background image

Tori Phillips 

 

Dwunasty Rycerz 

 

Analogia 

Najpiękniejsza Pora Roku 03 

 

 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

Zamek Snape, Northumberland, Anglia  

Listopad 1553 roku  

 

– Mam już dość twoich humorów! – wykrzyknął sir Guy Cavendish. – Czy tego chcesz, 

czy nie, do lutego będziesz miała męża.  

Alyssa popatrzyła na ojca z niedowierzaniem. Ten nadzwyczaj spokojny człowiek po raz 

pierwszy  dał  upust  cholerycznemu  temperamentowi  Cavendishów.  Wzięła  głęboki  oddech  i 
powiedziała stanowczo: 

– Tato, nie wyjdę za żadnego, którego zamierzasz mi kupić. Mąż to nie gęś na jarmarku.  
Guy z zakłopotaniem pogładził podbródek.  
– Gdybyś postarała się być taka miła i łagodna jak twoja siostra, nie musiałbym do twej 

ręki wabić kawalerów królewską fortuną.  

– Mais oui – wtrąciła lady Celeste. – Prawdziwa piękność, moje dziecko, zaczyna się w 

sercu i z niego promienieje na ludzi. Tylko w taki sposób możesz zdobyć miłość mężczyzny. 
– Mówiąc to, zerknęła z uśmiechem na swego postawnego małżonka.  

Alyssa z miną męczennicy wzniosła oczy do nieba. Dlaczego jej mądrzy rodzice stali się 

nagle tak uparci i zaślepieni? 

–  Nie  będę  się  błaźniła,  aby  zapolować  na  jeszcze  większego  błazna.  A  poza  tym  nie 

jestem Gillian – oświadczyła wyniośle.  

Czy  oni  nie  rozumieli,  jak  bardzo  nienawidzi  tego,  że  jest  bliźniaczką?  Mierziło  ją,  że 

postrzegana jest jedynie jako połówka całości, jako skrzywione lustrzane odbicie słodziutkiej, 
idealnej w każdym  calu  Gillian, z tymi jej rozkosznymi uśmieszkami i  gębą pełną  gładkich 
słówek.  Chciała,  aby  wreszcie  dostrzeżono  w  niej  osobę  obdarzoną  własnymi, 
niepowtarzalnymi cechami. Dlatego uparcie szła pod prąd rodzicielskich oczekiwań, cierpiąc 

kary,  wiecznie  niezrozumiana  i  niedoceniana,  i  nieustannie  porównywana  do  Gillian.  Te 
przeciwności  losu,  miast  kruszyć  opór,  umacniały  buntowniczą  postawę  Alyssy.  Celeste  z 
westchnieniem pochyliła się nad robótką.  

– Masz rację, córeczko, nie jesteś Gillian, a szkoda. Twoja siostra jest szczęśliwą żoną, a 

wkrótce  z  bożym  błogosławieństwem  zostanie  matką.  Czy  nie  pragniesz  tego  samego  dla 
siebie, cheriel Czy nie chcesz być kobietą spełnioną? 

Jasne, że chce! Ale nie z mężczyzną, którego kupi jej ojciec.  
– Nie pójdę za byle gbura – burknęła. Guy zacisnął usta.  
–  Co  aż  tak  bardzo  nie podobało  ci  się  w  sir  Nathanielu  Falwoodzie,  że  ustroiłaś  go  w 

kołnierz  z  jego  własnej  lutni,  rozbijając  mu  ją  na  głowie?  Przecież  pochodzi  z  szacownego 
rodu.  

Alyssa prychnęła ze wzgardą.  
– O tak, ma przystojną twarz, ale za to pokrętny umysł. Wychwalał moją urodę, a na boku 

wypytywał ciebie o posag. Twój majątek interesował go bardziej niż moja osoba.  

Sir Cavendish nerwowym ruchem przeczesał palcami siwiejącą czuprynę.  

background image

– Nie dałaś lordowi Falwoodowi szansy, by mógł się wykazać.  
–  Nie  musiałam  słuchać  tej  śliskiej  kreatury,  żeby  wiedzieć,  co  ma  do  powiedzenia. 

Powinieneś być mi wdzięczny, że uchroniłam twoje włości od jego brudnych łap.  

Ojciec słuchał jej słów z widoczną irytacją.  
– Dosyć pyskowania, moja panno! – uciął. – Naprawdę znużyły mnie te utarczki. Masz 

już dwadzieścia dwa lata i jak okiem sięgnąć, nie widać żadnego kawalera, który byłby tobą 
zainteresowany. Jeśli dalej będziesz trwać w oślim uporze, tak bardzo skwaśniejesz, że nawet 
moje złoto nie osłodzi ci staropanieństwa. Już podjąłem decyzję. Zbliża się Boże Narodzenie i 
zaproszę  do  zamku  tylu  młodych  ludzi,  ilu  tylko  da  się  zwabić  dużym  posagiem.  A 
dwunastego dnia po świętach zaręczysz się z jednym z nich! 

Alyssa  zamierzała  zaprotestować,  lecz  gdy  ujrzała  ostrzegawcze  spojrzenie  matki,  nie 

powiedziała  ani  słowa,  tylko  kipiąc  gniewem,  obróciła  się  na  pięcie  i  wybiegła  z  sali,  by 
zaszyć się w swej komnacie. Rzuciła się na łoże i przytuliła ulubionego kota, który wylegiwał 
się wśród poduszek.  

– Mika, jak oni mogli mi to zrobić? – łkała bezgłośnie, wtulając twarz w miękkie futerko. 

– Och, żeby w tym roku adwent nigdy się nie skończył...  

 

Dwór królowej Marii I Tudor, Greenwich pod Londynem  

Listopad 1553 roku  

 

Sir  Robert  Maxwell,  słysząc  swoje  imię,  z  trudem  oderwał  wzrok  od  szachownicy,  bo 

właśnie  analizował  szczególnie  trudny  ruch.  Uśmiechnął  się,  widząc  zdążającego  ku  niemu 
przyjaciela.  

– Witaj, Nate! Szybko wróciłeś. Myślałem, że dłużej zabawisz na zalotach.  
Sir Nathaniel Falwood usiadł naprzeciwko druha.  
– Daj spokój, Rob! Cieszę się, że uszedłem z życiem.  
– Co, przeszła ci ochota na żeniaczkę? Nate dotknął świeżej blizny na policzku.  
–  Każdemu  by  przeszła,  gdyby  spotkał  taką  dziką  kocicę.  Nie  dziwota,  że  ojczulek 

obiecał tłusty posag.  

Robert w zamyśleniu obracał w palcach wykonaną z kości słoniowej figurę królowej.  
– Naprawdę? 
Przystojną twarz Nate’a wykrzywił grymas.  
– Mało tego, słyszałem, że szanowny papa podniósł stawkę. Posłuchaj tylko: dwanaście 

tysięcy  funtów  z  brzęczącej  monecie  i  ziemia,  która  daje  co  najmniej  dwa  tysiące  rocznej 
renty. Lord Cavendish zaprasza na święta wszystkich chętnych do swego zamku.  

–  Fiuu!  –  Robert  gwizdnął  przez  zęby.  Choć  nie  należał  do  biednych,  posag  panny 

Cavendish zrobił na nim wrażenie.  

– Czy to jakaś poczwara? Nate energicznie pokręcił głową.  
–  Nie,  wręcz  przeciwnie,  ona  jest  prawdziwą  pięknością.  Krucze  włosy,  oczy  koloru 

niezapominajek,  wysoka,  smukła,  pięknie  wcięta  w  talii,  a  piersi  ma  krągłe  jak  jabłka... 
Przynajmniej tak mi się wydaje, bo nie pozwoliła mi dokładniej się przyjrzeć.  

background image

– Może jest nazbyt nieśmiała? 
– Hm, nieśmiała, dobre sobie... W tym sęk, że to pyskata jędza z piekła rodem.  
Robert zdecydowanym ruchem odstawił figurę.  
–  Nie  jest  skromnym  dziewczęciem?  Żadnych  chichotów,  rumieńców?  Nie  jąka  się  z 

wrażenia, ani nie zapomina języka w gębie? – upewnił się.  

Nate zaśmiał się gorzko.  
–  Nic  z  tych  rzeczy,  wierz  mi!  Grzeczność  i  dworne  maniery  to  dla  Alyssy  Cavendish 

całkiem obce pojęcia. Jest ostra jak pieprz i kwaśna jak ocet. Gdyby zechciała się uśmiechnąć, 
mogłaby  obłaskawić  jednorożca,  ale  nie  dane  mi  było  ujrzeć  jej  uśmiechu,  poza...  –  Urwał 

nagle.  

– Poza? – niecierpliwił się Robert. Ta urodziwa wiedźma na wydaniu coraz bardziej go 

intrygowała. – Kiedy się więc uśmiechnęła? 

–  Kiedy  rozbiła  mi  lutnię  na  głowie,  wrzeszcząc,  że  fałszuję  –  z  pewnym  ociąganiem 

wyznał  Falwood.  Cóż,  taka  przygoda  nie  przysparzała  mu  chwały.  –  Zaiste,  kto  nazywają 
damą, całkiem mija się z prawdą – prychnął.  

Robert  rozparł  się  wygodnie,  rozważając  szczegóły  nakreślonego  przez  przyjaciela 

portretu.  Bogate  doświadczenia  z  kobietami  nauczyły  go,  że  napady  złości  i  żądlenie 
językiem często wynika z głębokich i smutnych przyczyn. Być może lady Alyssa. pozując na 
jędzę,  w  duchu  czuła  się  nieszczęśliwa  i  niedoceniona.  Tym  bardziej  rozpaliło  to  jego 
ciekawość.  

–  Stuknęła  mi  trzydziestka  –  powiedział  w  zamyśleniu.  –  Czas  byłoby  się  ustatkować. 

Opowiedz mi jeszcze o tej pięknej złośnicy.  

Nate wybałuszył oczy.  
–  Chyba  żartujesz,  stary!  Największemu  wrogowi  nie  życzyłbym  Alyssy  Cavendish  za 

żonę, a cóż dopiero mówić o najlepszym druhu. Mało to jest w Greenwich miłych i pięknych 
panien, gotowych pójść z tobą na każde skinienie? 

Robert zbył go niecierpliwym gestem.  
– Potulne gąski mnie nie interesują. Nuda, po stokroć nuda. Potrzebuję kobiety, która ma 

ogień w żyłach.  

– Po co ci to? Na Boga, dobrowolnie chcesz zmienić swoje rycie w piekło?! 
– Aż taka z niej sekutnica? 
–  Gorszej  nie  ma  w  całej  Anglii,  wierz  mi.  Tylko  ktoś  kompletnie  wyzbyty  rozumu 

mógłby zdecydować się na tę pannę.  

Robert  uśmiechnął  się  szeroko.  Myśl  o  poskromieniu  złośnicy  podobała  mu  się  coraz 

bardziej. Ostatnio tak bardzo się nudził i gwałtownie potrzebował odmiany.  

–  Założę  się  o  tysiąc  złotych  koron,  że  zdobędę  serce  tej  ponętnej  harpii  –  oznajmił  z 

błyskiem w oku.  

Nate ze śmiechem uderzył dłonią w kolano.  
– Z ochotą wyrwę ci te pieniądze, skoro upierasz się przy swoim szaleństwie.  
– Uważasz, że mi się nie uda? 
– No jasne! 

background image

–  W  takim  razie  zakład  stoi.  –  Robert  wyciągnął  rękę.  –  Przybij!  Żywo  uścisnęli  sobie 

dłonie.  

– Wiesz co, Rob? Z radością przegram zakład, jeśli przy okazji wpadniesz w małżeńskie 

sidła – zarechotał Nate.  

–  A  czy  ja  mówiłem  coś  o  małżeństwie?  –  Robert  zrobił  chytrą  minę.  –  Zakładam  się 

jedynie o to, że rozkocham w sobie tę zadziorną dzierlatkę.  

– Ty francie! Powinienem pamiętać, jaki z ciebie drań. Lecz umysł jego przyjaciela zajęty 

był  już  planowaniem  nowej  przygody.  Skoro  sir  Guy  zapraszał  wszystkich  chętnych 
kawalerów  do  swego  zamku,  stawi  się  tam,  lecz  nie  w  roli  starającego  się,  a  jako  zwykły 
gość. W ten sposób łatwiej, bo tylnymi drzwiami, wkradnie się do serca Alyssy. Musi zaraz 
szykować się do drogi, jeśli chce zdążyć na Gwiazdkę. Zostało tylko pięć tygodni.  

 

Zamek Snape, 23 grudnia  

 
– Czy panienka ogłuchła? – Molly, pokojówka Alyssy, była jedyną osobą w zamku, która 

miała śmiałość tak bezpośrednio zwracać się do młodej pani. – Nie słyszy panienka fanfar? 

Alyssa wzruszyła ramionami.  
–  Ot,  następny  kandydat  do  mojej  ręki.  Ilu  już  mamy?  Trzech,  czterech?  –  Chciała  jak 

najdłużej  pozostać  u  siebie,  by  nie  oglądać  wystrojonych  pyszałków,  którzy,  zwabieni 

ogromnym posagiem, czekali na nią w paradnej sali.  

Molly podeszła do okna.  
– Nie, pani. To lord Misrule zjechał do nas. Alyssa udała, że ziewa.  
– Boże, módlmy się, żeby Peter Sheepshanks zabawił nas » tym roku nowymi balladami i 

żartami.  Od  pięciu  lat  nie  zmienia  repertuaru.  Już  w  zeszłą  Gwiazdkę  nie  mogłam  słuchać 
jego pieśni.  

Molly zachichotała.  
– To się panienka zdziwi! Nie ma już starego Petera. Powiadają, że będzie nas zabawiać 

nowy  minstrel,  prosto  z  królewskiego  dworu.  –  Rozpłaszczyła  nos  na  szybie.  –  O,  na  mą 
duszę, ile z niego przystojny czort! 

– Naprawdę? 
– Niech panienka sama zobaczy.  
Alyssa  spiesznie  podeszła  do  okna.  Każdy  nowy  grajek  będzie  lepszy  niż  ten  stary 

nudziarz  Sheepshanks.  Na  dziedzińcu  panował  ruch  większy  niż  rok  temu,  w  dniu  ślubu 

Gillian.  Granada  jucznych  mułów  tłoczyła  się  w  rogu,  a  młodzi  ludzie,  ubrani  w  kolorowe 

nogawice i tuniki, zdejmowali z ich grzbietom paki i skrzynie. Widok był tak niezwykły, że 
otworzyła oko. bo przez mętne szybki niewiele dało się dojrzeć.  

Dwóch konnych giermków w jeszcze barwniejszych szatach bez ustanku dęło w trąby, z 

których  zwisały  herbowe  proporczyki  W  samym  środku  tego  zamieszania  tkwił  postawny  i 
szeroki barach jeździec, dosiadający mlecznobiałego ogiera, który śnieżył pod nim nerwowo.  

– Widzi panienka? – piszczała podniecona Molly. – Niezły kawałek chłopa, nie? 
– Cicho, ty latawico! Skrzeczysz jak sroka.  

background image

Lord Misrule musiał dostrzec ruch w oknie, gdyż spojrzał w górę, prosto na Alyssę. Przez 

długą, zapierającą dech w piersiach chwilę, bezczelnie lustrował jej twarz. Wreszcie sięgnął 
do  ozdobionej  pawim  piórem  czapki  i  z  wyzywającym  uśmiechem  na  przystojnej  twarzy 
złożył  dworny  ukłon.  W  zimowym  słońcu  zalśniły  kasztanowe  włosy.  Potem  zręcznym 
ruchem zsunął się z konia i zaczął wydawać dyspozycje sługom.  

– Ma co trzeba w portkach – skomentowała bezwstydnie Molly.  
Alyssa  nie  ofuknęła  jej  tym  razem,  bo  jak  urzeczona  wpatrywała  się  w  silne  uda 

przybysza,  opięte  nogawicami  w  biało-zielone  pasy.  Poczuła,  jak  krew  pulsuje  w  jej 

skroniach, a serce bije tak szybko, że ledwie mogła złapać oddech. Nagła słabość w kolanach 
sprawiła, że Alyssa oparła się o kamienny parapet, by nie upaść.  

– Oho, już widzę, jak kuchnia i alkierze będą się trzęsły od babskich plotek – powiedziała 

Molly z uciechą. – Założę się, że ten piękny kogut wychędoży przynajmniej ze trzy służebne 
panny, jeśli nie więcej. Same będą mu się pchały do komnaty.  

Na myśl o przyszłych wyczynach nowego minstrela Alyssa poczuła dziwny skurcz w dole 

brzucha.  Przygryzając  wargi,  patrzyła,  jak  lord  Misrule  żwawym  krokiem  przemierza 

dziedziniec,  dyrygując  wyładunkiem  bagaży.  Znać  było,  że  nawykł  do  komenderowania. 

Dziwne, bo zachowywał się bardziej jak rycerz niż minstrel. Poczuła, że jeśli dłużej będzie się 
w niego wpatrywać, chyba zemdleje. Była wściekła na swoje zdradzieckie ciało.  

– Koniec widowiska – warknęła, odpędzając Molly od okna i zatrzaskując je z taką siłą, 

że szybki o mało nie wyleciały z ołowianych ramek. Chwyciła jakąś robótkę, ale ręce tak jej 
drżały, że ledwie mogła utrzymać igłę.  

Molly zawirowała spódnicami niczym w tańcu.  
– Wspomni pani moje słowa – rzuciła od drzwi z szelmowską miną. – Ten lord Misrule 

złamie niejedno serce! 

–  Zaiste,  dobre  ma  przezwisko* 

[Misrale  –  dosł.  w  j.  ang.  :  złorządny,  ktoś,  kto  za  nic  ma  zasady.  

średniowiecznej Anglii lord Misrule, minstrel i błazen, obejmował w Wigilie władzę i dzierżył ją przez dwa tygodnie, jako 

mistrz ceremonii organizując gościom zabawy (przyp – tłum. )]

 – mruknęła Alyssa. – O, do diaska! – syknęła, 

przykładając do ust ukłuty palec.  

Choć  nowo  przybyły  gość  nie  pojawił  się  na  wieczerzy,  w  zamku  aż  huczało  od 

opowieści  o nim. Alyssa specjalnie zeszła na wieczerzę później,  aby uniknąć konwersacji z 
kandydatami do swej ręki. Smętni siedzieli we trzech w drugim końcu stołu i zezowali na nią 
uparcie. Wielce nieudaczne było owo trio łowców posagów! 

Sir Jeremy Mackarel nie tylko jąkał się, lecz również utykał. Sir Lionel Scudamore, który 

posilał  się  łakomie,  mlaszcząc  i  czkając,  miał  maniery  wieśniaka,  który  udaje  dżentelmena. 
Sir Lucien Dugdale zaś  przeklinał jak woźnica i śmiał się jak szakal. Alyssa przyglądała się 
im przez chwilę, zastanawiając się, jak skutecznie dać każdemu z nich kosza, żeby uciekli z 
zamku jeszcze przed Nowym Rokiem i więcej się nie pojawili. Dopiero po chwili zauważyła, 
że ojciec zabrał głos w sprawie lorda Misrule’a.  

–  Stary  Sheepshanks  przysłał  list,  w  którym  gorąco  poleca  swego  następcę  – 

poinformował zebranych. – Przyznam, że nie wiedziałem, iż nasz Pete potrafi wyrażać się tak 
kwieciście.  

background image

Alyssa  zebrała  na  chleb  resztki  smakowitej  zupy.  Wątpiła,  czy  tępawy  stary  grajek 

mógłby  skreślić  cokolwiek  poza  krzyżykiem  w  miejsce  podpisu.  Podejrzewała,  że  to  ów 
bystry  przybysz  w  nieprzyzwoicie  obcisłych  rajtuzach  wyręczył  Pete’a  i  napisał  pean  na 
swoją cześć.  

–  Chi,  chi  –  zaśmiała  się  lady  Celeste.  –  Poczciwy  Pete  zrobił  się  ostatnimi  czasy  taki 

zabawny, że nawet kiedy śpiewał o smutnym rozstaniu kochanków, nie mogłam powstrzymać 
śmiechu.  

Ależ  z  tej  mojej  matki  śmieszka,  pomyślała  Alyssa  z  niechęcią.  Tylko  jak  mnie  widzi, 

robi się ponura.  

Gillian,  która  tego  dnia  zjechała  do  Snape  ze  swoim  szkockim  mężem,  by  do  narodzin 

dziecka pozostać w zamku, rzuciła wesoło: 

– Imię nowego minstrela zaś brzmi: Hoodwink! 
Całkiem odpowiednie, przyznała w duchu Alyssa

* [Hoodwink (ang. ) – czaruś, oszust (przyp. tłum. )] 

Tata powinien dobrze pilnować złota i sreber, aby ten świąteczny gość nie zapakował ich 

do swojej sakwy.  

A właśnie, co też ów Hoodwink przywiózł w swych skrzyniach i worach? – zastanawiała 

się,  bo  zawsze  lubiła  wiedzieć,  co  w  trawie  piszczy.  Kiedy  była  mała,  nigdy  nie  mogła  się 
doczekać  prezentów  na  Nowy  Rok  i  za  każdym  razem  skrycie  przeszukiwała  komnaty 
rodziców,  przy  okazji  oglądając  podarki  dla  innych.  Niech  się  głupia  Gillian  cieszy 

niespodziankami, natomiast Alyssa wolała wiedzieć, co ją czeka.  

Pokusa,  aby  zajrzeć  do  bagaży  niezwykłego  gościa,  była  zbyt  silna,  by  się  jej  oprzeć. 

Kiedy  już  wszyscy  pójdą  do  łóżek,  wymknie  się  i  zaspokoi  swoją  ciekawość.  Przy  okazji 
zrobi przysługę ojcu. Lepiej, żeby wiedział, czy ten obcy nie przemycił jakiejś broni. Nigdy 
nie wiadomo, czego się można spodziewać po nieznajomych.  

Jasny księżyc oświetlał drogę. Alyssa na palcach przemknęła się do pomieszczenia, gdzie 

złożono rzeczy gości. Na szczęście nie postawiono tam straży, a ludzie Hoodwinka, zamiast 
pilnować rzeczy pana, pewnie popijali i flirtowali w ciepłej zamkowej kuchni. Żałowała, że 
nie  wzięła  czegoś,  czym  mogłaby  podważyć  wieka  skrzyń,  za  to  worki  dawały  się  łatwo 
rozwiązać.  W  pierwszym  znalazła  sukieneczki  artystycznie  udekorowane  aplikacjami  w 
kształcie liści bluszczu i ostrokrzewu. Dla kogo mogły być przeznaczone? Przecież w zamku 
nie było małych dzieci.  

– Znalazłaś, co chciałaś, młoda damo? 
Podskoczyła z przestrachu, a potem szybko się obróciła. Była wściekła, że tak głupio dała 

się przyłapać. Ciemne oczy lorda Misrule’a patrzyły na nią z rozbawieniem. Cofnął się pod 
drzwi, aby zamknąć jej drogę ucieczki. Leniwy uśmiech ożywił jego przystojne rysy.  

– Podobają ci się te fatałaszki? – zapytał.  
Alyssa lekceważąco odęła usta, prostując się godnie, choć drżały pod nią kolana.  
– Ładne, ale dla mnie za małe.  
– Bo nie są dla ciebie, miła.  
Kpiący  ton  dotknął  ją  do  żywego.  Poczuła,  że  jeszcze  chwila,  a  straci  panowanie  nad 

sytuacją.  

background image

–  Naprawdę?  Och,  w  takim  razie,  jak  rozumiem,  masz  zamiar  wytresować  zamkowe 

myszy, żeby w wigilijny wieczór odtańczyły galiardę* 

[Galiarda  –  skoczny  taniec  dworski,  popularny  w 

XVI i XVII w. (przyp. red. )] 

Roześmiał się w głos, coraz bardziej rozbawiony.  
–  Czyżby  twoje  myszki  były  aż  tak  duże  i  bystre?  Zbliżył  się  do  niej  i  poczuła 

podniecający,  lekko  cytrynowy  zapach.  Choć  odziedziczyła  wzrost  po  ojcu,  Hoodwink 
wyrastał  nad  nią  jak  góra,  a  szerokie  bary  zdawały  się  rozsadzać  szwy  paradnego  kaftana. 
Alyssa  z  wysiłkiem  przełknęła  ślinę,  ale  nie  cofnęła  się.  Ten  człowiek  najwyraźniej  nie 
wiedział, kim była! 

–  Tylko  grzecznie,  obwiesiu  –  syknęła  przez  zaciśnięte  zęby.  –  Jestem  panią  z  tego 

zamku.  

Uśmiechnął się jeszcze bardziej bezczelnie i uwodzicielsko.  
– Kłamiesz – odpowiedział jedwabistym głosem.  
– Jak śmiesz! – zaślepiona furią, wymierzyła policzek w śmiejącą się gębę.  
Zanim zdążyła zamierzyć się po raz drugi, Hoodwink błyskawicznym ruchem chwycił ją 

za przegub.  

–  Przysięgam,  że  zakuję  cię  w  kajdany,  jeśli  jeszcze  raz  podniesiesz  na  mnie  rękę  – 

szepnął  jej  miękko  do  ucha.  –  Nie  dbam  o  rycerskie  maniery,  a  ty,  grzebiąc  w  moich 
rzeczach, udowodniłaś, że dobrze czynię, bo nie jesteś damą.  

Alyssa wściekle wyszarpnęła rękę z uścisku. Jeszcze żaden człowiek niższego stanu nie 

śmiał przemawiać do niej tak bezczelnie.  

– A ty jesteś łotrem i gburem przystrojonym w atłasy! – odpaliła.  
Hoodwink,  zamiast  się  obrazić,  wybuchnął  śmiechem.  Oparł  się  swobodnie  o  framugę  i 

bez skrępowania taksował ją wzrokiem.  

–  Jakim  jeszcze  epitetem  poczęstujesz  mnie,  lady  Alysso?  Wiedz,  że  sława  twojego 

języka, godnego osy, a nie słodkiej panienki, sięga daleko poza granice Northumberlandu.  

Spiorunowała go wzrokiem.  
– Jeśli mam być osą, to strzeż się mojego żądła. Wzruszył ramionami.  
– Jeśli jesteś osą, potraktuję cię jak osę: wyrwę żądło, nim wsączysz swój jad. Tak trzeba 

sobie radzić z ową bzykającą plagą.  

Poczuła się, jakby nagle zaczęła się zsuwać po  oblodzonym  stoku w przepaść. Nie, nie 

pójdzie mu tak łatwo! 

– Utniesz mi język? 
– Nie, moja damo, mam lepszy pomysł. Nie zapominaj, że ja też mam żądło. – Ostatnie 

słowo  wypowiedział  z  takim  akcentem,  że  Alyssa,  pojąwszy  sprośną  aluzję,  spłonęła 
rumieńcem. Mogła tylko mieć nadzieję, iż litościwy półmrok ukrył jej wstyd.  

– Szybki jesteś w gębie – burknęła, nie znalazłszy lepszej riposty.  
– Wyssałem to z mlekiem matki.  
–  Nie  obrażaj  swej  rodzicielki.  –  Od  razu  poczuła  się  pewniej.  –  Biedna  kobieta  z 

pewnością nie w grubiaństwie cię edukowała, ale ty od parobków wolałeś uczyć się manier.  

–  Zawsze  jesteś  taka  cięta,  panno  Złośnicka,  czy  może  za  mało  zjadłaś  na  kolację  i 

background image

wściekasz się jak głodny wilk? 

–  Zawsze  taka  bywam,  kiedy  ktoś  ma  jaszczurczy  język.  Popatrzył  na  nią  z  drwiącym 

zaciekawieniem.  

– Czyżby oprócz myszy były tu także jaszczurki? 
– A nie widzisz? 
Udał wielkie przerażenie.  
– Gdzie? Chodzi ci o moją twarz? Szyderczo zaklaskała w dłonie.  
– Brawo, co za domyślność! 
Chwycił  ją  za  ręce,  ale  tym  razem  delikatnie.  Dłonie  miał  miłe  i  ciepłe.  Dopiero  teraz 

poczuła, jaki jest mróz.  

– Zrobiło się późno. Przyjemnie nam się gawędzi, ale jestem zmęczony po długiej drodze, 

chętnie więc udam się na spoczynek, chyba że bardzo pragniesz mnie uwieść. Więc jak? 

