background image

 

 

zapodał w wersji elektronicznej:  
„jasiek z toronto” 

 

Prof. dr hab. Jerzy Robert Nowak 

KTO JEST KIM W LOBBY 

KTO JEST KIM W LOBBY 

KTO JEST KIM W LOBBY 

KTO JEST KIM W LOBBY 

FILOSEMICKIM

FILOSEMICKIM

FILOSEMICKIM

FILOSEMICKIM    

 

 

Rozpocz

ę

ta tym tekstem seria artykułów prof. Jerzego Roberta Nowaka jest swego rodzaju 

kontynuacj

ą

 jego poprzedniego cyklu Za co 

Ż

ydzi powinni przeprosi

ć

 Polaków. Pragniemy pokaza

ć

jak wielkie wpływy ma u nas lobby, licz

ą

ce si

ę

 głównie z 

ż

ydowskimi, nie polskimi racjami, jak bardzo 

jest ono silne w polityce czy mediach. Stronniczy filosemityzm bardzo cz

ę

sto ł

ą

czy si

ę

 u nas z 

lekcewa

ż

eniem polsko

ś

ci i polskich interesów narodowych, z gwałtownymi atakami na polski 

patriotyzm i rol

ę

 Ko

ś

cioła katolickiego w Polsce. Przedstawiamy wi

ę

c osoby, które tendencyjnie 

prezentuj

ą

 racje pro

ż

ydowskie. [red.]

 

Aleksander Kwa

ś

niewski

 (PZPR), od 1995 r. prezydent RP, który sfałszował swoje 

wykształcenie. W 1989 roku ulubieniec lobby 

ż

ydowskiego OKP na czele z Adamem Michnikiem, i 

lansowany przez nie jako główny partner przyszłych porozumie

ń

 z lewic

ą

 OKP. Wdzi

ę

czny 

Kwa

ś

niewski deklarował w ramach ankiety, przeprowadzonej w

ś

ród polityków, na kogo głosowałby 

najch

ę

tniej poza swoj

ą

 parti

ą

W pierwszej kolejno

ś

ci głosowałbym na Adama Michnika, ale tylko 

wówczas, gdyby zało

ż

ył co

ś

 własnego (...). To co Michnik my

ś

li i jak my

ś

li, odpowiada mi najbardziej - 

jako obywatelowi i jako politykowi (...). ("Gazeta Wyborcza" z 21 czerwca 1991). W

ś

ród pogl

ą

dów 

szczególnie bliskich Michnikowi znajdujemy tak mocno akcentowane przez Kwa

ś

niewskiego 

pot

ę

pienia pozostało

ś

ci narodowego egocentryzmu, za

ś

ciankowo

ś

ci, ksenofobii i poczucia dziejowej 

misji, haseł poloncentrycznych i hurrapatriotycznych emocji (z obszernego dwukolumnowego artykułu 
A.Kwa

ś

niewskiego na łamach "Gazety Wyborczej" z 1 lipca 1996).

 

Jako prezydent RP działa dla przyspieszenia przyj

ę

cia przez Sejm ustawy o zwrocie mienia 

wyznaniowym gminom 

ż

ydowskim, co uczyniłoby ze Zwi

ą

zku Gmin 

Ż

ydowskich najwi

ę

kszego 

finansist

ę

 w Polsce. W lipcu 1996 r. podczas spotkania z przedstawicielami organizacji 

ż

ydowskich w 

Nowym Jorku Kwa

ś

niewski przyobiecał szybki zwrot mienia 

Ż

ydom.

 

Pro

ż

ydowska tendencyjno

ść

 prezydenta Kwa

ś

niewskiego spowodowała ostry protest prezesa 

Kongresu Polonii Ameryka

ń

skiej, Edwarda Moskala, który 10 maja 1996 r. wystosował list do 

Kwa

ś

niewskiego krytykuj

ą

c to, 

ż

e: Brak stanowczo

ś

ci w działaniach rz

ą

du polskiego, a tak

ż

ewidentne bł

ę

dy urz

ę

dników pa

ń

stwowych powoduj

ą

ż

Ż

ydzi pozwalaj

ą

 sobie na coraz wi

ę

cej i 

coraz wi

ę

cej uzyskuj

ą

. Kwa

ś

niewski odrzucił krytyczne uwagi Moskala, popieraj

ą

ż

ydowskie racje. 

Mi

ę

dzy innymi podtrzymał d

ąż

enie do jak najszybszego zwrotu mienia dla gmin 

ż

ydowskich oraz 

wyst

ą

pił w obronie krytykowanych przez prezesa Moskala przeprosin wobec 

Ż

ydów m.in. za tzw. 

background image

 

pogrom kielecki, wystosowanych przez ministra Rosatiego w imieniu narodu polskiego. Sekretarz 
stanu Marek Siwiec wyst

ę

puj

ą

c na konferencji prasowej w imieniu prezydenta Kwa

ś

niewskiego 

stwierdził, 

ż

e: Polska i społecze

ń

stwo polskie powinny przeprosi

ć

 za to, co było niegodziwe w historii 

Polaków i 

Ż

ydów po II wojnie 

ś

wiatowej

 

Postaw

ę

 Kwa

ś

niewskiego dobrze ilustrowała jego reakcja na dokonan

ą

 przez Izraelczyków masakr

ę

 

102 Palesty

ń

czyków w Kanie Galilejskiej. Prezydent RP skomentował barbarzy

ń

sk

ą

 napa

ść

 słowami, 

i

ż

 jest to chyba zbyt du

ż

y koszt uporz

ą

dkowania stosunków mi

ę

dzy dwoma krajami. Tylko tyle. 

Rzeczywi

ś

cie - komentarz godny Europejczyka.

 

W 1995 roku Kwa

ś

niewski nale

ż

ał do pierwszych polskich polityków, którzy wyst

ą

pili z publicznym 

pot

ę

pieniem kilku zda

ń

 ksi

ę

dza prałata Henryka Jankowskiego, dzi

ś

 jak wiadomo spreparowanych 

przez "Gazet

ę

 Wyborcz

ą

". Równocze

ś

nie za

ś

 nie zareagował ani słowem na prowokacyjne 

antypolskie wyst

ą

pienie laureata Nagrody Nobla, 

ż

ydowskiego pisarza Elie Wiesela, wygłoszone 7 

lipca br. podczas oficjalnych uroczysto

ś

ci w Kielcach w obecno

ś

ci premiera RP, w tym skrajne 

uogólnienia "o polskiej nienawi

ś

ci" (a skrytykował je np. Szymon Wiesenthal oraz przewodnicz

ą

cy 

Forum 

Ż

ydowskiego Stanisław Krajewski).

 

Najnowszy pobyt Kwa

ś

niewskiego w Stanach Zjednoczonych w lipcu br. stał si

ę

 kolejnym 

potwierdzeniem jego pro

ż

ydowskiej tendencyjno

ś

ci i konsekwentnych zabiegów o polityczne poparcie 

mi

ę

dzynarodowego lobby 

ż

ydowskiego. W tym samym czasie, gdy wida

ć

 było brak stara

ń

 o rozmowy 

z rzeczywi

ś

cie reprezentatywnymi przedstawicielami Polonii w Stanach Zjednoczonych prezydent 

Kwa

ś

niewski po

ś

wi

ę

cił maksimum uwagi na kolejne spotkania z najbardziej wpływowymi 

przedstawicielami lobby 

ż

ydowskiego w USA. Odwiedził m.in. znane z polako

ż

erstwa redakcje 

zdominowanych przez 

Ż

ydów gazet: "New York Timesa" i "Washington Post", odbył rozmowy z rad

ą

 

Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie i spotkał si

ę

 z przedstawicielami 56 najwi

ę

kszych organizacji 

ż

ydowskich w Stanach Zjednoczonych. Zyskał ich maksymaln

ą

 aprobat

ę

 po dłu

ż

szych rozmowach "za 

zamkni

ę

tymi drzwiami".

 

Jako działacz PZPR i SdRP oraz jako prezydent RP Kwa

ś

niewski ani razu nie przeciwstawił si

ę

 

antypolskiej nagonce ze strony kół 

ż

ydowskich.

 

Włodzimierz Cimoszewicz

, postkomunistyczny premier RP, syn oficera Informacji 

Wojskowej w latach stalinowskich, dał w lipcu 1996 roku podczas uroczysto

ś

ci w Kielcach jaskrawy 

dowód tego, do jakiego stopnia niewa

ż

na jest dla niego prawda o historii i godno

ść

 własnego narodu. 

W sprawach stosunków polsko-

ż

ydowskich, tak skomplikowanych i zło

ż

onych, po dziesi

ę

cioleciach 

przemilcze

ń

 i niedomówie

ń

, postkomunistyczny premier pozwolił sobie na publiczne, obel

ż

ywe dla 

Polaków stwierdzenia, jednostronnie obci

ąż

aj

ą

ce ich win

ą

 za wszystkie problemy w stosunkach z 

Ż

ydami. 

ę

boko bolej

ą

c z powodu wszystkiego, w czym kiedykolwiek Polacy zawinili wobec 

Ż

ydów i 

szczerze za to przepraszaj

ą

c (...). Samobiczowanie premiera Cimoszewicza w imieniu całego narodu 

polskiego wywołało zdecydowany protest wielu 

ś

rodowisk patriotycznych. W opublikowanym 9 lipca 

1996 o

ś

wiadczeniu porozumienia 21 organizacji kombatanckich i niepodległo

ś

ciowych (m.in. 

Ś

wiatowego Zwi

ą

zku 

Ż

ołnierzy AK, Stowarzyszenia Szarych Szeregów i kilku zwi

ą

zków wi

ęź

niów 

politycznych) stwierdzono: (...) Zamiast niesłusznie oskar

ż

a

ć

 cały naród o rzekomy antysemityzm i bi

ć

 

si

ę

 w piersi w jego imieniu, premier Cimoszewicz powinien przeprosi

ć

 za zbrodni

ę

, której dokonali jego 

ideowi poprzednicy. Nie uczynił tego, nie wykorzystał znakomitej okazji do odci

ę

cia si

ę

 od 

komunistycznej przeszło

ś

ci, a tym samym zakłamał wyj

ą

tkowo bolesn

ą

 kart

ę

 naszej historii.

 

Podczas uroczysto

ś

ci w Kielcach Cimoszewicz zezwolił Elie Wieselowi na bezkarne obra

ż

anie Polski i 

Polaków. Zamiast zdecydowanie zareagowa

ć

 na prowokacyjne antypolskie i antyreligijne wyst

ą

pienie 

Elie Wiesela i jego 

żą

danie usuni

ę

cia krzy

ż

y z Auschwitz-Birkenau, Cimoszewicz obiecał wyj

ś

cie 

naprzeciw ich 

żą

daniom w sprawie usuni

ę

cia krzy

ż

y z terenów byłego obozu Auschwitz-Birkenau. W 

ten sposób, jak stwierdzili senatorzy NSZZ "Solidarno

ść

" premier RP zamierza uzurpowa

ć

 sobie 

prawo do decydowania o symbolach religijnych w Polsce.

 

Ksi

ą

dz Michał Czajkowski

, asystent ko

ś

cielny "Wi

ę

zi", wykładowca na ATK. 

Najskrajniejszy filosemita w

ś

ród polskich duchownych. Ł

ą

czy promowanie skrajnych zarzutów 

antysemityzmu wobec Polaków z destrukcyjnymi działaniami dla rozbijania spoisto

ś

ci Ko

ś

cioła 

background image

 

katolickiego od wewn

ą

trz, podwa

ż

ania obrony rzeczy naj

ś

wi

ę

tszych. Tak jak cho

ć

by w sprawie krzy

ż

w Birkenau, w wyst

ą

pieniu na łamach "Gazety Wyborczej" i w rozmowie telewizyjnej. Pomimo 

jednoznacznego o

ś

wiadczenia Komitetu Episkopatu Polski do Dialogu z Judaizmem broni

ą

cego 

krzy

ż

y, ks. Czajkowski ju

ż

 dzie

ń

 pó

ź

niej wyszedł naprzeciw prowokacyjnym 

żą

daniom Elie Wiesela. 

Napisał w "Gazecie Wyborczej": (...) S

ą

 pewne warto

ś

ci, o które nale

ż

y walczy

ć

, nawet do utraty 

ż

ycia, natomiast gdy rozumie si

ę

 alergie 

ż

ydowskie, a tak

ż

e racje religijne, to nie s

ą

dz

ę

ż

e nale

ż

walczy

ć

 o ka

ż

dy krzy

ż

 w Birkenau. Ksi

ą

dz Czajkowski usilnie zach

ę

cał równie

ż

, by rozumie

ć

ż

e: 

niektórych po prostu krzy

ż

 w tym miejscu razi.

 

W wywiadzie dla "The New York Timesa" z 15 sierpnia 1989 r. zapewniał: Jeszcze bardziej b

ę

d

ę

 

zwalczał pozostało

ś

ci polskiego i chrze

ś

cija

ń

skiego antysemityzmu. Robi to id

ą

c w sukurs najgorszym 

kłamstwom antypolonistów. 

 

W lutym 1994 r. na Forum Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Czajkowski popisał si

ę

 

odosobnionym głosem w obronie opublikowanego w "Gazecie Wyborczej" paszkwilu Michała 
Cichego 
na temat Powstania Warszawskiego, uznaj

ą

c oskar

ż

enia o rzekome mordowanie 

Ż

ydów za 

godne tego, by stały si

ę

 chrze

ś

cija

ń

skimi rekolekcjami wielkopostnymi.

 

Ksi

ą

dz Michał Czajkowski pisał na łamach "Gazety Wyborczej" z 25 sierpnia 1990 roku, i

ż

antysemityzm to nie tylko ignorancja, głupota, to tak

ż

e moralne zboczenie. A jak okre

ś

li

ć

 skrajny 

antypolonizm, któremu tak ch

ę

tnie dawał upust sam ksi

ą

dz Czajkowski. Kilkakrotnie na pró

ż

no ju

ż

 

wzywałem go na łamach "Słowa - Dziennika Katolickiego", pocz

ą

wszy od numeru z 30 czerwca - 3 

lipca 1995 roku o wyja

ś

nienie obrzydliwego pomówienia pod adresem rzekomo antysemickich 

Polaków, jakiego dopu

ś

cił si

ę

 na łamach "Wi

ę

zi" z czerwca 1991 roku. Chodziło o oskar

ż

enie Polaków 

o rzekomy udział w pogromach na ziemi polskiej w 1905 roku. Pogromy te, jak potwierdzaj

ą

 

ś

wiadectwa 

ż

ydowskie i rosyjskie, były w cało

ś

ci organizowane i realizowane wył

ą

cznie przez Rosjan. 

Polacy nie tylko, 

ż

e w nich nie uczestniczyli, ale jednoznacznie wyst

ę

powali w ró

ż

nych w obronie 

Ż

ydów, jak wynika z wielkiego dwutomowego dzieła wydanego przez specjaln

ą

 

ż

ydowsk

ą

 komisj

ę

 pt. 

"Die Juden pogrome in Russland" (Kolonia, Lipsk 1910). Ksi

ą

dz Czajkowski, bezskutecznie po 

wielokro

ć

 wzywany przeze mnie na łamach prasy o wyja

ś

nienie przyczyn obrzydliwego antypolskiego 

pomówienia i przeproszenia za nie, nie wykazał nawet cienia godno

ś

ci i uczciwo

ś

ci intelektualnej w tej 

sprawie. I dalej, jak przedtem, szkaluje Polaków i osłabia spoisto

ść

 Ko

ś

cioła.

 

Aleksandra Jakubowska

, rzecznik rz

ą

du premiera W.Cimoszewicza, w latach 80. 

prezenterka "Dziennika Telewizyjnego". W przeszło

ś

ci jednoznacznie dawała wyraz swemu 

krytycznemu stosunkowi do polsko

ś

ci w poł

ą

czeniu z trosk

ą

 o obron

ę

 racji 

Ż

ydów. Jako redaktorka 

naczelna "Feminy" (dodatku do "

Ż

ycia Warszawy") opublikowała na przykład jeden z najostrzejszych 

ataków na ksi

ąż

k

ę

 Joanny Siedleckiej Czarny ptasior, która ukazywała prawdziwe oblicze Jerzego 

Kosi

ń

skiego - osławionego 

ż

ydowskiego hochsztaplera i manipulatora. Znakomita ksi

ąż

ka Siedleckiej 

została na łamach "Feminy" potraktowana jako wyraz skandalu, post

ę

powania według bezwzgl

ę

dnych 

reguł biznesu, pozbawiona rzetelno

ś

ci. W rocznic

ę

 3 Maja w tek

ś

cie na łamach postkomunistycznego 

"Wprost" (3 maja 1992) stwierdziła z zadowoleniem: Zu

ż

yte, skompromitowane słowa "patriotyzm", 

"polsko

ść

", "ojczyzna" nie odrodziły si

ę

 w III Rzeczypospolitej.

 

Wiesław Kot,

 autor licznych oszczerczych antypolskich i antyreligijnych tekstów na 

łamach postkomunistycznego "Wprost", przedstawiaj

ą

cych Polaków jako grabie

ż

ców mienia 

ż

ydowskiego, antysemitów i ciemniaków. Kot nie oszcz

ę

dził te

ż

 wielkiego polskiego m

ę

czennika Ojca 

Kolbe. S

ą

 teksty Wiesława Kota, które wprost prosz

ą

 si

ę

 o jak najszybsz

ą

 interwencj

ę

 prokuratora, z 

uwagi na ohydne oszczerstwa, godz

ą

ce w dobre imi

ę

 narodu polskiego. Na przykład tekst o Li

ś

cie 

Schindlera Stevena Spielberga ("Wprost" z 6 lutego 1994), stwierdzaj

ą

cy, i

ż

Schindler jest 

ś

lepy na 

teorie rasistowskie, po prostu kocha 

ż

ycie i w zabijaniu swych 

ż

ydowskich współpracowników 

dostrzega unicestwianie cz

ęś

ci Europy - czyli to, co my w Polsce dostrzegli

ś

my kilka dziesi

ę

cioleci 

ź

niej. Pisze to Kot jakby nie było kilkuset tysi

ę

cy Polaków bezpo

ś

rednio zaanga

ż

owanych w 

ratowanie 

Ż

ydów, jakby nie było tysi

ę

cy Polaków i Polek straconych z tego powodu, jakby nie było 

najwi

ę

kszej liczby drzewek "Sprawiedliwy W

ś

ród Narodów 

Ś

wiata", zasadzonych ku czci 4,5 tysi

ą

ca 

Polaków przed Yad Vashem w Jerozolimie!!!

 

background image

 

Marek Król,

 redaktor naczelny "Wprost", jednej z głównych trybun pro

ż

ydowskich racji i ci

ą

głego 

oskar

ż

ania Polaków o antysemityzm (mi

ę

dzy innymi w szczególnie tendencyjnych tekstach Wiesława 

Kota i Jerzego Sławomira Maca). Skrajny filosemityzm "Wprost" współgra z ci

ą

głymi atakami na 

Ko

ś

ciół katolicki w Polsce, podwa

ż

aniem i o

ś

mieszaniem polsko

ś

ci i patriotyzmu.

 

Marcin Król

redaktor naczelny miesi

ę

cznika "Res Publica" dofinansowywanego przez 

Ministerstwo Kultury. Zarówno on, jak i redagowany przez niego miesi

ę

cznik hołduj

ą

 pogl

ą

dom 

skrajnie filosemickim.

 

9 lutego 1996 r. Król wyst

ą

pił na łamach "Tygodnika Powszechnego" (w artykule Ojczyzna) ze 

stwierdzeniem: Jak

ą

kolwiek, cho

ć

by najbardziej zniuansowan

ą

 form

ę

 antysemityzmu lub wszelkiej 

ma

ś

ci ksenofobii uwa

ż

am za po prostu skandal, który powinien ko

ń

czy

ć

 si

ę

 w s

ą

dzie, a nie by

ć

 

przedmiotem podnosz

ą

cej nieuchronnie rang

ę

 problemu debaty politycznej. 

 

Król niejednokrotnie wykazywał całkowity brak szacunku dla polsko

ś

ci i patriotyzmu, wypisywał 

tek

ś

ciki o niezgułowatej Polsce. Na łamach miesi

ę

cznika "Res Publica" (nr 3 z 1991 roku) zabłysn

ą

ł 

niebywałym uogólnieniem: Polska nigdy w swej najnowszej historii licz

ą

cej dwie

ś

cie lat krajem 

normalnym nie była, a wi

ę

c po to, 

ż

eby sta

ć

 si

ę

 krajem normalnym - Polska musi zapomnie

ć

 sam

ą

 

siebie.

 

Król, tropiciel "polskiego antysemityzmu", przy ka

ż

dej okazji uderza w polskie tradycje narodowa. W 

"

Ż

yciu Warszawy" z 11 marca 1994 roku pisał: tradycja narodowe to rezerwuar mitów, co wi

ę

cej, 

polskie mity narodowe s

ą

 to w wi

ę

kszo

ś

ci mity martwe. Któ

ż

 z nas przejmuje si

ę

 cho

ć

by przez 

moment Ko

ś

ciuszk

ą

 pod Racławicami (...). Król wsławił si

ę

 równie

ż

 skandalicznym porównaniem 

"My

ś

li nowoczesnego Polaka" Romana Dmowskiego z Mein Kampf Hitlera.

 

Bolesław Sulik

, przewodnicz

ą

cy (z nadania Unii Wolno

ś

ci) Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, 

jest jednym z najbardziej spektakularnych symboli siły lobby filosemickiego w Polsce. Syn generała w 
armii Andersa, Nikodema, w 1946 roku opu

ś

cił Polsk

ę

 jako 

Ż

yd Jakub Szteinberg, osiedlaj

ą

c si

ę

 w 

Anglii. Jego telewizyjny serial Zmagania o Polsk

ę

 wywołał kilkaset protestów ze strony 

ś

rodowisk 

polonijnych. Szczególne oburzenie wywołało wyeksponowanie w filmie ró

ż

nego typu skrajnych 

oskar

ż

e

ń

 na temat rzekomego polskiego antysemityzmu przy równoczesnym przemilczaniu sprawy 

antypolskiego zachowania si

ę

 du

ż

ej cz

ęś

ci 

Ż

ydów na kresach wschodnich 1939-1941 i roli 

Ż

ydów w 

komunistycznym aparacie władzy w Polsce po 1944 roku. Polscy telewidzowie mogli zapozna

ć

 si

ę

 z 

powstałym po kampanii prezydenckiej 1990 r. jej skrajnie tendencyjnym i zafałszowanym obrazem w 
filmie Sulika In Solidarity (W "Solidarno

ś

ci"). Panegirycznemu obrazowi czołowych postaci 

ż

ydowskiej 

"elitki" m.in. Geremka i Michnika towarzyszyły sceny maj

ą

ce zilustrowa

ć

 najgorsze stereotypy 

Polaków jako antysemitów. Sulik w wywiadzie dla "Polityki" z 25 maja 1991 r. broni

ą

c du

ż

ej roli "w

ą

tku 

antysemickiego" w swym filmie wyst

ą

pił z własn

ą

, oryginaln

ą

 definicj

ą

 antysemityzmu: jak kto

ś

 mi 

mówi, 

ż

e w Polsce nie ma antysemityzmu, to my

ś

l

ę

ż

e to jest wła

ś

nie antysemita.

 

Krzysztof Teodor Toeplitz

, redaktor naczelny skrajnie deficytowych postkomunistycznych 

"Wiadomo

ś

ci Kulturalnych", wydawanych od lat z łaski byłego ministra Dejmka kosztem ogromnych 

dotacji z pieni

ę

dzy polskiego społecze

ń

stwa. Jeden z głównych publicystycznych janczarów 

jaruzelszczyzny w dobie stanu wojennego przez całe dziesi

ę

ciolecia nale

ż

ał do autorów najmocniej 

zaanga

ż

owanych w gromieniu Polaków za ich romantyzmy i "bohaterszczyzn

ę

", wyszydzaj

ą

cych cał

ą

 

histori

ę

 Polski jako ci

ą

g bezmy

ś

lnych "rzuca

ń

 si

ę

" nacjonalistycznych i anarchicznych tłumów. 

Uogólnienia o wyj

ą

tkowo strasznym charakterze narodowym Polaków ł

ą

czył ze skrajnymi atakami na 

"polski antysemityzm" i Ko

ś

ciół katolicki (mi

ę

dzy innymi osławiony tekst w polemice wokół Shoah 

Lanzmanna na łamach "Polityki" w 1985 roku. Te tradycje kontynuuj

ą

 redagowane przez niego 

"Wiadomo

ś

ci Kulturalne" (dalej "WK"). W numerze z 12 listopada 1995 r. Toeplitz powołuje si

ę

 z 

aprobat

ą

 na stwierdzenie mało znanego w Polsce 

ż

ydowskiego emigranta-grafomana Andre 

Kami

ń

skiego: Nawet kiedy zniknie st

ą

d ostatni 

Ż

yd, nagonka si

ę

 nie sko

ń

czy. Ka

ż

dy rz

ą

d, który chce 

tu sprawowa

ć

 władz

ę

, musi nas obrzuci

ć

 błotem. Tego chce hołota. W publikowanych na łamach 

"Wiadomo

ś

ci Kulturalnych" tekstach broniono np. antypolskiego komiksu "Maus" Spiegelmana, gdzie 

Ż

ydzi s

ą

 pokazani jako myszy, Niemcy jako koty, a Polacy jako 

ś

winie ("WK" z 13 sierpnia 1995 r.). To 

w "WK" ukazała si

ę

 chyba jedyna dot

ą

d pochwała skrajnie polako

ż

erczego filmu Sztetl Marzy

ń

skiego 

background image

 

(7 lipca 1996). Przypomnijmy, 

ż

e nawet w "Polityce" zdobyto si

ę

 w sprawie filmu Sztetl na słowa 

krytyki nieuczciwych manipulacji re

ż

ysera.

 

Inny jaskrawy przykład hucpy w wykorzystaniu pieni

ę

dzy wyci

ą

ganych z pieni

ę

dzy całego, w 

przewa

ż

aj

ą

cej cz

ęś

ci katolickiego społecze

ń

stwa. Na pierwszej stronie "WK" z 15 maja 1996 r. 

widzimy osławiony rysunek 

ż

ydowskiego karykaturzysty z Francji Rolanda Topora z krzy

ż

em 

umieszczonym w kroczu kobiety.

 

Jak długo b

ę

dzie si

ę

 to wszystko tolerowa

ć

?!

 

 

Michał Cichy

kierownik działu kultury w “Gazecie Wyborczej”. Młody niedokształcony 

publicysta, który postanowił zdoby

ć

 herostratesow

ą

 sław

ę

 dzi

ę

ki zniekształceniu najpi

ę

kniejszych 

tradycji polskiego bohaterstwa - historii Powstania Warszawskiego, i to jeszcze w okresie przygotowa

ń

 

do obchodów jego 50-lecia. Akcj

ę

 oszczerstw rozpocz

ą

ł od opublikowania na łamach dodatku “Gazety 

Wyborczej” - “Gazety o ksi

ąż

kach” (nr 11 1993) recenzji ze wspomnie

ń

 

ż

ydowskiego policjanta Calela 

Pierechodnika. Wyraził w niej zdziwienie, 

ż

e Pierechodnik “przetrwał nawet Powstanie Warszawskie”, 

kiedy "AK i NSZ wytłukły mnóstwo niedobitków z getta” (!!!). “Rewelacje” Cichego zostały pó

ź

niej 

szeroko rozwini

ę

te w jego paszkwilu o “czarnych kartach Powstania Warszawskiego”, drukowanym w 

numerze 24 “Gazety Wyborczej” z 1994 roku. Artykuł roił si

ę

 od skrajnych łgarstw, zdemaskowanych 

ź

niej publicznie przez wybitnych historyków od prof. Tomasza Strzembosza pocz

ą

wszy po red. 

Leszka 

Ż

ebrowskiego. Cichy zarzucał powsta

ń

com warszawskim zamordowanie około 60 

Ż

ydów, jako 

szczególnie wa

ż

ne “

ź

ródło dowodowe” eksponuj

ą

c znanego z łgarstw 

ż

ydowskiego komunistycznego 

pseudohistoryka-politruka Bernarda Marka, dyrektora 

Ż

ydowskiego Instytutu Historycznego w czasach 

stalinowskich. “Twórcz

ą

” działalno

ść

 naukow

ą

 B.Marka (m.in. fałszowanie dokumentów przez 

odpowiednie dopisy) ju

ż

 dawno zdemaskowali nie tylko autorzy polscy (m.in. słynny działacz 

emigracyjnej PPS Adam Ciołkosz), ale i wybitni historycy 

ż

ydowscy (

ż

yj

ą

cy na emigracji w Pary

ż

Michał Borwicz).

 

Leszek 

Ż

ebrowski wydał w 1994 publikacj

ę

 ksi

ąż

kow

ą

 “Paszkwil Wyborczej”, szczegółowo analizuj

ą

c

ą

 

antypowsta

ń

cze i antypolskie fałszerstwa i insynuacje redaktora “GW” M.Cichego, i akcentuj

ą

c

ą

 

odpowiedzialno

ść

 szefa “GW”. Redakcja “Wyborczej” całkowicie przemilczała tak powa

ż

ne 

oskar

ż

enia, godz

ą

ce w jej imi

ę

 - w odr

ę

bnej ksi

ąż

ce - i nigdy nie przeprosiła czytelników za swe 

fałszerstwa. A nadworny “historyk” “GW” Michał Cichy dalej “tworzy”, zaskakuj

ą

c czytelników 

rozmiarami swych zmy

ś

le

ń

. W “Magazynie” nr 21 z 1995 Cichy opublikował obszerny tekst 1945: 

koniec i pocz

ą

tek, stanowi

ą

cy zgodnie z intencjami Michnika wielkie propagandowe łgarstwo, 

wybielaj

ą

ce pocz

ą

tki PRL-u i rol

ę

 sowieckich “wyzwolicieli”.

 

Henryk Dasko

, redaktor w “Ex Libris” (dodatku do “

Ż

ycia Warszawy”). Hucpiarsko bronił tego 

pisma przed krytyk

ą

 znakomitego pisarza z emigracji Włodzimierza Odojewskiego, zarzucaj

ą

cego “Ex 

Libris” reklamowanie “ton zagranicznego chłamu jak i nowomowy”. Dasko “wsławił si

ę

” jednym z 

najbrutalniejszych ataków na ksi

ąż

k

ę

 Joanny Siedleckiej “Czarny ptasior”, demaskuj

ą

c

ą

 

hochsztaplerstwa 

ż

ydowskiego pisarza Jerzego Kosi

ń

skiego. W tek

ś

cie Trucizna (“Ex Libris” z 17 

marca 1994) nazwał Czarnego ptasiora ksi

ąż

k

ą

 nikczemn

ą

, zarzucaj

ą

c autorce antysemityzm godny 

dawniejszych kampanii moczarowskich. Jak komentował Piotr Szwajcer na łamach “Nowych Ksi

ąż

ek” 

(nr 6 z 1994 r.): (...) Mnóstwo ludzi (...) uwa

ż

a, 

ż

e je

ś

li cokolwiek nieprzychylnego powie si

ę

 o osobie 

narodowo

ś

ci 

ż

ydowskiej, nawet gdy s

ą

 to rzeczy prawdziwe, to natychmiast trzeba bi

ć

 na alarm i 

przywoływa

ć

 je

ś

li ju

ż

 nie Holocaust, to przynajmniej Moczara (vide tekst Dasko) (...). Dasko nigdy nie 

przeprosił Siedleckiej za swój nikczemny atak. 

 

Cho

ć

 w 1968 roku nie było 

ż

adnego przypadku przemocy fizycznej wobec 

Ż

ydów, Dasko bez 

ż

enady 

zapewniał na łamach “GW” z 8 stycznia 1990 r. o “prawdziwie pogromowej atmosferze wiosny 1968”. 
Przypomnijmy, 

ż

e nawet taki “europejczyk” jak Jan Kofman, redaktor naczelny KOR-owskiej “Krytyki”, 

pisał w jej numerze 28-29 (s. 65, 66), i

ż

 s

ą

d głosz

ą

cy, 

ż

e w Polsce roku 1968 wytworzyła si

ę

 sytuacja 

pogromowa nijak miał si

ę

 do rzeczywisto

ś

ci (...). Przesada ma to do siebie, 

ż

e przewa

ż

nie chybia 

zało

ż

onego celu (...).

 

background image

 

Alina Grabowska

, czołowa tropicielka “polskiego antysemityzmu”. Dzi

ś

 bryluje jako 

demokratka, sterana w bojach z komunizmem na falach RWE. Nie wspomina jako

ś

 natomiast o 

czasach, gdy jako autorka partyjnego “Głosu Robotniczego” w 1967 roku wypisywała najohydniejsze 
bzdury o RWE, wychwalaj

ą

c re

ż

imowego politruka Janusza Kolczy

ń

skiego (por. tekst 

P.Skórzy

ń

skiego w “Tygodniku Solidarno

ść

” z 23 grudnia 1994). Zanim wyemigrowała z Polski, 

Grabowska zd

ąż

yła jeszcze odpowiednio napi

ę

tnowa

ć

 szermowanie hasłami demokracji przez tzw. 

komandosów (cyt. tam

ż

e).

 

W latach 90. ju

ż

 jako szermierz prawdziwej demokracji Grabowska z pasj

ą

 atakuje ka

ż

dego, kto w 

prasie o

ś

mieli si

ę

 przypomnie

ć

 cokolwiek negatywnego o działaniach jakich

ś

 przedstawicieli “narodu 

wybranego”. Historykowi Andrzejowi Krzysztofowi Kunertowi na przykład dostało si

ę

 od Grabowskiej w 

marcu 1994 za przypomnienie prawdziwych imion rodziców s

ą

dowej morderczyni bohaterskiego 

generała Nila (Fieldorfa), Gurowskiej: Ojca Moryca i matki Frajdy. Na łamach postkomunistycznego 
“Wprost” z 11 grudnia 1994 Grabowska napi

ę

tnowała 

ź

ródłow

ą

 ksi

ąż

k

ę

 Petera Rainy o kulisach 

zbrodni na synu Bolesława Piaseckiego w 1956 roku twierdz

ą

c, 

ż

e w RFN autorzy i wydawca takiej 

ksi

ąż

ki stan

ę

liby rzekomo przed s

ą

dem za “podjudzanie do nienawi

ś

ci rasowej”. W “

Ż

yciu Warszawy” 

z 11 lutego 1994 Grabowska napi

ę

tnowała publikowane na łamach “Gazety Polskiej” listy w sprawie 

Ż

ydów, twierdz

ą

c, 

ż

e w kraju demokratycznym nakład takiego pisma byłby skonfiskowany. Jak wida

ć

 

Alina Grabowska, mimo długiego sta

ż

u w RWE, dalej hołduje do

ść

 szczególnemu modelowi 

demokracji. Os

ą

dzi

ć

, ukara

ć

, skonfiskowa

ć

 - oto jej trzy ulubione słowa skrzydlate. Jeszcze w 1990 

roku Grabowska wyró

ż

niła si

ę

 wytropieniem rzekomego antysemityzmu na plakacie wyborczym 

ZChN. Jak perorowała podczas telewizyjnego “Studia Foksal” z wyra

ź

n

ą

 zgroz

ą

 w oczach: wywo

ż

eni 

na taczkach komuni

ś

ci maj

ą

 wybitnie semickie rysy twarzy. Ciekawe, co jeszcze wytropi tego typu 

tropicielka?

 

Stanisława Grabska

, wiceprzewodnicz

ą

ca warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, 

znana z wielce nieudolnych, bo opartych wył

ą

cznie na jej domysłach, a nie na faktach, próbach 

obrony linii “Tygodnika Powszechnego” jako swoistej wyroczni przez cał

ą

 histori

ę

 jego istnienia. Córka 

byłego działacza endeckiego, który poprzez ró

ż

ne zakr

ę

ty historii zaw

ę

drował na stanowisko 

wiceprzewodnicz

ą

cego Krajowej Rady Narodowej, swym post

ę

powaniem pod koniec 

ż

ycia skrajnie 

rozczarowuj

ą

c rodaków (por. np. wspomnienia lwowianki Barbary M

ę

karsko-Kozłowskiej Burza nad 

Lwowem, Londyn 1992, s. 238). W polemikach ze Stanisławem Michalkiewiczem i ze mn

ą

 na łamach 

“Słowa-Dziennika Katolickiego” Grabska uznała za “rasizm” doszukiwanie si

ę

 u współobywateli 

pochodzenia obcego - niemieckiego, 

ż

ydowskiego, ukrai

ń

skiego czy jeszcze innego (!!!). Gdyby 

przyj

ąć

 jej zarzuty za słuszne, to nale

ż

ałoby w pierwszym rz

ę

dzie uzna

ć

 za rasist

ę

 jej ojca prof. 

Stanisława Grabskiego. W zapiskach publikowanych po

ś

miertnie na emigracji swoi

ś

cie tłumaczył on 

sw

ą

 przedziwn

ą

 karier

ę

 jako wiceprzewodnicz

ą

cego marionetkowej bierutowskiej Krajowej Rady 

Narodowej. Pisał, 

ż

e Polacy musz

ą

 wchodzi

ć

 w słu

ż

b

ę

 nowej władzy, bo inaczej zostanie ona 

zdominowana wył

ą

cznie przez ró

ż

nych karierowiczów 

ż

ydowskiego pochodzenia.

 

Ostatnio filosemityzm p. Grabskiej znalazł wyraz w do

ść

 szczególnym, jak na wiceprzewodnicz

ą

c

ą

 

warszawskiego KIK-u, wywiadzie (w “Rzeczypospolitej” z 12 lipca 1996). Opowiedziała si

ę

 w nim 

faktycznie za spełnieniem bezczelnych 

żą

da

ń

 Elie Wiesela, dla którego krzy

ż

e w Auschwitz i Birkenau 

s

ą

 obelg

ą

. Bo chrze

ś

cijanie w Polsce “powinni bardziej uwzgl

ę

dnia

ć

 wra

ż

liwo

ś

ci 

ż

ydowskie ni

ż

 

żą

da

ć

ż

eby 

Ż

ydzi uwzgl

ę

dniali wra

ż

liwo

ś

ci nasze”. A wi

ę

c liczmy si

ę

 - zdaniem p. Grabskiej - z tym, 

ż

Ż

ydzi 

“chc

ą

 mie

ć

 tam tylko symbole 

ż

ydowskie” i “nie chc

ą

 na tym terenie 

ż

adnych innych znaków. W tym 

kontek

ś

cie niewa

ż

ne jest oczywi

ś

cie to, czego chc

ą

 potomkowie pomordowanych chrze

ś

cijan - 

Polaków (!).

 

Małgorzata Niezabitowska

, była minister w rz

ą

dzie T.Mazowieckiego, jego rzecznik 

prasowy. W przygotowanej wraz z m

ęż

em i wydanej w USA, Austrii i Niemczech ksi

ąż

ce Ostatni 

Ż

ydzi 

polscy, jednostronnie przedstawiła 

Ż

ydów polskich jako biedne, wymieraj

ą

ce resztki starych pokole

ń

przemilczaj

ą

c prawd

ę

 o bardzo du

ż

ych faktycznych wpływach lobby 

ż

ydowskiego w ró

ż

nych sferach 

ż

ycia w Polsce. Jako rzecznik prasowy rz

ą

du Mazowieckiego odpowiedzialna za skandalicznie wr

ę

cz 

słab

ą

 oficjaln

ą

 reakcj

ę

 strony polskiej na polako

ż

ercz

ą

 wypowied

ź

 premiera Izraela Icchaka Szamira z 

1989 roku, zarzucaj

ą

c

ą

 Polakom, 

ż

e antysemityzm wyssali jako naród z mlekiem matki. “Wra

ż

liwo

ść

” 

Niezabitowskiej na tragedie polskiego losu dobrze ilustruje jej zachowanie po oficjalnej wizycie w 

background image

 

Katyniu. Po powrocie z miejsca ka

ź

ni tysi

ę

cy Polaków “odpr

ęż

ała si

ę

” ta

ń

cami na balu wraz z 

premierem T.Mazowieckim.

 

Andrzej Os

ę

ka

, publicysta “Gazety Wyborczej”. Krytyk sztuki, który wyspecjalizował si

ę

 w 

rozlicznych atakach na “polski antysemityzm”, “zdziczenie i ciemnot

ę

” polskiej prasy patriotycznej etc. 

Kiedy

ś

 posun

ą

ł si

ę

 do nazwania Jana Olszewskiego “falangist

ą

”. Szczególnie nienawidzi jakichkolwiek 

odniesie

ń

 do słowa “naród”; pragnie, by Polacy si

ę

 wr

ę

cz wyrzekli tego słowa. W “GW” z 21 

pa

ź

dziernika 1991 pisał: wszystko niemal, co przedstawia si

ę

 w polityce jako NARODOWE, jest 

ponure i sycz

ą

ce nienawi

ś

ci

ą

. W “GW” z maja 1993 (nr 106) Os

ę

ka wyst

ą

pił z felietonem pod 

wymownym tytułem: Boj

ę

 si

ę

 słowa naród, tłumacz

ą

c swe obawy tym, 

ż

e słowo “naród” mo

ż

e by

ć

 

wykorzystywane do deprecjonowania “innych”, “obcych”. Tekst Os

ę

ki wywołał polemiczne uwagi 

R.D.Goldsteina z Krakowa, w “GW” z 25 maja 1993 r.: (...) W Izraelu nikt nie 

ś

mie napisa

ć

, po co 

u

ż

ywa

ć

 terminu “naród 

ż

ydowski”. Zachód daje nam przykłady, dlaczego warto w imi

ę

 narodu broni

ć

 

swych interesów (...).

 

Dariusz Rosati

, postkomunista, minister spraw zagranicznych. Wychowanek i zaanga

ż

owany 

pracownik partyjny Szkoły Głównej Planowania i Statystyki, nazywanej w swoim czasie “Czerwon

ą

 

Ober

żą

” ze wzgl

ę

du na rol

ę

 ku

ź

ni marksistowskiego my

ś

lenia w gospodarce. W PZPR od 1966 roku 

(miał wtedy 20 lat) do rozwi

ą

zania w 1990 r., I sekretarz PZPR na SGPiS w stanie wojennym. Członek 

Rady Nadzorczej osławionego FOZZ, co było powodem odrzucenia jego kandydatury do rz

ą

du 

Pawlaka przez prezydenta RP. Natychmiast po tym, jak został ministrem spraw zagranicznych w 
rz

ą

dzie Cimoszewicza wyst

ą

pił ze skierowan

ą

 do 

Ś

wiatowego Kongresu 

Ż

ydów pro

ś

b

ą

 o 

przebaczenie za wydarzenia kieleckie 1946, o

ś

wiadczaj

ą

c: Jest nam wstyd za to, 

ż

e Polacy dokonali 

tej zbrodni. Przepraszał w imieniu narodu polskiego (!!!) zamiast PZPR, z któr

ą

 był zwi

ą

zany przez 

ć

wier

ć

 wieku.

 

Julian Stryjkowski

, typowy przedstawiciel 

ż

ydowskiej inteligencji, przez dziesi

ę

ciolecia 

prze

ż

ywaj

ą

cej “przygod

ę

 z komunizmem (był ł

ą

cznie 34 lata w partii komunistycznej, pocz

ą

wszy od 

skrajnie antypolskiej Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy w 1934 roku). Dziennikarz 
kolaboranckiego i polako

ż

erczego “Czerwonego Sztandaru” 1939-1941, członek redakcji 

targowickiego organu ZPP “Wolna Polska” w latach 1943-1946. Autor socrealistycznej ksi

ąż

ki Bieg do 

Fragala (1951). Cho

ć

 kiedy

ś

 przyznał publicznie na spotkaniu promocyjnym w “Czytelniku”, 

ż

e “czuje 

si

ę

 winny” propagowania stalinizmu, dzi

ś

 dalej mentorsko poucza Polaków. W ró

ż

nych wypowiedziach 

atakuje rzekomo niezwykle gro

ź

ny “polski antysemityzm”, który stał si

ę

 niezwykle agresywny i 

wulgarny” (por. “Wprost” z 2 grudnia 1990). Polsk

ę

 zdecydowanie odrzuca. Jak stwierdził w wywiadzie 

dla “Rzeczypospolitej” z 2-3 pa

ź

dziernika 1993: (...) ja si

ę

 teraz czuj

ę

 proizraelski, izraelocentryczny 

(...) po wszystkich historiach antysemickich Polska nie jest moj

ą

 ojczyzn

ą

.

 

Jerzy Tomaszewski 

- przez par

ę

 dziesi

ę

cioleci zdobywał ostrogi na deformowaniu historii 

Polski Niepodległej 1918-1939, przedstawianiu jej jako kraju absolutnej n

ę

dzy i stagnacji. W wydanej 

wspólnie ze Zbigniewem Landau ksi

ąż

ce Trudna niepodległo

ść

 (Warszawa 1968, wyd. partyjne KiW, 

s. 132) pisał, i

ż

 “dominuj

ą

c

ą

 cech

ą

” gospodarki polskiej w latach 1918-1939 była stagnacja (!!!). Kilka 

stron dalej (s. 139) dowiadujemy si

ę

 za

ś

ż

e po 1945 r. dzi

ę

ki wkroczeniu na drog

ę

 socjalistycznych 

przemian nast

ą

pił szybki i wszechstronny rozwój całego kraju. Nowy ustrój wyzwolił w pełni twórcze 

zdolno

ś

ci - patriotyzm i inicjatyw

ę

 mas ludowych. Dziesi

ę

ciolecia kłamstw o stagnacji gospodarki 

Drugiej Rzeczpospolitej Tomaszewski musiał przerwa

ć

 w latach osiemdziesi

ą

tych - oczernianie 

dorobku Polski 1918-1939 stało si

ę

 troch

ę

 niemodne (Jaruzelskiemu imponował wzorzec silnych 

rz

ą

dów Piłsudskiego). Tomaszewski błyskawicznie przerzucił si

ę

 na tematyk

ę

 mniejszo

ś

ci 

narodowych. Z dnia na dzie

ń

 stał si

ę

 głównym specjalist

ą

 od bada

ń

 stosunków polsko-

ż

ydowskich. I 

kłamał dalej. Kto raz przywykł do kłamania o historii... Tym razem główn

ą

 metod

ą

 prof. 

Tomaszewskiego stało si

ę

 tendencyjne przedstawianie dziejów stosunków polsko-

ż

ydowskich jako 

jednego ci

ą

gu win polskich wobec 

Ż

ydów, dyskryminowanie biednej mniejszo

ś

ci 

ż

ydowskiej przy 

skrajnym wybielaniu roli 

Ż

ydów-litwaków w rusyfikowaniu Polski, czy 

Ż

ydów-komunistów w 

organizowaniu antypolskiej Targowicy.

 

Szczególne oburzenie w 

ś

rodowiskach patriotycznych wywołała ksi

ąż

eczka Jerzego Tomaszewskiego 

Mniejszo

ś

ci narodowe w Polsce XX wieku, zakwalifikowana 14 maja 1991 przez ministra edukacji 

narodowej do u

ż

ytku szkolnego. Profesor Leszek Tomaszewski uznał j

ą

 jako "antywychowawcz

ą

background image

 

depatriotyzuj

ą

c

ą

, mniejszo

ś

ciowocentryczn

ą

, destrukcyjn

ą

, wr

ę

cz kłamliw

ą

". Dr Andrzej Leszek 

Szcze

ś

niak nazwał j

ą

 ju

ż

 w tytule swej recenzji Ksi

ąż

k

ą

 ociekaj

ą

c

ą

 nienawi

ś

ci

ą

 (“Polska Dzisiaj”, maj-

czerwiec 1992, s. 18-19). Uwagi dr. A.L.Szcze

ś

niaka na temat kłamstw ksi

ąż

ki prof. 

J.Tomaszewskiego posłu

ż

yły do zło

ż

enia w Sejmie 22 kwietnia 1992 interpelacji przez posła Stefana 

Pastuszewskiego, po której minister edukacji narodowej Andrzej Stelmachowski poinformował, 

ż

e nie 

zakłada si

ę

 klauzuli przewiduj

ą

cej dalsze wydania tej ksi

ąż

ki i nie wpisano jej do rejestru 

podr

ę

czników i ksi

ąż

ek pomocniczych na kolejny rok szkolny. Tak ostro zaatakowana ksi

ąż

eczka 

Tomaszewskiego zawierała niezwykle wiele tendencyjnych banialuk o “polskich nacjonalistach” jako 
głównych winowajcach złych stosunków z innymi narodami (inne nacjonalizmy były skrajnie 
wybielane). Wybielane były te

ż

 rz

ą

dy sowieckie. Jerzy Tomaszewski pisał, 

ż

e przy nich młodzie

ż

 

proletariacka (...) zyskała nieznane dawniej szanse awansu społecznego. W szczególny sposób 
tłumaczył prof. Jerzy Tomaszewski sowieckie represje wobec ró

ż

nych warstw społecze

ń

stwa na 

kresach: “Represje spotkały natomiast tych przedstawicieli społecze

ń

stwa polskiego, których uznano 

za nale

żą

cych do warstw sprawuj

ą

cych władz

ę

 i uciskaj

ą

cych proletariat, chłopów oraz mniejszo

ś

ci". 

