie.” Potarła dłońmi o 
przód dżinsów. „To jest po prostu dziwna rzecz do pamiętania. Może wszystko co pamiętam to 
fantazja.”

background image

Dev tak nie uważał. Znał jedną zmiennokształtną panterę – ale co do cholery Lucas Hunter, alfa 
Ciemnej Rzeki, robiłby ścigając Katy'ię w swojej agresywnej zwierzęcej formie? „Sądzisz, że dasz 
sobie radę ze schodami.”
Zamilkła na chwilę. „Tak mi się wydaje. Ze schodów zawsze jest jakieś wyjście.”
To powiedziało mu więcej na temat jej pojmania niż cokolwiek innego. Jego mięśnie napięły się w 
wściekłości, która nie miała ujścia, pochylił się by podnieść jej torbę, a potem wyciągnął w jej 
stronę dłoń, w geście, który nigdy nie sądził, że przyjdzie mu z łatwością. Przyjęła ją natychmiast, 
zachowując się zupełnie inaczej niż Psi, którym wiedział, że była. Cicha rasa nigdy nie dotykała, 
jeżeli   mogła   tego   uniknąć.   Mówili,   że   kontakt   dotykowy   był   równią   pochyłą,   która   mogła 
prowadzić do zmysłowości w innych obszarach życia. Ale Katya otwarcie pragnęła kontaktu.
Tam nie było światła, dźwięku, dotyku, Sieci.
Zacisnął   palce   na   już   znajomym   jej   cieple   i   otworzył   drzwi   na  klatkę   schodową  trzymając   je 
otworem, aż do momentu, gdy przytaknęła na znak, że da radę. A choć ściskała jego dłoń tak 
mocno, że mógł dostrzec jej każdą żyłkę, nie zatrzymała się nawet raz w ich drodze na górę – nie 
był pewien czy choćby oddychała, aż do momentu, gdy wyszli do przestronnego lobby.
Jej westchnienie, gdy zobaczyła krągłe łuki atrium sprawiło, że na nowo docenił piękno budynku. 
W sprytnym objawie projektowania powierzchnia kwadratowa parteru była szersza niż górującego 
nad nią biurowca otoczonego panelami słonecznymi. Architekt użył dodatkowej powierzchni, by 
wprowadzić światło do portierni – zaokrąglone szklane łuki pokrywały zarówno wejście, jak i dużą 
wyspę zajmowaną przez recepcjonistów. Jako część zwiększającą stopień eko tego budynku, zieleń 
pięła się nad szkłem. Była zdrowa i bujna. Znajdowała się pod kolejną ochronną warstwą szkła.
Rezultat końcowy był taki, że w bezchmurne dni jak dziś przejście przez portiernię przypominało 
przejście przez skąpane w słońcu przejaśnienie. Ale architekt posunął się jeszcze dalej, używając 
sprytnego   rozmieszczenia   szkła   i   luster   zoptymalizował   zużycie   naturalnego   światła.   Ta 
pomysłowość nie tylko minimalizowała zużycie sztucznego światła, pozwalając by Światło miało 
więcej energii słonecznej, którą mogło sprzedać sieci miasta, ale również kąpało cały obszar w 
złotej poświacie.
Ta poświata oświetlała twarz Katy'i pieszcząc przeźroczyste piękno jej skóry, gdy wpatrywała się 
zachwycona. „Tu jest tyle światła.” Sięgnęła dłonią tak jakby chciała go dotknąć. „Jest tak jasno.”
Obserwował ją, jego wnętrzności były napięte od gniewu, który nie miał nic wspólnego z tym, że 
była wrogiem, a wszystko – ze złem, które uwięziło ją w ciemności. Nikt nie miał prawa, by 
niszczyć w ten sposób inną żywą istotę.
Nikt.
A jednak … wiedział, że za każdym razem, gdy „łączył się” z metalem – a teraz – i z maszynami 
wykonywał kolejny krok w stronę tego rodzaju pozbawionej emocji mentalności, która dawała 
zielone światło najgorszego rodzaju torturom. Ostatnim razem, gdy rozmawiał ze swoja prababcią 
May'ą   ujęła   jego   dłonie   w   swoje   i   prosiła,   błagała   go,   by   osłaniał   się   tarczami,   by   „został 
człowiekiem”. Ale tak jak empaci nie mogli powstrzymać się przed odczuwaniem emocji, Dev nie 
mógł nie czuć otaczającego go metalu. Metal był jego tarczą.
A jeżeli ta tarcza pomału kradła jego człowieczeństwo … była to cena, którą był gotowy zapłacić za 
bezpieczeństwo   swoich   ludzi.   Jego   oczy   spoczęły   w   tym   momencie   na   Katy'i   i   coś   w   nim 
sprzeciwiło się czemuś co do tej pory było absolutnie akceptowalne. Jej twarz nadal unosiła się w 
stronę światła, a dłonie wisiały luźno po jej bokach. Prosta przyjemność emanowała z każdego jej 
centymetra, aż kusiło go, by sięgnąć i dotknąć, sprawdzić, czy mógł zaabsorbować tą radość w 
siebie.
Niebezpieczna, pomyślał, była niebezpieczna na tyle różnych sposobów.

background image

RODZIAŁ 8

„Dev!”
Z niechęcią odwrócił wzrok od Katy'i, co roznieciło w jego umyśle oślepiające czerwone światło 
ostrzegawcze, i znalazł się twarzą w twarz z jednym ze swoich zastępców. „Aubry.”
„Cześć.” Aubry uśmiechnął się w stronę Katy'i. Jego zęby zalśniły bielą, która kontrastowała ze 
skórą,   która   zgodnie   z   opinią   jego   sekretarki   miała   odcień   „najbardziej   smakowitej   czarnej 
czekolady”.   Jak   większość   kobiet   w   Świetle,   Maggie   straciła   serce   na   rzecz   wysokiego 
czarnoskórego mężczyzny, gdy po raz pierwszy się do niej uśmiechnął.
Dev zaczekał, by zobaczyć reakcję Katy'i, świadomy, że ciągnął metal z samego budynku. Sięgała 
zbyt głęboko, sprawiała, że zbyt mocno czuł. Wślizgiwała się pod jego linie obronne, tak jakby nie 
istniały.
Katya delikatnie przytaknęła. „Witaj.”
Aubry wydawał się nieco zaskoczony formalnym powitaniem. Ale szybko się otrząsnął łagodząc 
swój   uśmiech   i   ton.   „Musisz   więcej   jeść   kochanie.”   Powolna   muzyka   teksańskiego   akcentu 
przebijała się przez każdą jego sylabę.
Dev był świadomy tego, że Katya  przysunęła się bliżej niego, mimo że w tym samym czasie 
przytaknęła. „Dev cały czas stawia przede mną jedzenie i mówi: jedz.”
Jego spokój zatrząsł się i groził przerwaniem. Wciągnął więcej metalu pozwalając, by jego chłód 
wykonał swoje zadanie, aż do głębi jego kości. Ale potem palce Katy'i przesunęły się po jego, a 
metal zagotował się, w nagłym niebezpiecznym żarze, którego nigdy wcześniej nie doświadczył. 
Powinien się odsunąć. Zamiast tego pozwolił jej spleść palce ze swoimi pewnie zamykając wokół 
nich dłoń.
Aubry zaśmiał się. „To brzmi jak coś w stylu szefa.” Jego oczy przeniosły się na Dev'a.
Temperując nieznane wewnętrzne ciepło większą ilością metalu Dev spojrzał w jego oczy wiedząc, 
że nie może dać Aubr'emu odpowiedzi, której on pragnął – nie mógł obiecać, że zaopiekuje się 
kobietą u jego boku, bez względu na to, że pobudzała jego najbardziej podstawowe instynkty. 
„Potrzebujesz czegoś ode mnie?”
„Tak.” Aubry zmarszczył czoło. „Chciałem omówić z tobą niektóre nowe ...”
Dev odciął go zanim wyjawiłby jakieś wrażliwe dane przy Katy'i. „Później. Umówimy komferencje 
komunikacyjną. Wyjeżdżam z miasta.”
Mimo swojego całego leniwego czaru Aubry był bardzo inteligentny. Szybko podjął podtekst i 
zamknął swój mały elektroniczny organizer, który wcześniej otworzył. „Prześlę ci szczegóły e-
mail'em   –   możemy   porozmawiać   po   tym   jak   będziesz   miał   czas   je   przejrzeć.   Do   zobaczenia 
później, piękna.”
Gdy Katya się pożegnała, Dev przesłał wiadomość do pokładowego komputera swojego samochodu 
mówiąc pojazdowi, by spotkał ich przed budynkiem.
Katya nie odezwała się aż niemal znaleźli się na chodniku. „Ten mężczyzna...”
„Aubry.” Powiedział, gdy samochód zatrzymał się przed nimi, a jego system komputerowy mruczał 
gładko w tyle jego umysłu.
„Aubry jest bardzo przystojny.” Brzmiała niemal na zadziwioną.
Dev   użył   odcisku   kciuka,   by   otworzyć   samochód,   choć   równie   dobrze   mógł   użyć   swojego 
połączenia z komputerem. Tylko kilka bardzo zaufanych osób wiedziało o jego darze w stosunku do 
metalu, a jeszcze mniej o jego rozwijającej się zdolności do kierowania maszynami. „Wskakuj.” 
Gdy usiadła obok niego odpowiedział na jej wcześniejszy komentarz. „Kobiety lubią Aubr'ego.” 

background image

Wiek,   kultura,   klasa,   nic   z   tych   rzeczy  nie   miała   znaczenia.   Gdy  ten   mężczyzna   wchodził   do 
pokoju, kobiety uśmiechały się.
„Potrafię zrozumieć dlaczego.” Wymruczała Katya obserwując jak kierował samochodem w ruch 
uliczny. Po niemal minucie ciszy dodała jeszcze. „Prawdziwy Psi nie zauważyłby jego wyglądu.”
„Dlaczego nie?” Dev nagle zdał sobie sprawę, że przestał ciągnąć metal w momencie, gdy miał 
Katy'ę tylko dla sibie.
„Prawdziwi Psi są Cisi.”
„Poprawka.” Powiedział. „Psi w Sieci są Cisi. Psi poza Siecią tacy nie są. A jedni i drudzy są Psi.” I  
żaden z nich nie wpływał na niego na tak podstawowym poziomie jak ta kobieta, która została 
wyrzucona przed jego domem niczym śmieci.
„Zapomniani.” Wyszeptała głosem tak delikatnym, że musiał wysilić się, by usłyszeć ją mimo 
szumu jego gniewnej reakcji obronnej. „Pamiętam … chłopiec, on był jednym z waszych. Jednym z 
Zapomnianych.”   Podrapała   twarz   i   zamilkła   na   kilka   sekund   zanim   wydała   z   siebie   dźwięk 
absolutnej i całkowitej frustracji. „Wiem coś, ale nie mogę tego jeszcze sięgnąć. Coś na temat tego 
chłopca.”
Dev   domyślał   się   dokładnie   co   próbowała   sobie   przypomnieć   –   umiejętność   Jonquil'a   do 
dosłownego przekonania ludzi do zrobienia wszystkiego, czego pragnął, byłaby uważana za jedną z 
najbardziej   doskonałych   broni   przez   Ming'a   LeBon'a   i   jego   kolegów   Radnych.   Psi   w   imieniu 
władzy zabijali z zimnokrwistą precyzją, gdy było to konieczne, ale woleli pracować poza radarem, 
jeżeli było to możliwe. To sprawiało, że dużo łatwiej było zrzec się odpowiedzialności za wszystkie 
brutalne czyny, których dokonywali.
Zerknął przez ramię i zobaczył jak Katya przyciska palce do skroni, tak jakby chciała powstrzymać 
ból – albo zmusić do otworzenia się zamknięty sejf pamięci, bez względu na to, czy mogło to 
zainicjować więcej bólu. Jego instynkty podniosły się na powierzchnię zmazując zarówno maskę 
cywilizacji, jak i zimną kontrolę metalu. „Chcesz wywołać tentniaka?”
Katya poczuła jak jej całe ciało napięło się pod wpływem nieosłoniętego ostrza jego głosu. „Ja po 
prostu chcę pamiętać.” Napięta odpowiedź padła z jej nowej części. Części, która nie istniała zanim 
obudziła   się   w   szpitalnym   łóżku.   Części,   która   była   świeża,   nie   złamana   …   była   feniksem. 
Pomyślała ze zdumieniem.
„Wspomnienia nie sprawią, że będziesz tym kim byłaś wcześniej.”
„Nie jestem pewna czy cokolwiek byłoby w stanie to zrobić.” W gardle jej zaschło, gdy dostrzegła 
iskrę, cień straconego czasu. „Byłam taka zimna.”
„Byłaś Cicha.”
„Tak.”  Wpatrywała   się   w   ruch   uliczny   na   bocznym   pasie.  Wszystko   poruszało   się   z   pewnym 
tempem, które zapewniało brak korków wewnątrz miasta tak jak to się działo w późnym okresie 
dwudziestego wieku. Jeżeli osoba kierująca ręczne zbyt mocno odstawała od optymalnej prędkości 
system   zapasowy   samochodu   reagował   ponownie   włączając   synchronizację   z   resztą   ruchu. 
Wszystko sprowadzało się do programowania. Tak jak z jej umysłem. „Jestem ślepym narzędziem.”
Nie było żadnego ostrzeżenia. W jednym momencie mówiła, w następnym poczuła jak jej oczy 
zamykają się, a kręgosłup wygina się w krzyku bólu. A potem … nic.
„Katya!” Dev złapał ją za nadgarstek, gdy zobaczył jak głowa Katy'i bezwładnie opada na bok. 
Miała silny, ale nieregularny puls.
Gdzie   do  cholery  jest  zjazd?  Tutaj!  Zjechał  na  pobocze  i  dał  radę   zaparkować  przed   wielkim 
centrum handlowym mieszczącym się na samej krawędzi zjazdu. Rozpiął pas i przeszedł na drugą 
stronę, by otworzyć drzwi Katy'i.
„Dalej.” Powiedział ujmując jej twarz w dłonie. „Obudź się.”

background image

Gdy nie odpowiedziała, skupił się na posiadanej części umiejętności telepatycznych i przemówił do 
niej mając nadzieję, że jego wołanie dotrze do niej na jakimś poziomie, pobudzi ją z powrotem do 
przytomności.
Katya.
Silniejszy impuls w jej tętnie.
Tak, masz na na imię Katya. „Wróć do mnie. Jesteś od tego silniejsza.” Kolejny impuls. „Katya.” 
Tym razem wypowiedział jej imię niczym pieszczotę, werbalny pocałunek.
Złapana   w   klejących   się   niciach   sieci,   która   wydawała   się   stawać   coraz   silniejsza,   Katya 
znieruchomiała, słuchała, usłyszała imię. Jej? Tak, pomyślała walcząc z mgłą. Walcząc, by się 
obudzić. To było jej imię. Pierwszy oddech był niczym atak kaszlu. Drugi był pełen egzotycznego 
zapachu   mężczyzny,   z   nie-brązowymi   oczami   i   skórą   tak   pięknego   odcieniu,   że   chciała   jej 
zasmakować. „Katya.” Powiedziała z dziwnie zachrypniętym gardłem. „To ja.”
Ręce Dev'a zacisnęły się na jej twarzy. Jego kości policzkowe odstawały na tle tej złoto-brązowej 
skóry. „Musimy z powrotem zaprowadzić cię do kliniki.”
„Nie.”  Wypowiedziała   to   bez   myślenia.   Była   to   instynktowna   odpowiedź.   Jeżeli   zabierze   ją   z 
powrotem znowu będzie uwięziona – a ona musiała ruszać, dostać się tam. Gdzie? Potrząsnęła 
głową, by rozwiać mgłę. Sięgnęła, by dotknąć jego ramienia. Mięśnie napięły się pod jej dłonią, a 
jej myśli groziły rozproszeniem się.
A  potem   dostrzegła   w   jego   oczach   determinację   i   wiedziała,   że   musi   mówić.   „Sądzę,   że   to 
odpowiedź na jakiegoś rodzaju zapalnik. Słowa, które powiedziałam … było w nich coś, czego mój 
umysł nie mógł przetworzyć, więc zamknął się na kilka sekund, by pozwolić mi na odzyskanie 
funkcjonowania.”
Wyraz twarzy Dev'a zmienił się, stał się niemal ascetyczny w ostrej czystości jego skupienia. „To 
do ciebie wraca, prawda?”
„Słowa wychodzą z moich ust, a potem je wiem.” Powiedziała wpatrując się w niego. Dla niej to 
miało sens, ale widziała, że on nie był przekonany. „Nie wprowadzam cię celowo w błąd.” To było 
bardzo ważne, by jej wierzył, by ją znał, choć był niemal obcy.
Ale Devraj Santos nie był mężczyzną, który kiedykolwiek udzieliłby łatwej odpowiedzi.
Teraz, jego rzęsy opadły, by zasłonić oczy na sekundę zanim znowu się odezwał. „Dowiemy się 
tego   wystarczająco   szybko.”   Wstał   i   wskazał,   by   wysiadła.   „Równie   dobrze   możemy   zrobić 
przerwę, żebyś coś zjadła.”
Wpatrywała   się   w   centrum,   w   masy   ludzi   i   poczuła,   że   kurczy   się   do   wnętrza   samochodu. 
„Wolałabym zostać tutaj.”
Przez   długą  chwilę  wzrok  Dev'a  spoczywał  na   niej.  Wiedziała,   że  nie   umknął   mu  jej   odruch. 
„Przyniosę   ci   coś.”   Zamknął   drzwi,   podszedł   do   strony   kierowcy   i   nacisnął   coś   na   tablicy 
rozdzielczej. „Nie chciałbym,  żebyś odjechała z moim samochodem.” Posłał jej  przeszywające 
spojrzenie.
Trudno było utrzymać twarz pozbawioną wyrazu i utrzymać we wnętrzu jej frustrację. „Gdybym 
chciała mogłabym po prostu stąd odejść.”
„Jesteś   zbyt   słaba,   by  odejść   daleko.”   Padła   jego   bardzo   pragmatyczna   odpowiedź.   „A  ja   nie 
podejmę tego ryzyka.” Drzwi samochodu zamknęły się, gdy odszedł na bok. Aktywował system 
antykradzieżowy samochodu jakiegoś rodzaju pilotem.
Katya   zaczekała   jedynie   aż   jego   plecy   obróciły   się,   zanim   spróbowała   uruchomić   samochód. 
Musiała się tam dostać, żeby zobaczyć, by być świadkiem.
Bębniło w jej głowie, to dziwne pragnienie, ale nie wiedziała gdzie miała jechać, nie wiedziała 

background image

kogo, ani co miała znaleźć. Wiedziała jedynie, że jeżeli zdoła uwolnić się, musiała ruszać, jechać, 
aż znajdzie się tam.
Ale najpierw musiała uciec.
Spojrzała   w  górę   i   zobaczyła   jak   wysoka   postać   Dev'a   znika   w  centrum  –   w  momencie,   gdy 
zlokalizowała panek, który zawierał komputerowe bezpieczniki samochodu.

ARCHIWA RODZINY PETROKOV
List datowany na 24 lutego 1971 r.
Mój słodki Matthew, 
w całej Sieci rozgorzała debata. Nie mogę postawić nogi w jej śliskich strumieniach, bez złapania 
się w jej bieg. Tej propozycji, tej Ciszy, którą Rada nazywa „naszą najlepszą, a może i jedyną, 
nadzieją” towarzyszy poczucie niedowierzania.
Może moje obawy były zbyteczne. Wydaje się, że bez względu na to jakie demony nas prześladują, 
w końcu, jesteśmy w zbyt dużym stopniu ludźmi, by dokonać tak niemożliwej do naprawienia 
szkody w naszych młodych. Za tą łaskę, ze wszystkich sił dziękuję Bogu.
Kocham cię, 
Mama.

ROZDZIAŁ 9

Katya złamała kilka paznokci, ale panel nie chciał się poruszyć. Zajęło jej dziesięć cennych sekund 
zdanie   sobie   sprawy,   że   został   zamknięty   w   miejscu   przez   drugą   warstwę   systemów 
bezpieczeństwa. Sfrustrowana, przeszła dalej, próbując rzeczy, których nie wiedziała, że je potrafi 
aż do momentu, gdy mózg wprawił jej palce w ruch.
Wszystko na nic.
System samochodu, był równie nieprzejednany jak czołgu. Poddając się, gdy stało się oczywiste, że 
marnowała energię, ześliznęła się w siedzenie i przycisnęła dwa palce do czoła w próbie podążenia 
za pasmem programowania, by dowiedzieć się, czy jej pragnienie, by tam pojechać … by pojechać 
na północ – tak, północ – nie było niczym innym niż tylko pułapką. 
Najpierw  była  jedynie   klejąca  się  ciemność   pajęczej  sieci.  Więzienie,   które  pętało  jej  dłonie  i 
zamykało usta. Ale potem, znalazła się stojąc w cichej ukrytej części jej psychiki, części chronionej 
przez skrzydła feniksa. Ta część szeptała tym pragnieniem. Ten przymus pochodził z jej wnętrza. A 
jednak jak mogła zaufać, że tak było rzeczywiście, gdy jej umysł był popękany i uszkodzony, pełen 
dziur i kłamstw, iluzji i koszmarów? A co jeżeli feniks, którego dostrzegła był jedynie napędzaną 
przez szaleństwo fantazją, czymś czego się trzymała, gdy zabrano jej wszystko inne?
Kliknięcie dźwięku.
Uniosła głowę, by zobaczyć jak drzwi od strony kierowcy otwierają się. Dev wsiadł do środka. 
Miała wrażenie, że jego muskularne ciało przejęło każdy centymetr wolnej przestrzeni. „Trzymaj.”
Zaakceptowała napój na wynos, który wyciągnął w jej stronę i zmarszczyła brwi. „Ciężki jak na 
sok.”
„To koktajl mleczny.” Powiedział otwierając wieczko butelki wody i kładąc drugą w pojemniku na 
napój umieszczonym między nimi. „To też dla ciebie.”
„Dziękuję.” Zimno koktajlu mlecznego przebijało się przez izolacyjny pojemnik. Była to drobna 

background image

rzecz, ale rozkoszowała się nią. To było przypomnienie, że nie jest już dłużej w mroku.
„W czasie, gdy tam byłem wykonałem telefon.” Powiedział Dev zaskakując ją. „Ta pantera? To 
prawdziwe wspomnienie.”
„Och.” Rozwinął się w niej mały kwiat nadziei. „Jesteś pewien?”
Przytaknął szybko przesuwając włosy po całym czole, przyciągając jej wzrok. Odsunął je i spojrzał 
na trzymany przez nią pojemnik. „Pij.”
Świadoma tego, że prawdopodobnie nigdy wcześniej nie próbowała czegoś takiego wzięła ostrożny 
łyk. Nic nie wyszło. „Ta słomka jest uszkodzona.”
Dev posłał jej szybki uśmiech. Rozświetlił jego twarz, sprawił, że był oszałamiająco piękny. Ale to 
nie była dziwna część tego wszystkiego. Dziwne było to, że zobaczenie jego uśmiechu sprawiło, że 
jej serce zmieniło rytm. Lekko uniosła dłoń pragnąc prześledzić kształt jego ust i dotknąć policzka. 
Czy pozwoliłby jej na to, pomyślała, ten mężczyzna, który poruszał się z płynną gracją żołnierza … 
albo bestii polującej na zdobycz?
„Powiedziałem koktajl mleczny?” Powiedział głosem z powstrzymywanym śmiechem. „Miałem na 
myśli mus lodowy – z wystarczającą ilością startych świeżych owoców, by cię nasycić.” Zerknął na 
nią, gdy się nie poruszyła i uniósł brew.
Poczuła jak na jej twarz wypływa fala ciepła. To wrażenie było tak dziwne, że przełamało się przez 
jej fascynację. Zerknęła w dół, zdjęła pokrywkę po usunięciu słomki i wpatrywała się w wiraż różu 
i bieli, który dominował w pysznie pachnącej mieszance. Zaintrygowana dotknęła go końcówką 
słomki. „Widzę kawałki truskawek, a to co to?” Przyjrzała się bliżej czarnym ziarenkom otoczonym 
różową skórką. „Marakuja?”
„Spróbuj i sama zobacz.” Podał jej swoją butelkę wody, uruchomił samochód i z powrotem zabrał 
ich w drogę.
„Skąd będę miała to wiedzieć?” Położyła jego wodę w pojemniku obok swojej nadal zamkniętej. „I 
będę potrzebowała do tego łyżki.”
Sięgnął do kieszeni i wyciągnął otoczoną folią łyżkę. „Trzymaj.”
„Zrobiłeś   to   specjalnie.”   Oskarżyła.   „Chciałeś   zobaczyć   jak   mocno   będę   próbowała   ssać   tą 
miksturę?”
Kolejny uśmiech, tym razem zaledwie cień. „Byłbym do tego zdolny?”
Zdanie sobie sprawy, że się z nią droczył zadziwiło ją. Devraj Santos, pomyślała, nie powinien mieć 
poczucia humoru. Było to coś, co po prostu wiedziała. I, było błędne. 
To znaczyło, że mężczyzna z cienia nie wiedział wszystkiego, że nie był wszechpotężny.
Kaskada bąbelków wystrzeliła przez jej żyły, jasna i tryskająca życiem. „Sądzę, że jesteś zdolny 
niemal do wszystkiego.” Zanurzyła łyżeczkę i włożyła tą dekadencką miksturę do ust.
Och!
Chrupiący posmak lodu, bogata i słodka śmietana, owoce, cierpki wybuch doznań zmysłowych. Nie 
możliwym było nie wzięcie drugiego gryza. A potem trzeciego.
Chociaż trzymał oczy skierowane na drogę Dev był bardzo świadomy Katy'i jedzącej cały mus. Tak 
mocno się koncentrowała na jego smaku, że wydawało się, że niemal o nim zapomniała. Tnąca go 
pazurami opiekuńczość rozluźniła się w jego wnętrzu – znalazł coś, co ona będzie jadła. A jeżeli 
będzie karmił ją tymi rzeczami przez następny miesiąc, to ona przybierze na wadze.
Była z rasy wroga. W jego najlepszym interesie byłoby trzymanie jej osłabionej.
Jego ręce zacisnęły się na panelu kierowniczym. Ten bezwzględny głos był w równym stopniu jego 
częścią, co opiekuńczość, nie było sposobu, by go uniknąć – ale ostatnimi dniami stawał się coraz 

background image

bardziej dominujący. Z dobrej strony, pomyślał rodzinne drzewo Santos'ów było wystarczająco 
szczęśliwe,   by   mieć   wśród   swoich   członków   empatkę,   kobietę   obdarowaną   umiejętnością,   by 
leczyć   rany   emocjonalne   –   może   krew   jego   prababci   ocali   go   przed   staniem   się   całkowitym 
draniem. Choć właśnie to przewidziała w jego przyszłości, gdy ostatni raz się widzieli.
„Masz tyle żelaza w sercu, chłopcze.” Powiedziała Maya. „Dotykam cię, i smakuję metal.”
„To część tego kim jestem.”
„Uważasz, że to czyni cię silnym.”
Nie kłócił się z tym stwierdzeniem.
„Nie   z   tego   powodu   moi   rodzice   opuścili   Sieć.”   Powiedziała,   gdy   niezadowolona   mina 
odmalowywała się na jej delikatnych rysach. „Walczyli o nasze prawo – twoje prawo – by czuć, by 
żyć tak jak tego chcesz. Zamiast tego stajesz się tak zimny, że równie dobrze mógłbyś być Psi.”
Jego prababcia  była  dzieckiem w czasie  ucieczki, i,  tak jak dla  innych z jej  pokolenia był  to 
decydujący moment  jej  życia.  Jednak  starsi  nigdy nie  zrozumieli,  że  wojna  nie  skończyła   się, 
żelazne decyzje chroniły Zapomnianych przed wyginięciem.
A Dev jeszcze nie był wystarczającym draniem, by zniszczyć serce empatki.
Katya westchnęła, i tak szybko został wciągnięty z powrotem do teraźniejszości. „Dobre?” Zapytał.
„Chcę zjeść więcej, ale mój żołądek protestuje.”
Pozwolił,   by   lodowata   kontrola   chwilowo   odpuściła,   ciemne   ciepło   jego   natury   wypełniło 
opuszczone przez nią miejsce. „Zatrzymam się na parkingu, żebyś mogła wyrzucić kubek.”
„Ale ja nie chcę tego wyrzucać.” Oblizała łyżeczkę smakując niewinnie, ten widok uderzył go 
mocno z siłą, która nie miała nic z niewinności.
Całe jego ciało napięło się skupiając się na pełnej miękkości jej ust, różowym cieniu języka. Matko, 
Dev, powiedział do siebie, to zdecydowanie nie jest odpowiedni moment, by myśleć o seksie.
Jego ciało miało inne wyobrażenia. Słabe kruche kobiety nigdy go nie pociągały. A Katya dokładnie 
taka była. Ale dostrzegł pod tą przeźroczystą skórą i zagubionymi oczami stalową ramę i siłę – gdy 
ta kobieta na nowo się odnajdzie, będzie miała w sobie siłę, z którą będzie należało się liczyć.
„Zrobię ci następny w domu.” Dał radę powiedzieć zachrypniętym głosem. „Zatrzymamy się po 
drodze w sklepie spożywczym i kupimy odpowiednie składniki.” Nie mógł przestać na nią patrzeć. 
To była kolejna drobna słabość, kolejne pęknięcie w jego zbroi.
„A mogę wybrać owoce?”
Jej podekscytowanie było zarówno balsamem, jak i paliwem, dla jego głodu. „A skąd będziesz 
wiedziała które wybrać?”
„Wezmę po jednym z każdej odmiany i zdecyduje, które lubię.” Jej odpowiedź była wyjątkowo 
praktyczna … ale błyszcząca radość w jej głosie wcale taka nie była, nawet w przybliżeniu nie 
przypominała Psi.
Jeżeli była bronią, była majstersztykiem.
Nieco ponad dwie godziny później Katya przeszła przez szeroką werandę i weszła do pełnego gracji 
domu   stojącego   na   końcu   odizolowanego   długiego   podjazdu   i   otoczonego   przez   jakby   się 
wydawało całe akry drzew. Cienka warstwa śniegu zmieniła ten obszar w baśniową krainę, ale to 
dom złapał jej zainteresowanie. „Uważasz go swój dom?”
Dev przytaknął krótko. „Gdy mogę się do niego dostać. Daj mi chwilę, odłożę zakupy do kuchni.”
Głęboko zaciekawiona mężczyzną skrywającym się za dyrektorem powoli się obróciła obserwując 
wszystko. Dwupoziomowy dom był pełen światła. Wypełniały go meble, które jednocześnie były 
stylowe i wyglądały na użytkowe. Kilka ścian ozdobionych było fotografiami – w niemej fascynacji 

background image

przybliżyła się do jednej z nich. Była to muszla leżąca na plaży. Jej każdy kąt był dobrze oświetlony 
i uchwycony przez soczewkę aparatu. Ale w tym czarno-białym zdjęciu było ciepło. Poczucie, że 
fotograf był zafascynowany pięknem tego prostego obiektu. „Sztuka nie jest czymś docenianym 
przez Psi.” Wyszeptała słysząc kroki Dev'a.
„Może właśnie dlatego Zapomniani tak mocno się jej trzymają.” Oparł się ramieniem o ścianę obok 
fotografii,   jego   ręce   były   luźno   skrzyżowane.   „Niemal   wszystkie   dzieci   Zapomnianych   są 
wychowywane z mocnym poczuciem doceniania piękna sztuki i muzyki.”
Katya zastanowiła się, czy była to informacja, która mogłaby zostać użyta, by skrzywdzić Dev'a lub 
jego   ludzi,   jeżeli   kiedykolwiek   znowu   zostanie   wrzucona   do   tej   dziury,   do   ciemności,   i 
zdecydowała, że nie. „Ty wolisz sztukę.”
Delikatne przytaknięcie. 
„Jesteś w niej dobry.” Psi nie rozumieli tak naprawdę sztuki, ale w jej głowie był zasób danych, 
który powiedział jej, że nauczyła się jak ją cenić. Ponieważ, dla przedstawicieli jej rasy, wszystko 
co zyskiwało na wartości było dobrą inwestycją, bez względu na to, czy właściciel uważał dany 
obiekt za estetyczny.
Oczy Dev'a zaświeciły się, gdy na niego spojrzała. „Skąd wiesz, że ja je zrobiłem?”
„Jest  w nich  twoje echo.”  Nawet,  gdy  to  mówiła,  nie  była  do  końca  pewna co  ma  na  myśli. 
Wiedziała   po   prostu,   że   wyczuła   odcisk   jego   dłoni   na   każdym   zdjęciu.   Czystość,   skupienie, 
wszystko odzwierciedlało jego osobowość. Ale to ciepło … coś się zmieniło. „Kiedy je zrobiłeś?”
„Kilka lat temu.”
Zastanawiała się, co się stało w późniejszym czasie. Bo chociaż się z nią śmiał, wyczuła w nim 
chłodny rodzaj dystansu. Wrażenie, że trzymał wszystko za wieloma tarczami. Ale z drugiej strony, 
ona była wrogiem. Dlaczego miałby z nią dzielić cokolwiek z siebie?
Dev postukał w fotografię z muszlą. „Byłaś kiedyś na plaży?”
Piasek w jej butach, włosach, ubraniach.
„Tak.”   Uchwyciła   to   wspomnienie   z   nerwowymi   dłońmi,   przytrzymała   je.   „Raz,   gdy   byłam 
dzieckiem. To był … przypadek. Nasz pojazd miał awarię i mój ojciec zatrzymał się na parkingu 
blisko plaży.”
„Dorastałaś z ojcem?”
„Tak.” Ponownie, pojawiły się jedynie fragmenty wspomnień, ostre, niemal drapieżne, tak jakby 
były wyciskane na powierzchnię przez komórki jej mózgu. „Nie. Z obojgiem.”
„Obojgiem?”
„Tak.” Potrząsnęła głową szukając pasm fragmentu, który uzupełni tą układankę. Ból przeszył jej 
kręgosłup, ale znalazła ten ostatni, połamany fragment. „Mieli łączoną umowę rodzicielską.”
„Czasami wydaje mi się, że Psi mają rację ze swoimi umowami.” Wymruczał Dev. Wyraz jego 
twarzy był dziwnie oddalony. „To nie pozostawia miejsca na błąd ludzki.”
„Nie pozostawia to miejsca na cokolwiek.” Jej umysł nadal wstrzymywał tak wiele, ale pamiętała 
poczucie odosobnienia, które zawsze czuła, nawet jako dziecko. „Nie ma tam więzi emocjonalnych. 
Mój   ojciec   równie   dobrze   mógł   być   obcym   –   dla   niego,   byłam   inwestycją,   dziedzictwem 
genetycznym.”
„A jednak masz silne uczucia z nim związane – jego najpierw wspomniałaś.”
To ją wstrzymało na chwilę. Zamrugała i spojrzała w oczy, które zaczęła widzieć w snach. „Tak. 
Tak mi się wydaje … ale czy to nie jest paradoksalne? W Sieci nie czułam. Byłam Cicha.”
„Albo może byłaś po prostu uciszona.” Wymruczał sięgając ręką, by założyć pasmo jej włosów za 

background image

ucho. Dotyk zainicjował szokujący wybuch doznań wśród jej nerwów.

DZIENNIK POKŁADOWY ZIEMIA2: STACJA ŚWIATŁO SŁONECZNE
18 maja 2080 r.: Zespół medyczny zaraportował wyższy niż przeciętny procent drobnych chorób. 
Głównym źródłem skarg jest ból głowy. Wykonane dotychczas testy ujawniły, że niewielka liczba 
personelu cierpi na powracające krwotoki wynikające z nacisków w korze mózgowej.
Ci, których to dotknęło są regularnie monitorowani. Zespół biomedyczny polecił przeskanowanie 
terenu w poszukiwaniu toksyn, które mogą być przyczyną tego problemu.
Jednakże   nikt   nie   został   niepełnosprawny,   bądź   nie   uległ   poważnemu   zranieniu   na   skutek   tej 
choroby.   Produktywność   utrzymuje   się   na   wysokim   poziomie.   Nie   ma   potrzeby   przysłania 
personelu zastępczego.

ROZDZIAŁ 10

Słowa Dev'a – rezultat jego dotyku – nieustannie krążyły w głowie Katy'i, gdy oprowadził ją po 
piętrze i pokazał jej sypialnię, którą będzie zajmowała. Pokój okazał się cudowny i przestronny. 
Pościel na podwójnym łóżku miała kolor bogatej śmietany i była obsypana obrazami róż. „Jest 
doskonały, dziękuję.”
„Niestety okna nie otwierają się.” Wskazał na dwa szerokie okna na przeciwnej stronie pokoju. 
„Ostatniej zimy drewno napęczniało, a ja nie miałem kiedy zająć się ich naprawą. Ale będziesz 
miała mnóstwo świeżego powietrza, jeżeli podczas dnia zostawisz drzwi otwarte.”
Katya spojrzała na jego przystojną twarz i zobaczyła bezlitosnego zdobywcę. Króla wojowników, 
którego poczucie honoru, nigdy nie pozwoliłoby traktować jej w zły sposób. A jednak … „To 
bardzo wygodne więzienie.” Niski kłębek gniewu rozwinął się w jej żołądku.
Nie drgnął, nie udawał też zaskoczenia. „To co powiedziałem o niedziałających oknach? To prawda. 
Ale, tak, właśnie dlatego dostałaś ten pokój, a nie jeden z innych.”
„Co   spodziewasz   się,   że   zrobię?”   Wskazała   ręką   na   niekończące   się   pasmo   zieleni   i   bieli 
rozpościerające   się   za   szybami.   „Jesteśmy   w   samym   środku   odludzia   –   wątpię,   bym   potrafiła 
znaleźć drogę nawet, gdybyś dał mi mapę i kompas.”
„Ale samochód ma również system nawigacyjny.” Powiedział z cichym naciskiem. „Ma również 
systemy ochrony, które informują mnie, jeżeli ktoś próbuje go uruchomić bez autoryzacji.”
Lud   przesunął  się   w dół   jej   kręgosłupa  gasząc   gniew.  „Jestem  więźniem.  Ucieczka   jest  moim 
obowiązkiem.”
„I   gdzie   pójdziesz?”   Z   ust   wojownika   padło   ostre   pytanie   pozbawione   wszystkich   śladów 
cywilizowanego zachowania. „Zostałaś wyrzucona na moim progu jak śmieci.”
To ona wzdrygnęła się. „To nie znaczy, że nikt mnie nie chce. Na przykład, mój ojciec.”
„Nigdy nie stracił inwestycji?” Jego ostre jak brzytwa słowa przecięły jej ciało otwierając ją całą. 
„Tak.” Wyszeptała  pragnąć  wierzyć,   że  zimny mężczyzna,  który wychował  ją z  równie  zimną 
kobietą troszczył się o to czy żyła, czy była martwa. „On, by mi pomógł.”
„Wbrew woli Rady?”
Nie, pomyślała. Jej ojciec nie był rebeliantem. Wychował ją, by była dobrym żołnierzem Rady. Ale 
ona   sama   wybrała   własną   ścieżkę   –   i   w  tej   prawdzie   odnalazła   swoją   siłę.   „Sama   bym   sobie 
pomogła.”

background image

Dev potrząsnął głową. Światło słoneczne odbijało się od czerni jego włosów rozjaśniając ukryte 
brązowe pasemka. „Nie możesz nawet przez dziesięć minut stać na nogach, bez słaniania się.”
Rozzłościło ją to. Jego całkowite lekceważenie jej umiejętności. Była – pustka. Nikim. Była nikim. 
Ale stanie się kimś, obiecała sobie, patrząc w tą arogancką twarz. Devraj Santos pożałuje swoich 
słów.
Podeszła na nogach, które tak wykpił i pchnęła go w klatę.
Nie przesunął się nawet o centymetr, ale jego oczy zmrużyły się. „Za co to było?”
Jej   dłonie   mrowiły   w   miejscu,   w   którym   go   dotknęła.   Jej   skóra   była   napięta   od   bolesnego 
pragnienia. „Chcę żebyś sobie poszedł.” Walczyła z pragnieniem kontaktu cielesnego, skrzyżowała 
ręce i skinęła głową w stronę drzwi. „W tej chwili.”
„A  jeżeli   tego   nie   zrobię?”   Podszedł   bliżej,   tak   że   aż   znajdowali   się   nos   w   nos.   Te   jego 
niesamowicie piękne oczy wpatrywały się w nią.
Był dobry w onieśmielaniu ludzi.
Ale   ona   miała   już   dość   bycia   onieśmielona.   „W   takim   razie   na   twoim   miejscu   jadłabym   z 
ostrożnością.” Powiedziała słodkim tonem. „W końcu jestem naukowcem.”
„Trucizna?” Jego usta uniosły się w kącikach. „No to dawaj.”
„Właśnie ci groziłam, a ty się uśmiechasz. Próbowałam uciec, a ty się gniewasz?” Nie rozumiała 
go.
„Groźba jest dopuszczalna.” Powiedział dotykając palcami jej policzka w powolnej pieszczocie. „W 
końcu trzymam cię w uwięzieniu, i niezbyt masz możliwości, by mnie przezwyciężyć siłą. Ale 
próba ucieczki? Na to nie pozwolę – należysz do Zapomnianych, i dopóki nie dowiem się co masz 
za zadanie zrobić, zostaniesz tam, gdzie będę mógł cię mieć na oku.”
Rozumiała to rozróżnienie. Gdy miała do czynienia z Dev'em, mężczyzną, wiele mogło jej ujść na 
sucho. Ale gdy chodziło o Devraj'a Santos'a, dyrektora Fundacji Światło, rebelia mogła kosztować 
ją wszystko. Żar, który trwał w niej podczas tej kłótni, nagłe wsparcie ognia ochłodziło się pod 
wpływem lodu zrozumienia.
Nie   wiedziała,   co   by   powiedziała.   Nie   wiedziała   jak   on,   by   jej   odpowiedział.   Ponieważ   jego 
komórka w tym momencie zadzwoniła. Tylko, że … on nie wykonał żadnego ruchu, by wyciągnąć 
ją z kieszeni. Utrzymujący się kontakt wzrokowy skradł jej oddech, groził wciągnięciem jej pod 
powierzchnię. „Nie zamierzasz tego odebrać?” Jej głos nawet dla jej samej brzmiał na napięty.
„Nie.”
Czyste   żelazo   jego   odpowiedzi   sprawiło,   że   jej   serce   uderzyło   o   żebra.   „Czy   ktokolwiek 
kiedykolwiek namówił cię do zmiany zdania?”
„Zdarza się to czasem, gdy mam dobry humor.”
Jego odpowiedzi ciągle ją wprawiały w zakłopotanie. Nie zachowywał się tak  jak jej umysł  i 
wiedza na temat świata mówiły, że powinien się zachowywać. „Co chcesz?”
Telefon przestał pikać.
Dev mrugnął. Powoli, leniwie, zupełnie przeciwnie do dzikiej energii, którą poczuła pod palcami. 
„W tym problem, prawda?”

ARCHIWA RODZINY PETROKOV
List datowany na 30 listopada 1971 r.
Najdroższy Matthew, 

background image

dzisiaj w dość spektakularny sposób spadłeś z huśtawki i obdarłeś sobie kolano. Ale wiesz co? Nie 
płakałeś. Zamiast tego stałeś tam z napiętą twarzą i łzami lśniącymi w oczach, gdy czyściłam i 
bandażowałam twoją ranę. Dopiero gdy pocałowałam twoją ranę, by się szybciej zagoiła zarzuciłeś 
na mnie swoje ramiona i powiedziałeś mi, że to „bolało”. Och, kochanie, sprawiasz, że moje życie 
jest pełne radości. A niedługo, będziesz miał jeszcze kogoś z kim będziesz mógł się bawić – twój 
ojciec przekonał mnie, by dać mu jeszcze jednego syna lub córkę, a tobie małego braciszka lub 
siostrzyczkę. 
Kocham   go,   twojego   ojca,   chociaż   czasami   bywa   drażniący.   Ale   zastanawiam   się   nad 
sprowadzeniem na ten świat dziecka. Prądy zmieniają się Matty. Dzisiaj Pani Ennis powiedziała mi, 
że może Rada ma rację, że może powinniśmy przyjąć Ciszę. Chciałam się z nią posprzeczać, ale co 
mogłam powiedzieć w obliczu jej straty? Nadal nosi żałobę po mężu. Jak tylko Egzekutywa złapie 
jednego seryjnego mordercę, jego miejsce zajmuje następny. Pani Ennis jest po prostu jedną z wielu 
ofiar – i to mnie przeraża.
A jednak, nie potrafię zaakceptować protokołu, który skradnie twoje uśmiechy, łzy, serce. Jesteś dla 
mnie cenniejszy niż pokój całego świata.
Kocham cię,
Mama.

ROZDZIAŁ 11

Po przebraniu się w spodnie dresowe i bezrękawnik, Dev nadal ignorował swoją komórkę i zamiast 
tego wykonał ciężki trening w siłowni zaaranżowanej  na tyłach domu. Uderzenia pięściami  w 
worek   treningowy  pozwoliły  mu   pozbyć   się   części   frustracji,   ale   pozostawiły   go   bez   nowych 
odpowiedzi.
Katya przyciągała go. To było jasne. I był już najwyższy czas, by to przyznał.
Była wrogiem. Nawet sama ostrzegła go, że była niczym granat czekający, by wybuchnąć mu w 
twarz, ale mimo to, przyciągała go. Część jego chciała ją chronić, opiekować się nią. Podczas gdy 
druga jego część, ta pragmatyczna i twardo stąpająca po ziemi, ostrzegała go, że robienie tego 
prędzej czy później odbije się na nim. 
Niemal ją pocałował na górze. Jego całe ciało drżało z surowego podekscytowania, które wynikało 
jedynie z kłótni z kobietą, która pobudzała również dużo bardziej intymną pasję. Nie powinna być 
w stanie przedostać się przez metal jego tarcz. Nie powinna być w stanie wpływać na niego na tak 
podstawowym poziomie, nie bez świadomej decyzji z jego strony.
A jednak była. Robiła to. Za każdym cholernym razem.
Uderzył stopą w worek treningowy i obrócił się lądując płaskimi stopami na macie do ćwiczeń.
„Jesteś dobry.”
Nie obrócił się, zamiast tego skupił się na swojej następnej serii ciosów. „Robię to odkąd byłem 
nastolatkiem.” Od dnia, w którym zdał sobie sprawę, że nosi w sobie ziarna dokładnie takiej samej 
przemocy, która roztrzaskała jego życie, gdy był dzieckiem. „To dobre ujście dla stresu.”
Katya   została   w   przejściu   drzwi,   a   on   był   oślepiająco   świadomy   jej   spojrzenia,   które   go 
obserwowało. Utrzymanie skupienia kosztowało go całą jego koncentrację. „Musimy ustanowić dla 
ciebie jakieś łatwe ćwiczenia do rozciągania się, żebyś wzmocniła te swoje mięśnie.”
„Jesteś pewien, że mam jakieś?”
Ta odrobina humoru była niczym kopnięcie we wnętrzności. Zerknął na nią odsłaniając z twarzy 
mokre włosy. Świadomy tego, że jego bezrękawnik przykleił się do jego ciała, a ręce błyszczały się 

background image

od potu. „Jestem pewien, że w tym twoim chuderlawym ciele ukrywa się jeden albo dwa.”
Jej orzechowe oczy pociemniały. „Obrażasz wszystkie kobiety, które porywasz?”
Temperament. Interesujące. „To zależy od kobiety.”
„A jak wiele tutaj przyprowadziłeś?”
Żadnej. Dev niezbyt dobrze dzielił się swoją przestrzenią osobistą. „Ta wiedza jest zarezerwowana 
dla mnie.” Wytarł twarz ręcznikiem, który rzucił do rogu i podszedł do drzwi. „Zrobię ci koktajl po 
tym jak wezmę prysznic.”
Odsunęła się, gdy przechodził obok niej. Było to zachowanie typowe dla Psi. Nienawidzili każdego 
rodzaju fizycznego kontaktu. Ale Katya wydawała się go pragnąć. Poirytowany tą zmianą szedł z 
pełną złości pewnością siebie. A gdy prysznic okazał się być lodowato zimny, zostawił go takiego.
Katya pochyliła się, opierając dłonie na kolanach, gdy oddech po prostu z niej uszedł. Dobry Boże, 
wiedziała, że był w dobrej formie, ale …
Przełknęła, próbowała na nowo nauczyć się oddychać. Raz widziała tygrysa w rezerwacie dzikiego 
życia w Indiach. Jej  praca była związana z wielonarodowościowym lobbowaniem o zgodę, by 
kopać w tym regionie, ale to obraz tego tygrysa był tym co pozostało z tamtego okresu z nią na  
zawsze. Śmiertelnie niebezpieczna gracja, piękno – nawet jej umysł Psi rozumiał, że było to coś 
niezwykłego.
Mięśnie Dev'a lśniące od potu. Jego zdefiniowane bicepsy, gdy uderzał w worek – był równie dziko 
piękny  jak  tamten   tygrys.   Był  tak   oddalony od  mężczyzny w  ciemnym  garniturze   i  formalnej 
koszuli jak ona od Ekaterin'y, która kiedyś pracowała dla Rady. Nie wyciągnięcie, by przesunąć 
dłonią po jego ciele wymagało każdego elementu posiadanej przez nią samokontroli.
Pewnie odgryzłby jej rękę, gdyby się na to ośmieliła. 
Wzięła kolejny rozedrgany wdech przeszła przez matę do ćwiczeń i położyła dłoń na worku do 
ćwiczeń. Był ciężki. A on posyłał go w przód i w tył tak jakby nie ważył nic. Jej wspomnienia o 
szczegółach mogły być w rozsypce, ale wiedziała, że przez całe życie bardziej ceniła psychiczną 
siłę nad fizyczną. Ale po zobaczeniu jak Dev się porusza, zaczęła zmieniać zdanie na temat tej 
opinii.
Obszar fizyczny był równie ważny co psychiczny.
Zwłaszcza między kobietą i mężczyzną.
A po raz pierwszy, ona czuła się bardzo kobieco.
Wzięła głęboki wdech próbując znaleźć poczucie równowagi …   i zamiast tego wyłapała echo 
wyróżniającego się zapachu Dev'a ostrego, zmysłowego, niewybaczalnie męskiego.
Coś nisko w jej ciele zacisnęło się. Było to doznanie, na które nie znała nazwy, nie miała żadnego 
porównania. Było gorące, ciasne i … spragnione. I pragnęło Devraj'a Santos'a.

ROZDZIAŁ 12

Po mile widzianym chłodzie prysznica Dev ubrał się, a potem podniósł telefon, by zobaczyć, że ma 
trzy   nieodebrane   rozmowy.   Jeden   od   Maggie   i   dwa   od   Glen'a.   Maggie   zostawiła   wiadomość 
mówiąc, że przełożyła jego spotkania, ale Glen za każdym razem rozłączył się. 
Przejechał   palcami   po   mokrych   włosach   zamiast   grzebienia   i   idąc   na   dół   wprowadził   numer 
doktora. System ochronny domu był niezakłócony, co znaczyło, że Katya była gdzieś w środku. 
Zdecydował się najpierw dokończyć rozmowę zanim ją wyśledzi. Poszedł do kuchni i wyciągnął 
blender.

background image

„Dev?” Na linii odezwał się głos Glen'a. „Gdzie byłeś?”
„Zajęty.” Położył na blacie mleko. „O co chodzi?”
„Jeden ze Strażników Światła odebrał dziecko z Des Moines. Wygląda na czystego telepatę.”
Dev zamarł. „Są pewni?” Prawdziwi telepaci poza Siecią Psi byli niesamowicie rzadcy – po ich 
ucieczce, Zapomniani łączyli się z ludźmi i zmiennokształtnymi, mieli dzieci mieszanych ras. Ich 
umiejętności zmieniły się w niesamowity sposób, ale utracili również niektóre z nich. Pierwszą z 
tych rzeczy była czystość niektórych umiejętności Psi – niektórzy z Psi będący w Sieci mogli bez 
mrugnięcia okiem przesyłać telepatyczne wiadomości na cały świat. Nikt z Zapomnianych nie był 
w stanie tego zrobić od czasu generacji rebeliantów.
„Bardzo.”   Powiedział   Glen.   „Znasz   tego   Strażnika   –  Aryan'a   –   on   sam   ma   niskiego   poziomu 
umiejętność   telepatii,   i   przeprowadził   też   konsultację   telefoniczną   z  Tag'iem   i  Tiar'ą.  Wszyscy 
zgadzają się, że dzieciak wykazuje jasne symptomy silnych umiejętności telepatycznych.”
Tag i Tiara byli najsilniejszymi telepatami w Sieci Cieni – neurologicznej sieci stworzonej przez 
oryginalnych rebeliantów, gdy opuścili Sieć Psi – ale nawet ich zasięg ograniczał się do obszaru 
porównywalnego   z   szerokością   i   długością   USA.   Oczywiście,   to   i   tak   samo   w   sobie   było 
imponujące. „Czy jest możliwy do ocalenia?” Dev zadał to pytanie, choć ciążyło mu ono na piersi 
niczym kamień. Nienawidził tracenia któregokolwiek ze swoich ludzi. Nienawidził tego razem z 
chęcią zemsty, która sprawiała, że był bezwzględny.
„Dzieciak był w sierocińcu.” Głos Glen'a był napięty. „Rodzice zginęli w wypadku samochodowym 
robiąc z niego sierotę. Dziadkowie najwyraźniej nigdy nie przekazali im informacji, że ojciec był 
potomkiem Zapomnianych, więc biedny dzieciak był faszerowany przez większość życia lekami na 
schizofrenię.”
Gniew zagotował się we wnętrznościach Dev'a. Ta wiedza nigdy nie powinna zostać zagubiona. 
Wszyscy Zapomniani, którzy rozproszyli się po tym jak Rada zaczęła na nich polować otrzymali 
polecenie, by trzymać dokładne dane właśnie z tego powodu, że uśpione geny mogły obudzić się w 
ich dzieciach przynosząc dewastacyjne rezultaty. „Jeżeli dziecko jest prawdziwym telepatą matka 
też musiała być jedną z nas.”
„Aryan namierzył jej akta. Jej pra-pra-prababcia była częścią oryginalnej grupy rebeliantów.” Glen 
wymruczał   pod   nosem   jakieś   sine   przekleństwo.   „Ten   chłopiec   jest   kruchy   Dev.   Będzie   cię 
potrzebował   –   masz   sposób,   na   docieranie   do   tych   dzieci.   Gdybym   nie   wiedział   lepiej 
powiedziałbym, że masz w sobie jakąś umiejętność empatyczną.”
Dev wiedział, że dzieci wyczuwały w nim coś zupełnie innego – że był niczym pitbull. I to taki, 
który nie pozwoli nikomu i niczemu się do nich zbliżyć. „Będę tam.”
„A co z Katy'ą? Chcesz, żeby ktoś inny miał na nią oko?”
„Nie.   Ona   pojedzie   ze   mną.”   Padła   instynktowna   odpowiedź   zabarwiona   niemal   brutalną 
zaborczością. Coś w nim drgnęło z powodu tego opisu, z powodu zdania sobie sprawy, że tracił 
dystans z coraz większą prędkością.
Ale Glen nie kłócił się z nim. „Biorąc pod uwagę leki, które ma  obecnie w swoim systemie, 
chłopiec nie będzie przytomny przynajmniej przez dwa dni, więc do tego czasu nie będziemy cię 
potrzebować.”
Dev rozłączył się po otrzymaniu jeszcze kilku szczegółów i ustawił swoje zmysły na poszukiwania. 
Ten aspekt jego umiejętności, choć bardzo słaby w ogólnym schemacie rzeczy, był interesującą 
odmianą telepatii. Mógł dosłownie przeskanować dyskretny obszar, prawidłowo zidentyfikować 
osoby w każdym pokoju, a jeżeli był połączony z kimś emocjonalnie, dokładnie odgadnąć jej albo 
jego nastrój.
Katya siedziała w oranżerii na przodzie domu.

background image

Jej nastrój był dla niego nieczytelny, a jej sekrety ukryte.
Uderzył   szklanką   o   blat,   nalał   mleka   do   blendera   i   wrzucił   trochę   mieszanki   mineralno-
witaminowej. „Katya!”
Minutę później pojawiła się w przejściu do kuchni. „Tak?”
„Jakie owoce?”
Przez chwilę sądził, że powie mu, że nie jest głodna, a w tym przypadku sprawy przybrałyby 
brzydki   obrót   –   jego   potrzeba,   by  zatroszczyć   się   o   nią   była   niczym   pieprzona   pięść   w   jego 
wnętrznościach.   Bardzo   silna   opiekuńczość,   która   wymagała   ujścia.  Ale   ona   podeszła   bliżej   i 
podniosła mango.
Podał jej nóż. „Obierz i pokrój.”
Wziął drugie mango i szybko zrobił to samo. Skończył zanim ona dotarła do połowy … bo ciągle 
oblizywała  palce.  Jego całe  ciało  stało  się jednym  gigantycznym  pulsem,  gdy  obserwował  jak 
zamyka usta wokół palca i oblizuje go. „Katya.”
Zaczerwieniła się źle odczytując to jedno napięte słowo. „To jest takie dobre.”
Nie mógł się powstrzymać. Uniósł fragment soczystego żółtego owocu do jej ust. „Otwórz.”
Jej oczy zrównały się z jego spojrzeniem, gdy usłuchała go. Jej usta – miękkie, pełne, mokre – 
otarły   się   o   jego   palce,   gdy   karmił   ją   owocem.   Była   to   najbardziej   erotyczna   rzecz,   jaką 
kiedykolwiek odczuł. „Dobre?” Zapytał zachrypniętym głosem.
Przytaknęła. Światło zatrzymało się na jej blond włosach. „Gdzie są lody?” Było to zwyczajne 
pytanie, ale sposób w jaki na niego spojrzała mówił coś zupełnie innego.
Przypominając   sobie,   że   nawet   pomijając   wszystko   inne,   ona   nie   tak   dawno   temu   była 
nieprzytomna,   zatrzasnął   drzwi   pragnieniu,   które   groziło   podważeniem   jego   każdej   przysięgi   i 
obietnicy. „Wezmę je.” Dodał je do mieszaniny. Po skończeniu miksowania wlał wszystko do jej 
szklanki. „Zjesz też kanapkę.”
„Nie jestem tak naprawdę głodna.”
„Trudno.”
Szklanka, którą podniosła stuknęła z puknięciem w blat. „Co zrobisz, jeżeli jej nie zjem?”
„Przywiążę cię do krzesła i zaczekam, aż zdecydujesz się współpracować. A potem nakarmię cię 
małymi gryzami.” Postawił chleb na blacie i zaczął wyciągać, rzeczy które były przeznaczone do 
okładania chleba. „Zdecyduj, które, albo sam dokonam wyboru.”
Tym razem spojrzenie, które mu posłała zawierało czystą kobiecą furię. „Tylko dla tego, że jesteś 
większy nie znaczy, że musisz być napastliwy.”
„Tylko dlatego, że jesteś kobietą nie znaczy, że pozwolę ci uchodzić na sucho z tymi bzdurami.”
Ze złością rozsmarowała masło na chlebie i sięgnęła, nie po szynkę, czy ser, a po dżem malinowy. 
„Cisza.” Powiedziała, gdy chciał otworzyć usta.
Uniósł brew, podszedł do szafki i wrócił z słoikiem chrupiącego masła orzechowego. „Dobrze 
razem smakuje.”
Posłała mu podejrzliwe spojrzenie, ale wzięła słoik. Nie mówiąc nic szybko przygotował sobie 
kanapkę, a potem zaniósł ją razem z jej koktajlem na stół. Minutę później Katya dołączyła do niego, 
po tym jak z wolnym i celowym pietyzmem odłożyła dżem i masło orzechowe – tak jakby miała 
nadzieję, że pójdzie sobie z kuchni, zanim ona skończy.
A gdy usiadła rezolutnie trzymała oczy na swoim posiłku. 
Zdał sobie sprawę, że był ignorowany. Uśmiechnął się rozsiadając się w krześle z nogami opartymi 

background image

po obu jej stronach i wchodzącymi w jej przestrzeń osobistą.
Katya spędziła swoje życie na nauce. Mogła nie pamiętać wiele z tego, ale wiedziała, że pod Ciszą 
była spokojną, opanowaną i pozbieraną osobą. Ale dzisiaj, z Dev'em, stanęła niezwykle blisko 
utraty   panowania   nad   sobą.  A  w   tej   chwili,   chciała   odkopnąć   jego   nogi   z   jej   krzesła,   bardzo 
świadoma tego, że celowo naciskał na jej przestrzeń osobistą.
Wielkie   ramiona,   długie   nogi,   muskularna   siła   i   zamaskowana   arogancja.   Nic   dziwnego,   że 
doprowadzał ją do szaleństwa. Ale … Odłożyła kanapkę. Nagle całkowicie zaschło jej w ustach. 
„Dlaczego mój stan emocjonalny nie wycieka do Sieci?” Dlaczego nie zdradzał jej ostrzegając 
innych, że była zdrajcą Ciszy.
„Powiedziałaś, że byłaś uwięziona.” Włoski na jej rękach uniosły się w odpowiedzi na lód zawarty 
w każdym słowie. „Tarcza nie jest przeznaczona jedynie jako klatka, to ma sens. Musi też cię 
ukrywać – im mniej ludzi wie na temat konia trojańskiego, tym więcej szkód może on dokonać.”
„Dlaczego tak spokojnie o tym mówisz?” Pochyliła się do przodu szukając odpowiedzi. „Biorąc 
pod uwagę to co wiesz, moje zadanie równie dobrze może polegać na zabiciu cię.” Chłód wdrapał 
się   po   jej   kręgosłupie,   gdy   ku   własnemu   zaskoczeniu   wyszeptała   to.   „Istnieje   duże 
prawdopodobieństwo, że to właśnie to.”
Uniósł ramię wzruszając lekceważąco. „Nie jestem łatwy do zabicia.”
„Nie bądź taki pewny siebie. W końcu jestem telepatką.”
Cisza.
Zamrugała. Potrząsnęła głową. „Tak, jestem średniego poziomu telepatką … i M-Psi. Podwójne 
umiejętności,   z   zarówno   telepatią   i   talentem   medycznym   oscylującymi   wokół   tego   samego 
poziomu. Poniżej 5 na skali.”
Dev wiedział, że Psi używali skali, by mierzyć moc psychiczną, 10 była najwyższym poziomem. 
Najwyraźniej kardynalni powyżej tego poziomu byli niemożliwi do zmierzenia. „Prześlij coś do 
mnie.”
„Dev! Jeżeli oni mnie znajdą ...”
„Rada już wie, że mamy pewne pozostałości umiejętności – a ja nie zamierzam cię wypuścić.” Jego 
słowa były miękkie, ale równie groźne jak ostrza noża. „Mam jedynie szczątki telepatii. Chcę 
wiedzieć, czy to wystarczająco, by „usłyszeć” Psi.”
Wysłała pierwszą rzecz, jaka przyszła jej do głowy. Nie uważasz siebie za Psi?
Dev przechylił delikatnie głowę na bok i zmarszczył czoło. „Niemal to wyłapałem. Tak jakby to był 
nieco zbyt cichy szept. Co powiedziałaś?”
Powtórzyła pytanie na głos.
„Nie.” Jego usta zacisnęły się. „Psi bez zastanowienia odcięli się od moich przodków – próbowali 
ich zgładzić. Jeżeli o mnie chodzi, to usuwa wszelkie koneksje rodzinne.” Sięgnął do przodu i 
złapał ją za podbródek z prędkością, której nie mogła uniknąć. Jego uchwyt był delikatny, ale 
pewny. „A ty? Uważasz się za Psi?”
„Tym   właśnie   jestem.”  Ale  jego  pytanie   pobudziło   inne   w  jej   umyśle   i   sprawiło,   że   jej   serce 
przeszył fantom bólu. „Oni mnie wyrzucili.”
Dev potarł kciukiem o jej policzek. Było to wolne celowe głaśnięcie. „Albo możesz na to spojrzeć z 
innej strony.” Złoto-brązowe oczy obserwowały ją z tym samym absolutnym skupieniem, które 
dostrzegała w oczach tygrysa.
„Jakiej innej strony?” Wyszeptała zdając sobie sprawę, że pochyla się w jego stronę.
Ale nie potrafiła odsunąć się, nie mogła być Psi, takim jak opisywał ich jej uszkodzony umysł. 
Każdy atom jej istnienia był skupiony na szorstkości skóry Dev'a w porównaniu z jej własną. 

background image

Kątach i rysach jego twarzy skąpanej w świetle słońca. Kształtu jego ust. „Oni dali cię mi.”

ROZDZIAŁ 13

Nikita wpatrywała się w fragment Sieci, który był po prostu „martwy”. „Od jak dawna to tu jest?” 
Zapytała stojącego u jej boku umysłu.
Radny Kaleb Krychek przesłał jej obraz psychiczny. „Od jakiegoś czasu przez Sieć przebiegały 
pasma, ale nigdy nic takiego.”
„Co to spowodowało?”
Kaleb zamilkł, tak jakby zastanawiał się jak wiele wyjawić. Jako kardynalny telekinetyk, możliwe, 
że najsilniejszy Tk w Sieci, posiadał znaczącą kontrolę nad Umysłem Sieci, istotą psychiczną, która 
była formą odwzorowującą sieć. Zapewniała ona Kaleb'owi przepływ danych, który nie mógł się 
równać z danymi posiadanymi przez żadnego innego Radnego. Ale powiedział jedynie. „Masz 
własne podejrzenia.”
Zdecydowała, że niczego nie straci dzieląc się nimi. „Ekslozja przemocy występująca w ostatnich 
miesiącach   –   zaprogramowanie   do   zabijania   –   pozostawało   ślad.   Sądzę,   że   to   jest   blizna 
psychiczna.”
„Możliwe.”
„Ale nie zgadzasz się z tym?”
„Sądzę, że echo tej przemocy będzie przedzierało się przez Sieć jeszcze przez pewien czas, ale to 
świadczy o głębszej degradacji.”
„Sądzisz, że sama Sieć jest … chora.” Powiedziała z uwagi na brak lepszego słowa. „Jeżeli to 
prawda, to zacznie to wpływać na populację.” Wszyscy Psi byli połączeni z Siecią na najbardziej 
podstawowym poziomie – nie będzie sposobu, by uniknąć chorobliwego efektu, jeżeli te „martwe” 
obszary nadal będą się rozrastać.
„Możliwe, że to już się dzieje – możliwe, że przyczyna i skutek są teraz zamknięte w pętli tła.” 
Kaleb dotknął pasma psychicznego na krawędzi ciemności.
Nikita trzymała się na dystans. „Możesz stać się zainfekowany czymkolwiek co to spowodowało.”
„Nie. Jestem osłonięty.” Wymruczał niemal pogrążony w zupełnie innych myślach.
Wiedziała, że chodzi o coś więcej. Czy to możliwe, by Kaleb miał pewne zdolności, by rozszerzyć 
tą plamę? „Gdzie jeszcze jest tak źle?” Ta plama była mała i odosobniona – tak jakby choroba 
ukrywała się. Nikita uważałaby ten antropomorficzny opis za absurdalny w jakimkolwiek innym 
aspekcie,   ale   tworząc   Umysł   Sieci,   Sieć   dowiodła   ponad   wszelką   wątpliwość,   że   była   swego 
rodzaju organizmem.
„Ta jest najgorsza.” Odpowiedział Kaleb odsuwając psychiczne pasmo, którego użył, by badać 
ciemność. „Jest tak, jakby martwe pasma przemieszczały się tutaj zbierając się w zbiornik.”
„To znaczy, że ta plama nadal będzie rosła.”
„Chyba, że znajdziemy sposób, by zanegować te pasma ciemności.”
Poczuła iskrę ostrzeżenia. „Dlaczego pokazujesz mi to, zamiast Radzie jako całości?” Byli pewnego 
rodzaju sojusznikami, ale w jego zdaniu przebrzmiewało coś innego.
„Wydawało mi się, że to oczywiste.” Powiedział. „Twoja córka jest kardynalną E-Psi.”
„Rozumiem.” I naprawdę tak było. Ostatnim razem, gdy Sieci groziła samozagłada spowodowane 
to było systematycznym eliminowaniem E-Psi. Ale teraz sytuacja była zupełnie inna. „Obecnie w 

background image

Sieci są miliony E-Psi.” Rada zaprzestała rozkazu eliminacji embrionów z oznaczeniem E, gdy 
stało   się   jasne,   że   ich   obecność   –   bez   względu   na   to,   czy   ich   empatyczne   umiejętności   były 
bezwzględnie   powstrzymywane   –   pomagała   utrzymywać   rozpad   umysłowy.   „To   coś   zupełnie 
innego.” Problem polegał na tym, że nie miała pojęcia co to było.

ROZDZIAŁ 14

Było ciemno. Tak ciemno. Ciemniej niż w nocy, niż w słońcu północy. Nie, to nie miało sensu. Nie 
było nic takiego jak słońce północy. Nie … Alaska miała słońce północy. Ale to znaczyło, że przez 
cały dzień było jasno. Tutaj nie było światła dziennego, nie było światła słonecznego, nie było 
nadziei.
Próbowała zwinąć palce u dłoni i u stóp, ale nie potrafiła ich wyczuć. Tak jakby zostały pożarte 
przez ciemność. Kusiło ją, by krzyczeć, by usłyszeć dźwięk mimo tego, że nie mogła widzieć, nie 
mogła czuć, ale powstrzymała się. Zamknięta w ścianach umysłu. Potwór zabrał wszystko inne co 
posiadała.
Nie da mu jej krzyków.
Ale minuty, godziny, dni później, przegrała tą bitwę i jej rozpacz wylała się z niej w fali dźwięku.
Tylko, że … słyszała jedynie ciszę. Ciemność zaabsorbowała nawet jej krzyk.
I właśnie wtedy zrozumiała.
Była naprawdę martwa.
Ciepło.
Dotyk.
Życie, elektryczne w swojej furii … pocałunek, który wymagał jej udziału.
Drżąc w poddaniu się utonęła w jego zapachu. Dzikim i egzotycznym. Ciemnym i męskim.
Mężczyzna, który na nią warczał, więził ją … karmił ją.
„Dev.” Powiedziała prosto w jego usta, bo była tak niechętna do przerwania kontaktu.
Jego usta ponownie wzięły jej w swoje władanie zanim mogła powiedzieć cokolwiek innego. Jego 
zęby uszczypnęły jej dolną wargę. Wzdrygnęła się, wbiła palce w solidną muskulaturę jego rąk. 
Nigdy, wiedziała to, nigdy nie doświadczyła czegoś nawet w przybliżeniu podobnego do tego. Był 
tak gorący, chciała się na niego wczołgać. Jego skóra paliła pod jej palcami, a ona chciała więcej, 
chciała być naga, by przygniótł ją do prześcieradła. Jego ciężar byłby mocnym, nie możliwym do 
poruszenia kocem. 
Wzięła głęboki wdech, gdy wypuścił ją. Wpatrywała się w jego oczy zastanawiając się, czy mógł 
odczytać przeszywającą ją głębię pragnienia.
„Wróciłaś?” Jego głos był ostry, a oczy lśniły niczym w gorączce.
Jej piersi ocierały się o jego klatę z każdym oddechem. Sutki były tak napięte z pragnienia, że 
niemal bolały. „A gdzie byłam?”
„Krzyczałaś tak jakbyś chciała wypluć płuca.” Nadal trzymał ją w objęciu, którego wiedziała, że 
nigdy nie byłaby w stanie przerwać. „Nie chciałaś się obudzić bez względu na to jak mocno tobą 
potrząsałem.”
„Więc mnie pocałowałeś.” To była wysoko praktyczna decyzja, była zmuszona to przyznać. Nawet 
złamany   Psi   zareagowałby   na   coś   tak   kompletnie   przeciwnego   warunkowaniu.   „Dziękuję.” 
Skromność nakazywałaby wycofanie się, ale nigdy nie czuła się bardziej żywa, bardziej prawdziwa. 

background image

„Sądzę … że to był mój pierwszy pocałunek.”
Wypowiedział niski szorstki komentarz. „Cholera, przepraszam.”
„Zrób to jeszcze raz.”
Jego rzęsy opadły. Raz. Dwa razy. Spodziewała się odmowy. Zamiast tego ponownie przyciągnął jej 
głowę i przesunął ustami po jej ustach. Była to pojedyncza gorąca pieszczota. Gdy próbowała się 
zbliżyć, odmówił by jej na to pozwolić.
„Dev.”
„Nie pośpieszaj.” A potem ponownie dotknął ustami jej ust, ale tym razem pozostał na nieco dłużej.
Działając na podstawie instynktu possała jego pełną dolną wargę, poczuła jak jego ciało spięło się 
pod jej dłońmi, które płasko położyła na jego klacie. Przez sekundę, bała się, że przestanie. Ale on 
pogłębił pocałunek powolnymi, słodkimi pieszczotami, który sprawił, że jej palce zatopiły się w 
pewnych mięśniach znajdującymi się pod jej rękami, gdy jej ciało wypełniło się płynnym rodzajem 
żaru. Jej biodra wygięły się w głodzie, który ledwie rozumiała, próbowała przyciągnąć go bliżej.
„Wystarczy.” Padł ostry rozkaz wypowiedziany prosto w jej wargi.
„Jeszcze   trochę.”   Każdy   gorący   oddech,   każda   pieszczota,   każde   liźnięcie,   ochraniało   ją   w 
najbardziej zmysłowy, ziemski sposób. „Dotknij mnie.”
Zamiast tego jego palce zacisnęły się na jej włosach, a szczęka zacisnęła się w sposób, który 
zaczynał być znajomy. „Dlaczego krzyczałaś?”
W jakiś sposób, delikatność tego pytania, siła jego uścisku, sprawiły, że było jej łatwiej wrócić do 
koszmaru. „Śniłam, że znowu byłam w tej dziurze, w tym miejscu pustki.”
Coś pojawiło się w na jego twarzy. Coś, co w swojej furii było ostre niczym nóż, co powinno 
sprawić, że uciekłaby. Ale ona chciała jedynie rozebrać go do skóry, poczuć jego twarde ciało, 
bezwstydnie męskie ciało na jej ciele. „Dev ...”
„Jesteś wystraszona.” Powiedział z palcami na jej szczęce. „Nie wykorzystam tego.”
Jej oczy skierowały się do napiętej wypukłości jego podniecenia. „Ale chcesz tego.”
„To czego chcemy, nie zawsze jest dla nas dobre.” Powiedział głosem nie możliwym do ugięcia się 
niczym kamień.
Słysząc w tym ostateczność przełknęła pragnienie, które skłaniało ją, by dalej naciskała. „Dziękuję, 
że do mnie przyszedłeś.”
„Teraz będzie już w porządku?”
Prawda wydobyła się z jej ust, zanim była w stanie ją ocenzurować. „Nie.” Bez erotycznej tarczy 
pocałunku Dev'a, strach już wdrapywał się po jej nogach i wdzierał się do jej płuc.
Nie   powiedział   słowa,  po  prostu  wstał  i  ręką   wskazał,  by przesunęła  się   na  łóżku.  Zrobiła   to 
skwapliwie czując jak materac opada na po jego stronie, gdy położył się obok jej siedzącej postury. 
Zauważyła, że miał na sobie jedynie parę spodni dresowych. Jego płynnie umięśniona klata była 
usiana ciemnymi włosami. Jej palce zgięły się do wnętrza dłoni, gdy opuściła wzrok, podążając za 
szlakiem, który …
„Chodź tutaj.” Wystawił w jej stronę rękę.
Szybko uniosła głowę i poczuła jak płoną policzki.
„Nie gryzę.”
Nie była tego taka pewna. Ten mężczyzna wprawiał ją w zawroty głowy. Był równie piękny co 
twardy, a jednak był w stanie zachowywać się z delikatnością, która pozostawiała ją bezradną. 
Teraz, po prostu ją obserwował, pozwolił jej samej się namyślić. Była tylko jedna decyzja którą 

background image

mogła podjąć. Tylko jedne miejsce, w którym chciała się znaleźć.
Mając jego erotycznie nasycony smak w ustach przysunęła się i położyła  głowę na jego ręce. 
Otuliła się ona wokół jej ramion przysuwając ją do niego. A ten kontakt – gorący, prawdziwy, Dev – 
odsunął strach na bok. Nie zaprotestowała, gdy owinął ich kołdrą przytuliła głowę do jego piersi. 
Jej palce owinęły się wokół szorstkich włosów na jego klacie. Ostatnią rzeczą jakiej była świadoma 
był jej puls.
Dev odsunął włosy Katy'i z policzka i wpatrywał się w jej śpiącą twarz. Jego oczy na dłużej zawisły 
na pełnej słodyczy ust. Głód i niewinność, to była cholernie mocna mieszanina. Jego ciało drżało na 
to wspomnienie, odmawiając jego pragnieniom, by zachować to wszystko pod kontrolą. Zacisnął 
zęby i wyszukał cały metal jaki był w domu.
Chłodny pocałunek żelaza i stali otarł się o jego umysł i wdarł się w członki. Nie starczy to na 
długo, nie gdy delikatna forma Katy'i z ufnością opierała się o niego – ale on skorzysta z tego 
spokoju dopóki go miał do swojej dyspozycji. Zobaczy, czy będzie mógł znaleźć odpowiedzi na 
niektóre swoje pytania w Sieci Cieni. Słyszał opowieści na temat Sieci Psi, że była niekończącym 
się polem czerni oświetlonym milionami białych gwiazd, z których każda odzwierciedlała umysł, 
ale była to koncepcja z której zrozumieniem miał problem.
Jak umysły mogły pozostawać całkowicie oddzielone?
Zamknął swoje fizyczne oczy i otworzył psychiczne wejście wstępując w zorganizowany chaos 
Sieci   Cieni.   Biorąc   ich   porównywalnie   mniejszą   liczbę,   „niebiosa”   tej   psychicznej   sieci     były 
mocno napięte biorąc pod uwagę bezkresną szerokość Sieci Psi, ale była to wiązanina kolorów i 
połączeń. 
Z miejsca, w którym stał mógł zobaczyć solidne więzi, które łączyły go z obiema parami dziadków 
– jego więź z babcią ze strony matki była najsilniejsza, ale był bez wątpienia połączony z całą 
czwórką,  a  te  dwie  pary  były również  połączone  ze  sobą  nawzajem,  choć  te  więzi  były  dużo 
słabsze.  Więcej   pasm   łączyło   go   z   wujkami,   ciotkami,   kuzynami,   przyjaciółmi.   Niektóre   były 
cienkie, inne silne, jeszcze inne na granicy przerwania się.
A potem, była ta dziwna, niemal niewidzialna czarna więź łącząca go z ojcem.
Wszystkie te połączenia i skrzyżowania sprawiały,  że Sieć Cieni była trudna do nawigowania. 
Większość ludzi podążała za liniami połączeń, aż znaleźli osobę, na której im zależało – a czasami 
nawet wtedy linie były tak zawiłe, że zlokalizowanie właściwej nici wymagało kilku prób. Ale ta, 
której Dev szukał widniała wyraźna niczym flaga – była jasno srebrna i twarda niczym tytan.
Jego babcia ze strony mamy nie przyjmowała żadnych bzdur od nikogo.
Uśmiechając się na myśl o kobiecie, którą pokochał od dnia, gdy po raz pierwszy otworzył oczy i 
zobaczył jak nad nim czuwa. Przemieścił się wzdłuż srebrnej nici i „zapukał” do drzwi jej umysłu. 
Odpowiedziała   chwilę   później.   Rozmowa   w   samej   Sieci   Cieni   była   trudna   z   powodu   ilości 
psychicznego „hałasu”, więc oboje zaczepili się w emocjonalnej linii, która ich łączyła tworząc 
bezpośredni łącznik rozmowy – i zapewniając im nie możliwą do naruszenia prywatność.
„Devraj.”   Energia   jego   babci   była   silna,   piękna,   miała   w   sobie   echa   kadzidełek   i   przypraw, 
krzemionki i stopionego żaru. „Trochę późno jak na rozmowę, beta.”
Jedynie jego babcia nazywała go „ukochanym dzieckiem” w języku jego matki. „Stwierdziłem, że 
pewnie i tak będziesz pracować nas swoimi projektami.”
„Szkło z wiekiem staje się coraz bardziej uparte. Dzisiaj  chciałam dokończyć witraż, tylko że 
czerwień odmówiła współpracy. Zamiast tego zrobiła się pomarańczowa.”
Był przyzwyczajony do sposobu w jaki opisywała swoje cenne szkło, tak jakby było istotą żywą. 
„Nadal nie przysłałaś mi mojego prezentu urodzinowego.”
„Bezczelny chłopak.” Psychiczna pieszczota dotknęła jego umysłu – był to pełen uczucia pocałunek 

background image

w czoło. „Dostaniesz to na co sobie zasłużyłeś.”
Roześmiał się. Możliwe, że teraz robił to jedynie tak naprawdę już z nią, z kobietą, która kochała 
go,   nawet,   gdy   on   siebie   nienawidził.   „Nani,   potrzebuję   twojej   rady.”   Powiedział   używając 
hinduskiego słowa określającego babcię ze strony mamy.
„W ciągu ostatnich kilku lat stąpałeś samotną ścieżką.”
„Tak.” Nigdy nie kłamał swojej babci. Może wstrzymywał niektóre mroczne sekrety, ale nigdy nie 
kłamał.
„Metal – wiem, że on utrzymał cię przy zdrowych zmysłach w czasie, gdy inne dziecko mogłoby 
się załamać.” Powiedziała. Ciepło jej miłości było niczym delikatny wiatr ocierający się o jego 
zmysły. „Ale musisz dostrzegać co on z tobą robi.”
Dev wiedział, że zaczynało być złączone z jego komórkami. Czasami jego umysł był tak chłodny, 
tak  bez skazy cichy,  że zastanawiał  się, czy w jego żyłach  płynęła  krew, czy coś dużo  mniej 
ludzkiego.   „Nie   mogę   przestać   sięgać   po  metal   bardziej   niż   ty  mogłabyś   przestać   kształtować 
szkło.”   Stal   i   żelazo,   miedź   i   złoto,   wszystkie   do   niego   wołały,   rezonowały   na   psychicznej 
częstotliwości, którą tylko on rozumiał. „To mi pomaga robić to, co muszę.”
„Rozumieć Psi?”
„Tak. I podejmować decyzje, które muszą być podjęte.”
Westchnęła. „Metal również się topi, beta. Nie zawsze jest twardy, nie zawsze jest zimny.”
„Na tym polega problem. Coś penetruje moje tarcze.”
„Bez twojej świadomej kontroli?”
„Tak.” Powiedział jej o Katy'i. „Jestem dyrektorem – nie mogę pozwolić sobie na tego rodzaju 
wyłom w tarczach.”
„Nie możesz.”
„Powinienem usunąć zagrożenie.”
„Masz na myśli, że powinieneś ją zabić.”
„Tak.”
Jego babcia nie była zszokowana. W młodości, była jednym z czołowych żołnierzy Zapomnianych. 
„Ta kobieta, ta Katya, ona gra na twoich słabościach.” Powiedziała teraz.
Krzyki Katy'i odbiły się echem w jego wnętrzu, pełne takiego terroru, że nie wiedział jak potrafiła 
to przetrwać. „Nie sądzę, by robiła to celowo.”
„Możliwe.” Zamilkła na chwilę. „Jeżeli jest uśpionym zamachowcem, możliwe, że była wybrana … 
nie, stworzona, by cię rozbroić. Twoja historia nie należy do powszechnej wiedzy, ale nie jest 
również całkowicie ukryta – możesz sądzić, że odmawiasz jej wejścia, ale twoja podświadomość 
najwyraźniej otworzyła dla niej drzwi.”
Coś ścisnęło się w jego wnętrzu wystrzeliwując ciernie w serce. „Jeżeli została zaprogramowana, 
by dostać się pod moją skórę, wykonali doskonałą pracę.” Wśliznęła się do jego wnętrza z taką 
ostrożnością, że stanowiła idealne ostrze w ciemności.
„Ach, Devraj, nie zachowuj się tak, jakby zrobili z ciebie głupca.” Puls pełnej miłości energii był 
równie znajomy jak paląca się krzemionka jej cennego szkła. „Cieszę się z twojego powodu.”
„Dlaczego?”
„Fakt, że natychmiast nie uderzyłeś w nią pokazuje, że nadal masz serce. A ja wolę byś miał to, niż 
był zimnokrwistym generałem, który nie myśli o niczym innym niż o władzy.”
„Jej umysł, sądzisz, że możesz być w stanie odkryć programowanie?” Jego babcia miała jedynie 

background image

zdolności przesyłania średniego zasięgu, ale była bardzo, ale to bardzo dobra w rozwiązywaniu 
psychicznych   węzłów   –   była   to   dziwna   umiejętność,   którą   Psi   w   Sieci   wydawali   się   utracić. 
Możliwe, że nie była to umiejętność, która była im potrzebna, teraz, gdy byli Cisi.
Ale była ona bardzo potrzebna Zapomnianym.
Nani była tą, która odwiązała wstęgi szaleństwa, które zniszczyły jego ojca. Wstęgi zawsze wracały 
– za każdym razem szybciej – ale teraz wiedzieli czego wypatrywać. Za pierwszym razem … Dev 
potrząsnął głową w pełnym siły odrzuceniu.
Przez sekundę, jego uwaga była rozdzielona między psychiczny i fizyczny aspekt jego natury, gdy 
Katya poruszyła się. Położył dłoń na tyle jej głowy i delikatnie ponownie ukołysał ją do snu, zanim  
wrócił do swojej babci.
„Musiałabym się z nią zobaczyć.” Jej psychiczny głos był czysty, ale nie był przez to mniej ostry. 
„Ale wiesz na czym polega problem – nie jesteśmy tacy sami jak Psi z Sieci. Mogę nie być w stanie 
wyczuć więzi, które są w niej zamknięte, a co dopiero głębszego poziomu programowania.”
„Nie   chcę   byś   jeszcze   tego   próbowała.”   Telepata   średniego   zasięgu   może   zrobić   wiele   szkód 
jednemu z Zapomnianych, który obniży swoje tarcze.
„Zadzwoń do mnie, jeżeli będziesz mnie potrzebować.” Kolejne psychiczne głaśnięcie. „Chcesz 
porozmawiać ze swoim nana?”
„Nie, niech śpi.”
„Wiesz, że on nigdy nie śpi, jeżeli ja czuwam. Uparty facet.”
Wysłał jej pocałunek na dobranoc zanim odłączył się z Sieci Cieni. Wrócił do swojego własnego 
umysłu   z   łatwym   ślizgiem   i   znajomą   prawdą.   Doskonale   rozumiał   jak   kobieta   leżąca   w   jego 
ramionach   czuła   się,   gdy  była   odcięta   od   aspektu   psychicznego.  To   musiało   być   podobne   do 
amputacji członka. Był to klaustrofobiczny terror.
Oczywiście, jeżeli mówiła prawdę.
Ta kobieta, ta Katya, ona gra na twoich słabościach.
Jak on mógł tego nie dostrzec? Było tak jakby ktoś wszedł w jego psychikę i stworzył kobietę, 
której on po prostu nie potrafił skrzywdzić, bez względu na to, że mówił sobie coś zupełnie innego. 
Nawet   teraz,   znając   prawdziwość   słów   babci   przebrzmiewającą   mu   przez   głowę   nie   potrafił 
odtrącić Katy'i … nie potrafił wysłać jej z powrotem w ciemność.
Jej dłoń rozłożyła się na jego klacie.
Wessał   powietrze   przez   zaciśnięte   zęby.   Był   zdrowym   mężczyznom   w   kwiecie   wieku   –   lubił 
kobiety, i przez większość czasu, kobiety lubiły jego. Ale nigdy nie czuł się tak blisko krawędzi, tak 
blisko utraty kontroli. W jego wnętrzu walczyło zbyt wiele emocji – włączając w to przesiąkającą 
go zaborczość, która jeszcze może oznaczać jego śmierć.
„Dev.” Poskarżyła się. „Przestań nadawać.”
Zamarł. „Słuchałaś moich myśli?” To powinno być niemożliwe. Nigdy nie był w stanie nadawać do 
kogokolwiek poza jego matką. A gdy umarła, ta jego część po prostu ucichła.
Potrząsnęła głową i palcami potarła zaspane oczy. „To jest jak bicie bębna o moją czaszkę – bam, 
bam, bam.”
Zaintrygowany przejechał palcami po jej włosach. „Skąd wiesz, że to ja?”
„To   sprawia   wrażenie,   jakbyś   to   był   ty.”   Ziewnęła   i   uniosła   rzęsy.   „Przyprawiasz   mnie   o   ból 
głowy.”
Powinien być skruszony. Zamiast tego przesunął się, by unieść się na ramionach mając jej szczupłe, 
ale niewątpliwie kobiece ciało pod swoim. Sprawiły to jej oczy, wielkie głębie proszące go o coś, 

background image

czego nigdy nie był w stanie dać – jej, komukolwiek. Zostawił tą część siebie za sobą, w skąpanym 
w słońcu dnia, gdy  obserwował jak jego ojciec zacisnął te zawsze tak ostrożne dłonie wokół gardła 
jego matki.
Cienie   poruszyły  się   w   tych   czystych   orzechowych   oczach,   świadomość   wybudziła   ją   ze   snu. 
„Dev.”
„Ćśś. Nic nie mów.” Zapewnił sobie to przez przejęcie jej ust, skradnięcie jej oddechu. Tym razem 
nie było delikatności. Przycisnął ją do łóżka, użył zębów na szyi i zacisnął pięść w jej włosach.
Tylko jeden pocałunek, pomyślał, tylko jeden.
A potem oplotła go rękami. A on pozwolił sobie, by wziąć jej tak wiele. Ich usta złączyły się w 
ciemnym zmysłowym połączeniu, każde westchnienie wypełnione było nie możliwą do uniknięcia 
prawdą – ta chwila, ten pocałunek, był skradziony. I o wiele za szybko, rzeczywistość z powrotem 
zagarnie ich oboje. A gdy tak się stanie, Dev albo będzie musiał zniszczyć jej delikatny uśmiech i 
rozerwać jej serce … albo zdradzić każdą obietnicę, jaką kiedykolwiek uczynił.