Odskoczyła do tyłu jak oparzona.  
– Ty świnio! – wrzasnęła.  
Hoodwink skłonił się przed nią z uroczym uśmiechem.  
– Też ci życzę spokojnej nocy – powiedział drwiąco. Alyssa zawróciła na pięcie i walcząc 

z chęcią mordu, pobiegła do zamku.  

Robert,  ukryty  w  cieniu  szopy,  patrzył,  jak  zwinnie  biegła  po  śliskim  bruku.  Podziwiał 

smukłą postać, strzelistą jak jodła, dumnie uniesioną głowę i zmysłowe kołysanie biodrami. 
Krew szybciej popłynęła mu w żyłach.  

Jej ręce drżały w jego dłoniach... I ten tajemniczy błysk w niebieskich oczach... Wyrażał 

lęk  czy  pragnienie?  Cokolwiek  to  było,  zachowanie  lady  Alyssy  coraz  bardziej  go 
intrygowało.  

Z mroku wyłonił się Tom Jenkins, jego zaufany sługa.  
– Czy to ta, którą zamierzasz poślubić, panie? – Młodzian popatrzył na niego ze zgrozą. – 

Ja tam wolałbym mieć co dzień chłostę u pręgierza, niż być z taką megierą.  

Robert poklepał go po ramieniu.  
–  Zgadza  się,  kochany,  to  jest  moja  pani  Złośnicka.  Założyłem  się  z  Nathanielem,  że 

zdobędę jej serce. Ale nie martw się, w tym zakładzie nie ma mowy o mariażu.  

Tom prychnął śmiechem.  
– A, teraz rozumiem, co się szykuje. Pan da tej jędzy taką nauczkę, że nie zapomni jej do 

końca życia.  

– To znaczy jaką, Tom? 
– Przyrządzi pan tę gąskę w tym samym sosie, w jakim ona piecze kogucików, którzy do 

niej podskakują. Teraz ona pozna, jak smakuje odmowa.  

– Myślisz, że uknułem plan, aby wystawić dziewczynę na pośmiewisko? 
– Ano – przytaknął Tom, nie zwracając uwagi na surowy ton swego pana.  
Robert cofnął się do składu, by jeszcze raz zerknąć na bagaże. Podniósł z ziemi szatkę, 

którą upuściła Alyssa, złożył, starannie i na powrót umieścił w worku.  

– Możliwe, że będę musiał nieco zmienić moje plany – powiedział sam do siebie.  
Wigilijny  ranek był jasny  i  mroźny. Robert zmówił krótką modlitwę za dobrą pogodę i 

background image

poszedł  do  stajni,  aby  sprawdzić  końskie  rzędy  przed  tradycyjną  wyprawą  po  zieleń  na 
świąteczne  dekoracje.  Kiedy  goście  zebrali  się  na  dziedzińcu,  nie  dostrzegł  wśród  nich 
Alyssy.  

Zerknął  ku  oknu,  w  którym  widział  ją  wczoraj,  i  wydawało  mu  się,  że  za  lśniącymi  w 

słońcu szybkami dostrzegł jakiś ruch. Lady Alyssa mogła nie mieć ochoty na wycieczkę, ale 
poprzysiągł sobie, ze wezwie ją, gdy przyjdzie czas dekorowania sali girlandami  z choiny i 
ostrokrzewu.  No  cóż,  obyczaj  wymagał,  aby  zarówno  domownicy,  jak  i  goście  słuchali 

rozkazów lorda Misrule’a.  

Kiedy wrócono już z naręczami gałązek i wszyscy zasiedli do obiadu, Robert czekał na 

sposobność,  aby  porozmawiać  z  niepokorną  młodą  damą.  Gdy  służba  wniosła  ogromne 
świąteczne polano, które tradycyjnie miało być spalone w wigilijnym kominku, goście zaczęli 
śpiewać i  wiwatować na jego cześć, a dziewczyna, korzystając z okazji, usiłowała po cichu 
wymknąć się z sali. Wtedy i on wyszedł, by zastąpić jej drogę na schodach.  

– Witaj, pani, znów się spotykamy! Popatrzyła na niego z wrogością.  
– Ustąp, tarasujesz mi przejście.  
– O, a już myślałem, że mnie nie zauważasz.  
– Odsuń się! – warknęła, czerwieniąc się gwałtownie. Niby to rozważając, czy posłuchać 

rozkazu, uważnie się jej przyglądał. Rumieńce dodawały blasku Alyssie. Dobrze wiedział, że 
jeśli  chce  rozkochać  w  sobie  tę  zapalczywą  osóbkę,  na  razie  nie  może  posunąć  się  zbyt 
daleko, by nie wzbudzić w niej nienawiści.  

– Mam wrażenie, iż pominęłaś jedno małe słówko – powiedział z poważną miną. – Małe, 

ale ważne. Zaraz, jak ono brzmi? 

– Potarł brodę w udawanym namyśle. – Och, już wiem! Nie usłyszałem „proszę”.  
Twarz Alyssy, o ile to było w ogóle możliwe, stała się jeszcze bardziej czerwona.  
– Nie zwykłam dyskutować ze służbą – wycedziła wściekle, unosząc rękę, by wymierzyć 

mu policzek.  

–  Spokojnie,  miła  panno.  –  Choć  mówił  uwodzicielskim  głosem,  zarazem  pogroził 

palcem. – Pamiętasz moje wczorajsze ostrzeżenie? Pochwycę cię i zakuję w łańcuchy.  

Niebieskie oczy stały się jeszcze większe.  
– Ośmielisz się dotknąć mnie na oczach mojego ojca? 
– A czemuż by nie? – zachichotał. Wyprostowała się dumnie, patrząc mu prosto w oczy.  
– Dobrze, tylko spróbuj, jeśli jesteś taki głupi. – I rzuciła się na niego z pięściami.  
Robert chwycił ją wpół i przerzucił sobie przez ramię.  
Gniewny  okrzyk  Alyssy  sprawił,  że  wszystkie  oczy  zwróciły  się  ku  nim.  Dziewczyna 

wierzgała nogami w powietrzu i grzmociła go pięściami po plecach.  

– Puść mnie natychmiast, bo pożałujesz! 
– Zapomniałaś, moja droga, że jestem lordem Misrule’em – szepnął jej do ucha. – Teraz 

ja tu rządzę, więc bądź grzeczna, bo za chwilę zbłaźnisz się bardziej niż przystało błaznowi. – 
I,  odwracając  się  do  zaskoczonych  gości,  dodał  głośno:  –  Patrzcie  no,  jaką  zdobycz 
schwytałem na schodach! Ta śliczna łania zaraz się do nas przyłączy! 

– Czy mózg ci wysechł? – syczała, kiedy niósł ją na środek sali.  

background image

– Och, wcale – zapewnił. – A teraz przywołaj uśmiech i udawaj, że świetnie się bawisz.  
– Niedoczekanie twoje! 
Tak jak się spodziewał, jego słowa przyjęto wybuchem śmiechu i oklaskami. Najgłośniej 

klaskał sir Guy. Robert miał nadzieję, że Alyssa zrozumie, jak wiele traci, nie biorąc udziału 
w  wesołych  świątecznych  zabawach,  jak  bardzo,  trwając  w  odosobnieniu,  unieszczęśliwia 
samą siebie. I znów, biorąc ją w ramiona, dostrzegł w jej oczach ów niezwykły błysk. Nadal 
jednak nie wiedział, jakich uczuć jest on wyrazem.  

– O, la, la, panie Hoodwink! – wykrzyknęła lady Celeste. – Nasza Alyssa od kilku lat nie 

pomagała przy zdobieniu sali. Miło, że dzięki panu wreszcie to zrobi.  

– Ten drań mnie obraził! – krzyknęła nieszczęsna dziewczyna. – Wyrzućcie go stąd! 
Robert pochylił się do ucha Alyssy i szepnął z powagą, tak cicho, aby tylko ona mogła 

usłyszeć: 

– Osądź sama, moja damo, kto jest większym głupcem: ten, kio wespół z innymi cieszy 

się świętami, czy ten, kto przed radością zamyka swoje serce? 

Niebieskie oczy niespodziewanie zaszkliły się łzami. Alyssa odwróciła głowę.  
– Dobrze, królu błaznów. Zostanę, ale przysięgam, że nie ruszę palcem.  
Gillian, która usłyszała te słowa, zaśmiała się kpiąco.  
–  Lepiej  uwierz  mojej  siostrze,  panie  Hoodwink.  Kiedy  zechce,  potrafi  być  uparta  jak 

muł.  

Robert  poszukał  wzrokiem  mówiącej  i  zamarł  ze  zdumienia.  Miał  przed  sobą  dokładną 

kopię  złośnicy,  którą  właśnie  postawił  na  ziemi.  Gdyby  nie  widoczna  ciąża,  byłyby  nie  do 
odróżnienia.  Zwykle  bliźnięta,  choć  bardzo  podobne,  nie  są  jak  monety  z  jednej  sztancy  i 
bystre  oko  łatwo  to  wyłapie,  ale  tutaj...  Zerknął  na  Alyssę.  Z  odwróconą  głową  i  drżącymi 
wargami gapiła się na pustą ścianę po drugiej stronie sali.  

A więc tu jest pies pogrzebany! Zastanawiał się, jak by się czuł, gdyby musiał dzień po 

dniu, przez całe życie, znosić widok swojego lustrzanego odbicia? Z pewnością okropnie. Źle 
się stało, że nie poznał siostry Alyssy, zanim zaczął swoją przewrotną grę. Zamierzał nadal ją 
prowadzić, ale już według innych reguł.  

– Czy pomażesz nam w dekorowaniu sali, lady Alysso? – zapytał.  
– Oczywiście, że nie – oświadczyła głośno i wyraźnie, aby wszyscy słyszeli. – Pracujcie, 

a ja postoję z boku, upajając się własną głupotą.  

Gilliah znów zachichotała. Goście otoczyli ją kręgiem.  
– A nie mówiłam, panie Hoodwink? – Porozumiewawczo puściła oko.  
Robert dostrzegł, że Alyssa drży. Od jak dawna  trwała ta okrutna rozgrywka  pomiędzy 

siostrami? Dlaczego rodzice w porę nie zapobiegli złu, pozwalając, aby narastała nienawiść? 

Alyssa  poprzysięgła  sobie,  że  nie  ruszy  się  z  miejsca,  dopóki  ostatnia  gałązka  nie 

zawiśnie na ścianie. Usiadła w kącie, separując się od wesołego tłumu. Śmiano się za każdym 
razem,  gdy  lord  Misrule  opowiedział  nową  historyjkę.  Niektóre  były  naprawdę  zmyślne  i 
musiała zagryzać zęby, aby nie wybuchnąć śmiechem, a zarazem litowała się nad sobą niemal 
do  łez.  Wiele  by  dała,  aby  nie  tkwić  tu  naburmuszona  i  bez  radości  w  sercu,  przed  czym 
ostrzegał  ją  Hoodwink.  Stała  się  niewolnikiem  własnego  uporu  i  trwała  jak  ponury  posąg 

background image

wśród bawiących się domowników i gości. To nie było fair! 

A  zarazem  wiedziała,  że  jeśli  tylko  uśmiechnie  się  i  odpręży,  znów  zwróci  na  siebie 

powszechną  uwagę.  Rodzina  i  służba,  a  przede  wszystkim  ci  pokraczni  zalotnicy  zaczną  ją 
wychwalać,  że  wreszcie  się  zmieniła,  a  tego  by  nie  zniosła.  Zacisnęła  zęby.  Nie,  Alyssa 
Cavendish nigdy nie posłucha takiego błazna i oszusta jak Hoodwink. Chyba prędzej umrze! 

Światło  krótkiego  zimowego  dnia  już  gasło  w  wielkich  oknach  rycerskiej  sali,  kiedy 

zakończono  przystrajanie  ścian.  Zewsząd  zwisały  zielone,  pachnące  lasem  festony.  Alyssa 
skrzywiła się i wstała, prostując obolałe od długiego siedzenia plecy. Marzyła, aby wrócić do 

swojej komnaty. Powoli ruszyła ku schodom.  

Zatrzymała się, kiedy dostrzegła, że lord Misrule uporczywie patrzy na nią.  
– Jeszcze mało ci zabawy na dzisiaj? – rzuciła wrogo. Podszedł i stanął tuż przed nią.  
– Miałem właśnie zadać ci to samo pytanie, pani – powiedział cicho. Położył jej dłoń na 

karku i zaczął delikatnie masować napięte mięśnie.  

Choć  zaskoczył  ją  ten  śmiały  gest,  nie  cofnęła  się  ani  nie  fukała  jak  dzika  kocica. 

Przeciwnie,  niczym  jej słodka kotka Mika,  zapragnęła pod tą  głaszczącą  dłonią zamruczeć i 
przeciągać  się  leniwie,  tak  bardzo  zrobiło  jej  się  przyjemnie,  tak  wielką  poczuła  ulgę.  A 
przecież  powinna  znów  zbesztać  tego  bezczelnego  przybłędę  za  niestosowne  zachowanie. 
Och, zrobi to, oczywiście, ale jeszcze nie teraz. Westchnęła cichutko.  

– Czujesz ulgę? – zapytał z troską, zataczając kciukiem kręgi za uchem Alyssy.  
– Tak – odparła ledwie słyszalnie.  
~ Zrobiłabyś lepiej, gdybyś ubierała salę razem z nami, lady Alysso.  
–  Ha!  –  Już  miała  go  zbesztać,  ale  czułe  palce  przesunęły  się  niżej  i  teraz  łagodnie 

masowały jej ramiona. Nagle zapragnęła przytulić się do tego mocarnego króla błaznów.  

– Uśmiechasz się – powiedział cicho i łagodnie, a ciepły oddech owiał jej policzek.  
– Nie! – wykrzyknęła, tłumiąc drżenie. Musnął jej wargi opuszkiem palca.  
– Uśmiech nic nie kosztuje, lecz zarazem cenniejszy jest niż złoto, pani. Otrzymuje się za 

niego ludzką życzliwość, gdy zaś kwaśna mina ją zabija.  

Zamrugała,  zaskoczona.  Mówił  mądrze,  ale  prędzej  dałaby  sobie  uciąć  sobie  język,  niż 

przyznała, że zachowała się głupio. Tak, lepiej być miłą, a w świąteczny czas wręcz wypada. 
No  i  co  z  tego?  I  tak  odszczeknie  się  Hoodwinkowi.  Już  błysnęła  oczami,  już  prychnęła 
gniewnie... i nagle bez słowa ruszyła ku schodom.  

Gonił ją kpiący śmiech.  
– Niedługo znów skrzyżujemy języki, milady! 

t

 W zaciszu komnaty usiłowała wygnać ze 

swojej  skołowanej  głowy  myśli  o  lordzie  Misrule’u,  ale  ten  piekielnik  za  nic  nie  chciał 
zniknąć. Leżąc na łóżku z mruczącą Miką, wspominała przystojną twarz, uwodzicielski głos i 
zmysłowy  dotyk.  To  była  klęska.  Hoodwink  całkowicie  zawładnął  jej  wyobraźnią. 
Nienawidziła go, gdyż uczynił z niej pośmiewisko przed gośćmi i rodziną, a jednocześnie nie 
mogła się doczekać, kiedy znów go zobaczy.  

– Tylko czekam, kiedy znów będę mogła mu dopiec – powiedziała do kotki.  
Po  wieczerzy  lord  Misrule  zarządził,  aby  wszyscy  ubrali  się  do  wyjścia.  Jak  za 

dotknięciem  czarodziejskiej  różdżki  zjawili  się  jego  paziowie  z  zapalonymi  pochodniami  i 

background image

koszami  pełnymi  gałązek  ostrokrzewu.  Następnie  cała  rodzina,  nie  wyłączając  ciężarnej 

Gillian, eskortowanej przez rudego męża, wyszła na dziedziniec i ruszyła ku zabudowaniom 

gospodarskim,  aby  zgodnie  z  tradycją  pobłogosławić  wszystkie  stworzenia.  Nad  końskimi 

boksami,  na  belkach  obory  i  deskach  kurnika  Cavendishowie  wieszali  zielone  gałązki  o 
ząbkowanych  liściach,  zdobne  czerwonymi  jagodami,  które  miały  odpędzić  złe  duchy  i 
przynieść stadom płodność. Czynili to w imieniu tego, który urodził się w stajence pomiędzy 
zwierzętami.  

Alyssa  lubiła  tę  rodzinną  tradycję,  która  rozpoczynała  wspaniale  dwa  tygodnie  pełne 

zabaw,  radości  i  prezentów,  lecz  nie  byłaby  sobą,  gdyby  nie  udawała,  że  to  wszystko 
niezmiernie  ją  obchodzi.  W  tym  jednak  roku  nikt  nie  zwracał  uwagi  na  jej  fochy,  jako  że 
Gillian usunęła ją w cień, a sama wepchała się na pierwszy plan. Lada moment miała wydać 
na świat dziecko i dać rodzicom upragnionego wnuka, więc wszyscy troszczyli się o nią, gdy 
stąpała po śliskich kamieniach.  

Alyssa  splotła  gałązkę  w  wieniec  i  odłączywszy  się  od  innych,  weszła  do  ciemnawej 

stajni, gdzie stał jej ukochany.  

– Spokojnie, Dilando – powiedziała miękko. – To ja. Dobry wieczór, kochany – szepnęła, 

gładząc  aksamitne  chrapy,  które  trącały  ją,  domagając  się  poczęstunku.  –  Obyś  miał  się 
dobrze  w  tym  roku.  –  Podała  koniowi  marchewkę  i  popatrzyła  w  górę,  szukając  miejsca  do 

zawieszenia ostrokrzewu.  

W  poprzednich  latach  wieszał  go  ojciec,  ale  w  tym  roku  trwał  na  posterunku  u  boku 

Gillian. Trudno, da sobie radę sama, potrzebowała tylko jakiegoś cebrzyka czy stołka, aby na 
nim stanąć. Zaczęła macać w półmroku.  

– A niech to diabli! – zaklęła, nastąpiwszy na grabie.  
–  Czy  to  ładnie  wzywać  diabła  w  tym  dniu  błogosławieństw?  –  odezwał  się  z  mroku 

uwodzicielski głos.  

Alyssa zamarła, czując radość, podniecenie... i oczywiście irytację.  
– Hoodwink! Myślałam, że zmiata pan śnieg sprzed stóp mojej siostrzyczki.  
–  Lady  Gillian  ma  aż  za  dużą  asystę  –  powiedział,  podchodząc  bliżej.  –  Myślę,  że  ty 

bardziej potrzebujesz pomocy.  

Krew zatętniła Alyssie w skroniach, kiedy poczuła jego niezwykły zapach.  
– Nie potrzebuję pomocy – mruknęła.  
– Naturalnie – przytaknął i bez ostrzeżenia chwycił ją w pasie, jak piórko unosząc w górę. 

– Wieszaj ostrokrzew nad tym szczęśliwym rumakiem, lady. Nie bój się, nie puszczę cię.  

Alyssa z wrażenia nie mogła złapać tchu. Jeszcze nigdy żaden mężczyzna nie ośmielił się 

wobec niej na taką poufałość.  

– Nie boję się, Hoodwink – powiedziała, zawieszając gałązkę na belce. – No, zrobione. 

Teraz możesz mnie opuścić.  

Posłuchał bez słowa, ale zrobił to tak, że zsuwała się powoli, ocierając się o niego. Czuła 

wypukłą pierś, twarde uda, a między nimi...  

Stanęła na ziemi i oblizała językiem spieczone usta.  
– Puść mnie wreszcie – wyszeptała.  

background image

– Naprawdę tego chcesz? – zapytał, czułymi palcami pieszcząc jej plecy.  
Choć miała na sobie mocno zasznurowaną suknię i grubą opończę, skóra pod ubraniem 

wprost paliła. Czy on chce mnie pocałować? – zastanawiała się Alyssa, mając nadzieję, że tak 
się  stanie.  W  ciemnym  wnętrzu  stajni,  z  dala  od  innych,  śmiałe  maniery  Misrule’a  coraz 
bardziej ją podniecały.  

A co będzie, jeśli rodzice tu zajrzą? 
– Zabierz ręce, lordzie Misrule’u. Zapominasz się.  
– Och, do tego jeszcze daleko. – Zachichotał. – Ale moje rządy dopiero się rozpoczęły – 

dodał  dwuznacznym  tonem.  Mimo  to  odstąpił  dwa  kroki  i  nisko  się  skłonił.  –  Jak  sobie 
życzysz, pani.  

Kiedy  Alyssa  wyszła  na  dziedziniec,  okazało  się,  że  rodzina  już  wróciła  do  zamku. 

Najwidoczniej nie zauważyli jej nieobecności. Mogłaby poślizgnąć się i złamać nogę, a i tak 
nikt  by  jej  twe  pomógł.  Błogi  nastrój  momentalnie  znikł.  Nie  zaszczyci»  szy  spojrzeniem 
jedynej osoby, która jej szukała, odeszła do zamku.  

Jak  zwykle  święta  zaczęły  się  od  trzech  mszy  –  tej  o  północy,  a  potem  porannej  i 

południowej. Wtedy zaczęły się uroczystości zaplanowane do Trzech Króli. Kiedy stary, siwy 
kapłan pobłogosławił jadło na stole, lord Misrule wstał i wzniósł ramiona » górę, by uciszyć 
zebranych.  

– Nadszedł czas, aby rozpalić świąteczne polano – ogłosił. Zgromadzeni, w tym również 

Alyssa, odpowiedzieli oklaskami.  

Zwykle  to  ojciec  podpalał  potężny  pień,  który  miał  gorzeć  w  kominku  przez  dwa 

tygodnie,  jednak  sir  Guy  z  tajemniczym  uśmiechem  nie  ruszał  się  z  miejsca.  Alyssa  wraz  z 
innymi zastanawiała się, kogo wybierze lord Misrule.  

W  głębokiej  ciszy  Hoodwink  wstał,  wyszedł  przed  stoły,  po  czym  z  rozbawioną  miną 

zatrzymał się przed nią.  

– Za pozwoleniem pana zamku  Snape wybieram  lady  Alyssę, aby podpaliła świąteczne 

polano. Jest jedyną panną w rodzinie Cavendishów i jej czystość uświęci nasz ogień.  

Powiedziawszy to, podszedł i wyciągnął ku niej dłoń.  
Pod  ciepłym  spojrzeniem  króla  błaznów  jej  policzki  pokraśniały.  Wstrzymując  oddech, 

czekała,  kiedy  doda  kąśliwą  uwagę  do  swojej  pięknej  przemowy,  lecz  zamiast  tego  zapytał 
dwornie: 

– Czy zechcesz, pani, nieść dla nas pochodnię? 
Gillian, która siedziała tuż obok, dała siostrze lekkiego kuksańca.  
– Nie nadużywaj jego cierpliwości, Alysso. Powstań, zanim zmieni zdanie.  
Jeden z paziów odsunął krzesło, aby mogła wyplątać spomiędzy nóg stołu fałdy ciężkiej, 

adamaszkowej sukni koloru morwy, a sir Guy dał sygnał do wiwatów i oklasków na jej cześć. 
Na jej cześć? Poczuła się dziwnie oszołomiona. Hoodwink ścisnął jej lodowatą dłoń.  

–  Głowa  do  góry,  Alysso  –  szepnął,  ceremonialnie  prowadząc  ją  przez  salę  ku 

podwyższeniu przed kominkiem. – Niech każdy podziwia twoje piękne, niebieskie oczy.  

–  Jaki  złośliwy  psikus  tym  razem  mi  szykujesz?  –  zapytała  ściszonym  głosem.  –  Czy 

polano sypnie mi iskrami w twarz? 

background image

Z politowaniem pokręcił głową.  
– Rozchmurz się, Alysso. Czyż mógłbym uczynić coś tak podłego pięknej kobiecie? 
Stanęli na podwyższeniu. Na palenisku leżał potężny, dębowy pień otoczony podpałką i 

zwieńczony  przybraniem  z  ostrokrzewu.  Lord  Misrule  podpalił  nawoskowaną  smolną 
pochodnię i wręczył Alyssie.  

– Czy odważysz się podjąć wyzwanie? 
Pewnie, że się odważy! Nigdy nie cofała się przed wyzwaniami.  
–  Przekonajmy  się  więc,  jaka  jestem  niewinna  i  słodka  –  powiedziała,  przykładając 

głownię  do  podpałki.  Żaden  proch  nie  wybuchł  jej  w  twarz.  Ogień  rozgorzał  ochoczo, 
pochłaniając drewka ułożone wokół pnia.  

Sala  rozbrzmiała  okrzykami  i  wiwatami.  Alyssa  z  wolna  odwróciła  się  od  kominka  i  z 

dumnie  uniesioną  głową  popatrzyła  na  rodzinę,  gości  i  służbę.  Wszyscy  klaskali,  tupali  i 
uśmiechali  się  do  niej.  Ten  powszechny  aplauz  całkowicie  ją  oszołomił.  Wargi  jej  drżały, 
kiedy odpowiedziała ukłonem.  

Hoodwink wyjął jej pochodnię z rąk i cisnął w ogień.  
– Gotowe. Nic się nie stało, prawda? 
Alyssa była zbyt oszołomiona, by wymyślić ciętą ripostę. Gdy odprowadzał ją do stołu, 

chciwie  chłonęła  życzliwe  spojrzenia  i  uśmiechy.  Dobry  nastrój  przetrwał  przez  wszystkie 
dwanaście  dań  wystawnego  obiadu  i  rozpłynął  się  dopiero  wtedy,  gdy  panny  służebne 
wniosły wielką jemiołę, dając sygnał do nowej zabawy. Alyssa zacisnęła powieki. Nie chciała 
widzieć rozpalonych twarzy, nie chciała słyszeć radosnych okrzyków i braw.  

Nie cierpiała takich uciech. To obrzydliwe, być całowaną przez podpitych, śliniących się 

z podniecenia mężczyzn, warczała w duchu, skutecznie odstraszając wrogą miną tych, którzy, 
mieli  ochotę  zaciągnąć  ją  pod  jemiołę.  Była  pewna,  że  ten  zwyczaj  wymyślono  dla 
niewyżytych kochanków oraz głupców.  

Nie  podniosła  się  z  krzesła,  choć  reszta  rodziny  –  nawet  Gillian,  która  toczyła  się  jak 

okrągły pudding – radośnie zgromadziła się pod łukiem wejścia, gdzie majordomus czerwoną 
wstążką przywiązał wielką gałąź. Wśród zielonych liści połyskiwały blade jagody. Na sygnał 
lorda  Misrule’  a  muzykanci  zagrali  skoczną  nutę  i  tancerze  wysypali  się  na  środek  sali. 
Czerwony  od  nadmiaru  trunku  lord  Dumbdale  podsunął  się  ku  Alyssie,  lecz  zbyła  go 
poirytowanym gestem.  

Muzyka  przyspieszyła  tempo.  Co  chwila  któryś  z  tancerzy  ciągnął  swoją  partnerkę  pod 

jemiołę i całował ją, dopingowany przez pozostałych gości. Alyssa z pogardą wydęła wargi, 
choć stopy mimowolnie wystukiwały pod stołem rytm. Nawet nie zauważyła, że pochylił się 
nad nią Hoodwink.  

– Czyżbyś nie umiała tańczyć? 
Podskoczyła na dźwięk jego głosu, ale szybko się opanowała.  
– Tańczę całkiem dobrze, jeśli mam na to ochotę.  
– A w tej chwili masz? 
– No... nie... – zająknęła się.  
– Widzę, że twoje stopki już podjęły decyzję – powiedział ze śmiechem, biorąc ją za rękę. 

background image

– Niech więc prowadzą nas do tańca.  

Na próżno usiłowała mu się wyrwać.  
– Gbur! 
Bezczelnie zaśmiał się jej w twarz.  
–  Udowodnij  mi,  że  naprawdę  potrafisz  tańczyć,  moja  pani.  A  może  obawiasz  się,  że 

nastąpię ci na rąbek pięknej sukni? 

– Jesteś zdolny do wszystkiego – odparowała. Pociągnął ją lekko, zmuszając, by wstała z 

krzesła.  

– Taniec ze mną to taniec z diabłem – ostrzegł. – Ośmielisz się podjąć wyzwanie? 
Znaczący ton jego głosu pobudzi! jej zmysły.  
–  Zatańczysz  na  diabelskiej  karuzeli,  Misrule  –  obiecała  mściwie.  –  Twoje  stopy  będą 

błagały o litość, zanim ucichnie muzyka! – zawołała, żwawo ruszając w tany.  