W interpelacji poselskiej zapytywano w zwi

ą

zku z tym: Czy

ż

by autor przez podanie fałszywych 

informacji zamierzał przekona

ć

 czytelników, 

ż

e bolszewicy wymierzyli sprawiedliwo

ść

 i ukarali polskich 

wyzyskiwaczy? Czy potworna tragedia ludno

ś

ci kresowej (polskiej, 

ż

ydowskiej, ukrai

ń

skiej, 

białoruskiej) da si

ę

 sprowadzi

ć

 do “warstw sprawuj

ą

cych władz

ę

”? Czy do nich zalicza autor tak

ż

niemowl

ę

ta, których zamarzni

ę

te trupki wyrzucali enkawudy

ś

ci z transportów (...).

 

Pomimo przej

ś

ciowych niepowodze

ń

 i demaskacji autor tych i licznych innych brecht profesor Jerzy 

Tomaszewski znakomicie prosperuje na niwie naukowej. Jest czołowym po

ś

ród badaczy 

ż

ydowskich, 

którzy zmonopolizowali badanie historii stosunków polsko-

ż

ydowskich pod jego redakcj

ą

 ukazała si

ę

 

główna pozycja na ten temat: Najnowsze dzieje 

Ż

ydów w Polsce, pełna przeró

ż

nych deformacji 

(zwłaszcza w cz

ęś

ci opracowanej przez samego J.Tomaszewskiego). Profesor Tomaszewski mo

ż

liczy

ć

 dalej na nieograniczone poparcie “czerwonych” i “ró

ż

owych” "europejczyków" w swych 

tendencyjnych uogólnieniach na temat Polski i Polaków; reprezentuje Polsk

ę

 z odpowiednimi skutkami 

na posiedzeniach polsko-izraelskiej konferencji podr

ę

cznikowej. I nie prostuje nigdy 

ż

adnego ze 

swych jak

ż

e licznych “potkni

ęć

” badawczych. Na przykład dot

ą

d nie przeprosił czytelników za 

zawierzenie sfałszowanemu przez 

ż

ydowskich autorów raportowi o pogromie we Lwowie (por. 

demaskacj

ę

 fałszu i “potkni

ę

cia” J.Tomaszewskiego, który fałszowi zawierzył, bo bardzo chce zawsze 

uwierzy

ć

 we wszystko, co 

ś

wiadczy niekorzystnie o Polakach - “Dzieje Najnowsze” nr 4 z 1993 r., s. 

163-173).

 

Dawid Warszawski (Gebert

), publicysta "Gazety Wyborczej", jest synem starego działacza 

komunistycznego. Jego ojciec był jednym z czołowych działaczy Komunistycznej Partii Stanów 
Zjednoczonych, a pó

ź

niej mi

ę

dzy innymi redaktorem naczelnym słu

ż

alczego organu zwi

ą

zków 

zawodowych "Głosu Pracy" w czasach stalinizmu (jego zast

ę

pc

ą

 w tym organie był przez kilka lat 

ojciec Adama Michnika Ozjasz Szechter). W latach 1960-1967 ojciec Dawida Warszawskiego był 
ambasadorem PRL w Turcji.

 

W 1989 roku Warszawski odegrał pierwszorz

ę

dn

ą

 rol

ę

 w koordynowaniu napa

ś

ci na Prymasa Polski 

Józefa Glempa po jego homilii w sprawie o

ś

wi

ę

cimskiego Karmelu. Mi

ę

dzy innymi zapocz

ą

tkował 

seri

ę

 ataków na Prymasa Glempa na łamach "Polityki" (nr 36 z 1989 roku) artykułem Troch

ę

 mniej w 

domu. Zarzucił tam Prymasowi rzekome zburzenie dialogu z 

Ż

ydami, okre

ś

laj

ą

c jego homili

ę

 jako 

skrót tego "podglebia, na którym odradza si

ę

 antysemityzm". Wyst

ą

pił z artykułami-"donosami" na 

Prymasa równie

ż

 w prasie zagranicznej. Na przykład na łamach ameryka

ń

skiego "New Leader" z 4 

wrze

ś

nia 1989 głosił: W ubiegłym miesi

ą

cu Prymas Glemp wygłosił antysemick

ą

 homili

ę

. Niektórzy 

obserwatorzy upatruj

ą

 w wyst

ą

pieniu Glempa krok w stron

ę

 utworzenia ruchu nacjonalistycznego, 

bardziej podatnego na sugestie ze strony Prymasa i jego czołowego doradcy, antysemity Macieja 
Giertycha, ni

ż

 Solidarno

ść

 (...).

 

Warszawski (Gebert) jest podobnie jak Michnik i liczni inni przedstawiciele społeczno

ś

ci 

ż

ydowskiej w 

Polsce swego rodzaju obrotowym 

Ż

ydo-Polakiem. Zale

ż

nie od potrzeby przedstawia si

ę

 raz jako 

Ż

yd, 

raz jako Polak. W Polsce najcz

ęś

ciej funkcjonuje jako członek 

ż

ydowskiej gminy wyznaniowej w 

Warszawie. Kiedy jednak chciał szczególnie mocno zaatakowa

ć

 Prymasa Polski J.Glempa na łamach 

ameryka

ń

skiego 

ż

ydowskiego periodyku "Tikkun", to podpisał swój artykuł jako "polski dziennikarz" i 

członek "Solidarno

ś

ci". Miało to uczyni

ć

 tym bardziej wiarygodne jego twierdzenie, i

ż

 wielu Polaków 

background image

 

traktuje Glempa jako aroganta i głupca (por. "Tikkun", vol. 4, nr 6, s. 92). W tek

ś

cie nie zabrakło 

jeszcze gorszych epitetów, godnych "europejczyka" z "GW").

 

Antychrze

ś

cija

ń

ski fanatyzm Dawida Warszawskiego jest wr

ę

cz przysłowiowy. Kiedy w 1994 roku sam 

Michnik uznał dalsze popieranie awanturniczego rabina-prowokatora Weissa za niemo

ż

liwe i odci

ą

ł 

si

ę

 od jego ch

ę

ci "sprowokowania awantury", Warszawski wyst

ą

pił w obronie Weissa na łamach 

"GW", kompromituj

ą

c si

ę

 totalnie. Polemizuj

ą

c ze stwierdzeniem Michnika, 

ż

e ju

ż

 pierwsza wizyta 

Weissa doprowadziła do awantury, Warszawski napisał: Awantury polegały na tym, 

ż

e rabin Weiss 

został pobity przez robotników remontuj

ą

cych ko

ś

ciół. To troszeczk

ę

 tak, jakby napisa

ć

ż

e działalno

ść

 

podziemnej "Solidarno

ś

ci" doprowadziła do awantur z policj

ą

. Tak ewidentne bzdury zmusiły Michnika 

do kolejnego komentarza, głosz

ą

cego, 

ż

e: Rabin Weiss latem 1989 roku wtargn

ą

ł na teren klasztoru 

ż

e

ń

skiego bez zgody wła

ś

cicieli. Dot

ą

d my

ś

lałem, 

ż

e dla ka

ż

dego z obserwatorów jest to klasyczny 

przykład prowokowania awantury. Co to ma wspólnego z policj

ą

 i podziemn

ą

 "Solidarno

ś

ci

ą

"? (...).

 

Innym przejawem skrajnego fanatyzmu religijnego Warszawskiego był jego stosunek do sprawy uboju 
rytualnego. Ostro wypowiadał si

ę

 przeciw mo

ż

liwo

ś

ci wydania przez Sejm zakazu okrutnego 

rytualnego uboju zwierz

ą

t bez oszołomienia, poprzez ich powolne wykrwawianie. Groził, 

ż

e taki zakaz 

mógłby by

ć

 odczytany w 

ś

wiecie jako wybuch polskiego antysemityzmu i mógłby spowodowa

ć

 bojkot 

Polski ze strony organizacji 

ż

ydowskich (w tej sprawie polemizowała z nim nawet Alina Grabowska). 

Przypomnijmy, 

ż

e w licznych krajach, mi

ę

dzy innymi w Szwajcarii, Norwegii i Szwecji istnieje od 

dawna zakaz uboju rytualnego, a w wielu innych krajach ubój ten został bardzo znacznie ograniczony 
przepisami prawa.

 

Warszawski niejednokrotnie przedstawiał bardzo kłamliwie obraz stosunków polsko-

ż

ydowskich i ich 

historii. Stawiał na przykład zarzut oboj

ę

tno

ś

ci wi

ę

kszo

ś

ci społecze

ń

stwa polskiego wobec zagłady 

Ż

ydów. Przypomnijmy, 

ż

e według 

ź

ródłowej udokumentowanej pracy Teresy Prekerowej, historyk 

zwi

ą

zanej z 

Ż

ydowskim Instytutem Historycznym - w ok. 12 proc. mieszka

ń

 - co w ósmym polskim 

mieszkaniu - sublokatorami przez kilka miesi

ę

cy lub przez całe lata byli 

Ż

ydzi (cyt. za recenzj

ą

 

T.Schoena z ksi

ąż

ki T.Prekerowej, "Znak", luty-marzec 1983, s. 547). Czy to było mało w warunkach, 

gdy tylko w Polsce - w odró

ż

nieniu od Francji, Danii, Holandii, W

ę

gier czy Rumunii, za ukrywanie 

Ż

yda 

groziła natychmiastowa 

ś

mier

ć

 z r

ę

ki niemieckich okupantów?! Warszawskiego cechuje swoista 

mentalno

ść

 Kalego. W "GW" (nr 125 z 1991 r.) twierdził na przykład w zwi

ą

zku z niefortunnymi 

przeprosinami Wał

ę

sy w Izraelu, i

ż

 (...) winy narodu polskiego wobec 

ż

ydowskiego zostały uznane. 

Nie było win narodu 

ż

ydowskiego wobec polskiego - lecz były winy licznych 

Ż

ydów wobec Polski. 

Dodajmy, 

ż

e przy ró

ż

nych okazjach Warszawski wybielał jak mógł rol

ę

 

Ż

ydów w komunizmie i w UB, 

akcentował tez

ę

: "Ta

ń

czyli

ś

my na cudzym weselu". Nie wyja

ś

nił tylko ile i jak wielu 

Ż

ydów-komunistów 

skorzystało na tych ta

ń

cach przez dziesi

ę

ciolecia kosztem ujarzmionych z ich pomoc

ą

 narodów 

Europy 

Ś

rodkowej.

 

Andrzej 

Ż

uławski

, re

ż

yser filmowy, przez wiele lat tworzył na Zachodzie, głównie pełne 

szale

ń

stwa i histerii filmy dla epatowania widzów (film 

ę

kitna nuta etc.). Jego ksi

ąż

k

ę

 Lity bór krytyka 

uznała w swoim czasie za "ambitn

ą

 kl

ę

sk

ę

 rozhisteryzowanego artysty". W telewizyjnym programie Po 

co nam... 

Ż

ydzi (wiosn

ą

 1996) wyst

ą

pił ze skrajnie przejaskrawion

ą

 krytyk

ą

 mniemanego polskiego 

antysemityzmu. Jego przejawem miało by

ć

 mi

ę

dzy innymi niedocenienie pseudoodkry

ć

 

ż

ydowskiej 

autorki Jadwigi Maurer na temat rzekomego 

ż

ydowskiego pochodzenia Adama Mickiewicza. W 

"Sztandarze Młodych" 

Ż

uławski popisał si

ę

 kolejnym uogólnieniem: Nieprzetłumaczalny Mickiewicz, 

jeden z najlepszych poetów w ogóle. Mistyk. 

Ż

yd (...). Dyrektor Muzeum Literatury w Warszawie 

Janusz Odrow

ąż

-Pieni

ąż

ek wy

ś

miał na łamach "Rzeczypospolitej" z 13-14 lipca 1996 r. dywagacje 

Ż

uławskiego jako skrajne nadu

ż

ycie i przykład koniunkturalnego filosemityzmu, równie odra

ż

aj

ą

cego 

jak prymitywny antysemityzm. Przypomniał, 

ż

e wbrew 

Ż

uławskiemu i Maurer nie ma 

ż

adnego, 

dosłownie 

ż

adnego dowodu 

ż

ydowsko

ś

ci A.Mickiewicza. Były natomiast w jego twórczo

ś

ci teksty o 

bardzo anty

ż

ydowskim tonie (Pchła i rabin z 1825 roku, Wiersze Franciszka Grzymały Do Franciszka 

Grzymały z 1832 r., zdanie o dziecku od 

Ż

ydów kłutym igiełkami w "Panu Tadeuszu", czy par

ę

 bardzo 

przykrych dla 

Ż

ydów przypowie

ś

ci w Ksi

ę

gach Pielgrzymstwa. 

"NASZA POLSKA" NR 32/1996

 

  

background image

 

10 

Jerzy Baczy

ń

ski

, redaktor naczelny "Polityki". Podobnie jak jego poprzednik na tym 

stanowisku, Jan Bijak, odpowiedzialny za rol

ę

 odgrywan

ą

 przez "Polityk

ę

" jako jednego z czołowych 

centrum lobby filosemickiego w prasie, za ci

ą

głe podwa

ż

anie i o

ś

mieszanie polskich tradycji 

narodowych i warto

ś

ci chrze

ś

cija

ń

skich. Za paszkwilanckie teksty R.M.Gro

ń

skiego i L.Stommy, za 

nagonk

ę

 S.Podemskiego na ks. H.Jankowskiego etc.

 

Beata Chmiel,

 redaktor naczelna dodatku "Ex Libris" do "

Ż

ycia Warszawy", odpowiedzialna 

za rol

ę

 odgrywan

ą

 przez to pismo jako jedn

ą

 z trybun antywarto

ś

ci. Pod jej kierownictwem "Ex Libris" 

stało si

ę

 jednym z uczestników nagonki na Jadwig

ę

 Siedleck

ą

 za Czarnego ptasiora, tu zaatakowano 

Dzienniki powojenne Marii D

ą

browskiej za rzekom

ą

 anty

ż

ydowsk

ą

 ksenofobi

ę

. Zaatakowano równie

ż

 

ksi

ąż

k

ę

 

ż

ydowskiego publicysty Johna Sacka Oko za oko za pokazanie prawdy o 

Ż

ydach w UB, 

przypuszczono atak na Wojciecha Cejrowskiego.

 

Krystyna Kersten -

 historyk. Od dłu

ż

szego czasu jest czołow

ą

 przedstawicielk

ą

 lobby 

filosemickiego w sferze bada

ń

 nad histori

ą

 najnowsz

ą

. Mogły si

ę

 o tym naocznie przekona

ć

 milionowe 

rzesze telewidzów ogl

ą

daj

ą

cych 20 czerwca 1996 r. program Szczepana 

Ż

aryna o mordzie kieleckim 

Kerstenowa nie znaj

ą

c faktów, wykluczyła by były dowody, 

ż

e w czasie zaj

ść

 kieleckich ubowcy byli 

przebrani za andersowców.

 

W tendencyjno

ś

ci i fałszowaniu historii zaprawiała si

ę

 za młodu. W 1965 wydała na wiele lat swe 

najwa

ż

niejsze "dzieło" - panegiryczn

ą

 ksi

ąż

k

ę

 o marionetkowej agenturze Sowietów - PKWN-ie. W 

ksi

ąż

ce z werw

ą

 wychwalała "m

ą

dr

ą

 polityk

ę

 obozu demokratycznego" (!!!) i pi

ę

tnowała Armi

ę

 

Krajow

ą

, która "dyskredytowała polityk

ę

 władz ludowych w oczach narodu" (K.Kersten: Polski Komitet 

Wyzwolenia Narodowego 22 VII-31 XII 1944, Lublin 1965, s. 94). Na s. 100 oskar

ż

ała podziemie o 

"podsycanie dezorientacji i nieufno

ś

ci", na stronie dalej pisała o "zastraszaniu ludno

ś

ci przez 

polityczne podziemie". Wszystko to Kersten pisała o czasie, kiedy wojska sowieckie z pomoc

ą

 NKWD 

tysi

ą

cami wywoziły na Syberi

ę

 najlepszych patriotów polskich, zdradziecko wyłapywały AK-owców.

 

Demaskowała "kompleks antyrosyjski" (s. 188), reakcyjny "

ś

wiat odchodz

ą

cy w przeszło

ść

" (s. 222). 

Zapewniała w skrajnym ówczesnym 

ż

argonie: Do

ś

wiadczenia kilkudziesi

ę

ciu lat historii rewolucyjnego 

ruchu robotniczego nauczyły polskich komunistów doceniania leninowskiej zasady sojuszników w 
rewolucji 
(s. 205).

 

Prawdziwe uj

ś

cie dla swej tendencyjno

ś

ci znalazła w odpowiednim przedstawianiu historii stosunków 

polsko-

ż

ydowskich pod k

ą

tem ci

ą

głego tropienia "brzydkiej choroby" antysemityzmu (por. tekst 

Kerstenowej w "Rzeczypospolitej" z 15-16 wrze

ś

nia 1990). I tropi ten "antysemityzm per fas et nefas"

posuwaj

ą

c si

ę

 czasami do najskrajniejszych nieprawd. Na przykład w "Polityce" z 8 czerwca 1996 r. 

artykuł Kerstenowej pt. R

ę

ka Polaka o pogromie kieleckim został zilustrowany kilkoma zdj

ę

ciami, 

maj

ą

cymi pokaza

ć

 rzekome okrucie

ń

stwo polskiego tłumu. Na nieszcz

ęś

cie dla Kerstenowej 

czytelnicy szybko zdemaskowali 

ż

ałosn

ą

 wpadk

ę

 - rzekomo zdj

ę

cie przedstawiaj

ą

ce Polaków 

zabijaj

ą

cych 

Ż

ydów w Kielcach zidentyfikowano jako zdj

ę

cie publikowane ju

ż

 ponad 15 lat temu, w 

1979 roku w wydawnictwie "Stein and Day", z oryginalnym podpisem Litwini morduj

ą

cy 

Ż

ydów na 

ulicach Kowna. Na zdj

ę

ciu wyra

ź

nie wida

ć

 postacie dwóch osób ubranych w niemieckie mundury (por. 

uwagi Jana EngelgardaOblicza antypolonizmu ("My

ś

l Polska" 21 lipca 1996 i pogmatwane, 

nieporadne tłumaczenie si

ę

 red. "Polityki" z 15 czerwca 1996, s. 74).

 

Pospieszne pisanie na akord cz

ę

sto ju

ż

 gubiło Kerstenow

ą

. Na przykład w ksi

ąż

ce Polacy, 

Ż

ydzi, 

komunizm. Anatomia półprawd 1939-68 (Warszawa 1992), staraj

ą

c si

ę

 maksymalnie pomniejszy

ć

 

liczb

ę

 

Ż

ydów, którzy opu

ś

cili ZSRR wraz z armi

ą

 Andersa, podała ich liczb

ę

 na zaledwie 1 300 osób 

(s. 60). Zapomniała jednak co przekłamała i na s. 67 na pisała ju

ż

 o 3 400 

ż

ołnierzach 

Ż

ydach, na s. 

69 o około 4 tysi

ą

cach. Ksi

ąż

ka Kerstenowej to rzeczywi

ś

cie jedna wielka antologia półprawd i 

ć

wier

ć

prawd, tyle 

ż

e wyszły spod pióra autorki. Pocz

ą

wszy od przedziwnych proporcji ksi

ąż

ki. W 185-

stronicowej ksi

ąż

ce o latach 1939-1968 Kerstenowa prze

ś

lizguje si

ę

 na zaledwie trzech 

stronach nad spraw

ą

 antypolskiej kolaboracji z Sowietami wielkiej cz

ęś

ci 

Ż

ydów w latach 1939-

1941. Za to próbuje gołosłownie sugerowa

ć

ż

e w ogóle chodzi tu o jaki

ś

 "polski mit o 

Ż

ydach pod 

okupacj

ą

 sowieck

ą

", o deformacj

ę

 wynikł

ą

 z wyolbrzymienia jednych zjawisk, a pozostawienia w 

cieniu innych. Wszystko wbrew licznym 

ś

wiadectwom dokumentuj

ą

cym fakty kolaboracji 

Ż

ydów, w tym 

raportu Jana Karskiego z lutego 1940 roku (w przygotowanej do druku rozszerzonej znacznie wersji 

background image

 

11 

moich Dziejów grzechu z "Naszej Polski" na ponad 35 stronach omawiam rozliczne przykłady 
kolaboracji 

Ż

ydów na Kresach w latach 1939-1941).

 

W tej samej ksi

ąż

ce Kerstenowa robi, co mo

ż

e dla pomniejszenia liczby 

Ż

ydów w UB, twierdz

ą

c, 

ż

stanowili oni jakoby tylko 1,7 proc. ogółu pracowników bezpieki. Milczy o faktach dowodz

ą

cych 

absolutnego opanowania "wierchuszki" urz

ę

dów bezpiecze

ń

stwa i samego Ministerstwa 

Bezpiecze

ń

stwa Publicznego przez 

Ż

ydów-ubeków, których liczba lawinowo wzrastała. W tej samej 

ksi

ąż

ce na ponad 50 stronach Kerstenowa robi, co mo

ż

e dla zamulenia całej prawdy o mordzie 

kieleckim, akcentuj

ą

c, 

ż

e nie ma przekonywaj

ą

cych dowodów na temat, kto był rzeczywistym sprawc

ą

 

wydarze

ń

. By za to zaakcentowa

ć

 tym silniej, jak

ą

 to rol

ę

 w wydarzeniach mogły zagra

ć

 polskie fobie, 

zacofanie kieleckiej ludno

ś

ci, "uprzedzenia, mity, korzeniami si

ę

gaj

ą

ce 

ś

redniowiecza". Polacy s

ą

 

zreszt

ą

 u Kerstenowej zawsze za wszystko winni. W "My

ś

li Polskiej" z 16-31 stycznia 1993 

pisano o telewizyjnym filmie Akcja Wisła autorstwa K.Kersten jako o filmie "jednostronnym i 
antypolskim".

 

Znaj

ą

c skrajn

ą

 tendencyjno

ść

 K.Kersten na niekorzy

ść

 Polski i Polaków, jej fanatyczne tropienie 

"polskiego antysemityzmu", mo

ż

na tylko ubolewa

ć

ż

e tego typu "badaczka" niejednokrotnie 

reprezentowała stron

ę

 polsk

ą

 w rozmowach z historykami izraelskimi. I to jak "reprezentowała"! 

Zapytajmy, czy to jest całkiem normalne, kiedy historyk Krystyna Kersten, po powrocie z 
dwustronnego spotkania historyków polskich i izraelskich w Tel Awiwie publicznie chwaliła si

ę

 

tym, 

ż

e b

ę

d

ą

c członkiem polskiej delegacji: nawiasem mówi

ą

c o wiele silniej akcentowałam 

fakty obci

ąż

aj

ą

ce Polaków (cyt. za: Anatomia półprawd. Rozmowa z prof. Krystyn

ą

 Kersten z 

Instytutu Historii PAN, "Przegl

ą

d Tygodniowy", 2 luty 1992).

 

Adam Michnik 

- publicysta, redaktor naczelny "Gazety Wyborczej", czołowy 

"grubokreskowicz", najbardziej odpowiedzialny za ułatwienie drogi powrotu komunistów do władzy. 
Ci

ą

gle za mało mówi si

ę

 o systematycznych działaniach Michnika dla podwa

ż

ania polskiego 

patriotyzmu i warto

ś

ci chrze

ś

cija

ń

skich oraz ci

ą

głego zatruwania atmosfery w stosunkach polsko-

ż

ydowskich. Przede wszystkim przez ustawiczne demaskowanie rzekomego polskiego antysemityzmu 

i rzucanie fałszywych oskar

ż

e

ń

 o antysemityzm na ludzi o innych pogl

ą

dach politycznych. Zwracał na 

to uwag

ę

 ju

ż

 kilka lat temu, jako na fataln

ą

 cech

ę

 działa

ń

 Michnika, Czesław Bielecki na łamach 

"Tygodnika Solidarno

ść

", podkre

ś

laj

ą

c, 

ż

e sam jest z pochodzenia 

Ż

ydem, ale tym bardziej nie lubi 

fałszywych instrumentalnych oskar

ż

e

ń

 o antysemityzm wobec przeciwników politycznych. Nic nie 

nauczyło Michnika to, 

ż

e musiał od czasu do czasu kaja

ć

 si

ę

 z powodu fałszywych oskar

ż

e

ń

 (np. z 

powodu niesłusznych oskar

ż

e

ń

 pod adresem "prawdziwych Polaków" z regionu Mazowsza etc.). Czy 

z powodu swych dawniejszych napa

ś

ci na Ko

ś

ciół (w 1977 roku w wydanej w Pary

ż

u ksi

ąż

ce Lewica, 

ko

ś

ciół, dialog Michnik samokrytycznie bił si

ę

 w piersi z powodu tego, i

ż

Katolicyzm równał si

ę

 dla nas 

z antysemityzmem, z faszyzmem i ciemnogrodem i wszelkimi zjawiskami antypost

ę

powo

ś

ci (...). Bił 

si

ę

 w piersi, a potem dalej robił swoje, jak 

ś

wiadczy cała linia "Gazety Wyborczej" od 1989 roku.

 

Z perspektywy lat coraz bardziej widoczna b

ę

dzie rola Adama Michnika jako tego, który zrobił 

niebywale wiele dla sprowokowania anty

ż

ydowsko

ś

ci w Polsce przez swój fanatyzm i jawne 

prowokacje, haniebne ataki na polsk

ą

 histori

ę

 (w stylu ataku Cichego na Powstanie Warszawskie). 

Nikt bardziej ni

ż

 Michnik nie przyczynił si

ę

 do utrudnienia autentycznego dialogu polsko-

ż

ydowskiego, 

on sam jest jego widocznym przeciwstawieniem. Osobi

ś

cie du

ż

o bardziej wierz

ę

 w mo

ż

liwo

ść

 dialogu 

z Szymonem Wiesenthalem ni

ż

 Michnikiem.

 

Rozmowa z Wiesenthalem, cho

ć

 niełatwa, mo

ż

e bowiem oprze

ć

 si

ę

 na wymianie pogl

ą

dów ludzi o 

stabilnych, ugruntowanych przekonaniach, jakich

ś

 podstawach w sferze uznanych warto

ś

ci. Na ka

ż

dej 

wymianie pogl

ą

dów z Michnikiem mo

ż

na tylko straci

ć

, bo byłaby to rozmowa z cynicznym 

instrumentalnym kr

ę

taczem, dostosowuj

ą

cym swe pogl

ą

dy wył

ą

cznie do naj

ś

wie

ż

szych potrzeb 

politycznych. St

ą

d te tak liczne niespodziewane ewolucje - od pot

ę

piania listu biskupów polskich na 

łamach "Argumentów" do pó

ź

niejszego kajania si

ę

 za antyklerykalizm w 1977 roku, czy zabiegania o 

przyja

źń

 z ksi

ę

dzem H.Jankowskim w latach 80., by znów dzi

ś

 powróci

ć

 - do maksymalnie 

podst

ę

pnych działa

ń

 antykatolickich.

 

Ile

ż

 to razy Michnik bił na alarm na temat rzekomych skrajnych zagro

ż

e

ń

 nacjonalistycznych i 

antysemickich w Polsce. Ile

ż

 to razy wysma

ż

ał skrajne "donosy na Polsk

ę

" do ró

ż

nych gremiów 

zagranicznych. By przypomnie

ć

 cho

ć

by dziwnie przemilczane w Polsce wyst

ą

pienie Michnika na 

background image

 

12 

Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie w kwietniu 1990 r. Mówił tam, 

ż

e w Polsce grozi 

antykomunistyczna dyktatura, antykomunizm z bolszewick

ą

 twarz

ą

, któremu towarzyszy

ć

 b

ę

dzie 

szowinizm, klerykalizm, populizm i ksenofobia, nie mówi

ą

c o gro

ź

bie antysemityzmu (por. Charles 

Hoffman: Gray Dawn. The Jews of Eastern Europe in the Post-communist Era, New York 1992, s. 
302). A potem nagle z głupia frant Michnik wyst

ę

puje z udawan

ą

 obron

ą

 Polaków przed zarzutami 

antysemityzmu na spotkaniu z przedstawicielami francuskich 

Ż

ydów. A w ksi

ąż

ce Mi

ę

dzy panem a 

plebanem przyznaje, 

ż

e: partie, które startowały pod hasłami antysemickimi, nie dostały ani jednego 

mandatu. W 1989 roku Michnikowska "Gazeta Wyborcza" maksymalnie nagła

ś

nia akcj

ę

 rabina 

Weissa w O

ś

wi

ę

cimiu, popieraj

ą

c j

ą

. W 1994 ten sam Michnik okre

ś

la akcj

ę

 rabina Weissa z 1989 

roku jako klasyczny przykład prowokowania awantury, jak wi

ę

c zale

ż

nie od potrzeby wyst

ę

puje jako 

obrotowy 

Ż

ydo-Polak, odcinaj

ą

c odpowiednio kupony za ka

ż

dym razem od zamanifestowanej 

postawy. To przedstawia si

ę

 jako zatroskany o los Polski patriota, to znów przyjmuje fetowane w 

Nowym Jorku jako "

Ż

yd Roku 1991". W wydanej w 1995 roku ksi

ąż

ce Mi

ę

dzy panem a plebanem (s. 

217) mówi: (...) Kto zajmuje si

ę

 tym, co mówi Bolesław Tejkowski? Nikt. W rzeczywisto

ś

ci to wła

ś

nie 

sam Michnik był odpowiedzialny za maksymalne nagło

ś

nienie tej szowinistycznej nico

ś

ci (notabene 

ż

ydowskiego pochodzenia). Przypomnijmy, 

ż

e wła

ś

nie w "Gazecie Wyborczej" z 4 lipca 1991 ukazał 

si

ę

 ogromny wywiad z B.Tejkowskim na dwu kolumnach pt. 

Ż

ydzi s

ą

 wsz

ę

dzie, z wiadomym celem: 

maksymalnym nagło

ś

nieniem, jaki to gro

ź

ny antysemityzm pojawia si

ę

 w Polsce. Krzysztof Wolicki 

napi

ę

tnował publikacj

ę

 wywiadu z Tejkowskim jako "Nieprzyzwoito

ść

" ("GW" z 10 lipca 1991), pisz

ą

c: 

Publikuj

ą

c wywiad z Bolesławem Tejkowskim. ("GW" nr 154) złamali

ś

cie normy przyzwoito

ś

ci 

obowi

ą

zuj

ą

ce w krajach o demokratycznej tradycji.

 

W

ś

ród najhaniebniejszych Michnikowskich "donosów na Polsk

ę

" swoiste miejsce zaj

ę

ły oszczercze 

stwierdzenia w rozmowie z niemieckim socjologiem Jurgenem Habermasem: Zanim tu Hitler 
przyszedł, my

ś

my zało

ż

yli własny obóz koncentracyjny w Berezie Kartuskiej ("Polityka" 1993, nr 47). 

Kiedy takie stwierdzenie Michnika ukazuje si

ę

 na łamach prasy niemieckiej, a pó

ź

niej ameryka

ń

skiej 

(w presti

ż

owym "New York Times Review of the Book", sprzyja potwierdzaniu najgorszych oszczerstw 

o polskich obozach koncentracyjnych. W grudniu 1994 roku Michnik posun

ą

ł swe tropienie polskiego 

nacjonalizmu i ksenofobii do najwy

ż

szych granic zarzucaj

ą

c, 

ż

e w pa

ź

dzierniku 1956 polscy 

nacjonali

ś

ci domagali si

ę

 usuni

ę

cia z aparatu władzy obcych: Ruskich, 

Ż

ydów etc.

 

W ksi

ąż

ce dialogu z ks. Tischnerem: Mi

ę

dzy panem a plebanem (Kraków 1995, s. 167, 187, 191, 

385), Michnik starał si

ę

 maksymalnie zdemonizowa

ć

 Marzec 1968, jako rzekomo najwi

ę

ksze 

nieszcz

ęś

cie polskie po wojnie. Mówił, 

ż

e: Marzec utytłał polsk

ą

 

ś

wiadomo

ść

, rok '68 to był horror 

horrorów, rok 1968 przyniósł wielk

ą

 rehabilitacj

ę

 polskiej megalomanii narodowej, która owocowała 

straszliwym spustoszeniem społecznej substancji. I dodawał: Dla mnie Marzec to było r

ż

enie demona. 

Wtedy - pierwszy raz za mojego 

ż

ycia - w Polsce zar

ż

ał przera

ż

aj

ą

cy demon nacjonalizmu. Wszystkie 

te oskar

ż

enia o Marcu 1968 jako "horrorze horrorów" głosił człowiek, którego rodzina 

ż

yła na 

znakomitych "synekurach" w dobie rzeczywi

ś

cie koszmarnego dla Polaków okresu stalinizmu (brat 

Stefan Michnik jako morderca s

ą

dowy, wydaj

ą

cy wyroki 

ś

mierci na AK-owców i oficerów WP, matka 

jako autorka komunistycznych podr

ę

czników zalecaj

ą

cych, jak zwalcza

ć

 religi

ę

, ojciec - Ozjasz 

Szechter - od 1 kwietnia 1946 do 31 grudnia 1950 zatrudniony jako kierownik Wydziału Prasowego 
serwilistycznej Centralnej Rady Zwi

ą

zków Zawodowych, od 1 stycznia 1951 do 11 marca 1953 

zast

ę

pca redaktora naczelnego stalinowskiego szmatławca zwi

ą

zkowego "Głosu Pracy"). Adam 

Michnik, jeden z czołowych współczesnych szermierzy antysemityzmu, odpowiedzialny za haniebne 
szkalowanie Powstania Warszawskiego, krytykował w cytowanej ksi

ąż

ce Mi

ę

dzy panem a plebanem 

(s. 146) Prymasa Tysi

ą

clecia kardynała Stefana Wyszy

ń

skiego za to, 

ż

e ani razu nie zdobył si

ę

 na 

jednoznaczne pot

ę

pienie antysemityzmu, istniej

ą

cego w

ś

ród Polaków i na polskiej ziemi. Nie pot

ę

pił 

przedwojennego getta ławkowego, ani pogromów anty

ż

ydowskich. T

ę

 krytyk

ę

 wygłaszał Adam 

Michnik, człowiek, który nigdy nie zdobył si

ę

 na pot

ę

pienie antypolonizmu twórców koncepcji "Judeo 

Polonii", działa

ń

 na szkod

ę

 Polski, podejmowanych przez jak

ż

e licznych 

Ż

ydów-działaczy KPP i 

KPZU, w tym jego ojca Szechtera, w którego gazecie, tak zdominowanej przez autorów 

ż

ydowskich, 

nigdy nie zdobyto si

ę

 na uczciwy samorozrachunek z 

ż

ydowsk

ą

 antypolsk

ą

 kolaboracj

ą

 z Sowietami 

na wschodnich kresach Drugiej Rzeczypospolitej w latach 1939-1941.

 

Jerzy Urban

, redaktor naczelny "Nie". Przed laty, w powszechnie dzi

ś

 zapomnianym tek

ś

cie w 

"Szpilkach" z 22 marca 1981 r. z jednej strony akcentował, 

ż

e faktycznie nie czuje si

ę

 

Ż

ydem, 

stwierdzaj

ą

c w typowej dla

ń

 stylistyce: (...) Moje 

ż

ydowskie pochodzenie zwisa mi mi

ę

dzy nogami 

mał

ą

 nie obrzezan

ą

 glist

ą

 (...). Równocze

ś

nie zaznaczał, 

ż

e traktuje swoj

ą

 "polsko

ść

" jako 

background image

 

13 

przynale

ż

no

ść

 do pewnego klubu z mocy urodzenia, paszportu, miejsca zamieszkania czy j

ę

zyka, bez 

odczuwania jakich

ś

 wi

ę

kszych zbiorowych narodowych emocji. Tu mocno podkre

ś

lał, 

ż

e: 

nieprzylepno

ść

 do polsko-katolickich tradycji ojczy

ź

nianych, asymilacja kulturalna raczej od strony 

Brzozowskiego czy Boya, a nie innych infantylnych wieszczów: Konopnickiej i Sienkiewicza, czyni 
mnie takim, jakim jestem. Wła

ś

nie takim na przykład, 

ż

e nic mnie nie obejd

ą

 listy, które przyjd

ą

: "To

ś

 

pan wła

ś

nie nie Polak, bo Polak łamie si

ę

 opłatkiem i płacze jak graj

ą

 Rot

ę

". Po prostu jestem głuchy 

na d

ź

wi

ę

k tego j

ę

zyka, podobnie jak kanarek na godowe ryki jelenia.

 

W czasie ponad 

ć

wier

ć

wiecza, jakie upłyn

ę

ło od tego wyznania, Urban bardzo wyra

ź

nie dowiódł, 

ż

rzeczywi

ś

cie jest głuchy jak spróchniały pie

ń

 na wszelkie uczucia polsko

ś

ci, czy prze

ż

ycia religijne, 

przeciwnie wr

ę

cz marzy tylko o tym, jak je zohydzi

ć

 i poni

ż

y

ć

. Brukowa pornografia "Nie" szczególnie 

cz

ę

sto uderza w rzeczy drogie Polakom i ludziom wierz

ą

cym. Przyznawano to nawet w "Gazecie 

Wyborczej" z 22 maja 1991, cytuj

ą

c zwroty z "Nie" w stylu: To Piłsudski natchn

ą

ł nas cip

ą

, czy 

opisuj

ą

c jak to wizerunek Matki Boskiej Cz

ę

stochowskiej s

ą

siadował w "Nie" o 10 centymetrów z 

ilustracj

ą

 przedstawiaj

ą

c

ą

 sztuczne penisy. Kiedy indziej Urban popisał si

ę

 zwrotem pieprzona Polska

a prokurator umorzyła 

ś

ledztwo w tej sprawie, nie widz

ą

c w tego typu zwrocie "ustawowych znamion 

czynu niedozwolonego" (por. H.Paj

ą

k: Urbana "Nie" w wojnie z Ko

ś

ciołem katolickim, Lublin 1993, s. 

59-61).

 

W marcu 1993 Urban uczcił 40 rocznic

ę

 

ś

mierci wielkiego ludobójcy Josifa Wissarionowicza 

Stalina, publikuj

ą

c w rosyjskich "Nowoje Wremia" (nr 10 z 1953) artykuł przedstawiaj

ą

cy 

Stalina jako faktycznego dobroczy

ń

c

ę

 Polski i Polaków. Pisał, 

ż

e przest

ę

pstwa polskiego 

stalinizmu miały ograniczony charakter, natomiast w owych czasach biedniejsze warstwy ludno

ś

ci 

otrzymały szanse socjalnego awansu, co pó

ź

niej stworzyło impuls do powstania "Solidarno

ś

ci" i w 

nast

ę

pstwie ekonomicznego i politycznego przewrotu w Polsce lat 90. To Stalin faktycznie zbli

ż

ył 

Polsk

ę

 do Europy, przesuwaj

ą

c geograficzne granice Rzeczypospolitej ze wschodu na zachód, dzi

ę

ki 

czemu do czasu tych działa

ń

 Stalina si

ę

gaj

ą

 korzenie "obecnej integracji Polski z Europ

ą

". Tego typu 

"rewelacyjne" przesłanie adresował Urban do rosyjskich czytelników, w

ś

ród których, jak wiemy, 

bardzo du

ż

e wpływy ma ci

ą

gle propaganda poststalinowców, akcentuj

ą

ca przeró

ż

ne "dobrodziejstwa" 

Stalina dla Rosji i jej s

ą

siadów. Andrzej Kern skomentował powy

ż

szy artykuł Urbana w rosyjskiej 

prasie jako głos wyrz

ą

dzaj

ą

cy niewyobra

ż

alne wr

ę

cz szkody interesom polskiej racji stanu, 

akcentuj

ą

c: Czytaj

ą

c te słowa nie mogłem oprze

ć

 si

ę

 wra

ż

eniu, 

ż

e słysz

ę

 jaki

ś

 szata

ń

ski chichot 

unosz

ą

cy si

ę

 nad mogiłami pomordowanych Polaków (zwłaszcza Sybiraków i Kresowiaków), 

rozrzuconymi po całym obszarze byłego Zwi

ą

zku Radzieckiego, 

ż

e mogiły te w sposób bezczelny i 

brutalny zbezczeszczono. Nie mogłem oprze

ć

 si

ę

 uczuciu zawstydzenia, bo na moich oczach próbuje 

si

ę

 deprecjonowa

ć

 warto

ść

 cierpie

ń

 tych, którzy prze

ż

yli piekło stalinowskich łagrów i ubeckich 

kazamatów (...) (A.Kern: Szata

ń

ski chichot, "Słowo-Dziennik Katolicki", 22 marca 1993). 

 

Kiedy Jerzy Urban skierował pozew przeciw prof. Ryszardowi Benderowi za to, 

ż

e ten nazwał go 

"Goebbelsem okresu stanu wojennego", Bender wyja

ś

niał, 

ż

e Urban nie powinien obra

ż

a

ć

 si

ę

 za 

porównanie go z Goebbelsem; ten przynajmniej nie szkalował własnego narodu jak Urban (...) (cyt. za 
"Nowy 

Ś

wiat" z 18 sierpnia 1992). Uwa

ż

na lektura tekstów redagowanego przez Urbana brukowca 

dowodzi, 

ż

e atakom na polsko

ść

 i katolicyzm towarzyszy wybranianie ró

ż

nych filosemickich racji i 

próby o

ś

mieszenia ich krytyków. Wyra

ź

nie wida

ć

 to na przykład w sposobie przedstawiania w "Nie" 

ż

ydowskich roszcze

ń

 do mienia w Polsce, a ostatnio w reakcjach na prawd

ę

 o kulisach tzw. pogromu 

kieleckiego z 4 lipca 1946. W "Nie" kilkakrotnie w ogromniastych artykułach wyszydzano wersj

ę

 

K

ą

kolewskiego o prowokacji NKWD i UB (por. np. teksty Michaela Szota: Kto od

ż

ydził Kielce ["Nie", nr 

10 1995], Jak 

Ż

ydy na zło

ść

 gojom same si

ę

 wyr

ż

n

ę

ły ["Nie", nr 27 z 1996 r.], Wrzód na polskiej dupie 

["Nie", nr 28, 1996]). 

 

Powie mi kto

ś

ż

e niepotrzebnie po

ś

wi

ę

ciłem a

ż

 tyle miejsca na prezentacj

ę

 pogl

ą

dów cuchn

ą

cych na 

odległo

ść

, pogl

ą

dów osobnika, który sam nazywa si

ę

 "renomowanym chamem" ("Polityka" z 30 

kwietnia 1994), a na przykład od Macieja Iłowieckiego zyskał wdzi

ę

czny przydomek "łachudra".

 

Fakty jednak dowodz

ą

ż

e Urban jest faktycznym mózgiem SdRP, kształtuj

ą

cym cał

ą

 jej 

strategi

ę

 w obliczu bardzo miałkiego i nieporadnego intelektualnie Aleksandra 

Kwa

ś

niewskiego. Jego tygodnik "Nie" za zasłon

ą

 z przekle

ń

stw i inwektyw ustala strategi

ę

 dla 

setek tysi

ę

cy starego post-PZPR-owskiego betonu, setek tysi

ę

cy antyPolaków, wyzutych z 

jakiegokolwiek poczucia warto

ś

ci i przyzwoito

ś

ci. Urban daje im sygnały kogo zwalcza

ć

, zarówno 

background image

 

14 

ze strony prawicy, jak i PSL (bardzo cz

ę

ste ataki i próby skompromitowania chłopskiego "koalicyjnego 

sojusznika" na łamach "Nie").

 

Janusz Zaorski 

jako przewodnicz

ą

cy Radiokomitetu, a pó

ź

niej przewodnicz

ą

cy Krajowej 

Rady Radiofonii i Telewizji konsekwentnie promował programy skrajnie filosemickie, nierzadko 
fałszuj

ą

ce prawd

ę

 o stosunkach polsko-

ż

ydowskich i historii Polski. Równocze

ś

nie blokował 

przedstawianie w polskiej telewizji filmów o pomocy Polaków dla 

Ż

ydów, czy w ogóle uczciwych 

ś

wiadectw o stosunkach polsko-

ż

ydowskich. Za jego panowania w TVP doszło do przedstawienia w 

telewizji, i to w czasie 

Ś

wi

ą

t Wielkanocnych, skrajnie blu

ź

nierczego programu Magdy Umer Big Zbig 

Show.

  

 

IZABELLA CYWI

Ń

SKA

, była minister kultury w rz

ą

dzie T.Mazowieckiego. Po jego 

przegranej w kampanii prezydenckiej uznała Polsk

ę

 za ten absurdalny kraj (por. “Gazeta Wyborcza” 

z 21 grudnia 1990). W rzeczywisto

ś

ci to jej kierowanie resortem kultury było jednym ci

ą

giem 

absurdów, niekompetencji i nieudolno

ś

ci; wielu uwa

ż

ało j

ą

 za “grabark

ę

” kultury polskiej. Pó

ź

niej, 

według NIK-u, odpowiedzialna za fatalne gospodarowanie finansami w Fundacji Kultury, z której 
prezesostwa odeszła w niesławie. Jeszcze b

ę

d

ą

c ministrem w rz

ą

dzie Mazowieckiego popisała si

ę

 

wychwalaniem gen. W.Jaruzelskiego jako patrioty o ogromnej szlachetno

ś

ci (por. J.J.Skorupski: 

Zrozumie

ć

 Polaków, Warszawa 1990, s. 40). W swej polityce personalnej wyra

ź

nie popierała ró

ż

ne 

osoby z lobby filosemickiego.

 

17 wrze

ś

nia 1991 r. Cywi

ń

ska opublikowała w “Gazecie Wyborczej” ogromniasty tekst: Nadchodzi 

wielka Mława na tle zaj

ść

 antycyga

ń

skich w Mławie, w którym snuła skrajne uogólnienia na temat 

tłumu prawdziwych Polaków w Mławie i gro

ź

by nacjonalistycznego zdziczenia polskiego 

społecze

ń

stwa. Tekst Cywi

ń

skiej spotkał si

ę

 z ostr

ą

 polemik

ą

 przewodnicz

ą

cego Zwi

ą

zku Polskich 

Artystów Plastyków Zbigniewa Makarewicza (Mława naciera, Brooklyn atakuje, “Gazeta Wyborcza”, 
z 18 wrze

ś

nia 1991 r.) twierdz

ą

cego, 

ż

e uogólnienia Cywi

ń

skiej s

ą

 całkowicie bezpodstawne. Zdaniem 

Makarewicza zgodnie ze stylistyk

ą

, zastosowan

ą

 przez Cywi

ń

sk

ą

 mo

ż

na by było wytkn

ąć

 zdziczenie 

całemu społecze

ń

stwu ameryka

ń

skiemu (w zwi

ą

zku z zaj

ś

ciami w Brooklynie) czy Francuzom w 

zwi

ą

zku z tamtejszymi zaj

ś

ciami lokalnymi.

 

W 1994 r. Cywi

ń

ska była autork

ą

 powszechnie krytykowanego kiczowatego (nazwanego oberchałtur

ą

spektaklu na 50-lecie Powstania Warszawskiego. Wyra

ź

nie pomyliły si

ę

 jej uroczysto

ś

ci - w programie 

powtarzały si

ę

 

ż

ydowskie melodie ze Skrzypka na dachu, a do podniosłych scen patriotycznych wzi

ę

to 

szereg aktorów z wyszydzaj

ą

cego patriotyzm kabaretu Olgi Lipi

ń

skiej. Redaktor naczelny paryskiej 

“Kultury” Jerzy Giedroy

ć

 pisał (“Kultura”, nr 9 z 1994 r., s. 179) o zupełnie nieodpowiedzialnym 

organizowaniu rocznic i obchodów, ilustruj

ą

c to spraw

ą

 obchodu rocznicy Powstania Warszawskiego, 

tym kompromituj

ą

cym widowiskiem, zorganizowanym przez p. Cywi

ń

sk

ą

, które pochłon

ę

ło ogromne 

sumy.

 

BRONISŁAW GEREMEK

, członek władz Unii Wolno

ś

ci, przewodnicz

ą

cy sejmowej 

komisji spraw zagranicznych, główny guru “europejczyków”. Pochodzi z rodziny łódzkich 
chasydów Lewartowskich, jest synem rabina (por. P.B

ą

czek: Profesor Geremek gracz, “Gazeta 

Polska” z 20 kwietnia 1995 r.). W czasie wojny znalazł schronienie u pa

ń

stwa Geremków we 

Wschowie. Zaanga

ż

owany komunista, przez wiele lat pó

ź

niej tłumaczył sw

ą

 partyjn

ą

 gorliwo

ść

 (był 

mi

ę

dzy innymi sekretarzem POP): marksizm dawał mi ogromn

ą

 wolno

ść

 my

ś

lenia (!!!). Wyst

ą

pił z 

partii dopiero w 1968 roku. W 1981 roku przepadł w wyborach do Komisji Krajowej “Solidarno

ś

ci”. 

Stan wojenny przyniósł jednak stopniowe systematyczne wzmacnianie pozycji Geremka w 
“Solidarno

ś

ci”. W warunkach niedemokratycznych okazał si

ę

 mistrzem zakulisowych rozgrywek. 

