background image

4. Hipnoza, oddziaływanie bioenergetyczne, sugestia 

 
Co  rozumiemy  przez  pojęcie  hipnoza?  Tradycyjnie  przyjęty  zakres  tego 
pojęcia obejmuje rozmaite stany, w jakie popadają osoby hipnotyzowane, 
oraz  różne  sposoby  ich  wywoływania.  Są  to  –  jak  wkrótce  zobaczymy  – 
sposoby  uruchamiające  z  gruntu  odmienne  mechanizmy  w  psychice  i 
organizmie osoby hipnotyzowanej. 
Rozróżnienia rozmaitych  mechanizmów, z których każdy z osobna może 
doprowadzić  do  wystąpienia  jednego  ze  stanów  określonych  jako  “trans 
hipnotyczny",  pierwszy  dokonał  Julian  Ochorowicz  (1882).  Oczywiście  i 
przed  nim  zdawano  sobie  sprawę  z  niejednorodności  zjawiska, 
nazywanego  początkowo  “magnetyzmem  zwierzęcym",  a  potem 
“hipnotyzmem",  ale  przez  żadnego  z  wcześniejszych  badaczy  zjawisko  to 
nie  zostało  zanalizowane  tak  dokładnie.  O  znaczeniu  Ochorowicza  jako 
teoretyka  hipnozy  świadczy  przyznanie  mu  nagrody  Francuskiej 
Akademii  Nauk  za  rozprawę  Hypnotisme  et  Mesmerisme  w  1911  roku. 
Niewydanie tej pracy w języku polskim ani za życia, ani po śmierci autora 
jest faktem wprost niewiarygodnym. 
Ochorowicz  rozróżnia  cztery  rodzaje  mechanizmów,  które  powodują 
powstawanie stanów hipnozy: 
1.  katapleksję  [nie  mylić  z  katalepsją,  czyli  stanem  znieruchomienia  i 
zesztywnienia  mięśni,  w  którym  kończyny  mają  tendencję  do 
utrzymywania  nadanego  im  ułożenia]  –  ogólną  lub  częściową-  zjawiska 
wywołane rodzajem przestrachu; 
2.  ideoplastię  –  zjawiska  wywołane  samym  wyobrażeniem  skutków 
mających nastąpić; 
3.  hipnotyzm  (w  zwężonym  znaczeniu  tego  słowa)  –  odurzenie  senne 
wywołane  przez  zmęczenie  któregoś  ze  zmysłów  i  nieruchomość  ciała, 
przy jednoczesnym wytężeniu uwagi; 
4.  mesmeryzm  (“magnetyzm  zwierzęcy"),  polegający  na  fizycznym 
działaniu jednego organizmu na drugi. 
Jest  to  podział  teoretyczny.  W  praktyce  mechanizmy  te  działają 
przeważnie  jednocześnie.  Lekarz  np.  poleca  pacjentowi,  aby  wpatrywał 
się w błyszczący punkt, a jednocześnie sugeruje mu poczucie ociężałości i 
senności;  uruchamia  zatem  naraz  działanie  hipnotyczne  (w  znaczeniu 
podanym  w  punkcie  3)  oraz  ideoplastyczne.  Przy  estradowych  pokazach 
hipnozy, dokonywanych na ochotnikach zgłaszających się z sali, z zasady 
mamy do czynienia z mieszaniną oddziaływań, wśród których nie brakuje 
też działania  mechanizmu kataplektycznego; pomagają tu hipnotyzerowi 
zażenowanie  z  powodu  publicznego  występu,  obawa  przed  czymś 
nieznanym  oraz  zaskakujące  osobę  wprowadzoną  w  trans  działania 
hipnotyzera. 
Mechanizm katapleksji  

background image

Przypomnijmy  sobie  z  dzieciństwa,  jak  dziwiliśmy  się,  gdy  dotknięcie 
uciekającej  stonogi  zamiast  zdopingować  ją  do  tym  szybszego  biegu, 
powodowało  jej  znieruchomienie.  Zwierzątko  wyglądało  nagle  jak 
martwe. 
Katapleksja  jest  u  zwierząt  mechanizmem  obronnym.  Zwierzęta  żywiące 
się  innymi  zwierzętami  z  reguły  nie  zwracają  uwagi  na  obiekty 
nieruchome  –  choćby  w  rzeczywistości  były  one  najsmakowitszymi 
kąskami.  I  odwrotnie  –  te  same  zwierzęta  połykają  nieraz  całkiem 
niestrawne przedmioty tylko dlatego, że się one poruszają; wiedzą o tym 
dobrze  wędkarze  łowiący  na  tzw.  błystki.  Według  Pawłowa  katapleksja 
jest  odruchem  samozachowawczym.  Jeżeli  zwierzę  nie  znajduje  ratunku 
ani  w  walce,  ani  w  ucieczce,  nieruchomieje,  aby  nie  sprowokować  przez 
swoje  ruchy  agresji  strony  atakującej.  Katapleksja  byłaby  zatem 
odruchem  odziedziczonym  przez  człowieka  po  jego  zwierzęcych 
przodkach,  a  więc  objawem  szczątkowym.  U  ludzi  zdrowych  (nie 
wszystkich)  mechanizm  ten  łatwo  można  uruchomić,  stosując  technikę 
“hipnozy estradowej". 
Sławny  profesor  Charcot,  który  w  drugiej  połowie  XIX  w.  podjął  na 
wielką  skalę  badania  nad  hipnozą,  stosował  metodę  bardzo  prostą: 
damie, którą zamierzał wprowadzić w trans, nakazywał zajęcie miejsca na 
krześle  i  niespodziewanie  uderzał  w  gong  nad  jej  uchem,  czemu 
towarzyszył  jego  ostry  krzyk:  “spać!"  Zamiast  uderzenia  w  gong 
stosowano  też  nagły  błysk  oślepiającego  światła,  otrzymywanego  z 
elektrycznej lampy łukowej. Były to sposoby – jako się rzekło – ogromnie 
proste,  ale  i  równie  szkodliwe.  Jak  wiadomo,  niektóre  z  kobiet 
wielokrotnie  poddawane  eksperymentom  profesora  Charcota,  które 
trafiły  do  szpitala  Salpetriere  ze  stosunkowo  lekkimi  przypadłościami, 
pozostawały  potem  na  dłużej  na  oddziale  psychiatrycznym  z  objawami 
ciężkiego rozstroju nerwowego. 
Odruchowi  kataplektycznemu  towarzyszy  gwałtowny  skurcz  naczyń 
krwionośnych,  który  niczym  nie  grozi  tylko  człowiekowi  zdrowemu.  A 
przecież, nie przeprowadzając przedtem skrupulatnych badań lekarskich, 
nigdy  nie  wiemy,  czy  mamy  przed  sobą  człowieka  z  naprawdę  zupełnie 
zdrowym aparatem krążenia. 
U  ludzi  nerwowo  i  psychicznie  zdrowych  “czystym"  działaniem 
kataplektycznym,  a  więc  zaskoczeniem  i  przestrachem,  nagle 
wytworzonym  poczuciem  zagrożenia,  nie  można  wywołać  zapadnięcia  w 
stan,  który  można  by  określić  jako  jedną  z  form  transu  hipnotycznego. 
Proszę  zwrócić  uwagę:  w  metodzie  stosowanej  przez  Charcota  na  osobę 
poddawaną doświadczeniu działają na raz dwa czynniki – kataplektyczny 
oraz ideoplastyczny, uruchomiony słowną sugestią zasypiania. 
U  chorych  psychicznie  (np.  w  schizofrenii)  podobne  do  hipnozy 
kataplektycznej  zjawisko  występuje  spontanicznie,  i  to  w  jaskrawej 

background image

formie. Jest to stan osłupienia (stuporu), polegający na znieruchomieniu 
w momencie zagrożenia i lęku. 
Częściowa  katapleksja,  polegająca  np.  na  występowaniu  nagle  luki  w 
pamięci,  “poraża"  nierzadko  osoby  psychicznie  zdrowe,  a  tylko 
nadmiernie wrażliwe. Podobnie jak człowiek pogrążony w hipnotycznym 
som-nambulizmie  z  apetytem  zajada  surowy  kartofel,  który  otrzymał  ze 
słowami “proszę spróbować, jaka to znakomita gruszka", tak samo uczeń 
“wyrwany"  do  odpowiedzi  zdolny  jest  w  swoim  kataplektycznym 
osłupieniu  uwierzyć  w  najdzikszy  absurd.  Za  tym,  że  tego  rodzaju 
“szkolne"  katapleksje  mają  naprawdę  charakter  hipnotyczny,  a  nie 
polegajątylko  na  chwilowej  niezborności  uwagi,  przemawia  fakt 
występowania  w  takich  momentach  wzmożonej  sugestywności.  Niech  za 
przykład  posłuży  nam  znana  opowieść.  Rzecz  działa  się  w  czasach,  gdy 
Adam  Mickiewicz  był  jeszcze  uczniem  gimnazjalnym.  Pewnego  razu 
chłopiec,  siedzący  na  szkolnej  ławie  obok  Mickiewicza,  niespodziewanie 
wezwany do odpowiedzi, wstał całkiem ogłupiały i milczący. Wtedy Adaś 
podpowiedział  mu  zdanie,  które  tamten  głośno  powtórzył:  “Niedaleko 
Damaszku  siedział  diabeł  na  daszku".  Biedak  powtarzając  te  głupstwa 
wierzył, że stanowią odpowiedź na zadane przez nauczyciela pytanie! 
Mechanizm ideoplastii  
Jeśli  tylko  potrafimy  dość  intensywnie  wyobrazić  sobie  czynność 
ziewania,  możemy  tym  spowodować  wystąpienie  tego  odruchu.  Trzeba 
jednak do tego spełnienia pewnych specjalnych warunków. 
“Jakież  są  to  specjalne  warunki?"  –  zastanawiał  się  Julian  Ochorowicz  i 
orzekł  –  “brak  przeszkód".  Te  przeszkody  są  przeważnie  natury 
psychicznej;  jedne  wyobrażenia  paraliżują  drugie.  Wyobrażamy  sobie 
ziewanie,  ale  umysł  nasz  zajęty  jest  w  danej  chwili  wszystkim  innym, 
tylko  nie  ziewaniem.  Dlatego  –  na  szczęście  –  nie  ziewamy  za  każdym 
razem,  gdy  tylko  pada  słowo  “ziewać".  Max  Hirsch  w  książce  Sugestia  i 
hipnoza powiada, że efekt fizjologiczny, oczekiwany przez nas w ustroju, 
ma  istotną  tendencję  do  urzeczywistnienia  się.  A  kiedy  się 
urzeczywistnia?  Dawniej  sądzono,  iż  warunkiem  jest  stan  “zawężonej 
świadomości".  Ku  takiemu  stanowisku  skłaniał  się  także  Ochorowicz. 
Obecnie  wydaje  się  jednak  prawdopodobniej  sze,  że  stan  zawężonej 
świadomości  (a  raczej  jeden  z  tego  rodzaju  stanów)  jest  tylko 
okolicznością  sprzyjającą  dotarciu  wyobrażenia  do  głębszych  warstw 
osobowości;  tam,  gdzie  rządzi  badana  przez  psychologów  głębi 
nieświadomość. 
Stanem sprzyjającym ideoplastycznemu realizowaniu się wyobrażeń przy 
nie  zawężonej  świadomości  jest  stan  relaksacji,  czyli  fizycznego  i 
psychicznego odprężenia. Fakt ten wykorzystuje popularna wśród lekarzy 
technika hipnotyzowania, tzw. hipnoza werbalna. Postępowanie tu ma w 
grubszych  zarysach  następujący  przebieg:  miejscem  zabiegu  jest 
pomieszczenie,  gdzie  panuje  cisza  i  półmrok.  Lekarz  poleca  pacjentowi, 

background image

aby ułożył się możliwie najwygodniej, po czym każe mu odprężyć kolejno 
poszczególne grupy mięśni. Jak wiadomo, napięcie psychiczne powoduje 
mimowolne naprężanie się różnych mięśni szkieletowych (np. człowiek w 
gniewie  bezwiednie  zaciska  szczęki,  a  dłonie  ściskają  mu  się  w  pięści). 
Występuje  też  zjawisko  odwrotne:  odprężenie  mięśni  powoduje 
ustępowanie  napięć  psychicznych.  Doprowadziwszy  pacjenta  do  stanu 
relaksacji  lekarz  zwraca  uwagę  pacjenta  na  jego  oddech,  sugerując,  że 
staje  się  on  coraz  bardziej  spokojny  i  miarowy,  oraz  podsuwa 
wyobrażenie  ciężkości  i  bezwładności  ciała.  Są  to  wyobrażenia,  które  u 
człowieka  zrelaksowanego  realizują  się  ideoplastycznie  bardzo  łatwo. 
Nietrudno jest też skłonić pacjenta, aby zrealizował przedstawienie sobie 
ciepła zjawiającego się w okolicy serca i przyjemnie rozlewającego się po 
całym  ciele.  Działa  tu  swego  rodzaju  sprzężenie  zwrotne:  stan  relaksacji 
sprzyja zjawiskom ideoplastycznym, a  ich realizacje z kolei  utwierdzają i 
pogłębiają ten stan. 
Można teraz polecić pacjentowi, aby zwrócił uwagę na to, co dzieje się np. 
z jego prawą ręką: jest ciężka, ciężka i bezwładna, staje się coraz cięższa. 
Skutkiem  ideoplastycznej  realizacji  wyobrażenia,  że  ręka  stanowi  np. 
podłużną  bryłę  żelaza,  jest  autentyczna  niemożność  uniesienia  ręki. 
Lekarz proponuje pacjentowi, aby spróbował; pacjent stara się, ręka drga, 
ale się nie unosi, jest jakby sparaliżowana. Ten fakt wywołuje u pacjenta 
przekonanie, że zachowawszy świadomość zapadł w stan zbliżony do snu. 
Przecież  w  stanie  czuwania  –  rozumuje  pacjent  –  uniesienie  ręki  nie 
może  stwarzać  trudności.  Chyba  dopiero  od  tego  momentu  zaczyna  się 
proces “zawężania świadomości". 
Zapewne dość trafnie scharakteryzował metodę hipnozy werbalnej jeden 
z  badaczy:  lekarz  opowiada  pacjentowi  o  zjawiskach  towarzyszących 
zasypianiu (temu zwykłemu, codziennemu), a pacjent dokonuje “syntezy" 
zaśnięcia. 
Przez  kilkadziesiąt  lat,  od  czasów  Bernheima  –  wybitnego  francuskiego 
badacza  hipnozy  z  końca  XIX  w.  –  panowało  dość  rozpowszechnione 
przekonanie, że hipnoza jest to stan zbliżony do snu, który wywołujemy u 
pacjenta działaniem sugestii. Przeciwko takiemu stanowisku już w końcu 
XIX  w.  występowali  niektórzy  wnikliwsi  badacze.  Jednym  z  nich  był  dr 
Albert  von  Schrenck-Notzing.  Stwierdził  on,  że  istnieją  osoby  łatwo 
ulegające  hipnozie,  ale  trudno  sugestii  oraz  że  stopień  podatności  na 
sugestię  nie  jest  zawsze  proporcjonalny  do  stopnia  głębokości  hipnozy 
(hipnozy w rozumieniu Bernheima). 
Jeden  z  najwybitniejszych  współczesnych  badaczy  hipnozy  prof.  Ernest 
R.  Hilgard,  opierając  się  na  rezultatach  ogromnej  liczby  doświadczeń 
przeprowadzonych na Uniwersytecie Stanforda (USA), konkluduje: 
Nie  mamy  dostatecznych  podstaw,  aby  identyfikować  podatność  na 
hipnozę  z  podatnością  na  sugestię.  Bez  wątpienia  osoba  podatna  na 
hipnozę  podatna  jest  również  na  specjalnego  rodzaju  sugestie, 

background image

dokonywane  w  specjalnych  warunkach,  ale  wydaje  się,  że  nic  można 
definiować hipnozy jako podatności na sugestię, ponieważ istnieje szereg 
rodzajów sugestii leżących poza zjawiskami hipnozy. 
Ponieważ  –  jak  się  okazało  –  zjawiska  sugestii  i  zjawiska  hipnozy  mogą 
wprawdzie  łączyć  się  ze  sobą,  lecz.  również  mogą  istnieć  niezależnie  od 
siebie,  Hilgard  proponuje,  aby  jako  czynnik  odpowiedzialny  za 
powstawanie hipnozy uznać wyobraźnię: 
W  naszej  pracowni  przeprowadziliśmy  długotrwałe  doświadczenia, 
podczas  których  studenci  poddawani  hipnozie  byli  uprzednio  badani  za 
pomocą testów; wielu z nich poddawano podobnym badaniom testowym 
również  i  po  zakończeniu  seansu  hipnotycznego.  Badania  wykazały,  że 
najbardziej podatni na hipnozę studenci odznaczali się już od dzieciństwa 
żywą  wyobraźnią,  niektórzy  zaś  od  dzieciństwa  zachęcani  byli  przez, 
rodziców  do  jej  rozwijania  i  intensywnego  przeżywania  wyobrażonych 
sytuacji.  Przez  określenie  “żywa"  lub  “aktywna"  wyobraźnia  rozumiemy 
zdolność  do  koncentrowania  się  na  pewnego  rodzaju  fantazjach  tak 
realistycznych,  że  codzienna  rzeczywistość  pozostaje  jak  gdyby  w 
zawieszeniu;  wyobrażone  zdarzenia  są  odczuwane  jako  rzeczywiście 
przeżyte  i  tak  też  przechowywane  w  pamięci.  Tego  rodzaju  wyobraźnia 
różni się od patologicznej tym, że jest ograniczona czasowo i że kontakt z 
rzeczywistością może być w każdej chwili na nowo nawiązany. 
Stanowisko  Hilgarda  wydaje  się  słuszne,  ale  nie  jest  niczym  nowym.  Dr 
Ambroise  Auguste  Liebeault  zdołał  stwierdzić  już  w  osiemdziesiątych 
latach ubiegłego wieku, że osoba, która zwracając uwagę swoją  na jakieś 
wyobrażenia,  np.  na  percepcję  dotykową,  doznaje  jak  gdyby 
rzeczywistego  wrażenia,  jest  zdolna  do  zapadnięcia  w  głęboką  hipnozę. 
Podobną  myśl  wyraża  Ochorowicz  (1887)  twierdząc,  że  osoby  łatwo 
pochłaniane  przez  jedną  ideę  bardzo  łatwo  podlegają  hipnozie  i 
autohipnozie. 
Dziwne to – ale Ochorowicz posuwa się w swoim rozumowaniu dalej niż 
Hilgard.  Nie  poprzestaje  na  skonstatowaniu,  że  hipnoza  może  być 
dziełem  wyobraźni.  Zadaje  pytanie:  jak  to  się  dzieje,  że  wyobrażenie 
urzeczywistnia  się,  i  odpowiada:  jako  następstwo  pewnych  wyobrażeń 
występuje zjawisko ideoplastii. Ochorowicz napisał: 
Ideoplastią  nazywamy  urzeczywistnienie  się  w  osobniku  pewnego 
wyobrażenia, spełnienie pewnego aktu, wytworzenie się pewnego stanu, a 
to  niezależnie  od  tego,  czy  owo  urzeczywistnienie  było  wywołane  przez 
poddanie  osoby  drugiej  czy  przez  spełnienie  własnego,  danego  samemu 
sobie  nakazu  (autosugestii),  czy  też  nawet  niezależnie  od  własnych  lub 
obcych poddawali. 
Według  Ochorowicza  sprawa  przedstawia  się  następująco:  sugestia  lub 
autosugestia  realizuje  się  przez  wyobrażenie,  które-jeśli  może  opanować 
nas  choć  przez  chwilę  całkowicie  –  uruchamia  szczególny  mechanizm 
ideoplastii.  Wydaje  się,  że  Ochorowicz  nie  zdawał  sobie  sprawy  z  roli  w 