Skoczny szkocki taniec przeszedł w drugi, równie żywy, po którym nastąpiła najbardziej 

ulubiona  przez  wszystkich  galiarda.  Alyssa,  wbrew  ponurym  przewidywaniom,  bawiła  się 
świetnie.  Hoodwink  okazał  się  znakomitym  tancerzem  i  ani  razu  nie  zgubił  kroku.  Ludzie 
otoczyli ich kręgiem, klaszcząc do taktu. Zziajana Alyssa po godzinie marzyła już tylko, by 
usiąść. Hoodwink, jakby czytał w jej myślach, pociągnął ją pod ścianę nieopodal jemioły.  

– Dobrze tańczysz, lordzie Misrule’u – pochwaliła.  
– No, no – powiedział z kpiącym podziwem. – Komplement od lady Alyssy Cavendish! 

Czuję się wielce zaszczycony.  

– Tak mi się tylko wyrwało – błyskawicznie ostudziła jego radość.  
–  Czyżby?  –  Podszedł  bliżej  i  wpatrzył  się  w  nią  swymi  ciemnymi  oczami,  z  których 

wyzierała tajemna zmysłowość. – A może powiesz mi coś jeszcze? 

Alyssa stała się czujna. Odsunęła się gwałtownie.  
– Jesteś... jesteś...  
Otoczył  ją  ramieniem  i  zanim  zdążyła  pomyśleć,  poczuła  jego  wargi  na  swoich  ustach. 

Pocałunek,  choć  nie  był  lubieżny  ani  gwałtowny,  natychmiast  zmiótł  jej  opór.  Owładnięte 
pożądaniem zmysły domagały się więcej. Alyssa zarzuciła Hoodwinkowi ręce na szyję, tuląc 
się do niego bezwstydnie. W tej samej chwili odsunął ją od siebie, pozostawiając nienasycone 
usta  na  pastwę  żaru,  który  sam  wzniecił.  Popatrzyła  na  niego  bezradnie,  oszołomiona  siłą 

pragnienia, jakiego jeszcze nie znała.  

Bez słowa sięgnął do jemioły i oderwał dwie jasne jagody.  
–  Daję  ci  te  owoce  na  szczęście,  jak  każe  obyczaj  –  powiedział  niskim,  schrypniętym 

głosem. Rozwarł jej zaciśniętą dłoń i położył na niej dwie kulki.  

Każdy nerw Alyssy był napięty jak struna.  
– Pomyliłeś się, mój ty czarusiu. Całowałeś mnie tylko raz.  
– Mylisz się, piękna wiedźmo. Pocałowałem ciebie, a ty mnie, co czyni dwa pocałunki.  
– Ja cię całowałam? – szepnęła bez tchu, wciąż czując słodycz na wargach.  
– Tak, moja miła. – Odstąpił krok i skłonił się nisko. – A teraz wybacz, ale muszę wracać 

do swoich obowiązków. Życzę ci słodkich snów tej nocy.  

Dopiero teraz otrząsnęła się z oszołomienia.  

background image

–  Jesteś  potrójnie  podstępnym  draniem  –  powiedziała  z  pasją.  Odpowiedział  jej 

zbójeckim uśmiechem, i nim umknął w głąb sali, rzucił: 

– Śnij o mnie, Alysso...  
– Jeszcze czego! – zawołała i pomknęła do swej komnaty. Już drugą noc długo nie mogła 

zasnąć. A kiedy wreszcie zmęczone powieki opadły, śniła o lordzie Misrule’u i jego upojnych 
pocałunkach.  
 

 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

Choć  ranek  dwudziestego  szóstego  grudnia  wstał  zimny  i  pochmurny,  udało  się 

przeprowadzić  tradycyjne  wyścigi  konne  w  dniu  świętego  Stefana.  Kiedy  syte  wrażeń 
towarzystwo  wracało  do  zamku,  niebo  sypnęło  śniegiem.  Ruch  na  świeżym  powietrzu 
zaostrzył  apetyty.  Służba  donosiła  półmiski  z  wołowiną  i  baranimi  udźcami,  kurczęta  w 
miodzie oraz upieczone w całości prosięta. W misie piętrzyły się ostrygi. Hoodwink zabawiał 
kompanię  uciesznymi  balladami.  Nawet  smętnym  konkurentom  do  ręki  Alyssy  udzielił  się 
radosny nastrój.  

Przed  deserem  uroczyście  zagrzmiały  fanfary  i  wszyscy  ucichli.  Zza  kotary  w  drugim 

końcu  sali  wyłonił  się  młodziutki,  szczupły  paź  w  obcych  barwach  i  uroczystym  krokiem 
wstąpił na podium. Na tunice z białej satyny miał naszytą dużą, czerwoną literę A w koronie. 
Lord Misrule wyszedł zza stołu i stanął przed wysłannikiem.  

– Ktoś ty? – zagrzmiał. – Skąd przybywasz? 
Paź skłonił się przed nim, a potem złożył ukłon lady Celeste i sir Guyowi.  
–  Jestem  sługą  wielkiego  pana,  Dwunastego  Rycerza,  i  przybywam  z  Krainy...  –  dla 

większego efektu zawiesił głos – z Krainy Miłości! – dokończył triumfalnie.  

–  Brawo!  –  zawołała  Celeste,  nagradzając  chłopca  oklaskami.  Całą  uwagę  Alyssy 

przyciągnął  pakunek  w  rękach  pazia.  Dałaby  wszystko,  żeby  wiedzieć,  co  mieści  się  w 
owiniętym czerwoną satyną i przewiązanym złotą wstęgą pudle.  

Hoodwink przyjacielsko poklepał chłopca po ramieniu.  
– W imieniu lorda i lady Cavendish witam w zamku Snape. Do kogo przybywasz? 
– Kto jest tym szczęśliwcem? – szepnęła do siostry podniecona Gillian.  
Alyssa mogła tylko mieć nadzieję, że nie będzie to następny podarek dla dziecka Gillian. 

Jeszcze nie przyszło na świat, a już otrzymało górę prezentów... Natychmiast ofuknęła się w 
duchu za taką małostkowość.  

Paź powiódł wzrokiem po sali i oznajmił gromko: 
– Przywiozłem dar dla najwspanialszej z kobiet, która zamieszkuje te ziemie.  
No  tak,  pomyślała  smętnie,  pewnie  chodzi  o  mamę.  Tata  jak  zwykle  chciał  sprawdzić 

niespodziankę umiłowanej Celeste. Jakże szczęśliwa jest kobieta, która kocha swego męża i 
jest  przez  niego  kochana!  Alyssa  pociągnęła  wina  z  pucharka,  by  zagłuszyć  tęsknotę  za 
udanym małżeństwem, takim jak rodziców czy siostry.  

– Zechciej nam zdradzić imię tej najwspanialszej z kobiet – zawołał lord Misrule.  
Paź godnie wypiął pierś.  
– Jest nią lady Alyssa Cavendish! – oznajmił donośnie. Zwrócił się w stronę honorowych 

miejsc  i  zgłupiał,  ujrzał  bowiem  dwie  jak  krople  wody  podobne  kobiety,  które  na  dodatek 
siedziały obok siebie. Mruknął do Hoodwinka. – Panie, która to z nich? 

Mistrz  ceremonii  dyskretnie  wskazał  właściwą  osobę.  Drżąca  z  przejęcia  Alyssa 

podniosła się z miejsca, czując wlepione w siebie spojrzenia.  

– Tu jestem! 
– Dlaczego ty? – syknęła Gillian.  

background image

Jej złość była miodem na serce Alyssy.  
– A dlaczego nie ja? – zapytała słodko. – Nie uważasz, że teraz wreszcie pora na mnie? 
– Pewnie są tani same ślimaki i ropuchy – warknęła siostrzyczka.  
Lecz Alyssa już nie słuchała. Niecierpliwie wyjęła chłopcu pudło z ręki i postawiła przed 

sobą na stole. Wstrzymywała się z otwieraniem, sprawdzając, czy wszyscy patrzą. Z radością 
zauważyła,  że  trzej  kawalerowie  mają  miny  równie  zdumione  jak  reszta  gości.  Wreszcie, 
kiedy napięcie sięgnęło zenitu, rozwiązała wstążkę i uniosła wieko.  

Nic nie skoczyło jej do oczu, nic nie wypełzło. W środku, na wyściółce z białej satyny, 

stało śliczne, marcepanowe drzewko. Z jego gałęzi zwisały trzy złote gruszki, a na szczycie 
przycupnęła przepiórka, zmyślnie wycięta z kandyzowanej figi.  

Alyssa delikatnie wyjęła drzewko i uniosła w górę, aby każdy mógł je podziwiać. Mało 

która dama mogła się poszczycić tak niezwykłym prezentem od nieznanego wielbiciela! 

–  Podziękuj,  proszę,  swojemu  panu  za  ten  wspaniały  dar.  Schrupię  go  do  ostatniego 

okruszka.  

Paź wyszczerzył zęby w uśmiechu i skłonił się dwornie, a potem odbiegł w podskokach. 

Salę wypełnił gwar. Wszyscy żywo komentowali wydarzenie, snując najróżniejsze domysły.  

– Te gruszki wyglądają bardzo apetycznie – zauważyła Gillian. Alyssa ustawiła drzewko 

przed sobą i łakomie odłamała gałązkę. 

– Dobre – oblizała się.  
Siostra popatrzyła na nią spod zmrużonych powiek.  
– Sama zjesz to wszystko? 
– Oczywiście, Gillie. To nie jest dar dla nas, tylko dla mnie – stwierdziła z naciskiem. – 

Tak jak powiedziałam, schrupię słodkie cudo do ostatniego okruszka.  

Gillian skrzywiła się, lecz nie powiedziała nic więcej. Dawniej bez namysłu rozpuściłaby 

złośliwy język, ale szacownej mężatce nie godziło się zachowywać jak dzierlatka.  

Alyssa kończyła już drugą gruszkę.  
– Boskie! – rozpływała się w zachwytach.  
Uporawszy się z trzecią  gruszką, przepiórką i  paroma gałązkami, poczuła, że ma dosyć 

słodyczy.  Jednak  nie  śmiała  odstawić  drzewka  z  obawy,  że  Gillian,  której  przyrodzone 
łakomstwo  zwiększył  ciążowy  apetyt,  uszczknie  kawał  smakołyku.  Z  wyzywającym 
uśmiechem  wsadziła  do  ust  lukrowy  listek.  Zęby  zaczynały  już  ją  boleć  od  nadmiaru 
słodkości. Zerknęła na siostrę, mając nadzieję, że mrożąca krew w żyłach historia o duchach, 
którą raczył towarzystwo Hoodwink, odciągnie jej uwagę. Płonne nadzieje! Gillian gapiła się 
na ogryzione drzewko jak terier, który czuje szczura w norze.  

– Coś mi się zdaje, że odchorujesz to cudo, jeśli zjesz je całe – powiedziała kąśliwie.  
Alyssa pociągnęła solidny łyk wina, aby przepłukać usta.  
– Nonsens – prychnęła i zabrała się za ostatnią gałązkę. Pozostał jeszcze pień. Na próżno 

modliła  się,  aby  okazał  się  pusty  w  środku.  Poczuła  się  jeszcze  gorzej,  kiedy  uświadomiła 
sobie, że powinna jednak poczęstować siostrę i matkę. Teraz było już za późno.  

Udręczony  żołądek  zaczął  się  buntować.  Z  najwyższym  trudem,  niemal  dławiąc  się, 

Alyssa przełknęła ostatnie kawałki pnia i popiła winem. Siedziała wyprostowana w krześle, 

background image

masując brzuch, a w gardle narastała jej ohydna, mdląca gula. Kurczowo zacisnęła dłonie na 
rzeźbionych poręczach. Pot wystąpił jej na czoło.  

Wytrzymasz! – zaklinała się w myśli. Wstała sztywno, oceniając odległość do najbliższej 

latryny, która znajdowała się w końcu długiego korytarza. Całe mile stąd! Alyssa stłumiła jęk. 

Jeszcze chwila, a zwymiotuje wszystko na stół. Na Boga, musiała zdążyć! 

Zakryła usta dłonią, a drugą gorączkowo zebrała ciężkie fałdy sukni i pobiegła przez salę, 

roztrącając tancerzy i zdumioną służbę. Korytarz dłużył się, jakby nie miał końca. Ostatkiem 
sił  wpadła  do  ciasnego  pomieszczenia  w  występie  zanikowego  muru  i  z  jękiem  zwróciła 
naturze  gruszki,  przepiórkę,  drzewko  i  całą  kolację  na  dokładkę.  A  potem  na  chwiejnych 

nogach  dowlokła  się  do  najbliższej  ławy  i  opadła  na  nią  bezsilnie,  ciężko  łapiąc  oddech. 
Czuła się paskudnie, ale dzielnie powstrzymywała łzy. Przymknąwszy oczy, oparta głowę o 
chłodne kamienie. Kiedy tylko dojdzie do siebie, wymknie się do swojej komnaty i skryje się 
w miękkim łożu. Nagle poczuła, że ktoś przysiadł się do niej.  

– Idź sobie – wymamrotała ze złością.  
Robert ze współczuciem popatrzył na bladą twarzyczkę. Nie przypuszczał, że Alyssa zje 

od  razu  cały  smakołyk,  ale  nie  zamierzał  dokuczać  jej  z  powodu  niepohamowanego 
łakomstwa. Zapłaciła za nie z nawiązką.  

– Już ci lepiej? – zapytał z troską.  
Uniosła powieki, ale kiedy zobaczyła jego twarz, odwróciła wzrok.  
– W sali było za gorąco – powiedziała cicho. – Poczułam się źle. Robert ustawił na ławie 

tackę, którą przyniósł ze sobą, wziął z niej dzbanek i nalał parującego płynu do kubka.  

– Wypij to.  
Nieufnie pokręciła głową.  
– Kolejny błazeński żart? 
– Z żołądkiem nie ma żartów, moja panno. Wypij, a poczujesz się lepiej.  
Zerknęła na niego nieufnie, ale wzięła kubek i powąchała jego zawartość. Robert walczył 

z pokusą, aby chwycić Alyssę w ramiona i utulić, taka była nieszczęśliwa.  

– To tylko napar z rumianku i rozmarynu z paroma listkami mięty. Najlepszy środek dla 

delikatnych dam oraz ich równie delikatnych żołądków.  

– Czy wyglądam aż tak żałośnie, że musisz o mnie dbać jak o więdnącą lilię? 
Puścił mimo uszu tę zgryźliwą uwagę.  
– Szkoda, że tak szybko wyszłaś. Graliśmy w ciuciubabkę i jeden z twoich zalotników, sir 

Jeremy,  tak  się  rozpędził,  że  rąbnął  nosem  w  gzyms  kominka.  Wypiękniał  od  tego  jeszcze 

bardziej.  

Alyssa wreszcie uśmiechnęła się, nic jednak nie rzekła.  
– Więc jak, podejmiesz wyzwanie? – nalegał.  
–  A  nie  wpuściłeś  tam  jakichś  diabelskich  ingrediencji?  –  zapytała,  komicznie  unosząc 

brwi.  

Robert uśmiechnął się z zadowoleniem. Nareszcie wróciła dawna Alyssa! 
– Oczywiście, że tak – potwierdził ochoczo. Bez wahania przyłożyła kubek do ust.  
– Nie wyrosną mi w nocy pazury ani jaszczurcze łuski? – upewniła się.  

background image

– Poczekamy, zobaczymy... Wysączyła napój do dna.  
– Och, jak chciałbym cię pocałować – powiedział cicho.  
– Oszalałeś?! Przecież ledwie dycham – niknęła.  
– Och, już ci lepiej, ale jest inny...  
– Zaraz, zaraz, Hoodwink! – Obrzuciła go złym okiem. – Może mi wyjaśnisz, dlaczego 

tak śmiało sobie poczynasz? Wczoraj nie zważałeś na nic.  

Uśmiechnął  się  w  duchu.  Wprawdzie  teraz  nastroszyła  piórka,  ale  tak  naprawdę  nie 

obraziła się za pocałunek.  

– Jest inny powód. Nie ma tu jemioły.  
– Z czego bardzo się cieszysz, jak widzę – sarknęła. Serdecznie ujął jej dłoń.  
– Źle widzisz, bo brak jemioły smuci mnie niepomiernie. Natomiast cieszę się, bo znów 

się ze mną droczysz, a to widoma oznaka, że lepiej się już czujesz. Mam też nadzieję, że po 
owym  obżarstwie,  tak  bardzo  w  skutkach  opłakanym,  zrozumiesz  wreszcie,  iż  dzieląc  się  z 
innymi, uczynisz dobrze dla swego zdrowia i humoru.  

–  Och,  czyżby  król  błaznów,  inaczej  zwany  lordem  Misrule’em,  miał  się  również  za 

lekarza? 

– I to wielce biegłego w swej profesji. Moja specjalność to złamane serca.  
– Cóż, poszukaj sobie innej pacjentki. Moje serce jest w doskonałym stanie.  
– Czyżby? – zapytał cicho, przyklękając i całując wierzch jej dłoni.  
Gwałtownie wciągnęła powietrze i drżąc, cofnęła rękę.  
–  Jestem  bardzo  zmęczona.  Chyba  twój  czarodziejski  napar  zaczął  działać.  Życzę  ci 

dobrej nocy. – Wstała i odeszła do swojej komnaty.  

Patrzył  na  oddalającą  się  Alyssą,  walcząc  z  pokusą  pochwycenia  jej  w  objęcia.  Jednak 

rozsądek nakazywał, aby na resztę wieczoru zostawić ją w spokoju.  

– Niech anioł czuwa nad twoimi snami – powiedział miękko. Obejrzała się przez ramię i 

posłała mu uśmiech, miły, szczery, całkiem wyzbyty złośliwości.  

– Dzięki za anioła. Zwykle dżentelmeni odsyłali mnie do diabła.  
Zaśmiał się i uchylił czapki.  
– Wniosek z tego, że nie jestem dżentelmenem... o czym zresztą dobrze wiesz.  
Skinęła  głową  i  znikła  za  rogiem.  Robert  nasłuchiwał  lekkich  kroków,  a  potem  trzasku 

zamykanych  drzwi.  Boże  jedyny,  jakiż  cudowny  miała  uśmiech!  I  jakie  smutne  serce...  Już 

nie . myślał o zakładzie. Pragnął pomóc Alyssie i gotów był się modlić, by mu się to udało.  

Dwudziestego  siódmego  grudnia  śnieżna  zadymka  zatrzymała  gości  w  zamku.  Kiedy 

podano do stołu, wszyscy z nadzieją patrzyli na lorda Misrule’a, oczekując, że ich zabawi i 
odpędzi nudę.  

Pomiędzy  mięsiwem  a  sałatkami,  gdy  Hoodwink  zapowiedział  grę  w  fanty,  nagle 

rozbrzmiały fanfary, a zza kotary, niczym czarodziejski duszek, wyłonił się paź, który trzymał 
zakrytą ptasią klatkę. Rozejrzał się wokół, a potem ruszył ku honorowemu stołowi. Hoodwink 
wystąpił mu naprzeciw.  

– Znów oto do nas przybyłeś, mały wysłanniku – powiedział.  
– Tak, panie – odpowiedziało wielce speszone pacholę.  

background image

– I przynosisz z sobą kolejny dar? 
– Tak, ale nie dla ciebie, lordzie Misrule’u.  
–  Kogo  zatem  zechce  dziś  uhonorować  twój  pan?  Chłopię  nabrało  powietrza  w  płuca  i 

wrzasnęło: 

– Lady Alyssę! 
Celeste pochyliła się ku rozradowanej córce.  
– Eh, bien, Alysso! Zdaje mi się, że wreszcie podbiłaś czyjeś serce. Ale czyje? 
A  cóż  ją  to  obchodziło?  Ciekawe  natomiast,  jakie  ptaszki  są  w  klatce.  Tajemniczy 

wielbiciel  i  tak  kiedyś  się  ujawni,  a  do  tego  czasu  będzie  się  cieszyć  jego  podarkami  i 
powszechną  uwagą,  jaką  zaczęła  wzbudzać  jej  osoba.  Tym  razem  bez  wahania  powstała  z 
krzesła i zwróciła się do pazia: 

– Podejdź bliżej, chłopcze. Pokaż, co dziś przysyła mi Dwunasty Rycerz.  
Paź  postawił  klatkę  na  stole.  Alyssa  ściągnęła  z  niej  materiał  i  zobaczyła  dwa 

śnieżnobiałe  gołąbki  patrzące  na  nią  oczami  czarnymi  jak  paciorki.  Z  trudem  ukryła 
rozczarowanie. Miała nadzieję, że będą to  barwne papugi  z zamorskich krajów. Słyszała, że 
można je nauczyć angielskich słów.  

–  Piękne,  tłuściutkie  gołąbki!  Zanieś  je  do  gołębnika,  James  –  powiedziała  Celeste  do 

służącego.  

Alyssa  zawrzała  gniewem.  Gołębie  były  darem  dla  niej  i  matka  nie  miała  prawa  nimi 

rządzić. Przyciągnęła do siebie klatkę.  

–  Myślisz,  że  pozwolę,  aby  przerobiono  ptaki  Wenus  na  pasztety?  Dwunasty  Rycerz  z 

pewnością poczułby się urażony, gdyby się o tym dowiedział.  

Jamie Campbell, szwagier Alyssy, uśmiechnął się kpiąco.  
– Od kiedy to zważasz na uczucia swoich adoratorów? 
– Od zawsze... o ile na to zasługują – oświadczyła, patrząc na niego z góry.  
– Siostrzyczko, zobacz, jest jeszcze coś dla ciebie – wtrąciła Gillian.  
Alyssa poczuła ucisk w gardle, gdy ujrzała pudło owinięte czerwoną satyną i przewiązane 

złotą  wstążką.  Niechętnie  przyjęła  dar.  Zrobiło  się  jej  niedobrze  na  widok  kolejnego 
marcepanowego drzewka z gruszkami i  przepiórką, zarazem  jednak wzdragała się podzielić 
niechcianym darem z innymi. Przecież przeznaczony był tylko niej! Zje go później, po trochu, 

w zaciszu swojej komnaty, kiedy znów wróci jej apetyt na słodycze.  

Wtedy  dostrzegła  spojrzenie  Hoodwinka.  Gdy  ich  oczy  się  spotkały,  znacząco  uniósł 

brew  i  skinął  głową  w  kierunku  pudełka.  Nieomal  słyszała,  jak  pyta:  „Czy  ośmielisz  się 
podjąć wyzwanie?”.  

Wyzywająco uniosła głowę i obróciła się ku lady Celeste.  
– Mamo, czy masz ochotę spróbować tego wspaniałego przysmaku? 
Gillian stłumiła okrzyk zaskoczenia.  
– Uważaj, mamo. Widocznie Alyssa wie coś o tym drzewku, czego my nie wiemy.  
Co za złośliwość! Uznała jednak, że najlepszą ripostą będzie jej zignorowanie, i z miłym 

uśmiechem dodała: 

– Poczęstuj się, mamo. To jest naprawdę dobre, choć przyznam, że sycące.  

background image

Celeste  sięgnęła  po  drzewko,  lecz  w  ostatniej  chwili  cofnęła  rękę.  Alyssa  przygryzła 

wargi. Cóż,  pewnego  razu posypała  ciasto z czereśniami pieprzem,  tylko dlatego,  że Gillian 
pozwolono założyć na  rodzinną uroczystość naszyjnik z perłami,  a jej  nie... Wahanie matki 
upokorzyło Alyssę, a tego uczucia doznawała rzadko.  

– Proszę, mamo, spróbuj...  
W  ciszy,  jaka  zapadła  po  jej  słowach,  lord  Misrule  bezceremonialnie  sięgnął  po 

najbardziej dorodną marcepanową gruszkę i wsadził sobie do ust.  

–  To  prawdziwa  uczta  dla  podniebienia  –  z  błogą  miną  powiedział  do  Celeste.  –  Lady 

Alyssa musi być kochającą córką, skoro dzieli się z matką takim smakołykiem.  

–  I...  i  z  całą  rodziną  –  dodała  szybko  Alyssa,  oszczędzając  Hoodwinkowi  dalszych 

peanów na swoją cześć. Nawet jeśli w głębi ducha kpił sobie z niej, ni mrugnięciem się z tym 
nie zdradził. Była więc publicznie chwalona, co nie zdarzało się często. Gładko obdarzyła go 
uśmiechem.  

Odwzajemnił się jeszcze serdeczniejszym, skierowanym tylko do niej.  Było w nim tyle 

czułości, że serce Alyssy przyspieszyło biegu.  

Hoodwink wyjął jej drzewko z drżących rąk.  
– Za twoim pozwoleniem, lady Alysso, poczęstuję wszystkich.  
Z  rezygnacją  skinęła  głową  i  usiadła.  Pozostało  jej  tylko  patrzeć,  jak  rodzina  i  goście 

zajadają się przysmakiem. W jej głowie wirowały sprzeczne myśli. Kim jest ten tajemniczy 
mistrz  ceremonii  i  dlaczego  jego  osoba  tak  piorunująco  na  nią  działa?  Dlaczego,  ile  razy 
znajdzie się w jego bliskości, nerwy napinają się jak struny, zmysły ogarnia gorączka? Za 
niecałe  dwa  tygodnie  zniknie  z  jej  życia,  ale  do  tego  czasu  będzie  ją  czarował,  tumanił  i 
uwodził, jak jeszcze nigdy nie czynił tego żaden mężczyzna.  

Nazajutrz,  w  dniu  Świętych  Młodzianków,  słońce  zajaśniało  na  błękitnym  niebie.  Tym 

razem  Robert  zaprosił  nie  tylko  mieszkańców  i  gości  zamku,  ale  również  okolicznych 
chłopów  na  wybieg  koło  stajni,  aby  mogli  podziwiać  wesołe  zawody.  Kolorowe  proporce 
trzepotały  na  drzewcach,  gdy  rodzina  Cavendishów  zajęła  miejsca  na  naprędce  skleconych 
trybunach.  Rozległ  się  grzmot  oklasków,  kiedy  lord  Misrule  zapowiedział  zawody  gęsi  i 
prosiąt. Widzowie mieli uciechę, gdy stworzenia z gęganiem i kwikiem opadły sługę, który 
wabił je smakołykami. Poszły w ruch zakłady i zabawa rozkręciła się na całego.  

Robert  skrycie  obserwował  Alyssę.  Tym  razem  porzuciła  nadętą  minę  i  bawiła  się  nie 

gorzej niż inni, zaśmiewając się do łez i klaszcząc, kiedy świnka, na którą stawiała, zdobyła 
smakowitą  nagrodę.  Ten  widok  sprawił,  że  sam  poczuł  się  lekko  i  radośnie.  Nie  mógł  się 
napatrzeć  na  tę  piękną,  pełną  ukrytego  żaru  kobietę  o  bystrym  umyśle.  Trzeba  było  tylko 
kogoś,  kto  udowodniłby  jej,  jak  bardzo  warta  jest  miłości.  Kogoś  takiego  jak  on.  Im  lepiej 
poznawał  Alyssę,  tym  bardziej  ją  lubił,  natomiast  zakład  z  Nathanielem  odchodził  w 
niepamięć.  

Po  krótkim  odpoczynku  goście  z  nowym  zapałem  przystąpili  do  obiadu  i  kolejnych 

zabaw. Robert jadł, śpiewał i opowiadał anegdoty, aż wreszcie, korzystając z chwili przerwy, 
dyskretnie  dał  znak  i  zabrzmiały  fanfary.  Towarzystwo  natychmiast  ucichło  w  oczekiwaniu 
kolejnej niespodzianki Dwunastego Rycerza.  

background image

Robert skinął na jednego z paziów, który wniósł  zakrytą klatkę z gołębiami i  satynowe 

pudełko.  

Inny paź postawił przed Alyssą półmisek i uniósł pokrywę.  
– Oto dar dla ciebie, lady Alysso – oznajmił. – Te kapłony pieczone są w miodzie.  
Z trudem kryjąc rozczarowanie, patrzyła na trzy pięknie wypieczone tłuściutkie kapłony. 

Robert  nie  spuszczał  z  niej  wzroku,  gdy  drugi  paź  wręczył  jej  gołębie  i  marcepanowy 
przysmak. Z rozbawieniem dostrzegł, jak skrzywiła się na widok pudełka.  

