background image

 

Józef Ignacy Kraszewski

 

PAN KAROL

 

 

Powieść fantastyczna

 

 

Tom drugi

 
 
 

 

 

 
            You will proceed in pleasure, and in pride
 

Beloved and loving many, all is o''ver

 

Tor me on carth, except some years to hide

 

My shame and sorrow deep in my heart's core,

 

These l'could hear, but cannot cast a side

 

The passim which still rages as before

 

Aad so farewell — forgive me, love me —

 

                                                   Byron. Don Juan, C. 1. s. CXIV. 

 
 
 
 

 

background image

 IX. PANNA HERMENEGILDA TWARDOWSKA

 

Człek jest farbą, wychowanie malarzem !.

 

W maleńkim pokoiku na Skopówce siedziała sobie Panienka. Panienka była ładna, ale jakoś 

od razu poznać było można, że musiała mieć już trochę więcej jak lat dwadzieścia. Robiła ona 
sobie pończochę i czytała sobie Romans o Meluzynie, wzdychając szczerze i serdecznie. Koło niej 
ulubiony szpic Amur leżał na sianem wypchanej poduszce — dalej w oknie wisiała klatka, a w niej 
kanarków czuła para nosiła wodę wiaderkiem. Przy piecu spoczywał kot czarny Sybirski; w kącie 
stał na gierydoniku odwiecznym serwis faiansowey porcelany, opylony i brudny, u pułapu dla 
większej ozdoby wisiał pająk z opłatków różnofarbnych sklejony, który się sobie kręcił jak mógł. 
Jeszcze dalej w samym kącie stał zegar spowinięty w drewniane pieluszki z kukawką, a na nim 
kredą naznaczone były dni Tygodnia, jako surogat Kalendarza.
 

Panienka, jakem już mówił, mogła mieć trochę więcej jak lat dwadzieścia, była sobie 

brunetka (1) nosek miała ----------- (1) Nie widziałem w życiu starej Panny blondynki:
 

malupacieńki, usta wysznurowane, jak gdyby się lękała niemi wciągnąć powietrza, oczy 

duże czarne, okropne, zapalczywe, fatalne oczy: nad niemi brwi jak dwa łuki, jeszcze wyżej 
warkocz ogromny włosów, ułożony z wdziękiem i ozdobny różą, która wyglądała na nim, jak 
gdyby rosła z wazonu.. Ta Panienka miała na sobie, szlafroczek biały arcy pięknie haftowany w 
ząbki z trzydziesto ośmio falbonami, przepasany paskiem skórzanym spiętym na stalową sprzążkę. 
Piersi, tę świątynię serca z białego paroskiego marmuru, pokryła była skromnie spłowiałą 
chusteczką bur de sua, w paski zieloną i pąsową, na nóżkach, a nóżki miała --------------------- może, 
który z moich czytelników, był szczęśliwszym??
 

maleńkie, na nóżkach cisnęły się trzewiczki także pąsowe, z zielonymi wstążeczkami.

 

Na ręku dla białości nosiła rękawiczki duńskie, stare, stare ! okrutnie stare, z poucinanymi 

palcami do robienia pończoszki. Czytała uważnie i łzy jej nawet szły czasem z oczu, które ona 
oglądając się starannie w około obcierała co najprędzej. Za każdem jej poruszeniem szpic wierny 
Amur warczał, domyślając się, czy czasem kto nie myśli zrobić jakiej krzywdy jego Pani.. ale nic.. 
cicho było, spokojnie, nikt nie przychodził, a panienka czytała, bardzo czytała tak gorąco i 
serdecznie, że aż — ustami ruszała ! Bodaj to kobiety one jedne umieją czytać romanse, jak się 
należy!.
 

Otoż, czytała, mówiłem to już razy ze cztery, i pośliniwszy czasem końce paluszków 

odwracała z pośpiechem kartki książki. Była właśnie w najzabawniejszym miejscu, Meluzyny, jeśli 
się nie mylę, tam gdzie to jest o kąpieli, na której buduje się cały romans — pożerała, pożerała, aż 
tu stuk, stuk; traf, traf, — wchodzi ktoś. Panienka podniosła gniewliwe oczy — był to męszczyzna, 
zapłoniła się po uszy, po oczy, po zauszy i po za oczy, położyła książkę i zbliżyła się ku niemu, 
gotując się na odpowiedź. — Przybyły, młody, blady, blondyn, słowem Pan Karol, skłonił się 
niziuteńko, nie całował w rękę, bo był widać nieznajomy i odezwał się w to słowa:
 

— Czy w osobie Pani Dobrodziejki, mam honor witać Pannę Hermenegildę Twardowskę. 


 

— Da tak jest!..

 

— Mocno mie to cieszy, mam honor prezentować się, jestem Lucijan Karol Twardowski, 

stryjeczno-cioteczno - wujeczno rodzony brat, Waćpani Dobrodziejki.
 

— Ach! przypominam sobie! niech Pan Dobrodziej siada !. da proszęż, bez cyremonij! 

cicho Amur, da bardzo proszę, jeżeli łaska!
 

— Dowiedziawszy się, ze pani Dobr: tu mieszka, nie zaniechałem będąc w mieście złożyć 

jej mego uszanowania, a razem przypomnieć się pokrewieństwu !
 

— Bardzo wdzięczna jestem Panu Karolowi Dobr: ale dalibógżeż pono, czy nie pierwszy to 

background image

raz my się widziemi, Panie braciszku ? ?
 

— Tak jest!, to szczęście..

 

— Da porzućżeż te cyremonije! to między krewniaczkami nie przystawszy jest. Powiedz z 

łaski swojej, co tu porabiasz i czem się trudniszżeż!.
 

— Ja, łaskawa Pani siostro Dóbr. kiedy się tak pozwolisz nazywać, przyjechałem umyślnie 

prawie, dla poznania jej i złożenia.
 

— Da fisz! cicho Amur. jakto zaraz znać wielki świat na Jegomości, cały w 

komplementach, cha. ! cha. ! cha! Do i cóżeż?.
 

— Ja, jestem Adwokatem w Kijowie.

 

— U Kijowie! da fisz! to będzie od Wilna, musi być bodaj czy nie mil piętnaście!

 

— Trochę więcej!.

 

— Hm! da może być! i wszelako, ie ja tam nie byłam, a od dzieciństwa wszystko, albo na 

Żmudzi, albo jako to teraz w Wilnie przebywam, po śmierci mojej matki, świętey pamięci, wieczne 
odpocznienie. Wasan Dobrodziej, czy nie znałeś mojej matki?
 

— O ! znałem, szanowna to była kobieta ! nieco podobna do Waćpani Dobrodziejki.

 

— Da fisz! ani troszeniateczki by podobieństwa, ja do ojca ś. p. wieczne odpocznienie 

podobniutenieczka!
 

— Tak.. ale.. z wzrostu.

 

— Da już, dalibógżeż, albo żartujesz, albo zapomniawszy jesteś, tać moja Mama była mała, 

a ja gdzie, półtory głowy wyższa!.
 

— Tak ! ale.. zapomniałem ! bo to już dawno !

 

— Da wierzę! choć to i nie tak bardzo dawno jak umarła, drugi rok..

 

— Umhu... Pani Dóbr. nie siedzi na wsi ? któż zajmuje się pięknym folwarkiem, który spadł 

na Panią Dobrodziejkę?
 

— Da już to ja arendą wszelako wypuściwszy ? bo to, pewniejszy grosz wszelako jakoś, a w 

mieście msza święta codzień o każdej godzinie tak ja już przyiechałam do Miasta!
 

— Tak ! zapewne ! w wieku Pani, zabawy, młodzież...

 

— Da fi ! czy sfiksował ? da ja od młodzieży, by od bazyliszka uciekam.

 

Ja sobie sama jedna żyję, nikt u mnie prawie nie bywa!. a na zabawach! krew Chrystusa 

Pana! nigdy nie bywam !
 

— Tak! ale przy tak pięknym majątku, można życie wygodniej prowadzić w mieście.

 

— I, już to ja tego nie lubię!, ja sobie oszczędnie! wszelako, by już jakoś dla zabawy 

trzymam kucharkę, szpica, kota i dwóch kanarków!
 

— Tak! to czas uprzyjemnia! przytem literatura zapewne?.

 

— Da ! tak sobie czasami przysiedę się, ale to rzadko., bo i niema co czytać, same, z 

pozwoleniem, teraz błazenterije Drukują. Może Jegomość Pan Braciszek, herbaty by napił się..
 

— Jeżeli łaska Pani !

 

— Da to dobrze, ja każę wody zagrzać, u momencie powracam.. Amur leżeć !. Burek, pójdź 

Burek, da takie to rozlazłe kocisko, że wszelako by, spało cały dzień pod piecem; a trzeba na dwór 
wypuścić dla przewietrzenia !.
 

— Tak ! warto!.

 

— W momencie przychodzę !

 

Wyszła i Pan Karol ruszając ramionami przeszedł się po pokoju i zbliżył się do zapylonego 

fortepianiku stojącego w kącie, w tem wróciła Panna Hermenegilda.
 

— Pani Dóbr. — amatorka muzyki jak widzę!

 

— At! by godzinę przepędzić, czasami sobie do śpiewu zagram., rzadko w pieśni światowe 

się wdaję! a naj- częściej śpiewam sobie różaniec lub godzinki..
 

— Z tak pięknych ustek, jakże miły głosek wychodzić musi, czy nie raczysz Pani 

zaśpiewać, choćby słów parę !. proszę bardzo, jestem wielkim amatorem muzyki.
 

— Da bratuleńku najchętniej — tylkoby jaką przypomniałam sobie światową piosnkę, bo ty 

pewno świętych nie lubisz...
 

— Cokolwiek, bylebyś Pani zaśpiewała.

background image

 

— Da ! co umiem to i będzie — ekch! ekch! tfu! hm!

 

I tu ozwała się piosnka czuła i bardzo ładna której strofa pierwsza kończyła się tymi słowy.

 

Posiałem nie zżąłem,

 

Kochałem nie wziąłem.

 

Posiać nie zżąć,

 

Kochać nie wziąść !!..

 

Panna Hermenegilda śpiewała ją z takim uczuciem, że Amur wierny, ku końcowi trzeciej 

strofy szczekać zaczął, jakby na przestrogę, aby się zbyt uczuciom wygórowanym powodować nie 
dała.
 

— Prawdziwie! i piosnka i muzyka! prześliczne! a głos Pani naydoskonalszy.. 

najdoskonalszy... najpiękniejszy., hm !. contra, .. contra... co u licha ! contra basso !..
 

