background image


 

Kres religii fałszywej jest bliski! 
Próba chrześcijańskiej odpowiedzi na eschatologiczny traktat Świadków Jehowy   
 
The End of False Religion Is Near!    
An attempt of Christian reply on eschatological tract of Jehovah’s Witnesses     

 

Pod  koniec  listopada  2006  roku  otrzymałem  nowy,  interesujący  i  jednocześnie  sensacyjny 
traktat wydany przez Towarzystwo Strażnica ptKres religii fałszywej jest bliski! Na stronie 
tytułowej  w  czerwonej  obwódce  znajdujemy  biały  napis  na  czarnym  tle:  „do  mieszkańców 
całego  świata”.  Na  okładce  widać  także  gromy  spadające  na  ziemię,  zapewne  życzeniem 
przynajmniej  niektórych  Świadków  Jehowy  byłoby,  by  uderzyły  one  w  kościoły 
chrześcijańskie. Widnieją tam również trzy pytania:  
„Jak rozpoznać religię fałszywą?”  
„Jaki będzie jej kres?” oraz  
„Jak się to odbije na tobie?”.  
 

W  zasadzie  można  uznać,  iż  traktat  jest  przypomnieniem,  ostrzeżeniem  kierowanym 

do  wszystkich  ludzi,  że  oto  w  najbliższej  przyszłości  nastąpią  wydarzenia  eschatologiczne, 
czyli tzw. koniec świata, co będzie również oznaczało „bliski kres religii fałszywej”, w tym 
oczywiście  także  chrześcijaństwa.  Jasnym  zamierzeniem  tej  publikacji  jest  nakłonienie  jak 
największej  liczby  osób  do  porzucenia  swoich  dotychczasowych  „fałszywych  religii”  i  do 
przyłączenia się do Towarzystwa Strażnica.   

Rodzi  się  wiec  ważne  pytanie:  w  jaki  więc  sposób  do  tej  publikacji  powinni 

ustosunkować się chrześcijanie? 
 
1. „Jak rozpoznać religię fałszywą?” 
Na drugiej stronie wspomnianej ulotki znajdujemy powyższy tytuł i kilka ciekawych myśli. 
Anonimowy autor stawia ważne pytania: „Czy nie przerażają cię zbrodnie popełniane w imię 
religii?  Czy  można  usprawiedliwić  wojny,  terroryzm,  korupcję  i  inne  nadużycia,  których 
dopuszczają się ludzie wierzący? Dlaczego religia bywa zarzewiem tylu problemów?”. 

Na  pewno  większość  czytelników  odpowie  na  pierwsze  pytanie,  że  istotnie  przerażają 

ich  zbrodnie  popełnione  w  imię  religii.  Trudno  pozytywnie  oceniać  działania  inkwizycji, 
wojny  krzyżowe,  pogromy,  których  ofiarami  byli  Żydzi,  czy  też  obecne  ataki 
fundamentalistów islamskich na niewinnych ludzi. Stąd normalny człowiek uzna, że zgodnie 
z  sugerowaną  odpowiedzią,  zawartą  w  drugim  pytaniu,  nie  można  usprawiedliwić  takich 
praktyk  jak  wojny,  terroryzm,  korupcja  i  inne  nadużycia,  których  dopuszczają  się  „ludzie 
wierzący”.   

Oczywiście  nic  nie  wspomniano  tu  o  ogromie  dobra,  które  czynią  ludzie  autentycznie 

wierzący.  Wspominanie  o  tym  utrudniłoby  osiągnięcie  celu,  do  którego  twardo  i 
bezpardonowo zmierza autor. Dlatego nic nie mówi o tym, że wiele misji chrześcijańskich na 
całym  świecie  tłumaczy  Biblię  lub  jej  fragmenty  na  języki  nawet  najmniejszych  plemion. 
Przemilcza fakt, że wiele jest wspaniałych ośrodków chrześcijańskich, w których z ogromną 
skutecznością  leczy  się  ludzi  uzależnionych  od  narkotyków  i  alkoholu.  Nie  na  rękę  byłoby 
nawiązanie  do  tego,  że  wiele  centrów  chrześcijańskich  pomaga  sierotom  i  ubogim  lub 
chorym.  Nie,  autor  ma  mroczną  wizję  wszystkich  religii  znajdujących  się  poza  organizacją 
Świadków Jehowy. Jak mówi niejeden Świadek: „Lepszy jest najgorszy Świadek Jehowy od 
najlepszego  wyznawcy  innej  religii”.  Nic  dziwnego,  że  będąc  tak  zaślepionym,  anonimowy 
pisarz  może  podać  następne  myśli:  „Źródłem  trudności  nie  jest  religia  sama  w  sobie,  ale 
religia  fałszywa.  Jezus  Chrystus  wskazał,  że  religia  fałszywa  skłania  ludzi  do  złego 
postępowania.  Przyrównał  ją  do  spróchniałego  drzewa,  które  ››wydaje  owoc 
bezwartościowy‹‹ (Mateusza 7:15-17). A jakie owoce wydaje religia fałszywa?”.  

background image


 

Czy  rzeczywiście  Zbawiciel  „wskazał,  że  religia  fałszywa  skłania  ludzi  do  złego 

postępowania”  i  „przyrównał  ją  do  spróchniałego  drzewa”?  Przyjrzyjmy  się  tekstowi,  na 
który  się  powołano:  „Strzeżcie  się  fałszywych  proroków,  którzy  przychodzą  do  was  w 
odzieniu  owczym,  wewnątrz  zaś  są  wilkami  drapieżnymi!  Po  ich  owocach  poznacie  ich. 
Czyż  zbierają  winogrona  z  cierni  albo  z  ostu  figi?  Tak  każde  dobre  drzewo  wydaje  dobre 
owoce, ale złe drzewo wydaje złe owoce” (Mt 7,15-17 Biblia Warszawska, dalej BW).  

Jak  widać,  Jezus  Chrystus  nie  mówił  tu  nic  o  religii  fałszywej!  Ostrzegał  przed 

fałszywymi prorokami. Niestety, to właśnie Świadkowie Jehowy wielokrotnie głosili fałszywe 
proroctwa. Oto kilka przykładów. W książce autorstwa Charlesa Russella, założyciela i prezesa 
Towarzystwa  Strażnica,  zamieszczono  m.in.  następujące  proroctwo:  „W  rozdziale  tym 
przedstawiamy  dowody  Biblijne  wykazujące,  że  zupełny  koniec  Czasów  Pogan, tj. ostateczny 
kres ich panowania w ramach dzierżawy, nastąpi R. P. 1914; że ta data będzie ostateczną granicą 
panowania  niedoskonałych  ludzi”

1

.  Tak  więc  w  roku  1914  oczekiwano  zupełnego  końca 

panowania  ludzkiego  na  ziemi.  Z  kolei  w  opublikowanej  w  1917  roku  książce  The  Finished 
Mystery
  (Dokonana  Tajemnica),  którą  zaprezentowano  jako  pośmiertne  dzieło  Russella, 
ogłoszono kolejne sensacyjne przepowiednie, a wśród nich: „Również w roku 1918, kiedy Bóg 
będzie  niszczył  ogół  kościołów  i  zabijał  miliony  członków  kościelnych,  stanie  się,  że  ci,  co 
uciekną  przed  zniszczeniem,  zbliżą  się  do  dzieł  Pastora  Russella,  aby  uczyć  się  o  znaczeniu 
upadku ››chrześcijaństwa‹‹”

2

. Zatem kres religii fałszywej  miał według starych przepowiedni 

Towarzystwa Strażnica nastąpić już w 1918 roku. Skoro nie nastąpił wtedy, to może nie będzie 
miał miejsca w najbliższej przyszłości? 

W opublikowanej w roku 1920 broszurze, zatytułowanej Miliony ludzi z obecnie żyjących 

nie umrą! podano kolejną datę: „Główną rzeczą, mającą być przywróconą, jest życie ludzkie; a 
ponieważ Pismo Święte stanowczo powiada, że nastąpi zmartwychwstanie Abrahama, Izaaka, 
Jakóba  i  innych  mężów  starego  Zakonu  i  że  oni  otrzymają  pierwsi  łaskę,  przeto  możemy 
spodziewać się roku 1925-tym powrotu tych wiernych mężów Izraela ze stanu śmierci,  gdy 
zostaną wskrzeszeni do życia i przywróceni do doskonałego stanu ludzkiego, oraz uczynieni 
widzialnymi, legalnymi przedstawicielami nowego porządku rzeczy na świecie. […] Możemy 
przeto  z  ufnością  oczekiwać,  że  rok  1925-ty  zaznaczy  się  powrotem  Abrahama,  Izaaka, 
Jakóba i wiernych proroków Starego Zakonu, a mianowicie tych, których apostoł wymienia w 
jedenastym rozdziale listu do Żydów – do stanu ludzkiej doskonałości. […] Opierając się tedy 
na argumentach powyżej wyłuszczonych, że stary porządek rzeczy, stary świat, skończył się, a 
zatem  przemija,  i  że  nowy  ład  nastaje,  oraz  że  rok  1925-ty  zaznacza  się  zmartwychwstaniem 
wiernych  i  zasłużonych  mężów  starożytności  i  początkiem  odbudowy,  słusznem  będzie 
mniemać, że miliony ludzi z żyjących teraz na świecie będą jeszcze znajdować się na świecie 
w roku 1925–tym. A wtenczas, opierając się na obietnicach wymienionych w Słowie Bożem, 
musimy przejść do stanowczego i niezaprzeczonego wniosku, że miliony z żyjących teraz na 
świecie ludzi nigdy nie umrą”

3

Z  powyższego  fragmentu  wynika,  że  na  1925  rok  stanowczo  zapowiadano  takie 

wydarzenia,  jak  zmartwychwstanie  starożytnych  mężów  wiary  oraz  przejście  mieszkańców 
ziemi do stanu nieśmiertelności.  

Wiele lat później w „Strażnicy” przepowiedziano, że w 1975 roku nastanie tysiącletnie 

Królestwo  Chrystusa:  „Zupełnie  niedawno  poważni  badacze  Pisma  Świętego  ponownie 
przeanalizowali chronologię biblijną. Według ich obliczeń sześć millenniów życia ludzkiego 
na  ziemi  ma  dobiec  końca  w  połowie  lat  siedemdziesiątych.  Zatem  siódme  millennium  po 

                                                           

1

 C. T. Russell, The Time Is At Hand (Nadszedł czas),

 

Allegheny, Pensylwania, USA 1889, s. 76- 77. 

2

 The Finished Mystery (Dokonana Tajemnica), Brooklyn, Nowy Jork USA;  Londyn, Wielka Brytania; 

Melbourne, Australia (i inne miejscowości) 1918,

 

s. 484. 

 

3

 J. F. Rutherford, Miliony ludzi z obecnie żyjących nigdy nie umrą!, Brooklyn, Nowy Jork USA, s. 59-61, 65, 

wydanie krajowe. 

background image


 

stworzeniu człowieka przez Jehowę Boga powinno się rozpocząć przed upływem bieżącego 
dziesięciolecia. […] Jeżeli Pan Jezus Chrystus ma być ››Panem i sabatu‹‹, to jego tysiącletnie 
panowanie  musi  być  siódmym  w  serii  okresów  tysiącletnich,  czyli  millenniów  (Mat.  12:8, 
NT). Tylko pod tym warunkiem będzie ono panowaniem sabatnim”

4

.  

Inne proroctwo głosiło, że nie przeminie pokolenie roku 1914, aż nastaną rządy Boże na 

ziemi. W związku z tym ciekawie wypada porównanie stopki redakcyjnej „Przebudźcie się!” 
z  8  października  1995  roku  z  odpowiednim  fragmentem  stopki  „Przebudźcie  się!”  z  8 
listopada  1995  roku.  W  pierwszym  z  tych  czasopism  m.in.  napisano:  „Co  najważniejsze, 
czasopismo  to  umacnia  zaufanie  do  obietnicy  danej  przez  Stwórcę,  że  zanim  przeminie 
pokolenie  pamiętające  wydarzenia  z  roku  1914,  nastanie  nowy  świat,  w  którym  zapanuje 
pokój  i  bezpieczeństwo”.  Natomiast  w  następnym  numerze  czytamy:  „Co  najważniejsze, 
czasopismo to umacnia zaufanie do obietnicy naszego Stwórcy, że obecny niegodziwy i pełen 
bezprawia system  rzeczy zostanie zastąpiony przez nowy świat,  w którym  zapanuje pokój  i 
bezpieczeństwo”.  Nasuwa  się  wniosek,  że  Stwórca  wycofał  się  z  obietnicy  dotyczącej 
ustanowienia nowego świata za życia pokolenia pamiętającego wydarzenia 1914 roku.  

Jakie  są  owoce  takich  fałszywych  proroctw?  Na  pewno  bezwartościowe.  Wielkie 

rozczarowanie  ludzi,  u  których  rozbudzano  takie  fałszywe  nadzieje.  Żal  takich  osób,  że  źle 
ułożyły swe życie, dostosowując swe plany do złudnych obietnic „Strażnicy”. Niektórzy starsi 
wiekiem ludzie ubolewają nad tym, że idąc za radą Towarzystwa Strażnica nie spłodzili dzieci, 
tak, że teraz nie ma się kto nimi opiekować. Inni żałują, że nie wstąpili w związki małżeńskie i 
borykają się z depresją wynikającą z uczucia samotności. Szereg osób chętnie cofnęłoby czas i 
nie  zrezygnowałoby  z  wyższego,  czy  nawet  średniego  wykształcenia.  Są  i  tacy,  którzy  nie 
podjęli  wymaganego  leczenia,  gdyż  liczyli  na  doskonałe  uzdrowienie  w  Tysiącletnim 
Królestwie. Jednak najgorsze owoce fałszywych przepowiedni, to kompromitowanie proroctw 
Słowa  Bożego  w  oczach  słuchaczy  przez  tych,  którzy  przedstawiali  się  jako  jedyni 
reprezentanci  Boga.  Jest  to  rzucanie  złego  światła  na  samego  Stwórcę!  Tymczasem  obecni 
przywódcy  Świadków  nadal  zapewniają  nas,  że  jakieś  wydarzenia  są  bardzo  bliskie,  choć 
Chrystus ostrzegał: „Baczcie, by nie dać się zmylić. Wielu bowiem przyjdzie w imieniu moim, 
mówiąc: Ja jestem, i: Czas się przybliżyłNie idźcie za nimi!” (Łk 21,8 BW). 

Chyba  trudno  nazwać  prawdziwą  religię,  która  głosiła  tyle  fałszywych  proroctw  w 

imieniu Boga? Niech czytelnik oceni to samodzielnie.  
 
2. „Jakie owoce wydaje religia fałszywa?”  
Anonimowy  autor  traktatu  przechodzi  teraz  do  wyliczenia  złych  cech  „religii 
fałszywej”. Grupuje je w trzech zagadnieniach: 
a. „miesza się do polityki i uczestniczy w wojnach”. 
b. „propaguje fałszywe nauki”. 
c. „toleruje niemoralne postępowanie”.  
 
a. „Miesza się do polityki i uczestniczy w wojnach 
Odnośnie  pierwszego  punktu  podano  następujące  informacje:  „W  czasopiśmie  Asiaweek 
czytamy:  ››W  całej  Azji  i  w  innych  częściach  świata  żądni  władzy  duchowni  cynicznie 
manipulują uczuciami religijnymi ludzi, by osiągać własne cele‹‹. W rezultacie, jak dodano, 
››świat jest bliski obłędu‹‹. Znany amerykański kaznodzieja oświadczył: ››Żeby skończyło się 
zabijanie,  trzeba  najpierw  pozabijać  terrorystów‹‹.  Co  proponuje?  ››Zlikwidujmy  ich 
wszystkich  w  imię  Pana‹‹.  Tymczasem  w  Piśmie  Świętym  czytamy:  ››Jeżeli  ktoś  twierdzi: 
‘Miłuję  Boga’,  a  jednak  nienawidzi  swego  brata,  to  jest  kłamcą‹‹  (1  Jana  4:20).  Jezus 
powiedział nawet: ››Miłujcie swych nieprzyjaciół‹‹ (Mateusza 5:44). Czy znasz takie religie, 
których wyznawcy biorą udział w wojnach?”. 

                                                           

4

 Nadchodzące tysiąclecie pokoju, Strażnica 1970, nr 18, s. 12-13.   

background image


 

Wzmianka  o  żądnych  władzy  duchownych,  którzy  „cynicznie  manipulują  uczuciami 

religijnymi  ludzi,  by  osiągać  własne  cele”  jest  mimo  wszystko  dość  enigmatyczna.  Nie 
wiemy, o jakich duchownych chodzi i o jakich kościołach jest mowa. Najwyraźniej nie są to 
zdrowe  społeczności  ewangeliczne,  skoro  celem  ich  przywódców  jest  zdobywanie  władzy. 
Niewątpliwie  wrzucanie  do  jednego  worka  wszystkich  przywódców  chrześcijańskich  od 
dawna  jest  specjalnością  pisarzy  literatury  Świadków.  Nic  nie  wspominają  o  tysiącach 
wiernych duszpasterzy i  ewangelistów,  którzy lojalnie i  z oddaniem głoszą Ewangelię łaski 
Bożej. Tacy bogobojni pasterze w ogóle nie dążą do zdobywania funkcji politycznych, gdyż 
są zadowoleni ze swego duchowego powołania. Wcale nie mieszają się w politykę, lecz leży 
im  na  sercu  dobro  ich  kraju  i  narodu.  Lecz  o  takich  wspaniałych  sługach  Bożych  traktat 
milczy. 