1989 roku nadeszła jego chwila - stał si

ę

 głównym rozgrywaj

ą

cym opozycyjnej lewicy laickiej 

przy “okr

ą

głym stole”, a pó

ź

niej głównym selekcjonerem do wyborczej wyra

ź

nie zdominowanej 

przez lewic

ę

 “dru

ż

yny Wał

ę

sy”. Dwukrotnie spaliły jednak na panewce jego plany zostania 

premierem - najpierw w lipcu-sierpniu 1989, pó

ź

niej jesieni

ą

 1991 roku. Odegrał jednak ogromn

ą

 

rol

ę

 w zablokowaniu autentycznego rozliczenia z komunizmem i utrzymaniu polityki “grubej 

kreski”. Ponosi szczególn

ą

 odpowiedzialno

ść

 za narzucenie OKP antynarodowego planu 

background image

 

15 

gospodarczego Sorosa i Sachsa. W swych wyst

ą

pieniach za granic

ą

 niejednokrotnie wyst

ę

pował ze 

swego rodzaju “donosami na Polsk

ę

”, skrajnie eksponuj

ą

c rzekome niebezpiecze

ń

stwa 

“antysemityzmu”, “nacjonalizmu” i “populizmu” (np. w: “Telerama” z 15 wrze

ś

nia 1990 r., por. 

“Tygodnik Solidarno

ść

” z 5 pa

ź

dziernika 1990 r.). Po kl

ę

sce T.Mazowieckiego w wyborach 

prezydenckich 1990 roku Geremek “wsławił si

ę

” diagnoz

ą

ż

e społecze

ń

stwo polskie nie dojrzało do 

demokracji.

 

Geremek - skrajny manipulator - znany jest z niezwykle rozwini

ę

tych umiej

ę

tno

ś

ci rozmijania si

ę

 z 

prawd

ą

Jest wynalazc

ą

 nowego typu dezinformacji, zwanego faktem prasowym, (chodzi o 

zdarzenie, które nigdy nie zaistniało w rzeczywisto

ś

ci, ale stało si

ę

 wiarygodne, bo napisano o nim w 

prasie!!!). Typowym przykładem kr

ę

tactwa Geremka były jego ró

ż

ne wypowiedzi w sprawie 

konkordatu. W Polsce publicznie opowiadał si

ę

 za jego ratyfikacj

ą

 i krytykował winnych odraczania 

konkordatu. Na u

ż

ytek zewn

ę

trzny natomiast (dla irlandzkiej dziennikarki J.Hayden (ksi

ąż

ka Poles 

Apart; Solidarity and New Poland) uznawał, 

ż

e by

ć

 mo

ż

e konkordat był bł

ę

dem, uskar

ż

ał si

ę

 na 

rzekomy triumfalizm Ko

ś

cioła w Polsce. 16 pa

ź

dziernika 1983 r. w wywiadzie dla francuskiego 

dziennika “La Croix” ogromnie wychwalał rol

ę

 polskiego Ko

ś

cioła, bo wtedy potrzebował Ko

ś

cioła i z 

niego korzystał. Dziesi

ęć

 lat pó

ź

niej w wyst

ą

pieniu w telewizji “ARTE” zarzucił Ko

ś

ciołowi polskiemu, 

ż

e działa szkodliwie, bo pewne kategorie ludzi wyklucza poza nawias (por. Ks. W.Kiedrowski: 

Geremek konra Geremek, paryski “Głos Katolicki” 4-11 lipca 1993 r.).

 

Najwi

ę

ksze szkody polskim interesom narodowym przyniosło wieloletnie kierowanie przez Geremka 

komisj

ą

 zagraniczn

ą

 Sejmu. Pozycj

ę

 t

ę

 Geremek wykorzystał dla faktycznego kierowania polityk

ą

 

kadrow

ą

 MSZ, staraj

ą

c si

ę

 o maksymalne dobieranie na placówki ró

ż

nych kolegów “europejczyków”. 

Dzi

ę

ki tego typu podej

ś

ciu mieli

ś

my przeró

ż

ne specyficzne “michałki” polskiej dyplomacji. Np. 

ambasadorem polskim we Włoszech został krytyk filmowy Bronisław Michałek, nie maj

ą

cy poj

ę

cia o 

polityce i nie znaj

ą

cy si

ę

 na gospodarce (a był ambasadorem w jednym z krajów czołowych partnerów 

gospodarczych Polski). Michałek miał za to inn

ą

 zalet

ę

 - przez lata jako krytyk filmowy popierał jak 

najskrajniejsze rozrachunki z polskimi powstaniami narodowymi i polsk

ą

 histori

ą

, polsk

ą

 

“bohaterszczyzn

ą

” i atakował obro

ń

ców naszych dziejów. W wydanym przeze mnie wyborze 

w

ę

gierskiego eseju (W

ę

gierskie wyznania, Warszawa 1979, s. 126) przytoczyłem opini

ę

 w

ę

gierskiego 

eseisty Sandora Fekete, który nijak nie mógł zrozumie

ć

, dlaczego Michałek jako przewodnicz

ą

cy 

mi

ę

dzynarodowej FIPRESCI krytykuje nawet filmy Wajdy za podtrzymywanie mitu bohaterskiego i 

szlachetnego Polaka, padaj

ą

cego wprawdzie, ale triumfuj

ą

cego moralnie. Fekete dodawał, 

ż

e on 

jako

ś

 nie potrafi uwolni

ć

 si

ę

 od pewnych mitów i nadal wierzy, 

ż

e bohaterski, odwa

ż

ny Polak 

Ko

ś

ciuszko i jego 

ż

ołnierze moralnie triumfowali nad ksi

ę

ciem Suworowem. Mo

ż

na sobie wyobrazi

ć

 

jak taki demaskator “mitów” o polskiej historii troszczył si

ę

 o obraz Polski i Polaków b

ę

d

ą

ambasadorem.

 

Na W

ę

grzech ambasadorem został protegowany Michnika, mało pracowity, ale za to bardzo 

“internacjonalistyczny” historyk Maciej Ko

ź

mi

ń

ski, przez lata “wyró

ż

niaj

ą

cy si

ę

” demaskowaniem 

rzekomego polskiego i w

ę

gierskiego “nacjonalizmu” i “faszyzmu”. W swojej głównej ksi

ąż

ce Polska i 

W

ę

gry przed drug

ą

 wojn

ą

 

ś

wiatow

ą

, pa

ź

dziernik 1938 - wrzesie

ń

 1939 Ko

ź

mi

ń

ski oskar

ż

ał polityk

ę

 

polsk

ą

 przed 1939, 

ż

e sprawiła, i

ż

 wpływy hitlerowskie mogły rosn

ąć

 w sił

ę

, a rz

ą

d polski cz

ę

stokro

ć

 

zawinił okoliczno

ś

ciami, za które Polska zapłaciła utrat

ą

 niepodległo

ś

ci (por. szerzej J.R.Nowak: 

Odstraszanie od Polski, “Słowo-Dziennik Katolicki”, 8-10 wrze

ś

nia 1995 r.).

 

Tego typu “odbr

ą

zowiacz historii Polski”, jak M.Ko

ź

mi

ń

ski, zostawszy ambasadorem Polski w 

Budapeszcie “wyró

ż

nił si

ę

” głównie skrajn

ą

 czystk

ą

 ludzi o pogl

ą

dach patriotycznych, usuwaj

ą

c ich z 

ambasady i z ró

ż

nych o

ś

rodków polskich. W pierwszym rz

ę

dzie usun

ą

ł ze stanowiska dyrektora 

O

ś

rodka Kultury Polskiej w Budapeszcie, najpopularniejszego polskiego mieszka

ń

ca W

ę

gier, poet

ę

 i 

in

ż

yniera Konrada Sutarskiego, odznaczonego medalem Gabora Betlena za zasługi dla w

ę

gierskiej 

kultury, medalem przyznanym dot

ą

d niewielu cudzoziemcom.

 

Inny ambasador z por

ę

ki Geremka Jan Widacki znany jest głównie z nieubłaganej walki z 

przywódcami polskich organizacji na Litwie, a w szczególno

ś

ci Zwi

ą

zku Polaków. “Wsławił si

ę

” 

uogólnieniami, 

ż

e: J

ę

zyk polski na Litwie jest ubogi, rezerwowaty i tym nie zachwyca. To j

ę

zyk 

archaiczny, nie nadaj

ą

cy si

ę

 do opisu rzeczywisto

ś

ci, do komunikowania si

ę

 (por. A.Chajewski: 

Jeszcze o Widackim. Ignorancja?... Nie!!! Intryganctwo, “My

ś

l polska o kresach”, nr 10, grudzie

ń

 1995 

r.). Widacki znany jest z rozlicznych wyst

ą

pie

ń

 “demaskuj

ą

cych” rzekomy nacjonalizm w

ś

ród polskiej 

background image

 

16 

mniejszo

ś

ci narodowej na Wile

ń

szczy

ź

nie i równoczesnego maksymalnego popierania grupek 

faktycznie prolitewskich. 

 

Z kolei ambasadorem Polski w W.Brytanii mianowano w 1990 roku pod egid

ą

 Geremka adwokata 

Tadeusza de Viriona, zupełnie nieprzygotowanego (cho

ć

by pod wzgl

ę

dem znajomo

ś

ci j

ę

zyka) do 

pracy na takim stanowisku. Jak de Virion rozumie polskie interesy narodowe najlepiej 

ś

wiadczy 

pierwsza praca, jakiej si

ę

 podj

ą

ł natychmiast po zako

ń

czeniu ambasadorowania w Wielkiej Brytanii. 

Były reprezentant III Rzeczypospolitej został adwokatem Bagsika, usilnie zabiegaj

ą

cym o to, aby 

władze Szwajcarii nie wydały Polsce oszusta, który naraził na taki uszczerbek polski maj

ą

tek 

narodowy.

 

JACEK KURO

Ń

,

 kandydat Unii Wolno

ś

ci na prezydenta. Jako zaanga

ż

owany, wr

ę

cz 

fanatyczny komunista, lider “czerwonego harcerstwa”, tzw. walterowców, bez reszty anga

ż

ował si

ę

 w 

rozgrywk

ę

 frakcji partyjnych “Chamów” i “

Ż

ydów” po stronie frakcji 

ż

ydowskiej ("puławian"). We 

wspomnieniowej ksi

ąż

ce Wiara i wina (Warszawa 1989 r., s. 15-25), atakuj

ą

c rzekomy polski 

antysemityzm tendencyjnie eksponował wył

ą

cznie racje 

ż

ydowskie. Szczególnie skandaliczne były 

jego uogólnienia o tym, jak to Polacy wzbogacili si

ę

 w czasie wojny na 

Ż

ydach: (...) Trzy miliony 

wymordowanych polskich 

Ż

ydów to przecie

ż

 trzy miliony mieszka

ń

, które w wi

ę

kszo

ś

ci zaj

ę

li Polacy, a 

do tego doda

ć

 trzeba inne mienie: złoto, meble, warsztaty, futra czy cho

ć

by stare palta, buty, ubranie 

itp. Niemcy brali tylko to, co lepsze, a i tak nie do wszystkiego umieli dotrze

ć

. Nie ulega w

ą

tpliwo

ś

ci, 

ż

e eksterminacja 

Ż

ydów poł

ą

czona była z awansem społecznym polskiej biedoty (...) (Wiara i wina, 

op.cit., s. 20).

 

Domorosły statystyk Kuro

ń

 zapomina, 

ż

e 3 miliony osób to wcale nie trzy miliony mieszka

ń

ż

e oprócz 

polskiej biedoty była równie

ż

 

ż

ydowska biedota, i to bardzo liczna (jedna trzecia polskich 

Ż

ydów, 

grubo ponad milion osób, utrzymywała si

ę

 wył

ą

cznie z pomocy 

ż

ydowskiego Jointu ze Stanów 

Zjednoczonych). Bardzo wielu 

Ż

ydów gnie

ź

dziło si

ę

 całymi rodzinami w potwornych klitkach. Miliony 

Polaków utraciły całe mienie i mieszkania (w Warszawie i gdzie indziej) na skutek zniszcze

ń

 miast, 

rabunku przez okupantów etc. To dla polskich czytelników jest na ogół wiadome, ale ksi

ąż

k

ę

 Kuronia 

tłumaczono na francuski i niemiecki. Mo

ż

na sobie wyobrazi

ć

 skutki takiego deformowania obrazu 

Polaków w ksi

ąż

ce serwowanej niemieckim czytelnikom (por. J.Kuro

ń

: Glaube und Schuld, Berlin und 

Weimar 1991, s. 35).

 

7 listopada 1985 Kuro

ń

 wyst

ą

pił na łamach “Tygodnika Mazowsze” z panegiryczn

ą

 pochwał

ą

 

wspaniałego Shoah i atakiem na jego krytyków. Kuro

ń

 bez 

ż

enady wychwalał antychrze

ś

cija

ń

ski i 

antypolski film Lanzmanna, nie widz

ą

c w nim jakoby nic obra

ź

liwego dla Polaków (cho

ć

 sam 

Lanzmann wyznał w wywiadzie dla “Liberation”, 

ż

e jego film uderza w Polsk

ę

). Dodajmy, 

ż

e w 

przeciwie

ń

stwie do Kuronia Shoah krytykowali liczni uczciwi intelektualnie 

Ż

ydzi, jak cho

ć

by profesor 

Israel Shahak.

 

W 1989 r. Kuro

ń

 udzielił na łamach “Gazdety Wyborczej” absolutnego poparcia antypolskiemu 

awanturnikowi rabinowi Weissowi, stwierdzaj

ą

c: Czuj

ę

 si

ę

 gł

ę

boko zawstydzony jako Polak tym, co 

was spotkało, i mówi

ą

c, 

ż

e O

ś

wi

ę

cim jest ziemi

ą

 

ż

ydowsk

ą

 (“GW”, 18 lipca 1989 r.). Stwierdzenie 

Kuronia zostało uznane za wyraz dziwnej mentalno

ś

ci przez Rad

ę

 Duszpasterstwa Byłych Wi

ęź

niów 

Obozów Koncentracyjnych i Wi

ę

zie

ń

, która przypomniała, 

ż

e my Polacy nie nazywamy ziemi 

katy

ń

skiej ziemi

ą

 polsk

ą

.

 

Ze skrajnym filosemityzmem u Kuronia szedł w parze absolutny brak słuchu na wszystko, co 
dotyczy losów polskich. Gdy 8 wrze

ś

nia 1990 jeden z posłów wyst

ą

pił przeciw 

dyskryminowaniu Polaków mieszkaj

ą

cych na Litwie przez rz

ą

d litewski i domagał si

ę

 od rz

ą

du 

polskiego wyst

ą

pienia w obronie praw obywatelskich mniejszo

ś

ci polskiej, spotkał si

ę

 z 

natychmiastow

ą

 gwałtown

ą

 ripost

ą

 Kuronia. Jego zdaniem wszelkie mówienie, ba, nawet 

napomykanie o tym, 

ż

e Polacy s

ą

 dyskryminowani przez Litwinów, szkodzi przede wszystkim tam 

mieszkaj

ą

cym Polakom. Za

ś

 najlepiej pomo

ż

emy Polakom 

ż

yj

ą

cym na Litwie, Ukrainie, Kazachstanie 

czy w Niemczech, je

ś

li Polacy 

ż

yj

ą

cy tu w Polsce nie b

ę

d

ą

 dyskryminowali mniejszo

ś

ci narodowych 

(według Westerplatte, nr 1/1993, s. 16). B

ę

d

ą

c na Ukrainie Kuro

ń

 popisał si

ę

 do

ść

 szczególnym 

o

ś

wiadczeniem: Ja Polak ze Lwowa dumny jestem z tego, 

ż

e Lwów jest ukrai

ń

skim miastem (por. 

ukrai

ń

skie pismo “Wysokoj Zamok” z 5 lipca 1992 r.).

 

background image

 

17 

Kuro

ń

 dopu

ś

cił si

ę

 bezprecedensowego szkalowania legendarnego partyzanta antykomunistycznego 

J.Kurasia (“Ognia”), zarzucaj

ą

c mu, 

ż

e jakoby kazał rozstrzela

ć

 w 1945 r. grup

ę

 chorych na gru

ź

lic

ę

 

ż

ydowskich dzieci. Tak niesamowity oszczerczy zarzut Kuronia wywołał protest nawet na łamach 

osławionego pisma “europejczyków” - “Po Prostu” (nr 23 z 1990 roku). Danuta Szczepa

ń

ska pisała w 

artykule Kim jest “Ogie

ń

”: (...) Zarzut wydaje mi si

ę

 nieprawdopodobny, wymaga weryfikacji (...). Nie 

jestem skłonna s

ą

dzi

ć

ż

e człowiek, któremu zastrzelono dziecko mógłby powtórzy

ć

 tak

ą

 zbrodni

ę

zwi

ę

kszaj

ą

c jej rozmiar. Szczególnie, 

ż

e nie było mu obce uczucie chrze

ś

cija

ń

skiego miłosierdzia.

 

OLGA LIPI

Ń

SKA

, re

ż

yserka. Kierowany przez ni

ą

 Kabaret Olgi Lipi

ń

skiej od lat przewodzi 

w atakach na domniemany polski antysemityzm i nacjonalizm, polski Ciemnogród, 
agresywno

ść

 i panoszenie si

ę

 Ko

ś

ciołaW czasach jaruzelszczyzny Lipi

ń

ska przodowała w 

próbach przełamywania bojkotu telewizji przez aktorów. W podziemnym czasopi

ś

mie “Kraj” (nr 2 z 

lutego 1984 r.) powołano si

ę

 na informacje z Teatru Narodowego stwierdzaj

ą

ce, 

ż

e Lipi

ń

ska 

poinformowała kogo trzeba o nazwiskach inicjatorów akcji wyklaskiwania aktorów-kolaborantów. I 
dodano: Ta sama aktorka zło

ż

yła ostatnio donos na aktorów, którzy odmówili udziału w 

przygotowanym przez ni

ą

 programie TVP. Lipi

ń

skiej zarzucano w owym czasie równie

ż

ż

sugerowała Rakowskiemu, aby zabra

ć

 kartki bojkotuj

ą

cym aktorom. Lipi

ń

ska wypierała si

ę

 tego 

parokrotnie (mi

ę

dzy innymi w telewizyjnym programie “Bariery” z 27 lutego 1993 r.). Kilka lat temu w 

wywiadzie dla “Wprost” zaatakowała mi

ę

dlenie oficjalnej hurrapatriotycznej wersji historii, zwłaszcza w 

działalno

ś

ci partii o charakterze narodowym. W ten sposób nawet Katy

ń

 mo

ż

na “zagłaska

ć

 na 

ś

mier

ć

”. Jestem przekonana, 

ż

e młody człowiek, który dzisiaj opuszcza szkoł

ę

 jest zbrzydzony tymi 

tematami i w ogóle ideologi

ą

 narodow

ą

, preparowan

ą

 na u

ż

ytek półinteligencji (...).

 

ANTONI MARIANOWICZ,

 nale

ż

ał do czołowych autorów paszkwilanckiej satyry 

politycznej PRL (na Andersa, Trumana etc.), zast

ę

pca redaktora naczelnego “Szpilek” w 

czasach stalinowskich, pocz

ą

wszy od 1949 roku. Dzi

ś

 jeden z tropicieli polskiego “antysemityzmu” 

(por. tekst Marianowicza w “

Ż

yciu Warszawy” z 7 maja 1993 r., “Polityka” z 6 maja 1995 r. i in.).

 

STEFAN MELLER

, ambasador, pierwszy sekretarz Komitetu Uczelnianego ZMS w latach 

60., przyjaciel Michnika z tego okresu. Jego ojca, dyrektora MSZ usuni

ę

to w 1968 roku. W 1990 r. po 

tym, jak został redaktorem naczelnym czasopisma “Mówi

ą

 wieki”, Meller eksponował w nim 

szczególnie mocno autorów z lobby filosemickiego w

ś

ród historyków typu Kerstenowej, Eislera, 

Tomaszewskiego, Paczkowskiego, przy równoczesnym przemilczaniu licznych patriotycznych 
autorów. W artykułach o problematyce 

ż

ydowskiej w jego czasopi

ś

mie wyra

ź

nie dominowały 

jednostronnie podawane racje 

ż

ydowskie. Dowarto

ś

ciowany przez W.Bartoszewskiego nominacj

ą

 na 

wiceministra spraw zagranicznych w 1994 roku. Wyje

ż

d

ż

a, aby obj

ąć

 stanowisko ambasadora do 

Francji.

 

JERZY TUROWICZ,

 redaktor naczelny “Tygodnika Powszechnego”. Pisz

ą

c o historii 

"Tygodnika Powszechnego" trzeba ci

ą

gle pami

ę

ta

ć

ż

e mamy tu do czynienia ze szczególnie du

żą

 

porcj

ą

 przekłama

ń

 i manipulacji, zmierzaj

ą

cych do pokazywania linii "TP" jako zawsze jednolitej, i 

Turowicza jako jedynego dominuj

ą

cego w "TP" głównego redaktora. Zaciera si

ę

 w ten sposób rol

ę

odgrywan

ą

 przez zało

ż

yciela i pierwszego redaktora "TP" ks. Jana Piwowarczyka (por. uwagi na ten 

temat prof. Z.

Ż

migrodzkiego: Wielko

ść

 i mit, "Nasza Polska" z 9 listopada 1995 i J.Zabłockiego: Dwa 

"Tygodniki Powszechne" - "Ład" z 30 kwietnia 1995 r.). Zaciera si

ę

 równie

ż

 ch

ę

tnie histori

ę

 ró

ż

nych 

skrajnych nieraz zygzaków "TP" pod redakcj

ą

 Turowicza, cho

ć

by jego superpanegirycznego artykułu 

w XX-lecie PRL. I zaciera si

ę

 pami

ęć

 o tym, dlaczego władze PRL tolerowały "Tygodnik Powszechny", 

cho

ć

 wsadzili do wi

ę

zienia redaktorów du

ż

o bardziej zdecydowanego pod wzgl

ę

dem linii i bardzo 

patriotycznego "Tygodnika Warszawskiego". Zaciera si

ę

 pami

ęć

ż

e dla "internacjonalistów" z elity 

PRL-owskiej pod pewnymi wzgl

ę

dami dogodny był antynacjonalistyczny duet Turowicz-Stomma. 

Turowicz wyró

ż

niał si

ę

 swymi krytykami polskiego nacjonalizmu i "antysemityzmu" ju

ż

 przed 1939 

rokiem.

 

Wbrew tak cz

ę

sto akcentowanej rzekomej ogromnej pryncypialno

ś

ci red. Jerzego Turowicza warto 

przypomnie

ć

ż

e tak

ż

e w sprawach stosunków polsko-

ż

ydowskich przez dziesi

ę

ciolecia kluczył na 

ż

ne sposoby, zale

ż

nie od celów bliskiego mu 

ś

rodowiska, by dopiero od 1987 roku pocz

ą

wszy 

otwarcie zamanifestowa

ć

 "jedyn

ą

 słuszn

ą

" skrajnie filosemick

ą

 lini

ę

. Przypomn

ę

ż

e jeszcze 17 marca 

1957 roku J.Turowicz tak pisał w "Tygodniku Powszechnym" o sytuacji w czasie wojny: Ta ówczesna 

background image

 

18 

wspólnota prze

ś

ladowanych, cierpi

ą

cych i walcz

ą

cych zmieniła do

ść

 zasadniczo stosunki polsko-

ż

ydowskie w naszym kraju. W ogromnej cz

ęś

ci społecze

ń

stwa polskiego znikn

ę

ły 

ś

lady 

antysemityzmu (podkr. J.R.N.), a na jego miejsce pojawiło si

ę

 poczucie solidarno

ś

ci, zjawiła si

ę

 - 

szeroko wprowadzona w czyn - wola pomocy ludziom prze

ś

ladowanym (...). W tym

ż

e artykule 

Turowicz pisał: Twierdz

ę

ż

e w latach powojennych antysemityzm - w zasadzie w Polsce nie istniał 

(...).

 

W "Tygodniku Powszechnym" (nr 25 z 1967 r.) Turowicz recenzuj

ą

c ksi

ąż

k

ę

 Bartoszewskiego 

Lewinówny Ten jest z ojczyzny mojej, ostro przeciwstawiał si

ę

 powstałej po wojnie na Zachodzie 

legendzie obci

ąż

aj

ą

cej Polaków odpowiedzialno

ś

ci

ą

 za tragiczny los 

Ż

ydów w czasie wojny. A 

od 9 lat - pocz

ą

wszy od haniebnego tekstu Jana Bło

ń

skiego w "TP" z 1987 roku - ta kłamliwa 

legenda jest z coraz wi

ę

ksz

ą

 werw

ą

 upowszechniana na łamach "Tygodnika Powszechnego".

 

I to wszystko wbrew dawniejszym tekstom samego Turowicza o zachowaniu si

ę

 ogromnej cz

ęś

ci 

społecze

ń

stwa polskiego w czasie wojny. Czy

ż

by Turowicz teraz du

ż

o lepiej widział, co si

ę

 naprawd

ę

 

działo w Polsce w czasie wojny, ni

ż

 w 1957 roku? A mo

ż

e łatwiej kłama

ć

, gdy zaciera si

ę

 pami

ęć

.

 

Typowym dla dzisiejszej postawy Turowicza był jego artykuł Oboj

ę

tno

ść

 nasza powszednia w "GW" z 

1-2 lipca 1995, gdzie w sposób skrajny rozpisywał si

ę

 o rzekomym zagro

ż

eniu antysemityzmem w 

Polsce, podaj

ą

c jako koronny dowód, 

ż

e np. Bronisław Geremek, który jest w moim przekonaniu 

jednym z najm

ą

drzejszych, naj

ś

wietniejszych umysłów politycznych, nie mógłby dzi

ś

 w Polsce zosta

ć

 

prezydentem, a nawet i premierem - tylko dlatego, 

ż

e jest z pochodzenia 

Ż

ydem.

 

Mo

ż

na by długo wylicza

ć

 ró

ż

ne przykłady skrajnego filosemityzmu "Tygodnika Powszechnego" typu 

nadania specjalnego wyró

ż

nienia antypolskiej ksi

ąż

ce Henryka Grynberga Dziedzictwo ("TP" z 2 

stycznia 1994) czy entuzjastycznej recenzji z polako

ż

erczej ksi

ąż

ki Thomasa Kenneally'ego Lista 

Schindlera (o wiele bardziej polako

ż

erczej od filmu Spielberga i pełnej bł

ę

dów merytorycznych i 

przekłama

ń

 (por. "Tygodnik Powszechny" z 13 marca 1994).

 

Trzeba przyzna

ć

ż

e J.Turowicz w kształtowaniu linii swego pisma ma prawdziwie mocne oparcie w 

odpowiednio dobranym zespole swej redakcji. By wymieni

ć

 tylko niektóre z bardziej wpływowych 

osób. Pocz

ą

wszy od zast

ę

pcy red. naczelnego "Tygodnika Powszechnego" Józefy Hennelowej, byłej 

posłanki UW. Patriotyczna polska 

Ż

ydówka z Drohobycza Dora Kacnelson mówiła z oburzeniem w 

"Ładzie" (z 26 czerwca 1994 r.) w oparciu o stenogramy Komisji Sejmowej, zajmuj

ą

cej si

ę

 Polakami 

poza granicami, 

ż

e Hennelowa zawsze blokowała, gdy tylko kto

ś

 w komisji stawiał spraw

ę

 pomocy dla 

Polaków dyskryminowanych na Kresach. Hennelowa twierdziła w "Tygodniku Powszechnym" z 
uporem godnym lepszej sprawy, 

ż

e w Polsce mamy do czynienia z antysemityzmem w skali 

masowej, dziwnie przemilczaj

ą

c antypolonizm, któremu ulegaj

ą

 mi

ę

dzy innymi niektóre osoby 

w jej własnej redakcji (vide omawiany ju

ż

 w "Naszej Polsce" Marcin Król). Hennelowa od dawna 

znana jest jednak z faryzejskiego rozmijania si

ę

 z prawd

ą

 (kiedy

ś

 jaskrawy przypadek tego typu 

wytkn

ą

ł jej własny kolega redakcyjny Maciej Zi

ę

ba OP (por. "Gazeta Wyborcza" z 1-2 sierpnia 1992). 

Trudno mówi

ć

 o uczciwo

ś

ci p. red. Hennelowej w sytuacji, gdy jako posłanka wraz z dwoma innymi 

posłami udeckimi wykorzystała poczt

ę

 biura poselskiego do bezprawnego rozsyłania propagandowych 

zach

ę

t na rzecz kandydatury T.Mazowieckiego na prezydenta (po oburzeniu, jakie cała sprawa 

wywołała i odpowiednim werdykcie musiała zwróci

ć

 bezprawnie oszcz

ę

dzone pieni

ą

dze). Dodajmy, 

ż

Hennelowa od dawna była równie "post

ę

powa", jak Jerzy Turowicz (w 1989 r. w pryncypialnej dyskusji 

na temat przyszło

ś

ci Polski z niepokojem pisała, 

ż

e przecie

ż

 chyba nie b

ę

dziemy zaprowadza

ć

 u nas 

kapitalistycznych stosunków (por. uwagi J.Majcherka o "Tygodniku Powszechnym" - Mi

ę

dzy Kuri

ą

 a 

"Piwn

ą

", "

Ż

ycie Warszawy" z 24 marca 1995 r.).

 

Inny filar "Tygodnika Powszechnego" - 

Stanisław Stomma

, członek zespołu tygodnika od kilku 

dziesi

ę

cioleci znany jest ze skłonno

ś

ci do pomawiania o antysemityzm i nacjonalizm. W latach 90. 

przy ró

ż

nych okazjach ostrzegał, 

ż

e w Polsce jakoby dominuj

ą

 czynniki sprzeczne z porz

ą

dkiem 

zachodnioeuropejskim i panuj

ą

cymi tam kierunkami rozwoju, stwierdzaj

ą

c expressis verbis: (...) 

Czynnik pierwszy to panoszenie si

ę

 tendencji skrajnie nacjonalistycznych (...) (cyt. za "GW" z 5 lutego 

1991 r.). Warto przypomnie

ć

ż

e Stomma w styczniu 1963 roku w swoisty sposób "uczcił" stulecie 

Powstania Styczniowego na łamach "TP", przedstawiaj

ą

c je podobnie jak inne polskie powstania 

narodowe jako wyraz anachronicznego, zapiekłego kompleksu antyrosyjskiego. Wywołało to 
gwałtowny protest Prymasa Tysi

ą

clecia Stefana Wyszy

ń

skiego, który dosłownie zdruzgotał wywody 

background image

 

19 

Stommy w kazaniu 27 stycznia 1963 r., mówi

ą

c, 

ż

e w Powstaniu Styczniowym chodziło o niezbywalne 

prawa Narodu do wolno

ś

ci, a nie o 

ż

aden kompleks (por. P.Raina: Stefan Kardynał Wyszy

ń

ski Prymas 

Polski, Londyn 1988, tom III, s. 164-165).

 

Z pot

ę

pieniem tradycji powsta

ń

 narodowych szły u Stommy wyra

ź

ne skłonno

ś

ci do kolaboracji z 

re

ż

imem komunistycznym, tworzenia czego

ś

 w rodzaju polskie Vichy (mówił o Stommie w tym 

kontek

ś

cie słynny emigracyjny sowietolog Leopold Łab

ę

d

ź

 ("Arka" 1991, nr 36, s. 96). Znany z 

ż

nych oportunistycznych kompromisów Stomma (por. "Gazeta Polska" z 21 wrze

ś

nia 1993 r.) z tym 

wi

ę

ksz

ą

 rado

ś

ci

ą

 przyj

ą

ł za to odwołanie rz

ą

du Olszewskiego (por. "GW" z 9 czerwca 1992).

 

Czołowi redaktorzy "Tygodnika Powszechnego" odznaczali si

ę

 podobnie jak Turowicz, Hennelowa 

czy Stomma skłonno

ś

ci

ą

 do maksymalnego montowania za wszelk

ą

 cen

ę

 sojuszu "europejczyków" z 

tygodnikowej katolewicy z laickimi "europejczykami" z "GW". Jej szczególnym symbolem jest

 

Roman Graczyk,

 były sekretarz redakcji "TP" i srogi cenzor Kisiela, któremu strasznie 

uprzykrzył ostatnie lata w "TP" dzi

ś

 publicysta "GW" z werw

ą

 dokładaj

ą

cy Ko

ś

ciołowi, by za to tym 

mocniej idealizowa

ć

 PRL-owsk

ą

 przeszło

ść

. Innym symbolem tych zwi

ą

zków katolewicy i lewicy 

laickiej jest były zast

ę

pca redaktora naczelnego "TP" przez wiele lat 

Krzysztof Kozłowski,

 

były minister spraw wewn

ę

trznych w rz

ą

dzie T.Mazowieckiego. Ten, który wsławił si

ę

 rewelacyjnym 

odkryciem, 

ż

e: Kuro

ń

 ma chrze

ś

cija

ń

sk

ą

 dusz

ę

. Inny były zast

ę

pca redaktora naczelnego "TP" 

Andrzej Romanowski,

 równie

ż

 wielki zwolennik Kuronia, wydał w 1995 r. wielk

ą

 cegł

ę

 

publicystyczn

ą

 - tj. dokonany przez siebie wybór publicystyki A.Michnika z lat 1985-1994 pt. Diabeł 

naszego czasu. Kiedy

ś

 na łamach "Znaku" Romanowski proponował Polakom całkowit

ą

 bezbronno

ść

 

we wszelkich dyskusjach z 

Ż

ydami, wr

ę

cz przyj

ę

cie postawy "przepraszam, 

ż

ż

yj

ę

". Według 

Romanowskiego bowiem: (...) mam zasadnicze w

ą

tpliwo

ś

ci, czy w obliczu zagłady polskiego 

ż

ydostwa (...) czy w obliczu ostatniej emigracji 

Ż

ydów z Polski (...) mam w ogóle prawo upomina

ć

 si

ę

 

obsesyjnie o uszanowanie polskiego punktu widzenia (...). Konsekwentnie tak

ą

 wła

ś

nie postaw

ę

 

reprezentuj

ą

 liczni inni redaktorzy "Tygodnika", wci

ąż

 upominaj

ą

c si

ę

 jak Turowicz o 

ż

ydowski punkt 

widzenia. Por. np. atakuj

ą

cy polskie stanowisko w sprawie o

ś

wi

ę

cimskiego Karmelu haniebny wr

ę

cz 

tekst obecnego kierownika działu politycznego "TP" Adama Szostkiewicza na łamach "

Ś

wiata" (nr z 

18 wrze

ś

nia 1989 r.). Inny, a

ż

 nazbyt znany z dialogu z "michnikowcami" redaktor "TP" ksi

ą

dz Józef 

Tischner doczekał si

ę

 ostatnio pochwał nawet na łamach "Playboya" za swe skrajne drwiny z 

polskiego katolickiego za

ś

cianka (por. J.Miliszkiewicz: Kapłan na luzie, "Playboy" z grudnia 1995, s. 

132-134). Ulubiony ksi

ą

dz "GW" i "Wprost" Józef Tischner doszedł a

ż

 do oskar

ż

e

ń

ż

e Polska 

grz

ęź

nie w antysemityzmie, jak stwierdził we wspólnej z Michnikiem ksi

ąż

ce Mi

ę

dzy Panem a 

Plebanem.

 

Dodajmy jeszcze niektórych stałych współpracowników "Tygodnika Powszechnego", jak skrajn

ą

 

filosemitk

ę

 Stanisław

ę

 Grabsk

ą

 (por. "Nasza Polska" z 8 sierpnia 1996 r., czy stałego felietonist

ę

 

"TP" 

Stanisława Lema

, konsekwentnego ateusza, ale za to tropiciela polonocentryzmu. I 

wielbiciela Urbanowego "Nie", który posun

ą

ł si

ę

 a

ż

 do zaatakowania w "Tygodniku Powszechnym" (!!!) 

(nr 25 z 1996 r.) wydawnictwa PWN za to, 

ż

e nie umie

ś

ciło osobnego hasła "Nie" w 4 tomie Nowej 

Encyklopedii. Pomini

ę

cie to Lem uznał jako przejaw praktyk totalitarnych (!). Czy

ż

by

ś

my byli ju

ż

 na 

etapie przechodzenia "Tygodnika Powszechnego" od sojuszu z "Gazet

ą

 Wyborcz

ą

" do sojuszu z 

"Nie"?! I to ma by

ć

 pismo katolickie!

 

 

Władysław Bartoszewski,

 historyk, były minister spraw zagranicznych. Przez lata 

stanowczo bronił najnowszej historii przed oszczerstwami i demaskował próby oczerniania Polaków 
dla wybielenia Niemiec w sprawie eksterminacji 

Ż

ydów (np. w gło

ś

nym referacie w dyskusji w Klubie 

Krzywego Koła). Współautor znakomitego wyboru 

ś

wiadectw o ratowaniu 

Ż

ydów przez Polaków w 

czasie wojny Ten jest z ojczyzny mojej (1996 r.). W "Trybunie Ludu" z 2 kwietnia 1968 r. 
przedstawiono tekst ówczesnego obszernego wywiadu W.Bartoszewskiego dla PAP-u, uderzaj

ą

cego 

w kłamstwa antypolskiej propagandy i przedstawiaj

ą

cego ogromne rozmiary pomocy polskiej dla 

Ż

ydów w czasie drugiej wojny 

ś

wiatowej. Tak

ż

e w pó

ź

niejszych latach Bartoszewski niejednokrotnie 

bronił racji polskich za granic

ą

 (m.in. na polsko-

ż

ydowskiej konferencji w Oxfordzie), w licznych 

tekstach przypominał rozmiary pomocy polskiej dla 

Ż

ydów, wskazywał na fataln

ą

 rol

ę

 Judenratów etc.

 

background image

 

20 

W latach 70. Bartoszewski stopniowo zacz

ą

ł ewoluowa

ć

 w stron

ę

 coraz wi

ę

kszej akceptacji 

argumentacji 

ż

ydowskiej w ró

ż

nych sprawach. Wpłyn

ę

ło na to kilka czynników. Z jednej strony 

uleganie wpływom Turowiczowskiej opcji w "Tygodniku Powszechnym" (Bartoszewski był zwi

ą

zany z 

redakcj

ą

 tego tygodnika od bardzo długiego czasu), jak i filosemickiej elitki PEN-Clubu (od 1972 r., 

gdy Bartoszewski został sekretarzem generalnym tej organizacji). Swoje zrobiły konsekwentne zabiegi 
ze strony 

ż

ydowskiej o pozyskanie Bartoszewskiego, granie na jego pró

ż

no

ś

ci przez bardzo mocne 

fetowanie go w Izraelu (Bartoszewski został m.in. Honorowym Obywatelem Izraela). Ewolucja 
Bartoszewskiego w kierunku filosemickim wyra

ź

nie nasiliła si

ę

 w czasie pobytu na stanowisku 

ambasadora w Wiedniu od 1990 roku. Jako minister spraw zagranicznych w postkomunistycznym 
rz

ą

dzie Józefa Oleksego od 1994 roku Bartoszewski maksymalnie rozczarował entuzjastów jego 

dawnej działalno

ś

ci naukowo-publicystycznej. Był ministrem do

ść

 nieudolnym, a sprawuj

ą

c sw

ą

 

funkcj

ę

 w wyst

ą

pieniach publicznych bardzo cz

ę

sto mówił o wiele szybciej ni

ż

 my

ś

lał.

 

28 kwietnia 1995 wyst

ą

pił na forum Bundestagu z bardzo niefortunnym przemówieniem - 

przeprosinami za wysiedlenie Niemców z Polski, w którym zani

ż

ył liczb

ę

 polskich ofiar wojny z 3 

milionów do dwóch. I to na forum niemieckiego parlamentu (!!!) (por. szerzej moj

ą

 polemik

ę

 z 

dyrektorem gabinetu ministra spraw zagranicznych Tomaszem Lisem - "Słowo-Dziennik Katolicki", 21-
23 lipca 1995 r.).

 

Jako szef polskiego MSZ-u nie zrobił niczego istotniejszego dla napi

ę

tnowania coraz haniebniejszych 

wybryków antypolonizmu w 

ś

wiecie. "Wsławił si

ę

" natomiast niechlubnym "donosem na Polsk

ę

w przemówieniu w izraelskim Knesecie (mówił w nim o antysemickich "ciemniakach" na 
polskiej prowincji, dziwnie zapominaj

ą

c o antypolskich wypowiedziach "ja

ś

nie o

ś

wieconych" 

premierów Bergina i Szamira. 

 

Bartoszewski podj

ą

ł tak

ż

e szereg niefortunnych decyzji personalnych, wzmacniaj

ą

cych filosemickie 

lobby w MSZ, m.in. poprzez mianowanie wiceministrem Stefana Mellera, poprzez wyznaczenie na 
specjalnego pełnomocnika do stosunków z 

ż

ydowsk

ą

 diaspor

ą

, która przecie

ż

 "nie jest podmiotem 

prawa mi

ę

dzynarodowego", znanego ze skrajnie pro

ż

ydowskiej tendencyjno

ś

ci byłego współredaktora 

"Gazety Wyborczej" Krzysztofa 

Ś

liwi

ń

skiego (w 1989 roku popisał si

ę

 brutaln

ą

 napa

ś

ci

ą

 na Prymasa 

Polski w zwi

ą

zku ze spraw

ą

 o

ś

wi

ę

cimskiego Karmelu).

 

Zbigniew Bujak,

 polityk, działacz podziemnej "Solidarno

ś

ci". W 1990 roku jeden z 

przywódców skrajnie lewicowego ugrupowania dawnej lewicy laickiej ROAD. Polityczny wychowanek 
Kuronia, wyró

ż

niał si

ę

 skrajn

ą

 gorliwo

ś

ci

ą

 w tropieniu rzekomego "polskiego antysemityzmu", 

nacjonalizmu, ksenofobii etc. Po

ś

wi

ę

cił tym sprawom prawie połow

ę

 swego wyst

ą

pienia 22 kwietnia 

1990 r. na II Zje

ź

dzie "Solidarno

ś

ci" (por. "GW" z 25 kwietnia 1990 r.). Skrajny manipulator. Kiedy

ś

 

wyznał, 

ż

Manipulacja jest podstaw

ą

 demokracji ("Tygodnik Gda

ń

ski" z 13 maja 1990). Wsławił si

ę

 

swoistym "donosem na Polsk

ę

" w wyst

ą

pieniu na 

Ś

wiatowym Kongresie Studiów Sowietologicznych i 

Wschodnioeuropejskich w Hurrogate (W.Brytania). Twierdził tam, 

ż

e w "Solidarno

ś

ci" nurtowi 

liberalnemu i obywatelskiemu, otwartemu na Europ

ę

 przeciwstawia si

ę

 nurt autorytarny, bazuj

ą

cy na 

nienawi

ś

ci do komunizmu, populizmie i szowinizmie, instrumentalnie posługuj

ą

cy si

ę

 autorytetem 

Ko

ś

cioła (wg "

Ż

ycia Warszawy" z 23 lipca 1990 r.). W wywiadzie dla "Konfrontacji" z 10 sierpnia 

1990 r. zademonstrował skrajne lekcewa

ż

enie polskich tradycji narodowych, mówi

ą

c: (...) 

ROAD jest miejscem, w którym my warto

ś

ci narodowe chcemy podporz

ą

dkowa

ć

 wła

ś

nie zasadzie 

wej

ś

cia do Europy. Wiele ró

ż

nych ugrupowa

ń

 dla sukcesu wyborczego odwołuje si

ę

 do tych 

najgorszych pokładów 

ś

wiadomo

ś

ci, które w nas drzemi

ą

. Wła

ś

nie odwołuje si

ę

 do naszego 

przywi

ą

zania do polskiej tradycji, które przeradza si

ę

 w narodowy szowinizm.

 

W ci

ą

gu nast

ę

pnych miesi

ę

cy Bujak z zapałem kontynuował akcj

ę

 przedstawiania ludzi z innego 

nurtu "Solidarno

ś

ci" jako szowinistów i antysemitów. Zrobił to mi

ę

dzy innymi w skandalicznej 

wypowiedzi na łamach "Moskowskich Nowosti" z 9 wrze

ś

nia 1990 r., powi

ę

kszaj

ą

cej i tak ju

ż

 niemałe 

uprzedzenia wobec Polaków w rosyjskiej opinii publicznej. Stwierdził tam: (...) W latach 1980-1981 nie 
było w "Solidarno

ś

ci" miejsca dla antysemityzmu, dla fobii antyniemieckich, antyrosyjskich czy 

antyukrai

ń

skich. Nie było te

ż

 poczucia wy

ż

szo

ś

ci nad Czechami czy Słowakami. A teraz wypłyn

ę

ły 

nastroje szowinizmu, ju

ż

 nawet wiara i krzy

ż

 słu

żą

 jako or

ęż

 w walce. Kiedy

ś

 nacjonali

ś

ci musieli 

podporz

ą

dkowa

ć

 si

ę

 tradycji "Solidarno

ś

ci" i nie 

ś

mieli mówi

ć

, o czym naprawd

ę

 my

ś

l

ą

. Po dokonaniu 

rozłamu przestali si

ę

 jednak powstrzymywa

ć

. Poczuli si

ę

 jakby poza obszarem "Solidarno

ś

ci"...

 

background image

 

21 

Nie grzesz

ą

cy oryginalnym intelektem Bujak był typem działacza-papugi, o pogl

ą

dach stanowi

ą

cych 

lustrzane odbicie pogl

ą

dów Kuronia, Geremka czy Michnika. "Gazeta Samorz

ą

dowa" z 2 wrze

ś

nia 

1990 r. odnotowała do

ść

 znamienny głos czytelnika: Bujak ta

ń

czy jak mu Geremek zagra, ju

ż

 nawet 

j

ę

czy jak Geremek. Po stworzeniu Ruchu Demokratyczno-Społecznego oparł jego działanie głównie 

na propagandzie proaborcyjnej. Po klapie tego Ruchu znalazł schronienie w Unii Pracy.

 

Waldemar D

ą

browski,

 były prezes Komitetu Kinematografii w randze wiceministra. 

Został nim we wrze

ś

niu 1990 roku dzi

ę

ki poparciu minister Cywi

ń

skiej, zgodnie z tak modn

ą

 

wówczas polityk

ą

 "grubej kreski". W.D

ą

browski był w latach 70. i 80. "ulubie

ń

cem komuny", 

przyjacielem 

Ś

wirgonia. Były działacz ZSMP, został w 1979 r. rekomendowany przez PZPR na 

stanowisko wicedyrektora Wydziału Kultury m.st. Warszawy. Według artykułu przewodnicz

ą

cego 

Sekretariatu Kultury i 

Ś

rodków Przekazu w NSZZ "Solidarno

ść

" Jacka Weissa na łamach "Tygodnika 

Solidarno

ść

" D

ą

browski, "ulubieniec komuny", po tym, jak został prezesem Komitetu Kinematografii 

przez cztery lata niszczył kinematografi

ę

.

 

W.D

ą

browski maksymalnie zaanga

ż

ował si

ę

 w poparcie dla realizacji filmu Lista Schindlera 

Stevena Spielberga i w jego ogromnie nagło

ś

nion

ą

 promocj

ę

 w Polsce. Ani przez chwil

ę

 nie 

zatroszczył si

ę

 przy tym o wyeliminowanie z tego filmu scen szkaluj

ą

cych Polaków, czy wr

ę

cz 

deformuj

ą

cych histori

ę

 (polskie komendy w obozie zagłady, podanie liczby zaledwie 4 tys. 

ocalonych w Polsce 

Ż

ydów, wst

ę

pna informacja, 

ż

e Niemcy rzekomo rozbili Polsk

ę

 w dwa 

tygodnie etc.). Przypomnijmy, 

ż

e film Spielberga był kr

ę

cony w koprodukcji z polskim 

przedsi

ę

biorstwem filmowym Heritage Films, kierowanym przez Lwa Rywina, 

ż

e trzon ekipy 

filmuj

ą

cej stanowili Polacy (75 osób), 

ż

e w filmie wyst

ę

powało 10 polskich aktorów i aktorek, a zdj

ę

cia 

kr

ę

cono w Krakowie. Wiceminister D

ą

browski zamiast wyeliminowa

ć

 te fałszerstwa, brał udział w 

bezkrytycznym fetowaniu filmu Spielberga podczas jego krakowskiej premiery, a samego Spielberga 
okre

ś

lił jako najwi

ę

kszego re

ż

ysera 

ś

wiata. Dzi

ę

ki wiceministrowi D

ą

browskiemu Polska jeszcze 

znacz

ą

co dopłaciła do reklamowania Spielberga z wyra

ź

nymi akcentami antypolskimi. By 

przypomnie

ć

 cho

ć

by informacje podane w artykule K.Bielas i J.Szczerby na łamach "GW": (...) 

Przewodnicz

ą

cy D

ą

browski, chc

ą

c wyrazi

ć

 sw

ą

 wdzi

ę

czno

ść

 dla autora Listy Schindlera (za co? za 

oszczercze uwagi o Polakach? - J.R.N.) opublikował w ameryka

ń

skich pismach bran

ż

owych "Variety" i 

"Hollywood Reporter" kilka ogłosze

ń

. W ostatnim (...) po rozdaniu Oscarów, napisał: We are proud to 

have shared in your experience, STEVEN (jeste

ś

my dumni z udziału w Twoim przedsi

ę

wzi

ę

ciu, 

Steven). Jednak podczas oscarowej gali Spielberg nawet si

ę

 nie zaj

ą

kn

ą

ł o polskim tak przecie

ż

 

znacz

ą

cym, udziale w tym filmie (...). W raporcie NIK krytycznie oceniono ogromne wydatki Komitetu 

Kinematografii na akcj

ę

 promocyjn

ą

 za Oceanem (2,5 mld starych złotych!!!). NIK w ogóle bardzo 

ostro oceniła lekcewa

ż

enie prawa i nonszalancj

ę

 w wydawaniu pieni

ę

dzy przez urz

ę

dników 

kierowanego przez D

ą

browskiego Komitetu Kinematografii. Kiedy D

ą

browski zło

ż

ył na r

ę

ce 

premiera rezygnacj

ę

 ze swej funkcji (29 wrze

ś

nia 1994 r.) nast

ę

pnego dnia nagrodzono go z 

inicjatywy ministra przekształce

ń

 własno

ś

ciowych Wiesława Kaczmarka nowym, bardzo 

dochodowym stanowiskiem prezesa zarz

ą

du Pa

ń

stwowej Agencji Inwestycji Zagranicznych 

SA.