background image

tym  procesie  sfery  nieświadomej.  Nic  zresztą  dziwnego  –  psychologia 
głębi zaczęła się rozwijać dopiero w latach, które  były ostatnim  okresem 
życia  naszego  uczonego.  Napisał  on,  że  ideoplastia  może  występować 
jedynie w stanach zbliżonych do monoideizmu. To jest warunek główny – 
inne  są  dodatkowe.  Dziś  powiedzielibyśmy  raczej,  że  stan  zbliżony  do 
monoideizmu  –  opanowanie  umysłu  przez  jedną  tylko  myśl  –  jest 
okolicznością 

wielce 

sprzyjającą, 

warunek 

konieczny 

dla 

ideoplastycznej  realizacji  wyobrażenia  stanowi  opanowanie  przezeń 
nieświadomości.  człowieka.  Hilgard  zwraca  uwagę  na  związek  zdolności 
do  aktywnego  wyobrażania  sobie  z  halucynacjami  hipnotycznymi  i  z 
rozszczepieniem  świadomości,  jak  to  się  dzieje  przy  automatycznym 
pisaniu, kiedy człowiek pogrążony w rozmowie nie jest świadom tego, co 
jego ręka pisze. 
Wiadomo, z jaką łatwością i siłą realizują się ideoplastyczne wyobrażenia 
człowieka  w  hipnozie,  a  więc  –  w  stanie  przyćmionej  świadomości. 
Człowiek  w  tym  stanie,  jeśli  wyobrazi  sobie  np.,  że  ręka  jego  zanurzona 
jest w misce z gorącą wodą, istotnie będzie dotkliwie odczuwał gorąco; co 
więcej,  skóra  jego  dłoni  się  zaróżowi.  Ale  i  w  stanie  pełnej  świadomości 
(po przebudzeniu) mogą się realizować ideoplastycznie wyobrażenia, jeśli 
tylko  opanują  sferę  nieświadomości  w  trakcie  hipnozy.  Chodzi  tu  o 
realizację  tzw.  sugestii  pohipnotycznych.  U  niektórych  osób  wszystkie, 
nawet  najdziwniejsze  zjawiska  ideoplastyczne  można  przenieść  poza 
hipnozę.  W  dokładnie  oznaczonym  przez  eksperymentatora  czasie,  np. 
godzinę po przebudzeniu, pacjent ze zdumieniem stwierdza, że nie jest w 
stanie  unieść  lewej  ręki,  że  “coś"  parzy  go  w  prawą  dłoń,  że  patrząc  w 
lustro  (o  zgrozo!)  nie  widzi  własnej  głowy.  Ostatecznym  argumentem 
świadczącym,  że  nie  tylko  w  stanach  zbliżonych  do  monoideizmu  –  jak 
sądził  Ochorowicz  –  występują  zjawiska  ideoplastii,  jest  praktyka 
autosugestii.  Nic  w  tym  zresztą  dziwnego:  podstawowe  prace  na  temat 
autosugestii (Emila Coue i Władimira Bechteriewa) ukazały się dopiero w 
latach dwudziestych. 
Prawdziwie makabryczny  eksperyment, dowodzący, jak wielka  może być 
siła  wyobrażenia,  przeprowadzono  w  Kopenhadze  w  1750  roku. 
Przekazano  tam  pewną  skazaną  na  śmierć  osobę  lekarzom,  którzy 
przywiązali  nieszczęśliwca  pasami  rzemiennymi  do  stołu  i  zawiązali  mu 
oczy.  Następnie  obwieścili,  że  rozetną  mu  żyłę  na  szyi,  aby  krew 
wypłynęła  z  niego  do  ostatniej  kropli.  Potem  ukłuto  go  całkiem 
nieznacznie  szpilką  i  puszczono  na  jego  szyję  strumień  wody,  która  z 
szelestem spływała do basenu ustawionego na ziemi. Zbrodniarz umarł w 
przekonaniu, że krew L niego wypływa. 
Duży  rozgłos  zyskały  sobie  przed  półwieczem  badania  dra  Eugeniusza 
Osty'ego w Paryżu nad obdarzoną rzadką zdolnością ideoplastyczną Olgą 
Kani. Potrafiła ona wywoływać na powierzchni swej skóry napisy i obrazy 
przedmiotów,  o  których  myślała.  Po  raz  pierwszy  to  się  zdarzyło,  gdy 

background image

mając  19  lat  zgubiła  naszyjnik  pereł,  co  ją  wielce  zmartwiło.  Wystąpiły 
wówczas na jej ramieniu dziwne znaki: rząd czerwonych, okrągłych kółek 
zarysował się na skórze. Nikt nie wiedział, co to ma znaczyć, i uważano to 
za  rodzaj  wysypki.  Dopiero  później,  przy  powtarzaniu  się  tego  zjawiska 
spostrzeżono,  że  każda  silniejsza  emocja,  każde  silniejsze  wrażenie 
ujawnia się na jej skórze dermograficznie, tj. przez przekrwienie pewnych 
okolic skóry, na których występują charakterystyczne znamiona. Podobny 
charakter  mają  objawy  tzw.  stygmatyzacji.  U  osób  popadających  w 
religijna  ekstazę  podczas  rozpamiętywania  szczegółów  męki  Jezusa  (a 
przy  tym  wybitnie  uzdolnionych  ideoplastycznie)  pojawiają  się  na 
dłoniach, a czasem i na czole krwawe znaki. 
Powróćmy teraz do sprawy hipnozy werbalnej. Mechanizm działania słów 
hipnotyzera  na  osobę  poddającą  się  zabiegowi  sprowadza  się  tu  do 
uznania  ich  przez  pacjenta  za  własne  i,  jak  wiadomo,  pacjent  może 
sugestię  przyjąć  lub  ją  odrzucić.  Do  ideoplastycznej  realizacji  sugestii 
dochodzi  tylko  wtedy,  gdy  zostanie  ona  zaakceptowana,  i  to  nie  tylko 
przez  świadomość,  ale  też  przez  nieświadomość  pacjenta.  Sprzyja  temu 
postępujące  podczas  procesu  hipnotyzowania  stopniowe  zawężanie  się 
świadomości.  Amerykański  badacz  hipnozy  Leslie  M.  Le  Cron  twierdzi 
nawet, że w gruncie rzeczy każda hipnoza jest rodzajem autohipnozy. 
Skłonność  do  ulegania  sugestiom,  czyli  skłonność  do  akceptowania 
cudzych sądów jako własne, jest u różnych ludzi rozmaita pod względem 
zarówno  ilościowym,  jak  i  jakościowym.  Również  u  tego  samego 
człowieka  zmienia  się  ona  zależnie  od  okoliczności.  Możemy 
zaobserwować  nieraz  w  życiu  codziennym,  jak  człowiek  silnie 
zaabsorbowany  jakąś  sprawą,  która  prawie  całkowicie  pochłania  jego 
uwagę, przypadkowo ulega cudzemu zdaniu. 

background image

 

Doświadczenia  z  Olgą  Kahl:  proste  rysunki  i  litery  ukazywały  się  “na 
żądanie"  (nawet  głośno  nie  wypowiedziane!)  na  skórze  pani  Kahl  w 
postaci  czerwonawych  kresek,  podobnych  do  tych,  jakie  powstają  na 
skutek 

lekkiego 

zadrapania, 

– 

częściowo 

odtworzone 

imię 

Rene; 

– 

odtwarzanie 

trójkąta 

(4); 

– 

napis 

wywołany 

myśleniem 

imieniu 

“Sabina"; 

6 – na przedramieniu powstał niekompletny obraz kieliszka  
L.  E.  Stefański  odebrawszy  kiedyś  telefon  do  kolegi,  pracującego 
^sąsiednim  pokoju,  słuchawkę  odłożył  na  siedzenie  fotela  i  przywołując 
kolegę  powiedział:  “Tu  jest  do  pana  telefon".  Słowom  tym  towarzyszył 
mimowolny  gest,  wskazujący  leżącą  słuchawkę.  Skutek  był  zaskakujący 
kolega  ów  odbył  długą  rozmowę  telefoniczną  w  bardzo  niewygodnej 
pozycji, nisko pochylony nad fotelem; uwierzył bowiem, że telefon jest do 

background image

niego  “tu",  na  wysokości  fotela,  jakby  nie  można  było  słuchawki  pod-
nieść do góry. 
Nawet  przy  pełnej  świadomości  również  jesteśmy  zdolni  ulegać 
sugestiom.  Nowsze  badania  wykazały,  że  istnieją  różne  rodzaje 
podatności  na  sugestię,  przy  czym  nie  wszystkie  rodzaje  podatności  na 
sugestię  korelują  z  podatnością  na  hipnozę  werbalną.  Bliższe  informacje 
na ten temat znajdzie Czytelnik w książce H. Eysencka Sens i nonsens w 
psychologii. 
W  celu  pogłębienia  hipnozy,  gdy  chce  się  wprowadzić  pacjenta  w  stan 
zbliżony  do  snu  w  narkozie,  najbardziej  celowe  –  wg  prof.  Bertolda 
Stokvisa,  psychologa  holenderskiego  –  jest  zastosowanie  tzw.  metody 
mutacyjnej.  Gdy  pacjent  zamknie  oczy,  żąda  się  od  niego,  aby  oddychał 
głęboko,  dokładnie  tak,  jakby  miał  zasnąć.  Tempo,  w  jakim  musi 
oddychać  hipnotyzowany,  nadawane  jest  przez  lekarza  w  ten  sposób,  że 
przez  parę  minut  sam  lekarz  oddycha  głośno,  podobnie  jak  śpiący 
człowiek.  Pacjent  musi  ten  rytm  podchwycić.  Imitacja  jest  zdaniem 
Stokvisa  niczym  innym,  jak  najprymitywniejszą  formą  sugestii.  Za 
przykład  imitacji  posłużyć  może  także  znane  powszechnie  zjawisko 
udzielania się ziewania. 
Podobnie  jak  rytm  oddychania  jednego  człowieka  udziela  się  drugiemu, 
można by także zapewne zasugerować komuś swój własny rytm serca. Co 
więcej,  wsłuchując  się  jednocześnie  w  rytm  swego  serca  i  w  tykanie 
metronomu, którego tempo jest nieco  szybsze, można przyspieszyć  bicie 
serca,  aż  wreszcie  zrówna  się  z  tykaniem  przyrządu.  Czyż  nie  jest  to 
“sugestia  imitacyjna"  z  tą  tylko  różnicą,  że  osobę  indukującą  zastępuje 
mechanizm? 
Od powyższego zjawiska nie różni się jakościowo zjawisko tzw. wodzenia 
rytmów  prądów  czynnościowych  mózgu.  Polega  ono  na  tym.  że  u 
człowieka  badanego  elektroencefalograficznie,  który  jednocześnie 
wpatruje  się  np.  w  lampkę  migoczącą  z  częstotliwością  około  11  Hz,  w 
zapisie zjawia się po chwili charakterystyczny obraz rytmu alfa (8-12 Hz, 
amplituda  20-70  mikrowoltów).  Po  chwili  rytm  prądów  czynnościowych 
w  pewnych  partiach  mózgu  badanego  dostroi  się  do  rytmu,  w  jakim 
migocze lampka. I jeśli częstotliwość  migotania lampki zmienimy np. na 
10 Hz, spowodujemy tym zmianę rytmu alfa z 11 na 10 Hz. 
Kto  wie,  czy  na  tajemniczą  dotąd  istotę  sugestii  nie  rzuciłyby  światła 
wyniki  masowych  testowań  na  wszystkie  kolejno  rodzaje  sugestii 
werbalnych i imitacyjnych? 
Ogromnie  ważkim  odkryciem  ostatnich  lat  wydaje  się  stwierdzenie,  że 
;tan daleko posuniętego uwrażliwienia  na sugestię nie wiąże się zawsze i 
hipnozą.  Stan  ten  nie  musi  być  wywoływany  jakąś  techniką  hipnotyczną 
inni  też  nie  wiąże  się  nierozłącznie  z  żadnym  innym  objawem 
charakterystycznym dla hipnotycznego transu. Ponadto, jak stwierdzono, 
w stanie zasugerowania  chłonność  pamięci zwiększa się wielokrotnie, co 

background image

pozwala np. na opanowanie podstaw obcego języka w ciągu paru dni. Nie 
jest  to  bynajmniej  fantazja.  Świadczą  o  tym  wyniki  nauki  języków 
prowadzone  Systematycznie  od  wielu  lat  w  Sofii,  w  Instytucie 
Sugestologii  kierowanym  przez  dra  Georgija  Łozanowa.  Sam  Łozanow 
jest  niezrównanym  prakykiem  i  teoretykiem,  twórcą  nowej  dziedziny 
wiedzy  –  sugestologii.  Jego  zdaniem,  sugestia  ł  hipnoza  stanowią  dwa 
różne zjawiska bez względu na stopień ich genetycznego związku. 
Łozanow eksperymentował też przed laty z hipnopedią, czyli nauczaniem 
we  śnie  naturalnym  lub  w  transie  hipnotycznym.  Zaniechał  jednak  tego 
rodzaju  doświadczeń,  gdy  zrozumiał,  że  sprzyjający  szybkiemu 
przyswajaniu materiału pamięciowego stan sugestywny osoby uczącej się 
nie  jest  bynajmniej  związany  ani  ze  snem,  ani  z  hipnozą.  Te  ostatnie 
stany, jakkolwiek przyspieszają naukę, jednocześnie wprowadzają pewne 
okoliczności utrudniające ich wykorzystanie. 
Odkrycie,  że  stan  ulegania  czyjejś  sugestii  nie  musi  się  łączyć  z  hipnozą, 
doprowadziło  Łozanowa  nie  tylko  do  opracowania  i  wprowadzenia  w 
życie metod sugestopedii, nowej techniki nauczania. Miało to także swoje 
konsekwencje  dla  prowadzonych  przez  niego  badań  spostrzegania 
pozazmysłowego oraz dla prób zastąpienia analgezji hipnotycznej metodą 
znieczulenia sugestyjnego, Łozanow powiedział: 
Nie  sądzę,  aby  można  było  prowadzić  badania  parapsychologiczne.  nie 
znając praw sugestii. Spostrzeganie pozazmysłowe i sugestia ściśle wiążą 
się  wzajemnie  ze  sobą.  Faktem  jest,  że  niektóre  zjawiska  na  pozór 
paranormalne  są  w  rzeczywistości  sugestiami  w  stanie  czuwania.  Z 
drugiej  strony  –  nasze  eksperymenty  dowodzą,  że  za  pomocą  sugestii 
można  podwyższać  parapsychiczne  zdolności  człowieka  [...]  To,  co 
nazywam  stanem  sugestywnym,  mogłoby  też  stanowić  klucz  do  zagadki 
paranormalnych sil joginów. 
W  1965  roku  dokonana  została  pierwsza  na  świecie  poważna  operacja 
chirurgiczna,  przy  której  zastosowano  opracowaną  przez  Łozanowa 
metodę 

analgezji. 

Pacjentem 

był 

pięćdziesięcioletni 

nauczyciel 

wychowania  fizycznego,  który  sam  zgłosił  się  i  zaproponował 
przeprowadzenie  próby.  Łozanow  wielokrotnie  już  przedtem  stosował 
swoją  metodę  przy  małych  operacjach,  takich  jak  przecinanie  ropni  czy 
usuwanie  zębów.  Tym  razem  chodziło  o  skomplikowaną  operację 
przepukliny  pachwinowej,  która  miała  trwać  co  najmniej  godzinę. 
Podczas  wielokrotnych  spotkań  Łozanow  wyjaśniał  pacjentowi  zasady 
swojej  metody.  Przede  wszystkim  powiedział  mu,  że  nie  chodzi  tu  o 
hipnozę, a zatem będzie on całą operację przeżywał całkiem świadomie. 
Cała  operacja  dla  celów  studyjnych  była  filmowana.  Łozanow  zaczął 
sugestię  odprężającą  i  przywołującą  myśli  pozytywne  (“nie  będzie  pan 
czuł żadnego bólu" itd.). Na znak dany przez Łozanowa lekarze dokonali 
nacięcia  skóry  i  mięśni  długości  4  cm.  Pacjent  nawet  tego  nie  zauważył. 
Był  najzupełniej  przytomny  i  rozmawiał  z  personelem  otaczającym  stół 

background image

operacyjny.  Lekarze  usunęli  przepuklinę  i  przystąpili  do  zszywania. 
Pacjent  nie  reagował,  żartował  sobie  na  temat  metalicznego  szczęku 
instrumentów.  Później  przypomniał  sobie  dokładnie  cały  przebieg 
operacji.  Łozanow  zasugerował  mu  też,  że  będzie  on  w  stanie 
powstrzymać  krwawienie  w  miejscu  operowanym,  i  tak  się  stało.  Gdy 
nacięcie  zostało  zszyte,  Łozanow  sugerował,  że  rana  zagoi  się  szybko,  i 
faktycznie, zagoiła się o wiele prędzej, niż to zwykle bywa. 
Mechanizm działania monotonnych bodźców  
Zaczęło się tak: do Anglii przybył francuski magnetyzer mesmerysta. Był 
nim  wnuk  wielkiego  bajkopisarza,  Charles  Lafontaine.  Dawał  on  w 
Manchesterze  “publiczne  wykłady  doświadczalne",  cieszące  się  wielkim 
powodzeniem.  Lekarze  (jak  zwykle)  wzruszali  ramionami,  z  góry 
spoglądając  na  nowego  szarlatana.  Ale  jeden  z  nich,  James  Braid, 
obdarzony  wysokim  zmysłem  obserwacyjnym,  zauważył  wkrótce,  że 
zjawiska  wywoływane  przez  Lafontaine'a  były  prawdziwe,  i  postanowił 
dociec  i  c  li  przyczyny...  Rozpoczął  sam  analogiczne  doświadczenia, 
starając  się  je  sprowadzić  do  najprostszej  formy.  Lafontaine  trzymał 
pacjentów  za  ręce.  wpatrywał  się  w  oczy  nieruchomo  i  robił  ruchy  ręką. 
Braid  zaniechał  ruchów  i  dotykania,  a  spoglądanie  w  oczy  zastąpił 
patrzeniem  w  jakiś  mały  przedmiot,  mianowicie  w  świecący  guzik  albo 
np.  w  korek  od  karafki.  U  wyniku  takiego  działania  u  kilku  osób 
uzyskiwał  po  kilku  lub  kilkunastu  minutach  stan  snu,  całkiem  podobny 
do tego, który Lafontaine nazywał magnetycznym. 
Braid rozumował tak: skoro osoba lekarza nie miała na przebieg zjawiska 
żadnego  wpływu,  jego  przyczyna  musiała  zatem  tkwić  w  samym 
pacjencie.  Braid  upatrzył  ją  w  zmęczeniu  wzroku  i  skupieniu  uwagi  na 
jednym  punkcie.  Wywołany  w  ten  sposób  szczególny  stan  nazwał  –  od 
greckiego 

wyrazu 

hipnos 

– 

neurohipnotyzmem 

albo 

wprost 

hipnotyzmem i w 1842 r. ogłosił na ten temat dzieło pt. Neurohypnology 
(Neurohipnologia)- 
Również z naszego dzisiejszego punktu widzenia wydaje się, że Braid się 
nie  mylił.  Fakt,  iż  długotrwałe  działanie  jednego  bodźca  wyzwala  w 
systemie nerwowym doświadczalnego zwierzęcia odruch hamowania, jest 
dobrze 

znany 

współczesnej 

fizjologii. 