–  Wszystkie  dary  są  dla  lady  Alyssy  –  wykrzyknął  drugi  z  chłopców,  ubrany  w  białą 

tunikę z literą A na piersi, zdobną koroną. – Przysyła je nasz pan, Dwunasty Rycerz, wraz z 
wyrazami najwyższego zachwytu nad jej urodą i charakterem.  

Ostatnie słowa wywołały żywe komentarze przy rodzinnym stole. Alyssa słyszała je aż za 

dobrze. Krwisty rumieniec oblał jej policzki.  

Jamie Campbell powiedział głośnym szeptem do żony: 
– Najwyraźniej Dwunasty Rycerz nigdy nie widział twojej siostry.  
Robert  skarcił  go  spojrzeniem  i  skruszony  Jamie  wbił  wzrok  w  talerz.  Trzeba  było 

natychmiast  coś  zrobić,  aby  uchronić  Alyssę  przed  dalszymi  atakami.  Szybko  wystąpił  na 
środek sali, dał znak swoją pałeczką i komentarze ucichły.  

Z uśmiechem powiódł wzrokiem po zebranych.  
– Dwunasty Rycerz zna serce swojej damy i jej nieskończoną hojność – ogłosił, rzucając 

Alyssie ostrzegawcze spojrzenie, aby trzymała swój język na wodzy. – Lady Alyssa w swojej 
szczodrości  pragnie  podarować  ten  po  królewsku  przyrządzony  drób  ostatniemu  stołowi  w 
sali – zakończył, wskazując miejsce przy drzwiach, gdzie siedziała starszyzna z okolicznych 

wiosek.  

Włościanie  rozdziawili  usta  ze  zdumienia,  zachwyceni  tak  niespodziewanym  darem. 

Alyssa, mimo otrzymanego ostrzeżenia, już otwierała usta, aby zaprotestować, ale Hoodwink 
zrobił taką minę, że zamilkła. Nie psuj tego, co robię dla ciebie! – mówiło jego spojrzenie. 
Dał  znak  paziom,  aby  zanieśli  potrawy  gościom.  Na  jego  znak  publika  uczciła  oklaskami 
hojność pani.  

W  niebieskich  oczach  Alyssy  błyszczała  chęć  mordu,  ale  grzecznie  wyjęła  drzewko  z 

pudełka i rzekła: 

–  Panie  Hoodwink!  Proszę  przekazać  ten  dar  mojemu  szwagrowi.  Mam  nadzieję,  że 

osłodzi jego kwaśny język.  

Roberta zaskoczył hojny gest Alyssy, dlatego odbierając od niej pudełko, szepnął: 
– Zadziwiasz mnie, milady.  
– Jeszcze nieraz cię zadziwię, lordzie Misrule’u – odparła z tajemniczym uśmiechem.  
Gdy zaczęły się tańce, Alyssa dopadła Hoodwinka w kącie pod jemiołą.  
–  Jak  śmiałeś  decydować  o  moich  prezentach.  To  bezczelność!  –  syknęła  z  długo 

hamowaną furią.  

– Jako lord Misrule rozkazuję ci, abyś wyznała mi szczerą prawdę. Czy nie ucieszył cię 

aplauz, z jakim  wszyscy powitali  twoją  wspaniałomyślność? Czy oklaski nie smakują lepiej 
niż słodki marcepanowy ulepek? 

background image

– Tak, ale... – zająknęła się, nagle zbita z tropu. Robert uciszył ją gestem.  
–  Jeśli  tak,  nauczyłaś  się  dzisiaj  czegoś  ważnego,  Alysso  –  powiedział  z  powagą.  –  Im 

bardziej ustępujesz, tym więcej dostajesz.  

– Gadanie! – burknęła.  
Chwycił ją za ramiona i odwrócił ku sali pełnej tańczących par.  
– Popatrz na sir Jeremy’ego. Stoi z boku, marząc o jednym: by zatańczyć z tobą. W końcu 

przyjechał tu z twojego powodu, prawda? 

Prychnęła pogardliwie.  
– On? Ten szpetny jąkała i kulas? Już prędzej wolałabym zatańczyć z gęsią.  
Robert pokręcił głową. Alyssa stanowczo potrzebowała jeszcze kilku lekcji grzeczności. 

Otoczył jej talię ramieniem. Przez chwilę zastanawiał się, czy rozebrana jest równie smukła 
jak teraz, ściśnięta sznurówkami. Ta myśl sprawiła, że poczuł gorąco w podbrzuszu.  

– Powściągnij swój język, milady. Sir Jeremy urodził się kaleki i przez wiele bolesnych 

lat uczył się chodzić, a także tańczyć. Jego dzielność i upór winny być nagrodzone uznaniem 
najpiękniejszej kobiety tego dworu, nie uważasz? – Leciutko uszczypnął zębami krawędź jej 
ucha. – Czy ośmielisz się podjąć wyzwanie? 

– Uczynię wszystko, co zechcesz, milordzie – odparła z kpiącą uprzejmością.  
– To dobrze, bo już się bałem, że nie ośmielisz się zatańczyć z sir Jeremym.  
Przez chwilę mierzyła go wzrokiem, ale uniosła dumnie głowę i ruszyła w drugi koniec 

sali, gdzie sir Jeremy podpierał ścianę. Robert nie słyszał z daleka słów, ale zdumiony wyraz 
twarzy młodego człowieka powiedział mu wszystko. Alyssa dotrzymała słowa. Z uśmiechem 
patrzył, jak prowadzi lorda Mackareła między tańczące pary.  

Sir Guy podszedł do niego.  
–  Panie  Hoodwink,  czy  nie  sądzisz,  że  moja  córka  wypiła  za  dużo  wina?  –  zagadnął, 

zerkając z zaciekawieniem na Roberta. – Od lat nie widziałem, aby była dla kogoś miła. No, 
może  raz  czy  dwa,  ale  tylko  wtedy,  gdy  widziała  w  tym  jakąś  korzyść.  Więc  jak  myślisz, 
lordzie Misrule’u, upiła się? 

Było jeszcze zbyt wcześnie, aby zdradził ojcu Alyssy, kim naprawdę jest, odpowiedział 

więc oficjalnym tonem mistrza ceremonii: 

– Starzy ludzie powiadają, że w Boże Narodzenie zdarzają się cuda. Bywa, że Najwyższy 

w owe szczęśliwe dni odmienia nasze serca.  

Sir Guy zmarszczył gęste brwi.  
– Hm... Kto wie, być może.  
W  milczeniu  obserwowali,  jak  Alyssa  tańczy  z  sir  Jeremym.  Za  każdym  obrotem 

uśmiechała się do Roberta ponad ramieniem partnera. Po pewnym czasie jej ojciec odezwał 
się: 

–  Cieszę  się,  widząc  moją  córkę  tak  szczęśliwą.  Od  czasu,  kiedy  jej  siostra  wyszła  za 

mąż, rzadko się śmiała.  

Robert odchrząknął znacząco.  
– Może sir Jeremy odmienił jej serce. Guy uśmiechnął się z lekkim rozbawieniem.  
– Cóż, nie ujmując niczego lordowi  Mackarelowi, sądzę, że źródło radości Alyssy leży 

background image

gdzie  indziej.  Następne  dni  będą  doprawdy  niezwykle  ciekawe.  –  Odwrócił  się  i  popatrzył 

wprost na Roberta. – Choć bardzo pragnę, aby moja córka znalazła sobie męża, nie pozwolę, 
aby jej niewinność zabrał pierwszy lepszy łowca posagów. Nade wszystko pragnę, aby trafiła 
na dobrego człowieka, bo potrzebuje kogoś, kto rozweseliłby jej serce.  

– Amen – potwierdził z powagą Robert. Coraz bardziej cenił ojca Alyssy, który dobrze 

rozumiał najważniejszy problem swojej córki. Jej wybuchowość brała się nie z przyrodzonej 
złości, lecz z melancholii, która toczyła ją jak pasożytniczy robak i odbierała radość życia.  

W  nocy  napadało  jeszcze  więcej  śniegu.  Rozpoczął  się  czwarty  dzień.  Lord  Misrule, 

ujrzawszy  wszędzie  biały  puch,  zorganizował  bitwę  na  śnieżki.  Dziedziniec  zamkowy 
rozbrzmiał  wesołymi  okrzykami  i  śmiechami.  Alyssa  założyła  opończę  z  obszytym  futrem 
kapturem i ochoczo przyłączyła się do zabawy. Ale wkrótce bombardowanie przybrało na sile 
i dziwnym trafem większość pocisków leciała w jej kierunku.  

Kule  były  twarde  i  wyglądało  na  to,  że  wśród  służby  byli  i  tacy  zuchwalcy,  którzy 

celowali w głowę, a nie w tułów.  

–  Pomóż  mi,  Molly!  –  krzyknęła  do  swojej  pokojówki,  kiedy  zaliczyła  szczególnie 

bolesny cios w ramię. Okazało się, że w śnieżce był kamień. Alyssę ogarnęła furia. – Kto to 
rzucił? – wrzasnęła. – Kto się ośmielił?! 

– Ci, których do dziś bolą twoje ostre słowa, pani – odpowiedziała szczerze Molly.  
Alyssa  zacisnęła  pięści.  Gniew  mieszał  się  z  upokorzeniem,  co  dało  wybuchową 

mieszankę.  

– Jeśli nie chcesz mnie bronić, idź do diabła – syknęła.  
Dziewczyna  zaśmiała  się  i  odbiegła  w  podskokach,  natomiast  Alyssa  zastanawiała  się, 

czy  nie  poprosić  ojca,  aby  srogo  ukarał  tych,  którzy  ważyli  się  rzucać  w  nią  kamieniami. 
Jednak uznała, że sama odpłaci pięknym za nadobne. Drżąc z gniewu, przygotowała podobny 
pocisk, lecz kiedy już brała rozmach, ktoś przytrzymał ją za rękę.  

– Dzień dobry, lady Alysso – rzekł uprzejmie Hoodwink. – Ładny dzień dzisiaj, prawda? 
Na próżno usiłowała się uwolnić ze stalowego uchwytu jego palców.  
– To jest nie fair! – warknęła. – Puść mnie! 
Nie  posłuchał.  Odciągnął  ją  na  bok,  poza  pole  rażenia,  nie  zważając  na  jej  gwałtowne 

protesty. Zatrzymali się dopiero w różanym ogrodzie, wśród opatulonych w słomę krzewów.  

–  Zostaw  mnie  w  spokoju  –  powiedziała  niskim,  gniewnym  głosem.  –  Nie  widzisz,  że 

służba się rozzuchwaliła? Za nic mają, że mogli mi zrobić krzywdę! 

Hoodwink otrzepał śnieg z płaszcza.  
– Uspokój się. Lepiej jest wybaczyć, niż szukać zemsty.  
– Wielkoduszność przystoi słabym – odparowała – a ja nienawidzę słabości.  
Uniósł palcem jej podbródek, zmuszając, by popatrzyła mu w oczy.  
– Pismo święte mówi, że zemsta jest przywilejem Boga.  
– To bzdury! I nie zamierzam słuchać twoich kazań. Od tego są klechy.  
Nie spodobało mu się takie lekceważenie prawd wiary.  
– A ja nie zamierzam słuchać twoich bluźnierstw! – powiedział z jawną naganą. Odwrócił 

się na pięcie i odszedł, nie oglądając się.  

background image

Gniew  Hoodwinka  i  jego  nagłe  odejście  całkowicie  zaskoczyły  Alyssę.  Zmieszana 

patrzyła, jak znikał w ogrodowej furtce. Ból ścisnął jej serce. W pierwszym odruchu chciała 
pobiec za nim i przeprosić, ale zatrzymała się w pół kroku. Dlaczego ma błagać o wybaczenie 
jakiegoś przybłędę, który przygrywa do kolacji? Niespodziewanie poczuła, że dusi ją własna 
duma  i  zajadłość.  Zrozumiała,  że  za  sprawą  niewyparzonego  języka  uczyniła  swoje  życie 
nieszczęśliwym. Zgnębiona ponurymi myślami, ze spuszczoną głową powlokła się do zamku.  

Lord Misrule nie zaszczycił jej ani jednym spojrzeniem w czasie wieczerzy. Podły nastrój 

Alyssy pogłębił się. Prawie nie tknęła duszonego zająca, choć tak lubiła tę potrawę. Ożywiła 
się  dopiero  na  dźwięk  znajomej  fanfary.  Tym  razem  paź  przyniósł  jej  cztery  drewniane 
gwizdki,  pięknie  wyrzeźbione  na  kształt  ptaków.  Podziękowała  mu  z  powściągliwą 
uprzejmością. Nie bardzo wiedziała, na co może się jej przydać ten dziwny dar, ale pożądliwa 
mina, z jaką chłopiec przyglądał się zabawkom, upewniła ją, że muszą być cenne.  

Kiedy  drugi  paź  postawił  przed  nią  półmisek  z  trzema  kapłonami  w  miodzie,  nie 

wytrzymała i zerknęła na lorda Misrule’a. Kiedy spostrzegł, że patrzy na niego, odwrócił się 
do  niej  plecami.  Drań!  Skoro  tak,  pokaże  mu,  kto  jest  tu  panem  i  gdzie  jego  miejsce.  Gdy 
przyniesiono klatkę z dwoma gołębiami, i tym razem zakazała odnosić ją do gołębnika, choć 
jej  pokój  wypełniało  już  gruchanie  poprzednich  par.  Na  końcu  tradycyjnie  pojawiło  się 
owinięte w czerwoną satynę, przewiązane złotą wstążką pudełko.  

– Znów złote gruszki – zachichotała Gillian. – Trzeba przyznać, że są pyszne.  
– Bardzo pyszne – przyznała chłodno Alyssa i przysunęła pudełko do siebie. – Zjem je z 

chęcią. Dwunasty Rycerz wie, co lubię.  

Celeste dotknęła jej rękawa.  
– Mon Dieu, córko moja, nawet jeżeli poczęstujesz innych, i tak wystarczy dla ciebie. , 

Alyssa przebiła nożem zarumienioną skórkę kapłona.  

– Z jakiej racji mam kogoś częstować, mamo? Nikt nie był dzisiaj dla mnie miły, więc i ja 

nie będę miła dla innych. – Z apetytem zajęła się obgryzaniem udka.  

Hoodwink  nadal  jej  nie  zauważał.  Alyssa  rzuciła  kości  psom,  które  buszowały  pod 

stołem. Czuła się miło najedzona i zadowolona. Zerknęła na półmisek, zastanawiając się, czy 
nie dołożyć sobie jeszcze.  

Celeste odezwała się stłumionym głosem: 
– Wydaje mi się, że ta smakowita potrawa powinna znów ucieszyć ostatni stół.  
Matka miała rację, ale urażona w swej dumie dziewczyna nie chciała słyszeć o kolejnych 

wyrzeczeniach.  Odmownie  pokręciła  głową.  Nasyciła  już  swój  głód,  ale  wcześniej  ogłosiła 

publicznie,  że  nie  zamierza  być  dobra  i  miła,  toteż  głupio  jej  było  się  wycofać. 
Demonstracyjnie  przysunęła  do  siebie  półmisek  i  odcięła  kolejny  smakowity  kawałek.  W 
duchu modliła się, aby obiad wreszcie się skończył.  

Kiedy sprzątano ze stołu, dała znać służbie, aby zabrano potrawę do kuchni. Nagle wyrósł 

przed nią lord Misrule. Zabrał słudze półmisek i ze złowróżbnym błyskiem w oku ponownie 
postawił go przed nią.  

– Dokończ, coś zaczęła – powiedział. To był twardy rozkaz, nie prośba.  
Natychmiast uniosła się gniewem.  

background image

– Znów za wiele sobie pozwalasz. Nie przyjmuję rozkazów od błaznów.  
Oparł ręce o stół i pochylił się nad nią groźnie.  
– Czy wiesz, jaka jest kara za zlekceważenie rozkazu lorda Misrule’a? – zapytał, dobitnie 

wymawiając słowa.  

Alyssa lekceważąco wydęła wargi.  
– Umieram z ciekawości.  
– Zostaniesz odesłana na zimny zamkowy dziedziniec, gdzie hula śnieg i wiatr. Może tam 

ochłoniesz ze złości.  

Gapiła  się  na  niego  z  otwartymi  ustami,  niezdolna  wykrztusić  słowa.  Odwróciła  się  do 

ojca.  

– Tato? 
Sir Guy tylko skinął głową.  
– Godzina czy dwie powinny wystarczyć.  
Policzki zapłonęły jej z gniewu i upokorzenia. Lord Misrule triumfował.  
–  Trudno,  trzeba  dotrzymywać  słowa.  Powiedziałaś,  że  zjesz  wszystkie  trzy  kapłony, 

więc  zrób  to.  Powiedziałaś  siostrze,  że  zachowasz  drzewko  tylko  dla  siebie,  i  tak  też  się 
stanie.  

Pchnął  ku  niej  pudełko  okryte  czerwoną  satyną.  Na  ten  widok  Alyssa  dostała  mdłości. 

Gwałtownie wstała od stołu i pobiegła do biblioteki ojca, aby tam szukać azylu. Gorące łzy 
złości i wstydu popłynęły jej po policzkach. Długo siedziała » ciemnym, chłodnym wnętrzu, 
dopóki nie uznała, że w zamku dawno już o niej zapomniano. Na paluszkach wymknęła się na 
korytarz.  

Z mroku wyłonił się Hoodwink i bez słowa objął ramieniem jej kibić. Zaskoczona jego 

obecnością  i  łagodnym  dotykiem,  nie  protestowała.  Przymknęła  oczy,  napawając  się  jego 
bliskością. W milczeniu rozwiązał ciasno ściągające gorset sznurówki. Wstrzymując oddech, 
oparła się o ścianę, aby ułatwić mu robotę.  

– Śmiało sobie poczynasz, Misrule – powiedziała, z ulgą nabierając powietrza.  
Hoodwink jeszcze bardziej poluzował wiązanie.  
– Ty  też nie zachowujesz, się jak cnotliwa dama – zauważył miękko. W jego tonie nie 

było  nic  ze  złośliwości,  jaką  wykazał  przy  stole.  –  Te  barbarzyńskie  pancerze  są  okropne. 
Zawsze współczułem kobietom, że muszą je nosić.  

Zamierzała szyderczo podziękować mu za usługę, gdy zobaczyła stojące na ławie pudełko 

okryte czerwoną satyną.  

– Co to jest? 
–  No  właśnie,  teraz  masz  dosyć  miejsca,  aby  zabrać  się  do  jedzenia.  –  Potrząsnął 

pudełkiem. Marcepanowe gałęzie zastukały o ścianki.  

– Czy ty nie masz litości? – jęknęła, odpychając od siebie słodki prezent.  
– A ty masz? 
– Dla kogo miałabym mieć litość? – spytała zdumiona.  
– Dla tych, którzy ci dokuczali.  
Już na końcu języka miała ciętą odpowiedź, ale Hoodwink uniósł wieczko. Poczuła słodki 

background image

zapach migdałów. Chwyciła się za brzuch, walcząc z mdłościami.  

– Proszę, daj to, komu zechcesz.  
– Młodzi podkuchenni jeszcze nie mieli okazji, żeby nacieszyć się Gwiazdką.  
– Co to ma wspólnego ze mną? 
Wskazał na jej szeroki, ściągany na dole rękaw, w którym ukryła drewniane gwizdki.  
– Myślę, że spodobałyby się chłopcom. Bo przecież ty nie będziesz ich używać, prawda? 

– Znów zagrzechotał pudełkiem. – No, jak myślisz? 

Alyssa  dotknęła  rękawa.  Musiała  przyznać,  że  propozycja  Hoodwinka  była  rozsądna. 

Podała mu gwizdki.  

– Czy mogę już iść? – zapytała z westchnieniem.  
Lord Misrule odłożył gwizdki z pudełkiem na ławkę i bez słowa wziął Alyssę w objęcia. 

Łagodnym  gestem  przyciągnął  jej  głowę  do  swojego  ramienia  i  zaczął  głaskać  po  włosach. 
Kołysał  nią  jak  dzieckiem,  w  przód  i  w  tył,  aż  zmęczona  ciągłą  walką  i  z  nim,  i  z  sobą, 
zarzuciła mu ramiona na szyję i z ulgą poddała się pieszczocie. Było jej błogo i dobrze, jak 
nigdy dotąd.  

Stali  przytuleni  w  ciemnym  korytarzu,  aż  napłynęły  ku  nim  dźwięczne  tony  muzyki. 

Hoodwink  zaczął  cicho  śpiewać,  towarzysząc  minstrelom  zgromadzonym  na  zamkowej 
galerii. Jego ciepły baryton był niespodziewanie łagodny, jakby śpiewał starą pieśń tylko dla 

Alyssy.  

Po  raz  pierwszy  w  życiu  poczuła  się  cicha  i  pogodzona  z  sobą.  Jak  spragniony 

wędrowiec, który dotarł do zbawczego źródła, syciła się dobrem, które jej ofiarowano. Duża, 
ciepła  dłoń  dotknęła  karku,  masując  napięte  mięśnie.  Przylgnęła  mocniej  do  Hoodwinka... 
lecz ballada skończyła się i uwolnił ją z objęć.  

– Pani, wybacz, nie powinienem był... – wymamrotał, wyraźnie skonfundowany. – Mam 

nadzieję, że mi wybaczysz.  

–  Nie  mam  ci  czego  wybaczać  –  odparła  cicho.  Szybkim  gestem  chwycił  pudełko  i 

gwizdki.  

– Masz, ale jeszcze o tym nie wiesz – rzucił i oddalił się szybkim krokiem.  
Zastanawiała  się  gorączkowo,  o  co  też  mogło  mu  chodzić.  Czy  zrobił  coś  złego? 

Przyłożyła  dłoń  do  rozpalonego  czoła.  Drżała  jak  w  gorączce.  Ruszyła  do  swojej  komnaty, 
gdzie Mika tkwiła przyczajona przed klatką z gołębiami. Alyssa była zmęczona, ale gdy się 
położyła, upragniony sen nie chciał nadejść.  

Robert,  zniknąwszy  Alyssie  z  oczu,  przystanął,  aby  otrzeć  rękawem  rozpaloną  twarz. 

Paląca żądza dręczyła jego ciało. Romansował  wieloma dziewiczymi, niedoświadczonymi 
kobietami,  ale  żadna  z  nich  nie  miała  nad  nim  takiej  władzy  jak  ta  niebieskooka  złośnica. 
Oparł się o chłodną kamienną ścianę, oblizując spieczone wargi.  

Był  świadom,  że  zostawił  Alyssę  w  rozterce  i  w  poczuciu  winy,  ale  jak  miał  jej 

powiedzieć,  że  musi  uciekać,  bo  jeśli  tego  nie  zrobi,  za  chwilę  weźmie  ją  w  korytarzu,  na 
oczach wszystkich? 

Pod rozlicznymi warstwami kobiecego stroju, za twardym pancerzem wysokiego stanika 

sukni,  widział  piękne  i  chętne  ciało  Alyssy.  Kiedy  jej  dotykał,  prężyła  się  pod  jego  dłonią. 

background image

Pragnął tej kobiety, pragnął jak diabli.  

Na przyszłość musi być ostrożniejszy. Wygranie zakładu z Nate’em było  jedną sprawą, 

ale  dzikie  pożądanie  ofiary  nie  mieściło  się  w  planie.  Robert  uświadomił  sobie,  że 
niebezpiecznie chwieje się nad przepaścią. Czy spadnie? 
 

 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Nazajutrz, w połowie wieczerzy, Robert wymknął się za kotarę, gdzie czekał Tom.  
– Czy wszystko gotowe do parady darów? 
Tom zerknął na trzech ubranych w białe tuniki paziów Dwunastego Rycerza.  
– Tak, panie. A jak idą twoje sprawy? Robert posłał mu znaczący uśmiech.  
– Dziękuję, nieźle. Milady z każdym  dniem  mięknie. Trzeba ją prowadzić twardą ręką, 

ale z wyczuciem.  

Tom zachichotał.  
–  I  kusić  królewskimi  podarkami  –  powiedział,  wyciągając  z  kieszeni  mały  aksamitny 

woreczek. – Jak myślisz, panie, co twoja lady zrobi, kiedy to zobaczy? 

– Mam nadzieję, że przekaże rodzinie w darze miłości.  
–  Akurat!  –  skrzywił  się  sługa.  –  Jak  znam  życie,  zostawi  podarek  dla  siebie.  Całusy  i 

uśmiechy wielmożnego pana nie złagodzą jej diabelskiej natury. Kiedy zobaczy złoto, ogarnie 
ją chciwość. Sam pan się przekona.  

– Zobaczymy, Tom. – Robert poklepał młodzieńca po ramieniu i poszedł na salę, aby dać 

znak  fanfarzystom.  Jak  się  spodziewał,  triumfalne  dźwięki  natychmiast  uciszyły  gwar. 
Wyraźnie ożywiona Alyssa wyprostowała się za stołem.  

Tylko mnie nie zawiedź, Alysso! – błagał w duchu Robert. Uniósł rękę, prosząc o uwagę.  
–  Miejsce  dla  wysłanników  Dwunastego  Rycerza!  –  zawołał.  Z  namaszczoną  miną  i 

dumnie wypiętą piersią wkroczył pierwszy paź i od razu skierował się do honorowego stołu. 
Alyssa, nie czekając na zapowiedź, powstała na jego powitanie.  

– Co przynosisz mi dzisiaj, mały Kupidynie? – zapytała z radosnym uśmiechem.  
Paź podszedł bliżej i odezwał się scenicznym szeptem: 
– Wielmożna pani winna zaczekać, aż ogłoszę, że dar jest dla niej.  
Towarzystwo,  nie  wyłączając  samej  Alyssy,  wybuchnęło  śmiechem.  Robert  odetchnął  z 

ulgą. Młodszy brat Toma brawurowo osadził tę niewychowaną damę.  

Paź nabrał powietrza w płuca i donośnie oznajmił: 
–  Dar  dla  boskiej  lady  Alyssy  od  tego,  kto  oddał  jej  swe  serce,  a  który  zwie  się 

Dwunastym Rycerzem! – Skłonił się i wręczył jej aksamitny woreczek.  

Alyssa zważyła go w ręku.  
– Ten dar jest brzęczący i ciężki, a więc wiele wart – oceniła, lecz nie uczyniła gestu, by 

go obejrzeć, narażając publikę na ciężką próbę cierpliwości.  

Gillian niecierpliwie szturchnęła ją w bok.  
– Otwórz, Lisso! Konam z ciekawości! 
Niespiesznie rozluźniła jedwabne sznureczki i wysypała zawartość woreczka na dłoń.  
– Och! 
Robert skrycie otarł spocone dłonie W poły kubraka.  
–  Pięć  złotych  pierścieni!  –  wykrztusiła  Alyssa,  oszołomiona  blaskiem  biżuterii.  Zanim 

siostra i  matka zdążyły  wyciągnąć rękę po złote krążki, zaczęła w pospiechu wsuwać je na 
palce  prawej  ręki,  po  czym  uniosła  w  górę  upierścienioną  dłoń,  aby  wszyscy  mogli  ją 

background image

podziwiać. – Nareszcie coś przydatnego.  

Jej  pospiech  zaniepokoił  Roberta.  Nawet  nie  zapytała  go  o  zdanie!  Tom  miał  rację. 

Zniesmaczony chciwością Alyssy, dał znak pozostałym dwóm paziom, aby wystąpili naprzód.  

– Są jeszcze następne prezenty, pani – zawołał. Wpatrzona w pierścienie, Alyssa ledwie 

zerknęła na gwizdki, kapłony, gołębie i satynowe pudełko.  

Robert był wściekły. Nic nie szło tak, jak planował.  
–  Szczodry  jest  dzisiaj  Dwunasty  Rycerz,  nieprawdaż?  Celeste  trąciła  córkę.  Alyssa  z 

ociąganiem oderwała wzrok od błyskotek i pokazała palcem gwizdki.  

– Weźcie je sobie – powiedziała do paziów. – Niepotrzebne mi takie zabawki, bo tylko 

jeden dar cieszy me serce.  

Średni brat Toma aż podskoczył z zachwytu.  
– Dzięki ci, pani. – Skłonił się przed nią uniżenie. – A te kapłony? – wskazał półmisek, 

który przed chwilą postawił na stole.  

Alyssa obróciła pierścień na palcu.  
– Daj je... tym, którzy są głodni.  
W  tym  wykazała  hojność,  jednak  Roberta  martwiła  jej  fascynacja  złotem.  Znów 

odchrząknął.  