 ARCHIWUM RODZINY PETROKOV
List datowany na 4 marca 1972 r.
Drogi Matthew.
Dzisiaj wydarzyło się coś niezwykłego. Nadal nie jestem pewna, że w to wierzę. Catherine i Arif 
Adelaja po raz pierwszy od dekady pojawili się publicznie – razem z ich bliźniakami, Tendaj'em i 
Naeem. Chłopcy są nastolatkami. Są silni i dosyć piękni. I są Cisi.
Arif  wygłosił  przemówienie,  powiedział,  że  on i  jego żona  podjęli  … -  czekaj,  mam  pomysł. 
Załączę kopię odpowiedniej części jego przemówienia do tego listu. Gdy będziesz starszy da ci ona 
wgląd w dziwny świat, w którym przyszło ci dorastać, i na który przyjdzie na świat twoja siostra.
Tak  jak  wielu  z was,  Catherine  i  ja  straciliśmy  zbyt  wielu  członków  naszej  rodziny  z powodu  
szalejącej siły ich darów. Niektórzy po prostu rozpadli się pod presją, podczas gdy inni pękli w dużo  
bardziej pełen przemocy sposób, zabierając ze sobą nieskończoną liczbę kobiet, mężczyzn i dzieci.
Straciliśmy naszą córeczkę, niemowlę, w wyniku psychicznego wybuchu, który zniszczył bliskiego  
przyjaciela rodziny zamieniając ja w wrogie stworzenie, którego nikt nie mógł rozpoznać. Tilly była  
słodką delikatną kobietą, która kochała dzieci, a jednak pewnego dnia użyła swojej telepatii, by  
roztrzaskać umysł Margaret, gdy nasze cenne dzieciątko krzyczało, i krzyczało.
Tak naprawdę tego dnia straciliśmy dwoje ludzi. Margaret w wyniku szaleństwa Tilly, i Tilly z  
powodu jej własnego horroru i poczucia winy.
Odmawiamy   utracenia   kolejnych   ludzi,   których   kochamy.   Dlatego   pracowaliśmy,   by  
warunkowaniem usunąć emocje z naszych synów od momentu ich urodzenia. Możliwe, że część z  
was nazwie nas potworami, ale dzisiaj, nasze dzieci stoją obok nas żywe, w pełni kontroli swoich  
darów. Daliśmy im życie.
Rozumiem poczucie żałoby Arif'a – miałam jedynie dwadzieścia lat, gdy on i Catherine stracili 
Margaret,   ale   nigdy   nie   zapomnę   przeszywającej   go   agonii,   gdy  znalazł   swoje   biedne   słodkie 
dzieciątko. To go zniszczyło, zniszczyło ich oboje. Mężczyzna, którego dzisiaj zobaczyłam nadal 
nosi w sobie te emocjonalne blizny. Są tak głębokie i prawdziwe, że sam nie dostrzega paradoksu 
własnych słów. By ocalić tych, których kocha jest gotowy zniszczyć samą gotowość do miłości?
I jak to w jakikolwiek sposób może stanowić odpowiedź?
Mama.

ROZDZIAŁ 15

background image

Następnego ranka Katya bez wahania zaakceptowała propozycję Dev'a, by przejść się na spacer. 
Coś zmieniło się między nimi poprzedniej nocy – potrafiła to wyczuć głęboko w sobie. Subtelne 
pociągnięcie, ledwie sformułowaną więź.
Ale to nie ta zmiana ją martwiła.
Dev szedł obok niej, ale mężczyzny, który całował ją z pasją, która przeszywała ją duszę tam nie 
było. Był jedynie dyrektor, twardy, skupiony, nie możliwy do sięgnięcia, stały. Gdy obserwowała 
jak jego zęby zatapiają się w chrupiącej skórce czerwonego jabłka nie mogła powstrzymać się przed 
przypomnieniem sobie jak te same zęby otarły się o jej szyję, skubały jej ucho. A jednak wydawało 
się niemożliwością, że ten chłodny obcy był mrocznym zmysłowym mężczyznom, który wziął w 
posiadanie jej usta, aż w głębi duszy czuła się naznaczona.
„Może on wyświadczył mi przysługę.” Powiedziała, gdy cisza stała się zbyt przygniatająca.
„On?”
„Mężczyzna z cienia.” Pajęczyna w jej umyśle zapulsowała, było to nieustanne przypomnienie, że 
w końcu, była niczym więcej niż tylko marionetką. Jej ręka zacisnęła się w pięść. „Przez złamanie 
mojej Ciszy.”
„Są sposoby na to, by to zrobić bez jednoczesnego zniszczenia osoby.” Wyrzucił ogryzek na ziemię. 
Jego kurtka  była oprószona  śniegiem,  który spadł z  wiszącej  nad nim gałęzi.  „Chodźmy w tą 
stronę.”
Poszła za nim przez teren pokryty zanurzonymi w śniegu świerkami, ale jej umysł zwrócił się do 
środka. Po raz pierwszy od czasu, gdy się obudziła spojrzała głęboko do środka badając pasma 
kontroli   –   programowania   –   które   błyszczały  wokół   jej   psychiki.   Każde   z   nich   miało   zasieki. 
Wyrwanie ich zniszczy części jej samej, możliwe, że spowoduje nawet uszkodzenie mózgu. Łatwo 
byłoby się poddać – ale wybrała pozwolenie, by ten objaw brutalności poznał błyszczące płomienie 
jej gniewu.
A gdy dostrzegła ścieżkę nie zawahała się nią podążyć. Winorośle kontroli szarpały nią z każdej 
strony upuszczając   jej   krwi,   co  sprawiało  bardzo   prawdziwe  wrażenie.  Jej   kwaśny zapach  był 
obecny w jej nozdrzach, a gdy przedzierała się dalej zdeterminowana, by odnaleźć odpowiedzi, by 
odnaleźć siebie.
Dwa   kroki   później,   terror   wpłynął   do   jej   umysłu,   do   jej   serca.   „Dev.”   Zachrypnięta   prośba 
skierowana do mężczyzny, który wydawał się o świcie zamrozić własne serce.
Wziął ją za rękę, jego żar wchłaniał się w jej skórę, a przez krew także do komórek jej ciała. Terror 
nie zniknął, ale teraz już rozumiała. To był zaszczepiony strach, zaprojektowany, by powstrzymać ją 
przed   dotarciem   do   krańca   tej   drogi.   Zanim   dokończyła   swojego   zadania   jej   umysł   sprawiał 
wrażenie, tak jakby był skąpany w krwi, ale nie powstrzymało jej to.
I znalazła, zakopane tak głęboko, że było to równie mocno częścią jej samej jak bicie serca – jej 
połączenie   z   Siecią   Psi,   z   tłem   biologicznym,   które   powstrzymywało   jej   umysł   Psi   od   przed 
śmiercią. Spojrzała na solidną kolumnę światła, genialną i piękną, i zrozumiała, że nie oferowała 
ona sposobu na ucieczkę. Te połączenie wprowadzało ją bezpośrednio do tkaniny samej Sieci, ale 
nie był to tunel. Nie, to była najbardziej solidna tuba, jej jedynym celem było utrzymanie jej przy 
życiu. By się wydostać, faktycznie serfować po Sieci, musiałaby znaleźć przejście.
Już raz  próbowała to  zrobić, ale wtedy była  słaba  fizycznie, a jej umysł  był  w chaosie. Było 
prawdopodobne, że coś przeoczyła. Dzisiaj każdy krok stawiała z powolną celowością … i znalazła 
go. Psychiczne przejście ukryte za kilkoma warstwami przewodów z cierniami. Przełknęła i pchnęła 
ręce przez groźne zabezpieczenia i otworzyła je zaledwie na milimetr.
Czerń.

background image

Nie czerń Sieci, ale czerń tarczy. Wiedziała, że ta tarcza została stworzona przez jej oprawcę, że na 
pewnym poziomie łączyła się ona z nim. Ale … „To nie jest kontrola umysłu.” Powiedziała na głos. 
„To nie jest otwarte połączenie. To, by pobierało zbyt wiele energii.” Więc zamurował ją wewnątrz 
jej własnego umysłu, dał jej instrukcje i puścił ją wolno. „Nie wie tego co ja wiem, nie widzi tego  
co ja widzę.” Pięść zaciśnięta wokół jej serca rozluźniła się.
„Prawdopodobnie   jesteś   zaprogramowana,   by   skontaktować   się   z   nim,   jeżeli   odkryjesz   coś 
ważnego.” Ton Dev'a był płaski, gdy zatrzymał się przy małym przejaśnieniu oświetlonym przez 
promienie słońca. „To może być coś tak zwyczajnego jak rozmowa telefoniczna.”
Zamknęła   psychiczne   drzwi,   wycofała   się   tą   samą   ścieżką   i   całkowicie   powróciła   do   świata. 
Utrzymanie stóp na błyszczącym białym śniegu wymagało wysiłku, tak samo jak wmówienie sobie, 
że ona tak naprawdę nie krwawiła. „Nie sądzę, bym kiedykolwiek miała wyjść z tego żywa.”
Żyły na szczęce Dev'a stały się białe, od siły napięcia na kości. „Co zobaczyłaś?”
„Korzenie jego kontroli, są zakopane głęboko. Nie widzę sposobu, by je wyciągnąć – nawet jeżeli 
potrafiłabym wymyślić jak – bez zabicia się w trakcie tego procesu.”
„Musi mieć psychiczny klucz, by bezpiecznie to otworzyć.”
„Ale nie sądzę, by mi go dał.” Wsunęła ręce do kieszeni płaszcza zmrożona aż do samej duszy. 
„Więc skoro tak czy siak jestem martwa, wiesz co chcę zrobić?”
Dev po prostu obserwował ją tymi niesamowitymi oczami z cętkami bursztynu.
„Chcę podążyć za jedyną rzeczą jaka mi pozostała – za moim przeczuciem.”
„Co ono mówi ci, by zrobić?”
Spojrzała mu prosto w oczy mając nadzieję, że zrozumie, że da jej wolność. „Jechać na północ.”
Ale odpowiedział jej lód. Zimny, pusty … metaliczny.
Dev miał wszelki zamiar, by kontynuować ich rozmowę, ale wrócił do domu i odnalazł rozwiniętą 
sytuację. „Porozmawiamy o tym później.” Powiedział Katy'i.
„Nie ma zbyt wiele do omówienia. Wypuścisz mnie?”
„Znasz odpowiedź.”
„Powiedz to.” Zadrżała i zacisnęła ręce w pięści po bokach ciała.
Zły na nią za żądanie czegoś, czego nigdy nie mógł jej dać odpowiedział krótko. „Nie.”
Kilka minut później nadal czuł uderzenie jej wzdrygnięcia się. Przełączył pusty ekran komputera w 
tryb komunikacyjny wybierając numer Aubr'ego. „Maggie mówi, że szykuje nam się powstanie.”
Jego rozmówca przytaknął z ponurą miną. „Chodzi o młodych, dwudziestolatków, którym wydaje 
się, że wiedzą wszystko.”
„Są z Jack'iem?” Jego kuzyn stał po przeciwnej stronie ogrodzenia w stosunku do Dev'a przy 
większości krytycznych spraw dotyczących ich ludzi, ale do tej pory nigdy nie działał za plecami 
Dev'a.
Aubry potrząsnął przecząco głową. „Wygląda na jakiegoś rodzaju „radykalną” grupę studencką. Te 
zakichane gnojki nie są tak radykalne jak im się wydaje.”
„Podaj mi wersję skróconą.”
„Uważają, cytuję, że „nie ma potrzeby, by ich rodziny były związane ze Światłem”. Zgodnie z 
Beck'iem, pięknisiem prowadzącym tą grupę akademicką, jesteśmy „anachronizmem”, który nie 
spełnia żadnej roli w dzisiejszym społeczeństwie.” Prychnął. „Sądzę, że już czas, by pokazać im 
pieprzoną rzeczywistość – te torturowane dzieci ...”
„Nie.” Wściekłość nasyciła krew Dev'a, na przypomnienie dzieci Światła zagubionych z powodu 

background image

chłodnego logicznego zła Rady. Dzieci, które zostały zamordowane po prostu za to kim były.
Niezadowolona mina Aubr'ego przypominała czysty grzmot. „Dlaczego nie do cholery?”
„Nie użyję ponownie tych dzieci.” To była linia, którą narysował na piasku. Musiał ich użyć raz, by 
ocalić   te,   które   nadal   żyły.   To   zostawiło   w   nim   blizny.   Jeszcze   raz,   i   będzie   tak   daleko   po 
niewłaściwej stronie tej linii, że nie będzie dla niego odkupienia.
„Tak, dobra.” Aubry potarł dłonią po twarzy. Ten koszmar naznaczył też jego wspomnienia. „W 
takim razie co zrobimy z grupą Beck'a?”
„Damy im to czego chcą. Zdejmiemy ich z rejestrów Światła, damy im znać, że nie oczekujemy, by 
przybyli   nam   z   pomocą   jeżeli   zostaną   o   to   poproszeni.”   Ci,   którzy   posiadali   pieniądze   byli 
zobowiązani do dzielenia się nimi, ale większość zobowiązań polegała na świadczeniu usług.
„Dev” Aubry wyglądał na zmartwionego. „To tylko głupie dzieciaki – nie wiedzą jak wiele robimy, 
jak bardzo mogą potrzebować nas w przyszłości. A co z ich własnymi dziećmi? Niektóre geny 
recesyjne mogą zacząć pojawiać się znikąd.”
„Wiem. Ale nie stać nas, by być ich opiekunkami.” To była bezwzględna decyzja, ale on musiał 
skupić  się na tych,  którym mógł  pomóc,  mógł ocalić.  „Są wystarczająco dorośli  – jeżeli chcą 
odejść, daj im to.”
Aubry spojrzał mu w oczy. „Trudna miłość.”
„Nie zgadzasz się z tym?”
„Właściwie,  w  tym  przypadku,  zgadzam  się.”  Posłał  mu  ostry  uśmiech.  „Zobaczmy jak długo 
wytrzymają bez linii informacyjnej Światła.”
„Tak, tak, kracz cały czas na ten temat.” To Aubry był tym, który wpadł na pomysł ustanowienia 
linii informacyjnej prowadzonej przez starszych członków Zapomnianych. Ludzi, którzy między 
nimi, i ostatnią deską ratunku w postaci Dev'a i zarządu – mogli odpowiedzieć na praktycznie każde 
pytanie jakie mogą mieć potomkowie Zapomnianych.
„Będę, dzięki.” Oczy Aubr'ego zabłyszczały. „Sam miałem zmianę przy telefonach pewnej nocy i 
zadzwonił do mnie taki anonimowy dzieciak. Chciał wiedzieć, czy widzenie wszystkiego potrójnie 
było normalne.”
„Co mu powiedziałeś?”
„By sprawdził swoje oczy u okulisty i zadzwonił do mnie.”
Dev roześmiał się, ale dźwięk tego śmiechu był pusty. Nic nie mogło zelżyć imadła zaciskającego 
się wokół jego serca – ponieważ bez względu na to jak mocno próbował trzymać Katy'ę na dystans, 
metal nadal dla niej topniał, nadal palił się dla niej … dla kobiety, której nigdy nie mógł mieć. 
„Jeszcze coś o czym muszę wiedzieć?”
„Jack jest cicho – nie wiem jak długo to potrwa.”
Imadło zacisnęło się mocniej, wzmocnione kolejną warstwą emocji. „Rozumiem co nim kieruje.” 
Powiedział Dev wpatrując się w pokryty śniegiem obraz, który rozpościerał się za oknami. „Dużo 
trudniej jest grać na serio.”
„Fakt, że jest twoim kuzynem też nie pomaga.”
„Nie.” Dev przesunął dłonią po włosach. „Jeżeli jest cicho, pozwól by to na razie trwało. To nie jest 
właściwie problem, na który mamy odpowiedź.”
„Będziemy musieli coś szybko wymyślić. Albo istnieje szansa, że Zapomniani znowu się podzielą.”
„Wiem.” Odchylił się w fotelu z złapał błysk jasnego złota na swoim biurku … pasmo włosów 
Katy'i. Mógł przenieść je do swojego gabinetu na ciuchach, ale istniała szansa, że tu była. Niczego, 
by w ten sposób nie zyskała, ale Dev był doskonale świadomy tego, że nie powinna mieć prawa 

background image

poruszać się tak wolno. Niosło to z sobą możliwość sabotażu.
Odwrócił wzrok o złotego pasma i zmusił się, by wrócić uwagą do bieżących spraw. „Możesz mieć 
oko na tych studencików?”
„Tak. Zamieszczę ich dane w aktach – jeżeli zdecydują się na bycie samotnikami, musimy być w 
stanie wkroczyć, jeżeli będą mieli dzieci z aktywnymi genami Psi.”
„Od tego Światło zawsze było.” Od bronienia dzieci. I jeżeli to oznaczało śmierć naukowca Psi … 
Ręka Dev'a zacisnęła się na przycisku do papierów wystarczająco mocno, by pęknął.

ARCHIWA RODZINY PETROKOV
List datowany na 7 czerwca 1972 r.
Najdroższy Matthew.
Nie   za   bardzo   wiem,   co   napisać,   więc   może   po   prostu   powinnam   napisać   to   tak,   jak   się   to 
wydarzyło,   a   ty   sam   wyrobisz   sobie   własną   opinię.   Tego   ranka,   przez   najdziwniejszy   zbieg 
okoliczności poznałam Tendaj'a i Naeem'a Adelaj'ów.
Rodzina była umówiona, by przyjść do budynku rządu na spotkanie z Radą, a ochrona, jak możesz 
sobie to wyobrazić była bardzo ostra. Ich starszy brat Zaid, ma w sobie tyle bólu, ale jednak jest w 
nim również przekonanie. Jak tylko spojrzałam w jego oczy wiedziałam, że zrobiłby wszystko dla 
Mercur'ego. 
Ale wybiegam w przyszłość. Moja praca, jako asystentki Radnego Moran pozwala mi na pewne 
przepustki ochrony, choć nie jest wystarczająco wysoka, by teraz spotkać się z Adelaja'mi, gdy stali 
się tak ważni dla naszej rasy. Dzisiaj przyszłam szybciej do pracy, bo miałam do skończenia raport, 
i gdy przechodziłam przez portiernię zobaczyłam jak do windy, która jedzie na bezpieczny poziom 
wsiada trzech mężczyzn. Nic na ten temat nie sądziłam, aż ktoś zawołał mnie po imieniu.
A gdy się obróciłam, zobaczyłam Zaid'a, trzymającego otwartą windę. Pamiętał minie z czasów, 
gdy Adelaj'owie mieszkali na tej samej ulicy co ja i twój tata – zaraz po tym jak się pobraliśmy. 
Cóż, podeszłam do nich, i cała trójka chłopców wysiadła z powrotem do holu, i byliśmy w stanie 
porozmawiać przez parę minut przed ich spotkaniem.
Zaid … zawsze lubiłam Zaid'a. Był takim poważnym dzieckiem – wiedziałam w sercu, że nosi on 
brzemię   ogromnej   siły.  Teraz   przypomina   mi   żołnierza,   silnego,   zdeterminowanego,   dumnego. 
Obok niego jego bliźniaczy młodsi bracia wydawali się szczupli i tak zimni, że niemal mogłam 
wyczuć lud w ich oddechu.
Tendji wypowiadał się za ich obu – byli uprzejmi, dokładnie tak jak należy, nie można też było 
wątpić w ich inteligencję. A jednak miałam wrażenie jakbym rozmawiała z dwoma cieniami – było 
tak jakby brakowało w nich czegoś krytycznego.
Nie, nie opisuję tego właściwie. Nie brakowało, było martwe. Zabite. Tak jakby część nich przestała 
istnieć. Oczywiście niczego takiego nie powiedziałam, spędziłam większość tego krótkiego czasu 
rozmawiając z Zaid'em. Miałam nadzieję, że pewnego dnia odnajdzie spokój. Nie mogę dzisiaj się z 
tym kłócić. Biło od niego poczucie celu, które mówiło o pewnego rodzaju spokoju.
Jeżeli to prawda, w takim razie może ta Cisza ma szansę powodzenia. Ale Zaid, ze swoją odwagą, 
siłą i wolą nie jest przyszłością. Są nią bliźniaki. A oni są tak oddaleni od ludzkości, że obawiam się 
co tego rodzaju tok postępowania zrobi z dzikim pięknem naszej rasy. Czy Sieć Psi pewnego dnia 
stanie się ciemna, a nasze umysły zmienią się w zimne odosobnione gwiazdy?
Nie wiem. I to mnie przeraża.
Z wyrazami miłości, 
Mama.

background image

ROZDZIAŁ 16

Katya podskoczyła, gdy Dev wszedł do oranżerii, gdzie przeglądała archiwalne obrazy wiadomości 
w nadziei, że pobudzi to w niej nowe wspomnienia. Jego oczy powędrowały do mieszaniny w jej 
dłoni.
Żar wypłynął na jej policzki. Niemal rzuciła tym w niego, gdy wręczył jej to po swoim płaskim 
„nie” na temat udania się na północ. Teraz frustracja, gniew, pragnienie, to wszystko zwijało się w 
jej wnętrzu kradnąc głos. Jedyną rzeczą jaką mogła zrobić, było obserwowanie jego okiełznanej 
siły, gdy wszedł, by usiąść na kanapie obok niej. „Sieć Wiadomości.” Powiedział biorąc pilota. „To 
maszyna propagandowa Rady.”
Jej  paraliż  prysnął  pod wpływem  jego arogancji.  „Wcale  nie.”  Próbowała  odzyskać  pilota,  ale 
trzymał go poza jej zasięgiem. „Co robisz?”
„Masz.”  Jego ciało stanowiło linę ciepła u jej boku. Przełączył na nieznany kanał. „CTX jest tym 
co chcesz oglądać – to oni są tymi, którzy przekazali historię Ashay'i, i oni obecnie prowadzą serię 
programów na temat ostatnich publicznych aktów przemocy popełnionych przez Psi.”
Nie   była   w  stanie   odsunąć   się   od   niego   mimo   jej   błyszczącego   gniewu.  Patrzyła.   „To   bardzo 
energiczny przekaz.” Żaden reporter Wiadomości Sieci nigdy nie gestykulowałby tak dziko, a co 
dopiero mówić o używaniu tak emocjonującego języka.
„Hmm.” Dev sięgnął i skradł trochę jej mieszanki wrzucając ją do ust gładkim ruchem, który 
oderwał jej uwagę od raportu, który wydawał się być na temat jakiejś politycznej zawieruchy na Sri 
Lance.
Wzięła głęboki wdech i spróbowała się skupić. Ale zapach Dev'a – bogaty i dziki, z szczyptą 
smakującą   stalą   –   usadowił   się   na   jej   zmysłach   trzymając   ją   w   oczarowaniu.   Zerknął   na   nią 
dokładnie w tym momencie, i w trakcie pojedynczej zamrożonej sekundy, wszystko zatrzymało się. 
Dev przerwał ten elektryzujący kontakt zakładając rękę wokół jej ramion.
Opierała mu się. Ponieważ w tym ulotnym momencie dostrzegła w jego oczach tysiące cieni. „Co 
się stanie, gdy wrócimy do Nowego Jorku?”
„Później Katya.”
Potrząsnęła przecząco głową i obróciła się, by popchnąć go w klatę. „Udawanie skończyło się 
zeszłej nocy.” Z bolesną szczerością tego pocałunku.
Zacisnął dłoń na jej ręce trzymając ją na piersi, które tak bardzo chciała pogłaskać. „Jeszcze kilka 
godzin.” Powiedział z poważnym wyrazem twarzy, na której odmalowywały się niewypowiedziane 
sprawy. „Na prawdę chcesz to tak szybko zakończyć?”
Nie, pomyślała, nie chciała. Nawet jeżeli ich związek był równie kruchą konstrukcją składającą się 
z   nadziei,   które   nigdy  nie   przetrwają   ostrego   światła   dnia,   chciała   przywrzeć   do   niego   z   całą 
posiadaną siłą. Poddała się, i z powrotem oparła się u jego boku delikatnie kuląc palce na jego 
piersi, jej kolana ocierały się o jego uda, gdy usiadła z podkulonymi pod siebie nogami i stopami 
wskazującymi w przeciwnym kierunku.
Jej rozdartemu przez emocje umysłowi zajęło kilka sekund zorientowanie się w znaczeniu tego co 
mówiła reporterka na temat kłopotów w budynku stanowienia prawa Sri Lanki. „Ona mówi na 
temat Psi.” Szczęka jej opadła. „Reporterka mówi, że Psi zaatakowali budynek rządowy!”
Wolna ręka Dev'a spoczęła na jej kolanie. „Tylko czworo Psi.” Wymruczał. „Ale to o czworo 
więcej, niż miało prawo istnieć za panowania Ciszy.”
„To Shoshanna Scott!” Rozbłysk pamięci i pasm związanej z nią wiedzy. Poderwałaby się na równe 

background image

nogi, gdyby Dev jej nie trzymał.
Na ekranie, szczupła brunetka zaczekała aż reporter uciszy się, by wygłosić swoje oświadczenie. Jej 
jasno niebieskie oczy przykuwały uwagę w porównaniu z jej ciemnymi włosami i kremowo białą 
skórą. Istniał powód, dla którego Shoshanna Scott była publiczną twarzą Rady – miała wygląd tak 
delikatnej piękności, że ludzie zapominali, że Psi rządzili umysłami, a nie ciałami.
„To był incydent spowodowany Jax'em.” Zaczęła czystym głosem.
Katya nie mogła w to uwierzyć – jej wspomnienia, choć szczątkowe, mówiły jej, że Rada lubiła 
spychać problem narkotykowy Psi do najciemniejszego zakamarka.
„Psychologiczna słabość występująca u tych, którzy poddają się Jax'owi niestety nie jest genetyczną 
skazą, którą możemy wykryć za pośrednictwem skanów.”
„Pani   Radna!”  Wstał   niski   mężczyzna   z   sztywnymi   czarnymi   włosami.   Miał   oczy  rottweilera. 
„Krążą plotki, że ten incydent został spowodowany przez Psi, którzy poddali się emocjom. Jaka jest 
pani odpowiedź na te informacje?”
„To niedorzeczne założenie. Normalni Psi nie czują.”
„Sprytnie.” Wymruczał Dev przesuwając dłonią po jej udzie w pieszczocie, która roztrzaskała jej 
poczucie koncentracji. „Marginalizuje tą czwórkę efektywnie czyniąc ich nie-Psi.”
Wstał kolejny reporter, gdy Katya zdała sobie sprawę, że wyciągnął jej stopę spod jej ciała i położył 
ją na swoich nogach. „Dev ...”
„Ćśś.” Jego oczy nie opuszczały ekranu, ale palce nadal delikatnie przesuwały się po jej łydce. 
„Słuchaj.”
Zmusiła się, by powrócić uwagą do ekranu. Usłyszała jedynie ostatnią część najnowszego pytania.
„... Jax jest problemem dla Psi?”
„Dla słabych spośród naszej rasy, tak.” Odpowiedziała Shoshanna. „Niektóre osoby są wadliwi 
wewnętrznie.”
W tym momencie raport uciął wypowiedzi, a prowadzący przeprowadził krótką analizę. „Przyjęła 
mniej szkodliwą ścieżkę.” Powiedziała Katya. Jej skóra naciągnęła się mocniej w wyniku płynnych 
posunięć ręką Dev'a. „Przyznając, że Jax jest problemem dla naszej rasy, a nie, że Psi zaczynają 
łamać Ciszę.”
„Tak,   też   tak   sądzę.”   Jego   ręka   zacisnęła   się   wokół   jej   kostki   w   uchwycie,   który   krzyczał 
zaborczością.   „To   tak   naprawdę   nie   było   przyznanie,   prawda?   Każdy   wie,   że   niektórzy   Psi 
zażywają Jax. Ćpuny są trudne do przeoczenia.” Leniwe przesunięcie kciuka po jej kostce.
Jej   uda   zacisnęły   się   w   instynktownej   odpowiedzi,   którą   ledwie   rozumiała.   Wzięła   wdech   i 
spróbowała odnaleźć kolej myśli. „Ale to głębsza sprawa jest tak naprawdę interesująca – publiczna 
natura tych wybuchów.”
„Tych czworo nie było pierwszymi.” Powiedział. Jego oddech zmieszał się z jej, gdy ich twarze 
zbliżyły się do siebie. „Nie tak wiele miesięcy temu był przypływ podobnych incydentów. Będą w 
archiwach CTX.”
To powinna być zaskakująca informacja, ale … „Od lat pracowałam z Ashay'ą. Zawsze wiedziałam, 
że w jej Ciszy jest coś niedoskonałego.” A jeżeli była jedna taka osoba, dlaczego nie miałoby ich 
być więcej?
„Przestań.”
Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że głaskała go przez cienką warstwę bawełny jego koszulki. 
„Ja ...”
Jego ręka zacisnęła się w jej włosach. Pociągnął jej głowę do tyłu odcinając tym samym słowa. W 

background image

wyniku   tego   ruchu   wpatrywała   się   w   twarz,   która   równie   łatwo   mogła   należeć   do   jakiegoś 
zdobywcy z mrocznych lat wojny. 
Devraj Santos, pomyślała, dobrze udawał bycie cywilizowanym, ale po odarciu tego opakowania, to 
było tym, kim był w swoim wnętrzu. Twardy. Bezwzględny. Niemal całkowicie wyzbyty łaski.
„Takie wielkie oczy.” Wymruczał. „Nie wiesz, że nie powinnaś się bawić z tym, czego  nie jesteś w 
stanie poskromić. 
„Stwierdziłam, że mój status jako prawdopodobnego szpiega wroga uratuje mnie.” Powiedziała 
przez gardło, które stało się suche niczym pieprz. Tylko, że w jakiś sposób była rozłożona na jego 
kolanach, a jej serce biło w tym samym rytmie, co jego.
„Nikt nie powiedział, że nie mogę tego odbierać na oba sposoby.” Wymruczał tym swoim niskim 
ujmującym głosem. Jego usta dotknęły jej warg.
Intensywność tego dotyku sprawiła, że podwinęły jej się palce u stóp. „Nie możesz.” Ale jej ręka 
leżała na jego szyi, choć jak ośmieliła się dotknąć tak niebezpiecznego mężczyznę sama tego do 
końca nie wiedziała – bez względu na to na jak oswojonego się wydawał, nie był taki, i nigdy nie 
będzie.
„Nie?” Kolejny ulotny dotyk. Ręka, która leżała na jej nodze zacisnęła się na gardle.
„Nie.” Wyszeptała. „Albo jestem wrogiem, albo ...”
„Albo?” Possał jej dolną wargę. Był to drobny, ssący pocałunek.
„No właśnie.” Wypowiadała to łamiącym się głosem, serce pulsowało jej w każdym centymetrze 
skóry. 
Ponownie pocałował ją w ten przyprawiający o szaleństwo sposób sprawiając, że jej palce zacisnęły 
się na jego szyi, a ciało przywarło niemożliwie blisko. Coś błysnęło w jego oczach, przebłysk tego 
co wydawało się być złotem. A potem jego głowa pochyliła się, a ona zapomniała o wszystkim poza 
przyjemnością, która przelała się przez jej ciało.
Pocałował jej usta w powolnym, bardzo powolnym pocałunkiem. Doprowadzał ją do szaleństwa 
mimo że dawał jej dokładnie to czego pragnęła. Żar jego ciała był niczym fale dotykające jej ciała 
sprawiając, że bolały ja sutki. Nagle delikatna tkanina jej stanika stała się nie do wytrzymania. To 
sprawiłoby, że „normalny” Psi wycofałby się, wiłby się, by ponownie zainicjować warunkowanie. 
Ale Katya pragnęła doznań zmysłowych. Uczucia, że żyje, istnieje.
Tutaj z Dev'em nie było miejsca na szaleństwo, które prześladowało ją w tym pozbawionym światła 
i formy pokoju, gdzie temperatura nigdy się nie zmieniała, a nikt nie mówił do niej przez tak długi 
czas, że była gotowa poniżyć się dla jednej zwykłej ludzkiej życzliwości.
Zęby celowo zatopiły się w jej dolną wargę.
Otworzyła oczy i zobaczyła, że obserwuje ją błyszczącym spojrzeniem tygrysa, który dostrzegł 
swoją zdobycz. Gdy w końcu wypuścił jej mokre od pocałunku usta, pozostała w miejscu czując 
pod dłonią bicie jego serca. Jego skóra była gorąca i w jakiś sposób była intrygująco bardziej 
szorstka niż jej. Jego ciało było takie duże, takie silne, że blokowało cały świat. Jakby to było, 
gdyby przykrył ją tym surowym męskim żarem, i po prostu ją wziął?
Przeszły nią dreszcze.
Potarł kciukiem po wrażliwym wgłębieniu u podstawy jej szyi. „Góra czy dół?”
„Co?” Czyżby odczytał jej myśli.
„Góra czy dół?” Powtórzył delikatnie.
Nagle   stała   się   bardzo   pewne   tego,   że   był   w   jej   głowie.   Devraj   Santos   nie   był   tego   typu 
mężczyznom, na którym kobiety „uczyły się”. On nie tylko będzie brał, będzie również żądał, a 
jeżeli te żądania nie zostaną spełnione … Nie będzie łatwym kochankiem.

background image

Jego następne słowa udowodniły to.
„Chciałabyś, bym pocałował cię tutaj ...” Delikatnie przesunął knykciami po jej piersiach. „... czy 
nieco niżej?” Zacisnął dłoń na jej udzie.
Dev   wiedział,   że   powinien   przestać,   następnego   dnia   znienawidzi   go,   jeżeli   będzie   to   ciągnął 
jeszcze   dalej.   Ale   zeszłej   nocy   zużył   całą   swoją   samokontrolę.   Teraz   nie   byłaby   w   stanie 
powstrzymać go, żadna ilość metalu znajdującego się na ziemi. Pragnął jedynie rozebrać ją do naga 
i spróbować. „Jestem samolubnym draniem.”
Gdy na niego spojrzała, jej oczy były niemal czysto zielone. „Nie, jeżeli to ty będziesz całowany.”
Zamarł. 
Zanim mógł się z tego otrząsnąć ona już ściągała jego koszulkę. Jej zamiary były jasne. On nie 
zamierzał   się   kłócić.  Wypuścił   ją   jedynie   na   kilka   sekund,   które   były   potrzebne   by  rozerwać 
delikatną bawełnę nad jego głową. Zmienił pozycję, tak że teraz siedziała na nim okrakiem. Jej 
włosy były niczym brylanty w świetle wpadającym przez wielkie okna po jego prawej stronie. 
„Jestem twój.” Wyszeptał głosem zachrypniętym dzikością jego głodu. „Rób cokolwiek chcesz, 
cokolwiek na co masz ochotę.”
Rozłożyła palce na włosach znajdujących się na jego klacie. Szok tego dotyku powędrował prosto 
do jego penisa. „Chcę ...” Jej głos ucichł, gdy jej palce pieściły go, lekko, tak lekko, że jego całe 
ciało   wygięło   się   do   góry  błagając   o   więcej.   Zadrżała   i   pochyliła   się   do   przodu   …   a   potem 
potrząsnęła głową. „Nie.”
Niemal minutę zajęło mu ponowne odnalezienie głosu. A nawet wtedy był on szorstki jak żwir. 
„Jesteś pewna?”
„Co się stanie, gdy będę się upierać, by jechać na północ?” Jego ręką opadła przypadkowo zrucając 
tackę z mieszanką bakalii na podłogę.
A on wiedział, że czas iluzji skończył się. „Nie mogę cię puścić.”
Orzechowe oczy spojrzały prosto w niego. Zamiar, który był w nich zawarty był niemożliwy do 
pomylenia. „Możesz spróbować mnie zatrzymać. Ale nie uda ci się to.”
„Nie przywykłem do porażki.”
„Dev, ja nie mam nic do stracenia.” Słowa były ciche, ale jej wola – była niczym stalowy błękitny 
płomień. „Wiem, że spoglądam prosto w lufę broni, która wybuchnie mi w twarz. Więc jeżeli 
będzie   to   konieczne   odetnę   sobie   dłonie,   gdy  wyciągnąć   je   z   kajdanek,   złamię   kostkę,   zrobię 
wszystko, co będzie konieczne, by uciec.”
Te krwawe obrazy uderzyły prosto w niego, mocno, brutalnie, bez przebaczenia. Słyszał już kiedyś 
takie słowa. Od ludzi, w swojej starej jednostce wojskowej, gdy byli zamknięci, bez drogi wyjścia. 
Cała siódemka przetrwała – ponieważ nie obchodziło ich, czy będą żyli czy umrą. Lepiej odejść 
walcząc, niż żyć jako więzień wroga.
Katya zrobi dokładnie tak, jak powiedziała, jeżeli będzie próbował ją zatrzymać.
A on zrobi wszystko w swojej mocy, by ją zatrzymać. „Nadal stanowisz zagrożenie.” Powiedział 
wiedząc,   że   rozdziera   kruche   nowe   więzy   uformowane   między   nimi   uszkadzając   je   ponad 
możliwość naprawy. „Zrobię wszystko czego będzie trzeba, by cię uwięzić.”
Katya poczuła niemile widziane poczucie zaskoczenia.
Dev, zdała sobie sprawę, był z nią bardzo ostrożny. Sądziła, że wiedziała, ale on nie pokazał jej 
całkowicie bezwzględnej strony jego natury, aż do tego momentu. Choć jego głos był miękki, 
wszystko w nim mówiło, że wypowiedział niczym nie ubarwioną prawdę. Zamknie ją i wyrzuci 
klucz, jeżeli właśnie tego będzie trzeba.
A ona nie miała możliwości z nim walczyć.

background image

Odsunęła się od niego rozzłoszczona przez własną bezsilność, przez jej głupią nadzieję, że on 
zmieni zdanie. Jego ręce przez cień sekundy zacisnęły się na jej biodrach zanim, ją wypuścił. 
Przesunęła się na oddzielny fotel i skrzyżowała ręce wokół piersi. „Chcę zobaczyć się z Ashay'ą.” 
To była mała rebelia. Przypomnienie, że nie była w tym wszystkim, aż tak osamotniona jak się mu 
wydawało.
Nie założył z powrotem koszulki, opalony bóg w świetle słońca. „Nie wydawałaś się zbyt chętna, 
by z nią porozmawiać, gdy cię odwiedziła.”
„Wstydziłam   się.”   Nie   będąc   w  stanie   oderwać   oczu   od   jego   uzależniającego   piękna   wstała   i 
podeszła wpatrywać się z boku przez okno. „Wtedy nie rozumiałam dlaczego, ale teraz już to 
wiem.”
„Ona domyśliłaby się tego ...”
„To nie ma znaczenia!” Przeczesała włosy dłonią, które zaczęły jaśnieć pod wpływem zimowego 
słońca. Oparła czoło o szybę. „Muszę się z nią spotkać, powiedzieć jej co zrobiłam.”
Głos Dev'a wypłynął zaledwie centymetry za nią. „Przypomniałaś sobie więcej.”
„Śnię.” Takie okropne sny. „Ale ostatnia noc była inna – przez chwilę było tak, jakby zmazała 
zanieczyszczenia z szczególnych soczewek sprawiając, że wszystko było jasne i wyraźne.”
Z desperacją walczyła ze sobą i z pragnieniem, by odchylić się do tyłu, by raz jeszcze poddać się 
iluzji. „Fragmenty, ale wystarczy, bym wiedziała, że muszę o tym powiedzieć Ashay'i, ostrzec ją.”
Długa chwila ciszy przerwana jedynie przez ich oddechy. Okno zasnuło się mgłą zamykając ich w 
nieruchomej cichej enklawie. „Możesz stanowić zagrożenie dla jej rodziny, dla dzieci. Sama byłaś 
bardzo mocno przekonana, że nie chcesz do niej jechać, gdy wspomniałem to w klinice.”
Jej żołądek opadł. „Tak … tak, masz rację.” Nogi jej osłabły. Oparła się na szybie zamiast na nim, 
nie będąc pewna, czy dałaby radę po raz drugi się od niego odsunąć. Emocje stanowiły pętle tła nie 
kierującą się żadnymi zasadami, żadnymi granicami. Przerażało ją, jak bardzo polegała na tym 
mężczyźnie, który wydawał się niemal Psi w swojej umiejętności, by odciąć swoje emocje, gdy 
stawały się one niewygodne.
Zmuszenie się do myślenia mimo żywej świadomości jego osoby było niemal niemożliwie trudne, 
ale coś w jego słowach sprawiło, że parła do przodu. „Dev, powiedziałeś dla dzieci. Ashaya ma 
tylko syna.” Wyszeptała.
Solidne   ciepło   ciała   Dev'a   otuliło   ją,   gdy   mówił.   „Dwoje   dzieci,   które   byłe   trzymane   w 
laboratorium, gdy tam byłaś ...”
„Chłopiec i mała dziewczynka.” Taka młoda, taka bezbronna.
„Ashaya ich nie zabiła – pomogła im uciec.”
Panika uderzyła w nią. „Czekaj ...”
„Rada wie.” Powiedział jej. „Dzieci zostały adoptowane przez parę z Ciemnej Rzeki, a po ucieczce 
Ashay'i nie było potrzeby, by ich ukrywać.”
Emocje – ulga, zmartwienie, radość – otaczały ją z każdej strony. „Domyślałam się, że Ashaya ich 
wydostała, ale nigdy nie miałam pewności.” I nie zapytała o to, świadoma, że im mniej ludzi znało 
prawdę, tym lepiej. „Wydaje mi się, że zaczęłam uważać, że ponieważ nie byłam zaprogramowana, 
by  ruszyć   w   jej   stronę,   to   Światło   musi   być   jego   celem,   ale   prawda   jest   taka,   że   mogę   być 
zaprogramowana, by uderzyć w nią, albo w dzieci.” Dała radę powiedzieć przez chaos w jej ciele i 
umyśle. „Nigdy się tego nie dowiem, dopóki ten szczególny fragment programowania nie uaktywni 
się.” Jej ręka zacisnęła się tak mocni, że poczuła jak boli ją cała ręka. „Nienawidzę tego. Braku 
wiedzy na temat tego co jest w moim własnym umyśle.”
„Jak daleko byłabyś gotowa się posunąć, by to naprawić?” Zapytał Dev. W jego głosie znajdowała 

background image

się ciemność, która powinna ją przerazić.
Ale ona przeszła już ponad tego rodzaju strach. „Tak daleko jak będzie trzeba!”
„Opuściłabyś Sieć Psi?”
To ją powstrzymało.  Było  to pytanie, którego nigdy nie  rozważała. „Nie  mogę. Potrzebuję tła 
biologicznego zapewnionego przez moje połączenie z Siecią.” Psi, którzy utracili to tło biologiczne 
umierali w ciągu kilku minut. „Wiem – pamiętam – Sieć Cieni nie może już przyjmować Psi czystej 
krwi.”
Mięśnie na jego ramionach stały się twarde jak skała. „Nie sądziłem, że Psi wiedzą o tym.”
„Nie Psi … cóż, wydaje mi się, że Rada teraz o tym wie.” Otuliła się dłońmi zawstydzona tym, jak 
całkowicie   się   załamała,   jak   wiele   zdradziła.   „Ashaya   i   ja   dokonałyśmy   takiej   oceny.   To   był 
najbardziej prawdopodobny scenariusz. Musiałyśmy to wiedzieć, rozumiesz.”
„Tak.” Cisza. A potem fala żaru, tak jakby przysunął się o centymetr bliżej. „Jeżeli Sieć Cieni 
mogłaby wspierać Psi pełnej krwi rebelianci mieliby doskonałą drogę ucieczki.”
Katya przygryzła usta chcąc, by zniwelował ostatnią, milimetrową odległość, która była między 
nimi.   A   jednocześnie   nienawidziła   go   za   to,   że   obudził   w   niej   takie   pragnienie.   Bo,   w 
przeciwieństwie do Dev'a, nie wiedziała jak na nowo stać się chłodna. To pragnienie, ten głód, 
nigdy nie będzie w stanie po prostu go odłożyć do pudełka. Ale nie obróciła się, nie uderzyła go 
pięściami tak jak tego chciała.
„To nie było wyrachowane.” Powiedziała. „Jest po prostu tak wiele rzeczy, których nie możemy 
zrobić, dlatego że jesteśmy uwięzieni przez naszą potrzebę tła biologicznego. Gdybyśmy mogli to 
w jakiś sposób z neutralizować ...” Coraz więcej, i więcej jej wspomnień zaczynało wracać. Tak 
jakby jej umysł nabrał wystarczająco dużo energii, by mógł rozsunąć zasłony, nawet jeżeli tylko 
pasmo po paśmie.
„Problem w tym Katya, że Sieć Cieni doprowadziłaby większość Psi do szaleństwa. To chaos, który 
przybrał formę.” Powiedział, a jego usta przesunęły się po jej uchu w gorącej pieszczocie, która 
niemal ją złamała. 
„A co z tymi, którzy już są szaleni?” Zapytała dostrzegając kolejną bolesną prawdę. „Co z takimi 
jak ja?”

ROZDZIAŁ 17

Jack spojrzał w górę, gdy William wszedł do garażu. „Cześć dzieciaku. Co słychać?”
„Mam   pytanie.”  Wielkie   oczy   koloru   zielonego   mchu.  Will   wciągnął   się   na   swoje   zwyczajne 
miejsce na górze zamkniętej skrzyni na narzędzia.
„Tak?   Zadanie  domowe?”  Odłożył   staroświecką  piłę,  którą   zaczął  używać,   by  skrócić  długość 
drewna przygotowywanego do budowy domku na drzewie. Jack podszedł i kucnął przed swoim 
synem, zadowolony, że Will znowu zachowywał się bardziej jak on. Po ostatnim incydencie … „No 
to wal.”
Ale Will nie odpowiedział swoim zwyczajnym markowanym uderzeniem. Zamiast tego jego dolna 
warga zadrżała. „Skąd się wie, że jest się złym?”
Jack dotknął kolana syna, a strach był węzłem w jego gardle. „Zrobiłeś coś Will?” Minęły dwa 
miesiące   od   martwych   ptaków   na   ich   trawniku.   Nie   jednym,   nie   dwoma,   całymi   tuzinami. 
Wszystkie sprawiały wrażenie jakby po prostu spadły z nieba.
Will tego ranka obudził się krzycząc z przerażenia, a gdy Melissa utuliła jego drżącą postać, a Jack 
wyszedł na ciemną poświatę świtu, by udowodnić Will'owi, że to był tylko sen. zamiast tego znalazł 

background image

koszmar.  Ale  Jack  zakopał  ptaki,  zanim  całkowicie   się  rozjaśniło,  a  Will   nigdy o  tym   się  nie 
dowiedział.   „No  dalej,  synku.”   Powiedział   Jack  unosząc  małą   piąstkę  do  swoich  ust  po  pełen 
uczucia pocałunek. „Pobiłeś okno, czy coś?”
Will potrząsnął głową. „Nie. Jeszcze niczego nie zrobiłem.”
Coś w tych słowach sprawiło, że serce Jack'a oblał chłód. „Sądzisz, że coś zrobisz?”
„Jestem zły.” Wyszeptał Will. „Jestem zły w środku.”
„Nie, Will,  nie  jesteś.”  Nie  pozwoli,  by  jego  syn,  jego cenne  dziecko,  stało  się  ofiarą  swoich 
własnych darów. „Jesteś dobrym chłopcem.”
Ale łzy wypełniły oczy Will'a. „Pomóż mi tatusiu.”

ROZDZIAŁ 18

A co z tymi, którzy już są szaleni? Co z takimi jak ja?
Pytanie   Katy'i   prześladowało   Dev'a,   gdy   kończył   pracę   tej   nocy   próbując   wykończyć   się,   by 
spróbować zapomnieć o delikatnym żarze jej dłoni, jej pełnym ciepła ciele. Ale ćwiczenia fizyczne 
niewiele pomogły, by uśmierzyć jego frustrację. Był zły na sam los – poco wprowadził Katy'ę do 
jego życia, jeżeli on miał jedynie ją zniszczyć?
„Dev.”
Spojrzał w górę wyczuwając jej przyjście. „Co tutaj robisz?” Trzeba było całej jego kontroli, by 
zostawił ją w spokoju tego popołudnia zamiast przycisnąć do szyby i wziąć ją w każdy sposób 
jakiego wymagało jego ciało … a potem zrobienia tego jeszcze raz. „Wracaj do łóżka.” Bo on nie 
mógł sobie zaufać. Nie po dwukrotnym odejściu, a teraz jeszcze z sekretnym kocem nocy, która 
ukrywała ich przed światem.
„Muszę cię o coś zapytać.” Weszła do siłowni. Przyszła na boso, aż byli oddzieleni jedynie o cień 
kroku.
Jego palce zwinęły się w dłoniach, gdy spojrzała na niego rozświetlonymi oczami. „Myślałam o 
tym co wydarzyło się dzisiejszego popołudnia.”
„Katya ...”
„Nie, teraz moja kolej, by mówić.”
Przytaknął krótko nie będąc w stanie mówić z powodu pragnienia tkwiącego mu w gardle.
„Zdecydowałam, że byłam krótkowzroczna.” Powiedziała. „Chcę ...”
„Nie.” Zacisnął szczękę i ruszył, by przejść obok niej.
Powstrzymała go dłonią na ramieniu. „Jeszcze nie wiesz, o co chciałam ciebie zapytać.”
Pchnął jej plecy o ścianę, i ku własnemu zaskoczeniu zacisnął dłoń w jej jedwabistych miękkich 
włosach. „Wiem co kobieta ma na myśli, gdy patrzy na mnie w ten sposób.” A jego ciało byłoby 
bardzo zadowolone, by odwzajemnić jej pragnienie. Tylko, że on nie mógł jej tego zrobić. Nie 
miała pojęcia o co prosiła, co ryzykowała. 
Tego popołudnia, był pijany od hormonów, ale jeżeli zrobi to dzisiaj, będzie to świadomy wybór, 
który będzie go zawsze prześladował. „Odpowiedź brzmi nie. I będzie tak brzmiała.”
Rumieniec   koloru   na   jej   policzkach.   Była   tak   cholernie   niewinna,   że   wyzwał   się   każdym 
przekleństwem jakie istniało, za to, że pozwolił, by to zaszło tak daleko. Ale potem rozchyliła usta, 
a on zupełnie nie pamiętał co chciał powiedzieć.

background image

„Dlaczego nie?” Nalegała. „Między nami jest jakieś połączenie.”
Jedynym co był w stanie zrobić, było nie wzięcie tego co oferowała. Jego penis pulsował razem z 
każdym uderzeniem serca, twardy i boleśnie gotowy, by ją wziąć, naznaczyć. „Byłaś kiedykolwiek 
z mężczyznom, Katya?”
„Wiesz, że nie.”
Tak, wiedział. Psi nie wierzyli w tak intymną przyjemność. „W takim razie pozwól, że coś ci 
powiem – gdy to zrobimy, nie doświadczysz jedynie fizycznych odczuć.”
Jej spojrzenie było spokojne, ale ponieważ byli przyciśnięci tak blisko siebie, poczuł delikatne 
dreszcze, które wdarły się do jej ciała. „Będę się czuła bardziej z tobą związana.”
„To jedno z możliwych określeń.” Nie mógł odpuścić, nie mógł się wycofać. „Tego popołudnia 
nauczyłaś się, by trochę mnie nienawidzić.”
Nie odpowiedziała mu.
„Powiedz mi.”
„Tak.” Powiedziała z napiętą szczęką. „Tak.”
Poczuł się tak, jakby bicz uderzył w jego serce, mimo tego, że już o tym wiedział. „Jeżeli to 
zrobimy, jak sądzisz jak mocno będzie to boleć, gdy będę musiał wrzucić cię do celi.”
Wzdrygnęła się wyraźnie. „Wiem, że sprawy między nami się zmienią. Jestem na to gotowa.”
Byłoby tak łatwo, tak bardzo łatwo pozwolić jej namówić go na to. „Jesteś?” Powiedział z ustami 
na jej wargach. „Czy masz po prostu nadzieję, że oszczędzę ci życie, jeżeli będziemy się pieprzyć?”
Jej całe ciało zesztywniało z powodu tego celowo brutalnego zdania. „Puść mnie.”
Zamiast tego złapał ją za biodro. „Nienawidzisz już mnie wystarczająco mocno, czy ...”
„Dopiąłeś swego!” Popchnęła pełnymi złości dłońmi w jego klatę. „A teraz mnie puść!”
Usłyszał jak głos jej się załamał, jego też to złamało. „Boże dopomóż, ale nie potrafię.” Przyciągnął 
ją do siebie i mocno ściskał. 
Nie przestała z nim walczyć, aż do momentu, gdy wyszeptał. „Ćśś. Trzymam cię.”
Zamilkła na chwilę. „Powiedziałeś już to do mnie wcześniej.” Jej ręce otuliły się wokół niego. Jej 
głos był drżącym szeptem. „Tej nocy ocaliłeś moje życie.”
Słowa, że było to życie, którego nie mógł dłużej chronić, zostały niewypowiedziane.
Gdy opuścili się na podłogę oparł się o ścianę i trzymał ją tak blisko jak tylko leżało to w ludzkiej 
możliwości. Siedzieli w ten sposób godzinami, aż świt przepełznął przez horyzont.

ROZDZIAŁ 19

„Sytuacja w Sri Lance, byłeś za nią odpowiedzialny?” Zapytała Shoshanna Henr'ego. Przez lata 
stanowili zespół pracując razem, by zwiększyć ich połączoną władzę w Radzie, ale on zmienił się 
po incydencie z prototypem implantu Ashay'i Aleine. Była pewna, że odniósł uszkodzenie umysłu, 
gdy implant zaczął mieć awarię, ale zamiast pogorszyć jego stan, cokolwiek się stało uwolniło inną 
część jego osobowości – tą, która mogła prowadzić do ich upadku.
„A nawet jeżeli tak było?” Siedział naprzeciw niej z ciemnymi oczami nie zawierającymi wyrazu.
Sprawdziła swoje tarcze, by zapewnić, że były mocno zamknięte. Henry był telepatą, 9,5 stopnia na 
skali. Mógł przejść przez jej umysł z prędkością światła. Zadowolona, że nadal była bezpieczna, 
rozsiadła się we własnym fotelu. „To nie byłeś ty.” Powiedziała powoli. „Jesteś mądry. Uczysz się 

background image

na własnych błędach.” Nigdy tego nie potwierdził, ale wiedziała, że stał za publiczną przemocą 
dokonywaną przez Psi około dwóch miesięcy temu. Przemocą, która prowadziła do odnowienia 
poparcia   dla   Ciszy.   „Biorąc   pod   uwagę   sposób   funkcjonowania   Sieci   Psi,   przemoc   jedynie 
powoduje więcej przemocy. A ty chcesz, by Cisza nadal działała.”
„Nie tylko działała, moja droga.” Powiedział, wypowiadając pozbawione znaczenia zdrobnienie. 
Oboje nauczyli się używać takich drobnych „humanizmów”, by wydawać się milszymi dla ludzkich 
i zmiennokształtnych mediów.
„Nie?”
„Nie, chcę, żeby ona pochłonęła całą Siec, aż nie będzie nawet szeptu o różnicy zdań.”
Czysta Cisza była tym, czego pragnęła również Shoshanna, ale … „A co z Radą?”
„Czysta Cisza wyeliminuje potrzebę posiadania Rady.” Spojrzał jej w oczy. „Wszyscy będziemy 
myśleć jednym umysłem.”
„To niemożliwe.” Po raz pierwszy zastanawiała się, czy Henry posunąłby się tak daleko, by ją zabić 
w celu osiągnięcia swoich zamierzeń. „Bez implantu, który by nas zjednoczył, jesteśmy zbytnimi 
indywidualistami, by stworzyć uniwersalny umysł.”
„Okaże się, że jedno z nas miało rację, a drugie nie. Poczekamy, zobaczymy.”
Przytaknęła powoli przesuwając rozmowę do prawdziwego powodu, dla którego poprosiła o to 
spotkanie. „Jesteśmy silniejsi razem, niż oddzielnie.”
„Tak.”
„W takim razie nadal pozostajemy zespołem?”
„Nie. Pozostajemy dwoma Radnymi z wspólnymi celami.”
Nie było to coś, do czego słyszenia z ust Henr'ego przywykła. Jednakże, było to dużo lepsze niż ich  
obecna sytuacja. „Zgoda.”
„Sądzę, że Nikita może mieć coś w rodzaju podobnej zgody z Radnym Krychek'iem.”
„Nikita zawarłaby umowę nawet z Szatanem, gdyby on istniał, jeżeli tylko zwiększyłoby to jej 
zyski biznesowe.”
„A ty nie?”
„Oczywiście, że tak.” Wstała z krzesła. „W ten sposób stałam się Radną.”
„Czy byłaś w stanie porozmawiać z Ming'iem?”
„Wie, że wykorzystaliśmy prototypy implantu bez autoryzacji. Nie zostanie przeciągnięty na naszą 
stronę   bez   znacznego   wysiłku.”   Zamilkła   na   chwilę   zastanawiając   się,   czy   podzielić   się   tą 
informacją, i zdecydowała się, by właśnie tak zrobić. „Nie sądzę, by wszyscy naukowcy zginęli, 
gdy laboratorium implantów wybuchło.”
„To   wysoce   prawdopodobne.   Ming   nie   zmarnowałby   tak   wiele   potencjału,   nawet   by   dobitnie 
podkreślić swoje racje.”
„Możliwe, że sam rozwija implant.”
„Znajdziemy go, zanim skończy.” Powiedział Henry z pewnością siebie. „Tego rodzaju sekret jest 
niemal niemożliwy do utrzymania. Nawet ty tego nie potrafiłaś.”
Henry czekał na jej odpowiedź. Pozwoliła mu na to.
W końcu wstał i podszedł, by stanąć przed nią. Wyskoki mężczyzna z mahoniową skórą, które 
ludzkie media określiły jako „patrycjuszowską”. Jej to nie interesowało, obchodziła ją jedynie jego 
mentalna i polityczna siła. 

background image

Dowiódł jej teraz mówiąc: „Sri Lanka wydarzyła się naturalnie – tarcza w tamtym regionie wahała 
się.” 
Tarcze, jak Shoshanna dobrze wiedziała, były niezbędne do funkcjonowania Sieci Psi. Ponieważ 
tarcze rodziły się, a nie były tworzone, były identyfikowane w czasie młodości i trenowane, by 
używać swoich umiejętności do łączenia się z Siecią, by zapewnić jej stabilność. Ale ci wyjątkowi 
Psi mieli również nawyk spektakularnego zawodzenia – w ostatnich czasach dysproporcjonalnie 
duża liczba zabójców seryjnych pochodziła z grupy tarcz. 
„Musimy  poruszyć   ten   temat   na   następny  spotkaniu   Rady?”  W  niektórych   sprawach   lepiej   ze 
względów politycznych, było wykazać się inicjatywą.
„Zająłem się tym.”
„Henry, potrzebujemy tarcz.” Oni nie mogli po prostu być zrehabilitowani, jak inni, którzy się 
załamali.
Rehabilitacja pozostawiała umysł w bardzo niewielkim stopniu, a tarcze potrzebowały tego umysłu, 
by wykonywać swoją pracę.
Wyraz twarzy Henr'ego nie uległ zmianie. „Mógł zostać wzięty pod kontrolę z małym rozsądnym 
telepatycznym przeprogramowaniem.”
„To mogło załamać jego umysł.”
„Wiem co robię – miałem w tym pewną praktykę.” Wpatrywał się w nią. „Jeżeli uda nam się to, 
będziemy mieli tarczę, która jest z nami związana. Ta część Sieci będzie pod naszą kontrolą.”
A jeżeli im się nie uda, nikt o tym nie będzie widział. „Potrzebujesz mojej pomocy?”
„Nadal zamydlaj oczy mediom. Ja zajmę się resztą.”
Gdy Henry opuścił jej biuro Shoshanna podsumowała to spotkanie. Ich wcześniejsza relacja była 
dla niej korzystniejsza, ponieważ Henry stosował się do większości, jeżeli nie do wszystkich, jej 
rozkazów. Jednakże – jeżeli Henry nadal będzie zachowywał się racjonalnie – ich nowe partnerstwo 
wróżyło nawet większymi owocami.
Henry   mógł   nie   chcieć   rządzić,   ale   ona   owszem.   Wiedziała   również   jak   zająć   się   zbędnymi 
przedmiotami, gdy spełniły już swoje zastosowanie.

ROZDZIAŁ 20

Dev nadal potrafił wyczuć delikatną krągłość ciała Katy'i przytulonego do niego, gdy wpuścił ją do 
mieszkania na dwunastym piętrze budynku Światła. Jazda na Manhattan była właściwie cicha, ale 
nie popełnił błędu myśląc, że poddała się w swoich planach ucieczki – jechania na północ.
Gdy położył jej torbę, oczy powędrowały jej do drzwi. „Zamkniesz mnie tutaj, prawda.” To nie było 
pytani, choć było tak sformułowane. 
Uderzyło go to w niego mocno, był to cios zadany dwoma pięściami – ponieważ bez względu na 
jego świadomość, że do jego życia wprowadziło ją kalkulowane zło, Katya nadal przedzierała się 
przez jego systemy obronne niczym skalpel zostawiając go obnażonego. „Nie mogę pozwolić, byś 
była poza kontrolą Światła.” Mogła być zaprogramowana, by odnaleźć i zniszczyć akta, informacje, 
konkretne osoby.
„Masz  na   myśli  poza   twoją  kontrolą.”   Jej   szczęka   zacisnęła  się,   jej  delikatna  struktura   kostna 
zdefiniowała się pod skórą, która zaczynała zyskiwać delikatną złotą poświatę zdrowia.
„Tak.” Niczego nie zyska kłamstwem. „Moi ludzie są najważniejsi – to coś o czym nigdy nie 
możesz zapominać.”

background image

Obróciła się do niego plecami, gdy podeszła w stronę okien. „Jak długo zamierzasz mnie tutaj 
trzymać?”
Włożył obie ręce do kieszeni spodni walcząc z instynktem, by zlikwidować tą odległość, by ująć ją 
w ramiona, tak jak zrobił to w Vermont. „Na razie – przynajmniej przez tydzień.”
„To nie jest odpowiedź Dev.”
„Znasz odpowiedź.” Wpatrywał się w szczupłą linię jej pleców starając się siłą woli zmusić ją, by 
spojrzała na niego, by sprawiła, by w mniejszym stopniu czuł się jak potwór. „Zawsze znałaś 
odpowiedź.”
Przycisnęła płasko dłoń na szybie. „Będziesz mnie tu trzymał tak długo jak będzie trzeba. Nawet 
jeżeli będzie to trwało lata.”
Całkowita pustka przebrzmiewająca w jej głosie była niczym kopniak w brzuch. Po raz pierwszy, 
brzmiała   jak   jeden   z   Psi.   Tak   jakby   coś   w   niej   zniszczył.   „Nie   potrwa   to   tyle.”   Powiedział. 
„Będziemy   mieli   odpowiedzi   raczej   szybciej,   niż   później.”   Uruchomił   w   tej   grze   każdy   z 
posiadanych przez siebie kontaktów.
„A potem co?” W końcu obróciła się, by na niego spojrzeć. Jej oczy były równie puste jak jej głos. 
Kobieta,   która   przyszła   do   niego   zeszłej   nocy   po   prostu   …   znikła.   „Tak   długo   jak   jestem 
podłączona do Sieci Psi stanowię zagrożenie. A nie ma sposobu na to, by wyciągnąć mnie z Sieci. 
To sytuacja patowa.”
Dobrze ponad godzinę później Dev pchnął drzwi do innego mieszkania. Miał zamiar udać się tutaj 
zaraz po tym jak pokaże Katy'i jej pokój, ale nie był w nastroju, by rozmawiać z dzieckiem, które 
przeszło traumę. Nie, gdy sam czuł się jak zwyrodnialec.
Jego usta zacisnęły się w cienką linię. To nie był zbieg okoliczności. Nani miała rację – ktoś włożył 
sporo   przemyśleń   w   stworzenie   Katy'i,   dając   jej   słabości,   zaprogramowane,   by   grać   na   jego 
najgłębszych instynktach. Mógł sobie poradzić z oślizłymi sprzedawczykami i zdrajcami bez utraty 
snu, nawet z tymi, którymi kierowała nienawiść innych. Ale miał wielki pieprzony słaby punkt, gdy 
chodziło o kobietę, która była pobita i skrzywdzona. 
Ta wiedza powinna zneutralizować jego reakcję na kobietę zamkniętą w mieszkaniu na dwunastym 
piętrze, ale jedynie sprawiała, że był świadomy głębi swoich słabości.
„Dev.”
Uniósł   głowę   na  dźwięk   głosu   Glen'a.  Zerknął   w  stronę   otwartego   przejścia   po   lewej   stronie. 
„Dzieciak jest tam?”
Glen delikatnie przytaknął. „Przenieśliśmy go tutaj, gdy zaczął odzyskiwać przytomność. Tutaj jest 
bardziej domowo, niż w klinice.”
„To   dobrze   –   ale   masz   przy   nim   strażników?”   Dev   nie   martwił   się   fizyczną   siłą   dziecka   – 
zmartwień przyprawiał mu plan psychiczny. Niektóre z umiejętności Nowego Pokolenia mogły być 
śmiertelnie groźne.
„Tag   jest   tutaj.”   Powiedział   Glen.   „Zdałem   sobie   sprawę,   że   by   go   kontrolować   będziemy 
potrzebowali innego telepaty.”
Dev   już   wyłapał   echo   wyróżniającej   mentalnej   energii   Tag'a.   Jednego   z   bardzo   niewielu 
prawdziwych telepatów w Sieci Cieni. Miał on naprawdę straszliwe dzieciństwo. Niektórzy mówili, 
że to cud, że nie oszalał. Dev nie sądził, by miało to cokolwiek wspólnego z cudami – Tag był po 
prostu cholernym twardzielem. „Chłopiec powiedział ci cokolwiek innego?”
Glen potarł twarz wyglądając na tak wymizerowanego, jak Dev jeszcze nigdy go nie widział – tak 
jakby waga doświadczenia groziła przytłoczeniem go. „Glen?”
„Ten chłopiec – Cruz jest więcej niż tylko trochę uszkodzony.” Zaczął doktor. „Leki, na których go 

background image

trzymali blokowały ścieżki psychiczne, ale zablokowały również jego rozwój.”
„Cholera.” Tak jak w przypadku Psi, w zależności od głębi ich genetycznego dziedzictwa, wielu 
Zapomnianych nie reagowało zbyt dobrze na leki. „Uszkodzenie umysłu?” Dzisiaj lekarze mogli 
naprawić cholernie dużo, ale nawet oni nie mogli uleczyć komórek mózgowych, po tym jak zostały 
one uszkodzone.
Ku jego uldze Glen potrząsnął przecząco głową. „Nie. Nic nie dolega jego intelektowi – to jego 
psychiczny rozwój został poważnie uszkodzony.”
„Nie jest tak silny, jak mógłby być?”
Ponownie, Glen zaskoczył go potrząsając przecząco głową. „Dzieciak jest poza skalą. Tag mówi, że 
ma poziom kardynalny.”
Dev wziął zaskoczony wdech. „To nie powinno być możliwe.” Kardynalni byli rzadkością, tak 
wielką rzadkością, że choć można było wybaczyć ludziom inne myślenie biorąc pod uwagę ostatni 
wysoki profil dwójki kardynalnych uciekinierów z Sieci. Ale Sascha Duncan i Faith NightStar były 
częścią bardzo, ale to bardzo ekskluzywnego klubu. Na całym świecie, było wiele milionów Psi. 
Ale jeżeli wśród nich było choć pięć tysięcy kardynalnych, byłoby to więcej niż Dev mógłby się 
tego   spodziewać.   „Nie   może   mieć   kardynalnych   oczu.”   Białe   gwiazdy   na   czarnym   tle,   oczy 
najbardziej mocno utalentowanych Psi były zarówno dziwne, jak i zaskakująco unikalne.
„Nie – ma ludzkie oczy.” Potwierdził Glen. „Jego struktura genetyczna jest mieszana, tak jak reszty 
z   nas.  Ale,   gdy   Tag   opuści   tarcze,   którymi   osłania   Cruz'a   moc   chłopca   uderzy   w   ciebie   jak 
huragan.”
Dev zignorował to oczywiste zdanie. „Chcesz mi powiedzieć, że chłopiec w ogóle nie ma własnych 
tarcz?”
Worki pod oczami Glen'a wydawały się jeszcze powiększać. „Tak. I choć może być mieszanej krwi, 
ma fenomenalną ilość aktywnych genów Psi, tak wiele par recesywnych ...” Glen potrząsnął głową. 
„Tak długo jak był na lekach jego psychiczne ścieżki były zablokowane, ale gdy jest z nich zdjęty 
stają one całkowitym otworem.”
„Cholera.”   Dev   przejechał   rękami   przez   włosy   szybko   rozważając   i   porzucając   różne   opcje. 
„Oszaleje, jeżeli nie znajdziemy sposobu, by dać mu stałą ochronę.”
„Rozważałem delikatniejszą dawkę leków.” Powiedział Glen. „Choć nienawidzę dozowania dzieci 
czymkolwiek.”
„Ale?”
„Ale   te   leki   właściwie   zmieniają   go   w   zombie.”   Zerknął   w   stronę   przejścia.   Współczucie 
odmalowywało się w każdej zmęczonej linii jego twarzy.
„Czy on rozumie co się stało?”
„Tag nie był w stanie do niego dotrzeć – Cruz prawdopodobnie widzi w nim strażnika więziennego, 
więc nie jest to zbytnio zaskakujące.”
Dev cofnął się w duchu pamiętając obrócone plecy Katy'i i jej pusty głos. „Porozmawiam z nim. 
Czy jest jeszcze coś co powinienem wiedzieć?” Odsuwając wszystko poza Cruz'em na tył umysłu 
zdjął marynarkę, a potem rozwiązał i zdjął krawat, zanim rozpiął górne guziki koszuli i podwinął 
rękawy. Nie było sensu wchodzić do pokoju dziecka wyglądając jak szkolny dyrektor.
„Z tego co byliśmy w stanie się dowiedzieć nie ma on rodziny – zespół Aryan'y namierzył go w 
Sieci Cieni.”
„Dlaczego   nie   wyłapaliśmy   go   wcześniej,   jeżeli   jest   podłączony?”   Nie   każdy   Zapomniany 
potrzebował tła zapewnianego przez Sieć Cieni – tak jak wiele innych rzeczy zależało to od ich 
skomplikowanej   struktury   genetycznej.   „Właśnie   dlatego   ciągle   prowadzimy   te   seminaria,   by 

background image

dorośli wiedzieli, że mają szukać młodszych, którzy mogą potrzebować pomocy.”
„Ponieważ nikt nie mógł go „zobaczyć”. Chłopiec jest całkowicie odizolowany.” Odpowiedział 
Glen.
To, jak wiedział Dev, powinno być niemożliwe. Każdy miał kogoś, z kim czuł się związany, nawet 
jeżeli ta więź była niezdrowa, a żadna ze stron by jej świadomie nie wybrało. „Jasna cholera.” Nic 
dziwnego, że dzieciak był wystraszony. Podjął decyzję i potarł szczękę. „Czy Tag może mieć okon 
na Cruz'a spoza pokoju?”
„Tak. Chcesz być z nim sam?”
Po przytaknięciu Dev'a, Glen podszedł do drzwi sypialni i pomachał do Tag'a. Duży mężczyzna 
wyszedł do przestrzeni mieszkalnej cichym krokiem. Jego oczy lśniły od furii. „Mógłbym udusić 
jego dziadków.”
Dev potrząsnął przecząco głową. „Nie, jeżeli ja najpierw bym ich zastrzelił.” Jeżeli Cruz byłby 
wychowany   zgodnie   z   protokołem,   nauczono,   by   go   jak   rozwinąć   i   chronić   jego   moce   od 
dzieciństwa. Teraz, mogą mieć szczęście jeżeli uda się im ocalić jego zdrowie psychiczne. „To 
może potrwać chwilę. Możesz trzymać jego tarcze?”
„Mogę robić to dwadzieścia cztery godziny na dobę, jeżeli będzie to konieczne.” Powiedział Tag. 
„Dzieciak nie walczy ze mną – nie wie jak. Ale muszę pozostać w pewnej odległości?”
„Czy Tiara może ciebie zmieniać?”
Tag obrócił głowę, ale Dev zdążył dostrzec ciemny rumieniec na górze jego kości policzkowych. 
„Właśnie wsiadła w samolot z Paryża.”
Oczy Glen'a rozświetliły się niecną wesołością. „Pewnie nie możesz się do czekać, by nadrobić z 
nią zaległości.”
„Pobiję was obu, jeżeli się nie zamknięcie.”
Zadowolony   z   powodu   małego   wybuchu   rozradowania,   choć   nie   zbliżyło   się   ono   nawet   do 
zmniejszenia  lodu wokół jego duszy,  Dev wszedł  do pokoju Cruz'a zamykając  za sobą drzwi. 
Chłopiec leżał zwinięty na boku. Jego dziesięcioletnie ciało było dużo mniejsze niż być powinno.
Jego włosy były ciemne i jedwabne – i obcięte na grzybka, co sprawiłoby, że większość dzieci z 
krzykiem uciekłoby do mamy. Ale Cruz nie miał mamy, której mógł się poskarżyć. A, nie licząc 
kilku minionych godzin pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy z tego jak wyglądał. Teraz, wielkie 
ciemne oczy chłopca podążały za Dev'em, gdy ten wziął krzesło i przyciągnął je, by usiąść przy 
łóżku Cruz'a. Właśnie wtedy doznał pierwszego szoku. 
Glen   powiedział,   że   oczy   Cruz'a   były   ludzkie.   Nie   były.   Tak   blisko,   Dev   dostrzegł   dziwne 
przebłyski ciemnego złota w głębi jego niemal czarnych tęczówek. Niezwykłe. Dlaczego nikt tego 
nie zauważył? Cofnął się myślami i znalazł odpowiedź – możliwe, że leki tak mocno wpływały na 
Cruz'a, że jego spojrzenie również stało się płaskie.
„Jestem Dev.” Powiedział i czekał. Dla jego zmysłów psychicznych Cruz był duchem, był tak mały, 
jakby nie istniał.
Chłopiec nie odpowiedział mu.
Dev uśmiechnął się i przyjął inną taktykę. „Nie uwierzysz w to, ale kiedyś byłem w twoim wieku. 
Gdybym ktoś zrobił mi taką fryzurę poważnie uszkodziłbym tego fryzjera.”
Mrugnięcie. Nic więcej.
„Chcesz, żebym poprosił kogoś, żeby ją naprawił?”
Kolejne mrugnięcie, tym razem wolniejsze.
Dev uśmiechnął się na całego. „Albo możesz ją zachować. Wydawało się, że kobiety uważają ją za 

background image

słodką. Prawdopodobnie rozpieszczą cię na całego.”
Cruz uniósł dłoń do włosów pociągając ją do przodu, tak jakby chciał zobaczyć ich kolor. „Moja 
mama kiedyś obcinała mi włosy.” Jego głos był cichy … i pełen silnej mocy psychicznej, której w 
żaden sposób nie potrafił kontrolować.

ARCHIWUM RODZINY PETROKOV
List datowany na 25 maja 1975 r.
Drogi Matthew.
Twoja siostra Emily śpi obok mnie, ale nawet jej słodki uśmiech, nie może powstrzymać żalu, który 
prześladuje moje serce. Twój ojciec … zawsze wiedziałam, że jako jasnowidz miał dużo większe 
mentalne ryzyko chorób umysłowych niż większość populacji. A jednak próbowałam o tym nie 
pamiętać. Ponieważ jest częścią mojego serca – a ja nie wiem, co bez niego pocznę.
Dzisiaj sam zgłosił się do psychiatryka. Błagałam go, by tego nie robił. Boję się obecnych prądów 
w Sieci. Fali poparcia dla Ciszy. Odkąd Adelaj'owie zapewnili „dowód” złożony z ich synów, coraz 
więcej, i więcej ludzi zaczyna przychylać się do sposobu myślenia Rady. Jaki to dowód, pytam się. 
Gdzie są Tendaj i Naeem? Dlaczego już ich nie widujemy?
Nikt nie odpowie na moje pytania, a teraz boję się o swoją posadę w ministerstwie. Zbyt głośno się 
odzywam. Zamykanie ust nie leży w mojej naturze, ale potrzebujemy tych pieniędzy. Więc dla 
odmiany postaram się posłuchać. I modlę się, by twój ojciec szybko wrócił do domu.
Z wyrazami całej mojej miłości,
Mama.

ROZDZIAŁ 21

Katya przejrzała każdy pokój tego mieszkania. Była to hojna przestrzeń – sypialnia, łazienka i 
kuchnia, która była częścią głównej przestrzeni mieszkaniowej. Ale nie było żadnego wyjścia poza 
przejściem przez frontowe drzwi, żadnych możliwych ścieżek ucieczki. Nawet noże w kuchence 
były małe, ledwie wystarczająco ostre, by przeciąć owoce.
Devraj Santos nie był głupim mężczyznom.
Przynajmniej,   pomyślała,   próbując   znaleźć   pozytywną   stronę   tego   wszystkiego,   szanował   w 
wystarczającym stopniu jej umiejętności, by umieścić ją w miejscu, z którego mógł uciec jedynie 
teleporter. Szkoda, że nie należało to do części zestawu jej psychicznych umiejętności.
Kolejny fragment pamięci umieścił się w prawidłowym miejscu układanki, którą był jej umysł. 
Jej oczy rozszerzyły się. „Oczywiście.” Ignorowała dokładnie to, co czyniło ją inną, co czyniło ją 
unikalną. Tak, była telepatą – miała 4,5 stopnia na skali.   To znaczyło, że była Tp-Psi jedynie 
średniego zasięgu. Była również M-Psi o sile 4,9 na skali.
Dwie umiejętności średniego spektrum.
To, z czego właśnie zdała sobie sprawę znaczyło, że osoba z dwoma umiejętnościami średniego 
spektrum   mogła   czasami   stworzyć   efekt   wzmocnienia   –   zazwyczaj   w   jedynie   jednej   z   tych 
umiejętności. Jednakże ten efekt mógł być tak nieprzewidywalny, że mógł być ukryty przez ich 
użytkownika – tak jak ona ukryła swój. W przeciwnym razie zostałaby pchnięta do zupełnie innego 
rodzaju służby.
Właśnie dlatego, pomyślała, widząc całkowity fragment swojej przeszłości w jednym podejściu, 
ona i Ashaya tak dobrze działały w swoich rebelianckich przedsięwzięciach – Katya była w stanie 

background image

przekazać   wiadomości   niemal   do   każdego   w   ruchu   oporu.   Ponieważ,   gdy   ćwiczyła   swoją 
umiejętność wzmacniania, jej zdolności Tp wzmacniały się z 4,5 do 9 na skali.
A telepata o mocy 9 mógł rozmawiać z niemal każdym z kim tylko chciał. Ale – zmarszczyła brwi – 
nie   robiła   tego,   nie   przez   ostatnich   kilka   miesięcy.   Dlaczego?   Jej   ręce   uniosły   się   do   głowy, 
przycisnęła dłonie do skroni.
Przeszył ją cierń bólu, ale razem z nim wyciągnęła również wspomnienie.
„Wszystko   co   można   zrobić   za   pośrednictwem   technologii,   będziemy   w   ten   sposób   robić.” 
Znajomy głos Ashay'i. „On cię podejrzewa Ekaterina. A ja zbyt mocno cię potrzebuję, by cię stracić 
na jego rzecz.”
„Moja telepatia znacznie ułatwiłaby sprawy.”
„Nie jeżeli będziesz martwa. Możliwość łączenia umiejętności pozbawia cię energii – zauważą 
jeżeli zwiększysz swój pobór żywności, jeżeli będziesz więcej spała.”
Katya zachwiała się, gdy jej umysł rykoszetem wrócił do teraźniejszości. Ashaya miała rację – 
mężczyzna z cienia … Ming – kolejny przebłysk pamięci, tożsamość jej oprawcy wyświetliła się z 
jasną przejrzystością – podejrzewał ją. Ale teraz nie było nikogo, kto by ją obserwował, by mógł 
zobaczyć, że nagle zmieniła swoje nawyki senne czy żywieniowe. Mign zablokował jej dostęp do 
Sieci, ale nie zrobił nic, by pozbawić ją jej umiejętności korzystania z wrodzonych talentów. Chłód 
rozlał się po jej sercu – mógł ją zaprogramować, by użyła tych talentów dokładnie tak jak właśnie 
to rozważała.
Moment paraliżu. „Nie.” Uniosła podbródek zmuszając się do oddychania.
Jeżeli pozwoli, by strach ją powstrzymał, on naprawdę wygra. Musi brnąć na przód wierząc, że jej 
czyny są jej własnymi. Ufając, że w jakiś sposób powstała z popiołów, zaczęła na nowo tworzyć 
swoją osobowość, stała się feniksem, który żył w jej duszy.
Ming z pewnością nie rozważył jej płomiennej reakcji na Dev'a, albo jak ta reakcja sprawi, że 
będzie chciała stać się silniejsza – tak, by mogła stać przy swoim opierając się jego niestrudzonej 
sile. „Jedynym sposobem, by się tego dowiedzieć, jest spróbować.”
Wzięła głęboki wdech, zrelaksowała się na fotelu i zamknęła oczy. Zazwyczaj, gdy używała Tp, 
celowała w konkretną lokalizację – szczególny umysł. Ale, jako telepata, mogła również „słyszeć” 
innych,   jeżeli   otworzyła   swoje   zmysły.   Jednakże,   tak   jak   większość   osób   z   jej   umiejętnością 
trzymała ten aspekt swojego umysłu przez większą część czasu mocno zamknięty – nawet w Sieci 
Psi,   istniały   osoby,   których   tarcze   przeciekały   z   nieustannym   prądem   myśli.   Zwiększ   to 
podrażnienie przez tysiące, i masz gotową recepturę na szaleństwo.
A tutaj, poza Siecią? Najprawdopodobniej było to milion razy gorsze. Większość ludzi nie miała 
nic,   poza   najbardziej   podstawowymi   tarczami.   Biorąc   pod   uwagę   ich   historię,   Zapomniani 
najprawdopodobniej będą odrobinę bardziej wyrafinowani, ale i tak może być sporo przecieków, 
głosów. 
Łagodząc motyle w brzuchu wiedzą, że może w każdej chwili zamknąć otwarte ścieżki, złapała 
boki fotela i opuściła swoje wewnętrzne tarcze.
Chwila czystej ciszy.
WHTIOSKTNIHIGHNSTIONTIJO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 
Jej głowa odskoczyła uderzając w oparcie fotela, gdy jej tarcze z trzaskiem i brutalną siłą zamknęły 
się. Ustanie dzwonów w jej głowie zajęło kilka minut. Jej kręgosłup był mokry od potu, zanim 
ponownie otworzyła oczy, a włosy były przyklejone do jej czoła.