Działanie 

monotonne 

powtarzającego  się  bodźca  wykorzystywane  było  praktycznie  już  od 
tysiącleci.  Nie  bez  głębszej  przyczyny  we  wszystkich  częściach  świata 
umieszcza  się  małe  dzieci  w  rozmaitego  rodzaju  kołyskach  i  hamakach 
lub po prostu kołysze na rękach. 
Z  biegiem  lat  zestaw  technik  indukowania  hipnozy  z  pomocą  działania 
bodźców zmysłowych bardzo się rozszerzył. Obejmuje on obecnie metody 
działania  na  wzrok  i  słuch,  metody  oddziaływań  termicznych, 
dotykowych 

innych, 

tym 

również 

elektrycznych 

elektromagnetycznych. 

background image

Działanie  długotrwałego  bodźca  powoduje  znużenie,  na  drodze  zaś 
skojarzeń  –  wyobrażenie  zasypiania,  które  z  kolei  realizuje  się 
ideoplastycznie.  Udział  hipnotyzera  w  tym  procesie  sprowadza  się  do 
organizacji  seansu  oraz  do  podsuwania  w  trakcie  jego  trwania 
stosownych wyobrażeń (w postaci sugestii słownych) pacjentowi, tak więc 
mamy  tu  do  czynienia  Właściwie  z  czymś  w  rodzaju  kierowanej  (i 
ewentualnie stymulowanej) autohipnozy. 
W  praktyce  nigdy  nie  mamy  do  czynienia  z  “czystym"  działaniem 
hipnotycznym  bodźców  zmysłowych;  towarzyszy  mu  lub  co  najmniej 
poprzedza  je  sugestia  słowna.  Natomiast  owo  “czyste"  działanie  stanowi 
(przyczynę  niektórych  mimowolnych  autohipnoz  (np.  podobne  do  snu 
odrętwienie 

kierowców, 

pojawiające 

się 

podczas 

przebywania 

monotonnych odcinków autostrad). 
Działanie za pomocą bodźców wzrokowych  
Hipnoza  wywołana  przez  fiksację  przedmiotu  polega  na  tym,  że 
hipnotyzer  poleca  pacjentowi,  aby  nieruchomo  wpatrywał  się  w  jakiś 
przedmiot,  którym  może  być  byle  co  –  np.  ołówek,  klucz  czy  moneta 
Przedmiot  powinien  znajdować  się  w  odległości  około  25  cm  od  oczu 
pacjenta. Hipnotyzer podaje wówczas serię sugestii. 
Metoda  barw  kontrastowych,  którą  zaproponował  w  1908  r.  M.  Levy-
Suhl, zyskuje coraz większą popularność. Pacjent dostaje do rąk kartonik, 
na  którym  znajdują  się  dwa  stykające  się  ze  sobą  prostokąty  o  barwach 
dopełniających  i  dość  jaskrawe.  Może  to  być  np.  para  czerwień-zieleń 
przeważnie  jednak  stosuje  się  zestawienie  błękitno-żółte,  ponieważ 
szansę trafienia na daltonistę nieprawidłowo reagującego na te barwy jest 
minimalna.  Pacjent  wpatruje  się  nieruchomo  w  miejsce  styku  obu 
prostokątów. Po chwili spostrzega “neonowo" świecące, barwne obwódki 
wokół prostokątów, kolory zaś prostokątów trącana jaskrawości, szarzeją, 
zdają  się  zamieniać  miejscami  itd.  –  następuje  zatem  znany  efekt 
działania  barw  dopełniających,  do  którego  dołącza  się  znaczne  znużenie 
wzroku,  ociężałość  myśli  i  odrętwienie  całego  ciała.  “Dokładnie  tak,  jak 
czułe na barwy elementy siatkówki pańskiego oka przez wpatrywanie się 
w  jaskrawe  barwy  będą  ulegały  normalnemu  fizjologicznemu  procesowi 
znużenia – sugeruje lekarz – tak samo również całe pańskie ciało będzie 
równocześnie stawało się coraz bardziej znużone, coraz cięższe". 
Inna  popularna  metoda  wprowadzania  w  trans  hipnotyczny,  to  metoda 
“fascynacji".  Pacjent  otrzymuje  polecenie,  aby  wpatrywał  się  w  oczy 
hipnotyzera.  Po  chwili  ten  zaczyna  mu  podsuwać  sugestię  ciężkości 
powiek,  ramion,  całego  ciała,  wreszcie  sugestię  zasypiania.  Wielu 
autorów, zwłaszcza współczesnych, widzi w tym postępowaniu tylko trzy 
czynniki 

działające: 

nużące 

unieruchomienie 

wzroku 

(“czynnik 

braidowski")  oraz  dwa  czynniki  psychologiczne  –  zafascynowanie 
(czynnik  kataplektyczny)  i  poddanie  się  autorytetowi  hipnotyzera. 
Przeciwko  takiemu  poglądowi  gwałtownie  występował  już  Ochorowicz. 

background image

Wielokrotnie zwracał on uwagę na to, że hipnotyzerzy, działający według 
swojego  głębokiego  przekonania  wyłącznie  sugestią,  jednocześnie 
przykładają  ręce,  naciskają  gaiki  oczne,  robią  pociągi,  skupiają  myśl  i 
wolę  czyniąc  to  machinalnie  albo  wprost  z  tą  aprioryczną  pewnością,  iż 
ręce  i  wola  nie  mają  tu  żadnego  znaczenia.  Braid  również  mylił  się  – 
zdaniem  Ochorowicza  –  kiedy  np.  naciskowi  ręki  na  głowę  przypisywał 
tylko  mechaniczne  znaczenie.  Braid  był  jednakże  wielkim  uczonym; 
dostrzegłszy swoje błędy, nie upierał się. przy nich dłużej. I oto człowiek, 
o  którym  mówiono,  że  zadał  cios  śmiertelny  mesmeryzmowi,  napisał  w 
1883 r.: 
Przez  długi  czas  wierzyłem  w  tożsamość  zjawisk  wywoływanych  moją 
metodą i tych, jakie na swój sposób wywołują mesmeryści; i dziś jeszcze 
wierzę  przynajmniej  w  analogię  działań,  wywieranych  na  system 
nerwowy. Jednakże sądząc po tym, co w niektórych wypadkach zdają się 
wywoływać 

mesmeryści, 

mniemam, 

że 

istnieje 

dosyć 

różnic 

upoważniających  nas  do  uważania  hipnotyzmu  i  mesmeryzmu  za  dwa 
czynniki odrębne. 
Czy  oczy  hipnotyzera  nie  są  w  procesie  indukowania  hipnozy  doprawdy 
niczym  więcej,  jak  tylko  “błyszczącymi  przedmiotami",  które  zastąpić 
mogą z tym samym powodzeniem szkiełka lub guziki? Przecząco zdają się 
odpowiadać  na  to  pytanie  m.in.  wyniki  wieloletnich  badań  rosyjskiego 
uczonego Bernarda Każynskiego. W 1923 r. zgłosił się do niego znakomity 
treser  Władimir  Durów.  Miał  on  wielokrotnie  okazję  przekonać  się,  że 
samo spojrzenie człowieka wystarczy nieraz, aby uspokoić dzikie zwierzę. 
Według jego przekonania oczy ludzkie  i zwierzęce wysyłają szczególnego 
rodzaju  promienie.  Każynski  podjął  się  zbadania  tej  sprawy.  W  latach 
1923-1934  dokonał  10  000  prób  (przedtem  wielką  serię  eksperymentów 
przeprowadził  z  Durowem  i  jego  tresowanymi  psami,  Marsem  i  Pikki, 
sławny  neurolog,  prof.  Władimir  Bechteriew).  W  doświadczeniach 
Każynskiego  “detektorami"  hipnotycznych  promieni,  wysyłanych  przez 
oczy  Durowa,  byli  ludzie.  Uczony  chciał  się  przekonać,  czy  w 
“świdrującym"  spojrzeniu  jest  coś  więcej  niż  tylko  siła  psychologiczna. 
Osoby  badane  w  laboratorium  Każynskiego  siadały  do  Durowa  tyłem,  a 
Durów wpatrywał się w ich karki. Prawie każda z tych osób była w stanie 
powiedzieć, kiedy wzrok Durowa był skierowany właśnie na nią. Niekiedy 
określano  nawet  trafnie,  pod  jakim  kątem  pada  spojrzenie.  Udało  się 
wreszcie  stwierdzić,  iż  niewidzialne  “promienie",  emitowane  przez  oczy 
Durowa, miały charakter elektromagnetyczny, a pomiary wykazały, że są 
to fale milimetrowe (uzyskano zresztą wówczas wynik bardzo nieścisły). 
Ten  sam  rodzaj  doświadczeń  kontynuowali  w  latach  czterdziestych 
profesorowie S. Turlugin i P. Lazarow. Potwierdzili oni to, że nie odczuwa 
się  spojrzenia,  kiedy  nadawcę  (oczy  patrzącego)  oddziela  od  osoby 
fiksowanej  wzrokiem  ekran  w  postaci  uziemionej  siatki  metalowej. 
Spróbowano 

określić 

dokładniej 

długość 

czynnej 

tu 

tali 

background image

elektromagnetycznej.  Wynosiła  ona  ok.  0,008  mm.  Zespół  prof. 
Lazarowa  eksperymentował  też  z  meskaliną  i  innymi  środkami 
halucynogennymi,  za  których  pomocą  usiłowano  wzmacniać  zjawisko 
“promieniowania" oczu. 

swej 

książce 

Biologiczeskaja 

radioswiaź 

(Biologiczna 

radiokomunikacja)  rozwija  Każynski  hipotezę,  w  myśl  której  komórki 
receptorowe  siatkówki  oka  –  pręciki  i  czopki  –  nie  tylko  odbierają  fale 
elektromagnetyczne,  ale  też  pełnią  funkcję  miniaturowych  anten 
nadawczych.  Istotnym  elementem  całości  tego  biologicznego  nadajnika 
ma  być  jakoby  gruczoł  dokrewny  znajdujący  się  w  mózgu,  zwany 
szyszynką.  Jak  wiadomo  fizjologom,  działanie  na  szyszynkę  prądu 
elektrycznego  wywołuje  powstawanie  na  siatkówce  podrażnień,  które 
określane  są  przez  osobę  badaną  jako  wrażenia  świetlne.  Fakt  ten  nie 
potwierdza  tezy  Każynskiego,  ale  świadczy  o  trafności  kierunku 
poszukiwań. 
Działanie za pomocą bodźców słuchowych  
Zdarzają  się  osoby,  u  których  szczególnie  łatwo  wywołać  stan  hipnozy 
właśnie  za  pomocą  monotonnych  bodźców  akustycznych.  Może  to  być 
regularne  tykanie  metronomu,  terkotanie  elektrycznego  brzęczyka  albo 
rytmiczny  warkot  wentylatora.  Amerykanie  stosują  chętnie  metodę 
polegającą  na  mikrofonowym  wzmacnianiu  oddechu  pacjenta,  który  się 
weń  wsłuchuje.  W  tym  wypadku  nie  jest  to  już  “czyste"  działanie 
monotonnie  powtarzającego  się  bodźca,  ale  dość  skomplikowany 
mechanizm  sprzężenia  zwrotnego;  słyszalne  uspokojenie  oddechu  działa 
na  pacjenta  uspokajająco,  co  z  kolei  wpływa  na  pogłębienie  się  i 
wyrównanie oddechu itd. 
Działanie za pomocą bodźców dotykowych  
Chodzi  tu  przede  wszystkim  o  “passy"  (“pociągi  magnetyczne"),  jak  je 
nazywano  na  początku  XIX  stulecia.  Są  to  wykonywane  powoli  i 
wielokrotnie  powtarzane  ruchy  dłoni  hipnotyzera,  które  przesuwa  tuz 
nad ciałem pacjenta, od głowy do stóp, jeśli pacjent spoczywa w pozycji 
Jeżącej,  a  od  głowy  do  kolan,  kiedy  siedzi.  Manipulacje  zalecane  przez 
jawnych  mesmerystów  są  bardziej  złożone,  ale  mówić  o  nich  będziemy 
później,  zastanawiając  się  nad  zasadnością  zabiegów  bioenergetycznych. 
W  tej  chwili  “passy"  interesują  nas  tylko  jako  monotonnie  działający 
bodziec zmysłowy. 
Działanie za pomocą bodźców termicznych  
Stan  hipnozy  może  wystąpić  również  w  następstwie  działania 
sugestywnych,  rytmicznych  bodźców  cieplnych.  Można  się  o  tym 
przekonać  –  jak  napisał  Berthold  Stokvis  –  zawieszając  nad  osobą 
poddawaną  doświadczeniu  źródło  ciepła,  np.  lampę,  i  wprawiając  je  w 
ruch  wahadłowy.  Autorzy  radzieccy  (Iwanow-Smolenski  i  Nikołajew), 
zajmujący się przyczynami działania tego rodzaju “passów", nie są zgodni 
na temat jego istoty, ponieważ udział mają tu bodźce cieplne i wzrokowe. 

background image

Elektrohipnoza  
Do  monotonnie  działających  bodźców  sprowadzających  stan  hipnozy, 
poza  omówionymi  działaniami  bodźców  zmysłowych,  zaliczyć  chyba 
wypada  i  elektrohipnozę.  Tak  przynajmniej  czyni  Stokvis,  który 
skuteczność  tzw.  elektrohipnozy  przypisuje  połączonemu  oddziaływaniu 
następujących  czynników:  słabemu  prądowi  faradycznemu,  brzęczeniu 
aparatu  do  elektryzacji,  sugestii  słownej  i  odprężeniu  mięśni.  Tzw.  prąd 
faradyczny  jest  prądem  zmiennym  o  niskim  napięciu  i  natężeniu  oraz 
małej  częstotliwości.  Tę  małą  częstotliwość  przetransponowaną  na 
drgania  akustyczne  słyszymy  właśnie  w  brzęczeniu  wydawanym  przez 
aparat.  Mamy  tu  więc  do  czynienia  z  parą  synchronicznie  działających 
bodźców monotonnych – elektrycznego i akustycznego. 
Franz Andreas Volgyesi, który w swojej dziesięciolecia trwającej praktyce 
lekarza  hipnologa  stale  posługiwał  się  techniką  “faradycznej  ręki",  łączył 
ściśle 

istotę 

jej 

wpływu 

ze 

zjawiskami 

bioelektrycznymi 

biomagnetycznymi.  Volgyesi  zapewniał  o  jej  absolutnej  nieszkodliwości, 
po czym tak oto opisał urządzenie i zasadę jego funkcjonowania: 
Jest  to  mały  aparacik  do  faradyzacji,  zasilany  z  sieci.  Ma  płynnie 
regulowane  napięcie,  działa  w  nim  przerywacz  młoteczkowy  Wagnera 
(brzęczyk). Jedną z elektrod trzyma siedzący na fotelu pacjent w złożonej 
na  kolanach  ręce.  Obwód  prądu  zamyka  lekarz  swoją  ręką,  podczas  gdy 
palcami  dotyka  czoła,  szyi  albo  powiek  pacjenta.  Metoda  ta  –  również 
przy  wieloletnim  jej  stosowaniu  –  nie  przedstawia  żadnego 
niebezpieczeństwa  dla  lekarza.  Natężenie  prądu  wynosi  mniej  więcej  1-
1,5, ewentualnie 2-2,2 mA, przy napięciu 40, ewentualnie 50-56 V i przy 
częstotliwości  20-30  Hz.  Prąd  przepływający  przez  rękę  lekarza  nie 
powinien nigdy stać się przykry do zniesienia. 
Podobnie jak Stokvis, poważne znaczenie przypisuje Volgyesi brzęczeniu 
aparatu,  ale  i  on  nie  zwraca  uwagi  na  to,  że  mamy  tu  do  czynienia  z 
dwoma  bodźcami  powtarzanymi  z  dokładnie  tą  samą  częstotliwością,  co 
wydaje się szczególnie istotne. Działanie “faradycznej ręki" łączy Volgyesi 
zawsze ze słowną sugestią odprężenia, a potem zasypiania. 
W  leczeniu  odwykowym  alkoholików,  gdzie  przygotowanie  pierwszej 
hipnozy  jest  przeważnie  dość  czasochłonne,  “ręka  faradyczna"  może 
oddać – jak twierdzi Volgyesi – nieocenione usługi. 
Podkreślone 

przez 

obu 

wyżej 

cytowanych 

autorów 

znaczenie 

jednoczesnego  działania  różnych  bodźców  było  zapewne  źródłem 
pomysłu  “automatycznego  hipnotyzera".  Aparat  ten  zbudowano  w 
Kiszyniowie  (ob.  Mołdawia)  w  1973  r.,  a  działanie  jego  polegało  na 
wysyłaniu 

rytmicznych 

impulsów: 

elektrycznych, 

świetlnych, 

dźwiękowych i cieplnych. 
W  Polsce  udane  modele  aparatów  do  elektrohipnozy  i  elektronarkozy 
opracował  prof.  Stefan  Manczarski.  Jeden  z  pierwszych,  zbudowany  w 
latach  wojny,  służył  mu  w  pracy  konspiracyjnej;  za  pomocą 

background image

elektrohipnozy  i  stosowanej  pohipnotycznej  sugestii  usuwano  z  pamięci 
pewnych  osób  wiadomości,  których  przechwycenie  przez  okupantów 
byłoby szczególnie niebezpieczne. 
Wyjaśniono już powyżej, czym jest elektrohipnoza. A co rozumiemy przez 
pojęcie elektronarkoza? 
Pierwsze  jej  próby  przeprowadził  jeszcze  w  XIX  w.  Mache  (1875), 
działaniem prądu stałego wywoływał analgezję (czyli nieczułość na ból) u 
ryb.  D'Arsonval  (l  890)  działaniem  prądu  zmiennego  wielkiej 
częstotliwości  uzyskał  analgezję  u  królika.  R.  Droh  (1972)  zaproponował 
zdecydowane rozróżnienie: elektronarkozy (czystej oraz kombinowanej z 
działaniem  środkami  farmakologicznymi)  od  elektroanalgezji,  która  jest 
wywołanym  elektrycznie  lokalnym  znieczuleniem,  przy  zachowaniu 
świadomości  pacjenta.  Elektronarkozę  można  spowodować  metodą 
zbliżoną  do  elektrowstrząsu  albo  metodą  stopniowego  podnoszenia 
natężenia  prądu.  Pierwsza  z  nich  jest  niezupełnie  bezpieczna,  grozi 
wystąpieniem drgawek trwających niekiedy wiele minut i zaburzeń pracy 
serca.  Metoda  druga  sprowadza  głęboki  “elektrosen"  w  ciągu  kilku  do 
kilkunastu minut. 
Dlaczego  pacjent  zasypia?  Istnieją  na  ten  temat  dwa  poglądy  i  oba-jak 
sugerował Droh – zapewne są słuszne: 
1. Elektronarkoza hamuje dopływ informacji biologicznych do mózgu. 
2.  Prąd  działający  na  centralny  system  nerwowy  powoduje  nagłe 
wydzielenie  się  do  krwi  pewnych  metabolitów,  hormonów  i  innych 
substancji,  które  z  kolei  działają  na  części  mózgu  będące  ośrodkami 
regulującymi sen i czuwanie: podwzgórze i układ siatkowaty. 
Jak  z  tego  widać,  działanie  elektronarkozy  znacznie  różni  się  w  swej 
istocie od działania elektrohipnozy. To ostatnie bowiem sprowadza się do 
wywołania  raz  po  raz  powtarzającym  się  bodźcem  efektu  hamowania, 
które rozszerza się stopniowo na coraz to większe połacie kory mózgowej. 
Tak 

przynajmniej 

interpretował 

usypiające 

działanie 

bodźców 

jednostajnych B. Birman (1925) i inni badacze ze szkoły Pawłowa. Także 
sam  stan  “elektrosnu"  jest  różny  od  stanu  elektrohipnozy,  która  nie 
stanowi  przecież  nic  innego,  jak  hipnozę  uzyskaną  za  pomocą  m.in. 
działania  prądu  elektrycznego,  i  jak  zawsze  w  hipnozie  (z  wyjątkiem  jej 
formy  letargicznej)  kora  mózgowa  pacjenta  nie  jest  całkowicie 
opanowana  hamowaniem,  lecz  zawiera  tzw.  punkty  czuwające.  One  to 
sprawiają,  że  z  człowiekiem  zahipnotyzowanym  można  się  porozumieć, 
podczas  gdy  z  osobą  uśpioną-  snem  naturalnym  lub  pod  wpływem 
narkozy – jest to niemożliwe. 
Mechanizm oddziaływania bioenergetycznego  
“To,  czego  nie  da  się  zobaczyć,  dotknąć  ani  powąchać,  po  prostu  nie 
istnieje".  Takimi  słowami  uzasadniał  Benjamin  Franklin,  członek 
wysokiej komisji, powołanej w 1784 r.  dla zbadania  mesmeryzmu, swoją 
negatywną  opinię.  Aż  dziw  bierze,  gdy  się  pomyśli:  wypowiedział  je 

