background image

Edwarda  Mark

Helena Wolff „Doktor Anka”

(1915-1944)

Nazywali ją dobrym duchem partyzantów Kielecczyzny.
Helena Wolff - „Doktor Anka” urodziła się w Warszawie 2 marca 1915 r., 

w rodzinie zamożnych mieszczan. Ojciec jej Władysław Wolff był właścicielem 
masarni. W 1932 r. ukończyła gimnazjum Kowalczykówny, które uchodziło w 
owym czasie za szkołę dla „panienek z dobrych domów”. Już w gimnazjum 
ujawnił się jej czynny charakter i wielostronność zainteresowań. Należała do 
kółka sportowego i przyrodniczego. Pasjonowała się pracą. Zawsze pogodna i 
uczynna   była   lubiana   przez   wszystkich.   Po   ukończeniu   gimnazjum   chciała 
studiować   medycynę.   Ten   kierunek   studiów   odpowiadał   jej   pragnieniom 
poświęcenia się pracy społecznej. 

1

background image

Ale   nie   udało   jej   się   wstąpić   na   pierwszy   rok   studiów   medycznych 

Uniwersytetu Warszawskiego. Nie została przyjęta z braku miejsc. Wyjechała 
do Poznania, gdzie wstąpiła na wydział przyrodniczy. Tam zaprzyjaźniła się z 
koleżankami:   Aliną   Dąbrowską,   Janiną   Zachariasz,   harcerkami   z   Chełma 
Lubelskiego. Wraz z Marią Wideman, przyjaciółką z Warszawy, zamieszkały 
we czwórkę, w jednym pokoju, tworząc razem tzw. „komunę”. Wspólnie jadały 
posiłki, wspólnie dzieliły paczki przysyłane z domów. Już wtedy krystalizowały 
się poglądy społeczne i polityczne Heleny. Razem z koleżankami chodziła na 
odczyty organizowane przez koła naukowe oraz grupy polityczne. Zabierała 
głos i przejawiała już wtedy swoje stanowisko lewicowe.

W 1935 roku Helena Wolff wraz z Marią Wideman przeniosły się na 

wydział medyczny Uniwersytetu Warszawskiego. Helena żywo interesowała się 
studiami, marzyła o poświęceniu się pracy naukowej.

W tym okresie ostra walka partii politycznych w kraju przejawiała się w 

wielu wystąpieniach na terenie studenckim. Ciężkie warunki bytowe pchały 
studentów do organizowania walki ekonomicznej. Lewicowe grupy tworzyły 
komitety antyopłatowe, groziły strajkiem, występowały przeciw ograniczeniom 
wolności i zamachom na prawa demokratyczne, przeciw dyktaturze sanacyjnej. 
Z drugiej strony  faszystowskie grupy  młodzieży  akademickiej przy  pomocy 
pałek i kastetów zwalczały lewicę studencką.

Helena znalazła się po stronie lewicy. W 1935 r. wstąpiła do Organizacji 

Młodzieży Socjalistycznej „Życie”. Jej żywa natura, pracowitość i umiejętność 
przejmowania się sprawą, postawiła ją w rzędzie aktywistów. 

Chociaż musiała walczyć z uporem swego środowiska domowego, które 

niechętnie patrzyło na jej zainteresowania pracą polityczną, to jednak z całym 
entuzjazmem i świeżością młodzieńczego idealizmu brała udział we wszystkich 
akcjach zorganizowanych przez OMS „Życie”. Była aktywna w walce Lewicy 
Akademickiej, w antyfaszystowskim Froncie Młodego Pokolenia. Starała się 
zdobyć dla „Lewicy” bardziej wartościowych kolegów. Jej osobisty wdzięk  w 
połączeniu   ze   sztuką   logicznego   i   namiętnego   przekonywania   wielokrotnie 
pomagał pokonywać opory studentów , nawet obojętnych na ideały lewicowe. 
Śmiało występowała na zebraniach „Koła Medyków”.

Należała   do   Akademickiego   Koła   Czerwonej   Pomocy.   Organizowała 

pomoc   pieniężną   dla   ofiar   terroru   policyjnego   i   na   rzecz   strajkujących 
robotników. Jej szlachetna natura buntowała się przeciw wszelkim przejawom 
dyskryminacji w stosunku do innych grup społecznych. Czynnie występowała 
przeciw rosnącej w owym czasie fali antysemityzmu.

Zbierała podpisy na listę protestacyjną przeciw zarządzeniom rektoratu 

Uniwersytetu Warszawskiego wprowadzenia „getta ławkowego” dla studentów 
Żydów. Podczas jednej z awantur studenckich, wobec rozkrzyczanej młodzieży 

2

background image

ONR,   ona   dumna,   blada   z   oburzenia,   ale   spokojna   i   opanowana   usiadła 
demonstracyjnie   po   lewej   stronie   w   pierwszym   rzędzie   tzw.   „żydowskich 
ławek”, które według oenerowskich żądań, przeznaczone miały być tylko dla 
Żydów. Tak jak ona postępowali członkowie OMS „Życie”.

W   Kole   Medyków-   „Życiowców”   współdziałała   z   Mirosławem 

Krajewskim, Jerzym Gromkowskim, Jerzym Suchankiem, Aliną Dąbrowską, 
Janiną Zachariasz, Marią Wideman i innymi. Komórka tworzyła zwartą grupę 
ideowej młodzieży, liczyła kilkanaście osób.

Członkowie   komórki   poza   pracą   społeczno-polityczną   na   terenie 

studenckim działali również w środowisku robotniczym.

Helena wraz z wymienionymi wyżej przyjaciółkami, biorąc udział w akcji

opieki nad nieletnimi przestępcami, zorganizowały świetlicę dla dzieci Powiśla 
i   Starówki.   Praca   w   świetlicy   obejmowała   dożywianie   dzieci,   prowadzenie 
pogadanek oświatowych, przeprowadzanie wywiadu społecznego w rodzinach, 
umieszczanie dzieci w szkołach, organizowanie wycieczek krajoznawczych.

Na terenie Koła Medyków pracowała w sekcji społecznej. Wraz z innymi 

„życiowcami”   organizowała   obozy   wędrowne   dla   medyków.   Na   jednym   z 
takich obozów na Huculszczyźnie, spędziła lato 1936 r. Obóz ten był dla niej 
szkołą pracy społecznej. Wychowana w dostatkach zamożnego domu, zetknęła 
się   ze   skrajną   nędzą   huculskiej   wsi,   z   chorobami   i   ciemnotą.   Tu   ujrzała 
bezpośrednie   skutki   polityki   rządów   sanacyjnych   w   stosunku   do   wsi   i 
mniejszości narodowych.