 

Kinga Dunin

, dziennikarka, pracownik redakcji "Ex Libris", dodatku do "

Ż

ycia Warszawy". 

Fanatyczna feministka, tropicielka "polskiego antysemityzmu bez 

Ż

ydów", była autork

ą

 skrajnego 

ataku na Dzienniki powojenne Marii D

ą

browskiej za ich rzekom

ą

 antysemick

ą

 "ksenofobi

ę

". W 48 

numerze "Ex Libris" z 1994 r. wyst

ą

piła za odrzuceniem całej literatury polskiej jako 

niepotrzebnego, bezu

ż

ytecznego balastu, pisz

ą

c expressis verbis: (...) przesta

ń

my uwa

ż

a

ć

ż

literatura polska musi istnie

ć

. Nie musi. Nawet je

ż

eli zniknie - i tak b

ę

dzie w Polsce istniała jaka

ś

 

literatura. Ka

ż

dy b

ę

dzie mógł sobie co

ś

 wybra

ć

 z ogromnej 

ś

wiatowej oferty (...). Zdaniem Dunin 

literatura polska to patos, nuda i troska, bez 

ż

adnego rezonansu społecznego, i trzeba przesta

ć

 si

ę

 

ni

ą

 zajmowa

ć

, zanurzaj

ą

c si

ę

 bez reszty w bogactwie literatury 

ś

wiatowej. Co dla Kingi Dunin oznacza 

bogactwo 

ś

wiatowej oferty, mo

ż

na si

ę

 domy

ś

li

ć

 czytaj

ą

c reklamowane na łamach "Ex Libris" ró

ż

ne 

Harlequiny.

 

Pogl

ą

dy "europejki" z "Ex Libris" na temat literatury rodzimej spotkały si

ę

 z ostr

ą

 krytyk

ą

 

Włodzimierza Odojewskiego, znakomitego polskiego pisarza, 

ż

yj

ą

cego od wielu lat na emigracji. W 

tek

ś

cie Czy literatura polska jest niepotrzebna ("Tygodnik Powszechny" z 3 kwietnia 1994), Odojewski 

polemizował ze stanowiskiem tych, którzy nie rozumiej

ą

 znaczenia własnej literatury dla przetrwania 

narodu, i za wszelk

ą

 cen

ę

 reklamuj

ą

 

ś

wiatowy chłam. Jego zdaniem s

ą

 oni tak jak exlibrisowa autorka 

background image

 

22 

nie wiem, czy 

ś

wiadomie kontynuatorami pogl

ą

dów i haseł internacjonalistycznych, lansowanych w 

niedalekiej przeszło

ś

ci przez komunistyczne partie, zmienili oni tylko barw

ę

 swych sztandarów i 

kierunek ze wschodniej na zachodni

ą

 adoracj

ę

. By

ć

 mo

ż

e nie zdaj

ą

 sobie te

ż

 sprawy, 

ż

e maszeruj

ą

pod tymi sztandarami do Wspólnoty Europejskiej - sztandarami upodobnienia, ujednolicenia, stopienia 
si

ę

 z reszt

ą

 Europy, robi

ą

 fataln

ą

 przysług

ę

 naszemu społecze

ń

stwu, nie wprowadzaj

ą

 tam bowiem 

nacji, bo nacja musi mie

ć

 swoj

ą

 odr

ę

bn

ą

 kultur

ę

, swoje zakorzenienie, swoj

ą

 duchowo

ść

, ale grup

ę

 

regionaln

ą

, a jako grupa regionalna tak naprawd

ę

 nikogo we Wspólnocie Europejskiej nie 

interesujemy, interesuj

ą

ca jest osobno

ść

 nadaj

ą

ca narodowi osobowo

ść

, odr

ę

bno

ść

, specyficzno

ść

które mog

ą

 by

ć

 owymi cennymi kamykami dorzuconymi do mozaiki Europy Ojczyzn (...).

 

Kazimierz Dziewanowski

, publicysta, były ambasador w USA. W 1987 roku autor 

jednego z najgwałtowniejszych ataków na Władysława Sił

ę

-Nowickiego za jego obron

ę

 polskich racji 

w polemice z Janem Bło

ń

skim na łamach "Tygodnika Powszechnego" Dziewanowski wychwalał 

antypolskie oszczerstwa Bło

ń

skiego, sławi

ą

c go za to, 

ż

e wreszcie, nazwał rzeczy po imieniu. 

Twierdził, 

ż

e Bło

ń

ski miał prawo, a nawet obowi

ą

zek (!!!) napisa

ć

 taki artykuł. Swój tekst 

Dziewanowski zatytułował: Prosz

ę

 nie mówi

ć

 za mnie, zarzucaj

ą

c Sile-Nowickiemu, 

ż

ś

mie 

wypowiada

ć

 si

ę

 w imieniu milionów Polaków, ura

ż

onych przez antypolskie pomówienia Bło

ń

skiego. W 

nagrod

ę

 za tak

ą

 postaw

ę

, obc

ą

 jakiemukolwiek poczuciu polskiej godno

ś

ci narodowej, 

Dziewanowskiego mianowano, z por

ę

ki Geremka, ambasadorem za rz

ą

dów Mazowieckiego w tak 

kluczowym dla polskich interesów pa

ń

stwie, jak Stany Zjednoczone. Nic nie wiadomo by na tym 

stanowisku zrobił cokolwiek istotnego dla obrony dobrego imienia Polski. A zwłaszcza dla 
przeciwstawienia si

ę

 tak przybieraj

ą

cemu na sile wła

ś

nie w Stanach Zjednoczonych najjadowitszemu 

ż

ydowskiemu antypolonizmowi.

 

Henryk Grynberg

, pisarz, wyemigrował z Polski pod koniec 1967 r. W licznych ksi

ąż

kach 

wydanych w Polsce w ostatnich latach (m.in. Dziedzictwo), artykułach i wywiadach, dawał wyraz 
fanatycznej, zapiekłej nienawi

ś

ci do Polski i Polaków. W "Naszej Polsce" z 27 czerwca 1996 r. 

przytaczałem ju

ż

 "odkrywcze" teorie Grynberga, jak to Polacy znakomicie dorobili si

ę

 w czasie drugiej 

wojny 

ś

wiatowej (na maj

ą

tkach 

Ż

ydów). U Grynberga, podobnie jak u Edelmana i Turowicza, 

obserwujemy z biegiem lat ten sam schemat skrajnego pogarszania ocen zachowania Polaków wobec 

Ż

ydów. Jeszcze w listopadzie 1968 roku Grynberg pisał na łamach paryskiej "Kultury" o potrzebie 

pami

ę

tania równie

ż

 o aktach szlachetno

ś

ci, ofiarno

ś

ci, odwagi i braterstwa Polaków w niesieniu 

pomocy 

Ż

ydom. Teraz w jego ksi

ąż

kach, artykułach i wywiadach wyra

ź

nie dominuje kra

ń

cowe 

przyczernianie obrazu Polski i Polaków. Grynberg kre

ś

li wizje krwio

ż

erczych Polaków, którzy zawsze 

zdradzali 

Ż

ydów, rabowali ich i mordowali. W ameryka

ń

skim czasopi

ś

mie "Midstream" z kwietnia 

1991 r. Grynberg postawił ju

ż

 nawet znak równania mi

ę

dzy AK i stalinowsk

ą

 bezpiek

ą

.

 

Ojciec Grynberga został zamordowany - według jego relacji - przez polskiego chłopa, któremu w 
swoim czasie zostawił dwie krowy. St

ą

ź

ródło ci

ą

głej nienawi

ś

ci, i to nie tylko do tego chłopa, ale 

generalnie do Polaków, chrze

ś

cijan. Pisał w DziedzictwieNie potrafi

ę

 przebaczy

ć

. Nie chc

ę

. Nie czuj

ę

 

si

ę

 upowa

ż

niony (...). Uwa

ż

am, 

ż

e sprawiedliwe jest pot

ę

pienie. Wieczne bez przedawnienia. 

Komentuj

ą

c te słowa Grynberga o wiecznym pot

ę

pieniu krytyk Tadeusz Drewnowski zapytywał w 

"Polityce" (z 11 grudnia 1993): Pot

ę

pienie całego wschodniego Mazowsza? Całego - prócz rodaków - 

ś

wiata? I opowiedział si

ę

 za czym

ś

 wr

ę

cz odmiennym od Grynbergowskiego przesłania - za potrzeb

ą

 

ludzkiego wybaczenia. Dodajmy, 

ż

e zastygły w nienawi

ś

ci Grynberg, wci

ąż

 t

ę

 nienawi

ść

 

rozpami

ę

tuj

ą

cy, ci

ą

gle wypomina Polakom 

ś

mier

ć

 ojca, zabitego przez prymitywnego, pazernego 

chłopa, a coraz bardziej zapomina o tym, 

ż

e on sam i jego matka uratowali si

ę

 wła

ś

nie dzi

ę

ki 

Polakom. Dzi

ę

ki człowiecze

ń

stwu takich osób, jak Pszczółkowska czy Orli

ń

scy, o których jeszcze pisał 

w "Twórczo

ś

ci" z 1965 roku (nr 6, s. 52-60) w utworze Wojna 

ż

ydowska, a o których teraz wyra

ź

nie ju

ż

 

nie chce wspomina

ć

. Teraz woli tworzy

ć

 antychrze

ś

cija

ń

skie uogólnienia: Dobrzy chrze

ś

cijanie 

ch

ę

tnie i szczerze współczuj

ą

 

ż

ydowskiemu losowi. Nie mog

ą

 si

ę

 tylko pogodzi

ć

 z 

równouprawnieniem 

Ż

ydów (H.Grynberg: 

Ż

ycie osobiste, wyd. podziemne "Fakt", Łód

ź

 1988, s. 23).

 

Grynbergowska obsesja wiecznej nienawi

ś

ci, bez przedawnienia, wydaje si

ę

 szczególnie szokuj

ą

ca 

dla narodów, tak jak polski wychowany we wr

ę

cz przeciwstawnej tradycji chrze

ś

cija

ń

skiej. Tradycji, 

która stała si

ę

 

ź

ródłem płomiennego apelu polskich biskupów z 1965 roku do Niemców: "Przebaczamy 

i prosimy o przebaczenie". Dodam, 

ż

e osobi

ś

cie nigdy nie przestałem odczuwa

ć

 tak bolesnej straty 

ojca, zamordowanego przez Niemców, gdy miałem tylko cztery lata. A jednak ju

ż

 jako pocz

ą

tkuj

ą

cy 

publicysta (w wieku dwudziestu trzech lat) zamie

ś

ciłem w "Polityce" w 1963 roku artykuł apeluj

ą

cy o 

background image

 

23 

to, aby

ś

my opisuj

ą

c histori

ę

 stosunków z Niemcami nie pisali tylko o ciemnych stronach wzajemnych 

stosunków, ale szukali równie

ż

 innych tradycji - pami

ę

ci o zbli

ż

eniach typu wspaniałego przyj

ę

cia 

polskich powsta

ń

ców 1831 roku w Nadrenii. W stosunkach mi

ę

dzy narodami trzeba zachowywa

ć

 

pami

ęć

, ale te

ż

 i umie

ć

 wybacza

ć

.

 

Wypowiedzi Grynberga to ci

ą

głe absolutyzowanie jako jedynej i wył

ą

cznej tragedii narodu 

ż

ydowskiego i zupełna niewra

ż

liwo

ść

 na tragedi

ę

 innych narodów, 

ś

mier

ć

 milionów Polaków, Rosjan 

etc. Grynberg zaatakował na przykład zdanie Nałkowskiej z MedalionówLudzie ludziom zgotowali ten 
los
, wykrzykuj

ą

c - to nieprawda. To ludzie 

Ż

ydom zgotowali ten los. Polemizuj

ą

c z t

ą

 tak uproszczon

ą

 

wizj

ą

 Grynberga, pisarz Andrzej Braun stwierdził: Holocaust to było co

ś

, co tylko 

Ż

ydzi przeszli. Jak 

gdyby innych narodów nie wymordowano. Przepraszam, a Indian, Azteków nie wymordowano? I wielu 
innych społeczno

ś

ci, narodowo

ś

ci, kultur? (cyt. za My - w smudze czasu... Rozmowa z Andrzejem 

Braunem, "Literatura" 1989, nr 7, s. 16). Przypomnijmy, 

ż

e A.Braun w 1968 roku oddał legitymacj

ę

 

partyjn

ą

 w 1968 roku na znak protestu przeciw urz

ę

dowej fali anty

ż

ydowsko

ś

ci.

 

Grynberg milczy o antypolskim zachowaniu si

ę

 du

ż

ej cz

ęś

ci 

Ż

ydów na kresach wschodnich w latach 

1939-1941, o roli 

Ż

ydów jako czołowych katów w UB, ale za to tym ch

ę

tniej porównuje polskie 

wydarzenia marcowe 1968 roku do Holocaustu (zrobił to w przemówieniu w PEN-Clubie). Jeszcze 7 
marca 1992 r. w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" stwierdził o marcu 1968 r., 

ż

były to 

najhaniebniejsze prze

ś

ladowania 

Ż

ydów od upadku III Rzeszy (por. "Rzeczpospolita" 7-8 marca 1992 

r.). W tekstach Grynberga nie ma natomiast nawet cienia refleksji o rzeczywistych zbrodniach, 
popełnionych przez niektórych 

Ż

ydów, jak cho

ć

by wymordowania ponad 250 Arabów, w tym kobiet i 

dzieci, w 1948 roku w wiosce Deir Jassin, które uroczy

ś

cie pobłogosławił przyszły izraelski premier - 

"humanista" Menachem Begin.

 

Najbardziej szokuje niebywały tupet, z jakim pisarz i aktor Henryk Grynberg kreuje si

ę

 na historyka 

stosunków polsko-

ż

ydowskich i domorosłego historyka literatury. W artykule dla "Wprost" z 31 maja 

1992 r. pt. Zagadka Mickiewicza, Grynberg oskar

ż

ył wybitnych polskich historyków literatury typu 

Stanisława Pigonia o antysemityzm ze wzgl

ę

du na odrzucanie przez nich mitu o 

ż

ydowskim 

pochodzeniu Mickiewicza. Według Grynberga odrzucanie to dowodzi, jak 

ę

bokie s

ą

 korzenie 

antysemityzmu w polskiej filozofii (!!!). Nie przeszkodziło to Grynbergowi w tym samym artykule 
ubolewa

ć

 na tym, 

ż

e Mickiewicz przej

ś

ciowo uległ presji antysemickiej w "Ksi

ę

gach pielgrzymstwa i 

narodu polskiego". Zaraz znalazł wytłumaczenie, 

ż

e Mickiewicz potrzebował antysemickiego alibi, co 

ś

wiadczy jak przemo

ż

na była presja antysemityzmu. W tym samym artykule Grynberg zaatakował 

prof. Pigonia za to, 

ż

e twierdził, i

ż

 

Ż

ydzi popierali w 1812 roku Rosj

ę

 przeciw Napoleonowi, 

szpiegowali na rzecz Rosji. Zdaniem Grynberga takie twierdzenie zostało wyssane przez prof. Pigonia 
z antysemickiej wyobra

ź

ni, bo 

Ż

ydzi mieli o wiele wi

ę

cej powodów, 

ż

eby sprzyja

ć

 Napoleonowi - który 

w podbitych krajach dawał im prawa obywatelskie, a kolaboracjonistów miał carat zawsze wi

ę

cej 

w

ś

ród Polaków bez 

ż

adnych "przymieszek". Niedouczek Grynberg nie doczytał licznych historyków, w 

tym M.Handelsmana, Kutrzeby, rosyjskiego historyka Schildera, 

ż

ydowskich historyków S.Hirszhorna i 

J.Schalla, którzy zgodnie pisali o maksymalnym poparciu 

Ż

ydów dla Rosji przeciw Napoleonowi. 

Ż

ydzi 

gremialnie poparli cara przeciw Napoleonowi, poniewa

ż

 przewodz

ą

cy im skrajnie konserwatywni rabini 

chasydzcy bali si

ę

 jak ognia nowoczesnych praw Napoleona. 

Ż

ydowski historyk Jakub Schall pisał w 

Dziejach 

Ż

ydów na ziemiach polskich

ż

e w 1812 roku Chasydzi garn

ą

 si

ę

 do ciemnej Rosji i do cara 

jako do wrogów post

ę

pu i Napoleona. W wielu ksi

ąż

kach m.in. u rosyjskiego historyka Schildera, czy 

w Listach litewskich J.U.Niemcewicza mo

ż

na przeczyta

ć

 znamienne fakty o szpiegostwie 

Ż

ydów na 

rzecz Rosji. Gdy za

ś

 chodzi o kolaboracjonistów, to przypomnijmy znów, 

ż

e w czasie Powstania 

Listopadowego 

Ż

ydzi wyra

ź

nie dominowali w

ś

ród prorosyjskich szpiegów (pisze o tym M.Mochnacki), 

ż

e 

Ż

yd, wła

ś

ciciel winiarni Rosenthal wydał carskiej policji słynnego emisariusza Szymona 

Konarskiego

ż

Artur Goldman wydał Traugutta etc.

 

Ireneusz Krzemi

ń

ski,

 socjolog wyspecjalizowany w badaniu tzw. antysemityzmu w 

Polsce. Jego badania na ten temat finansuje Komitet Bada

ń

 Naukowych (KBN) - (por. 

"Rzeczpospolita" z 28-29 listopada 1992). Pytanie, czy KBN w obecnym składzie kiedykolwiek 
zdob

ę

dzie si

ę

 na finansowanie badania problemów antypolonizmu za granic

ą

 i u nas w kraju, 

problemów o ile

ż

 bardziej nabrzmiałych, jak wskazuj

ę

 w swoim cyklu. O ile wiem Ireneusz Krzemi

ń

ski 

jest jak dot

ą

d jedyn

ą

 osob

ą

 po

ś

ród polskich 

ś

rodowisk filosemickich, która zdobyła si

ę

 na publiczne 

przeproszenie z powodu fałszywego pomówienia o rzekomy antysemityzm. Pomówienie odnosiło si

ę

 

do Tomasza Wołka, przez kilka lat redaktora naczelnego "

Ż

ycia Warszawy". Wymowny był sam tekst 

background image

 

24 

przeproszenia pt. Przepraszam Pana Wołka ("Gazeta Wyborcza" z 21 listopada 1990 r.). Krzemi

ń

ski 

pisał tam: Mniej wi

ę

cej rok temu w czasie II Kongresu Gda

ń

skich Liberałów zarzuciłem p. Tomaszowi 

Wołkowi posiadanie i głoszenie antysemickich przekona

ń

. Czyniłem to w dobrej wierze, wiedziony 

pogl

ą

dami tzw. 

ś

rodowiska (podkre

ś

lenie J.R.N.). Jednak

ż

e mimo lektury Jego licznych artykułów 

nie udało mi si

ę

 znale

źć

 tekstu, który byłby 

ś

wiadectwem antysemickiego pogl

ą

du na 

ś

wiat. 

Niniejszym wi

ę

c chciałbym przeprosi

ć

 Pana Wołka. Ciekawa była w ogóle sama metoda - najpierw 

zaatakowanie publiczne w czasie Kongresu pod zarzutem antysemityzmu, a potem szukanie na to 
dowodów.

 

Mieczysław F.Rakowski,

 polityk PZPR. Jako redaktor naczelny "Polityki", a pó

ź

niej 

wicepremier i w ko

ń

cu premier PRL, główny protektor publicystycznego lobby filosemickiego od 

Urbana po KTT i Kału

ż

y

ń

skiego. "Wsławiony" rozlicznymi "donosami na Polsk

ę

", skrajnymi 

uogólnieniami negatywnymi o polskich cechach narodowych, m.in. w niemieckiej prasie. Obecnie 
redaktor naczelny skrajnie nudnego marksistowskiego periodyku "Dzi

ś

".

 

Dariusz Szymczycha

, dziennikarz. Redaktor naczelny SDRP-owskiej "Trybuny". 

Utrzymuje j

ą

 w stanie kra

ń

cowej nudy, 

ż

e odstrasza najwytrwalszych czytelników. Decyduje o 

tym prezentacja licznych skompromitowanych dziennikarzy czasów minionych w stylu starego 
stalinowca Kazimierza Ko

ź

niewskiego, dzi

ś

 tropiciela "polskiego antysemityzmu". Trudno byłoby w 

"Trybunie" szuka

ć

 obrony polskich interesów narodowych, cho

ć

by w gospodarce czy polityce 

zagranicznej. Wyst

ą

pienia w obronie tych interesów dla Szymczychy oznaczaj

ą

 "zapach za

ś

cianka, 

smrodek za mocno narodowy" (por. jego tekst w "Trybunie" nr 54 z 1995 r., s. 6). Znamienna była 
pełna pasji replika Szymczychy z 4 lipca 1995 r. na artykuł w "Słowie - Dzienniku Katolickim", 
krytykuj

ą

cy jednostronno

ść

 polemiki z ks. Prałatem Jankowskim i domagaj

ą

cy si

ę

, by raz wreszcie 

zabra

ć

 si

ę

 za rozliczenie z antypolonizmem. Szymczycha natychmiast uznał to za prób

ę

 odwrócenia 

uwagi od "najwa

ż

niejszego" problemu owych dni - obrazu "narodu wybranego", jak

ą

 przypisano 

ksi

ę

dzu Jankowskiemu.

 

Krzysztof Turowski

, dziennikarz, realizator wyj

ą

tkowo partacko robionego programu 

telewizyjnego pt. Godzina szczero

ś

ci, popularnie zwanej "Godzin

ą

 wazeliny". Cz

ę

stokro

ć

 w programie 

tym dochodziło do eksponowania antypolonizmu i skrajnego filosemityzmu. Tak jak to miało miejsce w 
niedawnej Godzinie szczero

ś

ci Janem Karskim. Pogl

ą

dy "europejczyka" Turowskiego dobrze 

ilustrowała jego wypowied

ź

 w jednym z programów Godziny szczero

ś

ci o patriotyzmie: To dzi

ś

 tr

ą

ci 

staro

ś

wiecko

ś

ci

ą

 (cyt. za tekstem T.Kra

ś

ki w "Globie" z 30 lipca 1992 r.). 

"NASZA POLSKA" NR 35/1996.

 

 

Stanisław Bara

ń

czak,

 poeta i krytyk, jeden z ulubionych idolów michnikowców. Przebywa 

od kilkunastu lat w Stanach Zjednoczonych, gdzie wykłada na uniwersytecie. Odpowiadaj

ą

c w 

ankiecie "Polityki" (z 9 kwietnia 1994) na pytanie: Wraca

ć

 czy nie wraca

ć

 do kraju? odpowiedział, 

ż

pytanie to niecałkiem stosuje si

ę

 do niego. Ono stosuje si

ę

 jedynie do mojego "ja" fizycznego, którego 

miejsce przebywania w danym momencie w danym punkcie kuli ziemskiej jest spraw

ą

 drugorz

ę

dn

ą

 i 

zale

ż

n

ą

 od trywialnych okoliczno

ś

ci, takich jak miejsce zatrudnienia i sposób zarabiania na 

ż

ycie, 

dom, sprawy rodzinne, przyzwyczajenia itp. Wyra

ź

nie upodobawszy sobie Stany Zjednoczone i 

ameryka

ń

sk

ą

 pensj

ę

 dla rozwoju swojego "ja" fizycznego, Bara

ń

czak nie zapomina jednak o rodakach 

rozwijaj

ą

cych swe "ja" fizyczne w kraju mi

ę

dzy Odr

ą

 a Bugiem. Robi, co mo

ż

e, by obrzydzi

ć

 im 

wła

ś

nie to, co ich najmocniej podtrzymuje na 

ż

yciu w pobalcerowiczowskiej Polsce - etos polsko

ś

ci, 

najpi

ę

kniejsze symbole polskiego 

ż

ycia duchowego. W 1995 roku Bara

ń

czak wydał w Krakowie 

skrajnie partack

ą

 parodi

ę

 ró

ż

nych słynnych polskich wierszy patriotycznych, wzbudzaj

ą

c powszechne 

oburzenie w

ś

ród ludzi czuj

ą

cych i my

ś

l

ą

cych po polsku (por. np. tekst El

ż

biety Morawiec: Paskudna 

ksi

ąż

ka Bara

ń

czaka, "Tygodnik Solidarno

ść

" z 15 wrze

ś

nia 1995 r.).

 

Bara

ń

czak umie

ś

cił w swym tomie pozbawione cho

ć

by krzty smaku i przyzwoito

ś

ci szydercze 

przeróbki ró

ż

nych wierszy patriotycznych. Oto charakterystyczna przeróbka zwrotki wiersza 

J.Kasprowicza:

 

background image

 

25 

Rzadko na moich wargach. Niech dzi

ś

 to warga ma wyzna 

Go

ś

ci krwi

ą

 przepojony najdro

ż

szy wyraz ojczyzna.

 

U Bara

ń

czaka zwrotka ta, poddana odpowiedniej satyrycznej przeróbce brzmiała: 

Rzadko na moich wargach zjawia si

ę

 

ś

wi

ę

ta jedyna 

w dymie po

ż

arów w

ę

dzona Najdro

ż

sza nazwa słonina.

 

Przejmuj

ą

cy wiersz Mickiewicza 

Ś

mier

ć

 pułkownika został przerobiony u Bara

ń

czaka na Kieł 

Pułkownika ze "Słonic

ą

 Bohater Tr

ą

bonos

ą

 Emilij

ą

 Plater". Szczególnie oburzaj

ą

ce dowcipy 

Bara

ń

czaka z przepowiedni Słowackiego na temat Papie

ż

a-Polaka z odpowiednim "komentarzem" do 

pontyfikatu Jana Pawła II - ilustracj

ą

 papie

ż

a ze słoniow

ą

 tr

ą

b

ą

 zamiast twarzy. I to wszystko 

wydano w "mieni

ą

cym si

ę

 katolickim" wydawnictwie "Znak". Zdumiewali si

ę

 komentatorzy, 

omawiaj

ą

c znajduj

ą

ce si

ę

 wyra

ź

nie na granicy grafomanii antypatriotyczne i antyreligijne 

parodie Bara

ń

czaka.

 

Wiosn

ą

 1996 roku Bara

ń

czak był autorem obrzydliwego listu, atakuj

ą

cego prezesa Kongresu Polonii 

Ameryka

ń

skiej Edwarda Moskala za jego stanowcze, pełne godno

ś

ci wyst

ą

pienie przeciw ci

ą

głym 

polskim ust

ę

pstwom wobec lobby 

ż

ydowskiego. Bara

ń

czak twierdził w swym li

ś

cie, 

ż

e premier Moskal 

nie ma jakoby prawa wyst

ę

powa

ć

 w imieniu Polaków w tej sprawie, bo On, Bara

ń

czak, ma zupełnie 

odmienn

ą

 opini

ę

 na ten temat. I tak mamy nowy swoisty model patriotyzmu a la Bara

ń

czak: Do kraju 

nie wraca

ć

, by nie poniosło uszczerbku fizyczne "ja" autora, bo tam Ojczyzna, gdzie dobrze. Wi

ęź

 z 

Krajem wyra

ż

a

ć

 przez wyszydzanie najdro

ż

szych dla Polaków symboli, a wi

ęź

 z emigracj

ą

 

poprzez ataki na jej przywódców, broni

ą

cych dobrego polskiego imienia.

 

Wojciech Gieł

ż

y

ń

ski

, dziennikarz. Typowy przykład filosemickiego koniunkturalizmu, tym 

gorliwszego, 

ż

e musi odrabia

ć

 stare grzechy z 1968 roku. Gieł

ż

y

ń

ski nale

ż

ał bowiem do "rycerzy" 

pomarcowej kampanii moczarowskiej. W paszkwilanckiej broszurze "Oko w oko z polityk

ą

" (wyd. 

"Iskry", Warszawa 1968), Gieł

ż

y

ń

ski z furi

ą

 demaskował mi

ę

dzy innymi byłego członka bandy 

Łupaszki, Jasienic

ę

, piewc

ę

 "zachodniego liberalizmu" Antoniego Słonimskiego, wojuj

ą

cego katolika 

Kisielewskiego, czołowego adwokata dobrych przedwojennych czasów (s. 27 broszury). Pi

ę

tnuj

ą

kapitalizm i w

ś

ciekło

ść

 propagandy syjonistycznej, młodych wichrzycieli antysocjalistycznych (s. 9) 

wysławiał niebywałe jego zdaniem osi

ą

gni

ę

cia demokracji socjalistycznej, wzoru wolno

ś

ci dla 

gniecionej przez imperializm reszty 

ś

wiata. 

 

Pi

ę

tnuj

ą

c imperialistycznych i syjonistycznych wrogów ludu, Gieł

ż

y

ń

ski powoływał si

ę

 na odpowiednie 

"autorytety": K.K

ą

kola (s. 5), W.Machejka (s. 11), W.Gomułk

ę

 (s. 9 i 25), J.Cyrankiewicza (s. 16). W 

tym

ż

e 1968 roku w odr

ę

bnej ksi

ąż

ce Demokracja socjalistyczna Gieł

ż

y

ń

ski zapewniał ju

ż

 na jej 

pierwszej stronie: (...) zdezorientowani studenci w dniach wydarze

ń

 marcowych domagali si

ę

 

demokracji, czyli tego wła

ś

nie, co ustrój socjalistyczny zrealizował ju

ż

 w sposób pełniejszy ni

ż

 

jakikolwiek z dotychczasowych ustrojów znanych dziejom ludzko

ś

ci (...). Ciekawe, z jakim uczuciem 

czytali te wyznania Gieł

ż

y

ń

skiego studenci ze 

ś

wie

żą

 pami

ę

ci

ą

 milicyjnych pałowa

ń

 czy osoby 

wyrzucone w pomarcowych czystkach.

 

Min

ę

ły lata, przyszła inna koniunktura. I oto Gieł

ż

y

ń

ski od

ż

ywa w roli tropiciela polskiego 

"antysemityzmu". W 1989 z hukiem ogłasza zaprzestanie publikowania na łamach "Ładu", by 
zaprotestowa

ć

 przeciw drukowi na jego łamach "anty

ż

ydowskich" tekstów J.Korwin-Mikke. Stara si

ę

 

jak mo

ż

e, by przypodoba

ć

 si

ę

 dominuj

ą

cemu filosemickiemu lobby. Ostatnio na łamach 

"Rzeczypospolitej" z 24-25 sierpnia, atakuj

ą

c ROP jako rzekomy obóz populistów-ksenofobów, który 

twórczo przetworzył fenomen tymi

ń

szczyzny.

 

Agnieszka Holland

, re

ż

yser filmowy. Przebywa od 1981 roku za granic

ą

 (od lat jej stałym 

miejscem pobytu stała si

ę

 Francja). Podobnie jak Bara

ń

czak, nie wyra

ż

a skłonno

ś

ci do szybkiego 

powrotu do Polski. Tłumaczy to tym, 

ż

e par

ę

 rzeczy przeszkadza jej w Polsce w sposób dojmuj

ą

cy. A 

konkretnie: Przeszkadza mi antysemityzm oraz głupota, cynizm i korupcja polityków. Przypomnijmy 
wi

ę

c, 

ż

e we Francji nie brakuje ani antysemityzmu, ani korupcji polityków (sławna historia 

samobójstwa premiera, przyłapanego na korupcyjnej aferze etc.). A.Holland jest córk

ą

 znanego 

komunistycznego dziennikarza Henryka Hollanda, którego aresztowano w 1961 roku za ujawnienie 
partyjnych tajemnic francuskiemu korespondentowi (w czasie rewizji w jego mieszkaniu Holland 

background image

 

26 

wyskoczył z okna). Udział wpływowych przedstawicieli ("puławian" - frakcji 

ż

ydowskiej KC PZPR) w 

pogrzebie Hollanda, Gomułka potraktował jako antypartyjn

ą

 manifestacj

ę

. Po 

ś

mierci Hollanda 

esbecja prze

ś

ladowała jego córk

ę

, która zwi

ą

zała si

ę

 z ruchem dysydenckim.

 

Utalentowana re

ż

yserka filmowa A.Holland ma niestety zbyt wiele uprzedze

ń

 wobec Polski i Polaków, 

tak jak 

ś

wiadczy cytowana na wst

ę

pie wypowied

ź

. W wywiadzie dla "Super Expressu" z 23-24 

wrze

ś

nia 1995 wyznała: Nie mam specjalnych sympatii ani dla katolicyzmu, ani dla Ko

ś

cioła, ani tym 

bardziej dla kleru. Mimo to zdecydowała si

ę

 na zrobienie filmu na "modny" w swoim czasie temat o 

zamordowaniu ksi

ę

dza Popiełuszki. Nie czuj

ą

c polskiego katolicyzmu poszła zupełnie na komercj

ę

, w 

której niewa

ż

ne były prawdziwe fakty o m

ę

cze

ń

stwie ksi

ę

dza. Centraln

ą

 postaci

ą

 jej filmu Zabi

ć

 

ksi

ę

dza była nie ofiara - ksi

ą

dz Popiełuszko, lecz jego zabójca, kat, kapitan Piotrowski (por. 

recenzja M.Pawlickiego Zabi

ć

 znaczy przegra

ć

, "Tygodnik Kulturalny" z 26 lutego 1992).

 

Staraj

ą

c si

ę

 o komercyjno

ść

 Holland tworzyła odpowiedni

ą

 aur

ę

 erotyczn

ą

 wokół postaci ksi

ę

dza 

(w

ą

tek zakochanej w Popiełuszce Ewy) (por. szerzej recenzj

ę

 Stefana Muchy: Zabi

ć

 ksi

ę

dza 

Agnieszki Holland, "Ład", 12 listopada 1989). Nawet komentatorka z miesi

ę

cznika "europejczyków" - 

"Respublica" (nr 2 z 1989) Małgorzata Dziewulska uskar

ż

ała si

ę

 na ra

żą

ce nasze uczucie 

prawdziwo

ś

ci w

ą

tku masowego kina zachodniego w filmie Holland, stwierdzaj

ą

c m.in.: (...) 

zaakceptowałam ten film, cho

ć

 i mnie na pocz

ą

tku przeszły ciarki na widok hollywoodzkiej wersji nocy 

trzynastego grudnia (...). Ksi

ą

dz wygl

ą

da jak reklama rakiet tenisowych - w najlepszym wypadku - a 

pasty do z

ę

bów w najgorszym (...). Agnieszka Holland nie tylko przedstawiła nieprawdziwie Polsk

ę

 

stanu wojennego, lecz w ogóle, jak to si

ę

 mówi, odwróciła kota ogonem. Zaprzeczyła naszemu poj

ę

ciu 

o tym, kim był ojciec Popiełuszko i kim jest Grzegorz Piotrowski (...). Maciej Pawlicki za

ś

 konkludował, 

komentuj

ą

c skutki współpracy Holland z komercyjnymi producentami zachodnimi: (...) Wyra

ź

nie wida

ć

ż

e Holland wielokrotnie i

ść

 musiała na kompromisy, które niekiedy niebezpiecznie zbli

ż

aj

ą

 si

ę

 do 

granicy dobrego smaku.

 

Ta skłonno

ść

 do ci

ą

głych wielkich kompromisów z komercj

ą

 cechuje ci

ą

gle filmy Holland, cho

ć

by jej 

najbardziej okrzyczany film Europa, Europa, tworzony wyra

ź

nie według ró

ż

nych uproszczonych 

stereotypów. Obok ciekawej postaci głównego bohatera Szymona Perela, młodego 

Ż

yda ratuj

ą

cego 

si

ę

 dzi

ę

ki udawaniu Niemca i działaj

ą

cego w Hitlerjugend, obserwujemy obraz młodego Polaka-

"antysemity", który płaci w ko

ń

cu 

ś

mierci

ą

 za sw

ą

 antysemick

ą

 zajadło

ść

 i obraz dobrego Niemca. W 

"Przegl

ą

dzie Tygodniowym" z 29 marca 1992 r. komentowano film Europa, Europa jako kolejny dowód 

na to, 

ż

e Agnieszka Holland (...) idzie na bardzo powa

ż

ne kompromisy z koniunkturalnie reaguj

ą

cym 

tzw. widzem masowym (...).

 

Andrzej Jonas

, dziennikarz "nawrócony" na "Solidarno

ść

", były pracownik tygodnika "Tu i 

Teraz" (w latach 1982-1984), kierowanego przez osławionego janczara stanu wojennego Kazimierza 
Ko

ź

niewskiego. Zało

ż

yciel i redaktor naczelny wpływowego pisma polskiego w j

ę

zyku angielskim "The 

Warsaw Voice". Jego postaw

ę

 dobrze ilustruj

ą

 słowa wypowiedziane w nocnej dyskusji o patriotyzmie 

(w styczniu 1995 roku), któr

ą

 prowadził w telewizji: Mamy wiele kłopotów z patriotyzmem. W czasie, 

gdy powszechnie si

ę

 widzi, jak wielkim problemem jest słabni

ę

cie polskiego patriotyzmu, podwa

ż

anie 

polskich tradycji narodowych, p. Jonas et consortes maj

ą

 wci

ąż

 "wiele kłopotów" z polskim 

patriotyzmem.

 

Krzysztof Skubiszewski

, były minister spraw zagranicznych, zało

ż

yciel Rady Polityki 

Zagranicznej. Jako szef MSZ-u w rz

ą

dzie T.Mazowieckiego był od pocz

ą

tku całkowicie uzale

ż

niony 

od kierownictwa lewicy OKP, które wiedziało o niechlubnych kartach z jego przeszło

ś

ci. Chodziło nie 

tylko o dziwnie mało wspominane członkostwo Skubiszewskiego w Radzie Konsultacyjnej przy 
Jaruzelskim, ale o długotrwał

ą

 karier

ę

 w roli TW pod pseudonimem "Kosk". Tylko absolutne 

poparcie udecji uratowało Skubiszewskiego przed skutkami publicznego ujawnienia faktów jego tajnej 
współpracy z re

ż

imem - najpierw przez doradc

ę

 premiera Olszewskiego Krzysztofa Wyszkowskiego, a 

ź

niej w zwi

ą

zku z ogłoszeniem tzw. Listy Macierewicza. Przeszło

ść

 Skubiszewskiego nie pozostała 

bez wpływu na jego fatalne z punktu widzenia polskich narodowych interesów zachowanie w 
decyduj

ą

cym momencie finalizowania traktatu z Rosj

ą

 w maju 1992 - katastrofalnym ust

ę

pstwom 

Skubiszewskiego wobec Rosjan zapobiegła w ostatniej chwili bezpo

ś

rednia interwencja 

Olszewskiego. Podatno

ść

 Skubiszewskiego na poda

ż

e w zwi

ą

zku z jego przeszło

ś

ci

ą

 wpłyn

ę

ła 

przypuszczalnie równie

ż

 na jego skrajny serwilizm wobec Amerykanów.

 

background image

 

27 

Znany z niebywałego nad

ę

cia Skubiszewski był swoistym Profesorem Pimko polskiej dyplomacji. 

Najwi

ę

kszy samochwał w

ś

ród ministrów III RP, starał si

ę

 jako sukces przedstawi

ć

 najbardziej 

oczywiste nawet fiaska swej polityki, vide np. przedstawienie jako sukcesu fatalnego blama

ż

u w 

zwi

ą

zku z oficjaln

ą

 wizyt

ą

 szefa polskiego MSZ-u w Białorusi, katastrofalnie nieprzygotowan

ą

 

(Białorusini wyst

ą

pili podczas tej wizyty(!!!) z roszczeniami terytorialnymi do Polski!).

 

Fetowany przez udeck

ą

 pras

ę

 jako pewny kandydat na fotel sekretarza generalnego ONZ, 

Skubiszewski znalazł si

ę

 na 11 miejscu w

ś

ród 14 rozpatrywanych kandydatów, z zaledwie dwoma 

głosami oddanymi na jego kandydatur

ę

 (por. "

Ż

ycie Warszawy" z 30 listopada 1991).

 

Niezwykle pyszałkowaty, wr

ę

cz despotyczny wobec podwładnych, Skubiszewski dosłownie jadł z 

r

ę

ki Geremkowi. Wiedział, 

ż

e przy takich "hakach", jakie ma w swym 

ż

yciorysie, musi posłusznie 

słucha

ć

 wszechwładnego guru udecji. Przy serwilizmie Skubiszewskiego, człowiekiem, który 

faktycznie decydował o wszystkich nominacjach nowych ambasadorów, był filar lobby filosemickiego 
Bronisław Geremek. I tak to formalnie pod batut

ą

 Skubiszewskiego wci

ąż

 wzrastała liczba 

ambasadorów, nie maj

ą

cych nic wspólnego z obron

ą

 polskich interesów narodowych, za to tym 

wra

ż

liwiej reaguj

ą

cych na postulaty 

ż

ydowskiej diaspory.

 

Za kadencji Skubiszewskiego równolegle do skrajnych zaniedba

ń

 w polityce wschodniej i w 

ogóle w stosunkach z s

ą

siadami, za ministerium Skubiszewskiego nadano szczególnie wysok

ą

 

rang

ę

 stosunkom z Izraelem. Na łamach periodyku "Puls" zdumiewano si

ę

: (...) Prezydent 

Wał

ę

sa składa wizyt

ę

 w Izraelu w pół roku zaledwie od rozpocz

ę

cia swej kadencji i przed wa

ż

nymi 

wizytami w krajach s

ą

siednich: Zwi

ą

zku Sowieckim, Czecho-Słowacji i Niemczech. Oznacza to, 

ż

e do 

wizyty tej przywi

ą

zuje si

ę

 w Belwederze szczególne znaczenie: bie

żą

ce stosunki polsko-izraelskie nie 

uzasadniaj

ą

 jednak takiej oceny (...). Dodajmy, 

ż

e fatalnie przygotowana przez resort 

Skubiszewskiego wizyta Wał

ę

sy w Izraelu sko

ń

czyła si

ę

 zupełnym blama

ż

em. Wał

ę

sa wyst

ą

pił z 

przeprosinami pod adresem 

Ż

ydów, które du

ż

a cz

ęść

 prasy 

ś

wiatowej zaakceptowała jako 

przepraszanie przez Polaków za wymordowanie 

Ż

ydów w czasie wojny. Przyczyniło si

ę

 do tego 

ordynarne zachowanie premiera Izraela Szamira, który w odpowiedzi na przeprosiny Wał

ę

sy wygłosił 

obra

ź

liwe dla Polaków przemówienie, w którym znalazł si

ę

 skandaliczny pasus o polskich obozach 

koncentracyjnych. Strona polska ci

ęż

ko zapłaciła za absolutne nieprzygotowanie programu wizyty i 

brak uzgodnienia tekstów przemówie

ń

 Wał

ę

sy i Szamira (o ile

ż

 zr

ę

czniej post

ą

pili np. dyplomaci 

Egiptu, którzy przed wzajemnym spotkaniem głów pa

ń

stwa Egiptu i Izraela dokładnie uzgodnili teksty 

przemówie

ń

, które mieli obok siebie wygłosi

ć

). W zamian za obel

ż

ywe poszturchiwania Szamira 

(wsławionego ju

ż

 w 1989 publicznym atakiem na Polaków, którzy jakoby wyssali antysemityzm z 

mlekiem matki), Skubiszewski robił, co mógł dla spełniania postulatów Izraela kosztem naszych 
narodowych interesów gospodarczych. Tak było na przykład z rezygnacj

ą

 pod presj

ą

 Stanów 

Zjednoczonych i Izraela z wielkiego kontraktu na sprzeda

ż

 polskich czołgów do pa

ń

stw 

arabskich po zobowi

ą

zaniach, zło

ż

onych przez prezydenta Wał

ę

s

ę

 w Izraelu (por. tekst 

S.Grzymskiego o Iranie, "Rzeczpospolita" z 5 sierpnia 1991 r.). Redaktor naczelny paryskiej "Kultury", 
tak fetowany w kr

ę

gach "europejczyków", Jerzy Giedroy

ć

, nie ukrywał w tej sprawie swego skrajnego 

pot

ę

pienia dla głupoty polskiej decyzji, mówi

ą

c w wywiadzie dla "Polityki" z 19 pa

ź

dziernika 1991: (...) 

We

ź

my cho

ć

by afer

ę

 z czołgami. Polska miała sprzeda

ć

 w rejon Zatoki Perskiej tysi

ą

c czołgów, co 

było operacj

ą

 do

ść

 istotn

ą

, bior

ą

c pod uwag

ę

 stan naszego przemysłu wojskowego. Attache 

ameryka

ń

ski dał do zrozumienia, 

ż

e jego rz

ą

d jest przeciwny tej transakcji i Polacy si

ę

 

podporz

ą

dkowali. Kontrakt przej

ą

ł Havel o

ś

wiadczaj

ą

c, 

ż

e interesy czeskie s

ą

 dla niego 

najwa

ż

niejsze. I okazało si

ę

ż

e Amerykanie doskonale to przełkn

ę

li. Nie było 

ż

adnych sankcji w 

stosunku do Pragi. Ale władzom polskim wystarczyło zmarszczenie brwi drugorz

ę

dnego urz

ę

dnika 

departamentu stanu. Jednostronna postawa proizraelska i skrajne lekcewa

ż

enie stosunków Polski z 

krajami arabskimi zaprowadziły resort Skubiszewskiego do nieszcz

ę

snego dla polskich interesów 

gospodarczych na Bliskim Wschodzie pomysłu reprezentowania przez Polsk

ę

 interesów 

ameryka

ń

skich w Iraku w czasie Wojny Pustynnej.

 

"Zaszczyt" reprezentowania interesów ameryka

ń

skich w Iraku oznaczał faktyczne zerwanie realnych 

polsko-irackich kontaktów gospodarczych, które zapewniały prac

ę

 tysi

ą

com polskich techników i 

robotników oraz wielkie pieni

ą

dze dla polskiego eksportu. Dodajmy, 

ż

e fatalne bł

ę

dy antyarabskiej 

polityki resortu Skubiszewskiego wzmocnione zostały dodatkowo przez działania ówczesnego ministra 
spraw wewn

ę

trznych Krzysztofa Kozłowskiego (przez lata redaktora naczelnego "Tygodnika 

Powszechnego"). Na jego polecenie polski wywiad z Iraku pomógł tam w ratowaniu Amerykanów 
powi

ą

zanych z CIA, i co najgorsze - Kozłowski pó

ź

niej tym si

ę

 publicznie pochwalił. (Wbrew wszelkim 

background image

 

28 

zasadom pracy wywiadu i kontrwywiadu, umacniaj

ą

c nieufno

ść

 i niech

ęć

 do Polski w krajach 

arabskich). Dodajmy, 

ż

e Polska - bez 

ż

adnych rekompensat - cho

ć

by poprzez bardziej przyjazn

ą

 

polityk

ę

 Izraela - pomogła w tranzycie kilkudziesi

ę

ciu tysi

ę

cy 

Ż

ydów z Rosji przez teren Polski, co te

ż

 

wpłyn

ę

ło na pogorszenie stosunków z pa

ń

stwami arabskimi. Zawsze skrajnie spolegliwy wobec 

Izraela i 

ż

ydowskiej diaspory minister Skubiszewski okazał si

ę

 za to niebywale twardy w reakcji na 

propozycje arabskie. Stanowczo odrzucił pro

ś

b

ę

 kierowanej przez Arafata Organizacji Wyzwolenia 

Palestyny o po

ś

redniczenie Polski we wzajemnych pertraktacjach mi

ę

dzy Palesty

ń

czykami i 

Ż

ydami. 

Okazało si

ę

 pó

ź

niej, 

ż

e i tak doszło do nich - z pomy

ś

lnym skutkiem - bez skorzystania przez polskie 

MSZ z szansy poprawienia swego image'u w krajach arabskich.