background image

badacz  elektryczności,  a  więc  właśnie  czegoś  takiego,  czego  również  nie 
da  się  zobaczyć  ani  powąchać.  Niemniej  stanowisko  Franklina  jest 
zrozumiałe  jako  wyraz  panującego  wówczas  wśród  uczonych  naiwnego 
racjonalizmu.  Były  to  bowiem  czasy,  kiedy  powoływanie  się  na  zdrowy 
rozsądek (zamiast np. na Pismo Święte) stanowiło nowość i świadczyło o 
intelektualnej  wolności  uczonego.  Ale  –  dobrze  to  dziś  wiemy  –  żadna 
postępowa idea nie pozostaje postępową na wieki. 
Starożytny  sposób  leczenia  przez  “nakładanie  rąk"  uważa  się  dotąd  w 
oficjalnej  medycynie  za  bajkę,  a  leczących  tym  sposobem  –  za 
szarlatanów.  Franciszek  Antoni  Mesmer(  1734-1815)  twierdził,  zez 
rąk“uzdrawiacza"  dobywa  się  życiodajny,  choć  niewidzialny,  fluid,  który 
jest wchłaniany przez ciało pacjenta. Czy tak jest rzeczywiście? 
Zanim  spróbujemy  odpowiedzieć  na  to  pytanie  w  sposób,  do  które«0 
upoważnia  nas  obecny  stan  wiedzy  przyrodniczej,  przyjrzyjmy  się  przez 
chwilę metodom stosowanym przez sławetną komisję i jej argumentom. 
Komisja  powołana  została  na  wyraźne  życzenie  dworu  królewskiego,  a 
wbrew  Akademii,  gdzie  uważano  za  stosowne  nie  zajmować  się  innymi 
środkami terapeutycznymi niż upusty krwi, lewatywy i pigułki. Zwrócono 
się więc nie do Mesmera, lecz do jego  ucznia, dra D'Eslona,  chcąc w ten 
sposób  przynajmniej  osłabić  znaczenie  całej  sprawy.  Przyjrzawszy  się 
kuracjom  D'Eslona  komisja  orzekła,  że  wszystko,  co  D'Eslon  wywoływał 
“było dziełem dotykania, imaginacji i naśladownictwa [...]". Jeżeli któryś 
chory  przy  magnetyzowaniu  usypiał,  to  działo  się  to  z  nudów;  jeżeli 
odczuwał  silne  ciepło,  to  dlatego,  że  pierwej  musiał  dużo  chodzić;  jeżeli 
któraś  kobieta  doświadczała  przykrych  wrażeń  duszenia,  to  dlatego,  że 
zapewne była zanadto ściśnięta stanikiem, jeśli wpadła w konwulsje, to z 
tego  powodu,  że  naśladowała  drugą  itp.  W  ostatecznej  konkluzji 
sprawozdania zawyrokowano: “magnetyzm zwierzęcy" nie istnieje. 
Mało kto wie o tym, że poza sprawozdaniem oficjalnym sporządzono dwa 
raporty tajne. Miały one powstrzymać poparcie rządu dla nowej metody. 
Pierwszy  z  nich  dowodził,  że  mesmeryzm  (nie  istniejący  jakoby!)  jest 
środkiem  niebezpiecznym  i  szkodliwym,  w  drugim  zaś  czytamy:  “Glos 
publiczny świadczy, że ani u pana D'Eslona, ani u pana Mesmera nikogo 
nie wyleczono". Było to oczywiste kłamstwo. 
Nie  miejmy  złudzeń  –  cała  ta  kampania  przeciw  mesmeryzmowi  nie 
toczyła się w  czystej  atmosferze  olimpijskiego sporu pomiędzy Prą\ula  a 
Fałszem.  W  rzeczywistości  z  nowatorstwem  walczyła  tam  nie  tylko 
rutyna, ale także po prostu organizacja lekarzy obawiających się o utratę 
zamożniejszych  pacjentów  i  państwowych  synekur.  Te  pozanaukowe 
względy  łączyły  się  zresztą  w  owych  czasach  harmonijnie,  o  czym 
świadczy  zalecenie,  które  w  usta  lekarza  włożył  Moliere  w  111  akcie 
Chorego  –  urojenia:  “Nigdy  nie  posługiwać  się  żadnymi  innymi 
lekarstwami,  prócz  tych,  jakie  zaleca  uczony  fakultet,  chociażby  chory 
miał  przez  to  zdechnąć".  Szyderstwo  Moliera  nie  dotyczy,  rzecz  jasna, 

background image

lekarzy  będących  jednocześnie  uczciwymi  i  rzetelnymi  badaczami.  W 
Lecons d'anatomie comnaree (Wykłady anatomii porównawczej) Georges 
Cuvier  wspomina  o  swych  mesmerycznych  doświadczeniach  na  osobach 
już 

przed 

rozpoczęciem 

eksperymentu 

zupełnie 

pozbawionych 

przytomności  oraz  na  zwierzętach.  Do  uznania  realności  zjawisk 
mesmerycznych  dochodzili  W  późniejszych  latach  nawet  ci  uczeni, 
których  uważa  się  za  najwybitniejszych  rzeczników  wyobraźni  jako 
jedynego  czynnika  oddziaływającego  na  organizm  pacjenta.  Jednym  z 
nich,  jak  już  mówiliśmy,  był  James  Braid.  Również  wielki  lekarz 
Ambroise  Auguste  Liebault,  współtwórca  sugestywnej  teorii  hipnozy,  w 
swym Etude sur le zoomagnetisme (Studium zoomagnetyzmu) stwierdza, 
że  działanie  hipnotyczne  może  być  spowodowane  bądź  wpływami 
psychologicznymi, bądź “bezpośrednim działaniem nerwowym człowieka 
na  człowieka".  Do  wycofania  się  z  zajmowanej  przez  niego  poprzednio 
pozycji  zdecydowanie  “antyfluidystycznej"  przywiodły  go  udane 
doświadczenia  mesmeryczne,  które  rozpoczął  w  1880  r.,  a  prowadził 
przeważnie na dzieciach w wieku od dwóch miesięcy do trzech lat. 
Jakie  w  rzeczywistości  bywają  skutki  zabiegów  mesmerycznych?  Oto  co 
na ten temat sądzą dziewiętnastowieczni znawcy przedmiotu: 
Jeśli  człowiek  dotykający  (przykładający  dłonie,  wykonujący  głaski,  czyli 
passy)  jest  zdrowy  i  zdrowa  jest  też  osoba  dotykana,  to  w  większości 
wypadków  żadnej  widocznej  reakcji  po  prostu  nie  dostrzeżemy.  U 
niektórych  osób  (podatnych  na  hipnozę  indukowaną  mesmerycznie) 
reakcją  będzie  zapadnięcie  w  trans  hipnotyczny.  Jeżeli  osobą  dotykaną 
jest  osoba  chora,  to  –  przy  pozornym  braku  widocznych  reakcji  przy 
każdym  zabiegu  –  w  sumie  mogą  one  spowodować  znaczny  efekt 
terapeutyczny. Może również wystąpić reakcja doraźna w postaci hipnozy 
lub  też  drgawek,  które  przy  pełnej  świadomości  ogarniają  całe  ciało 
pacjenta  i  ustępują  same  (po  paru  minutach)  jeszcze  podczas  trwania 
zabiegu. 
Julian  Ochorowicz  w  swym  dziele  Psychologia  i  medycyna  proponuje 
każdemu zdrowemu człowiekowi o suchych i ciepłych dłoniach, aby przy 
najbliższej  okazji  przekonał  się  o  możliwościach  dokonania  skutecznego 
zabiegu mesmerycznego, czyniąc przy tym smętną refleksję: i tak nikt ?.a. 
pewne  nawet  nie  pofatyguje  się  spróbować,  ponieważ  rzecz  jest  zbyt 
prosta, aby mogła wydać się prawdopodobna. 
L.  E.  Stefański  próbował  hipnotyzować  pewnego  studenta  chemii  u 
którego 

spodziewał 

się 

ujawnić 

zdolność 

do 

spostrzegania 

pozazmysłowego.  On  z  kolei  liczył  też  trochę  na  kojący  wpływ  hipnozy, 
który  złagodzić  miał  przykre  napięcia  psychiczne,  powodujące 
bezsenność.  Technika  hipnozy  werbalnej  dawała  słabe  rezultaty, 
spróbowano  więc  passów  mesmerycznych.  Oto  relacja  z  przebiegu 
doświadczenia: 

background image

Po  paru  minutach  ręce  chłopca  zaczęły  drgać,  a  ich  mięśnie  mimo  woli 
napinały  się.  Młodzieniec  ze  śmiechem  zwrócił  mi  na  to  uwagę;  był  tym 
zjawiskiem zaskoczony i ubawiony. Po chwili zaczęły napinać się również 
pozostałe  mięśnie  szkieletowe  i  drgawki  ogarnęły  całe  ciało.  Student  – 
śmiejąc  się  wciąż  i  komentując  swój  dziwny  stan  –  prężył  się 
konwulsyjnie.  Każde  dotknięcie  moich  dłoni  powodowało  paroksyzm 
drgawek  i  było  odczuwane  jako  prąd  elektryczny  płynący  z  moich  dłoni. 
Po  kwadransie  drgawki  stawały  się  coraz  słabsze,  wreszcie  ustały. 
Przestałem wykonywać passy i przystąpiłem do starannego “budzenia" – 
pomimo  że  młodzieniec  nie  spał,  a  świadomość  nie  opuściła  go  ani  na 
chwilę.  Gdy  skończyłem,  oświadczył,  że  czuje  się  jak  nowo  narodzony, 
jakby pozbył się jakiegoś ciężaru. Spytałem go o Mesmera i mesmeryzm. 
Nie  czytał  nic  na  ten  temat.  Ode  mnie  dopiero  dowiedział  się,  że  to,  co 
przeżył,  Mesmer  nazywał  “przesileniem"  charakterystyczną  dla  jego 
kuracji  reakcją  drgawkową.  Nie  musi  być  ona  wcale,  jak  widać, 
rezultatem  naśladownictwa,  co  w  swoim  czasie  próbował  insynuować 
wyrok sławetnej francuskiej komisji. 
Do  oddziaływania  bioenergetycznego  nie  jest  nawet  konieczna  wiara  w 
uzyskanie oczekiwanego skutku ani u osoby mesmeryzującej, ani u osoby 
mesmeryzowanej.  Na  ten  temat  przekonujące  są  doświadczenia 
Ochorowicza przeprowadzone z grupą lekarzy w 1890 roku. Każdy z nich 
występował  kolejno  w  roli  magnetyzera  i  magnetyzowanego,  a  doraźny 
skutek  przeprowadzanych  nawzajem  na  swych  rękach  zabiegów 
sprawdzany  był  za  pomocą  dynamometru.  Jak  się  wówczas  przekonano, 
gdy  na  rękę  człowieka  słabszego  oddziałuje  ręka  silniejszego,  następuje 
zawsze  wzmocnienie  tej  pierwszej  i  odwrotnie  –  skutkiem  działania 
osobnika słabego i chorego jest zawsze osłabienie ręki człowieka silnego i 
zdrowego. 
Wyniki  tych  i  innych  tego  rodzaju  doświadczeń  nie  mogły  jednak 
przekonać  tych  wszystkich,  którzy  w  realność  zjawisk  mesmerycznych  z 
różnych  względów  wierzyć  nie  chcieli.  Trudno  się  nawet  dziwić  – 
Ochorowicz  poza  sprężynowym  dynamometrem  niewiele  miał  do 
dyspozycji  przyrządów,  które  mogłyby  dać  obiektywne  świadectwo 
istnienia  wpływów  bioenergetycznych  człowieka  na  człowieka.  Dlatego 
też sprawa mesmeryzmu, głośna jeszcze na przełomie XIX i XX stulecia, 
ucichła potem na długie lata. Dziś znów się pisze na temat mesmeryzmu. 
Powstały  w  ostatnich  latach  narzędzia  badawcze,  które  pozwalają  siły 
oddziaływań  bioenergetycznych  pomiędzy  organizmami  wykrywać  i 
mierzyć, przy czym stosowane są te same metody badawcze, jakie zostały 
zaakceptowane  już  powszechnie  w  różnych  dziedzinach  badań 
naukowych. 
Nie  wiemy  dotąd,  jaka  jest  istota  oddziaływania  bioenergetycznego.  Nie 
wiemy,  czy  polega  ono  na  działaniu  jakiejś  bliżej  nie  znanej  nam 
dotychczas  przyczyny,  czy  też  mamy  tu  do  czynienia  z  czynnikami,  z 

background image

których każdy z osobna jest znany, a tylko ich wspólne działanie sprawia 
nieoczekiwany  skutek.  Dużym  uznaniem  cieszy  się  hipoteza,  że  istotą 
omawianego  zjawiska  jest  przekazywanie  rytmów  biologicznych.  Rytmy 
biologiczne  –  to  nie  tylko  rytmy  układu  krążenia,  dobowy  rytm  snu  i 
czuwania,  odżywiania  i  wydalania;  to  także  miliony  różnych  rytmów 
prądów  czynnościowych  we  wszystkich  komórkach  mięśniowych  i 
nerwowych.  Być  może,  to  one  są  właśnie  przekazywane  w  zabiegu 
bioenergoterapeutycznym, a nieprawidłowe rytmy w organizmie chorego 
są “dostrajane" w trakcie zabiegu do prawidłowych, właściwych dla stanu 
zdrowia rytmów mesmerysty. 
Jest  też  i  inna  możliwość:  istotny  dla  zjawiska  oddziaływania 
bioenergetycznego  czynnik  nieznany  występuje  zawsze  łącznie  ze 
znanymi,  towarzyszącymi  mu,  co  ogromnie  zaciemnia  obraz  zjawiska. 
Wyniki  nowszych  badań  zdają  się  potwierdzać  ten  ostatni  pogląd.  W 
badaniach tych, prowadzonych w wielu ośrodkach naukowych na świecie, 
posługiwano się czterema metodami: 
1) fotografią w polu wielkiej częstotliwości (fotografią kirlianowską); 
2) mierzeniem z  odległości pól elektrostatycznych, które  powstają wokół 
ludzkich dłoni, czy w ogóle wokół ludzkich postaci; 
3)  metodą  wykrywania  i  mierzenia  oddziaływań  bioenergetycznych  za 
pomocą detektorów biologicznych; 
4) metodą utrwalania na błonie fotograficznej śladów interakcji pomiędzy 
palcami uzdrawiacza a ciałem pacjenta (metoda Lwa Wienczunasa). 
Wielokrotnie i ze szczególną ścisłością przeprowadzane były badania nad 
zagadkową  zdolnością  znanego  rosyjskiego  uzdrawiacza  Aleksandra 
Kriworotowa. Kriworotow jest emerytowanym pułkownikiem. Od 1960 r 
współpracuje  ze  swym  synem  lekarzem,  który  zajmuje  się  diagnostyką 
Najznakomitsze  rezultaty  uzyskuje  Kriworotow  w  leczeniu  lumbago,  za-
palenia  korzonków  nerwowych  i  tym  podobnych  chorób  systemu 
nerwowego.  Kriworotow  nie  stosuje  hipnozy  w  żadnej  z  jej  postaci. 
Pacjent  siada  na  krześle,  a  uzdrawiacz  staje  za  nim.  Ręce  zbliża  na 
odległość około 5 cm do ciała chorego. Przesuwa je w dół, poczynając od 
głowy,  wzdłuż  pleców,  nie  dotykając  jednak  ani  przez  chwilę  ciała. 
Pacjenci  stwierdzają  prawie  jednogłośnie,  że  dłonie  Kriworotowa 
promieniują przy tym silnym ciepłem. Jeśli jakiś wewnętrzny narząd jest 
chory,  pacjent  odczuwa,  że  miejsce  to  gwałtownie  się  ogrzewa.  Jest  to 
wyczuwalne  również  dla  Kriworotowa,  który  na  tej  podstawie  może 
zlokalizować  ognisko  choroby.  Podczas  zabiegu  pacjenci  czują,  “jakby 
ręce Kriworotowa na wskroś ich przenikały". 
Tymczasem  przyrządy  wykazują,  że  ani  ręce  uzdrawiacza,  ani  ciała 
pacjentów  nie  zmieniają  w  rzeczywistości  swojej  temperatury.  Gdy  w 
1966  r.  Kirlian  wykrył  pole  elektryczne  pomiędzy  leczącymi  rękami 
Kriworotowa a pacjentem, zagadka zdawała się być rozwiązana. Jednakże 
z  pomocą  technicznie  uzyskanego  pola  elektrycznego  –  jak  napisał 

background image

Wiktor  Adamienko  (1973)  –  nie  udaje  się  spowodować  tych 
subiektywnych  odczuć  (jak  subiektywne  odczucie  ciepła  i  in.),  których 
doznaje  pacjent  przy  leczeniu  rękami.  Adamienko  wnioskuje  więc,  że 
mamy  tu  do  czynienia  ze  “specyficznym  polem,  cechującym  tylko  żywe 
organizmy". 
Przyrządem mierzącym na odległość pole elektrostatyczne wokół żywych 
organizmów przetestowano w warszawskim Zakładzie Parazytologii PAN-
u  szereg  osób,  a  wśród  nich  znanego  lekarza  hipnologa  i 
bioenergoterapeutę  Jana  Rublewskiego,  praktykującego  od  lat  w 
Szczytnie  Śląskiej.  Okazało  się,  że  jest  on  źródłem  pola  elektrycznego  o 
natężeniu  wielokrotnie  wyższym  niż  notowane  u  większości  osób 
pozostałych. 
Badania  z  zastosowaniem  aparatury  kirlianowskiej  przeprowadzono  z 
Aleksandrem  Kriworotowem  trzykrotnie:  w  1966  r.  doświadczenia 
trwające miesiąc wykonywał Siemion Kirlian, rok później kontynuował je 
Wiktor  Iniuszin  z  uniwersytetu  w  Ałma-Acie,  a  w  1970  r.  moskiewski 
uczony  Wiktor  Adamienko.  Dłonie  uzdrawiacza  badane  były  przed 
przystąpieniem  do  zabiegu  leczniczego,  podczas  działania  i  po  jego 
zakończeniu.  Uzyskane  obrazy  różniły  się  bardzo  znacznie.  Okazało  się 
przede  wszystkim,  że  jasność  świetlistych  obwódek  wokół  palców  oraz 
siła  wystrzelających  z  nich  “płomyków"  zależą  od  tego,  czy  Kriworotow 
jest  skoncentrowany,  czy  odprężony.  W  tych  momentach,  gdy  pacjent 
zaczynał  odczuwać  intensywne  gorąco,  cała  poświata  wokół  dłoni 
Kriworotowa  ^nniejszała  się,  za  to  z  niektórych  punktów  dobywały  się 
pojedyncze promienie, bardzo silnie świecące. 
Podobne  badania  prowadził  w  1972  r.  E.  Douglas  Dean,  pracownik 
naukowy politechniki w Newark (USA). Przedmiotem badań była Ethel E. 
De  Loach,  sekretarka  Towarzystwa  Parapsychologicznego  w  Jersey  City, 
która  pięć  lat  przedtem  przypadkiem  wykryła  lecznicze  właściwości 
swoich rąk. Wykonano wiele serii zdjęć w polu wielkiej częstotliwości (50 
000  Hz)  przy  napięciu  40  000  –  50  000  V  na  materiałach  do  fotografii 
biało-czarnych  i  barwnych  (Ektacolor,  Kodachrome  i  Polaroid).  Zdjęć 
dokonywano w czasie, gdy pani De Loach odpoczywała i kiedy zajmowała 
się  zabiegiem  leczniczym.  Uzyskane  wyniki  potwierdzają  rezultaty 
doświadczeń radzieckich, chociaż kształty wyładowań koronowych wokół 
palców  pani  De  Loach  różnią  się  od  obrazów  otrzymanych  w 
doświadczeniach  z  Kriworotowem.  Jest  to  w  pewnym  stopniu  sprawa 
indywidualnych właściwości obu badanych osób, ale w pierwszym rzędzie 
różnych  warunków  przeprowadzania  eksperymentu:  innej  konstrukcji 
aparatu,  innych  materiałów  światłoczułych,  a  zwłaszcza  innej 
charakterystyki prądu. 
Z  wieloma  różnymi  uzdrawiaczami  eksperymentuje  zespół,  którym 
kieruje  Ramos  Perera  Molina,  wykładowca  uniwersytetu  w  Madrycie  i 
prezes  Hiszpańskiego  Towarzystwa  Parapsychologicznego.  Jest  wśród 

