background image

DIONA I DALMATYNCZYK

Najpi kniejsze mi o ci

ę

ł ś

background image

Rozdzia  1 

ł

Rok 1819 

Sir Hereward Grantley z trudem sadowi  si  w ogromnym fotelu. Krzywi c si  i sapi c, d wign

ł ę

ą

ę

ą

ź

ął 

opuchni t  stop  na taboret i ostro

ę ą

ę

żnie próbowa  znale  oparcie dla obola ych pleców. 

ł

źć

ł

W   tej   samej   chwili   w   radosnych   susach   ruszy   ku   niemu   m ody   dalmaty czyk.   Nagle,

ł

ł

ń

 

potr cona   psim   ogonem,   szklanka   brandy   zsu

ą

n a   si   ze   stolika.   Sir   Hereward   wpad   we

ęł

ę

ł

 

w ciek o : 

ś

ł ść

— Pilnuj swego przekl tego psa! — krzykn  na bratanic  i doda  z pretensj  w g osie: . 

ę

ął

ę

ł

ą

ł

—   Mówi em   ci  ju ,   e  nie  ma  prawa  tutaj  przebywa .  Nie  ycz   go   sobie  w  domu.  Jego

ł

ż ż

ć

ż

ę

 

miejsce jest w psiarni. 

Diona pospiesznie zbiera a z dywanu kawa ki szk a. 

ł

ł

ł

— Bardzo przepraszam, stryju Herewardzie. Syriusz zrobi  to niechc cy. Chcia  tylko przy

ł

ą

ł

-

wita  si  z tob . Wiesz przecie ,  e ci  lubi. 

ć ę

ą

ż ż

ę

—   Mam   dostatecznie  du o   w asnych   psów.   Albo   pójdzie  do   budy,   albo   trzeba   b dzie  go

ż

ł

ę

 

zastrzeli . 

ć

Diona, przera ona, krzykn a, a z drugiego k ta pokoju odezwa  si  g os: 

ż

ęł

ą

ł ę ł

—   S dz ,  ojcze,   e   to   dobra   my l!   W   domu   psy   sprawiaj   tylko   k opot.   Niedawno   te

ą ę

ż

ś

ą

ł

ż 

widzia em, jak Syriusz polowa  w lesie, gdzie bez w tpienia wystraszy  wysiaduj ce ptaki... 

ł

ł

ą

ł

ą

— To nieprawda! — zaprotestowa a Dio

ł

na. — Syriusz nigdy beze mnie nie wychodzi. Wiem, 

e jest pora l gowa, wi c trzymamy si  z dala od lasu. 

ż

ę

ę

ę

— Widzia em na w asne oczy! 

ł

ł

Diona wiedzia a,  e kuzyn Simon k amie i domy la a si  powodu jego zachowania. 

ł ż

ł

ś ł

ę

Odk d zamieszka a w wielkim, brzydkim domu stryja, Simon prze ladowa  j  zalotami, a gdy

ą

ł

ś

ł ą

 

je   odrzuci a,   sta   si   z o liwy.   Teraz   za   wtr ci   si   do   sporu   zapewne   powodowany   ch ci

ł

ł ę ł ś

ś

ą ł ę

ę ą 

zemsty   za   domnieman   zniewag .  Dwa   dni   temu   bowiem,   spotkawszy   Dion   na   scho

ą

ę

ę

dach, 

usi owa  j  poca owa . Broni a si , a kie

ł

ł ą

ł

ć

ł

ę

dy zrozumia a,  e jest od niej silniejszy, nadep

ł ż

n a mu

ęł

 

na nog  tak mocno,  e j kn  z bólu. 

ę

ż ę ął

Wyrwa a si  kuzynowi, wo aj c: 

ł

ę

ł ą

background image

— Zostaw mnie w spokoju! Nienawidz  ci ! Je eli jeszcze raz o mielisz si  mnie dotkn

,

ę ę

ż

ś

ę

ąć  

powiem stryjowi Herewardowi! 

Simon tylko czeka  na stosown  okazj . Wsta  od sto u, przy którym  apczywie po

ł

ą

ę

ł

ł

ł

ch ania

ł

ł 

obfite  niadanie, mimo  e pora po

ś

ż

rannego posi ku ju  dawno min a, i podszed  do ojca. 

ł

ż

ęł

ł

— Koniecznie trzeba zabi  tego psa — stwie

ć

rdzi , wycieraj c usta. — Powiem Heywoodowi,

ł

ą

 

eby go zastrzeli , tak jak starego Rufusa, kiedy przesta  si  ju  do czegokolwiek nadawa . 

ż

ł

ł ę ż

ć

— Nie tkniesz mojego psa! — krzykn a gniewnie Diona. — Jest m ody, a szkod  wyrz dzi

ęł

ł

ę

ą ł 

nieumy lnie! To pierwsza rzecz, któr  st uk  w tym domu! 

ś

ą ł ł

— Pierwsza, któr  zauwa yli my! — wark

ą

ż ś

n  Simon. 

ął

Diona spojrza a na stryja. 

ł

— Bardzo prosz . Wiesz jak ogromnie ko

ę

cham Syriusza, jak wiele dla mnie znaczy. Tylko on 

pozosta  mi po ojcu... 

ł

Raptem   u wiadomi a   sobie,   e   mówi c  w   ten   sposób   post puje   nierozwa nie.   Wszak   sir

ś

ł

ż

ą

ę

ż

 

Hereward Grantley nie znosi  m odszego brata. Ojciec Diony by  o wiele bardziej popularny w

ł ł

ł

 

hrabstwie, znacznie lepszy w ró nych dzie

ż

dzinach sportu i, w dodatku, o wiele przystojniejszy. 

Czasami Diona mia a wra enie,  e stryj jest w gruncie rzeczy zadowolony, i  m odszy brat

ł

ż

ż

ż ł

 

przyp aci   yciem upadek z porywistego ogiera, gdy ko  bra  wysok  przeszkod . 

ł ł ż

ń

ł

ą

ę

Wypadek taki nie powinien by  si  zdarzy  je d cowi równie do wiadczonemu jak jej ojciec. 

ł ę

ć ź ź

ś

Ca e   hrabstwo   op akiwa o   Harry'ego   Grantleya   i   Diona   zrozumia a,   e   w a ciwie   wtedy

ł

ł

ł

ł

ż

ł ś

 

umar a tak e jej matka! Pani Grantley z ka

ł

ż

żdym dniem robi a si  coraz s absza, a w rok pó niej i

ł

ę

ł

ź

 

j  równie  pochowano. Od tej pory stryj sta  si  prawnym opiekunem bratanicy. Diona musia a

ą

ż

ł ę

ł  

opu ci  strony, gdzie tak szcz

ś ć

ę liwie up ywa o niegdy  jej  ycie. 

ś

ł

ł

ś

ż

Rodzinny dom zdawa  si  zawsze wype niony s o cem, podczas gdy nale

cy od trzystu lat

ł ę

ł

ł ń

żą

 

do Grantleyów dwór by  ogromny, ciemny i ponury. 

ł

Wkrótce te  Diona poj a,  e kuzyn Simon przyczyni jej wielu zmartwie . Sir Herewardowi

ż

ęł ż

ń

 

wydawa o si ,  e przynajmniej pod jednym wzgl dem by  lepszy od nie yj cego brata — mia

ł

ę ż

ę

ł

ż ą

ł 

dziedzica.   Na   nieszcz cie  Simon   nie   by   synem,   z   którego   jakikolwiek   ojciec   móg by   by

ęś

ł

ł

ć 

dumny.   Mia   dwadzie cia   cztery   lata,   ale   jego   rozwój   psychiczny   zatrzyma   si   na   etapie

ł

ś

ł ę

 

niedojrza ego   nastolatka.   Nie   wyró nia   si

  te

  niczym   szczególnym,   oprócz

ł

ż

ł

ę

ż

 

background image

nieprawdopodobnego wr cz apetytu. Kuzyn Diony jad  za czterech i wci  by  g odny. 

ę

ł

ąż ł ł

W   przysz o ci   Simon   mia   zosta   szóstym   baronetem.   W t a,   wiecznie   cierpi ca   lady

ł ś

ł

ć

ą ł

ą

 

Grantley nie mog a mie  wi cej dzieci, tote  sir Hereward uwielbia  jedynaka i dogadza  mu we

ł

ć

ę

ż

ł

ł

 

wszystkim.  ywi  przy tym nie uzasadnion  nadziej ,  e podsycaj c wrodzony egoizm syna,

Ż

ł

ą

ę ż

ą

 

wychowa Simona na m

czyzn . 

ęż

ę

Diona, z natury spostrzegawcza, szybko zauwa y a nieweso  sytuacj  stryja i szczerze z nim

ż ł

łą

ę

 

wspó czu a. W niczym jednak nie po

ł

ł

prawi o to jej w asnego losu. 

ł

ł

By a nie tylko wyj tkowo  adna, ale te  inteligentna. Wkrótce wi c zrozumia a,  e iry

ł

ą

ł

ż

ę

ł ż

tuje 

stryja, jak niegdy  irytowa  go jej tragicznie zmar y ojciec. Próby u agodzenia sir Herewarda

ś

ł

ł

ł

 

spe za y   na   niczym.   Rzadko   dzie   mija   bez   z orzecze   na   wyimaginowane   przewinienia

ł ł

ń

ł

ł

ń

 

bratanicy, zmuszonej cierpliwie znosi  wybuchy z o ci starszego pana. 

ć

ł ś

ona   sir   Herewarda   ca e   dnie   sp dza a   le

c   i   skar

c   si   na   okropne   bóle.   P aka a   i

Ż

ł

ę

ł

żą

żą

ę

ł

ł

 

narzeka a, nigdy nie uczyni a jednak naj

ł

ł

mniejszego bodaj wysi ku, by pokona  w asn  s abo . 

ł

ć ł

ą ł

ść

Zachowanie Simona za  stanowi o pasmo rozczarowa . Sir Hereward zacz  szuka  po

ś

ł

ń

ął

ć

ciechy 

w alkoholu. Nadmierne picie powodowa o kolejne ataki podagry. Chory cierpia  na srogie bóle

ł

ł

 

go cowe, puch y mu nogi i r ce. 

ść

ł

ę

Teraz, kiedy gniew osi gn  stan wrzenia, starszy pan warkn  do syna: 

ą ął

ął

— Masz racj . Powiedz Heywoodowi,  eby dzi  wieczorem zastrzeli  to zwierz . Nie dopu

ę

ż

ś

ł

ę

-

szcz , by przez jakiego  psa, mia y nie uda  si  jesienne polowania! 

ę

ś

ł

ć ę

Diona ukl k a przy fotelu stryja. W jej g osie brzmia o b aganie. 

ę ł

ł

ł

ł

—   Nie   mo esz   tego   zrobi ,   stryju   Herewardzie!   Nie   mo esz   by   tak   okrutny.   Wiesz   ile

ż

ć

ż

ć

 

Syriusz dla mnie znaczy. 

Przez chwil  mia a wra enie,  e sir Hereward ust pi. I wtedy odezwa  si  Simon: 

ę

ł

ż

ż

ą

ł ę

— Ten pies poluje na wszystko, co si  rusza! Wczoraj widzia em, jak goni  kury i je li nie

ę

ł

ł

ś

 

dostaniemy jaj na  niadanie, b dzie to jego wina! 

ś

ę

— To k amstwo! K amstwo! — krzykn a Diona. 

ł

ł

ęł

Jednak zmy lona przez Simona historyjka zawa y a na decyzji sir Herewarda. 

ś

ż ł

— Wydaj polecenie Heywoodowi! — rzek  do syna. — I niech przeka e le niczym,  eby

ł

ż

ś

ż

 

zastrzeli  ka dego b kaj cego si  po lesie kota czy psa! 

ć ż

łą ą

ę

background image

Diona zrozumia a,  e nie ma sensu prosi  stryja o lito . Chcia o jej si  krzycze  z oburzenia na

ł ż

ć

ść

ł

ę

ć

 

t   ra

c   niesprawiedliwo

  i   bezsen

ę żą ą

ść

sowne   okrucie stwo.   Naraz   dostrzeg a   b ysk   z o liwego

ń

ł

ł

ł ś

 

zadowolenia w oczach kuzyna Simona. Wsta a wi c i z wysoko podniesion  g ow  wysz a z

ł

ę

ą ł ą

ł

 

jadalni.   Dopiero   gdy   zamkn y  si   za   ni   drzwi,   rzuci a   si   jak   szalona   do   swojego   pokoju.

ęł

ę

ą

ł

ę

 

Dalmaty czyk pobieg  za ni . 

ń

ł

ą

Syriusza ofiarowa  Dionie ojciec nie na d ugo przed tragicznym wypadkiem. Piesek by   mie

ł

ł

ł ś

-

szny i nieporadny. Na bia ym futerku zacz y pojawia  si  ciemne plamki, gdy  Syriusz sko

ł

ęł

ć ę

ż

ń-

czy  w a nie dwa tygodnie. Kiedy patrzy  na Dion  z mi o ci , przytuli a go delikatnie i po

ł ł ś

ł

ę

ł ś ą

ł

czu a,

ł  

e bardzo go kocha. 

ż

Tylko Syriusz potrafi  pocieszy  dziewczyn  po  mierci rodziców. Liza  jej policzki i tuli  si ,

ł

ć

ę

ś

ł

ł ę  

gdy p aka a bezradnie, jakby rozumia  jej rozpacz i samotno . Teraz mia a ju  tylko jego. 

ł

ł

ł

ść

ł

ż

Oczywi cie  yli   jeszcze   inni   cz onkowie   ro

ś

ż

ł

dziny   Grantleyów,   ale   niestety   mieszkali   poza 

granicami hrabstwa. Nikt z nich jednak nie kwapi  si , by udzieli  Dionie go ciny. Nie mia a

ł ę

ć

ś

ł  

przecie   pieni dzy.   Jej   ojciec   ca y   swój   niewielki   kapita   wyda   na   zakup   koni.   Liczy ,   e

ż

ę

ł

ł

ł

ł ż  

uje d one b dzie mo na sprzeda  z zyskiem. Wyniki treningu pierwszych trzech czy czte

ż ż

ę

ż

ć

rech 

wierzchowców przekroczy y wszelkie oczekiwania, wi c zach cony sukcesem naby  nast pne. 

ł

ę

ę

ł

ę

—   Mo e   to   ekstrawagancja   —   powiedzia   onie   —   ale   mam   okazj   za   bezcen   kupi   od

ż

ł ż

ę

ć

 

znajomego z Irlandii kilka rasowych koni. G upio przepu ci  tak  szans . 

ł

ś ć

ą

ę

— Oczywi cie, najdro szy — przytakn a. — Nie znam nikogo, kto by by zr czniejszy od

ś

ż

ęł

ł

ę

 

ciebie w uje d aniu koni. Jestem pewna,  e twój nowy nabytek przyniesie nam wielkie korzy ci.

ż ż

ż

ś  

Harry Grantley nawet o tym nie w tpi . Gdy nadszed  oczekiwany przez niego transport, z

ą ł

ł

 

rado ci   odkry ,   e   wierzchowce   wygl da y   znacznie   bardziej   obiecuj co,   ni   si   tego   spo

ś ą

ł ż

ą ł

ą

ż ę

-

dziewa . By  jednak  wiadom,  e s  na tyle dzikie, i  okie znanie ich wymaga  musi ogrom

ł

ł

ś

ż ą

ż

ł

ć

nej 

cierpliwo ci i wysi ku. 

ś

ł

—  Có   to b dzie  za  przyjemno

  obser

ż

ę

ść

wowa   prac   nad  nimi —  mówi a sobie  Diona.  W

ć

ę

ł

 

obawie o bezpiecze stwo córki ojciec nie pozwala  jej dosiada  nie wytrenowanego ko

ń

ł

ć

nia. A 

przecie  Diona by a do wiadczon  ama

ż

ł

ś

ą

zonk . Je dzi a konno niemal od chwili, gdy nauczy a si

ą

ź

ł

ł

ę 

chodzi . 

ć

background image

I w a nie jeden z irlandzkich wierzchow

ł ś

ców sta  si  mimowolnym sprawc   mierci jej ojca.

ł ę

ą ś

 

Nie uje d one konie sprzedano przygod

ż ż

nemu kupcowi. Mimo,  e nie uda o si  uzyska  za nie

ż

ł

ę

ć

 

dobrej   ceny,   panie   Grantley   mog y   y   do

  wygodnie   podczas   smutnych   miesi cy,   które

ł ż ć

ść

ę

 

nast pi y po  mierci sir Harry'ego. 

ą ł

ś

Wkrótce   Diona   zauwa y a,   e   matka   z   dnia   na   dzie   robi   si   coraz   s absza   i   trudno   j

ż ł ż

ń

ę

ł

ą 

czymkolwiek zainteresowa . Tylko córce po wi ca a jeszcze nieco uwagi. Nie  mia a si  ju

ć

ś ę ł

ś

ł

ę ż 

jednak nigdy i rzadko na jej twarzy go ci  blady u miech. W ci gu dnia pani Grantley udawa o

ś ł

ś

ą

ł  

si  zachowa  pozory opa

ę

ć

nowania, ale Diona by a przekonana,  e noce matka musia a sp dza

ł

ż

ł

ę

ć 

rozpaczaj c za zma

ą

r ym m

em. 

ł

ęż

Pó niej   Diona   nie   raz   zastanawia a   si ,  czy   nie   mog a,   mimo   wszystko,   uratowa   matki.

ź

ł

ę

ł

ć

 

Zdawa a sobie jednak spraw ,  e przyczyn   mierci nie by a  adna z chorób cia a. Wdowa po

ł

ę ż

ą ś

ł ż

ł

 

Harry'm Grantleyu po prostu nie potrafi a  y  bez m

czyzny, którego kocha a ponad wszystko. 

ł ż ć

ęż

ł

wiadomo ,  e rodzice byli ze sob  szcz

Ś

ść ż

ą

ęśliwi, dodawa a Dionie si  do zniesienia ponurej

ł

ł

 

atmosfery,   panuj cej  we   dworze   stryja.   Dopiero   teraz   zrozumia a,   e   to   nie   mury   i   sprz ty

ą

ł ż

ę  

tworz  dom, ale ludzie, którzy w nim  yj ! 

ą

ż ą

W a ciwie   Grantley   Hall   powinien   uchodzi   za   pi kny.   Zdobi a   go   bowiem   wy mienita

ł ś

ć

ę

ł

ś

 

kolekcja obrazów i mebli, dziedziczonych z pokolenia na pokolenie. 

Sir   Hereward   jednak   by   cz owiekiem   trud

ł

ł

nym,   rozgoryczonym,   a  w   gruncie  rzeczy,   nie-

szcz liwym. Nic wi c dziwnego,  e ca y dom wydawa  si  Dionie ponury i równie zimny, jak

ęś

ę

ż

ł

ł ę

 

serca jego mieszka ców. 

ń

S u

cy, starzy i zgorzkniali, bole nie od

ł żą

ś

czuwali sposób, w jaki wydawano im polecenia, lecz 

ze strachu przed utrat  posady nigdy nie odwa yli si  otwarcie zaprotestowa . 

ą

ż

ę

ć

Sir   Hereward   utrzymywa   stajni ,  s ynn   z   doskona ych   koni   oraz   psiarni ,  jedn   z   naj

ł

ę ł

ą

ł

ę

ą

-

lepszych w hrabstwie. Ale nawet zwierz ta wydawa y si  Dionie inne ni  wierzchowce i psy

ę

ł

ę

ż

 

hodowane w jej rodzinnym maj tku. Mo e dlatego,  e nikt nie odnosi  si  tu do nich jak do

ą

ż

ż

ł ę

 

indywidualnych istot. 

Na pocz tku stryj zgodzi  si , by Syriusz zawsze jej towarzyszy , a nawet sypia  ko o  ó ka

ą

ł ę

ł

ł

ł ł ż  

Diony. 

background image

Po   pewnym   czasie   jednak   Simonowi   uda o   si   nastawi   ojca   wrogo   wobec   Syriusza.   Sir

ł

ę

ć

 

Hereward przeklina  ulubie ca bratanicy, ile

ł

ń

kro  ów wszed  mu w drog  i wykrzykiwa ,  e „ten

ć

ł

ę

ł ż

 

pies prze re wszystko, do ostatniego pensa." 

ż

W taki to w a nie sposób stryj dawa  Dionie do zrozumienia,  e znalaz a si  w Grantley Hall

ł ś

ł

ż

ł

ę

 

na  askawym chlebie i nie pozwoli  bra

ł

ł

tanicy zapomnie , i  musia  sp aci  d ugi po jej ojcu. 

ć ż

ł ł ć ł

Nie by y to du e sumy, ale nawet niewielkie rachunki rozw ciecza y sir Herewarda. 

ł

ż

ś

ł

S u

cych,   których   zatrudniali   jej   rodzice,   kaza   zwolni   i   tylko   dwoje   najstarszych   za

ł żą

ł

ć

-

trzyma  na posadzie dozorców, lecz, jak zapo

ł

wiedzia , jedynie do momentu, kiedy znajdzie si

ł

ę 

nabywca posiad o ci Harry'ego Grantleya. 

ł ś

— A potem — lubi  straszy  — o ile nie trafi si  jakie  miejsce, pójdziecie do przy

ł

ć

ę

ś

tu ku. 

ł

Dionie kraja o si  serce z rozpaczy, ale nie mia a  adnego wp ywu na decyzje despotycz

ł

ę

ł ż

ł

nego 

stryja.   W   g bi   duszy   ywi a   jednak   nadziej ,   e   sir   Hereward   nie   spe ni   swojej   gro by.

łę

ż

ł

ę ż

ł

ź

 

Natomiast staruszkowie dniami i nocami zamartwiali si  o swój niepewny los. 

ę

Wyje d aj c z rodzinnego maj tku, Diona zapewni a,  e zrobi wszystko, co w jej mocy, aby

ż ż ą

ą

ł ż

 

im pomóc, kiedy dom zostanie sprzedany. 

—   My l ,  e   to   ma o   prawdopodobne   —   pociesza a   ich.   —   Z   pewno ci   niewiele   osób

ś ę ż

ł

ł

ś ą

 

chcia oby mieszka  na takim odludziu i stryj szybko nie znajdzie nabywcy posiad o ci. Przecie

ł

ć

ł ś

ż 

tatu  tylko dlatego tak bardzo lubi  to miejsce, i  trudno o lepsze tereny je dzieckie. 

ś

ł

ż

ź

Diona wiedzia a te  jak wa ny dla jej ojca by  kontakt z domem, gdzie sp dzi  szcz liwe

ł

ż

ż

ł

ę ł

ęś

 

dzieci stwo i, przede wszystkim, ze starszym bratem. Za  ycia dziadka Diony, Harry'ego i jego

ń

ż

 

przyjació  zawsze w Grantley Hall  ycz

ł

ż

liwie witano. Pó niej ojciec wst pi  do armii, walczy

ź

ą ł

ł 

przez wiele lat i w 1802 roku, gdy wreszcie zapanowa  czas pokoju, o eni  si  z kobiet , któr

ł

ż

ł ę

ą

ą 

pokocha   od   pierwszego   wej

ł

rzenia.   Zdecydowa   si   wówczas   osi

  w   ma

ł

ę

ąść

ym   dworku   i

ł

 

rozpocz  przyk adne  ycie ro

ąć

ł

ż

dzinne. 

Chocia  Harry Grantley musia  odczuwa  rozczarowanie,  e dochowa  si  tylko jednej córki,

ż

ł

ć

ż

ł ę

 

nigdy   jej   tego   nie   okazywa .   Marzy   zapewne   o   m skim   potomku,   który   mia by   szans   na

ł

ł

ę

ł

ę

 

godno  baroneta. W tej sytuacji jako dziedzic rodowego tytu u pozosta  jedynie Simon. 

ść

ł

ł

background image

Diona   musia a   przezwyci

y   obezw adnia

ł

ęż ć

ł

j cy   smutek   i   zmierzy   si   z   k opotami,   jakie

ą

ć ę

ł

 

nios o  ycie. Gdy stryj stawa  si  szczególnie dokuczliwy, rozmy la a gor czkowo, czy nie ma

ł ż

ł ę

ś ł

ą

 

jakiego   sposobu,   aby   sama   mog a   za

ś

ł

rabia   na   swoje   utrzymanie.   Rozwa a a   te   mo liwo

ć

ż ł

ż

ż

ść 

wyjazdu do innych krewnych. Lecz krewni Diony byli te  krewnymi sir Here-warda... 

ż

— Jestem twoim opiekunem. Masz robi  to, co ci ka

 — zwyk  powtarza  bratanicy. Wida

ć

żę

ł

ć

ć 

by o,   e   terroryzowanie   sieroty   po   znienawi

ł

ż

dzonym   bracie,   sprawia   mu   wiele   przyjemno ci.

ś  

Wra liw , a zarazem spostrzegawcz  dziew

ż

ą

ą

czyn  razi a nie tyle z o liwo  wypowiedzi stryja,

ę

ł

ł ś

ść

 

co wyra nie wrogie uczucia. 

ź

Chocia   rodzice   Diony   dobrze   znali   ycie   wielkomiejskie,   przedk adali   jednak   wiejskie

ż

ż

ł

 

zacisze nad uroki Londynu. Czasami matka wspomina a mimochodem,  e gdy córka sko

ł

ż

ńczy 

nauk , trzeba b dzie wprowadzi  j  w wie

ę

ę

ć ą

lki  wiat i zaprezentowa  na dworze królews

ś

ć

kim. Lecz 

ojciec zmar  sze  miesi cy przed osiemnastymi urodzinami Diony. Nie zd

y a wi c zobaczy

ł

ść

ę

ąż ł

ę

ć 

Londynu, ani nie bra a dot d udzia u w  adnym balu z prawdziwego zdarze

ł

ą

ł

ż

nia. Oczywi cie, jako

ś

 

dziecko bywa a wraz z matk  na przyj ciach wydawanych w hrabs

ł

ą

ę

twie, ale gdy podros a, wola a

ł

ł  

towarzyszy   ojcu   w   polowaniach   lub   obserwowa   gonitwy,   w   których   uczestniczy .   Podczas

ć

ć

ł

 

wypraw   myśliwskich   pozna a   szlacht   hrabstwa.   Jednak   szczególn   sympati   darzyli   j ,

ł

ę

ą

ą

ą  

uwielbiaj cy   Harry'ego   Grantleya,   okoliczni   farmerzy.   Na

ą

zywali   Dion   „ adn   ma   pann

ę ł

ą

łą

ą 

Grantley", na jej widok zrywali kapelusze z g ów i cz s

ł

ę towali smacznym,  wie ym wiejskim

ś

ż

 

jedzeniem. Jakkolwiek byli uprzejmi i dobrzy, nie stanowili towarzystwa, o jakim marzy a dla

ł

 

niej matka. 

— Chc ,  eby  odnios a taki sam sukces, jak ja, kiedy by am debiutantk  — mówi a pani

ę ż

ś

ł

ł

ą

ł

 

Grantley. — Nie jestem pró na, moja najdro sza, ale powiem ci,  e mia am wielu wielbicieli,

ż

ż

ż

ł

 

czaruj cych i bogatych m odych ludzi, którzy pytali mego ojca, czy mog  si  o mnie stara . 

ą

ł

ą ę

ć

— To znaczy,  e chcieli ci  po lubi , ma

ż

ę ś

ć

musiu? 

— Tak, ale ja ich nie chcia am. Czeka am, cho  wtedy nie zdawa am sobie z tego sprawy...

ł

ł

ć

ł

 

Na twojego ojca. 

— A w jaki sposób si  poznali cie? Jak to si  sta o? 

ę

ś

ę

ł

— Zakocha am si  w nim! By  taki przystoj

ł

ę

ł

ny, onie mielaj cy, niezwyk y! — pani Grantley

ś

ą

ł

 

westchn a.   —   Szkoda,   e   nie   mia a   okazji   zobaczy   go   w   mundurze!   Ju   sam   ten   widok

ęł

ż

ł ś

ć

ż

 

background image

wystarcza , aby serce m odej dziewczyny za

ł

ł

cz o bi  mocniej! 

ęł

ć

— A czy on te  zakocha  si  w tobie od pierwszego wejrzenia? 

ż

ł ę

— Tak! Natychmiast! I nie s dz ,  eby jakakolwiek para mog a by  od nas szcz liwsza! 

ą ę ż

ł

ć

ęś

Diona t skni a za takim szcz ciem, czystym i s onecznym.  ycie z rodzicami by o po prostu

ę

ł

ęś

ł

Ż

ł

 

cudowne. 

Wbieg a do pokoju, a za ni  Syriusz. Staran

ł

ą

nie zamkn a drzwi. Wiedzia a,  e musi spokoj

ęł

ł ż

nie 

zastanowi  si , by znale  wyj cie ze strasz

ć ę

źć

ś

nej sytuacji, w której si  znalaz a. 

ę

ł

Ukl k a i obj a Syriusza.  zy  sp ywa y jej po policzkach. Pies, wyczuwaj c rozpacz swojej

ę ł

ęł

Ł

ł

ł

ą

 

pani, liza  j  po mokrej twarzy. 

ł ą

Diona wiedzia a,  e w  adnym wypadku nie mo e rozsta  si  z Syriuszem. Po có  mia aby

ł ż

ż

ż

ć ę

ż

ł

 

wtedy  y ? G aszcz c i tul c czworono nego przyjaciela, raptem poczu a przyp yw si  i zde

ż ć

ł

ą

ą

ż

ł

ł

ł

-

cydowania, czego nie do wiadcza a ju  od dawna. 

ś

ł

ż

Zamieszkawszy   w   domu   stryja,   Diona  czu a   si   tak   bardzo   nieszcz liwa,  i   bez   protestu

ł

ę

ęś

ż

 

przyjmowa a wszystkie upokorzenia. Preten

ł

sje, zaczepki i z o liwe uwagi, na które na

ł ś

prawd  ani

ę

 

razu nie zas u y a, znosi a z aniels

ł ż ł

ł

k  cierpliwo ci . Przeprasza a i obiecywa a popraw . 

ą

ś ą

ł

ł

ę

Teraz jednak poj a,  e musi si  zbuntowa , nie tylko ze wzgl du na siebie, ale i z powodu

ęł ż

ę

ć

ę

 

Syriusza. Przytuli a go mocniej, a pies znów poliza  j  w policzek i zamerda  ogonem. Patrzy  z

ł

ł ą

ł

ł  

niem  pro b , jakby proponowa  wyj cie na spacer. 

ą

ś ą

ł

ś

— Tak zrobimy, Syriuszu. Pójdziemy i nie wrócimy wi cej. Och, dlaczego wcze niej o tym

ę

ś

 

nie pomy la am... 

ś ł

Wsta a   i   przekr ci a   klucz   w   drzwiach,   by   nikt   nie   zaskoczy   jej   podczas   przygotowa .

ł

ę ł

ł

ń  

Musia a by  dyskretna. Roz o y a na  ó ku ogromny jedwabny szal, który nale a  ongi  do jej

ł

ć

ł ż ł

ł ż

ż ł

ś

 

matki. Na szalu zacz a uk ada  wszy

ęł

ł

ć

stko, co uzna a za absolutnie niezb dne. Sta

ł

ę

ra a si  nie

ł

ę

 

wybiera  rzeczy ci

kich. Przecie  sama b dzie musia a nie  w ze ek. Zapakowa

ć

ęż

ż

ę

ł

ść ę ł

a drobiazgi i

ł

 

dwie cieniutkie, mu linowe suk

ś

nie. Mimo to, pakunek okaza  si  ca kiem spory. 

ł ę ł

Diona zawaha a si  przez moment. Potem zmieni a sukni  na najlepsz , jak  mia a, w o

ł

ę

ł

ę

ą

ą

ł

ł y a

ż ł  

nowe buciki i elegancki czepeczek, który nale a  dawniej do jej matki. 

ż ł

Od miesi ca nie nosi a ju   a oby. Sir Hereward w przyp ywie z ego humoru oznajmi ,  e

ą

ł

ż ż ł

ł

ł

ł ż  

nienawidzi lamentuj cych mu po domu „czar

ą

nych wron". 

background image

Mia a  adne stroje, gdy  stryj zmuszony by  da  jej troch  pieni dzy na zakupy. By o to na

ł ł

ż

ł

ć

ę

ę

ł

 

samym   pocz tku   pobytu   Diony   w   Grantley   Hall.   Kiedy   stan a   przed   sir   Herewardem   w

ą

ęł

 

eleganckim  stroju,  kupionym  w pobliskim miasteczku,  przyjrza   si   jej  z  niech tn   ap

ł ę

ę ą

robat .

ą  

Wkrótce   jednak   zacz

  znowu   narze

ął

ka ,   wypominaj c   Dionie   poniesione   wydatki.   Ale

ć

ą

 

dziewczyna nie zwraca a na to uwagi. Suknie by y nowe, a to znaczy o,  e starcz  na wiele lat. 

ł

ł

ł ż

ą

Teraz   za   Diona   martwi a   si   przede   wszyst

ś

ł

ę

kim   brakiem   pieni dzy.   a owa a,   e   musi

ę

Ż ł

ł

ż

 

zostawi  tyle nowych rzeczy, ale na szcz cie mog a wzi

 ze sob  odziedziczon  po matce

ć

ęś

ł

ąć

ą

ą

 

bi uteri : zar czynowy pier cionek, wysadzan  diamentami brosz  — prezent od Harry'ego z

ż

ę

ę

ś

ą

ę

 

okazji narodzin córki i raczej brzydk , ale warto ciow , bransolet  po babce. 

ą

ś

ą

ę

— Bransolet  mo na spieni

y  — pomy

ę

ż

ęż ć

śla a. — Je li j  sprzedam, b d  mia a za co kupi

ł

ś ą

ę ę

ł

ć 

jedzenie dla Syriusza. 

W o y a   pieni dze  i  bi uteri   do   torebeczki,   podnios a  tobo ek   i  szepn a  do   Syriusza,   by

ł ż ł

ą

ż

ę

ł

ł

ęł

 

szed  za ni . Cicho zamkn a za sob  drzwi. Pies przekonany,  e idzie na spacer, zacz  rado nie

ł

ą

ęł

ą

ż

ął

ś  

podskakiwa ,   ale   Diona   uspokoi a   go   gestem   d oni.   Zrozumia   w   lot.   Wychowy

ć

ł

ł

ł

wa a   go   od

ł

 

szczeniaka i nauczy a spe nia  ró ne polecenia. Syriusz nigdy nie zachowy

ł

ł

ć ż

wa  si  niepos usznie,

ł ę

ł

 

tote  k amstwa, które rozpowiada  o nim Simon, tym bardziej j  oburza y. Nie by o w nich nawet

ż ł

ł

ą

ł

ł

 

ziarna prawdy! 

Syriusz   ruszy   za   swoj   pani .   Przemkn li   si   do   bocznej   klatki   schodowej,   do   tylnego

ł

ą

ą

ę

ę

 

wyj cia. Diona nie chcia a przechodzi  ko o kuchni. O tej porze, a by a ju  jedenasta, s u ba

ś

ł

ć

ł

ł

ż

ł ż  

mia a wolny czas na drugie  niadanie. Jedynie w hallu na parterze mog a zosta  zauwa ona, ale,

ł

ś

ł

ć

ż

 

na szcz cie, nikogo nie spotka a. 

ęś

ł

Znalaz szy  si   na  podje dzie,   skierowa a si   ku  niewidocznej z  frontowych  okien   cie ce.

ł

ę

ź

ł

ę

ś ż  

Niemal   bieg a.   Syriusz,   w sz c   za   królikami,   od   czasu   do   czasu   znika   w   zaro lach,   ale

ł

ę ą

ł

ś

 

pos usznie wraca , gdy wo a a go przyciszonym g osem. 

ł

ł

ł ł

ł

Po mniej wi cej dziesi ciu minutach dotar a do niedu ej bramy. By o to boczne wej cie, nie

ę

ę

ł

ż

ł

ś

 

tak okaza e jak g ówny wjazd. Diona wiedzia a,  e zastanie bram  otwart . Para staruszków--

ł

ł

ł ż

ę

ą

dozorców zamyka a j  tylko na wyra ny roz

ł ą

ź

kaz. Nie by o ich teraz nigdzie wida , lecz Diona,

ł

ć

 

mijaj c stró ówk , przyspieszy a kroku. 

ą

ż

ę

ł

background image

Wybieg a na zakurzon  drog . Przez chwil  zastanawia a si , w któr  stron  si  skierowa , ale

ł

ą

ę

ę

ł

ę

ą

ę ę

ć

 

u wiadomi a   sobie,   e   w a ciwie   nie   ma   wyboru.   Droga   w   prawo   prowadzi a   do   wioski.

ś

ł

ż

ł ś

ł

 

Zwróci a si  wi c w lewo i w tym momencie dostrzeg a nadje d aj c  dwukó k . Dziewczy

ł

ę

ę

ł

ż ż ą ą

ł ę

na 

zaniepokoi a si , czy to przypadkiem nie kto , kogo powinna si  wystrzega . Wkrótce jednak, ku

ł

ę

ś

ę

ć

 

swej uldze, rozpozna a w a ciciela powoziku. Gdy dwukó ka podjecha a bli ej, pomacha a mu

ł

ł ś

ł

ł

ż

ł

 

przyja nie. 

ź

Wszyscy we wsi znali starego Teda. Dostarcza  paczki, mleko, a czasami nawet podwozi

ł

ł 

podró nych. 

ż

Ted  ci gn  lejce t ustemu pstrokatemu koniowi i powozik zatrzyma  si  ko o Diony. 

ś ą ął

ł

ł ę ł

— Dobry dzie , panienko! Mog  w czym pomóc? 

ń

ę

— Och, tak! Czy mo ecie mnie zabra  ze sob ? 

ż

ć

ą

Stary zdziwi  si . — A dok d to panienka  yczy jecha ? 

ł ę

ą

ż

ć

— Za chwil  wam powiem. 

ę

Poda a mu tobo ek i wspi a si  na dwu

ł

ł

ęł

ę

kó k , a Syriusz wskoczy  w  lad za ni . Ca y ty

ł ę

ł

ś

ą

ł

ł 

powozu zajmowa y klatki z m odymi kogucikami, wi c Diona usiad a ko o wo

ł

ł

ę

ł

ł

nicy. 

ź

— Dawno nie widzia em panienki, ale widz , panienka i pies zdrowi — zagadn  Ted. 

ł

ę

ął

Tymczasem Syriusz, zbyt podniecony, by le e  spokojnie na pod odze, zdo a  wcisn

 si  na

ż ć

ł

ł ł

ąć ę  

aweczk  obok Diony. Pies rozgl da  si  bacznie, a jego pani obj a go opieku czym gestem,

ł

ę

ą ł ę

ęł

ń

 

jakby chcia a ochroni  ulubie ca przed czyhaj cymi niebezpiecze stwami. 

ł

ć

ń

ą

ń

Przez   jaki   czas   jechali   w   milczeniu.   Wreszcie   dziewczyna   zdecydowa a   si   zapyta :   —

ś

ł

ę

ć

 

Dok d jedziecie? Chyba daleko? 

ą

—   A   daleko   —   odpar   Ted.   —   Zabieram   te   koguciki   do   jednej   farmy   w   maj tku   jego

ł

ą

 

lordowskiej mo ci. To szmat drogi. Potrzeba ca ego dnia,  eby tam dojecha . 

ś

ł

ż

ć

— Jego lordowskiej mo ci? — zdziwi a si  Diona. 

ś

ł

ę

Ted skin  g ow . 

ął ł ą

— Do markiza Irchester. One tam b d ... Mówi  co  jeszcze, ale Diona ju  nie s ucha a. 

ę ą

ł ś

ż

ł

ł

Zna a nazwisko markiza Irchester, ale nigdy nie spotka a go osobi cie. S ysza a,  e jego dobra

ł

ł

ś

ł

ł ż

 

le a y gdzie  w s siednim hrabstwie, bli ej Londynu. 

ż ł

ś

ą

ż

background image

—   Markiz   Irchester   —   powtórzy a   zamy

ł

ślona.   Ojciec   czasem   opowiada   o   koniach   wy

ł

-

cigowych markiza. Niedawno te  czyta a w ga

ś

ż

ł

zecie,  e Irchester wygra  wielki wy cig w New-

ż

ł

ś

market. Poza tym nic o nim nie wiedzia a. 

ł

Znów przez jaki  czas jechali w ciszy. S ycha  by o tylko st panie konia i skrzypienie piast

ś

ł

ć

ł

ą

 

dwukó ki. 

ł

— Jak s dzicie? Czy jest nadzieja,  ebym dosta a jakie  zaj cie na której  z farm nale

ą

ż

ł

ś

ę

ś

żących 

do markiza? 

— Zaj cie, panienko? Czemu panienka mia

ę

aby pracowa ? 

ł

ć

— Bo uciek am! 

ł

— Chce panienka tam pojecha  i harowa  jak biedni ludzie?! Ojciec panienki to by sobie

ć

ć

 

chyba tego nie  yczy . 

ż

ł

Zamilk , smutno kiwaj c g ow . Po d u szej chwili mówi  dalej. 

ł

ą ł ą

ł ż

ł

— Dobry koniarz by  z ojca panienki. Wie-lem go razy widzia , a to na polowaniu, a to jak

ł

ł

 

jecha  do Grantley Hall. Nikt nie siedzia  w siodle lepiej ni  on. 

ł

ł

ż

— Tak, tak — przytakn a Diona. — Ale zrozumcie, ja musia am ucieka ! Stryj Here-ward

ęł

ł

ć

 

kaza  zastrzeli  Syriusza! 

ł

ć

Ted spojrza  jej w oczy z niedowierzaniem. — Nie mo e by ! To m odziutki pies! Dlaczego

ł

ż

ć

ł

 

go zabija ?! — wykrzykn . 

ć

ął

— Tatu  da  mi go tu  przed  mierci . Nie mog  straci  Syriusza! Nie mog ! — Diona mia a

ś ł

ż

ś

ą

ę

ć

ę

ł  

zy w oczach. — Nie pozwoli abym go zabi  nawet, gdyby by  stary i niedo

ny! 

ł

ł

ć

ł

łęż

— Jasne,  e nie! — zgodzi  si  Ted. — Ale mo e by go panienka komu  odda a? 

ż

ł ę

ż

ś

ł

— Nie. Zawsze mieszka  ze mn . Zama

ł

ą

rtwia abym si  tylko, czy jest nale ycie tra

ł

ę

ż

ktowany i 

ywiony. To by oby nie do znie

ż

ł

sienia! 

Rozpacz,   brzmi ca  w   jej   g osie,   powiedzia a   Tedowi   wi cej  ni   s owa.   Zrozumia ,   w   jak

ą

ł

ł

ę

ż ł

ł

 

trudnej sytuacji znalaz a si  jego m oda pa

ł

ę

ł

sa erka. 

ż

—   Ale   przecie   panienka   sama   sobie   nie   poradzi.   Nie   mo e   panienka   jecha   do   jakich

ż

ć

ś 

krewnych? 

—   My la am   o   tym,   ale   jestem   pewna,   e   stryj   Hereward   zmusi by   mnie   do   powrotu.

ś ł

ż

ł

 

Straci abym szans  na ocalenie Syriusza. 

ł

ę

Ted zamy li  si . 

ś ł ę

background image

— Wi c co panienka chce robi ? — zapyta  po chwili zatroskanym tonem. 

ę

ć

ł

— Mog abym pracowa  na farmie. 

ł

ć

— Ale panienka nie ma poj cia o... krowach! 

ę

— Naucz  si . 

ę ę

Srokaty ko  spokojnie przemierza  dobrze znan  tras . Diona dalej snu a swoje rozwa a

ń

ł

ą

ę

ł

ż nia, 

jakby chcia a przekona  nie tylko Teda, lecz i sam  siebie. 

ł

ć

ą

— Znam si  dobrze na koniach i psach — o wiadczy a. 

ę

ś

ł

— Tak, jego lordowska mo  trzyma psy. Zdaje si  spaniele. Nawet  adne — zauwa y  stary. 

ść

ę

ł

ż ł

Diona spojrza a na Teda z nieukrywan  rado ci . 

ł

ą

ś ą

— Mo e potrzebuje kogo  do opieki nad nimi? 

ż

ś

— Tam ju  jest ch opak od psów. 

ż

ł

— A nie mo e by  dziewczyna od psów? — zapyta a z u miechem. 

ż

ć

ł

ś

— Ale tam, panienka  arty sobie stroi. Nigdy o czym  takim nie s ysza em. 

ż

ś

ł

ł

Diona uchwyci a si  jednak tej my li. 

ł

ę

ś

— Och, jest mnóstwo zaj

, które kobiety mog  wykonywa  równie dobrze jak m

czy

ęć

ą

ć

ęż

ni! —

ź

 

stara a si  przekona  Teda. — Mog a

ł

ę

ć

ł bym opiekowa  si  szczeniakami i chorymi zwierz tami.

ć ę

ę

 

Mog abym te  tresowa  psy nie gorzej ni  niejeden m

czyzna! 

ł

ż

ć

ż

ęż

— W  adnym z domów, które znam — ode

ż

zwa  si  powoli Ted — gdzie s  jakie  konie czy

ł ę

ą

ś

 

psy, nie widzia em,  eby zajmowa a si  nimi kobieta! 

ł

ż

ł

ę

— Ale to nie znaczy,  e w a ciciel maj tku nie zatrudni by kobiety, gdyby nadarzy a si  taka

ż

ł ś

ą

ł

ł

ę

 

okazja! — upiera a si  Diona. — Rolnicy maj  dziewki do krów. Dlaczego nie mog oby by

ł

ę

ą

ł

ć 

dziewczyny do psów i koni? 

Ted prze o y  lejce do jednej d oni i woln  r k  podrapa  si  po g owie. By  zak opotany. 

ł ż ł

ł

ą ę ą

ł ę

ł

ł

ł

— Po prawdzie, to sam nie wiem. Mo e panienka ma racj . Tylko, jak  yj , nigdy czego

ż

ę

ż ę

ś 

podobnego nie widzia em... 

ł

— Jednak spróbuj  — o wiadczy a Diona, ale ju  znacznie mniej pewnym g osem. — Je eli

ę

ś

ł

ż

ł

ż  

powiedz :   nie,   b dziemy   musieli   wymy li   co   innego...   to   znaczy   ja   b d   musia a   co

ą

ę

ś ć

ś

ę ę

ł

ś 

wymy li . 

ś ć

Diona nagle u wiadomi a sobie,  e natkni cie si  na dwukó k  Teda by o nieprzewidzianym

ś

ł

ż

ę

ę

ł ę

ł

 

background image

utem szcz

cia. Jednak, gdy dojad  ju  na miejsce, b dzie zdana tylko na sam  siebie. W tej

ł

ęś

ą ż

ę

ą

 

samej chwili, Ted, jakby czytaj c w jej my lach, powiedzia : 

ą

ś

ł

— Je li mog , dam panience rad . Niech panienka wraca do stryja i jeszcze raz go poprosi.

ś

ę

ę

 

Czuj ,  e inaczej napyta sobie panien

ę ż

ka biedy... 

— Biedy? My licie o zabójcach, z odziejach? Syriusz mnie obroni! 

ś

ł

— Zdarzaj  si  gorsze rzeczy, panienko Diono. 

ą ę

— A co, na przyk ad? 

ł

Ted nie chcia  da  odpowiedzi, albo nie dos ysza . Przejechali kawa  drogi, zanim znów si

ł

ć

ł

ł

ł

ę 

odezwa : 

ł

— Mnie tam panienka nie przeszkadza, ale my l  sobie,  e panienka  le robi, odje d aj c tak

ś ę

ż

ź

ż ż ą

 

daleko od domu. 

— Zaoszcz dzili cie mi d ugiego spaceru. A ja, i tak nie mam zamiaru wraca ! — odpar a. 

ę

ś

ł

ć

ł

Jechali ju  do  d ugo. Diona poczu a g ód. Na  niadanie zjad a ma o, a i to by o kilka godzin

ż

ść ł

ł

ł

ś

ł

ł

ł

 

temu. 

—   Mia em   przegry

  co   „Pod   Zielonym   Cz owiekiem"   w   Little   Ponders   End,   ale   je li

ł

źć

ś

ł

ś  

panienka nie chce,  eby j  kto  zobaczy , pojedziemy mimo karczmy. 

ż

ą

ś

ł

— Ale ja te  jestem g odna — sm tnie zauwa y a Diona. — A poza tym w Little Ponders End

ż

ł

ę

ż ł

 

by am tylko raz. Na polowaniu. Nie s dz ,  eby mnie tu kto  pozna . 

ł

ą ę ż

ś

ł

Po chwili namys u doda a: 

ł

ł

— Je li zdejm  kapelusz i owin  g ow  sza

ś

ę

ę ł ę

lem, mo emy udawa ,  e jestem dziewczyn  ze

ż

ć ż

ą

 

wsi, która prosi a o podwiezienie... 

ł

— Dobry pomys , panienko Diono — ucie

ł

szy  si  Ted. — Wezm  sera i chleba. Panienka nie

ł ę

ę

 

musi   nawet   wysiada .   Znam   karczmarza.   Jest   prawie   lepy,   pewnie   nawet   na   panienk   nie

ć

ś

ę

 

popatrzy. 

Z dala majaczy y domki Little Ponders End. 

ł

Diona odwi za a wst

ki kapelusza, który po chwili wsun a pod  aweczk . Rozsup a a to

ą ł

ąż

ęł

ł

ę

ł ł

bo ek i

ł

 

wyci gn a nale

cy niegdy  do matki, bladob kitny jedwabny szal. Nie by  ozdobny, wi c z

ą ęł

żą

ś

łę

ł

ę  

pewnej odleg o ci móg  uchodzi  za wiejsk  chustk . 