 

Paweł Smole

ń

ski

, dziennikarz "Gazety Wyborczej", jeden z najskrajniejszych tropicieli 

"polskiego antysemityzmu" i "nacjonalizmu" na łamach "GW". Mi

ę

dzy innymi autor skrajnej 

paszkwilanckiej napa

ś

ci na generała Stanisława Skalskiego ("Magazyn GW" z 29 pa

ź

dziernika 1993), 

napa

ś

ci na pozna

ń

ski - ZChN pt. Nam fanatyk nie przeszkadza, na łódzki ZChN i Łódzkie 

Porozumienie Obywatelskie ("GW" z 25 sierpnia 1990), na Zygmunta Wrzodaka ("GW" z 25 maja 
1993). "Popisał si

ę

" równie

ż

 tekstem z jakiej

ś

 anonimowej wioski, w której Polacy rzekomo mordowali 

niegdy

ś

 

Ż

ydów ("GW" z 14-15 sierpnia 1990) i atakiem na prawdziwych Polaków - chrze

ś

cija

ń

skich 

"nacjonałów" w Przemy

ś

lu ("GW" z 20 kwietnia 1991) oraz atakiem "narodowców" (Przymierze ludu z 

narodem, "GW" z 28 kwietnia 1990). W wydanej w 1989 roku w Pary

ż

u ksi

ąż

ce Pokolenie kryzysu, 

Smole

ń

ski po

ś

wi

ę

cił osobny rozdział Twierdza nienawi

ś

ci (s. 91, 102) atakowi na warszawsk

ą

 parafi

ę

 

przy ul. Zagórnej za dopuszczenie do sprzeda

ż

y literatury o anty

ż

ydowskiej wymowie. W 1991 roku 

Smole

ń

ski wydał po francusku w Pary

ż

u ksi

ąż

k

ę

 o "Gazecie Wyborczej" jako rzekomym zwierciadle 

demokracji, ze wst

ę

pem Michnika. Był to jakby ksi

ąż

kowy odpowiednik tendencyjnego filmu B.Sulika 

In Solidarity (vide np. szczególnie zakłamane rozdziały o konflikcie polsko-

ż

ydowskim wokół 

o

ś

wi

ę

cimskiego Karmelu czy o "wojnie na górze").

 

Niech

ęć

 do ró

ż

nych polskich 

ś

rodowisk narodowych i obsesyjne tropienie "polskiego antysemityzmu" 

id

ą

 u Smole

ń

skiego w parze ze skrajn

ą

 niech

ę

ci

ą

 do wszelkich idei gł

ę

bszej dekomunizacji (por. np. 

tekst Smole

ń

skiego Łowcy głów, "GW" z 24 kwietnia 1991 czy atak na były zespół lustracyjny 

Macierewicza pt. Czas patriotów, "GW" z 13-14 czerwca 1992). Gło

ś

ny stał si

ę

 pełen przekłama

ń

 tekst 

Smole

ń

skiego Dzieci rewolucji ("GW" z 15-16 lipca 1995), ogromny publicystyczny pomnik dla 

"czerwonego harcerstwa" walterowców Kuronia. Oto charakterystyczna próbka tekstu Smole

ń

skiego: 

(...) Mówiono o nich: czerwone, komunistyczne, 

ż

ydowskie pionierstwo. Lecz to ich nie mogła strawi

ć

 

władza, a nie harcerzy w szarych mundurach. To ich zlikwidowano; byli zbyt gro

ź

ni dla systemu (...). 

Kłamstwo Smole

ń

skiego polega na przemilczeniu faktu niezwykle wielkiej roli, jak

ą

 odegrali wła

ś

nie 

czerwoni walterowcy w rozbiciu tradycyjnego harcerstwa, kierowanego przez słynnego twórc

ę

 Kamieni 

na szaniec Aleksandra Kami

ń

skiego. Przyznawał to nawet w swych wyznaniach autobiograficznych 

Jacek Kuro

ń

despotyczny guru walterowców (Kuro

ń

 był naszym guru, lepił z nas nowych, lepszych 

ludzi - wyznawał Smole

ń

skiemu dawny czerwony walterowiec, a pó

ź

niej wiceminister spraw 

zagranicznych III RP za Bartoszewskiego Robert Mroziewicz).

 

Jerzy Sosnowski

, publicysta "Gazety Wyborczej", tropiciel "polskiego antysemityzmu" i 

"nacjonalizmu". Pisz

ą

c o polskim my

ś

leniu o ojczy

ź

nie w "GW" z 5 sierpnia 1991, Sosnowski 

stwierdził, 

ż

e: (...) Nad Polsko

ś

ci

ą

 otwart

ą

 na ró

ż

norodno

ść

, wzi

ę

ło gór

ę

 Polactwo: patriotyzm 

znerwicowany, ksenofobiczny, autorytarny (...). Charakterystyczn

ą

 cech

ę

 Polactwa stanowi 

przekonanie, 

ż

e w Polsce nie ma antysemityzmu, s

ą

 natomiast 

Ż

ydzi (...). Prawdziwy Polak dostrzega 

bole

ś

nie ich obecno

ść

 na eksponowanych stanowiskach (...). Ideałem dla Sosnowskiego byłoby jak 

najpełniejsze zerwanie z narodowymi tradycjami w Polsce, uwolnienie si

ę

 od obci

ąż

enia 

bogoojczy

ź

nianym fatum, garbem historii.

 

Edmund Szot

, publicysta "Rzeczypospolitej", autor stałego cotygodniowego przegl

ą

du prasy 

"Na zdrowy rozum". Znany ze skrajnego filosemityzmu i ataków na polski patriotyzm, tradycje 
narodowe i Ko

ś

ciół katolicki. Atakom na "polski antysemityzm" towarzyszy w jego tekstach uporczywe 

powtarzanie banialuk, 

ż

e Mickiewicz był 

Ż

ydem z pochodzenia, i tym podobne "odkrycia" (por. np. 

"Rzeczpospolita" z 2 kwietnia 1994 i 6 lipca 1994). Szot ci

ą

gle tropi "dowody" mniemanego polskiego 

"antysemityzmu". Nie przepu

ś

ci na ten temat 

ż

adnej informacji w najodleglejszym organie prasy 

terenowej. 30 kwietnia 1993 z ogromnym szumem powoływał si

ę

 na przykład na informacje "Gazety 

Nowej" o anty

ż

ydowskich napisach w zielonogórskim osiedlu "Słoneczne".

 

background image

 

29 

Szczególnym hobby Szota stało si

ę

 wyszydzanie ró

ż

nych cech narodowych Polaków. Czytaj

ą

c jego 

teksty, wci

ąż

 dokładaj

ą

ce Polakom - przedstawianym jako mało okrzesany i zdolny naród, wyra

ź

nie 

wyczuwa si

ę

 sugesti

ę

ż

e Polacy egzystuj

ą

 głównie dzi

ę

ki ratuj

ą

cemu nas, nieszcz

ę

snych, 

zbawczemu zastrzykowi z krwi obcej. Vide np. rozwa

ż

ania Szota w "Rzeczypospolitej" z 6 lipca 1994 

r. o tym, 

ż

e nie ma 

ż

adnych dowodów, 

ż

e Kopernik mówił po polsku i tym ch

ę

tniej przypomnijmy, 

ż

najwi

ę

kszy poeta polski był synem 

Ż

ydówki, najwi

ę

kszego polskiego muzyka spłodził Francuz, 

najwybitniejszy polski rze

ź

biarz pochodził z Norymbergi, a najdzielniejszy polski król (Batory) znał 

tylko par

ę

 słów w naszym j

ę

zyku. Szot "wsławił si

ę

" haniebnym porównaniem 

ż

ałoby w Polsce po 

kl

ę

sce po Maciejowicach do 

ż

ałoby w Korei Północnej po 

ś

mierci KimIrSena ("Rzeczpospolita" z 8-9 

pa

ź

dziernika 1994).

 

W Szotowym przegl

ą

dzie prasy wci

ąż

 natykamy si

ę

 na skrajnie agresywne tony antychrze

ś

cija

ń

skie, a 

przede wszystkim antykatolickie. Raz jest to wyeksponowanie brecht z jakiego

ś

 terenowego dziennika 

o tym, 

ż

e Jezus jakoby nie umarł na krzy

ż

u, lecz 

ż

ył długo z Mari

ą

 Magdalen

ą

. Innym razem 

katolicyzm jest przedstawiany jako symbol biedy, w przeciwie

ń

stwie do bogactwa protestantów (Szot 

wyra

ź

nie jakby nic nie wiedział o bogatej katolickiej Bawarii czy Belgii!). W jednym z numerów 

"Rzeczypospolitej" (z 26 sierpnia 1995) Szot przykładnie "doło

ż

ył" biskupowi S.Głodziowi, 

przedstawiaj

ą

c go jako symbol Wszechpolactwa za krytyk

ę

 takich "polskoj

ę

zycznych" czasopism jak 

"Wprost". Jako wzór szczególnie godnej postawy Szot wybrał uczennic

ę

 liceum Anet

ę

 Grudzie

ń

która napisała w "Kurierze Lubelskim": Moim zdaniem, co najmniej nietaktem jest kreowanie w 
młodych ludziach postawy antyrosyjskiej i antyniemieckiej, a brak mi słów na okre

ś

lenie tego, 

ż

prawie ka

ż

dy przedstawiciel innego pa

ń

stwa, odwiedzaj

ą

cy nasz sk

ą

din

ą

d pi

ę

kny kraj, jest 

zapraszany na zwiedzenie obozu koncentracyjnego w O

ś

wi

ę

cimiu. Szot przyklaskuje pannie Grudzie

ń

 

i woła: Znamienny jest ten głos młodej Polki, gdy

ż

 dowodzi on, 

ż

e polska młodzie

ż

 do

ść

 ma ju

ż

 

pot

ę

pie

ń

czych swarów oraz rozpami

ę

tywania si

ę

 w martyrologii. Zaduszki s

ą

 raz w roku i chwatit. 

tym szale

ń

stwie jest metoda. Szotowi i jego kolegom zale

ż

y bowiem, 

ż

eby cały monopol na 

martyrologi

ę

 mieli 

Ż

ydzi i oni byli postrzegani jako jedyne ofiary drugiej wojny. A ci starannie ju

ż

 

zabiegaj

ą

ż

eby zwiedzaj

ą

cy Polsk

ę

 przedstawiciele obcych pa

ń

stw zwiedzali głównie tereny getta 

warszawskiego lub 

ż

ydowsk

ą

 ekspozycj

ę

 w O

ś

wi

ę

cimiu (vide naciski na odpowiedni program wizyty 

królowej Anglii El

ż

biety II w Polsce). Poprzednicy Szota wcze

ś

niej zadbali, 

ż

eby przez 

dziesi

ę

ciolecia w Warszawie był tylko pomnik Bohaterów Getta, a nie było pomnika Bohaterów 

Warszawy.

 

Wojciech Tochman,

 publicysta "Gazety Wyborczej", który "wsławił si

ę

" skrajnymi 

napa

ś

ciami na Zwi

ą

zek Polaków na Litwie. Por. teksty Tochmana o wymownych tytułach: Raz na 

narodowo ("GW" z 20 marca 1995), Polsko

ść

 - co to znaczy? ("GW" 29 marca 1995). W tym ostatnim 

tek

ś

cie Tochman wyra

ż

ał zadowolenie, 

ż

e "na szcz

ęś

cie" Polacy nie wygrali w wyborach w Wilnie, i 

atakował obci

ąż

one fobiami narodowe polskie getto na Wile

ń

szczy

ź

nie. Tochman jest zawzi

ę

tym 

"tropicielem" dyskryminacji wobec Murzynów, 

Ż

ydów, homoseksualistów i chorych na AIDS (por. tekst 

Tochmana: Z nimi nie ta

ń

cz

ę

, "GW" z 4 listopada 1994 r.). 

"NASZA POLSKA" NR 36/1996

 

 

Seweryn Blumsztajn

 (przez przyjaciół Blumem nazywany), dziennikarz. W młodo

ś

ci jeden 

z komunistycznych walterowców z “czerwonego harcerstwa”, przedstawił ich panegiryczny obraz w 
ksi

ąż

ce Je rentre au pays (Paris 1985). Pó

ź

niej jeden z przedmarcowych “komandosów” z grupy 

Michnika. Autor polako

ż

erczych stwierdze

ń

Przez setki lat 

Ż

yd nie był traktowany w Polsce jak bli

ź

ni i 

przez ogromn

ą

 cz

ęść

 społecze

ń

stwa nie był te

ż

 tak traktowany w czasie okupacji (“Gazeta Wyborcza” 

z 8 marca 1991 r.). Przypomnijmy wi

ę

c znów kilka uparcie przemilczanych faktów. Słynny my

ś

liciel 

ż

ydowski, rabin krakowski Moj

ż

esz Isserles pisał w XVI wieku, 

ż

e je

ś

liby Bóg nie dał 

Ż

ydom Polski 

jako schronienia, los Izraela byłby rzeczywi

ś

cie nie do zniesienia (według ksi

ąż

ki znanego 

ż

ydowskiego historyka B.Weinryba: The Jews of Poland. A Social Economic History of the Jewish 

Community in Poland from 1100 to 1800, Philadelphia, The Jewish Publication Society of America, 
1972 r., s. 166). W monumentalnym dziele innego 

ż

ydowskiego historyka Barneta Litvinoffa: The 

Burning Bush: Antisemitism and World History, London 1988, s. 92, czytamy 

ż

e: Polska 

prawdopodobnie ocaliła 

ż

ydostwo przed wyt

ę

pieniem, ocaliła od zupełnego zaniku. Nawet tak lubi

ą

cy 

perorowa

ć

 o polskim antysemityzmie Stefan Bratkowski przyznawał w “GW” z 18-19 sierpnia 1990 r.: 

Do XVIII wieku zwano Polsk

ę

 w Europie “paradis Judaeorum” (tak nas okre

ś

lała jeszcze Wielka 

background image

 

30 

Encyklopedia Francuska). Paradis Judaeorum - raj dla 

Ż

ydów, tak pisano o kraju, który Blumsztajn 

oskar

ż

a o niech

ęć

 do 

Ż

ydów.

 

Faktem jest, 

ż

e ogromna cz

ęść

 

Ż

ydów nie zintegrowała si

ę

 ze społecze

ń

stwem polskim, w

ś

ród 

którego 

ż

yła. Tylko kto za to odpowiadał? Na pewno nie maksymalnie otwarte wobec innych 

społecze

ń

stwo polskie, w którym z łatwo

ś

ci

ą

 integrowali si

ę

 Niemcy, Tatarzy, Ormianie. Istnieje na to 

ogromnie wiele przykładów. Przeszkod

ą

 w integracji byli przede wszystkim konserwatywni 

ż

ydowscy 

rabini, którzy jak ognia bali si

ę

 zintegrowania 

Ż

ydów z Polakami, ich polszczenia, uwa

ż

aj

ą

c, 

ż

poznanie j

ę

zyka polskiego przez ich wiernych spowoduje natychmiast ich przechrzczenie i odej

ś

cie od 

wyznania 

ż

ydowskiego ku katolicyzmowi. Istnieje a

ż

 nadto wiele 

ś

wiadectw autorów 

ż

ydowskich od 

Leona Hollenderskiego po FeldmanaKorenfeldaLangegoSegalaHirszfelda, nawet Singera
pokazuj

ą

cych jak bardzo silna była niech

ęć

 do integrowania si

ę

 z bli

ź

nimi polskimi wła

ś

nie w

ś

ród 

Ż

ydów. Nawet XX-wieczny przywódca syjonistów w Polsce W.

Ż

aboty

ń

ski pisał w ksi

ąż

ce Pa

ń

stwo 

Ż

ydowskie (Warszawa 1937, s. 29): Getta tworzyli

ś

my sami, dobrowolnie.

 

Trudno oceni

ć

 czy to, co wypisywał Blumsztajn wynikało z totalnej niewiedzy, czy ze złej woli (ta 

ostatnia na pewno miała miejsce w przypadku publikuj

ą

cych jego banialuki redaktorów “GW”). 

Blumsztajnowi radz

ę

 przysi

ąść

 fałdów i zabra

ć

 si

ę

 do studiów nad wyja

ś

nieniem 

ź

ródeł skrajnego 

odizolowywania si

ę

 od innych przez bardzo wielk

ą

 cz

ęść

 

Ż

ydów. Na pocz

ą

tek radz

ę

 mu, by zabrał si

ę

 

do przestudiowania m

ą

drej ksi

ąż

ki izraelskiego profesora Israela Shaka Jewish History, Jewish 

Religion (London, Boulder Colorado, 1994). Zwłaszcza tego, co znakomity naukowiec izraelski pisze o 
współczesnej ksenofobii w Izraelu i o sile oddziałuj

ą

cych tam dzi

ś

 jeszcze pełnych nienawi

ś

ci do 

chrze

ś

cijan zapisów z Talmudu, zalecaj

ą

cych, aby nie-

Ż

ydów w 

ż

adnym razie nie traktowa

ć

 jako 

bli

ź

nich.

 

Andrzej Drawicz

, rusycysta, dziennikarz, były szef Radiokomitetu. W 1988 roku 

opublikował ogromniasty artykuł atakuj

ą

cy pomarcow

ą

 kampani

ę

 propagandow

ą

 1968 roku, 

zarzucaj

ą

c jej propagowanie kryteriów rasistowskich etc. (por. “Tygodnik Powszechny”, nr 14-15 z 

1988 r.). Artykuł Drawicza nale

ż

ał do najbardziej tendencyjnych i zakłamanych artykułów o marcu 

1968 roku. Całkowicie przemilczał np. fakt wzajemnego zderzenia si

ę

 wówczas dwóch PZPR-owskich 

frakcji partyjnych czy jakiekolwiek wcze

ś

niejsze bł

ę

dy i 

ś

wi

ń

stwa 

ż

ydowskiej frakcji PZPR-u, 

odpowiedzialno

ść

 wielkiej cz

ęś

ci 

Ż

ydów-komunistów za stalinizm. Co wi

ę

cej, Drawicz starał si

ę

 

zaakceptowa

ć

 “wyj

ą

tkowo

ść

” marca 1968 r. i wyst

ę

puj

ą

cych wówczas partyjnych “egzekutorów” 

twierdz

ą

c, 

ż

e oni nie mieli 

ż

adnych okoliczno

ś

ci łagodz

ą

cych w postaci niewiedzy czy niepełnego 

zrozumienia tego, co czynili. Inaczej było natomiast w przypadku stalinistów. Według Drawicza: Ich 
poprzednicy w krzywdzeniu
 (czyli stalini

ś

ci - J.R.N.) mog

ą

 przywoływa

ć

 na swe usprawiedliwienie 

ideowe za

ś

lepienie, wiar

ę

 w wy

ż

sze racje. Drawicz nie zaj

ą

kn

ą

ł si

ę

 tylko ani słowem nad ró

ż

nic

ą

 w 

krzywdzeniu w czasach stalinizmu (gdy ludzie Bermana i Fejgina z zimn

ą

 krwi

ą

 zamordowali tysi

ą

ce 

Polaków) a tym, co dotkn

ę

ło wielu 

Ż

ydów i Polaków 

ż

ydowskiego pochodzenia po marcu 1968 roku. 

Pomija równie

ż

 zasadnicze ró

ż

nice mi

ę

dzy grupami osób, które opu

ś

ciły Polsk

ę

 po marcu. Z jednej 

strony nagonka moczarowska dotkn

ę

ła liczne osoby, najcz

ęś

ciej prostych ludzi, w pełni 

zintegrowanych z polsko

ś

ci

ą

 i nagle padaj

ą

cych ofiar

ą

 starcia gangów wewn

ą

trzpartyjnych. Takich jak 

Klara Mirska, Polka 

ż

ydowskiego pochodzenia, która jeszcze w 12 lat po wyemigrowaniu z Polski w 

1968 roku, pisała o Polakach z tkliwo

ś

ci

ą

, bez negatywnych uogólnie

ń

, stwierdzaj

ą

c w kontek

ś

cie losu 

Ż

ydów w drugiej wojnie 

ś

wiatowej, 

ż

nie wie, czy w jakimkolwiek innym narodzie znalazłoby si

ę

 tylu 

romantyków, tylu ludzi bez skazy, tylu aniołów, którzy by z takim po

ś

wi

ę

ceniem, z takim 

lekcewa

ż

eniem własnego 

ż

ycia tak ratowali obcych (K.Mirska: W cieniu wielkiego strachu, Pary

ż

 

1980, s. 457). I wła

ś

nie takie 

ś

wiadectwa 

ż

ydowskie o Polakach s

ą

 konsekwentnie przemilczane przez 

ludzi z filosemickiego lobby. I była inna, bardzo znacz

ą

ca grupa, zło

ż

ona z dawnych stalinowskich 

krzywdzicieli, oficerów bezpieki, informacji wojskowej, zaciekłych antypolskich politruków. Dla nich 
wszystkich pomarcowa czystka stała si

ę

 głównie okazj

ą

 do wyjazdu na doskonałe synekury na 

Zachodzie (por. cytowan

ą

 w “Naszej Polsce” z 6 czerwca 1996 r. opini

ę

 Leopolda Tyrmanda).

 

Usprawiedliwianie stalinowskich “poprzedników w krzywdzeniu” przez Drawicza nie budzi 
szczególnego zdziwienia, gdy zwa

ż

ymy, 

ż

e sam Drawicz nale

ż

ał w swoim czasie do fanatycznych 

stalinowców. Rado

ś

nie opiewał 

ś

mier

ć

 mieszczucha oraz konanie kapitalizmu (w wierszu na łamach 

czasopisma “Wie

ś

” w 1952 roku) i wypisywał prawdziwe peany na cze

ść

 czołowej prosowieckiej 

targowiczanki Wandy Wasilewskiej (por. “Pokolenie” z 12 pa

ź

dziernika 1952 r.). Komentuj

ą

c obraz 

przedstawionych w powie

ś

ciach Wasilewskiej losów małej poleskiej wsi Olszyny, Drawicz pisał: (...) 

background image

 

31 

Polityka rz

ą

du sanacyjnego stworzyła mi

ę

dzy nimi a napływow

ą

 ludno

ś

ci

ą

 polsk

ą

 mur nienawi

ś

ci. 

Panowały wyzysk i ciemnota. Tote

ż

 wkroczenie Armii Czerwonej we wrze

ś

niu 1939 roku przyj

ę

li 

olszyniacy z ogromnym entuzjazmem. Wyzwoleni od policyjnych pałek i ucisku, ocaleni przed 
hitlerowskimi bandytami - rozpoczynaj

ą

 nowe, lepsze 

ż

ycie (...). Ksi

ąż

ka (...) demaskuje przy tym z 

zawzi

ę

to

ś

ci

ą

 i pasj

ą

 urz

ę

dników i oficerów Andersa, obna

ż

a mechanizmy zdrady, kieruj

ą

cej oddziały 

polskie w piaski Iranu zamiast na front stalingradzki i rozp

ę

tuj

ą

cej powstanie w Warszawie dla swych 

brudnych, politycznych celów. I wszystko to pisał syn wy

ż

szego urz

ę

dnika przedwojennego MSW, 

rozstrzelanego przez Rosjan w 1941 roku w Łucku na Wołyniu. Uprawianie serwilistycznej antypolskiej 
publicystyki ł

ą

czył ze 

ż

mudn

ą

 prac

ą

 komunistycznego agitatora, który obje

ż

d

ż

ał ró

ż

ne regiony 

Mazowsza, by zaagitowa

ć

 chłopów do tworzenia spółdzielni produkcyjnych.

 

W latach 60. Drawicz był propagatorem “rozumnego konformizmu” na łamach “Radaru”. Ten “rozumny 
konformizm” interpretował, jak si

ę

 zdaje, w sposób nieograniczony (vide informacja o Drawiczu jako 

TW, ps. Kowalski, “Zbigniew”; “Nasza Polska” 7 grudnia 1995 r.).

 

Po tym, jak został szefem Radiokomitetu za rz

ą

dów T.Mazowieckiego, Drawicz robił wszystko, co 

tylko było mo

ż

liwe dla uratowania przed usuni

ę

ciem z Telewizji osób najbardziej nawet 

skompromitowanych w stanie wojennym. Pod jego egid

ą

 dalej doskonale prosperowali Tumanowicz, 

Małczy

ń

ski etc. Co najlepsze, niech

ęć

 do gł

ę

bszych zmian osobowych Drawicz tłumaczył swym 

respektem wobec etyki chrze

ś

cija

ń

skiej, nakazuj

ą

cej unikania zemsty (por. “GW” z 30 stycznia 1990). 

Andrzej Wajda oburzał si

ę

 wspominaj

ą

c w “Polityce” z 9 marca 1996 r., jak napotkał na totalny opór 

Drawicza wobec 

żą

dania usuni

ę

cia dawnych skompromitowanych twarzy z dzienników i programów 

politycznych telewizji. Według Wajdy, Drawicz wszedł do Telewizji po to, by nic nie zmienia

ć

 i tylko tak 

widział swoj

ą

 rol

ę

, uzgodnion

ą

 pewnie z Tadeuszem Mazowieckim. Jako szef Radia i Telewizji 

Drawicz maksymalnie popierał lobby filosemickie i kontynuował tak silny ju

ż

 za prezesury Urbana 

zalew telewizji przez ró

ż

ne programy i filmy o tematyce 

ż

ydowskiej, nieproporcjonalny do ich warto

ś

ci 

merytorycznej i artystycznej. To za urz

ę

dowania Drawicza jako prezesa wprowadzono równie

ż

 stał

ą

 

audycj

ę

 “Foksal 90”, popularyzuj

ą

c w skali całej Polski i maksymalnie nagła

ś

niaj

ą

c marginalne pod 

wzgl

ę

dem znaczenia 

ś

rodowisko we spotkania warszawskiej “elitki” przy ul. Foksal, utrzymane na 

niewielkim poziomie intelektualnym. Za prezesury Drawicza urz

ą

dzono telewizyjn

ą

 superpromocj

ę

 

ż

ydowskiego pisarza-hochsztaplera Jerzego Kosi

ń

skiego.

 

Na tle całej przeszło

ś

ci Drawicza nie dziwi to, 

ż

e ostatecznie zdj

ą

ł przyłbic

ę

 w 1965 roku i otwarcie 

poparł Aleksandra Kwa

ś

niewskiego w kampanii prezydenckiej (lizus Drawicz nazwał go 

Aleksandrem Znacz

ą

cym). Wspaniał

ą

 symbioz

ę

 z komunistami Drawicz ukoronował zamieszczon

ą

 w 

“GW” z 9-10 marca 1996 r. pochwał

ą

 Urbanowego “Nie” jako pisma zdrowego ze wzgl

ę

du na swe 

funkcje wentylacyjne, przydaj

ą

cego si

ę

 do higieny, 

ż

eby nie wszystko było nasycone kadzidłem. 

Najwi

ę

ksze szkody przynosi jednak działalno

ść

 Drawicza jako skrajnego rusofila, z ogromn

ą

 werw

ą

 

atakuj

ą

cego na ró

ż

nych łamach “obra

ż

aj

ą

cych Rosjan” oszołomów. Rusofilstwo Drawicza nie ma 

dosłownie 

ż

adnych granic. Do tego stopnia, 

ż

e kiedy rozeszły si

ę

 pogłoski, i

ż

 Drawicz ma zosta

ć

 

ambasadorem Polski w Moskwie, zło

ś

liwi mówili, 

ż

e nie warto go wysyła

ć

, gdy

ż

 jest sto razy lepszym 

ambasadorem Rosji w Warszawie (por. tekst K.Czaba

ń

skiego w “Rzeczypospolitej” z 16-17 grudnia 

1995 r.).

 

Zofia Kuratowska

, lekarz, polityk - wicemarszałek Senatu, radykalna działaczka lewicy 

Unii Wolno

ś

ci. Jak si

ę

 zdaje wiele nauczyła si

ę

 od swego m

ęż

a - Grzegorza Jaszu

ń

skiego, niegdy

ś

 

jednego z najbardziej kłamliwych dziennikarzy-politruków 

ż

ydowskiego pochodzenia. (Np. w ksi

ąż

ce 

Ameryka

ń

ska odmiana faszyzmu, Jaszu

ń

ski sugerował, 

ż

e najaktywniejsi w upowszechnianiu 

faszyzmu w Stanach Zjednoczonych s

ą

 bankierzy z Wall Street. Bankierzy-faszy

ś

ci!!!). Kuratowska 

okazała si

ę

 równie gorliw

ą

 w tropieniu faszystów. Porównała uczestników antybelwederskiej 

manifestacji w lutym 1992 r. z Ku-Klux-Klanem i doj

ś

ciem Hitlera do władzy (!) ze wzgl

ę

du na palenie 

kukieł, głoszenie antysemickich haseł (por. “Sztandar Młodych” z 26 lutego 1993 r.). W pa

ź

dzierniku 

1991 r. Kuratowska zaatakowała biskupa Józefa Michalika za stwierdzenie: (...) Nieraz powtarzam i 
b

ę

d

ę

 powtarzał, katolik ma obowi

ą

zek głosowa

ć

 na chrze

ś

cijanina, muzułmanin na muzułmanina, 

Ż

yd 

na 

Ż

yda, mason na masona, ka

ż

dy komunista na komunistów (...) (por. “GW” z 2 pa

ź

dziernika 1991 

r.). W wywiadzie dla “Polityki” z 14 grudnia 1991 r. ostrzegała przed rzekomymi “nacjonalizmami” w 
programach niektórych partii, współtworz

ą

cych “pi

ą

tk

ę

” partii centrowych i prawicowych. Wielu 

zaszokowało zachowanie Kuratowskiej podczas telewizyjnej dyskusji w magazynie “Luz” o 
patriotyzmie 21 lutego 1994 r. Jaki

ś

 nastolatek perorował w nim, 

ż

e nie uwa

ż

a si

ę

 za patriot

ę

 i mógłby 

background image

 

32 

st

ą

d wyjecha

ć

, bo to, co teraz si

ę

 dzieje w Polsce to nacjonalizm, bo teraz wszyscy (podkr. J.R.N.) 

wołaj

ą

ż

eby bi

ć

 

Ż

ydów, 

ż

eby bi

ć

 Murzynów, a w Polsce nie ma faktycznie patriotyzmu. Zamiast 

sprostowa

ć

 tego typu skrajnie przesadne uogólnienia, Kuratowska skomentowała to słowami: Nie ma 

nic gorszego, i to nie jest patriotyzm ten Polak katolik i ten Polak nacjonalista. I tak to dzi

ę

ki 

Kuratowskiej nagle wszedł do dyskusji dziwny znak równo

ś

ci katolik-nacjonalista (por. J.Pobóg: 

Zapiski do

ś

wiadczonego telewidza, “Ład” z 6 marca 1994 r.).

 

W latach 80. Kuratowska korzystała ze schronienia pod opieku

ń

czymi skrzydłami Ko

ś

cioła, działała w 

Prymasowskim Komitecie Pomocy Pozbawionym Wolno

ś

ci i Ich Rodzinom i w Duszpasterstwie 

Słu

ż

by Zdrowia przy ko

ś

ciele 

ś

w. Krzy

ż

a w Warszawie. Wówczas prezentowała si

ę

 jako natchniona 

obro

ń

czyni warto

ś

ci. Po 1989 roku agresywnie antyklerykalna. Powieszenie krzy

ż

a w Senacie przez 

jednego z senatorów porównała z czasami wojen krzy

ż

owych i uznała za prób

ę

 uczynienia 

kolejnego kroku w kierunku pa

ń

stwa wyznaniowego (por. O jeden krzy

ż

 bli

ż

ej, “Rzeczpospolita” z 

12 grudnia 1992 r.). Ostro krytykowała wprowadzenie nauczania religii do szkół i stała si

ę

 bardzo 

aktywn

ą

 uczestniczk

ą

 ruchu na rzecz legalizacji aborcji.

 

Kuratowska niejednokrotnie wyst

ę

powała za zapewnieniem maksimum praw dla mniejszo

ś

ci 

seksualnych, nie wyja

ś

niaj

ą

c konkretnie, jak ma wygl

ą

da

ć

 w praktyce egzekwowanie praw tych 

mniejszo

ś

ci. Czy na przykład przy doborze delegacji na wyjazdy zagraniczne trzeba zabezpieczy

ć

 

odpowiednio równy udział tak

ż

e pedofilów, nekrofilów, zoofilów i sadystów, bez dyskryminowania 

ż

adnej grupy kochaj

ą

cych inaczej? Kuratowska bojowniczka o prawa do legalizacji mał

ż

e

ń

stw 

homoseksualistów, opowiadała si

ę

 mi

ę

dzy innymi za prawem par seksualnych do adopcji dzieci, które 

powinny ustabilizowa

ć

 ich 

ż

ycie uczuciowe i odwie

ść

 ich od niewierno

ś

ci. Nie zastanawiała si

ę

 tylko, 

jak wpływ takich “rodziców” odbije si

ę

 na psychice adoptowanych dzieci (por. komentarz paryskiego 

“Głosu Katolickiego” z 27 marca 1994 r.).

 

Kuratowska ma typow

ą

 dla “Homo Sovieticus” skłonno

ść

 do tropienia wrogów za wszelk

ą

 cen

ę

. W 

1990 roku np. uznała konflikt wokół chorych na AIDS w Głoskowie za wynik działa

ń

 wrogów rz

ą

du 

premiera Mazowieckiego (por. komentarz Stanisława Szareckiego: Wrogowie ludu, “Młoda Polska” z 7 
lipca 1990 r.). Kuratowska wsławiła si

ę

 wówczas stwierdzeniem, 

ż

e sprawa AIDS w Polsce to trudny 

egzamin z demokracji dla naszego społecze

ń

stwa. Jak komentowano - zdaniem Kuratowskiej to 

społecze

ń

stwo powinno zdawa

ć

 przed rz

ą

dem egzamin ze swego demokratyzmu, a nie odwrotnie. W 

1996 r. pod patronatem arcyliberalnej p. Kuratowskiej zorganizowano seminarium “Kara

ć

 czy nie 

kara

ć

” (za narkomani

ę

). Spotkanie “u

ś

wietnił” zaproszony przez p. Kuratowsk

ą

 specjalny ameryka

ń

ski 

ekspert Ethan A.Nadelmann, gor

ą

cy przeciwnik karania za posiadanie narkotyków, bo jest to nie do 

przyj

ę

cia z punktu widzenia praw człowieka. Zdumiewa taka obrona narkomanów w czasie, gdy w 

przeciwie

ń

stwie do Polski w USA i w wi

ę

kszo

ś

ci krajów Europy Zachodniej istniej

ą

 bardzo surowe 

kary za posiadanie narkotyków, a wprowadzenia takich kar wymaga od nas prawo mi

ę

dzynarodowe - 

konwencja wiede

ń

ska (por. “Niedziela” nr 31 z 1996 r.).

 

Kuratowska, niegdy

ś

 jedna z zało

ż

ycielek skrajnie lewicowego ROAD, po 1993 roku atakowała 

prawic

ę

 jako “politycznych bankrutów", równocze

ś

nie gor

ą

co popieraj

ą

c wchodzenie UW w sojusze z 

radnymi postkomunistycznymi (mi

ę

dzy innymi w SdRP-owskiej “Trybunie” z 28 listopada 1995 r.). Ju

ż

 

wcze

ś

niej (w wypowiedzi

ą

 radiowej dla pr. III z 7 maja 1992 r.) popisała si

ę

 wypowiedz

ą

ż

e: Prawa 

komunistyczne były bardzo dobre, tylko ich nie przestrzegano. Celnie skomentował j

ą

 Tomasz 

Kału

ż

ny w “Najwy

ż

szym Czasie” z 30 maja 1992: Teraz ju

ż

 wszystko jasne, dlaczego tak wielu 

dzisiejszych członków UD wyrzucono z PZPR w ró

ż

nych okresach PRL-u, oni po prostu chcieli te 

wspaniałe prawa wprowadza

ć

 w 

ż

ycie.

 

Daniel Passent,

 dziennikarz, felietonista “Polityki”. Wychowanek bardzo wpływowego w 

pocz

ą

tkach stalinizmu w Polsce komunistycznego generała Jakuba Prawina. Wyrafinowany 

chwalca stanu wojennego. Porównywano jego pisarstwo do ci

ą

głego boksowania na dwie strony, 

raz w lewo, raz w prawo, aby si

ę

 nadmiernie nie wychyli

ć

. Felietonom-ciosom lewym prostym w ludzi 

betonu towarzyszyły zaraz potem felietony - prawe sierpowe, w ludzi z opozycji: Bratkowskiego, 
Maziarskiego, Wierzy

ń

skiego, Holoubka, Hann

ę

 Krall, Osma

ń

czyka, czy nawet w 

popularyzuj

ą

cego polsk

ą

 “Solidarno

ść

” słynnego angielskiego dziennikarza Timothy Garton Asha 

(por. felieton Passenta: Pół uczony, pół dziennikarz, “Polityka” z 8 czerwca 1985 r.). Jeszcze w 1989 
roku Jerzy Szperkowicz zadziwiał si

ę

 zajadło

ś

ci

ą

, z jak

ą

 red. Passent wyszydza i pomniejsza wszelkie 

akty niezale

ż

no

ś

ci duchowej, wszelkie odruchy niepogodzenia, wszelkie zwyci

ę

stwa godno

ś

ci 

background image

 

33 

osobistej nad uległo

ś

ci

ą

. Po wznowieniu “Polityki” w stanie wojennym Autor oddawał si

ę

 wy

ś

miewaniu 

własnych kolegów, którzy wzgardziwszy szans

ą

 bezpiecznej egzystencji pod skrzydłami 

współsprawcy stanu wojennego Mieczysława F.Rakowskiego, opu

ś

cili redakcj

ę

 (por. J.Szperkowicz: 

Dlaczego Passent to robi? “GW” 7 grudnia 1989 r.). Ciekawe, 

ż

e “reformator” Passent jeszcze w 

“Polityce” (nr 13 z 1988 roku) ostrzegał władz

ę

 przed zbyt pospiesznym zawieraniem kompromisów z 

opozycj

ą

, pisz

ą

c: To, co w polityce liczy si

ę

 naprawd

ę

, to władza i walka o ni

ą

 (...) proponowane 

neokompromisy i pakty nic by nie pomogły w realizacji niepopularnych posuni

ęć

 w rodzaju podwy

ż

ek 

cen, zamra

ż

ania płac, dociskania pasa itp., itd. (...) powinni to zrozumie

ć

 zwłaszcza ci obserwatorzy 

krajowi i zagraniczni, którzy stwierdzaj

ą

 jednym tonem - władza nie ma 

ż

adnego oparcia i dlatego 

powinna wprowadzi

ć

 demokracj

ę

, czyli zało

ż

y

ć

 sobie stryczek na szyj

ę

 (...). W swej zajadło

ś

ci 

publicystycznej Passent cz

ę

stokro

ć

 skrajnie rozmijał si

ę

 z faktami (vide gło

ś

ny protest słynnej włoskiej 

dziennikarki Oriany Fallaci przeciw zafałszowaniu jej tekstu przez Passenta; “Polityka” z 18 wrze

ś

nia 

1993 r.).

 

Przez wiele lat zast

ę

pca redaktora naczelnego “Polityki”. Po odej

ś

ciu z niej M.F.Rakowskiego, 

faktyczny “mózg” tej redakcji w latach 80. i na pocz

ą

tku lat 90., odpowiedzialny za kontynuowanie 

antynarodowej linii w “Polityce”, rozliczne publikacje tropicieli polskiego “nacjonalizmu” i 
“antysemityzmu” typu Kału

ż

y

ń

skiego, Gro

ń

skiego, KTT czy Ko

ź

niewskiego. To Passent, od lat 

zaprzyja

ź

niony z autorem antypolskiego Malowanego ptaka - 

ż

ydowskim pisarzem-hochsztaplerem 

Jerzym Kosi

ń

skim, zrobił najwi

ę

cej dla jego skrajnego rozreklamowania w Polsce (por. osławiony tekst 

w “Polityce” z 30 maja 1987: 

Ż

ycie dzi

ę

kuj

ę

 ci za Kosi

ń

skiego. (Trzeba przyzna

ć

ż

e Passent bronił 

Kosi

ń

skiego wci

ąż

 uparcie i w latach 90., pomimo zdemaskowania jego oszustw (por. np. pełny tupetu 

tekst Passenta: Zamach na Kosi

ń

skiego, “Polityka” z 6 maja 1995 r.). Passent nale

ż

ał do 

panegirycznych chwalców skrajnego tropiciela “polskiego antysemityzmu" Jana Bło

ń

skiego

Wysławiał go za jego haniebny atak na Zofi

ę

 Kossak-Szczuck

ą

 (por. Sprawiedliwy z Krakowa

“Polityka” z 3 wrze

ś

nia 1994 r.). Z werw

ą

 przeciwstawiał si

ę

 sugestiom, by deportowa

ć

 z Polski 

chorego z nienawi

ś

ci do Polaków rabina Weissa, twierdz

ą

c, 

ż

ludzi o odmiennej tradycji 

niekoniecznie trzeba zaraz odstawia

ć

 na Ok

ę

cie i deportowa

ć

 z Polski. Mimo 

ż

e chodziło o nie 

posiadaj

ą

cego polskiego obywatelstwa ameryka

ń

skiego rabina, awanturnika-recydywist

ę

. Du

ż

wcze

ś

niej, w 1985 roku, ze wzgl

ę

dów politycznych ten sam Passent nie miał 

ż

adnych skrupułów w 

poparciu zablokowania wjazdu do Polski dla posiadaj

ą

cego obywatelstwo polskie, ale nara

ż

aj

ą

cego 

si

ę

 wówczas komunistycznej władzy, Seweryna Blumsztajna (por. tekst Leszka Maleszki z 5 

wrze

ś

nia 1994 r. w “GW”, przypominaj

ą

cy, jak Daniel Passent bronił decyzji o deportacji Blumsztajna 

w “Polityce” z kwietnia 1985 roku).

 

Passent skrajnie wychwalał Urbana (tekst Polska walcz

ą

ca, “Polityka” z 20 sierpnia 1994 r.), pisz

ą

c, 

ż

e: Urban, b

ę

d

ą

c całkowicie pokonany i wzgardzony, rzucił wyzwanie trzem najwi

ę

kszym siłom w 

Polsce, kiedy były u szczytu pot

ę

gi: Ko

ś

ciołowi, “Solidarno

ś

ci” i Wał

ę

sie. Kr

ę

taczunio Passent 

przemilczał prosty fakt, 

ż

e wła

ś

nie cała działalno

ść

 Urbana po 1989 roku dowodzi nie pot

ę

gi, a wielkiej 

słabo

ś

ci i arcypobła

ż

ania “Solidarno

ś

ci” dla wrogów demokracji. W normalnie funkcjonuj

ą

cym 

demokratycznym pa

ń

stwie prawa przykładnie rozliczono by Urbana za wszystkie jego podło

ś

ci z lat 

jaruzelszczyzny, pocz

ą

wszy od stanu wojennego, a przede wszystkim za podjudzanie nienawi

ś

ci 

przeciw bezbronnym ofiarom (w sprawie ksi

ę

dza J.Popiełuszki, matki G.Przemyka etc.). I nie tylko, 

ż

nie miałby mo

ż

liwo

ś

ci wydawania tygodnika i niebywałej łatwo

ś

ci uzyskania na

ń

 taniego lokalu, ale 

otrzymałby co najmniej dziesi

ę

cioletni zakaz druku za zbrodnicz

ą

 kolaboracj

ę

 (za de Gaulle’a 

niektórych kolaborantów dziennikarzy i pisarzy potraktowano jeszcze o wiele ostrzej!).

 

Tak zasłu

ż

ony dla zr

ę

cznej obrony okopów komunistycznej władzy przez dziesi

ę

ciolecia Passent dzi

ś

 

nagle twierdzi, 

ż

“Polityka” pismem komunistycznym nie jest i niektórzy zauwa

ż

yli to ju

ż

 kilkadziesi

ą

lat temu (“Polityka” z 9 listopada 1991 r.). Pytanie, czy zauwa

ż

yli to wtedy, gdy “Polityka” powstała w 

1957 roku jako bastion skrajnego dogmatyzmu partyjnego, specjalizuj

ą

c si

ę

 w nagonce na odwil

ż

owe 

“Po Prostu”? Czy mo

ż

e zauwa

ż

yli to w czasie, gdy redaktor naczelny “Polityki” M.F.Rakowski, b

ę

d

ą

równocze

ś

nie wicepremierem PRL-u w stanie wojennym firmował najnikczemniejsze nawet działania 

generałów wojuj

ą

cych ze swym narodem? Jednego nie mo

ż

na zaprzeczy

ć

 Passentowi, tj. skrajnego 

cynizmu i dezynwoltury, z jak

ą

 uderzał w ludzi, którzy znale

ź

li si

ę

 w innym obozie politycznym, cho

ć

by 

nawet kiedy

ś

 ł

ą

czyła go z nimi przyja

źń

 (vide ataki Passenta na D.Fikusa i innych byłych członków 

redakcji “Polityki”). Sam bezpo

ś

rednio odczułem Passentow

ą

 hipokryzj

ę

 w całej pełni. W 1981 roku, 

kiedy Passentowi zale

ż

ało na utrzymaniu mojej współpracy z jego pismem, nawet polemizuj

ą

c pisał, 

ż

e: Ozdob

ą

 bie

żą

cego numeru jest artykuł Jerzego Roberta Nowaka (...) znakomitego - sk

ą

din

ą

d, jak 

wszystko, co wychodzi spod pióra Nowaka (...) (“Polityka” nr 38 z 19 wrze

ś

nia 1981 r.). W 1993 roku 

background image

 

34 

ten sam Passent, reaguj

ą

c na moje felietony w katolickim “Ładzie” w miejsce dyskusji na argumenty 

wymy

ś

lał mi od oszołomów (“Polityka” z 22 maja 1993 r.). Ni

ż

si za

ś

 od niego pretorianie “Polityki” 

Gro

ń

ski, Henzler etc. zacz

ę

li wypisywa

ć

 teksty podwa

ż

aj

ą

ce moje jakiekolwiek umiej

ę

tno

ś

ci 

dziennikarskie czy naukowe. Taki typowy dla “Polityki” sposób “merytorycznej” dyskusji z inaczej 
my

ś

l

ą

cymi.

 

Stanisław Podemski

, publicysta “Polityki” od spraw s

ą

dowych. Ostatnio wyspecjalizował 

si

ę

 w skrajnej nagonce na ks. Prałata Henryka Jankowskiego, domagaj

ą

c si

ę

 jak najszybszego 

przykładnego skazania go za rzekome obra

ż

enie 

Ż

ydów. Nic nie wiadomo o tym, by Podemski 

wykazał równ

ą

 gorliwo

ść

 w 

żą

daniu ukarania osób winnych rzeczywistego obra

ż

enia Polaków jako 

narodu, cho

ć

 cz

ęść

 z nich ma pod bokiem we własnej redakcji. Dodajmy, 

ż

e Podemski jest przy tym 

od dawna gor

ą

cym rzecznikiem abolicji dla autorów stanu wojennego (por. np. jego artykuł: Szansa na 

przebaczenie, “Polityka” z 22 maja 1993 r.).

 

Tomasz Wróblewski

, dziennikarz “

Ż

ycia Warszawy”. Syn omawianego ju

ż

 na tych łamach 

Andrzeja Krzysztofa Wróblewskiego z “Polityki” i Agnieszki Wróblewskiej, zaciekłej przeciwniczki 
“oszołomów” broni

ą

cych polskiego interesu narodowego (vide jej nagonka w “GW” i “

Ż

W” przeciw 

El

ż

biecie Jaworowicz. Zd

ąż

ył si

ę

 ju

ż

 wsławi

ć

 wielu prasowymi manipulacjami, mi

ę

dzy innymi 

skrajnym nagła

ś

nianiem “rewelacji” niejakiego Bernsteina o rzekomym spisku papie

ż

a Jana Pawła II z 

Reaganem przeciw Zwi

ą

zkowi Sowieckiemu. W swoim czasie (jesieni

ą

 1991) Tomasz Wróblewski 

rozp

ę

tał fal

ę

 oskar

ż

e

ń

 (“faktów prasowych”) przeciw ministrowi Zalewskiemu, zarzucaj

ą

c mu, 

ż

jakoby sondował reakcje strony ameryka

ń

skiej na odej

ś

cie Balcerowicza. Stara si

ę

 maksymalnie 

o

ś

mieszy

ć

 wszelkie protesty strony polskiej przeciw fałszowaniu obrazu stosunków polsko-

ż

ydowskich 

(np. w sprawie Listy Schindlera). W tegorocznym “Wprost” mo

ż

na było znale

źć

 próbk

ę

 stylistyki 

T.Wróblewskiego. W czasie rozmowy z prezesem Kongresu Polonii Ameryka

ń

skiej Edwardem 

Moskalem powiedział: Nie tylko 

Ż

ydzi, ale tak

ż

e wielu Amerykanów polskiego pochodzenia uwa

ż

pana za antysemit

ę

 i - co wi

ę

cej - s

ą

 zdania, 

ż

e pa

ń

ska postawa mo

ż

e zaszkodzi

ć

 Polsce w 

zabiegach o ameryka

ń

skie poparcie dla rozszerzenia NATO.

 

 

Stefan Bratkowski,

 publicysta. Obserwowanie dzisiejszego Bratkowskiego, naładowanego 

fobiami i agresj

ą

, jest spraw

ą

 ogromnie przykr

ą

 dla wielu z tych, którzy go dawniej znali. Kiedy

ś

 

bardzo przyja

ź

nili

ś

my si

ę

. On pisał entuzjastycznie o moich “w

ę

gierskich” ksi

ąż

kach w “Polityce” i w 

Ż

yciu i Nowoczesno

ś

ci”. Ja ceniłem go jako kogo

ś

, kto starał si

ę

 wci

ąż

 godzi

ć

, ł

ą

czy

ć

, integrowa

ć

Całym sercem byłem z nim, gdy toczył boje z ró

ż

nymi “Siwakami” z betonu. Podziwiałem okre

ś

lone 

przez niego wizje samoorganizuj

ą

cego si

ę

 społecze

ń

stwa i jak najefektywniejszego współczesnego 

modelu pracy organicznej, przypominanie tradycji zwyci

ę

stwa Polaków w “najdłu

ż

szej wojnie 

nowoczesnej Europy”. Tym bardziej zaszokowało wi

ę

c mnie nowe oblicze Bratkowskiego, wyłaniaj

ą

ce 

si

ę

 po 1989 roku, obraz skrajnego udeckiego zadufka i nienawistnika, z furi

ą

 atakuj

ą

cego wszystkich 

inaczej my

ś

l

ą

cych. Tak, jak to robi w najnowszym tek

ś

cie w “Rzeczypospolitej” (z 31 sierpnia - 1 

wrze

ś

nia 1996 r.), gdzie nie przebieraj

ą

c w słowach atakuje “Ciemnogród”, endecj

ę

 (...) podchodz

ą

c

ą

 

faszyzmem i agresj

ą

 zawistnych frustratów. 

