background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

ZŁA MIŁOŚĆ 

Aleksander Sowa  

 

 

 

 

 

Przedpremierowy fragment utworu dla subskrybentów 

Literackiej Strony Autorskiej 

www.wydawca.net

 

background image

 

I. 

 

Dzień dobry. Jestem Ania.  Mam już prawie sześć 

lat i nie różnie się prawie niczym od innych dziewczynek 
z  mojego  przedszkola.  Prawie,  bo  opowiem  dzisiaj 
pewną historię. O miłości.  

Wiem, możesz pomyśleć, że przecież jestem tylko 

małą  dziewczynką,  która  nie  może  nic  o  tym  wiedzieć. 
Tym  bardziej  o  pięknie,  przeznaczeniu,  grzechach  czy 
samotności.  

Tak, prawdopodobnie masz rację.  Sześciolatki, z 

warkoczykiem  jasnych włosów spiętych w  mysi  ogonek 
zwykle wiedzą znacznie więcej o ubrankach dla lalek niż 
o takich sprawach.  Zgoda. Ale to nie znaczy, że tak jest 
tym  razem.    Zresztą,  myślę,  że  ty  też  niewiele  o  tym 
wiesz, chociaż jesteś dorosłym.  I wątpię aby się myliła. 
A  już  pewno  nie  wiesz  nic  o  tym,  co  tu  za  chwilę 
przeczytasz.  

Tym bardziej, że jest to prawdziwa historia, o złej 

miłości. 

 

 

background image

 

II. 

 

Ach,  tatku,  kiedy  dorosnę  zostanę  pisarką.    Tak 

postanowiłam.  Ludzie przecież zostają rożnymi ludźmi. 
To znaczy,  ludźmi są takimi samymi, tylko to, co robią 
jest różne.   

–  Ale  czasem  jest  to  inne  zajęcie  od  tego,  co 

chcieli robić. 

– Wiem. Ale bywa i tak, że jest to dokładnie to, 

co sobie wymarzyli – prawda tatusiu? 

– Uhm. 
– Mamusia mówi, że chciała zostać maszynistką.  

W  pociągu  oczywiście.  Zamierzała  prowadzić  wielkie 
lokomotywy. Pewnie takie jak tamta.  

– Która? 
–  Tamta,  o  której  czytała  nam  kiedyś  pani  w 

przedszkolu. 

– I? 

 – 

Mama 

nie  została  kolejarką.  Nawet 

konduktorką. Pisze za to na maszynie. Szyje też czasem 
ubranka dla moich lalek.  

–  Widziałem,  że  uszyła  spodenki  w  kratę  na 

szelkach.  

–  To  dla  mojej  Malwinki.    Lubię,  kiedy  mama 

szyje.    Możemy  wtedy  rozmawiać.  Szyjąc  mamusia 
powiedziała kiedyś: 

background image

 

– Choć nie  jeżdżę w  lokomotywach  i tak  jestem 

szczęśliwa. 

–  Jak  to  –  zapytałam  –  przecież,  nie  jesteś 

maszynistką? 

–  Przecież  jestem  –  szepnęła  na  ucho.  Potem 

mrugnęła okiem i dodała. – Jestem maszynistką. Tak jak 
chciałam,  gdy  byłam  w  twoim  wieku.  Szyję  na 
maszynie,  na  innej  piszę,  więc  jestem  maszynistką  – 
prawda? 

– Może tak, może nie – odparłam nie wiedząc co 

powinnam odpowiedzieć  –  Ja  będę pisarką  – odparłam 
rezolutnie. 

–  Pisanką?  –  Zapytała  zdziwiona.    Musisz 

wiedzieć tatku, że mamusia od tego pisania na maszynie 
coraz  gorzej  słyszy.    Czasem  trzeba  jej  dwa  razy 
powtarzać jakieś słowo, aby dobrze zrozumiała. 

 –  Nie  mamusiu  –  powtórzyłam  –  pisarką.  –    To 

znaczy  taką  panią,  co  pisze  książeczki  dla  dzieci.  Na 
przykład jak tamtą o lokomotywie.  

– O lokomotywie? – Powtórzyła.  
– Tak. 
–  O  ile  mi  wiadomo,  to  ta  pisarka  była 

mężczyzną.  Nazywała się, to znaczy nazywał się Julian 
Tuwim.  

–  Nie  pamiętam  –  przyznałam.  –  Ale  to  nie 

przeszkadza, aby zostać pisarką.  