ł ś

ł

ć

ą

ę

background image

Mia a nadziej ,  e zdo a go udrapowa  na wzór nakry  g owy noszonych przez miejscowe

ł

ę ż

ł

ć

ć ł

 

dziewcz ta. 

ę

Wjechali do wsi. By o pusto, tylko po stawie p ywa o stadko kaczek, a nieco dalej szczypa y

ł

ł

ł

ł  

traw  dwa os y. 

ę

ł

Zatrzymali si  przed karczm . Ted pozwoli  koniowi swobodnie skuba  traw , a sam wszed

ę

ą

ł

ć

ę

ł 

do   rodka.   U   wej cia   do   „Zielonego   Cz owie

ś

ś

ł

ka"   sta a   drewniana   awa,   któr   popo udniami

ł

ł

ą

ł

 

zajmowali m

czy ni z wioski. Teraz jednak nie by o tu nikogo. Diona przysiad a na  awie i

ęż

ź

ł

ł

ł

 

czeka a. 

ł

Wkrótce pojawi  si  Ted. Niós  dwa talerze z plastrami sera i kromkami  wie ego, jeszcze

ł ę

ł

ś

ż

 

ciep ego, chleba. 

ł

Diona jad a z apetytem. Dawno ju  nic jej tak nie smakowa o. 

ł

ż

ł

Ted znów znikn  w karczmie. Tym razem wróci  z dwoma cynowymi kubkami. Dla Dio-ny

ął

ł

 

przyniós  jab ecznik, sobie za  piwo. 

ł

ł

ś

Jedli w po piechu, nie chc c  ci ga  na siebie uwagi. 

ś

ą ś ą ć

Gdy   sko czyli,   stary   poszed   zap aci ,   a   dzie

ń

ł

ł ć

wczyna   usadowi a   si   w   dwukó ce.   Syriusz

ł

ę

ł

 

usiad  obok niej. 

ł

I znów ruszyli w drog . Po chwili milczenia Diona zwróci a si  do Teda: 

ę

ł

ę

— Prosz  mi powiedzie , ile jestem wam winna? 

ę

ć

— Panienka jest moim go ciem. Skoro pa

ś

nienka uciek a, powinna oszcz dza  ka dego pensa

ł

ę

ć

ż

 

dla siebie i dla pieska. 

— Ale  nie mog  si  na to zgodzi ! — wy

ż

ę ę

ć

krzykn a speszona. 

ęł

—   Zap aci   mi   panienka,   kiedy   ju   si   wzbo

ł

ż ę

gaci.   Mam   nadziej ,  e   uda   si   to   panience

ę ż

ę

 

niebawem — powiedzia  z u miechem. 

ł

ś

— Ja te  mam tak  nadziej  — westchn a Diona. 

ż

ą

ę

ęł

Podró  w nieznane naraz wyda a jej si  smutna i przera aj ca. Lecz przecie  zdanie si  na

ż

ł

ę

ż ą

ż

ę

 

ask   stryja  by o   jeszcze   gorsze.   Sir   Hereward   niechybnie   rozkaza by   zarz dcy  Heywoodowi

ł

ę

ł

ł

ą

 

zabi  Syriusza. A bez ukocha

ć

nego psa samotno  sta aby si  nie do znie

ść

ł

ę

sienia. 

Diona pociesza a si  w duchu,  e sprosta wszystkim przeciwno ciom. Najwa niejsze, to nie

ł

ę

ż

ś

ż

 

rozstawa  si  z Syriuszem. Mia a uczucie, i  ojciec b dzie nad nimi czuwa . 

ć ę

ł

ż

ę

ł

background image

Ojciec szczególnie nienawidzi  okrucie stwa w jakiejkolwiek postaci. Cierpia , gdy musia

ł

ń

ł

ł 

dobi  starego lub nieuleczalnie chorego ko

ć

nia. 

Z pewno ci  by by wstrz ni ty pomys em starszego brata, by zastrzeli  Syriusza tylko dla

ś ą

ł

ąś ę

ł

ć

 

kaprysu. 

Mimo   przekonania,   e   ojciec   b dzie   si   ni   opiekowa ,   Diona   odczuwa a   coraz   wi ksze

ż

ę

ę ą

ł

ł

ę

 

zaniepokojenie. 

Dopiero   teraz   zacz a  u wiadamia   sobie,   jak   ma   posiada a   wiedz   o   wiecie,   jak   nie

ęł

ś

ć

łą

ł

ę

ś

-

wielkie do wiadczenie  yciowe. 

ś

ż

Owszem,   dzi ki  trosce  matki,   zdoby a   wy

ę

ł

kszta cenie  ogólne.   Pobiera a   bowiem   nauki  nie

ł

ł

 

tylko  u mieszkaj cej w  s siedztwie emery

ą

ą

towanej guwernantki, lecz równie  u  miejs

ż

cowego 

proboszcza, znakomitego humanisty. 

Diona pokocha a starego pastora jakby by  jej w asnym dziadkiem. Gdyby  y , w a nie do

ł

ł

ł

ż ł

ł ś

 

niego zwróci aby  si   o pomoc. Cho  nawet wtedy  stryj  móg by  odebra  j  spod go cinnego

ł

ę

ć

ł

ć ą

ś

 

dachu plebanii. By  wszak jej prawnym opie

ł

kunem. 

— Sprawi abym tylko k opot — pomy la a ze smutkiem. 

ł

ł

ś ł

Od starego przyjaciela my li Diony pod

y y ku innym postaciom z dzieci stwa. Wspomi

ś

ąż ł

ń

-

na a guwernantk , bardzo ju  leciw  osob , i nauczyciela z wiejskiej szko y, który wprowadza

ł

ę

ż

ą

ę

ł

ł 

ma  Dion  w tajemnice algebry i geo

łą

ę

metrii. 

— W a ciwie dlaczego musz  si  uczy ? — zapyta a kiedy  matk . 

ł ś

ę ę

ć

ł

ś

ę

—  wiczysz   umys ,   kochanie  —  odpar a  pani  Grantley.   —  Chc ,  by   otrzyma a   wszech

Ć

ł

ł

ę

ś

ł

-

stronne wykszta cenie. B dzie to z korzy ci  dla ciebie, bez wzgl du na to, jak potoczy si  twoje

ł

ę

ś ą

ę

ę

 

ycie. 

ż

Diona by a wówczas zbyt m oda, by zro

ł

ł

zumie , co matka ma na my li. Wiedzia a jednak,  e

ć

ś

ł

ż  

rodzice   przywi zuj   ogromn   wag   do   spraw   edukacji.   Dziadek   Diony,   dzi ki   wybitnym

ą ą

ą

ę

ę

 

zdolno ciom i gruntownemu wy

ś

kszta ceniu, piastowa  ongi  wa ne stanowisko w Ministerstwie

ł

ł

ś

ż

 

Spraw Zagranicznych. 

On to w a nie zaszczepi  córce szacunek dla nauki i  wiadomo , jak wielk  rol  odgrywa

ł ś

ł

ś

ść

ą

ę

 

sprawny umys , nie tylko w  yciu m

czyzny, ale i kobiety. 

ł

ż

ęż

Nied ugo przed  mierci  pani Grantley oznaj

ł

ś

ą

mi a córce: 

ł

background image

— Bardzo pragn am i modli am si , aby da  twemu ojcu syna. Wiele dla niego znaczy

ęł

ł

ę

ć

a ,

ł ś  

bo,   mimo   e   jeste   dziewczyn ,  doskonale   rozumieli cie  si .  Móg   rozmawia   z  tob ,  jak   z

ż

ś

ą

ś

ę

ł

ć

ą

 

ch opcem. 

ł

Widz c wyraz przykro ci i rozczarowania na twarzy Diony, pospiesznie doda a: 

ą

ś

ł

-   Ojciec  by   z  ciebie  bardzo   dumny,   gdy   jeste   prze liczna,   ale  wiedzia ,   e  uroda   nie

ł

ż

ś

ś

ł ż

 

wystarcza. M

czyzna potrzebuje partnerki umiej cej inspirowa  i bawi . Niestety, wi k

ęż

ą

ć

ć

ę szość 

kobiet tego nie potrafi. — Ostatnie s owa mówi a ju  bardzo cicho. Diona uca owa a matk  i

ł

ł

ż

ł

ł

ę  

rzek a: 

ł

— Zawsze pragn am, by ojciec móg  by  ze mnie dumny i wiesz, mamo,  e uwielbia am z

ęł

ł

ć

ż

ł

 

nim   rozmawia .   Ale   teraz   dopiero   widz ,  e   by o   to   mo liwe   w a nie  dzi ki  lekcjom,   które

ć

ę ż

ł

ż

ł ś

ę

 

wydawa y mi si  takie trudne, a szczerze mó

ł

ę

wi c, czasem okropnie nudne. 

ą

Pani Grantley u miechn a si  do córki. 

ś

ęł

ę

—   Pewnego   dnia   b dziesz   mia a   z   nich   praw

ę

ł

dziwy   po ytek.   Mój   ojciec,   a   twój   dziadek,

ż

 

mawia : w najmniej spodziewanym momencie nawet drobiazgi nabieraj  ogromnej warto ci. 

ł

ą

ś

Diona wiedzia a,  e matka nie ma na my li spraw materialnych. 

ł ż

ś

— Oczywi cie. To co  takiego, jak posiada

ś

ś

nie skarbów, których nikt nie mo e ci ukra  —

ż

ść

 

przytakn a z powag . 

ęł

ą

Stwierdzenie Diony wywo a o kolejny u miech na twarzy chorej. 

ł ł

ś

—   W a nie   to   chcia am   powiedzie !   A   ty,   kochanie,   posiadasz   wiele   nieoszacowanych

ł ś

ł

ć

 

skarbów. Pewnego dnia przekonasz si  o ich wielkiej warto ci. 

ę

ś

Wspominaj c  tamt   rozmow ,  Diona,   mi

ą

ą

ę

mo   woli,   poczu a   si   rozbawiona.   Rzeczywi

ł

ę

ście, 

praca przy dogl daniu krów lub psów b dzie wielkim wyzwaniem dla inteligencji i wiedzy. 

ą

ę

Gdybym by a starsza, rozmy la a, mo e do

ł

ś ł

ż

sta abym posad  opiekunki biblioteki. Ale czy kto

ł

ę

ś 

s ysza  o bibliotekarce z psem? 

ł

ł

Pomys  ten wyda  si  jej tak zabawny,  e dziewczyna roze mia a si  cichutko. 

ł

ł ę

ż

ś

ł

ę

S ysz c to, Ted powiedzia : 

ł

ą

ł

— Dobrze,  e si  panienka  mieje.  mieje si  panienka, jak jej  wi tej pami ci tatu . To by

ż

ę

ś

Ś

ę

ś ę

ę

ś

ł 

dopiero pan. Ka dy k opot umia  obróci  w  miech. 

ż

ł

ł

ć ś

background image

— To prawda. Zawsze, kiedy b dzie mi si   le dzia o, postaram si   mia . I nigdy nie strac

ę

ę ź

ł

ę ś

ć

ę 

nadziei,  e b dzie lepiej. 

ż ę

— Racja, panienko — pokiwa  g ow  Ted. Jednak jego g os nie brzmia  zbyt pewnie. 

ł ł ą

ł

ł

Diona poczu a,  e znów ogarnia j  smutek. 

ł ż

ą

Ko  zwolni  kroku i zacz  wspina  si  na niewielkie wzniesienie. Wreszcie znale li si  na

ń

ł

ął

ć ę

ź

ę

 

szczycie wzgórza. Diona spojrza a w lewo. Na tle nieba rysowa a si  sylwetka pi knego, wiel

ł

ł

ę

ę

-

kiego budynku. 

W popo udniowym s o cu pa ac wygl da  imponuj co. Na jednej z wie  powiewa a wspa

ł

ł ń

ł

ą ł

ą

ż

ł

nia a

ł  

chor giew. 

ą

Dziewczyna nie mog a powstrzyma  okrzyku zachwytu: 

ł

ć

— Cudowne! Czyj to dom? 

— Jego lordowskiej mo ci. A maj tek le y po drugiej stronie doliny. W a nie tam je

ś

ą

ż

ł ś

dziemy. 

Diona przez moment milcza a. Po chwili powiedzia a dobitnie: 

ł

ł

— Chc  jecha  do pa acu. Wiem,  e znajd  tam pomoc! 

ę

ć

ł

ż

ę

background image

Rozdzia  2 

ł

Markiz   Irchester   wróci   do   domu   znacznie   wcze niej   ni   si   go   spodziewano.   Mimo   to,   w

ł

ś

ż ę

 

Irchester   Park   zasta ,   jak   zwykle,   idealny   porz dek.   S u

cy,   chocia   nie   byli   uprzedzeni   o

ł

ą

ł żą

ż

 

przyje dzie   pana,   znajdowali   si   na   pos

ź

ę

terunkach,   a   szef   kuchni   potrzebowa   zaledwie   pó

ł

ł 

godziny, by uraczy  markiza wspania ym obiadem. 

ć

ł

M ody w a ciciel Irchester Park w a ciwie nie mia  zamiaru przyje d a  na wie . Przypa

ł

ł ś

ł ś

ł

ż ż ć

ś

dkiem 

jednak poprzedniej nocy us ysza , i  ksi

 regent planuje znów pobyt w Brighton i przerazi  si ,

ł

ł ż

ążę

ł ę  

e b dzie zmuszony mu towa

ż ę

rzyszy . 

ć

Rok   wcze niej   ju   przekona   si ,  jak   bardzo   Brighton   go   nudzi.   Markiz   dysponowa ,   co

ś

ż

ł ę

ł

 

prawda, w asnym domem i nie by  zmuszony stawa  w Pawilonie Królewskim, nie móg  jednak

ł

ł

ć

ł

 

unikn

  monotonii   ycia   towarzyskiego,   konieczno ci  s uchania  pospolitych   truizmów   i  m ki

ąć

ż

ś

ł

ę  

rozmów z lud mi, z którymi nie mia  ju  o czym mówi . 

ź

ł ż

ć

Owszem, markiz szanowa  ksi cia regenta*

ł

ę

1

 i nawet mieli ze sob  sporo wspólnego: obaj byli

ą

 

znawcami   i   mi o nikami   sztuki.   Kochali   doskona e   malarstwo   i   meble   pochodz ce   ze

ł ś

ł

ą

 

znakomitych warsztatów, cenili pi kno nie dostrzegane przez wi kszo  cz onków  wity jego

ę

ę

ść

ł

ś

 

wysoko ci. 

ś

Jednak e teraz markiz uzna ,  e nie warto marnowa  ju  wi cej czasu na ja owe rozrywki.

ż

ł ż

ć ż

ę

ł

 

Ci gn ce si  w niesko czono  obiady w Carl-ton House znale

 mia y godn  kontynuacj  w

ą ą

ę

ń

ść

źć

ł

ą

ę  

Brighton,   gdzie   szef   ksi

cej  kuchni   z   pew

ążę

no ci   zechce   rywalizowa ,   w   ró norodno ci   i

ś ą

ć

ż

ś

 

przepychu da , z kuchmistrzami okolicznych panów. 

ń

Nagle markiz odczu  niesmak i przesyt. Ale, prawd  mówi c, by  jeszcze jeden powód tak

ł

ę

ą

ł

 

pospiesznego odjazdu. Romanse pana na Ir-chester Park budzi y powszechne zaintereso

ł

wanie, 

lecz wrodzone rozwaga i dyskrecja chroni y go jak dot d od skandalu. 

ł

ą

W  affaires   de   coeur  markiz   okaza   si   równie   bieg y,   jak   w   prowadzeniu   rozleg ych

ł

ę

ł

ł

 

1 * Ksi

 Regent — pó niejszy Jerzy IV (1762-1830), najstarszy syn Jerzego III, znany z urody, intelektu i romansów. Z powodu choroby

ążę

ź

 

psychicznej ojca parokrotnie pe ni  funkcj  regenta. Od 1811 r. wyst puje ju  zawsze jako ksi

 regent. Niepopularny w kraju z po

ł ł

ę

ę

ż

ążę

wodu 

ekstrawaganckiego trybu  ycia. W 1820 r. wst puje na tron. (przyp. red.) 

ż

ę

background image

interesów, czy je dzie konnej. 

ź

Przy   jego   urodzie   i   maj tku   flirty   by y   nie

ą

ł

uniknione.   Jak   dot d  udawa o   mu   si   jednak

ą

ł

ę

 

unikn  sytuacji, w której musia by si  ostatecz

ąć

ł

ę

nie zdeklarowa . 

ć

Ale markiz Irchester da  si  pozna  nie tylko w londy skich salonach. Dos u y  si  wysokich

ł ę

ć

ń

ł ż ł ę

 

odznacze  w armii Wellingtona. Odegra  bo

ń

ł

wiem wielk  rol  w dzia aniach operacyjnych, a  w

ą

ę

ł

ż  

ko cu mianowany zosta  jednym z dowód

ń

ł

ców armii okupacyjnej. 

Kiedy   nareszcie   wróci   do   domu,   tak   jak   wielu   innych   o nierzy,   pragn   odrobi   lata

ł

ż ł

ął

ć

 

zmarnowane na ci g ej grze ze  mierci . 

ą ł

ś

ą

Londyn czeka , aby ofiarowa  weteranom ka d  mo liw  rozrywk  i przyjemno . Po trudach

ł

ć

ż ą

ż

ą

ę

ść

 

i   niebezpiecze stwach   wojny   smaczne   jedzenie,   wino   i   oczywi cie   kobiety   zaj y   m o

ń

ś

ęł

ł dego 

oficera bez reszty. 

Markiz   otworzy   dom   przy   Park   Lane,   a   z   je

ł

go   fantastycznymi   przyj ciami   konkurowa

ę

ć 

mog y   jedynie   obiady   wydawane  w   Carlton   House  przez  nast pc   tronu.   Markiz  by   jednak

ł

ę ę

ł

 

bardziej wybredny w doborze go ci, a zdobione sztychami zaproszenia do Irchester House cie

ś

-

szy y si  szczególn  popularno ci  w ród s yn

ł

ę

ą

ś ą ś

ł nych pi kno ci londy skiego

ę

ś

ń

 Beau Monde. 

Ambitne matki córek na wydaniu do  szyb

ść

ko zorientowa y si ,  e nie uda im si  upolowa

ł

ę ż

ę

ć 

przystojnego pana Irchester House na zi cia. 

ę

M ody cz owiek mia  wyra n  predylekcj  do wyrafinowanych i uwodzicielskich m

atek i

ł

ł

ł

ź ą

ę

ęż

 

do weso ych wdówek, których m

owie stracili  ycie na wojnie. 

ł

ęż

ż

Jedn  z takich dam, mo e najwybitniejsz , by a lady Sybille Malden. 

ą

ż

ą

ł

Lady Malden pochodzi a ze starego ksi

ł

ążęcego rodu. Mia a ju  za sob  nieudane ma e

ł

ż

ą

łż ństwo. 

W osiemnastym roku  ycia zakocha a si  w niejakim Christopherze Maldenie, tylko dla

ż

ł

ę

tego,  e

ż  

wygl da  niezwykle atrakcyjnie w ofi

ą ł

cerskim mundurze. Dopiero po jakim  czasie odkry a,  e

ś

ł ż  

jej   urodziwy   m

,  mówi c  ogl dnie,   jest   wyj tkowo   nudnym   cz owiekiem   i,   jeszcze   zanim

ąż

ą

ę

ą

ł

 

poleg  pod Waterloo, ich ma e stwo otwarcie uchodzi o za nieporozumienie. 

ł

łż ń

ł

Lady   Sybille   owdowia a   w   wieku   dwudziestu   trzech   lat.   By a   wówczas   wiadom   swych

ł

ł

ś

ą

 

background image

wdzi ków  wiatow  dam . Gdy sko czy  si  rok  a oby objawi a si , jako nowa gwiazda, na

ę

ś

ą

ą

ń

ł ę

ż ł

ł

ę

 

firmamencie   londy skiego   ycia   towarzys

ń

ż

kiego.   Natychmiast   odnios a   sukces,   z   którego   te

ł

ż 

umia a   korzysta .   Jej   kochankami   zo

ł

ć

stawali   tylko   m

czy ni   o   wielkim   znaczeniu   i   jeszcze

ęż

ź

 

wi kszym maj tku. Byli jednak  onaci. 

ę

ą

ż

Mniej   wi cej  sze

  miesi cy  wcze niej  pi kna  wdowa   pozna a   markiza   Irchester   i   wtedy

ę

ść

ę

ś

ę

ł

 

w a nie przyszed  jej do g owy pewien pomys . 

ł ś

ł

ł

ł

Pierwsze ma e stwo okaza o si  nudne i nie da o oczekiwanego szcz cia. Teraz zdecydo

łż ń

ł

ę

ł

ęś

-

wana by a nie wychodzi  za m

, lecz korzysta  z  ycia na wszelkie mo liwe sposoby. 

ł

ć

ąż

ć ż

ż

Jako córka ksi cia, jakkolwiek by si  nie zachowywa a, mog a z ca  pewno ci  liczy  na

ę

ę

ł

ł

łą

ś ą

ć

 

zaproszenia   do   najdostojniejszych   domów.   Natomiast   jako   kobieta   wyj tkowej   urody   mia a

ą

ł  

zawsze wokó  t um m

czyzn gotowych z o y  serce i maj tek u jej  licznych stóp. 

ł ł

ęż

ł ż ć

ą

ś

To,   e   potrzebowa a   raczej   nie   wielbicieli,   a   ich   bogactwa   by o   dla   wszystkich   jasne.   Jej

ż

ł

ł

 

ojciec   nie   posiada   du ego   maj tku,   z   którego   utrzymywa   i   tak   jeszcze   kilku   synów.   M

ł

ż

ą

ł

ąż 

natomiast   nie   zostawi   jej   w   spadku   fortuny   niezb dnej   do   zaspokojenia   licznych   potrzeb

ł

ę

 

wykwintnego  ycia. 

ż

Mimo k opotów finansowych, nic nie mog o przeszkodzi  Sybille w wynaj ciu domu przy

ł

ł

ć

ę

 

Berkeley Square i protekcjonalnym traktowaniu najdro szych krawców z Bond Street. 

ż

Trudno by o oderwa  od niej oczy, gdy przeje d a a przez Hyde Park powozem za

ł

ć

ż ż ł

prz

onym w

ęż

 

najpi kniejsze konie pe nej krwi. Jednak lady Malden uzna a,  e teraz, w dwudziestym ósmym

ę

ł

ł ż

 

roku  ycia, osi gn a w a nie apogeum urody i czeka j  ju  tylko zmierzch starzenia si . 

ż

ą ęł

ł ś

ą ż

ę

A przecie  wys awiali j  wszyscy wybitni arty ci, niemal na kolanach b agali, by zgodzi a si

ż

ł

ą

ś

ł

ł

ę 

pozowa . Porównywali j  z Afrodyt , Simonett  Botticellego i  licznymi kobietami Fragonarda.

ć

ą

ą

ą

ś

 

Mimo   to,   pi kna  wdowa   z   niepokojem   my

ę

śla a o najbli szych latach, gdy na jej twarzy

ł

ż

 

pojawi  si  zmarszczki, a w z otych w osach pierwsze srebrne nitki. 

ą ę

ł

ł

Pewnego dnia ujrza a markiza Irchester i zro

ł

zumia a czego pragnie. 

ł

Nie spotkali si  wcze niej, gdy  ubieg e dwa lata lady Sybille sp dza a g ównie za granic . 

ę

ś

ż

ł

ę

ł ł

ą

Nast pca tronu jakiego  bli ej nieznanego ba ka skiego ksi stewka podczas wizyty w Lon

ę

ś

ż

ł ń

ę

-

dynie zakocha  si  w niej bez pami ci. 

ł ę

ę

Wiedzia a,  e nie mo e pozwoli  sobie na tak dwuznaczny zwi zek z cudzoziemcem. Stra

ł ż

ż

ć

ą

-

background image

ci aby wiele w oczach swych angielskich wiel

ł

bicieli. 

Pozwoli a wi c zaprosi  si  do Pary a. 

ł

ę

ć ę

ż

Miasto pod wign o si  ju  z upadku czasu wojny i na powrót sta o si  jednym z najbardziej

ź

ęł

ę ż

ł

ę

 

uroczych i najweselszych miejsc w Europie. 

Sukcesy towarzyskie, jakie tam odnios a, uderzy y lady Sybille do g owy niczym m ode wino.

ł

ł

ł

ł

 

Nadszed  jednak dzie , kiedy uzna a,  e ma ju  do  Pary a i czas wraca  do domu. 

ł

ń

ł ż

ż

ść

ż

ć

Z okazji powrotu lady Sybille wydano w Devonshire House wspania e przyj cie. W a nie na

ł

ę

ł ś

 

tym balu pozna a markiza. Oczywi cie s ysza a ju  o nim wiele, lecz nie poznali si  wcze niej,

ł

ś

ł

ł

ż

ę

ś

 

gdy  ona by a zaj ta swoimi roman

ż

ł

ę

sami, a on swoimi. 

Wystarczy o jednak,  e raz tylko zerkn a na markiza przez pe n  go ci sal  balow . Natych

ł

ż

ęł

ł ą

ś

ę

ą

-

miast poprosi a gospodarza, aby go jej przed

ł

stawiono. 

W ci gu nast pnych dwóch miesi cy markiz przekona  si ,  e jest obiektem przemy lnego

ą

ę

ę

ł ę ż

ś

 

polowania.   Dostrzegli   to   nawet   mniej   spostrzegawczy   od   niego   i   sprawa   sta a   si   pub

ł

ę

liczną 

tajemnic . 

ą

Trudno zreszt  by o nie dostrzec licznych, niby przypadkowych, spotka  na przyj ciach, kiedy

ą ł

ń

ę

 

to   Sybille   wci

  przebywa a   w   pobli u   markiza.   Gdziekolwiek   by   si   nie   pojawi ,   ona

ąż

ł

ż

ę

ł

 

znajdowa a si  tam równie . 

ł

ę

ż

Pocz tkowo mówi  sobie,  e nie jest szcze

ą

ł

ż

gólnie zainteresowany czynionymi mu awansami. 

Owszem,   lady   Malden   by a   pi kna,   nie   mo na   temu   zaprzeczy ,   ale   on   odznacza   si

ł

ę

ż

ć

ł

ę 

wybrednym gustem w doborze kochanek. A poza tym w owym czasie polowa  na pon tn   on

ł

ę ą ż ę 

pewnego w gierskiego dyplomaty. 

ę

Sam   markiz   lubi   okre la   swoje   zabiegi   wokó   p ci   pi knej   s owem   „polowanie".   Zde

ł

ś ć

ł ł

ę

ł

-

cydowanie  jednak  wola   uchodzi   za  my liwego,  ni   za  zwierzyn   own .  W  rzeczywisto ci

ł

ć

ś

ż

ę ł

ą

ś  

sprawy wygl da y wr cz przeciwnie: wi kszo  ko

ą ł

ę

ę

ść

biet okazywa a mu zainteresowanie w sposób

ł

 

zupe nie jednoznaczny. Cz sto zastanawia  si , czemu w tych  adnych g ówkach tak ma o kryje

ł

ę

ł ę

ł

ł

ł

 

si  rozumu. 

ę

W ko cu, mo e pragn c podsyci  jawn  zazdro  przyjació , zacz  ulega  lady Sybille. 

ń

ż

ą

ć

ą

ść

ł

ął

ć

Na   pocz tku   nie   by   ani   troch   rozczarowa

ą

ł

ę

ny.   Cho   wygl dem  przypomina a   olimpijsk

ć

ą

ł

ą 

background image

bogini , jej usta czarowa y ca kowicie ziems

ę

ł

ł

kim ogniem, a ca e cia o niespo yt  nami t

ł

ł

ż ą

ę no ci . 

ś ą

Jednak markiz z wolna zacz  nabiera  prze

ął

ć

konania,  e Sybille pragn a czego  wi cej, ni

ż

ęł

ś

ę

ż 

tylko przelotnego zwi zku mi osnego, podczas gdy on sam nie oczekiwa , by romans ten potrwa

ą

ł

ł

ł 

d u ej ni  którykolwiek z dotychcza

ł ż

ż

sowych. Nie musia  tego kochance oznajmia . By a zbyt

ł

ć

ł

 

przebieg a,   aby   nie   dostrzec   jego   intencji.   On   za ,   z   tak   sam   intuicj ,   z   jak   dowodzi

ł

ś

ą

ą

ą

ą

ł 

oddzia ami, umia  dociec tajników my li kobiety. I doszed  do wniosku,  e lady Malden planuje

ł

ł

ś

ł

ż

 

ma e stwo. 

łż ń

Markiz wiedzia , i  kiedy  wreszcie musi si  o eni . Krewni dawali mu do zrozumienia,  e

ł ż

ś

ę ż

ć

ż  

jego   powinno ci   jest   sp odzenie   dziedzica.   Istotnie,   powinien   mie   synów,   aby   by o   ko

ś ą

ł

ć

ł

mu 

przekaza  stary tytu  szlachecki oraz ma

ć

ł

j tek. 

ą

Jednak   od   powrotu   z   wojny   nie   odczuwa   adnej   potrzeby   ustatkowania   si .  D ugie   lata

ł ż

ę

ł

 

o nierskiej tu aczki obudzi y w nim przemo n  ch

 odrobienia straconej m odo ci. Teraz by

ż ł

ł

ł

ż ą

ęć

ł

ś

ł 

panem samego siebie, co mu ze wszech miar odpowiada o. Gdy s u y  pod rozkazami ksi cia

ł

ł ż ł

ę  

Wellingtona, takie poczucie wolno ci wydawa o si  nie do pomy lenia. 

ś

ł

ę

ś

— O eni  si  kiedy  — powtarza  sobie — ale nie z przymusu. 

ż ę ę

ś

ł

Na razie  jednak k opota   si   g ównie  swoim maj tkiem, który,  podczas  ostatnich  lat  ycia

ł

ł ę ł

ą

ż

 

ojca, mocno podupad . Stary pan Irchester zaniedba  rozleg e dobra, a na domiar z ego powierzy

ł

ł

ł

ł

ł 

administrowanie   nimi   ludziom   nieudolnym.   Markiz,   podnosz c   Irchester   Park   z   upadku,

ą

 

odczuwa  rado  i ogromn  satys

ł

ść

ą

fakcj . Ma e stwo mog o wi c poczeka . Od

ę

łż ń

ł

ę

ć

kry  przy tym,  e

ł

ż  

ci

ka praca tak e bywa doskona  rozrywk . Zwi zek z kobiet , która, nawet je li pi kna, z

ęż

ż

łą

ą

ą

ą

ś

ę

 

pewno ci  okaza aby si  g upiutk  g sk  przeszkadza by mu tylko w zaj

ś ą

ł

ę ł

ą ą ą

ł

mowaniu si  maj tkiem.

ę

ą

 

Kiedy   w   „White   Club",   popijaj c   w   towa

ś

ą

rzystwie   jednego   z   najlepszych   przyjació ,

ł  

o wiadczy  z zadum  w g osie: 

ś

ł

ą

ł

— Nie wiem, jak to t umaczy ,  e wi kszo  kobiet, z którymi sp dzi em tyle czasu, jest tak

ł

ć ż

ę

ść

ę ł

 

zatrwa aj co  le wykszta cona? Niepodobna rozmawia  z nimi o czymkolwiek, pomijaj c jeden

ż ą ź

ł

ć

ą

 

tylko temat amorów. 

Przyjaciel, z którym markiz s u y  ongi  w tym samym pu ku, roze mia  si  tylko. — Wiesz

ł ż ł

ś

ł

ś

ł ę

 

background image

równie   dobrze   jak   ja,   e   pieni dze   wydaje   si   na   kszta cenie   synów.   Córkami   zajmuj   si

ż

ą

ę

ł

ą ę 

guwernantki, a one same niewiele umiej . 

ą

— Masz racj  — powiedzia  markiz, kiwaj c w zamy leniu g ow . 

ę

ł

ą

ś

ł ą

Pami ta ,  e kiedy jego wys ano do Eton, a potem do Oksfordu, siostry zosta y w domu w

ę ł ż

ł

ł

 

towarzystwie bladych, myszowatych kobietek, których twarzy nie sposób by o zapami ta . 

ł

ę ć

—   Przypuszczam,   e   dlatego   w a nie   damy   na   kontynencie   sprawiaj   wra enie   znacznie

ż

ł ś

ą

ż

 

inteligentniejszych... — ci gn  swoje rozwa

ą ął

ania. 

ż

— Nie powiem,  eby mi nadmiernie zale a o na umy le kobiecym — odpar  przyjaciel. — Je

ż

ż ł

ś

ł

-

li kobieta jest  adna, to j  uwodz , je eli brzydka, nie zauwa am jej. 

ś

ł

ą

ę ż

ż

Markiz roze mia  si . Nadal my la  jednak o banalnej wymianie zda  z lady Sybille, przy

ś

ł ę

ś ł

ń

 

tych nielicznych okazjach, gdy nie byli zaj ci igraszkami mi osnymi. 

ę

ł

Pewnego wieczoru przy apa  kochank , gdy rozmawia a z regentem, w sposób, który wyda

ł

ł

ę

ł

ł 

mu si  wysoce podejrzany. Nie móg  s ysze , co mówili, ale bez w tpienia odnosi o si  to do

ę

ł ł

ć

ą

ł

ę

 

jego  osoby.  Lady  Malden  zerka a na  markiza od  czasu   do  czasu.  W jej oczach  malowa  si

ł

ł ę 

wyraz, z jakim g odny  kot wlepia wzrok  w mi

ł

seczk   mietanki, wyraz po

dliwo ci i zado

ę ś

żą

ś

-

wolenia. Markiz czu  w powietrzu k opoty. Tymczasem jednak prowadzi  uprzejm  kon

ł

ł

ł

ą

wersację 

z   jednym   z   ambasadorów.   I   od   swego   rozmówcy   niespodziewanie   otrzyma   klucz   do

ł

 

rozwi zania zagadki. 

ą

— Przypuszczam,  e to ostatnie przyj cie w Carlton House — mówi  ambasador —jakim

ż

ę

ł

 

cieszymy si , zanim jego wysoko  wyjedzie do Brighton. 

ę

ść

— Zapewne — zgodzi  si  markiz. 

ł ę

— Moja  ona i ja zostali my zaproszeni do Pawilonu Królewskiego w Brighton — ci gn

ż

ś

ą ął 

dygnitarz z nut  satysfkacji w g osie —jeste my zachwyceni,  e pan i lady Sybille równie  tam

ą

ł

ś

ż

ż

 

b d . Jego wysoko  wspomina  o tym. 

ę ą

ść

ł

Markiz spojrza  na ambasadora, staraj c si  dobrze zrozumie  zawart  w jego wypowiedzi

ł

ą

ę

ć

ą

 

background image

sugesti . Po chwili milczenia dyplomata wzru

ę

szy  bezradnie ramionami i doda : 

ł

ł

—  Moja  ona  zawierzy a  mi  pa ski  sekret,  ale  obiecuj ,  e  b d   szalenie,  ale  to  szalenie

ż

ł

ń

ę ż

ę ę

 

dyskretny. Naturalnie ja te  jestem wielbicielem lady Sybille. 

ż

Nawet, gdyby pod oga otworzy a si , ziej c u jego stóp g bok  przepa ci , markiz nie by by

ł

ł

ę

ą

łę

ą

ś ą

ł  

bardziej   zaskoczony   i   zak opotany.   Zro

ł

zumia   teraz,   co   robi   Sybille.   Jak   móg   by   tak

ł

ł

ć

 

niedomy lny? U ywa a wszak tej samej broni, któr  pos ugiwa o si  tyle kobiet: opinii pub

ś

ż

ł

ą

ł

ł

ę

-

licznej. 

Tylko   e   Sybille   zacz a  od   szczytu:   od   nast pcy  tronu   i   jego   otoczenia.   Chcia a   zmusi

ż

ęł

ę

ł

ć 

kochanka do o wiadczyn. Presj  mieli wywiera  krewni i znajomi regenta. Irchester zna  ju

ś

ę

ć

ł ż 

podobne przypadki w ród swoich przyjació . 

ś

ł

Korzystaj c z tego,  e gospodarz zaj ty by  rozmow  z licznym gronem go ci, markiz czym

ą

ż

ę

ł

ą

ś

 

pr dzej opu ci  Carlton House, omijaj c z da

ę

ś ł

ą

leka lady Sybille. 

Wróci  do domu, na Park Lane. Zastanawia  si , co powinien w tej sytuacji zrobi . Z wpraw

ł

ł ę

ć

ą 

zdobyt   podczas   planowania   wojennych   ope

ą

racji,   b yskawicznie   podj   decyzj .  Pierwszym

ł

ął

ę

 

krokiem musi by  opuszczenie Londynu, po

ć

stanowi . 

ł

Wyda  dyspozycje s u bie: trzeba wszystko przygotowa  do natychmiastowego wyjazdu do

ł

ł ż

ć

 

Irchester   Park.   Przeprowadzi   rozmow   z   sekretarzem   i   wreszcie   zasiad   przy   biurku,   by

ł

ę

ł

 

napisa  list do regenta. Dzi kowa  za go

ć

ę

ł

ścinno  i wyja nia ,  e zosta  wezwany na wie  w

ść

ś ł ż

ł

ś  

nie cierpi cej zw oki sprawie rodzinnej. 

ą

ł

Do lady Sybille nie pos a  ani s owa. Mia  cich  i okrutn  nadziej ,  e b dzie si  martwi a

ł ł

ł

ł

ą

ą

ę ż

ę

ę

ł  

jego znikni ciem. 

ę

Natychmiast po  niadaniu wyruszy  z naj

ś

ł

wi kszym po piechem do Irchester Park. Czu  si

ę

ś

ł ę 

okropnie, jak lis  cigany przez sfor  psów go czych. 

ś

ę

ń

Widok rodzinnych stron i pe ne dostoje stwa pi kno starego pa acu przynios y mu ulg  jak

ł

ń

ę

ł

ł

ę

 

dotyk koj cej ból d oni. 

ą

ł

— Czy jego mi o  oczekuje towarzyst

ł ść

wa? — zapyta  z szacunkiem kamerdyner. 

ł

— Nie w tej chwili, Dawson — odpar  markiz. — Mam sporo do zrobienia w Irchester Park i

ł

 

potrzebuj  spokoju. 

ę

— Wasza mi o  znajdzie tu spokój. Tak si  cieszymy,  e pan wróci , milordzie. 

ł ść

ę

ż

ł

Szczero  brzmi ca w jego g osie spodoba a si  markizowi. 

ść

ą

ł

ł

ę

background image

Lecz kiedy Irchester zosta  sam, na twarzy pojawi  mu si  grymas zniecierpliwienia. My la  o

ł

ł

ę

ś ł  

narastaj cej nudzie, przenikaj cej jego  ycie w ci gu ubieg ego roku. Jak melodia wygrywana

ą

ą

ż

ą

ł

 

przez   katarynk .  Te   same   bale,   przyj cia,  zebrania   w   Carlton   House,   Vauxhall,   Ranelagh.   I

ę

ę

 

ci gle   te   same   kobiety.   Pi kne,   do

ą

ę

wiadczone,   kusz ce,   budz ce   po

danie,   przy   bli szym

ś

ą

ą

żą

ż

 

poznaniu odkrywa y bezwiednie sw  pró no , samolubstwo, sk pstwo, niewiary

ł

ą

ż ść

ą

godn  g upot

ą ł

ę 

i bezwzgl dno , gdy chodzi o o ich ma e, egoistyczne cele. 

ę

ść

ł

ł

— Czego ja chc , czego szukam? Markiz nie potrafi  znale  odpowiedzi. 

ę

ł

źć

Poczu   t sknot   za  wojn ,  za  podniet ,  jak   daje  skrajne  niebezpiecze stwo,   za  odpowie

ł ę

ę

ą

ą

ą

ń

-

dzialno ci ,  za   najwy szym   napi ciem   uwagi.   Tam   by   cel   —   ja niej cy   niczym   gwiazda

ś ą

ż

ę

ł

ś

ą

 

przewodnia — zwyci stwo. 

ę

Cel zosta  osi gni ty i... rozczarowa . 

ł

ą

ę

ł

— Czego naprawd  chc ? 

ę

ę

To pytanie wci

 dr czy o go, gdy samotnie jad  obiad. Wyszed  na taras. S o ce zachodzi o

ąż ę

ł

ł

ł

ł ń

ł  

powoli za starymi d bami w wielkim ogrodzie, a w gasn cym  wietle dnia ukazywa y si  ju  na

ę

ą

ś

ł

ę ż

 

niebie pierwsze gwiazdy i nów ksi

yca. 

ęż

Za plecami markiza wznosi  si , wsparty na tych samych od pi ciuset lat fundamentach pa ac

ł ę

ę

ł  

—   Irchester   House.   W   pocz tkach   ubieg

ą

ego   wieku   pradziad   markiza   zdecydowa   si   na

ł

ł

ę

 

ca kowit  przebudow  rezydencji. 

ł

ą

ę

W   rezultacie   powsta   jeden   z   naj wietniej

ł

ś

szych   w   kraju   przyk adów   architektury

ł

 

gregoria skiej. Paradne apartamenty pa acu za

ń

ł

chwyca y pi knem wystroju. 

ł

ę

Markiz   bowiem  posiada   zbiory   sztuki,   które   by y   przedmiotem  zazdro ci  samego   ksi cia

ł

ł

ś

ę  

regenta. 

Irchester House otacza y ogrody i lasy. Ogro

ł

dom markiz przywróci  ich pierwotny kszta t,

ł

ł  

tote   zadowoli   mog y   sw   urod   ka dego  konesera  pi kna.  Rozleg e  lasy  za   pozwala y  na

ż

ć

ł

ą

ą

ż

ę

ł

ś

ł

 

organizowanie wspania ych polowa . W do

ł

ń

linie p yn  strumie , którego rozlewiska two

ł ął

ń

rzy y

ł  

bagna. Tam w a nie, pó n  jesieni  strze

ł ś

ź ą

ą

la  kaczki i bekasy. 

ł

Na ogromnych obszarach swej posiad o ci markiz móg  rozkoszowa  si  nie tylko polowa

ł ś

ł

ć ę

-

background image

niem,   ale   i   jazd   konn .   A   odk d   wróci   z   Francji   jego   stajnie   s yn y   z   najlepszych

ą

ą

ą

ł

ł ęł

 

wierzchowców. 

Mam wszystko,  my la , dlaczego mia bym pragn

 wi cej? Jednak  czego  mu brakowa o,

ś ł

ł

ąć

ę

ś

ł  

czego  niezmiernie wa nego, czego nie umia  okre li . 

ś

ż

ł

ś ć

Zm czony postanowi  po o y  si  wcze niej. Nie móg  jednak zasn  w ogromnej sypialni, w

ę

ł

ł ż ć ę

ś

ł

ąć

 

której jego przodkowie przychodzili na  wiat i umierali. 

ś

Rozmy la  o sobie. Zawsze uwa a ,  e jest panem samego siebie i doskonale daje sobie rad .

ś ł

ż ł ż

ę  

W armii za  przekona  si ,  e posiada umiej tno  dowodzenia. 

ś

ł ę ż

ę

ść

Pewna kobieta — nie by a Angielk  — po

ł

ą

równywa a go do Aleksandra Wielkiego i szcze

ł

rze 

mówi c,   podoba o   mu   si   to   wyró nienie.   Aleksander   by   nie   tylko   wojownikiem,   ale   te

ą

ł

ę

ż

ł

ż 

cz owiekiem wykszta conym, idealist  nie po

ł

ł

ą

przestaj cym na  atwych celach. 

ą

ł

—   Taki   przecie   i   ja   jestem   —   mówi   sobie   markiz.   A   przecie   nie   czu   si   zadowolony.

ż

ł

ż

ł ę

 

Szcz cie jest zawsze zwi zane ze zmaganiami, z podj ciem walki, ze zwyci stwem. W czasie

ęś

ą

ę

ę

 

wojny wiedzia , jak odnosi  zwyci stwa. Pod

ł

ć

ę

czas pokoju mia  wra enie, i  cel wymyka mu si

ł

ż

ż

ę 

r k. 

ą

Nast pnego   dnia   markiz   wsta   w   kwa nym   humorze.   Z   drwi cym   u miechem   wspomina

ę

ł

ś

ą

ś

ł 

wczorajsze rozterki. 

Po   niadaniu,   by   odwróci   uwag   od   przy

ś

ć

ę

krych   my li,   wyruszy   na   konn   przeja d k .

ś

ł

ą

ż ż ę  

Specjalnie wybra  tym razem szczególnie narowistego ogiera. 

ł

Wróci  w lepszym nastroju. Samotnie zjad  obiad, obmy laj c list  osób, które chcia by go ci

ł

ł

ś ą

ę

ł

ś ć 

w Irchester Park. Mia  kilku przyjació , których móg  zaprosi  bez obawy,  e b dzie si  z nimi

ł

ł

ł

ć

ż

ę

ę

 

nudzi . Lecz towarzystwo wy cznie m skie, pr dzej czy pó niej, sta oby si  nie

ł

łą

ę

ę

ź

ł

ę

zno ne, przeto

ś

 

zastanawia   si   nad   kandydaturami   dam.   Nie   wypada o   zaprasza   adnej   z   pa ,   z   którymi

ł ę

ł

ć ż

ń

 

flirtowa   zanim   pozna   lady   Sybille.   Do wiadczenie   podpowiada o,   e   ka da   spo ród   jego

ł

ł

ś

ł

ż

ż

ś

 

dawnych kochanek natychmiast 

da aby przeprosin, robi a nieprzyjemne sceny i domaga a si

żą ł

ł

ł

ę 

zado uczynienia za wyimagi

ść

nowane krzywdy. 

— A niech to! Z kobietami zawsze same utrapienia. Obejd  si  bez nich! — o wiadczy  sam

ę ę

ś

ł

 

background image

sobie. 

Od   powrotu   z   Londynu   nie   mia   i   nie   chcia   mie   utrzymanki,   chocia   by o   to   modne  w

ł

ł

ć

ż

ł

 

wy szych sferach. Raz tylko zastanawia  si , czy by nie wzi

 pod opiek   adnej baletniczki z

ż

ł ę

ąć

ę ł

 

Covent Garden,   ale w  ostatniej  chwili doszed   do  wniosku,  e dra ni  go  jej  akcent  i preten

ł

ż

ż

-

sjonalno . Markiz by  wybredny i takie w a nie drobiazgi cz sto odpycha y go od kobiet. Przy

ść

ł

ł ś

ę

ł

-

jaciele   nie   mogli   zrozumie   jego   post powania,   a   poniewa   nigdy   nie   rozmawia   o   swoich

ć

ę

ż

ł

 

sercowych   perypetiach,   cieszy   si   opini   wy

ł

ę

ą

j tkowo   dyskretnego.   Salonowa   plotka   przy

ą

-

pisywa a mu za  t um pa  na utrzymaniu. 

ł

ś ł

ń

— Czego ja w a ciwie chc ? — zapyta  siebie po raz setny i, jak zwykle, nie mog c znale

ł ś

ę

ł

ą

źć 

odpowiedzi, kaza  osiod a  konia. 

ł

ł ć

Wróci  o czwartej. Czu  si  ju  znacznie lepiej. Uda  si  wi c do biblioteki, gdzie ka

ł

ł ę ż

ł ę

ę

żdego 

popo udnia sp dza  czas na lekturze. 

ł

ę

ł

Rzuci   spojrzenie   na   nag ówki   w a nie  dostar

ł

ł

ł ś

czonych   gazet   i   zacz   przegl da   wiadomo ci

ął

ą ć

ś  

sportowe. Nie znalaz  niczego zajmuj cego. Ziewn  lekko i w tym momencie drzwi ot

ł

ą

ął

worzy y

ł  

si , a Dawson zaanonsowa : 

ę

ł

— Pan Roderic Nairn, prosz  pana! 

ę

Markiz   spojrza   zaskoczony   na   wkraczaj ce

ł

ą go do biblioteki siostrze ca. M ody cz owiek,

ń

ł

ł

 

ubrany zgodnie ze wszystkimi wymogami mody, wyci gn  d o  na powitanie. 

ą ął ł ń

— Co tutaj robisz, Roderiku? — zdumia  si  Irchester. 

ł ę

— Jeste  zaskoczony wuju Lenoxie? 

ś

Dwudziestodwuletni syn starszej siostry markiza by  mi ym m odym cz owiekiem. Rozpiesz

ł

ł

ł

ł

-

czany od chwili urodzenia upar  si ,  e musi spróbowa   ycia w Londynie. Matka wyla a potoki

ł ę ż

ć ż

ł

 

ez, a wreszcie ub aga a markiza, by zechcia  wzi  pod opiek  jej „najdro szy skarb". 

ł

ł

ł

ł

ąć

ę

ż

Lady   Beatrice   Nairn   by a   wdow   po   Szkocie,   który   zostawi   w   spadku   wielkie,   lecz   nie

ł

ą

ł

 

przynosz ce   specjalnych   dochodów,   dobra.   Nie   mog a   wi c  opu ci   Szkocji,   aby   dogl da

ą

ł

ę

ś ć

ą ć 

debiutu syna w stolicy, obawiaj c si  pozo

ą

ę

stawi  rozleg  posiad o  bez swojego dozoru. 