 

W tym kuriozalnym tek

ś

cie Bratkowskiego, Cejrowski urasta do roli prawdziwego monstrum 

politycznego, porównywanego z anty

ż

ydowskimi “prowokatorami” z 1956 roku (aluzja do Natolina!). 

Według Bratkowskiego w 1956 roku ochronili

ś

my si

ę

 przed tragedi

ą

 W

ę

gier, nie daj

ą

c si

ę

 

sprowokowa

ć

Mimo roli odgrywanej w naszym stalinizmie przez Fejginów, Ró

ż

a

ń

skich, Bermanów 

itp. nie udało si

ę

 wywoła

ć

 hec antysemickich, cho

ć

 ówcze

ś

ni Cejrowscy robili co mogli, by nas w 

oczach 

ś

wiata załatwi

ć

 - pisze Bratkowski. Jak okre

ś

li

ć

 takie pomówienie? Dodajmy do tego tak 

znamienny czas ataku Bratkowskiego na Cejrowskiego. Akurat w czasie, gdy telewizyjna cenzura 
starała si

ę

 raz na zawsze zadławi

ć

 “WC Kwadrans”, Bratkowski, niegdysiejszy obro

ń

ca wolno

ś

ci 

słowa, spieszy w sukurs cenzorom z telewizyjnego betonu. Wcze

ś

niej - w “Rzeczypospolitej” z 6-7 

lipca 1996 r.) Bratkowski oskar

ż

ył Cejrowskiego o blokowanie wej

ś

cia Polski do NATO (!!!), pisz

ą

c: 

(...) Cejrowski, ha

ń

bi

ą

cy antysemickimi popisami 

ś

wi

ę

te miejsce, 

ś

wi

ą

tyni

ę

 ks. Jerzego Popiełuszki, 

pracuje dla Primakowa, byłego szefa KGB, a dzi

ś

 rosyjskiego ministra spraw zagranicznych, 

przeciwnego naszemu wej

ś

ciu do NATO.

 

background image

 

35 

Zadziwiała fantazyjna ró

ż

norodno

ść

 opluwanek słownych, którymi Bratkowski obrzucał znienawidzon

ą

 

przez niego prawic

ę

 i “narodowców”, oskar

ż

aj

ą

c ich o “latrynizm polityczny”, choroby psychiczne, 

faszyzowanie etc. Bardzo ró

ż

norodne było te

ż

 grono atakowanych, od s

ę

dziwego Władysława Siły-

Nowickiego i Chrzanowskiego poprzez Jana Olszewskiego i Macierewicza, Maziarskiego i 
Wierzbickiego
 po Radio Maryja i Prymasa Polski Józefa Glempa. Bratkowski, który lubił gromko 
wzywa

ć

 do ochrony przed nadu

ż

yciami wolno

ś

ci słowa i zniesławieniami (np. w “Gazecie Wyborczej” 

z 13 marca 1991 r.) sam jest najskrajniejszym przykładem takich wła

ś

nie nadu

ż

y

ć

. By przypomnie

ć

 

cho

ć

by nazwanie przez niego Wiesława Chrzanowskiego Fuhrerem (“Po Prostu” z 5 czerwca 1990), a 

Zjednoczenia Chrze

ś

cija

ń

sko Narodowego Zjednoczeniem Chrze

ś

cija

ń

skiej Nienawi

ś

ci (“Gazeta 

Wyborcza” nr 85 z 1991 roku). Rzecznik ZChN komentował w li

ś

cie do “Gazety Wyborczej” (z 10 maja 

1991): Kojarzenie słowa “nienawi

ś

ci” ze słowem “chrze

ś

cija

ń

stwo” to doprawdy nikczemno

ść

. 

Szczególn

ą

 nienawi

ś

ci

ą

 Bratkowski zapałał do rz

ą

du Jana Olszewskiego. Zaledwie w par

ę

 tygodni po 

jego obaleniu postulował, by były premier przeprosił Sejm i społecze

ń

stwo za 

ś

wi

ń

stwa, którym 

patronował (“GW” z 19 czerwca 1992 r.). Jeszcze 20 lutego 1993 Bratkowski z furi

ą

 pi

ę

tnował rz

ą

Olszewskiego, nazywaj

ą

c go rz

ą

dem psychicznych.

 

Znakomitego publicyst

ę

 Jacka Maziarskiego pocz

ę

stował gradem inwektyw zamiast argumentów, 

zarzucaj

ą

c mu Alzheimer kulturowy, pisanie felietonów nie piórem, lecz pałk

ą

, tak, 

ż

co

ś

 zacz

ę

ło 

wonie

ć

ż

z pałki spływa nie atrament, lecz... Przytaczam te próbki stylu Bratkowskiego z 

prawdziwym za

ż

enowaniem i odraz

ą

 - jako kolejn

ą

 ilustracj

ę

 skrajnego faryzeizmu i hipokryzji ludzi 

powi

ą

zanych z udeck

ą

 “warszawk

ą

”. Bo przecie

ż

 pisz

ą

cy te wyzwiska Stefan Bratkowski tak lubi 

apelowa

ć

 o kultur

ę

 słowa, a siebie samego okre

ś

lił jako człowieka goł

ę

biego serca, który wszystkich, 

jak wiadomo, lubi i wszystkim wszystko darowuje (“GW”, 20 lutego 1993 r.). Bratkowskiemu, 
rzekomemu “człowiekowi dialogu”, który tak zapewnia o swym szacunku dla pogl

ą

dów innych, jako

ś

 

nie przeszkadzały drwiny z uczu

ć

 religijnych (cho

ć

by w rysunkach Juliana Bohdanowicza, 

zamieszczanych w redagowanej przez Bratkowskiego rubryce miesi

ę

cznika “Wiedza i 

Ż

ycie”). Jeden z 

rysunków przedstawiał np. kapłana, który przy ołtarzu podnosił do góry w czasie Przeistoczenia 
zamiast Hostii - błyszcz

ą

c

ą

 monet

ę

 (por. uwagi w “Niedzieli” z 30 pa

ź

dziernika 1994 r. w dziale 

“Rozmaito

ś

ci”).

 

Stopniowo Bratkowski stał si

ę

 jednym z najbardziej widomych symboli niebywałego nad

ę

cia 

warszawskiej “elitki” udeckiej, “autorytetów” nie mog

ą

cych si

ę

 pogodzi

ć

 z jak

ą

kolwiek konkurencj

ą

. W 

“Po Prostu” z 7 czerwca 1990 r. (nr 17) pouczał: (...) My naprawd

ę

 tych “prawicowców” i “narodowców” 

bierzemy zbyt powa

ż

nie. Przecie dla nich “lewica” to nie s

ą

 inne pogl

ą

dy. “Lewica” to s

ą

 faceci, którzy 

powinni odda

ć

 swoj

ą

 władz

ę

, swoje pozycje społeczne i sław

ę

, bo to maj

ą

 - czego “prawica” jako 

proletariat 

ż

ycia umysłowego i towarzyskiego nie ma. Ci biedacy nawet nie wiedz

ą

ż

e sława i pozycja 

społeczna nie pochodz

ą

 z rozdziału przy zielonym stoliku, 

ż

e nie wystarczy si

ę

 razem podpisa

ć

, by 

sta

ć

 si

ę

 kim

ś

 (...).

 

Jad nienawi

ś

ci do “narodowców” i prawicy, tropienie rzekomych “antysemitów” idzie w parze u 

Bratkowskiego z konsekwentnym rozgrzeszaniem twórców stanu wojennego i działa

ń

 

postkomunistów, ci

ą

głym wybielaniem ich intencji. Ju

ż

 w kilka dni po obaleniu rz

ą

du Olszewskiego, 

Bratkowski gor

ą

czkowo zapewniał, 

ż

e dekomunizacja jest czym

ś

 nonsensownym i niemo

ż

liwym, bo 

przecie

ż

Połowa kraju ma kogo

ś

 w rodzinie, kto dzier

ż

ył jakie

ś

 stanowisko (“GW” z 9 czerwca 1992 

r.). Wkrótce pó

ź

niej (23 czerwca 1992 r.) pisał w “GW” w panegiryku o umowach “okr

ą

głego stołu”, 

ż

Polacy przyszło

ś

ci b

ę

d

ą

 dumni tak

ż

e z tych polskich generałów, którzy potrafili przeło

ż

y

ć

 dobro Polski 

nad korzy

ś

ci swej władzy (por. równie

ż

 tekst Bratkowskiego w “GW” z 3 listopada 1992 r., 

wychwalaj

ą

cy gen. Jaruzelskiego jako “bohatera pozytywnego” za “pokojowe przekazanie władzy” w 

roku 1989). W czasie, gdy postkomuni

ś

ci przegrupowywali siły do decyduj

ą

cej ofensywy politycznej, 

Bratkowski dalej w najlepsze kierował cały swój jad inwektyw na faszyzuj

ą

c

ą

 w stylu prawic

ę

. I 

zapewniał naiwnych czytelników “GW”, i

ż

(...) W

ś

ród byłej komuny jest komunistów jedynie na 

lekarstwo, a z tych jedynie chorzy roj

ą

 o powrocie. Pisał tak 3 listopada 1992 r., na niecały rok przed 

wyborczym triumfem komuny (!!!). Sw

ą

 niech

ęć

 do dekomunizacji Bratkowski poł

ą

czył z wezwaniem 

do rezygnacji z rozliczania nawet zbrodni stalinowskich, ostrzegaj

ą

c, 

ż

e nazwanie winnych zbrodni 

stalinowskich mogłoby doprowadzi

ć

 niemal do wojny domowej (por. interesuj

ą

c

ą

 polemik

ę

 Bronisława 

Wildsteina z tego typu wywodami Bratkowskiego w tek

ś

cie Spór o dekomunizacj

ę

, “Res Publica” nr 4, 

1993 r., s. 29).

 

background image

 

36 

Kazimierz Dejmek

, re

ż

yser, były minister kultury. Od pierwszego okresu po wojnie 

entuzjastycznie poparł now

ą

 władz

ę

 komunistyczn

ą

. Jako 25-latek został dyrektorem i kierownikiem 

artystycznym Teatru Nowego w Łodzi. Z całym zaanga

ż

owaniem wystawiał tam stalinowskie sztuki 

socrealistyczne, na czele z Brygad

ą

 szlifierza Karhana. Wst

ą

pił do PZPR w najgorszym okresie 

polskiego stalinizmu - w 1951 roku. W 1968 roku nagle zyskał opozycyjn

ą

 sław

ę

 dzi

ę

ki politycznej roli, 

odegranej przez re

ż

yserowane przez niego przedstawienie Dziadów Mickiewicza. S

ą

dz

ą

c po 

wcze

ś

niejszych i pó

ź

niejszych działaniach i wyst

ą

pieniach Dejmka, nieprawdziwe byłoby 

przedstawienie go jako twórcy przeciwnego komunistycznej władzy, był on raczej zwi

ą

zany z 

jednym z odłamów PZPR-owskiej władzy - "puławianami". Do dzi

ś

 w pełni nie pokazano kulisów 

decyzji PZPR-owskich decydentów, którzy ochoczo zaakceptowali pomysł wystawienia sztuki o takiej, 
jak Dziady wymowie w stosunku do Rosji akurat na 50-lecie obchodów bolszewickiej rewolucji 
pa

ź

dziernikowej w 1967 roku, i nawet przyznali na ni

ą

 specjaln

ą

 dotacj

ę

 (5 mln złotych) (według “Res 

Publica”, nr 3 z 1988 r., s. 29). Sztuk

ę

 oceniał, puszczaj

ą

c j

ą

 bez trudu - według Dejmka trzeciorz

ę

dny 

cenzor, w dodatku syjonista (tam

ż

e, s. 30), który wkrótce potem wyst

ą

pił o papiery emigracyjne.

 

Nimb rzekomej opozycyjno

ś

ci Dejmka całkowicie przygasł w stanie wojennym. Dejmek uparcie 

przeciwdziałał aktorskiemu bojkotowi telewizji, a w jego wystawieniu Wyzwolenia znalazły si

ę

 

antysolidarno

ś

ciowe akcenty. W 1993 roku, gdy został zostawszy ministrem kultury w rz

ą

dzie 

koalicji SLD-PSL przeznaczył hojn

ą

 r

ę

k

ą

 kosztem społecze

ń

stwa wielomiliardowe sumy na 

finansowanie skrajnie deficytowego tygodnika “Wiadomo

ś

ci Kulturalne” (ju

ż

 na wst

ę

pie wydano 

na to pismo około 22 miliardy złotych). Tygodnik ten, przez wielu zwany “kulturaln

ą

 gadzinówk

ą

”, pod 

redakcj

ą

 Krzysztofa Teodora Toeplitza zmienił si

ę

 w trybun

ę

 prymitywnych ataków na polsko

ść

polski patriotyzm i Ko

ś

ciół katolicki przy równoczesnym tendencyjnym popularyzowaniu ró

ż

norakich 

ż

ydowskich uprzedze

ń

 antypolskich. Pomimo licznych protestów przeciw subsydiowaniu z kasy 

pa

ń

stwowej antynarodowego i niszcz

ą

cego warto

ś

ci chrze

ś

cija

ń

skie deficytowego tygodnika o bardzo 

niskim poziomie artystycznym, Dejmek konsekwentnie ładował kolejne sumy pieni

ę

dzy, by zapobiec 

upadkowi pisma Toeplitza, zaprzyja

ź

nionego z nim od dziesi

ę

cioleci. Gło

ś

no chlubił si

ę

 t

ą

 sw

ą

 

postaw

ą

 w wywiadzie dla “Wiadomo

ś

ci Kulturalnych”. Trudniej zrozumie

ć

 natomiast postaw

ę

 PSL-u, 

tak cz

ę

sto lubi

ą

cego akcentowa

ć

 sw

ą

 pełn

ą

 identyfikacj

ę

 z ideami patriotyzmu, a mimo to toleruj

ą

cego 

wyrzucanie w błoto polskich pieni

ę

dzy na antynarodowe pismo przez ministra, który wszedł do ławy 

poselskiej i do rz

ą

du z ramienia PSL-u. Dodajmy, 

ż

e Dejmek jako jeden z nielicznych (pi

ę

ciu) 

posłów z PSL wpisał si

ę

 na list

ę

 ha

ń

by głosuj

ą

c w Sejmie przeciw pot

ę

pieniu zbrodniczych 

działa

ń

 aparatu bezpiecze

ń

stwa pa

ń

stwowego w latach 1944-1956.

 

Piotr Gadzinowski

, dziennikarz, zast

ę

pca redaktora naczelnego “Nie” J.Urbana, staraj

ą

cy 

si

ę

 maksymalnie go na

ś

ladowa

ć

 jako swego idola. W swoim czasie wychowanek A.Kwa

ś

niewskiego

pod którego batut

ą

 terminował w “itd” w latach 80. Ju

ż

 w czasie pracy w “itd” jako felietonista 

“wyró

ż

niał si

ę

” zamiłowaniem do malowania w jak najczarniejszych barwach Polaków jako narodu. 

Maksymalnie poparł publikowan

ą

 po w

ę

giersku antypolsk

ą

 ksi

ąż

k

ę

 

ż

ydowskiego pisarza z W

ę

gier 

Gyorgya Spiró Iksowie, cho

ć

 w

ę

gierskiego nie znał i ksi

ąż

ki nie czytał. Wiedział jednak nieomylnie, 

ż

e to pisarz wielki, bo odpowiednio dosala Polakom, równo mieszaj

ą

c z błotem luminarzy polskiej 

nauki i kultury, od Staszica po Niemcewicza, i wielkim polskim wodzom, od Ko

ś

ciuszki po ksi

ę

cia 

Józefa Poniatowskiego. A w błocie Gadzinowski wielce tapla

ć

 si

ę

 lubi.

 

W 1990 roku na krótko został redaktorem naczelnym “itd”. W grudniu 1994 “wsławił si

ę

” wynurzeniami 

na łamach SdRP-owskiej “Trybuny”, przeciwstawiaj

ą

cymi “dobrego” gen. Jaruzelskiego maksymalnie 

oczernionej “Solidarno

ś

ci”, posuwaj

ą

c si

ę

 do stwierdzenia: (...) na tle tego, co etosiacy zrobili ze 

swoimi ideałami, co zrobili z obietnicami składanymi ludziom za nich strajkuj

ą

cym, nawet pracownicy 

stalinowskiego UB staj

ą

 si

ę

 sympatyczni (...). Wcze

ś

niej, na łamach tej

ż

e postkomunistycznej 

“Trybuny” pod 

ś

wiatłym kierownictwem D.Szymczychy, Gadzinowski napisał z cał

ą

 powag

ą

 (!) w 

styczniu 1994 r., 

ż

e ludzie pracy wprost t

ę

skni

ą

 za restytuowaniem partii w zakładach pracy, za tym, 

ż

eby było cho

ć

 po jednym sekretarzu w ka

ż

dym zakładzie pracy, na dzielnicy, osiedlu. - Obiecywali 

pieni

ą

dze, dadz

ą

 sekretarzy - skomentował błagalny apel Gadzinowskiego Grzegorz Sieczkowski w 

Ż

yciu Warszawy”.

 

Jako zast

ę

pca naczelnego “Nie”, Gadzinowski nale

ż

y do najgorliwszych niszczycieli polskiego 

patriotyzmu i najfanatyczniejszych wrogów Ko

ś

cioła katolickiego. Spod jego pióra wyszedł jeden 

z najhaniebniejszych tekstów w całej historii “Nie” - Polsko, Macioro Nasza (“Nie” z 11 wrze

ś

nia 1993 

r.). W tym paszkwilu na Polaków na Wile

ń

szczy

ź

nie Gadzinowski zaprezentował postaw

ę

 pełn

ą

 

background image

 

37 

skrajnego cynizmu i pogardy wobec problemów jakich

ś

 tam biednych wile

ń

skich aborygenów, 

przypadkowo mówi

ą

cych po polsku. Oto typowa próbka “gadzinowskiego” stylu z tego artykułu: (...) 

Siedziba Zwi

ą

zku Polaków na Litwie przypomina dekoracje radzieckich filmów wojennych. Jakby 

godzin

ę

 wcze

ś

niej zako

ń

czył si

ę

 ostrzał. To zrozumiałe, bieda. Był system radziecki. Zwi

ą

zek nie ma 

funduszy (...). A mo

ż

e ta bieda jest pokazowa? 

Ż

eby Polakom z Polski, Polakom z Zachodu zrobiło si

ę

 

smutniej i polska maciora podstawiła dodatkowy cycek? (...). A dalej znajdujemy swoist

ą

 puent

ę

wło

ż

on

ą

 w usta rzekomego anonimowego rozmówcy Gadzinowskiego - K.L.: (...) Polska, ta 

ś

niona 

legendarna macierz, okazała si

ę

 zwykł

ą

 macior

ą

. I teraz wielu Polaków marzy, aby dorwa

ć

 si

ę

 

do jednego z jej cycków (...).

 

W innym tek

ś

cie, łkaj

ą

c nad losem przep

ę

dzonego przez tłum robotników Ursusa, Gadzinowski 

przyrównał zebranych w ursuskim domu kultury jako “prawdziwych Polaków” do prawdziwych 
nazistów (“Nie” z 9 lutego 1994 r.). Zarzucił Ko

ś

ciołowi katolickiemu, 

ż

e na skutek jego “agresywnej 

ewangelizacji” wytwarza si

ę

 podział na “Ciemnogród” i “Jasnogród”, wyja

ś

niaj

ą

c odpowiednio, co tym 

Ciemnogrodem jest: To obóz monopolizuj

ą

cych patriotyzm “prawdziwych Polaków”. 

Ż

arliwych, cho

ć

 

cz

ę

sto nie doczytanych, obro

ń

ców Hetmanki - Królowej Polski. W

ę

sz

ą

cych spiski 

ż

ydo-komuno-

maso

ń

skie (...). Marz

ą

cych o jednolitym, karnym, korporacyjnym narodzie polskim (...) (“Nie" z 9 

lutego 1994 r.). Ostatnio Gadzinowski popisał si

ę

 kolejnym godnym gadzinówki tekstem atakuj

ą

cym 

Ko

ś

ciół katolicki i polski “antysemityzm” - Niech 

ż

yje mord (“Nie" z 22 sierpnia 1996 r.). W 

ogromniastym tek

ś

cie, rozpocz

ę

tym na pierwszej kolumnie Urbanowego brukowca, Gadzinowski 

przedstawił skrajny obraz Rzeczypospolitej obojga narodów jako krainy rytualnych mordów na 

Ż

ydach, całkowicie przemilczaj

ą

c tak dominuj

ą

ce w ówczesnej Polsce tradycje ogromnej 

tolerancji dla 

Ż

ydów, “

ż

ydowskiego raju”. Tradycje, które zmieniły Polsk

ę

 w schronienie dla 

przewa

ż

aj

ą

cej cz

ęś

ci 

Ż

ydów 

ś

wiata.

 

Ludwik Stomma

, felietonista “Polityki”, etnograf. Syn znanego działacza katolickiego 

Stanisława Stommy, od dziesi

ę

cioleci zwi

ą

zanego z “Tygodnikiem Powszechnym”. Ultraczerwony w 

pogl

ą

dach, poszedł na maksymaln

ą

 identyfikacj

ę

 z postkomunistami, posuwaj

ą

c si

ę

 a

ż

 do 

publikacji w Urbanowym “Nie” (por. “Nie” nr. 51-52 z 1993 roku). Z zapałem wychwala ró

ż

ne 

postacie postkomunistyczne, z Leszkiem Millerem na czele, i gromi antykomunistycznych 
oszołomów.
 Wyró

ż

nia si

ę

 przy tym swoist

ą

 odmian

ą

 chuliga

ń

stwa prasowego (vide np. pogró

ż

ka 

L.Stommy pod adresem Janusza Korwina-Mikke, “Polityka”, nr 35 z 1992 roku): S

ą

dz

ę

ż

e jako były 

bokser nie miałbym wi

ę

kszych kłopotów w konfrontacji fizycznej z Korwinem-Mikke. To MY daliby

ś

my 

mu w mord

ę

, a nie on NAM. Kiedy indziej stwierdził, 

ż

e Giertychowi jako antysemicie, powinno si

ę

 da

ć

 

po mordzie (cyt. za tekstem R.Ziemkiewicza, “Najwy

ż

szy Czas”, nr 1 z 1992 r.). Dodajmy, 

ż

e tego typu 

pogró

ż

ki miota Stomma, wci

ąż

 przedstawiaj

ą

cy si

ę

 jako "europejczyk", który nawet swój felieton 

zatytułował Widziane z Szampanii. Rzeczywi

ś

cie, szampa

ń

skie maniery. Ju

ż

 jesieni

ą

 1990 r. 

L.Stomma zabłysn

ą

ł gromkim pokrzykiwaniem przeciwko “ferworowi” zmieniania nazw ulic (“Polityka”, 

nr 46 z 1990 roku), oponuj

ą

c mi

ę

dzy innymi przeciw odej

ś

ciu od nazwy ku czci znanej młodzie

ż

owej 

działaczki komunistycznej Hanki Szapiro (Sawickiej).

 

W tekstach Stommy mo

ż

na nierzadko znale

źć

 skrajn

ą

 wr

ę

cz odmian

ę

 rusofilstwa. Kiedy na przykład 

w “Polityce” z 21 stycznia 1995 r. jak mógł minimalizował tragedi

ę

 Czeczenii, podkre

ś

laj

ą

c, 

ż

przecie

ż

 Rosjanie załatwiaj

ą

 spraw

ę

 Czeczenii wewn

ą

trz swoich własnych granic. Co innego 

Amerykanie, i tu nast

ą

piło bezwzgl

ę

dne pot

ę

pienie najbrutalniejszych interwencji ameryka

ń

skich w 

Grenadzie, na Haiti czy w Nikaragui. W “Polityce” z listopada 1994 r. Ludwik Stomma oskar

ż

ył naród 

polski o ksenofobiczn

ą

, ordynarn

ą

 antyrosyjsko

ść

, tym samym dzielnie wspieraj

ą

c rozhu

ś

tane napa

ś

ci 

antypolskie ze strony ró

ż

nych rosyjskich szowinistów. Jak wida

ć

, Ludwik Stomma od lat godnie kroczy 

ś

ladami ojca - który w styczniu 1963 roku zaatakował Powstanie Styczniowe jako wyraz chronicznego 

polskiego kompleksu antyrosyjskiego.

 

Par

ę

 lat temu Stomma wyspecjalizował si

ę

 w swoistej metodzie odbr

ą

zowienia (czytaj 

“zafałszowania”) historii Polski. Polegała ona na apoteozowaniu najwi

ę

kszych niedoł

ę

gów i głupców 

lub szkodników z historii Polski typu Władysława Hermana, Michała Korybuta Wi

ś

niowieckiego czy 

Augusta II Sasa i równoczesnego starannego mieszania z błotem najwi

ę

kszych władców polskich typu 

Bolesława Chrobrego, Krzywoustego czy Łokietka. Jak to trafnie podsumował Bronisław Wildstein w 
“Rzeczypospolitej” z 6-7 listopada 1993 r.: (...) Metoda Stommy jest prosta. Je

ś

li monarcha jaki

ś

 jest w 

historii powszechnie uznany za gnu

ś

nego, nieudolnego czy wr

ę

cz zbrodniczego, Stomma prezentuje 

go jako wzór cnót; i na odwrót: je

ś

li wydarzenie jakie

ś

 uznane zostaje za brzemienne w złowrogie 

background image

 

38 

konsekwencje, Stomma robi wszystko, aby ukaza

ć

ż

e było dokładnie przeciwnie. Nie licz

ą

c si

ę

 

absolutnie z udokumentowanymi faktami. Wildstein uznał tak

ą

 metod

ę

 pisania za jaskrawy przejaw 

nihilizmu historycznego, buszowania w historii, byle tylko dowie

ść

 z góry wymy

ś

lonych tez. Takich na 

przykład jak w opowie

ś

ci o Władysławie Hermanie (“Polityka”, nr 42 z 1993 r.), dowodz

ą

cej, 

ż

trucicielscy włoscy Borgiowie ró

ż

nili si

ę

 od polskich Piastów wył

ą

cznie brakiem hipokryzji.

 

Typowe dla metody pisania L.Stommy, sk

ą

din

ą

d gorliwego tropiciela “polskiego antysemityzmu", było 

przedstawienie wydarze

ń

 z czasów buntu niemieckich mieszczan w Krakowie za Łokietka. L.Stomma 

fałszuj

ą

c histori

ę

, przedstawił tłumienie tego buntu niemieckich mieszczan jako okrutny pogrom 

Ż

ydów. Zmuszanie przez Polaków do wypowiadania przez mieszczan słów “soczewica, koło, miele 

młyn” (których niepoprawne wymówienie karano 

ś

mierci

ą

) było według Stommy 

ś

wiadomym 

morderczym testem polskich czternastowiecznych rasistów dla 

Ż

ydów. Niemieccy mieszczanie 

bowiem byli, według Stommy, ju

ż

 dobrze zasymilowani, i potrafili bez trudu przej

ść

 przez 

niebezpieczn

ą

 prób

ę

. A ofiar

ą

 polskiej “krwio

ż

erczo

ś

ci” padali jak zwykle biedni 

Ż

ydzi (!). Dodajmy, 

ż

Stomma niejednokrotnie korzystał z łamów “Polityki” dla zajadłego tropienia objawów mniemanego 
“polskiego antysemityzmu”. “Popisowy” wprost pod tym wzgl

ę

dem był jego numer z atakiem na 

Łysiaka (“Polityka” z 18 marca 1995 r.). Oskar

ż

eniom o antysemityzm towarzyszyła typowa dla 

Stommy stylistyka wyzwisk - nazwanie Łysiaka przypadkiem patologicznym, klinicznym przykładem... 
samousprawiedliwienia przez agresj

ę

ć

wier

ć

 talencikiem etc. S.Bratkowski pisał, 

ż

e: zawistnych 

frustratów mo

ż

na spotka

ć

 tylko na prawicy, i to narodowej (!).

 

Maria Szyszkowska

, filozof. Zwi

ą

zana z SLD, z którego kandydowała do Sejmu w 1993 

roku. Kierowniczka Zakładu Filozofii Polityki ISP PAN, s

ę

dzia Trybunału Stanu z rekomendacji SLD. 

Ju

ż

 w 1985 r. w czasie dyskusji o filmie Shoah wyst

ą

piła publicznie z prób

ą

 minimalizowania zagro

ż

e

ń

 

płyn

ą

cych dla Polski z powodu niekorzystnego urabiania obrazu Polski i Polaków w 

ś

wiecie przez 

filmy typu Shoah. Według Szyszkowskiej, Lanzmann rejestruje stosunek pewnej cz

ęś

ci Polaków 

zgodnie z rzeczywisto

ś

ci

ą

. A w ogóle zaznaczyła to: (...) Mamy niezdrow

ą

 tendencj

ę

 traktowania 

wszystkiego w tonacji “sło

ń

 a sprawa polska” i chyba niepotrzebnie przypisujemy filmowi mo

ż

liwo

ść

 

uogólnienia. "Shoah" mo

ż

na zestawi

ć

 z "Fuch

ą

" Skolimowskiego. Tu tak

ż

e pojawiły si

ę

 głosy 

obra

ż

onych, i

ż

 Skolimowski szkaluje dobre imi

ę

 Polaków (cyt. za: "Shoah" znaczy zagłada, “Antena” z 

13 listopada 1985 r.).

 

Szyszkowska była w ostatnich latach bardzo cz

ę

sto nagła

ś

niana w telewizji, radiu i magazynach 

prasowych typu “Twój Styl”. “Europejczykom” odpowiadaj

ą

 jej “nowoczesne” pogl

ą

dy filozoficzne, 

podwa

ż

aj

ą

ce rol

ę

 warto

ś

ci etycznych czy rodziny. Według Szyszkowskiej: W polskim społecze

ń

stwie 

za bardzo gloryfikuje si

ę

 rodzin

ę

 (...). Nic bardziej nie zniewala ni

ż

 rodzina (...). Niesłusznie traktuje si

ę

 

rodzin

ę

 jako składnik 

ż

ycia społecznego czy nawet pa

ń

stwowego (...). Rodzina to wi

ę

zy krwi, czyli co

ś

 

zupełnie przypadkowego. Powinni

ś

my za

ś

 ceni

ć

 wi

ę

zy duchowe, a wi

ę

c przyja

źń

 (cyt. za 

M.Miszalskim: Wi

ę

cej Szyszkowskiej! I ju

ż

 bez St

ę

pnia!... (“Najwy

ż

szy Czas”, 19 marca 1994 r.). 

Zgodne z tym antyrodzinnym przesłaniem jest stanowisko Szyszkowskiej w sprawach płci. Uwa

ż

ona, 

ż

w zwi

ą

zkach homoseksualnych, poniewa

ż

 nie ma w nich przepa

ś

ci pomi

ę

dzy płciami, istnieje 

ę

bsza wi

ęź

 uczuciowa i psychiczna ni

ż

 w zwi

ą

zkach heteroseksualnych (cyt. za A.Dobrochn

ą

Don 

Kichot w spódnicy, “Express Wieczorny”, nr 163 z 1995 r.).

 

Kobieta-filozof z SLD ma do

ść

 szczególnie nowatorski typ spojrzenia na etyk

ę

 generalnie. Akcentuje, 

ż

bli

ż

sze s

ą

 jej warto

ś

ci estetyczne ni

ż

 moralne, twierdzi: Wmawia si

ę

 nam, 

ż

e powinni

ś

my ocenia

ć

 

wszystko w kategoriach dobra i zła moralnego. Tymczasem jest wiele innych warto

ś

ci, według których 

mo

ż

na kształtowa

ć

 swe 

ż

ycie: harmonia wewn

ę

trzna, pi

ę

kno, sprawiedliwo

ść

 (cyt. za: M.Miszalski, 

op.cit.). Przy takim lekcewa

ż

eniu znaczenia kategorii dobra i zła moralnego jako podstawowych, a 

zaakcentowaniu np. znaczenia warto

ś

ci estetycznych czy pi

ę

kna, mo

ż

na sobie wyobrazi

ć

 w 

przyszło

ś

ci pełn

ą

 rehabilitacj

ę

 Nerona. Znany artysta Neron, który nawet w chwili 

ś

mierci pami

ę

tał o 

swym artystycznym powołaniu...

 

Na nieszcz

ęś

cie dla Szyszkowskiej wielu ludzi w Polsce nie podziela jej “odkrywczych” pogl

ą

dów na 

etyk

ę

, a nawet je ostro krytykuje. Efekt, Szyszkowska głosi wszem i wobec, 

ż

jeste

ś

my narodem 

nietolerancyjnym (por. np. uwagi w cytowanym artykule z “Expressu Wieczornego”, nr 163 z 1995 r.). 
W 1993 roku Szyszkowska była jedn

ą

 z sygnatariuszek podpisanego przez grup

ę

 skrajnych 

“europejczyków” tzw. Listu otwartego do polskiej inteligencji, głosz

ą

cego m.in., 

ż

e w Polsce jakoby: 

Krzewi si

ę

 fanatyzm religijny i nacjonalizm wraz ze 

ź

le maskowanym antysemityzmem, podsyca si

ę

 

background image

 

39 

obsesj

ę

 lustracyjno-dekomunizacyjn

ą

 i neuroz

ę

 domniemanych zagro

ż

e

ń

 (powrotu komunizmu z 

jednej, a rozgrabiania maj

ą

tku narodowego przez Zachód z drugiej strony) (por. “Wprost” z 13 

czerwca 1993 r.).

 

Ryszard Zaj

ą

c

, poseł z SLD. Po wprowadzeniu stanu wojennego nader aktywny działacz 

ś

l

ą

skiego ZSMP, mi

ę

dzy innymi wiceprzewodnicz

ą

cy Zarz

ą

du Miejskiego ZSMP w Sosnowcu. 

czerwcu 1985 roku nagle wst

ę

puje do zgromadzenia franciszkanów reformatorów. Po ponad 

rocznym pobycie nie zostaje jednak dopuszczony przez prowincjała do odnowienia 

ś

lubów. Pó

ź

niej 

nawi

ą

zuje kontakt z solidarno

ś

ciow

ą

 opozycj

ą

. Zacz

ą

ł wydawa

ć

 podziemne pismo “Bajtek”. Wzbudził 

jednak nieufno

ść

 M.Krzaklewskiego, który w pewnym momencie odmówił zgody na dalsz

ą

 sprzeda

ż

 

pisma. Zaj

ą

c szybko zyskał jednak protekcj

ę

 Jana Lity

ń

skiego i został przez niego w 1989 roku 

ś

ci

ą

gni

ę

ty nawet do Warszawy do pracy w Stołecznym KO “S” w “Niespodziance”. Zaprzyja

ź

nił 

si

ę

 z Lity

ń

skim, Wujcem i Kuroniem. Pó

ź

niej skrupulatnie wyszydził w “Nie” poznanych w 

“Niespodziance” “solidaruchów”. O swym dawnym protektorze Lity

ń

skim dalej mówił jednak: mój 

przyjaciel z czasów konspiry. Lity

ń

ski dzi

ś

 okre

ś

la jednak Zaj

ą

ca mianem “łobuz” i przeprasza 

wszystkich, którzy

 

kiedykolwiek zetkn

ę

li si

ę

 poprzez niego z Zaj

ą

cem (por. tekst Rafała Geremka w 

Ż

yciu Warszawy” z 20-21 stycznia 1996 r. Według wspomnianego tekstu, dzi

ś

 Zaj

ą

ż

ali si

ę

 cz

ę

sto, 

ż

e ludzie w “Solidarno

ś

ci” uwa

ż

aj

ą

 go za esbeka). W 1992 r. Zaj

ą

c przesiedział 74 dni w wi

ę

zieniu za 

nawymy

ś

lanie wojewodzie katowickiemu i zwi

ą

zkowcom od “palantów” z “Solidarno

ś

ci”. Został 

natychmiast za to gor

ą

co rozreklamowany na łamach Urbanowego “Nie”. Stał si

ę

 jednym z liderów 

urbanowej “Niezale

ż

nej Inicjatywy Europejskiej” Urbana. Kilkakrotnie próbował uko

ń

czy

ć

 

eksternistycznie matur

ę

, lecz bez powodzenia. Du

ż

o lepiej powiodło mu si

ę

 w SLD, w 1993 roku 

został posłem z jego listy.

 

W tekstach na łamach “Nie” i w przeró

ż

nych wyst

ą

pieniach z furi

ą

 atakuje “Solidarno

ść

” i Ko

ś

ciół 

katolicki. 22 czerwca 1995 r. w wyst

ą

pieniu sejmowym, Zaj

ą

c nazwał Ko

ś

ciół najbardziej 

niedemokratyczn

ą

 instytucj

ą

 na 

ś

wiecie. Ze szczególn

ą

 pasj

ą

 atakował bardzo przez niego 

znienawidzonych franciszkanów. Wyra

ź

nie nie mo

ż

e im darowa

ć

 tego, 

ż

e si

ę

 na nim do

ść

 szybko 

poznali.

 

W pocz

ą

tkach 1995 r. gło

ś

ne stało si

ę

 wyra

ż

enie przez Zaj

ą

ca w odr

ę

bnym li

ś

cie za Ocean 

ogromnego uwielbienia dla rabina Abrahama Weissa wraz z pełnym poparciem dla 

żą

da

ń

 

usuni

ę

cia Krzy

ż

a ze wszystkich mo

ż

liwych miejsc w obozie w O

ś

wi

ę

cimiu. W li

ś

cie do Weissa, 

nagło

ś

nionym przez Zaj

ą

ca z trybuny sejmowej (!!!), wyraził on równie

ż

 szczery 

ż

al, 

ż

e on, 

poseł Zaj

ą

c, nie ma niestety wpływu na wybór Prymasa Polski, którym jest obecnie Prymas 

Glemp. I zapewnił, 

ż

ż

ywi do obecnego Prymasa Polski dokładnie takie same uczucia, jak 

rabin Weiss (por. S.Biskupski: O

ś

wiadczyny Zaj

ą

ca, “My

ś

l Polska” z 25 marca 1995 r.).

 

Marcin Piasecki

, dziennikarz. Jeden z najskrajniejszych zago

ń

czyków lobby filosemickiego. Ze 

szczególn

ą

 zajadło

ś

ci

ą

 atakował (na łamach "Gazety Wyborczej" z 4 sierpnia 1994 r. i "Polityki" z 16 

kwietnia 1994 r. ksi

ąż

k

ę

 Joanny Siedleckiej Czarny ptasior, demaskuj

ą

c

ą

 oszustwa znanego 

pisarza-hochsztaplera 

ż

ydowskiego pochodzenia Jerzego Kosi

ń

skiego oraz wysługiwanie si

ę

 NKWD 

przez jego ojca. Piasecki oskar

ż

ał Siedleck

ą

 o rzekom

ą

 nierzetelno

ść

pomówienia i oszczerstwo

Podobnie jak Passent, Gro

ń

ski, Toeplitz etc. nigdy nie przeprosił Siedleckiej po potwierdzeniu jej 

informacji przez badaczy. Prawdziwymi peanami obdarzył za to Piasecki twórczo

ść

 Henryka 

Grynberga, jednego z najbardziej fanatycznych rzeczników antypolonizmu. Szczególne pochwały 
zyskała pod piórem Piaseckiego najostrzej szkaluj

ą

ca Polaków ksi

ąż

ka Grynberga Dziedzictwo

ukazuj

ą

ca skrajnie zdeformowany obraz dziko-anty

ż

ydowskiej wsi polskiego, rzekomo 

"powszechnego donosicielstwa" na 

Ż

ydów. Przesycona antypolonizmem ksi

ąż

ka Grynberga urosła 

pod piórem Piaseckiego do najwybitniejszych pomników pami

ę

ci, stworzonych w historii polskiej 

kultury (!!!) (por. M.Piasecki: Wstyd, nasze dziedzictwo, dodatek do "

Ż

ycia Warszawy" - "Ex Libris" z 

listopada 1993 r.). Powołuj

ą

c si

ę

 na wymow

ę

 ksi

ąż

ki Grynberga, w której nie ma ofiarnych bohaterów-

Polaków, jest za to tym wi

ę

cej donosicieli lub osób biernie obserwuj

ą

cych wydarzenia. Piasecki 

sugeruje, 

ż

e w rezultacie "wstyd jest naszym dziedzictwem".

 

I tak to wci

ąż

 od

ż

ywa u nas dziedzictwo stalinowskiej publicystyki, staraj

ą

cej si

ę

 upokorzy

ć

 Polsk

ę

 i 

Polaków, zohydzaj

ą

c naród bez Quislingów, kraj, który najwi

ę

cej ucierpiał od hitlerowskich okupantów 

i najdłu

ż

ej stawiał heroiczny opór przemocy.

 

background image

 

40 

 

Jerzy Diatłowicki, 

socjolog, dziennikarz telewizyjny. Twórca cyklicznego programu 

“Rzeczpospolita druga i pół”, wyspecjalizowanego w konsekwentnym wybielaniu postaci z 
komunistycznego PRL-u od Rakowskiego a

ż

 po Szyra. W 1991 roku w kilka miesi

ę

cy po ucieczce z 

Polski do Izraela 

ż

ydowskich hochsztaplerów Bogusława Bagsika i Andrzeja G

ą

siorowskiego wraz z 

pieni

ę

dzmi ukradzionymi Polsce, Diatłowicki opublikował panegiryczn

ą

 ksi

ąż

k

ę

 o tych panach i ich 

umiej

ę

tno

ś

ciach finansowych (por. Bagsik and G

ą

siorowski. Jak ukradli

ś

my ksi

ęż

yc. Jerzy Diatłowicki 

rozmawia z Bogusławem Bagsikiem, Andrzejem G

ą

siorowskim i innymi, Tel Aviv 16 sierpnia-1 

wrze

ś

nia 1991 r., Wrocław 1991). Zbiegli 

ż

ydowscy oszu

ś

ci prezentowali w ksi

ąż

ce Diatłowickiego 

ogromny zestaw pogardliwych okre

ś

le

ń

 o Polsce i Polakach. Na s. 112 np. Bagsik twierdził, 

ż

e: Polska 

nie dorosła do demokracji i nale

ż

y wzi

ąć

 Polaków za mord

ę

. Ten sam Bagsik ostro atakował Ko

ś

ciół 

katolicki i wybielał SdRP. Najskrajniejsze były jednak zamieszczone bez komentarza uwagi 
izraelskiego wspólnika Bagsika i G

ą

siorowskiego Meira BaraPolacy s

ą

 to dzisiaj najgorsi ludzie na 

ś

wiecie (...) do takiego skurwysy

ń

stwa nie przyjad

ę

. Jak b

ę

d

ę

 widział Polaka, a Polak b

ę

dzie zdychał 

na ulicy, nawet mu r

ę

ki nie podam, 

ż

eby wi

ę

cej pomóc. Nie przyjad

ę

 do Polski; bye, bye (por. s. 45 

cytowanej ksi

ąż

ki).

 

Diatłowicki odegrał znacz

ą

c

ą

 rol

ę

 w nagonce na Wojciecha Cejrowskiego. Ju

ż

 w inauguruj

ą

cym 

nagonk

ę

 artykule Anny Bikont (“Gazeta Wyborcza” z 4-5 marca 1995) oskar

ż

ył Cejrowskiego, mówi

ą

c, 

ż

e telewizja nadaje program faszystowski. Zło

ż

ył w s

ą

dzie pozew przeciw Cejrowskiemu, oskar

ż

aj

ą

go o przest

ę

pstwo zawarte w paragrafie o nawoływaniu do wa

ś

ni na tle narodowym, religijnym lub 

rasowym. Z kolei Cejrowski zło

ż

ył w s

ą

dzie pozew przeciw Diatłowickiemu o zniesławienie. Postaw

ę

 

Diatłowickiego dobrze ilustrowało wyra

ż

one przez niego w rozmowie z redaktorem “

Ż

ycia Warszawy” 

(nr z 18-19 marca 1995) domniemanie nt. Cejrowskiego: Warto sprawdzi

ć

, kim s

ą

 jego mocodawcy. 

Słyszałem, 

ż

e przychodz

ą

 tam do studia jacy

ś

 ksi

ęż

a w charakterze “opiekunów”. W “Gazecie 

Wyborczej” z 7-8 wrze

ś

nia 1996 r. Diatłowicki wyst

ą

pił ze skrajnym atakiem na zjazd fanów Wojciecha 

Cejrowskiego w Kociewiu, uskar

ż

aj

ą

c si

ę

 na sposób ustosunkowania si

ę

 tam do 

Ż

ydów i personalnie 

atakuj

ą

Cejrowskiego, K

ą

kolewskiego (za sposób przedstawienia 

ź

ródeł prowokacji kieleckiej w 

1946 roku) i Michalkiewicza.

 

Roman Graczyk

, dziennikarz. Szczególnie widomy przykład symbiozy duchowej redakcji 

“Tygodnika Powszechnego” i “Gazety Wyborczej”. Mało si

ę

 dzi

ś

 pami

ę

ta, 

ż

e Graczyk, dzi

ś

 najbardziej 

zagorzały zago

ń

czyk antyko

ś

cielny w “GW”, rozpocz

ą

ł karier

ę

 publicystyczn

ą

 na łamach katolickiego 

“Tygodnika Powszechnego” i szybko zdobył w nim bardzo wpływowe stanowisko sekretarza redakcji, 
ku zaskoczeniu starych redaktorów tygodnika. Graczyk uzyskał bardzo siln

ą

 pozycj

ę

 w kształtowaniu 

linii politycznej “TP” (a robił to wyra

ź

nie w duchu bardzo lewicowym). Cieszył si

ę

 przy tym wyra

ź

nym 

poparciem naczelnego redaktora “TP” Jerzego Turowicza (!) W przeciwnym razie nie do 
pomy

ś

lenia byłoby to wszystko, co robił Graczyk dla cenzurowania tekstów Stefana 

Kisielewskiego, od dziesi

ę

cioleci najbardziej popularnego autora “TP”, skrajnie obrzydzaj

ą

mu współprac

ę

 z tygodnikiem w 1989 roku. Tym, którzy próbuj

ą

 jeszcze dzi

ś

 zafałszowa

ć

 histori

ę

 

“Tygodnika Powszechnego” i przedstawi

ć

 go jako niezmienny monolit (np. skrajna filosemitka 

Stanisława Grabska, wiceprzewodnicz

ą

ca warszawskiego KIK-u), radz

ę

 zajrze

ć

 do rocznika “TP” z 

1989 roku i bardzo uwa

ż

nie go przestudiowa

ć

. Odkryj

ą

 wtedy rzeczy do

ść

 szokuj

ą

ce. Zobacz

ą

 jak 

nagle spadły wówczas długo i cierpliwie noszone maski. I jak błyskawicznie zwyci

ęż

ył duch 

absolutnego progeremkowskiego i promichnikowskiego “upartyjnienia” za wszelk

ą

 cen

ę

 w duchu 

lewicowym. Na pró

ż

no protestował przeciwko temu zawsze konsekwentnie konserwatywny Kisiel.

 

Maj

ą

cych krótk

ą

 pami

ęć

 odsyłam do numerów “Tygodnika Powszechnego” z drugiego kwartału 1989 

roku. Znajd

ą

 tam zapomniane dzi

ś

 protesty Stefana Kisielewskiego przeciw przyspieszonemu 

“glajszachtowaniu” linii “TP” i ci

ą

głemu cenzurowaniu jego własnych tekstów w redakcji “TP” (por. 

teksty Kisiela w numerach “TP” z 28 maja, 11 czerwca, 18 czerwca i 25 czerwca 1989 roku). W tym 
cenzurowaniu Kisiela, konfiskatach jego felietonów przez redakcj

ę

 “TP” (sro

ż

szych od pa

ń

stwowych, 

bo nie zaznaczonych - jak podkre

ś

lił Kisiel w “TP” z 18 czerwca 1989 roku), szczególnie negatywn

ą

 

rol

ę

 odegrał Roman Graczyk. Kisiel oskar

ż

ył go wr

ę

cz o “nami

ę

tn

ą

 niech

ęć

 do ludzi inaczej my

ś

l

ą

cych 

czy zajmuj

ą

cych si

ę

 spraw

ą

 “Solidarno

ś

ci” w inny sposób ni

ż

 on. I konstatował: “kto mówi inaczej, ten 

szkodnik i zatka

ć

 mu g

ę

b

ę

! - oto credo Graczyka”(felieton Kisiela: Złe ptaki i prorocy przy urnie

“Tygodnik Powszechny” z 18 czerwca 1989). Zdegustowany Kisiel, po bezskutecznych ponawianych 
błaganiach, by w redakcji przestano cenzurowa

ć

 i konfiskowa

ć

 jego felietony, odszedł z bólem pod 

background image

 

41 

koniec swego 

ż

ycia z redakcji, do której był tak przywi

ą

zany przez dziesi

ę

ciolecia. (Jak wybielacze 

“TP” wyja

ś

ni

ą

 rol

ę

 naczelnego Jerzego Turowicza, bez którego aprobaty "cenzorskie" działania 

Graczyka byłyby niemo

ż

liwe?!).