background image

nich  anonimowy  sprzedawca  w  jednym  z  madryckich  sklepów,  który  w 
1974  r.  sam  zgłosił  się  w  celu  przebadania  do  pracowni  dra  Moliny. 
Trzeba  dodać, że hiszpańscy  badacze zdecydowanie  unikają uzdrawiaczy 
trudniących się leczeniem zawodowo. W seriach kirlianowskich fotografii 
próbowano  uchwycić  sam  proces  energetycznego  transferu  – 
przechodzenia  czegoś  z  dłoni  uzdrawiacza  do  ciała  drugiego  człowieka. 
Otrzymano  zdjęcia  niewątpliwie  efektowne,  ale  dość  trudne  do 
zinterpretowania  i  przez  to  niezupełnie  przekonywające.  Zjawisko 
energetycznego  “podładowania"  jednego  organizmu  ludzkiego  przez 
drugi  (jeśli  ono  rzeczywiście  istnieje)  jest  wcale  nie  takie  proste; 
komplikuje  je  czynnik  psychiczny,  od  którego  w  zasadniczym  stopniu 
zależy  działanie  ręki  leczącej  a  który  ma  też  zapewne  jakiś  (jak  dotąd  – 
nie przebadany) wpływ na “odbiór" u osoby uzdrawianej. Gdyby jedynym 
dowodem  na  istnienie  zjawiska  oddziaływania  bioenergetycznego 
organizmu  na  organizm  były  badania  kirlianowskie  układu  człowiek-
człowiek,  dowód  ten  mógłby  być  bardzo  łatwo  podważony.  Wiadomo 
przecież,  jak  czułym  indykatorem  wszelkich  zmian  w  psychice  jest 
fotografia  kirlianowska.  Nie  można  zatem  wykluczyć  i  następującej 
interpretacji:  to,  co  oglądamy,  nie  jest  obrazem  “transferu  bioenergii", 
lecz skutkiem sugestii i autosugestii u leczącego i leczonego. 
W  celu  uniknięcia  tych  komplikacji,  prof.  Thelma  Moss  prowadziła 
doświadczenia  z  wpływem  ręki  leczącej  nie  na  ludzi,  lecz  na  drobne 
organizmy  żywe  oraz  martwe  przedmioty.  Szczególnego  rozgłosu 
doczekały się dwa spośród jej eksperymentów (1972). 
W  polu  wielkiej  częstotliwości  umieszczono  świeżo  zerwany  liść.  Na 
zdjęciu  ukazało  się  dość  silne,  niebieskawe  świecenie.  Liść  nakłuto  w 
kilku  miejscach  igłą.  Wokół  nakłuć  pojawiły  się  czerwone  plamki, 
świadczące  o  gwałtownej  reakcji  liścia.  Po  pewnym  czasie  liść  zaczął 
więdnąć,  a  jego  świecenie  znacznie  zmalało.  Do  liścia  zbliżyła  się  teraz 
ręka  człowieka  na  odległość  ok.  15  do  20  cm.  Wówczas  na  kilka  minut 
świecenie liścia osiągnęło pierwotne nasilenie. Wyglądało to tak, jakby w 
umierające  komórki  liścia  “wlano"  świeże  siły.  Doprawdy  trudno 
przypuścić, aby na liść oddziałała sugestia. 
Drugie doświadczenie przeprowadzono z przedmiotem martwym. Była to 
moneta,  której  od  pewnego  czasu  nie  dotykano.  W  polu  wielkiej 
częstotliwości  ukazał  się  jej  obraz:  rysunek  i  napis  były  wyraźne  i 
czytelne.  Po  chwili  zbliżyła  się  do  monety  ręka  na  odległość  centymetra, 
po  czym  ponownie  wykonano  zdjęcie.  Tym  razem  obraz  monety  był 
zamglony, 

pokryty 

rojem 

jasnych 

punktów; 

przypominał 

charakterystyczne  kirlianowskie  obrazy  żywych  tkanek.  Czyżby  moneta 
została “impregnowana" hipotetyczną energią biologiczną? 
Magnetyzerzy  mesmeryści  twierdzili,  że  substancją  szczególnie  chciwie 
wchłaniającą  “życiową  energię"  jest  woda.  Dr  Bernard  Grad  z 

background image

Uniwersytetu  Mc  Gilla  w  Montrealu  przeprowadził  w  latach  1965-1974 
wielką serię eksperymentów następującego rodzaju: 
Gdy  ziarna  jęczmienia  były  podlewane  wodą  z  butelki,  którą  uzdrawiacz 
trzymał  przedtem  w  rękach,  wypuszczone  przez  nie  kiełki  rosły  Bacznie 
szybciej niż kiełki z nasion podlewanych zwykłą wodą wodociągową; ale – 
i  to  jest  najbardziej  zdumiewająca  część  doświadczenia  –  gdy  butelkę  z 
wodą  trzymał  przedtem  któryś  z  psychiatrycznych  pacjentów  wstanie 
depresji,  woda  ta  opóźniała  rozwój  roślin.  Woda  “naświetlana"  rękami 
uzdrawiacza  w  badaniach  chemicznych  nie  wykazała  żadnej  różnicy  w 
porównaniu z wodą “nie naświetlaną". Zmiany ujawnione zostały dopiero 
w  badaniach  fizycznych:  okazało  się,  że  warstwa  tej  wody  pochłania  z 
przenikającej ją wiązki promieni  podczerwonych (o  długości fali  2800 – 
3000 nanometrów) o 17% więcej niż woda zwykła. 
Zdolność  oddziaływania bioenergetycznego, podobnie jak wszystkie inne 
zdolności,  jest  niejednakowa  u  różnych  ludzi.  Także  i  w  tej  dziedzinie 
zdarzają  się  talenty.  Takim  samorodnym  talentem  był  niewątpliwie 
Franciszek 

Antoni 

Mesmer. 

Zasłużoną 

sławą 

cieszą 

się 

bioenergoterapeuci-  wspomniany  już  Aleksander  Kriworotow  i  Georgij 
Kenczadze z Tbilisi.  Działają oni często skutecznie w przypadkach, które 
oficjalnie  medycyna  uznała  za  beznadziejne.  Oto  przykład  przebiegu 
jednej  z  kuracji  Kenczadzego:  chłopiec  K.  przeszło  rok  leżał  bezwładny 
bez  kontaktu  z  otoczeniem,  nie  poznawał  rodziców,  nie  rozróżniał 
przedmiotów,  był  na  wszystko  obojętny  i  nie  wydawał  żadnego  głosu. 
Spośród  wielu  diagnoz  najprawdopodobniejsza  wydawała  się  opinia,  że 
jest  to  rodzaj  obustronnego  porażenia  mózgu.  Kenczadze  spróbował 
działać  passami,  co  dało  od  razu  pewien  efekt.  Już  po  kilku  dniach 
zabiegów  chłopiec  zaczął  wydawać  pierwsze  dźwięki,  wkrótce  mógł  już 
siedzieć,  a  wreszcie  –  nawet  wstawać.  W  1973  r.,  po  czterech  latach  od 
momentu  rozpoczęcia  kuracji,  chłopiec  zaczął  samodzielnie  chodzić, 
biegać, śpiewać i przejawiać przy tym dobry słuch muzyczny. Potrafił już 
sam  jeść,  rozumiał,  co  się  do  niego  mówi,  miał  pełny  kontakt  z 
otoczeniem. 
Dawni  magnetyzerzy  (mesmeryści)  i  pierwsi  badacze  hipnozy 
akcentowali zawsze bardzo silnie różnicę, jaka istnieje pomiędzy transem 
hipnotycznym  a  transem  magnetycznym.  Późniejsi  badacze  hipnozy 
przeważnie  uznawali  za  bajkę  cały  mesmeryzm,  a  zatem  i  wszelkie 
rozróżnienia  pomiędzy  nim  a  właściwą  hipnozą.  Z  punktu  widzenia 
współczesnej  psychotroniki  dawny  pogląd  wydaje  się  zupełnie  zasadny. 
Jeśli  bowiem  jest  prawdą,  że  oddziaływanie  bioenergetyczne  polega  na 
przestrajaniu 

biorytmów 

pacjenta 

przez 

biorytmy 

organizmu 

indukującego, na narzuceniu mu rytmów własnych, to  nie ma w tym  nic 
dziwnego,  że  stan  hipnozy  będący  wynikiem  takiego  działania,  różni  się 
od stanu hipnozy wywołanego innymi środkami. 
Zjawiska normalne i paranormalne  

background image

Jednym z charakterystycznych przejawów związanych ze stanem hipnozy 
jest  zwiększona  –  niekiedy  do  zdumiewających  rozmiarów  –  zdolność 
ideoplastyczna.  Nie  jest  ona  wcale  tym  samym,  co  zwiększona 
sugestywność,  z  którą  często  bywa  niesłusznie  utożsamiana.  W 
stosowanej  przeważnie  przez  lekarzy  werbalnej  technice  indukowania 
hipnozy  ważny  etap  stanowi  realizacja  sugestii,  że  np.  do  prawej  ręki 
pacjenta  napływa  coraz  to  więcej  krwi,  przez  co  staje  się  ona  ciężka  i 
ciepła,  coraz  cięższa  i  coraz  gorętsza.  To,  że  podsuwane  przez  lekarza 
wyobrażenia realizują się u pacjenta w subiektywnym odczuciu ciężkości i 
gorąca,  świadczyć  już  może  o  wystąpieniu  “zwiększonej  sugestywności". 
Ale realizacja tych wyobrażeń może też pójść znacznie dalej. Obiektywne 
wskazania  przyrządów  pomiarowych  świadczą  wtedy  o  tym,  że  skóra 
dłoni  jest  naprawdę  przekrwiona,  a  temperatura  jej  powierzchni 
rzeczywiście się podniosła. 
W  czerwcu  1884  r.  o  udanych  doświadczeniach  z  tego  rodzaju 
realizacjami  ideoplastycznymi  w  hipnozie  poinformował  członków 
Towarzystwa  Biologicznego w Paryżu Julian  Ochorowicz. Wywoływał on 
u osób przez siebie hipnotyzowanych m.in. obrzmienia i zaczerwienienie 
skóry oraz zmiany temperatury ciała o cały stopień. Kilka miesięcy potem 
dr  Faucanchon  wykonał  swoje  sławne  doświadczenia  z  pozorowanym 
przykładaniem wezykatorii (plastra kantarydynowego, silnie drażniącego 
skórę).  Kiedy  osobie  zahipnotyzowanej  przyklejano  zwykły  papier, 
sugerując  przy  tym,  że  jest  to  wezykatoria,  skóra  zaogniała  się  i 
powstawały na niej pęcherze. I odwrotnie: odpowiednią sugestią udawało 
się zupełnie znieść działanie prawdziwego plastra kantarydynowego. 
Do  tej  samej  grupy  zjawisk  zalicza  Ochorowicz  również  bardzo  rzadkie 
fenomeny:  realizację  ideoplastyczna  takich  wyobrażeń,  jak  emisja 
magnetyczna i różne formy luminescencji ręki. Ochorowicz twierdzi, że w 
ogóle  wszystkie  zjawiska  mediumiczne  o  charakterze  fizycznym  (a  więc 
te,  które  dziś  nazywamy  psychokinetycznymi)  stanowią  w  istocie  ideo-
plastyczne  realizacje  wyobrażeń.  Są  one  bardzo  trudne  do  wywołania, 
podstawową  trudnością  jest  już  samo  wytworzenie  i  zaakceptowanie 
przez  głębokie,  nieświadome  warstwy  osobowości  człowieka  wyobrażeń 
sprzecznych  ze  wszystkim,  co  ugruntowało  w  nim  codzienne 
doświadczenie,  np.  że  ręka  wydziela  promienie  niewidzialne  dla  oka,  a 
działające  na  światłoczułą  emulsję.  Dla  dorosłego,  trzeźwo  myślącego 
człowieka  tego  typu  wyobrażenia  są  oczywiście  nie  do  przyjęcia  –  często 
nawet  w  głębokiej  hipnozie.  Po  prostu  nie  mogą  powstać,  są  odrzucane 
jako absurdalne już in statu nascendi. Jeśli więc koncepcja Ochorowicza 
jest  słuszna  i  objawy  psychokinetyczne  naprawdę  są  tworem  ideoplastii 
(szczególnego  rodzaju),  to  u  dzieci  powinno  być  stosunkowo  łatwiej  je 
wywołać niż u osób dorosłych. Czy jest tak istotnie? 
Prasa  na  początku  lat  siedemdziesiątych  pisała  o  niesłychanych 
wyczynach  “magika"  Uri  Gellera,  który  lekko  muskając  końcami  palców 

background image

metalowe  przedmioty  –  przeważnie  łyżki  lub  widelce  –  powodował  tym 
sposobem  ich  wyginanie  się  i  łamanie.  Geller  zarobkował  występami  na 
estradach  i  przed  kamerami  telewizyjnymi,  ale  też  nie  stronił  od 
eksperymentów w laboratoriach. W 1973 r. był on w ciągu sześciu tygodni 
szczegółowo  przetestowany  w  pracowni  Instytutu  Stanforda  (USA),  a 
ciekawsze 

doświadczenia 

zarejestrowano 

na 

taśmie 

filmowej. 

Oglądaliśmy ten film. Widzieliśmy, jak wyginały się łyżki, żelazne sztabki 
i pierścienie. Ani nam, ani żadnej z osób na sali – jesteśmy tego pewni – 
nie przyszła wtedy do głowy myśl, aby po powrocie do domu wziąć do rąk 
łyżkę i... zrobić to samo co Geller. Nam, ludziom dorosłym i zdrowym na 
umyśle,  nie  przychodzą  do  głowy  pomysły  tak  absurdalne.  Wyobrażenie 
łyżki  wyginającej  się  pod  naszymi  palcami  jest  odrzucane,  jeszcze  zanim 
zdąży się narodzić. 
W  grudniu  1973  r.  Uri  Geller  wystąpił  w  studio  telewizji  angielskiej,  w 
styczniu  1974  r.  –  zachodnioniemieckiej,  w  lutym  zaś  i  marcu  przed 
kamerami  telewizji  japońskiej.  W  każdym  ze  swych  programów  Geller 
zwracał  się  do  telewidzów,  aby  próbowali  go  naśladować.  Następstwem 
jego  występu  w  Londynie  było  dwanaście  zgłoszeń  rodziców,  których 
dzieci  –  dziewczynki i  chłopcy w wieku od  7 do 11 lat- potrafiły jakoby z 
powodzeniem  powtórzyć  psychokinetyczne  “sztuki"  Gellera.  W  RFN,  w 
Austrii  i  w  Szwajcarii  znalazło  się  sześcioro  dzieci,  którym  podobno 
udawała  się  zabawa  w  Uri  Gellera.  Dziewięcioletni  Klaus  Goerke  z 
Embsen  koło  Liineburga  nagabywany  przez  reporterów,  jak  to  robi,  że 
lekko  pocierane  żelazne  sztućce  gną  mu  się  jak  plastelina,  powiedział: 
“tak  jakoś  mnie  przy  tym  swędzi  w  palcach".  Najwięcej,  bo  ponad  1000 
zgłoszeń  o  rzekomych  lub  prawdziwych  fenomenach,  “w  stylu  Gellera", 
odebrały  telewizja  i  prasa  w  Japonii.  Sprawdzeniem  rzetelności 
niektórych  z  tych  doniesień  zajęło  się  Japońskie  Towarzystwo  do  Badań 
nad Spostrzeganiem Pozazmysłowym pod kierunkiem Toschiya Nakaoka. 
Autentyczne zdolności psychokinetyczne stwierdzono u wielu dziewcząt i 
chłopców, ale najbardziej niezwykłym  talentem okazał  się jedenastoletni 
Jun  Seki-guchi.  Jeden  z  kolejnych  eksperymentów  z  nim  opisuje  dr 
Nakaoka następująco: 
Na  stole  położyłem  łyżkę,  którą  uprzednio  zgięto,  i  kazałem  chłopcu 
stanąć w odległości około 10 cm od stołu. Potem poleciłem mu podnieść 
prawą rękę do góry, a następnie poruszyć nią kilka razy w lewo i w prawo. 
Wówczas łyżka wyprostowała się i przyjęła swój pierwotny kształt. 
Doświadczenia  z  Junem  Sekiguchi  prowadzono  nieco  później  w 
Londynie. Podrzucał  on w górę i łapał  metalowy przedmiot, powtarzając 
tę czynność wielokrotnie. W wyniku tego wyginały się sztućce, metalowa 
rurka  i  nożyczki.  W  innym  doświadczeniu  Jun  spowodował  wygięcie  się 
łyżki  zawieszonej  na  drucie  w  szczelnie  zamkniętym  pojemniku  z 
przezroczystej  masy  plastycznej.  Obserwatorzy  widzieli  wyraźnie,  jak  się 
odkształcała.  Podczas  następnych  spotkań  Jun  powodował  deformację 

background image

dwóch, trzech, a nawet czterech metalowych przedmiotów podrzucanych 
jednocześnie  w  górę.  W  wyniku  podrzucania  przez  niego  równocześnie 
drutu i monety pięciojenowej drut przechodził przez otwór w monecie. 
Wygięte  przez  Juna  łyżki  z  nierdzewnej  stali  przesłano  do  państwowego 
laboratorium  przemysłowego  w  mieście  Chiba.  W  wyniku  analizy 
chemicznej  stwierdzono  w  nich  nieznaczny  ubytek  węgla.  Ponadto  na 
łyżkach  wygiętych  przez  Juna  i  na  dołączonych  łyżkach  nowych 
identycznej  jakości  dokonano  prób  na  zginanie.  Analiza  mikrofotografii 
przekrojów metalu giętego siłą mechaniczną i psychokinetyczną wykazała 
znaczne  różnice.  Jak  się  okazało,  metal  gięty  psychokinetycznie 
zachowuje  swą  naturalną  strukturę,  podczas  gdy  na  mikrofotografiach 
metalu  giętego  siłą  mechaniczną  widać  zawsze  pofałdowania  i  szczeliny. 
Orzeczenie  laboratorium  kończy  się  konkluzją:  “Uważamy,  że  łyżki 
zostały zgięte jakąś nieznaną siłą". 
Jak  widzimy,  zaistniałe  fakty  zdają  się  niespodziewanie  potwierdzać 
słuszność  ideoplastycznej  interpretacji  zjawisk  psychokinezy,  którą 
sformułował 

Ochorowicz 

jeszcze 

ubiegłym 

stuleciu. 

psychokinetycznych  zabawach  dzieci  nie  śniło  się  nikomu  w  tamtych 
czasach. Tylko u osób dorosłych próbowano wówczas trenować zdolności 
psychokinetyczne,  wykorzystując  zwiększoną  przez  hipnozę  sprawność 
wszelkich  realizacji  ideo-plastycznych.  Taką  osobą  była  Stanisława 
Tomczyk,  którą  w  latach  1905-1912  Ochorowicz  nauczył  wywoływać  w 
warunkach  laboratoryjnych,  przy  dobrym  oświetleniu  i  przy  świadkach, 
rozmaite zjawiska “fizycznego mediumizmu". 
Osobie znajdującej się w średnio głębokiej hipnozie udaje się przeważnie 
z łatwością zasugerować, że za chwilę przeżyje marzenie senne, przy czym 
tematyka  lub  treść  tego  snu  może  być  narzucona  przez  hipnotyzera. 
Możliwość  ta  bywa  wykorzystywana  przez  hipnoterapeutów.  Lekarz 
sugeruje  pacjentowi,  że  np.  znajduje  się  w  teatrze.  Poleca  mu  przy  tym, 
aby  jego  marzenie  senne  pozostawało  w  związku  z  tematem  jego  lęków 
albo  problemów  konfliktowych.  Pacjent  może  relacjonować,  co  widzi 
podczas trwania seansu lub też opowiedzieć swój sen po przebudzeniu. 
Po  uzyskaniu  odpowiedniego  stopnia  głębokości  hipnozy  można  polecić 
osobie  zahipnotyzowanej,  aby  otworzyła  oczy  nie  ryzykując  tym 
przebudzenia  ani  nie  powodując  spłycenia  transu.  U  osób  szczególnie 
podatnych  udaje  się  wtedy  za  pomocą  sugestii  słownej  wywołać 
halucynacje  warunkowe  (mogą  to  być  oczywiście  także  omamy  innych 
zmysłów).  A.  M.  Muhl  i  M.  Prince,  opierając  się  na  tej  możliwości,  w 
latach  1923-1926  opracowali  dość  szczególne  metody  diagnostyczne, 
pozwalające  przywrócić  pamięć  o  istotnych  dla  ustalenia  przyczyn 
choroby  osobach  i  sytuacjach  z  przeszłości.  Autorzy  polecali  pacjentowi 
otworzyć  oczy  bez  przebudzenia  się  i  pokazywali  mu  kulę  kryształową, 
szklankę  wody  lub  lusterko.  Poddawali  następnie  sugestię,  że  przy 
utkwieniu wzroku w pokazanym przedmiocie zobaczy scenę jak w teatrze. 