Obozowicze   -   młodzi   studenci   medycyny   -   włączyli   się   do   akcji 

zwalczania epidemii tyfusu, przeprowadzali szczepienia, wygłaszali pogadanki 
w  zakresie   oświaty   sanitarnej,   rozdawali   leki  i  częściowo   ubrania,  udzielali 
doraźnej pomocy ludności. W powiązaniu   z Instytutem Badań Społecznych, 
przeprowadzali ankietę na temat warunków bytowych wsi huculskiej. Helena 
brała udział w tych wszystkich pracach. Młodzi studenci napotkali z początku 
na trudności, na niechęć i brak zaufania chłopa do tych, co przyszli z miasta. 
Helena zrozumiała przyczynę tej niechęci. Dużo pod tym względem dały jej 
rozmowy   z   nauczycielką   wiejską,   komunistką,   którą   poznała   wędrując   z 
obozem. Prostota Heleny w obejściu i bezpośredniość w obcowaniu z ludźmi 
zjednywały jej przyjaciół.

Pracę polityczna i społeczną potrafiła połączyć ze studiami na wydziale 

medycznym. Dobrze zdawała egzaminy, a będąc na trzecim roku medycyny 
przystąpiła   do   pracy   naukowej,   zgłaszając   się   do   Zakładu   Anatomii 
Patologicznej,   gdzie   pracowała   pod   kierunkiem   profesora   Ludwika 
Paszkiewicza.

Wesoła, pełna radości życia, nie opuszczała też żadnej zabawy w Kole 

Medyków.

3

background image

Na   działalność   polityczną   Heleny   zwróciły   uwagę   władze   sanacyjne. 

Przed 1 maja 1937 r. została aresztowana i osadzona w więzieniu śledczym na 
Daniłłowiczowskiej.   Dzięki   staraniom   rodziny,   Helena   została   po   kilku 
tygodniach zwolniona.

Uwięzienie za komunizm umiłowanej córki było dla jej rodziny dużym 

wstrząsem.

Helenę zaś więzienie, gdzie zetknęła się z towarzyszami, działaczami, 

jeszcze bardziej zahartowało.

W   1938   r.   po   rozwiązaniu   OSM   „Życie”   Helena   wraz   z   całą   grupą 

„życiowców”   -   medyków   przystąpiła   do   współpracy   z   Klubem 
Demokratycznym, gdzie skupiała się w owym czasie inteligencja postępowa. 
Przychodziła na tzw. „herbatki”, to jest wieczory dyskusyjne, referaty z dziejów 
wolnej   myśli   polskiej   organizowane   przez   profesora   dr   Mieczysława 
Michałowicza. Helena i na tych wieczorach była aktywna. Ta mała, zgrabna, 
jasnowłosa,   o   śmiałym   spojrzeniu,   swobodnie   zabierająca   głos   dziewczyna 
wzbudziła   ogólną   sympatię   i   szacunek.   Przemawiała   jasno,   logicznie, 
przekonywająco.

Wybuch wojny zastał Helenę w stolicy. Pracowała wtedy w szpitalu Św. 

Ducha. W oblężonej, bombardowanej, płonącej Warszawie z narażeniem życia 
niosła pomoc lekarską rannym mieszkańcom, brała udział w akcji ratunkowej 
przy wydobywaniu ludzi spod gruzów, przy wynoszeniu rannych z płonących 
domów, przy ewakuacji chorych z gmachu szpitala. Nie cofnęła się przed żadną 
pracą, by pomóc innym. Mało miała wolnego czasu dla siebie, dla nauki. Ale 
musiała go znaleźć, aby ukończyć studia. Zimą 1939/40 r. przygotowywała się 
do egzaminów, a w kwietniu 1940 r. uzyskała dyplom lekarza. Przez pewien 
czas pracowała w klinice położniczej pod kierunkiem dr Małgorzaty Bulskiej, 
następnie   w   szpitalu   Wolskim   na   oddziale   patologii,   u   profesor   Stefanii 
Chodkowskiej. Wiosną 1941 roku prof. Chodkowska pomogła jej przenieść się 
do Instytutu Radowego im. Marii Curie-Skłodowskiej, gdzie pracowała pod 
kierunkiem   profesora   Franciszka   Łukaszczyka.   W   pracy   zawodowej 
wykazywała niepospolite zdolności. Była bardzo lubiana przez przełożonych, 
kolegów i pacjentów. 

Przy   Instytucie   otrzymała   mieszkanie.   Zamieszkała   w   pokoju,   który 

zajmowała M. Curie-Skłodowska w okresie swojej bytności w Warszawie.

W   pokoiku   Heleny   spotykali   się   towarzysze,   byli   „życiowcy”:   Jerzy 

Gromkowski, Krajewscy - Janka i Mirek, Alina (Nulka) i Michał Tetmajerowie 
i   inni.   U   niej   przeglądali   i   czytali   nie   tylko   zagraniczne   pisma   naukowe   z 
dziedziny medycyny, ale i pisma konspiracyjne, biuletyny radiowe organizacji 
podziemnych, które docierały do Heleny dzięki rozległym znajomościom. 

Gdy na początku 1942 roku powstała Polska Partia Robotnicza, Helena 

4

background image

znalazła się w jej szeregach. Razem z Jerzym Gromkowskim, z Krajewskimi i 
innymi towarzyszami lekarzami przystąpiła do organizowania komórek PPR 
oraz   „trójek”   i   „piątek”   Gwardii   Ludowej   na   terenie   szpitali.   Również   w 
Instytucie Radowym powstała komórka PPR. Instytut wykorzystano do pracy 
konspiracyjnej. Stał się miejscem leczenia i ukrywania rannych partyzantów. 
Połączone to było z dużym ryzykiem, ponieważ szpitale wizytowali lekarze 
niemieccy,   którzy   przeglądali   karty   chorobowe.   Karty   te   musiały   być 
odpowiednio   formułowane,   aby   nie   budzić   podejrzeń   o   przechowywanie 
partyzantów.   Zgodnie   z   poleceniem   organizacji   Helena   ratowała   żydowskie 
dziewczęta,   umieszczając   je   w   Instytucie   Radowym   jako 
sanitariuszki.Współdziałała   z   nią   dr   Ludwika   Tarłowska,   która   również 
pracowała i mieszkała na terenie Instytutu. W ich mieszkaniach odbywały się 
zebrania komórki lekarzy- członków PPR.