„No dobra.” Powiedziała. „Dobra.” Po kolejnych pięciu długich minutach uspokoiła swoje szalejące 

background image

tętno wystarczająco, by mogła zmusić umysł do współpracy. W końcu, gdy była ponownie w stanie 
myśleć, złapała jeszcze mocniej boki fotela i po raz drugi opuściła swoje wewnętrzne tarcze – tym 
razem, zaledwie odrobinkę.

Dev   rozmawiał   z   Cruz'em   o   modelach   samochodów   –   było   to   hobby,   które   chłopiec 

pamiętał, że sprawiało mu radość zanim został umieszczony w ośrodku stanowym – gdy zapukano 
do drzwi. Dev wstał. „Muszę zobaczyć o co chodzi. Nie przeszkodziliby, gdyby to nie było coś 
ważnego.”
Małe linie pojawiły się na czole Cruz'a. „Mogę niemal coś usłyszeć.” Potrząsnął głową. „Już tego 
nie ma. Wystraszył to.” Cruz robiąc mię uderzył w poduszkę i spiorunował spojrzeniem wejście do 
pokoju.
Dev uniósł brwi, otworzył  drzwi i wyszedł – by znaleźć się twarzą w twarz z Tag'iem. Duży 
telepata miał na twarzy burzliwy wyraz.
Ponieważ zazwyczaj bardzo starał się, by wyglądać na nie stanowiącego zagrożenia instynkty Dev'a 
weszły na pełen alarm. „Co?”
„Zamknij drzwi.” Jego głos trząsł się od furii.
„Posiedzę z Cruz'em.” Glen wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi.
Dev spojrzał Tag'owi w oczy. „Wyglądasz, jakbyś chciał kogoś zabić.”
„Tak, ciebie.” Wymruczał zwięźle Tag. „Powinienem uderzyć twoją upartą głową prosto w ziemię.”
„Mógłbyś spróbować.”
„Pięknisiu, mógłbym zmiażdżyć cię jedną ręką.” Tag mocno wypuścił powietrze i wskazał na górę. 
„Masz tam cholernie silnego telepatę i nie przyszło ci do głowy, by mnie ostrzec?”
Dev zamarł. „O czym ty mówisz? Ona ma średni zasięg, jest słabsza niż ...”
„Bzdura.” Przerwał mu Tag. „Twój mały sekret jest bliższy bardzo wysokiemu krańcowi skali.” Tag 
potrząsnął głową pocierając boki skroni. „Właśnie złapałem jej umysł, gdy otarła się o mnie. Nie 
wiem czego szukała, ale mam cholerną nadzieję, że wystarczająco ją wystraszyłem, by przestała.”
Dev nagle się przemieszczał. Gniew wzrósł w jego wnętrzu w oślepiającej fali. Tak silny telepata 
mógł   spowodować   znaczne   szkody.   Katya   mogła   rozerwać   tarcze   słabszych   członków   Światła 
pozostawiając jego ludzi niczym więcej niż tylko warzywami. A on ją tu przyprowadził. Trzymał ją 
w bezpieczeństwie.
Uderzając swoimi zmysłami dotknął każdego fragmentu metalu znajdującego się w budynku. W 
rezultacie zanim dotarł do mieszkania Katy'i jego furia zmieniła się w zimną wściekłość. Używając 
swoich umiejętności, by otworzyć drzwi zanim do nich dotarł pchnął je mając zamiar spalić ją 
swoimi słowami.
Ale to było zanim zobaczył ją zemdloną na fotelu, z krwią cieknącą z nosa.
Co zrobił jej Tag?
Przyłożył palce do pulsu na jej szyi i wypuścił z ulgą powietrze. Dlaczego, tego nie wiedział. Jej 
śmierć   znacząco   uprościłaby   jego   życie.   Odsuwając   na   bok   pełen   siły   sprzeciw   na   tą   myśl, 
wyciągnął komórkę i zadzwonił do Tag'a. „Jest nieprzytomna.”
„I powinna być.” Powiedział Tag. „Przesłałem krzyk przez linie telepatyczne.”
Ręka Dev'a zacisnęła się na telefonie. Tag zrobił to co trzeba, ale niech go cholera, jeżeli nie chciał 
uderzyć go za to prosto w twarz. Boże, ale był żałosny. Ta kobieta igrała z nim od pierwszego dnia,  
a on nadal chciał ją chronić. „Wyjdzie z tego niedługo?”
„Za chwilę. To ją czegoś nauczy.” Głos Tag'a zmienił się. „Żaden telepata nie powinien nigdy 
zostawiać siebie tak otwartym Dev. Ona powinna to wiedzieć. Gdybym chciał, mógłbym przesłać 

background image

coś więcej niż tylko krzyk.”
Nawet z lodowatym piekłem wściekłości w jego wnętrzu Dev zdawał sobie sprawę dlaczego Katya 
podjęła się tego ryzyka. „Zamknąłem ją w więzieniu. Co ty byś zrobił na jej miejscu?”
„Pewnie to samo.” Tag wziął głęboki wdech. „Ale to nie znaczy, że możemy pozwolić sobie, by 
było nam jej żal. Twoje tarcze są silne jak tytan, ale ona jest wystarczająco silna by rozerwać tarcze 
połowy ludzi w Świetle.”
„Upewnię   się,   by  nie   było   następnego   razu.”   Zamknął   telefon   i   włożył   go   do   kieszeni   zanim 
poszedł do łazienki i wrócił z mokrym ręcznikiem. Nie było wiele krwi, ale zostawił poplamiony 
ręcznik   na   małym   stoliku,   gdy   czekał   aż   się   z   tego   ocknie.   Było   to   wyraźne   wizualne 
przypomnienie tego, co właśnie zaryzykowała.
Gdy czekał przesunął krytycznym spojrzeniem po jej twarzy. Choć było to niemożliwe, wydawało 
się,   że   schudła   kilka   kilogramów   w   tym   krótkim   czasie   od   kiedy   ostatnio   ją   widział.  Ale   to, 
pomyślał odrzucając swój naturalny instynkt, nie był jego problem. Tym razem, nie pozwoli, by 
dostrzegła jego słabość, w stosunku do bezbronnych kobiet. Jeżeli chciała się zagłodzić, pozwoli jej 
na to.

Głowa Katy'i, gdy w końcu dała radę otworzyć oczy, była niczym pulsujący siniec, ciemny i 

mieniący się kolorami. Jej żołądek zaprotestował niemal w tej samej chwili, a ona pochyliła się do 
przodu czując jak zapanowują nad nią mdłości.
„Oddychaj!”
Ten wysyczany rozkaz przedarł się przez wszystko zamrażając ją swoją całkowitą kontrolą. Gdy 
pod jej nos podsunięto szklankę wzięła ją i powoli ponownie uniosła się do pozycji siedzącej.
„Pij.” Rozkazał Dev. Jego twarz była bezwzględna w sposób jakiego jeszcze nigdy u niego nie 
widziała. „To szybciej postawi na nogi twój system.”
Ponieważ czuła się tak jakby potrąciła ją ciężarówka nie zamierzała się kłócić z niczym, co sprawi, 
że poczuje się lepiej. Uniosła szklankę do ust i wzięła duży łyk. Smakowało odrobinę słodko, i 
miało   silny  medyczny  posmak.   Zgadując,   że   doprawił   wodę   witaminami   wypiła   całą   szklankę 
zanim odłożyła ją na stolik stojący obok fotela. „Czyja to krew?” Zapytała widząc mokry ręcznik.
„A jak ci się wydaje?”
Przełknęła i spojrzała na bardzo niebezpiecznego mężczyznę siedzącego w fotelu naprzeciw niej. 
Jedna jego stopa była z łatwością oparta o kolano drugiej nogi. To nie sprawiało, by był choć 
odrobinę mniej przytłaczający. Właściwie, sam jego czysty spokój sprawiał, że jej puls rozszalał się. 
Był zły, tak zły, że komórki jej ciała aż krzyczały ze strachu. „Dev.” Zaczęła.
„Kiedy dokładnie zamierzałaś powiedzieć mi, że jesteś telepatą z wystarczającą ilością mocy, by 
właściwie rozsadzić umysł?” Przerwał jej. Jego ton był chłodny, wymowa bez zarzutu, a oczy 
śledziły ją ze skupienia bez poruszenia się.
„Nie wiedziałam.” Otuliła ramionami tors czując się niezmiernie wystawioną. „Przysięgam ci, że 
nie wiedziałam, aż na chwile przed tym, jak zdecydowałam się pójść na poszukiwania.”
„Poszukiwania?”   Uniósł   brew.   „Zostawmy   to   na   minutę   –   właściwie   na   jak   głupiego   ci   się 
wydaję?”
„Ja nie ...”
„Przestań.” Było to pojedyncze ostre słowo, które odcięło jej oddech. „Tekst o amnezji więcej nie 
poskutkuje.”
Emocje uniosły się w niej w rosnącej fali. „To prawda. Pamiętam więcej, ale to nie jest ...”
„Gówno mnie to obchodzi.” Powiedział tym samym przerażająco spokojnym głosem. „Interesują 
mnie jedynie twoje rozkazy.”

background image

„Nie.   Znam.   Ich.”   Wir   emocji   wypełniał   jej   członki   sprawiając,   że   głos   jej   drżał.   „I   nie   ma 
znaczenia ile razy będziesz mnie o to pytał – ja nadal nie będę pamiętać, aż te wspomnienia wrócą. 
Mogę ich nawet wtedy nie pamiętać, w zależności od rodzaju programowania.”
„Już to przerabialiśmy – jeżeli chodzi o Światło jesteś w pełni funkcjonującym szpiegiem.”
Światło.
Nie Dev'a.
„A ty?” Zapytała. „Co ty myślisz?”
Chłodne   spojrzenie   zawierające   w   sobie   mroczną   iskrę,   której   nigdy   wcześniej   nie   widziała. 
„Sądzę, że zrobiono ze mnie naiwniaka.” Wstał. „Ale nikt nie powie, że nie uczę się na własnych 
błędach.”
„Dev ...”
Pochylił się i oparł rękami o boki jej fotela blokując ją w środku. „Nie próbuj już nigdy skanować 
kogokolwiek w Świetle. Autoryzowałem użycie przeciw tobie śmiertelnych środków zaradczych.”
Całe powietrze opuściło jej ciało. Jej serce sprawiało wrażenie tak jakby zostało zmienione w skałę. 
Ale nie chciała pozwolić, by to zobaczył, by dać mu satysfakcję wiedzy, że zniszczył coś, co ledwie 
w nie wzrosło. „Zrozumiano Panie Santos.”
Jego twarz, jego wyraz, nic z tego nie uległo zmianie. „Dobrze. Upewnij się, by tak pozostało.”

ROZDZIAŁ 22

Katya wpatrywała się w drzwi na długo po tym jak zamknęły się one za plecami Dev'a. Nie tak 
dawno temu zapytała go, czy zabije ją jeżeli okaże się to konieczne. Teraz, myśl o życiu była w niej 
niczym puls rebelii. Pokona to – choćby po to, by pokazać Devraj'owi Santos'owi, że nie była 
balastem, który mógł zamknąć poza polem widzenia. Była Katy'ą Haas, i była osobą. Krwawiła za 
swoje prawo do bycia osobą. Przetrwała!
Z zimną krwistą precyzją podniosła szklankę z stolika i rzuciła nią w drzwi. Szkło wydało z siebie 
bardzo   satysfakcjonujący   dźwięk   roztrzaskiwania   się.   Miała   nadzieję,   że   Dev   nie   będzie   miał 
butów, gdy następnym razem wejdzie do mieszkania. Właściwie, pomyślała, podnosząc wazę ze 
stolika   do   kawy,   miała   nadzieję,   że   rozwali   sobie   stopy.   Kolejne   roztrzaskanie   się,   kawałki 
porcelany zmieszały się z kryształem.
Gdy szukała kolejnego możliwego do pobicia przedmiotu na jej dłoń spadła kropla wody. Zerknęła 
w dół zmieszana. Skąd to się wzięło? Sufit był suchy, a woda, gdy uniosła dłoń do ust, smakowała 
solą.
Łzy.
Płakała. Uniosła trzęsące się palce do policzków z zadziwieniem przecierając po mokrym ciele. 
Płakała już wcześniej, wiedziała to. W tym ciemnym pomieszczeniu, w którym Ming ją pochował, 
wypłakała tak wiele łez. Ale żadne nie były takie jak te. Czyste. Pełne złości. Zdeterminowane. Tym 
razem, nie czuła się ofiarą. Czuła się jak kobieta, którą niesprawiedliwie potraktowano, i która 
uzyska swoją zemstę.
Devraj Santos nie wiedział z kim zadziera.

Dev   nadal   miał   w   sobie   rozgrzaną   do   czerwoności   wściekłość,   gdy   godzinę   później 

zadzwonił do Ashay'i.
M-Psi odpowiedziała niemal natychmiast. „Czy wszystko w porządku z Katy'ą?” Padły jej pierwsze 
słowa.

background image

„Wiedziałaś jak bardzo potężną jest telepatką?”
Oczy Ashay'i rozszerzyły się. „Tak, ale ona nigdy nie użyłaby tej mocy, by krzywdzić.”
„Kobieta, którą znałaś mogła tego nie zrobić.” Warknął Dev. „Nie masz pieprzonego pojęcia co 
może zrobić teraz.”
Twarz Dorian'a zastąpiła Ashay'i. „Wystarczy.” Prychnął. „Dałeś dupy nie zadając pytania. Nie 
obwiniaj o to mojej wybranki.”
Gniew Dev'a zwrócił się na niego samego. Wiedział, że Dorian miał rację, wiedział jeszcze zanim 
zadzwonił. Wziął głęboki wdech. „Przepraszam.”
Dorian wykonał gest świadczący o tym, że się nie gniewają. „Skrzywdziła kogoś?”
„Nie   tym   razem.”   To,   że   Tag   był   na   miejscu   było   czystym   ślepym   szczęściem.   „Muszę 
porozmawiać z Sasch'ą.”
„Ona nie pomoże zbytnio w sprawie telepatii.”
„Mamy   dzieciaka   z   problemem   z   tarczami.”  A  zgodnie   z   informacjami,   które   Ciemna   Rzeka 
pozwoliła Talin im udzielić Sascha była jednym z najlepszych budowniczych tarcz w i poza Siecią.
„Zadzwoń   do   Lucas'a.”   Powiedział   Dorian.   „Danie   ci   numeru   komórki   Sasch'y  nie   jest   warte 
mojego życia.”
„Dlaczego?”
„Po prostu zadzwoń do Luc'a. Tu masz numer.” Zamilkł na chwilę. „A następnym razem, gdy 
wydrzesz się na moją wybrankę rozerwę ci gardło. Rozumiemy się?” Oczy leoparda spoglądały na 
niego z ludzkiej twarzy.
Dev wpatrywał się w te oczy, rozpoznając pokaz dominacji, gdy go widział. „Jak słońce – ale nie 
uważaj mnie za łatwą zdobycz.” Rozmawiając z drapieżnymi zmiennokształtnymi wydawanie się 
słabym może okazać się fatalnym błędem. 
Oczy Dorian'a rozjaśniły się. „Tak długo jak nie będziesz wycinał takiego gówna, nie będziemy 
musieli się przekonywać, który z nas jest bardziej śmiertelnie niebezpieczny.”
Mając teraz temperament na smyczy Dev wprowadził na swoim głównym panelu komunikacyjnym 
numer Lucas'a. Twarz alfy Ciemnej Rzeki chwilę później pojawiła się na ekranie. „Santos, chodzi o 
Noor i Jon'a?” Oczy Lucas'a wyrażały ciekawość.
„Nie.” Dev potrząsnął głową na wspomnienie dwóch dzieci Zapomnianych, które adoptowała Talin. 
„Potrzebuję przysługi.”
„Zdajesz sobie sprawę, że śledzimy ich ilość?”
„Tak.” Ciemna Rzeka  nie stała się  najsilniejszym  stadem w kraju przez swoją dobroduszność. 
„Będziemy wam dłużni.”
„Więc?”
„Potrzebuję pomocy Sasch'y.”
Spojrzenie Lucas'a uciszyło się, stało się skupione. Ale powiedział jedynie: „Wyjaśnij.”
Dev dał mu skróconą wersję faktów. „Mam nadzieję, że Sasch'a będzie mogła nauczyć go samemu 
budować jakiegoś rodzaju tarcze. Nie wiem, czy to możliwie, ale jeżeli jest tak dobra jak mówi 
Talin ...”
„Jest najlepsza.” Wtrącił Lucas. Duma była ewidentna w każdym jego słowie. „Ale powiedziałeś 
mi, że to dziecko jest uszkodzone – jeżeli dotyczy to samego umysłu, Sascha nie będzie w stanie 
wiele zrobić.”
„Wszystkie nasze skany wskazują, że jego umysł pracuje w stu procentach. Oberwał na planie 

background image

psychicznym.”
„Psychiczne urazy mogą być równie brutalne jak fizyczne.”
„Ale jest delikatnie większa szansa wydostania się z nich.” Odpowiedział Dev.
Lucas przytaknął. „Zapytam Sasch'y.”
„Dzięki.”
„Jeszcze mi nie dziękuj.” Oczy Lucas'a pozostały ludzkie, ale Dev wiedział, że rozmawia z panterą. 
„Nawet jeżeli się zgodzi, a znając serce mojej wybranki, tak będzie, nie postawi jednego kroku poza 
terytorium Ciemnej Rzeki.”
Nagle słowa Dorian'a nabrały sensu. „Sascha jest w ciąży, prawda?”
Delikatne   przytaknięcie.   „Zachowaj   to   dla   siebie.   Nie   chcemy,   by   Rada   zwróciła   oczy   w   jej 
kierunku.”
„Chcesz powiedzieć, że jeżeli chcę pomocy Sasch'y będę musiał przyjechać do was.”
„Współczuję   dzieciakowi,   ale   Sascha   jest   najważniejsza.”   Powiedział   Lucas.   „Teraz 
prawdopodobnie będę musiał ją przywiązać do łóżka, żeby się upewnić, że nie wsiądzie w samolot 
lecący do was.”
„Ale powiesz jej?” Zapytał Dev.
„Spróbuj skłamać swojej wybrance, gdy się z kimś zwiążesz, to zobaczysz, gdzie cię to zaprowadzi. 
Oddzwonię po tym jak porozmawiam z Sasch'ą.”
Wiedząc,   że   zrobił   wszystko   co   mógł   na   tym   polu   Dev   wyszedł,   by  porozmawiać   z   Maggie. 
„Powiedz mi, które pożary muszę ugasić, a które mogą poczekać.”
Jego sekretarka, elegancka czterdziestolatka z naturalnie srebrnymi włosami, które zamieniła w 
wyraz mody uniosła brew. „Cóż, gdzie by tu zacząć? Jack i pozostali chcą kolejnego spotkania.”
Dev ledwie powstrzymał się przed zgrzytaniem zębami. „Kiedy?” Unikanie problemu nigdzie ich 
nie zaprowadzi – a w ten sposób mógł mieć oko na ten problem.
„Są w mieście.”
„Umów ich na dzisiejsze popołudnie.” Głowa zaczęła go boleć, ale przytaknął, by kontynuowała. 
„Następny?”
„Glen mówi, że upewni się, by Pacjent X miała dostarczoną wystającą ilość wysokokalorycznego 
jedzenia.”   W   jej   tonie   nie   było   ciekawości.   Maggie   najprawdopodobniej   wiedziała   o   każdym 
najdrobniejszym szczególe na temat Pacjenta X – był powód, dla którego zatrudnił ją, zamiast 
błyszczących nowych absolwentów, którzy aplikowali o tą posadę.
„Następny.” Nadal był tak zły, że ledwie potrafił zmusić się, by pomyśleć o kobiecie, która wdarła 
się pod jego systemy obronne … a potem przeszyła nożem jego serce.

ROZDZIAŁ 23

Gdy   Dev   rozłączył   się   z   rozmowy   z   Lucas'em   i   przesunął   swój   umysł   na   inne   sprawy,   coś 
niewyjaśnionego miało miejsce na terytorium alfy Ciemnej Rzeki.
Judd Lauren, rebeliancki Psi, były zamachowiec, i cholernie niebezpieczny sukinsyn zgodnie z 
opinią każdego kto go znał, spoglądał zdumiony na małą dziewczynkę, która wpatrywała się w 
niego wielkimi oczami zlokalizowanymi na twarzy w kształcie serca. „Tak?” Przykucnął na runie 
leśnym i próbował wydawać się niegroźnym. „Chcesz czegoś?”

background image

Potrząsnęła głową. Świecące czarne loki odbiły się od jej ramion.
Judd stał się lepszy w kontakcie z dziećmi od opuszczenia Sieci Psi, ale w tym momencie, czuł się 
zupełnie zdezorientowany. Normalnie, gdy chodziło o trenowanie z Dorian'em spotykał się jedynie 
z   Keenan'em.  A  syn   Dorian'a   był   bardziej   zainteresowany   w   kopiowaniu   ich   ruchów   niż   w 
pogaduszkach. „Noor, czy ty szukasz Keenan'a?” Ponownie spróbował. Wiedział, że tych dwoje 
szybko stało się przyjaciółmi.
Kolejne potrząśnięcie głową.
Zerknął za nią mając nadzieję, że Dorian wyjdzie i go uratuje. Nic z tego. „Chcesz się pobawić?” 
Zazwyczaj   tego   chciał   Ben,   jeden   ze   szczeniaków   Śnieżnych  Tancerzy,   gdy  stąpał   po   śladach 
Judd'a.
Ale Noor ponownie potrząsnęła głową.
Zaczął czuć się zdesperowany. „Ach ...” Nic nie miał.
A potem ona uśmiechnęła się w jej oczach rozbłysło czyste zaufanie. „Mam dla ciebie prezent.” 
Uniosła małą piąstkę.
„Och?” Zdumiony wystawił otwartą dłoń. „Dlaczego?”
„Bo jesteśmy tacy sami.”
Judd zamknął dłoń na wygładzonym przez rzekę kamieniu, który położyła w jego ręce wiedząc, że 
w niczym nie przypomniał tej jasnej niewinnej istoty. Jego umiejętność sprawiła, że był zabójcą, a 
potem uzdrowicielem, ale nadal bardzo łatwo byłoby mu zabić – jedynie z powodu jego miłości do 
Brenn'y, dla jego rodziny i przyjaciół, jego stada, powstrzymywał się przed przekroczeniem tej 
brutalnej linii. „Tak? A jak na to wpadłaś?”
Powalający uśmiech. „Po prostu wiem.” A potem pochyliła się, by opleść ręce wokół jego szyi.
Przytulił ją z całą delikatnością, którą w sobie posiadał, a potem wstał podnosząc ją z sobą do góry. 
A   gdy   szedł   z   powrotem   do   domu   Dorian'a   zastanawiał   się   jakie   podobieństwa   ta   mała 
dziewczynka, której imię oznaczało „Światło” wiedziała w nich.
Kiedyś, zbył by ten temat, zdystansował się. Teraz pocałował jej policzek i zaakceptował podarunek 
zaufania.

ROZDZIAŁ 24

Przez następne trzy dni Katya jadła wszystko co jej przysłano. Nie próbowała uciec – choć ukryła 
znajdujące się pod blatem leki przeciwbólowe i tabletki na grypę, które znalazła w łazience, nie 
żeby przydały jej się na wiele. Nie próbowała też używać swojej telepatii. Zamiast tego skupiła się 
na   wzmocnieniu   siebie   używając   schematów   ćwiczeniowych,   które   ściągnęła   na   konsolę 
komputerową wiszącą na ścianie. Ten komputer pozwalał jej na wejście jedynie na najbardziej 
podstawowe strony, ale to nic nie szkodziło. Miała to, czego potrzebowała.
Odsunęła wszystkie meble w salonie pod ściany zrobiła sobie przestrzeń na której mogła rozciągnąć 
się i zacząć z powrotem wracać do formy. Posprzątała nawet kawałki szkła i porcelany nie chcąc, 
by Dev zobaczył jak głęboko ją zranił. Skupiła się jedynie na tym, by stać się wystarczająco silna, 
by mogła skorzystać z okazji, by uciec, gdy nadejdzie taka szansa.
A potem … miała koszmar, któremu musiała stawić czoła.
Czwartego dnia po tym jak została uderzona do nieprzytomności, Dev w końcu wrócił. Ignorowała 
go,   gdy  zaczęła   przechodzić   przez   swój   schemat   rozciągający.   Zatrzymał   się   na   krańcu   pustej 
przestrzeni. „Spakuj się. Przemieszczamy się.”

background image

Podekscytowanie rozwinęło się w jej wnętrzu, ale utrzymywała swoją twarz bez wyrazu. „Gdzie?”
„Będziesz blisko Ashay'i.”
Od razu potrząsała głową. „Rozmawialiśmy o tym. Nie można mi zaufać w jej towarzystwie.”
„Dlatego na ochotnika zażyjesz średnio działający środek usypiający.”
Jej żołądek opadł. „Nie.” To sprawi, że będzie zdezorientowana, pozostawi ją bezbronną. A ona 
miała już dość bycia bezbronną.
Dev skrzyżował ręce na piersi, na której spała tak spokojnie zaledwie kilka dni temu. „Dobra. Bądź 
gotowa przed dziesiątą.”
Czuła   paznokcie   wbijające   się   w   jej   dłonie.   „Kto   uderzy   mnie,   bym   straciła   przytomność?” 
Zapytała wystarczająco wściekła, by utoczyć krwi. „Ty?”
Wyszedł pozostawiając ją bez odpowiedzi i roztrzaskując jej nowo odnaleziony spokój.
Tag czekał przed pokojem Katy'i, gdy Dev wyszedł. „Nie poszło dobrze?”
„Nie weźmie środka nasennego.”
„Na prawdę spodziewałeś się, że to zrobi?”
„Nie.” On też, by tego nie zrobił. „Ale ponieważ zarówno ty, jak i Tiara jedziecie, ona musi jechać z 
nami, gdy pojedziemy zobaczyć się z Sasch'ą. A nie ma mowy, bym ją zabrał, gdy może stanowić 
zagrożenie. Lucas poderżnąłby mi gardło.”
„Jest jeszcze inna opcja.” Wytknął Tag. „Glen może ją wprawić w stan medycznie wymuszonej 
śpiączki, gdy nas nie będzie.”
Dev poczuł jak jego całe ciało drżało przemocą. „Jeżeli to zrobimy, to będą tortury.” To ją złamie, 
umieści ja z powrotem w tym pokoju, gdzie nie była w stanie widzieć, słyszeć, dotykać.
„Tak.” Tag powoli wypuścił powietrze. „Ty sam masz odrobinę telepatii – możesz powiedzieć, gdy 
ona używa swoich umiejętności?”
„Teraz, gdy wiem, by ich wypatrywać – jeżeli będę blisko, tak.”
Tag odsunął się od ściany. „Więc zostań blisko. Wystarczająco blisko, by ją fizycznie obezwładnić, 
jeżeli będzie to konieczne.”
Żołądek Dev'a przewrócił się. 
„Ja to zrobię.” Padła cicha oferta od mężczyzny, który znał go lepiej niż większość innych.
„Nie.” Wpatrywał się w drzwi, które dopiero co ledwie powstrzymał się przed zatrzaśnięciem. „Ona 
jest moja.”
„Masz na myśli, że jest twoją odpowiedzialnością.” Padło bardzo celowe przypomnienie.
„Nie martw się – nie jestem wodzony za nic innego poza umysłem w mojej czaszce.” Już nie.
„Cóż, ona jest dosyć ładna, teraz, gdy zaczęła nabierać ciała.” Tag wzruszył ramionami. „A wszyscy 
wiemy jaki jest twój stosunek do bezbronnych.”
„Ale ona nie jest zupełnie bezbronna, prawda?” Niemal odczuwał w jej stosunku dumę. Boże, ale 
był powalony. 
A jednak … jeżeli mówiła prawdę – jeżeli przetrwała nie tylko tortury, ale i zniszczenie umysłu, jej 
samej osobowości, czy nie powinna to być przyczyna do odczuwania dumy?
„Nie.” Zgodna Tag'a oblała jego myśli zimną wodą. „Co powiesz Lucas'owi?”
„Prawdę.” Zmusił się, by odwrócić wzrok od drzwi, od furii kobiety, która nie była już złamaną 
istotą, którą znalazł, a kimś dużo bardziej niebezpiecznym … dużo bardziej przyciągającym. „Jeżeli 
będzie to konieczne, sam wstrzyknę jej środki obezwładniające.”

background image

Ponownie   Tag   wzruszył   ramionami.   „Dev,   nie   torturuj   się   w   ten   sposób.   Oddaj   mi   tą 
odpowiedzialność.”
„Nie.”   Powiedział   płasko.   Bez   miejsca   na   kompromis.   „Musisz   kontrolować   Cruz'a   –   to   dużo 
bardziej intensywne zajęcie – Tiara nie może robić tego sama.”
„Tak. Dzieciak nadal jest całkowicie otwarty, jeżeli go nie blokujemy.”
Gdyby tylko mogli równie łatwo zneutralizować Katy'ę, pomyślał Dev. To uczyniłoby z niej dużo 
mniejsze zagrożenie, ale Katya nie była po prostu Psi, była dorosła. Nawet jeżeli Tag i Tiara mogli 
ją   zablokować,   walczyłaby  z   nimi,   a   to   wyciągnęłoby  z   nich   energię,   której   potrzebowali,   by 
zapewnić   bezpieczeństwo   Cruz'a.   „Gdyby   Katya   pozwoliła   ci   wejść   do   umysłu   i   opuściła 
telepatyczne tarcze, mógłbyś ją blokować?” Zapytał Tag'a.
„Musiałbym   ją   monitorować   przez   cały   czas.   Nienawidziłaby   tego.   Z   Cruz'em   jest   inaczej   – 
odgrywa ten numer z obrażaniem się, ale jest w nim akceptacja. Wie, ze potrzebuje tarcz, które 
wokół niego rozkładamy. Czuje się dzięki nim bezpieczny.”
„Ale Katya będzie się czuła skrzywdzona.”
„I uwięziona.”
„W   takim   razie   nie   będziemy   tego   rozważać.”   Była   to   natychmiastowa   decyzja   podjęta   w 
prymitywnym wnętrzu jego duszy. „Już i tak jest odcięta od Sieci Psi. Jeżeli to zrobimy efektywnie 
zakneblujemy ją.”
„Więc wierzysz w jej historię?”
„Nie wiem w co wierzyć.” Spojrzał w górę i wyłapał wyraz twarzy Tag'a. „Powiedz to.”
„Wiesz, co chcę powiedzieć.” Tag wzruszył ramionami. „Musisz przekazać ją komuś innemu – jej 
uczucia   nie   powinny   mieć   znaczenia.   Musimy   ją   pojmać   w   najbardziej   efektywny   możliwy 
sposób.”
Dev wiedział o tym. Wiedział również, że tak się nie działo. Była jego – cokolwiek się stanie nie 
pozwoli   nikomu   innemu,   by   się   wtrącał.   „Może   tym   razem,   Rada   dobrze   to   zrobiła.”   Zaczął 
odchodzić od mieszkania Katy'i.
„Może.” Tag podążał obok niego. „A może nie znają cię tak dobrze, jak im się wydaje.”
„Masz na myśli, że nie jestem słabeuszem, jeżeli chodzi o zranione kobiety?” Został tak utworzony 
w dniu swoich dziewiątych urodzin. Nikt nigdy nie zdoła tego zmienić.
„Możesz mieć tą słabość, ale to nie powstrzyma cię przed wykonaniem twojej pracy jako dyrektor.” 
Odpowiedział Tag, gdy zatrzymali się przy windach.
„Więc fakt, że jestem zimnokrwistym draniem jest moim zbawieniem?”
Uśmiech Tag'a był delikatny. „Ostatnia rada była pełna miłych mężczyzn i kobiet. Rada niemal 
pożarła nas żywcem. Wolę więc zaufać przy sterze rekinowi.”

ARCHIWA RODZINY PETROKOV
List datowany na 1 września 1976 r.
Drogi Matthew.
Dzisiaj bawiłeś się ze swoim ojcem i Emily, cała wasza trójka śmiała się tak mocno, że dzięki wam 
moja dusza płonęła radością. Twój tata daje radę pozostać przytomnym przez kilka godzin naraz, 
choć zastanawiam się ile go to kosztuje.
Dzisiaj spotkał go kolejny cios, gdy wujek Greg zdecydował się na Ciszę. Nie sądzę, by twój ojciec 
spodziewał się, że jego brat podejmie ten krok, ale umiejętności jasnowidzenia Greg'a są większe 

background image

niż David'a. Koszmary w jego oczach … chciałabym móc mu pomóc. Ale jestem tylko M-Psi, 
skanerem.
Niektórzy ludzie mówią, że właśnie dlatego nie rozumiem ważności Ciszy, ale Dobry Boże, jak oni 
mogą tak sądzić? Jestem żona F-Psi, matką dwóch małych telepatów. Znam dokładny koszt – aż do 
ostatniej łzy, ostatniego pasma strachu, ostatniego fragmentu światła w oczach waszego taty.
Powiedziałam nawet do niego, że może Greg ma rację, że może Cisza będzie mogła pomóc tym z 
jego darem. Nie rozzłościł się. Zbyt dobrze wie, że kocham go aż  po krańce mojej istoty – sama 
myśl   o   patrzeniu   jak   jego   umysł   rozpada   się,   łamie   się   pod   wagą   ciemności   jego   wizji   … 
roztrzaskuje mnie na kawałeczki. Wiesz Matthew co mi na to odpowiedział?
Powiedział, że woli umrzeć jako szaleniec, niż żyć pozbawiony wszystkiego co czyni go tym kim 
jest. Woli przeżyć jeden dzień z miłością w sercu do mnie, do ciebie i do Emily, niż przeżyć całe 
życie bez odczuwania tej „dzikiej, nieskończonej furii”. Twój tata czasami jest poetą. Założę się, że 
tego nie wiedziałeś. Uśmiecham się, gdy to piszę wiedząc, że podjęliśmy naszą decyzję. Staniemy 
przeciwko Ciszy. Ale Matty, obawiam się, że możemy należeć do mniejszości.
Z całą miłością, którą ma w sercu,
Mama.

ROZDZIAŁ 25

Katya była niesamowicie świadoma ledwie poskromionej energii Dev'a, gdy usiadł w samolocie 
obok niej. 
Została   odeskortowana   na   sam  koniec   samolotu   i   ostrzeżona,   by  nie   próbowała   zobaczyć,   kto 
jeszcze był na jego pokładzie – choć trudno było nie zauważyć dwójki ludzi poruszających się na 
jego przodzie. Jeden był dużym mężczyznom, którego Dev przedstawił jako Tag'a. Drugą była 
kobieta   piękna   niczym   Wenus   z   błyszczącym   wodospadem   granatowo-czarnych   włosów, 
olśniewającym uśmiechu i płowych oczach osadzonych w twarzy posiadającej kości policzkowe 
typowe u supermodelek.
Wiedziała,   że   na   podkładzie   był   również   ktoś  inny,   ale   on  lub   ona   był   trzymany  poza   polem 
widzenia Katy'i. Nie siliła się na przeprowadzenie telepatycznego skanu, by odkryć tożsamość tej 
osoby. Po tym jak weszli na pokład Dev pokazał jej pistolet ciśnieniowy załadowany środkami 
uspokajającymi. Spodziewała się groźby, ale zamiast tego on podciął jej nogi.
„Jeżeli zmusisz mnie, bym go użył nigdy ci tego nie wybaczę.” Powiedział mając w oczach coś 
pełnego starego mrocznego bólu. 
W tym momencie doznała zdumiewającego olśnienia, że po raz pierwszy widziała prawdziwego 
Devraj'a Santos'a. Chwilę później wycofał się za swoje ściany, a teraz, po dziesięciu minutach ich 
podróży był zajęty pracą na swoim elektrycznym organizerze. W tym czasie nie zamienił z nią ani 
jednego słowa.
W przodzie zobaczyła jak Tag zmienia spojrzenie, by podążyć nim za postępem jego cudownego 
kompana, gdy szła w dół korytarza po trochę wody. W momencie, gdy kobieta zaczęła się obracać 
natychmiast obrócił głowę w drugą stronę. Usta Katy'i zadrżały.
„Coś zabawnego?”
Była tak zaskoczona przez to pytanie, że obróciła się, by przeszyć Dev'a spojrzeniem. Nadal patrzył 
na swój organizer. „Skąd wiedziałeś?”
„Wiedziałem.”
W   mieszkaniu   obiecała   sobie,   że   będzie   wobec   niego   uprzejma,   ale   nic   ponadto.   Nie   był   jej 

background image

przyjacielem   –   jak   mógłby   nim   być,   skoro   nie   wierzył   jej   ani   jednemu   słowu?  Ale   w   tym 
momencie, siedząc obok niego, zdała sobie sprawę, że dystans nie był właściwym sposobem, by 
dotrzeć do Dev'a. Ten mężczyzna najwyraźniej wiedział zbyt wiele na ten temat – mógł ja zmrozić 
każdego dnia tygodnia. Ale śmiech … Dev nie wydawał się dużo wiedzieć na temat śmiechu. A 
choć ona była Psi, w swoim nowym sercu feniksa znalazła nić humoru.
„Tag.” Powiedziała opuszczając poziom głosu. „Ciągle spogląda na tą kobietę, gdy sądzi, że nikt 
nie zwraca na to uwagi.”
„Ma   na   imię  Tiara.”   Dev   włączył   coś   innego   na   organizerze.   „W  Świetle   jest   otwarta   księga 
zakładów na temat tych dwoje.”
Ciekawa czekała aż będzie kontynuował. „Na jaki temat?” Zapytała, gdy tego nie zrobił.
„Kiedy Tag odważy się zaprosić ją na randkę.”
Zamrugała i wpatrzyła  się w wielkiego, solidnego mężczyznę z twarzą niczym  kamień. „Twój 
przyjaciel nie wygląda jakby bał się czegokolwiek. Mogłabym zobaczyć go jak bez mrugnięcia 
okiem stawia czoła Radzie Psi.”
„Dlatego to jest takie śmieszne.”
„Och.” Teraz rozumiała. Z jakiegoś powodu, ta Tiara wstrząsała Tag'iem na najgłębszym poziomie. 
„Gdy byłam w Sieci Psi nigdy nie rozumiałam jak ludzkie i zmiennokształtne kobiety mogły zaufać 
swoim mężczyznom bez lin Ciszy.” Powiedziała łapiąc kolejną wstęgę pamięci.
Dev w końcu na nią spojrzał, w jego oczach widać było skupienie.
„Zwłaszcza, gdy mężczyźni byli więksi i silniejsi.” Kontynuowała. „Tak jak, gdy Sascha Duncan 
uciekła, by związać się z alfą Ciemnej Rzeki. Po prostu nie mogłam zrozumieć jak ona może się 
przy nim czuć bezpieczna.”
„W Sieci nie ma przemocy między mężczyznami i kobietami?”
„Nie, nie w takim sensie w jakim masz to na myśli. Nie słyszy się na temat domowej przemocy – 
wydaje mi się, że nie ma na nią możliwości.” Powiedziała wpatrując się w twarz mężczyzny, który 
właściwie   pełnił   rolę   alfy   swoich   ludzi,   który   był   równie   niebezpieczny   i   śmiertelnie   groźny. 
„Mężczyźni znajdujący się pod wpływem Ciszy są zimni, kontrolowani. Ale mężczyźni poza nią? 
Czasami tak się złościsz – nie ma niczego co mogłoby cię powstrzymać przed skrzywdzeniem 
słabszej osoby.”
I tak nagle temperatura opadła, aż mogła niemal zobaczyć jak jej oddech paruje w powietrzu. „Twój 
wywiad musiał być bardzo dokładny.”
„O czym ty mówisz?”
Dev wpatrywał się w nią. Jego twarz nie odzwierciedlała żadnych emocji. Po długiej, zmrożonej 
chwili, ponownie zwrócił swoją uwagę na organizer. „W siedzeniu przed tobą znajduje się moduł 
rozrywkowy.”
Nie wiedziała skąd czerpała odwagę. Sięgnęła do niego zabrała mu organizer i wyłączyła go. On po 
prostu wyciągnął po niego dłoń. „Masz szczęście, że ten model ma automatyczną pamięć.”
Zamiast mu go oddać odłożyła go na bok swojego siedzenia. „Opuszczę moje tarcze.”
Absolutna cisza nie przerwana nawet przez szepty innych osób znajdujących się na pokładzie.
„Nie możesz.” Powiedział w końcu. „Chyba, że ta cała panika na temat bycia odciętym od sieci 
była tylko kolejnym kłamstwem?”
To było chirurgiczne uderzenie, precyzyjne i śmiertelnie niebezpieczne, ale odmawiała pozwolenia 
mu sobą wstrząsnąć. „Jestem zablokowana w Sieci, ale on nie zrobił niczego, by powstrzymać mnie 
przed używaniem moich umiejętności ...”

background image

„Dlaczego?” Wtrącił Dev.
„Prawdopodobnie dlatego, że tego rodzaju zaciemnienie wymaga nieustannego monitorowania.” 
Kurz w gardle, żużel w ustach. „Albo dlatego, że chce, bym używała moich umiejętności, ale bez 
względu na jego powody, oznacza to, że posiadam kontrolę nad swoimi osobistymi tarczami. Mogę 
je opuścić.”
„To oferta, czy groźba?” Chłodne słowa, twarz bez wyrazu.
„Oferta.” Była już chora i zmęczona tym, że ciągle jej nie ufano. „Powiedziałeś, że masz w sobie 
trochę telepatii. Czy jest jej wystarczająco dużo, by przeskanować otwarty umysł?”
Nie odpowiedział jej.
Więc działała w oparciu o instynkt zakładając, że może robić to o co go prosiła. „Wejdź we mnie, 
zobacz co wiem, zobacz czym jestem.” Chciała powiedzieć, zaufaj mi. Ponieważ gniew mógł ją 
zaprowadzić jedynie tak daleko. Czuła się taka samotna. W dniach, gdy zamknął ją w tym pokoju 
nie spała więcej niż tylko po kilka godzin każdej nocy. Była zbyt mocno świadoma niekończącej się 
pustki jej egzystencji.
Skóra na kościach policzkowych Dev'a napięła się. „Tak bardzo mi ufasz?”
„Byłeś bezpośredni – jeżeli okażę się zagrożeniem, zginę. W przeciwnym wypadku nie sądzę byś 
wyrządził mi krzywdę.”
Drgnął tak jakby go uderzyła. „To pewnego rodzaju inwazja. Nie jest to nic co wybrałby telepata.”
„Ja wybieram. Potrzebuję, byś przestał traktować mnie jak oszusta. Nie jestem nim.”
„Nie.” Zacisnął szczękę.
„Dlaczego?”   Obróciła   się,   by   spojrzeć   mu   w   twarz.   „Ponieważ   czujesz   się   winny   z   powodu 
naruszenia prywatności mojego umysłu? Daję ci pozwolenie Dev.”
„To nie sprawia, że jest to mniej inwazyjne.”
„A  to?”   Zamachnęła   ręką.   „To   jest   lepsze?   Gdy   cały   czas   jestem   traktowana   jak   nieustanny 
kłamca?”
Spojrzał w górę. Podążyła za jego wzrokiem i zobaczyła jak Tiara wpatruje się w ich dwoje z 
nieskrywanym zainteresowaniem. Ton Dev'a był napięty, gdy ponownie obrócił się w jej stronę. 
„Nie będziemy tego dyskutowali tutaj.”
Żar przetoczył się po jej ciele grożąc rumieńcem na jej twarzy. „Dobrze. Ale będziemy na ten temat 
rozmawiać.”
Wysiadka z samolotu poszła jak w zegarku. Cruz i jego opiekunowie byli już w pojeździe zanim 
Dev i Katya zeszła z pokładu. Ciemna Rzeka przysłała ekipę powitalną składającą się z czterech 
ludzi i dwóch pojazdów z napędem na wszystkie koła. 
Wysoki mężczyzna z wyróżniającymi się blond włosami związanymi w kucyk wyszedł na przód. 
„Vaughn.” Powiedział wyciągając w jego stronę rękę.
„Dev.”   Gdy  potrząsali   rękami   Dev   zobaczył   jak   oczy Vaughn'a   wędrują   do   Katy'i,   a   potem   z 
powrotem. Świadomy tego, że ten mężczyzna był Strażnikiem, jednym z najwyższych rangą ludzi 
w stadzie Lucas'a, Dev wiedział, że Vaughn dokładnie wiedział kim ona była, ale i tak dokonał 
przedstawienia ich sobie. „To jest Katya.”
Vaughn nie zaoferował jej swojej ręki – była to grzeczność, ponieważ większość Psi w Sieci wolało 
nie być dotykanym. „Ashaya cieszy się na spotkanie z tobą.”
„Nie jestem pewna jak bardzo będzie ono bezpieczne.” Powiedziała Katya z napiętą twarzą.
Vaughn nie wydawał się na zmartwionego. „Mamy wsparcie. Chodźcie – wy dwoje możecie jechać 
ze mną i z Cory'm. Spotkałeś już Mercy?”

background image

Dev   potrząsnął   głową.   „Słyszałem,   że   związałaś   się   z   wilkiem.”   Powiedział   do   pięknej   rudej 
kobiety, która uniosła dłoń machając lekko.
„Trauma   tego   wydarzenia   właśnie   zaczyna   się   uspokajać.”   Powiedziała   śmiertelnie   poważnym 
tonem, ale oczy jej błyszczały. „Będę jechać z pozostałymi. To jest Jamie.” Wskazała kciukiem na 
mężczyznę stojącego obok niej. Miał włosy ufarbowane w jasny żółty kolor nasycony kobaltowymi 
pasemkami. „Jest w stanie wszystko wypatrzyć.”
Vaughn zaczekał, aż pierwszy pojazd wycofał, zanim podążył za nim. Zaoferował Dev'owi przednie 
siedzenie,   ale   Dev   wolał   siedzieć   z   tyłu   razem   z   Katy'ą.   Droga   minęła   w   lekkiej   ciszy   – 
przynajmniej dla pasażerów przednich siedzeń. Dev był wysoce świadomy napiętej linii kręgosłupa 
Katy'i. Między nimi nadal wisiało napięte niczym ostrze noża pytanie.
Chciał złapać ją za kark, sprawić, by obróciła się do niego, zamiast wpatrywać w okno. Walka z 
tym pragnieniem przyprawiła go o cholerny ból głowy. W rezultacie, był w gównianym nastroju 
zanim dotarli do lokalizacji, którą Ciemna Rzeka wybrała na spotkanie z Sasch'ą.
„Miłe miejsce.” Powiedział Dev. Usytuowany na dużej połaci ziemi, która dawała mu prywatność 
przed sąsiadami stał parterowy dom wystarczająco duży dla nich wszystkich. Pozostali już się 
zadomowili   zgodnie   z   wiadomością   tekstową,   którą   dostał   od   Tiar'y.   „Jak   daleko   od   miasta 
jesteśmy?”
„Piętnaście   minut   drogi.”   Odpowiedział  Vaughn.   „Zostawimy   wam   jeden   pojazd   –   i   możemy 
załatwić wam drugi, jeżeli uważasz to za potrzebne.”
Dev przez chwilę pomyślał na ten temat, bardzo świadomy Katy'i stojącej cicho po drugiej stronie 
pojazdu. „Jeszcze jeden byłby dobry, gdybyśmy musieli się rozdzielić z jakiegoś powodu. Chcę, by 
oba były zakodowane, by rozpoznawały mnie, Tag'a i Tiar'ę.”
Ręka Katy'i zacisnęła się w pięść na bagażniku.
„To zajmie tylko pół godziny, lub coś koło tego.” Powiedział Vaughn. „Cory zakoduje cię do tego – 
a potem ty możesz zakodować swoich pozostałych ludzi.”
Gdy młody mężczyzna leoparda pracował nad komputerowym systemem samochodu, Dev zobaczył 
jak Katya przeszła dookoła pojazdu, by stanąć obok Vaughn'a. „Czy u Ashay'i wszystko jest w 
porządku?”
„Tak.” Strażnik uniósł brew. „Wydawało mi się, że była cię odwiedzić.”
„Nie byłam wtedy w najlepszym stanie umysłowym. Nie rozmawiałyśmy zbyt wiele.”
„Jest szczęśliwa.” Powiedział po prostu Vaughn. „Dorian, ona i ten kociak, razem tworzą dobrą 
rodzinę.”
Cory poprosił wtedy Dev'a, by zrobił odcisk kciuka, więc przeoczył kilka następnych komentarzy. 
Gdy ponownie się obrócił Vaughn pokazywał coś Katy'i na swoim telefonie. Tych dwoje stało tak 
blisko siebie, że niemal się dotykało. Gdyby to był Tag … ale nie był. Dev nie znał Vaughn'a, nie 
ufał mu. Jego całe ciało stało się napięte i gotowe, by uderzyć.
Drzwi frontowe domu otworzyły się w połowie jego walki z wybuchem zazdrości niepodobnym do 
niczego, co kiedykolwiek doświadczył. Marcy i Jamie wyszli na werandę łapiąc uwagę Vaughn'a. 
Strażnik odłożył telefon. „Wszystko gotowe?”
Mercy przytaknęła zanim zwróciła się do Dev'a. „Sascha wpadnie popołudniu.”
„Dzięki.” Zabrzmiało to cywilizowanie, choć w ogóle tak się nie czuł.
„Mam nadzieję, że będzie mogła pomóc ...” Ruda zamknęła usta wiedząc delikatne potrząśnięcie 
głowy Dev'a.
Mimo   tego,   że   Mercy   zaraz   poszła   za   jego   wskazówką,   Katya   zesztywniała.   Chwilę   później, 
sztywność   zniknęła,   wyciekła   z   niej   niczym   powietrze,   jej   ramiona   opadły.   Nie   mógł   znieść 
oglądania jej takiej. Zostawił Cory'ego, by dokończył  proces weryfikacji i podszedł do niej. A 

background image

potem pomyślał, do cholery z tym wszystkim i objął ją ramieniem w pasie przyciągając ją w żar 
swojego ciała.
Nie zmiękła dla niego … ale też nie odsunęła się.
„Cory, skończyłeś?” Zawołał Vaughn nie komentując działań Dev'a.
Mercy   jednakże posłała mu twarde spojrzenie. Prawda uderzyła w niego niczym piorun – jeżeli 
Katya odmówi wrócenia z nim do Nowego Jorku, leopardy znajdą sposób, by mogła zostać. W 
końcu,  Ashaya   nie   tylko   była   fenomenalnie   utalentowanym   M-Psi,   leopardy   miały   również   w 
swoim stadzie dwie kardynalne.
Spojrzał Mercy w oczy i wytrzymał jej spojrzenie. Po chwili uśmiechnęła się w bardzo delikatny 
sposób.   „Chyba   będziemy  ruszać.   Do   zobaczenia   później   Dev.   Katya   tutaj   masz   mój   numer.” 
Przekazała jej wizytówkę. „Zadzwoń, jeżeli będziesz mnie potrzebowała.”
Dev zaczekał aż koty odejdą zanim ponownie się odezwał. „Zamierzasz do niej zadzwonić?”
„Nie.” Potarła jedną z krawędzi wizytówki palcem i wsunęła ją do kieszeni. „Ashaya jest dobrą 
osobą, ale nie rozumie jak bardzo on mnie zmienił. Potrafię go teraz zobaczyć, wiesz – Ming'a – to 
znamię na jego twarzy jest niemożliwe do pomylenia. Jego wyraz twarzy nigdy się nie zmieniał. 
Bez względu na to co robił, albo jak bardzo błagałam.” Wymruczała.
Wściekłość, nagła i nie możliwa do okiełznania otuliła się wokół jego gardła, gdy przesunął się, by 
móc spojrzeć na jej twarz. Ale nie dała mu szansy, by się odezwał, położyła dłonie na jego piersi i 
popchnęła. „Dlaczego mnie trzymasz?”
„Bo wyglądałaś tak jakbyś tego potrzebowała.”
Ta bezpośrednia odpowiedź wydawała się ją nieco wytrącać z równowagi. Ale tylko na chwilę. 
„Nie możesz tego robić, Dev.”
Sięgnęła, by odsunąć od siebie jego rękę. „Mówić mi w jednym momencie, że wydałeś rozkaz, by 
pozwolić na użycie śmiertelnie niebezpiecznej siły przeciwko mnie, a w drugim mnie pieścić!”
„Byłem niesamowicie wkurzony, gdy ci to powiedziałem.” Powiedział łamiąc każdą ze swoich 
zasad na temat nie angażowania się z wrogiem.
„Ponieważ sądziłeś, że sobie z tobą pograłam.” Wściekła mieszanina zranienia i gniewu. „I nadal 
tak uważasz.”
„A co innego mam sądzić?” Stracił panowanie nad sobą. „Jesteś cholernie silną telepatką, a jednak 
zapomniałaś o tym? To tak jakbyś nie pamiętała, że masz nerkę!”
„To nie jest to samo!” Odkrzyknęła do niego, a potem złapała się mocno za głowę.
Natychmiast ujął ją za policzek. „Co się dzieje?”
„Ćśś.” Linie sformowały się między jej oczami.
Czekał przez niemal dwie minuty,  gdy tam stała. Jej  głowa była przechylona w sposób, który 
sugerował, że słuchała, tak jakby zaczynała odkrywać sekrety przeszłości. Ale gdy spojrzała w górę 
dostrzegł w jej oczach jedynie prześladujący ją ból. „Zaczynam wiedzieć nawet te części, które były 
głęboko ukryte.”
W tym momencie nie mógł jej nie wierzyć. „Dobrze.”
„Nie jestem tego pewna.” Widać było pracę jej gardła, gdy przełykała. „Zrobiłam różne rzeczy w 
tych laboratoriach, Dev. Rzeczy, których nie chcę pamiętać.”
Strach   w   jej   głosie   wstrząsnął   nim.   Przyzwyczaił   się   do   postrzegania   jej   jako   ocaloną,   która 
obudziła  się  w  tym  szpitalnym  łóżku.  Kobietę  z  wolą  jak stal,  która  poprosiła  go  o obietnicę 
śmierci.   Ale   ta   kobieta   była   kiedyś   naukowcem   Psi,   mogą   zrobić   niewybaczalne   rzeczy. 
„Kimkolwiek była ta kobieta, umarła w ciągu tych miesięcy, które spędziłaś z tym potworem.” 
Powiedział ostrym tonem.
„To zbyt łatwe.” Podjęła nie możliwą do wzruszenia decyzję. „Nie, ja muszę zobaczyć, muszę 
wiedzieć.”
„W takim razie tak się stanie.” Zamknął dłoń na jej karku łagodząc swój głód, by ją dotknąć, wziąć. 
„Jeżeli jest jedna rzecz, którą wiem, to to, że twoja wola jest nie możliwa do złamania.”
„Więc wiesz, że się nie wycofam.” Powiedziała patrząc na niego tymi zmieniającymi się oczami. W 
tej chwili, w świetle słońca, były tak czyste jakby były przeźroczyste. Ale to nie sprawiło, by były 
mniej zdeterminowane. „Chcę byś przeskanował mój umysł.”

background image

ROZDZIAŁ 26

Po przeczytaniu raportu, który jego asystentka przygotowała dla niego na temat sytuacji w Sri 
Lance, Kaleb wyszedł na zewnątrz – do samego końca swojego patia, które wystawało nad ostrą 
przepaścią – i otworzył psychiczne ścieżki swojego umysłu. Ale zamiast wejść do Sieci jako Kaleb 
Krychek, Radny i kardynalny Tk, otulił się w mobilny firewall, który w nieskończony sposób 
zmieniał się ukrywając jego tożsamość.
Nikita Duncan byłaby bardzo zaskoczona, gdyby usłyszała od kogo nauczył się tej małej sztuczki. 
Monitorował  Sasch'ę  Duncan  przez  pewien  czas przed  jej  ucieczką  – Umysł  Sieci  wykazywał 
zdecydowaną preferencję w stosunku do córki Radnej, a on chciał wiedzieć dlaczego. Ale nie był w 
stanie przejść przez jej tarcze – Sascha Duncan, pomyślał mogła być najlepszym technikiem tarcz 
jakiego kiedykolwiek widział. To czego nauczył się od zerknięć, które udało mu się dokonać, zanim 
zagubiła się w ścieżkach Sieci było bardziej użyteczne niż wszystko czego nauczył się do tej pory.
Teraz,   używając   tarcz,   które   w   efektywny   sposób   czyniły   go   niewidzialnym   wystrzelił   przez 
północne nieba Sieci w stronę rozrastającej się plamy, którą pokazał Niki'cie. Zamiast pójść swoją 
zwykłą   ścieżką,   znalazł   jeden   z   drobnych   strumieni,   które   powiększały   tą   plamę   i   pozwolił 
przenieść się mu z prądem dokładnie do tego miejsca, zupełnie jakby płynął po rzece, która wpada 
do morza.
Nie obawiał się skażenia – rozpoznawał martwy obszar jako to, czym był. Miał on w sobie echa 
Mrocznego Umysłu – niemego, ukrytego bliźniaka Umysłu Sieci, stworzonego z całej wściekłości i 
bólu, którego Psi odmawiali czuć. Część tego echa istniała też wewnątrz Kaleb'a. Nie chodziło o to, 
że był kardynalnym Tk, tylko o to, że był bardzo wyjątkowym kardynalnym Tk. Takim, który był 
ukształtowany przez czas i okoliczności w idealny przewodnik. Więc bezkarnie płynął po ciemnych 
prądach jednocześnie „rozmawiając” z Umysłem Sieci.
Ta istota psychiczna nie mogła mu nic powiedzieć na temat wybuchu w Colombo, ale przesłała mu 
kaskadę obrazów, z których Kaleb wyłowił pojedyncze ciemne pasmo, które wdarło się niemal 
bezpośrednio do tarczy w tym regionie.  Nie skłamał  Niki'cie  – nie sądził, by obecny wybuch 
przemocy pośród Psi był spowodowany przez pozbawione życia pasma Sieci, ale był to jeden z 
czynników … i zaczynał on podkopywać same fundamenty Sieci. Ten rozpad nie miał jeszcze 
efektu fali, a wzrost ochotniczej rehabilitacji może go jeszcze spowolnić, ale prędzej czy później 
coś będzie musiało się rozpaść.
A gdy tak się stanie, ta plama się rozrośnie. A gdziekolwiek ona pójdzie, śmierć pójdzie zaraz za 
nią.

ROZDZIAŁ 27

Katya została za zamkniętymi drzwiami swojego pokoju, gdy usłyszała, że przyjechali inni. Dev nie 
rozkazał jej, by tak zrobiła, nie wysłał nawet strażnika pod jej drzwi, ale ona nie zamierzała narazić 
ludzi na niebezpieczeństwo, ponieważ czuła się zraniona z powodu bycia wyłączoną. Może miała 
rację, i Ming nie monitorował jej każdego kroku – wszystkie znaki wskazywały na brak mentalnej 
kontroli – ale jak mogła uzasadnić igranie z życiem na podstawie wiary zbudowanej na takim 
wątłym fundamencie?
Ale jeżeli miała rację, i Ming efektywnie stworzył ogrodzenie wokół jej umysłu w Sieci Psi, jak to 
ogrodzenie   utrzymywało   się  w  miejscu?   Na   tyle,   na   ile   była   w   stanie   to   zobaczyć,   nie   miała 
psychicznego łącznika z nikim lub niczym poza jej życiodajnym połączeniem z Siecią Psi.
Nie było połączenia …

background image

„Och.”   Powiedziała   na   głos   zdając   sobie   sprawę   głębię   umiejętności   Ming'a   z   zakresu   walki 
mentalnej. To ogrodzenie, ta tarcza, to więzienie – ona je karmiła. Zamknął ją wewnątrz siebie, a 
potem,   jako   ostatnią   zniewagę   zaprogramował   jej   własny   umysł,   by   wzmacniał   ściany,   które 
ustawił. 
Jej ręka wbiła się w pościel i materac. Nie była tylko wewnątrz więzienia, była jego częścią.

Dev obserwował jak Sascha Duncan siada po przeciwnej stronie łóżka Cruz'a. Ręka jej 

wybranka spoczywała na jej ramieniu. Oczy Cruz'a powędrowały od Dev'a do Lucas'a, a potem z 
powrotem.   Sascha   westchnęła.   „Czy   wy   dwoje   możecie   przestać   wpatrywać   się   w   siebie   tak 
jakbyście mieli zaraz wyzwać się na pojedynek pistoletowy?”
„Żadnej broni.” Powiedział Dev bez odrywania oczu od alfy Ciemnej Rzeki.
Sascha zrobiła niezadowoloną minę. „Lucas.” Rozkaz, by dobrze się zachowywał.
Oczy alfy leopardów rozświetliły się z kocim rozbawieniem. „Będę, jeżeli on będzie.”
Usta Cruz'a siedzącego na łóżku delikatnie zadrżały w uśmiechu, gdy czekał na odpowiedź Dev'a.
„Ponieważ   jesteś   gościem,   wydaje   mi   się,   że   pozwolę   ci   wygrać   tą   rundę.”   Powiedział   Dev 
opierając się plecami o ścianę przy drzwiach.
„Jak hojnie z twojej strony.” Lucas przesunął się, by odzwierciedlić pozycję Dev'a stojąc bliżej 
swojej wybranki. „Widzisz Sascha, wszyscy jesteśmy teraz przyjaciółmi.”
Zamiast mu odpowiedzieć, Sascha skupiła się na Cruz'ie. „Jak ci się wydaje, ile oni mają lat?”
W policzkach Cruz'a pojawiły się dołeczki, gdy się uśmiechnął. „Dziesięć?”
Śmiech Sasch'y wypełnił pokój, i po raz pierwszy Dev naprawdę zrozumiał, czym była. Spora 
liczba empatów opuściła Sieć razem z Zapomnianymi, ale wielu zdecydowało się zostać mając 
nadzieję, mimo wszelkim sygnałom, że sama ich obecność pomoże ich ludziom. Jego prababcia 
Maya była dzieckiem, gdy jej rodzice wybrali ucieczkę. Jej empatyczne umiejętności miały średni 
zasięg. Z jej powodu sądził, że wie, czym byli empaci … ale nigdy wcześniej nie znajdował się w 
obecności kardynalnej E-Psi.
Zdał sobie sprawę, że właściwie niemożliwością było darzenie Sasch'y nienawiścią lub gniewem 
było po prostu niemożliwe, jeżeli w ogóle coś się odczuwało. I nagle zdał sobie sprawę, że właśnie 
dlatego   E-Psi   byli   systematycznie   duszeni   w   Sieci,   a   ich   moc   była   związywana   –   stanowili 
prawdziwe zagrożenie dla władzy Rady. Jeżeli Cisza załamie się, możliwe, że kontrolę przejmą 
empaci.
Ale choć była niezwykła, nie czuł w stosunku do Sasch'y niczego poza podziwem. Nie budziła w 
nim   żadnych   ze   skomplikowanych,   niebezpiecznych   uczuć,   które   pobudzała   do   życia   w   jego 
wnętrzu kobieta cicho siedząca w pokoju na tyłach domu.
Fakt, że nie mógł jej uwolnić zniszczył coś w jego wnętrzu.
W  tym  momencie  Sascha  spojrzała  mu  prosto  w oczy,  w jej   własnych  nie  było  niczego  poza 
ciepłem. „Sądzę, że możesz mi zaufać z Cruz'em.” Spojrzała ponad ramieniem na Lucas'a. „Sio. 
Nikt nie wskoczy przez okno z połową stada na warcie na zewnątrz.”
Lucas odsunął się od ściany,  gdy Dev zerknął,  by zobaczyć  czy Cruz nie  miał  nic przeciwko 
zostaniu samemu z Sasch'ą. Chłopiec już miał rękę otuloną wokół jej dłoni. „Chcesz, żeby Tag i 
Tiara nadal trzymali tarcze?”
„Tak.” Sascha uśmiechnęła się, gdy Lucas pochylił się, by pocałować ją w tył szyi. „Zaczniemy 
dzisiaj od budowy podstawowych blokad. Choć mam przeczucie, że Cruz szybko załapie o co 
chodzi.”
Wyszedł razem z alfą Ciemnej Rzeki i zamknął za nimi drzwi, tak by Sascha i Cruz mieli trochę 
prywatności. „Sascha jest bardzo szczupła jak na ciężarną.”

background image

Lucas najeżył się. „Chcesz powiedzieć, że nie troszczę się właściwie o moją wybrankę?”
„Przestań go drażnić Dev.” Powiedziała Tiara siedząca po turecku przed ekranem rozrywkowym w 
części salonowej. „Doskonale wiesz jak feralni są drapieżni zmiennokształtni mężczyźni, gdy ich 
wybranki są w ciąży. Tag, idź walnij jednego z nich.”
Tag westchnął i spojrzał na nich. „Panowie, czy to naprawdę jest konieczne?”
Lucas, ponownie z ludzkimi oczami, spojrzał od Tag'a do Tiar'y i wydawał się dostrzegać coś, 
czego nie powinien widzieć. Ale nie powiedział na ten temat słowa. „Chciałbym poznać Katy'ę.”
Nie lubiąc znajomości z jaką zmiennokształtny mężczyzna wypowiedział jej imię Dev zaczął iść w 
dół korytarza. „Ona zostaje ze mną.”
„Cóż ...” Lucas wzruszył ramionami. „Ashaya jest bardzo z nią związana.”
„Nie będzie w tej sprawie kompromisu.”
Lucas posłał mu przenikliwe spojrzenie. „Z nią też tak rozmawiasz?”
„Nie twój cholerny interes.”
„Tak właśnie myślałem.” Koci uśmiech. „Dam ci podpowiedź – nie warcz na kobiety. To je złości.”
„Wal się.” Powiedział Dev bez mocy.
Lucas roześmiał się. „Nie muszę, mam cudowną wybrankę.”
W tym momencie Katya otworzyła drzwi. „Wydawało mi się, że słyszałam ...” Jej oczy spoczęły na 
Lucas'ie.
Alfa   Ciemnej   Rzeki   zaraz   przybrał   swoje   zielone   oczy   i   ten   ciepły   leopardzi   czar,   gdy   się 
uśmiechnął. „Ty musisz być Katya. Jestem Lucas.”
„Witaj.” Katya uśmiechnęła się delikatnie.
Ogień wybuchł po kręgosłupie Dev'a. „Chodźmy porozmawiać na zewnątrz.” Nie było mowy, by 
chciał mieć tego mężczyznę w pokoju Katy'i.
„Nie, dopóki Sascha jest w domu.” Powiedział Lucas zajmując  pozycję  opierając  się o ścianę 
naprzeciw wejścia. „Możemy porozmawiać tutaj.”
„A co jest do omówienia?” Zapytała Katya ściskając klamkę.
Oczy Lucas'a powędrowały do jej uścisku sprawiającego, że jej knykcie zbielały. „Ashaya chciała, 
byś wiedziała, ze masz drogę wyjścia.”
Szczęka Dev'a zacisnęła się. „Nie graj tutaj alfy Luc. Nie mam wobec ciebie lojalności.”
„Muszę   dbać   o   moich   ludzi   Dev,   tak   samo   jak   ty.   A  Ashaya   uważa   Katy'ę   za   prawdziwą 
przyjaciółkę.”
Dev pomyślał o determinacji Katy'i, by jechać na północ. Czekał, by zobaczyć co zrobi.
„Dziękuję.” Powiedziała odwijając palce tylko po to, by otulić się rękami. Jego ciało drżało w 
posadach. Chciał do niej pójść, przytulić ją blisko. A potem odezwała się, a jego duma z niej 
zmieniła się w jego wnętrzu w płomień. „Ja też myślę o niej jako o przyjaciółce. I dlatego, że 
jestem jej przyjacielem, nie narażę jej rodziny na niebezpieczeństwo.”
„Masz   swoją   odpowiedź,   coś   jeszcze?”   Powiedział   Dev   upewniając   się,   by   Lucas   usłyszał 
absolutny brak elastyczności w jego głosie.
„Jeżeli zmienisz zdanie Katya wystarczy, że o tym powiesz.” Głowa Lucas'a delikatnie przechyliła 
się na prawą stronę. „Muszę iść porozmawiać z moją wybranką.”
Wiedząc, że Tag i Tiara będą mieli oko na sprawy Dev został, gdy Lucas odszedł. „Powinnaś 
przyjąć szansę, którą ci dał.”

background image

Oczy Katy'i stały się wielkie z powodu tonu jego głosu.
Coś prymitywnego w jego wnętrzu pchało go, by to skończył, by wziął ją w najbardziej ostateczny 
sposób. „Ja nie pozwolę ci odejść.”
Katya wiedziała, że powinna być zła, ale w oczach Dev'a nie widziała groźby. Nie, to co płonęło w 
tych   pokropionych   złotem  głębiach   było   zaborczym   żądaniem,   które   wiedziała,   że   skończy  na 
zawsze jej samotność … ale tylko jeżeli zaakceptuje jego zasady. „Mogłam być złamana, gdy się 
pojawiłam, ale to już nie jest aktualne. Fragmenty zaczynają łączyć się w całość.” Powiedziała, jej 
głęboko kobieca część wyczuwała, że jeżeli teraz się podda, wszystko będzie skończone.
„Dobrze.” Ujął jej policzek w uścisku, który był oczywisty w swojej zaborczości.
Jej brzuch wypełnił się motylami, stal i żar jego zapachu znajdował się w każdym jej oddechu – ale 
jej głos był równy. „Nawet jeżeli to znaczy, że nie będę robić tego co chcesz?”
Potarł kciukiem po jej dolnej wardze. Jego oczy nie opuszczały jej ust. „Nigdy nie powiedziałem, 
że chciałem marionetki.”
„W  takim   razie   uważaj   się   za   ostrzeżonego.   Nic   co   możesz   zrobić   nie   powstrzyma   mnie   od 
zrobienia tego co muszę.”
W tym momencie wyraz twarzy Dev'a zmienił się, ale nie wypełnił się gniewem, ale wyzwaniem. 
„No to dawaj.”
Pocałunek był mocny, szybki i otwarcie zaborczy – było to ostrzeżenie i obietnica w jednym.

Idąc w dół korytarza znalazł Sasch'ę opuszczającą pokój Cruz'a – i lądującą bezpośrednio w 

ramionach swojego wybranka – Dev skinął na parę, by podążyła za nim na zewnątrz. „Tag, jedno z 
was dwojga też powinno wziąć w tym udział.” Powiedział, a smak Katy'i był nadal utrzymującym 
się posmakiem słodyczy na jego języku. Z łatwością będą mogli przetransmitować jedno drugiemu 
to co słyszeli. 
Tiara uniosła  się w pełnym  gracji  ruchu. „Ja pójdę. Trzymaj  dla mnie otwarty umysł, dobrze, 
wielkoludzie?”
Tag przytaknął krótko, ale Dev zobaczył przebłysk głodu w jego oczach. To sprawiło, że zaczął 
zastanawiać się jak to jest, gdy komunikują się dwaj telepaci – czy Tag czuł coś innego, gdy 
chodziło o Tiar'ę? Część jego nie mogła powstrzymać się przed pomyśleniem, jak by to było gdyby 
miał umysł Katy'i otwarty dla niego.
W takim razie wiesz, że się nie wycofam. Chcę, byś zajrzał do mojego umysłu.
Każdy męski instynkt warczał w nim w odrzuceniu tego pomysłu. Taki kontakt nie miałby nic 
wspólnego z intymnością – byłoby to najgorszego rodzaju naruszenie prywatności, kpina z tego co 
powinno między nimi być.
„Dev, wszystko w porządku?” Zapytała Tiara bardzo cichym głosem.
Zdając sobie sprawę, że pozwolił emocją wypłynąć na twarz, przytaknął. „Sascha, jaka jest twoja 
opinia na temat Cruz'a?” Powiedział obracając się do empatki, gdy stanęła obok niego mając po 
drugiej stronie Lucas'a. 
„Jest   uszkodzony,   ale   nie   nieodwracalnie.”   Posłała   mu   zachęcający   uśmiech.   „Chłopiec   może 
nauczyć się osłaniać tarczami.”
Tiara wypuściła powoli oddech. „Cholera, cieszę się mogąc to usłyszeć. Ale dlaczego nie łapał 
spraw, które próbowaliśmy mu pokazać?”
„Jego ścieżki są tak uszkodzone, że muszę wynaleźć całkowicie nową formę osłon tylko dla niego.” 
Opowiedziała Sascha.
„Możesz to zrobić?” Zapytała Tiara. „Tag chce ich plany.”

background image

„W tej chwili to otwarty proces – buduję je od środka na zewnątrz. A właściwie robi to Cruz, 
zgodnie z moimi instrukcjami. Z radością podzielę się tym, co mam do tej pory.” 
„Luc jest jeszcze coś innego o czym chciałabym z tobą porozmawia

ć.” Powiedział Dev, gdy obie 

kobiety odeszły od nich. 

„Tak?”

„Masz jakiś kontakt z nowym stadem leopardów w Smokies?”

„To stado Remi'ego. Deszcz Ognia.” Odpowiedział z łatwością Lucas.

„Remi'ego?” Dev potrząsnął głową. „Brzmi tak jakby powinien gdzieś polować na aligatory.”

„To skrót od Remington. Strasznie go wkurza, gdy ktoś używa tego imienia.”

„Dzięki za podpowiedź.”

Lucas uśmiechnął się.

„Jak długo Deszcz Ognia był w pobliżu?”

„Około roku. Remi skupił wokół siebie kilku samotników, których znał z czasów swoich włóczęg, znalazł 
terytorium, i dał znać wieściami, że stado jest otwarte. Z tego co słyszałem teraz mają rozsądną grupę.”

„Jak to działa, ta sprawa z terytorium?”

„Pytasz z jakiegoś powodu?”

„Mam nerwowych ludzi w tym terenie. Ludzi, którzy są uczciwymi właścicielami swojej ziemi, czarno na 
białym.” Sporo Zapomnianych osiedliło się w tym regionie odnajdując komfort w masywnym cieniu gór.

Lucas potrząsnął głową. „To nie będzie problem. Remi kupił spory trakt ziemi dla swoich ludzi, i zgodnie z 
zapisami Konstytucji po Wojnach Terytorialnych ma zmiennokształtne prawa do obszarów znajdujących się 
we własności publicznej.”

Dev sam przeczytał już te prawa. „Tak długo jak utrzymuje naturalny krajobraz i może utrzymać z dala 
innych zmiennokształtnych, są jego? To nie jest sprzeczne z Porozumieniami Pokojowymi?”

„Ten obszar nie był wzięty w posiadanie, gdyby był, a stado było słabe, to też mógłby je zająć. Fakt, że ten 
obszar był pusty ułatwia jeszcze sprawy.” Powiedział Lucas.

„A dostęp moich ludzi do publicznych ziem?”

„Nadal jest możliwy, ale jeżeli Remi odniesie sukces w utrzymaniu tego terenu, będą musieli przestrzegać  
jego zasad.”

„Nie jest to zbytnio sprawiedliwe.”

Lucas wzruszył ramionami. „Jeżeli utrzyma te ziemie, jednocześnie jest zobowiązany do pomocy ludziom 
znajdującym   się   na   jego   terytorium,   więc   ludzie   i   niedrapieżni   zmiennokształtni   uzyskają   ochronę 
leopardów. To nie jest zły układ.”

„Chyba, że Remi to dupek.”

Uśmiech rozszerzył się na twarzy alfy leopardów. „Powiem mu, że to powiedziałeś.”

„Wolałbym, żebyś dał mi do niego bezpośredni numer. Nie mogę go przygwoździć wystarczająco długo, by 
porozmawiać.”

„Jest zajęty ustanawianiem terytorium.” Ale Lucas wyciągnął komórkę i bezprzewodowo przesłał dane do  
telefonu   Dev'a.   „Remi   jest   w   porządku.   Obserwowanie,   czy   Deszcz   Ognia   utrzyma   się   razem   –   jak 
powiedziałem, stado zostało ustanowione z grupy leopardów, które wybrały chodzenie własnymi ścieżkami  
zanim Remi namówił ich, by się z nim złączyli.”

„Wydajesz się całkiem sporo wiedzieć na ich temat. Sądziłem, że stada są niezależne.”

„Czasy się zmieniają.” Powiedział Lucas, teraz już w jego tonie nie było rozbawienia. „Wywiad to użyteczne 
narzędzie – nawet dla najbardziej odizolowanych stad.”

Dev spojrzał w oczy swojemu rozmówcy. „Zapomniani są rozsiani po całym kraju.”

background image

„Może powinniśmy porozmawiać na ten temat.”

DZIENNIK POKŁADOWY ZIEMIA2: STACJA ŚWIATŁO SŁONECZNE

10 lipca 2080: Oficjalny raport z incydentu: Wydaje się, że czworo członków załogi doświadczyło epizodu 
halucynogennego o znacznej sile. Spowodowali znaczne uszkodzenia w głównych kwaterach sypialnianych 
podczas okresu nieregularnej aktywności mózgu. Naprawy trwają.

Wszystkie osoby, których ta sprawa dotyczy zostały sprawdzone przez medyków. Po dwunastu godzinach 
obserwacji ich stan uznano za stabilny. Zespół medyczny obecnie nie posiada danych wnioskowych, ale 
wysunięto teorię, że ta czwórka mogła zostać otruta przez skażenie w łańcuchu pokarmowym. Obecnie nasze 
zapasy są skanowane na obecność toksyn.

ROZDZIAŁ 28

Katya   spędziła   większość   popołudnia   obserwując   archiwalne   wiadomości   na   małym   ekranie 
komunikacyjnym w swoim pokoju. Coraz więcej, i więcej fragmentów jej pamięci wracało na miejsce. Kilka 
razy ku własnemu zaskoczeniu wypróbowywała tarcze. Gdy stało się to o jeden raz za dużo, wyłączyła panel 
i zdecydowała się rozprostować nogi.

Nikt jej nie niepokoił, gdy poszła do kuchni. Wzięła jabłko z miski na blacie, otworzyła tylne drzwi i wyszła 
na zewnątrz.

„To będzie ładna noc.” Powiedziała Tiara z miejsca, gdy wykonywała pełną gracji serię ćwiczeń na trawniku  
za domem. Miała włosy związane w mocny kucyk. Jej ciało było zakryte przez przewiewny biały top i 
czarne leginsy.

Katya ugryzła jabłko i spojrzała w niebo wczesnego wieczoru. „Skąd wiesz?”

„Moja oma powiedziałaby, że mam zmysł pogodowy.”

„Oma?”

„Moja babcia.” Tiara rozciągnęła swoje członki w sposób, który był niemal koci. „Urodziła się na Indonezji,  
ale jej przodkowie pochodzili z ludności nadmorskiej z Niderlandów. Nikt nie potrafi tak odczytać pogody 
jak żeglarze.”

Jabłko pozostawiło słodki, delikatnie kwaskowy smak w ustach Katy'i. Ciesząc się nim ponownie wgryzła 
się w owoc. „Twoja rodzina wżeniła się w lokalną populację?”

„Nie widać? Jestem mutantem.” Mrugnęła okiem w sposób, który wskazywał wystarczający sposób na jej 
przodków z odległej Europy.

Katya nie mogła powstrzymać uśmiechu. „Robisz jakiś rodzaj jogi.”

„To jedna z bardziej atletycznych wersji.” Obróciła się w powolnym ruchu trzymając nogę jak tancerka i  
uśmiechnęła się. „Chcesz się przyłączyć?”

Bycie silniejszą tylko pomoże jej uciec, pomyślała Katya. „Mogę to robić w tych ubraniach?”

Tiara   krytycznie   przyjrzała   się   jej   dżinsom   i   koszulce.   „Nie,   potrzebujesz   czegoś   lżejszego.   Mogę   ci 
pożyczyć coś z moich rzeczy.”

„Jesteś ode mnie wyższa o jakieś trzydzieści centymetrów.” Wytknęła Katya.

„I więcej niż tylko kilka kilogramów cięższa.” Uśmiechnęła się Tiara z ręką opartą na krągłym biodrze.

Katya pomyślała, że była wcieleniem kobiety idealnej, które tak wielu ludzkich artystów lubiło malować. Te 
całe bogate krągłości, wzrost i niemal elektryzujący rodzaj piękna.

„Dobra.” Powiedziała Tiara przytakując. „Wiem co zrobimy. Zdejmij bluzę i pozbądź się dżinsów. Słońce 
nadal jest na niebie, więc koszulka z leginsami, które kupiłam w zeszłym tygodniu będzie dobra.”

Katya weszła z powrotem do domu, i zrobiła jak jej polecono. Minutę później Tiara podrzuciła jej leginsy.  
Były w porządku, poza tym, że były tak luźnie, że musiała użyć agrafki, by je utrzymać na miejscu. Sięgały 

background image

do połowy jej łydek – co oznaczało, że najprawdopodobniej sięgały Tiar'ze do kolan. Związując własne 
włosy w kucyk ponownie wyszła na trawnik, tym razem boso.

Katya czuła jak jej ciało włącza się w rytm niemal bezmyślnie, gdy Tiara zaczęła pokazywać jej kilka 
podstawowych ćwiczeń rozciągających. Kilka minut później, zmierzyła ją i stwierdziła. „Spróbujmy czegoś 
innego.”

Katya obserwowała, gdy Tiara demonstrowała, a potem skopiowała zwodniczo powolny ruch.

Tiara przytaknęła. „Robiłaś to już wcześniej.”

„Tak.”   Katya   przesunęła   się   w   kolejnym   ruchu.   „Moje   ciało   pamięta,   choć   mój   umysł   nie.”   Jej   mózg 
dostarczył   informacji,   że   joga   była   uważana   w   Sieci   za   cenne   ćwiczenie,   ponieważ   oznaczała   trening 
zarówno umysłu jak i ciała.

„Super. To znaczy, że możemy pominąć dziecinne ćwiczenia.”

„Nie sądzę.” Pocierając drżące mięśnie łydki Katya potrząsnęła głową. „Moje ciało może być chętne, ale nie  
jest tak sprawne, jak powinno być.”

Tiara uśmiechnęła się gigantycznym uśmiechem. „Jeżeli jesteś wystarczająco twarda, by pyskować do Dev'a, 
jesteś też dość twarda na Lekcje Jogi Tiar'y.”

„Skąd wiesz, że odcinam się Dev'owi?” Ustawiając się na odpowiedniej pozycji przeprowadziła ciało przez 
powolny podstawowy schemat. 

Obok niej Tiara wykonała dużo bardziej skomplikowany zestaw ruchów. „Nazwij to kobiecą intuicją.”

„Wiesz,   istnieje   teoria,  że   pierwsi  Psi  byli   po prostu  ludźmi   z  wysoko  rozwiniętym  zmysłem intuicji.” 
Powiedziała Katya, a pot spływał jej po plecach.

„Cóż, mówią, że wywodzimy się z tego samego pierwotnego przodka.”

Katya wysiliła mgliste cienie pamięci uzyskując więcej danych. „Jeżeli Rada odniesie sukces utrzymując  
Ciszę, a większość Psi będzie wiązało się jedynie z innymi Psi istnieje możliwość, że ewoluują w zupełnie  
innym kierunku.” Powiedziała rozciągając ciało, aż każdy jej mięsień był perfekcyjnie nastrojony. 

„Tego rodzaju ewolucja zajęłaby cholernie dużo czasu. Osobiście, nie sądzę, że tak się stanie.” Wzruszyła 
ramionami z łatwością, gdy obserwowała jak Katya kończy jej zestaw. „Sądzę, że człowieczeństwo w Psi  
wypłynie na powierzchnię.”

Stopy Katy'i ponownie stanęły na trawie zakorzeniając ją w ziemi, gdy przecząco potrząsnęła głową. „To  
zakłada,   że   nadal   pewne   człowieczeństwo   jest   w   nich   obecne.”  A  po   jej   niekończących   się   godzinach 
spędzonych z Ming'iem, wiedziała, że go nie ma.

Później   tego   popołudnia   Dev   właśnie   szedł   porozmawiać   z   Katy'ą,   gdy  dostał   telefon   od   Maggie.   W 
rezultacie   skończy   spędzając   ponad   dwie   godziny   na   rozmowie   konferencyjnej   z   pewną   ilością   ludzi 
zajmujących   wysokie   stanowiska   w   Świetle   –   z   których   wszyscy   zaczynali   panikować   na   temat 
wzrastającego procentu incydentów.

Choć   raz   spotkanie   nie   przemieniło   się   w   kłótnię   –   mimo   faktu,   że   kuzyn   Dev'a,   Jack   skłaniał   ku 
rozwiązaniu, którego przyjęcia Dev odmawiał. Gdy w końcu rozłączył się czuł wykończenie spoczywające 
ciężarem na jego barkach. Chciał iść do Katy'i, być z nią, nawet jeżeli nie mógł podzielić się z nią obawami, 
które   groziły   rozłamem   w   Zapomnianych,   ale   było   dobrze   po   jedenastej,   a   zgodnie   z   informacjami 
uzyskanymi od Tiary, zarówno Tag, jak i Katya około dziesiątej poszli do łóżek, po tym jak obie kobiety 
ucięły  sobie  pogawędkę   po późnej  kolacji.  Dev  nie  był  zbytnio  pewien  co myśleć  na   ten  temat.  Tiara 
dogadywała się niemal z każdym, ale była również bardzo silnie lojalna wobec Światła.

Sięgnął za brzeg koszulki chcąc ją ściągnąć, by przygotować się do kilku godzin snu. Zamarł na dźwięk 
krótkiego, ostrego krzyku, który zniknął niemal zanim się zaczął.

Zanim wpadł do pokoju Katy'i ona już siedziała na łóżku wpatrując się w pościel.

„Co się stało?” Zapytał wyczuwając, że Tiara wróciła do swoje warty na przodzie domu.

„Ten chłopiec.” Wyszeptała. „Był takim pięknym chłopcem.” Jej dłoń trzęsła się, gdy uniosła ją do swojej 
twarzy, a potem w połowie drogi opuściła ją, tak jakby zapomniała co chciała zrobić. „Nie mogłam mu  
pomóc.”

background image

Nie przerywał jej zdając sobie sprawę, że słyszał wewnętrzny koszmar.