Natomiast  wymieniono  znanego  amerykańskiego  kaznodzieję,  który  podżegał  do 

zabijania  terrorystów  w  imię  Pana.  Napiętnowano  jego  postawę  wersetami  mówiącymi  o 
potrzebie  miłowania  bliźniego,  a  nawet  nieprzyjaciela.  Co  o  tym  sądzić?  Wspomniany 
kaznodzieja  jest  skrajnym  przykładem  niestosownego  zaangażowania  się  w  sprawy 
polityczne. Ponosi za to osobistą odpowiedzialność. Jego postawa nie przekreśla jednak jego 
grupy  wyznaniowej,  jako  rzekomej  „religii  fałszywej”,  ponieważ  jego  Kościół  głosi  wiele 
zdrowych i cennych nauk biblijnych, a w skład tej denominacji wchodzi wielu ludzi szczerze 
oddanych  Bogu.  Kilka  lat  temu  nadgorliwy  starszy  zboru  Świadków  Jehowy  z  Polski 
centralnej zagroził, że zabije pewnego byłego Świadka Jehowy, i usiłował pobić misjonarza 
należącego  do  Kościoła  Wolnych  Chrześcijan.  W  grudniu  2006  roku  usłyszeliśmy 
niepokojącą  wiadomość,  że  młody  Świadek  Jehowy  z  Wielkopolski  został  skazany  za 
zamordowanie  swej  dziewczyny,  która  w  chwili  śmierci  była  w  dziewiątym  miesiącu  ciąży. 
We  wrześniu  2010  roku  Świadek  Jehowy  z  Łodzi  zabił  swoje  dzieci  i  żonę.  Czy  z  takich 
doniesień  wyciągamy  wniosek,  że  wszyscy  Świadkowie  Jehowy  to  ludzie  agresywni  i 
zabijacy? Biblia stwierdza, że „każdy własny ciężar poniesie” (Ga 6,5 BW).  

Czy Świadkowie Jehowy są wolni od nienawiści? W „Strażnicy” stwierdzono o tzw. 

odstępcach:  „chrześcijanin  musi  owe  przesiąknięte  złem  osoby  znienawidzić  (w  biblijnym 
tego  słowa  znaczeniu)”

5

.  Porównajmy  z  tym  wypowiedź  apostoła  Jana:  „Każdy,  kto 

nienawidzi  brata  swego,  jest  zabójcą,  a  wiecie,  że  żaden  zabójca  nie  ma  w  sobie  żywota 
wiecznego”  (1  J  3,15).  Tak,  nienawiść  jest  równa  zabójstwu.  Poza  tym  Świadkowie 
nienawidzą  wszystkich  innych  religii,  zwłaszcza  chrześcijaństwa  i  niejako  wysługują  się 
Bogiem w celu wywarcia na nich swej złości. Dowodzą tego dalsze fragmenty tego traktatu, 
znajdujące  się  pod  nagłówkami:  „Jaki  koniec  czeka  religię  fałszywą?”  i  „Jak  rozpoznać 
religię  prawdziwą?”.  Wynika  z  nich,  że  Bóg  zniszczy  wszystkie  religie  poza  Świadkami 
Jehowy, dlatego póki czas trzeba opuścić te wyznania i przyłączyć się do jedynej prawdziwej 
religii, jaką rzekomo są Świadkowie Jehowy.   

Jak  odpowiedzieć  ma  pytanie  postawione  w  traktacie:  „Czy  znasz  takie  religie, 

których wyznawcy biorą udział w wojnach?”. Można stwierdzić, że znamy wiele religii, które 
na  długo  przed  Świadkami  nie  brały  udziału  w  wojnach  i  do  dzisiaj  nie  zmieniły  swego 
stanowiska. Są to na przykład amisze, menonici, kwakrzy i wiele innych grup. Ugrupowania 
te  są  o  wiele  bardziej  konsekwentne  od  Świadków,  gdyż  nie  tylko  nie  uznają  wojen 
agresywnych i wojen obronnych, lecz także odrzucają zasadę obrony koniecznej. Uważają, że 
lepiej zginąć z rąk przestępcy, niż odebrać mu życie i udaremnić mu możliwość osiągnięcia 
zbawienia

6

.  

                                                           

5

 „Przebadaj mnie, Boże”, Strażnica 1993.10.01, s. 19, akapit 15. 

6

 1001 Questions and answers on the Christian life (1001 pytań i odpowiedzi na temat chrześcijańskiego życia), 

Aylmer, Ontario, Kanada; LaGrange, Indiana, USA 2007, s. 148 – publikacja amiszów; D. Kauffman, Doctrines 
of the Bible 
(Doktryny Biblijne), Scottdale, Pensylwania, USA; Waterloo, Ontario, Kanada 1956, ss. 513-514 – 
publikacja konserwatywnych menonitów.   

background image


 

Tymczasem  Świadkowie  dopuszczają  daleko  posuniętą  obronę  konieczną,  gdyż 

udzielili następującej odpowiedzi na pytanie czytelnika: „Do napisania tego listu skłonił mnie 
fragment artykułu ››Powszechny pokój – kiedy i jak?‹‹ (8 lutego 1988), gdzie powiedziano o 
Świadkach  Jehowy:  ››Wyrobili  w  sobie  pokojowe  usposobienie  i  nigdy  nie  będą  odbierać 
życia  bliźnim‹‹.  Czy  to  znaczy,  że  nam,  Świadkom  Jehowy,  nie  wolno  zadać  śmiertelnego 
ciosu  w  obronie  własnej  lub  rodziny?”.  A  oto  odpowiedź  wydawców  tego  czasopisma: 
„Wyrażenie  ››odbierać  życia  bliźnim‹‹  dotyczy  świadomych  zabiegów,  żeby  kogoś  zabić. 
Prawdziwy chrześcijanin tego nie zrobi. Gdyby jednak został zaatakowany i nie mógł uciec, a 
napastnik  byłby  zdecydowany  go  zranić  bądź  zabić,  może  spróbować  odparować  ciosy  lub 
nawet uderzać w obronie, ewentualnie używając do tego czegoś, co akurat miałby pod ręką. 
Ale jego działania będą mieć tylko charakter obronny. Nie będzie próbował zabić ani w jakiś 
sposób  ukarać  napastnika,  tylko  postara  się  odeprzeć  atak.  Gdyby  napastnik  otrzymał  cios 
śmiertelny, musiałby on być przypadkowy, a nie zadany rozmyślnie. (Wyd.)”

7

.  

Jak widać, Świadkowie Jehowy uznają za słuszną zasadę obrony koniecznej. W takim 

razie,  czy  istnieje  różnica  między  obroną  własnej  osoby  lub  rodziny,  a  obroną  większej 
liczby osób – osiedla, miasta, województwa i kraju? Przecież rzecz sprowadza się tylko do 
liczby osób, a zasada prawa do obrony koniecznej chyba pozostaje niezmienna? Te pytania 
zostawiamy pod rozwagę pewnym swego stanowiska Świadkom Jehowy i ich sympatykom. 
Podajemy te myśli, by wykazać, że stanowisko Świadków nie jest wcale takie konsekwentne, 
jak  to  się  z  pozoru  wydaje.  Pokojowo  usposobione  Kościoły  nurtu  anabaptystycznego,  jak 
amisze i menonici faktycznie okazują miłość nieprzyjaciołom, nie odpłacając złem za zło, i 
wolą  umrzeć  niż  wyrządzić  krzywdę  bliźniemu,  nawet  w  obronie  własnej.  Natomiast  u 
Świadków trudno dopatrzyć się miłości do nieprzyjaciół, skoro żywią nienawiść do byłych 
członków, którzy odeszli z organizacji Strażnicy z powodu swej wiary w Boskość Chrystusa, 
i żywią jawną niechęć do Kościołów chrześcijańskich, a zwłaszcza do ich przełożonych.     
 
b. „Propaguje fałszywe nauki” 
Co  do  drugiego  zarzutu  przedstawiono  następujące  argumenty:  „Większość  religii  uczy,  że 
człowiek ma niewidzialną duszę, która żyje po śmierci ciała. Duchowni często wykorzystują 
tę naukę, by wyciągać pieniądze od wiernych, którzy proszą o modlitwy za dusze zmarłych. 
Biblia natomiast uczy czegoś zupełnie innego: ››Dusza, która grzeszy, ta umrze‹‹ (Ezechiela 
18:4). ››Żyjący są świadomi tego, że umrą, lecz umarli nie są świadomi niczego‹‹ (Kaznodziei 
9:5). Jezus nauczał,  że umarli zostaną wskrzeszeni.  A przecież, gdyby  człowiek miał  duszę 
nieśmiertelną,  zmartwychwstanie  nie  byłoby  potrzebne  (Jana  11:11-25).  Czy  twoja  religia 
uczy, że dusza jest nieśmiertelna?”. 

To prawda, że większość systemów religijnych naucza, że dusza przeżywa śmierć ciała. 

Warto  rozważyć,  na  jakiej  podstawie  opierają  to  wierzenie  Kościoły  chrześcijańskie. 
Uczynimy  to  później,  lecz  teraz  ustosunkujmy  się  do  oskarżenia,  jakoby  duchowni 
posługiwali  się  doktryną  o  nieśmiertelności  duszy,  by  wzbogacać  się  na  wiernych,  którzy 
proszą  o  modlitwy  za  dusze  ich  zmarłych  krewnych.  Ponownie  widzimy,  że  Świadkowie 
Jehowy  posługują  się  niesprawiedliwymi  uogólnieniami,  tak  jakby  wszyscy  duchowni 
wierzyli  w  czyściec  lub  skuteczność  modlitw  w  intencji  zmarłych.  Trzeba  powiedzieć 
stanowczo, że jest to atak wyłącznie na księży rzymskokatolickich, którzy dołączają do mszy 
modlitwy w intencji dusz znajdujących się w czyśćcu. Czy faktycznie jest to cyniczny zabieg 
obliczony  na  wyłudzanie  pieniędzy,  czy  też  omawiana  praktyka  wypływa  z  wierzeń 
katolickich?  Niech  czytelnik  sam  to  oceni.  Niech  dowie  się,  jakie  są  opłaty  za  takie  msze. 
Niech  zapyta  zaufanego  księdza,  czy  faktycznie  kieruje  nim  i  jego  kolegami  jedynie  żądza 
zysku.  Osobiście  nie  zamierzam  bronić  tej  praktyki,  gdyż  jako  ewangeliczny  chrześcijanin 
nie  wierzę  w  istnienie  czyśćca.  Wiara  w  nieśmiertelność  duszy  nie  skłania  przełożonych 

                                                           

7

 Od naszych czytelników, Przebudźcie się! 1988.09.08, s. 28. 

background image


 

wyznań ewangelicznych do finansowego wykorzystywania naiwnych wiernych. Nie jest też 
wcale pewne twierdzenie autora traktatu, że duchowni katoliccy kierują się materialistyczną 
motywacją dołączając do mszy modlitwy za umarłych.  

A teraz przeanalizujmy „dowody” biblijne rzekomo obalające naukę o nieśmiertelności 

duszy. Pierwszy z nich, to tekst z Księgi Ezechiela 18,4. W Przekładzie Nowego Świata (dalej 
NŚ), w Biblii Gdańskiej i w innych tłumaczeniach, czytamy w Ezechiela 18,4.20, że „dusza, 
która  grzeszy,  ta  umrze”.  Zdaniem  Świadków  Jehowy  słowa  te  stanowią  bezpośrednie 
zaprzeczenie nauki o nieśmiertelności duszy. Jednakże w tym samym rozdziale czytamy: „A 
gdy  niegodziwy  zawraca  od  swej  niegodziwości,  której  się  dopuszczał,  i  czyni  zadość 
sprawiedliwości i prawości, to taki zachowa swoją duszę przy życiu. Gdy widzi i odwraca się 
od  wszystkich  swych  występków,  które  popełnił,  na  pewno  będzie  żył.  Nie  umrze”  (Ez 
18,27.28 NŚ). Czy te wersety dowodzą z kolei nieśmiertelności duszy? Czytamy tu przecież, 
że nawrócony grzesznik zachowa swoją duszę przy życiu i nie umrze.  

Fakty  są  takie,  że  Ezechiel  nie  porusza  tu  wcale  kwestii  wiecznego  zbawienia.  W 

dziele Zondervan NIV Bible Commentary, tom I, czytamy: „Życie i śmierć w tym kontekście 
nie  są  wieczne,  lecz  fizyczne”

8

.  Należy  też  zwrócić  uwagę  na  fakt,  że  słowo  nefesz  nie 

występuje  tu  w  znaczeniu  niematerialnej  duszy,  lecz  osoby,  stąd  inne  przekłady  tak  oddają 
omawiane  wersety: „Umrze tylko [ta] osoba, która zgrzeszyła” (Ez 18,4  Biblia Tysiąclecia, 
dalej  BT).  „Ta  osoba,  która  grzeszy,  umrze”  (Ez  18,20  Biblia  Poznańska).  Co  ciekawe, 
uczony  Gerhard  von  Rad  przypisuje  słowu  nefesz  znaczenie  „to,  co  żywe”  i  zaleca: 
„Ponieważ  Hebrajczyk  nie  oddzielał  funkcji  duchowych  od  witalnych  funkcji  ciała  (basar), 
powinniśmy, kiedy tylko to będzie możliwe, odstąpić od zwyczaju przekładania tego terminu 
przy użyciu naszego słowa ››dusza‹‹”

9

 (Teologia Starego Testamentu).    

Warto  przeczytać  cały  18  rozdział  Księgi  Ezechiela.  Wówczas  przekonamy  się,  że 

dotyczy  on  następującej  kwestii:  Czy  człowiek  odpowiada  przed  Bogiem  indywidualnie  za 
swe czyny, czy też obejmuje go odpowiedzialność zbiorowa? Ezechiel odpowiada, że każdy 
odpowiada sam za siebie, bez względu na postępowanie jego przodków. Prorok w ogóle nie 
omawia tu zagadnienia życia wiecznego ani zmartwychwstania.   

Drugi  fragment,  na  którym  oparł  się  anonimowy  autor  traktatu,  to  tekst  z  Księgi 

Kaznodziei (Koheleta) 9,5: „Żyjący są świadomi tego, że umrą, lecz umarli nie są świadomi 
niczego”. Warto zbadać kontekst tej wypowiedzi: „Wszystko to rozważyłem w swoim sercu” 
(9,1); znaczy to, że są to osobiste rozważania pisarza. „To jest najgorsze z wszystkich rzeczy, 
jakie  się  dzieją  pod  słońcem”  (9,3).  Werset  ten  wskazuje  na  fakt,  że  mowa  tu  o  ziemskim 
życiu.  Gdybyśmy  mieli  omawiany  tekst  brać  w  sensie  absolutnym,  to  co  zrobić  z  takimi 
zdaniami:  „Już  nie  ma  dla  nich  żadnej  zapłaty”,  „gdyż  ich  imię  idzie  w  zapomnienie”  oraz 
„nigdy już nie mają udziału w niczym z tego, co się dzieje pod słońcem” (9,5.6)? Jak mają się 
one do informacji o tym, że imiona niektórych ludzi zapisane są w księdze żywota Baranka 
(Ap  3,5)?  Jak  pogodzić  je  z  wypowiedzią  skierowaną  do  Daniela,  w  myśl  której  nastąpi 
powszechne zmartwychwstanie i sam Daniel powróci do życia (Dn 12,2.13)? Najprościej jest 
stwierdzić,  że  Salomon  nie  rozpatruje  tych  zagadnień  w  sensie  spraw  ostatecznych,  lecz  w 
kontekście udziału w zwykłym, ziemskim życiu.  

W „Strażnicy” przyznano: „Zapoznanie się z kontekstem pozwala nam stwierdzić, że 

Salomon, pisząc Księgę Koheleta (Kaznodziei), dał w niej wyraz swemu poglądowi na życie 
takie, jakim ono jest obecnie tu na ziemi, inaczej mówiąc ››pod słońcem‹‹, widziane – rzec by 
można – ze ściśle ludzkiego punktu widzenia, z obiektywnego stanowiska obserwatora. Nie 
bierze  w  tym  miejscu  pod  uwagę  zamierzenia  Bożego  co  do  zmartwychwstania…”. 
„Salomon,  przemawiając  z  pozycji  obserwatora,  wskazuje,  iż  ‘przeciętny’  człowiek  na 

                                                           

8

 K. L. Barker; J. R. Kohlenberger III, redaktorzy, Zondervan NIV Bible Commentary, dzieło zbiorowe, Grand 

Rapids, Michigan, USA 1994, s. 1301. 