ć

łą

ł ść

Lady Nairn by a przekonana,  e najukocha

ł

ż

ńszy synek b dzie w Londynie wydany na pastw

ę

ę 

licznych pokus. A markiz traktowa  swoje obowi zki nader lekko. 

ł

ą

— Ch opak musi samodzielnie stan

 na nogi — powiedzia  siostrze, kiedy zaklina a go, aby

ł

ąć

ł

ł

 

background image

dba  o Roderika. 

ł

— Ale  on jest taki m odziutki, a przy tym taki przystojny! 

ż

ł

—   Jak   wi kszo

  jego   rówie ników.   Przecie   nie   mo e   by   na   wieki   przywi zany   do

ę

ść

ś

ż

ż

ć

ą

 

mamusinego fartuszka! 

— Martwi  si  o niego. Nie ma ojca, do którego w nag ej potrzebie móg by si  zwróci  o

ę ę

ł

ł

ę

ć  

rad  — odpar a strapiona matka. 

ę

ł

—   Nie   dr cz  si   na   zapas   —   zirytowa   si   markiz.   —   Je li   wpadnie   w   k opoty,   to   go

ę

ę

ł ę

ś

ł

 

wyci gniemy. 

ą

— W a nie o to przez ca y czas ci  prosz  — i lady Beatrice rozp aka a si . — Nie umia a

ł ś

ł

ę

ę

ł

ł

ę

ł -

bym go  ochroni ,  tak jak ty!  Boj  si ,  e  przy  swoim braku  do wiadczenia  wpadnie  w  r ce

ć

ę ę ż

ś

ę  

jakiej  zepsutej kobiety. 

ś

Markiz rozumia  siostr . Uwa a  jednak,  e Roderic, zgodnie z prawami m odo ci, powi

ł

ę

ż ł

ż

ł

ś

nien 

si  wyszale . Nie dr czy  wi c siostrze ca kazaniami, a wr cz przeciwnie, zapowiedzia  mu,  e

ę

ć

ę

ł

ę

ń

ę

ł

ż  

w razie potrzeby mo e liczy  na pomoc. 

ż

ć

Dlatego   rok   temu,   Irchester   bez   zmru enia   oka,   uregulowa   niewysokie   d ugi   karciane

ż

ł

ł

 

m odzie ca i nie rzek  mu z tego powodu z ego s owa. 

ł

ń

ł

ł

ł

Pe ne zrozumienia podej cie spowodowa o,  e ch opak, pocz tkowo nieufny, zacz  trak

ł

ś

ł ż

ł

ą

ął

tować 

opiekuna jak przyjaciela. Nie ukrywa  te  przed nim niczego. Markiz szybko zorien

ł ż

towa  si ,

ł ę  

e   Roderic   jest   cz owiekiem   prosto

ż

ł

linijnym,   chocia   mo e   niezbyt   inteligentnym.   Roderic

ż

ż

 

zbli y  si  do fotela, w którym zasiada  wuj, i zacz  niepewnym g osem: 

ż ł ę

ł

ął

ł

— Mam problem wuju Lenoxie, dlatego przyjecha em. 

ł

— Jak si  tu dosta e ? 

ę

ł ś

Po krótkiej chwili milczenia m ody cz owiek odrzek : 

ł

ł

ł

— Twoim powozem. 

Markiz mocno zacisn  usta i ostro zapyta : 

ął

ł

— Sam powozi e ? 

ł ś

— Chcia em, ale Sam mi nie pozwoli . Irchester odetchn . Sam doskonale radzi  

ł

ł

ął

ł

sobie z ko mi. 

ń

— No i...? 

— Nie wiedzia em,  e wyjecha e  z Lon

ł

ż

ł ś

dynu — mówi  Roderic. — Kiedy uda em si  do

ł

ł

ę

 

background image

Irchester House, pan Swaythling powiedzia  mi,  e pojecha e  na wie . Oznajmi em,  e musz

ł

ż

ł ś

ś

ł

ż

ę 

si  z tob  natychmiast zobaczy . 

ę

ą

ć

— I Swaythling kaza  Samowi odwie  ci  do Irchester Park? 

ł

źć ę

— Tak. Mia em nadziej  na pobicie twojego rekordu. 

ł

ę

— Jak d ugo jechali cie? 

ł

ś

Trzy godziny i czterdzie ci pi  minut. Oczy markiza b ysn y. 

ś

ęć

ł

ęł

— O dziesi  minut d u ej. 

ęć

ł ż

— To samo powiedzia  Sam. By em roz

ł

ł

czarowany. 

— Ciesz  si ,  e nadal jestem w dobrej formie — stwierdzi  markiz z ukontento

ę ę ż

ł

waniem. 

— Jak mog oby by  inaczej? — pospieszy  z komplementem Roderic. 

ł

ć

ł

—   A  teraz   opowiedz  mi,   dlaczego   tak   pr d

ę ko przyby e  z Londynu. Masz wierzycieli na

ł ś

 

karku? 

— Nie! Nie! Tym razem to nie pieni dze. Markiz przyjrza  mu si  z niepokojem. 

ą

ł

ę

— Chodzi o zak ad ze znajomymi z klubu — kontynuowa  m ody cz owiek. 

ł

ł ł

ł

— Ach, tak. O zak ad. 

ł

— Chc  zwyci

y  i my l ,  e nikt poza tob  nie jest w stanie mi pomóc. 

ę

ęż ć

ś ę ż

ą

Lenox Irchester poprawi  si  w fotelu. Szy

ł ę

kowa o si  d u sze opowiadanie. 

ł

ę ł ż

— Mów, s ucham. Tylko zacznij od po

ł

cz tku. 

ą

— To zdarzy o si  wczoraj po lunchu. Wszy

ł

ę

scy my ju  sporo wypili... 

ś

ż

— Co to znaczy „my"? — przerwa  markiz. 

ł

— Och, moi znajomi, pozna e  ich. 

ł ś

Edward, George, Billy i Stephen... 

Markiz skin  g ow . 

ął ł ą

Zna  ich. Byli m odymi arystokratami, przy

ł

ł

jació mi Roderika z Eton. Zdaniem markiza pili

ł

 

zbyt   du o,   a   jakichkolwiek   po ytecznych   zaj

  mieli   za   ma o.   Siostra,   gdyby   ich   razem

ż

ż

ęć

ł

 

zobaczy a, by aby jednak pewnie zachwycona. Typowi ch opcy z dobrych domów. 

ł

ł

ł

— Rozmawiali my i  artowali my — mówi  dalej Roderic. — I wtedy do czy  do nas sir

ś

ż

ś

ł

łą

ł

 

Mortimer Watson. 

Markiz skrzywi  si  lekko. Wiedzia  wiele o sir Mortimerze, lecz nic co by  wiadczy o na

ł ę

ł

ś

ł

 

background image

jego korzy . Rozmy lnie wi c go unika . Przez jaki  nieszcz liwy zbieg okoliczno ci Watson

ść

ś

ę

ł

ś

ęś

ś

 

zosta   przyj ty  do   „White   Club".   Cz sto  bywa   te   na   wy cigach.   Wi kszo

  przyzwoitych

ł

ę

ę

ł ż

ś

ę

ść

 

d entelmenów oddala a si  pospiesznie na jego 

ż

ł

ę

widok. 

—   Ta   winia,   Watson,   znów   chce   oskuba   przy   kartach   jakiego   dzieciaka   —   markiz

ś

ć

ś

 

przypomnia  sobie niedawno us yszan  w klubie uwag . 

ł

ł

ą

ę

—   Postawi   nam   drinka,   i   sam   nie   wiem   kiedy,   zacz li my  si   spiera ,   czy   zagraniczne

ł

ę ś

ę

ć

 

kurtyzany s   adniejsze od angielskich, czy odwrotnie. 

ą ł

Przerwa  na moment, po czym doda : 

ł

ł

—   Sir   Mortimer   twierdzi ,   e   zagraniczne   Córy   Koryntu   s   nie   tylko   adniejsze,   ale   i

ł ż

ą

ł

 

inteligentniejsze i z  atwo ci  umiej  gra  role osób z lepszych sfer. 

ł

ś ą

ą

ć

Markiz pomy la ,  e sir Watson ma sporo racji. Roderic tymczasem mówi  dalej. 

ś ł ż

ł

— Potem Edward, który jak wiesz, nie lubi sir Mortimera, powiedzia ,   e cudzoziemki s ,

ł ż

ą  

przepraszam za wyra enie „rynsztokowe", je li tylko zajrze  pod puder i szmink . A angielskie

ż

ś

ć

ę

 

dziewczyny maj  wrodzon  og ad  i umiej  zachowywa  si  elegancko. 

ą

ą ł ę

ą

ć ę

Markiz przypomnia  sobie,  e ów Edward to lord Somerford, który ca kiem niedawno otrzy

ł

ż

ł

-

ma  tytu  i fortun . 

ł

ł

ę

—   Oczywi cie,   wi kszo

  z   nas   popar a   Ed

ś

ę

ść

ł

warda   —   opowiada   Roderic.   —   Potem   sir

ł

 

Mortimer postawi  tysi c funtów przeciw jed

ł

ą

nemu,  e nikt z nas nie dostarczy dziewczyny, która

ż

 

mog aby wspó zawodniczy  z pewn , znan  mu dobrze, Francuzk . Jest ona pono  nie tylko

ł

ł

ć

ą

ą

ą

ć

 

pi kna, ale te  bez trudu mo e uchodzi  za dam . 

ę

ż

ż

ć

ę

— Nigdy nie s ysza em podobnej bzdury! — zawo a  wtedy Edward. — Z pewno ci  dziew

ł

ł

ł ł

ś ą

-

czyny od krów w naszym maj tku bardziej przypominaj  damy ni  jaka  importowana pi kno !

ą

ą

ż

ś

ę

ść  

Roderic u miechn  si  i mówi  dalej: 

ś

ął ę

ł

— Byli my naturalnie bardzo rozgor czko

ś

ą

wani i zgodzili my si  spotka  z sir Mortimerem za

ś

ę

ć

 

tydzie . Ka dy  ma przyprowadzi   s u

c   ub  kurtyzan ,  eby  udowodni ,  e byle An

ń

ż

ć ł żą ą ł

ę ż

ć ż

gielka 

b dzie lepsza od jego zagranicznej pa

ę

nienki. 

Roderic sko czy  i popatrzy  na wuja z oba

ń

ł

ł

w . 

ą

— Ile musicie wp aci  do wspólnej puli? 

ł ć

background image

— Z o yli my si  po sto gwinei — od

ł ż ś

ę

powiedzia  Roderic — które oczywi cie straci

ł

ś

my, je li

ś  

bezstronny s dzia wybierze jego dziewczyn . Sir Mortimer wy o y  pi

set funtów. 

ę

ę

ł ż ł ęć

Markiz   by   pewien,   e   Watson   nie   ryzyko

ł

ż

wa by,   ni   z   tego   ni   z   owego,   takiej   sumy.   Po

ł

 

cz owieku jego pokroju nale a o spodziewa  si  jakiego  podst pu.  adne wyzwanie znalaz  dla

ł

ż ł

ć ę

ś

ę

Ł

ł

 

g upich, podpitych m odzików. 

ł

ł

— Wi c có  zamierzasz zrobi ? — zapyta  siostrze ca. 

ę

ż

ć

ł

ń

— To dlatego przyjecha em do ciebie wuju Lenoxie! 

ł

— Tak? A to czemu? 

—  eby  mi wynalaz  jak  pi kn  dziew

Ż

ś

ł

ąś ę ą

czyn  od krów. 

ę

Markiz roze mia  si . — Drogi ch opcze, zdajesz sobie chyba spraw ,  e Watson wy

ś

ł ę

ł

ę ż

strychnął 

was na dudków. Nie stan by do zak adu, gdyby nie mia  czego  specjalnego w zanadrzu. 

ął

ł

ł

ś

Roderic zrobi  nad san  min . 

ł

ą

ą

ę

— Wuju,  aden z nas nie chce przegra . 

ż

ć

— Ja te  nie pragn ,  eby on wygra . Nie lubi  go — uspokoi  siostrze ca markiz. 

ż

ę ż

ł

ę

ł

ń

— Musimy co  zrobi . Edward wyjecha  do swego maj tku w Hertfordshire, a reszta roz

ś

ć

ł

ą

gl da

ą  

si  po teatrach... 

ę

— No i...? 

— Co mamy zrobi ? — w g osie m odego cz owieka brzmia a desperacja. 

ć

ł

ł

ł

ł

— Zap a  sto gwinei i uznaj przegran . Roderic, który przysiad  wcze niej na krze le, 

ł ć

ą

ł

ś

ś

wsta  gwa townie. 

ł

ł

— A niech to. Ju  nie pierwszy raz sir Mortimer mnie nabra ! 

ż

ł

— Tak? 

— Nie mówi em ci, ju  kiedy  za o y em si  z nim. By em wtedy lekko wstawiony, w efekcie

ł

ż

ś ł ż ł

ę

ł

 

straci em   dwie cie   gwinei.   Nast

ł

ś

ępnego   ranka   czu em   si   okropnie.   Nawet   ó todziób   nie

ł

ę

ż ł

 

powinien okaza  si  takim durniem. 

ć ę

—   Zatem   dosta e   nauczk .  Taki   cz owiek   jak   Watson   zawsze   wyci gnie   pieni dze.   od

ł ś

ę

ł

ą

ą

 

naiwnych. 

— Tak, ale tym razem chcia em go pobi  jego w asn  broni . Czy mog  jutro rozejrze  si  po

ł

ć

ł

ą

ą

ę

ć ę

 

twoich farmach, wuju? Mo e znajd  jak  pi kno , która ich zaskoczy? 

ż

ę

ąś ę

ść

— To dopiero b dzie cud! Sam by bym zaskoczony! 

ę

ł

background image

— W a nie, potrzebuj  cudu! Jestem op

ł ś

ę

tymist  i wierz ,  e si  wydarzy. 

ą

ę ż

ę

— Mam nadziej ,  e twoja wiara zostanie wynagrodzona. Uwa am,  e najpi kniejsza wiejska

ę ż

ż

ż

ę

 

dziewczyna przeniesiona na Picadilly mo e du o straci  ze swej atrakcyjno ci. 

ż

ż

ć

ś

— Ty mnie rozmy lnie chcesz przygn bi  — j kn  Roderic. — Czy wiesz, co mi powiedzia

ś

ę ć

ę ął

ł 

Edward, zanim przyjecha em tutaj? 

ł

— Opowiedz — zach ci  go markiz, sam w coraz lepszym humorze. 

ę ł

— Powiedzia : jedyn  osob , która mo e ci pomóc, jest twój wuj. 

ł

ą

ą

ż

— A to dlaczego? 

— Doda  jeszcze,  e je li jest kto , kto zna  adne kobiety i umie sprawi ,  eby nie uciek y, to

ł

ż

ś

ś

ł

ć ż

ł

 

chyba tylko Irchester! 

— Dzi kuj  — powiedzia  markiz. — Po

ę

ę

ł

doba mi si  ten komplement. Jednak za

ę

pewniam ci ,

ę  

e kobiety, z którymi by em zwi zany nie by y i nie s  dziewczynami od krów. 

ż

ł

ą

ł

ą

— Wi c co mam zrobi ? — Roderic by  

ę

ć

ł

smutny. 

Markiz zastanawia  si  nad odpowiedzi , kiedy drzwi dyskretnie si  uchyli y. 

ł ę

ą

ę

ł

— Przepraszam ja nie pana — rzek  Dawson. — Jest tu m oda dama. Nalega na widzenie z

ś

ł

ł

 

panem. 

— Jak si  nazywa? — zapyta  markiz. 

ę

ł

—   Nie   poda a   nazwiska,   ale   twierdzi,   e   to   bardzo   wa ne,   aby   mog a   z   panem   pomówi

ł

ż

ż

ł

ć 

osobi cie. 

ś

— Powiedzia e  „m oda dama", Dawson? 

ł ś

ł

—   W a ciwie   powinienem   powiedzie   „m o

ł ś

ć

ł da   kobieta",   prosz   ja nie  pana.   Ma   ze   sob

ę ś

ą 

du ego psa. 

ż

— M oda kobieta z psem, która nie chce powiedzie  jak si  nazywa? — zastanowi  si  markiz.

ł

ć

ę

ł ę

 

— To brzmi jak jedna z twoich zagadek, Roderiku. 

Siostrzeniec spogl da  przez okno, min  mia  smutn . Milcza . 

ą ł

ę

ł

ą

ł

— Wydaje mi si ,  e to do  dziwaczna pro ba, Dawson. Czy s dzisz,  e ona zamierza wej

ę ż

ść

ś

ą

ż

ść 

tu z psem? 

— Zaproponowa em,  eby zosta  na ze

ł

ż

ł

wn trz, ale powiedzia a: pies przyjecha  ze mn  i chc ,

ą

ł

ł

ą

ę  

background image

eby jego wysoko  go zobaczy  — od

ż

ść

ł

par  Dawson. 

ł

— Podejrzewam,  e chce mi sprzeda  psa.— rzek  sucho markiz. — Trzeba jej b dzie po

ż

ć

ł

ę

-

wiedzie ,  e mam ju  du o psów i nie po

ć ż

ż

ż

trzebuj  wi cej. 

ę ę

Spodziewa  si ,  e kamerdyner opu ci pokój, ale ten zawaha  si . 

ł ę ż

ś

ł ę

— To bardzo pi kny pies, prosz  ja nie pana. Niezwyk y. Mo e zabrzmi to imper-tynencko,

ę

ę ś

ł

ż

 

ale ta kobieta jest wyj tkowo  adna i co  dziwnego by o w sposobie, w jaki nalega a na widzenie

ą

ł

ś

ł

ł

 

z panem, milordzie. 

Roderic odwróci  si  od okna. 

ł ę

—  adna? Dawson, powiedzia e ,  e jest 

Ł

ł ś ż

adna? 

ł

— Bardzo, bardzo  adna, paniczu, niezwykle 

ł

adna! 

ł

Roderic spojrza  na markiza. 

ł

— S ysza e  wuju Lenoxie? Mam przeczucie,  e w a nie sta  si  cud! 

ł

ł ś

ż

ł ś

ł ę

Markiz za mia  si  z przymusem. 

ś

ł ę

— Je li to naprawd  cud, w co nie wierz , to zap ac  tych sto gwinei za ciebie. 

ś

ę

ę

ł ę

— Dobrze! — wykrzykn  zachwycony Ro

ął

deric. — Dawson, zawo aj j ! Natychmiast zawo aj

ł

ą

ł  

t  m od  kobiet  i jej psa! 

ę ł ą

ę

Dawson spojrza  na markiza, aby si  upew

ł

ę

ni . Ten skin  g ow . 

ć

ął ł ą

— Tak jest, milordzie — powiedzia  kamer

ł

dyner i wyszed . 

ł

background image

Rozdzia  3 

ł

Ted spojrza  na Dion  zaskoczony. 

ł

ę

— Panienko, my l   e to b d — powie

ś ę ż

łą

dzia  bez przekonania. — Jego wysoko  chyba jest w

ł

ść

 

domu. Powinni my pojecha  na farm . 

ś

ć

ę

Diona potrz sn a g ow . 

ą ęł ł ą

— Nie, Ted. Pójd  od razu do pa acu, czuj   e mam racj . 

ę

ł

ę ż

ę

Intuicja podpowiada a jej,  e w Irchester Park otrzyma pomoc. Wiedzia a,  e to szansa, aby

ł

ż

ł ż

 

uratowa  Syriusza. 

ć

Powóz jecha  powoli, zm czony ko  Teda wlók  si  noga za nog . 

ł

ę

ń

ł ę

ą

— Prosz  mi obieca ,  e nie powiecie niko

ę

ć ż

mu, gdzie jestem. Gdyby wiadomo ci o miejscu

ś

 

mego pobytu dosz y do stryja Herewarda, zabra by mnie st d i zabi  Syriusza. 

ł

ł

ą

ł

— Panienka Diona mo e mi zaufa , to jasne — odpar  stary i zamy li  si . 

ż

ć

ł

ś ł ę

Po chwili znów si  odezwa : 

ę

ł

— Gdyby panienka znalaz a si  w k opo

ł

ę

ł

tach, prosz  powiadomi  farmera Burrowsa. Po le po

ę

ć

ś

 

mnie. Przyjad  tak szybko, jak tylko dam rad . 

ę

ę

— Dzi kuj , dzi kuj  za pomoc i za wasz  

ę

ę

ę

ę

ą

dobro . 

ć

Ted  ci gn  lejce i powóz zatrzyma  si . Diona wysiad a, a Syriusz zeskoczy  za ni . Ted

ś ą ął

ł ę

ł

ł

ą

 

poda  dziewczynie jej niewielki baga . 

ł

ż

— Prosz  dba  o siebie, panienko Diono. Niech panienka pami ta, przyjad , kiedy do

ę

ć

ę

ę

stanę 

wiadomo . 

ść

— Nie zapomn . Jeszcze raz dzi kuj . Ruszy a w stron  domu. Wiedzia a,  e stary 

ę

ę

ę

ł

ę

ł ż

cz owiek patrzy za ni  z trosk . Dosz a do szarego kamiennego mostu nad jeziorem i za

ł

ą

ą

ł

trzyma a

ł  

si . Pomy la a,  e mo e to dziwnie wygl da , je li pojawi si  w pa acu, d wigaj c owini ty

ę

ś ł ż

ż

ą ć

ś

ę

ł

ź

ą

ę  

szalem ca y swój dobytek. 

ł

background image

Obok mostu ros a k pa krzaków. Diona ukry a tobo ek mi dzy ga ziami i poczu a si  lepiej.

ł

ę

ł

ł

ę

łę

ł

ę

 

Mia a nadziej ,  e nikt nie natrafi na kryjówk  zanim b dzie mog a zabra  st d swoje rzeczy.

ł

ę ż

ę

ę

ł

ć ą

 

By a zdenerwowana i przera ona, ale nie widzia a innego wyj cia. Wola a szorowa  pod ogi ni

ł

ż

ł

ś

ł

ć

ł

ż 

wróci  do stryja i narazi  Syriusza na  mier . Pro by na pewno by nie poskut

ć

ć

ś

ć

ś

kowa y. Powiem

ł

 

markizowi, rozwa a a,  e mog  robi  cokolwiek, ale najbardziej u ytecz

ż ł ż

ę

ć

ż

na by abym w psiarni. 

ł

Przebycie szarych, kamiennych schodów wiod cych do frontowego wej cia wymaga o ogro

ą

ś

ł

-

mnego wysi ku woli. 

ł

Nie  musia a   ko ata .   Lokaj  pe ni cy  s u b   w   sieni  dostrzeg   j   i,   gdy   znalaz a  si   przed

ł

ł ć

ł ą

ł ż ę

ł ą

ł

ę

 

wielkimi drzwiami, otworzy . 

ł

— Chc  widzie  si  z markizem Irchester! — powiedzia a tonem, jakiego u ywa a jej matka. 

ę

ć ę

ł

ż

ł

Lokaj bez s owa spojrza  na kamerdynera, który nadszed  w a nie w tej chwili. Mia  siwe

ł

ł

ł ł ś

ł

 

w osy i wygl da  niezwykle dostojnie. 

ł

ą ł

— Panienka do jego wysoko ci? — spyta  namaszczonym tonem. 

ś

ł

— Tak. Chc  si  z nim zobaczy . 

ę ę

ć

— Kogo mam zaanonsowa ? 

ć

Diona   nie   chcia a   zdradzi   swego   nazwiska.   Kamerdyner   o wiadczy   wi c,   i   nie   mo e

ł

ć

ś

ł

ę

ż

ż  

przeszkadza  jego wysoko ci, o ile nie b dzie wiadomo,  e sprawa jest naprawd  istotna. Ale

ć

ś

ę

ż

ę

 

Diona nie ust powa a. Musia a spotka  si  z cz owiekiem, na którego pomoc liczy a. 

ę

ł

ł

ć ę

ł

ł

Wreszcie kamerdyner, pokonany jej uporem, odszed . Sta a w westybulu i czu a,  e trzech

ł

ł

ł ż

 

innych s u

cych przygl da si  jej i Syriuszowi z zachwytem. 

ł żą

ą

ę

— Pi kny pies — powiedzia  jeden z nich. Diona pomy la a,  e je li wzi li j  za osob  

ę

ł

ś ł ż

ś

ę ą

ę

z wy szych sfer, s  zapewne zdziwieni, dlaczego nie przyby a w towarzystwie matki lub opie

ż

ą

ł

-

kunki. 

— Ma na imi  Syriusz. Mam go od szcze

ę

niaka — odpar a. 

ł

— To szybkie psy, dobre na gonitwy. 

— Tak, wiem — u miechn a si  z dum . Us yszeli kroki powracaj cego kamerdynera. 

ś

ęł

ę

ą

ł

ą

Lokaj wyprostowa  si  s u bi cie i zamilk . Diona poczu a niepokój. 

ł ę ł ż ś

ł

ł

— T dy, panienko, prosz  — rzek  kamer

ę

ę

ł

dyner. 

Wi c uda o si . Ale to dopiero pocz tek. Pomó  mi tatusiu, prosz . 

ę

ł

ę

ą

ż

ę

background image

Kamerdyner   otworzy   drzwi   z   tak   min ,  jakby   wiedzia ,   e   pope nia   b d,   wpuszczaj c

ł

ą

ą

ł ż

ł

łą

ą  

nieznajom  przed oblicze ja nie pana. 

ą

ś

Us ysza a: 

ł

ł

— M oda kobieta, milordzie! 

ł

Wesz a.   W   pierwszym   momencie   widzia a   tylko   tysi ce   ksi

ek,   od   sufitu   do   pod ogi.

ł

ł

ą

ąż

ł

 

Dopiero   po   chwili   dostrzeg a,   e   w   bibliotece   jest   dwóch   m

czyzn.   Jeden,   ca kiem   m ody,

ł ż

ęż

ł

ł

 

patrzy   na   ni   w   dziwny   sposób.   Drugi   by   chyba   najprzystojniejszym   m

czyzn ,  jakiego

ł

ą

ł

ęż

ą

 

widzia a   w   yciu.   Wyda   si   jej   w adczy   i   pot

ny.   Tak   w a nie  wyobra a a   sobie   markiza

ł

ż

ł ę

ł

ęż

ł ś

ż ł

 

Irchester. 

Siedzia  odpr

ony w fotelu z wysokim opar

ł

ęż

ciem. Nogi skrzy owa  niedbale. Wygl da  jak

ż

ł

ą ł

 

król na tronie. Ogarn o j  nieprawdopodobne uczucie,  e powinna pa  przed nim na kolana. 

ęł ą

ż

ść

Zamiast   tego   dygn a  wdzi cznie.  Poniewa   obydwaj  milczeli,   podesz a   bli ej.   Nie  mog a

ęł

ę

ż

ł

ż

ł  

wiedzie , i  jej widok zaskoczy  ich zupe nie. W najlepszej sukience ze wzorzystego mu linu

ć ż

ł

ł

ś

 

przewi zanej b kitn  wst

k  wygl da a nad

ą

łę

ą

ąż ą

ą ł

zwyczaj pi knie. Wianuszek z polnych kwia

ę

tków 

zdobi  jej s omkowy kapelusz, a po

ł

ł

niewa  r kawiczki by y dla niej za drogie, za o y a mitenki,

ż ę

ł

ł ż ł

 

które nie zakrywa y kszta t

ł

ł nych palców. 

Podesz a jeszcze kilka kroków. U jej boku st pa  dalmaty czyk. Kiedy znalaz a si  blisko

ł

ą ł

ń

ł

ę

 

markiza, uzna a  e nale y jeszcze raz dygn

ł ż

ż

ąć

— Panienka  yczy a sobie widzie  si  ze mn ? — spyta  Irchester. 

ż

ł

ć ę

ą

ł

— Tak, prosz  pana. 

ę

— Powiedzia a panienka,  e to pilne? 

ł

ż

— Bardzo pilne, wasza wysoko . 

ść

— Ciekawe. Jak si  panienka nazywa? Po chwili wahania powiedzia a: 

ę

ł

— Diona... 

Markiz spojrza  nieco zdziwiony. 

ł

— I to wszystko? 

— Tak. Tak, prosz  pana. Mam powody aby nie podawa  mojego nazwiska. 

ę

ć

background image

— Prosz  mi wi c powiedzie , jaki jest po

ę

ę

ć

wód pani przyjazdu tutaj. 

Z trudem zacz a: 

ęł

— Zastanawia am si , czy wasza wysoko  nie zatrudni by mnie jako dziewczyn  do psów... 

ł

ę

ść

ł

ę

W oczach markiza dostrzeg a wyraz zasko

ł

czenia. Drugi m

czyzna podszed  teraz bli ej i

ęż

ł

ż

 

przygl da  si  jej w sposób, który wprawi  j  w jeszcze wi ksze zak opotanie. 

ą ł ę

ł ą

ę

ł

— Jako dziewczyn  do psów? — upewni  si  

ę

ł ę

markiz. 

— Tak, prosz  pana. Mo e  na to nie wy

ę

ż

gl dam,  ale mam  du e  do wiadczenie z psami i

ą

ż

ś

 

ko mi... Potrzebuj  pracy. 

ń

ę

— Nigdy nie s ysza em... — zacz  markiz, ale Roderic przerwa  mu. 

ł

ł

ął

ł

— Dlaczego nie mia aby by  dziewczyn  

ł

ć

ą

do krów? Diona spojrza a na niego i odpowiedzia a: 

ł

ł

— Mog  pracowa  w oborze, ale wola abym w psiarni. Wiem,  e kobiety zwykle nie do

ę

ć

ł

ż

-

gl daj  psów. Lecz przecie  nic nie stoi na przeszkodzie... Umiem wiele rzeczy, które uwa

ą ą

ż

a si

ż

ę 

za trudne tylko dlatego,  e wykonuj  je m

czy ni. 

ż

ą

ęż

ź

Spojrza a markizowi prosto w oczy. 

ł

— A co panienka potrafi? 

—   Kobieta   lepiej   opiekuje   si   szczeniakami,   je li  musz   by   karmione   r k .  Umiem   te

ę

ś

ą

ć

ę ą

ż 

zajmowa  si  chorymi ko mi. Uczy  mnie tego ojciec i jego stajenni... 

ć ę

ń

ł

W   tej   chwili   u wiadomi a   sobie,   e   pragn c  zaprezentowa   si   jak   najlepiej,   nieopatrznie

ś

ł

ż

ą

ć ę

 

pope ni a b d. 

ł ł łą

— Ojciec panienki ma konie? — zainteresowa  si  markiz. 

ł ę

— Tak, prosz  pana. 

ę

— I nie chce, aby panienka pomaga a dalej w stajni? 

ł

— Mój ojciec... Nie  yje, prosz  pana. Markiz dos ysza  dr enie jej g osu, mimo  e 

ż

ę

ł

ł ż

ł

ż

by o ledwo wyczuwalne. 

ł

— Domy lam si ,  e nie zostawi  panience  adnych pieni dzy? 

ś

ę ż

ł

ż

ę

Suchy, rzeczowy ton rozmówcy pomóg  Dionie opanowa  si . Odpar a ca kiem spokojnie: 

ł

ć ę

ł

ł

— To prawda, prosz  pana. Musz  teraz sama zarabia  na  ycie. Dla mnie to wa ne, bym

ę

ę

ć

ż

ż

 

mog a zacz  prac  jak najszybciej. Nawet od zaraz. 

ł

ąć

ę

background image

Gdyby nie by a tak zdenerwowana, szybka odpowied  markiza zastanowi aby j . 

ł

ź

ł

ą

— To znaczy, je li dobrze zrozumia em,  e panienka nie ma dok d pój , gdybym jej nie

ś

ł

ż

ą

ść

 

przyj ? 

ął

— Tak... 

W tym momencie Roderic wyda  cichy okrzyk tryumfu: 

ł

— Cud! Wuju Lenoxie, cud! Wygra em za

ł

k ad! Spójrz na ni ! Spójrz! To osoba, której 

ł

ą

szukamy! 

Markiz machn  niecierpliwie r k . Roderic post pi  ku przyby ej i natarczywie poprosi : 

ął

ę ą

ą ł

ł

ł

— Czy mo esz zdj  kapelusz? 

ż

ąć

Diona spojrza a na niego ze zdziwieniem. 

ł

— Zaraz wyja ni , ale prosz  zdj  kapelusz. 

ś ę

ę

ąć

By o   to   dziwne 

danie,   ale   nie   mia a   powo

ł

żą

ł

du   odmawia .   Pomy la a,   e   dziewczyny   na

ć

ś ł ż

 

farmie nie nosz  si  tak jak ona. Szkoda,  e nie wzi a ze sob  stroju do pracy. Zabra a jednak

ą ę

ż

ęł

ą

ł

 

spódnic  do jazdy konnej. Zapakowa a j  w ostatniej chwili, mimo  e sporo wa y a. 

ę

ł ą

ż

ż ł

Diona si gn a do wst

ek przy kapeluszu. 

ę ęł

ąż

—   Rozumiem,   i   s   jakie   powody,   dla   których   przyprowadzi a   panienka   swego   psa?

ż ą

ś

ł

 

Panienka chce go sprzeda ? 

ć

— Ale  nie! Nie odda abym go nawet za milion funtów. To w a nie z jego powodu szukam

ż

ł

ł ś

 

pracy. Chcia am pracowa  w psiarni, aby on móg  mi zawsze towarzyszy . 

ł

ć

ł

ć

Markiz wyci gn  d o . Diona zdziwi a si , gdy Syriusz podszed  do niego bez oporu. Pies

ą ął ł ń

ł

ę

ł

 

by  zazwyczaj nieufny wobec obcych. 

ł

— To wyj tkowo pi kny okaz swojej rasy — zauwa y  w a ciciel Irchester Park. — Rozu

ą

ę

ż ł ł ś

-

miem, dlaczego panienka nie chce si  z nim rozsta . 

ę

ć

- Mam go odk d by  szczeniakiem. Jest dla mnie ca ym  wiatem, moj  mi o ci . 

ą

ł

ł

ś

ą

ł ś ą

Dziewczyna powiedzia a to tak gor co,  e markiz uniós  brwi zaskoczony. 

ł

ą

ż

ł

Zdj a kapelusz i przyg adzi a z ociste w osy, które spad y na ramiona. Roderic j kn  z za

ęł

ł

ł

ł

ł

ł

ę ął

-

chwytu. 

— Wuju, ona jest pi kna! W a nie jej szu

ę

ł ś

ka em! 

ł

Diona spojrza a na niego ze zdumieniem. To bardzo dziwny m odzieniec, pomy la a. 

ł

ł

ś ł

background image

Natomiast markiz w duchu przyzna  Roderikowi ca kowit  racj . Ta dziewczyna istotnie by a

ł

ł

ą

ę

ł  

pi kna. Chocia , pomy la   artobliwie, nie mia a ró owych policzków angielskiej wie

ę

ż

ś ł ż

ł

ż

śniaczki, o 

jak  chodzi o Roderikowi. 

ą

ł

Tymczasem Roderic dalej wykrzykiwa : 

ł

— Znalaz em! Jestem pewien,  e sir Mor-timer zg upieje z wra enia i tysi c gwinei nasze! 

ł

ż

ł

ż

ą

— Roderiku! Spokojnie. Musisz jeszcze przekona  Dion , aby pomog a ci w tym donios ym

ć

ę

ł

ł

 

zadaniu. 

Ze   sposobu,   w   jaki   markiz   to   powiedzia ,   Diona   wyczu a,   e   nie   pochwala   zamys ów

ł

ł

ż

ł

ł

 

m odego m

czyzny. 

ł

ęż

— Prosz  ja nie pana. Ja chc  pracowa  u milorda, z psami — powtórzy a. 

ę ś

ę

ć

ł

—   Rozwa

  t   niezwyk

  propozycj .   My l   jednak,   i   powinna   panienka   wys ucha

żę ę

łą

ę

ś ę

ż

ł

ć 

najpierw,   co   do   powiedzenia   ma   mój   siostrzeniec.   Pozwoli   panienka,   e   przedstawi .   Pan

ż

ę

 

Roderic Nairn — panna Diona! 

Znów w g osie gospodarza wyczu a ironi . Dygn a. Syriusz podbieg  do niej. Po o y a d o

ł

ł

ę

ęł

ł

ł ż ł

ł ń 

na jego  bie i poczu a otuch . Nie mo e stchórzy . Co zrobi aby ze sob  i Syriuszem? Syriusz

ł

ł

ę

ż

ć

ł

ą

 

poliza  jej r k , a ona pog aska a go po karku. Spojrza a na markiza. Zupe nie innym ni  przed

ł

ę ę

ł

ł

ł

ł

ż

 

chwil  tonem powiedzia : 

ą

ł

— Proponuj ,  eby pani usiad a i wys ucha a mego siostrze ca. Jego propozycja mo e w pier

ę ż

ł

ł

ł

ń

ż

-

wszej chwili wyda  si  nie tyle niepoj ta, co nieprzystojna. 

ć ę

ę

—   Przepraszam,  je li  zachowa em   si   nieelegancko   —  powiedzia   szybko   Roderic.  —   To

ś

ł

ę

ł

 

dlatego,  e wuj powiedzia  mi, i  to, co chc  znale

 jest niemo liwe. I  e tylko cud mo e mi

ż

ł

ż

ę

źć

ż

ż

ż

 

pomóc... 

U miechn  si  bardzo mi o i doko czy : 

ś

ął ę

ł

ń

ł

— Kiedy pani wesz a, cud si  dokona ! 

ł

ę

ł

Diona poczu a,  e nogi odmawiaj  jej po

ł ż

ą

s usze stwa. Przysiad a ostro nie na krzese ku blisko

ł

ń

ł

ż

ł

 

fotela   markiza,   a   Syriusz   u o y   si   przy   niej.   Po o y a   kapelusz   na   kolanach   i   podnios a

ł ż ł ę

ł ż ł

ł  

ogromne, fio kowe oczy na Roderika Nairna. Zastanawia a si , có  on ma zamiar powiedzie . 

ł

ł

ę

ż

ć

background image

Wszystko, co do tej pory us ysza a w bibliotece, zaskakiwa o j . My la a,  e markiz zechce

ł

ł

ł ą

ś ł ż

 

sprawdzi  jej umiej tno ci i b dzie wypytywa  o nazwisko. Bardzo j  to niepokoi o, gdy  nie

ć

ę

ś

ę

ł

ą

ł

ż

 

lubi a k ama . Roderic przysiad  na por czy fotela i zacz : 

ł ł

ć

ł

ę

ął

—   Przypuszczam,   e   wie   pani,   i   m

czy ni   w   Londynie   lubi   si   zak ada .   Szczególnie

ż

ż ęż

ź

ą ę

ł

ć

 

dotyczy to cz onków mojego „White Club". 

ł

— Wiem, poniewa ... — w ostatniej chwili ugryz a si  w j zyk. 

ż

ł

ę

ę

Harry Grantley nie raz rozbawia   on  i cór

ł ż ę

k  opowiadaniami o zak adach, spo ród któ

ę

ł

ś

rych 

najdziwaczniejsze zapisywano w specjalnej ksi dze. Diona pomy la a,  e musi bardzo uwa a .

ę

ś ł ż

ż ć  

Dobrze,  e nie doko czy a! 

ż

ń

ł

— Ja i kilku moich przyjació  — mówi  Roderic — za o yli my si  z pewnym cz onkiem

ł

ł

ł ż ś

ę

ł

 

klubu,   e   uda   nam   si   znale

  Angielk ,  naj

ż

ę

źć

ę

lepiej   prost   dziewczyn   od   krów,   adniejsz   i

ą

ę

ł

ą  

inteligentniejsz  ni  zachwalana przez naszego przeciwnika cudzoziemka. 

ą ż

Diona zdumia a si . 

ł

ę

— Z pewno ci  — powiedzia a — b dzie to nierówne wspó zawodnictwo, o ile dziewcz ta

ś ą

ł

ę

ł

ę  

pochodz  z ró nych klas spo ecznych. Przecie  wie niaczki nie maj   adnego wykszta cenia. 

ą

ż

ł

ż

ś

ą ż

ł

Markiz zacisn  usta i zwróci  twarz w stron  siostrze ca. Wiedzia ,  e Roderic dobiera ostro

ął

ł

ę

ń

ł ż

-

nie s owa, by nie da  pozna ,  e chodzi o zawodniczki podejrzanej konduity. A wi c znacznie

ż

ł

ć

ć ż

ę

 

bardziej b yskotliwe ni  zwyk a wie

ł

ż

ł

śniaczka. To,  e Diona wytkn a s abo  wywo

ż

ęł ł

ść

du, rozbawi o

ł  

Irchestera. 

Tymczasem Roderic usi owa  znale  logicz

ł

ł

źć

n  odpowied . 

ą

ź

— To nie musi by  dziewczyna od krów. Poda em tylko taki przyk ad. Lecz cudzoziem

ć

ł

ł

ka, 

któr  sir Mortimer chce zaprezentowa , jest nie tylko pi kna, ale i b yskotliwa. I oczy

ą

ć

ę

ł

wi cie ma

ś

 

maniery damy. 

Diona zastanawia a si  przez chwil . 

ł

ę

ę

— Nie my l , aby którakolwiek ze znanych mi wie niaczek mia a szans  na wygranie takie

ś ę

ś

ł

ę

go 

wspó zawodnictwa. 

ł

— Ale  — zaoponowa  Roderic — w a nie pani jest odpowiedni  osob . Powiedzia a pani,  e

ż

ł

ł ś

ą

ą

ł

ż  

mo e   pracowa   w   oborze.   A   jestem   pewien,   e   wuj   Lenox   z   zachwytem   zatrudni   pani   w

ż

ć

ż

ą  

psiarni... 

Urwa  i po chwili doda  z naciskiem: 

ł

ł

background image

— Ale najpierw musi pani wygra  dla mnie 

ć

ten zak ad. 

ł

— Co... musz ... zrobi ? —j kn a Diona. Obawia a si ,  e m ody cz owiek proponuje co ,

ę

ć

ę ęł

ł

ę ż

ł

ł

ś  

czego   absolutnie   nie   zaaprobowaliby   rodzice.   Ojciec   wyra a   si   bardzo   niepochlebnie   o

ż ł

ę

 

zatwardzia ych hazardzistach i bezmy lnych dandysach, których nazywa  „niczym wi cej jak

ł

ś

ł

ę

 

wieszakami na ubrania". 

Podawa  za przyk ad Beau Brummella*

ł

ł

2

, znanego z dba o ci o swój wygl d, cho  min y ju

ł ś

ą

ć

ęł

ż 

lata od czasu kiedy s ynny galant zmuszony zosta  opu ci  Angli . 

ł

ł

ś ć

ę

— Nie pojmuj  — mówi  Harry Grantley — jak to mo liwe,  eby m

czyzna chcia  sp dzi

ę

ł

ż

ż

ęż

ł ę ć 

dwie lub trzy godziny, stroj c si . To ju  nie tylko marnowanie cennego czasu, to marno

ą

ę

ż

wanie 

ycia! 

ż

— A ja s ysza am, ojcze — zaoponowa a Diona —  e Brummell by  szalenie inteligent

ł

ł

ł

ż

ł

nym 

cz owiekiem. 

ł

— Dowcipnym. I na tyle bystrym,  e potrafi  uczyni  z siebie arbitra elegancji i osob  po

ż

ł

ć

ę

żą-

dan   w   towarzystwie.   Jednocze nie   jednak   nie   mia   ani   odrobiny   samokontroli.   Nie   umia

ą

ś

ł

ł 

powstrzyma  si  od hazardu i zgrywa  si  do ostatniego pensa. Czy mo e by  przyk ad wi k

ć ę

ł ę

ż

ć

ł

ę szej 

g upoty? 

ł

— Ca kowicie si  z tob  zgadzam — do rozmowy w czy a si  matka Diony. — Wydaje mi

ł

ę

ą

łą

ł

ę

 

si  jednak,  e to, w du ej mierze, wina tych wszystkich klubów. Tam m odzi ludzie wy

ę

ż

ż

ł

stawiani 

s  na ró ne pokusy. Chc  si  pokaza  przed pozosta ymi, wi c nieuchronnie zaczynaj  pi  zbyt

ą

ż

ą ę

ć

ł

ę

ą ć

 

du o,  eby doda  sobie odwagi do ponoszenia wydatków, na które nie mog  sobie pozwoli . 

ż ż

ć

ą

ć

Ojciec u miechn  si . 

ś

ął ę

— Doskona e usprawiedliwienie, ale m

ł

ężczyzna musi si  zachowywa  jak na m czyzn

ę

ć

ęż

ę 

przysta o i radzi  sobie o w asnych si ach. 

ł

ć

ł

ł

— Obawiam si  jednak,  e zazwyczaj spro

ę

ż

wadza si  to do szukania oparcia w innych —

ę

 

odpar a spokojnie pani Grantley. 

ł

Wspomnienie tej rozmowy sprzed lat sprawi o,  e Diona zdenerwowa a si  jeszcze bar

ł ż

ł

ę

dziej. 

2 * Brummell, George Bryan (1778-1840) — zwany Beau Brummell, s ynny dandys narzucaj cy mod  socjecie londy skiej w pocz. XIX w.

ł

ą

ę

ń

 

Przez lata cieszy  si  opiek  ksi cia regenta, pó niejszego Jerzego IV. Z po

ł ę

ą

ę

ź

wodu d ugów i k ótni z ksi ciem, zbieg  ok. 1813 r. do Francji, gdzie w

ł

ł

ę

ł

 

kilkana cie lat potem zmar  w szpitalu dla ob kanych, (przyp. red.) 

ś

ł

łą

background image

— Wszystko, o co chc  pani  prosi  — t u

ę

ą

ć

ł maczy  tymczasem Roderic — to  eby przyje

ł

ż

-

cha a pani do Londynu i pozwoli a zabra  si  do... Nie do klubu, bo tam kobiety nie maj

ł

ł

ć ę

ą 

wst pu, ale do pewnego domu, gdzie b d  oczekiwa y inne zawodniczki, no i ta cudzozie

ę

ę ą

ł

mka. 

Ona z pewno ci , nawet w po owie, nie jest tak  adna jak pani. 

ś ą

ł

ł

— A w jaki sposób oceniana b dzie in

ę

teligencja zawodniczek? — zapyta a Diona. 

ł

Roderic znów musia  si  namy li . Markiz by  w coraz lepszym humorze. Podoba o mu si

ł ę

ś ć

ł

ł

ę 

pytanie Diony. By o rozs dne. Zapewne sam sir Mortimer nie umia by na nie od

ł

ą

ł

powiedzie . 

ć

—   Przypuszczam   —   rzek   wreszcie   m ody   cz owiek   —   e   b dzie  to   rozmowa,   chyba   po

ł

ł

ł

ż

ę

 

obiedzie, a potem mo e zata czymy. S dziowie oceni  maniery dziewcz t podczas jedzenia i

ż

ń

ę

ą

ą

 

ta ca. 

ń

Diona z trudem z apa a oddech. Propozycja wzi cia udzia u  w tak podejrzanym konkursie

ł

ł

ę

ł

 

by a   dla   niej   absolutnie   nie   do   przyj cia.   Obiad   z   jakimi   nieznanymi   m

czyznami,   bez

ł

ę

ś

ęż

 

przyzwoitki, ta ce w towarzystwie dziewczyn od krów i Bóg wie kogo jeszcze, kiedy na dodatek

ń

 

nie wiadomo, kto jest pani  domu. Matka z pewno ci  nigdy by jej na to nie pozwoli a. 

ą

ś ą

ł

— Nie mog  tego uczyni  — powiedzia a szybko. 

ę

ć

ł

— A to dlaczego? — zdumia  si  Roderic. Po chwili, jakby sobie co  przypomnia , 

ł ę

ś

ł

dorzuci : 

ł

—   Naturalnie   zostanie   pani   wynagrodzona.   —   Zawaha   si   i   doda .   —   Otrzyma   pani

ł

ę

ł

 

dwadzie cia funtów i now  sukni . 

ś

ą

ę

Diona wyprostowa a si  na krzese ku. 

ł

ę

ł

—   Nie!   —   zawo a a.   —   Nie   mog   si   zgo

ł ł

ę ę

dzi ,   aby   nieznajomy   m

czyzna   kupowa   mi

ć

ęż

ł

 

sukni ! Nie chc  bra  udzia u w tych... za

ę

ę

ć

ł

wodach! 

Przysz o   jej   na   my l,   e   gdyby   zgodzi a   si   i   pojecha a   do   Londynu,   w   klubie   móg by

ł

ś ż

ł

ę

ł

ł  

zobaczy   j   jaki   dawny   znajomy   ojca.   By o   ma o   prawdopodobne,   a eby   starsi,   szacowni

ć ą

ś

ł

ł

ż

 

d entelmeni  nale eli  do  towarzystwa  Nairna,  ale  jednak  mo liwe.  Có  by  pomy leli, widz c

ż

ż

ż

ż

ś

ą  

córk  Grantleya, udaj c  wiejsk  dziewczyn . 

ę

ą ą

ą

ę

Roderic przera ony krzykn : 

ż

ął

— Nie mów tak! Musisz mi pomóc! Poniewa  zarówno postawa, jak i ton g osu 

ż

ł

background image

nie pozostawia y w tpliwo ci,  e dziewczyna czuje si  obra ona, Roderic zwróci  si  o pomoc

ł

ą

ś

ż

ę

ż

ł ę

 

do markiza. 