„Próbowałam go ochronić, ale Larsen poprosił o niego i nie mogłam nic mu powiedzieć, nie mogłam go  
powstrzymać.” Widać było jak jej gardło pracowało, gdy przełykała. „Chciałam dźgnąć Larsen'a w serce 
jego własnym skalpelem, ale gdybym to zrobiła, Ming LeBon dowiedziałby się, że jesteśmy zdrajcami i 
wszystkie dzieci, by umarły.”

„Chłopiec przetrwał.” Przypomniał jej. „Powiedziałem ci o tym. Nie wiem dlaczego Ashaya nigdy ...”

Potrząsnęła przecząco głową. „To po to, by mnie chronić. By chronić dzieci. Im mniej wiedziałam, tym 
mniej mogli dowiedzieć się ode mnie, jeżeli kiedykolwiek by mnie złamali.”

„Nie musisz się więcej o to martwić – nie będziesz ponownie zabrana.” Dev nie wypuszczał tego co było 
jego. „A Jon – tak ma na imię – jest bezpieczny. Rada wie, że jeżeli go tknie, będzie to deklaracja wojny.”

„Jon … Jonquil Duchslaya.” Wymruczała powoli. „Cieszę się, że jest chroniony … Boże, on tak bardzo 
krzyczał.”   Opuściła   głowę   w   dłonie,   jej   całe   ciało   trzęsło   się.   „A  ja   musiałam   udawać,   że   to   nie   ma  
znaczenia, że mnie to nie obchodzi.”

Jego ciało napinało się zwracając w jej stronę, ale jak mógł do niej pójść, gdy sam umieścił ją w klatce? „Nie 
powinno cię to obchodzić. Byłaś Cicha – bez emocji.”

Uniosła głowę, jej oczy lśniły w świetle dochodzącym z korytarza. „Jest kwestia bycia zimnym, i jest też coś 
takiego jak bycie bez sumienia. Ja zawsze miałam sumienie, nie daje mi ono spać każdej nocy.”

„Katya.” Zaczął nie wiedząc co chciał powiedzieć.

„Sądzisz, że zobaczyłby się ze mną? Jon?” Skrzyżowała ręce i objęła się nimi. „Muszę go przeprosić. Muszę 
zrobić przynajmniej tyle.”

Dev wiedział o demonach, dostrzegał ich zbyt wiele w jej oczach. Przegrał wojnę, by zachować dystans,  
zamknął drzwi i przeszedł przez dywan. „Zapytam.”

„Dziękuję.” Przesunęła się na bok, gdy przysiadł na łóżku. „Powinieneś teraz już iść.”

„Nie zostawię ciebie w takim stanie.” Jej oczy były surowe, twarz stała się biała, jej ciało drżało mimo 
przykrycia kocami.

„Chcę być sama.”

„Jak cholera.” Przeklinając pod nosem położył się do łóżka i ignorując protesty Katy'i wciągnął ją na swoje  
kolana. „Cicho.” Warknął, gdy pchała go.

Znieruchomiała. „Nawet ja wiem, że to nie jest właściwa rzecz do powiedzenia w tej sytuacji.”

Ta całkowicie sztywna odpowiedź powinna go rozśmieszyć. Trzymając jedną rękę wokół jej ciała i drugą w  
włosach, przyciągnął ją do siebie wiedząc, że potrzebowała tych doznań zmysłowych, ale wiedząc również, 
że nigdy o nie nie poprosi. Nie teraz.

Powoli sztywność uleciała z niej, jedna z jej dłoni zawędrowała pod jego koszulkę i rozłożyła się na jego  
pulsie. Jej ręka była chłodna, a może to jego ciało było zbyt gorące. Jak zawsze, nie potrafił kontrolować  
swoich reakcji w jej towarzystwie. To nie miało znaczenia. Zamiast podpierać swoje tarcze, jedyne co chciał 
robić było zaoferowanie jej komfortu, danie jej drogi wyjścia z tego ciemnego pokoju, w którym była  
uwięziona bez wzroku, dźwięku i dotyku.

„Tiara powiedziała mi, że niedawno była w Paryżu.”

Zdziwiony jej wyborem tematu zsunął dłoń na jej szyję delikatnie ją ściskając. „Hmm.”

„Powiedziała, że pojechała odwiedzić rodziców.” Jej palce przesuwały się po jego skórze w dotyku, który 
sięgał głębiej niż ktokolwiek kiedykolwiek. „Powiedziała, że jej mama robiła jej każdego popołudnia ciasto i 
kawę, a każdej nocy rozczesywała jej włosy, a jej tata zamówił im obu: jej i jej mamie dzień w spa, zabrał je  
na zakupy i kupił jej czekoladę, by mogła ją pogryzać w samolocie lecącym do USA.”

Dev spojrzał w dół, ale Katya wtuliła w niego swoją głowę, jej rzęsy tworzyły delikatne kurtyny na tle 
policzków. „Wygląda na to, że była rozpieszczana.”

„Ona też tak powiedziała.” Jej palce przesunęły się w dół kuląc się nad jego żebrami. Wiedział, że powinien 
ją powstrzymać zanim niechcący zabrnie za daleko, ale nie zrobił tego. Ponieważ nawet teraz, jej skora była 

background image

trochę zbyt jasna, a serce rozchwiane.

„Co jeszcze Ti powiedziała?” Zmienił swój uchwyt i zacisnął dłoń na jej udzie.

Nie ruszyła się – choć czuł dreszcze pod jej skórą. „Że spodziewa się, że mężczyzna, który jej pragnie będzie  
ją równie mocno rozpieszczał.”

„Tag był w pokoju, gdy to powiedziała?”

„Oczywiście.”

Dostrzegł najdrobniejszy cień uśmiechu. „Sądzisz, że się z nim droczyła.”

„Wiem, że się z nim droczyła. To niesamowite ile mogą zdradzić oczy.”

„W  Sieci   musiałaś   bardzo  szybko   nauczyć   się   odczytywać   wyrazy  twarzy.   Nikt   nie   może   kontrolować 
każdego ruchu każdej minuty.” Powiedział próbując ignorować fakt, że jej palce śledziły górną krawędź jego 
dżinsów w przyprawiającej go o szaleństwo pieszczocie.

„Z Cichymi sprawa jest dużo bardziej trudna. Wszystko jest w bardzo drobnych wyrazach.” Wymruczała 
zahaczając palce nad jego biodrem, jeden znaczący centymetr pod jego pasem. 

„Tak?” Sięgnął w dół i pociągnął za jej rękę – żaden mężczyzna nie był aż tak dobry.

Opierała mu się. „To interesujące uczucie trzymać cię w tym miejscu.” Cień kciuka nad kością jego biodra.

Dobry Boże w Niebiosach. „Katya.” Niemal jęknął. „Jeżeli nie chcesz być rozebrana do naga w czasie  
dwóch sekund, nie możesz trzymać tam dłoni.” Już był pod nią twardy. Jeszcze jeden dotyk i pęknie.

Zobaczył   jak   przełyka   ślinę,   ale   nie   zabrała   dłoni.   „Doznania   byłyby   niesamowite.”   Wymruczała. 
„Gdybyśmy byli nadzy.”

„Boże.” Odciągnął jej dłoń, zanim poddałby się tej pokusie i zamknął ją we własnej ręce. „Jesteś na mnie  
zła, pamiętasz?”

„Tak. Ale zgodnie z opinią Tiar'y kontakt seksualny nie koniecznie wiąże się z pasmem emocjonalnym.”

Dev  zastanawiał  się  dokładnie  jak dużo czasu Ti  i  Katya   spędziły razem.  „Prawdopodobnie  próbowała 
rozzłościć Tag'a.”

Zmarszczyła brwi. „Nawet jeżeli, to prawda, co nie? Ludzie mogą uprawiać seks bez łączenia się ze sobą.”

„Tak.” Wysyczał tą odpowiedź przez zaciśnięte zęby.

Jej oczy skupiły się na nim. „Czy kiedykolwiek uprawiałeś seks z kimś kogo nie lubiłeś?”

„Nie.” Nie musiał się nad tym zastanawiać. „Traktuję seks poważnie.”

Zamilkła na chwilę. „A jednak jesteś podniecony przeze mnie.” Te oczy ponownie spojrzały prosto w niego,  
a jego wnętrzności ścisnęły się pod tym mocnym ciosem. Ponieważ Katya już nie była wystraszona. Była 
wkurzona.

„A ja na pewno jestem kimś kogo nie lubisz.” Kontynuowała.

Pochylił się do przodu i pociągnął jej głowę do tyłu. „Nie zdawałem sobie sprawy, że jesteś aż taka dobra w 
uwodzeniu.”

Delikatny rumieniec na jej policzkach. „Jest sporo rzeczy, których nie wiesz na mój temat.”

„Więc to nie było planowane.” Wymruczał czując, że jego ciało niemal mruczy. „To oznacza, że ty też nie  
możesz się oprzeć wrogowi.”

„Przejdzie mi.” Warknęła. „A teraz idź sobie.”

Pozwolił   jej   ześliznąć   się   z   jego   kolan   …   tylko   dlatego,   że   wiedział,   że   jeszcze   sekunda   dłużej,   a  
dotrzymałby swojej groźby i obdarłby ją z ubrań ucztując na cudownej nagości jej skóry. Ale nie potrafił 
oprzeć się zagarnięciu jej ust. Był to krótki, dziki kontakt wypełniony po obu stronach gniewem. Ale pod  
tym   gniewem   było   coś   jeszcze,   dziki   rodzaj   pragnienia,   które   go   cholernie   szokowało   i   sprawiło,   że 
wpatrywał się w nią w zdumieniu.

background image

ARCHIWA RODZINY PETROKOV

List datowany na 1 października 1977 r.

Najdroższy Matthew.

Emily była dzisiaj chora. Ma infekcję ucha, moje maleństwo. Widok łez w jej oczach łamie mi serce – choć 
oczywiście nie trwały one długo, nie gdy zaprowadziłam ją do M-Psi, ale i tak było to zbyt długo, by matka 
mogła spokojnie to znieść. Tobie też się to nie podobało. Próbowałeś dać jej swoje zabawki, żeby poczuła się  
lepiej. I wiesz co? Dla ciebie, zdusiła płacz i pobawiła się przez chwilę.

Gdy obserwowałam jak tak siedzieliście we dwoje, na ciebie dbającego o nią, zdałam sobie z czegoś sprawę. 
Tak bardzo skupiałam się na tym jak Cisza wpłynie  na nas, że nie pomyślałam o tym jak wpłynie  na  
przyszłość, na jeszcze nienarodzonych. Jeżeli Cisza odniesie sukces, to przyjdzie taki czas, gdy urodzą się  
dzieci,   które   nigdy   nie   zostaną   pocałowane   przez   matkę,   matki   nigdy   nie   będą   tulić   swoich   cennych  
niemowląt i wdychać ten słodki zapach, gdy maleńka dłoń będzie leżała na ich sercu.

Wybór wydaje się taki prosty, ale …

Greg dzisiaj zadzwonił. Rzadko już to robi, więc twój ojciec próbował trzymać rozmowę z dala od polityki. 
Zawsze się kłócą, gdy rozmowa przybiera ten kierunek. Ale gdy wasz ojciec wyszedł, by przynieść coś dla  
Greg'a,   powiedziałam   o   tym   punkcie   widzenia   twojemu   wujkowi   –   o   braku   miłości   między   matką   i 
dzieckiem.

Wiesz co mi powiedział?

Że tak wiele matek pada ofiarą przemocy,  że już mamy pokolenie, które nie wie co to znaczy spać w 
objęciach matki.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ma rację.

Mama.

ROZDZIAŁ 29

Ku zaskoczeniu Katy'i Ciemna Rzeka wyraziła zgodę na jej spotkanie z Jon'em. Ciemnoskóry mężczyzna z  
intensywnie zielonymi oczami przywiózł chłopca. Gdy Katya rozmawiała z nim na podwórku przy drzewie, 
płowowłosa   kobieta,   która   towarzyszyła   Jon'owi   sięgnęła   na   tylnie   siedzenie   i   wychyliła   się   z   rękami 
zajętymi chichoczącą małą dziewczynką.

Noor Hassan.

Jej   serce   ścisnęło   się   na   widok   tak   otwartej   radości   na   twarzy  dziecka.   Chciała   dotknąć   dziewczynki,  
upewnić się, że naprawdę nic jej nie było. Jednak Katya zmusiła się, by zwalczyć swoje tchórzostwo i  
spojrzeć na Jon'a.

„Urosłeś.” Powiedziała zastanawiając się, dlaczego ją to zaskoczyło. Nastoletni chłopcy rzadko zachowywali  
taką samą formę z miesiąca na miesiąc. „Twoje włosy, obciąłeś je.”

Wzruszył ramionami przesuwając krótkie pasma genialnych biało-złotych włosów mieniących się w świetle 
słońca.

„Dziękuję, że zgodziłeś się ze mną spotkać.”

„Tally poprosiła.” W jego tonie było coś, co powiedziało Katy'i, że zrobiłby wszystko dla kobiety, która go o 
to poprosiła. „Poza tym ty nigdy mnie nie skrzywdziłaś.”

„Nie?” Przysiadła obok niego, gdy usiadł na ziemi z długimi nogami rozprostowanymi przed nim. „Ale też 
tego nie powstrzymałam, prawda?”

Posłał jej spojrzenie spod byka tymi swoimi genialnymi niebieskimi oczami, które sprawiły że był tak łatwy 
do zidentyfikowania. Nie wiele ludzi wyglądało jak Jonquil Alexi Duchslaya. „O czym ty mówisz?” Zapytał  
teraz.

„Chcę cię przeprosić.” Przyszedł czas, by stanęła twarzą w twarz ze swoimi zbrodniami. „Gdy Larsen cię  
ranił, nie powstrzymałam go.” Nie robiła żadnych wymówek, bo żadnych nie było.

background image

„Słyszałem, że twoja pamięć jest rozwalona. Wszystko już wróciło?”

„Większość.” Nadal brakowało fragmentów, rzeczy, ale jeżeli miała być ze sobą szczera, jej umysł pewnie 
nie   chciał   pamiętać.   Pogodziła   się   z   tym.   Ponieważ   Ekaterina,   kobieta,   która   była   naukowcem   Psi   i 
późniejszą ofiarą już nie istniała. Katya  powstała z jej popiołów. Stworzy własne wspomnienia, własną 
przyszłość. 

Jon posłał jej zabawne spojrzenie. „Nie pamiętasz tego? Cholernie mocno ci przywalił.” Jęknął. „Nie mów  
Tally, że przekląłem, dobra?”

Jej całe ciało napięło się. „Kto mi przywalił?”

„Czarodziej, Larsen, jak zwał, tak zwał.” Mimo jego niedbałych słów, przyciągnął nogi do siebie obejmując 
je ramionami. Ale jego oczy zawierały zmartwienie, nie strach. „Robił mi różne rzeczy, a ty powiedziałaś, że 
zabrnął za daleko, że łamał uzgodnione protokoły.”

Jej umysł nie pamiętał tego incydentu. „Jesteś pewien? Miałeś w swoim systemie narkotyki.”

„Tak, jestem pewien. Nie jest to coś co kiedykolwiek zapomnę, z narkotykami czy bez.” Potrząsnął głową. 
„Próbowałaś   zabrać   jego   rękę   od   mojego   czoła   i   bum,   wtedy   cię   uderzył   tak   mocno,   że   skończyłaś  
nieprzytomna na podłodze.”

Nadal nic nie pamiętała, ale rozkwitł w niej balon nadziei. „Jak uzasadnił cios?” Przemoc powinna być  
wymazana przez Ciszę, a Larsen udawał idealnego Psi. 

„Nie wiem. Byłaś nieprzytomna, więc nie mogłaś go na tym przyłapać.” Wpatrywał się krytycznie w jej 
twarz.   „Jestem   dość   mocno   przekonany,   że   słyszałem   jak   coś   pęka.   Sądziłem,   że   złamał   ci   nos,   albo 
szczękę.”

Puls   bólu   w   jej   nosie,   fantom   pamięci.   Zamglony.   Niewyraźny.  Ale   skupiający  się.   „Tak.”  Wyszeptała 
unosząc   palce   do   trzonu   nosa.   „Powiedział,   że   musiał   to   zrobić,   żeby   powstrzymać   mnie   przez 
zmarnowaniem eksperymentu … sam przeprowadził na mnie potrzebny zabieg medyczny.”

„Więc nie biczuj się z tego powodu.” Powiedział Jon. „Utknęłaś, tak samo jak ja. Zrobiłaś co mogłaś.”

„To bardzo mądre podejście jak na kogoś w twoim wieku.”

Uśmiechnął się. Był  to porażający uśmiech, pełen czaru, młodości i delikatnego popisywania się. „Ćśś. 
Wszyscy inni mają mnie za chodzące diablątko.”

W tym momencie Noor odeszła od kobiety, z którą się bawiła i pobiegła w ich stronę na złamanie karku.  
„Jonny!”

Jon uniósł się w płynnym ruchu, podniósł ją do góry i obrócił się z nią dookoła przy akompaniamencie jej 
rozbawionego   śmiechu.   Katya   w   zdumieniu   wpatrywała   się   w   to   dziecko.   Larsen,   przypomniała   sobie 
unosząc się na nogi, nigdy nie dotknął Noor, Jon zajął jej miejsce, ale ta mała dziewczynka zaznała terroru. 
Dzisiaj otuliła rączkami szyję Jon'a i wpatrywała się w Katy'ę.

Linie sformułowały się na jej czole. „Kim jesteś?”

„Noor, to nie było miłe.” Powiedział Jon.

Noor zmarszczyła nos. „Ona jest twoją dziewczyną?”

„A co ciebie to interesuje?” Droczył się z nią Jon. „Przecież zamierzasz wyjść za mąż za Keenan'a.”

Noor pochyliła się blisko, jej następne słowa były głośnym szeptem. „Ale ty lubisz Rin'ę.”

Jon pod swoją złotą skórą zrobił się jaskrawo czerwony. „To jest Katya. Jest naszym przyjacielem.” Jego 
oczy   spotkały   się   ze   spojrzeniem   Katy'i,   gdy   wypowiedział   ostatnie   słowo.   W   jego   spojrzeniu   była  
akceptacja. „Pomogła nam kiedyś.” 

Po kolejnej chwili Noor przytaknęła lekko i wyciągnęła dłoń. „Miło mi cię poznać.”

Katya ujęła delikatnie jej dłoń, bardzo świadoma delikatności skóry i kości małej dziewczynki. „Mi też miło  
cię poznać. Opowiesz mi o Rin'ie?”

Uśmiech Noor był równie jasny jak jej imię.

Cztery godziny później dom uciszył się po kolacji. Katya zdusiła tą część siebie, która pamiętała 

background image

jedynie czułość Dev'a, gdy wziął ją w ramiona, i zamiast tego podniosła rękawicę, którą rzucił jej pierwszej  
nocy. Powinna zrobić to wczoraj, ale Dev był taki zajęty, a linie wysiłku głęboko odznaczały się wokół jego 
ust, że wahała się mu przeszkadzać. Łatwo byłoby robić to nadal – znajdować wymówki, by to odkładać –  
ale nigdy nie będzie jej mieć jakiejkolwiek wolności dopóki Dev nie zobaczy prawdy tego kim była. A ona 
potrzebowała tej wolności, by uciec.

Wyruszenie w podróż na północ na tym etapie było w niej podskórną potrzebą, głodem, z którym musiała 
fizycznie walczyć, by powstrzymać się przed podjęciem irracjonalnego ryzyka.

Skupiając   swoje   umiejętności   telepatyczne   do   bardzo   cienkiej   linii   przesłała   Dev'owi   myśl.   Nie   mógł 
usłyszeć słów, ale poczuje jej zamiar.

Musimy porozmawiać.

Prędko wróciła do swojego umysłu, zanim Tag mógł to wyłapać.

Kulturalne pukanie w drzwi zabrzmiało chwilę później. „Wejdź.”

„Co to było?” Dev wszedł i zamknął za sobą drzwi, a potem oparł się o nie i skrzyżował ręce na piersi. 
Zamiast garnituru, do którego oglądania przyzwyczaiła się w Nowym Jorku ponownie był ubrany w białą  
koszulkę i dżinsy, które sprawiały, że stawał się jeszcze bardziej niebezpiecznie pociągający.

Pragnęła go dotknąć, ale mimo to pozostała po drugiej stronie pokoju. „Sposób, by zwrócić na siebie twoją 
uwagę.”

„No to ją masz.”

„Już czas.” Podeszła, by stanąć u podnóża łóżka. „Musisz wejść w mój umysł.”

Zaklął brutalnie. „Powiedziałem ci, że to się nie stanie.”

„Dlaczego?” Podeszła bliżej. „Bo to sprawi, że będziesz się czuł jak potwór?”

Wzdrygnął się tak, jakby strzeliła do niego. „Tak.”

„Trudno.” Powiedziała odmawiając wycofania się mimo pragnienia, by się po prostu poddać, by pozwolić 
mu ujść z tym na sucho. Jeżeli zrobiłaby to, nigdy nie przejdą ponad ten punkt. A za każdym razem, gdy  
patrzyła w jego oczy, bez względu na to jak bardzo jej pragnął, widziała brak zaufania. To bolało. Dużo 
bardziej niż kiedykolwiek była to sobie w stanie wyobrazić. „Jeżeli ja mogę to znieść, ty możesz to zrobić.”

Zmniejszył dzielącą ich odległość, by wpatrywać się na nią z góry. „Ale jest pewna sprawa, Katya. Nie 
możesz zmusić mnie do najścia twojego umysłu.”

Zacisnęła dłonie w pięści. Ściskała je tak mocno, że jej kości boleśnie ocierały o siebie. „Jeżeli opuszczę 
tarcze, a ty nie wejdziesz pozwalając mi zamknąć je wokół twojego punktu wejścia mój umysł będzie stał 
otworem dla każdego posiadającego umiejętności psychiczne.”

„Sądzisz, że ma to dla mnie znaczenie?” Powiedział ze złością twardo.

„Tak,   to   ma   znaczenie.”   Wymusiła   przez   gardło   zachrypnięte   od   emocji.   „Ponieważ   wziąłeś   za   mnie 
odpowiedzialność. Możesz być zmuszony mnie zabić, ale do tej pory będziesz mnie chronić.”

„Nieźle, i bardzo manipulująco z twojej strony.”

Musiała użyć całej swojej siły, by utrzymać równy ton. „Czasami kobieta musi robić to co musi.”

„Nawet jeżeli to zniszczy drugą stronę?” Delikatne pytanie, które przedarło się przez jej system obronny z  
ostrością noża.

Krwawiąc spojrzała w górę. „Czy to naprawdę byłoby dla ciebie takie straszne?”

Ostry wybuch śmiechu. „Nie byłaś w stanie dostać się do akt, które masz na mój temat?”

„Nie mam tych wspomnień.” Patrzyła mu prosto w oczy, nagle śmiertelnie przekonana o tym, że jeżeli go do  
tego zmusi zabije to ostatnie fragmenty niezdefiniowanego „czegoś” co było między nimi. Nie będzie od 
tego powrotu. Dla prawdziwego Psi, dla osoby, która postrzegała wszystko jako relacje kosztu i zysków, nie 
miałoby to znaczenia.

Ale dla niej było to ważne. Miało to znaczenie ponad możliwość zniesienia tego.

„Dobrze.”   Powiedziała   opuszczając   głowę,   mimo   że   jej   pragmatyczna   strona   krzyczała   w   sprzeciwie. 

background image

„Dobrze.”

Dev odczuł uległość Katy'i jak cios. „Dlaczego?”

„Ponieważ czasami cena jest zbyt wysoka.”

Złapał ją za rękę, gdy chciała się obrócić i przyciągnął ją do piersi biorąc jej usta w pełnym furii i posiadania  
pocałunku, zanim mogła zrobić cokolwiek innego niż westchnąć. Wycofała się, bo to by go skrzywdziło.

To go roztrzaskało w drobny mak – zawsze to on był obrońcą, tym, który opiekował się innymi. Nigdy nie 
spodziewał się, że wróg spróbuje chronić jego serce.

Echa doznań, zbyt ciche szepty w jego głowe.

Przygryzł jej dolną wargę. „Ćśś. Tag usłyszy.”

Jej usta ułożyły się w zdumieniu w O.

Wykorzystując to wsunął się do jej ust przesuwając językiem o jej język wciągając do płuc jej odurzający 
zapach.   Szepty  ustały,   a   on   był   niesamowicie   poddenerwowany.   Przesunął   się   pocałunkami   wzdłuż   jej 
szczęki.   „Będę   musiał   nauczyć   się   jak   osłaniać   twoje   emisje   przed   innymi   telepatami.”   Bo   to   była 
intymność, której nikomu nie pozwoli naruszyć.

Dłoń Katy'i zacisnęła się na jego włosach, gdy skubał szczupłą linię jej gardła ledwo powstrzymując dzikie  
pragnienie, by ją ugryźć wystarczająco mocno, by zostawić ślad. „To zakłada, że będziesz miał sporo okazji  
do ćwiczeń.” Powiedziała zadyszanym głosem.

„Co chcesz przez to powiedzieć?”

Jej spojrzenie było mroczne od podniecenia, gdy otworzyła oczy. „Dev.”

Czekał aż mu powie, że nie powinni tego robić. Bo on na pewno jak jasna cholera nie był w stanie puścić jej.  
Zamiast tego uniosła się na palcach, położyła dłonie na jego ramionach, a potem skradła pocałunek, który 
był równie delikatny co pełen pasji, równie kobiecy, jak i pełen siły. To niemal go załamało przyprowadzając 
go na granicę poddania się. Jedynym co chciał zrobić było powalenie jej do łóżka i rozebranie jej centymetr 
po powolnym centymetrze.

Ale to ona trzymała wodze … i sama powoli rozkoszowała się. Gdy w końcu odsunęła się od niego jego całe 
ciało wibrowało czystym, nieposkromionym głodem.

„Nie rozumiem jak moja rasa mogła zrezygnować z tak wyjątkowych doznań.” Wymruczała unosząc palce,  
by dotknąć spuchniętych od pocałunków ust.

Jego penis naciskał o suwak rozporka spodni, ten metal groził zmienieniem go w eunucha. „Katya.”

Jako ostrzeżenie nie wywarło to żadnego efektu. Opuściła dłoń od ust, zacisnęła ją na swoim żołądku, tak  
jakby łagodziła jakiś wewnętrzny ból. „Czuję się taka … głodna, taka gorąca, tak jakby moja skóra miała 
zaraz się rozpaść.”

Zadrżał. Utracił zdolność mówienia.

„Zawsze   tak  jest?”   Zapytała   głaszcząc   dłonią   po   swoim  podbrzuszu  i   przesuwając   ją   w   dół.  W  tą   i   z  
powrotem. Aż podszedł do niej i zastąpił jej dłoń swoją. Wzięła głęboki wdech. „Dev – pogarszasz to.” Ale 
przycisnęła się bliżej niego zsuwając własną rękę przez kołnierzyk jego koszuli poszukując skóry.

„Rzeczy, które chcę tobie zrobić...” Powiedział ledwie powstrzymując pragnienie, by podciągnąć w górę jej 
top i wśliznąć pod niego swoją dłoń … głęboko pod niego. Już wiedział, że byłaby dla niego miękka i 
mokra, niczym jedwabna pięść, którą niemal mógł już wyczuć.

Jej usta przesunęły się po jego szyi. „Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.”

Przypomnienie sobie o czym ona mówiła zajęło mu kilka sekund. „Nie, nie zawsze tak jest.”

„Więc jeżeli pocałuję innego mężczyznę ...”

„Zabiję go.” Wypowiedział z lodowatą precyzją, choć jego ciało płonęło od wewnątrz. Ponownie wplątując 
swoją dłoń w jej włosy odciągnął jej głowę do tyłu. „Rozumiemy się w tej kwestii?”

Powolne   mrugnięcie   powiekami.   „Jeżeli   moja   wiedza   antropologiczna   jest   prawidłowa   jedynie 
zmiennokształtni   powinni   być   tak   zaborczy.”   Naukowe   słowa,   zachrypnięty  głos,   słodkie   kobiece   ciało 

background image

przesuwające się po bolesnym wybrzuszeniu jego podniecenia. 

„W takim razie, nie krępuj się, popchnij mnie w tym kierunku i zobacz, gdzie cię to zaprowadzi.” Powiedział 
przesuwając dłoń tak, by złapać ją za pośladki. Delikatnie zmienił pozycję, uniósł ją w górę … a   potem  
umieścił   żar   między  jej   udami   dokładnie   tam,   gdzie   go   pragnął.  Westchnęła   i   uścisnęła   jego   ramiona. 
Uśmiechnął się. 

„D-Dev.”

Stwierdził, że jej zająknięcie się było słodkie. I też cholernie seksowne. Te usta, te wargi, mógł godzinami na  
nie patrzeć, wyobrażać sobie, co pragnął z nimi zrobić. „Daj mi chwilę.” Powiedział przełamując smakowity 
kontakt wystarczająco długo, by poprowadzić ją tyłem rozpraszając ją skubiącymi małymi pocałunkami, 
które sprawiły, że wbiła paznokcie w jego ramiona.

Wydała z siebie zdumiony dźwięk, gdy jej plecy dotknęły ściany.

Powolne pieszczotliwe ruchy w dół jej bioder. Przesunął palcami do guzika u góry jej dżinsów. Jej oczy stały 
się wielkie, ale nie powstrzymała go. Dziękując za to Bogu, rozpiął go i zsunął na dół rozporek.

Katya wiedziała, że powinna się odsunąć, ale nie miała żadnej siły woli, gdy chodziło o Devraj'a Santos'a i  
jego seksowne dłonie. Gdy pociągnął za boki jej dżinsów, odsunęła się od ściany pozwalając ściągnąć z niej 
ubranie. Sprawił, by podniosła nogi po jednej naraz, i całkowicie ściągnął je z jej ciała.

A potem, nadal kucając przed nią jego ręce przesunęły się po tyle jej nóg.

Doznania przesyłały przez jej umysł fale ciemności, ale ten czarny ogień był równie gorący, równie dziki, a 
także równie męski jak mężczyzna, który patrzył na nią w oczach z takim zmysłowym posiadaniem. „Poddaj 
się.” Wyszeptał. „Pozwól, bym sprawił, żebyś się poczuła dobrze.”

Dla niej oznaczało to zrobienie niesamowitego skoku wiary, dla kobity, która nigdy nie znała intymności, ale 
musiała to zrobić … ponieważ drugiej szansy nie będzie.

ROZDZIAŁ 30

Szybko zdusiła tę myśl, żeby jej nie uciekła. Obserwowała jak unosi się na nogi i ściąga koszulkę. Gardło jej  
wyschło. „Chyba ten cały kickboxing ma swoje plusy.” Nie wiedziała skąd wzięły się te słowa, gdy jej umysł  
był powalony przez jego surowe męskie piękno.

Zaśmiał się krótko. „Cieszę się, że to pochwalasz.” Miał w sobie niemal arogancką pewność siebie, ale lubiła 
to. Lepiej, żeby to było w oczach Dev'a, niż straszliwy ból, który dostrzegła w nich przez chwilę, gdy 
mówiła o zmuszeniu go do najścia jej umysłu.

Dłonie   na   jej   biodrach.   Ciepłe.   Trochę   szorstkie.   Idealne.   Wzięła   głęboki   wdech,   a   gdy   ją   uniósł, 
instynktownie oplotła nogi wokół jego tali. Przesuwał ją, aż … „Dev!” Wykrzyknęła prosto w jego usta, gdy 
jego  nadal  zakryty  penis pchnął  w  jej  miękkość  rozdzierając  ją  zaborczym  żarem.  Miękka  bawełna  jej 
bielizny nie stanowiła żadnej bariery.

Potarł kciukiem przesuwając po zagięciu w jej udzie sprawiając, że zaczęła się niecierpliwie poruszać … ale  
to tylko ocierało jej wargi sromowe o niego powodując jeszcze większe zaciśnięcie się pięści jaką było jej 
ciało. Przerwała pocałunek i pchnęła jego ramiona. „To za dużo.”

„Jesteś w stanie to znieść.” Odpowiedział całując jej szyję i ssąc miejsce jej pulsu. W tym samym czasie jego  
palce gładko wśliznęły się pod jej majtki, rozsuwając ją z jeszcze większą intymnością. Westchnęła i zatopiła  
twarz w jego szyi. Pachniał żarem i pragnieniem, czysto pachniał podnieconym mężczyzną. Nie, nie każdym 
mężczyzną. Dev. Zapytała go, czy z jakimkolwiek innym mężczyzną byłoby tak samo, ale ona już znała 
odpowiedź – nie. Nigdy nie będzie tak jak teraz. Od początku, on był jedynym mężczyzną jakiego naprawdę  
dostrzegała.

Jego palce uszczypnęły jej wargi sromowe, te maleńkie nieczułe miejsce, o którym zawsze wiedziała z 
naukowego punktu wiedzenia, ale nigdy do tego momentu nie rozumiała. Przyjemność przelała się przez nią  
w niemal zbyt silnej fali, a ona mogła wyczuć jak ta pięść w jej wnętrzu zaciska się, jeszcze się zaciska.

„Podobało ci się to?” Wyszeptał do jej ucha uwalniając nacisk, by przesunąć delikatnie po ciele, które chwilę  

background image

wcześniej tak zmysłowo torturował.

„Tak.” Pchnęła się w niego, chcąc się o otrzeć, ale trzymał ją w miejscu smakowitym żarem swojego ciała. 
Waga, nacisk, to podnosiło poziom jej głodu, aż ledwie mogła oddychać. „Dotknij mnie.”

Jego usta wykrzywiły się w uśmiechu. „Jesteś wymagająca, co?”

Ten uśmiech sprawił, że piersi zaczęły ją boleć, bo był tak pełen obietnicy, pełen pragnienia. „Droczysz się  
ze mną.”

„To część zabawy.” Jeden palec przesunął się po zgłębieniu zakończeń nerwowych, które tak desperacko  
pragnęła, by dotknął w bardziej pewny sposób.

„To nie jest zabawa.” Powiedziała przesuwając dłonią, by podrapać jeden płaski męski sutek.

„W tym względzie musimy zgodzić się, że się nie zgadzamy.” Jego głos był zachrypnięty, a skóra gorędsza  
pod wpływem jej dotyku.

Ze   zdumieniem  zdała   sobie   sprawę,   że   reagował   na   nią.   Nadal   pieszcząc   go  wsłuchiwała   się   w   każde 
zachwianie jego oddechu, chcąc zrobić to, co sprawiało mu największą przyjemność. Gdy jego podbrzusze 
stało się twarde niczym skała, gdy przejechała paznokciami po jego sutkach, powtórzyła tą pieszczotę.

Zaklął siarczyście. Wyciągnął dłoń, którą miał między jej nogami, złapał oba jej nadgarstki i przydusił je nad 
jej głową. „Teraz, gdzie my to byliśmy?” Wymruczał wpatrując się jej prosto w oczy. Jego wolna dłoń  
ponownie ześliznęła się w dół, przez ból zwijający się w jej brzuchu, pod krawędź jej majtek, i …

„To nie sprawiedliwe.” Zdołała jakoś wydusić z siebie.

Pocałunek,   który   skradł   jej   oddech.   „A  kto   powiedział   cokolwiek   na   temat   tego,   że   będę   grał   fair?” 
Delikatnie   potarł   jej   lewą   wargę   sromową   sprawiając,   że   całe   jej   ciało   zacisnęło   się.   „Wpuścisz   mnie 
Katya?”

Potrząsnęła głową. „Nie, powinieneś zostać ukarany za droczenie się ze mną.” Ale jej ciało już było niczym 
jedwab od gotowości, by go powitać. Jej mięśnie były nieziemsko mokre.

„Proszę?” Kolejny pocałunek, kolejny intymny dotyk. A ona ku własnemu zaskoczeniu niemal lgnęła do 
palca,   którym   delikatnie   przesuwał   w   jej   wnętrzu.   To   doznanie   było   niemal   wyjątkową   mieszaniną 
przyjemności i bólu, tak jakby jej zakończenia nerwowe były przeładowane. Ale zamiast pragnienia mniej, 
chciała jeszcze więcej. Więcej, i więcej. Tutaj, w jego ramionach, mroczny pokój jej oprawcy wydawał się 
odległy o całe lata świetlne. Jak koszmary miały ją nachodzić, gdy było tak wiele żaru, tak wiele uczuć?

„Właśnie   tak.”   Wymruczał   w   jej   gardło,   gdy   pocałunkami   torował   sobie   drogę   ponownie   do   jej   ust. 
„Poruszaj się na mnie.”

Nie mogła powstrzymać zadziwiająco płynnych ruchów ciała – część jej wiedziała co robić, jak to robić.  
„Więcej.” Rozkazała szczypiąc go w ucho.

„Jesteś zbyt ciasna.”

„Więcej.”

Jęknęła, gdy wśliznął drugiego palca w jej wnętrze i przesunął nim raz. Dwa razy.  Przyjemność i ból, 
rozciągająca ekstaza. Jej podniecenie uniosło się, wzlatywało na szczyt, czekało, czekał … Jego kciuk otarł  
się o jej wargi sromowe.

Wszystko eksplodowało.

Poczuła jak tył jej głowy zderzył się ze ścianą, gdy odrzuciła ją do tyłu. Usłyszała przekleństwo, które  
wydusił z siebie Dev. Wyczuła jak jej mięśnie zaciskają się w konwulsjach wokół niego, gdy orgazm rozdarł 
ją w pół. Nic z tego nie miało znaczenia. Po raz pierwszy w życiu przez jej ciało przepływało tak wiele  
przyjemności, że aż miała od niej dreszcze.

Dev obserwował jak twarz Katy'i wypełnia się przyjemnością i chciał jedynie rozpiąć suwak dżinsów i wziąć  
ją.  Ale   nie   było   do   cholery  mowy,   by  zrobił   to   z  Tag'iem   i  Tiar'ą   znajdującymi   się   na   drugim  końcu 
korytarza, nie wspominając już o Cruz'ie. Wystarczająco trudno już było do tego momentu utrzymać sprawy 
w ciszy. Jeszcze trochę, a jego kontrola zostanie wystrzelona w przestrzeń.

Ale to, że nie skonsumowali swojego przyciągania nie miało znaczenia. Dzisiaj przekroczyli pewną linię, i  
nie było od tego powrotu. Jego szczęka zacisnęła się. Będzie o nią walczył. O kobietę, która obudziła się w 

background image

szpitalnym łóżku i rozpoczęła walkę o jej prawo do życia. Nikt już nie odbierze od niej tego prawa. 

Złagodził jej powrót z seksualnych wyżyn i zaniósł ją do łóżka. Ociężałe powieki otworzyły się, gdy ją kładł  
i obdarzyły go zmysłowym spojrzeniem. „A co z tobą?” Jej palce przesuwały się po jego klacie.

Złapał jej dłoń. „Później.” Pocałował ją w usta. Pomyślał, że zobaczył przelatujący cień, ale, gdy ponownie 
uniósł wzrok jej oczy były zamknięte, a ona poddawała się pocałunkowi. „Muszę iść.” Oddałby wszystko, by 
spędzić tę noc u jej boku, ale musiał usiąść i przejść przez skutki rozmowy konferencyjnej z poprzedniego 
dnia. Agitatorzy robili się krzykliwi. Coś musiało być zrobione – ale jak on miał przyjąć „rozwiązanie”, 
które rozedrze jego ludzi od środka?

Palce Katy'i na jego policzku. „Masz taki ciężar w swoich oczach, na swoich barkach. Chciałabym móc go z  
tobą dzielić.”

Ta uczciwa oferta sprawiła, że coś zacisnęło się w jego piersi. Uniósł się na łokciu, tak by mógł spojrzeć w 
jej twarz i odzwierciedlić jej gest. „Wystarczy już to, że wysunęłaś tą ofertę.”

Zastanawiał   się   jakby   to   było   mieć   kogoś   swojego,   kogoś   komu   mógł   absolutnie   ufać.   Ironia   tego 
wszystkiego była taka, że jedyna kobieta, którą widział w tej roli była tą, której nigdy nie będzie mógł  
zaufać. „Odpocznij.” Powiedział odsuwając jej włosy z czoła. „Porozmawiamy jutro.”

otworzyła usta, a potem je zamknęła. „Jutro. Dobranoc Dev.”

Zastanawiał się o co chciała go poprosić, zanim zmieniła zdanie. Poczucie straty stanowiło duży ciężar na  
jego barkach, gdy wstał z łóżka i podniósł koszulkę. A potem, nie będąc w stanie po prostu odejść przybliżył 
się do łóżka i pocałował odsłonięte zaokrąglenie jej szyi. „Dobrych snów.”

Pół godziny później, gdy Katya skończyła się ubierać, trzymała ostatni komentarz Dev'a blisko serca.

W tych słowach było tyle troski, tyle czułości. To sprawiło, że zawahała się, ale to była teraz jej jedyna  
opcja,   gdy   poddała   się   w   dążeniu   do   tego,   by   naszedł   jej   umysł.   Będzie   rozwścieczony,   ale   będzie  
bezpieczny – z daleka nie będzie mogła go skrzywdzić.

Zwątpienie znowu w nią uderzyło.

Co jeżeli jej czyny nie były jej własnymi? Co jeżeli ona miała uciec, by iść gdziekolwiek jej serce i dusza  
nalegały, by poszła? Co jeżeli to pragnienie było kolejną sprytną pułapką?

„Nie.” Wiedziała, że te myśli były jej własnymi. Wiedziała. Ale skąd? Zmrużyła czoło w koncentracji, gdy 
zakładała   trampki,   poczuła   zbliżający  się   ból   głowy.  Ale   tym   razem  nie   wycofała   się   …  u   odpowiedź 
pojawiła się z mgieł.

„Jesteś tylko ślepym narzędziem, niczym więcej.” Pojedynczy koniuszek palca dotykający jej czoła. „Nie ma  
tu miejsca na subtelności.”

„Dlaczego?” Zapytała zbytnio ogłupiona, by nadal się bać.

Nie spodziewała się odpowiedzi, była zaskoczona, gdy ponownie przemówił. „Subtelność wymaga kontroli 
umysłu. Nie jesteś warta takiej ilości mojego czasu.”

„Co mam robić do momentu, gdy aktywują się czynniki zapalne?”

„Będziesz   egzystować.   Choć,   oczywiście,   niewiele   z   ciebie   już   pozostało.”  W  jej   umyśle   pojawiła   się 
rozprzestrzeniająca ciemność, sieci wkopywały się głęboko agresywnie szarpiąc jej umysł.

Przełknęła krzyk agonii i pochyliła się do przodu przyciskając pięść do żołądka. O Boże, jak to bolało, gdy 
on to zrobił. To tak mocno bolało. Nie była niczym więcej niż najbardziej prymitywnym stworzeniem, gdy to 
zrobił, ale pamiętała tą ostateczną torturę, ostateczne skrzywdzenie jej psychiki.

„Ale   nie   umarłam,   draniu.”  Wyszeptała   unosząc   się   na   nogi,   choć   nadal   miała   mdłości,   a   kropla   krwi 
wypłynęła   z   jej   nosa.   Starła   ją   chusteczką   i   wpatrywała   się   w   drzwi.   „A  gdy  zamknąłeś   mnie   w   tym  
więzieniu, uwolniłeś mnie również.” Ponieważ nikt nie mógł na nią napaść przez Sieć Psi. Nikt nie mógł jej 
szpiegować. Nikt nie mógł jej powstrzymać.

Jedynym co musiała zrobić to wydostać się z tego domu.

Co   mogło   okazać   się   bardzo   trudne,   gdyby  w   domu   było   jedynie   troje   dorosłych.  Wszyscy  troje   byli 
niebezpieczni. A Dev … cóż, nawet nie zamierzała próbować myśleć na temat zmierzenia się z nim w  
fizycznej walce.

background image

Ale była tutaj też piąta osoba. Telepata.

Skontaktował się z nią wczoraj podczas odwiedzin Sasch'y – Katya nie wiedziała jak obszedł Tag'a. Gdy ten 
ciekawy umysł otarł się o jej, była tak zadziwiona, że nie wycofała się. A on z nią porozmawiał.

Przykro mi, że ostatnim razem ciebie odstraszyli.

Zaskoczona   czystością   tego   głosu   odpowiedziała   bez   nadawania   mając   nadzieję,   że   wyłapie   jej   słowa. 
Próbowali   ochronić   kogoś.   Tego   telepatę,   natychmiast   zdała   sobie   sprawę,   wiedząc,   że   teraz,   gdy  już 
posiadała tą informację nie było sposobu, by ją wymazać z jej umysłu. Będzie musiała upewnić się, by nikt 
już nigdy nie rozerwał otworem jej umysłu. Nie powinieneś ze mną rozmawiać. Wracaj zanim wpadniesz w  
kłopoty.

Chwila ciszy. Jesteś taka jak ja. Też się boisz. 

Próbuję się nie bać, odpowiedziała mu uczciwie. A ty?

Lubię Dev'a – czuję się przy nim bezpiecznie.

Ja też.

Kolejna przerwa. Dlaczego chcesz odejść?

Wzięła zaskoczony wdech z powodu łatwości, z którą wyłapał tą myśl, mimo tego, że była na samym 
przodzie jej umysłu. To niegrzeczne czytać czyjeś myśli.

Był tak długo cicho, że myślała, że sobie poszedł. Przepraszam. Cicho, bardzo cicho. Nie znam wszystkich  
zasad.

To nic. Wszyscy musimy gdzieś zacząć. Chcąc pomóc zaryzykowała i dalej ciągnęła tą rozmowę. Po prostu 
pamiętaj – jeżeli jest to coś czego nie chciałbyś, by ktoś inny robił tobie, to nie powinieneś tego robić innym.

Rozumiem. Już nie będę brał twoich myśli.

Dziękuję.

Ale skoro już to zrobiłem – to dlaczego chcesz odejść?

Mam coś co muszę zrobić. Coś co ciągnęło ją, aż czuła się tak jakby jej żyły miały oderwać się od kości. 
Była to pulsujące sekretne pragnienie. Ale jak ona mogła mieć jakieś sekrety? Ming zabrał jej wszystko.

Pasmo psoty otarło się o jej umysł, miało ono w sobie poczucie nowości, tak jakby chłopiec nigdy się nie 
bawił. Mogę ci pomóc.

Nie. Nie chcę, żebyś miał kłopoty.

Moja mama mówiła, że chłopcy są stworzeni, by sprawiać kłopoty.

Przytłaczający smutek zawarty w tym zdaniu złamał jej serce. Słyszała cudowne rzeczy na temat Sasch'y 
Duncan – miała nadzieję, że wszystkie te plotki były prawdziwe. Może kardynalna Psi poskłada roztrzaskane 
serce tego chłopca telepaty. To brzmi prawidłowo.

Mam plan. Wyszeptał nieśmiało.

Oczarowana mimo samej siebie, zapytała go. Dobrze, poddaję się. Jaki masz plan?

A gdy jej go powiedział zdała sobie sprawię, że jego przytłaczająca prostota może podziałać lepiej niż 
cokolwiek innego co ona była w stanie wymyślić. Jednakże, wszystko zależało od tego, czy to dziecko  
będzie w stanie nie zasnąć aż do właściwego momentu.

Więc czekała, gotowa.

Ale gdy nadszedł krzyk podskoczyła aż do sufitu. Przesunęła się od drzwi, gdy usłyszała kroki biegnące na  
przód domu, przekręciła gałkę drzwi i wyszła na korytarz kierując się w ten obszar. Głos utknął jej w gardle, 
gdy minęła wejście do pokoju, z którego mogła usłyszeć cały szereg głosów. Drzwi frontowe były zamknięte  
i podłączone do alarmu mimo tej niespodziewanej przeszkody.

Przesunęła się do okien. Podłączone do alarmu i zamknięte, wszystkie.

Świadoma   tego,   że   jej   czas   zaraz   się   wyczerpie   powiedziała   do   siebie:   myśl.   Mogła   wybić   okno,   ale 
wiedziała, że to nie da jej nawet dwu metrowej przewagi zanim Dev, Tag i Tiara ją dogonią.

background image

Jesteś naukowcem.

Z walącym sercem wróciła się w dół korytarza i zrobiła szybką wycieczkę do łazienki, a potem wróciła do  
kuchni, mając nadzieję, mimo wszelkiemu zdrowemu rozsądkowi, że jej młody konspirator będzie w stanie 
przytrzymać ich uwagę przez jeszcze kilka minut.

Tak jak się spodziewała, świeży dzbanek kawy leżał na blacie. Jedno z trójki najprawdopodobniej nie będzie 
go   piło,   bo   było   po   zmianie,   ale   to   dramatycznie   zwiększy  jej   szanse.   Wsypała   leki,   które   zabrała   z  
mieszkania w Nowym Jorku i rozpuściła wysoko specyficzną kombinację w płynie.

Zamieszała szybko, i już miała koniec.

Leki nie skrzywdzą ich, tylko sprawią, że będą wolniejsi, a jeżeli będzie miała szczęście, senni. Mogła użyć  
więcej, ale zawahała się – Zapomniani mieli w sobie geny Psi … Nie chcąc wywołać poważnych szkód,  
wycofała się, mając nadal w posiadaniu resztę leków.

Wróciła do swojego pokoju i udawała, że czyta, gdy drzwi uchyliły się delikatnie. „Co to za hałas?” Zapytała 
Tiar'y.

„Koszmar.” Jej rozmówczyni nie wyjaśniła czyj koszmar. „Chciałam ci powiedzieć, żebyś się nie martwiła.”

„Dzięki.”

A potem Katya czekała. 

Przez następną godzinę było trochę ruchu, ludzie mruczeli, rozległy się kroki w kuchni, a potem z powrotem 
w salonie. Jakiś czas po dziewiątej trzydzieści drzwi zamknęły się z szybkim kliknięciem – jedno z trójki 
poszło do łóżka. Zaczekała kolejne pół godziny, by dać tej osobie czas, by wśliznęła się w objęcia snu,  
odsunęła koce i wstała.

ROZDZIAL 31

Mając   serce   w   gardle   uchyliła   drzwi   wiedząc,   że   płaszcz   i   buty   wydadzą   jej   zamiar,   jeżeli   zostanie 
przyłapana. A ona nie miała zamiaru ponownie zostać uwięziona. Powoli przesunęła się w dół korytarza i  
zerknęła do otwartego przejścia sypialni.

Dev.

Leżał z głową położoną na małym stole do pisania, a jego włosy były zmierzwione. Wiedząc, że powinna po 
prostu iść  dalej,  mimo  wszystko podeszła  do niego.  Bicie  jego  pulsu było  mocno wyczuwalne  pod  jej 
palcami. Ulga była niczym chłodny deszcz na jej policzkach.

Pocałowała go w szczękę. Szorstkość jego zarostu kusiła ją, by została tam dłużej, ale wyszła z pokoju. 
Wtedy   zobaczyła   obezwładniacz   przyciśnięty   do   tyłu   jego   pleców.   Zawahała   się.   Nie   chciała   nikogo 
skrzywdzić, ale jeżeli Tag lub Tiara obudziliby się potrzebowała czegoś czym mogłaby ich odstraszyć. „Nie  
znienawidź mnie.” Wyszeptała i wzięła broń zanim podążyła do wyjścia z domu.

Tag siedział przed ekranem rozrywkowym, w tle grał program science fiction. Miał zamknięte oczy, a jego 
głowa była odchylona na sofie.

Niemal pusty kubek stał przed nim. 

Wystraszona z powodu jego bezruchu poszła położyć palce na jego gardle.

Jęknął i zmienił pozycję.

Zamarła, zaczekała aż się obudzi i podniesie alarm. Ale po kilku napiętych chwilach ponownie osunął się w 
sen. Ulżyło jej, rozszerzyła swoje zmysły szukając, by się upewnić, że dziecko było bezpieczne. Tarcze Tag'a 
trzymały – mężczyzna był bardzo silnym telepatą. Nie będąc przekonana, czy nadal będą trzymać, jeżeli  
jeszcze   bardziej   osunie   się   on  w  brak  świadomości   otuliła   chłopca   własnymi   tarczami   ustawionymi   na 
tarczach Tag'a. A potem, z tysiącem cichych przeprosin porwała portfel Tag'a zabierając całą gotówkę, którą  
miał przy sobie.

Alarm był kolejnym kłopotem.

„Pomóż mi.” Wyszeptała nie wiedząc do kogo właściwie kieruje tą prośbę.

background image

W dole korytarza otworzyły się drzwi.

„Tag?” Głos Tiary zbliżył się, był zachrypnięty od snu. „Wydawało mi się, że czułam ...” Zamarła, gdy 
zobaczyła   wycelowany  w   siebie   obezwładniacz.   Piękne   brązowe   oczy  nasiane   setkami   odcieni   złota   i 
bursztynu przesunęły się do dużego mężczyzny na kanapie. W ich głębi przesuwało się zmartwienie.

„Nic mu nie jest.” Powiedziała Katya. „Nie chcę nikogo skrzywdzić – chcę tylko się stąd wydostać.”

„Nie mogę ci na to pozwolić.” Wymruczała Tiara trzymając luźno dłonie po bokach.

Katya nie rozluźniła swojego skupienia. Ta kobieta miała gdzieś przy sobie broń. I była telepatką. Katya 
sama trzymała na wodzy silny psychiczny cios wynikający z jej własnych umiejętności tworząc efektywny 
cios obezwładniający. „Wiesz co Tiara?”

„Co?”

„Wiem, że jeżeli zmienię kierunek tego obezwładniacza i przycisnę go do głowy Tag'a zrobisz wszystko 
cokolwiek zechcę.” Wyszeptała Katya.

Tiara wzięła zaskoczony wdech.

„Ale nie chcę tego zrobić.” Poprosiła. „Nie chcę stać się potworem.”

„Nie uciekniesz, wiesz o tym.” Ton Tiary zmienił się. „Dev cię wytropi.”

Katya posłała jej niepewny uśmiech. „Więc to, że teraz mnie wypuścisz nie powinno mieć znaczenia.”

„Katya, wiem, że nie zamierzasz mnie zastrzelić, więc ten pokaz jest bezcelowy.” Powiedziała Tiara prosto z  
mostu.

„Broń   jest   ustawiona   na   średnie   obezwładnienie.”   Powiedziała   Katya.   „Naprawdę   chcesz   zostawić   to 
dziecko bezbronne zmuszając mnie, by cię obezwładnić?”

Tiara przeklęła pod nosem. „Nie jesteś tak bezradna jak się wydajesz.”

„Dziękuję. A teraz podejdź do panelu alarmowego.” Przesunęła się, by być w odpowiedniej odległości od 
Tiar'y, gdy ta się przemieszczała. „Wprowadź kod.”

Tiara posłuchała bez dalszych pytań.

Katya poczuła jak jej usta unoszą się w uśmiechu. „Wysłałaś cichy sygnał alarmowy? To nie ma znaczenia – 
tak długo jak alarmy nie zawyją, gdy otworzysz drzwi.”

„A co cię to obchodzi?” Tiara uniosła idealną brew. „Ja i tak już nie śpię.”

„Nie chcę wystraszyć chłopca.”

Duże westchnienie. „A już zaczynałam ciebie lubić Katya. A ty celujesz we mnie obezwładniaczem.”

„Otwórz drzwi.” Powiedziała Katya wiedząc, że jej rozmówczyni tylko zwleka i ją opóźnia.

Tiara zrobiła to bez dalszych sporów. Alarmy nie zabrzmiały. Gdy kobieta Zapomnianych wyszła na werandę 
i  zeszła   kilka  kroków  w  dół   trawnika,   Katya   podążyła  za   nią.  Wiedząc,  że  teraz,  gdy Tag  nie  był   już 
zagrożony Tiara ruszy po jej broń, wystrzeliła obezwładniaczem. „Przepraszam.”

„Cholera!” Tiara opadła na kolana, jej ruchy były nieskoordynowane. „To nie było sportowe.” Powiedziała  
powoli, nierówno.

Wcisnęła   obezwładniacz   do   kieszeni   i   włożyła   rękę   pod  ramiona  Tiar'y.   „Wiem.   Możesz   później   mnie 
poprzeklinać.” W tej chwili musiała zaprowadzić telepatkę do jednego z pojazdów.

Jej towarzyszka opierała się, ale obezwładniacz zrobił zwarcie w jej systemie nerwowym. Jednakże, niczego 
nie mogła zrobić z faktem, że ta wspaniała kobieta była wyższa i cięższa niż Katya. W rezultacie, Katay 
pociła   się   w   wyniku   mieszaniny  paniki   i   stresu   zanim  dociągnęła  Tiarę   do  najbliższego  z   pojazdów   z 
napędem na cztery koła. Wzięła jej dłoń i przycisnęła kciuk do zamka.

Drzwi samochodu otworzyły się. 

Wciągnęła górną część ciała Tiar'y na miejsce kierowcy i zdołała położyć jej kciuk na miejscu zapalnika 
stacyjki. Samochód uruchomił się z cichym mruczeniem.

„Nie uruchomi się ponownie.” Wymruczała Tiara, jej spojrzenie zaczynało się wyostrzać.

background image

„W takim razie będę po prostu musiała trzymać go na chodzie.” Położyła pracownika operacyjnego Światła i 
wzięła z kieszeni Tiar'y jej komórkę.  „Użyłam najniższego możliwego ustawienia – będziesz na chodzie za 
mniej niż pięć minut. Upewnię się, by tarcze chłopca wytrzymały do tego czasu.”

Tiara uśmiechnęła się. „Dev mocno nakopie ci do tyłka.”

Zaskoczona przez ten uśmiech, Katya zawahała się. „Obezwładniacze nie mają żadnych dziwnych efektów 
na fizjologię Zapomnianych, prawda?”

„Jasne, że nie.” Mowa Tiary zaczynała się wyostrzać. „Po prostu zdecydowałam się uważać to za zabawne.”

Potrząsając głową z powodu dziwnego poczucia humoru telepatki Katya wsiadła do pojazdu i ostrożnie 
wycofała. Przejechała sto metrów wzdłuż drogi, a potem zaparkowała w nocnym cieniu wielkiego drzewa. 
Nikt nie będzie w stanie jej wypatrzeć, jeżeli będą jechali po drodze. A jeżeli miała rację co do cichego  
alarmu, już byli w drodze.

Trzymała tarcze chłopca, aż do momentu, gdy wyczuła, że energia Tiar'y zastępuje jej. Szybko wycofała się  
do swojego umysłu zanim mogła zostać zaatakowana przez nią na tym poziomie. W ułamku czasu. Dwa 
pojazdy szybko przemieściły się przez prywatną drogę kierując się w stronę domu. Katya  zaczekała aż 
przejechali za zakręt, a potem wyrzuciła komórkę – i jej czip GPS -  przez okno i wyjechała tak jakby się za 
nią paliło.

System nawigacyjny samochodu wyprowadził ją z odizolowanego obszaru i na dużą drogę nadal mocno 
obciążoną ruchem. Jechała przez dwadzieścia minut zanim zjechała na parking z kawiarnią wypełniony 
ciężarówkami. Ciężarówki miały swój specjalne nawigacyjne pasy ruchu na autostradach i bardzo często  
podróżowały z prędkością trzy, cztery razy większą od prędkości zwykłych samochodów.

Zaparkowała obok jednego ze zjazdów, wzięła głęboki wdech i wyłączyła silnik. Teraz była efektywnie 
uziemiona.   Ale   jeżeli   znała   Dev'a,   to   ten   samochód   miał   zamontowane   jakiegoś   rodzaju   urządzenie  
namierzające. Zostawiła obezwładniacz pod siedzeniem, nie chciała powodować więcej szkód.

Wszystkie rozmowy zatrzymały się w momencie, gdy weszła do restauracji, ale nie wycofała się, nie mogła.  
Tiara już prawdopodobnie uruchamiała system tropiący. Zacisnęła zęby i rozejrzała się dookoła. Większość  
ludzi przy barze stanowili mężczyźni.

Pot ścieknął jej po kręgosłupie. Podróżowanie pojazdem z obcym nie było najmądrzejszym ruchem, ale to 
był jej jedyny wybór. No i była telepatą. Nikt nigdy więcej nie zrobi z niej ofiary. Uśmiechając się delikatnie  
przesunęła się do baru.

„Kupić ci kawy?” Oferta padła od dwudziestoparoletniego mężczyzny po prawej stronie.

„Wolałabym   sok   pomarańczowy.”   Powiedziała   uznając   go   za   „bezpiecznego”.   Jeżeli   jedynym   co   jej 
pozostało były jej instynkty, to zamierzała im zaufać.

Uśmiechnął się, a jego oczy zmrużyły się w kącikach. „W takim razie sok. Mam nadzieję, że nie pogniewasz 
się, że to powiem, ale przydałoby ci się trochę ciała wokół kości.”

Jej umysł zasypał ją obrazami Dev'a robiącego jej koktajle i wciskającego jej batoniki zbożowe do kieszeni.  
„Pracuję nad tym. Dzięki.” Wzięła swój sok pomarańczowy i zaczęła powoli pić. „Pewnie nie jedziesz na  
północ?”

Kierowca ciężarówki posłał jej pełne zawodu spojrzenie. „O, cholera. Południe. Jessie!”

Kobieta z długim blond kucykiem wyjrzała z drugiego końca zacienionego kontuaru. Jej twarz była pokryta  
lśniącą skórą i usiana stadem piegów. „Co?”

„Jedziesz na północ?”

„Może.” Kobieta spojrzała na Katy'ę. „Potrzebujesz podwózki?”

„Jeżeli nie miałabyś nic przeciwko.”

Jessie wzruszyła ramionami i wstała. „Właśnie wyjeżdżam. Możesz dotrzymać mi towarzystwa.”

Katya podziękowała mężczyźnie za sok i wyszła z baru za Jessie. Kobieta kierowca nie powiedziała niczego,  
aż znalazły się w kabinie zwinnej srebrnej ciężarówki z tablicą rozdzielczą, która bardziej wyglądała jak coś 
co można było znaleźć w kokpicie małego odrzutowca.

„To nie było mądre to co zrobiłaś.” Powiedziała Jessie, gdy ruszyły na autostradę. „Większość chłopaków 

background image

jest w porządku. Ale jest kilku, którzy uważają, że podwiezienie cie oznacza, że otrzymają coś w zamian.”

„Wiem.” Powiedziała Katya decydując się na uczciwość. Coś w Jessie podpowiadało jej, że mimo tej młodej  
twarzy i świeżego wyglądu, będzie w stanie wyczuć kłamstwo na kilometr. „Ale nie chciałam być złapana na 
kamerach ochrony w punktach podróżniczych.”

Po wprowadzeniu ciężarówki na specjalną linię przestawiła ją na automatyczną nawigację. Koło kierownicze 
schowało się, gdy komputerowy system operacyjny ciężarówki zaczął działać przyspieszając do prędkości, 
której żaden człowiek nie byłby w stanie kontrolować. „Uciekasz przed kimś?” Posłała jej zmartwione  
spojrzenie. „Ktoś cię źle traktował złotko?”

Trzymające ją mocno ramiona. Pocałunek z życzeniami dobrej nocy. „Nie. Ale mam coś co muszę zrobić.”  
Demona, któremu musiała stawić czoła.

„To   wystarczająco   prawdziwe.”   Jessie   rozłożyła   się   kładąc   stopy  na   tablicy  rozdzielczej.   „Więc,   lubisz 
jazz?”

„Zamierzam ...” Dev przełknął słowa przekleństwa i wpatrywał się w roześmianą Tiar'ę. „Po prostu 

pozwoliłaś jej wyjść?”

„Hej, ona mnie obezwładniła.” Powiedziała urażona kobieta. „I to czasem nie ja namierzyłam samochód do 
tej restauracyjki, chociaż miała cholernego farta i wzięła akurat ten z uszkodzonym nadajnikiem?”

Noże wbijały się w żołądek Dev'a, gdy pomyślał o tym z kim właśnie mogła jechać Katya i tego co mogli 
chcieć   jej   zrobić.   „Lucas   oddzwonił?”   Alfa   leopardów   poszedł   porozmawiać   z   ludźmi,   którzy   byli 
właścicielami tej restauracji po tym jak próby Dev'a spotkały się z kamienną ciszą.

W tym momencie rozdzwoniła się jego komórka. Otworzył ją i spojrzał na identyfikator numeru. „Lucas,  
masz to?”

„Jest   w   ciężarówce   kierującej   się   na   północ.”   Powiedział   mu   alfa   Ciemnej   Rzeki.   „Z   kierowcą   Jessie  
Amsel.”

„Kobieta?”

„Tak.”

Ale to, jak pomyślał Dev, nie oznaczało, że nie była niebezpieczna. „Mam kontakty w związku kierowców  
ciężarówek.” Powiedział Dev. „Zdobędę jej rozkład.”

„Odjechały jakieś cztery godziny temu.”

„W takim razie lepiej zacznę się ruszać.” Rozłączył się i zadzwonił do swojego kontaktu, a pięć minut  
później miał wydruk rozkładu Jessie Amsel. Zmrużył oczy i wykonał kolejną rozmowę. „Michel? Potrzebuję 
przysługi.”

„Będziesz moim dłużnikiem kuzynku.” Mógł niemal usłyszeć jego uśmiech. „O co chodzi?”

Dev wyłożył co potrzebował. „Jest to możliwe do wykonania?”

„To sprzeczne z zasadami, ale domyślam się, że wyciągniesz mój tyłek z więzienia, jeżeli w nim wyląduję.”

„Dzięki.”

„Jeszcze   mi   nie   dziękuj.   Nawet   jeżeli   nie   zmieni   wcześniej   ciężarówki,   Obóz   Ruchu   Drogowego 
poinformował mnie, że drogi są czyste i przejezdne aż do samej granicy. Jeżeli wjedzie do Kanady zanim się 
do niej dostanę, nic nie będę mógł z tym zrobić.”

DZIENNIK POKŁADOWY ZIEMIA2: STACJA ŚWIATŁO SŁONECZNE.

18   sierpnia   2080   r.:   Oficjalny  raport   o   incydencie:   Dziesięcioro   członków   zespołu   naukowego   obecnie 
dochodzi do siebie w azylu medycznym po narażeniu na działanie szkodliwego czynnika. Wydaje się, że w  
ciemności utracili poczucie kierunku w czasie drogi powrotnej z misji obserwacyjnej.

Żaden z tej dziesiątki nie skontaktował się z obozem głównym w celu uzyskania pomocy. Wydają się nie 
pamiętać godzin, które spędzili bez schronienia. Cała dziesiątka została skierowana do azylu medycznego, aż 
będzie możliwa ich pełna ocena.

background image

ROZDZIAŁ 32

„Masz   dokumenty,   by  przekroczyć   granicę?”   Zapytała   Jessie,   gdy  zjechała   ciężarówką   na   parking   trzy 
godziny drogi na południe od granicy z Kanadą. Świat nadal był ciemny od nocy, choć był wczesny poranek.

Katya potrząsnęła przecząco głową. „Nie. Miałam nadzieję, że się wśliznę.”

„To nie jest zbyt łatwe. Mają teraz też strażników Psi – najwyraźniej był problem z ludźmi używającymi 
telepatii, by zamglić umysły ludzkich strażników.”

Co   eliminowało   plan,   na   który   liczyła   Katya.   „Pewnie   nie   znasz   nikogo,   kto   robi   fałszywe   dowody 
osobiste?”

„Wyglądam na przestępcę?”

„Wyglądasz na kogoś, kto jest zaradny.”

Jessie uśmiechnęła się. „A co tam, do cholery. Choć.”

Dwadzieścia minut później Katya miała kartę identyfikacyjną, która była „dobra tylko do jednorazowego  
użycia” zgodnie z opinią pomarszczonego małego mężczyzny, który go dla niej zrobił. „Będą mieli sygnał 
alarmowy jakieś  dziesięć  minut  po  tym jak  go  zeskanujesz,  więc  upewnij  się,  żeby  szybko  zwinąć  się 
stamtąd gdzie pieprz rośnie.”

Katya przytaknęła i oddała mu większość gotówki, którą zabrała Tag'owi. „Dzięki.”

„A   jeżeli   cię   złapią,   nigdy   mnie   nie   widziałaś.”   Świdrujące   czarne   oczy   przyszpiliły   ją   w   miejscu. 
„Zrozumiano?”

„Tak.”

„Przejeżdżasz przez granicę?” Zapytała Jessie, gdy już ponownie były w drodze.

Potrząsnęła przecząco głową. „Moje miejsce dostawy znajduje się czterdzieści minut od granicy. Możesz 
stamtąd załapać się na podwózkę z innym kierowcą – upewnię się, by był jednym z tych dobrych.”

„Jessie, dlaczego tak mocno mi pomagasz?” Zapytała Katya przesuwając palcami po twardych krawędziach 
karty identyfikacyjnej. „Oczywiste jest, że jestem kimś w kłopotach. Kimś, kto może sprowadzić kłopoty na 
ciebie.”

„Słyszałaś o tym, żeby odpłacać komuś innemu otrzymane przysługi?”

„Nie.”

„Gdzieś ty mieszkała, w jaskini?” Bez czekania na odpowiedź Jessie szybko wyjaśniła. „To coś takiego – 
jeżeli ktoś zrobi dla ciebie coś miłego, ty też robisz coś dobrego dla innej osoby, którą napotkasz na swojej  
drodze. Ma to służyć ponownemu umieszczaniu dobra na świecie.”

„Rozumiem.” Powiedziała powoli Katya. „Świat naprawdę byłby lepszym miejscem jeżeli wszyscy, by tak 
robili. Czy mogę zapytać – za czyje miłe uczynki odpłacasz?”

„Gdy   byłam   wychudzoną   małą   szesnastolatką   straszliwy   twardziel   kierowca   ciężarówki   wziął   mnie   z 
ciemnej i opuszczonej ulicy.” Uśmiech Jessie stał się olśniewający. „Po tym jak skończył przeżuwać mnie na  
temat  tego jak niebezpieczne  jest  łapanie stopa, nakarmił  mnie  i pozwolił  mi  wziąć  prysznic  w swojej 
ciężarówce, a potem zapytał mnie dokąd jadę. A gdy powiedziałam, że nie wiem, westchnął mocno.”

„I?” Nalegała Katya, gdy Jessie zamilkła.

„I   skończyłam   jeżdżąc   z   nim   przez   następne   pięć   lat.   To   Isaac   nauczył   mnie   jak   prowadzić   wielkie  
ciężarówki i załatwił mi pierwszą robotę.”

„Musi być z ciebie dumny. Jest teraz na emeryturze?”

„Cha! On jest tylko sześć lat ode mnie starszy!”

„Och!” Katya przygryzła wargę, ale nie mogła powstrzymać swojej ciekawości. „Ty nie widzisz go jak brata, 
prawda?”

background image

„Boże, jestem żałosna. I taka oczywista.” Jej rozmówczyni przewróciła oczami. „On nadal widzi mnie jako  
tego chuderlawego dzieciaka, którego wziął z ulicy. Nie dotarło do jego małego męskiego móżdżku, że nie 
tylko mam piersi, ale chciałabym też ich trochę poużywać!”

Katya wybuchnęła śmiechem, gdy świt zaczął szeptać na horyzoncie. „Czekasz na niego?”

„Dam mu jeszcze jeden miesiąc. Przysięgam, że potem, skorzystam z pierwszej oferty, która się nadarzy.”

„To   jest   cudowne,   wiesz.”   Powiedziała   Katya,   gdy   jej   umysł   wypełnił   się   wspomnieniami   czystego 
roztopionego żaru. „Bycie z kimś, kto dotyka twojego serca.”

„Nie brzmisz na zbytnio szczęśliwą.”

„Wydaje mi się, że teraz mnie znienawidzi.”

Syrena rozdarła powietrze odbierając jej oddech.

„Cholera.”   Robiąc   niezadowoloną   minę   Jessie   zjechała   na   boczny   pas.   Poza   nimi   droga   była   pusta. 
„Przysięgam, ci cholerni gliniarze nie mają nic lepszego do roboty niż napastować przestrzegających prawa 
obywateli.” Wymruczała blondynka.

„Jessie, my tak właściwie ...”

„Ćśś. Myśl praworządne myśli.” Jessie wzięła płaszcz, otworzyła drzwi i wyskoczyła na dół. Katya nie  
mogła jej widzieć, gdy podchodziła w stronę policjanta, ale słyszała jej słowa. „Michel'u Benoit, nie musisz  
zjeść pączka, czy coś w tym stylu?”

„Dla ciebie oficerze Benoit.” Padła przeciągliwa odpowiedź. „Dostałem raport, że przewozisz kontrabandę, 
słodziutka.”

„Jak jasna cholera!” Teraz Jessie brzmiała na wkurzoną. „Jestem czysta i dobrze o tym wiesz.”

„Kontrabanda jest mniej więcej twojego wzrostu, włosy ciemnego blondu, raczej chuderlawa. Dzwoni ci  
jakiś dzwonek?”

„Jestem pewna, że nie mam pojęcia o czym mówisz.”

Katya miała doskonałą wiarę w umiejętności Jessie, ale nie chciała wprawić w prawdziwe kłopoty z prawem  
kobiety, która tak bardzo jej pomogła. Poza tym, nie było tak jakby policjant nie mógł sprawdzić pojazdu.  
Otworzyła własne drzwi, wyszła na przeszywające zimowe powietrze i przeszła wokół przodu ciężarówki, 
by stanąć obok Jessie. Miękki i przytłumiony świt rozprzestrzeniał się wokół nich. Nawet śnieg leżący obok 
drogi wyglądał na ciepły w tym czerwono-złotym świetle.

„O co dokładnie jestem podejrzana?” Zapytała Katya wpatrując się w lodowato niebieskie oczy policjanta.

Uśmiechnął się, jego ciemno brązowe włosy powiewały na delikatnej bryzie. „To może mieć coś wspólnego 
z wystrzeleniem obezwładniacza.”

„Wnieśli skargę?” W Michel'u Benoit było coś niepokojąco znajomego.

Uniósł brew. „Chcesz mieć zapis w aktach?”

„To  znaczy,  że  nie  ma   żadnej  skargi.”  Powiedziała  jej  Jessie  z rękami   opartymi  na  biodrach.  „Nie  ma 
żadnego prawa, by ciebie zatrzymać.”

Oczy Michel'a błysnęły. „To nie jest twoja sprawa Jessie.”

„Weź swoje „nie” i wsadź je sobie.” Wymruczała Jessie. „Każdy wie, że masz wadliwy stopień z prawa.”

Mężczyzna nie wydawał się urażony, jego uśmiech sięgnął ciepła w oczach. „Sprawa wygląda tak, możesz 
łatwo i przyjemnie ze mną pójść, albo znajdę coś o co będę mógł oskarżyć was obie.” Powiedział do Katy'i.

„Obie? Jessie niczego nie zrobiła.”

„Jessie najprawdopodobniej zrobiła całkiem sporo rzeczy.” Wymruczał Michel.

Katya położyła dłoń na ręce Jessie, gdy ta poruszyła się do przodu, tak jakby kusiło ją, by przywalić temu  
policjantowi. „To te oczy.” Wymruczała. „Kolor trochę mnie zmylił, ale macie takie same oczy.”

Uśmiech Michel'a rozszerzył się. „Nie mam pojęcia o czym ty mówisz.”

„Dzwoni ci jakiś dzwonek na imię Devraj?”

background image

„Mogę mieć kuzyna, który ma na imię Dev, ale wiesz, to nie jest aż tak nietypowe imię.”

Mając teraz pewność, że nie było szans, by Michel ją puścił, Katya obróciła się do Jessie. „Dziękuję.”

Jessie   nadal   miała   niezadowoloną   minę,   ale   uściskała   mocno   Katy'ę.   „Jeżeli   jeszcze   kiedyś   będziesz  
potrzebowała pomocy, zadzwoń do mnie. Masz mój numer, tak?”

Katya przytaknęła. Zapamiętała numer jej komórki. „Więc dokąd teraz?” Zapytała Michel'a.

ARCHIWUM RODZINY PETROKOV

List datowany na 24 grudnia 1978 r.

Najdroższy Matthew.

Jest Wigilia Bożego Narodzenia, ale świat jest dziwnie przytłumiony. Normalnie, zmiennokształtni robiliby 
swoje coroczne psoty – zawsze na wpół spodziewam się, że znajdę tygrysa siedzącego na werandzie około 
północy, tak jak gdy byłam dzieckiem. Przyniósł mi wtedy świeżą gałązkę ostrokrzewu, możesz to sobie  
wyobrazić?

Ale tego roku, nawet ludzcy kolędnicy zostali w domach. Wszyscy czekamy na opadnięcie topora – Rada 
zbliża się do podjęcia decyzji. Jeżeli będzie ona taka jakiej się spodziewam, każdy nie znajdujący się w Sieci 
zostanie na zawsze odcięty od tych, których kochamy.

Rada przyznała, że dorośli nie mogą być w pełni uwarunkowani, ale ci którzy zostaną w Sieci będą musieli  
przestrzegać restrykcyjnych podręczników. Jeżeli nie będą tego robić ich dzieci zostaną im zabrane – tak, by 
mogły  zostać   w   odpowiedni   sposób  uwarunkowane.   Dłoń   mi   się   trzęsie,   gdy  to   piszę.   Nikt   nigdy  nie  
zabierze mi ciebie lub Emily.

Mama.

ROZDZIAŁ 33

Dev   pokonał   drogę   z   lotniska   prywatnego   odrzutowca   do   domu   swojego   kuzyna   –   zaledwie   kilka 
kilometrów   na   południe   od  Kolumbii   Brytyjskiej   –   używając   zdalnego  do   jazdy  po   śniegu   wynajętego 
pojazdu, który zorganizowała Maggie. Biorąc pod uwagę prędkość odrzutowca, nie znajdował się daleko za 
Michel'em biorącym Katy'ę „pod dozór policyjny”.

Po przyjechaniu do domu kuzyna Dev wysiadł z samochodu i poszedł prosto do frontowych drzwi. Michel 
otworzył, gdy właśnie unosił pięść, by zapukać. „Jest cała twoja Santos.” Powiedział Michel zakładając  
kapelusz. „Gdybym był na twoim miejscu założyłbym zbroję.”

„Dzięki za ostrzeżenie.”

Jego   kuzyn   skinął   głową   i   poszedł   do   swojego   pojazdu.   Próbując   opanować   temperament,   który 
najzwyczajniej w świecie odmawiał odpowiedzi na chłodne przesunięcie metalu. Dev przeszedł przez drzwi 
i podążył do kuchni za echem obecności Katy'i – gdzie znalazł ją spokojnie jedzącą ogromną babeczkę 
jagodową z kubkiem czegoś co wyglądało na gorącą czekoladę stojącym przy jej łokciu. Matko – w tej 
cholernej czekoladzie pływały nawet pianki. „Wygląda na to, że Michel dobrze się o ciebie zatroszczył.”

Posłała mu spojrzenie, które niczego mu nie powiedziało. „On wie jak traktować kobietę.”

Dobra, to bolało. „W przeciwieństwie do?”

Wzruszyła ramionami. 

Obserwował jak podnosi jagodę i wkłada ją do ust. „Na prawdę sądziłaś, że uda ci się uciec?”

„Poddawanie się, nie jest w moim zwyczaju.”

To było uderzenie prosto w twarz. I oblało najbardziej lodowatą wodą temperament, o który irracjonalnie 
martwił się, że zmieni go w jego ojca. Co on do cholery spodziewał się, że zrobi Katya? Będzie siedziała  
cichutko, gdy on będzie ją więził?

Kobieta, która przetrwała specjalny rodzaj tortur Ming'a LeBon'a nie była typem, który spokojnie siedział i 

background image

czekał.

Wypuścił oddech i skrzyżował ramiona na swojej marynarce. „Jak blisko jesteś miejsca, do którego chciałaś 
pojechać?”

Zamarła, a potem wydawała się otrząsnąć z tego. „Zbliżam się.”

„Nadal nie masz pewnej lokalizacji?”

„Jest   na   północnym-zachodzie   …   Sądzę,   że   to  może   być  Alaska,   choć   równie   dobrze   może   to   być   w 
Yukon'ie.”

Dev podszedł wystarczająco blisko, by mógł bawić się pasmem jej włosów. Nie odsunęła się, ale również nie 
przesunęła swojej uwagi z pełnej koncentracji destrukcji swojej bułeczki. Ponownie był ignorowany. Zdał 
sobie sprawę, że powinno go to irytować, ale sprawiało to tylko, że jego usta unosiły się w kącikach. 
Wypuścił jej włosy i przesunął się, tak by stać za jej plecami. Położył dłonie na blacie po obu jej stronach.

Wzięła kolejnego gryza bułeczki.

Uśmiechając się przesunął na bok wodospad jej włosów i pocałował ją w delikatną skórę karku.

Przeszedł ją dreszcz. „Devraj'u Santos'ie, nie przekonasz mnie do powrotu swoim czarem.” Powiedziała 
cichym głosem pełnym siły woli.

Ponownie pocałował ją wzdłuż szczupłej krągłości jej szyi. „Kto powiedział cokolwiek na temat czaru?” 
Wymruczał szczypiąc ją w zębami w ucho. „Planuję cię uwieść.”

Odłożyła tą cholerną bułeczkę. „Dev, dlaczego nie krzyczysz na mnie?”

Kolejny pocałunek, a potem wyprostował się i oplótł ją rękami opierając brodę na czubku jej głowy. „Jesteś 
zbyt   uparta,   by  zareagować   na   krzyki.”   Przetrwała   coś,   czego  nie   był   pewien  czy  nawet   on  potrafiłby 
przetrwać – mężczyzna byłby głupi, gdyby nie szanował w kobiecie tego rodzaju siły woli.

„Ale i tak zamierzasz zaciągnąć mnie z powrotem.” Jej dłoń na blacie zamknęła się w pięść. „Dlaczego? Tak 
daleko od ciebie nie stanowię zagrożenia.”

„Muszę   pamiętać   o tym  co mogłaś się  dowiedzieć   w czasie,  gdy  byłaś z   nami,   czy  nie   zawrócisz,   by 
uderzyć.”

Jej dłoń rozprostowała się, a potem znowu zacisnęła w pięść. „Nic co powiem nie zmieni twojego zdania,  
prawda?”

Wiedział, co powinien zrobić. Zanim wszedł do tej kuchni w jego umyśle nie było ani jednej wątpliwości. 
Ale … „Mogę ci dać trzy dni.”

Wzięła zaskoczony wdech. „Dev?”

„Weźmiemy   samolot   i   polecimy   tak   daleko   na   północ   jak   będziesz   się   czuła   komfortowo,   a   potem 
wynajmiemy samochód.”

„Cieszę się, że będziesz ze mną.” Powiedziała ku jego zaskoczeniu pochylając się w jego objęcia. „Część 
mnie tak mocno się boi tego co znajdę – a co jeżeli tam niczego nie ma?”

„Katya?”

„To by znaczyło, że moje komórki mózgowe naprawdę są uszkodzone.” Wyszeptała. „A co jeżeli jest we 
mnie to pragnienie, a tam nie będzie niczego, by je poprzeć.”

Nagle zrozumiał jej głód, by podążyć za tym pragnieniem lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. „Nie masz 
uszkodzonego mózgu.” Powiedział mocniej ją do siebie przyciągając. „Gdybyś miała, to na pewno jak jasna 
cholera nie zdołałabyś wymknąć się spod mojego pieruńskiego nosa.”

Katya poczuła cień niesmaku w jego komentarzu, a to sprawiło, że zrobiło jej się lżej na sercu. „Dobrze się 
spisałam, prawda?” Jej uśmiech nieco opadł. „Jak Tiara?”

„Otworzyła książkę zakładów na temat tego jak daleko dostaniesz się zanim cię złapię.”

„Och.”

„Tak, i zgłosiła zakład, który obejmował najdalszy dystans.”

background image

„A Tag?”

„Powiedzmy, że nie jest twoim nowym najlepszym przyjacielem.”

Jęknęła i chciała zapytać o chłopca, zanim zdała sobie sprawę, że może go to wpędzić w kłopoty.

Dev zaśmiał się. „Dzieciakowi nic nie jest – a my nauczyliśmy się, by być super ostrożni z jego tarczami.”

„Jest silny.” Powiedziała pełna obaw co to mogło oznaczać. „Jeżeli Rada dowie się, że Zapomniani mają  
tego poziomu umiejętności psychiczne ...”

„Pozwól, że ja będę się o to martwił.” Pocałował ją w skroń pozwalając, by się obróciła, tak by mogli  
spoglądać sobie w twarz. „Powiedz mi wszystko co możesz na temat tego pragnienia, które odczuwasz, by 
jechać na północ. Masz jeszcze jakieś inne informacje?”

„Nie. Ale wiem, że usłyszałam coś. Tam … w czarnym pokoju.”

Ponownie obudziła się w nim wściekłość, mroczna od pragnienia, by upuścić trochę krwi. Musiał świadomie 
się skupić, by sformułować słowa mimo jej szalejącej mocy. „Dlaczego mieliby mówić o jakichkolwiek 
wrażliwych informacjach w zasięgu twojego słuchu?”

„Popełnili błąd.” Powiedziała. Jej głos załamał się, taj jakby rekonstruowała fragmenty wspomnień. „Ming 
złamał  mnie, ale nawet złamana miałam uszy i oczy.  Traktował mnie tak jakbym była  insektem,  który 
rozdeptał pod butem. Nie byłam warta tego, by zawracać sobie mną głowę.”

Wściekłość w jego wnętrzu była niczym dzikie stworzenie. Był w swoim gniewie niczym zwierze … w 
zasadzce. „Co słyszałaś?” Zmusił się, by zapytać.

Katya spojrzała w górę na dźwięk głosu Dev'a, który był niczym surowe ostrze. Jego gniew był niczym 
błyskawica w powietrzu, bicz ognia. Ale jakimś cudem zamiast wywołać w niej strach sprawiał, że czuła się 
silniejsza. „Wiele rzeczy.”

Dev obserwował ją tymi swoimi niesamowitymi oczami, a ona wiedziała. Wiedziała, że byłby gotów dla niej 
zabić. Wiedza na temat tego jak mocno się ze sobą związali wstrząsnęła nią. A co jeżeli …

„Nie.” Powiedział Dev. „Nie myśl o niczym poza tym zadaniem. Resztę później jakoś rozwiążemy.”

Przytaknęła nerwowym ruchem.