 

Spełniwszy sw

ą

 rol

ę

 w boju o odpowiednie umocnienie progeremkowskiej i michnikowskiej lewicowej 

linii w “TP”, Graczyk wyl

ą

dował w “GW”, staj

ą

c si

ę

 tam głównym specjalist

ą

 od czarnej roboty na 

odcinku walki z Ko

ś

ciołem katolickim. Były sekretarz redakcji najbardziej wpływowego katolickiego 

tygodnika, teraz bez ogródek i zahamowa

ń

 wci

ąż

 atakował w s

ąż

nistych tekstach i to niejednokrotnie 

w bardzo ostry sposób, Prymasa Polski i biskupów katolickich in gremium, liczne katolickie autorytety 
intelektualne, a w razie potrzeby i Ojca 

Ś

wi

ę

tego. By przypomnie

ć

 cho

ć

by wyst

ą

pienia Graczyka z 

krytyk

ą

 “Słowa biskupów” z 27 listopada 1992 (“GW” z 19-20 grudnia 1992 r.), atak na list pasterski 

Episkopatu z 27 grudnia 1992 (“GW” z 21 marca 1993), ataki na komunikaty z kilku Konferencji 
Plenarnych Episkopatu Polski w latach 1990 i 1991 roku (“GW” z 14 listopada 1992 r.), atak na “Słowo 
z Jasnej Góry” z 26 sierpnia 1995 r. (“GW” z 8 listopada 1995 r.). Te i dziesi

ą

tki innych 

antyko

ś

cielnych publikacji Graczyka na łamach “Gazety Wyborczej” cechowały wci

ąż

 zawsze ta sama 

jednoznaczna ostro

ść

 oraz zło

ś

liwo

ść

 antyko

ś

cielnego ataku i skrajne deformowanie przedstawianego 

w nich obrazu Ko

ś

cioła.

 

Fałsze i deformacje Graczyka wywoływały w ko

ń

cu nawet protest członka redakcji “Tygodnika 

Powszechnego” o. Macieja Zi

ę

by, który stwierdził w polemice z Grazykiem (“GW” z 23 maja 1994 r.): 

(...) Je

ś

li 

ś

wiat opisuje si

ę

 tylko czarnym i białym kolorem, mo

ż

na doj

ść

 do wniosku, 

ż

e tzw. linia Jana 

Pawła II jest kwestionowana przez obecnego papie

ż

a (...). I dodawał: (...) trzeba Panu Bogu 

podzi

ę

kowa

ć

ż

e to nie Roman Graczyk rozstrzyga o ortodoksyjno

ś

ci pogl

ą

dów w 

ś

wi

ę

tym Ko

ś

ciele 

(...). Graczyk wci

ąż

 upowszechniał nieprawdy o Ko

ś

ciele, straszył jego rzekom

ą

 zaborczo

ś

ci

ą

 i 

zachłanno

ś

ci

ą

. 1 lipca 1995 r. zaatakował “Niedziel

ę

”, “Ład” i “Radio Maryja”, twierdz

ą

c, 

ż

e suma 

słownej agresji ze strony katolickiej co najmniej dorównuje agresji z drugiej strony (i tu wymienił m.in. 
“NIE” i “Wprost” jako media, którym co najmniej dorównuj

ą

 agresj

ą

 wspomniane media katolickie. 

Publicysta, który jeszcze nie tak dawno mienił si

ę

 katolickim, wyst

ę

pował przeciwko temu, 

ż

eby krzy

ż

wisiały na 

ś

cianach szkół, twierdz

ą

c, 

ż

e krzy

ż

 mo

ż

e by

ć

 symbolem obcym, nawet rani

ą

cym dla 

jednostek nie chodz

ą

cych na religi

ę

 (“GW” nr 181 z 1995 r.). Nie stronił przed 

ż

adnym kłamstwem. W 

artykule w “GW” (nr 2 z 1995 roku), Graczyk twierdził, 

ż

e wprowadzenie religii do szkół spotkało si

ę

 

jakoby z powszechnym oporem. Polemizuj

ą

c z tym kłamstwem ks. Tadeusz Panu

ś

 zapytywał: Jak 

wi

ę

c wytłumaczy

ć

 informacj

ę

 Głównego Urz

ę

du Statystycznego ze stycznia ‘91, 

ż

e na religi

ę

 zapisało 

si

ę

 95,8 proc. uczniów szkół podstawowych i 

ś

rednich? (”GW” 18 stycznia 1995 r.).

 

Jesieni

ą

 1995 spadły maski z niektórych zakamuflowanych “przebiera

ń

ców” w “Solidarno

ś

ci” na czele 

z Drawiczem, Milewskim i Labud

ą

, którzy uznali, 

ż

e teraz ju

ż

 mo

ż

na wyst

ą

pi

ć

 z otwart

ą

 przyłbic

ą

 - pod 

sztandarami postkomunisty Kwa

ś

niewskiego. Wywołało to zrozumiały wielki szok i oburzenie. Czemu 

jednak wcze

ś

niej nie zauwa

ż

ono działa

ń

 innych “przebiera

ń

ców” typu Graczyk? Dlaczego Jerzy 

Turowicz, redaktor naczelny tygodnika zw

ą

cego si

ę

 katolickim, ani słowem nie zaj

ą

kn

ą

ł si

ę

 na temat 

tej tak dziwnej “ewolucji” (czy to była ewolucja?) w duchu skrajnie antyko

ś

cielnym i nawet 

antychrze

ś

cija

ń

skim swego tak niegdy

ś

 wpływowego i hołubionego podwładnego. Kiedy ujawniona 

zostanie pełna prawda o infiltrowaniu 

ś

rodowisk katolickich od wewn

ą

trz przez ludzi im całkowicie 

obcych, a nawet wr

ę

cz wrogich? Z czyjej por

ę

ki przyszedł Graczyk do Turowicza, i kto zadecydował o 

jego tak przyspieszonym awansie na kluczowe stanowisko sekretarza redakcji “Tygodnika 
Powszechnego”?

 

Skrajny tropiciel “zacofania” Ko

ś

cioła katolickiego w Polsce, Graczyk, z równ

ą

 pasj

ą

 tropi polski 

Ciemnogród nacjonalistyczny, “demaskuje” ksenofobi

ę

 i anty

ż

ydowsko

ść

. Szczególnie ohydny był 

artykuł Graczyka: Drugie dno kresowej nostalgii (“GW” z 10 sierpnia 1994 r.) o “niebezpiecznych 
t

ę

sknotach “Kresów”, dodatku do “Słowa-Dziennika Katolickiego”. Graczyk oskar

ż

ał tam 

ś

rodowiska 

kresowe o przemawianie j

ę

zykiem “narodowej wy

ż

szo

ś

ci”, ocieraj

ą

cym si

ę

 o rewizjonizm 

geopolityczny, o bezrefleksyjne “nostalgie”, sprzeczne z duchem europejskiej integracji. Za

ś

 sam 

dodatek do “Słowa” uznał za niebezpieczne narz

ę

dzie nacisku kresowego lobby na władze RP. 

Artykuł Graczyka pisany był jak na zamówienie przeciwników Polski z krajów o

ś

ciennych, by da

ć

 im 

dogodny pretekst do ataków na rzekomy niebezpieczny polski rewizjonizm terytorialny wobec 
s

ą

siadów. Znamienne jest, za co Graczyk najostrzej zaatakował redaktora dodatku “Słowa” Janusza 

Olejnika. Otó

ż

 za to, 

ż

e Olejnik powoływał si

ę

 na prawa polskiej mniejszo

ś

ci narodowej na 

Wile

ń

szczy

ź

nie do zachowania własnej to

ż

samo

ś

ci narodowej z racji tego, 

ż

e s

ą

 to Polacy 

ż

yj

ą

cy na 

własnej ziemi, na ojcowi

ź

nie, od pokole

ń

. Graczyka obruszyło, 

ż

e Olejnik 

żą

da praw dla Polaków na 

background image

 

42 

Wschodzie nie “z tytułu człowiecze

ń

stwa” jako dla osób ludzkich, ale ze wzgl

ę

dów narodowych jako 

dla tych osób, “które mog

ą

 si

ę

 wylegitymowa

ć

 zasiedzeniem, b

ą

d

ź

 zwi

ą

zkami krwi” (zwrot Graczyka). 

Jak wiemy, redaktorzy “Gazety Wyborczej” jak ognia boj

ą

 si

ę

 słów naród czy narodowo

ść

. Tekst 

Graczyka spotkał si

ę

 z zasłu

ż

onymi polemikami. Oskar

ż

ono go o d

ąż

enie do wymazania polskiej 

pami

ę

ci narodowej o dawnych Kresach wschodnich. H.Jakubowicz napi

ę

tnował go jako wyraz 

my

ś

lenia kosmopolitów, którym si

ę

 wydaje, i

ż

 posiedli prawo nieomylnych s

ę

dziów dziejów narodu i 

pa

ń

stwa (H.Jakubowicz: Wyrzec si

ę

 swej to

ż

samo

ś

ci i przeszło

ś

ci?, “Słowo-Dziennik Katolicki”, 24 

sierpnia 1994 r.).

 

W równie tendencyjny sposób podchodził Graczyk do spraw stosunków polsko-

ż

ydowskich. W 

artykule na łamach “Gazety Wyborczej” z 8 maja 1993 r. sugerował, pisz

ą

c o sporze o o

ś

wi

ę

cimski 

Karmel, i

ż

intencje obro

ń

ców klasztoru nie zawsze s

ą

 kryształowe. Zdumiewał si

ę

 nad uporem 14 

kobiet zabarykadowanych jak w obl

ęż

onej twierdzy, zapytuj

ą

c: Dlaczego trzeba było a

ż

 interwencji 

głowy Ko

ś

cioła, 

ż

eby skłoni

ć

 je do ust

ą

pienia? I dlaczego wci

ąż

 si

ę

 nie przeprowadzaj

ą

 do gotowego 

ju

ż

 klasztoru po drugiej stronie drogi? W tym samym tek

ś

cie Graczyka agresywna postawa rabina 

Weissa, jego wdarcie si

ę

 wraz z grup

ą

 zwolenników na teren klasztoru zostały okre

ś

lone jako proste 

przeskoczenie płotu. Według Graczyka nowojorski rabin z siedmiu uczniami przeskoczył płot(!), 

ż

eby 

modli

ć

 si

ę

 wła

ś

nie tutaj.

 

Z kolei w tek

ś

cie atakuj

ą

cym krakowsk

ą

 “Ark

ę

” (“Gazeta Wyborcza” z 16 lutego 1995), Graczyk 

oburzał si

ę

 na publikowanie w niej tekstów krytykuj

ą

cych pomniejszanie duchowego dziedzictwa 

polsko

ś

ci i zachwiania to

ż

samo

ś

ci narodowej. Opublikowanie w “Arce” protestu patriotycznych 

ś

rodowisk intelektualnych po haniebnym ataku Cichego na Powstanie Warszawskie w “Gazecie 

Wyborczej”, Graczyk okre

ś

lił jako przykład uproszcze

ń

 i egzaltacji na łamach tego periodyku. Tym 

ch

ę

tniej za to wybraniał przed krytyk

ą

 “Arki” redaktorów kolaboranckich “Nowych Widnokr

ę

gów”, 

wydawanych we Lwowie w 1940-1941 pod sowieck

ą

 okupacj

ą

. Na dowód zasług redaktorów tej 

gadzinówki przytaczał popularyzowanie w “Nowych Widnokr

ę

gach” Mickiewicza (odpowiednio 

zafałszowanego jako “propagatora rewolucji proletariackiej”). Zafałszowanie to nie przeszkadzało 
Graczykowi. Pytał: Czy jednak próba “przechowania” Mickiewicza za ka

ż

d

ą

 cen

ę

 - w pa

ń

stwie Stalina 

nie zasługuje na chwil

ę

 refleksji?

 

Nieubłagany wobec Ko

ś

cioła i ró

ż

nych “niebezpiecznych” polskich “nostalgii” narodowych, Graczyk 

równocze

ś

nie a

ż

 szokuje niebywał

ą

 wr

ę

cz troskliwo

ś

ci

ą

 o to, by nie przesadzano z krytyk

ą

 

postkomunistów b

ę

d

ą

cych u władzy. Jest u nich bowiem tyle racjonalizmu w sprawach gospodarczych 

i nie tylko. Bo na przykład w sporze z prezesem Moskalem to postkomunista Kwa

ś

niewski broni tu 

naszej mi

ę

dzynarodowej reputacji, a antykomunista Moskal utrwala obraz Polski jako kraju 

notorycznych antysemitów (R.Graczyk: Syndrom historycznej prawdy, czyli kryzys pa

ń

stwa, “Tygodnik 

Powszechny” z 21 lipca 1996 r.). I konkluduje: Ale je

ś

li nowy rz

ą

d miałaby utworzy

ć

 koalicja PSL-u z 

ROP-em i “Solidarno

ś

ci

ą

”, to ju

ż

 mo

ż

na si

ę

 zastanawia

ć

 czy wa

ż

niejsze s

ą

 wzgl

ę

dy symboliczne

czy elementarny rozs

ą

dek gospodarczy, który ta koalicja (przecie

ż

 dzi

ę

ki SLD, a nie PSL) jednak 

zachowuje.

 

Ryszard Marek Gro

ń

ski

, kabareciarz i felietonista “Polityki”. Typowy prorz

ą

dowy 

kabareciarz (do

ść

 banalne poł

ą

czenie najgorszego gatunku 

ż

ydowskiego szmoncesu z politycznym 

koniunkturalizmem, staraniem, by by

ć

 zawsze “na fali”). Dowiódł tego ju

ż

 wyra

ź

nie w najgorszych 

czasach jaruzelszczyzny, gdy w felietonach na łamach “Polityki” zajadle janczarsko gromił 
przeciwników re

ż

imu. Waldemar Łysiak wspominał Gro

ń

skiego w “Najwy

ż

szym Czasie” z 10 marca 

1995 r. w artykule Tragarz historii, opisuj

ą

c dawn

ą

 napa

ść

 Gro

ń

skiego na niego i na znakomitego 

historyka Jerzego Łojka: (...) Egzekutorem wyroku był znany humanista pierwszej połowy lat 
osiemdziesi

ą

tych, Ryszard Marek Gro

ń

ski, który w owym czasie - w dobie junty Jaruzelskiej - flekował 

na łamach “Polityki” ka

ż

dego malkontenta olewaj

ą

cego rz

ą

dy prosowieckich jenerałów (...). Gro

ń

ski 

znany jest ze skrajnie fanatycznej zajadło

ś

ci w tropieniu domniemanych antysemitów polskich. Nawet 

po dziesi

ę

cioleciach potrafi wykry

ć

 domniemane 

ś

lady “antysemityzmu”. W wydanej w 1991 roku w 

Łodzi Puszce Pandory w rozdziale: Kartki z dziejów antysemityzmu (s. 73), oskar

ż

ył o antysemityzm 

nawet dawn

ą

 inscenizacj

ę

 Lalki Prusa, dokonan

ą

 przez Adama Hanuszkiewicza. Równocze

ś

nie dziwił 

si

ę

 (s. 69), jak mog

ą

 Polacy oburza

ć

 si

ę

 na Leona Urisa (najskrajniejszego 

ż

ydowskiego pisarza 

polako

ż

erc

ę

 - por. uwagi w “Naszej Polsce” z 20 czerwca 1996 r.).

 

background image

 

43 

Gro

ń

ski wyspecjalizował si

ę

 w atakach na polityków z obozu niepodległo

ś

ciowego (od Olszewskiego 

po Kaczy

ń

skich, Parysa i Macierewicza) i patriotycznych pisarzy, historyków i publicystów. Ma na 

swoim koncie ataki mi

ę

dzy innymi na Łojka, Herberta, Trznadla, Urbankowskiego, Michalkiewicza, 

Siedleck

ą

, 

ś

wietnego polskiego historyka z emigracji Józefa Garli

ń

skiego i... najwybitniejszego 

zagranicznego historyka pisz

ą

cego o Polsce na Zachodzie Normana Daviesa (dostało mu si

ę

 od 

Gro

ń

skiego za zbyt du

ż

e zrozumienie dla polskich racji w kwestii stosunków z 

Ż

ydami). Szczególnie 

obruszył si

ę

 Gro

ń

ski na redaktora Stanisława Michalkiewicza za tekst w “Naszej Polsce’, zwłaszcza 

za uwag

ę

ż

e: Nie jest dobrze z Narodem, w którego armii wi

ę

kszo

ść

 korpusu oficerskiego regularnie 

czytuje jedn

ą

 z dwóch 

ż

ydowskich gazet dla Polaków. Gro

ń

ski był tym, który najgwałtowniej 

zaatakował Joann

ę

 Siedleck

ą

 za słynnego Czarnego ptasiora o Kosi

ń

skim. Jak pisał Marian 

Miszalski w “Najwy

ż

szym Czasie” z 30 kwietnia 1994 r. o tym ataku Gro

ń

skiego: P.Gro

ń

ski w 

“Polityce” najbardziej wybiegł przed orkiestr

ę

 - wprost zapluł si

ę

 inwektywami, no ale jemu akurat 

trudno si

ę

 dziwi

ć

. Z furi

ą

 zaatakował autork

ę

 “Solidarno

ś

ci” za krytyk

ę

 paszkwilu Bara

ń

czaka Bóg, 

tr

ą

ba i ojczyzna. W parze z tymi atakami szły ró

ż

ne felietonowe opluwanki Gro

ń

skiego na temat Ojca 

Rydzyka i “Radia Maryja”, Prymasa Polski Józefa Glempa, “Niedzieli”, “Słowa-Dziennika Katolickiego” 
czy “Ładu”.

 

Szczególna w

ś

ciekło

ść

 ogarn

ę

ła Gro

ń

skiego, gdy zabrał si

ę

 za lektur

ę

 Dzienników Marii D

ą

browskiej, 

jak wiadomo szokuj

ą

co krytycznej w stosunku do 

ż

ydowskich ubeków i politruków panosz

ą

cych si

ę

 w 

Polsce w dobie stalinizmu. Gro

ń

ski z min

ą

 superznawcy konstatuje, 

ż

e nieocenzurowana wersja 

Dzienników Marii D

ą

browskiej pokazuje cał

ą

 mało

ść

 wielko

ś

ci. Pokłady kołtu

ń

stwa i kobiecych 

zawi

ś

ci, drzemi

ą

ce w duszy moralistki (“Polityka”, 15 czerwca 1996 r.). Na tle mało

ś

ci D

ą

browskiej tym 

mocniej zachwala Leca, z którym było inaczej, który pozostał wierny racjonalistycznej i sceptycznej 
tonacji swego pisarstwa
. Bo po hebrajsku Lec, to tyle co trefni

ś

. A wi

ę

c Lec to M

ą

dry Błazen, 

daremnie szukaj

ą

cy m

ą

drego władcy. Przypomnijmy wi

ę

c, 

ż

e “m

ą

dry błazen” Lec wsławił si

ę

 ju

ż

 w 

latach 1939-1940 jako jeden z najgorszych prosowieckich kolaborantów ze stalinizmem, wyst

ę

puj

ą

c z 

wierszydłami, wychwalaj

ą

cymi mi

ę

dzy innym podbój Polski przez bolszewików (“poezj

ą

 zdrady” 

nazwał te “utwory” Bohdan Urbankowski w słynnej Czerwonej mszy. W wierszu Stalin Lec tak oto 
pisał o Zwi

ą

zku Sowieckim, rozszerzonym o zdradziecko podbit

ą

 Polsk

ę

:

 

Którą poeci wyśpiewali 
ojczyzna, co to od Kamczatki 
po szynach pędzi aż po San, 
którą jak mleka pełny dzban 

podaj

ą

 dzieciom czułe matki,

 

- to Stalin! (...)

 

I moja lira z nowej stali 
i dumnie przemieniona muza,

 

obywateli jasny wzrok

 

I głos, i oddech, my

ś

l i krok

 

i wolno

ść

, która nas odurza,

 

- to Stalin!

 

Inny wiersz “m

ą

drego błazna” Leca wysławiał zdradzieck

ą

 napa

ść

 na mał

ą

 Finlandi

ę

 (ju

ż

 w dwa dni 

po rozpocz

ę

ciu agresji). Wołał w tek

ś

cie Do ludu fi

ń

skiego:

 

Wbij rewolucjo, oto pora

 

W pier

ś

 bur

ż

uazji fi

ń

ski nó

ż

.

 

Dodajmy do tego liczne powojenne fraszki Leca, godz

ą

ce w “pogrobowców” przedwrze

ś

niowej Polski, 

w emigrantów, sklepikarzy, imperialistów, a przede wszystkim w religianctwo i ciemnot

ę

 (por. 

B.Urbankowski: Czerwona msza, Warszawa 1995, s. 314). A w

ś

ród nich najbardziej chyba głupawy 

tekst Leca, atakuj

ą

cy polskie tendencje do podtrzymywania 

ś

cisłych zwi

ą

zków z kultur

ą

 Zachodu:

 

O pewnych tendencjach 
Znów słyszę znany od młodu 

background image

 

44 

faszystów śpiew ponury: 
“My chcemy kultury Zachodu”. 
A chcą zachodu kultury. 
(Wg “Antologii satyry”, Warszawa 1955, s. 118). 

Wszystkie te panegiryki, deformacje i zafałszowania zawsze były konstruowane według ulubionego 
stereotypu Gro

ń

skiego, prezentuj

ą

cego Polaków dziwnie złych, ułomnych moralnie nacjonałów i 

antysemitów, a w najlepszym razie “zawistnych” jak Maria D

ą

browska; i 

Ż

ydów, jak

ż

e innych, 

pi

ę

knych duchowo, nieskazitelnych, niemal 

ś

wi

ę

tych.

 

Jakby przypadkiem wszyscy ci, których Gro

ń

ski wysławia panegirycznie i w ekstazie, przy których 

nagle zatraca cał

ą

 sw

ą

 paszkwilanck

ą

 wen

ę

, maj

ą

 na ogół jedn

ą

 wspóln

ą

 cech

ę

 - s

ą

 osobami 

pochodzenia 

ż

ydowskiego - od Leca po Marianowicza, Kaczmarskiego i Bardiniego. Wobec nich 

pochwały Gro

ń

skiego nie znaj

ą

 ju

ż

 

ż

adnych granic. Np. ju

ż

 na otwarcie felietonu Gro

ń

skiego o 

re

ż

yserze Aleksandrze Bardinim Pan Profesor (“Polityka” z 12 sierpnia 1995) czytamy: Tak

ą

 twarz 

mógłby mie

ć

 Bóg. 

  

 

Tomasz Jastrun

, poeta i felietonista. Syn Mieczysława Jastruna, jednego z poetów 

najbardziej obci

ąż

onych “ha

ń

b

ą

 domow

ą

” w czasach stalinizmu. M.Jastrun był jednym z najbardziej 

wojowniczych członków redakcji “Ku

ź

nicy”, pisma marksistowskich fanatyków, walcz

ą

cych z 

tradycjami narodowymi i warto

ś

ciami humanistycznymi. Pomimo zaanga

ż

owania szeregu Polaków w 

ratowaniu Jastruna w czasie wojny, gdy ukrywał si

ę

 “na aryjskich papierach”, po 1944 roku nale

ż

ał on 

do czołowych tropicieli “polskiego antysemityzmu”. W publikowanym 17 czerwca 1945 r. w 
krakowskim “Odrodzeniu” tek

ś

cie Pot

ę

ga ciemnoty twierdził, 

ż

e za wymordowanie ponad trzech 

milionów 

Ż

ydów ponosi odpowiedzialno

ść

 na równi z hitlerowskim okupantem całe bez mała polskie 

społecze

ń

stwo. W czasie, gdy do ujarzmiania Polski w interesie Sowietów przyst

ę

powały całe falangi 

ż

ydowskich ubeków i politruków na czele z Bermanem, Zambrowskim, Ró

ż

a

ń

skim, Brystygierow

ą

 i 

Fejginem, Jastrun pi

ę

tnował polskie zbrodnicze reakcyjne organizacje, które jakoby wci

ąż

 

“kontynuuj

ą

 krwaw

ą

 robot

ę

 hitlerowsk

ą

, dybi

ą

c na ocalał

ą

 z zagłady “grupk

ę

 inteligencji pochodzenia 

ż

ydowskiego". M.Jastrun był równie

ż

 autorem licznych wierszy, pisanych zgodnie z wymogami 

stalinowskiej poetyki (np. Ballady o puszczy 

Ś

wi

ę

tokrzyskiej), dyskredytuj

ą

cej polskich powsta

ń

ców, 

którzy zmienili si

ę

 jakoby we wrogów własnego narodu, czy wyrafinowanego ataku na papiestwo w 

wierszu W bazylice 

ś

w. Piotra (por. uwagi B.Urbankowskiego Czerwona msza, Warszawa 1995 r., s. 

326).

 

Jego syn Tomasz wyró

ż

nia si

ę

 głównie pełnymi agresywnej hucpy felietonami, atakuj

ą

cymi 

narodowych i prawicowych “oszołomów”. Ju

ż

 w Złotej klatce. Notatnik ameryka

ń

ski (Warszawa, 

czerwiec 1988 r., wyd. podziemne) dał karykaturalny obraz Polonii ameryka

ń

skiej, zarzucaj

ą

c jej 

ci

ą

głe szukanie 

Ż

ydów i masonów, skrajny antykomunizm. Pisał, kto nie krzyczy “bi

ć

 czerwonych” 

brany jest z miejsca za lewic

ę

 (s. 84). “Europejczyk” Jastrun nie sili si

ę

 nawet na próby ukrywania 

swego obrzydzenia do wszystkiego, co polskie. W “Res Publice” (nr 8/89) pisał: Wynurzywszy si

ę

 z 

naszego ojczystego bałaganu, wygodnie czułem si

ę

 w Szwecji (...). W samolocie siedziała obok mnie 

ładna dziewczyna (...). Wyemigrowała z Polski kilka lat temu (...). Nie mieli

ś

my 

ż

adnych znajomych, a 

jednak wydawało si

ę

ż

e znamy si

ę

 od zawsze. Bo przecie

ż

 jedli

ś

my razem piasek w naszej brudnej, 

ale bardzo osobliwej polskiej piaskownicy (...) (s.74).

 

Ataki na polski “Ciemnogród” przeprowadza Jastrun w stylistyce pełnej wyzwisk i epitetów w stylu: 
palanty patriotyczne, palanty martyrologiczne, patriotyczno-narodowe gnioty. Ulubione oceny Jastruna 
to zarzuty spiskowej wizji historii, za

ś

ciankowo

ś

ci i prowincjonalizmu. Z jak

ąż

 lubo

ś

ci

ą

 cytował 

Jastrun w “

Ż

yciu Warszawy” z 27 stycznia 1995 r. słowa Jerzego Giedroycia: Polacy - to 

okropny naród. Podobnie jak ojca wyra

ź

nie n

ę

ka go obsesyjna wr

ę

cz gor

ą

czka tropienia 

domniemanego “polskiego antysemityzmu”. W “Res Publice” (z czerwca 1991 r.) na przykład 
omawiaj

ą

c wyniki ankiet w dwóch liceach ze szczególnym zapałem eksponował znajdowane w nich 

mo

ż

liwie najbardziej absurdalne stwierdzenia i hipotezy. Typu dowodze

ń

ż

e wynik wyborów 

prezydenckich i w 1990 r. oraz usuni

ę

cie Mazowieckiego s

ą

 dowodem na to, 

ż

Ż

ydzi s

ą

 ogólnie 

background image

 

45 

znienawidzeni. Tekst zamykało Jastrunowe podsumowanie: Mamy oto w Polsce antysemityzm bez 

Ż

ydów. Nasze społecze

ń

stwo zdaje si

ę

 by

ć

 ci

ęż

ko chore, a ksenofobia to tylko jeden z tych objawów 

(...) prezydenckie wybory przedłu

ż

yły “

ż

ycie” trupowi, który tak uparcie psuje si

ę

, a zamkni

ę

ty w 

naszym narodowym tapczanie kompromituje nas we własnych i cudzych oczach. Jastrun jest przy tym 
typowym przedstawicielem mentalno

ś

ci Kalego. Najmniejsz

ą

 krytyczn

ą

 uwag

ę

 o 

Ż

ydach traktuje jako 

gorsz

ą

cy przejaw dzikiego polskiego antysemityzmu. Kiedy za

ś

 Polacy reaguj

ą

 na antypolskie 

oszczerstwa, pi

ę

tnuje to jako wyraz narodowych kompleksów, dziwaczny lament z powodu 

nadepni

ę

cia na polski narodowy odcisk. (Tak zareagował na przykład na krytyk

ę

 antypolskich scen w 

filmie Lista Schindlera Spielberga.) W “Rzeczypospolitej” z 11-12 maja 1996 r. Jastrun uskar

ż

ał si

ę

 na 

to, 

ż

e jego znajomi, cz

ę

sto nawet ludzie bliscy mu w czasach opozycji, teraz siej

ą

 szcz

ę

ko

ś

cik i 

ksenofobi

ę

. Pytanie: kiedy Jastrun, wyra

ź

nie chory z nienawi

ś

ci, zabierze si

ę

 wreszcie za leczenie 

samego siebie? Zgodnie ze starym łaci

ń

skim przysłowiem Medice, cura te ipsum.

 

Atakom na polsko

ść

 i Polaków towarzyszy u Jastruna gor

ą

czkowa pasja wybielania innych na czele z 

Krzy

ż

akami, jakoby niegodnie zniesławionych przez polsk

ą

 historiografi

ę

 i literatur

ę

. W “Res Publice” z 

czerwca 1990 r. Jastrun w imieniu redakcji (wraz z W.Zaj

ą

czkowskim) z zapałem celebrował obron

ę

 

biednych oczernionych Krzy

ż

aków, którzy stali si

ę

 ofiar

ą

 polskiej “manipulacji historycznej”. Z 

kierowanej przez Jastruna dyskusji mo

ż

na było si

ę

 “dowiedzie

ć

”, 

ż

e my, Polacy, mamy t

ę

 sam

ą

 

mentalno

ść

 co Niemcy, kontynuowan

ą

 przez rozkołysany nacjonalizm, 

ż

e “Krzy

ż

acy” Sienkiewicza to 

jego najgorsza powie

ść

 historyczna, a “Wiatr od morza” 

Ż

eromskiego to tylko zwykła “szmira”. I 

usłysze

ć

 o obawach, 

ż

e społecze

ń

stwo polskie jest bardzo podatne na antysemityzm, antysowietyzm i 

antyniemiecko

ść

 i grupy gło

ś

no krzycz

ą

cych ideologów “mog

ą

 łatwo rozkołysa

ć

 te nastroje.

 

W “Rozmaito

ś

ciach” na łamach “Niedzieli” (nr 42 z 1995 r.) nazwano Tomasza Jastruna 

czołowym przywracaczem PRL-u. I nie bez uzasadnienia. Jastrun ze szczególn

ą

 wrogo

ś

ci

ą

 

reagował na ka

ż

de przypominanie łajdactw ró

ż

nych pseudoautorytetów w czasach stalinowskich, 

tłumacz

ą

c: Czasy takie, 

ż

e chwile upadku miał ka

ż

dy. Nikt jednak nie przyznaje si

ę

 do tych chwil 

słabo

ś

ci, ka

ż

dy natomiast jak na komary poluje na słabo

ś

ci innych. I z lubo

ś

ci

ą

 rozmazuje je na 

ś

cianie, pokazuj

ą

c potem 

ś

lady krwi (“Rzeczpospolita” z 24 czerwca 1995 r.). W my

ś

l takiej poetyki 

pisania ka

ż

dy był winien, a wi

ę

c nikt nie był winien, i nie ma sensu 

ż

adne rozliczanie. Trzeba 

przyzna

ć

ż

e w tej sprawie jego ojciec, dawny stalinista, był o wiele uczciwszy. Jak przyznał Tomasz 

Jastrun na łamach “Res Publiki”, jego ojciec z obrzydzenia sw

ą

 działalno

ś

ci

ą

 i moralnego kaca za lata 

1944-1945 nie otrz

ą

sn

ą

ł si

ę

 a

ż

 do 

ś

mierci.

 

W polemikach z inaczej my

ś

l

ą

cymi Jastrun nie waha si

ę

 przed si

ę

ganiem nawet po bro

ń

 najbardziej 

obrzydliwych oszczerstw. Spowodowało to ostr

ą

 reakcj

ę

 Anatola Arciucha, który napisał wr

ę

cz o 

poł

ą

czeniu przez Tomasza Jastruna koncepcji goebbelsowskich na temat polemiki z niewygodnymi 

pogl

ą

dami z koncepcjami komunistycznymi (“Gazeta Polska” 8 wrze

ś

nia 1994 r.). Wyzwiska, wr

ę

cz 

chamskie słownictwo Jastruna, które przyrównywano ju

ż

 do wymachiwania cepem słu

żą

 naszemu 

“europejczykowi” do prób całkowitego równania z ziemi

ą

 inaczej my

ś

l

ą

cych. Do

ść

 typowy pod tym 

wzgl

ę

dem był atak Jastruna na ksi

ąż

k

ę

 Krystyny Czuby Media i władza, jedn

ą

 z najwybitniejszych 

ksi

ąż

ek napisanych w duchu obrony warto

ś

ci chrze

ś

cija

ń

skich w ostatnich latach. Jastrun zaatakował 

Czub

ę

 na odlew, oskar

ż

aj

ą

c j

ą

 o rzekomy prowincjonalizm i nisk

ą

 klas

ę

 my

ś

lenia. Jak “wysoka” jest 

klasa my

ś

lenia samego Jastruna, cho

ć

by w spojrzeniu na religi

ę

, dobrze ilustruje jego publikowana w 

“Res Publice Nowej” (nr 7-8/96) chełpliwa opowiastka o tym, jak zwyci

ęż

ył w starciu z Bogiem o 

pozyskanie bardzo wierz

ą

cej dziewczyny: Najbardziej religijna scena z mojego 

ż

ycia erotycznego. 

Była bardzo młoda, bardzo wierz

ą

ca i bardzo ładna. - Jak ty si

ę

 teraz z tego wyspowiadasz? - 

zapytałem z nieszczer

ą

 trosk

ą

 (...). W odpowiedzi zasłoniła moje oczy dłoni

ą

. Patrzyłem nadal - w jej 

dłoni nie było ani piekła, ani czy

ść

ca, było ciemno, ciepło, pachniało mlekiem i macierzank

ą

.

 

W “Res Publice” z lutego 1996 r. Jastrun zwierzał si

ę

ż

e ciarki przechodz

ą

 go na my

ś

ilu b

ę

cwałów o 

niezłych biografiach zajmowało wysokie stanowiska tylko dlatego, 

ż

e ich nazwiska znajdowały si

ę

 w 

czyim

ś

 notesie. Zwierzenia skomentował “Tygodnik Solidarno

ść

” (nr 13 z 1996 r.) przypomnieniem, 

jak to Jastrun dzi

ę

ki wyj

ę

ciu go z notesu minister kultury Izabelli Cywi

ń

skiej wyl

ą

dował na stanowisku 

dyrektora Instytutu Kultury Polskiej w Sztokholmie. I dodał o roli Jastruna w czasie pobytu na 
sztokholmskiej synekurze: Jego osi

ą

gni

ę

cia na polu krzewienia kultury polskiej nie s

ą

 Szwedom 

znane. Ale 

ż

eby od razu: “b

ę

cwał”?

 

background image

 

46 

Ewa Berberyusz

, dziennikarka. W lutym 1987 roku jedna z uczestniczek zmasowanego ataku 

w “Tygodniku Powszechnym” na artykuł Władysława Siła-Nowickiego broni

ą

cego Polaków przed 

oszczerstwami artykułu Jana Bło

ń

skiego. Solidaryzuj

ą

cy si

ę

 z Bło

ń

skim artykuł ko

ń

czyła słowami 

pełnymi narodowego masochizmu: (...) przesta

ń

my si

ę

 targowa

ć

 o okoliczno

ś

ci łagodz

ą

ce, 

przesta

ń

my argumentowa

ć

, ale pochylmy głow

ę

 (...) (E.Berberyusz: Wina przez zaniechanie

“Tygodnik Powszechny” z 22 lutego 1987 r.). Wielokrotnie skrajnie wyolbrzymiała sił

ę

 nastrojów 

anty

ż

ydowskich w Polsce, jako dowód ci

ą

gle powołuj

ą

c si

ę

 na anty

ż

ydowskie napisy na murach (por. 

np. teksty E.Berberyusz: Jude, raus!, “GW” z 8 czerwca 1990 r.). Chcieli

ś

cie Polski, no to j

ą

 macie... 

(“GW” z 20 listopada 1990 r.), Klincz (16 listopada 1991 r.). Atakowała biskupa Michalika za rzekom

ą

 

anty

ż

ydowsko

ść

 po jego znanej homilii wyborczej z 1991 r., sugeruj

ą

cej niech ka

ż

dy głosuje na osoby 

mu najbli

ż

sze duchowo, Polak na Polaka, etc.

 

Jerzy Eisler

, historyk. Jeszcze w 1989 roku niewiele znany szerszym kr

ę

gom doktor historii, w 

ostatnich latach został skrajnie rozreklamowany przez “europejczyków”. Urósł do jednego z filarów 
polskiej historiografii o latach powojennych, szczególnie nagła

ś

nianego w “ró

ż

owych” przekaziorach. 

Reklamowano go nieprzypadkowo. Eisler stał si

ę

 bowiem najbardziej panegirycznym piewc

ą

 frakcji 

"puławian" i Marca 1968 r. Jego ksi

ąż

ka Marzec 1968 (Warszawa 1991 r.) przynosiła obraz wydarze

ń

 

marcowych 1968 roku, maksymalnie przesadzaj

ą

cy znaczenie i zasługi michnikowców. Nawet 

recenzje, publikowane na łamach tak sk

ą

din

ą

d pobła

ż

liwej dla ludzi z lobby filosemickiego “Res 

Publiki” (nr 7-8 z 1991 roku) zwróciły uwag

ę

 na skrajn

ą

 tendencyjno

ść

 ksi

ąż

ki Eislera i jej jaskrawe 

braki warsztatowe. Justyna Duriasz w recenzji pt. Warsztat? pisała, 

ż

e ksi

ąż

ka reprezentuje zły 

model uprawiania historiiAndrzej Chojnowski pisał z kolei o stronniczo

ś

ci Eislera, i

ż

Jest to 

spojrzenie uczestnika grupy politycznej, szukaj

ą

cego swej tradycji, nie za

ś

 historyka. Dodajmy do tego 

ogrom bł

ę

dów i przekłama

ń

 faktograficznych. Rozliczne informacje Eislera cechował ci

ą

gły brak 

sprawdzenia. Znany kombatant 

ż

ydowski z czasów wojny Arnold Mostowicz w li

ś

cie do “Polityki” z 6 

kwietnia 1991 r. pisał o niektórych informacjach, przytoczonych przez Eislera: Obawiam si

ę

ż

e Jerzy 

Eisler nie bardzo przyło

ż

ył si

ę

 do sprawdzenia tego faktu (...). Informacja ta jest równie liryczna, co 

kłamliwa. Ja sam wyst

ę

puj

ę

 3 razy w ksi

ąż

ce Eislera i z tego dwa razy w kontek

ś

cie bł

ę

dnych 

informacji faktograficznych. Autor powołuje si

ę

 na moj

ą

 relacj

ę

 o referacie, który tłumaczyłem jakoby 

na j

ę

zyk w

ę

gierski na Kongresie Zwi

ą

zków Zawodowych, cho

ć

 jako 

ż

ywo nie tłumaczyłem na 

ż

adnym 

tego typu kongresie. Drugi raz wymienia mnie w

ś

ród “trzonu” grupy młodzie

ż

y “bogoojczy

ź

nianej”, 

obok mi

ę

dzy innymi ekonomisty Stanisława Gomułki. Nigdy nie nale

ż

ał on ani do naszej grupy, ani do 

jej “trzonu” (!!!).

 

Liczne krytyki wyra

ż

ane pod adresem przekłama

ń

 ksi

ąż

ki Eislera nie skłoniły go do ani troch

ę

 do 

bardziej zobiektywizowanego pisania. W jednej sprawie wykazuje on wr

ę

cz 

ż

elazn

ą

 konsekwencj

ę

 - w 

maksymalnym wybielaniu grupy “puławian”, czyli frakcji 

ż

ydowskiej w PZPR (por. np. J.Eisler: Zarys 

dziejów politycznych Polski 1944-1989, Warszawa 1992 r.), czy wybielania roli 

Ż

ydów w bezpiece 

(“Tygodnik Kulturalny” z 3 grudnia 1989 r.). W tym ostatnim artykule Eisler robił, co mógł dla 
maksymalnego pomniejszenia roli 

Ż

ydów w bezpiece, oskar

ż

aj

ą

c głosz

ą

cych inne opinie w tej sprawie 

o to, i

ż

 bezwiednie powtarzaj

ą

 rasistowskie slogany.

 

Jak wygl

ą

da eislerowska wizja historii, mo

ż

na si

ę

 szczegółowo przekona

ć

 czytaj

ą

c przygotowany 

przez niego wraz z dwu mniej znanymi autorami (R.Kupieckim i M.Soba

ń

sk

ą

-Bondarczuk) podr

ę

cznik 

Ś

wiat i Polska 1939-1992. W podr

ę

czniku tym pró

ż

no szuka

ć

 nazwiska wielu słynnych polskich 

patriotów, takich jak kontradmirał J.Unrug, major Dobrza

ń

ski “Hubal”, rotmistrz W.Pilecki, 

K.K.Baczy

ń

ski, M.O.Kolbe, A.Kami

ń

ski czy Zofia Kossak-Szczucka. Za to w przypadku 

komunistów wprost szokuje niebywała wprost szczodro

ść

 Eislera i jego współautorów. 

Czytamy np. o zupełnie sk

ą

din

ą

d nieznanym M.Lewi

ń

skim i I.Fiku z grupy “Polska Ludowa”, o 

A.Fiderkiewiczu, J.Turlejskim czy F.Zubrzyckim. Podobna szczodro

ść

 wobec ró

ż

nych 

michnikowców. Nie zapomniano np. wymieni

ć

 Szlajfera (dwa razy), Deutschgewandta, 

Blumsztajna, Smolara, Lity

ń

skiego, Kuczy

ń

skiego, Toru

ń

czyk etc. Podobna zadziwiaj

ą

ca 

szczodro

ść

 w wyliczaniu nazwisk KOR-owców.

 

Zdumiewa przemilczanie nazwisk takich osób, jak Baczy

ń

ski, D

ą

browska, Jasienica, a nawet 

Słonimski (który wszak odegrał spor

ą

 rol

ę

 polityczn

ą

 - List 34 etc.), a równoczesne eksponowanie 

Baczki, Brusa, Bara

ń

czaka, Cohna czy Szczypiorskiego. Eisler i współautorzy, tak sk

ą

pi w 

informacjach o słynnych patriotach czasu wojny czy wybitnych twórcach nie 

ż

ałuj

ą

 miejsca dla 

poinformowania, 

ż

e w 1962 roku utworzono na UW z inicjatywy Komitetu Uczelnianego ZMS 

background image

 

47 

Polityczny Klub Dyskusyjny na czele z K.Modzelewskim i z takimi członkami, jak: J.Kuro

ń

W.Kuczy

ń

ski i A.Smolar. Dodajmy, 

ż

e z fragmentów ksi

ąż

ki o systemie stalinowskim w Polsce nie 

dowiemy si

ę

 ani słowem o zbrodniach Bermana, Ró

ż

a

ń

skiego, Fejgina, 

Ś

wiatły etc. Te nazwiska s

ą

 

po prostu całkowicie przemilczane z wyj

ą

tkiem Bermana, który pojawia si

ę

 tylko raz w ksi

ąż

ce jako 

współzało

ż

yciel Kominformu. I có

ż

 s

ą

dzi

ć

 o takim doborze nazwisk? I taka ksi

ąż

ka została zalecona w 

1993 r. przez ministra edukacji narodowej jako ksi

ąż

ka pomocnicza do nauki historii (!).

 

Janusz Głowacki

, prozaik, autor sztuk i scenariuszy filmowych. Od kilkunastu lat przebywa 

w Nowym Jorku. Sw

ą

 wi

ęź

 z krajem podtrzymał przez paszkwilancki obraz Polaka w sztuce Antygona 

w Nowym Jorku. Jak komentował wymow

ę

 tej sztuki Głowackiego w rymowanym felietonie Wojciech 

Młynarski:

 

Graj

ą

 Ruski, Polak i Portorikanka

 

Ruski - miły, ona słodka czarownica.

 

Polak za to mniej przyjemny

 

łach i szmondak, typ nikczemny

 

i to wła

ś

nie recenzentów wprost zachwyca.

 

Głowacki tworzył sw

ą

 karykaturaln

ą

 posta

ć

 Polaka-szmondaka głównie z my

ś

l

ą

 o sukcesie w

ś

ród 

ameryka

ń

skich widzów. Jak sam mówił w naszej TVP (20 marca 1993 r.) w sztuce swej pokazuje nie 

Polaka, a raczej Polaczka. Troszcz

ą

c si

ę

 o odpowiedni

ą

 jaskrawo

ść

 negatywnego stereotypu takiego 

“Polaczka”, nie zapomniał oczywi

ś

cie o wyposa

ż

eniu go w anty

ż

ydowsko

ść

. Według recenzji Piotra 

Gruszczy

ń

skiego w “GW” (15 lutego 1993 r.): (...) Bawi zwłaszcza posta

ć

 Pchelki - polskiego 

emigranta (...) antysemity z imieniem Maryi na ustach i flaszk

ą

 wódki w kieszeni (...). Ciekawy zestaw 

stereotypów na eksport do Stanów Zjednoczonych, kraju “Polish Jokes” (!). W Warszawie za 
wystawienie sztuki Głowackiego jako pierwsza zabrała si

ę

 oczywi

ś

cie Izabella Cywi

ń

ska, znana z 

lekcewa

ż

enia tego absurdalnego kraju. Przedstawienie pod jej batut

ą

 stało si

ę

 jednak dramatycznym 

fiaskiem.

 

Hanna Krall, 

reporterka. Przed kilkunastu laty w gło

ś

nej ksi

ąż

ce o Edelmanie Zd

ąż

y

ć

 przed 

Panem Bogiem prezentowała stosunkowo obiektywny obraz spraw 

ż

ydowskich. Cytowała opinie 

Edelmana, sprzeciwiaj

ą

ce si

ę

 przedstawianiu jako powstania niewielkich rozmiarami walk w Getcie 

Warszawskim, czy jego uwagi odbr

ą

zowiaj

ą

ce przywódc

ę

 

Ż

ydów walcz

ą

cych w getcie - Mordechaja 

Anielewicza. Edelman opisywał np. jak to w dzieci

ń

stwie Anielewicz starannie farbował skrzela ryb 

czerwon

ą

 farb

ą

, by robiły wra

ż

enie 

ś

wie

ż

ych. W ostatnich latach Krall, podobnie jak Edelman czy 

Grynberg, wyra

ź

nie zmieniła postaw

ę

, staj

ą

c si

ę

 uciele

ś

nieniem coraz silniejszego 

ż

ydowskiego 

triumfalizmu wobec słabo broni

ą

cych si

ę

 przed atakami, czy nie broni

ą

cych si

ę

 w ogóle Polaków. 

Typowy pod tym wzgl

ę

dem był wywiad z Krall w “Polityce” z 26 stycznia 1991 r., wypominaj

ą

cy 

Polakom utrzymywanie si

ę

 “antysemityzmu” i uskar

ż

aj

ą

cy si

ę

 na to, 

ż

e rzekomo “nie ma komu pisa

ć

” 

ż

ydowskich losach. W czasie gdy od kilkunastu lat trwa prawdziwy zalew tematyki 

ż

ydowskiej w 

wydawnictwach i na półkach ksi

ę

garskich, gdy najskrajniejsi 

ż

ydowscy hochsztaplerzy i polako

ż

ercy 

s

ą

 wydawani z ogromnym luksusem “na kl

ę

czkach” (vide wydanie ksi

ąż

ki Marka Haltera, dawno 

zdemaskowanego jako oszusta przez 

ż

ydowskiego historyka M.Borwicza, nakładem “Iskier”, 

kierowanych przez Wiesława Ucha

ń

skiego). Gdy z ró

ż

nych stron daje si

ę

 szczególnie wielkie dotacje 

na ksi

ąż

ki o tematyce 

ż

ydowskiej (por. polityk

ę

 wydawnicz

ą

 p. Rosnera).

 

Ernest Skalski

, dziennikarz “Gazety Wyborczej”. Syn funkcjonariusza Komunistycznej Partii 

Polski Jerzego Wilkera (po wojnie Skalskiego), po 1945 roku szefa personalnego Komendy 
Wojewódzkiej MO w Krakowie, i Zofii Nimen (Skalskiej), byłej sekretarz technicznej KC 
Mi

ę

dzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom (MOPR) - przybudówki partii komunistycznej 

(por. L.