–  Rozumiem  –  odparła  z  poważną  miną.    – 

Myślałam  tylko,  że  gdybyś  chciała  być  jednak  kiedyś 

background image

 

pisanką  zamiast  pisarki,  mogłabyś  rozbić  skorupkę 
wokół  siebie  dzióbkiem.  I  byłabyś  wtedy  małym, 
żółciutkim, cieplutkim kurczaczkiem.  

Zaśmiałam  się  i  przytuliłam  do  mamusi.   

Dziewczynki  chcą  być  lekarkami  albo  nauczycielkami.  
Te odważniejsze chcą  zostać stewardessami. Chcą  latać 
w samolotach, z ludźmi, których jest tak dużo, jak moim 
brzuchu było kiedyś truskawek. 

– Truskawek? 
– Tak.  
– Wtedy u babci na działce? 
– Tak.   
– A chłopcy?  
–  Oni  chcą  być  szeryfami,  strażakami  albo 

piłkarzami.  Chcą  grać  o  bardzo  ważne  nagrody  na 
bardzo dużych boiskach. Tak bardzo ogromnych, że nie 
potrafię sobie nawet wyobrazić jak wiele popcornu i coli 
się tam je i pije. Ale piłka nożna i chłopcy są nudni, choć 
jeśli będzie się ich słuchało wystarczająco długo to mogą 
się wydać interesujący.  

– Rozumiem.  
–  A  ja  chciałam  zostać  pisarką.  I  zostałam  nią. 

Tyle, że wiesz tatku – mamusia miała chyba rację. 

 – Powinnam jednak zostać pisanką? 
 – Tak.  
 – Dlaczego? 

    – Przebiłabym wtedy skorupkę wokół siebie.  
    – A tak, została ci ona do dziś?  

background image

 

III. 
 

Jako  pisarka,  zamierzam  wymyślać  moje  historie 

w  nocy.    Potem  je  opiszę  i  sprzedam  w  książkach. 
Zostaną  oprawione  w  twarde,  kolorowe  okładki.  Będą 
czekały w księgarniach z wysokimi jak szafy półkami na 
uśmiechnięte dzieci i ich mamy. Nie wiem czy tak robią 
pisarki, ale ja tak będę robić. 

– Myślę, ze tak właśnie robią.  

  – Tak? 
  – Tak sadzę. Opowiesz mi jakąś historię? 
  – O czym? 
  – O mężczyźnie fotografującym sny czy o śnie? 

– Sama wybierz. Może być o czarnoksiężniku, jeśli 

zechcesz. 

– Będzie o śnie. 
– Doskonale.  
– Myślę, że coś w tym jest.   Nie wiem dokładnie 

co,  bo  wciąż  jestem  jeszcze  bardzo  małą  dziewczynką,  
choć z  jasnymi planami  na  swoją przyszłość. Nie wiem 
jeszcze co to miłość, nadzieja, przeznaczanie, piękno czy 
grzech. Ale kiedyś przecież dorosnę, prawda? 

– Tak. Twoje plany są jak sznurek.   
– Sznurek na którym mamusia wiesza pranie? 
–  Podobny,  choć  to  nie  jest  istotne.  Życie  polega 

na  wyborach.  Każdy  z  nas  idzie  jak  po  sznurku  aby 
znaleźć to czego szuka. Wybieramy swoja drogę.  

background image

 

–  O  drodze  jeszcze  niewiele  wiem,  poza  tym,  że 

nie  każda  może  być  dobra.  Ale  żadna  też  nie  jest  zła, 
dopóki nie dojdziemy do jej końca.  

–  Dobrze  jeśli  wybierając  się  w  podróż  spotkamy 

kogoś, kto może z nami razem iść.  Cel naszej wędrówki 
możemy sobie wytyczyć, ale nie ludzi, których spotka. 

– Dobrze tatku, już zaczynam – odpowiedziałam. 

Po  chwili  namysłu  zaczęłam  opowiadać  swoją  historię.  
– Miałam kiedyś dziwny sen. Był o opowiadaniu, które 
kończy się niespodzianką. Jako pisarka, po przebudzeniu 
spisałam go i teraz opowiem.  

 
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

IV. 

 
Pokój  był  pogrążony  w  ciemnościach  i  tylko 

troszeczkę  księżycowego  światła  oświetlała  łóżko,  w 
którym spałam.  Tamtej nocy, do rana pozostało jeszcze 
dużo czasu, tatku. Myślę, że to  mogło być pół godziny. 
Albo półtoraj. Kiedy usłyszałam w swojej głowie naraz: 

– Półtorej.  