— O! to jeszcze nieboszczka babka mojej matki, uczyła się jej od swojego stryja a ja z kolei 

od Mamy! ale istotnie piękna, i moralna !.
 

— Tak! to tez moralność pierwszą jest pieśni zasadą! hm!

 

— Da otóż i herbata!

 

Wniosła ią była stara kucharka ósmy cud świata, żyjący szkielet, długo, nogi, długo ręki, 

długo nosy, długo Uchy i jak się domyślać należało długojęzyczny,
 

— A czemuż nie przyniosłaś, bułeczki świeżej od Federa?

 

— A Pani nie jada!

 

— Da tak, ale gość?

 

— I ja piję czyste herbatę....

 

— To dobrze ! bratulenieczku ! bo i to wszelako pięć groszy oszczędzonego.. proszęż pić, a 

czy słodka ?
 

— Z rąk Pani...

 

— A fisz kompleniencista! musiałeś bratuleńku, chodzić po Akademij, toś się tych 

cyremonij nauczył.... ale ze mną bardzo proszę!. może jeszcze cukru, albo żórawinowego soczku?
 

— Nie, bardzo dziękuję, bardzo dobra.

 

— Już to dobra, jest ona wszelako, mam ją drugi rok tę herbatę, po ś. p. matce mojej, tylko 

od gości, sama nie piję, bo cukier drogi, i miodu trudno dostać, wszelako! da może drugą pozwolisz 
szklanieczkę, z cytryną, jest tu cytryna, ta co na Boże narodzenie do ryby na kuciją.. Franuś!..
 

— Nie! ja bardzo dziękuję, nie pijam drugiej, upadam do nóg!..

 

— I sprawiedliwie, wszelako doktorowie mówią, że to piersi, z pozwoleniem osłabia i 

osusza!
 

— Tak ! to wielka prawda!.

 

— A i przy tem kieszeń suszy, bratulenku ! a gdzież, czego się spieszysz. czy masz Izbą 

Skarbową interessa? a i ja miałam z Izbą Skarbowa, ale jakoś ukończywszy!.. Da ! bądźźeż łaskaw, 
bywaj u mnie często.. na herbacie proszę. — Nie omieszkam !
 

background image

 X.

 

NAJPEWNIEJSZE DOŚWIADCZONE INIEOMYLNE LEKARSTWO N A MIŁOSC 

ZA PIĘTNAŚCIE GROSZY.

 

Cóż to miłość ? ? szał ziemski — odlany w formie ukradzionej z nieba.

 

— Cicho Amur ! cicho! a łotr! — a kto tam ? tak rano, taż osiem nie biwszy u S. Jana, czy 

to ty Franuś!
 

— To ja.. Karol.

 

— A bratuniu ! i wszelako tak ra-no wchodzić nie przystało do kobiety.. przybądź za 

godzinę, jeszczem się nie ubrała i na mszę świętą, trzeba iść zaraz.
 

— Łaskawa Pani siostruniu Dobr. —

 

przebacz mi i memu pośpiechowi --- idzie tu o los całego mego życia!.. odezwał się głoś z 

za drzwi.
 

— Da ! o życie !. powtórzyła przelękniona Panna Hermenegilda i poleciała w jednej 

spódnicy zapomniawszy się i odszczepiła drzwi.
 

Karol wpadł jak szalony i ujrzawszy ją w tak niedbałym stroju, gdyż z żalem a prawdą 

wyznać musim, że koszula była do gorsu, a chustki żadnej, — bo Panna Hermenegilda 
posłyszawszy, że chodzi o życie o wszystkiem zapomniała — ujrzawszy ją więc w tak niedbałym 
stroju, zaczerwie- nił się cały, i ni z tego, ni z owego, plackiem do nóg.
 

— A tożeż co? Jezu Chryste? zawołała przelękniona Panienka, zakrywając rękoma piersi i 

wpatrując się ciekawie w klęczącego brata!. a tożeż co? czy sfiksował ?. cicho Amur!.
 

— Pani już żyć nie mogę !..

 

— Da cożeż Jezu Chryste, czy nie goły? może okradli? kiedy nie masz % czego żyć, to ja 

parę złotych na karteczkę pożyczę !
 

— Ach! nie! — przerwał rozgniewany trochę Karol ciągle na kolanach. miłość! miłość, 

którą pierwszy raz w życiu czuję, do rospaczy mnie przywodzi ! rzeknij słowo!
 

— Da nie jedno! a choć i cztery rzeknę! a ty musi zakochawszy się jesteś, czy nie we ranie ?

 

— Tak jest! tak ! Pani niego serca i duszy, ratuj ranie.. oto u nóg twoich miłosierdzia żebrzę, 

mam ja majątek!.
 

— Da fiż! a że mnie włosy skołowaciały bratuleriku! czy ty tak prędko roskochawszy się 

jesteś we mnie? aj? jakiż ty fiksat? da czy ty możeż, aby pomyśleć, żeby ja ciebie, tak prędko 
pokochała?
 

— Ach! zabijasz mnie!

 

— I porzuć wszelako!, by jeszcze my się znaliśmy się, rok, dwa, to nie mówiłam bym, ale to 

ledwie tydzień!
 

— A czyż trzeba więcej, aby cię pokochać ?.

 

— Da! wszystko to może być !, że ty kochasz, ale ja to ani nic!. cicho Amur!. wszelaką żeby 

się niespóźnić na mszę świętą!.
 

— Ach! Pani bądź litościwszą!. u stóp twoich składam mój majątek cały,

 

— A dużyż masz majątek ?,

 

— Blisko pół milliona!, — I czy w ziemi ?

 

— Różnie! w niebie, na ziemi i na każdem miejscu!

 

— Ps ! da to nie małe rzeczy ! ale kuzyneczku! żeby ty mnie i zapisał nawet, to cóż kiedy 

nie kochający się, to i pobrawszy się nie będzie i zgody wszelako i jakoś,. — Ach! czyż moje 
przywiązanie! ach! nie wzbudzi w tobie, ach! ani iskierki miłości! ach!

background image

 

— Da! chowaj Boże! ani śniło się.

 

by o miłości, ale poczekaj no, Franciszko! cicho Amur! daj siemienia kanarkom, a kot czy 

jadł ?.
 

Karol powstał z ziemi upokorzony i rozgniewany oporem, który mu się raz pierwszy w 

życiu wydarzył. Niezraziło go jednak pierwsze nie powodzenie, postanowił, przysiągł sobie 
chwycić majątek Panny Hermenegildy i usiłował dokazać swego, podbudzony bardziej jeszcze 
obojętnością Żmudzinki. Jak tylko kucharka wyszła, zaczął na nowo.
 

— Zabiłaś mnie! zabiłaś! źyć nie mogę bez ciebie, a ty tak obojętnie odpychasz ofiarę serca 

mojego ! umrę ! nieprzeżyję!
 

— Da nie! nie! a każ tylko krwi puścić na spodek od filiżanki, to cię ominie..

 

— Ach ! nie pojmujesz !

 

— Da może być ! że, co nie pojmuję ! ja nie kochawszy byłam, tylko razy z dziesięć, po 

prawdzie powiedziawszy, a i to pocicheńku! i za każdą razą jak każę krew puścić z lewej ręki od 
serca, by ręką odjął!!!.
 

— Szczęśliwa jesteś, bo ja !. Kocham i czuję, że ta miłość pójdzie ze mną do grobu!.

 

— Wszelako! ja dalibógżeż i niewierze temu, żeby to ludzie tak się mieli kochać do śmierci, 

ja, choć młoda, dzięki Bogu, ale nie pojmuję!. że to stałe kochanie, to do śmierci bywa ! i fi!. czyste 
brydnie! czy ja nie kochałam! i jak! bywało całą noc to ze dwa razy się budzę, a wszystko śni się 
mój miły, to razby z workiem duka- tów, drugi raz klęczy u nóg i daje zapis całego majątku !
 

— Tak! ja to pojmuję! te miłe sny! i ja! nieszczęśliwy od tygodnia jak cię poznałem, co noc 

marzę o tobie!.
 

— Jezu Chryste! by tylko nie jakie wszeteczności! śniły się tam o mnie !.

 

— Ach! nie! najczystsze szczęścia Zwodniczego obrazy!. pocałunek!

 

— Da zmiłuj się.. tylkoż co temu, to niewierze. ja jak żyję, to tylko raz Panu 

Podkomorzycowi dałam gęby, a i to z niewiadomości, że byłam błaznica, niewinna jak baranek! to 
nie wiedziałam, że to wielki grzech i zmiłuj się bratuniu ! nie śnij o mnie takich rzeczy!
 

— Ach! gdybyż to w mojej mocy od- wrócić ten cios od mego nieszczęśliwego serca!

 

— Da! kiedy ja mówię, że w twojej, byle spodek krwi puścić z lewej ręki, albo i półtora 

kiedy krwisty, to i przejdzie, ale ja na mszę muszę!
 

— Chwilę jeszcze! naydroższa pół chwili mi daruj! zrób przynajmniej choć małą nadzieję, 

bez niej umrę! może z czasem dasz się pokonać i zostaniesz moją żoną.
 

— Ach! cożeż chcesz bratuniu, jakby to w mojej mocy, przyciągnąć ku sobie miłość, która 

po ciemku, bo ślepa, nie może trafić, do mojego serca.. i nie całuj darmo w rękę, a lepiej posłuchaj, 
krwi puścić każ, żyd cyrulik i za dwadzieścia groszy puści, a z targiem i za piętnaście!
 

— Nie! nie! najdroższa! nie tracę nadziei! może czas da cię nakłonić. Komuż lepiej jak mnie 

oddasz swoją rękę, ja cię kochani nad życie!.
 

— Oh! tak to i ja myślałam, kiedy Pan Podkomorzyc bywało dawał mi cukierki, a jakoś 

choć to nie dawno, lat temu z osiem tylko! a tak się zapomniało ! i kochałam potem od tego czasu 
kilka razy, ale co ciebie bratuleńku, to ani weź nie mogę!
 

— Go raz nowym ciosem ranisz moje serce!. chceszże żebym umarł ? wołał Karol 

chwytając jej rękę i usiłując do ust się przybliżyć, i na nich zawiązać pierwszy węzeł miłości!.
 

— A ! da fiż ! klapsa dam ! bratuniu! ciśnie się by kanarek do cukru, do mojej gęby ! a fi! 

wszetecznik ! Jezu
 

Chryste! puszczaj mnie co Wasan robisz, nie całuj bo krzyknę, aj! aj! Franciszko! ratuj !

 

Wbiegła Franciszka z miotłą —Karol odskoczył daleko od kuzynki — już kucharka 

heroiczna wzniosłszy w górę narzędzie, wspólnie z wiernym Amurkiem miała szturm do zuchwalca 
przypuścić, kiedy Pani uspokojona odejść jej kazała.
 