9

 G. von Rad, Teologia Starego Testamentu, przeł. Bogusław Widła, wydanie I, Warszawa 1986, s. 128. 

background image


 

świecie  wie,  że  umrze,  gdyż  widzi,  jak  wszyscy  inni  umierają.  Zdaje  sobie  sprawę  z 
czekającej  go  śmierci.  Z  obserwacji  wie  również,  że  gdy  ktoś  umrze,  przestaje  cokolwiek 
docierać do jego świadomości. Drudzy ludzie nie mogą już nic dla niego uczynić; pieniądz 
także  nie  ma  dla  niego  znaczenia.  Życie  na  świecie  toczy  się  dalej,  nawet  jego  krewni  i 
przyjaciele w szybko płynącym strumieniu powszedniego życia nie mogą już go uwzględniać 
w swych planach i innych sprawach, toteż siłą rzeczy muszą z czasem o nim zapomnieć. Nie 
znaczy to, by nie pamiętali, iż kiedyś istniał, ale przestają liczyć się z nim, zanika jego rola 
czynnika  znaczącego  coś  w  ich  życiu.  Wiele  cech  jego  osobowości  idzie  w  niepamięć,  a 
następne  pokolenie  wcale  go  nie  zna”.  „Zmarły  nie  jest  już  w  stanie  przejawiać  miłości, 
nienawiści ani zazdrości. Bez względu na to, jaką za życia posiadał władzę, jaki autorytet lub 
bogactwo, przechodzi to w inne ręce, a on nie ma nic więcej do powiedzenia w tej sprawie 
(Kohel. 2:21). W tym systemie rzeczy zakończył się jego udział w czymkolwiek i zniknąłby 
bezwzględnie  na  zawsze  z  pola  widzenia,  gdyby  nie  postanowienie  Boże  co  do  nowego 
porządku i zmartwychwstania”. „Tak więc Salomon opisuje po prostu sytuację tak, jak by się 
przedstawiała,  gdyby  na  obecnym  świecie  wszystko  się  kończyło  i  gdyby  tylko  tyle  można 
było oczekiwać od życia”

10

Autor  tego  artykułu  zmuszony  był  przyznać,  że  konsekwentna  interpretacja  tego 

rozdziału musiałaby prowadzić do wniosku, że dla zmarłych nie ma żadnej nadziei. Dlaczego 
organizacja  omawiając  temat  życia  po  śmierci  zawsze  odwołuje  się  do  tej  księgi,  skoro 
ewidentnie poznanie spraw ostatecznych przez jej pisarza było bardzo cząstkowe? Czyż nie 
powinniśmy  na  te  sprawy  patrzeć  przez  pryzmat  Nowego  Testamentu  i  doskonałego  dzieła 
„naszego  Zbawiciela,  Chrystusa  Jezusa,  który  przezwyciężył  śmierć,  a  na  życie  i 
nieśmiertelność rzucił światło przez Ewangelię” (2 Tm 1,10 BT)? W kilku miejscach Nowego 
Testamentu słowo „dusza” oznacza niematerialny element człowieka, na przykład w 1 Piotra 
1,9  i  2,11.  W  Liście  do  Hebrajczyków  jest  mowa  o  „duchach  ludzi  sprawiedliwych,  którzy 
osiągnęli doskonałość” (12,23). Apokalipsa wspomina o duszach męczenników znajdujących 
się  w  niebie  jeszcze  przed  powszechnym  zmartwychwstaniem;  są  one  świadome  i 
wypowiadają  się  (6,9-11).  Apostoł  Paweł  mówi  w  sposób  obrazowy  o  tym,  że  po  śmierci 
nasze ciała się rozpadają, a my mamy dom w niebie (2 Kor 5,1-10). Ten sam apostoł pragnął 
rozstać się z życiem i być z Chrystusem, bo to daleko lepiej (Flp 1,21-24). Gdyby czekały go 
nieświadomość  i  uśpienie,  nie  powiedziałby,  że  to  daleko  lepiej.  Z  powyższych  wersetów 
wynika,  że  umarli  żyją  i  zachowują  świadomość.  Pamiętanie  o  tym,  że  w  Biblii  mamy  do 
czynienia  z  rozwojem  objawienia  Bożego  i  przyznawanie  pierwszeństwa  pełniejszemu 
światłu Nowego Testamentu ustrzeże nas przed popadnięciem w błąd.   

Omówmy kolejny zarzut: Czy wiara  w duszę nieśmiertelną nie kłóci się  z prawdą o 

zmartwychwstaniu?  Najpierw  wyjaśnijmy,  że  teologia  chrześcijańska  odróżnia  jakość 
nieśmiertelności duszy ludzkiej od nieśmiertelności  Boga. Wincenty Granat  napisał: „Tylko 
Bóg jest nieśmiertelny z całej istoty swego bytu, tj. nigdy nie może przestać istnieć; wszystko 
poza  Nim  jest  przygodne,  może  tedy  zniknąć,  a  więc  z  tej  racji  jest  śmiertelne.  Mówiąc  o 
nieśmiertelności  duszy  ludzkiej  mamy  na  uwadze  jej  naturę  nie  zawierającą  w  sobie 
pierwiastków wewnętrznego rozkładu, czyli z tego względu nie podlegającą śmierci. Mimo to 
dusza ludzka jako byt przygodny mogłaby przestać istnieć, jeśli Bóg nie powstrzymywałby jej 
stale w bytowaniu i działaniu”

11

.  

Żaden  kościół  chrześcijański  nie  głosi,  że  życie  wieczne  sprowadza  się  do  tego,  że 

człowiek  będzie  żył  jako  bezcielesna  dusza.  Taki  pogląd  głosiła  filozofia  grecka  i  taka  jest 
idea  religii  Wschodu.  Przeciwnie,  według  nauki  chrześcijańskiej  ostatecznym  celem  jest 
połączenie duszy z chwalebnym zmartwychwstałym ciałem (Flp 3,20.21; 1 Kor 15,35-58; Rz 

                                                           

10

 Pytania czytelników, Strażnica 1975, nr 13, tom XCVI, s. 23-24. 

11

 W. Granat, Eschatologia, rzeczy ostateczne człowieka i świata, Lublin 1962, s. 79. 

background image


 

8,11). Zbawienie chrześcijańskie nie dotyczy tylko duszy (1 P 1,9), lecz obejmuje też ciało; 
Paweł wspomina o „odkupieniu ciała naszego” (Rz 8,23). 

Na  pytanie:  „Czy  twoja  religia  uczy,  że  dusza  jest  nieśmiertelna?”,  musimy 

odpowiedzieć,  że  to  Jezus  nauczał,  że  dusza  jest  nieśmiertelna.  W  Ewangelii  według 
Mateusza  10,28  znajdujemy  Jego  wymowne  słowa:  „I  nie  bójcie  się  tych,  którzy  zabijają 
ciało, ale duszy zabić nie mogą; bójcie się raczej tego, który może i duszę i ciało zniszczyć w 
piekle”. To prawda, że niektórzy bibliści twierdzą, że grecki wyraz psyche w Mateusza 10,28 
oznacza życie; inni jednak twierdzą, iż odnosi się on do duszy. Zauważmy, że nawet, jeśli w 
tym  wersecie  słowo  „dusza”  zastąpimy  wyrazem  „życie”,  to  i  tak  naucza  on,  że  coś  z 
człowieka  pozostaje  nadal;  istnieje  jakieś  życie,  którego  ludzie  nie  zdołają  zabić.  Zatem 
zmiana znaczenia słowa psyche niewiele daje, a nawet czegoś pozbawia ową duszę. Czego? 
Tożsamości,  bowiem  staje  się  ona  jedynie  bezosobowym  życiem.  I  tu  jest  sedno  sprawy  i 
problem dla Świadków. Co jest jądrem  człowieka, jego osnową, na którą zostanie nałożone 
ciało  w  dniu  powszechnego  zmartwychwstania?  Osoby  wierzące  w  nieśmiertelność  duszy 
(ściślej, w to, że dusza ludzka nie podlega rozkładowi i śmierci, a podtrzymuje ją przy życiu 
Stwórca), nie mają z tym problemu. Świadkowie poradzili sobie z tą kwestią w ten sposób, że 
nauczają,  iż  pobożni  zmarli  są  w  pamięci  u  Boga.  A  zatem  w  pewnym  sensie  żyją! 
Porównajmy z tym naukę Mistrza, że „Nie jest On przeto Bogiem umarłych, ale żywych. Dla 
niego wszyscy żyją” (Łk 22,37.38).  
 

Pozostaje nam  tylko  odpowiedzieć na typowy zarzut  Świadków, że w drugiej części 

Mateusza  10,28  napisano:  „Bójcie  się  raczej  tego,  który  może  i  duszę  i  ciało  zniszczyć  w 
piekle”. Świadkowie argumentują, że dusza podlega zniszczeniu w Gehennie, co ich zdaniem 
jest równoznaczne z wymazaniem z istnienia. Czy mają rację? Występujące tu greckie słowo 
apollumi  znaczy  m.in.:  „niszczyć,  gubić,  zabijać,  gładzić,  tracić”

12

.  Nie  zawsze  jednak  jest 

równoznaczne  z  niszczeniem  czegoś  lub  kogoś  w  sensie  unicestwienia.  Na  przykład  w 
Ewangelii według Jana 6,39 NŚ napisano: „A wolą tego, który mnie posłał, jest, żebym nic 
nie  stracił  ze  wszystkiego,  co  mi  dał,  ale  żebym  to  wskrzesił  w  dniu  ostatnim”.  Jak  widać, 
słowo  apollumi  występuje  tu  w  sensie  utraty  lub  zgubienia  kogoś.  Podobny  sens  ma 
Ewangelia według Jana 18,9. W innych wersetach jest mowa, że człowiek, który z szacunku 
dla  Chrystusa  wyświadczy  dobro  Jego  uczniom,  „na  pewno  nie  straci  swojej  nagrody”  (Mt 
10,42 NŚ; Mk 9,41 NŚ). Słowo apollumi występuje również w Jezusowym podobieństwie o 
zgubionej  owcy  i  zgubionej  drachmie  (Łk  15,4.8.9).  Zgubiona  owca  ani  zgubiona  drachma 
nie przestały istnieć, lecz po prostu zaginęły. Nasuwa to wniosek, że zgubienie grzesznika w 
Gehennie  lub  piekle  nie  musi  oznaczać,  że  przestanie  on  istnieć.  Dlatego  w  innych 
przekładach użyto  słowa „zatracić” (Biblia Gdańska, Biblia Poznańska, Nowy Testament  w 
przekładzie  z  greki  ks.  Dąbrowskiego)  lub  „zgubić”  (Nowy  Testament.  Przekład  na  Wielki 
Jubileusz Roku 2000). Czytelnik może też rozważyć takie wersety, jak Apokalipsa 14,9-11 i 
20,10, by przekonać się, czy karą dla bezbożnych jest zagłada, czy wieczne męki.    
 

Wobec  tego  zarzut,  jakoby  chrześcijaństwo  propagowało  fałszywe  nauki  jest 

bezzasadny  i  niesprawiedliwy.  To  przywódcy  Świadków  Jehowy  manipulują  wersetami,  by 
dowieść błędnych poglądów, których nie ma w Biblii. 
 
c. „Toleruje niemoralne postępowanie” 
Kolejne  oskarżenie  „religii  fałszywej”,  uzasadniono  w  następujący  sposób:  „W  niektórych 
krajach kościoły udzielają święceń kapłańskich gejom i lesbijkom oraz naciskają na władze, 
by  zezwoliły  na  legalizowanie  związków  homoseksualnych.  Nawet  kościoły,  w  których 
oficjalnie  potępia  się  rozwiązłość,  osłaniają  księży  oskarżanych  o  molestowanie  seksualne 
dzieci. A czego uczy Pismo Święte? Czytamy tam wyraźnie: ››Nie dajcie się wprowadzić w 

                                                           

12

 R. Popowski, Wielki słownik grecko-polski Nowego Testamentu, Warszawa 1995,

 

s. 64. 

 

background image


 

błąd.  Ani  rozpustnicy,  ani  bałwochwalcy,  ani  cudzołożnicy,  ani  mężczyźni  utrzymywani  do 
celów  sprzecznych  z  naturą,  ani  mężczyźni  kładący  się  z  mężczyznami  (…)  nie  odziedziczą 
królestwa Bożego‹‹
 (1 Koryntian 6:9, 10). Czy znasz religie, w których przymyka się oczy na 
takie niemoralne postępowanie?”.  

Co sądzić o tak poważnych zarzutach? Po raz kolejny spotykamy się tu z zamierzonymi 

uogólnieniami, których celem jest wywołanie określonego wrażenia u czytelnika. Chodzi tu 
o wmówienie mu, że wszystkie kościoły albo popierają albo tolerują niemoralność. A jakie 
są fakty? 

Prawda  jest  taka,  że  w  pewnych  krajach  niektóre  stare,  tradycyjne  kościoły 

protestanckie  istotnie  uległy  wpływom  lobby  homoseksualnego  i  „udzielają  święceń 
kapłańskich  gejom i  lesbijkom”. Mało tego, udzielają ślubów parom homoseksualnym.  (W 
Stanach  Zjednoczonych  istnieje  nawet  denominacja  powołana  do  życia  w  celu  popierania 
homoseksualistów).  Taką  postawę  trzeba  otwarcie  nazwać  odstępstwem  od  Chrystusa  i 
Słowa Bożego. Takie kościoły przestały być oblubienicą Chrystusa, a stały się nierządnicą, 
gdyż  zerwały  przymierze  z  Panem,  a  zawarły  je  ze  światem.  Czy  to  znaczy,  że  wyznania 
dotknięte  w  pewnych  sferach  kompromisem  ze  zdemoralizowanym  światem  w  całości 
sprzeniewierzyły się Bogu?  

Omówmy to na przykładzie Kościoła anglikańskiego, nazywanego w USA Kościołem 

episkopalnym. „Rzeczpospolita” doniosła, że Gene Robinson, który rozwiódł się ze swą żoną 
i  od  lat  żył  z  partnerem  homoseksualnym,  został  nominowany  na  biskupa  Kościoła 
episkopalnego  diecezji  New  Hampshire  w  USA.  Zaznaczono  jednak,  że  „Konserwatywni 
członkowie Kościoła episkopalnego byli przerażeni. – Jesteśmy przepełnieni żalem. Kościół 
episkopalny  oddzielił  się  od  milionów  Anglikanów  na  całym  świecie  –  powiedział  biskup 
Robert Duncan z Pittsburgha, który próbował  nie dopuścić do nominacji homoseksualnego 
kolegi”

13

.  „Tygodnik  Powszechny”  zamieścił  wzmiankę,  z  której  wynika,  że  wspomniany 

biskup  Duncan  stanął  na  czele  Sieci  Diecezji  i  Parafii  Wspólnoty  Anglikańskiej,  które 
odrzuciły  konsekrację  biskupa-homoseksualisty.  Organizacja  ta  stała  się  „Kościołem  w 
Kościele”

14

.    

Natomiast w innym wydaniu „Tygodnik Powszechny” podał wiadomość: „Wspólnoty 

anglikańskie  Afryki  zdecydowały  o  odrzuceniu  pomocy  finansowej  od  tych  diecezji 
anglikańskich,  które  zgadzają  się  na  kapłaństwo  homoseksualistów.  
Zebrani  w  Nairobi 
arcybiskupi stwierdzili, że Kościół episkopalny (anglikański) w USA powinien być ukarany 
za  biskupią  konsekrację  jawnego  homoseksualisty,  chyba,  że  ››w  ciągu  trzech  miesięcy 
wyrazi skruchę‹‹. W przeciwnym razie Kościoły Afryki będą zmuszone podjąć odpowiednie 
działania w ramach światowej Wspólnoty Anglikańskiej, niemniej – jak powiedział abp Peter 
Akinola  z  Nigerii  –  rozbicie  jedności  Wspólnoty  nie  jest  brane  pod  uwagę.  Amerykański 
Kościół  episkopalny  do  tej  pory  był  jednym  z  głównych  źródeł  pomocy  dla  ubogich 
anglikanów  z  Afryki.  ››Nie  boimy  się  trudności  –  stwierdził  jednak  abp  Akinola.  – 
Ważniejsza jest Ewangelia‹‹”

15

.  

Jak widać, choć dany Kościół bywa dotknięty złem w skali lokalnej, to jednak często w 

skali  kraju  lub  świata  ma  bezkompromisowych  wyznawców,  którzy  sprzeciwiają  się 
odstępstwu  od  Ewangelii.  Świadkowie  Jehowy  chętnie  stosują  wobec  Kościołów  zasadę 
odpowiedzialności zbiorowej, podczas gdy według Biblii „każdy z nas za samego siebie zda 
sprawę  Bogu”  (Rz  14,12).  Oczywiście  chrześcijanin  faktycznie  ma  obowiązek  opuścić 
kościół  lokalny,  w  którym  toleruje  się  niemoralne  praktyki,  pod  warunkiem,  że  nie  ma 
nadziei, iż da się naprawić lub wykorzenić zło.            

                                                           

13

 Rzeczpospolita 2003.08.07, s. A2. 

14

 Tygodnik Powszechny 2004.02.01, s. 2. 