„Nie mam jeszcze wszystkich fragmentów, ale wiem, że muszę jechać. Muszę zobaczyć.”

Jego   dłoń   ocierająca   się   o   jej   policzek.   Ciepła.   Opiekuńcza.   „Nie   masz   pojęcia   na   temat   tego   czego  
szukasz?”

„Czegoś złego.” Obróciła się ku jego dotykowi. „Gdy o tym myślę moje dostaję takich oleistych mdłości w 
żołądku.” Zło, pomyślała. Czekało na nią coś złego. Rzecz, której jej umysł odmawiał pokazania jej, ale czyj  
zły cień przyćmiewał każdą inną myśl.

DZIENNIK POKŁADOWY ZIEMIA2: STACJA ŚWIATŁO SŁONECZNE

17 września 2080 r.: Produktywność spadła o pięćdziesiąt siedem procent w ciągu ostatnich trzech dni. Od 
tego czasu zwiększyły się narzekania członków załogi na rozległe bóle głowy.

Należy  rozważyć   zaradcze   odwołanie   całego   personelu,   aż   cały  obszar   zostanie   dogłębnie   zbadany  na 
obecność skażenia biologicznego i/lub chemicznego. Proszę o poradę.

ROZDZIAŁ 34

Dev pocałował ją w czoło w niespodziewanie uczuciowym geście sprawiając, że zapiekły ją oczy. „Lepiej 
zacznijmy tak szybko jak się da.”

Wiedziała, że trzy dni które jej dał, będą go kosztowały, ale on weźmie na siebie ten cios – dla niej. „Dev …  
mogę prowadzić cię prosto w pułapkę.” Mimo tego jak daleko zaszła, jej umysł pozostawał dziką plątaniną 
pełną dziur i zwodniczych zakamarków.

background image

Dev potarł kciukiem po jej policzku. „Nadal tego nie rozumiesz, prawda Katya? Ja troszczę się o to co jest 
moje.”

„Nie   chcę,   żeby  stała   ci   się   krzywda.”   Zaczęła,   ale   sposób   zaciśnięcia   jego   szczęki   powiedział   jej,   że  
marnuje oddech. „Urodziłeś się już taki uparty?”

„Moja mama mawiała, że jestem w połowie osłem.”

To sprawiło, że się uśmiechnęła. „To czyniłoby osłem jednego z twoich rodziców. Czyżby to była twoja  
mama?”

„Nigdy się do tego nie przyznała.” Jego oczy zasłoniły się smutkiem tak głębokim, że poczuła jak jej gardło 
się zaciska. „Nigdy nie miała po temu szansy.”

Zawahała się, nie była pewna swoich instynktów, swojego umysłu, swojej duszy … ale nie serca. „Co się jej 
stało?”

„Mój ojciec ją zabił.” Zaskakująca odpowiedź, która skradła jej oddech.

Nadal próbowała znaleźć słowa, by mu odpowiedzieć, gdy on ciągnął dalej. „Właśnie wtedy po raz pierwszy 
zrozumiałem   dlaczego   niektórzy   z   naszych   przodków   wybrali   Ciszę.   Mój   ojciec   –   on   nigdy   nie   był 
agresywny. To jego dar zmienił go w mordercę.”

Sięgnęła i zacisnęła dłoń na jego ręce.

„Sieć Cieni jest całkowicie innym stworzeniem niż Sieć Psi, ale istnieją pewne podobieństwa.” Powiedział 
patrząc na ich złączone dłonie.

„Dev. Nie możesz mi więcej zdradzać.” Powiedziała przerywając mu, choć była to ostatnia rzecz jakiej  
pragnęła. Jeżeli zdradziłaby go, nawet nie mając w tym zakresie wyboru, to by ją roztrzaskało – i wiedziała, 
że już więcej, by się z tego nie podniosła. Nie po tym.

Jego twarz nagle stała się twarzą zdobywcy, którego kiedyś w nim dostrzegła. „Uwolnimy cie Katya. Nawet 
jeżeli miałbym zabić samego Ming'a LeBon'a.”

„Nie.” Złapała obie jego dłonie. „On jest moim potworem, którego muszę pokonać. Nie chcę cię nigdzie w 
jego pobliżu.”

„Nie uważasz, że jestem w stanie go pokonać?”

Wpatrywała się w niego, w jego chłodne oczy, muskularne ciało, żołnierską cierpliwość. „Wiem, że mógłbyś  
to zrobić. I właśnie to mnie przeraża.”

Oczekująca cisza.

„Nie chcę byś stał się taki jak on.” Wyszeptała wiedząc, że Dev miał w sobie bezwzględność, która mogła 
zmienić go w okrutnika. Zabójcę z jednym brutalnym celem. Nie miała wątpliwości, że osiągnąłby ten cel –  
ale w trakcie tego procesu mógł utracić siebie. „Boję się, że jeżeli ruszysz za nim na polowanie to ciebie 
zmieni. Sprawi, że staniesz się odbiciem Ming'a.

Nie odpowiedział, a ona wiedziała, że jeżeli dojdzie do odpowiedniego pchnięcia, Dev ruszy za Ming'iem. A 
jeżeli to się stanie, będzie miała tylko jedno wyjście. Takie, które podejmie bez mrugnięcia okiem. Zaczynała  
stawać się słabością Dev'a. Jeżeli usunie się ją z równania, ta słabość przestanie istnieć.

Dev otrzymał telefon od Aubr'ego dziesięć minut po tym jak wystartowali. Odrzutowiec był ustawiony na 
stabilny kurs na północ. Katya oficjalnie nie znajdowała się na liście pasażerów, co oznaczało, że technicznie  
przeszmuglowali ją przez granicę, gdyby musieli lądować w Kanadzie, ale Dev miał sposoby, by obejść ten 
problem, gdyby do tego doszło.

„O co chodzi?” Zapytał świadomy tego, że Katya założyła słuchawki i włączyła muzykę.

„Jack sądzi że go zwodzisz – jest wkurzony.”

Dev złapał palcami za wzgórek nosa. „Możesz go przez trzy dni utrzymać w spokoju?”

„Wytrzyma maksymalnie jeszcze przez jeden dzień – co najwyżej dwa.” Ton Aubr'ego zmienił się. „Dev, to  
co on mówi nie jest wyssane z tyłka. On mówi z sensem.”

„Wiem, że Jack mówi z sensem.” Dev widział syna Jack'a William'a po pierwszym epizodzie. Trzymał 
Jack'a,   gdy  ten   załamał   się.   Rozumiał   aż   do   szpiku   kości   poczucie   zasadzki,   które   kierowało   każdym 

background image

działaniem jego kuzyna. „Na tym polega ten cholerny problem. Dobra, zadzwonię do niego.”

„I będziesz z powrotem w Nowym Jorku w ciągu trzech dni?”

Wiedząc, że teraz, gdy Sascha została zaangażowana w to, Tag i Tiara będą w stanie zająć się Cruz'em 
odpowiedział mu. „Tak. Ustal spotkanie z Jack'iem.”

„Wydaje   mi   się,   że   pewnym  rzeczom  nie   da   się   uciec.”   Powiedział  Aubry  zanim  się   rozłączył,   a   Dev 
wiedział, że on nie mówił o spotkaniu.

Wprowadził numer komórki Jack'a i czekał. Jego rozmówca odebrał po kilku sekundach.

„Najwyższy czas, panie dyrektorze.”

„Daj mi trochę spokoju.” Wymruczał Dev. „Po sposobie w jaki chcesz mnie udusić pomyślałby kto, że nie 
jesteśmy spokrewnieni.”

„Nie wyciągaj mi kwestii kuzynostwa.” Ale jego ton stał się mniej ostry. „Unikasz mnie, Dev?”

„Nie. Mieliśmy niespodziewany wybuch innych problemów.” Przesunął dłonią po włosach i odchylił się w 
fotelu. „Słucham tego co mówisz.”

„Dobrze.” Zamilkł na chwilę. „Cholera, Dev, nie ustawiałem się w kolejce, by być twoim wrzodem na tyłku,  
i na pewno jak jasna cholera nie chcę przywracać starych wspomnień, ale musimy sobie z tym poradzić.”

„Nie ma możliwości, bym poparł to czego chcesz – wiesz o tym. Nasi przodkowie oddali wszystko za naszą  
wolność. Jak możesz odwrócić się do tego plecami?”

„Ponieważ mój syn jest tak przerażony własnych umiejętności, że jest zbyt wystraszony, by zaprzyjaźnić się  
z kimkolwiek.” Rozgoryczenie Jack'a wypełniło   inię telefoniczną. „Jest dzieciakiem, ale tak się boi, że 
kogoś skrzywdzi, że przez cały dzień nie wychodzi z pokoju. Radź sobie z tym każdego dnia i wtedy 
powiedz mi, że nie mam prawa dokonać tego wyboru.”

Wyłapując załamanie się w głosie Jack'a Dev wyprostował się. „Czego mi nie mówisz? Sądziłem, że Will na 
razie jest stabilny.” Wierzył, że mają czas, by znaleźć inne rozwiązanie – takie, które nie zniszczy serca  
tożsamości każdego z Zapomnianych.

„Coś się stało. Nie ...” Łamiący się oddech. „Muszę to potwierdzić. Ale wiem, że Will'owi się pogarsza.”

Dev pomyślał o siedmiolatku, który nazywał go Wujkiem Dev'em. Pomyślał też o innych znajdujących się  
na krawędzi. „To zatoczyło krąg.” Dziwne nowe umiejętności rodzące się wśród Zapomnianych przynosiły 
razem z sobą takie samo szaleństwo, które doprowadziło Psi do przyjęcia Ciszy. „Ale widziałeś, że Cisza nie 
stanowi odpowiedzi na wszystko – oni nie są przykładem, który chcemy naśladować.”

„Stałeś się zimny Dev.” Powiedział Jack. „Widziałem jak to robisz. Podłączasz się do maszyn i stajesz się  
zimny. A co jeżeli nie byłbyś w stanie tego zrobić?”

Dev doskonale zdawał sobie sprawę z tego co to znaczyło, gdy w zawrotnym tempie znajdowało się poza 
kontrolą. Zwłaszcza teraz, z kobietą, która wślizgała się pod metaliczną warstwę, tak jakby ta nie istniała.  
„Mogę stawać się zimny, ale nadal pozostaję człowiekiem Jack. Czuję.” Zbyt wiele. Zbyt mocno.

„To zły wybór, wiem o tym.” Przyznał Jack. „Ale jeżeli są tylko złe wybory ...”

„Znajdziemy inne wyjście.” Dev nie straci swojej rodziny, swoich ludzi. „Glen i jego zespół pracują dniami i 
nocami. Każdy kontakt, który posiadam pracuje nad tym – tylko … nie podejmuj żadnych pośpiesznych  
decyzji. Możesz dać mi jeszcze kilka dni? Czy Will może to zrobić?” Ponieważ, jeżeli stan chłopca stanie się  
krytyczny, wtedy Dev zawróci samolot. Miał pełnię wiary, że kobieta siedząca u jego boku zrozumiałaby to.

„Co jest tak ważnego, że nie możesz ze mną dzisiaj porozmawiać?”

Dev zerknął na głowę Katy'i obróconą w stronę okna samolotu. „Walczę, by ocalić inne życie, inny umysł.”

Jack wziął głęboki wdech. „Cholera, ty to wiesz jak przywalić facetowi. Dam ci jeszcze kilka dni.”

„Zadzwoń   do   mnie   natychmiast   jeżeli   coś   się   zmieni.”   Ponieważ   –   choć   instynkty   opiekuńcze   Dev'a 
krzyczały w pełnym przemocy odrzuceniu tej myśli – mały, wielkooki William był ich barometrem. Był 
najbliższy przełamania pasm zdrowia psychicznego. Przełknął węzeł w gardle i nie wysilił się nawet, by 
ukryć własne zmartwienie z powodu Will'a. „Zadzwonisz do mnie i przyjadę. Rozumiesz?”

Chwila ciszy wypełniona rzeczami, których żaden z nich nie wypowiedział. Dev wiedział, że Jack rozumiał  

background image

brutalną prawdę. Prawdę, której żaden ojciec nie powinien stawiać czoła. „Tak.” Odpowiedział w końcu jego  
kuzyn. „Muszę kończyć – Melissa wróciła do domu. To jest cholernie poplątane.” Ostatnie zdanie było pełne 
zmęczenia.

Dev   rozłączając   się   czuł   się   tak  samo.   Obrócił   się   i   zauważył,   że   Katya   wpatruje   się   w   niego.   Zdjęła 
bezprzewodowe  słuchawki  dopiero,  gdy  schował  telefon  do  kieszeni.  „Tak  bardzo chcę  zapytać   się,  co 
sprawiło, że masz taki wyraz twarzy.” Powiedziała kładąc jedną z dłoni na jego ręce.

„Katya istnieje prawdopodobieństwo, że będziemy musieli zawrócić.” Zacisnął palce na jej dłoni. „Ale jeżeli 
tak się stanie, przywiozę cię z powrotem. Obiecuję ci to.”

I choć wiedział jak bardzo chciała dotrzeć do celu, natychmiast przytaknęła mu w odpowiedzi. „Twoja  
obietnica jest dla mnie więcej niż tylko wystarczająca.”

Jego serce wzrosło, aż nie mógł nawet przypomnieć sobie jak smakuje metal. „Jak bezpieczny jest twój 
umysł?”

„To   sejf.   Nic   nie   może   się   dostać,   ani   wydostać   do   Sieci.  Ale   tak   jak   powiedziałeś,   Ming   musi   mieć 
psychiczny klucz, by otworzyć ten sejf – w każdej chwili może go użyć.”

Rozumiał co próbowała mu powiedzieć, ale w tym przypadku potencjalne zyski przewyższały ryzyko. Już  
miał zapytać jej o to co potrzebował się dowiedzieć, gdy zmarszczył czoło. „Masz krwotok z nosa.”

Wydała z siebie delikatny dźwięk i uniosła dłoń do nosa biorąc chusteczkę, którą wyciągnął jej z opakowania 
zapewnionego w siedzeniach samolotu. „To przez wysokość.” Powiedziała.

Nie był tego taki pewien. „Jak tam twoja głowa?”

„Dobrze.” Wyrzuciła chusteczkę do śmietnika i zrobiła w jego stronę minę. „Nigdy nie byłam dobra w 
lataniu. Jak brzmi twoje pytanie?”

Nadal nie był przekonany. Zrobił sobie mentalną notatkę, by poprosić Glen'a o kompleksowe sprawdzenie jej 
po ich powrocie. „Co wiesz na temat genezy Ciszy?”

„Poza   tym  co  znajduje   się   w  domenie   publicznej   wiem,   że   nie   jest   tak  efektywna   jak  lubi   nas  o  tym 
przekonywać Rada – tarcze, silni Psi znajdujący się w Sieci potrzebni do jej utrzymania – są ekstremalnie 
podatni i bezbronni wobec socjopatii.”

Dev sam to już zgadł. „Ale jest efektywna na pewnym poziomie?”

„Tak.” Przytaknęła. „Wiem, że istnieją umiejętności, które predysponują poszczególne osoby do chorób 
psychicznych – albo takie, które doprowadzają ich do takich chorób z powodu tego czego wymagają.”

„Kontynuuj.”

„Na przykład niektórzy telepaci znajdujący się na wysokim stopniu skali mają kłopoty z budowaniem tarcz –  
jest   tak   jakby   ich   umiejętności   były   zbyt   silne,   by   być   poskromione   i   ich   moc   wycieka.   W   Ciszy, 
przynajmniej mają efektywną barierę w postaci braku emocji – nawet jeżeli jakieś rzeczy wedrą się do nich,  
nie mają one na nich aż takiego wpływu.”

Dev rozważył to. „Psi Sprawiedliwości

1

 - mają pewną reputację.”

„Tak. Ponieważ J-Psi współpracują tak blisko z ludźmi są bardziej podatni na wyłamania z Ciszy.”

A gdy Psi Sprawiedliwości pękali niektórzy bardzo paskudni ludzie mieli w zwyczaju kończenie martwi. 
Dev nie sądził, by było to w szczególności coś złego, ale jeżeli wysoko wytrenowane J-Psi nie były w stanie 
kontrolować swoich umiejętności, jak mógł się tego spodziewać po wystraszonym siedmiolatku? „Czy to  
dlatego J zawsze biorą przerwę między sprawami.”

Katya przytaknęła. „Z tego co wiem, generalnie pracują przez miesiąc, a potem wracają na intensywne 
ponowne warunkowanie zanim otrzymują następną sprawę.” Jej oczy spojrzały prosto na niego. „Wszyscy 
pochodzimy   z   tego   samego   zasobu   genetycznego.”   Wymruczała.   „Nawet   w   populacji   mieszanych   ras, 
mutacji   i   rekombinacji   w   zasobie   genetycznym   nieuniknione   jest   powstanie   osoby   bliższej   Psi,   niż 
człowiekowi.”

Wiedział, że zrozumie – była zbyt mądra, by stało się inaczej. „Dosyć pewne, że Rada też doszła do takiego  
wniosku.”

1 Psi Sprawiedliwości – ang. Justice Psy, stąd skrót J-Psi

background image

„Jest taka możliwość. Ale w wyższych szeregach super struktury Rady jest pewien poziom arogancji. Psi  
przywykli do uważania się za najbardziej silnych ludzi na planecie, więc zawodzą przez nie wzięcie pod 
uwagę czegoś tak prostego i silnego jak natura.” Tym razem jej oczy były zmartwione. „Dev, jeżeli twoi 
ludzie rozważają to co sądzę – nie róbcie tego.”

„Właśnie powiedziałaś mi, że dla niektórych umiejętności to jedyne wyjście.”

Zacisnęła rękę wokół niego. „Ale to zabija coś w osobie i w grupie. Sieć Psi … jest piękna, ale umiera,  
powolutku po kawałeczku. Jak mogłoby być inaczej? Nie dajemy jej nic poza pustką.”

Dev rozumiał dlaczego mówiła o Sieci jak o istocie żywej. Sieć Cieni też miała w sobie pewnego rodzaju  
istotę, która była jej duszą, żywym odbiciem, choć była dużo młodsza niż jej odpowiednik w Sieci Psi. 
„Słyszałem szepty o Umyśle Sieci.”

„Jest też Mroczny Umysł.” Jej głos był pusty. „Ming mi to powiedział – wydaje mi się, że sądził, że nie będę 
tego pamiętać, albo nie obchodziło go to. Umysł Sieci podzielił się na dwie części.”

Nie musiała mówić nic więcej – jeżeli sama tkanina Sieci była rozdzierana na części, w takim razie jak Cisza 
mogła stanowić możliwą odpowiedź? A jednak … „W Sieci nadal są zabójcy, ale jest ich mniej.”

„Tak.” Przełknęła. „Sądzę, że przez chwilę, naprawdę poprawiło to sytuację. Byliśmy w stanie złapać oddech 
bez strachu o to co możemy zrobić, co może być zrobione nam. Ale szybko zostało to zastąpione innego  
rodzaju strachem.”

„Rada.” Dev pomyślał o możliwych skutkach. „Tego rodzaju struktura jest nieunikniona po przyjęciu Ciszy 
– nagradza ona tych naprawdę pozbawionych emocji. Ludzi którzy mają bardzo niewiele empatii, albo wcale 
jej nie posiadają.” Socjopatów.

„To wada w systemie, na którą staliśmy się ślepi.” Katya oparła głowę o jego ramię. „Co zrobisz?”

„Będę walczył o moich ludzi.”

ARCHIWA RODZINY PETROKOV

List datowany na 1 stycznia 1979 r.

Drogi Matthew.

Podjęto decyzję. Cisza zostanie wprowadzona. Twój tata i ja wiedzieliśmy,  że to się zbliża. Zrobiliśmy 
pewne plany.

Tak bardzo was kocham, moje dzieciątka. Co do tego planu, istnieje szansa, że wszyscy zginiemy. Nie będę 
ci kłamała. Nie będę próbowała ukryć prawdy. Czasami sądzę, że jestem hipokrytką krytykując innych za 
pozwolenie Radzie pozbawienie warunkowaniem emocji z ich dzieci, gdy sama stawiam ciebie i Emily w  
śmiertelnym niebezpieczeństwie, ale znam cię sercem matki.

Wiem, że mój Matty jest artystą, że jesteś cały jedynie jako to kim jesteś, gdy twoja twarz jest umazana 
farbą, a palce usiane są tysiącem różnych kolorów.

Wiem, że moja słodka Emily uwielbia śpiewać, że chodzi za tobą po całym domu, bo tak ciebie uwielbia.

Wiem, że wasz ojciec wolałaby tysiąc razy oszaleć, niż przygasić wasze jasne światła.

Więc zrobimy to. I będziemy mieli nadzieję, że Bóg istnieje.

Z całą miłością, którą mam w sercu, 

Mama.

ROZDZIAŁ 35

„Sytuacja na Sri Lance została opanowana.” Rezonujący mentalny głos Henr'ego wypełnił psychiczny sejf 
komnat Rady. „Tarcza, której sprawa dotyczyła jest obecnie pod nieustannym nadzorem.”

„Już pod nim był.” Wytknęła Tatiana.

background image

„Tak, ale wcześniej miał on pewien poziom autonomii.” Powiedziała Shoshanna. „Jak wszyscy wiemy tarcze 
są   często   kardynalnymi,   więc   monitorowanie   ich   bez   dużego   marnotrawienia   siły   ludzi   jest   niemal 
niemożliwe.”

„Ale w tym przypadku użycie siły ludzkiej jest uzasadnione. Mój osobisty strażnik zajmuje się nim, ale 
jeżeli Rada wyrazi zgodę, chciałbym, by dołączył do nich członek Oddziału Strzał.”

Kaleb poczuł telepatyczne pukanie w umyśle. Otworzył kanał i poczuł jak głos Nikity wchodzi do jego 
umysłu. Ponownie pracują razem.

Zauważył to samo. Jednakże Henry nie wydaje się być członkiem beta tej pary.

Jeżeli znaleźli sposób, by zbilansować swoje ega, skomentowała Nikita, będą najbardziej wpływową siłą w  
Radzie.

Fakt, że myśli Nikit'y podążyły za jego tokiem rozumowania nie był niespodziewany – istniał powód, dla  
którego   sprzymierzył   się   z   Radną   mającą   siedzibę   w   San   Francisco.   Jej   umysł   był   jej   najsilniejszym 
narzędziem,   i,   w   przeciwieństwie   do   innych,   nie   miała   myśli   o   przejęciu   Sieci.   Nikita   była   jedynie 
zainteresowana swoimi zyskami biznesowymi. To czyniło z niej doskonałego partnera dla mężczyzny, który 
był zainteresowany zyskaniem kontroli nad samą Siecią Psi.

„Zgoda.” Powiedział Kaleb, gdy poddano pod głosowanie pytanie o Strzałę.

Anthony Kyriakus był jednym członkiem rady, który nie wyraził natychmiastowej zgody. „Ming mam do 
ciebie pytanie. Słyszałem plotki, że twoje Strzały nie znajdują się już pod twoją całkowitą kontrolą.”

Kaleb również słyszał tą konkretną plotkę. Zamierzał właściwie bardziej zgłębić ten temat. Teraz, czekał, by 
zobaczyć co odpowie Ming.

„Plotki są nieprawidłowe.” Powiedział Ming. „Jedyny problem z kontrolą odnosi się do reakcji kilkorga 
długoterminowo służących Strzał znajdujących się w regimencie Jax'u.”

„Nadal używacie Jax?” Zapytała Tatiana.

„Nic innego nie okazało się tak efektywne, gdy chodzi o utrzymanie absolutnej Ciszy.”

Kaleb wiedział, że chodziło o coś więcej. Jax – rozpoznawany przez większość jedynie jako plagę Psi – 
został   stworzony   w   bardzo   specyficznym   celu.   Gdy   był   podawany   w   odpowiedniej   dawce,   dokładnie  
skalibrowanej do danej osoby, Jax miał moc wymazania ich osobowości bez wymazywania umysłu. Był to 
bardzo niebezpieczny balans. „Zajęto się tymi, którzy mieli taką reakcję?” Zapytał.

„Umieściłem   ich   w   jednostce   specjalnie   zaprojektowanej,   by   przetrzymywać   Strzały,   które   zaczęły 
degenerować.”

Shoshanna odezwała się, zaraz po tym jak Ming wypowiedział to zdanie. „Dlaczego jeszcze nie są martwi? 
Na pewno nie są już użyteczni.”

„Strzały  mają   jedynie   jedną   niemożliwą   do  złamania   zasadę.”   Powiedział   Ming  z   subtelnym   akcentem 
przypominającym im, że on sam kiedyś był jedną z nich. „Nigdy nie zostawiaj innej Strzały w tyle. Jest to  
część struktury psychologicznej, która pozwala im funkcjonować. Jeżeli wyeliminuję jednostki z defektem, 
to ewentualnie doprowadzi do dezintegracji niemal ślepej lojalności, która wiąże Strzały ze sobą i ze mną.”

„To brzmi niemal jak przywiązanie emocjonalne.” Powiedziała Tatiana.

„Nie jest to bardziej emocjonalne niż pisklę wpatrujące się w matkę.” Powiedział Ming. „Jestem ich liderem, 
a oni zgodzili się podążyć za mną – tak długo dopóki nie złamię tej jednej niepisanej zasady, będą to robić.”

„Jak w ogóle taka  zasada  została  wprowadzona?”  Zapytała Shoshana ujawniając swoją ignorancję tego 
rodzaju aspektu ludzkiej natury.

Kaleb przeprowadził swoje badania. Wiedział o Zaid'zie Adelaja, pierwszej Strzale. Wiedział też, że ten  
mężczyzna był żołnierzem, który później zmienił się w zabójcę. A żołnierze, bez względu na ich rasę żyli i 
umierali   dla   zespołu.   Ignorując   odpowiedź   Ming'a   na   pytanie   Shoshann'y   przeszedł   przez   swoje   akta 
szukając lokalizacji miejsca, do którego Ming wysyłał swoje Strzały, by umarły.

Nie posiadał jej.

Ale   zanim   ten   dzień   dobiegnie   końca,   będzie   posiadał   tą   informację.   „Mamy  również   inną   sprawę   do 
przedyskutowania.” Zaczął mówić im na temat czarnych plam w Sieci wykonując swoją rzekomą pracę jako 

background image

Radnego najbardziej dostrojonego do Umysłu Sieci. Ale tak naprawdę obserwował i słuchał. Każdy Radny 
będzie miał inną odpowiedź na tą wiedzę, i, gdy nadejdzie czas, każdy Radny albo przeżyje, albo umrze w 
zależności od tej reakcji.

ROZDZIAŁ 36

Gdy odrzutowiec wylądował było ciemno. Lecieli z niską prędkością, by dać wewnętrznemu kompasowi 
Katy'i szansę, by mogła się skupić. W końcu zatrzymała ich gdzieś w południowej Alasce. Powietrze było 
mroźne. Dzięki Michel'owi Dev był ubrany w ciężki sprzęt na zimną pogodę, a Katya miała na sobie gruby 
szalik i płaszcz o wiele za duży jak na jej małą figurę. Przez pewien czas utrzyma ją to w cieple, pomyślał 
krytycznie Dev, ale nie było mowy, by zabrał ją tak ubraną w dalszą drogę na Alaskę. 

„Jutro   rano   załatwimy   ci   jakieś   ubranie.”   Powiedział   biorąc   kluczyki   do   pojazdu   podróżującego   po 
wszelkiego   rodzaju   terenie,   który   Maggie   zorganizowała   po   jego   pierwszym   telefonie   z   odrzutowca. 
„Kabina, którą Maggie zarezerwowała dla nas jest powiązana z chatą turystyczną. Powinni mieć jakiegoś 
rodzaju sklep.”

Wyraz twarzy Katy'i był żałosny. „Nie rozważyłam tutejszego zimna, gdy zdecydowałam się uciec.”

Jego najbardziej zaborcze instynkty wybuchły na przypomnienie tego w jak wielkim niebezpieczeństwie się  
postawiła. Wziął ją za rękę. „W samochodzie podczas jazdy będzie dobrze.”

Ta podróż potrwała mniej niż dwadzieścia minut.

„Twoja sekretarka jest bardzo wydajna.” Powiedziała Katya, gdy Dev otworzył drzwi do ich chatki, by 
ujawnić całkowicie nową torbę położoną na komodzie po lewej stronie. Okazało się, że było w niej wszystko 
– łącznie z ubraniami – co mogło okazać się jej potrzebne podczas kilku następnych dni.

„A   jak   ci   się   wydaje   dlaczego   tak   dobrze   jej   płacę?”   Odłożył   swoją   własną   walizkę   i   posłał   jej  
obezwładniający uśmiech, którego nie widziała przez cały dzień. Aż do tego momentu nie zdawała sobie  
sprawy z tego jak bardzo za nim tęskniła. 

„To miejsce jest śliczne.” Powiedziała, a jej oczy powędrowały do wielkiego puchatego łóżka w sypialni po 
lewej stronie. „Ale nadal czuję się tak jakbyśmy powinni dalej jechać.”

„Niedługo padniesz z wycieńczenia, a ja też nie jestem w najlepszej formie – mimo drzemki, którą mi 
zafundowałaś zeszłej nocy.”

Napięła ramiona. „Odmawiam wykazywania poczucia winy.”

„To moja własna cholerna wina, że nie upewniłem się i nie sprawdziłem, czy nie przewozisz kontrabandy.” 
Niezadowolona   mina.   „Złapiemy   kilka   godzin   snu,   a   potem   z   czystymi   głowami   ruszymy   w   drogę. 
Prawdopodobnie zajedziemy dużo dalej.”

Mimo poczucia pośpiechu, które rozdzierało jej żyły, nie mogła kłócić się z jego logiką. „Dobrze.” Jej oczy 
powędrowały na prawo do drugiej sypialni. Przygryzła wargę. „Dev?” 

„Hmm?” Zdjął kurtkę i opuścił ją na sofę zanim schylił się, by zdjąć buty.

Ona już zdjęła swój strój na dwór. To pozostawiło ją w dżinsach i swetrze. „Którą chcesz sypialnię?” To nie 
było pytanie, które chciała zadać, ale w ostatniej chwili odwaga ją opuściła.

„Lewa, czy prawa, to dla mnie nie ma znaczenia.” Wzruszył ramionami i skończył ściągać buty. Wstał. 
Wielki facet z cieniem zarostu na szczęce … i oczami pełnymi stopionego żaru. „Tak długo jak rozumiesz, 
że będziemy dzielić to samo łóżko.”

Świat groził rozstąpieniem się pod jej nogami. „No nie wiem.” Wyszeptała. „Zamierzasz jeszcze trochę się 
ze mną podroczyć?”

„Może.”  Jego  odpowiedź  była   pełna  zabawy,  ale  twarz  miała  tylko twarde  kąty.  „I  tym razem  możesz 
nadawać tak głośno jak tylko będziesz miała ochotę – wszyscy inni goście są poza ośrodkiem na jakiejś  
całonocnej wycieczce, a pani która nas tu wpisywała była człowiekiem.”

Mówił z całkowitym spokojem … ale nie robił jakiegokolwiek wysiłku, by ukryć  wzniesienie swojego 
podniecenia. „Muszę wziąć prysznic.” Była to prawda, ale wypowiedziała ją w pośpiechu zacierając słowa.

background image

„Nie bądź tam długo.” Uniósł palce do koszuli i zaczął rozpinać guziki. „Musisz też trochę się dzisiaj 
przespać.”

Przytłoczona nadmiarem wrażeń wzięła swoje rzeczy i uciekła do łazienki. Prysznic wyczyścił kurz, ale nie 
zrobił nic, by ochłodzić jej ciało. Gdy wyszła szybko wysuszyła włosy i już miała ubrać luźne bawełniane  
spodnie i koszulkę, gdy zawahała się. Jej umysł wypełnił się wspomnieniami tego jak Dev przycisnął ją do 
ściany z tym całym żarem i ledwie powstrzymaną męską siłą.

Jej całe ciało zmieniło się w jeden wielki puls.

Przełknęła i wciągnęła na nagą skórę wełnianą koszulę z długim rękawem. Jeżeli Dev jej pragnął ona nie  
zamierzała ustawiać na jego drodze żadnych blokad. Pragnęła jego dotyku. Na początku, po tym jak się  
obudziła, sądziła, że każdy ludzki dotyk wystarczy. Ale w dniach, które nastąpiły później zdała sobie sprawę,  
z   tego,   że   jest   inaczej   –   bolało,   gdy  nie   była   dotykana,   ale   wizja   bycia   dotykaną   przez   kogokolwiek  
sprawiała, że skóra ją mrowiła.

Jej ciało chciało Dev'a i tylko Dev'a.

Wzięła głęboki wdech, zostawiła torbę w łazience i otworzyła drzwi … by znaleźć się na wprost nagiego  
fragmentu   umięśnionego   ciała.   Jego   klata   była   tuż   przed   nią,   aż   prosiła   się,   by  ją   pogłaskać,   dotknąć, 
pocałować. Jego ręce opierały się nad jej głową o framugę drzwi. Po ostatniej nocy zdecydowała, że weźmie 
go za każdym razem, gdy tylko będzie mogła go dostać. Przycisnęła swoje usta do szorstkiego żaru jego 
ciała. Gładkość jego skóry smakowicie kontrastowała z kręconymi włosami, którymi była usiana.

Jego dłoń przesunęła się po jej włosach przytrzymując ją przy nim. Materiał jego dżinsów słodko ocierał się 
o jej nagie uda, gdy wchodził w jej przestrzeń osobistą. Jego erekcja dotykała jej miękkiego łona. Gładkie i 
twarde. Mężczyzna i kobieta. Jej skóra naprężyła się pod wpływem czystego pragnienia.

„Wiesz co Katya?” Ochrypły męski głos. Jego dłoń trzymała ją w miejscu. Rozumiejąc tą sugestię zaczęła  
torować sobie pocałunkami drogę wzdłuż jego klaty. Było to smakowite zadanie – był tak otwarcie męski, że 
niemożliwym było czucie się przy nim inaczej niż kobieco, wysmakowanie i zmysłowo.

„Słuchasz mnie?” Wyszeptał prosto do jej ucha. Uszczypnął ją delikatnie co sprawiło, że z zaskoczeniem 
wciągnęła powietrze i uniosła się na palcach.

Zawahał się. „Podobało ci się to?”

Nie będąc w stanie odpowiedzieć mu słowami po prostu obróciła głowę tak, by dać mu lepszy dostęp. 
Rozumiejąc ją zaczął delikatnymi uszczypnięciami torować sobie drogę wzdłuż jej gardła zanim wysupłał 
dłoń z jej włosów i ujął nią jej gardło z delikatną zaborczością. Ten dotyk sprawił, że zadrżała i mocniej 
uścisnęła jego talię. A gdy uniósł głowę, by z żądaniem docisnąć swoje wargi o jej, natychmiast otworzyła 
dla niego usta.

Ugryzienie w jej dolną wargę, ostre ukłucie bólu, posłało przypływ płynu w miejsce między jej udami. Oczy 
Dev'a świeciły się, gdy uniósł głowę. „To ze względu na ból, czy kontrolę?”

Jej palce skuliły się na jego skórze, gdy wstyd odmalował się na jej policzkach. „Jestem dziwaczką.”

Ponownie uszczypnął jej wargę, tym razem mocniej. Jedynym co była w stanie zrobić, to utrzymanie się na 
nogach. „Nie.” Powiedział delikatnie przesuwając kciukiem po bijącym pulsie na jej szyi. „Jesteś cholernie  
seksowna.”  Kolejny pocałunek grożący upadnięciem przez nią prosto na ziemię. Był  tak pełen głodu i  
żądania.

„Łóżko.” Wyszeptała prosto w jego usta. „Proszę.”

Puścił framugę i jednym zwinnym ruchem wziął ją na ręce. Żadne z nich nie wypowiedziało ani jednego 
słowa zanim nie położył jej na puchatym białym pledzie. Gdy się nad nią pochylił jego działo blokowało 
całe   światło.     „A  teraz   odpowiedz   na   pytanie.”   Powiedział   kładąc   jedną   dłoń   na   jej   udzie   poniżej   jej  
wełnianej koszuli.

„Nie wiem.” Odpowiedziała uczciwie nie będąc w stanie powstrzymać przed przesuwaniem dłońmi po jego 
ramionach i rękach. „Ale lubię, gdy mnie tak otaczasz.”

Dev pogłaskał ją dłonią. Wypuściła z pośpiechem wstrzymywany oddech. „Nie masz na sobie bielizny.” 
Potarł kciukiem wzdłuż wrażliwej przerwy między udami i obniżył swoje ciało, aż jednym co była w stanie 
dostrzec był on, jego skóra, jego oczy – Dev. „Właśnie to lubisz? Być przytłoczoną przeze mnie?”

background image

„Tak.”   Wygięła   się   ku   niemu   chcąc   poczuć   jego   ciężar.   Poczuć   się   przygnieciona   przez   jego   żywą  
osobowość. „Bliżej.”

„Chodzi o doznania zmysłowe.” Wymruczała ujmując ją na jedną elektryzującą sekundę zanim wrócił do 
swojej wcześniejszej przyprawiającej ją o szaleństwo pieszczoty. „Po ciemności.”

Fakt, że rozumiał groził złamaniem jej. „Tam niczego nie było.” Wyszeptała przesuwając nosem po jego szyi 
wciągając w płuca jego zapach. „Gdy odcięli moje zmysły, gdy umieścili mnie w pomieszczeniu, gdzie nie  
mogłam nawet poczuć własnej skóry … było tak jakbym unosiła się w nicości. Z każdą mijającą godziną  
stawałam się odrobinę bardziej szalona.”

Dev   opuścił   swoje   ciało   kolejną   odrobinę   pozwalając,   by   poczuła   część   jego   wagi.   Gdy   zadrżała   i 
uszczypnęła zębami wzdłuż jego gardła z sykiem wypuścił z siebie powietrze. „Im więcej kontaktu, tym 
lepiej się czujesz.”

„Tak.” Otarła swoje ciało o jego – albo przynajmniej próbowała to zrobić. Był zbyt ciężki, przytrzymywał ją 
w miejscu. Jej skóra błyszczała od fal przyjemności. „Ale to … tylko z tobą, Dev. Ufam ci.”

Wcisnął udo między jej nogi otwierając ją, biorąc ją. „Niebezpiecznie jest czynić takie wyznania mężczyźnie 
mojego pokroju.” Przesunął się delikatnie i uniósł się nad nią na łokciach. Był solidną ścianą mięśni i siły. 
„Wezmę wszystko co mi zaoferujesz.”

„A oddasz cokolwiek z powrotem?” Znalazła gdzieś siłę, by spytać.

Iskra zmysłowego rozbawienia. „Zaczekaj i się przekonaj.”

W tym momencie wiedziała, że dzisiejszą noc będzie pamiętać przez resztę swojego życia. Jakoś, w tym  
miejscu, wszystko inne rozpłynęło się we mgle. Tutaj, był tylko Dev, tylko Katya, i zmysłowy żar, który 
groził skonsumowaniem ich obojga.

Gdy Dev uniósł się na kolana nie mogła powstrzymać ostrego jęku zawodu. Przycisnął do jej piersi dłoń. 
„Zaczekaj.” A potem zszedł z łóżka i poszedł w stronę salonu.

Kusiło ją, by pójść za nim, ale posłuchała jego rozkazu. Był to kolejny rodzaj ogrodzenia, kolejna linia 
kontroli. Psychologowie mieliby trudne zadanie radząc sobie z nią, pomyślała, ale jeżeli to pomagało jej  
radzić sobie z normalnością, to kim oni byli by ją osądzać? Nikt z nich nie spędził nieskończonych godzin 
unosząc się w ciemności nie będąc nawet w stanie wyczuć własnej skóry, własnych palców, własnej twarzy. 
Było tak, jakby była martwa – sama w zimnym, nieczułym świecie.

„Tak wiele myśli.” Wymruczał Dev wchodząc z powrotem do pokoju z jej szalem opiętym wokół jego dłoni. 
Jego końce były owinięte wokół jego pięści. „Mogę usłyszeć jak myślisz. To jak pukanie w tyle mojej  
głowy.” 

Jej oczy śledziły go, gdy poruszał się wzdłuż pokoju z leniwą pewnością siebie. Palce u jej stóp zwinęły się 
w kulki na prześcieradle. „Masz coś przeciwko?”

„Nie.” Łóżko obniżyło się, gdy położył się na nim ponownie unosząc się nad jej ciałem. „O czym myślałaś?”

„Że to moje pragnienie, to pragnienie granic nie okalecza mnie.” Wyszeptała. „W końcu ci uciekłam.”

Posłał jej drobny uśmiech, który sugerował wszelkiego rodzaju szalone gierki. „Czy już cię za to ukarałem?”

„Dev.” Znowu się z nią droczył, ten mężczyzna … Boże, był niczym czyste uzależnienie.

Ujął jej nadgarstki w swoje dłonie i uniósł je nad jej głowę. „Nie, nie jesteś okaleczona. Znalazłaś po prostu  
sposób, by sobie z tym poradzić.”

Spojrzała mu w oczy. „To ci przeszkadza?”

Otulił chustę wokół jej nadgarstków. Zacisnął ją wystarczająco mocno, by mogła poczuć wspaniały ucisk na  
skórze, a potem przywiązał końcówki wokół poręczy u wezgłowia łóżka. „Gdybyś tego nie zauważyła, lubię 
mieć kontrolę.” Wymruczał jednocześnie odpinając palcami jej koszulę, guzik po guziku. Jedna z dużych 
dłoni zaborczo zacisnęła się na nagiej krągłości jej piersi.

„Dev!”

Głaskał i ściskał ją z powolnym skupieniem całując ją za każdym razem, gdy próbowała go pośpieszać. Pot 
zaczął powlekać jej ciało, a on jeszcze nie przesunął się od jej piersi. „Doprowadzisz mnie do szaleństwa.”  
Oskarżyła go.

background image

„Obiecuję, że sprawię, że będzie przyjemne.” Uśmiechnął się powoli, gdy zaczął pocałunkami schodzić w  
dół centralnej linii jej piersi zatrzymując się, by torturować ją małymi ugryzieniami, które sprawiały, że 
wygięła ciało w górę w cichym błaganiu.

A gdy odmówił współpracy zbombardowała go telepatycznymi prośbami nasyconymi gorączką jej głodu. 
Jego oczy rozświetliły się. „Grasz nieczysto, dziecinko?”

Zdała sobie sprawę, że był to pierwszy raz, gdy użył w stosunku do niej zdrobnienia. Coś w jej wnętrzu  
przesunęło się, ale nie wiedziała co to było. Nie rozumiała dlaczego nagle jej serce zaczęło bić z bolesną  
mocą. „Według mnie w łóżku wszystko jest dozwolone.”

„Pamiętaj,  że  sama  to  powiedziałaś.”  Kontynuował  swoją  podróż  w dół  całując  wgłębienie  jej  pępka  i 
krągłość jej brzucha.

Rozszerzyła oczy, gdy zdała sobie sprawę z tego co planował zrobić. „Dlaczego?” Zapytała. Głos, który się z 
niej wydobył był zachrypnięty.

„Co dlaczego?” Liźnięcie języka wzdłuż wrażliwej skóry tuż poniżej wypukłości jej brzucha.

Musiała wziąć kilka głębokich wdechów zanim mogła odpowiedzieć. „Dlaczego miałbyś coś takiego zrobić? 
Jaką daje ci to przyjemność?”

Ciemne oczy spojrzały prosto w jej własne. „Nie chcesz mnie polizać Katya?”

Ten obraz sprawił, że zakończenia jej nerwów eksplodowały. Nagle była to jedyna rzecz o jakiej była w  
stanie myśleć. „Pozwól mi spróbować i się przekonać.”

Zakrztusił się śmiechem. „Niezła próba, ale ja byłem pierwszy.” Silne dłonie na górze ud rozsunęły jej nogi 
na boki.

Czysta intymność tej pozycji wstrząsnęła nią.

Była tak wyczulona, że czuła każdy centymetr kwadratowy swojej skóry. Każde dotknięcie oddechu na jej 
ciele. Nigdy nie czuła się też bardziej prawdziwa, bardziej żywa. „Dev.” Wyszeptała, poprosiła, rozkazała.

Głaśnięcie kciuka po niesamowicie wrażliwej skórze między wnętrzem jej ud. Nadal próbowała zagłębić się 
w tym wszystkim, gdy pochylił głowę i podarował jej najbardziej intymną pieszczotę ze wszystkich. Krzyk,  
wydarł   się   z   niej,   a   ona   ku   własnemu   zaskoczeniu  zacisnęła   ręce   na   szalu,   by  powstrzymać   się   przed 
zeskoczeniem z łóżka.

Nie, żeby on ją puścił i pozwolił jej na to. 

Silne dłonie trzymały ją w miejscu, gdy jej ciało próbowało uciec przeładowaniu doznań zmysłowych – i 
jednocześnie zbliżyć się do nich. Światła rozbłysły pod jej powiekami, a ona pomyślała, że na pewno coś z  
tego wszystkiego wycieknie do Sieci. Ale nie była w stanie o tym myśleć. Mogła jedynie tonąć pod falami  
przyjemności.

Otarcie zębami.

Całe jej ciało zamarło w niemal bolesnym wygięciu się. A potem roztrzaskała się … na milion jasnych iskier. 
Dreszcze rozprzestrzeniły się na zewnątrz z jej wnętrza przedzierając się przez nią niczym gorący ogień.  
Łkała pod wpływem nieziemskich odczuć zanim z powrotem opadła na ziemię.

„Ćśś.” Dev przesunął się w górę jej ciała łagodząc jej powrót pocałunkami, które były równie zaborcze jak 
dłoń leżąca na jej piersi. „Katya, jesteś tak cholernie piękna.”

Jakimś cudem znalazła sposób, by powiedzieć coś sensownego. „Nie zbyt koścista?”

Ścisnął jej pierś. „Nie tam, gdzie się to liczy. A nad resztą możemy popracować.”

„Zamierzam cię za to uderzyć.” Zagroziła. „Jak tylko odzyskam oddech.”

Jego uśmiech był bardzo męski, pełen satysfakcji i niewiarygodnie cudowny. „W takim razie muszę się 
upewnić, by nigdy tak się nie stało.” Tym razem jego pocałunek był  powolny,  ale tak wygłodniały,  że  
westchnęła w jego usta chcąc dać mu wszystko, czego tylko zapragnie.

Jego dłoń ułożyła się na jej żebrach, tak by mógł otulić ją wokół jej tali. „Jak tam twoje tarcze?”

„Nieprzeniknione.” Roześmiała się prosto z wnętrza swojej duszy. „Ten drań zamknął mnie w środku, ale 
założę się, że nigdy nie zdawał sobie sprawy, że daje mi w ten sposób wolną rękę, bym mogła robić to na co 

background image

tylko będę miała ochotę.”

Devraj   usłyszał   śmiech,   ale   wyczuł   również   ukryty  za   nim  ból.  Wiedza,   że   nigdy  nie   będzie   w   stanie  
wymazać wspomnień zniszczenia z jej umysłu rozdzierała jego męskie serce. Ale było w nim również silne 
uczucie dumy. „Raz go pokonałaś. Zrobisz to ponownie.”

Te wielkie orzechowe oczy rozszerzyły się jeszcze bardziej. „To brzmiało niczym rozkaz.”

„I nie zapominaj o tym.” Przesunął dłoń, by kciukiem potrzeć o jej sutek. A gdy wzięła szepczący wdech  
pełna złości opiekuńczość w jego wnętrzu uspokoiła się nieco. Nie był w stanie wtedy jej pomóc, ale teraz ją 
obroni. Bez względu na wszystko. „Więc na czym to skończyliśmy?”

„Moje dłonie.” Powiedziała unosząc usta do jego warg. „Chcę móc cię dotykać.”

Uszczypnął jej wargi. „Hmm.”

„Dev.”

Uśmiechając   się   na   to   ostre   kobiece   żądanie   sięgnął   w   górę   i   rozwiązał   miękkie   więzy.   Jej   dłonie 
natychmiast powędrowały do jego ramion. Głaskały i przesuwały się po jego ciele. To, że lubiła jego ciało 
było oczywiste, a on był w wystarczającym stopniu mężczyzną, by rozkwitać pod wpływem tej uwagi. 
Opuścił głowę, pocałował ją razem z pełnymi zabawy uszczypnięciami i ugryzieniami, gdy ona poświęcała 
czas na to, by nauczyć się jego ciała.

Oczywiście   jego   penis   miał   inne   pomysły.   Był   tak   cholernie   podniecony,   że   fakt,   iż   był   w   stanie  
sformułować zdanie był zaskakujący. Powstrzymał ją, gdy dłonie Katy'i przesunęły się na jego klatę grożąc  
zsunięciem się w dół. „Nie tym razem.” Naciskając na nią sięgnął w dół między ich ciała, by rozsunąć jej  
loki.

Wydała z siebie niesamowicie kobiecy dźwięk rozradowania, a to do spółki z jej mokrym kobiecym żarem 
rozbroiło go. Wiedział, że musiał w pewnym momencie się podnieść, by pozbyć się spodni i bielizny, ale nie  
pamiętał tego. Była mokra, gładka i dzika pod jego palcami. Gdy zamrugał po raz kolejny jego kontrola była 
dużo więcej niż tylko rozszarpana. 

Wśliznął   dłoń   pod   jedno   z   jej   ud   i   skłonił   ją,   by   zacisnęła   nogi   wokół   jego   ciała.   Podążyła   za   jego 
wskazówkami z entuzjazmem, który sprawił, że pot spłynął wzdłuż jego kręgosłupa. Penis pulsował mu z 
synchronizacją do każdego uderzeniem serca. Uniósł się na łokciu i nakierował się do jej wnętrza … i musiał 
zacisnąć zęby, by powstrzymać serię przekleństw, która zmieniłaby kolor powietrza na siny, gdy zacisnęła  
swoje mięśnie wokół czubka jego erekcji. Gorąca mokra rękawica, która tak absolutnie pasowała do niego. 
Pomyślał, że może zemdleć od samej przyjemności tego kontaktu.

„Dev!” Paznokcie wbiły się w jego plecy,  gdy pchnął w jej wnętrze próbując poruszać się powoli, ale 
wiedząc, że nie wytrwa długo. „O Boże. Więcej. Proszę.”

Było to całe zaproszenie jakiego potrzebowało jego ciało. Jego kontrola rozprysła. Pchnął głęboko w jej  
wnętrze. Tak głęboko, że złapał ustami jej jęk. Przez chwilę pomyślał, że mógł posunąć się za daleko zbyt  
późno przypominając sobie, że ona nigdy wcześniej tego nie robiła, ale potem zacisnęła swój uchwyt wokół 
niego i przesunęła biodrami w słodkim kobiecym powitaniu.

„Katya.” Powiedział prosto do jej ucha próbując wziąć wdech, by nie zatracić się całkowicie.

Jej palce przesunęły się po jego włosach. „Tak przyjemnie.”

To proste zdanie uczynione tym erotycznie zachrypniętym głosem skradło ostatnie resztki kontroli jakie 
jeszcze mu zostały. Położył jedną dłoń na jej biodrze i przygwoździł ją w miejscu, gdy zaczął poruszać się 
do   środka   i   z   powrotem   w   mocnym   równym   rytmie,   który   sprawił,   że   jeszcze   mocniej   przejechała 
paznokciami po jego plecach.

Nie wytrzymał długo. Ale to nic, powiedział do siebie w zamglonym umyśle. Ponieważ ona rozpadła się pod 
nim w tym samym czasie, gdy przyjemność przesunęła się po jego skórze w spalającej wszystko fali. Przez 
chwilę poczuł dziwne pociągnięcie, tak jakby coś rozciągnęło się mocno w jego wnętrzu, ale potem to  
doznanie  po prostu się  skończyło,  tak jakby zostało ostatecznie odcięte.  Nie miał czasu rozważać  tego  
dziwnego uczucia, ponieważ całe jego ciało w tym momencie eksplodowało, a każdy nerw i mięsień napiął 
się w ekstazie.

background image

DZIENNIK POKŁADOWY ZIEMIA2: KOMUNIKAT DO STACJI ŚWIATŁO SŁONECZNE

18 października 2080 r.: Wasz status został odnotowany. Zespół nadzorczy przyleci do was 28 października,  
by podjąć decyzję w sprawie możliwej ewakuacji. Do tej pory kontynuujcie działania operacyjne zgodnie z 
oryginalnymi instrukcjami.

ROZDZIAŁ 37

„Dev?”   Katya delikatnie ugryzła w ucho mężczyzny, który przygniatał ją do łóżka. Jego solidne męskie 
ciało było doskonałym cudownym kocem. Komu potrzebny byłby oddech? „Dev?”

Tym razem mruknął w odpowiedzi.

Uśmiechnęła się i przyłożyła usta do jego szczęki uwielbiając szorstkość, którą nimi wyczuwała. „Lubię 
seks.”

Dostrzegła skraj uśmiechu, a to sprawiło, że jej własne usta wygięły się ku górze. „Na prawdę go lubię.” 
Potarła stopą o tył jego nogi i przesunęła dłonią po jego muskularnej ręce chcąc jedynie go dotykać. „Kiedy 
możemy to powtórzyć?”

Brzmiał tak jakby miał się zakrztusić śmiechem, gdy jej odpowiedział. „Nie zachowujesz się tak jak Psi.”

„Może, gdyby inni spróbowali seksu z tobą, to też zmieniliby zdanie.” Zrobiła niezadowoloną minę. „Dev?”

„Wiem, lubisz seks. Daj mi kilka minut.” Padła pełna śmiechu skarga.

„Nie.”  Wciągnęła   w   płuca   jego  słodki   męski   zapach  rozkoszując   się   tymi   doznaniami.   „Czy  planujesz 
uprawiać seks z kimś innym?”

Uszczypnął jej sutek wystarczająco mocno, by podskoczyła. „To kara za zadawanie głupich pytań.”

Powolny uśmiech pojawił się na jej twarzy. „To bolało.”

„Właśnie prosisz się o kłopoty.”

„Dostanę je?” Ponownie przygryzła jego ucho.

Jego dłoń otuliła się wokół jej piersi. „Rób tak dalej, a w ogóle dzisiaj nie zaznasz odrobiny snu.”

„Dla mnie brzmi to doskonale.”

Jęknął i uniósł się na przedramionach. „Nie będzie dla ciebie więcej seksu. Weźmiemy prysznic, a potem 
trochę pośpimy. Musimy być gotowi, by wyruszyć o świcie.”

Uniosła się, by odcisnąć serię pocałunków wzdłuż jego klaty ocierając jego rosnące podniecenie o jej łono. 
Przeklął, ale pozwolił jej się bawić, choć tylko przez minutę. „Prysznic.” I tym razem nie zamierzał ustąpić.  
Ku własnemu zaskoczeniu została wepchnięta pod szybki i gorący prysznic, a potem włożona prosto do 
łóżka.

„Śpij.” Prosto do jej ucha padł rozkaz, gdy jego ciało oplotło się wokół niej. Opiekuńcze, i tak, bardzo 
zdecydowanie zaborcze – jego udo wepchnięte między jej własne zapewniało, że bez niego nigdzie się nie  
wybierze.

Po raz pierwszy jej pragnienie, by podążyć na północ nie przytłaczało jej umysłu. I choć panujący między  
nimi żar płonął białym ogniem, to również nie było na czele jej myśli. Nie, tam znajdowała się czułość 
pocałunku Dev'a, który odcisnął we wgłębienie jej szyi. Intensywność jego uścisku. Zdała sobie sprawę, że 
on troszczył się o nią.

Było to dziwne uczucie, które rozprzestrzeniło ciepło w jej wnętrzu sprawiając, że jej ciało stało się ciężkie.  
Ale znalazła wystarczająco dużo woli, by rozsupłać ich nogi i obrócić się tak, by mogła wcisnąć głowę pod 
jego policzek i położyć dłoń nad jego sercem. Chwilę później z powrotem wcisnął udo między jej nogi. 
Uśmiechnęła się i wtuliła się w niego mocniej. Jej sen był delikatny, pozbawiony snów, spokojny.

Sześć godzin później ich cenna interakcja stanowiła oddalone wspomnienie. W samochodzie było ciepło, ale 
Katya  otuliła  się   swoją  kurtką,  gdy  Dev wiózł  ich z   terenu  domków  letniskowych   z  wyrazem  ponurej 
determinacji. Poczucie niepokoju, które uciszył opiekuńczym ciepłem swojego tulenia ponownie zagarnęło 

background image

jej   serce   w   swoje   szpony.   Nie   wiedziała,   czy   było   tak   dlatego   co   wyczuwała,   tego   co   do   czego   ich 
prowadziła … czy z powodu jej przerażenia, że te pragnienie było zrodzone z niczego, a jej umysł był  
domem koszmarów i kłamstw.

„Nie myśl o tym.” Chłodny rozkaz dyrektora Światła.

Jego siła była źródłem jej własnej. „Trudno jest tego nie robić.” Wyznała. „Mogę wyczuć coś wołającego do 
mnie, ale wiem, że nigdy wcześniej nie byłam w tych stronach.”

„Czy jest możliwe, że byłaś trzymana w tych stronach?”

„Tak mi się wydaje. Ale … nie wyczuwam z niczym poczucia znajomości.” Zaśnieżone pola mijane przez 
nich po obu stronach drogi, gdy podróżowali głębiej w wielkie niezamieszkane terytorium powodowały 
przesunięcie się chłodu po jej kręgosłupie, ale nie z powodu jakiegokolwiek wspomnienia tortur.

Właściwie świat po drugiej stronie okna był całkiem piękny. Śnieg błyszczał diamentowymi błyskami w 
świetle   porannego   słońca.   Niebo   było   łagodnie   błękitne.   Ten   kolor   powinien   sprawić,   że   zło   byłoby 
niemożliwe. Ale … „W moim umyśle wszystko jest pogrążone w cieniach.” Wyszeptała.

Zimny,   spostrzegawczy   żołnierz   we   wnętrzu   Dev'a   nakazał   mu   zawrócić   stwierdzając,   że   Katya 
najprawdopodobniej prowadziła go w pułapkę, ale on jechał dalej. Dzisiaj zamierzał podążyć za instynktem, 
który ocalił jego życie więcej razy niż był w stanie to spamiętać. Ta kobieta – jego kobieta – potrzebowała  
tego, więc on jej to podaruje.

„Powiedz mi coś.” Powiedział, gdy zamilkła, a jej oczy skupiły się na pejzażu za oknami pojazdu.

Wzdrygnęła się tak jakby przerwał jej trans. „Co?”

„Wspominałaś   rodziców   –   masz   jakieś   wspomnienia,   którymi   chciałabyś   się   podzielić?”   Chciał   tylko 
sprawić, by pomyślała o czymś innym niż ciemność, która zbliżała się nieubłaganie. Nie potrwa to długo, 
pomyślał. Dzisiaj, albo jutro rano dotrą do swojego celu albo.

Odpowiedziała mu po długiej chwili milczenia. „Cóż, ponieważ moi rodzice mieli pełną wspólną umowę 
rodzicielską mieszkaliśmy wszyscy razem w jednostce rodzinnej. Zawsze konsultowali się ze sobą zanim 
podjęli jakąkolwiek decyzję dotyczącą mojego dobrobytu.”

„To nie brzmi zbyt źle.” W zasadzie, było to dużo lepsze niż to czego się spodziewał.

„Nie. To była dobra egzystencja.” Skrzyżowała ręce na piersi i obróciła głowę tak, by na niego patrzeć. „Ale 
to była po prostu egzystencja. Gdy skończyłam osiemnaście lat i wyprowadziłam się w moim życiu nie 
zaszła żadna różnica niż fakt, że od tamtej pory sama mogłam podejmować decyzje.”

„Sądziłem, że Psi mają bardzo silne poczucie lojalności wobec rodziny.”

„Tak,   ale   to  zimny  rodzaj   lojalności.   Miesząc   po   tym   jak  osiągnęłam  dojrzałość   moi   rodzice   –   którzy 
przestali   mieszkać   razem   w   dniu,   w   którym   ukończyłam   osiemnaście   lat   –   rozwiązali   ich   kontrakt 
rodzicielski, a z moich wspomnień wynika, że z tego co wiem od tamtej pory nigdy więcej ze sobą nie 
rozmawiali.” Wzruszyła  ramionami. „Osiągnęli swoje cele. Wypełnili ich kontrakty.  Mam powiązania z 
obiema rodzinami, ale oczywiście, gdy skończyłam dwadzieścia jeden lat musiałam wybrać.”

„Dlaczego?”

„Ponieważ Psi ufają jedynie absolutnej lojalności.” Odpowiedziała. „Musiałam formalnie identyfikować się 
albo z matczyną lub ojcowską stroną rodziny.”

„Którą z nich wybrałaś?” Zapytał Dev zafascynowany przez ten wgląd w siły, które ukształtowały kobietę  
znajdującą się u jego boku.

„Ojcowską.” Odpowiedziała. „Rodzina mojego ojca jest zaangażowana w przedsięwzięcia naukowe, podczas 
gdy matczyna strona mojej rodziny jest bardziej skupiona na gospodarce. Zjednoczenie się z grupą, która  
pozwalała w najlepszy sposób wykorzystać moje umiejętności miało sens.”

„A twoja matka nie miała wrażenia, że dostała gorszy koniec tej umowy?”

„Oczywiście, że nie – genetycznie nadal w połowie jestem jej. Ale ponieważ również brała udział w moim  
wychowaniu mój  ojciec musiał wykupić jej część kontraktu, ponieważ jego rodzina odniesie korzyść z 
powodu mojego wyszkolenia, umiejętności i powiązań.”

Dev zamrugał próbując zrozumieć. „On ciebie kupił?”

background image

„W   Sieci   tego   rodzaju   transakcja   jest   uznawana   za   zupełnie   normalną.”   Powoli   wypuściła   oddech. 
„Wszystko jest spokojne, praktycznie i biznesowe. Nie ma kłótni, nieporozumień. Wszystkie ciąże są objęte 
umowami rodzicielskimi i rozrodczymi.”

Dev   nie   mógł   wyobrazić   sobie   takiego   zimnego   życia,   takiego   zimnego   związku.   „Więc   skoro   jesteś 
uważana za część rodziny swojego ojca, to czy musiałaś angażować się w to finansowo?”

„Tak. Nasza rodzina ma centralny fundusz inwestycyjny. Dosyć dobrze na tym wyszłam – mieliśmy dobrą 
strategię inwestycyjną.” Rozprostowała nogi i postukała palcami po kolanach. „Zastanawiam się jak moja 
śmierć  wpłynęła   na  wszystkie   sprawy.  Najprawdopodobniej  bardzo nieznacznie   – moja   praca   dla   Rady 
podniosła rangę mojej rodziny w odniesieniu do ich wpływów w Sieci, ale to był mały wkład. Utrata mnie  
nie spowodowałaby tak wielkiego rozdarcia.”

Słyszenie jak mówi o sobie w taki kliniczny sposób rozwścieczało go. „Ale twoje życie spowoduje cholernie 
wielkie rozdarcie.”

Posłała mu zaskoczone spojrzenie. „Wydaje mi się, że jest to jeden ze sposobów w jaki należy na to patrzeć.  
Czy mogę się ciebie zapytać …?” Posłała mu niepewne pytanie.

„O co?”

„O twoje dzieciństwo?”

Jego ręce zacisnęły się na kole kierownicy. „Co chcesz wiedzieć?” Słowa, które wydobyły się z jego ust  
brzmiały niczym żwir.

Przez niemal minutę była cicho. „Nie chcesz o tym rozmawiać.”

„Nie dzisiaj.” Nigdy, jeżeli miał być szczery.

„Czy jest ktoś inny, kogo – nie.” Potrząsnęła głową. „Pytam o twoją słabość.”

„Czy to pytanie było twoje?”

Jej oczy były puste, gdy zerknęła na niego. „To jest właśnie to. Nie wiem.”

W czasie, gdy Dev i Katya jechali głębiej w puste terytoria dzikiej Alaski Sasha siedziała obok Lucas'a, który 
wiózł ich do Cruz'a.

„Wiem jak się prowadzi samochód.” Wypomniała mu tylko po to, by zobaczyć jego reakcję.

Posłał jej spojrzenie spod zmrużonych oczu. „Dlaczego celowo mnie droczysz?”

„Ponieważ mogę.” Uśmiechnęła się. „Poważnie, Panie Kocie Alfa ciąża nie robi ze mnie inwalidy.”

„Czy traktuję cię jak inwalidę?”

Musiała   odpowiedzieć   na   to   pytanie.   „Nie.”   Właściwie   biorąc   pod   uwagę,   że   Lucas   był   zajęty 
nadzorowaniem dużego kontraktu budowlanego musiała zajmować się większą ilością spraw Stada. „Ale 
wykańczasz się – sama mogłam zawieść się do Cruz'a i wziąć Strażnika jako eskortę. Wtedy miałbyś wolny 
poranek, by poczytać otrzymane kontrakty.”

„Mogę poczytać kontrakty, gdy będziesz pracować z chłopcem.” Sięgnął przez samochód i zacisnął dłoń na 
jej ręce. „Wiesz, że nie sprawisz, że zmienię zdanie.”

Uniosła jego dłoń razem ze swoją i pocałowała jego knykcie. „Wiem. Ale muszę spróbować.”

„Dlaczego? Ponieważ doprowadza mnie to do szaleństwa?”

„Ponieważ   wiem,   że   muszę   cię   wytrenować   zanim   nasze   dziecko   pojawi   się   na   świecie.”   Zawsze   był 
nadopiekuńczy w stosunku do tych, którzy znajdowali się pod jego opieką. „Dziecko leoparda nie zniesie 
zbyt dobrze nieustannego nadzoru.”

Powoli wypuścił z siebie oddech. „Jestem alfą. Sądzisz, że tego nie wiem?”

Otuliła go swoją miłością na planie psychicznym. Niewidzialny pocałunek.

Na jego policzki wypłynął uśmiech, który jej się nie znudzi nawet jeżeli będzie żyła tysiąc lat. „Wiem, że 
zachowuję się ja wrzód na tyłku, Sascha kochanie, ale spraw mi przyjemność. Pracuję nad tym, by nieco 
spuścić z tonu – obiecuję, że nasze dziecko będzie tak dzikie jak Roman i Julian.”

background image

Śmiejąc się na myśl o niektórych psotach, które tych dwoje kociaków wycięło w ostatnim czasie, tym razem 
posłała mu całusa. „Nie chcieli ze mną rozmawiać, gdy wczoraj poszłam ich odwiedzić.”

„Romek i Julek?” Czysta cisza. „Nie wierzę w to – gdyby byli więksi, walczyli by ze mną, by mieć ciebie  
dla siebie.”

„Tammy powiedziała, że boczą się, ponieważ domyślili się, że będę miała dziecko.” 

„Ach. Bachorki są zazdrosne.”

Przytaknęła. Jej usta wygięły się w uśmiechu na myśl o dwóch małych chłopcach, którzy wprowadzili radość 
w jej życie od momentu, gdy ich spotkała. „Utuliłam ich i powiedziałam, że nadal będę ich Ciocią Sasch'ą.  
Ale nie sądzę, że byli przekonani aż do momentu, gdy powiedziałam im, że będą większy niż nasze dziecko  
– więc będą mogli się o nie troszczyć.”

„Podstępna.” Czysty uśmiech. „Sądzę, że Julek urośnie na osobnika dominującego. Opiekowanie się ludźmi 
stanowi dla niego nieodpartą pokusę.”

„A co z Roman'em? Był równie podekscytowany przez ten pomysł, a może nawet nieco bardziej.”

„Trudno powiedzieć z pewnością, ale sądzę, że Romek podąży w ślady Tammy. A uzdrowiciele uwielbiają  
troszczyć się o innych ludzi.”

Oczy Sasch'y rozszerzyły się, gdy zdała sobie sprawę z tego, że Lucas miał rację. Roman miał w sobie taką 
samą spokojną energię jak jego matka, choć była ona otoczona przez wibrującą dziecięcą radość. „Czy to 
często się zdarza? Uzdrowiciele pochodzą z tej samej rodziny?”

Lucas przytaknął delikatnie. „Rodzina Tammy dostarczała uzdrowiciela przynajmniej co drugie pokolenie. 
Po stronie rodziny mojej matki było to bardziej sporadyczne, ale mamy stosunkowo wysokie notowania w 
tym zakresie. Ale nadal kilkoro uzdrowicieli czasami pojawia się zupełnie nie wiadomo skąd.”

„Wiesz możliwe, że uzdrowiciele pochodzą z tego samego genetycznego drzewa co M-Psi.” Powiedziała 
powoli Sascha. „Nie wiem jak to się ma do rodziny Tammy, ale twoja rodzina zdecydowanie miała w swojej 
linii członków Psi.”

„To możliwe.” Zerknął na nią zjeżdżając w boczną drogę. „A co z tym dzieciakiem, Cruz'em? Dobrze sobie 
radzi?”

„Lepiej niż tylko dobrze.” Sascha nie potrafiła ukryć swojej dumy. „Lucas, on jest taki mądry. Uczę go 
czegoś raz, a on natychmiast to podłapuje.” Pstryknęła palcami. „Jest naturszczykiem.”

„Dobrze, im szybciej nauczy się siebie bronić, tym lepiej.”

„Martwisz się o Radę?”

Lucas przytaknął delikatnie. „Dev uważa, że Światło dało radę utrzymać prawdziwą siłę niektórych ich  
członków poniżej radaru, ale chce byśmy byli wyjątkowo ostrożni.”

„Nie   winię   go   za   to.”   Powiedziała   Sascha,   a   pod   powierzchnią   jej   skóry   zbudowała   się   fala   gniewu. 
„Zwłaszcza po tym co zrobili Jon'owi i Noor.”

„Jesteśmy  niemal   na   miejscu,   kiciu.”   Otarcie   knykci   o   jej   policzek.   „Powiedziałaś,   że   Cruz   potrzebuje 
absolutnej stabilności.”

Przytaknęła, wzięła głęboki wdech i zaczęła uspokajać swoje emocje krok po kroku. Ale jedna rzecz nadal 
kontynuowała ją martwić. „Wyczułam Katy'ę za pierwszym razem, gdy poszliśmy zobaczyć się z Cruz'em.” 
Próbowała   nie   być   intruzem,   ale   jej   umiejętność   była   w   takim   samym   stopniu   częścią   jej   samej,   że 
nieodwracalnie wiązało się to z wyłapywaniem przez nią emocjonalnych rezonansów – zwłaszcza, gdy te 
emocje były tak niesamowicie silne. „Ona tak dużo trzyma w swoim wnętrzu – to musi aż fizycznie boleć.”

Sformułowanie odpowiedzi zajęło Lucas'owi niemal minutę. „Jest silna.” Odpowiedział w końcu. „Jest w 
niej granitowa siła woli.”

„Dev też jest silny.”

Przelotne spojrzenie od zielonych oczu pantery. „Też to wyłapałaś?”

„Trudno przeoczyć będącą między nimi intensywność. Ale ...”

„Ale?”

background image

Oparła głowę o zagłówek siedzenia. „Boję się o nich Lucas. Ponieważ bez względu na to jak mocno się 
staram nie jestem w stanie dostrzec jak kiedykolwiek mogą odnaleźć szczęśliwe zakończenie.”

ROZDZIAŁ 38

Ming nadal kontynuował swoją pracę, gdy coś szturchnęło jego psychiczne tarcze. Nie było to nic ważnego. 
Zwykłe przypomnienie, że Ekaterina Haas nadal znajdowała się przy życiu. Nie spodziewał się, że wytrwa  
tak długo – ale z drugiej strony ludzie byli słabi i łatwi do zmanipulowania. A Zapomniani wraz z upływem 
czasu stawali się coraz bardziej, i bardziej ludzcy.

Może mimo wszystko mały uśpiony agent wypełni swoje zadanie.

Odkładając nieistotny projekt na bok swojego umysłu skoncentrował się na bieżącym problemie.  Aden
powiedział kontaktując się telepatycznie bezpośrednio z medykiem kierującym monitorowaniem odpowiedzi 
Zespołu Strzał na Jax. Jak wiele Strzał zareagowało negatywnie na reżim podawanej terapii Jax'em w ciągu  
ostatnich sześciu miesięcy?

Odpowiedź przyszła niemal natychmiast. Pierwszorzędny talent Aden'a był telepatią. Siedmioro. Nie możemy  
pozwolić sobie na utratę tak wielu.

Ming zgadzał się z nim. Strzały były wysoko wytrenowane, wielu z nich od samego dzieciństwa. Nigdy nie 
było ich więcej niż dwieście, a obecnie ilość aktywnych Strzał zmniejszyła się do stu sześćdziesięciu. Czy 
jesteś bliski rozwiązania tego problemu?

Coś takiego przydarzyło się Judd'owi Lauren'owi.

Ming natychmiast rozpoznał to nazwisko. Był jedynym Tk-Komórkowym, który przetrwał do dorosłości w 
ciągu ostatniego pokolenia. Umiejętność Judd'a Lauren'a, by dosłownie zatrzymać komórki ciała uczyniła z 
niego nieocenionego zabójcę. Został zdjęty z Jax'u?

Tak. Razem z większością innych Tk. Wszyscy funkcjonowali równie dobrze bez niego – telekinetycy wydają  
się potrzebować jedynie bardzo krótkiego okresu przebywania na tym środku.
 Aden nie rozwlekał swojej 
wypowiedzi, ale Ming nie potrzebował, by to robił – wiedział, że po pewnym okresie ścieżki umysłowe 
przesuwały się na stałe sprawiając, że użycie narkotyku było bezcelowe.

Czy w tym przypadku to rozwiązanie również zadziała? Zapytał.

Zgodnie z dostępnymi danymi, tak. Wydaje się, że niektóre Strzały przedawkowują Jax, ponieważ jego użycie  
nie jest już im potrzebne.

Ming przez kilka minut rozważał tą decyzję. Jeżeli straci kontrolę nad Strzałami, będą oni mogli właściwie 
przejąć Sieć. Jedna Strzała była warta tysiąca normalnych żołnierzy.  Wypróbuj to na tych, którzy już się  
załamują. Zobacz, czy odnosi to jakiś skutek.

Sugeruję również małą liczbę pozostałych, którzy mogą znajdować się blisko tego punktu. Powiedział Aden. 
Przyślę Panu listę.

Zrób to. Vasic? On jest na Jax'ie? Teleporter był nie tylko nieocenioną częścią Zespołu. Ming korzystał z 
jego umiejętności niemal każdego tygodnia.

Nie. Nie był na nim od lat. Jego umysł dostosował się.

Przyjmując   do   wiadomości   listę   dodatkowych   nazwisk   przesłanych   przez   Aden'a   Ming   zakończył 
telepatyczną rozmowę. Tak długo jak Vasic był na jego smyczy nie było żadnego problemu.

ROZDZIAŁ 39

Dev   zatrzymał   samochód   przed   restauracją/barem/hotelem/pocztą   znajdującą   się   w   umieszczonym   na 
pustkowiu mieście, które można było przegapić jeżeli mrugnęło się w nieodpowiednim momencie. Zalał 
silnik wystarczającą   ilością   energii,  która   pozwalała  na  to by  jechał  przez   wiele   dni.  Mieli  zapasy,  ale 
potrzebowali   przynajmniej   rozprostować   nogi.   „Powinniśmy   zatrzymać   się   tutaj   na   noc.”   Powiedział 

background image

wiedząc jaka będzie odpowiedź Katy'i zanim jeszcze otworzyła usta.

„Czuję jak to mną szarpie.” Wpatrywała się w ciemność po drugiej stronie szyby – była dopiero szósta, ale 
noc zapadła z gładkością dotyku kruczych skrzydeł. „Jesteśmy tak blisko.”

Był bardziej niż tylko gotowy, by jechać dalej, ale teraz potrząsnął przecząco głową wpatrując się w ciemny 
mrok i podmuchy śniegu. „Musimy zaczekać na światło. Albo możemy przegapić to czego szukamy.”

„Nie przegapimy.” Zacisnęła dłonie w pięści i przełknęła. „Ale masz rację – możemy nie zobaczyć całości.  
Nie mogę spać, ale może możemy zaczekać chociaż aż śnieg przestanie padać.”

I właśnie tak zrobili. Dev zameldował ich do jednego z dwóch pokoi hotelowych i wziął kilka filmów z  
szerokiej kolekcji starszej pani. Filmy były nagrane na małych pięciocentymetrowych płytach zamiast na  
dużo   droższych   kryształach,   ale   wydawały   się   być   w   stosunkowo   dobrym   stanie.   Po   tym   jak   Katya 
powiedziała mu, by wybrał włożył jeden z nich do odtwarzacza i wyciągnął się na łóżku. Oparł plecy o  
zagłówek i rozprostował nogi.

Katya stała przy oknie. Jej ciało przypominało osamotnioną figurę. Ale nie była sama. Nigdy więcej nie 
będzie tak odizolowana. 

„Choć tutaj.” Powiedział unosząc rękę.

Odsunęła   się   od   swojego   posterunku   przy  oknie.   Przeszła   po   cichu   pokój   i   wtuliła   się   w   niego.   „Co 
oglądamy?” Zapytała, ale jej oczy przesuwały się z wyraźnego kwadratu wyświetlacza w ciemność nocy.

Czy działo się tak dlatego z jej powodu, czy z powodu jego własnych umiejętności, tego nie wiedział, ale on  
też mógł wyczuć oczekujące na nich zło. Przytulił ją mocniej do siebie. „Ofiary, których dla ciebie dokonuję  
– po prostu patrz.”

Zaintrygował ją wystarczająco mocno, by skupiła się na ekranie. „Duma i uprzedzenie.” Przeczytała. „To  
książka napisana przez człowieka. Dziewiętnasty wiek?”

„Acha.”

„Bohaterem jest … Pan Darcy?”

„Tak.   Zgodnie   z  opinią  Ti,   jest   ucieleśnieniem  męskiego  ideału.”   Dev   otworzył   torebkę   czipsów,   które 
przyniósł ze sobą i włożył je w ręce Katy'i. „Ja nie jestem tego taki pewien – facet nosi getry.”

„Ćśs.” Zjadła czipsa. „Muszę uważać. Język jest inny.”

Jego   niepokój   uspokoił   się,   gdy  ułożyła   się   obok   niego.   Był   świadomy,   gdy  co   jakiś   czas   jej   uwaga 
przenosiła się na okno, na ciemność, ale uśmiechała się też, a raz nawet się zaśmiała. Gdzieś około trzeciej  
nad ranem skomentowała. „Charakter Pana Darcy jest niemal Psi, nie uważasz?”

„Staram się nie myśleć zbyt dużo na temat Pana Darcy.”

Śmiejąc się położyła dłoń na jego klacie. „Nie, naprawdę. Pomyślałbym, że pisarka oparła jego postać na 
szablonie Psi, ale w tamtym czasie nie byliśmy Cisi. Psi byli wtedy tacy jak ludzie i zmiennokształtni.”

Rozważył to. „Mam problem z wyobrażeniem sobie tego.”

„W takim razie nie oglądałeś – kilkoro bohaterów w tej historii było Psi.” Wytknęła. „Och, patrz, to ten  
drań.”

Rozbawił go sposób w jaki rozbierała całą historię scena po scenie dokładnie tak jak naukowiec, którym  
była. Ale miała również serce. Złapał ją na tym jak na końcu historii westchnęła.

Musiał wtedy ją pocałować. Musiał posmakować jej radości. Ponieważ nie potrwa ona długo. Nieuniknione 
szybko   nadchodziło.   Mógł   to   wyczuć   w   kościach.   Trzydzieści   minut   później   byli   z   powrotem   w 
samochodzie podróżując w kierunku czegoś, czego żadne z nich tak naprawdę nie chciało oglądać … a 
jednak nie mogło nie zobaczyć.

„Sądzę, że musimy skręcić w prawo na skrzyżowaniu.”

Nie kwestionując jej skręcił tak jak mu poleciła. Trzy godziny po ich wyruszeniu niebo w końcu zaczęło się 
rozjaśniać.   Pasma   różu   i   pomarańczu   wyłaniały   się   na   wschodzie.  Ale   mimo   rozbłysku   koloru   świat 
pozostawał wymarły. Hotel, w którym się zatrzymali był ostatnim śladem cywilizacji. „Widziałaś kiedyś  
światła   północy?”   Zapytał   obserwując   jak   światła   ich   pojazdu   automatycznie   przygasają,   gdy   czujniki 

background image

wyłapały płynną wędrówkę słońca po niebie.

„Nie.” Wypuściła oddech. „Choć chciałabym.”

„Może ci się poszczęścić – jest odpowiednia pora, a my jesteśmy wystarczająco daleko na północy.”

„A ty je widziałeś?”

„Tak. Kiedyś przyjeżdżałem tutaj, by odwiedzić Michel'a, gdy byliśmy dziećmi. Gdy moja mama nadal  
żyła.”   To   wspomnienie   bolało,   ale   było   jednym   z   tych   dobrych.   „Jego   mama,   Cindee,   i   mój   tata   są 
rodzeństwem.” Cindee chciała go wychować po uwięzieniu jego ojca, ale on nie był w stanie znieść poczucia 
winy w jej pięknych oczach.

Nawet   jako  dziewięciolatek  wiedział,   że   jeżeli   wejdzie   do  tego  domu   ona   spędzi   resztę   swojego  życia 
próbując  nadrobić  za  zbrodnię,  która  nigdy  nie  była   jej  winą.  To  nie  była  nawet  wina  jego ojca,  choć 
przyznanie tego wymagałoby od Dev'a wybaczenia, którego nie potrafił w sobie odnaleźć. Zamiast tego udał 
się w objęcia swojej nani składające się z zapachów przypraw i szkła pozwalając, by jej ciepło stopiło lód, 
który obrósł wokół jego serca.

„Ale Michel nie mieszka teraz na Alasce?”

„Mieszka.   Został   tylko   przeniesiony   na   rok   do   Stanu   Waszyngton.   Odbywa   jakiegoś   rodzaju   kurs 
treningowy.”

„Ale nadal pozostaje twoim dobrym przyjacielem.” Powiedziała Katya siląc się na lekki ton, choć jej oczy 
były skupione na znajdującej się przed nimi drodze. „Musi nim być – by zatrzymać ciężarówkę Jessie tylko 
dlatego, że mnie szukałeś.”

Dev zrobił niezadowoloną minę. „Nadal nie mogę uwierzyć, że dałaś radę wydostać się z domu mimo tego, 
że nasza trójka była trenowana w sztukach walki.”

„Ludzie często mnie nie doceniają.” To był pierwszy raz, gdy w jej głosie usłyszał cień arogancji.

Zdecydował, że podobało mu się to. „Nie popełnię więcej tego błędu. I tak, ja i Mischa, jesteśmy ze sobą 
równie blisko jak bracia.” Cindee upewniła się, by kuzyni spotykali się razem. Przyjeżdżała do Zachodniej  
Wirginii, gdzie Nani miała swój dom i studio. Dev odmówił przyjeżdżania na Alaskę. Nie był w stanie znieść 
tej podróży bez swojej mamy.

„Mischa?”

„Tak jego mama zawsze do niego wołała.” Dev uśmiechnął się. „Poddał się i przez większość czasu nie 
próbuje już nakłaniać kogokolwiek z członków rodziny, by używali jego właściwego imienia.”

„A czy ktokolwiek nazywa ciebie Devraj?”

„Moja nani – moja babcia ze strony mamy.” Bez pytania skręcił w lewo.

Katya   pochyliła   się   do   przodu.   Jej   ruch   był   niemal   nieświadomy.   „Tak.”   Położyła   dłonie   na   tablicy 
rozdzielczej. Skanowała wzrokiem znajdującą się przed nimi drogę, ale nie było tam nic do zobaczenia – 
wiła się to w jedną, to w drugą stronę pozostawiając bardzo ograniczoną widoczność. „Jakie one są, te 
światła?”

„Jak   zobaczenie   części   nieba.”   Zrobił   grymas   na   swoje   poetyckie   słowa,   ale   były   jedynymi   jakie 
przychodziły mu do głowy, gdy chodziło o opisanie tego zjawiska. „Są tak piękne, że sprawiają, że człowiek 
pokornieje. Jeżeli nie uda ci się ich teraz zobaczyć, to przyjedziemy tu znowu.”

„Bardzo bym tego chciała.” Posłała mu pełen napięcia uśmiech. „Często odwiedzasz Michel'a?”

„Od   czasu   do   czasu.”   Dev   wrócił   w   końcu   na   Alaskę,   gdy   Cindee   trafiła   do   szpitala   w   wyniku 
nieszczęśliwego wypadku na lodzie. Poczucie winy nadal pozostawało w jego ciotce, ale było przytłumione 
przez upływ czasu i obserwowanie jak dorasta na stabilnego młodzieńca. W tych dniach niemal byli w stanie 
porozmawiać w sposób nie skażony przez przeszłość. „On też czasami przyjeżdża.”

Katya posłała Dev'owi penetrujące spojrzenie. Jej uwaga chwilowo skupiła się na rozbawieniu w jego głosie. 
„Co wy dwaj wyczynialiście?”

„Gdy byliśmy młodsi wznosiliśmy piekło.” Posłał jej zawadiacki uśmiech. „Teraz jesteśmy nieco bardziej 
cywilizowani.”

background image

„Z jakiejś przyczyny nie do końca ci wierzę.” Pomyślała o Dev'ie i Michel'u razem. Mrocznie seksownych i  
nieziemsko czarujących. Hmm … „Sądzę, że muszę usłyszeć więcej na temat tych bardziej cywilizowanych  
czasów.”

„Męski kodeks honoru. Nic nie powiem.”

Dreszcz przeszył jej kręgosłup w momencie, gdy miała odpowiedzieć mu na to droczenie się. Obróciła  
głowę w przeciwną stronę i dostrzegła wąską jednopasmową drogę po prawej stronie. „Tam.”

Dev już skręcał. Cały humor z jego twarzy zniknął. Teraz przypominał jej jedynie myśliwego – smukłego, 
wygłodniałego i zdeterminowanego. Nagle była bardzo szczęśliwa z tego, że był  u jej boku – nie była  
pewna,   czy   byłaby   w   stanie   samej   dotrzeć   tak   daleko.   Poczucie   grozy   mocno   ciążyło   jej   w   żołądku, 
powodując powstawanie mdłości i paniki, która kazała jej uciekać. Dobry Boże, uciekaj!

„Nie.” Wyszeptała. „Koniec uciekania.”