— Zrób co  wuju Lenoxie —j kn . — Wy

ś

ę ął

t umacz pannie Dionie,  e jest cudem, o który si

ł

ż

ę 

modli em, nawet jeszcze wi kszym cudem, ni  mog em sobie wymarzy ! 

ł

ę

ż

ł

ć

—   My l   —   odpar   markiz   powoli   —   e   twoja  propozycja   wyda aby   si ,  podobnie   jak   i

ś ę

ł

ż

ł

ę

 

Dionie, przera aj ca i szokuj ca tak e wielu 

ż ą

ą

ż

godnym szacunku wiejskim dziewcz tom. 

ę

— Szokuj ca? — zdziwi  si  niepomiernie Roderic. 

ą

ł ę

Nagle  dotar o   do   niego,   e  wuj  specjalnie  zaakcentowa   s owa   „godnym  szacunku"   i  zro

ł

ż

ł ł

-

zumia , dlaczego. 

ł

Wsta  z por czy fotela i b agalnie zwróci  si  do dziewczyny: 

ł

ę

ł

ł ę

—  Prosz ,  panno  Diono,   niech  mi  pani   nie  odmawia  pomocy,   której  tak   rozpaczliwie  po

ę

-

trzebuj . Diona milcza a, wi c po chwili doda : 

ę

ł

ę

ł

— Mówi pani,  e musi zarobi . To jest najprostsza droga. Zap ac  pi

dziesi t funtów, je eli

ż

ć

ł ę ęć

ą

ż  

przyjmie pani moj  propozycj . 

ą

ę

— To... za du o! — zaprotestowa a Dio

ż

ł

na. — Zreszt , nie mog ... jecha  do Londynu. 

ą

ę

ć

— Nie takie to straszne, jak pani s dzi — przekonywa  Roderic. — Obiecuj ,  e b d  si

ą

ł

ę ż

ę ę ę 

pani  opiekowa . 

ą

ł

Markiz   spojrza   przenikliwie   na   Dion .   Nie   mo e   jecha   do   Londynu,   pomy la .   Mia

ł

ę

ż

ć

ś ł

ł 

wra enie, i  Roderic niew a ciwie poj  od

ż

ż

ł ś

ął

powied  dziewczyny. 

ź

Irchester   przepada   za   wszelkiego   rodzaju   amig ówkami   i   tajemnicami,   dla   rozwi zania

ł

ł

ł

ą

 

których   musia by   szczególnie   nat

a   swój   bystry   umys .   Po   powrocie   do   Anglii   z   zapa

ł

ęż ć

ł

em

ł

 

zabra   si   do   wykrywania   s abych   punk

ł ę

ł

tów   w   organizacji   odziedziczonych   dóbr   rodowych. 

Sporo czasu po wi ci  na dociekanie, w jaki sposób pieni dze ojca zosta y roz

ś ę ł

ą

ł

trwonione b d

ą ź 

ukradzione i kto, spo ród zatrudnionych w maj tku, nie zas uguje na zaufanie. 

ś

ą

ł

Teraz o ywi  si  równie , gdy  tajemnicza panna wyda a mu si  nadzwyczaj intryguj ca. I to

ż

ł ę

ż

ż

ł

ę

ą

 

nie   z   powodu   niecodziennej   urody.   By o   jasne,   e   dziewczyna   ukrywa   co   wa nego   i   z

ł

ż

ś

ż

 

pewno ci  nie pochodzi z prostego stanu. Postanowi  przerwa  Roderikowi. 

ś ą

ł

ć

— Mam pewn  propozycj  i pragn , aby cie oboje jej wys uchali — o wiadczy . 

ą

ę

ę

ś

ł

ś

ł

Diona zwróci a si  w stron  markiza, to samo niech tnie uczyni  Roderic. 

ł

ę

ę

ę

ł

background image

— Wyobra am sobie, cho  mog  si  myli ,  e Diona ma za sob  dalek  drog  i musi by

ż

ć

ę ę

ć ż

ą

ą

ę

ć 

zm czona. Wspomnia a, i  nie ma dok d pój . Proponuj  wi c, aby przyj a moj  go cin  na

ę

ł

ż

ą

ść

ę

ę

ęł

ą

ś ę

 

dzisiejsz  noc, a jutro, czy te  po dzisiejszym obiedzie, rozwa y a twoj  propozycj  ponownie. 

ą

ż

ż ł

ą

ę

Diona ju  rozchyli a usta,  eby powtórzy  swoj  odmow , lecz markiz nie pozwoli  jej doj

ż

ł

ż

ć

ą

ę

ł

ść 

do s owa. 

ł

— Chcia bym równie  porozmawia  z moim zarz dc , czy uwa a za mo liwe zatrudnienie

ł

ż

ć

ą ą

ż

ż

 

kobiety w psiarni. Mamy ju  bowiem czterech m

czyzn do opieki nad psami. 

ż

ęż

Diona spojrza a z wdzi czno ci . Jej twarz rozja ni a si , a z oczu zacz  znika  wyraz l ku. 

ł

ę

ś ą

ś ł

ę

ął

ć

ę

— Wasza wysoko  naprawd  tak zrobi? — zapyta a bez tchu. 

ść

ę

ł

— Zrobi , je li zgodzisz si  przenocowa  tu dzi . 

ę ś

ę

ć

ś

— Z Syriuszem? — upewni a si . 

ł

ę

— Oczywi cie, moje zaproszenie obejmuje równie  i jego. 

ś

ż

— Och, wi c serdecznie dzi kuj . Dzi kuj  milordzie! 

ę

ę

ę

ę

ę

Wsta a, a markiz powiedzia : 

ł

ł

— Przypuszczam, i  ma pani jaki  baga ? Mówi  z lekk  ironi , jakby przypuszcza ,  e 

ż

ś

ż

ł

ą

ą

ł ż

nic ze sob  nie zabra a. Diona zarumieni a si . 

ą

ł

ł

ę

—   Nie   chcia am,   aby   by o   mi   ci

ko,   spako

ł

ł

ęż

wa am   wi c  tylko   kilka   rzeczy   do   tobo ka.

ł

ę

ł

 

Zostawi am go w krzakach, po drugiej strome mostu. 

ł

Pomy la a,  e musia o to zabrzmie  dzie

ś ł ż

ł

ć

cinnie. 

Markiz nie sprawia  wra enia zaskoczonego. Rzek : 

ł

ż

ł

— Roderiku, zadzwo . 

ń

— Mam nadziej  — zwróci  si  do Diony —  e nie odmówi nam pani przyjemno ci swego

ę

ł ę

ż

ś

 

towarzystwa przy obiedzie? 

Spodziewa  si ,  e przyjmie zaproszenie z ta

ł ę ż

k  sam  skwapliwo ci , z jak  przyj a propo

ą

ą

ś ą

ą

ęł

-

zycj   noclegu,   ale   ku   swemu   zdziwieniu,   do

ę

strzeg ,   e   zawaha a   si   przez   moment,   zanim

ł ż

ł

ę

 

odpowiedzia a: 

ł

— Chyba nie b dzie mi wypada o? 

ę

ł

— S ucham? 

ł

— Skoro mam by  dziewczyn  do psów, nie wypada, abym zasiada a przy jednym stole z

ć

ą

ł

 

chlebodawc . 

ą

background image

Markiz u miechn  si . 

ś

ął ę

—   Jeste   dosy   niezwyk   dziewczyn   do   psów.   Pragn   zauwa y ,   e   jeszcze   ci   nie

ś

ć

łą

ą

ę

ż ć ż

ę

 

zatrudni em. Wi c b dzie w porz dku, je li zjesz z nami obiad. 

ł

ę ę

ą

ś

Przez chwil  Diona rozwa a a jego argu

ę

ż ł

menty. 

— Dzi kuj , milordzie — powiedzia a w ko

ę

ę

ł

ńcu. — Czuj  si  zaszczycona pa skim zapro

ę ę

ń

-

szeniem. 

—   Przestrzegam   londy skich   pór   posi ków.   Obiad   jemy   o   ósmej.   My l ,  e   zechce   pani

ń

ł

ś ę ż

 

odpocz

. Spotkamy si  w B kitnym Salonie kwadrans przed posi kiem. S u ba wska e pani

ąć

ę

łę

ł

ł ż

ż

 

drog . 

ę

— Dzi kuj  milordzie. 

ę

ę

Do biblioteki wszed  Dawson. 

ł

— Pan dzwoni , milordzie? 

ł

— Tak, panna Diona zostaje tu dzi  na noc. Umie  j  w pokoju go cinnym. Zostawi a swoje

ś

ść ą

ś

ł

 

rzeczy w krzakach, po drugiej stronie mostu. 

Twarz Dawsona nawet nie drgn a. Powie

ęł

dzia  oboj tnie: 

ł

ę

— Zabior  je, milordzie. 

ę

— Popro  pani  Fielding, aby zaopiekowa a si  pann  Dion . Panna Diona zje obiad wraz z

ś

ą

ł

ę

ą

ą

 

paniczem Roderikiem i ze mn . 

ą

Dawson sk oni  g ow . Diona dygn a. 

ł

ł ł ę

ęł

— Dzi kuj  panu, milordzie. Bardzo, bardzo dzi kuj . 

ę

ę

ę

ę

By a ju  zupe nie spokojna. 

ł

ż

ł

Markiz przygl da  si  jej, gdy ruszy a za Dawsonem. Zastanawia  si , co naprawd  ukry

ą ł ę

ł

ł ę

ę

wa. 

Intrygowa o go to. 

ł

Gdy   drzwi   si   zatrzasn y,   Roderic   poderwa   z   krzes a   poduszk ,  podrzuci   j   i   rado nie

ę

ęł

ł

ł

ę

ł ą

ś

 

zawo a : 

ł ł

— Wygra em! Wygra em! Nikt, powtarzam nikt, nie dostarczy tak  adnej dziewczyny! 

ł

ł

ł

Rzuci  poduszk  na krzes o. 

ł

ę

ł

— Dzi kuj , wuju Lenoxie! Zawsze wiedzia

ę

ę

em,  e masz sportowego ducha, a teraz jestem

ł

ż

 

background image

gotów tysi c razy wypi  twoje zdrowie i publi

ą

ć

cznie og osi ,  e nie ma drugiego takiego jak ty! 

ł ć ż

— Jestem bardzo wdzi czny — powiedzia  oschle markiz. 

ę

ł

— Przez moment by em przera ony,  e ona ucieknie, ale zrozumia em twoje ostrze enie, aby

ł

ż

ż

ł

ż

 

odnosi  si  do niej z szacunkiem. Sam bym o tym nie pomy la . 

ć ę

ś ł

— Oczywi cie, ona jest godna szacunku! — powiedzia  ostro markiz. — A co wi cej, w t

ś

ł

ę

ą pi ,

ę  

czy kiedykolwiek w  yciu s ysza a o „Có

ż

ł

ł

rach Koryntu", a je li nawet, to czy wie, co ten zwrot

ś

 

naprawd  oznacza. 

ę

Roderic wbi  w niego wzrok. 

ł

— Naprawd  tak s dzisz, wuju? 

ę

ą

— My l , Roderiku,  e musisz nauczy  si  ocenia  ludzi nie tylko wed ug pozorów. 

ś ę

ż

ć ę

ć

ł

— Ale, tu nie ma o czym mówi . Przyjecha a bez przyzwoitki, chce dosta  prac  w psiarni.

ć

ł

ć

ę

 

Co mam my le  o takiej panience? 

ś ć

Markiz dopiero po chwili odpowiedzia : 

ł

—   Sam  powiniene   umie   wyci gn

  wnio

ś

ć

ą ąć

ski.  Po   prostu  ostrzegam  ci   Roderiku,   e  ona

ę

ż

 

zapewne uciek a z domu i ukrywa si . Je li b dziesz j  dalej straszy , odejdzie. 

ł

ę

ś

ę

ą

ł

Roderic zaprotestowa  gwa townie. 

ł

ł

— Nie pozwol  na to! 

ę

— Wi c uwa aj, jak si  zachowujesz i co mówisz. 

ę

ż

ę

Roderic przez chwil  zastanawia  si  nad s owami wuja. Wreszcie rzek : 

ę

ł ę

ł

ł

— Je li ona jest, jak mówisz, godna szacun

ś

ku, na pewno nie b dzie zachwycona pozna

ę

niem 

wybranki Watsona, która z pewno ci  jest, jak mawiaj  Francuzi, „kurtyzan ". Cho

ś ą

ą

ą

cia  nigdy

ż

 

nie by em w Pary u, wiele o nich s ysza em. S  ponad zwyk e

ł

ż

ł

ł

ą

ł  filles de joie. I oczekuj ,  e ka dy

ą ż

ż  

wystarczaj co bogaty m

czyzna obsypie je diamentami i orchideami. 

ą

ęż

Przerwa , przypomniawszy sobie z kim roz

ł

mawia. 

— Zreszt  komu to mówi ? By e  w Pary u i wiesz, o co mi chodzi. 

ą

ę

ł ś

ż

Markiz zmru y  oczy. 

ż ł

— Uwa am,  e w Anglii nie ma prawdzi

ż

ż

wych kurtyzan. Dlatego Watson móg  bez obawy

ł

 

sprowokowa  zak ad z band  naiwnych m odzików. 

ć

ł

ą

ł

—   A   niech   go   licho!   Kawa   ajdaka!   I   po

ł ł

wiadasz   wuju,   e   aden   z   nas   nie   ma   szans   z

ż ż

 

Watsonem? 

background image

— Przeciwnie, uwa am,  e macie szans . Je li s dziowie b d  uczciwi, Diona za mi ka d

ż

ż

ę

ś

ę

ę ą

ć

ż ą 

francusk  kurtyzan ! 

ą

ę

Roderic wyprostowa  si . 

ł ę

— Naprawd  tak uwa asz, wuju Lenoxie? 

ę

ż

— Tak. 

— Wi c musz  j  namówi , albo... ty! 

ę

ę ą

ć

— Ja nie mam z tym nic wspólnego! — zaprotestowa  markiz. 

ł

— Ale musisz mi pomóc. Wiesz, równie dobrze jak i ja,  e ka da kobieta zrobi wszyst

ż

ż

ko, co 

zechcesz. Na twoj  pro b  nawet skoczy ze ska y! 

ą

ś ę

ł

Markiz roze mia  si . 

ś

ł ę

— Tak  ciesz  si  reputacj ? 

ą

ę ę

ą

— Edward kiedy  powiedzia  o tobie: nie

ś

ł

pokonany na wojnie i niepokonany w  ó ku. 

ł ż

Roderic dostrzeg  zmarszczk  mi dzy brwia

ł

ę

ę

mi wuja, wi c doda  szybko: 

ę

ł

— Ja tylko powtarzam, co powiedzia  Ed

ł

ward. Nie obra aj si . Prosz , wiesz przecie ,  e

ż

ę

ę

ż ż  

musz   pokona   tego   obuza.   W   przeciwnym   razie,   on   roztr bi  swoje   zwyci stwo   po   ca ym

ę

ć

ł

ą

ę

ł

 

Londynie! 

— I tego w a nie nale y unikn

 za wszelk  cen  — zauwa y  markiz — ale nie wolno by

ł ś

ż

ąć

ą

ę

ż ł

ć 

zbyt pewnym siebie. Nie,  eby Diona nie mia a wszelkich szans na zwyci stwo, ale dlatego,  e

ż

ł

ę

ż  

mo e nie zgodzi  si  na wzi cie udzia u w takim wspó zawodnictwie. 

ż

ć ę

ę

ł

ł

Markiz  wsta   i,  nie  czekaj c  na  odpowied   Roderika,   wyszed   z  biblioteki.   U miecha   si ,

ł

ą

ź

ł

ś

ł ę  

sytuacja zdecydowanie bawi a go. 

ł

background image

Rozdzia  4 

ł

Schodz c na obiad, Diona czu a si  jak boha

ą

ł

ę

terka sztuki teatralnej. Wprawdzie matka opisywa a

ł  

jej pi kne domy, w których go ci a za m odu, a potem ju  jako m

atka, ale przepych Irchester

ę

ś ł

ł

ż

ęż

 

Park zupe nie Dion  oszo omi . Sy

ł

ę

ł

ł

pialnia nie by a wprawdzie du a, lecz urz dzo

ł

ż

ą

no j  wygodnie i

ą

 

elegancko.  

o e   pod   bal

Ł ż

dachimem   wspartym   na   czterech   kolumienkach   ozdobiono 

przewi zanymi srebrnym sznurem zas onami. 

ą

ł

Gdy   dziewczyna   rozgl da a  si   z  zachwytem  po   przydzielonym  jej  pokoju,   gospodyni  po

ą ł

ę

-

wiedzia a tonem wyra aj cym najwy sz  deza

ł

ż ą

ż ą

probat : 

ę

— Rozumiem panienko,  e baga em s  rze

ż

ż

ą

czy, które ma panienka w szalu? 

W a nie w tej chwili lokaj wr czy  wystrojonej w koronkowy czepeczek pokojówce w ze ek

ł ś

ę

ł

ę ł  

Diony. 

— Nie chcia am zabiera  w drog  zbyt ci

ł

ć

ę

ężkiego baga u — t umaczy a si  speszona — dla

ż

ł

ł

ę

-

tego nie wzi am  adnych kufrów. 

ęł

ż

Pani Fielding zacisn a usta, wi c Diona doda a: 

ęł

ę

ł

— Dom opu ci am w wielkim po piechu. Gospodyni milcza a. Diona, aby doda  sobie 

ś ł

ś

ł

ć

animuszu unios a podbródek i o wiadczy a, na laduj c sposób mówienia matki: 

ł

ś

ł

ś

ą

— Bardzo mi o z pani strony,  e si  pani o mnie troszczy. A ten dom, to naj adniejszy dom,

ł

ż

ę

ł

 

jaki kiedykolwiek widzia am. 

ł

Pani Fielding udobrucha a si . Po chwili ju  zupe nie innym tonem zwróci a si  do Diony: 

ł

ę

ż

ł

ł

ę

— Panienka  yczy sobie, aby pies spa  obok panienki w pokoju? 

ż

ł

— Tak, oczywi cie. Obiecuj ,  e nie b dzie z nim  adnych k opotów. Jest przyzwyczajony do

ś

ę ż

ę

ż

ł

 

warunków domowych. 

Gospodyni sapn a niedowierzaj co, wi c Diona doda a: 

ęł

ą

ę

ł

— Mam go od szczeniaka. Opiekuje si   mn . Gdyby z odzieje próbowali w ama  si  tutaj, to

ę

ą

ł

ł

ć ę

 

zapewniam,  e stan by w obronie domu. Potrafi by  gro ny! 

ż

ął

ć

ź

Gospodyni spojrza a troch  dziwnie, lecz po chwili u miechn a si . 

ł

ę

ś

ęł

ę

background image

-   My l ,   e   to   rozs dnie   ze   strony   panienki,   mie   go   przy   sobie.   Emilia   b dzie   si

ś ę ż

ą

ć

ę

ę 

opiekowa  panienk . Niech j  panienka prosi o wszystko, czego tylko panienka potrzebuje. 

ć

ą

ą

Mówi c to, wysun a si  majestatycznie z po

ą

ęł

ę

koju, dumna jak królowa. Dionie zachcia o si

ł

ę 

mia . 

ś

ć

Zacz a  a owa ,  e nie ma tu matki. Razem mog yby podziwia  dom i  mia  si  z za

ęł ż ł

ć ż

ł

ć

ś

ć ę

bawnych 

sytuacji. Zastanawia a si , czy b dzie mia a okazj  zobaczy  obrazy i inne pi kne rzeczy.  eby

ł

ę

ę

ł

ę

ć

ę

Ż

 

tylko markiz da  jej prac , wes

ł

ę

tchn a w duchu. Przypomnia a sobie o czym mówi  pan Nairn.

ęł

ł

ł

 

Jak e mog aby jecha  do Londynu i bra  udzia  w tym dziwnym przy

ż

ł

ć

ć

ł

j ciu? 

ę

Diona   mia a   zaledwie   mgliste   wyobra enie,   na   czym   polega   b dzie   konkurs,   ale   prze

ł

ż

ć ę

-

czuwa a,  e jest to impreza zupe nie dla niej niestosowna. 

ł ż

ł

Przecie   chcia a   tylko   pracowa   przy   psach   i   mie   pewno ,  e   stryj   jej   tu   nie   znajdzie.

ż

ł

ć

ć

ść ż

 

Propozycja pana Nairna komplikowa a wszy

ł

stko. 

W Londynie czyha y tysi czne zasadzki, a gdyby kto  j  rozpozna , to by aby katastrofa.

ł

ę

ś ą

ł

ł

 

Wiedzia a o tym bardzo dobrze, dlatego pomys  m odego cz owieka przera a  j . Ulg  natomiast

ł

ł ł

ł

ż ł ą

ę

 

przynosi a Dionie my l,  e ona i Syriusz maj  gdzie sp dzi  dzisiejsz  noc i  e za darmo dostan

ł

ś ż

ą

ę ć

ą

ż

ą 

posi ek. 

ł

Obja ni a Emilii, co Syriusz jada na kolacj . Zaledwie Diona zd

y a si  umy , gdy s u

ca

ś ł

ę

ąż ł

ę

ć

ł żą  

wróci a z misk  pe n   wie ego, poci tego w kawa eczki mi sa. Syriusz a  podskoczy  z rado ci.

ł

ą ł ą ś

ż

ę

ł

ę

ż

ł

ś  

Diona obawia a si  czymkolwiek narazi  pani Fielding, wi c na wszelki wypadek roz

ł

ę

ć

ę

o y a na

ł ż ł

 

dywanie r cznik  i  dopiero  wtedy  pozwoli a Emilii  ustawi   misk   dla  Syriusza.  Chcia a  mie

ę

ł

ć

ę

ł

ć 

pewno ,  e nie dostarczy powodu do narzeka  na ni  i na psa. 

ść ż

ń

ą

Kiedy pokojówka pomaga a jej przebra  si  w bia  mu linow  sukni , jedn  z tych, które

ł

ć ę

łą

ś

ą

ę

ą

 

zabra a z Grantley Hall, Dionie przysz o do g owy,  e markiz i pan Nairn wyst pi  w stro

ł

ł

ł

ż

ą ą

jach 

wieczorowych. Sukienka by a bardzo  ad

ł

ł na, ale matka na pewno nie uzna aby jej za odpowiedni

ł

ą 

na wieczór. 

Chyba powinnam odmówi  uczestnictwa w obiedzie, pomy la a sp oszona. Mo e po

ć

ś ł

ł

ż

prosi  o

ć  

jedzenie do sypialni? 

Jednak   jedzenie   w   samotno ci  wydawa o   jej   si   smutne   i   nudne.   Posi ek   w   towarzystwie

ś

ł

ę

ł

 

background image

markiza z pewno ci  oka e si  przyjemniejszy i w niczym nie b dzie przypomina  obiadów w

ś ą

ż

ę

ę

ł

 

Grantley   Hall.   Sir   Hereward   zawsze   monopolizowa   konwersacj   przy   stole.   Monologowa ,

ł

ę

ł  

wiecznie   zirytowanym   tonem,   o   sprawach   hrabstwa   lub   w asnym   maj tku.   Od   pozosta

ł

ą

ych

ł

 

biesiadników stryj oczekiwa  jedynie po

ł

mruków aprobaty. 

Diona dobrze pami ta a ciekawe rozmowy rodziców, dyskusje, podczas których mierzyli si

ę ł

ę 

na dowcip i intelekt. 

— Je eli jest co , czego nie mog  znie  — mawia  ojciec — to m ode dziewcz ta z nieobec

ż

ś

ę

ść

ł

ł

ę

-

nym spojrzeniem, my l ce jedynie o tym, ile jedzenia mog  sobie na o y  na talerz. 

ś ą

ą

ł ż ć

— Chyba nie mówisz tego o naszej córce? — roze mia a si  pani Grantley. 

ś

ł

ę

— Chcia bym,  eby by a taka jak ty. Pi kna i dowcipniejsza od innych kobiet — odpar  jej

ł

ż

ł

ę

ł

 

m

ąż

— Mi o mi to s ysze , ale Diona jest jeszcze bardzo m oda. Nie podró owa a tyle, co ty. Nie

ł

ł

ć

ł

ż

ł

 

zna  wiata. Dopiero wkracza w  ycie. 

ś

ż

— Nauczy si  b yskotliwej rozmowy. Nie znosz  dzwonów, które nie dzwoni , ptaków, co

ę ł

ę

ą

 

nie  piewaj  i kobiet, które nie maj  nic do powiedzenia! 

ś

ą

ą

Roze mieli si  wszyscy troje. 

ś

ę

Wspominaj c t  rozmow , Diona pomy la a,  e nawet je li nie b dzie mia a wiele do powie

ą ę

ę

ś ł ż

ś

ę

ł

-

dzenia, mo e przynajmniej pos ucha  m drzej

ż

ł

ć ą

szych od siebie. 

Markiz onie miela  j , ale by a pewna, i  wszystko, co mówi warte jest uwagi. Wola a s ucha

ś

ł ą

ł

ż

ł ł

ć 

jego ni  pana Nairna. 

ż

Dawson   czeka   na   dole.   Dziewczynie   wyda o   si ,  e   spojrza   z   dezaprobat   na   jej   prost

ł

ł

ę ż

ł

ą

ą 

mu linow  sukni . 

ś

ą

ę

Kiedy  j   kupowa a,  suknia wygl da a  zbyt skromnie. Diona  poprosi a  zatrudnione  u stryja

ą

ł

ą ł

ł

 

szwaczki o przyszycie falbany z prawdziwej koronki. Koronka otacza a te  dekolt, a przód sukni

ł

ż

 

zdobi y   wst

ki   z   niebieskiej   paryskiej   satyny.   Wprawdzie   strój   ten   nie   przypomina

ł

ąż

ł 

wymy lnych modeli z „Lady's Journal", lecz by  naprawd   adny. 

ś

ł

ę ł

B kitny   Salon,   do   którego   Dawson   wpro

łę

wadzi   Dion ,   o wietla   ogromny,   kryszta owy

ł

ę

ś

ł

ł

 

background image

yrandol, w którym p on a chyba setka  wiec. W ich migotliwym blasku wszystko zdawa o si

ż

ł ęł

ś

ł

ę 

b yszcze .   Diona   u miechn a   si .  Ruszy a   przed   siebie   po   mi kkim   dywanie   z   Aubusson.

ł

ć

ś

ęł

ę

ł

ę

 

Opodal kominka sta  wielki wazon z bukietem kwiatów. 

ł

Markiz i Nairn trzymali w d oniach kielichy szampana. Markiz wygl da wspaniale, pomy

ł

ą

śla a

ł  

Diona. Nawet bardziej wytwornie ni  ojciec na balach my liwskich lub obiadach z dostoj

ż

ś

nikami 

z hrabstwa. 

Mia   bia y   fular,   zawi zany   w   przemy lny   w ze ,   nad   który   wystawa y   rogi   wysokiego

ł

ł

ą

ś

ę ł

ł

 

ko nierzyka.   nie na   biel   materia u   odcina a   si   od   lekko   opalonej   twarzy.   Na   doskonale

ł

Ś

ż

ł

ł

ę

 

skrojonym surducie nie by o wida  najmniejszej fa dki, a krój spodni „drainpipe" zgodny by  z

ł

ć

ł

ł  

wymogami ostatniej, lansowanej przez ksi cia regenta, mody. Nowy ten fason uwalnia  d en

ę

ł ż -

telmenów od konieczno ci wk adania przy mniej formalnych okazjach jedwabnych po

ś

ł

ńczoch do 

satynowych, si gaj cych kolan bry

ę ą

czesów. 

Roderic   Nairn   wygl da   mi o   i  elegancko,   lecz  markiz  nosi   swój  wykwintny   strój  z  tak

ą ł

ł

ł

ą 

naturalno ci , jakby nie wiadom by  w asnego wygl du. 

ś ą

ś

ł ł

ą

Gdy sz a ku nim przez salon, obaj m

czy ni zamilkli. Dygn a, a markiz powiedzia : 

ł

ęż

ź

ęł

ł

— Dobry wieczór, Diono! Mam nadziej ,  e dobrze si  pani  zaj to? 

ę ż

ę

ą

ę

— Wszyscy s  tacy mili, a Syriusz dzi kuje panu za wy mienity obiad. 

ą

ę

ś

Syriusz na d wi k swego imienia podniós  ogon i zamerda . Ca y czas trzyma  si  za plecami

ź ę

ł

ł

ł

ł ę

 

Diony. 

— Dziwne imi  dla zwierz cia — zauwa y  markiz. 

ę

ę

ż ł

— Dziwne? Wasza wysoko  zapewne wie,  e Syriusz to pies Oriona. Razem polowali. 

ść

ż

Markiz zdziwi  si . Zna , rzecz jasna, mito

ł ę

ł

logiczne pochodzenie imienia, ale nie spodziewał 

si ,  e Diona te  co  wie na ten temat. 

ę ż

ż ś

— Och, staro ytni Grecy... Uczy em si  o nich w Oksfordzie, ale ju  wszystko zapomnia em!

ż

ł

ę

ż

ł

 

— zawo a  Roderic, jakby by o si  czym chwali . 

ł ł

ł

ę

ć

— Jest to raczej powód do  alu — zauwa y  markiz. — Nie wiesz te  zapewne,  e Diona to

ż

ż ł

ż

ż

 

imi  utworzone od Dione. 

ę

Roderic wygl da  do  niem drze i Diona musia a si  roze mia . 

ą ł

ść

ą

ł

ę

ś

ć

background image

— Ma pan racj  — powiedzia a. — Mama chcia a nazwa  mnie Dione, bo, jak  artowa a,

ę

ł

ł

ć

ż

ł  

jestem córk  Nieba i Ziemi, czyli mojej matki i ojca. 

ą

Znowu roze mia a si  i opowiada a dalej: 

ś

ł

ę

ł

— Tatu  uzna ,  e Dione to imi  za trudne dla Anglików i mog abym mie  z tego powodu

ś

ł ż

ę

ł

ć

 

k opoty. Wola  form  Diona i tak mnie ochrzczono. 

ł

ł

ę

Oczy markiza b ysn y. 

ł

ęł

—  My l , drogi Roderiku —  zwróci   si   do siostrze ca  —  e szykuje si   nam bardzo  in

ś ę

ł ę

ń

ż

ę

-

telektualny wieczór! Szkoda,  e s dziowie za

ż ę

k adu nie s ysz  nas teraz. 

ł

ł

ą

—  Chcia bym,  eby  panna  Diona  powtó

ł

ż

rzy a to  wszystko w ich obecno ci  — o wiadczy

ł

ś

ś

ł 

Nairn. 

Diona nie chcia a popsu  nastroju o wiad

ł

ć

ś

czeniem,  e, za  adne skarby, nie we mie udzia u w

ż

ż

ź

ł

 

nieprzyzwoitym konkursie, wi c zr cznie zmieni a temat rozmowy. 

ę

ę

ł

- Chcia am, aby Syriusz mia  na imi  Tisztrja, jak gwie dzisty pies czczony w Persji, ale

ł

ł

ę

ź

 

tata powiedzia ,  e to imi  jest nazbyt trudne do wymówienia. Zbyt skomplikowane. 

ł ż

ę

Przerwa a. Markiz s ucha  z zamy lon  min . Po chwili mówi a dalej: 

ł

ł

ł

ś

ą

ą

ł

— Wtedy pomy la am,  e nadam mu imi  innego niebia skiego psa, mianowicie chi

ś ł

ż

ę

ń

ńskiego 

T'ienkon, który odp dza z e duchy. 

ę

ł

W chwili, gdy wymówi a „z e duchy", przy

ł

ł

sz o jej na my l, i  T'ienkon móg by „od

ł

ś ż

ł

p dzi "

ę ć  

stryja Herewarda. 

— Obawiam si ,  e imiona moich psów wydadz  si  pani zbyt pospolite — zauwa y  markiz.

ę ż

ą ę

ż ł

 

— Wybiera  je zarz dca psiarni. 

ł

ą

— Czy wasza wysoko  ma jakiego  dalmaty czyka? 

ść

ś

ń

— Dwa. Starsze, ale z dobrym rodowodem. Ciekaw jestem, jak wypadn  w porównaniu z

ą

 

Syriuszem. 

— B dzie mi przykro, je li Syriusz oka e si  gorszy. 

ę

ś

ż

ę

— A ja, oczywi cie, poczuj  si  dotkni ty, je li zwyci

y — odpowiedzia  markiz  artob

ś

ę ę

ę

ś

ęż

ł

ż

-

liwie. 

Roze mia a si  w sposób uroczy i naturalny. Jak e inaczej brzmi afektowany  miech kobiet,

ś

ł

ę

ż

ś

 

które spotyka em w Londynie, pomy la  ma

ł

ś ł

rkiz. 

Po chwili Diona rzek a: 

ł

background image

—   Musz   panowie   wybaczy   mi   ten   nie

ą

ć

odpowiedni   strój,   ale   opu ci am   dom   w   wielkim

ś ł

 

po piechu i nie mog am zabra  ze sob  zbyt wielu rzeczy. 

ś

ł

ć

ą

Po ustach markiza przemkn  s aby grymas. 

ął ł

—   Wi c  uzna a ,  Diono,   e   ta  bardzo   adna   sukienka,   w   której   pani  przyjecha a,   jest   od

ę

ł ś

ż

ł

ł

-

powiednia do pracy w psiarni? 

Diona sp on a rumie cem. Pomy la ,  e chyba zachowa  si  nieuprzejmie. 

ł ęł

ń

ś ł ż

ł ę

Po chwili milczenia dziewczyna odpowiedzia a: 

ł

—   Ja   naprawd   przyjecha am   tu   tylko   po   to,   aby   dosta   prac .  Oczywi cie,   je li   wasza

ę

ł

ć

ę

ś

ś

 

wysoko  zatrudni mnie, to sprawi  sobie... odpowiednie ubranie. 

ść

ę

Markiz   nie   zd

y   nic   odrzec,   gdy   w   tej   chwili   Dawson   zapowiedzia ,   e   obiad   zosta

ąż ł

ż

ł ż

ł 

podany. Roderic poda  Dionie rami . 

ł

ę

—   Wygl da  pani   bardzo   adnie,   ale   w tpi   eby   psy   mojego   wuja   mog y   wyrazi   swój

ą

ł

ą ę ż

ł

ć

 

zachwyt równie elokwentnie jak ja! 

Diona roze mia a si . 

ś

ł

ę

—  Je li  oka e si   pan  zbyt wymowny,  wów

ś

ż

ę

czas  Syriusz  b dzie  zazdrosny.  A  on  robi si

ę

ę 

niebezpieczny, kiedy mnie broni. 

— Przez pani  staj  si  nerwowy — o wiad

ą

ę ę

ś

czy  Roderic. 

ł

Patrz c   na   Dion   pomy la ,   e   kiedy   si   mieje   wygl da   powabniej   ni   jakakolwiek

ą

ę

ś ł ż

ę ś

ą

ż

 

Francuzka,   nawet   wybitna   pi kno .  Postano

ę

ść

wi   by   ostro ny   i   niczym   jej   nie   zra a .   Mia

ł

ć

ż

ż ć

ł 

nadziej ,  e wuj Lenox pomo e mu. 

ę ż

ż

Weszli do jadalni. Na widok tego wn trza Diona a  krzykn a z zachwytu. 

ę

ż

ęł

Utrzyman   w   tonacji   bladej   zieleni   sal   projektowa   sam   Robert   Adam.   W   cianach

ą

ę

ł

ś

 

podzielonych jo skimi pilastrami znajdowa y si  nisze, w których ustawiono pos gi greckich

ń

ł

ę

ą

 

bóstw. Plafon przedstawia  Wenus w otoczeniu t u ciutkich putt, które pozdrawia y wy aniaj

ł

ł ś

ł

ł

ą-

cego si  z pienistych fal Neptuna. Obok boga morza pl sa y nereidy. 

ę

ą ł

Jadalni  o wietla y ogromne  wiece osadzone w rze bionych kandelabrach pochodz cych, jak

ę ś

ł

ś

ź

ą

 

s dzi a Diona, z W och lub Hiszpanii. 

ą ł

ł

Na stole ustawiono mniejszy, srebrny kandelabr. Nie by o natomiast bia ego obrusa, zgod

ł

ł

nie z 

background image

mod  wprowadzon  przez nast pc  tronu. 

ą

ą

ę ę

Diona usiad a po prawej stronie markiza. Czu a si  tak podekscytowana,  e musia a podzieli

ł

ł

ę

ż

ł

ć 

si  swoimi wra eniami. 

ę

ż

— Ojciec mówi ,  e panuje moda, aby nie k a  obrusa na stole z politurowanym blatem, ale

ł ż

ł ść

 

nigdy   jeszcze   czego   takiego   nie   widzia am.   Jak,   dzi ki   temu,   pi knie   prezentuje   si   ten

ś

ł

ę

ę

ę

 

kandelabr w stylu Jerzego I. 

Markiz znów si  zdziwi . 

ę

ł

— Ma pani racj . Sk d pani wie,  e to Je

ę

ą

ż

rzy I? 

— S ucham? — zapyta a zaskoczona. Markiz postanowi  sformu owa  pytanie 

ł

ł

ł

ł

ć

inaczej. 

— Je li chodzi o srebra, to myli si  powsze

ś

ę

chnie trzy style georgia skie — Jerzego I, II i III. 

ń

— Przecie  srebra z okresu Jerzego I s  du o prostsze w rysunku. Dlatego ten kan

ż

ą

ż

delabr tak 

wietnie pasuje do wn trza ozdo

ś

ę

bionego jo skimi, a nie korynckimi, kolu

ń

mnami. 

Markiz pomy la ,  e nawet wyrobiona Fran

ś ł ż

cuzka przegra z Dion . 

ą

Zreszt  w tej chwili ma o go obchodzili sir Mortimer, Roderic i ich zak ad. Markiz usi o

ą

ł

ł

ł wał 

bowiem  z o y   fragmenty   uk adanki  i  no

ł ż ć

ł

towa   w   my li  ka dy   lad,  mog cy  naprowadzi   na

ł

ś

ż

ś

ą

ć

 

rozwi zanie tajemnicy: kim jest Diona. 

ą

Tymczasem Roderikowi znudzi o si  mil

ł

ę

czenie i te  postanowi  b ysn  erudycj . Zacz  wi c

ż

ł ł

ąć

ą

ął ę  

mówi  o koniach i wy cigach w Ascot. 

ć

ś

Diona  dowiedzia a  si ,  e markiz zdoby  tam  z oty  puchar  i  nie  zaskoczy o jej  to.  Musia

ł

ę ż

ł

ł

ł

ł 

wspaniale finiszowa , gdy  jego ko  pobi  faworyta o szyj . 

ć

ż

ń

ł

ę

— Szkoda,  e tego nie widzia am. Zawsze pragn am pojecha  do Ascot, lecz obawiam si , i

ż

ł

ęł

ć

ę ż 

nigdy nie b d  mia a okazji. 

ę ę

ł

Zapewne kiedy  obiecywano zabra  j  na wy cigi, ale z jakiej  przyczyny jej marzenia si  nie

ś

ć ą

ś

ś

ę

 

spe ni y, pomy la  markiz. 

ł ł

ś ł

Diona zamilk a. Markiza coraz bardziej in

ł

trygowa a zagadka pochodzenia dziewczyny. Bez

ł

 

w tpienia by a dam , cho  zdawa o si  niemo liwe, aby panna z dobrego domu po

ą

ł

ą

ć

ł

ę

ż

dró owa a

ż

ł  

wy cznie   w   towarzystwie   psa.   I   ja

łą

kim   cudem   zdoby a   si   na   tyle   odwagi,   eby   chcie

ł

ę

ż

ć 

samodzielnie zarabia  na  ycie? Dlaczego nie mia a pieni dzy? Dlaczego krewni pozwolili jej na

ć

ż

ł

ę

 

background image

równie niebezpieczn  eskapad ? 

ą

ę

To tajemnica, któr  musia  rozwi za . Naj

ą

ł

ą ć

pro ciej by o pozwoli , aby mówi a o sobie. Mia

ś

ł

ć

ł

ł 

zbyt wiele do wiadczenia, zdobytego w czasie przes ucha  dezerterów i niesubordy-nowanych

ś

ł

ń

 

o nierzy,  eby wystraszy  dziew

ż ł

ż

ć

czyn  dociekliwymi pytaniami. Zamiast tego prowokowa  j  do

ę

ł ą

 

rozmowy na ró ne tematy. 

ż

— Chyba nie musz  ci  pyta , czy lubisz jazd  konn , ale czy jeste  dobr  amazonk ? —

ę ę

ć

ę

ą

ś

ą

ą

 

zapyta . 

ł

— My l ,  e nie b dzie to pró no , je li powiem „tak". Ojciec tak uwa a , a on zna  si  na

ś ę ż

ę

ż ść

ś

ż ł

ł ę

 

tym i by  surowym s dzi . 

ł

ę ą

— Czy twój ojciec bra  udzia  w jakich  wy cigach? 

ł

ł

ś

ś

Diona zawaha a si , nie chc c zapewne, aby odpowied  zdradzi a jej sekret. Dosz a jednak do

ł

ę

ą

ź

ł

ł

 

wniosku,  e markiz nie móg  s ysze  o ojcu i odpowiedzia a: 

ż

ł ł

ć

ł

— Bra  udzia  w lokalnych gonitwach, to wszystko. 

ł

ł

— To mi przypomina,  e powinienem zor

ż

ganizowa  tutaj bieg z przeszkodami. Wyda em ju

ć

ł

ż 

polecenie, aby tor wy cigu zosta  odpowied

ś

ł

nio przygotowany, ale jeszcze go nie sprawdza em.

ł

 

Chc  mie  takie same przeszkody, jak na Grand National. 

ę

ć

—   Wspania y   pomys ,   wuju   Lenoxie!   —   za

ł

ł

wo a   Roderic.   —   Gdybym   móg   pojecha   na

ł ł

ł

ć

 

którym  z twoich koni, mia bym zwyci stwo w kieszeni! 

ś

ł

ę

Markiz roze mia  si . 

ś

ł ę

— Gdyby  dosiad  mojego wierzchowca w swoich barwach, uznano by to za czyn niegodny

ś

ł

 

sportowca. 

— W takim razie zainwestuj  we w asne konie! 

ę

ł

— Niestety, s dz c z obecnego stanu twoich oszcz dno ci, nie by aby to rozs dna decyzja. 

ą ą

ę

ś

ł

ą

— Skoro wi c nie po yczysz mi  adnego konia ze stajni w Irchester Park, b d  zmuszony

ę

ż

ż

ę ę

 

pozosta  obserwatorem — o wiadczy  Roderic weso o. 

ć

ś

ł

ł

Diona zrozumia a,  e Nairn i tak postawi na swoim, wi c u miechn a si  do niego, a on

ł ż

ę

ś

ęł

ę

 

rzek : 

ł

—   Je li   masz   zamiar   bra   udzia   w   tych   zawodach,   doradzam   ci:   ukl knij   przed   wujem

ś

ć

ł

ę

 

background image

Lenoxem i b agaj,  eby pozwoli  ci dosi

 jednego ze swoich koni — s  lepsze od najlep

ł

ż

ł

ąść

ą

szych. 

— Domy lam si  — powiedzia a Diona. — Mam nadziej ,  e b dzie mi wolno opiekowa  si

ś

ę

ł

ę ż ę

ć ę 

w razie potrzeby równie  ko mi jego wysoko ci. 

ż

ń

ś

Markiz poprawi  si  w fotelu. 

ł ę

— Powa nie rozwa asz prac  w stajniach i psiarni? 

ż

ż

ę

— Ale , czemu nie? Nie rozumiem! — rzek a nieco bu czucznie. — Konie dobrze znosz

ż

ł

ń

ą 

kobiec   r k   i   czasami   to   w a nie   my   posiada

ą ę ę

ł ś

my   magiczn ,   znan   Cyganom,   moc,   która

ą

ą

 

nieokie znanego wierzchowca sk ania do spo

ł

ł

koju i pos usze stwa. 

ł

ń

— A ty znasz jakie  cyga skie zakl cia? — zapyta  markiz z lekk  ironi  w g osie. 

ś

ń

ę

ł

ą

ą

ł

Diona odwróci a od niego wzrok. Rozwa a

ł

ż a, co odpowiedzie . 

ł

ć

Lenox Irchester równie  potrafi  zmusza  do pos usze stwa. U ywa  do tego magii w asnej

ż

ł

ć

ł

ń

ż

ł

ł

 

osobowo ci. Skoncentrowa  my li na Dionie, a  wreszcie znów na niego spojrza a. 

ś

ł

ś

ż

ł

— Niewiele wiem na ten temat — odpar a. Cyganie maj  swoje sekrety. 

ł

ą

— A czy zawierzali je kiedykolwiek tobie? -spyta  cicho markiz. 

ł

Oczy Diony zamigota y. 

ł

—   Wtajemniczyli   ojca.   Traktowa   ich   jak   przyjació .   Kiedy   mieli   do   sprzedania   jakiego

ł

ł

ś 

naprawd   wietnego konia, zawsze propono

ę ś

wali go najpierw nam. 

— I nie zdarzy o si ,  eby was oszukali? 

ł

ę ż

—   Nie.   Oczywi cie,   e   nie.   Cyganie   nigdy   nie   oszukaj   przyjaciela.   A   nas   uwa ali   za

ś

ż

ą

ż

 

przyjació . 

ł

— Dlaczego? — Pytanie zosta o postawione z takim naciskiem, i  Diona nie  mia a od

ł

ż

ś

ł

mówić 

udzielenia odpowiedzi. 

— Mieli obozy na naszej ziemi i co roku wracali. — Spojrza a na markiza i ci gn a: 

ł

ą ęł

— Wiem,  e trudno w to uwierzy , ale nigdy nie tkn li niczego, co do nas nale a o. Ani razu

ż

ć

ę

ż ł

 

nie zgin o nam kurcz , czy cho by jajko. A kiedy ruszali w drog , zostawiali po sobie idealny

ęł

ę

ć

ę

 

porz dek. Jedynie  lady wypalonych ognisk przypomina y nam o nich. 

ą

ś

ł

Diona si gn a my lami w przesz o . Nie tylko Cyganie, ale ka dy kto pozna  jej ro

ę ęł

ś

ł ść

ż

ł

dziców, 

musia  ich pokocha . Szcz cie, które od nich promieniowa o, ogarnia o ca e ich otoczenie. 

ł

ć

ęś

ł

ł

ł

Gdy  znalaz a  si   u  stryja,  mia a  wra enie,   e  otoczy y   j   ciemno ci.  W  Grantley  Hall  nie

ł

ę

ł

ż

ż

ł ą

ś

 

background image

kochano jej,  a nawet nie  akceptowano. Twarz dziewczyny  wyra a a  wi cej  ni   Diona mog a

ż ł

ę

ż

ł  

przypuszcza . 

ć

Nagle jej oczy napotka y badawczy wzrok markiza i przez moment obydwojgu wydawa o si ,

ł

ł

ę  

e sprz g a ich ze sob  jaka  dziwna si a. 

ż

ę ł

ą

ś

ł

Nie mia o znaczenia ani gdzie byli, ani kim byli. Na chwil  stali si  cz stk  wie

ł

ę

ę ą ą

czno ci. 

ś

I wtedy odezwa  si  Roderic, przywracaj c obydwoje do rzeczywisto ci. 

ł ę

ą

ś

—   Pomówmy   o   zawodach.   Wuju   Lenoxie,   jakie   przewidujesz   nagrody?   Kogo   zamierzasz 

zaprosi ? 

ć

— Przyjació  i ka dego z s siadów, który ma dostatecznie dobre konie. 

ł

ż

ą

Jego odpowied  u wiadomi a Dionie,  e osob , która na pewno nie powinna wzi

 udzia u w

ź ś

ł

ż

ą

ąć

ł

 

zawodach jest w a nie ona. Okoliczni ziemianie, a przynajmniej niektórzy spo ród nich, mogli

ł ś

ś

 

okaza  si  znajomymi jej rodziców i bez trudu j  rozpozna . A mo e b d  w ród nich przyjaciele

ć ę

ą

ć

ż ę ą ś

 

stryja, których zna a, chocia  nigdy nie mia a okazji z nimi rozmawia . Ilekro  w Grantley Hall

ł

ż

ł

ć

ć

 

próbowa a przy czy  si  do konwersacji, sir Hereward ostro przywo

ł

łą

ć ę

dzi  j  do porz dku, ka

c

ł ą

ą

żą  

pilnowa  w asnego nosa zamiast w ciubia  go tam, gdzie nie powinna. Znajomi stryja na pewno

ć ł

ś

ć

 

j  pami tali. 

ą

ę

Je li chcia a pozosta  w ukryciu, absolutnie nie mog a dopu ci , aby zobaczyli j  s siedzi ma

ś

ł

ć

ł

ś ć

ą ą

-

rkiza. 

Diona nie odzywa a si , ale markiz zauwa

ł

ę

y ,  e jej nastrój przygas . Tym bardziej po

ż ł ż

ł

czu  si

ł ę 

zaintrygowany.   Przysz o   mu   na   my l,   e   uciek a   z   powodu   narzucanego   jej   przez   rodzin

ł

ś ż

ł

ę 

narzeczonego. Potem jednak doszed  do wniosku, a pomog a mu w tym doskona a znajomo

ł

ł

ł

ść 

duszy kobiecej,  e dziewczyna jest jeszcze zupe nie niewinna, nietkni ta nawet poca unkiem.