15

 Tygodnik Powszechny 2004.04.24, s. 2. 

background image

10 
 

Jednakże  autor  traktatu  milczy  o  tym,  że  jest  wiele  wyznań  i  wspólnot,  które 

zdecydowanie  odcinają  się  od  wszelkich  dewiacji  i  nie  tolerują  takich  postaw  u  swych 
członków.  W  traktacie  nie  wspomina  się  o  prześladowaniach,  które  spotykają  niektórych 
chrześcijan na Zachodzie za to, że otwarcie występują przeciwko zagrożeniom związanym z 
propagowaniem homoseksualizmu. Rozważmy kilka przykładów. 

Ake Green, pastor ze Szwecji w dniu 20 lipca 2003 roku wygłosił w mieście Borgholm 

kazanie,  w  którym  wyjaśnił,  co  Biblia  mówi  na  temat  homoseksualizmu.  Zwrócił  przy  tym 
uwagę na to, jakie miejsce zajmuje ideologia homoseksualna w szwedzkim społeczeństwie. 
W  czerwcu  2004  roku  sąd  rejonowy  uznał  pastora  winnym  „nawoływania  do  nienawiści 
przeciwko  grupie  społecznej  w  oparciu  o  jej  orientację  seksualną”  i  skazał  go  na  miesiąc 
więzienia.  11  lutego  2005  roku  Sąd  Apelacyjny  uznał,  że  poglądy  pastora  są  dyskusyjne, 
jednak  narzucanie  przez  państwo  osobistej  interpretacji  Pisma  Świętego  jest  nielegalne. 
Krytyka  homoseksualizmu  nie  może  być  karalna  –  uznał  sąd.  9  maja  bieżącego  roku 
prokurator  generalny  odwołał  się  od  tego  wyroku  i  sprawa  toczy  się  przed  Sądem 
Najwyższym Królestwa Szwecji. Szwecja w ubiegłym roku uznała oficjalnie związki osób tej 
samej  płci  i  zezwoliła  na  adoptowanie  przez  nie  dzieci.  Pastor  Green  ocenia:  „Szwecja 
znalazła  się  […]  w  momencie,  gdy  nie  chce  już  słuchać  słowa  Bożego.  Chrześcijaństwo  w 
Szwecji dopasowało się do struktur państwowych. Wiele lat temu w kazaniach powszechnie 
mówiło  się,  czym  jest  grzech.  Obecnie  to  jest  bardzo  niepopularne”.  […]  Ponadto  pastor 
wskazuje  na  olbrzymie  zagrożenie  dla  chrześcijaństwa:  „Homoseksualiści  są  organizacją 
globalną,  która  bardzo  szybko  i  zdecydowanie  idzie  do  przodu”.  Gdy  zapytano  go,  co  jest 
celem tej organizacji, odrzekł: „Zniszczenie rodziny. Wymazanie tego pojęcia”

16

.  

We  wrześniu  2006  roku  doniesiono,  że  walijska  policja  zatrzymała  ewangelistę, 

Christiana  Stephena  Greena  za  to,  że  rozpowszechniał  ulotki  zawierające  biblijne  wersety, 
potępiające  homoseksualizm.  Green  zdziwił  się,  że  policja  Południowej  Walii  ma  specjalną 
jednostkę  do  uciszania  tych,  którzy  nie  zgadzają  się  z  homoseksualistami.  Według 
brytyjskiego dziennika  Daily Mail  jest  to element  akcji skierowanej  przeciwko „incydentom 
homofobicznym”.  W  ramach  tej  akcji  udzielono  ostrzeżenia  Lynette  Burrows,  która  na 
antenie BBC Radio Five Live wyraziła opinię, że pary homoseksualne nie mogą być dobrymi 
rodzicami.  Podobne  upomnienie  spotkało  parę  małżonków,  którzy  skarżyli  się  na  politykę 
lokalnej rady zdominowanej przez homoseksualistów

17

.  

A co sądzić o dalszym zarzucie postawionym w traktacie? „Nawet kościoły, w których 

oficjalnie  potępia  się  rozwiązłość,  osłaniają  księży  oskarżanych  o  molestowanie  seksualne 
dzieci”.  Oskarżenie  to  dotyczy  głównie  Kościoła  rzymskokatolickiego,  w  którym 
rzeczywiście  miały  w  przeszłości  miejsce  praktyki  osłaniania  duchownych  będących 
pedofilami.  

Rozpatrzymy  to  na  przykładzie  Stanów  Zjednoczonych.  Znana  jest  afera  związana  z 

diecezją bostońską. W grudniu 2002 roku kardynał odpowiedzialny za tę diecezję, „Bernard 
Law podał się do dymisji, gdy dziennikarze ujawnili, że tuszował przypadki pedofilii wśród 
podległych  mu  księży”.  Na  miejsce  skompromitowanego  kardynała  Jan  Paweł  II  mianował 
nowego arcybiskupa, Seana Patricka O’Malleya. W powyższym czasopiśmie tak go opisano: 
„W  dwóch  poprzednich  kierowanych  przez  siebie  amerykańskich  diecezjach  kapucyn 
prowadził  zdecydowaną  politykę  wobec  księży-pedofilów:  podejrzanych  natychmiast 
odsuwano od pracy duszpasterskiej, a diecezje ściśle współpracowały z policją i opiekowały 
się poszkodowanymi”.  

                                                           

16

 A. Wysocka, Mówiłem o nauce Ewangelii. Gość Niedzielny 2005, nr 25, http://gosc.pl/doc/808798.Mowilem-

o-nauce-Ewangelii (2012.12.13). 

17

 F. Kucharczak, Fanatycy i ameba, Gość Niedzielny 2006.09.24, s. 64.  

 

background image

11 
 

Na  konferencji  prasowej  nowy  hierarcha  oświadczył:  „Niszczące  skutki 

wykorzystywania  seksualnego  nieletnich  przez  duchownych  zraniły  nas  wszystkich, 
począwszy od ofiar i ich rodzin, które cierpią w wyniku szkodliwych następstw tych nadużyć. 
Cały Kościół odczuwa ból z powodu tego skandalu i pragnie ulżyć rodzinom i wspólnotom 
wstrząśniętym tymi smutnymi wydarzeniami oraz niewłaściwym traktowaniem tych sytuacji 
przez władze kościelne”.  

Nowy  arcybiskup  zadbał  o  wypłatę  odszkodowań  dla  ofiar  księży-pedofilów,  lecz 

zarazem  podkreślił:  „Dotychczas  zawsze  powtarzałem  diecezjalnym  prawnikom,  że 
odszkodowań nie należy traktować jako pieniędzy wypłacanych w celu wyciszenia skandalu 
czy  na  skutek  wymuszenia  przez  ofiary  –  te  pieniądze  są  słusznym  zadośćuczynieniem  dla 
tych,  którzy  poważnie  ucierpieli  z  rąk  księży.  Nawet  gdy  przekonywano  mnie,  że  nie  ma 
obowiązku  prawnego,  zawsze  odpowiadałem,  że jeśli  istnieje  zobowiązanie  moralne,  wtedy 
musimy stanąć na wysokości zadania. Życie ludzkie jest o wiele ważniejsze niż pieniądze”

18

.  

A  zatem  Kościół  katolicki  w  przypadku  diecezji  bostońskiej  przyznał  się  do  błędu  (w 

tym do grzechu władz kościelnych tuszujących nadużycia) oraz dołożył starań, by naprawić 
zło i zapobiec mu w przyszłości.  
 

Jak  wypada  porównanie  postawy  Kościoła  katolickiego  z  polityką  organizacji 

Świadków wobec przypadków molestowania seksualnego i pedofilii w jej szeregach?  

W  artykule  przetłumaczonym  przez  Jana  Lewandowskiego  z  języka  angielskiego, 

„Molestowanie seksualne – czubek góry lodowej”, zamieszczonym w styczniu 2003 roku na 
stronie  www.brooklyn.org.pl  czytamy:  „Chociaż  przywódcy  Świadków  Jehowy  są  w 
posiadaniu  obszernych wewnętrznych archiwów na temat  swych przestępców seksualnych, 
nie  ujawniają  oni  jednak  tych  informacji  publicznie  a  ponadto,  w  wielu  przypadkach  nie 
informują  oni  nikogo  o  przestępstwie”.  „Organizacja  jest  na  ››krawędzi  kryzysu‹‹  –  mówi 
wieloletni  Świadek  Jehowy.  Zdaniem  lidera  nowej  ogólnonarodowej  grupy  wsparcia  dla 
osób poszkodowanych przez przywódców i członków wspólnoty Świadków Jehowy, proces 
cywilny  w  sprawie  molestowania  seksualnego  wniesiony  wczoraj  w  Stanie  Waszyngton 
przeciw  organizacji  Świadków  Jehowy  w  Nowym  Jorku  jest  tylko  ››wierzchołkiem  góry 
lodowej‹‹.  ››Dziesiątki  osób  poszkodowanych  przez  liderów  organizacji  może  wnieść 
podobne  sprawy  do  sądu‹‹,  powiedział,  dodając  również:  ››Nasza  wspólnota  znajduje  się 
teraz  w  tym  miejscu,  w  którym  Kościół  katolicki  był  20  lat  temu  –  wprost  na  krawędzi 
kryzysu‹‹, powiedział William Bowen, z Calvert City w Kentucky. Bowen, to były starszy w 
swym  miejscowym  zborze  i  Świadek  Jehowy  od  43  lat,  aktualnie  przewodniczy  w 
››Silentlambs,  Inc.‹‹,  jedynej  krajowej  niedochodowej  grupie  samopomocy  mężczyznom  i 
kobietom  molestowanym  przez  Świadków  Jehowy  (http://www.silentlambs.org/)  (...).W 
zeszłym  roku  zrezygnował  on  z  funkcji  nadzorcy  przewodniczącego  i  zaczął  upubliczniać 
sprawę  w  celu  wywarcia  presji  na  organizację,  aby  traktowała  ofiary  seksualnego 
molestowania bardziej po ludzku, a sprawy podejrzanych o molestowanie przekazywała pod 
władze  świeckiej  jurysdykcji  zajmującej  się  sprawami  kryminalnymi.  ››W  ciągu  zaledwie 
kilku  miesięcy,  na  miarę  naszych  skromnych  możliwości  finansowych  i  dzięki 
zaangażowaniu  osób pracujących  charytatywnie,  nasze stowarzyszenie skontaktowało  się z 
prawie tysiącem Świadków Jehowy i byłych Świadków Jehowy, którzy byli molestowani lub 
gwałceni  przez  członków  organizacji‹‹,  powiedział  Bowen.  Ofiary,  co  do  których 
przypuszcza  się,  że  były  molestowane  plasują  się  w  skali  wiekowej  od  lat  2  do  15, 
zamieszkując na obszarze od Maine do Kalifornii na obszarze USA i kilku innych krajów za 
granicą.  Represyjna  i  wyizolowana  polityka  organizacji,  sztywna  i  surowa  postawa  jej 

                                                           

18

 MZ, Nowy arcybiskup w targanym skandalami Bostonie. „Odbuduj mój Kościół” , Tygodnik Powszechny 

2003.07.13,  s. 2; Tygodnik Powszechny online,   
http://www2.tygodnik.com.pl/tp/2818/religia01.php (2012.12.13).  

background image

12 
 

hierarchii, wraz z położeniem silnego nacisku na posłuszeństwo przywódcom grupy, daje w 
efekcie  kombinację  ››pułapki  zamykającej  ofiary  w  istnym  kulcie  ciszy‹‹,  uważa  Bowen. 
››Molestowani członkowie innych grup religijnych są o wiele bardziej skłonni do mówienia 
na  ten  temat  z  prokuratorami  lub  zwracania  się  z  tym  bezpośrednio  na  policję‹‹,  sądzi 
Bowen.  ››Zarówno  oficjalnie  jak  i  nieoficjalnie,  Świadkowie  Jehowy  są  pouczani,  aby 
wszystkie  sprawy,  zwłaszcza  te  kontrowersyjne  kierować  do  starszych,  unikając  przy  tym 
sprowadzania  hańby  na  organizację‹‹,  powiedziała  Barbara  Anderson,  inna  z  głównych 
członków   stowarzyszenia  Silentlambs.  Anderson  przez  10  lat  służyła  w  ››Betel‹‹,  w 
nowojorskim  Biurze  Głównym  organizacji  Świadków  Jehowy.  Tak  jak  Bowen,  również  i 
ona straciła resztki złudzeń po tym, gdy została wyznaczona na badacza kwestii traktowania 
przez starszych Świadków Jehowy przypadków oskarżeń o seksualne molestowanie”

19

Jak się przekonujemy, przywódcom Świadków łatwo przychodzi ferować wyroki pod 

adresem  nie  lubianych  Kościołów,  choć  sami  postępują  o  wiele  gorzej,  gdyż  do  końca 
zachowują  pozory,  że  wszystko  jest  w  porządku.  Inne  wyznania  miały  odwagę  publicznie 
przyznać  się  do  strasznych  grzechów,  popełnionych  przez  ich  duchownych,  tymczasem 
hierarchia  Świadków  tuszuje  takie  sprawy,  gdyż  chce,  by  organizacja  uchodziła  za 
najświętszą na świecie, choć nią nie jest.   

Pan Jezus ostrzegał przed osądzaniem innych te osoby, które same nie są w porządku: 

„Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Albowiem jakim sądem sądzicie, takim was osądzą, i 
jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą. A czemu widzisz źdźbło w oku brata swego, a 
belki  w  oku  swoim  nie  dostrzegasz?  Albo  jak  powiesz  bratu  swemu:  Pozwól,  że  wyjmę 
źdźbło z oka twego, a oto belka jest w oku twoim? Obłudniku, wyjmij najpierw belkę z oka 
swego, a wtedy przejrzysz, aby wyjąć źdźbło z oka brata swego” (Mt 7,1-6).  

Na  pytanie  autora  traktatu:  „Czy  znasz  religie,  w  których  przymyka  się  oczy  na  takie 

niemoralne  postępowanie?”,  trzeba  odpowiedzieć,  że  znane  są  nam  religie,  które  w  całości 
tolerują zło, lecz te należą raczej do wyjątków. Znamy też wspólnoty kościelne, które w skali 
lokalnej  lub  krajowej  są  dotknięte  odstępstwem,  lecz  nie  w  skali  świata.  Przede  wszystkim 
jest  wiele  Kościołów  i  wspólnot,  w  których  w  żadnym  wypadku  nie  toleruje  się 
niemoralności.  Wiele  kościołów  lokalnych  ma  mocniejsze  i  słabsze  punkty,  lecz  Chrystus 
pragnie czystego Kościoła (Ef 5,25-27). Wszyscy wierni powinni wnosić swój wkład w pracę 
nad czystością Kościoła. Taka praca jest procesem. Nie ma doskonałego zboru i nie będzie, aż 
do  powrotu  Chrystusa.  W  Westminsterskim  Wyznaniu  Wiary  czytamy:  „Poszczególne 
kościoły  […]  są  bardziej  lub  mniej  czyste  zależnie  od  tego,  czy  bardziej  lub  mniej  czysto 
wykłada się tam i przyjmuje doktrynę ewangelii i sprawuje obrzędy oraz wykonuje publiczne 
nabożeństwa. Najczystsze kościoły pod słońcem podlegają domieszkom i błędom, a niektóre 
tak się zdegenerowały, że przestały być kościołami, lecz stały się synagogami szatana. Mimo 
wszystko zawsze będzie na ziemi kościół wielbiący Boga zgodnie z Jego wolą”

20

W  podsumowaniu  części  o  owocach  religii  fałszywej  anonimowy  pisarz  stawia 

pytanie:  „Jaka  przyszłość  czeka  religie,  które  wydają  ‘bezwartościowy  owoc’?  Jezus 
ostrzegł:  ››Każde  drzewo  nie  wydające  wybornego  owocu  zostaje  ścięte  i  wrzucone  w 
ogień‹‹  (Mateusza  7:19).  Bądźmy  więc  pewni,  że  religia  fałszywa  zostanie  obalona  i 
zniszczona!  Ale  kiedy  i  jak  do  tego  dojdzie?  Odpowiedź  jest  zawarta  w  proroczej  wizji 
zanotowanej w 17 i 18 rozdziale biblijnej Księgi Objawienia”.  

O,  gdybyż  Świadkowie  zechcieli  wziąć  pod  uwagę  naukę  moralną  kryjącą  się  w  tak 

często  cytowanych  przez  nich  słowach:  „Dusza,  która  grzeszy,  ta  umrze”!  Przestaliby 
wówczas  posługiwać  się  zasadą  odpowiedzialności  zbiorowej.  Tymczasem  Bóg  osądzi 
poszczególnych  przywódców  i  członków  Kościołów  oraz  przywódców  i  członków 

                                                           

19

 Molestowanie seksualne - czubek góry lodowej, tłumaczenie: Jan Lewandowski,  

 http://www.brooklyn.org.pl/molest003.htm (2012.12.13).  