Dev posłał jej krótkie spojrzenie zanim ponownie wrócił uwagą do drogi. „Dokończymy to.” Obiecał.

Dwie minuty później  dojechali do ostatniego pokrytego śniegiem wzniesienia  i wjechali do wymarłego 
miasta.

Promienie słońca przesuwały się po domach na wpół pogrzebanych pod śniegiem. Zaglądały przez połamane 
okna i na oderwane, wpół wiszące znaki. „Jak wielu?” Wyszeptała niemal do samej siebie.

„Pięćset.” Dev wskazał na dosyć zniszczony przez pogodę – ale nadal stojący – znak po ich prawej stronie.  
„Światło Słoneczne, Alaska, liczba ludności: 500.”

Światło Słoneczne. Każdy włos na jej ciele uniósł się. „To miejsce jest zbyt małe, by pomieścić pięćset  
osób.”

„Tak – ten znak jest dosyć stary.” Odpiął swój pas bezpieczeństwa i spojrzał na nią. „Gotowa?”

„Nie.” Ale rozpięła własny pas czując się tak jakby wypuszczała ostatnią nadzieję na ucieczkę. Zadrżała pod 
wpływem szoku spowodowanego zimnem, a gdy Dev obszedł samochód czekała, by wziąć go za rękę i 
wejść z nim do Światła Słonecznego na Alasce. Poczucie niepokoju, które ścigało ją przez ostatnie dni  
zmieniło się w przylegającą do niej mieszankę bezradności, jednocześnie przerażającej … i smutnej. Tego 
się nie spodziewała – poczucia smutku, tak ciężkiego, że przytłaczało ją do ziemi. „Gdzie oni wszyscy są?”

Dev nie odpowiedział jej. Jedynie zmrużył brwi i rozejrzał się dookoła. „Jesteśmy w centrum miasta, ale nie 
wiedzę baru.”

„Dlaczego to jest ważne?”

„Taka ludzka natura.” Wymruczał. „Bary są jednymi z pierwszych miejsc, które powstają i ostatnich, które 
są zamykane w małych miasteczkach. Tak daleko na północ byłoby to prawdopodobnie jedyne miejsce, w 
którym ludzie mogliby się spotkać i pobyć w swoim towarzystwie. Chyba, że gdzieś tu jest kościół? Albo 
jakieś inne miejsce kultu religijnego.”

Potrząsnęła   przecząco   głową.   „Wszystkie   budynki   tutaj   są   bardzo   podobne   do   siebie.   Nawet   kościoły 
Drugiej Reformacji mają symboliczny kształt, który sprawia, że wyróżniają się z otoczenia.”

Szli dalej. Śnieg był gęsty, ale byli w stanie poruszać się w swoich butach. Była zadowolona, że wcisnęła na 
głowę   wełnianą   czapkę   zanim   wyszła   z   samochodu,   ale   włosy   Dev'a   świeciły   ciemno   pod   chłodnym 
zimowym   słońcem.   „Nie   jest   ci   zimno?”   Sięgnęła   do   jego   płaszcza   zanim  był   w   stanie   odpowiedzieć, 
wyciągnęła jego własną wełnianą czapkę i wcisnęła mu ją na głowę.

„Dzięki.” Padł rozkojarzony komentarz, gdy ponownie wziął ją za rękę.

„Budynki   nie   są   całkowicie   zasypane.”   Powiedziała   rozglądając   się   dookoła.   „To   miejsce   nie   zostało 
opuszczone aż tak dawno temu.”

„Nie.” Wymruczał Dev. „Spójrz na sposób w jaki wszystko jest ściśnięte po lewej stronie – w pewnym  
momencie był pewien silny wiatr. Zepchnął wszystko w tą stronę.”

Obróciła się i przytaknęła. „Nie możemy zbadać tej strony, przynajmniej nie z łatwością.” Fakt, że musieli 
wejść do środka budynków nie stanowił pytania. „Tutaj jest tak cicho.” Brak dźwięku ranił ją.

„Słuchaj mojego głosu. Słuchaj jak nasze stopy miażdżą śnieg i lód. W tym są dźwięki.” Ścisnął mocniej jej 
dłoń dodając jej otuchy.

background image

Przytaknęła i zrobiła tak jak jej polecił. Kilka sekund później doszli do pierwszego budynku, do którego 
dostęp był możliwy.

„Miejmy   nadzieję,   że   te   drzwi   otwierają   się   do   środka.”   Powiedział   Dev   podchodząc   do   nich.   „Albo 
będziemy musieli znaleźć coś, czym będzie można kopać. Bingo.”

Skrzek drzwi, które otworzył był głośny. Dudnienie ich butów na prostej plas-betonowej podłodze głuchy i 
wywołujący echo. Śnieg wpadał do środka, gdy stała rozglądając się dookoła. „To wygląda na miejsce 
przyjmowania zapasów.” Części komputerowe leżały zmrożone na półce po lewej. Narzędzia i maszyneria 
leżała w schludnych rzędach po prawej. Przed nią stała kupka pudełek plastikowych z nazwą, którą skądś 
kojarzyła. „Ziemia2” Wymruczała pod nosem poruszając się za Dev'em, gdy poszedł obejrzeć sprzęt.

„To narzędzia kopalniane.” Powiedział jej podnosząc jedną ręką linę wyglądającą na bardzo mocną.

„No właśnie.” Wskazała na pudełka. „Ziemia2 jest małą firmą kopalnianą specjalizującą się w rzadkich 
minerałach. Przesyłali rzeczy do laboratoriów, w których pracowałam.” Podekscytowana znalazła odwagę, 
by   puścić   rękę   Dev'a   i   otworzyć   jedno   z   pudeł.   „Puste.”   Nawet   ten   zawód   nie   zmniejszył   jej 
podekscytowania. „Nie wyobraziłam sobie tego – tutaj coś jest.”

Dev podszedł do niej i pocałował ją w bardzo gorący i bardzo żarliwy sposób. „Powiedziałem ci, że z twoim  
umysłem jest wszystko w porządku. Powinnaś się nauczyć, że masz mnie słuchać.”

Jej   serce   przyspieszyło   pod   wpływem  tego   elektryzującego   wybuchowego   kontaktu.   „Żebyś   mógł   mną 
drygować?”

„Ja miałbym to robić?” Ponownie  ujął ją za rękę.  Jego uścisk był  mocny.  „Zobaczmy co jeszcze  tutaj 
znajdziemy. To miejsce wygląda tak jakby nikt tu nie zaglądał od czasu, gdy miasto zostało opuszczone.”

„Albo nawet przed tym.” Wskazała na okna. Wszystkie w nienaruszonym stanie.

Następne miejsce do którego weszli nie mogło bardziej się od tego różnić. „Wygląda tak jakby przeszedł  
tędy huragan.” Wyszeptała wpatrując się w papiery rozpościerające się po dywanie, szkło z roztrzaskanych  
okien, i co gorsza, ostre druty wystające z sofy stojącej w jednym z krańców pokoju. Kulki wyściółki kanapy 
– białe, zaskakująco nieskazitelne – leżały rozrzucone na papierach i wokół nich … niemal tak jakby ktoś  
próbował w szalonej furii rozedrzeć sofę na kawałki.

Dotknięcie na dole jej pleców. „Zostań tutaj.” Powiedział Dev i podszedł do biurka.

Słuchając częścią umysłu jak przeglądał szafy pochyliła się i podniosła kilka z niezliczonych kartek papieru 
rozrzuconych po pokoju. Jeden ze znajdujących się na wierzchu zawierał listę numerów kont. „Lista płac.” 
Powiedziała na głos. „Sądzę, że to musiało być biuro administracyjne Ziemi2.”

„Całe   miasto   było   operacją   kopalnianą.”   Powiedział   Dev   trzymając   cienki   plik   papierów.   „To   jakiegoś 
rodzaju prospekt. Światło Słoneczne w całości należało do Ziemii2.”

„Dziwna nazwa jak na miasto Psi.”

„Hmm.” Dev przeleciał oczami po trzymanych kartkach. „Tutaj jest dlaczego – miasto zostało ustanowione 
sto pięćdziesiąt lat temu. Przed Ciszą.”

„W takim razie w ziemi w tych okolicach musi być coś bardzo cennego.” Powiedziała. „Albo coś co się 
regeneruje,   albo   coś   czego   ludzie   potrzebują   jedynie   trochę.   Nie   widziałam,   żadnych   dowodów 
świadczących o intensywnych odwiertach.”

„Pod całym tym śniegiem może być wszystko – pamiętasz ten sprzęt.” Włożył prospekt do kieszeni i wrócił 
do niej. „Niedługo zrobi się ciemno. Możliwe, że będziemy musieli spędzić noc w polu.”

Przełknęła. „Może najpierw spróbujemy dowiedzieć się co tutaj się stało.” Jej oczy rozświetliły się, gdy 
spojrzała na coś czego wcześniej nie dostrzegała. „Dev, brązowe plamy na tych papierach … to nie jest bród, 
ani plamy starości, prawda?”

Spojrzał na kartki papierów w jej dłoniach. „Nie.” Jego szczęka zamieniła się w granit. „To krew.”

ROZDZIAŁ 40

background image

Papiery opadły na ziemię w bezmiarze ciszy, gdy rozluźniła swój uchwyt. „Teraz to widzę.” Na tylnej ścianie 
był drobny rozbryzg, niemal ukryty przez pęknięcia w murze wynikające z uderzania w plas-regipsy. A sofa 
… niektóre z tych dziwnie powyginanych metalowych drutów były zardzewiałe. Tylko, że to nie była rdza.

Dev wziął ją za rękę. „Musimy zobaczyć resztę.”

„Zaczekaj.” Pochyliła się i podniosła jedną z kartek, które upuściła. „To część dziennika pokładowego. 
Musieli wydrukować kopię papierową z powodu ryzyka utraty prądu.”

„Dlaczego nie trzymali go w Sieci Psi?”

„Utrzymanie sejfu w Sieci Psi wymaga dużej ilości mocy psychicznej. Niektóre firmy wolą ...” Dreszcze 
wdarły się po jej kręgosłupie, gdy zdała sobie sprawę z tego co trzymała. „Dev ...”

Dev wziął od niej kartkę. „Znaczący incydent.” Przeczytał. „Proszę o natychmiastową pomoc. Powtarzam,  
proszę o natychmiastową pomoc jak tylko ...” „Na tym się urywa.”

„Wydrukowana   transkrypcja   nagrań  głosowych.”   Powiedziała   wskazując   na   linię   kodu  na   górze   strony. 
„Prawdopodobnie   ustawiona   na   automatyczny   wydruk.”   Myśl   o   drukarkach   pracujących   z   cichą 
efektywnością w czasie, gdy krew rozbryzgiwała wokół nich tworzyła jeden z najbardziej makabrycznych  
obrazów.   „Ten   wydruk   jest   datowany  na   27   października.”  W   czasie,   gdy  była   z   Ming'iem,   gdy  była 
stworzeniem, które sądził, że złamał. „Mówiący umarł w trakcie transmisji.”

„Umarł próbując uratować życia – to zasługuje na to, by go pamiętać.” Dev zgiął kartę papieru i włożył do 
swojej kieszeni razem z prospektem. „Chodźmy dalej.”

Nigdy niczego bardziej nie chciała, niż iść sobie stąd. Ale ci ludzie, pomyślała, potrzebowali, by parła na  
przód. Ponieważ oni też zostali zamknięci w ciemności. Ostatnie chwile z ich życia zostały wymazane z 
egzystencji. „Tak.”

Następny budynek mieścił coś co wydawało się być stołówką. Było tam dosyć schludnie. Jedynie niewielkie 
ślady kłopotów znajdowały się w obszarze przygotowania jedzenia. „Cokolwiek tutaj się stało wydarzyło się 
albo bardzo wcześnie rano, albo późno w nocy.”

„W czasie, gdy znajdowaliby się tutaj jedynie pracownicy kuchni.”

„Po co w ogóle była tutaj kuchnia? Sądziłem, że Psi posilają się jedynie batonami odżywczymi.”

„Taka jest norma, ale nasi psychologowie czasami zalecają bardziej zróżnicowaną dietę w populacjach w 
inny  sposób   odizolowanych   –   zalecali   to   też   dla   laboratorium.”   Naukowcy  pracujący  nad   Protokołem 
Implantu, który miał zmienić Sieć w prawdziwy umysł  roju, byli  pogrzebani pod setkami  ton ziemi  w 
konstrukcji, którą Ming zdetonował. „Każdy umysł potrzebuje pewnej ilości bodźców stymulujących.” jej 
oczy  powędrowały  do  solidnych   stalowych   drzwi   na   końcu   pomieszczenia.   „Chłodnia.”   Zimny  dreszcz 
przeszył ją aż do szpiku kości.

„Ja to zrobię.”

„Nie.” Zdjęła rękawiczkę i oplotła palce wokół jego dłoni. „Zrobimy to razem.”

Chwila przerwy, w której dosłownie mogła zobaczyć jak walczył ze swoimi instynktami. Jego twarz miała 
jedynie ostre kąty. „To są moje koszmary.” Powiedziała. „Muszę się przekonać czy są prawdziwe.”

W   końcu   przytaknął   i   podeszli   do   chłodni.   Jej   drzwi   z   każdym   krokiem   wzrastały   do   monstrualnych  
rozmiarów. „Na ich powierzchni niczego nie ma.” Powiedziała z ulgą. Nie było krwi, zadrapań, ani wygięć.

Dev sięgnął do przodu swoją wolną ręką. Przekręcił rączką i pociągnął je do siebie.

Z chłodni wydostała się lodowata mgła sprawiając, że Katya zrobiła krok w tył z zaskoczenia. Powiedziała  
do siebie, by przestała być tchórzem i wróciła do boku Dev'a. „Światło nie powinno czasem włączyć się 
automatycznie?”

W momencie, gdy mówiła coś zamrugało i chwilę później rozjarzyło się. Chłodny niebieski blask wypełnił  
całą   przestrzeń   oświetlając   znajdujący   się   w   środku   horror.   „O   Boże.”   Nie   mogła   oderwać   oczu   od  
krwawego odbicia dłoni na samym tyle chłodni, który był rozmazany po ścianie w dół i po całej podłodze 
kończąc się w kałuży krwi. „Próbowała uciec.” Powiedziała, ponieważ odcisk dłoni był zbyt mały, by mógł  
należeć   do   mężczyzny,   a   jej   umysł   po   prostu   odmawiał   zaakceptowania   obecności   dziecka   w   tym  
szaleństwie. „A on ją przyciągnął z powrotem i zabił.”

background image

„Nie tylko ją.” Ton głosu Dev'a był niczym ostrze. „Ktoś wrzucił tu ciała.” Wskazał na inne skoncentrowane 
zamrożone plamy krwi. „Nikt inny nie walczył. Musieli już wtedy być martwi.”

„Cały personel kuchenny.” Obróciła się będąc w stanie teraz to dostrzec. „Ktokolwiek to był, przyszedł i dał 
radę zabić ich jeden po drugim. Tylko ta kobieta zorientowała się i próbowała uciec.”

„Tak.” Zrobił krok w tył i zamknął drzwi.

„Gdzie są ciała?” Jej umysł kołatał się od jednej ściany czaszki do drugiej próbując zrozumieć zło, które  
odmawiało zrozumienia. „Nie sądzisz chyba, że są na zewnątrz pod śniegiem?”

Dev potrząsnął przecząco głową. „Zgaduję, że Ziemia2 przysłała ekipę sprzątającą.”

Żadne z nich nie powiedziało niczego więcej dopóki nie przejrzeli pozostałych budynków, do których byli w 
stanie   się   dostać.   Jeden   z   nich   był   siłownią   i   był   nieskazitelnie   czysty.   Następnych   pięć   budynków 
najwyraźniej było dormitoriami. Roztrzaskane przedmioty. Pobite okna. Krew i chaos. To wszystko tam 
było. Większość koncentrowała się przy łóżkach.

„Noc.” Wyszeptała. „Spali. To jedyny sposób, w który ktoś mógł dorwać tak wielu z nich – w ich grupie  
musieli być też telepaci. Gdyby byli przytomni, nie pogrążeni we śnie, ostrzegliby innych.”

„Chyba, że ...”

Spojrzała   na   niego   przerywając   swoje   rozważania   nad   piętrowym   łóżkiem,   które   wydawało   się   być 
przełamane na pół. „Chyba, że co?”

„Chyba, że mówimy o więcej niż tylko jednym zabójcy.”

Fala ciemności. Pajęcze pęknięcia na powierzchni pamięci. Powódź otwierająca wszystkie bramy.

„Proszę Pana, miał miejsce znaczący incydent.”

„Szczegóły?” Głos, który należał do Ming'a.

Chwila milczenia. „Kobieta?”

„Nie ma w sobie już wystarczająco dużo umysłu, by zrozumieć. Powiedz mi szczegóły.”

„Około dwie godziny temu Ziemia2 otrzymała telepatyczne i elektroniczne SOS z jednej ze swoich operacji 
w Świetle Słonecznym na Alasce. Kierownictwo poprosiło o pomoc Rady mając na uwadze fakt, iż taka 
pomoc jest jedną z części ich kontraktu, który mają z nami wynegocjowany. Byliśmy w stanie zmobilizować 
małą jednostkę Tk i teleportować się do tej lokalizacji.”

„Jak dużo nieżywych?”

„Sto   dwadzieścia.”   Ton   głosu   mówiącego   był   tak   spokojny,   że   równie   dobrze   mógł   opisywać   akcje   i 
obligacje. „Populacja liczyła sto pięćdziesiąt osób. Troje było poważnie rannych. Sześcioro zdołało znaleźć 
miejsce do ukrycia.”

„To zostawia dwadzieścia jeden osób.”

„Tak Proszę Pana. Wygląda na to, że różni członkowie zespołu przełamali Ciszę w przybliżenie zbliżonym 
do siebie czasie, choć nie w centralnej lokalizacji. Zaatakowali siebie nawzajem i członków ekspedycji z  
nienaruszonym  warunkowaniem.   Z  dwudziestu  jeden,   którzy  przetrwali   pierwotny  incydent   dziesięcioro 
zmarło próbując zaatakować zespół Tk. Jedenaścioro zostało zneutralizowanych poprzez wywołanie wbrew 
ich woli śpiączki.”

„Światło Słoneczne?”

„Odizolowane stanowisko. Możemy wysłać zespół, by całkowicie wymazać wszelkie ślady tego zdarzenia i 
pozostający tam bałagan, ale musielibyśmy zaangażować w to znaczną liczbę Tk obecnie zaangażowanych w 
zadania o znaczniejszym priorytecie.”

„Wykonalność zadania bez udziału telekinetyków?”

„W  przypadku   przylotu  zawsze   istnieje   ryzyko   wykrycia   –   taka   operacja   może   przyciągnąć   niechcianą 
uwagę.”

Długa chwila ciszy. „Czy wszyscy członkowie zespołu w Świetle Słonecznym byli Psi?”

„Tak.”

background image

„Nakaż  Ziemi2 zanotować, że obóz  został  opuszczony po wybuchu śmiertelnie niebezpiecznego wirusa 
przenoszonego drogą powietrzną. To powinno powstrzymać wszystkich innych przez pewien czas od udania 
się tam.”

„Katya!”   Dev  potrząsnął   kobietą   znajdującą   się   w  jego  ramionach.  Wyniósł   ją   na   zewnątrz,   na 

zimno, gdy nie odpowiadała na niego w dormitorium.

Jej oczy otworzyły się z trudem. „Dev?”

„To ja, kochanie. No dalej, wróć do mnie.”

„Przypomniałam sobie.” Wyszeptała zachrypniętym głosem.

„Powiesz mi w samochodzie.” Zaczął ponownie oddychać dopiero, gdy ułożył ją na tylnym siedzeniu i  
wczołgał się na nie, by wziąć ją w ramiona. „Twoje oczy ...” Było tak jakby przestała istnieć, albo poszła tak  
daleko, że nie mógł jej już dostrzec. Myślał, że żaden horror nie mógł się nawet próbować równać z tym co 
przeżył jako dziecko. Mylił się.

Przytuliła go i pocałowała w szczękę. „Przepraszam – sądzę, że musiałam zapaść w pewnego rodzaju trans.”

Pozwolił, by ułagodziła jego nerwy. Potrzebował jej pieszczot. Potrzebował wiedzieć, że nic jej nie było. 
„Powiedz mi.” Przesunął dłonią po jej kręgosłupie i zacisnął ją na jej szyi.

Terror rozszerzył swoje macki w jego piersi, gdy zaczęła mówić. Inwazja była twarda i bezlitosna.

„Ponad dwadzieścia osób oszalało naraz?”

„Więcej – niektórzy zginęli, gdy po raz pierwszy zwrócili się przeciwko sobie.”

„Jak to w ogóle jest możliwe?” Wciągnął ją na kolana potrzebując poczuć ciepło jej żywej wagi. „Słyszałem,  
że Psi przełamują się w większej ilości, ale mówimy tutaj o przypadku masowego szaleństwa.”

„Nie wierzyłam w plotki.” Powiedziała. „Aż do momentu, gdy o tym usłyszałam.”

Czekał.

„Spora liczba naszych – moich i Ashay'i – kontaktów raportowała, że istnieją historie o „zaciemnieniu” 
pewnych częściach Sieci, tak jakby coś się tam gromadziło, coś co pożerało, albo grzebało tkaninę Sieci.”

„Wpływ Mrocznego Umysłu?”

„Tak, jest taka możliwość. Po prostu nie wiem.” Potrząsnęła głową. „Nikt nigdy nie mógł wskazać żadnego 
przykładu więc nie zwracaliśmy na to zbytniej uwagi. Nie mogłyśmy – musiałyśmy skupić się na tym co 
mogłyśmy naprawdę zobaczyć i zmienić.”

„Kontynuuj.”

„Wiesz co to znaczy być w sieci neuronów – to jak pływanie w morzu. Nie ma sposobu na to, by uniknąć 
wejścia w kontakt z jakimikolwiek zanieczyszczeniami.”

Dev   niecierpliwym   ruchem   dłoni   ściągnął   swoją   czapkę.   „Sądzisz,   że   ta   „zgnilizna”   wsunęła   się   do  
wszystkich tych umysłów?” Powiedział z uwagi na brak lepszego określenia.

„Sieć nie ogranicza się do żadnej lokalizacji, ale nasza lokalizacja w Sieci jest częściowo zdeterminowana 
przez to, gdzie w świecie się znajdujemy. Ta grupa byłaby w Świetle Słońca, a to znaczy, że znajdowaliby się  
w odizolowanej części Sieci. Jeżeli przyjechali tutaj wszyscy razem, to znaczyłoby, że zgnilizna zaczęłaby 
na nich oddziaływać w tym samym czasie.”

„Niektórzy z tych, którzy zostali zabici ...” Powiedział Dev ledwo będąc w stanie objąć umysłem wielkie 
znaczenie tej rzezi. „Istnieją duże szanse, że oni też by się załamali – gdyby pożyli trochę dłużej.”

„Tak.” Katya otuliła rękami jego szyję. „Dev, jeżeli to stało się raz ...”

„Musimy to nagrać. Potrzebujemy dowodu.”

„Rada temu zaprzeczy. Nikt nie jest gotowy, by w to uwierzyć.” Każda wypowiadana przez nią sylaba była  
mocno nasycona gniewem. „Wiem o tym – próbowaliśmy bardzo mocno powiedzieć ludziom prawdę, ale 
jest tak jakby byli w stanie przyjąć jedynie jej ograniczoną ilość w danym czasie. Powiedzą, że starasz się po  
prostu stworzyć polityczną ...”

„Wiem.” Przerwał pocałunkiem falę pełnych frustracji słów. „Muszę to nagrać dla moich ludzi.”

background image

Zrozumienie   rozświetliło   od   środka   jej   piękne   oczy.   „Och.   Rozumiem.   Wziąłeś   ze   sobą   urządzenie 
nagrywające?”

„Moja komórka ma wystarczająco dużą rozdzielczość i mnóstwo pamięci.”

Przez kilka kolejnych minut żadne z nich nie odezwało się – choć oboje wiedzieli, że muszą wysiąść z  
samochodu, by udokumentować to co znaleźli. Katya słuchała stabilnego bicia serca Dev'a i jakoś odnalazła 
w nim odwagę. „Możemy to zrobić.”

Pocałował ją w czubek głowy. „Wiesz co widzę, gdy patrzę na tą krew?”

„Powiedz mi.”

„Możliwą   przyszłość   Zapomnianych.”   Przesunął   dłonią   po   włosach.   „Dlaczego   nie   mogliśmy   zostawić 
szaleństwa   za   sobą,   gdy   opuściliśmy   Sieć?   Dlaczego   nasze   umiejętności   muszą   przychodzić   razem   w 
połączeniu z ciemnością?”

Katya spędziła wiele godzin rozważając to samo pytanie. „Gdyby tak nie było, Psi naprawdę rządziliby 
światem – ta wada, ta wbudowana pięta Achillesa, jest jedyną rzeczą, która sprawia, że jesteśmy możliwi do  
złamania. Jedyną rzeczą, która temperuje naszą arogancję.”

Jego palce przesunęły się po jej włosach ściągając z nich czapkę. „Razem z władzą przychodzi pokusa.”

„Tak.”   Pomyślała   o   ludziach,   którzy   pracowali   razem   z   nią   w   laboratorium.   Tak   wielu   z   nich   było  
utalentowanych. Tak wielu z nich nie było w stanie dostrzec, że to co robili było potworne. „Tak wielka  
władza, bez żadnych kontrolek, zmienia ludzi od wewnątrz.” A to co wychodziło z takiego połączenia nie 
było niczym zbliżonym do człowieka w szerszym znaczeniu tego słowa.

„Emocje są takim czynnikiem kontrolującym.” Opuścił dłoń z jej włosów i podniósł jej czapkę. „Ale nie 
stanowią całkowitego rozwiązania.”

„Gdyby były, Cisza nigdy nie zostałaby wprowadzona.” Wymruczała pozwalając mu z powrotem założyć  
sobie na głowę czapkę i tonąc w jego czułości roztaczanej wokół niej niczym tarcza.

„Zataczamy kręgi.” Sięgnął do klamki drzwi pojazdu. „Gotowa?”

„Tak.” Skłamała. Nigdy nie będzie gotowa, by stawić czoła śmierci, która plamiła Światło Słoneczne ciemną 
niemal   czarną   czerwienią.   Nie   miało   to   znaczenia.   To   musiało   zostać   zrobione.   Ktoś   musiał   stać   się 
świadkiem utraty tak wielu umysłów, tak wielu marzeń i nadziei. „Tak. Chodźmy.”

ARCHIWA RODZINY PETROKOV

List datowany na 5 stycznia 1979 r.

Drogi Matthew. 

Niemal nie potrafię uwierzyć w to, że udało się nam. Sieć Cieni, tak jak wszyscy nazywają tą nową sieć, jest 
wibrującym i chaotycznym miejscem. Biorąc pod uwagę naszą liczbę nie jest tak gęsta jak Sieć Psi, ale żyje. 
I tylko to się liczy.

Odcinanie  się  od nas już się  zaczęło.  Zadzwoniliśmy do twojego wujka Greg'a,  by powiedzieć  mu,  że  
jesteśmy bezpieczni. Mogłam dostrzec ulgę odmalowującą się w jego oczach, ale na głos powiedział jedynie, 
by więcej do niego nie dzwonić. Boi się, że jeżeli okaże wobec nas jakiegokolwiek uczucia, to Rada zabierze 
mu twoich kuzynów. 

Płakałam po tej rozmowie. Widziałeś mnie i otarłeś mi łzy. A ja, z każdym uderzeniem serca, wiem, że 
dokonałam słusznego wyboru.

Tak mocno ciebie kocham. 

Mama.

ROZDZIAŁ 41

Noc zapadła z przewidywalną gładkością, ale zanim to się stało zdążyli już skończyć. Żadne z nich nie  

background image

podniosło pomysłu, by tam zostać. Dev po prostu ujął kierownicę i wyjechał z miasteczka. Jechali już od  
godziny, gdy Katya przerwała ciszę. „Zaczynam przypominać sobie rzeczy, których nie byłam wcześniej 
gotowa pamiętać.”

„Cokolwiek podobnego do tego?”

„Nie.”   Długa   chwila   ciszy.   „Moje   wspomnienia   na   temat   pobytu   Noor   i   Jon'a,   zwłaszcza   Jon'a,   w 
laboratorium są niemal pełne.”

Nie próbował przekonać jej, że nie powinna odczuwać poczucia winy – to, zdał sobie sprawę, zajmie trochę  
czasu.   Kobieta,   którą   Katya   się   stała   nigdy   nie   będzie   w   stanie   obrócić   się   plecami   do   tych  
najmroczniejszych wspomnień. Więc utrzymał ton głosu i wypowiadane słowa na rzeczowym poziomie. 
„Wydaje się, że na nią nie miało to wpływu, a on jest silnym dzieciakiem.”

„Utalentowanym.” Ton głosu Katy'i był cichy.  „Jego umiejętność – jest bardzo podatna na niewłaściwe 
użycie.”

„Nie, jeżeli wskaże się mu właściwą ścieżkę.”

„Gdy byłam dzieckiem próbowałam używać mojej telepatii, by zmusić innych w mojej grupie szkoleniowej, 
by robili to co chciałam.” 

„To dosyć normalna faza rozwoju dzieci uzdolnionych telepatycznie.” Dev też jako dziecko robił rzeczy,  
które nie do końca były właściwe – uczył się swoich silnych stron, rozciągał mięśnie. Chciał to powiedzieć  
Katy'i. Podzielić się z nią prawdą o jego darze do metalu i maszyn. „Wkurza mnie to, że nie mogę z tobą  
porozmawiać tak jakbym tego chciał.” Jego dłonie zaprotestowały z powodu siły z jaką ściskał kierownicę. Z 
wysiłkiem rozluźnił swój uchwyt i wypuścił powietrze między zaciśniętymi zębami.

„Ciągle powtarzam sobie, że sprawy się zmienią, że znajdę drogę ucieczki.”

Przypomniał   sobie   to   co   kiedyś   powiedziała   na   temat   pajęczej   sieci   kontroli   Ming'a.   „Nie   dałaś   rady 
rozpracować sposobu, by rozbroić programowanie?”

„Nie.” Powiedziała otulając się ramionami w tak ciasnym uścisku, że usłyszał jak w jej kurtce coś się 
rozdziera. „Nie bez uszkodzenia sobie umysłu. Ostrza tej rzeczy, którą umieścił w mojej głowie są zbyt  
głęboko zatopione.”

„Może programowanie jest zbyt silne, by je złamać, ale nie powinno mieć stałego fizycznego efektu. To 
konstrukcja psychiczna.” Powiedział. Ból przeszył jego szczękę, bo zaciskał ją ze zbyt wielką siłą.

„Dev … tu nie chodzi o programowanie. Więzienie jest zaszczepione do mojego umysłu.”

Jego wnętrzności zmieniły się w lód. „Jak bardzo jesteś tego pewna?” Długa chwila ciszy. „Powiedz mi.”

„Patrzyłam na to z każdej możliwej strony. Miałam nadzieję, że się pomyliłam.” Ton jej głosu powiedział 
mu, że było wręcz przeciwnie.

Umiejętności   telepatyczne   Dev'a   były   minimalne,   ale   wiedział   wszystko   co   było   możliwe   na   temat 
umiejętności   –   zarówno   ze   starej,   jak   i   nowej   wiedzy   –   które   mogły   zamanifestować   się   wśród 
Zapomnianych. Więc cholernie dobrze rozumiał, że coś co było zakotwiczone w umyśle danej osoby, jako 
coś   przeciwnego   sieci   neuronów,   rozerwie   ten   umysł   na   kawałeczki,   jeżeli   zostanie   usunięte   bez  
odpowiedniej procedury. A w tej chwili, jedyną osobą, która miała klucz do więzienia Katy'i był Radny Ming  
LeBon.

Decyzja była prosta. „Musimy znaleźć Ming'a.”

Głowa Katy'i szybko obróciła się w jego stronę. „Nie, Dev. Nie.”

Po spędzeniu całego dnia z Cruz'em Sascha spodziewała się, że dzisiejszej nocy z łatwością zapadnie  

w sen zmęczona przez wykorzystanie psychicznej energii. Ale ku własnemu zaskoczeniu leżała przytomna 
jeszcze długo po tym jak las wokół niej ucichł. Wtuliła się w zmiennokształtny żar Lucas'a i rozprostowała 
palce na jego sercu próbując zrównać tempo ich oddychania.

Jej ciało zaczęło się relaksować, ale jej umysł nie przestawał wirować. Poddała się i zdecydowała, że poczyta 
przez chwilę … ale ręka Lucas'a zacisnęła się na niej w momencie, gdy chciała się odsunąć. Powinna  
pozwolić mu spać – zamiast tego przesunęła dłonią po jego szyi. „Obudź się.”

Jego oczy mrugając otworzyły się z wyrazem kociego lenistwa. „Hmm?” Przesunął nosem po jej szyi z  

background image

zaspanym zainteresowaniem i ścisnął dłoń, którą trzymał na jej biodrze.

„Nie mogę spać.”

Rozłożył dłoń na jej łonie. „Dobrze się czujesz?” Czułe pytanie. Opiekuńczy dotyk.

„Tak.” Przesunęła dłoń po jego bicepsie. „Tylko nie mogę spać.”

„Chcesz, żebym cię zmęczył?” Pomruk prosto do jej ucha. Palce bawiące się w zagłębieniu jej pępka.

Motyle w jej żołądku były znajome w intymny i niesamowity sposób. „To bardzo kusząca oferta.”

„Ale chcesz porozmawiać.”

Jej serce rozciągnęło się pod wpływem siły tego co czuła do mężczyzny, który tak kompletnie ją znał.  
Pocałowała bok jego szczęki. Zaplątała dłoń w ciężkim jedwabiu jego włosów. „Praca z Cruz'em … Lucas 
on jest taki bezbronny. Taki otwarty na jakiegokolwiek ukierunkowanie.”

„W takim razie dobrze, że ty nigdy byś go nie skrzywdziła.”

Właśnie to ją martwiło. „Ta książka, którą przysłała mi matka – według niej E-Psi mogą stać się złe.”

„Nie.” Powiedział Lucas unosząc się, by spojrzeć na nią z góry. „Było w niej napisane, że E-Psi często  
przejmują się tak mocno, że zaczynają myśleć, że wiedzą co jest najlepsze dla każdego.”

„A potem robią złe rzeczy.” Upierała się. „A co z empatą, którego opisała pisarka – tym, który próbował  
emocjonalnie   zmanipulować   wszystkich   by   byli   „dobrzy”.   Doprowadził   ludzi   do   szaleństwa   przez 
zmuszanie ich do postępowania wbrew ich woli.”

„On   był   samotnikiem   –   bez   rodziny,   bez   Stada.   Sądzisz,   że   pozwoliłbym   ci   zamienić   się   w   takiego 
maniaka?” W jego oczach była iskierka rozbawienia.

Zrobiła w jego kierunku niezadowoloną minę. „To poważna sprawa.” Ale udało mu się rozluźnić węzeł  
strachu w jej piersi. „Nigdy nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że mogę przelać na kogoś emocje.  
Zmusić go dosłownie do tego, by czuł to co ja chcę.”

Lucas bawił się pasmami jej włosów, gdy pogrążyła się w myślach. 

„Zastanawiam   się   dlaczego   moja   matka   przysłała   mi   tą   książkę.”   Wymruczała.   „Po   to,   żeby   mnie  
zdestabilizować, czy po to, by ostrzec mnie przed niebezpieczeństwem?” W przypadku większości matek 
tego pytania w ogóle by nie było, ale Radna Nikita Duncan nie była jak większość matek.

„A może wreszcie zdała sobie sprawę z tego jak silnym sprzymierzeńcem możesz być.”

Uniosła twarz w bezdźwięcznym pytaniu.

„Wiesz, co alfa w moim wnętrzu uważał za najbardziej interesujące w tej książce?” Zapytał unosząc się na 
łokciach po obu stronach jej głowy. „Fakt, że kardynalny empata mający całkowitą kontrolę nad swoim 
darem może efektywnie powstrzymać bunt tysięcy osób w czasie jego powstawania. Wyobraź sobie jak 
bardzo użyteczny byłby to dar, gdyby Radny stanął przed możliwością rebelii w swoich szeregach.”

Sascha otuliła ręce wokół szyi Lucas'a. „Zgodnie z książką Eldridge tak umiejętność empatyczna ocaliła w 
ciągu wielu pokoleń niezliczoną liczbę istnień.”

„Tak.”

„Ale nie uważasz, że jest to powód, dla którego Nikita chciałaby tego?”

Lucas pocałował ją z największą czułością. „Nie zamierzam zgadywać motywacji twojej matki, Sascha. Ale 
nie mogę znieść widoku, jak cierpisz – uważaj kiciu.”

Jego  miłość  owinęła  się  ciasno  wokół  niej.  Była  opiekuńcza  i  cudowna.  „Nie  martw się.”  Powiedziała 
przesuwając nosem po jego szyi. „Już nie jestem taka bezbronna jeżeli chodzi o nią. Chciałabym tylko  
zrozumieć dlaczego zrobiła to akurat teraz.”

„Zapytaj jej.” Powiedział Lucas ku jej zaskoczeniu. „Może nie powiedzieć ci prawdy – pewnie tego nie zrobi 
– ale jesteś dobra w czytaniu między wierszami i czytaniu mowy ciała.”

„Tak. Sądzę, że tak właśnie zrobię.” Pocałowała go w ramię i pozwoliła, by jej umysł wrócił do tematu, 
który rozważała wcześniej dzisiejszego dnia. „Sądzę, że coś się dzieje w szeregach Zapomnianych.”

background image

„Też odnoszę takie wrażenie.” Przesunął się tak, że więcej jego ciała było splątanego z jej. „Ci strażnicy  
Cruz'a – nie jestem pewien, czy Dev martwi się jedynie o Psi. Wieści głoszą, że niektórzy z jego własnych 
ludzi zaczynają działać przeciwko niemu.”

„Sądzisz, że Zapomniani zaczynają mieć takie same problemy jak te, które skłoniły Psi do Ciszy?”

„Jeżeli tak się dzieje … Dev ma na swoich barkach cholerny problem.”

Katya czuła się tak, jakby kłóciła się aż stała się sina na twarzy. Dev nie kłócił się z nią – po prostu 

odmówił zmiany decyzji. „Jesteś szalony?” W końcu doprowadził ją do wrzasku, gdy szykowali się, by 
złapać parę godzin snu w tym samym małym hoteliku, w którym zatrzymali się wcześniej. Jechali przez 
połowę   nocy  czując   potrzebę,   by  znaleźć   się   jak   najdalej   od   przeszywającej   przemocy,   która   znaczyła 
Światło Słoneczne. Ale od chwili, w której Dev wspomniał ruszenie za Ming'iem miała w głowie jedynie 
jedną myśl – powstrzymanie go. „On właśnie tego chce! To sprawi, że będzie mu dużo łatwiej ciebie zabić.”

Dev odciągnął na bok koce, gdy przebrała się w swój dres. „Wchodź do środka zanim odmrozisz sobie swój 
piękny tyłeczek.”

„Dev, nie możesz mnie po prostu ignorować.”

„Powiedziałem właź do środka. Albo cię tam wrzucę.”

Jej gniew uniósł się w fali wściekłości. „Nie traktuj mnie jak dziecko!” Podniosła rzecz znajdującą się  
najbliżej niej – but – i rzuciła nim w niego.

Z płynną gracją odsunął się z toru jego lotu. „To nie było mądre posunięcie, dziecino.” Jego słowa były 
spokojne, ale żar w oczach palił się z powolną intensywnością.

Była zbyt wściekła, by rozróżnić czy ten żar oznaczał gniew czy pragnienie. „Tak? A co powiesz na to?”  
Rzuciła w niego drugim butem.

Przesunął głowę na bok właściwie bez wykonywania żadnego ruchu. A potem sięgnął po nią. Chciała się 
odsunąć … ale zdała sobie sprawę, że wycofał ją do rogu. „Przysięgam na Boga, Dev, jestem na ciebie taka  
zła ...”

Palec na jej wargach.

Przestała mówić zdumiona.

„Jesteś moja.” Powiedział cichym niewzruszonym głosem. „Teraz i zawsze.”

Jej całe ciało zadrżało pod wpływem siły tej obietnicy.

„Nie pozwolę niczemu, i nikomu, cię od siebie zabrać.” Oczy z plamkami złota przeszyły ją spojrzeniem aż 
po serce. „Rozumiesz?”

„Nie pozwolę ci siebie zabić.” Wyszeptała prosto w jego palec. Odepchnęła go i położyła dłoń na jego sercu. 
„Jeżeli przeze mnie wejdziesz w pułapkę, jeżeli zginiesz ...”

„Nie zginę. Nie jestem głupi i nie zamierzam wchodzić w to ślepo. Zbierzemy wywiad i uderzymy w niego,  
gdy będzie bezbronny.” Sięgnął dłonią, by odsunąć włosy z jej twarzy. „Jest silny, ale nie może obronić się 
przed każdą ewentualnością.”

„On jest zły.” Wyszeptała Katya, a jej oczy były czarne od wspomnień. „Nigdy nie czułam nikogo tak  
pozbawionego człowieczeństwa.”

„Jeżeli   dobro   będzie   uciekać,   gdy  powstaje   zło,   to   świat   w   ogóle   nie   ma   żadnych   szans.”   Powiedział  
opierając dłonie na ścianie po obu stronach jej głowy.

„On nie da ci klucza.”

„W takim razie umrze.”

„Zabicie Ming'a nie uratuje mnie.” Jej usta poruszały się wobec jego warg. „Nawet jeżeli jakoś znajdziemy 
sposób,   by   rozbroić   albo   zablokować   programowanie,   to   więzienie   mentalne   jest   autonomiczne.   Jest 
podłączone i karmione przez mój własny umysł.”

„Ale to da ci wolność. Jedynie Ming wie, że żyjesz – mogłabyś przeżyć całe życie, bez nikogo świadomego 
tego, że jesteś częścią Sieci.”

background image

„Tak.” Powiedziała, ale dostrzegł iskrę niepokoju w jej oczach.

Już miał ją zapytać o czym myśli, gdy jego usta zostały zawładnięte w bardzo kobiecy sposób – miękki, 
pełny i absolutny.

Katya wciągnęła głęboko w siebie smak Dev'a – żar i żądanie, pasję ze stalowym posmakiem – odsuwając na 
bok prawdę, która krwawiła w jej umyśle dzień po powolnym dniu. Dzisiaj, tutaj, z grubym kocem śniegu 
oddzielającym   ich   od   świata   zewnętrznego   chciała   po   prostu   być   kobietą,   która   była   wystarczająco  
szczęśliwa, by znaleźć się w ramionach niesamowitego skomplikowanego mężczyzny.

Gdy przygniótł ją do rogu przesłaniając jej cały świat zadrżała i przesunęła dłońmi po jego włosach. Jego 
mroczny ogień wchłonął się w jej kości ogrzewając ją od środka. Przesunęła palcami przez niepokorny 
jedwab. Pogłaskała go po ramionach i kuszącej klacie. „Uwielbiam cię dotykać.” Powiedziała prosto w jego 
usta kształtując muskularne wzniesienia jego mięśni dłońmi, które nie potrafiły się nasycić. Rozsiane na jego 
klacie ciemne włosy były smakowicie szorstkie – pragnęła być nago. Chciała poczuć to doznanie na swoich 
piersiach. „Chcę ściągnąć moje ciuchy.”

Zacisnął   zęby   na   jej   dolnej   wardze.   „Właśnie   to   lubię   słyszeć.”   Lekkie   słowa,   ale   jego   twarz   miała 
niesamowicie intensywny wyraz. Wiedziała, ze mógł być czuły. Czuła już jego troskę, ale pod powierzchnią  
Devraj Santos był wojownikiem – w wolą, która była nie do złamania.

Trzęsąc się od siły własnych emocji odcisnęła linię pocałunków w dół jego szczęki i szyi. „Chciałabym tym 
razem cię wypieścić.”

Jego ręka zacisnęła się w jej włosach. „Pieścisz mnie już tylko przez to, że jesteś.”

Zlizała jego smak prosto do ust. Poczuła jak jej ciało się napręża. Choć jego mięśnie zacisnęły się stał w  
miejscu i pozwolił jej odkrywać swoje twarde męskie piękno. „Nie rozumiem jak moja rasa mogła z tego 
zrezygnować.” Wyszeptała. Gdy Cisza zaczęła się po raz pierwszy istnieli przecież kochankowie, pary, które 
spalały się dla siebie nawzajem.

„Niektórzy tego nie zrobili.” Gorący oddech na jej uchu, gdy pochylił się, by mieć lepszy dostęp do jej szyi.  
„Dla niektórych cena była zbyt wysoka.”

Jego puls fascynował ją. Był taki silny, taki żywy, a teraz, taki nierówny z powodu pragnienia. Dla niej.  
Delikatna fala kobiecej siły wdarła się do jej ciała. Ciężka i wygłodniała. Był takim silnym mężczyzną. 
Wiedza, że posiada umiejętności by wpływać na niego w ten sposób była narkotykiem samym w sobie.  
Przesunęła zębami po wzniesieniu jego szyi. Delikatnie przejechała paznokciami u jednej z dłoni po jego 
klatce piersiowej upewniając się, by zahaczyć paznokciem o jeden z płaskich męskich sutków.

Wysyczał oddech. „Zrób tak znowu.”

ROZDZIAŁ 42

„W ten sposób?” Lekka pieszczota.

„Drażnisz się.”

Uśmiechnęła się i dała mu to, czego pragnął – jęknął zachrypniętym głosem – zanim popchnęła go, by 
przesunął się do tyłu. Opierał się. Nalegała.

Przesunął się centymetr.

Wystarczająco dużo by mogła przesunąć głowę w dół, by mogła zacisnąć delikatnie zęby wokół sutka, który 
torturowała. Przeklął, gdy jej zęby ześliznęły się i otarły się o jego klatę. Gdy przesunęła swoją uwagę na  
drugą stronę, którą do tej pory zaniedbywała zrobił jej więcej miejsca przesuwając się o kolejny centymetr.

Ciepła   złoto-brązowa   skóra   pod   jej   dłońmi,   ustami.   Dziki,   drapieżny  zapach   uderzający  jej   do   głowy.  
Odrobina   nieba.   Było   to   coś   czego   nigdy   nie   będzie   żałowała   –   posiadanie   go   tylko   dla   siebie,   by 
rozkoszować się nim bez poczucia winy czy zmartwienia, choćby przez tą jedną połamaną chwilę. Bez  
względu na wszystko nigdy nie będzie tego żałować. Odsuwając tą ostatnią myśl w najdalszy zakamarek 
umysłu próbowała pocałunkami zejść w dół jego klatki piersiowej. „Zrób mi trochę miejsca.”

„Nie.” Pociągnął jej głowę do góry ręką zaciśniętą na jej włosach.

background image

Polizała jego skórę i podmuchała oddechem, by ochłodzić mokre miejsce. Zadrżał. Przesunęła nosem po 
jego ciele i popchnęła go. „Teraz moja kolej.”

„Skompromituję   się,   jeżeli   położysz   swoje   piękne   usta   choćby   w   pobliżu   mojego   penisa.”   Ostre, 
bezpośrednie słowa, równie ostre jak erekcja naciskająca jej dolne podbrzusze.

Ze   skórą   napiętą   pod   wpływem   reakcji   na   ten   erotyczny   obraz   ponownie   go   popchnęła.   „Chcę   cię 
spróbować. Ty miałeś już swoją kolej.”

Powietrze   nie   tylko   zsiniało.   Stało   się   dużo   bardziej   ciemne.   „Próbujesz   mnie   torturować?”   Gryzący, 
szczypiący pocałunek, który spowodował, że zrobiło jej się mokro między nogami. „A co jeżeli ja nie chcę  
grać sprawiedliwie?” Wymruczał wsuwając jedną dłoń do środka spodni dresowych by ująć jej pośladki ze  
śmiałą znajomością. „Co jeżeli chcę kolejną szansę?”

Jego ręce na jej ciele powodowały, że komórki mózgowe odmawiały jej posłuszeństwa, ale nie zamierzała 
się poddać. Nie, gdy ta szczególna fantazja doprowadzała ją do szaleństwa od momentu, gdy po raz pierwszy 
ją rozważyła. „To lepiej pozwól mi zrobić to na co mam ochotę, albo niczego nie dostaniesz.” Rozkazała 
szczypiąc go w szczękę.

„Jestem od ciebie większy.”

Wśliznęła dłoń pod talię jego dżinsów i zacisnęła ją pewnie wokół jego członka. Jego ciało zadrżało. „Coś  
mówiłeś?”

„Czarownica.” Odsunął się do tyłu ledwie wystarczająco, by dać jej trochę miejsca.

Było to wszystko, czego chciała. Bycie otoczoną przez Dev'a dodawało warstwę niesamowitych doznań do 
jej zmysłowych odkryć. Nie tylko uwielbiała być  otoczona przez jego płonący seksualny żar, czuła się  
również chroniona – więcej niż bezpieczna, by poddać się swoim najdzikszym fantazjom. Odsunęła dłoń i  
pocałowała   środek   jego   klaty,   a   potem   przesunęła   palcami   po   jego   bokach   głaskając   jego   skórę   z 
rozbawieniem, którego nigdy nie spodziewała się w sobie odnaleźć.

„Licznik tyka.” Ostrzegł. „Zemsta będzie wiązała się z twoimi krzykami.”

Do tej pory wiązała krzyki z bólem … ale, cóż, z Dev'em, miała wrażenie, że nabierze to zupełnie nowego  
znaczenia. „Nie mogę się doczekać.” Pocałunek po pocałunku przesuwała się w dół jego ciała, aż uklękła, a 
jej palce znalazły się przy górnym guziku rozporka jego dżinsów.

Spojrzała w górę przez swoje rzęsy. Jej oczy zrównały się z jego spojrzeniem, gdy patrzył w dół. Jego ręce 
opierały się o ścianę nad nią. Złoto w jego oczach wydawało się rozprzestrzeniać tworząc coś w rodzaju 
blasku. „Wyobrażam to sobie?” Wyszeptała otwierając guzik.

„Nie.”

Zafascynowana przez to elektryzujące spojrzenie chciała zadać więcej pytań na ten temat, ale potem on  
zadrżał   roztrzaskując   jej   myśli.   Bawiła   się   palcami   po   jego   erekcji   –   teraz   zdała   sobie   sprawę,   że 
doprowadziła go na granicę. Zmoczyła usta i złapała zamek rozporka.

„Cholera.” Wymruczał przez zaciśnięte zęby, gdy pociągnęła go nad jego erekcją i dalej w dół. Następnych  
kilka chwil minęło w pewnego rodzaju seksualnej mgle. Jedynym co wiedziała było to, że w jakiś sposób  
zdołała wypuścić go z jego ubrań. Teraz jego podniecona długość leżała w jej dłoni. Czuła przymus, by 
pochylić się do przodu i polizać językiem po jego główce.

Drgnął, ale nie odsunął się. „I?” Padło zachrypnięte pytanie.

Spojrzała w górę zaciskając palce wokół jedwabnego żaru z zaborczością, która zaskoczyła nawet ją. „I?”

Odchrząknął i wziął kilka głębokich wdechów zanim powiedział. „Ty zapytałaś jaka jest przyjemność w  
robieniu tego.” 

Ponownie opuściła głowę i pochyliła się biorąc go w usta. Tym razem jego krzyk nie był powstrzymany.  
Jedna   ręka   zaplątała   się   w   jej   włosy,   jego  uchwyt   był   twardy  niczym   żelazo.   Erotyczne   napięcie   było  
wyczuwalne w każdym mięśniu.

Wciągając   jego   smak   głębiej   przesunęła   dłonie   do   jego   bioder   dając   sobie   więcej   miejsca   do   zabawy.  
Usłyszała jak przeklął i poczuła jak delikatnie ciągnie ją za włosy, ale nie było mowy, by zakończyła to, gdy  
dopiero co zaczęła. Zamiast wycofać się, w cichej naganie wbiła paznokcie w te twarde jak skała mięśnie. 

background image

Wiedziała,   że   wygrała,   gdy   zadrżał   i   wypuścił   jej   włosy.   Przynajmniej   przez   następną   chwilkę.   Więc 
wykorzystała   ją   w   pełni   ssąc,   liżąc   i   ucząc   się   jego   ciała.   Była   w   tym   przyjemność,   taka   ekstremalna 
przyjemność, że czuła się tak, jakby jej kości topiły się od środka. Jego smak upajał ją, ale co więcej, czucie 
jego reakcji, wiedza, że to ona ją wywołała … popychało jej podniecenie jeszcze wyżej.

„Wystarczy.” Odsunął się zanim mogła go przytrzymać przy sobie.

Sfrustrowana przeszyła go spojrzeniem. „Jeszcze nie skończyłam.”

„Ale ja zaraz skończę.” Wymruczał i uniósł ją na nogi ciągnąc za jej spodnie dresowe.

W tym samym czasie wyszła z nich i ze swojej bielizny upojona jego surowym pragnieniem i świecącym w 
jego oczach złotem. „Dev, co ...”

Uniósł ją w pokazie siły, który skradł jej oddech. „Nogi wokół mojej tali.” Wydusił z siebie rozkaz.

Natychmiast go usłuchała. Wynagrodził jej to przez wśliźnięcie się w nią w jednym pojedynczym pchnięciu. 
Jej krzyk odbił się echem od ścian, gdy przyjemność spowodowała zwarcie w jej ciele. Jego dłonie zacisnęły 
się na jej pośladkach trzymając ją mocno w miejscu, gdy poruszał się do środka i na zewnątrz. Wbiła  
paznokcie w jego ramiona czując się tak jakby wisiała nad urwiskiem.

„Jasna cholera!” Ciało Dev'a stało się napięte, a ona wiedziała, że stracił resztki swojej stalowej kontroli.

Tylko tego było jej trzeba.

Prąd przeszył się przez nią, równie dziki i gorący jak mężczyzna, który trzymał ją przyduszoną do ściany w 
bezsilnym dreszczu.

Katya leżała pozbawiona kości na łóżku, po tym jak Dev ją na nie rzucił. „Nadal mam na sobie koszulkę.” 
Wymruczała   nie   będąc   nawet   w   najmniejszym   stopniu   zainteresowana   poruszeniem  się.   Jej   kości   były 
niczym galareta. Jej wewnętrzne mięśnie nadal przechodziły spazmy w małych wybuchach przyjemności.

Dev po tym jak w końcu pozbył się dżinsów rozłożył się nad nią i zatopił twarz w jej szyi. Dała radę znaleźć 
w sobie wystarczająco dużo energii, by przesunąć palcami przez jego włosy i przytrzymać go przytulić go do 
siebie, gdy jego klatka piersiowa unosiła się w górę i w dół w długich głębokich oddechach. „Wykończyłaś 
mnie.” Wymruczał.

„Zamierzam zrobić to ponownie jak tylko odzyskam siły.” Co nastąpi za jakiś tydzień.

„Nienasycona.”

„Tylko dla ciebie.”

Nastąpiła niczym nie zmącona cisza, za wyjątkiem dźwięku ich oddechu. „Taka szczera.” Pocałował jej  
mokrą skórę. „Nigdy tego w sobie nie zmieniaj.”

Jej wolna dłoń zacisnęła się na prześcieradle. Czy kłamstwo przez przemilczenie nadal było kłamstwem?  
Tak, pomyślała, szczera sama ze sobą, choć nie mogła być z nim. „Jestem głodna.”

„Daj mi minutę na odnalezienie sił, by polować i zbierać.”

Jej usta wygięły się w uśmiechu. „Devraj Santos sprowadzony do parteru przez kobietę połowę od siebie 
mniejszą.”

„Z ustami niczym niebiosa.” Kolejny pocałunek. „Możesz zrobić to znowu kiedy tylko będziesz miała na to 
ochotę. Nalegam.”

Wybuchła   śmiechem.   „Auł,   bolą   mnie   mięśnie   brzucha.”  Ale   tego   rodzaju   ból   zniesie   każdego   dnia. 
„Powiedz mi o oczach.” Na pewno ta wiedza nie miała w sobie nic, co mogłoby skrzywdzić Zapomnianych  
nawet jeżeli Ming znalazłby ją zanim mogłaby to zakończyć.

„Hmm.” Jego rzęsy poruszały się po jej ciele w niesamowicie delikatnej pieszczocie. „W naszych szeregach, 
gdy uciekliśmy z sieci byli kardynalni. Ich oczy zniknęły w ciągu jednego pokolenia.”

„Z powodu rozcieńczenia w waszych umiejętnościach.” Wymruczała. „Nie było kardynalnych, nie było oczu 
koloru nocnego nieba.” Oczy kardynalnych były dziwnie piękne. Nawet Psi w Sieci rzadko spotykali tych z 
ekstremalnym zasobem mocy Psi. Białe gwiazdy na czarnym tle – ich oczy wydawały się odzwierciedlać 
samą Sieć.

„Ale niektórzy z nas zaczynają rodzić się z takimi oczami.”

background image

„Brązowo-złotymi?”

„Kolor nie ma znaczenia.” Uniósł się na łokciu. Mokre pasma włosów przykleiły się do jego czoła. Lubiła go 
takiego – seksownego i sponiewieranego. „Chyba mnie nie słuchasz.” Udał, że robi obrażoną minę, gdy 
uniosła się, by pocałować go w umięśnione zaokrąglone ramię.

Uśmiechnęła się w odpowiedzi. „Przepraszam.”

„Jak   już   wcześniej   mówiłem   zanim   tak   niegrzecznie   mi   przerwano.”   Roześmiała   się   z   powodu   jego 
poważnego tonu. „W czasie wielkiego emocjonalnego stresu albo podniecenia powstaje pewnego rodzaju 
psychiczne tło.” W jego pięknych oczach pojawiła się iskra. „Sądzę, że dzisiaj dostarczyłaś mi obu tych  
rozrywek.”

„I właśnie to chciałam usłyszeć.” Powiedziała celowo naśladując ton jego głosu. „Jonquil.” Wyszeptała.  
„Sądziłam, że jego oczy miały po prostu niezwykły niebieski kolor, ale wydaje mi się, że on też wykazuje 
ten fenomen.”

Dev ujął jej twarz w dłonie. „To nie jest powiązane z poziomem mocy.” Powiedział jej. „Wydaje się, że jest 
to losowa mutacja, która wystąpiła w pewnym procencie populacji.”

„Może jesteście w trakcie procesu rozwoju swojej własnej wersji kardynalnych oczu.” Wymruczała. „Nawet 
jeżeli teraz nie jest to powiązane z mocą, pewnego dnia może tak się to skończyć.”

„Mam nadzieję, że nie.” Powiedział Dev z zaciśniętą szczęką. „To uczyniłoby silnych dużo łatwiejszych do  
zidentyfikowania i wzięcia na cel.”

„Sądziłam, że to bezpieczne pytanie.” Jej klatka piersiowa zacisnęła się. Zamknęła dłoń na jego ramieniu.  
„Nie martw się Dev. Nie pozwolę komukolwiek, by zabrał z mojego umysłu tą wiedzę.” Nie tym razem. 
Nigdy więcej.

„A sądzisz, że dlaczego ci o tym powiedziałem?” Jego ton nie pozostawiał miejsca na wątpliwości. A potem 
wypowiedział   słowa,   na   które   wydawało   jej   się,   że   czekała   całe   życie.   „Nie   zdradzisz   nas   Katya,   bez 
względu na to jaki będzie miało to koszt.”

„Dev.”

„Pokonałaś go. Przetrwałaś.” Powiedział cicho. „Ming nie ma do ciebie już żadnego prawa.”

ARCHIWA RODZINY PETROKOV

List datowany na 17 lipca 1982 r.

Najdroższy Matthew.

Mój chłopcze rośniesz na takiego dużego i silnego. Twój talent świeci coraz jaśniej. Chciałabym, byśmy nie 
musieli wyrywać cię w takim krytycznym czasie, ale wolę byśmy byli bezpieczni, niż gdybyśmy później 
mieli tego żałować. Kilkoro uciekinierów zniknęło ostatnio bez śladu. Wszyscy znajdowali się na bardzo 
silnym krańcu skali. Pojawiają się spekulacje, że Rada chce nas wymazać.

Twój ojciec … miał wczoraj wizję. Tak rzadko jest naprawdę z nami w ostatnich dniach, że chciałam jedynie 
z nim porozmawiać, ale on użył minuty, które miał, gdy był przytomny, by mnie ostrzec. Oni za tobą ruszą 
Matthew. Jesteś zbyt potężnym telepatą. Więc musimy uciekać. I będziemy musieli to robić, aż oni nie będą 
w stanie znaleźć nawet śladu po Petrokov'ach.

Twój ojciec nie pojedzie z nami. Nazywa się ciężarem. I nie chce mnie słuchać, gdy mówię, że jest inaczej.  
Przed Ciszą, droczyłam się z nim przez cytowanie Podręcznika Oznaczeń Psi. Zgodnie z jego treścią F-Psi są 
uważane za najsilniejszych osobników spośród naszej rasy, z powodu tego czego ich dar od nich wymaga. 
Ale dzisiaj on udowodnił, że ta definicja jest w każdym słowie prawdziwa. Mój silny odważny David.

Zmusił mnie, bym obiecała, że jutro pojedziemy. Nie wiem czy zdołam to zrobić. Nie wiem, czy będę  
potrafiła zostawić jedynego mężczyznę, którego kiedykolwiek kochałam.

Mama.

ROZDZIAŁ 43

background image

Nie zdradzisz nas, Katya, bez względu na cenę.

Był bliższy prawdy, niż zdawał sobie z tego sprawę, pomyślała dwie godziny później, gdy ból bił o jej 
skronie. Sięgnęła i przesunęła palcami po kościach policzkowych Dev'a świadoma tego, że obudzi się na 
każdy poza najlżejszym rodzajem dotyku. Nawet pod jego wpływem, przesunął się.

„To tylko ja.” Wyszeptała, gdy wyjątkowy ból w sercu zagroził rozerwaniem jej duszy na oścież. To była 
miłość, pomyślała. Nigdy wcześniej jej nie czuła, ale wiedziała, że to była miłość. To uczucie, sięgało samej 
duszy, i rozszarpywało ją w tym samym czasie ją lecząc. Devraj Santos stał się jej integralną częścią. Nie  
mogła pozwolić, by ruszył za Ming'iem – miała wiele wiary w jego umiejętności, ale nie chciała go stracić z  
powodu tego głupiego zadania.

Nie było sposobu, by ją ocalić.

Zdała sobie sprawę z tego w momencie, gdy Dev powiedział, że mogłaby przeżyć całe życie bez nikogo  
zdającego sobie z tego sprawę. Była to prawda. Z jednym wyjątkiem – jej całe życie mogło potrwać jedynie 
następny miesiąc … jeżeli będzie miała szczęście. Szkopuł ze znajdowaniem się we więzieniu polegał na 
tym, że po pewnym czasie twoja skóra stawała się szara, ciało słabe, a umysł zaczynał uderzać o ściany w 
próżnej próbie ucieczki.

Była Psi.

Nie mogła przetrwać bycia permanentnie odciętą od Sieci.

Samo   tło   biologiczne   nie   było   wystarczające.   Dev   tego   nie   widział.   Ukryła   to.  Ale   tam,   w   Świetle 
Słonecznym, jej nos znowu zaczął krwawić. Tylko trochę. Ale więcej niż na pokładzie samolotu. Łatwo było 
zrzucić winę za ten incydent jako konsekwencję szczypiącego mrozu, ale nawet wtedy część jej zaczęła się  
zastanawiać. A teraz, dzisiejszej nocy, jej czaszka groziła eksplodowaniem z powodu nagłego narastającego  
bólu głowy powodującego u niej agonię. Zaakceptowała prawdę – jej umysł już zaczynał przegrywać tą 
walkę. Zaczął swoje powolne, stałe uderzanie o ściany swojego więzienia.

Nawet   jeżeli   w   jakiś   sposób   zdoła   utrzymać   się   przytomności   umysłu   Ming   już   zapewnił   jej   koniec. 
Powiedziała Dev'owi, że przypominała sobie coraz więcej. Ale nie opowiedziała mu swojej ostatniej sesji.

Szpony wbijające się w jej umysł. Głęboko. Tak głęboko, że wiedziała, iż nigdy nie będzie w stanie 

ich wyciągnąć. „To boli.” Powiedziała bezdźwięcznie. To nie była skarga. Rozkazał, by powiedziała mu o 
swoich  reakcjach.   Nie   rozumiała   dlaczego,   gdy  po  prostu  mógł   odczytać   jej   umysł,   ale   nie   zamierzała 
sprzeciwiać się bez powodu. To przynosiło jej ból tak niesamowity, że jeszcze jeden taki przypadek mógł 
rozerwać ostatnie, kruche pasma jej jestestwa.

„Dobrze.” Nacięcie, które usłyszała swoim psychicznym uchem. „Skończone.”

Czekała.

„Otwórz swoje psychiczne oko.”

Zajęło jej to niemal minutę, ponieważ była przez tak długi czas zmuszona trzymać się zamkniętą w sobie. 
Jedynym co zobaczyła była ciemność. A potem, gdy jej oko dostosowało się zaczęła rozpoznawać pajęczą  
sieć połączoną z każdą częścią jej umysłu. Te cienkie pasma karmiły grubsze, mroczniejsze, obscenicznie  
naszpikowane kolcami korzenie.

Zmrożona przesunęła się obok tych kolców … i uderzyła w nieprzeniknioną czarną ścianę. Panika złapała ją 
za gardło, ale nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Zamiast tego przeszła wokół ścian, aż znalazła się z 
powrotem w punkcie wyjścia. „Jestem zamknięta wewnątrz mojego umysłu.” Był to koszmar najgorszego 
rodzaju. Nawet zrehabilitowani, ci z Psi, których umysłu zostały zniszczone przez psychiczne pranie mózgu,  
mieli dostęp do Sieci. Ming równie dobrze mógł pogrzebać ją żywcem.

„Nie  chcielibyśmy,   by  twój  dziwny mentalny  stan wpływał  na  Sieć.”  Zamilknął  na  chwilę,  gdy siadał. 
„Twoje osobiste tarcze znajdują się pod twoją kontrolą – w przeciwnym wypadku byłabyś bezużyteczna. 
Telepatia wydaje się być twoją jedyną umiejętnością ofensywną."

Więc – pomyślała, ignorując jego celowo ją poniżające słowa – nadal mogła zrobić przynajmniej tyle. Ale to 
nie było to samo – nigdy nie była tak osamotniona, a jej umysł nie był tak chirurgicznie odcięty od populacji.

„Dlaczego to boli?”

„To   bodziec,   byś   ukończyła   misję   w  określonej   ramie   czasowej.   Im  dłużej   ci   to  zajmie,   tym  mniejszą 

background image

będziesz miała szansę, by uzyskać jakiegokolwiek użyteczne informacje zanim Zapomniani zdadzą sobie 
sprawę z tego czym jesteś.”

„Bodziec?”

„Jeżeli ukończysz swoje pierwotne zadanie i wrócisz do mnie przed datą wyrytą w twoim umyśle rozważę 
usunięcie   kontrolek,   które   efektywnie   głodzą   części   twojego   umysłu   powodując   w   rezultacie   śmierć 
komórkową.”

„Te części nie zregenerują się bez względu na wszystko. To nie jest bodziec.”

„Wręcz przeciwnie – wszystkie części, które zawiodą przed wyznaczonym terminem są nieistotne. Po tym 
punkcie, zawiodą twoje umiejętności motoryczne i umiejętność rozumowania, a po nich szybko podążą 
kontrolki czynności mimowolnych.”

„Tak jak oddychanie?”

„Co jeszcze?”

Wciągnęła powietrze rozkoszując się czymś co w zbyt niedługim czasie będzie dla niej utracone. „Jeżeli  
wrócę, jeżeli ukończę pierwotne zadanie, pozwolisz mi na ponowny dostęp do Sieci?”

„Mogę nawet zdecydować, by zatrzymać cię jako członka mojego zespołu operacyjnego.” Wpatrywały się w 
nią węglowe oczy z bardzo rzadkimi plamami bieli. „Będziesz najbardziej efektywnym mordercom – w 
końcu nie istniejesz.”

Katya   rozprostowała   palce   na   stabilnie   bijącym   sercu   Dev'a,   gdy   ból   głowy   rozpłynął   się 

pozostawiając jedynie głuche pulsowanie. Już wkrótce nastąpi więcej bólu, ale nie miało to znaczenia. Nigdy 
nie ukończy pierwotnego zadania. Nie świadomie. Ale wiedziała cholernie dobrze, że Ming nie zostawiłby 
tego przypadkowi. Jak mogła strzec się przeciwko zagrożeniu, którego nie potrafiła dostrzec? Nie mogła 
nawet go odgadnąć.

Gdyby naprawdę nie była samolubna podcięłaby sobie gardło.

Oczy Dev'a otworzyły się nagle sprawiając, że westchnęła lekko ze zdumienia. „Dev?”

„O czym myślałaś?” Złoto zabłyszczało w głębi  jego pełnych brązowych  oczu, które  stały się  dla  niej 
wszystkim. 

„To koszmar.” Powiedziała, i nie było to kłamstwo. „Tylko tyle.”

Przyciągnął ją, aż niemal znalazła się pod nim. „Trzymam cię. Śpij.”

Jej serce zadudniło w odpowiedzi na te słowa. Położyła dłoń na jego ramieniu. Pozwoliła, by przyciągnął ją 
blisko siebie. Spróbowała znaleźć trochę snu. Odsunęła na kraniec umysłu myśli, które w jakiś sposób go 
obudziły. Samobójstwo, zrozumiała poniewczasie, zniszczyłoby Dev'a. Obwiniałby siebie. Był po prostu 
tego rodzaju mężczyzną – opiekuńczym aż do granic wytrzymałości. Będzie musiała znaleźć jakiś inny 
sposób, by go ocalić przed załadowaną bronią, którą był jej umysł.

Ponieważ zabicie Devraj'a Santos'a nie było na liście jej celów.

ROZDZIAŁ 44

Judd Lauren wszedł do kościoła, który Ojciec Xavier Perez nazywał domem.  Zajął miejsce w ostatnim 
rzędzie obok partyzanta, który zmienił się w człowieka Boga. Po chwili ciszy jego sąsiad posłał mu powolne 
spojrzenie. „Dzisiaj nie będzie żadnych pytań, przyjacielu?”

„Pomyślałem, że mogę dać ci trochę spokoju.”

„A jednak w twoich oczach widzę pytanie.”

„Psi wygrali.” Judd powiedział po cichy.  „W twoim krańcu świata Psi wygrali.”

Spotkali   się   po   raz   pierwszy  w   barze   w   mieście   nie   mającym   nazwy  w   Paragwaju.   Judd  był   tam,   by 
skontaktować się z kontaktem, który nigdy się nie pojawił. Xawvier siedział na stołku barowym znajdującym 
się obok niego i mając język rozluźniony przez tekilę zaczął mówić. Zanim stał się kompletnie pijany ksiądz  

background image

powiedział, że był człowiekiem z prostymi potrzebami – ale takim, który wierzył w sprawiedliwość. W 
sposobie w jaki Psi efektywnie odcięli ludzi w jego regionie od jakiegokolwiek handlu z sąsiadującymi 
sektorami w żaden sposób nie był sprawiedliwy. 

Najpierw był to protest polityczny. Ale szybko sprawy przybrały na sile … zanim Psi zmiażdżyli ludzką 
rebelię tak całkowicie, że nie pozostało nawet jej echo.

Xavier powoli przytaknął. Jego skóra świeciła hebanem pod wpływem delikatnych kościelnych świateł. 
„Tak.”

„A jednak wierzysz w Boga.”

Xavier nie odpowiadał przez kilka minut. „W mojej wiosce była dziewczyna.” Powiedział, ton jego głosu był 
niczym pieszczota. „Miała na imię Nina. Była … jasnym światłem.”

Wcześniej Judd nie zrozumiałaby tego. Teraz miał Brenn'ę. Teraz wiedział co utrata jej zrobiłaby z nim. 
„Zginęła w walce przeciwko Psi?” Zabójcy wtargnęli do wioski pod mrokiem nocy mając na celu jedynie 
śmierć.

„Sądziliśmy, że mogą przyjść.” Powiedział mu Xavier. „Nigdy nie wyobrażaliśmy się, że będą tak brutalni 
jak miało to miejsce, ale udało nam się wydostać naszych bezbronnych.”

Judd czekał wiedząc, że to nie był jeszcze koniec tej historii.

„Nina nie chciała iść. Była pielęgniarką – wiedziała, że będzie potrzebna. Ona, tak jak my wszyscy, sądziła, 
że trochę nas sponiewierają i zostawią byśmy wyleczyli nasze rany.”

„To musiało wprawić cię w cholerny nastrój.”

Usta Xavier'a wygięły się w uśmiechu. „Zagroziłem, że ją zwiążę i wrzucę na plecy osła, jeżeli tego właśnie 
będzie trzeba.”

„Została.”

„Oczywiście. Nina pod słodką powierzchnią była niczym czysta stal – zrozumiałem to, gdy mieliśmy po 
sześć lat.” Jego uśmiech zbladł. „A potem przyszli Psi, a ja zobaczyłem jak mężczyzna po mężczyźnie 
upada, a z ich uszu, nosów i oczu wypływa krew.”

Judd wiedział, że ogromne uderzenie mocy psychicznej może to spowodować. „Gdyby mieli pełen Zespół  
mogliby załatwić naraz całą wioskę.”

„Tak. Ale wydaje mi się, że nasza mała rebelia zasługiwała jedynie na dwóch lub trzech ludzi. Ci, którzy 
przyszli byli potężni – dziesięciu mężczyzn zginęło w ciągu pierwszych trzech minut.” Delikatne słowa. 
Ręce Xavier'a leżały płasko na jego kolanach. „Zdołałem biegiem wyprowadzić Nin'ę przez dżunglę … a 
potem powiedziałem jej, by wskoczyła do rzeki.”

Judd widział tą rzekę. Wiedział skruszałe pozostałości tego co kiedyś było dobrze rozwijającą się wioską. 
„To była jedyna droga ucieczki.”

„To był upadek z wysokości czwartego piętra – a Nina nigdy nie była jednym z najlepszych pływaczek.”  
Ręce Xavier'a zacisnęły się mnąc tkaninę swoich białych spodni będących częścią prostego stroju księży 
Drugiej Reformacji. „Ale obiecałem jej, że Bóg będzie nad nią czuwał, a potem pocałowałem ją na do 
widzenia. Gdy skoczyła modliłem się do Boga, by miał ją w swojej opiece i czuwał nad nią.”

Judd wiedział bez pytania, że Nina nigdy nie została odnaleziona. „Dlaczego nie skoczyłeś razem z nią?”

„Jesteś żołnierzem – też byś nie odszedł.” Xavier wziął głęboki wdech. „Okazało się, że moja głowa jest  
twardsza niż ktokolwiek zdawał sobie z tego sprawę. Uderzenie Psi sprawiło, że straciłem przytomność, ale 
odzyskałem ją kilka godzin później.”

„Naturalna tarcza.”  Powiedział Judd.  „To, że ją masz  to czysty przypadek.  Tak samo jak fakt, że  była  
wystarczająco twarda, by odbić uderzenie.” Prawdopodobnie, pomyślał, zespół Psi używał tak mało mocy 
jak było to możliwe, ponieważ nawet naturalna tarcza nie ochroniłoby go przed pełnym telepatycznym  
ciosem. „Powinieneś nie żyć.”

„Zabójcy najwyraźniej nie zadali sobie wysiłku, by sprawdzić czy byłem martwy. Choć wydaje mi się, że  
taki byłem przez sześć miesięcy, które spędziłem po pijanemu.” Ponownie rozłożył dłonie. „Jesteś cichy, mój  
przyjacielu.”

background image

Zza nich w końcu przemówił Duch. „Czekam, by usłyszeć odpowiedź na pytanie Judd'a.”

Judd   słyszał   jak   on   wszedł.   Słyszał   jak   zamyka   drzwi,   ale   nie   obrócił   się.   Była   to   część   ich 
niewypowiedzianego kodeksu, któremu dochowywał wiary zrazem z rebeliantem Psi, który był zarówno 
bezwzględny i – na swój własny sposób – całkowicie lojalny.

„Odpowiedź brzmi tak.” Powiedział Judd. „Tak długo jak Xavier wierzy w Boga, może wierzyć, że Nina 
żyje, że w jakiś sposób przetrwała.”

„Ta logika posiada naturalną skazę.” Wytknął Duch, ale w jego głosie znajdowało się coś, czego Judd nie był  
w stanie do końca zidentyfikować. 

Xavier potrząsnął głową. „To nie ma nic wspólnego z logiką, mój przyjacielu. To całkowicie dotyczy serca, i 
w ogóle nie dotyczy głowy.”

Duch nic na to nie odpowiedział. Judd nie spodziewał się, że to zrobi. Mężczyzna nie mógł przetrwać gry o  
tak wysoką stawkę, którą rozgrywał ten rebeliant nie będąc niczym innym niż czystym lodem.

„To dlaczego chciałeś się spotkać?” Powiedział Judd.

Duch przekazał nad ramieniem Judd'a kryształ z danymi. „W Szwadronie Strzał zaszły pewne zmiany.”

Judd wziął kryształ i włożył go do kieszeni. „Zgony?”

„Siedmioro mężczyzn jest obecnie przetrzymywanych w ośrodku znajdującym się głęboko w Dinarid'ach. 
Dostęp od strony Adriatyku jest bardzo odległy. Istnieje możliwość, że są zdejmowani z Jax'u.”

Judd   przez   kilka   minut   myślał   o   skutkach   takiej   radykalnej   zmiany.   „Albo   jest   to   rezultat   reakcji 
medycznej ...”

„... albo Strzały zdecydowały, że Ming nie jest już liderem, za którym chcą podążać.” Dokończył Duch.

„Czy to może być tak proste?” Zapytał Xavier. „Czy M-Psi nie monitorowałby ich reakcji?”

„Medyk zarządzający reakcjami na Jax zawsze jest inną Strzałą.” Powiedział cicho Judd. „Jeżeli ta Strzała 
nie jest już lojalna wobec Ming'a ...”

„Co zrobią, jeżeli jest to ten drugi powód?” Zapytał Duch. „Jeżeli zamierzają przejąć kierownictwo od  
Ming'a?”

„Nie zdradzę moich kolegów Strzał.” Każda ze Strzał została ukształtowana przez jego lub jej umiejętność  
Wszystkie z nich były śmiertelnie niebezpieczne. Wszystkie z nich niszczyły ich szanse na normalne życie. 
Fakt, że Judd był teraz po drugiej stronie wojny nie wpłynął w żaden sposób, by zerwać tą więź.

„Sieć Psi nie jest w stanie przetrwać zbuntowanych Strzał.” Kłócił się Duch. „Mogą zdestabilizować cały 
system.”

„Nie.”   Powiedział   Judd.   „Pierwszym   zadaniem   Strzały   jest   utrzymanie   Ciszy.   Nie   zrobią   niczego,   by 
podkopać stabilność Sieci.”

Duch nie powiedział niczego więcej. Ich sojusz, był sojuszem równych sobie jednostek. Rebeliant wiedział, 
że Judd nie ulegnie w tej kwestii, tak jak Duch nie zrobiłby tego, gdyby chodziło o obronę Sieci. To Xavier 
odezwał się jako następny. „A ty, mój przyjacielu, gdzie leży twoja największa lojalność?”

Duch w tym momencie wstał. „Odpowiem na to pytanie, gdy ukończę zadanie, której ta lojalność wymaga.”

Aż do tego momentu, pomyślał Judd, będą kontynuowali walczenie w tej wojnie, nie wiedząc czy, gdy 
przyjdzie chwila wyboru zdecyduje logika czy bezwzględność Ducha.

ROZDZIAŁ 45

Dev zaaranżował, że odrzutowiec przywiózł ich aż na prywatne lądowisko w pobliżu jego domu w Vermont. 
Po tym jak pokonali długą drogę pojazdem od odizolowanego hoteliku do lotniska, na którym czekał na nich 
odrzutowiec, na miejscu byli późnym popołudniem. Jack zadzwonił wcześniej, by przesunąć ich spotkanie 
na następny dzień, więc Dev miał kilka godzin wolnego. Potrzebował tego czasu, by pomyśleć. Zaplanować 
wszystko. Nie tylko o tym co powie swojemu kuzynowi, ale również o tym jak zakończyć terroryzowanie 

background image

Katy'i przez Ming'a.

Jego dłoń zacisnęła się tak mocno, że kości ścierały się o siebie.

„Przestań.” Katya położyła dłoń na jego ręce. „Nie pozwól, by cię zniszczył.” Jej głos był zachrypnięty.  
Próbowała przekonać go do zmiany decyzji od samego świtu.

„Powinienem zamiast tego pozwolić, by zniszczył ciebie?” Zacisnął palce wokół jej dłoni. 

„Dev.”

Nie odpowiedział jej nic, a ona w końcu ucichła. Reszta ich podróży minęła w pełnej napięcia ciszy, ale nie  
popełnił błędu zakładając, że się poddała.

„Sądziłam, że musisz wrócić do Nowego Jorku.” Powiedziała, gdy podeszli do jego domu. Zmrużyła brwi.  
„Dev, czy drzwi były otwarte?”

„Nie.”

Jej zmartwienie wyparowało, gdy zdała sobie sprawę, że pewnie miał w samochodzie jakiś rodzaj zdalnego 
pilota. „Nowy Jork?”

Wszedł na górę i wrzucił ich torby do swojej sypialni wołając przez ramię. „Potrzebuję trochę cichego 
czasu.”

Obserwowała jak schodzi po schodach na dół i znalazła w sobie pasmo humoru. „Więc dzisiaj będziemy  
spać w osobnych sypialniach?”

Oparł się o ścianę i skinął na nią palcem. „Choć tutaj, to ci powiem.”

„Panie Santos, czy uważa pan, że urodziłam się wczoraj?” Skrzyżowała ręce i potrząsnęła głową. „Zostaję  
tutaj.”

Wyprostował się, a jego usta zdobił najdelikatniejszy z możliwych uśmiechów. „W takim razie wydaje mi 
się, że będę musiał przyjść do ciebie.”

Gdy podchodził do niej objęło nią niemal desperackie pragnienie. Jej czas się wyczerpywał. Nie miała 
dzisiaj krwotoku z nosa, ale ból uderzał w tył jej czaszki z niepohamowaną siłą. Bum. Bum. Bum. To  
sprawiało, że chciała zwinąć się w małą kulkę i płakać jęcząc.

Ale nie zamierzała marnować czasu robiąc to, nie gdy pozostało go jej tak mało.

Uśmiech Dev'a zrobił się ponury, gdy stanął przed nią. „Jak bardzo jest źle?” Jego palce delikatnie oparły się 
na jej skroniach.

Stopiła się w jego dotyk. „Sądziłam, że nie jesteś aż tak silnym telepatą.”

„Czekałem, aż sama mi powiesz, czy może zamierzałaś udawać, że wszystko jest w porządku?”

Poznała, że była ganiona, choć było to robione tym cichym, rozsądnym głosem. „Nie możemy zbyt wiele na  
to poradzić. Muszę poradzić sobie z tym stosując zwyczajne ćwiczenia mentalne.”

„Nie działały przez ostatnie dziesięć minut, prawda?”

Poddała się, zdając sobie sprawę z tego, że jego umysł był zbyt wyczulony, by cokolwiek przegapić. „Masz 
jakąś alternatywę?”

„Możliwe.” Powiedział ku jej zaskoczeniu. „Moi przodkowie byli zbieraniną rebeliantów, gdybyś tego nie 
odgadła.”

„Na prawdę?”

To zasłużyło jej na mały uśmiech. „Ten uśmiech do ciebie pasuje.” Pocałunek tak czuły, że łzy wypaliły się e 
tyle jej oczu. „Jakiś czas po tym jak odłączyli się z Sieci, jeden z M-Psi zaczął kwestionować powszechną 
wiedzę, że Psi reagują niekorzystnie na wszystkie narkotyki i leki przeciwbólowe.” Jego palce powędrowały 
w dół tyłu jej głowy naciskając lekko.

Czuła   się   tak   dobrze,   że   nie   mogła   powstrzymać   swojego   pomruku   ulgi.   „Czy   ten   M-Psi   znalazł 
rozwiązanie?” Powiedziała niemal po minucie.

„Nie farmakologiczne.” Potrząsnął głową. „Wy pełnokrwiści jesteście niesamowicie słabi.”

background image

„A wy półkrwiści nie możecie przesyłać wiadomości telepatycznie nawet na metr.”

Uszczypnięcie w dolną wargę. „Ale odnalazł drogę, by złagodzić ból przez użycie punktów uciskowych 
podczas masażu.”

„Czy twoi przodkowie przekazali tą wiedzę tym w Sieci Psi?”

„A jak sądzisz?”

Westchnęła i oparła czoło na jego piersi zdając sobie sprawę, że ból już zaczął blednąć. „Rada nie chciałaby 
jakiegokolwiek tak bliskiego kontaktu podczas leczenia, gdy Cisza była taka młoda, taka łatwa do złamania.”

Jego palce przesunęły się w dół jej szyi, na ramiona, a potem z powrotem. „Tak. A potem później, dotykanie  
byłoby wbrew warunkowaniu.”

„Brzmi prawdziwie.” Jej ręce znajdowały się wokół jej tali. Jego ciepło było niczym znajoma pieszczota. 
Będę za tobą tak mocno tęsknić. Dev ufał jej wystarczająco, by pozwolić jej teraz wędrować samej po domu 
i przyległej ziemi. Nigdy nie spodziewałby się, że ucieknie. Ale musiała. Ponieważ jeżeli tego nie zrobi 
przerażało ją to, że mogła się zatracić w kontroli Ming'a, próbować rozlać krew Dev'a.

A gdy już jej nie będzie, Dev będzie musiał porzucić swój pomysł, by ruszyć za Ming'iem – żaden plan nie  
podziała bez jej aktywnej współpracy. Będzie bezpieczny.

„Chodź do łóżka.” Wymruczał jej do ucha. „Jestem w dobrym nastroju – robię ci masaż całego ciała.”

„Jak chojnie.” Droczyła się z nim, teraz jej ból głowy był mniejszy od tępego pomruku. „To nie ma nic  
wspólnego z twoją chęcią dostania się rękami na moje nagie ciało?”