background image

Pozostawiali  mu  przy  tym  pełną  swobodę  w  wyborze  sceny  lub 
zapowiadali tylko, że  scena  będzie  pozostawać w związku z problemami, 
które go gnębią. 
W  technikach  diagnostycznych  tego  rodzaju  chodzi  oczywiście  tylko  o 
wydobycie 

na 

jaw 

zapomnianego 

urazu 

przez 

dotarcie 

do 

pozaświadomości  pacjenta.  Istnieje  jednak  możliwość  ujawnienia  w  ten 
sposób informacji, które zostały odebrane paranormalnie (np. przekazem 
telepatycznym). 
To,  co  osoba  zahipnotyzowana  lub  znajdująca  się  w  stanie  autohipnozy 
widzi  rzekomo  we  wnętrzu  kuli,  nie  jest  niczym  innym  jak  hipnotyczną 
halucynacją.  Na  ogól  nie  jest  trudno  spowodować  słowną  sugestią 
wzrokową  halucynację  u  człowieka  wpatrzonego  w  kryształową  kulę. 
Gmatwanina nakładających się na siebie odbić światła na zewnętrznych i 
wewnętrznych  powierzchniach  kuli  stanowi  szczególnie  sprzyjającą 
“kanwę",  na  której  jego  pobudzona  wyobraźnia  “haftuje"  swoje  obrazy. 
Mogą one – ale rzecz jasna nie muszą – zawierać elementy pochodzące z 
odbioru paranormalnego. 
Trudniejsze,  wymagające  głębszej  hipnozy  są  sugerowane  halucynacje 
przy  otwartych  oczach,  uzyskane  bez  pomocy  kryształowej  kuli. 
Halucynacje  tego  rodzaju  mogą  być  dodatnie  lub  ujemne.  Dodatnie 
polegają  na  tym,  że  osoba  zahipnotyzowana  spostrzega  coś,  co  nie 
istnieje,  np.  widzi  swojego  ojca  na  pustym  kartoniku,  wręczonym  jej  ze 
słowami:  “oto  fotografia  pani  ojca".  Osobom  bardziej  podatnym  można 
podsunąć  nawet  bardzo  fantastyczne  halucynacje,  jak  np.  obraz  żywego 
lwa,  siedzącego  po  przeciwnej  stronie  stołu.  Osoba  widząca  lwa  reaguje 
wtedy  zdumieniem,  strachem,  rozbawieniem;  rodzaj  reakcji  jest 
indywidualny,  związany  z  cechami  jej  osobowości.  Natomiast  sugerując 
człowiekowi  zahipnotyzowanemu,  że  zanim  otworzy  oczy,  wszystkie 
osoby  obecne  przy  doświadczeniu  opuszczą  pokój,  możemy  wywołać 
halucynację  ujemną;  człowiek  ten  nie  będzie  ich  widział,  a  jeśli  któraś  z 
tych  osób  sięgnie  po  leżącą  na  stole  książkę,  dla  zahipnotyzowanego 
będzie  to  wyglądało  tak,  jakby  książka  sama  uniosła  się  i  zawisła  w 
powietrzu.  Wystąpienie  ujemnych  omamów  wzrokowych  jest,  według 
niektórych uczonych (Davisa, Husbanda) dowodem uzyskania wyjątkowo 
głębokiej hipnozy: głębszą hipnozą byłby już tylko stan letargiczny, kiedy 
przerwany zostaje wszelki kontakt osoby zahipnotyzowanej z otoczeniem. 
Szczególnie  interesujące  dla  nas  są  te  przejawy  hipnozy,  w  których 
ujawniają  się  zmiany  w  osobowości  człowieka  zahipnotyzowanego. 
Należy do nich regresja, stymulacja zdolności twórczych i różne przejawy 
rozszczepienia świadomości. 
Zjawisko regresji uzyskujemy, sugerując zahipnotyzowanemu, że cola się 
w  czasie:  “Będzie  pan  miał  poczucie  cofnięcia  się  w  okres,  który  panu 
zasugeruję".  Pacjent  nie  tylko  przypomina  sobie,  co  było  wczoraj,  przed 
rokiem, przed dziesięcioleciem, ale istotnie czuje się młodszy o dzień, rok, 

background image

dziesięć  lat.  Wraz  z  cofaniem  się  w  czasie  możemy  obserwować,  jak 
zmienia  się  sposób  wyrażania,  charakter  pisma,  a  nawet  głos  pacjenta. 
pacjent  cofnięty  do  wieku  przedszkolnego  traci  umiejętność  pisania,  a 
jego  ręka  jest  w  stanie  kreślić  zaledwie  poszczególne  litery.  Pamięć  osób 
“cofanych  w  czasie"  bywa  wprost  niewiarygodna.  Jeden  z  pierwszych 
eksperymentatorów  na  tym  polu,  pułkownik  de  Rochas,  nie  mógł  się 
nadziwić, kiedy recytowano mu dosłownie teksty wypracowań pisemnych 
z  pierwszych  lat  nauki  w  szkole,  co  potem  stwierdzono  na  podstawie 
zachowanych  zeszytów  szkolnych.  Służąca  pastora  powtórzyła  grecki 
traktat,  który  przed  szesnastoma  laty  czytał  na  głos  jej  chlebodawca; 
powtórzyła  go  dosłownie,  choć  nie  rozumiała  ani  słowa.  Regresja  jest 
techniką  stosowaną  w  medycynie  dość  rzadko,  ale  oddającą  niekiedy 
nieocenione usługi. Jest ona częścią składową wynalezionej jeszcze w XIX 
w.  metody  katartycznej,  będącej  punktem  wyjścia  współczesnej 
psychoterapii.  Metodą  katartyczną  udaje  się  czasem  leczyć  najcięższe 
postacie nerwic w trakcie jednego zabiegu. Dzieje się tak, gdy wyjątkowa 
podatność chorego pozwala go “cofnąć w czasie", aby mógł w wyobraźni 
jeszcze raz przeżyć wydarzenie, które stało się źródłem nerwicy. 
Ciekawe  rezultaty  mogłoby  dać  zastosowanie  techniki  regresji  w 
badaniach  psychotronicznych.  Jak  wiadomo,  uzdolnienia  paranormalne 
(dermooptyczne, psychokinetyczne – co do innych na razie brak danych), 
stosunkowo  łatwe  do  ujawnienia  u  wielu  dzieci,  zanikają  w  wieku 
dojrzałym.  Czy  cofnięcie  osoby  dorosłej  do  dziecięcego  wieku  mogłoby 
uczynić  z  niej  jeszcze  jednego  naśladowcę  Uri  Gellera?  Tego  rodzaju 
doświadczenia  nie  były  jeszcze  przeprowadzane.  Istnieją  jednak 
przesłanki,.  które  pozwalałyby  wierzyć  w  ich  powodzenie.  Wiemy,  że 
przejawy  paranormalne  wykazują  pewne  podobieństwo  do  uzdolnień 
artystycznych. Podobnie jak pierwsze, tak i drugie często manifestują się 
w  dzieciństwie,  a  zanikaj  ą  podczas  dojrzewania.  Przywrócenie  osobie 
dorosłej  jej  utraconych  razem  z  dzieciństwem  zamiłowań  do  rysunku  i 
malarstwa  jest  możliwe  w  hipnozie.  L.  E.  Stefański  miał  nawet  okazję 
osobiście  przekonać  się  o  tym.  Może  więc  i  przywrócenie  uzdolnień 
paranormalnych dałoby się osiągnąć na tej drodze? Przemawiałby za tym 
jeszcze jeden fakt. Osoby dorosłe, przejawiające zdolności paranormalne 
w transie hipnotycznym lub autohipnotycznym, wykazują często przy tym 
cechy  infantylne,  a  niekiedy  z  transem  łączy  się  zupełna  zmiana 
osobowości  w  tym  kierunku.  Na  przykład  Stanisława  Tomczyk 
współpracująca  z  Ochorowiczem  którą  w  celu  uzyskania  objawów 
psychokinetycznych  wprowadzono  w  stań  hipnozy,  zachowywała  się 
wówczas jak dziewczynka, a samą siebie nazywała “małą Stasia". 
Stymulacja  zdolności  twórczych  w  hipnozie  może  być  dokonana  albo 
przez  prostą  sugestię  słowną,  albo  też  wywołana  przez  głęboką  zmianę 
osobowości.  Sergiusz  Rachmaninow,  którego  I  Symfonia  została 
wygwizdana  podczas jej prawykonania w Petersburgu,  popadł w  apatię  i 

background image

przez kilka lat następnych nie był w stanie niczego skomponować. W 1901 
r.  przyjaciele  skierowali  go  do  znanego  hipnotyzera  dra  Dahla.  Seanse 
odbywały się regularnie przez kilka tygodni.  Dahl sugerował w hipnozie: 
“Ma  pan  wielki  talent.  Jest  pan  w  stanie  komponować  z  zupełną 
łatwością".  Sugestie  lekarza  poskutkowały.  Rachmaninow  napisał  swój 
najlepszy  utwór,  IIKoncert  Fortepianowy  c-moll,  i  zadedykował  go 
hipnotyzerowi. 
Zupełnie  innego  rodzaju  próby  stymulowania  zdolności  twórczych 
prowadził od wielu lat znany moskiewski psychiatra Władimir L. Rajkow. 
Doświadczenia  przeprowadzał  na  studentach  zgłaszających  się  do  niego 
jako  ochotnicy.  Metoda  dra  Rąjkowa  polega  na  wywoływaniu  u  osób 
pogrążonych w hipnozie zmian w ich osobowości, dlatego też zgłaszający 
się  do  eksperymentu  są  na  wstępie  starannie  psychiatrycznie  badani. 
Właściwy  proces  “sztucznej  reinkarnacji"  (jak  nazywa  Rajkow  swoją 
metodę)  zaczyna  się  od  pogrążenia  osoby  testowanej  w  głębokiej 
hipnozie,  w  stanie  pasywnym,  w  którym  otrzymuje  ona  sugestię,  że  jest 
znakomitym,  znanym  z  historii  artystą  malarzem  lub  muzykiem. 
Następnie  przeprowadza  Rajkow  pasywny  stan  hipnozy  w  aktywny.  Nie 
jest to jednak znany dobrze od przeszło półtora wieku stan tzw. czynnego 
somnambulizmu. “Trans reinkarnacyjny" stanowi coś jakościowo innego, 
nowego.  Potwierdzaj  ą  to  wskazania  przyrządów  pomiarowych.  Przy 
przejściu  ze  stanu  pasywnej  hipnozy  w  trans  reinkarnacyjny  z  zapisu 
elektroencefalograficznego znika całkowicie rytm alfa,  charakterystyczny 
dla  spoczynku.  Zamiast  niego  pojawia  się  w  zapisie  EEG  obraz,  jaki 
normalnie bywa rejestrowany w stanie czuwania przy pełnej aktywności. 
Towarzyszą  temu  również  i  inne  fizjologiczne  przejawy  stanu  czuwania. 
Student,  który  w  głębokiej  hipnozie  “przemieniony"  zostaje  w  Rafaela, 
Matisse'a lub Riepina, jak gdyby “budzi się na drugim brzegu". 

background image

 

Zmiany 

przewodności 

elektrycznej 

skóry 

punktach 

akupunkturowych 

podczas 

różnych 

stadiów 

hipnozy. 

W  stanie  “sztucznej  reinkarnacji"  aktywność  punktów  gwałtownie  się 
zwiększa  
Chociaż  Rajkow  nie  sugeruje  amnezji,  czyli  pohipnotycznej  niepamięci 
tego, co działo się podczas seansu, po prawdziwym przebudzeniu żadna z 
osób  doświadczalnych  nie  zachowuje  w  pamięci  najmniejszego 
wspomnienia  ze  swego  “innego  wcielenia".  Ich  psychiczna  aktywność  w 
stanie  czuwania,  w  stanach  hipnozy  o  różnej  głębokości  oraz  w  transie 
reinkarnacyjnym badana była również za pomocą aparatu do wykrywania 
punktów  akupunktury  i  do  mierzenia  ich  elektrycznej  aktywności.  Jak 
wiadomo  od  dawna,  stany  emocjonalne  mają  decydujący  wpływ  na 
stopień przewodności elektrycznej skóry; na tej zasadzie buduje się m.in. 
detektory  kłamstwa.  W  szczególności  jednak  czułymi  na  tego  rodzaju 
zmiany miejscami okazały się “chińskie punkty". Aparat do mierzenia ich 
elektrycznej  przewodności  skonstruował  fizyk  Wiktor  Adamienko. 

background image

Badania wykazały, że przewodność ta gwałtownie spada podczas procesu 
hipnotyzowania,  jest  najniższa  przy  zamkniętych  oczach,  zwiększa  się 
nieco  podczas  występowania  sugerowanych  halucynacji,  a  maksimum 
osiąga w czasie transu reinkarnacyjnego; jest ona wówczas większa niż w 
stanie  czuwania.  W  stosunku  do  normalnego  stanu  świadomości  stan 
transu 

reinkarnacyjnego 

okazuje 

się 

więc 

jakby 

stanem 

“nadświadomości".  Charakteryzuje  się  on  ujawnieniem  zdolności 
twórczych,  o  wiele  przekraczających  przeciętne  zdolności  “normalnych" 
ludzi.  Podobnie  “nadnormalne"  zdolności  ujawniają  się  u  osób,  które 
wprawia  w  stan  zwany  przez  siebie  “sugestywnym"  bułgarski  badacz 
Georgi Łozanow. Inna jest wprawdzie jego metoda postępowania, innego 
też  rodzaju  uzdolnienia  potęguje  się  w  sofijskim  Instytucie  Sugestologii 
(jak  pamiętamy,  prowadzone  są  tam  skrócone  do  niewielu  dni 
podstawowe  kursy  języków  obcych  itp.  prace).  Nasuwa  się  jednak 
pytanie,  czy  trans  reinkarnacyjny  nie  jest  w  istocie  “stanem 
sugestywnym", któremu towarzyszy zmiana osobowości? Trudno dziś dać 
na to zdecydowaną odpowiedź. Na razie praktyka wyprzedza teorię. 
Dla swoich studentów ochotników stworzył Władimir Rajkow pracownię 
sztuk  plastycznych,  gdzie  w  określonych  godzinach  żyją  oni  swoim 
“drugim życiem". 
– Jestem Rafaelem – podając rękę przedstawia się gościowi dra Rajkowa 
dwudziestoletnia  dziewczyna.  Gość  jest  zaskoczony;  nie  samym 
imieniem,  lecz  tym,  że  zostało  wypowiedziane  tonem  tak  naturalnym, 
jakby  to  było  coś  sarno  przez  się  zrozumiałego;  a  przecież  dziewczyna 
przedstawiająca się jako wielki malarz renesansu robi przy tym wrażenie 
najzupełniej trzeźwej i normalnej. 
– Proszę mi powiedzieć, który rok mamy obecnie? 
– Tysiąc pięćset piąty. 
Gość,  potrzebując  chwili,  by  pokryć  swoje  zmieszanie,  wycelowuje  w 
stronę  urodziwej  studentki  obiektyw  aparatu  fotograficznego.  Doktor 
Rajkow pyta: 
– Czy wiesz, co to jest? – Nie. 
– Nigdy dotąd nie widziałaś czegoś takiego? 
- Nie, takiej rzeczy nie widziałam nigdy w życiu. 
Po  wykonaniu  kilku  zdjęć  gość  próbuje  mówić  o  fotografii,  samolotach, 
sputnikach,  a  kiedy  dziewczyna  stanowczo  odrzuca  tego  rodzaju  bajki  j 
urojenia, przechodzi do wydarzeń bieżącego roku. 
– Co za bzdury! Proszę mi nie zawracać głowy tymi niedorzecznościami! 
– krzyczy rozzłoszczona. 
– Ależ tak, dobrze – uspokaja ją nauczyciel. 
–  Proszę  powrócić  do  pracy.  Proszę  malować,  mistrzu  Rafaelu! 
“Reinkarnowanym"  Rafaelem  jest  studentka  Ira.  Inna  studentka 
wydziału fizyki, Ałła, stała się rosyjskim malarzem Ilią Riepinem. 

background image

– Jesteś Riepinem – sugerował jej w głębokim transie Rajkow. – Myślisz 
jak  Riepin.  Widzisz  jak  Riepin.  Jesteś  Riepinem  i  –  co  za  tym  idzie  – 
masz jego talent! 
Ałła  nigdy  przedtem  nie  interesowała  się  malarstwem.  Była  przekonana, 
że  nie  ma  najmniejszych  zdolności  ku  temu,  co  zresztą  zdawały  się 
potwierdzać  szkice,  które  przedłożyła,  kiedy  zgłaszała  się  do 
eksperymentu. Tymczasem już po kilku seansach reinkarnacyjnych widać 
było,  że  Ałła  rysuje  o  wiele  lepiej.  Trzy  miesiące  później,  gdy  po  25 
lekcjach Rajkow Zakończył kurs, Ałła rysowała niczym zawodowy plastyk 
–  wprawdzie  nie  jak  Riepin  ani  Rafael,  ale  jak  biegły  w  swoim  fachu 
rysownik  dla  prasy.  Szkice  Ałły  wykonane  są  pewną  ręką,  dobrze 
zakomponowane i obdarzone zawsze swoistą ekspresją. 
Żadna  z  osób  przebudzonych  po  kolejnym  transie  reinkarnacyjnym  nie 
chce  wprost  wierzyć  we  własne  autorstwo  obrazów  sygnowanych 
“Rafael", “Riepin" albo “Matisse", ale talent wzbudzony zaczyna z czasem 
przenikać do ich świadomej, właściwej osobowości. Wreszcie absolwenci 
kursu  Rajkowa  stwierdzają,  że  wbrew  swym  dotychczasowym 
przekonaniom potrafią rysować i malować. Już po 10 seansach talent ich 
jest  przeważnie  ukształtowany  i  stopniowo  staje  się  nową  możliwością 
świadomego działania. 
Rajkow  również  z  powodzeniem  zwielokrotnia  muzyczne  talenty. 
“Reinkarnował" 

np. 