20

 W. Grudem, Systematic Theology (Teologia systematyczna), Grand Rapids, Michigan, USA 1994, s. 1193.  

background image

13 
 

organizacji Świadków. Faktem jest, że poszczególne zbory lub kościoły, które odstąpiły od 
czystości należnej Chrystusowi mogą upaść i zaginąć. Może dosięgnąć je sąd Chrystusowy, 
który  w  I  wieku  groził  niewiernym  członkom  zborów  w  Efezie,  Pergamonie,  Tiatyrze  lub 
Sardes  (Ap  2,5.14-16,  20-23;  3,1-3).  Prawdą  jest  jednak  i  to,  że  przywódcy  organizacji 
Strażnicy  po  prostu  bardzo  sobie  tego  życzą,  by  Bóg  osądził  i  zniszczył  wszystkie  religie 
poza  Świadkami  Jehowy.  Jest  to  ich  niepobożne  życzenie.  Próbują  zaszczepić  takie 
przekonanie  czytelnikom  traktatu.  Jak  to  czynią?  Za  pomocą  specyficznej  interpretacji 
Apokalipsy. Przyjrzyjmy się kolejnej części omawianej publikacji. 
 
3. „Jaki koniec czeka religię fałszywą?”  
Oto osobliwa interpretacja Księgi Objawienia, zamieszczona na 3 stronie traktatu, która ma 
dowodzić,  że  „Kres  religii  fałszywej  jest  bliski!”:  „Wyobraź  sobie  taką  scenę  opisaną  w 
Biblii: Nierządnica siedzi na grzbiecie przerażającej bestii, która ma siedem głów i dziesięć 
rogów  (Objawienie  17:1-4).  Kim  jest  ta  nierządnica?  Według  opisu  biblijnego  ma  ona 
wpływ  na  ››królów  ziemi‹‹.  Ubiera  się  w  purpurę,  używa  kadzidła  i  opływa  w  bogactwa. 
Poza  tym  przez  swoje  praktyki  spirytystyczne  ‘wprowadza  w  błąd  wszystkie  narody’ 
(Objawienie  17:18;  18:12,  13,  23).  Pismo  Święte  pomaga  nam  zrozumieć,  że  owa 
nierządnica symbolizuje ogólnoświatowy system religijny. Nie chodzi o jedną religię, ale o 
wszystkie religie wydające złe owoce. Nierządnica – czyli religia fałszywa – dosiada bestii, 
która  wyobraża  światowy  system  polityczny  (Objawienie  17:10-13).  Skoro  siedzi  na 
grzbiecie owej bestii, to usiłuje wpływać na jej decyzje i wskazywać jej kierunek działania. 
Jednak wkrótce wydarzy się coś zdumiewającego: ››Dziesięć rogów, które ujrzałeś, i bestia 
–  ci  znienawidzą  nierządnicę  i  sprawią,  że  będzie  spustoszona  i  naga,  i  zjedzą  jej  ciało,  i 
doszczętnie  spalą  ją  ogniem‹‹  (Objawienie  17:16).  Tak  więc  nagle  i  nieoczekiwanie 
przywódcy  polityczni  zwrócą  się  przeciwko  religii  fałszywej  i  całkowicie  ją  zniszczą! 
Dlaczego  to  zrobią?  Biblijna  Księga  Objawienia  tak  odpowiada:  ››  Bóg  włożył  to  do  ich 
serc, żeby wykonali jego myśl‹‹ (Objawienie 17:17). Istotnie, Bóg pociągnie religię fałszywą 
do odpowiedzialności za wszelkie haniebne postępki popełniane w Jego imię. Kierując się 
doskonałą  sprawiedliwością,  sprowadzi  na  tę  nierządnicę  zagładę  za  pośrednictwem  jej 
politycznych kochanków”.   

Jak mamy ustosunkować się do tej interpretacji Księgi Objawienia? Przede wszystkim 

musimy  pamiętać  o  tym,  że  Apokalipsa  była  w  pierwszym  rzędzie  adresowana  do 
prześladowanych  chrześcijan  z  I  wieku.  Kim  wówczas  była  nierządnica?  Biblista,  Piotr 
Ostański  wyjaśnia:  „W  Starym  Testamencie    m  e  t  a  f  o  r  a    prostytucji  odnosiła  się  do 
kultów  pogańskich  i  do  wchodzenia  w  związki  z  obcymi  ludami.  Biblia  nazywa 
››nierządem‹‹ i ››cudzołóstwem‹‹ chodzenie Izraela do cudzych bogów i oddawanie im czci. 
Wymowną  ilustracją  mogą  być  słowa  z  Księgi  Sędziów:  Synowie  Izraela  opuścili  Boga 
swoich  ojców,  który  ich  wyprowadził  z  ziemi  egipskiej  i  poszli  za  obcymi  bogami,  którzy 
należeli do ludów sąsiednich […] uprawiali   n i  e r z ą d  z innymi bogami, oddawali im 
pokłon 
(Sdz 2,11-12.17; por. np. Ez 16,15-17.22; 23,1-20). Prorocy Izajasz i Nahum nazwali 
nierządnicą  miasta  Tyr  i  Niniwę  za  ich  bałwochwalcze  kulty,  czyli  „nierząd”  z  bogami 
pogańskimi (Iz 23,15-17;  Na 3,4). Rzym  był  centrum ogólnoświatowego  bałwochwalstwa, 
gdyż  cesarstwo  stanowiło  zlepek  wielu  narodów  i  wielu  różnych  religii.  Jednym  z 
czynników  spajających  ten  zróżnicowany  konglomerat  był  kult  wspólnego  boga.  Rzym 
narzucał narodom podbitym kult boskiego cezara siłą. O ile dla pogan przyjęcie kolejnego 
bóstwa do swego panteonu nie stanowiło żadnego problemu, to dla chrześcijan taki kult był 
nie  do  przyjęcia  i  w  praktyce  sprowadzał  prześladowania  religijne.  Symboliczna  postać 
Wielkiej  Nierządnicy  doskonale  ilustruje  bałwochwalcze  zapędy  Rzymu.  Rzym  jest 
Nierządnicą  
–  napisał  starołaciński  autor  Prymazjusz  –  ponieważ  odwrócił  się  od  swego 

background image

14 
 

Stworzyciela,  by  cudzołożyć  z  diabłami

21

.  W  takim  razie  według  wykładni  historycznej 

nierządnicą było Imperium Rzymskie, narzucające fałszywy kult poddanym narodom. Kim 
jednak jest szkarłatna bestia o siedmiu głowach i dziesięciu rogach? W tym samym dziele 
tak ją ukazano: „Jest to symbol potęg doczesnych, które są tworami i narzędziami Szatana 
dla zrealizowania jego zamierzeń (czyli walki z Bogiem)”

22

W  innym  miejscu  tej  publikacji  wytłumaczono,  że  siedem  głów  jest  symbolem 

skoncentrowanej  i  pełnej  siły  zła,  zaś  dziesięć  rogów  stanowi  symbol  mocy  i  uzurpacji 
władzy

23

Jakie  znaczenie  ma  ujeżdżanie  bestii  przez  nierządnicę?  „W  obrazie  Niewiasty 

siedzącej  na  Bestii  możemy  odczytać  symbol  Rzymu  jako  stolicy  całego  świata  oraz 
centrum władzy politycznej i ekonomicznej, które absolutyzuje swą potęgę oraz narzuca swe 
zepsucie  i  wynaturzenie,  zwodząc,  usidlając  i  ››ujeżdżając‹‹  całe  Imperium”

24

.  Powyższy 

komentarz jest tak trafny, że trudno coś do niego dodać.  

Anonimowy  pisarz  traktatu  o  religii  fałszywej  pisze  także  o  wspomnianej 

nierządnicy: „Ubiera się w purpurę, używa kadzidła i opływa w bogactwa. Poza tym przez 
swoje praktyki spirytystyczne ‘wprowadza w błąd wszystkie narody’”. Ostański dowodzi, że 
Purpura  i  szkarłat  oraz  kosztowna  biżuteria  symbolizują  przepych  i  władzę  cesarskiego 
Rzymu”

25

. Co do kadzidła, to „Rzym bardzo kochał się w kosmetykach i dlatego sprowadzał 

ogromne ilości jeszcze innych balsamów, pachnideł i kadzideł

26

. Odnośnie bogactwa trzeba 

powiedzieć,  że  „Rzym  był  najpotężniejszym  miastem  starożytnego  świata 
śródziemnomorskiego. Po upadku przez wiele stuleci nie miał równego sobie. Trudno nawet 
ocenić, czy kiedykolwiek jakieś mocarstwo dorównało mu w przepychu”

27

.  

W  świetle  powyższego  poważnego  komentarza  biblijnego,  nierządnica  opisana  w 

Księdze  Objawienia  wcale  nie  musi  wyobrażać  jakiegoś  ‘ogólnoświatowego  systemu 
religijnego’, czyli ‘wszystkich religii wydających złe owoce’.  

Jak jednak można skomentować zniszczenie nierządnicy przez bestię? „Historycznie 

dokonało się to w V wieku, kiedy to hordy barbarzyńskie zalały Imperium i je zniszczyły”

28

Tak przedstawia się historyczne rozumienie Apokaliptycznej  wizji nierządnicy i  jej 

zagłady.  Zdaniem  części  komentatorów,  proroctwo  o  zniszczeniu  nierządnicy  przez  bestię 
wypełni  się  w  czasach  ostatecznych,  gdy  na  ziemi  nastaną  rządy  antychrysta  (bestii)  oraz 
ustanowiona zostanie na całej ziemi fałszywa religia. W pewnej chwili antychryst zwróci się 
przeciwko  zwodniczej  religii  i  ją  zniszczy.  Jednak  te  wydarzenia  ciągle  należą  do 
przyszłości  i  w  tej  chwili  nie  istnieje  na  ziemi  żadne  ‘ogólnoświatowe  imperium  religii 
fałszywej’.  

Pisarz prowokującego traktatu ciągnie dalej: „Co powinieneś zrobić, żeby nie podzielić 

losu  religii  fałszywej?  We  wspomnianej  wizji  Bóg  poprzez  swego  posłańca  wzywa: 
››Wyjdźcie z niej, mój ludu‹‹ (Objawienie 18:4). A zatem najwyższy czas uciekać z religii 
fałszywej!  Ale  dokąd?  Czy  trzeba  się  wyrzec  wszelkiej  religii  i  stać  się  ateistą?  Nie, 
ponieważ  ateizm  też  nie  ma  przyszłości  (2  Tesaloniczan  1:6-9).  Jedynym  pewnym 
schronieniem jest religia prawdziwa. Ale jak możesz ją znaleźć?”.    

Cytat  z  Księgi  Objawienia  18,4  jest  obliczony  na  konkretny  efekt  –  wyprowadzenie 

naiwnego czytelnika z jego Kościoła. Z kolei skierowanie go do „religii prawdziwej” ma na 

                                                           

21

 P. Ostański, Objawienie Jezusa Chrystusa. Praktyczny komentarz do Apokalipsy, Ząbki 2005, ss. 278-278.  

22

 Dz. cyt., s. 280. 

23

 Dz. cyt., s. 236.  

24

 Dz. cyt., s. 280. 

25

 Dz. cyt., s. 278. 

26

 Dz. cyt., s. 299. 

27

 Dz. cyt. s. 299-300. 

28

 Dz. cyt., s. 289. 

background image

15 
 

celu  powiększenie  liczby  Świadków  Jehowy.  Przyjrzyjmy  się  teraz  rzekomej  „religii 
prawdziwej”.  
 
4. „Jak rozpoznać religię prawdziwą” 
Autor  traktatu  przechodzi  teraz  od  oskarżeń,  osądów  i  złowieszczych  przepowiedni  pod 
adresem  „religii  fałszywej”  do  autoreklamy  swej  religii.  „Jakie  dobre  owoce  powinna 
wydawać religia prawdziwa? (Mateusza 7:17)”. 
 
Wymienia cechy „religii prawdziwej”, z których pierwsza jest następująca: 
a. „Jest znana z miłości. Jej wyznawcy ››nie są częścią świata‹‹; żyją ze sobą w zgodzie bez 
względu na rasę czy pochodzenie i darzą się miłością (Jana 13:35; 17:16; Dzieje 10:34, 35). 
Nie zabijają się nawzajem, przeciwnie – są gotowi oddać za innych życie (1 Jana 3:16)”.  

Czy  faktycznie  Świadkowie  Jehowy  są  znani  z  miłości?  Autor  niniejszego  artykułu 

spędził  w  organizacji  Świadków  blisko  20  lat.  Muszę  przyznać,  że  są  wśród  Świadków 
Jehowy osoby przejawiające życzliwość i gościnność oraz zainteresowanie dobrem bliźnich. 
Sam  zaznałem  wiele  dobra  od  takich  wspaniałomyślnych  osób.  Trzeba  tu  jednak  zgłosić 
pewne  zastrzeżenia.  Wiele  jest  wśród  nich  przypadków,  gdy  otacza  się  szczególną  opieką 
jedynie  osoby  rokujące  nadzieję  na  to,  że  zostaną  Świadkami.  Gdy  potem  ci  ludzie  mają 
poważne wątpliwości co do doktryny Świadków i potrafią wykazać im jakieś błędy, porzuca 
się ich i zabrania się głosicielom kontaktować z nimi. Z kolei osoby, które trzymano „pod 
kloszem” dużej opieki do chrztu, niejednokrotnie są po chrzcie pozostawiane samym sobie i 
boleśnie  się  przekonują,  że  zbór  Świadków  nie  jest  taką  idylliczną  społecznością,  jak  to 
mówiono im przedtem. Pewien mój przyjaciel, który nadal jest Świadkiem tak opisał jedną z 
wad  tej  wspólnoty:  „Jednym  z  największych  mankamentów  organizacji  Bożej  jest 
plotkarstwo”.  Inni  długoletni  Świadkowie  ubolewają  nad  tym,  że  w  niejednym  przypadku 
starsi  zboru  zaniedbują  się  w  opiece  duszpasterskiej  nad  osobami  starszymi,  ułomnymi  i 
chorymi, które niegdyś  całym  sercem  angażowały się w działalność organizacji (Porównaj 
Jk  1,27).  Stawia  się  na  młodych  i  dynamicznych,  którzy  mogą  być  użyteczni  w  „dziele 
głoszenia”.      

Wbrew twierdzeniom traktatu wielu Świadków wcale nie żyje ze sobą w zgodzie. Jako 

starszy pamiętam, jakie kłopoty miałem przy tworzeniu nowego podziału grup domowych. 
Na  przykład  nie  mogłem  umieścić  w  jednej  grupie  dwóch  rodzin,  gdyż  od  lat  panowała 
między nimi nienawiść. Nie był to odosobniony przypadek, bowiem również innych rodzin i 
jednostek  nie  sposób  było  przyporządkować  do  jednej  grupy.  Osoby  te  tak  bardzo  się  nie 
lubiły, że nawet nie mówiły sobie „dzień dobry”, gdy spotykały się na ulicy. Nie podawały 
też  sobie  ręki  na  zebraniach  w  Sali  Królestwa.  Znałem  też  rodziny  Świadków  Jehowy,  w 
których od lat panowały takie konflikty, że na przykład dwaj bracia i ich żony nigdy się nie 
spotykali. Pamiętam, jak zajadle krytykowali się krewni będący Świadkami, którzy tworzyli 
odrębne  rodziny.  Oczywiście  było  też  wiele  dobrych  przykładów,  ale  z  przykrością 
przytaczam te negatywne, by wykazać, że obraz nakreślony w traktacie jest nieautentyczny.  

Raymond  Franz,  który  był  członkiem  Ciała  Kierowniczego  i  spędził  w  organizacji 

Strażnicy  blisko  60  lat,  tak  opisał  rzekomą  miłość  Świadków:  „Z  pewnością  jednym  z 
najboleśniejszych  przeżyć  dla  wielu  spośród  tych,  którzy  starali  się  pozostać  wierni 
sumieniu, jest przekonanie się, jak szybko może skończyć się długoletnia przyjaźń, jak nagle 
atmosfera pozornej miłości może przerodzić się w zimną nieufność. Pewna siostra z jednego 
z  południowych  stanów,  należąca  do  najaktywniejszych  członków  swego  zboru,  zaczęła 
rozumieć,  jak  daleko  organizacja  odeszła  od  nauki  Pisma  Świętego.  Powiedziała  swej 
znajomej,  że  pomimo  tego  nie  myśli  o  wycofaniu  się  z  organizacji.  Wyraziła  się  w 
następujący  sposób:  ››Jest  tylu  ludzi  w  naszym  zborze,  z  którymi  osobiście  studiowałam 
Biblię i którym pomagałam przyłączyć się do zboru. Czuję głęboką miłość do tych ludzi i do 

background image

16 
 

innych, i z tego powodu myślę, że powinnam pozostać w zborze. Nie mogę odejść od ludzi, 
których  kocham‹‹.  Niedługo  potem  starsi,  dowiedziawszy  się  o  jej  wątpliwościach  co  do 
pewnych  nauk,  zaczęli  kwestionować  jej  ››lojalność‹‹.  Prawie  z  dnia  na  dzień  nastawienie 
ludzi wobec jej osoby uległo zmianie. W wyniku insynuacji i plotek, które pojawiły się w 
zborze  uznano  ją  za  winowajczynię.  Jak  później  powiedziała:  ››Stwierdziłam,  że  głęboka 
miłość, o której myślałam że istnieje, właściwie wypływała tylko z jednej strony. Nawet bez 
przeprowadzenia ze mną rozmowy i zorientowania się co do moich uczuć, ludzie, których 
szczerze kochałam, stali się nagle dla mnie zimni‹‹. 