— Ot! widzisz! Panie Karolu! jak to bezbożnie chcieć całować ! pomiarkuj się! fi! do 

spowiedzi iść warto! a i ja z tej przyczyny będę musiała! da! kochać, to już nikt nie broni! ale tak 
się przysuwać nie uchodzi! ja bratuniu, jestem cnotliwa Panna ! da ! i kiedy kochasz, to nie tak 
zapalczywie, trzeba z respektem, wszelako, powoli. Jabym tobie i dwa spodki krwi puścić kazała na 
pohamowanie i

background image

 

— Ach! przebacz! przebacz! nieszczęśliwemu! miłość mię zaślepiła!, odurzyła !

 

— Da! ją też wszelako i ślepą malują.. to nic — ja się nie gniewam, a tylko na drugi raz 

będzie nauka! terazże ruszaj z Bogiem, bo czas na niszą.. a ja się jeszcze ubrać muszę, może 
przyjdziesz na herbatę?
 

— O! bóstwo moje! aniele! Królowo! migdale! słońce! gwiażdo! cukrze, miodzie! moja 

Pani!, moja droga!., jabym z tobą cały dzień rad siedział!
 

— Da wierzę. by tylko złe języki o tem nie gadały, a nie wzięły ztąd assumpt do 

szkalowania! bratuniu! Bądź zdrów, do widzenia! krwi puścić kał półtora spodka nie zawadzi) 
Cicho Amur! do zobaczyska!!
 

background image

 XI. FATALNE UMIZGI PAN ASSESOR NAJNIŻSZY SŁUGA!.

 

Karty są zabawą głupich — nie dziw, bo je dla warjata wynaleziono.

 

Ot i Pan Assessor Dobrodzjej — zagramy w Marijasika do puli, bratuleńku! prezentuję Panu 

Assessorowi Dobrodziejowi mego stryjeczno-rodzonego brata Lucijana Karola Twardowskiego, 
który, nawiasem mówiąc, kocha się we mnie jak fiksat!. a to pan Assessor Hippolit Wierzgajłło ze 
Żmudzi.. tameśmy się poznali!
 

— Mam honor! ściskam stopy Pańskie ! odezwał się gość, figura sucha, długa, z nosem 

ogromnym zatabaczonyrn i czerwonym, gadający przez nos i kłaniający się co chwila. Mam honor 
zaprezentować się, jestem najuniżeńszy służeczka, Pan Assessor Hippolit Wierzgajłło ze Żmujdzi 
do usług Jego!. Polecam się łaskawym względom jego i protekcij na przypadek!.
 

— Panie Dobr. nawzajem łasce jego przyjaźni i pamięci.

 

— Da proszęż u mnie bez cyremonij, postaw kij Panie Assessorze, i czapkę położ, a daj 

niuch tobaki choć to Pannie nie przystoi, ale czasem od kataru!
 

— Tak! od kataru! Wielmożna Pani Dobr. — najniższy sługa, upadam do nóg, prawdziwa 

bernardinka, jeżeli łaska, a Pan Dobrodziej ? do usług!
 

— Ja nie zażywam tabaki!.

 

— Da! to widzisz Jegomość! że tak skonfundowany, ie się zakochał we mnie cha. ! cha ! 

cha! i ofiaruje mi majątek swój, a ma pół milliona!
 

— Ps! najniższy sługa ! upadam do nóg JW. Panie! do usług! Pan ma puł miliona! ho ! ho! 

to ja jako niezmiernie niższy rywal.. pójdę z kwitkiem!
 

— Da cóż! żartujesz! porzuć! da fi! to czy pieniądze to już i za serce chwytają! ot 

naprzykład i on, to i dobry zdaje się i co.. a dalbóg ni razu mi się je- szcze nie przyśnił! ot! jakoś że 
to syncypatij niema. !
 

— Tak! o tak! syncypatija! najniższy sługa wielką gra rolę naczelnika i prawie Jaśnie 

Wielmożnego, i jakoby Kawalera wielu orderów miłości!. odpowiedział Pan Hippolit, i ujrzawszy 
w tej chwili psa Amur, tymi go przywitał słowy. A Amur, najniższy sługa! upadam do nóg, jak się 
masz?
 

— Da zdrów!.. a ty Panie Lucijanie, czego się tak krzywisz ?. Amur zdrów tylko jakoś 

smutny, musi być na deszcz czy co, i jadł dziś rezedę z okna!.
 

— Tak na deszcz! to pewno na deszcz ! ja tu czuję z najpowinniejszem uszanowaniem, dla 

deszczu że..
 

— A! bo ! i mój Burek do merum ferum się skradał! to i to może na deszcz. Czegoż 

wzdychasz da dalbóg niepojęty człowiek ! ani jemu wybić z głowy tej miłości! da siadajże 
Assessorze i co słychać?
 

— Najniższy sługa! nic Mościa Dobrodziejko Asińdzka pewno nie uważa, że zacny Kuzyn 

Pani Dobr. cóś,jakoś, czy tez, jakoby, niejako w złym humorze ?
 

— Taki jest mój zwykły humor I odpowiedział Karol ledwie mogąc pokryć wewnętrzne 

nieukontentowanie.
 

— Zwykły ! da i nie zwykły ! odezwała się Panna Hermenegilda z uśmiechem figlarnym a 

l'antique ! jak ja dam rękę do pocałowania to się i rozweseli. Da chodź już, chodź, a pocałuj, a 
rozwesel się!.
 

Na tak czułą odezwę pośpieszył, choć w sercu pękał od złości Karol i ucałował, a raczej 

poślinił końce podanych mu paluszków, usiłując natychmiast przybrać wesołość, w chęci 
przypodobania się Pannie Hermenegildzie.

background image

 

— No! cicho! sza! fi! czy nie zagramy marijasza do puli Assessorze?

 

— By nie drogo, najniższy sługa, upadam do nóg, będę służył Asińdzie Dobrodziejce!

 

— Da cóż! na ubogich po groszu, albo na zbawienie duszy, to na zdrowaśki — jak chcecie !

 

— Najniższy sługa! Pani Dobr:, jak roskażesz Pani! jednak ja najpokorniej ośmielam się 

uczynić tu uwagę, że dla zbawienia duszy, albo za dusze w czyscu zostające, lepiejby było na 
zdrowaśki.
 

— Da! to już jak chcecie!

 

— Ale ja siostruniu Dobr. nigdy nie grywam w marijasza!

 

— No! to cożeż ! to ja z Panem Asaessorem będę grać, a ty sobie.. ja tobie dam drugą starą 

taliją, tam Króla Żołędnego brakuje. Amur go pogryzł.. a na miejscu jego stara szóstka. !.. to może 
sobie pociągniesz kabałę.
 

— Nieumiem żadnej kabały! ja tak posiedzę, nie znudzę się patrząc na ciebie, siostruniu 

dodał ciszej!..
 

— Da! no ! no ! no ! dajżeż pokoj komplimentom, a jeśliby ci się znudziło, to albo sobie 

pójdziesz, albo mo- żesz Amurkowi kazać służyć, albo popatrzysz na kanarki moje! No! Panie 
Assessorze! starsza daje! na zdrowaśki!!
 

background image

 XII. RADA.

 

Człek który myślą przebiegł

 

całą drabinę wyobrażeń, wpada

 

w niedowierzanie o wszystkiem,

 

rodzące się z czczości,

 

która po uczuciach w nas zostaje.

 

— Gotów jestem powiesić się z rospaczy, tego nigdy nie bywało Gustawie! w życiu mojem 

mi się to nie zdarzyło! ktoby się spodział! stara kwoka!. ale baba siedzi na dukatach ba! gdyby też 
nie to, gdyby na gołej zie- mi siedziała, diabłaby tam za nią, poczciwy człowiek chodził!
 

— No ! widzisz! a tyle razy mówiłeś, że ci się żadna kobieta oprzeć nie potrafi!

 

— Źadna! ale bo ta, doprawdy do płci swojej nienależy, jest to fatalny wyjątek, głowę łamię 

czem ją złowić! No cóż myślisz! pochlebiam co wlezie, ani weź! żebym jej powiedział nawet, ie 
podobna do słońca, to i tak odpowiedziałaby mi swoim zwyczajem, że dawno wie o tem. Słowem, 
w głowę zachodzę, a jednak bodajem w piekle gorzał, jeżeli niebędzie moją, ona i jej dukaty — o! 
nie darmo ja głowę na karku noszę, Hm! niepojmuję! młode, ładne, bogate, dały się uwieść, 
nakłonić, przekonać, ta jak kamień!
 

— Porzuć! ustatkuj się Karolu! czyż ci niedość tych ofiar, warijacij bez końca ! czyż —

 

— Dość! dość! basta! morały zawsze są pół do dwónastej ! niechce ich słuchać, brzydzę się 

niemi, są to czcze słowa, nikt ich nie wykonywa, każdy o nich gada! potrzeba mi twojej pomocy 
Gustawie. Tyś powolny, tchórzliwy, mam pewne projekta, poprowadzę cię do niej, do tej 
zatwardziałej Żmudzinki, zaprezentuję cię, jako mego stryjeczno - rodzonego brata, żebyś jej bez 
ustanku gadał o moich bogactwach.. łżyj proszę cię ! co ci to szkodzi!
 

— Ależ nie masz sumienia, zdradzać tak poczciwą kobietę! daj pokój Karolu, ja ci nie 

pomogę!
 

— Słyszałeś go! wyjechał z sumieniem! no! no! no ! bez żadnych żartów, potrzebuję twojej 

pomocy i będę ją miał — bo chcę.. głos twego delikatnego na zbyt sumienia, brzękiem dukatów 
zagłuszę.. to dzieciństwo!
 

— Ale no !. jednakże..

 

— O! już się nakłaniasz!.

 

— Jak sobie chce ? ale czy się mnie nie lękasz za rywala.

 

— Ba! trararara! bądź pewien, że która kobieta mnie nie pokocha! to pewno żadnego innego 

także!
 

— Zkądże ta zarozumiałość!..

 

— Ba ! z doświadczenia mój drogi! jestem szkaradny w oczach męszczyzn, ale przekonałem 

się, że kobiety, czują do mnie jakiś nieprzełamany pociąg, taki zupełnie jak wilk do gęsi, która go w 
jamę wprowadzi!. mniejsza oto! Panna Hermenegilda musi mnie kochać, a ja muszę capnąć jej 
fortunkę!
 

— Prawdziwie! twego charakteru pojąć nie mogę!