ż

ł

ę

ł

 

Kiedy po raz pierwszy na niego patrzy a, w jej wzroku malowa y si  tylko szacunek i obawa. Nie

ł

ł

ę

 

uczyni a najmniejszego gestu obliczonego na przyci gni cie m skiej uwagi, zapewne nawet nie

ł

ą

ę

ę

 

potrafi aby zacho

ł

wywa  si  kokieteryjnie. 

ć ę

Markiz spojrza  na Roderika i uzna ,  e m ody cz owiek rozmawia z Dion  nader ocho

ł

ł ż

ł

ł

ą

czo, a 

przy najmniejszej zach cie z jej strony z pewno ci  zacz by flirtowa . Jednak e dzie

ę

ś ą

ął

ć

ż

wczynie 

taka my l nawet nie za wita a w g o

ś

ś

ł

ł wie. Nie wygl da o te , by Diona czu a si  za enowana

ą ł

ż

ł

ę

ż

 

faktem,   i   zasiada   do   obiadu   sama   z   dwoma   atrakcyjnymi,   m odymi   m

czyznami.

ż

ł

ęż

 

Zachowywa a   si   jak   dziecko.   Z   zapa em   za

ł

ę

ł

chwyca a   si   jadalni ,  srebrami   i   wykwintnymi

ł

ę

ą

 

background image

daniami. 

- Nigdy nie jad am nic wspanialszego! — zawo a a, gdy obiad si  sko czy . — Lecz jednej

ł

ł ł

ę

ń

ł

 

rzeczy nie potrafi  zrozumie . 

ę

ć

— Jakiej? — zapyta  markiz. 

ł

—   Je li   wasza   wysoko

  ma   doskona ego   kuchmistrza   w   Irchester   Park,   a   w   Londynie

ś

ść

ł

 

drugiego, który pewnie tutejszemu w pe ni dorównuje, to w jaki sposób wasza wysoko  zdo a

ł

ść

ł ł 

zachowa  tak dobr  lini ? 

ć

ą

ę

Pytanie   zabrzmia o   jak   przejaw   czystej   cie

ł

kawo ci,   nie   jak   komplement,   wi c   markiz

ś

ę

 

odpowiedzia  skromnie: 

ł

— Du o  wicz . 

ż ć

ę

—   Tak   my la am.   Tatu   zawsze   narzeka ,   e   jadamy   zbyt  du o   posi ków   przyprawionych

ś ł

ś

ł ż

ż

ł

 

mietan . Obawia  si  uty , a to nie by oby wskazane przy je dzie konnej. 

ś

ą

ł ę

ć

ł

ź

—   Ja   tak e   nie   chc   by   zbyt   ci

ki  dla   moich   koni.   Ale   przez   tyle   lat   s u by   w   armii

ż

ę

ć

ęż

ł ż

 

otrzymywa em posi ki tak skromnie racjono-wane,  e teraz lubi  si  wprost przejada . Za d ugo

ł

ł

ż

ę ę

ć

ł

 

mia em do czynienia z przymusowym postem — wyja ni  markiz. 

ł

ś ł

— Musz  przyzna ,  e i ja by am dzisiaj bardzo  akoma. Jad am o wiele wi cej ni  zazwyczaj

ę

ć ż

ł

ł

ł

ę

ż

 

i cieszy  mnie ka dy k s. 

ł

ż

ę

Roze mia a si , a Roderic wraz z ni . 

ś

ł

ę

ą

Razem przeszli do salonu, gdy  markiz i Rode

ż

ric zgodnie o wiadczyli, i  pragn  jeszcze w

ś

ż

ą

 

towarzystwie Diony wypi  kieliszek portwajnu. 

ć

Diona podesz a do wysokiego, wychodz ce

ł

ą go na ogród, okna. Jej smuk a sylwetka spowita w

ł

 

bia  sukni  rysowa a si  na tle gwiazd i gin cych w mroku drzew. Mog aby by  niebia sk

łą

ę

ł

ę

ą

ł

ć

ń ą 

istot ,   greck   czy   rzymsk   bogini ,   która   przyby a   tu,   aby   uwodzi   i   czarowa   zwyk ych

ą

ą

ą

ą

ł

ć

ć

ł

 

miertelników, my la  Irchester, przy

ś

ś ł

gl daj c si  jej z zachwytem. 

ą ą

ę

Markiz by  pewien,  e Diona nie pomo e Roderikowi. Mia  te  uczucie,  e dziewczyna mo e

ł

ż

ż

ł ż

ż

ż  

znikn  równie tajemniczo, jak si  poja

ąć

ę

wi a i nie uprzedzi o swoich planach. 

ł

Zostali sami. Roderic wyszed  odetchn

 wieczornym powietrzem. W ogrodzie s ycha  by o

ł

ąć

ł

ć

ł  

Syriusza buszuj cego po krzakach. Markiz stan  obok Diony w otwartym oknie. 

ą

ął

Odwróci a g ow  i spojrza a na gwiazdy. 

ł ł ę

ł

background image

— Czy b aga pani Oriona, tam nad naszymi g owami jest jego konstelacja, aby nie domaga

ł

ł

ł 

si  powrotu Syriusza? 

ę

Pytanie   zosta o   zadane   lekkim   tonem   i   mar

ł

kiza   zaskoczy a   niespodziewana   arliwo

  i

ł

ż

ść  

emocja w g osie Diony. 

ł

— Nikt, nikt nie zabierze mi Syriusza! Jest mój! Mój... Nikt go nie skrzywdzi! 

Markiz spojrza  na ni  szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami. Jej reakcja zaskoczy a go w

ł

ą

ł

 

najwy szym stopniu. Po chwili spyta  cicho: 

ż

ł

- Pani protest... Brzmi tak, jakby kto  grozi ,  e to zrobi? 

ś

ł ż

Diona spojrza a w stron  Syriusza, biegaj

ł

ę

ącego mi dzy ciemnymi krzewami. 

ę

— Ja... Nie chc  o tym mówi . Zamilkli. Dopiero po d u szym czasie ode

ę

ć

ł ż

zwa a si . 

ł

ę

— Czy mog  pana prosi  o  ask ? 

ę

ć ł

ę

— Oczywi cie. 

ś

— Czy mo e pan obieca ,  e nie powie o mojej obecno ci tutaj, i o tym,  e jestem razem z

ż

ć ż

ś

ż

 

dalmaty czykiem? 

ń

— Uwa a pani,  e pieskowi co  grozi? 

ż

ż

ś

— Tak! Jest w niebezpiecze stwie! Prosz , mo e mi pan obieca ? 

ń

ę

ż

ć

— Chyba zrozumia e,  e jestem ciekaw przy

ł ż

czyn takiej pro by. 

ś

— Przykro mi,  e musz  tyle ukrywa , ale dla pana to nie ma wielkiego znaczenia, a dla

ż

ę

ć

 

mnie... ogromne. Musimy zachowa ... anoni

ć

mowo . 

ść

— Oczywi cie, b d  respektowa  pani  ycze

ś

ę ę

ł

ż

nie, ale mam w zamian za to pro b . 

ś ę

Podnios a oczy i znów zobaczy  w nich strach. Zrozumia ,  e Diona obawia si , i  ponowione

ł

ł

ł ż

ę ż

 

zostanie  yczenie Roderika. Jednak, ku zdumieniu dziewczyny, markiz rzek : 

ż

ł

— Je li boi si  pani i my li,  e móg bym jej w czym  pomóc, prosz  powiedzie  mi o tym. 

ś

ę

ś ż

ł

ś

ę

ć

Us ysza  westchnienie ulgi. 

ł

ł

— Dzi kuj  z ca ego serca! Wiedzia am,  e u pana znajd  pomoc. 

ę

ę

ł

ł

ż

ę

— Tak? — Pomy la ,  e ona nie powie ju  ani s owa. Lecz spojrza a na gwiazdy i rzek a: 

ś ł ż

ż

ł

ł

ł

—   Co ,  co   tatu   nazywa   intuicj   kaza o   mi   wej

  do   tego   domu.   Czu am,   e   otrzymam

ś

ś

ł

ą

ł

ść

ł

ż

 

pomoc... I nie omyli am si . 

ł

ę

Markiz wiedzia , o czym mówi Diona. Nie

ł

raz, gdy rozum, do wiadczenie i rozs dek nie na

ś

ą

 

background image

wiele si  zdawa y, intuicja ratowa a mu  ycie. I nigdy go nie zawiod a. 

ę

ł

ł

ż

ł

— By a pani pewna,  e jej pomog ? Spojrza a na niego. 

ł

ż

ę

ł

— By am te  przede wszystkim bardzo wy

ł

ż

straszona... — przyzna a. 

ł

— A teraz? 

— Nadal, ale to nie z pana powodu. 

— Pomog  pani uwolni  si  od strachu... Potrz sn a g ow . 

ę

ć ę

ą ęł ł ą

— Nikt mi w tym nie pomo e, ale je li mogliby my, ja i Syriusz, zosta  tu przez jaki  czas,

ż

ś

ś

ć

ś

 

b dziemy bardzo wdzi czni. 

ę

ę

— Mówi em ju , i  zastanawiam si  jak pomóc. Nie lubi  podejmowa  pospiesznych decyzji.

ł

ż ż

ę

ę

ć

 

Na razie b dzie pani po prostu moim go ciem. 

ę

ś

Kiedy odpowiada a, ujrza  w jej  renicach odbicie gwiazd. 

ł

ł

ź

- Dzi kuj ... Dzi kuj  panu! Nie b d  mu

ę

ę

ę

ę

ę ę

sia a spa  w stogu siana, ani pod p otem! Ba am

ł

ć

ł

ł

 

si  tego! Markiz roze mia  si . 

ę

ś

ł ę

— My l ,  e  ó ko w sypialni jest znacznie wygodniejsze. 

ś ę ż ł ż

Diona wpatrywa a si  w ciemno , lecz Ir-chester mia  wra enie,  e nie widzi ani Syriusza

ł

ę

ść

ł

ż

ż

 

biegaj cego gdzie  daleko, ani Roderika, ani gwiazd odbijaj cych si  w jeziorze. 

ą

ś

ą

ę

Powiedzia a niemal szeptem: 

ł

— My l ,  e mamusia by aby zaszokowana moim pobytem tutaj. Ale ja, nie wiem dlaczego,

ś ę ż

ł

 

czuj ,  e to dobre i w a ciwe miejsce i sam Bóg mnie tu przywiód . 

ę ż

ł ś

ł

Kiedy   wróci   Roderic,   a   za   nim   nadbieg   pies,   Diona   znów   zadziwi a   markiza.   —   Mam

ł

ł

ł

 

nadziej  — powiedzia a —  e nie b dzie to zbyt niegrzecznie, je li Syriusz i ja pójdziemy ju  do

ę

ł

ż

ę

ś

ż

 

sypialni. Jestem bardzo zm czona, mam za sob  d ugi dzie , du o zdenerwowania i nie

ę

ą ł

ń

ż

pokoju. 

Czuj  si  tak wyczerpana... Jakbym ca y dzie  sp dzi a w siodle. 

ę ę

ł

ń ę ł

Markiz przyzwyczajony by  do kobiet, które szuka y wszelkich mo liwych pretekstów, aby

ł

ł

ż

 

nie rozstawa  si  z nim. 

ć ę

— My l ,  e to rozs dny pomys . Mam nadziej , Diono,  e w swoim obfitym baga u ma pani

ś ę ż

ą

ł

ę

ż

ż

 

ubrania nadaj ce si  do jazdy konnej! 

ą

ę

Proponuj ,   aby   nazajutrz,   po   niadaniu   wyru

ę

ś

szy a   pani   z   Roderikiem   i   ze   mn   na   konn

ł

ą

ą 

background image

przeja d k . 

ż ż ę

Diona przez chwil  wpatrywa a si  w niego bez s owa. Wreszcie odezwa a si , nie ukrywaj c

ę

ł

ę

ł

ł

ę

ą  

rado ci: 

ś

— Naprawd ?! Mam spódnic  do jazdy konnej. Obawiam si  tylko,  e jest nieco dziwna. 

ę

ę

ę

ż

— Och, przecie  jedynie konie b d  j  ogl

ż

ę ą ą

ąda y. Nie s dz , aby chcia y sk ada  skarg ! 

ł

ą ę

ł

ł

ć

ę

Dziewczyna roze mia a si  cicho: 

ś

ł

ę

— O której godzinie jest  niadanie? Nie chc  si  spó ni . 

ś

ę ę

ź ć

—   O   ósmej.   Oczywi cie,   je li   b dzie   pani   jeszcze   spa a,   Roderic   i   ja   zrozumiemy   to   i

ś

ś

ę

ł

 

pojedziemy we dwóch — dokucza  jej markiz, ale Diona o wiadczy a z powag : 

ł

ś

ł

ą

— Wstan  i b d  ubrana ju  o szóstej na wypadek, aby panowie nie czekali na mnie! 

ę ę ę

ż

—   Nie   ma   takiej   potrzeby.   Wystarczy   poprosi   pani   Fielding,   aby   obudzi a   pani   o

ć

ą

ł

ą  

odpowiedniej porze. 

— Tak, oczywi cie. Nie przysz o mi to do g owy, bo w domu musia am si  sama budzi . 

ś

ł

ł

ł

ę

ć

To nast pny  lad, pomy la  markiz. Miesz

ę

ś

ś ł

ka a w domu, w którym nie by o wielu s u

ł

ł

ł żących. 

Cho  podczas obiadu zauwa y ,  e by a przyzwyczajona do tego, aby obs ugiwano j   przy stole.

ć

ż ł ż

ł

ł

ą

 

Zwróci o równie  jego uwag ,  e stanowczo i bez zastanowienia dzi kowa a za niektóre gatunki

ł

ż

ę ż

ę

ł

 

win, musia a wi c je zna . 

ł

ę

ć

K ad c   si   spa ,   markiz   rozmy la   o   spra

ł ą

ę

ć

ś ł

wach   dotycz cych   Diony.   Przedstawia a   sob

ą

ł

ą 

pasjonuj c  zagadk . Pr dzej czy pó niej b dzie musia  równie  powa nie zastanowi  si  nad

ą ą

ę

ę

ź

ę

ł

ż

ż

ć ę

 

problemem  posady   i  zwi zanymi  z  ni   kom

ą

ą

plikacjami.   Nie  mo e  przecie   zatrudnia   dziew

ż

ż

ć

-

czyny w psiarni, a jednocze nie go ci  przy swoim stole. Gdyby mia a pracowa  przy psach, nie

ś

ś ć

ł

ć

 

mog aby   te   d u ej   mieszka   w   pa

ł

ż ł ż

ć

acu.   Diona,   zapewne,   jeszcze   o   tym   nie   pomy

ł

śla a,   ale

ł

 

wkrótce i ona zda sobie spraw  z k o

ę

ł potliwej sytuacji. 

Chocia   nie   powiedzia a   tego   wprost,   rozu

ż

ł

mia   e   wszystko,   co   dotyczy o   jej   tajemniczej

ł ż

ł

 

ucieczki,   mia o   zwi zek  z  Syriuszem.   Nigdy   dot d  nie   spotka   kobiety,   której  uwaga  by aby

ł

ą

ą

ł

ł

 

bardziej  skupiona  na   tym,   czy   psu   nie  dzieje  si   jaka   krzywda  ni   na  atrakcyjnym   m skim

ę

ś

ż

ę

 

towarzystwie. Dziwne. Pi kne kobiety ch tnie, odchylaj c g owy, spogl da y w gwiazdy, aby

ę

ę

ą

ł

ą ł

 

uwydatni   d ug   lini   szyi.   Diona   uczyni a"   to   samo,   jednak   w   sposób   ca kiem   naturalny.

ć ł ą

ę

ł

ł

 

Nie wiadoma   spojrzenia   markiza,   nawet   nie   pomy la a,   e   ten   gest   móg by   zrobi   na   nim

ś

ś ł ż

ł

ć

 

wra enie.  egnaj c si  przed pój ciem na gór , wyci gn a do Irchestera r k  i powiedzia a: 

ż

Ż

ą

ę

ś

ę

ą ęł

ę ę

ł

background image

— Dzi kuj , milordzie, za dobro . Ten wie

ę

ę

ć

czór by  dla mnie prze yciem, którego nigdy nie

ł

ż

 

zapomn . 

ę

Markiz, mimo wszystko, spodziewa  si ,  e Diona doda to, co kobiety zawsze mówi y mu

ł ę ż

ł

 

mi kkim, kusz cym tonem:

ę

ą

 nigdy nie zapomn  sp dzonego z panem wieczoru. 

ę ę

Ona za  zamiast tego powiedzia a: 

ś

ł

—   Dzi kuj   za   mo liwo

  obejrzenia   pa

ę

ę

ż

ść

ńskiego  pi knego  domu.  Mam  nadziej , i   jutro

ę

ę ż

 

zwiedz  go dok adniej. Dzi kuj  te  za wspa

ę

ł

ę

ę ż

nia y obiad. 

ł

— Mi o mi,  e jest pani zadowolona — od

ł

ż

par  uprzejmie markiz. 

ł

— Syriusz tak e dzi kuje. — Da a znak dalmaty czykowi i pies natychmiast do niej podszed .

ż

ę

ł

ń

ł  

— Powiedz: dzi kuj ,

ę ę  Syriuszu! — rozkaza a. Zwierz  przysiad o na tylnych  apach i pochyli o

ł

ę

ł

ł

ł  

eb. 

ł

—   Co   wspania ego!   Widz ,  e   jest   dosko

ś

ł

ę ż

nale   wychowany   i   naprawd   szczerze   okazuje

ę

 

wdzi czno . 

ę

ść

— Oboje dzi kujemy! — o wiadczy a Diona. U miechn a si , ale w jej spojrzeniu nie 

ę

ś

ł

ś

ęł

ę

by o nic intymnego ani prowokuj cego. Z oczu znikn  równie  wyraz l ku. 

ł

ą

ął

ż

ę

Markiz   i   Roderic   odprowadzili   Dion   do   podnó a   schodów.   Dziewczyna   powiedzia a

ę

ż

ł  

dobranoc,   dygn a,   po   czym,   jak   podlotek,   pomkn a   razem   z   Syriuszem   na   gór .   Zanim

ęł

ęł

ę

 

znikn a im z oczu, odwróci a si  jeszcze i ra

ęł

ł

ę

do nie pomacha a d oni . 

ś

ł ł

ą

— Jest doskona a! — wykrzykn  Rode

ł

ął

ric. — Doskona a! Och, wuju Lenoxie! Nie mog  si

ł

ę ę 

doczeka , kiedy wreszcie zaprezentuj  j  sir Mortimerowi! 

ć

ę ą

Markiz nie odpowiedzia . Ruszy  z powrotem do salonu, a min  mia  zafrasowan . Ostatnia

ł

ł

ę

ł

ą

 

uwaga Roderika rozdra ni a go. Nie chcia  nawet my le ,  e kto  tak nie zepsuty jak Diona,

ż ł

ł

ś ć ż

ś

 

mia by mie  cokolwiek do czynienia z sir Mortimerem Watsonem. 

ł

ć

background image

Rozdzia  5 

ł

Kiedy Simon wszed  do jadalni, ojciec siedzia  ju  za sto em. M ody cz owiek obficie nape ni

ł

ł ż

ł

ł

ł

ł ł 

talerz i zapyta : 

ł

— S  jakie  wiadomo ci od Diony? 

ą

ś

ś

Przez chwil  sir Hereward milcza . Wreszcie mrukn : 

ę

ł

ął

— Wróci, kiedy b dzie g odna. 

ę

ł

Simon   rozsiad   si   wygodnie   i  rozpocz   niadanie.   Sposób,   w   jaki   rzuca   si   na   jedzenie

ł ę

ął ś

ł ę

 

zawsze przyprawia  Dion  o md o ci. 

ł

ę

ł ś

Tymczasem sir Hereward czyta  listy. Nagle wykrzykn  wzburzonym g osem: 

ł

ął

ł

— Dobry Bo e! 

ż

Simon oderwa  wzrok od talerza: 

ł

— Co si  sta o, tato? 

ę

ł

— Trudno uwierzy . 

ć

— W co? — dopytywa  si  Simon. 

ł ę

Sir   Hereward   jeszcze   raz   z   najwi kszym   niedowierzaniem   popatrzy   na   trzyman   w   r ku

ę

ł

ą

ę  

kartk  papieru. 

ę

—   To   jest   list   od   radcy   prawnego   twego   stryja.   Pisze,   e   Diona   w a nie   odziedziczy a,

ż

ł ś

ł  

zapisany jej przez matk  chrzestn  du y spadek. 

ę

ą ż

— Spadek? 

— Osiemdziesi t tysi cy funtów! 

ą

ę

— My la em,  e ona nie dysponowa a  ad

ś ł

ż

ł ż nymi pieni dzmi — w g osie Simona zabrzmia o

ę

ł

ł  

szczere rozczarowanie. 

— Oczywi cie! — przytakn  z w ciek o

ś

ął

ś

ł ci  sir Hereward. — Ale teraz, dzi ki chrze

ś ą

ę

stnej 

matce, o której istnieniu nigdy nawet nie s ysza em, Diona sta a si  bogata. Ad

ł

ł

ł

ę

wokat, zresztą 

najzupe niej s usznie, skon

ł

ł

taktowa  si  ze mn , jako prawnym opie

ł ę

ą

kunem. 

— Ale ty nie wiesz, gdzie ona teraz jest. Simon, jak zwykle, odkrywczym tonem 

stwierdza  to, co oczywiste, wi c sir Hereward nawet nie zwróci  na niego uwagi. Zmarszczy

ł

ę

ł

ł 

natomiast brwi i rzek  sam do siebie: 

ł

background image

— Osiemdziesi t tysi cy funtów! Ona ma zaledwie dziewi tna cie lat! Simonie, mam po

ą

ę

ę ś

mys .

ł  

I ty zyskasz dzi ki spadkowi Diony. 

ę

— Ja, ojcze? 

— Tak. 

Sir Hereward u miechn  si  w sposób, który z pewno ci  przerazi by Dion , gdyby tylko

ś

ął ę

ś ą

ł

ę

 

mog a zobaczy  wyraz twarzy stryja. 

ł

ć

Diona rozmy la a wracaj c konno przez park. Ostatnie dni nale a y do najszcz liw

ś ł

ą

ż ł

ęś szych w jej 

yciu. Je dzi a na doskona ych wierzchowcach, a radosna perspektywa wy

ż

ź

ł

ł

praw w towarzystwie 

markiza i Roderika sprawia a,  e ka dego ranka Diona ochoczo zry

ł ż

ż

wa a si  z  ó ka i wita a

ł

ę

ł ż

ł  

rozpoczynaj cy si  dzie  u miechem. 

ą

ę

ń ś

Zaraz   po   niadaniu   galopowali   na  

ki,   wje d ali   w   ch ód   lasów,   przesadzali   tuziny

ś

łą

ż ż

ł

 

ywop otów i ogrodze . 

ż

ł

ń

Wracali w a nie z takiej wyprawy. W pa acu czeka na nich wy mienity posi ek, który up ynie

ł ś

ł

ś

ł

ł

 

przy   interesuj cej  rozmowie.   Od   czasu   mierci   ojca   Diona   nie   mia a   okazji   do   prawdziwie

ą

ś

ł

 

b yskotliwej, intelektualnej konwersacji, tote  teraz przy apywa a sam  siebie na tym,  e przed

ł

ż

ł

ł

ą

ż

 

za ni ciem obmy la tematy do kolejnych dyskusji. Wi kszo  o ywionych utarczek s ow

ś ę

ś

ę

ść ż

ł

nych 

odbywa a si  mi dzy ni  a markizem. Roderic za  by  doskona ym s uchaczem. Od czasu do

ł

ę

ę

ą

ś

ł

ł

ł

 

czasu wspiera  to jedn , to drug  stron , co czyni o spór bardziej interesuj cym. 

ł

ą

ą

ę

ł

ą

Czasami,   gdy   nie   mog a   spa ,   Diona   rozmy la a.   Mia a   wra enie,   i   je li   zapali   wiec ,

ł

ć

ś ł

ł

ż

ż

ś

ś

ę  

zobaczy nie pi knie udrapowane  kotary   o a, w  którym  sp dzi a ostatnich  kilka nocy, lecz

ę

ł ż

ę ł

 

ciemnobr zowe,   aksamitne   zas ony   sypialni   w   Grantley   Hall,   równie   ponure  jak   ca y   dom

ą

ł

ł

 

stryja i wszyscy jego mieszka cy. 

ń

Tutaj czu a si  szcz liwa. Powoli zapomina a o strachu przed sir Herewardem i o niebez

ł

ę

ęś

ł

-

piecze stwie gro

cym Syriuszowi. 

ń

żą

Psy markiza, co stwierdzi a z zadowoleniem, mimo  e bardzo rasowe, nie dorównywa y jej

ł

ż

ł

 

ulubie cowi. Nawet zarz dca psiarni przyzna

ń

ą

wa ,  e Syriusz to zwierz  wyj tkowej urody. 

ł ż

ę

ą

Poranne biegi za ko mi dobrze wp yn y na jego sylwetk . Jest po prostu pi kny, my

ń

ł ęł

ę

ę

la a

ś ł  

Diona. Zwróci a wzrok na markiza i na

ł

gle przysz o jej do g owy,  e tym samym przymiotnikiem

ł

ł

ż

 

mo na by okre li  w a ciciela Irchester Park. 

ż

ś ć ł ś

background image

— Pora wypróbowa  tego konia na torze przeszkód — odezwa  si  Roderic. — Przeko

ć

ł ę

nam 

si ,   jak   skacze.   Musz   przecie   zadecydo

ę

ę

ż

wa ,   na   którym   z   twoich   wierzchowców   pojad

ć

ę 

podczas zawodów. 

Markiz u miecha  si . Milcza . Roderic za

ś

ł ę

ł

wróci  i pogalopowa  w stron  trasy wy cigów po

ł

ł

ę

ś

 

drugiej stronie parku. 

— Jest pe en zapa u — stwierdzi a Diona. Jechali w a nie st pa przez kamienny most. 

ł

ł

ł

ł ś

ę

— Czy s dzi pan,  e ma szans  na zwy

ą

ż

ę

ci stwo? 

ę

Zanim markiz zd

y  otworzy  usta, roze

ąż ł

ć

mia a si  i sama sobie udzieli a odpowiedzi: 

ś

ł

ę

ł

— Wiem: zwyci

y, o ile pan osobi cie nie we mie udzia u w wy cigu. 

ęż

ś

ź

ł

ś

— Chce pani przez to powiedzie ,  e powi

ć ż

nienem da  mu fory? 

ć

— Oczywi cie — odpar a. — Poniewa  jest pan za dobry we wszystkich konkurencjach, co

ś

ł

ż

 

odbiera szans  innym  miertelnikom. 

ę

ś

—   To   pochlebstwo!   Podejrzewam,   e   ma   pani   ochot   poprosi   mnie   o   pozwolenie,   by

ż

ę

ć

 

podczas zawodów dosi

 Championa lub Mer

ąść

kurego. 

Istotnie,   w a nie  te   konie   podoba y   si   D o

ł ś

ł

ę ł nie najbardziej i by a zdumiona,  e markiz to

ł

ż

 

zauwa y .   Przypomnia a   sobie   jednak,   i   nie   powinna   pokazywa   si   na   zawodach.   Odpar a

ż ł

ł

ż

ć ę

ł  

wi c: 

ę

— Obawiam si ,  e na d ugo przed terminem wy cigu b dzie pan musia  zadecydowa , czy

ę ż

ł

ś

ę

ł

ć

 

zaanga uje mnie pan do pracy... Je li nie, poszukam miejsca gdzie indziej. 

ż

ś

Ka dym nerwem czu a,  e za nic w  wiecie nie chce opu ci  Irchester Park, a  ci lej mó

ż

ł ż

ś

ś ć

ś ś

wi c,

ą  

e nie mo e rozsta  si  z Lenoxem Irchesterem. 

ż

ż

ć ę

Reszta   drogi   up yn a   w   milczeniu.   Dopiero   gdy   przystan li   na   schodach   pa acu,   markiz

ł ęł

ę

ł

 

powiedzia : 

ł

— Musz  z pani  porozmawia . Kiedy si  pani przebierze, Diono, prosz  zej  do biblio

ę

ą

ć

ę

ę

ść

teki. 

B d  tam na pani  czeka . 

ę ę

ą

ł

Zaniepokojona podnios a na niego oczy, ale on nawet na ni  nie spojrza . 

ł

ą

ł

Diona   pobieg a   do   sypialni.   W   napi ciu   zastanawia a   si ,  co   te   markiz   ma   jej   zakomu

ł

ę

ł

ę

ż

-

nikowa .   Nie   chcia a   traci   czasu   na   toalet ,  wi c  tylko   rozpu ci a  w osy,   upi te  do   konnej

ć

ł

ć

ę

ę

ś ł

ł

ę

 

jazdy, a pokojówka Emilia pomog a jej si  przebra . 

ł

ę

ć

background image

Tym razem Diona wybra a skromn  sukien

ł

ą

k  z bia ego mu linu, ozdobion  bladozielony

ę

ł

ś

ą

mi, 

jak wiosenne p czki, wst

kami. Przypi a jeszcze do gorsu dwie malutkie, wyj te z wazo

ą

ąż

ęł

ę

nu, 

ró yczki i ju  by a gotowa. 

ż

ż

ł

— Panienka zawsze taka  adna! — z za

ł

chwytem pochwali a pokojówka. 

ł

Diona u miechn a si  do niej i szybko wysz a z pokoju. 

ś

ęł

ę

ł

Tak   jak   oczekiwa a,   markiz   odpoczywa   w   swoim   ulubionym   fotelu   w   pobli u   pi knego

ł

ł

ż

ę

 

kominka projektu braci Adamów. Nad kominkiem wisia a, malowana na desce, tarcza her

ł

bowa 

rodu Irchesterów. 

Kiedy   tak   zbli a a   si   do   markiza,   przysz o   Dionie  na   my l,  i   siedz c  bez  ruchu,   Lenox

ż ł

ę

ł

ś ż

ą

 

Irchester wygl da jak posta  z obrazu jakiego  wybitnego artysty, jeszcze jeden wizerunek w

ą

ć

ś

 

galerii portretów przodków. 

Markiz powita  j  bez u miechu. Powa ny wyraz jego szarych oczu sprawi ,  e znów poczu a

ł ą

ś

ż

ł ż

ł  

si  zdenerwowana. 

ę

— Co si  sta o? Chyba nie zrobi am nicze

ę

ł

ł

go... z ego? — wyj ka a. 

ł

ą ł

— Oczywi cie,  e nie. Jednak nadszed  czas,  eby porozmawia  o pani przysz o ci. 

ś

ż

ł

ż

ć

ł ś

Diona, czuj c, jak lodowata d o   ciska jej serce, zapyta a: 

ą

ł ń ś

ł

— Czy pan Nairn wspomnia  znowu o tym... konkursie? 

ł

— Rzeczywi cie, mówi  o tym — potwierdzi  markiz. 

ś

ł

ł

— Ja... obawiam si ,  e pan b dzie si  na mnie gniewa , ale... Prosz ... nie mog  zrobi  tego, o

ę ż

ę

ę

ł

ę

ę

ć

 

co on mnie prosi. 

— Dlaczego? 

— Bo, wiem,  e to co ... co , czego moi rodzice z pewno ci  by nie zaakceptowali, a poza

ż

ś

ś

ś ą

 

tym... nie mog  jecha  do Londynu. 

ę

ć

— Dlaczego? — po raz wtóry zapyta  Ir

ł chester. 

Diona   by a   pewna,   e   odmowa   odpowiedzi   rozgniewa   markiza,   wi c  spojrza a   na   niego

ł

ż

ę

ł

 

b agalnie i rzek a: 

ł

ł

—   Prosz   spróbowa   zrozumie .   Ja...   si   ukrywam.   Gdybym   pojecha a   do   Londynu,   kto

ę

ć

ć

ę

ł

ś 

móg by mnie rozpozna . 

ł

ć

Zauwa y a,  e popatrzy  na ni  ze zdzi

ż ł ż

ł

ą

wieniem. 

background image

— Podobno nigdy nie by a pani w Lon

ł

dynie — przypomnia  jej w asne s owa. 

ł

ł

ł

— To prawda, ale znam ludzi, którzy tam mieszkaj  i gdybym wzi a udzia  w konkursie pana

ą

ęł

ł

 

Nairna... To... 

Jej g os si  za ama . Przera ona, i  markiz b dzie nalega  na przyj cie propozycji Roderi-ka,

ł

ę ł

ł

ż

ż

ę

ł

ę

 

pad a na kolana. 

ł

— Prosz  o pomoc — b aga a. — Wszystko jest straszliwie popl tane... By am tutaj taka...

ę

ł

ł

ą

ł

 

szcz liwa... z panem... 

ęś

Markiz   spojrza   Dionie   w   oczy.   Milcza ,   ale   poj a,   e   j   rozumie.   Po   d u szej   chwili

ł

ł

ęł ż

ą

ł ż

 

powiedzia  cicho: 

ł

— Mówisz Diono,  e by a pani tu ze mn  szcz liwa. Ja tak e czu em si  bardzo szcz

ż

ł

ą

ęś

ż

ł

ę

ęśliwy. 

Pragn  wi c co  zaproponowa . 

ę ę

ś

ć

Nie   spuszcza a   z   niego   wzroku.   Irchester   zawaha   si ,  jakby   zastanawiaj c,  nad   dobo

ł

ł ę

ą

rem 

s ów: 

ł

— Mam nadziej ,  e pewnego dnia powierzy mi pani swój sekret. Jednak tymczasem nie mo e

ę ż

ż  

pani przebywa  tutaj jako osoba o nie

ć

okre lonym statusie. Pojedziemy do Londynu. Tam ukryj

ś

ę 

pani  w bezpiecznym miejscu. 

ą

— Do Londynu? Przecie  ja musz  pracowa . 

ż

ę

ć

— Ale nie jako dziewczyna do psów! 

— Wi c, co mam robi ? 

ę

ć

Przez chwil  si  zastanawia , wreszcie odpar : 

ę ę

ł

ł

—   Mam   ma y,   ale   wygodny   dom.   Obydwoje   z   Syriuszem   b dziecie   tam   bezpieczni.   Nie

ł

ę

 

zamieszkam z wami na sta e, ale mo emy widywa  si  do  cz sto. B d  te  zabiera  pani  do

ł

ż

ć ę

ść ę

ę ę ż

ć

ą

 

moich wiejskich posiad o ci, gdzie mo emy je dzi  konno. 

ł ś

ż

ź

ć

Diona   spogl da a   na   niego   zdumiona   jakby   nie   dok adnie   rozumia a,   co   jej   proponuje.

ą ł

ł

ł

 

Wreszcie powiedzia a: 

ł

— Z panem czu abym si  bezpiecznie, ale w jaki sposób mia abym zarabia  na  ycie? 

ł

ę

ł

ć

ż

Markiz   wyci gn   do   niej   r k ,  a   ona,   po   sekundzie   wahania,   równie   poda a   mu   d o .

ą ął

ę ę

ż

ł

ł ń  

Przyci gn  Dion  bli ej i otoczy  ra

ą ął

ę

ż

ł mieniem. 

Poczu a si  jego mi ni i te dziwne wibracje, które ju  wcze niej pozna a. 

ł

łę

ęś

ż

ś

ł

— Jeste   liczna — rzek  g bokim g osem — i bardzo m oda. Kto  musi si  tob  opiekowa . 

ś ś

ł łę

ł

ł

ś

ę

ą

ć

background image

Sposób,   w   jaki   to   powiedzia   sprawi ,   e  ogarn o  Dion   dziwne,   nie  znane  jej  wcze niej

ł

ł ż

ęł

ę

ś

 

uczucie. Patrzy a na markiza szeroko otwar

ł

tymi oczami i nic ju  poza nim nie widzia a. 

ż

ł

— Razem b dziemy szcz liwi — powiedzia  Irchester  agodnie. 

ę

ęś

ł

ł

Nagle drzwi do biblioteki uchyli y si . Diona i markiz odsun li si  od siebie gwa townie. Do

ł

ę

ę

ę

ł

 

pokoju wszed  Dawson i zaanonsowa : 

ł

ł

— Sir Hereward Grantley i pan Simon Grantley, milordzie! 

Diona wyda a st umiony okrzyk, a Syriusz, który przez ca y czas spokojnie le a  obok fotela,

ł

ł

ł

ż ł

 

zawarcza  g ucho. 

ł ł

Do pokoju, kulej c z powodu podagry, wkroczy  sir Hereward. 

ą

ł

Szed  z trudem, wspieraj c si  na lasce wyko czonej ga k  z ko ci s oniowej. Na jego widok

ł

ą

ę

ń

ł ą

ś

ł

 

Diona poczu a,  e kamienieje. Zapad a cisza. 

ł ż

ł

Sir Hereward stan  w odleg o ci kilku stóp od markiza. Nie zwróci  jednak na gospodarza

ął

ł ś

ł

 

uwagi, tylko szorstko warkn  do Diony: 

ął

— A wi c tutaj jeste !  adnie mnie urz dzi

ę

ś Ł

ą

a , znikaj c w tak haniebny sposób! 

ł ś

ą

Dopiero teraz Diona odwa y a si  odetchn

. Ze zdenerwowania dr a a na ca ym ciele. Sy

ż ł

ę

ąć

ż ł

ł

-

riusz znowu zawarcza . Reakcja psa przywró

ł

ci a dziewczynie przytomno  umys u. Odwa

ł

ść

ł

y a

ż ł  

si  odezwa : 

ę

ć

— Stryju... uciek am, aby ratowa  Syriusza. Przecie  chcia e  go zabi . A ja nie mog am go

ł

ć

ż

ł ś

ć

ł

 

straci ! Nie mog am... 

ć

ł

— Trzeba by o porozmawia  ze mn , a nie post powa  jak ostatnia idiotka. — Sapn  i po

ł

ć

ą

ę

ć

ął

 

chwili doda : — Mo esz teraz wróci  do domu. Je li Syriusz b dzie grzeczny, daruj  mu. 

ł

ż

ć

ś

ę

ę

Zmiana tonu by a tak niespodziewana,  e Diona a  otworzy a szerzej oczy. 

ł

ż

ż

ł

Tymczasem Simon, pragn c w czy  si  do rozmowy, wykrzykn : 

ą

łą

ć ę

ął

— Ojciec chce powiedzie ,  e teraz, kiedy odziedziczy a  maj tek, sama mo esz utrzymy

ć ż

ł ś

ą

ż

wać 

Syriusza i sp aci  d ugi swojego ojca! 

ł ć ł

— Simonie! B d  cicho! — rykn  sir Here

ą ź

ął

ward i dopiero wówczas dostrzeg  stoj cego nie

ł

ą

 

opodal markiza. Wyci gn  do niego r k  w ge cie powitania i powiedzia : 

ą ął

ę ę

ś

ł

background image

— Prosz  mi przebaczy , milordzie, tak nieoczekiwane wtargni cie do pa skiego domu, ale

ę

ć

ę

ń

 

dopiero ostatniej nocy dowiedzia em si ,  e moja niesubordynowana podopieczna w a nie tutaj

ł

ę ż

ł ś

 

przebywa. 

Markiz zignorowa  wyci gni t  d o  i ch od

ł

ą

ę ą ł ń

ł nym tonem zwróci  si  do sir Herewarda: 

ł ę

— Chcia bym us ysze , o co w tej historii chodzi. 

ł

ł

ć

— Wyja ni  panu — wyrwa  si  znów Si

ś ę

ł ę

mon. — Moja kuzynka, Diona, otrzyma a w a nie

ł

ł ś  

spadek  po  matce chrzestnej.  Prosz   sobie  wyobrazi :  osiemdziesi t  tysi cy  funtów  dla takiej

ę

ć

ą

ę

 

m odej dziewczyny! 

ł

— Simonie, o czym ty mówisz? — wyj ka a Diona. 

ą ł

— Nie ma potrzeby, aby my przed obcymi omawiali nasze rodzinne sprawy! — wtr ci  sir

ś

ą ł

 

Hereward nerwowo. — Na zewn trz czeka powóz. Diono, pójdziesz teraz ze mn . Wszy

ą

ą

stko ci 

pó niej wyt umacz . 

ź

ł

ę

— Przepraszam, stryju Herewardzie, ale nie zamierzam wraca  do Grantley Hall. By am tam

ć

ł

 

nieszcz liwa. Mimo moich pró b i b aga , chcia e  zastrzeli  Syriusza. Nie chc  ryzyko

ęś

ś

ł

ń

ł ś

ć

ę

wa ,  e

ć ż  

taka sytuacja si  powtórzy. 

ę

— Ju  ci powiedzia em,  e mo esz zatrzyma  psa — odpar  ze z o ci  stryj. 

ż

ł

ż

ż

ć

ł

ł ś ą

— Mo esz go sobie mie  — znowu wtr ci  si  Simon — poniewa  mnie po lubisz! Z takim

ż

ć

ą ł ę

ż

ś

 

posagiem trzymaj i tuzin psów, je eli ci na tym zale y. 

ż

ż

— O czym ty mówisz...? 

Diona tak si  zdenerwowa a,  e s owa z tru

ę

ł ż ł

dem wydobywa y si  z jej ust. 

ł

ę

— Cicho b d , Simonie! — hukn  na syna sir Hereward. — Ja to za atwi . 

ą ź

ął

ł

ę

Simon, który lekcewa y  wszystkich z ojcem w cznie, zupe nie nie zmieszany u miechn

ż ł

łą

ł

ś

ął 

si   do   Diony.   Na   widok   wyrazu   jego   twarzy   dziew

ę

czyn   przesz y   ciarki.   By   to   ten   sam

ę

ł

ł

 

obrzydliwy   u miech,   z   jakim   m ody   cz owiek   usi owa   nie

ś

ł

ł

ł

ł

gdy   ca owa   stawiaj c   opór

ś

ł

ć

ą ą

 

kuzynk . 

ę

Sir Hereward gestem d oni nakaza  synowi milczenie, po czym zwróci  si  do markiza: 

ł

ł

ł ę

—   Milordzie,   prosz   przyj

  moje   przepro

ę

ąć

siny   za   zak ócanie   pa skiego   spokoju   naszymi

ł

ń

 

rodzinnymi   k opotami.   Zabior   zaraz   moj   bratanic   i   wi cej  nie   b dziemy   pana   niepokoi .

ł

ę

ą

ę

ę

ę

ć  

Diona nie mia o przysun a si  do markiza. Mia a wra enie,  e za chwil  si  udusi. 

ś

ł

ęł

ę

ł

ż

ż

ę ę

background image

— Poniewa  zosta em ju  niejako wprowa

ż

ł

ż

dzony w sprawy pa skiej bratanicy — odezwa  si

ń

ł ę 

Lenox Irchester — nale y mi si  wyja nienie z pa skiej strony. Jakie s  pana zamiary co do jej

ż

ę

ś

ń

ą

 

przysz o ci? 

ł ś

— Nie widz   adnego powodu... — zacz  sir Hereward, ale prze kn   lin  i opanowa  si . —

ę ż

ął

ł ął ś ę

ł ę

 

Diona jest sierot . Pragn , aby po lubi  j  mój syn, który odziedziczy po mnie tytu  i maj tek. 

ą

ę

ś

ł ą

ł

ą

— I s dzi pan,  e pa ska bratanica przy

ą

ż

ń

stanie na taki plan? 

W   g osie   markiza   zabrzmia a   wyra na   ironia.   Twarz   sir   Herewarda   pokra nia a.   Odrzek

ł

ł

ź

ś ł

ł 

gniewnie: 

— Jestem jej opiekunem i, jak jego wysoko  dobrze wie, zgodnie z prawem musi mi by

ść

ć 

pos uszna. 

ł

W jednej chwili Diona poj a groz  sytuacji. Zapragn a natychmiast ukry  si  przed zbli a

ęł

ę

ęł

ć ę

ż -

j cym si  niebezpiecze stwem i gotowa by a w ka dej chwili rzuci  si  do drzwi. 

ą

ę

ń

ł

ż

ć ę

Markiz   jakby   przeczuwaj c  decyzj   Diony,   mocno   uj   dziewczyn   za   nadgarstek,   unie

ą

ę

ął

ę

-

mo liwiaj c jej ucieczk . Spojrza a mu w oczy z wyrzutem. Widzia ,  e by a blada i dr a a ze

ż

ą

ę

ł

ł ż

ł

ż ł

 

strachu. Syriusz zawarcza  ostrzegawczo. Mar

ł

kiz zacie ni  u cisk i przyci gn  Dion  bli ej

ś ł ś

ą ął

ę

ż  

ku sobie, po czym zwróci  si  do sir Herewarda: 

ł ę

—   Obawiam   si ,  sir   Grantley,   e   pana   plany   s   nieaktualne,   poniewa   panna   Diona   dzi

ę

ż

ą

ż

ś 

w a nie zar czy a si  ze mn ! 

ł ś

ę

ł

ę

ą

Zapad a   d uga   cisza.   Nagle   jednocze nie   da o   si   s ysze   g o ne   westchnienie   Diony   i

ł

ł

ś

ł

ę ł

ć ł ś

 

w ciek y wrzask Simona. 

ś

ł

— Nie mo esz jej mie ! Ona jest moja! Moja! Tata powiedzia ,  e ona wyjdzie za mnie! I tak

ż

ć

ł ż

 

ma by ! 

ć

Markiz nie zwraca  uwagi na krzyki m odego cz owieka. Obserwowa  sir Herewarda. Ten za

ł

ł

ł

ł

ś 

wiadom   by   w   pe ni   wagi   s ów   wypowie

ś

ł

ł

ł

dzianych   przez   Irchestera.   Sir   Hereward   czuł 

beznadziejno

 sytuacji. W pierwszej chwili zaskoczenia nie potrafi  zebra  my li, wi c, gdy

ść

ł

ć

ś

ę

 

wreszcie umilk  przenikliwy, histeryczny g os Simona, rzek  tylko: 

ł

ł

ł

— Ona nie mo e wyj  za m  wbrew mojej woli! 

ż

ść

ąż

— Wiem o tym — markiz zachowywa  ca

ł

łkowity spokój — ale nie s dz , by odmówi  pan

ą ę

ł

 

swej zgody. 

Ich oczy spotka y si . Spojrzenie Irchestera by o pe ne pogardy. Sir Hereward opu ci  wzrok. 

ł

ę

ł

ł

ś ł

background image

— W tych okoliczno ciach mog  mie  tylko nadziej , milordzie,  e jest pan  wiadom swych

ś

ę

ć

ę

ż

ś

 

czynów i nie b dzie pan pó niej rozczarowany. 

ę

ź

Markiz nie odpowiedzia , wi c sir Hereward doda : 

ł

ę

ł

—   S dz ,  e   kolejnym   krokiem   b dzie   spo

ą ę ż

ę

rz dzenie   przez   pa skich   prawników   intercyzy

ą

ń

 

ma e skiej... 

łż ń

Markiz   nadal   milcza .   Nie   wykona   te   ad

ł

ł ż ż nego gestu zapraszaj cego, by niespodziewani

ą

 

go cie usiedli. Jego opanowanie jeszcze bardziej zirytowa o sir Herewarda. Rzuci  wi c z pasj : 

ś

ł

ł

ę

ą

—  egnam, milordzie! 

Ż

Sir   Grantley,   nie   obdarzywszy   Diony   nawet   jednym   spojrzeniem,   ruszy   powoli   w   stron

ł

ę 

drzwi. 

— Ale , tato! — protestowa  Simon. — Obieca e  mi! Powiedzia e ,  e po lubi  Dion ! Jak

ż

ł

ł ś

ł ś ż

ś

ę

ę

 

ona mo e wyj  za kogo  innego?! To nie w porz dku! Przecie  on nie potrzebuje jej pieni dzy.

ż

ść

ś

ą

ż

ę

 

Ma swoje w asne! 

ł

Sir Hereward w milczeniu opu ci  bibliotek . Simon wybieg  za nim. Przez otwarte drzwi

ś ł

ę

ł

 

s ycha  by o jeszcze jego j kliwe skargi, s a

ł

ć

ł

ę

ł bn ce w miar , jak nieproszeni go cie oddalali si . 

ą

ę

ś

ę

Dopiero, gdy g osy zupe nie ucich y, markiz pu ci  r k  Diony. Dziewczyna osun a si  na

ł

ł

ł

ś ł ę ę

ęł

ę

 

kolana   i   obj a  ramionami   Syriusza,   który,   wyczuwaj c  stan   ducha   swojej   pani,   poliza   j

ęł

ą

ł ą 

delikatnie w policzek. Markiz podszed  do drzwi. 

ł

— Zaraz po lunchu jedziemy do Londynu. Natychmiast! — o wiadczy  stanowczo. 

ś

ł

Diona przez chwil  nie mog a poj  znacze

ę

ł

ąć

nia jego s ów. Wreszcie szepn a: 

ł

ęł

— Do Londynu... 

W bibliotece zostali ju  tylko ona i Syriusz. 

ż

Jechali na tyle szybko, i  nie sposób by o rozmawia . Diona z zadowoleniem pomy la a,  e w tej

ż

ł

ć

ś ł ż

 

sytuacji nie musi zada  pyta , których i tak w najbli szej przysz o ci nie uniknie. 