pewnym 

studencie 

moskiewskiego 

konserwatorium  Dawnego  niegdyś  skrzypka  wirtuoza  Fritza  Kreislera. 
Chłopiec  uwierzywszy,  że  jest  tym  muzykiem,  przejął  wirtuozowską 
błyskotliwość  stylu  gry  Kreislera.  Zdolność  ta  wykształciła  się  również  w 
jego “normalnej" świadomości i została zachowana. 
“Sztuczną  reinkarnację"  twierdzi  Rajkow  –  można  określić  jako 
szczególny  rodzaj  inspiracji.  Słowa  takie,  jak  Rafael  czy  Riepin,  są  tylko 
symbolami,  które  pozwalają  hipnotyzerowi  wniknąć  w  tajemniczą  sferę 
uzdolnień człowieka i sięgnąć do takich rezerw jego organizmu, jakie nie 
bywają wykorzystywane nigdy w stanie czuwania. 
Objawy  rozszczepienia  świadomości,  towarzyszące  stanowi  hipnozy,  są 
według niektórych badaczy tak dalece dla niej charakterystyczne, że mogą 
nawet stanowić podstawę dla jeszcze jednego ze sposobów teoretycznego 
ujmowania hipnozy. Mówi się wówczas o tzw. dysocjacji osobowości. Do 
objawów tego rodzaju należy m.in. “pismo automatyczne". 
Nie  jest  to  zjawisko  związane  wyłącznie  z  hipnozą.  U  niektórych  ludzi, 
obdarzonych 

skłonnością 

do 

wykonywania 

rozmaitych 

ruchów 

mimowolnych,  automatyczne  pisanie  lub  rysowanie  jest  czymś 
najzupełniej  zwykłym  i  codziennym.  Machinalnie  rysują  na  papierze  w 
czasie ożywionej rozmowy różne figury, piszą wyrazy lub urywki zdań, nie 
zdając  sobie  z  tego  sprawy,  co  nakreślili  lub  napisali.  Zdolność  taką 
nazywamy automatyzmem graficznym. W stanie czuwania rzadko jednak 
uzyskuje  się  na  tej  drodze  coś  więcej  niż  tylko  poszczególne  słowa. 

background image

Dopiero  w  hipnozie  (lub  autohipnozie)  zdolność  do  graficznego 
automatyzmu 

ujawnia 

się 

formach 

niekiedy 

prawdziwe 

zdumiewających. 
W  XIX  w.,  kiedy  rozpoczynano  dopiero  badania  nad  mechanizmem 
ruchów  mimowolnych,  objaw  pisania  automatycznego  podczas  seansu 
spirytystycznego uważany bywał za dowód obecności ducha, który jakoby 
prowadził  rękę  medium.  Śmieszne,  prawda?  Ale  nie  należy  na  tej 
podstawie  sądzić,  że  zwolennikami  hipotezy  spirytystycznej  stawali  się 
tylko  głupcy  i  prostacy.  Wśród  spirytystycznych  mediów  zdarzały  się 
osoby  o  autentycznych  zdolnościach  paranormalnych.  W  pisanych  przez 
nie  automatycznie  podczas  seansu  “komunikatach"  odkrywano  zatem 
czasami  wiadomości,  jakie  w  żadnym  razie  nie  mogły  być  znane  osobie 
piszącej. Doprawdy – trudno było w takim wypadku oprzeć się wrażeniu, 
że  wiadomość  pochodzi  od  jakiejś  istoty  z  zaświatów.  Laboratoryjne 
eksperymenty 

pisaniem 

automatycznym, 

którym 

osoba 

zahipnotyzowana  ujawniała  treść  odbieranych  telepatycznie  przekazów, 
przeprowadzał  z  powodzeniem  prof.  Leonid  Wasiljew.  Wyjątkowo 
sprawnym  odbiorcą  stała  się  studentka  C.  Nadawcą  był  hipnotyzer. 
Wykonywane  przezeń  rysunki  i  napisy  odtwarzała  automatycznie  owa 
studentka,  znajdująca  się  od  niego  w  odległości  uniemożliwiającej 
jakikolwiek  przekaz  normalną  drogą.  Początkowo  przesyłano  jej  tylko 
poszczególne  litery  i  cyfry,  potem  zadania  stały  się  bardziej  złożone  (np. 
przekaz  astronomicznego  symbolu  planety  Ziemia).  Gdy  hipnotyzer 
wykonywał  proste  działanie  arytmetyczne  1+7  =  8,  studentka  C.  pisała 
słowami “jeden, siedem, osiem". 
Pismo  automatyczne  jest  jeszcze  jednym  technicznym  środkiem 
pozwalającym  człowiekowi  nawiązać  kontakt  z  nieświadomą  sferą  swej 
osobowości.  Można  się  spierać,  jak  wielka  jest  rola  nieświadomości  w 
procesie  twórczym,  czy  zawsze  wolno  przypisać  jej  rolę  inspirującą,  czy 
nie  zawsze.  Inspirację  twórczą  pochodzącą  z  nieświadomej  warstwy 
osobowości nazywano dawniej natchnieniem. Dla wielu twórców intelekt 
jest  tylko  narzędziem  do  wygładzania  tworzywa.  W  tym  sensie  mówił  o 
udziale  świadomości  w  swym  akcie  twórczym  Pablo  Picasso.  Pismem 
automatycznym  posługiwał  się  chętnie  ekspresjonista  niemiecki,  autor 
powieści  zabarwionych  demoniczną  fantazją,  Gustaw  Meyrink.  Poeci 
będący  współtwórcami  nadrealizmu  uczynili  z  pisma  automatycznego 
technikę,  którą  posługiwali  się,  próbując  notowania  fali  obrazów 
przepływających  nieustannie  pod  progiem  świadomości.  W  Manifeście 
surrealizmu  (1924)  Andre  Breton  określa  ecriture  mecanique  jako 
“dyktando myśli poza jakąkolwiek kontrolą świadomości, z pominięciem 
jakichkolwiek  względów  moralnych  czy  estetycznych,  czysty  psychiczny 
automatyzm,  który  stawia  sobie  za  cel  odwzorować  prawdziwy  przebieg 
myśli". 

background image

Zdolność  do  pisania  automatycznego  może  być  z  łatwością  przeniesiona 
poza  stan  hipnozy.  Uzyskuje  się  to  za  pomocą  tzw.  sugestii 
pohipnotycznej.  Do  tematu  pisma  automatycznego  powrócimy, 
omawiając kolejno różne zjawiska pohipnozy. 
Większość 

zjawisk, 

które 

możemy 

wywołać 

podczas 

seansu 

hipnotycznego,  udaje  się  przenieść  poza  hipnozę.  Nawet  zjawiska  tak 
osobliwe, jak pozytywne i negatywne halucynacje wzrokowe, realizują się 
po przebudzeniu z hipnozy w kilka minut, godzin lub w kilka dni potem. 
Termin,  w  którym  ma  nastąpić  realizacja  danej  w  hipnozie  sugestii, 
podaje hipnotyzer łącznie z treścią sugestii. 
Warunkiem pohipnotycznego zrealizowania się sugestii danej w hipnozie 
jest  amnezja  (niepamięć)  pohipnotyczna.  Jest  to  ogólna  zasada,  lecz  nie 
reguła bez wyjątków. Sugestie będące w zgodzie ze świadomą, wolą osoby 
hipnotyzowanej  mają  szanse  spełnienia  się  po  przebudzeniu,  nawet  gdy 
hipnotyzowany pamięta potem wszystkie słowa hipnotyzera. Wywołany w 
hipnozie  wstręt  do  dymu  tytoniowego  pozostaje  nadal  (i  utrzymuje  się 
niekiedy  przez  długi  czas),  ponieważ  sugestia  lekarza  jest  zgodna  z 
intencją pacjenta, który po to przecież przyszedł do hipnotyzera, aby móc 
odzwyczaić się od palenia. 
Sugestia  pohipnotyczna,  której  treść  byłaby  niemożliwa  lub  trudna  do 
zaakceptowania 

przez 

świadomą 

wolę 

wyobraźnię 

osoby 

hipnotyzowanej,  ma  szansę  zrealizowania  się  tylko  wtedy,  gdy  ta 
świadoma  wola  i  wyobraźnia  nie  mogą  mieć  na  to  wpływu,  tzn.  wtedy, 
gdy pacjent po przebudzeniu nie pamięta słów hipnotyzera. 
Pohipnotyczna  niepamięć  jest  zjawiskiem  występującym  spontanicznie 
tylko  po  transach  bardzo  głębokich,  u  osób  o  szczególnej  podatności  na 
hipnozę.  U  osób,  u  których  amnezja  naturalna  nie  występuje,  można 
wywołać  niepamięć  pohipnotyczna  sztucznie.  Służą  do  tego  specjalne 
ćwiczenia, podczas których osoba w stanie hipnozy trenuje zapominanie 
–  tak  samo  jak  w  normalnych  warunkach  trenuje  się  zapamiętywanie 
(np.  tabliczki  mnożenia).  Najczęściej  stosuje  się  w  tym  celu  ćwiczenie 
zalecane  przez  M.  Brenmana  i  M.  Gilla:  człowiek  w  transie  usiłuje  sobie 
wyobrazić tablicę, na której pisze (oczywiście również w wyobraźni) trzy 
różne  słowa,  podane  przez  hipnotyzera.  Następnie  daje  mu  się  zalecenie 
wymazania tych słów z tablicy, a przy tym i z umysłu. 
Możliwość  zastosowania  sugestii  pohipnotycznych  w  terapii  nasuwa  się 
sama.  Niestety,  praktyka  wykazuje,  że  trwałość  działania  sugestii 
pohipnotycznych jest ograniczona; zależy od indywidualnych właściwości 
pacjenta, ale rzadko przekracza kilka dni. Wystarczy to – rzecz jasna – by 
nie  dopuścić  do  wystąpienia  bólów  pooperacyjnych  i  w  wielu  różnych 
przypadkach, 

gdy 

chodzi 

usunięcie 

niepożądanego 

objawu 

chorobowego.  Jeśli  jednak  potrzebne  jest  trwałe  działanie,  sugestię  w 
hipnozie  należy  odnawiać;  stosuje  się  w  tym  celu  technikę  “hipnozy 
ablacyjnej". 

background image

Hipnoza  ablacyjna  (nazwa  od  łacińskiego  słowa  ablatio  –  zabranie, 
ponieważ pacjent niejako “zabiera" ze sobą hipnozę do domu) nie opiera 
się na żadnym nowym pomyśle, ale jako metoda doskonale opracowana i 
stosowana z powodzeniem stanowi nowość powojennego trzydziestolecia. 
Jej autorem był niemiecki profesor Gerhard Kumbies. Hipnoza ablacyjna 
staje się wprost niezastąpiona wszędzie tam, gdzie pacjent skazany jest na 
długotrwałe  lub  często  powtarzające  się  bóle;  bywa  tak  np.  w  wielu 
przypadkach chorób nowotworowych. Podstawą metody jest uzyskanie 
dostatecznie głębokiego stopnia hipnozy, co przy bardzo dużej podatności 
u pacjenta jest możliwe nawet podczas pierwszego już seansu, przeważnie 
jednak  uzyskanie  stanu  somnambulizmu  wymaga  wielu  poświęceń,  w 
trakcie  których  uzyskuje  się  coraz  to  głębsze  stany  hipnozy.  Podczas 
kolejnych  spotkań  lekarz  wywołuje  u  pacjenta  nieczułość  na  ból  (np.  z 
powodu  ukłucia),  którą  osiąga  się  stosowną  sugestią  słowną.  Następnie 
przekonuje się pacjenta, że formuła tej sugestii z równym skutkiem może 
być  wypowiedziana  przez  niego  samego;  zahipnotyzowany  stwierdza,  że 
jest istotnie w stanie sam siebie  uczynić nieczułym na  ból. Jednocześnie 
podczas  tych  samych  seansów  pacjent  nabywa  zdolności  do 
samodzielnego  pogrążania  się  w  stan  głębokiej  autohipnozy,  a  także  do 
automatycznego budzenia się z niej po uzyskaniu bezbolesności. 
Istnieje kilka odmian metody ablacyjnej. Do wywołania stanu hipnozy w 
razie  wystąpienia  bólów 

może 

pacjentowi  służyć 

np.  taśma 

magnetofonowa  z  nagranym  głosem  lekarza.  Cierpiący  uruchamia  swój 
domowy  magnetofon  ł  słyszy  kolejno:  sugestię  usypiającą,  sugestię 
analgezji  i  sugestię  budzącą.  Budzi  się  po  kilkudziesięciu  sekundach  i 
bólu już nie odczuwa. Gdy po pewnym czasie cierpienie powraca, pacjent 
po prostu włącza na chwilę magnetofon. 
Jaką 

wyższość 

ma 

hipnoza 

nad 

przeciwbólowymi 

środkami 

farmaceutycznymi?  Częste  stosowanie  tych  ostatnich  prowadzi  wreszcie 
do  zaniku  skuteczności,  przy  czym  ich  szkodliwość  (wobec  konieczności 
powiększania  dawek)  wzrasta  niepomiernie.  Hipnoza  nie  daje  w  ogóle 
żadnych niepożądanych działań ubocznych. 
Tak  charakterystyczne  dla  stanu  głębokiej  hipnozy  zwielokrotnienie 
zdolności  ideoplastycznych  występuje  również  i  po  wyjściu  z  transu. 
Ogromną  sensację  wzbudziły  doświadczenia  przeprowadzone  w  1885  r. 
przez  profesorów  Bourru  i  Burota  w  Rochefort.  Zahipnotyzowali  oni 
kiedyś  pewnego  niezmiernie  wrażliwego  marynarza  i  wmówili  weń,  że  o 
określonej  godzinie  dostanie  krwotoku  z  nosa.  Sugestia  urzeczywistniła 
się całkowicie. Innym razem ci sami badacze zakreślili tępym narzędziem 
na  ramionach  owego  marynarza,  uśpionego,  jego  imię  i  nazwisko  i  przy 
tym  oświadczyli:  “Dziś  o  czwartej  na  liniach,  które  nakreślamy,  wystąpi 
krew i na ramionach pokaże się imię twoje napisane krwawymi literami". 
Istotnie,  o  oznaczonej  porze  na  ramionach  marynarza  zarysowały  się 
wyraźnie  czerwone  kontury  liter,  wkrótce  wzniosły  się  ponad  poziom 

background image

skóry i pokryły gdzieniegdzie, jakby rosą, drobniutkimi kropelkami krwi. 
Jeszcze trzy miesiące potem można było przeczytać litery, wprawdzie już 
nieco wybladłe. 
Do  tej  samej  grupy  zjawisk  –  ideoplastycznej  realizacji  w  pohipnozie  – 
należy  hipnotyczny  doping  w  sporcie  wyczynowym.  Jest  on 
nieporównanie  skuteczniejszy  od  dopingu  środkami  farmakologicznymi, 
a przy tym prawie niemożliwy do wykrycia; nic też dziwnego, że już od lat 
bywa  plagą  wielkich  międzynarodowych  rozgrywek  sportowych.  Latem 
1973 

r. 

sensacją 

szwedzkiej 

prasy 

stała 

się 

historia 

dwudziestopięcioletniego  dziennikarza,  miernego  sportowca,  który  pod 
wpływem hipnozy uzyskał dziewiąte miejsce na mistrzostwach Szwecji w 
dziesięcioboju,  bijąc  rekord  w  skoku  wzwyż.  Rekordzista  nazywa  się 
Andren Kenneth, a jego hipnotyzerem był psycholog Lars-Eric Uhestaahl. 
Obaj  zapowiedzieli  wówczas  kontynuowanie  eksperymentu  i  start 
Kennetha  w  mistrzostwach  świata.  Do  tego  jednak  chyba  nie  doszło, 
ponieważ  doping  hipnotyczny  został  wreszcie  przez  międzynarodowe 
organizacje 

sportowe 

zabroniony, 

na 

równi 

dopingiem 

farmakologicznym. 
Niezmiernie  interesującym  z  różnych  względów  zjawiskiem  jest  pismo 
automatyczne  jako  objaw  pohipnotyczny.  Warunkiem  jego  uzyskania  – 
podobnie  jak  innych  realizacji  pohipnotycznych  –  jest  po  pierwsze 
dostatecznie głęboki trans z gwarancją niepamięci po przebudzeniu, a po 
drugie, choćby minimalne zdolności ideomotoryczne, które zresztą mogą 
być łatwo rozwijane przez hipnozę. 
Pohipnotyczna  sugestia  pisania  automatycznego  realizuje  się  zazwyczaj 
już  po  pierwszym  seansie,  ale  wówczas  uzyskuje  się  przeważnie  tylko 
poszczególne  litery  i  wyrazy.  Na  kilkadziesiąt  prób,  które  L.  E.  Stefański 
przeprowadzał  z  różnymi  osobami,  ani  jedna  nie  zaczęła  pisać  pełnymi 
zdaniami  zaraz  po  pierwszym  poświęconym  temu  tematowi  transie. 
Przeważnie  eksperyment  kończył  się  na  tej  jednej  próbie,  ponieważ 
obiektywne przeszkody nie pozwalały na kontynuowanie doświadczeń. U 
kilku  osób,  z  którymi  eksperyment  był  prowadzony  w  dalszym  ciągu, 
podczas  następnych  spotkań  zdolność  do  automatyzmu  graficznego 
szybko  wzrastała.  Był  wśród  nich  uczeń  liceum  muzycznego  Tadeusz  J. 
Zdumiewająco  szybko  zjawiła  się  u  niego  umiejętność  pisania  pełnymi 
zdaniami.  Im  bardziej  jego  uwaga  była  zabsorbowana  rozmową,  tym 
doskonalej  formułowane  były  teksty,  które  jednocześnie  pisała  jego 
prawa  ręka.  Na  przykład  opowiadając  z  zapałem  o  trudnościach 
wykonawczych  i  o  budowie  utworu  muzycznego,  napisał  o  planowanym 
wyjeździe  na  święta  “Jadę  po  pienią-<jze;  jak  mi  wypłacą,  to  pojadę  i 
kupię  prezent  bratu;  powinienem  być  już  na  czwartą  u  matki  jak 
umówione".  Innym  razem  zdawał  dokładnie  relację  z  przebiegu  nie 
zdanego  egzaminu  z  form  muzycznych  i  jednocześnie  pisał:  “Kulig  do 
puszczy  będzie  organizowany  w  styczniu;  składamy  się  po  50;  będzie 

background image

zabawa, bigos przy ognisku; pojedziemy do chłopa z ćwiartką i załatwimy 
sanie".  Kiedy  rozmowa  dotyczyła  spraw  rodzinnych,  ręka  Tadeusza  J. 
ujawniała  jego  kłopoty  szkolne:  “Nie  wiem,  co  ja  zrobię,  ona  zgłupiała, 
zadała mi trzy etiudy i z sonatiny oprócz tego kazała mi grać". 
O  tym,  że  pismo  automatyczne  może  oddać  cenną  usługę  jako  środek 
diagnostyczny,  miał  kiedyś  możność  przekonać  się  przypadkowo  L.  E. 
Stefański. Oto jego relacja: 
Przeprowadzałem 

przed 

kilkoma 

laty 

próbę 

spostrzegania 

pozazmysłowego w hipnozie z siedemnastoletnim chłopcem. Jego wygląd 
ani zachowanie nie zdradzały przedtem niczego niepokojącego. Jednym z 
jego  zadań  w  hipnozie  było  wpatrywanie  się  w  szklaną  kulę,  przy  czym 
sugestia  nie  narzucała  mu  żadnego  określonego  tematu  halucynacji. 
Obserwując  chłopca  spostrzegłem,  że  widzenie  silnie  przykuto  jego 
uwagę,  a  po  chwili  w  oczach  ukazały  się  łzy  i  zaczęły  spływać  po 
policzkach. Na pytanie, co widzi, odpowiadał ociągając się, niechętnie i z 
przerwami.  Powiedział,  że  widzi  wnętrze  pokoju,  wiązanki  kwiatów  i 
płonące świece. Pośrodku pokoju stała otwarta trumna, a w niej zobaczył 
samego  siebie.  Wówczas  wtrąciłem,  że  jest  to  wizja  dalekiej  przyszłości. 
“Nie"  –  odpowiedział  chłopiec.  –  “Ja  tam  jestem  bardzo  młody". 
Zapytany  dodał,  że  wygląda  w  trumnie  na  lat  17.  Poleciłem  mu  wtedy 
zamknąć  oczy  i  zasugerowałem  halucynację  o  treści  pogodnej, 
optymistycznej,  po  której  miało  nastąpić  przebudzenie  w  nastroju 
wesołym;  wizja  trumny  miała  pozostać  raz  na  zawsze  zapomniana. 
Osobna sugestia dotyczyła pisma automatycznego po przebudzeniu. 
Gdy  chłopiec  się  obudził,  był  wypoczęty  i  wesoły.  Rozmawiał  ze  mną  i 
żartował, a jednocześnie ręka jego pisała: “Dosyć mam tego świata". Gdy 
przeczytał te słowa, zmieszał się. Spytałem co mogą znaczyć. Zawahał się. 
Wreszcie  jednak  opowiedział  mi  o  swoich  kłopotach,  istotnie  bardzo 
poważnych,  groźnych  dla  jego  przyszłości.  Spróbowałem  mu  pomóc; 
przeprowadziłem  szereg  rozmów  z  ludźmi  dla  chłopca  życzliwymi.  Jego 
sprawy  przybrały  korzystny  obrót.  Po  8  dniach  powtórzyliśmy 
doświadczenie.  Tym  razem  chłopiec  “zobaczył  w  kuli"  dziecko  śmiejące 
się  i  potrząsające  grzechotką.  Po  przebudzeniu  ręka  jego  napisała: 
“Wszystko jest galant. Teraz to się mama ucieszy i nie będzie płakać. Nie 
będzie narzekać". 

background image

 

Pismo  automatyczne  Janusza  F.  2  grudnia  1972r.  ujawniło  starannie 
ukrywany 

przed 

otoczeniem 

stan 

stresowy: 

“Dosyć mam tego świata"  

 

Pismo  automatyczne  Janusza  F.  Po  ośmiu  dniach  kłopoty  zostały 
usunięte, 

co 

odzwierciedliło 

się 

piśmie: 

“Wszystko jest galant. Teraz to się mama ucieszy i nic będzie płakać. Nie 
będzie narzekać"  
Jak już mówiliśmy, pismo automatyczne może być dla artysty pomocą w 
uzyskiwaniu 

inspiracji 

twórczej. 