 

— Charakteru! cóż to ty nazywasz charakterem ? ja nie znam tego, co to wy charakterem 

nazywacie.. Charakter jest to pasek, na którym dzieci nieumiejące chodzić prowadzą!.

background image

 

— Zwarijowałeś! co za porówna- nie !

 

— Najsprawiedliwsze mojem zdaniem ! sambyś się na nie zgodził w duszy. ale się 

wstydzisz! masz jeszcze wstyd! dobra to rzecz! ze wstydem można uchodzić za cnotliwego! no!
 

cóż będziesz ze mną u Panny Hermenegildy.

 

--- Będę, ale wierz mi, bardziej z ciekawości.

 

--- O wierzę ! ciekawy jesteś poznać tę piękność tak srogą! i jest czego! dalibóg, gdyby mi 

kto o niej przed dwoma miesiącami powiedział, dalibógbym nie uwierzył. Teraz pojmuję! ta 
zatwardziałość, musi być skutkiem złego, prostego wychowania ! bo nie widzę jakby się mnie tak 
długo opierać można! ale jestem rozdrażniony, biada przeciwnikom, umrę lub zwyciężę ! Tylko 
Gustawie, jak cię tam zaprowadzę, łżyj zmiłuj się zaraz o moich dobrach na Księżycu !.
 

— Zapewne, spróbuję ! — Mnie przez to wielka, zrobisz ła- skę, bo ta Panna Hermenegilda 

bardzo się kocha w pieniądzach, trzeba ją umieć zażyć, ze słabej strony inaczej trudno ! Raz chcąc 
ją rozgrzać, zabierałem się pocałować, jakże nie wrzaśnie! a niech cię tam milion djabłów! wbiegła 
stara szkulepa z kijem, pies, kot, wszyscy na mnie, myślałem, że mnie tam już śmierć czeka, a 
przynajmniej kalectwo, ale jakoś za łaską Bożą wywinąłem się. Jutro tam będziem Gustawie ! daj 
no mi cygaro, moje żadne ciągnąć nie chce, bodaj piorun kupców popalił !!
 

XIII .

 

background image

 OSTRZEŻENIE.

 

Rozmowa dwojga głupich, jest nauką dla mądrego.

 

Czy tu! facecije! mieszka Panna Twardowska ?

 

— Jaż jestem sama Panna Hermenegilda!

 

— Bardzo rad, facecije! jestem, mam honor prezentować się, iestem Sędzia N. N. 

przybyłem tu, do Asińdzki Bóg widzi w bardzo chwalebnym zamiarze!
 

— Da już kiedy Sędzia, to ani wąt- pić... może da czy nie o interessie, co ! ja miałam z Izbą 

Skarbową?,
 

— Ba ! facecije! Izba Skarbowa! ja nie! o nie! Broń Boże! facecije ! ani myśleć!, daleko 

ważniejszy?
 

— Da, to ja dalibógżeż niepojmuję! wszelako, niechże usiędzie !, Cicho Amur!. pies 

Jegomości Dóbr. niezna, to takby naszczekuje z przeproszeniem, niech się Pań nie gniewa! ale 
oczekuję co za interess, bo dalibóg jak, ś. p. wieczne odpocznienie, matka moja umarła, to ja 
jeszcze raz razem tylko miałam interess z Izbą Skarbową.. da proszęż siadać !
 

 Upadam do nóg! nie! nie ! nie o Izbie Skarbowej, mościapani., chodzi tu, o los całego 

życia!..
 

— Da! porzuć Jegomość Dobr., to iuź kiedy o los życia, to ja wiem co za interess, ale 

dalibógzeż. Jegomość iuż w wieku, a wszelako zakochawszy się jest.. to...
 

— Ba! facecije ! w wieku! porzućże Asińdzka gdzież Wasani widzisz ten wiek, do trzysta 

facecij! hm! alboż!
 

— Da! dobrze! zmiłuj się że już zakochawszy się jesteś, to niby i lata uciec wszelakoby 

powinny od Jegomości! cha! cha!
 

— Gdzie! hm! facecije! któż Asińdzice powiedział, że się zakochałem! facecije!

 

— Kto ? a dalibógżeż, taż Pan Sędzia, sam tylko co mówił, że o los życia.. Cicho Amur!.

 

— Kto ? ja ? facecije ! w Imię Ojca Syna, czyż to znaczy, żem się zako- chał? od śmierci ś. 

p. mojej żony. — Otoż to! że Jegomość niby, chcesz mnie mieć za żonę! da! to dziwna, że w tych 
czasiech, jakośby wszyscy, ze mną ożenić się chcieli! ale ja dalibógże, w stanie panieńskim 
pozostać chcę i Jegomość kiedy w tym interessie, jak Jegomość sam powiedziawszy jest, to 
dalibógżeż na próżno!
 

— Ale! hm! facecije ! pozwolże mi się Asińdzka wytłumaczyć..

 

— Da, i owszem, ja pozwolę, ale to taki już napróżno, żeby Jegomość lepiej krwi puścił, to i 

minie!.
 

— Ale ba! krwi puścił! facecije! dalibóg nierozumiem, czy Jejmość, czy ja, musieliśmy 

jakiegoś szusta w głowę dostać! — Da może być! i mnie dawno ma- wili, ż e ja mam olej, w 
głowie, dalbóg, ale proszę Jegomości, niech mnie Pan Jejmością nie nazywa, bo ja wcale da dalibóg 
nie Jejmość, a stanu panieńskiego osoba jestem!
 

— Hm! cierpliwości mi braknie! ale bo tez to! niechże mi Asińdzka dozwoli, rzec słowo — 

facecije I
 

— Da cożeż, kiedy Jegomość tylko o jakichś facecijach wszystko gada!.

 

— Trzysta!. mruknął Sędzia pod nosem! Bywa tu u Waćpani, facecije! jeden młody 

człowiek!
 

— Da bywa! bratuleńko mój cioteczno - wujeczno-stryjeczno rodzony, to i cożeż myślisz 

może Jegomość, że ja za niego pójdę ?.
 

— Otóż! proszęż mię posłuchać choć chwilkę cierpliwie — facecije ! Ten młody człowiek, 

background image

zabił mi żonę...
 

— Jezu Chryste! Jegomości! wszelako ! da dalbógzeż — ale czy tylko nie omyliwszy się 

jesteś ! blondyn tak, blady, urodziwy, smagły, trochę ślimazarny!.
 

— Facecije ! kiedy ja mówię, że ten sam — przerwał Sędzia stukając ręką, po stole — on, 

ten łajdak, był przyczyną zgonu mojej żony.
 

— Ach! da fiż ! tegom się nie spodziewała! miły Jezu Chryste! da czy to może być ? a ja 

jego częstowałam herbatą po ś. p. matce mojej ! fi!
 

— Prócz tego uwiódł kilka kobiet w mieście, facecije! a między innymi Hrabiankę Izabellę.

 

— Słyszawszy!. krew Chrystusa Pa- na! da czyż to może być! on bezbożnik ! a ja taki 

dalbóg zaraz przeczułam to, kiedy on zobaczywszy u mnie Złoty Ołtarzyk Mińskiej erudycij w 
dwóch częściach! to tak się uśmiechał, przekrzywiał, a raz to chciał mnie pocałować, to ledwie 
Franciszka moja kucharka dalbóg mię obroniła! a wszetecznik, gdyby nie ona, byłby mnie może 
zgwałcił !
 

— Facecije! i pewno! mogło by to być bardzo! przyszedłem tedy tu ostrzedz Waćpanią 

Dóbr. ażebyś tego łajdaka w dom swój nie przyjmowała!
 

— Da pewno! choćby klęczał u nóg, to Amurkiem poszczuję bezbożnika ! a to tak dla tego 

musi być taki łotr, że nie Żmujdzin !
 

— Et! Wasani facecije prawisz!

 

taż i ja nie Żmujdzin, a poczciwy jestem! hm! ba ! że czasem gwiznę kieliszeczek 

Markebrünner!
 

— Da! to już wiadomo, że Święty Marek, był Źmujdzin!

 

— O ! facecije! któż wspomniał o S, Marku ? tfu! ja mówiłem o winie Markebrünner, 

którego butelka od dwódziestu ! do dziesięciu złotych kosztuje.
 

— Ah ! fi! dalbóg bluźnierca nazywać wino, tak jak Święty Pański! porzuć !

 

 Facecije ! hm ! ja Asińdzki do prawdy ze wszystkiem zrozumieć nie mogę?

 

— Da być może! może, z przeproszeniem, Jegomość trochę ograniczony??

 

— Tfu ! facecije ! ba ! ograniczony!

 

Sędzia ograniczony!. Któż to mówił? — Da nie obrażaj się, aby czem, nie dąsaj się, a to 

wszyscy męszczyzni tak ! fi! dalbóg ! tak i cóż ?
 

— Jestem owszem facecije ! Sędzia bardzo ważny, — ja dekreta pierwszy po Prezydencie 

podpisuję !..
 

— Fi! czy może być! to i dekreta! Jezu Chryste musi to być w Izbie Skarbowej.

 

— A Asińdzce widać, ta Izba Skarbowa stanęła w głowie, że jej ani wybić — hm! facecije ! 

Ale wracając do rzeczy, niech się Pani strzeże tego zwodziciela facecij!.
 

— Da! bardzo już to wszelako wdzięczna jestem za to ostrzeżenie, ile że mogła bym była, 

czasem przypadkowo zakochawszy się być w nim!
 

a tak to już na Jegomościne słowo!

 

— Bo pozwolisz Asińdzka, facecije wystawić sobie...

 

— A! fi! dalbóg takie nie przystojeństwa gadać, Proszę mi nic nie wy. stawiać, bo dalbóg 

ucieknę...
 

— Hm! ba! no to ja sam pójdę lepiej, bo widzę, że nie potrafię dojść Jadu — facecije ! 

Bądźże mi Pani zdrowa — a strzeż się,
 

— Do nóg upadam! cicho Amur, wdzięczna Jegomości. po wschodach Jegomość w tym 

wieku powoli idź!..
 

— Hm ! w wieku! facecije ! zawołał już za drzwi wyszedłszy obracając się Sędzia — co 

Wasani ten wiek, facecije! wlazł w głowę. — Któż ja? w wieku ? zacząłem dopiero trzydziesty 
dziewiąty, patrz Asińdzka nogi! o!
 

39ty, jak mi Bóg miły! facecije! pokazałbym metryki, gdyby się...

 

— Da nie fatyguj się.. upadam do nóg — cicho Amur !