–  Pani  Alysso,  oto  następne  gołąbki  dla  ciebie!  –  powiedział,  wyjmując  klatkę  z  rąk 

trzeciego pazia.  

Alyssa z rozpaczą wzniosła oczy ku niebu.  
– Mam dosyć piór! Kocica jest już chora od patrzenia na te ptaszydła, a ich gruchanie nie 

daje mi spać.  

Celeste roześmiała się.  
– Czy nie pomyślałaś, że zebrałaś za dużo darów dla siebie? Trzeba było oddać je innym, 

a nie miałabyś kłopotu.  

Brawo! – przyklasnął w duchu Robert.  
Tymczasem  Alyssa  znów  go  zaskoczyła.  Nie  obraziła  się,  tylko  zaczęła  się  szczerze 

śmiać z własnej głupoty. Dłonią błyszczącą klejnotami lekceważąco kiwnęła do służby.  

– Zabierzcie wszystkie ptaki do gołębnika i przeróbcie je na pasztety. Po co mi gołębie, 

kiedy mam złoto? 

– Jak sobie życzysz, pani – odparł sztywno. Przykro żegnać się ze złudzeniami o pięknej 

dziewczynie z czystym sercem...  

– A marcepanowe drzewko? 
–  Daj  je...  moim  kawalerom.  Niech  smak  złotych  owoców  osłodzi  ich  starania  – 

zadysponowała i jęła dalej podziwiać biżuterię.  

Robert  z  rezygnacją  podał  pudełko  paziowi,  a  ten  zaniósł  je  trzem  lordom.  Gillian 

podsunęła się bliżej do Alyssy. W jej oczach płonęła zazdrość.  

– Ładne błyskotki – zagadnęła z udawanym podziwem.  
– A i owszem. – Alyssa z triumfem popatrzyła na siostrę.  
– Powiedz no mi, Gillie, ile pierścionków podarował ci Jamie, kiedy się o ciebie starał? 
Bliźniaczka przygryzła usta, z trudem maskując gniew.  

background image

– Tylko jeden, ale za to zaręczynowy, który znaczy dla mnie więcej niż wszystkie inne. 

Co z tego, że Dwunasty Rycerz będzie cię obsypywać klejnotami, skoro nie wiesz nawet, jak 
on wygląda? Coś mi się widzi, że musi być ospowaty na twarzy, garbaty albo stary. Nie to, co 
mój Jamie, którego poślubiłam miłości, a nie dla słodyczy cukrowych gruszek! 

– Czyżbyś była zazdrosna, siostrzyczko? – słodko spytała Alyssa.  
Robert skłonił się gościom i odszedł w głąb korytarza. Tom jak na komendę wyłonił się z 

półmroku.  

– No i co, panie, a nie mówiłem? – ucieszył się złośliwie.  
– Poczekaj, jeszcze cały wieczór przed nami.  
– Te błyskotki przykleiły się jej do palców. Robert spiorunował go wzrokiem.  
– Są różne sposoby, aby złowić pstrąga. Jeśli nie złapie się na przynętę, zastawię sieci.  
Hałas wyrwał Alyssę ze snu. Za oknami wył wiatr. Naciągnęła kołdrę na głowę, nic to nie 

dało. Coś stukało w okno, jakby grad. Na wpół rozbudzona wstała z ciepłego łóżka, owinęła 
się  szalem,  wzuła  futrzane  kapcie  i  podeszła  bliżej.  Szyby  atakował  deszcz  drobnych 
kamyczków. Otworzyła okno na oścież.  

– Kto tam? Co jest, do diabła? 
Z  dołu  popłynęła  piękna  kolęda,  śpiewana  dźwięcznym,  szkolonym  głosem.  Alyssa 

owinęła się ciaśniej szalem, usiadła na parapecie i wsłuchała się w słodkie tony. Jeszcze nikt 
nie śpiewał jej pod oknem. Ciemności spowijały dziedziniec, ale po głosie poznała nocnego 
trubadura. Kiedy skończył, zawołała: 

– Pięknie, panie Hoodwink! Twój głos mógłby iść w zawody ze słowiczym trelem.  
W mroku rozbrzmiał śmiech.  
–  Pochwały  zamiast  wylanej  na  głowę  zawartości  nocnego  naczynia?  Czuję  się 

zaszczycony, moja pani.  

Zadrżała, ale nie z zimna, lecz z radości i z podniecenia.  
– Zaśpiewaj mi jeszcze! 
–  Nocne  powietrze  przenika  mnie  jak  ostrze  noża.  Rzuć  mi  coś  jako  dowód  swego 

uczucia, wtedy się rozgrzeję.  

Gorączkowo rozejrzała się po pokoju.  
– Mam płaszcz z króliczego futerka. Znów się roześmiał.  
– Ładny podarek, ale nie nadaje się na dar miłości. Lepszy byłby któryś z twoich złotych 

pierścieni. Masz ich tyle, że gdy oddasz jeden, wiele ci nie ubędzie, prawda? 

Alyssa  popatrzyła  na  swoje  palce.  Złoto  lśniło  w  blasku  ognia  z  kominka.  Powinna 

wiedzieć, że Hoodwink jest tylko zwykłym naciągaczem! Pragnął jej bogactwa, jak wszyscy 
mężczyźni, którzy kręcili się wokół niej.  

– Za wysoko mierzysz, chudopachołku – odpowiedziała lodowatym głosem i ból zastąpił 

w  jej  sercu  radość.  –  Nie  muszę  kupować  niczyich  względów,  a  już  z  pewnością  nie 
wędrownego śpiewaka.  

– Musisz – odparł z gorzką nutą ironii. – Zapytaj tych, którzy przybyli do ciebie, co ich tu 

zwabiło. Przecież w Londynie jest mnóstwo bardziej przystępnych piękności.  

Alyssa  zatrzasnęła  okno  z  takim  łoskotem,  że  śpiąca  w  pościeli  Mika  czujnie  uniosła 

background image

łepek.  

– Co za bezczelny kogut! – sapnęła ze złością. – Odział się w paradne portki i myśli, że 

mu wszystko wolno – powiedziała do kotki... A jednak prawda słów Hoodwinka tkwiła w jej 
myślach  jak  cierń.  –  Powiedz,  kiciu,  co  zrobiłam,  żeby  zasłużyć  na  tak  podły  los?  – 
poskarżyła się. – Niewiele już dni zostało, jak tata każe mi wybrać na męża jednego z trzech 
kpów. Ten drań na dole mówił prawdę i  głupia byłam, że nie chciałam go słuchać. Nikt nie 

chce mnie, tylko złota mojego taty. Ty jedna mnie kochasz.  

Nie hamując łez, przytuliła Mikę do piersi.  
Ostatniego  dnia  roku  1553  śnieg  raz  jeszcze  zasypał  zamek  Snape.  Lord  Misrule 

zorganizował  noworoczne  wróżby.  Na  jednych  stołach  wyłożono  talie  włoskiego  tarota,  na 
innych  tablice  do  numerologii  i  objaśniania  snów,  a  na  jeszcze  innych  jabłka  i  nożyki  do 
wróżb ze skórek i pestek. Większość kobiet, na czele z lady Celeste, kręgiem otaczała Gillian, 
ciekawa, czy karty powiedzą, jaka będzie płeć dziecka i kiedy się urodzi.  

Alyssa przy kominku grała w samotnika. Nie pragnęła poznać własnej przyszłości, bo i 

tak  wiedziała,  że  będzie  nieszczęśliwa.  Nie  ożywiła  się  nawet  wtedy,  gdy  paziowie 
Hoodwinka wnieśli ogromną babkę udekorowaną na czubku wstążkami.  

– Patrzcie i podziwiajcie! – zachęcał, każąc obnosić to cudo po sali. Wreszcie zatrzymał 

się przed Alyssą.  

– Oto ciasto twojego losu, dopiero co upieczone – oznajmił uroczyście.  
Kompania  wybuchnęła  śmiechem.  Alyssa  odłożyła  karty,  gdyż  i  tak  przegrała  sama  ze 

sobą. Czy ten łotr każe jej płacić za nocne afronty? Niech tylko spróbuje! 

– Chodźcie! – zachęcał Hoodwink. – Wyciągnijcie wstążki i zobaczcie, co Pani Fortuny 

nagotowała dla was! 

Alyssa przygryzła wargi. Boże, czy ten łobuz musi rozsiewać swoje czary o każdej porze 

dnia?  O  ileż  łatwiej  byłoby  odwrócić  się  do  niego  z  pogardą,  gdyby  nie  był  tak  piękny  i 
męski! Pomimo całej złości poczuła zmysłowy dreszcz.  

Rodzina i goście rzucili się, aby pociągać za wstążki i odczytywać wróżby przyczepione 

na ich końcach.  

– Twoje szczęście mieszka w twojej twarzy! – wykrzyknął ktoś.  
– W tym roku usidlisz nieznajomego – wtórowała mu rozpromieniona dama.  
–  Dbaj  o  swoje  serce  –  przeczytał  ktoś  inny.  Gillian  przyjęła  z  radością  szczęśliwą 

wróżbę.  

– Och! Pani Fortuny mówi, że moje dziecko będzie światłem tego świata! Jakim cudem 

ciasto wie, że oczekuję dziecka? To czary – powiedziała do lorda Misrule’a.  

–  Nie,  pani,  to  tylko  zabawa.  Ale  ciesz  się,  jeśli  wróżba  jest  ci  miła.  –  Podsunął  ciasto 

Alyssie. Pozostała w nim już tylko jedna, czarna wstążka, którą inni wzdragali się wyciągnąć, 
przedkładając kolorowe.  

Alyssa jak urzeczona wpatrywała się w pasmo czarnego jedwabiu. Wszystkie spojrzenie 

skierowały się na nią, co było nieznośne. Przeklinała Hoodwinka i jego piekielny zakalec.  

– Czy ośmielisz się podjąć wyzwanie? – szepnął.  
– Oczywiście, choć spodziewam się najgorszego. Lekceważąco odęła usta i wyszarpnęła 

background image

z ciasta czarną wstążkę.  

– Przeczytaj, siostrzyczko! – ponaglała Gillian. – Może dowiesz się, ilu jeszcze mężczyzn 

wytarzasz w tym roku w smole i w pierzu? 

Alyssa powoli odwinęła papierek.  
– Zejdź z księżyca na ziemię. Prawdziwe szczęście jest tuż obok.  
Zaskoczona  niespodziewanym  przesłaniem,  uniosła  wzrok  znad  wróżby  –  i  spojrzała 

prosto w ciemne, pełne tajemnych żądz oczy Hoodwinka.  

– Gdzie jest moje szczęście? – wyszeptała bezradnie, przyciskając karteluszek do piersi.  
– Bliżej, niż sobie wyobrażasz, ale nie zobaczysz go, jeśli nie otworzysz swego serca – 

powiedział z leniwym, nieodgadnionym uśmiechem, który przeniknął ją do głębi.  

Gdy obiad dobiegał końca, Tom Jenkins odciągnął swego pana na stronę.  
– Wszystko gotowe, wasza miłość. Trębacze czekają na sygnał. Robert skinął głową.  
–  Może  chciałbyś  założyć  się  ze  mną,  panie?  –  zapytał  Tom  z  chytrym  uśmiechem, 

potrząsają  aksamitnym  woreczkiem.  W  środku  metalicznie  zadzwoniło  pięć  złotych 
pierścieni.  

Robert rzucił mu kosę spojrzenie.  
– Sądzisz, że znów okaże się chciwa na złoto? 
– Dlaczego pierścień od lady Alyssy jest dla ciebie tak ważny, panie? 
–  Bo  od  tego  zależy  jej  szczęście  –  odparł  Robert,  szukając  wzrokiem  kruczowłosej 

dziewczyny. Jeśli nauczy się miłości, będzie dla mężczyzny skarbem większym niż całe złoto 
świata,  pomyślał.  –  Gdy  podzieli  się  swoim  bogactwem  z  innymi,  otrzyma  najcenniejszą 
nagrodę...  

– Więc zakład stoi? – nalegał Tom.  
Robert nie był już tak pewny swego jak wczoraj, ale duma nie pozwalała mu się wycofać.  
– Zgoda. Stawiam dziesięć szylingów na hojność mojej pani. Sługa zachichotał.  
– Już czuję ich ciężar w kieszeni! 
Robert  dał  sygnał  heroldom  i  z  daleka  obserwował,  jak  Alyssa  z  radości  klaszcze  w 

dłonie. Średni brat Toma wystąpił na środek sali, niosąc ozdobiony wstążkami koszyk. Robert 
jak zwykle stanął przy nim.  

– Szanowni panowie i damy! – zawołał, gdy gwar uciszył się. – Oto nastał szósty dzień i 

znów przybywają do was wierni słudzy Dwunastego Rycerza. Mów, co niesiesz dziś w darze 
i dla kogo jest przeznaczony? – zwrócił się do pazia.  

Kątem  oka  zobaczył,  jak  Alyssa  wychyliła  się  w  krześle.  Pamiętaj  o  wróżbie  i  szukaj 

prawdziwego szczęścia, upomniał ją w myśli.  

Chłopak podniósł głos.  
– Przynoszę sześć pozłacanych jaj, które zniosła najpiękniejsza gęś Anglii, aby stały się 

ozdobą  stołu  przecudnej  lady  Alyssy  –  oznajmił,  przechylając  lekko  koszyk,  aby  zebrani 
mogli  zobaczyć  ugotowane  na  twardo  jaja  ozdobione  złotym  szlakiem,  z  pięknie 
wymalowanymi scenami z wiejskiego życia. Alyssa cieszyła się bardziej niż inni, gdyż były 
to prawdziwe dzieła sztuki. Robert zastanawiał się zgryźliwie, czy ośmieli się je zjeść.  

–  Spójrz,  mamo!  –  zawołała  wyjmując  jedno  z  jaj  z  satynowego  gniazda  –  to  jest 

background image

najpiękniejsza  artystyczna  robota,  jaką  widziałam!  To  dowód,  że  Dwunasty  Rycerz  jest  nie 
tylko bogaty, lecz także obdarzony wyrafinowanym gustem.  

– Zaiste – mruknął do siebie Robert. Strzelił głośno palcami, przywołując drugiego pazia. 

Na  srebrnej  tacy  chłopak  niósł  cztery  gwizdki,  trzy  smakowite  kapłony  i  woreczek  z 
nieszczęsnymi pierścieniami. Za nim podążał najmłodszy paź, dzierżąc klatkę z gołębiami i 
owinięte w czerwoną satynę pudełko.  

Jak tylko Alyssa zobaczyła woreczek, porzuciła inne dary.  
–  Wspaniale!  –  wykrzyknęła.  –  Znów  złoto!  –  Szybko  rozwiązała  troczki  i  zaczęła 

nakładać  pierścienie  na  palce  lewej  dłoni.  –  Teraz  będę  błyszczeć,  co,  Gillie?  –  zerknęła  z 
triumfem na siostrę.  

Robert  poczuł  niemiły  ucisk  w  gardle.  Tom  niechybnie  wzbogaci  się  o  srebro  swego 

pana.  Podszedł  do  stołu  i  udawał,  że  podziwia  biżuterię,  którą  nabył  przed  miesiącem  w 

Londynie.  

– Widzę, pani Alysso, że zdobyłaś szczęście, ale czy prawdziwe? 
Podsunęła mu pod oczy smukłą dłoń skrzącą się złotymi błyskami, – Nie podoba ci się 

moje szczęście, lordzie Misrule’u? 

– Zastanawiam się, co zrobisz z gęsimi jajami – odparł, usiłując odwrócić jej uwagę od 

złota.  

Wzięła jedno jajko i z namysłem zważyła je w ręku.  
– Z przyjemnością obdaruję nimi rodzinę – powiedziała wspaniałomyślnym tonem. – Czy 

ucieszyłby cię taki dar, mamo? 

– Bardzo, córeczko. Będzie mi przypominał ten piękny Nowy Rok, ale najbardziej cieszy 

mnie osoba, od której dar ten dostanę – rzekła i serdecznie ucałowała ją w policzek.  

Alyssa,  wzruszona  tą  niespodziewaną  czułością,  szybko  rozdzieliła  pozostałe  jaja  i  inne 

dary. Pozostał jej tylko jeden gwizdek. Ceremonialnie uniosła go w ręku i oznajmiła: 

– Teraz jest czas darów, a nikt nie obdarzył nas tak, jak lord Misrule.  
Sala rozbrzmiała okrzykami i  oklaskami. Robert skłonił się nisko, zaskoczony  gorącym 

uznaniem. Alyssa nakazała gestem ciszę.  

– Panie Hoodwink, w uznaniu twoich zasług daję ci... – uśmiechnęła się wesoło.  
Robert wstrzymał oddech. Jeśli dostanie pierścień, nie tylko wygra zakład z Tomem, ale, 

co ważniejsze, uczyni wielki krok na drodze do zdobycia serca pięknej złośnicy.  

Upierścieniona dłoń złożyła na jego dłoni gwizdek.  
–  Dajesz  nam  radość,  lordzie  Misrule’u  –  powiedziała  Alyssa.  –  Niech  ten  drobiazg 

sprawi radość tobie.  

Przyjął podarunek i skłonił się przed nią głęboko.  
– Zaszczycasz mnie swoją hojnością, lady Alysso – odparł głośno. Po czym, pochylając 

się nad stołem, dodał ciszej: – Powiedz mi, czy nie uginasz się pod nadmiarem bogactwa? 

Ze śmiechem pokręciła głową.  
– Nigdy nie dość mi złota.  
Robert znów skłonił się nisko.  
–  Król  Midas  mówił  to  samo  –  powiedział  i  odszedł  Osłupiała  Alyssa  nie  była  zdolna 

background image

powiedzieć słowa.  

Pierwszego dnia nowego roku 1554 rodzina Cavendishów obdarowywała się prezentami.  
W czasie śniadania Alyssa, chowając ręce pod stół, obracała na palcach złote pierścienie. 

Walczyła z narastającym poczuciem winy. Powinna podarować je mamie, tacie i Gillie... lecz 
nazbyt je polubiła, by się z nimi rozstawać. Żałowała, że Hoodwink nie zachował dla siebie 
złośliwej  uwagi  o  królu  Midasie.  Potem  długo  w  nocy  nie  mogła  zasnąć,  a  rano  wstała  w 
podłym humorze. Zepsuł jej całą radość z królewskiego daru! Zdawało się jej, że w ciągu tych 
dwunastu godzin złote krążki stały się grube i ciężkie.  

Podły nastrój nie opuścił jej w czasie południowego rytuału błogosławieństwa sadów ani 

w czasie pierwszej  części  noworocznego festynu. Kucharze przeszli samych siebie, podając 
gościom  przyrządzonego  po  mistrzowsku  pieczonego  dzika.  Kiedy  podczas  deseru 
rozbrzmiały fanfary, niemiłe napięcie wzrosło, choć nie zmniejszyło jej ciekawości.  

– Jak myślisz, co nowego przyśle ci dziś twój rycerz? – zapytała Gillian. – Jeszcze więcej 

złotych pierścionków? 

Alyssie brakowało już konceptu, jak odciąć się siostrze. Na szczęście pojawienie się pazia 

ucięło wszystkie rozmowy.  

– Szczęśliwego Nowego Roku życzy mój pan, Dwunasty Rycerz – oznajmił. – Siódmego 

dnia ma zaszczyt podarować ci, o pani, siedem łabędzi na jeziorze.  

Powiedziawszy to, położył na stole owalne lustro i ustawił na nim siedem figurek łabędzi 

z  ciasta.  Miały  dzioby  i  oczy  z  lukru  i  były  wypełnione  kremem.  Nauczona  przykrym 
doświadczeniem  nie  ogłaszała  już,  że  zje  wszystko  sama.  Wzięła  jedno  ciastko,  a  resztę 
rozdzieliła pomiędzy najbliższe osoby. Wytworny łakoć poprawił jej nieco humor, ale znów 
spochmurniała, gdy posypały się znane już dary – malowane jaja, gwizdki, kapłony, gołębie, 
słodycze – a na koniec kolejny woreczek z pięcioma pierścieniami. Bez żalu rozdzieliła dary 
– jaja na stół szambelana, gwizdki i słodkie drzewko dla dzieciaków, gołębie do gołębnika, a 
kapłony  dla  swoich  trzech  wielbicieli.  Nie  potrafiła  tylko  oddać  pierścieni,  gdyż  były 
piękniejszej roboty niż poprzednie. Kiedy włożyła i tę biżuterię na palce, stwierdziła, że nie 
może ich złożyć.  

Pod  koniec  posiłku  lord  Misrule  ogłosił  wprowadzenie  nowego  obyczaju,  który  nazwał 

Darem Serca.  

Alyssa zerknęła na Hoodwinka. Dostrzegł jej spojrzenie i uśmiechnął się dziwnie. Czyżby 

szykował jakiś podstęp? 

–  Wnieść  skrzynię!  –  zakrzyknął,  wskazując  na  Toma,  który  wkroczył  do  sali,  niosąc 

dużą skrzynkę z pięknie wymalowaną na wieku Madonną z Dzieciątkiem. – Dzisiaj Kościół 
czci święto Oczyszczenia Matki Boskiej po urodzeniu Jezusa – ciągnął. – Tradycja nakazuje 
tego dnia złożyć Marii i Dzieciątku dar serca. – Pokazał na szeroką szczelinę, widniejącą pod 
stopami  Marii.  –  Monety  i  klejnoty,  które  złożycie  w  darze  Najświętszej  Pani,  zostaną 

przekazane dla biednych, aby z ich pomocą mogli przetrwać srogą zimę.  

Mężczyźni i kobiety przy stołach milczeli przez chwilę, zaskoczeni nowym obyczajem, a 

potem zgodnie zaklaskali. Z wyjątkiem Alyssy, która uniosła się w krześle.  

– Peter Sheepshanks nigdy nie urządzał takich szopek – powiedziała zgryźliwie. – Zdaje 

background image

się, że szanowny Hoodwink pragnie napełnić sobie kabzę naszym kosztem.  

– Nie masz racji – odezwał się Jamie, wyciągając sakiewkę. – Wiele razy zetknąłem się z 

tym obyczajem.  

Gillian trąciła męża.  
–  Nie  zwracaj  uwagi  na  moją  siostrę.  Ona  się  boi,  że  będzie  musiała  wysupłać  parę 

groszy.  

Ta  uwaga  wywołała  krwisty  rumieniec  na  policzkach  Alyssy.  Na  szczęście  muzykanci 

zagrali żywo,  a Tom zaczął  obchodzić stoły. Sir Guy pierwszy włożył  do skrzynki  dziesięć 
złotych  monet.  Celeste  z  uśmiechem  zdjęła  z  szyi  perły,  odpięła  z  sukni  cenną  broszę  i 
wsunęła  kosztowności  przez  szparę.  Trzej  panowie  z  Londynu  wysypali  naręcze  srebrnych 
monet.  

Przy każdym stole goście mieli coś do ofiarowania Dziewicy, a Hoodwink dziękował za 

hojność. Alyssa szybko pojęła, że zostawił ją na koniec, aby obecni mogli ocenić jej dar. Po 
raz kolejny przeklęła lorda Misrule’a, który znów wystawiał ją na ciężką publiczną próbę.  

Mimo  woli  popatrzyła  na  złote  bogactwo,  które  zdobiło  jej  palce.  Oprócz  piętnastu 

złotych  pierścionków  nosiła  jeszcze  jeden,  srebrny,  który  Gillian  podarowała  jej  na  Nowy 
Rok.  Obracając  na  palcu  błyszczący  krążek,  pomyślała,  że  siostra  powinna  czuć  się 

zaszczycona, widząc, że ofiaruje ten serdeczny dar Matce Boskiej. Uniosła głowę i zobaczyła, 
że skrzynka jest coraz bliżej, a Hoodwink przygląda się jej uważnie. Gillian zdjęła z przegubu 
ulubioną złotą bransoletkę, a Jamie trzymał w gotowości mieszek.  

Alyssa chciała spleść palce pod stołem, jak czyniła to często w trudnych chwilach, lecz 

nie pozwalały na to pierścienie.  

Znów  popatrzyła  na  lorda  Misrule’a.  Właśnie  wykrzykiwał  głośną  pochwałę,  a  zaraz 

potem  ucałował  Gillian  w  policzek,  wsunęła  bowiem  bransoletkę  do  skrzynki.  Alyssa 
zawrzała  gniewem.  Niczego  tak  nie  pragnęła,  jak  jego  uznania.  Marzyła  o  uśmiechu 
przeznaczonym  tylko  dla  niej,  o  słodkich  pocałunkach  i  zniewalających  spojrzeniach.  Blask 
złota na palcach nie cieszył jej tak, jak ciepła bliskość lorda Misrule’a.  

Zaciskając zęby, zaczęła po kolei ściągać z palców dary z ostatnich dni, zostawiła tylko 

srebrny  pierścionek  od  Gillian.  Kiedy  Tom  stanął  przed  nią  wyczekująco,  z  wysiłkiem 
dźwigając ciężką od darów skrzynkę, Alyssa szybko wrzuciła garść złotych krążków.  

–  Dzięki,  o  pani  –  odezwał  się  ściszonym  głosem.  –  Dzięki,  choć  twoja  szczodrość 

kosztuje mnie dziesięć szylingów.  

Nie miała pojęcia, o co mu chodziło. Chyba wypił za dużo piwa. Oszałamiający uśmiech 

Hoodwinka sprawił, że zmiękły jej kolana. Uniżenie skłonił głowę i ucałował jej dłoń. Każdy 

z palców, które nie lśniły już złotem, został osobno uhonorowany. Alyssa od nadmiaru emocji 
była bliska omdlenia.  

– Twój dar był najhojniejszy – wymamrotał Hoodwink pomiędzy jednym pocałunkiem a 

drugim. – Dlatego że ofiarowałaś to,  czego najbardziej pożądałaś, a inni dali to,  czego i  tak 
łatwo mogli się wyzbyć.  

Nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów. Dopóki całował jej dłoń, nie była zdolna zebrać 

myśli,  lecz  sir  Guy  przerwał  niezwykły  czar  chwili.  Podniósł  się  gniewnie  zza  stołu  – 

background image

prawdziwy  pan  zamku,  gotów  zdeptać  nędznego  poddanego,  który  ośmielił  się  zbytnio 
spoufalić z jego córką.  

– Panie Hoodwink, proszę, aby zechciał pan natychmiast po posiłku stawić się w mojej 

komnacie – nakazał.  

Hoodwink, nim puścił dłoń Alyssy, uścisnął ją dla dodania otuchy.  
– Jak sobie życzysz, mój panie – powiedział, kłaniając się lordowi Cavendishowi.  
Alyssa z trudem przełknęła ślinę. Wolałaby, aby Hoodwink nie wyrażał tak jawnie swego 

afektu.  Wiedziała  aż  za  dobrze,  że  jej  zwykle  łagodny  ojciec  w  chwilach  gniewu  bywa 
naprawdę groźny. Dzięki Bogu, że tata nie ma pojęcia o naszych pocałunkach, pocieszała się 
w myśli.  

Po  posiłku  usiłowała  wymknąć  się  za  nimi,  żeby  podsłuchać,  co  ojciec  powie 

Hoodwinkowi, lecz czujna matka, która przejrzała jej zamiary, nie odstępowała jej na krok.  

Robert  kroczył  za  rozgniewanym  lordem  Cavendishem  do  komnaty.  Stało  się  jasne,  iż 

nadszedł czas, by ujawnić swoje nazwisko i intencje. Dotknął kaftana, gdzie za pazuchą nosił 
najważniejszy  dokument.  Pozostało  mu  tylko  modlić  się,  aby  list  polecający  od  Nathaniela 
złagodził  gniew  szlachetnego  lorda  Cavendisha.  Z  zakłopotaniem  potarł  brodę.  Jakie 
właściwie  są  jego  intencje  i  czy  nie  kłócą  się  z  rycerskim  kodeksem?  To  będzie  musiał  za 
chwilę rozstrzygnąć. Na razie nie brał pod uwagę zakładu z Falwoodem.  

Sir Guy zaprosił go gestem do swojej biblioteki.  
– Zamknij za sobą drzwi – polecił i ciężko opadł na najbliższe krzesło.  
Robert, nim wykonał polecenie, zerknął w głąb korytarza, aby upewnić się, że nie skrada 

się za nimi Alyssa. Dopiero wtedy skłonił się uniżenie przed zagniewanym lordem. Jeśli miał 
ocalić skórę, musiał za wszelką cenę zachować spokój.  