U   Heleny   na   początku   1943   roku   odbyło   się   pierwsze   zaprzysiężenie 

lekarzy,   członków   GL.   Składali   przysięgę   gwardyjską:   dr   Helena  Wolff,   dr 
Ludwika Tarłowska i dr Jan Wolański w obecności sekretarza dzielnicy PPR 
Śródmieście   Heleny   Płotnickiej   -   „Marii”   i   członka   Sztabu   Głównego   GL 
Józefa Małeckiego - „Sęka”. Wiosną 1943 roku w związku ze wzmożeniem 
walki partyzanckiej GL wzrosła ilość rannych i w wyniku tego zapotrzebowania 
na pomoc lekarską, leki, materiały opatrunkowe i tym podobne, Sztab Główny 
GL   zaczął   organizować   Centralny   Sanitariat,   skupiać   towarzyszy   lekarzy   i 
przydzielać im pracę. Helena współdziałała przy zbieraniu i gromadzeniu leków 
oraz materiałów opatrunkowych. Na polecenie organizacji przystąpiła również 
wraz z dr Ludwiką Tarłowską i dr Antonim Lange do organizowania kursów 
sanitarnych   w   Warszawie,   które   miały   szkolić   sanitariuszy   dla   oddziałów 
partyzanckich.   Uczestniczkami   takich   kilkutygodniowych   kursów   były 
dziewczęta ze Związku Walki Młodych. Szkolenie odbywało się w grupach po 
6-8 osób. Helena prowadziła kurs na Rakowcu. Zajęcia praktyczne z grupą 
wykazywały doskonałe rezultaty jej pracy dydaktyczno-wychowawczej. Swoim 
obejściem , taktem i wesołością zjednała sobie wszystkie słuchaczki.

Pracę   społeczno-polityczną   łączyła   z   pracą   zawodową   w   szpitalu,   w 

Instytucie Radowym.

W drugiej połowie 1943 r. tok pracy zawodowej i polityczno-społecznej 

Heleny   został   zakłócony   aresztowaniami,   jakie   nastąpiły   wśród   lekarzy, 
członków PPR. 

W   sierpniu   został   aresztowany   przez   gestapo   dr   Jerzy   Gromkowski 

(„Grzela”,   „Marek”)   szef   Centralnego   Sanitariatu   Sztabu   Głównego   GL.  W 
„grypsie”, który  przysłał z więzienia, dał znać, że Helena Wolff i Ludwika 
Tarłowska są zagrożone. W tym samym okresie Instytut Radowy   odwiedziło 
gestapo, które na podstawie donosu szukało sanitariuszki-Żydówki i pytało o 

5

background image

lekarzy   pracujących   w   Instytucie.   Dyrektor   Instytutu   prof.   Franciszek 
Łukaszczyk, który dotąd udawał, że nie dostrzega pracy politycznej Heleny 
Wolff   i   Ludwiki  Tarłowskiej   na   terenie   Instytutu   radził   im,   ze   względu   na 
bezpieczeństwo osobiste, zrezygnować z pracy.

Wkrótce potem Ludwika Tarłowska została aresztowana. Helena zdołała 

się ukryć. Gestapo zabrało wtedy jej rodziców, sądząc że w ten sposób wpadnie 
w   ich   ręce   Helena.   Wskutek   interwencji   z   zewnątrz   rodzice   jej   zostali 
zwolnieni, a Helena odtąd musiała się ukrywać przed gestapo. Przerwała pracę 
w Instytucie Radowym. W tym okresie została mianowana szefem Centralnego 
Sanitariatu   Gwardii   Ludowej.   Funkcję   tę   pełniła   przez   bardzo   krótki 
czas.Dzięki „grypsom” od Jurka Gronkowskiego, które z siedziby gestapo przy 
Alei Szucha przenosił tłumacz, została ostrzeżona, że policja niemiecka jest na 
jej   tropie.  W  porozumieniu   z   organizacją   partyjną   przyjęła   wtedy   pracę   na 
prowincji   jako   instruktorka   sanitarna   do   szkolenia   dziewcząt   z   Ludowego 
Związku Kobiet. W tym samym czasie prowadziła w terenie kursy szkolenia 
sanitarnego dla dziewcząt GL.

Na początku 1944 r. Dowództwo Główne AL skierowało ją na stanowisko 

szefa sanitarnego do obwodu trzeciego (Kielce). Występując pod pseudonimem 
„Doktor Anka” z całą energią młodego, oddanego całkowicie idei człowieka 
organizowała służbę sanitarną w obwodzie.

Zadanie było trudne. W oddziałach partyzanckich lekarzy ani sanitariuszy 

nie było, a rannych, wraz z nasileniem się ruchu oporu, przybywało. W ciężkich 
warunkach   pracy   konspiracyjnej   i   walk   partyzanckich,   na   terenie   gęsto 
obsadzonym   przez   żandarmerie   niemiecką   trzeba   było   organizować   kursy 
sanitarne   dla   przeszkolenia   sanitariuszek   AL,   zaopatrywać   je   w   środki 
opatrunkowe   niezbędne   instrukcje   oraz   leki   i   posyłać   do   oddziałów 
partyzanckich.   Szpitala   polowego   jeszcze   w   tym   czasie   nie   było.   Rannych 
umieszczano   u   zaufanych   ludzi   po   wsiach,   przydzielając   do   ich   doglądania 
sanitariuszki.

Z właściwą sobie energią „Doktor Anka” przystąpiła do równoczesnego 

organizowania   kilku   kursów   sanitarnych   w   miejscowościach   Borsuki, 
Moczydła   koło   Ostrowca   i   w   Chotczy.   Niezmordowana   w   pracy   jeździła   z 
miejsca   na   miejsce,  aby  obsłużyć  te   kursy.  Prócz  przeszkolenia  sanitarnego 
prowadziła także na nich szkolenia polityczne. Zawsze pogodna i serdeczna 
przypadła do serca wiejskim dziewczętom. Kursy trwały po15 dni, każdy z nich 
obejmował  15-20   dziewcząt.  Poza  tym dla   żołnierzy  (kobiet   i  mężczyzn)   z 
oddziałów i rejonów Chotczy zorganizowała 6 dniowy kurs felczerski, który 
ukończyło 16 osób.