 

— Poczekaj Ashidzka! umf! facecije! w wieku! zamknęła drzwi za sobą., bodajby! facecije 

— w wieku! cóż oni sobie myślą? Ja w wieku! hm ! kieliszeczek Markebriinner ! nie zawadzi!. 
facecije ! pójdę się napiję!

background image

 

background image

 XIV. NOWINY ZE ŻMUDZI.

 

Nie ma miłości nad tę którą czujem dla

 

przedmiotów, łączących się jakim

 

kolwiek węzłem z przeszłem naszem szczęściem ! !

 

 

 

— A kto tam ?

 

— To ja!

 

— Aha! a fiż! a nie pójdziesz precz bezbożniku! wiem już o twoich sprawkach — ruszaj z 

Bogiem — chciałeś mnie zwieść.. wszeteczniku dalbóg nie pokazuj się, bo miotłą wybiję i 
Amurkiem poszczuję!.
 

— Go siostruniu? odezwał się głoś z za drzwi, co?

 

— Porzuć, porzuć zwodzicielu ! S.

 

Wincenty a Paulo! zabiłeś żonę Pana Sędziego i jeszcze !. da nie pójdzieszżeż ty precz!. 

Jezu Chryste! dam znać do Izby Skarbowej, to cię wezmą i w dybki okują ! — Na honor siostruniu! 
nie pojmuję!
 

— Da! nie pojmuję ! wszelako, nie puszczę tu, noga twoja więcej nie postanie ! idźżeż precz 

!
 

— Widać, że przez zajzdrość, któś siostruni nagadał na mnie!

 

— Przez zajzdrość! da — bezbożniku! to tylkobyś jaki wykręt znalazł, a na moję 

niewinność pastkę stawisz.
 

— Zmiłuj się siostruniu, nie przywodź mnie do rospaczy!

 

— Da kiedy mówię, ie był Pan Sędzia u mnie! i nagadał mnie, żebym ja ostrzegała się 

Wasana — pójdzeż precz że!.
 

— Był Sędzia. cha ! cha ! cha ! — powtórzył głos z za drzwi, to oszust Pani siostro!

 

— Da czy nie masz mnie, za taką głupią, żebym ja wierzyła, że Sędzia może być 

oszukujący! liż —
 

— Ale siostruniu! ten Sędzia, to nie Sędzia ! gniewa się na mnie, i przez zajzdrość tylko — 

puść mnie siostro, to ja wytłomaczę!
 

— A ! Broń Boże ! da co nie to nie! nie puszczę, tłómacz się kiedy chcesz przeze drzwi! 

Jezu Chryste niepuszczę wszetecznik!
 

— Ten Pan Sędzia, zły jest na mnie

 

że to ja odkryłem kilka jego oszustw, i teraz wszędzie gdzie może nagaduje na mnie, 

niestworzone rzeczy !
 

— Da nie wierzę !

 

— Ale na honor! jak mi Bóg miły, on sam kocha się w siostruni! i dla tego.

 

— Aha! da, da, da! da — to, to, to! a ja zaraz to spostrzegłszy byłam bratuniu ! kiedyż tak to 

chodźźeż, albo nie, nie, poczekaj, czy nie uwiodłeś ty jakiej Hrabianki Izabelli ?
 

— Nie znam żadnej Hrabianki!

 

— Da, kiedy tak, no to chodźźeż! To mówiąc otworzyła drzwi i wszedł Karol, a za nim 

Gustaw.
 

Panna Hermenegilda w rannym stroju, spójrzała ciekawie na drugiego przybyłego i 

background image

zapytała.
 

— A tożeż kto ?

 

— To mój brat!

 

— A, wszelako! proszeż siadać — cicho Amur! tylko że to może nie przystoi, jak u nas na 

Żmudzi mówią, żeby jedna była kobieta sama, a dwóch męszczyzn — to i niebezpiecznie wszelako 
— Franciszko! niechaj dla prześpieczeństwa postoi koło drzwi! bez obrazy!
 

— A Jegomość Pan brat drugi, dalbóg jakoś ładniejszy od... takby coś ochapia się na Pana 

Podkomorzyca.. czy Jegomość tu mieszka w Wilnie?.
 

— Nie ciągle.. teraz przyjechałem ze Żmudzi.

 

— Ot! chwałaż Bogu! to przynajmniej mi powie co tam słychać.. a czy Panna Małgorzata 

Bekolińska wy- szła za mąż? zmiłuj się powiedź! wielka była moja przyjaciółka, bywało zawsze 
razem chodzili kąpać się!
 

— Poszła ! za siestrzana Króla Szwedzkiego !

 

— S. Wincenty ! musiał być bogaty! dalbóg i pewno jej całą fortunę zapisał — a bardzo był 

bogaty ?
 

— O! niezmiernie! tak jak mój brat! zapisał jej nawet więcej niż miał!

 

— A! fi! oto szczęśliwa! i ona jego miłością kochała?

 

— O bardzo! tak kochała, że aż słyszę, kiedy do ślubu szli, to płakała I

 

— Fi! płakała! da! to już zwyczajnie, dla tego, że to Panny jakoby po utracie stanu 

panieńskiego.. to i ś p. wieczne odpocznienie prababka wuja mojej matki.. a Panna Narcyssija 
Pokrzywińska ?
 

— Takie poszła, za Kuzyna Papieża nieboszczyka.

 

— Fidalbóg! oto! niespodziewawszy się byłam czy to był ksiądz? — Panie Karolu, nie 

krzyw się, że ja pytam! a to brat Jegomości, to z miłości, tak się krzywi! czy to był ksiądz ?
 

— Nie to był Biskup !

 

— Jezu Panie ! to tam teraz na Żmudzi Księża się żenią ? a to ! szczęśliwa ! co dzień msza!

 

— Tak ! i śpiewana —

 

— Fi! i z supplikacijami!

 

— A Panna Teodora Tulidańska!

 

— Umarła —

 

— Ach! oto! a taka była zdaje się zdrowa, otóż to ludzkość i człowieczeństwo jak mówił 

Ksiądz Jegomość z ambony w popielec, próżnoby i najzdrowszy to musi umrzeć — a i krwi 
puszczenie nie pomaga !
 

— O tak!

 

— Da siadajże bliżej proszę, a jak imię ?

 

— Gustaw —

 

— Da dalbóg ja zaraz z twarzy poznałam, że Jegomość bywał na Żmujdzi, bo to, kto ze 

Żmujdzi, to zaraz inaczej wygląda.. by ładniejszy, nie przymierzając! Da może nie piliście jeszcze 
herbaty?. jeszcze rano ledwie dziewięć biło.. może Pan Gustaw ?
 

— Nie ! ja już.. bardzo dziękuję!

 

— To i dobrze, bo i drobnych wszelako nie mam na bułki, a jak rubla rozmienisz, to się 

zaraz i rozejdzie — no i cożeż więcej na Żmudzi słychać? po czemu tam cukier?
 

— Po 49 groszy i pół.

 

— Fi! dalbóg tańszy jak u Wilnie! przeklęte miasto, to tak drą te kupcy za wszystko, że aż 

strach!
 

— O drą!

 

— Aha ! taż i ta błazeńska siemienia kwarta, co ja dla kanarków kupuję, to kosztuje czasem 

i piętnaście groszy i złoty i drożej, jak karystija na siemie.
 

— O tak ! umhu ! tego to !

 

— Da przysuń że się bliżej Kuzynku! a powiedź jeszcze by słówko o Żmujdzi, to dalbóg 

łechce, po sercu Kozyta .. jak posłyszysz !
 

background image

 XV. CO TO MOŻE KOCHANIE?

 

Czegoż nie zrobi kobieta kiedy

 

kocha, męszczyzna gdy pożąda ?

 

 

 

— Da fi! da fi! dalbóg krzyknę ! da porzućżeż Gustawie! Jezu Chryste! na nogę! na 

nagniotek udeptał — da porzuć! da fi! no! da proszeż odstąp się ! a niechajże Wasana!
 

Gustaw, który natrętnym szturmem do ust Panny Hermenegildy, takie wykrzykniki 

wycisnął, odstąpił powoli i zadumany podparł się na stoliku i rzekł nieśmiało spuszczając oczy. —. 
Więc mnie nie kochasz ?
 

— Da kiedy już raz mówiłam, że kocham, to kocham miłością.. ale te całowanie dalbóg to 

może i grzech zwłaszcza przed ślubem Jezu Chryste!
 

— Ach Boże! jak gdyby katechizm zabraniał — całować się owszem — sama religija 

nakazuje miłość, a miłość nakazuje całować!
 

— Da, kiedyż tak, to co inszego! to już i pocałuj, ale bardzo nie przybliżaj się wszelako, bo 

to pamiętaj przed ślubem.
 

Pocałunek ognisty, złączył Pana Gustawa, z Panną Hermenegildą i westchnęli oboje.

 

— Da f iż! porzućmy te wzdychania!

 

już ja dalibógżeż kocham, kiedy mówiłam to nie turbuj się i pójdę za ciebie,

 

— Ale, zmiłuj się moja droga, przyśpiesz tę chwilę szczęścia — nie uwierzysz jak przykro 

jest czekać.
 

— Da ja wiem ! i bardzo, nie raz u Bernardynów póki Ksiądz wyjdzie ze Mszą świętą, to tak 

czekając, Boże odpuść, aż trochę złości biorą!
 

— O wierzę! i dla tego właśnie, proszę cię przyśpiesz chwilę ślubu!

 

 Otoż dobrze! dalbóg — a kto da na zapowiedzi, czy ty, czy ja? może ty mój lubeńku!

 

— Ja nie dam, bo nie mam ani grosza.

 

— Otóż to! to bieda! że ty goluteńki, mój drogi — to nie wiem i jak tu pójść za ciebie, kiedy 

ty goły? z czego my będziemy żyli, mąż to trzeba żeby miał fortunę!
 

— To i ja będę miał, tylko że teraz nie mam, ale pewno mieć będę i wielką.. naprzód po 

stryju, który ma dwóch synów, bardzo słabego zdrowia, jak ci dwaj synowie umrą, spada na mnie 
majątek.
 

— A duży ?

 

— Pięć millionów osiemkroć trzydzieści pięć tysięcy, dwieście sześćdziesiąt złotych i pół!

 

— Milliony ! Jezu Chryste ! to ty będziesz bogaty jak jaki Król.

 

— Najmniej.. przy tem wiem o jednym skarbie zakopanym w puszczy Białowiejskiej, 

brakuje mi tylko dojść miejsce, gdzie — ale to się dojdzie, tam będzie sto millionów trzysta 
trzydzieści trzy tysiące i groszy dwadzieścia!
 

— Umf! to ty byś za to całe Wilno kupiłeś ?

 

— Cztery Wilna.

 

— Jezu Chryste ! to ty bogaty.