Sir Guy wpił w niego surowe spojrzenie.  
– Jak śmiałeś dotykać lady Alyssy?! – wybuchnął. – Tłumacz mi się zaraz, tylko krótko. I 

mów prawdę, bo krętactw nie zdzierżę i zrobię z tobą porządek.  

Obiecujący początek, westchnął w duchu Robert.  
– Proszę, abyś pozwolił mi przedstawić się na nowo, wielmożny panie. Jestem sir Robert 

Maxwell  z  Mordrake  Hall,  dworzanin  miłościwie  nam  panującej  królowej  Mary.  Sir  Guy 
zaniemówił na moment.  

– Co powiedziałeś?! 
–  Przywiozłem  list  od  sir  Nathaniela  Falwooda,  –  który  niedawno  składał  hołd  lady 

Alyssie, lecz nie został przyjęty tak, jak by sobie tego życzył.  

Ku jego niewypowiedzianej uldze blady uśmiech wypłynął na wargi lorda.  
– Zaiste, można powiedzieć, iż ten szlachetny młodzieniec nie miał szczęścia. Świadom 

tego, wynagrodziłem mu sowicie stratę lutni. A trzeba powiedzieć, że bardzo ją cenił.  

–  Pochodziła  z  warsztatu  weneckiego  mistrza  –  wyjaśnił  Robert,  wręczając  list 

polecający.  

Sir Guy złamał woskowe pieczęcie.  
– Dokładnie to samo mi powiedział. – Zamilkł, pilnie wpatrzywszy się w papier.  
Robert mógł tylko mieć nadzieję, iż Nate przyłożył się do pióra bardziej niż do lutni. Źle 

background image

by  było,  gdyby  jego  lordowska  mość  musiał  w  pocie  czoła  odcyfrowywać  bazgrały.  Nie 
starczyłoby mu cierpliwości, to pewne.  

Wreszcie sir Guy uniósł głowę i spojrzał na Roberta.  
– Lord Falwood pisze o tobie w niezwykle pochwalnym tonie, są też podpisy i pieczęcie 

kilku innych panów, o których także słyszałem. A zatem, sir Robercie, skoro już wiem, kim 
jesteś, powiedz mi, dlaczego udawałeś kogoś innego? 

– Czy twoja piękna córka zaszczyciłaby mnie choć jednym spojrzeniem, gdybym zjawił 

się tu jako kandydat do jej ręki? 

– Och, wątpię. – Lord Guy uśmiechnął się. – A więc uwodzisz ją w przebraniu...  
Robert, niepewny swych uczuć, chciał dać wyważoną odpowiedź. Żadnych ostatecznych 

deklaracji.  

–  Przybyłem  tutaj,  aby  zdobyć  jej  względy,  wiele  bowiem  słyszałem  o  jej  urodzie. 

Zaplanowałem więc podwójną maskaradę. Jestem lordem Misrule’em, a zarazem Dwunastym 
Rycerzem.  

Maskarada, która nie musi zakończyć się zdjęciem maski. Taki przecież był plan.  
– Zadałeś sobie wiele trudu – mruknął lord Guy. – Czyżby tz tak bardzo zależało ci na 

mojej córce? 

– Lady Alyssa ma w sobie żar i ducha, które równe są jej piękności – odparł wymijająco.  
– Żar, duch, piękność... A czy znasz wielkość posagu? 
–  Znam,  oczywiście.  Jest  oszałamiający,  ale  i  bez  niego  pozostanę  człowiekiem 

majętnym. – Robert nie był łowcą posagów i zależało mu, by ojciec Alyssy o tym wiedział. 
Nie  mógł  jednak  poznać  innej  prawdy.  Otóż  za  sprawą  nieszczęsnego  zakładu  Alyssie 
groziło, że wkrótce pozostanie w smutku, ze złamanym sercem, mądrzejsza o parę przeżyć i 
nadal  niezamężna.  Fatalna  perspektywa...  Jak  Robert  będzie  mógł  z  tym  dalej  żyć?  Ze 
świadomością, iż perfidnie zadrwił z tej wspaniałej dziewczyny i głęboko ją skrzywdził...  

Sir Guy uniósł brwi.  
– Jeszcze nie słyszałem, aby ktoś tak mówił.  
– Mam świeże powietrze do oddychania, deszcz, który mnie obmywa, słońce, które mnie 

osuszy i rozjaśni moją duszę. Wystarczy mi grosza, aby mieć tyle jedzenia, ile zapragnę, kąt 
do spania, i dach nad głową. Mam wszystko, czego potrzeba mi w życiu, z wyjątkiem jednej 
rzeczy: uczucia słodkiej Alyssy. – Wyrecytowawszy te poetyckie słowa, Robert zastanawiał 
się, czy w piekle jest specjalny kocioł dla łgarzy.  

– Czy żartujesz sobie ze mnie, sir Robercie? Kocham moją córkę, ale wiem, że jest dziką 

kotką i złośnicą, a nie słodkim kociątkiem.  

Robert pokręcił głową.  
– Widziałem ślady jej niezadowolenia na głowie biednego Nate’a i sam dobrze wiem, co 

potrafi, a jednak proszę, aby wasza lordowska mość pozwolił mi ją dalej przekonywać do mej 

osoby.  

– Nie wiem, czy chciałbym mieć za zięcia takiego dziwaka jak Dwunasty Rycerz.  
– W moim szaleństwie jest metoda, wierz mi, panie. Musisz tylko mi zaufać.  
Lord Cavendish podniósł się z krzesła, dając znak, że rozmowa jest skończona.  

background image

– Zdaje się, że nie mam innego wyjścia – westchnął. – Pozwalam ci zdobywać względy 

Alyssy  w  swojej  prawdziwej  postaci  bądź  jako  Dwunasty  Rycerz,  Hoodwink,  czy  kto  tam 
chcesz. Ale pamiętaj, strzeż się mnie, jeśli po tygodniu, który jeszcze nam został, okaże się, 
że skrzywdziłeś moją córkę.  

Robert skłonił się w milczeniu. Och, jak bardzo teraz żałował głupiego zakładu z Nate’em 

Falwoodem! Ta świadomość wstrząsnęła nim.  

 

 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

Następnego  dnia  Robert,  targany  sprzecznymi  uczuciami,  trzymał  się  z  dala  od  Alyssy. 

Widział w jej oczach ból, co jeszcze bardziej wytrącało go z równowagi.  

Kiedy po raz kolejny lord Misrule nie odpowiedział uśmiechem na jej uśmiech, doszła do 

wniosku,  że  ojciec  musiał  go  ostro  potraktować.  Co  za  tchórz!  Wystarczyła  jedna 
reprymenda, aby położył uszy po sobie i przestał ją dostrzegać. Lecz czego tak naprawdę się 
spodziewała? Toż to tylko wynajęty wesołek. Dała się złapać na lep obiecujących uśmiechów, 
słodkiego  śpiewu  i  paru  skradzionych  pocałunków.  Dobrze,  w  takim  razie  przestanie 
doszukiwać się lepszych stron jego natury. Jeśli zapragnie jej przyjaźni, będzie musiał przejść 
ciężkie próby, i przede wszystkim przeciwstawić się jej ojcu, zaś ona będzie traktowała lorda 
Misrule’a jak powietrze.  

Lecz niepokorna pamięć ciągle podsuwała wspomnienie gorących ust, a ciało tęskniło za 

czułymi objęciami. Trudno jej było udawać obojętność, kiedy widziała, jak Hoodwink żartuje 
sobie  z  Celeste  albo  śpiewa  balladę  którejś  z  dam.  Wygnanie  go  z  serca  zamieniło  się  w 
wyczerpującą  batalię  pomiędzy  uczuciami  a  rozumem.  Kiedy  nadeszła  pora  obiadu,  Alyssa 
była już bliska łez.  

I  znów  rozbrzmiały  znajome  fanfary.  Hoodwink  zajął  miejsce  pośrodku  sali,  posyłając 

Alyssie  olśniewający  uśmiech.  Po  raz  pierwszy  od  rozmowy  z  ojcem  raczył  ją  wreszcie 
zauważyć. Za późno, odgrażała się w duchu. Co to, ledwie kiwnął palcem, a ona ma mu jeść z 
ręki? 

–  Znów  przybyli  paziowie  Dwunastego  Rycerza  –  ogłosił  lord  Misrule.  –  I  jak  zwykle 

przynieśli dary dla lady Alyssy.  

Gillian trąciła ją w bok.  
– Spójrz tylko, Lisso! 
– Te codzienne parady zaczynają mnie nużyć. – Alyssa demonstracyjnie ziewnęła, choć 

nie mogła się doczekać, co tym razem dostanie.  

Nagle od stołów bliższych wejścia rozległ się śmiech. Alyssa ukradkiem tam zerknęła i 

ujrzała pokraczne mleczarki prowadzące jeszcze bardziej pokraczną krowę, na którą składało 
się dwóch ludzi przykrytych pomalowanym w łaty płótnem. Zad pociesznego zwierzęcia nie 
mógł  nadążyć  za  przodem.  Mleczarkami  byli  natomiast  chłopcy  kuchenni  o  przesadnie 
wymalowanych twarzach. Zagryzła usta, tłumiąc śmiech.  

Mleczarki i zwariowana krowa puściły się w pląsy, tańcując całkiem zręcznie. Hoodwink 

przyglądał  się  widowisku  z  tak  zadowoloną  miną,  iż  stało  się  jasne,  że  to  on  musiał  je 
wymyślić.  Lord  Misrule  z  pewnością  pozostawał  na  usługach  Dwunastego  Rycerza.  Teraz 
Alyssa zrozumiała, czemu przytaszczył z sobą tyle bagażu.  

Pragnęła wraz z innymi zaśmiewać się do rozpuku, lecz nie mogła dać takiej satysfakcji 

Hoodwinkowi. Kiedy więc ucichła muzyka i krowa złożyła uniżony, pokraczny ukłon przed 
Alyssa,  ziewnęła  szeroko.  Speszeni  chłopcy  popatrzyli  po  sobie.  Poczuła  się  głupio,  gdyż 
naprawdę starali sieją rozbawić.  

Guy  z  naganą  popatrzył  na  córkę,  a  potem  rzucił  mieszek  miedziaków  najwyższej  z 

background image

„mleczarek”.  

–  Ładnie  to  zagrałaś,  słodka  dziewuszko,  chociaż  nie  wszyscy  docenili  twój  aktorski 

kunszt.  

Chłopak zręcznie chwycił mieszek i skłonił się nisko panu na Snape, trącając pozostałych, 

aby  uczynili  to  samo.  Robert  dał  znak  ukrytym  za  zasłoną  paziom  Dwunastego  Rycerza, 
jednocześnie rzucając Alyssie spojrzenie pełne jawnej  nagany. Kiedy zobaczyła,  – że znów 
niosą te same dary, udała, że ułamał się jej paznokieć i zajęła się swoimi dłońmi.  

– Dwunasty Rycerz śle lady Alyssie przesłanie szacunku i miłości – ogłosił Hoodwink, a 

na stół wyjechały kapłony, łabędzie, zdobione jaja i pozostałe cuda.  

Alyssa nawet nie spojrzała na aksamitny woreczek z pierścieniami, tylko podniosła się od 

stołu i zwróciła się do matki: 

– Od rana strasznie boli mnie głowa, mamo, a to głupie przedstawienie jeszcze bardziej 

mnie zmęczyło – poskarżyła się zbolałym głosem. – Przepraszam, ale muszę odpocząć.  

Wyszła, ignorując Hoodwinka, który wyraźnie chciał zamienić nią parę słów. Dopiero w 

komnacie  zrzuciła  maskę  cierpiętnicy.  Wzięła  na  ręce  kotkę  i  usadowiła  się  na  krześle  pod 

oknem.  

–  No,  teraz  zobaczymy  –  powiedziała  do  Miki.  –  Ciekawe,  jak  szybko  zjawi  się  tu 

Misrule,  by  mnie  błagać  o  wybaczenie  za  swoje  bezduszne  zachowanie.  Daję  mu  najwyżej 
godzinę.  

Jednak minęła jedna, druga, wreszcie trzecia godzina, lecz nikt nie zapukał do drzwi. Nie 

przyszła nawet matka, aby zapytać o zdrowie córki. Alyssę naprawdę rozbolała głowa.  

–  Słyszysz  tę  muzykę,  Miko?  –  szepnęła.  –  Wszyscy  bawią  się  wesoło.  Do  diaska! 

Najgłośniej peroruje ten drań i oszust. Wszyscy się radują, tylko nie ja.  

Zniechęcona  położyła  się  na  łóżku.  Kotka,  sądząc,  że  pani  układa  się  na  nocny 

spoczynek, ochoczo ułożyła się przy niej.  

Ogień w kominku przygasł, a świeca rozpłynęła się w kałużę wosku, dając coraz słabszy 

blask.  Nadal  nikt  się  nie  zjawiał,  nawet  Molly,  zupełnie  jakby  Alyssa  przestała  istnieć  dla 
świata. Niekończące się czekanie sprzyjało rozmyślaniom – i wcale nie spodobało się jej to, 
co zobaczyła w sobie.  

– Czy myślisz, że obraziłam Hoodwinka? – zapytała śpiącą kotkę. – Czyżbym posunęła 

się za daleko? 

Tego  wieczoru  nawet  jej  rodzona  matka  nie  zachowywała  się  tak  jak  zwykle.  W 

przeszłości, kiedy Alyssa w odruchu buntu wycofywała się z zamkowego życia, spieszyła za 
córką, by złagodzić burzę jej uczuć. Po takiej porcji rodzicielskiej troski urazy odchodziły w 
niepamięć  i  Alyssa  była  gotowa  żyć  w  zgodzie  z  rodzicami  i  całym  światem  do  czasu,  aż 
znów  znalazła  się  w  cieniu  Gillian.  Ale  dzisiaj  nikt  nie  przyszedł  jej  pocieszać  i  prosić,  by 
wróciła. Czyżby obrażała się za często i rodzice wreszcie zobojętnieli na jej wieczne rozterki? 

Gorąca łza potoczyła się po policzku Alyssy.  
– Dzisiaj się poprawię, przysięgam – zachlipała.  
Zejdzie  na  dół,  przeprosi  rodziców,  a  potem  poszuka  lorda  Misrule’a  i...  i  powie  coś 

miłego, aby wiedział, że tak naprawdę bardzo spodobał się jej występ z krową.  

background image

Zmęczona napięciem i ponurymi rozmyślaniami, zasnęła.  
Rano,  dziewiątego  dnia  świątecznych  obchodów,  Alyssa  obudziła  się  jeszcze  przed 

przyjściem  Molly.  Nie  zrobiła  pokojówce  awantury  za  to,  że  nie  doglądała  jej  wieczorem, 
lecz uprzejmie zapytała, czy smakowały jej kapłony.  

– Bardzo, milady – odpowiedziała Molly z czujną miną, ubierając swoją panią w świeżą 

suknię. – A lord Misrule jest taki zabawny! Szkoda, że wyszła pani wczoraj.  

Zazwyczaj  niczego  nieowijająca  w  bawełnę  Molly  tym  razem  wyrażała  się  bardzo 

oględnie.  Czyżby  Alyssa  stała  się  tak  bardzo  nieobliczalna,  że  nawet  odważna  służka 
postanowiła obchodzić się z nią jak z jajem, by nie narazić się na gniew swej pani? 

Ta myśl nie dawała jej spokoju, gdy zeszła na dół na mszę. Guy i Celeste oniemieli ze 

zdumienia,  kiedy  uściskała  i  ucałowała  ich  serdecznie  na  powitanie,  przepraszając  za 
wczorajsze  zachowanie.  Po  czym,  zanim  zdążyli  przywyknąć  do  nowego,  anielskiego 
wcielenia  córki,  Alyssa  pobiegła  do  sali,  by  porozmawiać  w  cztery  oczy  z  Hoodwinkiem. 
Była tak zajęta układaniem przemowy, którą zamierzała go uraczyć, że omal nie wpadła na 
trójkę kandydatów do swojej ręki, którzy stali obok schodów. Na szczęście nie zauważyli jej, 
natomiast Alyssę zastanowiło, że wyglądali jak spiskowcy. Wiedziona odruchem ciekawości, 
umknęła za kotarę i nadstawiła ucha.  

–  Popis  okropnego  charakterku,  jaki  dała  wczoraj,  zraził  mnie  tak  samo  jak  i  was  – 

powiedział  sir  Lucien.  –  Nie  mam  zamiaru  poślubiać  jędzy.  Doprawdy,  współczuję  jej 
rodzicom, zwłaszcza że są naprawdę wspaniałymi ludźmi. Mam nadzieję, ze kiedyś wreszcie 
znajdzie się chętny, który weźmie ją dla posagu i uwolni ten dom od zmory.  

– Dziwię, się, że ojciec jeszcze nie zamknął jej w klasztorze – powiedział Jeremy. – Może 

tam zdołaliby wypędzić z niej diabła.  

Złość i upokorzenie zawrzały w Alyssie. Słuchała dalej, bezsilnie zaciskając pięści.  
– Pewnie, najlepiej byłoby oćwiczyć ją i ubrać we włosiennicę – basował Lionel.  
– Do tego jest bardziej chciwa niż wszyscy londyńscy bankierzy razem wzięci.  
– Przez tę złość nie ma w niej za grosz wdzięku. Dziwię się Dwunastemu Rycerzowi, że 

tyle  się  dla  niej  wykosztował.  Ten  człowiek  musi  być  szalony.  Życzę  mu,  aby  przejrzał  na 
oczy, zanim stanie się za późno – powiedział Lucien.  

–  Szkoda  mi  jej.  –  Jeremy  pokiwał  głową.  –  Dokończy  żywota  jako  zgorzkniała  stara 

panna, które nigdy nie zaznała radości i zabawy.  

– Zachowaj swoją litość dla kogoś, kto na nią zasługuje. – Lionel wzruszył ramionami. – 

A  ta  diablica  niech  ma,  co  się  jej  należy.  Nie  chcę  mieć  więcej  do  czynienia  z  Alyssą 
Cavendish! 

– Ani ja! – potwierdził Lucien.  
– Ani ja! – oświadczył Jeremy.  
W pierwszym odruchu miała ochotę wyjść z ukrycia, przemaszerować dumnie pomiędzy 

nieprzyjaciółmi  i  uczynić  użytek  ze  swego  ostrego  języka,  przeważył  jednak  rozsądek. 
Wszystko, co mówili ci ludzie, było prawdą. Przyszłość, którą przed chwilą jej wywróżono, 
przeraziła ją.  

–  Ale  nie  możemy  obrazić  naszych  miłych  gospodarzy  –  rzekł  Jeremy.  –  Nie  możemy 

background image

stąd nagle razem wyjechać.  

– Racja – zgodzili się pozostali.  
– Zatem będziemy opuszczać Snape po kolei, a każdy poda inny powód. Ważne, aby nie 

było  nas  w  zamku  dwunastego  dnia,  kiedy  ta  jędza  będzie  musiała  wybrać  sobie  męża  – 
doradził Lionel.  

– Racja. Zaraz się spakuję i  odjadę jeszcze dziś, po śniadaniu.  Pogoda jest  ładna, drogi 

przetarte,  więc  mam  nadzieję,  że  dotrę  przez  nocą  do  Yorku  –  powiedział  z  ożywieniem 
Lucien. Na myśl, że niedługo opuści zamek Snape, wyraźnie wrócił mu humor.  

–  A  ja  ruszę  jutro  –  postanowił  Lionel.  –  Powiem,  że  obowiązki  wzywają  mnie  na 

królewski dwór.  

–  W  takim  razie  mnie  pozostaje  jechać  w  czwartek  –  westchnął  Jeremy.  –  Oby  dobra 

pogoda utrzymała się do tego czasu.  

– W porządku, zatem ustaliliśmy wszystko – podsumował Lucien. – Możemy się rozejść.  
– A pożegnasz się z lady Alyssą? – zagadnął na odchodnym Jeremy.  
Odpowiedział mu szyderczy śmiech.  
– Wolałbym zostać żywcem odarty ze skóry. Niech ojciec przekaże jej radosną wieść po 

moim  wyjeździe. Nie chcę więcej  oglądać tej złośnicy  – powiedział  Lucien i  pospieszył  do 
swojej komnaty. Pozostali też odeszli.  

Alyssa ostrożnie wysunęła się zza kotary. Oczy piekły ją od łez. Jeszcze nigdy dotąd nie 

usłyszała  o  sobie  takich  potwarzy.  Musiała  przyznać,  że  często  nie  panowała  nad  swoim 
gniewem  i  złośliwym  językiem,  ale  miano  jędzy  ze  Snape  bolało  jak  tortura  rozpalonym 
żelazem.  

Męska  dłoń  delikatnie  dotknęła  jej  ramienia.  Palce  trzymały  białą  chusteczkę.  Poznała 

czerwony, satynowy rękaw paradnego stroju.  

– Użyj jej – doradził lord Misrule.  
Odwróciła się tak gwałtownie, że omal nie wpadła na niego. Jakim prawem podszedł ją 

podstępnie? 

– Często szpiegujesz damy? – warknęła.  
– Nie częściej niż ty kawalerów – odparł swobodnie. Alyssa zacisnęła dłonie w pięści.  
– Nie wiem, o czym mówisz – powiedziała chłodno. Hoodwink zamachał jej chusteczką 

przed oczami.  

–  Myślę,  że  jednak  wiesz.  Podsłuchiwanie  jest  brzydkim  nawykiem,  milady.  Można 

wówczas usłyszeć dziwne rzeczy...  

– Nie masz pojęcia, ile jadu wypłynęło z ich ust – żachnęła się.  
– Słyszałem o jędzy, czarownicy, złośnicy. Czy coś pominąłem? 
– Wystarczy – chlipnęła.  
Hoodwink pogładził ją po policzku, ścierając chusteczką łzy.  
– Ci panowie i tak wyrażali się powściągliwie – zauważył ze spokojem.  
Alyssa zesztywniała z oburzenia.  
– Te kalumnie mają być wyrazem taktu? Jesteś takim samym draniem jak oni.  
Odgarnął jej włosy z zaczerwienionej twarzy.  

background image

– Wierz mi, że to, co o tobie mówili, jest wręcz łagodne w porównaniu z opiniami, które 

krążą poza murami zamku.  

Alyssa kurczowo wciągnęła powietrze.  
– Mam aż tak złą sławę w okolicy? – zapytała zdławionym głosem. Kolana ugięły się pod 

nią i musiała chwycić się kotary, aby ustać.  

Hoodwink opiekuńczo objął ją ramieniem.  
– Nawet na królewskim dworze.  
–  W  Londynie?  –  zająknęła  się  ze  zgrozą.  –  Przecież  to  wiele  mil  stąd.  Czy  złe  języki 

nawet tam roznoszą te podłe plotki o mnie? 

– Tak, moja droga – potwierdził, znów delikatnie ocierając jej oczy chusteczką.  
Kogo miałaby interesować jakaś panna z dalekiego zamku Snape? Kogo na królewskim 

dworze  mogło  obchodzić,  co  powiedziała  Alyssa  Cavendish?  Niemożliwe!  Pewnie  ten  łotr 
Hoodwink  chce  się  odegrać  za  jej  wczorajszy  występ.  A  była  już  niemal  gotowa  go 
przepraszać! 

– Nie wierzę ci – rzuciła przez zaciśnięte zęby. Lord Misrule łagodnie spojrzał jej w oczy.  
–  Może  i  jestem  draniem,  Alysso,  ale  nie  kłamcą  –  odparł  cicho.  –  Czy  myślisz,  że 

lekceważąca  odprawa,  jaką  dałaś  trzem  adoratorom,  przejdzie  niezauważona?  Uważasz,  że 
gdy  wrócą  na  dwór  czy  do  swoich  siedzib,  pozostawią  sprawę  w  tajemnicy?  Jak  sądzisz, 
czemu  twój  ojciec  ofiarował  fortunę  śmiałkowi,  który  odważy  się  poprosić  o  twoją  rękę? 
Wieści  o  dobrych  uczynkach  wędrują  powoli  i  bocznymi  drogami,  lecz  plotki  o  niecnych 
wyczynach gnają na skrzydłach wiatru i trafiają do uszu każdego, kto zechce słuchać.  

Alyssa przymknęła piekące powieki, usiłując uporać się okrutną prawdą.  
– Moje serce nie jest złe – szepnęła drżącym głosem. – Pragnę, by ludzie mnie lubili, nie 

zaś mieszali moje imię z błotem. Gdyby tata wiedział, co...  

– Wie, i to od dawna – przerwał jej Hoodwink. – Wyobrażasz sobie, jak musiał się czuć, 

gdy słyszał, co na rynku miasteczka mówi się o jego córce? Nie mógł jednak wyzwać całej 
okolicy na pojedynek w obronie twojego honoru, więc zaczął rozpaczliwie szukać dla ciebie 
męża, gdyż uznał, że tylko w ten sposób zdoła uciszyć złe języki.  

Alyssa  bezsilnie  wsparła  się  na  ramieniu  Misrule’a.  Dlaczego  sprawy  przybrały  tak 

fatalny  obrót?  Jak  mogła  być  tak  zaślepiona?  A  przecież  jedynie  pragnęła  pozostać  sobą... 
Odsunęli się od Hoodwinka i wytarła nos w chusteczkę, usiłując wziąć 

MC 

w karby.  

– Zima jest ostra i zamkowe kominy dymią bardziej niż zwykle  – stwierdziła, prostując 

przygarbione ramiona. – Zauważyłeś, ile sadzy unosi się w powietrzu? Pewnie jakaś drobina 

wpadła  mi  do  oka.  W  każdym  razie  dziękuję  za  użyczenie  chusteczki.  A  teraz  wybacz,  ale 
muszę iść. – Ruszyła korytarzem, lecz nagle stanęła i obróciła się ku Hoodwinkowi.  – Ach, 
przypomniałam  sobie  o  czymś  jeszcze.  Jest  mi  bardzo...  w  każdym  razie  chciałam  cię 
przeprosić za moje wczorajsze... ee, naganne maniery. – Słowa przeprosin były trudniejsze do 
wypowiedzenia niż myślała.  

Kompletnie  zaskoczony  wybałuszył  oczy,  ale  za  chwilę  na  jego  twarzy  pojawił  się 

dawny, kpiący wyraz.  

– Rozumiem, że przeszedł ci ból głowy i jesteś w bardziej łaskawym nastroju? 

background image

– Zgadza się, lordzie Misrule’u. Mało tego, wreszcie doszłam do rozumu – oświadczyła z 

uśmiechem, po czym odwróciła się na pięcie i znikła mu z oczu.  

– Coś dziwnego dzieje się z Alyssą – powiedziała lady Celeste do męża, kiedy udawali 

się do zamkowej sali na kolejne uroczystości.  

Guy zerknął na drobną postać żony.  
– Dziwnego? Czyżby ból głowy przerodził się w chorobę? 
–  Nie,  to  zupełnie  inna  sprawa.  Od  rana  zachowuje  się  jak  aniołek.  Kiedy  sir  Lucien 

zaczął się żegnać, podeszła i przemówiła do niego miło, życząc dobrej drogi i przypominając, 
żeby  włożył  jagnięcej  wełny  do  butów,  aby  na  mrozie  nie  zmarzły  mu  nogi.  A  później,  w 
kuchni,  podsłuchałam  jak  przeprasza  Wata  za  to,  że  nie  pochwaliła  wspaniałego 
przedstawienia chłopców.  

Guy uniósł brwi ze zdumienia.  
– Alyssa wybrała się do kuchni z własnej woli? 
–  No  właśnie!  –  wykrzyknęła  Celeste.  –  Pomogła  też  nakryć  stoły.  Mało  tego,  ona  się 

uśmiecha! Czy uważasz takie zachowanie naszej Lyssy za objaw choroby? 

– Tak... choroby serca – uśmiechnął się jej mąż.  
Celeste  aż  przystanęła  z  wrażenia  i  już  otwierała  usta,  lecz  Guy  odwiódł  ją  od  pytań 

czułym pocałunkiem.  

– Nie lękaj się o jej zdrowie, moja miła. Mam powody, aby sądzić, że nasza córka, dzięki 

Bogu, jest po prostu zakochana.  

W czasie obiadu nie było osoby, która by nie zauważyła niezwykłej metamorfozy Alyssy. 