ć

ń

ż

ł ś

Wyp akawszy   si   w  samotno ci  swojej  sypia

ł

ę

ś

lni,   Diona  ogromnym  wysi kiem   woli   zdo a a

ł

ł ł  

nakaza   sobie   opanowanie   i   na   lunch   zesz a   ju   ca kiem   spokojna.   W   bibliotece,   oprócz

ć

ł

ż

ł

 

Irchestera,   zasta a   rów

ł

nie   Roderika.   Nie   mia a   poj cia,   czy   Nairn   s ysza   o   scenie,   która

ż

ł

ę

ł

ł

 

rozegra a   si   tu   pod   jego   nieobecno ,   nie   chcia a   jednak,   by   poruszano   ten   temat.   Markiz

ł

ę

ść

ł

 

wyczuwaj c jej nastrój, rozpocz  rozmow  o biegach terenowych z przeszkodami. Przedstawi

ą

ął

ę

ł 

Roderikowi przepisy zawodów, po czym zacz li rozwa a , kogo nale a oby zaprosi . 

ę

ż ć

ż ł

ć

background image

Zanim   lunch   dobieg   ko ca  Diona  nabra a   przekonania,   e   Roderic  nie  ma  poj cia  o   nie

ł

ń

ł

ż

ę

-

spodziewanej wizycie sir Herewarda i Simona. Zaskoczy o j  natomiast i wyda o si  zastana

ł ą

ł

ę

-

wiaj ce, i  nie by  ciekaw, dlaczego tak nagle wyruszaj  do Londynu. Czy  przypadkiem nie

ą

ż

ł

ą

 

wzi  takiego obrotu spraw za pocz tek reali

ął

ą

zacji planu zwi zanego z zak adem. Zapewne uzna ,

ą

ł

ł  

e markiz zabiera j  do stolicy wcze niej, aby zd

y a odpocz

 i nale ycie przygotowa  si  do

ż

ą

ś

ąż ł

ąć

ż

ć ę

 

konkursu. Ta my l ogromnie Dion  niepokoi a. By  ju  najwy szy czas, by ujawni  Roderikowi

ś

ę

ł

ł ż

ż

ć

 

ca  prawd  i u wiadomi  mu,  e córka Harry'ego Grantleya absolutnie nie mo e bra  udzia u w

łą

ę

ś

ć

ż

ż

ć

ł

 

podobnie podejrzanych przedsi wzi ciach. 

ę

ę

A   zreszt   —   pomy la a  nieco   spokojniej   —   najlepiej   b dzie  zda   si   na  pomoc  markiza.

ą

ś ł

ę

ć ę

 

Uratowa  j  raz, uratuje wi c znowu. 

ł ą

ę

Mimo  e nie potrafi a przenikn

 uczu  i my li Irchestera, Diona by a przekonana,  e nie ma

ż

ł

ąć

ć

ś

ł

ż

 

on zamiaru si  z ni  o eni . S owa, które wypowiedzia  podczas wizyty stryja za

ę

ą ż

ć ł

ł

pewne nic nie 

znaczy y.   Intrygowa a   j   nato

ł

ł

ą

miast   niezrozumia a   propozycja   markiza,   by   zamieszka   w

ł

ć

 

Londynie, a wspomnienie tonu, jakim to mówi , i dotyku obejmuj cych j  ramion budzi y w

ł

ą

ą

ł

 

Dionie nieznane jej dot d emocje. Pomy la a, cho  natychmiast wyda o jej si  to niedorzeczne,

ą

ś ł

ć

ł

ę

 

i  gdyby nie przybycie stryja Herewarda, markiz z pewno ci  by j  poca owa . Stali wtedy tak

ż

ś ą

ą

ł

ł

 

blisko siebie, a kiedy j  obejmowa , czu a zawrót g owy, nag y jak  wiat o b yskawicy. Przez

ą

ł

ł

ł

ł

ś

ł

ł

 

chwil  nie mog a oddycha , ani my le . 

ę

ł

ć

ś ć

Teraz obserwowa a markiza ukradkiem, gdy ca  swoj  uwag  skupia  na powo eniu. Wy

ł

łą

ą

ę

ł

ż

-

gl da  niezwykle poci gaj co. Diona zrozu

ą ł

ą ą

mia a, i  t skni do dotyku jego ust. Tak, pragn a

ł

ż ę

ęł  

poca unków. 

ł

Dawniej poca unek kojarzy  si  jej tylko z obrzydliwymi zalotami Simona. Kiedy uciek

ł

ł ę

a,

ł  

pe na wstr tu obiecywa a sobie,  e nigdy nie pozwoli dotkn

 si   adnemu m

czy nie. A te

ł

ę

ł

ż

ąć ę ż

ęż

ź

raz, 

musia a szczerze to przyzna , niepokoi a si , czy Lenox Irchester, wiedz c,  e ma do czynienia z

ł

ć

ł

ę

ą ż

 

pann  Grantley, zechce kiedykol

ą

wiek znowu j  poca owa . 

ą

ł

ć

Rozs dek   podpowiada ,   i   „zar czyny"   zo

ą

ł ż

ę

sta y   og oszone   stryjowi,   aby   ratowa   j   przed

ł

ł

ć ą

 

zakusami Simona. 

Zbli ali si  ju  do Londynu, a Diona ci gle zastanawia a si  nad uczuciami markiza i raz po

ż

ę ż

ą

ł

ę

 

raz powtarza a sobie w duchu,  e niemo liwe jest, ,by naprawd  my la  o ma e stwie. Zapew

ł

ż

ż

ę

ś ł

łż ń

-

background image

ne, dosz a do wniosku, postanowi  si  ni  po prostu zaopiekowa . 

ł

ł ę ą

ć

Diona   niewiele   wiedzia a   o   m

czyznach   i   o   mi o ci,   cho   ycie   rodziców   by o   dla   niej

ł

ęż

ł ś

ć ż

ł

 

przyk adem szcz cia, które pragn a osi gn  we w asnym ma e stwie. 

ł

ęś

ęł

ą ąć

ł

łż ń

Simon  chcia  j  obejmowa   i  ca owa , co  napawa o  Dion   wstr tem. Markiz by  zupe nie

ł ą

ć

ł

ć

ł

ę

ę

ł

ł

 

inny, lecz i on nie ofiarowywa  jej takiej mi o ci, na któr  czeka a i któr  mog aby przyj

, nie

ł

ł ś

ą

ł

ą

ł

ąć

 

trac c przy tym szacunku dla samej siebie. 

ą

—   Uratowa   mnie,   ale   nie   mog   mu   ule

ł

ę

ga   —   postanowi a.   A   je li   stryj   odnajdzie   j   i

ć

ł

ś

ą  

ponownie zacznie nak ania  do ma e stwa z Simonem? By oby to straszne i poni aj ce. Sama

ł

ć

łż ń

ł

ż ą

 

my l   o   zwi zku   z   kuzynem,   o   jego   dotyku   i   pieszczotach,   sprawi a,   e   Dion   zala a   fala

ś

ą

ł

ż

ę

ł

 

obrzydzenia. 

Musia a chyba zadr e , gdy  markiz obróci  si  ku niej i zapyta : 

ł

ż ć

ż

ł ę

ł

— Wszystko dobrze? Nie jest ci zimno? 

— Nie, oczywi cie,  e nie. 

ś

ż

Zatrzymali si  tylko, by wymieni  konie i natychmiast ruszyli dalej. Roderic podró owa  w

ę

ć

ż

ł  

towarzystwie Sama innym faetonem. 

Markiz powozi  osobi cie i Diona domy li a si ,  e ma on zamiar pobi  swój w asny rekord

ł

ś

ś ł

ę ż

ć

ł

 

przejazdu do Londynu. 

Gdy nareszcie dotarli do Irchester House, Dion  znów ogarn  l k. 

ę

ął ę

Wesz a  za  markizem  do   ogromnej  sieni,   gdzie  powita   ich   starszy   m

czyzna.   By   to   pan

ł

ł

ęż

ł

 

Swaythling, osobisty sekretarz, maj cy piecz  nad wszystkimi domami markiza. Diona zna a go

ą

ę

ł

 

ze s yszenia, gdy  jego nazwisko pada o niejednokrotnie podczas rozmów markiza i Roderica. 

ł

ż

ł

— Otrzyma e  wiadomo , Swaythling? — zapyta  Irchester. 

ł ś

ść

ł

— Tak, milordzie. Pos aniec przyjecha  pó  godziny temu. 

ł

ł

ł

— Wykona e  moje instrukcje? 

ł ś

— Wszystko zosta o urz dzone zgodnie z pa sk  wol , milordzie. 

ł

ą

ń ą

ą

—  wietnie! — wykrzykn  markiz i zwróci  si  do Diony: 

Ś

ął

ł ę

— To jest mój sekretarz, pan Swaythling, który z w a ciw  sobie operatywno ci  zdo a  ju

ł ś

ą

ś ą

ł ł ż 

znale  dla ciebie przyzwoitk . 

źć

ę

background image

Sekretarz z szacunkiem sk oni  si  przed Dion . 

ł

ł ę

ą

— Mam nadziej , panno Grantley,  e b

ę

ż ędzie pani zadowolona. Przypuszczam,  e teraz pragnie

ż

 

pani obmy  si  i przebra  po podró y, bo, jak s dz , by a to bardzo szybka jazda. Na górze czeka

ć ę

ć

ż

ą ę

ł

 

na pani  ochmistrzyni, pani Norton. 

ą

— Dzi kuj  — odpar a krótko Diona. 

ę

ę

ł

Markiz w milczeniu przygl da  si , jak po

ą ł ę

woli idzie po schodach — smutna, onie mielona i

ś

 

samotna. Gdy pan Swaythling zwróci  si  do niej po nazwisku, zda a sobie nagle spraw ,  e

ł ę

ł

ę ż  

nadszed   moment,   kiedy   jej   pozycja   w   domu   markiza   musi   zosta   ostatecznie   jasno   sprecy

ł

ć

-

zowana. 

Pani Norton dygn a. Diona skin a jej g ow . 

ęł

ęł

ł ą

— Panienka jest pewnie  miertelnie zm czo

ś

ę

na. Jecha  ze wsi z tak  szybko ci , z jak  jego

ć

ą

ś ą

ą

 

wysoko  zawsze p dzi! Gdybym to ja mia a podró owa , w którym  z tych szybkich powo

ść

ę

ł

ż

ć

ś

zów, 

umar abym chyba ze strachu. 

ł

— Mnie to sprawi o przyjemno , chocia , mam wra enie,  e jestem ca a pokryta ku

ł

ść

ż

ż

ż

ł

rzem — 

u miechn a si  dziewczyna. 

ś

ęł

ę

Wyruszaj c w drog , Diona w o y a najlep

ą

ę

ł ż ł

sz  sukni  i kapelusz. Nie musia a wi c wstydzi

ą

ę

ł

ę

ć 

si  swojego wygl du w tym eleganckim domu. 

ę

ą

Rozejrza a si  po pokoju. By  ogromny, a okna wychodzi y na ogród. 

ł

ę

ł

ł

— S ysza am,  e baga  panienki gdzie  si  zapodzia . Krawcowe b d  tu w ci gu godziny. 

ł

ł

ż

ż

ś ę

ł

ę ą

ą

— Krawcowe? — zdumia a si  Diona. 

ł

ę

Ju  mia a powiedzie ,  e nie sta  jej na nowe suknie. Tym bardziej nie mia a zamiaru po

ż

ł

ć ż

ć

ł

-

zwoli , aby markiz za nie p aci , gdy nagle przypomnia a sobie,  e przecie  teraz jest bar

ć

ł ł

ł

ż

ż

dzo 

bogata. 

Podczas   podró y   tak   zaprz tni ta  by a   roz

ż

ą ę

ł

my laniami   o   Lenoxie   Irchesterze,   e   zupe nie

ś

ż

ł

 

zapomnia a, po co w gruncie rzeczy przyjecha  stryj i jak wa n  wiadomo  uzyska a dzi ki tej

ł

ł

ż ą

ść

ł

ę

 

nieprzyjemnej wizycie. 

By a   naprawd   bogata.   Niezwyk e   uczucie   po   d ugim   okresie   niedostatku.   Od   momentu

ł

ę

ł

ł

 

przybycia Diony do Grantley Hall nieustannie podkre lano jej ubóstwo, ci gle przypominano o

ś

ą

 

d ugach ojca. Teraz to ju  si  nigdy nie powtórzy. 

ł

ż ę

background image

Dobrze   pami ta a   matk   chrzestn .   Lady   Campbell,   cho   du o   starsza,   przyja ni a   si

ę ł

ę

ą

ć

ż

ź ł

ę 

ogromnie z pani  Grantley. Obecnie musia a by mie  ju  chyba dobrze po siedemdziesi tce,

ą

ł

ć ż

ą

 

my la a Diona. 

ś ł

Udr czona  atmosfer   panuj c   w   domu   stry

ę

ą

ą ą

ja,   Diona   nie   raz   mia a   ochot   zwróci   si   o

ł

ę

ć ę  

pomoc do lady Campbell, lecz wszelki kontakt z ni  urwa  si  na dwa lata przed  mierci  matki.

ą

ł ę

ś

ą

 

Chrzestna mieszka a w Northumber-land, za daleko dla Diony. 

ł

— Widocznie przez ten czas jednak my la a o mnie. Wiem przecie , jak bardzo nas kocha

ś ł

ż

a

ł  

—  snu a  rozwa ania  Diona —  i dlatego   uczyni a  mnie  swoj   spadkobierczyni . Dziew

ł

ż

ł

ą

ą

czyna 

a owa a,   e   nie   próbowa a   zobaczy   si ,  czy   cho by   napisa   do   staruszki,   ale   po   mierci

ż ł

ł

ż

ł

ć ę

ć

ć

ś

 

rodziców czu a si  tak przygn biona i bezradna, i  nie potrafi a zdoby  si  na jakikolwiek wyraz

ł

ę

ę

ż

ł

ć ę

 

sprzeciwu wobec stryja. 

- By am s aba i samolubna — skarci a si  w duchu. — Ojciec nigdy nie zaniedba  starych

ł

ł

ł

ę

ł

 

przyjació . Jaka szkoda,  e nie mo na cofn

 czasu. Potem my li jej pop yn y innym torem.

ł

ż

ż

ąć

ś

ł ęł

 

Gdyby   pieni dze   nadesz y   za   ycia   rodziców,   mogliby   cieszy   si   nimi   we   trójk .   Diona

ą

ł

ż

ć ę

ę

 

kupi aby ojcu najlepsze konie i nie dosz oby do wypadku z dzikim ogierem. Pojechaliby te  do

ł

ł

ż

 

Londynu, jak pragn a matka, i Diona wy

ęł

st pi aby na wielkim balu jak prawdziwa debiutantka.

ą ł

 

Teraz by o ju  za pó no. Pieni dze nie mia y dla niej znaczenia, tyle  e uniezale

ł

ż

ź

ą

ł

ż

żnia y j  od  aski

ł ą

ł

 

stryja. 

Raptem przypomnia a sobie o czym  bardzo wa nym, co powinno zosta  zrobione od razu!

ł

ś

ż

ć

 

Musia a si  pospieszy . Nie przebiera a si  wi c, a tylko zmy a kurz z twarzy i r k i, z pomoc

ł

ę

ć

ł

ę

ę

ł

ą

ą 

pokojówki, u o y a w osy. 

ł ż ł

ł

Zbieg a   na   dó .   Kamerdyner   wskaza   jej   drog   do   salonu,   gdzie   spodziewa a   si   znale

ł

ł

ł

ę

ł

ę

źć 

markiza. Zauwa y a go stoj cego w pobli u kominka i ruszy a ku niemu prawie biegiem, lecz

ż ł

ą

ż

ł

 

nagle z rozczarowaniem stwierdzi a,  e nie by  sam. 

ł ż

ł

Na sofie siedzia a przystojna pani w  rednim wieku, ubrana z niebywa  elegancj  i przymil

ł

ś

łą

ą

-

nie spogl da a na markiza. 

ą ł

—   Oto   Diona   Grantley   —   przedstawi   Ir-chester.   —   Diono,   s dz ,   e   powinna   pani

ł

ą ę ż

 

podzi kowa  mojej kuzynce, pani Lamborn, która zgodzi a si  przyby  tutaj i pe ni  rol  twojej

ę

ć

ł

ę

ć

ł ć

ę

 

opiekunki. 

background image

Diona dygn a, a pani Lamborn wyci gn a r k : 

ęł

ą ęł ę ę

—   Niezmiernie   mi   mi o,   i   mog   pani   po

ł

ż

ę

ą

zna ,   Diono   Grantley.   Kuzyn   wspomina   mi   o

ć

ł

 

wielkim szcz ciu, które pani  spotka o. Moje gratulacje. 

ęś

ą

ł

— Pieni dze szcz cia nie daj  — uci  markiz tonem tak ch odnym, jakby chcia  ostudzi

ą

ęś

ą

ął

ł

ł

ć 

entuzjazm pani Lamborn. Ale ta roze mia a si  tylko: 

ś

ł

ę

—   Owszem,   tak  si   mówi.   Ale  wielu   pan

ę

nom,   niezbyt  powabnym,   odziedziczony   majątek 

dziwnie doda  atrakcyjno ci. Oczywi cie, nie dotyczy to panny Grantley. 

ł

ś

ś

— Dzi kuj  — odpar a Diona, zdenerwo

ę

ę

ł

wana,  e trac  czas na tak bezsensowne roz

ż

ą

wa ania,

ż

 

po czym zwróci a si  nagl cym tonem do markiza: 

ł

ę

ą

— Czy mog  spyta  o co  bardzo wa nego i pilnego? 

ę

ć

ś

ż

— O co chodzi? 

— Je li rzeczywi cie mam tyle pieni dzy, w co nadal trudno mi uwierzy , to czy mog  wys a

ś

ś

ę

ć

ę

ł ć 

od razu zasi ek ludziom, których zaraz po  mierci ojca odes ano na emerytur ? Stryj Hereward

ł

ś

ł

ę

 

potraktowa  ich w taki sposób,  e zapewne przymieraj  g odem. To samo dotyczy s u

cych,

ł

ż

ą ł

ł żą

 

pozostawionych aby opiekowa  si  naszym domem, zanim zostanie sprzedany. 

ć ę

— Prosz  zwróci  si  do Swaythlinga,  eby wykona  pani zarz dzenia — odpar  markiz. 

ę

ć ę

ż

ł

ą

ł

— Czy mog  pój  do niego natychmiast? 

ę

ść

— Oczywi cie. 

ś

— Gdzie go znajd ? 

ę

Markiz, z pob a liw  min , jakby op dza  si  od natr tnego dziecka, ruszy  w stron  drzwi.

ł ż

ą

ą

ę

ł ę

ę

ł

ę

 

Mijaj c kuzynk , sk oni  si  lekko: 

ą

ę

ł

ł ę

— Wybacz mi na chwil , Noreen. 

ę

— Ale  oczywi cie — odpar a pani Lam

ż

ś

ł

born. 

Markiz   szybkim   krokiem   przemierzy   kory

ł

tarz,   potem   drugi   i   wskaza   Dionie   drzwi,   za

ł

 

którymi mie ci  si  gabinet sekretarza. Na ich widok pan Swaythling podniós  si  zza biurka. 

ś ł ę

ł ę

— Panna Grantley — powiadomi  go Irches-ter — ma dla pana szereg polece . Poniewa

ł

ń

ż 

przej cie spadku zajmie nieco czasu, na razie ja b d  pe ni  funkcj  bankiera panny Diony. 

ę

ę ę ł ł

ę

Dziewczyna wygl da a na skonsternowan . 

ą ł

ą

— Nie chc  sprawia  k opotu, ale bardzo le y mi na sercu los tych ludzi. S u yli wiernie

ę

ć ł

ż

ł ż

 

moim rodzicom i ufali im. 

background image

Lenox Irchester spojrza  na ni   agodnie. 

ł

ą ł

— By oby niegodziwo ci  pozostawienie ich w niedostatku. 

ł

ś ą

— Wiedzia am,  e pan to zrozumie — u miechn a si  Diona. 

ł

ż

ś

ęł

ę

—   Prosz   poinformowa   pana   Swaythlinga   dok adnie,   czego   pani   sobie   yczy   —   markiz

ę

ć

ł

ż

 

ruszy  ku drzwiom, lecz Diona zatrzyma a go na moment, k ad c mu d o  na ramieniu. 

ł

ł

ł ą

ł ń

— Chcia abym pó niej porozmawia  z pa

ł

ź

ć

nem na osobno ci. 

ś

— Oczywi cie, ale s dz ,  e najpierw powin

ś

ą ę ż

na pani pozna  si  lepiej z pani  Lamborn. Na

ć ę

ą

 

pewno oka e si  bardzo pomocna. 

ż

ę

Markiz powiedzia  to tonem innym ni  po

ł

ż

przednio i odszed . Spogl daj c za nim, poczu a

ł

ą ą

ł  

nagle pustk , sama nie mog a zrozumie  dla

ę

ł

ć

czego. 

— Prosz  mi dok adnie wszystko powie

ę

ł

dzie , panno Grantley — dobieg  j , jakby z oddali,

ć

ł ą

 

g os sekretarza. 

ł

Straci am markiza — ta rozpaczliwa my l ko ata a si  w g owie Diony. Nie umia a po

ł

ś

ł ł

ę

ł

ł

wiedzie ,

ć  

na czym polega o zerwanie wi zi. Zdarzenia toczy y si  tak szybko,  e czasami Diona mia a

ł

ę

ł

ę

ż

ł  

wra enie, jakby brak o jej tchu. A przecie , gdy ujrza a stryja w Irchester Park, od razu poj a, i

ż

ł

ż

ł

ęł ż 

wszystko   musi   si   zmieni .   W   Londynie   zasiadali   do   sto u   we   czworo.   Pani   Lamborn

ę

ć

ł

 

opowiada a o  ludziach,  których  Diona  nie zna a,  g ównie  o  krewnych  jej  i mar

ł

ł

ł

kiza.  Roderic 

wci

  si   d sa ,   gdy   markiz   stanowczo   zabroni   mu   miesza   Dion   w   spra

ąż ę ą ł

ż

ł

ć

ę

w   zak adu   z

ę

ł

 

Watsonem. 

Pewnego razu Roderic szepn  Dionie, tak aby pani Lamborn nie us ysza a: 

ął

ł

ł

— Wuj przynajmniej móg  si  nie sprzeci

ł ę

wia ,  ebym rozejrza  si  po wsi. Mo e znalaz

ć ż

ł ę

ż

łbym 

jak   adn  dziewczyn . Mog em chocia  spróbowa ... 

ąś ł

ą

ę

ł

ż

ć

— Jest pan pewien,  e markiz nic tu nie pomo e? — równie  sciszonym g osem zapyta a

ż

ż

ż

ł

ł  

Diona. 

— Powiedzia ,  eby zda  si  na niego. Ale przecie  nie mog  straci  twarzy przed wszyst

ł ż

ć ę

ż

ę

ć

kimi 

znajomymi z klubu, sam musz  co  zrobi . 

ę ś

ć

Diona u miechn a si . 

ś

ęł

ę

—  Jestem  pewna,   e  markiz  wymy li  co   m drego  i  przechytrzy   tego   obrzydliwego  cz o

ż

ś

ś ą

ł -

wieka. 

background image

— W tpi  — ponuro odpar  Roderic. Rozmawiali w odleg ym k cie salonu. Diona 

ą ę

ł

ł

ą

pomy la a,  e je li b d  zachowywa  si  tak tajemniczo, pani Lamborn zacznie podejrzewa  ich

ś ł ż

ś

ę ą

ć ę

ć

 

o jakie  wspólne sekrety. Podesz a zatem do markiza i jego kuzynki. Odnios a jednak wra e

ś

ł

ł

ż nie, 

e   nie   mieli   oni   ochoty   na   jej   towarzystwo,   wi c,   smutna   i   zm czona   wydarzeniami   dnia,

ż

ę

ę

 

zapragn a znale  si  ju  w swojej sypialni. 

ęł

źć ę ż

Wysz a jeszcze tylko z Syriuszem na krótki spacer do ogrodu. Ogród by  niewielki, ale jak

ł

ł

 

wszystko   co   nale a o   do   markiza   pi knie   utrzy

ż ł

ę

many.   Widok   kwiatów   i   drzew   na   chwilę 

pocieszy  Dion . K ad c si  do  ó ka, czu a si  jednak straszliwie samotna i nieszcz liwa. 

ł

ę ł ą

ę

ł ż

ł

ę

ęś

Nast pnego   dnia   pani   Lamborn   zabra a   Dio

ę

ł

n   po   zakupy,   które   zaj y  im   czas   od   rana   do

ę

ęł

 

wieczora. 

Diona i jej nowa opiekunka samotnie zjad y szybki posi ek, gdy  Irchester wyszed  gdzie

ł

ł

ż

ł

ś 

wcze niej.   Zobaczyli   si   dopiero   wieczorem,   podczas   obiadu,   ale   markiz   znowu   rozmawia

ś

ę

ł 

g ównie z kuzynk . Dionie przypomnia y si  smutne obiady w domu stryja, w czasie których

ł

ą

ł

ę

 

siedzia a milcz c — smutna i znudzona. 

ł

ą

A jednak tu by o inaczej. Mog a przynaj

ł

ł

mniej patrze  na markiza i s ysze  jego g os. Staraj c

ć

ł

ć

ł

ą  

si , by tego nie zauwa y , przygl da a mu si  ukradkiem i próbowa a si  my li  ci g

ę

ż ł

ą ł

ę

ł

łą

ś ś ą n , cho

ąć

ć 

na chwil , jego uwag . 

ę

ę

Kiedy  yczyli sobie dobrej nocy, czu a  e markiz staje si  wobec niej coraz bardziej oficjalny.

ż

ł ż

ę

 

Mia a ochot  uciec i ukry  si . Roz

ł

ę

ć ę

s dek podpowiada , i  zamiarem markiza jest wprowadzenie

ą

ł ż

 

Diony do towarzystwa i znalezienie dla niej, z pomoc  pani Lamborn, odpowiedniego m

a. Bo

ą

ęż

 

przecie  w a nie za stosown  parti  powinni si  rozgl da  opieku

ż ł ś

ą

ą

ę

ą ć

nowie debutante. 

Dzi ki staraniom markiza, Diona ubiera a si  teraz szczególnie elegancko, a pani Lamborn

ę

ł

ę

 

da a   jej   do   zrozumienia,   e   uzyska a   zaprosze

ł

ż

ł

nia   na   wszystkie   licz ce  si   bale   a   do   ko ca

ą

ę

ż

ń  

sezonu. Mimo,  e by  ju   rodek lata, sporo osób zdecydowa o si  pozosta  w Londynie. Kiedy

ż

ł ż ś

ł

ę

ć

 

jednak  ycie towarzyskie w  stolicy  za

ż

mrze  ca kowicie,  wezm  udzia   w  wielu  przyj

ł

ą

ł

ęciach w 

wiejskich rezydencjach. 

— Kuzyn Lenox zna, rzecz jasna, wszystkie te miejsca — i pani Lamborn zacz a wymie

ęł

nia ,

ć  

pe nym   szacunku   tonem,   nazwy   posiad

ł

o ci   —   Syon   House   nale

cy   do   ksi cia   i   ksi

ł ś

żą

ę

ężnej 

Northumberland, Osterley — dom hrabiostwa Jersey w Chiswick... 

background image

Lista ci gn a si  bez ko ca, a wreszcie Diona przesta a cokolwiek rozumie  i nie pró

ą ęł

ę

ń

ł

ć

bowa a

ł  

ju  nawet zapami tywa  nazwisk wszy

ż

ę

ć

stkich tych nie znanych jej ludzi. 

— Chc  tylko jednego — powtarza a sobie w duchu — porozmawia  z markizem, tak jak w

ę

ł

ć

 

Irchester Park. Bola a j  my l o tamtych szcz liwych chwilach. Wspomina a wspólne konne

ł ą

ś

ęś

ł

 

wyprawy i pasjonuj ce, a czasem zabaw

ą

ne, dyskusje przy stole. 

Diona   czu a,   jak   ogarnia   j   rozpacz.   Przewraca a   si   w   ó ku   z   boku   na  bok,   zm czona  i

ł

ą

ł

ę

ł ż

ę

 

niespokojna. By o zbyt gor co, aby mog a zasn

ł

ą

ł

ąć

Nagle us ysza a dziwny d wi k dochodz cy zza okna. Wiedziona ciekawo ci  wyskoczy a z

ł

ł

ź ę

ą

ś ą

ł

 

po cieli,   odsun a   zas ony   i   wyjrza a.   Ksi

yc   blado-srebrzystym   blaskiem   o wietla   ogród.

ś

ęł

ł

ł

ęż

ś

ł

 

W ród cieni drzew Diona odró nia a zarysy rabat kwiatowych. 

ś

ż

ł

D wi k powtórzy  si . Brzmia  jak j k bólu jakiego  zwierz cia. Syriusz wspi  si  na okno

ź ę

ł ę

ł

ę

ś

ę

ął ę

 

przednimi  apami i warkn . 

ł

ął

— Co to mo e by , Syriuszu? — szepn a. 

ż

ć

ęł

Pies znów zawarcza . Jednocze nie Diona us ysza a cichutki skowyt. Teraz by a ju  pew

ł

ś

ł

ł

ł

ż

na,  e

ż  

jakie  ma e zwierz , mo e kot, wpad o w pu apk . 

ś

ł

ę

ż

ł

ł

ę

Nie zastanawiaj c si  d u ej, Diona narzuci a szal na koszul  nocn , otworzy a drzwi i wy

ą

ę ł ż

ł

ę

ą

ł

-

bieg a na korytarz. Pies nie odst powa  jej ani na krok. Dotarli do bocznej klatki schodowej,

ł

ę

ł

 

któr  odkry a wieczorem, wychodz c na spacer z Syriuszem. 

ą

ł

ą

Tamt dy najszybciej b dzie mo na wydosta  si  z domu. Teraz od ogrodu dzieli y j  ju  tylko

ę

ę

ż

ć ę

ł ą ż

 

drzwi wej ciowe. Diona przekr ci a tkwi

ś

ę ł

ący w zamku klucz i odsun a skobel. Syriusz wybieg

ęł

ł 

pierwszy, a ona pod

y a za nim. Nagle zatrzyma a si  w pó  kroku. Przera ona chcia a wzywa

ąż ł

ł

ę

ł

ż

ł

ć 

pomocy, lecz krzyk zosta  st umiony, nim jeszcze wydoby  si  z gard a. Na g ow  zarzucono jej

ł ł

ł ę

ł

ł ę

 

jak  grub  i ci

k  tkanin . Próbowa a walczy , ale nie potrafi a si  wyrwa . Z przera eniem

ąś

ą

ęż ą

ę

ł

ć

ł

ę

ć

ż

 

poczu a,  e traci równowag  i jacy  ludzie nios  j  przez ogród. 

ł ż

ę

ś

ą ą

background image

Rozdzia  6 

ł

Lenox Irchester po o y  si  pó no i chocia  by  zm czony, nie móg  zasn

. Sprawy, o któ

ł ż ł ę

ź

ż

ł

ę

ł

ąć

rych 

my la  bez przerwy, i teraz nie pozwala y mu zmru y  oka. W ko cu jednak zmorzy  go sen. 

ś ł

ł

ż ć

ń

ł

Obudzi   si   nagle   z   uczuciem  niepokoju.   Zza   drzwi   dobiega   niezwyk y   ha as.   Co   w   nie

ł ę

ł

ł

ł

ś

 

drapa o, po chwili us ysza  ostre szczekanie. Przez moment wydawa o mu si ,  e jest na wsi i to

ł

ł

ł

ł

ę ż

 

jeden   z   jego   psów   próbuje   dosta   si   do   pokoju.   Ale   zaraz   oprzytomnia .   Le a   w   swojej

ć ę

ł

ż ł

 

londy skiej sypialni, a za drzwiami musia  znajdowa  si  Syriusz. 

ń

ł

ć ę

Markiz   zapali   wiec ,  wyskoczy   z   ó ka   i   otworzy   drzwi.   Syriusz,   jak   burza,   wpad   do

ł ś

ę

ł

ł ż

ł

ł

 

pokoju. G o no zaszczeka  i, ogl daj c si , czy markiz idzie za nim, wybieg  na korytarz. 

ł ś

ł

ą ą

ę

ł

Zatrzyma  si  po raz kolejny, znów odbieg  kawa ek i obejrza  ponownie. Przy tak wymow

ł ę

ł

ł

ł

nym 

zachowaniu   psa,   Irchester   nie   móg   nie  zrozumie ,  e   sta o   si   co   z ego,   i   Syriusz  prosi   o

ł

ć ż

ł

ę

ś ł

 

pomoc. 

Markiz chwyci  szlafrok, pozostawiony przez lokaja na krze le obok  ó ka, i narzuciw

ł

ś

ł ż

szy go 

na koszul , z zapalon   wiec  w r ku pod

y  za Syriuszem. Spodziewa  si ,  e pies pobiegnie

ę

ą ś

ą

ę

ąż ł

ł ę ż

 

prosto do sypialni Diony. Id c ciemnym, w skim korytarzem, zastanawia  si , co te  mog o si

ą

ą

ł ę

ż

ł

ę 

zdarzy . Czy aby Diona nie zachorowa a? 

ć

ł

A je li tak, dlaczego nie pos u y a si  dzwonkiem i nie wezwa a pokojówki? Syriusz min

ś

ł ż ł

ę

ł

ął 

jednak   otwarte   drzwi   sypialni   Diony   i   nawet   si   nie   obejrza .   Na   widok   pustego   ó ka   i

ę

ł

ł ż

 

otwartego okna, markiz poczu  l k. To bardzo dziwne. Musia o si  wydarzy  jakie  nieszcz cie.

ł ę

ł

ę

ć

ś

ęś

 

Syriusz   wyra nie   prowadzi   go   w   stron   drzwi   wej ciowych.   Co   jaki   czas   przystawa ,   by

ź

ł

ę

ś

ś

ł

 

upewni  si  czy markiz nadal mu towarzyszy. 

ć ę

Irchesterowi za wita o w g owie straszne podejrzenie. Zawróci  szybko do swojej sypia

ś

ł

ł

ł

lni. 

Je li jego domys y s  s uszne, musi si  ubra . Syriusz przystan  przed drzwiami i tyl

ś

ł ą ł

ę

ć

ął

ko cichym 

wyciem   okazywa   zniecierpliwienie.   Markiz   b yskawicznie   naci gn   obcis e,   jasne   spodnie,

ł

ł

ą ął

ł

 

które nosi  poprzedniego dnia, po czym wsun  nogi w wysokie buty. Z apa  pierwsz  ze stosu

ł

ął

ł

ł

ą

 

bia ych,   starannie   u o onych   koszul   w   szufladzie   komody.   Owin   jeszcze   szyj   fularem,

ł

ł ż

ął

ę

 

narzuci  lekki p aszcz i ju  by  gotów. Lata s u by wojskowej przyzwyczai y go do sprawnego,

ł

ł

ż

ł

ł ż

ł

 

szybkiego dzia ania. Tym

ł

czasem Syriusz skomla  nagl co. 

ł

ą

background image

Jeszcze od drzwi markiz zawróci  i otworzy  szuflad  komody. Wyci gn  pistolet, z którym

ł

ł

ę

ą ął

 

nie rozstawa  si  podczas nie zawsze bezpiecz

ł ę

nych podró y. 

ż

Syriusz zaskomla  g o niej. Markiz wsun  bro  do kieszeni i pobieg  za psem. Ku zdu

ł ł ś

ął

ń

ł

mieniu 

markiza   ruszyli   nie   do   g ównego   wej cia,   ale   w   kierunku   rzadko   u ywanej   bocznej   klatki

ł

ś

ż

 

schodowej. Dopiero na dole, na widok otwartych drzwi do ogrodu, Irchester poj , co sta o si  z

ął

ł

ę  

Dion . 

ą

Syriusz mkn  ju   mi dzy  drzewami,  a mar

ął ż

ę

kiz spieszy   za nim.  Wiedzia ,   e  Dion   upro

ł

ł ż

ę

-

wadzono. Zapewne wyniesiono j  przez wiod

ą

ąc  do stajen bram  na ko cu ogrodu. 

ą

ę

ń

Irchester gor czkowo zastanawia  si , gdzie, u diab a, z oczy cy mogli ukry  dziewczyn . To

ą

ł ę

ł

ł

ń

ć

ę

 

oczywiste,  e zosta a porwana i wiadomo przez kogo. Okaza  naiwno , s dz c,  e sir Hereward

ż

ł

ł

ść ą ą ż

 

tak   atwo   da   za   wygran .   A   przecie   brak   jakichkolwiek   prób   kontaktu   ze   strony   radców

ł

ą

ż

 

prawnych starego Grantleya powinien by  wyda  si  wystarczaj co podejrzany. 

ł

ć ę

ą

Markiz sta  w pustej alejce. W ciemno ci nocy s ysza  jedynie d wi ki dolatuj ce ze stajni.

ł

ś

ł

ł

ź ę

ą

 

Sam ju  nie wiedzia , co czyni . I nagle przy

ż

ł

ć

pomnia  sobie. Przecie  sir Grantley ma dom w

ł

ż

 

Londynie! 

Dowiedzia   si   o   tym   przez   przypadek   dawno   temu,   tu   po   zako czeniu   wojny,   ale   z

ł

ę

ż

ń

 

atwo ci   potrafi   jeszcze   odtworzy   w   pami ci   potrzebn   mu   scen .   Oczyma   wyobra ni

ł

ś ą

ł

ć

ę

ą

ę

ź  

zobaczy  pewn   liczn  m od  dam , która mówi a: 

ł

ą ś

ą ł ą

ę

ł

— Mam nadziej ,  e przyjdzie pan jutro na kolacj . Bez trudu znajdzie pan mój dom na Park

ę ż

ę

 

Street.   Niedu y,   wci ni ty   mi dzy   znacznie   bardziej   imponuj ce   budowle,   z   których   jedna

ż

ś ę

ę

ą

 

nale y do hrabiego Warnshaw, druga za  do sir Herewarda Grantleya. 

ż

ś

Po czym roze mia a si  i doda a: 

ś

ł

ę

ł

— Chocia  jestem wci ni ta mi dzy tych dwóch panów, nie ma pan powodu do zazdro

ż

ś ę

ę

ci.

ś  

Obaj s  wiekowi i niezbyt poci gaj cy. 

ą

ą ą

Markiz pami ta ,  e jej dom sta  naprzeciwko szeregu budynków wzniesionych w miejsce

ę ł ż

ł

 

ci gn cych si  wzd u  ca ej Park Street stajni pa acowych. Przypomnia  sobie co  jeszcze. Dama

ą ą

ę

ł ż ł

ł

ł

ś

 

dbaj c o reputacj , po dwóch wizytach da a mu klucz do ogrodu. Co prawda, ogród nale a  do

ą

ę

ł

ż ł

 

kilku s siaduj cych ze sob  domów, ale czasami, zw aszcza noc , markiz u ywa  klucza i nigdy

ą

ą

ą

ł

ą

ż

ł

 

nie natkn  si  na nikogo obcego. Teraz zastanawia  si , w jaki sposób wykorzys

ął ę

ł ę

ta  posiadan

ć

ą 

znajomo  terenu. 

ść

background image

— By oby b dem — pomy la , prawie bieg

ł

łę

ś ł

n c — dzwoni  lub puka  do domu Grantleya.

ą

ć

ć

 

S u ba zapewne otrzyma rozkaz, by nikogo nie wpuszcza , a sam nie zdo am sforsowa  drzwi. 

ł ż

ć

ł

ć

Zwolni   kroku   i   przeszed   na   drug   stron   Park   Street.   Odnalaz   przej cie  prowadz ce  do

ł

ł

ą

ę

ł

ś

ą

 

ogrodów na ty ach szeregu domów z czerwonobrunatnej ceg y. 

ł

ł

Bez trudu dotar  do bramy. Tak jak przypu

ł

szcza , by a zamkni ta. Pomy la ,  e wy amanie

ł

ł

ę

ś ł ż

ł

 

zamka spowoduje ha as, który w ciszy nocnej z pewno ci  zwróci na niego uwag . Po o y  wi c

ł

ś ą

ę

ł ż ł

ę  

d o  na  bie Syriusza, i g aszcz c powie

ł ń

ł

ł

ą

dzia  rozkazuj cym tonem: 

ł

ą

— Siad, Syriuszu. Siad. 

Pies pos ucha . Markiz, bez wi kszego tru

ł

ł

ę

du, wdrapa  si  na mierz cy blisko sze

 stóp *

ł ę

ą

ść

3 

wysoko ci  mur   i   po   chwili   by   ju   w   ogrodzie.   Odsun   zasuw   blokuj c   furtk   i   wpu ci

ś

ł

ż

ął

ę

ą ą

ę

ś ł 

Syriusza. Pies zdawa  si  doskonale rozumie , o co chodzi. Bezszelestnie pod

a  za mar

ł ę

ć

ąż ł

kizem 

gdy ten skrada  si  mi dzy drzewami i krzewami. 

ł ę

ę

Pomimo panuj cych ciemno ci, markiz bez trudu odnalaz  dom sir Herewarda. Na dole pali o

ą

ś

ł

ł  

si   wiat o,   zas ony   nie   by y   zaci gni te,   a   dwa   okna,   szcz liwym   zrz dzeniem   losu,

ę ś

ł

ł

ł

ą

ę

ęś

ą

 

pozostawiono szeroko owarte. 

Najpierw uszu markiza doszed  be kotliwy, m ski g os, a w chwil  potem Irchester us ysza

ł

ł

ę

ł

ę

ł

ł 

Dion . Mówi a: 

ę

ł

— Nie po lubi  go! Nie po lubi ! 

ś

ę

ś

ę

Jeszcze w  ogrodzie  Diona zorientowa a  si , kto  j   porwa .  Z  g ow   owini t   ci

k  tkani

ł

ę

ą

ł

ł ą

ę ą ęż ą

n ,

ą  

mia a wra enie,  e za chwil  si  udusi. Nios cy j  m

czy ni szli bardzo szybko. Po jakim

ł

ż

ż

ę ę

ą

ą ęż

ź

ś 

czasie us ysza a g os, który od razu rozpozna a. 

ł

ł ł

ł

— Uwa aj na bram ! — warkn  sir He

ż

ę

ął

reward. 

M

czy ni przystan li na chwil . Stryj za

ęż

ź

ę

ę

kl , tak dobrze znanym jej, rozw cieczonym tonem:

ął

ś

 

— Z drogi, precz, przekl ty psie! Us ysza a skowyt. Pewnie to sir Hereward 

ę

ł

ł

uderzy   lask   Syriusza.   W   tym   samym   momen

ł

ą

cie   trzasn a  furtka   i  Diona   domy li a  si ,  e

ęł

ś ł

ę ż  

Syriusz   zosta   zamkni ty  w   ogrodzie.   Zadr a a   ze   strachu,   sukno   na   twarzy   dusi o   j   coraz

ł

ę

ż ł

ł

ą

 

bardziej. Wiedzia a, i  tylko jeden cz owiek móg by j  uratowa . Trzeba wi c sk oni  Sy

ł

ż

ł

ł

ą

ć

ę

ł

ć

riusza, 

by obudzi  markiza. 

ł

3 * 1 stopa ~ 30,5 cm 

background image

Gdy dalmaty czyk by  jeszcze ca kiem malu

ń

ł

ł

tki, oprócz zwyczajnej tresury, Diona próbowa a

ł  

na nim te   wicze  w wykonywaniu rozkazów przekazywanych jedynie za pomoc  si y umys u. 

ż ć

ń

ą ł

ł

Ojciec opowiedzia  jej o zdumiewaj cych przyk adach transferencji my li. Zjawisko to by o

ł

ą

ł

ś

ł  

pono  dobrze znane w Indiach. Zdarza y si  przypadki,  e ludzie potrafili kontaktowa  si  ze

ć

ł

ę

ż

ć ę

 

sob  na bardzo du  odleg o . 

ą

żą

ł ść

— Tato, nie rozumiem. Jak to mo liwe? — dziwi a si  Diona. 

ż

ł

ę

— Uczeni od dawna wiedz ,  e  ywe istoty emituj  specyficzne fale. My l , i  na tym w a nie

ą ż ż

ą

ś ę ż

ł ś  

opiera si  zjawisko transferencji my li. 

ę

ś

— Dalej nie rozumiem... 

— Nasze my li s  falami — t umaczy  ojciec. — Wysy amy je w okre lonych kie

ś ą

ł

ł

ł

ś

runkach, do 

innych ludzi. Ale odebra  taki przekaz potrafi tylko kto  szczególnie wra

ć

ś

liwy. 

ż

— Tato, to fascynuj ce. Spróbuj  przes a  ci w ten sposób jak  informacj . 

ą

ę

ł ć

ąś

ę

— Cz sto robimy to z twoj  matk . Czasami ona odpowiada na pytanie, którego jeszcze nie

ę

ą

ą

 

zd

y em wypowiedzie  na g os. 

ąż ł

ć

ł

Diona postanowi a wypróbowa  t  metod  w tresurze Syriusza. Wkrótce te  zacz a od

ł

ć ę

ę

ż

ęł

nosić 

sukcesy.   Potrafi a   wezwa   go   do   siebie   bez   u ycia   s ów,   nawet   z   drugiego   ko ca  ogro

ł

ć

ż

ł

ń

du. 

Jednak, gdy chcia a aby Syriusz spe ni  jakikolwiek inny rozkaz, efekty by y znikome. Tote

ł

ł ł

ł

ż 

teraz Diona obawia a si ,  e pies nie zrozumie jej polecenia. 

ł

ę ż

— Biegnij po markiza! Biegnij po markiza! — powtarza a w my li. Czu a napi cie ka dego

ł

ś

ł

ę

ż

 

nerwu,   gdy   tak   nat

a a   umys ,   by   zmusi   Syriusza   do   wykonania   rozkazu.   Tym

ęż ł

ł

ć

czasem 

m

czy ni wnosili j  ju  do jakiego  budynku. 

ęż

ź

ą ż

ś

Wreszcie pozwolono Dionie stan  na nogi i zdj to jej z twarzy okropne sukno. 

ąć

ę

Przez moment niczego nie mog a dostrzec, by o jej tylko straszliwie gor co i duszno. Gdy

ł

ł

ą

 

oczy   przyzwyczai y   si   do   pó mroku,   zobaczy a   e   znajduje   si   w   wielkim,   o wiet

ł

ę

ł

ł ż

ę

ś

lonym 

wiecami pokoju. Przed ni  stali stryj i Simon. Mimo  e spodziewa a si  ich widoku, zadr a a ze

ś

ą

ż

ł

ę

ż ł

 

zgrozy. Simon przygl da  si  jej z wyrazem twarzy, który wzbudzi  w Dionie wstr t, a zarazem

ą ł ę

ł

ę

 

przera enie. Nerwowo za

ż

garn a szal na piersi, okrywaj c szczelniej nocn  koszul . 

ęł

ą

ą

ę

— Dostarczy em j  tutaj — o wiadczy  sir Hereward. — Teraz wszystko za atwimy! 

ł

ą

ś

ł

ł

background image

Stryj   mówi   do   kogo   za   jej   plecami.   Odwróci a   g ow   i   zobaczy a   ubranego   na   czarno

ł

ś

ł

ł

ę

ł

 

m

czyzn . Kim móg  by ? Wydawa  si  zbyt niski i w t y, jak na jednego z porywaczy.

ęż

ę

ł

ć

ł ę

ą ł

 

Mo e wi c lokaj? 

ż

ę

Nagle, ku swemu przera eniu, dostrzeg a bia  koloratk . Nieznajomy by  duchownym! Dion

ż

ł

łą

ę

ł

ę 

przej a trwoga. Nie by o trudno domy li  si  powodu, dla którego sprowadzono pastora. 

ęł

ł

ś ć ę

Dziewczyna poczu a si  schwytana w pu apk  bez mo liwo ci ucieczki. Jaki  wewn trzny

ł

ę

ł

ę

ż

ś

ś

ę

 

g os podpowiedzia  jej,  eby za wszelk  cen  gra  na zw ok . Powoli osun a si  na pod og  i

ł

ł

ż

ą

ę

ć

ł ę

ęł

ę

ł ę  

mocno zacisn a powieki. Mia a nadziej ,  e stryj da si  oszuka  i uzna,  e ze strachu straci a

ęł

ł

ę ż

ę

ć

ż

ł  

przytomno . 

ść

— Zemdla a! — zawo a  Simon. — Widzisz ojcze, co narobi e ?! Zemdla a, a mo e nawet

ł

ł ł

ł ś

ł

ż

 

umar a! 

ł

— Oczywi cie,  e  yje! — odburkn  gniew

ś

ż ż

ął

nie sir Hereward. — Przynie  szklank  wody! 

ś

ę

— Sk d? Nie mam poj cia, gdzie tu jest woda! 

ą

ę

— Rozka  s u

cemu, g upcze! — zagrzmia  sir Hereward. 

ż ł żą

ł

ł

Spiesznie wychodz c, Simon potkn  si  i Diona z nadziej  pomy la a,  e zbyt pr dko nie

ą

ął ę

ą

ś ł ż

ę

 

zdo a spe ni  rozkazu ojca. Stryj pozosta  przy niej. 

ł

ł ć

ł

Tu  obok siebie s ysza a jego ci

ki oddech. 

ż

ł

ł

ęż

Nadal udaj c omdlenie, Diona nie przery

ą

wa a wewn trznego wo ania o pomoc. Tym razem

ł

ę

ł

 

jednak zwraca a si  w my lach bezpo

ł

ę

ś

rednio do Irchestera. 

ś

Je li   Syriusz   zdo a   zrozumie   przes any   mu   rozkaz,   markiz   zauwa y   ju   jej   tajemnicze

ś

ł ł

ć

ł

ż ł

ż

 

znikni cie. Ale czy domy li si , gdzie jej szuka ? Pami ta a,  e stryj ma w Londynie dom, z któ

ę

ś

ę

ć

ę ł ż

-

rego rzadko korzysta . 