Pocałunek przesunął się po małżowinie jej ucha. „Oczywiście, że ma – nie robię masaży za darmo.”

Pozwoliła się przyciągnąć do sypialni. Pozwoliła mu zamknąć drzwi rozebrać ich z kurtek. Jeszcze tylko raz, 
powiedziała do siebie. Później … później, gdy zaśnie, wymknie się. Nie ustawił alarmu domu, a to byłaby  
największa przeszkoda. Dotarcie na pieszo do głównej drogi zajmie jej godzinę, może nawet dłużej, ale  
miała czas. Miała cały czas świata. Ponieważ nie miała miejsca docelowego … poza dostaniem się jak  
najdalej od Dev'a.

Ale w tym momencie, chciała po prostu poczuć jego zapach, aż będzie on wpisany w same komórki jej ciała. 
Gdy przycisnął jej plecy do drzwi mając ręce oparte po obu jej stronach otuliła swoje dłonie wokół jego szyi  
i uśmiechnęła się w powitaniu. „Czy przed masażem dostanę pocałunek?”

„Skoro tak ładnie prosisz.” Jego usta uśmiechały się, gdy dotknęły jej warg. Aż do tej chwili nigdy, by nie 
zgadła co to znaczy całować mężczyznę, z którym można się śmiać. Uśmiechali się przez cały pocałunek. 
Ssał jej usta, zanim wśliznął do nich swój język.

Przesuwała swoim własnym językiem po jego w miłej zabawie. Flirtowała z nim, ale nie dawała mu tego 
czego pragnął. Uszczypnął ją w zmysłowej karze zanim przejął jej usta w dominacji, która była dla niego  
równie naturalna jak oddychanie. I przez to wszystko trzymał ją przyciśniętą do drzwi. Jego ciężkie ciało 
było smakowitym źródłem nacisku.

Pogładziła dłońmi po jego ramionach. Wsunęła palce pod rękawy jego koszulki rozkoszując się w jego 
męskiej sile - cichej i esencjonalnej. „Zdejmij swoją koszulkę.”

„Zaczynam myśleć, że ból głowy był tylko przynętą, byś miała szansę na dobrać się do mnie.”

Droczący się Dev, jak odkryła Katya, był porażająco seksowny. „Wyglądałeś na gorącego – pomyślałam, że  
cię ochłodzę.”

To zarobiło jej kolejny wypełniony śmiechem pocałunek. Wycofał się jedynie wystarczająco długo, by zdjąć 
koszulkę   i  rzucić  ją  na  podłogę.   Nie  mogła   się  powstrzymać,  by  nie  rozłożyć   palców  nad jedwabiście 
chropowatą powierzchnią jego klaty, gdy zawładnął jej ustami. Jego dłoń zaborczo zacisnęła się nad jej 
biodrem.

Ścisnął   ją   delikatnie,   a   ona   zadrżała.   Czując   jak   uśmiecha   się   na   jej   reakcję   podrapała   go   delikatnie 
paznokciami po plecach. „Jeszcze raz.” Rozkazał zachrypniętym głosem.

Gdy zrobiła to ponownie odczuła przyjemność rozkoszowania się jak jego ciało przeszywa dreszcz zanim 
uniósł   dłoń   do   jej   szyi   rozmasowując   spięte   mięśnie   pewnym,   a   jednak   delikatnym   ściśnięciem,   które 
sprawiło, że jęknęła, gdy ostatni ślad bólu został zastąpiony przez przyjemność. Jej ciało jeszcze bardziej 

background image

roztopiło się pod wpływem jego dotyku.

„Dobrze?” Intymny szept, gdy ponownie przesunęła nosem po jego szyi.

„Mmm.”

Nadal masował ją tymi swoimi silnymi palcami. Jego głowa skłoniła się w dół, by pocałować wrażliwą skórę 
jej   szyi.   Przesunęła   dłońmi   po   obu   jego  bokach   i   rozpięła   górny  guzik   jego  dżinsów.   Zastygł,   ale   nie 
powstrzymał   jej   .  A  gdy   opuściła   rozporek   wziął   głęboki   wdech.   Czując   się   pewna   siebie,   wolna   i 
bezwstydnie kobieca wśliznęła dłoń pod talię jego bielizny.

„Katya.”

Przygryzła delikatnie mięsień napięty na jego karku. Popieściła go, powoli i z łatwością, wiedząc, że był to  
najlepszy sposób, by doprowadzić go do szaleństwa. „Jak to się stało, że to ja robię ci masaż?”

Napięty nerwowy śmiech prosto w jej uchu. Ucięte w połowie przekleństwo. „Mocniej.”

Zrobiła coś zupełnie przeciwnego.

„Znajdziesz się w kłopotach, jeżeli nadal będziesz to robić.”

Pocałowała   otwarcie   jego   szyję   i   ponownie   podjęła   swoje   leniwe   głaskanie.   „Nie   boję   się   odrobiny 
kłopotów.”

Odciągnął jej dłoń z taką prędkością, że ledwie miała czas by westchnąć. Przycisnął jej nadgarstki po obu 
stronach jej głowy i pocałował ją … zanim ją wziął. Pozwoliła mu na to. Ponieważ, w mężczyźnie, który 
wiedział   czego   chce   i   nie   stawiał   żadnych   granic   w   wyrażaniu   tego   pragnienia,   po   prostu   było   coś 
ponętnego.

Uczucie jego silnych dłoni na jej nadgarstkach jedynie zwiększało jej przyjemność. Próbowała się odsunąć, 
ale jedynie dlatego, że zwiększało to doznania zmysłowe. Dev wiedział o tym. Używał swojego ciała, by 
utrzymać   ją   w   miejscu,   mimo   że   jego   usta   nalegały,   by  odwzajemniła   każdy  pocałunek,   każde   drobne 
uszczypnięcie, każdy oddech.

Dała mu wszystko czego pragnął.

A on nadal prosił o dużo więcej.

Topniejąc przesunęła stopą po jego łydce namawiając, by przysunął się bliżej. Jej nagrodą było uwolnienie 
dłoni. Jego własne ześliznęły się w dół jej pleców i podniosły ją. Instynktownie objęła go dookoła nogami w 
szokująco intymnym uścisku. Jej najgorętsza część przyciskała do jego najtwardszej części ciała.

Ale nawet wtedy nie był usatysfakcjonowany. Przesunął się, aż znalazła się dokładnie tam, gdzie chciał. 
Nacisk na jej wargach sromowych sprawił, że jęknęła i schwyciła się jego ramion. „Nie mogę ...”

„Owszem, możesz.” Kolejny przeszywający pocałunek. Ich języki tańczyły, plątały się, kochały się. „Jeszcze 
tylko trochę więcej.” Przesunął ciałem po jej ciele. Nie delikatnie. Nie z wahaniem. Nie, tym razem, Dev był 
zdeterminowany by pchnąć ją poza krawędź. I dokładnie to zrobił. Prosto w erotyczny wir, z którego nie  
było ucieczki.

Gdy jej rzęsy w końcu uniosły się odkryła, że została delikatnie opuszczona na łóżko. Spojrzała w górę i 
obserwowała jak Dev ściąga jej buty, a potem skopuje własne i wskakuje na łóżko z jego drugiego końca.  
„Jesteś   poważnie   zbyt   mocno   ubrana   jak   na   tą   okazję.”   Powiedział,   a   jego   oczy   wykonały   powolną 
wędrówkę wzdłuż jej ciała.

„Jestem zbyt zaspokojona, by się ruszyć.”

„Z niezmierną radością pomogę.”

Czując jak kolejny uśmiech rozkwita jej na twarzy poczuła jak rozpina jej koszulę. Jego palce tańczyły nad 
jej piersiami, gdy przesuwał tkaninę na obie strony jej ciała połowicznie ją obnażając … ale sprawiając, że 
czuła się dużo bardziej naga, niż gdyby nie miała na sobie ciuchów. Ten paradoks ją intrygował, ale nawet  
nie w połowie tak mocno jak złoty żar w oczach Dev'a.

Jej ciało ponownie zaczęło się rozpalać. Przygryzła dolną wargę, gdy przesunął się, by rozpiąć jej dżinsy. W 
dwóch szybkich pociągnięciach ściągnął zarówno dżinsy, jak i delikatną bawełnę jej majtek. Odrzucił jej 
ubranie na bok i wrócił do niej – zajmując pozycję między jej udami.

background image

Jej policzki zaczerwieniły się, gdy przejechał dłońmi po górnej granicy każdego z jej ud. Wpatrzył się prosto 
w jej oczy. Przełknęła z przejęcia. „Nie jestem całkowicie naga, a jednak, czuję się tak obnażona.”

„Wyglądasz   pięknie.”   Wymruczał.   Jego   wzrok   był   utkwiony   w   jej   rozdygotane   piersi   unoszące   się   i 
opadające w wyniku oddechu. Sięgnął i pociągnął za miseczkę jej stanika, aż przesunęła się w bok, by 
ujawnić sutek. Napięty i błagający o jego dotyk. „Pięknie.” Powiedział ponownie pochylając głowę, by 
wziąć ten twardy wypustek w swoje usta.

Jęknęła. Jego ssanie sięgnęło do jej wnętrza prosto przez płynny żar między jej udami. Dokładnie w tym 
momencie knykcie Dev'a przesunęły się przez mokre loki. „Och.”

„Takie miękkie.” Przesunął zębami po jej sutku i uniósł się, by spojrzeć na nią.

W tym momencie czuła się absolutnie zmysłowym stworzeniem. Przejętym i pozbawionym zahamowań. 
Sięgnęła chcąc go popieścić, ale powstrzymał jej dłonie. „Teraz moja kolej, pamiętasz?” A rozbawiona iskra 
w jego oczach była jedynym ostrzeżeniem jakie dostała, zanim zaczął pocałunkami torować sobie drogę w  
dół. Próbowała złapać go za ramiona, ale on tylko się zaśmiał i dalej podążał w dół.

Jego pocałunek był gorący, mroczny i wyuzdany.

Jedynym co była  w stanie zrobić to powstrzymanie się przed łkaniem wynikającym z przyjemności tej 
pieszczoty. Ściskając prześcieradło zdesperowanymi dłońmi nie zaprotestowała, gdy rozsunął jej uda jeszcze 
szerzej i ustawił się, by spróbować jej tak jakby był koneserem, a ona jakimś egzotycznym bankietem.

„Ćśś.” Silne dłonie przesunęły się po jej ciele, gdy obsypywał pocałunkami delikatną skórę wewnętrznej 
strony jej ud.

Ale gdy już niemal odzyskała z powrotem oddech pocałował ją z taką samą dewastującą intymnością po raz 
drugi. Czułość jego dotyku nie zrobiła nic, by ukryć jego zaborczość. Część jej była przekonana, że wiedział, 
iż   postanowiła   go   zostawić,   ale   ta   myśl   była   mniej   niż   przebłyskiem  w   tyle   jej   umysłu.  W  tej   chwili 
endorfiny przepływające przez jej ciało nie pozostawiały miejsca na nic innego poza przyjemnością.

Powolną, uwodzicielską, przyprawiającą o dreszcze.

Pojedyncze liźnięcie sprawiło, że tego wszystkiego było już za dużo. Przesunęła się zdesperowana by uciec 
… a jednak w tym samym czasie pragnąc więcej. „Dev.”

Trzymając jej biodra w miejscu pocałował jej brzuch. „Zaufaj mi.”

Ufała   mu   bardziej   niż   kiedykolwiek   ufała   jakiejkolwiek   innej   istocie.   „Potrzebuję   cię.”   Było   to 
niebezpieczne wyznanie, ale nie miała już żadnych barier.

Jego ręce zacisnęły się na niej, a potem przesunął się w górę jej ciała w roztapiającej fali pocałunków, 
dotyku i czystego żaru. Odkryła, że jej usta ponownie zostały zawładnięte przez niego nawet, gdy w tym 
samym czasie sięgnął między nich, by się uwolnić. Przesunął swoje ubranie w dół jedynie wystarczająco 
mocno, by to zrobić. Ale i tak zabrało to za dużo czasu – zanim zdążył  to zrobić ocierała się o niego 
wygłodniała, tak desperacko wygłodniała.

„Katya, dziecino, przestań.” Jęknął. „Nie zdołam się powstrzymać jeżeli będziesz tak robić.”

Ponownie uniosła swoje usta do jego warg nasycając swój pocałunek każdym skrawkiem pasji znajdującej 
się w jej ciele. Dev zadrżał i mocno złapał ją za jedno z bioder. „Mam nadzieję, że jesteś gotowa kochanie.”

„Tak,  tak!” Wykrzyknęła,  gdy jej  ciało rozciągnęło się  wokół  twardego  pchnięcia  jego  wejścia.  Otuliła 
nogami wokół jego tali. A potem pozwoliła mu prowadzić.

Zabrał   ją   w   przejażdżkę,   która   przewyższyła   wszystko   co   do   tej   pory   zrobili.   Tańczyli   dziko, 
nieposkromienie i z żywą fizycznością. Ostatnią rzeczą jaką pamiętała Katya był widok błyszczącego złota  
w oczach Dev'a.

ROZDZIAŁ 46

„Prysznic.” Powiedział Dev niemal niosąc ją do łazienki.

„Później.”

background image

Pocałował ją w ramię. „Oboje jesteśmy spoceni – a ja muszę wykonać trochę pracy.”

Trzymając się jego pozwoliła mu włączyć prysznic. Ciepły sprej zmył pot powstały podczas ich kochania 
się. Była to jedyna rzecz, którą w tym czasie byli w stanie zrobić. Wyciągając ją z łazienki Dev wytarł ją  
zanim zrobił to samo ze swoim ciałem, podczas gdy ona próbowała utrzymać się na nogach.

W momencie,  gdy jej  nogi  groziły odmową  posłuszeństwa  rzucił  ręcznik na ziemię  i złapał ją.  „Jeżeli  
zrobimy to jeszcze raz, to mogę nie przeżyć wystarczająco długo, by o tym opowiedzieć.” Wymruczał Dev.

Przesuwając uśmiechniętą twarzą po mokrym cieple jego szyi pozwoliła zanieść się do łóżka i położyć się na 
pogiętej pościeli. „Jestem taka śpiąca.”

„Tak, to może być dobry pomysł, by zdrzemnąć się godzinkę.” Powiedział ziewając. „Wczorajszej nocy nie 
spaliśmy więcej niż trzy godziny.”

Jej   rzęsy  opadły  na   dół,   gdy  owinął   ich   kocem.   Jej   ciało   było   zaspokojone   i   wymęczone.   Próbowała  
przypomnieć sobie co miała zrobić. Odejść. Tak, musiała to zrobić.

Ale potem Dev objął ją ręką w tali i przyciągnął bliżej. Poddała się spoczywającej w niej samolubności, 
która pragnęła jeszcze jednego momentu, jeszcze jednej minuty, jeszcze jednej godziny spędzonej razem z 
nim. Pójdę, gdy zaśnie, obiecała sobie, nigdy nie zdając sobie sprawy, że sama wpływała w tą bezsenną 
przestrzeń.

Dev poczuł jak Katya opuszcza łóżko. Jego zmysły stały się w połowie obudzone, gdy czekał aż wróci z 
łazienki. Zbyt długo zajęło mu zdanie sobie sprawy z tego, że nie słyszał jak chodzi kran. Nie słyszał  
żadnych dźwięków. „Katya?”

Otworzył oczy na czas, by zobaczyć jak wbiega do pokoju. Światło zachodzącego słońca odbijało się od  
śmiertelnie niebezpiecznego ostrza w jej dłoni. Budząc się do pełniej świadomości, gdy opuściła mordercze 
ostrze trzymane wysoko nad głową już miał odskoczyć w bok, ale coś go powstrzymało. Kąt noża, był zły … 
„Katya!”

Krew trysnęła, gdy pchnęła nożem we własne udo upadając na podłogę razem z rozdzierającym krzykiem 
wynikającym z bólu.

Klęczał obok niej niemal nie pamiętając jak się przemieszczał. Jego serce waliło o żebra niczym młot. Jego 
całe ciało było napięte od adrenaliny, która nie miała ujścia. „Cholera jasna, dziecino.” Jego słowa były 
zduszone, pełne złości, nawet gdy w tym samym czasie włączył światło i skupił się na ranie próbując nie  
pozwolić, by dźwięk jej pełnego bólu oddechu nie rozpraszał go przed zrobieniem tego co musiał, by jej 
pomóc.

Ale nie mógł powstrzymać strumienia pełnych złości słów. „Co ci do cholery przyszło do głowy? Mogłaś 
uderzyć się w arterię udową.” Był cholernie szczęśliwy widząc, że tego nie zrobiła. Nóż, jednakże, wszedł  
bardzo głęboko. „Jeżeli chciałaś umrzeć mogłaś mi o tym powiedzieć. Zrobiłbym to za ciebie.”

Mocno ścisnął jej nogę trzymając ja w miejscu, gdy sięgnął do pobliskiej szuflady wyciągając starą czystą 
koszulę.   „Zostaw   to.”   Warknął,   gdy   chciała   wyciągnąć   ostrze.   Jej   ciche   łzy   grały   na   jego   każdym 
opiekuńczym instynkcie. Ale rozdzierał koszulę używając jej materiału, by zacisnąć ranę – pracując wokół 
tkwiącego w niej noża – w tym samym czasie, gdy łkała. „To szybko się zagoi przy odpowiedniej opiece,  
choć mam zamiar samemu cię pozszywać. Głupota ...”

„Dev.” Palce na jego pokrytej zarostem szczęce. Mokre od łez oczy spojrzały prosto na niego. „Próbowałam 
cię zabić.”

„To dlaczego nóż skończył w twoim udzie?” Pod jego palcami jej skóra była delikatna i łatwa do zasinienia. 
„Mów.”

Mrugnęła powoli. „Nie mogłam wyrzucić noża.” Uniosła dłoń do ust, tak jakby się tego wstydziła.

Złapał ją za podbródek. „Następnym razem zawołaj mnie. Krzycz do cholery. Nie dźgaj siebie.”

„Nie mogłam ...”

„Mogłaś.”  Powiedział  twardym  tonem.   „Jeżeli   możesz  walczyć  z  przymusem wystarczająco  mocno,  by 
dźgnąć siebie, to możesz walczyć z nim wystarczająco mocno, by dać mi znać, że coś jest nie tak.” Nadal  
jedną ręką uciskał jej udo. Drugą zaś użył, by oderwać dłoń, którą używała, by zasłonić krwotok z nosa. „Jak 
bardzo źle?”

background image

„Nie aż tak.” Chciała odwrócić głowę, ale zmusił ją, by spojrzała na niego i użył fragmentu tkaniny, by 
zetrzeć krew z jej twarzy.

Jej policzki zaczerwieniły się. „Mogę to zrobić sama.”

Jedynie czysta normalność tej reakcji przekonała go, że nie kłamała na temat konsekwencji walki z tym, co 
najwyraźniej było zaprogramowaną sugestią. „W porządku.” Jego głos nadal był ostry niczym papier ścierny, 
a gdy wzdrygnęła się wiedział, że nie zrobiła tego pod wpływem bólu. Odłożył pasmo materiału, gdy stało 
się oczywiste, że jej nos przestał krwawić. Opuścił głowę, by pocałować górę jej kolana.

Wzięła   głęboki   wdech   …   a   potem   delikatne   kobiece   palce   znalazły   się   w   jego   włosach,   głaskając, 
uspokajając. Zadrżał, poczuł jak jego dłonie zaciskają się na jej udzie. Zmusił się, by poluzować swój uścisk.  
„Musimy zaprowadzić cię do medyka.”

„Ty możesz się tym zająć.” Kolejne przesunięcie dłoni po jego włosach.

Uniósł głowę. „Nie. Ta rana jest zbyt głęboka. Chcę, żeby obejrzał ją ktoś wykwalifikowany.”

„Nie mogę mieć przeskanowanego DNA.” Strach zalśnił w jej oczach.

Pochylił się do przodu i złapał ją za kark trzymając w miejscu podczas pocałunku, który nie miał w sobie  
czułości, bo tak cholernie się o nią bał. „Zajmę się tym.” Ale najpierw chciał, żeby się ubrała. Żeby było jej  
ciepło. „Utrzymuj ucisk.” Położył jej rękę na udzie. Znalazł swoją koszulkę i wciągnął na nią przez głowę, a 
potem otulił ją kocem. 

Wydała z siebie zaskoczone westchnienie, gdy obserwowała jak wziął swoją komórkę ze stolika przy łóżku 
bez   wstawania.   Otworzył   ją   i   wprowadził   znajomy   numer.   „Connor,   czy   możesz   przybiec   do   mnie?” 
Powiedział, gdy telefon po drugiej stronie został odebrany.

„Jesteś ranny?” Natychmiastowa czujność.

Słyszał ruch, tak jakby Connor już łapał swój sprzęt. „Nie. Ale przynieś pełną torbę. Rana od noża, głęboka.”

„Krwawienie?”

Zerknął w dół odsuwając koc. Bawełna jego koszulki nie była przemoczona krwią. „Powstrzymane, ale 
wcześniej   zanim   je   powstrzymałem   nastąpiła   pewna   utrata   krwi.”   Trzymając   telefon   między   uchem   i 
ramieniem użył kilku fragmentów tkaniny, by opleść te robione opatrunki wokół rany.

„Pacjent przytomny?”

Spojrzał w orzechowe oczy, które pod wpływem bólu zmieniły kolor na błotnisto zielony. „Tak.”

„Utrzymuj go w tym stanie. Będę za dziesięć minut.”

Rozłączył się nie korygując założenia Connor'a co do płci pacjenta. Dev odłożył komórkę z powrotem na 
stoliczek i wstał. „Connor mieszka nie daleko. Będzie tutaj niedługo.” Zaprotestowała, gdy pochylił się, by 
ją podnieść. Zignorował to. „Katya, będę robił dokładnie to co chcę, a ty mi na to pozwolisz.”

Przytrzymywała się jego ramion, gdy zaniósł ją na łóżko i posadził ją na swoich kolanach. „Tak?”

„Tak.” Jego usta były na niej zanim sam zdał sobie sprawę z tego, że chce ją pocałować. Jego dłoń raz  
jeszcze  znalazła  się   na  jej   karku.  Jego knykcie  przesunęły się  po  delikatnym  wodospadzie   jej  włosów.  
Przesunął językiem po krawędzi jej ust, uzyskał wejście, a potem uwolnił rozwścieczone zwierze w jego 
wnętrzu. Ponieważ był wściekły na to jak ona śmiała się skrzywdzić.

Katya po prostu trzymała się, gdy Dev wziął ją w całkowite posiadanie. Nie długo wcześniej, myślała, że  
osiągnęła   z   tym   mężczyzną   najwyższe   szczyty   emocji.   Myliła   się.   Nigdy   wcześniej   nie   czuła   się   tak 
całkowicie   obezwładniona.   Dev   nie   powstrzymywał   nawet   na   milimetr   tego   co   czyniło   go   silnym 
mężczyzną, którym był.

Drżąc od dzikiej furii jego pocałunku ścisnęła solidne mięśnie jego ramion i zrobiła dokładnie to co on 
powiedział jej, że powinna – pozwoliła robić mu to, czego chciał. Ponieważ ten mężczyzna był równie dziki 
jak   zmiennokształtny,   równie   niebezpieczny,   a   w   tej   chwili,   był   na   krawędzi.   Miała   przeczucie,   że 
jakikolwiek opór zostałby odczytany jako niewłaściwy rodzaj wyzwania.

Nie, żeby ona chciała się opierać. Jego pocałunek, roztapiał ją od środka. Lud przymusu nie był już żadną  
barierą. Przysunęła się nawet bliżej chcąc zdjąć koszulkę i przycisnąć swoje ciało do jego ciała, by wchłonąć  
jego esencję. Nic i nikt nie powstrzymałby Dev'a od wzięcia tego czego pragnął.

background image

A w tej chwili, pragnął jej.

Ale przerwał pocałunek o wiele za szybko. „Jak bardzo cię boli?”

Zdanie sobie sprawy z tego o co pytał zajęło jej kilka sekund. „Ledwie.”

„To szok.” Jego usta ścisnęły się. Uniósł dłoń, by odsunąć włosy z jej twarzy. „Zimno ci?”

„Nie, gdy mnie całujesz.”

Jego oczy rozbłysły mocno seksualnym żarem. „Och, mam w planach całowanie ciebie. Po tym jak Connor 
sobie pójdzie.”

Dev obserwował jak Connor oczyścił ranę Katy'i. Gdy długie palce tego mężczyzny dotknęły jej 

skóry Dev musiał zagryźć zęby, by powstrzymać się przed wyrwaniem Connor'owi tej cholernej ręki ze  
stawu. Ta reakcja nie miała żadnego racjonalnego sensu – ten cichy mężczyzna był nie tylko przyjacielem, 
był również wysoko wykwalifikowanym lekarzem. Chociaż wybrał życie w Vermont był krytyczną częścią  
zespołu diagnostycznego Światła. To Connor wypracował sposób, by wyznaczyć osoby znajdujące się w 
grupie ryzyka Procesu Degeneracji Talin. Biorąc swoją nazwę od pierwszego zidentyfikowanego przypadku, 
PDT powstało z powodu braku tła biologicznego – tła biologicznego, z którego potrzeby ofiary nie zdawały 
sobie sprawy, ponieważ ich potrzeba była tak mała.

Dev wiedział o tym wszystkim. Wiedział również, że nie był racjonalny. „Jak bardzo jest źle?” Warknął, gdy 
Connor skończył i obrócił się, by wyjąć coś ze swojej teczki.

Lekarz   uniósł   brew   słysząc   ton   głosu   Dev'a,   ale   jego   własna   odpowiedź   była   cywilizowana.   „To   nic  
poważnego.   Łącznik   naprawi   większość   uszkodzenia,   ale   będę   musiał   najpierw   założyć   szwy.”   Wyjął 
zszywacz ściegowy. 

„To boli jak jasna cholera.” Powiedział Dev podchodząc, by położyć dłoń na włosach Katy'i. „Wpraw się w 
stan nieprzytomności.” Powiedział do niej po tym jak wytłumaczył Connor'owi jej profil genetyczny.

Potrząsnęła   przecząco   głową.  Ten   uparty  kąt   jej   szczęki   czynił   jasnym,   że   nie   zmieni   zdania.   Zamiast 
zmuszać ją do tego skinął na Connor'a. „Masz coś, co znieczuli ten obszar?”

„Jasne.” Odpowiedział. „Ale pełnokrwiści źle reagują na znieczulenie. Nawet taka ilość może namieszać w 
jej organizmie.”

„Po prostu załóż te szwy.” Powiedziała Katya. „To będzie szybki, krótki ból, i szybko będzie po nim.”

Connor posłał jej długie spojrzenie. „Rana będzie bolała przez noc w czasie pracy łącznika. Po tym, nie 
powinno być gorzej niż w przypadku dużego sińca.”

Katya przytaknęła lekko i sięgnęła do góry. Dev zamiast wziąć ją za rękę przysiadł na łóżku tak, by mógł 
spojrzeć   jej   w   oczy,   a   potem  przyciągnął   jej   twarz   do   wgłębienia   jego   ramienia.   „Zrób   to.”   Rozkazał  
Connor'owi.

Gdy ten wykonywał swoją pracę Katya wzdrygnęła się i otuliła ręce wokół Dev'a w żelaznym uścisku. Ale 
nie wydała z siebie dźwięku, a kilka sekund później, Connor skończył. Dev poczuł jak jej ciało staje się 
luźne, gdy doktor położył wokół jej uda cienki jak skóra bandaż. 

„Szwy rozpłynął się, gdy skóra się zrośnie.” Powiedział mu Connor. „Bandaż jest wodoodporny, więc może 
się w nim kąpać. Nie ma potrzeby go zmieniać przez trzy dni, chyba że będzie narzekać na ciepło lub mocny 
ból w tym obszarze – zadzwoń do mnie jeżeli tak się stanie.”

„Mam trochę takich bandaży.” Powiedział Dev, gdy Connor zaczął się pakować.

Przytakując włożył je z powrotem do swojej teczki. „Dobry całonocny sen i nic jej nie będzie.” Wstał.  

Głaskając dłonią po tyle głowy Katy'i, Dev ustawił ją na poduszce i wstał. „Wrócę za minutkę.”

Nic nie powiedziała, ale jej oczy podążyły za nim, gdy wychodził z pokoju. Musiał zebrać całą swoją siłę 
woli, by ją tam zostawić, ale Connor najwyraźniej potrzebował porozmawiać z nią. Nic nie powiedział aż 
doszli do jego samochodu. „Powiesz mi co robisz z pełnokrwistą?”

„Nie.” Im mniej ludzi znało prawdę tym lepiej. „Nie widziałeś jej.”

„Kogo nie widziałem?” Wrzucił swoją torbę z medykamentami na fotel pasażera i wśliznął się do pojazdu. 
„Pozwól jej odpocząć.”

background image

Dev zatrzymał się w połowie procesu obracania się. „To nie jest twój interes.”

Connor spojrzał mu w oczy. Linie jego twarzy w świetle wczesnego wieczoru były jeszcze bardziej ostre. 
„Nigdy nie sądziłem, że będę musiał ci mówić jak dbać o własną kobietę.”

Dev poczuł jak jego pięść zaciska się mocno. „Connor, w tym zdaniu było sporo założeń.”

„Mówię po prostu to co widzę.” Zamknął za sobą drzwi pojazdu.

Dev był już w domu zanim jego rozmówca skończył zawracać. Zamknął za sobą drzwi i ustawił zamki, a  
potem pobiegł do sypialni. Katy'i nie było na łóżku.

ROZDZIAŁ 47

Oczy Dev'a skupiły się na pasmie światła dobiegającym spod drzwi łazienki. Otworzył je bez pukania.

„Dev!” Zasłoniła się ręcznikiem.

Podniecenie mocno w niego uderzyło – tak jakby zaledwie kilka godzin temu nie doprowadził się razem z 
nią do skrajnego wyczerpania. Każdy fragment gniewu, wściekłość, którą czuł widząc ją ranną wydawał się  
przeistaczać w czyste pragnienie. Ignorując poczucie dzikiego głodu, by nauczyć ją dokładnie jak bardzo źle 
znosił to jak się skrzywdziła podszedł do niej i mocniej otulił ją ręcznikiem wokół mokrego ciała. „Co ty 
robisz do cholery?”

„Chciałam zmyć krew, która kapała z mojej nogi.” Powiedziała. „To zajęło tylko chwilę.”

„To dlaczego drżysz?” Podniósł ją na ramionach bez czekania na jej odpowiedź. „Jeżeli wyciągnęłaś szwy 
zrobię je na nowo. A ja nie jestem taki delikatny jak Connor.”

Zamiast warknąć na niego Katya przytuliła twarz do jego szyi. „Przepraszam.”

Wiedział, że nie mówiła o prysznicu. „To nie była twoja wina.” Położył ją na łóżku z całą czułością jaką 
posiadał w sobie, a potem położył się obok niej. „Oni manipulowali z twoją głową.”

Lśniące zielono-złote oczy spojrzały prosto na niego, gdy potrząsnęła przecząco głową. „Jestem chodzącą 
bronią. Wiedziałam, że to się zbliża, a jednak zostałam. Powinnam odejść już wczoraj!”

Wiedział, że miała rację. Ale wiedział również, że było o wiele za późno. „Powiedziałem ci – jesteś moja. A 
ja nie oddaję tego co jest moje.” Pocałował ją w skroń i uniósł się na ramionach.

Ścisnęła jego biceps. „Nie odchodź.”

„Muszę zetrzeć podłogę. Za parę minut będę z powrotem.”

Ale posprzątanie bałaganu zajęło trochę dłużej niż się tego spodziewał. Zanim wrócił do łóżka już spała 
zwinięta   na   swojej   niezranionej   stronie.   Wśliznął   się   obok   niej   i   delikatnie   pociągnął   za   ręcznik   – 
potrzebował   otulić   się   wokół   jej   ciała.   Poczuć,   że   jest   bezpieczna   i   ciepła,   że   jest   chroniona   w   jego  
ramionach.

Dopiero wtedy pozwolił sobie zaakceptować strach, który miał go w uścisku od momentu, gdy zobaczył ją 
zakrwawioną na podłodze. Drżąc pocałował ją w ramię. Wciągnął w płuca jej czysty, ciepły zapach. Po raz 
drugi w życiu patrzył jak kobieta, która była dla niego wszystkim wyślizguje się z jego uścisku, i nie mógł  
zrobić nic, by to powstrzymać.

Agonia tego uczucia rozdzierała go, aż niemal spodziewał się zobaczyć jak jego własna krew plami pościel.

„Nie.” Powiedział. Była to obietnica. Znajdzie sposób, by zmusić Ming'a do rozwiązania jej więzów, albo 
zablokowania na stałe sugestii, ponieważ nie było mowy, by jeszcze kiedykolwiek patrzył jak Katya płacze, 
ponieważ   została   skrzywdzona,   a   jej   ciało   zostało   zamienione   w   marionetkę.  A  jeżeli   Ming   odmówi 
współpracy … „Zabiję drania.” Musiał wierzyć, że gdy Radny będzie martwy, Katya będzie w stanie wieść 
życie wyzbyte strachu.

Przesunęła się w jego ramionach, a on zdał sobie sprawę z tego, że się obudziła. „To nie pomoże Dev – 
tarcza będzie dalej się utrzymywać. A bycie uwięzionym w jej wnętrzu … to mnie zabija komórka po  
komórce.”

background image

Odmawiał   zaakceptowania   tego.   Odmawiał   poddania   się.   „Czy   on   może   to   powstrzymać,   zmniejszyć 
nacisk?” Poczuł jak jej ciało spina się. „Nawet nie waż się mi kłamać.”

Kolejna chwila ciszy, a on wiedział, że ona nie powie mu prawdy. „Nie rób mi tego dziecino.” Przytulił ją  
mocno. „Nie rób mnie bezradnym.” Nigdy więcej, pomyślał, nigdy więcej nie będzie bezradny, gdy kobieta  
którą kochał umierała przed jego oczami.

Jej ciało zadrżało. „Jak możesz prosić bym poprowadziła cię na śmierć?”

„Zrób to dla mnie Katya. Proszę.” Nie był mężczyzną przyzwyczajonym do błagania, ale zrobiłby wszystko 
czego tylko byłoby trzeba, by ją obronić.

„Może być  w stanie to zrobić.” Powiedziała w końcu. „Powiedział, że byłabym doskonałym uśpionym 
zabójcą. By tak było musiałabym być żywa, ale nie wiem jakiego rodzaju życie miałoby to być.”

Poczucie   zasadzki   Dev'a   zmieniła   się   w   ponurą   determinację.   „To   byłoby   życie.   Resztę   możemy 
rozpracować później.”

„On jest kardynalnym Dev. Jego moc … nie potrafię jej opisać – jest nieskończona, szeroka. Może zamienić  
twój umysł w papkę jedynie jedną myślą.”

Dev też miał trochę własnych umiejętności, nie wszystkie z nich były psychiczne. Dyrektor Światła nie 
potrzebował mieć silnych umiejętności psychicznych – potrzebował być  wystarczająco bezwzględny,  by 
podcinać gardła wrogów, gdyby okazało się to konieczne. „Pozwól mi się o to martwić.” Przesunął dłonią po 
jej włosach i obiecał sobie, że Ming zapłaci za każdą sekundę bólu, każdą ranę, każdą kroplę krwi.

W tym samym czasie, gdy Dev składał swoją cichą obietnicę, mężczyzna, której ona dotyczyła 

przechodził przez drzwi ośrodka w Dinarid'ach. „Czy wszystkie Strzały skierowane tutaj są monitorowane i 
zabroniono im używać ich umiejętności?”

M-Psi znajdujący się obok niego przytaknął. „Tak. Obecnie cała siódemka współpracuje.”

Obecnie. Ming wiedział, że będzie musiał wdrożyć dużo bardziej ostateczną strategię, jeżeli ta współpraca 
ustanie.   Strzały –  nawet   uszkodzone   Strzały  – nie  mogły  być  więzione   w  nieskończoność.  „Gdzie  jest 
Aden?”

„Z jednym z mężczyzn – monitoruje efekty wycofywania Jax'u. Czasami może ono spowodować nagły 
zawał serca.”

Ming spojrzał na M-Psi. W przeciwieństwie do Aden'a, tak jak większość zespołu medycznego, Keisha Bale 
nie była Strzałą. „Aden, czy on wykazuje jakieś oznaki niezwykłego zachowania?” Zapytał teraz.

„Jak   pan   wie   on   nigdy   nie   był   na   Jax'ie.”   Zaczęła   Keisha.   „Przebywanie   na   narkotyku   czyniłoby  go 
niezdolnym   do   właściwej   oceny   wymaganej   do   monitorowania   efektów   jakie   narkotyk   wywoływał   u 
innych.” M-Psi zatrzymała się, gdy szli w stronę punktu ochrony. „Jednakże to nie powinno wywoływać  
powodów   do   zmartwienia.   Profil   psychologiczny   Aden'a   sprawia,   że   wszelkie   odstępstwa   od   księgi 
protokołów są wysoce nieprawdopodobne.” Powiedziała, gdy komputer potwierdził ich tożsamość.

Ming też  na to liczył. Jako chłopiec Aden był trenowany nie tylko przez inne Strzały, ale również przez jego  
rodziców – oboje w tamtym czasie byli członkami Szwadronu Strzał. Był jedyną żyjącą Strzałą, która była 
trenowana do tego celu już od kołyski. To nie były więzy łatwe do złamania. A nawet gdyby chciał to zrobić,  
Aden'owi   brakowało   wystarczającej   wiedzy   medycznej,   by   mógł   naprawdę   zainterweniować   –   miał  
specjalistyczne szkolenie dotyczące pozytywnych i ubocznych efektów stosowania Jax'u, ale poza tym, był  
jedynie medykiem polowym.

Otwierając swoje kanały telepatyczne Ming skontaktował się z kolejnym członkiem Szwadronu. Vasic, czy 
sytuacja w Argentynie znajduje się pod kontrolą?

Odpowiedź przyszła prędko, choć nie była tak czysta, jak głos Ming'a. Umiejętności Tp Vasic'a oscylowały 
niewiele poniżej 6 na skali. Zajmie to trochę więcej czasu niż przewidywano.

O ile dłużej.

Jeszcze przynajmniej cztery dni. Możemy zrobić to szybciej, ale zaznaczyłeś, że ma nie być zgonów.

Trzymaj się planu. Ming nie chciał zabijać ludzi, nie dlatego, że nie byli oni zbędni, ale dlatego, że zbyt  
wiele spraw ostatnio rozgrywało się na planie publicznym. Nawet on popełnił ten błąd niszcząc laboratorium 
implantu, ale wyciągnął z niego wnioski. Nadszedł czas, by Rada wróciła do starych sposobów zajmowania 

background image

się sprawami – poza sceną, gdzie nikt nie mógł ich powstrzymać.

Serce   Dev'a   nadal   było   wypełnione   potężną   mieszaniną   gniewu,   zmartwienia   i   wściekłej 

zaborczości, gdy następnego ranka wszedł na spotkanie z Jack'iem, Connor'em, Aubr'ym, Tiar'ą i Ev'ą – 
kierownikiem zajmującym się rozwojem naukowym.

Jack i Tiara siedzieli obok siebie, podczas gdy Aubry i Eva siedzieli naprzeciwko nich. Connor, jako osoba 
reprezentująca zespół medyczny, usiadł sam na końcu stołu. Zauważając to wszystko po jednym spojrzeniu 
Dev spojrzał na Tiar'ę. „Zmieniłaś strony?” Wiedział, że przyleciała tu z Kalifornii tylko po to, by wziąć 
udział w spotkaniu zostawiając Tag'owi opiekę nad Cruz'em.

„Zawsze byłam w tym.” Powiedziała płynnym tonem. „Ja jestem przytomna na umyśle, ale na Miłość Boską  
…”

„Więc   sądzisz,   że   powinniśmy   uciec   przed   naszymi   emocjami   w   lód?”   Zapytał   Aubry   najwyraźniej 
zadziwiony. „Cholera, Ti, naprawdę chcesz przestać doprowadzać Tag'a do szaleństwa?”

Tiara posłała im chłodny uśmiech. „To co jest między mną a Tagiem, to nasza sprawa.”

„Aubry ma rację.” Wtrąciła Eva. Jej akcent sprawiał, że jej słowa były niczym egzotyczna muzyka. Urodziła  
się w Puerto Rico. W Nowym Jorku była dopiero od dwóch lat od czasu, gdy Dev przeniósł ją z biura  
terenowego na wyspie. „Między wami dwojgiem nie było by nic, gdybyśmy zrobili to czego chce Jack i  
wprowadzili Ciszę.”

„Zaczekaj.” Jack pochylił się do przodu kładąc na stole swoje skrzyżowane ręce. Jego twarz odzwierciedlała 
ponurą determinację. „Sądzisz, że chcę stracić światło w oczach mojego syna? Sądzisz, że chcę nauczyć go, 
że miłość nie jest czymś cennym? Sądzisz, że chcę złamać serce jego matki?” Potrząsnął głową gwałtownie.  
„Ale mój syn już traci to światło. Zabił Spot'a.”

Zszokowana cisza.

Dev   odezwał   się   jako  pierwszy.   „Tego  jego  podniszczonego  starego  psa?”   Nie   potrafił   w   to  uwierzyć.  
William uwielbiał kundla, którego jego ojciec ocalił przed hyclem.

„Tak.” Jack opuścił głowę na dłonie. „Will tak mocno płakał, gdy go chowaliśmy. Wiedziałem, że będziemy 
potrzebowali ciała, ale nie potrafiłem tego zrobić. Nie mogłem na oczach syna umieścić go w chłodni.”

„Oczywiście, że nie.” Powiedział Dev zgodnie ze swoim przeczuciem. „Ale wróciłeś tam, prawda?” Znał  
swojego kuzyna. Jack nie skończyłby jako najlepszy w swojej klasie w szkole medycznej bez twardego  
kręgosłupa.

„Zrobiłem jego autopsję w nocy po tym jak rozmawialiśmy przez telefon, po tym jak Will był już w łóżku.” 
Zerknął na Dev'a. „Uznałem, że mogę w końcu przydać się mojemu synowi – dać mu dowód, że on nie zabił  
swojego pupila. Pomyślałem, że jeżeli znajdę przyczynę... Stwierdzę, że ten stary kundel zmarł od ataku 
serca, czy czegoś w tym stylu...”

Eva przesunęła dłoń na drugą stronę stołu tak jakby chciała sięgnąć Jack'a. „Ale tak nie było?”

Jack potrząsnął głową. „Jego serce było po prostu … sproszkowane. Tak jakby w jego wnętrzu wybuchła 
bomba. Najbardziej szalone jest to, że na zewnątrz nie było na nim żadnego śladu.”

„Cholera.” Connor odezwał się po raz pierwszy. „William jest przekonany, że to on?”

Jack przytaknął. „Tego dnia jego oczy – nigdy nie widziałem takiego przerażenia. Wcześniej … wcześniej  
sądziliśmy, że może być telekinetykiem. Był taki skłonny do wypadków. Notatki, które zostawili po sobie 
rebelianci mówią, że młodzi kinetycy są notorycznie niezdarni, bo przesuwają rzeczy nie zdając sobie z tego 
sprawy.”

Telekinetyka,   pomyślał   Dev,   była   również   utracona   w   populacji   Zapomnianych.   Umiejętność,   by 
przemieszczać rzeczy umysłem była jednym z pierwszych darów jakie utracili. Co nie było zaskakujące 
biorąc pod uwagę, że telekinetycy stanowili najmniejszą grupę spośród grupy rebeliantów. Pra-pra-prabapka 
Dev'a od strony ojca, Zarina, zostawiła dziennik, który Dev przeczytał jako dziecko. Nigdy nie zapomniał jej 
słów na temat Tk.

Jestem M-Psi. Moje szanse szaleństwa są niskie, ale jeżeli oszaleję istnieje prawdopodobieństwo, że zabiję  
kogoś. Jednakże, jeżeli oszaleje silny Tk, niemal na pewno zabije. A ponieważ Tk są zazwyczaj mężczyznami,  
tak jak E-Psi są zazwyczaj kobietami, zabije swoją siostrę, żonę, córkę.

background image

To brzemię, które przygniata Tk sprawia, że zamykają się oni w sobie. Nie winię wszystkich telekinetyków,  
którzy wybrali Ciszę. Jak mogłabym to robić? Gdy co noc modliłam się, by moje dziecko nie urodziło się  
jako Tk. Jedynie umiejętność X jest bardziej przeklęta, dzięki bogu, ten gen jest tak recesywny, że ujawnia się  
bardzo rzadko.

„Przeprowadziłeś skan genetyczny na William'ie?” Dev zapytał kuzyna. Te sprawy były płynne – istniała 
szansa, że gen Tk ponownie się nasilił.

„Właśnie mieliśmy to zrobić, gdy to się stało. Ze Spot'em. Nie chciałem straszyć go, prosząc, by przyjechał  
tu na testy.”

„Masz próbkę genetyczną? Glen może przeprowadzić testy DNA na jej postawie.” Dev powiedział patrząc 
na Connor'a, by to potwierdził. Po przytaknięciu doktora kontynuował. „Przynajmniej będziemy mieli punkt 
wyjścia.”

„Trzymaj.” Jack położył zamkniętą plastikową torbę na stole. „I tak planowałem poprosić o skan DNA. Mam 
tutaj trochę jego włosów, szczoteczkę do zębów, nawet próbkę krwi, gdy podrapał się wpadając na ścianę.”  
Jego ciało drgnęło. Jego solidne ramiona trzęsły się. „To zabija Melisę. Obserwowanie jak on siłą woli 
skłania się do śmierci. Wczoraj musiałem zagrozić jej środkiem uspokajającym, by trochę się przespała – tak  
bardzo boimy się zostawić go samego nawet na sekundę.”

Dev   podszedł,   by  stanąć   obok   jego   kuzyna   i   położył   dłoń   na   jego   ramieniu.   „Nie   poddawaj   się   Jack. 
Obiecuję ci, że znajdziemy odpowiedź.”

„Cisza jest odpowiedzią.” Wyszeptał jego kuzyn, ale w jego głosie przebrzmiewało znużenie. „Chciałbym, 
by nie była, ale jest.”

Spoglądając w te znajome oczy Dev wiedział co musiał powiedzieć, co musiał zdecydować. „I jeżeli okaże 
się, że jest to jedyna odpowiedź, to znajdziemy sposób, by nauczyć William'a być Cichym.”

Nikt się z nim nie sprzeciwił.

ROZDZIAŁ 48

Dev rozważał wszystko, co powiedział mu Jack – zarówno podczas, jak i po spotkaniu – idąc do Katy'i. Na  
ochotnika zgodziła się, by zamknąć ją w oddziale izolatek w klinice, gdy nie mógł być z nią. Fakt, że  
właściwie   sama   efektywnie   się   uwięziła   drażnił   każdy   jego   instynkt   opiekuńczy,   ale   nie   można   było  
przewidzieć jakie granaty Ming umieścił w jej głowie.

Niedługo,  obiecał  sobie. Już niedługo będzie wolna. Dzisiaj,  jednakowoż, potrzebował  jej pomocy.  Ale 
najpierw - „Jak tam twoja noga?” Zapytał po tym jak delikatnie pocałował ją w czoło.

„Zgodnie z opinią doktora Herriford'a goi się normalnie.” Delikatny uśmiech. „Chcesz mnie o coś zapytać.”

Nie   dziwiło   go   to,   że   wiedziała.   On   też   znał   jej   niewypowiedziane   sekrety.   „Jakie   umiejętności   mogą 
spowodować śmierć.”

„Praktycznie wszystkie silne dary ofensywne.” Powiedziała mu, a jej oczy były zmartwione. „Telepaci i 
telekinetycy niemal na pewno. M-Psi, w mniejszym stopniu – to zależy od tego, czy mamy dar ofensywny, 
który możemy połączyć z potencjałem M. Ps-Psi okazjonalnie ...”

„Jak?” Z tego co wiedział psychometrycy używali dotyku, by zdefiniować przeszłość przedmiotu. Wielu z 
nich   pracowało   w   muzeach   albo   dla   prywatnych   kolekcjonerów   rozróżniając,   które   przedmioty   są 
oryginalne, a które fałszywe. 

„Jeżeli przedmiot ma przeszłość pełną przemocy, to okazjonalnie ona „odbija się” na Ps-Psi powodując 
pewnego rodzaju tymczasowe uszkodzenie psychiczne. Ale słyszałam plotki, że niektórzy Ps-Psi potrafią 
również celowo wchłonąć tą siłę przemocy.” Wyjaśniła Katya unosząc dłonie. „Nigdy nie miałam wiele 
powodów, by ich badać, więc moja wiedza na ich temat nie jest zbyt pełna. Przepraszam.”

„Dobrze ci idzie. Jakieś inne oznaczenia?”

„Niektóre   stare   teksty  wspominają   o   umiejętności   bardziej   destrukcyjnej   niż   telekinetyka,   ale   szczerze 
powiedziawszy  nie   przychodzi   mi   nic   co   odpowiadałoby  temu   opisowi.  Tk   mogą   zawalać   budynki,   w 

background image

których znajdują się ludzie – naprawdę potężni mogą być nawet w stanie wywołać małe trzęsienia ziemi.”

Nic z tego nie wyjaśniało William'a zabijającego swojego psa. Dev wiedział, że istniała bardzo duża szansa,  
że chłopiec urodził się z groźną umiejętnością Nowego Pokolenia. A jeżeli tak, Cisza może nie być takim  
lekiem na jaki Jack miał nadzieję.

„Osoba, z którą powinieneś naprawdę porozmawiać to Strzała.” Wymruczała Katya.

„Straszak Rady?”

„Wiesz o nich.”

„Są wspomniani w naszych aktach.” Przodkowie Dev'a byli ścigani przez Strały. Rodziny były rozdzierane.  
Ukochane osoby zaginione na zawsze.

„Cóż, oni zajmują się śmiercią. Wiedzą wszystko co tylko można na temat umiejętności destrukcyjnych.” 
Położyła dłoń na jego ramieniu. „Niestety nie znam żadnej w ruchu oporu. Zapytaj Ashay'ę – ona ma więcej 
kontaktów.”

Pocałował delikatnie Katy'ę w usta. Nie chciał jej zostawiać w tym sterylnym środowisku, które budziło 
wypełnione terrorem wspomnienia. „Pewnego dnia uwolnisz się od niego. Wtedy będziesz mogła chodzić 
przez wszystkie pokoje. Wszędzie, gdzie tylko będziesz chciała.”

„Pewnego dnia.”

Ale gdy szedł po schodach w górę wiedział, że ich czas wyczerpuje się w niesamowitym tempie. Zgodnie z 
wiadomością przysłaną mu przez Glen'a pół godziny temu Katya cierpiała tego ranka na poważny krwotok z  
nosa. A, gdy spojrzał w jej oczy zanim ją zostawił dostrzegł ślady pękających naczynek.

Wściekłość   rozdzierała   go   pozostawiając   go   uczuciu   dewastacji.   Zmusił   się,   by   podejść   do   panelu 
komunikacyjnego w swoim biurze i zainicjować rozmowę z Ashay'ą. Jej oczy rozszerzyły się, gdy usłyszała 
jego prośbę. Ale odpowiedziała jedynie w kilku słowach. „Potrzebuję więcej informacji.”

Dev przesłał jej notatki Jack'a na temat jego syna – i tego co zrobił William. „Ashaya, upewnij się, że ufasz 
absolutnie tej osobie, zanim podzielisz się z nią tymi informacjami.”

„Rozumiem. Odezwę się do ciebie jak tylko będę mogła.”

Wyłączył   ekran   komunikatora   i   podszedł   do   okna.   Był   pochmurny   zimowy   dzień.   Śnieg   był   sporym 
zagrożeniem dzisiejszego dnia, ale Nowy Jork pod nim poruszał się z precyzją zegarka – w finansowym  
centrum kraju było tak wiele Psi, że efektywność była dużo większa niż można byłoby się tego spodziewać. 
Ale nawet z tak daleka mógł dostrzec ludzi, Zapomnianych, zmiennokształtnych. Mieli na sobie kolory.  
Plamy jasnej czerwieni, lazurowego błękitu, nawet błyszczącego złota.

Psi   odrzucali   kolor,   i   jeżeli   nie   będzie   innej   nadziei   dla   William'a,   chłopiec,   którego   Dev   trzymał   w 
ramionach jako nowo narodzone niemowlę też nauczy się go odrzucać. Dlaczego kolor? Może, pomyślał 
Dev, dlatego, że jego wibrująca energia przemawiała do czegoś w duszach Psi, tak samo jak muzyka. Żaden  
Psi nigdy nie śpiewał czy uczęszczał do filharmonii. Słyszał, że ludzie mówili, że ich głosy są niesamowicie 
płaskie, ale nie wierzył w to. Nie, bardziej prawdopodobne było, że ich głosy zostały spłaszczone przez 
Ciszę, przez kontrolę, której wymagało utrzymanie kagańca na emocjach tak silnych, że nigdy nie powinny 
być poskromione.

Drzwi za nim otworzyły się. „O co chodzi Maggie?”

„Czy to odpowiedni sposób, żeby przywitać swoją nani, Devraj?”

Obrócił się na pięcie i długimi krokami przemierzył swoje biuro, by przyciągnąć w objęcia smukłą formę 
swojej babci. „Co ty tutaj robisz?” Zapach przypraw i farby wypełnił powietrze przesłoniony akcentem,  
który zawsze łączył ze szkłem. Tak jakby miłość Kiran Santos do jej pracy przesiąknęła w jej istotę. „Gdzie 
jest nana?”

„Zostawiłam go w domu.” Jego babcia puściła do niego oczko, gdy odsunął się od jej uścisku. „Chciałam 
spędzić trochę czasu z moim drugim ulubionym mężczyzną.” Silne ręce poranione przez tysiące nacięć i  
zranień zamknęły się na jego przedramionach. „Wyglądasz na zmęczonego beta.”

„Nie powinno cię tu być. Wiesz o tym.”

„Sądzisz, że szpiedzy Psi nie wiedzą o mnie?” Ścisnęła jego ręce. „Oczywiście, że wiedzą. Uważają mnie za 

background image

słabość, ale jestem silną stroną.”

Jeszcze nigdy nie wygrał kłótni ze swoją babcią. Poddał się i ujął dłoń, którą wyciągnęła w jego stronę.  
„Dlaczego jesteś tutaj?” Zawsze zostawiała mu prowadzenie Światła tak jak uważał za słuszne, bez względu 
na to, że nie zawsze zgadzała się ze wszystkimi jego decyzjami. Jak choćby z tą, która stała się rezultatem 
ataku serca jednego z członków starej rady nadzorczej na początku tego roku. Dev nie przeprosił za to. Nie 
potrafił. Ponieważ stara rada ukrywała się przed prawdą zakopując głowy w piasek.

W międzyczasie ich dzieci umierały systematycznie zarzynane przez Radę.

„Potrzebowałeś mnie.” Powiedziała jego babcia przenosząc rozmowę z angielskiego na hindi bez mrugnięcia 
okiem. „Dlaczego nie zadzwoniłeś, albo nie przyszedłeś do mnie w Sieci Cieni?”

„Ponieważ nie ma tam odpowiedzi.”

„Ta kobieta, bardzo ci na niej zależy.” Powiedziała.

„Tak.” Padła zwięzła odpowiedź. „Tak.”

„Opowiedz mi.”

I tak zrobił. Ponieważ ona była jednym z niewielu ludzi, którym ufał całkowicie.

„Chcę zabić Ming'a – rozerwać go na strzępy gołymi rękami – ale to czego naprawdę od niego potrzebuję to 
klucz, który uwolni Katy'ę z jej psychicznego więzienia i wymaże sugestię. A do tego potrzebuję, by był w 
stanie mówić.”

„Devraj   musisz   zdawać   sobie   sprawę   …   trzymanie   broni   przy  skroni   Ming'a   nic   ci   nie   da.   Chyba,   że 
odetniesz mu w jakiś sposób wszystkie drogi ucieczki.”

Właśnie dlatego lubił swoją babcię. Była praktyczna. „To musiałoby być krótkie mocne uderzenie.” Brutalne 
uderzenie. „Nawet jeżeli uda mu się wysłać telepatyczne zawołanie po pomoc, będę musiał przekonać go, że  
umrze zanim ta pomoc nadejdzie.”

„To zakłada, że nie ma pod swoimi rozkazami teleportera, a ja nie zakładałabym tego.”

„Był jedynie jeden raport na temat prawdziwego teleportera, a nasz wywiad mówi, że obecnie znajduje się 
gdzieś   w  Ameryce   Południowej   –   nie   jest   przydzielony  do   Ming'a.”  Argumentował   Dev.   „Inni   są  Tk. 
Owszem są w stanie się teleportować, ale nie tak szybko.”

„Wystarczająco szybko.” Jego babcia pochyliła się do przodu. Jej czoło znaczyły zmarszczki. „Musimy 
przedyskutować to z tą kobietą. Z twoją Katy'ą.”

„Nie. Nie mogę ryzykować ...”

„Cicho Devraj.” Pewny siebie uśmiech. „Naprawdę wydaje ci się, że możesz wygrać tą kłótnię?”

Próbował zrobić w jej stronę niezadowoloną minę, ale w jego sercu było zbyt wiele miłości do tej kobiety, 
by był w stanie to zrobić. „Nie pozwolę, byś umieściła się w stanie zagrożenia. Katya próbowała mnie 
zabić.” Powiedział bezpośrednio. „Może być zaprogramowana, by uderzyć również w inne bliskie mi osoby, 
jeżeli będzie miała taką szansę.”

„Od tego mam dużego silnego wnuka, by mnie obronił.”

I właśnie tak Dev znalazł się ponownie na poziomie piwnicznym stojąc przy jednym końcu stołu, gdy te 
dwie kobiety, które znaczyły dla niego najwięcej na świecie patrzyły na siebie nawzajem, przy jego drugim 
końcu. Fizycznie nie mogły bardziej się od siebie różnić.

Jego nani była wysoką kobietą z orzechowo-brązową skórą i błyszczącymi ciemnymi oczami. Katya była 
zaledwie średniego wzrostu, jej skóra była niemal przeźroczysta, choć ostatnio zyskała nieco koloru, jej oczy 
były miękkie  i  bardzo orzechowe.   Jego  babcia  była  twarda  i  na   taką  wyglądała,  jej   ręce   były  okalane  
mięśniami. Katya w przeciwieństwie wydawała się miękka … delikatna.

To była iluzja.

Kobieta która chodziła po Świetle, Alasce, bez krzyków nie była słabeuszem.

„Więc to przez ciebie mój Devraj nie śpi po nocach.” Powiedziała jego babcia.

Katya nie obróciła się w jego stronę utrzymując kontakt wzrokowy z jego babcią. „Właściwie to za bezsenne 

background image

noce winię jego.”

Nani zaśmiała się. „Lubię ją, beta.” Sięgnęła do przodu i zacisnęła dłoń wokół ręki Katy'i. „Powinnaś poznać 
pra-pradziadka Dev'a od strony ojca, Matthew. To po nim Dev odziedziczył swój upór. Stary cap ma dobrze  
ponad setkę, ale jeszcze nie widziałam, by się wycofał w czasie kłótni.”

Oczy Katy'i rozszerzyły się. „Czy on ...”

Przytaknięcie. „Tak, żył, gdy Cisza została po raz pierwszy wprowadzona. Jego rodzice, Zarina i David, byli 
częścią oryginalnej grupy rebeliantów.”

Katya nie odzywała się przez niemal minutę. „Byłby jednym z pierwszych dzieci przesilenia, które zostały 
Uciszone w Sieci.”

„Pamięta kuzyna. Widział go kilka lat później na ulicy. Wyglądał tak jakby jego dusza była wymazana.” 
Starsza kobieta potrząsnęła głową. „Dwie różne ścieżki … choć może te ścieżki ponownie się łączą.” W jej  
głosie był cień niepokoju. „Ale nie z tego powodu jesteśmy tutaj – dyskutowaliśmy jak rozbroić Ming'a  
wystarczająco długo, byś mogła przekonać go do uwolnienia cię.”

Należy oddać Katy'i, że w reakcji jedynie raz mrugnęła. „Moglibyśmy pozbawić go przytomności, ale to  
zniwelowałoby cel tego przedsięwzięcia. Jeżeli istnieje klucz, by otworzyć tarczę, jest on telepatyczny.”

„Istnieje również duże prawdopodobieństwo, że użyłby tej okazji, by cię zabić.” Ton Nani był pragmatyczny.

Dev już to rozważył. „Nie, jeżeli będzie wiedział, że jeżeli ona zginie, to on też.”

„Co z powrotem sprowadza nas do punktu jak rozbroić Ming'a.” Katya zmarszczyła czoło.

W tej chwili Dev zdał sobie sprawę dokładnie z tego co musieli zrobić. Chodząc  nerwowo z jednego końca  
pokoju do drugiego przesunął dłonią po włosach. „Zostawcie to na razie.” Każdy jego instynkt sprzeciwiał 
się planowi, który jego mózg podpowiadał mu jako jedyną możliwą odpowiedź. „Będziemy potrzebowali 
również strategię ucieczki.”

„Zmuś go, by spotkał się z tobą na twoim terenie.” Zasugerowała jego babcia. „Zmień go w intruza – to 
sprawi, że będzie ci o wiele łatwiej uciec.”

„Sprawienie,   by  to   on   przyszedł   do   nas   jest   niemal   niemożliwe.”   Powiedziała   Katya.   „Jest   świadomy 
względów bezpieczeństwa niemal do ekstremum.” Gdy Dev nie odpowiedział Katya spojrzała w górę. „Och, 
ty już wymyśliłeś odpowiedź na ten problem, prawda?”

Nie wysilał się na kłamstwo. „Tak.”

„A kiedy planowałeś mi o tym powiedzieć?”

„Nigdy – planowałem wymyślić inny sposób.” Przesunął dłońmi po włosach i podszedł, by podnieść ją z 
krzesła. „Nie podoba mi się pomysł użycia cię jako przynęty.”

„To najlepsza szansa jaką mamy.” Ujęła policzki Dev'a i zmusiła go, by spojrzał jej prosto w oczy. „Zrobimy  
to.”

„W takim razie lepiej do cholery przestrzegaj każdego rozkazu jaki ci wydam. Zrozumiano?” Jego głos był  
niczym czysty mróz. Pełna chęci opieki wściekłość ledwie została przez niego powstrzymana.

„Tak.”

Babcia Dev'a westchnęła. „Tak się tego nie robi, beti. Z mężczyznami takimi jak mój wnuk musisz się nie 
zgadzać tak dla zasady ”

Śmiejąc się z powodu pełnej rozbawienia rady Katya sięgnęła, by ująć dłoń babci Dev'a czując się przy niej 
tak swobodnie jakby ona i Kiran znały się od zawsze. Nigdy nie dotarła tak daleko. Jej kręgosłup wygiął się 
pod nienaturalnym kątem, gdy agonia przelała się przez jej ciało. Ostatnią rzeczą jaką słyszała był jej własny 
cienki krzyk.

„Co się stało?” Zapytała z łóżka szpitalnego Dev'a kilka godzin później.

Jego policzki wystawały niczym ostrza na tle skóry, gdy uścisnął jej dłoń. „Glen uważa, że twoje kontrolki  
ruchu w jakiś sposób spięły się w momencie, gdy miałaś problem z systemem nerwowym.” Jego głos był  
napięty, surowy od gniewu.

„Odliczanie przyspieszyło.” Nawet jeżeli Ming da im klucz, nawet jeżeli ten klucz otworzy tarczę, nawet 

background image

jeżeli zostanie w cudowny sposób uwolniona od cierni, które wtopiły się w jej mózg, to co już zostało  
uszkodzone nigdy nie będzie mogło być naprawione. „Jest coś jeszcze, prawda?”

Przeklął, ale nie wypuścił jej dłoni. Trzymała ją mocno. Albo próbowała. „Proszę, ja muszę wiedzieć.”

Jego oczy były pełne tortury, gdy spojrzał na nią. „Zrobiliśmy skan twojego mózgu. Jego części zostały na 
trwałe uszkodzone. Zawsze będziesz miała problemy z umiejętnościami motorycznymi i pamięcią.”

To  wyjaśniało dlaczego jej  palce  nie  mogły do końca  go  złapać,  nie  do  końca  czuły tak  jak powinny. 
Wściekłość zagotowała się w niej, ale nie pozwoliła, by uniosła się na powierzchnię bojąc się, że jeżeli to  
zrobi, zawsze już tak będzie  się  czuła.  Tylko tym się  stanie. Kochała tego mężczyznę  zbyt  mocno,  by 
marnować czas na bezużyteczny gniew. „Nie przemyślisz ponownie próbę ujęcia Ming'a?” Jeżeli Dev zginie 
… nie, upewni się, by tak się nie stało.

„Nie.”

„W takim razie zacznijmy tą grę.”

ROZDZIAŁ 49

Judd wśliznął się do pokoju dziecka niezauważony przez nikogo. Chłopiec wpatrywał się w niego z wielkimi 
oczami, gdy wydobył się z cienia dwadzieścia minut po tym jak rodzice chłopca w końcu poszli spać. Jeżeli 
wywiad Judd'a był prawidłowy, oboje będą tutaj z powrotem w ciągu godziny, by sprawdzić co się dzieje z 
ich synem.

„Przyszedłeś, by mnie zabrać?” Dziecko brzmiało jednocześnie na przerażone i dziwnie zadowolone.

Judd rozumiał – w sposób, w jaki kochający rodzice William'a nigdy nie będą w stanie. „Nie. Przyszedłem 
zobaczyć, czy mogę ci pomóc.”

„Nie   możesz.   Jestem   potworem.”   Łza   wypłynęła   z   jego   oczu.   Łza,   którą   starł   pełną   złości   piąstką.  
„Skrzywdziłem Spot'a.”

Judd przeszedł przez pokój, by usiąść na łóżku chłopca i uniósł dłoń. „Muszę cię dotknąć.” To będzie 
musiało być bardzo delikatne telepatyczne śledztwo. Jeżeli aktywuje zły czynnik chłopiec będzie próbował 
uderzyć, i choć Judd był otoczony tarczą, nie było potrzeby, by ten dzieciak czuł się gorzej na temat samego 
siebie niż już miało to miejsce. „Opuścisz swoje tarcze?”

„Dobrze.” Ślepe posłuszeństwo. Tak jakby cierpiał tak mocno, że już się poddał.

Judd dotknął palcami do skroni William'a. Jego psychiczne zmysły skupiły się do najdrobniejszego punktu. 
A potem zaczął szukać. Zgodnie z notatkami, którymi podzieliła się z nim Ashaya lekarze w Świetle znaleźli 
niezwykłą wersję genu Tk, ale to co Judd zobaczył było oślepiająco znajome. Wydawało się, że mutacja Tk-
Cell (Tk-Kom) nie dyskryminowała osobników pół-krwi.

Ten chłopiec. Ten jasny, piękny młody chłopiec był uśpionym mordercą.

Szczęka Judd'a zacisnęła się. Nie było mowy, by do jasnej cholery ta przyszłość kiedykolwiek się ziściła. 
„Chcę ci coś powiedzieć, i chcę żebyś posłuchał mnie uważnie.”

William przytaknął, ale jego oczy były przytłumione.

Judd ujął policzek chłopca w dłonie i zmusił go, by się skupił. „Potrafię robić to co ty.”

„Nikt ...”

Judd   wyjął   z   kieszeni   kurtki   scyzoryk,   otworzył   go   i   przesunął   ostrzem   po   wewnętrznej   stronie   dłoni 
upuszczając grubą linię krwi. „Patrz.” Fragment po fragmencie, komórka po komórce zamknął ranę aż nie 
pozostało nic poza krwią. Starł ją używając chusteczki z nocnego stolika i pokazał chłopcu swoją dłoń.  
Schował chusteczkę do swojej kieszeni upewniając się, ze nie zostawi za sobą żadnych śladów. „Potrafię  
robić to co ty.”

Tym   razem   oczy   William'a   nawet   w   przybliżeniu   nie   były   przytłumione.   „Możesz   mnie   naprawić?” 
Wyszeptał.

Kiedyś Judd odpowiedziałby tak albo nie. Tak było zanim zakochał się w kobiecie, która nie widziała w nim  

background image

zła. „Nie ma w tobie nic, co trzeba byłoby naprawiać. Mogę cię nauczyć to kontrolować. Tak, byś mógł  
używać tego daru w dobrych celach.”

„Na przykład w jakich?”

„Jak składanie do kupy połamanych części ciała.”

Zobaczył jak chłopiec o tym rozmyśla mocno przyciskając do piersi swojego misia. „To nie byłoby takie 
złe.”

„Właściwie, to jest o wiele lepsze – to jest cholernie dobre.” Powiedział Judd.

Nerwowy uśmiech. „Tak?”

„Tak. Jesteś gotowy na swoją pierwszą lekcję?”

ROZDZIAŁ 50

Dev natychmiast obudził się, gdy o drugiej nad ranem usłyszał dzwonienie swojej komórki w dniu, w 
którym planowali przygwoździć Ming'a bardzo świadomy przytulonej do niego Katy'i. Dopiero, gdy poczuł 
jak oddycha jego serce uspokoiło się do stabilnego rytmu.

Włączył ekran małej jednostki komunikacyjnej stojącej na nocnym stoliku i zobaczył na nim wstrząśniętą 
twarz Jack'a. „Dev, William siedzi tutaj jedząc czekoladowe płatki śniadaniowe.”

Dev   zmusił   swój   mózg   do   pracy.   „Dziwna   pora   na   śniadanie,   ale   to   dobra   wiadomość,   więc   dlaczego 
wyglądasz tak jakbyś zobaczył ducha?”

Jack przesunął po włosach drżącą dłonią. „Ponieważ mój syn powiedział mi, że dzisiaj odwiedziła go Strzała 
i zaczęła go uczyć jak być dobrym.”

„Cholera, udało jej się przedrzeć.” Dev delikatnie zagwizdał między zębami.

Jack   nie   słuchał,   jego   uwaga   była   skupiona   na   czymś   po   jego   prawej   stronie.   „Przyjdę   za   sekundę,  
kochanie.” Jack wrócił uwagą do Dev'a i potrząsnął głową. „Melissa tylko tam siedzi i głaska go po włosach,  
tak jakby się bała, że zniknie. Ale on ciągle się uśmiecha.”

„Strzała   nie   stanowi   zagrożenia   dla   William'a.”   Powiedział   Dev   wiedząc,   że  Ashaya  Aleine   nigdy  nie 
skrzywdziłaby syna innej matki. „Mam przeczucie, że musi się martwić, by jego własne imię nie wyciekło  
nigdzie – prawdopodobnie stąd nocna wizyta.”

„Nie obchodzi mnie czy będzie chciał przychodzić o pieprzonej trzeciej w nocy, jeżeli może to zrobić dla  
mojego syna.” Roztrzęsiony śmiech. „Zrobię wszystko co ten mężczyzna będzie chciał. Musisz mi jedynie o 
tym powiedzieć.”

Trzy   godziny   później   Dev   zadzwonił   do   Jack'a.   „Chce,   żebyście   przeprowadzili   się   do   San 

Francisco.” Ta informacja została przekazana przez Dorian'a.

„Ten mężczyzna ma rodzinę, którą musi bronić.” Powiedział Dorian. „Im mniej ludzi wie o tym co 

może zrobić, tym lepiej. Nawet ja o tym nie wiedziałem, dopóki dzisiaj nie zdecydował, żeby mi o tym 
powiedzieć.”

Dev uniósł brew. „Ten facet wydaje się być bardzo skryty.”

„W każdej chwili zaufałbym mu, by chronił moje tyły.” Pewne siebie spojrzenie. „Jest zdeterminowany, by 
pomóc temu dzieciakowi – wystarczająco mocno zdeterminowany, by podzielić się sekretem, który ukrywał 
przez cholernie długi czas, więc gdybym był na twoim miejscu zrobiłbym dokładnie to co mówi.”

Teraz Jack nie wahał się nawet przez sekundę. „Zacznę się pakować.”

Dev rozłączył się i spojrzał w oczy kobiety, która właśnie wyszła z łazienki. „Choć do łóżka.”

Nie kłóciła się z nim, ale gdy szła przez pokój zobaczył coś co sprawiło, że jego wnętrzności skręciły się w 
supeł. „Twój balans ciała jest zniekształcony.”

„Tak.” Wśliznęła się do łóżka i przejechała palcami w dół po jego szorstkiej szczęce. „Ale nie chcę teraz o  
tym rozmawiać. Kochaj się ze mną Dev.”

background image

A ponieważ nie potrafił jej niczego odmówić zrobił to, o co go poprosiła.

Jeżeli Dev pozwoliłby sobie przyjąć do wiadomości pełną wściekłości bezradność, która zaciskała się wokół 
jego umysłu w tysiącu więzów mógłby zrobić coś głupiego. A tak, musiał oddzielić od siebie to uczucie.  
Była to umiejętność, w której stał się bardzo dobry jako dziecko. Maszyny i metal zazwyczaj pomagały, ale 
nigdy, gdy sprawa dotyczyła Katy'i. Sięgała zbyt głęboko. Sprawiała, że czuł zbyt mocno.

„Nie  sądziłam,   że   nie-Cisi   mogą   to  zrobić.”  Powiedziała   do niego  Katya  tego wieczora,  gdy  omawiali 
ostatnie przygotowania. Pozostały zaledwie dwie godziny. Dev wolałby dłuższy okres przygotowywań, ale 
Ming nie tylko będzie dzisiaj w mieście, ale również im dłużej, by zwlekali, tym bardziej Katya zatracałaby 
siebie.

„Co zrobić?” Zapytał spoglądając znad swojego szkicu lokalizacji, gdzie planowali zwabić tego drania.

„Odciąć reakcje emocjonalne.” Uniosła się z swojego siedziska na sofie przed nim i podeszła, by usiąść na 
ramieniu jego fotela. „Stałeś się zimny.”

Wsunął swoją dłoń wokół jej tali w geście, który był instynktownie opiekuńczy. „To konieczne.” Pociągnął 
ją delikatnie i przyciągnął ją w swoje objęcia. „Żołnierz nie może działać jeżeli nie jest całkowicie skupiony 
na swoim celu.”

„Jak długo byłeś żołnierzem?”

„Kilka lat po liceum.” Zmarszczył czoło i zauważył przerwę w zaznaczonej na mapie sieci snajperów, którą 
planował pokryć miejsce spotkania. „Zdecydowałem, że to będzie najłatwiejszy sposób, by uzyskać tego 
rodzaju szkolenie jakiego potrzebowałem.”

„Do czego go potrzebowałeś?” Ciepła dłoń na jego karku. Pocałunek w policzek.

„Katya.” To miało być upomnienie, ale przegrał tą bitwę w momencie, gdy spojrzał w jej orzechowe oczy. 
Jęknął i pociągnął ją w dół dłonią spoczywającą na tyle jej głowy. Przygryzł jej dolną wargę w zmysłowej 
karze. „Wiem co próbujesz zrobić.”

Jej spojrzenie pociemniało do jadeitu zmieszanego z tygrysim okiem. „Pozwól mi.”

„Nie mogę.”

Wydanie z siebie westchnienia zajęło jej kilka długich minut. „Nie chcę cię stracić.”

Spojrzał na nią czekając aż zrozumie.

„Nie.”   Powiedziała   po   niemal   trzydziestu   sekundach   ciszy.   „Również   nie   wybrałabym   bezpieczeństwa, 
gdyby chodziło o ciebie.”

Pocałował ją za to. Za zaakceptowanie jego pragnienia, by ją chronić i sprawić, żeby była bezpieczna.

Później wtuliła się w jego gardło. „Tylko kilka minut.”

„Tylko kilka.” Potrzebował, by każdy pionek był dokładnie we właściwym miejscu, albo to wszystko zmieni  
się  w  kupę  gówna.  Jeżeli  przeprowadzą  to  dokładnie  tak  jak trzeba  Radny uzna  spotkanie  fizyczne  za  
bardziej zapobiegawcze niż spotkanie psychiczne. Ponieważ spotkanie na planie psychicznym pozostawi 
Katy'ę całkowicie bezbronną. Dev był pewien, że Ming zostawił sobie ukryte tylne wejście do jej umysłu,  
takie które pozwoli mu z łatwością przejść tarcze, które sam umieścił i wziąć wszystko czego chciał.

„Czy to całkowicie wynika z bycia żołnierzem? Twoja umiejętność do wyłączenia się?”

Cienie  szeptały  na  tyłach  jego umysłu,  żarłoczne  i  pazerne.  Walczył   z  ich  próbami,  by wciągnąć  go z 
powrotem do skąpanej w żałobie przeszłości. „Dlaczego?”

„Sprawiasz takie wrażenie … jakby potrzeba kontroli była złączona z twoją duszą.”

„Jest   to   jeden   ze   sposobów,   by  to   określić.”   Powoli   wypuścił   oddech   i   przejechał   dłonią   po   włosach. 
„Powiedziałem   ci,   że   mój   ojciec   zabił   matkę.   Nie   powiedziałem   ci   jednak,   że   byłem   świadkiem   tego 
morderstwa.” Utrzymywał równy ton głosu. Jego słowa były wyraźne. Ten emocjonalny kaganiec był jedyną 
bronią jaką posiadał, by walczyć z cieniami tych obrzydliwych wspomnień.

„Och, Dev.” Delikatny szept. W jej głosie odbijał się ból. „Ile miałeś wtedy lat?”

„Byłem wystarczająco duży, by wiedzieć, że mój ojciec nie powinien mieć tak owiniętych rąk na szyi matki,  
ale nie wystarczająco, by go odciągnąć.” To wspomnienie prześladowało go każdego dnia jego życia. Gdyby 

background image

tylko   był   silniejszy.  Ale   był   zaledwie   dziewięcioletnim   szczupłym   chłopcem.   Jego   ojciec   był   dużym 
mężczyzną, który czterokrotnie przewyższał go wagą. „Prawdopodobnie mnie też, by zabił, tylko że moja  
mama dała radę wyemitować telepatyczny krzyk o pomoc.”

Nadal   mógł   usłyszeć   rozedrgany  szok   wyważonych   drzwi   i   odgłos   obutych   stóp.   Krzyki.   Potem   ludzi 
walących pięściami w klatkę piersiową jego matki i wdychających powietrze w jej usta. Jej klatka zaczęła się 
unosić i opadać napawając go nadzieją … aż zdał sobie sprawę, że nie robiła tego sama, że tak naprawdę to 
nie ona oddychała.

„Zdanie sobie sprawy z tego, że byłem w pokoju zajęło ratownikom dziesięć minut.” Ojciec uderzając go  
pchnął go do rogu pokoju. Leżał tam ogłuszony i krwawiący, gdy przed jego oczami jego świat roztrzaskał 
się   na   kawałki.   „Widziałem   jak   wyciągnęli   mojego   krzyczącego,   płaczącego   ojca   z   pokoju.  A  potem 
widziałem jak stwierdzają zgon mojej matki.”

Pocałunek Katy'i w jego ciało był niczym balsam. „Byłeś wyszkolony w boju.” Wymruczała. „Czy twój 
ojciec cierpiał na skutek epizodu psychicznego?”

„Tak. Nigdy tak naprawdę się z niego nie wydostał. Spędza większość swojego czasu w pokoju w ośrodku w 
Pensylwanii. To miłe miejsce. Ma dużo ogrodów, drzew. Jest bardzo spokojne, ale on opuszcza swój pokój 
jedynie, gdy jest do tego zmuszony, albo gdy ja go odwiedzam.”

„Często go odwiedzasz?”

„Nie.” Zacisnął dłoń na jej biodrze. Jego uścisk był mocny. „Dorosły człowiek w moim wnętrzu, rozumny 
człowiek, rozumie, że nie zrobił tego z własnego wyboru. Więc jadę do niego. Ale, gdy go widzę ponownie  
staję się tym dzieckiem patrzącym jak wydusza życie z mojej mamy. I nie mogę zrobić ostatniego kroku – 
nie mogę mu wybaczyć.”

„Przynajmniej ...” Zaczęła Katya, gdy zegarek Dev'a zaczął pikać.

„To może zaczekać.” Powiedział i ogarnęła go wstydliwa ulga. „Już czas.”

Czterdzieści   pięć   minut   później   siedzieli   w   samochodzie   zaparkowanym   obok   rzędu   szafek 

magazynowych znajdujących się we wschodniej części Queens'u. Katya siedziała za kierownicą. Dev wybrał 
tą lokalizację z dwóch ważnych powodów. Pierwszym było to, że to miejsce było na uboczu co zmniejszało 
szansę na wtrącenie się kogoś. Drugim powodem był fakt, że dawało snajperom doskonałą linię strzału.

„Dobrze.” Powiedział sprawdzając telefon. „Kolacja biznesowa zaraz się skończy. W ciągu dziesięciu minut 
powinien być w drodze. Wywiad potwierdza, że nie ma z nim teleportera. To nasza najlepsza szansa.”

Katya spojrzała na niego pocierając dłonie o uda. „Nie wiem, czy będę w stanie to zrobić.”

„Musisz, dziecino. Jeżeli zdecyduje się skorzystać z tylnego wejścia do twojego umysłu musi zobaczyć to 
czego się spodziewa.” Sięgnął przez siedzenia i wciągnął ją na swoje kolana. „Miejmy nadzieję, że jego 
arogancja sprawi, że zaakceptuje to bez zagłębiania się bardziej.”

„Nie chcę dzielić się tym z nim.” Położyła dłonie na jego twarzy. „Nie chcę, by wiedział jak bardzo się dla  
mnie liczysz.”

„Nie   będzie.”   Wyszeptał   Dev.   Złoto   w   jego   elektryzujących   oczach   było   przytłumione   w   ciemności  
samochodu. „On nie potrafi zrozumieć co to znaczy czuć tak wiele do kogokolwiek.” Odsunął włosy z jej 
twarzy.

Nie potrafiła się przed nim obronić. Więc pochyliła się do przodu i pocałowała go w usta, słodko i delikatnie.  
Czułość i ból rozdzierały ją w równym stopniu, gdy otulił ją swoimi ramionami. Biorąc w swoje usta jego 
smak pozwoliła, by przejął prowadzenie, by ją całował, tak jakby nigdy nie mógł się tym nasycić.

Ogień polizał jej kręgosłup. Pasja powstała nawet w głębi tego chaosu. Zadrżała, gdy jego ręce wśliznęły się  
pod jej bluzę, by przesunąć się po jej plecach. Skupiła się tylko na doznaniach zmysłowych, na żarze, który z 
taką łatwością potrafił rozniecić. Jęknęła w tyle gardła i przesunęła dłoń na jego szyję bawiąc się palcami 
nad jego pulsem.

Uszczypnął ją w uta. Jego dłonie przesunęły się do przodu, by ująć jej piersi. Głód przeszył ją, ale właśnie 
wtedy,   gdy  był   roztargniony  opuściła   do   dłoni   pistolet   presyjny,   który  miała   ukryty   w   rękawie   bluzy. 
„Przepraszam Dev.” Przycisnęła pistolet do jego szyi i pociągnęła za spust.

Jego ciało wzdrygnęło się. Przerwał pocałunek i wpatrywał się w nią. „Katya?” Poczucie zdrady przytłumiło 

background image

złoto i chwilę później jego głowa opadła na tylne siedzenie.

ROZDZIAŁ 51

Przełykając łzy Katya podniosła komórkę i wprowadziła numer, który miała wyryty w pamięci.

Głos Ming'a po drugiej stronie linii był niczym lodowate ostrze. „Radny LeBon.”

„Mam go.” Wyszeptała pozwalając, by jej desperacja, strach, poczucie zasadzki zalało jej umysł.

Chwila przerwy. „To jest niespodziewane.” Pełzające przesunięcie się palców przez jej umysł. „Podwójna 
gra, Ekaterina? Nie spodziewałbym się tego po tobie.”

Mdłości uniosły się na powierzchnię, gdy te palce badały i naruszały jej umysł. „Chcę żyć.” Utrzymywała 
swoje myśli zanurzone w bólu, który poczuła, gdy Dev zrozumiał co zrobiła. „Obiecałeś, że mnie wypuścisz, 
jeżeli dostarczę Devraj'a Santos'a.”

„Rozkazałem ci go zabić.”

„Sądziłam, że wolałbyś go żywego, jeżeli mógłbyś go takiego dostać.” Palce wycofały się z jej umysłu, ale  
nie wydała z siebie westchnienia ulgi.

„Prawda.” Kolejna przerwa. „Gdzie jesteś?”

Podała mu koordynaty. „Są tutaj czekający na ciebie snajperzy.”

„Widzę to. Ponieważ jestem w tej chwili bez teleportera przyjadę do ciebie. Zaczekaj na dalsze instrukcje.”

Katya rozłączyła się i opuściła czoło do twarzy Dev'a chcąc płakać, ale wiedząc, że nie mogła poddać się 
temu pragnieniu. Zamiast tego ponownie przesunęła się na miejsce kierowcy i wzięła głęboki wdech czując 
jak mięśnie jej klatki piersiowej napinają się pod presją. Jej palce drżały na kierownicy, ale nie było to  
wynikiem strachu. Traciła coraz więcej i więcej elementów jej ciała, jej samej.

Kilka minut później komórka rozdzwoniła się.

„Wyjedź ze swojej obecnej lokalizacji.” Powiedział do niej Ming. „Dziesięć przecznic dalej po lewej stronie  
jest pusta alejka.”

„Jestem w drodze.” Zamknęła telefon i uruchomiła silnik, a potem wyjechała w ciemność późnego wieczoru. 
Niemal natychmiast telefon Dev'a rozdzwonił się. Wiedziała, że był to jego zespół próbujący zrozumieć co 
się dzieje do jasnej cholery.

Otworzyła telefon. „Zmiana planów.” Powiedziała do Aubr'ego. „Zostaliśmy skierowani do innego punktu 
spotkania.”

„Gdzie? Muszę przemieścić moich ludzi ...”

Podała mu koordynaty miejsca znajdującego się o dziesięć minut drogi od prawidłowej lokalizacji. „Pospiesz 
się.”

„Daj telefon Dev'owi.”

Wiedząc, że jej rozmówca nie uwierzy w nic więcej co mu powie, Katya rozłączyła się. A potem pojechała 
tak jakby goniło ją same piekło pewna, że Aubry i jego ludzie nie będą w stanie wystarczająco szybko dostać 
się do pojazdów, by ją śledzić.