 

— Oczewiście !

 

— To dajże na zapowiedzi!

 

— Ale kiedy teraz nie mam ani grosza !

background image

 

— To co innego.. ale ja tobie powiem.. trzeba żebyś ty mnie cały ten majątek zapisał, 

osobliwie co w Białowiejskiej puszczy!
 

— O ! najchętniej caluteńki!

 

— To taki zwyczaj na Żmujdzi!

 

— Najchętniej, bardzo dobrze, a tymczasem na oporządzenie się trzeba mi pieniędzy.

 

— Pożyczyć ?

 

— Umhu !

 

— Da! ta już ja pożyczę! ale na jaki procent ? bo to u nas zawsze na dziesiąty — ale jak 

tobie, że ty już niby mąż, to na siódmy.
 

— Nic sprawiedliwszego.

 

— A wiele tobie trzeba ?

 

— Dukatów ze trzysta.

 

— Jezu Chryste ! tak wiele! a co ty z niemi zrobisz, fi!

 

— Naprzód — kocz i konie!

 

— Da fi! ani waż się! ani ja tego chcę, da my koczem jeździć nie będziem — 

kałamaszeczką.
 

— Jak chcesz, ale moja garderoba.

 

— Da cóż? surdut i frak?

 

— Sześć surdutów, piętnaście fraków, osiemdziesiąt kamizelek, trzysta par spodni, tysiąc 

pięćset chustek na szyję, parę tysięcy koszul, ze sto par szlejek.. taki teraz zwyczaj na Żmujdzi!
 

— S. Wincenty! a toż na co?

 

— Taki mówię ! zwyczaj na Żmujdzi!

 

— Da, kiedy zwyczaj na Żmujdzi, to co inszego, ale bratuniu, napijem się herbaty, żeby kto 

nie nadszedł, a ja tobie że z kochania, to takiej dam słodkiej, by ulep. Franciszko!
 

— A co Pani ?

 

— Zrób herbaty i przynoś, a kiedy tamten Karol przyjdzie, co to wiesz, to powiedź, że ja 

śpię, chora jestem, i mówię pacierze i nie puszczaj!
 

— Da dobrze!

 

— Otoż dziękiż Bogu! to my już by dwa gołąbki zostali się we dwojeczku — a ja z 

kochania to każę bułki przynieść świeżej — czy dobrze rybeńko?.
 

— I owszem —

 

— Albo może sucharków? co? — Jak chcesz —

 

— Da! to ja wolę bułki, bo tańsze i więcej najesz się, ale ty kiedy chcesz to i sucharków z 

kochania każę przynieść !
 

— Nie! to wszystko jedno!

 

— Franciszko — przynieś bułek za pięć groszy dwie ! no i cóż tak zamyśliwszy się jesteś 

mocno, da czegóż to tak? kiedy kocham, to nie turbuj się, a kiedy nie kochała Karola, to jemu taki 
zgóry powiedziała, a ciebie kiedy pokochała — to dalbóg trzy razy w noc śnił się wszystko idzie, a 
w ręku trzyma... worek z dukatami, i żeby ty się był nie oświadczył, byłaby kazała sobie krew 
puścić, tak kochała — taż to i jeść czasem po obiedzie nie chciało się z kochania ? a wszystko 
myślała o tobie — by teraz tylko prędzej do ślubu !
 

— Ach ! i ja radbym co prędzej, choć dziś!

 

— Da już bez zapowiedzi nie można, a ja jeszcze takoż i suknię każę wyprać białą z 

falbonami, a i łóżka ?.. a czy razem będziem spali ?
 

— Naturalnie!

 

— Da fiż — to czy ty u mnie będziesz!

 

— Tak ! i trzeba dwa łóżka kupić, albo jedno podwójne.

 

— Chowaj Boże, tak wszetecznie nie można osobno.

 

— Jak chcesz jednakże, wartoby o tem Karolowi nie mówić.

 

— A, i zapewne ! ani fi! ani słowa.! Boże broń! on taki zakochany, to jakby się dowiedział, 

że ja ciebie kocham, toby awantury wymyślał.. da jemu chyba po ślubie powiemy.
 

— A tak ! tak! po ślubie ! jak to mile brzmi w moich uszach — poślubię! jakiż będę 

background image

szczęśliwy kiedy!
 

— Tylko proszę, bez żadnych wszetecznych obrazów! ts! Boże broń — a zapiszźe mi te całą 

fortunę, co to w Białowiejskiej puszczy !
 

background image

 XVI. SLUB I CO BYŁO PO SLUBIE.

 

Z zbytniego przywiązania rodzi się

 

zbyteczna nienawiść,

 

 

 

W kościele Księży Missionarzy pod późną porę, bo blisko dziewiątej, zapalono światło, 

organista siadł do organów niecierpliwie oczekując chwili, w której będzie mógł palce swoje puścić 
w pogoń za muzyką i beknąć Veni Creator, były to albowiem przygotowania do ślubu. Nawet z 
Zakry- stij Ksiądz w Komży i stulę, czekał i wyglądał, póki państwo młodzi nie przyjadą. W tem 
wybiła dziewiąta Organista kaszlnął, Ksiądz zaczął mrucząc przechadzać się po zakrystyi, 
zakrystijan utarł świece... nikogo nie ma. Ksiądz zażył tabaki i dał zakrystijanowi, zakrystijan 
ukłonił się, aż ma cóś w grzbiecie pękło, Zahuczały pojazdy, we drzwiach szmer" organista 
wychylił głowę z chóru, Ksiądz z zakrystij, patrzą, idzie jakaś figura w bieli z wieńcem na głowie, 
oczewiście panna młoda, przy niej dwie drużki, dalej kilku męszczyzn i pan młody z bukiecikiem. 
Państwo młodzi pomodliwszy się trochę, przyszli do ołtarza, Ksiądz ich związał, Panna 
Hermenegilda wyrzekła fatalne, da tak! mąż
 

jej toż samo, pomodlili się, zapłacili Księdzu, posłuchali Feni Creator w czasie którego 

okna się trzęsły i podwójnymi drążkami powrócili do domu. Z niemi dwie stare Panny drużki, Pan 
Assessor Wierzgajłło i Ferdynand Klockiewicz,. drugi arcy zacny obywatel, niegdyś zamieszkały w 
Płaszczyznie, a potem na Żmujdzi, Panna Hermenegilda przejęta zapewne ważnością obrzędu 
odbytego, była milcząca i wzdychała, jak się domyślać należy nad utratą stanu panieńskiego.
 

Gustaw przeciwnie był wesoł, jak gdyby go kto na sto koni wsadził, Smiał się, żartował, 

ściskał po cichu rękę swojej żony, kazał konie popędzać i tak dojechali szczęśliwie na Skopówkę, 
znaleźli pokoje oświecone i jeden pokoik przynajęty. Wielkie zaszły odmiany, poduszka Amurka 
znikła, kanarki przeniosły się do kuchni kot niemający już biletu do wejścia miauczał pode 
drzwiami.
 

Fortepianik stał otworem, kwiatów na jakie tylko jesień zdobyć się mogła pełno było 

wszędzie, nominatini, rozmarynu, jeranijum, hortensij, karolinek i t, d. '
 

Jak tylko powrócili dano herbatę i do niej cukru aż dwie cukierniczki i to nie melissu, ale 

kandyzbrotu, i sucharków cukrowanych całą salaterkę, Kucharka która rozdawała ten napój, ubrana 
było czysto, kazano jej się umyć i naróżować.
 

Po herbacie, siadł Pan Assessor z Panią młoda i Panem Ferdynandem w Ma- rijasza do puli, 

a Panu młodemu kazano myśleć o cukrowej kolacij. Dwie zaś Panny drużki już to przypatrywały 
się grającym, już bawiły się z Amurkiem, lub brzdąkały o ile im umiejętność dozwalała na 
fortepianiku, z końca w koniec przez całe cztery oktawy i pół.
 

Właśnie Pani młoda miała dawać suche Panu Hippolitowi i zabrać pulę, gdy hałas 

osobliwszy dał się słyszeć na wschodach. Wśród wrzawy jaka tam panowała, głos starej Franciszki 
dawał się słyszeć, jak piorun ryczący wśród burzy. Zawieszono grę, drzwi się otwierają i pokazuje 
się Franciszka zagradzająca rękoma wejście komuś i krzycząca.
 

— Da, nie puszczę Jegomości! bo

 

Pani nie kazała ! nie puszczę !. I Amur ocucony tym hałasem zaczął jej towarzyszyć. W tem 

ktoś z sieni się odezwał.
 

— Stara sekutnico ! puszczaj, bo ci łeb pałką rozwalę, jak śmiesz mi tu wejścia zabronić.

background image

 

Panna młoda zbladła — był to głos Karola, ale prędko przychodząc do przytomności, 

zawołała zbierając karły.
 

— Puszczaj! da puszczajże ! Franciszko

 

— Chyba tak ! — mruknęła stara sługa — odeszła ode drzwi i Pan Karol wbiegł do pokoju. 

Spojrzał na ilość świateł i wieniec na głowie byłej Panny Hermenegildy — zdziwił się i osłupiał.
 

— Da czegoż stanąłeś jak koł, bra- tuleńku, odezwał się pani młoda — da coż, ot widzisz 

poszłam za maź.
 

— Za mąż ! powtórzył Karol, i ujrzał w tej chwili z drugiego pokoju, wychodzącego 

Gustawa z uśmiechem ironicznym na ustach i bukiecikiem przy fraku.
 

— A to zapewne pan młody ? zawołał wskazując palcem na brata.

 

— Da tak! a widzisz ! pan młody — fi! nie wytrzeszczajże tak oczu zezłości — fi! dalbóg, 

by jaka poczwara — porzuć — a herbaty może napijesz się?
 

O nie! bardzo dziękuję! zawołał Karol zgrzytając zębami i zapalczywie patrząc na Gustawa. 

Teraz już kwituję z herbaty I. czy nie dośćże, ze ją piłem za moje grzechy, starając się o twoją 
rączkę stary czepiradle.
 

--- Aj! Chryste!... krzyknęła pani młoda, karty wypadły jej z ręku i omdlała!

 

Wszyscy rzucili się ratować, Karol padł na kanapę, a Assessor wpatrując się w karty 

rozsypane po podłodze zawołał — przegrałem! miała Panfila!
 