ł

Ale nigdy w tym domu nie by a i nie potrafi a nawet przypomnie  sobie, gdzie si  dok adnie

ł

ł

ć

ę

ł

 

znajduje. 

— A markiz przecie  nie zna  stryja — my la a gor czkowo — i ma o prawdopo

ż

ł

ś ł

ą

ł

dobne, by w 

ogóle wiedzia ,  e sir Hereward ma tu jak  posiad o . Jednak tl cy si  jeszcze w jej sercu w t y

ł ż

ąś

ł ść

ą

ę

ą ł  

p omie  nadziei  sprawi ,   i   znów zacz a  wzywa  pomocy. Oczyma wyobra ni ujrza a twarz

ł

ń

ł ż

ęł

ć

ź

ł

 

markiza i ca  si  woli skoncentrowa a si  na prze

łą łą

ł

ę

kazywaniu mu w my lach, tak, jak zgodnie z

ś

 

opowiadaniami ojca, robili to wtajemniczeni Hindusi. 

background image

— Pomó  mi! Uratuj mnie! Prosz ... Uratuj mnie! Kocham... ci ! 

ż

ę

ę

Kiedy   dopowiada a   dwa  ostatnie  s owa,   u wiadomi a  sobie,   i   przecie   on   jej   nie  kocha   i

ł

ł

ś

ł

ż

ż

 

przestraszy a si , czy w tej sytuacji zrozumie jej przes anie. 

ł

ę

ł

Rozmy lania Diony przerwa y kroki powra

ś

ł

caj cego Simona. Stryj zapyta : 

ą

ł

— Masz wod ? Podnie  jej g ow  i wlej do gard a. 

ę

ś

ł ę

ł

— A je li nie prze knie? Duchowny odezwa  si  po raz pierwszy: 

ś

ł

ł ę

— Ja to zrobi . 

ę

Diona wyczu a,  e przykl kn  obok niej. Simon zapewne poda  mu szklank . 

ł ż

ę ął

ł

ę

Kiedy pod o y  jej rami  pod plecy i uniós  g ow , poczu a wstr t. Ten cz owiek by  równie

ł ż ł

ę

ł ł ę

ł

ę

ł

ł

 

odpychaj cy jak Simon. Dotyk jego r k koja

ą

ą

rzy  jej si  z czym  obrzydliwym, diabelskim. Mia a

ł

ę

ś

ł  

ochot  wyszarpn

 si , lecz on radzi  sobie znacznie lepiej ni  m ody Grantley. Przy

ę

ąć ę

ł

ż ł

cisn  brzeg

ął

 

szklanki do jej ust i chocia  stawia a opór, musia a prze kn

 odrobin , a woda sp ywa a stró k

ż

ł

ł

ł ąć

ę

ł

ł

ż ą 

po podbródku i na koszul  nocn . 

ę

ą

— No, dalej! — ponagla  sir Hereward. 

ł

— My l ,  e wraca do siebie — zawiadomi  pastor. — Poruszy a oczami. 

ś ę ż

ł

ł

— Najlepiej chlusn  jej wod  w twarz! — zniecierpliwi  si  sir Hereward. 

ąć

ą

ł ę

Tego Diona nie  yczy a sobie zupe nie, wi c ostro nie poruszy a r koma i odepchn a od ust

ż

ł

ł

ę

ż

ł ę

ęł

 

szklank . 

ę

— Ju  w porz dku! — stwierdzi  sir Here

ż

ą

ł

ward. — A teraz wstawaj i przesta  nam opó nia

ń

ź

ć 

ceremoni  — zwróci  si  ostro do Diony. 

ę

ł ę

— Niedobrze mi, stryju — j kn a omdle

ę ęł

waj co. 

ą

— Zaraz b dzie ci jeszcze gorzej, je li nie zrobisz tego, co ci ka

! Simon! Pomó  jej, niech

ę

ś

żę

ż

 

wstanie i rozpoczynamy! 

Simon   niezdarnie   usi owa   pod wign

  Dion   z   pod ogi,   w   czym,   równie   nieudolnie,

ł

ł

ź

ąć

ę

ł

 

pomaga   mu   pastor.   Diona,   widz c,   e   dalszy   opór   nie   ma   sensu,   sama   podnios a   si   i

ł

ą ż

ł

ę  

odgarn wszy w osy z czo a zwróci a si  do sir Herewarda: 

ą

ł

ł

ł

ę

— Stryju, prosz  pozwoli  mi ubra  si  w co  

ę

ć

ć ę

ś

przyzwoitego. 

background image

— Po  lubie b dziesz mog a wróci  do Ir-chester House i zabra  swoje ubrania — od

ś

ę

ł

ć

ć

rzek  sir

ł

 

Grantley z drwin  w g osie. — Teraz nie ma powodu, aby  nara a a narzeczonego na dalsz

ą

ł

ś

ż ł

ą 

strat  czasu. 

ę

—  Je li masz  zamiar  wyda  mnie  za  Simona ja...  Nie godz   si !  Nigdy  go  nie po lubi !

ś

ć

ę ę

ś

ę  

Diona wiedzia a,  e nie ma ju  nic do stracenia, wi c krzycza a dalej. — Jak  mia e  post pi  ze

ł ż

ż

ę

ł

ś

ł ś

ą ć  

mn  w taki sposób! Porwa e  mnie! To... Bezczelno ! To bezprawie, dobrze o tym wiesz! 

ą

ł ś

ść

— Milcz! — rykn  sir Hereward. — By a  sierot  bez grosza przy duszy, kiedy wzi em ci

ął

ł ś

ą

ął

ę 

do swego domu. Ubra em, nakarmi em, sp aci em d ugi twego ojca! Mieszka a  w Grantley Hall

ł

ł

ł ł

ł

ł ś

 

za darmo i oto podzi kowanie, ty niewdzi cznico! 

ę

ę

— To nie kwestia wdzi czno ci — odpar a Diona ch odno. — Jestem gotowa podzi kowa  ci

ę

ś

ł

ł

ę

ć  

za wszystko, co dla mnie zrobi e , chocia  ani przez moment nie by am u ciebie szcz liwa! Ale

ł ś

ż

ł

ęś

 

twojego syna nie po lubi ! On nie mo e by  moim m

em. W ogóle... niczyim m

em! 

ś

ę

ż

ć

ęż

ęż

Diona zdawa a sobie spraw ,  e jej s owa brzmi  obra liwie, ale teraz, gdy musia a sto

ł

ę ż

ł

ą

ź

ł

czyć 

samotn  walk  w obronie w asnej czci i honoru, nagle przesta a si  ba . Wola aby raczej umrze ,

ą

ę

ł

ł

ę ć

ł

ć  

ni  pozwoli , by Simon cho by j  dotkn  i z pewno ci  zabi aby si , gdyby musia a z nim  y ,

ż

ć

ć

ą

ął

ś ą

ł

ę

ł

ż ć  

jako  ona. S ysz c jej zuchwa  odpowied , sir Hereward spurpurowia  na twarzy i ostro zwróci

ż

ł

ą

łą

ź

ł

ł 

si  do pastora: — Rozpoczynaj! No, dalej! 

ę

— Nie po lubi  go! Nie po lubi ! — po

ś

ę

ś

ę

wtarza a z rozpacz  Diona. 

ł

ą

Sir Hereward Grantley podniós  lask . 

ł

ę

— B d  ci  bi  dot d, dopóki nie zrobisz tego, co ka

... — zasycza  ju  niemal fioletowy ze

ę ę ę ć

ą

żę

ł ż

 

z o ci. Post pi  krok w jej stron . Przera ona krzykn a. 

ł ś

ą ł

ę

ż

ęł

Naraz rozleg o si  szczekanie i do pokoju wskoczy  Syriusz. 

ł

ę

ł

Us yszawszy podniesione g osy, nie czekaj c na markiza, ruszy  swojej pani na pomoc. 

ł

ł

ą

ł

Teraz biega  rado nie wokó  niej, szcz

liwy,  e j  odnalaz . Diona westchn a z ulg , gdy w

ł

ś

ł

ęś

ż ą

ł

ęł

ą

 

otwartym oknie ukaza  si  równie  markiz. 

ł ę

ż

Tylko   moment   zaj o  mu   przedostanie   si   do   rodka.   Ale   t   krótk   chwil   sir   Hereward

ęł

ę

ś

ę

ą

ę

 

zdo a  wykorzysta . Ze zdumiewaj c  w jego wieku szybko ci  i si  chwyci  Dion  za szyj  i

ł ł

ć

ą ą

ś ą

łą

ł

ę

ę  

odci gn  a  pod  cian . Teraz trzyma  dziew

ą ął ż

ś

ę

ł

czyn  przed sob , jak tarcz . 

ę

ą

ę

background image

Lenox   Irchester   spojrza   z  pogard   na   roz

ł

ą

grywaj c   si   przed   nim   scen .  Pastor   i  Simon

ą ą ę

ę

 

wlepiali we  os upia y wzrok. Stary Grantley za , niemal zgniataj c Dion  w stalowym u cis

ń ł

ł

ś

ą

ę

ś ku, 

woln  r k  wyszarpn  z kieszeni p aszcza pistolet i zawo a : 

ą ę ą

ął

ł

ł ł

—   Milordzie!   Wdar e   si   do   mojego   domu!   Albo   natychmiast   wyniesiesz   si   st d,  albo

ł ś ę

ę ą

 

przydarzy ci si  przygoda, któr  nazwa  mo na po a owania godnym wypadkiem. 

ę

ą

ć

ż

ż ł

— Pan powa nie grozi mi  mierci ? — ton markiza  wiadczy  o ch odnym opanowaniu. 

ż

ś

ą

ś

ł

ł

—   Nie   zawaham   si   ani  chwili,   je li  b dzie  si   pan   dalej  wtr ca   —   odpar   gniewnie  sir

ę

ś

ę

ę

ą ł

ł

 

Hereward, celuj c w pier  Irchestera. 

ą

ś

Diona z trudem chwyta a powietrze, gdy  stryj coraz mocniej  ciska  jej szyj . Przera ona

ł

ż

ś

ł

ę

ż

 

pomy la a,  e gotów jest wype ni  swoje gro by, je eli tylko markiz b dzie próbowa  interwe

ś ł ż

ł ć

ź

ż

ę

ł

-

niowa .   Zrozumia a,   e   musi   ulec,   podda   si   yczeniu   stryja   i   po lubi   Simona,   aby   nie

ć

ł ż

ć ę ż

ś

ć

 

dopu ci  do tragedii. Spróbowa a wi c odezwa  si , ale stryj wzmocni  u cisk i, zamiast s ów, z

ś ć

ł

ę

ć ę

ł ś

ł

 

ust Diony wyrwa  si  j k bólu. 

ł ę ę

W tym momencie Syriusz zrozumia ,  e jego pani grozi  miertelne niebezpiecze stwo. Rzuci

ł ż

ś

ń

ł 

si  na sir Herewarda i wbi  mu z by w r k . Zaatakowany starzec podniós  pistolet i wy

ę

ł

ę

ę ę

ł

mierzył 

do dalmatynczyka. Ale markiz by  szybszy. Huk wystrza u odbi  si  echem w ogro

ł

ł

ł ę

mnym pokoju. 

Sir Hereward zatoczy  si , a bro  wypad a mu z bezw adnej d oni. Pu ci  Dion  i zdrow  r k

ł ę

ń

ł

ł

ł

ś ł

ę

ą ę ą 

z apa  si  za zranione prawe rami . 

ł

ł ę

ę

Dziewczyna rzuci a si   rozpaczliwie w stron  markiza.  Nie  mog a mówi , trzyma a  si  go

ł

ę

ę

ł

ć

ł

ę

 

tylko kurczowo, jakby by  ostatni  desk  ratun

ł

ą

ą

ku na wzburzonym morzu. Markiz obj  j  woln

ął ą

ą 

r k  i, mierz c z pistoletu, wycofywa  si  ty em w kierunku wyj cia. Gdy znale li si  wreszcie

ę ą

ą

ł ę ł

ś

ź

ę

 

przy drzwiach, z naciskiem powiedzia : 

ł

— Je eli my li pan,  e zdo a mnie zatrzyma , to si  pan myli! 

ż

ś

ż

ł

ć

ę

— Bandyto! Nie mia e  prawa strzela  do mojego ojca! — histerycznie wrzasn  Simon. 

ł ś

ć

ął

Lenox   Irchester   nie   zada   sobie   trudu,   aby   zwróci   na   niego   uwag ,  spojrza   natomiast   z

ł

ć

ę

ł

 

wyrzutem na pastora. Czarno ubrany mężczyzna z modlitewnikiem w r ku kuli  si  pod  cian ,

ę

ł ę

ś

ą  

jakby by  oskar ony o dokonanie bez

ł

ż

prawia. 

background image

— To nie moja wina! Robi em tylko to, co mi kazano — zacz  si  t umaczy , ale markiz nie

ł

ął ę ł

ć

 

zni y  si  do odpowiedzi. 

ż ł ę

Wiedzia , jakiego typu duchownego naj  sir Hereward. W Londynie by o takich wielu. Za

ł

ął

ł

 

odpowiednio wysok  zap at  udzielali nielegal

ą

ł ą

nych  lubów, a potem przysi gali,  e ceremonia

ś

ę

ż

 

odby a si  w  wi tyni i zgodnie z prawem. 

ł

ę ś ą

Markiz po raz ostatni spojrza  na zgroma

ł

dzonych w pokoju. Sir Hereward opad  ci

ł ężko na 

krzes o, krew sp ywa a mu z przed

ł

ł

ł

ramienia. 

Irchester poci gn  Dion  do sieni. Dopiero teraz uwa niej przyjrza  si  dziewczynie i do

ą ął

ę

ż

ł ę

-

strzeg ,  e jest bosa. Wzi  j  wi c na r ce, a kiedy lokaj otwiera  przed nimi drzwi, zwróci  si

ł ż

ął ą

ę

ę

ł

ł ę 

do niego: 

— Po lij po doktora. Twój pan skaleczy  si ! 

ś

ł ę

Nie czekaj c na odpowied , markiz zniós  Dion  po schodkach i ruszy  w stron  Irchester

ą

ź

ł

ę

ł

ę

 

House. Diona ukry a twarz w jego ramionach, obejmowa a go kurczowo, jakby ba a si  go znów

ł

ł

ł

ę

 

utraci  i cicho p aka a. 

ć

ł

ł

Markiz   szed   szybkim  krokiem,   a  Syriusz  bieg   za  nim,   rado nie  machaj c  ogonem.   Nie

ł

ł

ś

ą

-

bawem znale li si  przed domem. 

ź

ę

Markiz otworzy  furtk  i weszli do ogrodu. 

ł

ę

Kiedy kroki markiza przesta y uderza  o bruk, Diona unios a g ow  i rozejrza a si . 

ł

ć

ł ł ę

ł

ę

— Przyszed e ... — szepn a. — By am pew

ł ś

ęł

ł

na,  e Syriusz jako  da panu zna , co mi si

ż

ś

ć

ę 

przydarzy o. 

ł

— I da  mi zna  — odpar  cicho markiz. 

ł

ć

ł

— Próbowa am te  przekaza  panu wiado

ł

ż

ć

mo , gdzie jestem... 

ść

— Znalaz em ci ! I na szcz cie zd

y em. Diona znów wtuli a twarz w klap  jego 

ł

ę

ęś

ąż ł

ł

ę

p aszcza i obj a go mocniej. Markiz wniós  j  do domu, ale zamiast pój  na gór , skr ci  w

ł

ęł

ł ą

ść

ę

ę ł  

korytarz prowadz cy do frontowego holu. 

ą

W   du ym,   wy cie anym   fotelu   obok   g ów

ż

ś ł

ł

nego   wej cia  drzema   lokaj.   Na   d wi k  kroków

ś

ł

ź ę

 

ockn  si  nagle i zerwa  na równe nogi. 

ął ę

ł

— Zapal  wiece w salonie — rozkaza  markiz. 

ś

ł

S u

cy pospieszy  spe ni  polecenie, a mar

ł żą

ł

ł ć

kiz wniós  Dion  do pokoju. Po chwili za

ł

ę

p on y

ł ęł  

dwa kandelabry. 

background image

— Wystarczy, dzi kuj  — powiedzia  markiz i lokaj wyszed , cicho zamykaj c drzwi. 

ę

ę

ł

ł

ą

Diona  unios a  g ow . W osy  sp ywa y  jej na ramiona,  a w  oczach  odbija   si   blask  wiec.

ł

ł ę

ł

ł

ł

ł ę

ś

 

Próbowa a co  powiedzie , lecz wzruszenie t umi o jej g os. 

ł

ś

ć

ł

ł

ł

— Uratowa e  mnie! Uratowa e  mnie! — wyszepta a wreszcie. 

ł ś

ł ś

ł

— Tak, uratowa em ci . 

ł

ę

Irchester postawi  Dion  na pod odze, ale nadal nie wypuszcza  jej z ramion. Pochyli  si  nad

ł

ę

ł

ł

ł ę

 

ni  i zbli y  usta do jej warg. Mia a wra enie,  e zaraz zacznie krzycze  ze szcz cia, ale on ju

ą

ż ł

ł

ż

ż

ć

ęś

ż 

ca owa   j  gwa townie,  jakby  sam sobie chcia   udowodni ,   e  jest bezpieczna,  i  e  znów  s

ł

ł ą

ł

ł

ć ż

ż

ą 

razem. 

Nie mog a uwierzy ,  e to prawda. Wszystko, co si  z ni  dzia o okaza o si  jeszcze cudow-

ł

ć ż

ę

ą

ł

ł

ę

niejsze, ni  sobie wyobra a a. Usta markiza by y twarde, sprawia y niemal ból, ale ona ju  si

ż

ż ł

ł

ł

ż ę 

nie ba a, bo wiedzia a,  e nie straci a wcale uczu  cz owieka, który by  dla niej ca ym  wiatem. 

ł

ł ż

ł

ć ł

ł

ł

ś

Irchester ze wzruszeniem tuli  Dion , tak  drobn  i bezbronn  w jego obj ciach. Coraz czulej

ł

ę

ą

ą

ą

ę

 

i delikatniej ca owa  jej nienawyk e do pieszczot wargi. 

ł

ł

ł

I w a nie wtedy Diona poj a, i  odkry a skarb, którego istnienia nawet nie przeczuwa a. To

ł ś

ęł

ż

ł

ł

 

by o pi kno kwiatów, gwiazd, ksi

yca i jego srebrnych b ysków w tafli wody. To by a muzyka,

ł

ę

ęż

ł

ł

 

s yszana w marzeniach i s o ce, i mi

ł

ł ń

o , za któr  t skni a, odk d opu ci a dom i zamieszka a w

ł ść

ą ę

ł

ą

ś ł

ł

 

Grantley Hall. Cudown  t  doskona o

 ofiarowywa  jej ukochany m

ą ę

ł ść

ł

ężczyzna. Wiedzia a,  e

ł ż  

nale y do niego dusz , sercem i cia em. 

ż

ą

ł

Kiedy na moment uniós  g ow , szepn a: 

ł ł

ę

ęł

- Kocham ci ... By am pewna,  e... moja mi o ... przywiedzie ci  do mnie... 

ę

ł

ż

ł ść

ę

Markiz milcza  i nie przestawa  jej ca owa . Obydwoje czuli, jakby ogarnia  ich p omie , a ich

ł

ł

ł

ć

ł

ł

ń

 

usta   zdawa y   si   coraz   bardziej   rozpalone.   Nieoczekiwanie   markiz   chwyci   Dion   na   r ce  i

ł

ę

ł

ę

ę

 

zaniós  na sof . 

ł

ę

— Tyle przesz a  — o wiadczy  —  e po

ł ś

ś

ł

ż

winna  czym  si  wzmocni . Bóg mi  wia

ś

ś ę

ć

ś

dkiem,  e

ż  

obydwoje zas u yli my na kieliszek czego  dobrego. 

ł ż ś

ś

Chcia a mu powiedzie ,  e nic jej nie po

ł

ć ż

trzeba, ale Irchester wyci gn  ju  butelk  szampana

ą ął ż

ę

 

ze   srebrnego   kube ka   z   lodem.   Na

ł

pe ni   kielich,   poda   jej   i,   nie   odrywaj c  od   niej   wzroku,

ł ł

ł

ą

 

przysiad  na brzegu sofy. Wyraz jego szarych oczu onie miela  Dion  i nagle zda a sobie spraw ,

ł

ś

ł

ę

ł

ę  

background image

e ubrana jest tylko w nocn  koszul , a szal ca kiem zsun  jej si  z ramion. Speszona, próbowa a

ż

ą

ę

ł

ął

ę

ł  

otuli  si  szczelniej, na

ć ę

daj c  si  raczej do ozdoby, jedwabn  tkanin . Na ten widok markiz nie

ą ą ę

ą

ą

 

móg  powstrzyma  u miechu. 

ł

ć ś

— Kto by uwierzy ,  e tak male kiej osobie mog y si  przydarzy  równie wielkie przygody? 

ł ż

ń

ł

ę

ć

— Na szcz cie zd

y e ... W por . 

ęś

ąż ł ś

ę

— My l ,  e za to powinna  podzi kowa  Syriuszowi. 

ś ę ż

ś

ę

ć

Dalmaty czyk, który przez ca y czas le a  grzecznie przy kominku, us yszawszy swoje imi ,

ń

ł

ż ł

ł

ę  

nastawi  uszy. 

ł

— Czy Syriusz... powiedzia  ci, co si  ze mn  dzieje? — zapyta a nie mia o Diona. 

ł

ę

ą

ł

ś

ł

— Opowiedzia  wszystko w najbardziej wy

ł

mowny sposób. Najpierw obudzi  mnie drapa

ł

niem 

w  drzwi  i  wyciem.   Potem   zaprowadzi   do   ogrodu,   gdzie   zobaczy em,   e  zamek   u   furtki  jest

ł

ł

ż

 

wy amany — relacjonowa  markiz. 

ł

ł

—   Usi owa am   dawa   mu   polecenia   za   pomo

ł

ł

ć

c   my li,   ale   obawia am   si ,   e   tego   nie

ą

ś

ł

ę ż

 

zrozumie. 

W oczach markiza odmalowa o si  zdumie

ł

ę

nie. Zacinaj c si , gdy  by a mocno wytr cona z

ą

ę

ż

ł

ą

 

równowagi   poca unkami,   Diona   przytoczy a   teori   ojca   na   temat   przenoszenia   my li.   Opo

ł

ł

ę

ś

-

wiada a, jak porywacze nie li j  zawini t  w grube sukno, a ona próbowa a przekazywa  rozkazy

ł

ś ą

ę ą

ł

ć

 

Syriuszowi. 

Markiz s ucha  uwa nie, wreszcie cicho rzek : 

ł

ł

ż

ł

— Potem chyba wysy a a  my li bezpo red

ł ł ś

ś

ś

nio do mnie. 

— Czu e  to? 

ł ś

— Teraz jestem tego pewien. To twoje my li musia y sprawi ,  e nagle przypomnia em sobie,

ś

ł

ć ż

ł

 

gdzie znajduje si  dom sir Herewarda. Uda o mi si  dosta  do ogrodu i kiedy dotar em a  pod

ę

ł

ę

ć

ł

ż

 

owarte okno, us ysza em, jak ten  ajdak straszy  ci  pobiciem. 

ł

ł

ł

ł ę

— Próbowa am gra  na zw ok  — westchn a Diona — ale chyba jestem... tchórzem... wi c,

ł

ć

ł ę

ęł

ę  

gdyby  nie przyby  na czas, nie potrafi a

ś

ł

ł bym ju  d u ej si  opiera . 

ż ł ż

ę

ć

background image

Markiz uj  d o  dziewczyny i podniós  do ust. 

ął ł ń

ł

— Nigdy nie widzia em kogo  równie dziel

ł

ś

nego i... cudownego! — szepn , patrz c jej prosto

ął

ą

 

w   oczy.   Jego   g os   brzmia   tak   dziwnie,   e   spojrza a   na   niego   rozszerzonymi   ze   zdu

ł

ł

ż

ł

mienia 

oczami. 

Wsta  i wyj  kielich z jej r ki. 

ł

ął

ę

— Nalegam, aby  po o y a si  ju  spa . Przesz a  piek o... Jutro o wszystkim poroz

ś

ł ż ł

ę ż

ć

ł ś

ł

mawiamy. 

— Nie chc  ci  opuszcza  — zaprotestowa a Diona. 

ę ę

ć

ł

— Wiem, kochanie. I ja nie pragn  si  z tob  rozstawa , ale powinienem by  rozs dny za nas

ę ę

ą

ć

ć

ą

 

obydwoje. 

Odstawi  kielich na stolik i pomóg  Dionie podnie  si  z sofy. 

ł

ł

ść ę

— Poza tym, pomy l o Syriuszu. On tak e potrzebuje odpoczynku. 

ś

ż

Roze mia a   si ,  a   o   to   mu   w a nie   chodzi o.   Gdy   tak   sta a   obok   niego,   bosa,   z   jasnymi

ś

ł

ę

ł ś

ł

ł

 

w osami opadaj cymi na ramiona i oczami niemal e zbyt ogromnymi w porównaniu z de

ł

ą

ż

likatną 

twarzyczk , wyda a mu si  drobna jak dziecko. 

ą

ł

ę

— Diono, mamy sobie tyle do powiedzenia, ale wiem, nawet je li nie chcesz si  do tego

ś

ę

 

przyzna ,  e jeste   miertelnie zm czona. 

ć ż

ś ś

ę

To by a prawda. Dion  zaskoczy o,  e mar

ł

ę

ł ż

kiz tak doskonale wyczuwa jej reakcje. Ponownie 

wzi  j  w ramiona. 

ął ą

— Mog  i  sama — broni a si . 

ę ść

ł

ę

— Lubi  ci  nosi , jeste  taka lekka,  e mog aby  by  nimf  z naszego jeziora w Ir-chester

ę ę

ć

ś

ż

ł

ś

ć

ą

 

Park — odpar . 

ł

— Od kiedy ujrza am to jezioro, by am pew

ł

ł

na,  e rzeczywi cie mo na tam napotka  nimfy,

ż

ś

ż

ć

 

ale nie mówi am o tym, bo ba am si ,  e mnie wy miejesz za takie fantazje. 

ł

ł

ę ż

ś

— W dzieci stwie wierzy em w czarodziej

ń

ł

skie mieszkanki jeziora. Teraz, gdy jestem doros y,

ł  

nagle przekona em si ,  e istniej  naprawd  — roze mia  si  markiz, wynosz c Dion  z salonu.

ł

ę ż

ą

ę

ś

ł ę

ą

ę

 

Lokaj spojrza  na nich za

ł

skoczony. Markiz zaniós  Dion  do sypialni. Zdj  z niej szal, u o y

ł

ę

ął

ł ż ł 

dziewczyn  w  ó ku, otuli  do snu jak dziecko i rzek : 

ę ł ż

ł

ł

—  pij smacznie, najdro sza,  nij,  e oboje z Syriuszem jeste cie bezpieczni. Nic z ego ju

Ś

ż

ś

ż

ś

ł

ż 

si  nie zdarzy. 

ę

background image

Poniewa   nie   zna a   s ów,   jakimi   mog aby   wyrazi   tak   wielk   mi o ,   Diona   po   prostu

ż

ł

ł

ł

ć

ą

ł ść

 

wyci gn a ramiona.  Ca owa  j  dopóki nie poczu a,  e  ca y  pokój  zaczyna  wirowa , a oni,

ą ęł

ł

ł ą

ł ż

ł

ć

 

spleceni u ciskiem, zdaj  si  wzlatywa  do gwiazd. Chcia a  eby to szcz cie trwa o wiecz

ś

ą ę

ć

ł ż

ęś

ł

nie, 

lecz markiz raptem powiedzia  zmienionym g osem: 

ł

ł

— Dobranoc, moja droga. 

Wysun  si  delikatnie z jej ramion i przez chwil  jeszcze sta  i spogl da  na ni  z góry, a ona

ął ę

ę

ł

ą ł

ą

 

czu a,  e w nich obydwojgu p onie nadal jaki  tajemniczy ogie . 

ł ż

ł

ś

ń

Markiz zgasi   wiec  i wyszed , cicho za

ł ś

ę

ł

mkn wszy za sob  drzwi. Przez moment Diona nie

ą

ą

 

mog a uwierzy ,  e ju  go nie ma. 

ł

ć ż

ż

W  ci gu tej nocy  sta  si  dla  niej  tak  bliski,   e  czu a  si   jego   cz ci ,  jakby  byli ze  sob

ą

ł ę

ż

ł

ę

ęś ą

ą 

nierozerwalnie zwi zani. Zamkn a wi c oczy i powtarza a: 

ą

ęł

ę

ł

— Dzi kuj  Ci, Bo e, dzi kuj ! To mi o , o której zawsze marzy am! Dzi kuj ! Dzi kuj ! 

ę

ę

ż

ę

ę

ł ść

ł

ę

ę

ę

ę

background image

Rozdzia  7 

ł

Diona ockn a si  przepe niona uczuciem szcz cia. Le a a i rozmy la a, jakie to cudow

ęł

ę

ł

ęś

ż ł

ś ł

ne,  e

ż  

ju  nigdy nie b dzie musia a si  ba  i nie b dzie ju  nigdy samotna. Syriusz spogl da  na ni

ż

ę

ł

ę

ć

ę

ż

ą ł

ą 

sponad brzegu  ó ka. Domy li a si ,  e to w a nie on j  obudzi . 

ł ż

ś ł

ę ż

ł ś

ą

ł

—   Pewnie   chcesz   wyj ,   Syriuszu?   —   po

ść

ci gn a   za   brokatowy   pas   dzwonka   i   niemal

ą ęł

 

natychmiast w drzwiach ukaza a si  poko

ł

ę

jówka. 

— Czy kto  mo e wyprowadzi  Syriusza do ogrodu? I prosz  z nim tam pozosta . 

ś

ż

ć

ę

ć

— Dobrze, panienko — dygn a s u

ca. Syriusz wyczu ,  e idzie na spacer i rado nie 

ęł ł żą

ł ż

ś

podbieg  do drzwi, a jego pani przeci gn a si  i zapyta a: 

ł

ą ęł

ę

ł

— Która to godzina? 

— Prawie jedenasta, panienko. Diona j kn a ze zgrozy. 

ę ęł

— Nie mia am poj cia,  e jest tak pó no! 

ł

ę

ż

ź

— Jego wysoko  nakaza ,  eby panienki 

ść

ł ż

nie budzi ! 

ć

— Czy jego wysoko  jest na dole? 

ść

—   Nie,   panienko.   Wyszed   i  powiedzia ,   e   wróci   na   lunch,   a   pani   Lamborn   kaza a   po

ł

ł ż

ł

-

wtórzy ,  e przedpo udnie sp dzi chodz c po sklepach. 

ć ż

ł

ę

ą

Poniewa  Syriusz wymkn  si  ju  na kory

ż

ął ę ż

tarz, pokojówka pospieszy a za nim. 

ł

Diona  wyskoczy a  z  ó ka   i  rozsun a  zas ony.   Wyjrza a   do  ogrodu   i  przypomnia a  sobie

ł

ł ż

ęł

ł

ł

ł

 

wydarzenia   ubieg ej   nocy.   Gdyby   nie   Syriusz   i   markiz   by aby   teraz   on   Simona.   Ta   my l

ł

ł

ż ą

ś  

przyprawi a j  o dreszcz zgrozy. Ale przecie  wszystko co z e, sko czy o si . By a absolutnie

ł ą

ż

ł

ń

ł

ę

ł

 

przekonana,   e   stryj   zostawi   j   ju   teraz   w   spokoju.   Nie   powin

ż

ą

ż

na   nigdy   wi cej   my le   o

ę

ś ć  

smutnych   dniach   sp dzonych   w   Grantley   Hall,   ani   o   Simonie.   Czu a   si   znów   jak   za  ycia

ę

ł

ę

ż

 

rodziców.   S o ce  wieci o   specjalnie   dla   niej,   piewa y   ptaki,   a   ziemia   zdawa a   si   by   jej

ł ń

ś

ł

ś

ł

ł

ę

ć

 

w asnym rajem. 

ł

Diona   w o y a   jedn   z   naj adniejszych   sukie

ł ż ł

ą

ł

nek.   Mia a   nadziej ,  e   spodoba   si   w   niej

ł

ę ż

ę

 

markizowi. Nie chcia a traci  ani chwili, wi c zbieg a na dó  w towarzystwie Syriusza, który

ł

ć

ę

ł

ł

 

wróci  ze spaceru, w a nie gdy si  ubiera a. 

ł

ł ś

ę

ł

background image

Postanowi a pój  do biblioteki, gdy  wie

ł

ść

ż

dzia a,  e jest to ulubiony pokój markiza. By o tutaj

ł ż

ł

 

znacznie   mniej   ksi

ek   ni   w   Irchester   Park,   za   to   ciany   zdobi a   pi kna   kolekcja   p ócien

ąż

ż

ś

ł

ę

ł

 

przedstawiaj cych g ównie konie i sceny my liwskie. 

ą

ł

ś

Diona przygl da a si  obrazom, wspomi

ą ł

ę

naj c jednocze nie, jak dobrym je d cem jest markiz i

ą

ś

ź ź

 

jaka to rado  je dzi  konno w jego towarzystwie. 

ść ź

ć

Nagle drzwi biblioteki otworzy y si . Diona odwróci a si  rado nie, przekonana,  e to mar

ł

ę

ł

ę

ś

ż

kiz 

wcze niej wróci  do domu, i zastyg a ze zdumienia. Zobaczy a bowiem najpi kniejsz  kobiet ,

ś

ł

ł

ł

ę

ą

ę  

jak  kiedykolwiek zdarzy o jej si  spotka . Nieznajoma ubrana by a z wyszukan  elegancj  w

ą

ł

ę

ć

ł

ą

ą  

sukni ,  która  musia a kosztowa  maj tek i najmodniejszy  kapelusz-budk , przy

ę

ł

ć

ą

ę

brany  strusimi 

piórami o barwie srebrzysto-zielonej morskiej wody. Efektu dope nia y bry

ł

ł

lantowe kolczyki i 

pi kna kolia otaczaj ca szyj . 

ę

ą

ę

Przez moment Diona nie mog a wykrztusi  s owa, tymczasem dama podesz a bli ej. Do

ł

ć ł

ł

ż

piero 

wtedy dziewczyna przypomnia a sobie o dobrych manierach i dygn a. Dostrzeg a przy tym ze

ł

ęł

ł

 

zdumieniem,  e niespodziewany go  patrzy na ni  z nieukrywan  niech ci . 

ż

ść

ą

ą

ę ą

— A wi c to prawda! — g os nieznajomej zabrzmia  ostro i nieprzyjemnie. — Mówiono mi,

ę

ł

ł

 

e markiz trzyma u siebie m od  kobiet , ale nie wierzy am! 

ż

ł ą

ę

ł

Diona, oszo omiona agresywnym tonem roz

ł

mówczyni, odpar a: 

ł

— Tak, mieszkam tutaj, ale opiekuje si  mn  kuzynka markiza, pani Lamborn. 

ę

ą

Uprzejme wyja nienie bynajmniej nie uspo

ś

koi o pi knej pani. Wprost przeciwnie. Wyda

ł

ę

-

wa a si  coraz bardziej rozgniewana. 

ł

ę

— Kim jeste  i sk d si  tu wzi a ? — zapy

ś

ą

ę

ęł ś

ta a ju  wr cz niegrzecznie. 

ł

ż

ę

Diona stropi a si , lecz odpowiedzia a: 

ł

ę

ł

— Nazywam si  Diona Grantley. Przyje

ę

cha am do Londynu razem z jego wysoko ci  dwa

ł

ś ą

 

dni temu. 

— Jak s dz , narzuca a  si  mu! — warkn a dama. — Twoja obecno  tutaj wywo a a mnó

ą ę

ł ś ę

ęł

ść

ł ł

-

stwo plotek bardzo niepo

danych dla reputacji jego wysoko ci! Czy masz przyzwoitk , czy

żą

ś

ę

 

nie, m ody m

czyzna z jego pozycj  nie mo e trzyma  w domu jakiej  dziewczyny. Im wcze

ł

ęż

ą

ż

ć

ś

ś-

niej st d wyjedziesz, tym lepiej. 

ą

— Mam wyjecha ...? 

ć

— Tak, wyjedziesz st d natychmiast. 

ą

background image

— Ja... nie... rozumiem. 

—   Wi c  mog   ci   to   wyja ni !   Jestem   lady   Sybille   Malden.   Markiz,   do   którego   domu

ę

ę

ś ć

 

wtargn a  ma zamiar mnie po lubi ! 

ęł ś

ś

ć

— Po lubi ...? — Dionie pociemnia o w oczach. Mia a wra enie,  e sufit zaraz spad

ś

ć

ł

ł

ż

ż

nie jej na 

g ow . 

ł ę

— Tak, po lubi  — powtórzy a lady Sybille ostro i dobitnie. — I nie pozwol  wystawia  na

ś

ć

ł

ę

ć

 

po miewisko mego przysz ego ma onka. Jes

ś

ł

łż

tem przekonana,  e nie przysz o ci nawet na my l,

ż

ł

ś  

i  tak dwuznaczna sytuacja kompromituje markiza w towarzystwie. 

ż

— Nie... Nie przysz o mi to na my l. 

ł

ś

— No, to teraz ju  wiesz — rzek a szorstko lady Sybille. — Im szybciej wyjedziesz i wrócisz

ż

ł

 

tam, sk d przyby a , tym lepiej dla mnie i dla niego! 

ą

ł ś

Przygl da a si  Dionie. Zauwa y a s oneczne  wiat o na jej w osach i bezbrze ny smutek w

ą ł

ę

ż ł ł

ś

ł

ł

ż

 

ogromnych   oczach   o   zdumiewaj cej  barwie.   Nagle,   jakby   ten   widok   zupe nie   wytr ci   j   z

ą

ł

ą ł ą  

równowagi, lady Sybille tupn a nog . 

ęł

ą

—   S ysza a ,   co   mówi am!   —   krzykn a.   —   Wyno   si   st d  i   nigdy   nie   wracaj!   Lenox

ł

ł ś

ł

ęł

ś ę ą

 

Irchester nale y do mnie! 

ż

Diona, wstrzymuj c p acz, odwróci a si  i wybieg a z biblioteki. Drzwi oddzieli y j  od tej

ą

ł

ł

ę

ł

ł ą

 

strasznej   kobiety.   Teraz   pr dko  na  gór .  Prawie   bez  tchu   wpad a  do   sypialni.   Wiedzia a  ju ,

ę

ę

ł

ł

ż  

dlaczego markiz nie poprosi  jej o r k . By a g upia i naiwna. Jak mog a my le , kiedy ca owa  j

ł

ę ę

ł ł

ł

ś ć

ł

ł ą 

wczorajszej nocy,  e nale y do niego i pozostanie z nim na zawsze? Gor czkowo zastanawia a

ż

ż

ą

ł  

si  dok d powinna si  uda , gdzie si  ukry . Chc  do domu, pomy la a, niczym skrzywdzone

ę

ą

ę

ć

ę

ć

ę

ś ł

 

dziecko. Stryj wprawdzie mo e odnale  j  w maj tku rodziców, ale zapewne ju  tam jej szuka  i

ż

źć ą

ą

ż

ł  

jest nadzieja,  e pr dko nie powróci. 

ż

ę

— Tak, musz  wróci  do domu — powtó

ę

ć

rzy a i otar a  zy. — Nigdzie indziej. 

ł

ł ł

Nieopodal  szafy,  na  krze le  le a o   du e  okr g e  pud o  na  kapelusze,   które  pani  Lam-born

ś

ż ł

ż

ą ł

ł

 

kupi a poprzedniego dnia na Bond Street. Diona sprawnie je opró ni a, a na miejsce eleganckich

ł

ż ł

 

okry   g owy   wrzuci a   kilka   sukie

ć ł

ł

nek,   które,   prawie   im   si   nie   przygl daj c,   ci gn a   z

ę

ą ą ś ą ęł

 

wieszaków.   Do o y a   jeszcze   nocn   koszul   i   szczotk   do   w osów.   Pude ko   by o   pe ne.

ł ż ł

ą

ę

ę

ł

ł

ł

ł

 

Przykry a je i obwi za a wst

kami. Wyda o jej si  dosy  ci

kie, chocia  niewiele si  w nim

ł

ą ł

ąż

ł

ę

ć ęż

ż

ę

 

background image

pomie ci o. Dziewczyna przypo

ś ł

mnia a sobie jeszcze o szalu matki, którego przecie  nie mog a

ł

ż

ł  

tu   zostawi .   Wreszcie   w o

ć

ł y a   kapelusz,   r kawiczki   i   przypasa a   satynow   sakiewk   na

ż ł

ę

ł

ą

ę

 

chusteczki. 

Przysz o jej na my l,  e powinna mie  pie

ł

ś ż

ć

ni dze. Przez moment zastanawia a si , czy s  jej

ą

ł

ę

ą

 

rzeczywi cie niezb dne, lecz rozs dek pod

ś

ę

ą

powiada ,  e brak pieni dzy mo e uniemo liwi  jej

ł ż

ę

ż

ż

ć

 

sprawn  ucieczk . 

ą

ę

Zesz a na dó  z Syriuszem u nogi. S u

cy chcia  odebra  od niej pud o, wi c wyja ni a, sil c

ł

ł

ł żą

ł

ć

ł

ę

ś ł

ą  

si  na naturalny ton: 

ę

— Musz  spotka  si  na mie cie z pani  Lamborn. Prosz  sprowadzi  mi doro k . 

ę

ć ę

ś

ą

ę

ć

ż ę

— Mog  pos a  do stajni,  eby zaprz gli, panienko — zaproponowa  lokaj. 

ę

ł ć

ż

ę

ł

—   Nie   potrzeba.   Pani   Lamborn   ma   powóz   i   do czenie  do   niej   nie   zajmie   mi   wi cej  ni

łą

ę

ż 

kwadrans. 

— Racja, panienko — potwierdzi  i wyszed  poszuka  doro ki. Diona za  pospieszy a do biura

ł

ł

ć

ż

ś

ł

 

pana Swaythlinga. 

Sekretarz pracowa  przy biurku. Na jej widok wsta  i u miechn  si . 

ł

ł

ś

ął ę

— Dzie  dobry, panno Grantley. Czym mog  panience s u y ? 

ń

ę

ł ż ć

— Chcia abym dosta  troch  pieni dzy — powiedzia a i zaczerwieni a si  lekko. 

ł

ć

ę

ę

ł

ł

ę

— Ale , oczywi cie! Ile panienka potrzebuje? 

ż

ś

— Sporo, b d  dzisiaj mia a du e wydatki. Mo e dwadzie cia funtów? 

ę ę

ł

ż

ż

ś

Swaythling   uniós   brwi.   Wysoko

  kwoty   zdziwi a   go   niepomiernie,   ale   uprzejmie   od

ł

ść

ł

-

powiedzia : 

ł

— Naturalnie. Jednak, gdyby panienka zechcia a poprzesta  na pi tnastu funtach wyp aci bym

ł

ć

ę

ł ł

 

je od razu panience w banknotach. 

— Dobrze — zgodzi a si  Diona i otworzy a uwi zan  przy nadgarstku satynow  sakiewk . 

ł

ę

ł

ą

ą

ą

ę

Sekretarz wyci gn  banknoty z szuflady, a po chwili do o y  do woreczka Diony jeszcze pi

ą ął

ł ż ł

ęć 

z otych suwerenów. 

ł

— Niech panienka uwa a na kieszonkowych z odziejaszków — za artowa . 

ż

ł

ż

ł

— Dzi kuj  za przestrog , b d  uwa a a. 

ę

ę

ę ę ę

ż ł

— Mam nadziej ,  e zakupy si  udadz . 

ę ż

ę

ą

background image

Gdy   Diona  wysz a,   usiad   znowu   przy   biur

ł

ł

ku.   W   tym  czasie  s u

cy  przywo a   doro k   i

ł żą

ł ł

ż ę  

zd

y  umie ci  w niej pud o Diony. 

ąż ł

ś ć

ł

— Chc  pojecha  do sklepu

ę

ć

 madame Bertin na Bond Street. 

Polecenie   zosta o   przekazane   doro karzowi   i   ruszyli.   Nie   ujechali   daleko,   gdy   Diona

ł

ż

 

zawo a a: 

ł ł

— Prosz  si  zatrzyma ! Zmieni am zda

ę ę

ć

ł

nie! — a po chwili doda a: 

ł

— Jedziemy na Picadilly do „Bia ego Nie

ł

d wiedzia". 

ź

Doro karz pokiwa  g ow  na znak,  e zro

ż

ł ł ą

ż

zumia  i skr ci  z Park Lane. Có  za szcz liwy

ł

ę ł

ż

ęś

 

zbieg okoliczno ci, pomy la a Diona,  e wiem gdzie mo na wynaj  karetk  pocztow . 

ś

ś ł

ż

ż

ąć

ę

ą

Dowiedzia a si  o tym przez zupe ny przypa

ł

ę

ł

dek. Kiedy w drodze powrotnej do Londynu uda o

ł  

si  markizowi wygra  wy cig z Roderikiem, ten ostatni o wiadczy : 

ę

ć

ś

ś

ł

— Naturalnie! Pobi e  mnie! Mia e  najlep

ł ś

ł ś

sze konie! Te, którymi powozi Sam s  okropnie

ą

 

powolne. Lepiej ju  by oby wynaj  poczt  na Picadilly „Pod Bia ym Nied wiedziem"! 

ż

ł

ąć

ę

ł

ź

— Czy ty mnie przypadkiem nie chcesz obrazi ? — zapyta  markiz z udan  gro b  w g osie. 

ć

ł

ą

ź ą

ł

Roderic roze mia  si . 

ś

ł ę

— Ale  sk d. Po prostu doprowadza mnie do sza u,  e  aden wo nica nie mo e si  z tob

ż

ą

ł ż ż

ź

ż

ę

ą 

równa . 

ć

— Tak mi pochlebiasz,  e zaczynam si  zastanawia , o co mnie za chwil  poprosisz. 

ż

ę

ć

ę

Wszyscy si  roze mieli. Diona pomy la a,  e w towarzystwie tych m

czyzn nie sposób by

ę

ś

ś ł ż

ęż

ć 

smutn .   Czasami,   nawet   podczas   powa nej   rozmowy,   markiz   albo   Roderic   wtr cali   jakie

ą

ż

ą

ś 

artobliwe uwagi. 

ż

Nazwa „Bia y Nied wied " wyda a jej si  dziwaczna i by  mo e dlatego utkwi a w pa

ł

ź

ź

ł

ę

ć

ż

ł

mi ci. 

ę

Kiedy doro ka wjecha a na podwórko, Dio

ż

ł

na by a ju  ca kiem pewna,  e doskonale zatar a za

ł

ż ł

ż

ł

 

sob   lady. Ani stryj, ani markiz nie odnajd  jej. 

ą ś

ą

By  mo e markiz nawet nie b dzie próbowa  mnie szuka , pomy la a, albo, wr cz przeciwnie,

ć

ż

ę

ł

ć

ś ł

ę

 

uzna to za swój obowi zek? Wiedzia a, i  teraz, gdy pozna a prawd , nie mog aby znie  jego

ą

ł

ż

ł

ę

ł

ść

 

uprzejmo ci i troski. 

ś

background image

On   ma   zamiar   po lubi   lady   Malden,   po

ś

ć

wtarza a   w   duchu.   Jaka   by am   g upia,   gdy

ł

ż

ł

ł

 

wyobra a am sobie,  e mog  co  dla niego znaczy ! 

ż ł

ż

ę ś

ć

Diona   zap aci a   za   doro k   i   wynaj a   za

ł ł

ż ę

ęł

prz

on   w   dwa   konie   karetk .   Wyda a   sporo

ęż ą

ę

ł

 

pieni dzy,  ale  to  nie mia o   dla niej znaczenia.  Dziesi

 minut pó niej,  z Syriuszem u  boku,

ę

ł

ęć

ź

 

jecha a   zat oczonymi   ulicami.   A   wreszcie   wy

ł

ł

ż

dostali   si   z   miasta   na   go ciniec.   Wraca a   do

ę

ś

ł

 

domu. By o to jedyne miejsce, o którym mog a bez wahania powiedzie ,  e nale a o naprawd

ł

ł

ć ż

ż ł

ę 

do niej. Ale czu a,  e jej serce pozosta o w Lon

ł ż

ł

dynie. Ofiarowa a je markizowi, a on wkrótce

ł

 

po lubi lady Sybille Malden. 

ś

Kiedy   tylko   markiz   pojawi   si   w   klubie,   Roderic   natychmiast   odci gn   go   na   bok   i

ł

ę

ą ął

 

konfidencjonalnym szeptem zapyta : 

ł

— Jak to za atwi e ? W jaki sposób doko

ł

ł ś

na e  tak zr cznej sztuki? 

ł ś

ę

Markiz u miechn  si  nieznacznie. 

ś

ął ę

— Z tego co mówisz, wnioskuj ,  e konkurs sir Mortimera nie odb dzie si . 

ę ż

ę

ę

— W a nie nas poinformowa ,  e z powo

ł ś

ł ż

dów, których nie mo e wyjawi , musi wycofa  si  z

ż

ć

ć ę  

zaproponowanego przez siebie zak adu — Roderic nie ukrywa  rado ci. 

ł

ł

ś

— Wspaniale! — stwierdzi  markiz. 