Spojrzałam  na  budzik.  Myślałam,  że  zadzwonił  i  pora 
wstać.  Trzeba  przecież  iść  do  przedszkola.    Zanim 
zacznę pisać, jako pisarka, muszę się tego przecież tatku, 
nauczyć. Sam tak mówiłeś, kiedyś.  A tego właśnie uczy 
się  w  przedszkolu.  Potem  w  szkole.  Ale  szkoła  to 
bardzo,  bardzo  odległa  przyszłość.  Dopiero  po 
wakacjach.  Więc wróćmy do budzika.  

Wydawało  mi  się,  że  mnie  obudził.  Jednak  on 

spłatał tylko nieznośnego figla. Wcale nie dzwonił.  Był 
tylko jednym ze znaków, przy mojej sennej drodze. 

– Mówi się półtorej – usłyszałam znów.  

Zrozumiałam  wtedy.  Wcale  się  nie  obudziłam  taktu. 
Spałam  jak  przedtem.  Nawet  pozwoliłam,  by  sen  trwał  
dalej. Nie wiedziałam tylko skąd pojawił się głos. Czy to 
budzik powiedział?  
 

–  Przecież  to  niemożliwe  –  znów  ten  sam  głos 

odpowiedział na moje myśli.  
 

–  Kim  jesteś?  –  zapytam  przerażona  ciemności 

wokół  mnie.  Trochę  się  jednak  wystraszyłam.  Nie  co 

background image

10 

 

dzień  słyszy  się  dziwne  głosy  w  swojej  głowie. 
Szczególnie mając sześć i pół lat.   

Ale ciemność nie odpowiedziała. Nie usłyszałam 

już tego głosu.  Poczułam za to, że ktoś patrzy na mnie. 
Wpatruje się we mnie.  

 Leżał  obok.  Nie  głos,  ale  mały  chłopiec.  Wiem, 

że  dawno  mnie  nie  widziałaś  tatku.  Więc  nie  wiesz. 
Jestem  już duża.   Chodzę do zerówki.  Uczę  się  liter  i 
liczb.  To znaczy cyfr. To w przyszłości pomoże w mojej 
pracy pisarskiej. Pani mówi, że na pewno. To się nazywa 
„solidne  podwaliny”.    Mnie  się  kojarzy  jednak  z 
podwalaniem  się.  Więc  nie  wiem,  co  o  tym  myśleć. 
Nieładnie  się tak wyrażać.  Dobrze, że ten chłopiec był 
naprawdę bardzo mały.  Nie mówił nic. Tylko patrzył. 
 

– Jak masz na imię? – zapytam ciekawa. 

 

–  Nie  mogę  ci  tego teraz  powiedzieć  –  odparł  – 

ale obiecuję, że sama to odkryjesz.  
 

–  Obiecujesz?  –  powtórzyłam  niepewna,  bo 

przecież  nie  co  dzień  ma  się  takich  dziwnych  gości  w 
środku nocy.  
 

– Obiecuję – przytaknął. 
– Przysięgnij z ręką na sercu – zażądałam twardo. 

Chłopcy  zawsze  się  mnie  bali  i  daję  sobie  z  nimi 
doskonale  radę.  Ale  ten,  zamiast  się  przedstawić 
wykonał dziwny ruch. Jak czarodziej przesunął dłonią od 
prawej  do  lewej  strony  przed  moją  buzią.  Nagle 
wszystko  rozbłysło.  Zajaśniało.  Potem  poczułam  jak 
chwycił mnie za rękę. Bez pytania. 

background image

11 

 

Wyobrażasz  sobie,  tatku?  Pomyślałam,  że  to 

trochę  niegrzeczne.  Zwłaszcza,  że  chłopiec  był  z 
pewnością  młodszy  ode  mnie.  Byłam  jednak  bardzo 
ciekawa. Nie protestowałam.   

Wiesz, tatku, nigdy wcześniej nie latałam. Kiedyś 

tylko  na  karuzeli,  przyznaję,  że  było  blisko.  A  on,  po 
prostu chwycił mnie za rękę i poleciałam. Wzniosłam się 
z nim w stronę światła. Jakbyśmy oboje byli ptakami. 

– Boję się –  zapiszczałam przerażona.  
–  Niepotrzebnie  –  szepnął  po  chwili.  Uśmiechał 

się  delikatnie  –  czeka  cię  teraz  coś  bardzo  ważnego. 
Muszę ci coś pokazać.  

– Ale ja nie potrafię latać! 
–  Potrafisz.  Potrafisz  wszystko,  co  zechcesz. 

Musisz tylko naprawdę bardzo tego chcieć.   

I wzniosłam się razem  z nim. 

 

 

 

 

 

background image

12 

 

V. 