Gdy zostaje zakwestionowana twoja cześć dla Boga, twe oddanie dla Niego oraz twa 

wierność  wobec  Stwórcy  –  jest  to  największa  z  możliwych  obelg  –  wówczas  przejmują 
dreszczem następujące słowa kogoś, kogo uważało się dotąd za wiernego przyjaciela: ››Nie 
wiem, co się stało i wolę nie wiedzieć‹‹. Podobnie się dzieje, gdy dowiadujemy się, że taka 
osoba powiedziała: ››Nie znam faktów, lecz cokolwiek organizacja zrobiła, musiała mieć ku 
temu słuszny powód‹‹.  

Zbyt  często  miłość, którą organizacja  chlubi się  jako elementem ››duchowego raju‹‹, 

okazuje się całkiem powierzchowną. Pewna siostra, będąca Świadkiem z pobliskiego stanu i 
pozostająca  nadal  członkiem  organizacji,  powiedziała  mi  w  rozmowie  telefonicznej,  że  jej 
mąż – cieszący się dobrą opinią starszy zboru w ich mieście – znajdował się przez pewien 
czas pod silną presją ze strony lokalnych starszych. ››Jeśli znaleźliby coś przeciwko niemu – 
powiedziała  –  powiesiliby  go  na  najwyższym  drzewie‹‹.  Odpowiedziałem  wtedy,  że 
przypomina  mi  to  powiedzenie:  ››Któż  potrzebuje  wrogów  mając  takich  przyjaciół?‹‹. 
››Gdybyś  wiedział,  jak  często  powtarzaliśmy  sobie  to  przysłowie‹‹  –  usłyszałem  głos  w 
słuchawce. 

Moje  odczucia  przypominają  te,  które  wyraża  poniższy  fragment  listu.  List  ten 

otrzymałem od osoby, którą potraktowano zimno i odtrącono. Napisała ona:  

››Nawet  rana  spowodowana  tym,  że  wielu  moich  dotychczasowych,  długoletnich 

przyjaciół  wolało  uwierzyć  w  te  opowieści,  zamiast  przyjść  do  mnie  i  dowiedzieć  się 
prawdy, nic nie znaczyła wobec mojej radości […] jak również świadomości, że powodem 
ich  postępowania  względem  mnie  był  mieszkający  w  nich  strach.  Naprawdę  mogę 
przebaczyć im z całego  serca, wiem  bowiem,  co czują. W najlepszym  wypadku myślą, że 
porzuciłam  Jehowę  (poprzez  porzucenie  Jego  organizacji),  w  najgorszym  zaś,  że  zostałam 
oszukana i  sprowadzona na manowce przez Szatana. Tak czy inaczej  nie wolno im się do 
mnie  zbliżać.  Jest  mi  naprawdę  przykro,  jeśli  zraniłam  kogokolwiek  w  organizacji. 
Naprawdę kocham ich i gotowa byłabym zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby dotrzeć do 
nich i starać się wyjaśnić prawdę o tym, co się ze mną stało‹‹. 

Moje  odczucia  zbiegają  się  z  wyrażonymi  wyżej  dlatego,  iż  uważam,  że 

zdolność  gaszenia  miłości  z  taką  łatwością,  z  jaką  gasi  się  światło  w  pokoju,  jest 
produktem  organizacyjnej  indoktrynacji,  nie  jest  czymś  normalnym  w  sferze 
naturalnych uczuć większości ludzi”

29

Trzeba  przy  tym  powiedzieć,  że  choć  Świadkowie  na  ogół  nie  zabijają  bliźnich 

fizycznie,  to  niejednokrotnie  dopuszczają  się  tzw.  „zabójstwa  charakteru  drugiego 
człowieka”. Potrafią zepsuć opinię zwłaszcza byłych Świadków, którzy odeszli ze względu 
na  sumienie.  W  tym  celu  niektórzy  Świadkowie  posługują  się  najohydniejszymi 
oszczerstwami, czego doświadczyło wiele osób w kraju i na świecie. Jak już czytaliśmy w 1 
Jana  3,15,  nienawiść  jest  równa  zabójstwu.  Niektórzy  starsi  zboru  i  inni  przywódcy 
organizacji  stosują  też  przemoc  psychiczną  wobec  swych  członków,  wywierając  na  nich 
czasami bardzo silny nacisk i presję oraz ingerując w życie prywatne współwyznawców. 

                                                           

29

 R. Franz, Kryzys sumienia, wydanie drugie, przeł. Piotr Zaremba i Szymon Matusiak, b.m.w. 2006, s. 451, 

452. 

background image

17 
 

Zatem wśród Świadków nie ma takiej miłości, jaką rzekomo się odznaczają. Nie jest 

to żadnym zaskoczeniem, gdyż miłość Boża jest rozlana w sercach jedynie tych osób, które 
są  narodzone  na  nowo  (Rz  5,5).  Tymczasem  według  doktryny  organizacji  Strażnicy 
większość Świadków nie jest narodzona z wody i z Ducha. I tak jest rzeczywiście.  
 
Przejdźmy do drugiej cechy „religii prawdziwej” – zdaniem Świadków Jehowy: 
b. „Opiera się na Słowie Bożym. Religia prawdziwa nie opiera swych nauk na  ››tradycji‹‹ 
czy  ››nakazach  ludzkich‹‹,  lecz  na  Słowie  Bożym,  Biblii  (Mateusza  15:6-9).  Dlaczego? 
Ponieważ ››całe Pismo jest natchnione przez Boga i pożyteczne do nauczania, do upominania, 
do prostowania‹‹ (2 Tymoteusza 3:16)”.  

Okazuje się jednak, że pomimo odrzucenia przez Świadków niektórych pozabiblijnych 

tradycji  kościelnych,  wytworzyli  oni  własne,  tradycyjne  nauki.  Te  nowe  doktryny  są  tylko 
pozornie  oparte  na  Biblii,  lecz  tak  naprawdę  są  z  nią  całkowicie  sprzeczne.  Mimo  to, 
organizacja strzeże ich jako swej ukochanej tradycji i wyklucza ze swych szeregów  osoby, 
które mają odwagę wykazać nowinkarski i niebiblijny charakter tych nowych teorii.   

Jedną z nich jest nauka o dwóch klasach zbawionych, która była nieznana pisarzom 

Nowego Testamentu, ani chrześcijanom późniejszych wieków. Jej wynalazcą był Joseph F. 
Rutherford. W 1935 roku ogłosił nowy dogmat, jakoby „wielka rzesza” z Apokalipsy 7,9-17 
była  klasą  ziemską.  Zgodnie  z  późniejszym  rozwinięciem  tej  teorii  „nowe  narodzenie”, 
Nowe  Przymierze,  usprawiedliwienie  z  wiary,  usynowienie,  udział  w  Wieczerzy  Pańskiej, 
nadzieja niebiańska i wiele innych teraźniejszych oraz przyszłych dobrodziejstw dostępnych 
jest  jedynie dla 144 000 wybranych. Natomiast większość Świadków, tzw. „wielka rzesza” 
musi się zadowolić nadzieją ziemską i niedostępne są dla niej powyższe przywileje „klasy 
niebiańskiej”.  

Rozważmy pokrótce, czy Apokalipsa rzeczywiście przedstawia to grono zbawionych 

jako rzeszę znajdującą się na ziemi. Zacznijmy nasze badania od stwierdzenia prostego faktu, 
że w wersetach 9 i 15 czytamy, że znajduje się ona „przed tronem”: „Potem ujrzałem, a oto 
wielka rzesza, której żaden człowiek nie zdołał policzyć, ze wszystkich narodów i plemion, i 
ludów, i języków, stojąca przed tronem i przed Barankiem, ubrana w białe długie szaty, a w 
rękach ich gałęzie palmowe… Właśnie dlatego są przed tronem Boga i dniem i nocą pełnią 
dla  niego  świętą  służbę  w  jego  świątyni;  a  Zasiadający  na  tronie  rozpostrze  nad  nimi  swój 
namiot” (Objawienie [dalej Obj] 7,9.15 Przekład Nowego Świata, dalej NŚ).  

W  ustaleniu  prawdy  pomoże  nam  porównanie  tych  wersetów  z  innymi,  które  mówią  o 

osobach i przedmiotach znajdujących się przed tronem.  
1.  Lampy  ogniste  symbolizujące  siedem  duchów  Bożych:  „a  przed  tronem  płonie 
siedem lamp ognistych i one oznaczają siedem duchów Bożych” (Obj 4,5 NŚ). 
2.  Morze  szklane:  „A  przed  tronem  jest  jak  gdyby  morze  szklane  podobne  do 
kryształu” (Obj 4,6 NŚ). 
3.  Dwudziestu  czterech  starszych:  „dwudziestu  czterech  starszych  upada  przed 
Zasiadającym na tronie
 i oddaje cześć Żyjącemu na wieki wieków, i rzuca przed tron 
swoje korony” (Obj 4,10 NŚ). 
4.  Aniołowie:  „A  wszyscy  aniołowie  stali  wokół  tronu  i  starszych,  i  czterech  żywych 
stworzeń i upadli przed tronem na twarze swoje i oddali cześć Bogu” (Obj 7,11 NŚ – 
proszę zwrócić uwagę, że werset ten występuje w urywku o „wielkiej rzeszy”). 
5.  Złoty  ołtarz:  „I  przybył  inny  anioł,  i  stanął  przy  ołtarzu,  mając  złote  naczynie 
kadzielne;  i  dano  mu  dużo  kadzidła,  aby  wraz  z  modlitwami  wszystkich  świętych 
ofiarował je na złotym ołtarzu, który był przed tronem” (Obj 8,3 NŚ). 
6.  144 000: „I ujrzałem, a oto Baranek stojący na górze Syjon, a z nim sto czterdzieści 
cztery  tysiące  mających  napisane  na  swych  czołach  jego  imię  i  imię  jego  Ojca…  I 
śpiewają jak gdyby nową pieśń przed tronem i przed czterema żywymi stworzeniami, i 

background image

18 
 

starszymi;  i  nikt  nie  zdołał  opanować  tej  pieśni  oprócz  stu  czterdziestu  tysięcy 
kupionych z ziemi” (Obj 14,1.3 NŚ).  

Skoro wszystkie te podmioty będąc przed tronem są w niebie, to czy wielka rzesza może 

stojąc  przed  tronem  znajdować  się  na  ziemi?  Odpowiedź  jest  oczywista.  Mamy  tu  do 
czynienia  ze  scenerią  niebiańską.  I  nic  tu  nie  pomogą  naciągane  komentarze  autorów 
publikacji  Towarzystwa  Strażnica,  że  będąc  na  ziemi,  również  jesteśmy  przed  Bogiem. 
Chociaż  są  teksty  biblijne  mówiące  o  gromadzeniu  się  przed  Bogiem  na  ziemi,  to  „wielka 
rzesza”  najwyraźniej  widzi  swego  Stwórcę,  bowiem  wysławia  Go  słowami:  „Wybawienie 
zawdzięczamy naszemu Bogu, który zasiada na tronie, i Barankowi” (Objawienie 7,10 NŚ). 
Najprostsze wyjaśnienie brzmi: „Wielka rzesza” znajduje się w niebie, przed tronem Bożym i 
wysławia Tego, który zasiada na tronie.  

Jakie  miejsce  przewidział  Bóg  dla  wszystkich  zbawionych?  „Jeśli  kto  chce  mi  służyć, 

niech idzie za mną, a gdzie Ja jestem, tam i sługa mój będzie; jeśli kto mnie służy, uczci go 
Ojciec  mój”  (J  12,26  BW).  „Ojcze!  Chcę,  aby  ci,  których  mi  dałeś,  byli  ze  mną,  gdzie  Ja 
jestem,  aby  oglądali  chwałę  moją
,  którą  mi  dałeś,  gdyż  umiłowałeś  mnie  przed  założeniem 
świata” (J 17,26 BW). „W domu Ojca mego wiele jest mieszkań; gdyby było inaczej, byłbym 
wam  powiedział
.  Idę  przygotować  wam  miejsce.  A  jeśli  pójdę  i  przygotuję  wam  miejsce, 
przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem i wy byli” (J 14,2.3 BW). 

Chrystus chce, żebyśmy znaleźli się przy Nim, tam, gdzie On jest. On pragnie ukazać 

nam  Swoją  chwałę.  Zapewnia,  że  w  niebie  nie  ma  ograniczonej  liczby  mieszkań,  na 
przykład jedynie dla 144 000. Podkreśla, że gdyby było inaczej – gdyby faktycznie jedynie 
niewielka grupa mogła znaleźć się w niebie – wówczas na pewno by nam o tym powiedział. 
Pamiętajmy o tym, że od początku i przez wszystkie wieki znakomita większość chrześcijan 
żywiła  tylko  jedną  nadzieję  i  nie  wierzyła  w  jakieś  dwie  klasy  zbawionych.  Dopiero  z 
nastaniem Russella i Rutherforda pojawiło się dzielenie zbawionych na klasy, chociaż Słowo 
Boże mówi o „jednej nadziei” dla wszystkich wierzących (Ef 4,4).  

Mimo to organizacja karci i wyklucza ze swego grona tych, którzy nie chcą trwać w 

tradycyjnej nauce o dwóch klasach. Usuwa ze swego grona także tych, którzy kwestionują 
takie  niebiblijne,  tradycyjne  nauki  Świadków,  jak:  wymysł,  jakoby  Chrystus  był 
archaniołem  Michałem,  nauka o niewidzialnym  powrocie Chrystusa w 1914 roku, teoria o 
niewidzialnym  zmartwychwstaniu  „klasy  niebiańskiej”  w  1918  roku,  dogmat  o  klasie 
„niewolnika wiernego i roztropnego”, itp. ludzkie podania

30

.  

Tak  więc,  wbrew  twierdzeniom  autora  traktatu,  organizacja  Świadków  w  gruncie 

rzeczy  głosi  mnóstwo  ludzkich  nauk,  opartych  na  wersetach  wyrwanych  z  kontekstu  i 
naciągniętych do z góry przyjętych założeń. Zarzut z 2 strony traktatu, że „religia fałszywa 
propaguje  fałszywe  nauki”,  świetnie  pasuje  do  postępowania  organizacji  Świadków.  Nie 
starczy tu miejsca, by opisać, jak bardzo zmienne i chwiejne były te doktryny w historii tego 
wyznania. Tymczasem teologia większości biblijnych Kościołów jest niezmienna i stabilna, 
gdyż  ich  przywódcy  oraz  członkowie  ufają  Chrystusowi  i  Jego  łasce.  „Jezus  Chrystus 
wczoraj  i  dziś,  ten  sam  i  na  wieki.  Nie  dajcie  się  zwodzić  przeróżnym  i  obcym  naukom; 
dobrze jest bowiem umacniać serce łaską…” (Hbr 13,8.9).  

 
Omówmy  trzecią  i  ostatnią  cechę  „religii  prawdziwej”  –  według  traktatu  Świadków 
Jehowy: 
c.  „Umacnia  rodziny  i  zachęca  do  przestrzegania  wysokich  norm  moralnych.  Religia 
prawdziwa  uczy  mężów  ››tak  miłować  swe  żony,  jak  własne  ciała‹‹,  pomaga  żonom  ‘mieć 

                                                           

30

 Por. Pytania czytelników, Strażnica 1987, nr 10, tom CVIII, s. 27-28: „Dlaczego Świadkowie Jehowy 

wykluczają ze społeczności (ekskomunikują) za odstępstwo pewne osoby, które w dalszym ciągu podają się za 
wierzące w Boga, Biblię i Jezusa Chrystusa?”.  
 

background image

19 
 

głęboki  respekt  dla  swych  mężów’,  a  dzieci  zachęca,  żeby  ‘były  posłuszne  rodzicom’ 
(Efezjan  5:28,  33;  6:1).  Poza  tym  każdy,  kto  w  gronie  jej  wyznawców  sprawuje 
odpowiedzialne funkcje, musi być bez zarzutu pod względem moralnym (1 Tymoteusza 3:1-
10)”.  

Czy  rzeczywiście  religia  Świadków  umacnia  rodziny?  Jest  prawdą,  że  Towarzystwo 

Strażnica  opublikowało  szereg  wartościowych  książek  i  artykułów  na  temat  życia 
rodzinnego.  Wystarczy  jednak  przejść  się  do  księgarni  chrześcijańskiej  lub  zajrzeć  do 
internetowych  księgarni  chrześcijańskich,  by  przekonać  się,  że  istnieje  wiele  dobrych 
publikacji na temat małżeństwa, rodziny i wychowania dzieci. Znakomita większość wyznań 
chrześcijańskich  i  lokalnych  kościołów  „uczy  mężów  ››tak  miłować  swe  żony,  jak  własne 
ciała‹‹,  pomaga  żonom  ‘mieć  głęboki  respekt  dla  swych  mężów’,  a  dzieci  zachęca,  żeby 
‘były posłuszne rodzicom’”.  