Mniej niż pięć minut później wjechała w pustą przecznicę za wielkim magazynem. Ciemny sedan Ming'a 
czekał na nią. Jego okna były zaciemnione. Zatrzymała samochód obok niego, wysiadła. Jej lewa noga była 
rozedrgana, ale nadal była w stanie utrzymać ją w pionie. A jej palce … były wystarczająco silne, by to  
dokończyć.

Tylne okno opuściło się, by ujawnić twarz Ming'a. „Muszę przyznać biorąc pod uwagę to co dostrzegłem w  
twoich wspomnieniach, że spodziewałbym się, że staniesz się zdrajcom.” Powiedział Radny.

„Chcę  żyć.”  Powtórzyła  swoje  wcześniejsze  słowa  i skrzyżowała ręce, gdy kierowca/ochroniarz  Ming'a 
wysiadł prześwietlając ją chłodnym spojrzeniem z drugiej strony samochodu.

background image

„Twoje wspomnienia nie wróciły wystarczająco szybko.” Wymruczał Ming patrząc na nią tak jakby była 
eksperymentem. „To niefortunne, że byłaś upośledzona przez taki wydłużony okres. Amnezja miała jedynie  
dać ci przykrywkę przez wystarczająco długi okres, by ci zaufali.”

Zignorowała jego słowa. „Powiedziałeś, że będziesz w stanie mnie naprawić.”

Ming   odchylił   się   do   tyłu   w   swoim   siedzeniu.   „Zbyt   długo   zwlekałaś.   Nie   ma   sposobu,   by  naprawić 
uszkodzenia.”

„To zatrzymaj ich nasilanie się.”

Ming odezwał się do kierowcy. „Weź dyrektora Światła.”

Gdy Strzała przeszła na przód sedana Ming'a, Katya  odezwała się. „Stój.” Kierowca bez wątpienia był  
częścią najbardziej śmiertelnie niebezpiecznej prywatnej armii Radnego.

Oczywiście nie zrobił tego. Obróciła się do Ming'a czując jak włoski na tyle jej karku unoszą się, gdy Strzała  
sięgnęła   do   drzwi   jej   pojazdu   od   strony  pasażera,   gdzie   siedział   Dev.   „Skłamałeś,   prawda?”   Zapytała 
pozwalając, by usłyszał jej gniew. „Nigdy nie byłbyś w stanie odplątać tego co mi zrobiłeś. Tarcza jest nie do  
złamania.”

„Tak, a linie twojego programowania są z nią bezpośrednio połączone – ach, nie wiedziałaś tego.”

„Byłam martwa w momencie, w którym mnie wziąłeś.”

„Dobrze się spisałaś Ekaterina.” Cęgi zacisnęły się wokół jej umysłu. „Gdybym wiedział, że okażesz się taka 
użyteczna nie zakorzeniłbym tarczy w twoim umyśle, ale co się stało to się nie odstanie.”

I teraz, pomyślała, słysząc jak Strzała otwiera drzwi Dev'a nadszedł czas, by umarła. „Wiesz co Ming, ja 
naprawdę nie jestem tak głupia jak ci się wydaje.” Powiedziała, gdy linia krwi spłynęła z jej ucha, a lewa 
noga zaczęła drżeć we spazmie. Wyciągnęła gładką małą broń ukrytą za swoimi plecami strzeliła mu w 
głowę.

Mocne uderzenie zabrzmiało zza jej pleców … ciało uderzyło o ziemię.

Pokryta przez krew oparła się na otwartym oknie Ming'a, ale jej uwaga była gdzie indziej. „Dev?”

„Leży. Jest oszołomiony.” Dev wysiadł z fotela pasażera i podbiegł do niej. „Niech to diabli Katya, on  
mógł ...”

Potrząsnęła  głową opuszczając rękę z bronią  do boku ciała.  „Nie. Część mnie  zawsze wiedziała,  że  to 
musiało być kłamstwo. Nie można rozbroić tak intensywnej pułapki.”

Coś zalśniło po drugiej stronie pojazdu Ming'a.

„Do samochodu!” Wepchnął ją do środka i wskoczył za nią. Gdy wycofywał auto z alei i z dala od niej.  
Samochód reagował niewiarygodnie szybko. Obróciła się, by spojrzeć.

W jakiś sposób samochód Ming'a zapadł się do środka, tak jakby ktoś zgniótł ramę jakby była z papieru. 
„Dev?” Wyszeptała.

„Okazuje   się,   że   rama   tego   samochodu   miała   w   sobie   metal.”   Padła   tajemnicza   odpowiedź.   „Ilu   ludzi 
teleportowało się do środka?”

„Czworo.” Widziała ich postacie na tle nieba Nowego Jorku. Wszyscy mieli na sobie niewiarygodną czerń 
Szwadronu Strzał. Fakt, że nadal znajdowali się przy pojeździe Ming'a, gdy samochód Dev'a zniknął za 
rogiem sprawił, że jej szczęka zacisnęła się. „Ming nie umarł.”

Dev rozłączył się patrząc Katy'i prosto w oczy, gdy siedziała na ich łóżku. Jej ręce były owinięte  

wokół podkurczonych kolan. „Miałaś rację, ten drań przeżył.” Kontakt Psi Ciemnej Rzeki ponownie dał radę 
uzyskać   informacje.   To   sprawiło,   że   Dev   zaczął   się   zastanawiać   jak   wysoko   w   super-strukturze   Rady 
znajdował się ten kontakt. Nie był jednak wystarczającym idiotą, by narazić przykrywkę tego człowieka 
przez zadawanie zbyt wielu pytań. 

„Strzeliłam w jego głowę.”

„Miał diabelskie szczęście.” Wspiął się do łóżka. Usiadł, a jego nogi okalały ją po obu stronach, a dłonie 
ujęły jej twarz. „Kula uderzyła na samej górze jego czaszki i przeszła na wylot samochodu po jego drugiej  
stronie. Jest nieprzytomny, ale rokowania mówią, że odzyska pełnię sił.”

background image

„Czy odbije się na tobie? Na Świetle?”

„Nie, dziecino.” Przesunął się bliżej niej nienawidząc taki jej widok. Takiej cichej, takiej roztrzaskanej. „To  
po prostu kolejny rozdział w wojnie, którą toczymy odkąd moi przodkowie odeszli z Sieci. Teraz po prostu 
jest ona otwarta.”

„Jesteś na mnie zły?”

„Tak.” Nadal pamiętał czystą panikę, którą czuł, gdy był uwięziony w samochodzie, gdy ona stała tak blisko 
Ming'a. „Nie miałaś tak naprawdę mnie obezwładnić.” Dawka była mała – zaczął wracać do przytomności, 
gdy wyjeżdżali z pierwotnego miejsca spotkania, ale broń presyjna miała być pusta.

„Wiem jak bardzo dokładny jest Ming.” Powiedziała, a jej palce zacisnęły się na jego koszulce zaraz nad  
jego sercem. „Nigdy, by tego nie przegapił. Musiałam sprawić, by uwierzył, że naprawdę wykonałam tą 
podwójną intrygę, sprawiłam, żebyś uwierzył, że mi na tobie zależy … a potem dostarczyłam cię jemu, by 
ocalić własne życie.”

„A on był tak pewny swojej władzy, że nie wysilił się, by spojrzeć pod powierzchnię.”

„Tak.” Posłała mu pełen napięcia uśmiech. „Jestem dla niego niczym – nie mógł zrozumieć, że mogę mieć  
własny rozum.”

Otulił ją ramionami. Jego palce zacisnęły się. „Skąd wytrzasnęłaś broń?”

Zastanawiała się kiedy zada to pytanie. „Zgadnij.”

„Od mojej babci.”

„Tak.” Katya spodziewała się natychmiastowej odmowy na swoją prośbę. Zamiast tego Kiran Santos przez 
długą chwilę patrzyła jej w oczy, a potem sięgnęła do torebki i wyciągnęła broń. „Najpierw nie mogłam 
uwierzyć,   że   mi   zaufała,   a   potem   zdałam   sobie   sprawę,   że   to   tobie   ufa.”   Rozłożyła   palce   nad   jego 
pulsującym sercem. „Powiesz mi dlaczego zamki otwierają się dla ciebie?”

„Zauważyłaś to, co?” Jego komentarz był lekki, a jednak jego dusza zmroziła się. Ponieważ jeżeli pytała go 
o jego sekrety … „Nie.”

„Proszę – jestem taka ciekawa.”

A ponieważ nie potrafił jej niczego odmówić powiedział jej o swojej zdolności do kierowania metalem.  
„Najpierw był to tylko metal. Mogłem go wyczuć, poczuć, posmakować. Jego chłód sprawiał, że byłem 
spokojny, gdy każda inna osoba wybuchała.” Za wyjątkiem, gdy był z nią. To nigdy na nią nie działało. „Gdy 
stawałem się starszy, odkryłem, że mogę manipulować przedmiotami, które mają metalowe komponenty, tak 
jak zawiasy w zamkach.”

„To rozwinęło się bardziej?”

„W tym roku zacząłem „łączyć się” z maszynami, które mają bardzo niewiele metalowych części – tak 
jakbym miał do nich bezpośrednie dojście. Mogę teraz rozkazywać komputerom na podstawowym poziomie, 
takim   jak   te   w   samochodach.   Z   czasem,   mogę   dosłownie   być   w   stanie   „rozmawiać”   z   dużo   bardziej 
wyrafinowanymi systemami – Glen i Connor sądzą, że możliwe, iż w ogóle rozwinę się do stanu, gdy nie  
będę potrzebował do tego obecności metalu.”

„Niezwykłe.” Wyszeptała. „Rozwijasz umiejętność interakcji z maszynami na poziomie mentalnym.” Przez 
chwilę ból ustąpił z jej głosu, gdy władzę nad nią przejęła jej naukowa natura. „To umiejętność specyficznie  
związana z wiekiem technologicznym.”

„Właśnie to stwierdzili doktorkowie.” Rozluźnił uchwyt, którym pętał swoje własne dłonie i ujął tył jej 
głowy, a potem pogłaskał ją po karku. „Chcesz zobaczyć fajną sztuczkę?”

Małe przytaknięcie. Słabe, zbyt słabe. Ból wystrzelił wzdłuż jego szczęki i kręgosłupa, ale nie pozwolił, by 
te emocje wydostały się. Nie załamał się, gdy potrzebowała, by był silny. „Patrz.” Skupił się i przyciągnął do 
siebie metal.

„Och!” Katya uchyliła się, gdy mała metalowa rzeźba przykleiła się do jego ręki. „Jesteś magnetyczny?”

„Nie.” Odkleił rzeźbę i odstawił ją na pobliski stolik. „Choć efekt jest ten sam. Powinnaś zobaczyć mnie z 
łyżkami.”

Posłała mu uśmiech i bardzo starała się, by go utrzymać. Ale on wiedział. „Katya?”

background image

„Tak mi przykro Dev.” Zamrugała w nagłym wybuchu. „Nie czuję już moich nóg.”

Jego całe ciało wzdrygnęło się. „Nie, jeszcze nie.”

„Jeszcze   nie.”   Zgodziła   się.   Nie   mogła   się   go   puścić.   „Nie   musimy   się   martwić   już   o   żadne   inne 
zaprogramowane przymusy – nie jestem wystarczająco silna, by być niebezpieczna.”

„Ming?” Ostre pojedyncze słowo.

„Tak długo jak Ming będzie nieprzytomny jego Strzały nie będą w stanie mnie znaleźć. Dobrze się spisał 
ukrywając mnie.” Była jego zwierzątkiem hodowlanym, jego małą perwersją. „Ale gdy się obudzi ...”

Pocałował ją powstrzymując  jej słowa.  Poddała  się,  bardzie skłonna  do tego,  by opóźnić nieuniknione. 
Jeszcze tylko kilka dni, pomyślała, jeszcze kilka godzin spędzonych z mężczyzną, którego uwielbiała do  
głębi swojej duszy.

Dev chciał jedynie przez każdą sekundę każdej minuty trzymać Katy'ę, ale dyrektor Fundacji Światło nie 
miał takiego luksusu. „Wrócę jak tylko będę mógł.” Powiedział jej następnego ranka, gdy leżała zwinięta na  
sofie w pokoju słonecznym jego domu w Vermont.

„Nie martw się. Nic mi nie będzie.” Spojrzała w stronę korytarza. „Twój przyjaciel Connor będzie tutaj.”

„Nie mogę zostawić cię samej, gdy stajesz się taka słaba. Nie proś mnie o to.”

„Zgodnie z opinią twojej babci powinnam się z tobą nie zgadzać tak dla zasady, ale ty i tak już masz worki  
pod oczami.” Uniosła dłoń i położyła palce na jego pulsie w sposób, który miała w zwyczaju. „Będę na 
ciebie czekać.”

Trzymał tą obietnicę blisko przy sercu, gdy wychodził przez drzwi. Zmniejszył czas potrzebny na podróż 
przez użycie odrzutowego helikoptera zamiast jazdy samochodem przybył do Nowego Jorku dwadzieścia 
minut później. Jego pierwszym zadaniem było sprawdzenie co z Cruz'em. Kilka dni temu rozmawiał z 
chłopcem przez komórkę, ale dobrze było zobaczyć na ekranie dołeczki powodowane przez uśmiech na jego 
twarzy.

„Zaczyna nawet mnie lubić.” Powiedział Tag, gdy Dev przeniósł rozmowę do obecnego strażnika Cruz'a.

„Radzisz sobie sam?”

„Cruz jest grzeczny. A Ti wróci zaraz po dzisiejszym spotkaniu.” Krótka chwila przerwy. „Powodzenia, 
stary.”

Wchodząc do sali konferencyjnej Dev wiedział, że będzie go potrzebował. Po tym jak Jack wycofał swój 
wniosek   o   Ciszę   napięta   sytuacja   wśród   Zapomnianych   uspokoiła   się,   ale   było   daleko   od   zażegnania  
kryzysu. 

„Nie mogę powstrzymać żadnego z was przed ćwiczeniem jakiegoś rodzaju warunkowania.” Powiedział 
teraz do kobiet i mężczyzn zgromadzonych wokół stołu. „Ale powiem wam co myślę – znaleźliśmy sposób, 
by pomóc William'owi. Możliwe, że znajdziemy sposób, by pomóc też innym.”

„Bardzo dużo w tym wszystkim może … Dev.”

Spojrzał   w   wyróżniające   się   oczy   Tiar'y.   „Będziemy   się   tym   zajmować   przypadek   po   przypadku.” 
Przemyślał to, i pójdzie walczyć na deski, by ocalić swoich ludzi. „A Aubry ma rację – nie możesz szczerze 
mi powiedzieć, że byłabyś szczęśliwa żyjąc życie, gdzie nie mogłabyś spędzić jego połowy drocząc się z 
Tag'iem? Matko Święta, jego jaja muszą już być cholernie fioletowe.”

„Na pewno jest dużo gorzej.” Wymruczał Aubry. „Jestem przekonany, że te godne pożałowania członki 
niedługo odpadną.”

Policzki Tiar'y zrobiłby się czerwone, gdy kilkoro ludzi przy stole zaśmiało się. Ale nie była z tych, które się 
wycofują. „Od kiedy to interesują cię jaja innych mężczyzn Aubry? Jest coś o czym powinniśmy wiedzieć,  
co?” 

Kolejna fala śmiechu, gdy głowy obróciły się w stronę Aubr'ego.

„Spójrzcie na nas.” Powiedział Dev ratując swojego zastępcę. „Jesteśmy w przeciwnych obozach i nadal 
jesteśmy w stanie się z tego śmiać. Tak nie jest w przypadku Psi.”

Kilka przytaknięć i zmartwionych spojrzeń. „Ale Dev to wierzchołek góry lodowej. Co jeżeli nie znajdziemy 

background image

sposobu, by iść na przód?” Powiedziała inna kobieta, solidny członek zarządu.

„Zapomniani zawsze byli znani z ich odwagi pod wpływem zagrożenia. Znajdziemy sposób.” Musiał w to  
wierzyć – nie tylko dla jego ludzi, ale również dla Katy'i. „Chciałbym wam wszystkim coś przeczytać.”  
Powiedział. „To jest list, który moja pra-pra-prababka napisała do swojego syna. Była M-Psi, jej mąż był  
jasnowidzem. Jest datowany na 8 listopada 1984 r.”

Zaczekał, by się upewnić, że wszyscy słuchali. „Najdroższy Matthew.” Przeczytał. „Dzisiaj pochowaliśmy 
twojego ojca. Wiesz jakie były jego ostatnie słowa do mnie? „Cholerna uparta kobita.”.”

Wybuch powstrzymywanego śmiechu.

Kontynuował   czytać   dalej.   „Lepiej   w   to   uwierz.   Nie   zamierzałam   zostawić   mojego   męża   w   tyle,   gdy 
mordercy Rady ruszyli za nami. Nie było mowy. To w ogóle nie wchodziło w grę. Mieliśmy jeszcze jedynie 
dwa lata razem, ale te dwa lata wystarczą mi za całe życie.

Więc   teraz   już   wiesz   –   pochodzisz   z   najbardziej   upartej   zbieraniny   po   tej   stronie   świata.   Nikt   nie 
powstrzyma twojej gwiazdy przez świeceniem.” Odłożył stronę na stół i spojrzał po kolei każdemu w oczy.  
„Zarina pochowała swojego męża, i nadal walczyła o prawa swoich dzieci do wolności. Jak my możemy  
zrobić cokolwiek mniej?”

Godzinę później spotkanie zakończyło się z jednomyślną zgodą, że nie podejmą żadnych kroków w kierunku 
jakiegokolwiek  programowania   Ciszy.   Zapomniani   walczyli   zbyt   długo  i   zbyt   mocno,   by  tak  łatwo   się 
poddać.

Dev zadzwonił do Katy'i na panelu komunikacyjnym jak tylko mógł. „Jak się czujesz?”

„Dobrze.”   Jej   usta   wygięły  się   w   uśmiechu.   „Connor   przyniósł   mi   koktajl   owocowy  –   powiedział,   że 
zagroziłeś, że obetniesz mu nogi w kolanach, jeżeli o nim zapomni.”

„No   jasne.”   Jego  serce   w  klatce   spowijał   wieczny  ból.   Patrzył   na   nią   po  prostu  przez   dłuższą   chwilę. 
„Powinienem być dzisiaj w domu około ósmej.”

„Jak poszło spotkanie?”

Przestał ukrywać przed nią sprawy w momencie, gdy zrozumiał prawdę. Zrozumiał jak mało czasu miał, by 
podzielić   się   swoim   światem   z   tą   niezwykłą,   piękną   kobietą.   „Dla   Zapomnianych   nie   będzie   łatwych 
odpowiedzi. Będziemy musieli płynąć z prądem i zobaczymy, gdzie to nas zabierze.”

„To jest wolność Dev.” Wyszeptała Katya. „Nigdy z tego nie rezygnuj.”

ROZDZIAŁ 52

Katya  mocno myślała przez całą noc o tym,  co zamierzała zrobić wiedząc, że w tym momencie może  
poprosić Dev'a o wszystko, a on jej to da. Nie chciała tego wykorzystywać, a jednak, w tym samym czasie, 
wiedziała, że nigdy więcej nie będzie miała szansy, by to zrobić.

Podeszła do niego i położyła rękę na jego ramieniu. Dół jej nóg był wciśnięty w komputerowe czarne  
skorupy, które dawały jej siłę do poruszania się.

Spojrzał na nią przerywając swoje rozmyślania pokrytego śniegiem lasu. „Usiądź ze mną na schodach.”

„Chcę cię o coś poprosić.”

„Co tylko zechcesz.”

„Chciałabym poznać twojego ojca.”

Jego ramiona pod jej dłonią zmieniły się w skałę. „Dlaczego?”

„Jest tak wiele rzeczy, które chciałabym z tobą zrobić.” Wyszeptała. „Rzeczy, które wiem, że nigdy nie będę 
miała szansy wprowadzić w życie, ale może, jest jedna rzecz, którą mogę zrobić.”

„Nie wybaczę mu teraz, gdy nie zrobiłem tego przez te wszystkie lata.” Wpatrywał się prosto przed siebie.

„Wiem.” Ześliznęła się, by usiąść obok niego. „Ale może zobaczysz go przez nowe spojrzenie.”

background image

„To będzie strata czasu.”

„Proszę, Dev, zrób to dla mnie.”

„To było poniżej pasa, dziecino.” Wyszeptał otulając silną ręką jej ramiona. „To cholernie niesprawiedliwe.”

Jej oczy płonęły od bólu, który mogła wyczuć w wielkim ciele siedzącym obok niej. „Przy tobie kobieta 
musi sobie radzić z tym co ma.”

Najdroższy ślad uśmiechu. Ale był on ocieniony ciężką falą ciemności, poczucia straty. „Dobrze. Zabiorę cię 
do niego.”

Cztery   godziny   później   od   momentu,   gdy   go   o   to   poprosiła   weszli   do   dużego   słonecznego   pokoju 
gościnnego miejsca, które ojciec Dev'a nazywał domem. Tak jak Dev powiedział, było to śliczne miejsce.  
Wiklinowe krzesła z gładkimi białymi poduszkami stały w łatwych konwersacyjnych grupkach. Roślinny 
wewnętrzne chłonęły słońce przedostające się przez okna, które wyglądały na pobliskie ogrody. Rośliny na 
zewnątrz leżały w zimowym śnie, ale nawet teraz był to pełen spokoju widok.

Ale ogrody najwyraźniej nie miały w sobie uroku dla samotnego mężczyzny siedzącego przy oknach. Jego  
uwaga była zwrócona na wejście.

Serce   Katy'i   zatrzymało   się,   gdy   spojrzała   w   jego   oczy.   „Dev,   jesteście   do   siebie   tacy   podobni.”   Za 
wyjątkiem koloru jego skóry Massey Petrokov był niczym odlew, w którym powstał Dev.

„Tak.” Jego dłoń zacisnęła się wokół jej tali.

Czekała aż powie coś więcej, ale umilkł. Massey obserwował jak podchodzą do niego z taką samą ciszą. Ale,  
gdy doszła do niego zobaczyła, że jego oczy sprawiają, że jej własne zaczynają płonąć – gdy patrzył na syna  
odmalowywały się w nich niemal służalcze przeprosiny, i całkowity brak nadziei … to łamało jej serce. 
„Dzień dobry, Panie Petrokov.” Powiedziała zajmując miejsce naprzeciw niego.

Starszy mężczyzna – jego twarz postarzała się więcej niż wskazywałby na to jego wiek – w końcu odwrócił  
wzrok od Dev'a. „Należysz do mojego syna.”

„Tak.”

„On się tobą zaopiekuje.” Powiedział Massey. Jego wzrok podążył za Dev'em, gdy jego syn podszedł, by 
stanąć przodem do okien po lewej stronie Katy'i. „Nie skrzywdzi cię.”

„Wiem.” Czekała, aż jej rozmówca ponownie odwróci się w jej stronę. „Opowie mi pan o niej?”

„O niej?”

„O mamie Dev'a.”

Całe ciało Dev'a zamarło, ale nie odezwał się słowem.

Massey przełknął. „Nie mam prawa wypowiadać jej imienia.”

„Proszę.”

Po długiej, bardzo długiej chwili, Massey zaczął mówić. Jego oczy były utkwione w plecach syna. „Byliśmy 
nastolatkami, gdy się spotkaliśmy. Była jasną, zabawną dziewczyną. A ja byłem zapalonym sportowcem. Ale 
zawsze znaleźliśmy coś co mieliśmy sobie do powiedzenia. Sprawiała, że czułem się mądry.” Uśmiechnął 
się, gdy zapadł się we wspomnienia. „Ona mawiała, że sprawiam, że czuje się silna.”

W tej chwili w Massey'u Petrokov nie było niczego szalonego lub złamanego. Był młodym mężczyzną, który 
miał przed sobą całe życie. 

„Poprosiłem ją, by wyszła za mnie za mąż, gdy skończyłem licencjat – miałem stypendium za granie w 
football amerykański. Wiedziałem już wtedy, że będzie jeździć w różne miejsca, ale nie przeszkadzało mi 
to.” Zaśmiał się delikatnie. „Mawiałem, że będę kogutem domowym, a ona będzie podbijać świat.”

„Był pan?”

„Tak.” Kolejny uśmiech. „Grałem przez cztery lata, a potem doznałem kontuzji. Ale przez tych kilka lat 
zarobiłem dobre pieniądze, a moja Sarita już była na czele swojej firmy inwestycyjnej, więc finansowo  
radziliśmy sobie. Zdecydowaliśmy, że będziemy starać się o dziecko. Niemal natychmiast zaszła w ciążę.”

Katya nie ośmieliła się spojrzeć na Dev'a, ale mogła niemal wyczuć jego koncentrację. „Lubiła bycie w 

background image

ciąży?”

Massey zamrugał słysząc jej słowa, tak jakby zapomniał o teraźniejszości. „Zaskoczyło ją to, jak bardzo jej 
się to podobało. Myślała, że będzie miała problem z nawiązaniem więzi z dzieckiem – nigdy tak naprawdę 
nie widziała się w roli matki. Ale zaraz od samego początku uwielbiała wszystko w dziecku znajdującym się  
w jej łonie.” Massey ponownie zwrócił się w stronę swojego syna mówiąc do napiętej linii jego pleców. 
„Sok grejpfrutowy i banany tylko to chciała ciągle jeść.”

Cicha przerwa wypełniona jedynie przez delikatne przesuwanie się stóp pielęgniarek po korytarzu po drugiej 
stronie pomieszczenia.

„Miała wrócić do pracy rok po urodzeniu się Dev'a, ale wzięła jeszcze rok wolnego. Dawaliśmy sobie radę.” 
Jego oczy ponownie zaszkliły się. „Ale po tym okresie, właściwie byliśmy tylko we dwoje – ja i Dev.  
Byliśmy   bardzo   zżyci   –   robiłem   mu   drugie   śniadanie,   zabierałem   do   przedszkola,   a   potem   do   szkoły, 
pomagałem mu w lekcjach. Sarita nazywała nas swoimi dwoma Muszkieterami.”

Teraz głębia poczucia zdrady Dev'a miała o wiele więcej sensu. Uwielbiał oboje swoich rodziców, ale był  
bliżej związany z ojcem z uwagi na ilość czasu, który spędzali razem. „To brzmi jak dobre życie.”

„Takie było.” Jego ramiona zaczęły się trząść. „Ale potem ...” Rozedrgane łkanie. „Nigdy nie chciałem jej 
skrzywdzić. Była jedyną kobietą jaką kiedykolwiek kochałem.”

Nie będąc w stanie wytrzymać jego bólu Katya sięgnęła i ujęła go za dłonie. „To nie był pana świadomy  
wybór.” Wyszeptała. „Pana umysł nie był pana własnością.” Wiedziała wszystko na ten temat. Wszystko co 
można było wiedzieć o byciu marionetką.

Massey potrząsnął tylko głową płacząc. „Ale zabiłem ją. Będę dźwigał poczucie winy za to przez resztę 
życia.” W jego oczach nastąpiły zmiany, tak jakby coś próbowało się wydostać. „Ostatnimi dniami nie 
jestem zbyt  często przytomny.” Powiedział wyraźnie, mimo że łzy spływały w dół po jego policzkach. 
„Chciałbym,   nigdy  taki   nie   być.”   Kolejny  puls   ciemności,   fragmenty  połamanego   umysłu   próbującego 
odzyskać kontrolę.

Katya   poczuła   ruch,   a   potem  zobaczyła   jak   ręka   Dev   zaciska   się   na   ramieniu  ojca.   „Nie   byłeś   sobą.” 
Powiedział, a jego głos był surowy od emocji. „Nie tego dnia.” Wydawało się, że nie był w stanie wydobyć z  
siebie więcej słów, ale nie były one potrzebne. Twarz Massey'a wypełniła się taką radością, że patrzenie na 
nią raniło Katy'ę.

„Mój   chłopiec.”   Powiedział.   „Cenny   Devraj   mojej   Sarit'y.”   Jedna   z   jego   dłoni   opuściła   ręce   Katy'i   i 
zamknęła się na dłoni Dev'a.

Siedzieli tak przez chwilę … aż Massey Petrokov nie był dłużej w stanie utrzymać przytomności swojego 
umysłu.

„Skąd wiedziałaś, żeby zapytać o moją matkę?” Zapytał Dev, gdy szli z powrotem do jego domu.  

Odezwał się po raz pierwszy odkąd opuścili jego ojca.

Ośmieliła się podejść do niego i owinąć ręce wokół jego tali. „Pomyślałam, że ty najprawdopodobniej nigdy 
byś go o to nie zapytał.”

„Kiedyś naśladowałem wszystko co robił.” Ręce zacisnęły się wokół jej ciała. „Chciałem być dokładnie taki  
jak on, gdy dorosnę.”

„Był twoim bohaterem.”

„Tak.”  Zamilkł  na  chwilę.   „Później,   nie  byłem  nawet  w  stanie  zatrzymać   jego  nazwiska.   Zamiast   tego 
wybrałem nazwisko mamy.”

„Może pewnego dnia będziesz gotowy, by ponownie je przyjąć.”

„Może.”

Żadne z nich nie powiedziało niczego więcej, ale Katya wiedziała, że Dev wróci, by ponownie odwiedzić  
swojego ojca. Nie sprawiło to, że chciała przestać gniewać się na przeznaczenie, ale dało jej to trochę  
spokoju. „Obiecaj mi coś Dev.”

„Nie.” Powiedział bez cienia pola do negocjacji.

Uśmiechnęła się. „Uparty facet.”

background image

„Mam to we krwi.”

„Jestem samolubna.” Przyznała. „Chcę byś mi obiecał, że będziesz ponownie kochał, ale w tym samym 
czasie mam ochotę wydrapać oczy każdej kobiety, która tylko ośmieli się na ciebie spojrzeć.”

Jego klatka piersiowa zadrżała, a potem, po raz pierwszy od wieków, roześmiał się. Rozradowana z tego  
powodu uśmiechnęła się. A gdy jej kręgosłup wykręcił się w świeżej fali bólu próbowała nie dać tego po  
sobie poznać. Ale on wiedział. Oczywiście, że wiedział.

„Wytrzymaj, dziecino.” Wyszeptał w jej skroń. „Wytrzymaj.”

Próbowała   …   ale   Ming   to   też   jej   skradł.   Mięśnie   jej   rąk   zadrżały,   a   potem   ucichły.  Wewnątrz   klatki  
piersiowej czuła jak jej serce ciężko pracuje by uderzać po raz kolejny, raz za razem. Ten drań wygrał. 
Umierała. Ale zrobi to na własnych warunkach. 

Sięgnęła z wysiłkiem, który sprawił, że Dev ujął ją za szyję i przesunęła ustami po jego szczęce. „Pozwól mi  
odejść Dev.”

„Nie.”

Oboje wiedzieli, że nie mógł jej powstrzymać. Połączenie z Siecią – jej lina życiowa – była wewnątrz jej 
umysłu. Była to głęboko osobista sprawa. A jednako oboje wiedzieli również, że ona nie podejmie tego 
kroku dopóki nie uzyska jego zgody. Ponieważ rozumiała go. Jeżeli to zrobi, zostawi go bez ostatniego 
pożegnania, to wściekłość Dev'a zniszczy go od środka. „Muszę wiedzieć, że pogodziłeś się z tym.”

Ścisnął jej kark w delikatnej naganie. „Nigdy się z tym nie pogodzę.”

„Dev.”

„Zapomnij o tym Katya.” Uparcie zacisnął szczękę przybierając wyraz twarzy, który znała aż nazbyt dobrze.  
„To nigdy się nie stanie.”

Opuściła głowę na jego pierś i przełknęła łzy, które miała w gardle. Był silny. A jego serce, pękało. Potrafiła  
to usłyszeć. „Nie mogę żyć w ten sposób.” Wyszeptała wiedząc, że prosiła o niemożliwe. Wiedząc też, że był  
wystarczająco silny, by znieść ten ból. Gdyby on ją o to poprosił …

„Ming jest teraz nieprzytomny, ale gdy się obudzi, znajdzie mnie.”

„Wydostaniemy cię.”

„Nie ma drogi ucieczki.” Otuliła ramiona wokół niego tak jak tylko potrafiła i zanurzyła się w jego cieple,  
sile … i oddaniu. To, to ostatnie ją zdumiewało. Ten mężczyzna, ten piękny, silny,  potężny mężczyzna 
uwielbiał ją ponad wszelki rozsądek, ponad przytomność umysłu, ponad wszystko czego kiedykolwiek się 
spodziewała. A ona musiała go zostawić. „Bez względu na to, czy przetrwam fizyczną dezintegrację, to 
więzienie, w którym żyję, ta ciemność, która odcina mnie od Sieci Psi, w końcu ukradnie moją osobowość, 
skradnie wszystko czym jestem.” Już czuła pazerny głód szaleństwa czyhający nad nią.

„Rozmawiałem z Ashay'ą.” Powiedział nadal walcząc o nią. Jej kochanek z sercem rycerskiego księcia. „Jej  
siostra, Amara, nie jest pełnym członkiem sieci neuronów, która utrzymuje przy życiu Ashay'ę. Jeżeli ...”

„One   są   bliźniaczkami   Dev.”  Widziała   jak   ta   dwójka   wchodziła   ze   sobą   w   interakcję   w   laboratorium. 
Zrozumiała na ich temat coś, czego nigdy nie będzie w stanie ująć w słowa. „A Amara jest … unikatowa.  
Prawdopodobnie nie obchodzi jej to, tak długo jak jest połączona z Ashay'ą. Mój umysł jest inny.” I zaczynał  
się kruszyć pod wpływem ciśnienia.

„Jak jest blisko?” Zapytał. Jego głos był szorstki niczym papier ścierny.

„Zbyt blisko.”

„Gdy   się   odłączysz   połącz   się   ze   mną.”   Rozkazał.   „Możliwe,   że   znajdziemy   sposób,   by   dać   ci   tło  
biologiczne, którego potrzebujesz przez Sieć Cieni.”

„Nie. To nie zadziała.”

„Możemy to zrobić.” Powiedział nie rozumiejąc jej. „Jesteś silnym telepatą, a ja mam wystarczająco dużo 
telepatii ...”

„Nie.” Przerwała mu przypominając mu o niekwestionowanych faktach. „Pazury, które umieścił w moim 
umyśle są jak pajęcza sieć – nie ma sposobu, bym mogła bezpiecznie się odłączyć.”

background image

„A co jeżeli się mylisz? Jeżeli będziesz mogła? Obiecaj mi, że wtedy się podłączysz.”

Potrząsnęła przecząco głową. „Istnieje szansa, że ta pajęcza sieć jest zaprogramowana, by się rozszerzyć. Co 
jeżeli właśnie tym jestem? Prawdziwym Koniem Trojańskim?” Przeznaczonym, by zainfekować Sieć Cieni 
plagą, która zmiażdży całe życie, zdmuchnie każde jasne światło.

Jego ręce zacisnęły się wokół niej z siłą imadła. „Wirusy nie mogą podróżować przez tkaniny różnych sieci. 
Zostało to potwierdzone wielokrotnie.”

„On coś zrobił.” Odpowiedziała walcząc z desperackim pragnieniem, by chwycić się szansy życia i trzymać 
się jej z całą mocą. „I nie ma sposobu, by się dowiedzieć, gdzie jego zło zatrzymało się. Nie możemy igrać z  
życiem twoich ludzi – co jeżeli wejdę i odkryjemy,  że Ming znalazł sposób, by stworzyć  wirus, który 
przetrwa w Sieci Cieni? Co wtedy?”

„Ming nie jest znany z tego, że jest transmiterem wirusowym.”

„Nie.” Przyznała. „Każdy mówi, że jedynie Nikita Duncan to potrafi. Ale Radni mają swoje sekrety.”

„Ryzyko jest niskie.” Kłócił się z nią. „Jeżeli będzie to konieczne możemy zrobić ci kwarantannę za pomocą 
tarcz.”

Jej wzrok rozmył się po jednej stronie. Trzymała swoją twarz zatopioną w jego ciele wiedząc skądś, że krew 
rozlała się po jej oku. „Proszę Dev. Puść mnie.”

Dev   mógł   przetrwać   wszystko   poza   tą   delikatną   słodką   prośbą.   Cierpiała.   Jego  Katya   cierpiała,   i  choć 
próbowała to przed nim ukryć, wiedział cholernie dobrze, że zaczynała tracić coraz więcej i więcej z kontroli 
nad swoim ciałem. To, teraz, było jej szansą na to, by odejść na własnych warunkach, z godnością, którą  
Ming próbował jej ukraść. Ujął tył jej głowy, zanurzył twarz w jej szyi i poczuł jak jego ciało od wewnątrz  
rozbryzguje się na kawałeczki.

Trzymała go, gdy się załamał. Jej ręce były tak bardzo delikatne. Pocałowała go w policzek. „Kocham cię 
Dev.”

„Nigdy ci tego nie wybaczę.” Wydarło się z jego duszy.

„Wiem.”

Chciał unieść głowę, ale przytrzymała go przy sobie. „Nie. Nie chcę, żebyś mnie taką widział.”

„Dla mnie jesteś piękna bez względu na wszystko.”

„Wszyscy tak mówicie. Ale zostaw mi choć odrobinę próżności.”

Jak ona nawet teraz potrafiła sprawić, by się uśmiechnął? Głaskając dłonią jej włosy pocałował jej skroń.  
„Odejdź, mere jaan.” Moje życie. Ponieważ właśnie tym była. Jego najlepszą częścią. „Pamiętaj tylko – 
następnych dziesięć żyć, albo więcej, spędzasz ze mną.”

„Tak jest proszę pana.” Ostatni słodki dotyk jej ust.

Katya wzięła smak Dev'a w płuca, w serce i wycofała się na plan psychiczny. Zaczęła torować sobie drogę 
przez cierniowe pole minowe swojego umysłu. Omijając nieczułe, martwe miejsca, zniszczone ścieżki i 
epicentra bólu dotarła do samego wnętrza. Do miejsca, gdzie była połączona z samą Siecią Psi. Ostatnim 
razem, gdy go widziała było silną wibrującą kolumną usianą jasno błękitną energią, która wydawała się 
wypływać z czystości samej życiodajnej energii.

Dzisiaj ta kolumna była drobna, przytłumiona, a energia niczym śliskie błoto. Jeżeli nie zrobi tego teraz 
śmierć   zostanie   jedynie   opóźniona,   nie   zatrzymana.  A,   gdy   umrze,   zrobi   to   sparaliżowana   i   złamana.  
Zamknięta w piekle własnego umysłu. Dzisiaj przynajmniej nadal mogła wyczuć ciało Dev'a owinięte wokół 
niej. Nadal mogła słyszeć szepty miłości i oddania. Nadal rozumiała, że dotknęła czegoś niezwykłego, gdy 
zakochała się w tym mężczyźnie.

Stojąc przed umierającą kolumną wzięła głęboki wdech. „Och jak ja cię kocham Dev.” Przecięcie przez  
osłabione połączenie było niesamowicie łatwe. Jedno psychiczne cięcie i już go nie było. Jej więź z Siecią,  
jej ostatnia tarcza – upadła.

Czekała na agonię. Nadeszła niedługo po tym. Żelazne wici rozdarły jej wnętrzności, otworzyły jej rany i 
połamały kości. Ale ledwie to zauważała. Ponieważ Dev miał rację. Żaden wirus, albo twór psychiczny nie 
mógł podróżować poza Sieć. Gdy wypadła, klatka Ming'a nie wypadła z nią. 

background image

Zamiast tego, to więzienie, pajęcza sieć, ciernie, wszystko z brutalną siłą zostało wyrwane z jej umysłu, 
rozdzierając jej mózg. Ból był tak ostry, że nie słyszała nawet własnych krzyków. A potem, gdy jeden ze zbyt  
wielu tych sadystycznych cierni wyrwał się jej umysł po prostu się zatrzymał.

ROZDZIAŁ 53

Dev nigdy wcześniej nie słyszał dźwięku takiej czystej agonii. Trzymał Katy'ę, gdy szarpały nią konwulsje, 
gdy jej krzyki zmieniły się w urywane oddechy. Modlił się po raz pierwszy od dnia, w którym widział jak 
oczy jego mamy stały się płaskie. „Proszę.” Wyszeptał. „Proszę.” O litość. O wybawienie.

Płyn rozlał się po przodzie jego koszuli, gdzie przyciskała swoją twarz, a on wiedział, że była to krew. Ale  
jej serce nadal biło. Nadal jej palce zaciskały się na nim. Jak dużo jeszcze będzie musiała cierpieć?

„Pozwól mi to wziąć.” Prosił niebiosa.

Agonia rozlała się w jego ciele zaraz po tym jak wypowiedział to życzenie. Trzymał Katy'ę nawet, gdy jego  
kolana uderzyły w podłogę wystarczająco mocno, by ból odezwał się ponownie w jego ciele. Zacisnął zęby i 
przełknął ból otwierając się na więcej. Obok niego, Katya ucichła. Za tą łaskę był gotów zapłacić każdą  
cenę.

Czuł się tak jakby jego skóra była rozdzierana od środka. Jakby cięło go tysiące noży. 

A potem, tak nagle jak się to zaczęło, wszystko ucichło. Ocknął się klęcząc na podłodze. Nieruchome ciało 
Katy'i było przytulone do niego. Jego oddech był urywany. Wszędzie była krew. Część była jego, pomyślał,  
zdając sobie sprawę, że cokolwiek się stało dosłownie wycisnęło krew z porów jego skóry, ale to nie było  
ważne.

Ponieważ Katya oddychała.

„Katya.” Ujął jej policzek. Był ciepły. Ale jej oczy były zamknięte. A gdy sięgnął po nią swoim umysłem … 
nie znalazł niemal nic. Mniej niż najmniejsze echo wibrującej życiem kobiety, którą była. 

Jej umysł nie był martwy, ale był tego blisko.

Jego ramiona trzęsły się od żalu, ale uniósł jej bezwładne ciało do swojej klatki piersiowej i oparł się o  
ścianę. 

Dev zignorował natychmiastowe dzwonienie swojego telefonu.

A gdy nie chciało ono ustać, rzucił nim o ścianę naprzeciw niego. Jego rzut był tak przepełniony złością, że  
jego siła sprawiła, że komórka przełamała się na pół.

Dwie sekundy później ktoś zaczął pukać o jego umysł. Uderzenia były tak silne, że kradły jego koncentrację,  
jego czas z Katy'ą. Wyszczerzając zęby otworzył swoje psychiczne oko i „walnął” Tag'a.

To  powinno  sprawić,  że  się  wycofa.  Zamiast  tego telepata  strząsnął  z siebie  uderzenie  i zaczął  mówić  
używając ich połączenia z Siecią Cieni. „Jest nowe połączenie Dev.” Mieszanina frustracji i zdumienia w 
tonie jego rozmówcy w końcu przedarła się przez smutek Dev'a. „Słyszysz mnie? Jest nowe ...”

Ale Dev już wpatrywał się w zdumieniu w pulsujące srebrne pasmo, które łączyło jego umysł z blednącą 
gwiazdą. Ta gwiazda była taka mała. Światło w jej wnętrzu było niczym tląca się iskra. A srebrne połączenie, 
było tak kruche, że jedno bezmyślne pchnięcie wystarczyłoby, by je przerwać. Nie protestował, gdy otoczyła 
go miłość jego nani. Nie zrobił nic, był zbyt połamany we wnętrzu swojej duszy.

Ale   część   jego,   część,   która   była   dyrektorem   Światła,   była   w   stanie   myśleć.   Przetwarzać   informacje.  
„Sądziłem, że Sieć Cieni nie może przyjąć Psi pełniej krwi.”

„Nie możemy tego zrobić przez samą decyzję – nie tak jak w Sieci Psi.” Powiedziała Nani. „Próbowaliśmy 
tego z potencjalnym uciekinierem w moich czasach.”

„Ale ona tu jest.”

„Popełniliśmy  krytyczny  błąd   –   zapomnieliśmy   uwzględnić   rzecz,   która   odróżnia   tą   sieć   od   Sieci   Psi. 
Emocje, Devraj.” Jej głos miał w sobie zdumienie zmieszane ze smutkiem. „Zapomniani łączą się z Siecią  
Cieni z potrzeby, ale więzi między tymi we wnętrzu naszej sieci są więzami emocji.”

background image

Dev słyszał to, ale to przytłumione  srebrne pasmo, to ledwie istniejące połączenie nie mogło być  jego  
miłością do Katy'i. „Kocham ją dużo mocniej niż to.” Stała się jego powodem do istnienia.

„Ona umiera, beta. Dlatego pasmo jest tak przywiędłe. Wiesz o tym.”

Wiedział, ale nie chciał tego wiedzieć. „Chciała umrzeć na własnych warunkach, ale nie potrafię jej puścić. 
Nie teraz.” Nie gdy wpadła w jego ramiona.

„Nie sądzę, by twoja Katya żałowała ci czasu, by powiedzieć „do widzenia”.”

Unosząc się ze swojej załamanej pozycji na planie fizycznym Dev zaniósł Katy'ę do łazienki i wykąpał ją.  
Wykonywał   wszystko   z   niezmierną   troską.   Umył   jej   włosy,   aż   świeciły.  Wysuszył   jej   ciało  najbardziej 
miękkim ręcznikiem.  Apotem ubierał  ją  w jej  ulubioną  koszulkę  i  bokserki,  które  mu  skradła  dwa  dni 
wcześniej i położył ją do łóżka. Wyglądała tak spokojnie, jakby spała.

Później tego dnia Connor przyleciał z Manhattan'u i podłączył jej kroplówkę z pożywieniem. „Wyjmij to, 
gdy będziesz gotowy.” Powiedział doktor przed wyjściem. „Odejdzie bez bólu.”

Pozostawiając Connor'a, by sam siebie odprowadził Dev wspiął się do łóżka obok niej. Była taka ciepła. Jej 
puls był taki silny, że wydawało się możliwe, że w każdej chwili może się obudzić. Ale wiedział, że było to 
okrutne kłamstwo. Nadal jednak nie mógł powstrzymać nadziei.

I choć chciał zatrzymać ją jedynie dla siebie, gdy dwie godziny później zadzwoniła Ashaya po tym jak 
usłyszała od Tag'a co się stało, wiedział, że nie może tego zrobić. „Dobrze.” Powiedział na jej prośbę na  
wyrażenie zgody, by przyjechała się pożegnać.

Spędził tą noc trzymając Katy'ę. Próbując odnaleźć w sobie odwagę, by ją puścić.

Jego dziadkowie przyjechali przed świtem. „Mój Devraj.” Jego nani podeszła do łóżka od strony Katy'i i  
zdjęła pierścionek, który nosiła na miejscu obrączki od dnia, w którym jego dziadek się oświadczył. Jej  
wstrzymywane łzy lśniły diamentowym światłem, gdy mu go podawała. „Trzymaj.”

Akceptując podarunek wśliznął go delikatnie na palec Katy'i. „Powiedziała, że chciałaby być taka jak ty.”  
Znalazł w sobie głos, by powiedzieć zmuszając się, by wstać z łóżka. „Są dla mnie jakieś wiadomości?” 
Padło puste pytanie.

„Aubry i Maggie panują nad wszystkim. Twój Nana i Marty zajmą się tym, czym oni nie będą w stanie.”  
Czuła dłoń przesunęła się po jego włosach. „Ten czas jest dla ciebie.”

Niedługo potem przyjechali Ashaya i Dorian przywożąc ze sobą Keenan'a i jego „dziewczynę” Noor. „Są 
nierozłączni.” Powiedziała mu Ashaya tak jakby bała się, że mógłby mieć coś przeciwko.

„Dobrze jest mieć ich tutaj.” Powiedział szczęśliwy z powodu dźwięku śmiechu, życia wokół Katy'i.

Sascha Duncan też przyleciała razem z Lucas'em u jej boku. Dev wiedział, że empatka przyjechała dla niego,  
by mu pomóc. Ale nie chciał żadnej pomocy, nie chciał mniej cierpieć. „Co z Cruz'em?” Zapytał Sasch'ę.

„Zaczyna sam trzymać swoje tarcze.” Powiedziała mu empatka. „Sądzę, że da sobie radę.”

„Dobrze.” Zostawił Sasch'ę i wrócił do Katy'i chcąc powiedzieć jej o chłopcu, który pomógł jej uciec.

Czterdzieści pięć minut później Ashaya znalazła go tam. „Jest tylko jedno wyjście.” Oczy M-Psi były mokre, 
gdy położyła rozedrganą dłoń na jego ramieniu.

„Wiem.” Z każdą mijającą godziną jego serce pękało niemożliwie głębiej. „Potrzebuję tylko jeszcze trochę 
czasu, by się pożegnać.”

Keenan i Noor wbiegli w tym momencie do pokoju zatrzymując się na drugim końcu łóżka. „Jest chora?” 
Zapytał Keenan z poważną twarzą.

Ashaya położyła dłoń na główce synka. „Tak, kochanie. Jest bardzo chora.”

Mała Noor przeszła obok Ashay'i, by pogłaskać włosy Katy'i gładząc je na poduszce. „Jest przyjaciółką  
Jon'a.”

„Tak.” Dev próbował uśmiechnąć się do dziewczynki, ale nie był w stanie zmusić ust, by się ruszyły.

Ashaya podniosła Noor i usadowiła ją na swoim biodrze, a potem drugą ręką ujęła dłoń Keenan'a. „Chodźcie  
dzieci. Zostawmy Katy'ę i Dev'a na chwilę samych.”

background image

Ledwie świadomy zamykanych drzwi Dev leżał na łóżku obok kobiety, która władała jego duszą, sercem, 
całym istnieniem. Jej serce nadal biło. Jej oddech nadal wydobywał się z płuc. Jej umysł, ten piękny, ostry, 
odważny umysł był uszkodzony ponad możliwość naprawy. Nigdy się już nie obudzi, ale za pomocą maszyn 
mógł ją latami utrzymywać przy życiu.

Łkanie zawładnęło jego ciałem.

Jak mógłby jej to zrobić? Jego roześmianej pełnej życia Katy'i? Prawda była taka, że nie mógłby. Będzie  
musiał ją wypuścić. Po raz ostatni ucałować jej usta i mieć nadzieję, że niebo istniało, że pewnego dnia 
spojrzy w górę, a ona tam będzie.

ROZDZIAŁ 54

Ming  LeBon   leżał   mocno   ranny  i   zamknięty  w   pomieszczeniu  dostępnym   jedynie   dla   telekinetyków   z 
umiejętnością   teleportacji   –   i   dla   M-Psi,   których   zabierali   ze   sobą.   Miała   to   być   lokalizacja 
najbezpieczniejsza ze wszystkich, ponieważ Tk z Szwadronu Strzał szybko zajęliby się każdym najściem.

„Moglibyśmy teraz go zabić.” Powiedział Vasic bez wyrazu.

Aden przytaknął. „Nie wymagałoby to wielkiego wysiłku.”

A jednak żaden z nich nie wykonał tego kroku.

„Jeżeli on umrze spowoduje to próżnię.” Powiedział w końcu Vasic obserwując jak dwóch M-Psi poruszało 
się ostrożnie wokół upadłego Radnego.

„To zdestabilizuje Sieć. Nie można przewidzieć kto, lub co wypełniłby tą próżnię.”

„Ty mógłbyś.” Aden był dużo bardziej stabilny niż Vasic, niż jakakolwiek inna Strzała. „Stanęlibyśmy za  
tobą.” A nikt – nikt – nigdy nie był w stanie przetrwać połączonej siły Szwadronu Strzał.

„Jeszcze nie czas.” Oczy Aden'a w kształcie migdałów przesunęły się po ciele Ming'a, a Vasic wiedział, że 
jego kolega Strzała notował każdy najdrobniejszy uraz, każdą słabość. „Nie możemy pokazać naszych głów. 
Straciliśmy   wystarczająco   dużo   ludzi,   że   istnieje   kilku   Radnych,   którzy   mogą   być   w   stanie   zebrać 
wystarczające środki, by wejść nam w drogę.”

„Kaleb Krychek byłby doskonałą Strzałą.” Powiedział Vasic.

„Sprawdziłem jego akta.” Aden był bardzo dokładny. „Publiczne i prywatne, do których byłem w stanie się 
włamać.   Był   rozważany  do   szkolenia   Strzał   –   zanim   Santano   Enrique   zdecydował,   by  zrobić   z   niego 
swojego protegowanego.”

Santano Enrique, jak Vasic wiedział, okazał się psychopatycznym mordercom. Miał to być dobrze strzeżony 
sekret, ale Strzały były cieniami. Niemożliwymi do namierzenia lub zobaczenia. Ich pracą było wiedzieć o  
najciemniejszych sekretach Sieci. „Czy wykazuje on jakiegokolwiek ślady socjopatii?”

„Żadnych, które bylibyśmy w stanie zobaczyć – ale jest na dalekim krańcu Ciszy.”

„Tak jak my.” Wpatrywał się w Ming'a. „Możemy być w stanie współpracować z Kaleb'em.”

„Co czyni go innym od Ming'a?” Zapytał Aden. „Był Strzałą, a i tak nas zdradził.”

„Kaleb ma krew na swoich rękach, ale nie byłem w stanie znaleźć jednego przypadku, gdy wyeliminował 
osobę, która była wobec niego lojalna.” Odpowiedział Vasic, który sam wiedział zbyt wiele na temat śmierci.

Aden zamilkł na długą chwilę. „Jak sądzisz jak wiele Strzał zabił Ming?”

„Zbyt   wiele.”  Robiąc  to,  co  zrobił  Ming złamał  kardynalną  zasadę  Strzał  –  najważniejsza  zawsze  była 
integralność Sieci, Ciszy. Wszystko inne, każde inne zmartwienie było mniej istotne. Jeżeli pozbycie się 
innych Strzał miałoby wesprzeć ten cel, Strzały poszłyby za Ming'iem do grobu. Ale Ming zrobił to dla  
władzy. I stracił tym samym swoją władzę nad całym Szwadronem Strzał.

ROZDZIAŁ 55

background image

Lucas wiedział, że Dev podjął decyzję, gdy tej nocy wyszedł z pokoju Katy'i. Twarz dyrektora Światła była 
zmizerowana, a jego oczy napełnione stratą. „Jeszcze jedna noc.” Powiedział niemal do samego siebie. 
„Jutro rano ...”

Wiedząc, że żadne słowa nigdy nie będą wystarczające Lucas obserwował cicho jak Sascha przeszła przez 
pokój, by dotknąć dłonią serca Dev'a.

Ten jednak stał tam jak kamień. W końcu Sascha odeszła. Po jej twarzy spływały łzy. „Nie pozwala mi sobie 
pomóc.” Powiedziała wpadając w ramiona Lucas'a.

„Niektóry  ból   mężczyzna   musi   czuć.”   Pocałował   ją   w   czubek  głowy  rozumiejąc   Dev'a   na   sposób   jaki 
niewielu mężczyzn byłoby w stanie. Raz niemal stracił Sasch'ę. Terror tych chwil będzie nosił w sercu już 
zawsze. 

Dev nadal stał w miejscu, gdy obok niego śmiejąc się przebiegli Keenan i Noor. Lucas zobaczył jak wbiegają 
do pokoju Katy'i i już miał ich zawołać z powrotem, gdy Dev potrząsnął przecząco głową. „Daj im spokój. 
Katya bardzo, by się cieszyła widząc taką Noor.” Wydawało się, że otrząsnął się z tego zszokowanego stanu, 
gdy rozejrzał się po pokoju. „Connor jest tutaj?”

„Na zewnątrz z Dorian'em. Ashaya i twoja babcia robią kanapki w kuchni. Twój dziadek jest w biurze.”

Dev przytaknął i poszedł na lewo, by najprawdopodobniej porozmawiać z doktorem, który jutro zanotuje 
oficjalną godzinę zgodnu Katy'i. „Tak jest lepiej, kotku?” Zapytał kobietę w jego ramionach. „Że Dev ma  
czas, by się pożegnać?”

Sascha potrząsnęła głową. „Jego serce jest roztrzaskane Lucas – mam przeczucie, że Dev tak naprawdę 
nigdy nie dojdzie do siebie.” Jej głos się załamał.

„Ćśś.” Ale Lucas, też musiał przełknąć węzeł w swoim gardle.

Dev przyszedł do domu po rozmowie z Connor'em chcąc jedynie wczołgać się do łóżka obok Katy'i i poczuć 
jak bije jej serce w ciągu ostatniej nocy. Ale gdy wszedł do sypialni to co zobaczył sprawiło, że stanął w  
przejściu jak wryty.

Noor leżała zwinięta w kłębek obok Katy'i z jedną małą rączką na jej klatce piersiowej. Keenan leżał po jej  
drugiej stronie, jego dłoń przykrywała rękę Noor.

„Dev, widziałeś może ...” Ashaya zatrzymała się obok niego. „Och, przepraszam. Pójdę po Dorian'a, żeby 
pomógł mi ich przenieść.”

„Nie.” Powiedział Dev ku własnemu zaskoczeniu. „Robią po prostu to, co robią koty – próbują ją uleczyć 
przez dotyk, bo cierpi.”

Ashaya położyła palce na jego ramieniu. „Są zbyt mali, by zrozumieć, że jej nie da się uleczyć.”

„Sądzę, że podobałaby się jej wiedza, że ostatnią noc spędziła otoczona przez nadzieję.” Powiedział.

„Wiem, że chcesz się z nią położyć...” Zaczęła Ashaya.

„Nie będę spał.” Chciał na nią patrzeć tak długo jak będzie to możliwe.

I tak zrobił. Zajął miejsce u podnóża łóżka z jedną nogą na pościeli i drugą leżącą płasko na podłodze. 
Obserwował jak wieczór zmienił się w północ, a potem powoli przeistoczył się w najciemniejszą godzinę 
nocy, gdy wszystko wydawało się cichnąć. Jakiś czas po trzeciej w nocy został rozproszony przez pewien 
rodzaj bólu głowy … nie, to nie było prawdziwe, nie cierpiał – to było bardziej jak zmiana w jego czaszce, 
nie   było   to   niewygodne,   tylko   po   prostu   inne.   Zmarszczył   brew   i   sprawdził   swoje   tarcze   psychiczne.  
Trzymały. 

Mając oko na Katy'i na planie fizycznym wszedł do Sieci Cieni, by sprawdzić, czy nie interweniował nikt z 
zewnątrz. Nie pozwoli niczemu i nikomu spowodować jej więcej bólu. Na początku tego nie dostrzegł. Ale 
im dłużej patrzył się w płomień umysłu Katy'i, tym bardziej stawał się przekonany, że nie wyobrażał sobie  
tego. Jej płomień stawał się silniejszy.

Z   sercem   w   gardle   opadł   z   powrotem   do   swojej   fizycznej   formy   i   próbował   znaleźć   jakiegokolwiek 
potwierdzenie, że nie tworzył po prostu fatamorgany, nie oszalał w wyniku żalu. Ale ona nadal spała tak  
spokojnie i nieruchomo jak wcześniej. Na jej ciele znajdowały się dwie małe rączki. Na jej skórze. Dlaczego 
nie zauważył tego wcześniej? Zarówno Keenan, jak i Noor przesunęli swoje ręce … na obie strony głowy 
Katy'i.

background image

Na wpół pewien, że traci przytomność umysłu Dev zmusił się do pozostania na planie fizycznym przez całe 
dwie godziny. Dopiero wtedy pozwolił sobie na otworzenie psychicznego oka. „Dobry Boże.” Wyszeptał 
pełen zdumienia.

Przerażony, że jakakolwiek interwencja może zniszczyć ten cud został w miejscu przez następne cztery 
godziny upewniając się, by nikt nie przychodził do sypialni. Gdy Noor i Keenan w końcu się obudzili, w 
ciągu kilku sekund jedno po drugim. Spojrzał w ich przemęczone małe twarze i ledwie powstrzymał się od  
przytulenia ich blisko do siebie. „Dzień dobry.”

„Dobry.” Wymruczała Noor pocierając oczy. „Chcę Tally.”

Keenan sięgnął dłonią, by poklepać ją po ręce przesuwając się powoli, tak jakby jego członki były zbyt 
ciężkie, by je umieść. „Tally jest w domu, ale ja tu jestem.”

Delikatny uśmiech. Ziewając Noor podniosła się i ześliznęła wokół łóżka na stronę Dev'a. Wycieńczenie 
było widoczne w każdej linii jej ciała. „Naleśniki?” Zapytała z nadzieją w głosie, gdy przytulił ją tak mocno 
jak tylko się ośmielił.

„Naleśniki.” Wyszeptał głosem, który groził drżeniem.  Uniósł dłoń, by zmierzwić włosy Keenan'a, gdy 
chłopiec podszedł do niego i oparł się o jego kolano.

Podczas gdy jego dziadkowie i Sascha rozproszyli uwagę dzieci naleśnikami, Connor i Ashaya zaczęli badać 
Katy'ę używając sprzętu, który Connor miał w swojej przenośnej apteczce. Dev dostrzegał, że oboje doktor i 
M-Psi nieufnie odnosili się do jego nadziei. Był pewien, że robili to tylko dla niego, ale nie obchodziło go to 
nawet odrobinę. A gdy usta Ashay'i opadły, a Connor zaczął przeklinać pod nosem, nie pozwolił sobie, by 
upaść w poczuciu ulgi.

To będzie musiało zaczekać, aż się obudzi.

„Zgodnie z tym skanerem jej umysł jest wyleczony.” Powiedział w końcu Connor. Wpatrywał się w swój 
sprzęt uderzając w niego dłonią, tak jakby chciał go rozkalibrować. „Potrzebuję lepszego sprzętu.”

„Załatw go.” Wymruczała Ashaya wpatrując się w Katy'ę. „Nie mam umiejętności, by dostrzec uszkodzenie, 
ale jej reakcje mieszczą się w normie.”

Connor wyciągnął komórkę. „Glen. Potrzebuję, byś przyleciał tu z jednym ze ...” Powiedział chwilę później.

Dev wygłuszył resztę jego rozmowy. Był pewien, że to co wiedział było prawdziwe. „Widzę ją w Sieci 
Cieni.”  Powiedział  Ashay'i.  „Jej   płomień  jest  wystarczająco  jasny,   by parzyć.”  Jej  umysł,  był  inny.   Jej  
psychiczna   postać   cięła   z   krystaliczną   przejrzystością.   Już   przyciągała   zaciekawione   spojrzenia   innych 
Zapomnianych w Sieci Cieni. Nikt z nich nigdy nie widział ostrej jak brzytwa psychicznej obecności Psi 
zrodzonego w Ciszy.

„Ty  nie   potrzebujesz   tych   skanów.”   Powiedziała  Ashaya   przytakując.   „Ale   reszta   z   nas   ich   potrzebuje. 
Ponieważ, jeżeli ona jest uzdrowiona ...”

Rozszerzył zmysły i znalazł dwa niewinne i bardzo bezbronne umysły siedzące w kuchni. „Tak.”

Trzy godziny później nie było już mowy o pomyłce – Katya nie tylko była uleczona. I prawdopodobnie już  
niedługo powinna obudzić się do przytomności. Zmusił się, by wyjść na werandę, by mogli porozmawiać o 
tym co się stało. Obserwował Noor i Keenan'a przepełniony opiekuńczymi uczuciami. Byli opatuleni jak 
pingwiny w kurtki, buty, czapki, szaliki i kapelusze. Próbowali wspiąć się na drzewo przynajmniej dziesięć  
razy większe niż ich połączony wzrost. Oboje właśnie się obudzili z dwugodzinnej drzemki. Mimo to nie  
poruszali się nawet w przybliżeniu ze swoim zwyczajnym poziomem energii.

„Które z nich to zrobiło?” Zapytał Dev nadal całkowicie zaskoczony.

Każda osoba na werandzie potrząsnęła głową nie potrafiąc odpowiedzieć na to pytanie. Pierwsza odezwała 
się Ashaya. „Gdy zapytałam Keenan'a, czy pomógł Katy'i powiedział mi, że „oni” ją naprawili.”

„Oni?” Sascha pochyliła się do przodu obserwując dzieci, gdy ścigały się nawzajem w kółko.

„Tak.”

W tym momencie Noor podbiegła do werandy i wdrapała się na Dorian'owi na ręce. „Ha-ha!” Droczyła się 
ze swojej wysokiej pozycji. „Nie możesz mnie dostać.”

Keenan uśmiechnął się i podskoczył łapiąc ją w obutą stopę. „A właśnie, że mogę.”

background image

„Wujku Dorian'ie!” Krzyknęła ze śmiechem. 

Lucas złapał Keenan'a i obrócił go do góry nogami, ku radości chłopca. „Więc, to ty pomogłeś Katy'i.”  
Powiedział z łatwością alfa.

„Tak.” Keenan powiedział idąc na swoich dłoniach przez werandę, gdy Lucas trzymał go za nogi. „Noor nie 
może sama wejść.”

Dev wstrzymał oddech czekając, by zobaczyć, czy dzieci dodadzą jeszcze coś.

„Tak musiałam dużo machać.” Powiedziała Noor. „Kee jest moją ciężarówką.”

Oboje uważali to za bardzo zabawne. Keenan nadal chichotał, gdy Lucas z powrotem postawił go na ziemi.  
„To ciebie męczy?” Zapytał Lucas.

„Tak.” Przytaknęła Noor. „Teraz moja głowa jest pełna.”

„Keenan, a co z tobą?”

Ale to Noor mu odpowiedziała. „Głowa Kee jest cicha.”

Keenan przeskoczył przez werandę w podekscytowaniu widząc jak coś przebiega po śniegu. „Chodź Noor!”

„Dobra, dobra.” Mała dziewczynka pocałowała Dorian'a w policzek i poprosiła, by postawić ją na ziemię, a 
potem ruszyła za Keenan'em, który pobiegł w stronę ich drzewa po którym chcieli się wspinać.

„Były plotki,  że  w przeszłości  niektórzy  Psi  rodzili  się  z  darami,  które  działały  jedynie   w zestawieniu 
jednego z drugim.” Wymruczała Nani.

„Noor nie wykazywała żadnych aktywnych umiejętności, gdy testowaliśmy ją w Świetle.” Powiedział Dev 
wiedząc, że był winny tym dwóm dzieciom dług, którego nigdy nie będzie w stanie spłacić. „Ale ma w sobie 
wysoki poziom genów Psi.”

„Mój syn jest telepatą.” Wymruczała Ashaya. „Jest na średnim poziomie skali, ale z tej odległości jego głos 
jest czysty jak kryształ. Ciężarówka … kanał przewodni.”

Sascha przytaknęła. „Dla „machania” Noor, cokolwiek to oznacza.”

Dorian zamrugał. „Ha. Powiedziała Strzale, która pomaga William'owi, że są tacy sami. Ale jestem prawie 
pewien, że nawet on nie mógłby tego zrobić. Ona – oni oboje – są unikalni.”

„Tak.” Zgodziła się z nim Ashaya. „Nigdy nie słyszałam o M-Psi – o kimkolwiek – kto byłby w stanie 
wyleczyć tego rodzaju uraz.”

„To czy potrafimy zdefiniować jej dar czy nie, nie ma znaczenia. Musimy ją chronić. Musimy chronić ich 
oboje.” Powiedział Dev patrząc Lucas'owi w oczy. „Powiedz Talin i Clay'owi, że mają wszystkie środki 
Światła do swojej dyspozycji. Jeżeli inni dowiedzieliby się co ona i Keenan potrafią ...”

„Wszyscy będziemy ich chronić.” Powiedział Lucas. Była to obietnica. „Nikt nie wykorzysta tych dwoje.”

„Tak.” Głos Saschy miał w sobie zdumienie. „Keenan jest najwyraźniej wykończony, a to co powiedziała 
Noor – o tym, że jej głowa jest pełna – sądzę, że się wypaliła. Jej dar zamarł na pewien czas z powodu  
nadużycia. Ashay, czy możesz to stwierdzić w przypadku Keenan'a?”

Po chwili przerwy Ashaya przytaknęła. „On też jest wypalony.” Jej ton zabarwiało zmartwienie. „Dojście 
przez nich do siebie może zająć im kilka dni.”

„Ale dojdą do siebie.” Zapewniła ją Sascha. „Po prostu naciągnęli swoje mięśnie psychiczne.”

„Będziemy musieli być ostrożni na kogo i na co ich wystawiamy.” Powiedział Lucas. „Keenan tak bardzo ją 
uwielbia,   że   pójdzie   za   nią   wszędzie.  A  ona   nie   będzie   w   stanie   powstrzymać   się   przed  próbowaniem 
udzielenia pomocy rannemu nawet jeżeli będzie to oznaczało zranienie siebie.” Spojrzał na swoją wybrankę.

Sascha zrobiła niezadowoloną minę w stronę alfy Ciemnej Rzeki. 

„Dar zespołowy … To niezwykłe.” Wyszeptała Ashaya.

„Nie zupełnie.” Wymruczał Dorian zaskakując ich wszystkich. „W końcu matką Keenan'a jest bliźniaczka.”

Wszyscy zamarli.

„Och.” Zamrugała Ashaya. „Tak, oczywiście. Amara i ja zawsze byłyśmy w stanie się łączyć.”

background image

„Więc może Keenan urodził się z wrodzoną umiejętnością, by łączyć się z innym umysłem.” Teoretyzowała 
Sascha.   „Może   po   prostu   potrzebował   tylko   właściwego   umysłu.”   Zamilkła   na   chwilę.   „I   właściwego 
środowiska – umiejętności zespołowe najprawdopodobniej nie wypłyną w sieci, która każe każdy rodzaj  
więzi emocjonalnej.”

„Tak.” Przytaknęła Ashaya. „To bardzo intymne połączenie.”

Sascha obróciła się w jej stronę. „I prawdopodobnie nie jest to coś co można wymusić przez czystą praktykę. 
Właśnie dlatego przestały istnieć. Ale potencjał ku temu zawsze był.”

„Musimy   ich   obserwować.”   Powiedziała  Ashaya   ze   zmartwieniem.   „Nie   chcę   by  którekolwiek   z   nich 
nadmiernie   wpływało   jedno   na   drugie.   Keenan   jest   moim   dzieckiem,   ale   młodzi   telepaci   nie   zawsze 
rozróżniają dobro od zła, gdy chodzi o ich umiejętności psychiczne.”

Dev potrząsnął przecząco głową obserwując jak Keenan pomaga Noor wdrapać się na pierwszą gałąź. „Nie 
sądzę   byśmy   musieli   się   o   to   martwić.   Zbyt   wielką   przyjemność   sprawia   im   przebywanie   w   swoim 
towarzystwie, by próbowali zmienić drugą osobę.”

„To nie byłoby dobrze  widziane, gdyby próbowało się kontroli umysłu na swojej  przyszłej wybrance.” 
Powiedział poważnie Dorian.

Ashaya roześmiała się widząc zaskoczoną minę Dev'a. „Tych dwoje jest bardzo mocno przekonanych, że 
należą do siebie. Mam przeczucie, że będziemy mieli sporo kłopotów z powstrzymaniem ich od rzucenia się  
na siebie nawzajem, gdy uderzą nastoletnie hormony.”

Ta myśl sprawiła, że wszyscy się uśmiechnęli. Dzieci bawiły się dalej nieświadome tego jak bardzo okazały 
się niezwykłe.

ROZDZIAŁ 56

Dev tak bardzo chciał porozmawiać z Katy'ą, ale ona nadal była nieprzytomna. Ciągle zaglądał do Sieci  
Cieni, by sprawdzić i przekonać się czy mocne srebrne pasmo,  które ich łączyło nadal było na swoim  
miejscu. Za piątym razem, gdy to sprawdzał doznał niespodzianki.

Srebro zmieniło się w złoto.

Następnego dnia złoto zmieniło się w platynę. Było solidną, niemożliwą do zerwania liną.

Jego nani znalazła go w Sieci Cieni. „Spójrz na to beta. To jest piękne.”

„Jest silniejsze niż jakiegokolwiek inne pasmo.” Nadal przesuwał psychicznymi palcami po jego długości. W 
jednoczesnym stopniu zdumiony i rozradowany.

Nani roześmiała się. „Oczywiście, że tak.” Fala uczucia otoczyła go. „To miłość.”

„Tak.” Poczuł jak jego serce rozbrzmiewa. „Jest tak też dlatego, że ona nie ma  dostępu do samego tła  
biologicznego. Ma dostęp do Sieci Cieni, ponieważ jej umysł jest wystarczająco zbliżony do naszych, by na  
to pozwolić, ale jest połączona ze mną, a nie do samej sieci. Muszę wciągać tło biologiczne dla nas obojga.”

„Czy to ci przeszkadza?”

„Nie – jest go wystarczająco dużo.” Jego serce ścisnęło się. „Żałuję, że wcześniej nie wiedziałem, że to tak  
podziała.”

„Miłość jest nieprzewidywalna Devraj. Tych więzi nie jesteśmy w stanie kontrolować.”

„Nigdy nie lubiłem niespodzianek.” Powiedział Dev. „Ale sądzę, że zmienię w tej sprawie zdanie.”

Poczuł jak Katya budzi się, gdy jego nani śmiała się z niego. Ich wzajemne połączenie było tak głębokie i 
prawdziwe, że ta wiedza była instynktowna. Wyszedł z sieci i poszedł do sypialni, akurat jak jej powieki 
unosiły   się.   „Cześć   śpiochu.”   Utrzymanie   lekkiego   tonu   i   spokojnej   twarzy   wymagało   niesamowitej 
samokontroli. 

Dev? Pełne zmieszania spojrzenie. Przecież ...

„Ćśś.” Pocałował ją delikatnie w skronie i pomógł jej usiąść. Jego serce waliło z podwójną prędkością. 

background image

Odezwała się telepatycznie, a on ją usłyszał. Kolejny fragment wśliznął się na swoje miejsce. Był to kolejny 
powód do radości. „Wyjaśnię ci wszystko.”

I zrobił to. Nikt im nie przeszkadzał – znając jego babcię, najprawdopodobniej zabawiła się w strażnika i 
zatarasowała wejście do pokoju.

„Tych dwoje jest niczym cud.” Wyszeptała Katya. „Dobry Boże, Dev, jeżeli Rada kiedykolwiek ...”

„Nigdy się nie dowiedzą.” Obiecał jej. „Wszyscy – Światło i koty – będziemy ich chronić.”

Jej twarz wygięła się. „I pomyśleć, że Larsen zniszczyłby Noor, gdyby tylko miał ku temu szansę. Nigdy nie 
zrozumiałby daru, którym ona jest.” Powiedziała.

„Ty rozumiałaś.” Przesunął dłonią po jej włosach. „Lucas planuje cię przeprosić za to, że ścigał cię w postać 
pantery.”

To sprawiło, że uśmiechnęła się. „Tamtej nocy myślałam, że to mój koniec.”

„Nie.” Powiedział otulając ją ramionami. „Musiałaś żyć, by mnie spotkać.”

Jej otwarta dłoń spoczęła na jego klatce piersiowej. „Jak to się stało, że jestem podłączona do twojej Sieci 
Cieni?”

„Przeze mnie.” Odpowiedział. „Moja babcia zgadza się z tą opinią – masz połączenie tylko przeze mnie. To 
nasza „więź bratnich dusz” jak ujmują to zmiennokształtni trzyma cię w Sieci Cieni.”

„Więź bratnich dusz.” Uśmiechnęła się. „Podoba mi się to.”

„Katya – to znaczy, że jeżeli umrę, ty też zginiesz.” Powiedział jej.

Spojrzała na niego rozświetlonymi oczami. „Tak właśnie dzieje się ze zmiennokształtnymi, wiesz? Jeżeli 
jedno umrze, drugie nie pozostaje długo na ziemi.”

„Skąd wiesz?”

„Kiedyś przeprowadziłam pewne poszukiwania w tym temacie. Byłam ciekawa.” Palce przesuwające się po 
jego policzku.

Dev rozumiał. „Tak się dzieje nie tylko w przypadku zmiennokształtnych. Ludzie też tak odchodzą.”

„Ale chciałabym spędzić z tobą długie życie, więc uważaj na siebie.” Powiedziała z uśmiechem.

„Ty też.” Sięgnął, by przesłonić jej dłoń własną trzymając ją przy swoim policzku. „Bo jeżeli ty umrzesz, to 
ja też.”

Jej uśmiech miał w sobie iskierkę psoty. Była to jasna nowa rzecz. „Odejdziesz?”

„Nie ma w tym nic śmiesznego.” Ale on też się uśmiechał. 

„Dev, mój Dev.” Uniosła się, by usiąść na nim okrakiem. Jej twarz była rozświetlona ze szczęścia.

Położył   jedną   dłoń   na   jej   biodrze,   a   drugą   na   dole   pleców   i   pochylił   głowę,   by  pozwolić   jej   obsypać 
pocałunkami  jego twarz. Ulotne dotyki  miłości,  oddania, obietnicy.  „Ocaliłaś mnie, wiesz?”  Powiedział 
między pocałunkami.

Posłała mu zaciekawione spojrzenie. 

„Wszyscy martwili się, że metal całkowicie mną zawładnie.” Wciągnął w płuca jej zapach z zagłębienia w  
jej szyi. „Ale jak mógłby to zrobić, gdy ty masz bezpośrednią linię do mojego serca?”

„Dev.” Więcej pocałunków, delikatnych dotyków. A potem szept prosto w jego ucho. „Boję się spojrzeć na 
twoją Sieć Cieni.”

Ku własnemu zaskoczeniu odpowiedział jej szeptem bawiąc się z nią. „Ty? Boisz się?” Przesunął dłoń pod 
kołdrę, by mogła zacisnąć się na jej udzie. „Moja Katya niczego się nie boi.”

„Potrzymasz mnie za rękę?”

„Zawsze.”

Dev czekał na Katy'ę na planie psychicznym, gdy otworzyła swoje umysłowe przejście i zrobiła pierwszy 
krok w błyszczący chaos sieci tysięcy umysłów i milionów emocjonalnych połączeń. Poczuł jej szok, ale  
trzymała się ich więzi i została w miejscu patrząc i ucząc się.

background image

„To ...” Poczuł jej zdumienie, jej terror.

„Przyzwyczaisz się do niej.”

„Tak?” Roześmiane pytanie. „Dobry Boże, Dev. Jak po tym się poruszać?”

„Podążaj za pasmami połączeń.”

„Ale ja mam tylko jedno z tobą.”

„Możesz przeskakiwać na połączenia innych.” Wyjaśnił. „Tak długo, jak nie próbujesz faktycznie podłączyć 
się do linii emocjonalnej bez otrzymania pozwolenia nikt nie będzie miał nic przeciwko, byś używała tych  
pasm jako punktów nawigacyjnych.”

„A to zdecydowanie jest miejsce, które wymaga nawigacji.” Powiedziała biorąc głęboki wdech.

„Poza tym mylisz się.” Powiedział Dev kierując jej uwagę na bok. „Masz inne połączenia.”

„Ale ja nie znam tutaj nikogo innego.” Dotknęła połączenia. „To twoja babcia!”

Poczuł jak podąża za tym pasmem. Wiedział, gdy dotarła do końca. „Widzę ją, ale widzę również … twojego  
dziadka?”

„Tak, przez nią masz też połączenie z nim. Tak jak masz połączenie z tysiącami innych przeze mnie.”

Widział jak rozmyśla na ten temat. „A gdy sformułuję więcej połączeń ty też będziesz miał do nich dostęp?”

„Na pewnym poziomie.” Powiedział. „To zależy od mojej własnej więzi emocjonalnej z tą osobą. Zobacz.”

Podążyła za jego palcem do błyszczącej srebrno-niebieskiej nici, która lśniła niczym diamenty. „Kto to jest i 
dlaczego jestem do niej podłączona?” Ciekawa jak dziecko dotknęła psychiczną dłonią srebrno-niebieskiego 
pasma. „Tiara.” Zobaczył jak uśmiecha się w fizycznym wymiarze. „Lubi mnie wystarczająco mocno, żeby 
powstało to połączenie.”

„Zawsze była szalona.”

„Uważam, że ma doskonały gust.” Bawiła się palcami po tym paśmie. „Jest bardzo delikatne.”

„Dopiero zaczęłyście się przyjaźnić. Jeżeli wasze drogi się rozejdą zamiast złączyć, to to pasmo też zniknie.”

„W takim razie kochankowie w Sieci Cieni zawsze wiedzą na czym stoją.” Wymruczała.

„Jeżeli   oboje   mają   zdolności   psychiczne.”   Wytknął.   „Jeżeli   Zapomniany   stworzy   intymną   więź   z 
człowiekiem, ten człowiek jest wciągany do sieci. Możemy zobaczyć jego umysł, ale jest automatycznie 
osłonięty tarczami. Sądzimy, że Sieć Cieni robi to, bo w przeciwnym wypadku ludzie byliby zbyt bezbronni. 
Ale   efektem   ubocznym   jest   zablokowanie   ich   dostępu   do   sieci.”   Wydał   z   siebie   dźwięk   przepełniony 
frustracją. „Nigdy nawet nie rozważałem, że z Psi sprawa będzie wyglądała inaczej, że Sieć Cieni rozpozna 
cię jako inną.”

„Nie miałeś powodu, by tak sądzić.” Powiedziała uspokajając go. „Akceptacja mnie przez Sieć Psi to dar – 
ale to jest odpowiedź tylko dla tych, którzy kochają.”

„Dla tych, którzy ośmielają się kochać.”

„Tak.” Kolejna chwila ciszy, gdy przeglądała multum połączeń i więzi wokół nich. „Ta sieć jest bardzo, ale  
to bardzo skomplikowana.”

Uśmiechnął się. „To moja Psi.”

Zabawne mentalne uderzenie przyszło do niego wzdłuż linii ich połączenia, gdy zaczęła rozumieć jak tutaj  
funkcjonowały sprawy. „Jest otwarta, na tym polega różnica. Twoja Sieć Cieni jest otwarta na zewnętrzne  
połączenia i wpływy. Nawet osłonięte, te ludzkie umysły wnoszą coś do sieci.”

Pomyślał o tym przez chwilę. „Tak, masz rację.”

„Ale to również oznacza, że ta sieć nie może składować informacji z taką samą efektywnością jak Sieć Psi.” 
Wytknęła. „Czy może nadal można odnaleźć w tym chaosie dane?”

„Nie bez szukania przez bardzo długi czas. Łatwiej jest użyć komputera.” Roześmiał się widząc jej wyraz 
twarzy na planie fizycznym. „Czasami sieć może być użyteczna w tym względzie, ale przez większość  
czasu, Sieć Cieni ma na celu nakarmienie naszej potrzeby łączenia się, posiadania rodziny.”

background image

„A co z tłem biologicznym?” Zapytała. Zmartwienie odmalowało się w jej podpisie emocjonalnym. „Biorę 
go aż tyle. Z twojej sieci wycieka tyle energii ...”

„To nie ma znaczenia. Rozejrzyj się. Mamy jej nadmiar.”

„Macie, prawda?” Wymruczała. „To dlatego, że karmicie się tłem nawzajem w pewien sposób zwiększając 
jego ilość. Miłość wychodzi i wraca. Razem z tą wymianą rośnie energia …” Kolejna chwila ciszy. „Dev, te  
ścieżki psychiczne są inne. Jest tak jakby mój umysł był delikatnie nie zsynchronizowany.”

Wiedział   o   tym,   ale   miał   nadzieje,   że   będzie   w   stanie   po   nich   nawigować.   „Możesz   się   po   nich  
przemieszczać?”

„Nie z łatwością lub instynktownie, ale tak, mogę.” Niemal minutowa cisza. „Właściwie, wydaje mi się, że 
to intelektualne wyzwanie będzie sprawiać mi przyjemność. Tu jest tyle do zbadania.”

Mimo   jej   pełnych   zaintrygowania   komentarzy   mógł   wyczuć,   że   zaczyna   się   przeciążać   z   powodu 
intensywności emocji w Sieci Cieni. Wydał rozkaz i zmusił ją do wrócenia do planu fizycznego.

„Jeszcze nie skończyłam.” Niemal warknęła na niego.

Przytulił ją do siebie. „Jesteś wykończona.”

„Tego jest po prostu tyle naraz.” Wtuliła się w niego podciągając jego koszulę, by dotknąć skóry, która  
załaskotała   pod   wpływem   pierwszego   delikatnego   dotyku   jej   palców.   „Sieć   Psi   jest   pełna   czystych 
informacji – ich niezliczone ilości przepływają obok w czasie każdej sekundy.”

Dyrektor Światła w Dev'ie widział atuty takiego tworu. „Byłabyś w stanie wiedzieć co się dzieje w każdej 
minucie, każdego dnia.” To, musiał przyznać, byłoby bardzo użyteczne.

„Tak. Ale jest zimna. Dane są zawsze zimne – po prostu istnieją. Ale Sieć Cieni – każde pasmo opowiada 
historię i każde ma inny emocjonalny smak. Chcę dotknąć każdego, poznać każdego!”

„To, moja piękna rebeliantko Psi zajmie przynajmniej milion lat.” Powiedział mówiąc do smakowitej pełni 
jej ust.

Zachrypnięty kobiecy śmiech. Pełne psoty palce tańczące wzdłuż pasa jego dżinsów. „W takim razie będę 
musiała to robić jednym pocałunkiem naraz.”

ARCHIWA RODZINY PETROKOV

List datowany na 5 maja 1995 r.

Najdroższy Matthew.

Dzisiaj, gdy obserwowałam jak obiecujesz honorować i dbać o kobietę, którą kochasz, widziałam początek 
świtu tak jasnego, że nic nie ośmieli się stanąć mu na drodze. Nasza nadzieja, nasza odwaga, nasze serce  
przetrwa w twojej gotowości, by kochać, by być bezbronnym, by cierpieć.

Ci w Sieci nazywają nas słabymi, ale mylą się. Łatwo jest ignorować emocje. Łatwo jest zagrodzić ścieżki 
duszy. Gdybym nie kochała twojego ojca, jego śmierć nie złamałaby na zawsze części mojej duszy. Ale 
gdybym nie kochała twojego ojca nigdy nie wiedziałabym co to znaczy być człowiekiem.

Z biegiem lat, mam nadzieję, że będziesz o tym pamiętał. Że dzieci twoich dzieci będą o tym pamiętać. I gdy 
powrócą cienie, tak jak w końcu na pewno się to stanie, pamiętaj też o tym – już raz przetrwaliśmy. I stanie  
się tak znowu.

Nic nie jest silniejsze niż wola ludzkiego serca.

Z wyrazami całej mojej miłości, 

Mama.

background image

Okładka niemieckiego wydanie siódmej części

 cyklu Psi i Zmiennokształtni 

opublikowanej 1 marca 2011 r.