 
Zatrzymaliśmy  się  w  wielkim,  ciemnym  domu. 

Tak  naprawdę  nie  był  wcale  szczególnie  wielki,  ale 
czułam się w nim taka malutka, jak nigdy wcześniej.   

– Dlaczego tu jesteśmy? – zapytałam.  
– To dopiero początek.  
– Początek czego? 
– Zabieram cię w podróż. 
– Ale dokąd? 
Nie  podobało  mi  się  tam.  Były  tam  butelki  i 

brzydko  pachniało.  Myślę,  że  było  tam  dużo  dymu  z 
papierosa bo aż szczypały mnie oczy. Stał tam stary piec, 
taki  o  którym  mówi  się,  że  jest  kaflowy.  Podłoga 
skrzypiała  przy  każdym  kroku.  Właśnie  wtedy,  kiedy 
usłyszałam  skrzypienie  poczułam  też,  że  moje  stopy  i 
stopy  chłopca,  który  mnie  tu  przyprowadził  jej  nie 
dotykały. 

–  Wiesz,  Aniu,  czasem  to  nie  cel  podróży  jest 

najważniejszy,  ale  sama  droga,  którą  do  tego  celu  się 
dąży. 

– Dziwnie mówisz – skomentowałam.  
– Możliwe. Albo tak ci się tylko wydaje.  
– Dlaczego? 
–  Bo  to  nie  jest  moja  podróż,  ale  twoja.  A  teraz 

spójrz  –  rzekł  wskazując  wnętrze  domu,  w  którym  się 
znaleźliśmy –  widzisz? 

background image

13 

 

  Byli  tam  ludzie.  Tylko  oni  dotykali  tej  brudnej  

podłogi.    Wydawali  się  jacyś  znajomi.  Nie  potrafiłam 
sobie jednak przypomnieć gdzie ich widziałam. To było 
bardzo  dziwne  uczucie.  Tak,  jakbym  widziała 
poruszających  się,  żywych  ludzi,  którzy  przed  chwilą 
jakimś 

czarodziejskim 

sposobem 

uciekli 

ze 

starodawnych, mętnych zdjęć.   

– Był tam ktoś jeszcze? 
– Tak.  Przy stole siedział pijak.  
– Pijak? Skąd wiesz, że był pijakiem? 
– Nie wiem, ale wyglądał jak pijak. Nalewał sobie 

wódkę i płakał.  A dziewczynka bawiła się pustą butelką.  

– Jaka dziewczynka?  
–  Zupełnie  podobna  do  mnie.  Pewnie  nie  miała 

więcej  niż  sześć  lat,  nie  sądzę  też  aby    chodziła  już  do 
szkoły. – Jak masz na imię – zapytałam uśmiechając się 
do niej.  

–  Amnezja  –  odparła  natychmiast.  Po  czym  od 

razu dodała – a ty? 

Spojrzałam  na  nią  a  potem  na  chłopca  ze  mną. 

Patrzył na mnie niebieskimi oczami i wydało mi się, że 
nagle  zrobił  się  jakby  bardziej  smutny.  Jego  buzia  nie 
byłą  już  taka  jasna  i  błyszcząca  jak  wtedy,  kiedy 
widziałam go po raz pierwszy. Nie potrafię tego, tatku, 
wyjaśnić ale wiedziałam, że zgodził się na zabawę z tą 
dziewczynką, choć nie powiedział ani słowa.  

– Dziwne masz imię – powiedziałam siadając na 

podłodze obok dziewczynki.  Skąd ono się wzięło? 

background image

14 

 

– Nie pamiętam – odparła i bawiła się dalej. 
–  W  co  się  bawisz?  –  zapytam  w  nadziei,  że 

zaprzyjaźnię się z ta dziwną dziewczynką. 

– W miłość. 
–  W  miłość?  –  zapytam  zdziwiona  i  po  chwili 

dodałam – nie znam tej zabawy. Powiedz, na czym ona 
polega? 

– Nie wiesz? – odparła.  

Pomyślałam,  że  nie  wiem  naprawdę.  I  wtedy,  nagle  i 
niespodzianie  poczułam  deresz  przebiegający  jak 
elektryczność po kręgosłupie.  Znów to zrobił. Spojrzał 
na  mnie  niebieskimi  oczyma  i  usłyszałam  ten  cichy, 
szepczący  głos,  mimo,  że  jego  usta  nawet  się  nie 
poruszyły. 

– Wiesz, wiesz… na pewno. Zaufaj mi.  

Tymczasem  dziewczynka  jakby  nie  usłyszawszy  jego 
słów, bawiła się dalej butelką.  