Gdy 

następstwie 

sugestii 

pohipnotycznej wyrabia się umiejętność pisania automatycznego u poety, 
wkrótce  zaczyna  ono  służyć  bezpośrednio  sprawie  twórczości.  Tak 
właśnie się stało w przypadku młodej poetki, pani A. B. Otrzymała ona od 
L.  E.  Stefańskiego  (wielokrotnie  powtarzaną!  utrwaloną)  sugestię  w 
głębokiej hipnozie: 
Ilekroć  będzie  pani  chciała,  aby  pani  prawa  ręka  sama  zaczęła  pisać, 
wystarczy,  że  weźmie  pani  do  ręki  pisak,  dotknie  nim  papieru  i  odwróci 
głowę.  Wtedy  pani  prawa  ręka,  która  żyje  własnym  życiem,  natychmiast 
zacznie pisać i pani nie będzie wiedziała, co ona pisze, ho pani prawa ręka 
żyje własnym życiem. 

background image

Od  wielu  lat  pani  A.  B.  posługuje  się  pismem  automatycznym,  które 
dostarcza  jej  “poetyckich  półfabrykatów".  Teksty  pisane  automatycznie 
podlegaj  ą  potem  zawsze  świadomej  obróbce.  Pierwszym  większym 
sukcesem, potwierdzającym słuszność  tej metody twórczej,  była nagroda 
na  ogólnopolskim  konkursie  za  duży  poemat,  który  składał  się  prawie 
wyłącznie z tekstów pisanych automatycznie. 
Dwie  są  sprawy,  które  nie  wyjaśnione  do  końca  wywołują  szczególne 
zamieszanie  w  rozmowach  na  tematy  związane  z  hipnozą.  Pierwsza 
wynika  z  niezrozumienia  konsekwencji  płynących  z  pohipnotycznej 
automatyzacji  procesu  usypiania.  Druga  dotyczy  zbitki  semantycznej, 
jaką jest wyrażenie “hipnoza na odległość". 
Mało  jest  osób,  które  nawet  bardzo  zdolny  i  zręczny  hipnotyzer  potrafi 
wprowadzić  w  stan  głębokiego  transu  od  razu,  podczas  pierwszego 
spotkania.  Uzyskanie  głębokiej  hipnozy  –  również  u  osób  podatnych  – 
wymaga przeważnie kilku seansów. Przy każdym następnym spotkaniu z 
tym  samym  pacjentem  czas  indukowania  hipnozy  skraca  się  coraz 
bardziej,  nawet  gdy  w  metodzie  postępowania  hipnotyzera  nic  się  nie 
zmienia.  Jeśli  zaś  hipnotyzer  skorzysta  ze  sposobności,  jaką  daje  po  raz 
pierwszy uzyskany stan głębokiego transu z następującą po nim amnezją 
pohipnotyczną, i zasugeruje zasypianie na sygnał, to już przy następnym 
spotkaniu  zapadanie  w  równie  głęboki  trans  może  trwać  nie  dłużej  niż 
dwie  lub  trzy  sekundy.  Proces  hipnotyzowania  po  raz  pierwszy  –  jeśli 
nawet  zakończony  jest  głębokim  transem  –  jest  więc  właściwie  czymś 
jakościowo  różnym  od  wszystkich  następnych  (przy  pierwszym  seansie 
bowiem  wypracowuje  się  odruch  zapadania  w  trans,  a  przy  następnych 
korzysta się już z gotowego mechanizmu). 
Dlatego opowieści w rodzaju, że “doktor A. jest świetnym hipnotyzerem, 
uśpił  bowiem  swego  pacjenta  w  jednej  chwili",  są  pozbawione  sensu  tak 
samo jak opinie typu, że “doktor B. jest o wiele gorszym hipnotyzerem od 
doktora A., gdyż nad jednym pacjentem męczył się przez godzinę". Wiele 
zależy od osobowości pacjenta i od liczby seansów, którym był poddany. 
Powtarzające się seanse hipnozy wyrabiają w pacjencie odruch zapadania 
w  trans.  Skutkiem  postępującego  automatyzowania  się  tego  procesu  jest 
nie  tylko  coraz  szybsze  “zasypianie";  coraz  słabszych  potrzeba  również 
bodźców,  aby  uruchomić  odruch  zapadnięcia  w  uśpienie  hipnotyczne 
Indukowanie  transu  wymaga  od  hipnotyzera  coraz  mniej  czynności  i 
wypowiadanych słów. Wreszcie hipnotyzera może zastąpić jego obraz na 
ekranie,  a  jego  sugestie  z  równym  skutkiem  może  recytować  głośnik 
Kontakt  bezpośredni  “hipnoterapeuta-pacjent"  zostaje  zastąpiony 
kontaktem pośrednim “hipnoterapeuta-aparat-pacjent". 
Ponieważ  czas  lekarza  jest  drogi,  a  tradycyjna  hipnoterapia  dość 
czasochłonna,  nic  dziwnego,  że  metoda  hipnoterapii  za  pośrednictwem 
aparatów zyskała sobie wielu entuzjastów i propagatorów. Jednym z nich 

background image

jest  petersburski  psychoterapeuta  prof.  Paweł  Bul.  To  on  nadał  nowej 
metodzie nazwę “telehipnozy". 
Właściwie trudno mówić o jednej metodzie, skoro ma ona wiele różnych 
wariantów.  Do  “telehipnozy"  zaliczyć  by  przecież  należało  wszystkie 
rodzaje  hipnozy  ablacyjnej,  hipnoterapię  za  pośrednictwem  filmu  oraz 
zabieg  hipnotyczny  dokonywany  przez  telefon  (np.  w  razie  bólu  pacjent 
telefonuje do swego hipnoterapeuty, który usypia go sygnałem słownym, 
daje  sugestię  bezbolesności,  po  czym  podaje  sygnał  budzenia). 
Telehipnozę  można  zatem  określić  mianem  “hipnozy  na  odległość",  ale 
pamiętać należy przy tym, że jest ona rodzajem kierowanej autohipnozy i 
że  nie  hipnoza  działa  tu  na  odległość,  lecz  np.  telefon.  Wyrażenie 
“hipnoza na odległość" nie ma pretensji do ścisłości naukowego terminu, 
będąc raczej efektownym zwrotem metaforycznym. 
Prawdziwa  hipnoza  na  odległość  była  przedmiotem  doświadczeń  jeszcze 
w  XIX  wieku.  Eksperymenty  z  telepatycznym  przekazywaniem  sygnału 
zasypiania  kontynuował  w  naszym  stuleciu  znany  rosyjski  badacz,  prof. 
Leonid  Wasiljew.  Prowadził  je  w  latach  1932-1938,  a  potem  od  roku 
1960. Były to zresztąnie tylko badania nad “psychicznymi sugestiami snu 
i  przebudzenia",  ale  i  nad  telepatycznym  przekazywaniem  prostych 
obrazów wzrokowych. 

background image

 

Również  w  Polsce  prowadzono  W  latach  międzywojennych  badania  nad 
telepatycznym 

przekazywaniem 

obrazów. 

Przy 

współpracy 

warszawskiego Towarzystwa Psycho-Fizycznego i greckiego Towarzystwa 
Badań  Psychicznych  przeprowadzono  serii  grupowych  doświadczeń 
telepatycznych  w  1928  roku.  Każdy  rysunek  był  nadawany  w  Atenach 
jednocześnie  przez  wielu  uczestników  eksperymentu  i  w  tym  samym 
czasie  odbierany  w  Warszawie  (odległość  1597  km)  również  naraz  przez 
kilka osób. Eksperyment prowadził Angelos Tanagras i Prosper Szmurlo  
Uczestniczące  w  testach  osoby  przygotowywano  uprzednio  do 
eksperymentu  w  zwykły  sposób,  tzn.  usypiano  i  budzono  przy 
bezpośrednim  udziale  hipnotyzera,  który  później  brał  udział  w 
doświadczeniu.  Nadawca  usiłował  wywołać  sen  lub  przebudzenie 
badanego,  który  znajdował  się  w  innym  pomieszczeniu.  W  niektórych 
eksperymentach  umieszczano  badanego  w  klatce  Faradaya,  czyli  w 
kamerze 

metalowej, 

nieprzepuszczalnej 

dla 

promieniowania 

elektromagnetycznego,  a  w  innym  nadawca  znajdował  się  w  ołowianej 
kamerze,  uszczelnionej rtęcią. Badany  trzymał w dłoni gumową gruszkę, 

background image

którą  nieustannie  rytmicznie  naciskał.  Kazcie  naciśnięcie  poruszało 
pisakiem  połączonym rurką z gruszką,  a zapis oscylacji otrzymywano na 
obracającym  się  ze  stałą  szybkością  bębnie.  Kiedy  badany  zasypiał, 
oscylacje  ustawały;  pojawiały  się  ponownie,  kiedy  budził  się  i  zaczynał 
znów  naciskać  gruszkę.  W  nie  znanym  badanemu  momencie  nadawca 
przesuwał przełącznik, wywołując tym znak na obracającym się bębnie, i 
następnie  usiłował  wywołać  sen.  Gdy  badany  spal  nadawca  przesuwał 
ponownie przełącznik, robiąc następny znak na bębnie, po czym starał się 
obudzić  badanego.  Czas  między  podaniem  sugestii  a  zaśnięciem 
badanego  oraz  między  podaniem  sugestii  a  przebudzeniem  można  było 
zatem określić na podstawie zapisu. 
Zdarzało  się  jednak,  że  osoba  testowana,  przebywająca  dłuższy  czas  w 
kamerze,  pozbawiona  w  dużym  stopniu  wrażeń  wzrokowych  i 
słuchowych,  a  przy  tym  wykonująca  nużącą  czynność  naciskania 
urządzenia  pneumatycznego,  zasypiała  bez  udziału  nadawcy.  Przypadki 
takie  mogły  podważać  wiarygodność  wyników  doświadczeń  udanych. 
Dlatego w badaniach prowadzonych w latach późniejszych prof. Wasiljew 
wprowadził  próby  kontrolne.  O  tym,  czy  w  danym  przypadku  ma  być 
przeprowadzona  próba  istotna  (z  działaniem  nadawcy),  czy  kontrolna 
(gdy  nadawca  wstrzymywał  się  od  działania),  decydowała  seria  losowa. 
Serię  taką  układał  wirujący  krążek  biało-czarny;  jeśli  zatrzymał  się  na 
stronie  białej,  nadawca  nie  próbował  wywołać  snu,  jeśli  zaś  na  czarnej, 
nadawca  natychmiast  przystępował  do  usypiania.  Przy  metodzie  z 
próbami  kontrolnymi  o  udatności  całej  serii  doświadczeń  świadczyła 
znaczna  różnica  pomiędzy  czasami:  od  początku  eksperymentu  bez 
nadawania  do  zaśnięcia  i  od  początku  eksperymentu  z  nadawaniem  do 
zaśnięcia. Przeprowadzono 53 testy tego typu, w tym 27 prób kontrolnych 
oraz  26  prób  istotnych.  Obliczono  ich  średnie  czasy,  a  ich  porównanie 
dało wynik, którego prawdopodobieństwo przypadkowego powstania jest 
mniejsze niż 3 na 10 000. 
Wasiljew,  szukając  jeszcze  bardziej  przekonywających  dowodów  na 
rzetelność  istnienia  “sugestii  myślowej  na  odległość",  przeprowadził 
szereg  udanych  prób  złożonych.  W  wypadku  jednorazowego  zaśnięcia  i 
jednorazowego  przebudzenia  można  przypisać  przypadkowi  fakt  ich 
zbieżności w czasie z usiłowaniami nadawcy, trudno natomiast wyobrazić 
sobie, aby podczas jednego doświadczenia osoba badana trzy razy zasnęła 
i  trzy  razy  zbudziła  się  “przypadkiem",  zawsze  w  chwilę  po  wszczęciu 
przez  nadawcę  odpowiedniego  działania.  W  książce  Wasiljewa 
Wnuszenije na rasslojanje (Sugestia na odległość) zamieszczony jest zapis 
dokonany  podczas  jednego  z  takich  doświadczeń  przez  aparat 
rejestrujący  –  kimograf.  W  linii  górnej  widzimy  odnotowane  wszystkie 
pociśnięcia  gumowej  gruszki  przez  odbiorcę  w  chwilach  czuwania  oraz 
odcinki  proste  odpowiadające  jego  nieaktywności  podczas  uśpienia.  W 
równoległej  linii  dolnej  zaznaczone  są  momenty,  w  których  nadawca 

background image

przystępował do indukowania na  odległość kolejnych zasypiań i  budzeń. 
Widzimy  też,  jak  w  chwilę  od  rozpoczęcia  każdego  z  działań  nadawcy 
pojawia się odpowiednia reakcja odbiorcy. 
Badania  prof.  Wasiljewa  nad  prawdziwą  “hipnozą  na  odległość"  rzucają 
interesujące  światło  na  wciąż  jeszcze  zagadkowy  mechanizm  hipnozy 
mesmeryczne  j.  Czyżby  między  bioenergetycznym  oddziaływaniem  na 
siebie  organizmów  na  odległość  (efekt  Backstera)  a  hipnozą 
mesmeryczną była taka różnica jak między wysyłaniem i odbieraniem fal 
elektromagnetycznych  niczym  nie  zmodulowanych  a  transmisją 
radiofoniczną? 

Czy 

hipnoza 

mesmeryczna 

jest 

przekazem 

bioenergetycznym  zmodulowanym  sygnałem  zasypiania?  Niejedno  zdaje 
się za tym przemawiać. 
Wiele  badań  poświęcono  ustalaniu  ewentualnych  związków  pomiędzy 
rozmaitymi cechami osobowości hipnotyzowanego a jego podatnością na 
hipnozę.  Nie można jednak  było  ustalić korelacji  między podatnością na 
hipnozę  a  konstytucją  fizyczną  lub  psychiczną,  charakterem,  rasą,  płcią, 
statusem  społecznym.  Wykryto  jedynie,  że  podatność  na  hipnozę 
werbalną koreluje z pewnymi formami sugestywności. Zdaniem Hilgarda 
hipnoza  jest  też  zależna  od  pewnych  cech  genetycznych:  bliźnięta 
jednojajowe,  wychowane  nawet  oddzielnie  i  w  odmiennych  warunkach, 
reagują na nią podobnie, natomiast bliźnięta dwujajowe – często różnie. 
O  tym,  że  pewne  rodzaje  sugestywności  korelują  z  podatnością 
hipnotyczną,  mówiliśmy  już  w  rozdziale  poświęconym  mechanizmowi 
hipnozy  werbalnej.  Stąd  narodził  się  pomysł  zastosowania  testów  do 
mierzenia  tej  podatności.  Szkoda,  że  w  zapale  poszukiwania  testów 
psychologicznych 

zapomniano 

ostatnich 

dziesięcioleciach 

pionierskich badaniach Juliana Ochorowicza nad testami fizjologicznymi. 
Ochorowiczowi  udało  się  bowiem  wykryć  korelację  pomiędzy  stopniem 
podatności  hipnotycznej  (na  hipnozę  indukowaną  przede  wszystkim 
bioenergetycznie,  czyli  mesmeryczna)  a  następującymi  reakcjami 
fizjologicznymi: reakcją biomagnetyczną, skórnogalwaniczną i chemizmu 
potu. 

 

Eksperyment  prof.  Lconida  Wasiljewa:  telepatyczne  przesyłanie  sugestii 
hipnotycznego 

snu 

przebudzenia. 

Tym  razem  obiekt  doświadczenia  był  z  rzędu  trzykrotnie  uśpiony  i 
przebudzony. 

background image

Początek  hipnozy  (H);  moment  gdy  hipnotyzer  zaczynał  przekazywać 
myślową sugestie usypiania (U) i budzenia (B)  
Na  szczególną  wrażliwość  na  stałe  pole  magnetyczne  u  osób  łatwo 
popadających w głęboki trans hipnotyczny zwrócił Ochorowicz uwagę już 
w  1880  roku.  Był  wtedy  docentem  na  uniwersytecie  we  Lwowie  i  miał 
dostęp  do  dobrze  wyposażonej  pracowni  fizycznej.  Natrafiwszy  na 
zaskakującą  zależność  przebadał  większą  liczbę  przypadków  i  stwierdził, 
że  stopień  reakcji  na  pole  magnetyczne  jest  oznaką  stopnia  podatności 
hipnotycznej  oraz  że  rodzaj  reakcji  niekiedy  pozwala  przewidzieć,  jakie 
zjawiska  wystąpią  podczas  transu.  Opracowany  na  tej  podstawie  i 
opatentowany  przez  Ochorowicza  przyrząd  –  “hipnoskop"  –  wytwarzały 
później we Francji dwie fabryki sprzętu medycznego. 
Co  do  korelacji  pomiędzy  hipnotyczną  podatnością  a  elektryczną 
przewodnością skóry badania Ochorowicza dają tylko wstępne rozeznanie 
w  tej  sprawie.  Z  danych  liczbowych  nie  wynika,  aby  test 
skórnogalwaniczny miał dawać zawsze jednoznaczną odpowiedź na temat 
podatności egzaminowanego człowieka; na efekt skórnogalwaniczny mają 
przecież  wpływ  różne  zmienne  czynniki.  Jeśli  więc  mierzenie  oporności 
elektrycznej skon' miałoby kiedyś stać się stosowanym w praktyce testem 
na  podatność  hipnotyczną,  należałoby  wpierw  starannie  opracować 
metodę  postępowania.  Ochorowicz  używał  jako  elektrod  blach 
metalowych,  źródłem  prądu  bywała  kilkuwoltowa  bateria  ogniw,  a 
wskazania odczytywano na skali czułego galwanometru. 
Godnym  z  pewnością  uwagi  spostrzeżeniem  Ochorowicza  jest  różnica, 
jaka  występuje  pomiędzy  chemizmem  potu  osób  wrażliwych  i 
niewrażliwych  hipnotycznie,  towarzysząc  pewnym  silnym  reakcjom 
emocjonalnym.  Pot  osób  wysoce  podatnych  na  hipnozę  przybiera  w 
takich  momentach  odczyn  zdecydowanie  kwaśny.  Bliższych  danych  o 
doświadczeniach  Ochorowicza  w  tym  zakresie  nie  znajdujemy  w  jego 
pracach;  zapewne  zamieścił  je  w  którymś  z  nie  wydanych,  a  dziś 
zaginionych  rękopisów.  Szkoda.  Ale  większa  szkoda,  że  nikt  jakoś  nie 
zwrócił  dotąd  uwagi  na  –  jak  byśmy  dziś  powiedzieli  –  psychotroniczny 
punkt  widzenia  naszego  uczonego,  który  proponował,  aby  mierzyć 
“nieuchwytne" predyspozycje psychiczne za pomocą ilościowego badania 
bardzo konkretnych reakcji fizjologicznych.