Prowadziła   również   kursy   sanitarne   dla   Batalionów   Chłopskich,   w 

Rosochach, Klimontowie, Tarłowie i w okolicach Sandomierza. „Doktor Anka” 

6

background image

przebywając   w   tych   wsiach   w   okresie   prowadzenia   kursów   niosła   pomoc 
lekarską biedocie chłopskiej.

Do zadań jej jako szefa sanitarnego należało również zdobycie lekarstw, 

środków opatrunkowych i niezbędnych instrumentów lekarskich dla obwodu. 

"Dr Anka" wśród uczestników 

kursu sanitarnego 

Czyniła   to   z   dużą   zręcznością.   Nawiązywała   kontakty   z   zaufanymi 

lekarzami   i   aptekarzami   w   terenie,   którzy   jej   pomagali   w   zdobywaniu 
potrzebnych leków i instrumentów lekarskich. Część rzeczy otrzymywała w 
Wydziale Sanitarnym Sztabu Głównego AL.

W dużej mierze zdobywała potrzebne jej środki medyczne i instrumenty, 

7

background image

wykorzystując   swe   znajomości   w   środowisku   lekarskim   Warszawy.   Sama 
przejawiała   zadziwiającą   bezinteresowność,   wydając   każdy   swój   grosz   na 
lekarstwa   dla   swoich   chorych.   Wracała   z   Warszawy   objuczona   paczkami. 
Często prócz lekarstw przewoziła również literaturę i broń.

Dowódca obwodu często czynił jej wyrzuty, że niepotrzebnie naraża się, 

przewożąc sama taką ilość opatrunków, kiedy są do tego wyznaczeni ludzie. 
Odpowiadała na to z rozbrajającym uśmiechem, że sama to przecież dobrze 
robi. Towarzysze ze Sztabu Obwodu podziwiali ją, pytając, skąd bierze siły do 
dźwigania takich pak. Podejmowała się każdego trudu, pamiętała o wszystkich 
swoich chorych. Przechodziła wiele kilometrów na dobę, odwiedzając ich po 
wioskach   i   leśniczówkach.   Jeździła   na   inspekcje   w   teren   do   oddziałów 
partyzanckich. W razie potrzeby sama woziła rannych do szpitala i asystowała 
przy operacjach. Wielu partyzantom uratowała życie i wielu uchroniła przed 
kalectwem.

„Doktor Anka” - jak już wspomniano wyżej – nie ograniczała swej pracy 

lekarskiej   do   oddziałów   partyzanckich.   Ludność   okolic   Ostrowca   –   Iłży   - 
Starachowic miała w niej swego lekarza, przyjaciela, który z wielką ofiarnością 
i serdecznością leczył chore dzieci i starszych. 

Na równi z innymi partyzantami brała udział w wielu akcjach bojowych. 

Jednym   z   wyczynów,   którym   zyskała   sobie   wyróżnienie   dowództwa  AL   i 
stopień porucznika, było zorganizowanie, w połowie maja 1944 roku, ucieczki 
56 oficerów i żołnierzy radzieckich z obozu jenieckiego pod Kielcami. Akcję 
przygotowała   przy   pomocy   Michała   Czerniawskiego   -   „Szperacza”,   oficera 
radzieckiego, który w połowie 1943 r. uciekł z obozu dla jeńców i dostał się do 
GL, gdzie po pewnym czasie został oficerem informacji i wywiadu  siódmego 
(radomskiego) Okręgu AL.

Akcja została przeprowadzona w ten sposób, że sami jeńcy wraz z trzema 

wartownikami-własowcami, z którymi byli w zmowie zaatakowali od wewnątrz 
i rozbroili wartowników pilnujących obozu, a następnie wydostali się poza jego 
druty.  W  tym   czasie   grupa   pięciu   żołnierzyAL,   dowodzona   osobiście   przez 
„Doktor Ankę”, ubezpieczała obóz od zewnątrz. Dzięki bystrości i sprawności 
działania udało się alowcom przeprowadzić uciekinierów lasami do Ostrowca. 
Drogę, ok. 100 km przebyli w ciągu dwóch i pół doby. Pogoń hitlerowców nie 
dała   rezultatów,   gdyż  żołnierzom  radzieckim  i   grupie  AL  z   „Doktor  Anką” 
pomagali chłopi, żywiąc całą grupę i dostarczając przewodników. 

Wszyscy   uwolnieni   weszli   w   skład   oddziałów   AL.   Każdy   z   nich, 

uciekając, zabrał ze sobą po automacie, broń krótką i granaty. W warunkach, w 
jakich walczyli w owym czasie alowcy, 56 pepesz było nie lada zdobyczą. 
Wśród uwolnionych było kilku lekarzy, m.in. chirurg dr Arianow i internista dr 
Siemionow, 2 felczerów i 3 sanitariuszy, którzy stanęli do służby w oddziałach 

8

background image

AL. 

"Dr Anka" wśród partyzantów radzieckich

Od czasu tej akcji „Doktor Anka”, Która dotąd przebywała na zmianę to 

w Kielcach, to w Ostrowcu lub Częstochowie, pozostała na stałe w oddziale 
leśnym, ponieważ gestapo zaczęło ją śledzić.

Od lipca 1944 r. stała się lekarzem 1 Brygady AL im. Ziemi Kieleckiej, 

będąc   jednocześnie   szefem   sanitarnym   obwodu   trzeciego   (kieleckiego).  

Ujmującym   uśmiechem,   pogodną   i   wesołą   partyzancką   piosenką, 

dowcipem podtrzymywała w trudnych chwilach towarzyszy broni na duchu, 
zachęcała   do   wytrwania.   Swoją   wytrzymałością   na   trudy   obozowego   życia 
budziła   podziw.   Nawet   po   ciężkich,   wyczerpujących   marszach   potrafiła 
śpiewać pieśni partyzanckie, których znała dużo. Głos miała silny i dźwięczny i 
chętnie śpiewała, rozładowując zmęczenie i podnosząc nastrój. 