Robert,  pomimo  całego  zadowolenia,  nie  był  pewien,  czy  jej  łagodność  i  życzliwość  są 
oznakami  prawdziwej  przemiany,  czy  tylko  chwilowego  kaprysu.  Żałował  szorstkich  uwag, 
którymi  niedawno  ją  poczęstował,  jednak  z  drugiej  strony  miał  nadzieję,  że  przysłowiowy 
kubeł zimnej wody zmusi wreszcie Alyssę do przemyślenia własnego postępowania. Tak czy 
inaczej, szczerze się cieszył z jej nowego wcielenia.  

Kiedy podano smażone minogi w cieście, Jamie szepnął do Gillian: 
– Wydaje mi się, że Dwunasty Rycerz udaje tylko, że zakochał się w twojej siostrze. Jeśli 

nadal  będzie  tak  szyderczo  wystawiał  na  szwank  jej  honor  dziwacznymi  darami,  chyba 
wyzwę go na pojedynek, gdy tylko się tu zjawi.  

Gillian rozbawiła rycerskość małżonka.  
–  Nie  warto  ryzykować  przelewu  krwi  dla  obrony  honoru  Alyssy,  mój  drogi.  Zamiast 

okazać ci wdzięczność, weźmie cię u język. Przecież znam to ziółko.  

Robert,  który  podsłuchał  rozmowę  między  małżonkami,  skrycie  zerknął  w  kierunku 

Alyssy.  Ona  również  musiała  usłyszeć  okrutną  uwagę  siostry.  Na  wszelki  wypadek  udał 
jednak, że nic nie wie.  

Tymczasem, ku jego zdumieniu, Alyssa uśmiechnęła się do łaniego.  
– Dzięki, kochany szwagrze, że tak troszczysz się o mój honor, ale naprawdę nie czuję się 

obrażana. Przez nikogo – dodała znacząco, zerkając na Gillian.  

Robert  szybko  dał  znać  trębaczom.  Rozbrzmiały  fanfary,  a  zaraz  potem  na  środek  sali 

wystąpił najmłodszy z trzech paziów Dwunastego Rycerza.  

background image

–  Panowie  i  panie,  nastał  dziewiąty  dzień  po  Bożym  Narodzeniu  i  mój  pan  przysyła 

dziewięć  młodych  dam,  aby  zatańczyły  dla  waszej  uciechy.  Oto  wróżki  ostrokrzewu  i 
bluszczu. Wybaczcie im, jeśli pomylą kroki, ale są jeszcze niewprawne w tej sztuce.  

Kiedy  zniknął  za  kotarą,  muzykanci  na  galerii  zagrali  kolędę  o  bożonarodzeniowych 

świętych  roślinach.  Robert  wstrzymał  oddech.  Tom  i  jego  bracia  ćwiczyli  wiejskie 
dziewczynki  przez  cały  poprzedni  tydzień  i  wreszcie  wczoraj  zatańczyły  całkiem  udatnie. 
Zachwycone  sukienkami,  w  które  je  odział,  niecierpliwie  oczekiwały  występu,  ale  trema 
mogła zrobić swoje. W duchu trzymał za nie kciuki.  

Tom  wypchnął  pierwszą  tancereczkę  zza  kotary.  Została  powitana  życzliwymi 

uśmiechami  i  oklaskami.  Ośmielona  miłym  przyjęciem,  odwróciła  się,  żywo  dając  znaki 
pozostałym, aby dołączyły do niej i małe, smukłe wróżki wybiegły w pląsach na środek sali. 
Choć  nie  zawsze  nadążały  za  muzyką,  zachwyciły  widzów  wdziękiem  i  zapałem. 
Zakończywszy popis, z gracją dygnęły przed publiką, za co zostały nagrodzone brawami oraz 
deszczem  srebrnych  i  miedzianych  monet.  Kiedy  sypnął  się  brzęczący  grad,  natychmiast 
zapomniały o etykiecie i zaczęły pełzać pod ławami, wyławiając toczące się grosiki. Robert 
zerknął na Alyssę.  

Roześmiana, pomagała  małym  tancerkom zbierać nagrodę. Jeszcze nigdy  nie widział w 

jej  niebieskich  oczach  takiego  blasku  i  radości.  Złowiła  jego  spojrzenie  i  uśmiechnęła  się 
promiennie.  

– Widzę, że potrafisz sprawiać cuda, Hoodwink – szepnęła.  
– Nie rozumiem? 
– Te szatki lepiej wyglądają na dzieciach niż na myszach. Dopiero po chwili przypomniał 

sobie ich pierwszą rozmowę, kiedy to nakrył Alyssę na grzebaniu w jego bagażu. Uśmiechnął 
się łobuzersko.  

– Jestem rad, że ci się spodobały. Czy uważasz, że dobrze przysłużyłem się mojemu panu, 

Dwunastemu Rycerzowi? 

– Z pewnością tak – odparła z wielce tajemniczym uśmiechem.  
Czyżby ta bystra panna domyślała się, kto jest jej dziwnym wielbicielem? – przestraszył 

się Robert.  

Szczęśliwie Alyssa nie miała czasu na stawianie kłopotliwych pytań, bo do sali wbiegła 

pocieszna  krowa  i  jej  mleczarki,  wywołując  wrzawę  śmiechów  i  braw.  Paziowie  wnieśli 
jeszcze więcej smakowitych kapłonów, a dziewczęta zaczęły rozrzucać z koszyków łakocie.  

Kiedy wesoła trupa wymaszerowała za kotarę, pojawili się paziowie z łabędziami z ciasta, 

koszykiem malowanych jaj i resztą darów. Robert śledził pilnie, co odmieniona Alyssa tym 
razem  zrobi  z  prezentami,  a  zwłaszcza  ze  złotem.  Ona  zaś  z  iście  królewską  hojnością 
przekazała  łabędzie  i  jaja  na  ostatnie  stoły,  gwizdki  otrzymali  chłopcy  grający  mleczarki, 
starszyzna  wiejska  –  kapłony,  a  gołębie  powiększyły  zamkowe  stado.  Słodkie  drzewko 
przypadło tańczącym wróżkom, które zostały upomniane, że mają podzielić się przysmakiem 
z innymi dziećmi.  

Wreszcie Alyssa wzięła w rękę woreczek z pierścieniami i zwróciła się do matki: 
– Ten dar, mamo, przeznaczam dla ciebie i Gillian – oznajmiła donośnym, dźwięcznym 

background image

głosem. – Oby sprawił wam tyle radości, ile ja przysporzyłam wam w przeszłości zgryzot.  

Oniemiała  Gillian  wpatrywała  się  w  bliźniaczkę,  natomiast  Celeste  wstała  i  czule 

przygarnęła  córkę  do  siebie.  Dwaj  kandydaci  do  ręki  Alyssy,  którzy  jeszcze  nie  zdążyli 
wyjechać, z niedowierzaniem śledzili tę scenę. Wreszcie, kiedy zebrano ze stołów naczynia i 
rozpoczęły się tańce, Robert skłonił się nisko przed Alyssą.  

– Czy mogę zaprosić do tańca najbardziej hojną spośród dam tego zamku? 
Skinęła  głową  z  przyzwalającym  uśmiechem.  W  trakcie  dostojnej  pawany,  włoskiego 

tańca, który od niedawna stał się modny w Anglii, Hoodwink powiedział cicho: 

–  Rozdałaś  wszystkie  prezenty  od  Dwunastego  Rycerza.  Czy  oznacza  to,  że  odrzucasz 

jego uczucie? 

–  Nie,  lordzie  Misrule’u,  ale  posłuchałam  twojej  rady.  Powiedziałeś  mi,  że  im  więcej 

oddam, tym więcej otrzymam w zamian.  

Nie takiej odpowiedzi się spodziewał.  
– Czy jedynie z tego względu postanowiłaś być hojna? 
– Nie, mój panie. – Dygnęła i rozpoczęła następną figurę. – Tak naprawdę chciałam, aby 

ludzie uśmiechali się do mnie.  

Po  skończonym  tańcu  Robert  poprowadził  Alyssę  w  mrok  korytarza  i  zanim  zdążyła 

otworzyć usta, aby zapytać, co robi, przyciągnął ją do siebie i zaczął całować jak szalony.  

Od dawna miała nadzieję, że kiedyś jeszcze ją pocałuje, ale nie była przygotowana na taki 

wybuch pożądania. Tym bardziej nie przewidziała gwałtowności własnej odpowiedzi. Nagle 
rozbudzone  zmysły  rozpaliły  ciało.  Myśli  Alyssy  ruszyły  w  dziki  tan,  gdy  Hoodwink 
miażdżył jej usta swoimi, wyduszając z nich ostatni oddech. Kiedy pomyślała, że za chwilę 
zemdleje,  odchylił  głowę  i  wpił  w  nią  nieprzytomne  spojrzenie,  a  potem  zaczął  sunąć 
wargami  po  szyi  Zatopiła  palce  w  jego  włosach,  a  potem  zsunęła  ręce  na  silne  ramiona. 
Wyobraźnia  podsuwała  jej  zmysłową  wizję  ciał  nieprzedzielonych  barierą  ubrań.  Po  raz 
pierwszy w życiu zrozumiała, czemu kochankowie nie czują przed sobą wstydu.  

– Alysso – wyszeptał Hoodwink bez tchu. – Musimy wrócić na salę.  
Przylgnęła do niego kurczowo.  
– Dlaczego? 
Nie, niech nie przestaje, niech jej nie porzuca! 
–  Błagam,  chodźmy,  zanim  coś  się  stanie  –  powiedział  chrapliwie,  po  każdym  słowie 

obdarzając ją pocałunkiem.  

– Niech więc się stanie. – Uparcie nie chciała go puścić. Nagle ktoś głośno odchrząknął 

za jej plecami i z mroku wyłoniła się postać Toma.  

– Mój panie... ee, lordzie Misrule’u, sir Guy cię poszukuje. Obiecałeś mu wieczór magii.  
– Niech to diabli! – zaklął szeptem Hoodwink z ustami we włosach Alyssy. – A może i 

dobrze, że się zjawił, bo odprawiłbym z tobą jeszcze lepszą magię. – Pocałował Alyssę w sam 
czubek nosa i pobiegł do sali.  

Tom nisko się skłonił.  
– Życzę słodkich snów, milady – powiedział z wszystkowiedzącym uśmieszkiem.  
Kiedy odszedł, przycisnęła rozpalone czoło do zimnych kamieni.  

background image

Jak zdoła zasnąć po tym wszystkim? 
W nocy zerwał się zimy wiatr. Skulona pod ciepłymi okryciami, Alyssa nasłuchiwała, jak 

z  wyciem  szarpie  dachówki,  ale  w  jej  myślach  panowała  inna  pogoda.  Wreszcie  pojęła,  że 
zakochała się na amen w Hoodwinku, choć jest tylko płatnym grajkiem i mistrzem ceremonii. 
Stwierdziła też, że ponad wszelką wątpliwość związana jest z nim jakaś tajemnica.  Tak, był 
człowiekiem pośledniego stanu, lecz duszy wcale nie miał pośledniej...  

Niestety,  lord  Misrule  wykonywał  rozkazy  równie  tajemniczego  Dwunastego  Rycerza. 

Inaczej  mówiąc,  był  na  żołdzie  szlachcica,  który  uderzał  do  niej  w  konkury,  i  jeśli  ona 
wybierze sługę zamiast pana, rozpęta się piekło.  

A jeżeli to Hoodwink jest Dwunastym Rycerzem? 
Robert przewracał się na prostym łóżku, nie mogąc zasnąć. Obok niego chrapał Tom. Nie 

po  raz  pierwszy  żałował  swego  wygodnego  łoża  z  baldachimem  w  komnacie  londyńskiego 
zamku. Marzenia o Alyssie Cavendish, dzielącej z nim owo łoże, zwiększały udrękę. Robert 
pojął, że wreszcie wpadł do przepaści, nad którą tak długo się pochylał. Nie pociągały go już 
tylko uroda i wdzięki tej kobiety, ale jej rozum i dusza. Czyżby zakochał się w buntowniczej 
piękności,  zamiast  tylko rozkochać ją w sobie? Wiedział, że mógłby ją teraz łatwo posiąść, 
zwłaszcza po ich niedawnym pocałunku – ale musiał zachować w tajemnicy niecny zakład. Z 
furią posłałaby go do piekieł, gdyby dowiedziała się, co nim powodowało.  

Lady Gillian Cavendish Campbell leżała na łożu obok pochrapującego męża, przyciskając 

dłońmi  wzdęty  brzuch.  Zaledwie  zasnęła,  obudził  ją  osty  ból  w  krzyżach.  Kilkanaście  dni 
temu doświadczyła już czegoś, co jej matka nazwała fałszywymi  bólami porodowymi, więc 
zastanawiała  się,  czy  i  tym  razem  alarm  jest  przedwczesny.  Przygryzła  wargi,  usiłując 
przetrwać  kolejną  falę  udręki.  Fala  cofała  się,  pozostawiając  ją  osamotnioną  i  drżącą  w 
ciemnościach,  aby  znowu  powrócić.  Czy  powinna  obudzić  Jamiego?  Matka  i  miejscowa 
położna  tłumaczyły  jej,  że  rozpozna  nadejście  porodu  po  regularności  bólów.  Ale  chyba 
powinny  być  w  brzuchu,  a  nie  w  krzyżach.  Gillian  przymknęła  oczy  i  zaczęła  odmawiać 
modlitwę  do  Matki  Boskiej,  prosząc  o  opiekę.  Nie  zdradziła  nikomu,  nawet  Celeste,  jak 
bardzo lęka się porodu.  

Ktoś  potrząsał  Alyssę  za  ramię.  Powoli  otworzyła  oczy.  Szare  światło  zimowego  dnia 

przesączało się przez okiennice. Zamrugała gwałtownie.  

U jej wezgłowia klęczała Gillian.  
– Lisso, pomóż mi! 
Udręka w głosie siostry sprawiła, że obudziła się całkiem.  
– Gillie, co się stało? 
Oczy  Gillian  wydawały  się  jeszcze  większe  w  pobladłej,  ściągniętej  bólem  twarzy, 

poznaczonej śladami łez. Nagle skuliła się z jękiem, obejmując dłońmi wielki brzuch. Alyssa 
pojęła, że zaczął się poród.  

– Dlaczego, u licha, zwlekłaś się z łóżka? – zrugała siostrę, pokrywając strach szorstkimi 

słowami.  –  Powinnaś  zawołać  służbę,  żeby  przeniesiono  cię  do  specjalnie  przygotowanej 
izby. Gdzie jest mama? 

Gillian  poruszyła  ustami,  lecz  atak  bólu  odebrał  jej  mowę.  Alyssa  uklękła  przy  niej  i 

background image

trzymała  mocno  za  rękę,  dopóki  nie  minął  spazm.  Wreszcie  bliźniaczka,  ciężko  łapiąc 
powietrze, wykrztusiła: 

– P-pojechali na polowanie z sokołami, wszyscy.  
Alyssa zawrzała gniewem.  
– I zostawili cię bez opieki w takim stanie? 
–  Kiedy  Jamie  wstawał  o  świcie,  zapewniłam  go,  że  wszystko  jest  w  porządku  i  może 

jechać. Już miałam bóle, ale myślałam, że to fałszywy alarm. Nie chciałam, aby uznali mnie 
za tchórza.  

Alyssa okryła siostrę futrzaną opończą i pomogła jej usiąść na łożu.  
– Czy dasz radę przejść do przygotowanej przez mamę komnaty? 
Gillian skinęła głową.  
– Może zdążę między bólami.  
– Szybko przychodzą? 
– Odkąd jakąś godzinę temu odeszły wody, coraz szybciej. Odpowiedź siostry przeraziła 

Alyssę. Gorączkowo sięgnęła po dzwonek i potrząsnęła nim mocno.  

–  Molly!  Dora!  Gdzie  są  te  przeklęte  dziewuchy?!  –  niecierpliwiła  się,  gdy  nikt  nie 

nadchodził. – One chyba nie wybrały się na polowanie! 

Gillian wstała, ciężko opierając się o jej ramię.  
– Nikt się nie zjawił, kiedy dzwoniłam. Zdaje się, że zamek jest pusty.  
– Do diaska! –  Lodowate palce strachu zdławiły serce Alyssy. Co wiedziała o rodzeniu 

dzieci?  Jeszcze  mniej  niż  Gillian.  Jakie  złośliwe  fatum  sprawiło,  że  los  siostry  i  dziecka 
znalazł się w jej rękach? 

Podtrzymując Gillian, powoli ruszyła korytarzem ku niewielkiej komnacie, którą Celeste i 

położna  jeszcze  w  listopadzie  przygotowały  na  poród.  Bóle  powróciły  w  chwili,  gdy 
doprowadziła  siostrę  do  łóżka.  Alyssa  przytrzymała  rodzącą,  dopóki  nie  minęły,  a  potem 
troskliwie  ją  okryła.  Dzięki  Bogu  przy  kominku  był  naszykowany  zapas  drew,  krzesiwo  i 
podpałka. Drżącymi rękami rozpaliła ogień i za chwilę płomienie wesołym blaskiem ożywiły 
izbę.  Zasłona  w  drzwiach  zapobiegała  przeciągom,  a  grube  kobierce  pokrywały  zimną 
kamienną posadzkę.  

Odszukała sznury do porodu i przywiązała je do podtrzymujących baldachim kolumn.  
– Masz tu, Gillie – powiedziała, układając związane w pętle końce obok głowy siostry. – 

Kiedy przyjdą bóle, chwyć je i ciągnij.  

Gillian skinęła głową.  
–  Położna  powiedziała,  że  powinnam  wypić  trochę  wina,  żeby  się  wzmocnić  – 

wyszeptała.  

– Wino! – Alyssa rzuciła się do drzwi.  –  Zaraz  przyniosę dzbanek, a ty... tylko  nic nie 

rób, dopóki nie wrócę, dobrze? 

– Pospiesz się! 
Jeszcze  nigdy  zamek  Snape  nie  wydawał  się  jej  tak  wielki.  Biegła  niekończącymi  się 

korytarzami,  zaglądając  do  komnat  w  poszukiwaniu  żywej  duszy.  Dopiero  w  zamkowej 
kuchni natknęła się na dwóch młodych pomocników kuchennych, którzy zostali, aby obracać 

background image

rożny, pilnować garów z zupą i podsycać ogień. Zapach gotującej się strawy przyprawił ją o 
mdłości, choć od rana nic nie jadła.  

– Wat! – chwyciła za ramię młodszego chłopaka. – Gdzie się podziali wszyscy? Dlaczego 

nikt nie przychodzi na dzwonki? Gdzie Molly? 

Wat z niezmąconym spokojem wzruszył ramionami.  
– Hoodwink zabrał państwa rano na polowanie z sokołami. A jak pojechali, to cała służba 

wyszła do wsi, żeby w święta zobaczyć się z rodziną.  

–  Tylko  myśmy  zostali  na  posterunku  –  dodał  Todd.  Alyssa  odgarnęła  z  czoła 

zmierzwione włosy.  

– Boże jedyny, kiedy oni wrócą? – jęknęła z rozpaczą. Wat popatrzył na nią bezradnie.  
– Nie wiem, pani. Obiad zaraz będzie gotowy, a ich nie ma. Musi zatrzymała ich zamieć i 

gdzieś się skryli, żeby przeczekać.  

–  Zamieć?  –  Alyssa  wspięła  się  na  palce  i  wyjrzała  przez  wysokie  okno.  Na  zewnątrz 

wirował pędzony wiatrem śnieg. Zaklęła z wściekłością.  

Wat odłożył kopyść, którą mieszał w garze.  
– Co się stało, lady Alysso? 
Miała dwóch wyrostków i rodzącą siostrę. Jeśli teraz okaże słabość, Gillie umrze.  
– Lady Gillian rodzi – powiedziała głośno. – Potrzebuję położnej.  
Todd zaczął rozwiązywać fartuch.  
– Polecę do wsi i sprowadzę pomoc. To tylko milę stąd. Będę biegł całą drogę.  
Zimny pot  wystąpił Alyssie na czoło.  Wzdragała się wysyłać to  dziecko w tak straszną 

pogodę,  ale  nie  miała  wyjścia.  Rozejrzała  się  po  kuchni  i  zobaczywszy  wełniany  chałat, 
podała go chłopcu.  

– Weź to, przynajmniej nie zmarzniesz. Todd zawahał się.  
– To płaszcz kucharza. Zbije mnie na kwaśne jabłko, jeśli go tknę.  
Alyssa  nie  miała  czasu  na  zbędne  dyskusje.  Musiała  natychmiast  wracać  do  Gillian. 

Podeszła do chłopca i zawiązała mu okrycie pod szyją.  

–  Nie  przejmuj  się,  mały.  Wytłumaczę  wszystko  panu  Bainesowi.  A  ty,  Wat,  znajdź 

latarnię dla Todda i jakieś rękawice, szybko! Czy znasz położną, panią Fender? – zwróciła się 
znów do Todda, który skinął głową z przejętą miną. – Powiedz jej, że mojej siostrze odeszły 
wody i bóle wracają coraz szybciej. Malec dumnie uniósł głowę.  

– Wiem co nieco o rodzeniu, pani. Mam sześciu braci i siostrzyczkę, Pewnie ma więcej 

doświadczenia niż ja, pomyślała  Alyssa z wisielczym  humorem.  Zjawił się Wat  z latarnią i 
parą wełnianych skarpetek, które z powodzeniem mogły zastąpić rękawice.  

–  Trzymaj  latarnię  blisko  siebie,  Todd,  żeby  wiatr  nie  zgasił  płomienia  –  poleciła.  – 

Trzeba tylko jeszcze, abyś zabłądził na bagna. – Wzdrygnęła się na samą myśl o tym. – Pilnuj 
drogi, nie biegnij na skróty. Tak będzie dłużej, ale bezpieczniej, dobrze? 

– Tak, pani.  
– Pędź! – Wat klepnął kumpla po ramieniu.  
– Niech cię wiedzie święty Michał – wyszeptała Alyssa, gdy drobna postać wybiegła w 

zamieć.  

background image

–  Todd  to  sprytny  frant  –  pocieszył  ją  Wat,  zatrzaskując  drzwi.  –  Migiem  będzie  z 

powrotem.  

Wcale nie była taka pewna. Oddając los dzieciaka w ręce Opatrzności, powróciła myślą 

do najważniejszej sprawy.  

–  Daj  mi  dzban  wina  i  kubek  –  poleciła,  myśląc  gorączkowo,  co  jeszcze  może  być 

potrzebne. Dlaczego nie słuchała, kiedy mama udzielała Gillie lekcji na temat rodzenia? Jak 
zwykle zadziałała zazdrość o uwagę, jaką poświęcano bliźniaczce. Wówczas nie chciała mieć 
nic  wspólnego  z  jej  sprawami.  Po  raz  kolejny  tego  dnia  Alyssa  gorzko  przeklęła  swoją 
buntowniczą naturę.  

Wat utoczył wina z beczki i ustawił na tacy dzbanek oraz miskę z wodą, przykrytą czystą 

ściereczką, a następnie zawiesił nad ogniem kociołek z wodą.  

– Lady Gillian należy się piękny uśmiech – powiedział. – Ciężko jej teraz.  
Alyssa  popatrzyła  na  niego  zdumiona.  De  lat  mógł  sobie  liczyć  ten  wyrostek,  który 

myślał  i  przemawiał  jak  dorosły?  Trzynaście?  Pomogła  mu  dźwignąć  ciężką  tacę  i  razem 
pospieszyli na piętro. Zza drzwi słychać było ciężki oddech Gillian.  

Wat  starał  się  nie  patrzeć  na  zwiniętą  na  łóżku  postać.  Postawił  tacę  na  niskim  stoliku 

przy kominku, dorzucił drew do ognia i wycofał się w stronę drzwi.  

– Będę w pobliżu – powiedział do Alyssy.  
– Gdzie jest mama? – szepnęła Gillian, gdy siostra ocierała jej pot z czoła. – Czy położna 

już przyjechała? 

Alyssa, idąc za radą Wata, skłamała z uśmiechem: 
– Niedługo tu będą, kochanie. Obiad już gotowy i głód przygna rodzinkę do domu.  
Wydawało  się,  że  czas  stanął  w  miejscu.  Alyssa  trzymała  siostrę,  kiedy  przychodziły 

bóle,  a  potem  obmywała  jej  twarz  i  podawała  na  łyżce  to  wino  dla  rozgrzania  krwi,  to 
wzmacniający  rosołek,  który  Wat  przyniósł  z  kuchni.  Masowała  napięty  kark  i  ramiona 
Gillian, a kiedy ta krzyczała z bólu, odmawiała modlitwy.  

Wreszcie Gillian zapadła w niespokojny, krótki sen. Alyssa siedziała na łóżku, tuląc ją w 

ramionach. Gdy ktoś zapukał w drzwi, zerwała się z nadzieją, że wreszcie nadjechała położna. 
Niestety w progu stał tylko Wat z nową świecą.  

– Zamieć się wzmaga, pani – powiedział cicho. – Śnieg usypał zaspy przy murach. Coraz 

bardziej mi się zdaje, że położna nie da rady przyjechać.  

Alyssa poczuła, że nogi zaraz odmówią jej posłuszeństwa. Ciężko oparła się o framugę. 

Jednak zdołała się opanować.  

– Czy wiadomo coś o myśliwskiej drużynie? Chłopak wbił oczy w podłogę.  
– Pani,  jestem  najstarszy z naszej  dziewiątki  – powiedział, nie patrząc na nią.  – Nieraz 

byłem  przy  mamie,  kiedy  rodziła.  Ostatnim  razem  pomagałem  odbierać  najmłodszą 
siostrzyczkę.  

Alyssa wybałuszyła na niego oczy, a Wat zaczerwienił się jak burak.  
– Milady, czas się zbliża i nie możemy oglądać się na obyczaje. Mam już czternasty rok i 

jestem prawie mężczyzną. Widziałem. .. ehm... dolne części kobiety. Mogę pomóc, jeśli pani 
się zgodzi.  

background image

Alyssa  kurczowo  zacisnęła  palce  na  framudze.  Jak  mogłaby  pozwolić,  aby  zwykły 

podkuchenny dotykał jej siostry i to...  

Mimowiednie zerknęła za okno. Wokół zegarowej wieży zamku wściekle wirował śnieg. 

Skoro polujący nie przysłali dotąd gońca z wieścią, znaczyło to, że utknęli daleko od domu. 
Oby  rodzicom  i  Hoodwinkowi  udało  się  bezpiecznie  przetrwać!  Od  strony  łóżka  dobiegł 
cichy jęk Gillian. Alyssa pojęła, że nikt się nie zjawi i będzie musiała poradzić sobie sama.  

Położyła dłoń na chudym ramieniu chłopaka.  
– Nie pozwolę, aby Gillie umarła – powiedziała z mocą. – Ona jest dla mnie więcej niż 

siostrą.  To  moja  połówka.  Lepsza  połówka  –  dodała  bez  żalu.  –  Musimy  uratować  ją  i 
dziecko. Bierzmy się do roboty! – Pchnęła Wata do izby.  

Gillian  zobaczyła  chłopaka  i  popatrzyła  na  siostrę  pytającym  wzrokiem.  Alyssa  czule 

otarła jej spocone czoło.  

– Zamieć się wzmaga, kochanie. Położna nie dotrze do nas tak szybko, jak byśmy chciały. 

Ale bądź spokojna, bo Wat ma wprawę w przyjmowaniu porodów. – Ścisnęła wilgotną dłoń 
chłopca,  dodając  mu  otuchy.  –  We  troje  raz  dwa  pomożemy  przyjść  na  świat  twojemu 
skarbowi.  

Gillian obdarzyła Wata słabym, lecz życzliwym uśmiechem i sięgnęła po sznury, gotowa 

do walki z kolejną falą skurczów. Samozwańczy położnik miał nietęgą minę. Alyssa czekała, 
aż minie najgorsze, tak bardzo przejęta bólem bliźniaczki, jakby sama rodziła. Kiedy rodząca 
opadła na łóżko, Wat odezwał się cichym, lecz opanowanym głosem: 

–  Pani,  weź  świecę  i  patrz  między  nogi  lady  Gillian.  Kiedy  zobaczysz,  że  pojawia  się 

główka,  przeniesiemy  milady  na  krzesło  do  rodzenia.  –  Pokazał  gestem  solidny,  drewniany 
mebel, który stał obok kominka. Alyssa dopiero teraz go zauważyła.  