Mimo pozytywnych działań podejmowanych przez religię Świadków na rzecz rodzin, 

są  też  dowody  na  to,  że  wywiera  ona  również  destrukcyjny  wpływ  na  niektóre  rodziny. 
Chodzi  tu  zwłaszcza  o  rodziny,  w  których  jeden  ze  współmałżonków  w  trakcie  trwania 
małżeństwa  zmienił  poglądy  i  został  Świadkiem  Jehowy.  Oto  fragment  świadectwa  pani 
Gizeli  z  Bytomia:  „Otóż  byłam  mężatką  przez  15  lat  i  mam  troje  dzieci.  Byliśmy  bardzo 
szczęśliwym  małżeństwem,  dopóki  mój  mąż  nie  stał  się  świadkiem  Jehowy.  Przed  5  laty 
przystąpił  do  organizacji  ‹‹Strażnica››,  która  go  całkowicie  pochłonęła  z  duszą  i  ciałem, 
niszcząc tym  samym  nasze szczęście. Mój mąż pod wpływem  ‹‹Strażnicy›› zmienił  się ‹‹o 
180 stopni››, ale na gorsze w stosunku do całej rodziny. Wywierał on na mnie i na dzieciach 
drastyczne  i  bardzo  gwałtowne  presje,  pragnąc  nas  uczynić  świadkami  Jehowy.  Bił  nas  za 
chodzenie do kościoła, a dzieci za chodzenie na religię. Połamał i zdeptał wszystkie obrazy 
oraz krzyże i zabronił nam modlitwy. Złościł się, gdy klękaliśmy do modlitwy, przeszkadzał, 
urągał. Zabronił także obchodzenia świąt, urodzin i pozrywał wszelkie kontakty rodzinne, bo 
nauczyciele ‹‹Strażnicy›› tak go uczyli. Odmówił  dofinansowania dzieci,  a kiedy zobaczył, 
że  nie  staliśmy  się  świadkami  Jehowy  –  wyprowadził  się  z  domu,  nie  zostawiając  nam 
swojego adresu. Kilkakrotnie zwracałam się do jego zboru z prośbą o pomoc, o zrozumienie i 
tolerancję, ale bezskutecznie. Zasądziłam męża o alimenty, starszy zboru Z. C. przyszedł do 
sądu,  aby  popatrzeć,  jak  zrozpaczona  żona  i  matka  prosi  sąd  o  przyznanie  alimentów. 
Ponieważ  awanturom  i  bójkom  wszczynanym  przez  męża  nie  było  końca,  a  zbór  nie 
reagował,  również  zwróciłam  się  do  sądu  o  pomoc  w  tej  sprawie.  Ostatecznie  mąż  został 
uznany za fanatyka doktryn ‹‹Strażnica››, otrzymując wyrok 3 lata w zawieszeniu. Obecnie 
nasze dzieci są bez ojca, a ja bez męża z powodu straszliwej, pełnej nienawiści do drugiego 
człowieka doktryny organizacji ‹‹Strażnica››”

31

.  

Takie  sytuacje  nie  należą  do  wyjątków.  Pełnomocnik  do  spraw  ofiar  przemocy  w 

rodzinie w jednym z większych miast centralnej Polski odnotował bardzo wiele przypadków 
przemocy  w  rodzinach,  w  których  mąż  został  Świadkiem  Jehowy.  Oczywiście,  nie  każdy 
mąż, który zostaje Świadkiem gnębi swą rodzinę, ale powyższe fakty przeczą twierdzeniom 
organizacji, jakoby umacniała ona rodzinę. 

Poza tym w rodzinach, w których wszyscy są Świadkami pojawia się wiele kłopotów 

wywołanych  negatywnym  wpływem  organizacji.  Zapędzanie  przez  organizację  członków 
rodzin  do  aktywnego  uczestnictwa  w  działalności  Świadków  w  niejednym  przypadku 
pozbawia rodziców czasu, który mogliby spędzić ze współmałżonkami i dziećmi. Sprawdza 
się to zwłaszcza w przypadku starszych zboru, którzy niejednokrotnie znajdują się pod silną 
presją  mnóstwa  obowiązków  oraz  są  kontrolowani  i  rozliczani  przez  wymagających 
nadzorców obwodu. Organizacja często dokłada nowe zadania, tak że żyją jak w kieracie. Ich 
cenny  czas  pochłania  także  zajmowanie  się  problemami  współwyznawców.  Pewna  żona 
starszego  powiedziała  z  ubolewaniem  o  swoim  małżonku,  będącym  starszym:  „Kiedy  on 

                                                           

31

 G. Fels, Świadkowie Jehowy bez retuszu, Niepokalanów 1996, s. 153, 154. 

background image

20 
 

złoży mi wizytę pasterską?”. Jej mąż poświęcał dużo czasu na pomaganie innym rodzinom, 
dlatego jego żona czuła się zaniedbana. Takie przykłady można mnożyć.  

Co  więcej,  fakt,  że  organizacja  wielokrotnie  zniechęcała  swych  członków  do 

wydawania na świat dzieci też nie przemawia na korzyść twierdzenia zawartego w traktacie. 
Na przykład w „Strażnicy” z 1988 roku ukazał się artykuł: „Poczucie odpowiedzialności przy 
wydawaniu  na  świat  dzieci  w  obecnym  czasie  końca

32

.  Znajdujemy  w  nim  następującą 

przestrogę: „Każde małżeństwo samo musi rozstrzygnąć, czy w obecnym czasie końca wyda 
na  świat  dzieci;  jest  to  sprawa  osobista.  Ponieważ  jednak  ››pozostały  czas  jest  skrócony‹‹, 
mąż i żona zrobią dobrze, gdy starannie rozważą z modlitwą wszystkie za i przeciw (1 Kor. 
7:29).  Jeśli  zdecydują  się  mieć  potomstwo,  to  powinni  być  w  pełni  świadomi  nie  tylko 
związanych z tym radości, ale i obowiązków; muszą też zdawać sobie sprawę z trudności, w 
jakie mogą popaść zarówno oni, jak i dzieci, które im się urodzą”

33

.  

Najwyraźniej  apokaliptyczna  mentalność  przywódców  organizacji  skłoniła  ich  do 

zamieszczenia w naczelnym  jej organie powyższego artykułu.  Czytamy  w nim dalej:  „Czy 
mężowie zawsze pamiętają o tym, że troszczenie się o niemowlę lub małe dziecko często nie 
pozwala  żonom  odnosić  pełnego  pożytku  ze  zborowego  studium  książki,  zebrań  na  Sali 
Królestwa oraz większych zgromadzeń?”

34

.   

Skąd taka troska o młode matki u autora artykułu? Czy chodziło mu  tylko o zdrowie 

duchowe  takich  niewiast?  Nieco  dalej  ujawnia  on  swe  cele:  „Jeżeli  w  zborze  wszystko 
należycie  się  zorganizuje,  to  młode  matki  mające  małe  dzieci  mogą  pełnić  pomocniczą 
służbę pionierską. Niektóre są nawet pionierkami stałymi. Tak więc dzieci wcale nie muszą 
być przeszkodą”

35

.            

Jak widać, organizacji nie chodziło jedynie o umacnianie rodzin, lecz martwiła się ona 

o  to,  że  zabraknie  jej  darmowych  pracowniczek  pełniących  tzw.  służbę  pionierską.  Trzeba 
pamiętać, iż w owym czasie pionierka pomocnicza musiała spędzać w służbie co najmniej 60 
godzin w miesiącu, a pionierka stała musiała się wykazać przynajmniej 90 godzinami.  

Dobrze  pamiętam,  że  osoby,  które  były  pionierami  pomimo  wielu  obowiązków 

rodzinnych,  były  stawiane  na  piedestale  i  przeprowadzano  z  nimi  wywiady  na  zebraniach  i 
większych  zgromadzeniach.  Pewna  żona  starszego  tak  skomentowała  wywiad 
przeprowadzony z siostrą, która miała kilkoro małych dzieci, niewierzącego męża, a mimo to 
była  pionierką  stałą:  „Na  pewno  coś  zaniedbuje”.  Niejedna  osoba  pełniąca  stałą  służbę 
pionierską zaniedbywała swą rodzinę. Starsi nie ośmielali się jednak interweniować w takich 
sprawach,  gdyż  tacy  pionierzy  byli  promowani  i  popierani  przez  ambitnych  nadzorców 
obwodu, którzy chcieli się wykazać jak najlepszymi wynikami. (Niektórzy nawet twierdzili, 
że  nie  wolno  przerwać  służby  pionierskiej).  Owocem  takiej  polityki  było  popadnięcie 
niektórych  dzieci  pionierów  w  bezbożność,  konflikty  pioniera  z  zaniedbanym 
współmałżonkiem, a nawet rozpad rodzin.  

Zastanawiający  jest  także  fakt,  że  organizacja  praktycznie  zabrania  posiadania  dzieci 

pewnej  grupie  swych  pełnoczasowych  pracowników.  Rozważmy  dalszy  cytat  z  omawianej 
„Strażnicy”:  „Na  całym  świecie  wiele  małżeństw,  które  zrezygnowały  z  radości 
rodzicielskich, ma możność służyć Jehowie pełnoczasowo w obwodzie, okręgu lub w Betel. 
Współmałżonkowie ci również z zadowoleniem spoglądają wstecz na swe życie, które dzięki 
tym  szczególnym  przywilejom  wypełnia  praca  dla  Jehowy  i  dla  braci.  Niczego  nie  żałują. 

                                                           

32

 Poczucie odpowiedzialności przy wydawaniu na świat dzieci w obecnym czasie końca, Strażnica 1988, nr 10, 

tom CIX, s. 24-28. 

33

 Dz. cyt., s. 27, akapit 14. 

34

 Dz. cyt., s. 25, akapit 7. 

35

 Dz. cyt., s. 26, akapit 9. 

background image

21 
 

Wprawdzie nie zaznali radości wydania na świat dzieci, ale w różnych dziedzinach wydatnie 
przyczynili się do popierania spraw Królestwa”

36

.  

 

Artykuł nie wspomina o tym, że często osoby takie w starszym wieku cierpią z powodu 

braku należytej opieki ze strony dzieci, których po prostu nie mają. Czy taka taktyka umacnia 
rodziny i przyczynia się do ich szczęścia?  

A co powiedzieć o polityce organizacji w kwestii rozwodów i ponownych małżeństw? 

„Zdarzyło  się  już  parę  razy,  że  ktoś  popełnił  cudzołóstwo,  przeprowadził  rozwód,  a  potem 
wstąpił w nowy związek małżeński i został wykluczony, ale gdzieś po roku wrócił do zboru. 
Zapewne  starsi  rozpatrujący  dane  sprawy  oparli  swoje  orzeczenie  na  tym,  co  w  Słowie 
Bożym napisano o okazywaniu miłosierdzia. Prawda, że Jehowa Bóg jest miłosierny i tacy też 
muszą być starsi. Jednakże każdemu mężczyźnie i każdej kobiecie, którzy chytrze obmyślili 
takie  działanie,  aby  się  pobrać,  można  śmiało  powiedzieć,  że  choćby  starsi  przyjęli  ich  z 
powrotem,  sprawa  bynajmniej  się  na  tym  nie  kończy.  Starsi  podejmują  decyzje,  mając  za 
podstawę widoczne na zewnątrz przejawy skruchy, ale nie są w stanie dokładnie wyczytać, co 
się  mieści  w  sercu.  Ponieważ  nie  potrafią  sądzić  na  podstawie  pobudek,  mogą  przyjąć  do 
zboru takie nowo skojarzone małżeństwo. Ale niech ci dwoje nie zapominają słów Pawła, że 
››rozpustników i cudzołożników osądzi Bóg‹‹ (Hebr. 13:4)”

37

Z  powyższego  cytatu  wynika  wniosek  potwierdzony  w  praktyce,  że  Świadek  może 

zdradzić  swą  żonę,  rozwieść  się  i  po  kilku  latach  wrócić  do  zboru  z  nową  żoną,  a  może  i 
dziećmi. Starsi – jak czytamy w artykule – „mogą przyjąć do zboru takie nowo skojarzone 
małżeństwo”. Wiele przykładów dowodzi, jak wielkie są cierpienia zdradzonych partnerów 
małżeńskich i ich dzieci. Jak takie osoby się czują, gdy np. niewierny mąż i ojciec wraca do 
organizacji  z  nową  rodziną?  Jak  to  odbierają,  gdy  –  zgodnie  z  zaleceniem  Ciała 
Kierowniczego  –  taki  niewiarygodny  człowiek  natychmiast  po  przyłączeniu  go  do  zboru 
podejmuje  działalność  głoszenia  od  domu  do  domu?  Ponownie  organizacji  chodzi  o 
zatrudnienie w głoszeniu jak największej liczby osób, a nie o rzeczywiste dobro jednostek i 
rodzin. Dobrze to świadczy o większości Świadków Jehowy, że nie obierają tak wątpliwego 
trybu postępowania i starają się być wiernymi swym współmałżonkom.  

Czy prawdą jest twierdzenie autora traktatu na temat „religii prawdziwej”, że „każdy, 

kto  w  gronie  jej  wyznawców  sprawuje  odpowiedzialne  funkcje,  musi  być  bez  zarzutu  pod 
względem  moralnym  (1  Tymoteusza  3:1-10)”?  W  pewnej  „Strażnicy”  tak  przedstawiono 
jedno z wymagań zawartych w przywołanym fragmencie z 1 Tm 3,1-10: „Mąż jednej żony (1 
Tymoteusza  3:2,  12;  Tytusa  1:6).  […]  może  mieć  tylko  jedną  żyjącą  żonę  i  musi  być  jej 
wierny (Hebrajczyków 13:4)”

38

.      

 

Co  jednak  powiedzieć  o  tym,  że  oprócz  wiernych  mężów  wśród  Świadków  Jehowy 

funkcje  starszych  i  sług  pomocniczych  sprawują  rozwiedzeni  mężczyźni,  którzy  żyją  w 
drugim  związku?  To  prawda,  że  w  większości  wypadków  rozwiedli  się  oni  zanim  zostali 
Świadkami.  Jednakże  to  nie  czyni  ich  godnymi  kandydatami  do  piastowania 
odpowiedzialnych funkcji w zborze. Dlaczego? Z uwagi na wyraźne myśli biblijne, z których 
wynika, że małżeństwo jest związkiem dozgonnym i nie można wstępować w drugi związek 
za życia pierwszej żony. Oto te świadectwa: „I rzekł im: Ktokolwiek by rozwiódł się z żoną 
swoją  i  poślubił  inną,  popełnia  wobec  niej  cudzołóstwo.  A  jeśliby  sama  rozwiodła  się  z 
mężem  swoim  i  poślubiła  innego,  dopuszcza  się  cudzołóstwa”  (Mk  10,11.12).  „Każdy  kto 
opuszcza  żonę  swoją,  a  pojmuje  inną,  cudzołoży,  a  kto  opuszczoną  przez  męża  poślubia, 
cudzołoży”  (Łk  16,18).  „Albowiem  zamężna  kobieta  za  życia  męża  jest  z  nim  związana 
prawem;  ale  gdy  mąż  umrze,  wolna  jest  od  związku  prawnego  z  mężem.
  A  zatem,  jeśli  za 
życia  męża  przystanie  do  innego  mężczyzny,  będzie  nazwana  cudzołożnicą
,  jeśliby  jednak 

                                                           

36

 Dz. cyt., s. 26, akapit 11.    

37

 Bóg miłości nienawidzi rozwodów, Strażnica 1982, nr 10, tom CIII, s. 11, akapit 15. 

38

 Czy jesteś wykwalifikowany do usługiwania?, Strażnica 1990.09.01, s. 24, akapit 6. 

background image

22 
 

mąż  zmarł,  wolna  jest  od  przepisów  prawa  i  nie  jest  cudzołożnicą,  gdy  zostanie  żoną 
drugiego męża” (Rz 7,2.3)  „Tym zaś, którzy żyją w stanie małżeńskim, nakazuję nie ja, lecz 
Pan,  ażeby żona  męża  nie opuszczała,  a jeśliby opuściła,  niech pozostanie niezamężna  albo 
niech się z mężem pojedna; niech też mąż z żoną się nie rozwodzi. 
[…] Żona związana jest 
tak długo, dopóki żyje jej mąż
; a jeśli mąż umrze, wolno jej wyjść za mąż za kogo chce, byle 
w Panu” (1 Kor 7,10.11. 39). 

Powyższe wersety wskazują na fakt, że małżeństwo jest związkiem nierozerwalnym, 

dozgonnym,  toteż  wiązanie  się  z  innym  partnerem  za  życia  współmałżonka  jest 
cudzołóstwem. Fragmenty z Mt 5,32 i 19,9 nie przeczą temu, gdyż podany w nich wyjątek nic 
nie  mówi  o  tym,  że  wolno  zawrzeć  ponowne  małżeństwo.  Przeciwnie,  w  obydwu  tekstach 
zgodnie napisano, że „kto by oddaloną wziął za żonę, dopuszcza się cudzołóstwa” oraz „kto 
oddaloną  bierze  za  żonę,  popełnia  cudzołóstwo”  (Mt  5,32b  i  19,9b  BT).  W  takim  razie 
niektórzy  ludzie  sprawujący  odpowiedzialne  funkcje  u  Świadków  są  cudzołożnikami,  gdyż 
żyją  w  cudzołożnych  związkach!  Wynika  to  z  błędnego  rozumienia  kwestii  rozwodu  i 
ponownego małżeństwa.  