Omdlenie było tak doskonałe, że dwie stare panny, dwie karafki wody, dwa kieliszki octu, i 

dwie sczypty tabaki nic nie pomogły. Pan młody uwijał się bardzo przykładniej Assessor zaś 
trącając w bok omdlałą, wołał na nią co chwila —
 

— Jejmości Jejmość! najniższy sługa ! upadam do nóg! dostałem suchę ! pani wygrała! nie 

mdlej Asińdzka. Wreszcie przyszła do siebie i rzuca- jąc wzrok na śmiejącego się szydersko Karola 
— zawołała:
 

— Da uwolnijcież mie proszę od tego fiksata, a wypchnijcie go za drzwi.

 

Sty Apollinary ! on tu przyszedł, żeby tylko mnie obrażał! — Panie mężu choć to brat, ale 

dalbóg, żeby tu jego noga nie postała — za kark, a won, bo drugi raz struchleję !..
 

— Panie Karolu — odezwał się Gustaw podchodząc ku niemu, znam ja zakamieniałość 

twoją, ale przypomnij sobie, że jestem twój brat, a to moja żona, że przez wzgląd na to, jeżeli się w 
granicach przyzwoitości utrzymać nie umiesz, wynijść powinieneś. Jest to mój dom, mam w nim 
prawo roskazy wać.
 

Cha! cha! cha! pompatyczne! bra- tuniu! cóż to? kiedy ja nieraz ciebie zdychającego z 

głodu, ostatkami mymi karmiłem, to ty mi teraz odmawiasz przytułku, jak jakiemu Łazarzowi! cha! 
cha! cha! radbym wiedzieć, kto mnie ztąd wyprowadzi, kiedy ja wyjść nie zechce? —
 

— Da ja — ja sama ! trupie przemierzły, ja — panna nie, nie panna, ale Hermenegilda — ja 

za czub cię wyprowadzę, włosy ci wydrę z głowy, poszczuję psem, każę Franciszce dalbóg wiadro 
pomyjów wylać ci na głowę, kiedy nie pójdziesz precz,
 

— Powoli! powoli droga pani, przerwał Karol obojętnie wyjmując z kieszeni cygaro — 

gniew piękności szkodzi. Zacny mój braciszek postąpił sobie jak widzę wcale po bratersku i co miał 
mnie dopomódz, sobie dopomógł, bardzo dobrze! otóż bracie! jak to cygaro wypalę, będziem się 
strzelać.
 

— Najchętniej, choć zaraz — odpowiedział zimno Gustaw.

 

— Ach Jezu Chryste ! Święty Janie Niepomocenie. Święty Wincenty! ratujcie ! bezbożnik, 

chce mi męża zabić — dam znać do Izby Skarbowej, okują cię w łańcuszki — wołała Panna 
Hermenegilda.
 

— Da ty mężulku, ani waż się — on zabić może, on już tak Panu Sędziemu żonę zabił, 

ratujcie ! Panie Assesorze, biegaj na miłość Boga, daj znać do Izby Skarbowej! niech go wezmą.
 

— Najniższy sługa, odparł Assesor biorąc kij i czapkę powoli — upadam do nóg, ale ten 

Pan ma pół miliona ! pół milliona !
 

— Da żeby miał i sto millionów to takiego łotra powiesić — tylko co jeszcze po ślubie, on 

mi chce męża zabić — da ja jeszcze nie skosztowałam stanu małżeńskiego i owdowieję, ratuj Panie 
Assesorze biegaj! drążki weź ja zapłacę — tylko targuj się — no! no! a ty uciekaj kiedy tobie życie 

background image

miłe.
 

— Widać że nie bardzo miłe — odparł z uśmiechem Karol — kiedy tak spokojnie siedzę — 

Panie Assesorze nie bądź osłem i nie idź!
 

— Osłem ? najniższy sługa, upadam do nóg, czy Wasan jesteś Radzca honorowy i kawaler 

orderów, że mnie śmiesz osłem przezywać?
 

— Nie bredź, stary gryzipiórku, siądź postaw ten kij, ani krokiem się nie rusz, bo mam jak 

widzisz pistolety i w łeb wypalę — a ty Panie bracie naciesz się żonką, bo na honor, może i nie 
długo nią się cieszyć będziesz — no, uścisnij się, niech no ja zobaczę! cha! cha! cha!
 

— Da dalbóg, już i duszy we mnie nie stało! kiedy Wasan Panie Assesorze nie idziesz, sama 

polecę i męża z sobą zabiorę, żeby go tu nie zabił, chodź, chodź, pójdziem na skargę do Izby 
Skarbowej. Jezu Chryste ! Do turmy tego wisielca.
 

— No! no ! cicho ! powtarzam — wrzasnął Karol, bardzo proszę siedź Wasani na miejscu, 

bo ja nie robię różnicy, między męszczyzną, a kobietą — tak gładko tobie potrafię w łeb
 

Wypalić, jak temu gilowi czerwonemu.

 

— Ach! aj.. a !.. — i Pani młoda omdlała znowu Gustaw blady, zgrzytając zębami poleciał 

ją ratować rzucając wzrok okropny na brata. Tym czasem Karol palił cygaro bardzo spokojnie, 
dokończył go, rzucił w kąt i odezwał się w te słowa. Kładnąc parę pistoletów na stoliku.
 

— No! ocuć się Wasani i słuchaj!

 

— Ach! wykrzyknęła przychodząc do przytomności Pani młoda — wypchnijcie go ! 

poszczujcie go — nie wytrzymam ! chce mi męża zakantopić! fi! chodź mężuleńku, choć do mnie, 
kiedy ten bezbożnik chce, niech nas razem ubije.
 

O! na honor arcy heroicznie, poświęcenia się takiego ze strony kobie- ty nigdy nie 

widziałem ! bardzo przykładnie, warto wydrukować ! zawołał śmiejąc się Karol. Kiedy tak 
przebaczam nawet wiarołemnemu bratu, jedynie dla tego, że widzę, iż się w nim ta stara baba 
kocha, jak gdyby nigdy nic lepszego nie widziała.
 

— Baba! stara! Jezu Chryste ! — dwódziesty pierwszy rok!..

 

— Cicho ! proszę cicho ! ja metryk nie słucham!. jeden tylko warunek, jeżeli mi Wasani 

dasz sto dukatów.. tylko sto, proszę zważyć, że niewiele żądam, daruję Gustawowi, jeśli nie, idę na 
pojedynek, a jak strzelam i fechtuję, to mój brat wie, cóż? —
 

— Da, żebyś ty niedoczekałeś, żebym ja tobie dała sto dukatów przeklętniku, rozbójniku! da 

fi, dalbóg grosza nie dam.. sto dukatów ! Jezu. Chryste. !
 

— No! to kiedy Wasani więcej cenisz sto dukatów jak Gustawa.. to dobrze.. przytem 

oświadczam, ie co się tyczę stanu nic Wasani nie stracisz — ja się z Wacpanią ożenię na parę dni, 
jeżeli mój brat zabity zostanie !
 

— Ażebyś ty moje pięty lizał, to ja ciebie nie dotknę, i żeby na całej ziemi nie było 

kawalera; toby i tak nie poszła! Jezu Chryste! a z resztą, na — dam sto dukatów, da dalbóg kiedy tu 
więcej twoja noga postanie, to dam znać do Izby Skarbowej, to dybki okują i na Sybir odeślą !. . To 
mówiąc pani młoda kazała mężowi wyliczyć, bratu naznaczoną summę, Gustaw rzu- cił ją na stół z 
gniewem. Karol najobojętniej schował do kieszeni, zapalił cygaro u świecy, nałożył czapkę na uszy 
i świszcząc sobie, wyszedł z pokoju.
 

background image

 XVII. PANI SĘDZINA II-GA.

 

Żona nie zdradzi, Jeśli się nie

 

będziesz lękał zdrady. — "

 

Szejne Katrynka grała poloneza — oh! tak serdecznie jak tylko go grać mogła, i nie dziw 

też, ie z całej ulicy zbiegły się słuchać Kuchciki, Kacharki, Służące i t. d. Jedną razą urwało się i 
muzyk odezwał się do gawiedzi.
 

— No! złóżcie się to wam zagram!

 

— Maciek ! ja dam trzy grosze!

 

— Ja dwa —

 

— Ja pięć —

 

— Ja osiem i t. d.

 

Złożyli się trzydzieści ośm groszy, muzyk postawił na ławce przed kamienicą skarb swój, 

zakręcił i zaczęło się, tryli li Ii, z wielkiem podziwieniem, radością i zapałem pospólstwa.
 

W tem idzie któś wpada, rozpędza tłum, bierze bez ceremonij za kark grajka, daje mu dwa 

złote, żeby sobie szedł z Bogiem i odzywa się do ludu.
 

— W tym domu leży jedna Pani bardzo chora, odejdźcie sobie po cichu, moi kochani.

 

— I lud się rozszedł i poszli za muzykiem do szyneczku, a nieznajomy, Pan Karol, został się 

sam jeden. Spój- rżał w okna, w jednym — a była już blisko dziesiąta wieczór — w jednym paliła 
się świeca. Karol zaczyna kaszlać, kaszle jak gdyby dostał kokluszu, okno się otwiera i z okna 
odzywa się drugi takie kaszel, że aż przykro słuchać; wreście wśród tego nie przerwanego 
krztuszenia się, Karol odzywa się pół gębkiem — Czy śpi ?
 

— Chodź! odkaszlnął głos z okna.

 

Karol skrada się po wschodach, cicho jak mysz, ichmość Panowie kochankowie noszą bóty 

na jednej podeszwie, służąca otwiera mu drzwi i prowadzi do pokoiku ciemnego, gdzie we 
drzwiach czeka go już kobieta, i jak tylko ujrzała, a raczej przeczuła, bo było ciemniuteńko, 
zarzuciła uścisk na jego szyję, i odgłos pocałunku rozszedł się po pokoju.
 

— Tylkoż cicho J i nie baw długo ! bo Pan Sędzia strasznie pilnuje i niedowierza — niech 

Bóg broni, gdyby się dowiedział, żeś ty tu był, choć pół chwili, zabić by mnie gotów.
 

— Nie bój się! ja jestem przy tobie moja Karuniu.

 

— Ale prócz tego, dodała kobieta ciszej jeszcze — i po francuzku — ja tej służącej nie 

wierzę —
 

— Dałem jej dwa dukaty..

 

— To dobrze, chodź, siądziem koło okna, moment tylko zabawisz i zaraz iść musisz, bo się 

boję.
 

— Ale czegoż, ja ci ręczę, że on spił się i chrapie jak zabity —

 

— A gdzie tam! nie wiem! ale tak mię strach bierze — jak gdybym co przeczuwała —

 

— Pfe ! te przeczucia to zawsze zmyślają, daj buzi moja droga.. daj..

 

— Pfu! Pfu! pocałowali się. Blask uderzył na pokój, kilka osób przez drzwi wpadło, kobieta 

z krzykiem skryła się za Karola, Karol' z zimną krwią dobył pistoletu.
 