ł

— Jak tego dokona e ? Co zrobi e ,  e Wat-son podda  si  bez walki? 

ł ś

ł ś ż

ł ę

— My l ,  e najrozs dniej zapomnie  o tej sprawie. 

ś ę ż

ą

ć

— Nie mo esz mnie zostawi  dr czonego ciekawo ci  przez reszt   ycia — nalega  Ro

ż

ć ę

ś ą

ę ż

ł

deric. 

Markiz pomy la ,  e by by to zaiste okrutny los. 

ś ł ż

ł

—   Naprawd   podzi kowania   nale

  si   pew

ę

ę

żą ę

nemu   mojemu   przyjacielowi,   który   zdo a   do

ł ł

-

wiedzie  si , dzi ki komu to sir Mortimer chcia  wygra  zak ad. 

ć ę

ę

ł

ć

ł

— Odnalaz  francusk  kurtyzan ! 

ł

ą

ę

— No, w a nie — potwierdzi  markiz. 

ł ś

ł

— Ale ty musia e  przekona  j  jako ,  eby nie przyje d a a do Anglii — powiedzia  do

ł ś

ć ą

ś ż

ż ż ł

ł

-

my lnie Roderic. 

ś

—   Udzia   w   konkursie   wyperswadowa   jej   jeden   z  moich   znajomych.   Pary   jest   znacznie

ł

ł

ż

 

zabawniejszym miejscem ni  Londyn. 

ż

Roderic wyda  okrzyk tryumfalnej rado ci: 

ł

ś

background image

— Wuju Lenoxie! Nale y ci  nazwa  geniu

ż

ę

ć

szem! Jestem ci wdzi czny na wieki za ocalenie

ę

 

honoru   tak   w asnego,   jak   i  moich   przyjació !   Widzisz,   nie  znale li my  adnej   kobiety,   która

ł

ł

ź ś

ż

 

by aby wystarczaj co pi kna i inteligentna! 

ł

ą

ę

— Nast pnym razem wystrzegaj si  sir Mortimera i nie przyjmuj jego zak adów — o wiad

ę

ę

ł

ś

-

czy  powa nie markiz. 

ł

ż

— Nie, nie b d . Mo esz by  tego ca kiem pewnym — zaklina  si  Nairn. — Kto si  raz

ę ę

ż

ć

ł

ł ę

ę

 

sparzy , na zimne dmucha! 

ł

W tym momencie zauwa y  znacz cy wyraz twarzy markiza, wi c doda  z lekkim  alem: 

ż ł

ą

ę

ł

ż

— Je eli o mnie chodzi, to sparzy em si  nawet dwa razy. 

ż

ł

ę

—  wietnie, jestem zadowolony,  e mog em 

Ś

ż

ł

ci pomóc. 

Markiz u miechn  si  i odszed , aby poroz

ś

ął ę

ł

mawia  ze znajomym, który dawa  mu znaki z

ć

ł

 

drugiego   ko ca   sali.   Ale   pobyt   w   klubie   nie   sprawia   tego   dnia   markizowi   przyjemno ci.

ń

ł

ś  

Irchester ze zdumieniem u wiadomi  sobie,  e t skni za Dion  i zdecydowa  si  natychmiast

ś

ł

ż ę

ą

ł ę

 

wraca  do domu. 

ć

Chcia  zobaczy  si  z ni  ju  z samego rana, ale wiedzia ,  e po tak m cz cej nocy musia a

ł

ć ę

ą ż

ł ż

ę ą

ł  

dobrze si  wyspa . 

ę

ć

Teraz czu ,  e musi j  jak najszybciej zoba

ł ż

ą

czy . Narasta  w nim dziwny niepokój, przypo

ć

ł

-

minaj cy zam t uczu , którego doznawa , gdy zosta a porwana. Dr czony irracjonalnym l

ą

ę

ć

ł

ł

ę

ękiem, 

markiz pop dzi  konie. 

ę ł

Gdy dotar  do domu, ujrza  czekaj cego na schodach Swaythlinga. Ogarn o go przeczucie

ł

ł

ą

ęł

 

nieszcz cia. Wysiad  z faetonu i skierowa  szybkie kroki do holu. Sekretarz pod

a  za nim, a

ęś

ł

ł

ąż ł

 

wyraz niepewno ci malowa  si  na jego twarzy. W ko cu odezwa  si  cicho: 

ś

ł ę

ń

ł ę

— Czy pozwoli pan, milordzie, do gabinetu? Musz  panu co  powiedzie . 

ę

ś

ć

— Tak, oczywi cie. 

ś

W milczeniu weszli do  rodka i dopiero wtedy markiz zapyta : 

ś

ł

— Czy sta o si  co  z ego? 

ł

ę ś ł

— Milordzie, my l ,  e powinienem pana uprzedzi , i  lady Sybille jest tutaj ju  od ponad

ś ę ż

ć ż

ż

 

godziny... 

background image

Sekretarz dostrzeg ,  e oczy markiza pociem

ł ż

nia y. — Kiedy przyjecha a, uda a si  prosto do

ł

ł

ł

ę

 

biblioteki, chocia  lokaj usi owa  wprowa

ż

ł

ł

dzi  j  do salonu. A w bibliotece by a w a nie panna

ć ą

ł

ł ś

 

Grantley. 

Markiz zesztywnia , lecz milcza . Swaythling za  kontynuowa : 

ł

ł

ś

ł

— Milordzie, mo e martwi  si  bez potrze

ż

ę ę

by, ale panna Grantley przysz a zobaczy  si  ze

ł

ć ę

 

mn  w dwadzie cia minut po przybyciu lady Sybille. O wiadczy a,  e wybiera si  do sklepów w

ą

ś

ś

ł ż

ę

 

towarzystwie pani Lamborn. 

Swaythling zawiesi  g os, jakby zbieraj c my li przed przekazaniem najgorszej wiadomo

ł ł

ą

ś

ci.

ś  

Po chwili zacz  szybko mówi  dalej: 

ął

ć

— Poprosi a mnie o wydanie dwudziestu funtów. Mówi a,  e musi kupi  mas  drobiazgów. 

ł

ł ż

ć

ę

Nie   uzna em   tego   za   dziwne   czy   niepoko

ł

j ce,   dopóki   nie   wróci a   pani   Lamborn,   która

ą

ł

 

twierdzi,  e panna Grantley wcale nie spotka a si  z ni  w mie cie. 

ż

ł

ę

ą

ś

— W jaki sposób Diona opu ci a dom? — zapyta  rzeczowo markiz. 

ś ł

ł

— Odjecha a doro k , milordzie. 

ł

ż ą

— Doro k ? Przecie  mamy konie w staj

ż ą

ż

niach. 

— Lokaj powiedzia  mi,  e doradza  jej wzi cie powozu, ale ona upar a si ,  eby we

ł

ż

ł

ę

ł

ę ż

zwać 

doro k . I to w a nie mnie zdziwi o i zaniepokoi o, milordzie. 

ż ę

ł ś

ł

ł

Na czole markiza pojawi a si  g boka bruz

ł

ę łę

da. Zapyta : 

ł

— Czy panna Diona wzi a co  ze sob ? 

ęł

ś

ą

— Nios a du e pud o na kapelusze. Lokaj mówi ,  e ci

kie. No i naturalnie mia a ze sob

ł

ż

ł

ł ż

ęż

ł

ą 

sakiewk . 

ę

Markiz stara  si  spokojnie rozwa y  sytua

ł ę

ż ć

cj . W tym momencie rozleg o si  pukanie i w

ę

ł

ę

 

drzwiach stan a, przydzielona Dionie przez markiza, pokojówka. 

ęł

—   Przepraszam   panie   Swaythling,   ale   domy li am   si ,   e   jego   wysoko

  jest   u   pana   i

ś ł

ę ż

ść

 

postanowi am znie  to na dó ... 

ł

ść

ł

— A có  to takiego? — zapyta  sekretarz. 

ż

ł

— List, który znalaz am na toaletce w sypia

ł

lni panny Grantley. Nie wiedzia am,  e jeszcze raz

ł

ż

 

wchodzi a na gór . List zauwa y am dopie

ł

ę

ż ł

ro przed chwil . 

ą

background image

— Dzi kuj . 

ę

ę

Swaythling   zamkn   drzwi   i   wr czy   papier   markizowi.   Pomy la   jednocze nie,  e   jednak

ął

ę

ł

ś ł

ś

ż

 

chyba   nie   pomyli   si   podejrzewaj c,   e   panna   Grantley   wcale   nie   zamierza a   odwiedza

ł

ę

ą ż

ł

ć 

sklepów. 

Tymczasem markiz otworzy  list. 

ł

„Dzi kuj  za ocalenie mnie przed stryjem Herewardem i dzi kuj  za okazanie mi serca

ę ę

ę ę

 — pisa a

ł  

Diona. — Mam nadziej ,  e b dzie Pan bardzo, bardzo szcz liwy, ale poniewa  moja obecno

ę ż ę

ęś

ż

ść 

w  Pa skim  domu  szkodzi  Panu,  Syriusz  i ja  musimy  odej

 tam,  gdzie  nikt  nas  nie  znajdzie.

ń

ść

 

Prosz  si  o mnie nie martwi . Jestem pewna,  e dam sobie rad . Jeszcze raz ogromnie dzi kuj . 

ę ę

ć

ż

ę

ę ę

Diona" 

Markiz przeczyta  list jeszcze raz, po czym zwróci  si  do sekretarza: 

ł

ł ę

— Swaythling, gdyby  by  sam jeden na  wiecie i musia  si  ukrywa , to dok d by  si  uda ? 

ś

ł

ś

ł ę

ć

ą

ś ę

ł

Sekretarz, który zna  markiza od lat, ledwie rozpozna  g os swego pana. 

ł

ł ł

—   ...I   gdyby   mia   przy   duszy   tylko   dwadzie

ś

ł

ścia funtów? — doko czy  markiz zupe nie

ń

ł

ł

 

cicho. 

Swaythling zamy li  si , zanim udzieli  od

ś ł ę

ł

powiedzi: 

— Nie wyobra am sobie, dok d w tych okoliczno ciach mog a pojecha  panna Grant-ley.

ż

ą

ś

ł

ć

 

Przecie  ona nie ma domu... 

ż

Nie doko czy , gdy  markiz przerwa  mu raptownie. 

ń

ł

ż

ł

— Co to by  za adres, który ci da a, gdy chcia a wys a  pieni dze dla starych s u

ł

ł

ł

ł ć

ą

ł

cych ojca? 

żą

Sekretarz przez chwil  szuka  w ród stosu papierów na biurku, wreszcie poda  markizowi

ę

ł ś

ł

 

zapisan  kartk . 

ą

ę

— Co pan zamierza, milordzie? 

— Id  do stajni. 

ę

— Zapomnia  pan,  e lady Sybille czeka w bibliotece? 

ł

ż

— Niech czeka — odpar  markiz i szybkim krokiem wyszed  z gabinetu. 

ł

ł

Diona znów znalaz a si  w starym dworze, w którym prze y a z rodzicami tyle szcz

ł

ę

ż ł

ę liwych lat. 

ś

background image

Dotar a na miejsce w po udnie. Podró  trwa

ł

ł

ż

a d ugo, gdy  za ka dym razem, kiedy zmie

ł

ł

ż

ż

niali 

konie,   Diona   pozwala a   Syriuszowi   troch   pobiega .   W a ciciele   przydro nych   zajazdów

ł

ę

ć

ł ś

ż

 

namawiali   j ,  aby   co   zjad a   i   wypi a,   ale   Diona   nie   czu a   g odu.   Natomiast   z   ka d   mil

ą

ś

ł

ł

ł

ł

ż ą

ą 

oddalaj c   j   od   Londynu,   narasta   w   jej   sercu   niezno ny  ci

ar.  Wyobra nia   przywo ywa a

ą ą ą

ł

ś

ęż

ź

ł

ł  

wspomnienie   urodziwej   twarzy   markiza   i   dotyku   jego   warg,   które   ca owa a   ubieg ej   nocy.

ł

ł

ł

 

Rozmy la a o cudownym uczuciu wzlatywania do gwiazd i zjednoczenia ze wszech wiatem — i

ś ł

ś

 

ze sob  nawzajem. 

ą

— Ju  nigdy nie b d  szcz liwa — szepn a do siebie. Diona ba a si  przysz o ci. Mo e ju

ż

ę ę

ęś

ęł

ł

ę

ł ś

ż

ż 

zawsze b dzie musia a ukrywa  si  przed stry

ę

ł

ć ę

jem. W jaki sposób ma si  obroni , by nie wyda

ę

ć

ł 

jej za Simona? 

Lecz gdy przekroczy a próg domu, w którym sp dzi a pogodne dzieci stwo, poczu a, jakby to

ł

ę ł

ń

ł

 

ojciec i matka znów wzi li j  w ramiona i poj a,  e ich mi o  b dzie j  nadal chroni  przed

ę ą

ęł ż

ł ść ę

ą

ć

 

z em. 

ł

Starzy Briggsowie ucieszyli si  z jej przyjazdu ogromnie. Nie otrzymali jeszcze wiadomo ci o

ę

ś

 

zmianie   sytuacji   maj tkowej   Diony,   wi c   zasiad a   z   nimi,   jak   dawniej,   w   kuchni   i   d ugo

ą

ę

ł

ł

 

opowiada a o k opotach i smutkach, których zazna a od czasu, gdy ostatni raz si  widzieli. Zna a

ł

ł

ł

ę

ł  

Briggsów   od   wczesnego   dzieci stwa   i   uwa a a   za   cz onków   rodziny.   Gdy   us yszeli,   w   jaki

ń

ż ł

ł

ł

 

sposób   stryj   Hereward   usi owa   zmusi   j   do   po lubienia   Simona,   wydawali   si   równie

ł

ł

ć ą

ś

ę

 

wstrz ni ci i przera eni, jak z pewno ci  byliby przera eni jej rodzice. 

ąś ę

ż

ś ą

ż

—   Od   razu,   kiedy   zobaczy am   oczy   tego   m odego,   wiedzia am,   e   co   jest   z   nim   nie   w

ł

ł

ł

ż

ś

 

porz dku — o wiadczy a pani Briggs. — Wy

ą

ś

ł

gl da  jak ten biedny Jake ze wsi, co to zawsze

ą ł

 

wszyscy  si   z niego  miali i  nazywali  „g up

ę

ś

ł kiem". Nikt nie pomy la  nawet,  e mo e by

ś ł

ż

ż

ć 

czyim  m

em. 

ś ęż

— Teraz rozumiecie, dlaczego musia am si  ukrywa  — powiedzia a smutno Diona. 

ł

ę

ć

ł

Diona   mia a   racj   przypuszczaj c,   e   stryj   odwiedzi   dwór   Grantleyów   w   poszukiwaniu

ł

ę

ą ż

 

zbieg ej   bratanicy.   Briggsowie   opowiadali,   e   sir   Hereward   przyby   w   towarzystwie   lo

ł

ż

ł

kaja, 

ogromnego m

czyzny o srogim wy

ęż

gl dzie, który, mimo ich protestów, zrewi

ą

dowa  ca y dom. 

ł ł

— Panno Diono, to by a obraza i despekt, nie ma na to s ów — relacjonowa  stary Briggs,

ł

ł

ł

 

oburzony w najwy szym stopniu. 

ż

background image

— Nie przypuszczam,  eby stryj Hereward szuka  mnie tutaj ponownie. Ale je li zrobi to,

ż

ł

ś

 

jestem gotowa ukry  si  w lesie, albo w piwnicy, dopóki nie odjedzie. 

ć ę

— Nie dopu cimy do tego, kochanie — po

ś

wiedzia a  agodnie pani Briggs. — Teraz id  na

ł ł

ź

 

gór , przebierz si  w co   wie ego, a ja zabior  si  do przygotowania smacznego obiadu. 

ę

ę

ś ś

ż

ę ę

Diona  uczyni a   to,   co   poleci a   jej  staruszka.   Jednak   nie   posz a   do   siebie,   lecz  otworzy a

ł

ł

ł

ł  

drzwi do sypialni matki. 

Pokój   by   uroczy.   Wprawdzie   Grantleyowie   mieli   ma o   pieni dzy,   ale   matka   Diony   od

ł

ł

ę

-

znacza a si  wy mienitym gustem. 

ł

ę

ś

Diona   rozwar a   okiennice   i,   kiedy   wiat o   s oneczne   zala o   pokój,   przekona a   si ,   e

ł

ś

ł

ł

ł

ł

ę ż  

Briggsowie utrzymywali wsz dzie nieskaziteln  czysto . Bia e, mu linowe draperie ocienia y

ę

ą

ść

ł

ś

ł  

du e  ó ko, w którym sypia a niegdy  jej matka. Po ciel by a nadal  nie nobia a, podobnie jak

ż ł ż

ł

ś

ś

ł

ś ż

ł

 

delikatna tkanina zdobi ca toaletk . 

ą

ę

Przez   otwarte   okno   nap ywa   do   pokoju   osza amiaj cy  zapach   ró .   Ojciec   ze   znawstwem

ł

ł

ł

ą

ż

 

sadzi  je i piel gnowa . 

ł

ę

ł

Znajoma wo  uzmys owi a Dionie,  e rodzice nadal czuwaj  nad ni . Atmosfera mi o ci, za

ń

ł

ł

ż

ą

ą

ł ś

 

któr  tak t skni a w pa acu stryja, znów j  otoczy a. Mimo dr cz cego smutku i rozpaczy, Diona

ą

ę

ł

ł

ą

ł

ę ą

 

poczu a ulg . 

ł

ę

By a tu sama, nie musia a zwa a  na opini  innych, mog a wi c wreszcie wyp aka  swój  al i

ł

ł

ż ć

ę

ł

ę

ł

ć

ż

 

poczucie straty. 

— On ma zamiar si  o eni  — powtarza a we  zach. T skni a za ramionami, których si  i

ę ż

ć

ł

ł

ę

ł

łę  

urok pozna a ostatniej nocy. Czu a jego usta na swoich wargach i s ysza a pi kny, g boki g os,

ł

ł

ł

ł

ę

łę

ł  

od którego zamiera o jej serce w pier

ł

siach. 

— Kocham go, kocham go — powtarza a na g os, jakby zwierza a si  matce. — On wype nia

ł

ł

ł

ę

ł

 

ca y mój  wiat, niebo i ziemi ... Nigdy nie pokocham nikogo innego... Zaszlocha a i doda a: 

ł

ś

ę

ł

ł

— Mamo, w taki sam sposób kocha a  ojca, teraz to rozumiem. Co mam teraz zrobi ? Jestem

ł ś

ć

 

ca kiem sama. 

ł

Poczu a mokry nos Syriusza na d oni. Pies usi owa  pocieszy  swoj  pani . Obj a go 

ł

ł

ł

ł

ć

ą

ą

ęł

i rzek a: 

ł

background image

— Teraz zostali my sami, Syriuszu. Ja i ty. Sami. Musisz si  mn  opiekowa , gdy  nikt inny

ś

ę

ą

ć

ż

 

tego nie uczyni... 

Siedzia a tak w sypialni matki, nie zauwa a

ł

ż j c up ywaj cego czasu. 

ą

ł

ą

S o ce zacz o zachodzi  w powodzi czer

ł ń

ęł

ć

wonego blasku. Dopiero wtedy Diona zorientowa a

ł  

si ,  e   ju   zapada   zmierzch.   W o y a   szybko   czyst   sukni ,  a   te   które   przywioz a   ze   sob

ę ż

ż

ł ż ł

ą

ę

ł

ą 

rozwiesi a, zupe nie jakby chcia a pokaza  

ł

ł

ł

ć

je matce. 

Strój podró ny by  ca kiem zakurzony. Od

ż

ł ł

o y a go na bok. Trzeba poprosi  pani  Briggs by

ł ż ł

ć

ą

 

pó niej si  nim zaj a, pomy la a. 

ź

ę

ęł

ś ł

Bia a, ozdobiona ró yczkami krepdeszynowa suknia, w któr  przebra a si  Diona, pochodzi a

ł

ż

ą

ł

ę

ł  

z eleganckiego sklepu przy Bond Street. By a wykwintna, a zarazem odpowiednia dla m odej

ł

ł

 

dziewczyny,   najpi kniejsza   spo ród   wszystkich,   jakie   Diona   kiedykolwiek   posiada a.   Gdy

ę

ś

ł

 

spojrza a na siebie w lustrze, dziewczyna zrozumia

ł

a,  e prosi a o t  sukni , aby wyda  si

ł ż

ł

ę

ę

ć ę 

adniejsz  markizowi. Teraz nawet najwspanial

ł

ą

sza kreacja nie potrafi a wzbudzi  jej zaintere

ł

ć

-

sowania. 

I znów my li wróci y do markiza. Broni c si  przed narastaj c  rozpacz , Diona posta

ś

ł

ą

ę

ą ą

ą

nowi a

ł  

zej  na dó  do Briggsów. Mia a na

ść

ł

ł

dziej ,  e rozmowa z nimi zaprz tnie jej uwag  cho by na

ę ż

ą

ę

ć

 

krótki czas. 

By a ju  na schodach, gdy us ysza a turkot kó  na podje dzie. Drzwi wej ciowe o tej porze

ł

ż

ł

ł

ł

ź

ś

 

dnia   sta y   jeszcze   otworem   i   Dion   ogarn   strach,   e   pomimo   zastosowania   tylu   rodków

ł

ę

ął

ż

ś

 

ostro no ci, stryj j  w a nie odnalaz . Nawet je li to kto  z miejscowych, my la a gor cz

ż ś

ą ł ś

ł

ś

ś

ś ł

ą kowo, 

wa ne   jest   by   nie   wiedzia ,   e   jestem   tutaj.   Wie

  o   mnie   mog aby   wszak   dotrze   do   sir

ż

ł ż

ść

ł

ć

 

Herewarda. 

Ow adni ta panik , nie zdo a a wymy li  nic innego, jak ukry  si  za pierwszymi z brzegu

ł

ę

ą

ł ł

ś ć

ć ę

 

drzwiami. To by  gabinet ojca. Podobnie jak u markiza, sceny my liwskie i pó ki z ksi

kami

ł

ś

ł

ąż

 

wype nia y  ciany. Wn

ł

ł ś

ętrze ton o w pó mroku. Diona ruszy a do k ta, gdzie spodziewa a si

ęł

ł

ł

ą

ł

ę 

znale  du y fotel, za którym, w razie potrzeby, mog a si  scho

źć

ż

ł

ę

wa . Przykucn a i pe na nadziei,

ć

ęł

ł

 

e  nikt  jej  tu   nie  zdo a   dostrzec,   przytuli a  si   do  Syriusza,   dotkni ciem  d oni  nakazuj c  mu

ż

ł

ł

ę

ę

ł

ą

 

absolutn  cisz . 

ą

ę

background image

Wkrótce us ysza a odg os otwieranych drzwi. Kto  wszed  do sieni. Po krokach rozpozna a,  e

ł

ł

ł

ś

ł

ł ż  

to by  m

czyzna. Bo e, jednak stryj j  odnalaz . Ale, w jaki sposób? Zapewne sir Hereward i

ł ęż

ż

ą

ł

 

Simon rozpowiadali we wsi o maj tku, który odziedziczy a, a miejscowi far

ą

ł

merzy, w najlepszej 

wierze,  zrobili wszystko, by pomóc j  odnale . Diona zacz a si  gor co modli , aby stryj,

ą

źć

ęł

ę

ą

ć

 

mimo wszystko, nie zorientowa  si ,  e ona tu jest. 

ł ę ż

Nagle poczu a uk ucie w sercu. Przypomnia a sobie,  e swój, ozdobiony piórami i kwiatami,

ł

ł

ł

ż

 

kapelusz rzuci a niedbale na stó  w sieni. Zacis

ł

ł

n a palce na sier ci Syriusza. Pies poruszy  si  i

ęł

ś

ł ę  

cichutko zawy . Diona sykn a,  eby go uciszy  i w tej chwili drzwi do pokoju otworzy y si .

ł

ęł ż

ć

ł

ę  

Zamar a   i   wstrzyma a   oddech,   ale   Syriusz,   rado nie   szczekaj c,   wyrwa   si   z   jej   ramion.

ł

ł

ś

ą

ł ę

 

Podskakiwa  zachwycony i merda  ogonem. 

ł

ł

— Diona? 

To by  g os markiza. Wsta a i zobaczy a jego sylwetk  na tle jasnego prostok ta drzwi. Rzu

ł ł

ł

ł

ę

ą

-

ci a  si   biegiem  przez  pokój,   prosto  w  obj cia  Lenoxa  Irchestera,  a  on  przytuli   j   mocno   i

ł

ę

ę

ł ą

 

ca owa , jak poprzedniej nocy. 

ł

ł

Dla   Diony   nic   ju   nie   mia o   znaczenia,   prócz   tego,   e   znów   nale a a   do   ukochanego

ż

ł

ż

ż ł

 

m

czyzny. Wreszcie markiz zapyta  zd awionym g osem: 

ęż

ł ł

ł

— Jak mog a  uciec w taki sposób? Jak mog a  opu ci  mnie po tym, co powiedzia em ci

ł ś

ł ś

ś ć

ł

 

ostatniej nocy? 

Diona milcza a, wi c znów j  przytuli . Mia a wra enie,  e leci wprost do nieba. Wre

ł

ę

ą

ł

ł

ż

ż

szcie 

odezwa a si  cichym, lekko dos yszalnym g osem: 

ł

ę

ł

ł

— Zrobi am ci krzywd . Skompromitowa

ł

ę

am ci , mieszkaj c w twoim domu w Lon

ł

ę

ą

dynie... 

— Sk d ci przysz y do g owy takie niedo

ą

ł

ł

rzeczno ci? — zdziwi  si  markiz. 

ś

ł ę

— Lady Sybille... Ona w a nie wyja ni a mi,  e zamierzasz j  po lubi . 

ł ś

ś ł

ż

ą ś

ć

Markiz z apa  Dion  za r k  i wyci gn  z ciemnego pokoju. Wpadaj cy przez okna blask

ł

ł

ę

ę ę

ą ął

ą

 

zachodz cego s o ca pozwoli  mu do

ą

ł ń

ł

strzec delikatne rumie ce,  lady poca unków i smutek w jej

ń

ś

ł

 

oczach.   Ogarn a  go   czu o

  i   wzruszenie,   gdy   patrzy   na   male kie  usta   i   jasnoz ote   w osy,

ęł

ł ść

ł

ń

ł

ł

 

l ni ce niczym nimb wokó  drobnej twarzy. 

ś ą

ł

Rzek  bardzo cicho: 

ł

— We  kapelusz, widzia em  e le y na stoliku. 

ź

ł

ż

ż

background image

Diona, wstrz ni ta spotkaniem, sta a nadal jak skamienia a. Markiz si gn  wi c po kapelusz,

ąś ę

ł

ł

ę ął ę

 

w o y  go dziewczynie na g ow  i zawi za  pod brod  wst

ki. 

ł ż ł

ł ę

ą ł

ą

ąż

Spogl da a na niego spokojnie, z mi o ci  której nie umia a i nie chcia a ju  nigdy ukry

ą ł

ł ś ą

ł

ł

ż

wa .

ć  

Podali sobie r ce i wyszli. 

ę

Powóz, którym przyjecha  markiz pokryty by  kurzem, lecz konie wygl da y ca kiem rze ko.

ł

ł

ą ł

ł

ś

 

Stajenny, krz taj cy si  przy powozie, u miechn  si  do Diony i dotkn  d oni  kapelusza na

ą ą

ę

ś

ął ę

ął ł

ą

 

powitanie. Rozpozna a go, gdy  cz sto towarzyszy  swemu panu, i równie  si  

ł

ż ę

ł

ż ę

u miechn a. 

ś

ęł

Markiz   pomóg   jej   wsi

,  potem   wzi   lejce,   usadowi   si   na   miejscu   wo nicy   i   zaci

ł

ąść

ął

ł ę

ź

ął 

konie. 

Dopiero gdy wyjechali na poln  drog , Diona odzyska a g os. 

ą

ę

ł ł

— Dok d mnie zabierasz? — zapyta a nie

ą

ł

mia o. 

ś

ł

— Do ko cio a. 

ś ł

Spojrza a na niego, jakby si  przes ysza a. Powtórzy a ze zdumieniem: 

ł

ę

ł

ł

ł

— Do ko cio a?! 

ś ł

— Pobierzemy si , proboszcz ju  na nas czeka — odpar  spokojnie Irchester. 

ę

ż

ł

Diona milcza a, og uszona niezwyk ym bie

ł

ł

ł

giem wydarze . Po jakim  czasie w oddali ukaza

ń

ś

ł 

si ,  zbudowany   z   szarego   kamienia   ko ció ek.   Diona   zna a   go   doskonale.   Ka dej   niedzieli

ę

ś ł

ł

ż

 

chodzi a tu na msze. Tutaj te  na przyko cielnym cmentarzu pochowani byli jej rodzice. W

ł

ż

ś

 

czasie podró y dziewczyna och o

ż

ł n a na tyle, by zapyta : 

ęł

ć

— Ale jak mo esz mnie po lubi ? 

ż

ś

ć

— Zupe nie po prostu — odpar  markiz rado nie. I natychmiast doda : 

ł

ł

ś

ł

— Powinienem by  zrobi  to wcze niej. Nie chc  wi cej ryzykowa ,  e mi znów uciekniesz! 

ł

ć

ś

ę ę

ć ż

Zajechali przed bram  ko cio a i markiz pomóg  Dionie wysi

ę ś ł

ł

ąść

— Czy ma e stwo ze mn  przyniesie ci szcz cie? — zapyta a. — Naprawd  tego chcesz? 

łż ń

ą

ęś

ł

ę

Markiz zwróci  si  do niej  agodnie: 

ł ę

ł

— My l ,  e oboje tego chcemy... 

ś ę ż

Diona spojrza a mu uwa nie w oczy i zro

ł

ż

zumia a,  e mia  racj . Ju  teraz stanowili jedno . 

ł ż

ł

ę

ż

ść

Markiz uj  Dion  pod r k  i wprowadzi  j  do ko cio a. Us ysza a  agodny d wi k orga

ął

ę

ę ę

ł ą

ś ł

ł

ł ł

ź ę

nów. 

background image

Na   stopniach   o tarza   czeka   na   nich   pastor.   Par   lat   temu   zast pi   starego   probosz

ł

ł

ę

ą ł

cza,   jej 

nauczyciela i w krótkim czasie zdo a  zaskarbi  sobie przyja

 rodziny Grantleyów. 

ł ł

ć

źń

Markiz powiód  Dion  wzd u  g ównej nawy do o tarza. Po chwili obrz dek za lubin rozpo

ł

ę

ł ż ł

ł

ą

ś

-

cz  si . 

ął ę

Wracali poln  drog  do jej rodzinnego domu. Z trudem mog a uwierzy ,  e jest m

atk . Jak

ą

ą

ł

ć ż

ęż ą

 

przez   mg

  pami ta a   zdecydo

łę

ę ł

wane   s owa   markiza   i   w asn ,   z o on   dr

ł

ł

ą

ł ż ą

żącym   g osem

ł

 

przysi g . Marzenie sta o si  rzeczywisto ci . Muzyka wype nia a ich serca. Diona czu a,  e jej

ę ę

ł

ę

ś ą

ł

ł

ł ż

 

rodzice s  razem z ni  szcz liwi, bo pragn li, aby ich córka prze y a tak wspania e chwile. 

ą

ą

ęś

ę

ż ł

ł

Jestem zam

na, my la a, i kocham go bar

ęż

ś ł

dziej ni  umiem wypowiedzie . Nikt nie móg

ż

ć

ł 

mie  nigdy pi kniejszego  lubu. 

ć

ę

ś

Diona czu a mi o  i szcz cie promieniuj ce od markiza. Serce bi o jej jak oszala e. Nawet

ł

ł ść

ęś

ą

ł

ł

 

Syriusz zdawa  si  dzieli  ich rado . 

ł ę

ć

ść

Wierny dalmaty czyk bieg  za faetonem, gdy jechali do ko cio a i przez ca y czas trwania

ń

ł

ś ł

ł

 

ceremonii   za lubin   nie   odst powa   swojej   pani.   Gdy   tak   wspomina a   niedawne   prze ycia,

ś

ę

ł

ł

ż

 

powóz zajecha  przed dwór. Markiz wzi  Dion  na r ce i przeniós  j  przez próg. Syriusz bieg

ł

ął

ę

ę

ł ą

ł 

przed nimi. 

Weszli do bawialni. Pani Briggs zostawi a wszystkie okna otwarte i dom wype nia  cudow

ł

ł

ł

ny 

zapach kwiatów z ogrodu. 

Markiz niespiesznie rozwi zywa  wst

ki ka

ą

ł

ąż

pelusza Diony. Przez moment patrzy  jej prosto

ł

 

w   oczy.   Potem   schyli   si   nad   ni   i   poca owa   w   czo o,   w   oczy,   w   usta.   Ca owa   j   tak

ł ę

ą

ł

ł

ł

ł

ł ą

 

delikatnie,  e Dionie chcia o si  p aka  ze szcz cia. Przytuli a si  do niego z ca ej si y. 

ż

ł

ę ł

ć

ęś

ł

ę

ł

ł

— Jeste  moja. Moja, nigdy ci  nie strac ... 

ś

ę

ę

— Kocham ci ... Kocham ci ... — odpo

ę

ę

wiedzia a mu oszo omiona. — Kocham ci , ale chyba

ł

ł

ę

 

nie powiniene  by  mnie po lubia ... 

ś

ł

ś

ć

— Nigdy przez ca e moje  ycie nikogo tak nie kocha em. Moja najdro sza, moja  liczna, to

ł

ż

ł

ż

ś

 

by o nieuchronne. 

ł

Znów j  poca owa , a po chwili doda : 

ą

ł

ł

ł

—  adne z nas nie potrafi oby ju   y  bez drugiego. Jeste my jedno ci . 

Ż

ł

ż ż ć

ś

ś ą

— To w a nie czuj , ale nie wiedzia am,  e i ty tak to odbierasz. 

ł ś

ę

ł

ż

background image

Markiz u miechn  si . 

ś

ął ę

— Wiem o tym od chwili, gdy ci  ujrza em. Walczy em z t  mi o ci , gdy  s dzi em,  e nie

ę

ł

ł

ą

ł ś ą

ż ą ł

ż

 

chc  nikogo po lubi ... 

ę

ś

ć

— ... Ale lady Sybille powiedzia a... 

ł

— Zapomnij o niej — przerwa . — Ona nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia. My l ,  e

ł

ś ę ż  

post pi em g upio zabieraj c ci  do Londynu, ale uczyni em tak z uwagi na twoje dobro. 

ą ł

ł

ą

ę

ł

— Z uwagi na moje dobro? 

—   Tak.   Jeste   bardzo   m oda,   s abo   znasz   wiat.   Postanowi em   da   ci   to,   co   nazywa   si

ś

ł

ł

ś

ł

ć

ę 

sportow  szans . W ten sposób mog a  pozna  innych m

czyzn. Gdyby  zechcia a, mog aby

ą

ą

ł ś

ć

ęż

ś

ł

ł

ś 

pokocha  którego  z nich. 

ć

ś

Diona krzykn a z oburzenia: 

ęł

— Jak mog e  co  podobnego pomy le ? To oczywiste,  e nigdy nie pokocha abym nikogo

ł ś ś

ś ć

ż

ł

 

bardziej ni  ciebie. To by oby niemo liwe! 

ż

ł

ż

— Tak. Pope ni em b d i zosta em za to ukarany. Nie chcia bym ju  nigdy wi cej cier

ł ł

łą

ł

ł

ż

ę

pieć 

takich m czarni jak ostatniej nocy, gdy zorientowa em si ,  e zosta a  porwana, albo jak dzisiaj,

ę

ł

ę ż

ł ś

 

gdy dowiedzia em si ,  e uciek a . I to tylko dlatego,  e lady Malden opowiada a 

ł

ę ż

ł ś

ż

ł

jakie  nonsensy. 

ś

— To znaczy,  e nie obiecywa e  lady Sybille 

ż

ł ś

ma e stwa? 

łż ń

— Nigdy nie prosi em o r k   adnej kobiety, 

ł

ę ę ż

z wyj tkiem ciebie. Diona roze mia a si . 

ą

ś

ł

ę

— Mnie równie  nie prosi e ! Dlatego, kiedy ona opowiada a,  e macie si  pobra , pomy

ż

ł ś

ł ż

ę

ć

ś-

la am,  e chcia e  ukry  mnie w jakim  ma ym domku na uboczu, gdzie byliby my razem, ale

ł

ż

ł ś

ć

ś

ł

ś

 

nie jako m  i  ona. 

ąż ż

Markiz przytuli  j . 

ł ą

—  Musisz  zapomnie   o  z ych  chwilach.   W  g upi  sposób   próbowa em  obroni   le  poj t

ć

ł

ł

ł

ć ź

ę ą 

wolno  i niezale no . Od pocz tku powinie

ść

ż ść

ą

nem wiedzie ,  e to przegrana bitwa. 

ć ż

background image

Markiz pomy la ,  e wyra a si  niezbyt jasno, 

ś ł ż

ż

ę

wi c doda : 

ę

ł

— Kocham ci .  Moje serce t skni o  za  tob ,  ale jak wi kszo   m

czyzn  obawia em  si

ę

ę

ł

ą

ę

ść ęż

ł

ę 

zwi za  na zawsze z jedn  kobiet , która mog aby mnie znudzi . Diona struchla a. 

ą ć

ą

ą

ł

ć

ł

— A co si  stanie, je eli... ja ci  znudz ? — spyta a z l kiem w g osie. 

ę

ż

ę

ę

ł

ę

ł

—   Nie,   najdro sza,   to   niemo liwe.   Nigdy   nie   zdarzy o   si ,   abym   si   nudzi   w   twoim

ż

ż

ł

ę

ę

ł

 

towarzystwie. Gdy by a  przy mnie, jedna dramatyczna scena nast powa a po drugiej. My l ,  e

ł ś

ę

ł

ś ę ż  

teraz jestem wr cz upowa niony do odpoczynku, czyli... Do miodowego miesi ca. 

ę

ż

ą

— A gdzie sp dzimy miodowy miesi c? 

ę

ą

— Pojedziemy do Dover, a stamt d po

ą

p yniemy moim jachtem. 

ł

Oczy Diony rozszerzy y si  z zachwytu. 

ł

ę

— Dok d? Powiedz, dok d? 

ą

ą

—   Pop yniemy   tam,   gdzie  tylko   b dziesz  sobie  yczy a.   wiat  jest  ogromny  i  znam  wiele

ł

ę

ż

ł Ś

 

pi knych   miejsc,   które   chcia bym   ci   pokaza .   B dziemy   si   kocha ,   a   gdy   wrócimy,   razem

ę

ł

ć

ę

ę

ć

 

podejmiemy wspólne obowi zki. 

ą

Diona zaczerpn a tchu. 

ęł

— To brzmi tak cudownie, cudownie! Jeste  pewien,  e nie b dziesz mn  znudzony? 

ś

ż

ę

ą

— A oczekujesz tego po mnie? — zapyta  z u miechem. 

ł

ś

— Nie, ale obawiam si ,  e... Markiz przerwa  jej delikatnie. 

ę ż

ł

—   Zapomnia a   ju ,   e   czy   nas   nie   tylko   zwi zek   uczu ,   ale   i   my li.   e   ty   potrafisz

ł ś

ż ż łą

ą

ć

ś

Ż

 

odczyta  moje my li, a ja twoje. 

ć

ś

— To znaczy,  e naprawd  s ysza e  mnie wtedy, w noc porwania? 

ż

ę ł

ł ś

— Tak. I dzisiaj te  — potwierdzi  mar

ż

ł

kiz. — Jestem pewien,  e pod wiadomie wzy

ż

ś

wa a

ł ś 

mnie, cho  chcia a  uciec ode mnie jak najdalej. 

ć

ł ś

— By am absolutnie przekonana,  e masz zamiar po lubi  lady Sybille... Prze y am strasz

ł

ż

ś

ć

ż ł

ne 

chwile, chcia am umrze . 

ł

ć

Ostatnie s owa Diona wymówi a na tyle cicho,  e ledwie zdo a  j  dos ysze . 

ł

ł

ż

ł ł ą

ł

ć

Ich usta spotka y si . Ca owa  j  tak d ugo, a  wszystko wokó  sta o si  ciemno ci . Czu a

ł

ę

ł

ł ą

ł

ż

ł

ł

ę

ś ą

ł  

tylko zapach ró  i s ysza a muzyk  w g bi serca. 

ż ł

ł

ę

łę

— Kocham ci ... Kocham ci ... 

ę

ę

background image

Nie by a pewna, czy powiedzia a to g o no, czy tylko pomy la a. 

ł

ł

ł ś

ś ł

Znacznie  pó niej,   gdy   pokój   o wietla   ju   tylko   blask   gwiazd   i  stoj cego  wysoko   na  niebie

ź

ś

ł

ż

ą

 

ksi

yca, Diona poruszy a si  w ramio

ęż

ł

ę

nach markiza. 

— Nie  pisz? — wyszepta a. 

ś

ł

— Jestem zbyt szcz liwy,  eby spa . 

ęś

ż

ć

— Naprawd ? Nie jeste  znudzony, rozcza

ę

ś

rowany? 

Roze mia  si . 

ś

ł ę

— W tpi , czy kiedykolwiek mi si  to przy tobie przydarzy! A ty moja najdro sza? Czy nie

ą ę

ę

ż

 

skrzywdzi em ci , ani nie urazi em? 

ł

ę

ł

Diona g boko westchn a. 

łę

ęł

— Ach... Nie wiedzia am,  e mi o  jest taka cudowna! 

ł

ż

ł ść

Poca owa a go w rami  i stwierdzi a: 

ł

ł

ę

ł

— By  z tob , to jak by  w niebie. Teraz czuj  si  jeszcze szcz liwsza. I ciesz  si ,  e t  noc

ć

ą

ć

ę ę

ęś

ę ę ż ę

 

mogli my sp dzi  w domu wype nionym mi o ci  moich rodziców,  e mogli my le e  w ich

ś

ę ć

ł

ł ś ą

ż

ś

ż ć

 

ó ku. Oni byli najszcz liwszymi lud mi na  wiecie! 

ł ż

ęś

ź

ś

— Oprócz nas! — poprawi  j  markiz. — Je

ł ą

stem przekonany, moja  liczna,  e  aden m

ś

ż ż

ęż-

czyzna nie mo e si  nazwa  takim szcz ciarzem jak ja. B d  walczy  m

niej ni  wtedy, gdy

ż

ę

ć

ęś

ę ę

ł ęż

ż

 

by em  o nierzem, aby ci  chroni , aby  nie dozna a  adnej krzywdy. 

ł

ż ł

ę

ć

ś

ł ż

Diona przytuli a si  mocniej do niego. 

ł

ę

— Kocham ci , mój najdro szy...  Kocham ci . Kocham ci  — szepta a nami tnie. — Nie

ę

ż

ę

ę

ł

ę

 

znam innych s ów, prócz tych dwóch: kocham ci . Kocham ci ! 

ł

ę

ę

— I one mi wystarcz . To w a nie pragn  us ysze . Ale mo esz kocha  mnie bez s ów. Za

ą

ł ś

ę ł

ć

ż

ć

ł

 

ka dym   razem,   moja   najdro sza,   gdy   dotykam   twego   cia a   czuj ,  e   wyznaje   mi  mi o .  Za

ż

ż

ł

ę ż

ł ść

 

ka dym razem, kiedy patrz  w twoje oczy, widz  w nich wszystko, co chcia aby  mi wyzna . 

ż

ę

ę

ł

ś

ć

—   Mówisz   w a nie  to,   o   czym   chcia am   ci  powiedzie   —   rzek a   cicho   Diona.   —   Jeste

ł ś

ł

ć

ł

ś 

wspania y, cudowny. 

ł

— Chcia bym, najdro sza, chcia bym by  cudowny. Teraz wiem, jak wiele szcz cia da

ł

ż

ł

ć

ęś

wali 

innym twoi rodzice. My tak e musimy kocha  si  podobn  mi o ci . 

ż

ć ę

ą

ł ś ą

background image

Diona lekko westchn a. 

ęł

— Jak mog am kiedykolwiek w tpi ,  e mama i ojciec opiekuj  si  mn  nawet po  mierci? To

ł

ą ć ż

ą ę

ą

ś

 

oni skierowali moje kroki do Irchester Park. My l ,  e od samego pocz tku, chocia  budzi e  we

ś ę ż

ą

ż

ł ś

 

mnie ogromny respekt, pod wiadomie wiedzia am,  e to w a nie ty jeste  cz owiekiem, z którym

ś

ł

ż

ł ś

ś ł

 

chc  sp dzi  reszt  

ę ę ć

ę

ycia. 

ż

Na chwil  przerwa a, zaczerpn a tchu i za

ę

ł

ęł

pyta a nie mia o: 

ł

ś

ł

—   Czy   nasze   ma e stwo   nie   b dzie  mia o   negatywnego   wp ywu   na   twoj   pozycj   spo

łż ń

ę

ł

ł

ą

ę

-

eczn ? Po lubi e  dziewczyn  z niezamo nej 

ł

ą

ś

ł ś

ę

ż

rodziny. 

Markiz wiedzia ,  e Dion  znów gn bi my l o lady Sybille. Odpar  wi c  agodnie, ale z na

ł ż

ę

ę

ś

ł

ę ł

-

ciskiem: 

— Nie jeste , moja uwielbiana  ono, jedy

ś

ż

n  osob  na  wiecie, której zdarzy o si  rato

ą

ą

ś

ł

ę

wać 

ucieczk .   Pami tasz,   e   kiedy   pojawi a   si   w   Irchester   Park,   przyby em   tam   w a nie

ą

ę

ż

ł ś

ę

ł

ł ś

 

niespodziewanie   dla   s u by.   Otó ,   musisz   wie

ł ż

ż

dzie ,   e   wówczas   uciek em   z   Londynu   przed

ć ż

ł

 

pewn  kobiet , która próbowa a z apa  mnie w sid a... 

ą

ą

ł ł

ć

ł

Nagle jego ton zmieni  si . 

ł ę

— Ale oczywi cie, tak jak i ty, wierz ,  e by o to przeznaczenie wiod ce mnie na spot

ś

ę ż

ł

ą

kanie z 

tob . Zwróci a  si  wtedy do mnie o pomoc, w a nie wtedy... 

ą

ł ś ę

ł ś

— Och! Naturalnie,  e to los, przeznacze

ż

nie! — przytakn a Diona. — No, i Syriusz. Gdyby

ęł

 

nie str ci  szklanki brandy stryja Herewarda... I gdyby nie obudzi  ci  wtedy, by  uchroni  mnie

ą ł

ł ę

ś

ł

 

przed ma e stwem z Simonem... Nie by abym tutaj teraz... 

łż ń

ł

Markiz instynktownie przytuli  j  mocniej, a Diona mówi a dalej: 

ł ą

ł

— To by a ekscytuj ca, frapuj ca, niezwyk a historia. Mam wra enie,  e przeczyta am o niej

ł

ą

ą

ł

ż

ż

ł

 

w ksi

ce, a nie prze y am naprawd ... 

ąż

ż ł

ę

—   A   mo e   powinna   napisa   o   tym   ksi

k ?  A   na   pewno   kiedy   opowiemy   j   naszym

ż

ś

ć

ąż ę

ś

ą

 

dzieciom. 

background image

W   ciemno ci  markiz   nie   móg   dostrzec   ru

ś

ł

mie ca,   który   wyp yn   na   policzki   Diony,   ale

ń

ł ął

 

wyczu  jej konsternacj . Diona wtuli a twarz w rami  m

a. Us ysza  jej st umiony g os. 

ł

ę

ł

ę ęż

ł

ł

ł

ł

— Czy s dzisz,  e teraz zosta o pocz te nasze 

ą

ż

ł

ę

dziecko? 

Markiz u miechn  si  zanim odpowiedzia : 

ś

ął ę

ł

— Je li chcesz, mo emy zrobi  to dla pew

ś

ż

ć

no ci jeszcze raz. 

ś

— A  do tej... chwili... nie wiedzia am... sk d si  bior  dzieci... — mówi a urywanym g osem.

ż

ł

ą

ę

ą

ł

ł

 

— To jest... co  cudownego.... nie chc  tylko jednego... Chc  mie  kilkoro dzieci... Czy mo esz,

ś

ę

ę

ć

ż

 

bardzo prosz , kocha  si  ze mn  dalej? 

ę

ć ę

ą

— Moja  liczna, mog  ci  kocha , przytula , pie ci , dopóki gwiazdy nie zgasn  na niebie,

ś

ę ę

ć

ć

ś ć

ą

 

dopóki ksi

yc nie zajdzie. 

ęż

Jego usta w drowa y po mi kkiej skórze  ony, delikatnie g adzi  jej cia o. 

ę

ł

ę

ż

ł

ł

ł

I znów poczu a,  e ogie  zap on  w jej piersiach i na jej wargach. A  wreszcie podda a si  i

ł ż

ń

ł ął

ż

ł

ę  

bez   reszty   pogr

y a  w   rado ci  i   zapom

ąż ł

ś

nieniu.   To   by o   boskie   uczucie   i   wiedzia a,   e   Bóg

ł

ł ż

 

b ogos awi ich szcz ciu. 

ł

ł

ęś

Nami tno  ogarn a ich swoim p omieniem i stali si  jedno ci  cia a i duszy. Na wieczno . 

ę

ść

ęł

ł

ę

ś ą

ł

ść