W tym  miejscu stwierdzam  z ubolewaniem, że w niektórych kościołach również nie 

stoi  się  na  straży  nierozerwalności  małżeństwa.  Przywódcy,  którzy  nauczają  swych 
podopiecznych, że rozwody i powtórne małżeństwa są dopuszczalne, prowadzą tych ludzi do 
cudzołóstwa,  a  „cudzołożnicy  […]  Królestwa  Bożego  nie  odziedziczą”  (1  Kor  6,9.10).  Nie 
twierdzę  dogmatycznie,  że  każdy  człowiek,  który  znalazł  się  w  cudzołożnym  związku 
zostanie potępiony, gdyż to Bóg jest Sędzią. Stwórca przebaczył królowi Dawidowi, może też 
–  ale  nie  musi  –  przebaczyć  innemu  człowiekowi,  który  szczerze  pokutuje  za  wejście  w 
niedozwolony związek. Niemniej jednak stoję na stanowisku, że osoby będące nauczycielami 
Słowa  Bożego  ponoszą  wielką  odpowiedzialność  za  głoszenie  błędu  w  tej  kwestii  (Jk  3,1). 
Narażają  swych  współwyznawców  na  zawarcie  nieszczęśliwego  małżeństwa  (Bóg  nie 
błogosławi cudzołożnikom), a w przyszłości na wieczną zgubę.  
 

Można  by  także  wymienić  inne  czynniki  osłabiające  rodzinę  w  społeczności 

Świadków,  jak  obowiązek  poświęcenia  życia  własnych  dzieci  w  imię  absurdalnego  zakazu 
transfuzji  krwi,  negatywny  wpływ  zakazu  obchodzenia  urodzin  i  innych  biblijnie 
dopuszczalnych  świąt  na  dzieci  Świadków,  czy  też  zabranianie  spotykania  się  z 
wykluczonymi  krewnymi  mieszkającymi  oddzielnie.  Biorąc  to  wszystko  pod  uwagę, 
dochodzimy do wniosku, że również trzecia cecha „religii prawdziwej” nie jest tak doskonale 
reprezentowana przez Świadków, jak się to utrzymuje.    
 
4. „Czy któraś religia spełnia te wymagania?” – zakończenie i apel! 
Następnie – na koniec traktatu - autor zadaje pytanie, na które sam udziela odpowiedzi: „Czy 
któraś  religia  spełnia  te  wymagania?  W  książce  Holocaust  Politics  (Polityka  holocaustu), 
wydanej  w  roku  2001,  John  K.  Roth  napisał:  ››Gdyby  więcej  ludzi  żyło  tak,  jak  głoszą  i 
postępują Świadkowie Jehowy, nie byłoby holocaustu, a na świecie już nigdy nie doszłoby do 
zbrodni  ludobójstwa‹‹.  Rzeczywiście,  w  235  krajach  Świadkowie  Jehowy  nie  tylko  głoszą 
innym o biblijnych zasadach moralnych, ale też trzymają się ich w życiu. Jeśli zwrócisz się do 
nich,  na  pewno  chętnie  pomogą  ci  zrozumieć,  czego  wymaga  od  ciebie  Bóg.  Dzięki  temu 
będziesz  mógł  Go  czcić  zgodnie  z  Jego  wolą.  Pora  działać.  Nie  zwlekaj!  Koniec  religii 
fałszywej jest już bliski! (Sofoniasza 2:2, 3)”.  

Osobiście znam więcej wyznań, o których można powiedzieć, że „Gdyby więcej ludzi 

żyło  tak,  jak  głoszą  i  postępują  […],  nie  byłoby  holocaustu,  a  na  świecie  już  nigdy  nie 
doszłoby do zbrodni ludobójstwa”. Wcześniej wymieniałem już pacyfistyczne Kościoły, jak 
amisze,  czy  mennonici.  Jest  też  bardzo  wielu  chrześcijan  z  różnych  innych  denominacji, 
którzy kierując się dobrym sumieniem nie wyrządzają krzywdy bliźnim.  

background image

23 
 

Podobnie  jest  wielu  dobrych  uczniów  Chrystusa,  którzy  „nie  tylko  głoszą  innym  o 

biblijnych  zasadach  moralnych,  ale  też  trzymają  się  ich  w  życiu”.  Ludzie  dobrze  znający 
Świadków  wiedzą,  że  oprócz  osób,  które  naprawdę  szczerze  starają  się  trzymać  biblijnych 
mierników, są wśród nich i takie, które robią to jedynie pozornie, „dla oka”. Przy bliższym 
poznaniu  okazuje  się,  że  są  oni  wzorowi  tylko  na  pokaz,  lecz  ich  życie  odbiega  od  tego 
ideału. Nie powinno to nas dziwić. Dlaczego? 

Ponieważ ludzie, którzy nie są zrodzonymi z Ducha Świętego dziećmi Bożymi nie są w 

stanie podobać się Bogu i pełnić Jego wolę. „Ci bowiem, którzy żyją według ciała, dążą do 
tego,  czego  chce  ciało;  ci  zaś,  którzy  żyją  według  Ducha  –  do  tego,  czego  chce  Duch. 
Dążność  bowiem  ciała  prowadzi  do  śmierci,  dążność  zaś  Ducha  –  do  życia  i  pokoju.  A  to 
dlatego, że dążność ciała wroga jest Bogu, nie podporządkowuje się bowiem Prawu Bożemu, 
ani nawet nie jest do tego zdolna. A ci, którzy żyją według ciała, Bogu podobać się nie mogą. 
Wy  jednak  nie  żyjecie  według  ciała,  lecz  według  Ducha,  jeśli  tylko  Duch  Boży  w  was 
mieszka.  Jeżeli  zaś  kto  nie  ma  Ducha  Chrystusowego,  ten  do  Niego  nie  należy
”  (Rz  8,5-9 
BT).  

Według  doktryny  Świadków  tylko  144 000  są  dziećmi  Bożymi  namaszczonymi  Duchem 

Bożym. Pozostali członkowie organizacji muszą się zadowolić drugorzędną pozycją. Według 
Biblii istnieje tylko następująca alternatywa:  
1.  Albo  jesteś  dzieckiem  Bożym  i  masz  Ducha  Świętego  umożliwiającego  pełnienie  woli 

Bożej, dlatego zmierzasz do życia i pokoju. 

2.  Albo  jesteś  człowiekiem  nieodrodzonym,  nie  masz  Ducha  Bożego,  żyjesz  w  zgodzie  z 

ciałem (grzeszną naturą), nie możesz podobać się Bogu i zmierzasz do śmierci wiecznej.  

Tu nie można się pocieszać myślami „Strażnicy”, że ma się „pewną miarę” Ducha Świętego 
lub korzysta się z niektórych dobrodziejstw Nowego Przymierza. Każde dziecko Boże wie, że 
ma pokój z Bogiem przez Jezusa Chrystusa (Rz 5,1). Każdy odrodzony ma pewność, że został 
przyjęty  do  Bożej  rodziny,  jak  o  tym  mówią  dalsze  wersety  8  rozdziału  Listu  do  Rzymian: 
„Albowiem wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. Nie otrzymaliście 
przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania 
za  synów,  w  którym  możemy  wołać:  Abba,  Ojcze!  Sam  Duch  wspiera  swym  świadectwem 
naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to  i  dziedzicami: 
dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa, skoro wspólnie z Nim cierpimy po to, by 
też  wspólnie  mieć  udział  w  chwale.  […]  Wiemy  też,  że  Bóg  z  tymi,  którzy  Go  miłują, 
współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według [Jego] zamiaru. 
Albowiem tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór 
obrazu  Jego  Syna,  aby  On  był  pierworodnym  między  wielu  braćmi.  Tych  zaś,  których 
przeznaczył,  tych  też  powołał,  a  których  powołał  -  tych  też  usprawiedliwił,  a  których 
usprawiedliwił - tych też obdarzył chwałą” (Rz 8,14-17.28-30 BT). 

Parafrazując  treść  końcowego  apelu  zawartego  w  traktacie,  nawołuję:  Jeśli  ze 

skruszonym sercem nawrócisz się do Chrystusa, na pewno On cię odrodzi i przemieni twoje 
życie (J 6,35.37; 2 Kor 5,17). Nie wierz żadnej  organizacji, która twierdzi, że tylko  w niej 
jest  zbawienie  (Jr  17,5.6;  Iz  8,12-13).  To  Jezus  ma  słowa  życia  wiecznego,  to  do  Niego 
musimy  się  udać  (J  6,67-69).  Samo  badanie  Biblii  nie  wystarczy,  trzeba  przyjść  do 
Zbawiciela,  do  którego  Słowo  Boże  nas  kieruje  (J  5,39.40).  Dopiero,  gdy  zwrócisz  się  do 
Jezusa,  Bóg  zdejmie  z  twych  oczu  zasłonę  błędnej  doktryny  i  rozjaśni  twój  umysł  (2  Kor 
3,14-17). Otrzymasz Ducha Świętego, który pomoże ci zrozumieć, czego wymaga od ciebie 
Bóg  (J  14,26;  1  J  2,27).  Dzięki  temu  będziesz  mógł  czcić  Boga  zgodnie  z  Jego  wolą. 
Poszukaj Kościoła, w którym głosi się Ewangelię łaski Bożej, a nie dziwne teorie ograbiające 
wiernych  z  Nowego  Przymierza  i  jego  dobrodziejstw  (Dz  20,24;  Ef  2,8-10).  Ludzie 
autentycznie wierzący na pewno udzielą ci serdecznego wsparcia. Pora działać. Nie zwlekaj! 

background image

24 
 

Życie nie trwa długo. Śmierć lub powtórne przyjście Chrystusa mogą cię nagle zaskoczyć! 
Pojednaj się z Bogiem póki czas!   
 
Bibliografia: 
 
Kres religii fałszywej jest bliski! Wiadomości Królestwa nr 37, Selters/Taunus, Niemcy 
2006.  
Bóg miłości nienawidzi rozwodów, Strażnica 1982, nr 10, tom CIII.  
Czy jesteś wykwalifikowany do usługiwania?, Strażnica 1990.09.01. 
Barker K. L.; Kohlenberger III J. R., redaktorzy, Zondervan NIV Bible Commentary, dzieło 
zbiorowe, Grand Rapids, Michigan, USA, 1994. 
Fels G., Świadkowie Jehowy bez retuszu, Niepokalanów 1996. 
Franz R., Kryzys sumienia, wydanie drugie, b.m.w. 2006. 
Granat W., Eschatologia, rzeczy ostateczne człowieka i świata, Lublin 1962. 
Grudem W., Systematic Theology (Teologia systematyczna), Grand Rapids, Michigan, USA 
1994. 
Kauffman D., Doctrines of the Bible (Doktryny Biblijne), Scottdale, Pensylwania, USA; 
Waterloo, Ontario, Kanada 1956. 
Kucharczak F., Fanatycy i ameba, Gość Niedzielny, 2006.09.24. 
Molestowanie seksualne – czubek góry lodowej, tłumaczenie: Jan Lewandowski,  
 http://www.brooklyn.org.pl/molest003.htm (2012.12.13).  
Nadchodzące tysiąclecie pokoju, Strażnica 1970, nr 18. 
Od naszych czytelników, Przebudźcie się! 1988.09.08. 
Ostański P., Objawienie Jezusa Chrystusa. Praktyczny komentarz do ApokalipsyZąbki 2005. 
Popowski R., Wielki słownik grecko-polski Nowego Testamentu, Warszawa 1995 
Poczucie odpowiedzialności przy wydawaniu na świat dzieci w obecnym czasie końca
Strażnica 1988, nr 10, tom CIX.   
„Przebadaj mnie, Boże”, Strażnica 1993.10.01. 
Pytania czytelników
, Strażnica 1975, nr 13, tom XCVI.  
Pytania czytelników, Strażnica 1987, nr 10, tom CVIII.  
Reed D. A., Odpowiedzi dla Świadków Jehowy według wersetów, b.m.w. 2008. 
Rhodes  R.,  Reasoning  from  the  Scriptures  with  the  Jehovah’s  Witnesses  (Przekonywanie 
Świadków Jehowy na podstawie Pisma), Eugene, Oregon, USA 1993. 
Russell  C.  T.,  The  Time  Is  At  Hand  (Nadszedł  czas),  Allegheny,  Pensylwania,  USA 
1889. 
Rutherford J. F., Miliony ludzi z obecnie żyjących nigdy nie umrą! Brooklyn, Nowy Jork USA 
1920. 
Rzeczpospolita 2003.08.07. 
The Finished Mystery (Dokonana Tajemnica), Brooklyn, Nowy Jork USA;  Londyn, Wielka 
Brytania; Melbourne, Australia (i inne miejscowości) 1918.  
Tygodnik Powszechny 2003.07.13. 
Tygodnik Powszechny 2004.02.01. 
Tygodnik Powszechny 2004.04.24. 
Wysocka A., Mówiłem o nauce Ewangelii. Gość Niedzielny 2005, nr 25, 
http://gosc.pl/doc/808798.Mowilem-o-nauce-Ewangelii (2012.12.13). 
Von Rad G., Teologia Starego Testamentu, przeł. Bogusław Widła, wydanie pierwsze, 
Warszawa 1986. 
ZM, Nowy arcybiskup w targanym skandalami Bostonie. „Odbuduj mój Kościół” , Tygodnik 
Powszechny online,   
http://www2.tygodnik.com.pl/tp/2818/religia01.php (2012.12.13).  

background image

25 
 

1001 Questions and answers on the Christian life (1001 pytań i odpowiedzi na temat 
chrześcijańskiego życia), Aylmer, Ontario, Kanada; LaGrange, Indiana, USA 2007. 
 
 
Summary 
 
W  2006  roku  organizacja  Świadków  Jehowy  wydała  eschatologiczny  traktat  Kres 
religii  fałszywej  jest  bliski!  
Zawiera  on  poważne  oskarżenia  przeciwko  Kościołom 
chrześcijańskim  oraz  proroctwo,  że  Babilon  Wielki  z  Księgi  Apokalipsy,  jako 
„ogólnoświatowe  imperium  religii  fałszywej”  niedługo  zostanie  zniszczony  przez 
Boga.  Autor  w  sposób  systematyczny,  logiczny  i  biblijny  wykazuje  nieprawdziwy 
charakter  wielu  twierdzeń  występujących  w  tym  traktacie.  Podaje  dowody  na  to,  że 
obraz  chrześcijaństwa  w  nim  zaprezentowany  jest  zbyt  pesymistyczny,  daleki  od 
prawdy  i  zawiera  niesprawiedliwe  uogólnienia.  Wykazuje  także,  że  dla  czytelników 
Apokalipsy z I wieku pojęcie Babilonu Wielkiego miało ściśle określony sens.   
 
In 2006 Jehovah’s Witnesses organization published an eschatological tract The End of 
False Religion Is Near! 
It contains serious accusations against Christian churches and a 
prophecy that Babylon the Great of the book of Revelation, as “the worldwide empire 
of false religion” will be soon destroyed by God. The author in systematic, logical and 
Biblical way points to untrue character of many statements written in the tract. He gives 
evidence that presented image of Christianity is too pessimistic, far from the truth and 
marked by unfair generalizations. He also shows that for the first century readers of the 
Apocalypse, the idea of Babylon the Great had a very concrete meaning.        
 
 
Szymon  Piotr  Matusiak  –  publicysta,  redaktor,  tłumacz  i  mówca.  W  latach  1983-2001  był 
świadkiem  Jehowy,  z  czego  przez  większość  czasu  służył  jako  starszy  zboru.  Po  przeżyciu 
nawrócenia do Chrystusa opuścił tę grupę religijną i  został ewangelicznym  chrześcijaninem 
oraz kaznodzieją. Był tłumaczem, korektorem i konsultantem kilkunastu książek. Pracuje jako 
redaktor  i  korektor  w  chrześcijańskich  czasopismach  Głos  Ewangeliczny  i  Ziarno  Prawdy
Publikuje  artykuły  w  Internecie  oraz  jest  autorem  dwóch  książek  poświęconych  Świadkom 
Jehowy,  np.  Zmienne  nauki  Świadków  Jehowy.  Najważniejsze  zmiany  w  doktrynie 
Towarzystwa  Strażnica  w  latach  1879-2011
,  Warszawa  2012  (współautor  wraz  z 
Włodzimierzem Bednarskim). Był czynnie zaangażowany w pomoc ofiarom niektórych sekt. 
Prowadzi  konferencje  na  temat  biblijnego  stosunku  do  Świadków  Jehowy  oraz  wygłasza 
wykłady z zakresu chrześcijańskiej apologetyki. Współpracuje z Chrześcijańskim Ośrodkiem 
Edukacyjnym „Berea” 
i z Fundacją Słowo Nadziei.