Była dla partyzantów jak gdyby duchem opiekuńczym. Do niej każdy z 

nich chodził ze swoimi sprawami i kłopotami. Wiedział, że go zrozumie, że mu 
poradzi, pomoże. Nikt, kto zwracał się do niej o pomoc, nie usłyszał odmowy 
lub wymijającej odpowiedzi. Żadna sprawa nie była jej obojętna. Walczyła nie 
tylko o dobry stan sanitarny oddziałów, ale o ich wysoki stan moralno-ideowy, 

9

background image

o ich dyscyplinę.

O tej postawie świadczy m. in. jej meldunek do dowództwa głównego AL 

o odprawie zwołanej 26.06.1944 r. przez sekretarza Obwodu 3 Mariana Baryłę 
„Bartka”.  W  meldunku,   w   którym   podała   treść   swego   przemówienia   przed 
frontem zebranych ok. 30 osób (członków Sztabu Okręgu 7 AL oraz dowódców 
oddziałów   leśnych,   garnizonów,   przedstawicieli   rejonów   i   kandydatów   do 
wstąpienia do oddziałów), pisze:

Teraz podkreślam tu wszystkim obecnym, iż stoi przed nami zagadnienie:  

wzmóc dyscyplinę (…) Każdy komendant oddziału, jego zastępca, drużynowi, 
sekcyjni,wreszcie każdy żołnierz są odpowiedzialni za życie swoich towarzyszy. 
Nie wolno nam szafować życiem ludzi, odpowiadamy za to przed ich rodzinami, 
matkami,   żonami,   przed   całym   krajem.   Kto   zaśnie   stojąc   na   warcie   lub 
zaniedba   swego   obowiązku,   czeka   go   najsurowsza   kara.   Komendanci, 
drużynowi   powinni   sprawdzić,   jak   wartownicy   stoją   i   czuwają.   Musimy 
piętnować wszelkie niedbalstwo, niechlujstwo i tchórzostwo, które naraża życie 
ludzkie ' .

' Archiwum Zakładu Historii Partii,  AL 192/XXIII-2

W pierwszych dniach lipca 1944 r. w związku z przyjazdem do Obwodu 

trzeciego   nowego   dowódcy,   Mieczysława   Moczara   („Mietka”)   zarządzona 
została odprawa dowódców oddziałów przy udziale przedstawicieli PPR. Został 
ukonstytuowany nowy Sztab Obwodu na czele z ppłk „Mietkiem”. Do Sztabu 
weszła również „Doktor Anka” jako szef służby sanitarnej Obwodu. Brała ona 
udział w naradach Sztabu także wówczas, gdy omawiane były sprawy natury 
czysto   wojskowej.   Wykazała   tu   nie   tylko   zainteresowanie,   ale   znajomość 
rzeczy.   Jeden   z   uczestników   posiedzenia   Sztabu   Obwodu   oficer 
Bezpieczeństwa Władysław Sobczyński („Jurand”), w swoich wspomnieniach 
opowiada, że na naradzie, która odbyła się 28 lipca w lasach siekierzyńskich, 
gdy   omawiane   były   sprawy   dywersji   kolejowej,   „Doktor  Anka”   wysunęła 
propozycję   podkładania   min   przede   wszystkim   pod   słabo   ochraniane   przez 
Niemców niewielkie lub małe mosty. W uzasadnieniu swego wniosku wskazała 
zarówno   na   zadania,   jakie   stały   przed   AL,   jak   i   na   zasoby   posiadanych 
materiałów wybuchowych oraz zdolności i możliwości minerów. Propozycja jej 
została przyjęta.

W nocy z 7 na 8 sierpnia 1944 roku „Doktor Anka” brała udział w akcji 

wysadzania pociągu na linii Skarżysko-Kielce, w rejonie wsi Występ. Pociąg 
wiózł   czołgi,   artylerię,   amunicję,   umundurowanie,   żywność   i   wielkie   ilości 
medykamentów. W wagonach znajdowali się Niemcy, którzy stanowili obsługę 
czołgów   i   dział.   W   operacji   tej   „Doktor  Anka”   odznaczyła   się   brawurową 
odwagą.   Po   zakończeniu   akcji   bojowej   znów   przeobrażała   się   w   czujnego 

10

background image

lekarza Brygady.

Miesiąc sierpień 1944 r. był ciężkim okresem dla szefa Służby Sanitarnej 

Obwodu.   W   oddziałach   zaczęły   się   zdarzać   wypadki   krwawej   dyzenterii. 
„Doktor Anka” obawiała się, żeby choroba nie przybrała większych rozmiarów, 
gdyż były duże trudności w rozlokowaniu chorych. Z właściwą jej energią i 
oddaniem dwoiła się i troiła w wypełnianiu obowiązków. Zdobywała lekarstwa, 
walczyła o podniesienie stanu sanitarnego w oddziałach, o podnoszenie higieny 
życia obozowego. Poza udzielaniem pomocy lekarskiej prowadziła pogadanki, 
m.in. o chorobach zakaźnych i o zasadach ratownictwa.

3 września w związku z przybyciem do oddziału chirurga z nowej grupy 

jeńców radzieckich, „Doktor Anka” wysłała list do znajomego mgr farmacji P. 
Wolskiego   w   Zagnańsku   z   prośbą   o   pomoc   w   wyszukaniu   narzędzi 
chirurgicznych. Narzędzia te otrzymała. Nie poprzestając na tym sama wybrała 
się do Zagnańska na cały dzień. Tam uzyskała w miejscowej aptece większą 
ilość leków i narzędzia chirurgiczne od dr Stachowiaka i wdowy po lekarzu, P. 
Urbanowskiej. W warunkach w jakich znajdowały się wówczas oddziały pomoc 
ta miała duże znaczenie. O tych zdobyczach zagnańskich pisze w Dzienniku 
Sztabu, który  prowadziła w okresie od 21.8. do 21.9.1944 r. w zastępstwie 
oficera   Informacji   Sztabu   Głównego   AL   Mariana   Janica,   przebywającego 
wtedy w Częstochowskiem. 

W   tym   okresie   sytuacja   polityczna   w   Obwodzie,   w   związku   z 

wyzwoleniem   części   ziem   polskich   i   powstania   Polskiego   Komitetu 
Wyzwolenia Narodowego, szybko się zmieniała. Wzrastał autorytet PPR, rosły 
szeregi AL,  wzmogło  się  również  nasilenie  walki  klasowej  między  obozem 
lewicy społecznej zjednoczonym wokół PPR, a obozem reakcji. Z jednej strony 
wiele   oddziałów  AK   i   BCh   zadeklarowało   swe   współdziałanie   w   walce   z 
okupantem, a z drugiej - reakcyjne faszystowskie oddziały NSZ w oparciu o 
pomoc okupanta napadały na oddziały AL, mordowały ludzi z PPR i AL oraz 
demokratów z AK i BCh.