— A! facecije, a tuś! nieujdziesz ba! już mi drugą żonę — facecije! chcesz na tamten świat 

wyprawić — ale nie, sam pójdziesz, sam — facecije, weźcie go!
 

— Ostrzegem, że jeśli kto do mnie przystąpi, w łeb strzelę, teraz proszę, kiedy kto chce.

 

A! million facecij! oddaj mi żonę łajdaku! i idź sobie ! facecije!

background image

 

— Pozwolisz łaskawy Panie Sędzio, że tak prędko nie oddam ci żony — na ten raz chybiłeś, 

ona pójdzie ze mną.
 

— Lecę! facecije ! do Policij! budników, karauł! facecije!

 

— Kto krokiem się ruszy w łeb palę, Panie Sędzio, radzę, komu życie miłe, niech stoi jak 

wryty, Pan Sędzia wstydzić by się powinien, tak stary i jeszcze zazdrośny!
 

— Stary! facecije! trutniu! precz ztąd — stary ! precz ztąd, precz bo butem w łeb ci dam !

 

— Zapomniałeś Panie Sędzio, ie dziś masz ciasne buty, których bez cudzej pomocy nie 

zdejmiesz, a nie wiem czy ci tu kto zechce pomagać, chociaż ja pozwalam. Gzy nie masz Panie 
Sędzio fajki tytuniu lub cygaro, wypaliłbym nim pójdę, od rana nie miałem czasu!
 

Na te tak obojętne słowa, ścięła się krew w żyłach starca, gniew go zapalił, ale z gniewu ani 

słowa wyrzec nie mogł, trząsł się tylko i dwie łzy płynęły mu po rumianych policzkach.
 

Wszyscy stali jak wryci, kobieta kryła się za Karola.

 

— No weź salopę Karuniu i idź za mną — rzekł po chwili obojętnie Karol. Salopa twoja 

leży tu na krześle, kiedy chcesz to ja ci przyniosę. I tak ciągle trzymając w ręku pistolet podał jej 
chustkę i salopę. Kobieta okryła się nią, tuląc oczy w chustkę, a Karol zawołał najzimniej. — 
Idziemy.
 

Posunęli się krokiem. Sędzia płakał jak dziecko i odezwał się szlochlając.

 

— Cożem Wasani zrobił złego, ie mn ie opuszczasz dla tego wartogłowa, który już tysiąc 

kobiet zgubił! Wziąłem cię ubogą, myślałem, że się przywiążesz do mnie - — o teraz, dodał Sędzia 
z gniewem, teraz nie wezmę kobiety, wezmę psa za towarzysza, wezmę zwierzę będzie 
wierniejsze !..
 

— Proszę nie bredzić — zawołał Karol — cicho Panie Sędzio, idź spać, już czas, dobranoc, 

— A potem szepnął mu na ucho, — Ożeń się trzeci raz, to samo i z trzecią zrobię.
 

I wyszli, Karolina stanęła na progu spójrzała ze łzami, na płaczącego starca, zrzuciła z siebie 

salopę, pobiegła ku niemu, padła na kolana i zawołała.
 

— Jam jeszcze niewinna! daruj mi mężu — a ty...

 

— Cha! cha? cha! romantycznie! odezwał się Karol z najzimniejszą krwią spuszczając 

kurek pistoletu i chowając go do kieszeni — romantycznie! przeniosłaś starego bibułę nade mnie ! 
jak chcesz Karusiu! dobra noc wam, czuła paro!
 

— Facecije! zawołał łkając Sędzia i podnosząc żonę z ziemi, idź przklętniku! znalazłem 

kobietę, którą łzy starca, silniej poruszyły, nad płoche gadki młokosa — idź ! facecije! idź, idź, 
bodajbyś kark skręcił!
 

— Dobranoc, dobranoc, czuli małżonkowie ! Życzę ci, Sędzio, szczęścia: tęgą masz żonkę! 

Kto wie, czy nie ładniejsza od nieboszczki Amalki! Pamiętasz, Sędzio, naszę Amalkę ? Dobranoc; 
bądź zdrów, głupcze!..
 

background image

 XVIII. BERNARDYN.

 

Leciałem po drodze życia, jak kula

 

działowa — szumno przeraźliwie

 

kto nie ustąpił z drogi, musiał

 

ze świata ustąpić — i piękny ten

 

wyskok skończył się w rowie.

 

 

 

W lat pięć po opisanych przypadkach, żona Pana Gustawa została matką i wydała na świat 

bardzo piękne dziecię, nibyto synka. — Niezmiernie była z niego kontenta, Amur jej nawet wypadł 
z łaski, o Burku i Kanarkach ani słychu nie było, już obiecywała so- bie, ie ten syn będzie bardzo 
bogaty, gdyż zawsze miała nadzieję, że mąż jej odkopie sto milionów w Białowiejskiej puszczy; ale 
jako bogobojna, pierwszą myśl powzięła zaraz, jakieby dać imie nowonarodzonemu.
 

Wiele to było biedy, nim się zgodzono na ten ważny punkt i nareście potomek 

Twardowskich dostał imie Tertulijana, dla tego, że jak wieść niosła pradziada prababki Pani 
Hermenegildy brat, Przeor niewiadomo w jakim klasztorze, nosił to imie. Stało się więc, że małego 
bębna nazwano Tertulijanem, czyli przez skrócenie Tertusiem, powieszono mu na szyj cztery 
szkaplerze i pomyślano o chrzcie olejami, gdyż już z wody był chrzczony.
 

Chodziło znowu o Kumów, ledwie dobrano Assessora ze Źmudzinką jakąś a w drugą parę 

miano postawić w dodatku stare Franciszkę z Zakrystijanem. — Działo się to w Kościele 
Bernardyńskim, czekano na Księdza, dziecię krzyczało, wrzeszczało, Zmudzini niecierpliwe z 
przyrodzenia sztuki, czekali tupiąc już nogami na jakiegoś Ojca Pafnucego, który miał chrzcić 
dziecię.
 

Zakapturzony, w Komży, ukazał się z Zakrystij Ksiądz, wyszedł, przyklęknął przed wielkim 

ołtarzem i zbliżył się ku drzwiom, gdzie stały Kumy z dziecięciem.
 

Zaledwie kaptur odsłonił, ojciec dziecięcia spojrzał i krzyknął z podziwienia, toż i 

Bernardyn, który natychmiast nachyliwszy znowu kaptur na oczy, mrucząc pod nosem, uciekł w 
głąb Klasztoru i wysłał innego Księdza na swoje miejsce do ochrzczenia dziecka. Obrządek cały 
odbył się spokojnie, uważano tylko, że pan ojciec był smutny i zamyślony. Każdy nad tajemniczym 
Bernardynem dziwne czynił wnioski.
 

Powrócono do domu, dano herbatę, zaczęto już oddawna drugi funt, bo sukcessyjna po 

matce wyszła już była zupełnie. Gustaw milczał ciągle i ruszał ramionami, aż ten zły humor zwrócił 
uwagę jego małżonki.
 

— Da fiż! zawołała! czy sfiksowaw szy ! co miałby być wesół na chrzciny naszego Tertusia, 

to tak by jemu kto zęby mydłem wyszmarował siedzi, da porzuć mężuleńku, bo tak rycht, jak to 
dawniej, kiedy jeszcze moją rękę starawszy się byłeś — albo jak ten twój brat...
 

— Mój brat! — powtórzył Gustaw, własnież to ón mi dziś taki klin wbił w głowę.

 

— Da coż ? co? zmiłuj się, nie rob sekretu, a gadajże ?

 

— Widziałem go, ale uciekł przedemną, jest teraz Bernardynem, i on właśnie miał chrzcić 

naszego Tertusia, ale uciekł i nie chciał, jak mnie zobaczył!

background image

 

— Da czy to być może, taki bezbożnik Księdzem?

 

— Musiał się nawrócić, pokutuje za grzechy.

 

— Da oto! to, to! dalbóg sprawiedliwie i za mnie co chciał zgwałcić, onegdaj (było to temu 

lat pięć) — niechaj pokutuje.
 

— Ale uważałem, że utył na pokucie, brzucha dostał ogromnego i lepiej wygląda !

 

— Da! niechaj się pasie, kiedy pokutuje — niechaj się pasie, już teraz tam przynajmniej 

nikogo nie zwiedzie!
 

W tej chwili wbiegł zadyszany Sędzia, i rzucając laskę i kapelusz w kąt, pobiegł do samej 

Pani.
 

— Czy słyszałaś Asindzka facecije. ! awantury. —

 

— A coż ?

 

— Ba facecije ! formalna awantura. Byłem dziś poszedł moim zwyczajem dać na mszą do 

Bernardynów za duszę nieboszczki pierwszej mojej żony, niech jej facecije! wieczna światłość 
świeci. Wchodzę i daję jakiemuś Bernardynowi, odezwał się — patrzę ja jemu w o- czy, facecije ! 
Kiedy ja się przypatrzę, aż to ten, ten Trupiagłówka, co to mi żonę zabił, brat męża asińdzki. 
Kiedym mu mówił, że to za duszę Amalij, on westchnął — osłupiałem.
 

— A Wasan tu co robisz! facecije! zawołałem.

 

Pokutuję,. rzekł pokornie i oddalił się — zadzwonili na obiad. Dowiadywałem się później w 

Klasztorze i powiedziałem się, że już górą trzy lata, jak tam jest, i ze się niedawno wyświęcił, 
facecije! ba ! pomyślałem — otoż to zrządzenie losu, ja za duszę mojej żony, dałem na mszę temu, 
który ją zabił. Tu Sędzia ocierając łzy rękawem zamilkł, a Gustaw z kolei opowiedział co mu się 
przytrafiło.
 

— Da dalbóg! odezwała się nareście

 

Jejmość — dajcież mu już pokój! niechaj pokutuje, to i dobrze ! a Pan Sędzia czy nie napije 

się herbaty ?
 

— Najchętniej! facecije !

 

— Da! Pani Sędzina jak się ma i córeczka.

 

— Zdrowe, do usług Pani, Sądzę, że ona tu dziś panie odwiedzi.

 

— Da już to ja bardzo wdzięczna będę, zwłaszcza, że jeszcze z łaski mego męża, wszystko 

w łóżku leżeć muszę, a tak nudno, nieprzyzwyczaiwszy się.
 

— Zapewne ! ba! wierzę ! Mościa Dobrodziejko! znośmy my jednak cierpliwie swoje — 

facecije, a ten Pan Karol, niech za swoje pokutuje.
 

KONIEC.

 

background image

 


Document Outline