–  Jestem  głodna  –  odparła  nagle,  zupełnie 

zmieniając temat. – Od tak dawna nie jadłam niczego.  

Mężczyzna  tymczasem  zamiast  dać  jeść 

dziewczynce,  bo  była  przecież  głodna  wypił  kolejny 
kieliszek i patrząc na nią nagle zapłakał.  Łzy ciekły mu 
po policzkach jak wielkie, bezbarwne groszki.  

– Dlaczego Aniu, ten człowiek płakał? 
– Nie wiem dokładnie. Myślę, że kogoś szukał.  
– Skąd wiesz? 

background image

15 

 

–  Płacząc,  łkał  głośno  –  zgubiłem  drogę  do 

ciebie. Zagubiłem się i nie wiem dokąd mam iść aby cię 
teraz odszukać. 

–  Proszę  pana!  –  odezwałam  się  poruszona.  Nie 

rozumiałam jak mógł nie widzieć dziewczynki, w takiej 
ładnej,  różowej  sukience,  taktu.    –  Proszę  pana!  – 
powtórzyłam  głośniej.    Ale  nie  słyszał  mnie.  Szlochał 
dalej.  

–  Szukam  cię,  czy  tego  chcesz,  czy  nie.  Szukam 

cię czy ja tego chcę, czy nie. To jest moja  choroba.   

– Do kogo mówi ten Pan? – zrezygnowana zapytałam 

chłopca, lecz nie odpowiedział. Nagle znikł, tak samo jak 
nagle się pojawił.  Rozpłynął się w nicość. Nie było tam 
też już dziewczynki. Zostałam sama, tak potwornie sama, 
że nie wiedziałam się gdzie się podziać.  Byłam tylko ja i 
płaczący nieogolony mężczyzna, pijacy wódkę przy stole 
pokrytym  starą  ceratą,  który  patrzył  w  przestrzeń  przed 
siebie.  Zdawał  się  jednak  mnie  nie  widzieć.  Sądzie,  że 
nie widział niczego wokół siebie. Nie  zauważał nic poza 
butelką  i  kieliszkiem  z  którego  pił.  Był  jak  ślepiec 
prowadzony przez wiernego psa.   

–  Odkąd  pojawiłaś  się  po  raz  pierwszy,  odkąd 

poznałem  cię  jesteś  w  mym  sercu  ciągle  –  szlochał  – 
głęboko,  na  samym  dnie  i  czasem  tylko  zbliżasz  się  do 
jego  powierzchni,  by  przypomnieć  siebie,  jak  dziś.  A 
mimo  tego,  szukam  cie  dalej,  nieustannie,  chcę  cię 
odszukać.  Tak  bardzo  chcę  znów  cię  znaleźć.    Gdzie 
jesteś?  –  Pytał  –  lecz  wiedział,  że  nie  usłyszy  żadnej 

background image

16 

 

odwiedzi – i boję się tak bardzo – łkał wyrywając włosy 
z  głowy  –    że  nigdy  już  się  nie  odnajdę,  nie  odnajdę 
takiej, jaką jesteś naprawdę. 

Zrobiło mi się smutno. Żal było mi tego pana. Co 

z  tego  że  był  pijany.  Ale  rozumiałam,  że  był 
nieszczęśliwy.  Bardzo.    Patrzyłam  i  przyszło  mi  wtedy 
do  głowy  tatku,  jedno  pytanie.    Czy  ten  pan  szukał  tej 
dziewczynki, która bawiła się obok na podłodzie, a on jej 
nie widział? A może czegoś innego? 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

17 

 

Publikacja darmowa do swobodnego 

rozpowszechniania. 

 

Więcej o utworze „Zła miłość” na oficjalniej stronie 

autora: 

www.wydawca.net/zla-milosc.htm

 

 

Aleksander  Sowa,  urodził  się  19 

lutego  1979  w  Paczkowie.    Pisarz, 

autor powieści, poradników, wierszy i 
książek  technicznych.  W  2005  roku 
wydał 

pierwszy 

poradnik 

oraz 

debiutancką  powieść  

Umrzeć  w 

deszczu

.  W  2007  roku  opublikował  

Jeszcze  jeden  dzień  w  raju

,  która 

otrzymała tytuł 

Najlepszej książki na 

lato  2010  portalu  Granice.pl

.  W  tym 

samym  roku  ukazała  się  trzecia 
powieść    

Era  Wodnika

.  Jest 

również autorem zbioru wierszy i fotografii 

Requiem do miłości

.  

Zła miłość

 to czwarty prozatorski utwór tego autora.