Oddziały AL poza pracą dywersyjno-bojową prowadziły szeroką pracę 

polityczną w terenie, rozdawały literaturę propagandową, wyjaśniały program 
PKWN i jego zarządzenia. 

„Doktor  Anka”   znana   i   lubiana   przez   ludność   okolicznych   wsi,   była 

płomiennym   propagatorem   idei   PPR   i   programu   PKWN.   W   swoich 
przemówieniach  m.   in.  wyjaśniała  również  różnice  między  AL,  AK   i NSZ, 
które operowały w tym czasie na tym samym terenie. Stosunek brygad AL do 
tych   organizacji   został   określony   w   specjalnym  rozkazie   dowódcy   obwodu, 
który m. in. głosił:

W   żadnym   wypadku   nie   wolno   ulec   prowokacjom   faszystowskich 

organizacji NSZ i nie dać się wciągnąć do walki bratobójczej.

11

background image

Mieć przyjazny stosunek do oddziałów AK i starać się współpracować z 

nimi w walce z hitlerowcami '.

' Rozkaz nr 48 z 5.IX. 1944 r. Archiwum Zakładu Historii Partii, AL, 192/XXIII-1, K. 38.

Kierownictwo   Obwodu   czyniło   starania   o   nawiązanie   kontaktów   z 

oddziałami AK dla nawiązania współpracy we wspólnej walce z okupantem i 
dla ustalenia sposobu jej prowadzenia. 

12.IX.1944   r.   doszło   do   konferencji   między   przedstawicielami   Sztabu 

Obwodu   trzeciego   AL   i   oddziału   AK   pod   dowództwem   majora   Józefa 
Włodarczyka („Wyrwy”). Na konferencję, która odbyła się we wsi Dziadek, w 
powiecie  koneckim,   dowództwo  Obwodu  wydelegowało   4  oficerów   Sztabu, 
wśród  których była i ”Doktor Anka”. Spotkanie rozbiło się sprawę uznania 
PKWN. Ale strony obiecały sobie wymianę informacji o dyslokacji i ruchu 
wojsk hitlerowskich i udzielenie wzajemnej pomocy na wypadek zaatakowania 
przez hitlerowców.

Dnia 30.IX.1944 r. dowódca Obwodu „Mietek” wystąpił z wnioskiem do 

Naczelnego Dowództwa o awansowanie „Doktor Anki” do stopnia kapitana i 
odznaczenie jej Krzyżem Grunwaldu.

Działalność jej była rozległa. Zaopiekowała się oddziałem żydowskim, z 

jakim zetknęły się Brygady AL podczas swoich przemarszów całodziennych w 
pierwszych dniach października. Oddział , składający się z kilkunastu ludzi, był 
w opłakanym stanie. Ludzie ci byli obdarci, wynędzniali, bosi z pokaleczonymi 
i opuchniętymi nogami, wygłodzeni z powodu trudności, jakie napotykali przy 
zaopatrywaniu się w żywność. Podobni byli nie do ludzi, ale do koszmarnych 
cieni.   „Doktor   Anka”   zajęła   się   chorymi.   Otoczyła   ich   serdeczną   opieką. 
Oddziały AL przyszły im z doraźną pomocą, zaopatrując w żywność przez cały 
czas pobytu w lasach. „Doktor Anka” nie znała wahań i strachu, gdy trzeba 
było   ratować   rannych.   Ciężko   rannego   partyzanta,   Jana   Michorka,   któremu 
trzeba   było   zrobić   operację   w   warunkach   szpitalnych,   sama   przewiozła   do 
szpitala w Starachowicach, ponieważ chciała osobiście dopilnować operacji w 
Szpitalu Ubezpieczalni Społecznej.

Po   miesięcznym   pobycie   na   leczeniu   w   szpitalu   Jan   Michorek   wrócił 

zdrów   do   oddziału.   Z   rannymi,   których   wysyłała   do   szpitala,   utrzymywała 
kontakt, informując się o stanie ich zdrowia. Do wielu pisywała listy. Jeden z 
jej listów ogłosił w swoich wspomnieniach o „Doktor Ance” Artur Wiślicz, 
były szef Sztabu Obwodu trzeciego AL, który ranny w bitwie oddziałów AL  z 
Niemcami w Gustawowie 10 .VIII. 1944 r. został odwieziony do tego samego 
szpitala co Jan Michorek. 

List '  ten przytaczamy w oryginalnym brzmieniu:

12

background image

Drogi Towarzyszu Wiślicz!

Śpieszę   pogratulować   Wam   i   donieść   o   Waszym   awansie   do   stopnia  

majora. Na pewno tam wśród swoich bliskich macie lepszą opiekę, aniżeli ta,  
którą próbowałam Wam zapewnić w głębokim lesie. Wierzę, że wyleczycie się z  
odniesionych ran i niedługo zaczniecie znowu razem z nami bić hitlerowskiego 
wroga.   U   nas   nic   nowego.   Niemcy   obecnie   atakują   nas   dużymi   siłami. 
Towarzysze   „Długi   Janek”[Hilary   Chełchowski]   i   Moczar   zapracowani 
okropnie.   W   moim   szpitalu   polowym   przybyło   kilkunastu   rannych.   Brak 
środków opatrunkowych, ale oczekujemy na zapowiedziany zrzut samolotowy. 
Poza tym dajemy sobie radę – zwyciężymy. A jeszcze jedno. 
Oddział    „Bohuna”     ''    -  tego  z  NSZ,  podstępnie  rozbroił  i  zamordował  6 
naszych oficerów AL. Długo zastanawiałam się, czy   jako choremu podać tę 
wiadomość, jednak znając Wasz charakter, zdecydowałam się zawiadomić Was  
o tym haniebnym wyczynie. Być może, że i Wy tam zastosujecie większe środki 
ostrożności. Życzę Wam szybkiego powrotu do zdrowia i oczekuję na list.

„Anka”  

' Archiwum Zakładu Historii Partii, 192/I-7, K. 14.