– Na Boga, a skąd będę wiedziała, że to główka? – zapytała bezradnie.  
– Będziesz wiedziała, pani, ręczę za to – powiedział, podając jej świecę.  
– Dalej, Lisso, nie bądź tchórzem – szepnęła Gillian. – Szybko, błagam.  
Alyssa  podwinęła  rękawy,  założyła  włosy  za  uszy  i  skupiła  się  na  zadaniu.  Nagle 

wszystko zaczęło się dziać bardzo szybko. A potem Alyssa klęczała już na podłodze u stóp 
siostry,  trzymając  w  rękach  maleńką,  umazaną  krwią  i  śluzem  istotkę  –  Zdrowy  chłopak  – 
oznajmił  Wat  młodej  mamie.  W  następnej  chwili  sprawnie  odciął  pępowinę,  podwiązał  ją i 
szybko poinstruował Alyssę, zapominając o wszelkich formach: – Uderz go mocno po tyłku, 
żeby wrzasnął i wypluł z siebie diabła! 

Żachnęła  się  na  myśl,  że  miałaby  postąpić  tak  brutalnie  z  drobnym  ciałkiem,  ale 

konieczność  wypędzenia  diabła  z  maleńkiego  siostrzeńca  pchnęła  ją  do  czynu.  Niemowlę, 
potraktowane  solidnym  klapsem,  zachłysnęło  się,  a  potem  wrzasnęło  ile  sił  w  płucach. 
Obmyła je szmatką umoczoną w pachnącym  olejku, a potem owinęła w płócienko i  miękki 
kocyk,  które  przygotowała  zapobiegliwa  Celeste.  Pogładziła  rude  włoski  na  głowie 
chłopczyka, czując narastający ucisk w gardle. Czy kiedyś urodzi takie słodkie maleństwo? Z 
westchnieniem podała siostrze synka.  

– Chwacko się spisałaś, pani – pochwalił Wat, wrzucając łożysko do ognia. – Niech się 

spali, aby nie przechwyciła go żadna zła czarownica – dodał.  

background image

–  Wat?  –  zawołała  słabym  głosem  Gillian.  Wymizerowana,  zmęczona  twarzyczka 

promieniała anielskim uśmiechem. – Nazwę swojego syna James, po ojcu, a na drugie imię 
dam mu Watkins, na twoją cześć, jeśli oczywiście się zgodzisz.  

Chłopak zaczerwienił się aż po korzonki włosów.  
– Milady, jak to pięknie brzmi w moich uszach! – wykrzyknął i w podskokach wybiegł z 

komnaty.  

Nikt  nie  wrócił  do  Snape  tej  nocy.  Wat  podtrzymywał  ogień  w  izbie,  gdzie  leżała 

położnica i przygotował siostrom posiłek złożony z zupy, wina, chleba i mięsa. Kiedy zegar 
na  wieży  wybił  jedenastą,  Alyssa  skuliła  się  na  posłaniu  obok  kołyski  Jamesa  i  zasnęła 
kamiennym snem.  

Zamieć ustała o północy. Rano wróciła ze wsi na zamek zaniepokojona służba. Położna, 

pani  Fender,  pospieszyła  do  izby  porodowej  i  ze  zdumieniem  znalazła  śpiącego  Wata, 
skulonego  za  drzwiami,  lady  Alyssę  na  posłaniu  u  kominka  i  promienną  lady  Gillian, 
karmiącą  wspaniałego,  zdrowego  chłopaka.  Była  jeszcze  bardziej  zdumiona  i  mocno 
przerażona, kiedy usłyszała opowieść o niezwykłym Wyczynie młodziutkiego położnika.  

Natychmiast  przejęła  rządy,  odesłała  chłopaka  do  kuchni  i  nakazała  Molly,  aby 

zatroszczyła się o swoją panią.  

Tupot nóg, nawoływania i dźwięk dzwonków obudziły Alyssę, kiedy blade słońce chyliło 

się  ku  zachodowi.  Nie  pamiętała,  jak  dostała  się  do  swojej  komnaty,  ani  jak  zdjęto  z  niej 
poplamioną suknię. Molly wetknęła głowę przez drzwi.  

–  Obudzili  moją  panią,  co?  –  zatrajkotała,  wnosząc  do  pokoju  tacę  z  lekkim  piwem, 

chlebem  i  serem.  –  To  państwo  dopiero  wrócili  z  polowania  i  właśnie  usłyszeli  wieści  o 
chłopczyku  lady  Gillian.  Ten  błazen  Hoodwink  dał  im  dzwonki,  żeby  dzwonili  na  cześć 
małego. Chciał jeszcze odpalić fajerwerki, ale lady Celeste bała się, że nie dadzą spać matce i 
dziecku.  

Alyssa z apetytem odgryzła kawałek sera.  
– Jak się ma moja siostra? 
Pokojówka wygładziła ulubioną czerwoną suknię swojej pani, wiszącą na oparciu krzesła.  
–  Kwitnąco!  Ciągle  opowiada  niesamowite  historie  o  tym,  co  tu  się  działo.  Mówi,  że 

byłaś pani bardzo dzielna. A nasz Wat, który odebrał dziecko? Tego jeszcze nie było! 

Alyssa  znieruchomiała  z  jedzeniem  w  ustach.  Wat  odebrał  dziecko?  Przecież  to  ona 

sprostała najważniejszemu zadaniu! 

– Moja siostra tak ci opowiadała? – zapytała z niedowierzaniem.  
– Nie, powtarzam, co gadali w kuchni. Wat aż puchnie z dumy. Lord Campbell nagrodził 

go pięknym sztyletem z hiszpańskiej stali i pękatą sakiewką.  

Alyssa powoli sączyła piwo. Ten sprytny kuchenny chłopak ukradł jej sławę, przypisując 

sobie  główny  udział  w  wydarzeniach  minionej  nocy.  Gniewnie  zacisnęła  usta.  Kto  teraz 
pochwali  ją  za  rolę  w  narodzinach  Jamesa?  Ale  zanim  złość  zdążyła  zmienić  się  w  dawną 
furię, zdusiła ją w zarodku. Przecież biedny Wat jest tylko prostym, wiejskim dzieckiem. Jeśli 
będzie  miał  szczęście,  zostanie  co  najwyżej  służącym  na  zamku  albo  woźnicą.  A  bez  jego 
wskazówek byłaby zupełnie bezradna w tych strasznych chwilach. Czemu nie miałby przeżyć 

background image

swojego dnia chwały, być może jedynego w całym  życiu? Byłaby okrutna, wydzierając mu 
sławę.  Spokojnie  ubrała  się  i  poszła  do  sali,  postanawiając,  że  zachowa  swoje  zasługi  dla 
siebie.  

Świąteczne  polano  w  kominku  gorzało  jasnym  płomieniem,  a  stare  wino,  specjalnie 

chowane  w  zamkowych  piwnicach  na  takie  okazje,  lało  się  strumieniem  do  pucharów.  Kto 
żyw,  pił  zdrowie  małego  Jamesa  Watkinsa  Campbella,  jego  szczęśliwej  mamy  i  dumnego 
taty. Wznoszono tosty za powrót z polowania i dobrobyt zamku Snape. Alyssa szła przez salę, 
uśmiechając  się  i  odpowiadając  na  powitania.  W  zamęcie  radosnych  twarzy  szukała 
wzrokiem lorda Misrule’a.  

– Jeśli chcesz wiedzieć, lady Złośnicka nie kiwnęła palcem przy narodzinach tego dziecka 

– pomstował wójt.  

–  To  do  niej  podobne  –  przytaknął  gajowy,  ocierając  wąsy  z  piwnej  piany.  –  Pewnie 

omdlała, jak tylko zobaczyła krew. Pan Bóg strzegł, że nasz Wat był na miejscu.  

Alyssa  poczuła,  że  płoną  jej  policzki,  ale  w  milczeniu  poszła  dalej,  zanim  rozmówcy 

zauważyli,  że  słyszała  ich  rozmowę.  Nawet  rodzice  nie  oglądali  się  za  nią.  Stare,  gorzkie 
poczucie krzywdy zdławiło jej gardło.  

– Masz cienie pod oczami, milady – usłyszała głęboki, melodyjny głos Hoodwinka.  
Obejrzała się przez ramię. Ten człowiek potrafiłby podejść najczujniejszą zwierzynę! 
–  O,  la,  la!  –  zaśmiała  się,  naśladując  francuski  akcent  matki.  –  Potrafisz  prawić 

komplementy damom, lordzie Misrule’u.  

Dotknął jej policzka opuszkiem kciuka.  
–  To  naprawdę  jest  komplement,  moja  miła.  Podkrążone  oczy  świadczą,  że  przeżyłaś 

ciężkie chwile.  

– Och, bez przesady. – Lekceważąco machnęła ręką.  
W odpowiedzi została obdarzona uśmiechem, który na moment zatrzymał bicie jej serca.  
– Jesteś po prostu niezwykła – szepnął z zachwytem. – Nie znam innej wysoko urodzonej 

kobiety, która potrafiłaby odebrać poród w takich warunkach.  

Alyssa uniosła brwi.  
–  Ja  słyszałam  raczej,  że  tylko  pomagałam  kuchennemu  chłopcu.  Skąd  wiesz,  że  nie 

zemdlałam na samym początku? 

Hoodwink ujął jej twarz w swoje duże, ciepłe dłonie.  
– Kiedy rozmawiałem z twoją siostrą, wychwalała cię pod niebiosa. Muszę przyznać, że 

dziwię się, czemu nie prostujesz mocno przesadzonych opowieści Wata.  

Alyssa wzruszyła ramionami.  
. –  Ludzie mają już dosyć moich dąsów i próżności, a zresztą i tak by mi nie uwierzyli. 

Poza  tym  chłopak  był  naprawdę  wspaniały  i  zasłużył  na  swoją  chwilę  sławy.  Nie  będę 
odbierać mu radości.  

Hoodwink aż gwizdnął z podziwu.  
–  Zdaje  się,  że  w  ciągu  tej  jednej  nocy  przestałaś  być  zepsutą,  rozpieszczoną  pannicą  i 

zmieniłaś się w dojrzałą, mądrą kobietę.  

–  Już  wcześniej,  począwszy  od  dnia  Bożego  Narodzenia,  dostałam  wiele  pouczających 

background image

lekcji – powiedziała z kpiącą miną.  

Lord Misrule wyjął jej z rąk puchar i z czcią ucałował jego brzeg.  
– Składam hołd tobie i twojej odwadze, lady Alysso Cavendish – oznajmił ceremonialnie, 

podsuwając jej naczynie tą stroną, na której złożył pocałunek.  

Łzy radości zaszkliły się w niebieskich oczach Alyssy. Opuściła głowę, aby nie widział, 

że płacze, i wypiła toast. Czuły podziw Hoodwinka podziałał na nią jak uzdrawiający balsam, 
lecz kiedy podniosła wzrok, już go nie było. Szambelan zaprosił wszystkich na obiad.  

Uroczystości  były  bardziej  radosne  niż  zwykle,  apetyty  zaś  dopisywały  wszystkim  jak 

nigdy dotąd. Kiedy zabrzmiały fanfary, Hoodwink wystąpił na środek sali i uniósł ramiona w 
górę, prosząc o ciszę. Alyssa wyprostowała się na krześle, ciekawa, co powie tym razem.  

–  Cne  damy  i  szanowni  panowie!  Siły,  którymi  nawet  ja  nie  potrafię  władać  –  sala 

rozbrzmiała śmiechem – opóźniły paradę darów od Dwunastego Rycerza. – Skłonił się nisko 
Alyssie,  zdejmując  czapkę  z  głowy  i  zamaszystym  ruchem  zamiatając  podłogę  pawimi 
piórami. – Mój pan prosi wszystkich o wybaczenie.  

Alyssa skłoniła głowę i rzekła: 
– Skoro Najwyższy Pan zesłał zamieć, nie możemy cię o to obwiniać, mój panie.  
Sala  zahuczała  ponownie.  Hoodwink  skłonił  się  raz  jeszcze  i  zaklaskał  w  dłonie.  Zza 

kotary  wyłonił  się  paź,  a  za  nim  szli  dwaj  słudzy  z  ogromnym  tortem,  który  ostrożnie 
postawili  na  stole.  Ozdobny  czubek  cukierniczego  cuda  niepokojąco  się  chwiał.  Alyssa  ze 
zdziwieniem zerknęła na lorda Misrule’a.  

– Ośmielisz się podjąć wyzwanie? – zapytał, podając jej długi nóż.  
Chwyciła trzonek w obie dłonie i szybkim ruchem zagłębiła ostrze w wierzchołek tortu. 

Weszło gładko i nagle ze środka wyskoczyło dziesięć wystraszonych żab. Przy stole rozpętało 
się wesołe pandemonium. Goście zarykiwali się ze śmiechu. Wielu wdrapało się na krzesła i 
ławy, aby mieć lepszy widok. Żaby skakały jak oszalałe we wszystkich kierunkach, a jedna 
wylądowała  na  berecie  sir  Jeremy’ego.  Kilka  przysiadło  na  pustym  talerzu  lady  Celeste, 
nieruchomiejąc  w  przerażeniu.  Najśmielszy  żabi  kawaler  zanurkował  do  kielicha  sir  Guya, 
kąpiąc się w winie ku rozbawieniu gospodarza.  

–  Oto  macie  dziesięciu  skaczących  lordów!  –  zawołał  Hoodwink,  wywołując  nowy 

paroksyzm śmiechu.  

Ostatnia  żaba,  która  przycupnęła  na  dnie  fałszywego  tortu,  gapiła  się  na  Alyssę 

wyłupiastymi  oczami.  Wreszcie  zdecydowała  się  na  skok  i  gładko  wylądowała  na  jej 
dekolcie. Alyssa wrzasnęła głośno.  

–  Oto  najszczęśliwszy  z  żabich  lordów!  –  szepnął  Hoodwink,  z  upodobaniem 

przyglądając się płazowi przylepionemu do gładkich wypukłości.  

– Błagam, lordzie Misrule’u – jęknęła Alyssa, ocierając łzy śmiechu. – Ratuj mnie! 
– Z najwyższą ochotą, moja piękna. – Sięgnął po żabę, muskając palcami pierś Alyssy.  
Dotknięcie  i  błysk  w  jego  oczach  jak  zwykle  wprawiły  ją  w  drżenie.  Kiedy  służba 

pozbierała żaby i towarzystwo wreszcie się uspokoiło, kotara rozsunęła się znowu. Dziewięć 
małych  dziewczynek,  strojnych  w  sukieneczki  z  aplikacjami  w  kształcie  liści  bluszczu  i 
ostrokrzewu, w towarzystwie chłopców przebranych za mleczarki wkroczyło na salę. Za nimi 

background image

wypadła  krzywym  galopem  pokraczna  krowa,  ulubienica  zebranych.  Zatrzymała  się  przed 
honorowym  stołem,  nisko  skłoniła  rogaty  łeb,  a  potem  połówka  pysk  uniosła  się  do  góry, 
ukazując spoconą twarz Wata. Rozbrzmiały gromkie oklaski na cześć bohatera. Przed Alyssą 
w błyskawicznym tempie pojawiły się łabędzie z ciasta, gęsie jaja, gwizdki, złote pierścienie, 
kapłony, gołębie i marcepanowe drzewka.  

Wstała, czekając, aż Hoodwink zarządzi ciszę.  
–  Moi  mili  przyjaciele  –  zaczęła,  gdy  ucichł  gwar.  –  Dzisiaj  obchodzimy  nie  tylko 

jedenasty  dzień  naszej  świątecznej  fety,  ale  i  jeszcze  jedno  radosne  święto,  bo  jak  wiecie, 
narodził  się  mój  siostrzeniec.  –  Uniosła  puchar.  –  Wznieśmy  toast  za  moją  siostrę,  jej 
małżonka i za ich nowo narodzonego synka, Jamesa Watkinsa Campbella! 

– Za zdrowie całej trójki! – podchwycił Hoodwink.  
Alyssą  była  zachwycona,  gdyż  wszyscy  jak  jeden  mąż  posłuchali  jej  wezwania. 

Odstawiła pusty puchar i uśmiechnęła się do kucharczyka.  

–  Wat,  nie  wiem,  jak  poradziłabym  sobie  bez  ciebie.  Proszę,  przyjmij  ode  mnie 

podziękowania  i  ten  dar,  będący  dowodem  najwyższego  uznania  dla  twojej  dzielności  – 
powiedziała uroczyście, wręczając mu woreczek ze złotymi pierścieniami.  

Chłopak  z  początku  osłupiał,  ale  szybko  odzyskał  rezon.  Unosząc  woreczek  w  górę, 

pokazał go wszystkim, po czym zwrócił się do Alyssy i złożył jej uniżony ukłon.  

– Za ten królewski dar, pani, pięknie dziękuję. Dzisiaj słyszałem, jak różni ludzie gadają, 

że lady Alyssą omdlała na widok krwi albo że krzyczała ze strachu, albo że trzęsła się w kącie 
i  nic  nie  pomogła  siostrze.  Chcę  powiedzieć  przy  wszystkich,  że  to  są  wierutne  łgarstwa 
Nasza dobra pani dzielnie przyjęła dziecko i dała mu klapsa jak trzeba. Już ja byłem bardziej 
zestrachany niż ona Z nas trojga lady Alyssą była najdzielniejsza i rozkwaszę nos każdemu, 
kto będzie twierdził inaczej – zakończył bojowo.  

A potem, przestraszony własną śmiałością, spłonął rumieńcem, skłonił się i zrejterował, 

pociągając za sobą drugą połówkę krowy.  

W sali zapadła cisza, przerywana trzaskaniem bierwion na kominku. Wreszcie Hoodwink 

zawołał donośnie: 

– Hej, panie i panowie, trzy razy hiphip-hurra na cześć lady Alyssy! 
Sala  rozbrzmiała  potężnym  echem  okrzyków  i  braw.  Wzruszeni  rodzice  powstali,  aby 

uściskać córkę.  

– Lysso, czy to prawda? – Lady Celeste nie wierzyła własnym uszom.  
Alyssa skromnie skinęła głową.  
– Prawda, mamo. Jeśli chcesz, zapytaj Gillie. Muszę ci wyznać, że jeszcze nigdy w życiu 

serce tak nie podchodziło mi do gardła, jak w chwili, gdy dziecko miało przyjść na świat. I 
wierz mi, kiedy zobaczyłam główkę, naprawdę omal nie zemdlałam.  

Guy  i  Celeste  jeszcze  raz  serdecznie  uściskali  córkę  i  towarzystwo  wróciło  do  stołu. 

Alyssa kazała posłać kapłony na górę, dla Gillian, jej męża i mamki Jamesa.  

Kiedy wieczorem Alyssa zmęczona i szczęśliwa wracała do swojej komnaty, lord Misrule 

czekał już na nią u szczytu schodów. Chwycił jej dłoń i ucałował z szacunkiem.  

– Znów oddałaś wszystko i otrzymałaś po stokroć więcej – wyszeptał. – Jesteś bohaterką 

background image

wieczoru.  

– Posłuchałam twoich dobrych rad i tyle.  
Hoodwink  chwycił  Alyssę  w  ramiona  i  musnął  ustami  jej  usta  z  cudownie  zmysłową 

lekkością.  Odpowiedziała  natychmiast  równie  ulotną  pieszczotą,  lecz  za  chwilę  pogłębili 
pocałunek, tuląc się do siebie w pasji.  

–  Panie  Hoodwink,  czy  ośmielisz  się  podjąć  wyzwanie...  ze  mną?  –  wyszeptała 

spieczonymi  ustami,  gdy  wreszcie  oderwali  się  do  siebie.  Zdumiona  własną  śmiałością 
patrzyła mu głęboko w oczy, oczekując odpowiedzi.  

Ciemne oczy Misrule’a zapłonęły tajonym ogniem.  
– Jestem tylko zwyczajnym człowiekiem.  
– Jesteś najbardziej niezwyczajnym  człowiekiem, jakiego znam  – odparła, przywierając 

do niego całym ciałem.  

– Jesteś damą – powiedział chrapliwie.  
– Kiedyś stwierdziłeś, że nie... Pieszczotliwie skubnął zębami płatek jej ucha.  
– A co z Dwunastym Rycerzem? Przeczesała palcami jego gęstą, ciemną czuprynę.  
– To jakiś błędny ognik bez ciała i duszy.  
–  Czyżby?  Przecież  dzień  w  dzień  obsypywał  cię  prezentami.  Doceń,  jak  trudno  jest 

zachować żywe żaby w zimie – zachichotał Hoodwink. – Przyznasz, że pięknie się o ciebie 
stara.  

Alyssa obwiodła palcem twardą linię jego szczęki.  
–  Wolałabym,  aby  starał  się  jeszcze  piękniej.  Czasami  wydaje  mi  się,  że  jest  tuż  obok, 

ledwie na wyciągnięcie ręki.  

Hoodwink chwycił ją za rękę.  
– Co przez to rozumiesz? 
Uśmiechnęła się chytrze, zachwycona swoją przewagą. Teraz już była pewna.  
– Kogo tym razem chcesz oszukać, panie Hoodwink? Napięte rysy złagodniały.  
– Jesteś równie bystra jak piękna.  
Alyssa rozpięła pierwszy guzik jego barwnego kaftana.  
– Mówią, że jestem ostra jak kocica.  
– Nawet  w łożu?  – zamruczał  Hoodwink,  pochylając  głowę i  wsuwając  język w rowek 

między jej piersiami.  

– Tego jeszcze nie wiem – odparła zduszonym głosem. – Ale chciałabym się dowiedzieć, 

mój Dwunasty Rycerzu.  

Hoodwink zsunął jej suknię z ramienia, odsłaniając nowy kawałek ciała.  
– Jeszcze nie nadszedł szósty stycznia. Jak możesz mieć Dwunastego Rycerza jedenastej 

nocy? – zapytał ze śmiechem.  

Alyssa pragnęła już tylko jednego.  
– Z godzinę wybije północ – szepnęła, wsuwając mu kolano między uda. – A ja zawsze 

lubiłam wcześniej otwierać swoje prezenty.  

–  Ty  zalotnico!  –  Szybkim  ruchem  wyłuskał  krągłą  pierś  ze  stanika  i  chciwie  przywarł 

ustami do nabrzmiałego sutka.  

background image

Alyssa omal nie osunęła się na ziemię.  
– Jesteś mistrzem w swojej sztuce, lordzie Misrule’u – wydyszała, przylegając do niego 

całym ciałem.  

– A ty, słodka Alysso, jesteś panią mego serca  – powiedział, porywając ją w ramiona i 

niosąc do komnaty.  

Rankiem lady Celeste zwróciła uwagę na kwitnący wygląd córki.  
–  Och,  wreszcie  spokojnie  się  wyspałam  –  mruknęła  niewyraźnie  Alyssa,  spuszczając 

głowę, aby ukryć triumfalny uśmiech. Cóż, sir Robert Maxwell okazał się mistrzem w sztuce 
miłowania.  

Rozejrzała się, szukając go wzrokiem, i poczuła nagły niepokój. Roberta nie było na sali. 

Nie podejrzewała, że nagle zniknie z jej życia. W nocy opowiedział jej wszystko, przyznając 
się nawet do niecnego zakładu z sir Falwoodem. Byli ze sobą tak blisko, jak może być kobieta 
z mężczyzną. Kochała Roberta i on kochał ją. Powiedzieli to sobie wiele razy. Lecz gdzie się 
teraz podziewał? 

Guy badawczo popatrzył na córkę.  
– Lysso, czy ty aby... Hejże, co to za piekielny hałas? Burza w styczniu? 
Muzyka  i  ogłuszający  łoskot  werbli  przerwały  wszystkie  rozmowy.  Goście  i  służba  jak 

jeden  mąż  ruszyli  do  wyjścia,  aby  zobaczyć,  co  dzieje  się  na  dziedzińcu.  Alyssa  zebrała 
spódnice i przepchała się na czoło tłumu, który gromadził się u wrót zamku.  

Właśnie  wkraczał  na  dziedziniec  barwny  orszak  prowadzony  przez  najmłodszego  z 

paziów,  który  jechał  na  białym  osiołku.  Za  nim  szli  rzędem  dobosze,  rytmicznie  waląc  w 
bębny,  a  po  nich  muzykanci  wygrywający  skoczną,  marszową  melodię.  Kiedy  przekroczyli 
bramę,  utworzyli  szpaler  na  dziedzińcu,  robiąc  miejsce  dla  gromady  wiejskich  chłopaków 
ustrojonych w malowane korony i wykonujących żabie skoki. Tuż za nimi biegło w pląsach 
dziewięć  dziewcząt  strojnych  w  swoje  szatki,  w  ciepłych  nogawkach  dla  ochrony  przed 
mrozem.  Za nimi  jak zwykle dokazywała  krowa, komicznie ślizgając się po ubitym  śniegu. 
Mleczareczki tym razem rzucały w gości nie słodyczami, a śnieżkami. Potem przyszła kolej 
na  dwóch  paziów  ciągnących  na  sankach  paki  z  dziesiątkami  łabędzi  z  ciasta,  kopami 
malowanych  jaj,  stertami  kapłonów,  słodkich  drzewek  i  gwizdkami.  Inni  dwaj  nieśli  na 
wielkich tacach okazałe pasztety z gołąbków.  

Pochód przeszedł i dobosze chwycili pałeczki. Kiedy ucichł długi werbel, na dziedziniec 

wystąpił Tom Jenkins, strojny w nową, białą tunikę z czerwoną literą A w koronie i skłonił 
się nisko zebranym.  

–  Lordzie  i  lady  Cavendish!  –  zawołał.  –  Piękne  damy  i  szlachetni  panowie,  dobrzy 

mieszkańcy  Snape,  panny  i  kawalerowie,  niewiasty  i  mężowie  oraz  inne  dobre  dusze, 
nadstawcie wszyscy ucha! Oto nadjeżdża mój pan i mistrz, znany wam jako Hoodwink, który 
dziś  pragnie  się  ujawnić  jako  Dwunasty  Rycerz,  sir  Robert  Maxwell  z  Mordrake  Hall! 
Przybył tu, aby starać się o rękę i serce lady Alyssy Cavendish i dziś prosi ją, by została jego 
najpiękniejszą, najmądrzejszą i najbardziej ukochaną małżonką, jeśli tylko go zechce! 

Alyssa miała wrażenie, że śni. Choć nie wątpiła, że Robert, który spędził z nią upojną noc 

i  żarliwie  po  wielokroć  wyznawał  miłość,  jest  mężczyzną  z  krwi  i  kości,  nadal  nie  mogła 

background image

uwierzyć w swoje szczęście.  

Sir  Robert  Maxwell  przejechał  przez  bramę  na  swoim  wspaniałym  mlecznym  ogierze. 

Poszły w kąt błazeńskie wstążki, pióra i pstrokaty strój lorda Misrule’a. Teraz jego strzelistą 
postać zdobiła piękna, biała tunika z satyny i aksamitu, z wyszytą na piersi czerwoną literą A 
w koronie. Choć wszyscy naokoło wiwatowali na jego cześć, Robert patrzył tylko na Alyssę. 
Podjechał ku niej i ściągnął wodze.  

– Dzień dobry, Alysso! – powiedział, zdejmując z głowy czapkę ze szkarłatnym piórem i 

pochylając się w ukłonie. – Widzę, że nie masz na palcu ani jednego złotego pierścienia.  

Odruchowo zerknęła na swoje dłonie. Drżały, ale wcale nie z zimna.  
– Cieszę się, że masz tak bystry wzrok – odparła, puszczając do niego oko.  
Robert pokręcił głową z udanym zafrasowaniem.  
– Cóż, mam ci tylko jeden pierścień do zaofiarowania. – Ściągnął rękawicę i zdjął złoty 

krążek  z  małego  palca.  W  porannym  słońcu  zabłysł  okazały  rubin  i  mniejsze,  bliźniacze 
diamenty. – Wystarczy ci ten? 

Alyssa  z  wysiłkiem  przełknęła  ślinę.  Robert  wyglądał  jak  piękny  książę  z  bajki,  jak 

bohater jej najtajniejszych snów.  

– Tylko tego chcę.  
Robert zwrócił się do sir Guya.  
– Lordzie Cavendish, czy pozwolisz mi poślubić tę najsłodszą z kobiet? 
Kiedy przyszły teść ze śmiechem skinął głową, Robert wrócił spojrzeniem do Alyssy.  
– Czy ośmielisz się podjąć ostatnie wyzwanie? – zapytał, zeskakując z siodła i wyciągając 

ramiona.  

Alyssa zebrała suknię w rękach i postąpiła ku niemu.  
– Tak! Teraz i na zawsze! – zakrzyknęła, rzucając się w ramiona ukochanego, i w swoje 

nowe życie.