Ż

ebrowski: Ludzie UD. Trzy pokolenia, “Gazeta Wyborcza” 30 wrze

ś

nia 1993 r.). Był jednym z 

najbardziej zajadłych obro

ń

ców monopolu warszawskiej “elitji” na rz

ą

dzenie. 7-8 kwietnia 1990 r. 

opublikował na łamach “GW” znamienny artykuł Bieda-partie, wyszydzaj

ą

cy tworz

ą

ce si

ę

 partie 

background image

 

48 

prawicowe i postuluj

ą

cy utrzymanie pełnego monopolu na rz

ą

dzenie w r

ę

ku geremkowskich m

ę

drców 

z OKP. W czasie kampanii prezydenckiej 1990 roku oskar

ż

ał Wał

ę

s

ę

 o “ostro

ż

ne” granie na 

nastrojach “antysemickich” przez wielokrotne podkre

ś

lanie, 

ż

e on sam jest od pokole

ń

 czystym 

Polakiem (por. “GW” z 12 listopada 1990 r.). We wcze

ś

niejszym artykule z “GW” z 15 wrze

ś

nia 1990 r. 

uskar

ż

ał si

ę

 na ci

ą

głe tropienie lewicy i “wmawianie” lewicowo

ś

ci Michnikowi, cho

ć

 on si

ę

 ju

ż

 od niej 

dawno od

ż

egnał. Według Skalskiego: Okre

ś

lenie “lewica” pełni podobn

ą

 rol

ę

 jak na znacznie ni

ż

szym 

szczeblu kulturowym poj

ę

cie “

Ż

yd”. Kto zły - ten 

Ż

yd, ewentualnie lewicowiec. Zaniepokojony 

mo

ż

liwo

ś

ci

ą

 radykalnych zmian przeciwstawiał si

ę

 Janowi Olszewskiemu od pocz

ą

tków jego 

kandydowania na premierostwo w grudniu 1991 r.

 

Skalski od pocz

ą

tku nale

ż

ał do skrajnych panegirystów Balcerowicza. Wykpiwał rzemie

ś

lników, 

uskar

ż

aj

ą

cych si

ę

 na upadanie polskiego rzemiosła, zyskuj

ą

c od jednego z nich mistrza br

ą

zownictwa 

Ryszarda Szczepaniaka kusz

ą

c

ą

 ofert

ę

 “Skalski na Kub

ę

?” (“GW” z 18 lutego 1991 r.). W s

ąż

nistym 

artykule Sami swoi we własnym domu (“GW” z 2-3 pa

ź

dziernika 1993 r.) z furi

ą

 wyszydzał ludzi 

zatroskanych o los interesów narodowych w polskiej gospodarce, jej konkurencyjno

ść

 - zagro

ż

enia dla 

polskiego przemysłu. Szczególnie ostro atakował krytyków polityki IMF i Banku 

Ś

wiatowego wobec 

Polski oraz koncepcji euroregionów, napadał na J.M.Rymkiewicza za jego zatroskanie o polsk

ą

 

to

ż

samo

ść

 narodow

ą

.

 

Krzysztof 

Ś

liwi

ń

ski

, dziennikarz. Były działacz warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej. 

Współpracował ze “Znakiem”, “Wi

ę

zi

ą

” i “Tygodnikiem Powszechnym”. W 1989 roku zast

ę

pca 

redaktora naczelnego “Gazety Wyborczej”. W czasie konfliktu wokół o

ś

wi

ę

cimskiego Karmelu 

grubia

ń

sko zaatakował Prymasa Polski Józefa Glempa, zdecydowanie staj

ą

c po stronie rabina 

Weissa - por. tekst 

Ś

liwi

ń

skiego (“GW” z 28 sierpnia 1989 r.) i polemizuj

ą

cy z nim tekst Andrzeja 

Siemianowskiego Pan 

Ś

liwi

ń

ski poucza Prymasa (“Ład” 10 wrze

ś

nia 1989 r.). Stronniczo pro

ż

ydowski 

Ś

liwi

ń

ski, członek Prezydium Zarz

ą

du Towarzystwa Przyja

ź

ni Polsko-Izraelskiej, został skierowany w 

nagrod

ę

 za jednoznaczno

ść

 swej postawy na ambasadora w arabskim Królestwie Maroka w 1990 

roku. Po powrocie z placówki został rzecznikiem MSZ, a pó

ź

niej pełnomocnikiem MSZ ds. kontaktów z 

diaspor

ą

 

ż

ydowsk

ą

. Odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu (!!!).

 

Kazik Staszewski

, wokalista zespołu “Kult”. Autor ohydnego nawi

ą

zania “do polskiego 

hymnu narodowego w nazwie swego utworu Jeszcze Polska, stanowi

ą

cego skrajny atak na Polsk

ę

polski patriotyzm i tradycje, mi

ę

dzy innymi w zwrotce:

 

Głupia duma narodowa

 

i kompleksy od stuleci

 

Brudne twarze z w

ą

sikami

 

- ci agresywni frustraci.

 

W tek

ś

cie piosenki powtarzał si

ę

 niewybredny refren: Co

ś

cie skurwysyny uczynili z t

ą

 krain

ą

. W

ś

ród 

oskar

ż

e

ń

 pod adresem ró

ż

nych polskich “zeł” nie zabrakło napi

ę

tnowania polskiego antysemityzmu w 

słowach: 

 

Co

ś

cie skurwysyny uczynili z t

ą

 krain

ą

.

 

Pomieszanie katolika z mafi

ą

 postkomunistyczn

ą

 

Ci modl

ą

cy si

ę

 co rana i chodz

ą

cy do ko

ś

cioła

 

Ch

ę

tnie by zabili ciebie tylko za kształt twego nosa.

 

Leszek Miller, 

polityk, szef URM. Przedstawiany czasem jako rzekomo jeden z liderów bardziej 

“polskiego” skrzydła w SLD. Przypomnijmy wi

ę

c ocen

ę

 Polski jako “du

ż

ej myszy”, dan

ą

 przez tego 

postkomunistycznego “patriot

ę

” w wywiadzie dla francuskiego “La Liberation” w 1989 r. Odpowiadaj

ą

background image

 

49 

na pytanie francuskiej redakcji na temat roli Polski i wpływu jej do

ś

wiadczenia na cały blok 

socjalistyczny, L.Miller odpowiedział: Niejednokrotnie uwa

ż

amy si

ę

 tutaj za Mesjaszy, tak jakby 

wszystko kr

ę

ciło si

ę

 wokół nas. W rzeczywisto

ś

ci nie jeste

ś

my nawet małym słoniem, jeste

ś

my raczej 

du

żą

 mysz

ą

 (cyt. za “Forum” z 17 wrze

ś

nia 1989 r.). 2-3 maja 1996 r. Miller gor

ą

co fraternizował si

ę

 z 

Michnikiem podczas zorganizowanego przez Instytut Polski w Sztokholmie seminarium “Chrze

ś

cijanie 

Ż

ydzi” z udziałem przedstawicieli Polski, Izraela, USA, Niemiec i Szwecji. Zarysowała si

ę

 tak 

ogromna zbie

ż

no

ść

 pogl

ą

dów Millera i Michnika na temat stosunków polsko-

ż

ydowskich, 

ż

e kto

ś

 z sali 

zaskoczony zapytał: Czy panowie w ogóle czymkolwiek si

ę

 mi

ę

dzy sob

ą

 ró

ż

nicie? Miller odpowiedział, 

i

ż

 tym, 

ż

e Michnik ma wi

ę

ksze powodzenie u kobiet. 

Ż

ydowskim uczestnikom sesji bardzo spodobała 

si

ę

 stanowczo

ść

, z jak

ą

 spadkobierczyni SLD - SdRP pot

ę

piła ustami Millera kampani

ę

 pomarcow

ą

 

1968 r. (

ś

ladem uchwały SdRP z marca 1990 r.). Kto

ś

 z sali zapytał jednak Millera: Dlaczego pa

ń

skie 

ugrupowanie nie widzi innych, którym uczyniło krzywdy? Dlaczego widzi tylko pokrzywdzonych w 
Marcu ‘68 

Ż

ydów, a nie widzi tego, 

ż

e pokrzywdzonym bli

ź

nim jest równie

ż

 Polak? (cyt. za B.Sułek-

Kowalsk

ą

Michnik tub

ą

 Millera, “Tygodnik Solidarno

ść

” z 24 maja 1996 r.). Przypomnijmy, 

ż

e tak 

fraternizuj

ą

cy si

ę

 dzi

ś

 z przedstawicielami 

Ż

ydów w 

ś

wiecie towarzysze Miller, Rosati, Kwa

ś

niewski 

czy Cimoszewicz, bij

ą

cy si

ę

 za “grzechy” wobec 

Ż

ydów, i to nie tylko w swoim imieniu, ale całego 

narodu polskiego (!!!), jako

ś

 nie zdobyli si

ę

 dot

ą

d na przeproszenie np. cho

ć

by Ko

ś

cioła polskiego za 

rozliczne krzywdy i prze

ś

ladowania, zgotowane mu w okresie powojennym. Przeciwnie, SdRP dzi

ś

 

nadal kontynuuje deformowanie obrazu Ko

ś

cioła i próby izolowania go do spółki z przedstawicielami 

dawnej tzw. opozycji laickiej.

 

18 wrze

ś

nia 1996 r. “Gazeta Wyborcza” błyskawicznie opublikowała tekst wygłoszonego zaledwie 

dzie

ń

 wcze

ś

niej wyst

ą

pienia Leszka Millera na spotkaniu w Tel Awiwie z członkami 

Ż

ydów łódzkich. W 

wyst

ą

pieniu Miller pozwolił sobie na swoisty “donos na Polsk

ę

”, twierdz

ą

c, 

ż

e w społecze

ń

stwie 

polskim jakoby nacjonalistyczna prawica ws

ą

cza jad rasizmu i szowinizmu. Pi

ę

tnuj

ą

c wyst

ę

puj

ą

cy w 

Polsce jakoby “antysemityzm bez 

Ż

ydów”, Miller mi

ę

dzy innymi niedwuznacznie, cho

ć

 bez 

wymieniania nazwiska, zaatakował ks. Prałata H.Jankowskiego oraz nie wymienionych te

ż

 z nazwiska 

autorów, pisz

ą

cych kłamstwa o pogromie kieleckim.

 

 

Jan Kott, 

krytyk literacki. W czasach stalinizmu jeden z najskrajniejszych politruków kultury 

ż

ydowskiego pochodzenia, “inkwizytorsko” zwalczaj

ą

cy przewa

ż

aj

ą

c

ą

 cz

ęść

 tradycyjnej polskiej 

literatury narodowej jako “reakcyjn

ą

”. Nawet znany 

ż

ydowski luminarz paryskiej “Kultury” Zygmunt 

Hertz przyznawał w li

ś

cie do Czesława Miłosza z 2 lutego 1965 r. w kontek

ś

cie Jana Kotta: bardzo 

Janka lubi

ę

, ale był kurwa, oj był (por. Z.Hertz: Listy do Czesława Miłosza 1952-1979, Pary

ż

 1992, s. 

207-208). Jeszcze długo po pa

ź

dzierniku 1956 r. przy ró

ż

nych okazjach popisywał si

ę

 prore

ż

imowymi 

słu

ż

alstwami, doczekuj

ą

c si

ę

 u Jerzego Giedroycia wdzi

ę

cznego okre

ś

lenia “szmata”. W 1963 r. 

Giedroy

ć

 napisał w zwi

ą

zku z jednym takim słu

ż

alczym wyst

ą

pieniem Kotta: Ci ludzie zupełnie 

zwariowali. Stali si

ę

 szmatami i bezwolnymi narz

ę

dziami nieinteligentnego systemu (...), a 

jednocze

ś

nie uwa

ż

aj

ą

 siebie za jedynych reprezentantów, wieszczów etc. (...) (“Rzeczpospolita” z 6-7 

listopada 1993 r.). Swoje stalinowskie wyczyny Kott próbował maksymalnie wybieli

ć

 w pełnej kłamstw 

ksi

ąż

ce Przyczynek do biografii. Dawny inkwizytor kultury nie zrezygnował z mentorskich poucze

ń

 

wobec Polaków, oskar

ż

aj

ą

c ich o antysemityzm podczas wypadów ze Stanów Zjednoczonych do 

Polski (por. np. wywiad z J.Kottem: Kiedy sko

ń

czy si

ę

 mgła, “Polityka” z 6 pa

ź

dziernika 1990 i 

komentarz polemiczny do tego wywiadu AL: Antysemityzm polski, “Niedziela” 28 pa

ź

dziernika 1990 

r.).

  

 

Andrzej Friszke

, historyk. Przez wiele lat zwi

ą

zany z katolick

ą

 “Wi

ę

zi

ą

” pod redakcj

ą

 

T.Mazowieckiego. W swoim czasie zdobywał si

ę

 na zrozumienie polskich racji. Po 1989 roku 

całkowicie poszedł za mod

ą

 na chłostanie polskiej historii, narzucon

ą

 przez “europejczyków”, i stał si

ę

 

jednym z głównych filarów ich historiografii. W tej postawie doszedł do uznania haniebnego paszkwilu 
Michała Cichego na Powstanie Warszawskie w “Gazecie Wyborczej” za “wa

ż

ny przyczynek” do 

historii Powstania (por. “Gazeta Wyborcza” 12-13 lutego 1993 r.). Wcze

ś

niej, w listopadzie 1992, 

komentuj

ą

c cz

ęść

 raportu Jana Karskiego o stosunkach polsko-

ż

ydowskich na Kresach wschodnich 

po 17 wrze

ś

nia 1939 podwa

ż

ał dane o probolszewickim i antypolskim zachowaniu wielkiej cz

ęś

ci 

tamtejszych 

Ż

ydów. Stwierdzenia na ten temat interpretował jako dowód zachowania 

ż

ywotno

ś

ci 

background image

 

50 

negatywnych emocji i schematów my

ś

lenia. Prawdziwym skandalem wydawniczym była w 1994 roku 

w Londynie napisana przez Friszkiego obszerna syntetyczna historia powojennej opozycji, pełna 
skrajnych zakłama

ń

 i deformacji - Opozycja polityczna w PRL 1945-1980. W tej natychmiast 

panegirycznie rozreklamowanej przez warszawsk

ą

 “elitk

ę

” ksi

ąż

ce zostały rozd

ę

te na niebywał

ą

 skal

ę

 

“opozycyjne” zasługi ró

ż

nych, czasem wr

ę

cz marginesowych grup dysydentów wewn

ą

trz partii 

komunistycznej lub ze 

ś

rodowisk z ni

ą

 zwi

ą

zanych typu “czerwonego harcerstwa” ("walterowców"). 

Równocze

ś

nie za

ś

 ogromnie zaw

ęż

one, a cz

ę

stokro

ć

 wr

ę

cz przemilczane były ró

ż

ne działania 

faktycznie najwi

ę

kszej siły opozycyjnej w PRL-u - Ko

ś

cioła katolickiego. Podobn

ą

 stylistyk

ę

 

pomini

ęć

 i przemilcze

ń

 zastosował Friszke w odniesieniu do konspiracyjnych odłamów harcerstwa, 

ruchu oazowego, ró

ż

nych anty-PRL-owskich nurtów niepodległo

ś

ciowych.

 

Szczególnie wiele miejsca po

ś

wi

ę

ca Friszke na reklamowanie “opozycyjnej” działalno

ś

ci 

marksizuj

ą

cych młodych “komandosów” typu Michnika, Deutschgewandta, Szlajfera. Tak sk

ą

py w 

informacje o pozytywnej roli Ko

ś

cioła, chrze

ś

cija

ń

skich i patriotycznych nurtach opozycji, Friszke 

wykazuje niezwykł

ą

 hojno

ść

 w przedstawianiu wszelkich niby-opozycyjnych działa

ń

 swych ulubionych 

“komandosów”. Prawie cał

ą

 stron

ę

 (s. 238) po

ś

wi

ę

ca na przedstawienie wielkiego czynu 

opozycyjnego - kolporta

ż

u w 1967 roku na Uniwersytecie tzw. ulotki wietnamskiej, wyra

ż

aj

ą

cej 

solidarno

ść

 z komunistycznym Wietnamem przeciw Stanom Zjednoczonym. Có

ż

 za opozycyjna 

odwaga?! Czytamy o innych wielkich czynach “opozycyjnych” komandosów (o pochodzie 1 maja 1966 
r. pod ambasad

ę

 ameryka

ń

sk

ą

 z protestem w obronie komunistycznego Wietnamu, o podobnym 

pochodzie pod ambasad

ę

 USA w lutym 1967, o demonstracji pod ambasadami Grecji i Stanów 

Zjednoczonych w maju 1967 (s. 232). Friszke nie podaje tylko, ile dokładnie osób uczestniczyło w tych 
wielkich czynach “opozycyjnych” - pi

ęć

 czy pi

ę

tna

ś

cie? Friszke szczegółowo wylicza ró

ż

ne inne 

dzielne dokonania "michnikowców" i grupy Deutschgewandta. Podkre

ś

la, 

ż

e młodzi z grupy 

Deutschgewandta uwa

ż

ali si

ę

 tak, jak "michnikowcy" za nonkonformistycznych lewicowców. Nale

ż

eli 

do ZMS, chodzili na pochody 1-majowe (s. 231). Tak wi

ę

c teraz ju

ż

 wiemy na czym polegał 

nonkonformizm w czasach Gomułki - nale

ż

e

ć

 do ZMS i chodzi

ć

 na pochody 1-majowe!!! Friszke 

uspokaja jednak nieco zaskoczonych czytelników, 

ż

cho

ć

 wi

ę

kszo

ść

 komandosów pochodziła z 

rodzin komunistycznych, to jednak tylko niektórzy byli dzie

ć

mi wysoko postawionych urz

ę

dników 

partyjnych lub rz

ą

dowych (s. 230). Sam Friszke przyznaje, 

ż

e wielce opozycyjnych komandosów 

ł

ą

czył wyra

ź

nie krytyczny, “szyderczy” stosunek do polskich “tradycji”, lekcewa

ż

enie i całkowite niemal 

pomijanie roli katolicyzmu w kulturze narodowej, traktowanie wielkiej akcji milenijnej nowenny jako 
wyrazu zabobonnej religijno

ś

ci, to, 

ż

byli na ogół przeciw Prymasowi w konflikcie, jaki wybuchł po 

li

ś

cie biskupów polskich do niemieckich (s. 235). Za wielki czyn opozycyjny traktowali od

ś

piewanie 

Mi

ę

dzynarodówki po wydaniu wyroku skazuj

ą

cego na Kuronia i Modzelewskiego za przygotowanie ich 

trockistowskiego “Listu Otwartego” (s. 229).

 

Ksi

ąż

ka Friszkego spotkała si

ę

 z prawdziwie mia

ż

d

żą

c

ą

 ocen

ą

 jednego z najwybitniejszych 

współczesnych polskich historyków prof. Tomasza Strzembosza w szkicu Historia ogl

ą

dana z okna 

salonu (“Tygodnik Solidarno

ść

” 9 grudnia 1984 r.). W szczegółowo udokumentowanym szkicu 

Strzembosz zarzucił Friszkemu skrajny daltonizm historyczny, dostrzeganie z łatwo

ś

ci

ą

 w “polskim 

zoo” ró

ż

nych kolorowych papu

ż

ek, koliberków, motyli i małpeczek, a niedostrzeganie wielkiego, 

pot

ęż

nego słonia, jakim jest w tym ogrodzie Ko

ś

ciół katolicki, oraz ró

ż

nych innych nieefektownych 

polskich jeleni i wilków oraz mnóstwa innych “zwykłych” zwierz

ą

t.

 

Wiesław Górnicki

, dziennikarz, pułkownik. Przewa

ż

aj

ą

ca cz

ęść

 czytelników pami

ę

ta go jako 

jednego z najskrajniejszych janczarów stanu wojennego. Jak wspominał Andrzej Kaczy

ń

ski w 

“Rzeczypospolitej” (z 17 marca 1994 r.): (...) kto pami

ę

ta ówczesne wyst

ę

py pułkownika w kraju - w tv 

i prasie: zakneblowani rozmówcy, z widmem weryfikacji przed oczami, i mocny człowiek 
Jaruzelskiego, który sam sobie stawia “dra

ż

liwe” pytania i udziela na nie mia

ż

d

żą

cej odpowiedzi. Te 

miny marsowe, nieokiełznane wybuchy pasji (...). Mniej pami

ę

ta si

ę

 o wcze

ś

niejszych harcach 

“pułkownika” Górnickiego jako dziennikarza szkaluj

ą

cego narodow

ą

 histori

ę

. By przypomnie

ć

 cho

ć

by 

haniebny antypatriotyczny wypad W.Górnickiego na łamach czasopisma “

Ś

wiat”. Górnicki wsławił si

ę

 

tam artykułem poniewieraj

ą

cym ksi

ę

cia Józefa Poniatowskiego, pisz

ą

c o niejakim, który 

prawdopodobnie po pijanemu utopił si

ę

 w Elsterze, wydaj

ą

c przy tym kaboty

ń

skie okrzyki (chodziło o 

przed

ś

miertne zdanie wypowiedziane przez umieraj

ą

cego z ran ksi

ę

cia - bohatera Polski i Francji: Bóg 

mi powierzył honor Polaków!). Jeszcze bardziej ha

ń

bi

ą

cy był “wyczyn” W.Górnickiego z 1988 roku. 

Urz

ą

dził on wówczas skrajn

ą

 awantur

ę

 “Konfrontacjom” za umieszczenie w kwietniu, Miesi

ą

cu 

Pami

ę

ci Narodowej, na okładce miesi

ę

cznika zdj

ę

cia pomnika katy

ń

skiego na Pow

ą

zkach, 

background image

 

51 

sprzeciwiaj

ą

c si

ę

 oddaniu hołdu ofiarom Katynia, bo nie jest prawd

ą

ż

e ka

ż

dego z nich uwa

ż

am za 

niewinnego. Polski autor uzasadniaj

ą

cy, 

ż

e kaci katy

ń

scy nie wszystkich zamordowali tak całkowicie 

bez uzasadnienia (!!!). Była to tak skrajna nadgorliwo

ść

 w owym czasie, 

ż

e redakcja “Konfrontacji” 

musiała opublikowa

ć

 szereg listów, pi

ę

tnuj

ą

cych obrzydliwy tekst płk. Górnickiego.

 

Dzi

ś

 w epoce wybiela

ń

 dawnych politryków w pismach postkomunistycznych typu “Polityki” 

zapomniano o dawnych “ha

ń

bach” Górnickiego. Przeciwnie, fetuje si

ę

 go jako bohaterskiego 

nonkonformist

ę

, który zaryzykował sw

ą

 karier

ę

 dziennikarsk

ą

, by broni

ć

 Izraela po jego ataku na 

pa

ń

stwa arabskie w wojnie sze

ś

ciodniowej 1967 roku (por. tekst Dyskretne odwołanie Górnickiego, 

“Polityka” 7 kwietnia 1990 r.). “Nonkonformizm” w obronie Izraela i skrajny konformizm w atakowaniu 
polskich bohaterów i ofiar m

ę

cze

ń

stwa(!). A dawny politruk dalej kłamie jak kłamał, pełen hucpy. W 

“Magazynie Gazety Wyborczej” z 17 marca 1995 r. kto

ś

 z czytelników wytkn

ą

ł Górnickiemu, 

ż

e w swej 

ksi

ąż

ce Teraz ju

ż

 mo

ż

na zmy

ś

lił rzekome wypowiedzi nieboszczyka, opisuj

ą

c aktywny udział Michaiła 

Susłowa w dyskusji z polsk

ą

 delegacj

ą

 na czele z gen. Jaruzelskim 1 marca 1982 r., podczas gdy 

Susłow nie 

ż

ył ju

ż

 od ko

ń

ca stycznia tego

ż

 roku. Górnicki tłumaczył si

ę

 bł

ę

dami pami

ę

ci 

(“nieu

ś

wiadomion

ą

 projekcj

ą

 wsteczn

ą

”), daj

ą

c gwarancj

ę

ż

e ju

ż

 takich pomyłek w przyszło

ś

ci nie 

popełni, bo nie zamierza pisa

ć

 dalszych ksi

ąż

ek. Wszystko to nie przeszkadza mu w publikowaniu 

kolejnych kłamstw i wyzwisk. Na przykład na łamach “Wiadomo

ś

ci Kulturalnych” z 21 stycznia 1996 r. 

w artykule Złodzieje naszej pami

ę

ci napisał, 

ż

chłopcom Walendziaka chodzi o rehabilitacj

ę

 

postendeckiej szumowiny, która obecnie pełni w telewizji obowi

ą

zki narodu, i dodawał uwagi o 

oprychach z NSZ, o antysemickich obsesjach “Małego Dziennika”.

 

Jan Rutkiewicz. 

Przez kilka lat burmistrz warszawskiego 

Ś

ródmie

ś

cia w okresie 

posocjalistycznych transformacji gospodarczo-społecznych. Jako burmistrz najbogatszej dzielnicy 
Warszawy miał ogromne mo

ż

liwo

ś

ci rozstrzygania w sprawach budynków o wielkiej warto

ś

ci 

materialnej. Jego ojciec był znanym działaczem komunistycznym, który zgin

ą

ł w czasie wojny. Matka 

Maria, 

ż

arliwa komunistka, w 1943 roku została zrzucona z samolotu w grupie inicjatywnej Marcelego 

Nowotki. Jako radiotelegrafistka była odpowiedzialna za kontakt z Moskw

ą

. Zaprzyja

ź

niona z jednym z 

czołowych dygnitarzy 

ż

ydowskiego pochodzenia, Romanem Zambrowskim, opublikowała w 1947 

roku w Łodzi hagiograficzn

ą

 broszur

ę

 na jego temat pt. Roman Zambrowski. Wi

ę

zie

ń

 sanacji, 

ż

ołnierz, 

działacz partyjny. Po wojnie wyszła za m

ąż

 za jednego z najbardziej wpływowych działaczy partyjnych 

ż

ydowskiego pochodzenia Artura Starewicza, w latach 1949-1953 kierownika Wydziału Propagandy 

KC PZPR, w okresie 1954-1956 sekretarza CRZZ, od 1963 do 1970 roku sekretarza KC PZPR. 
Trzeba przyzna

ć

ż

e Rutkiewicz nie ukrywał swego rodowodu. Na sesji rady poinformował, 

ż

pochodzi z rodziny najwy

ż

szych komunistycznych notabli. I 

ż

eby nie było 

ż

adnych nieporozumie

ń

 

dodał, 

ż

e w tej rodzinie jest tak

ż

e wielu 

Ż

ydów (według: S.Mizerski: Wszyscy wrogowie burmistrza, 

Ż

ycie Warszawy” 18 lutego 1994 r.). Uskar

ż

ał si

ę

 natomiast (por. S.Mizerski, op.cit.), i

ż

Prze

ż

ywanie 

dzieci

ń

stwa i młodo

ś

ci w rodzinie nale

żą

cej do partyjnej elity było dla mnie niezwykle kr

ę

puj

ą

ce. 

Biedaczyna musiał bowiem nale

ż

e

ć

 do uprzywilejowanego 

ś

wiata, musiał je

ź

dzi

ć

 na wakacje do 

specjalnych o

ś

rodków, musiał jada

ć

 w specjalnych stołówkach, musiał chodzi

ć

 do specjalnych kin.

 

Chyba wtedy wła

ś

nie ukształtowały si

ę

 w nim te

ż

 specjalne cechy charakteru. Jak sam przyznawał 

(por. S.Mizerski, op.cit.): Chamstwo przychodzi mi bez specjalnego trudu. Wychowanie pod egid

ą

 

ojczyma-prominenta, przez wiele lat faktycznego dyktatora komunistycznych mediów, miało jak si

ę

 

zdaje tak

ż

e ró

ż

ne inne efekty. Rutkiewicz chyba nieprzypadkowo odznaczał si

ę

 tak

ą

 awersj

ą

 do 

rozwi

ą

zywania spraw ró

ż

nych narusze

ń

 własno

ś

ci prywatnej w dobie PRL-u i zwrotu mienia wówczas 

zagrabionego prawowitym wła

ś

cicielom. Tym bardziej był za to skory do załatwiania spraw byłych 

re

ż

imowych prominentów. Karyna Andrzejewska wspomina w ksi

ąż

ce Urban... byłam jego 

ż

on

ą

 

(Gda

ń

sk 1993 r., s. 268), i

ż

Urz

ą

Ś

ródmie

ś

cie, gdzie funkcjonował burmistrz Rutkiewicz, bardzo 

ch

ę

tnie podpisał z nim (Urbanem) umow

ę

 wieloletniej dzier

ż

awy (chodziło o lokal dla “NIE” przy ulicy 

Pozna

ń

skiej, a pocz

ą

tkowo wyznaczone czynsze były bardzo niskie, co wywołało prasowe protesty).

 

Tak spolegliwy wobec ludzi dawnego re

ż

imu Rutkiewicz stawał si

ę

 maksymalnie arogancki w 

rozmowach lokalowych z lud

ź

mi z innych 

ś

rodowisk (vide skrajny konflikt z Janem Pietrzakiem, tak nie 

lubianym przez “europejczyków” za sw

ą

 hymniczn

ą

 pie

śń

 

Ż

eby Polska była Polsk

ą

).

 

Jako burmistrz 

Ś

ródmie

ś

cia Rutkiewicz ponosi odpowiedzialno

ść

 za decyzj

ę

, przyznaj

ą

c

ą

 

ż

ydowskiej Fundacji im. Nissenbauma za 

ś

miesznie nisk

ą

 cen

ę

 (1 miliard 590 tys. zł) gmach 

“PASTY” - słynny symbol bohaterskich walk Powstania Warszawskiego. Mówiono, 

ż

e dzi

ę

ki 

background image

 

52 

decyzji władz 

ś

ródmiejskich Fundacja Nissenbaumów zrobiła interes stulecia. Nawet w 

“Polityce” pisano: Upór, z jakim 

ś

ródmiejski urz

ą

d chce sprzeda

ć

 “PAST

Ę

” Nissenbaumom jest 

godny podziwu, ale i zastanowienia. Ostatecznie S

ą

d Administracyjny uchylił decyzje władz 

administracyjnych stolicy jako bezprawne, ale po tylu latach nie doszło ani do ostatecznego 
przekre

ś

lenia roszcze

ń

 Nissenbaumów do budynku, ani te

ż

 nie uwzgl

ę

dniono postulatów 

ś

rodowisk 

patriotycznych w sprawie przekazania “Domu PASTY” Kombatanckim Organizacjom AK-owskim.

 

Podwładni burmistrza Rutkiewicza w 

Ś

ródmie

ś

ciu doprowadzili do postawienia haniebnego namiotu 

cyrku w pobli

ż

u Grobu Nieznanego 

Ż

ołnierza, zwini

ę

tego dopiero po długotrwałych protestach 

społecznych. Jak komentował Jeremi T.Królikowski na łamach “Tygodnika Solidarno

ść

” (nr z 23 

wrze

ś

nia 1994 r.): 

ś

wi

ą

tyni

ą

 dla niego (Rutkiewicza) jest plac Defilad i ulica Marszałkowska. Tam - 

jego zdaniem - nie powinno by

ć

 miejsca na handel uliczny. Natomiast dla wielu miejskich decydentów 

rzecz

ą

 normaln

ą

 jest handel, cyrk i mecze koszykówki na placu Marszałka Józefa Piłsudskiego przed 

Grobem Nieznanego 

Ż

ołnierza. W ka

ż

dej kulturze cmentarz, grób to miejsca 

ś

wi

ę

te, tyle 

ż

e nie dla 

wyznawców socrealizmu i sockapitalizmu (...).

 

Henryk Szlajfer, 

pracownik naukowy. Syn PRL-owskiego cenzora. W okresie 

przedmarcowym główny kompan Michnika. Po uwi

ę

zieniu załamał si

ę

 i zło

ż

ył bardzo wyczerpuj

ą

ce 

zeznania, pó

ź

niej odpowiednio wykorzystane przez władze komunistyczne do propagandowego ataku 

przeciw uczestnikom ruchu marcowego 1968 r. Nie zdobył si

ę

 na odwołanie swych zezna

ń

 w s

ą

dzie, z 

czego bardzo m

ę

tnie tłumaczył si

ę

 po latach w “Krytyce” (nr 28-29). W rezultacie był potem wyra

ź

nie 

bojkotowany przez byłych kolegów. Jak sam przyznał: Z Adamem, z którym byłem najbardziej 
zaprzyja

ź

niony, nie spotkałem si

ę

 do 1980 roku. Po 1989 roku darowano mu dawne słabo

ś

ci i 

mianowano w ko

ń

cu p.o. dyrektora Polskiego Instytutu Spraw Mi

ę

dzynarodowych, cho

ć

 był tylko 

doktorem o niezbyt du

ż

ym dorobku naukowym. Pełni

ą

c to stanowisko “wyró

ż

nił si

ę

” opublikowanym w 

wydawanym na W

ę

grzech czasopi

ś

mie w j

ę

zyku angielskim ataku na polski Ko

ś

ciół katolicki, 

zarzucaj

ą

c mu rzekomy katolicki triumfalizm, stanowi

ą

cy zagro

ż

enie dla demokracji. Jako posłuszne 

narz

ę

dzie ministra Skubiszewskiego umo

ż

liwił przekształcenie Polskiego Instytutu Spraw 

Mi

ę

dzynarodowych z odr

ę

bnego instytutu naukowego w kolejny departament Ministerstwa Spraw 

Zagranicznych, niszcz

ą

c w ten sposób wszelkie potencjalne szanse publikowania tam rzeczywi

ś

cie 

ś

miałych, niezale

ż

nych opracowa

ń

 i ekspertyz o polskiej polityce zagranicznej.

 

Marian Turski, 

od dziesi

ę

cioleci kierownik działu historycznego w “Polityce”. W 1975 roku 

“wsławił si

ę

” wydan

ą

 (wraz z H.Zdanowskim) propagandow

ą

 ksi

ąż

czyn

ą

 Ruch pokoju; ludzie i fakty, 

okre

ś

laj

ą

c

ą

 t

ę

 komunistyczn

ą

 ekspozytur

ę

 jako szóste mocarstwo (gniot tłumaczony był na szereg 

j

ę

zyków). W “Polityce” nr 51 z 1987 roku wyró

ż

nił si

ę

 pociskiem na teksty J.Korwina-Mikke, 

“wystrzelonym z Grubej Berty anty-antysemityzmu”. Jacek Bartyzel okre

ś

lił stylistyk

ę

 ataku Turskiego 

jako przykład “nosa w

ę

sz

ą

cego” nieubłaganych i dociekliwych kontrantysemitów (“Ład” z 31 stycznia 

1988 r.). Przy innej okazji Turski wyraził na łamach “Polityki” rado

ść

 z bojkotowania przez “warszawk

ę

” 

pisarza Jerzego Narbutta po jego odwa

ż

nym wyst

ą

pieniu na forum ZLP w grudniu 1980 roku o 

potrzebie pami

ę

tania równie

ż

 o “morzu polskiej krwi”, wylanej przez 

ż

ydowskich ubeków. Ze skrajnym 

“nosem w

ę

sz

ą

cym” w poszukiwaniu potencjalnych “antysemitów” u Turskiego idzie w parze 

maksymalna pobła

ż

liwo

ść

 dla czołowych zago

ń

czyków antypolonizmu. 18 listopada 1989 r. Turski 

wyst

ą

pił w “Polityce” wielkim panegirycznym artykułem na temat Leona Urisa, najbardziej 

polako

ż

erczego pisarza 

ś

wiata. Dodajmy, 

ż

e w kilka lat pó

ź

niej ten sam Turski “wsławił si

ę

” ogromnie 

pochlebn

ą

 opini

ą

 na temat warto

ś

ci “Mausu” Spiegelmana, 

ż

ydowsko-ameryka

ń

skiego komiksu, w 

którym 

Ż

ydzi s

ą

 przedstawieni jako myszy, Niemcy jako koty, a Polacy jako 

ś

winie. Przypomnijmy, 

ż

wyra

ż

aj

ą

cy takie upodobania i fobie Marian Turski jest od trzech dziesi

ę

cioleci kierownikiem działu 

historycznego w “Polityce”, działu maj

ą

cego wpływ na renomowane nagrody tego tygodnika za 

popularyzacj

ę

 historii Polski.

 

Andrzej Szczypiorski

, pisarz. "Intelektualista" - konfident od lat pi

ęć

dziesi

ą

tych, kryptonim 

"Mirek" ("Gazeta Polska", czerwiec 1993 r.). Skrajny koniunkturalista i kameleon, sw

ą

 łatwo

ść

 

zmieniania barw i przekona

ń

 tłumaczył w radiowej audycji "Muzyka i Aktualno

ś

ci" (z 14 maja 1994 r.) 

tym, 

ż

e tylko krowy nie zmieniaj

ą

 pogl

ą

dów. Nie zmieniali ich - według Szczypiorskiego tak

ż

e - SS-

mani, którzy wierno

ść

 przekonaniom mieli wygrawerowan

ą

 na pasach. Człowiek my

ś

l

ą

cy ma za

ś

 

prawo zmienia

ć

 pogl

ą

dy nawet kilka razy w 

ż

yciu. To usprawiedliwianie zmian pogl

ą

dów Szczypiorski 

w praktyce rozszerza równie

ż

 na podawanie całkowicie odmiennych, wr

ę

cz sprzecznych ze sob

ą

background image

 

53 

danych faktograficznych na te same tematy. Zale

ż

nie od tego, co warto eksponowa

ć

 w danym czasie. 

Wida

ć

 to szczególnie wyra

ź

nie w ró

ż

nych koniunkturalnych "ewolucjach" pogl

ą

dów Szczypiorskiego 

na stosunki polsko-

ż

ydowskie. W 1968 roku stanowczo wyst

ę

pował na łamach opanowanego przez 

moczarowców organu ZBOWiD-u "Wolno

ść

 i Lud" przeciw antypolskim oszczercom, stwierdzaj

ą

c: Od 

pewnego czasu kr

ążą

 po 

ś

wiecie osobliwe opowie

ś

ci, mity, legendy, a mówi

ą

c precyzyjnie - zwykłe 

oszczerstwa na temat szerz

ą

cego si

ę

 rzekomo w Polsce antysemityzmu. Dzi

ś

, zgodnie z 

przybieraj

ą

cym na sile w Polsce filosemickim koniunkturalizmem, Szczypiorski nale

ż

y do czołowych 

głosicieli tez o skrajnie niebezpiecznym polskim antysemityzmie. Co wi

ę

cej, upowszechnia w 

ś

wiecie 

najskrajniejsze donosy na Polsk

ę

 i Polaków (por. osławion

ą

 wypowied

ź

 Szczypiorskiego w Niemczech 

wiosn

ą

 1993 r. o tym, 

ż

e Polacy równie

ż

 współdziałali w wyniszczeniu 

Ż

ydów, przytoczon

ą

 w 

niemieckim periodyku "Das Parlament" z 7 maja 1993 r.). Przekonuje Niemców (np. we "Frankfurter 
Allgemeine Zeitung" z 4-5 marca 1995 r.), i

ż

: polski nacjonalizm był młody, hała

ś

liwy, antysemicki i 

jednocze

ś

nie bardzo wyra

ź

nie antyniemiecki (...) polska tradycja była narodowa, katolicka, 

antyrosyjska, a tak

ż

e antypa

ń

stwowa i anarchiczna (zob. tekst tego artykułu po polsku w "Gazecie 

Wyborczej" z 11-12 marca 1995 r.). Siedem lat wcze

ś

niej Szczypiorski zapewniał w wypowiedzi dla 

katolickiego "Ładu": Z perspektywy lat uwa

ż

am, 

ż

e spotkały nas krzywdz

ą

ce opinie, dotycz

ą

ce 

antysemityzmu (...) ("Ład" z 17 kwietnia 1988 r.).

 

Jeszcze w 1979 roku Szczypiorski pisał na łamach paryskiej "Kultury" (nr 5, s. 5), i

ż

: (...) W 

kierowniczych o

ś

rodkach polskich, które wówczas (w latach 1944-1945 - J.R.N.) deklarowały wierno

ść

 

ideałom komunistycznym i Stalinowi osobi

ś

cie, dominowali działacze partyjni pochodzenia 

ż

ydowskiego, którzy przetrwali w gł

ę

bi Rosji, cz

ę

sto zreszt

ą

 w warunkach bardzo ci

ęż

kich. Jest 

tajemnic

ą

 poliszynela, 

ż

bardzo wiele stanowisk w aparacie pa

ń

stwowego przymusu obsadzili 

wła

ś

nie ci ludzie. Na str. 9 tego samego tekstu Szczypiorskiego czytamy, i

ż

: Spora grupa przybyszów 

z ZSRR odgrywała znamienn

ą

 i mało chwalebn

ą

 rol

ę

 w stalinowskim aparacie władzy (...). I dalej na s. 

13: Je

ś

li ci wła

ś

nie ludzie, którzy wczoraj zajmowali wpływowe stanowiska w partii i policji, dzisiaj 

głosz

ą

 na Zachodzie, 

ż

e Polacy s

ą

 krwio

ż

erczymi antysemitami - to winni pami

ę

ta

ć

ż

e stali si

ę

 

ofiarami własnych metod (...). To nie Polacy, lecz aparat polityczny, którzy oni sami własnymi r

ę

koma 

tworzyli przed laty i w którego imieniu sprawowali władz

ę

 nad milionami ludzi - przypomniał im w roku 

1968 ich 

ż

ydowskie pochodzenie, naznaczył pi

ę

tnem syjonizmu i na koniec wygnał z kraju, którego 

do

ść

 cz

ę

sto - niestety! - nie uwa

ż

ali za ojczyzn

ę

, lecz za obszar rewolucyjnego eksperymentu (...). 

Jedena

ś

cie lat pó

ź

niej w tek

ś

cie Szczypiorskiego partyjni działacze pochodzenia 

ż

ydowskiego, 

dominuj

ą

cy w kierowniczych o

ś

rodkach polskich i zajmuj

ą

cy bardzo wiele stanowisk w 

aparacie przymusu, nagle stopnieli do pewnej drobnej garstki 

Ż

ydów, którzy poprzednio jako 

funkcjonariusze odgrywali marn

ą

 rol

ę

 (por. A.Szczypiorski: Umierali

ś

my oddzielnie w sygnalnym 

numerze tygodnika "Po Prostu" z 1990 r.). W tym

ż

e tek

ś

cie dowiadujemy si

ę

ż

e 

Ż

ydzi tu i ówdzie 

jak

ąś

 rol

ę

 tak

ż

e odgrywali w słu

ż

bach policyjnych.

 

Jeszcze w 1968 roku Szczypiorski gromko oburzał si

ę

 na wysuwanie przeciw Polakom jakichkolwiek 

zarzutów zacofania i prowincjonalizmu. Pisał: Weryfikowanie Polski poza Polsk

ą

 jest bardzo star

ą

 i 

brzydk

ą

 chorob

ą

 polsko

ś

ci. Kilku czy kilkunastu przedsi

ę

biorczych cudzoziemców wmówiło nam 

kiedy

ś

 w zamierzchłych czasach, 

ż

e jeste

ś

my prowincjonalni i nawet jeszcze dzisiaj dajemy niekiedy 

wiar

ę

 tym dyrdymałkom (A.Szczypiorski: Niedziela, godzina 21.10. Wybór felietonów radiowych 1964-

1967, Warszawa 1968, s. 167). Dzi

ś

 ten

ż

e Szczypiorski jest głównym upowszechniaczem 

ż

ałosnych 

dyrdymałek o polskim skrajnym zacofaniu i prowincjonalizmie, Polsce jako "egzotycznych i 
jednocze

ś

nie przera

ż

aj

ą

cych dzikich polach Europy" ("Polityka" 1 lipca 1995 r.). I co najgorsze: mno

ż

podobne oskar

ż

enia w kierowanych na zewn

ą

trz "donosach na Polsk

ę

 i Polaków". I jest za to 

odpowiednio honorowany nagrodami niemieckimi, pa

ń

stwow

ą

 nagrod

ą

 austriack

ą

 za 

demaskowanie antysemityzmu (oczywi

ś

cie w Polsce!).

 

Pisałem ju

ż

ż

e Szczypiorski nale

ż

y do tych "autorytetów", które przera

ź

liwie lamentuj

ą

 nad zbyt nikł

ą

 

liczb

ą

 osób z wy

ż

szym wykształceniem w Polsce, same posiadaj

ą

c tylko wykształcenie 

ś

rednie 

(wykształcenia wy

ż

szego nie maj

ą

 mi

ę

dzy innymi takie autorytety, jak Turowicz, Mazowiecki czy 

posiadacz "konspiracyjnej matury" Bartoszewski). Brak pogł

ę

bionego wykształcenia nie przeszkadza 

Szczypiorskiemu w wypisywaniu banialuk na wszelkie mo

ż

liwe tematy z pozycji rzekomego znawcy. 

Na przykład w przeznaczonym dla niemieckiej prasy, a przedrukowanym w paryskiej "Kulturze" z 1979 
r. artykule, przypuszczalnie ze skrajnej ignorancji minimalizował znaczenie polskiej tolerancji w 
przyznaniu schronienia dla 

Ż

ydów, "odkrywczo" tłumacz

ą

c j

ą

 słabo

ś

ciami Polski. Według 

Szczypiorskiego: (...) 

Ż

ydzi pojawili si

ę

 w Polsce w wiekach 

ś

rednich (...). W Polsce znale

ź

li warunki 

bardziej godziwe. Nie dlatego, 

ż

e ówcze

ś

ni Polacy byli wyj

ą

tkowo porz

ą

dnymi lud

ź

mi i ukochali 

background image

 

54 

Ż

ydów, ale z powodu słabo

ś

ci władzy królewskiej i republika

ń

skiego charakteru pa

ń

stwa (...). Gorszej 

bzdury nie mo

ż

na było wymy

ś

le

ć

. Otó

ż

 

Ż

ydzi znale

ź

li w Polsce warunki bardziej godziwe wcale nie z 

powodu słabo

ś

ci władzy królewskiej, ale dzi

ę

ki humanistycznym królom, którzy byli ich 

zdecydowanymi opiekunami. I to wcale nie dzi

ę

ki słabym królom. Czy mo

ż

na nazwa

ć

 słabym władc

ą

 

Kazimierza Wielkiego, który krn

ą

brnego wojewod

ę

 pozna

ń

skiego Ma

ć

ka Borkowicza bez wahania 

skazał na 

ś

mier

ć

 morz

ą

c głodem w wie

ż

y? Czy słaby był nie malowany król Stefan Batory, który 

przyznał 

Ż

ydom ich własny sejm-waad, a zarazem król, za którego rz

ą

dów stracono magnatów 

Samuela Zborowskiego i Hrehory O

ś

cika.

 

Przypomnijmy, 

ż

e nawet jeden z czołowych niemieckich wrogów Polski feldmarszałek Helmut von 

Moltke (1800-1891), twórca pot

ę

gi militarnej Prus, w przeciwie

ń

stwie do Szczypiorskiego potrafił si

ę

 

zdoby

ć

 na docenienie ogromnej roli polskiej tolerancji w tym, 

ż

e Polska stała si

ę

 na stulecia 

schronieniem dla 

Ż

ydów. H.Moltke pisał w ksi

ąż

ce O Polsce (Lipsk 1885 r., s. 30, 43), i

ż

Przez 

dłu

ż

szy czas przewy

ż

szała Polska wszystkie inne kraje Europy swoj

ą

 tolerancj

ą

 (...). Pierwsi 

Ż

ydzi, 

którzy tu osiedli, byli wygna

ń

cami z Czech i Niemiec. W roku 1096 schronili si

ę

 oni do Polski, gdzie 

wówczas daleko wi

ę

ksza tolerancja panowała ni

ż

 we wszystkich innych pa

ń

stwach Europy. Dzi

ś

 

"polski" pisarz Szczypiorski przekonuje niemieckich czytelników, 

ż

e zasługi Polaków w udzieleniu 

schronienia 

Ż

ydom nie były wcale a

ż

 tak wielkie, jak kiedy

ś

 przyznawali nawet niemieccy wrogowie 

Polski typu Moltkego.

 

Szczypiorski jest dzi

ś

 odpowiedzialny za nagła

ś

nianie antychrze

ś

cija

ń

skiego oszczerstwa, 

sugeruj

ą

cego, 

ż

e eksterminacja 

Ż

ydów przez nazistów miała sw

ą

 genez

ę

 w postawach 

chrze

ś

cija

ń

skich. Według artykułu Szczypiorskiego z sygnalnego numeru "Po Prostu" w 1990 roku: 

(...) Ko

ś

ciół rzymski nie był bez ci

ęż

kiej winy. Je

ś

li istnieje w ogóle jaka

ś

 dialektyka historii, to w jej 

ś

wietle mo

ż

na by zaryzykowa

ć

 pogl

ą

d, 

ż

e naród niemiecki wzi

ą

ł na siebie wykonanie tej zbrodni, która 

si

ę

 przewijała przez stulecia w brudnych, złych snach chrze

ś

cija

ń

skiej Europy.

 

Szczypiorski nieprzypadkowo zamyka t

ę

 bardzo niepełn

ą

 galeri

ę

 osób z "lobby filosemickiego" 

(pełny, rozszerzony jej obraz wyjdzie w odr

ę

bnej ksi

ąż

ce). Jest szczególnie chorobliwym 

przykładem antypolskich oszczerstw w kwestii 

ż

ydowskiej, lansowanych zgodnie z mod

ą

 na 

koniunkturalizm filosemicki. Szczypiorski, prezes Zarz

ą

du Głównego Towarzystwa Przyja

ź

ni 

Polsko-Izraelskiej, jest tego koniunkturalizmu 

ż

ywym uciele

ś

nieniem.