'' 24.VIII. 1944 r. gdy siły II Brygady AL znajdowały się w akcji wykolejenia pociągu z 

transportem wojskowym w rejonie Gnieździ ska (linia kolejowa Kielce- Częstochowa), chorzy 
partyzanci II Brygady, znajdowali się w gajówce Fanisławice, w lasach smochowickich, zostali 
napadnięci   przez   zbrojny   oddział   NSZ   z   Brygady   „Bohuna”.   Zabici   zostali   wtedy   ppor. 
„Maciek” (nazwisko nieustalone) i gospodarz domu, gajowy Eugeniusz Woźniak, aktywny 
członek  AK,   oraz   ciężko   ranny   „Leszek”   (nazwisko   nieustalone).   Następnie   tenże   oddział 
zrabował   zdobyty   w   bojach   z   okupantem   sprzęt   stanowiący   własność   II   Brygady  AL  i 
zniszczył   mieszkanie   gajowego   E.   Woźniaka.   W  tym   samym   okresie   inna   grupa  AL  z   II 
Brygady pod dowództwem „Zaręby” została podstępnie rozbrojona przez oddział NSZ pod 
dowództwem „Żbika” również z Brygady „Bohuna”. (Por. Raport nr 3 Dowódcy II Brygady 
WP/AL „Świt” do Dowództwa Obwodu nr 3 z 27. VIII. 1944 r. Archiwum Zakładu Historii 
Partii, AL, XXIII-7 K. 10). Brygada „Bohuna” w 1945 r. wycofała się na zachód razem z 
hitlerowcami. 

Zachował się jeszcze jeden list „Doktor Anki” z 19.X.1944 r. do generała 

Franciszka Jóźwiaka - „Witolda” szefa Sztabu Głównego AL. List pełen wiary 
w przyszłość, w bliskie wyzwolenie całego kraju.

W liście tym Helena Wolff pisze:

Obywatelu Generale!

13

background image

Melduję się zdrowa i cała po wszystkich przygodach partyzanckiego żywota.  
Losy wojny nie pozwoliły mi wrócić z Radomszczyzny, by zacząć pracę jako 
inspektor   sanitarny.   Dzielę   przez   cały   czas   los   naszego   wojska,   lecząc   i  
opatrując   chłopców.   Czasem   zdarza   mi   się   tez   postrzelać   do   Niemców   lub  
Mongołów.   Dokładne   sprawozdanie   z   mojej   roboty   ma   płk.   Moczar.   Myślę  
często i niepokoję się o wszystkich naszych towarzyszy z Warszawy. Boleję nad 
losem   mego   rodzinnego   miasta.   Długie   jesienne   wieczory   przegadujemy, 
projektując przyszłą naszą robotę i chciwie nasłuchując, czy grają armaty na  
wschodzie. Moi ranni chłopcy mają się już lepiej, nie chcą się melinować, nie  
odstraszają ich żadne obławy, do których już zresztą trochę przywykliśmy. Ob. 
Generale! Myślę, że niedługo się zobaczymy. Bardzo pragnę, jak tylko będzie  
możliwe wyrwać się do Warszawy. Pozdrawiam Was serdecznie i wszystkich 
znanych mi towarzyszy.

„Doktor Anka”, porucznik.

Niestety, nie było jej dane „wyrwać się do Warszawy” i zobaczyć się z 

bliskimi, nie dane jej było realizować planów przyszłego życia w wyzwolonym 
kraju,   które   snuła   w   długie   jesienne   wieczory,   wsłuchana   jak   grają   armaty 
zwiastujące wolność.

Sytuacja partyzantów w lasach Kielecczyzny stawała się coraz cięższa. 

Okresowa   stabilizacja   frontu   pozwoliła   Niemcom   przerzucić   specjalne 
jednostki   do   walki   z   partyzantami   i   wybudować   kilka   linii   umocnień.   Do 
ochrony   linii   kolejowych   przed   dywersją   partyzancką   Niemcy   sprowadzili 
oddziały własowców.

Dnia   24   października   kierownictwo   Obwodu   zwołało   rozszerzone 

zebranie Sztabu Obwodu AL, dowództw I i II Brygad, przedstawicieli Okręgu 7 
w celu omówienia sytuacji oraz zadań stojących przed Sztabem i oddziałami. 
Zebrani, analizując położenie, wypowiadali się za przejściem oddziałów przez 
front   na   tereny   wyzwolone   przez   Armię   Radziecką   i   Wojsko   Polskie. 
Uzasadniając te plany „Anka” wskazała m. in. na katastrofalna skutki, jakie 
mogłoby pociągnąć przezimowanie oddziałów w lasach przy braku płaszczy, 
umundurowania, bielizny i butów.

Protokół ' z narady został przesłany do Sztabu Partyzanckiego w Lublinie. 

Naczelne   Dowództwo   wyraziło   zgodę   na   przejście   frontu,   dając   hasło   i 
wskazówki, na którym odcinku należy front przechodzić.

Archiwum Zakładu Historii Partii, AL, 192/XXIII-2, K. 63. 

26 października oddziały i zdekonspirowany aktyw partyjny, prowadząc 

boje   z  Niemcami,   przeszły   front.   „Doktor  Anka”   wraz   z   innymi   członkami 

14

background image

Sztabu, została. Zostało również 4 rannych, którym przebywanie o tej porze w 
lesie groziło poważnymi komplikacjami. O możliwości umieszczenia ich gdzieś 
w pobliżu mowy nie było. Wysłano depeszę do sztabu partyzanckiego z prośbą 
o samolot, który by ich przewiózł przez linię frontu do szpitala. Miano również 
wywieźć   i   zabezpieczyć   dokumenty   z   działalności   AL   oraz   zdjęcia 
dokumentalne z życia partyzantów Obwodu, które były pod opieką „Doktor 
Anki”. 

Zebranie towarzyskie w mieszkaniu dr Heleny Wolff, w Instytucie Radowym 

im. M. Curie-Skłodowskiej w Warszawie, zimą 1942/43 r. 

Siedzą od lewej: Hanna Szapiro-Sawicka, Jan Tarłowski, Marta Tarłowska-Minorska,

 Janina Krajewska, Helena Wolff. 

Zdjęcie robi Mirosław Krajewski. Wszyscy się śmieją, gdyż Helena zażartowała:

"Mirek staraj się, bo to może będzie historyczne zdjęcie"

Sytuacja   pozostałych   w   lesie   partyzantów   pogarszała   się.   Nękały   ich 

codziennie prawie obławy Niemców. „Doktor Anka” była w tych dniach jakby 
przygaszona, mniej ożywiona niż zwykle. Rozstanie się z oddziałami wywarło 
na niej silne wrażenie. Tymczasem nastały bardzo ciężkie dni. Okoliczne wsie 
były   pacyfikowane   przez   Niemców.   Ludność   uciekała   w   obawie   przed 

15

background image

podejrzeniami   o   utrzymywanie   kontaktów   z   partyzantami   i   represjami, 
pozostawiając puste domy. 29 października grupa sztabowa zakwaterowała się 
w jednej takiej opuszczonej chałupie, położonej blisko lasów. Z opustoszałych 
budynków korzystali teraz partyzanci, dla których noclegi w lesie w długie 
październikowe noce, przy braku ciepłej odzieży, były niesłychanie uciążliwe. 
Rozlokowali się oni w jednej dużej izbie, wypoczywając po trudach nocnego 
marszu.   Kwaterę   ochraniały   posterunki   z   miejscowego   garnizonu.   „Doktor 
Anka”   wstała   wcześniej   od   innych,   aby   pójść   do   rannych.   Wróciła   przed 
wieczorem. 

Ledwie   zdążyła   wejść   do   izby,   gdy   wpadł   łącznik   z   wiadomością,   że 

pokazała się kolumna wojska hitlerowskiego, której część skierowała się do wsi 
Maziarze. 

Grupa   partyzantów   natychmiast   przygotowała   się   do   wymarszu, 

zacierając ślady swojego pobytu i w pobliskim zagajniku oczekiwała dalszych 
informacji.   „Doktor   Anka”   razem   z   członkiem   Sztabu   Marianem   Janicem 
ubezpieczała grupę od strony wschodniej, obserwując drogi prowadzące do wsi 
Podkońce   i   Kaniosy.   Pomimo   dużego   znużenia   i   świadomości 
niebezpieczeństwa   starała   się   utrzymać   pogodny   nastrój,   oceniając 
optymistycznie rozwój wypadków.

Koło północy dwójka ta została zluzowana.
„Doktor Anka” położyła się aby wypocząć. Leżenie na mokrej, chłodnej 

ziemi było tym razem mniej przykre, gdyż grupa miała watowane worki, w 
których   partyzanci   otrzymywali   zrzuty   broni.  Worek   taki   dzielono   na   dwie 
części - jedna część służyła za materac, a druga za kołdrę. Odpoczynek nie 
trwał długo. Po dotarci w pobliże wsi Rybitczyzna grupa nawiązała kontakt z 
miejscową placówką AL. Zamierzała tu zjeść śniadanie, ale nie zdążyła. We wsi 
ukazali   się   Niemcy.   Partyzanci   postanowili   wycofać   się.   Część   ekwipunku 
razem   z  kołdrami   -   workami   zostawiono   na   miejscu.   Posuwali   się   gęsiego. 
„Doktor Anka”  znajdowała się na końcu tej kolumny. W pewnym momencie 
przy przejściu jednej z przesiek leśnych hitlerowcy dostrzegli grupę i zaczęli ją 
ostrzeliwać   z   karabinów   maszynowych.   Wszyscy   zdawali   sobie   sprawę,   że 
tylko szybkie tępo marszu może uratować grupę. Gęsty las zasłaniał ją przed 
hitlerowcami. Po drodze mieli się przebić przez szeroki trakt prowadzący z 
Ostrowca do Iłży. Posuwali się bardzo ostrożnie, obawiając się, że nieprzyjaciel 
znów ich spostrzeże.

Po przedostaniu się na drugą stronę traktu zauważyli, że „Doktor Anki” 

nie ma. Widocznie podczas przedzierania się przez gęste zarośla oderwała się 
od grupy i pozostała gdzieś w okolicy Piotrowego Pola. Sądzili, że ukryła się 
gdzieś w zaroślach. W północnej części lasu rozpoczęła się ostra strzelanina. 
Strzały   zaczęły   się   rozlegać   naokoło   grupy.   O   zmroku   odgłosy   strzałów 

16

background image

zamilkły. Grupa wykorzystała ciemności nocy, by przedostać się z powrotem w 
okolice,   skąd   wyszła   obława,   wiedząc   z   doświadczenia,   że   miejsca   już 
przeszukane przez Niemców są zazwyczaj bezpieczne. O północy dotarli do 
kolonii leśnej Marcule. Tam u leśniczego Mroczkiewicza dowiedzieli się o losie 
„Doktor Anki”.

Osaczona ze wszystkich stron broniła się bohatersko, zabijając i raniąc 8 

hitlerowców. Trafiona pięcioma kulami, ciężko ranna, dostała się do niewoli. 
Jak się broniła „Doktor Anka” dowiedziała się wieś z rozmów i opowiadań 
żołnierzy hitlerowskich, którzy po obławie kwaterowali po chałupach.

Przewieziono   ją   do   Marcul,   gdzie   po   założeniu   prowizorycznych 

opatrunków poddano zaraz badaniu. Na śledztwie oznajmiła z dumą, że jest 
żołnierzem AL. W czasie badania mdlała kilka razy z powodu nadmiernego 
upływu krwi. Przesłuchiwana odpowiadała śmiało i z godnością, odmawiając 
odpowiedzi na pytania, które mogłyby zaszkodzić towarzyszom pozostałym w 
lesie.   Badał   ją   szef   starachowickiego   gestapo,   Bekier.   „Doktor   Anka” 
przesłuchiwana była w obecności leśniczego Mroczkiewicza i stąd znane są 
nam te szczegóły.

Wojskowy   lekarz   niemiecki,   który   robił   opatrunki   zapytany   przez 

Mroczkiewicza   o   stan   rannej   odpowiedział,   że   rany   nie   są   ciężkie   i   przy 
starannej opiece mogłaby wyzdrowieć. Ale „Doktor Anka” potraktowana była 
przez Niemców jak partyzant. Następnego dnia, 31 października zakończyła 
życie w szpitalu w Wierzbniku.

Pośmiertnie   została   mianowana   majorem   i   odznaczona   Krzyżami 

Grunwaldu drugiego i trzeciego stopnia. Mogiła jej znajduje się w Iłży. Tam 
stoi również skromny, kamienny pomnik. 

http://www.chomikuj.pl/Pierwszy_113/Historia

17